background image

"SHADOW HEIR" 

 
 

"COŚ W ŚNIEGU"

 

 
 

Na zewnątrz zapadła ciemność, tylko dobrze rozmieszczone pochodnie dawały 

nam  światło.  Straszne  skrzeczenie  znów  rozbrzmiało,  niosło  się  echem  poprzez 
wypełnione strachem płacze mieszkańców Palm gdy pędzili do schronienia. Czerwony 
błysk przykuł mój wzrok i chwyciłam Rhonę za rękę, gdy przebiegała obok mnie. 
 

- Co się dzieje? - spytałam. 

 

Nawet w świetle migoczącej pochodni, zauważyłam, że była tak blada jak śnieg 

dookoła nas. 
 

- Burza - płakała. - Burza nadchodzi. - próbowała rozpaczliwie mi się wyrwać, 

więc wypuściłam ją, bardziej zdezorientowaną niż kiedykolwiek. 
 

- Co się dzieje? - powiedział Rurik, podchodząc do mnie. - Czy oni są atakowani? 

 

- Nie wiem - powiedziałam. - Ciągle mówią, że... 

 

Usłyszałam znów ryk i tym razem jego właściciel wreszcie się ukazał. Szczęka 

mi opadła na jego widok. 
 

To ma być burza? - spytałam. 

 

Jeżeli  wziąłbyś  jakiś  stereotyp,  by  skarykaturować  yeti  i  połączyć  go  z 

potworem śniegu, otrzymałbyś to coś co stało właśnie przede mną. Stworzenie miało 
około  dwadzieścia  stóp  wysokości  i  było  pokryte  białym  kudłatym  futrem.  Trzy 
zakrzywione rogi - dwa na każdej ze stron i jeden na czole - wystawały z jego głowy. 
Jego oczy były duże i czarne, a na palcach dłoni miał duże pazury. 
 
Kiedy to coś ryknęło, zobaczyłam usta pełne ostrych jak brzytwa kłów... 

ROZDZIAŁ 1 

background image

 
 

Jestem  całkowicie  pewna,  że  Ohio  jest  całkiem  miłym  miejscem,  gdy  je  już 

poznasz.  Dla  mnie  w  tej  chwili,  było  podobne  do  jednego  z  wewnętrznych  kręgów 
Piekła. 

 

        - Jak - zapytałam  -  powietrze może zawierać  aż tyle wilgoci?  Czuję się tak 
jakbym poszła pływać. 
 

Moja siostra, idąc obok mnie w późnym popołudniowym słońcu, uśmiechnęła się. - 

Użyj swojej magii, by pozbyć się tego odczucia. 
 
        - Zbyt dużo pracy. To odczucie szybko wraca. - gderałam. Jasmine, tak jak ja, 
zmagała się z suchym gorącym klimatem Arizony, więc nie mogłam zrozumieć dlaczego 
ona  nie  miała  tego  samego  problemu,  jaki miałam  ja,  kiedy doświadczyłam  tego  jak 
wygląda lato na Środkowym Zachodzie. Obie władałyśmy magią pogody, ale jej była 
skupiona głównie na wodzie, więc może to wyjaśniało jej entuzjastyczne nastawienie. 
 

Ta elastyczność być może była tylko kwestią jej młodości, bo była ona około 

dziesięciu lat młodsza ode mnie. Albo być może, ale tylko być może, było tak, ponieważ 
to  nie  ona  była  w  piątym  miesiącu  ciąży  i  nie  ciągnęła  ze  sobą  dodatkowych  mniej 
więcej dziesięciofuntowych dzieci, które wydawały się mieć zamiar przegrzać mnie, 
wysysając  moje  siły  witalne  i  dość  mocno  spowalniając  każdą  cholerną  rzecz,  jaką 
robiłam. Możliwe też, że to hormony sprawiały iż robiłam się nieco drażliwa. 
 
        -  Już  prawie  jesteśmy  na  miejscu.  -  powiedział  miły  głos  po  mojej  drugiej 
stronie. To był Pagiel. Był synem Ysabel, największej suki wśród szlachty jaką znałam - 
a ona nie mogła usprawiedliwiać się hormonami. Pagiel na szczęście nie odziedziczył 
osobowości  jego  matki,  a  talent,  który  posiadał  do  przechodzenia  między  Tamtym 
Światem, a ludzkim, niemal rywalizował z talentem moim i Jasmine. 
 

Był z grubsza w tym samym wieku co ona i fakt, że musiałam mieć nastoletnią 

eskortę, by udać się na spotkanie z moim lekarzem tylko dodawał jeszcze obrazę do 
tej  ilości  zranień,  które  wycierpiałam  przez  te  ostatnie  kilka  miesięcy.  Hudson 
Women's Health Clinic, będąca budynek przed nami, stała między idealnie przyciętymi 
drzewami  gruszy  i  schludnymi  rzędami  pelargonii.  Klinika  mieściła  się  na  granicy 
przecięcia  się  komercyjnej  i  mieszkalnej  strefy  miasta,  a  jej  wygląd  sprawiał 

background image

wrażenie, że należy do tej drugiej. Tak się niefortunnie dla mnie złożyło, że musiałam 
przejść pół mili morskiej między bramą do Tamtego Świata, a kliniką za każdym razem 
kiedy wracałam do tej sauny. To nie była nawet opieka medyczna, co było w porządku, 
o ile mogłabym tak powiedzieć. Naprawdę, kiedy przyszło co do czego, największym 
urokiem tego miejsca było to, że do tej pory nikt nie próbował mnie tu zabić. 

 
To  przeklęte  mokre  uczucie  gorąca  sprawiło,  że  byłam  cała  spocona  zanim 

jeszcze dotarliśmy do budynku. Byłam przyzwyczajona do pocenia się na pustyni, ale 
coś w tej strefie klimatycznej sprawiało, że czułam się lepka i brudna. Na szczęście, 
fala klimatyzacji uderzyła w nas gdy przeszliśmy przez drzwi. To co było wspaniałe dla 
mnie, było cudem dla Pagiela. Zawsze lubiłam widzieć jego twarz gdy czuł ten pierwszy 
podmuch chłodu. Dorastał w Tamtym Świecie, gdzie wróżki - albo szlachta, termin, 
który wolałam – mogły magią czynić cuda. Nie mrugnąłbym okiem na magiczne sztuczki, 
które  wprawiały  ludzi  w  osłupienie.  Ale  to?  Zimne  powietrze  produkowane  przez 
maszynę? To zawsze rozwalało jego umysł. Taka mała niezamierzona gra słowna. 
 

- Eugenie,- powiedziała recepcjonistka. Była w średnio-podeszłym wieku i była 

pulchna. – Jak widzę znowu z rodziną.- Dla ułatwienia spraw, powiedziałyśmy, że Pagiel 
jest naszym bratem. 
 

Nawet to nie było takie trudne by wyobrazić sobie nas wszystkich związanych 

Przez krew. Włosy Jasmine były truskawkowo-blond, moje jasnoczerwone a Pagiela 
kasztanowe. Moglibyśmy wręcz reklamować Narodową Grupę Solidarności rudzielca, 
jeżeli taka by istniała w rzeczywistości. W klinice nikt nie wydawał się uważać, że to 
dziwne iż zabierałam ze sobą moje nastoletnie rodzeństwo, chociaż tutaj to może i 
normalne. 
 

Usiedliśmy w poczekalni i widziałam, że Pagiel kręci się na krześle, bo było mu 

niewygodnie w jego dżinsach. Ukryłam uśmiech i udawałam, że nic nie zauważyłam. On 
myślał, że ludzkie ubrania były prymitywne i brzydkie, ale Jasmine i ja nalegałyśmy aby 
je  nosił,  jeżeli  chciał  być  częścią  mojego  położniczego  bezpieczeństwa.  Normalnie 
szlachta  wolała  nosić  jedwabie  i  aksamit,  z  ozdobami  wyglądającymi  jak  bufiaste 
rękawy, oraz płaszcze. Może mógłby coś takiego nosić na Zachodnim Wybrzeżu, ale 
nie  tutaj,  w  środkowej  Ameryce.  Zarówno  on  i  Jasmine  zostali  na  korytarzu,  gdy 
pielęgniarka  przyszła  po  mnie.  Jasmine  chciała  wejść  ze  mną,  ale  po  krępującym 
wydarzeniu  kiedy  Pagiel  próbował  zaatakować  kogoś  przez  dzwonek  Milli  Vanilli  w 
komórce,  zdecydowaliśmy,  że  będzie  najlepiej,  jeżeli  nie  zostanie  sam.  Chociaż 
przyznaję, że trudno było go winić za jego zachowanie.

 

Na początek poszłam zobaczyć 

background image

się  ze  specjalistą  od  USG.  Jako  przyszła  matka  bliźniaków  byłam  umieszczona  w 
kategorii wysokiego ryzyka i musiałam mieć częściej USG niż ktoś z „normalną” ciążą. 
Specjalista umieścił mnie na stole i nałożył żel na mój brzuch zanim przyłożył do niego 
sondę. I tak po prostu, całe moje dziwactwo, cały mój sarkazm - wszystkie uczucia tak 
wzniosłe - zniknęły. 
 

I zostały zastąpione przerażeniem. 

 

Były  tam.  Istoty  dla  których  zaryzykowałam  moje  życie...  i  losy  świata.  Tak 

szczerze,  obrazy  USG  nadal  nic  mi  nie  mówiły.  Były  tylko  szkicem  czarno-białych 
kształtów, chociaż z każdą wizytą przypominały coraz bardziej dzieci. Myślę, że to i 
tak była wyraźna poprawa, ponieważ przez pewien okres czasu byłam pewna, że urodzę 
kosmitów, a nie coś podobnego do człowieka lub szlachty. 
 

-  Ach,  tu  jest  twój  syn,  -  powiedział  techniczny,  wskazując  na  lewą  stronę 

ekranu. - Byłem prawie pewien, że tym razem będziemy w stanie go zobaczyć. 

 
Wstrzymałam oddech. Mój  syn. Gdy specjalista przesunął sondę, by uzyskać 

lepszy  kąt,  ukazał  się  jego  zarys,  małe  ręce,  nóżki  i  zaokrąglona  główka,  która 
wyglądała  bardzo  ludzko.  To  małe  stworzenie,  którego  łomoczące  serce  było  też 
wyraźnie widoczne, ledwie wydawało być zdobywcą światów. Wydawał się być bardzo 
mały i bardzo wrażliwy. Zastanawiałam się już nie pierwszy raz czy nie popełniam błędu 
co do kontynuowania tej ciąży. Czy zostałam oszukana? Czy dałam się zwieść temu 
niewinnemu wyglądowi? Czy nawet teraz wykarmiałam człowieka o którym proroctwo 
mówi, że spróbuje zniewolić ludzkość? 
 

Jak gdyby wyczuwając moje myśli, jego siostra poruszyła się na innej stronie 

ekranu.  To  ona  była  powodem  siły  mojej  decyzji,  by  utrzymać  tę  ciążę.  Jeżeli 
podjęłabym  inną  decyzję,  aby  uratować  świat  przed  moim  synem,  byłabym 
odpowiedzialna za zakończenie jej życia. Nie mogłabym jej tego zrobić. Nie mogłabym 
zrobić tego nawet jemu. Tu nie chodziło o to co mówiło proroctwo. Oni oboje zasłużyli 
na  szansę  by  żyć  ich  życiem,  wolni  od  jakiegoś  przeznaczenia,  które  było  im 
narzucone. Gdybym tylko mogła przekonać wszystkich ludzi, którzy próbowali mnie za 
to zabić. 
 
     

  - Wszystko wygląda świetnie.- powiedział do mnie specjalista. Odłożył sondę, a 

ekran stał się czarny.- Jest doskonale normalny. 
 

background image

Normalny?  Ledwie.  Później,  kiedy  zostałam  wprowadzona  do  pokoju  badań,  by 
rozmawiać  z  doktorem,  jej  opinia  była  taka  sama.  Normalny,  normalny,  normalny. 
Pewnie, bliźniacy wymagali dodatkowej obserwacji, ale każdy wydawał się przekonany, 
że  byłam  przykładem  doskonałej  ciąży.  Żaden  z  nich  nie  miał  pojęcia,  ani  nawet 
najmniejszej wskazówki co do codziennej walki, przez którą przechodziłam. Żaden z 
nich nie wiedział, że kiedy patrzyłam na mój brzuch, dręczyły mnie obrazy przemocy, 
która jest robiona w moim imieniu i los dwóch światów wiszący na włosku. 
 
     

  - Czy czujesz już ich ruchy? – spytał mnie doktor. - To już prawie czas. 

 

Obraz kosmitów przypomniał mi się.   

 
        - Nie, nie wydaję mi się. Jakiego uczucia mam się spodziewać? 
 
        - Cóż, to będzie dość oczywiste w późniejszej ciąży. Tak wcześnie, zaczynasz 
czuć „trzepotanie”. Niektórzy mówią, że to jest jak ryba pływająca wokoło. Będziesz 
wiedziała kiedy to się zdarzy. Nie martw się - oni nie będą próbowali utorować sobie 
wyjścia. Nie na początku. Zadrżałam, niepewna jak się z tym czułam. Wbrew zmianom 
w moim ciele, było nadal łatwe, by traktować to jak jakąś fizyczną dolegliwość. Tylko 
USG przypominało mi, że tam byli właściwie ludzie  żyjący wewnątrz mnie. Nie byłam 
również pewna czy byłam gotowa na to by czuć jak się we mnie ruszają. Doktor zerknął 
w swój notatnik. 
 
        - Szczerze to wszystko wygląda świetnie. - powiedział brzmiąc jak specjalista 
od USG. 
 
        - Jestem przez cały czas zmęczona,- sprzeciwiłam się. – Mam krótki oddech. I 
wciąż dostaję zadyszki. I mam problemy ze schylaniem się. To znaczy, nadal mogę to 
zrobić, ale to nie jest łatwe. 
 
        - To jest zupełnie normalne. 
 
        - Nie dla mnie. - Wypędzałam duchy i zabijałam potwory dla zarobku. Wzruszył 
ramionami. 
 
        - Dwójka ludzi rośnie w tobie. Będzie gorzej zanim się w końcu poprawi. 
 
        -  Ale  mam  dużo rzeczy  do  zrobienia.  Mój  styl  życia  jest  bardzo  aktywny.  - 

background image

Pozostał niewzruszony.   
 
        -  Więc  będziesz  się  musiała  jakoś  przystosować.  -  Wbrew  mojemu  jęczeniu 
zostałam  odesłana  z  zaświadczeniem  o  moim  zadowalającym  stanie  zdrowia  i 
instrukcjami aby zapisać się następne spotkanie. W hallu znalazłam Jasmine i Pagiela 
dokładnie tam, gdzie ich zostawiłam. Ona przeglądała magazyn People  i starała się mu 
wyjaśnić zarówno atrakcyjność jak i definicję TV. Zawsze płaciłam za każdą wizytę 
gotówką.  Kiedy  potrzebujesz  rzeczy  takich  jak  USG,  badanie  krwi  i  innych 
medycznych badań, końcowa cena była dość wysoka. Zawsze czułam się jakbym była o 
krok  od  wyciągnięcia  walizki,  coś  w  stylu  mafii  ze  studolarowymi  banknotami. 
Jednakże nie było żadnej alternatywy. Nie mogłabym zrobić czegoś, co pozwoliłoby 
moim  wrogom  mnie  wyśledzić.  Medyczne  żądania  ubezpieczenia  utworzyłyby 
papierowy ślad, tak samo jak płacenie czekiem, albo kartą kredytową. Dla większości z 
szlachty nic z tego nie było problemem. Niektórzy byli jak Pagiel i ledwo rozumieli 
ideę  bankowości  albo  systemu  pocztowego,  nie  mówiąc  już  o  ich  użyciu,  by  mnie 
wyśledzić. Niestety, moi wrogowie w Tamtym Świecie mieli bardzo dobre kontakty z 
ludźmi tutaj. Tymi którzy znali nasze systemy wewnątrz i na zewnątrz. To dlatego 
Ohio było pierwsze w kolejności. Tucson było zagrożeniem. Inna kobieta, w bardziej 
zaawansowanej  ciąży  niż  ja,  weszła  do  biura  gdy  recepcjonistka  drukowała  moją 
receptę.  A  poryw  wiatru  ją  zaskoczył  i  musiała  walczyć,  by  schwycić  drzwi  i  je 
zamknąć. Pagiel, chociaż niezaznajomiony z technologią, został szkolony ze sposobów 
rycerskości szlachty i zeskoczył aby pomóc jej. 
 
        -  Dziękuję,  -  powiedziała  do  niego.  Posłała  nam  wesoły  uśmiech.  -  Nie  mogę 
uwierzyć  jak  szybko  pogoda  się  zmieniła.  Zimny  front  przyszedł  znikąd.  - 
Recepcjonistka skinęła przemądrzale głową. 
 
     

  - Tak to jest o tej porze roku. Na pewno będzie burza dziś wieczorem. Jak 

gdybym potrzebowała innego powodu by nie lubić Środkowego Zachodu. Boże jak ja 
tęskniłam  za  niezmienną  strefą  klimatyczną  Tucson.  Gdy  wychodziłam  z  Jasmine  i 
Pagielem,  wiedziałam,  że  miałam  nieodpowiednie  nastawienie.  Po  prostu  cierpiałam 
przez swoje wygnanie. Nie nienawidziłam tak naprawdę Ohio aż tak bardzo jak bardzo 
tęskniłam  za  Arizoną.  Gdy  wrócimy  do  Tamtego  Świata,  będę  mogła  odwiedzić 
królestwo,  którym  rządziłam  i  które  praktycznie  odzwierciedlało  Tucson. 
Zaprojektowałam je w ten sposób. A jednak... nie było takie samo. Ciągle winiłam za to 
pogodę,  ale  to  miejsce  określało  więcej  niż  tylko  to.  Była  to  kultura  i  atmosfera, 
napędzana przez jego ludzi, która była unikalna dla każdej lokalizacji. Kraj Cierni był 
wielki, ale nigdy nie zastąpi mojego rodzinnego miasta. 
 

background image

        - Cholera. - powiedziała Jasmine, próbując zabrać włosy z twarzy. Dziki wiatr 
smagnął biczem prosto w nią jak tylko wyszła na zewnątrz. - Ta pani nie żartowała. 
Przestałam  użalać  się  nad  sobą  wystarczająco,  by  zauważyć,  że  miała  rację. 
Temperatura spadła, a gęste, duszące powietrze, które mieliśmy wcześniej teraz było 
w ruchu, gdy zderzyło się z zimnym frontem. Słodkie dekoracyjne drzewa kołysały się 
w tył i w przód, jak zsynchronizowani tancerze. Powyżej zebrały się ciemne chmury. 
Chłód,  który  nie  miał  nic  wspólnego  z  wyciszeniem  przeleciał  po  mojej  skórze.  Od 
mojego ojca, który był dupkiem i należał do szlachty, otrzymałam proroctwo, które 
twierdziło,  że  jego  najstarszy  wnuk  podbije  ludzkość.  Przekazał  mi  również  swoje 
zdolności co do magii pogody. Byłam czuła na wszystkie pierwiastki, które składały się 
na  burzę:  wilgoć,  powietrze,  nawet  na  naładowane  cząstki,  które  zwiastowały 
błyskawicę.  Moje  zmysły  były  otwarte  na  intensywność  wszystkich  tych  czynników 
uderzających we mnie. To było nawet trochę przytłaczające. 
 
        -  Tyle  by  było  na  temat  biegu  ze  słodyczami.  -  zamruczałam,  spoglądając  w 
rozgniewane niebo. Nie miałam Milky Way'ów i byłam bardzo zdesperowana by zdobyć 
chociaż jednego. - Będziemy mieć szczęście jeśli nie zmokniemy zanim nie dotrzemy 
do bramy. - Nie pierwszy raz chciałabym mieć samochód podczas tych podróży do 
Ohio, ale to było bezcelowe. Jedynym prawdziwym powodem dla którego tu przyszłam 
była klinika w odległości krótkiego spaceru bramy, która prowadziła z powrotem do 
Tamtego Świata. Trzymanie tutaj samochodu nie było praktyczne. Plus, jechanie w nim 
prawdopodobnie zabiłoby Pagiela. Zerknęłam na niebo, głównie sprawdzając, czy było 
aż  tak  źle  jak  czułam  swoimi  zmysłami,  kiedy  ktoś  nagle  mnie  szarpnął,  bym  się 
zatrzymała. Kiedy popatrzyłam na północ, obserwując niebo ponad odcinkiem drzew, 
zobaczyłam krawędź burzowej chmury. Czarne niebo rozciągało  się tylko na milę, a 
tam gdzie  kończyło się nagle, widziałam światło słoneczne i niebieskie niebo. Byłam 
skłonna  założyć  się,  że  powietrze  było  tam  duszne,  gorące  i  wilgotne.  Spoglądając 
wokoło, widziałam, że tak było wszędzie. Bezpośrednio ponad nami niebo było ciemne, 
ale  te  chmury  rozciągały  się  w  bardzo  określonym,  bardzo  wyraźnie  zdefiniowany 
sposób. To było jak przebywanie pod idealnie okrągłą kopułą. Wszędzie dookoła tych 
twardych krawędzi, słońce walczyło, by się przedostać przez chmury. Moi towarzysze 
zatrzymali się obok mnie i napotkałam wzrok Jasmine. 
 
        - Czuję to... - szepnęła. - Nie na początku. Za dużo się działo... 
 

- Ja także - powiedziałam. Wraz z czuciem pierwiastków burzy, ona i ja byłyśmy 

także szczególnie wrażliwe na magię w niej działającej. To co teraz czułyśmy nie było 
naturalnym zdarzeniem. Było tak wiele bodźców, że magia stojąca za tym pozostała dla 

background image

mnie  początkowo  ukryta  -  co  bez  wątpienia  było  zamierzone.  Tam  działały 
Tamtoświatowe  siły.  I  z  tym  uświadomieniem  przyszło  kolejne:  zostaliśmy  odkryci. 
Mój bezpieczny Środkowo Zachodni dom nie był już bezpieczny.   
 
        - Kudźwa. 
 

Młoda twarz Pagiela była ponura, gdy zerknął na mnie. 

 
        -  Co  chcesz  zrobić?  -  Pagiel  odziedziczył  magiczną  umiejętność  jego  matki 
związaną z powietrzem, więc prawdopodobnie zrozumiał, że coś było nie w porządku. 
Zaczęłam znów iść. 
 
        - Musimy dostać się do bramy. Nie ma innego wyjścia. Kiedy ją przekroczymy 
będziemy bezpieczni. 
 
        - Ktokolwiek to robi musi wiedzieć o bramie - zauważyła Jasmine. 
 
        - Mogą być po drugiej stronie i czekać na nas. 
 
        - Wiem. Ale to też znaczy, że pokonali oddział który zostawiliśmy. - Ta brama w 
Hudson nie została otwarta w obrębie moich królestw w Tamtym Świecie. Była ona 
jednak  wystarczająco  blisko  moich  sojuszników,  gdyż  podróż  zawsze  wydawała  się 
warta tego, żeby dostać bezpieczną pomoc medyczną w ludzkim świecie. Nadal jednak 
nigdy  nie  wyruszaliśmy  w  podróż  bez  znacznej  i  uzbrojonej  eskorty  po  drugiej 
stronie.  Wiatr  wydawał  się  wzmagać,  gdy  szliśmy,  spowalniając  nas.  Mogłam  użyć 
mojej magii aby kontrolować to ale powstrzymywałam się do czasu gdy stawię czoła 
twórcy  burzy  -  albo  raczej,  twórcom.  Było  tylko  dwoje  ludzi  w  historii  szlachty, 
którzy mogli samodzielnie wezwać i kontrolować burzę tak jak ta. Jednym z nich był 
mój zmarły ojciec. Tym drugim jestem ja. Mogłam się założyć że to była praca kilku 
magicznych  użytkowników,  a  ta  myśl  sprawiła,  że  zaczęłam  zgrzytać  zębami  z 
frustracji.  Coś  takiego  wymagało  wiele  planowania,  co  oznaczało,  że  moi  wrogowie 
wiedzieli o Hudson już od jakiegoś czasu. 
 

To  było  prawie  tak  irytujące  jak  dowiedzenie  się  o  własnych  fizycznych 

ograniczeniach.  Nie  zostałam  kaleką  w  żadnym  znaczeniu  tego  słowa.  Nawet  nie 
człapałam. Ale, tak jak powiedziałam doktorowi, po prostu nie dawałam już rady robić 
tego co kiedyś. 
 

Pół  mili  nie  było  ogromną  odległością,  w  ogóle,  zwłaszcza  na  podmiejskich 

background image

chodnikach. W moim stanie przed ciążą, mogłabym szybko pokonać tę odległość. Ale 
teraz  mogłam  biec  tylko  truchtem  i  byłam  bardzo  świadoma  faktu,  że  opóźniałam 
Jasmine i Pagiela. Zeszliśmy z głównej drogi, przecinając ogromny, zalesiony park na 
jego obrzeżach. Bramy Tamtego Świata rzadko znajdowały się w mocno zaludnionych, 
miejskich obszarach, a ta była głęboko w parku. Drzewa blokowały bezpośrednią siłę 
wiatru, ale gałęzie przesuwały się dziko, strącając na nas krople z gałęzi i liści. Byliśmy 
tutaj  tylko  my,  ponieważ  większość  rozsądnych  ludzi  już  dawno  uciekła  szukając 
schronienia.   
 
        - To będzie tutaj - zawołałam do moich towarzyszy, wzmacniając swój głos tak, 
by został usłyszany ponad wiatrem. Z torby, którą nosiłam przy sobie, wyciągnęłam 
moją różdżkę i żelazne athame. - Jeżeli zaatakują, to będzie... Zaatakowali. 
 

Pięć duchów, dwoje użytkowników wody i inny użytkownik, który żarzył się jak 

ogień.  Użytkownicy  należeli  do  szlachty,  którzy  nie  mogli  w  pełni  przejść  do  tego 
świata  w  ich  oryginalnych  formach.  Ukazali  się  jako  niejasne  antropomorficzne 
stworzenia, skomponowane z najsilniejszego elementu związanego z ich magią. Przez 
zakres burzy, podejrzewałam, że jeszcze więcej z nich czaiło się w pobliżu, ale oni byli 
prawdopodobnie  słabsi.  Całą  swoją  moc  używali  tylko  do  utrzymywania  warunków 
pogodowych, nic nie zostawiając do walki. Ci, których wysłali przeciw nam do bitwy byli 
najsilniejsi, a duchy były po prostu dodatkiem, który często widziałam. Duchy, które 
nie przeszły do Zaświatów nie troszczyły się o to kto rządził, ludzie czy szlachta. 
Dlatego były łatwymi rekrutami dla szlachty która mi się sprzeciwiała. Nie byli jedyną 
pomocą z poza grobu. 
 
        -  Volusian!  –  wezwałam.  Szybko  zaintonowałam  słowa,  które  wzywały  mojego 
nieżywego  ulubieńca.  Dźwięki  zagubiły  się  na  wietrze,  ale  to  nie  miało  znaczenia. 
Liczyły się moje intencje i władza, więc po kilku sekundach Volusian się przede mną 
zmaterializował. Był niższy niż ja, ze spiczastymi uszami, czerwonymi oczyma i gładką 
czarną skórą, która zawsze przypominała mi salamandrę. 
 
        - Duchy! - Pstryknęłam palcami. 
 

Volusian nie potrzebował dalszego popędzania. Nienawidził mnie. Nawet chciał 

mnie zabić. Ale tak długo jak miałam nad nim władzę, był zmuszony, by słuchać moich 
rozkazów. Z furią zaatakował duchy, jego magia płonęła niebieskawą bielą w cienistym 
krajobrazie.  Jasmine  już  ustawiła  się  naprzeciw  użytkowników  wody  kiedy  Pagiel 
przyjął  formę  zorzy,  co  jak  założyłam,  miało  jakiś  związek  z  powietrzem  albo 

background image

ładunkami  w  atmosferze.  A  ja?  Ociągałam  się.  Nienawidziłam  robienia  tego  ale  nie 
miałam żadnego wyboru. Ćwiczyliśmy to ciągle i ciągle. Decyzja by mieć te bliźniaki nie 
znaczyła nic, jeżeli będę rzucana na ziemię, albo – co gorzej - zabita. Kiedy chroniłam 
siebie, chroniłam też ich, chociaż to kolidowało z moim instynktem wojownika, który 
miałam. Na szczęście nie byłam całkowicie bezużyteczna. 
 

Nasi  napastnicy  chcieli  mnie  dopaść,  ale  zostali  rozproszeni  przez  moich 

sojuszników. To pozwoliło mi użyć mojej magii, by zmniejszyć trochę skalę irytujących 
warunków  pogodowych.  To  również  pozwoliło  mi  wygnać  duchy.  Volusian  najlepiej 
pasował  do  walki  przeciwko  nim,  ale  w  tej  chwili  musiał  się  oczywiście  zająć 
groźniejszymi przeciwnikami. 
 

Skierowałam swoją różdżkę w kierunku jednego z duchów, gdy dołączył się do 

innego  w  walce  przeciwko  Volusianowi.  Były  one  widmowymi  i  przezroczystymi 
istotami, które płynęły w powietrzu i były prawie niemożliwe do zobaczenia na dworze 
w słońcu. Cienie i chmury sprawiły, że stali się niesamowicie dostrzegalni. Otwierając 
swoje zmysły, sięgnęłam obok tego świata i obok Tamtego Świata. Otworzyłam bramy 
do  Zaświatów,  nawiązując  stały  kontakt,  ale  nie  próbujący  mnie  uwięzić.  Wygnanie 
duchów do Tamtego Świata było łatwiejsze i standardowo powinno być moją taktyką, 
kiedy je eliminowałam. Niestety, duchy tam wysyłane mogłyby wrócić, a ja nie mogłam 
dać im takiej szansy. Im mniejsza ich liczba wróci do mnie, tym lepiej. Albo Zaświaty, 
albo unicestwienie. Skupiłam swoją wolę na moim celu, używając ludzkiej magii, której 
nauczyłam się jako szaman, by wypędzać duchy z tego świata. Stworzenie wrzasnęło z 
wściekłości, gdy poczuło szarpnięcie Zaświatów, a sekundę później rozpuściło się w 
nicość.  Natychmiast  skupiłam  swój  wzrok  na  drugim  duchu,  krótkim  spojrzeniem 
pozwalając  sobie,  by  oszacować  postęp  Pagiela  i  Jasmine.  Ku  mojemu  zdziwieniu, 
Pagiel pokonał właśnie żywiołaka. Nawet nie miałam pojęcia, jak to mu się udało. Miałam 
władzę, by wygnać przeciwników z powrotem do Tamtego Świata, ale to była dla mnie 
jedyna opcja. Pagiel używał swojej magii, by zniszczyć wrogów całkowicie, wymazując 
ich  do  nicości.  Wiedziałam  już,  że  był  silnym  użytkownikiem  magii,  ale  nigdy  tak 
naprawdę  nie  widziałam  go  dotychczas  w  bitwie.  Uświadomiłam  sobie,  że  był  on 
silniejszy niż Jasmine. Natychmiast dołączył do niej przeciwko użytkownikowi wodnej 
magii, odpychając go wiatrem, który go zatrzymał kiedy ona użyła  swojej magii, by 
wezwać wodę i rozpruć go na kawałki. Tymczasem ja wygnałam drugiego ducha. 
 

- Idź, Eugenie! - krzyknęła Jasmine, zaledwie rzucając mi spojrzenie, gdy ona i 

Pagiel  walczyli  z  ostatnim  wrogiem.  Volusian  spadł  na  jednego  z  duchów.  Szanse 
przechyliły  się  teraz  na  naszą  korzyść.  Nikt  z  napastników  nie  miał  możliwości 

background image

przedostać się i przyjść po mnie. 
 

Skrzywiłam się, ale nie zawahałam. To była część planu, który założyliśmy. Ci 

mieszkańcy  Tamtego  Świata  byli  tutaj  ze  względu  na  mnie.  Jeżeli  zniknę,  oni  też 
najprawdopodobniej się wycofają, bo na placu boju pozostaliby tylko Jasmine i Pagiel 
(i Volusian). Czułam się jak tchórz, ale powtórzyłam sobie, Jeżeli  umrzesz,  umrą  też 
bliźniaki. 
 

Ruszyłam  truchtem,  kontynuując  używanie  swojej  magii,  by  złagodzić  skutki 

burzy, co sprawi, że moje przejście będzie łatwiejsze. Na wprost mnie okrąg jasnych 
żółtych jaskrów wyróżniał się na tle zielonej trawie parku. Nieważne jak wiele razy 
ogrodnik je kosił, jaskry zawsze znów wyrastały. One oznaczały bramę. Byłam już krok 
od  niej,  gdy  coś  we  mnie  uderzyło.  Jakaś  siła  przewróciła  mnie  i  ledwie  zdołałam 
obrócić moje ciało tak, by zmniejszyć wstrząs, gdy moje kolana uderzyły w ziemię. To 
było głupie, że myślałam, że brama nie będzie chroniona. Moi napastnicy byli innymi 
użytkownikami  magii,  pozornie  skomponowanymi  z  mchu  i  liści.  Mogli  zaledwie 
zaistnieć  w  tym  świecie.  Szanse  przetrwania  kreatur  były  małe,  jednak  widocznie 
pomyślały, że jest to warte ryzyka poświęcenia ich życia, by przyjść i mnie zabrać. 
 

Usiłowałam  wstać,  gdy  to  coś  zbliżyło  się  do  mnie.  W  jednej  ze  swoich 

liściastych rąk trzymał miedziany sztylet. Miedź była najtwardszym metalem, którym 
szlachta mogła władać i nawet, jeśli nie była tak efektywna jak stal, nadal mogła zabić. 
Moi wrogowie poruszali się dziwnie i dali mi czas bym wstała, nawet w moim kiepskim 
stanie. Nadal trzymałam w ręku żelazne athame i czułam jakąś satysfakcję, że w ciąży 
czy nie, byłam szybsza niż te stworzenia. To coś huśtało się zbliżając się do mnie i 
łatwo  odskoczyłam  z  moim  athame.  Mój  brzeszczot  dotknął  go  w  zieloną  klatkę 
piersiową. To coś wrzasnęło w bólu, a wtedy podjęłam nagłą decyzję, by nie wykończać 
tego. Nie miałam luksusu grania bohaterki. Takie zranienie to było aż nazbyt dużo, by 
spowolnić  go  i  pozwolić  mi  skoczyć  dla  bramy.  Śpieszyłam  się  do  okręgu  jaskrów  i 
dotarłam do Tamtego Świata. Brama była silna, była aktywna podczas wszystkich pór 
roku i prawie nie wymagała żadnego wysiłku, od kogoś, kto wiedział, jak jej używać. To 
był  dodatkowy  powód,  dla  którego  wybraliśmy  właśnie  ten  obszar.  Ścieżki  dostępu 
między  światami  otworzyły  się  i  poczułam  nieznacznie  dezorientujące  uczucie,  jak 
byłam rozkładana na części i ponownie składana. Po paru sekundach, zobaczyłam, że 
stoję w Ziemi Kapryfolium, otoczonej przez moich własnych żołnierzy. Nie było tutaj 
żadnego  znaku  jakichś  wrogów  i  po  zaskoczonych  spojrzeniach  mojej  straży 
zrozumiałam, że mój stan bojowy był całkowicie niespodziewany. Nie marnowali czasu 
na  odpowiedzi,  chwycili  broń  i  poszli  za  mną  do  bramy.  Tylko,  że  to  już  nie  był 

background image

użytkownik magii. To nawet nie było „to”. To była kobieta ze szlachty, nie starsza niż 
ja, z brązowymi włosami splecionymi w wysoki kok. Stała dwa kroki ode mnie, nadal 
trzymając miedziany brzeszczot, zanim nie upadła na ziemię. Krew ciekła z jej klatki 
piersiowej,  ukazując  powagę  rany,  którą  jej  zadałam.  Ta  rana  została  zrobiona 
żelazem,  które  było dla  niej  trujące  w  ludzkim  świecie,  gdzie  była  najsłabsza.  Być 
może mogłaby przeżyć podobne zranienie w tym świecie, ale teraz było już na to zbyt 
późno. Brzeszczot wypadł z jej rąk, gdy słabo chwyciła się za krwawiący tors. Przez 
cały ten czas nie spuściła ze mnie swojego wzroku. 
 
        - Śmierć... do proroctwa... - złapała oddech, tuż przed tym jak zmarła. Światło 
opuściło jej napełnione nienawiścią oczy i wkrótce nie widziała już niczego. Czułam się 
źle. Nowe przejście przez bramę natychmiast przykuło uwagę mojej straży, ale to 
była  tylko  Jasmine  i  Pagiel.  Wyglądali  jak  po  walce,  ale  mieli  żadnych  poważnych 
uszkodzeń ciała. Jasmine najpierw spojrzała na mnie i wbrew jej twardemu wyrazowi 
twarzy, wiedziałam, że sprawdzała mnie pod względem zranień, tak jak ja to zrobiłam 
z nią. Trudno było uwierzyć, że kiedyś byłyśmy wrogami. Usatysfakcjonowana, że ze 
mną było wszystko w porządku, zerknęła na martwą kobietę, zanim napotkała moje 
spojrzenie. 
 
        - No cóż - powiedziała, nieznacznie się odprężając. - Przynajmniej nie musisz 
już więcej jeździć do Ohio.