background image

Frid Ingulstad

ZAZDROŚĆ

Saga część 5.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY.

Kristiania, czerwiec 1905 roku

Elise   obudził   jej   własny   krzyk.   Mrugając   powiekami,   rozejrzała   się 

przerażona, ale na szczęście Peder i Kristian spali spokojnie.

Na dworze wciąż jeszcze było widno, choć zapewne minął już późny 

wieczór. Czuła się dziwnie wyspana, mimo że spała chyba tylko chwilę, bo 
długo się przewracała z boku na bok, nim zasnęła.

Serce waliło jej mocno, a mokra od potu nocna koszula przylepiła się do 

ciała. Elise na nowo przeżywała koszmarny sen. Śniło jej się, że brała ślub 
z Emanuelem. Kiedy już wychodzili z kościoła, zauważyła Johana, który 
stał z nożem w ręce i patrzył na nią posępnie. Pomimo gorąca przeszedł ją 
zimny   dreszcz.   Elise   obróciła   się   na   bok,   próbując   się   otrząsnąć   i 
zapomnieć o koszmarze, ale przykre obrazy powracały wciąż na nowo. 
Nie   mogła   uleżeć   spokojnie,   wstała   więc   i   boso   przemknęła   w   stronę 
kuchni, by napić się wody.

Powstrzymał ją jednak szept matki:
- Śniło ci się coś niedobrego?
Elise zerknęła na łóżko, a widząc, że mama jej się przygląda, pokiwała 

głową.

- Chodź tu na chwilę, Elise - poprosiła matka.
Elise cofnęła się i usiadła na brzegu posłania. Mama wzięła ją za rękę i 

zapytała:

- Co cię tak niepokoi? Męczą cię jakieś koszmary?
- Miałam okropny sen - wyszeptała Elise, umykając spojrzeniem. - Śniło 

mi się, że Johan patrzył na mnie tak wrogo...

- A więc to przez Johana jesteś taka niespokojna... – Matka uścisnęła jej 

dłoń. - Musisz spróbować o nim zapomnieć, Elise. On nie jest wart twojej 
miłości. - Po chwili dodała z ociąganiem: - Tak się cieszę z tego, co się 
stało. I ty też powinnaś. Kiedy wczoraj wieczorem zniknęłaś, bardzo się 
przestraszyłam. Wiedziałam, że nie masz pieniędzy na komorne. Ale gdy 
cię zobaczyłam razem z panem Ringstadem i podzieliliście się ze mną tą 
wielką nowiną, miałam wrażenie, że stał się cud, że moje modlitwy zostały 
wysłuchane.   -   Znów   uścisnęła   dłoń   córki.   -   Wiele   dziewcząt   ogarnia 
niepokój, gdy już przyjmą oświadczyny, to zupełnie naturalne. Wydaje mi 
się, że jeszcze nie do końca pojmujesz, że na lepszego męża niż Emanuel 
Ringstad nie mogłaś trafić.

Elise, skinąwszy głową, zmusiła się do uśmiechu.
- Owszem, pojmuję. Smutno mi tylko, że nie odwzajemniam jego uczuć. 

background image

Nie czuję do niego tego samego co do Johana.

- Powoli,  Elise! Z czasem pokochasz  go równie mocno, jestem tego 

pewna. Szanujesz go, to najważniejsze, a miłość przyjdzie. Daj tylko sobie 
trochę   czasu!   Kiedy   już   złożycie   przysięgę   małżeńską,   przestaniesz 
zadręczać się wątpliwościami i całą swoją uwagę skupisz na nim.

Elise pokiwała głową.
- Dziękuję, mamo. Spróbuj teraz zasnąć. Pójdę się napić wody i też się 

zaraz kładę.

Gdy tylko z powrotem otuliła się pierzyną, powróciła myślami do słów 

mamy i przyznała jej rację. Naprawdę, mam więcej szczęścia niż niejedna 
dziewczyna. Bo w końcu rzadko się słyszy, by któraś wiązała się z kimś, 
kogo kocha. Emanuel jest dobry i miły. To porządny i szlachetny człowiek, 
chce dla mnie jak najlepiej. Zdecydował się mnie poślubić, pomimo że 
wie, iż urodzę dziecko innego mężczyzny. Zdawał sobie sprawę, że będzie 
musiał wystąpić z Armii Zbawienia i znaleźć sobie inną pracę. I podjął tę 
poważną decyzję świadomie, rozważywszy wszystkie za i przeciw. Pewnie 
niejedną   noc   spędził,   przewracając   się   z   boku   na   bok,   bo   nie   mógł 
zmrużyć oka.

Wyłożył Elise jasno, że nie zamierza wrócić na wieś, by przejąć dwór. 

Praca w gospodarstwie zupełnie go nie interesuje, mówił.

Skończył przecież studia, a także roczną szkołę handlową. Wolałby więc 

znaleźć pracę, w której by mógł wykorzystać swoje umiejętności i wiedzę.

Zdziwiła   się,   bo   wcześniej   opowiadał   jej,   że   od   przejęcia   dworu 

rodzinnego   powstrzymuje   go   powołanie,   a   teraz   nagle   tłumaczył   się 
wykształceniem.   Nie   wyraziła   jednak   na   głos   swoich   wątpliwości.   Bez 
takiego   zapewnienia   z   jego   strony   na   pewno   nie   zgodziłaby   się   na 
małżeństwo.   Nie   mogłaby   przecież   wyjechać   z   nim   do   rodzinnej 
posiadłości i zostawić mamy samej z chłopcami, bez środków do życia. 
Byli od niej całkowicie zależni, nie mieli żadnych innych dochodów.

Emanuel wie o mnie wszystko, a mimo to chce się ze mną ożenić. Nie 

miałam innego wyjścia, przekonywała po raz kolejny samą siebie. Gdyby 
nie   jego   pomoc,   pozostałoby   nam   jedynie   miłosierdzie   gminy,   a   to 
zabiłoby mamę.

Nagle przyszła jej do głowy nieprzyjemna myśl. Co na to powie Agnes? 

Przecież   zwolniła   się   z   fabryki,   by   być   bliżej   Emanuela.   Wertowała 
czasopisma dla kobiet i oglądała suknie ślubne, marząc o tym, by stanąć na 
ślubnym kobiercu u boku Emanuela.

Boże święty, jęknęła w duchu Elise, bo dobrze znała swoją przyjaciółkę. 

Wiedziała, że nie wybacza nigdy temu, kto jej nadepnie na odcisk. A mieć 

background image

w   niej   wroga...   Zadrżała,   przewracając   się   z   boku   na   bok.   Emanuel 
wiedział co prawda, że podoba się  Agnes,  nie miał jednak pojęcia,  do 
czego ona jest zdolna...

Pomyślała   też   o   Annie,   cierpliwej,   miłej,   kochanej   Annie... 

Przypomniało jej się, jak się dowiedziała od Emanuela, że kocha inną. 
„Zazdroszczę jej tak, że aż serce mi ściska", zwierzała się Elise i dodała: 
„Nieważne, kim ona jest, i tak jej nie znam".

Co   powie,   kiedy   zrozumie,   że   Emanuel,   mówiąc   o   kobiecie,   którą 

kocha, miał na myśli Elise? Ona, która wciąż wierzy w to, że Johan i Elise 
się pogodzą.

Elise już nie wiedziała, co gorsze, nieme wyrzuty Anny czy zazdrość i 

złość Agnes.

Poczekała, aż na stole będzie śniadanie, i dopiero wówczas oznajmiła 

braciom   nowinę.   Nie   wiedzieli   jeszcze   o   niczym,   bo   gdy   wróciła 
poprzedniego wieczoru z Emanuelem, oni już spali.

- Muszę wam coś powiedzieć - zaczęła i popatrzyła z uśmiechem na 

Pedera i Kristiana. - Wychodzę za mąż za Emanuela Ringstada!

Peder otworzył usta ze zdziwienia, ale zaraz jego twarz rozpromieniła 

się   w   uśmiechu.   Zerwał   się   ze   stołka   gwałtownie,   przewracając   go   na 
podłogę, i rzucił się siostrze na szyję.

- To prawda? Nie kłamiesz? - wypytywał gorączkowo. Elise roześmiała 

się i pokręciła głową.

- Nie kłamię. Wczoraj wieczorem Emanuel poprosił mnie o rękę, a ja się 

zgodziłam.

Zerknęła na Kristiana, który nie odezwał się ani słowem. Zacisnąwszy 

usta w cienką kreskę, wstał, wziął podręczniki obwiązane rzemykiem i 
skierował się do wyjścia.

- Kristian! - zawołała mama ostrym głosem. Odwrócił się niechętnie.
- Chyba rozumiesz, że pan Ringstad ratuje nas od głodu i nędzy? Wiesz, 

że stary Torgny zagroził, iż nas wyrzuci i będziemy musieli zamieszkać 
kątem u innej rodziny, jeśli do ósmej wieczorem nie zapłacimy czynszu, a 
my nie mamy pieniędzy?

- Nic mnie to nie obchodzi!
Mama aż poczerwieniała ze wzburzenia.
- Jak to? Nie obchodzi cię, gdzie będziemy mieszkać?
-   Zostaw   go   w   spokoju   -   wtrąciła   się   Elise   i   położyła   jej   dłoń   na 

ramieniu. - On się smuci z powodu Johana.

Mama otworzyła usta i już miała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili 

się powstrzymała. Elise jednak poznała po jej minie, że mama nie ma już 

background image

takiego dobrego zdania o Johanie jak kiedyś.

-   Wieczorem   wybieram   się   do  Agnes   -   rzekła   więc   pośpiesznie,   by 

skierować uwagę mamy na inne tory.

-   Do   Agnes?   Chyba   raczej   powinnaś   poświęcić   czas   swojemu 

narzeczonemu?

- Owszem, z nim też się na pewno spotkam. Muszę jednak porozmawiać 

z Agnes o czymś ważnym.

- Agnes ugania się za tym Ringstadem - zaśmiał się Peder. - Na pewno 

się teraz na ciebie wścieknie, Elise!

- Właśnie tego się obawiam.
- A cóż Agnes do tego? - zdziwiła się mama, posyłając córce ponure 

spojrzenie.   -   Ona   zawsze   kleiła   się   do   chłopaków,   ale   od   twojego 
narzeczonego niech się lepiej trzyma z daleka.

Elise nie miała siły rozmawiać o tym z mamą. Wstała i kierując się w 

stronę drzwi, rzuciła:

- Zaraz odezwie się syrena fabryczna, muszę się śpieszyć.
W   powietrzu   czuło   się   chłód.   Wiatr   od   północy   gładził   toczące   się 

wartko z głośnym szumem wody Aker. Elise zadrżała z zimna i mocniej 
owinęła się szalem. Właściwie o tej porze powinno już wreszcie nadejść 
lato, tymczasem pogoda wciąż się zmieniała i raz było ciepło, a zaraz 
potem nadciągał chłód. Jakiś czas temu pisano w gazetach, że tegoroczna 
zima   i   wiosna   odbiegały   od   normy.   Wygląda   na   to,   że   będzie   to   też 
dotyczyć lata. Wiele osób łączyło te odstępstwa w pogodzie z niepokojem 
w kraju. Niemal powszechnie obawiano się wojny. Elise zastanawiała się z 
lękiem,   czy   w   wypadku   ogłoszenia   powszechnej   mobilizacji   Emanuel 
także zostanie powołany. A co z Johanem? Czy więźniów też wcielają do 
wojska?

Gdy przeszła przez most, odwróciła się, bo usłyszała, że ktoś ją woła. 

Czy   to   nie   pech?   Za   każdym   razem,   gdy   w   jej   życiu   coś   się   działo, 
pierwsza   pojawiała   się   na   horyzoncie   wścibska   Valborg   i   koniecznie 
chciała z niej wyciągnąć prawdę.

- Widziałam was, Elise! Ciebie i oficera! Zaprzeczałaś, że coś was łączy, 

tymczasem wczoraj wieczorem szliście, trzymając się za ręce!

- Owszem, zaprzeczałam, bo wtedy nic nas nie łączyło, ale nastąpiła 

zmiana. Zaręczyliśmy się.

Uznała,   że   równie   dobrze   może   powiedzieć   Valborg   od   razu,   skoro 

wkrótce i tak się wszyscy o tym dowiedzą. A ponieważ ślub ma się odbyć 
jak najprędzej, ze względu na jej brzuch, lepiej mieć to już za sobą.

Valborg zatrzymała się gwałtownie i popatrzyła na nią zaskoczona.

background image

- Zaręczyłaś się z oficerem? Całkiem zgłupiałaś? Przecież oni nie mogą 

się żenić!

- Emanuel zamierza wystąpić z Armii Zbawienia.
- Co? - Valborg zmierzyła Elise od stóp do głów. - Spodziewasz się 

dziecka, czy co?

-   Nic   podobnego!   -   zaprzeczyła   Elise   nerwowo   i   poczuła,   że   się 

czerwieni.

-   To   po   co   ten   pośpiech?   Przecież   dopiero   co   byłaś   zaręczona   z 

Johanem.

- Nieprawda, minęło już kilka tygodni, odkąd Johan ze mną zerwał.
Valborg uśmiechnęła się z ironią.
- Już ja swoje wiem! - popatrzyła na nią raz jeszcze badawczo, po czym 

odwróciła się i ruszyła w kierunku bramy fabryki.

To   był   ciężki   dzień.   Pomocnice   uwijały   się   jak   w   ukropie   pośród 

nawoływań poganiających je prządek. W hali unosiły się tumany kurzu, a 
huk maszyn zagłuszał wszelkie inne odgłosy. Elise czuła ulgę, że Hilda już 
nie   pracuje   w   przędzalni.   Tęskniła   za   nią,   ale   świadomość,   że   siostra 
uwolniła się od tego kieratu, napełniała ją radością. Ja, niestety, muszę tu 
zostać, pomyślała nagle z rezygnacją. Nawet jeśli Emanuel będzie miał 
tyle   szczęścia,   że   dostanie   pracę,   to   przecież   kanceliści   nie   zarabiają 
znowu   tak   dużo,   by   utrzymać   tyle   osób.   Emanuel   obiecał,   że   mama   i 
chłopcy zamieszkają razem z nami, nie mogę jednak pozwolić, by on sam 
łożył na całą moją rodzinę. Wystarczy już, że przyrzekł zaopiekować się 
nie swoim dzieckiem.

Po   co   ja   mówiłam   Agnes   o   swoim   kłopocie,   wyrzucała   sobie   w 

myślach... Teraz wie o dziecku. Ona i Hilda. Hildzie mogę zaufać, jednak 
gdy Agnes zwróci się przeciwko mnie...

Przeszły ją ciarki.
A co z Anną? Czy ona także domyśliła się prawdy? Nie, to niemożliwe, 

pomyślała Elise. Kiedy jej mówiłam, że upadłam, bo mi się zdawało, że 
ktoś mnie  goni, Anna powiedziała: „Oni chcą cię  tylko nastraszyć. Na 
pewno nie zrobiliby ci nic złego". Anna zawsze dobrze myślała o ludziach. 
Nie przyszłoby jej nawet na myśl, że ktoś mnie zgwałcił.

Nie, tajemnicę znają wyłącznie Hilda i Agnes. Mama nie może się o tym 

dowiedzieć pod żadnym pozorem! Ani Peder i Kristian. Co prawda Peder z 
Evertem dociekali głośno, co się jej mogło stać, jak to dzieciaki, ale to 
było   tylko   takie   gadanie,   choć   zaskakująco   bliskie   prawdy.  W  gruncie 
rzeczy w to nie wierzyli.

Jeśli pobierzemy się z Emanuelem dość szybko, ludzie nie domyśla się 

background image

nawet,   że   nie   on   jest   ojcem   dziecka.   Niektóre   kobiety   rodzą 
przedwcześnie, innym zdarza się przenosić ciążę. Powiem, że dziecko jest 
wcześniakiem.   Nikt   nie   będzie   podejrzewał,   że   kłamię.   .   Po   pierwsze 
wszyscy   wiedzą,   że   Johan   siedzi   w   więzieniu,   a   skoro   o   tym,   co   się 
zdarzyło tamtej niedzieli, gdy wracałam z więzienia Akershus, wie tylko 
Hilda i Agnes, nikomu nie przyjdzie nawet do głowy, że miałam kogoś w 
tym czasie.

Nikt prócz tego, który mnie zgwałcił... ale on się nawet nie domyśli, że 

to jego dziecko. Pośpiesznie porzuciła tę myśl, bo słabo jej się robiło, 
ilekroć sobie przypominała ten koszmar.

Czas wlókł się niemiłosiernie. Bolały ją plecy, głowa, i zbierało jej się 

na mdłości. Nie miała pojęcia, jak Hilda wytrzymywała tę harówkę, będąc 
w zaawansowanej ciąży. Zwłaszcza że jako pomocnica biegała w tę i z 
powrotem, przynosząc prządkom nawoje. Elise nie pamiętała, by kiedyś 
było w hali tak duszno. Nigdy też jeszcze hałas nie wydawał jej się tak 
dokuczliwy.   Gdy   w   końcu   usłyszała   pobrzękiwanie   kotłów   z   zupą   w 
korytarzu, postanowiła pójść w czasie przerwy do domu, choć nie musiała 
już się opiekować mamą.

Jak dobrze było wyjść trochę na dwór! Świeże powietrze orzeźwiło ją, 

ustały mdłości, a i ból głowy nieco zelżał.

Pomyślała o Emanuelu, wciąż nie mogąc wyjść ze zdziwienia, że chce 

się z nią ożenić, wiedząc, że nosi pod sercem dziecko innego mężczyzny. 
Nie mogła go zrozumieć. Samej trudno jej było sobie wyobrazić, że będzie 
potrafiła   kochać   dziecko,   poczęte   w   takich   okolicznościach.   Nawet   w 
myślach nie nazywała istoty, którą nosiła, „dzieckiem", a jedynie „czymś", 
„czymś okropnym i wstrętnym".

„Ażeby dziecku, którego oczekujesz, dać ojca", powiedział. On myślał o 

tym jak o żywym dziecku. Nie budziło w nim wstrętu, traktował je jak 
istotę, której chce pomóc. Nawet stać się jej ojcem.

Naprawdę Emanuel różnił się bardzo od innych mężczyzn. Poczuła w 

sobie   miłe   ciepło.   „Na   lepszego   męża   nie   mogłaś   trafić",   powiedziała 
mama.   Zrobię   wszystko,   co   w   mojej   mocy,   by   być   dobrą   żoną, 
postanowiła. Tak by Emanuel nie żałował nigdy decyzji, jaką podjął.

W bramie czynszówki wpadła wprost na panią Thoresen. Po jej minie od 

razu poznała, że wie o wszystkim.

- Twoja mama, Elise, była u nas i opowiedziała, co się wydarzyło - 

rzuciła krótko.

Elise   nie   wiedziała,   co   ma   na   to   odpowiedzieć.   Zaraz   po   Agnes 

najbardziej   się   obawiała   właśnie   spotkania   z   panią   Thoresen.   Spuściła 

background image

wzrok, obawiając się spojrzeć sąsiadce prosto w oczy.

- Anna płacze, ale tego się pewnie spodziewałaś - dodała z goryczą.
Elise podniosła wzrok.
- Przykro mi z tego powodu. Ostatnie, czego bym chciała, to zasmucić 

Annę.

Pani Thoresen wzruszyła ramionami.
- Zawsze powtarzałam, że każdy ma dość własnych kłopotów!
- Naprawdę, nie chciałam skrzywdzić Anny, zna mnie pani przecież! 

Emanuel   Ringstad   od   dawna   wyznawał   mi   swoje   uczucia,   ale   ja   nie 
chciałam go słuchać. Postanowiłam czekać na Johana.

- Rzeczywiście, poczekałaś - prychnęła pani Thoresen z pogardą.
- To Johan zerwał zaręczyny - odparła Elise, czując wzbierającą się w 

niej przekorę.

- Wszystko jedno! Jak nie jedno nieszczęście, to drugie. Dla takich jak 

my nie ma nadziei - oznajmiła i wymaszerowała, nie spojrzawszy nawet na 
Elise, uznając pewnie rozmowę za zakończoną.

Elise   ciężkim   krokiem   weszła   po   schodach.   Przed   drzwiami   do 

mieszkania Thoresenów ociągała się chwilę. Najchętniej przeszłaby obok i 
skierowała się na schody prowadzące na drugie piętro, zmusiła się jednak, 
by zapukać i wejść do środka.

Anna leżała w łóżku blada i zapłakana. Gdy jednak zobaczyła Elise, 

pośpiesznie wytarła łzy, udając, że nic się nie stało.

- Witaj, Elise.
- Spotkałam na dole w bramie twoją mamę. Podobno moja mama była u 

was.

Anna skinęła głową i spojrzała na nią wyraźnie zakłopotana.
- Nie przejmuj się, Elise - rzekła, połykając łzy. - Właściwie bardzo się 

cieszę   twoim  szczęściem,   tylko   że   ta   wiadomość   spadła   na   mnie   dość 
nieoczekiwanie.

- Dobrze to rozumiem. Mnie też zaskoczyła.
Anna otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale rozmyśliła się.
- Nie zamierzałam cię oszukiwać, Anno. Wtedy  gdy  mi mówiłaś, że 

Emanuel   kocha   inną,   podejrzewałam,   że   ma   na   myśli   mnie,   i 
zdenerwowałam się tym. Uznałam, że to bezczelne z jego strony, bo w 
żaden   sposób   go   do   tego   nie   zachęcałam.   Przeciwnie,   przez   cały   czas 
powtarzałam, że zamierzam czekać na Johana.

Anna słuchała z uwagą.
- Skoro domyśliłaś się, że mówił o tobie, to musiał ci to sugerować.
- Tak, ale ja go traktowałam jak przyjaciela. Nie mam siły ci o tym 

background image

wszystkim opowiadać, Anno, ale uwierz, że nie chciałam ci sprawić bólu. 
Nie   przyszło   mi   nawet   do   głowy,   że   tak   się   to   wszystko   skończy.   - 
Wzruszyła bezradnie ramionami. - On wie, że go nie kocham. Wie, że 
nadal darzę miłością Johana i wolałabym na niego poczekać, mimo że 
Johan sobie tego nie życzy. Ale gdy Hilda się wyprowadziła, wszystko się 
zawaliło. Wczoraj wieczorem musiałam wyjść z domu, by mama i chłopcy 
nie domyślili się, jak bardzo jestem zrozpaczona. Nie miałam pieniędzy na 
czynsz i nie miałam pojęcia, jak damy radę się utrzymać z mojej jednej 
wypłaty. Torgny dał nam czas do godziny ósmej wieczorem. Zagroził, że 
jeśli nie zapłacę komornego, wyrzuci nas stąd.

Anna popatrzyła na nią przerażona.
-   W   tym   czasie   przyszedł   do   domu   Emanuel   i   zapytał   o   mnie. 

Powiedzieli   mu,   że   wyszłam  się   przejść.   Znalazł   mnie   i  zaproponował 
małżeństwo, by uratować nas z trudnej sytuacji, a ja dałam się przekonać.

- Mogłaś pożyczyć od niego pieniądze! Poza tym Peder i Kristian są już 

dość duzi, by zacząć roznosić gazety popołudniami, a wnet twoja mama 
też   nabierze   sił   po   chorobie   i   będzie   mogła   podjąć   jakąś   pracę. 
Wspominała coś mojej mamie, że zamierza dowiedzieć się u Magdy, czy 
nie potrzebna jej pomoc w sklepie.

Elise   bardzo  pragnęła   wyjawić   jej  najważniejszy   powód,  dla   którego 

zgodziła się na małżeństwo, ale nie mogła.

- Nie chciałam go prosić o kolejną przysługę. Pytałam Hildę, ale ona nie 

ma pieniędzy. Agnes też nie. Zastanawiałam się nawet, czy nie zapytać 
twojej mamy o pożyczkę, ale wiem, jak bardzo się męczy, by związać 
koniec z końcem. Tak samo zresztą jak my wszyscy tu w okolicy.

- Nie mogłaś zwrócić się o zasiłek do gminy? Albo do Armii Zbawienia?
- Mama jest zbyt dumna, by przyjmować zasiłek, a jej zdaniem Armia 

Zbawienia wystarczająco już nam pomogła.

- I z powodu chorobliwej ambicji twojej mamy jesteś zmuszona poślubić 

mężczyznę,   którego   tak   naprawdę   wcale   nie   chcesz?   -  W  głosie  Anny 
pobrzmiewało nie tylko zdumienie, ale i nuta szyderstwa.

Elise nie miała odwagi spojrzeć jej w oczy. Wiedziała, że nie powinna 

zrzucać winy na mamę. Gdyby Anna wiedziała o tym, co rośnie w jej 
brzuchu, pewnie by zrozumiała.

Anna westchnęła z rezygnacją.
- Wybacz, Elise. Wiem, że mogę sprawiać wrażenie małostkowej. Nie 

mam żadnego prawa wypytywać cię i drążyć tego tematu.

-   Owszem,   masz   prawo   do   wyjaśnień.   W   końcu   byłam   narzeczoną 

twojego brata! Mogę ci tylko powiedzieć, że zarówno Emanuel, jak i ja 

background image

uczynimy   wszystko,   by   wam   pomóc.   Sam   mi   to   powiedział   wczoraj 
wieczorem.

Anna nie odezwała się.
Elise odwróciła się, zbierając się do wyjścia.
- Rozumiem cię, Anno - rzuciła na odchodnym. - Mam tylko nadzieję, 

że nie odwrócisz się ode mnie z tego powodu.

Anna nadal milczała. Elise westchnęła ciężko i cicho zamknęła za sobą 

drzwi.

Ku swemu zdumieniu zastała w kuchni Emanuela, który siedział przy 

stole razem z mamą. Akurat w tej chwili wolałaby, aby go tu nie było, 
potrzebowała bowiem pobyć trochę sama.

Mama popatrzyła na nią zatroskanym wzrokiem.
- Jesteś bardzo zmęczona, Elise. Widać to po tobie.
- Byłam u Anny - rzekła Elise, patrząc na Emanuela porozumiewawczo. 

Wiedziała, że się domyśli, o co chodzi.

Mama nie wyglądała na osobę, którą dręczą wyrzuty sumienia.
- Podzieliłam się z nimi tą wielką nowiną. Uznałam, że równie dobrze 

mogą się dowiedzieć o tym od razu.

Elise pokiwała głową.
-   Pani   Thoresen   jest   bardzo   rozgoryczona.   Najwyraźniej   uważa,   że 

powinnam czekać na Johana.

-   Jak   śmie   oczekiwać   czegoś   takiego?   -   oburzyła   się   mama   i   aż 

poczerwieniała na twarzy. - Po tym wszystkim, co zrobił?

Elise   nie   odpowiedziała.   Dawno   już   zrozumiała,   że   z   mamą   nie   ma 

sensu rozmawiać o Johanie.

Mama wstała tymczasem i oznajmiła:
- Pójdę się przejść. Będziecie mogli pobyć trochę sami.
Gdy tylko zniknęła, Emanuel popatrzył na Elise, marszcząc czoło. U 

nasady nosa utworzyła mu się głęboka bruzda.

- Żałujesz, Elise?
- Nie, Emanuelu - pokręciła głową i spojrzała na niego ciepło. - Przykro 

mi jednak ranić kogoś, kto już i tak jest dotknięty przez los. Chodzi o 
Annę. Zresztą rozmowa z panią Thoresen też nie była przyjemna.

-   Rozumiem,   ale   nie   możesz   pozwolić   na   to,   by   cudze   nieszczęście 

decydowało o twoim życiu. Będę się nadal opiekować Anną. Ubolewam, 
że żywi do mnie takie a nie inne uczucia, bo w żaden osób jej do tego nie 
zachęcałem.

-  Wiem.  Ale   ona   nie   ma   możliwości   spotykania   młodych   mężczyzn, 

więc gdy się pojawiłeś na horyzoncie, taki pociągający i pomocny, trudno 

background image

się dziwić, że się w tobie zadurzyła.

- Szkoda tylko, że mój urok nie działa na ciebie - uśmiechnął się z 

lekkim smutkiem.

- Mylisz się. Byłam pod dużym wrażeniem już po pierwszym naszym 

spotkaniu - odparła Elise, sadowiąc się na stołku obok niego. - Gdybym 
nie była zaręczona z Johanem, pewnie też bym się w tobie zakochała.

-  Ale   wciąż   tęsknisz   za   Johanem?   -   zapytał,   a   po   jego   spojrzeniu 

poznała, że ten temat sprawia mu przykrość.

Elise westchnęła.
- Przestałam tęsknić, bo to nie ma sensu. Rozmawiałam w nocy z mamą 

i   usłyszałam   od   niej   coś,   co   wydaje   mi   się   prawdziwe.   Szacunek   dla 
drugiej osoby może z czasem przerodzić się w miłość.

- Bardzo cenię sobie twoją szczerość - oznajmił, ujmując jej dłoń.
- Dla mnie jest ważne, byś wiedział, co czuję. Zgodziłam się zostać 

twoją żoną dlatego, że wydaje mi się, iż może być nam ze sobą dobrze. - 
Po chwili dodała z ociąganiem: - Ale od wczoraj, myśląc sobie o tym i o 
owym, zaczęłam się zastanawiać, co powiedzą na to twoi rodzice.

Emanuel spojrzał jej prosto w oczy i oznajmił:
- To ja się z tobą żenię, a nie moi rodzice. Dawno już im wyjaśniłem, że 

nie   zamierzam   przejąć   dworu,   tak   czy   inaczej.   Wiem,   że   to   dla   nich 
bolesne, i przykro mi, że sprawiam im taki zawód, ale nie mogę inaczej. 
Moje życie jest związane z miastem, to tu czuję się na właściwym miejscu.

- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
- Nie wiem, jak zareagują.
- Ale przecież znasz ich i możesz się domyślić. Oni życzą sobie, byś 

poślubił   Karolinę.   Odniosłam   wrażenie,   że   dla   nich   jest   oczywiste,   iż 
znajdziesz sobie narzeczoną równą tobie stanem.

- Możliwe.
- Może się zdenerwują.
Milczał chwilę, jakby szukając właściwych słów, wreszcie rzekł:
- Nawet jeśli, to będziemy musieli dać im trochę czasu. Kiedy cię dobrze 

poznają, na pewno zmienią zdanie. - Pochylił się i ją objął, dodając: - Dla 
mnie liczy się tylko to, że mamy być razem. Nie chcę innej, Elise. Pragnę 
tylko ciebie. Nawet jeśli cały świat będzie się temu sprzeciwiał.

Odszukał   jej   usta,   a   ona   odpowiedziała   na   jego   pocałunek.   Słodki 

dreszcz przeniknął jej ciało. Pocałunek stał się bardziej namiętny. Dłonie 
Emanuela pieściły jej ciało powolnymi ruchami, sunąc ku piersiom. Elise 
zdziwiła się, że Emanuel, taki niewinny z pozoru, ma takie doświadczenie 
w tych sprawach. Pociągnął ją i posadził sobie na kolanach. Wsunął dłoń 

background image

pod bluzkę i dotknął nagiej skóry Elise. A potem całkiem rozpiął bluzkę i 
odsłonił   piersi.   Nachylił   się   i   koniuszkiem   języka   drażnił   brodawki, 
wprawiając jej ciało w dziwne drżenie.

Pozwoliła mu na to zdziwiona. Wydawało jej się, że podobnych doznań 

doświadczyć może jedynie z Johanem, a po tym, co ją spotkało w drodze 
powrotnej z więzienia, w ogóle nie wiedziała, czy nie będzie ją odpychało 
od   mężczyzn,   tymczasem   jej   ciało   powoli   ogarniała   gorączka   i 
podniecenie. Przypomniała sobie noc w komórce spędzoną z Emanuelem. 
Czuła wówczas jego tłumioną tęsknotę, sama jednak pozostała obojętna, 
tak jej się przynajmniej zdawało. Teraz jednak zrozumiała, że nie do końca 
było to prawdą. Nie miała jedynie odwagi przyznać się do tego przed sobą.

Ogarnęła ją radość, że będzie mogła przestać mówić, iż czuje do niego 

jedynie przyjaźń. Bo to, co odczuwała teraz, z przyjaźnią niewiele miało 
wspólnego.

- Cofam moje słowa - wyszeptała chrapliwie, przywierając ustami do 

jego warg.

- Co takiego? - zapytał stłumionym głosem i z rozpaloną twarzą.
- Że czuję do ciebie jedynie przyjaźń.
Odsunął nieco twarz i popatrzył jej w oczy, jakby chciał się upewnić, że 

mówi szczerze.

Uśmiechnęła się do niego lekko, nieco zażenowana, i dodała:
- Podoba mi się to.
Jęknął z radości, po czym pochylił się nad nią i poczuła na ustach jego 

głodne   pocałunki.   Dała   się   porwać   namiętności,   nie   próbowała   się   już 
wzbraniać. Pragnęła jedynie uciszyć tę gorączkę teraz, zaraz. Pomyślała 
niejasno, że czekają ich cudowne chwile.

Nagle   stuknęły   drzwi   gdzieś   na   dole   i   wnet   usłyszeli   na   schodach 

ciężkie kroki.

Emanuel   niechętnie   wypuścił   Elise   z   objęć,   poprawił   jej   bluzkę   i 

pozwolił   usiąść   obok   na   stołku.   Elise   chwyciła   kromkę   chleba,   która 
została na talerzu, bo mama poczęstowała Emanuela kawą i chlebem. Nie 
czuła głodu, ale nie chciała dać po sobie poznać, co się tu przed chwilą 
wydarzyło.

Kroki   na   schodach   były   ciężkie   i   powolne,   jakby   mama   chciała   ich 

przygotować na to, że nadchodzi.

- Chce, żebyśmy ją usłyszeli - uśmiechnęła się Elise.
- Dobrze, że nas nie zaskoczyła - odpowiedział jej Emanuel i także się 

uśmiechnął.

Elise poczuła, że się rumieni, i spuściła wzrok.

background image

- Będzie nam dobrze ze sobą, Elise, jestem tego pewien - szepnął, kładąc 

dłoń na jej kolanie.

- Ja też tak myślę - pokiwała głową.
- Kiedy wrócisz dziś wieczorem do domu, sądzę, że będę miał dla ciebie 

dobre wiadomości.

- Dobre wiadomości? - popatrzyła na niego pytająco.
- Wybieram się do tkalni płótna żaglowego na rozmowę z dyrektorem. 

To przyjaciel mojego gospodarza, a ten znów jest przyjacielem mojego 
ojca. Chcę zapytać, czy znalazłaby się dla mnie wolna posada. To znaczy 
wiem,   że   posada   jest   wolna,   pytanie   tylko,   czy   dyrektor   zechce   mnie 
przyjąć.

- Jak zdążyłeś załatwić to tak szybko? Uśmiechnął się przekornie.
- O, to nie zdarzyło się tak szybko. Jeśli mam być szczery, zacząłem się 

dowiadywać już przed paroma tygodniami.

- Jak to? Planowałeś to? - Oczy Elise rozszerzyły się ze zdumienia. - To 

znaczy sądziłeś, że...

- Zapewne uznasz, że jestem nieprzyzwoicie zarozumiały - uśmiechnął 

się znowu, zaraz jednak spoważniał i dodał: - Ale czułem, że w końcu 
będziemy razem.

- A może też zdążyłeś już wystąpić z Armii Zbawienia?
- Powiadomiłem majora.
Elise nie miała innego wyjścia jak się roześmiać, potrząsając głową z 

niedowierzaniem.

- Gdybyś mnie zapytał przed dwoma dniami, to wcale nie jestem pewna, 

czy przyjęłabym twoje oświadczyny.

- Ale ja nie zapytałem cię przed dwoma dniami.
- Czekałeś na taki moment, bym nie mogła odmówić? - uśmiechnęła się, 

przejrzawszy jego zamiary.

- Właśnie.
- To jesteś bardzo wyrachowany.
-   Wyrachowany   i   szczęśliwy.   Nie   zwlekajmy   ze   ślubem,   Elise.   Za-

mierzałem   odwiedzić   tutejszego   pastora   w   najbliższych   dniach,   ale 
pomyślałem sobie, że dla mamy byłby to dodatkowy cios, a nie chcę jej 
ranić. Chyba więc będziemy musieli zgodzić się na tradycyjny ślub we 
dworze, a to wymaga trochę czasu, by wszystko zaplanować.

Elise popatrzyła na niego przerażona.
-   Nie   mam   odpowiedniego   stroju   na   taką   okazję.   Zresztą   mama   i 

chłopcy także.

- Zostaw to mnie. Porozmawiam z kobietami z Armii Zbawienia. Może 

background image

uda nam się wypożyczyć odpowiednie stroje dla wszystkich.

- Ale pomyśl, jeśli... - zamilkła, gryząc nerwowo wargi.
- Jeśli co?
- Jeśli oni mnie nie zaakceptują i nie zgodzą się na nasz ślub? Otworzyły 

się drzwi i do kuchni weszła mama.

- Byłam na dole u Anny. Wcale się tak bardzo nie przejęła wiadomością 

o waszym ślubie. Nawet mi pogratulowała i powiedziała, że cieszy się w 
imieniu was obojga.

- Anna jest wyjątkowa.
-   Sądzę,   że   po   prostu   zrozumiała,   iż   nie   możesz   czekać   na   Johana. 

Bardzo cię lubi i na pewno nie życzy ci takiej niepewnej przyszłości.

Elise nie skomentowała tego. Wstała ze stołka i zbierając się do wyjścia, 

rzekła:

- Muszę już wracać. Nie wiem, o której skończę, o szóstej czy o ósmej. 

Ostatnio wciąż musiałyśmy zostawać dodatkowo dwie godziny.

- Już wracasz? Przecież nic nie zjadłaś!
- Nie zdążę. Jeśli się spóźnię, nadzorca będzie wściekły. Emanuel też 

wstał.

- Odprowadzę cię, idę w tę samą stronę.
-   Uważasz,   że   Anna   bardzo   ciężko   przeżyła   wiadomość   o   naszym 

ślubie? - spytał zdziwiony, gdy mijali drzwi do mieszkania Thoresenów.

- Tak, ale ona jest bardzo dzielna i nie żywi z tego powodu do mnie 

urazy.   Za   to   obawiam   się   bardzo,   że   inna   osoba   nie   będzie   równie 
wspaniałomyślna. Jak to jest, Emanuelu, gdy ma się takie powodzenie? - 
dodała ironicznie.

- Myślisz o Agnes?
-   Tak.   Gdy   ostatnio   ją   widziałam,   oglądała   w   czasopismach   suknie 

ślubne i snuła marzenia, że stoi obok ciebie na ślubnym kobiercu.

Jęknął głośno i rzucił niepewnie:
- A jak ja to, na Boga, wyjaśnię Karolinę?
Elise rozbawiło jego przerażenie i roześmiała się, ale gdy spojrzała mu 

w twarz, spoważniała gwałtownie.

- Będzie tak źle?
- Niestety. To niebezpieczna kobieta.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Gdy wreszcie skończyła się zmiana w fabryce i Elise wraz z innymi 

robotnicami   pośpiesznie   wracała   przez   most   do   domu,   na   drodze   przy 
wodospadzie   dostrzegła   Emanuela.   Dziwne,   że   wraca   z   tkalni   płótna 
żaglowego o tak późnej porze, pomyślała. Z tego, co mówił, zrozumiała, 
że wybierał się tam zaraz po przerwie obiadowej w fabryce.

Zwolniła, ale nie miała ochoty biec mu na spotkanie, czując na sobie 

ciekawskie spojrzenia prządek.

On zauważył ją dopiero, gdy już minęła most, pomachał do niej i ruszył 

z zapałem w jej kierunku.

Przystanęła zaintrygowana. Ich plany zależały w dużej mierze od tego, 

czy Emanuel dostanie pracę. A o pracę nie było łatwo. Słyszała, że nie 
tylko zwykli robotnicy mają kłopoty ze znalezieniem sobie zajęcia.

-   Trzymaj   się,   Elise,   bo   mam   dla   ciebie   niezwykłe   nowiny!   Jest 

rozpromieniony i podekscytowany niczym wyrostek, pomyślała.

- Dostałem posadę kasjera! Ale to nie wszystko! Załatwiłem dla nas 

dom!

Elise zmarszczyła brwi, nic nie pojmując.
- Wiedziałaś, że stary majster z farbiarni Vaaghalsen nie żyje?
- Tak, słyszałam, dziewczyny w fabryce o tym rozmawiały.
- Dom stoi pusty! - Emanuel odwrócił głowę i skinął w kierunku domu 

w dole blisko mostu.

Elise nie odzywała się, czekając na dalszy ciąg, bo nie rozumiała, do 

czego Emanuel zmierza.

- Możemy go wynająć!
Wciąż   nie   rozumiała.   Przecież   nie   stać   ich   na   wynajęcie   własnego 

domu!

-   Twoja   mama   i   bracia   zajęliby   pokoiki   na   poddaszu,   a   my   po-

mieszczenia przy kuchni. Na pewno ucieszy was, że w domu jest pokój 
dzienny,   wprawdzie   nieduży,   ale   zawsze   to   odmiana,   jeśli   do   tej   pory 
miało się tylko kuchnię i izbę.

- Wygłupiasz się? - Elise nie miała odwagi uwierzyć w jego słowa.
Emanuel roześmiał się zadowolony i dumny.
- Nic podobnego! Pożyczyłem nawet klucz. Jak tylko coś zjesz, możemy 

tu przyjść i dokładnie obejrzeć dom w środku.

background image

Zamieszkać w domu majstra! Nie dochodziło do niej, że to może być 

prawda.

- Ale jak to? - dopytywała się. - Pewnie tylko na parę dni? Póki fabryka 

go nie sprzeda?

Emanuel znów się zaśmiał.
-   Nie   patrz   na   mnie   z   takim   niedowierzaniem.   Nie   kłamię!   Póki   co 

możemy wynająć dom na rok.

- Na cały rok?
Powoli docierało do świadomości Elise, że to prawda.
-   Możecie   się   tam   wprowadzić   już   jutro,   dzięki   czemu   unikniecie 

dalszych kłopotów z zarządcą. Zapytam wozaków z Armii, może pożyczą 
nam jakiś większy wózek. Po trochu wszystko przewieziemy.

Elise wreszcie odważyła się spojrzeć na czerwony domek nad rzeką. Ileż 

to   razy   marzyła   sobie,   by   siedzieć   na   ganku   w   ciepłe   słoneczne   dni! 
Cieszyć oczy zielenią wokół, wdychać zapach kwiatów rosnących przy 
ścianie domu i wpatrywać się w leniwy nurt rzeki. Nie być narażoną na 
wścibskie   spojrzenia   sąsiadek,   pani   Evertsen,   pani   Albertsen   i   pani 
Thoresen. Nie wąchać smrodu na klatce schodowej, odoru śmietników na 
podwórzu, nie czekać, przebierając nogami, w kolejce do wspólnej wciąż 
zajętej ubikacji.

Mieć cały dom dla siebie... Wydawało jej się to zupełnie niepojęte.
- Chodź, Elise. Pośpieszmy się, żeby opowiedzieć o tym Pede-rowi i 

Kristianowi.

Wbiegli pędem po schodach na drugie  piętro.  Przy  kuchennym stole 

siedzieli bracia i odrabiali lekcje, a mama siedziała obok nich i pilnowała 
surowo, by się nie ociągali.

- Mamy wielką nowinę! - oznajmiła Elise, czując, jak rozpiera ją radość. 

- Przeprowadzamy się. Zgadnijcie tylko dokąd!

Twarze przy stole przygasły.
-   Przeprowadzamy   się?   -   Peder   popatrzył   na   Elise   przerażony.   - 

Będziemy musieli mieszkać razem z obcymi ludźmi?

Elise roześmiała się.
- Tylko z Emanuelem.
- Czemu cię to tak śmieszy? - Kristian posłał jej podejrzliwe spojrzenie. 

- To chyba nie jest takie zabawne.

- Będziemy mieszkać w domu starego majstra nad rzeką! - oświadczyła, 

patrząc po kolei na wszystkich, spodziewając się wybuchu radości.

- W domu majstra? - Mama popatrzyła na nią, nic nie rozumiejąc. - A dla 

ilu rodzin jest tam miejsce?

background image

-   Nie   chcę   mieszkać   z   tym   starym   marudą   i   kupą   dzieciarów!   - 

oświadczył Kristian z ponurą twarzą.

- Nie będziesz musiał. Stary majster umarł, dom stoi pusty. Wynajmiemy 

go na rok.

- Ależ Elise! - Mama popatrzyła na nią przerażona. - Przecież nas na to 

nie stać!

Emanuel, który do tej pory tylko słuchał, uznał, że czas wtrącić się do 

rozmowy.

- Proszę to zostawić mnie, pani Lovlien. Otrzymałem posadę kasjera w 

tkalni płótna żaglowego i bez problemu będę mógł opłacić czynsz.

Po   policzkach   mamy   popłynęły   łzy.   Sięgnęła   po   chusteczkę   i   po-

śpiesznie je wytarła, ale łzy nie przestawały płynąć. Elise podeszła do niej 
i objęła ją ramieniem.

- Teraz, mamo, szybko wrócisz do zdrowia. Jak tylko słońce wyjdzie zza 

chmur, będziesz mogła usiąść sobie na ganku. Zobaczysz, jak się trochę 
opalisz i nabierzesz ciała, łatwiej ci będzie przetrzymać zimę.

Mama oparła głowę na ramieniu Elise, a jej drobnym ciałem wstrząsnął 

płacz. Elise zrozumiała, jak ciężko musiało być mamie w ostatnim czasie. 
Tyle   spadło   na   nią   zmartwień.   Nie   wiedziała,   jak   się   utrzymają   bez 
pomocy Hildy. Przeżyła wielki smutek, gdy okazało się, że wnuczek, na 
którego tak się cieszyła, nagle zniknął.

Peder uśmiechnął się od ucha do ucha.
- To prawda? Będziemy mieszkać w „Beczce"?
- W „Beczce"? - Emanuel posłał mu zdumione spojrzenie.
- Podobno kiedyś mieścił się tam zajazd, który nazywano „Beczką" - 

wyjaśniła Elise.

- A  to   rzeczywiście   pasuje,   że  ja  tam  będę  mieszkał  -  roześmiał  się 

Emanuel.

- Jak to? - teraz Peder patrzył na niego zdziwiony.
- Żołnierze i oficerowie Armii Zbawienia nie piją alkoholu - wyjaśniła 

bratu Elise.

-   Nigdy   nie   jesteś   pijany?   -   Peder   popatrzył   na   Emanuela   szeroko 

otwartymi oczami.

- Nie, Peder, nie upijam się - odparł ten i zmierzwił chłopcu grzywkę.
- Dzięki Bogu! - odezwała się mama, wzdychając przeciągle.
- Niestety, muszę już iść - wyjaśnił Emanuel i odwrócił się ku drzwiom. 

- Umówiłem się na rozmowę z oficerami z Armii. Wrócę, gdy się najesz, 
Elise,   a   wtedy   możemy   pójść   obejrzeć   tę   „Beczkę"   -   uśmiechnął   się 
szelmowsko.

background image

- Mogę pójść z wami? - Peder popatrzył na niego błagalnie.
- Możesz, jeśli chcesz.
Emanuel   wyszedł,   a   Elise   przysiadła   na   stołku.   Mama   przyniosła 

dzbanek  z kawą i nalała  jej  do kubka.  Na talerzu  leżało  parę  suchych 
kromek, trochę sera i syrop. Mleka i masła zabrakło.

Mama usiadła przy stole i popatrzyła na Elise podekscytowana.
- Nie  mogę  uwierzyć, że  to  prawda! Odkąd przeprowadziłam się  do 

Kristianii   nad   Aker,   spoglądałam   tęsknie   w   stronę   domku   majstra   i 
marzyłam, by kiedyś zamieszkać w podobnym miejscu.

W   Ulefoss,   gdzie   się   wychowałam,   mieszkaliśmy   w   drewnianych 

barakach dla robotników, po dwie rodziny w każdym budynku. Mieliśmy 
przydomowy   ogródek,   jabłonie   i   zieloną   trawę   pod   stopami.   Było   nas 
jedenaścioro, ośmioro dzieci, mama, tata i babcia. W Wigilię mieliśmy 
małą choinkę, na której paliły się świeczki, ale na noc wystawialiśmy ją na 
dwór, bo inaczej zabrakłoby miejsca na posłania i sienniki. Ale chociaż 
mieliśmy tam ciasno, bardzo kochaliśmy nasz dom. Mama i tata potrafili 
zadbać o dobry nastrój. Mama grywała na gitarze, oboje śpiewali. Mimo 
że   byliśmy   biedni,   stanowiliśmy   szczęśliwą   rodzinę..-   Zamilkła   i 
popatrzyła na Elise z miłością. - Taki dom wy też możecie stworzyć. Oboje 
lubicie śpiew i muzykę, oboje jesteście odpowiedzialni i dobrzy i mam 
nadzieję, że oboje pragniecie otoczyć troską dzieci, które wam się urodzą.

Jej słowa Elise przyjęła z ukłuciem w sercu. Gdyby mama wiedziała, że 

już noszę dziecko, pomyślała. Wciąż nie wiedziała, czy zdołała je przyjąć 
z miłością, do jakiej ma prawo każde niewinne dziecko, nawet to poczęte 
w wyniku gwałtu.

Peder i Kristian siedzieli cicho, przysłuchując się opowieści mamy.
-   Jak   myślisz,   mamo,   ile   dzieci   urodzi   Elise?   -   zapytał   nagle   Peder 

zamyślony.

- Nikt tego nie wie - uśmiechnęła się mama. - To zależy, jaką gromadką 

dzieci Bóg zechce ją obdarzyć.

Elise zesztywniała. Bóg? Czy to Bóg ją obdarzył potomkiem łajdaka? To 

Bóg zadecydował, że maleńkiemu synkowi Oline nie dane było dorosnąć, 
podczas gdy w Vaterlandzie aż się roi od pijaków i nierobów? Nie, to 
niemożliwe, by Bóg miał tyle nieprawości na sumieniu. Tu chyba decydują 
inne siły.

- A czemu pytasz? - zainteresował się nagle Kristian i włączył się do 

rozmowy.

-   Zastanawiam   się   tylko,   czy   starczy   miejsca   dla   nas.   Kristian 

uśmiechnął się.

background image

- Kiedy Elise urodzi ośmioro dzieci, to ty już będziesz dość duży, by 

sam sobie smarować chleb. Będziesz pracował w fabryce, żuł tytoń i pił 
wino   w   „Perle"   co   sobota.   No   i   zamieszkasz   gdzieś   w   pokoju   na 
Lakkegata.

- Będę mógł mieszkać z wami w „Beczce", Elise? - Peder zwrócił się do 

siostry. - Nawet gdy urodzisz ośmioro dzieci?

- Oczywiście, Peder, możesz mieszkać z nami, jak długo zechcesz.
Chłopiec uśmiechnął się z wyraźną ulgą i posłał Kristianowi zwycięskie 

spojrzenie, mówiąc:

- Widzisz, kłamałeś.
Elise   najadła   się   i   wypiła   słabą   kawę,   która   bez   cukru   i   mleka   nie 

smakowała najlepiej.

- Zaraz pewnie przyjdzie Emanuel - oznajmiła. - Chcesz też iść z nami, 

Kristian?

Chłopiec pokręcił głową, ale Elise poznała po jego spojrzeniu, że tak 

naprawdę jest bardzo ciekawy i chętnie by z nimi poszedł. Domyślała się 
jednak,  że   nie   pozwala   mu   na   to  ambicja.  Nie   chciał  się   przyznać,   że 
zmienił zdanie na temat Emanuela.

- Muszę zacząć się pakować - oświadczyła mama i wstała gwałtownie.
- Przecież dzisiaj się jeszcze nie przeprowadzamy - zaśmiała się Elise.
- Nie, ale ja potrzebuję trochę czasu. Nie mam siły pracować tak szybko 

jak   kiedyś.   Muszę   opróżnić   komodę,   zapakować   kubki   i   talerze,   zdjąć 
zasłony i obrazki ze ścian, no i w ogóle mnóstwo innych rzeczy.

- Wszystko to my możemy zrobić. Emanuel spróbuje pożyczyć wózek, a 

Peder i Kristian pomogą mu znieść nasze rzeczy na dół.

Mama z wypiekami na twarzy klasnęła w dłonie i zawołała:
-   Wciąż   nie   mogę   uwierzyć,   że   to   prawda.   Pomyślcie   tylko:   dom 

majstra!

Peder zgarnął swoje podręczniki, związał je rzemykiem i zawołał:
- A ja muszę zapakować żołnierzyki!
- Cha, cha, małe blaszane pudełko. Na pewno zajmie ci to dużo czasu! - 

zaśmiał się Kristian.

Mimo   że   znów   drwił   z   młodszego   brata,   głos   miał   radośniejszy   niż 

zwykle   i   nie   był   taki   najeżony.   On   też   się   cieszy,   pomyślała   Elise   i 
poczuła, że ze wzruszenia zbiera się jej na płacz. Ale to były łzy radości. 
Wczoraj wieczorem była w czarnej rozpaczy, nie widziała nawet promyka 
nadziei, a teraz jakby słońce wychyliło się zza czarnych chmur i wszystko 
się odmieniło.

Kristian też nagle pobiegł do izby, by przejrzeć swoje rzeczy. Kiedy 

background image

pojawił się Emanuel, wszyscy czworo zajęci byli pakowaniem.

Elise odwróciła się do niego z uśmiechem i powiedziała:
- Już na dobre zaczęliśmy!
- To dobrze, bo jutro pożyczę wózek.
- Muszę zejść na dół i powiadomić zarządcę.
-  Wziąłem   parę   koron,   byś  zapłaciła   mu   to,   co   jesteś   winna   -   rzekł 

Emanuel, sięgając do kieszeni.

Elise z ociąganiem przyjęła pieniądze. Nie podobało jej się to, wiedziała 

jednak, że nie ma wyboru.

- Oddam ci, gdy tylko dostanę wypłatę. Uśmiechnął się.
- Wtedy, miejmy nadzieję, będziesz już moją żoną, Elise, i będę miał 

obowiązek cię utrzymywać.

Roześmiała się rozbawiona, zerkając na Emanuela, który wydał jej się 

nagle bardzo przystojny. Gdyby nie Johan, zakochałabym się w nim od 
pierwszego   wejrzenia,   pomyślała.   Przypomniała   sobie   tamten 
poniedziałkowy  wieczór,  gdy   spotkała  go  w  Świątyni.  Po  powrocie  do 
domu   była   ożywiona   i   rozmowna,   co   bardzo   zirytowało   Johana.   Nie 
zdawała   sobie   wówczas   sprawy,   że   jej   podekscytowanie   wynikało   z 
radości, że poznała Emanuela.

Dopiero   teraz   widziała   wszystko   jaśniej.   Starała   się   go   unikać,   by 

uciszyć plotki, ale również po to, by nie ulec pokusie. Przypomniał jej się 
sen, jaki śniła po nocy spędzonej w komórce z Emanuelem. Śniło jej się 
wówczas, że była z Johanem, ale gdy spojrzała na niego, odkryła, że to nie 
on, tylko Emanuel jest u jej boku. Może tak naprawdę cały czas czuła 
pociąg do Emanuela, robiła jednak wszystko, by nie dopuścić do siebie 
zakazanych uczuć.

- Chodź - rzekł Emanuel. - Idziemy obejrzeć nasz nowy dom!
Kristian wychylił głowę przez drzwi i oznajmił:
- Chyba jednak pójdę z wami.
- Idźcie, żebym mogła ogarnąć trochę ten bałagan, gdy was nie będzie - 

powiedziała mama radośnie.

W   ciągu   dnia   wiatr   ucichł   i   się   rozchmurzyło.   Wieczorne   słońce 

przygrzewało jasno i od razu zrobiło się cieplej. Nad rzeką zaroiło się od 
bawiącej się dzieciarni. Na ławce koło mostu siedziała stara pani Berg 
razem z inną staruszką i gawędziły ze sobą przyjaźnie.

- Podejdę na chwilę do niej i się przywitam - rzuciła Elise.
- Dzień dobry, pani Berg! Nie widziała pani tu gdzieś Everta?
- Został w domu i odrabia lekcje. Nie widziałam jeszcze takiego pilnego 

chłopca! - pokiwała  głową ze zdziwieniem.  - Podobno jest najlepszym 

background image

uczniem w klasie, tak mówi nauczyciel. A wszystko dzięki tobie, Elise! To 
ty się postarałaś, by mógł wrócić z powrotem do szkoły.

Elise uśmiechnęła się zadowolona.
- Przede wszystkim jest to zasługa pana Ringstada - rzekła, spoglądając 

w stronę Emanuela i chłopców, którzy czekali na nią z boku. Potem zaś 
odwróciła się znów do pani Berg i dodała: - Proszę powtórzyć Evertowi, 
że przeprowadzamy się z Andersengàrden do domu majstra.

Obie starsze panie otworzyły szeroko oczy ze zdumienia.
- Do domu majstra? - zapytały, spoglądając w stronę pomalowanego na 

czerwono domku w dole przy moście.

- Stary majster umarł i dom jest do wynajęcia. Pani Berg klasnęła w 

ręce.

- Słyszał no kto coś takiego? Stać cię na to, Elise?
- Wychodzę za mąż.
Pani Berg spojrzała na nią z niedowierzaniem. . - Ale czy on nie...
-   Johan   zerwał   ze   mną   jakiś   czas   temu.  Wychodzę   za   mąż   za   pana 

Ringstada, który stoi tam z boku.

Obie staruszki zerknęły ciekawie we wskazanym kierunku.
- Proszę powiedzieć o tym Evertowi - poprosiła Elise raz jeszcze na 

odchodnym.

Chłopcy zamilkli, gdy przeszli na drugą stronę i do domku zostało tylko 

parę   kroków.   Elisa   zerknęła   na   nich   ukradkiem  i   zauważyła,   że   nawet 
Kristian był jakiś odmieniony. Jego twarz wyrażała ciekawość, zapał, a 
zarazem   niedowierzanie.   Elise   ponownie   poczuła,   jak   zalewa   ją   fala 
radości. Postanowiła zapomnieć, że dziecko, które nosi pod sercem, nie 
jest dzieckiem Emanuela. Wszyscy przecież będą przekonani, że to on jest 
ojcem, i ona też do nich dołączy.

Emanuel uroczyście wyjął z kieszeni klucz i otworzył drzwi.
Przez   nieduży   przedsionek   weszli   do   kuchni,   która   mieściła   się   w 

samym środku budynku. Z boku znajdowało się duże palenisko i kuchenka 
na drewno. Na prawo był pokój dzienny i Elise ze zdumieniem stwierdziła, 
że niezbyt duże, ale przytulne pomieszczenie jest już całkiem opróżnione. 
Przez   okna   ze   szprosami   świeciło   wieczorne   słońce,   oświetlając 
pomalowane na żółto ściany.

- Tu zmieści się moja sofa i stół z krzesłami - rzekł Emanuel z zapałem.
Elise odwróciła się do niego zdumiona.
- To są twoje meble?
- Masz sofę? - zapytał Kristian zdziwiony, jakby spadł z księżyca.
- Przywiozłem ze sobą z domu - uśmiechnął się Emanuel. Wrócili do 

background image

kuchni. Emanuel zajrzał do sąsiadującej z nią izby i zadecydował: - To 
będzie nasza sypialnia, Elise.

Zarumieniła się i nie wiedziała, co powiedzieć. Zwłaszcza że obok stali 

młodsi bracia i przysłuchiwali się zaciekawieni.

- Chodźmy na górę. Zobaczymy wasz pokoik - rzuciła więc pośpiesznie.
Chłopcy   pierwsi   wspięli   się   po   stromych   schodach,   Emanuel   zaś 

ukradkiem przytrzymał Elise.

- Nie chcesz obejrzeć naszej sypialni? - zapytał i pocałował ją w usta.
- Nie chciałam przy chłopcach.
- Co czujesz, ochotę czy niechęć? - wyszeptał, dotykając wargami jej 

ust.

- Chyba zauważyłeś to już tamtej nocy w komórce - uśmiechnęła się 

szelmowsko.

- Przyznajesz się wreszcie - zaśmiał się cicho.
- Przyznaję - pokiwała głową. Pogładził dłonią jej ciało, mówiąc:
- Miałaś taką samą ochotę jak ja.
- Nie, było mi zimno.
- Nie wtedy, gdy leżałaś na mnie otulona moim płaszczem. Przyjemne 

mrowienie przeniknęło ją niczym prąd.

- Nie, marzłam.
-   Ty   mała   kłamczucho.   Czułaś   coś,   coś,   do   czego   nie   chciałaś   się 

przyznać.

Nie   miała   okazji   mu   odpowiedzieć,   bo   znów   zakrył   jej   usta   po-

całunkiem.   Równocześnie   poczuła   na   plecach   jego   dłoń   zsuwającą   się 
powoli i zatrzymującą się na pośladkach. Przycisnął ją mocno do swych 
bioder i wyszeptał chrapliwie:

- Cieszę się, Elise. Na wszystko.
Elise usłyszała na schodach chłopców i pośpiesznie uwolniła się z jego 

objęć.   Z   walącym   sercem   wspięła   się   po   schodach   na   poddasze,   nie 
przestając się dziwić temu, co się stało. Nie miała nic przeciwko temu, by 
dzielić małżeńskie łoże z Emanuelem.

Wręcz przeciwnie...

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Już   następnego   wieczoru   zaczęli   przeprowadzkę.   Emanuel,   Peder   i 

Kristian   znieśli   na   dół   po   schodach   komodę,   a   Elisa   szła   za   nimi, 
trzymając pod pachami po jednej szufladzie.

Pani Thoresen słyszała już wcześniej o domu majstra, ale kiedy jej uszu 

dobiegł hałas na schodach, nie mogła się powstrzymać, by nie wyjrzeć.

-   Co   za   pośpiech,   Elise!   Ledwie   odwróciłaś   się   plecami   do   jednego 

chłopaka, już przeprowadzasz się do drugiego!

Elise   starała   się   ze   wszystkich   sił,   by   nie   unieść   się   gniewem.   Nie 

zamierzała nic więcej tłumaczyć, uznając, że wystarczy to, co powiedziała 
wcześniej.

- Proszę pozdrowić Annę - rzuciła tylko. - Zajrzę jeszcze do niej, nim się 

stąd wyprowadzę na dobre.

Na parterze wpadli prosto na panią Evertsen.
- A co to znaczy? - zapytała sąsiadka z przerażoną miną. - Chyba się nie 

wyprowadzacie, Elise?

-   Będziemy   mieszkać   w   „Beczce"   -   wyręczył   siostrę   w   odpowiedzi 

Peder. - Wszyscy razem. Wszystkie dzieci Elise i oficera, Kristian, mama i 

background image

ja!

Pani Evertsen zmarszczyła brwi i popatrzyła na niego zdezorientowana.
-   Chodziło   mi   o   pana   Ringstada   -   dodał   Peder,   posyłając   Elise 

przepraszający uśmiech.

Kiedy   wyszli   już   na   ulicę   i   załadowali   komodę   na   wózek,   Emanuel 

odwrócił się zdziwiony do Pedera i zapytał:

- O co ci chodziło z tymi dziećmi?
Peder speszył się.
- U mamy w rodzinie było ośmioro dzieci, a mimo to wszyscy się jakoś 

pomieścili.

Emanuel popatrzył na niego uważnie.
- Bałeś się, że zabraknie dla ciebie miejsca, kiedy urodzą się nam dzieci?
Peder   wlepił   wzrok   w   czubki   swoich   butów   i   pokiwał   głową 

zawstydzony.

- Dla ciebie i Kristiana zawsze znajdzie się u nas miejsce, bo dla Elise 

jesteście najważniejsi.

-   Ja   wypłynę   na   morze   -   oznajmił   Kristian,   patrząc   na   Emanuela   z 

przekorą.

Emanuel pokiwał głową.
- Nie możesz zaciągnąć się na statek, zanim nie skończysz piętnastu lat, 

więc póki co będziesz się musiał zadowolić mieszkaniem z nami.

Wózek   nie   był   duży,   więc   oprócz   komody,   szuflad,   siennika   Elise, 

wiadra i skrzynki na drewno, do której zamiast opału zapakowali różne 
przedmioty kuchenne, nie zmieściło się nic więcej.

Emanuel chwycił za dyszel i ruszył.
- Zawieziemy teraz to wszystko, a resztę zapakujemy jutro. Jutro jest 

sobota, więc szybciej wrócisz z fabryki, Elise.

Pokiwała głową, przytrzymując zsuwający się siennik. Chłopcy szli po 

drugiej stronie wózka i pilnowali, by nie wypadły szuflady. Na szczęście 
do ich nowego domu nie było daleko.

Wózek   stukał,   koła   piszczały,   Emanuel   z   największym   wysiłkiem 

ciągnął go po wyboistej drodze, pod górkę, i przez ciasny otwór w płocie 
aż do czerwonego domku.

Kiedy zaczęli wnosić do środka swoje rzeczy, Elise ogarnęło dziwne 

uczucie.  Wciąż  zdawało   jej  się   nierzeczywiste   zarówno  to,   że   zostanie 
żoną Emanuela, jak i to, że zamieszkają w tym przytulnym domku, który 
mijała w drodze do fabryki każdego ranka przez wiele lat.

Komodę ustawili między  oknami w pokoju dziennym. Pasowała  tam 

znakomicie. Elise pomyślała zrazu, że mama będzie ją chciała mieć w 

background image

swoim pokoju na poddaszu, ale schody były zbyt wąskie i strome, więc nie 
daliby rady jej tam wnieść.

Od wieczora poprzedniego dnia utrzymywała się ładna pogoda i zrobiło 

się   dużo   cieplej.   Emanuel   otworzył   wszystkie   okna,   żeby   przewietrzyć 
pomieszczenia,   bo   w   domu   panował   zaduch.   Stary   majster   pewnie   nie 
wietrzył od dawna.

Chłopcy   pognali  na   poddasze,   nie  posiadając  się   z   radości,   że   jeden 

nieduży   pokoik   będzie   tylko   dla   nich.   Peder   zdążył   poustawiać   swoje 
żołnierzyki w równych szeregach na podłodze na samym środku pokoiku.

-   Musimy   zakończyć   tę   bitwę,   zanim   przywieziemy   łóżko,   póki   jest 

miejsce   -   wyjaśnił   Peder,   kiedy   Elise   weszła   na   górę,   by   dokładnie 
obejrzeć poddasze.

- Ty pioruński szwedzki diable, mam cię! - dodał i uderzył żołnierzyka, 

który poturlał się i wpadł w szparę pomiędzy deskami w podłodze.

- Niestety, dziś nie ma czasu na wojnę ze Szwedami - uśmiechnęła się 

Elise. - Musicie pomóc przy przeprowadzce.

Na widok takich podekscytowanych i radosnych chłopców ciepło jej się 

zrobiło na sercu, uśmiech nie znikał więc z jej twarzy.

- Chyba wyszoruję podłogi, bo zdaje się, że już dawno nikt tu tego nie 

robił   -   odezwała   się   do   Emanuela,   który   wszedł   do   domu   z   naręczem 
drewna.

- Rozpalę ci w piecu, a potem wrócę do Andersengarden i przywiozę 

następną partię rzeczy.

- Chcesz, żebyśmy poszli z tobą?
- Nie, lepiej będzie, jeśli w tym czasie pomyjesz podłogi. Chłopcy mogą 

nanieść więcej drewna ze stosu ułożonego zaraz przy wyjściu. Drewno jest 
nasze, wliczone jest w cenę najmu.

„Drewno jest nasze..." - to krótkie słowo mieści tak wiele. Dlaczego tak 

długo zwlekała... Elise obserwowała go, jak się pochyla, otwiera drzwiczki 
w piecu, wkłada zgniecioną gazetę i kilka drzazg. Przypomniała sobie, że 
gdy go poznała, zwróciła uwagę na jego gładkie, czyste dłonie i pomyślała 
wówczas,   że   woli   szorstkie   robotnicze   dłonie   Johana.   Teraz   zaś   z 
przyjemnością przyglądała się, jak zręcznie i sprawnie nimi porusza, z jaką 
wprawą pali w piecu, mimo że tam, gdzie mieszka, takie prace wykonuje 
służąca.

Emanuel   wstał   i   odwrócił   się   do   niej.   Może   dostrzegł   coś   w   jej 

spojrzeniu, bo pochylił się szybko i pocałował ją w usta, szepcząc:

- Elise, ukochana.
Ogarnęła ją fala gorąca. Nikt nigdy się tak do niej nie zwracał, nawet 

background image

Johan,   który   wyrażał   się   piękniej   od   innych.   W   Andersengarden   nie 
używano wielkich słów.

Uśmiechnął się i popatrzył na nią ciepło, po czym pogłaskał w policzek i 

zniknął.

Elise, nucąc sobie pod nosem, wzięła wiadro i poszła zaczerpnąć wody z 

rzeki. Ptaki świergotały radośnie na drzewie, które rosło tuż obok domu, i 
nawet   szum   rzeki   nie   zagłuszał   ich   śpiewu.   Wracając   z   napełnionym 
wiadrem, rozejrzała się wokół z uśmiechem i odetchnęła głęboko. Nawet 
myśl   o   tym,   co   rosło   w   jej   brzuchu,   nie   wydawała   się   dziś   już   taka 
odpychająca i bolesna.

Właśnie   miała   wejść   do   domu,   gdy   usłyszała   na   drodze   czyjeś 

pośpieszne kroki. Zatrzymała się, sądząc, że to Evert, któremu pani Berg 
przekazała   wiadomość   o   ich   przeprowadzce.   Pewnie   przychodzi   się 
upewnić,  czy  to   prawda,  pomyślała.  Cieszyła  się,   że  będzie  mu  mogła 
powiedzieć, żeby odwiedzał ich tu tak często, jak przyjdzie mu ochota, bo 
teraz miejsca ma;a pod dostatkiem.

Rozkołysane  wiadro   uderzyło  o   ziemię.   Elise   zastygła   przerażona  na 

widok   Agnes,   która   wyłoniła   się   zza   węgła   i   stanęła   jak   wryta   z 
pociemniałą od gniewu twarzą.

-  A  więc   to   jednak   nie   jest   kiepski   żart   -   stwierdziła   przyjaciółka 

zmienionym głosem, powoli zbliżając się do Elise. - A ja nie chciałam 
uwierzyć,   że   to   prawda.   -  Agnes   patrzyła   na   nią   oczami   płonącymi   z 
nienawiści. Mimo że była opanowana, Elise znała ją na tyle dobrze, by 
wiedzieć, że to cisza przed burzą.

- Agnes, ja...
Nie dokończyła, bo Agnes nagle znalazła się przy niej i wymierzyła jej 

siarczysty policzek. Elise zachwiała się i omal nie straciła równowagi.

- W życiu nie słyszałam ani nie przeżyłam takiej podłości! Zwierzałam 

ci się, bo miałam do ciebie zaufanie. Opowiadałam ci o mojej wielkiej 
miłości,   sądząc,   że   jesteś   mi   życzliwa.   Przyznałam   ci   się   nawet,   że 
zwolniłam się z tkalni Hjula, by zostać służącą w domu, gdzie mieszka 
Emanuel,   w   nadziei,   że   będę   go   mogła   częściej   widywać,   by   i   on 
zrozumiał, że mnie kocha! Wiesz, jak wielką go darzę miłością! Zdawałaś 
sobie   sprawę,   że   marzę   o   tym,   by   wyjść   za   niego   za   mąż,   ba,   nawet 
wybierałam już suknię ślubną! Widziałaś nas nad rzeką, jak graliśmy i 
śpiewaliśmy razem, musiałaś się domyślać, że jesteśmy sobie coraz bliżsi. 
A  ty   wchodzisz   między   nas   i   niemal   na   moich   oczach   go   uwodzisz? 
Kradniesz mi go sprzed nosa, bo potrzebujesz kogoś, kto utrzyma ciebie i 
twojego   bękarta?!   To   najpodlejsza,   najplugawsza   rzecz,   jaka   mnie 

background image

spotkała. A ja cię uważałam za swoją najlepszą przyjaciółkę!

Agnes splunęła Elise prosto w twarz, po czym odwróciła się gwałtownie 

i wzburzona odmaszerowała szybkim krokiem.

-   Poczekaj   tylko,   Elise!   -   rzuciła   na   odchodnym.   -   Jeszcze   tego 

pożałujesz!

Elise   stała   jak   skamieniała   i   z   przerażeniem   w   oczach   patrzyła   za 

oddalającą się Agnes. Wytarła twarz rękawem. Nagle coś w niej pękło i z 
oczu popłynęły jej łzy. Nie chciała sprawić Agnes bólu i przykrości, nie 
zamierzała jej zranić. Ale Emanuel wyraźnie powiedział, że Agnes w ogóle 
go nie obchodzi i nigdy by jej nie wybrał. Agnes po prostu wmówiła sobie 
rodzące   się   rzekomo   między   nimi   uczucie.   Sama   jest   sobie   winna,   że 
przeżywa teraz takie rozczarowanie.

- Dlaczego płaczesz, Elise?
Nie   zauważyła,   że   Peder   wyszedł   na   ganek   i   przyglądał   jej   się   z 

zatroskaniem.

Odwróciła się do niego powoli.
- To Agnes się tak złościła?
Elise pokiwała głową i powiedziała:
- Miałeś rację, Peder.
-   Nie   przejmuj   się   tym,   Elise.   Przecież   wiesz,   że   ona   ugania   się   za 

chłopakami. Zresztą pan Ringstad i tak jej nie lubi, więc nic jej to nie 
pomoże.

- Może wkrótce przejdzie jej ta złość. To taka gorąca głowa! Zawsze 

łatwo się zakochiwała - próbowała przekonać samą siebie Elise.

- Właśnie o tym mówię.
Ale   kiedy   Peder   się   odwrócił   i   wszedł   przed   nią   do   domu,   Elise 

pokręciła głową zamyślona. Agnes tak łatwo nie odpuści. Na pewno nie 
przejdzie nad tym szybko do porządku dziennego.

„Jeszcze tego pożałujesz..." - przypomniała sobie jej słowa i poczuła na 

plecach nieprzyjemny dreszcz.

- Co z tobą? - Emanuel stanął w drzwiach ze skrzynką pełną starych i 

zużytych ręczników kuchennych i patrzył na nią zdumiony.

- Była tu Agnes. Odstawił skrzynkę.
- Co powiedziała?
- Była wściekła. Westchnął ciężko.
-   Musiałem   o   tym   powiedzieć.   Zarówno   jej,   jak   i   Karolinę   oraz   jej 

rodzicom.

- Agnes groziła, że tego pożałuję.
- Nie ma się czym przejmować - prychnął.

background image

- Powinnam była sama jej o tym powiedzieć. Mogłabym jej wówczas 

wytłumaczyć, dlaczego to się stało tak nagle.

- Nie bierz tego tak bardzo do siebie, Elise. Nigdy nie dałem Agnes 

powodu, by mogła wierzyć, że coś do niej czuję. Sama jest sobie winna, że 
przeżywa teraz rozczarowanie.

- Zazdrość to okropne uczucie, poza tym niebezpieczne. Ludzie w takim 

stanie ducha zdolni są do najgorszych czynów. Pamiętam, jak czytaliśmy 
w szkole książkę o kobiecie, która zabiła zarówno mężczyznę, którego 
kochała i pożądała, jak i jego żonę. Ta książka zrobiła na mnie wielkie 
wrażenie. Nie zdawałam sobie sprawy, że człowiek jest zdolny do takich 
uczuć.

Podszedł do niej i przytulił ją do siebie.
- Nie pozwól, Elise, by Agnes zniszczyła naszą radość. Takie dziewczęta 

jak ona nie kochają długo. Wnet zastawi sidła na innego mężczyznę.

Elise oparła się o niego. Przypomniał jej się nagle dokładnie fragment 

książki, którą czytała ponad rok temu: „Okropna demoniczna siła zmusiła 
ją, by skierowała nienawiść ku mężczyźnie, którego kochała. Nienawiść 
przeniknęła niczym prąd każdą jej żyłę, wwiercała się niczym rozgrzany 
do   czerwoności   świder   w   każdy   nerw   i   wpędzała   ją   w   dziki   szał 
bezwstydu, na dno przestępstwa, poza granice zezwierzęcenia, w ohydę 
nie do określenia".

Wzdrygnęła się i przytuliła mocniej do Emanuela.
-   Kochanie,   nie   możesz   się   tym   tak   przejmować!   -   Po   jego   głosie 

poznawała, że uśmiecha się łagodnie. - Agnes już taka jest. Lata z kwiatka 
na kwiatek, nigdzie dłużej nie zagrzewając miejsca. Nie jest zdolna do 
głębszych uczuć. Szybko o mnie zapomni i wnet zobaczymy ją zakochaną 
w kimś innym. A wtedy wróci do ciebie. Zobaczysz, nie minie dużo czasu, 
a będziecie siedzieć razem na ganku, plotkować i śmiać się jak kiedyś.

Elise nie odpowiedziała. Emanuel nie zna Agnes, pomyślała. Nie wie, że 

gdy się zakocha, gotowa iść po trupach, by osiągnąć cel.

- Musimy kończyć - powiedział Emanuel, wypuszczając ją z objęć. - Co 

robią chłopcy? Zdaje się, że mieli nanosić drewna.

Elise odwróciła się w stronę schodów i zawołała:
- Peder, Kristian, schodźcie!
Przybiegli  natychmiast  i  wnet  wszyscy   czworo   pracowali  z   zapałem. 

Elise   zajęła   się   pokojem   dziennym,   chłopcy   nanieśli   drewna   do   dużej 
skrzyni, a Emanuel zaczął naprawiać wysoki próg w przedsionku. Kiedy 
chłopcy skończyli, kazał im wnieść pozostałe drewno do komórki, która 
przylegała do kuchni, ale wchodziło się do niej od zewnątrz.

background image

Zajęta pracą Elise przestała myśleć o nieprzyjemnym spotkaniu z Agnes. 

Na   kolanach   szorowała   podłogę,   która   była   taka   brudna,   że   woda 
natychmiast zrobiła się czarna.

Wyszorowała   już   prawie   cały   pokój,   gdy   usłyszała   w   drzwiach 

Emanuela:

- Spokojnie, Elise, nie forsuj się zbytnio. Pamiętaj, że jutro wcześnie 

rano   musisz   iść   do   fabryki.   Proponuję   na   dzisiaj   skończyć.   Jutro   po 
południu zrobimy resztę.

Nagle chłopcy wpadli z hałasem i wołali od progu:
- Gwóźdź, Pingelen i pozostali stoją na brzegu rzeki i gapią się na nas!
Peder z podniecenia aż poczerwieniał na twarzy.
-   No   to   pewnie   rozpiera   ich   ciekawość!   -   uśmiechnął   się   Emanuel 

wesoło.

Elise jednak nie zareagowała równie beztrosko. Zastanawiała się, jak 

chłopaki z ulicy przyjmą to, że Peder i Kristian wprowadzają się do domu 
majstra?

Wyszli i Emanuel przekręcił klucz w zamku. Elise zdziwiła się, bo nie 

przywykła, by zamykać drzwi na klucz.

- Pójdę oddać wózek i dowiem się, czy jutro będę mógł znów pożyczyć - 

wyjaśnił, zbierając się do odejścia. - Mam nadzieję, że będzie wam się dziś 
smacznie spało.

Następnego ranka w drodze do fabryki Elise znów wpadła na Val-borg, 

która powitała ją szyderczo:

- O, pani majstrowa we własnej osobie!
Elise posłała jej gniewne spojrzenie i odcięła się:
- Rozumiem, że plotki rozchodzą się tu szybciej, niż toczy się rwący 

nurt rzeki podczas wiosennych roztopów.

- A czy to takie dziwne? - zaśmiała się Valborg. - Trudno się spodziewać 

innej reakcji, gdy ktoś tak się puszy.

- Od kogo wiesz?
- Wczoraj wieczorem spotkałam Agnes. Płakała i była wściekła jak byk.
- To nie moja wina.
- Czyżby? Czemu jej więc nie powiedziałaś o swoich planach, zanim 

zrezygnowała z pracy w fabryce?

- Bo wtedy jeszcze nic nie było postanowione.
- No tak, zdecydowałaś się dopiero teraz, gdy potrzebujesz pieniędzy.
Elise nie odpowiedziała, bo właściwie Valborg miała rację.
- Ty to jednak jesteś fałszywa, Elise. Najchętniej naplułabym ci prosto w 

twarz!

background image

- Znam Emanuela znacznie dłużej niż Agnes - odezwała się z przekorą w 

głosie. - Zresztą on jej nigdy niczego nie obiecywał.

-   To   nie   ma   żadnego   znaczenia!   Oszukałaś   ją!   Swoją   najlepszą 

przyjaciółkę!   Mogłaś   jej   o   wszystkim   powiedzieć,   wtedy   by   się   nie 
przeprowadzała.

Elise westchnęła z rezygnacją i odparła:
- Zapewniam cię, Valborg, że nie jest tak, jak myślisz.
W   tej   samej   chwili   przyłączyły   się   do   nich   pozostałe   robotnice   i 

rozmowa zeszła na inne tematy.

Ale w głowie Elise przez cały dzień kołatało to, co powiedziała Valborg. 

Czuła się urażona i niesprawiedliwie osądzona. Agnes odgadła, dlaczego 
zgodziłam   się   przyjąć   oświadczyny   Emanuela,   myślała.   Powinna 
zrozumieć, że znalazłam się w desperackiej sytuacji. Tyle że po kimś, kto 
tak bardzo jest zaślepiony zazdrością, trudno się spodziewać rozsądku. Nie 
wiadomo   teraz,   czy  Agnes  dochowa  tajemnicy.  Gdy   Elise   pomyślała   o 
tym, pot jej wystąpił na czoło z nerwów.

Valborg   raczej   nie   znała   prawdy.   Elise   nie   wierzyła,   by   przyjaciółka 

nawet w największej złości okazała się taka prostacka, by ogłosić, że Elise 
spodziewa się dziecka w następstwie gwałtu. Uderzyłoby to zresztą w nią 
samą, bo ludzie odwróciliby  się z pogardą od kogoś, kto zdradza taką 
tajemnicę. Ale z zemsty może wygadywać, że kiedy Johan trafił za kratki, 
Elise  pocieszała  się   w ramionach   innych  mężczyzn,  a  teraz  podstępem 
chce zaciągnąć przed ołtarz Emanuela, by dziecko miało ojca.

W przerwie obiadowej została w fabryce i razem z innymi prządkami 

zjadła zupę z jadłodajni. Właściwie taniej było zjeść posiłek w domu, ale 
wolała zostać w fabryce, by ukrócić plotki Valborg.

Za   to  kiedy   zbierała   się   do   wyjścia   po  skończonej  pracy,  zauważyła 

Hildę, która wychodziła właśnie z kantoru majstra.

- Hilda? - zawołała, ucieszywszy się na jej widok, bo nie widziały się, 

odkąd siostra wyprowadziła się z domu.

Odłączyły się od idących gromadą robotnic, by spokojnie porozmawiać.
- Słyszałam już tę wielką nowinę, Elise.
- Ty też? Kto ci powiedział?
- Agnes. Wyglądała tak, jakby miała ochotę cię zabić.
Elise   domyśliła   się,   że   Hilda   zażartowała,   jej   jednak   nie   było   do 

śmiechu.

- Spotykasz się z Agnes? - zapytała, czując ukłucie w sercu.
- Czasem w sklepie, gdy wysyłają nas po zakupy.
- Pewnie powiedziała ci to samo, co mówiła Valborg, że skradłam jej 

background image

Emanuela.

Hilda pokiwała głową z uśmiechem.
- Coś w tym rodzaju. Nie przejmuj się. Opowiedz lepiej, co się stało.
-   Emanuel   mi   się   oświadczył,   a   ja   się   zgodziłam.  Wystąpił   z  Armii 

Zbawienia i otrzymał posadę kasjera w tkalni płótna żaglowego.

- A jak on tego dokonał? - Hilda gwizdnęła przeciągle.
- Przez znajomości - przyznała Elise i dodała po chwili: - Zamieszkamy 

w domu majstra nad rzeką.

Hilda   otworzyła   szeroko   oczy   ze   zdumienia.   Tego   najwyraźniej   nie 

wiedziała.

- W tym przy moście? - upewniała się. Elise przytaknęła i wyjaśniła:
- Stary majster nie żyje i Emanuel wynajął dom przynajmniej na rok.
- Ale co z mamą i chłopcami? Przecież nie poradzą sobie sami! Elise 

miała   ochotę   rzucić   jej   w   twarz,   że   o   tym   powinna   pomyśleć   nieco 
wcześniej, ale ugryzła się w język i rzekła tylko:

- Zamieszkają razem z nami.
Spojrzała na siostrę badawczo i zapytała niepewnie:
- A co u ciebie? Jesteś zadowolona? Hilda wzruszyła ramionami.
-   A   czy   znasz   kogoś,   kto   może   powiedzieć,   że   jest   do   końca 

zadowolony? Owszem, jest mi dobrze, nie chodzę głodna i mieszkam w 
pięknym domu. Czego więcej może oczekiwać biedak?

Elise   domyśliła   się,   że   nie   wszystko   ułożyło   się   zgodnie   z   oczeki-

waniami siostry, ale nie miała odwagi jej o to zapytać. Obawiała się, że 
Hilda doznała kolejnego zawodu. Przez chwilę stała w milczeniu, ale jedna 
rzecz nie dawała jej spokoju. Bała się jednak zapytać o to siostrę. W końcu 
jednak nie wytrzymała.

- Widziałaś... widziałaś Braciszka? Hilda pokręciła głową.
- Jeszcze nie wychodzili z nim z domu. Nawet nie wiem, jak wygląda 

jego matka.

„Matka"... dziwnie zabrzmiało to słowo w jej ustach.
- A on jest dla ciebie wciąż tak samo dobry?
- Tak często znów go nie widuję. - Hilda wzruszyła ramionami.
- Żałujesz, że przyjęłaś u niego posadę służącej?
- Żałuję? Skąd! - Hilda pokręciła gwałtownie głową. - A gdzie by mi 

było lepiej?

- Dobrze usłyszeć. Może poszłabyś ze mną do domu, zobaczyłabyś się z 

mamą. Ona wciąż czeka na ciebie.

Hilda odwróciła się od siostry.
- Kiedyś pewnie zajrzę, ale teraz muszę się śpieszyć.

background image

Elise   odprowadziła   wzrokiem   siostrę.   Z   tyłu   wyglądała   jak   drobna 

dziewczynka, a nie jak matka, która niedawno powiła niemowlę...

Elise westchnęła ciężko, czując, jak ze współczucia ściska jej serce.
Mimowolnie położyła dłoń na brzuchu. Nie mogłabym tego zrobić... nie 

teraz. Nie po tym, co się stało z Hildą...

ROZDZIAŁ CZWARTY

Była dopiero szósta po południu. Słońce przygrzewało mocno, a jego 

promienie błyszczały w wodach rzeki. Elise starała się odsunąć przykre 
myśli,   ale   od   poprzedniego   dnia   zagościł   w   niej   dziwny   niepokój. 
Powtarzała sobie, że zarówno Agnes, jak i Hilda same są sobie winne, 

background image

choć każda na swój sposób.

Emanuel przyszedł wcześniej do Andersengarden i znosił właśnie stołki 

kuchenne na wózek, który stał na podwórzu. Była sobota, więc praca w 
fabryce skończyła się o dwie godziny wcześniej niż w pozostałe dni.

- Jak dobrze, że jesteś, Elise. Będziecie mi teraz mogli pomóc znieść na 

dół łóżka.

- Przewieziemy je już dzisiaj?
-   Tak!   Myślę,   że   już   tej   nocy   możecie   spać   we   własnym   domu   - 

uśmiechnął się radośnie. - Przewiozłem już stół kuchenny i sienniki. Peder 
i Kristian mi pomogli.

Elise wbiegła po schodach. W izbie mama pakowała swoje ubrania do 

pustej   skrzynki.   Gdy   usłyszała   córkę,   odwróciła   się   do   niej 
rozpromieniona.

- Elise, przeprowadzimy się już dzisiaj! Pani Evertsen była tu na górze i 

na pożegnanie przyniosła nam ciastka.

- To ładnie z jej strony.
-  Tak,   ale   za   to   pani   Thoresen   odwraca   się   na   mój   widok.   Jest   tak 

rozgoryczona,   że   nie   chce   ze   mną   w   ogóle   rozmawiać.   Uważa,   że 
zdradziłaś   Johana.   Poza   tym   wyraźnie   jej   doskwiera   to,   że   będziemy 
mieszkać we własnym domu.

- Na pewno jej przejdzie, jak się oswoi z tą myślą.
- Mam nadzieję, bo to takie przykre. Przez tyle lat się przyjaźniłyśmy.
-   Zazdrość   ma   ponure   oblicze   -   stwierdziła   Elise.   Właściwie   nie 

wiedziała,   skąd   jej   się   wzięło   takie   określenie,   ale   pewnie   gdzieś   to 
przeczytała.

Emanuel   i   chłopcy   wpadli   z   hałasem   do   kuchni.   Peder   chyba   znów 

powiedział coś dziwnego, bo śmiali się z niego do rozpuku.

Twarz mamy wygładziła się i rozpromieniła w szerokim uśmiechu.
- Posłuchaj ich, jacy są radośni!
- Nawet Kristian - pokiwała głową Elise.
Drzwi się otworzyły i całe towarzystwo wpadło do izby.
- Będziemy znosić na dół łóżka. Musisz się pośpieszyć z szorowaniem 

podłóg, Elise, bo zaraz się wprowadzamy. - Peder miał spoconą twarz, ale 
oczy mu lśniły.

Najpierw   chwycili   we   czwórkę   łóżko   mamy,   które   było   wąskie,   ale 

solidne i ciężkie.

Na wózku nie dało się przewieźć jednorazowo więcej niż jedno łóżko, a 

namęczyli się wszyscy czworo, ciągnąc i pchając.

Kiedy Emanuel przekręcił klucz w zamku i otworzył drzwi na oścież, do 

background image

środka   wpadło   słońce   i   napełniło   niewielkie   pomieszczenia   zapachami 
lata. Zaduch zniknął na szczęście, choć Elise się obawiała, że niełatwo 
będzie się go pozbyć.

Natrudzili się, żeby wnieść łóżko po stromych schodach, a gdy już je 

wstawili   na   poddaszu,   Elise   zabrała   się   do   palenia   w   piecu.   Pederowi 
kazała przynieść wodę.

Gdy Emanuel z chłopcami udali się do Andersengarden po kolejną partię 

rzeczy, Elise szorowała już podłogę w przyszłej małżeńskiej sypialni.

Stanęła   w   drzwiach   i   rozejrzała   się   dookoła.   Niewielkie   okno 

poprzedzielane szprosami wychodziło na wschód. Będę oglądać wschody 
słońca, ucieszyła się. Ściany były pomalowane na zielono, podłoga zaś 
trochę zniszczona, ale może z czasem ją zakryją dywanikiem utkanym ze 
szmatek. W oknach chciałaby zawiesić jasne leciutkie firanki, które będą 
przepuszczać światło dzienne.

To tu, w tym pomieszczeniu, odda mu się... Będzie co wieczór zasypiać 

w jego ramionach i budzić się przytulona do jego twarzy.

Nie odczuwała strachu. Za każdym razem, gdy Emanuel ją obejmował i 

całował,   jej   ciało   poddawało   się   i   narastało   w   niej   dziwne   napięcie,   a 
przyjemne mrowienie z pewnością przerodziłoby się w coś silniejszego, 
gdyby   tylko   mieli   czas   i   sposobność.   Wiedziała   jednak,   że   taki   dzień 
kiedyś nastąpi.

Sypialnia była nieduża, szybko więc uporała się z szorowaniem podłogi 

zarówno tu, jak i w kuchni. Uznała, że od razu przeleci całe poddasze, by 
za jednym zamachem dokończyć wszystko.

Gdy   już   uporała   się   z   porządkami,   postanowiła   wyjść   na   spotkanie 

Emanuelowi i chłopcom i pomóc ciągnąć wózek.

Spotkała ich za rogiem, gdy już dochodziła do Andersen-garden.
- Poradzimy sobie sami, Elise! - zawołał Peder z zarumienioną twarzą, 

która   wyrażała   dumę   i   dorosłą   powagę.   -   Niepotrzebne   nam   baby   do 
noszenia.

Uśmiechnęła się.
- Ale chyba pozwolicie mi przytrzymać trochę, skoro już tu jestem.
Gdy się zbliżyli do domu majstra, zauważyli Everta.
- Jesteś, Evert - ucieszyła się Elise. - Pani Berg ci przekazała, że się 

przeprowadzamy?

Evert pokiwał głową z zapałem i poczerwieniał, a piegi odznaczały się 

mu na twarzy bardziej niż zwykle.

- Nie mogłem przyjść wcześniej, bo najpierw musiałem jej pomóc!
- Evert, chodź z nami na poddasze! - Peder puścił wózek i pędem ruszył 

background image

ku   drzwiom.   -   Wszystkie   żołnierzyki   stoją   na   podłodze!   Musimy   się 
pośpieszyć,   by   rozbić   szwedzkie   oddziały,   zanim   na   górę   wniesiemy 
łóżko!

Trzej   chłopcy   zniknęli   na   poddaszu,   Kristian   z   równym   zapałem   co 

Peder i Evert.

Emanuel uśmiechnął się.
- Wydaje mi się, że Kristian pogodził się już z nową sytuacją. Przestał 

nawet opowiadać, że zaciągnie się na statek.

Elise odwzajemniła uśmiech.
- Też to zauważyłam. Dokonałeś prawdziwego cudu, Emanuelu.
- Nie wydaje mi się, że to takie proste, ale cieszmy się, że jest jakaś 

poprawa.

- W fabryce spotkałam Hildę.
- I co? - popatrzył na nią zaciekawiony. - Jak ona się miewa?
-   Odniosłam   wrażenie,   że   nie   wszystko   ułożyło   się   tak,   jak   sobie 

wyobrażała.

- Nie pojmuję, że liczyła na jakieś względy. Chyba słyszała, jak pracują 

służące.

Elise pokiwała głową w zamyśleniu.
- Wydaje mi się, że on ją znowu oszukał. Pozwolił jej wierzyć, że będzie 

traktowana inaczej. Może nie akurat jak żona, aż taka głupia znów nie jest, 
ale przynajmniej jak członek rodziny.

Emanuel potrząsnął głową wyraźnie zagniewany.
- Żeby tak wykorzystywać młodą dziewczynę! To powinno być karalne! 

Spróbujemy wnieść łóżko na górę?

Wyszli   na   zewnątrz,   chwycili   łóżko   po   obu   końcach   i   wnieśli   przez 

korytarz i kuchnię.

- Myślisz, że się zmieści? - zapytała Elise, patrząc sceptycznie na strome 

schody. Łóżko chłopców było lżejsze, ale nieco szersze i mniej poręczne 
niż łóżko mamy.

- Owszem, ale ja będę szedł z tyłu, bo ciężar będzie większy z tej strony. 

Bądź ostrożna, Elise! Właściwie to w ogóle nie powinnaś dźwigać. Myślę, 
że jednak zawołamy chłopców do pomocy.

Zawołał głośno, a oni w jednej chwili przybiegli. Gdy już łóżko stanęło 

w pokoiku na poddaszu i zeszli na dół, Emanuel zerknął na nią zatroskany.

- Wszystko dobrze?
Pokiwała głową, wzruszona i zdziwiona jego troską. Zupełnie jakby mu 

bardzo zależało, by nic nie zaszkodziło dziecku. Przeniknęło ją dziwne 
uczucie.   Po   raz   pierwszy   nazwała   „dzieckiem"   rozwijającą   się   w   niej 

background image

istotę, o której cały czas myślała bezosobowo.

- Nie musisz iść ze mną po resztę rzeczy, chłopcy mi pomogą. Ale Elise 

zaprotestowała:

- Ja też chcę się na coś przydać.
Wieczorne   słońce   przeświecało   pomiędzy   gałęziami   wielkiej   brzozy 

rosnącej przy moście, kiedy Elise razem z mamą stanęły przed gankiem. 
Mama nabrała głębokiego oddechu i rozejrzała się wokół ze zdziwieniem.

-   Wciąż   nie   mogę   uwierzyć...   To   jest   jak   sen.   -   Pokręciła   głową   i 

powiodła spojrzeniem na rzekę, na małą zatoczkę tuż przed wodospadem. 
- Pomyśleć, że będziemy tu mieszkać, Elise! Gdyby jeszcze był z nami 
wasz ojciec... - zachlipała, a po wychudzonych policzkach potoczyły się 
łzy jak grochy.

- Tak, on nienawidził tych ciemnych zamkniętych podwórek - odezwała 

się Elise, choć w duchu sądziła, że ojcu by to w niczym nie pomogło. 
Ktoś, kto zaczął pić... - Chodź, wejdziemy do środka. Z radością pokażę ci 
wszystkie pomieszczenia.

- Salonik! - Mama klasnęła w dłonie, przechodząc przez wysoki próg do 

niewielkiego   pokoju   dziennego.   -   I   moja   komoda   zmieściła   się   akurat 
pomiędzy oknami! - dodała z zachwytem.

- Emanuel ma sofę, stół i fotele, które się tu postawi.
- Sofę?
- Tak, z zielonego pluszu - potwierdziła Elise z uśmiechem.
- Ale jak to...?
- Przywiózł z domu. Wiesz przecież, że pochodzi z okazałego dworu.
Na twarzy mamy pojawił się nagle wyraz zamyślenia.
- A co na to jego rodzice? Jak przyjęli to wszystko?
- Nie wiem. Nie ukrywali zawodu, że Emanuel nie chce gospodarować 

we dworze, i obawiali się, że wybierze sobie na żonę dziewczynę z miasta. 
Jeśli dowiedzą się teraz, że jego wybranka pochodzi z rodziny robotniczej, 
to raczej nie będą zachwyceni.

- Musisz się przygotować na najgorsze, Elise! Oni mogą zabronić mu się 

z tobą ożenić. - Przez twarz mamy przemknął smutek, gdy dodała: - Cały 
czas myślę, że to za piękne, by mogło być prawdziwe.

-  Ależ   mamo!   Emanuel   jest   dorosły   i   zrobi,   co   zechce.   Nie   zmieni 

zdania, nawet jeśli rodzice się sprzeciwią...

- Mogą go pozbawić dziedzictwa. Czytałam o takich przypadkach.
- Myślę, że i taka groźba nie skłoni Emanuela do zmiany decyzji.
-  A  skąd   możesz   mieć   pewność?   Kto   rezygnuje   z   takiego   spadku   z 

powodu miłości?

background image

Elise roześmiała się.
- Teraz to już opowiadasz głupoty. Czy to nie ty nakłaniałaś mnie, bym 

zdecydowanie przyjęła wszystkie możliwości, które zsyła mi los?

-   Owszem,   nie   wiedziałam   jednak,   że   on   jest   dziedzicem   okazałego 

dworu, na dodatek jedynakiem. Wprawdzie kiedyś mi o tym wspominałaś, 
ale całkiem mi to wyleciało z pamięci.

- Myślę, że nie musisz się martwić. Emanuel podjął decyzję i nie zmieni 

jej bez względu na to, co powiedzą jego rodzice. On jest bardzo uparty - 
uśmiechnęła się lekko.

Mama nic na to nie odpowiedziała, ale Elise zauważyła, że stała się 

jakaś zamyślona. Wróciły do kuchni i obejrzały pokoik przeznaczony na 
sypialnię.

-   Tu   my   się   ulokujemy,   a   ty   zajmiesz   z   chłopcami   poddasze   - 

powiedziała Elise. - Jeśli będziemy mieszkać w tym domu tak długo, że się 
zestarzejesz, to się zamienimy. Ty zamieszkasz na dole, byś nie musiała się 
wspinać po stromych schodach.

- Ja nie doczekam starości, Elise!
-  A  właśnie   że   tak!   Teraz   gdy   przez   całe   lato   będziesz   się   mogła 

wygrzewać na słońcu, szybko dojdziesz do siebie.

Przepuściła mamę przodem i weszły na poddasze. Zauważyła, że mama 

się zasapała, i pomyślała, że może jednak mimo wszystko powinni oddać 
mamie pokoik przy kuchni od razu. Obawiała się jednak, że ciężko będzie 
przekonać do tego Emanuela, a przecież to w końcu on wynajął ten dom i 
umożliwił im wspólne zamieszkanie.

Mama zdyszana osunęła się na krzesło.
- Jak cudownie! Okno wychodzi na południe i nic nie zasłania słońca.
-   Pójdę   teraz   po   pościel.   Jesteś   z   pewnością   zmęczona   i   zechcesz 

wcześniej   położyć   się   spać.   Wkrótce   chyba   przyjdzie   Emanuel   z 
chłopcami.

- Idź! - skinęła głową mama.
Elise zdążyła dojść do węgła domu, gdy zauważyła dwóch mężczyzn 

opartych o barierkę na moście, którzy sprawiali wrażenie, jakby obser-
wowali ich dom. Od razu się zorientowała, kim są. Dlaczego tam stoją? 
Wiedzą już, że się tu wprowadziła? Czy słyszeli, że wychodzi za mąż?

W tej samej chwili jeden z mężczyzn się odwrócił, a zauważywszy ją, 

stuknął łokciem kompana. Obaj posłali jej wrogie spojrzenia.

Elise zamierzała zrazu udawać, że ich nie widzi, i pójść w odwrotnym 

kierunku, ale zmieniła zdanie i stanowczym krokiem zbliżyła się do nich. 
Serce podeszło jej do gardła, ale zmusiła się do tego, by nie dać po sobie 

background image

poznać zdenerwowania.

- Mnie szukacie? - zapytała.
Najwyraźniej nie spodziewali się, że ich zagadnie, i na moment stracili 

rezon. Bił od nich zapach tytoniu i bimbru.

Słusznie się domyśliła, że jeden z nich to ten sam mężczyzna, którego 

spotkała kiedyś u Magdy w sklepie na rogu: niewysoki, ale postawny, z 
szerokimi   wargami   i   wysuniętą   dolną   szczęką,   krótką   szyją   i   tłustym 
karkiem. W drugim rozpoznała tego, który przyniósł jej list od Johana. Był 
to wysoki, rosły mężczyzna, łysawy, z czarnymi wąsami.

- Skoro tu stoicie i obserwujecie dom, sądziłam, że czegoś ode mnie 

chcecie - rzekła z wymuszonym uśmiechem.

Mężczyźni, choć zaskoczeni, nie byli znów tacy w ciemię bici.
- A co, pospacerować nie wolno? - odezwał się ten z wysuniętą szczęką.
- Ależ oczywiście, skoro jednak tu stoicie, to sądziłam, że macie jakąś 

sprawę do mnie.

- Ach tak, a może to ty masz sprawę? Słyszeliśmy pewne pogłoski, ale 

jeśli dobrze pamiętam, zaklinałaś się, że to zwykłe kłamstwa.

-   Owszem,   wtedy   gdy   cię   spotkałam,   to   były   kłamstwa.  Ale   Johan 

zerwał zaręczyny, a ponieważ nie jestem w stanie sama utrzymać mamy i 
młodszych   braci,   przyjęłam   oświadczyny   Emanuela   Ringstada. 
Wprawdzie nic wam do tego, ale uważam, że Johan nie powinien trwać w 
przekonaniu, że go zdradziłam, bo to nieprawda.

Mężczyzna uśmiechnął się krzywo, a jego kompan tylko wpatrywał się 

w nią bez słowa.

- Już my dobrze wiemy, co o tym wszystkim sądzić. Elise odwróciła się 

na pięcie i ruszyła przed siebie.

-   Zdaje   ci   się,   że   jesteś   bezpieczna,   słodziutka   -   usłyszała   za   sobą 

wołanie. - Ale poczekaj no tylko... Nie lubimy panienek, które zadzierają 
nosa!

Elise   postanowiła   nie   wspominać   o   tym   spotkaniu   Emanuelowi. 

Wystarczająco się denerwował tym, co ją spotkało w lesie. Nie warto, by 
przejmował się jeszcze tymi dwoma łajdakami.

„Poczekaj no tylko..." - ciarki ją przeszły, gdy przypomniała sobie te 

słowa.

O co im właściwie chodziło?

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Elise   ledwie   nadążała   za   stawiającym   długie   kroki   Emanuelem. 

Wczesnym   rankiem   w   niedzielę   szli   na   dworzec   kolejowy 
Ostbanestasjonen, by udać się pociągiem do rodziców Emanuela.

Pociła się z nerwów i było jej niedobrze. Co powiedzą, zastanawiała się. 

Słowa mamy przeraziły ją. W głębi serca wcale nie była taka pewna siebie, 
jak   udawała   przed   mamą.   Co   prawda   Emanuel   podjął   decyzję   o 
małżeństwie, ale czyjego rodzice nie zdołają go odwieść od tego zamiaru, 
trudno było przewidzieć.

Na torach sapał ciężko parowóz, czekając na pasażerów kierujących się 

w stronę wagonów. Biedacy wsiadali do wagonów trzeciej klasy, bogaci 
gospodarze i zasobni mieszczanie do pierwszej i drugiej. Gołym okiem 
widoczne były różnice nie tylko w strojach, ale także w postawie i wyrazie 
twarzy. Przed wagonem drugiej klasy stała jakaś całująca się para. Kobieta 
w   jasnej   sukience   na   podszewce   miała   na   głowie   ogromny   kapelusz 
przewiązany różową wstążką z jedwabiu, a mężczyzna kapelusz ze słomki. 
Elise   uśmiechnęła   się   pod   nosem   rozbawiona,   patrząc,   jak   oboje 
przytrzymują   rękami   kapelusze,   by   nie   spadły.   Obok   nich   stała   mała 
dziewczynka   i   niecierpliwie   przebierała   nóżkami.   Przytrzymywała 
niewielki   wózeczek,   w   którym   leżała   śliczna   lalka   otulona   koronkową 
kołderką.   Dziewczynka   ubrana   była   w   białą   sukienkę   z   różowymi 

background image

ozdobami i też miała kapelusik słomkowy z kwiatkami.

W wagonie pierwszej klasy siedzenia były obite miękkim aksamitem, 

tak   przynajmniej   mówił   Emanuel,   on   jednak   podróżował   wagonami 
trzeciej klasy, w których stały twarde drewniane ławki.

- Na szczęście twoje meble zmieściły  się w saloniku - odezwała się 

Elise, gdy tylko usiedli naprzeciwko siebie w przedziale. - Mama wprost 
nie posiadała się z zachwytu i nie śmiała nawet na nich usiąść.

Emanuel   roześmiał   się.   Ależ   on   jest   przystojny,   pomyślała   Elise   i 

ogarnęło ją całkiem nowe dla niej uczucie, stanowiące połączenie dumy i 
zakłopotania.   W   Ciemnym   garniturze,   zapiętej   kamizelce   z   zegarkiem 
kieszonkowym na złotym łańcuszku i w białej wykrochmalonej koszuli 
różnił się bardzo od mężczyzn, których znała, co tylko uświadamiało jej 
dzielącą ich przepaść. Sama miała na sobie czarną odświętną sukienkę, 
która kiedyś należała do mamy, a kapelusz, rękawiczki i szal pożyczyła tak 
jak ostatnio od Hildy. Mimo to trudno było nie zauważyć, że należą z 
Emanuelem do dwóch różnych światów. Poczuła niepokój przed wizytą u 
przyszłych teściów.

-   Jak   myślisz,   ile   będzie   kosztowało   wypożyczenie   ubrań   dla   nas 

wszystkich? - zapytała nagle.

- Na ślub?
Pokiwała głową, zerkając pośpiesznie na bok, by sprawdzić, czy nikt z 

pasażerów siedzących w pobliżu nie słyszy ich rozmowy.

- Nie myśl o tym, Elise - uśmiechnął się i popatrzył na nią ciepło, a po 

chwili dorzucił z zapałem: - Może mama coś dla ciebie znajdzie?

Elise poczuła, jak ze wstydu palą ją policzki. Ma pożyczać ubrania od 

jego matki? Ależ to upokarzające! Nie, za nic w świecie!

- Co powiedzieli koledzy Pedera na to, że przeprowadził się do domu 

majstra?

- Wydaje mi się, że niejeden mu zazdrości, ale póki co chyba nie dali mu 

tego odczuć jakoś szczególnie.

-   Miejmy   nadzieję,   że   zostawią   go   w   spokoju   -   rzekł   Emanuel   i 

przyglądając się Elise uważnie, zapytał: - A ze strony innych spotkały was 
jakieś przykrości?

Elise postanowiła mu powiedzieć o wszystkim, bo nie umiała przed nim 

kłamać.

- Tak, ze strony dwóch kompanów z bandy Lorta-Andersa.
- Spotkałaś ich? - zdziwił się, rozszerzając szeroko oczy.
- Stali na moście, kiedy szłam do Andersengarden po pościel.
- Nic mi nie powiedziałaś!

background image

- Nie miałam ochoty psuć ci dnia.
- Kochana Elise - potrząsnął głową zrezygnowany. - Nie możesz mnie 

tak oszczędzać. Widzieli cię? Mówili ci coś?

- Podeszłam do nich i zapytałam wprost, czy mnie obserwują, ale nie 

chcieli mi odpowiedzieć.

Na twarzy Emanuela pojawił się grymas irytacji.
- Nie rozumiem, o co im chodzi?
- Skoro Lort-Anders przyjaźni się z Johanem, nie ma innego wyjaśnienia 

niż to, że chcą mnie ukarać za to, że policja znalazła broszkę u Johana.

- Ale przecież to Johan zerwał zaręczyny!
- Ponieważ usłyszał plotki o tobie i o mnie.
- W dalszym ciągu uważasz, że postąpił tak z powodu nieporozumienia?
- Tak, ale już przestałam to roztrząsać. Mówię o tym tylko dlatego, żeby 

ci to wyjaśnić.

- Musisz mi obiecać, że powiesz mi natychmiast, jeśli się znów pojawią. 

Nie   możemy   żyć   w   takim   poczuciu   zagrożenia.   Gdyby   się   to   miało 
powtórzyć, trzeba będzie powiadomić policję.

Elise pokiwała głową i zagadnęła:
- Jak sądzisz, co powiedzą?
- Policja?
- Nie, twoi rodzice, gdy dowiedzą się o zaręczynach. Emanuel pochylił 

się i ujął jej dłonie w swoje.

- Każdy życzyłby sobie takiej synowej jak ty, Elise. Jestem pewien, że 

mama będzie się cieszyć moim szczęściem. Tata być może okaże zawód, 
że   nie   wybrałem   sobie   na   żonę   córki   jakiegoś   gospodarza,   która 
nakłoniłaby mnie do powrotu na stałe do dworu. Kiedy jednak zrozumie, 
że podjąłem już decyzję i nie zamierzam się z niej wycofywać, na pewno 
zaakceptuje mój wybór. Dla nich najważniejsze powinno być w końcu to, 
żebym był zadowolony i żeby mi było dobrze. Co się stanie, kiedy ich już 
nie będzie na świecie, nawet nie zauważą. Więc jakie ma znaczenie, kto 
wówczas będzie gospodarował we dworze?

W jego ustach wszystko brzmi tak przekonująco, pomyślała Elise. Ale 

rzeczywistość   bywa   bardziej   skomplikowana.   Dla   ludzi   bogatych 
ważniejsze   jest   zabezpieczenie   swoich   potomków   niż   własne   doraźne 
życie.   Akurat   takiego   problemu   nie   mają   robotnicy   nad   rzeką   Aker, 
westchnęła w duchu.

- Hilda przyszła wczoraj?
Elise domyśliła się, że Emanuel próbuje odwrócić jej zatroskane myśli 

od zbliżającej się wizyty, i pokiwała głową z uśmiechem.

background image

- Była wprost zachwycona domem, ale zdaje się, że równocześnie trochę 

zazdrosna. Cieszy się, że będziemy mieszkać w tak dobrych warunkach, 
zwłaszcza teraz, gdy sama mieszka w willi, ale jej życie wygląda chyba 
trochę inaczej, niż to sobie wyobrażała jeszcze przed kilkoma tygodniami.

- Zasięgnąłem trochę informacji - rzekł Emanuel, patrząc jej w oczy. - 

Siostrzeniec pana Paulsena nie jest zbył łatwym w obejściu człowiekiem, 
podobnie jak jego żona.

- To znaczy, że nie pozwolą Hildzie spotykać się z Braciszkiem.
- Też tak przypuszczam - odparł Emanuel, potrząsając głową. - Dla nich 

najważniejsze   jest   zachowanie   pozorów.   Słyszałem,   że   pani   Paulsen 
wyjechała   na   długi   czas   i   wróciła   do   domu   tego   samego   dnia,   kiedy 
przejęła dziecko. Karolinę słyszała, że podobno urodziła syna u swoich 
rodziców w Bergen.

Elise poczuła się tak, jakby ktoś trafił ją w samo serce. W takiej sytuacji 

mama z pewnością nie zobaczy już swojego wnuczka. Dla Hildy będzie 
męczarnią przebywać tak blisko dziecka i nie móc zdradzić swoich uczuć.

-   Nie   pojmuję,   jak   ten   pan   Paulsen   mógł   przyjąć   Hildę   na   służbę. 

Powinien chyba rozumieć, jaka to dla niej trudna sytuacja.

- Rzeczywiście - przyznał jej rację Emanuel i pokręcił głową. - Trudno 

to pojąć. Jeśli uważał, że w ten sposób jej pomoże, to musi być całkiem 
pozbawiony ludzkich uczuć.

- Dla Hildy lepiej by było pozostać w fabryce i mieszkać z nami. W 

sypialni mamy jest miejsce na jeszcze jedno łóżko.

- Tak, dla niej byłoby lepiej, nie sądzę jednak, że się na to zdecyduje. 

Ten związek między nią a panem Paulsenem wydaje mi się ze wszech miar 
dziwny. Rozumiałbym, gdyby go znienawidziła za to, co jej zrobił, ona 
tymczasem wprowadza się do niego. Ty coś z tego pojmujesz?

Elise pokręciła głową.
-   Sprawia   wrażenie,   jakby   była   w   nim   zakochana   mimo   tak   dużej 

różnicy wieku między nimi.

- No cóż, powiada się, że miłość nie wybiera - uśmiechnął się Emanuel.
- A jak zareagowała Karolinę, gdy opowiedziałeś, że żenisz się ze mną?
Uciekł spojrzeniem i odpowiedział dopiero po chwili:
- Oznajmiłem najpierw jej i jej rodzicom, że się wyprowadzam, a potem 

wyjaśniłem dlaczego. Rodzice wydawali się zaskoczeni, ale przywykli do 
moich   niekonwencjonalnych   decyzji  i  całą   winą   za  to   obarczyli Armię 
Zbawienia.   Ojciec   Karolinę   pomógł  mi   w  uzyskaniu   posady   kasjera   w 
tkalni płótna żaglowego. - Zamilkł na moment i z wyraźnym ociąganiem 
dodał: - Ale Karolinę przyjęła to gorzej. Zamknęła się w swoim pokoju i 

background image

nie   schodzi nawet na  posiłki.   Dlatego  jej  mama   posyła  mi  teraz  pełne 
wyrzutu spojrzenia.

- Zawsze miałeś takie powodzenie? Karolinę, Agnes, Anna...
-   Siebie   jakoś   nie   wymieniłaś   w   tym   gronie   -   rzekł,   patrząc   na   nią 

pytająco.

Popatrzyła mu prosto w oczy i dodała:
-   Owszem,   teraz   siebie   też   zaliczam   do   tego   grona,   Emanuelu. 

Zauważywszy,   jak   wielką   radość   sprawiły   mu   te   słowa,   cieplej   się   jej 
zrobiło na sercu.

Wysiedli z pociągu, ale tym razem nie czekała na nich bryczka. Emanuel 

nie   zawiadomił   rodziców,   że   przyjeżdżają,   nie   chciał   jednak   dłużej 
odwlekać tej rozmowy. Zależało mu, by ślub odbył się jak najszybciej. 
Dążył do tego jeszcze silniej niż Elise.

Było   ciepło   i   sucho,   więc   za   każdym   razem,   gdy   drogą   przejechała 

bryczka, podnosił się obłok kurzu. Słońce przypiekało, a na niebie nie było 
nawet   jednej   chmurki.   Krowy   pasły   się   na   pastwiskach,   a   na   polach 
zaczęły się już sianokosy. Kwiaty porastające przydrożne rowy pachniały 
słodko, a gdzieś w pobliżu gwizdał kos.

Emanuel zatrzymał się nagle i wziął ją w ramiona.
-   Słyszysz?   To   kukułka!   Jest   tu   gdzieś   blisko.   Przemkniemy   się 

ukradkiem pod drzewo, a ty pomyśl sobie jakieś życzenie.

Ku zdumieniu obojga kukułka nie odleciała i gdy cicho ustawili się pod 

koroną drzewa, nadal kukała. Elise mocno zacisnęła powieki i pomyślała: 
Chcę,   żeby   między   nami   zawsze   było   dobrze   i  by   Emanuel  nigdy   nie 
pożałował swojego wyboru.

Gdy otworzyła oczy, zobaczyła, że Emanuel stoi nieruchomo i wpatruje 

się w nią w napięciu.

- Zdążyłaś pomyśleć życzenie?
- Tak, pomyślałam sobie, żeby między nami zawsze było dobrze i byś 

nie żałował swojego wyboru.

Objął ją mocno i przytulił.
- Zmarnowałaś życzenie, pragnąc tego, czego powinnaś być pewna od 

dawna.   Pomyśl   tylko,   ile   innych   życzeń   mogłabyś   zamiast   tego 
wypowiedzieć w myślach!

- Wybrałam to, co najważniejsze. A ty czego sobie zażyczyłeś?
- Żeby nie było żadnych komplikacji i byś urodziła zdrowe i śliczne 

dziecko.

Ze wzruszenia ścisnęło ją w gardle. Przywarła do niego i wyszeptała:
- Jesteś taki dobry, Emanuelu.

background image

Skręcili w aleję i skierowali się w stronę dużego dziedzińca. Elise, zlana 

potem z gorąca i nerwów, odezwała się z nadzieją w głosie:

- Może twoich rodziców nie ma w domu?
Zaraz jednak sama złapała się na tym, że to głupie, bo gdyby ich dziś nie 

zastali, musieliby przyjeżdżać jeszcze raz.

- Myślisz, że gospodarze we dworze wyjeżdżają w najgorętszym czasie 

prac polowych?

Nie   odpowiedziała,   ale   zauważywszy   postać   wychodzącą   z   budynku 

mieszkalnego, powiedziała:

- Twoja mama.
Powiódł wzrokiem w kierunku domu i zawołał ucieszonym głosem:
- Tak, to ona! Chodź, Elise, sprawimy jej niespodziankę! Przyśpieszyli 

kroku,   a   Emanuel   zawołał   głośno.   Jego   mama   odwróciła   się,   ale 
najwyraźniej   nie   poznała   ich   w   pierwszej   chwili,   bo   stała   tylko   i   się 
przyglądała. Gdy jednak zorientowała się, że to jej syn, rozpromieniła się i 
odstawiła wiadro, które trzymała w ręce.

- Emanuel! - zawołała radośnie, śpiesząc im na spotkanie.
- Ależ czy to nie panna Elise Lovlien? - odezwała się zdumiona, gdy 

podeszła bliżej. - Jak to miło, Emanuelu, że przywiozłeś ją znowu!

Przywitała się serdecznie z Elise, po czym wyściskała syna.
- Tata w domu? - zapytał Emanuel, patrząc na mamę w napięciu.
-   Jest   w   stajni.  Właśnie   zamierzałam   go   wołać   na   drugie   śniadanie. 

Powinieneś   nas   powiadomić,   że   przyjeżdżasz,   i   to   z   gościem  -   dodała 
szybko. - Nie mam nic specjalnego do poczęstowania.

-   Elise   nie   jest   przyzwyczajona   do   frykasów.   Poza   tym   nie   po   to 

przyjechaliśmy.

Posłała mu zdziwione spojrzenie, ale nie dopytywała się o szczegóły.
- Pewnie jesteście spragnieni i zmęczeni, szliście pieszo od stacji, i to w 

taki upał. Przyniosę coś zimnego do picia.

Kuchenny   stół   nakryty   był   dla   dwojga.   Pani   Ringstad   pośpiesznie 

dostawiła dwa nakrycia.

- W mieście jest pewnie teraz bardzo gorąco. Gdy jestem w Kristianii, to 

wydaje mi się zawsze, że powietrze tam stoi i nie ma czym oddychać.

- Elise mieszka nad samą rzeką. Dzieciaki kąpią się w górnym biegu w 

miejscu nazywanym Brekkedammen, gdzie woda nie jest zanieczyszczona 
przez ścieki z fabryk.

- Za to ty mieszkasz blisko miasta.
- O, kawałek. Niebawem się jednak przeprowadzam. Przyjechałem, żeby 

wam o tym opowiedzieć.

background image

Mama spojrzała na niego zdumiona.
- Zamierzasz się przeprowadzić? A co na to Betzy i Oscar?
- A co mają mówić? Po prostu znajdą sobie innego lokatora.
- Ale... przecież miałeś tam tak dobrze, Emanuelu! Skąd ci przyszło 

nagle do głowy, by się od nich wyprowadzać? Przecież oni traktują cię 
niemal jak syna, sam mi o tym opowiadałeś. Tak cię chwalili, byli tobą 
zachwyceni.

- Ja też nie mogę na nich powiedzieć złego słowa, mamo. Nie dlatego 

się   wyprowadzam,   bym   miał   im   coś   do   zarzucenia.   Opowiem   o 
wszystkim, jak przyjdzie tata.

Mama odwróciła się w stronę drzwi, ale Emanuel ją ubiegł i oświadczył:
- Pójdę po niego!
Kiedy wyszedł, pani Ringstad uśmiechnęła się do Elise i oznajmiła z 

rezygnacją:

- Doprawdy trudno zrozumieć mojego syna. Taka byłam szczęśliwa, że 

mieszka u naszych przyjaciół. Tam, w mieście, na każdym kroku czyha 
tyle niebezpieczeństw. Czułam się spokojniejsza, wiedząc, że ktoś ma tam 
na niego oko.

Elise nie wiedziała, co powiedzieć. Od chwili, gdy weszli do domu, nie 

odezwała   się   ani   słowem   i   cała   ta   sytuacja   wydawała   jej   się   nie   do 
zniesienia. Pani Ringstad najwyraźniej nie miała zielonego pojęcia, po co 
przyjechali.   I   pewnie   nie   zgadłaby   nawet,   gdyby   ją   próbować 
naprowadzić, tak odległa była to dla niej myśl.

- Jak jest w tej okolicy, gdzie mieszkasz? - zapytała. - Dużo kręci się tam 

pijaków i włóczęgów?

Elise poruszyła się niespokojnie i odpowiedziała z ociąganiem:
- Część bezrobotnych sięga po butelkę, ale nie tylko oni. Ludzie, którzy 

przyjechali   ze   wsi   do   miasta   za   pracą,   tęsknią   za   swoimi   rodzinnymi 
stronami i piją, by zapomnieć.

- No właśnie! Przecież to nienaturalne, żeby ludzie mieszkali w takim 

skupisku.   Nie   jesteśmy   stworzeni   do   takiego   życia.   Wyjaśnij   to 
Emanuelowi! Powiedz, że ludzie popadają w pijaństwo, bo źle się czują w 
mieście.

- Nie chodzi o miasto - usiłowała bronić się Elise. - Raczej o długie dnie 

pracy   w   fabrykach   w   kurzu   i   w   hałasie.   Poza   tym   brakuje   mieszkań, 
dlatego   ludzie   gnieżdżą   się   całymi   rodzinami   w   ciasnych 
pomieszczeniach. W niektórych czynszówkach mieszka do dwóch tysięcy 
osób, średnio po piętnaście osób w izbie.

- Niemożliwe! - Pani Ringstad załamała ręce przerażona.

background image

-   Moja   rodzina   miała   szczęście,   że   nie   musieliśmy   dzielić   kuchni   z 

obcymi ludźmi.

Pani Ringstad podeszła i objęła ją ramieniem.
- Biedactwo, Emanuel opowiadał, jak macie ciężko. Cieszę się, że mój 

syn   ma   takie   dobre   serce   i   pomaga   ludziom   takim   jak   ty.   Jak   ci 
wspomniałam ostatnio, bardzo się sprzeciwialiśmy z mężem, gdy Emanuel 
postanowił wstąpić w szeregi Armii Zbawienia, teraz jednak już się z tym 
pogodziłam. Ciężko mi, że nie chce osiąść tu we dworze, skoro jednak już 
tak   się   stało,   to   przynajmniej   jestem   dumna,   że   mój   syn   wspiera 
najsłabszych w naszym społeczeństwie i okazuje im współczucie.

Elise poczuła, jak ścisnęło ją w żołądku. Pani Ringstad traktowała ją jak 

biedaczkę,   której   Emanuel   pomaga   z   litości.   Myśl   ta   wydała   jej   się 
nieznośna. Gdyby tak było, nigdy nie zgodziłaby się wyjść za niego za 
mąż. Głównym powodem, dla którego przystała na jego propozycję, było 
to, że ją kochał i pragnął jej na przekór wszystkiemu. Gdyby kierował się 
litością, ona wolałaby przenieść się raczej do ciaśniejszego mieszkania i 
poradzić sobie bez jego pomocy.

- A jak twoja mama? - Pani Ringstad popatrzyła na Elise zatroskana.
- Coraz lepiej. Pobyt w sanatorium zdziałał cuda.
- Jak dobrze to słyszeć. Sądzisz, że będzie mogła wrócić do pracy?
-   Zamierza   zapytać   właścicielkę   sklepu   kolonialnego,   czy   nie 

zatrudniłaby jej do pomocy na parę godzin dziennie. Możliwe, że tamta się 
zgodzi.

- A twoi bracia? Co z nimi?
- A z nimi bez zmian. Teraz są szczęśliwi, że minęła zima i mrozy i 

mogą   się   bawić   wieczorami,   kiedy   już   uporają   się   ze   swoimi   obo-
wiązkami.

- To może i oni wnet zaczną zarabiać po parę koron?
-   Tak,   zamierzam   popytać   o   pracę   dla   nich.   Chłopcy   w   ich   wieku 

zbierają węgiel na nabrzeżu. Najlepiej jednak by było, gdyby  roznosili 
gazety, ale niestety, jest wielu chętnych. Może jednak choć jednemu z nich 
się   poszczęści   i   będzie   roznosił   „Svaerta"   albo   pomagał   wozakowi   na 
naszej ulicy.

- Mam nadzieję. Ze względu na ciebie.
Elise zemdliło. Czuła się tak, jakby stała przed tą kobietą i kłamała w 

żywe oczy. Przecież pani Ringstad nie ma pojęcia, że rodzina Elise zdoła 
przetrwać dzięki jej jedynemu synowi.

- Usiądź sobie i odpocznij trochę. Oni na pewno zaraz przyjdą. My się 

tymczasem napijemy kawy. - Pani Ringstad podeszła do pieca i przyniosła 

background image

dzbanek.

Elise usiadła na brzeżku krzesła i popatrzyła na stół, na którym tego dnia 

także   stał   elegancki   serwis.   Nie   miała   wprost   odwagi,   by   sięgnąć   po 
filiżankę. Pewnie tu, we dworze, nawet nie mają blaszanych kubków i 
talerzy, pomyślała.

- Opowiedz mi trochę więcej, jak sobie radzicie. Jesteś taka szczupła, 

macie dość jedzenia?

Elise   czuła   się   okropnie.   Nie   miała   ochoty   opowiadać   o   tym,   jaki 

cierpieli niedostatek, a przecież nie mogła też kłamać.

- Na ogół najadamy się do syta - zaczęła z ociąganiem.
- Na ogół? To znaczy, że czasami kładziecie się spać głodni? Gdyby 

wiedziała, jak często, pomyślała Elise, skinąwszy głową.

-  A  jedzenie   macie   dobre   i   pożywne?   Elise   wierciła   się   na   krześle 

niespokojnie.

- Głównie jadamy polewkę, kaszę na wodzie i chleb. Czasem mamy na 

obiad ziemniaki i rybę.

- A mięso? Wcale? - Pani Ringstad popatrzyła przerażonym wzrokiem.
- Na Boże Narodzenie smażymy słoninę. Ale jak chłopcy trochę urosną i 

zaczną pracować, będzie nam lżej. Teraz są w najtrudniejszym okresie, bo 
rosną.

-   Wydawali   mi   się   dość   mali   jak   na   swój   wiek   i   obaj   byli   bardzo 

wychudzeni.   Ale   jak   mają   rosnąć,   jeśli   nie   dostają   odpowiedniego 
pożywienia? Przygotuję paczkę i weźmiesz ją ze sobą do domu, tak żeby 
przynajmniej na najbliższe dni starczyło wam jedzenia. I radzę ci, załatw 
chłopcom jak najszybciej jakąś pracę.

Elise poczerwieniała ze wstydu. Zażenowana wypiła mocną kawę bez 

dodatków, mimo że na stole stał cukier i śmietanka. Pani Ringstad popiła 
łyk kawy i pytała dalej:

- A jaki był twój ojciec? Umarł na suchoty czy z niedożywienia?
Elise oblała się potem i wyjąkała:
- Poślizgnął się na lodzie i utopił w rzece.
Pani Ringstad była głęboko poruszona jej odpowiedzią.
- To prawda? Coś strasznego! Jak to się mogło stać?
- Było ciemno, lampa gazowa na ulicy była potłuczona.
- Okropność! Jak to przyjęła twoja mama? Wyobrażam sobie, stracić 

małżonka   i   żywiciela!   I   to   jeszcze   w   takich   okolicznościach. 
Bezsensowna, niepotrzebna śmierć.

Elise nie odezwała się.
Pani Ringstad położyła dłoń na jej dłoni i rzekła zawstydzona:

background image

-   Nie   powinnam   o   tym   mówić!   Biedactwo,   to   na   pewno   dla   ciebie 

bolesne.

„Biedactwo", jakże nienawidziła tego słowa.
- Nie masz dziadków, którzy by mogli wam pomóc, albo jakichś wujków 

czy cioć?

Elise pokręciła głową.
-   Tata   miał   jednego   brata,   który   wyjechał   do  Ameryki   przed   około 

dwudziestu laty. W latach osiemdziesiątych z Kristianii pojechało za ocean 
piętnaście tysięcy osób. Wuj osiadł w Wisconsin, ale przysłał tylko jeden 
list, a potem słuch o nim zaginął.

-  A  może   on   żyje?   -  Twarz   pani   Ringstad   pojaśniała   nagle.   -   Może 

wzbogacił się i odezwie się do was.

Elise uśmiechnęła się, bo nie wierzyła w takie bajki.
- Gdyby tak było, odezwałby się już dawno - stwierdziła.
- A może chce wam zrobić niespodziankę? Któregoś dnia stanie nagle w 

drzwiach i zaprosi was wszystkich do siebie, do Ameryki. Albo przyśle list 
i pieniądze i poprosi, byście do niego przyjechali.

Elise uśmiechnęła się uprzejmie, ale odniosła wrażenie, że jak na osobę 

dorosłą pani Ringstad wypowiada bardzo naiwne sądy.

- O, idą! Czas najwyższy! - Pochyliła się bliżej Elise i zapytała: - Zanim 

wejdą, chciałam spytać, czy nie wiesz przypadkiem nic więcej o Karolinę i 
Emanuelu?

Elise   najchętniej   zapadłaby   się   pod   ziemię.   Jak   zareagowałaby   pani 

Ringstad, gdyby jej opowiedziała, że Karolinę z rozpaczy za Emanuelem 
zamknęła się w swoim pokoju i nawet nie schodzi na rodzinne posiłki?

- Chyba będzie lepiej, jeśli zapyta pani o to syna - zdołała wykrztusić.
W drzwiach stanął uśmiechnięty ojciec i huknął od progu:
- O, jest i mała Elise L0vlien! Jak miło! Elise wstała i dygnęła.
-   Emanuel   mówi,   że   ma   dla   nas   wielką   niespodziankę   -   ciągnął, 

zwracając   się   do   swojej   żony.   -   Jestem   bardzo   ciekawy,   nie   mogę   się 
wprost doczekać, by nam wyjawił tę swoją nowinę.

Siadł przy stole i podał filiżankę, by pani Ringstad nalała mu kawy. 

Służącej Elise nie zauważyła.

- No, mów! - mruknął i posłał Emanuelowi pytające spojrzenie.
Emanuel usadowił się spokojnie i patrząc na mamę i ojca, oświadczył:
- Elise i ja zaręczyliśmy się.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

W przestronnej kuchni zapadła kompletna cisza.
Elise wstrzymała oddech i nie miała nawet odwagi podnieść wzroku.
Czuła się tak, jakby ich wszystkich dosięgło trzęsienie ziemi.
- Co powiedziałeś? - zapytała wreszcie mama, zaśmiawszy się cicho i 

niepewnie.

- Elise i ja zaręczyliśmy się.
Mama znów się zaśmiała, równie nienaturalnie.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że...
-   Owszem   -   oświadczył   Emanuel   stanowczo.   -   To   właśnie   chcę 

powiedzieć. Jak tylko załatwimy wszystkie formalności, zamierzamy się 
pobrać.

background image

- Ale... Ale ona... To znaczy...
- Nie ma żadnego „ale". Już dawno podjąłem taką decyzję i ku mej 

wielkiej radości Elise zgodziła się wyjść za mnie za mąż.

Ojciec odstawił filiżankę, aż zadźwięczała o spodek, i wstał gwałtownie 

od stołu. Bez słowa wymaszerował z kuchni.

- Rozgniewałeś swojego ojca, Emanuelu - odezwała się pani Ringstad z 

wyrzutem. - Powinieneś mieć na tyle rozumu, by domyślić się dlaczego.

- Przykro mi, że odbiera to w taki sposób, ale... - nie dokończył, bo 

przerwała mu mama, której policzki pokryły się czerwonymi plamami:

- Przykro ci? Czy ty w ogóle rozumiesz, co mówisz? W jednej chwili 

burzysz całe nasze życie i mówisz tylko, że ci przykro?

- Co masz na myśli, mówiąc, że burzę wasze życie? - głos Emanuela 

zabrzmiał obco i zdawał się nagle dziwnie twardy i stanowczy.

Elise nie mogła się powstrzymać, by nie współczuć matce. Otworzyła 

usta, chciała coś powiedzieć, by złagodzić szok, ale Emanuel posłał jej 
ostrzegawcze spojrzenie.

- Wiesz przecież, że mamy tylko ciebie. - Mama pomachała bezradnie 

ręką. - Kto będzie gospodarował w Ringstad, gdy nas zabraknie? Czy cały 
wysiłek ojca i dziadka ma pójść na marne?

- A co to ma wspólnego z Elise? Sama mówiłaś, że pogodziliście się z 

myślą, że chcę poświęcić życie dla służby w Armii.

- Właśnie - mama uchwyciła się jego słów niczym tonący brzytwy. - 

Przecież nic możesz się ożenić z kimś, kto nie służy w Armii.

- Wystąpiłem z Armii.
- Wystąpiłeś?
Elise podniosła wzrok i zauważyła, że pani Ringstad otworzyła szeroko 

oczy i patrzy na syna z niedowierzaniem.

-   Oscar   Carlsen   porozmawiał   ze   swoim   znajomym,   który   jest 

dyrektorem tkalni płótna żaglowego, i pomógł mi załatwić posadę kasjera. 
Za kilka dni zaczynam pracę.

Twarz mamy przybrała kolor purpury.
- A więc dla niej mogłeś poświęcić Armię, ale nie dla swoich starych 

rodziców.

Emanuel odetchnął głęboko.
- Rozumiem twoje rozgoryczenie, mamo, ale ja nie czuję powołania do 

pracy   na   roli,   dobrze   o   tym   wiesz.   Lubię   miasto,   cieszę   się,   że   będę 
pracować   w   fabryce.   I   nawet   już   wynająłem   nieduży   dom,   w   którym 
mieszkał wcześniej stary majster. Nieduży, przytulny domek położony tuż 
nad rzeką. Stamtąd do tkalni jest zaledwie parę minut drogi, a Elise też 

background image

będzie miała bliżej do fabryki.

- Wygląda na to, że załatwiłeś już większość spraw, nim zapytałeś o 

zgodę swoich rodziców - rzekła ostro.

- Miałem nadzieję i gorąco w to wierzyłem, że ucieszycie się wraz ze 

mną.

Oczy mamy nagle napełniły się łzami.
- Kiedy będziesz miał swoje dzieci, zrozumiesz, Emanuelu.
Każda matka i każdy ojciec pragną dla swoich synów i córek tego, co 

najlepsze.

- W  takim razie  powinnaś się  cieszyć,  że znalazłem  sobie  taką  miłą 

dziewczynę o gorącym sercu jak Elise.

Elise   spuściła   głowę,   zakłopotana,   że   jest   świadkiem   tej   przykrej 

wymiany zdań.

- Pochodzi ze zręcznej i pracowitej rodziny robotniczej - ciągnął. - To 

dobrzy i szlachetni ludzie, dumni ze swej pracy i pochodzenia. Nie jest ich 
winą, że nie urodzili się dziedzicami majątku.

Matka wytarła łzy.
- Nie pogarszaj sprawy, Emanuelu. Nie mam nic przeciwko Elise, chyba 

to rozumiesz. Ale co innego kogoś lubić, a zupełnie co innego przyjmować 
do   rodziny.   Ojca   to   zabije.   Miał   nadzieję,   że   zwiążesz   się   z   Karolinę. 
Modlił się, żebyś przejrzał na oczy i zrozumiał, że do siebie pasujecie.

-  Nigdy   bym  się   nie   ożenił  z  Karolinę.   Nie  mógłbym! To  wy   sobie 

uknuliście taki plan, mnie nawet nie przeszło to nigdy przez myśl. Ale 
minęły na szczęście czasy, gdy rodzice decydowali, kogo mają poślubić 
ich dzieci.

Mama podniosła głowę gwałtownie.
-  To   nieprawda!   Prawie   wszyscy   nasi   znajomi   mieli   jakiś   wpływ  na 

małżeństwa   swoich   dzieci.   Rozejrzyj   się!   Popytaj   po   dworach   tu,   w 
okolicy, a potwierdzi się to, co mówię.

Emanuel wstał od stołu, nie tknąwszy nawet jedzenia.
- Pójdę i porozmawiam z ojcem.
Elise   zapragnęła   znaleźć   się   na   drugim  krańcu   świata.   Odezwała   się 

jednak:

- Przykro mi, pani Ringstad. Nie zdawałam sobie sprawy, że państwo 

patrzą na to w taki sposób. Mama wprawdzie przestrzegała mnie, ale jej 
nie wierzyłam.

Pani Ringstad westchnęła.
- Gdybyś była dorosła,  zrozumiałabyś  nas,  ale  domyślam  się,  że nie 

znasz jeszcze dobrze życia. Na moim miejscu myślałabyś podobnie jak ja. 

background image

Rozumiem, że to kuszące dla takiej biednej dziewczyny wejść do majętnej 
rodziny, ale zdawało mi się, że jesteś na tyle mądra, że nie poważysz się na 
taki krok. Młodzi mężczyźni w wieku Emanuela są tacy impulsywni. To 
kobieta powinna wykazać się rozsądkiem. Zrozum, że on zniszczy swoją 
przyszłość,   żeniąc   się   z   tobą.   Nie   dlatego,   że   coś   z   tobą   jest   nie   tak, 
przeciwnie, uważam cię za bardzo miłe dziewczę. Powinnaś jednak znać 
powiedzenie, że podobne dzieci bawią się najlepiej.

Elise  nie   odpowiedziała,  bo  i  cóż  miała  rzec.  Oczywiście,   że  zna  to 

powiedzenie. Wydawało jej się jednak niesprawiedliwe, że ją obarcza się 
całą winą za to, co się stało. W końcu to Emanuel nalegał na małżeństwo z 
nią, a nie odwrotnie.

Zapadło milczenie. Nagle pani Ringstad zapytała:
-   Powiedz   mi,   czy   jest   jakiś   szczególny   powód,   dla   którego   tak   się 

śpieszycie ze ślubem?

Elise   oblała   się   rumieńcem,   a   zarazem   zimnym   potem.   Jeśli   mama 

Emanuela zapyta ją wprost, czy na pewno jej syn jest ojcem tego dziecka, 
nie będzie potrafiła jej skłamać.

- Nie musisz nic odpowiadać, domyślam się. - Jej głos zabrzmiał ostrzej. 

- Teraz już wszystko lepiej rozumiem. Emanuel nigdy  nie  uciekłby  od 
odpowiedzialności. A ja myślałam, że jesteś przyzwoitą dziewczyną! Jak 
łatwo się pomylić.

Elise zagryzła wargi i wpatrywała się uporczywie w stół. Zdążyła tylko 

posmakować świeżo upieczonego chleba, ale całkiem straciła apetyt.

- Słyszałam już o podobnych przypadkach - ciągnęła pani Ringstad tym 

samym ostrym tonem. - Dziewczęta uwodzą młodych, dobrze urodzonych 
mężczyzn po to, by zapewnić sobie utrzymanie. Mało tego, teraz nawet 
wysuwane są propozycje, by ich bękarty mogły mieć prawo dziedziczenia 
po swoim ojcu.

Elise zakręciło się w głowie i poczuła mdłości. Spadały na nią kolejne 

ciosy, a ona nie mogła się nawet bronić. To tyło nie do zniesienia.

- Nie pojmuję, do czego to dochodzi na tym świecie - nie dawała za 

wygraną  pani  Ringstad.  -  Kiedyś córka  komornika  nie  śmiałaby  nawet 
spojrzeć w stronę syna bogatego gospodarza. Teraz zaś staje beztrosko i 
oznajmia otwarcie, że będzie mieć z nim dziecko!

Czy można się więc dziwić właścicielom dworów, że ciarki ich prze-

chodzą na taką zmianę obyczajów? Musimy się wspólnie bronić, by ocalić 
wartości,  na  straży  których  stoimy  i  które  mamy  obowiązek  przekazać 
następnym pokoleniom.

Elise nadal się nie odzywała. Coraz mocniej kręciło jej się w głowie, 

background image

zdawało jej się, że na stole wszystko tańczy i podskakuje.

Pomocy, chyba zemdleję, pomyślała, po czym opadła na stół i wszystko 

zniknęło.

Musiała   stracić   przytomność   zaledwie   na   moment,   bo   zaraz   jakby   z 

oddali doleciał ją głos pani Ringstad:

- No nie, na domiar wszystkiego zemdlała! Za co Bóg mnie tak karze? - 

Odwróciła się i rzuciła się do drzwi, po chwili zaś Elise usłyszała, jak woła 
Emanuela.

Elise usiłowała podnieść głowę i wyprostować się. Krew odpłynęła jej z 

twarzy, w uszach szumiało. Może pani Ringstad uważa, że ja tylko udaję, 
że zemdlałam, żeby jej nie słuchać, pomyślała.

Wnet   doleciały   odgłosy   ciężkich   kroków   za   oknem.   Do   kuchni 

przybiegli Emanuel i jego ojciec.

- Co się stało? - usłyszała przestraszony głos Emanuela.
- Nagle zbladła i opadła na stół.
- Powiedziałaś coś, co ją zraniło? Elise wstała z krzesła i zachwiała się.
-   Nie,   Emanuelu.  To   nie   jest   wina   twojej   mamy.  Wiesz,   że   ostatnio 

zdarza mi się mdleć. Niektóre kobiety tak mają. - Zerknęła w stronę ojca 
Emanuela i rozłożywszy ręce, dodała: - Przykro mi, panie Ringstad, za 
wszystko. Wolałabym zaoszczędzić państwu takiego rozczarowania.

Kiwnął głową, jakby ją rozumiał, ale jego twarz pozostała ponura, a 

spojrzenie zdenerwowane i smutne zarazem.

- Jeśli już się najadłaś, Elise, to proponuję, byśmy od razu zebrali się do 

powrotu - rzucił Emanuel krótko, lecz zdecydowanie. - Za trzy kwadranse 
odjeżdża pociąg.

Elise   popatrzyła   na   niego   zaskoczona   i   wzburzona.   Czyżby   chciał 

opuścić rodziców w takim stanie ducha? Kiwnął głową, jakby czytał w jej 
myślach.

-   Mama   i   tata   muszą   sobie   to   wszystko   przemyśleć.   Jeśli   nie   chcą 

urządzić   wesela   tu,   we   dworze,   to   urządzimy   je   w   domu   nad   rzeką.   - 
Zwracając   się   zaś  do   mamy,   dodał:   -  W  każdym  razie   serdecznie   was 
zapraszamy. Powiadomię was o dokładnej dacie ślubu.

To   powiedziawszy,   podał   Elise   ramię   i   skierował   się   ku   drzwiom. 

Rodzice nawet się nie poruszyli.

Dopiero gdy znaleźli się na końcu alei, Elise zdołała wykrztusić z siebie:
- Bardzo mi ich żal, Emanuelu.
- Żal? - odwrócił się do niej, a w jego oczach dostrzegła wzburzenie. 

Jeszcze   nigdy   nie   widziała   go   tak   zdenerwowanego.   -   Przecież   to 
nieznośni hipokryci!

background image

- Nie, im zależy po prostu, by przekazać swojemu jedynemu synowi to 

wszystko, co posiadają, tak by zachował to dla następnego pokolenia.

- Jeśli mnie tak kochają, to powinni raczej życzyć mi dobrego życia, a 

nie martwić się o dobra materialne.

- Dla nich to jedno i to samo.
- Aż tak naiwni i ograniczeni nie mogą chyba być.
- To nie ma nic wspólnego z naiwnością. W dzisiejszych czasach do 

wszystkiego   przykłada   się   miarę   pieniędzy.   Ten,   który   ma   dużo,   jest 
postrzegany   jako   ktoś   wartościowszy.   My,   ubodzy,   jesteśmy 
nieszczęśliwymi biedakami, natomiast bogaci uważani są za szczęśliwych. 
Ludzie   sami   stworzyli   taki   podział,   twoi   rodzice   nie   są   odosobnieni, 
myśląc w taki sposób.

- Nie mówmy o tym więcej, Elise, bo robi mi się niedobrze.
-   Musimy   o   tym   porozmawiać,   jeśli   chcemy,   by   było   nam   ze   sobą 

dobrze. Teraz jesteś zdenerwowany i wytrącony z równowagi. Jeśli dobrze 
cię   znam,   wstydzisz   się   za   swoich   rodziców   i   obawiasz   się,   że   mnie 
zranili.   Przyznaję,   że   przykro   mi   było   słuchać   tego,   co   mówiła   twoja 
mama, zarówno przy tobie, jak i wtedy gdy wyszedłeś, ale równocześnie ją 
rozumiem. Najbardziej czuję się nieszczęśliwa właśnie z tego powodu, że 
dostrzegam jej rację. To prawda, że podobne dzieci bawią się najlepiej.

- Bzdura! Jest dokładnie na odwrót. To przeciwieństwa się przyciągają. 

Mogę się wiele od ciebie nauczyć właśnie z powodu twojego pochodzenia 
i środowiska, w którym dorastałaś. Mam nadzieję, że i ja mogę ci coś 
ofiarować. - Nagle stanął i popatrzył na nią: - Wspomniałaś coś o dziecku?

- Twoja mama zapytała mnie wprost, czy to dlatego tak się śpieszymy ze 

ślubem. Nie potwierdziłam, ale też nie potrafiłam skłamać. Pewnie więc 
się domyśliła.

- To dobrze. Przynajmniej będziemy mieć to za sobą. Jeśli są na tyle 

mądrzy, za jakich ich uważam, wnet zrozumieją, że niebawem urodzi im 
się wnuk, o którym od dawna marzą. Jeśli się odwrócą do mnie plecami, 
na starość pozostaną samotni.

Ruszył dalej przed siebie, a jego chód zdradzał zniecierpliwienie i złość.
Elise   nie   mogła   mu   się   nadziwić.   Mówił   o   dziecku,   którego   się 

spodziewała,   zupełnie   jak  o  swoim,   o  wnuku  swojej  matki i  ojca.  Nie 
wpadło   mu   zupełnie   do   głowy,   że   ten   mały   dziedzic   będzie   synem 
gwałciciela.   Skąd   wiadomo,   co   z   niego   wyrośnie?   Czy   można   odzie-
dziczyć po ojcu przestępczy charakter?

Wzdrygnęła się.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Johan spuścił wzrok i się ukłonił.
- Dziękuję, panie dyrektorze. Dyrektor więzienia zaśmiał się i odrzekł:
- Podziękuj lepiej panu Bogu, że obdarzył cię takim talentem.
Johan   skinął   głową   zakłopotany.   Zauważył,   że   wielu   więźniów 

przerwało   pracę,   obserwując   ich   z   zaciekawieniem.   Większość   z   nich 
całymi  dniami   tłukła   kamienie   na   uliczny   bruk,   zerkali  więc   nieraz   na 
niego z zazdrością. Teraz kiedy dyrektor wychwalał go pod niebiosa, będą 
mu pewnie jeszcze bardziej zazdrościć.

Dyrektor odwrócił się i dodał na odchodnym:
- Jeśli uda ci się zrobić to tak, że zadowolisz rodzinę Kreinera, może to 

mieć   duże  znaczenie   dla   twojej  przyszłości.   Jak   zapewne  wiesz,  Adolf 
Kreiner był bardzo majętnym człowiekiem, a jego spadkobiercy, mówiąc 
oględnie,   też   są   zasobni.   Poprosili   mnie,   bym   zlecił   wykonanie   tego 
nagrobka najzdolniejszemu rzeźbiarzowi, a skoro mistrz chce, byś ty się 
tym   zajął,   to   znaczy,   że   wierzy   w   ciebie.   Twierdzi,   że   opanowałeś 
rzemiosło i jesteś przede wszystkim uzdolniony. Możesz daleko zajść.

Pozostali więźniowie wrócili do tłuczenia kamieni i znów głośny hałas 

wdarł   się   do   uszu.   Odłamki   rozpryskiwały   się   na   boki.   Johan   chwycił 
dłuto,   by   kontynuować   pracę,   a   w   środku   rozsadzała   go   radość.   Nie 
pierwszy raz usłyszał, że ma szansę zajść daleko.

Dyrektor zatrzymał się raz jeszcze, a poprzez huk doleciały Johana jego 

słowa:

-   Kiedy   wyjdziesz   na   wolność,   powinieneś   zatroszczyć   się   o   to,   by 

wykorzystać swoje zdolności i trzymać się z dala od złego towarzystwa.

- Na pewno o to zadbam, panie dyrektorze - pokiwał głową Johan.
W tej samej chwili zauważył Lorta-Andersa, który pracował kawałek 

background image

dalej.  Właśnie   przechodził  obok   niego   Reinhardt   i  mijając   go,   coś  mu 
powiedział,   udając,   że   patrzy   w   drugą   stronę.   Zupełnie   jakby   chciał 
niepostrzeżenie   przekazać   mu   jakąś   informację.   Co   oni   mają   ze   sobą 
wspólnego? Jak to możliwe, by ktoś o tak kiepskiej reputacji jak Lort-
Anders pozostawał w tak dobrych stosunkach ze strażnikiem w więzieniu?

A zresztą co mnie to obchodzi, nie chcę mieć z tym nic wspólnego!
Johan postanowił skupić wszystkie siły na wyrzeźbieniu tego nagrobka. 

A  jeśli   rodzina  Adolfa   Kreinera   będzie   zadowolona,   pomyślał,   czując 
ssanie w żołądku, to może skrócą mi karę. Dyrektor więzienia sugerował 
coś takiego mimochodem.

Zabrał się do pracy i postanowił zapomnieć zarówno o Lorcie-Andersie, 

jak i zazdrosnych spojrzeniach współwięźniów, gdy nagle na kamień padł 
cień. Wściekły, że ktoś mu przeszkadza, podniósł wzrok.

Niedaleko stał Lort-Anders. Rozejrzał się na wszystkie strony, by się 

upewnić,   że   nie   widzi   go   żaden   strażnik,   po   czym   podszedł   bliżej   i 
powiedział do Johana:

-   Twoja   dziewczyna   wychodzi   za   mąż!   Johan   zamarł,   zaraz   jednak 

zapytał:

- Elise? A skąd wiesz?
- Już się nawet przeprowadziła do domku majstra nad rzeką.
-   Wymyśl   jeszcze   jakąś   bajeczkę!   -   zaśmiał   się   Johan.   Lort-Anders 

jednak udawał, że go nie słyszy, i ciągnął dalej:

- Jej matka i bracia też się z nią wprowadzili. Oficer im pomaga, to 

znaczy on już nie jest właściwie oficerem. Podjął pracę w tkalni płótna 
żaglowego.

Johanowi wypadło z rąk dłuto i popatrzył na niego z niedowierzaniem.
- W tkalni płótna żaglowego?
- Jako kasjer.
Johan chwycił ponownie dłuto i zaczął uderzać w kamień.
- Spadaj stąd! 
- O? Taki jesteś ważny? Dyrektor nawkładał ci bzdur do głowy, co? 

Widziałem, jak tu stał i prawił ci komplementy. Uważaj, Johan! Pamiętaj, 
że my też tu jesteśmy!

Odwrócił się i odszedł.
Johan posłał mu zagniewane spojrzenie, po czym znów zabrał się do 

wykuwania kamiennego bloku, aż odłamki rozpryskiwały się na boki. Jeśli 
Lort-Anders   sądzi,   że   uda   mu   się   mnie   zastraszyć   i   nakłonić   do 
przystąpienia do bandy, wnet będzie musiał zmienić zdanie. Ale dlaczego 
tak   koniecznie   chciał   mi   przekazać   najnowsze   wiadomości   o   Elise? 

background image

Wygląda na to, że sprawia mu szczególną przyjemność wyprowadzanie 
mnie   z   równowagi.   Może   taki   właśnie   ma   cel?   Doprowadzić   mnie   do 
zazdrości i wściekłości, by mi przestało na wszystkim zależeć?

A więc jednak to nie były tylko czcze plotki... Zacisnął usta, choć w 

sercu poczuł bolesny skurcz.

Ślub, tak szybko... Do diabła, co za pośpiech!

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Z   chłodnego,   ponurego   biura   parafialnego   Elise   wyszła   na   słońce   i 

odwróciła się do Emanuela.

-   Mam   nadzieję,   że   pastor   nie   doliczy   się,   że   dziecko   urodzi   się   za 

wcześnie. Wolałabym, żeby nie wiedział, że „musieliśmy" wziąć ślub.

Emanuel uśmiechnął się wesoło, a błękitne oczy mu się rozpromieniły.
-   Rzeczywiście,   był   nastawiony   bardzo   sceptycznie.   Nie   wiem,   czy 

dlatego, że byłem oficerem Armii Zbawienia, czy dlatego, że podejrzewa 
cię o podobieństwo do twojej siostry.

- Przyszedł kiedyś do nas do domu i wygłosił umoralniające kazanie. 

Skarżył się, że życie u boku tak wielu grzeszników wpędza go w chorobę. 
Skoro Hilda dała się zwieść na pokuszenie, to i mnie grozi to samo, mówił, 
wspominając   mimochodem,   że   doszły   go   pewne   plotki   na   mój   temat. 
Kazał   mi   się   trzymać   z   daleka   od   tych   kaznodziejów   na   wolnym 
powietrzu,   jak   nazwał   oficerów   Armii   Zbawienia,   i   straszył   karą   za 
grzechy i mękami piekielnymi.

- Dlaczego tak bardzo sprzeciwia się Armii Zbawienia?
- Dlatego, że kobiety tam mogą przewodzić, a nawet zostać oficerami. 

Dlatego,   że   śpiewa   się   tam   pieśni   religijne   na   melodie   popularnych 
piosenek,   no   i   używa   się   bębnów   i   tamburynów!   A   już   najbardziej 
denerwuje   go   tytuł   gazety   wydawanej   przez   salwacjonistów:   „Głos 
Wojenny".

Emanuel spoważniał.
- Wydawało mi się, że duchowni w Kościele już dawno zmienili o nas 

zdanie.

- Pastor jest stary i nie nadąża za duchem czasu. Emanuel chwycił ją za 

rękę i ścisnął.

- Ważne jest jedynie to, że daliśmy na zapowiedzi. Teraz gdy już jest 

ustalona   data   ślubu,   możemy   się   zacząć   przygotowywać   do   wesela   w 
domu nad rzeką.

Zerknęła na niego i zapytała:
- Sądzisz, że twoi rodzice się nie odezwą? Pokręcił głową.
- Nie wydaje mi się, by odważyli się urządzić wesele we dworze, ze 

względu na przyjaciół i sąsiadów. Czuję jednak, że jeśli ich zaprosimy, to 

background image

przyjadą.

- Oczywiście, że ich zaprosimy! Przenocują w naszej sypialni.
- A gdzie my będziemy wtedy spać? - popatrzył na nią zdziwiony.
- Chłopcy położą się u mamy, a my zajmiemy ich pokój.
- W noc poślubną? Żeby Peder i Kristian podsłuchiwali, co do siebie 

szepczemy? Przecież tam przez ścianę wszystko słychać.

Elise poczuła, że się czerwieni, bo domyśliła się, że Emanuelowi nie 

chodzi wyłącznie o szeptanie.

Zaśmiał się, objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Myślę, że oni zatrzymają się u moich obecnych gospodarzy, Oscara 

Carlsena i jego żony Betzy. Zapytam ich o to jeszcze dziś, zanim napiszę 
do rodziców.

- Bardzo ci przykro, że nie będziesz miał wesela we dworze?
- Nie. Nie lubię takich dużych przyjęć. W domku majstra będzie o wiele 

przyjemniej, ciasno, ale liczy  się serce. Jestem pewien, że pomieścimy 
wszystkich, których chcemy zaprosić.

- A o kim myślisz?
-   Muszę   oczywiście   zaprosić   Carlsenów   i   Karolinę,   poza   tym   paru 

przyjaciół z Armii Zbawienia, a ty?

Elise zwlekała z odpowiedzią. Nie myślała wcześniej o tym. Nie sądziła, 

że będzie miała możliwość urządzenia wesela, i to z Emanuelem.

- No cóż, nas jest pięcioro, ty i twoi rodzice, twoi gospodarze i dwóch 

przyjaciół to już trzynaście osób. To chyba dosyć.

- Ale przecież musisz też zaprosić jakieś swoje przyjaciółki. Potrzebna 

ci na przykład druhna.

Elise w pierwszym odruchu pomyślała o Agnes. Przyjaźniły się przecież 

od dawna, byłoby naturalne, gdyby to ona została druhną. Niestety, Agnes 
znienawidziła ją za Emanuela.

- Zapytam Hildę - odezwała się po chwili.
- Ona jest chyba za młoda.
- Gdybym tak mogła zaprosić Annę na druhnę - wyrwało jej się, ale 

zaraz wycofała się z tego. - Nie, sprawiłoby jej to chyba przykrość.

-   Nie   jestem   tego   taki   pewien.  Wydaje   mi   się,   że  Anna   doceniłaby, 

gdybyś ją o to zapytała. Może udałoby mi się pożyczyć wózek.

Elise popatrzyła na niego zaskoczona.
- Tak myślisz? Byłoby wspaniale!
Doszli do Maridalsveien. Była sobota, fabryki dawno zakończyły pracę, 

a ludzie spacerowali sobie, korzystając z pięknej pogody.

-   Może   się   przejdziemy?   Czy   może   musisz   wracać   do   domu?   Elise 

background image

uśmiechnęła się, widząc, z jaką nadzieją na nią spogląda.

- Chętnie się przejdę. W domu poradzą sobie beze mnie. Kristian miał 

pomagać nosić drewno wozakom, żeby zarobić parę ore. Puszył się tak, że 
aż Peder był zazdrosny.

- Może uda nam się znaleźć pracę także dla niego! - Emanuel roześmiał 

się. - Przejdziemy się brzegiem w górę rzeki?

Elise rozkoszowała się spacerem na świeżym powietrzu i wsłuchiwała w 

ptasie  szczebioty  dolatujące z  koron drzew. Szli  ocienioną  ścieżką,  nie 
natykając się na nikogo, i dopiero gdy zbliżyli się do zakola, usłyszeli 
wesołe nawoływania i pluskanie.

- Chłopcy tu się często kąpią. Ponieważ aż po sam brzeg rzeki rośnie tu 

gęsty las, nazywają to miejsce Amazonią. - Zaśmiała się. - Niektórzy nie 
mają kąpielówek i muszą się kąpać nago, ale to im nie odbiera radości. 
Najodważniejszy   jest   ten,   kto   wskakuje   na   końcu,   bo   zdarza   się,   że 
podglądają ich dziewczyny...

-   Wyobrażam   sobie,   jakie   to   musi   być   fascynujące   -   zaśmiał   się 

Emanuel. 

Może spotkamy tu Pedera? - Nie sądzę. Po tym nieszczęściu, które się tu 

wydarzyło przed paru dniami, mama się bardzo przeraziła i nie pozwala im 
samym przychodzić.

Popatrzył na nią, nic nie rozumiejąc.
- Nie słyszałeś? - zdziwiła się. - Jeden chłopiec zeskoczył z mostu prosto 

na zatopiony pień, którego nie było widać z powodu gromadzącej się tam 
kory i gałęzi.

- I co z nim?
-   Utopił   się.   Nie   wiem   nawet,   kto   to   był.   Słyszałam   tylko,   że   miał 

dziesięć lat i mieszkał w Nydalen. Jego mama pewnie pracuje w fabryce 
tekstyliów Nydalens Compagnie,

- Biedni ludzie. To straszne otrzymać taką wiadomość.
- Gdyby to się stało Pederowi albo Kristianowi, to nie wiem, co' bym 

zrobiła.

Przez chwilę szli w milczeniu pogrążeni we własnych myślach.
- Zobacz, jak gęsto tu rosną drzewa! - Emanuel zatrzymał się i rozejrzał 

wokół. - Trudno się tędy przedrzeć.

-   Tak.   Rozumiem   już,   dlaczego   chłopcy   uwielbiają   się   tu   bawić   w 

dżunglę.

Ruszyli dalej.
- Widziałaś ostatnio Hildę? Elise pokręciła głową.
- Nie, ale wybiorę się do niej, żeby ją powiadomić o ślubie.

background image

- Jak myślisz, jak na to zareaguje?
- Mam nadzieję, że się ucieszy. Ale może uzna, że dostało mi się od losu 

więcej, niż na to zasługuję? Nie wiem. Sądzę jednak, że jest zadowolona, 
iż mama i chłopcy mieszkają w domu majstra.

Emanuel roześmiał się.
- Myślisz, że Hilda uzna, iż nie zasługujesz na mnie? A co ze mną? Czy 

jej zdaniem ja zasługuję na ciebie?

Elise   roześmiała   się   rozbawiona.   Emanuel   zatrzymał   się   i   objął   ją, 

mówiąc:

-   Och,   Elise,   uszczęśliwiłaś   mnie,   wiesz.   Przypadek   sprawił,   że   się 

spotkaliśmy.   Wciąż   nie   mogę   uwierzyć,   że   to   prawda.   Gdybyś   nie 
potrzebowała   butów   dla   Hildy   i   Pedera,   pewnie   byśmy   się   nigdy   nie 
poznali.

- No cóż, okazuje się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - 

uśmiechnęła się Elise.

Pocałował ją w nos.
-  Będę  dbać  o  ciebie  najlepiej,  jak  potrafię.   Przestaniesz  głodować  i 

marznąć. Zimą będę ci palić w piecu, żeby zawsze było ciepło, będziesz 
jeść   chleb   z   masłem   i   kaszę   na   mleku,   aż   się   w   końcu   tak   pięknie 
zaokrąglisz, że nikt cię nie pozna.

Elise zaśmiała się i zapytała z lekką ironią:
- Chcesz, żebym się zmieniła nie do poznania? Emanuel zaśmiał się i 

znów ją pocałował, tym razem w usta.

- Chodź - wyszeptał. - Usiądziemy sobie tam za drzewami, gdzie nas 

nikt nie zobaczy.

Poprowadził ją za sobą w mroczny cień, zdjął kurtkę i rozłożył na mchu, 

po czym pociągnął Elise do siebie. Zauważyła, że oddycha nierówno.

- Chodź, trochę odpoczniemy. Możesz położyć się na mnie tak jak wtedy 

w   komórce.   Od   tamtej   nocy   nieustannie   marzę,   by   powtórzyła   się   ta 
chwila.

Elise   poczuła,   że   palą   ją   policzki,   ale   wnet   ogarnęło   ją   drżenie. 

Rozluźniła się i pocałowała go. Jego bliskość sprawiała jej przyjemność. 
Lubiła na niego patrzeć, tęskniła za nim.

Pocałunki stały się intensywniejsze. Emanuel wsunął jej dłoń pod bluzkę 

i pogłaskał ją po plecach.

- Odsłoń piersi, żebym mógł na nie popatrzeć! - wyszeptał chrapliwie i 

całkiem   podniósł   jej   bluzkę.   Poczuła   na   skórze   łaskotanie   łagodnego 
wietrzyku.  Delikatne   pieszczoty,  głaskanie   piersi  i  zabawa  brodawkami 
sprawiały   jej   przyjemność.   Po   chrapliwym  głosie   i  palącym  spojrzeniu 

background image

poznawała, jak silna jest jego tęsknota. W sobie też czuła ogień, w każdym 
skrawku ciała od piersi po czubki palców u nóg. Podniecony, poruszał 
ciałem w górę i w dół, mocno ją obejmując i przyciskając do siebie. Jej też 
udzieliło się pożądanie.

Nagle   obrócił   się,   tak   że   ona   znalazła   się   pod   spodem.   Zadarł   jej 

spódnicę, a jego dłoń powoli sunęła po udzie w górę.

- Elise... - wystękał. - Nie zdołam powstrzymywać się dłużej! Już tak 

niewiele czasu pozostało do naszego ślubu. Nie moglibyśmy. ..

-   Nie,   Emanuelu.   Właśnie   dlatego,   że   już   wkrótce   będziemy 

małżeństwem, możemy poczekać.

- Dotknij mnie, proszę!
Zawstydzona zrobiła, o co ją prosił. Przeszedł ją dreszcz, gdy poczuła 

jego twardą męskość.

- O Boże - jęknął głośno. - Nie wytrzymam, muszę cię posiąść.
Całował ją intensywnie i coraz namiętniej, szepcząc:
- Przytrzymaj, proszę. Mocniej.
Gdy robiła to, o co prosił, podniósł jej spódnicę i zaczął manipulować 

przy tasiemkach bielizny.

- Spróbujmy, chociaż trochę...
- Nie, Emanuelu, nie możemy!
Odetchnął z drżeniem i cofnął dłoń, po czym wstał gwałtownie i pomógł 

jej się podnieść. Objął ją mocno i przycisnął z całych sił do siebie.

- Tak cię kocham, Elise. Wybacz, że byłem natarczywy. Ruszyli powoli 

przed   siebie,   ciasno   objęci.   Elise   czuła,   że   kręci   jej   się   w   głowie. 
Doznawała jakiejś nieznanej jej radości. To, co przeżyła przed chwilą, było 
jeszcze silniejsze niż to, co działo się z nią w ubiegłym roku na polanie 
razem z Johanem. Nabrała przekonania, że będzie im z Emanuelem dobrze 
we dwoje. Dokonała właściwego wyboru.

Cieszyła się na noc poślubną, a także na wspólne życie, na dobre i na 

złe.

- Lepiej, żebyśmy już wracali. Twoja mama pewnie się martwi, dzieje 

ciebie.

Zawrócili więc i powędrowali z powrotem tą samą ścieżką.
-   Uważam,   że   powinnaś   zapytać  Agnes,   czy   nie   zechce   być   twoją 

druhną. Może łatwiej jej będzie przełknąć rozczarowanie.

-  Nie  znasz Agnes.  Jeśli się   na  kogoś pogniewa,  nigdy  mu   tego  nie 

zapomina. Znam wiele osób, od których całkiem się odwróciła, między 
innymi od swojej kuzynki. Powiedziała, że więcej jej nie chce widzieć na 
oczy. Nie mam pojęcia, o co poszło, ale przekonałam się, że Agnes jest 

background image

bardzo zawzięta.

-   Porozmawiam   z   nią.   Nie   chce   mi   się   wierzyć,   by   nie   dało   się   jej 

udobruchać.

Elise nic na to nie odpowiedziała, ale była pewna, że to się na nic nie 

zda. Zresztą niech sam spróbuje i przekona się na własnej skórze, jaka 
naprawdę jest Agnes.

-   Miejmy   nadzieję,   że   utrzyma   się   ładna   pogoda   i   będzie   można 

posiedzieć na dworze. Jeśli będzie tak ciepło jak dziś, wystawimy stoły i 
ławy na zewnątrz przed gankiem.

Elise zmarszczyła czoło, zastanawiając się, czym podejmą tylu gości i 

ile to będzie kosztować.

- Maren Sorby obiecała zająć się przygotowaniem jedzenia. Proponuje 

przyrządzić   lapskaus,   drobno   pokrojone   mięso   z   ziemniakami   i 
warzywami w zawiesistym sosie, a do kawy podać ciastka. - Przytulił ją i 
dodał:   -   Wiem,   o   czym   myślisz,   gdy   się   nie   odzywasz,   ale   pozostaw 
wszystkie wydatki mnie. Maren Sorby powiedziała także, że na pewno się 
postara o odświętne ubrania dla twojej mamy, chłopców i dla ciebie, bo 
zna   wiele   osób,  które   mogą   pożyczyć.  Poza   tym  zostało   jeszcze   wiele 
ubrań ze świątecznej zbiórki.

Elise pomyślała, że będzie najszczęśliwsza, gdy już będzie miała ten 

dzień za sobą. Dręczył ją niepokój o tyle spraw. Bała się, jak zareagują 
rodzice Emanuela na takie skromne wesele ich jedynego syna. Jak zdoła 
nakłonić Kristiana, aby zachowywał się grzecznie i uprzejmie. Wiedziała, 
że brat potrafi, jeśli chce. Gdy jednak coś pójdzie nie po jego myśli, nie 
wiadomo, czego się po nim spodziewać. Poza tym spokoju nie dawała jej 
Agnes. Bo jeśli nawet po namowie zgodzi się być druhną, to nie wiadomo, 
czy nie wymyśli jakiejś zemsty i nie zachowa się jak jędza. Stać ją na 
najgorsze!

- Zapomnieliśmy o Evercie - odezwała się nagle. - Poza tym musimy też 

zaprosić zarówno panią Thoresen, jak i panią Evertsen. One chyba nie 
wyobrażają sobie, by mogło być inaczej.

- Nie ma problemu, zaprosimy wszystkich. A jeśli będzie za tłoczno, a 

pogoda nie pozwoli na to, by usiąść na dworze, to na-kryjemy dodatkowo 
jeszcze w kuchni i w sypialni. Kapitan Sorby nagotuje wielki kocioł z 
lapskausem, więc na pewno dla wszystkich wystarczy.

Elise popatrzyła na niego ze zdumieniem graniczącym z podziwem i 

powiedziała:

- Dla ciebie nie ma chyba nic trudnego. Roześmiał się i wyjaśnił:
- Najważniejsze, żeby się zanadto nie przejmować. Oczywiście, że to 

background image

wielki   dzień,   najważniejszy   w   naszym   życiu,   ale   możemy   go   przeżyć 
równie przyjemnie bez białych obrusów, wyszukanych dań i kieliszków z 
szampanem. Jeśli mam być szczery, to wolę takie skromne spotkania niż 
eleganckie   przyjęcia,   w   których   z   musu   uczestniczyłem   u   Carlsenów   i 
śmiertelnie się na nich wynudziłem.

- Opowiedz! - poprosiła Elise rozbawiona.
- No więc... Wszystkie panie wystrojone, każdy najmniejszy lok pod 

kontrolą.   Wszystko   odbywa   się   według   ustalonej   rutyny,   więc   jedno 
przyjęcie   podobne   jest   do   drugiego.   Długo   się   siedzi   przy   stole, 
wysłuchując zabójczo nudnych mów. Zamiast rozmawiać ze sobą, goście 
prowadzą   konwersacje,   śmiać   się   należy   w   odpowiednim   momencie,   a 
przy paniach nie dyskutuje się o polityce, bo to nie jest w dobrym tonie.

Elise słuchała zdziwiona.
- A jasądziłam, że wiele kobiet angażuje się w to, co się obecnie dzieje.
- Tylko niewielka grupa kobiet o radykalnych poglądach i zazwyczaj 

traktuje   się   je   protekcjonalnie.   W   tak   zwanym   dobrym   towarzystwie 
kobiety   rozmawiają   o   modzie,   podróżach,   przyjęciach,   wystawach   i 
premierach   w   Teatrze   Narodowym,   natomiast   panowie   po   obiedzie 
przechodzą do biblioteki i dyskutują we własnym gronie o polityce, paląc 
cygara i popijając koniak. - Emanuel przytulił ją mocniej i dodał: - To nie 
dla   nas,   Elise.   My   będziemy   grać   na   gitarze,   pośpiewamy   razem, 
porozmawiamy o wszystkim, co nas dotyczy, posłuchamy szumu rzeki i 
popatrzymy na zachód słońca. My będziemy po prostu żyć, Elise!

Elise poczuła, że z radości szybciej jej bije serce. Wyobraziła sobie, jak 

siedzą  sobie  z Emanuelem na ganku przy  zachodzie słońca,  on gra na 
gitarze i śpiewa coś dla niej, a w tle szumi rzeka. Wszystko się w niej 
radowało. Byleby tylko przeżyć to wesele, bo potem życie jawiło się jej 
piękne jak marzenie.

- Zamilkłaś - odezwał się i zerknął na nią, marszcząc nos u nasady.
-   Z   przyjemnością   słucham   tego,   co   mówisz.   Już   nawet   sobie 

wyobraziłam, jak siedzimy na ganku późnym letnim wieczorem, gramy i 
śpiewamy sobie razem.

- Tak właśnie będzie. Co wieczór po naszym powrocie z fabryki, kiedy 

już nanosimy drewna i wody, zjemy coś i siądziemy sobie przed domem, 
żeby się nacieszyć pięknem letniego wieczoru. Bo lato nie trwa wiecznie, 
a zima zwykle nadchodzi zbyt szybko.

Oparła głowę o jego ramię.
Dotarli do mostu Bentsebrua i w dole naprzeciwko, po drugiej stronie 

rzeki zobaczyli Myrens Verksted.

background image

- Przejdziemy sobie tym mostem. Wiesz, że jego nazwa wywodzi się od 

pierwszej fabryki papieru w Norwegii?

- Nie, nie wiedziałam - Elise pokręciła głową i uśmiechnęła się. - Wiem 

tylko, że fabrykę mydła założył Petter Molier, ten, który zbadał lecznicze 
działanie tranu.

Z naprzeciwka szli w ich kierunku trzej młodzi mężczyźni. Już z daleka 

poznała, że nie są to zwykli robotnicy, bo mieli na sobie porządniejsze 
ubrania. Może to kanceliści, pomyślała. Wciąż nie mogła się oswoić z 
myślą, że Emanuel jest teraz kasjerem. Może ci też pracują w tkalni płótna 
żaglowego?

Już mieli się minąć, gdy Elise podniosła k i spojrzała prosto w twarz 

jednego z mężczyzn. Wstrzymała oddech i poczuła się tak, jakby ktoś wbił 
jej nóż w serce. I mimo że pośpiesznie odwróciła głowę, miała wrażenie, 
jakby przygwoździło ją ostre spojrzenie. Nie miała pojęcia, jak zdołała iść 
spokojnie dalej i udawać, że nic się nie stało. Poruszała się jak w transie. 
Mężczyzna ten należał do bliskich przyjaciół Lorta-Andersa. To on napadł 
na nią w lesie... Była tego pewna...

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Dopiero jak zeszli z mostu, Emanuel poznał, że coś jest nie tak.
- Stało się coś, Elise? - zapytał.
Pokręciła głową, bo nie mogła mu przecież nic powiedzieć. Groził, że 

zabije tego, kto ją skrzywdził, gdy tylko się dowie, kto to jest.

- Nie, nagle tylko poczułam się zmęczona - wyjaśniła.
- Ukochana... - popatrzył na nią zatroskany. - Nie powinniśmy byli iść 

tak daleko! Jestem całkiem bezmyślny! Nie przyszło mi na myśl, że to 
zbyt   długi   spacer   w   twoim   stanie,   i   do   tego   po   całym   dniu   pracy   w 
fabryce!

Zebrało   jej   się   na   mdłości   i   znów   zakręciło   jej   się   w   głowie.   Nie 

przypuszczała, że kiedyś natknie się na tego łajdaka. Nie tu, tak daleko od 
miasta.   Zwykle   kompani   Lorta-Andersa   trzymali   się   Vaterlandu   albo 
spotykali się na Mollergata, Kutorget czy Gronland. Tam gdzie było dużo 

background image

sklepów i przechodniów, gdzie roiło się od cwaniaków, którzy tak jak oni 
robili podejrzane interesy. Nie tu, na peryferiach. Nie wśród robotników, 
którzy ciężko harują na codzienną strawę i żyją z uczciwej pracy.

- Zaraz mi przejdzie. Jak dojdziemy do domu, usiądę sobie. Uśmiechnął 

się do niej.

- Do domu. Miło słyszeć, że już nazywasz chatę majstra swoim domem.
Udało   jej   się   odwzajemnić   uśmiech.   Nie   pozwoli,   by   ten   łajdak 

zniszczył jej radość.

- Niebawem będzie to także twój dom - wykrztusiła.
- Tak, niedługo będzie też mój - powtórzył zadowolony i westchnął. - 

Nie mogę w to wprost uwierzyć. - Rozejrzał się wokół z uśmiechem i 
dodał: - Czytałem trochę o tych okolicach. Wiesz, że koło wodne Nedre 
Papirmolle  liczy  sobie   prawie  sto   siedemdziesiąt lat?  Zbudowano  je  w 
1736 roku. Zanim rozwinął się przemysł włókienniczy, tu gdzie teraz stoją 
tkalnia Hjula i przędzalnia Nedre Voien, znajdował się tartak i młyny.

Elise słuchała go tylko jednym uchem. Spotkanie na moście wywołało w 

niej szok. Nie mogła przestać o tym myśleć. Co się stanie tego dnia, gdy 
jej ciąża stanie się widoczna, a ona znów się natknie na tego łajdaka? Czy 
domyśli się, że jest sprawcą tej ciąży?

Nagle Emil przystanął i zapytał:
- Co się z tobą dzieje, Elise? Nie chodzi tylko o zmęczenie, coś cię 

gryzie,   prawda?   Zauważyłem   zmianę   w   twoim   zachowaniu,   gdy 
przechodziliśmy przez most. - Popatrzył jej prosto w oczy, domagając się 
odpowiedzi.

Trzej mężczyźni już dawno zniknęli i nawet gdyby Emanuel pobiegł za 

nimi, nie zdołałby ich dogonić. Napastnik na pewno ją rozpoznał i pewnie 
obawiał się, czy nie został zdemaskowany. Na pewno zadbał o to, by czym 
prędzej schronić się gdzieś w bezpiecznym miejscu.

- Czy to ma jakiś związek z tymi trzema mężczyznami? Potwierdziła 

skinięciem, a usta jej zadrżały. Jak zdołał się tego domyślić?

- Chyba nie był to... - umilkł i popatrzył na nią przerażony. Pokiwała 

tylko głową, nie mogąc już dłużej powstrzymać szlochu.

Zacisnął dłonie na jej ramionach i potrząsnął nią lekko.
- Który z nich? Ten rudy z kręconymi włosami?
Kiwnęła znowu i poczuła, że nogi ma jak z waty i ledwie się na nich 

trzyma.

Emanuel zacisnął pięści.
- Dlaczego mi od razu nie powiedziałaś?
- Bo bałam się, co zrobisz.

background image

Otworzył   usta,   zamierzając   wygłosić   tyradę,   ale   powstrzymał   się. 

Opadły mu ramiona i westchnął ciężko:

- Masz rację, Elise. Lepiej, że nie wiedziałem. A nie dałbym rady im 

trzem.

- Zapomnijmy o tym, Emanuelu - posłała mu błagalne spojrzenie. - Było 

nam tak dobrze.

- Dasz radę zapomnieć?
- Tak, o ile mi pomożesz.
- Pomożemy sobie nawzajem. Czuję, że wszystko się we mnie gotuje ze 

złości, bo taki łajdak chodzi sobie wolno i nie spotkała go żadna kara za 
jego podłość. Wiem jednak, że masz rację, mówiąc, że policja nie ruszy 
nawet palcem w  tej  sprawie.  A  jeśli pozwolę,  by  zaślepił  mnie   gniew, 
mogę tylko zaszkodzić dziecku i tobie, i sobie samemu.

Zamilkł, ale Elise domyślała się, że toczy wewnętrzną walkę. Po chwili 

podjął rozmowę:

- Kiedy zdecydowałem się tobie oświadczyć i obiecałem wziąć na siebie 

odpowiedzialność za dziecko, udało mi się odsunąć gdzieś na bok myśl o 
jego ojcu. Nie przyszło mi do głowy, że możemy się na niego natknąć.

- Mnie też nie.
- Myślisz, że on cię rozpoznał? Odniosłem wrażenie, że strasznie się 

gapił, ale może tylko tak mi się wydawało.

- Nie wiem.
Emanuel zacisnął zęby, a twarz mu stężała.
-   Nie   nadaję   się   do   pracy   ewangelizacyjnej,   Elise.   Nie   umiem 

nadstawiać drugiego policzka. Nie rozumiem tego!

- Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że to może być jeszcze trudniejsze 

dla ciebie niż dla mnie - odparła Elise.

- No coś ty - zaprzeczył gwałtownie, potrząsając głową. - O, są chłopcy 

- dodał już całkiem innym tonem. - Kopią piłkę. Ciekawe, skąd ją wzięli?

- Dostali od pani Berg. To taka szmacianka. Dostali też od niej metalową 

obręcz, z którą urządzają wyścigi po ulicy. Wczoraj jednak obręcz im się 
wymknęła i uderzyła w panią Evertsen, która właśnie wracała ze sklepu na 
rogu. Strasznie się rozgniewała, wygrażała im pięścią i pomstowała na 
czym świat stoi.

Emanuel roześmiał się, a Elise mu zawtórowała, wyobrażając sobie ten 

zabawny   widok.   Ściśnięty   ze   zdenerwowania   żołądek   przestał   jej 
dokuczać i od razu poczuła się lepiej. Wreszcie udało jej się uciec myślami 
od tej nieprzyjemnej historii.

Gdy chłopcy ich zauważyli, przerwali zabawę i przybiegli na spotkanie.

background image

- Elise, zobacz, dostaliśmy od pani Berg kamyki, prawdziwe kamyki do 

gry. Kupiła nam w sklepie.

- Kamyki? - Emanuel popatrzył zdziwiony.
- To taka zabawa - wyjaśniła Elise. - Podrzuca się pięć jednakowych 

kamyków i należy złapać je w dłoń. Albo podrzuca się kolejno jeden, dwa, 
trzy i tak dalej. Chodzi o to, by złapać jak najwięcej w dłoń, zanim spadną 
na   ziemię.   W   sklepie   można   kupić   specjalnie   toczone   kamyki   o 
jednakowym kształcie, które łatwo się chwyta.

Evert pociągnął Elise za rękaw.
- Elise, wiesz, dostałem pracę! Od stróża w szkole! Będę czyścił rynny, 

usuwał stamtąd liście i gałęzie. No i jeszcze mam rąbać drewno!

Elise popatrzyła na niego przerażona.
-   Będziesz   rąbał   drewno?   Nie   jesteś   na   to   za   mały?   Evert   pokręcił 

dumnie głową.

- Skąd. Zobacz, jakie mam muskuły, Elise! Uśmiechnęła się do niego 

ciepło.

- Rzeczywiście - odparła, patrząc na blade, chude jak patyki ramiona 

chłopca.   -   Musisz   mi   jednak   przyrzec,   że   będziesz   bardzo   ostrożny   z 
siekierą. - Odwróciła się do Emanuela i zapytała: - Wejdziesz do środka?

- Chętnie. Muszę porozmawiać z twoją mamą na temat wesela. Znaleźli 

mamę w saloniku, zajętą podlewaniem kwiatów na parapecie okna.

- Właściwie to w tym pięknym salonie powinno się jedynie przyjmować 

gości   -   powiedziała,   nie   odwracając   głowy.   -   Pamiętam,   że   u   nas,   w 
Ulefoss, nadzorca też miał w salonie meble wyściełane zielonym pluszem. 
Na   stole   zaś   leżał   aksamitny   obrus   z   ciężkimi   frędzlami.   Na   ścianach 
wisiały obrazy, a na wysokich postumentach umieszczone były donice z 
kwiatami:   pelargonie,   palmy,   bluszcze.  A  teraz   my   tak   mieszkamy...   - 
urwała i pokręciła ze zdumieniem głową.

- Mamo, przyszedł Emanuel.
Mama   odwróciła   się   speszona,   wytarła   pośpiesznie   ręce   w   fartuch   i 

przywitała się uprzejmie.

- Przepraszam, myślałam, że Elise jest sama.
- Byliśmy u pastora i ustaliliśmy datę ślubu na sobotę za dwa tygodnie - 

oświadczył Emanuel i uśmiechnął się do niej serdecznie.

Mama załamała dłonie i popatrzyła przerażona.
- Już za dwa tygodnie? Tutaj?
- Spokojnie, pani Lovlien, wszystko załatwimy. Kapitan Maren Sorby z 

Armii Zbawienia zaoferowała się, że ugotuje wielki kocioł lapskausu.

- Samarytanka? To ona potrafi też gotować?

background image

- Ona potrafi wszystko - zaśmiał się Emanuel. - Pomyśleliśmy z Elise, 

że trzeba usiąść i się zastanowić na spokojnie, kogo zaprosimy.

-   Zaprosimy?   Chyba   nie   możemy   zaprosić   nikogo   poza...   -   Mama 

zamilkła i popatrzyła bezradnie na Emanuela i Elise.

- Naturalnie przyjadą rodzice Emanuela - pomogła mu Elise. - Chce też 

zaprosić dwóch przyjaciół z Armii Zbawienia.

- Byłbym zapomniał o ciotce Ulrikke! - zaśmiał się Emanuel. - Dopiero 

by było! Obraziłaby się na śmierć.

- Twoja ciotka?
- Właściwie to ciotka mojego ojca. Jest niezamężna i bywa u nas niemal 

co niedziela na obiedzie. To bardzo władcza dama i mówi to, co myśli, bez 
owijania w bawełnę. Potrafi być ostra i niemiła, ale w gruncie rzeczy ma 
złote serce.

Elise znów poczuła, że ściska ją w żołądku, i pomyślała, że przybyło jej 

kolejne zmartwienie. Skoro ta ciotka jest taka ostra i niemiła i mówi, co 
myśli, nie będzie szczędzić krytyki, gdy zobaczy, z kim Emanuel zamierza 
się związać.

Mama stała, nerwowo wykręcając dłonie.
- Ale jak... to znaczy gdzie...
- Tylko o nic się nie martw, mamo. Emanuel i ja poradzimy sobie ze 

wszystkim. Jeśli dopisze pogoda, wyniesiemy stół i krzesła na dwór, przed 
ganek. Emanuel powiedział, że nie musimy się martwić o koszty, on opłaci 
wesele.

Mama jednak nie wydawała się uspokojona jej słowami. Rozglądała się 

nerwowo na boki, nadal bezradnie wykręcając palce.

- Ale co zaproponujemy gościom do picia i co ja włożę na siebie?
-   Pożyczymy   ubrania   zarówno   dla   ciebie,   chłopców,   jak   i   dla   mnie. 

Emanuel jest abstynentem, dlatego też nie podamy alkoholu. Jak myślisz, 
powinniśmy zaprosić panią Thoresen i panią Evertsen?

Mama popatrzyła na nią przerażona
- Nie możemy urządzić przyjęcia bez nich.
- Zastanawiałam się, czy uda nam się ściągnąć tu Annę. Chciałam nawet 

zapytać, czyby się nie zgodziła zostać moją druhną, jeśli Agnes nie zechce. 
- A zwracając się do Emanuela, dodała: - Nie musisz z nią rozmawiać, 
Emanuelu. Najlepiej będzie, jeśli zrobię to sama.

Pokiwał głową.
- Dobrze, spróbuj najpierw sama i zobaczymy, jak ci pójdzie.
- O czym mówicie? - Mama patrzyła na nich zdezorientowana.
- Agnes jest na mnie zła. Zakochała się w Emanuelu i mi zazdrości.

background image

Mama prychnęła pogardliwie.
- Ta latawica!  Nie chcę  nawet powtarzać  tego,  co o  niej mówi pani 

Evertsen.

Elise i Emanuel wyszli do kuchni, żeby ugotować kawę.
- A cóż takiego opowiada o Agnes pani Evertsen? - zainteresował się 

Emanuel.

Elise uśmiechnęła się zakłopotana.
- O, nasza sąsiadka wyraża się bardzo obrazowo.
- Jak kto?
- Mówi, że Agnes ma wiele supłów na tasiemkach. Patrzył na nią, nic 

nie rozumiejąc.

Elise   poczuła,   jak   oblewa   się   rumieńcem,   i   wyjaśniła,   odwracając 

zawstydzony wzrok:

-   Ma   na   myśli   tasiemki,   które   i   ty   miałeś   dziś   ochotę   rozwiązać. 

Emanuel roześmiał się i przygarnął Elise do siebie.

- Innymi słowy Agnes nie jest taka surowa jak ty - wyszeptał takim 

tonem, jakby się z nią drażnił, i położył dłoń na jej piersi. - Kiedy się 
pobierzemy, na twoich tasiemkach  też będzie  mnóstwo supłów - dodał 
szeptem.

-   Na   noc   nie   wkładam   nic   pod   spód   -   odszepnęła   mu,   czując,   jak 

przyjemny dreszcz przenika jej ciało.

- Nie to miałem na myśli.
- A co?
- Mówiłem o tych wszystkich razach, kiedy nie dam rady czekać, aż się 

położymy spać.

Roześmiała się cicho, wtulona w zagłębienie jego gorącej szyi.
- I wybierzemy się wówczas na spacer brzegiem rzeki, tak?
- To też. Albo zaciągnę cię do naszej sypialni, gdy twoja mama i chłopcy 

będą czymś zajęci.

- A co będzie, jeśli zaczną się nagle zastanawiać, gdzie przepadliśmy?
- Wtedy będziemy musieli pośpiesznie wiązać tasiemki.
Elise poczuła jego twardą męskość na swym podbrzuszu i serce zabiło 

jej mocniej.

-   Najlepiej,   żebyś   w   ogóle   nie   wkładała   pod   spód   bielizny,   tak   jak 

kobiety w średniowieczu.

- Nic nie miały pod spodem?
-   Nie   -   odparł,   wsuwając   dłoń   przez   spódnicę   pomiędzy   jej   uda.   - 

Mężczyznom wystarczyło podnieść spódnicę, by dać ujście swojej chuci. 
Oni zresztą też nie nosili nic pod koszulami. - Pocałował ją i wyszeptał 

background image

gardłowo: - Może i ty byś zdjęła bieliznę?

- A co się wtedy stanie? - zaśmiała się speszona.
- Trudno powiedzieć.
- W takim razie nie mam odwagi. 
- Boisz się mnie?
- Tak.
- Chyba nie sądzisz, że uczyniłbym coś, czego sama byś nie chciała?
- Nie.
- A mimo to się mnie boisz?
- Uhm.
Najchętniej   poddałaby   się   pieszczotom   jego   dłoni,   ale   nabrała 

głębokiego oddechu, by ochłonąć.

- A może ty się boisz siebie? - Jego szept zabrzmiał tak cicho, że ledwie 

go usłyszała.

- Tak - odpowiedziała mu również szeptem.
- Na Boga, Elise,  dlaczego mielibyśmy  czekać?  - Ścisnął dłońmi jej 

pośladki i przycisnął ją mocno do swego podbrzusza, ocierając się o nią 
powoli.   -   Chodź   do   sypialni!   -   kusił.   -   Twoja   mama   zajęta   jest 
przesuwaniem mebli. Chyba ogarnęła ją panika w związku z weselem i 
chce sprawdzić, ile osób zmieści się w salonie.

- Nie możemy, Emanuelu.
- Mówiłem ci już, że nie zrobię niczego, czego byś nie chciała.
- Wiem. Ale nie powinieneś robić też tego, czego bym chciała.
Zaśmiał się cichutko, wziął ją za rękę i pociągnął za sobą do sypialni.
-   A   może   nawet   i   dobrze,   jeśli   twoja   mama   zauważy,   czym   się 

zajmujemy?   Łatwiej   będzie   jej   później   wyjaśnić,   dlaczego   dziecko 
urodziło się wcześniej, niż powinno.

Elise nie lubiła, gdy jej o tym przypominał.
- Nie  znam nikogo,  kto  byłby  równie  przekonujący  co  ty   - rzekła  z 

wymuszonym uśmiechem.

- Więc się zgadzasz?
- Nie. Chcę, żeby wszystko odbyło się tak, jak należy. Pamiętasz chyba 

upomnienia pastora?

Westchnął ciężko wtulony w jej szyję.
- Cała Elise, żelazny charakter! Skąd ty czerpiesz taką stanowczość?
- Zostałam dobrze wychowana - odparła, ale głos jej drżał. - Chyba 

powinniśmy już stąd wyjść, Emanuelu, bo to się źle skończy.

-   Niemożliwe.   Na   pewno   zdołasz   mnie   powstrzymać,   nim...   -   Nie 

dokończył, bo słowa utonęły w pocałunku.

background image

- Udało ci się tamtej nocy w komórce.
- Nie przypominaj mi o tym! - Położył znów dłoń na jej piersi.
- Dlaczego nie?
- Bo wtedy jest mi jeszcze gorzej.
- Gorzej?
Zaśmiał się, dotykając wargami jej ust, i znów ją pocałował.
-   Nie,   właściwie   lepiej.   Zdaje   się,   że   to   chcesz   usłyszeć.  Wtedy   nie 

miałem żadnej nadziei.

- Teraz też nie masz się co łudzić. Nie wcześniej niż w noc poślubną.
- Jesteś okrutna.
- Tylko po to, by ci pomóc. I sobie też.
- Pomyślałaś o tym, że stróż z fabryki utwierdzi się teraz w przekonaniu, 

że słusznie nas podejrzewał?

- Nie, nie pomyślałam. Za dużo mówisz.
- Nie rozumiesz dlaczego?
- Nie.
- Owszem. Ty też dużo mówisz. To nam pomaga się powstrzymać.
- Nie, jeśli równocześnie dotykasz mnie dłonią w taki sposób.
- Mam przestać?
- Nie.
Nagle wyrwała mu się, słysząc tupot nóg.
- Chłopcy wracają.
-   Elise!   -   zawołał   Peder   zdenerwowany.   -   Elise,   chodź!   Wygładziła 

pośpiesznie ubrania i wybiegła z sypialni.

Stał w niewielkim przedsionku spocony, czerwony  na twarzy, a jego 

duże oczy zdradzały poruszenie.

- Smarkacz, młodszy brat Pingelena, wpadł do rzeki.
- Co ty mówisz? Gdzie?
Rzuciła się do wyjścia, słysząc za sobą biegnącego brata i Emanuela.
- Przy moście.
Gromada dzieciaków stała stłoczona przy brzegu, ale nie widać było 

nikogo z dorosłych. Pędzili po trawie co sił w nogach, przebiegli przez 
drogę aż nad samą wodę.

- Uwaga! Przepuśćcie nas!
Dzieciaki stały jak porażone, wpatrując się w taflę wody, gdy naraz nad 

powierzchnią pojawiła się głowa i w powietrzu zamachały ramiona, po 
czym tonący malec znów zniknął pod wodą.

Emanuel przecisnął się, odsunął na bok Elise i wskoczył do wody w 

ubraniu.

background image

Elise wstrzymała oddech. Emanuel opowiadał jej kiedyś, że nie pływa 

najlepiej, bo tam, gdzie się wychował, nie mieli się gdzie kąpać latem. 
Zresztą podobno chłopi nie mają czasu na takie rzeczy.

Ratowanie   topielca   wymaga   nie   tylko   siły,   ale   i   umiejętności 

pływackich, myślała Elise nieprzytomna ze strachu, nie spuszczając oczu z 
Emanuela.   Nasiąknięte   ubranie   będzie   go   dodatkowo   ciągnąć   w   dół. 
Modliła   się   w   duchu,  by   sobie   poradził,   śledząc   wzrokiem  każdy   jego 
ruch.

Peder chwycił ją za rękę. Czuła, że brat jest przerażony, ale nie miała 

czasu nawet na niego spojrzeć. Dobry Boże, spraw, by wszystko dobrze 
poszło,   błagała   w   duchu.   Dlaczego   nie   skoczył   na   ratunek   żaden   ze 
starszych   chłopców,   którzy   na   pewno   pływali   lepiej   od   Emanuela?   - 
buntowała   się   w   duchu,   choć   znała   odpowiedź.   Wychudzeni   i 
niedożywieni, nie daliby rady wyciągnąć tonącego malca.

Emanuel dotarł do miejsca, gdzie zauważył wynurzającego się chłopca, i 

zanurkował.

Elise   rozejrzała   się   wokół  zdesperowana.   Nie   ma   tu   żadnych   innych 

dorosłych? Nikt nie słyszał krzyków i nawoływania znad rzeki?

-   Peder,   leć   i   sprowadź   kogoś   dorosłego!   -   nakazała   bratu   pełnym 

napięcia głosem. - Na pewno gdzieś w pobliżu są jacyś mężczyźni, którzy 
pomogą Emanuelowi. On nie pływa najlepiej.

Peder   posłuchał   jej   natychmiast,   przepchnął   się   pomiędzy   stłoczoną 

dzieciarnią i pobiegł po ratunek.

Tymczasem Elise śledziła wzrokiem rozgrywający się w wodzie dramat. 

Nurt   był   wartki   i   do   wodospadu   było   stąd   niedaleko.   Przez   chwilę 
zastanawiała się nawet, czy samej nie wskoczyć, ale nie umiała pływać, 
więc zamiast pomóc, tylko by przeszkodziła Emanuelowi.

W   rzece   zazwyczaj   kąpali   się   chłopcy,   dziewczęta   tylko   patrzyły. 

Kobiety   w   ogóle   nie   brały   kąpieli,   bo   pływanie   uważano   za   mało 
estetyczne.   Ostatnio   jednak   słyszała,   że   kobiety,   które   mieszkały   po 
drugiej   stronie   rzeki,   w   strojach   kąpielowych,   sandałkach   i   czepkach 
bawiły się w wodzie i nawet pływały w zamkniętych kąpieliskach.

Odwróciła się, rozglądając nerwowo za Pederem. Przecież tu, w pobliżu 

rzeki,   powinni   być   jacyś   mężczyźni,   którzy   dobrze   pływają.   Gdzie   się 
wszyscy podziali?

Odwróciła  się z powrotem i zobaczyła wynurzającego się  Emanuela. 

Przytrzymywał ręką chłopca, który w ogóle nie dawał znaku życia, i na 
plecach z wysiłkiem holował go powoli do brzegu. Widać było, że zmaga 
się z prądem, ale cały czas uważa, by głowa chłopca znajdowała się nad 

background image

powierzchnią wody.

Wreszcie dopłynął do brzegu. Elise stała już gotowa odebrać od niego 

chłopca. Chwyciła malucha za nogi, głową w dół, bo kiedyś słyszała, że 
tak   właśnie   należy   postąpić   w   takim   przypadku.   Gdy   tylko   Emanuel 
wyszedł   na   brzeg,   on   także   jej   pomógł.   Po   chwili   chłopiec   zakasłał   i 
krztusząc się, łapał oddech.

Otoczyły ich dzieciaki, w napięciu obserwując przebieg zdarzeń. Nikt 

się   nawet   nie   odezwał.   Czuły,   że   sytuacja   jest   poważna.   Gdy   wnet 
przybiegł   Peder,   prowadząc   dwóch   mężczyzn,   Elise   już   wiedziała,   że 
chłopiec przeżyje.

Emanuel wziął go na ręce i wspiął się na stromy brzeg, kierując się w 

stronę drogi. Pingelen, szlochając, szedł obok niego. Towarzyszyła im cała 
horda   przejętej   dzieciarni.   Dwaj   sprowadzeni   przez   Pedera   mężczyźni 
zatrzymali się i zamienili parę słów z Emanuelem, a potem cały pochód 
udał się w kierunku Sagveien, gdzie mieszkała rodzina Pingelena.

Elise została na miejscu. Odprowadziła ich tylko spojrzeniem, wciąż nie 

mogąc się otrząsnąć ze strachu. Mało brakowało, a zakonczyłoby się to 
tragicznie  dla chłopca  i dla Emanuela. Na samą myśl, że omal go nie 
straciła, zaczęła dygotać na całym ciele.

Chyba   go   kocham,   pomyślała,   wiedząc   równocześnie,   że   nie   po   raz 

pierwszy używa tych słów. Zapewniała o swojej miłości także Johana i 
naprawdę tak wówczas czuła.

Stała nieporuszona aż do jego powrotu. Mokre ubrania przy-kleiły się 

mu do ciała, woda kapała z włosów. Pobiegła mu na spotkanie i rzuciła się 
na szyję, nie zważając na dzieci, które szły za nim.

- Emanuel! - zawołała zdyszana. - Tak strasznie się o ciebie bałam!
Poszli razem do domu. Mama znalazła mu na przebranie koszulę, bluzę i 

spodnie po ojcu i wnet usiedli we troje przy kuchennym stole, popijając 
gorącą mocną kawę, gdy tymczasem Elise, rozdygotana, opowiadała, co 
się stało.

Peder, Evert i Kristian przybiegli wnet rozpromienieni i ożywieni.
- Cała ulica mówi tylko o tym! - zawołał zdyszany Kristian i patrzył to 

na mamę, to na Emanuela i Elise. - Wszyscy uważają cię za bohatera! 
Pingelen   mówi,   że   skoczyłeś   jego   bratu   na   ratunek,   choć   mogłeś   sam 
utonąć!

Elise   popatrzyła   uśmiechnięta   na   Kristiana,   który   wpatrywał   się   w 

Emanuela z podziwem. Nie pamiętała, kiedy ostatnio był taki radosny i 
pełen zapału.

- Uratowałeś mu życie, Ringstad! - Peder cały był spocony i zdyszany.

background image

-   Gdyby   nie   on,   Smarkacz   by   utonął   -   podsumował   Evert,   równie 

spocony i zdyszany jak Peder.

-   Cieszę   się,   że   w   szkole   jeszcze   nie   ma   wakacji   -   ciągnął   Peder 

rozpromieniony. - Wszystkie  chłopaki będą  chwalić  pana Ring-stada!  - 
Peder spoglądał na swojego bohatera z podziwem. - Teraz na pewno nikt 
się więcej nie odważy popchnąć mnie do rzeki.

- Popchnąć cię do rzeki? - Mama popatrzyła na niego przerażona.
Przy stole zrobiło się cicho.
Peder zerknął przepraszająco na Elise, po czym popatrzył na mamę i 

uśmiechnął się zakłopotany, mówiąc:

- Żartuję tylko, przecież wiesz!
- Moim zdaniem to nie jest temat do żartów - odparła mama surowo i 

dodała: - Ale teraz jest już późno. Pora spać. Odwiedź nas znowu jutro, 
Evert. Chyba nie pracujesz w niedzielę?

Evert pokręcił dumnie głową.
- Nie, jutro mam wolne. Ale gdy skończy się szkoła i zaczną wakacje, 

będę pracował codziennie.

Ruszył ku drzwiom, ukłonił na pożegnanie i wyszedł.
- Będzie wojna? - zapytał Peder przy kolacji, gdy wreszcie skończyli 

omawiać   bohaterski   czyn   Emanuela.   -   Nasz   nauczyciel   mówi,   że   to 
możliwe. Codziennie śpiewamy Będę bronić mego kraju. No i opowiada 
nam o Nansenie, królu Oscarze i oddziałach szwedzkich.

- Tego nikt nie wie, Peder - odpowiedział Emanuel z powagą, a w jego 

spojrzeniu   Elise   zauważyła   zatroskanie.   -   Pewna   Szwedka,   Ellen   Key, 
popiera   dążenia   niepodległościowe   Norwegii.   Przypomina   swoim 
rodakom, że jeszcze przed paru laty nie chcieli dotrzymać warunków unii 
personalnej i zamierzali nawet uczynić Norwegię swoją prowincją.

-   To   prawda?   -   zapytała   Elise   przerażona.   Mama   włączyła   się   do 

rozmowy:

- A ja zawsze uważałam króla Oscara za sprawiedliwego władcę, który 

pragnie   pokoju   i   dobra   bratniego   narodu.   Królowa   Sophie   jest 
chrześcijanką i ma dobre  serce. Ufundowała tu, w Kristianii, specjalną 
szkołę dla inwalidów, Sophies Minde.

- Ale szwedzkie oddziały grupują się przy granicy. Słyszałem, jak ktoś 

opowiadał, że na wschód od Idd na torach kolejowych stoi pusty pociąg 
towarowy.   Wielu   zastanawia   się,   czy   to   ma   jakiś   związek   z   planami 
Szwedów.

Elise popatrzyła na niego ze strachem.
-   Jeśli   zostanie   ogłoszona   mobilizacja,   ty   także   spodziewasz   się 

background image

wezwania?

- Jasne, że tak - odparł Emanuel.
Te   słowa   wywołały   w   niej   dziwny   smutek.   Miałaby   go   stracić   na 

wojnie? Teraz, kiedy wreszcie zrozumiała, ile dla niej znaczy?

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Następnego   dnia   w   niedzielę   powitała   ich   deszczowa   pogoda.   Elise 

patrzyła przez okno zawiedziona, obawiając się, że Emanuel nie pojawi się 
w tak rzęsisty deszcz. Tęskniła za nim, mimo że nie widziała go raptem 
jedną   noc.   Na   jedenastą   planowali   pójść   do   kościoła,   by   posłuchać 

background image

zapowiedzi.

Nagle zauważyła mężczyznę z parasolem przechodzącego przez most. 

Czyżby   to   on...   Tak!   Serce   zabiło   jej   mocniej   i   radośnie   pobiegła   do 
kuchni, odsunęła fajerki i nastawiła dzbanek z kawą, by się podgrzała, 
mimo że jeszcze była ciepła. A potem otworzyła mu drzwi.

- Przychodzisz w taką pogodę!
Zamknął   parasol,   wszedłszy   pośpiesznie   do   przedsionka,   i   mocno   ją 

przytulił.

-   Deszcz   miałby   mnie   przestraszyć?   No,   co   ty   sobie   myślisz? 

Uśmiechnęła się do niego.

- Tęskniłem za tobą - dodał i pocałował ją w czoło, woląc nie ryzykować 

dziś więcej.

- Chodź, nastawiłam kawę.
- Po co ten pośpiech?
Roześmiała się głośno, czując, jak pulsuje w niej radość.
- Mama i chłopcy siedzą w kuchni i pewnie się zastanawiają, co z nami.
- A niech się zastanawiają. - Przyciągnął ją do siebie i zakrył jej usta 

pocałunkiem. Po chwili dodał chrapliwie: - Liczę dni i godziny! Wkrótce 
będziesz moja. Nie mogę wprost tego pojąć.

W ciasnym przedsionku, gdy obie pary drzwi były zamknięte, panował 

mrok. Wsunął jej dłoń pod koszulę i dotykając piersi, stwierdził szeptem: - 
Urosły. Może dlatego, że karmię cię masłem i mlekiem?

Nie   odpowiedziała.   Piersi   powiększyły   się   raczej   z   całkiem   innego 

powodu.

- Elise i Ringstad! - zawołał Peder. - Czemu nie wchodzicie do środka?
Puścił ją niechętnie i skierowali się do kuchni. Peder i Kristian siedzieli 

na podłodze i z płaskich drewienek strugali łódki.

-   Chodź,   Ringstad,   zobacz!   -   zawołał   Peder   podekscytowany.   - 

Wystrugamy całą flotę i popłyniemy aż do Ameryki.

- Mam nadzieję, że nie będziecie puszczać łódek po rzece, bo nie mam 

ochoty znów nurkować.

- Nie, pożyczymy od Elise balię do zmywania naczyń i nalejemy wody - 

zaśmiał się Peder.

Emanuel przywitał się uprzejmie z mamą i usiadł przy stole, a Elise 

poszła po kawę.

Mama popatrzyła na niego zatroskana i zapytała:
- Są jakieś nowe wieści o rokowaniach ze Szwecją?
-   Właśnie   rozmawiałem   z   Oscarem   Carlsenem   na   ten   temat.   Wielu 

wpływowych Szwedów czuje się głęboko dotkniętych rozwiązaniem unii i 

background image

domagają   się   zadośćuczynienia.   Uważają   postanowienia   z   siódmego 
czerwca za rewolucyjne i twierdzą, że parlament norweski nie powinien 
był   uchwalać   takich   decyzji   bez   udziału   Szwecji.   Jako   przyjaciele 
Norwegii są tym pominięciem bardzo rozgoryczeni.

Mama popatrzyła na niego z przerażeniem.
- W takim razie będzie wojna!
- Benjamin Vogt, który nawiązał kontakty pomiędzy naszymi władzami, 

twierdzi,   że   sposób   działania   Norwegów   stanowi   według   prawa 
międzynarodowego   powód   do   wypowiedzenia   wojny,   tak   zwany   casus 
belli.

Szwedzki premier Ramstedt ogłosił, że nie ma możliwości prowadzenia 

negocjacji   z   „nielegalnym   norweskim   rządem"   i   że   unia   została 
rozwiązana niezgodnie z prawem. Widać wyraźnie, że Szwedzi wciąż nie 
otrząsnęli się z zaskoczenia, i nadal istnieje poważne niebezpieczeństwo, 
że dojdzie do rozwiązań militarnych.

- W sanatorium mówiono o tym, że powinno się odbyć referendum na 

ten temat, między innymi po to, by dać Szwedom trochę czasu. Ponadto 
potrzebujemy króla.

Emanuel pokiwał głową.
- Europejskie monarchie obawiają się, że na północy powstanie nowa 

republika,   i   z   dużym   zainteresowaniem   śledzą   rozwój   zdarzeń.   Cesarz 
Wilhelm na przykład sugeruje, by wprowadzić na tron norweski księcia 
Valdemàra z Danii, natomiast norweski rząd wolałby chyba księcia Carla, 
innego   wnuka   króla   Danii.   Jego   żoną   jest   księżniczka   Maud,   córka 
brytyjskiego monarchy Edwarda VII i królowej Aleksandry, z pochodzenia 
Dunki. Christian Michelsen twierdzi, że dzieci księcia Valdemaro są za 
duże, by kiedykolwiek stać się Norwegami, natomiast syn księcia Carla, 
książę  Aleksander,   ma   dopiero   dwa   latka.   Ponadto   jego   zdaniem   żona 
księcia   Valdemaro   jest   zagorzałą   katoliczką,   co   nie   bardzo   pasuje   do 
realiów norweskich.

Elise   wraz   z   mamą   słuchały   opowieści   Emanuela   z   dużym   zain-

teresowaniem.

-   Jak   zareaguje   cesarz   Wilhelm,   jeśli   nie   posłuchamy   jego   rad?   - 

zapytała mama wyraźnie zmartwiona

- Obiecał zachować przyjazne uczucia dla Norwegii niezależnie od tego, 

jaki książę zasiądzie na tronie. - Emanuel zamilkł i zamyślił się na chwilę. 
- Car rosyjski Mikołaj II także chce, żebyśmy wybrali księcia Valdemaro. 
Obawia się bowiem, że Edward VII zyska zbyt wielkie wpływy, jeśli na 
norweskim tronie zasiądzie książę Carl. Póki co więc wszystko jest bardzo 

background image

niepewne.   Pozostaje   nam   jedynie   mieć   nadzieję,   że   nasz   rząd   dokona 
właściwego wyboru, a Szwedzi zachowają rozsądek.

Peder podniósł wzrok znad łódki, którą strugał, i zawołał:
-   Cholerni   szwedzcy   knechci.   Pozabijam   ich,   gdy   tylko   zostanę 

porządnym żołnierzem.

Mama spojrzeniem przywołała go do porządku.
- Jak wszyscy będą tak myśleć, to nigdy nie zapanuje pokój na świecie. 

W   Piśmie   Świętym   jest   napisane,   że   trzeba   raczej   nadstawić   drugi 
policzek.

Elise i Emanuel wymienili spojrzenia.
Rozległo się pukanie do drzwi, więc Elise pośpiesznie poszła otworzyć. 

Ku swemu wielkiemu zdumieniu zobaczyła Hildę.

- Mam dziś wolne po raz pierwszy, odkąd pracuję jako służąca. - Cała 

przemoczona od deszczu weszła do przedsionka, gdzie zdjęła płaszcz i 
powiesiła   na   haku.   -   Musiałam   przyjść,   żeby   zobaczyć,   jak   się   tu 
urządziliście.

- Dopiero co przyszedł też Emanuel. Siedzimy sobie w kuchni i pijemy 

kawę. Zamierzałam nawet odwiedzić cię dziś wieczorem, Hildo, żeby cię 
zaprosić na nasze wesele, które urządzimy tutaj.

Zobaczyła, że Hilda zesztywniała, nie potrafiła jednak rozgryźć wyrazu 

jej twarzy.

-   Zamierzacie   urządzić   wesele   tutaj?   W   tym   domu?   Elise   pokiwała 

głową z uśmiechem.

- A czemu nie we dworze u rodziców Emanuela?
Drzwi do kuchni otwarte były na oścież, Elise więc dała siostrze znak, 

by nieco ściszyła głos, i odparła krótko:

- Bo bardzo chcemy urządzić je tutaj.
Mama   wstała   od   stołu   i   podchodząc   do   córki   z   wyciągniętymi 

ramionami, zawołała:

- No wreszcie, Hildo!
- Przecież mówiłam, że przyjdę - odparła Hilda, uwalniając się z objęć 

mamy.

Elise od razu poznała, że siostra nie jest w humorze.
- No, jak ci tam jest, moje dziecko? - dopytywała się mama. - Wydaje mi 

się, że zeszczuplałaś. Chyba nie pracujesz ponad siły u tego majstra?

- Jest mi dobrze - odparła krótko Hilda, siadając ciężko na stołku. - 

Zostało dla mnie trochę kawy?

Emanuel uśmiechnął się i zagadnął:
- Widziałem cię któregoś dnia, jak wracałaś razem z Agnes ze sklepu.

background image

Hilda pokiwała głową i odszukała spojrzeniem Elise.
- Myślę, że przez jakiś czas powinnaś się trzymać od niej z daleka - 

powiedziała do siostry.

- Wciąż jest taka zła?
- A czy to takie dziwne? - Hilda popatrzyła na nią wyzywająco. - Ja też 

bym   nie   wybaczyła,   gdyby   chodziło   o   mnie.  Taki   cios,   i   to   ze   strony 
najlepszej  przyjaciółki!  Nie  rozumiem,   że   zdobyłaś  się   na   coś  takiego, 
znając jej uczucia - rzekła z wyrzutem.

Elise domyśliła się, że Agnes podjudziła Hildę przeciwko niej.
- Ależ to bzdura, Hildo - odezwał się Emanuel wyraźnie poirytowany. - 

Między Agnes a mną nigdy nic nie było. A w Elise zakochałem się od 
pierwszej chwili, gdy ją zobaczyłem, i potem nie mogłem już przestać o 
niej myśleć.

-   W   takim   razie   Elise   powinna   o   tym   szczerze   powiedzieć  Agnes, 

zamiast utwierdzać ją w przekonaniu, że myśli jedynie o Johanie.

- Elise myślała tylko o Johanie. To ja nie dawałem za wygraną!
-   Na   jedno   wychodzi.   Agnes   jest   całkiem   rozbita.   Powiedziała,   że 

najchętniej rzuciłaby się do wodospadu.

Emanuel poczerwieniał ze złości.
- Nigdy jej nie zachęcałem ani nie dawałem nadziei. Przeżyłem szok, 

kiedy się dowiedziałem, że zwolniła się z fabryki, żeby zamieszkać w tym 
samym  domu   co   ja.   Nie   rozumiem,   jak   w   ogóle   mogła   myśleć,   że   to 
cokolwiek zmieni.

- Tak czy inaczej tak się nie robi - upierała się Hilda, najwyraźniej nie 

mając zamiaru dać za wygraną.

- Ależ Hildo! Co to ma znaczyć? - wtrąciła się mama, patrząc na córkę z 

wyrzutem.   -   To   do   ciebie   niepodobne.   Zastajesz   swoją   starą   matkę   i 
rodzeństwo w nowym domu z gankiem pośród zielonych traw, na stole stoi 
jedzenie, a ty się zachowujesz w taki sposób?

Hilda poderwała się z miejsca i odburknęła:
- Mam co robić w wolny dzień, nie muszę tu siedzieć i wysłuchiwać 

twojego strofowania, mamo.

Do oczu mamy napłynęły łzy.
- Bardzo proszę, siadaj i opowiedz lepiej, co u ciebie.
Elise   obserwowała   mamę   zmartwiona.   Jakież   to   do   niej   niepodobne. 

Gdyby   coś   takiego   zdarzyło   się   jeszcze   parę   lat   temu,   wymierzyłaby 
Hildzie   soczysty   policzek   i   przywołała   ją   do   porządku.  W  Piśmie   jest 
bowiem napisane, że ten, kto kocha swoje dzieci, karze je. Gdy mama 
zachorowała, a ojciec odszedł, wszystko się zmieniło. Mama najwyraźniej 

background image

straciła siły, a choć choroba zdawała się ustępować, nie odzyskała dawnej 
energii.

Hilda   niechętnie   siadła   z   powrotem   na   stołku,   a   na   jej   twarzy 

odmalowała się znajoma przekora.

Przy stole zrobiło się cicho, wszyscy czekali na opowieść Hildy.
- Braciszek ma nianię - zaczęła Hilda, wbijając wzrok w blat stołu. - 

Zapytałam pana Paulsena, czy nie mogłabym się starać o tę posadę, bo 
czytałam nawet to ogłoszenie w gazecie, ale mi nie pozwolił. Powiedział, 
że mnie potrzebuje, mimo że ma zarówno pokojówkę, jak i kucharkę.

- Nianię? - Mama popatrzyła na nią, nic nie rozumiejąc.
-   Opiekunkę   do   dziecka   -  wyjaśniła   Hilda,   nie   podnosząc   wzroku.   - 

Posadę   dostała   dziewczyna   w   moim   wieku,   która   pracowała   jako 
pomocnica   prządki.   Teraz   chodzi   w   pięknym   czarnym   stroju   i 
wykrochmalonym   czepku,   jak   nianie   w   dobrych   rodzinach,   i   wozi 
Braciszka w wózku.

Elise miała wrażenie, że wszyscy wstrzymali oddech. Nawet Peder i 

Kristian przestali na moment strugać łódki i siedzieli cicho, nasłuchując. 
Jakaś dziewczyna zajmowała się Braciszkiem! Dla Hildy musiało to być 
straszne.

- Spotkałam ją w drodze do sklepu - głos Hildy zabrzmiał chrapliwie. - 

Zapytała mnie, czy nie chcę popatrzeć na dziecko. Chwaliła, że to dobry i 
pogodny   chłopczyk,   a   jego   matka   i   ojciec   są   z   niego   tacy   dumni. 
Stwierdziła, że nie widziała jeszcze dumniejszych rodziców.

Do oczu mamy napłynęły łzy.
- Nie mogłaś nic powiedzieć?
Elise,   która   nalawszy   kawy,   stanęła   przy   stole,   teraz   objęła   siostrę 

ramieniem i wyjaśniła mamie:

- Nie, mamo, nie mogła. Hilda podpisała dokument poświadczający, że 

zrzeka się praw do dziecka. Nie można już niczego zmienić. Jeśli zdradzi, 
że to ona urodziła dziecko, straci nie tylko posadę u pana Paulsena, ale 
ryzykuje także karę i inne nieprzyjemności. I na pewno już nigdy więcej 
nie zobaczy dziecka na oczy.

- Więc co zrobiłaś? - zapytała mama Hildę udręczonym głosem.
- Powiedziałam, że nie mam czasu, i uciekłam. Przy stole znów zapadła 

cisza.

Jak mogę oczekiwać, że Hilda się będzie cieszyć z mojego ślubu, jeśli 

ona jest taka nieszczęśliwa, pomyślała Elise. Równocześnie ogarnęła ją 
rezygnacja. Wciąż nie mogła się pogodzić z tym, że Hilda oddała swoje 
dziecko w obce ręce.

background image

- Uważam,  że  powinnaś spróbować  wrócić  do pracy   do przędzalni  i 

uwolnić się od pana Paulsena - rzekła, nie mogąc ukryć gniewu.

Hilda odwróciła się do niej, a jej oczy ciskały gromy.
- Uwolnić się od pana Paulsena? Myślisz, że jestem głupia? Gdyby nie 

on,   nie   wiem,   jak   bym   to   wszystko   przeżyła!   To   najmilszy   człowiek, 
jakiego   kiedykolwiek   spotkałam.   Dopiero   jak...   -   zarumieniła   się,   ale 
dodała: - Dopiero jak go poznałam, moje życie stało się znośniejsze. Jeśli 
jesteś taka ślepa z miłości, że już zapomniałaś, jakie wiedliśmy życie, to 
mogę ci przypomnieć! Mama leżała śmiertelnie chora w izbie, a ojciec 
wracał do domu pijany i bił wszystkich, na oślep, albo włóczył się po 
ulicach z dziwkami i innymi pijakami. W moich oczach to nie było żadne 
życie, tylko piekło.

Elise zauważyła, że mama zbladła jak płótno i chwyciła się za serce. 

Pośpiesznie więc podeszła do niej i objęła ramieniem.

-   Nie   przejmuj   się   tym,   mamo!   Hilda   mówi   tak   dlatego,   że   jest 

nieszczęśliwa z powodu Braciszka.

Emanuel nie odzywał się od dłuższej chwili, teraz jednak zabrał głos:
-   Rozumiem   cię,   Hildo,   ale   ten   smutny   czas   minął.   Twój   ojciec 

spoczywa   w   pokoju,   mama   wyzdrowiała.   Jeśli   chcesz,   możesz 
wprowadzić   się   tu   do   nas.  Twoje   łóżko   stoi   w   sypialni   mamy.   Jestem 
pewien, że nadzorca pomoże ci znaleźć pracę w przędzalni.

Hilda potrząsnęła głową gwałtownie.
- To ostatnie, czego bym chciała. Ledwie wytrzymywałam nadzór Elise, 

a teraz miałabym trzy  dorosłe osoby, które by mi mówiły, co mogę, a 
czego nie mogę robić. Poza tym jest mi dobrze. Nie mamy karaluchów ani 
wszy i nie musimy strząsać z siebie pcheł, nim się położymy spać.

Peder siedział cicho na podłodze i wpatrywał się w siostrę.
- Wolisz mieszkać w pięknej willi niż być szczęśliwa, Hilda?
- Zamknij się, smarkaczu!
- Hilda! - tym razem Elise zwróciła jej uwagę. Wciąż obejmowała mamę 

ramieniem i zauważyła, że mama aż się wzdrygnęła.

-   Dość   tego!   Rozumiemy,   że   przeżyłaś   coś   strasznego   i   że   jesteś 

zrozpaczona,   ale   nie   musisz   sobie   tego   odbijać   na   nas.   Niestety,   sama 
musisz wypić to piwo, którego nawarzyłaś.

Spodziewała   się,   że   Hilda   znów   się   poderwie   od   stołu   i   wybiegnie, 

tymczasem siostra ucichła, a po chwili zadrżały jej ramiona od tłumionego 
płaczu.

Elise westchnęła zrezygnowana.
- Wybieramy się do kościoła, bo dziś będą odczytane nasze zapowiedzi. 

background image

W następną sobotę odbędzie się ślub.

Hilda podniosła gwałtownie głowę i posłała jej zdziwione spojrzenie.
- Strasznie się śpieszycie! - prychnęła, ale potem nagle jakby coś sobie 

uświadomiła, bo zmienił jej się wyraz twarzy. Spojrzała na Elise pytająco, 
ale nic nie powiedziała. - Co ja włożę na siebie? - rzekła po chwili.

Elise   odetchnęła,   a   fala   ulgi   przetoczyła   się   przez   jej   ciało.   Przez 

moment bała się, że Hilda zdradzi, co jej przyszło na myśl, ona przecież 
wiedziała, co się stało...

- Pożyczymy odświętne ubrania. Dla ciebie także.
- Kto będzie twoją druhną?
- Chciałam spytać o to Agnes, ale może to nie najlepszy pomysł. Hilda 

pokręciła głową.

- Na twoim miejscu nawet bym nie próbowała.
- W takim razie zapytam Annę. Ty, Hildo, jesteś za młoda.
Całą gromadą udali się do starego kościoła Gamie Aker.
Emanuel obejmował Elise ramieniem, a gdy byli już blisko, pochylił się 

nad nią i szepnął:

- Za tydzień będziesz moją żoną, Elise. Wciąż wydaje mi się, że to sen.
Odwzajemniła jego uśmiech i odpowiedziała:
- Razem stawimy czoło wszystkim kłopotom. Nawet tym, które mają 

związek z kłótliwą siostrą, jej dzieckiem i twoimi rodzicami, którzy nie 
chcą mieć nic wspólnego ze swoją synową.

- Wszystko się ułoży, Elise. Za jakiś czas mama i ojciec zaproszą nas do 

dworu. Co się zaś tyczy Hildy, to myślę, że ona sobie poradzi. Teraz jest 
jej bardzo ciężko, ale przeciwności losu wzmacniają charakter.

Do kościoła ciągnęli tłumnie wierni. Wyglądało na to, że i tej niedzieli 

jak   zwykle   na   mszy   będzie   pełen   kościół   ludzi.   Wąsaci   mężczyźni   w 
słomkowych   kapeluszach   i   wykrochmalonych   koszulach   podpierali   się 
posrebrzanymi   laseczkami.   Kobiety   w   szeleszczących   sukniach   na 
jedwabnych halkach miały figury niczym klepsydry. Ich głowy ozdabiały 
kapelusze ze strusimi piórami lub kwiatami. Wciskały się między ławki, a 
towarzyszyli im mali chłopcy w marynarskich ubrankach z granatowymi 
kołnierzami i w czapeczkach z błyszczącymi daszkami oraz dziewczynki 
w ciemnych pończoszkach, białych sukienkach z jedwabnymi wstążkami i 
słomkowych kapelusikach.

Elise   nikogo   nie   znała.   Ci   robotnicy   znad  Aker,   którzy   chodzili   do 

kościoła, wybierali raczej nowy kościół na osiedlu Sagene, a nie ten, który 
stał tuż przy wzgórzu Aker.

Próbowała   skupić   się   na   słowach   pastora,   ale   miała   z   tym   pewne 

background image

kłopoty. W głowie kłębiło jej się "tyle różnych myśli. Zauważyła, że mama 
popłakuje ukradkiem, ale nie wiedziała, czy nad nieszczęściem Hildy  i 
wnuka, którego straciła, czy też były to łzy radości z powodu zbliżającego 
się ślubu.

Od strony zakrystii doleciał płacz dziecka. Miał się odbyć chrzest. W 

chwili gdy przed ołtarz przyniesiono dwoje dzieci, Elise zauważyła, że 
Hilda   wyciągnęła   szyję,   a   potem  jęknęła,   wstała   gwałtownie   z   ławki  i 
przecisnęła się do wyjścia. Twarz jej skamieniała.

- Co ci jest? - wyszeptała Elise, patrząc na nią zdezorientowana.
-   Nie   widzisz?   Będzie   chrzczony   Braciszek!   -  wyrzuciła   z   siebie   ze 

szlochem, po czym wybiegła.

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Elise siedziała jak porażona, wpatrując się w stronę ołtarza. Nie sądziła, 

że   mama,   Emanuel   czy   chłopcy   słyszeli   słowa   Hildy,   mama   jednak 
pochyliła się nad nią i zapytała:

- Czy Hilda się źle poczuła? Skinęła tylko głową, nie odwracając się.
Młoda   piękna   kobieta   ubrana   na   biało   podeszła   do   chrzcielnicy   z 

dzieckiem na ręku. Dziecko miało na sobie długą białą szatkę specjalnie 
do chrztu ozdobioną koronkami i jasnobłękitnymi jedwabnymi wstążkami. 
Obok stała druga młoda kobieta ubrana w jedwab i aksamit.

- Jakie imię wybraliście dla dziecka? - rozległo się pytanie pastora.
- Isac Elias Laurentius - odpowiedziała kobieta głosem cichym i cienkim 

jak u dziewczynki.

- Chrzczę cię w Imię Ojca i Syna i Ducha.Świętego...
Nagle rozległ się głośny płacz niemowlęcia, zagłuszając słowa pastora.
Elise wstrzymała oddech. Oprócz majstra, który z pewnością siedział 

gdzieś z przodu, była jedyną osobą w całym kościele, która wiedziała, że 
chrzczony jest jej własny siostrzeniec. Prawdziwa matka chłopca, ta, która 
wydała go na świat, nie była obecna. Zapewne stała przed kościołem i 
płakała. Ale ojciec uczestniczył w ceremonii, choć oficjalnie występował 
jako wuj chłopca...

Isac...   A   więc   tak   się   będzie   nazywał   pierwszy   wnuk   mamy, 

pierworodny syn Hildy, mój własny siostrzeniec. Na nazwisko Paul-sen, 
tak jak majster.

background image

Dziedzic majstra i jego sekretny syn...
Będzie   się   wychowywał   na   szczycie   wzgórza  Aker,   nie   wiedząc,   że 

służąca w sąsiedniej willi jest jego prawdziwą matką. Elise poczuła, jak 
narasta w niej gniew. Jaki to wszystko ma sens? - zastanawiała się.

Nie   słuchała   nawet   uważnie   zapowiedzi   odczytanych   potem,   wstała 

tylko dlatego, że podniósł się z miejsca Emanuel. Jej myśli krążyły wciąż 
wokół Hildy, jej synka i ich dramatu.

Kiedy wyszli z kościoła, rozejrzała się, by odnaleźć siostrę, ale nigdzie 

jej nie zauważyła. Przestało już padać, lecz niebo wciąż zasnuwały ciężkie, 
ciemne chmury, grożąc kolejną ulewą.

- Wiesz może, co znowu z tą Hildą? - zapytała mama, rozglądając się 

wokół z niepokojem. - Kto to widział opuszczać kościół w samym środku 
mszy!

Elise  popatrzyła na  nią  w  milczeniu,  zastanawiając się,  czy  powinna 

powiedzieć prawdę. W końcu się zdecydowała.

-   Wiem,   dlaczego   Hilda   wyszła.   Chłopiec,   który   był   chrzczony,   to 

Braciszek.

Mama otworzyła usta ze zdumienia, a Emanuel i chłopcy znieruchomieli 

i wpatrywali się w nią bez słowa.

- Mówisz, że to był nasz Braciszek? - Peder pierwszy otrząsnął-się z 

szoku.

Elise pokiwała głową i pogłaskała go po sterczącej grzywce.
- Tak, Peder. Otrzymał na chrzcie imię Isac. Hilda nie wiedziała, że 

będzie dziś chrzczony, nic dziwnego, że tak się zdenerwowała.

- Ale jak... To znaczy... - urwała mama, patrząc na nią oszołomiona.
-   Hilda   pewnie   poznała   kobietę,   która   jest   teraz   matką   jej   synka. 

Widziała ją na ulicy, więc wie, jak wygląda. A ty ją znasz? - zapytała Elise, 
zwracając się do Emanuela. - Zwróciłeś uwagę, kto to był?

Pokręcił głową, najwyraźniej przerażony tym, czego się dowiedział.
- Z daleka nie widziałem dokładnie. Nie przyglądałem się zresztą.
Z kościoła wychodzili ludzie, a oni stali z boku i ich obserwowali.
- Chcesz, żebyśmy już poszli? - zapytała Elise, zerkając na mamę.
Mama zacisnęła zęby i potrząsnęła głową.
- Nie, chcę go zobaczyć. To mój wnuk. Nie ruszyli się więc z miejsca.
Wreszcie   z   kościoła   wyniesiono   ochrzczonego  chłopca.   Elise,   mama, 

chłopcy stali niczym zaczarowani i wpatrywali się w młodą piękną parę, 
która z uśmiechem opuściła kościół. Kobieta trzymała dziecko, a jej mąż 
otoczył ją ramieniem i pochylał się z dumą nad maleństwem. Szepnął coś 
żonie do ucha, a ona posłała mu przekorny uśmiech.

background image

- Nie zamierzam używać obu imion, mówiłam ci już. Isac wystarczy na 

co dzień.

W   tym   związku   najwyraźniej   do   kobiety   należy   ostatnie   słowo, 

pomyślała Elise.

W   tej   samej   chwili   zauważyła   majstra,   który   wyszedł   z   kościoła, 

pochłonięty   rozmową   z   pastorem.   Odwróciła   się   więc   szybko   i   po-
wiedziała do najbliższych:

- Nie gapcie się tak. Idzie pan Paulsen.
Wszyscy spojrzeli w przeciwną stronę, poza Emanuelem, który ukłonił 

się zarówno majstrowi, jak i pastorowi.

Gdy   tylko   odeszli   na   bezpieczną   odległość,   Elise   zwróciła   się   do 

Emanuela z pytaniem:

- Znasz pana Paulsena?
- Tylko z widzenia - odparł. - Bardziej znają go Carlsenowie, choć nie 

należy do grona ich najbliższych przyjaciół.

- Myślisz, że on się domyślił z zapowiedzi, że to my bierzemy ślub?
- Tak. Posłał mi zdziwione spojrzenie. Mam nadzieję, że dało mu to 

trochę do myślenia. s

- Że ty żenisz się ze mną, podczas gdy on wykorzystuje Hildę?
- Coś w tym rodzaju.
- Chodźmy! Wracajmy do domu napić się kawy. Poza tym musimy się 

posilić.   Wczoraj   kupiłam   tanią   słoninę   u   rzeźnika.   Zapłaciłam   tylko 
dwadzieścia pięć ore za płat, bo chciał go sprzedać przed niedzielą. Do 
tego dostałam też wiaderko wywaru na zupę.

- Ale co z Hildą? - mama wyglądała na zmartwioną.
- Na pewno przyjdzie, skoro majster wybiera się na chrzciny.
- Biedny Braciszek - ubolewał Peder ze łzami w oczach. - Nie dostanie 

do zabawy ani kamyków, ani kółka, nawet nie będzie się mógł bawić w 
policjantów i złodziei.

- A skąd wiesz? - spojrzał na niego poirytowany Kristian.
- Ci bogaci chodzą ubrani w marynarskie ubranka, nie wolno im się 

pobrudzić.

Szli w milczeniu w dół ku rzece. Mama rozglądała się na wszystkie 

strony   w   nadziei,   że   zauważy   gdzieś   Hildę.   Elise   szła   za   rękę   z 
Emanuelem i myślała o Braciszku. Natomiast Peder i Kristian kłócili się 
jak zwykle.

Emanuel uścisnął jej dłoń.
- Wszystko się ułoży, Elise. Myślę, że maleństwu nie będzie się tam 

działa   krzywda.   Pozostaje   nam  jedynie   mieć   nadzieję,   że   Hilda   spotka 

background image

jakiegoś porządnego młodego mężczyznę, którego poślubi, i będzie z nim 
miała dużo dzieci.

Elise pokiwała głową i zapytała:
- Pójdziesz ze mną po obiedzie do Anny?
- Wydaje mi się, że będzie lepiej, jeśli pójdziesz tam sama. Łatwiej jej 

będzie wówczas szczerze z tobą porozmawiać.

- Myślisz, że uda się nam wypożyczyć wózek dla niej na dzień naszego 

ślubu?

- Tak, jestem tego pewien. Właściwie ona powinna mieć własny wózek - 

dodał   zamyślony.   -   Wówczas   jej   mama   mogłaby   wyprowadzać   ją   na 
spacery na słońce.

- Ale jak pokonałaby te wszystkie schody?
- Ktoś musiałby ją znieść.
-   Nie   ma   takiego   kogoś.   Przynajmniej   w  Andersengarden.   Emanuel 

zmarszczył czoło.

- Ale chyba coś da się zrobić.
Gdy przeszli przez most i skręcili w kierunku domu majstra, zza chmur 

wyjrzało słońce.

Mama uśmiechnęła się, mówiąc:
- Wkrótce przyjdzie Hilda.
Błogosławione   słońce,   pomyślała   Elise.   Zawsze   nastrajało   mamę 

optymistycznie.

Ledwie zdążyli zasiąść do stołu, gdy usłyszeli za oknem lekkie kroki. 

Drzwi były otwarte na oścież, by słońce wpadało do środka.

- Ale zapachy! - odezwała się Hilda, wsuwając głowę przez drzwi. - Czy 

dla mnie znajdzie się też jakiś kąsek?

- Oczywiście - odpowiedziała mama, a jej twarz się rozpromieniła.
Elise zerknęła ukradkiem na siostrę. Oczy miała spuchnięte od płaczu. 

Dobrze, że z siebie to wyrzuciła, westchnęła Elise w duchu. Na zewnątrz 
znów rozległy się szybkie kroki, tym razem przyszedł Evert.

- A co to, jakaś uroczystość? - zapytał i rozejrzał się uważnie, a gdy 

wzrok   jego   padł  na   talerz   ze   słoniną,   oczy   zrobiły   mu   się   wielkie   jak 
guziki.

-   Siadaj,   Evert   -   zaprosiła   go   Elise.   -   Zmieścicie   się   z   Pederem   na 

jednym stołku.

Wstała pośpiesznie i dostawiła jeszcze jeden metalowy talerz.
Gdy   już   zjedli,   mama   miała   ochotę   trochę   odpocząć,   a   Emanuel 

zaproponował, że pogra z chłopcami w piłkę nożną. Hilda powiedziała, że 
musi   wracać,   ale   Elise   nie   była   pewna,   czy   mówi   prawdę.   Siostrze 

background image

niełatwo było ukryć, jak jest jej ciężko, ale starała się cieszyć z powodu 
zbliżającego się ślubu Elise i Emanuela.

-   Spotkałaś   może   ostatnio   Loranga?   -   odważyła   się   spytać   Elise, 

natychmiast   jednak   uświadomiła   sobie   niezręczność,   bo   twarz   Hildy 
pociemniała.

- Czemu pytasz?
- Nic takiego, zastanawiałam się. W zeszłym roku o tej porze. ..
-   Zamknij   się!   -   Hilda   odwróciła   się   od   niej   i   gniewnym   krokiem 

skierowała się ku drzwiom.

Elise posłała Emanuelowi bezradne spojrzenie.
-   Zostaw   ją   w   spokoju,   Elise   -   powiedział   cicho,   uśmiechając   się 

pogodnie. - Dzisiejszy dzień jest dla niej wyjątkowo trudny.

Dziwnie jakoś było znów wchodzić po schodach w Andersengarden, na 

których jak zwykle unosił się nieprzyjemny smród. Nie wszyscy pilnowali 
porządku tak jak pani Thoresen.

Zapukała do drzwi, czekając, aż usłyszy: „Proszę".
Zastała panią Thoresen przy zmywaniu naczyń. Na drewnianej ławce 

stały   dwa   opróżnione   do   połowy   wiadra   z   wodą,   pod   spodem   zaś 
schowane   było   wiadro   do   szorowania   podłóg   i   szczotka   oraz   mokra, 
pachnąca   ługiem   szmata.   Nawet   dziś,   w   niedzielę,   sąsiadka   szorowała 
podłogę! Czy też ona nie może odpocząć choć jeden dzień?

- Dzień dobry, pani Thoresen.
-   O,   czemuż   to   zawdzięczamy   wizytę   jaśnie   pani?   -   zapytała,   nie 

przerywając zmywania i nawet nie odwracając głowy.

-   Przyszłam   zaprosić   was   na   ślub   i   wesele.   -   Zapadła   cisza.   Elise 

pomyślała   sobie,   że   powinna   jej   była   oszczędzić   tego   rozgoryczenia. 
Przecież to jej syn miał stać u boku Elise na ślubnym kobiercu tego lata! 
Jednak   mama   uznała,   że   obraziliby   sąsiadkę,   nie   proponując   jej 
zaproszenia.   -   Rozumiem,   że   dla   pani,   pani   Thoresen,   to   bolesne,   ale 
byliście zawsze naszymi najlepszymi przyjaciółmi. Oprócz pani Evertsen z 
czynszówki chcemy zaprosić tylko was.

-   A  co,   mam   według   ciebie   znieść   łóżko   z  Anną   po   schodach?   - 

odezwała się zgryźliwie.

- Emanuel pożyczy wózek z Armii Zbawienia. Zamierzam spytać Annę, 

czy nie zechciałaby być moją druhną.

Pani   Thoresen   wrzuciła   z   impetem   metalowe   talerze   do   balii   z 

mydlinami, aż woda rozprysnęła się na boki.

- Anna druhną? Chyba straciłaś rozum! - Odwróciła się gwałtownie i z 

purpurową   twarzą   dodała:   -   Czyś   ty   zwariowała,   Elise?   Najpierw 

background image

odwracasz   się   plecami   do   Johana,   potem   kradniesz  Annie   sprzed   nosa 
kogoś, kogo uwielbiała, a teraz chcesz ją jeszcze dalej dręczyć?

Elise przełknęła ciężko ślinę.
- Myślę, że ona potraktuje to nieco inaczej.
- To idź i ją zapytaj! Zobaczysz, czyjej oczy zabłysną z radości. Przez 

moment Elise zastanawiała się, czy nie odwrócić się na

pięcie i pójść do domu, ale wzięła się w garść, przeszła przez kuchnię i 

zapukała do drzwi izby.

Anna siedziała w łóżku podparta poduszkami. Okno miała otwarte, na 

tacy przed sobą przybory do pisania.

- To naprawdę ty, Elise? Ależ mi sprawiłaś radość! Już się bałam, że nie 

będziesz tu do mnie zaglądać, gdy się wyprowadzisz.

- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, nawet jeśli już nie mieszkamy w 

jednym domu.

- Prawie najlepszą - zaśmiała się Anna. - Przecież to Agnes jest twoją 

powiernicą, z tego, co wiem.

- Już nie.
Anna odłożyła ołówek i popatrzyła na nią zdezorientowana.
- Już nie? Serdeczne przyjaciółki pozostają w przyjaźni przez całe życie!
-   Też   tak   myślałam,   ale   Agnes   strasznie   się   pogniewała,   gdy   jej 

powiedziałam,   że   wychodzę   za   mąż   za   Emanuela.   -   Uśmiechnęła   się 
zakłopotana. - Spotkała go kiedyś w Świątyni i się zakochała.

- Biedny Emanuel! - uśmiechnęła się Anna. - To musi być męczące mieć 

tak wiele wielbicielek. Kiedy będzie ślub, Elise?

- W najbliższą sobotę. Przyszłam, by cię zapytać, czy nie zechcesz być 

moją druhną.

Uśmiech zgasł na' twarzy dziewczyny, która nagle wydała się bardzo 

udręczona.

- Owszem, strasznie bym chciała, ale powinnaś wiedzieć, że to nie jest 

możliwe.

- Emanuel obiecał pożyczyć wózek z Armii Zbawienia. On też zniesie 

cię po schodach.

- Naprawdę? - Anna popatrzyła na nią z niedowierzaniem i w jednej 

chwili jej twarz rozpromieniła się, a oczy rozbłysły.

- Chcesz?
- Oczywiście, że chcę!
Elise ociągała się trochę, ale powiedziała:
- Twoja mama bała się, że sprawię ci tym tylko przykrość. Nie chodziło 

jej o Johana, ale o...

background image

- O Emanuela? - Anna uśmiechnęła się. - Życzę wam, Elise, wszystkiego 

najlepszego, choć nie ukrywam, że wolałabym być na twoim miejscu. Nie 
jestem zazdrosna z natury, jestem tylko zła na te moje głupie nogi!

- Dobrze to  rozumiem.  Modlę  się  o cud,  żebyś odzyskała  władzę  w 

nogach   i   mogła   znów   chodzić.   Cuda   się   zdarzają,   czytałam   o   tym   w 
szkole.

Anna pokręciła głową z uśmiechem.
-   Miła   jesteś,   Elise.   Ja   jednak   przestałam   już   marzyć.   Piszę   list   do 

Johana. Wcześniej wyjaśniłam mu, że plotki o tobie i Emanuelu to bzdura, 
ale nie wiem, czy mi uwierzy, zwłaszcza teraz, gdy postanowiliście wziąć 
ślub.

- Wiem, będzie przekonany, że to nie były tylko plotki. Przykro mi, gdy 

o tym myślę.

- Spróbuję go nakłonić, by zrozumiał. Napisałam, że stary Torgny chciał 

was   wyrzucić,   a   Hilda   wyprowadziła   się   i   na   ciebie   spadł   obowiązek 
utrzymania całej rodziny. On zrozumie na pewno, że wychodzisz za mąż z 
rozsądku. Musiałaś podjąć taką decyzję, żeby przeżyć.

Elise nie miała śmiałości spojrzeć jej w oczy. Z jednej strony była to 

prawda, ale niebawem Anna przekona się, że były też inne powody...

Anna szukała czegoś w swoich papierach i wyciągnęła zmiętą kartkę.
- Dostałam od niego list. Podobno jest teraz rzeźbiarzem i wykonuje 

nagrobki dla znanych osób. Dyrektor więzienia chwali go i mówi, że jest 
bardzo zdolny.

Elise poczuła znów wyrzuty sumienia, ale równocześnie ciepło jej się 

zrobiło na sercu z powodu Johana.

- Jak dobrze! - rzekła. - Na pewno się cieszycie.
-   Mama   w   to   w   ogóle   nie   wierzy   -  westchnęła  Anna.   - Ale   też   nie 

wierzyła,   gdy   w   szkole   mówili   jej,   że   Johan   rysuje   najładniej   ze 
wszystkich   dzieci.   Jest   pewna,   że   Johan   pisze   tak   dlatego,   by   nas  po-
cieszyć.

Elise z rezygnacją pokręciła głową.
- Zaprosiłam ją na ślub, ale tylko się rozzłościła. Właściwie rozumiem 

dlaczego. To Johan miał stać ze mną na ślubnym kobiercu. Zdaję sobie 
sprawę, że oczekuję za wiele, pragnąc, by się radowała z mojego powodu, 
ale   moja   mama   obawiała   się,   że   poczuje   się   dotknięta,   jeśli   jej   nie 
zaprosimy.   Oprócz   was   z   naszej   czynszówki   zapraszamy   tylko   panią 
Evertsen. Wiesz, w domu nie ma tyle miejsca.

Anna popatrzyła na nią badawczo.
-   Ciężko   ci,   Elise?   To   znaczy...   Mama   słyszała,   że   jego   rodzice...   - 

background image

urwała i ugryzła się w język. - Czy wesele nie powinno się odbyć we 
dworze?

- Emanuel uważa, że z czasem się wszystko ułoży, ale prawdą jest to, co 

słyszałaś.   Jego   rodzice   byli   przerażeni.   Mieli   nadzieję,   że   ich   synowa 
wywodzić się będzie z tych samych kręgów co oni. Najchętniej widzieliby 
w tej roli jakąś córkę bogatego gospodarza, która nakłoniłaby Emanuela 
do powrotu do dworu.

- Przyjadą na ślub?
- Emanuel ma taką nadzieję. Jutro zamierza wybrać się do Telegrafu i 

wysłać do nich telegram. Jest też zaproszona jakaś jego stara ciotka. - Elise 
wzdrygnęła   się  i  dodała: -  Boję  się,  Anno.  Oni przywykli  do  zupełnie 
innych warunków.

- Nie twoja winna, że urodziłaś się w biednej robotniczej dzielnicy.
- Jego matka powiedziała mi, że podobne dzieci bawią się najlepiej. Nie 

ma osobiście nic przeciwko mnie, ale uważa, że Emanuel zniszczy swoją 
przyszłość, żeniąc się ze mną.

- Zniszczy swoją przyszłość? - Anna zdenerwowała się. - A co to za 

snobka!

- Ja ją właściwie rozumiem. Pragnie z całego serca, by Emanuel wrócił 

do domu i razem z rodzicami gospodarował we dworze. Jest jedynakiem i 
dziedzicem. Ona uważa, że ja go zwiążę z miastem.

- Czy nie lepiej by było, gdyby cię zapytała, czy ty byś się nie zgodziła 

wprowadzić do nich? Mogłaby cię też poprosić, byś spróbowała wpłynąć 
na   Emanuela.   A   skoro   tego   nie   uczyniła,   to   znaczy,   że   kieruje   się 
snobizmem. Pewnie nie pasuje im, by robotnica została synową w dużym 
dworze. - W głosie Anny słychać było nutkę pogardy.

Elise spuściła wzrok. Anna miała rację, nie chciała jednak dać po sobie 

poznać, jak bardzo ją to boli.

- Wiesz co, Elise? - po głosie Anny można było poznać, że jest gotowa 

do walki. - Przyjdę na ten ślub! Jeśli zdołacie mnie znieść po schodach, 
doprowadzić do kościoła, a potem w dół do domku nad rzeką, pokażę tym 
ludziom, że nie liczy się fasada. Już się na to cieszę!

Elise roześmiała się rozbawiona.
-  A  co   ty   też   zamierzasz   im   powiedzieć?   Pamiętaj,   że   nie   wolno   ci 

obrazić rodziców Emanuela, Anno!

- Nie obawiaj się - potrząsnęła głową Anna. - Będę się zachowywała jak 

kulturalny i dobrze wychowany człowiek. Ale chyba wolno mi zadać parę 
niewinnych pytań? Albo opowiedzieć im, jak to jest być takimi jak my. 
Albo wyrazić zdziwienie, dlaczego Bóg narodził się w żłobie, a nie w 

background image

wyściełanej jedwabiem kołysce.

- Stwierdzą, że tak już jest na tym świecie. Co powtarzał zwykle Johan? 

Mówił, że ci dobrze urodzeni stoją nad nami tak wysoko jak sam Bóg. Tak 
było, jest i będzie.

Anna potrząsnęła energicznie głową.
- Nie, Elise, tak nie będzie zawsze. Robotnicy zdołają w końcu dotrzeć 

ze swym posłaniem do wszystkich ludzi. Jestem co do tego przekonana. 
Bez robotników nie będzie fabryk. Bez fabryk towarów. Za pięćdziesiąt 
albo sto lat ich praca będzie równie ceniona jak praca nauczycieli czy 
kościelnego. I będą otrzymywać równie wysoką zapłatę.

- Jak dobrze, że są jeszcze na tym świecie optymiści! - zaśmiała się 

Elise, ale zaraz spoważniała. - Zdołasz namówić swoją mamę, jak sądzisz?

- Oczywiście. Pozostaw to mnie.
- A ty jak zniesiesz ten dzień? Nie będzie ci przykro? Anna potrząsnęła 

znowu głową.

- Nie wierzysz mi, gdy ci mówię, że nie jestem zazdrosna?
- Dobry z ciebie człowiek, Anno. Za dobry jak na ten świat.
Ale   kiedy   potem   wyszła   z   izby,   przeniknął   ją   nagle   nieprzyjemny 

dreszcz. Dlaczego tak powiedziałam? Zupełnie jakby Anna nie należała do 
tego miejsca na ziemi i miała nas opuścić.

Otrząsnęła się z nieprzyjemnych myśli. Przypomniała sobie, że kiedyś 

podobnie   pomyślała   o   Pederze.   Wtedy   też   ją   to   przeraziło.   Teraz 
postanowiła w duchu, że nigdy więcej nie pomyśli o nikim w taki sposób.

Pani Thoresen właśnie wchodziła do kuchni ze ściągniętym ze sznura 

praniem.   Czy   ona   nie   słyszała,   że   należy   dzień   święty   święcić?   - 
zastanawiała   się   Elise.   W   pierwszym   odruchu   zamierzała   pośpiesznie 
wyjść z kuchni, ale zaraz wzięła się w garść i powiedziała:

-  Anna   chętnie   będzie   moją   druhną.   Ona   jest   naprawdę   wspaniałym 

człowiekiem.

- A czy ma jakieś inne wyjście?
Jako dziecko Elise wciąż słyszała, że nie wolno odpowiadać dorosłym, 

ale tym razem nie zdołała się powstrzymać.

- Owszem, mogłaby leżeć i płakać albo pomstować na los. Ona jednak 

zaciska zęby i na przekór wszystkiemu się śmieje. Wszyscy moglibyśmy 
się od niej wiele nauczyć.

Pani Thoresen posłała jej wściekłe spojrzenie i odwróciła się plecami.
Dopiero gdy Elise wyszła na ulicę, odetchnęła z ulgą. Dobry Boże, jak 

ja się boję tego ślubu i wesela! - pomyślała.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Kiedy następnego dnia Elise wracała z fabryki, po przejściu przez most 

wpadła wprost na podekscytowanego Pedera.

- Wiesz   co,  Elise?   Byliśmy   w   kinematografie! Widzieliśmy   ruchome 

obrazy!

- Tak? - Elise popatrzyła na niego zdumiona.
- Ringstad nas zabrał! Everta też się zgodził zabrać. Widzieliśmy Zemstę 

kucharki. Tak się śmialiśmy, że Evert aż spadł z ławki.

background image

- Opowiedz! - poprosiła rozbawiona Elise.
- My, dzieciaki, siedzieliśmy na ławkach z przodu, a za nami było pełno 

ludzi, którzy oglądali na stojąco. Bilet kosztował pięć ore za każdego, więc 
coś mi się zdaje, że Ringstad nie ma już pieniędzy na wesele.

- Myślę, że nie wydał wszystkiego - roześmiała się Elise. - Jak tam 

było? Opowiedz coś więcej!

- Maszynista kręcił i kręcił. Czasami się za bardzo rozpędzał i ludzie na 

obrazach tylko migali. Wtedy wszyscy, którzy oglądali, tupali głośno w 
podłogę.   Gdy   po   chwili   zwolnił   za   bardzo,   znów   musieliśmy   tupać. 
Zobaczyliśmy,   jak   wygląda   w   domach   u   bogaczy.   Palmy   w   salonach, 
dywany na podłodze i służące w czepkach na głowach. Kucharka wylała 
wodę   do   łóżka   swojego   pana,   żeby   się   na   nim   zemścić,   a   jego   żona 
myślała,   że   on   się   zsikał!  Aż   rechotaliśmy   ze   śmiechu.   Potem  ogłosili 
dziesięć minut przerwy, bo maszynista musiał zmienić szpulę. Tak mówił 
Ringstad. Na ścianach wisiały napisy „Nie pluć na podłogę!", a jedna pani 
grała   na   pianinie.   Ringstad   mówi,   że   bogaci   ludzie   nie   chodzą   do 
kinematografu, bo nie chcą siedzieć obok byle kogo. Ale ja widziałem 
jedną panią w dużym kapeluszu z piórami!

Peder był taki ożywiony, że podał Elise rękę, całkiem zapominając, że 

jest już na to za duży.

- Następnym razem pójdziesz z nami na Polowanie na niedźwiedzia albo 

Policmajstra. Podobno bardzo ciekawe! Słyszałem, że ludzie aż mdleją z 
wrażenia.

- Mam nadzieję, że pięknie podziękowaliście Emanuelowi za to, że was 

ze sobą zabrał.

- Oczywiście. Evert dał mu nawet za to jeden kamyk ze swej kolekcji.
Nad   brzegiem   rzeki   zauważyli   Kristiana   z   chłopakami,   Peder   więc 

puścił jej dłoń i ruszył do nich w podskokach.

Elise   z   uśmiechem   skręciła   do   domu,   nie   spuszczając   wzroku   z 

najmłodszego brata. Jej serce przepełniła radość. Przypomniało jej się, jaki 
był   uradowany,   gdy   opowiedziała   o   ślubie.   Cóż,   samo   życie!   Jedni   są 
rozgoryczeni,   inni   się   cieszą.   Postanowiła   nie   zwracać   uwagi   na   tych, 
którzy   ją   potępiają,   i   cieszyć   się   wraz   z   tymi,   którzy   nie   ukrywają 
zachwytu.

Mama była właśnie bardzo zajęta czyszczeniem okien starymi gazetami.
- Nie mam pojęcia, jak zdołamy zdążyć ze wszystkim - narzekała. - Nie 

rozumiem,   dlaczego   wyznaczyliście   termin   już   na   tę   sobotę.   Ludzie 
zwykle potrzebują więcej czasu na przygotowanie wesela.

Elise   nie   odezwała   się,   pomyślała   tylko,   że   wnet   mama   zrozumie 

background image

dlaczego.

- I to w sobotę! - Mama nie dawała za wygraną. - A co, jeśli akurat 

opróżniać będą latryny i będzie śmierdziało na całym osiedlu?

-   Przecież   zwykle   opróżniają   latryny   w   piątki   wieczorem,   a   smród 

rzadko utrzymuje się aż do następnego dnia.

- Peder znów przyniósł ze szkoły wszy. Pomyśl, jeśli zobaczą to państwo 

Ringstad! Zauważyłam, że łażą mu po karku, więc szybko sięgnęłam po 
gęsty grzebień i przeczesałam te jego sterczące włosy.

Na noc natrę mu głowę szarym mydłem i zawinę bandażem, ale nie 

wiadomo, czy uda mi się usunąć wszystkie wszy za jednym razem.

Elise nie podobało się, że mama tak się denerwuje z powodu wesela, bo 

od razu i jej się udzielał niepokój.

- Wiesz, że chłopcy byli w kinematografie? - zmieniła więc pośpiesznie 

temat. - Peder wybiegł mi na spotkanie i opowiedział o wszystkim. Był w 
siódmym niebie!

- Uważam, że pan Ringstad powinien się z tym wstrzymać aż do ślubu.
Emanuel pojawił się, kiedy zdążyli zjeść kolację.
-   Wysłałem   telegram   do   domu,   więc   pewnie   jutro   otrzymamy   jakąś 

odpowiedź.

- Zacząłeś dziś pracę w tkalni płótna żaglowego? - Elise popatrzyła na 

niego w napięciu.

-   Nie,   zacznę   dopiero   od   następnego   poniedziałku.   Byłem   jednak   w 

kantorze, żeby się rozejrzeć. Ależ ci robotnicy ciężko pracują!

Elise przypomniała sobie Johana i jego silne dłonie. Zawsze wracał do 

domu taki zmęczony.

- Jak miło, że zabrałeś chłopców do kinematografu. Peder nie mógł się 

wręcz   doczekać,   by   mi   o   wszystkim   opowiedzieć,   i   wybiegł   mi   na 
spotkanie.

Emanuel roześmiał się.
-   Bardzo   zabawne   te   ruchome   obrazy.  Aktorka,   która   grała   mściwą 

kucharkę, była naprawdę świetna. Evert tak się śmiał, że spadł ze stołka.

- Peder mówił mi o tym.
Peder kręcił się niecierpliwie, ale nie odzywał się. Wiedział, że dorosłym 

nie wolno przeszkadzać w rozmowie.

-   Prawda,   że   pójdziemy   jeszcze   na   Polowanie   na   niedźwiedzia   albo 

Policmajstra, Ringstad? - wtrącił wreszcie.

- Myślę, że możesz zacząć do mnie mówić Emanuel. Za niecały tydzień 

przecież będę już twoim szwagrem.

Peder zerknął na niego zdziwiony.

background image

-   Będziesz   też   moim   szwagrem,   nie   tylko   Kristiana?   -  Jego   szeroko 

otwarte oczy błyszczały jak szklane kulki.

- Oczywiście, że będę także twoim szwagrem, przecież jesteś bratem 

Elise - zaśmiał się Emanuel.

Peder poderwał się, aż przewrócił stołek, i rzucił:
- Muszę lecieć do Everta. On jeszcze nie wie, że będę miał szwagra! - 

Ale gdy dobiegł do drzwi, odwrócił się gwałtownie. - Ale co z Evertem, 
Ringstad? To znaczy Emanuelu. On też będzie miał szwagra?

-   Evert   jest   przyjacielem   rodziny,   więc   potraktujemy   go   na   równi   z 

innymi.

Peder pokiwał głową zadowolony i zniknął. Kristian zaśmiał się.
- Wiem, że nie wolno mi tego mówić, ale Peder jest trochę głupi.
- Nie, po prostu jest jeszcze dziecinny - wyjaśniła Elise pośpiesznie. - Za 

parę lat na pewno nadrobi to opóźnienie.

- Peder do dobry chłopak - rzekł Emanuel, spoglądając na Kristiana. - 

Ma złote serce, a to ważniejsze niż cokolwiek innego.

-   Chłopaki   w   szkole   wyśmiewają   się   z   niego   i   mówią,   że   ma   za-

korkowaną głowę, a kiedy dorośnie, będzie wywoził gówna.

Twarz Emanuela stężała.
-   Możesz   ich   pozdrowić   ode   mnie   i  przekazać,   że   chętnie   odwiedzę 

jeszcze raz nauczyciela.

Kristian wyraźnie się zdenerwował, bo wiedział, że nie powinien był 

skarżyć. Rzekł więc tylko:

- Oni po prostu zazdroszczą.
- Zazdroszczą? Czego?
- Peder przechwala się, że jego siostra wychodzi za mąż za bohatera.
- To ja niby  jestem tym bohaterem?  - zaśmiał się Emanuel. Kristian 

pokiwał głową i wyjaśnił:

- Uratowałeś Smarkacza.
-   W   takim   razie   powiedz   Pingelenowi,   że   może   okazać   swoją 

wdzięczność   w   taki   sposób,   że   zostawi   szwagra   bohatera   w   spokoju. 
Wybierzemy się na spacer, Elise? Na niebie nie ma nawet jednej chmurki i 
jest bardzo ciepło. Pomyślałem sobie, że moglibyśmy przejść się do miasta 
i popatrzeć trochę na tamtejszy ruch i gwar.

- Ale przecież w sobotę jest wesele! - wtrąciła się mama przerażona. - 

Musimy wysprzątać cały dom, upiec ciasta, wyczyścić szkła w lampach 
naftowych i uszyć firanki. Nasze stare całkiem się podarły, gdy je zdjęłam 
z okien. Już wcześniej były łatane i cerowane. Udało mi się kupić tani 
kretonik w sklepie u Magdy.

background image

- Pomogę ci szyć jutro wieczorem, mamo. Szkła mogą wyczyścić Peder 

i Kristian, a podłogi dopiero co szorowałam. Piec zaczniemy dopiero w 
piątek, bo w tym upale ciasta szybko by zeschły.

Szli w dół Maridalsveien, trzymając się za ręce. Gdzieniegdzie wciąż 

jeszcze kwitły  bzy  za rzucającymi cień  płotami i pękały  pąki kwiatów 
jabłoni. Na ulicach biegały boso dzieciaki. Grały  w kulki, w „kluchę", 
skakały w klasy, a na otwartej przestrzeni grupa chłopców bawiła się w 
diabolo,   prostą   grę   zręcznościową   polegającą   na   obracaniu   szpulki   za 
pomocą dwóch patyków połączonych ze sobą cienką linką.

Emanuel popatrzył na nich z zainteresowaniem.
- Podobno moda na diabolo szerzy się jak zaraza na całym świecie. W 

cyrku występują nawet sztukmistrze, którzy potrafią obracać szpulką na 
najbardziej wymyślne sposoby. Ale policji się nie podoba, że dzieci się 
tym   bawią.   Policjanci   uważają,   że   ta   zabawa   zagraża   porządkowi 
publicznemu i bezpieczeństwu. Zdarza się bowiem, że szpulka zamiast na 
sznurku ląduje na nosie przechodniów - zaśmiał się.

- Peder i Kristian opowiadali, że jacyś koledzy ze szkoły kupili sobie 

blaszane diabolo z gumką, ale mało kogo stać na takie zabawki.

- Dobrze, że większość uczniów pochodzi z tego samego środowiska. 

Uważam za zaletę to, że robotnicy mieszkają zebrani w jednym miejscu. 
Kiedy   ja   chodziłem   do   szkoły,   synowie   bogatych   gospodarzy   siedzieli 
razem   z   wychudzonymi   i   biednymi   jak   myszy   kościelne   dziećmi 
komorników.

Te dzieciaki musiały bardzo boleśnie odczuwać codzienne obcowanie z 

uczniami, którym powodziło się znacznie lepiej niż im.

Korzystając z pięknej letniej pogody, ludzie wylegli na ulice. Kobiety 

były ubrane w jasne sukienki ułożone w fałdy, z ciasno zasznurowanym 
gorsetem.   Kapelusze   z  ozdobnymi  ptakami  miały   przyczepioną   gumkę, 
którą   mocowało   się   wokół   koka,   by   nakrycie   głowy   nie   spadło.   Inne 
kapelusze,   wielkie   jak   koła   od   powozu,   ozdobione   kołyszącymi   się 
strusimi   piórami,   mocowano   długimi   szpilkami   kapeluszowymi,   które 
stanowiły   zagrożenie   dla   przechodniów.   Trzeba   było   uważać,   by   nie 
nadziać się na taką wystającą szpilkę i nie skaleczyć oka. Elise czytała w 
gazecie, że zalecano zabezpieczanie szpilek ochronnymi nakładkami, póki 
co jednak nie zauważyła, by ktoś tak robił.

W   tłumie   łatwo   było   rozpoznać   robotników   ubranych   w   drelichowe 

bluzy, w czapkach z daszkiem na głowach. Najbardziej zawadiaccy nosili 
spodnie   z   szerokimi   nogawkami,   wkładali   ręce   do   kieszeni,   a   czapkę 
wkładali na bakier. Kobiety zaś ubierały się w szerokie ciemne suknie, 

background image

wkładane na płócienne koszule.

Mężczyźni  należący   do   klasy   średniej   mieli   zegarki   z   łańcuszkiem   i 

elegancko   machali   laseczką.   Niektóre   damy   zakrywały   twarz   woalką 
przyczepioną   do   kapelusza,   by   osłonić   twarz   przed   kurzem  ulicznym  i 
słońcem.   Elise   słyszała   gdzieś,   że   silne   promienie   słoneczne   są 
niebezpieczne dla zdrowia. Zdziwiło ją to, bo w przypadku mamy słońce 
było prawdziwym błogosławieństwem.

- Coś ucichłaś, o czym myślisz?
-   Akurat   teraz   zastanawiam   się,   czemu   wszyscy   okrywamy   czymś 

głowę, mimo że jest lato. Nawet mali chłopcy mają czapki.

- W gazetach pisali, że letnie słońce może mieć niebezpieczny wpływ na 

centralny system nerwowy. Co się zaś tyczy dam w wielkich kapeluszach, 
to pewnie chodzi im o osłanianie delikatnej i wrażliwej cery.

- Skąd te eleganckie damy mają takie piękne suknie? Czy tu, w mieście, 

są jakieś krawcowe?

- Bogacze kupują swoje stroje w Londynie i w Paryżu. A mają ich całą 

kolekcję: stroje wizytowe, balowe, ubrania sportowe. Panowie na co dzień 
noszą słomkowe kapelusze lub futrzane kołnierze. Pani Carlsen, u której 
mieszkam, spaceruje nawet w dzień powszedni w kapeluszu ze strusimi 
piórami i w kostiumie z odpowiednią parasolką.

Elise znów pomyślała o ślubie i wyobraziła sobie, jak bardzo różnić się 

będzie   jej   rodzina   od   rodziny   Emanuela.   Na   samą   myśl   ścisnęło   ją   z 
nerwów w żołądku.

Minęli bramę, w której stali mężczyźni i zwilżali gardła w upale, gdy 

tymczasem   ich   żony   trzepały   pościel   i   pokrzykiwały   coś   do   siebie 
nawzajem. Z jakiegoś podwórza wybiegł mężczyzna, którego goniła żona. 
On trzymał w rękach zegar ścienny, ona zaś wykrzykiwała, że spierze go 
na kwaśne jabłko, jeśli zaniesie jej zegar do lombardu.

W dole na ulicy Karla Johana pulsowało życie. Pośród tłumu rozległ się 

nagle straszny hałas i wprost na nich wyjechał plujący dymem potwór. 
Elise   nie   widywała   często   automobili   z   bliska,   więc   uchwyciła   się 
Emanuela   przerażona.   W   pojeździe   siedział   elegancki   mężczyzna   w 
wielkich okularach, a towarzysząca mu dama miała na głowie kapelusz z 
woalką,   zasłaniającą   jej   twarz.   Gromadka   dzieciaków   biegła   za 
automobilem, by przyjrzeć mu się z bliska.

- Warto by  mieć coś takiego - odezwał się Emanuel,  odprowadzając 

maszynę tęsknym wzrokiem.

- Uff, nie - wzdrygnęła się Elise. - To okropne jechać tak szybko!
Emanuel zaśmiał się i wyjaśnił:

background image

- Nie wolno im jeździć szybciej niż dorożki konne. Słyszałem, że ma 

zostać   wprowadzony   przepis   zakazujący   jazdy   z   prędkością   powyżej 
czterdziestu kilometrów na godzinę, ale u nas w kraju i tak nikt tak szybko 
nie jeździ. Natomiast we Francji ostatnio wygrał wyścigi samochodowe 
kierowca,   który   osiągnął   prędkość   osiemdziesięciu   kilometrów   na 
godzinę!

-   Dobrze   rozumiem,   dlaczego   gospodarze   i   dorożkarze   wybuchają 

gniewem na widok automobili. Pewien wozak, który rozwozi drewno dla 
ubogich, opowiadał, że te potwory płoszą konie, kurzą pola i łąki.

- To prawda. Niektóre gminy zakazały jazdy automobilem po wiejskich 

drogach. Ale inne udzieliły pozwolenia pod warunkiem, że przodem jedzie 
cyklista. Pójdziemy sobie do Tivoli?

- Chętnie.
Przytulił ją mocniej i pocałował w czoło.
- Tak cię kocham, Elise.
Obejrzała   się   z   lękiem  na   boki,   sprawdzając,   czy   nie   widzi   ich   nikt 

znajomy.

W   dole   połyskiwał   w   słońcu   fiord,   a   drzewa   nad   ich   głowami 

przypominały olbrzymie zielone parasole. Czarny kos i zięba śpiewały w 
zawody.

Usiedli   przy   stoliku   pod   liściastym   drzewem.   Z   sali   tanecznej 

dolatywały przyjemne dźwięki muzyki.

- Może potańczymy? Popatrzyła na niego zdumiona.
- Jak to? Ty, który byłeś oficerem w Armii Zbawienia... Zaśmiał się.
- Przecież wiesz, że zrezygnowałem ze służby w Armii. Tak naprawdę 

najbardziej pociągała mnie praca dla ubogich. Lubiłem przebywać wśród 
biednych   i   pomagać   tym   najbardziej   potrzebującym.   Nigdy   jednak   nie 
czułem się na właściwym miejscu, kiedy  trzeba było głosić ewangelię. 
Może więc dokonałem właściwego wyboru?

Pojawiła się kelnerka i Emanuel zamówił kawę, sok jabłkowy i ciasto. 

Potem chwycił Elise za rękę i rzekł:

-   Zostało   tylko   cztery   dni,   a   potem...   Zaczerwieniła   się   po   uszy   i 

pokiwała głową.

- Bylebym jakoś przebrnęła przez ten dzień, to dalej... Spojrzał na nią 

przerażony:

- Jak to, nie cieszysz się na nasz ślub?
- Oczywiście, że się cieszę, ale zarazem strasznie się boję. Nie zrozum 

mnie źle, twoi rodzice... ciotka... pani Thoresen i Anna... Tyle osób jest 
przeciwnych naszemu małżeństwu.

background image

Uśmiechnął siei ścisnął jej dłoń.
-  A  czy   musimy   się   tym   przejmować?   Liczy   się   tylko   to,   że   się   , 

kochamy.   Powiem   ci   tylko   na   pociechę,   że   państwo   Carlsenowie   z 
Karolinę podziękowali za zaproszenie, ale nie będą mogli nas zaszczycić 
swoją obecnością.

- To ich także zaprosiłeś? - Popatrzyła na niego przerażona.
- Uznałem, że nie wypada mi postąpić inaczej, ale byłem raczej pewny, 

że   znajdą   jakąś   uprzejmą   wymówkę,   by   się   z   tego   wykręcić.   Odkąd 
oznajmiłem, że się żenię, nie widziałem się z Karolinę. Pan Carlsen jest 
wyraźnie zmartwiony, bo jego córka odmawia spożywania posiłków.

- To straszne.
- To tylko wyrachowana gra i dziewczęce fochy. Przywykła, by zawsze 

stawiać na swoim.

- Żeby tylko sobie nie zrobiła nic głupiego... to znaczy nie zrobiła sobie 

krzywdy.

- Ona nie należy do tego typu osób. W sobotę urządzi z pewnością jakieś 

dramatyczne   przedstawienie,   ale   gdy   wreszcie   zrozumie,   że   nic   nie 
wskóra,   zacznie   się   rozglądać   za   jakąś   inną   odpowiednią   partią.   Zjedz 
ciastko, Elise, bo chcę z tobą zatańczyć.

Gdy tylko weszli do sali, uderzył ich w nozdrza aromat wina i innych 

mocnych trunków. Wśród dźwięków żywej polki wybuchały raz po raz 
salwy   śmiechu   i   rozlegały   się   tubalne   nawoływania.   Na   zatłoczonym 
parkiecie pląsały wesoło pary. Panował tu straszny zaduch.

-   Poczekajmy   na   walca   -   zaproponował   Emanuel   i   objąwszy   ją 

ramieniem, przytulił i pocałował. Pozwoliła mu na to. Gdy tylko popłynęły 
spokojniejsze   dźwięki   muzyki,   pociągnął   ją   za   sobą   na   parkiet   i 
zawirowali w takt muzyki.

Elise zdawało się, że unosi się w powietrzu. Emanuel miał poczucie 

rytmu i dobrze prowadził. Gdy tak płynęła w jego ramionach, wsłuchana 
w łagodne dźwięki, miała wrażenie, że jest w raju. Zapragnęła, by muzyka 
nigdy się nie skończyła, by mogła pozostać w jego objęciach i tańczyć z 
nim do końca życia.

- Jesteś lekka jak piórko - szepnął jej do ucha.
- A ty tańczysz bosko - odparła mu także szeptem.
- Kocham cię, Elise.  Nie mogę wprost uwierzyć, że dane jest mi to 

przeżywać. Nigdy nie zapomnę tej nocy, kiedy leżałem w moim pokoju na 
poddaszu,   nie   mogąc   zmrużyć   oka,   i  marzyłem  o   młodej   dziewczynie, 
którą spotkałem w Świątyni tego wieczoru, ale która, niestety, związana 
była z kimś innym. Zaśmiała się cicho.

background image

- Już wtedy?
- Dla mnie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Byłaś taka poważna, 

ale gdy raz po raz się uśmiechałaś i w policzkach ukazywały się dołeczki, 
miałem   wrażenie,   jakby   otwierało   się   przede   mną   niebo.   -   Zamilkł   i 
dopiero po chwili dodał: - Byłaś taka skromna, nie myślałaś o sobie, tylko 
o   swojej   siostrze   i   młodszym  bracie.   Rozczuliło   mnie   to,   a   potem   się 
przekonałem, że nie udawałaś. Zawsze jesteś taka.

- Nie przeceniaj mnie.
Przytulił się policzkiem do jej policzka i odparł:
- Nie przeceniam, po prostu mówię prawdę.
Przez   długą   chwilę   tańczyli   w   milczeniu,   rozkoszując   się   tańcem, 

muzyką i wzajemną bliskością.

- Kiedy awansuję na wyższe stanowisko i będę lepiej zarabiać, kupię ci 

białą sukienkę i kapelusz z dużymi kwiatami, białe rękawiczki i lekkie 
pantofelki.

Poczuła ukłucie w sercu. Powiedział to wprawdzie w dobrej wierze, ale 

jego słowa sprawiły, że wydała się sobie jeszcze bardziej szara i biedna w 
starej   spódnicy   i   bluzce,   którą   zawsze   nosiła   do   fabryki.   Wkładać 
niedzielną sukienkę w zwykły poniedziałek jakby nie uchodziło, poza tym 
ta sukienka też nie była jasna.

- A kiedy zostanę dyrektorem, sprawimy sobie dom na samym szczycie 

wzgórza  Aker,   na   ulicy   Karla   Johana   lub   Oscarsgate.   Wtedy   będziesz 
mogła rzucić pracę w fabryce, a zamiast tego przechadzać się jak dama z 
parasolką, w kapeluszu z woalką i w boa z piór. A ja zapuszczę wąsy i 
będę ci towarzyszył, machając laseczką ze srebrną gałką.

Elie roześmiała się.
-   A   ja   sądziłam,   że   marzysz   o   spokojnym,   skromnym   życiu   i 

wieczornym śpiewaniu na ganku przy dźwiękach gitary.

Zaśmiał się także.
- Ależ marzę, Elise. Powiedziałem tak tylko dla żartu.
- Ale w twych słowach kryło się trochę powagi, prawda?
- No może odrobinę. Przynajmniej gdy mówiłem o tym, że rzucisz pracę 

w fabryce. Choć nie miałbym też nic przeciwko temu, by sprawić sobie 
automobil.

Przetańczyli   wiele   melodii,   ale   w   sali   zrobiło   się   gorąco   nie   do 

wytrzymania i Emanuel jęknął:

- Za chwilę się tu upiekę. Chodź, wyjdziemy trochę.
Na dworze nadal było jasno. O tej porze roku długo się nie ściemniało. 

Pojedyncza ścieżka prowadziła pomiędzy ocienionymi drzewami, wśród 

background image

których Elise dostrzegła szukające odrobiny samotności pary. Niektórzy 
stali   ciasno   objęci,   inni   całowali   się.   Jeden   mężczyzna   tak   mocno 
przyciskał swoją partnerkę, że jej ciało wygięło się niemal w łuk.

Emanuel rozejrzał się dokoła.
- Tyle tu ludzi - rzekł. - Lepiej byłoby pospacerować wzdłuż rzeki.
- Możemy jeszcze zmienić plany. Zaśmiał się i pocałował ją w usta.
- Tak myślisz? A nie musisz już wracać do domu?
- W taką noc jak ta szkoda spać.
- Ale przecież nie wolno mi...
- Czyżby? Nie pamiętam.
Emanuel objął ją mocno i wtulając twarz w zagłębienie jej szyi, zaśmiał 

się cicho, mówiąc:

- Lepiej mnie nie drażnij!
- Czy nie może być nam ze sobą dobrze, bez... to znaczy... - Elise urwała 

speszona i zarumieniła się.

- Nie musisz nic mówić. Rozumiem, o co ci chodzi. Owszem, ukochana, 

nie musimy posuwać się zbyt daleko i przekraczać wyznaczonych przez 
pastora granic, by było nam dobrze ze sobą. Chociaż nie jestem pewien, co 
on sądziłby o tym, co robimy, nie robiąc tego, co nie wolno.

Gdy wychodzili z Tivoli, Elise zwróciła uwagę na dwóch mężczyzn o 

ponurych twarzach, którzy stali przy bramie i odróżniali się od innych 
rozbawionych   ludzi.   Ubrani   byli   obaj   w   wykrochmalone   koszule, 
kamizelki, marynarki i wyprasowane w kant spodnie z mankietami. Nie 
byli to ani robotnicy, ani włóczędzy. Nie towarzyszyły im też damy, co 
znaczyło, że nie przyszli tu potańczyć, mimo że jeden był nawet bardzo 
przystojny,   rozmyślała   Elise   zaintrygowana.   Kiedy   mijała   ich   z 
Emanuelem,   zdawało   jej   się,   że   jeden   szturchnął   drugiego   łokciem 
porozumiewawczo,   ale   może   tylko   sobie   to   wmówiła.   Na   moment 
napotkała jego spojrzenie, ale nie przypominała sobie, by kiedyś wcześniej 
widziała tego człowieka na oczy.

Przeszli pośpiesznie przez miasto w stronę Maridalsveien, mimo że na 

ulicach   kręciło   się   jeszcze   dużo   ludzi   i   było   na   co   popatrzeć.   Wielu 
mieszkańców kamienic wyglądało przez okna w ciepły letni wieczór.

Elise   przez   cały   czas   miała   ochotę   spytać   Emanuela   o   Agnes,   ale 

brakowało jej odwagi, w końcu jednak nie wytrzymała.

- Rozmawiałeś może z Agnes?
- Żeby ją zaprosić na ślub, o to ci chodzi?
- Tak, a może coś ci jeszcze mówiła?
- Unika mnie. Zastanawiam się nawet, czy Karolinę i Agnes wiedzą o 

background image

sobie, bo to dosyć komiczna sytuacja. Jedna głoduje, a druga się wścieka. 
Co ja takiego zrobiłem?

- To znaczy, że nie próbowałeś z nią porozmawiać?
- Owszem, próbowałem, ale mnie zbyła, mówiąc, że nie chce mieć nic 

wspólnego   z   takimi   zdrajcami.   Doprawdy   włos   się   jeży   na   głowie. 
Przecież   ja   ją   jedynie   próbowałem   nauczyć   grać   na   gitarze,   zresztą 
dlatego, że natrętnie się tego domagała. Myślę, że nie powinnaś czynić 
więcej   starań,   aby   ją   zaprosić   na   ślub,   bo   wynikną   z   tego   tylko 
nieprzyjemności dla nas wszystkich.

Elise zerknęła w okno wystawowe i zauważyła w szybie odbicie dwóch 

idących za nimi mężczyzn. Bezwiednie odwróciła głowę. To byli ci sami, 
których widziała przy wyjściu z Tivoli.

background image
background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Nie znała ich, nic ich nie łączyło, a że szli tą samą drogą, samo w sobie 

nie budziło podejrzeń. Mimo to serce zabiło jej szybciej.

-   Dlaczego   nic   nie   mówisz?   Nie   zgadzasz   się   ze   mną?   -   zapytał 

Emanuel.

- Owszem, zgadzam się - odpowiedziała, starając się nie przejmować 

mężczyznami, którzy szli za nimi. - Agnes, zaślepiona gniewem, gotowa 
jest   na   wszystko,   byleby   się   zemścić.   Mama   nieraz   była   oburzona   jej 
zachowaniem, niedobrze by się stało, gdyby także twoi rodzice stali się 
świadkami   jakiejś   nieprzyjemnej   sytuacji.   To   by   tylko   wzmogło   ich 
niechęć.

Przez chwilę szli w milczeniu.
Elise, wsłuchując się w odgłosy kroków za plecami, pomyślała, że to 

jednak dziwne, że ci dwaj wyszli z Tivoli zaraz po nich i idą dokładnie w 
tym samym kierunku.

- Nic nie mówisz, jesteś zmęczona?
- Nie, po prostu chłonę piękno letniego wieczoru. Jest wyjątkowo ciepło.
- Jeśli wolałabyś pójść do domu i się położyć, to po prostu powiedz.
- Nie, wolę pobyć z tobą.
Najchętniej   oparłaby   głowę   na   jego   ramieniu   i   powiedziała   to   nieco 

czulej, ale krępowała ją obecność tych dwóch z tyłu.

-  W  takim   razie   pójdziemy   sobie   na   polanę   Myralokka,   a   do   domu 

wrócimy przez most Bentsebrua.

Wolałaby, żeby nie mówił tego tak głośno, bo na pewno idący z tyłu 

mężczyźni wszystko słyszeli.

- Może są tam chłopcy i się kąpią? - powiedziała specjalnie głośniej, ale 

Emanuel tylko się zaśmiał.

- O tak późnej porze? Nie sądzę, by im było wolno.
Elise próbowała uspokoić samą siebie, że dwaj mężczyźni na pewno 

pójdą dalej Maridalsveien, gdy ona i Emanuel skręcą w stronę Myralokka.

Niepokój  jednak  w  niej   narastał.   Może   tamci  mają   coś  wspólnego   z 

bandą Lorta-Andersa? Bo jeśli nie, skąd by wiedzieli, kim jest? Przecież 
nigdy wcześniej ich nie spotkała.

Wreszcie   dotarli   do   rozdroża   i   skręcili   w   prawo.   Elise   wstrzymała 

oddech i nasłuchiwała uważnie kroków za plecami. Ku swemu przerażeniu 
usłyszała, że mężczyźni też skręcili.

background image

Emanuel   najwyraźniej   nic   nie   zauważył.   Przyciągnął   ją   mocniej   do 

siebie i rzekł cicho stłumionym głosem:

-   Może   znajdziemy   jakieś   zaciszne   miejsce   wśród   drzew,   tak   jak 

ostatnio?

- Ktoś idzie za nami - wyszeptała Elise.
- Zaraz znikną.
- Mam nadzieję.
Ścieżka prowadziła w dół na brzeg rzeki. Wśród gęsto rosnących drzew 

panował półmrok. Na domiar złego zaczęło zmierzchać. Elise zrozumiała 
nagle, że popełnili głupstwo, skręcając w tak ustronne miejsce. Nabrała 
podejrzeń, że ci mężczyźni mogą mieć jakieś związki z Lortem-Andersem.

- Wiesz, Emanuelu, rozmyśliłam się. Chcę wrócić już do domu i się 

położyć. Przecież pozostało mi tylko parę godzin odpoczynku, nim znów 
zacznę pracę.

Zauważyła, jak bardzo poczuł się zawiedziony, ale nie sprzeciwiał się. 

Gdy   zawrócili,   mignęły   jej   dwie   ciemne   sylwetki   pomiędzy   drzewami. 
Równocześnie usłyszała jakieś głosy. Z naprzeciwka szła w ich kierunku 
para   zakochanych.   Młodzi   spacerowali   ciasno   objęci,   roześmiani   i 
zagadani.   Elise   przyśpieszyła,   a   Emanuel   podążył   za   nią   bez   słowa. 
Dopiero gdy przeszli przez Bentsebrua, zatrzymał ją i zapytał:

- Dlaczego tak się przestraszyłaś, Elise? Nie ufasz mi?
- Nie, nie dlatego.
- Czemu więc się rozmyśliłaś? Sądziłem, że miałaś ochotę na ten spacer 

tak samo jak ja.

- Śledziło nas dwóch mężczyzn.
Zmarszczył czoło i popatrzył na nią zdziwiony.        
- O czym ty mówisz?
- Zauważyłam ich przy wyjściu z Tivoli, potem przez cały czas szli za 

nami. Długo sądziłam, że to zbieg okoliczności. Kiedy jednak skręcili za 
nami w stronę Myralokka, zaniepokoiłam się.

- To chyba nie... - odwrócił głowę i obejrzał się za siebie.
- Nie, nigdy ich wcześniej nie widziałam na oczy, ale to nie może być 

przypadek. Szli za nami krok w krok. Poza tym przypominam sobie, że 
gdy   ich   mijaliśmy   przy   wyjściu,   jeden   szturchnął   drugiego 
porozumiewawczo. Myślałam, że mi się przywidziało, ale teraz już nie 
mam tej pewności.

- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
- Do końca nie chciało mi się wierzyć, że to ma jakiś związek z nami. 

Ale   gdy   powiedziałam,   że   chcę   wrócić   do   domu,   i   się   odwróciłam, 

background image

pośpiesznie ukryli się wśród drzew.

- O co im chodzi? - zastanawiał się Emanuel, raz jeszcze oglądając się 

za siebie, ale nikogo nie zauważył.

- Może śledzili nas, żeby wysłać Johanowi świeży raport.
- Ale po co? Przecież on z pewnością już wie, że się pobieramy.
- Wracajmy! - poprosiła Elise, czując, jak przenika ją zimny dreszcz.
Zrobiło   się   już   całkiem   ciemno,   gdy   doszli   do   domu   nad   rzeką.   W 

oknach się nie świeciło, wszyscy więc pewnie już dawno położyli się spać.

Drzwi były zamknięte, ale na szczęście Elise miała przy sobie klucz.
- Nie mogę się przyzwyczaić - powiedziała. - W Andersengàrden nigdy 

się   nie   zamykaliśmy,   ale   tu   w   domu,   na   uboczu,   mama   nie   czuje   się 
całkiem bezpiecznie. Poza tym boi się o te wszystkie twoje meble i rzeczy.

Emanuel roześmiał się cicho.
-   Wątpię,   czy   jakiemuś   rabusiowi   chciałoby   się   taszczyć   całe 

umeblowanie, nawet gdyby się pojawił w niezbyt uczciwych zamiarach. - 
Objął ją i odwrócił do siebie, a całując jej usta, zapytał: - Mogę wejść z 
tobą do środka?

- A jeśli mama nas usłyszy?
-   Nie   usłyszy,   jeśli   zdejmiemy   buty   i   przemkniemy   się   na   palcach. 

Przecież ona śpi na górze, prawda?

- Tak. Postawiłam swoje łóżko u niej w pokoju i śpię razem z nią. Na 

pewno jeszcze nie zmrużyła oka i czeka na mnie.

Zapiszczały drzwi, zatrzeszczała podłoga. Jeśli mama nie spała, musiała 

ich usłyszeć. Ostrożnie przekradli się do saloniku.

Było tam całkiem ciemno, bo przez okienka nie dochodził nawet blask 

księżyca. Emanuel wziął ją za rękę i po omacku odszukał sofę, po czym 
pociągnął Elise za sobą.

- Właściwie chciałem pójść do sypialni, ale pomyślałem sobie, że się nie 

zgodzisz   i   powiesz,   że   przed   nocą   poślubną   nie   powinniśmy   z   niej 
korzystać - zaśmiał się cicho wtulony w jej szyję. - A poza tym nie ma tam 
łóżka. - Musnął jej usta i dodał: - Właściwie nawet lepiej poleżeć tu niż 
oganiać się od mrówek i komarów pod drzewami.

- Sądzę, że wcale byś ich nie zauważył - zaśmiała się po cichu.
- Dlaczego?
- Bo byłbyś pochłonięty czymś innym.
- Czym?
- Głuptasie, wiesz, o czym mówię.
- Ale powiedz mimo wszystko. Uwielbiam, jak wypowiadasz słowa, na 

których dźwięk cały płonę.

background image

-   Jesteś   dziwny.   Kiedy   dziewczyny   w   fabryce   opowiadają   o   swoich 

miłosnych przeżyciach, odnoszę wrażenie, że wszystko odbywa się bez 
zbędnych słów. Nigdy nie wspominają o tym, że rozmawiają ze swoimi 
ukochanymi.

- Też byś wolała, żebym przystępował wprost do rzeczy? Roześmiała się 

rozbawiona, ale on pośpiesznie zakrył jej usta dłonią.

- Cii, chłopcy mogą nas usłyszeć.
- Jak oni zasną, nie obudzą się, nawet gdybyś zburzył dom. Emanuel 

położył się bokiem i podniósł jej bluzkę i koszulę. Powolnymi ruchami 
pieścił piersi, szepcząc ze zdumieniem:

- Powiększyły się.
Poczuła,   jak   jego   wargi   zamknęły   się   wokół   brodawki.   Jej   ciałem 

wstrząsnął dreszcz.

- Cieszę się, że wkrótce będę mógł zobaczyć cię nago.
Nie   odpowiedziała,   zawstydzona   tą   myślą,   bo   nie   sądziła,   że 

małżonkowie kochają się w taki sposób.

- Ludzie ze wsi są inni niż ludzie w mieście - wyjaśnił, jakby czytał w 

jej myślach. - My traktujemy wszystko bardziej naturalnie. Widzimy, jak 
to robią zwierzęta, wiesz. Nie chcę, żebyśmy ukrywali się w ciemnościach 
i pośpiesznie płodzili dzieci pod pierzyną. Chcę upajać się tobą, radować 
się twoim cudnym ciałem, przeciągać chwile rozkoszy jak najdłużej, aż do 
momentu, gdy będziemy tak rozpaleni, że nie będziemy w stanie czekać 
dłużej.

Jego słowa sprawiały, że przez jej ciało przetaczały się fale gorąca.
-   Chcę,   byś  wraz   ze   mną   brała   w   tym  udział   -  ciągnął   tym  samym 

gardłowym szeptem. - Byś mnie dotykała, pieściła, nie wstydziła się tego, 
lecz   czerpała   rozkosz   tak   samo   jak   ja.   Byś   robiła   to   wszystko,   na   co 
przyjdzie   ci   ochota,   bez   wstydu   i   bez   zahamowań.   Wtedy   zdołamy 
osiągnąć spełnienie.

Nagle urwał i nastawił uszu.
- Chyba ktoś schodzi po schodach.
Wstrzymali oddechy, nasłuchując uważnie. Emanuel usiadł gwałtownie, 

gdy   odgłos   kroków   i   trzeszczenie   drewnianych   stopni   rozległy   się 
wyraźniej, a ona poszła za jego przykładem.

- To chyba mama - wyszeptała, czując, że ze wstydu palą ją policzki. 

Oddychała nierówno, a serce podeszło jej do gardła.

- Miejmy nadzieję. Gorzej by było, gdyby to był któryś z twoich braci.
- Elise? - doleciał z kuchni zatrwożony głos mamy.
- Odpowiedz, bo ona się boi o ciebie.

background image

- Ale wtedy ona się domyśli, że...
- Wszystko w porządku, pani Lovlien. Jesteśmy tutaj, w salonie. - Głos 

Emanuela zabrzmiał dziwnie głośno w pogrążonym w ciszy domu.

- Ach tak, już się o nią bałam.
- Za chwilę przyjdzie na górę.
- Powiedz jej, że za parę godzin musi wstać do fabryki.
- Dobrze, powiem. Dobranoc, pani Lovlien.
Wnet usłyszeli znów skrzypienie schodów prowadzących na poddasze.
- Chyba najlepiej będzie, gdy już pójdę. Twoja mama nie śpi, więc... - 

urwał i przytulił ją mocno do siebie. - Za parę dni...

- Tak, jeszcze tylko pięć dni, Emanuelu. Przyjdziesz jutro do domu na 

przerwę obiadową?

-  Jeśli  chcesz,   mogę   przyjść.   Możemy   się   umówić   na   przykład   przy 

wzgórzu.

- Dobrze. Dobranoc, Emanuelu.
-   Dobranoc,   ukochana.   Nie   zmrużę   oka   i   będę   marzył   o   tobie.   To 

najlepsze, co mogę zrobić, póki nie będziemy dzielić razem nocy.

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Upał wciąż nie ustępował. Kiedy następnego ranka Elise szła do fabryki, 

było już gorąco, mimo że zegar nie wskazywał jeszcze godziny szóstej. 
Ziewała  całą   drogę.  Stanowczo  zbyt  późno  położyła  się  spać,  a  potem 
długo jeszcze leżała w łóżku i rozmyślała o ślubie, Emanuelu i... Johanie.

Pomyśleć, że Johan odkrył w sobie zdolności rzeźbiarskie! Pochwalił go 

nawet sam dyrektor więzienia i powiedział, że ma talent. Nie zdziwiło jej 
to. Pomimo wszystko nie straciła wiary w niego. Właściwie tylko ją to 
utwierdziło   w   przekonaniu,   że   Johan   uległ   pokusie   łatwego   zarobku, 

background image

zrozpaczony sytuacją Anny, i na pewno mocno tego żałował. Gdyby nie 
zerwał zaręczyn, nadal by na niego czekała. Tylko jak wówczas zdołałaby 
zapłacić zarządcy czynsz?

Wiedziała, że kocha ich obu, Johana i Emanuela, ale każdego inaczej. Ta 

myśl napełniła ją niepokojem i zrodziła w niej poczucie winy. Czy inne 
kobiety   doświadczyły   czegoś   podobnego?   Może   przyjęły   oświadczyny, 
mimo że kochały innego? Czy była złym człowiekiem, wychodząc za mąż 
za Emanuela z rozsądku, jak to wyraziła Anna?

Nie okłamywała go, od początku dała mu wyraźnie do zrozumienia, co 

czuje.   Mimo   to,   gdy   byli   sam   na   sam,   odczuwała   pożądanie   i   coraz 
silniejszą sympatię. Czy to nie dziwne? Mama zawsze powtarzała, że gdy 
kobieta kocha mężczyznę, żaden inny nie budzi w niej namiętności. Ale to 
nieprawda. A może po prostu pokochała Emanuela?

Tuż przed nią szły przez most dwie prządki. Jedna z nich, Elise nie 

pamiętała jej imienia, odwróciła się i zagadnęła ją:

-   Słyszałam   o   twoim   oficerze,   Elise.   Uratował   życie   najmłodszemu 

synkowi Nelly.

Elise uśmiechnęła się i pokiwała głową.
- Mój mąż powiedział, że to bohaterski czyn. Czy to prawda, że się 

pobieracie i będziecie mieszkać w domu po starym majstrze?

- Tak, udało nam się wynająć ten dom na rok. Emanuel wystąpił z Armii 

Zbawienia i dostał pracę w tkalni płótna żaglowego.

- Tak? - popatrzyła na Elise ze zdziwieniem. - To dobrze dla ciebie i dla 

twojej mamy chorej na suchoty.

- Tak, ona potrzebuje dużo słońca. Mam nadzieję, że nie będzie musiała 

iść do pracy do sklepu Magdy wcześniej niż na jesieni.

- Będzie pracowała w sklepie na rogu?
- Taki ma zamiar.
- Widziałam tu któregoś dnia twojego najmłodszego brata. Ukrył się w 

bramie przed starszymi chłopakami. Czy coś z nim jest nie tak? Pingelen 
mówi, że ma trochę nie po kolei w głowie.

Elise poczuła, że kipi ze złości.
- Z Pederem nie dzieje się nic złego, po prostu rozwija się nieco wolniej. 

Jeśli jeszcze raz usłyszę, że Pingelen czy inni rozgłaszają takie pogłoski, 
pójdę prosto do dyrektora szkoły i zażądam, by położył temu kres.

Prządka   spojrzała   na   nią   nieco   przestraszona   i   pośpiesznie 

usprawiedliwiła się:

- Nie miałam nic złego na myśli.
Elise wzięła się w garść. Nie miała pojęcia, co się z nią dzieje, nie miała 

background image

w zwyczaju reagować tak gwałtownie.

-   Wiem,   że   nie   powiedziałaś   tego   złośliwie,   ale   ja   bardzo   się   tym 

przejmuję   ze   względu   na   Pedera.   Zimą   kilku   chłopaków   próbowało 
zepchnąć go do wodospadu.

Przerażona prządka zakryła dłonią usta.
- Boże! Że też coś takiego w ogóle przyszło im do głowy? Doszły do 

bramy i udały się do hali fabryki. Większość robotnic zdążyła już przyjść. 
Ropucha biegał tam i z powrotem i pohukiwał na wszystkich. Dwie młode 
robotnice   przyniosły   ze   sobą   w   kartonach   niemowlęta   i   położyły   w 
korytarzu.

- To nie żłobek! - grzmiał. - Jak zobaczę, że któraś z was wymyka się na 

korytarz w czasie pracy, to skończy się moja pobłażliwość.

Zarówno prządki, jak i pomocnice popatrzyły po sobie, zastanawiając 

się,   jak  dzieci  wytrzymają  bez   karmienia   od  przerwy   obiadowej   aż  do 
końca zmiany.

W hali panował niemiłosierny upał. Dokuczliwy kurz drażnił gardła i 

robotnice pokasływały  i charczały. Słońce świeciło przez wielkie okna, 
dodatkowo   nagrzewając   fabryczne   pomieszczenie.   Prządkom   dokuczało 
pragnienie, pot spływał im po plecach, ubrania przyklejały się do ciała. 
Zdawało   im   się,   że   nie   dadzą   rady   wytrzymać   w   takich   warunkach 
dwunastu lub czternastu godzin pracy.

Elise nie mogła się doczekać przerwy obiadowej nie tylko dlatego, że 

marzyła   o   tym,   by   wyjść   na   świeże   powietrze.   Cieszyła   się   także   na 
spotkanie z Emanuelem. Może przejdą się brzegiem rzeki? Od wartkiego 
nurtu zawsze powiewa ożywcza bryza, zwłaszcza w górze rzeki, gdzie 
woda jest czysta, niezanieczyszczona przez fabryki. Zdejmą sobie buty i 
wymoczą   nogi.   Pochlapie   sobie   wodą   twarz   i   szyję.   Niepotrzebnie 
umówili się przy drodze prowadzącej na wzgórze. Lepiej byłoby, gdyby 
Emanuel przyszedł po nią do fabryki, uniknęliby wówczas spaceru wzdłuż 
zakurzonej ulicy Maridalsveien.

Wreszcie w korytarzu rozległo się pobrzękiwanie kotłów z zupą. Dwie 

świeżo   upieczone   matki   pierwsze   odeszły   od   maszyn.   Biegiem 
przemierzyły halę i rzuciły się do drzwi prowadzących na korytarz. Kiedy 
Elise wydostała się na zewnątrz, zauważyła, że jedno z niemowląt zrobiło 
się całkiem purpurowe od płaczu. W huku maszyn nic nie było słychać. 
Młoda   mama   pośpiesznie   wyjęła   je   z   kartonu,   siadła   na   podłodze   i 
przyłożyła   do   piersi.   Dziecko   pewnie   miało   mokro,   ale   za   dużo   czasu 
zajęłoby  matce   odwinięcie   malucha   z  płóciennego   zawiniątka   i  zmiana 
pieluszki.

background image

Elise wyszła pośpiesznie, zastanawiając się, czy ona też będzie za parę 

miesięcy tak siedzieć w korytarzu i przykładać do piersi dziecko, które na 
czas pracy zostawi w kartoniku w korytarzu. Jeśli mama dostanie pracę w 
sklepie, Elise nie pozostanie nic innego, jak zabierać dziecko ze sobą do 
fabryki.   Biedne   maleństwo,   czeka   na   nie   taki   nieprzyjazny   świat! 
Przypomniało   jej   się,   jak  Agnes   opowiadała   kiedyś   o   matkach,   które 
mieszkają w drewnianych barakach przy Maridalsveien. One pozostawiają 
dzieci   same,   gdy   wychodzą   do   pracy   do   fabryki.   Łóżeczka   dziecinne 
stawiają   pod   oknami,   które   zostają   uchylone.   Kilka   razy   dziennie 
przychodzi tam starsza kobieta i wsuwa przez szparę w oknach butelki z 
mlekiem dla maleństw. Kiedy dzieci są już trochę starsze, raczkują sobie 
po podłodze, a kiedy się zmęczą płaczem, zasypiają gdzieś w kącie. To 
dobrze, że dzieci krzyczą i płaczą, mówiła Agnes, opowiadając o tym. 
Dzięki temu mają potem mocne płuca.

Może   znajdę   sobie   jakieś   inne   zajęcie   i   krócej   będę   poza   domem, 

pomyślała, kierując się w stronę Maridalsveien. Im bliżej była wzgórza 
Aker, tym większą czuła radość w sercu. Nie, to nieprawda, że zapomniała 
Johana, ale pokochała także Emanuela. Zaraz się pewnie pojawi, wyjdzie 
zza węgła domu stojącego na rogu, uśmiechnięty i zadowolony, ożywiony. 
Serce mocniej jej biło. Kiedy ten dzień dobiegnie końca, pozostaną jeszcze 
tylko cztery dzielące ich od daty ślubu, a gdy już minie sobota, będzie się 
mogła wreszcie radować latem i wieczorami w domu nad rzeką. Ona, żona 
Emanuela.   Pójdzie   popatrzeć,   jak   Peder   kąpie   się   w   Brekkedammen, 
posiedzi razem z mamą na ganku i wypije kawę po powrocie z fabryki. Z 
radością   wsłuchiwać  się   będzie   w  szum  wodospadu   i  oglądać   zachody 
słońca razem z Emanuelem, kiedy mama już położy się spać.

Mimowolnie powróciła myślami do zimy i przypomniała sobie ciężką 

chorobę mamy, dramatyczną śmierć ojca, mróz i chłód. Nie mogła wprost 
pojąć, że życie odmieniło się im wszystkim na lepsze.

Emanuela nie było jeszcze w miejscu, gdzie się umówili. Szła szybkim 

krokiem, może więc dotarła nieco wcześniej? Postanowiła wyjść mu na 
spotkanie,   bo   słońce   paliło   tu   mocno,   i   poczekać   raczej   w   cieniu 
rozłożystych drzew.

Nie   spotkała   po   drodze   nikogo.   Robotnicy   byli  w  pracy,  gospodynie 

domowe, zamiast wychodzić na upał, wolały pozostać w domu, a służące 
na pewno miały pełne ręce roboty przy praniu i sprzątaniu. Wysoko na 
wzgórzu zauważyła mężczyznę, który polewał drogę gumowym wężem, 
by się nie kurzyło, gdy ktoś przejedzie konno lub bryczką.

Gdzie się podziewa ten Emanuel?

background image

Pewnie u Carlsenów jedzą właśnie posiłek. Że też nie pomyślała o tym 

wcześniej.   Na   pewno   nie   może   odejść   od   stołu,   póki   gospodarze   nie 
skończą, bo nie chce być nieuprzejmy. Za tydzień Emanuel zacznie pracę 
w tkalni płótna żaglowego i się stąd wyprowadzi. Pozostało jeszcze tych 
parę   dni.   Jeśli   go   dobrze   zna,   stara   się   jakoś   udobruchać   swych 
gospodarzy.   Może   Karolinę   wrócił   rozsądek   i   siadła   do   stołu   ze 
wszystkimi? Mam nadzieję, że nie zjawi się tu nagle Agnes, pomyślała 
znienacka   Elise,   gdy   dotarła   już   niemal   na   szczyt   wzgórza.   Albo   ta 
dziewczyna, która opiekuje się Braciszkiem, nie będzie spacerować tędy z 
wózkiem! Poczuła się jakoś dziwnie. Jeśli tak się stanie, uda, że interesują 
ją niemowlęta, i zapyta, czy może popatrzeć. Może zna tę dziewczynę, 
skoro wcześniej pracowała w przędzalni jako pomocnica, więc naturalnie 
będzie podejść do niej i zagadnąć.

Czy pozna synka Hildy? Na pewno bardzo urósł przez ten czas. Ale co 

będzie,   jeśli   zawładną   nią   uczucia   i   się   rozpłacze?   Dziewczyna   może 
wówczas nabrać podejrzeń. Może nawet opowie o tym zdarzeniu swojej 
chlebodawczyni, a ta podzieli się z mężem. Na pewno oboje domyśla się 
wówczas, że Elise coś łączy  z prawdziwą matką dziecka. A stąd tylko 
krok, by podejrzenie padło na Hildę.

Wszyscy w fabryce wiedzieli, że Hilda urodziła dziecko i oddała je na 

wychowanie.   Nowi   rodzice   chłopca   mogliby   się   poskarżyć   panu 
Paulsenowi i oznajmić, że prawdziwa matka nie może mieszkać w pobliżu 
nich, a wtedy Hilda straci pracę. Mało tego, Hilda nigdy jej nie wybaczy, 
że podeszła do wózka i wywołała swoim zachowaniem katastrofę. Nie, 
lepiej jednak będzie stać z boku, gdyby nagle ich zobaczyła.

Dziwne, że Emanuela wciąż nie ma! Przecież wie, że na niego czeka. A 

może posłano po niego z tkalni płótna żaglowego? Może chcą, by podjął 
pracę wcześniej?

Wszystko   jest  możliwe.   Nie  miał  pewnie   jak  jej   o  tym  zawiadomić. 

Postanowiła poczekać jeszcze przez chwilę w cieniu pod drzewem, a jeśli 
Emanuel   nie   przyjdzie,   nim   słońce   schowa   się   za   czubkiem   tamtego 
drzewa z tyłu, będzie musiała wrócić.

Poczuła głęboki zawód. Tak się cieszyła na wspólny spacer nad rzeką! 

Pewnie przyjdzie dopiero wieczorem po zakończeniu zmiany w fabryce, 
pocieszała się w duchu.

Może podejść trochę bliżej domu, w którym mieszka, zanim zawrócę? - 

pomyślała. Ale nie za blisko ogrodzenia, bo jeszcze zauważy mnie Agnes!

Ależ tu pięknie! Ogród tonął w kwiatach, roztaczających aromatyczną 

woń. Drzewa jabłoni i wiśni stały w pełnym kwieciu. Na poddaszu okna 

background image

były otwarte na oścież, żeby wpuścić do środka słońce. Zdawało jej się, że 
ktoś w środku się poruszył, ale nie była pewna.

Żeby tylko Emanuel przywykł do domu nad rzeką i nie wydawało mu 

się w nim zbyt ubogo i ciasno! Na pewno odczuje zmianę, opuściwszy 
willę   jaśniepaństwa!   Pracowała   tu   zarówno   kucharka,   sprzątaczka   i 
pokojówka, a mimo to Agnes wciąż miała mnóstwo pracy.

Po   co   im   właściwie   tak   liczna   służba?   W   domu   Elise   miała   tylko 

wieczór na prace domowe, ale nadążała ze wszystkim. Co prawda ostatnio 
mama już więcej pomagała, ale wciąż większość obowiązków spoczywała 
na jej barkach. Ci, którzy mieszkali w wielkiej willi, mają więcej podłóg 
do   szorowania,   więcej   okien   do   umycia,   znacznie   więcej   ubrań,   które 
należało prać, krochmalić i prasować, ale mimo wszystko...

Nagle otworzyły się drzwi, więc Elise pośpiesznie odwróciła głowę i 

odeszła w przeciwnym kierunku. Usłyszała tylko, że otwarła się brama i 
wyjechała bryczka. Doleciał ją jakiś młody kobiecy głos, pomyślała więc, 
że to Karolinę. Modliła się w duchu, by bryczka skierowała się w stronę 
Ullevalsveien,   a   nie   w   dół   wzgórza  Aker.   Co   prawda   nie   sądziła,   by 
Karolinę ją rozpoznała, ale sytuacja wydała jej się kłopotliwa.

A  może   w   bryczce   siedział   też   Emanuel?   -   zaniepokoiła   się.   Co   się 

takiego stało, że nie przyszedł na umówione spotkanie?

Odetchnęła głęboko i przyśpieszyła kroku. Jeśli się nieco pośpieszy, to 

może jeszcze w kotłach z jadłodajni pozostanie trochę zupy.

W ciągu dnia upał jeszcze się nasilił. Prządki i pomocnice ledwie stały 

na nogach. Jedna ze starszych wiekiem robotnic zemdlała i trzeba ją było 
wynieść   z   hali.   A   kiedy   otwarto   drzwi   na   korytarz,   doleciał   ich 
rozdzierający   płacz   niemowląt,   którego   nie   zagłuszył   nawet   łoskot 
maszyn. Nadzorca wściekał się i klął na czym świat stoi, biegał po hali i 
wyzywał. Robotnice kleiły się od potu. Elise przypomniała sobie inne lato, 
kiedy   też   były   takie   upały.  Zmęczone   gorącem  prządki  stały   się   mniej 
uważne i jedna z nich włożyła dłoń w tryby maszyny. Teraz ma tylko jedną 
rękę i żyje z zasiłku.

Hałas i kurz wydawały jej się dziś wyjątkowo uciążliwe. Pewnie nieraz 

myślała podobnie, ale dziś miała już naprawdę dość. Pomyślała o tych 
wszystkich   biednych   matkach,   które   martwiły   się   o   swoje   dzieci 
pozostawione same w domu, zwłaszcza o maleństwa, leżące w łóżeczkach 
bez żadnego dozoru. Żłobek znajdował się dość daleko, dlatego większość 
robotnic wolała sobie radzić na własną rękę. Niemal wszystkie matki tu, w 
przędzalni Nedre V0ien, były niezamężne, tylko nieliczne miały mężów.

Ona   sama   nie   musiała   się   martwić   o   nic   poza   weselem.   Właściwie 

background image

powinna   się   wstydzić!   Każda   z   kilkuset   zatrudnionych   w   fabryce 
dziewcząt wiele by oddała, aby się znaleźć na jej miejscu. Wyjść za mąż za 
przystojnego i sympatycznego mężczyznę, który nie bije ani się nie upija! 
Zarabia lepiej od większości robotników tu nad rzeką Aker i tak bardzo ją 
kocha, że gotów ją nosić na rękach! Nie, dosyć tego! Nie będę się więcej 
zamartwiać z powodu wesela! - postanowiła Elise w duchu. Tych parę 
godzin szybko minie i nim się spostrzegę, goście wyjadą.

Ropucha darował im dwie dodatkowe godziny pracy, które dołożono im, 

nie   płacąc   za   nie.   Pewnie   zrozumiał,   że   może   doprowadzić   do 
nieszczęścia, jeśli w taki upał zbyt mocno dociśnie śruby.

Spocone i wyczerpane kobiety, z obolałymi karkami i bólami w krzyżu, 

wlokły się noga za nogą do domu, szczęśliwe, że wreszcie skończył się 
dzień w fabryce.

Elise   stanęła   przed   budynkiem   hali   i   rozejrzała   się   wokół.   Może 

Emanuel  czeka   na  nią   i  wyjaśni,   dlaczego   nie   przyszedł  na  umówione 
spotkanie podczas przerwy obiadowej. Nie zauważyła go jednak nigdzie. 
Właściwie nawet była zadowolona z tego powodu, bo nie chciała, by ją 
zobaczył taką przepoconą i brudną.

Robotnice przechodziły przez most w milczeniu. Nikt się do nikogo nie 

odzywał,   nie   miały   siły.  A  gdy   znalazły   się   po   drugiej   stronie   rzeki, 
rozpierzchły się w różne strony. Elise odprowadziła wzrokiem ubrane na 
szaro, przygarbione i powłóczące nogami kobiety. Mimo że sama padała 
ze   zmęczenia,   poczuła,   jak   rozpala   się   w   niej   ogień   buntu.   Tak   nie 
powinno być, powtarzała sobie w duchu nie po raz pierwszy. Dlaczego ci, 
którzy utrzymują w ruchu maszyny i harują najciężej, otrzymują za swój 
wysiłek najmniej?

Pewnie Emanuel siedzi u mamy, zgadywała w myślach, zbliżając się do 

ganku. Mamę zawsze wzruszało, gdy przychodził i siadał przy niej, „przy 
starej, nudnej babie", jak mawiała z lekkim uśmiechem.

Ale dziś zabawiał mamę Evert, a nie Emanuel. Przy kuchennym stole 

czytał jej na głos gazetę „Norske Intelligenzsedler".

-   O,   jesteś,   Elise   -   powitała   ją   mama,   spijając   ze   spodeczka   kawę   i 

racząc się kostką cukru. - Evert czyta mi „Piwnice".

Elise uśmiechnęła się, starając się ukryć, jak bardzo jest zmęczona.
- Ja też chętnie posłucham, poczytaj, Evert - poprosiła i opadła na stołek. 

Wiedziała, że pani Berg zbiera „Intelligenzsedler", a „Piwnice" to krótkie 
opowiastki zamieszczone u dołu, opowiastki tak fascynujące, że dzieciaki 
wprost nie mogły się doczekać następnego dnia, by przeczytać dalszy ciąg. 
Codzienne historyjki nie miały właściwie ani początku, ani końca, trzeba 

background image

było śledzić ich akcję na bieżąco. Evert zarzekał się, że jeśli zwycięży ten 
zły, to wyrzuci gazetę do pieca.

Przyjemnie było słuchać, jak czyta. Elise słuchała go z radością. Nie 

sylabizował   każdego   słowa   i   nie   dukał,   ale   płynnie   składał   wyrazy   i 
zdania. Biedny Peder, pomyślała. Brat wciąż miał kłopoty z łączeniem ze 
sobą liter, zwłaszcza w długich wyrazach, często mieszał je i zaczynał 
czytać od końca. Przypomniała jej się poranna rozmowa z napotkaną na 
moście prządką. „Pingelen mówi, że Peder ma nie po kolei w głowie". 
Zrobiło jej się przykro.

- Dlaczego nie siedzisz na słońcu? - zapytała Elise mamę, gdy Evert 

skończył.

- Zwariowałaś? Jest za gorąco. Wyglądasz na zmęczoną, Elise. Pewnie 

w fabryce trudno dziś było wytrzymać?

Pokiwała głową i powiedziała:
- Naleję wody do miski i zmyję z siebie ten najgorszy kurz. - Ale nie 

miała siły się ruszyć, tak ją wszystko bolało. - Nie widziałaś Emanuela? - 
zagadnęła, żeby odwrócić uwagę mamy.

- Nie, a powinnam?
- Mieliśmy się spotkać podczas przerwy obiadowej, ale się nie pojawił. - 

Zacisnęła   mocno   zęby,   podnosząc   wiadro   i   nalewając   wody   do   miski. 
Potem odwróciła się plecami, zdjęła brudną bluzkę i obmyła się.

Do kuchni wpadł z impetem Peder i zawołał:
-   Chodź,   Evert,   na   dwór!   Pobiegamy   z   kółkiem!   -  A  podejrzawszy 

siostrę, uśmiechnął się z zakłopotaniem i rzucił: - Ale ci urosły  piersi, 
Elise!

-   Ordynus!   -   prychnęła   i   oblała   się   rumieńcem.   Wycierając   się 

pośpiesznie i wkładając świeżą bluzkę, modliła się w duchu, by mama 
czasem nie odgadła prawdy! Nie przed ślubem!

Nagle   uderzyła   ją   jedna   myśl.   Mama   Emanuela   od   razu   nabrała 

podejrzeń i nawet zapytała Elise, czy jest w ciąży! Mimo że nie otrzymała 
jasnej odpowiedzi, domyśliła się wszystkiego. Może więc jej mama też 
może dowiedzieć się o tym przed sobotą?

Chłopcy wybiegli z domu, a Elise usiadła na stołku zmęczona.
-   Och,   jak   dobrze   się   choć   trochę   opłukać   -   westchnęła.   -   W   tym 

tygodniu  muszę  wziąć  kąpiel  wyjątkowo w piątek,  bo nie  zdążę przed 
samym ślubem w sobotę.

- Dziwne, że Emanuel nie przyszedł, skoro się umówiliście.
- Musiało mu coś przeszkodzić. Od przyszłego poniedziałku zaczyna 

pracę w tkalni płótna żaglowego, może więc posłali po niego, by przyszedł 

background image

do fabryki zapoznać się z nowymi obowiązkami?

- Wiedziałby wówczas o tym wczoraj wieczorem.
- Je posiłki razem ze swoimi gospodarzami. Może w tym czasie siedzieli 

przy stole?

- Mam nadzieję, że nic mu się nie stało. Czasami myślę sobie, że to, co 

się wydarzyło, jest za piękne, by mogło być prawdziwe. Wciąż mi się 
zdaje, że za chwilę pojawią się jakieś przeszkody.

- Mamo, przestań się zachowywać jak pani Thoresen. Ona też patrzy 

czarno na wszystko.

-   Nic   dziwnego,   że   stałyśmy   się   takie,   Elise.   Przez   długie   życie 

napatrzyłyśmy się na tyle złego.

Elise wstała i przyniosła dzbanek z kawą.
- Dolać ci jeszcze, mamo? - zapytała.
- Tak, dziękuję, najlepiej na spodeczek. Dosyp może jeszcze łyżeczkę 

kawy, bo taka jest słabiutka. Zjadłaś dziś zupę w fabryce?

- Nic już nie zostało, gdy wróciłam, nie spotkawszy się z Emanuelem.
- Nic nie jadłaś? Ależ moja kochana, pewnie jesteś głodna jak wilk?
- Jestem zbyt zmęczona, by odczuwać głód. Mama wstała i zakrzątnęła 

się przy piecu.

- Zostało mi kilka ugotowanych ziemniaków. Usmażę ci na maśle. Weź 

do tego kromkę chleba i najedz się do syta.

- Dziękuję. Zaczęłaś szyć firanki?
-   Tak,   ale   potrzebuję   twojej   pomocy,   żeby   zdążyć   na   czas.   Elise 

uśmiechnęła się, zadowolona, że nie musi sama robić sobie obiadu.

- Cieszę się, że wreszcie przejrzałaś na oczy i zrozumiałaś, jakie masz 

szczęście - gawędziła mama, krzątając się przy piecu. Dodała też coś na 
temat pogody, fabryki i pięknego, przytulnego domu.

Elise sięgnęła po blaszany talerz i nałożyła sobie ziemniaki z patelni.
- Mamo, muszę ci o czymś powiedzieć...
- Myślę, że to zbędne - uśmiechnęła się mama. Elise zerknęła na nią 

zdumiona.

- Domyśliłaś się?
-  A  po   co   byście   się   tak   śpieszyli   ze   ślubem?   Elise   poczuła,   że   się 

czerwieni.

- Peder nie jest taki głupi - dodała mama z uśmiechem. - Zauważył 

zmianę w twoim wyglądzie, choć nie skojarzył tego z prawdą. Cieszę się, 
że się pobieracie, Elise. Czytałam ostatnio w gazecie, że jedno na troje 
dzieci w Norwegii rodzi się poza związkiem małżeńskim. A w niektórych 
miejscach   w   kraju   tylko   jedno   na   troje   dzieci   przychodzi   na   świat   w 

background image

normalnej rodzinie. Pastor Eilert Sundt, który zbadał to zjawisko, napisał 
do swojej żony, że jest zaszokowany upadkiem obyczajów i rozwiązłością 
kobiet. Zastanawiał się, jak ma przetrwać życie rodzinne i społeczne przy 
takiej   niemoralności.   Nie   zamierzam   ci   prawić   kazania,   Elise.   Wiem 
dobrze, jak to jest tu, na osiedlu Sagene, ile niezamężnych matek pracuje 
w fabryce. Chcę ci tylko powiedzieć, że cieszę się, że moja córka zawrze 
sakrament małżeństwa, zanim urodzi dziecko, i że mój wnuk będzie miał 
oboje rodziców.

Elise nie miała odwagi spojrzeć na mamę. Siadła przy stole i zaczęła 

jeść.

- Pomyśl, dziecko będzie miało takiego wspaniałego ojca! – W głosie 

mamy pobrzmiewał zachwyt. - Tak mnie wzrusza, gdy patrzę, jak on się 
troszczy   o   ciebie.   Mimo   że   wszystko   potoczyło   się   nazbyt   szybko, 
wygląda na to, że on bardzo cię kocha i cieszy się, że zostanie ojcem.

Elise   z   trudem   przełykała   jedzenie.   Przysięgła   sobie,   że   nigdy   nie 

wyjawi mamie prawdy, ale teraz uświadomiła sobie, że prędzej czy później 
może się zdradzić.

- Wolałabym nie stać za ladą zbyt wiele godzin w ciągu dnia - ciągnęła 

mama, nie zwracając uwagi na milczenie Elise. - Żal mi tych młodych 
matek,   które   muszą   przed   szóstą   zanieść   swoje   dzieci   do   żłobka.  Taki 
kawał drogi! A wracają nie  wcześniej niż  o ósmej,  a nawet dziewiątej 
wieczorem. Jeśli nie będę musiała pracować przez cały dzień, zaopiekuję 
się dzieckiem, póki ty nie wrócisz do domu.

Elise pokiwała głową, wciąż jednak nie mogła wydobyć z siebie słowa. 

Bała się poza tym, że głos ją zdradzi. Całe szczęście, że miała przed sobą 
talerz z jedzeniem i pochylona nad nim, nie musiała patrzeć mamie prosto 
w oczy.

- Proszę cię, nie mów o tym nikomu - odezwała się w końcu. - Wiem, że 

wiele   dziewcząt   jest   w   podobnej   sytuacji,   ale   Emanuel   dopiero   co 
zrezygnował   ze   służby   oficerskiej   w   Armii   Zbawienia.   Powiemy   po 
prostu, że dziecko urodziło się wcześniej.

- Spokojnie, Elise. Ja już o wszystkim pomyślałam. Kiedy zrozumiałam, 

co się z tobą dzieje, też się martwiłam. Głównie chodziło mi o te plotki z 
powodu   jego   przeszłości   w   Armii.   Uspokoiłam   się   jednak,   gdy 
postanowiliście   się   szybko   pobrać.   Oczywiście,   że   nikomu   o   tym   nie 
powiem. Chłopcy dowiedzą się dopiero, jak będzie po tobie znać ciążę. - 
Mama pochyliła się i położyła dłoń na jej ramieniu. - Tak się cieszę, Elise. 
Teraz,   gdy   urodzisz,   będzie   mi   łatwiej   znieść   myśl,   że   zabrano   nam 
dziecko Hildy. Modlę się do Boga, żeby to był chłopiec i żeby Peder miał 

background image

nowego „braciszka".

Elise   poczuła,   jak   ściska   ją   w   gardle.   Ze   wszystkich   sił   starała   się 

zapomnieć o tym, co ją spotkało. Nie zastanawiała się wcale, czy urodzi 
chłopca,   czy   dziewczynkę.   Wiele   ją   kosztowało,   by   zaakceptować 
rozwijający   się   w   niej   płód.   Wstała   powoli,   obolała   na   całym   ciele,   i 
oznajmiła:

- Wyjdę trochę i się rozejrzę. Może spotkam Emanuela. Byłam pewna, 

że przyjdzie, gdy tylko wrócę do domu.

Ale gdy tylko wyszła za drzwi, siadła ciężko na stołku stojącym przy 

zewnętrznej   ścianie   domu,   oparła   się   i   przymknęła   oczy.   To   okropne 
oszukiwać mamę w taki sposób! Gdyby jednak wyznała jej całą prawdę, 
mama nigdy nie zdołałaby sobie z tym poradzić. Może nawet odwracałaby 
się od dziecka ze wstrętem, przypominając sobie, kim jest jego ojciec? Nie 
wiadomo nawet, czy w ogóle zechciałaby wziąć je na ręce. Cały misterny 
plan   ległby   wówczas   w   gruzach.   Bo   przecież   głównym   powodem,   dla 
którego   zdecydowała   się   poślubić   Emanuela,   była   jego   gotowość 
zaopiekowania się dzieckiem. Obiecał być dla niego prawdziwym ojcem, 
dać mu dom i rodzinę.

O wstydzie nie myślała w pierwszym rzędzie, bo jak wspomniała mama, 

tu, na osiedlu robotniczym Sagene, niezamężne matki stanowiły tak liczną 
rzeszę, że nikt ich nie wytykał palcami. Ale wśród przyjaciół Emanuela z 
Armii i w jego rodzinie z pewnością jest inaczej.

Otworzyła oczy i omiotła spojrzeniem most i drugi brzeg rzeki. Dziwne, 

że nie przyszedł...

Wyprostowała się gwałtownie, bo nagle obleciał ją strach. Może coś mu 

się   stało?   Wczoraj   wieczorem   tak   późno   wracał   do   domu.   Było   już 
ciemno.

Lodowaty chłód przeniknął jej serce. Przypomniała sobie stojących przy 

wyjściu   z   Tivoli   dwóch   mężczyzn   i   ich   ponure,   śmiertelnie   poważne 
twarze. Oni nie przyszli tam się bawić i tańczyć! Dlaczego nas śledzili? - 
zastanawiała   się.   Co   mieli   do   roboty   na   Myralokka   tak   późnym 
wieczorem? I jak by się to skończyło, gdyby nie pojawiła się nagle ta para 
zakochanych?

Wstała ze stołka. Boże, co się stało?

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

W drzwiach pojawiła się mama i zapytała:
- I co, Elise, idzie?
Elise nie miała odwagi na nią spojrzeć.
- Nie, pewnie mu coś stanęło na przeszkodzie. Może przyjechali jego 

rodzice?

- Na kilka dni przed ślubem? Wątpię. Przecież dla gospodarzy na wsi to 

najbardziej pracowity okres w roku.

- Na pewno wkrótce się pojawi. Przejdę się trochę i się rozejrzę.
- Nie, nie ma na to czasu. Uprzątnęłam ze stołu w kuchni, możesz więc 

przyjść mi pomóc przy szyciu zasłon.

Elise uznała, że nie ma się co sprzeciwiać, w końcu mamie zależało, by 

na wesele było w domu ładnie i czysto. Zresztą gdyby Emanuel mógł, na 
pewno by przyszedł, nie ma sensu go szukać.

Na zasłony kupiły taki sam kreton, z którego szyło się tanie fartuchy. O 

ile   ładniej   wyglądałyby   białe   firanki,   rozmarzyła   się   Elise,   gdy   już 
wymierzyły i przycięły tkaninę.

Drzwi wyjściowe były otwarte na oścież, by wpuścić do środka trochę 

powietrza. Elise widziała stąd porośnięty trawą pochyły brzeg. Wiedziała, 
że jeśli Emanuel się pojawi, to już z daleka, zanim dotrze na ganek, go 
usłyszy.

Znów przypomnieli się jej ci dwaj obcy, których zobaczyła przy wyjściu 

z Tivoli. Nie byli ubrani tak jak robotnicy, ale też nie tak jak ludzie z 
wyższych   sfer.   Bardziej   przypominali   kancelistów.   Największym 
marzeniem i nadzieją robotników było to, by ich synowie mogli chodzić 
na   co   dzień   w   wykrochmalonych   koszulach   i   garniturach.   „Białe 
kołnierzyki", jak nazywano kancelistów, zaczynały pracę co najmniej kilka 
godzin później niż robotnicy.

Może jednak to kompani Lorta-Andersa? Jeśli tak, to o co im chodziło? 

Podobno Lort-Anders i Johan się pogodzili, tak przynajmniej mówił ktoś z 
Armii, kto odwiedzał więzienie.

Na   podwórzu   słychać   było   hałasy   i   odgłosy   ożywionej   zabawy.   Do 

background image

środka wpadli Peder, Kristian i Evert, przemoczeni i rozdokazywani.

- Widzieliśmy polewaczkę! Polewała ulicę! - Peder był tak zdyszany, że 

nie mógł prawie mówić. - Podwinęliśmy spodnie do kolan i wbiegaliśmy 
pod strumień wody. Szkapa nagle się zatrzymała, a nas całkiem zmoczyło, 
nawet włosy mamy mokre! - zawołał, pokazując swoją sterczącą grzywkę.

- Uff! - Mama wstała ze stołka. - Patrzcie, jak pobrudziliście podłogę! A 

przecież za parę dni wesele.

Elise odwróciła się z uśmiechem do chłopców.
- Nie widzieliście czasem Emanuela? - zapytała. Peder pokręcił głową.
- Szyjesz suknię ślubną, Elise?
- To by dopiero była suknia! Nie widzisz, że to materiał na zasłonki?
- A czemu nie ma tu Ringstada? - zapytał Evert i popatrzył na nią.
- Miał być, ale pewnie coś mu przeszkodziło.
- A może to jego znaleziono na wzgórzu Aker w nocy? Elise przerwała 

pracę i popatrzyła na chłopca z przerażeniem.

- O czym ty mówisz? - zapytała.
-   Nie   słyszałaś?   Policja   kogoś   znalazła.   Ktoś   z   tamtejszych   willi 

zatelefonował na policję, że na ulicy leży martwy mężczyzna.

Elise poczuła, jak krew odpływa jej z głowy, i powtórzyła szeptem:
- Martwy mężczyzna?
-   Chłopaki   na   ulicy   o   tym   opowiadali.   Oni   myślą,   że   to   sprawka 

chuliganów z Sagene.

Zarówno mama, jak i Peder i Kristian stali cicho, patrząc na Everta z 

niedowierzaniem. Peder zaczął się trząść.

- Przecież mówiłeś, że zabili jakiegoś drania?
- Nikt nie wie, kto to jest. Mówili tylko, że nie żyje.
- Nie, to nie może być przecież Emanuel! - Mama pierwsza otrząsnęła 

się z szoku. - On się nie zadaje z takimi łobuzami.

- To dlaczego nie przychodzi? - Peder odwrócił się do mamy, a w jego 

szeroko otwartych oczach odmalowało się przerażenie.

-   Ma   tysiąc   spraw   do   załatwienia.   Przecież   się   żeni,   przeprowadza   i 

zaczyna nową pracę. Zresztą chyba rozumiesz, że bandyci nie odważą się 
napaść na człowieka o takiej pozycji.

-   A   poza   tym   on   nie   włóczy   się   po   nocach   -   dorzucił   Kristian 

lakonicznie.

Elise   poczuła   paraliżujący   strach.   Owszem,   wczoraj   Emanuel   wracał 

późno w nocy. Szedł przez Beierbrua, pomiędzy opustoszałymi o tej porze 
fabrykami,   uśpionymi   domami   w   dół   ciemną   ulicą   Maridalsveien.   Był 
łatwą zdobyczą, jeśli ktoś miał złe zamiary.

background image

Odszukała wzrokiem mamę, ale mama najwyraźniej nie myślała w ten 

sam   sposób.   Poza   tym   ona   nie   wiedziała   o   tych   dwóch   typkach   w 
ciemnych garniturach z ponurymi minami. Elise czuła, że się dusi, musiała 
wyjść, by zaczerpnąć świeżego powietrza.

Roztrzęsiona ruszyła chwiejnie ku drzwiom.
- Elise, co z tobą? - usłyszała zdziwiony głos mamy.
- Nic. Tylko tu, w środku, jest strasznie duszno - odparła i sama słyszała, 

jak obco zabrzmiał jej głos.

Chłopcy najwyraźniej uspokoili się i pochłonęły już ich inne sprawy. 

Sięgnęli po łódki, które wystrugali, i poszli się nimi bawić na dwór.

Elise odetchnęła głęboko w nadziei, że uspokoi drżenie ciała, ale nic jej 

nie pomogło. W nocy znaleziono martwego mężczyznę na wzgórzu Aker! 
Emanuel wracał sam, gdy już zapadły ciemności, a dziś się nie pojawił. 
Nie ma wątpliwości, że coś mu się stało.

Ale   przecież   jego   gospodarze   wiedzą   o   mnie,   wiedzą,   że   na   sobotę 

zaplanowaliśmy ślub. Gdyby coś mu się stało, przesłaliby mi wiadomość 
do fabryki albo do domu! Myśl ta zapaliła w niej iskierkę nadziei.

Ale może nie zdążyli tego uczynić? Najpierw musieli przecież wysłać 

telegram do jego rodziców. A zresztą to dla nich też musiał być szok. Pan 
Carlsen  pewnie  został  wezwany  na  posterunek,  a  jego  żona i  Karolinę 
raczej nie chciały załatwiać takiej sprawy. Dopiero jak wszystko ucichnie, 
przypomną sobie o mnie.

Bezwiednie   zaczęła   spacerować   po   ganku   w   tę   i   z   powrotem. 

Obserwując chłopców biegnących po trawie w dół nad rzekę, cieszyła się, 
że  zajęli  się  sobą. Zaraz  pewnie przyjdzie  mama,  zdziwiona,  gdzie  się 
podziewa córka. Co mam jej powiedzieć? - zastanawiała się gorączkowo.

- Elise? Gdzie ty jesteś? Musimy szyć, żeby skończyć do wieczora! - 

Mama stanęła w drzwiach i popatrzyła na nią ze zdumieniem: - A co ci 
jest? Tak zbladłaś. Chyba nie poczułaś się źle?

Płacz ścisnął ją w gardle.
- Mamo, tak się boję...
- Boisz się? A co się stało?
- Przecież wiesz, że Emanuel był u nas w nocy. Wracał sam do domu po 

zapadnięciu zmroku. Nie tak wielu mężczyzn idzie samotnie na wzgórze 
nocną porą.

- Ależ kochanie. Dlaczego ktoś chciałby go skrzywdzić?
- Przecież sama wiesz, ilu włóczęgów kręci się tu, po okolicy. Może 

chcieli go okraść z pieniędzy?

Mama nagle straciła pewność siebie.

background image

-   Ale   przecież   nie   musieliby   go   mordować   z   takiego   powodu.   Za 

morderstwo grozi przecież kara dożywotniego więzienia i ciężkiej pracy. 
Nikt nie podejmie takiego ryzyka.

-   Może   wcale   nie   mieli   zamiaru   go   zabić,   może   chcieli   go   tylko 

ogłuszyć, tymczasem stało się inaczej.

Mama pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Nie chce mi się w to wierzyć. Zapewne pobili kogoś ze swoich.
- Owszem, gdyby to się stało w Vaterlandzie, to bym może uwierzyła, 

ale nie na wzgórzu Aker!

-   Najlepiej   idź   do   niego,   Elise!   Wiem,   że   nie   przepadasz   za   jego 

gospodarzami, ale musisz to wyjaśnić.

Elise poczuła, że zbiera jej się na mdłości, i znów zakręciło jej się w 

głowie.

- Dobrze, ale najpierw muszę przez chwilę posiedzieć. Osunęła się na 

stołek, a przed oczami wszystko jej zawirowało.

To nie może być prawda! Niemożliwe, by Emanuel został zabity. I to 

jeszcze   zapewne   z   jej   powodu.   Zemścili   się   na   nim   kompani   Johana, 
zapewne bez jego wiedzy, bo Johan nigdy by nie przystał na coś takiego. 
On nie jest taki! Co innego Lort-Anders i opryszki z jego bandy. Jeden z 
nich przecież dopuścił się gwałtu na niej, inni napadli na nią i Emanuela w 
okolicach   fabryki   i   zamknęli   ich   na   noc   w   komórce.   Są   zdolni   do 
wszystkiego.   To   bandyci.   Lort-Anders   nie   na   darmo   ma   tak   kiepską 
reputację.

- Elise, kochanie, nie martw się na zapas! Przecież tak naprawdę nie 

wiemy nic dokładnie prócz tego, że znaleziono martwego mężczyznę. Nie 
ma   pewności,   czy   popełniono   zbrodnię.   A  może   ten   człowiek   dostał 
zawału serca? Może to ktoś starszy wiekiem? Evert ma bujną wyobraźnię. 
To, co mówił o chuliganach z Sagene, słyszał jedynie od chłopaków na 
ulicy.

Elise   pokiwała   głową,   ale   nie   była   przekonana.   Niepokoiła   się   o 

Emanuela przez cały dzień, a właściwie od chwili, gdy zauważyła, że te 
dwa   podejrzane   typki   ich   śledzą.  A  skoro   nie   przyszedł   na   spotkanie 
podczas przerwy obiadowej ani teraz wieczorem, to znaczy, że stało się 
coś   poważnego.   Inaczej   by   ją   powiadomił.   Emanuel   zawsze   pilnował 
takich spraw. Był skrupulatny i liczył się z innymi. Nie pozwoliłby, żeby 
się o niego zamartwiała.

- Przyniosę ci kubek zimnej wody - odezwała się mama. - Kiedy słońce 

schowa się za koronami drzew, nie będzie już tak gorąco.

Elise oparła się o nagrzaną ścianę domu. Przed chwilą była spocona, a 

background image

teraz trzęsła się z zimna. Zawroty głowy nie ustępowały.

A więc mama miała jednak rację. To było zbyt piękne, by mogło być 

prawdziwe. Przeczuwała, że coś się stanie, no i się stało. Nie było im 
jednak dane pomieszkać w domu majstra. Nie zasłużyli na to, by mieć 
lepiej niż inni. Dziecko, które nosi pod sercem, nie będzie miało ojca. 
Będzie   leżało   w   pudełku   w   korytarzu   przędzalni   i   siniało   z   płaczu, 
przemoczone i odparzone, tak jak wszystkie inne dzieci robotnic. Jak to 
powiedziała kiedyś pani Thoresen, „dla takich jak my nie ma nadziei". 
Jesteśmy skazani na życie w biedzie.

Mama   wyszła   z   kubkiem   wody   i   podała   go   Elise,   która   popiła 

zachłannie.

- Wciąż jesteś blada. Chyba nie powinnaś nigdzie się ruszać, zanim nie 

dojdziesz trochę do siebie. A może chłopcy poszliby z tobą? Albo najlepiej 
wyślemy ich samych? Jeśli im wytłumaczysz, który to dom, na pewno 
trafią.

- Nie ma co puszczać ich samych. Najpierw musimy się dowiedzieć, co 

się właściwie stało.

Mama rozejrzała się wokół.
- Może przyjdzie ktoś, kto by mógł nam pomóc.
- Mamo, wracaj do środka i zajmij się szyciem! Ja tu posiedzę przez 

chwilę i na pewno zaraz mi przejdzie.

- A po co szyć zasłonki, skoro nie będzie ślubu?
Słowa te poraziły Elise. Mimo że i ją dręczyły podobne myśli, to jednak 

wypowiedziane na głos przez mamę wydały się bardziej ponure i tylko 
utwierdziły ją w strachu.

- Przecież przed chwilą mówiłaś, żebym się nie martwiła na zapas.
Mama nie odpowiedziała.
Nie,   rzeczywiście   nie   wiadomo,   czy   w   ogóle   odbędzie   się   ślub. 

Najgorsze jednak jest to, że już nigdy więcej nie spotkam Emanuela! - 
pomyślała, nie mając pojęcia, jak to zniesie.

- Wracam do środka - głos mamy zdradzał rezygnację.
Elise wstała i zachwiała się. Musiała się uchwycić ściany. Bezwiednie 

dotknęła dłonią brzucha. Ile potrafi znieść takie maleństwo? Zaraz jednak 
podeszła do drzwi i zawołała:

-   Już   mi   dobrze,   mamo!   Idę   na   wzgórze   Aker   porozmawiać   z 

Carlsenami.

Nie usłyszała żadnej odpowiedzi. Zatroskana weszła do przedsionka i 

zajrzała do kuchni. Mama płakała oparta o kuchenny stół.

- Ależ mamo... Przecież jeszcze nie wiemy, czy chodzi o Emanuela. 

background image

Sama mówiłaś, że to może jakiś starszy pan dostał zawału serca.

Mama nie odpowiedziała. Słychać było tylko rozdzierający szloch.
Z   ciężkim   sercem   Elise   odwróciła   się   i   ruszyła   w   stronę   mostu. 

Najchętniej poczekałaby z tym do rana, by pozostawić sobie jeszcze parę 
godzin nadziei i modlić się, by Bóg go zachował. Ale uznała, że mimo 
wszystko najgorsza jest niepewność.

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Gdy dochodziła na szczyt wzgórza Aker, zawroty głowy ustąpiły, ale 

nogi ciążyły jej jak ołów i oddychała z trudem. Co chwila musiała się 
zatrzymywać, by odkaszlnąć. Wciąż czuła w gardle i w płucach fabryczny 
kurz.

Szła ze złożonymi rękami i modliła się po drodze: - Dobry Boże, nie 

pozwól Emanuelowi umrzeć. Niech tym martwym mężczyzną okaże się 
ktoś inny, może jakiś starzec, który i tak wnet by umarł. Spraw, by było 
jakieś   zwyczajne   wytłumaczenie   tego,   że   Emanuel   nie   przyszedł   na 

background image

spotkanie. Amen.

Zwolniła nieco, gdy już dochodziła do bramy. Gdyby wydarzyła się tu 

taka zbrodnia, na ulicy chyba roiłoby się od policji i gapiów, tłumaczyła 
sobie.   Do   Carlsenów   ciągnęłyby   tłumy   przyjaciół   z   kondolencjami. 
Wstrząśnięci sąsiedzi dowiadywaliby się, co się tak naprawdę stało. Chyba 
nie wyglądałoby tu tak spokojnie, cicho i głucho jak teraz?

A jeśli wyjdzie Karolinę i domyśli się, kim jestem? - denerwowała się. 

Albo Agnes otworzy drzwi, a gdy mnie zobaczy, zatrzaśnie mi je przed 
nosem?

Ale co to ma za znaczenie, jeśli Emanuel nie żyje? Niech Agnes się 

wścieka, ile tylko chce, pluje mi w twarz, wyzywa od najgorszych, nic 
mnie to nie obchodzi, bo bez niego i tak wszystko straci sens.

Z ociąganiem otworzyła furtkę do ogrodu, weszła i zamknęła ją za sobą. 

Ruszyła w stronę willi alejką wyłożoną kamiennymi płytami. Zalękniona 
zerknęła na duże okna, ale nie zauważyła w nich nikogo.

Stanęła   przy   pięknych   drzwiach   wejściowych,   nabrała   głębokiego 

oddechu i postukała błyszczącą kołatką z mosiądzu.

Po chwili usłyszała lekkie kroki i drzwi otworzyła młoda dziewczyna, 

zapewne pokojówka, ubrana w szeroki biały fartuch i czepek na głowie.

- Przepraszam, czy zastałam pana Emanuela Ringstada?
Na   twarzy   pokojówki   odmalowało   się   przerażenie,   rozejrzała   się 

bezradnie,   jakby   w   nadziei,   że   ktoś   odpowie   za   nią,   ale   nikogo   nie 
zauważyła.

-   On...   Jest...   Przepraszam,   ale   muszę   najpierw   zapytać   państwa.   - 

Odwróciła się gwałtownie i zniknęła w głębi korytarza.

Elise   nie   ruszyła   się   z   miejsca,   starając   się   spokojnie   oddychać.   Na 

pewno coś mu się stało! Dziewczyna nie zareagowałaby w taki sposób, 
gdyby wszystko było normalnie.

Zdawało   jej   się,   że   czeka   całą   wieczność,   wreszcie   usłyszała   odgłos 

ciężkich kroków i po chwili ujrzała pokojówkę w towarzystwie tęgiego 
mężczyzny  w średnim wieku w białej koszuli ze złotym zegarkiem na 
łańcuszku, gęstymi ciemnymi wąsami i lekką siwizną na skroniach.

- Słyszałem, że pytała pani o pana Ringstada? Czy mogę zapytać, kim 

pani jest?

- Jego narzeczoną, Elise Lovlien. Zmierzył ją od stóp do głów i odparł:
- Powinienem się domyślić. Proszę do środka, panno Lovlien, musimy 

porozmawiać.

Wskazał jej pierwsze drzwi na lewo i weszli do dużej biblioteki.
-   Proszę   usiąść,   panno   Lovlien.   Dobrze,   że   pani   przyszła,   bo   za-

background image

mierzałem właśnie po panią posłać. Naczelnik policji powinien tu być lada 
chwila. Na pewno zechce zamienić z panią parę słów.

Elise siadła na jednym z miękkich foteli, który jej wskazał. Serce waliło 

jej jak szalone, w ustach jej zaschło, a krew odpłynęła z twarzy.

- Strasznie pani zbladła. Źle się pani czuje? - popatrzył na nią niepewnie.
- Nie... Ale tak się zdenerwowałam.
- Czy  pani coś wie?  - zapytał i popatrzył na nią surowo, marszcząc 

czoło.   -   Właśnie   o   tym   chce   rozmawiać   z   panią   policja.   Pani   zna   to 
środowisko i może się domyśla, kto może za tym stać.

Zwilżyła wargi i pokręciła głową.
- Ja nic nie wiem.
Nie mogę skierować ich podejrzeń na Johana, pomyślała desperacko. 

Zresztą on nigdy by nie podburzał kompanów, by dopuścili się zbrodni. 
Dotknęła czoła zlanego zimnym potem. Ręka jej drżała.

-  Ja...  ja...  - jąkała  się,   usiłując  uspokoić  kłębiące   się   myśli.  A więc 

Emanuel nie żyje, został zabity w drodze do domu. - Mieliśmy mieć ślub 
w sobotę... - wykrztusiła z siebie szeptem, ale mężczyzna nie wyglądał na 
poruszonego. Może nie słyszał, co powiedziała.

- Doprawdy, podjął niezrozumiałą decyzję. Po tylu latach zrezygnował 

ze   służby   w   Armii   Zbawienia,   dosłużywszy   się   stopnia   kapitana. 
Doskonale rozumiem, że jego rodzice tak ostro zareagowali. Gdyby to mój 
syn tak postąpił, to nie wiem, co bym zrobił. Pani pracuje w przędzalni 
Nedre Voien, tak?

Elise pokiwała głową, usiłując stłumić dygot na całym ciele i szczękanie 

zębami.

-   Słyszałem,   że   pani   ojciec   umarł,   a   matka   choruje   na   suchoty. 

Przypuszczam więc, że Emanuel podjął taką decyzję z litości. - Pokręcił 
głową   zafrasowany.   -   Niedobrze,   gdy   mężczyzna   pozwoli   na   to,   by 
zwyciężyły w nim uczucia. Powinniśmy tak wychowywać naszych synów, 
by umieli się temu przeciwstawić.

Elise prawie nie słyszała tego, co mówi, bo wciąż kołatało jej w głowie, 

co się stało w nocy.

- Próbowałem mu przemówić do rozsądku, ale daremnie. Razem z jego 

ojcem planowaliśmy połączyć nasze rodziny, ku radości nas wszystkich i z 
pożytkiem  dla   jego   ojca.   Jestem   przekonany,   że   moja   córka,   Karolinę, 
zdołałaby go nakłonić do porzucenia tych jego szalonych planów. Dość 
jest kobiet i mężczyzn, którzy nie mają za co żyć i mogą poświęcić się 
pracy socjalnej, nikogo tym nie raniąc. Natomiast on, dziedzic, ma swoje 
obowiązki. Nie może tak po prostu uciec od odpowiedzialności!

background image

Elise   zapragnęła   odejść   stąd   jak   najdalej.   Po   co   ta   krytyka   i   słowa 

potępienia,   skoro   to   wszystko   nie   ma   już   znaczenia.   Co   z   niego   za 
człowiek, skoro dręczy ją w taki sposób w chwili, gdy się dowiedziała, że 
cała jej przyszłość legła w gruzach?

Na zewnątrz rozległ się hałas. Po chwili usłyszeli pukanie do drzwi i 

pokojówka, wsunąwszy głowę przez szparę, oznajmiła:

- Jest już policmajster, panie Carlsen.
- Przyprowadź go tu, Louise,
Elise oblała się zimnym potem. Teraz na pewno ją zapytają, czy ma 

jakieś   powiązania   z   Lortem-Andersem   i   jego   bandą.   Niebezpiecznie 
kłamać policji. Czy powinna wspomnieć coś o tych dwóch ubranych na 
ciemno typkach z Tivoli?  Może powinna też wyznać, że wybrali się z 
Emanuelem na Myralokka. Wtedy zapytają, po co poszli tam tak późnym 
wieczorem, i domyśla się, czemu szukali ustronnego miejsca z dala od 
wszystkich. Przypomniał jej się poprzedni dzień. Nigdy już nie zobaczy 
Emanuela!   Nie   poczuje   jego   silnego   ramienia,   nie   spojrzy   w   jego 
uśmiechniętą   twarz,   nie   usłyszy   szeptanych   do   ucha   miłych   słów,   nie 
odczuje jego troski i miłości. Nie była w stanie powstrzymywać dłużej łez. 
Z głośnym jękiem ukryła twarz w dłoniach i wybuchnęła płaczem.

Do pomieszczenia wszedł policmajster. Zebrała się w sobie, wytarła łzy 

rękawem bluzki i wstała.

- Tu mamy jego narzeczoną, pannę Elise Lovlien - przedstawił ją pan 

Carlsen. - Przyszła tu sama, nie musiałem po nią posyłać.

- To dobrze - skinął do niej policmajster. - Może ma dla nas jakieś cenne 

wskazówki.

Pan Carlsen podsunął umundurowanemu gościowi krzesło i obaj usiedli 

naprzeciwko   Elise.   Spoglądał   na   nią   jakoś   dziwnie,   jakby   zdumiony. 
Pewnie dziwi się temu samemu co pan Carlsen, pomyślała. Nie pojmuje, 
że Emanuel chce się ożenić z biedną robotnicą.

- A więc słyszała pani, co się stało? - zaczął policmajster, przyglądając 

się jej uważnie i przenikliwie.

Zakasłała, zachrząkała i z trudem wydobyła z siebie słowa.
- Opowiedział mi o tym kolega moich braci.
- A skąd on o tym wie?
- Od chłopaków z ulicy.
- Dziwne! Przecież jeszcze gazety o tym nie pisały.
- Nie wiedzieli, kto to jest ani co się stało, powtarzali tylko tyle, że na 

wzgórzu Aker znaleziono martwego mężczyznę.

- No, martwego to za mocno powiedziane.

background image

Oczy Elise się rozszerzyły. Wpatrywała się w policmajstra, nie mając 

odwagi   zapytać,   ale   wierzyła,   że   wyjaśni   jej,   co   miał   na   myśli. 
Policmajster   tymczasem   nic   więcej   nie   powiedział.   Wyjął   za   to   jakieś 
papiery i zaczął je przeglądać.

Elise zwróciła się do Carlsena:
- Przepraszam, panie Carlsen, ale czy to znaczy, że Emanuel przeżył?
Jej słowa zabrzmiały cicho niczym szept.
- Tak, na szczęście. Otrzymał kilka silnych ciosów, możliwe, że doznał 

wstrząsu   mózgu.   Leży   w   szpitalu,   ale   zapewne   za   parę   dni   zostanie 
stamtąd wypisany. A co, obawiała się pani czegoś innego?

Elise zamknęła oczy i w duchu wydobyła z siebie jęk ulgi.
-   Bardzo   dziękuję   -   wyszeptała,   nie   wiedząc   właściwie,   komu   ma 

dziękować.

-   No,   panno   Lovlien   -   burknął   policmajster.   -   Teraz   proszę   nam 

opowiedzieć,   co   pani   właściwie   wie.   Dowiedzieliśmy   się   jedynie,   że 
poszkodowany   został   napadnięty   z   tyłu,   otrzymał   silny   cios   i   stracił 
przytomność. Doszedł do siebie dopiero w szpitalu. Nie ma pojęcia, kto go 
napadł.   Zginął   mu   portfel.   Zapewne   byli   to   ci   sami   złodzieje,   którzy 
grasują na Maridalsveien i nad brzegiem rzeki, ale myślimy, że może pani 
nam   trochę   pomoże.   Może   pani   wie   coś   więcej,   skoro   mieszka   w   tej 
okolicy. - Ostatnie słowa zabrzmiały lekko pogardliwie.

Elise myślała intensywnie. Uznała, że nie musi mówić wszystkiego, co 

wie.

Jeśli policja uważa, że to zwykły napad rabunkowy, to zadowolą się tym 

wyjaśnieniem. Nie ma sensu mieszać do tego Lorta-Andersa ani Johana. 
Nie   dlatego,   by   chciała   oszczędzać   bandziorów.   Właściwie   powinna 
opowiedzieć wszystko, jak ją napadnięto w lesie i zgwałcono, skoro ma 
teraz  okazję, ale  ślady  mogłyby  zbyt łatwo prowadzić do Johana,  jego 
rozgoryczenia   i   jej   związku   z   Emanuelem.   Jeśli   policja   nabierze   choć 
cienia podejrzeń, że istniały jakieś inne motywy napadu poza rabunkiem, 
to   tak   łatwo   nie   dadzą   za   wygraną.   Dość   już   cierpienia   przysporzyła 
Johanowi i jego rodzinie.

- Nie wiem nic poza tym, co opowiedzieli mi chłopcy. Umówiłam się z 

moim   narzeczonym,   że   spotkamy   się   w   czasie   przerwy   obiadowej,   i 
zdziwiłam się, że nie przyszedł. Kiedy wróciłam do domu po całym dniu 
pracy,   byłam   pewna,   że   się   u   nas   zjawi.   Wynajmujemy   dom   starego 
majstra nad rzeką przy Beierbrua. - Zauważyła, że policmajster uniósł brwi 
z lekkim zdziwieniem. - Kiedy nie przyszedł, zaczęłam się niepokoić, ale 
pomyślałam, że coś go zajęło, bo do naszego ślubu pozostało zaledwie 

background image

parę dni. Poza tym w najbliższy poniedziałek zaczyna nową pracę jako 
kasjer w tkalni płótna żaglowego.

- Wie pani, gdzie narzeczony spędził wczorajszy wieczór?
- Tak, spędziliśmy go razem. Byliśmy w Tivoli, a potem wróciliśmy 

spacerem ulicą Maridalsveien do domu.

- Jak długo tam pozostał?
- Aż się zrobiło ciemno - odpowiedziała Elise, czując, że się rumieni.
- Czy pani nie musi wstać rano o piątej, by zdążyć do fabryki?
- Owszem - odparła, spuszczając wzrok.
-  A  pani   matka   nie   protestowała,   że   młody   mężczyzna   przebywa   z 

wizytą do późnej nocy?

Elise nie odpowiedziała. Policmajster westchnął głęboko.
- Nic dziwnego, że w tych środowiskach szerzy się taka demoralizacja, 

panie Carlsen! A więc poszkodowany przebywał u pani do późnej nocy i 
wracał sam do domu. Tak mam to rozumieć?

- Tak, panie policmajstrze.
- Wie pani, czy miał przy sobie pieniądze?
- Myślę, że tak. Zamówił sok jabłkowy i ciastka w Tivoli, widziałam, że 

kelnerka wydała mu resztę.

- Hm. - Policmajster zerkał w papiery, podkręcając wąsy, a potem znów 

skierował na nią swój przenikliwy wzrok. - I nie ma pani pojęcia, kto 
mógłby go napaść? Czy nic podobnego nie przytrafiło mu się wcześniej?

Elise   pokręciła   głową   i   pomyślała,   że   przynajmniej   na   to   ostatnie 

pytanie może odpowiedzieć całkiem szczerze.

- Nie, o niczym takim narzeczony mi nie wspominał. Policmajster wstał.
- Wydaje mi się, niestety, że póki co musimy uznać, że istnieje nikła 

szansa na odnalezienie winnego lub winnych tego zdarzenia. Chyba że 
podobny napad się powtórzy i złapiemy  sprawcę na gorącym uczynku. 
Wydaje mi się, że raczej nie należy tego traktować jako próbę zabójstwa. 
Bandyci pobili poszkodowanego, żeby zabrać mu portfel, i nie spodziewali 
się, że dozna on tak dotkliwych obrażeń. Ale oczywiście zdjęliśmy odciski 
palców   i   dopełniliśmy   wszelkich   formalności,   które   rutynowo 
wykonujemy   w   takich   sprawach.   Będziemy   pana   informować,   jeśli 
pojawią się nowe okoliczności, panie Carlsen.

Carlsen pokiwał głową i odprowadził policmajstra do drzwi, a kiedy ten 

wyszedł, odwrócił się do Elise.

- Cóż, zapewne ta sprawa nie zostanie wyjaśniona. Nie pojmuję, co się 

dzieje tu, w stolicy - pokręcił głową. - Człowiek nie może wracać sam do 
domu, nie ryzykując, że zostanie pobity. Może pani już iść, panno Loylien.

background image

Pośpiesznie ruszyła do wyjścia, czując ulgę, że wreszcie opuści ten dom.
Dopiero   po   drodze   w   dół   uświadomiła   sobie   w   pełni   całą   prawdę. 

Emanuel żyje i zapewne już jutro zostanie wypisany ze szpitala! A więc 
może mimo wszystko w sobotę odbędzie się ślub!

Miała wrażenie, że unosi się nad ziemią, biegnąc stromym zboczem w 

dół.   Zmęczenie   zniknęło   jak   ręką   odjął.   Oddychała   swobodnie   i   nie 
odczuwała   bólu   w   krzyżu.   Śpieszyła   się   do   domu,   by   jak   najszybciej 
opowiedzieć tę radosną nowinę mamie. Osuszy jej łzy i będą mogły dalej 
szyć zasłonki.

Evert   poszedł   do   domu,   a   chłopcy   zbierali   się   do   spania,   gdy   Elise 

weszła do kuchni. Wszyscy troje odwrócili się jak na komendę i popatrzyli 
na   nią   w   napięciu.   Po   minach   Pedera   i   Kristiana   poznała,   że   mama 
podzieliła się z nimi swym zmartwieniem.

- Żyje! Leży w szpitalu, ale nic nie zagraża jego życiu! Mama jęknęła z 

ulgą.

-  Dzięki  ci,  dobry   Boże! A  ja  już  byłam pewna,  że  przyniesiesz  złe 

nowiny.

- Ale rzeczywiście to jego pobito w nocy. Stracił przytomność, pewnie 

dlatego rozeszły się plotki, że kogoś zabito. No i ukradli mu portfel.

- Dużo miał w nim pieniędzy? - spytał Kristian przerażony.
- Chyba nie. Jako oficer w Armii Zbawienia nie zarabiał wiele.
- Rozmawiałaś z jego gospodarzami? - spytała mama, patrząc na nią 

wyczekująco.

- Tak, z panem Carlsenem. Jego żony ani córki nie widziałam. Agnes też 

nie. Zastanawiam się, czy w ogóle wiedziała o mojej wizycie.

- Był dla ciebie uprzejmy?
-   Tak.   Mówił,   że   zamierzał   posłać   po   mnie,   bo   policmajster,   który 

prowadzi śledztwo, chciał się dowiedzieć, czy coś wiem.

- A skąd niby miałabyś o tym wiedzieć? Chyba nie sądzi, że masz coś 

wspólnego z takimi bandytami?

- Nie, chciał wiedzieć, gdzie i z kim Emanuel spędził wieczór. Mama 

popatrzyła sceptycznie.

- Tylko dlatego, że mieszkamy nad Aker, wydaje im się, że mamy jakieś 

powiązania z takimi lumpami.

- Nie jest tak źle. To zrozumiałe, że chcieli mnie przesłuchać, gdy się 

dowiedzieli, że jestem jego narzeczoną.

-   Policja   złapała   złodzieja?   -   dopytywał   się   Peder,   ciągnąc   ją   za 

spódnicę.

- Nie, nie wiedzą, kto to był. Zebrali odciski palców, ale uważają, że 

background image

trudno będzie trafić na ślad złodziei, skoro Emanuel ich nie widział.

-   Jak   to   „ich"?   Myślisz,   że   było   ich   więcej?   -   zapytał   Kristian, 

obrzucając ją bystrym spojrzeniem.

Elise gwałtownie pokręciła głową.
-   Nie,   nie   wiem.   Tak   sobie   tylko   pomyślałam,   że   musiało   być   ich 

przynajmniej dwóch, żeby tak go pobić.

Kristian zaśmiał się.
- Myślisz, że nie da się kogoś pobić do nieprzytomności parą mocnych 

pięści?

Elise usiadła przy stole i wzięła do rąk kretonowy materiał na zasłony, 

ale wyznała szczerze:

- Jestem zmęczona. Najchętniej bym się położyła spać.
- To się połóż, Elise! - Mama popatrzyła na nią ze współczuciem. - To 

był dla ciebie straszny dzień. Nie ma pośpiechu z tymi zasłonami. Teraz 
pewnie ślub trzeba będzie odłożyć na jakiś czas.

- Powiedzieli, że za parę dni wypiszą go ze szpitala. Jestem pewna, że 

Emanuel zrobi wszystko, by ślub jednak odbył się w terminie, jeśli tylko 
będzie w stanie ustać na nogach.

Mama uśmiechnęła się tajemniczo i rzekła:
- Właściwie i mnie się tak zdaje.

background image

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Elise   wcale   nie   była   taka   spokojna,   jak   udawała.   Następnego   dnia 

czekała   w   napięciu   na   jakieś   wiadomości,   nie   miała   jednak   okazji,   by 
pójść do szpitala, a odwiedzać ponownie rodziny Carlsenów zupełnie nie 
miała   ochoty.   Wstrząs   mózgu   to   poważna   sprawa,   więc   pewnie   nie 
wypuszczą   Emanuela   przed   upływem   dwóch,   trzech   dni,   pomyślała   i 
uznała, że trzeba będzie się więc uzbroić w cierpliwość.

Upały nie ustąpiły i w przędzalni znów zemdlała robotnica. Ropucha 

zrzędził   więc   bardziej   niż   kiedykolwiek.   Jedna   ze   świeżo   upieczonych 
mam została zwolniona, ponieważ wymknęła się na moment na korytarz, 
by nakarmić dziecko piersią. Płakała jak bóbr, gdy opuszczała fabrykę, 
trzymając   pod   pachą   karton   z   niemowlęciem.   Rozgniewane   prządki   i 
pomocnice wygrażały pięściami za plecami Ropuchy.

Wszystkie   odetchnęły   z   ulgą,   gdy   dzień   pracy   dobiegł   końca.   Elise 

wyszła z fabryki i rozejrzała się uważnie wokół za Emanuelem, ale nigdzie 
go nie widziała.

W  domu  nad rzeką  zastała  mamę  i  chłopców zajętych  czyszczeniem 

szkieł do lamp naftowych. W całym domu unosił się zapach ługu i szarego 
mydła.   Elise   domyśliła   się,   że   mama   jednak   wyszorowała   ponownie 
podłogi. Ściany też były pomyte, bo zniknęły plamy, których, jak sądziła, 
nie da się doczyścić.

- Mamo, nie  nadwerężaj się,  proszę! Nikt nie zauważy, czy  okna są 

świeżo umyte, a ściany wyszorowane.

- Tak myślisz?  Nie masz racji, bo to pierwsze, na co zwraca uwagę 

każda gospodyni. Pamiętaj, że pani Ringstad jest gospodynią w wielkim 
dworze i przywykła do urządzania przyjęć. Na pewno nie ma zakurzonych 
okien, kiedy przyjmuje gości.

- Ona ma służącą, w przeciwieństwie do nas.

background image

- Nie chcę im dawać więcej powodów do krytyki, niż już mają.
- Nie mają nas za co krytykować.
- Czyżby? Szesnastolatka, która zaszła w ciążę, nie będąc zamężna, a 

potem oddała swoje dziecko obcym ludziom, ojciec, który zapił się na 
śmierć i...

- Tata się nie zapił na śmierć! - Peder przestał czyścić szkło i popatrzył 

na mamę ze łzami w oczach. - On wpadł pod lód w rzece, bo nie świeciła 
się latarnia na ulicy, a było ślisko.

- To prawda, Peder - Elise popatrzyła na niego ze spokojem. - Nie mamy 

się   czego   wstydzić.   A   o   Hildzie   i   Braciszku   nie   musimy   im   wcale 
opowiadać.

Peder uśmiechnął się do niej.
-   Będą   nam   zazdrościć   takiego   pięknego   salonu   z   pluszową   sofą   i 

komodą mamy, prawda, Elise?

Kristian zaśmiał się.
- Myślisz, że oni sami nie mają pluszowych kanap? Nie widziałeś ich 

pokoi, kiedy tam byliśmy?

- Ale za to nie mieli zasłon z materiału na fartuchy! - odciął się Peder, 

posyłając mu triumfalne spojrzenie.

Wieczorem,   kiedy   siedzieli   w   kuchni   przy   stole,   Peder   odwrócił   się 

nagle do drzwi i zawołał:

- Idzie! Poznaję jego kroki!
Pozostali   odwrócili   się   w   napięciu   i   rzeczywiście,   nie   minęło   parę 

sekund, gdy w uchylonych drzwiach pokazał się Emanuel. Elise podbiegła 
do niego i rzuciła mu się na szyję. Przytulił ją mocno.

- Biedna Elise, musiałaś się okropnie przerazić. Carlsen opowiadał mi, 

że myślałaś, iż nie żyję.

Pokiwała głową i poprowadziła go do stołu.
- Usiądź, pewnie jesteś zmęczony! Biedaku, jak ty wyglądasz? Twarz 

masz całą podrapaną. Albo może pójdziemy do salonu? Tu jest bałagan.

Mama nastawiła kawę, a Kristian i Peder porzucili swoje zajęcia i poszli 

za nimi do salonu, ciekawi, co usłyszą.

Emanuel siadł wygodnie na sofie i objął Elise ramieniem.
- Wciąż właściwie  nie  wiem,  co  się  stało.  Pamiętam tylko,  że nagle 

poczułem   silne   uderzenie   w   głowę,   aż   mi   gwiazdy   zawirowały   przed 
oczami   i   strasznie   mnie   zabolało.  Więcej   nic   nie   wiem.   Ocknąłem   się 
dopiero w szpitalu.

- Nie słyszałeś, że ktoś za tobą idzie? Myślisz, że napastnik był jeden 

czy może było ich kilku?

background image

Emanuel pokręcił głową.
- Nic nie zauważyłem, nic nie słyszałem, nagle po prostu ktoś mnie 

uderzył.

- Nikt nie krzyknął nawet „ręce do góry"?  - Peder stał za fotelem i 

wpatrywał się w Emanuela z napięciem.

-   Nic   nie   słyszałem   -   uśmiechnął   się   Emanuel.   -   Chcieli   mi   ukraść 

portfel, więc pewnie skradali się cicho. A ja zresztą rozmyślałem o Elise i 
o ślubie, więc nic nie zauważyłem. - Popatrzył na nią i przytulił ją do 
siebie. - Co się stało, tego już nie cofniemy. Cieszmy się jednak, że tylko 
tak to się skończyło. Dlaczego myślałaś, że nie żyję?

- Evert opowiedział, że chłopaki na ulicy rozmawiali między sobą, że w 

nocy na wzgórzu Aker znaleziono martwego mężczyznę. Mimo wszystko 
tak   wiele   osób   nie   wraca  samotnie   nocą   do  domu   w  tej  okolicy,  więc 
pomyślałam od razu o tobie. Większość jeździ bryczkami.

- Dziwne, że się rozchodzą takie plotki.
- Nie, to nie jest dziwne. Ktoś zatelefonował po policję, a ponieważ 

straciłeś przytomność i nie ruszałeś się, sądzili, że nie żyjesz.

Mama przyniosła kawę, a na talerzu kromki chleba z serem.
- Dziś zjemy kolację w saloniku zamiast w kuchni. Taki radosny dzień 

trzeba jakoś uczcić. A co ze ślubem, Emanuelu? Dasz radę stanąć przy 
ołtarzu w sobotę?

Emanuel uśmiechnął się.
-   Oczywiście.   Otrzymałem   telegram   od   rodziców.   Przyjadą.   Ciotka 

Ulrikke także. Oscar Carlsen zamówił rodzicom pokój w hotelu, bo nie 
chcieli sprawiać kłopotów, a ciotka Ulrikke zatrzyma się u Carlsenów na 
wzgórzu. Carlsen znalazł ogłoszenie w gazecie, w którym reklamował się 
nowy   hotel   na   Akersgaten.   „Przyjemne   pokoje   do   wynajęcia   dla 
wracających z pogrzebu, którzy chcą wypłakać się w spokoju". Ciekawe, 
czy  ojciec sam zażyczył sobie tego hotelu, czy też to Carlsen dokonał 
wyboru   -  zaśmiał  się   Emanuel,   ale   Elise   nie   było   do  śmiechu.   Mamie 
zresztą też nie. Peder nie zrozumiał dowcipu.

- A dlaczego mają płakać? - dopytywał się.
Elise uśmiechnęła się do niego uspokajająco i wyjaśniła:
-   Emanuel   tylko   żartował.   Uważa,   że   to   zabawne,   iż   jego   rodzice 

zamieszkają w hotelu odwiedzanym głównie przez gości wracających z 
pogrzebów, skoro sami przyjeżdżają na ślub i wesele.

-   Nie   wolno   się   z   tego   śmiać!   -   Oczy   Pedera   napełniły   się   łzami, 

odwrócił się na pięcie i wybiegł z salonu.

- Płacze, bo się przestraszył - wyjaśniła Elise. - Mało brakowało, a byłby 

background image

to twój pogrzeb.

Emanuel wstał i szybko wyszedł za Pederem, by go pocieszyć. Mama 

posłała Elise wzruszone spojrzenie i odezwała się cicho:

- Nie ma się co dziwić, że tak go wszyscy pokochaliśmy!
Kiedy chłopcy poszli spać, Elise i Emanuel usiedli na ganku. Słońce 

powoli   chowało   się   za   wierzchołkami   drzew   na   zachodzie,   a   pogodne 
niebo okryło się złotą poświatą. Objął ją ramieniem i przytulił mocno.

-   Przestań   się   już   tym   zadręczać,   Elise.   Oni   sami   się   na   pewno 

przestraszyli tym, co się stało. Na pewno nie spodziewali się, że ktoś mnie 
zobaczy i zadzwoni po policję.

- Mówisz „oni", sądzisz więc, że było ich więcej? Pokiwał głową.
- Myślisz, że to ci, którzy szli za nami od Tivoli?
- Obawiam się, że tak.
- A więc twoim zdaniem to nie był zwyczajny napad?
- Nie. Wydaje mi się, że wzięli mój portfel tylko po to, by upozorować 

kradzież. Nie miałem w nim wiele koron i pewnie nie spodziewali się po 
mnie większych pieniędzy.

- Myślisz, że mają coś wspólnego z bandą Lorta-Andersa?
- Sądzę, że zostali nasłani przez Johana.
- Nie, do Johana to niepodobne! On nie jest taki!
- Lepiej nie kłóćmy się już o to, Elise. Może słyszał, że dobrze nam 

razem, i z zazdrości postanowił się zemścić?

- Bardzo możliwe, że wymyślili coś takiego kompani Lorta-Andersa, 

którzy zawsze chuliganili, ale wątpię, by Johan chciał coś takiego zrobić. 
Nie nasłałby też innych, by to zrobili za niego.

Emanuel zagryzł wargi. Miała wrażenie, że jej nie wierzy.
- Nie rozmawiajmy już o tym. Od tej pory będę pilnował, by nie wracać 

samemu do domu po zmroku. A na przyszłość musimy być czujni i mieć 
oczy wokół głowy. Z czasem znudzi im się śledzenie nas. Pamiętasz, jak ci 
się   zdawało,   że   ktoś   czai   się   za   tobą,   kiedy   poszłaś   odwiedzić   Oline? 
Potem zamknęli nas w komórce na noc, nie wspominając już o tym, co 
spotkało ciebie w powrotnej drodze z Akershus. Zbyt wiele się wydarzyło, 
by   można   to   uznać   za   zbieg   okoliczności,   Elise.   Kryją   się   za   tym 
wszystkim ci sami ludzie, a jeden z nich pociąga za sznurki.

Elise popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
- Chyba nie sądzisz, że Johan nakłoniłby któregoś ze swoich kompanów, 

by mnie zgwałcił?

-   Przyznaję,   że   brzmi   to   dość   dziwnie,   ale   znajdujesz   inne   wy-

tłumaczenie?

background image

- Lepiej nie rozmawiajmy na ten temat, Emanuelu. Jestem szczęśliwa, że 

znów cię widzę i że jesteś cały i zdrowy. Wiesz już, kiedy przyjadą twoi 
rodzice?

- Dzień wcześniej, w piątek. Oscar Carlsen wspominał, że zaprosił ich w 

piątek wieczorem na kolację. Ty też musisz przyjść.

- Jesteś pewien, że oni życzą sobie, bym przyszła? Emanuel zaśmiał się 

cicho:

- Oczywiście, że panna młoda musi się pojawić.
- Ale ja z mamą planujemy piec ciasta w tym dniu. A jeśli będę musiała 

zostać   w   fabryce   po   godzinach,   nie   wrócę   do   domu   przed   ósmą   - 
próbowała się wyłgać Elise, bo wiedziała dobrze, że w te upały nie ma 
nadgodzin.   Ale   na   samą   myśl,   że   miałaby   przyjść   na   przyjęcie   do 
Carlsenów   razem   z   rodzicami   Emanuela   i   jego   ciotką,   oblewała   się 
zimnym potem.

- A twoja mama nie może sama upiec ciast przed południem? Przecież 

jest w domu przez cały dzień?

- Wiesz dobrze, że po chorobie nie odzyskała jeszcze pełni sił.
- Oni ci nic nie zrobią, Elise - odezwał się Emanuel cicho po dłuższej 

chwili milczenia.

- A co z Karolinę? Ona też będzie?
- Na pewno nie zechce opuścić swojego pokoju.
- Jest tam też Agnes, która mnie nienawidzi.
- A co ona może ci zrobić, jeśli będziesz siedziała w salonie razem ze 

mną i z moimi rodzicami?

Elise   nie   odezwała   się,   ale   wydawało   jej   się,   że   czeka   ją   koszmar. 

Emanuel roześmiał się cicho, ujął w dłoń jej podbródek i podniósł ku sobie 
jej twarz.

- Panna młoda ma prawo się denerwować. To najzupełniej normalne.
Odszukał jej usta, ale gdy usłyszał zbliżające się kroki, odsunął się.
W uchylonych drzwiach pokazała się mama.
- Myślę, Emanuelu, że powinieneś wracać do domu, zanim się zacznie 

ściemniać.

- O, jeszcze długo, nim zapadną ciemności, pani Lovlien.
- Ale powinieneś pójść, kiedy na ulicach kręcą się jeszcze ludzie.
- Mama ma rację - poparła ją Elise i wstała. - Chcę, żebyś był cały i 

zdrowy, kiedy będziemy stać przed ołtarzem. - Powiedziała to żartem, ale 
poczuła ogarniający ją niepokój. - Odprowadzę cię kawałek.

Emanuel wstał ze śmiechem.
- I co, potem będziesz wracać sama? Za kogo ty mnie masz? Mama 

background image

cofnęła się do środka, a Emanuel, objąwszy Elise, powiedział:

- Pragnąłbym tak siedzieć z tobą na ganku przez całą noc aż do świtu.
Elise roześmiała się wtulona w jego gorącą szyję.
- Nie wiem, czy po takiej nocy dałabym radę stać przy maszynie przez 

dwanaście godzin.

Westchnął.
- Kiedy dostanę podwyżkę, będziesz mogła rzucić pracę w fabryce. - 

Pocałował   ją   i   wypuścił   z   objęć.   -   Dobranoc,   ukochana.   Jutro   przed 
południem   muszę   pozałatwiać   różne   sprawy,   ale   przyjdę   wieczorem. 
Przyniosę   przy   okazji   trochę   ubrań   dla   was,   żebyście   sobie   obejrzeli. 
Kapitan Sorby obiecała znaleźć coś odpowiedniego dla wszystkich.

Elise pokiwała mu na pożegnanie, a kiedy zniknął jej z oczu, weszła do 

środka.

Mama właśnie szykowała się do snu.
- Kładź się do łóżka, Elise. Musisz się wyspać, by wytrzymać w pracy 

cały dzień w tym upale.

Kiedy jednak Elise ułożyła się wygodnie, sen jakoś nie chciał na nią 

spłynąć.   Myślami   powróciła   do   Johana.   Jak   Emanuel   w   ogóle   mógł 
pomyśleć, że to  Johan stoi za napadem na niego?  Przecież  tyle o nim 
słyszał od Anny i ode mnie! Powinien wiedzieć, że Johan nie jest z takich. 
Jeśli dowiedział się o ich ślubie, to bardziej prawdopodobne, że napełniło 
go to smutkiem i żalem. Albo pełnym niedowierzania zdumieniem, że tak 
szybko znalazła sobie innego i pośpiesznie wychodzi za mąż.

Przez moment wróciło wspomnienie ubiegłego lata i tamtego dnia na 

polanie. Myśl ta napełniła ją bólem, zmusiła się więc, by ją odsunąć od 
siebie. Przecież to Johan nie chciał już być z nią związany zaręczynami, 
nie ona! „I tak by z tego nic nie wyszło..." - napisał.

W   następnej   chwili   wyobraziła   sobie   uśmiechniętą   i   radosną   twarz 

Emanuela,   który   zawsze   był   przyjazny   i   troskliwy.   A   potem   znów 
przypomniał jej się Peder, jak uszczęśliwiony, z błyszczącymi oczyma, 
poderwał się ze stołka i rzucił jej się na szyję z radości tamtego ranka, gdy 
oznajmiła,   że   wychodzi   za   mąż   za   Emanuela.   Peder   też   bardzo   lubił 
Johana i bardzo był przybity, gdy go aresztowano, ale mimo to pokochał 
Emanuela.

Słusznie postąpiłam, przyjmując oświadczyny, stwierdziła stanowczo.
Mimo że nie przypuszczała, by napastnicy znów zaatakowali Emanuela, 

nie mogła uwolnić się od strachu. Denerwowała się, że Emanuel wracał 
sam tą samą drogą, na której go napadnięto, a sama też zerkała nerwowo 
na wszystkie strony w drodze do fabryki i z powrotem.

background image

Wśród robotnic stopniowo rozeszła się wieść o Emanuelu i wszystkie 

pytały, co się właściwie stało, a gdy się dowiedziały, ogarnął je niepokój. 
Świadomość, że gdzieś w pobliżu czai się jakiś zbir, napawała je strachem 
o siebie i najbliższych. Najbardziej bały się, oczywiście, te matki, które 
zostawiały małe dzieci same w domu. Elise starała się ję przekonać, że to 
byli złodzieje i chodziło im o kradzież pieniędzy, i że raczej nie włamują 
się do ubogich domów, gdzie trudno się spodziewać jakichś łupów. Nie 
udało jej się jednak uspokoić przestraszonych kobiet.

Kiedy   po   skończonym   dniu   pracy   wracała   do   domu,   już   z   daleka 

zauważyła Emanuela. Właśnie wnosił do domu jakieś rzeczy. Do tej pory 
przewiózł ze swego pokoju u Carlsenów tylko pluszową sofę i fotele, teraz 
wyglądało na to, że wprowadza się na dobre.

Zauważył ją i pokiwał ręką ożywiony, po czym pośpiesznie ruszył jej na 

spotkanie.

-  Nie   podchodź  do   mnie   za  blisko,   bo  cała   śmierdzę!  -  zawołała   ze 

śmiechem. - Muszę czym prędzej zdjąć z siebie te ubrania i zmyć z siebie 
fabryczny kurz.

-   Myślisz,   że   się   tym   przejmuję?   -   odparł,   obejmując   ją   w   talii.   - 

Zacząłem się wprowadzać. Wozak pomógł mi przewieźć łóżko, które już 
stoi w sypialni.

- A na czym będziesz spał dziś w nocy?
- Carlsenowie udostępnili mi pokój gościnny na ten czas, gdy opróżniam 

pomieszczenia na poddaszu.

Wypuścił ją z objęć i pociągnął za sobą ożywiony.
- Mam też dla was ubrania. Dla ciebie piękną czarną suknię ślubną, białe 

koszule i spodnie do kolan dla chłopców, a także suknie dla twojej mamy i 
Hildy.  Armia   dostała   te   ubrania   w   darze,   więc   możemy   je   pożyczyć 
nieodpłatnie.

Elise   nie   zdołała   stłumić   zawodu,   że   suknia   ślubna   jest   w   kolorze 

czarnym. W czasopismach Agnes widziała piękne śnieżnobiałe suknie z 
długim trenem i welonem. Dawniej suknie do ślubu musiały być czarne, 
ale teraz nie obowiązywała już taka moda.

- Ciekawe, czy będzie na mnie dobra - wykrztusiła. Wszystkie ubrania 

były przewieszone przez oparcia krzeseł w saloniku. Mama przymierzała 
właśnie   suknię   przeznaczoną   dla   niej,   też   czarną,   z   wysoką   stójką   i 
drobnymi zakładkami na biuście, ale nazbyt obszerną. Nie było jej w niej 
do twarzy, Elise jednak nie miała serca, by to powiedzieć.

- Możemy ją trochę zwęzić - zaproponowała tylko.
- Jak to zwęzić? - mama spojrzała na nią przerażona. - Przecież to nie 

background image

nasza suknia.

- Przecież nic się nie stanie, jeśli delikatnie zbierzemy materiał z boku, a 

zaraz następnego dnia po ślubie wyprujemy nici i rozprasujemy szwy. A 
koszule i spodnie pasują na chłopców?

Mama pokiwała głową z uśmiechem.
- Gdybyś widziała, jak ładnie w tym wyglądają. Ledwie ich poznałam. - 

Zaraz jednak jej uśmiech zgasł. - Żeby tylko udało nam się pozbyć wszy z 
włosów Pedera. Szare mydło nie pomogło.

- Nikt nic nie zauważy. Będą zajęci czym innym.
Elise   ostrożnie   podniosła   suknię   ślubną.   Była   uszyta   z   pięknego 

jedwabiu i miała śliczny fason. Ponadto był to jej rozmiar.

- Pójdę do sypialni, umyję się i przebiorę.
Kiedy   po   długim   czasie   wkroczyła   uroczyście   do   kuchni   ubrana   w 

suknię   ślubną   i uczesana  w  kok,  zauważyła  pełne  zachwytu  spojrzenie 
Emanuela.   Utwierdziło   ją   to   w   przekonaniu,   że   prezentuje   się   nie 
najgorzej. Podszedł do niej i pocałował w policzek.

- Właściwie pan młody nie powinien oglądać panny młodej w ślubnej 

sukni   przed   ceremonią,   ale   cieszę   się,   że   miałem   taką   okazję,   Elise. 
Wyglądasz zjawiskowo!

Uśmiechnęła się zadowolona i wymknęło jej się:
- Zaczynam się nawet cieszyć, pomimo wszystko.
- Pomimo wszystko? Nie cieszyłaś się przez cały czas?
- Owszem, ale... bardziej się boję. Roześmiał się i objął ją, mówiąc:
-   Jesteś   słodka,   Elise,   ale   teraz   zdejmij   już   tę   odświętną   suknię,   bo 

musisz   mi   pomóc.   Trzeba   zadecydować,   gdzie   wstawić   różne   rzeczy. 
Przywiozłem   zarówno   lustro,   jak   i   obrazy   do   powieszenia   na   ścianie. 
Musimy   to   wszystko   zrobić   dzisiaj,   bo   jutro   jesteśmy   zaproszeni   do 
Carlsenów, pamiętasz.

Peder i Kristian wpadli z hałasem i wnet wszyscy pomagali wnosić do 

środka to, co przywiózł Emanuel. Nie zdążyli ze wszystkim, gdy chłopcy 
musieli już się kłaść spać, ale i tak ich dom zmienił się nie do poznania. 
Na   ścianie   w   saloniku   wisiało   dużo   obrazów,   na   podłodze   leżał   tkany 
dywanik, a na małym stoliku stała palma w doniczce.

Komoda Emanuela zastała umieszczona na węższej ścianie w sypialni. 

Łóżko było wystarczająco szerokie, by można było je potraktować jako 
łoże   małżeńskie.   Wykonane   z   ciężkiego   ciemnobrązowego   drewna 
mahoniowego, wyglądało bardzo solidnie. Na podłodze w sypialni także 
leżał dywanik, a na komodzie Elise postawiła niewielkie gipsowe figurki. 
Emanuel chciał je początkowo umieścić w salonie, ale Elise obawiała się, 

background image

że młodsi bracia niechcący zrzucą je na podłogę, gdy jak zwykle wpadną z 
hukiem z podwórza.

- No, teraz mogą przyjeżdżać goście weselni! - klasnęła w ręce Elise i 

rozejrzała się wokół zadowolona. - W takim pięknym domu jeszcze nigdy 
nie mieszkaliśmy!

Peder   i   Kristian   rozglądali   się   wokół   z   nabożeństwem,   a   mama 

wycierała ukradkiem łezkę.

Emanuel spojrzał na zegarek, który wyjął z kieszonki, i oznajmił:
- Chyba już będę wracał. Carlsenowie chcieli dziś zjeść ze mną kolację.
- A Elise musi się położyć wcześniej - wtrąciła mama. - Bo coś mi się 

zdaje, że niewiele spała wczorajszej nocy.

- Ja? - popatrzyła na mamę zdziwiona.
- Kręciłaś się i wierciłaś, ciężko wzdychając, a kiedy wreszcie zasnęłaś, 

mówiłaś coś przez sen i niespokojnie przewracałaś się z boku na bok.

Elise przypomniało się, że myślała o Johanie, więc nie podjęła tematu. 

Odprowadziła Emanuela na dwór.

Stali przez chwilę objęci, wreszcie Emanuel uwolnił się niechętnie.
-   Został   jeszcze   tylko   jeden   dzień,   Elise   -   rzekł   i   pocałował   ją   na 

odchodnym.   -   Muszę   wytrzymać   jeszcze   jeden   dzień.   Nie   wiesz,   czy 
będziesz pracować jutro w fabryce po godzinach?

-   Myślę,   że   nie.   Kierownictwo   zrozumiało,   że   jest   za   gorąco.   Dużo 

robotnic mdleje.

- To dobrze. Zdążysz więc przyjść na siódmą?
- Spróbuję.
Pokiwała   mu   na   pożegnanie,   ale   odwróciła   się   dopiero,   gdy   zniknął 

między budynkami fabrycznymi. Znów ogarnął ją strach, ale zmusiła się, 
by mu się nie poddać. Emanuel miał chyba rację, mówiąc, że jest mało 
prawdopodobne, by w tak krótkim odstępie czasu złodzieje znów odważyli 
się na niego napaść.

Zamierzała otworzyć drzwi, gdy z przedsionka wyszła mama.
- Jeszcze nie poszedł? - zapytała.
- Owszem, poszedł.
- Uważam, że niepotrzebnie kusi los, wracając do domu tak późnym 

wieczorem, po tym, co się stało.

- Nie odważą się napaść na niego znowu, mamo. Na pewno wiedzą, że 

policja pilnuje teraz uważnie tamtego terenu.

- Chyba nie zdajesz sobie sprawy, co to są za ludzie. Elise westchnęła 

ciężko.

- Owszem, wiem to lepiej niż ktokolwiek inny. Mama popatrzyła na nią, 

background image

ale nic nie odpowiedziała.

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Elise   zbliżała   się   do   willi   państwa   Carlsęnów   spocona   ze 

zdenerwowania. Zdążyła po pracy wpaść tylko na chwilę do domu, umyć 
się  i przebrać  w niedzielną  sukienkę.  Żeby   się  nie  spóźnić  na kolację, 
biegła   niemal   całą   drogę.   Niesforne   kosmyki   uwolniły   się   z   długiego 
zaplecionego   warkocza   i   opadły   luźno   przy   uszach.   Na   pewno   jestem 
czerwona   na   twarzy,   a   sukienka   lepi   mi   się   do   pleców,   pomyślała   z 
rezygnacją. Wyobrażam sobie, jak będę się różnić od pozostałych kobiet 
na kolacji! Karolinę pewnie pojawi się blada i wypielęgnowana, w białej, 
szerokiej   sukni   ze   złotą   broszką   na   szyi,   skropiona   pachnącymi 
perfumami.   Jej   gładkie   dłonie   nigdy   nie   dotykały   ługu.   Co   też   temu 
Emanuelowi   przyszło   do   głowy,   żeby   wybrać   sobie   na   żonę   biedną 
robotnicę z szorstkimi dłońmi, ubraną w skromne ubrania. Nic dziwnego, 

background image

że jego rodzice tak zareagowali.

Zdążyła   właśnie   dojść   do   furtki,   gdy   dostrzegła   wyłaniającą   się 

pośpiesznie zza rogu domu postać. Agnes! Taki pech! Pocieszała się przez 
cały czas, że Agnes nie jest pokojówką, więc na pewno nie pojawi się na 
przyjęciu, a teraz wpada wprost na nią!

Nabrała głębokiego oddechu i wyprostowała się, tłumacząc sobie po raz 

kolejny, że to nie jej wina, iż Agnes zakochała się w Emanuelu.

Agnes   też   ją   zauważyła   i   zwolniła   kroku.   Trzymała   w   ręce   kosz, 

zapewne wysłano ją po coś do sklepu, bo na pewno o tej porze nie miała 
jeszcze wolnego.

- Witaj, Agnes! - odezwała się Elise, powoli przechodząc przez furtkę.
Dawna przyjaciółka nie odpowiedziała.
-   Idziesz   do   domu?   -   zapytała   Elise,   orientując   się   natychmiast,   jak 

głupio zabrzmiały jej słowa. Nie wiedziała jednak, co powiedzieć.

- Do domu? - prychnęła Agnes. - Myślisz, że ja wracam do domu o 

siódmej wieczorem?

Tym razem Elise nie odpowiedziała.
- A więc wybierasz się na eleganckie przyjęcie? Jak ty tego dokonałaś, 

Elise? Przecież nigdy nie umiałaś podrywać chłopaków.

Elise popatrzyła na nią bez słowa. Agnes najwyraźniej wciąż była na nią 

wściekła, uznała więc, że lepiej będzie nie podejmować tematu.

- Podobno Johan został rzeźbiarzem i tak świetnie sobie radzi, że chwali 

go sam dyrektor więzienia.

- Tak, słyszałam - potwierdziła Elise. - Anna dostała od niego list.
-   Znam   kogoś,   kto   ma   kontakty   tam   za   murami.   Opowiadał,   że 

więźniowi,   który   wyrzeźbił   lwy   stojące   przed   gmachem   parlamentu, 
darowano karę w nagrodę za to piękne dzieło. Mimo że był skazany za 
morderstwo! Johan więc na pewno wkrótce wyjdzie z więzienia.

Elise popatrzyła na nią zdumiona.
- To możliwe?
- Jasne. Skoro zrobili takie ustępstwo dla jednego, zrobią oczywiście i 

dla drugiego. - Zaśmiała się zimnym, nieprzyjemnym śmiechem i dodała: - 
Tylko   patrzeć,   jak   wróci.   Może   nawet   pojawi   się   jutro   w   kościele? 
Zazdrosny i wściekły... to by dopiero było! A ty sądziłaś, że będzie siedział 
za kratkami przez cztery lata! Gdybyś wiedziała, że może cię wybawić z 
kłopotu,   nie   potrzebowałabyś   kraść   chłopaka   przyjaciółce   sprzed   nosa. 
Zejdź mi z drogi, bo się śpieszę!

Przemknęła   obok   niej   i   zatrzasnęła   za   sobą   z   hukiem   furtkę,   po-

zostawiając

background image

Elise wzburzoną. Czy to możliwe, by Agnes miała rację, że Johanowi 

zostanie darowana kara ze względu na jego zdolności rzeźbiarskie? Czy 
wyjdzie z więzienia jeszcze tego lata? Kolana się pod nią ugięły.

A może już jest na wolności...
Czy to on... Nie, Johan nie jest taki. On nigdy nie pobiłby człowieka, nie 

potrafiłby skrzywdzić muchy! Niech Emanuel mówi sobie, co chce, nie 
nakłoni jej jednak, by uwierzyła, że Johan jest łajdakiem. Zna go przecież 
dobrze. Znają się całe swoje życie. Wie, że jest szlachetny i miły tak jak 
Anna.

Wzięła się w garść i ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
Otworzyła jej ta sama pokojówka co ostatnio. Elise nie musiała się więc 

przedstawiać ani tłumaczyć, w jakiej przyszła sprawie. Służąca wpuściła ją 
do   środka,   mówiąc:   „Proszę   do   salonu",   i   poprowadziła   długim 
korytarzem.   Po   obu   jego   stronach   znajdowały   się   drzwi   z   masywnymi 
mosiężnymi   klamkami.   Zastanawiała   się,   do   jakich   prowadzą 
pomieszczeń. Wiedziała tylko, że po lewej stronie z brzegu jest biblioteka.

Służąca otworzyła trzecie drzwi na lewo i skierowała Elise do dużego 

jasnego pomieszczenia, którego okna wychodziły na cmentarz Chrystusa 
Zbawiciela. Wokół dużego okrągłego stołu siedzieli jacyś goście i nagłe 
wszystkie twarze zwróciły się w jej stronę. Elise najchętniej zapadłaby się 
pod ziemię.

Ale wtedy otworzyły się skrzydła drzwi do pokoju obok i ukazał się w 

nich Emanuel.

-   Jesteś,   Elise!   -   powiedział   i   pośpiesznie   wyszedł   jej   na   spotkanie. 

Uchwycił jej dłonie i uśmiechnął się ciepło. - Biedactwo, wyglądasz na 
zmęczoną  i zgrzaną. - Ujął jej łokieć  i poprowadził do stołu.  - Moich 
rodziców już poznałaś - zaczął prezentację, wskazując na swoją mamę.

Elise ukłoniła się, a mama przywitała się z nią bez słowa, podczas gdy 

ojciec wstał i uścisnął jej dłoń.

- A to moi gospodarze, pan Oscar Carlsen i jego żona Betzy. To ich 

córka Karolinę oraz moja ciocia Ulrikke.

Elise widziała przed sobą jedynie rozmazane twarze, jeszcze nigdy w 

swoim życiu tak się nie denerwowała. Serce tłukło jej się w piersi jak 
oszalałe, zaschło jej w ustach, a ręce miała lodowate. Nie słyszała, co do 
niej mówią, nie wiedziała, co robi, i marzyła tylko o tym, by znaleźć się 
jak najdalej stąd. Czuła na sobie krytyczne spojrzenia i chłodną rezerwę, 
zupełnie jakby otoczyli ją murem niechęci. Emanuel powinien mi tego 
oszczędzić,   pomyślała,   ale   on,   uśmiechnięty   i   serdeczny   jak   zwykle, 
zdawał się nie zauważać, jacy wszyscy są milczący i przybici! Bo przecież 

background image

pewnie nie zachowują się tak zazwyczaj.

Weszła pokojówka i oznajmiła, że podano do stołu, wszyscy więc wstali 

i udali się do pomieszczenia obok, które okazało się jasną przestronną 
jadalnią   z   oknami   wychodzącymi   od   zachodu   na   Ullevalsveien,   a   od 
południa   na   cmentarz.   Jadalnię   zdobiły   duże   palmy   w   potężnych 
miedzianych   donicach   umieszczone   na   specjalnych,   wysokich 
postumentach na kwiaty. Przy jednej ze ścian stało pianino, a nad stołem 
wisiał przepiękny żyrandol, w którym paliło się mnóstwo świec.

Stół   był   nakryty   białym   obrusem,   porcelanową   zastawą   i   lśniącymi 

kieliszkami ze szkła. Na samym środku znajdował się podłużny wazon ze 
srebra, wypełniony kwiatami w różnych barwach. Mimo zdenerwowania 
Elise   z   zafascynowaniem   wpatrywała   się   w   pięknie   udekorowany   stół. 
Gdyby mama to widziała!

Na szczęście posadzono ją obok Emanuela. Naprzeciwko niej usiadła 

Karolinę. Elise nie miała odwagi spojrzeć jej w oczy podczas prezentacji, 
teraz jednak zerknęła na nią ukradkiem. Tak jak pomyślała za pierwszym 
razem, gdy ją zobaczyła, dziewczyna nie wyróżniała się urodą, za to była 
pięknie ubrana w białą suknię z wysoką stójką i z koronkami zarówno na 
staniku, jak i na długich rękawach. Widząc jej pełne wrogości spojrzenie, 
Elise pośpiesznie odwróciła wzrok.

Ręce jej drżały, gdy miała zacząć jeść z drogich porcelanowych talerzy i 

unieść  kieliszek  z  cienkiego  szkła.  Żebym tylko nie  przyniosła  wstydu 
Emanuelowi, myślała. Co by było, gdyby kieliszek wypadł mi z dłoni albo 
gdybym poplamiła obrus! Mimo że była bardzo głodna, jedzenie stawało 
jej   w   gardle.   Nie   miała   nawet   pojęcia,   co   wkłada   do   ust.   Głosy 
biesiadników zlewały się w jeden szum, nie rozróżniała słów i nie miała 
pojęcia, na jaki temat toczy się rozmowa. Dopiero gdy pan Carlsen zwrócił 
się nagle do niej, wytężyła całą swoją uwagę.

- Musi się pani na to przygotować, panno Loylien. Słyszałem, że już 

wielu mężczyzn zmobilizowano.

Elise popatrzyła na niego zdumiona. Nie miała pojęcia, o czym mówi, 

ale zabrakło jej odwagi, by powiedzieć, że nie słuchała uważnie rozmowy.

- Chyba słyszała pani o mobilizacji? - spojrzał na nią surowo. Pokiwała 

głową zarumieniona. Pewnie ma mnie za kompletną idiotkę, jeśli sądzi, że 
mogłabym nie wiedzieć tego, o czym huczy całe miasto, pomyślała.

-   Powoływani   są   mężczyźni   pomiędzy   dwudziestym   a   trzydziestym 

piątym   rokiem   życia.   I   co   warto   zauważyć,   nawet   ci,   którzy   odbyli 
obowiązkową służbę wojskową. Może być wojna, panno Lovlien. Chyba 
jest pani tego świadoma?

background image

Pokiwała znów głową.
- Bjornstjerne Bjornson jest poważnie zaniepokojony i twierdzi, że tej 

wojny   nie   da   się   uniknąć.   Duża   grupa   mężczyzn   otrzymała   już   karty 
mobilizacyjne.   Spotkałem   pewnego   piętnastoletniego   chłopca,   którego 
zadaniem jest roznoszenie takich kart. Do tej pory z ożywieniem mówił o 
grożącej   nam   wojnie   i   zafascynowany   patrzył   na   pociągi   wiozące 
rozśpiewanych żołnierzy, których wysyłano na wschód, w stronę granicy 
ze Szwecją. Ale pewnego dnia przyszedł do chaty położonej głęboko w 
lesie Ostmark, gdzie mieszkał młody drwal z żoną i maleńką córeczką. 
Siedzieli przy  kolacji, kiedy  ów chłopak się pojawił. Gdy tylko młody 
drwal   zobaczył  go   w   drzwiach   z   kartą   mobilizacyjną,   zrozumiał,   o   co 
chodzi. Wyjaśnił wszystko żonie i wstał od stołu. Żona rozpłakała się i 
rzuciła mu się na szyję, a dziecko też się rozszlochało. „Nagle zobaczyłem 
gorycz   wojny",   stwierdził   ów   chłopak.   Nie   potrafił   wymazać   tego 
wspomnienia z pamięci.

Przy stole zrobiło się cicho, gdy Oscar Carlsen kończył swoją opowieść.
Pani Ringstad popatrzyła zmartwiona na swojego syna i zapytała:
- Chyba jeszcze nic do ciebie nie dotarło, Emanuelu? W odpowiedzi 

pokręcił głową.

- Na razie jeszcze nic. Ale nawet jeśli zostanę zmobilizowany, to wcale 

nie jest pewne, czy wojna wybuchnie. Wielu uważa, że Szwedzi uczynią 
wszystko, by jej uniknąć.

-   Az   tym   się   zupełnie   nie   zgadzam!   -   Oscar   Carlsen   posłał   mu 

przywołujące   do   porządku   spojrzenie.   -   Wielu   czołowych   Szwedów 
twierdzi,   że   należy   sprzeciwić   się   temu,   co   wydarzyło   się   siódmego 
czerwca.

Karolinę popatrzyła na Elise nad stołem i zagadnęła ją:
- Jak poradzicie sobie z rodziną w domu majstra, jeśli Emanuel będzie 

musiał wyruszyć na wojnę, panno Lovlien? Czy w fabryce zarabia pani 
wystarczająco, by się utrzymać?

Elise odchrząknęła i odpowiedziała:
-   Moja   mama   zapewne   podejmie   pracę   w   sklepie   kolonialnym, 

przynajmniej na kilka godzin dziennie. - Zamilkła i dodała jeszcze: - Poza 
tym moi młodsi bracia starają się o to, by dostać pracę jako gazeciarze 
albo pomocnicy wozaków. Mogą pracować przed i po szkole. Myślę, że 
jakoś sobie poradzimy.

Tak naprawdę wiedziała, że nie są w stanie opłacić czynszu za dom bez 

pensji Emanuela, ale nie miała ochoty dać tej satysfakcji Karolinę.

Ta uśmiechnęła się z wyższością:

background image

- A cóż może zarobić taki gazeciarz!
-   Może   zarobek   nie   jest   duży,   ale   chłopcy   dostają   dodatkowo   kilka 

bochenków czerstwego chleba.

Karolinę popatrzyła na nią z ciekawością i stwierdziła:
- Najwyraźniej nie jesteście zbyt wymagający.
-   Rodziny   robotnicze   nie   mogą   sobie   na   to   pozwolić.   Karolinę 

przeniosła wzrok na Emanuela i zagadnęła go:

- Dla ciebie musi to być dziwne. Przywykłeś wszak do pięknych pokoi 

w Ringstad i do smacznego jedzenia podawanego przez twoją mamę.

- Już od prawie ośmiu lat nie mieszkam w domu, Karolinę.
- Ale mieszkałeś tu u nas, a to prawie tak samo. Dla ciebie będzie to z 

pewnością duża zmiana w życiu. Papa mówi, że taki kasjer nie zarabia 
wiele.

-   Bardzo   sobie   ceniłem   możliwość   mieszkania   u   was,   ale   przecież 

dobrze mnie znasz i wiesz, że dla mnie takie sprawy nie mają znaczenia. 
Gdyby miały, nie służyłbym w Armii Zbawienia.

- Jesteś niepoprawnym marzycielem, Emanuelu. Ale łatwo mieć ideały, 

żyjąc samemu w dobrobycie. Co innego chodzić i pomagać biednym, a co 
innego samemu cierpieć biedę, prawda, panno Lovlien? Papa mówi, że 
ktoś, kto nigdy nie kładł się spać głodny, nie zrozumie, co to znaczy. - 
Zwracając się ponownie do Emanuela, dodała: - Przywykłeś do tego, że 
wracasz do ciepłego domu, gdzie służąca pali ci w piecu. Teraz poczujesz, 
jak się żyje w biedzie. Wcale nie jest takie pewne, czy temu podołasz. 
Prawda, papo? - szukała potwierdzenia u ojca, który siedział po jej prawej 
ręce.

Oscar Carlsen uśmiechnął się wyraźnie zażenowany.
-   Chyba   niedokładnie   tak   się   wyraziłem,   Karolinę,   ale   rzeczywiście 

stwierdziłem,   że   najlepiej,   jeśli   małżonkowie   pochodzą   z   tych   samych 
środowisk.

- Nie, powiedziałeś, że Emanuel nie wie, co robi, i wcale nie jest pewne, 

czy długo wytrzyma w tym związku.

Elise zauważyła, że Emanuel zmusza się, by nie wybuchnąć gniewem.
- Założymy się, Karolinę? - odezwał się z pozorną wesołością, ale ręce 

mu zadrżały.

- Dobrze. Stawiam sto koron, że wrócisz tu do nas najpóźniej za rok.
Rozmowy   przy   stole   ucichły   i   wszyscy   przysłuchiwali   się   wymianie 

zdań pomiędzy Karolinę, jej ojcem, Emanuelem i Elise.

-   Ależ   Karolinę!   -   Betzy   Carlsen   była   najwyraźniej   wstrząśnięta 

zachowaniem swojej córki.

background image

Karolinę posłała jej skruszone spojrzenie i wyjaśniła:
- To był tylko żart. Nie domyśliłaś się?
- Zakładam się o sto koron, że dotrzymam przysięgi, którą jutro złożę 

Elise przed ołtarzem, i nie opuszczę jej aż do śmierci. - W głosie Emanuela 
nie było śladu wesołości.

- Cóż to za osobliwa konwersacja - wtrąciła się ciotka Ulrikke, która 

siedziała   wyprostowana   w   czarnej   sukni   z   wysoką   stójką,   do   której 
przypięła złotą broszkę, a jej uszy zdobiły złote kolczyki. Przez rzadkie 
siwe włosy spięte w ciasny kok prześwitywała łysina.

- Oni tylko żartują, ciociu - przepraszającym tonem usprawiedliwiła ich 

pani Ringstad. - Młodzi mają specyficzne poczucie humoru.

- Tak, rzeczywiście, muszę to stwierdzić - oznajmiła ciotka, posyłając 

Karolinę surowe spojrzenie, wywołując rumieniec na twarzy dziewczyny.

Elise starała się zjeść trochę, bo jeszcze nigdy nie widziała naraz tyle 

dobrego   jedzenia.   Zrobiło   jej   się   przykro,   że   z   jej   powodu   przy   stole 
zapanował   nieprzyjemny   nastrój.   Domyśliła   się,   że   u   Carlsenów 
dyskutowano   z   ożywieniem   wyjawione   przez   Emanuela   plany 
matrymonialne.   Nie   wiadomo,   czy   pan   Carlsen   użył   takich   stwierdzeń 
jedynie po to, by pocieszyć córkę, czy rzeczywiście takiego był zdania, 
zapewne jedno i drugie. Najważniejsze, że odwiódł Karolinę od głodówki.

Nagle   przypomniało   jej   się,   co   powiedziała  Agnes,   gdy   się   spotkały 

przed willą. Zaszokowała ją wiadomość, że Johan może wyjść z więzienia 
jeszcze w tym roku. Ciekawe, czy zaproponowałby jej małżeństwo, gdyby 
się dowiedział, że spodziewa się dziecka?

Zapewne nie uwierzyłby jej, gdyby powiedziała, że została zgwałcona 

przez jednego z przyjaciół Lorta-Andersa. Po tych wszystkich plotkach, 
jakie doszły do niego o niej i Emanuelu, byłby przekonany, że to oficer jest 
ojcem dziecka.

Porzuciła jednak pośpiesznie te myśli. Po co rozważać takie sprawy, 

kiedy   już   przyjęła   oświadczyny   Emanuela   i   jutro   złoży   przysięgę 
małżeńską przed pastorem i Bogiem. Emanuel ją kocha i nie dba o to, co 
mówią Carlsenowie ani jego rodzice. Więc chyba lepiej przestać się tym 
przejmować.

- Wczoraj słyszałam osobliwą historię - zagadnęła Betzy Carlsen, chcąc 

pokryć kłopotliwe milczenie, jakie zapadło po uwadze ciotki Ulrikke. - 
Córka  właścicieli willi dwa  domy  przed   nami  od  dawna  źle   się  czuła. 
Słabła z dnia na dzień, a lekarz domowy nie potrafił jej pomóc. Nazywał tę 
jej przypadłość anemią i podawał leki na wzmocnienie krwi, ale to nie 
pomagało. W końcu dziewczyna była tak wycieńczona, że nie mogła wejść 

background image

po schodach bez odpoczynku. W swej rozpaczy matka zaprowadziła ją do 
znachor-ki   w   Ekeberg,   która   nazywa   się  Anne   Brandfjellene.   Kobieta 
leżała w łóżku, z którego podobno nie rusza się od dwóch lat, odkąd zła-
mała nogę w udzie.

- Od dwóch lat nie wstaje z łóżka? - odezwały się chórem pani Ringstad 

i ciotka Ulrikke.

Elise pomyślała sobie o Annie, ale się nie odezwała. Betzy Carlsen zaś 

potwierdziła i opowiadała dalej:

- Znachorka wzięła do ręki wełnianą przędzę, która leżała na pierzynie, 

zmierzyła obwód lewego kciuka dziewczyny i nadgarstek i zawiązała na 
nitce parę węzełków. Przez chwilę przyglądała się przędzy, potarła ją w 
palcach i powiedziała: „Córka ma tasiemca. Trzeba jej podać wieczorem 
dużą łyżkę nalewki z zapaliczki lekarskiej, a wówczas tasiemiec umrze w 
ciągu nocy. A jutro niech przyjmie dużą dawkę rycyny". Wrócili do domu i 
zrobili wszystko, co poleciła znachorka. I dziewczyna wyzdrowiała.

Opowiadanie   gospodyni   wywołało   duże   wrażenie   i   wnet   toczyła   się 

ożywiona   rozmowa   na   temat   znachorek,   cudotwórców   i   nie-
konwencjonalnych   metod   leczenia.   Ciotka   Ulrikke   opowiedziała,   że 
zazwyczaj nosi w kieszeni spódnicy kasztany, które mają ją chronić przed 
wszelkimi chorobami. Gdy dokucza jej reumatyzm i łamanie w kościach, 
wystarczy,  że   zaciśnie   dłoń   na   kasztanach.  W  kieszeni  nosi  też   czarną 
wełnianą nitkę z węzełkami, która chroni jej oczy przed jęczmieniem i 
kurzajkami.

- Jeśli chodzi o reumatyzm i inne bóle, to bardziej wierzę w wyjazdy do 

kurortu Hanko i tamtejsze gorące kąpiele borowinowe - wtrąciła Betzy 
Carlsen. - Że nie wspomnę o kurorcie Karłstad!

- A  ja  chcę   pojechać   do  Meran   do  Austrii!  -  ożywiła   się   Karolinę   i 

podniosła   wzrok   znad   talerza.   -   Skorzystać   z   winnych   kuracji,   a 
wieczorami chodzić do teatru lub na koncerty bądź przechadzać się po 
promenadzie. Można grać też na wyścigach konnych, jeśli ktoś woli takie 
rozrywki. Papa obiecał mi taki wyjazd.

-   To   chyba   dość   kosztowna   wyprawa   -   odważyła   się   wtrącić   pani 

Ringstad.

-   Nie   szkodzi,   prawda,   papo?   -   Karolinę   uśmiechnęła   się   do   ojca 

szelmowsko.

-   Będziesz   miała   swoją   winną   kurację,   moje   dziecko.   Przecież   ci 

obiecałem.

Karolinę zwróciła się do Elise:
- A co wy stosujecie na przeziębienia i wiosenne przemęczenie?

background image

Elise nie miała ochoty jej odpowiadać, bo wiedziała, że Karolinę pyta po 

to, by jej dokuczyć.

- Nie stać nas na wizyty u doktora z byle powodu. Przy przeziębieniach 

zwykle stawiamy na piecu spodek z terpentyną, tak by powoli parowała, i 
wdychamy te opary.

Karolinę uśmiechnęła się z wyższością.     
- Zabawne, i czego jeszcze używacie?
- Na ból gardła i kaszel obwiązujemy na noc szyję pończochą.
- Tą samą, którą nosicie w ciągu dnia? - Karolinę popatrzyła na nią, 

jakby spadła z księżyca, i roześmiała się: - A na grypę?

Elise   nie   miała   ochoty   znów   zostać   wyśmiana,   więc   odpowiedziała 

krótko:

- Kamforę. A także napar rumiankowy z dodatkiem jajka i paru kropli 

gruszyczki   -   dodała   pośpiesznie,   speszona   własnym   tupetem.   Czytała 
gdzieś o takich metodach leczenia, ale nigdy ich nie było stać, by nabyć 
wszystkie potrzebne składniki.

Betzy Carlsen pokiwała głową z uznaniem.
- Ja też to stosuję. Ale najlepsza jest mikstura kamforowa.
-   W   moim   poradniku   lekarskim   jest   napisane,   że   grypę   wywołują 

żarłoczne   żyjątka,   które   osiadają   w   przełyku   -   skomentowała   ciotka 
Ulrikke. - Najlepiej pomaga upuszczanie krwi i przystawianie pijawek. 
Albo okłady na głowę z lodu, no i dieta.

Dieta... w Elise wszystko się gotowało. Kiedy ledwo starcza pieniędzy 

na mleko i kaszę... Miała uczucie, że z minuty na minutę pogłębia się 
przepaść między nią a tymi ludźmi. Co ja zrobiłam? - pytała siebie w 
duchu.  Jak   ja  w  ogóle  mogłam się   zgodzić  na  poślubienie   mężczyzny, 
który należy do zupełnie innego świata?

Wreszcie posiłek dobiegł końca. Panowie wycofali się do biblioteki na 

kieliszek koniaku i cygaro, panie zaś rozsiadły w salonie.

- Teraz musimy usłyszeć trochę więcej, panno Lovlien! - odezwała się 

Betzy Carlsen z ożywieniem. - Jak poznaliście się z Emanuelem?

- Spotkaliśmy się w Świątyni.
Betzy Carlsen skinęła porozumiewawczo w stronę pani Ring-stad.
-   Tak   właśnie   sądziłam.   Armia   Zbawienia   jest   niebezpieczna   dla 

młodych idealistów. A Emanuel tak się zarzekał, że nigdy się nie ożeni. 
Zawsze   powtarzał,   że   ożenił   się   z  Armią   Zbawienia!   -   zaśmiała   się   i 
zmierzyła Elise uważnym spojrzeniem. - Ale pojawiła się pani i postawiła 
na głowie całe jego dotychczasowe życie. Czyż to nie romantyczne, ciociu 
Ulrikke?

background image

Karolinę poderwała się gwałtownie z krzesła i rzuciła:
- Wydaje mi się, mamo, że zachowujesz się niestosownie!
Ciotka   Ulrikke   posłała   jej   oburzone   spojrzenie.   Z   jej   miny   Elise 

wyczytała oburzenie, że młode dziewczę tak zwraca się do dorosłych, na 
dodatek do własnej matki.

Tymczasem   Karolinę   wymaszerowała   z   salonu   i   zatrzasnęła   za   sobą 

drzwi.

Betzy Carlsen westchnęła i pokręciła głową zrezygnowana.
-   Gdzie   ja   popełniłam   błąd?   Nigdy   nie   pozwalałam   jej   na   pychę   i 

zarozumialstwo, a ona tymczasem zachowuje się tak, jakby w ogóle nie 
odebrała żadnego wychowania.

- To na pewno minie. Przeżywa teraz wiek buntu - próbowała załagodzić 

pani Ringstad, ale chyba natychmiast uświadomiła sobie, jak niemądrze to 
zabrzmiało, więc dodała speszona: - Jedni przeżywają go wcześniej, inni 
później. Biedactwo, taka jest nieszczęśliwa.

- A nad czym ona tak boleje? - zapytała ciotka Ulrikke, patrząc to na 

jedną, to na drugą.

-   Liczyła   na   Emanuela   -   odparła   pani   Ringstad   i   uśmiechnęła   się 

zakłopotana.

-   Tak?   Nic   mi   nie   mówiłaś.   Dlaczego   nic   z   tego   nie   wyszło?   Pani 

Ringstad posłała Elise przelotne spojrzenie, po czym odparła zakłopotana:

- No cóż, wiesz dobrze, ciociu, że Emanuel chadza własnymi ścieżkami.
- Ale chyba ty i Hugo podejmujecie decyzje?
- Te czasy już minęły, ciociu Ulrikke.
- A kto to słyszał! Też mi coś! Jakby młodym było wolno decydować! 

Za moich czasów było to nie do pomyślenia.

Nikt   się   nie   odezwał,   bo   temat   rozmowy   stał   się   kłopotliwy   dla 

wszystkich.

Betzy Carlsen zwróciła się do Elise:
-  Osobiście  nie   mamy   nic  przeciwko  tobie,  moje  dziecko,  ale   chyba 

rozumiesz,   jakie   to   trudne   dla   państwa   Ringstad.   Choć   chciałoby   się, 
oczywiście, by nie istniały takie linie podziału pomiędzy ludźmi, to jednak 
nie   da   się   zaprzeczyć,   że   należymy   do   różnych   warstw   społecznych. 
Mieszanie się rzadko komu wychodzi na dobre.

Elise   spuściła   wzrok   i   zapragnęła   znaleźć   się   jak   najdalej   stąd.   Jak 

mogłam   się   zgodzić,   by   przyjść   tu   dziś   wieczorem?   -   pomyślała 
zdruzgotana. Powinnam była wiedzieć, co mnie tu czeka.

Ale   przede   wszystkim   Emanuel   powinien   mieć   tego   świadomość, 

pomyślała   z   wyrzutem.   Zna   to   środowisko   na   wylot   i   powinien 

background image

przewidzieć, jakie ją tu czeka przyjęcie.

- Żal mi Karolinę - próbowała ostrożnie łagodzić Betzy Carlsen. - Kiedy 

człowiek rozpacza, nie zachowuje się całkiem normalnie.

- Należy się nauczyć skrywać swoje uczucia - grzmiała ciotka Ulrikke.
Pani   Carlsen   najwyraźniej   nie   miała   odwagi   się   sprzeciwić   starej   i 

władczej damie, bo pominęła jej uwagę milczeniem.

- Jaka szkoda, że nie możecie przyjść jutro - pani Ringstad posłała Betzy 

Carlsen zawiedzione spojrzenie. - Mieliśmy nadzieję, że będziecie przy 
nas, jesteście wszak naszymi najlepszymi przyjaciółmi.

„Mieliśmy nadzieję, że będziecie przy nas..." W jakim charakterze? Jako 

wsparcie i towarzysze w cierpieniu, to miała na myśli pani Ringstad? Elise 
nerwowo   wykręciła   dłonie   i   przypomniała   sobie   równocześnie   słowa 
Karolinę skierowane do Emanuela: „Teraz poczujesz, co to znaczy żyć jak 
biedak, i wcale nie jest takie pewne, czy dasz radę". Biedak? Przecież 
Emanuel   jako   kasjer   w   tkalni   płótna   żaglowego   zarabiać   będzie 
tygodniowo o wiele więcej koron niż zwykły  robotnik. Przy  jej i jego 
zarobkach   z   pewnością   nie   grozi   im   głód,   mimo   że   mieszkać   będą   w 
pięcioro. Według Karolinę biedakiem jest ten, kogo nie stać na służbę i 
musi się zadowolić jedzeniem na obiad śledzi i kaszy.

Wydawało   jej   się,   że   Betzy   Carlsen   speszyła   się,   szukając   słów. 

Najwyraźniej nie miała dobrej wymówki.

-  Ach,   wiesz   przecież,   że   się   spodziewamy   gości   z   Niemiec!   Nasi 

przyjaciele   z   Getyngi   pisali,   że   odwiedzą   nas   w   najbliższych   dniach. 
Niefortunnie by wyszło, gdyby nie zastali nas w domu.

Mama Emanuela była na tyle taktowna, że nie drążyła tematu, ale Elise 

poznała   po   niej,   że   powód   podany   przez   Betzy   wydał   jej   się   mało 
przekonujący,   (a   to   się   cieszę,   pomyślała.   Gdyby   jeszcze   Carlsenowie 
mieli się zjawić na ślubie i weselu, byłby to prawdziwy koszmar.

-  Wydaje   mi   się,   że   panna   Lovlien   powinna   nam   teraz   opowiedzieć 

trochę o swojej rodzinie, środowisku, pracy - zarządziła ciotka Ulrikke.

Elise postanowiła opowiedzieć wszystko tak, jak jest, bez upiększania. I 

tak nie urośnie w ich oczach, a jeśli rodzice Emanuela i ich przyjaciele 
doznają jeszcze większego wstrząsu, to już nie jej wina. Nie może zmienić 
swojego dotychczasowego życia, nie wstydzi się swojej rodziny, może z 
wyjątkiem nałogu ojca, nie wstydzi się też, że jest prządką.

Opowiedziała o życiu w czynszówce Andersengarden, o długich dniach 

w   fabryce,   o   mamie,   która   leżała   w   domu   ciężko   chora   na   suchoty,  o 
sparaliżowanej   Annie,   która   zostaje   sama   na   całe   dnie   i   musi   sobie 
poradzić, i o Evercie, którego umieszczono u pijaka Hermansena i któremu 

background image

nie   pozwalano   chodzić   do   szkoły,   a   dzięki   Emanuelowi   trafił   tam   z 
powrotem. Opowiedziała także, że Emanuel wspierał ich drewnem na opał 
i chlebem. Postarał się też, by do mamy za dnia przychodziła samarytanka, 
a Anna dostała lekarstwa, które uratowały jej życie.

Kiedy   mówiła,   w   salonie   zapanowała   całkowita   cisza.   Skupienie   na 

twarzach kobiet dodało jej odwagi. Wydawało jej się, że dostrzega w ich 
spojrzeniach przerażenie i współczucie, ale choć nie życzyła sobie z ich 
strony   litości,   uznała,   że   nie   zaszkodzi,   jeśli   usłyszą   o   ciężkim   losie 
robotników.   Może   jej   opowiadanie   sprawi,   że   z   większym   szacunkiem 
odnosić się będą do ludzi, którzy urodzili się do cięższego życia niż one.

Kiedy skończyła, żadna z pań się nie odezwała.
Pierwsza otrząsnęła się ciotka Ulrikke.
- Nie zdawałam sobie sprawy, że w Norwegii panuje taka bieda. Myślę 

sobie o tych wszystkich pieniądzach, które zbieramy  w stowarzyszeniu 
misyjnym i wysyłamy do Afryki. Zastanawiam się, czy nie powinniśmy 
ich raczej przeznaczyć dla naszych rodaków.

Zebrać pieniądze... Elise ścisnęło w żołądku. Przecież my nie jesteśmy 

chorzy ani niezdolni do pracy! Przeciwnie, harujemy więcej niż inni! Czy 
ciotka   nie   powinna   raczej   pomyśleć   o   tym,   co   zrobić,   by   wyrównać 
zależność pomiędzy pracą a płacą?

Pani Ringstad pokiwała głową.
-   Pomyślałam   sobie   o   tym   samym.   Co   roku   urządzamy   kwestę,   a 

zebrane pieniądze przeznaczamy na dom dla dziewcząt na Madagaskarze. 
Doprawdy, chyba zaproponuję, byśmy przeznaczyli część z tego na pomoc 
dla robotników znad Aker.

Elise nie wytrzymała.
- Myślę, że to niedobre rozwiązanie - odezwała się cicho. - Nie chcemy 

jałmużny. Zależy nam na szacunku dla naszej pracy i godnej zapłacie. Bez 
nas stanęłyby fabryki. Z jakiej racji więc zarabiamy tak mało, że ledwie 
nam starcza na życie, gdy tymczasem dyrektor pławi się w luksusach?

Ciotka Ulrikke przybrała surową minę.
- Mówisz jak socjaliści!
Pani Ringstad spurpurowiała. Wstyd jej za mnie, pomyślała Elise.
- Słyszałam, że sanatorium w Grefsen ma być powszechnie dostępne. - 

Betzy   Carlsen   wyraźnie   usiłowała   ratować   sytuację.   -   Zachodzą   więc 
jakieś pozytywne dla robotników zmiany.

Pani Ringstad zwróciła się do przyjaciółki:
- Czy w kinematografie można obejrzeć coś ciekawego? Betzy Carlsen 

zmarszczyła pogardliwie nos i odpowiedziała:

background image

- Wyświetlają jakąś komedię Pchła. Pogoń dziewczęcia w bieliź-nie za 

pchłą. Niezbyt budujące, trzeba przyznać. Radziłabym ci raczej wyjście do 
teatru.

Ciotka Ulrikke wstała i oznajmiła:
- Jestem zmęczona, więc pójdę do siebie. Jutro czeka nas ciężki dzień.
Elise pośpieszyła za jej przykładem i też się pożegnała.
- Ja też, niestety, muszę już iść. Wstaję o godzinie piątej.
- O piątej? - Przerażona Betzy Carlsen załamała ręce. - Ależ to nieludzka 

pora!

- Uprzedzę Emanuela - powiedziała pani Ringstad i wstała. - Na pewno 

odprowadzi cię do domu.

Ełise wolałaby wrócić sama, ale nie mogła przecież tego powiedzieć.
Szli w milczeniu drogą w dół wzgórza Aker. Objął ją ramieniem, ale 

czuła,   że   wkradła   się   między   nich   jakaś   obcość.   Dopiero   przy 
Maridalsveien odezwał się do niej.

- Rozumiem, Elise, że był to dla ciebie przykry wieczór, ale proszę, nie 

pozwólmy, by się to odbiło na naszym związku.

-   Powinieneś   był   mi   tego   oszczędzić,   Emanuelu.   Powinieneś 

przewidzieć, jak oni wszyscy zareagują na moją obecność.

-   Tak,   wiedziałem,   ale   gdybym   nie   przyszedł   z   tobą,   tylko   bym 

pogorszył   sprawę.   Miałem   nadzieję,   że   potrafisz   wznieść   się   ponad 
snobizm i bezmyślność.

Elise nic nie odpowiedziała. Emanuel nic nie rozumiał i nigdy tego nie 

zrozumie.

Zatrzymał się i przytulił ją.
- Nie pozwól im zepsuć tego, co jest między nami, Elise. Kocham cię i 

nie   obchodzi   mnie,   co   oni   sobie   myślą.   W   niedzielę   rodzice   i   ciotka 
Ulrikke wrócą do domu, a i Carlsenów nie będę widywał zbyt często. Nie 
moglibyśmy zapomnieć tego wieczoru i cieszyć się na jutrzejszy dzień?

Przytuliła się do niego i wyszeptała:
- Spróbuję się tym nie przejmować, ale boli mnie, że są przeciwko mnie.
- Nie przeciwko tobie.
- Na jedno wychodzi.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

Elise   obudził   rankiem   zacinający   o   szyby   deszcz.   Deszcz!   Nie   będą 

mogli urządzić przyjęcia na dworze, jak miała nadzieję. Jak my, na Boga, 
pomieścimy przy stole czternaście osób? - przeraziła się.

Po   cichu,   by   nie   obudzić   mamy   i   chłopców,   zeszła   po   stromych 

schodach.   Zaczęły   się   letnie   wakacje,   nie   musieli   więc   wstawać   tak 
wcześnie, póki jeszcze nie znaleźli sobie pracy.

W kuchni nalała do miednicy zimnej wody i ochlapała pośpiesznie twarz 

i szyję, umyła się pod pachami i szybko ubrała. Drzwi do sypialni były 

background image

otwarte. Wisiała tam na wieszaku suknia ślubna. Mimo nieprzyjemności, 
jakie spotkały ją poprzedniego dnia, czuła przyjemny dreszcz oczekiwania 
przenikający   jej   ciało.   Dziś   stanie   przed   ołtarzem   jako   panna   młoda! 
Przyrzeknie Emanuelowi, że będzie go kochać i szanować, póki ich śmierć 
nie rozdzieli. Wydawało jej się to takie nierealne.

Z tej okazji nadzorca obiecał ją zwolnić dwie godziny wcześniej. Trudno 

powiedzieć, czy zawdzięczała to jemu, czy też dobroduszności majstra. 
Poprzedniego   wieczoru   umyła   włosy,   więc   po   powrocie   pozostanie   jej 
jedynie odświeżyć się i wystroić. Mama miała nakryć stoły, a Maren Sorby 
przynieść lapskaus. Wczoraj przed południem mama upiekła ciasta, była 
też w sklepie u Magdy i dokupiła wszystko to, co jeszcze było potrzebne.

Znów ogarnęła ją nerwowość. Jak przeżyję ten wieczór? - zastanawiała 

się. Ciotka Ulrikke powie wprost, co o tym wszystkim myśli, co mamę na 
pewno   doprowadzi   do   łez.   Po   chorobie   z   byle   powodu   wybuchała 
płaczem.   Nie   wiadomo,   z   czym   wyskoczy   Peder.   Po   nim   można   się 
spodziewać wszystkiego. A Kristian może się postawić okoniem i robić 
wszystko   na   przekór,   a   w   najgorszym   razie   wybiegnie,   zatrzaskując   z 
hukiem za sobą drzwi. Nawet Hildzie nie może ufać, ona też potrafi ni z 
tego, ni z owego wybuchnąć złością i trzasnąć drzwiami. Pani Thoresen 
będzie pewnie siedzieć z ponurą miną i rzucać pod nosem kąśliwe uwagi, 
że to jej syn powinien znajdować się na miejscu pana młodego. Dobry 
Boże, to będzie jeden wielki koszmar!

Rodzice Emanuela nie wiedzieli, że była zaręczona z innym mężczyzną 

zaledwie parę miesięcy temu. Uznają to za kolejny dowód na to, że nigdy 
nie powinni dopuścić do tego ślubu. Pani Evertsen zabawiać będzie gości 
najgorszymi   plotkami   z  Andersengarden   i   opowiadać   mrożące   krew   w 
żyłach   historie   z   ulicy,   przy   której   stoją   czynszówki.   Elise   już   sobie 
wyobrażała pana i panią Ringstad, jak siedzą z przerażonymi twarzami i 
słuchają   z   niedowierzaniem.   Nie   miała   też   pewności,   jak   oni   i   ciotka 
potraktują żołnierzy Armii Zbawienia.

Jedyną   pociechą   było   to,   że   państwo   Carlsenowie   nie   zamierzali 

zaszczycić ich swą obecnością. Gdyby do całej tej menażerii dodać jeszcze 
ich troje, wyszłaby z tego prawdziwa farsa, kto wie, czy nie lepsza niż ta, 
którą wyświetlano kiedyś w kinematografie: Z ulicznych zakamarków na 
hrabiowskie salony. Tyle tylko że trzeba by odwrócić kolejność w tytule: Z 
hrabiowskich   salonów   w   uliczne   zakamarki.   Pomijając   uczucia   panny 
młodej, byłoby się z czego śmiać.

Nie traciła czasu na gotowanie kawy. Mama ugotuje sama, jak wstanie. 

Przed   wyjściem   do   przedsionka   zerknęła   jeszcze   do   salonu.   Mama   z 

background image

pomocą   chłopców   przeniosła   tam   stół   z   kuchni   i   zdjęła   palmę   z 
mahoniowego stolika Emanuela. Teraz oba stoły stały zsunięte na ukos od 
jednego narożnika do drugiego. Pozostaje mieć nadzieję, że zmieści się 
przy   nich   czternaście   osób,   choć   nie   miała   pojęcia,   jak   tego   dokonać. 
Przed   południem   miał   się   tu   zjawić   Emanuel   i   przywieźć   długą   ławę. 
Powiedział, że gości usadzi się ciasno obok siebie. Już widziała oczyma 
wyobraźni ciotkę Ulrikke wciśniętą pomiędzy żołnierza Armii Zbawienia a 
panią Evertsen, z dużą porcją lapskausu przed sobą i sokiem jabłkowym w 
kuchennej szklance. Ją, która przywykła do jadania z porcelany i picia z 
lśniącego szkła.

Oj, nie było Elise do śmiechu...
Zauważyła,  że  dziewczyny  w  przędzalni  patrzą  na  nią   zaciekawione, 

gdy   tylko weszła  do hali  fabrycznej. Na pewno rozeszły   się  plotki,  że 
wychodzi   za   mąż   za   byłego   oficera  Armii   Zbawienia.   Tu,   nad  Aker, 
nieczęsto działy się takie historie, trudno więc się dziwić, że wzbudzała 
powszechną   ciekawość.   Wiedziała   dobrze,   co   sobie   myślą,   taksując   ją 
wzrokiem: Co ona ma, czego ja nie mam? Albo: Jak ona, na Boga, tego 
dokonała? Te, które wiedziały, że wcześniej była zaręczona z Johanem, a 
wiedziała większość, oburzały się pewnie w duchu: I to ma być wierność! 
Niezbyt   długo   przetrwała   ta   miłość!   Ale   najbardziej   doskwierała   im 
zazdrość. Poznawała to po ich minach. Czuła niemal bijący od nich chłód. 
Dlaczego będzie jej lepiej niż innym?  - myślały zapewne. Czym sobie 
zasłużyła   na   to,   że   z   nędznej   czynszówki   przeniosła   się   do   domu   nad 
rzeką?

Dzień upłynął szybko, pewnie dlatego, że tak się bała. Gdy wyszła z 

fabryki,   dwie   godziny   wcześniej   niż   inne   prządki,   przestało   padać,   ale 
wciąż   wisiały   nisko   ciężkie,   szare   chmury.   Chłodny   powiew   wiatru   z 
północy muskał nurt rzeki. Było zbyt chłodno, by siedzieć na dworze.

W domu czekała mama i chłopcy ubrani odświętnie, podekscytowani, 

rozmowni,   pełni   oczekiwań.   Zobaczyć   Pedera   i   Kristiana   w   białych 
koszulach i spodniach do kolan, bez łat na pupach i cer na kolanach, to był 
najjaśniejszy punkt dnia. Elise uśmiechnęła się do nich i poczuła, że gdzieś 
zniknęła jej nerwowość. Wprawdzie dla niej samej był to koszmar, ale w 
życiu chłopców ten dzień był wyjątkowy.

- Ale jesteście eleganccy, chłopaki - pochwaliła ich.
Oczywiście dla mnie też jest to wielki dzień, upomniała się w duchu. 

Nie mogę wciąż myśleć o najgorszym. Jutro będzie po wszystkim, czego 
tak się obawiam. Dziewczęta w fabryce mają powód, by mi zazdrościć.

- Ty też pięknie wyglądasz, mamo.

background image

Obejrzała mamę uważnie w nowej sukni, którą nieco zwęziły i teraz 

leżała na niej o wiele lepiej. Mama umyła włosy, zakręciła loki i upięła 
kok nieco luźniej niż zwykle. Elise dopiero teraz zauważyła, jak bardzo 
posiwiała. Nadal była blada, ale już nie taka wychudzona jak zimą.

-  Tak   się   cieszę   w   twoim   imieniu,   Elise   -   uśmiechnęła   się   mama.   - 

Jakżebym pragnęła, by mógł tu być dziś z nami tata.

To byłaby kropla, która by przepełniła czarę goryczy, pomyślała Elise i 

wzdrygnęła   się.   Wyobraziła   sobie   ojca,   jak   wpada   pijany,   rzuca   jakiś 
sprośny   żart   i   z   głośnym   rechotem   sadowi   się   na   ławie   obok   ciotki 
Ulrikke, kładąc brudną rękę na jej udzie.

- On i tak widzi Elise - pocieszał mamę Peder. - Siedzi sobie w niebie i 

się chichra.

- Uśmiecha się - poprawiła go Elise.
- Nie, chichra się, jak patrzy na Kristiana i na mnie wystrojonych w 

trumienne koszule.

- Trumienne koszule! - Elise popatrzyła na niego przerażona. - Przecież 

takie koszule mężczyźni wkładają, gdy idą z wizytą, a wielcy panowie 
noszą takie na co dzień.

- Mama powiedziała, że tata też miał białą koszulę, jak leżał w trumnie.
- Och, przestań już gadać głupoty. Lepiej umyj buzię, bo masz wąsy od 

kawy.

Kiedy doszli do kościoła Gamie Aker, na zewnątrz zebrało się wiele 

dziewcząt. Większość z nich Elise znała. Pracowały kiedyś w Nedre Voien 
albo   w   tkalni   Hjula,   ale   albo   straciły   pracę,   albo   znalazły   sobie   inne 
zajęcie. Ku swemu zdumieniu w tłumie dostrzegła Oline w białej sukni, 
białych   rękawiczkach   i   kapeluszu   z   piórami.   Tak   łatwo   zarabia   się 
pieniądze na ulicy? - pomyślała zdziwiona.

Otwarły  się  drzwi  do kościoła  i  wszyscy   z wyjątkiem  Elise  i mamy 

weszli do środka. Przez szparę w drzwiach zauważyła, że Emanuel czeka 
już przy ołtarzu. Obok niego stał jakiś obcy mężczyzna, pewnie drużba, a 
naprzeciwko w wózku na kółkach siedziała Anna. Emanuel zniósł ją po 
schodach w Andersengarden i przywiózł do kościoła.

Elise odsunęła się na bok, by jej nie zobaczyli.
- Jak wyglądam? - zapytała mamę nerwowo.
- Prześlicznie! - Mama popatrzyła na nią z zachwytem. - Do twarzy ci w 

czarnym.

Elise zastanawiała się, czy mama naprawdę tak myśli, czy też chce ją 

pocieszyć, bo wiedziała, że córka marzyła o białej sukni.

Za nimi rozległy się kroki, a kiedy Elise odwróciła się, ujrzała gromadę 

background image

maszerujących żołnierzy z Armii Zbawienia. Nie myślała, że Emanuel zna 
tylu   ludzi,   ale   wiadomo,   że   oficer   Armii   ma   duże   grono   przyjaciół. 
Odwróciła się, nie chcąc rzucać się w oczy. Podczas eleganckich ślubów 
panna młoda przyjeżdża zwykle powozem razem ze swoim ojcem i kroczy 
z nim pod rękę główną nawą do ołtarza, gdy wszyscy goście siedzą już w 
ławkach.

Denerwowała się coraz bardziej. Myślała, że w kościele będą prawie 

sami, teraz jednak uświadomiła sobie, że przyszło znacznie więcej osób, 
niż   się   spodziewała.   Co   pomyślą,   gdy   zobaczą   ją   w   czarnej   sukni 
powadzoną do ołtarza przez mamę, a nie ojca?

Oficerowie Armii Zbawienia są do tego przyzwyczajeni, pocieszała się 

w myślach. Tak często nie bywają w kościele, ale otaczają się głównie 
biednymi.

Usłyszawszy stukot bryczki, odwróciła się. Nadjechał elegancki powóz. 

Woźnica zeskoczył z kozła i pomógł wysiąść damie ubranej na biało. Pani 
Ringstad miała na sobie piękną szeroką suknię z naszytymi pąkami róż, a 
na   głowie   kapelusz,   na   którym   mieściła   się   niemal   cała   rabatka.   Na 
ramiona narzuciła białą pelerynę, a jej szyję zdobiło kilka sznurów pereł. 
Pan Ringstad miał słomkowy kapelusz, wykrochmaloną koszulę, zapiętą 
kamizelkę z zegarkiem kieszonkowym i złotym łańcuszkiem wiszącym na 
brzuchu   między   dwoma   kieszonkami.   Za   nimi   szła   ubrana   na   czarno 
ciotka Ulrikke.

Elise   zdziwiła   się   na   widok   rodziców   Emanuela.   Wydawali   jej   się 

skromnymi ludźmi, mimo że posiadali wielki dwór. W domu ubierali się 
zwyczajnie, jak inni gospodarze. Nawet nie podejrzewałaby ich o to, że 
mają takie stroje. Zupełnie nie pasowali dziś do otoczenia, do niej, jej 
rodziny, żołnierzy Armii Zbawienia i ubogich robotnic.

Podeszli i przywitali się uprzejmie z nią i z mamą, ale Elise zdołała 

pochwycić przerażony wzrok pani Ringstad, gdy patrzyła na mamę. Nie 
zamieniwszy wielu słów, skierowali się do kościoła.

- Nie przejmuj się, Elise! - powiedziała mama i ścisnęła ją za ramię.
Elise bez trudu zrozumiała, co miała na myśli.
Wszyscy już byli w środku, drzwi zostały zamknięte. Po chwili otworzył 

je   uroczyście   kościelny,   dając   znak,   by   weszły.   W   tej   samej   chwili 
organista zaczął grać marsza weselnego.

Elise   na   drżących   kolanach   kroczyła   przez   pogrążone   w   półmroku 

wnętrze kościoła. Dwie samotne świece paliły się przy ołtarzu.

Wszyscy wstali i zwrócili twarze ku niej, ale Elise nikogo nie widziała. 

Czuła tylko otaczający ją mur ciekawości. Najchętniej by umarła.

background image

Nagle w jej uszach zadźwięczały słowa Agnes: „Może pojawi się jutro 

w kościele? Zazdrosny i wściekły. To by dopiero było!"

Na   czoło   wystąpiły   jej   kropelki   potu.   Czy   Johan   stoi   gdzieś   pośród 

ciemnych   niewyraźnych   postaci   i   patrzy   na   nią   z   nienawiścią?   Boże 
święty, co się stanie? Co on zrobi?

Podeszły   do   ołtarza   i   kiedy   Elise   odważyła   się   podnieść   wzrok, 

zobaczyła uśmiechniętego Emanuela, który patrzył na nią z miłością. Jego 
spojrzenie rozgrzało jej serce i uspokoiło ją. Johana na pewno nie ma w 
kościele, to tylko wymysł Agnes, która robiła wszystko, by zepsuć jej ten 
dzień. Nie ma znaczenia, że pani Ringstad przyszła ubrana niczym bogata 
dama   z   zachodniej   części   Kristianii,   pomyślała.   Nieważne,   że   suknia 
ślubna jest czarna, a ja pochodzę z biednej robotniczej rodziny, liczy się 
jedynie to, że Emanuel mnie kocha taką, jaka jestem, i że będziemy razem 
na dobre i na złe.

Spłynął na nią błogi spokój, a pełne miłości spojrzenie Emanuela dało 

jej poczucie bezpieczeństwa. Kiedy więc szli ramię w ramię przez środek 
kościoła, przysiągłszy Bogu i sobie, że będą się kochać i szanować, póki 
ich śmierć nie rozdzieli, rozglądała się nawet na boki, uśmiechając się do 
stojących w ławkach gości, którzy na nich patrzyli.

Nie zauważyła wysokiej, silnie zbudowanej sylwetki mężczyzny, który 

by   patrzył  na   nią   nienawistnym  wzrokiem.   Nie  zauważyła   też  Agnes  i 
cieszyła się z tego powodu.

Emanuel stanął przed schodami kościoła i pocałował ją.
- Kocham cię, Elise. To najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Przełknęła 

z trudem ślinę.

- Ja też jestem szczęśliwa, Emanuelu. Bardzo cię podziwiam i jestem z 

ciebie dumna.

Słowo „kocham" nie chciało jej przejść przez gardło, ale miała nadzieję, 

że tego nie zauważył. Zapewne nie zrozumiał, czemu powiedziała, że jest 
z niego dumna, ale kiedyś mu wytłumaczy, jak bardzo imponował jej, gdy 
tak   stał   prosty   jak   struna,   silny   i   odważny,   nie   ulegając   uprzedzeniom 
rodziny i przyjaciół, i szedł za głosem serca, nie zważając na słowa krytyki 
i pogardliwe spojrzenia.

Drużba   Emanuela   pchał   wózek,   na   którym   siedziała   rozpromieniona 

Anna, która siłą woli potrafiła pogodzić się z własnym rozczarowaniem i 
teraz   przeżywała   ten   dzień   jak   cud,   bo   znalazła   się   „wśród   żywych", 
zobaczyła świat poza własną izbą, usłyszała śpiew ptaków, poczuła zapach 
kwiatów. Elise uśmiechnęła się do niej, a bijący od dziewczyny zachwyt 
napełnił ją radością.

background image

- Dziękuję, Elise - odezwała się Anna ze łzami w oczach. - Gdyby nie ty, 

nigdy  bym nie  przeżyła tak  pięknych chwil.  Nie usłyszałabym muzyki 
organowej, śpiewu psalmów, słów pastora i was obojga przysięgających 
sobie przed ołtarzem. Zachowam te wspomnienia jak najcenniejszy skarb.

Elise uściskała ją i nie mogła powstrzymać łez.
Kiedy orszak weselny przeszedł przez most Beierbrua i zbliżył się do 

domu nad rzeką, przez chmury przebiło się słońce, a krople deszczu w 
trawie zalśniły jak klejnoty.

Mama szła przodem i otworzyła drzwi. Z kuchni unosił się smakowity 

zapach lapskausu. Elise poczuła, że z głodu ściska ją w żołądku. Peder 
odwrócił się do niej i patrząc na nią wielkimi oczami, szepnął:

- W środku jest mięso, widziałem!
W  kuchni  stała   Maren   Sorby   i  mieszała   w  wielkim  żelaznym  garze. 

Wytarła pośpiesznie dłonie w fartuch i podeszła do nich z uśmiechem.

-   Gratuluję   serdecznie   -   powiedziała   wzruszona,   a   oczy   zalśniły   jej 

zdradziecko. Pośpiesznie więc wytarła je brzegiem fartucha.

Emanuel poprowadził ciotkę Ulrikke do stołu i posadził na wygodnym 

krześle,   przewiezionym   z   pokoju   u   Carlsenów,   a   rodziców   umieścił 
naprzeciwko. Żołnierze Armii Zbawienia, drużba, Hilda i chłopcy usiedli 
ściśnięci   na   ławie,   natomiast   pani   Evertsen,   pani   Thoresen   i   mama 
usadowiły się na stołkach z kuchni. Wózek Anny nie zmieścił się, więc 
Emanuel przeniósł dziewczynę na rękach i posadził na ławie na krańcu 
stołu. Razem z Elise zasiedli na honorowym miejscu.

Emanuel wstał i wygłosił krótką mowę, w której powitał wszystkich 

gości w swoim pałacu szczęśliwości, jak nazwał dom, a potem zwrócił się 
do Elise:

-   Uczyniłaś   mnie   najszczęśliwszym   człowiekiem   na   świecie.   Od 

pierwszej   chwili,   gdy   cię   spotkałem   w   Świątyni,   marzyłem   o   tym   i 
modliłem się do Boga, bym kiedyś mógł cię poślubić. Bóg mnie wysłuchał 
-   głos   mu   się   załamał,   więc   przerwał   na   moment   i   dopiero   po   chwili 
podjął: - Przyrzekam, że uczynię wszystko, co w mojej mocy, byś była tak 
samo szczęśliwa jak ja. - Chrząknął i skierował wzrok na mamę Elise. - 
Dziękuję,   pani   Loylien,   ze   wydała   pani   na   świat   Elise   i   pozwoliła   mi 
przejąć odpowiedzialność za to, co dla pani najcenniejsze, własne dziecko. 
- Następnie zwrócił się do swoich rodziców: - Dziękuję także wam, mamo 
i   tato,   za   wszystko,   co   od   was   otrzymałem.   Przykro   mi,   że   was 
rozczarowałem,   przedkładając   miasto   i  Armię   Zbawienia   nad   życie   w 
Ringstad i decydując, że nadal pozostanę w mieście. Chcę jednak, byście 
wiedzieli, że bardzo was kocham i szanuję za to, że nie odwróciliście się 

background image

ode mnie i zechcieliście dzielić wraz ze mną radość tego dnia. Wznieśmy 
teraz toast za pannę młodą, za wszystkich gości i za ten wspaniały dzień. 
Mam nadzieję, że upłynie nam przyjemnie i wszyscy zechcemy zachować 
go na długo w pamięci. Na zdrowie!

Goście unieśli szklanki. Peder i Kristian chichotali zakłopotani, a mama 

co   chwila   podnosiła   chusteczkę   do   oczu.   Hilda   była   milcząca,   ciotka 
Ulrikke surowa, Anna rozpromieniona, natomiast przyjaciele Emanuela z 
Armii Zbawienia uprzejmi i mili. Jak dobrze, że są wśród nas tacy pogodni 
ludzie, którzy potrafią rozładować nastrój, pomyślała Elise, zadowolona z 
ich przybycia.

Emanuel uścisnął jej dłoń, a ona zwróciła się do niego z uśmiechem:
- Dziękuję za piękne słowa, Emanuelu.
- Zasługujesz na więcej pięknych słów, ale ze wzruszenia nie mogłem 

ich z siebie wydobyć.

- Jesteś dla mnie nazbyt hojny.
Pokręcił   głową   i   spoglądając   jej   głęboko   w   oczy,   odparł:   -   To 

niemożliwe, by być dla ciebie nazbyt hojnym. - Pochylił się nad nią i 
szepnął do ucha: - Powiem więcej, gdy wszyscy sobie pójdą i zostaniemy 
sami.

Zarumieniła się i spuściła wzrok.
Maren Sorby razem z mamą wniosły gar z lapskausem. Pachniało bosko, 

bo   w   środku   były   zarówno   kawałki   kiełbasy,   słonina,   mięso,   jak   i 
ziemniaki.

Gdy wszyscy otrzymali swoje porcje, pan Ringstad postukał łyżką w 

szklankę i wstał.

- Kochana młoda paro, panie i panowie.
Peder   i   Kristian   zachichotali   głośno,   ale   natychmiast   się   uciszyli, 

zgromieni surowym spojrzeniem mamy.

- Dla matki i ojca nie jest najważniejsze, jak im samym się powodzi, ale 

czy   ich   dzieciom   jest   dobrze.   Pod   tym   względem   nie   różnimy   się   od 
innych  rodziców.   Jak  rozumiem,   Emanuelu,   jesteś  szczęśliwy   ze  swoją 
Elise,   a   widok   prawdziwej   miłości   napełnia   ciepłem   serce   ojca.   Mam 
nadzieję,   że   nie   jest   to   jedynie   krótkotrwałe   zakochanie,   ale   że   wasza 
miłość przetrwa długo. Będzie to wymagało wiele wysiłku z waszej strony, 
przede wszystkim pragnienia, by temu podołać, nieugiętej wiary, że wam 
się   to   uda,   i   woli,   by   się   poszczęściło.   Napotkacie   wiele   trudności   po 
drodze, więcej, niż inni młodzi małżonkowie, dlatego że pochodzicie z 
różnych   środowisk   i   odebraliście   inne   wychowanie.   Ciebie,   Emanuelu, 
dotknie   to   bardziej,   bo   o   wiele   trudniej   przywyknąć   do   biedy   niż   do 

background image

bogactwa. Ale znam cię i wierzę, że temu podołasz. Pamiętaj jednak, że 
drzwi twojego rodzinnego domu w Ringstad zawsze stoją otworem. Jeśli 
pożałujesz   dokonanego   wyboru   i   jednak   zechcesz   zostać   gospodarzem, 
przyjmiemy cię z otwartymi ramionami.

Na zewnątrz rozległ się jakiś hałas i oczy wszystkich skierowały się w 

stronę drzwi.

Johan... - przemknęło Elise przez myśl i oblał ją zimny pot.
Ojciec Emanuela przerwał mowę i popatrzył zdziwiony, kto tak hałasuje.
Drzwi do salonu otwarły się z hukiem i stanęła w nich Agnes. Ubrana 

była w biały fartuch i czepek, ale pod spodem miała swoje stare robocze 
ubranie. Potargana i brudna na twarzy, stała w drzwiach na chwiejnych 
nogach. Elise bez trudu domyśliła się, że jest pijana.

- O, tutaj wszyscy siedzicie! - wybełkotała i zataczając się, weszła do 

środka. - Nie zostałam wprawdzie zaproszona, ale mimo to postanowiłam 
przyjść.   Omiotła   spojrzeniem   gości   siedzących   przy   stole   i   odszukała 
wzrokiem Elise.

- A, tu siedzi panna młoda. W czerni! Tak! - zarechotała. - Dobrze, że 

nie   ubrałaś   się   na   biało,   Elise!   -   Zamilkła   i   rozejrzała   się   triumfalnie 
wokół. - Chyba nie wierzycie, że to Emanuel jest ojcem tego dziecka?