background image

Armia brytyjska wobec kampanii polskiej 1939 roku – informacje, oceny, analizy. 

 

Fatalny  dzień.  O  dziesiątej  […]  telefon  Winstona  [Churchilla]  z  Westerham,  który 

powiedział: „Zaczęli. Warszawa i Kraków są właśnie bombardowane”, zapisał w dzienniku 

brytyjski  Generalny  Inspektor  Sił  Zamorskich  (a  niebawem  –  szef  Generalnego  Sztabu 

Imperialnego)  gen. Edmund Ironside. Jednak pierwsze bardziej nieco konkretne, choć wciąż 

jeszcze  nie  w  pełni  klarowne  informacje  o  wydarzeniach  w  Polsce  nad  Tamizę  docierać 

zaczęły koło południa 1 września. W depeszy zdeszyfrowanej w War Office o 12.50 brytyjski 

attaché wojskowy w Warszawie ppłk Edward Roland Sword przesyłał dane z przekazanego 

mu przez polskie dowództwo raportu sytuacyjnego z godziny 9.00: Myszyniec (na północ od 

Ostrołęki)  został  zaatakowany  o  5.00.  […]  Między  5.00  a  6.45  Niemcy  przekroczyli  granicę 

między Wisłą a Iławą Pruską. W tym samym czasie [miały miejsce] bombardowanie i słaby 

atak na most w Tczewie. Zaobserwowano czołgi koło Śmiłowa. Zbąszyń zajęty. Słaby atak w 

kierunku Leszna. […] Śląsk: Atak między Neu Mittelwald [Międzyborzem] a Rychtalem. Atak 

czołgów  na  froncie  Praszka-Krzepice.  Atak  na  Lubliniec  i  Tarnowskie  Góry,  każdy  przez 

batalion  czołgów.  Atak  pancerny  na  froncie  Gliwice-Racibórz,  donosząc  jednocześnie  o 

uderzeniach z powietrza na Poznań, Katowice i  Kraków

1

.  O  przekroczeniu  polskiej  granicy 

przez  oddziały  niemieckie  donosił  też  wywiad,  czerpiąc  dane  z  informacji  agencyjnych, 

nasłuchy  radiowego  oraz  źródeł  własnych  (w  tym  raportów  Secret  Intelligence  Service). 

Informacji dostarczył m. in. warszawski korespondent agencji United Press, naoczny świadek 

niemieckiego  nalotu  na  tamtejszy  Dworzec  Główny  z  godz.  9.40,  który  –  wedle  raportu 

przedstawionego  Szefowi  Sztabu  Lotnictwa  marszałkowi  Cyrillowi  Newall  Directorate  of 

Intelligence Air Ministry – „potwierdził”, że Polska została zaatakowana przez siły lądowe w 

czterech  różnych  punktach.  Inne  odnotowane  w  tymże  raporcie  doniesienia  prasowe  jako 

bombardowane  miejscowości  wymieniały  Cracow,  Czed,  Rypmc,  Putz  (Polz?)  [pisownia 

oryg. – W. M.]. Równocześnie informacje o rozpoczętych przez Rzeszę działaniach zbrojnych 

napływały do Londynu kanałami dyplomatycznymi. 

Wielka Brytania wciąż jeszcze nie była stroną walczącą. Dla wojskowych było jednak 

oczywiste, że jej status ulegnie zmianie w najbliższej przyszłości. W warunkach nadchodzącej 

                                                           

1

  Przedstawiony  tekst  dotyczy  informacji,  jakie  na  temat  rozgrywających  się  we  wrześniu  1939  roku  w  Polsce 

wydarzeń  dysponowało  ówczesne  kierownictwo  brytyjskich  sił  zbrojnych  –  oraz  formułowanych  na  tej 
podstawie  ocen  i  wniosków.  Konstruowany  w  Londynie  obraz  wydarzeń  z  oczywistych  względów  zawierał 
wiele informacji mylnych czy niepełnych, których ze względu na ograniczoną objętość tekstu autor zdecydował 
się nie konfrontować z obecnym stanem wiedzy na temat omawianych wydarzeń. 

background image

wojny  szczególne  znaczenie  zyskiwał  dostępu  do  najświeższych  informacji  ze  wszystkich 

dostępnych  źródeł.  Zwrócili  na  to  uwagę  brytyjscy  Szefowie  Sztabów

2

,  2  września  1939  r. 

uzgadniając  z  inicjatywy  przewodniczącego  spotkaniu  Szefa  Sztabu  Lotnictwa  marszałka 

Cyrila Newalla, że wszelkie dostępne materiały, w tym także raporty Foreign Office i Secret 

Intelligence  Service  winny  być  niezwłocznie  dostarczane  do  ich  dyspozycji  w  Central  War 

Room, świeżo (27 sierpnia) uruchomionym na skraju St James's Park, pomiędzy Parlamentem 

a  siedzibą  premiera.    Dzień  później  to  samo  gremium  (tj.  Podkomitet  Szefów  Sztabu 

Komitetu  Obrony  Imperialnej)  przyjęło,  że  za  dostarczenie  odpowiednich  informacji 

odpowiedzialni  będą  dyrektorzy  wywiadu  odpowiednich  departamentów  oraz  przedstawiciel 

Foreign  Office  w  Joint  Intelligence  Sub-Committee.  Raporty  wywiadu,  zarówno  te  o 

charakterze o charakterze militarnym jak i polityczne, przedkładane być odtąd miały Szefom 

Sztabu  w  trakcie  ich  codziennych  posiedzeń,  rozpoczynanych  w  Central  War  Room  o 

godzinie  10.00.  Tam  też  trafiać  miały  kopie  odpowiednich  depesz  Foreign  Office,  po 

uprzedniej  ich  selekcji  przez  oficerów  dyżurujących  w  Central  Map  Room.  4  września 

przyjęto  zasadę,  że  dokumenty  opracowane  przez  Szefów  Sztabów  uznane  zostaną  za 

materiały Gabinetu Wojennego i będą dostarczane wszystkim jego członkom – jako podstawa 

do dyskusji, lub jedynie gwoli informacji. 

Oczywiście  Szefowie  Sztabu  na  posiedzeniach  Gabinetu  Wojennego  stawiali  się  też 

osobiście.  Po  raz  pierwszy  sytuacja  militarna  w  Polsce  przedstawiona  tam  została  już 

następnego  dnia  po  przystąpieniu  Wielkiej  Brytanii  do  wojny,  4  września.  Referujący 

zagadnienie  szef  Sztabu  Imperialnego  gen.  Edmund  Ironside  za  zaskakujące  uznał  rozmiary 

sił  niemieckich  skoncentrowanych  na  obszarze  Słowacji.  Podkreślił  przy  tym  wyjątkowe 

trudności  prowadzenia  operacji  wojennych  na  polsko-słowackim  pograniczu,  zaznaczając 

jednocześnie,  że  jeśli  Niemcy  byliby  w  stanie  przeprowadzić  ich  plan,  Polacy  stanąć  by 

musieli  wobec  ataku  o  niezwykłej  sile  z  kierunku  południowego.  Gen.  Ironside  miał  jednak 

okazję poznać uprzednio armię polską w trakcie dwóch złożonych nad Wisłą wizyt (w 1925 r. 

oraz w lipcu roku 1939) i miał o tejże armii własne, całkiem pochlebne zdanie. Na spotkaniu 

gabinetu wyraził więc osobisty pogląd, uznając perspektywę złamania Polski przez Niemcy w 

kilka tygodni za całkiem nieprawdopodobną

                                                           

2

  Posiedzeniom  Podkomitetu  Szefów  Sztabów  Komitetu  Obrony  Imperialnej  przewodniczył  szef  Sztabu 

Lotnictwa  air  marshal  Cyril  L.  N.  Newall.  W  trakcie  obrad  2  i  3  września  Imperialny  Sztab  Generalny

 

reprezentował  jako  jego  szef  generał  wicehrabia  Gort,  zaś  marynarkę  wojenną  -  Pierwszy  Lord  Morski  i  szef 
Sztabu Marynarki admirał  floty Dudley Pound.  Od 4 września jako szef Generalnego Sztabu Imperialnego w 
posiedzeniach  uczestniczył  gen.  Edmund  Ironside.  W  imieniu  Szefów  Sztabu  w  spotkaniach  brali  niekiedy 
udział ich zastępcy. 

background image

Pogląd  ten,  dodać  wypadnie,  szybko  zachwiany  mógł  zostać  przez  napływające  do 

Londynu,  utrzymane  w  coraz  bardziej  dramatycznym  tonie  depesze  z  Polski.  Tuż  przed 

świtem  5  września  w  War  Office  rozszyfrowano  telegram  brytyjskiej  misji  wojskowej  w 

Warszawie:  właśnie  widziałem  Szefa  Sztabu  [gen.  Wacława  Stachiewicza],  który  powiedział 

mi,  że  choć  armia  nie  jest  w  żadnym  stopniu  zdemoralizowana,  to  nie  może  niczego  zrobić 

wobec  przytłaczającej  niemieckiej  przewagi  w  powietrzu  i  jednostek  zmechanizowanych 

naprzeciw niej. Wrażenie ze wspomnianej rozmowy musiało być zaiste przytłaczające, skoro 

zamykająca  krótki  przekaz  ocena  brzmiała  wręcz  kasandrycznie:  nie  uważam  by  Warszawa 

utrzymała się dłużej niż czterdzieści osiem godzin, w najlepszym razie

3

. Popołudniu tegoż dnia 

brytyjska  placówka  donosiła  o  bezsilności  polskiego  lotnictwa  oraz  prawdopodobnym 

całkowitym jego wyłączeniu z działań w ciągu kilku nadchodzących dni

4

Podobnie  groźnie  brzmiące  informacje  z  Polski  otrzymywali  równocześnie 

Brytyjczycy  od  swych  przedstawicieli  u  boku  francuskiego  sojusznika.  Szef  rezydującej  na 

kontynencie, w dowództwie francuskich sił lotniczych Misji No. 1 marszałek lotnictwa Arthur 

S. Barratt informował w południe 5 września telefonicznie, iż Francuzi sądzą, ze sytuacja w 

Polsce  jest  raczej  poważna.  Za  niepokojące  uznano  przede  wszystkim:  atak  niemieckiej 

kolumny  zmechanizowanej  rozwijający  się  z  obszaru  40  mil  na  północ  od  Krakowa  w 

kierunku  na  Kielce  oraz  działania  na  północy,  gdzie,  wedle  przekazanej  informacji,  dwie 

kolumny zmechanizowane posuwają się szybko w kierunku południowym wzdłuż linii Płońsk-

Nasielsk,  około  30  mil  na  północny  zachód  od  Warszawy.  Pocieszająca  (ale  i  całkowicie 

nieprawdziwa!) była podana w tymże samym zestawie wiadomość o przeprowadzeniu przez 

stronę  polską  w  nocy  z  4  na  5  września  w  rejonie  około  30  mil  na  północny  wschód  od 

Częstochowy ataku na niemiecką dywizję zmechanizowaną – i jej częściowym zniszczeniu.  

W  Londynie  optymistyczne  wieści  z  okolic  Częstochowy  przyjęto  zapewne  co 

najmniej z rezerwą. Posiadano już bowiem informacje o przerwaniu w tym rejonie polskiego 

frontu przez trzy albo cztery dywizje zmotoryzowane. Informacja przedstawiona w południe 5 

września członkom gabinetu Wojennego wyjaśniała: To zagrożenie musi być brane na serio, 

gdyż skutkować może zajęciem przez Niemców głównego polskiego obszaru przemysłowego. 

Oznaczać to także może, iż armia polska będzie zmuszona do odwrotu na linię Wisły.  

                                                           

3

 Depesza przekazana została Gabinetowi Wojennemu jako special distribution

4

  Ze  względu  na  profil  czasopisma  autor  zdecydował  się  na  uwzględnienie  w  niniejszym  artykule  głównie 

działań  lądowych.  Brytyjskim  ocenom  prowadzonych  w  Polsce  we  wrześniu  1939  r.  operacji  lotniczych  być 
może poświęcony zostanie odrębny tekst. 

background image

Jednak  dzień  później  gen.  Ironside  wciąż  oceniał  sytuację  z  pewną  nadzieją. 

Przyznając, że szybko ulega ona pogorszeniu, stwierdzał równocześnie: informacje są bardzo 

skromne,  ale  armia  polska  wciąż  wydaje  się  być  nietknięta.  Zaś  7  września  sprawy  frontu 

polskiego  rysował  w  jeszcze  jaśniejszych  barwach,  uznając,  że  w  tym  momencie  pozycja 

Polskie  jest  nieco  łatwiejsza.  Przynajmniej  w  części  miało  być  to  spowodowane 

wstrzymaniem  ruchu  niemieckich  kolumn  pancernych,  które,  szybko  prąc  naprzód  w 

poprzednich  dniach,  wymagały  teraz  zdaniem  Szefa  Sztabu  Imperialnego  reorganizacji  i 

uzupełnienia paliwa.  Około  40 mil  na północ od  Warszawy  toczy się duża bitwa – dodawał 

gen. Ironside. 

7  września  Komitet  Szefów  Sztabów  opracował,  pierwsze  z  serii  tygodniowych 

opracowań  „sytuacji  morskiej,  wojskowej  i  lotniczej”  z  poprzednich  dni  –  i  przedłożył  je 

Gabinetowi  Wojennemu  z  zapytaniem  czy  jego  forma  i  treść  odpowiadają  życzeniom 

Ministrów

5

. Choć początkowe strony dokumentu poświęcone zostały działaniom morskim, to 

w  części  „wojskowej”  (tj.  dotyczącej  operacji  na  lądzie)  poczesne  miejsce  zajmowały 

informacje dotyczące walk w Polsce. Moment rozpoczęcia działań określono tam na godzinę 

5.55  1  września,  kiedy  to  wyprowadzone  zostały  niemieckie  uderzenia  z  Pomorza 

[Zachodniego] w głąb Korytarza, z niemieckiej części Śląska na północ części polskiej oraz z 

Moraw  i  Słowacji  przez  Karpaty.  Niebawem  pojawił  się  też  ruch  z  rus  Wschodnich  w 

kierunku  południowym  i  zachodnim.  Polacy  znaleźli  się  w  trudnej  sytuacji  –  stwierdzali 

Szefowie Sztabów – gdyż skoncentrowanym siłom niemieckim przeciwstawić mogli jedynie 

około 30 dywizji, wśród których niewiele było jednostek zmotoryzowanych. 

Do 4 września Korytarz został opanowany, co umożliwiło łatwe zaopatrywanie Prus 

wschodnich drogą lądową, a także wzmocniło napór skierowany ku Warszawie. Stosunkowo 

wcześnie  stało  się  też  jasne  –  kontynuowali  autorzy  analizy  –  że  niemiecki  atak  na  Śląsku 

wyprowadzony  został  z  wielka  siłą  i  przy  wykorzystaniu  jednostek  zmechanizowanych,  co 

skutkowało  rychłym  wymuszeniem  polskiego  odwrotu  i  musiało  przyczynić  się  do 

poniesienia w jego trakcie stosunkowo poważnych strat w zabitych i jeńcach. 

W ten sposób – konstatowano w dokumencie – zarysowały się niemieckie kleszcze z 

podstawami w Prusach Wschodnich i na Śląsku. Obecnie (w południe 7 września) trwa polski 

opór  na  niezbyt  odległych  od  Warszawy  jej  północnych  przedpolach,  ale  –  stwierdzali 

Szefowie  Sztabów  –  pojawiają  się  przesłanki,  ze  główny  niemiecki  wysiłek  skierowany 

                                                           

5

 Gabinetowi Wojennemu dokument przedstawiony został 9 września w  wersji zredagowanej ostatecznie dzień 

wcześniej. 

background image

zostanie  w  rejon  na  wschód  od  polskiej  stolicy.  Z  kolei  południowe  ramię  kleszczy  Polacy 

usiłują  powstrzymać  na  linii  Sieradz-Piotrków,  i  tam  właśnie,  pod  Piotrkowem 

kontratakowali.  Niemieckie  uderzenie  z  tego  kierunku  uznano  w  przedstawionej  analizę  za 

niezwykle istotne. Z jednej strony bowiem wyprowadzić mogło atakujących w bezpośrednie 

sąsiedztwo Centralnego Okręgu Przemysłowego, z drugiej – w powiązaniu z atakiem z Prus 

Wschodnich  stanowiło  wielkie  zagrożenie  dla  całości  polskich  sił  w  Występie  Poznańskim, 

które mogły zostać całkowicie okrążone

Jako  główna  przyczynę  wielkich  trudności,  w  których  znalazły  się  polskie  armie 

podana  została  niemiecka  przewaga  w  powietrzu.  Polskie  koleje  –  stwierdzano  –  są  ciężko 

atakowane, znacząca część ich [Polaków] przemysłu zbrojeniowego została unieruchomiona, 

a ich skromne lotnictwo zostało zredukowane do stanu, w którym jest bezsilne

Wedle  przedstawionej  oceny  operujące  na  froncie  wschodnim  siły  niemieckie 

podzielone  zostały  na  pięć  grup.  Pierwsza  z  nich  miała  otrzymać  zadanie  opanowania 

Krakowa. Druga, zmotoryzowana – uderzyć w styk Drugiej i Trzeciej Armii Polskiej [tj. amii 

„Łódź”  i  „Kraków”,  dop.  W.  M.],  a  następnie  posuwać  się  przez  Radomsko  na  Warszawę. 

Grupy  trzecia  i  czwarta  odcięły  Korytarz  i  właśnie  oczyszczają  zajęty  rejon  z  izolowanych 

polskich sił. Wreszcie – grupa piąta posuwa się z kierunku Prus Wschodnich.  

Natomiast całość sił znajdujących się w niemieckim rozporządzeniu zdaniem Szefów 

Sztabów liczyć miała 96 dywizji, które rozdzielone zostały jak następuje: 

Front Zachodni – 24 dywizje 

Środkowe Niemcy – 18 dywizji 

Front Wschodni – 54 dywizje

Raport  sytuacyjny  War  Office  z  godziny  8.00  dnia  8  września  informował  o 

utrzymywaniu  w  polskich  rękach  linii  Narwi  i  Wisły  w  okolicach  Modlina,  pośpiesznym, 

spowalnianym  przez  bombardowania  odwrocie  z  Wielkopolski,  którego  czołowe  kolumny 

osiągnęły  linię  Włocławek  –  Łęczyca,  posuwaniu  się  oddziałów  niemieckich  wzdłuż  linii 

Sieradz  –  Łódź,  Piotrków  –  Rawa  oraz  Kielce  –  Radom,  wreszcie  –  odwrocie  polskich 

jednostek  na  linię  Dunajca,  zagrożoną  już  zresztą  przez  atak  z  terenu  Słowacji  w  kierunku 

Jasła. Za intencję polskiego dowództwa autorzy raportu uważali wycofanie się na linię Narwi-

Wisły opodal Modlina, dążność do utrzymania Warszawy wraz z przedmościem o promieniu 

około  25 km  oraz linii  Wisły i  Dunajca. Powątpiewali przy  tym w szanse przeprowadzenia 

przez  armię  „Poznań”  odwrotu  nim  na  drodze  staną  jej  posuwający  się  z  południowego-

wschodu Niemcy. 

background image

 

Nietrudno zauważyć, iż posiadane przez Brytyjczyków informacje o przebiegu działań 

w  Polsce  dalekie  były  od  precyzji.  Wynikało  to  w  znacznym  stopniu  z  problemów  z 

łącznością  z  odległym,  a  w  dodatku  odciętym  od  zachodnich  sojuszników  przez  rozległe 

obszary Rzeszy teatrem działań wojennych. Stąd też jako fakt niezwykle istotny odnotowano 

przybycie do  Londynu jednego z oficerów brytyjskiej  misji wojskowej w Polsce, kpt.  F. T. 

Davisa. Wysłany z Warszawy przez szefa misji gen. Adriana Carton de Wiarta w południe 5 

września,  kpt.  Davis  nad  Tamizę  dotarł  po  niespełna  trzydniowej  podróży.  Wiózł  walizę  z 

bagażem  dyplomatycznym,  polecenie  dostarczenia  szefowi  wywiadu  gen.  Frederickowi 

George  Beaumont-Nesbitt  informacji  uzupełniających  treść  przesłanych  uprzednio  depesz 

oraz, last but not least, rozkaz użycia wszelkich dostępnych dróg dla przekonania londyńskich 

czynników  o  pilnej  konieczności  uruchomienia  natychmiastowej  pomocy  dla  Polski  – 

szczególnie poprzez wsparcie lotnicze i dostawy materiału wojennego.  

 

Dwa ostatnie polecenia przybysz realizować zaczął niemal natychmiast, opracowując 

m. in. raport, w którym streścił przekazane mu przez gen. Carton de Wiarta informacje, oceny 

sytuacji  i  postulaty.  Zdaniem  zaś  tego  ostatniego  sytuacja  w  Polsce  była  ekstremalnie 

poważna.  Wyraźnie  zaznaczał  się  ruch  kleszcze  z  północy  i  południowego-zachodu,  grożąc 

odcięciem  sił  polskich,  zbyt  długo  pozostających  w  Wielkopolsce,  których  odwrót  był 

niebezpiecznie opóźniany (sam wycofałby się dwa dni wcześniej, zauważał Carton de Wiart). 

Całkowita  niemiecka  przewaga  w  powietrzu  neutralizowała  polskie  kontrataki.  Obrazu 

dopełniała równie wielka przewaga strony niemieckiej pod względem sił zmechanizowanych. 

Gen. Carton de Wiart,  cytował  swego dotychczasowego przełożonego autor raportu, sądzi i 

ma  nadzieję  (podkreślił  to  [ostatnie]  słowo),  że  walki  ustabilizują  się  na  osi  na  północ  i 

południe od Lublina

Zaproszony 9 września na przedpołudniowe posiedzenie Komitetu Szefów Sztabu kpt. 

Davies zreferował sytuację w podobny sposób, choć nieco łagodniejszymi słowy. Gen. Carton 

de Wiart, wyjaśnił,  sytuację ocenia  jako poważną,  ale  nie gorszą  niż  się spodziewał [podkr. 

W. M.]. Wedle szefa brytyjskiej misji wojskowej Polacy mieli walczyć dobrze, a ich działania 

paraliżowała głównie aktywność niemieckiego lotnictwa. Ruchy wojsk agresora ułatwiał przy 

tym wyschnięty skutkiem suszy grunt oraz niskie stany wody w rzekach. 

 

Ta  ostatnia  okoliczność,  jak  Szefowie  Sztabu  wyjaśniali  ministrom  w  południe  9 

września,  może  mieć  daleko  idące  konsekwencje.  Mosty  na  Wiśle  zostały  zniszczone, 

stwierdzano, ale z powodu nienormalnie niskiego poziomu wód przekroczenie tej przeszkody 

nie  nastręcza  trudności.  Równocześnie  jednak  przedstawiający  położenie  polskiego 

background image

sojusznika gen. Ironside podtrzymał pogląd, że armia polska może być w stanie ustabilizować 

swe pozycje w rejonie Lublina.  

Już jednak dzień później zastępca szefa Generalnego Sztabu Imperialnego gen. Ronald 

F. Adam zmuszony był  skorygować wywód przełożonego. Polacy  – stwierdził – zamierzają 

wycofać się na linię obejmującą pola naftowe z Galicji Wschodniej, zachowując jednocześnie 

kontrolę  nad  połączeniami  komunikacyjnymi  w  kierunku  południowo-wschodnim. 

Równocześnie los dywizji wycofujących się z Wielkopolski określony został jako nieznany.  

11 września los ośmiu dywizji, które wedle Brytyjczyków wycofywały się z Występu 

Poznańskiego  zdołano  już  w  Londynie  określić.  Wiedziano,  że  uwikłały  się  one  w  walki, 

wyrażano  jednak  nadzieję,  iż  przynajmniej  część  z  nich  zdoła  wyrwać  się  z  okrążenia.  W 

przedstawionej informacji wysoko oceniona została postawa dobrze walczących Polaków, a 

szczególnie  energiczna  obrona  Warszawy.  Podkreślono  też,  że  główna  armia  polskiego 

sojusznika wciąż pozostaje nietknięta

W ciągu dwóch kolejnych dni nad Tamizę nie nadeszły żadne istotniejsze informacje. 

W  zaistniałej  sytuacji  podtrzymywało  to  nadzieje  na  oczekiwaną  stabilizację  wschodniego 

frontu, tym bardziej, że pojawiły się wreszcie informacje padających w Polsce deszczach. Te 

ostatnie, podkreślał Szefa Sztabu Imperialnego, nie tylko  spowolnią niemieckie działania na 

wschodzie,  ale  i  bardzo  utrudnią  wycofywanie  stamtąd  jakichkolwiek  oddziałów.  Rysujące 

się  na  nowo  nadzieje  utwierdzane  były  też  przez  oceny  gen  Ironside,  którego  teraz  Polacy 

zdaniem  istniały  realne  szanse,  że  wycofujące  się  z  zachodu  i  północnego  zachodu  polskie 

dywizje zdołają wywalczyć sobie drogę ku Wiśle. 

Ostrożny  optymizm  podzielali  także  autorzy  kolejnego,  obejmującego  okres  od 

południa 7 września do południa 14 września (w praktyce – do godzin rannych 13 września) 

tygodniowego  podsumowania  sporządzonego  przez  Komitet  Szefów  Sztabu.  Odnotowując 

szereg poniesionych w ostatnich dniach polskich porażek, sytuację ogólną w dniu 12 września 

oceniali  jako  względnie  stabilną.  Wedle  przedstawionej  informacji  Polakom  udało  się 

przeprowadzić przegrupowanie, a ówczesne ich pozycje wyglądać miały jak następuje: 

1.  Armia Północna, złożona z 10-12 dywizji, utrzymywała front o długości około 130 

mil, rozciągający się od Bugu i Narwi przez Wisłę po Pilicę 

2.  Armia Centralna, w składzie 6 lub 7 dywizji, kontrolowała odcinek około 75 mil – 

od Wisły przez Pilicę do Józefowa. 

3.  Armia  południowa,  dzierżyła  w  swoich  rękach  siłą  około  8  dywizji  rozciągający 

się na przestrzeni 160 mil obszar od Józefowa przez Przemyśl po Lwów. 

background image

4.  Zachodnia  Grupa  Armii,  izolowana  na  zachód  od  Warszawy,  miała  atakować  w 

kierunku  południowo-wschodnim,  przez  Sochaczew,  około  30  mil  na  zachód  od 

Warszawy. Możliwe, że armia te odbiła także Łódź, dodawali Szefowie Sztabu. 

Zgodnie z przedstawionymi informacjami operacje sił niemieckich koncentrowały się 

w  trzech  głównych  rejonach.  Z  Prus  Wschodnich  w  kierunku  wschodnim  nacierać  miało 

zgrupowanie  złożone  z  dwóch  dywizji  pancernych  i  jednej  zmotoryzowanej,  których 

obecność zidentyfikowana została w rejonie Wysokie Litewskie – Hajnówka. Siły te posuwać 

się  miały  na  południowy-wschód,  w  kierunku  linii  kolejowej  Międzyrzec  Podlaski-Brześć 

Litewski.  Całość  zgrupowania,  spekulowali  brytyjscy  sztabowcy,  może  zostać  niebawem 

wzmocniona skutkiem dołączenia doń kolejnych jednostek z rejonu Ełku. 

Równocześnie trwały walki wokół Warszawy, znajdującej się, jak to sformułowano w 

dokumencie,  wciąż  w  polskich  rękach.  Miasto  było  jednak  otoczone  od  zachodu,  północy  i 

południa, a najpewniej także od wschodu, gdzie, jak wedle niemieckich komunikatów, wojska 

atakujących dotarły do Kałuszyna. W Londynie odnotowane też zostało przekroczenie przez 

Niemców  Wisły  na  południe  od  stolicy  –  w  Dęblinie,  a  zapewne  także  i  w  Annopolu  oraz 

zbliżanie się wojsk Rzeszy do Lublina.  

Wreszcie na  froncie południowym,  informowano w analizie, oddziały niemieckie, w 

tym  także  zmechanizowane  pojawiły  się  w  Rzeszowie  i  Lwowie,  zagrażając  stamtąd 

południowej flance sił polskich. To ostatnie miasto – podkreślono – położone jest jedynie 100 

mil od granicy rumuńskiej.  

Siły niemieckie zmierzające w kierunku Brześcia Litewskiego oraz te, które niedawno 

przekroczyły Wisłę zmierzają zapewne do odcięcia jednostek polskich walczących w rejonie 

Warszawy  –  konkludowano.  Z  kolei  oddziały  spod  Lwowa  wydają  się  dążyć  do  odcięcia 

polskich armii od komunikacji z Rumunią. 

Ogólnie  jednak  sytuacja  militarna  sojusznika  ze  wschodu  oceniona  została  z 

wyraźnym  optymizmem.  Obecnie  –  stwierdzali  autorzy  dokumentu  –  Polakom  udało  się 

ustabilizować front […] oraz, za wyjątkiem Zachodniej Grupy Armii, wycofać większość sił za 

Wisłę.  Jednakże  pozycja  tych  armii  jest  wciąż  bardzo  poważna,  jako  że  obie  ich  flanki  są 

zagrożone przez siły zmechanizowane, a jednostki zmuszone są utrzymywać bardzo  rozległe 

odcinki.  Polacy  sądzą,  że  zbiorą  na  wschód  od  Wisły  odwód  12  dywizji,  i  jeśli  zdołają  to 

uczynić  oraz  oswobodzić  swoją  Zachodnią  Grupę  Armii  mogą  mieć  wystarczająco  wiele 

jednostek  by  zorganizować  w  miarę  trwały  system  defensywny.  Nawet  i  w  takim  jednak 

przypadku problem stanowić może utrata przez Polskę całości jej przemysłu zbrojeniowego 

background image

oraz  znacznej  części  rezerw  materiału  wojennego.  Ewentualny  dalszy  opór  będzie  więc 

zależny od importu dużych ilości tego ostatniego – i to już w najbliższej przyszłości.  

 

W dokumencie sygnalizowano obecność na froncie zachodnim 36 zidentyfikowanych 

niemieckich  dywizji  (żadna  z  nich  jednak,  podkreślono,  nie  została  przerzucona  z  frontu 

wschodniego), liczbę dywizji operujących przeciw Polsce określając na 58. Skonstatowany w 

tym  ostatnim  przypadku  wzrost  względem  uprzednich  szacunków  wytłumaczony  został 

przesunięciem  dywizji  ze  środkowej  części  Niemiec,  lub  też,  co  uznane  zostało  za  bardziej 

prawdopodobne  –  identyfikacją  nowych  jednostek  rezerwowych,  świeżo  uformowanych  we 

wschodnich Niemczech. 

Pewne zaniepokojenie brytyjskiego dowództwa budziły też sygnały o koncentracji na 

polskiej  granicy  sił  sowieckich.  Ich  liczebność  na  tym  obszarze  oszacowana  została  na  1,5 

mln żołnierzy, wspominając też o gromadzeniu środków transportu i zapasów materiałowych. 

Jeden  z  raportów  –  informował  dokument  –  stwierdza  […],  że  kroki  te  muszą  być  […] 

podejmowane za wiedzą rządu niemieckiego, ale nie można uznać tego jeszcze za pewne

6

Przebłyski  optymizmu,  który  zdawał  się  dość  nieśmiało  wkradać  w  umysły 

brytyjskich dowódców z początkiem drugiej dekady września, bardzo szybko jednak odesłane 

zostały  w  sferę  wishfull  thinking.  W  południe  14  w  Londynie  wiedziano  już  bowiem,  że 

koncepcje  zawarte  w  ostatnim  Weekly  Resume…  (formalnie  obejmującym  przypomnieć 

warto, okres do… południa 14 września!) są nieaktualne. W raporcie sytuacyjnym z godziny 

13.30  zreferowana  została  szczegółowo  treść  ostatniej  depeszy  gen.  Carton  de  Wiarta.  Ten 

ostatni  donosił,  że  w  trakcie  przeprowadzonej  przed  południem  w  Młynowie  rozmowie  z 

szefami  Oddziałów  Operacyjnego  (płk  Stanisław  Kopański)  oraz  Informacyjno-

Wywiadowczego (płk dypl. Józef Smoleński) Sztabu Naczelnego Wodza uzyskał informacje 

o wymuszonym przez bardzo silne niemieckie ataki odwrocie polskiej „Armii Północnej” do 

rejonu Siedlce-Łuków-Latovice [?], „Armii Centralnej” gen. Piskora na południowy wschód, 

w kierunku Chełma oraz nakazanie odciętym za południowy zachód do warszawy siłom gen. 

Kutrzeby  odwrotu  ku  stolicy.  Poinformowany  też  został  o  ogólnym  załamaniu  frontu  i 

                                                           

6

  Na  posiedzeniu  Gabinetu  Wojennego  z  12  września  szef  brytyjskiej  dyplomacji  lord  Halifax  przedstawił 

informację  o  napływających  z  Moskwy  raportach  dotyczących  wojskowej  mobilizacji.  Ambasador  William 
Seeds w obecnym czasie uznawał działania sowieckie  za podejmowane na  wszelki  wypadek,  w przedstawionej 
ocenie  Halifax  stwierdził  jednak  także:  istnieje  możliwość,  że  później  Sowieci  mogą  chcieć  zabezpieczyć  część 
polskiego terytorium
, nie przesądzając zresztą, iż byłoby to działaniem jednoznacznie wrogim. 

 

background image

podjętej w związku z tym decyzji odwrotu tak szybko jak to będzie możliwe ku Rumunii, gdzie 

na linii rzek Dniestr i Stryj miało dojść do odtworzenia ciągłych pozycji obronnych. 

Uzyskane  informacje  stanowiły zaskoczenie dla szefa brytyjskiej  misji, tym  bardziej, 

że  niewiele  wcześniej,  wieczorem  12  września  miał  on  okazję  rozmawiać  z  marszałkiem 

Śmigłym-Rydzem,  który  przedstawił  mu  jak  się  wydaje  względnie  optymistyczne  oceny 

sytuacji (choć w tym miejscu tekst depeszy nie jest jasny z powodu usterek w szyfrowaniu). 

Przedstawione mu teraz nowe zamierzenia strony polskiej gen. Carton de Wiart opatrzył więc 

jednoznacznie krytycznym  komentarzem,  w  ostrych słowach wyrażając  swój  sceptycyzm  co 

do  szans  przeprowadzenia  tak  głębokiego  odwrotu  bez  bardzo  poważnego  ryzyka  utraty 

znacznej  części  sił.  Ponadto  –  zauważał  –  pozostałości  (które  wycofać  się  jednak  zdołają), 

będą  w  takim  stanie,  iż  niezwykle  trudno  będzie  powstrzymać  je  od  przejścia  granicy

Informował:  Spróbuję  zobaczyć  się  z  nim  [marszałkiem]  gdy  przybędzie  do  nowej  Kwatery 

Głównej,  ale  obawiam  się,  że  sprawy  zaszły  zbyt  daleko  bym  mógł  skłonić  go  do  zmiany 

planów – chyba, że w międzyczasie któreś z jego oddziałów odniosą sukces

 

Skutki  jakie  nad  Tamizą  wywołała  depesza  gen.  Carton  de  Wiarta  i  zawarte  w  niej 

informacje oraz oceny były  nad wyraz poważne. Brytyjskie dowództwo nie tylko podzieliło 

wyrażoną  w  owej  korespondencji  opinię  o  generalnym  załamaniu  polskiego  frontu,  ale  w 

swych  analizach  posunęło  się  jeszcze  o  krok  dalej,  uznając,  że  –  jak  napisano  w  kolejnym 

tygodniowym  Resume  z  22  września  –  od  rana  15  września  operacje  różnych  polskich 

ugrupowań były praktycznie nieskoordynowane. Jak się wydaje to wtedy właśnie, w połowie 

drugiej dekady września, londyńscy Szefowie Sztabu ostatecznie porzucili wyrażane jeszcze 

kilkadziesiąt godzin wcześniej nadzieje na odtworzenie – jak formułował to marszałek Newall 

– jakiegoś rodzaju frontu „gdzieś w Polsce” i dłuższe trwanie polskiego oporu. To zaś z kolei 

miało znaczenie nie tylko wojskowe, ale i polityczne. Przedstawiona Gabinetowi Wojennemu 

w  południe  15  września  informacja  gen.  Ironside  o  gwałtownym  pogorszeniu  sytuacji  w 

Polsce  wywołała  dyskusję  na  temat  znajdujących  się  w  stadium  realizacji  lub  planowania 

dostaw  materiału  wojennego  dla  wschodniego  sojusznika.  Po  raz  pierwszy  rozważana  była 

koncepcja  innego  niż  pierwotnie  zakładano  rozporządzenia  owym  materiałem,  co  oznaczało 

w praktyce rezygnację z wszelkich form pomocy. 

 

Innymi  słowy  –  zagadnienie  frontu  polskiego  zaczęto  traktować  w  Londynie  jako 

faktycznie  już  rozstrzygnięte,  a  w  związku  z  tym  –  nieistotne  z  punktu  widzenia  ogólnej 

wojennej  strategii.    Dali  temu  wyraz  Szefowie  Sztabu  w  opracowanym  16  września 

dokumencie  „The  possible  future  course  of  war…”,  wyjaśniając  już  w  pierwszym  jego 

zdaniu: choć ostatecznego wyniku wojny w Polsce nie sposób jeszcze przewidzieć z całkowitą 

background image

pewnością, to  oczywiste jest, że militarna klęska Polski może  dokonać się w bardzo  bliskiej 

przyszłości.  W  zgodzie  z  przedstawioną  logiką  sprawy  polskie  na  kilkunastu  dalszych 

stronach  dokumentu  poruszone  zostały  jedynie  w  kontekście  szacowania  sił,  które  Niemcy 

będą zmuszeni pozostawić do okupacji świeżo podbitego kraju oraz możliwego sowieckiego 

ataku na wschodnie kresy Rzeczpospolitej, a być może i rumuńską Besarabię. Taka agresja – 

wyrażali obawę Szefowie Sztabu – uruchomi brytyjskie gwarancje dla obu państw, i oznaczać 

będzie przypuszczalnie konieczność zadeklarowania przez Francję i Wielką Brytanię wojny z 

Rosją.    To  zaś  z  kolei  w  wielkim  stopniu  pogorszyć  by  mogło  strategiczne  położenie 

Imperium. 

Choć jednak dopełnienie się losu Polski uznawano w Londynie za nieuchronne, to nie 

przewidywano,  że  nastąpi  ono  natychmiast.  Informując  Gabinet  Wojenny  o  kontynuacji 

polskiego odwrotu w kierunku południowo-wschodnim gen. Ironside wyrażał – podobnie jak 

wcześniej geb. Carton de Wiart  – obawę, że do celu dotrzeć zdołają dotrzeć tylko nieliczne 

sojusznicze  dywizje.  Jednocześnie  podkreślał,  że  armia  polska  nadal  utrzymuje  w  swych 

rękach  szereg  punktów,  szczególnie  wokół  Warszawy,  a  całość  wojennej  sytuacji  jest 

złożona, i jej wyjaśnienie zająć musi Niemcom co najmniej tydzień

I  ta  ocena  straciła  aktualność  wobec  wydarzeń,  które  maiły  miejsce  na  wschodnich 

rubieżach  Rzeczpospolitej  od  godzin  porannych  17  września.  O  sowieckiej  agresji  w 

Londynie  dowiedziano  się  niemal  natychmiast,  a  na  zwołanym  w  południe  tegoż  dnia 

posiedzeniu  obradującego  w  niepełnym  składzie  (niedzielnego  wypoczynku  poza  stolicą  nie 

zdecydował  się  przerwać  m.  in.  premier  Chamberlain)  gen.  Ronald  Adam  przedstawił 

pierwsze wojskowe oceny nowej sytuacji. Atak ze wschodu, stwierdził zastępca szefa Sztabu 

Imperialnego,  przyspieszy  oczywiście  kres  polskiego  oporu,  szczególnie  jeśli  oddziały 

rosyjskie  zajmą  południowo-wschodnią  część  kraju,  przecinając  tym  samym  komunikację  z 

Rumunią.  Gdyby  jednak  inwazja  ograniczyła  się  do  północnego-wschodu  Rzeczpospolitej, 

zamieszkanego  w  większości  przez  nie  przejawiających  zapewne  większej  woli  walki 

Białorusinów, jej konsekwencje dla starć toczonych między Polską a Niemcami mogą nie być 

bardzo  poważne.  Ci  ostatni  bowiem  nadal  zmuszeni  będą  do  walki  z  jednostkami  armii 

polskiej oraz łamania oporu polskiej ludności – zarówno na terenach już okupowanych, jak i 

poza  ich  obrębem.  W  dodatku  –  jeśli  Rosjanie  zdecydują  się  spenetrować  obszar  aż  po 

Karpaty, ich obecność może utrudnić czy wręcz uniemożliwić niemiecki atak na Rumunię, co 

uznać  trzeba  za  okoliczność  pomyślną.  W  każdym  razie  postępy  sowieckie  będą  powolne, 

przewidywał gen. Adam. 

background image

Wydarzenia 17 września przerwały na pewien czas kontakt Londynu z brytyjską misją 

wojskową  w  Polsce,  w  istotny  sposób  ograniczając  strumień  napływających  nad  Tamizę 

informacji  dotyczących  frontu  polskiego.  Jednocześnie  raz  jeszcze  utwierdziły  brytyjskich 

sztabowców w przekonaniu, że czynnik polski w krótkiej, a zapewne i średniej perspektywie 

został  wyeliminowany  z  ogólnych  sojuszniczych  rachunków.  Przebieg  toczących  się  na 

obszarze  Rzeczpospolitej  walk  nadal  był  w  Londynie  obserwowany,  ale  militarne  aspekty 

tych obserwacji w następnych dniach wyraźnie schodziły na dalszy plan. 

W  następnych  dniach  w  informacjach  Szefów  Sztabu  odnotowywane  były  postępy 

akcji  sowieckiej,  ewakuacja  oddziałów  polskich  do  Rumunii  i  na  Litwę  oraz  trwanie 

polskiego  oporu  –  szczególnie  w  Warszawie.  Zainteresowanie  budził  też  los  szybów 

naftowych  z  Galicji  Wschodniej.  20  września  gen.  Ironside  stwierdzał:  W  północno-

wschodniej Polsce Rosjanie oczyścili obszar Wilna. Opodal Białegostoku Niemcy wycofali się 

wobec nadchodzących Rosjan. W południowo-wschodniej Polsce Rosjanie przesuwali swoją 

linię  i  wydaje  się,  że  odcinają  granicę  polsko-rumuńską.  Polacy  wciąż  utrzymują  się  na 

terenie  Bagien  Prypeci,  a  także  na  obszarze  między  Warszawą  a  Radomiem,  gdzie  znajduje 

się  przypuszczalnie  około  100.000  polskich  żołnierzy.  […]  Brak  informacji  o  ruchu 

niemieckich dywizji z Polski na Zachód

Nadchodziła  pora  podsumowań  i  wniosków.  Najwcześniejsze  z  nich  formułować 

zaczęto  nie  później  niż  w  drugiej  dekadzie  września.  Już  bowiem  18  września  Dyrektor 

Szkolenia  Wojskowego  War  Office  rozesłał  do  kilkudziesięciu  odbiorców,  w  tym 

komendantów szkół wojskowych, najistotniejsze dowództwa i kwatery główne (aż po Bliski 

Wschód  włącznie)  oraz  dywizji  pancernych,  a  także  francuskiego  attaché  wojskowego  w 

Londynie  gen.  Lelong  „Informację  dotyczącą  taktycznego  wykorzystania  sił  niemieckich 

operujących  przeciw  Polsce”.  Informacje  zawarte  w  tym  dokumencie  bazowały,  jak 

zaznaczono, na doświadczeniach zebranych na odcinku śląskim w trakcie dwóch pierwszych 

dni walk.  

Jak  można  się  było  spodziewać,  autorzy  wspomnianej  analizy  szczególna  uwagę 

poświęcili  działaniom  sił  zmechanizowanych  i  pancernych.  Grupowanie  sił 

zmechanizowanych  –  stwierdzali  –  było  różnorodne.  Jedna  grupa  złożona  została  z  dywizji 

zmotoryzowanych,  pancernych  i  lekkich,  druga  grupa  z  lekkich  i  pancernych,  a  trzecia  z 

pancernych  i  zmotoryzowanych.  Jednak  tylko  w  jednym  przypadku  dywizja  zmotoryzowana 

została w rzeczywistości zidentyfikowana w akcji. 

Grupa  dywizji  zmechanizowanych  pod  dowództwem  gen.  Guderiana  otrzymała 

zadanie atakowania styku polskiej Drugiej i Trzeciej Armii i posuwania się na Częstochowę – 

background image

Radomsko –  Warszawę.  Wybrany obszar był  dogodny  do stosowania  sił zmechanizowanych. 

Sądzi się, że grupa składała się z trzech dywizji pancernych i dwóch zmotoryzowanych. […] 

Na tym obszarze nie było większych fortyfikacji, zaś front ataku o szerokości około 40-50 mil 

był  utrzymywany  przez  nie  więcej  niż  dwie  polskie  dywizje.  Co  więcej  –  polska  dywizja 

posiada maksymalnie 36 dział przeciwpancernych. Po siedmiodniowych walkach najgłębszy 

wyłom miał głębokość około 90 mil. […] 

W  pewnych  przypadkach  atak  czołgów  poprzedzało  rozpoznanie  oddziałów  dywizji 

pancernej  wspieranej  przez  oddziały  pionierów.  Zwykle,  choć  nie  zawsze,  atak  rozpoczynał 

się o świcie. Ataki poprzedzało przygotowanie artyleryjskie. 

W  Rybniku  na  Śląsku  atak  czołgów  był  prowadzony  w  trzech  falach.  Fala  pierwsza 

atakowała polskie działa przeciwpancerne. Fala druga wspierała ogniem pierwszą. […] Fala 

trzecia posuwała się wraz z piechotą. 

W  jednym  z  przypadków  polska  obrona  na  1  km  frontu  wyglądała  przykładowo  jak 

następuje: 

- pierwsza linia – 4 działa przeciwpancerne 

- druga linia – 3 działa przeciwpancerne 

- trzecia linia – 3 działa przeciwpancerne. 

Dodatkowo  prawdopodobnie  do  dyspozycji  był  mniej  więcej  jeden  karabin 

przeciwpancerny na pluton strzelecki i liczne miny przeciwpancerne. 

Polacy  twierdzą,  że  brygada  pancerna  (450  czołgów)  straciła  w  tym  ataku  około  83 

czołgów,  nie  wiadomo  jednak  czy  od  dział  przeciwpancernych  czy  min.  Sądzi  się,  że  wiele 

strat  wśród  czołgów  spowodował  ogień  artylerii.  Ale  masowe  wykorzystanie  czołgów  czyni 

ich  zatrzymanie  bardzo  trudnym.  Po  przerwaniu  linii  obronnych  czołgi  posuwają  się  nadal. 

[…] Nie jest wiadome jakie oddziały zajmują się oczyszczaniem zdobytego terenu

Uważa  się,  że  jednostka  pancerna  nie  wymaga  uzupełniania  paliwa  do  około  36 

godzin  od  rozpoczęcia  operacji.  Jedna  z  kolumn,  którą  zatrzymano  na  głównej  drodze  dla 

zatankowania, została uznana za łatwy cel i zaatakowana przez polskie samoloty. Była jednak 

chroniona przez działa przeciwlotnicze i atakujący ponieśli straty.[…] 

Głównym zadaniem artylerii średniego kalibru jest pokrycie ogniem nieprzyjacielskiej 

artylerii i rezerw. […] Niemiecka artyleria uznana została za bardzo skuteczną. Nie widziano 

nowych typów czołgów i tylko nieliczne 18-tonowe czołgi średnie. Polacy stwierdzili, że 3,7 

cm  niemieckie  działko  przeciwpancerne  zupełnie  łatwo  penetruje  polskich  7-tonowych 

czołgów Vickers.  Nie były widziane niemieckie działa przeciwpancerne o kalibrze większym 

niż 3,7 cm. […] 

background image

Ataki  piechoty  wspierał  silny  ogień  artyleryjski,  w  niektórych  przypadkach 

towarzyszyły im czołgi. W trakcie tych ataków rezerwy i służby tyłowe były bombardowane z 

powietrza

Jak  można  więc  stwierdzić  już  od  pierwszych  dni  toczonych  w  Polsce  walk 

Brytyjczycy  starali  się  gromadzić  informacje  na  temat  działań  strony  niemieckiej, 

opracowywać  je,  a  następnie  rozpowszechniać  wedle  z  góry  przyjętego  klucza  –  w 

oczywistym dążeniu do możliwie wczesnego wykorzystania przez własną kadrę dowódczą. 

A  był  to  jedynie  początek.  Już  bowiem  kilka  dni  później,  22  września,  w  Londynie 

pokuszono  się  o  bardziej  zgeneralizowaną  opinię.  W  przygotowanym  wówczas  pod 

auspicjami Szefów Sztabów “Weekly Resume (No 3) of the Naval. Military and Air Situation 

from  12.00  Noon,  14

th

  September  to  12.00  Noon,  21

st 

September,  1939”  wyliczone  zostały 

przyczyny  polskiej  porażki

7

.  Wśród  tych  ostatnich  wskazano  cztery  główne  czynniki.  Za 

pierwszy  –  co  dziwić  nie  powinno  –  uznana  została  przytłaczająca  niemiecka  przewaga  w 

powietrzu.  Uderzenia  z  powietrza  skierowane  zostały  początkowo  na  polskie  lotniska  oraz 

szkoły i wytwórnie lotnicze, co, zdaniem autorów opracowania, okaleczyło polskie lotnictwo. 

Podjęte  w  ślad  za  nimi  ataki  na  koleje  i  kolumny  wojsk  w  wielkim  stopniu  ograniczyły 

mobilność  polskich  sił  lądowych,  a  także  przeciwdziałały  zmontowaniu  skutecznej 

kontrofensywy. Wreszcie – naloty na kwatery główne polskich armii oraz instytucje rządowe 

sparaliżowały aktywność wojskowego i cywilnego kierownictwa kraju. Te ostatnie działania 

–  podkreślono  –  były  szczególnie  skuteczne,  jako  że  Niemcy  często  byli  w  stanie 

zlokalizować odpowiednie miejsca postoju, czy to dzięki sieci szpiegowskiej, czy radiowemu 

ich namierzaniu.  

Za drugą z głównych przyczyn polskiej klęski uznano obecność po stronie niemieckiej 

sił zmechanizowanych. Jak podkreślano:  Polacy byli zaskoczeni nie tylko przez siłę ataków, 

ale także przez głębokość, na którą niemieckie siły zmechanizowane były w stanie operować 

niezależnie  od  sił  głównych.  W  początkowych  fazach  działań  formacje  pancerne  stanowiły 

czynnik skutecznie zapobiegający ustabilizowaniu przez stronę polską toczącej się walki. W 

późniejszym  jednak czasie, stwierdzali autorzy opracowania, Polscy jak się wydaje odnieśli 

znaczące  sukcesy  w  boju  przeciw  izolowanym  niemieckim  oddziałom  pancernym  i 

zmotoryzowanym. 

                                                           

7

 Wspomniany dokument przygotowany został  21  września  przez  Joint Planning Sub-Committee  na podstawie 

materiałów  dostarczonych  przez  Joint  Intelligence  Sub-Committee,  a  następnie  zaaprobowany  przez  Szefów 
Sztabu. 

background image

Trzecia  z  przyczyn  niemieckich  sukcesów  była  innej  niż  dwie  poprzednie  natury. 

Stanowiła ją bowiem zdaniem Brytyjczyków – zbytnia pewność siebie strony polskiej. Polacy 

–  stwierdzano  –  przeszacowywali  siły  własne  przy  równoczesnym  niedoszacowaniu  sił 

niemieckich. Zdawali się sądzić, że brak dróg sparaliżuje niemieckie siły zmotoryzowane i da 

przewagę  ich  własnej  konnej  kawalerii.  Wreszcie  –  poczynili  tylko  nieliczne  przygotowania 

obronne.  Jak  stwierdził  pewien  obserwator  „Polska  armia  z  roku  1939  była  wspaniale 

przygotowana do wojny z roku 1918”. 

Za  czwarty  wreszcie  z  czynników,  które  przesądziły  o  fiasku  działań  sił  polskich 

brytyjscy  wojskowi  specjaliści  uznali  –  nie  bez  wpływu  przytoczonej  już  wyżej  opinii  gen. 

Carton de Wiarta – zbyt późne wycofanie armii z Występu Poznańskiego.  Nieobecność tych 

ośmiu dywizji  w  wielkim  stopniu  naraziła na szwank próbę utrzymania  linii Bugu i  Wisły  – 

konstatowano. 

Surowe oceny polskich przygotowań wojennych i walk w połowie września tonować 

zaczęli  w  pewnym  stopniu  przybywający  nad  Tamizę  drogą  przez  Rumunię  oficerowie 

ulokowanej do niedawna w Warszawie brytyjskiej misji wojskowej. Wskazywali oni także, że 

również  strona  niemiecka  popełniła  w  Polsce  szereg  istotnych  błędów,  choćby  w  zakresie 

logistyki.  Skutkiem  tego  –  informował  24  września  członków  Gabinetu  Wojennego  gen. 

Adam  –  wedle  raportu  gen.  Carton  de  Wiarta  w  momencie  inwazji  sowieckiej  w  Polsce 

znajdowały się wielkie ilości czołgów niemieckich unieruchomionych z braku paliwa.  

Oczywiście nie oznaczało to, że przybysze z Polski próbowali tuszować winy strony 

przegranej. Przeciwnie – polskie błędy dane im było obserwować niemal bezpośrednio, teraz 

zaś starali się je wskazać możliwie precyzyjnie, i bez zbędnej zwłoki. Już 25 września gen. 

Ironside,  informując  Gabinet  Wojenny,  że  prace  nad  raportem  gen.  Carton  de  Wiarta  nie 

zostały  jeszcze  ukończone,  mógł  przedstawić  formułowaną  przez  tego  ostatniego  wstępną 

ocenę ogólną: klęska polskiego dowództwa jak się wydaje musiała zostać spowodowana przez 

załamanie się łącznościWysunięte oddziały nie otrzymały [na czas] rozkazu wycofania się na 

główną  linię  obrony.  Powodem  braku  aktywności  polskich  sił  powietrznych  był  fakt,  iż  nie 

dotarły do nich rozkazy

W  Londynie  wszakże  polskie  doświadczenia  starano  się  analizować  pod  kątem  ich 

wartości  przyszłych  działań  na  Zachodzie  –  stąd  część  przedstawionych  informacji  uznano 

tam  za  umiarkowanie  użyteczną.  Szybko  rozwiane  zostały  m.  in.  nadzieje  premiera 

Chamberlaine’a, że logistyczne kłopoty niemieckich jednostek zmechanizowanych w trakcie 

kampanii w Polsce oznaczać mogą mniejsze prawdopodobieństwo szybkiego ich przemarszu 

przez terytorium  ewentualnie zaatakowanej Belgii. W Europie Zachodniej warunki dla ruchu 

background image

kolumn zmechanizowanych są znacznie dogodniejsze niż na Wschodzie, wyjaśnili natychmiast 

obecni  na  posiedzeniu  gabinetu  wojskowi  –  stąd  tak  istotną  kwestią  staje  się  zapewnienie 

możliwość przeprowadzenia zniszczeń belgijskich dróg. 

Właśnie wokół kwestii planów i przygotowań na froncie zachodnim koncentrować się 

zaczęła  niebawem  uwaga  sztabowców  z  Londynu.  W  tym  kontekście  szczególne 

zainteresowanie  budziła  rosnąca  liczba  niemieckich  dywizji  ulokowanych  naprzeciw  sił 

alianckich oraz na pograniczu Belgii i Holandii – wedle szacunków 4 września miało ich być 

tam 20, 21 września – już 42, tydzień później – 43, a 5 października – co najmniej 52 (oraz 

elementy kilku innych), przy czym Brytyjczycy wciąż nie byli pewni czy wzrost ten może być 

przypisywany  przemieszczeniom  jednostek  z  gasnącego  frontu  wschodniego.  Polska  jednak 

nawet po wygaśnięciu walk regularnej armii miała zdaniem analityków absorbować znaczące 

siły  niemieckie,  rozlokowane  tam  dla  pacyfikacji  ludności  oraz  obserwowania  poczynań 

sowieckiego partnera, który – znów informacji z brytyjskich raportów – w operacje przeciw 

armii polskiej zaangażować miał do 28 września 30 dywizji piechoty, 12 dywizji kawalerii, a 

także  10  brygad  zmechanizowanych,  mobilizując  równocześnie  dalszych  70-80  dywizji. 

Liczbę  niemieckich  wielkich  jednostek,  które  w  zaistniałej  sytuacji  musiały  zostać 

pozostawione w Polsce szacowano – konsultując przy tej okazji także francuskiego sojusznika 

–  na  co  najmniej  15,  a  być  może  nawet  30,  przy  czym  jak  się  wydaje  za  najbardziej 

prawdopodobny uznawano poziom około 20 dywizji. 

Innym  z  zagadnień  „polskich”,  które  zaprzątały  wówczas  sztaby  znad  Tamizy  była 

próba  określenia  stanu,  w  jakim  znajdowały  się  zajęte  przez  Niemców  zakłady  przemysłu 

zbrojeniowego  oraz  czasu  potrzebnego  na  wznowienie  ich  produkcji.  Problem  ten  poddano 

analizie  w  datowanym  11  października  1939  r.  w  Bukareszcie  dokumencie  Destruction  of 

Industrial  Plant  and  Supplies  in  Poland,  opartym  głównie  na  informacjach  tych 

przedstawicieli  kadry  zarządzającej  fabryk,  którzy  zdołali  przedostać  się  do  Rumunii. 

Zestawiony  w  ten  sposób  obraz  nie  przedstawiał  się  z  brytyjskiego  punktu  widzenia 

szczególnie  dobrze.  Wielkie  zakłady  metalurgiczne  i  przemysł  stalowy  Górnego  Śląska 

pozostawione  zostały  praktycznie  nietknięte  –  stwierdzano  w  raporcie.  Karwina  i  inne 

kopalnie węgla pozostały bez uszkodzeń. Właściwie cały obszar Górnego Śląska jest w stanie 

gotowości do produkcji. Świeżo uruchomione zakłady w Stalowej Woli były dobrze bronione 

i  nie  zostały  uszkodzone  przez  bomby;  nie  zostały  zniszczone  przed  przejęciem  przez 

Niemców. Za zniszczone w pewnym  (nieznanym w szczegółach) stopniu uznano zakłady w 

Starachowicach,  wytwórnię  granatów  w  Kielcach  (około  3-4  miesiące  będą  potrzebne  nim 

produkcja  zostanie  wznowiona).  Wedle  informacji  jednego  z  dyrektorów  całkowicie 

background image

zdewastowana  przez  wycofujących  się  Polaków  została  rzeszowska  fila  Zakładów  H. 

Cegielski.  Niezwykle  ciężkie  bombardowania  na  długi  czas  wyłączyć  miały  z  produkcji 

należącą  do  koncernu  PWU  wytwórnię  amunicji  ze  Skarżyska.  Wycofujący  się  personel 

poczynił poważne szkody w zakładach chemicznych w Mościcach oraz ulokowanych opodal 

Częstochowy zakładach Modrzejów–Hantke

8

Z  oczywistych  powodów  zainteresowanie  Brytyjczyków  budził  też  gotowy  sprzęt 

wojskowy, który armii niemieckiej udało się zdobyć w walce lub przejąć w inny sposób. W 

tym  przypadku  także  odwołano  się  do  polskich  ocen,  w  lutym  1940  roku  zwracając  się  o 

odpowiednie  informacje  do  Oddziału  II  Sztabu  Naczelnego  Wodza

9

.  Także  i  tym  razem 

dostarczone do Londynu dane mogły tamtejszych wojskowych analityków przyprawić o ból 

głowy. Z dostarczonych w początkach marca danych wynikało, że polską zdobyczą Niemcy 

wyposażyć będą mogli: w przypadku 37 mm dział przeciwpancernych – 5 dywizji, dział 75 

mm – 16 dywizji, haubic 100 mm – 24 dywizje, haubic 105 i 155 mm – aż 26 dywizji! Przy 

czym  –  jak zwracano uwagę w brytyjskiej  analizie  –  kalibry 3.7 cm, 7.5 cm,   10 cm są,  lub 

były,  standardowymi  kalibrami  w  Niemczech  lub  Czechach,  stąd  też,  po  ewentualnym 

niewielkim  dostosowaniu,  byłoby  zapewne  możliwe  dostarczenie  do  tych  dział  amunicji

Podobnie  niepokojąco  przedstawiały  się  oszacowania  liczby  zdobytych  przez  armię 

niemiecką  egzemplarzy  broni  ręcznej  i  maszynowej.  Zdaniem  strony  polskiej  w  obu 

przypadkach  w  trakcie  walk  uległo  bowiem  zniszczeniu  lub  zostało  ewakuowane  zagranicę 

40% wyjściowych ich zapasów, z pozostałych zaś prawdopodobnie około 2/3 zostało przejęte 

przez Niemców

To jednak były już sprawy rozgrywające się w kilka miesięcy po wygaśnięciu walk na 

polskim  froncie.  Dodać  wypadnie,  że  ten  ostatni  fakt  coraz  bardziej  skoncentrowani  na 

wydarzeniach  rozgrywających  się,  lub  jedynie  spodziewanych  na  Zachodzie  londyńscy 

sztabowcy odnotowali niemalże mimochodem, nie przywiązując już do niego większej wagi. 

Weekly Resume (No 5) of the Naval, Military and Air Situation (12.00 Noon 28

th

 September to 

12.00 Noon 5

th

 October z 6 października 1939 r. zawierało na ten temat  dwa krótkie zdania: 

Zorganizowany polski opór dobiegł końca wraz z upadkiem Warszawy 27 września, Modlina 

28  września  i  Półwyspu  Hel  1  października.  W  odległych  rejonach  wciąż  zapewne  trwają 

walki partyzanckie

                                                           

8

 Raport uwzględniał także zakłady przemysłu lotniczego, które jednak w niniejszym tekście zostały pominięte z 

przyczyn wyjaśnionych już wyżej. 

9

  Do  Sztabu  Naczelnego  Wodza  zwrócono  się  także  z  zapytaniem  w  sprawie  ilości  niemieckich  dział  oraz 

czołgów utraconych w trakcie działań w Polsce. Takich danych strona polska nie była jednak w stanie podać. 

background image

 

To  skupienie  się  na  sprawach  Zachodu  było  zrozumiałe  –  ale  okazać  się  też 

miało fatalne w skutkach. Choć bowiem  w następnych tygodniach nadal produkowane były 

analizy  doświadczeń  polskiej  kampanii,  to  coraz  częściej  brakowało  czytelników,  którzy 

byliby  skłonni  –  i  władni  –  wyciągnąć  z  nich  odpowiednie  wnioski.  Mimo  więc,  że  w 

Londynie już w pierwszych tygodniach wojny zyskano całkiem spory zasób wiedzy na temat 

tak podstawowych cech osławionego Blitzkriegu jak współdziałanie broni w kombinowanych 

operacjach powietrzno-lądowych, szybkość działań czy operacyjne zaskoczenie przeciwnika, 

to  z  wiedzy  tej  uczyniono  jedynie  bardzo  znikomy  użytek.  Kilka  miesięcy  później 

zaprowadzić to miało brytyjskich żołnierzy na plaże Dunkierki. 

           Wojciech Mazur