background image

 

 

ROZDZIAŁ    3 

 

 

background image

ROZDZIAŁ    3 

 

 

Kiedy  Curran  i  ja  zeszliśmy  z  dachu  w 

poszukiwaniu  śniadania,  Barabas  złapał  nas  w 

zasadzkę sterty dokumentów. 

 

- Co to jest – dumałam nad pięciocentymetrowym 

stosem. 

 

-  Wszystko,  co  musi  być  podpisane  zanim 

będziecie mogli wyruszyć na Morze Czarne.   

 

Wskazał 

najbliŜszą 

salę 

konferencyjną. 

Dostarczono  tam  śniadanie.  Talerze  z  jajecznicą, 

górkami  bekonu,  stosikami  kiełbasy  i  górami 

smaŜonego mięsa dzieliło miejsce z dzbankami kawy i 

wieŜami  naleśników.  Owionął  mnie  zapach  jedzenia. 

Nagle zrobiłam się straszliwie głodna. 

 

Czy  juŜ  całą  Twierdza  wie,  Ŝe  wyruszamy?  – 

spytał Curran. 

 

-  Jestem  pewien,  Ŝe  kilka  osób  zaspało,  ale  cała 

reszta wie.  

 Barabas  połoŜył  dokumenty  na  stole  i  odsunął 

mi krzesło.  

– Dla ciebie. 

-  Jestem głodna i nie mam na to czasu. 

background image

Oczy Barabasa pozostały bezlitosne. 

- To go znajdź Alfo. Masz dwie ręce, moŜesz jeść i 

podpisywać jednocześnie. 

Curran wyszczerzył się w uśmiechu. 

- Cieszysz się moim cierpieniem? – zapytałam. 

-  To  dziwaczne,  Ŝe  wdajesz  się  w  strzelaninę  bez 

Ŝ

adnej  broni  oprócz  miecza,  a  zwykła  papierkowa 

robota wzbudza twoją panikę. 

Barabas  połoŜył  grubszy  stos  dokumentów  przed 

nim. Curran zaklął. 

Zmiennokształtni 

mieli 

bardzo 

wysoki 

metabolizm, co pomagało rozprawiać się z jedzeniem i 

oszczędzać 

energię 

na 

zmiany 

kształtu. 

Ten 

metabolizm 

pozwalał 

im 

obŜerać 

się 

do 

nieprzyzwoitości.  Obserwowanie  jedzącego  Curran 

było  przeraŜającym  doświadczeniem.  Nie  spieszył  się 

ani  nie  moŜna  powiedzieć,  by  poŜerał  jedzenie.  Po 

prostu…  jadł  je  w  ogromnych  ilościach.  Myślałam,  Ŝe 

z  czasem  przywyknę  do  tego,  ale  kiedy  zaczął  trzeci 

górowaty talerz, aŜ zamrugałam ze zdziwienia. Musiał 

nie zjeść kolacji wczoraj wieczorem. 

 

Drzwi pokoju konferencyjnego otworzyły się i 

Jim wkroczył jak burza. Dwa metry wzrostu, ciemna , 

gładka  skóra  i  spojrzenie,  które  sprawiało,  Ŝe  się 

background image

cofałeś  i  szukałeś  najbliŜszego  wejścia;  Jim  pracował 

jako  szef  ochrony  Gromady.  Znaliśmy  się  z  czasów, 

kiedy  oboje  pracowaliśmy  dla  Gildii  Najemników  i  od 

czasu  do  czasu  wykonywaliśmy  wspólnie  zadania.  Ja 

potrzebowałam  pieniędzy,  a  Jim  nie  był  w  stanie 

znieść współpracy z nikim innym.  

 

Hello Jim… 

 

Jim pochylił się nad stołem. – Jadę. 

-  Nie  –  powiedział  Curran.  –  Potrzebuję  cię  tutaj. 

Musisz kierować Gromadą kiedy mnie nie będzie. 

- Niech Mahon to robi. 

 

background image

 

Mahon 

Delany, 

alfa 

Klanu 

DuŜych, 

był 

egzekutorem Gromady. Wychował Curran po tym, jak 

jego 

rodzina 

została 

zamordowana 

był 

prawdopodobnie 

najbardziej 

powaŜanym 

pośród 

czternastu alf Gromady.  ChociaŜ nie był powszechnie  

lubiany. 

 

- Szakale by się zbuntowały i dobrze o tym wiesz 

–  powiedział  Curran.  –  Ty  moŜesz  utrzymać  klany 

razem.  Mahon  tego  nie  potrafi.  Jest  staroświecki  i 

brutalny,  a  jeśli  dam  mu  władzę,  wrócimy  do  wojny 

domowej.  

 

-  A  kto  będzie  pilnował  twojego  tyłka,  gdy  tam 

będziesz?  Nie  chodzi  tylko  o  to  co  oni  robią,  chodzi  o 

przewidywanie  co  mogą  zrobić  i  jak  to  mogą  zrobić. 

Kto się tym zajmie dla ciebie? 

 

-  Nie  ty  –  odpowiedział  Curran.  -    Potrzebuję  cię 

tutaj. 

 

Jim zwrócił się do mnie. – Kate? 

 

Jeśli  sądził,  Ŝe  dam  się  w  to  wplatać,  to  chyba 

zwariował.  

 

-  Och,  spójrz  ile  mam  papierkowej  roboty  do 

odwalenia.  Nie  mogę  teraz  rozmawiać,  jestem  bardzo 

zajęta.  :D 

background image

 

Jim  klapnął  na  krześle,  wyglądając  jakby  chciał 

kogoś udusić. 

 

Barabas połoŜył następny dokument przede mną. 

Oj. 

 

-  Powinieneś  pozwolić  Kate  zająć  się  tym  – 

powiedział  Jim.  –  Sam  nigdy  nie  organizowałeś 

takiego  przedsięwzięcia.  Ma  więcej  doświadczenia  w 

ochranianiu i jest w tym niezła.  

 

-  Nie  tylko  jestem  niezła,  jestem  w tym  świetna  i 

dobrze o tym wiesz.  

 

-  JuŜ  to  omówiliśmy  –  dodał  Curran.  –  Ona 

chroni  Desandrę,  ja  warczę  i  ogarniam  kontakty 

między stadami, a kiedy ona coś mi kaŜe, to robię to. 

Mamy to rozpracowane  Jim. 

 

-  Albo  przynajmniej  myślą,  Ŝe  mają.  –  Barabas 

wziął 

dokument, 

który 

właśnie 

podpisałam 

dmuchnął na atrament. 

 

Weźcie  Barabasa  –  powiedział  nagle  Jim.  –  Jeśli 

nie  chcecie  wziąć  mnie,  weźcie  Barabasa.  Jest 

przebiegły, i jest paranoikiem z manią prześladowczą. 

Będzie doskonały.  

 

Curran  spojrzał  na  mnie,  a  ja  na  Barabasa.  Ten 

obnaŜył równe, ostre zęby.  

 

- Jak mógłbym odmówić po takiej rekomendacji? 

background image

 

- Kogo chcesz jako wsparcie? – Zapytałam. 

 

- George – odpowiedział Barabas. 

 

George  tak  naprawdę  miała  na  imię  Georgetta  i 

groziła  śmiercią  ludziom,  którzy  ośmielili  się  uŜyć  jej 

pełnego imienia. Była córką Mahona i pracowała jako 

urzędnik sądowy Gromady. 

 Hello Georgetta ☺ 

 

-  Zna  prawa  i  jest  przeciwieństwem  i  jest  bardzo 

spokojna. – Zarekomendował Barabas. 

 

- Jeśli weźmiecie George, Mahon teŜ będzie chciał 

jechać. 

 

 Hello Mahon 

background image

 

- To nie jest taki zły pomysł – powiedział Curran. 

–  Mahon  jest  świetnym  wojownikiem  i    miałbyś  go  z 

głowy.  Poza  tym  jest  niedźwiedziem,  więc  górale  będą 

mieli do niego szacunek. 

 

-  Skoro  ja  jadę,  Jezebel  teŜ  będzie  chciała 

pojechać – wtrącił Barabasz. 

 

- Nie. 

 

Jezebel, moja druga „niania” z klanu boud miała 

niezły charakterek. 

 

- Mogę spytać dlaczego? 

 

- Pokłóciłeś się z Ethanem w środę? 

 

 

 

Hello Jezebel 

background image

Barabas  odsunął  się.  Etan  był  jego  chłopakiem  i 

ich  związek  zapowiadał  się  świetnie,  ale  teraz  im  nie 

wychodziło. 

 

- To nie była kłótnia, to była oŜywiona dyskusja. 

 

- Wiesz, jak się o niej dowiedziałam? 

 

- Z pewnością mi powiesz. 

 

- Zobaczyłam Jezebel wychodzącą zdecydowanym 

krokiem,  z  wyrazem  determinacji  na  twarzy  i 

musiałam 

spędzić 

następne 

pół 

godziny 

na 

tłumaczeniu jej, Ŝe połamanie nóg Etanowi, Ŝe pomoŜe 

twojemu  związkowi.  Reaguje  zbyt  przesadnie  na 

jakąkolwiek  zniewagę.  Udajemy  się  w  miejsce,  gdzie 

będziemy  mniej  liczny,  obraŜani  i  nieustannie 

prowokowani.  Jeden  zły  ruch  z  jej  strony  i  jesteśmy 

skończeni. 

 

- Rozumiem – powiedział Barabas. – Postaram się 

przekazać to jej delikatnie. 

 

- A moŜe Keira? – Powiedział Jim. 

 

Curran uniósł brwi. – Jesteś pewien? 

 

- Tak. 

 

- Kim jest Keira – spytałam. 

 

- Moją siostrą- Jim odpowiedział. 

 

background image

 

Hello Keira :D 

 

background image

 

- Masz siostrę? – Wiedziałam, Ŝe Jim ma rodzinę. 

Po prostu nigdy ich nie poznałam, ani nie widziałam. 

 

- Ma trzy – dodał Curran. 

 

- Dlaczego nigdy jej nie poznałam? 

 

-  Spotkałaś  ją  –  powiedział  Jim.  –  Po  prostu  nie 

pamiętasz, bo nigdy ci nie powiedziałem, kim była. 

 

-  Och,  więc  informacje  o  twojej  rodzinie  są 

zastrzeŜone, co? 

 

- Rzucił mi twarde spojrzenie. – Właśnie. 

 

Kiedy  Ŝart  przelatuje  obok  jaguarołaka,  to  czy 

wydaje jakiś dźwięk? 

 

 - Jesteś pewien, Ŝe chcesz wysłać swoją siostrę z 

nami  na  drugi  brzeg  oceanu?  Skoro  nie  jestem 

wystarczająco dobra, by ja poznać i w ogóle? 

 

- Keira jest weteranem wojskowym – odpowiedział 

Jim. – Jest w tym dobra i jest teŜ lojalna. 

 

Próbowałam wyobrazić sobie Ŝeńską wersję Jima, 

ale zamiast tego wyszedł mi Jim w sukience. Obrazek 

był niepokojący :D 

 

- Spytałeś ja przynajmniej? – zapytał Curran. 

 

- Wiem, Ŝe pojedzie. 

 

- Więc zapisujemy ja, chyba Ŝe powie nie. 

background image

 

Podpisałam  sześć  papierów,  ale  mój  stosik 

dokumentów  wcale  się  nie  zmniejszał.  Tak  jakby  to 

badziewie rozmnaŜało się podczas gdy ja pracowałam. 

 

- Skąd weźmiecie statek – dopytywał się Jim. 

 

MoŜemy 

uŜyć 

zwykłego 

frachtowca 

pasaŜerskiego – odpowiedział Curran. 

 

-  To  nie  zda  egzaminu  –  stwierdził  Jim.  – 

Przepłynięcie  Atlantyku  to  trudne  zadanie.  MoŜecie 

dotrzeć tam w mniej więcej trzy tygodnie, ale musicie 

spieszyć się powrotem, z fiolkami panaceum, a nie ma 

pewności,  Ŝe  frachtowiec  akurat  będzie  na  miejscu.  

Musicie  wynająć  statek  i  załogę,  Ŝeby  czekali  na  was 

w porcie przez jakiś miesiąc. 

 

-  Więc  wynajmij  jakiś  –  oparła  Curran.  –  Albo 

kup. Wszystko mi jedno.  

 

-  Nie  wiem,  czy  damy  radę.  To  nie  jest  tylko 

kwestia pieniędzy. Chodzi o doświadczonego kapitana 

i  zdyscyplinowaną  załogę.  –  Jim  zabębnił  palcami  o 

blat stołu i wstał. – Muszę się tym zająć. 

 

Młody  męŜczyzna  wszedł  i  zatrzymał  się  tuŜ  za 

drzwiami.  Poruszał  się  bezszelestnie  jak  duch.  WciąŜ 

smukły,  ale  nabierający  potęŜnych  kształtów.  Miał 

krótkie, brązowe włosy i twarz, która zatrzymywała cię 

w  miejscu.  Nie  tak  dawno  temu  ludzie  zatrzymywali 

background image

się,  bo  był  tak  piękny.  Teraz  zatrzymywali  się,  bo  nie 

byli pewny, co facet z taka twarzą zarobi za chwilę.  

 

Kiedy jeszcze był ładny, pracował jako szpieg dla 

Jima.  Ludzie  brali  Dereka  Gaunta  za  ślicznego 

głupka,  ale  nic  nie  umykało  jego  uwagi.  Nie  miał 

szczególnie szczęśliwego dzieciństwa. Sprawiło ono, Ŝe 

był  bezwzględny,  twardy,  zdyscyplinowany  i  zupełnie 

oddany  pracy.  Potem  zdarzyło  się  coś  złego  i  cenę  za 

to  zapłaciła  twarz  Dereka.  Kształt  twarzy  się  nie 

zmienił, ale dramatyczne wydarzenia odcisnęły na niej 

swoje  piętno  –  czyste  linie  pogrubiły  się  i  zniknęły 

jakiekolwiek ślady miękkości. Brązowe oczy były teraz 

twarde  i  niedostępne,  a  kiedy  zdecydował  się  być 

nieprzyjazny,  miały  kompletnie  nieodgadniony,  pusty 

wyraz.  Widziałam  taki  rodzaj  spojrzenia  u  weteranów 

walczących  na  arenach.  Mówiło  ono,  Ŝe  nie  jesteś 

istotą  ludzką,  tylko  przeszkodą  do  usunięcia.    To 

spojrzenie  martwiło  mnie.  Derek  był  przyjacielem. 

Iskierka  humoru,  która  była  jego  częścią,  stawała  się 

coraz bardziej przygaszona. Jeśli zniknęłaby zupełnie, 

Derek  znalazłby  się  w  czarnej  dupie.  Ja  juŜ  tam 

wcześniej  byłam  i  wiem,  jak  trudno  się  stamtąd 

wydostać. 

 

Curran udawał, Ŝe go nie widzi. 

background image

 Helloooooooo Derek <3 

 

Derek nic nie powiedział, po prostu tam stał. 

 

-  Tak.  –  Powiedział  Curran  bez  odwracania  się. 

Derek  kiwnął  głową  i  odszedł  bez  słowa.  Teraz 

mieliśmy pięcioro: Barabasa, George, Mahona, Dereka 

i  ewentualnie  Keirę.  Kontrakt  mówił,  Ŝe  górale 

spodziewali się, Ŝe weźmiemy nie więcej niŜ piętnastu 

ludzi. Curran i ja ustaliliśmy, ze będzie dziesięć osób, 

wyłączając  nas.  To  była  ładna,  okrągła  liczba  i 

pokazywała, Ŝe się nie boimy.  

 

Jim  siedział,  wpatrując  się  w  przestrzeń  tym 

specyficznym  szklanym  wzrokiem,  który  mówił,  Ŝe 

trzy czwarte jego mózgu było zajęte czymś innym. 

 

- Dobrze się czujesz? – spytałam go. 

 

Spojrzał  na  mnie  –  Gdzie  ja  do  cholery  znajdę 

statek…? 

 

- StraŜnik podszedł do drzwi. 

 

- Tak? – zapytałam. 

 

-  Cioteczka  B  jest  tu  i  chce  rozmawiać  z 

MałŜonką. 

background image

 

Spotkanie z alfą Klanu Bouda było jak wsadzanie 

łapy  do rozdrabniarki do  śmieci. Mogła  się włączyć w 

kaŜdej chwili, bez ostrzeŜenia.  

 

Curran wstał. – Muszę juŜ iść. 

 

- Tchórz – powiedziałam do niego. 

 

-  Wyszczerzył  się  do  mnie.  –  Do  zobaczenia 

później kotku. Chodź Jim, ty teŜ musisz iść :D 

 

Ruszyli korytarzem. Spojrzałam na Barabasa. 

 

-  Tu  jest  tylko  jedno  wyjście.  Jak  zamierzają  się 

stąd wydostać nie mijając jej ? 

 

-  Schowają  się  w  pokoju  straŜników  dopóki  nie 

przejdzie. Mam ją przyprowadzić? 

 

- Nie mogę od tego uciec, prawda? 

 

- Nie. 

 

Westchnęłam. – Dobra. Miejmy to za sobą. 

 

*** 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

Alfa Klanu Bouda miała na sobie wiśniowo- białą, 

letnią  sukienkę w ogromniaste czerwone maki. Włosy 

związanie 

niedbały 

kok. 

Para 

okularów 

przeciwsłonecznych  sterczała  nad  czołem.  Gdyby 

dodać  słomkowy  kapelusz  i  kosz  piknikowy… 

Cioteczka  B,  była  tuŜ    po  pięćdziesiątce,  ale  takiej 

pięćdziesiątce,  za  którą  kaŜda  kobieta  dałaby  się 

zabić. Jej skóra była gładka, jej makijaŜ powściągliwy, 

ale doskonały, figura dojrzała, ale wciąŜ przyciągająca 

wzrok.  Często  się  uśmiechała,  a  jej  głos  ociekał 

słodyczą. Jednak kiedy naprawdę spojrzała na ciebie, 

włosy  na  karku  stawały  dęba,  bo  rozumiałeś,  Ŝe  była 

bystra,  bezwzględna  i  niebezpieczna  jak  diabli. 

Rządziła klanem Bouda, a nikt, kto dawał sobie radę z 

ponad trzema tuzinami hienołaków, nie powinien być 

niedoceniany.  Niewiele  rzeczy  przyprawiał  mnie  o 

ciarki, ale ona była jedną z nich. Obecnie Cioteczka B 

była po mojej stronie, ale nie miałam złudzeń, to była 

warunkowa  forma  przyjaźni.  W  momencie,  gdy 

przestałabym  być  dla  niej  i  jej  klanu  uŜyteczna, 

zapomniałaby o moim istnieniu. 

background image

 

 Cioteczka B 

 

 

Za  nią  weszła  Andrea  Nash,  moja  najlepsza 

przyjaciółka i obecna beta klanu boud.  

 

 Andrea ☺ 

 

 

Niska, 

ś

miertelnie 

groźna 

blondynka 

była 

zaręczona (a nie sparowana? ^^) z synem Cioteczki B, 

Raphaelem. 

Ludzie 

naprawdę 

lubili 

Andreę. 

Wydawała  się  być  miła  i  przyjazna.  Była  tez  w  stanie 

strzelić  w  kropli  domina  z  ogromnej  odległości  i 

background image

zmieniała  się  w  potwora  ze  szponami  rozmiarów 

mojego małego palca. 

 

Uśmiechnęłam  się  do  Cioteczki  B  i  wskazałam 

stół. – Dołączcie do mnie proszę. 

 

Dla  zmiennokształtnych  zaoferowanie  jedzenia 

miało  pewne  szczególne  znaczenie.  Mogło  być 

deklaracją uczuć lub potwierdzeniem statusu alfy. Ci, 

którzy 

oferowali 

jedzenie 

ogłaszali 

się 

odpowiedzialnymi  za  tych,  które  je  brali.  Pomimo 

faktu,  Ŝe  Cioteczka  poinformowała  mnie  o  tym 

zwyczaju  zanim  zostałam  MałŜonką,  próbowała  mnie 

potem  nakarmić.  Teraz  stałam  wyŜej  w  łańcuchu 

pokarmowym i role się odwróciły. 

 

-  Chętnie  skorzystam.  –  C.  B.  usadowiła  się  po 

mojej prawej stronie. Andrea jak beta stanęła za nią. 

Zerknęłam na nią. 

 

- PowaŜnie? 

 

Andrea  westchnęła.  –  Och  dobra,  tylko  nie  mów 

nikomu.  –  Klapnęła  na  krzesło  obok  mnie.  Podałam 

jej talerz. 

 

 -  Co  was  sprowadza…  po  tych  wszyyyystkich 

schodach? 

background image

 

-  Martwię  się  o  twoje  dobro.-  C.  B.  wsunęła 

kawałek  bekonu  w  naleśnik,  złoŜyła  go  i  ugryzła 

troszkę. – I o przyszłość mojego klanu, oczywiście. 

 

Oczywiście  ^^  -  Chodzi  o  podróŜ  w  kierunku 

Morza Czarnego? 

 

- Oczywiście. Czy Curran wspomniał o incydencie 

z Desandrę? 

 

Zaczyna się. – Tak. 

 

-  Czy  wspomniał  równieŜ,  Ŝe  to  ja  eskortowałam 

ją w drodze powrotnej do jej ojca? 

 

O mamusiu. – Nie. 

 

-  Jaki  on  roztrzepany…  -  C.B.  wzięła  następny 

kęs. – Oboje, mój drugi mąŜ  i ja, wybraliśmy się w tę 

podróŜ.  Jego  rodzina  była  z  Iberyjskiej  Peninsuli. 

Połowa  naszego  klanu  pochodzi  z  Afryki,  a  połowa  z 

półwyspu  Iberyjskiego,  ale  to  tylko  taka  mała 

dygresja. Koniec końców byłam tam. Poznałam Jarka 

Krala, ojca Desnadry. To troglodyta. 

 

Zakrztusiłam się kawą. 

 

-  Jest  bezlitosnym,  brutalnym  wandalem  bez 

kawałka sumienia. 

 

Woooow. 

 

-  Pochodzi  z  nic  nie  znaczącej  rodziny,  więc  ma 

obsesję  na  punkcie  ustanowienia  swojej  ‘królewskiej 

background image

dynastii’.  Tak  się  przejął  przekazaniem  swoich 

marnych  genów,  Ŝe  to  doprowadza  go  do  szaleństwa, 

zresztą  od  początku  nie  był  normalny.  KaŜde  z  jego 

dzieci, oprócz Desandrę, zmieniło się w loupa lub dało 

się  zabić,  więc  kupczy  nią  jakby  była  jakąś 

wystawową  jałówką,  a  ona  się  na  to  godzi.  Desandrę 

to popychadło. 

 

Dobra.  To  był  najwyraźniej  dzień  na  szczere 

rozmowy  z  klanem  Bouda.  Dolałam  sobie  kawy. 

Curran  miał  rację.  Jeśli  Jarkowi  tak  bardzo  zaleŜało 

na  dynastii,  nie  powinien  tak  się  palić  do  zabicia 

własnej  córki  tylko  po  to  Ŝeby  zatrzymać  jakiś  górski 

szlak.  Zmiennokształtni  z  Karpat  prowadzili  jakąś 

dziwną  grę  i  miałam  wraŜenie,  Ŝe  będą  strzelać 

bramki naszymi odciętymi głowami. 

 

C.B.  zerknęła  na  swoją  filiŜankę.  Barabas  dolał 

jej  kawy.  –  Dziękuję  mój  drogi.  Kate,  musisz  być 

ś

wiadoma  sposobu,  w  jaki  będziesz  tam  postrzegana. 

Curran  jest  Władcą  Zwierząt,  czymś  niezwykłym 

wśród  zmiennokształtnych.  Większość  alf  prowadzi 

stada  złoŜone  z  jednego  gatunku,  wyjątkowo  dwóch. 

Większość  z  nich  jest  zmuszona  odpierać  wyzwania  z 

zewnątrz  i  z  wewnątrz  swojego  terytorium.  Curran 

rządzi  ogromnym,  zamoŜnym  stadem  i  w  Stanach 

background image

właściwie  nie  ma  rywali.  Jego  terytorium  jest 

bezpieczne.  

 

- To dlatego, Ŝe nikt nie jest na tyle głupi Ŝeby się 

na niego porywać – stwierdziła Andrea. 

 

-  Dokładnie.  Jednak  Alfy  z  Karpat  nie  do  końca 

rozumieją,  do  czego  on  jest  zdolny  i  dla  nich  Curran 

jest  okazją.  Będą  chcieli  albo  go  zabić  –  ale  nikt  tam 

raczej  nie  jest  samobójcą-  albo  skorzystać  na 

przymierzu z nim. Chodzi o to, Ŝe dla nich Curran jest 

wartościowy…  w  odróŜnieniu  od  ciebie.  Dla  nich 

jesteś 

przejściową 

rozrywką, 

która 

urosła 

do 

rozmiarów 

obsesji. 

Utrudnieniem, 

które 

trzeba 

usunąć, 

poniewaŜ 

najłatwiejsza 

droga 

do 

sprzymierzenia  się  z  Curranem  prowadzi  przez 

kobietę. 

 

-  Albo  panaceum.  –  WciąŜ  nie  byłam  pewna, 

dokąd ona zmierza. 

 

-  Jam  wątpliwości  ci  do  tego,  czy  rzeczywiście 

będą  chcieli  zapłacić  w  panaceum.  –  C.B.  zwinęła 

sobie  kolejnego  naleśnika.  –  Ale  jestem  pewna,  Ŝe  w 

chwili,  gdy  wsiądziesz  na  pokład,  będziesz  celem. 

Jesteśmy co do tego zgodne? 

 

- Chcą mieć zabawę, to będą ją mieli. 

background image

 

C.B.  westchnęła.  –  Nie  mam  wątpliwości  co  do 

twoich umiejętności szermierczych moja droga. Myślę, 

Ŝ

e  wszyscy  tutaj  wiem,  Ŝe  potrafisz  zadbać  o  siebie. 

Boję  się,  Ŝe  znajdę  cię  w  jakiejś  górskiej  przepaści  z 

czaszką 

roztrzaskaną 

na 

skutek 

jakiegoś 

„niefortunnego”  wypadku.  Albo,  Ŝe  spadnie  na  ciebie 

zupełnie przypadkowo,  dach jednej z tych, uroczych, 

wiejskich,  europejskich  chatek.  Albo,  Ŝe  ktoś 

przypadkowo  strzeli  ci  w  plecy  z  odległości  ośmiuset 

metrów. To byłoby straszne. Wszyscy wyraziliby swoje 

ubolewanie  i  wysłaliby  pełną  współczucia,  piękną, 

młodą  dziewczynę,  ubraną  tylko  w  kokardkę,  wprost 

do jego sypialni, Ŝeby go pocieszyć. 

 

- Pochyliłam się. – Naprawdę sądzisz, Ŝe przyjąłby 

taki rodzaj pocieszenia? 

 

-  Pochyliła  się  ku  mnie.  –  Wolałabym  tego  nie 

sprawdzać.  Wiem  teŜ,  Ŝe  Mahon  chce  pojechać,  a 

kiedy  ten  stary  niedźwiedź  czegoś  chce,  zwykle  to 

dostaje.  

 

Jak  do  cholery  dowiedziała  się  o  tym?  –  Masz 

szpiegów w Klanie DuŜych? 

 

- Mam szpiegów wszędzie. 

 

Spojrzałam  na  Andreę,  która  gromadziła  bekon 

na talerzu. 

background image

 

- Była n herbatce z Ŝoną Mahona. 

 

C.B.  spojrzała  na  nią.  –  Ty  i  ja  musimy 

popracować nad twoja aurą tajemniczości. 

 

Andrea  wzruszyła  ramionami.  –  To  moja 

najlepsza przyjaciółka. Nie będę jej okłamywać. 

 

Podniosłam pięść i zrobiłyśmy Ŝółwika. 

 

C.B. 

westchnęła. 

– 

Mahon 

nie 

pojechał 

poprzednio. Wini się za odniesioną przez nas poraŜkę. 

Musiał  zostać  w  domu  i  prowadzić  stado  i  prawie 

zrujnował  wszystko,  na  co  Curran  tak  cięŜko 

pracował. 

Przypomnij 

mi 

kiedyś, 

Ŝ

ebym 

ci 

powiedziała, co zrobił szakalom. Mahon nie jest twoim 

przyjacielem. Wspiera cię, bo Curran cię wybrał, ale w 

jego  oczach  najnędzniejsza  zmiennokształtna  byłaby 

lepszą  partnerką  dla  Curran  niŜ  ty.  To  nie  jest  nic 

osobistego.  Mahon  przeŜył  wiele  i  to  sprawiło,  Ŝe  jest 

taki 

ograniczony 

jeśli 

chodzi 

nie-

zmiennokształtnych. 

Nie 

podejmie 

próby 

skrzywdzenia  ciebie,  ale  jeśli  przydarzy  ci  się  coś 

złego,  odetchnie  z  ulgą  i  nadzieją,  Ŝe  Curran  znajdzie 

sobie miłą zmiennokształtną dziewczynę. 

 

Mahon  i  ja  osiągnęliśmy  porozumienie.  Nie 

byliśmy  wprawdzie  najlepszymi  przyjaciółmi,  ale 

background image

wątpiłam,  by  chciał  mi  wbić  sztylet  w  plecy.  To  nie 

było do niego podobne.  

 

 

- Czy jest jakiś morał na  końcu tej bajki? Jakieś 

ciasteczko na osłodę? 

 

-  Potrzebujesz  przyjaciela  w  zespole  –  odparła 

C.B. 

 

Dlatego  jadę  z  tobą  –  Andrea  wsadziła  sobie 

bekon do ust i go przeŜuwała. 

 

- A co z tym, Ŝe jesteś zwierzołakiem? 

 

Ojciec  Andrei  rozpoczął  swoje  Ŝycie  jako  zwierzę, 

które  zyskało  moŜliwość  zmiany  formy  na  ludzką. 

Czyniło 

to 

niej 

zwierzołaka, 

niektórzy 

zmiennokształtni uwaŜali, Ŝe taki jak ona powinno się 

zabijać. 

 

-  Mają  to  gdzieś  –  Powiedziała  C.B.  –  W 

niektórych sprawach są bardziej zacofani, a w innych 

mniej.  Jest  wielu  zmiennokształtnych  w  Karpatach  i 

zwierzołaki  są  czymś  rzadko  spotykanym,  ale  nie 

dziwacznym. Nic jej nie grozi z tego powodu. 

 

- Raphael dołączy do nas – powiedziała Andrea. – 

Więc  masz  podwójne  zabezpieczenie.  Nikt  cię  nie 

zabije na naszej zmianie. 

background image

 

Więc  o  to  chodziło.  Było  i  ciasteczko  dla  mnie.     

–  Oooooo.  Nie  miałam  pojęcia,  Ŝe  ci  zaleŜy.  Jestem 

wzruszona. 

 

-  Powinnaś  być  –  Andrea  odgryzła  kolejny 

kawałek  bekonu.  –  Jestem  gotowa  opuścić  czułe 

objęcia mojej przyszłej teściowej dla twojego dobra. 

 

- Jeśli o to chodzi – rzuciła C.B. – to ja teŜ jadę. 

 

O mój BoŜe. Ciasteczko było zatrute. 

 

 Szczęka  Andrei  opadła  i  miałam  widok  na  na 

wpół zjedzony bekon, czego wolałabym nie oglądać. 

 

-  Rozumiem,  Ŝe  dopiero  teraz  się  o  tym 

dowiadujesz? – spytałam. 

 

Przytaknęła. 

– 

Nie 

tak 

się 

umówiliśmy! 

Postanowiliśmy, Ŝe Raphael i ja z nią jedziemy. 

 

C.B.  wzruszyła  ramionami.  –  To  przywilej  alf  – 

moŜemy zmieniać zdanie. 

 

Andrea  wytrzeszczyła  na  nią  oczy.  –  A  co  z 

klanem? 

 

-  Leigh  i  Tybalt  mogą  się  tym  zając  podczas 

naszej  nieobecności.  Dadzą  sobie  radę  sami  przez  te 

trzy miesiące. 

 

- Curran na to nie pójdzie – powiedziałam jej. Nie 

byłam pewna czy JA na to pójdę… 

background image

 

-  Zgodzi  się  jeŜeli  ty  go  poprosisz  moja  droga.  To 

co  powiem  nie  moŜe  opuścić  tego  pokoju.  –  C.B. 

odłoŜyła 

widelec. 

– 

KaŜda 

małŜonka, 

którą 

zaakceptowałby  Mahon  jest  dla  nas  zła.  Jeśli 

niedźwiedź  wprowadzi  swoje  rządy,  ty  Kate  nigdy  nie 

urodzisz  Curranowi  dziecka,  a  Ty  –  zwróciła  się  do 

Andrei  –  nigdy  nie  zasiądziesz  w  Radzie  Gromady. 

Jesteś  zwierzołakiem.  Nie  zabije  cię,  ale  zrobi 

wszystko,  co  w  jego  mocy,  by  cię  odsunąć.  Twoje 

dzieci – moje wnuczęta – będą dorastać wiedząc jak to 

jest, być o szczebel niŜej niŜ wszyscy inni. 

 

W  jednej  chwil  urocza  blondynka  zniknęła  i 

zimna  zabójczyni  z  sokolim  wzrokiem  siedziała  na 

miejscu Andrei. – Niech tylko spróbuje. 

 

- Nie! – Czerwone światełka zapaliły się w oczach 

C.B.  –  Nie  będziemy  czekać  aŜ  spróbuje.  Nie  jest  nas 

wystarczająco  duŜo,  by  przeciwstawić  się  temu. 

Musimy  wyprzedzać  o  krok  naszych  przeciwników. 

Zmusimy  ICH  do  działania.  Ty  będziesz  osłaniała  jej 

tyły,  a  Raphael  tyły  Currrana  i  razem  będziemy 

pilnować  naszych  wspólnych  interesów.  Potrzebujesz 

panaceum  moja  droga.  Zaufaj  mi.  DołoŜę  starań 

Ŝ

ebyśmy je zdobyli. 

 

Andrea uniosła palec i otworzyła usta. 

background image

- To postanowione, Andrea. 

 

Andrea zamknęła usta. 

 

-  Powiedz  o  tym  Curranowi.  Przedyskutujcie  to 

między  sobą.  Ja  się  będę  pakować.  Dziękuję  za 

wspaniałe śniadanie. 

 

Cioteczka  B.  wstała  i  wyszła.  Poczekałyśmy  aŜ 

drzwi się zamkną za nią. 

 

-  Ta  kobieta  doprowadza  mnie  do  szaleństwa  – 

Andrea zawarczała. 

 

- Ona tak na serio? 

 

-  Ma  ostatnio  małą  obsesję  na  tym  punkcie  – 

powiedziała  Andrea.  –  Odkąd  zostałam  betą,  a  potem 

Raphael oświadczył się, jedyne o czym mówi, to jak to 

ona  zaraz  pójdzie  na  emeryturę  i  spędzi  starość  na 

niańczeniu  wnucząt.  To  są  teoretyczne,  przyszłe 

wnuczęta.  Raphaelowi  i  mnie  wcale  się  nie  spieszy. 

Mówi, Ŝe jest juŜ zmęczona. 

 

- Wygląda ci na zmęczoną? 

 

-  Pewnie  mnie  przeŜyje.  Będę  staruszką,  a  ona 

wciąŜ  będzie  obiecywała,  Ŝe  przejdzie  na  emeryturę. 

Znam to spojrzenie. Zabierze się w tę podróŜ, czy nam 

się to podoba, czy nie. 

 

Westchnęłam. 

background image

 

Andrea  potrząsnęła  głową.  –  Morza  Czarne,  tak? 

To  tam,  gdzie  było  Złote  Runo  i  gdzie  Jazon 

wyhodował armię z zębów smoka? 

 

- Tak, to właśnie tam. 

 

- Co potem stało się z Jazonem? 

 

-  Poślubił  Medeę,  księŜniczkę  –  wiedźmę,  która 

pochodziła z Kolchidy. 

 

- I Ŝyli potem długo i szczęśliwie? 

 

-  Zostawił  ją  dla  innej  kobiety,  więc  zabiła  ich 

dzieci, posiekała na gulasz i nakarmiła go nim. 

 

Andrea  połoŜyła  na  wpół  zjedzona  kiełbaskę  na 

talerzu i odsunęła go. 

 

-  CóŜ,  przynajmniej  ja  tam  będę,  Ŝeby  osłaniać 

twój tyłek. 

 

Od razu mi ulŜyło. – Dziękuję. 

 

Andrea  skrzywiła  się  –  Nie  ma  za  co.  Muszę 

powiedzieć Raphaelowi, Ŝe jego droga mamusia jedzie 

z nami. Bardzo się ucieszy z rozwoju sytuacji. 

 

*** 

 

 

 

 

background image

 

Poszłam  poszukać  Curran.  Znając  go  pewnie 

zaszył  się  gdzieś  z  Jimem,  Ŝeby  ułoŜyć  listę 

zmiennokształtnych, którzy zabiorą się z nami. ZałoŜę 

się,  Ŝe  to  „gdzieś”  to  była  –  nie-tak-bardzo-sekretne 

legowisko  Jima  dwa  piętra  poniŜej  górnego  poziomu 

Twierdzy.      yyyyyyy?      Jim  szczerze  kochał  swoja 

pracę  i  zawsze  jakoś  udawało  mu  się  znaleźć  ludzi, 

którzy  kochali  ją  tak  samo  jak  on.  Przenieśli  to  całe 

szpiegowanie  na  wyŜyny.  Jakimś  sposobem  zwykłe 

wejście  do  pokoju  wydawało  się  nieodpowiednie. 

Powinnam  załoŜyć  czarne  ubranie  i  zakraść  się, 

dramatycznie błyskając noŜami. 

 

Byłam  pięć  metrów  od  Sali  operacyjnej,  gdy 

usłyszałam głos Mahona i zatrzymałam się. 

 

- … nie kwestionuję jej umiejętności. Jest dumna 

i  niezdyscyplinowana  i  nie  daje  przemówić  sobie  do 

rozsądku.  Pakujemy  się  w  straszne  gówno.  Wszystko 

będzie  pod  obstrzałem  –  je  pojawienie  się,  Twój 

związek i to, Ŝe jest człowiekiem. Pytam więc, jak ona 

poradzi sobie w stresie. 

 

Mahon  i  ja  nigdy  nie  staniemy  jak  równy  z 

równym,  tego  byłam  pewna.  Zdecydowałam,  Ŝe  nie 

potrzebuję jego aprobaty, więc przestałam się starać o 

nią. 

background image

 

- Kate poradzi sobie – powiedział Curran. 

 

- To zły pomysł. 

 

-  Usłyszałem  za  pierwszym  razem  –  odparował 

Curran. – Kate jedzie z nami. Za duŜo się martwisz. 

 

Weszłam do pomieszczenia. Curran, Jim i Mahon 

stali  przy  małym,  kuchennym  stole.  Curran  i  Jim 

trzymali  kubki,  które  prawdopodobnie  zawierały 

opatentowaną kawę Jima: czarną i wściekłą. Kawałek 

papieru  leŜał  na  stole  –  lista  dziesięciu  nazwisk. 

Curran  i  Jim  ułoŜyli  listę  jadących,  a  ja  miałam 

zamiar ją zmienić. 

 

-  Właśnie  wychodziłam  –  powiedział  Mahon  i 

wytoczył się z pokoju.   

 

- Kawy? – zapytał Jim. 

 

-  Nie,  dziękuję  –  wiedziałam  bardzo  dobrze  jak 

smakuje ta kawa. 

-  Cioteczka  B.,  Raphael  i  Andrea  chcą  być  w  to 

włączeni. 

 

Curran uniósł brwi. – Dlaczego? 

 

- C.B. mówi, ze martwi się o moje dobro. 

 

-  Najbardziej  martwi  się  o  połoŜenie  łapsk  na 

panaceum – stwierdził Jim. 

 

-  Taaaa,  wspomniała  o  tym  –  spojrzałam  na 

Curran.  –  Widzę  to  tak:  bierzemy  dziesięciu  ludzi,  ja 

background image

biorę  pięć  osób  i  ty  bierzesz  pięć  osób.  Wezmę  C.B., 

Raphael,  Andreę,  Barabasa  i  Dereka  w  ramach  mojej 

połowy. 

 

-  MoŜe  być  –  odpowiedział  Curran.  –  Mogę 

policzyć  Dereka  jako  jednego  ze  swoich.  Dostaniesz 

jedno miejsce dodatkowo. 

 

-  Nie,  oni  mi  wystarczą.  Ty  weź  to  dodatkowe 

miejsce. 

 

- Ale naprawdę nie ma sprawy – dodał Curran. 

 

-  Ja  teŜ  nie  mam  nic  przeciwko.  Za  to,  Ŝe  biorę 

C.B. to chyba tobie naleŜy się dodatkowe miejsce :D 

 

-  Kurwa.  jesteście  jak  stare  małŜeństwo,  które 

znalazło  dwadzieścia dolców na parkingu. „Ty je weź” 

„Nie, Ty je weź” Nie mogę tego znieść. OdłoŜył kubek i 

pokręcił głową.  

 

-  Dobrze  –  powiedział  Curran  –  chcesz  wziąć 

Dereka, to jest twój. To listę mamy zapełnioną. 

 

-  To  znaczy,  Ŝe  usuwamy  Paolę  z  listy.  Szczury 

będą wkurwione – dodał Jim. 

 

- Poradzę sobie ze szczurami – stwierdził Curran 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

background image

 

 

 CURRAN POV  

Scena  w  której  Jim  opowiada  Curranowi  o  ojcu 

Kate  

Czas akcji: po tomie 3 „Magia uderza”  

Tłumaczenie: Fallen 

 

Siedziałem  w  swoim  biurze  rozmyślając  jak  dobrze 

wyglądało  teraz  moje  Ŝycie.  Magia  była  w  uśpieniu, 

miałem gorący kubek kawy i Wspaniałe Wielkie Morze 

grało  w  starym  odtwarzaczu  CD.  Ostatnie  kilka 

tygodni 

było 

okropnych. 

No 

cóŜ, 

to 

drobne 

niedopowiedzenie.  Członkowie  Stada  złamali  moje 

pierwsze  prawo  i  razem  z  Kate  wzięli  udział  w 

Północnych 

Rozgrywkach. 

Derek 

został 

ranny, 

powaŜnie.  Kate  prawie  zginęła,  a  ja  nie  byłem  tak 

przeraŜony odkąd moja rodzina została zamordowana. 

Doświadczyłem  tego  samego  uczucia  bezradności  gdy 

trzymałem  jej  bezwładne  ciało.  Mimo  to  wygraliśmy, 

dzieciak powrócił do zdrowia, choć moŜe nie odzyskał 

dawnego wyglądu, a sprawy się uspokoiły.  

Nawet 

zdołałem 

pokazać 

temu 

pieprzonemu 

perwersowi gdzie jego miejsce. Co za marnotrawstwo, 

zamiast  rozkoszować  się  mocą  swojej  prawdziwej 

formy, ukrywał się jak tchórz za pięknymi maskami i 

background image

prowadził  uwodzicielskie  gry.  Saiman  był  słaby,  ale  i 

bardzo  próŜny.  Nadszarpnąłem  jego  dumę.  Za  pewne 

zrewanŜuje się w jakiś sposób.  

Bawił  mnie  pomysł  kazania  Jimowi  się  go  pozbyć.  To 

byłoby łatwe. Saiman nie miał Ŝadnych  przyjaciół ani 

rodziny. Kto by za nim tęsknił? Poza tym Saiman miał 

do czynienia z wiedzą i sekretami, a ja znałem jaguara 

który  chętnie  spędziłby  z  nim  sporo  czasu  i  wydobył 

trochę informacji z tej ślicznej główki.  

Piłem kawę z mojego niebieskiego, metalowego kubka. 

Będąc  dzieckiem,  po  tym  jak  zmarli  moi  rodzice, 

Ŝ

yłem przez jakiś czas w lasach i kiedyś natrafiłem na 

wakacyjne  obozowisko.  Był  tam  zestaw  niebieskich, 

metalowych  naczyń  i  kubków,  taki  kempingowy 

zestaw  naczyń.  Ukradłem  je  wraz  z  rozpuszczalną 

kawą,  którą  wypiłem  tej  nocy  przy  moim  skromnym 

ognisku.  Ten  pierwszy  kubek  kawy  smakował  jak 

czyste  niebo.  George,  córka  Mahona,  znalazła  taki 

sam zestaw naczyń i podarowała mi go na święta.  

Znajomy zapach i zapukanie do drzwi powiedziały mi, 

Ŝ

e przybył mój szef ochrony.  

O diable mowa…  

Wejść.  

background image

Jim  wszedł  przez  drzwi,  niosąc  grubą  skórzaną 

teczkę.  Gruba  przynajmniej  na  cal.  Cudownie.  To 

zajmie wieczność.  

Jim  sprawdził  korytarz  i  zamknął  za  sobą  drzwi. 

Przybrał 

wyraz 

twarzy 

mówiący 

„Musimy 

porozmawiać”,  który  całkowicie  róŜnił  się  od  jego 

normalnej miny typu „Jestem draniem, nie wchodź mi 

w  drogę”,  o  której  Jim  sądził  Ŝe  wyraŜa  uprzejmą 

neutralność.  Nie  tylko  był  imponujący  fizycznie; 

posiadał 

jeszcze 

zdolność 

promieniowania 

zagroŜeniem.  Myślę  Ŝe  przez  większość  czasu  nie  był 

tego  świadomy.  Byłby  przeraŜającym  opiekunem  w 

przedszkolu,  ale  idealnie  sprawdzał  się  na  swoim 

stanowisku  Alfy  Klanu  Kotów  i  mojego  zastępcy. 

Reszta  klanów  niekoniecznie  go  lubiła,  ale  szanowała 

jego moc i pozycję.  

– Musimy porozmawiać, – ogłosił bez wstępów.  

I tak oto minął mój przyjemny nastój.  Podparłem się. 

– Jak bardzo złe to jest? – Do cholery, to na pewno nie 

będzie nic dobrego.  

PołoŜył  stare  zdjęcie  Polaroida  przede  mną.  Na  nim 

młoda  dziewczyna,  dwunasto  lub  trzynastoletnia,  z 

opuchniętym  okiem  i  rozciętą  wargą,  spoglądała  na 

mnie wyzywająco. Wszędzie poznałbym te oczy.  

background image

– Kate, – powiedziałem. To nie było pytanie.  

–  Tak.  –  Jim  usiadł  na  krześle.  –  Na  tyle  na  ile 

moŜemy  to  określić,  zdjęcie  zostało  zrobione  w 

Gwatemali,  ponad  dekadę  temu.  Wygrała  turniej 

bokserski na gołe pięści. Resztę uczestników stanowili 

chłopcy, niektórzy w wieku 16 lat.  

– Czy ten turniej jest tam popularny?  

–Taa,  sądzę  Ŝe  przebija  on  oglądalność  kogutów 

rozrywających siebie nawzajem na strzępy?  

I  ludzie  nazywają  nas  zwierzętami.  –  Dlaczego  mi  to 

pokazujesz?  

Uniósł  palec.  Najwyraźniej  było  więcej.  Jim  otworzył 

teczkę,  którą  trzymał  w  ręce,  wyjął  kolejne  zdjęcie  i 

połoŜył  je  na  biurku.  Na  nim  starsza  Kate,  krótki 

rzymski  miecz  w  jej  prawej  ręce  i  bandaŜ  na  lewym 

ramieniu.  

– Rio, – ogłosił, – dwa lata później. Walczyła i wygrała 

miejski  turniej  na  miecze.  Sponsorowany  przez  jeden 

z  wielkich  gangów.  Sposób  na  rekrutowanie  nowych 

talentów,  jak  sądzę.  Pojedynki  kończyły  się  kiedy 

jeden z walczących był okaleczony bądź zabity.  

Okaleczyła  większość  swoich  przeciwników,  ale 

ostatniemu  gościowi,  dwa  razy  od  niej  większemu  i 

starszemu,  rozcięła  gardło  w  ciągu  pierwszych 

background image

trzydzieści  sekund.  Nazwali  ją  „pequena  assassina

‟  i 

wciąŜ ją pamiętają.  

Mała zabójczyni”. Kate by się to spodobało. Tak więc 

jej  dzieciństwo  było  koszmarne.  Wiele  osób  przeszło 

przez  coś  gorszego  niŜ  idealne  dzieciństwo.  Dlaczego 

czułem, Ŝe to było waŜne? Musiało być coś więcej.  

– Myślałem, Ŝe wychował ją Greg. – Greg był rycerzem 

zakonu,  wróŜbitą,  i  sojusznikiem.  Zmarł  kilka  lat 

temu.  To  wtedy  spotkałem  Kate.  Przyszła  szukając 

jego mordercy.  

Jim  potrząsnął  głową.  –  Nie,  to  było  wcześniej.  Ale  to 

prowadzi ładnie do następnej części.  

Wskazał  na  pierwsze  a  potem  drugie  zdjęcie.  – 

Przyjrzyj się dokładniej, zauwaŜasz coś?  

Zajęło  mi  to  dłuŜszą  chwilę,  ale  znalazłem  go,  tego 

samego męŜczyznę w tłumie, przyglądającego się Kate, 

z  czymś  co  moŜna  opisać  jako  wielką  dumę  czy 

pochwałę, wymalowaną na jego okrutnie wyglądającej 

twarzy.  Był  duŜy,  przewyŜszający  męŜczyzn  dookoła. 

Wysoki,  potęŜny,  silnie  umięśniony,  pomimo  Ŝe  miał 

dobrze  ponad  czterdziestkę  albo  był 

tuŜ  po 

pięćdziesiątce.  Siwiejące  włosy  opadały  na  jego 

szerokie  ramiona.  Jego  wygląd,  kiedyś  być  moŜe 

background image

przystojny,  zmienił  się  w  surowszy,  bardziej  szorstki, 

poprzez  blizny  i  upływający  czas.  Wyglądał  jak  stary 

bokser,  który  spędził  zbyt  wiele  dni  wystawiony  na 

słońce  i  wiatr.  Ale  i  tak  nie  był  podobny  do  młodszej 

Kate z tych zdjęć.  

Jim  połoŜył  kolejne  zdjęcie.  Na  nim  Kate  i  ten 

męŜczyzna  siedzieli  w  barze,  butelka  czegoś  stała 

pomiędzy 

nimi, 

słaba 

ostrość 

uniemoŜliwiała 

odczytanie etykiety. Kate wyglądała na czternaście lat.  

–  PodróŜowali  razem,  –  powiedział  Jim.  –  Nigdy  nie 

zostawali nigdzie na dłuŜej. Za kaŜdym razem gdy się 

pojawiali  brali  udział  w  jakimś  turnieju  sztuk  walki, 

albo  podejmowali  się  trudnej  roboty,  w  skrócie: 

wygraj, zabij i zniknij. To było na Kubie. Widziano ich 

kiedyś  w  Miami,  po  czym  nie  widziano  ich  ponownie. 

Przynajmniej nie razem.  

– Wiesz kim on jest?  

– Mam całkiem dobre wyjaśnienie. – Wyciągnął cienką 

tekturową  teczkę  podpisaną  “Voron”  i  otworzył  ją  na 

biurku przede mną.  

Wewnątrz  znajdowało  się  zdjęcie  tego  samego 

męŜczyzny,  wyglądającego  młodziej,  być  moŜe  o 

dekadę  albo  i  więcej,  w  czymś  w  rodzaju  wojskowego 

munduru.  Trzymał  czarny  topór  w  jednej  ręce  i 

background image

odciętą  ludzką  głowę  w  drugiej.  Jego  twarz  była 

demoniczna, 

wykrzywiona 

przez 

podniecenie, 

rozkoszująca  się  przemocą,  jak  antyczna  wojenna 

maska. Wydawał się ryczeć ku niebu. Nie przypominał 

niczego poza krwawym bogiem wojny. Niepokonanego 

i przeraŜającego do ujrzenia.  

– Dlaczego jest ubrany jak Ŝołnierz, ale trzyma topór?  

–  Technicznie  to  taktyczny  tomahawk.  To  była  jego 

ulubiona broń, gdy skończyła mu się amunicja. Nasze 

informacje  kaŜą  nam  wierzyć,  Ŝe  to  zdjęcie  zrobiono 

ponad pięćdziesiąt lat temu. Magia wracała, ale wciąŜ 

była słaba i spluwy były bardziej niezawodne.  

– Przyjemniaczek, – zauwaŜyłem.  

– Nie masz pojęcia. Z całą pewnością był uzdolnionym 

dowódcą, ale skłonnym do wpadania w szał. W walce 

wręcz  przezwycięŜała  go  Ŝądza  krwi  i  rozszarpywał 

wrogów jak zwierzę.  

–  Myślę,  Ŝe  juŜ  to  wiem,  ale  dlaczego  nie  mówisz  mi 

kto trzymał łańcuch tej bestii?  

– Jego panem był Roland, Budowniczy WieŜ i Władca 

Ludzi.  

Kurwa  mać.  Metal  trzasnął  w  mojej  ręce.  OdłoŜyłem 

zgnieciony  niebieski  kawałek  na  biurko  i  strzepałem 

kawę z ręki. Jim nie powiedział nic, tylko czekał.  

background image

– Teraz opowiesz mi dlaczego Kate została wychowana 

przez  tego  męŜczyznę  i  dlaczego  powinno  mnie  to 

interesować.  –  Dlaczego  nic  z  Kate  nie  mogło  być 

proste?  Dlaczego  Jim  po  prostu  nie  przyszedł 

powiedzieć  mi  Ŝe  rozegrał  świetny  mecz,  albo  pobił 

swój  osobisty  rekord.  Albo  Ŝe  moŜe  w  końcu  zaprosił 

gdzieś tę pokręconą tygrysicę.  

–  Lubię  Kate,  –  powiedział  Jim.  –  Znam  ją  od  lat  i 

ocaliliśmy  sobie  nawzajem  tyłki  więcej  niŜ  kilka  razy. 

Nie  dbałem  zbytnio  o  to  gdzie  dorastała,  ani  z  kim 

była  spokrewniona,  liczyło  się  to  Ŝe  dobrze  radziła 

sobie  z  ostrzami  i  wywiązywała  się  z  tego, co  mówiła, 

Ŝ

e  zrobi.  Mówiła  masę  bzdur,  ale  w  większości  nie 

były to słowa rzucane na wiatr.  

Jim  odchylił  się  do  tyłu.  –  Obecnie  wszystko  wygląda 

inaczej.  Osobiście  podziwiam  ją.  Mogłeś  wybrać  duŜo 

gorzej, ale do moich obowiązków naleŜy mówienie ci o 

tym,  czego  nie  chcesz  słuchać.  Teraz  zamierzam 

opowiedzieć  ci  pewną  historię,  a  ty  wysłuchasz  mnie, 

bo  zarządzam  bezpieczeństwem  Stada  i  jesteś  moim 

przyjacielem.  

Pieprzyć ciebie i pieprzyć twoją historię. – Kontynuuj.  

– MoŜesz to nazwać miejską legendą, albo nowoczesną 

bajką. Historia będzie o bardzo złym człowieku, królu 

background image

wampirów 

całym 

rodzaju 

przeraŜających 

nieumarłych  kretynów.  Ludzie  tacy  jak  Ghastek  czy 

nawet  ten  Voron,  oni  lgnęli  do  niego.  Potrafił 

utrzymać  ich  Ŝywych,  młodych.  On  jest  stary, 

naprawdę stary, tak jak stary jest i w Biblii. Zbudował 

ogromną  wieŜę  i  nawet,  według  niektórych  stworzył 

pierwszego  wampira.  Dla  większości  jest  legendą,  jak 

Merlin  czy  Herakles.  Naprawdę  inteligentni  ludzie,  ci 

wykształceni  na  uczelniach,  powiedzą  ci  Ŝe  jest 

parabolą  albo  analogią.  Niektórzy  powiedzą  ci,  Ŝe 

historia  Kaina  i  Abla  opowiada  o  tym  jak  polowanie  i 

zbieractwo  zostało  wyparte  przez  rolnictwo  oraz 

powstające  miasta.  Ten  Roland  reprezentuje władców 

i  ich  prawa,  tworzące  porządek  z  chaosu  i  anarchii. 

On  jest  kaŜdym  legendarnym  budowniczym  i 

załoŜycielem  miasta.  Sądzę,  Ŝe  to  wszystko  prawda, 

ale  on  rzeczywiście  istnieje.  Oboje  to  wiemy.  Reszta 

nie  jest  prosta.  Jest  wiele  historii  o  nim,  niektóre 

prawdziwe,  inne  nie.  To  co  wiemy,  to  Ŝe  kaŜde  z  jego 

dzieci  buntowało  się  przeciwko  niemu.  Niektóre 

wyrzekły  się  go,  niektóre  mające  mniej  szczęścia 

walczyły  z  jego  uzurpacją.  Na  przykład  Gilgamesz, 

porzucony  i  odnaleziony  Uruk.  Abraham  walczył  z 

nim i przegrał. Wszystko…  

background image

Przerwałem mu, – Jim skąd masz to całe gówno?  

– Posprawdzałem to. Mam swoje źródła.  

– Poprosiłeś Dali, prawda?  

Na jego twarzy pojawił się rzadki uśmiech. – Taa, jest 

cholernie  bystra,  zajęło  jej  to  dłuŜszą  chwilę,  ale 

dokopała się do większości z tego.  

– Czy ona wie, Ŝe ją lubisz?  

–  Nie  rozmawiamy  o  mnie.  Rozmawiamy  o  tobie  i  o 

twoim… króliczku.  

–  W  takim  razie,  profesorze,  bardzo  przepraszam,  Ŝe 

przerwałem  twój  fascynujący  wykład  o  tym  gównie, 

proszę kontynuuj.  

Wzruszył  ramionami.  –  Dziękuję,  tak  zrobię.  Więc 

zanim  mi  przerwałeś,  zamierzałem  wyjaśnić,  Ŝe 

Roland  miał  pecha  co  do  swoich  dzieci.  Bardzo 

tragiczna  historia.  Teraz  przyśpieszamy  do  czasu 

około  trzydziestu  lat  temu.  Główny  bohater  ma  nową 

małŜonkę.  Ona  jest  piękna  i  wszyscy  ją  kochają. 

Zwłaszcza  Roland.  Jest  zauroczony  i  wkrótce  jego 

dama  jest  przy  nadziei.  Na  początku  Rolanda 

przepełnia  radość.  Minęły  wieki  odkąd  spłodził  jakieś 

małe  potworki  i  czuje  sentyment.  Wszyscy  są 

szczęśliwi.  I  wtedy  znikąd  zmienia  zdanie  i  próbuje 

zabić  swoją  kwitnącą  oblubienicę  i  dziecko,  które 

background image

nosi.  Ona  ucieka  z  dowódcą  jego  wojsk.  Jak  w  Królu 

Arturze, ale Lancelot jest rzeźnikiem a Ginewra jest w 

ciąŜy.  

Ta opowieść stawała się coraz lepsza i lepsza.  

Jim  kontynuował.  –  Oboje  wyruszają  do  nieznanych 

części  świata.  Jak  kaŜdy  facet,  Roland  jest  wściekły  i 

szuka ich. Choć on nie jest zwykłym facetem i nigdzie 

na świecie nie jest dla nich bezpiecznie. Znajduje ich i 

dochodzi do konfrontacji pomiędzy nią a nim, a Voron 

ucieka z dzieckiem. Roland zabija Ŝonę, ale wcześniej 

ona  pozbawia  go  oka.  PowaŜnie  ranny  i  ze złamanym 

sercem 

odchodzi. 

Sam. 

Teraz 

Voron 

będąc 

beznadziejnym  romantykiem,  wychowuje  dziecko  na 

tak  przeraŜającego  zabójcę  jak  tylko  da  radę. 

PodróŜują, trenują i on przemienia ją w Ŝywą broń. Tą 

której  uŜyje  przeciwko  swojemu  poprzedniemu  panu. 

Opowiada jej jak ojciec próbował zamordować ją i jak 

zamordował jej matkę. W pewnym momencie staje się 

nieostroŜny  i  musi  pozostawić  dziewczynkę  z  innym 

męŜczyzną.  Zabójcy  byli  blisko,  gdy  on  zniknął.  Jego 

miejsce pobytu jest obecnie nieznane.  

– To wspaniała opowieść, Jim, ale co to ma wspólnego 

ze mną? – Sprowokowałem go by to powiedział.  

background image

–  Wiesz  cholernie  dobrze  co  to  ma  wspólnego  z  tobą. 

Jest  więcej  zdjęć,  więcej  zeznań  świadków,  więcej 

legend.  Wszystko  jest  tam.  –  Popchnął  teczkę  przez 

biurko  w  moim  kierunku.  Utrzymywałem  z  nim 

kontakt wzrokowy dopóki nie spojrzał w dół.  

–  Przykro  mi,  –  powiedział.  –  Nie  chciałem  ci  o  tym 

wszystkim  mówić  i  jeŜeli  ją  kochasz,  będę  cię 

wspierał.  Oboje  z  was.  Ale  musisz  to  wiedzieć.  On 

przyjdzie po nią. Zawsze przychodzi.  

–  Więc  będziemy  walczyć  z  nim.  –  śaden  męŜczyzna 

nie odbierze mi tego co jest moje.  

– Tak będziemy, ale moŜemy nie wygrać.  

– Kto jeszcze wie?  

– Ja, ty, Doolittle podejrzewa, Mahon wie i nie podoba 

mu  się  to  wcale.  Postrzega  ją  jako  zagroŜenie  dla 

stada.  I  się  nie  myli.  Zawsze  miał  nadzieję  Ŝe 

ustatkujesz się z jedną z jego dziewczynek, być moŜe z 

George.  –  Uśmiechnął  się.  –  Zgodnie  z  zasadą  niech 

wszystko  zostanie  w  rodzinie,  jak  sądzę.  Rani  go 

trochę to, Ŝe wybrałeś Kate.  

– Pogodzi się z tym. – George była moją siostrą. Kate… 

Nie chciałem nikogo innego. Tylko Kate.  

Jim  przytaknął.  –  Wiesz,  ty,  Kate,  rozumiem  to.  Po 

prostu  Ŝałuję  Ŝe  to  nie  ktoś  inny.  JeŜeli  Roland 

background image

nadejdzie…  Nie  jesteśmy  jeszcze  na  niego  gotowi. 

Nawet  jeŜeli  wygramy,  większość  z  nas  tego  nie 

przetrwa. Mam nadzieję, Ŝe ona jest tego warta.  

–  Roland  i  tak  nadejdzie,  –  powiedziałem.  –  Czy  Kate 

będzie  częścią  tego  równania  czy  nie.  Sprawiła,  Ŝe 

jedna  trzecia  armii  demonów  uklękła.  Ma  moc  i 

zapewni nam przewagę. – I kocham ją.  

– Co jeŜeli ucieknie kiedy jej tatuś się pojawi?  

Spojrzałem na niego. – Kate? Nie mówimy chyba o tej 

samej  kobiecie,  prawda?  Kiedy  inni  ludzie  uciekają, 

ona rwie się do walki.  

– Roland jest bardzo silny, – Jim powiedział. – Spójrz, 

nie  wiem  za  wiele  o  tym  jak  działa  ich  magia,  ale  z 

tego  co  Dali  mówi,  Kate  wbiła  sobie  we  wnętrzności 

miecz,  poniewaŜ  wykonano  go  z  krwi  jej  ojca.  Nie 

mogła  go  kontrolować  przez  samo  chwycenie  go. 

Musiała  rozpuścić  go  wewnątrz  swojego  ciała.  To  ci 

coś powinno mówić.  

To  mówiło  mi,  Ŝe  Kate  miała  jeszcze  daleką  drogę  do 

przejścia,  zanim  będzie  mogła  stawić  czoła  swojemu 

ojcu.  Będzie  potrzebowała  pomocy,  a  ja  będę  tą 

pomocą.  

–  Zobaczę  się  z  nią  za  tydzień.  Ma  przygotować  mi 

obiad.  

background image

Jim westchnął. – Więc zdecydowałeś.  

– Zdecydowałem.  

–  Dobrze.  –  Przetrawiał  to  przez  chwilę.  –  Dobrze,  to 

mi  ułatwi  Ŝycie.  Sądzę,  Ŝe  moi  ludzie  mogą  przestać 

uganiać  się  za  tobą,  kiedy  idziesz  odwiedzić  ją  w  jej 

mieszkaniu.  

Po prostu spojrzałem na niego.  

Jim wstał i podszedł do drzwi. – Jeszcze jedno. JeŜeli 

byłbym 

Voronem, 

zaprogramowałbym 

ją 

na 

ukrywanie  tego  kim  jest.  Ten  facet  nie  był  głupcem. 

Wpoił  w  nią  krycie  się.  Czy  ona  ufa  ci  na  tyle,  by 

zdradzić  kim  jest?  Bo  jeśli  nie  ma  tu  zaufania,  wiesz 

Ŝ

e to nie wypali.  

– Myślę Ŝe się tego dowiemy, – powiedziałem. 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

background image

 

 

 

background image
background image