background image

Erle Stanley

GARDNER

Sprawa podzielonego domu

Przełożyła Agnieszka Bihl

„KB”

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Perry   Mason   czytał   orzeczenie   Sądu 

Najwyższego. Podniósł wzrok, kiedy do biura 

weszła jego zaufana sekretarka, Della Street.

-Muszę   stwierdzić,   Delio,   że   ludzkie 

zachowanie   może   doprowadzić   do 

niezliczonych

 

komplikacji

 

powiedział.   -  Obrońca   nigdy  nie   wie, 

jakie rewelacje odkryje.

-Tak jak na przykład w sprawie Edena 

Morleya   -   powiedziała   Della,   z 

leciutkim   uśmieszkiem   unoszącym 

kąciki warg.

-No   właśnie   -   przytaknął   Mason.   - 

Albo... O kim mówiłaś, Delio?

-O Morleyem Edenie.

-Eden... Eden - powtarzał z namysłem 

Mason. - Nie pamiętam tej sprawy. O 

co w niej chodziło?

-Nie   pamiętasz,  bo  jeszcze  o  niej  nie 

słyszałeś.   Eden   czeka   przed   biurem. 

Wygląda na mocno zakłopotanego.

-A na czym polega jego kłopot?

-Pewna   piękna   kobieta   przeciągnęła 

pięciorzędowe   zasieki   z   kolczastego 

drutu przez środek jego domu.

Mason spojrzał jej prosto w oczy.

-Czy   to   on   cię   nabiera,   czy   może   ty 

mnie?

-Ani   jedno,   ani   drugie.   Przez   środek 

jego   domu   biegnie   przegroda   z 

background image

kolczastego   drutu,   a   owa   piękna 

kobieta   mieszka   po   drugiej   stronie 

zasieków.   O   ile   dobrze   zrozumiałam, 

ma wspaniałą figurę i lubi się opalać...

-Właśnie   taka   sytuacja   dokładnie 

ilustruje   to,   co   mówiłem   -   stwierdził 

Mason. - Koniecznie musimy usłyszeć 

całą historię z pierwszej ręki.

-Masz spotkanie za piętnaście minut - 

przypomniała mu Della.

-To   oznacza,   że   mój   klient   chwilę 

poczeka.   Musimy   porozmawiać   z 

Morleyem Edenem.

background image

Della   Street   zniknęła   za   drzwiami 

prowadzącymi   do   poczekalni   i   po   kilku 

sekundach   wróciła,   eskortując   dość   krępego 

trzydziestolatka,   uśmiechniętego   od   ucha   do 

ucha.

-   Pan   Mason,   pan   Eden   -   dokonała 

prezentacji i usadowiła się na swoim krześle.

Eden mocno potrząsnął ręką Masona.

-Miło   mi   pana   poznać.   Wiele   o  panu 

słyszałem   i   postanowiłem,   że   jeśli 

kiedykolwiek   oskarżą   mnie   o 

morderstwo,   przyjdę   do   pana.   No   a 

teraz   wpakowałem   się   w   prawdziwe 

kłopoty.

-Za   piętnaście   minut   mam   spotkanie. 

Może pan się streszczać, panie Eden? - 

rzekł adwokat.

-No jasne. Tyle że przeklnie mnie pan 

za   moją   głupotę   i   będzie   pan   miał 

stuprocentową   rację.   Sam   się   w   to 

wszystko   ubrałem.   -   Eden   opadł   na 

wskazane krzesło. - Cała sprawa byłaby 

nawet   zabawna,   gdyby   nie   była 

jednocześnie tak irytująca.

Mason   podsunął   mu   papierosa,   wyjął 

drugiego dla siebie i zapalił.

-Niech pan mówi.

-No   więc   gość   nazwiskiem   Carson, 

Loring   Carson,   zaoferował   mi   teren 

pod   zabudowę.   Chodziło   o   dwie 

działki,   które   kupił,   by   potem   z 

zyskiem   odsprzedać.   Miałem   gotowy 

projekt domu, a ta ziemia była idealnie 

położona.   Niech   pan   nie   pyta,   czy 

jestem   architektem,   bo   nie   jestem. 

background image

Amator   ze   mnie.   Lubię   wymyślać 

różne   rzeczy.   Zainteresowałem   się 

projektowaniem   domów,   kiedy 

poczytałem   sobie   magazyny   ze 

zdjęciami   nowoczesnych  posiadłości   - 

jak to się w nich super żyje i tak dalej. 

Carson

 

jest

 

przedsiębiorcą 

budowlanym.   W   zamian   za   kupno 

gruntu   gotówką   zaproponował   mi   tak 

korzystny   układ,   że   nie   mogłem   się 

oprzeć.   Miał   mi   na   tych   działkach   w 

ciągu   dziewięćdziesięciu   dni   postawić 

dom.   Oczywiście,   może   mnie   pan 

skląć, ale na pewno nie aż tak, jak ja 

siebie.   Chciałem,   żeby   zaczęto 

budować   mój   dom.   A   Loring   Carson 

chciał   forsy   -   cieplutkiej   gotówki 

wprost do rączki. Sprawdziłem szybko 

jego  dokumenty  i   odkryłem,   że  część 

gruntu należy do niego, a druga do jego 

żony.  Uznałem, że występuje również 

w   imieniu   współmałżonki,   więc 

dobiłem   targu,   a   on   zaczął   budowę. 

Teraz   wiem,   że   za   bardzo   się 

pośpieszyłem.

- Jeśli posiadłość Carsonów była wolna 

od obciążeń

- wtrącił Mason - jakim cudem...

-Jego żona wniosła o rozwód.

-Ale   jeżeli   teren   był   ich   wspólną 

własnością, zarządza nim mąż, a skoro 

cena była odpowiednia..

-W tym problem - przerwał Eden. - To 

nie   była   ich   wspólna   własność,   w 

każdym  razie połowa terenu nie była. 

background image

Kupując grunt, Carson jedną z działek 

nabył   za   prywatne   fundusze   żony, 

natomiast za wspólne kupił drugą. Dość 

to zagmatwane. Sędzia orzekł, że jedna 

z   działek   jest   prywatną   własnością 

żony,   a   druga   własnością   wspólną, 

którą przyznał Loringowi Carsonowi.

-Czy   ona   nie   protestowała,   kiedy 

zaczęto budowę?

- spytał Mason.

-To   był   mój   błąd   -   przyznał   Eden.   - 

Dostałem   od   niej   list   w   pachnącej 

kopercie,   ostrzegający,   że   stawiam 

budynek na jej terenie.

-I co pan zrobił?

-Cóż,   wtedy   budowa   już   trwała. 

Zapytałem   Carsona,   dlaczego   nie 

powiedział   mi   o   rozwodzie,   a   on 

odparł,   że   nie   ma   się   czym 

przejmować,   że   żona   zdradzała   go   i 

miał   na   to   dowody.   Kazał   ją   śledzić 

detektywowi.   Stwierdził,   że   kiedy 

przedstawi   własne   zarzuty,   żona 

oklapnie   jak   przekłuty   balon. 

Zapewniał,   że   mnie   nie   zawiedzie. 

Oczywiście,   nie   chciałem   zawierzyć 

mu   na   słowo.   Zażądałem   rozmowy   z 

detektywem.

-I rozmawiał pan? - zapytał Mason.

-Tak jest. Facet nazywa się Le Grandę 

Dayton.

background image

-I w rezultacie tej rozmowy utwierdził 

się pan w zaufaniu do Carsona?

-Oczywiście?   Wystarczyło   mi   jedno 

spojrzenie na dowody, by uznać, że ma 

rację   jak   wszyscy   diabli.   Więc   po 

prostu zignorowałem list od jego żony, 

Vivian.

-I co się stało w sądzie?

-Carson   przedstawił   swoje   zarzuty. 

Zaczęły się zeznania świadków i wtedy 

okazało   się,   że   detektyw   śledził 

niewłaściwą   kobietę.   Carson   miał 

wskazać   Daytonowi   swoją   żonę. 

Siedzieli   obaj   w   samochodzie 

zaparkowanym przed budynkiem, gdzie 

jego   żona   brała   udział   w   jakimś 

spotkaniu.

Po   pewnym   czasie   wszystkie   kobiety 

wyszły razem,  paplając i śmiejąc się. Carson 

powiedział:   „Moja   żona   stoi   na   skraju 

chodnika, ta w zielonym  kostiumie” i schylił 

głowę,   żeby   go   nie   zauważyła.   Z   tego,   co 

mówił   Dayton   wynika,   iż   nie   zauważył,   że 

dwie kobiety były ubrane na zielono. Dayton 

patrzył  na jedną, Carson na drugą. Detektyw 

śledził   kobietę,   która   rzeczywiście   miała 

romans. Zebrał mnóstwo dowodów i zapewnił, 

że ma dość materiału, by na mur beton wygrali 

sprawę w sądzie. Carson wniósł więc własne 

oskarżenie.   Pozwoliłem   mu   kontynuować 

budowę.   A   kiedy   zaczęto   przesłuchiwać 

świadków, okazało się, że sam zapędził się w 

kozi   róg.   Sędzia   prowadzący   rozprawę 

przyznał mu jedną działkę i uznał, że druga jest 

wyłączną   własnością   jego   żony,   a   ja 

background image

wybudowałem dom na obu.

Pomyślałem,   że   chodzi   tu   jedynie   o 

wypłacenie dodatkowej forsy. Popełniłem błąd 

i   gotów   byłem   za   to   zapłacić.   Wysłałem 

swojego   przedstawiciela   do   Vivian   Carson. 

Mój   agent   przeprosił   ją   w   moim   imieniu   za 

zamieszanie   i   wycenił   jej   własność...   Ona 

natomiast  uznała, że uknułem wszystko  z jej 

mężem. Była wściekła jak diabli. Powiedziała 

mojemu  agentowi,   że  mogę   iść  utopić  się  w 

jeziorze. Pomyślałem, że jeśli wprowadzę się 

do domu, który przecież jest moją własnością, 

dojdziemy   jakoś   do   porozumienia.   Jednak 

Vivian

background image

Carson   ma   wojowniczą   naturę. 

Wydębiła od sędziego zakaz wkraczania na jej 

teren i jej męża, osób z nim związanych. Kiedy 

wyjechałem   na   weekend,   ściągnęła   do   domu 

geometrę,   ekipę   remontową   i   ślusarza. 

Wywiercili dziury dokładnie na linii podziału 

obu działek, przeciągnęli kolczasty drut przez 

pokoje i basen, i kiedy wróciłem, mieszkała w 

-   jak   to   określiła   -   swojej   części   domu   po 

jednej   stronie   ogrodzenia.   Ja   mogłem 

zamieszkać   po   drugiej.   Wręczyła   mi 

potwierdzoną kopię zakazu wejścia na jej teren 

i oświadczyła, że zamierza trzymać się go co 

do słowa.

-Jak nazywa się sędzia? - spytał Mason.

-Hewett   L.Goodwin.   To   on 

przewodniczył sprawie rozwodowej.

Mason zmarszczył brwi.

-   Bardzo   dobrze   znam   sędziego 

Goodwina. Jest wyjątkowo skrupulatny. Stara 

się wydać takie orzeczenie, by zadowolić racje 

obu stron. Nużą go szczegóły techniczne.

-Cóż,   tym   razem   spaprał   robotę   - 

zauważył Eden. Mason zastanowił się.

-Jest   pan   żonaty?   -   spytał.   Klient 

potrząsnął głową.

-Byłem.   Moja   żona   zmarła   trzy   lata 

temu.

-Po co panu taki ogromny dom tylko 

dla siebie?

-Niech mnie kule, jeśli wiem - przyznał 

Eden.   -   Lubię   projektować   różne 

rzeczy.   Podoba   mi   się   zabawa   z 

ołówkiem i deską kreślarską. Zacząłem 

projektować dom, aż stało się to moją 

background image

obsesją.   Po   prostu   musiałem   go 

zbudować i w nim zamieszkać.

-Kim pan jest z zawodu?

-Mógłby   mnie   pan   nazwać   strzelcem 

wyborowym   na   emeryturze.   Dobrze 

sobie   radziłem   sprzedając   i   kupując. 

Lubię   to   robić.   Kupię   wszystko,   co 

dobrze wygląda.

-I   nigdy   nie   widział   się   pan   z   panią 

Carson,   lecz   załatwiał   wszystko   z   jej 

mężem?

background image

-Zgadza się.

-Kiedy ją pan spotkał po raz pierwszy?

-Wczoraj.   W   niedzielę.   Wróciłem   po 

wyjeździe   na   weekend   i   zauważyłem 

ogrodzenie.   Otworzyłem   drzwi, 

wszedłem   do   środka   i   odkryłem,   że 

cały   dom   został   przedzielony 

kolczastym   drutem.   Drzwi   do   kuchni 

były otwarte i wtedy ją zobaczyłem  - 

gotowała   coś.   Zachowywała   się   tak 

naturalnie, jakby to ona zbudowała ten 

dom.   Pewnie   stałem   z   rozdziawioną 

gębą.   Wolno   podeszła   do   ogrodzenia, 

pokazała   potwierdzoną   kopię   zakazu 

wejścia, powiedziała, że skoro jesteśmy 

sąsiadami, wierzy,  że postaram się jej 

jak   najmniej   przeszkadzać,   a   jako 

dżentelmen   nie   pogwałcę   jej 

prywatności. Na koniec stwierdziła, że 

nie   życzy   sobie   dalszej   rozmowy   i 

odeszła.   „Sąsiedzi”!   -   wyrwało   się 

Edenowi.   -   Powiem   całemu   światu, 

jacy z nas sąsiedzi. Żyjemy w wielkiej 

zażyłości. Kiedy wyszedłem nad basen, 

leżała tam w bikini i opalała się. A gdy 

dziś   rano   usiłowałem   spać,   parzyła 

kawę i ten zapach doprowadzał mnie do 

szaleństwa.   Chciałem   się   napić,   ale 

kuchnia   znajduje   się   po   jej   stronie 

domu.

-I co się stało? - spytał Mason.

-Wstałem,   a   ona   pewnie   zorientowała 

się po mojej minie, że marzę o kawie. 

Spytała,   czy   bym   się   nie   napił, 

powiedziałem, że owszem, więc podała 

background image

mi   filiżankę   na   spodku   przez   druty   i 

zapytała,   czy   chcę   śmietanki   i   cukru; 

stwierdziła, że to czysto sąsiedzki gest, 

zanim   nie   zadomowię   się   w   swojej 

części willi, i że gdy już to zrobię, nie 

będzie ze mną rozmawiać.

Mason uśmiechnął się.

-Panie   Eden,   to   wszystko   jest   zbyt 

teatralne. Ona po prostu przygotowuje 

grunt,   by   zażądać   wyższej   ceny   za 

swoją działkę.

-Tak też  najpierw myślałem  - zgodził 

się   Eden.   -  Ale   teraz   nie   jestem   tego 

taki pewien. Ta kobieta jest szalona.

background image

Wściekła się na męża, że chciał zrzucić 

na   nią   winę   za   rozkład   małżeństwa   i 

„zrujnował”   -   jak   to   ujmuje   -   jej   reputację. 

Chce   wyrównać   z   nim   rachunki.   Zapewne 

Loring   Carson   jest   draniem,   a   ona   może   to 

udowodnić.   Przecież   chciał   ją   oskarżyć   na 

podstawie fałszywych dowodów dostarczonych 

przez detektywa. Mason ściągnął usta.

-Pani Carson na pewno ma adwokata...

-Twierdzi,   że   nie.   Że   miała   adwokata 

tylko   na   rozprawie   rozwodowej,   lecz 

jeżeli chodzi o należącą do niej ziemię 

sama prowadzi tę sprawę.

-Proponował jej pan określoną sumę za 

działkę?

-Proponowałem i zostałem zmieszany z 

błotem.

-A ona należy do kobiet, które wkładają 

bikini, by podkreślić swoją przewagę?

-I to jak! - wykrzyknął Eden. - Podobno 

była   zawodową   modelką.   Nie   mam 

pojęcia,   jak   taki   Carson   zdołał 

zaciągnąć ją do ołtarza. Ona ma klasę.

Mason   zerknął   na   Delię   Street,   która 

pochwyciła jego spojrzenie i uśmiechnęła się. 

Adwokat zerknął na zegarek.

-   Jak   panu   wspominałem,   mam 

umówione   spotkanie.   Myślę,   że   powinienem 

obejrzeć   posiadłość.   Najpierw   jednak 

chciałbym porozmawiać z sędzią Goodwinem. 

Może   nakłonimy   go   do   zmiany   werdyktu, 

kiedy   pozna   fakty.   Nie   przypuszczam,   by 

chciał pan mieszkać w swoim domu, póki...

Eden zacisnął zdecydowanie szczęki.

- I tu zamierzam zrobić Vivian Carson 

background image

niespodziankę.   Nie   może   wprowadzić   się   do 

mojego   domu   i   pozbawić   mnie   mojej 

własności.   Zamierzam   ustawić   w   sypialni 

elektryczny grill. Zamiast kominka będę miał 

drugi, na węgiel. I będę smażył steki z cebulą - 

nic   specjalnego,   po   prostu   czasem   coś   sobie 

ugotuję.   Ona   musi   przestrzegać   diety,   żeby 

zachować idealną figurę. Na pewno zapach

background image

smażonej   cebulki   wprowadzi   trochę 

zamieszania do jej diagramu z kaloriami.

Della   Street,   przewracając   strony 

notesu   z   umówionymi   spotkaniami   Masona, 

zauważyła:

-Możesz zająć się tą sprawą o każdej 

porze   po   dzisiejszym   spotkaniu   o 

czternastej trzydzieści. Nie wolno ci go 

odwołać,   bo już raz  to  zrobiłeś.   Całe 

popołudnie   masz   wolne.   Chciałeś 

podyktować w tym czasie streszczenie 

sprawy McFarlane’a.

-Jak długo się jedzie do pana? - zapytał 

Mason.

- Stąd - jakieś trzydzieści pięć minut.

Adwokat spojrzał na zegarek.

-   Nie   chcę,   by   umówiony   klient   na 

mnie   czekał   -   stwierdził.   -   Proszę   przejść   z 

panną   Street   do   sąsiedniego   pokoju   i 

narysować   drogę   do   pańskiego   domu. 

Postaram   się   wpaść   do   pana   późnym 

popołudniem.   Tymczasem,   zadzwoń   do 

sędziego   Goodwina,   Delio   i   sprawdź,   czy 

możesz umówić mnie na spotkanie, gdy tylko 

wyjdzie z sali sądowej.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Sędzia  Goodwin skończył  posiedzenie 

kilka   minut   przed   czwartą   po   południu   i   w 

przedsionku   swojego   gabinetu   zastał   Perry 

Masona.

-   Witam,   witam   mecenasie.   Co   pana 

tutaj sprowadza? Zastanawiałem się, czego pan 

chce,   odkąd   pańska   sekretarka   zadzwoniła   z 

prośbą   o   spotkanie.   Moja   praca   dotyczy 

związków   małżeńskich,   tymczasem   pan 

specjalizuje   się   w   morderstwach.   Co   więc 

może nas łączyć?

Mason  uśmiechnął  się   i  uścisnął  dłoń 

sędziego.

-Cóż   -   powiedział   -   czasem   alchemia 

miłości wiedzie od ślepego poświęcenia 

do morderczego szaleństwa.

-Niech   pan   wejdzie   -   przerwał   mu 

sędzia   Goodwin   -   i   nie   mówi   tak 

fundamentalnych   prawd   z   uśmiechem 

na ustach.

Ruszył   przodem   i   wskazał   Masonowi 

krzesło.   Pozbywszy   się   sędziowskiej   togi, 

opadł   z   westchnieniem   na   fotel.   Podsunął 

prawnikowi papierosa, sam zapalił i stwierdził:

-Przypuszczam,   że   pewna   polaryzacja 

seksualnego   magnetyzmu   sprawia,   że 

fizyczna bliskość przekształca się... No 

tak,   przecież   nie   przyszedł   pan 

dyskutować  o tym,  mimo  że poruszył 

pan ten temat. Co pana trapi?

-Sprawa   Vivian   Carson   przeciwko 

Loringowi Carsonowi. Pamięta ją pan?

background image

Wargi sędziego Goodwina rozciągnęły 

się w uśmiechu.

-Pamiętam bardzo dobrze.

-Wydał pan osobliwy wyrok.

-Doprawdy? A co w nim osobliwego?

-Zdecydował   pan,   że   część   majątku 

nieruchomego należy do Vivian Carson 

jako jej wyłączna własność, natomiast 

teren sąsiedni jest wspólną własnością 

małżonków,   którą   przyznał   pan 

Loringowi Carsonowi.

background image

-Zrobiłem   to   świadomie   i   w 

konkretnym celu.

-Niedawno   -   ciągnął   Mason, 

obserwując twarz sędziego - wydał pan 

rozporządzenie   zakazujące   Loringowi 

Carsonowi,   jego   przedstawicielom   i 

osobom z nim związanym  wejścia  na 

teren przyznany Vivian Carson jako jej 

prywatna własność.

Goodwin uśmiechnął się.

-Rzeczywiście, dobrze to pamiętam.

-Sytuacja   jest   dość   skomplikowana, 

panie   sędzio,   ponieważ   mój   klient, 

Morley   Eden,   kupił   dom   od   Loringa 

Carsona.   Budynek   stoi   na   obu 

działkach.   Po   wydaniu   sądowego 

zakazu wkraczania na jej teren, Vivian 

Carson kazała podzielić nieruchomość. 

Poprzewiercała otwory w całym domu i 

przez   środek   przeciągnęła   kolczaste 

zasieki,   dzieląc   dom,   grunt,   a   nawet 

basen.

Przez   kilka   sekund   sędzia   palił   w 

milczeniu, a potem uśmiechnął się szeroko.

-Naprawdę to zrobiła?

-Naprawdę.   Co   więcej,   mieszka   w 

swojej części domu, a Morley Eden - w 

swojej.

-Mają   okazję   wejść   w   naprawdę 

sąsiedzkie stosunki

- zauważył sędzia.

- Pomijając drut - uciął Mason.

Goodwin   zgniótł   papierosa   w 

popielniczce i z namysłem wydął usta.

-   Wiedząc,   jak   zależy   panu   na 

background image

sprawiedliwym wyroku

-   podjął   Mason   -   i   jak   niecierpliwią 

pana techniczne aspekty prawa, które niekiedy 

uniemożliwiają   taki   wyrok,   chciałem 

sprawdzić, co spowodowało pańską decyzję i 

czy ewentualnie można by ją zmienić.

-W jaki sposób? - zapytał sędzia.

-Tak,   by   cała   nieruchomość   została 

przyznana   Loringowi   Carsonowi,   a 

prawa   Vivian   Carson   zachowano   by, 

przyznać jej inną nieruchomość.

background image

-Mason - zaczął  sędzia  - pan wie, co 

myślę o prawie. Zna pan moje poczucie 

odpowiedzialności.   Jako   sędzia   mam 

zdecydować,   po   której   stronie   leży 

prawda. Powiem panu coś w zaufaniu. 

Wiedziałem,   jaka   jest   sytuacja,   kiedy 

podpisywałem nakaz. Sam pan wie, że 

Morley   Eden   jest   człowiekiem 

zamożnym,   a   do   tego   impulsywnym. 

Szanującym prawo, ale impulsywnym. 

Kiedy   po   raz   pierwszy   rozmawiał   z 

Carsonem   o   posiadłości,   usłyszał   -   z 

czego się cieszę - kilka niezgodnych z 

prawdą   faktów   o   wierności   swojej 

żony. Gdyby Eden był biedakiem, może 

inaczej rozpatrzyłbym tę sprawę. Lecz 

Loring   Carson   uznał,   że   ma   sąd   w 

kieszeni,   że   sąd   nie   ośmieli   się   nic 

uczynić, jedynie potwierdzi transakcję. 

Dowiódł,   że   jest   zdecydowanym   na 

wszystko draniem. Wynajął detektywa, 

który może i działał w dobrej wierze - a 

może   nie,   w   każdym   razie   śledził 

niewłaściwą osobę. Zanim jednak stało 

się   to   jasne,   dobre   imię   jego   żony 

zostało podarte na strzępy. Oskarżenia 

przeciwko niej dostały się na czołówki 

gazet.   Chwycili   się   ich   plotkarze, 

którzy   z   całą   pewnością   przysporzyli 

Vivian   Carson   sporo   nieprzyjemności. 

Mąż nie czuje żadnej skruchy. Twierdzi 

jedynie,   że   był   to   błąd   detektywa   i 

umywa od całej afery ręce. Cieszę się, 

że Eden chce oskarżyć Loringa Carsona 

o   oszustwo.   Mówiąc   szczerze,   z 

background image

przyjemnością zobaczę, jak wypluwa z 

siebie te pieniądze.

-To nie takie proste - zauważył Mason. 

-   Dom   mojego   klienta   został 

zaprojektowany   zgodnie   z   jego 

poleceniami.   Przede   wszystkim 

spodobał   mu   się   sam   teren.   Może 

oskarżyć   Carsona   o   oszustwo,   ale 

chciałby mieszkać w swoim domu.

-Niech więc tam zamieszka.

-To   jednak   stawia   go   w   kłopotliwej 

sytuacji wobec pani Carson.

-Może wykupić jej część.

-Niestety   Vivian   Carson   jest   uparta   - 

wyjaśnił Mason.

background image

-Nie chce sprzedać swojej części. Nie 

zrobi   nic,   by   jej   mężowi   się   upiekło   i   nie 

pomoże klientowi męża.

- I wcale jej za to nie winię - orzekł 

sędzia Goodwin.

-   Obaj   wiemy,   Mason,   że   kiedy 

małżeństwo się rozpada, najczęściej po jednej 

stronie   leży   połowa   winy,   a   jedna   druga   po 

drugiej. Może i mężczyzna pierwszy popełnia 

grzech, lecz gdy układa się między nimi coraz 

gorzej, kobieta odpłaca mu tym samym. Albo 

jeśli   kobieta   zaczyna   zrzędzić,   mężczyzna 

przestaje   się   nią   interesować   i   zaczyna 

umawiać   się   z   kimś   na   romantyczne   randki. 

Nie jestem tak głupi ani naiwny, by wierzyć, że 

wina   leży   tylko   po   jednej   stronie,   bo   dość 

miałem do czynienia z takimi przypadkami, by 

wiedzieć, że tak nie jest. Lecz wiem, że w tej 

sprawie Loring Carson jest draniem. To mocny 

w   gębie   i   popędliwy   typ   oraz   oszust,   który 

zapędzony   w   kozi   róg   zaczyna   kręcić.   Nie 

tylko   skrzywdził   żonę   i   nie   okazał   żadnej 

skruchy,   ale   próbował   nabrać   sąd.   Zniknęło 

zbyt   dużo   gotówki.   On   twierdzi,   że   przegrał 

sporo   w   Las   Vegas.   Według   materiału 

dowodowego   często   tam   jeździł.   Interesował 

się jedną z hostess w kasynie, młodą kobietą 

nazwiskiem   Genevieve   Honcutt   Hyde. 

Najwyraźniej   wiązały   go   z   nią   intymne 

stosunki.   Nie   traktuję   tego   jako   poważnego 

zarzutu,   ponieważ   w   tym   czasie   jego 

małżeństwo zamieniło się już w potyczki psa z 

kotem. Nie sądzę jednak, że przegrał aż tyle, 

ile   twierdzi.   Uważam,   że   użył   osławionej 

reputacji   Las   Vegas,   by   zataić   wysokość 

background image

swoich   dochodów   i   że   przez,   ostatni   rok 

wyciągał z konta olbrzymie sumy pieniędzy i 

gdzieś   je   ukrywał.   Nie   powiedziałbym   tego 

nikomu,   kogo   nie   szanuję   i   nie   podziwiam. 

Natomiast   tobie,   Mason,   zdradzę   jedno: 

zamierzam pozwolić, by Morley Eden dopiekł 

Loringowi Carsonowi.

Mason przyjrzał się uważnie sędziemu. 

-   Zupełnie   jakby   pani   Carson   czytała   w 

pańskich myślach.

background image

-Bo? - spytał sędzia Goodwin.

-Wykorzystuje   sytuację   do   granic 

możliwości.   Włożyła   np.   wyjątkowo 

skąpe   bikini   i   opalała   się   po   swojej 

stronie   basenu,   kiedy   mój   klient 

oglądał kolczasty drut.

-I pański klient ma jakieś obiekcje? - 

zapytał z uśmiechem Goodwin.

-Cóż,   na   pewno   sytuacja   jest 

niezręczna.

-Dla kogo?

-Dla obu stron.

-Vivian Carson jest bardzo atrakcyjną 

kobietą.   Zanim   wyszła   za   mąż, 

odnosiła   sukcesy   jako   modelka.   Na 

pewno widziano ją wcześniej w bikini. 

Wątpię, żeby była zakłopotana.

-Może chodzi jej o to, by samotnemu 

mężczyźnie   trawa   po   jej   stronie 

ogrodzenia wydała się bardziej zielona 

- rzucił Mason.

-Bardzo możliwe - zgodził się sędzia - 

ale powinniśmy unikać nieporozumień. 

Jeśli pański klient wsadzi choćby palec 

przez ogrodzenie lub przekroczy linię 

podziału, sąd uzna to za pogwałcenie 

zakazu   wkraczania   na   teren   pani 

Carson.   W   końcu   pana   klient   jest 

beneficjantem   Loringa   Carsona. 

Dochodzi swych praw na mocy umowy 

z   Carsonem.   Mówiąc   szczerze   i 

nieoficjalnie,   chciałbym,   by   Carson 

wpakował   się   w   poważne   tarapaty, 

ponieważ wtedy wypluje z siebie forsę. 

Myślę, że ukrył część majątku, oszukał 

background image

urząd podatkowy i okłamał żonę co do 

wysokości   swoich   dochodów.   Jej 

raczej   nie   stać   na   wynajęcie 

detektywów, którzy dokopaliby się do 

faktów.   Za   to,   jeśli   pański   klient   się 

wścieknie, wytoczy sprawę Carsonowi 

i   wtedy   odnajdziemy   gotówkę. 

Otworzę   sprawę   o   podział   majątku   i 

powtórnie  podzielę   wspólną   własność 

małżonków.   Może   i   nie   jest   to 

postępowanie   zgodne   z   literą   prawa, 

ale   na   pewno   zgadza   się   z   zasadami 

psychologii. Nauczy Loringa Carsona, 

że w sprawach finansowych nic może 

wykołowąć, sądu i śmiać się z tego.

background image

-Sytuacja   jest   intrygująca   -   ocenił 

Mason,   popatrując   bystro   na   Goodwina.   - 

Kiedy   dorwą   się   do   niej   reporterzy,   zrobią 

materiał na pierwszą stronę.

Sędzia   skinął   głową,   a   potem 

uśmiechnął się.

-Cholera!   -   rzucił   Mason.   -   Pan   to 

wszystko spreparował. Wiedział pan, co 

się   stanie,   i   teraz   siedzi   pan   sobie 

wygodnie i dobrze się bawi.

-Gdy jako sędzia rozpatruję konkretną 

sprawę,   staram   się   sprawiedliwie 

rozsądzić   obie   strony.   Mogę   wydać 

wyrok, ale to tylko świstek papieru. W 

tej sprawie jednak wydałem orzeczenie, 

które   powinno   przynieść   wymierny 

efekt.

Mason wstał z krzesła.

-Dobrze, Wysoki Sądzie - powiedział z 

ukłonem. - Nieoficjalnie powiem tylko, 

że   pański   wyrok   wywołał   piekielną 

awanturę.

-Jeśli oczekuje pan, że wyrażę skruchę, 

Mason,   będzie   pan   czekał   w   tym 

gabinecie   dłużej,   niż   ja   zamierzam   w 

nim pozostać.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Mason zadzwonił do swojego biura, a 

kiedy   zgłosiła   się   telefonistka   z   centrali, 

powiedział:

- Chciałbym mówić z Delią Street.

Chwilę   później   na   linii   odezwała   się 

sekretarka.

-Sędzia Goodwin współczuje naszemu 

klientowi   -   zaczął   Mason   -   ale   jeśli 

chodzi  o podjętą decyzję,  jest twardy 

jak skała. Uważa Carsona za oszusta i 

znalazł idealny sposób, by go dopaść. 

Spodziewa   się,   że   Morley   Eden 

przepuści go przez wyżymaczkę.

-A więc? - zapytała Della.

-A   więc   wyjeżdżam   i   obejrzę   tę 

posiadłość - odparł Mason. - Dzwonię 

tylko,   żeby   ci   powiedzieć,   że   nie 

musisz dłużej czekać.

-Czy nie za późno na taką wizytę?

-Co masz na myśli?

-   Modelka   w   bikini   na   pewno 

skończyła się już opalać.

Mason roześmiał się.

-Może   przebrała   się   w   obcisłą   jak 

rękawiczka suknię koktajlową.

-Cudownie   -   stwierdziła   Della.   - 

Możesz   zacząć   sąsiedzką   pogawędkę 

przy   drinkach   serwowanych   przez 

kolczaste zasieki. Uważaj, żeby się nie 

podrapać.

-Będę   uważał   -   obiecał   Mason.   - 

Zamknij   biuro   na   noc   i   zadzwoń   do 

background image

Edena, że jestem w drodze.

Za   pomocą   mapki,   którą   Eden 

narysował   Delii,   Mason   dotarł   wreszcie   do 

drogi wijącej się w stronę wzgórz. Kończyła 

się na płaskowyżu, a dalej otwierał się widok 

na niewielką kotlinkę zabarwioną czerwonymi 

promieniami   zachodzącego   słońca.   Dom   był 

długi,   niski,   kryty   sztucznie   spatynowanymi 

gontami. Wyglądał, jakby był naprawdę stary i 

idealnie wpasował się w otoczenie.

background image

Podjazd   dzielił   kolczasty   drut, 

przymocowany do betonowego słupa stojącego 

pośrodku drogi.

Mason pojechał lewą stroną. Zauważył, 

że   parking,   którego   większa   część   leżała   po 

prawej   stronie   ogrodzenia,   zapełniały 

samochody.

Gdy   zatrzymał   wóz   pod   szerokimi, 

półkolistymi   schodami   wiodącymi   do 

głównego   wejścia,   drzwi   otworzył   Morley 

Eden.   Najwyraźniej   obserwował   podjazd. 

Wyszedł  na przestronny ganek, by przywitać 

prawnika.

-Może pan wierzyć  lub nie - odezwał 

się   -   ale   one   urządziły   przyjęcie.   W 

życiu   nie  widział  pan  czegoś  bardziej 

podłego.

-A co jest nie tak?

-Nie ma ani jednego mężczyzny, tylko 

stadko   pięknych   kobiet.   Oceniając   po 

wyglądzie,   wszystkie   są   modelkami. 

Idealne   figury,   obcisłe   suknie 

oblepiające ciało jak skórka parówkę.

-Rozmawiały   z   panem?   -   zapytał 

Mason.

-Skąd!   Pewnie   czekają,   aż   sam 

przełamię lody.

-Przełamie   pan   lody   i   wyląduje   w 

wiezieniu   -   ostrzegł   adwokat.   -   To 

wyszukana   pułapka.   Technicznie 

biorąc,   dochodzi   pan   swych   praw   na 

mocy   umowy   z   Carsonem.   Obejmuje 

więc   pana   zakaz   wkraczania   na   teren 

posiadłości   jego   żony,   jak   wszystkich 

przedstawicieli   lub   beneficjentów 

background image

Loringa   Carsona.   Jeśli   w   jakikolwiek 

sposób   naruszy   pan   ten   zakaz, 

przypieką   pana   żywcem.   Dlatego 

Vivian   Carson   urządziła   ten   kuszący 

pokaz   kobiecego   piękna.   Spodziewa 

się,   że   zachęci   pana   do   przejęcia 

inicjatywy   i   przekroczenia   linii 

podziału.

-Tyle sam zrozumiałem - obruszył  się 

Eden.   -   Ale   takich   tortur   żaden 

mężczyzna nie wytrzyma zbyt długo.

-Niech się pan wymelduje i zamieszka 

w hotelu - doradził Mason.

Eden zacisnął szczęki.

background image

-   Niech   mnie   szlag,   jeżeli   to   zrobię! 

Będę walczył z nią tutaj, choćby potrwało to 

całą zimę. Niech pan wejdzie i sam to obejrzy.

Przytrzymał   drzwi.   Mason   wszedł   do 

holu, przeszedł pod arkadą, którą można było 

oddzielić   od   wejścia,   opuszczając   ciężką 

kotarę,   i   po   trzech   stopniach   wkroczył   do 

salonu.   Umeblowano   go   z   przepychem. 

Dyskretne   oświetlenie   wypełniało   wnętrze 

srebrzystą poświatą. Mniej więcej jedna trzecia 

pomieszczenia   została   oddzielona   pięcioma 

liniami   drutu,   biegnącego   z   matematyczną 

precyzją przez środek pokoju. Powyżej zwisał 

rozciągnięty sznur.

Po   drugiej   stronie   ogrodzenia   grupka 

kobiet,   na   pozór   nieświadoma   dziwacznosci 

otoczenia,   popijała   koktajle   i   rozmawiała 

wesoło.   Ich   głosy   wznosiły   się   czasem   do 

crescendo,   co   świadczyło,   iż   płyn   w 

kieliszkach   zawierał   sporą   domieszkę 

alkoholu.

Żadna   jakby   nie   zauważyła   wejścia 

Masona.   Nikt   też   nie   zwrócił   uwagi   na 

Morleya Edena, który wskazał kobiety ręką.

- Sam pan widzi - powiedział.

Adwokat podszedł do drutu z kpiarskim 

uśmiechem na twarzy. Rozstawił szeroko nogi, 

wepchnął ręce głęboko do kieszeni marynarki i 

przyjrzał się przedstawieniu.

Nagłe   jedna   z   młodych   kobiet, 

energiczna rudowłosa i niebieskooka piękność, 

zauważyła   go,   umilkła,   nalała   sobie 

podwójnego   drinka   i   zbliżyła   się   do 

ogrodzenia.

- No coś takiego! - zawołała. - Czy to 

background image

nie Peny Mason, adwokat?

Mason skinął głową.

-Pan tutaj! Cóż, na Boga, pan tu robi?

-W   tej   chwili   doradzam   klientowi   - 

odparł Mason.

- Czy wolno mi spytać, co pani tu robi?

- Kończę  drugi  koktajl  i zastanawiam 

się nad trzecim

- powiedziała. - Muszę tylko poważnie 

rozpatrzyć tę kwestię, ponieważ, kiedy dobrze 

zatankuję,   miewam   problemy   z   odzyskaniem 

równowagi.

-A czy mogę spytać, jaka to okazja?

-Dobry Boże, nie mam pojęcia. Vivian 

kazała   nam   włożyć   obcisłe   sukienki   i 

skąpą   bieliznę.   Podobno   w   drugiej 

części domu mieszka ktoś powiązany z 

jej   mężem.   Mamy   donieść,   gdyby 

próbował wejść na ten teren.

-Jak do tej pory nie próbował? - spytał 

prawnik. Roześmiała się.

-Wieczór dopiero się zaczął. On...

- Co ty tam robisz, Helen? - zapytała 

jedna z kobiet, podchodząc do ogrodzenia.

Rudowłosa zachichotała.

-Rozmawiam   z   Perrym   Masonem   - 

wyjaśniła.

-Mówiłam,   że   nie   wolno   ci   zaczynać 

żadnych rozmów.

-Och, wypuść trochę pary. Ostrzeżenia 

odnosiły   się   do   faceta   związanego   z 

twoim   byłym   mężem.   To   jest   Perry 

Mason, adwokat. Nie znasz go? Ja od 

lat   jestem   jego   fanką.   To   dziwne,   że 

właśnie pana spotkałam, panie Mason.

background image

-Przypuszczam,   że   pani   jest   Vivian 

Carson?   -   zwrócił   się   adwokat   do 

drugiej z kobiet.

Przyjrzała   mu   się   z   namysłem   i 

odrzekła:

-Zgadza   się.   Mogę   spytać,   co   pan   tu 

robi?

-Badam sytuację.

-No   trudno.   Helen   wszystko   popsuła. 

Ja...

-Zastawiła   pani   pułapkę?   -   wtrącił 

Mason, gdy się zawahała.

Jej spojrzenie złagodniało.

-Mówiąc   otwarcie,   panie   Mason   - 

powiedziała - Ja... raczej nie zamierzam 

do niczego się przyznawać.

-Chciałem   tylko   zorientować   się   w 

sytuacji - wyjaśnił Mason. - Nie chcę 

omawiać   czegokolwiek   bez   pani 

adwokata.

-Sama siebie reprezentuję. To zapewne 

oznacza, że moim

background image

klientem jest głupiec, lecz mój adwokat 

nie pochwalał rzeczy, które zaplanowałam.

-Były aż tak złe?

-Nawet   gorzej...   Widzę,   że   pański 

klient   zmierza   w   naszą   stronę,   mając 

nadzieję   przyłączyć   się   do   rozmowy. 

Radzę trzymać go z dala.

-Dlaczego?   Już   przełamała   pani   lody, 

częstując go kawą. Pamięta pani?

-Oczywiście,   że   pamiętam,   i   do   pana 

prywatnej   i   wyłącznej   wiadomości, 

panie   Mason,   to   była   cześć   mojego 

planu. Nawet najbardziej zatwardziały 

grzesznik   nie   wytrzyma   aromatu 

porannej   kawy.   Według   prawa 

inicjatywa należy do mnie. Kiedy sama 

zechcę porozmawiać z pana klientem, 

porozmawiam z nim. Ale on nie może 

przejąć   inicjatywy   i   odezwać   się   do 

mnie lub do moich gości. Kiedy zrobi 

coś   więcej   niż   rzucanie   pożądliwych 

spojrzeń w naszą stronę, oskarżę go o 

złamanie nakazu sądowego.

-Aż tak go pani nienawidzi?

-Aż tak nienawidzę mojego męża, a to 

jedyny   sposób   na   wyrównanie   z   nim 

rachunków   i   zdobycie   tego,   czego 

chcę.

Do Masona podszedł Morley Eden.

-Przepraszam cię, Peny, ale...

-Jeszcze   chwilę   -   prawnik   uciszył   go 

ruchem dłoni.

-Pomyślałem - nie rezygnował Eden - 

że   skoro   ty   się   zaprzyjaźniłeś,   mogę 

przynajmniej porozmawiać z tobą.

background image

-Och,   oczywiście,   możesz   rozmawiać 

ze mną - odparł Mason z błyskiem w 

oku.  - To  twój  dom  i  leży  na  twoim 

terenie, tak więc możesz rozmawiać z 

każdym po tej stronie ogrodzenia.

-Przekaż   tej   młodej   damie   -   zaczął 

Eden   -   że   dopóki   nie   zostaną 

rozwiązane   prawne   komplikacje, 

chciałbym żyć z nią w zgodzie.

Mason zwrócił się do pani Carson.

background image

-Mój klient chce, bym zapewnił panią, 

że nie żywi urazy.

-Możesz   jej   także   wyjaśnić   -   ciągnął 

Eden   -   że   przyjemność,   jaką   czerpie 

samotny   mężczyzna,   oglądając   młodą 

kobietę   tak   piękną   jak   pani   Carson 

wypoczywającą   przy   basenie,   więcej 

niż   kompensuje   niedogodności 

spowodowane drucianym ogrodzeniem 

pośrodku   jego   salonu.   Możesz   jej 

również   przekazać,   że   jeśli   tylko 

zechce   zanurkować   pod   drutem   i 

skorzystać   z   trampoliny   po   mojej 

stronie basenu, ugoszczę ją z radością.

Vivian Carson zmierzyła go wzrokiem, 

po   czym   gwałtownie   odwróciła   się   do 

Perry’ego:

-Chyba   powinien   pan   poradzić 

swojemu   klientowi,   panie   Mason,   że 

każda   próba   zaprzyjaźnienia   się   z 

wrogiem będzie uznana za obrazę sądu.

-Proszę   powiedzieć   -   wtrącił 

pośpiesznie   Morley   Eden   -   że   nie 

uważam   i   nie   chcę   uważać   jej   za 

wroga. Doceniam to, co próbuje zrobić 

i   rozumiem,   że   wyrządzono   jej 

krzywdę.

Vivian   Carson   odchodziła   już,   jednak 

na   te   słowa   zwróciła   się   w   ich   stronę   z 

wdziękiem tancerki. Wyciągnęła rękę między 

dwoma pasmami drutu i powiedziała:

-   Przepraszam,   panie   Eden.   Dobry   z 

pana człowiek. Chciałam utrudnić panu życie, 

a pan nadal jest miły.

Eden uścisnął jej dłoń, mówiąc:

background image

-Dziękuję,   pani   Carson.   Myślę,   że 

możemy   podać  sobie  dłonie,  jeżeli  to 

pani ręka znajduje się po mojej stronie 

ogrodzenia.

-Właśnie tak - Vivian uśmiechnęła się. 

-   Jednak   pod   wpływem   impulsu 

zepsułam   mój   plan.   Ostrzegam   pana, 

panie   Eden,   że   zamierzam   dobrać   się 

mojemu   mężowi   do   skóry   za   to,   co 

zrobił, a tak się składa, że znalazł się 

pan na linii ognia.

-Zakładam - wtrącił się Mason - że sąd 

nie   zostanie   powiadomiony   o   tej 

wymianie uprzejmości?

background image

-A jaki w tym sens? - spytała Vivian. - 

Zachowałam twarz. To ja przełamałam 

lody.   Ma   pan   naprawdę   miłych 

klientów,   panie   Mason.   Jednak   to 

ogrodzenie   pozostanie   i   wierzę,   że   z 

czasem   tak   bardzo   uprzykrzy   się   ono 

panu   Edenowi,   że   przystąpi   do 

zdecydowanych działań.

-Przetnie druty? - zapytał Mason.

-Nie   ważne,   co   zrobi.   Cokolwiek 

uczyni, będzie to pogwałceniem nakazu 

sądu, a kiedy skończy się nasz czasowy 

rozejm,   panie   Eden,   ostrzegam,   że 

każda   próba   zbliżenia   się   do   moich 

przyjaciół po tej stronie drutu zostanie 

uznana za złamanie prawa.

-To   kłopotliwa   sytuacja   -   stwierdził 

Eden. - Rozumiem teraz męki Tantala.

-Jeszcze   nic   pan   nie   widział   - 

powiedziała.   -   Niech   pan   poczeka... 

Och, niech pan tylko poczeka;

-Jakoś to przeżyję - obiecał Eden.

-Mój   klient   zamierza   zainstalować 

elektryczne organy - wtrącił z powagą 

Mason. - Będzie często grał po nocach.

-Super! - oceniła Vivian Carson, a w jej 

oczach   rozbłysły   iskierki.   -   Ponieważ 

zamierzam   brać   lekcje   gry   na   trąbce. 

Mój   nauczyciel   pracuje   w   orkiestrze. 

Powiedział, że może przychodzić tylko 

w   nietypowych   godzinach,   a   ja   go 

zapewniłam, że nie ma problemu.

-Myślę   -   rzucił   Eden,   mrugając   -   że 

mam   dobry   plan:   darujemy   sobie 

muzykę,   pani   Carson,   i   zastąpimy   ją 

background image

młotami i szczypcami do drutu.

-To będą naprawdę młoty i szczypce - 

powiedziała,   powtórnie   podając   rękę 

Edenowi. - Chodź, Helen.

Helen przepchnęła dłoń przez druty.

-Wzywają   mnie,   panie   Mason   - 

powiedziała.   -   Naprawdę   miło   było 

pana poznać.

-Być   może   spotkamy   się   znowu,   gdy 

zasieki   nie   będą   tak   ostre   albo   tak 

skutecznie patrolowane.

background image

-Chciałabym   -   zgodziła   się.   -   Może 

razem moglibyśmy pokonać te zasieki.

-Może - powiedział Mason.

Vivian   Carson   delikatnie,   lecz 

zdecydowanie wzięła ją za rękę i pociągnęła w 

głąb pokoju.

Mason zwrócił się do swojego klienta.

-Sędzia Goodwin chce zmusić Loringa 

Carsona   do   ujawnienia   dochodów. 

Liczy   na   to,   że   oskarżysz   go   o 

oszustwo.

-A powinienem? - zapytał Eden.

-Według mnie powinieneś.

-W   takim   razie   zaskarż   go   - 

zdecydował Eden. - Wytocz mu sprawę 

o   wszystkie   szkody,   których 

rekompensaty   możemy   się   domagać. 

Oby było ich jak najwięcej.

-Sprawy   sądowe   wymagają   czasu   i 

pieniędzy.

-Skróć czas. Mam pieniądze. Ruszaj do 

czynu...   Zabrzmiał   dzwonek   przy 

drzwiach.

-Ktoś dzwoni - stwierdził Eden.

- Proponuję, żebyś zasunął kotarę pod 

arkadą, nim otworzysz.

- Tak zrobię. Jednak kotara nie wytłumi 

dźwięków.

Mason usłyszał głos Vivian Carson.

- Dobrze, dziewczęta. Teraz pokażemy 

pani Sterling bieliznę.

Rozległy się oklaski.

Ku   środkowi   salonu   wystąpiła   starsza 

kobieta i powiedziała:

-   Ostrzegam,   że   trudno   mi   cokolwiek 

background image

sprzedać.   Szukam   rzeczy   koronkowych, 

eleganckich i... pikantnych.

Dwie młode  kobiety wysunęły z rogu 

pokoju ruchomy podest, a potem przysunęły do 

niego   stopnie.   Vivian   Carson   włączyła 

reflektory, kierując je na środek podium.

Na   podest   weszła   modelka   imieniem 

Helenę.

-   Czy   mogę   prosić   o   uwagę, 

dziewczęta? - powiedziała.

background image

-Najpierw   pokażę   wam,   co   sama 

włożyłam. Chyba jest dostatecznie... pikantne. 

- Sięgnęła do zamka w sukience.

Mason dostrzegł, że Vivian ukradkiem 

odsunęła   się   od   gości;   jej   spojrzenie   na 

sekundę   pomknęło   ku   części   pokoju 

okupowanej   przez   Morleya   Edena.   Adwokat, 

podchodząc do ogrodzenia, powiedział:

-Przykro mi, pani Carson, lecz ptaszek 

właśnie wyfrunął.

-O czym pan mówi?

-Morley Eden wyszedł.

-Morley   Eden   nie   ma   z   tym   nic 

wspólnego.

Helenę   spuściła   sukienkę   z   ramion. 

Kreacja opadła  na podłogę. Dziewczyna  dała 

krok   naprzód.   Reflektory   oświetliły   jej 

wspaniałą   figurę,   osłoniętą   jedynie   idealnie 

dopasowanym kostiumem kąpielowym.

-   To   numer   trzynaście   dwadzieścia 

sześć - rozległ się czyjś głos. - Proszę zwrócić 

uwagę  na  muszelkowy  wzór wzdłuż  dolnego 

kraju i...

Z   holu   dobiegł   niemożliwy   do 

pomylenia z czymkolwiek odgłos uderzenia i 

upadającego ciała. Mason pośpiesznie odchylił 

kotarę.   Na   podłodze,   rozciągnięty   jak   długi, 

leżał   Morley   Eden.   Stał   nad   nim   osobnik 

młodszy,   mocno   zbudowany,   z   twarzą 

wykrzywioną wściekłością.

-   Dlaczego...   -   jęknął   Eden.   -   Kim... 

Ja...

Zaczął   zbierać   się   na   nogi.   Obcy 

mężczyzna przygotował się do ciosu.

-Chwileczkę - zawołał Mason. - Co się 

background image

tu dzieje?

-Uderzył mnie - wyjaśnił Eden.

-I   zamierzam   uderzyć   cię   znowu   - 

stwierdził intruz.

- Wstawaj i przygotuj się.

Perry stanął między nimi. - Zaczekajcie 

- powiedział. O co tu chodzi?

- Ty trzymaj się od tego z dala - rzucił 

napastnik – chyba że też chcesz oberwać.

background image

-   Dobrze   -   powiedział   Mason   -   jeżeli 

tak pan to traktuje, ja też chcę oberwać.

Mężczyzna zmierzył wzrokiem ramiona 

adwokata   i   sylwetkę   jakby   wyciosaną   z 

granitu, i zawahał się. Nagle wściekłość w jego 

oczach ustąpiła miejsca zdziwieniu:

-Ależ   pan   jest   prawnikiem!   - 

wykrzyknął. - To pan jest Perry Mason.

-Zgadza się. No więc, o co tu chodzi?

Eden pozbierał się na nogi za plecami 

adwokata.

-   Niech   mnie   uderzy,   kiedy   się   tego 

spodziewam - rzucił. - Niech mnie...

Mason,   wciąż   stojąc   między   nimi, 

rzucił przez ramię:

-Uspokój się, Eden. Najpierw dowiemy 

się, w czym rzecz.

-Powiem   ci,   w   czym   rzecz   -   odparł 

Eden. - On myśli, że jestem Loringiem 

Carsonem i...

-A nie jesteś? - zawołał obcy.

-Ten człowiek nazywa się Morley Eden 

- wyjaśnił  Mason. - A kim pan jest i 

czego pan chce?

-Morley Eden! Ale... co on tutaj robi?

-Kupił   tę   posiadłość   od   Loringa 

Carsona. Więc kim pan jest i czego pan 

chce?

-O   rany,   przepraszam.   Znowu   puściły 

mi nerwy.

-Też tak sądzę - zgodził się Mason. - 

Więc o co panu chodzi?

-Nazywam   się   Norbert   Jennings.   On 

wie, kim jestem.

-Znam   pańskie  nazwisko  -  powiedział 

background image

Eden,   przesuwając   się   tak,   by  osłonić 

Masona.

Prawnik,   widząc,   że   nic   nie   wskazuje 

na powrót ataku wrogości, zaproponował:

-   Wyjaśnijmy   to.   Co   pana   tu 

przywiodło, panie Jennings?

-   Pański   klient   wie   -   rzucił   posępnie 

Jennings.

Eden wyjaśnił:

-   Norbert   Jennings   to   mężczyzna, 

którego   Loring   Carson   wymienił   jako 

kochanka żony.

background image

-Rozumiem - powiedział Mason.

-Nic pan nie rozumie - odparł Jennings. 

- Ten człowiek mnie zrujnował. On i ta 

jego   cholerna   blaszana   odznaka,   ten 

poroniony prywatny detektyw.

-Śledził pana? - zapytał Mason.

-Śledził   Nadine   Palmer   -   odparł 

Jennings.

-To była pomyłka - wtrącił się Eden. - 

Carson   miał   wskazać   swoją   żonę 

LeGrande   Daytonowi,   detektywowi. 

Ale detektyw pomylił się i uważał, że 

ma śledzić panią Palmer.

-Ot   i   cała   historia   -   podsumował 

Jennings.  -   W  moim   życiu   na   pewno 

udało się im namieszać.

-A co się stało? - spytał Mason.

-Co się stało?! - powtórzył Jennings. - 

Rozsmarowali   moje   nazwisko   we 

wszystkich kartotekach sądowych.

-Czy wymieniono je też w prasie?

-No jasne. Jestem osłem roku. Śmieją 

się   ze   mnie   w   klubie,   na   polu 

golfowym,   wszędzie.   Doszło   do   tego, 

że wolę nie wychodzić z domu.

-A mąż Nadine Palmer?

-Ona   nie   ma   męża.   Rozwiedli   się   - 

wyjaśnił Jennings. - Dobra, mamy się 

ku   sobie.   Spotykałem   się   z   nią   w 

różnych   miejscach.   Niech   pan   mi   nie 

mówi,   że   nie   powinienem,   bo   nie 

jestem   w   nastroju   do   wysłuchiwania 

kazań.

-Pan nie jest żonaty? - zapytał Mason. 

-Nie.

background image

-Więc czemu się pan rzuca?

- Bo ten łobuz, Loring Carson, zrobił ze 

mnie   pośmiewisko.   Wystarczyło   zostać 

przyłapanym. Rozeszło się, że umawiam się z 

Vivian   Carson.   Potem   okazało   się,   że   nie 

chodziło o nią, ale o Nadine Palmer. Zrobili z 

tego  zabawną  anegdotę,   a nikt   nie  wychodzi 

cało z anegdot. Każdy śmieje się i współczuje 

kobiecie, a taka kobieta jak Nadine nie ścierpi 

współczucia.   Przyszedłem   tu   powiedzieć 

Loringowi Carsonowi, jaki z niego drań. Ten 

facet   otworzył   drzwi,   zapytał,   kim   jestem   ja 

odpowiedziałem, a on oniemiał. Więc pewnie 

trafił   mnie   szlag.   To   znaczy   naprawdę   trafił 

mnie szlag. Puściły mi nerwy.

-Zaskoczyłeś   mnie   tym   ciosem   - 

wtrącił Eden. - Ty...

-Niczym cię nie zaskoczyłem - odparł 

Jennings. - Jeżeli podajesz kogoś jako 

współwinnego w sprawie rozwodowej, 

możesz spodziewać się, że oberwiesz w 

ucho.

-Ale ja nikogo nie podawałem.

Jennings   powoli   rozciągnął   wargi   w 

uśmiechu.

-   Dobra,   przepraszam.   Ma   pan   tu 

adwokata.   Powiedz,   jakiej   chcesz 

rekompensaty za cios w ucho i wypiszę czek. 

Razem z nim składam przeprosiny.

Eden przemyślał ofertę.

- I co? - zapytał Mason.

Eden uśmiechnął się posępnie i potarł 

szczękę.

-Skoro tak pan to stawia - powiedział - 

nic   nie   chcę.   Potrafię   postawić   się   w 

background image

pańskim położeniu. Nie jest pan nawet 

w połowie tak wściekły na Carsona jak 

ja.   Kiedy   go   pan   spotka,   proszę 

przekazać   mu   ten   cios   i   dodać   drugi 

ode mnie.

-Na   pewno   go   spotkam   -   obiecał 

Jennings. - Wszawy kundel!

-A   co   z   Nadine   Palmer?   -   zapytał 

Mason. - Co ona o tym myśli?

-Nie   mam   pojęcia.   Kiedy   do   niej 

dzwonię, odkłada słuchawkę.

-Próbował się pan z nią zobaczyć?

-Widziałem   się   z   nią,   ale   nigdzie   nie 

wyszliśmy z obawy że każdy spotkany 

reporter w mieście miałby swój dzień, 

pisząc dwuznaczny artykuł  o kobiecie 

w zielonym kostiumie.

-Czy   mogę   spytać,   o   czym 

rozmawialiście? Ogólnie?

-Nie może pan. To nie pański cholerny 

interes.

-Oczywiście, jeżeli nie jest mężatką... - 

zaczął Mason.

-Ale   jest   przemiłą   dziewczyną   - 

przerwał ze złością

background image

Norbert   Jennings   -   i   niech   pan   nie 

próbuje   ze   mną   swoich   sztuczek.   Jest 

człowiekiem i ma uczucia, a także swoją dumę 

i nazwisko. Zawsze była ogromnie popularna, 

a teraz, gdy tylko gdzieś wchodzi między ludzi, 

brwi   unoszą   się   w   górę...   Niech   szlag   trafi 

Carsona! Jeśli tylko go dopadnę, to...

-Spokojnie - wtrącił  Mason. - Groźby 

mogą stać się dość drogim luksusem.

-I   dobrze   -   odparł   Jennings.   -   Mam 

pieniądze.   Stać   mnie   na   opłacenie 

luksusów, na jakie mam ochotę. A w tej 

chwili   mam   ochotę   na   groźby. 

Powtórzę.   Jeśli   kiedykolwiek   dopadnę 

Loringa Carsona, ten parszywy kundel 

będzie   błagał   o   przebaczenie.   Mam 

zamiar...

-Może   pan   żądać   prawnej 

rekompensaty - zauważył Mason.

-Prawna   rekompensata,   też   coś... 

Mógłbym podać tę wesz do sądu, ale co 

by   mi   z   tego   przyszło?   Po   pierwsze, 

gdyby miał jakieś pieniądze, ja bym ich 

nie chciał. Nie tknąłbym trzymetrowym 

kijem ani jednego centa od tego faceta. 

Poza tym nie wyciśnie się krwi z rzepy.

-A rozważał pan możliwość, że Carson 

ukrył   swoje   pieniądze?   -   zapytał 

Mason.

-Mówiłem   panu,   że   forsa   mnie   nie 

interesuje.   Mam   własną!   Mam   tyle 

kasy,   ile   potrzebuję,   a   nawet   więcej. 

Dotychczas nie przyniosła mi szczęścia. 

Ja...   do   diabła   z   tym!   Przepraszam, 

Eden. Stoisz po tej samej stronie, co ja. 

background image

Naprawdę przykro mi, że cię walnąłem.

Wyciągnął   impulsywnie   dłoń,   a   gdy 

Eden   ją   uścisnął,   odwrócił   się   i   bez   słowa 

wyszedł.

-No cóż - Eden potarł szczękę - sprawa 

komplikuje się coraz bardziej.

-Na   dodatek   mogę   ci   powiedzieć   - 

zaczął   Mason   -   że   pani   Sterling, 

najwyraźniej osoba z branży tekstylnej, 

ogląda   teraz   pokaz   bielizny   w   twoim 

salonie.

background image

-Diabli   nadali   -   uśmiechnął   się   Eden 

szeroko.   -   Pewnie   wszystko   zostało 

ukartowane.

-Tak   przypuszczam   -   zgodził   się 

Mason.

-Jak daleko się posunęły?

-Pierwsza   modelka   miała   na   sobie 

kostium   kąpielowy.   Zrobiła   coś   w 

rodzaju striptizu na podium i...

-No, no - przerwał  mu  Eden.  - Może 

moja sytuacja ma pewne zalety.

-Hej, spokojnie. Niezależnie od tego, co 

sobie   myślisz,   to   tylko   przynęta,   i 

chociaż   nie   wiem   jeszcze,   gdzie   jest 

haczyk, nie radzę ci jej chwytać.

-To znaczy się, że mam nie patrzeć?

-Cóż - Mason uśmiechnął się - myślę, 

że będziemy zmuszeni patrzeć.

-Aha.   Jako   mój   adwokat   zamierzasz, 

jak   sądzę,   ze   względów   czysto 

zawodowych, przedłużyć swoją wizytę. 

A więc chodźmy.

Eden   odsunął   kotarę,   przedzielającą 

salon.

Po drugiej stronie kolczastego drutu, na 

podium, obracała się wolno piękna modelka w 

bieliźnie.   Vivian   Carson   stała   w   rogu   i 

obserwowała   -   nie   modelkę   -   lecz   arkadowe 

przejście.

A   kiedy   tylko   w   pokoju   pojawili   się 

Mason i Eden, chwyciła skraj tkaniny i skinęła 

ku młodej kobiecie na drugim końcu pokoju. 

Podeszły

 

do

 

siebie,

 

rozsuwając 

zaimprowizowane   zasłony,   które   zacięły   się 

kilkakrotnie,   lecz   wreszcie   odsłoniły   drugą 

background image

część salonu.

- A więc dlatego przeciągnęły sznur nad 

drutami – powiedział Eden.

Mason   uśmiechnął   się   szeroko:   -   jak 

widać   Vivian   Carson   myśli   o   wszystkimi   - 

zauważył.

- Najwyraźniej - zgodził się Eden. - I 

pewnie   gdybym   choć   wsadził   palec   przez 

ogrodzenie, by poszerzyć szparę w zasłonie...

background image

-   Byłbyś   winny   obrazy   sądu   - 

dokończył Mason.

Eden westchnął.

-Cóż,   pozostaje   nam   jedynie   znaleźć 

nocny klub z dobrym stripteasem.

-W   tych   okolicznościach   wydaje   mi 

się, że nie mam już z tobą nic więcej do 

omówienia - stwierdził Mason.

Eden   roześmiał   się.   -   Jedno   pytanie, 

Mason.

- Tak?

Gdyby nie było tu tej zasłony i pokaz 

mody   trwał   dalej,   czy   wystawiłbyś   mi 

rachunek   za   czas   spędzony   na   oglądaniu 

przedstawienia?

-No jasne. Wpisałbym to do rozliczeń 

jako „konferencję z klientem”.

-Chyba zająłem się nie tym zawodem, 

co trzeba  - Eden wyszczerzył  zęby.  - 

Jak   sądzisz,   co   ta   kobieta   wymyśli 

następnym razem?

-Tego   nawet   nie   będę   próbował 

przewidzieć.

 

Przygotowałem 

oskarżenie,   które   musisz   sprawdzić, 

zanim   pojutrze   wniesiemy   sprawę   o 

oszustwo   do   sądu.   Wpadnij   koło 

dziesiątej   do   biura,   żeby   podpisać 

dokumenty.   Potem   zajmiemy   się 

Carsonem.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Peny Mason chodził tam i z powrotem 

po  swoim   gabinecie.   Wyjrzał   przez   okno   na 

poranne   słońce,   zerknął   na   zegarek   i 

zniecierpliwiony odwrócił się do sekretarki:

-Jak   stoimy   z   przygotowaniem 

oskarżenia o oszustwo?

-Maszynistka   skończy   je   przepisywać 

za piętnaście minut.

-Chcę   złożyć   je   do   sądu   zaraz   po 

dziesiątej.   Gdzie   jest   Paul   Drakę? 

Jeszcze nie przyszedł?

-Chyba   nie.   Do   świtu   pracował   nad 

jakąś   sprawą.   Zostawiłam   dla   niego 

wiadomość,   że   ma   się   z   tobą 

skontaktować, jak tylko wróci.

-To  najgorsze   w  prowadzeniu  agencji 

detektywistycznej.   Nie   można 

zaplanować sobie czasu. Ale mimo to... 

- marudził adwokat.

Przerwał,   gdy   ktoś   w   umówiony 

sposób   zastukał   kłykciami   w   drzwi   łączące 

jego gabinet z korytarzem.

- To Paul. Wpuścisz go?

Della Street otworzyła drzwi.

Paul   Drakę,   szef   Agencji 

Detektywistycznej   Drake’a,   wyglądał   na 

zmęczonego.

-Cześć   -   przywitał   się.   -   Piękny 

poranek jak na tę porę roku, prawda? 

Jeżeli,   rzecz   jasna,   interesują   was 

piękne jak na tę porę roku poranki.

-Interesują - zapewnił go Mason.

background image

-Tego   się   obawiałem.   Mnie   osobiście 

nie. O co chodzi?

-Zaraz   po   dziesiątej   wnoszę   sprawę 

Morley   Eden   przeciwko   Loringowi 

Carsonowi.   To   będzie   solidne 

oskarżenie.

-Z powództwa cywilnego?

-Tak  jest.  Chodzi  o  oszustwo.  Loring 

Carson   twierdził,   że   ma   prawo   do 

pewnej   posiadłości,   że   posiada 

dowody, które zbiją pozew o rozwód, 

jaki   złożyła   jego   żona,   że   może 

dowieść   jej   niewierności   i   że   dwie 

działki wchodzące w skład majątku są 

ich wspólną własnością, a żona nie ma 

odrębnych udziałów w żadnej z nich.

-I   wszystko   to   było   oszustwem?   - 

zapytał Drake.

-I   to   jakim!   Nie   usłyszałeś   nawet 

połowy.   Carson   kłamał   w   całej 

sprawie.   Co   więcej,   celowo   lub 

przypadkiem   kazał   detektywowi 

śledzić inną kobietę. Jej romans stał się 

podstawą   zarzutów,   jakie   Carson 

postawił swojej żonie. Ponadto panuje 

ogólne   przekonanie,   że   chomikował 

gdzieś  swoje dochody,   zamieniając  je 

na gotówkę. Najwyraźniej od jakiegoś 

czasu   widział,   co   nadchodzi   i 

przygotowywał się, by ukryć pieniądze 

i   zwiać,   jeśli   będzie   musiał.   Sędzia 

Hewitt   L.   Goodwin,   który 

przewodniczył   sprawie   rozwodowej, 

jest   o   tym   przekonany.   Chciałby 

rozwikłać aferę i ucieszyłby się, gdyby 

background image

odkrył, gdzie Carson ukrył forsę.

-Wytaczasz sprawę o oszustwo?

-Tak jest. Zaraz potem wniosę o zajęcie 

majątku   Carsona.   Przepytam   go   pod 

przysięgą. Szczególnie interesują mnie 

nieujawnione dochody w gotówce.

-A co ja mam robić?

-Przede   wszystkim   chcę,   żebyś 

zlokalizował   Carsona.   Potem 

zatrudnisz   kogoś,   żeby   go   śledził. 

Gdyby próbował zwiać, kiedy dostanie 

wezwanie   do   sądu,   chciałbym 

wiedzieć,   dokąd   pojedzie.   Muszę 

wiedzieć   jak   najwięcej   o   jego 

przeszłości.   Wówczas   trudno   mu 

będzie   skłamać   na   pytania   zadawane 

przed sądem.

-Co na przykład chciałbyś wiedzieć?

-Na   przykład,   gdzie   mieszkał,   czy 

używał innych nazwisk, czy ma konta 

bankowe   na   inne   nazwiska,   czy   ma 

depozyty   bankowe   i   tak   dalej. 

Prawdopodobnie

 

Carson

 

ma 

przyjaciółkę. Jest hostessą w jednym z 

nocnych kasyn w Las Vegas. Nazywa 

się Genevieve Honcutt Hyde, i Carson 

często się z nią spotykał. Twierdzi, że 

właśnie w Las

background image

Vegas przegrał sporo pieniędzy. Jednak 

sędzia   Goodwin   uważa,   że   Carson   zamienia 

wszystko na gotówkę i gdzieś chowa. Musimy 

to odkryć.

-Odkrycie takich rzeczy jest właściwie 

niemożliwe - zauważył Drakę.

-Miałeś ciężką noc?

-Ciężką  noc i ciężki  ranek - przyznał 

Drakę   z   krzywym   uśmiechem.   - 

Poszedłem   spać   o   trzeciej.   Słońce 

wzeszło   błyskawicznie.   Jednak   nawet 

jeśli mam za sobą ciężką noc, trudno 

udowodnić, czy ktoś przegrywał w Las 

Vegas, czy nie, co usprawiedliwia mój 

pesymizm.   Dobra,   Perry,   zobaczę,   co 

mogę zrobić. Wiesz może, gdzie znajdę 

tego Carsona?

Zanim   Mason   zdążył   odpowiedzieć, 

zadzwonił  telefon  na biurku Delii.  Podniosła 

słuchawkę.

- Tak, Gertie? Co?... Kto?... Zaczekaj, 

Gertie.

Zakryła mikrofon dłonią i powiedziała:

-   W   biurze   jest   pan   Loring   Carson. 

Chce zobaczyć się z tobą w sprawie wielkiej 

wagi.

Mason uśmiechnął się szeroko.

-Mówimy o wilku, a wilk już tu. Stań 

w   drzwiach,   Perry.   Wyjdziesz,   gdy 

pojawi   się   Carson.   Będziesz   miał 

okazję   go   obejrzeć   i   potem   już   bez 

trudu go rozpoznasz.

-I   jednocześnie   on   obejrzy   mnie   - 

zauważył   Drakę.   -   Jeśli   pozwolisz, 

przyjrzę   mu   się   z   korytarza,   kiedy 

background image

będzie wychodził. Dopilnuj tylko, żeby 

wyszedł   tymi   drzwiami,   i   kiedy   to 

zrobi,   powiedz:   „Żegnam,   panie 

Carson” albo „To wszystko,  co mogę 

dla pana zrobić, panie Carson” lub coś 

w   tym   stylu.   Powiedz   głośno   jego 

nazwisko.

Mason   skinął   głową   i   zwrócił   się   do 

panny Street:

- Wprowadź pana Carsona do gabinetu, 

dobrze? 

Paul   Drake   wyślizgnął   się   po   cichu 

drzwiami prowadzącymi na korytarz.

Po chwili Della wróciła. Przytrzymała 

drzwi przed krępym mężczyzną. Wpakował się 

do środka pewny siebie, z wyciągniętą ręką.

- Panie Mason! - rzucił.

Mason skinął głową i po krótkiej chwili 

przyjął wyciągniętą dłoń.

-Jestem   Loring   Carson.   Trochę   pieką 

mnie uszy. Pewnie mówił pan, jaki ze 

mnie drań, co?

-Nie   sądzę,   by   moja   osobista   opinia 

liczyła się w tej sprawie, panie Carson. 

Muszę   zaznaczyć,   że   reprezentuję 

stronę   przeciwną   i   że   mój   klient 

podejmie wszelkie kroki, jakie uznam 

za konieczne w jego obronie.

Carson roześmiał się.

-To   bardzo   dyplomatyczny   sposób 

przedstawienia sprawy, panie Mason - 

stwierdził. - Załóżmy, że utniemy sobie 

małą   pogawędkę,   a   może   na   koniec 

uzna   pan,   że   nie   ma   ochoty 

podejmować   kroków,   o   których   pan 

background image

wspomniał.

-Nie powinienem rozmawiać z panem - 

odparł   Mason.   -   Jest   pan   stroną 

przeciwną   w   sprawie   i   jeżeli   w   tej 

chwili nie ma pan adwokata, powinien 

pan   go   zatrudnić.   Chętnie   z   nim 

porozmawiam. Z panem nie.

-Och, dajmy sobie spokój z gadaniem o 

etyce   zawodowej   -   rzucił   Carson.   - 

Sam jestem kapitanem mojego statku. 

Jeżeli zatrudnię adwokata, będzie robił, 

co mu każę.

-Mimo   to   nadal   nie   chcę   z   panem 

rozmawiać.

-Ale nie spróbuje pan mnie wyrzucić, 

co?

-Mogę to zrobić.

-Cóż,   dopóki   pan   tego   nie   zrobi,   ja 

będę   mówił.   W   gruncie   rzeczy   nie 

mam   adwokata.   Wyrolował   mnie. 

Powiedział,   że   wprowadziłem   go   w 

błąd   i   postawiłem   w   sytuacji   nie   do 

zaakceptowania.

-Rozumiem  -  rzucił  niezobowiązująco 

Mason.

-A   tak   naprawdę   wcale   go   nie 

okłamałem   -   ciągnął   Carson.   - 

Zamieszania narobił ten głupi prywatny 

detektyw,   którego   wynająłem.   Gość 

nazwiskiem LeGrande

background image

Dayton. Jeżeli on jest detektywem,  to 

ja jestem niańką. Chciał, żebym wskazał mu 

moją   żonę.   Przecież   nie   można   podejść   z 

prywatnym detektywem do kobiety i dotknąć 

ją   palcem:   „To   ta.   Cześć,   kochanie,   jak   się 

masz?”   Żona   odpowiedziałaby:   „O   co   tu 

chodzi? Kim jest ten facet obok ciebie?” A ty: 

„Och,   taki   tam,   chciał   wiedzieć,   jak 

wyglądasz,   więc   powiedziałem,   że   cię 

pokażę”.

Carson   odrzucił   głowę   do   tyłu   i 

wybuchnął śmiechem.

-Takie   rzeczy   trzeba   załatwiać 

rozsądnie,

 

Mason.

 

Kazałem 

detektywowi   śledzić   kobietę   w 

ciemnozielonym   kostiumie,   która 

właśnie wyszła z budynku i stanęła na 

skraju chodnika. Potem schowałem się 

za przednim siedzeniem. Chodziło mi o 

wewnętrzny   brzeg   chodnika.   A   on 

uznał,   że   mówię   o   kobiecie   na 

zewnętrznym.   Przynajmniej   tak   teraz 

mówi.

-A więc śledził niewłaściwą kobietę? - 

zapytał Mason.

-Właśnie.   Zgromadził   pokaźne   akta. 

Spytał,   czy   potrzebuję   dowodów 

rzeczowych i czy ma robić zdjęcia, ale 

nie chciałem przesadzać. I tu zrobiłem 

spory   błąd   -   odkryłbym,   że   detektyw 

śledzi   niewłaściwą   kobietę.   Miał 

wszystkie   dowody:   fotokopie 

rachunków z motelu i tak dalej. Więc 

ruszyłem   do   boju   -   i   niech   mi   pan 

wierzy, solidnie przetrzepali mi skórę.

background image

-Nadal nie chcę omawiać z panem tej 

sprawy,   panie   Carson.   Będzie   pan 

potrzebował adwokata.

-Nie   potrzebuję   prawników   -   rzucił 

Carson.   -   Współczuję   Edenowi. 

Wszystko,   co   mu   powiedziałem, 

powiedziałem   w   dobrej   wierze.   Nie 

było   w   tym   żadnego   oszustwa.   Nic 

naruszyłem jego zaufania. Działaliśmy 

ramię w ramię.

-Nie   będę   o   tym   z   panem   mówił   - 

powiedział Mason.

-Nie mówi pan ze mną, to ja mówię do 

pana. I jeszcze coś panu powiem, panie 

Mason.   Lepiej   niech   pan   wstrzyma 

swoje konie. Wyprostuję całą aferę, ale 

nie   chcę,   żeby   oskarżał   mnie   pan   o 

oszustwo.   Niech   pan   zrozumie,   to 

ważne.   Akurat   prowadzę   delikatne 

negocjacje.   Nie   chcę   z   nikim   się 

procesować.

-To, czego pan chce, to niekoniecznie 

to   samo,   czego   chce   mój   klient   - 

zauważył   Mason.   -   W   obecnych 

okolicznościach   muszę   robić   to,   co 

uznam za najlepsze dla mojego klienta.

-To właśnie panu mówię - powiedział 

Carson.   -   W   najlepszym   interesie 

pańskiego   klienta   jest   współpraca   ze 

mną, a nie jakieś sądowe spory.

-Chciałbym   zadać   panu   kilka   pytań   - 

zaczął Mason

-   ale   poczekam,   aż   zostanie   pan 

zaprzysiężony   i   będzie   miał   własnego 

adwokata.

background image

-No   jasne.   Pewnie   rozmawiał   pan   ze 

starym twardogłowym Goodwinem. To 

przecież skamielina! Gdyby pan tylko 

widział,   jak   Vivian   okręciła   go   sobie 

wokół palca. Jak się trochę pomieszka 

z   kobietą,   można   ją   dobrze   poznać. 

Doskonale   widziałem,   co   robiła   i   jak 

przemyślała   sobie   całą   kampanię: 

trzepotała   rzęsami,   zakładała   nogę   na 

nogę,   rzucała   staremu   prykowi 

spojrzenie   zranionej   sarenki   -   idealny 

obraz skrzywdzonej kobiety. Goodwin 

posłałby   mnie   do   więzienia,   gdyby 

tylko   mógł.   Rany,   naprawdę   zrobiła 

przedstawienie!

-Nie   zamierzam   omawiać   z   panem 

rozprawy rozwodowej, panie Carson - 

stwierdził Mason. - O ile jednak wiem, 

pańska   żona   wspomniała   o   innej 

kobiecie.

-I   co   z   tego?   Niczego   mi   nie 

udowodnili,   same   wnioski   bez 

pokrycia. Genevieve Honcutt Hyde jest 

moją przyjaciółką, i to wszystko. Jasne, 

że   Vivian   coś   podejrzewała,   ale 

niczego   nie   mogła   udowodnić. 

Spędzałem sporo czasu w Las Vegas, 

ale   interesował   mnie   tylko   hazard. 

Spotkałem   tam   tę   dziewczynę, 

polubiłem ja i wychodziliśmy razem - 

czasem   na   obiad   w   nocnym   klubie, 

czasem   jechaliśmy   na   przejażdżkę 

samochodem...   Dobry   Boże,   przez 

ostatnie   miesiące  naszego  małżeństwa 

Vivian   zachowywała   się   jak   góra 

background image

lodowa. I co według niej miał  zrobić 

mężczyzna?   Przez   cały   dzień   ciężko 

pracowałem, walcząc z problemami na 

budowie, kłóciłem się z kontrahentami, 

a   potem   wracałem   do   domu   na 

spotkanie z jednoosobowym komitetem 

powitalnym o zmrożonej twarzy, który 

zaczynał wypominać mi różne sprawki, 

jeszcze zanim zamknąłem drzwi!

-   Kilkakrotnie   uprzedzałem,   że   nie 

zamierzam   omawiać   z   panem   tej   sprawy   - 

powiedział Mason wstając z krzesła.

-   I   żeby   uniknąć   nieporozumień, 

proponuję, by opuścił pan mój gabinet. Proszę 

skorzystać z drzwi na korytarz.

-Dobra - odparł Carson. - Niech mnie 

pan   wyrzuci.   Pomyślałem,   że   mogę 

wpaść   na   przyjacielską   pogawędkę   z 

panem   i   być   może   Morleyem   i 

wyprostować sprawy.

-Jeśli chce pan rozmawiać z Morleyem 

Edenem,   prawo   tego   nie   zabrania   - 

zauważył Mason.

-Och,   do   diabła   z   wami   oboma   - 

zawołał   Carson,   zmierzając   w   stronę 

drzwi.   -   Pójdziecie   swoją   droga,   a   ja 

swoją.

Otworzył   drzwi   gwałtownie,   aż 

skrzypnęły.

-Żegnam,   panie   Carson   -   zawołał   za 

nim Mason.

-Żegnam   pana,   panie   Mason   - 

odkrzyknął Carson.

-

 

Próbowałem

 

z

 

panem 

współpracować,   ale   nic   z   tego   nie   wyszło. 

background image

Teraz,   jeśli   będzie   pan   chciał   mnie   znaleźć, 

będzie pan musiał urządzić polowanie.

Przecisnął swoje szerokie ramiona pod 

framugą i głośno tupiąc odszedł korytarzem.

Paul   Drakę,   na   pozór   zmierzający   do 

toalety, rzucił okiem na rozwścieczoną postać.

-Zachwycająca   osobowość   -   oceniła 

Della Street, kiedy zamknęły się drzwi. 

- Wyobraź sobie małżeństwo z czymś 

takim.

-Na   pewno   ma   swoje   zalety   - 

powiedział z zastanowieniem Mason - 

ale lubi narzucać się i kiedy ludzie nie 

są   pod   jego   wrażeniem,   staje   się 

niezbyt przyjemny.

background image

Kiedy   w   małżeństwie   mija   pierwsza 

fascynacja,   dwoje   ludzi   może   błyskawicznie 

wyprowadzić się wzajemnie z równowagi.

-Jest   tak   cholernie   pewny   siebie   i 

despotyczny - zauważyła Della. - Jest... 

- przerwała na dźwięk brzęczyka. - To 

zapewne oznacza, że dział maszynistek 

przygotował   oskarżenie   Eden 

przeciwko Carsonowi.

-Kiedy   zjawi   się   Morley   Eden,   by 

podpisać   wniosek   -   powiedział   Perry 

Mason   -   zanieś   dokumenty 

notariuszowi.   A   ja   zamierzam   zrobić 

dobry uczynek.

-Co takiego?

-Chcę   pomóc   kobiecie,   która 

najwyraźniej   dostała   się   w   pole 

obstrzału.

- Myślisz o Nadine Palmer?

Mason przytaknął.

-Może nie powitać cię zbyt chętnie ani 

nie przyjąć twoich dobrych rad.

-To prawda - zgodził się Mason - ale 

przynajmniej powiadomię ją o sytuacji 

- spojrzał na zegarek.

-Jak   tylko   sprawa   zostanie   wniesiona 

do   sądu,   dopadną   nas   dziennikarze. 

Powiedz   panu   Edenowi,   żeby   na 

wszystkie   pytania   reporterów 

odpowiadał, że zaplanował konferencję 

prasową w swoim domu na pierwszą i 

że   fotografowie   będą   mogli   porobić 

tyle zdjęć, ile zechcą. Przekaż mu, że 

dotrę do niego około pierwszej, jeżeli 

zdążę,   i   że   ma   na   mnie   czekać.   Nie 

background image

wolno   mu   otwierać   drzwi   ani 

wpuszczać   nikogo   do   środka,   dopóki 

nie   przyjadę.   Wtedy   poda   wszystkim 

reporterom jedną wersję zdarzeń, a ja 

dopilnuję,   żeby   nie   udzielił   złych 

odpowiedzi.

Della Street, z ołówkiem zawieszonym 

nad   notesem,   podniosła   na   niego   wzrok   i 

skinęła głową.

-   Podpiszę   oskarżenie   jako   adwokat 

powoda – ciągnął Mason. - Kiedy swój podpis 

złoży   Eden   i   papiery   dotrą   do   notariusza, 

wyślij je do sądu.

background image

-Czy mogę zasugerować coś jako twoja 

sekretarka? - spytała Della.

-Strzelaj.

-Powinieneś   obciąć   włosy,   szefie. 

Jeżeli twoje zdjęcia mają znaleźć się w 

gazetach, i skoro zamierzasz odwiedzić 

atrakcyjną rozwódkę, powinieneś...

-Nie   mów   nic   więcej   -   przerwał   jej 

Mason.   -   Zaraz   pobiegnę   obciąć   w 

włosy i zrobię manicure.

-Nie wspominałam o manicure.

-Wiem. To był mój własny pomysł.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Kobieta,   która   uchyliła   drzwi   na 

dźwięk   dzwonka,   była   niezwykle   wysoka, 

zgrabna i wyglądała na niezależną. Zaciskała 

na piersiach poły kąpielowego szlafroka.

-Słucham?   -   spytała   z   niepokojem, 

wcale się z tym nie kryjąc.

-Nazywam   się   Perry   Mason,   jestem 

adwokatem. Ja...

-Och   -   przerwała   mu.   -   Na   pewno 

widziałam   pana   albo   pańskie   zdjęcie. 

To   prawdziwa   przyjemność,   panie 

Mason. Jestem Nadine Palmer, chociaż 

pewnie   pan   to   wie,   skoro   pan 

przyszedł. Jednak nie bardzo nadaję się 

do   przyjmowania   gości.   Właśnie 

brałam   prysznic,   kiedy   rozległ   się 

dzwonek.   Zawahała   się,   potem,   po 

chwili  zastanowienia  podała   mu  rękę. 

W   rezultacie   gest   wydał   się   niemal 

intymny, jakby witała kogoś bliskiego.

-Mogę   wejść   na   chwilę?   -   zapytał 

Mason.

-Nie jestem przygotowana... Och, niech 

pan   wejdzie.   Musi   pan   poczekać,   aż 

coś na siebie włożę.

-   Dziękuję   To   ważne,   inaczej   nie 

przeszkadzałbym pani.

Wszedł za nią do małego, urządzonego 

ze smakiem mieszkania. Wskazała mu krzesło 

przy stole.

-O   co   chodzi,   panie   Mason?   Czy 

znalazłam się w jakichś kłopotach?

background image

-A spodziewała się pani kłopotów?

-Miewałam już kłopoty i pewnie będę 

je miała. Jeżeli pan pozwoli, ubiorę się.

-Proszę   -   odparł   Mason.   -  Zaczekam, 

chociaż   nie   mam   zbyt   wiele   czasu. 

Muszę jechać na konferencje prasową. 

Jestem adwokatem Morleya Edena. Na 

wypadek,   gdyby   pani   nie   wiedziała, 

Morley   Eden   kupił   posiadłość   od 

Loringa Carsona...

Jej   oczy   rozbłysły   na   wzmiankę   o 

Carsonie. Zacisnęła

background image

wargi. Zatrzymała  się w pół drogi do 

sypialni i odwróciła twarzą do adwokata.

-A co pan ma wspólnego z Loringiem 

Carsonem? - zapytała niemiłym tonem.

-Nie   złamię   tajemnicy   zawodowej 

zdradzając,   że   zamierzam   wytoczyć 

mu   sprawę  o   straty  wynoszące   około 

trzystu  pięćdziesięciu  tysięcy  dolarów 

wynikłe   z   oszustwa,   żądając   wypłaty 

potrójnego   odszkodowania   oraz 

rekompensaty za szkody moralne.

-Mam nadzieje, że odbierze pan to co 

do centa. Mason uśmiechnął się.

-Najwyraźniej   Carson   nie   należy   do 

pani przyjaciół.

-Ten drań! - rzuciła z pogardą. - Podarł 

na   strzępy   moją   reputację   i   rozniósł 

wszystko po całym mieście.

-Jak rozumiem, stało się to na skutek 

pomyłki, i...

-Pomyłki!   -   warknęła.   -   Nie   było 

żadnej   pomyłki.   Ten   człowiek   chciał 

oczernić swoją żonę, a to, że wciągnął 

w aferę mnie, nie sprawiło mu żadnej 

różnicy.

-Pani nazwisko wymieniono w sądzie?

-Wymieniono?   Carson   rzucał   nim   na 

prawo   i   lewo.   Wniósł   własne 

oskarżenie przeciwko żonie, twierdząc, 

że   ma   romans   z   Norbertem 

Jenningsem,   że   spędzali   razem 

weekendy i że jego żona meldowała się 

w   hotelach   pod   nazwiskiem   Nadine 

Palmer.  A kiedy pani Carson odparła 

oskarżenie,   ten   drań   miał   czelność 

background image

twierdzić,  że to był  zwykły błąd i że 

wynajęty przez niego detektyw śledził 

niewłaściwą   osobę,   że   nieumyślnie 

wskazał   na   mnie,   zamiast   na   swoją 

żonę, że jego żona nie należy do osób, 

które spędzają weekendy w motelach, 

ale że to mnie, Nadine Palmer, śledził 

ów detektyw  w mylnym  przekonaniu, 

że   jestem   Vivian   Carson.   Wyobraża 

pan   sobie,   w   jakim   to   stawia   mnie 

świetle.

Mason   przytaknął   ze   współczuciem. 

Nadine usiadła gwałtownie.

background image

-   Jest   pan   adwokatem,   panie   Mason. 

Widział   pan   już   nie   raz   kobietę   w   szlafroku 

kąpielowym. Ani pan nie ma za wiele czasu, 

ani ja. Przedyskutujmy wszystko i od razu to 

wyjaśnijmy. Niedobrze mi się robi na myśl o 

ludziach! W naszej cywilizacji i tak zwanym 

kodzie   moralnym   jest   więcej   hipokryzji,   niż 

ktokolwiek   przyznaje.   Kiedy   wyszłam   za 

Harveya   Palmera,   byłam,   jak   to   się   mówi, 

„porządną dziewczyną”.  Na tym  polegał  mój 

problem. Niewiele wiedziałam o mężczyznach. 

Zbyt mało o życiu, a właściwie nic o seksie. 

Zanim   zdecydowałam   się   na   rozwód, 

przeszłam   pięć   lat   piekła   i   poniżenia.   Nie 

mieliśmy   dzieci,   więc   nie   byłam   nic   winna 

Harveyowi Palmerowi. Rzuciłam go. Byłam na 

tyle   głupia,   że   nie   zażądałam   alimentów. 

Pracowałam   przed   ślubem   i   potem   wróciłam 

do pracy - tyle że nie byłam już dziewczyną. 

Stałam się kobietą. Jednej prawdy o rozwodach 

nie znajdzie pan w książkach: że dziewczyna 

zmienia się w kobietę.  Może liczyć  tylko na 

siebie.   Odkrywa,   że   małżeństwo   niezupełnie 

przypomina łoże usłane różami, a przecież jak 

każdy   normalny   człowiek   ma   marzenia   i 

aspiracje.   Zostaje   naznaczona.   Na   zawsze. 

Każdy   mężczyzna,   który   zaczyna   się   nią 

interesować, jest doskonale świadom faktu, że 

nie   ma   do   czynienia   z   dziewczyną,   tylko   z 

kobietą, która była mężatką. I odpowiednio ją 

traktuje. Jeżeli ona nie reaguje tak, jak on się 

spodziewa,   jest   „kokietką”.   Mężczyźni   na 

prawo   i   lewo   chwalą   się   swoimi   podbojami. 

Żonaci mają kochanki. Społeczeństwo uznaje, 

że taka jest kolej rzeczy. Ale rozwódka to ani 

background image

ryba,   ani   zwierzyna,   ani   śledź.   Można   ją 

zdeptać.   Kiedy   zjawił   się   ten...   ten 

niewyobrażalny   cham   i   jego   prywatny 

szpicel... Nie wiem, czy szpicel był za głupi, 

by   odróżnić   dwie   kobiety,   ale   wiem   jedno: 

Loring   Carson   był,   jest   i   będzie   draniem. 

Norbert   Jennings   i   ja   byliśmy   bliskimi 

przyjaciółmi. Sądzę, że chciał poprosić mnie o 

rękę   i   w   ówczesnych   okolicznościach 

prawdopodobnie   zgodziłabym   się,   ale   nie 

zamierzałam   wejść   w   drugie   małżeństwo   na 

oślep.

background image

Zrobiłam   to   już   raz   i   nigdy   nie 

powtórzę.   A   teraz   Norbert   uważa,   że   został 

ośmieszony.

-Zmienił   zdanie   i   nie   chce   się   już   z 

panią ożenić? - zapytał Mason.

-Zmienił zdanie? Ależ skąd! Uparł się. 

Wpada do mnie i oświadcza się dwa, 

trzy   razy   dziennie.   Unikam 

odpowiedzi.   A   dlaczego   tak   się 

zachowuje,   panie   Mason?   Ponieważ 

uważa, że to przez niego „dobre imię 

dziewczyny”   zostało   zbrukane. 

Skończyłam   dwadzieścia   jeden   lat. 

Jestem   rozwódką   i   mam   prawo   żyć 

własnym   życiem.   Gdyby   tylko   ludzie 

zostawili   mnie   w   spokoju!   A   jeśli 

chodzi   o   Loringa   Carsona,   życzę   mu 

śmierci...

Odrzuciła głowę do tyłu i potrząsnęła 

nią,   jakby   chciała   pozbyć   się   wszystkich 

przeżytych   nieprzyjemności,   po   czym 

powiedziała:

-Wyplułam jad i pozbyłam się ciężaru. 

Ponieważ zawiniłam, zrzucając na pana 

moje własne problemy, może pan teraz 

wyjaśnić cel swojej wizyty.

-Nic się nie stało - zapewnił ją Mason. 

-   Przyszedłem   tutaj,   żeby   oszczędzić 

pani rozgłosu.

- Jak?

-   Sprawa,   którą   wniosłem   przeciwko 

Loringowi Carsonowi, albo która właśnie teraz 

przedstawiana   jest   sądowi,   wywoła   spory 

rozgłos. Nie wiem, czy słyszała pani o tym, że 

Morley Eden kupił nieruchomość od Carsona.

background image

Pokręciła przecząco głową.

- Chodziło o dwie przyległe działki - 

zaczął wyjaśnienia Mason. - Jedną uznano za 

odrębną   własność   pani   Carson,   drugą,   jako 

własność   wspólną,   przyznano   Loringowi 

Carsonowi. Cały teren kupił Morley Eden za 

godziwą cenę i ma do niego prawo razem z 

częścią   budynku   stojącą   na   drugiej   działce. 

Kontroskarżenie,   które   Carson   wniósł 

przeciwko   swojej   żonie,   wpłynęło   na   dwie 

osoby: na panią i na jego żonę, Vivian.

background image

-Szczerze jej współczuję - oświadczyła 

Nadine Palmer.

-Podobnie jak sędzia Goodwin.

-Jak to rozwiązał? O ile wiem, Carson 

tak   namieszał   w   swoich   finansowych 

sprawach,   że   sąd   nie   mógł   nawet 

zacząć ich rozplątywać.

-Popełnił

  błąd,

 

niedoceniając 

inteligencji sądu - stwierdził Mason.

-To   znaczy,   nie   docenił   inteligencji 

sędziego Goodwina?

-Tak myślę.

-Czy   mogę   zapytać,   jak   się   toczy   ta 

sprawa?

-Dlatego   tu   jestem.   Uznałem,   że 

powinna   pani   to   wiedzieć.   Sędzia 

Goodwin   uważa,   że   kiedy   zbruka   się 

już dobre imię kobiety, bardzo, ale to 

bardzo trudno je oczyścić.

-I   ma   rację!   -   zgodziła   się   gorąco 

Nadine.

-Kiedy   jakaś   historia   dostaje   się   do 

gazety - ciągnął Mason - przypisuje się 

jej   taką   wagę,   z   jaką   potraktują   ją 

czytelnicy.   Na   przykład   artykuł   o 

kobiecie   zdradzającej   męża   i 

przyłapanej   na   tym   przyciąga   sporo 

uwagi. Ale artykuł, że wszystko to było 

pomyłką, nie zainteresuje nikogo.

-Mówi pan teraz o moim przypadku?

-Przeciwnie   -   odparł   Mason.   -   Sędzia 

Goodwin   ma   na   względzie   Vivian 

Carson.   Chciałby,   żeby   informacja   o 

pomyłce Carsona dostała się do gazet. 

Postawił więc mojego klienta w takiej 

background image

sytuacji,   że   musimy   podjąć   określone 

działania. Sędzia sprytnie to obmyślił, 

jednak jedno przeoczył.

-Co takiego?

-Efekt, jaki to wywrze na panią.

-To znaczy?

-Gdy sprawa trafi do sądu, ta komedia 

pomyłek   zainteresuje   reporterów, 

podobnie   jak   fakt,   że   to   pani   została 

wskazana   detektywowi   Carsona   jako 

jego żona.

-Według   mnie   zrobił   to   celowo   - 

stwierdziła.

-Nie w tym rzecz. Chodzi o to, że sporo 

będzie się o tym pisało w prasie.

background image

Chciała   coś   powiedzieć,   lecz   nagle 

dotarło   do   niej   znaczenie   słów   prawnika. 

Otworzyła szeroko oczy.

-To   znaczy,   że   znów   zaczną   pisać   o 

wyprawach do moteli?

-Właśnie.

-Och, mój Boże - jęknęła.

-Dlatego sądzę, że może chciałaby pani 

poczynić pewne plany. Jeśli chce pani 

rozmawiać   z   prasą,   może 

przygotowałaby   pani   pisemne 

oświadczenie, żeby nie cytowano pani 

błędnie.   Z   drugiej   strony,   jeżeli   nie 

chce pani z nimi rozmawiać, najlepiej 

będzie stać się nieuchwytną.

Zawahała się tylko chwilę..

-   Zamierzam   stać   się   nieuchwytna. 

Kiedy się to wszystko zacznie?

- Prawdopodobnie w ciągu najbliższej 

godziny.

Wstała:   -   Panie   Mason,   czy   ma   pan 

jakieś   obiekcje   przeciw   temu,   żebym   się   na 

pana powołała?

-W jakiej sprawie?

-Że to pan doradził mi ukrycie się.

Mason   pomyślał   przez   chwilę   i 

potrząsnął głową.

-Moja pozycja nie pozwala mi być pani 

doradcą.   Nie   jest   pani   moją   klientką. 

Mam   już   klienta   w   tej   sprawie. 

Podsuwam   pani   jedynie   przyjacielską 

sugestię.

-Dobrze. Czy będzie pan pamiętał, że 

podsunął   mi   przyjacielską   sugestię   i 

poradził się ukryć?

background image

-To jedno z rozwiązań, które uważam 

za rozsądne.

-Właśnie   z   tego   rozwiązania 

skorzystam - oświadczyła. - Niech pan 

chwilkę zaczeka. Zamierzam wczołgać 

się do jamy i zamknąć za sobą wejście. 

Co więcej, wyjadę  z panem.  Zabierze 

mnie pan do centrum.

Pośpiesznie   przeszła   przez   pokój, 

otworzyła   drzwi   i   zanim   je   zatrzasnęła, 

zawołała przez ramię:

-   Niech   pan   poczeka!   Ubiorę   się   i 

wrzucę parę rzeczy do torby. Wyjeżdżam stąd.

background image

Prawnik   usiadł,   spojrzał   na   zegarek, 

zmarszczył   w   skupieniu   brwi,   sięgnął   po 

cygarniczkę   w   swojej   kieszeni   i   odkrył,   że 

skończyły   mu   się   papierosy.   Minęła   minuta. 

Potem zawołał:

- Czy ma tu pani jakieś papierosy, pani 

Palmer?

Jej   głos   zabrzmiał   zdumiewająco 

wyraźnie zza cienkich drzwi:

- W mojej torebce na stole.

Podszedł do otwartej torebki, dostrzegł 

papierosy, wyjął jednego, zapalił zapalniczkę i 

nagle   odsunął   papierosa,   uświadomiwszy 

sobie, że jest wilgotny.

Drzwi   od   sypialni   otworzyły   się 

gwałtownie. Nadine Palmer w powiewającym, 

niemal przejrzystym negliżu, przez który było 

widać   jej   figurę   i   każdy   szczegół   bielizny, 

weszła pośpiesznie do pokoju.

- Znalazł je pan? - spytała.

Chwyciła   torebkę,   pogrzebała   w 

środku,   wyjęła   paczkę   i   podsunęła 

prawnikowi. Mason przesunął się.

-   Hej,   chwileczkę,   to   nie   fair   - 

powiedziała ze śmiechem. - Teraz patrzy pan 

na mnie pod światło. Nie powinien mnie pan 

oglądać. Chciałam tylko być uprzejma. Proszę.

Adwokat   wziął   papierosa,   ukradkiem 

wsuwając   pierwszego   do   bocznej   kieszonki 

marynarki.

-Dzięki - powiedział.

-Zakładałam,   że   honor   każe   panu 

zamknąć   oczy   -   rzuciła.   -   Jeszcze 

chwilka   cierpliwości.   Pozwolę   panu 

podwieźć   się   do   najbliższego 

background image

przystanku   autobusu   jadącego   do 

centrum.

Zakręciła   się   i   nieudolnie   oraz   dość 

nieskutecznie   próbując   zasłonić   się   połami 

peniuaru, wybiegła do sypialni.

Prawnik   po   raź   drugi   uruchomił 

zapalniczkę.   Nowy   papieros   zapalił   się 

błyskawicznie.   Mason   zajrzał   do   otwartej 

torebki.   Paczka   w   środku   wyglądała 

identycznie jak ta, z której wyjął wilgotnego 

papierosa. A jednak tym razem

background image

każdy   papieros   był   idealnie   suchy. 

Zaintrygowany,   wyjął   papierosa   z   bocznej 

kieszeni i przesunął po nim kciukiem i palcem 

wskazującym.   Zdecydowanie   ten   egzemplarz 

nasiąkł wodą. Siedział, paląc w zamyśleniu i 

od   czasu   do   czasu   rzucając   okiem   na 

zbierający   się   na   czubku   papierosa   popiół. 

Zanim   skończył   palić,   w   pokoju   stanęła 

Nadine   Palmer,   ubrana   w   schludny,   świetnie 

skrojony kostium, z podręczną torbą, torebką i 

niewielką walizką.

-   Pozwolę   panu   zająć   się   walizką   - 

oświadczyła. – Ma pan tu samochód?

- Tak.

-Mogę   więc   zabrać   się   z   panem   na 

przystanek?

-Oczywiście.

-W którą stronę pan jedzie?

-Mam   spotkać   się   z   klientem, 

Morleyem   Edenem.   To   on   kupił 

posiadłość   od   Loringa   Carsona   i 

zatrudnił go do budowy domu.

- Teraz pan tam jedzie? - zapytała jakby 

z przerażeniem.

- Tak.

-Pojadę z panem część drogi. Wysiądę 

na   pierwszym   przystanku,   jaki 

miniemy.

-Nie chce pani wziąć taksówki?

-Wolę pojechać z panem, bo nie chcę, 

żeby   mnie   ktoś   zobaczył.   A   kiedy 

reporterzy trafią na ślad takiej pikantnej 

historii jak ta, zamieniają się w hieny. 

Zadają najbardziej kłopotliwe pytania.

-Zakładam, ze w motelach rejestrowali 

background image

się państwo nie jako pan i pani Jennigs, 

ale   pod   własnym   nazwiskiem? 

Przynajmniej pani? - zapytał Mason.

-Tak   -   odparła   -   niemniej   były   to 

wyprawy   na   weekend,   a   jak   panu 

mówiłam,   jestem   już   kobietą,   nie 

dziewczynką.   Ludzie   skłonni   są 

wyciągać   własne wnioski,  kiedy mają 

do czynienia z rozwódką. Jedziemy?

background image

Mason   podniósł   walizkę   i   pierwszy 

poszedł   do   windy,   a   potem   do   samochodu. 

Zauważył,   że   Nadine   Palmer   rzuciła   mu 

pośpieszne,   oceniające   spojrzenie,   kiedy 

przytrzymał dla niej drzwi. Wsiadła do środka 

z uśmiechem, na ułamek sekundy odsłaniając 

zgrabne kolana.

-Bardzo panu dziękuję, panie Mason - 

powiedziała. - Okazał mi pan ogromną 

pomoc...   może   większą,   niż   w   tej 

chwili pan przypuszcza.

-Cóż - rzekł dość zmieszany - przyszło 

mi do głowy, że sędzia Goodwin myśli 

jedynie o Vivian Carson i uznałem, że 

ktoś   powinien   pomyśleć   również   o 

pani.   W   końcu   jest   pani   równie 

niewinną ofiarą jak ona.

-Nie   według   sędziego.   Przecież 

zainteresowałam   się   Norbertem 

Jenningsem. Naprawdę wyjeżdżałam z 

nim na weekend.

-Dokąd? - zapytał adwokat.

-Do   różnych   miejsc.   Przeczyta   pan   o 

tym   w   gazetach.   Obawiam   się,   że 

byłam... niech to, „niedyskretna” brzmi 

tak   pretensjonalnie.   Powiem   raczej: 

byłam   nieostrożna.   Oczywiście   nie 

spodziewałam   się,   że   będzie   mnie 

śledził   jakiś   detektyw,   notując 

wszystko, co robię.

-Czy to było takie straszne?

-Być może tak to opiszą. Po pokazie w 

Las   Vegas  Norbert   odprowadził   mnie 

do pokoju. Wypiliśmy kilka drinków i 

porozmawialiśmy. Było koło w pół do 

background image

trzeciej   nad  ranem,   kiedy  wyszedł.   A 

za   rogiem   czekał   oczywiście   ten 

oślizgły   detektyw   z   notesem   i 

stoperem.   Zapisał   godzinę   i   z 

pewnością wyciągnął własne wnioski.

Mason   uruchomił   samochód   i   wolno 

pojechał w dół ulicy.

-Zna pani może  pewną kobietę  z Las 

Vegas, hostessę nazwiskiem Genevieve 

Hyde?

-Czemu pan pyta?

-Chyba   jest   przyjaciółką   Loringa 

Carsona. Może mieć

background image

dla  nas  pewne  znaczenie.  Czy  zna  ją 

pani... czy kiedykolwiek się spotkałyście?

Zmarszczyła z zastanowieniem czoło.

-Nie   sądzę.   Widziałam   niektóre 

hostessy,   rzecz   jasna,   z   wieloma 

rozmawiałam,  choć nie wiem,  jak się 

nazywają.   Często   jeździłam   do   Las 

Vegas.

-Z Jenningsem?

-Kilka   razy   pojechałam   z   nim,   ale 

jeździłam też sama. Lubię Las Vegas. 

Podoba   mi   się   ten   blichtr.   I 

podniecenie.   Powiem   szczerze,   panie 

Mason: lubię hazard.

-Nie   zażądała   pani   alimentów?   - 

zapylał Mason, kiedy jej głos ucichł. - 

Czy mogę spytać, jak sobie pani radzi?

-O,   tam   stoi   taksówka,   pod   tamtym 

blokiem! Zawołała pośpiesznie: Proszę 

mnie tu wysadzić, tu za rogiem. Pojadę 

taksówką, a nie autobusem.

Opuściła szybę.

- Taksówka! - krzyknęła. - Taksówka!

Mason zatrzymał samochód. Kierowca 

taksówki   skinął   głową,   otworzył   drzwi   i 

szybko wysiadł, by zabrać bagaż z samochodu 

prawnika.

-   Ogromnie   panu   dziękuję   - 

powiedziała Nadine Palmer.

Posłała mu dłonią soczysty pocałunek i 

odwróciła się do taksówkarza.

Ktoś z tyłu zatrąbił i adwokat odjechał.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Perry Mason podjechał od strony domu 

należącej   do   Edena.   Dostrzegł   kilka 

samochodów   zaparkowanych,   gdzie   tylko   to 

było   możliwe.   Gdy   zwolnił   na   środku 

podjazdu,   podbiegł   do   niego   fotoreporter   z 

aparatem i lampą błyskową. Inni fotografowie, 

na widok biegnącego, szybko ruszyli do akcji i 

wkrótce   wóz   Masona   otoczyły   błyskające 

światła fleszy. Kiedy adwokat otworzył drzwi, 

jeden z reporterów zawołał:

-Co   u   diabła?   Czekamy   od   piętnastu 

minut!   Ten   facet   nie   chce   wejść   do 

domu bez pana.

-Przykro   mi,   że   musieliście   czekać   - 

odparł adwokat.

-Gazeta   nie   może   czekać   -   odparł 

mężczyzna. - Ale wydawca uparł się na 

wywiad   z   panem.   Rusz   się   pan, 

naprawdę nam się śpieszy. Niech ktoś 

otworzy   drzwi,   chcemy   zajrzeć   do 

środka. O co w tym wszystkim chodzi, 

u licha?

-Próbowaliście wejść do drugiej części 

domu? - spytał Mason.

-Nikt   nie   odpowiada   na   dzwonek,   a 

drzwi są zamknięte. Obeszliśmy dom i 

porobiliśmy zdjęcia, ale wszystko jest 

pozamykane   na   głucho.   O   ile   wiem, 

pani   Carson   była   modelką,   a   Eden 

mówi,   że   paraduje   w   bardzo   skąpym 

kostiumie kąpielowym.

-Wcale tak nie mówiłem - zaprzeczył z 

background image

oburzeniem Eden. - Nie mówiłem, że 

paraduje.   Powiedziałem   tylko,   że 

kiedyś opalała się w bardzo wyciętym 

kostiumie.

-   To   jedno   i   to   samo   -   stwierdził 

reporter. - No, dalej, pan ma klucze. Niech pan 

otworzy drzwi!

Inny reporter dodał:

-   Mój   wydawca   chce   wywiadu   z 

panem. Może opowie nam pan, o co tu chodzi?

background image

-   Przedstawię   państwu   krótkie 

podsumowanie   faktów   -   obiecał   adwokat.   - 

Wolałbym,   żeby   nie   robiono   mi   zdjęć.   Jako 

prawnik nie lubię prasowej popularności i...

-   O   rany!   -   przerwał   reporter.   -   Moi 

szefowie chcą wywiadu i zdjęć. Zdjęcia mamy. 

No,   dalej,   niech   pan   mówi,   o   co   to   całe 

zamieszanie.

Mason pokrótce omówił tło sporu.

-  I  wniósł  pan   oskarżenie   do  sądu?   - 

zapytał dziennikarz.

-Tak. Żądamy kary lub odszkodowania 

za   poniesione   szkody   moralne   i 

materialne.

-A Carson wmawiał Edenowi, że może 

zrzucić winę na żonę, że jego detektyw 

śledził   ją   podczas   weekendowych 

wypraw do moteli i może udowodnić, 

że   ma   romans   z   jakimś   facetem. 

Zgadza się?

-Jeśli o to chodzi, uzyskacie odpowiedź 

od Morleya Edena lub z akt rozprawy 

rozwodowej. Tej części wolałbym  nie 

omawiać  i,   oczywiście,   wolałbym,   by 

przedyskutowano ją w sądzie, a nie w 

prasie.

-Prawnicy   zawsze   powołują   się   na 

etykę zawodową

- stwierdził dziennikarz - ale istnienie 

gazety   zależy   od   zdobytych   informacji.   Ta 

sytuacja jest piekielnie interesująca. Może i nie 

chce pan o niej mówić, ale gazeta zrobi z niej 

wiadomość   dnia.   Jeśli   poda   nam   pan   fakty, 

będziemy się ich trzymać. A jeżeli będziemy 

musieli   wydobyć   je   od   kogoś   innego,   mogą 

background image

zostać podane błędnie. Wie pan może, kiedy 

pani Carson wróci?

Mason   potrząsnął   głową.   -   Nie 

wiedziałem nawet, że wyszła.

-   Potrzebujemy   trochę   pieprzu   - 

wyjaśnił   reporter.   -   Wszystkich   zwaliłaby   z 

nóg jej fotografia, jak stoi w tym swoim bikini 

po jednej stronie kolczastego drutu, a Morley 

Eden   po   drugiej.   Mówił,   że   któregoś   ranka 

podała   mu  filiżankę   kawy.  Może  namówimy 

ją, żeby upozowała taką sytuację?

background image

- Nie mogę wypowiadać się w imieniu 

pani Carson - obwieścił adwokat.

-A   pański   klient   się   zgodzi,   jeśli 

dogadamy się z nią? Mason pochwycił 

spojrzenie Edena.

-Prawdopodobnie mój klient się zgodzi 

- odparł.

-To   będzie   wystrzałowa   historia   - 

zachwycał się inny z reporterów. - Sa 

jakieś przeszkody, czy możemy wejść 

do środka i porozglądać się?

-Tylko   po   jednej   części   domu   - 

zastrzegł Mason. - Tej, która należy do 

Morleya Edena.

-To   przecież   jego   dom.   On   kazał   go 

zbudować.   Ma   klucze   do   drugiej 

części?

-Ma, ale wydano zakaz wkraczania na 

ten   teren.   Morley   nie   może   nawet 

postawić na nim stopy. Nie wolno mu 

przełożyć   ręki   przez   ogrodzenie   bez 

uzyskania   zgody   właścicielki   drugiej 

połowy domu.

-Niech to cholera! - zaklął dziennikarz. 

-   Założę   się,   że   mój   wydawca   każe 

nam tu czekać, dopóki nie znajdziemy 

czegoś pieprznego.

Odwrócił się do Edena.

-A pan nie wie, gdzie może być pani 

Carson?   Nie   widział   pan,   jak 

wychodziła?

-Dotarłem   tu   mniej   więcej   w   tym 

samym czasie, co wy - odparł Eden. - 

Jeżeli pan pamięta, przyjechaliście tuż 

za mną.

background image

- A wcześniej nie było pana w domu? - 

spytał Mason.

Eden potrząsnął głową. - Panna Street 

kazała mi nie wpuszczać dziennikarzy, dopóki 

pan nie przyjedzie. Bałem się otwierać drzwi, 

bo wepchnęliby się zaraz za mną.

- Nie śpieszy się nam aż tak, żeby nie 

poznać   całej   historii   -   sprostował   reporter.   - 

Wejdźmy do środka. Zrobimy zdjęcie, jak stoi 

pan   w   slipkach   na   trampolinie   i   boi   się 

wskoczyć, bo mógłby pan wypłynąć po drugiej 

stronie drutów. Naprawdę pan nie wie, gdzie 

jest pani Carson?

background image

Eden potrząsnął przecząco głowa, wyjął 

z kieszeni kółko z kluczami i otworzył frontowe 

drzwi.

-Ale   ma   pan   klucz   do   drugiej   części 

domu? - naciskał dziennikarz.

-Rzeczywiście mam klucz, który kiedyś 

pasował   do   bocznych   drzwi.   Nie 

sprawdzałem,   czy   nadal   pasuje,   odkąd 

wydano   nakaz   sądowy.   Nie   mam 

pojęcia,   czy   zamek   nie   został 

zmieniony.  Ale wiem, że sprowadzono 

ślusarza,   żeby   otworzyć   drzwi.   Może 

przy okazji założył inny zamek.

Reporterzy i fotografowie weszli grupą 

do holu.

- Którędy na basen?

Eden wskazał kierunek dłonią.

Zbiegli   po   schodach   do   salonu. 

Najszybszy zatrzymał się gwałtownie.

-Hej, a to co?

-Ktoś tu leży! - wykrzyknął Eden.

-Nie   tylko   leży,   ale   wokół   jest   mała 

kałuża krwi - uściślił Mason. - Chłopcy, 

lepiej się odsuńcie...

Jego   słowa   nie   odniosły   efektu   i 

dziennikarze hurmem ruszyli do przodu. Pokój 

rozjaśniło światło błyskających fleszy.

Mason   postąpił   krok   do   przodu,   by 

zobaczyć   twarz   leżącego   na   podłodze 

człowieka, po czym odwrócił się i popędził do 

telefonu. Znalazł aparat w holu.

-   Centrala   -   rzucił   do   słuchawki   -   to 

pilne. – Proszę mnie połączyć z departamentem 

policji.

Kiedy otrzymał połączenie, zażądał:

background image

-Z wydziałem zabójstw, Chcę mówić z 

porucznikiem   Traggiem.   Jest   na 

miejscu?

-Kto mówi?

-Perry Mason.

-Gdzieś tu krąży,  panie Mason. Proszę 

zaczekać.   On...   O,   właśnie   wszedł. 

Jedną chwilę.

Mason   usłyszał   w   słuchawce,   jak 

mężczyzna mówi:

background image

- Poruczniku, Perry Mason do pana.

Potem,   po   krótkiej   przerwie,   w 

słuchawce zabrzmiał głos Tragga.

-Tylko nie mów mi Perry, że znalazłeś 

jakieś zwłoki.

-Nie  ja - odparł  Mason. - Znaleźli  je 

dziennikarze   i   łażą   wszędzie   wokół, 

cykając zdjęcia.

-Gdzie?   Czyje   zwłoki?   Jacy 

dziennikarze? Skąd dzwonisz? - Tragg 

zasypał go pytaniami.

-To   dom   zbudowany   przez   Loringa 

Carsona   na   terenie   nabytym   przez 

Morleya   Edena.   Eden   jest   tu   teraz,   a 

człowiek   rozciągnięty   na   podłodze 

salonu, najwyraźniej zamordowany, to 

Loring   Carson.   Trudno   znaleźć   to 

miejsce, ale moja sekretarka ma plan, z 

którego   dokładnie   widać,   jak   tu 

dojechać...

-My też mamy mapy - przerwał Tragg. 

- Podaj mi nazwę ulicy i numer domu. 

Jeśli nie ma, podaj mi numer z księgi 

notarialnej.   Daj   mi   jakiekolwiek 

szczegóły i trzymaj dziennikarzy z dala 

od ciała.

-Mam   takie   same   szanse   utrzymać 

reporterów   z   dala   od   zwłok,   jak 

gdybym próbował utrzymać ćmy z dala 

od   światła.   Dam   ci   Morleya   Edena. 

Powie ci, jak tu dojechać.

Skinął na Edena, który stał obok.

-   Wytłumacz   mu,   Eden   -   polecił 

Mason.   -   To   porucznik   Tragg   z   wydziału 

zabójstw.   Powinien   tu   dotrzeć,   zanim 

background image

dziennikarze zadepczą wszystkie dowody.

Przekazał   słuchawkę   Edenowi   i 

biegiem wrócił do salonu.

Jeden   z   dziennikarzy   klęczał   przy 

zwłokach.

- To wygląda na diamentowe spinki do 

mankietów   -  mówił.   -  Patrzcie   tylko,   co   ten 

facet   zrobił.   Pomalował   diamenty   czymś 

czarnym, żeby nie błyszczały, ale w niektórych 

miejscach   farba   odprysła.   Pod   spodem   jest 

prawdziwy   diament...   Hej,   ludzie,   on   ma 

mokre rękawy!

Mason pochylił się nad dziennikarzem.

background image

-Jadą   tu   policjanci   z   wydziału 

zabójstw.   Chcieliby,   żeby   miejsce 

zbrodni pozostało nienaruszone.

-No pewnie - odparł reporter. - A moja 

gazeta chce informacji. Zdaje mi się, że 

to jest Loring Carson. Rozwiódł się z 

kobietą,   która   mieszka   po   drugiej 

stronie ogrodzenia. To on zbudował ten 

dom   i   sprzedał   działki   Morleyowi 

Edenowi?

-Zgadza się.

-Co on tu robi?

-Nie   wiem   -   odparł   Mason.   -   Więc 

rękawy koszuli ma wilgotne?

-I to dość mocno, ale rękawy marynarki 

pozostały suche.

-Jak   umarł?   -   pytał   dalej   Mason.   - 

Widziałem krew. Zastrzelono go, czy...

-Niech   pan   spojrzy   tutaj,   to   zobaczy 

pan,   jak   umarł   -   powiedział 

dziennikarz.   -   W   jego   plecach   tkwi 

rzeźnicki   nóż   z   drewnianą   rączką,   a 

całe ostrze jest w środku.

-Oba rękawy są mokre?

-Tak, oba, ale marynarka jest sucha.

-Do   jakiej   wysokości   ma   mokre 

rękawy?

-Do   łokci.   Nie   będę   ściągał   z   niego 

marynarki,   żeby   nie   zmienić   pozycji 

ciała.   Ale   sam   pan   wyczuje   mokre 

mankiety i rękawy.

Nagle jeden z reporterów odłączył się 

od reszty grupy i biegiem rzucił się do holu.

Jakby   na   sygnał,   nastąpił   ogólny 

exodus.

background image

Jeden   z   mężczyzn   chwycił   Morleya 

Edena za ramię.

-Telefon!   -   zażądał.   -   Gdzie   jest 

telefon?!

-Jeden aparat jest w holu...

-Z tego ktoś już dzwoni.

-Drugi jest w mojej sypialni.

-To osobna linia? 

-Tak.

-Niech mnie pan zaprowadzi.

background image

-Hej,   Mac!   -   zawołał   ktoś   z   grupy.   - 

Nie możesz go zająć. Zadzwonisz jako 

pierwszy, ale to wszystko.

-Mam   gdzieś,   czy   mogą   go   zająć. 

Zostanę na linii, póki nie przekażę całej 

historii. A jest świetna.

-   Gdzie   jest   najbliższy   telefon?   - 

zapytał ktoś Masona.

Prawnik   potrząsnął   głową.   -   Na 

skrzyżowaniu   z   główną   drogą   jest   stacja 

obsługi   -   powiedział.   -   O   żadnym   innym 

telefonie nie wiem.

Chwilę  potem został  w pokoju sam z 

leżącym   na   podłodze   ciałem.   Obejrzał 

dokładnie   zmarłego,   potem   przeszedł   się 

powoli   po   salonie.   Jego   wzrok   przyciągnęła 

plama   światła   odbijającego   się   w   pobliżu 

zwłok,   tuż   pod   kolczastym   drutem.   Pochylił 

się,   aby   zbadać   jego   źródło   i   odkrył   dwie 

niewielkie   kałuże   wody  -   każda   nie   większa 

niż trzy łyżeczki  cieczy,  a dokładnie  między 

nimi   odcisk   stopy.   Najwidoczniej   stanął   tam 

jeden   z   reporterów,   zamieniając   kałużę   w 

rozmazaną plamę  błota. Potem pośpieszył  do 

drzwi wychodzących na patio i rzucił okiem na 

basen.

Sporo   musiało   się   tu   wydarzyć.   Na 

kafelkach po zacienionej stronie należącej do 

Edena   widniała   kolejna   kałuża,   a   i 

nasłoneczniona   strona   za   ogrodzeniem   była 

mokra.

Odwrócił   się   i   szybko   wrócił   do 

wnętrza domu.

- Morley! - zawołał.

Spotkali się w holu. Morley wyłonił się 

background image

od strony sypialni.

-Są tu jeszcze jakieś telefony? - zapytał 

Mason.

-Nie w tej części. Jest aparat w drugiej.

-Osobne wyjście? 

-Tak.

-Masz   klucz   pasujący   do   drzwi   po 

tamtej stronie?

- Jasne, że mam.  To znaczy,  pasował 

dawniej, ale nie odważyłem się go użyć. Ja...

- Daj mi - przerwał Mason.

Eden zawahał się.

background image

-Wiesz,   że   mógłbyś   wpakować   się   w 

kłopoty...

-Daj mi klucz. Pośpiesz się.

Eden wyjął skórzany futerał z kieszeni, 

odszukał właściwy klucz i wypiął go z kółka.

- Kiedyś pasował do bocznych drzwi - 

powiedział. - Nie wiem, czy teraz będzie...

Mason   nie   czekał,   aż   skończy. 

Schwycił   klucz   i   wybiegł   na   zewnątrz. 

Zawahał   się   przez   chwilę,   patrząc   na 

ogrodzenie,   stwierdził,   że   zaoszczędzi   czas, 

okrążając   je   samochodem,   zamiast   biec   na 

piechotę. Wskoczył do wozu, uruchomił silnik 

i rozpryskując kołami żwir ruszył z podjazdu.

Kiedy dotarł do zabetonowanego słupa, 

wcisnął hamulce, zakręcił, aż wozem zarzuciło, 

ruszył drugą stroną podjazdu, zatrzymał się tuż 

pod bocznym wejściem, popędził po schodach 

i włożył klucz do zamka.

Drzwi otworzyły się.

Wbiegł do domu przez pomieszczenie 

gospodarcze,   szukając   gorączkowo   aparatu 

telefonicznego. Znalazł go w kuchni, podniósł 

słuchawkę   i   wykręcił   numer   biura   Paula 

Drake’a.

Kilka   sekund   później   usłyszał   głos 

detektywa.

-Paul, tu mówi Perry. - Załatw mi coś 

natychmiast, szybko, już.

-Dobra, mów.

-Nadine Palmer, rozwódka zamieszkała 

przy Crockley Avenue 1721, wyjechała 

z   domu   razem   ze   mną   jakąś   godzinę 

temu,   może   wcześniej.   Gdy 

dojechaliśmy

 

do

 

głównego 

background image

skrzyżowania - jest tam blok o nazwie 

Nester   Hill   -   zobaczyła   taksówkę   na 

postoju,   po   prawej   stronie   zatoczki. 

Wsiadła   do   niej   i   gdzieś   pojechała. 

Chcę   wiedzieć,   gdzie.   Kiedy   ją 

znajdziesz,   daj   jej   ogon.   Zadzwoń   do 

firmy   taksówkarskiej   i   dowiedz   się, 

dokąd pojechali.  Musisz chwycić  ślad 

Nadine Palmer, i to szybko.  Chcę też 

wiedzieć, z kim się spotkała, w ogóle 

wszystko, a ona nie może zauważyć, że 

jest   śledzona   i   nie   chcę,   żeby 

ktokolwiek...

background image

Mason   odwrócił   się   gwałtownie, 

słysząc   za   swoimi   plecami   okrzyk.   W 

drzwiach stała Vivian Carson, trzymając torby 

z zakupami. Patrzyła na niego z oburzeniem.

-Niech się pan rozgości, panie Mason - 

rzuciła sarkastycznie. - Jeśli czegoś pan 

potrzebuje,   niech   pan   śmiało   to 

weźmie!

-Przepraszam   -   powiedział   Mason, 

odkładając   słuchawkę.   -  Przepraszam. 

Musiałem natychmiast zadzwonić.

-Na   to   wygląda.   Słyszałam   pańskie 

instrukcje.   Chyba   mam   prawo 

podsłuchiwać we własnym domu?

-Przepraszam - powtórzył Mason.

-Obawiam   się,   że   pańskie 

„przepraszam”   nie   wystarczy. 

Uważam, że świadomie pogwałcił pan 

nakaz sędziego Goodwina.

-Dobrze.   Odpowiem   przed   sędzią 

Goodwinem. Teraz proszę pozwolić mi 

zapytać, gdzie pani była.

-Na zakupach - odparła.

-Jak długo?

-Nie pański interes.

-Może nie mój, ale na pewno policji.

-Jak to, policji?

-Tak   to,   że   pani   były   mąż   leży   po 

drugiej

 

stronie

 

ogrodzenia. 

Zamordowany. Ktoś wsadził mu nóż w 

plecy.  Dobrze  byłoby  dowiedzieć  się, 

pani Carson...

Vivian   opuściła   ręce.   Najpierw   jedna 

torba   z   zakupami,   potem   druga   upadły   na 

podłogę. Rozdarł się karton z mlekiem, stłukła 

background image

butelka   z   sosem   do   sałatek.   Oba   płyny 

zmieszały   się   w   jedną   breję   powoli 

rozszerzającą się na wywoskowanych kaflach 

podłogi.

-   Mój   mąż,   zam...   zamordowany   - 

powtórzyła,  jakby próbując przyzwyczaić  się 

do tych słów.

-   Tak   -   potwierdził   Mason.   - 

Zamordowany. A policja...

Urwał.   Z   zakrętu   drogi   dobiegł   ich 

sygnał policyjnej syreny i umilkł z jękiem na 

podjeździe.

background image

-Właśnie przyjechała - dokończył. - Ma 

pani   w   samochodzie   jeszcze   jakieś 

zakupy?

-Dwie torby.

-Przyniosę je.

Okrążył stos żywności na podłodze.

- Proszę mi tylko wskazać samochód - 

rzucił.

Vivian   Carson   zaczęła   iść   za   nim, 

potem potrząsnęła głową, oparła się o ścianę, 

żeby   nie   stracić   równowagi,   na   chwiejnych 

nogach   ruszyła   do   krzesła   i   opadła   na 

siedzenie.

Mason   wyszedł   do   jej   samochodu. 

Dostrzegł   policyjny   wóz   po   drugiej   stronie 

ogrodzenia,   przed   drzwiami   Morleya   Edena. 

Otworzył   drzwiczki   samochodu,   ostrożnie 

zajrzał   do   środka,   znalazł   dwie   torby 

wypełnione   żywnością,   wyjął   je,   zaniósł   do 

domu,   zauważając   po   drodze,   że   policjanci 

zajęci   są   wyłącznie   drugą   stroną   domu. 

Najwyraźniej nie zauważyli go. Wniósł zakupy 

do środka i zatrzymał się przed Vivian Carson.

-Gdzie mam to postawić, pani Carson? 

W kuchni?

-Tak. Proszę.

-Chodźmy - rzucił przez ramię.

-Ja... ja nie mogę...

-   Bzdura.   Proszę   wstać   z   krzesła   i 

powiedzieć mi, gdzie mam postawić torby.

Wstała   pod   wpływem   jego 

rozkazującego tonu, zrobiła kilka niepewnych 

kroków i wolno odprowadziła go do kuchni.

Mason postawił torby na stole.

-Niech   pani   słucha,   pani   Carson   - 

background image

zaczął.   -   Chciałbym   grać   z   panią 

uczciwie.   Skoro   już   tu   jestem, 

zamierzam się rozejrzeć.

-To znaczy?

-Pani   mąż   został   zamordowany.   Na 

razie   policjanci   są   po   drugiej   stronie 

domu.   Kiedy   otworzy   pani   drzwi 

między kuchnią a jadalnią, zobaczy ich 

pani  w salonie  za  ogrodzeniem.  Będą 

chcieli   panią   przepytać.   Skinęła   w 

milczeniu głową.

-Jest   pani   rozsądną   młodą   kobietą. 

Uczestniczyła pani w całej aferze. Wie 

pani,   o   co   chodzi.   Nienawidziła   pani 

męża. Nie wiem, dlaczego jest pani tak 

zaszokowana jego śmiercią... chyba że 

ma pani z nią coś wspólnego.

-O czym pan mówi?

-Zabiła go pani?

-Kto, ja?... Na Boga, nie!

Mason   skinął   głową   w   kierunku 

magnetycznego   uchwytu   na   prawo   od 

elektrycznej kuchenki. Zwisało z niego ponad 

tuzin noży.

-Jednego   brakuje   -   powiedział, 

wskazując   puste   miejsce.   -   Wszystkie 

noże   zawieszone   są   symetrycznie   i 

równo, ale tu jest przerwa...

-Jeden   nóż   trzymam   w   lodówce   - 

wyjaśniła.   -   Włożyłam   go   razem   z 

chlebem, który kroiłam. Skąd ta nagła 

próba   przypisania   mi   morderstwa? 

Próbuje pan chronić swojego klienta?

-Nazwijmy to tak: przygotowałem  dla 

pani   próbę   generalną,   zanim   policja 

background image

zacznie   zadawać   pytania.   Ile   czasu 

zajęła pani ta wyprawa na zakupy?

-Jakieś dwie godziny.

-Kupowała pani tylko żywność?

-Zatrzymałam

 

się

 

przed 

supermarketem,   a   w   drodze   do   domu 

kupiłam warzywa.

-A gdzie spędziła pani resztę czasu?

-Jeździłam   po   okolicy,   oglądając 

wystawy.

-Spotkała   pani   kogoś   znajomego? 

Potrząsnęła głową.

-Innymi   słowy,   nie   ma   pani   alibi   - 

orzekł Mason.

-Jak to, nie mam alibi? Po co mi alibi?

-Niech pani sama odgadnie.

background image

-Ależ   powiedział   pan,   że   Loring   leży 

po   drugiej   stronie   ogrodzenia,   w 

drugiej części domu...

-Jego   ciało   znajduje   się   kilka   cali   od 

drutów.   Może   przeszedł   kilka 

chwiejnych kroków, zanim upadł. Mógł 

też stać z jednej strony ogrodzenia, pani 

mogła  zajść go z drugiej, i wepchnąć 

mu   nóż   w   plecy.   Jest   jeszcze   jedna 

możliwość.   Mogła   pani   wejść   do 

basenu, zanurkować pod drutem, wejść 

do salonu, zakłuć męża nożem i wrócić 

tą samą drogą.

-Dobrze, mogłam. Ale to nie znaczy, że 

tak zrobiłam.

-Gdzie jest pani kostium kąpielowy?

-Jest   dość   skąpy.   Byłam   modelką, 

panie   Mason,   i   szczerze   mówiąc 

uważam,   że   spora   doza   naszej   tak 

zwanej skromności co do ciała wynika 

z hipokryzji i brudnych myśli. Jestem 

dumna ze swojego ciała. Pewnie mam 

w sobie coś z nudystki. Ja...

-To   nieważne   -   przerwał   Mason   -   i 

nieważne, jak skąpy jest pani kostium. 

Gdzie jest teraz?

-W kabinie prysznicowej koło basenu - 

i   jest   mokry.   Wczoraj   późnym 

popołudniem pływałam i wyprałam go. 

Chciałam dziś wywiesić go na słońcu, 

żeby   wysechł,   ale   właśnie   sobie 

uświadomiłam, że o tym zapomniałam.

-Dobrze - powiedział Mason. - Cieszę 

się,   że   panią   z   tego   wyciągnąłem. 

Pewnego dnia mi pani podziękuje.

background image

-Z czegóż to pan mnie wyciągnął?

- Z paniki, jaka ogarnęła panią na myśl, 

że   przepyta   panią   policja.   Teraz   proszą 

wysprzątać   ten   bałagan,   usunąć   potłuczone 

szkło i inne śmieci, zanim policjanci zjawią się 

tutaj,   by   zadać   pytania.   Odzyskała   pani 

równowagę i tak proszę trzymać.

Mason   szybko   wypadł   z   kuchni   na 

zewnątrz   przez   pomieszczenie   gospodarcze   i 

boczne drzwi. Wsiadł do swojego wozu. Nikt 

nie   zauważył,   jak   jechał   żwirowanym 

podjazdem do wielkiego słupa osadzonego w 

betonie,   do   którego   przymocowano   jeden 

koniec kolczastych zasieków.

Zostawił   samochód   na   podjeździe, 

wbiegł   po   schodach   do   domu.   Drzwi 

wejściowe   były   otwarte.   Miał   właśnie   przez 

nie przejść, kiedy pojawił się umundurowany 

policjant wyprowadzający grupką reporterów i 

fotografów.

-   Znacie   reguły   tak   samo   jak   ja, 

chłopaki   -   powiedział.   -   Podamy   wam 

wszystkie   fakty,   które   będziemy   mogli 

ujawnić,  ale nie możecie pałętać się w środku, 

zacierając ślady, i sami dobrze o tym wiecie. 

Przede wszystkim nie macie tu nic do roboty. 

Poczekacie na zewnątrz, zanim nie skończymy 

inspekcji.   Możemy   udostępnić   wam   telefon, 

ale to wszystko.

Mason przeszedł przez hol, pod arkadą 

i   zajrzał   do   salonu.   Jeden   z   policjantów 

oddzielał   liną   miejsce,   gdzie   leżało   ciało 

Carsona.   Inny   przepytywał   Morleya   Edena, 

który na widok adwokata, zawołał:

-   Wreszcie   jesteś,   Mason!   Cholera! 

background image

Wszędzie   cię   szukałem.   Ten   oficer   chce 

wiedzieć, kto dzwonił, kto odkrył zwłoki, co ty 

masz z tym wspólnego i te de. Powiedziałem 

mu, że powinien o to wszystko spytać ciebie.

Adwokat wszedł na górę po schodach.

-   Dobra   -   odezwał   się   suchy   głos   za 

jego plecami. - Masz mi coś do wyjaśnienia, 

Peny?

Mason   odwrócił   się   twarzą   do 

porucznika   Tragga,   uśmiechającego   się 

enigmatycznie,   jak   przystało   na 

profesjonalistę.

-Kolejne zwłoki? - zapytał porucznik.

-Kolejne   zwłoki   -   odpowiedział 

adwokat.

-To staje się twoim zwyczajem.

-To   jest   także   twoim   zwyczajem, 

prawda?

-Bo to mój zawód - obruszył się Tragg. 

- Muszę zajmować się zwłokami.

-Tak jak ja - objaśnił go Mason. - Ale 

te   nie   ja   odkryłem,   lecz   jeden   z 

dziennikarzy.

background image

- A ty przypadkiem znalazłeś się tu we 

właściwym czasie?

-A ja przypadkiem znalazłem się tu we 

właściwym czasie.

-Jakże   szczęśliwie   się   złożyło. 

Chciałbym,   żebyś   opowiedział   nam   o 

tym.

- Najpierw powinieneś zerknąć na salon. 

Kręciło się tam mnóstwo reporterów.

Tragg zmarszczył  brwi, spojrzał  na dół 

na ciało i powiedział:

-Moi ludzie już się tym zajęli. Na razie 

porozmawiam z tobą. O co chodzi z tymi 

zasiekami?

-To   pomysł   sędziego   Goodwina.   Dom 

był   elementem   sprawy   rozwodowej. 

Sędzia go podzielił.

-Kto mieszka po tej stronie?

-Morley   Eden,   dżentelmen,   który   stoi 

obok ciebie.

-Twój klient?

-Mój klient.

-Miło   mi   pana   poznać,   panie   Eden   - 

powiedział Tragg. - Dlaczego sądził pan, 

że dojdzie tu do morderstwa?

- Wcale tak nie sądziłem - odparł Eden.

- Dlaczego więc uznał pan, że potrzebuje 

Perry’ego Masona?

-Właśnie   wniosłem   sprawę   do   sądu   w 

imieniu   pana   Edena   przeciwko 

Loringowi Carsonowi. Stąd wzięli się tu 

reporterzy - powiedział szybko adwokat.

-Rozumiem. A kim jest Loring Carson?

-To   on   zbudował   ten   dom.   Sprzedał 

także   działki,   na   których   stoi   budynek, 

background image

był stroną winna w sprawie rozwodowej, 

a teraz jest nieboszczykiem leżącym tam 

na podłodze.

- No, no - rzucił  Tragg. - To wyjaśnia 

sytuację. A kto mieszka w drugiej części domu?

-   Zgodnie   z   rozporządzeniem   sędziego 

Goodwina, należy ona do Vivian Carson.

background image

-Zony nieboszczyka?

-Obecnie wdowy - uściślił Mason.

-Przyjmuję poprawkę - Tragg udał, że 

kłania się z pokorą. - A wie pan może, 

panie Mason, gdzie obecnie przebywa 

pani Carson?

-Zakładam,   że   w   swojej   części 

posiadłości.

-A jak się tam dostać?

-Są   dwa   sposoby:   możesz   skoczyć   z 

trampoliny   przy   basenie   i   przepłynąć 

pod   zasiekami,   albo   okrążyć 

ogrodzenie aż do betonowego słupa na 

podjeździe,   gdzie   zaczyna   się   płot,   i 

drugą   stroną   podjazdu   dotrzeć   do 

bocznych drzwi.

-Można   też   przeczołgać   się   pod 

drutami?   -   zapytał   Tragg,   ściągając 

wargi.

-Można   też   przeczołgać   się   -   zgodził 

się   Mason   -   ale   byłoby   to   dość 

ryzykowne   nawet   dla   mężczyzny 

przeciętnej   postury.   Te   zasieki 

zrobiono z pięciu rzędów kolczastego 

drutu. Rozciągnięto je tak mocno, jak 

tylko pozwalały ludzka pomysłowość i 

nowoczesna technika.

-Kobieta   o   smukłej   figurze   mogłaby 

przecisnąć   się   pod   spodem   bez 

większych trudności, zwłaszcza gdyby 

rozebrała   się   do...   powiedzmy 

podstawy. Co, Mason?

-Albo   miałaby   na   sobie   bikini   - 

przyznał prawnik. - Pamiętaj jednak, że 

to był twój pomysł, Tragg. Ja tego nie 

background image

sugerowałem,   ubrałem   tylko   twoje 

podejrzenia w słowa.

-Och, to nie moje podejrzenia, Mason. 

Nie   moje.   Ja   tylko   sprawdzam   różne 

możliwości... wyłącznie możliwości. - 

Zmarszczył   z   namysłem   brwi,   cofnął 

się   kilka   kroków   w   głąb   arkady   i 

stamtąd   obejrzał   salon.   Jeden   z 

policjantów   pochwycił   jego   wzrok   i 

powiedział:

-Lepiej   niech   pan   spojrzy   tu, 

poruczniku.   Widać   tu   mokrą   plamę, 

jakby ktoś rozlał trochę wody, może ze 

szklanki.

Tragg   zaczął   schodzić   ze   schodów, 

zatrzymał   się   i,   odwracając   się   do   Masona, 

stwierdził:

background image

-Zapewne   szczupła   kobieta   mogłaby 

przecisnąć   się   pod   ogrodzeniem, 

kobieta   w   bikini,   mokrym   bikini. 

Bardzo   ci   dziękuję   za   tę   sugestię, 

Perry. Zapamiętam ją.

-To nie była moja sugestia - zaprzeczył 

adwokat. - Sam na to wpadłeś.

-Właśnie - Tragg uśmiechnął się. - Ja 

na   to   wpadłem,   tylko   sugestia   była 

twoja.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Mason   wziął   Edena   pod   rękę   i 

zaciągnął w głąb holu.

-Jak   Loring   Carson   się   tu   dostał?   - 

zapytał.

-Sam chciałbym to wiedzieć. Można to 

wyjaśnić tylko w jeden sposób: kiedy 

budował   dom,   używał   duplikatu 

kluczy,   żeby   wejść   do   środka   i 

wykonać   prace   wykończeniowe. 

Przecież   postawienie   domu   i 

zawieszenie   drzwi   to   nie   wszystko. 

Wciąż miał sporo roboty wewnątrz, no 

a   żaden   budowlaniec   nie   lubi,   jak 

publika swobodnie wchodzi i wychodzi 

z otwartego wnętrza.

-Carson   nie   oddał   ci   kluczy,   kiedy 

wykończył dom?

-Myślałem, że oddał - powiedział dość 

zirytowany   Eden.   -   Wręczył   mi   dwa 

komplety,  ale pewnie zatrzymał  sobie 

trzeci.

-Nie   wiedziałeś,   że   zamierza   tu 

przyjechać?

-Oczywiście, że nie.

-Gdzie dziś byłeś?

-Pojechałem   do   twojego   biura,   żeby 

podpisać wniosek do sądu. Ciebie nie 

było.   Przeczytałem   wniosek   i 

podpisałem.   Panna   Street   pełniła   rolę 

notariusza.   Powiedziała,   że   mam 

czekać   tu   na   ciebie   o   pierwszej   i   że 

przed twoim przyjazdem nie wolno mi 

background image

wpuszczać do środka reporterów.

-A co robiłeś potem?

-Wróciłem do swojego biura.

-Co się działo, kiedy tam dotarłeś?

-Mnóstwo   dziennikarzy   dzwoniło   z 

pytaniami o oskarżenie, która wniosłeś 

do   sądu.   Wszystkim   mówiłem,   że   o 

pierwszej będę w domu, że ty też tam 

będziesz   i   że   wówczas   złożę 

oświadczenie   i   pozwolę   im   zrobić 

zdjęcia.   Powtarzałem,   że   na   razie   nie 

mam nic do powiedzenia.

-Nie   wiedziałeś,   że   w   domu   leżą 

zwłoki Carsona?

-Jasne, że nie.

background image

-A kiedy widziałeś go ostatni raz?

-Dość dawno temu.

-Carson był  w moim  biurze. Sporo się 

przechwalał, ale sądzę, że chciał przede 

wszystkim odwieść mnie od składania w 

twoim   imieniu   oskarżenia   o   oszustwo. 

Powiedział,   że   jest   zaangażowany   w 

jakieś negocjacje i wytoczony mu proces 

postawiłby go w bardzo niekorzystnym 

świetle.

Eden   zmarszczył   brwi.   -   Domyślałem 

się, że negocjował jakiś układ i chciał uniknąć 

rozgłosu, dopóki go nie podpisze.

-   Domyślasz   się,   czego   dotyczył   ten 

układ?

Eden potrząsnął głową.

- Facet zachowywał się dość arogancko 

– zauważył  adwokat. - To pewnie typowe dla 

niego.   Biorąc   pod   uwagę,   że   zamierzałem 

wytoczyć mu sprawę o oszustwo, nie chciałem z 

nim   rozmawiać.   Powtarzałem,   że   powinien 

zatrudnić   adwokata.   Powiedział,   że   nie   ma 

żadnego, że może sam ze mną porozmawiać i 

zarzucił mi, że przesadzam z zawodową etyką. 

Szczerze mówiąc, zmieszałem się. Zachowywał 

się przyjacielsko, jakby chciał załatwić sprawę 

jak   mężczyzna   z   mężczyzną,   a   ja   musiałem 

zająć   stanowisko   adwokata,   który   nie   będzie 

omawiał z nim niczego, dopóki nie wynajmie 

sobie prawnika.

-To   typowe   dla   Carsona   -   stwierdził 

Eden.   -   Umiał   naciskać.   Kiedy   czegoś 

chciał,   po   prostu   przyczepiał   się   jak 

rzep.

-Jak on się tu dostał? - zastanawiał się 

background image

Mason. - Samochodem?

-Nie wiem. Kiedy przyjechałem, były tu 

tylko auta reporterów. Potem przyjechali 

inni.

- Jedno jest pewne - orzekł Mason. - Już 

stąd nie wyszedł. Albo dotarł tu taksówką, albo 

ktoś go przywiózł. Jeśli prawdziwe jest drugie 

rozwiązanie,   kierowca   mógł   odjechać. 

Przyjechałeś tu prosto ze swojego biura?

background image

-Właściwie   nie   -   odparł   Eden.   - 

Zadzwoniła   do   mnie   jakaś   kobieta 

mówiąc,   że   ma   informacje   o 

nieruchomości,   którą   chcę   kupić. 

Powiedziała, że jeśli spotkam się z nią 

za   pół   godziny,   powie   mi,   jak 

zaoszczędzić dziesięć tysięcy dolarów i 

że weźmie tysiąc jako swój udział.

-Co zrobiłeś?

-Powiedziałem, że spotkam się z nią i 

wysłucham, co ma do powiedzenia.

-Kim była?

-Nie podała mi nazwiska. Stwierdziła, 

że   nie   znam   jej,   ale   że   będzie   w 

ciemnozielonym   kostiumie   z   białym 

goździkiem w klapie.

-Ciemnozielony kostium - powtórzył z 

zastanowieniem   Mason.   -   To   przez 

niego   pomylono   Vivian   Carson   z 

Nadine   Palmer.   Obie   miały   na   sobie 

ciemnozielone   kostiumy.   Dobra,   więc 

pojechałeś na spotkanie. Rozmawiałeś 

z nią?

-Nie.   Czekałem   pół   godziny.   Nie 

pojawiła się. Mason zmarszczył brwi.

-Więc   to   opóźniło   twój   powrót   do 

domu?

- Można by tak  powiedzieć...  chociaż 

twoja sekretarka powiedziała mi, że miałeś się 

z kimś spotkać przed przyjazdem do biura i że 

nie muszę się śpieszyć - tak więc dotarłem tu 

na pierwszą.

-   Nie   widziałeś   pani   Carson,   kiedy 

przyjechałeś?

- Nie.

background image

- A nie zauważyłeś, czy jej samochód 

stał zaparkowany po drugiej stronie domu?

- Nie.

-Mogłeś go nie zauważyć?

-Jasne. Miałem inne sprawy na głowie. 

Zresztą  mogła  go  wstawić  do  garażu. 

Jest za ogrodzeniem.

Mason przyjrzał się mu z namysłem.

-   Ustalmy   dokładnie   czas,   Eden   - 

zaproponował.   -   O   której   właściwie   tu 

dotarłeś?

background image

-Nie mam pojęcia - odparł zirytowany 

Eden. - Kilka minut przed... może  po 

pierwszej. Nie rób mi przesłuchania.

-Nie   robię   -   odparł   Mason.   -   Muszę 

poznać fakty. A także ustalić, o której 

wyszedłeś z biura. Policja zażąda tych 

informacji,   i   to   z   dokładnością   co   do 

minuty.

-Ja im tego nie powiem - warknął Eden. 

- Nie prowadzę interesów ze stoperem 

w ręku. Nie wiem, o której wyjechałem 

z biura.

-Byłeś sam?

-Tak. Pojechałem w sprawie działki, o 

którą toczy się sprawa, poczekałem na 

kobietę ubraną na zielono, a po jakiejś 

pół   godzinie   uznałem,   że   nie   mogę 

dłużej czekać, więc pojechałem prosto 

tutaj.

-Zauważyłeś   nóż   tkwiący   w   plecach 

Carsona? 

-Tak.

-Widziałeś go wcześniej?

-Chyba tak.

-Gdzie?

-Zdaje mi się, że to nóż od kompletu, a 

raczej duplikat noża od kompletu, który 

dał mi Carson.

-Carson podarował ci  noże?  - zdziwił 

się Mason.

-Tak. Kiedy skończył dom, wręczyłem 

mu   czek   z   ostatnią   wypłatą,   a   on 

powiedział,   że   ma   dla   mnie   drobny 

prezent   -   umocował   magnetyczny 

wieszak na noże przy kuchence. Dał mi 

background image

cały komplet,  od małych  nożyków po 

noże do krojenia chleba, pieczeni i nóż 

do   wszystkiego   z   drewnianą   rączką. 

Chyba   równocześnie   kupił   taki   sam 

zestaw   dla   siebie.   Jeden   z   tych   noży 

przypomina ten tkwiący w ciele.

-Nie wiesz jednak, czy pochodzi on z 

zestawu, jaki sprezentował ci Carson?

-Na Boga, nie wiem. Co ty sugerujesz? 

Widziałem   ciało   Carsona.   Pewnie   ty 

zobaczyłeś   je   wcześniej.   Starałem   się 

nie podchodzić blisko, tylko tyle, żeby 

upewnić się, że to rzeczywiście Carson. 

Potem   dziennikarze   zarzucili   mnie 

pytaniami.   Chyba   nie   powinni   robić 

tyle zamieszania?

-Nie powinni - zgodził się Mason - i nie 

złość   się   na   mnie,   że   próbuję   ustalić 

twoją   wersję   zdarzeń.   Policja   będzie 

chciała   wiedzieć   wszystko   o   tym,   co 

robiłeś.   Ustalą,   z   ilu   godzin   potrafisz 

się wyspowiadać. Zapytają o nazwiska 

świadków, którzy mogliby potwierdzić, 

że cię widzieli.

-Ale   ja   nie   mogę   im   podać   nazwisk 

świadków. O ile godzin im chodzi? To 

znaczy,   o   jak   długi   czas   będą   mnie 

pytać?

-To   zależy   od   godziny   śmierci,   jaką 

ustali   lekarz   sądowy,   który 

przeprowadzi sekcję zwłok.

-Będą   więc   musieli   uwierzyć   mi   na 

słowo - orzekł Eden.

-Nie uwierzą w ani jedno twoje słowo - 

uzmysłowił mu Mason.

background image

Wszedł pod arkadę wiodącą do salonu, 

gdzie   Tragg   czołgał   się   na   kolanach, 

przechylając   głowę,   by   zbadać   refleksy 

światła, jakie odbijały się w kałużach wody.

-Będę   panu   jeszcze   potrzebny, 

poruczniku? - zapytał.

-Czy   będziesz   mi   potrzebny   - 

powtórzył  Tragg. - Nie wygłupiaj  się, 

jeszcze   z   tobą   nie   zacząłem.   I   nie 

pozwól Edenowi się oddalać. Z nim też 

jeszcze nie zacząłem.

-A   co   robisz   teraz?   -   zaciekawił   się 

adwokat.

-W   tej   chwili   próbuję   odkryć 

pochodzenie   wody   na   podłodze. 

Myślisz,   że   to   mogą   być   roztopione 

kostki lodu?

-Co by znaczyło, że Carson popijał w 

chwili śmierci drinka?

-Właśnie.

-Tego   nie   wiem.   Ale   może   chciałbyś 

rozważyć pewną sugestię?

- No?

-   Jak   poprzednio   wspomniałem, 

stosunkowo   łatwo   można   przedostać   się   z 

jednej   strony   ogrodzenia   na   drugą   basenem. 

Druty biegną wzdłuż powierzchni basenu, ale 

nie pod wodą. Ktoś mógł zanurkować pod nim 

i wypłynąć po drugiej stronie.

-Myślisz,   że   ta   woda   pochodzi   z 

basenu?

-Jest taka szansa - potwierdził Mason. - 

Zapewne   woda   w   basenie   jest 

chlorowana o wiele bardziej niż woda 

pitna.   Gdybyś   zdobył   jakieś   małe 

background image

buteleczki  i  pozbierał  tę  wodę,  zanim 

wyparuje...

Tragg   zwrócił   się   do   jednego   z 

policjantów:

-   Kiedy   Mason   zaczyna   z   tobą 

współpracować,   z   całą   pewnością   coś   knuje. 

Właśnie miałem zaproponować, byśmy wzięli 

tę wodę do analizy chemicznej, a Mason, rzecz 

jasna, zauważył, że przyglądam się kałużom i 

zgadując, co mam na myśli, zasugerował rzecz 

bardzo konstruktywną.

Porucznik podniósł się, otrzepał kolana 

i dłonie, i zażądał:

- Połączcie się z kwaterą główną przez 

radio.   Niech   dyżurny   wyśle   tu   wóz   ze 

sterylnymi   probówkami   i   pipetami.     Chcę 

zebrać   maksymalną   ilość   wody,   zanim 

wyparuje.

Policjant   skinął   głową   i   wybiegł   do 

policyjnego samochodu, gdzie było radio.

Tymczasem   Tragg   zwrócił   się   do 

Morleya Edena:

- W jaki sposób Carson wszedł do tego 

domu? Nie zostawia pan otwartych drzwi?

Eden potrząsnął przecząco głową. - Jest 

jeszcze   jedna   rzecz,   o   której   chciałbym 

napomknąć - wtrącił się Mason.

-Mów - polecił Tragg. - Zapomniałem, 

kto   zalecał   lękać   się   Greków 

przynoszących   dary,   ale   o   ile 

pamiętam,   ostatecznie   je   wzięto.   Ja 

również   przyjmę   wszystkie   ustne 

podarunki, jakie masz dla mnie, ale nie 

lekceważ faktu, że każda twoja kolejna 

sugestia zwiększa moje podejrzenia.

background image

-Nic nie szkodzi - stwierdził Mason. - 

Teraz   po   prostu   zbierzemy   fakty,   a 

sprawdzić możemy je potem.

-To,   oczywiście,   poważna   rzecz   w 

wydziale   zabójstw:   zbieranie   faktów. 

Co znowu chcesz zasugerować?

background image

-Wydaje   mi   się   -   zaczął   Mason   -   że 

odkryjesz,   iż   Carson   miał   komplet 

kluczy do domu. Jak wiesz, to on go 

zbudował,   a   następnie   sprzedał 

Morleyowi   Edenowi.   Najpierw 

sprzedał działki, potem zawarł kontrakt 

na budowę domu, płatny w ratach.

-Rozumiem.   Cóż,   normalnie   nie 

wyjmujemy   niczego   z   kieszeni 

nieboszczyka, zanim nie zjawi się ktoś 

z   biura   koronera,   ale   w   tej   sytuacji 

największą   wagę   odgrywa   czas. 

Przejrzyjcie   mu   kieszenie,   panowie, 

tylko spiszcie wszystko, co znajdziecie. 

Lada   chwila   powinien   tu   dotrzeć 

policyjny fotograf i ludzie koronera. A 

zwracając się do Edena:

-Mógłbym pana prosić o prześcieradło 

lub   poszewkę   na   poduszkę   -   coś,   co 

moglibyśmy   rozłożyć   na   podłodze   i 

poskładać tam rzeczy wyjęte z kieszeni 

nieboszczyka?

-Zaraz przyniosę.

-Wspaniale.

Tragg odszedł kilka  kroków od ciała, 

mierząc je zmartwionym wzrokiem.

-Coś   pana   martwi,   poruczniku?   - 

zapytał Mason.

-Wiele   rzeczy   mnie   martwi   -   odparł 

policjant.   -   Spójrz   na   rękawy   jego 

koszuli.   Droga   rzecz,   i   te   francuskie 

mankiety!   Kamienie   w   spinkach 

pokryto czarną emalią, ale widać, że są 

diamentowe.   Zjawił   się   Eden   z 

poszewką na poduszkę.

background image

-Jedna wystarczy, poruczniku?

-Wystarczy.

Tragg   ukląkł   obok   ciała   i   zaczął 

opróżniać kieszenie zmarłego.

-   No,   no   -   rzucił,   otworzywszy 

książeczkę   z   czekami   podróżnymi.   -   Pięć 

tysięcy w czekach po sto dolarów na nazwisko 

A.B.L.   Seymour.   Wygląda   na   to,   że 

wykorzystywał   dla   własnych   celów   inne 

nazwisko. Może chodziło o zmylenie  urzędu 

podatkowego.   Może   uwił   gdzieś   miłosne 

gniazdko   i   musiał   znosić   komplikacje 

związane z podwójnym życiem. A teraz portfel 

- ciągnął. - Banknoty po

background image

tysiąc dolarów, w liczbie piętnastu. W 

kieszeni   na   biodrze   ma   portfel   ze 

studolarowymi

 

banknotami.

 

Można 

powiedzieć,   że   dobrze   się   wyposażył. 

Zobaczmy. Interesują cię klucze... Oto i klucze.

Tragg wyciągnął skórzany futerał:

- Gdyby zechciał pan podejść tu, panie 

Eden,   ze   swoimi   kluczami   -   powiedział.   - 

Porównam je z tymi Carsona i sprawdzę, czy 

zatrzymał   sobie,   jak   pan   sugerował,   jeden 

komplet do tego domu. Och, przepraszam, ta 

sugestia   nie   pochodziła   od   pana,   ale   od 

Perry’ego   Masona.   To,   rzecz   jasna,   żadna 

różnica,   oceniając   rzecz   pod   jednym   kątem, 

jednak pod drugim ogromna. Odkryłem już, ze 

sugestie pochodzące od pana Masona są niemal 

zawsze słuszne. Często jednak raczej gmatwają 

sprawy   niż   je   wyjaśniają   -   przynajmniej   na 

pewien czas.

Morley Eden wyciągnął swoje klucze.

- Zobaczmy... - rzucił Tragg. - To klucz 

do... do czego? Drzwi frontowych?

- Tak.

-   Jakiś   klucz   został   usunięty   z 

pańskiego futerału. Tu jest puste miejsce. Wie 

pan coś o tym?

Eden   spojrzał   z   zakłopotaniem   na 

Perry’ego Masona.

-Przesyła pan sygnały paniki swojemu 

adwokatowi? - spytał Tragg. - A więc 

to   puste   miejsce   ma   jakieś   znaczenie. 

Może najpierw się tym zajmiemy, panie 

Eden,   jeśli   pan   pozwoli.   I   jeśli   pana 

adwokat pozwoli.

-Ależ proszę - powiedział Mason. - To 

background image

ja   prosiłem   pana   Edena   o   klucz   do 

drugiej   części   domu.   Wypiął   go 

pośpiesznie   z   futerału   i   oddał   mi.   W 

tego typu futerale łatwiej jest nacisnąć 

dźwignię i zdjąć klucz razem z kółkiem 

niż sam klucz.

- Rozumiem - stwierdził wolno Tragg. - 

A   do   jakich   drzwi   pasował   klucz,   który 

usunięto   z   futerału   i   wręczono   panu,   panie 

Mason?

background image

-Do drzwi po drugiej stronie domu. To 

znaczy, do bocznych drzwi.

-Po   drugiej   stronie   domu   -   tej,   która 

przyznano pani Carson?

- Tak.

- Gdyby był pan tak uprzejmy i wyjął 

ten klucz, Mason, porównam go z kompletem 

Carsona i sprawdzę, czy zostawił sobie klucze 

do obu części domu.

Mason podał mu klucz.

-   Dziękuję   -   rzekł   z   przesadną 

uprzejmością   policjant.   -   Wybaczcie   mi 

panowie,   że   tak   sobie   skaczę   z   tematu   na 

temat.  Po prostu głośno myślę.  Zastanawiam 

się,   czy   nie   wpadliście   we   własną   pułapkę. 

Kiedy   zasugerowałeś,   Mason,   że   być   może 

Carson miał klucze do domu i mógł wejść tu o 

dowolnej   porze,   przeoczyłeś   możliwość,   że 

poproszę Edena o jego klucze, żeby porównać 

oba komplety.  Oczywiście, kiedy wyjął  swój 

futerał, natychmiast odkryłem puste miejsce, a 

ty   musiałeś   oddać   brakujący   klucz.   Ale   to 

nieważne. Zakładam, że w drugiej części domu 

nie ma obecnie nikogo?

-   Mieszka   tam   pani   Carson   - 

powiedział Eden.

Tragg   bystrym   wzrokiem   porównał 

klucze wyjęte z kieszeni Carsona z kompletem 

Edena.

-Po co Masonowi klucz od drzwi pani 

Carson?

-Nie wiem - odparł Eden.

-Tak   właśnie   sądziłem   -   przyznał 

Tragg.   -   Mason   rzadko   zwierza   się 

komukolwiek   ze   swoich   planów,   a 

background image

najrzadziej   swoim   klientom.   Bez 

wątpienia uznał, że jest w stanie bronić 

pańskich   interesów.   Może   jednak 

będzie   na   tyle   łaskaw,   by   nam   to 

wyjaśnić.

-Chciałem   sprawdzić,   czy   w   tamtej 

części   domu,   nie   ma   mordercy   - 

wyjaśnił Mason.

-Ależ jesteś dzielny!

-No,   nie   wiem   -   zaczął   ostrożnie 

Mason.   -   Morderstwo   popełniono   za 

pomocą noża. A kiedy morderca użyje 

noża, nie ma już broni. To nie pistolet, 

z którego można wystrzelić kilka kul.

-   Rzeczywiście,   bardzo   logiczne   - 

zgodził się Tragg.

- A może pomyślałeś, że mordercą jest 

kobieta?   Miło,   gdy   cywile   uzurpują   sobie 

prawa   policji,   choć   czasem   jest   to   dość 

kłopotliwe.   Ty   naprawdę   lubisz   gmatwać 

dowody.   Teraz,   jeśli   pozwolisz,   pójdziemy 

razem   na   drugą   stronę   domu   i   sprawdzimy, 

czego tam szukałeś.

-Zapewne   teraz   znajdziesz   tam   panią 

Carson - powiedział Mason.

-Och,   tak   uważasz?   Słówko   „teraz” 

oznacza zapewne, że nie było jej, kiedy 

poszedłeś tam poprzednio.

-Zgadza się. Była na zakupach.

-No, no dowiadujemy się coraz więcej 

nowych rzeczy

- ucieszył się Tragg. - Pójdziemy teraz 

porozmawiać   z   panią   Carson,   zanim   będzie 

miała   szansę   dłużej   zastanowić   się   nad 

instrukcjami,   jakich   niewątpliwie   udzielił   jej 

background image

Perry Mason.

Tragg   zwrócił   się   do   jednego   z 

policjantów:

-   Zbierzecie   wodę   z   podłogi,   każdą 

kropelkę.   Kiedy   nadjedzie   wóz   policyjny   ze 

sterylnymi probówkami i pipetami, macie się z 

nimi   obchodzić   ostrożnie.   Najpierw 

wyciągniecie korek z fiolki. Potem weźmiecie 

pipetę   i   wsadzicie   do   kałuży.   -   Ostrożnie 

zaczniecie   ssać   z   drugiego   końca.   W   ten 

sposób ciecz przedostanie się do środka. Nie 

może dotrzeć zbyt wysoko, bo zmiesza się ze 

śliną.   Potem   wyjmiecie   pipetę   z   kałuży, 

wsadzicie   jednym   końcem   do   probówki   i 

będziecie   delikatnie   dmuchać,   aż   zawartość 

przeleje   się   do   fiolki.   Powtarzajcie   tę 

czynność,   dopóki   nie   osuszycie   obu   kałuż. 

Kiedy dotrą tu ludzie koronera, przekażcie im, 

że   bardzo   chciałbym   poznać   dokładny   czas 

śmierci.   Chcę   znać   wszystkie   fakty: 

pośmiertne   zesztywnienie,   temperaturę   ciała. 

Niech   sprawdzą,   kiedy   ofiara   zjadła   ostatni 

posiłek, zawartość żołądka i jelita grubego. W 

skrócie,   zbierzcie   dla   mnie   wszystkie 

szczegóły. Zwrócił się do Masona.

-Myślę,   że   pójdziemy   teraz   złożyć 

wizytę   pani   Carson.   Pozwolę   panu 

dokonać   prezentacji,   a   potem   będę 

wdzięczny,  jeżeli  powstrzyma  się pan 

od wtrącania się do rozmowy, póki nie 

o to, co pan robił. Idziemy?

-Wyjdziemy   od   frontu,   wzdłuż 

podjazdu i dookoła betonowego słupa, 

do   którego   przymocowano   kolczaste 

zasieki - powiedział Mason.

background image

-Nie możemy po prostu obejść basenu? 

- zapytał Tragg.

-Nie.   To   stanowczo   za   daleko.   Druty 

przecinają   patio,   powierzchnię   wody, 

taras po drugiej stronie, potem biegną 

w   dół   wzgórza   co   najmniej   przez 

dwieście stóp.

-Kiedy   postawiła   zasieki,   zrobiła   to 

naprawdę dobrze - ocenił Tragg.

-Mam powody wierzyć, że ogrodzenie 

ustawiono   po   to,   by   maksymalnie 

zdenerwować   pana   Morleya   -   rzucił 

Mason.

-I chyba się to udało - stwierdził Tragg. 

-   Nie   wyobrażam   sobie   nikogo,   kto 

wytrzymałby   w   domu,   przez   którego 

środek   biegnie   solidne,   kolczaste 

ogrodzenie. No, ale chodźmy,  Mason, 

nie marnujmy czasu. Mam wrażenie, że 

każde   opóźnienie   jest   ci   na   rękę.   Co 

powiedziałeś pani Carson?

-Powiedziałem,   że   jej   mąż   został 

zamordowany.

-Doprawdy?   To   bardzo   źle.   Wiesz 

przecież, że policja lubi jako pierwsza 

przekazywać   takie   informacje. 

Okazane   zdziwienie,   żal   czy   inne 

emocje świadczą o tym, jak dana osoba 

przyjęła   wieści.   W   ten   sposób 

zdobywamy   niekiedy   bardzo   cenne 

wskazówki.

-Przykro   mi   -   powiedział   Mason.   - 

Uznałem, że powinna wiedzieć.

background image

-I   postanowiłeś,   że   będziesz 

jednoosobowym komitetem, który jej to 

powie?

-Nie - zaprzeczył Mason. - Poszedłem 

sprawdzić,   czy   nie   ukrył   się   tam 

morderca,   a   ona   weszła   i...   cóż, 

zaskoczyła mnie.

-Zaskoczyła, co? A co takiego robiłeś?

-Zamierzałem   się   właśnie   rozejrzeć. 

Nie,   przypomniałem   sobie,   że 

korzystałem wtedy z telefonu.

-Korzystałeś z telefonu? A to ciekawe. 

Zobaczmy.   Reporterzy   byli   tutaj. 

Najwyraźniej   przyjechali,   żeby   opisać 

sprawę   o   oszustwo   dotyczące   domu 

podzielonego   kolczastymi   zasiekami. 

Kiedy zobaczyli trupa, to była atrakcja, 

która   pozwoliłaby   im   zadziwić   świat. 

Na pewno przez chwilę fotoreporterzy 

biegali   wszędzie   dookoła,   a   potem 

dziennikarze   popędzili   do   telefonu   i 

zajęli   każdy   aparat   w   polu   widzenia. 

Potrzebowałeś   telefonu   z   własnych 

powodów,   a   wszystkie   dostępne   już 

zajęto. Ciekawe - dodał po chwili - czy 

pani Carson słyszała jakąś część twojej 

rozmowy.

-Będziesz musiał ją zapytać.

-Na pewno to zrobię - obiecał Tragg, a 

oczy mu rozbłysły. - Dopilnuj, bym o 

tym   nie   zapomniał,   Mason.   Jeśli 

przeoczę   tę   kwestię,   przypomnij   mi, 

dobrze?   No,   przejdziemy   się   do   pani 

Carson.

-Czy   jakiś   klucz   z   kompletu   Carsona 

background image

pasuje do drzwi w tym domu? - spytał 

adwokat.

-Nie   powiem   ci,   dopóki   ich   nie 

wypróbuję   -   odparł   Tragg   -   ale   kilka 

wygląda   identycznie.   Myślę,   że 

naprawdę zostawił sobie jeden komplet. 

Jednak dokładny test zrobimy później. 

A teraz, jeżeli pozwolisz, bardzo bym 

chciał,   żebyś   przedstawił   mnie   pani 

Carson.

Wziął   Masona   pod   łokieć   i   obaj 

równym krokiem podeszli do drzwi.

-   Musimy   obejść   cały   płot?   -   zapytał 

Tragg.

background image

-Tak jest - potwierdził adwokat.

-Wobec tego lepiej weźmy samochód. 

Jakiś   blokuje   podjazd.   Czy 

przypadkiem nie twój, Mason?

-Mój.

Tragg przytrzymał otwarte drzwi wozu. 

Grupka reporterów pilnowana przez jednego z 

policjantów natychmiast ruszyła do przodu.

-Kiedy   będziemy   mogli   z   panem 

porozmawiać,   poruczniku?   -   zawołał 

jeden z mężczyzn.

-Wkrótce   -  zapewnił   go  Tragg.   -  Ale 

muszę   was   prosić   o   cierpliwość. 

Porobiliście   już   zdjęcia   i 

zadzwoniliście   do   redakcji.   Podam 

wam nowinki, jak tylko  jakieś będą - 

jeżeli   tylko   nie   zakłóci   to   przebiegu 

śledztwa, oczywiście.

-Czegoś się pan już domyśla? - zapytał 

ktoś.

-W tej chwili  nie zamierzam  udzielać 

wywiadu - odparł porucznik.

-Dokąd   zabiera   pan   Masona?   Co   się 

stało?

-Jedźmy stąd, Mason - rzucił po cichu 

Tragg. - Włącz silnik. Ruszajmy.

Prawnik   uruchomił   samochód.   Tragg 

uspokajająco   pomachał   dłonią   w   stronę 

dziennikarzy.

-   Musicie   zaczekać   tu   kilka   minut, 

chłopcy - powiedział. - Nie chcemy, żebyście 

zniszczyli ślady.

Objechali płot do słupa i ruszyli drugą 

stroną podjazdu.

-Te   zasieki   są   naprawdę   niewygodne, 

background image

co? - rzucił Tragg.

-Bardzo.

-Gdyby   nie   dwa   podjazdy,   jeden   do 

głównych  drzwi i jeden do bocznych, 

byłoby to bardzo irytujące.

-Myślę, że jest wystarczająco irytujące 

i teraz - stwierdził Mason.

-Tak, na pewno. Korzystałeś z klucza 

do bocznych drzwi? 

-Tak.

-Miałeś pozwolenie od właściciela?

background image

-Miałem.   Morley   Eden   jest 

właścicielem.

-To   kwestia   sporna.   Chyba   wydano 

jakieś rozporządzenie?

-Tymczasowe, a nie ostateczne. Istnieje 

poza   tym   prawo   apelacji.   Wolę 

wyciągać   wnioski   na   podstawie 

wszystkich faktów.

-Hmm... odpowiadasz jak prawnik.

Mason   zatrzymał   samochód   przed 

bocznymi drzwiami.

-Wydano  chyba  zakaz wchodzenia  na 

ten teren? - zapytał Tragg.

-Złamałem   go.   Co   do   tego   nie   ma 

wątpliwości.   Jednakże   jest   to   sprawa 

pomiędzy mną a sędzią Goodwinem.

-Rozumiem.   Po   prostu   ustalam   fakty. 

Teraz,   jeśli   pozwolisz,   wypróbujemy 

najpierw   ten   klucz.   Chcę   sprawdzić 

twoją   historyjkę.   Nie   chodzi   o   to,   że 

wątpię w twoje słowa, ale może będę 

musiał   zeznawać   w   sądzie,   a   obaj 

wiemy, że potrafisz zniszczyć świadka 

w krzyżowym ogniu pytań.

Nie   przerywając   rozmowy,   Tragg 

wsadził   klucz   do   zamka,   który   odskoczył. 

Porucznik otworzył drzwi, zamknął i nacisnął 

dzwonek.

Wewnątrz domu zabrzmiał gong. Kilka 

chwil później otworzyła im Vivian Carson.

-   To   porucznik   Tragg   z   wydziału 

zabójstw   -   przedstawił   swojego   towarzysza 

Mason. - Chciałby...

Tragg wepchnął się między adwokata a 

kobietę:

background image

-Chciałbym   zadać   kilka   pytań   - 

dokończył z zachęcającym uśmiechem. 

-   Muszę   ostrzec,   że   cokolwiek   pani 

powie,   może   zostać   użyte   przeciwko 

pani oraz że nie musi pani odpowiadać 

na   pytania   w   nieobecności   swojego 

adwokata.   Jednak   zapewniam   panią, 

pani   Carson,   że   współczujemy   pani   i 

zamierzamy   sprawić   jak   najmniej 

kłopotu. Gdzie była pani w czasie, gdy 

popełniono morderstwo?

-Nie wiem - odparła, patrząc mu prosto 

w   oczy   -   ponieważ   nie   wiem,   kiedy 

popełniono morderstwo.

-Zgadza   się.   To   bardzo   dobra 

odpowiedź.   Można   by   niemal 

przypuścić,  że podsunął ją pani Perry 

Mason.   -   Jeżeli   pani   pozwoli, 

przejdziemy do pani części salonu. A 

przy okazji, jak podzielono dom?

-Ogrodzenie przecina salon. Większość 

pokoju   znalazła   się   po   mojej   stronie, 

gdyż   tu   jest   jadalnia.   Mam   także 

pomieszczenie   gospodarcze,   kuchnię, 

prysznic   i   przebieralnie   przy   basenie 

oraz   pomieszczenie   dla   służby.   Tam 

mieszkam.

-Ma pani kuchnię? 

-Tak.

-Możemy tam zajrzeć?

Poprowadziła ich, ale Tragg zatrzymał 

się   raptownie   i   przyjrzał   wywoskowanym 

kafelkom przy wejściu.

-Proszę o wybaczenie - powiedział - ale 

jest tu miejsce, które nie błyszczy się 

background image

tak   jak   reszta   podłogi.   Czy   coś   tu 

rozlano?

-Weszłam   do   domu   z   torbami 

zakupów. Pan Mason powiadomił mnie 

o   śmierci   męża   i   upuściłam   zakupy. 

Torby   były   ciężkie,   a   mnie   nagle 

opuściły siły.

-Rozumiem. I co się stało?

-Rozdarł się karton z mlekiem i stłukła 

butelka z sosem do sałatek. Wytarłam 

plamę.

-W   porządku.   A   gdzie   wtedy   stał 

Mason?

-Przy telefonie.

-Co robił?

-Dzwonił do kogoś.

-Słyszała pani rozmowę?

-Częściowo, choć może i wszystko.

-Co   mówił?   Bardzo   ciekawi   mnie, 

dlaczego   pan   Mason   uznał,   że   tak 

bardzo   potrzebuje   telefonu,   że   aż 

złamał   sądowy   nakaz.   W   końcu,   jak 

pani

 

wie,

 

adwokat

 

jest 

przedstawicielem   prawa   i   powinien 

popierać   decyzje   sądu.   Co   takiego 

mówił?

-Dawał komuś instrukcje. Chciał, żeby 

kogoś śledzono.

background image

-Usłyszała pani nazwisko osoby, która 

miała być śledzona?

-To Nadine Palmer.

Tragg   natychmiast   wyjął   z   kieszeni 

notes i pospiesznie coś zapisał.

-Nadine Palmer - powtórzył. - Wie pani, 

kto to?

-To   kobieta,   którą   śledził   detektyw 

mojego męża i przyłapał na romansie.

-No, no. A Peny Mason zadzwonił do 

kogoś, żeby ją śledził.

-Tak.   Powiedział,   że   mają   „dać   jej 

ogon”.   Dokładnie   pamiętam   to 

wyrażenie.

-Tak, ogon. Czy padło nazwisko osoby, 

z którą rozmawiał?

-Nie, chyba nie.

-A może imię? - podsunął Tragg. - Na 

przykład... Paul?

-Tak,   to   było   to   imię!   Teraz   sobie 

przypominam.   Mówił   do   niego:   Paul. 

Właśnie wtedy weszłam do domu.

-A co stało się potem?

-Pan   Mason   musiał   wyczuć   moją 

obecność i obejrzał się. Przywitałam go 

z sarkazmem i zaprosiłam, by rozgościł 

się i poczęstował wszystkim, na co ma 

ochotę.

-A   ten   sarkazm,   zgaduję,   spłynął   po 

Masonie   jak   woda   po   kaczce.   Ale   co 

powiedział? Co zrobił z telefonem?

-Po   prostu   odłożył   słuchawkę   i 

powiedział,   że   mój   mąż   został 

zamordowany.

-A pani upuściła torby z zakupami? 

background image

-Tak.

-Podniosła je pani? 

-Tak.

-I gdzie je pani postawiła?

-W kuchni.

- Więc jeśli pani pozwoli, zajrzymy tam 

–   zaproponował   porucznik.   -   A   przy   okazji, 

gdzie robiła pani zakupy?

background image

-W supermarkecie.

-Tym pod szczytem wzgórza?

-Nie, tamten jest dość mały. Mówiłam 

o supermarkecie.

-Którym?

-W Hollywood.

-Ma pani wyciąg z kasy? 

-Tak.

-   Dobrze.   Zwykle   się   je   numeruje. 

Możemy sprawdzić godzinę, o której tam pani 

była, sprawdzając numer na pani rachunku z 

numerem   w   kasie.   Proszę   zaprowadzić   nas 

teraz do kuchni.

Vivian Carson wskazała drogę.

Wzrok   Tragga   przyciągnął   stos 

zakupów obok zlewozmywaka.

-  Cztery  torby  -  powiedział.  -  Cztery 

wielkie torby.

- Tak.

-Zastanówmy się. Skoro Mason był w 

domu, kiedy pani przyjechała, i skoro 

upuściła pani dwie torby z zakupami, 

musiały   gdzieś   być   dwie   następne. 

Więc   wróciła   pani   do   samochodu   po 

resztę sprawunków...

-Pan Mason je przyniósł.

-Och. Powinienem odgadnąć, że się o 

to zatroszczył. A gdzie pani była, kiedy 

on wnosił zakupy? Może przypadkiem 

weszła   pani   do   salonu   lub   uchyliła 

drzwi, by zajrzeć, co tam się dzieje?

-Nie. Załamałam się. Kiedy wrócił pan 

Mason, siedziałam na krześle.

Wzrok   Tragga,   wędrujący   po   kuchni, 

zatrzymał się na wieszaku na noże.

background image

-   A   to   ciekawe   -   powiedział.   -   Noże 

wszelkiego   rodzaju   zawieszone   na 

magnetycznym   wieszaku.   A   my   mamy 

morderstwo   popełnione   za   pomocą   noża... 

Pozwoli pani, pani Carson, że to zbadam.

Podszedł do wieszaka.

background image

-Widzi pan, że wszystkie są na miejscu.

-Tak,   rzeczywiście.   Przynajmniej   tak 

się wydaje - zgodził się Tragg. - Wiszą 

w równych odstępach... A to co?

Wyciągnął   rękę   i   odczepił   rzeźnicki 

nóż z drewnianą rączką.

-To jeden z noży.

-Naprawdę?   -   Tragg   z   namysłem 

obracał przedmiot w dłoniach. - Zgoda, 

to   jest   nóż,   ale   nie   wygląda   na 

używany.   Na   ostrzu   widać   wypisaną 

kredą   cenę:   trzy   dolary   i   dwadzieścia 

centów.

-Przecież   wie   pan,   poruczniku,   że 

dopiero   się   tu   wprowadziłam.   Nie 

zadomowiłam się jeszcze i...

-Ale mieszka tu już pani od... od kiedy?

-Od   niedzieli.   Wprowadziłam   się   w 

niedzielę.   W   sobotę   po   południu 

postawiono   ogrodzenie,   a   ja 

wprowadziłam się w niedzielę rano.

-   I   przez   tyle   czasu   nie   miała   pani 

okazji   zerknąć   na   noże?   -   rzucił 

powątpiewająco Tragg. - A czy przypadkiem, 

będąc na zakupach, nie kupiła pani noża, który 

zastąpiłby ten tkwiący w plecach pani męża?

Vivian zaczęła coś mówić, potem nagle 

urwała i zająknęła się:

- Ja... ja...

Mason wszedł jej gładko w słowo:

- Pani nie musi odpowiadać na pytania 

porucznika   Tragga.   Wie   pani   o   tym,   pani 

Carson.

Tragg   spojrzał   na   prawnika   ze   sporą 

dozą niechęci:

background image

-A   my   nie   musimy   znosić   pańskiego 

towarzystwa, panie Mason - stwierdził. 

- Przedstawiłeś nas sobie i spełniłeś już 

swoją   rolę.   Nie   musisz   się   tu   dłużej 

kręcić.   Pani   Carson   i   ja   doskonale 

poradzimy sobie sami.

-To   dom   pani   Carson   -   zauważył 

adwokat.   -   Myślę,   że   ma   prawo 

zdecydować, kogo chce tu gościć.

-Nie   tak   mówiłeś   chwilę   temu   - 

przypomniał mu Tragg.

background image

- Stwierdziłeś, że dom należy do Edena 

i,   o   ile   pamiętam,   wydano   sadowy   zakaz 

wkraczania   na   ten   teren.   Jako   przedstawiciel 

prawa   mogę   cię   stąd   wyrzucić   siłą.   Nie 

chciałbyś   chyba   stawiać   oporu   policji?   Poza 

tym mogę zawieźć panią Carson na posterunek 

i tam ją przepytać, a ty dobrze o tym wiesz, 

Mason.   Nie   pozwolę,   byśmy   utknęli   w 

miejscu.   Proszę,   wróć   do   wyjścia   i   usuń   się 

stąd   bocznymi   drzwiami.   Możesz   wsiąść   do 

swojego   wozu,   wrócić   do   części   domu 

należącej do Edena i tam na mnie  zaczekać. 

Ruszaj w drogę, mecenasie.

Mason ukłonił się:

-Z   powodu   sądowego   nakazu   i 

ponieważ pani Carson nie musi składać 

w tej chwili żadnych orzeczeń, wyjdę z 

ochotą.

-I zaczekasz u Edena, dopóki tam nie 

dotrę - przypomniał mu Tragg.

-Zaczekam - odpowiedział.  Pochwycił 

spojrzenie   Vivian   Carson   i 

ostrzegawczo zmarszczył brwi.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Dwadzieścia   minut   później   porucznik 

wrócił   do   części   domu   przyznanej   Edenowi. 

Znalazł właściciela i Masona w salonie.

-Jak   tam   rozmowa   z   panią   Carson?   - 

zapytał adwokat.

-Niezbyt   satysfakcjonująca,   i   to   dzięki 

tobie   -   odparł   Tragg.   -   Jednak 

powiedziała  mi   kilka  rzeczy.   Udzieliła 

więcej informacji, niż zdaje sobie z tego 

sprawę.

-Rozumiem.

 

Może

 

chciałbyś 

dowiedzieć   się   jeszcze   czegoś   ode 

mnie?

-Chyba  nie - odparł  Tragg. - Boję się 

twoich podarunków. Ale mów.

-Chciałbym   zwrócić   twoją   uwagę   na 

fakt - zaczął Mason - że rękawy koszuli 

Carsona są mokre do wysokości łokci, 

natomiast   rękawy   marynarki   pozostały 

suche. Tylko  podszewka jest wilgotna, 

prawdopodobnie   nasiąkła   wodą   z 

koszuli.

-A skąd to wszystko wiesz?

-Wiem,   bo   powiedział   mi   jeden   z 

dziennikarzy.

-Chciałeś zwrócić na to moją uwagę. Co 

to według ciebie oznacza?

- Mamy basen i faceta w koszuli mokrej 

do łokci. Sądzę, że obie rzeczy się łączą.

- Dobrze. Rozejrzymy się.

Tragg   ruszył   w   stronę   basenu,   potem 

odwrócił się i stwierdził, że Mason i Eden idą 

background image

tuż za nim.

-Chyba   poradzę   sobie   bez   waszej 

pomocy - powiedział.

-Potrzebuje mnie mój klient, aby śledzić 

twoje odkrycia.

-Życzenia twojego klienta nic mnie nie 

obchodzą.

-Dobrze zatem. Powiem więc tak: masz 

nakaz rewizji?

-Nie   potrzebuję   nakazu   rewizji. 

Popełniono   tu   morderstwo   i   mogę 

szukać dowodów.

background image

-Zgadza się. Możesz też trzymać z dala 

wszystkich,   którzy   mogliby   zniszczyć 

lub   usunąć   dowody,   ale   kiedy 

odchodzisz   z   miejsca   zbrodni   i 

zaczynasz szperać po domu bez nakazu 

rewizji,   prawny   przedstawiciel 

właściciela domu ma prawo...

-Dobra,   dobra   -   przerwał   zirytowany 

policjant.   -   Nie  zamierzam   się   z   tobą 

sprzeczać.   Chodźcie,   ale   nie 

przeszkadzajcie   mi   i   nie   próbujcie 

ukryć ani zniszczyć dowodów.

Wyszedł   nad   basen,   przesunął 

wzrokiem   po   kolczastym   ogrodzeniu 

rozpiętym   ciasno   nad   powierzchnią   wody   i 

biegnącym przez patio.

- Solidna robota - ocenił. - I sprytna.

Mason skinął głową.

-   Trzeba   by   zanurkować,   żeby 

przedostać się pod drutami - ciągnął Tragg. - 

Rozciągnięto je tak mocno i blisko siebie, że 

nikt   nie   zmieściłby   się   między   nimi,   No 

dobrze, rozejrzyjmy się.

Zdjął   marynarkę,   podwinął   rękaw 

koszuli i na czworaka ruszył skrajem basenu, 

zanurzywszy   prawą   rękę   w   wodzie,   by 

sprawdzić każdy kafelek do głębokości łokcia.

-Jak   sądzisz   Mason,   co   tu   znajdę,?   - 

zapytał.

-Nie   wiem.   Uznałem,   że   te   mokre 

rękawy są dość znaczące.

-Oczywiście,   że   są   znaczące   -   rzucił 

Tragg, czołgając się wzdłuż basenu.

W   drzwiach   po   drugiej   stronie   domu 

stanęła Vivian Carson.

background image

- Czy mogę wiedzieć, czego pan szuka? 

- zapytała.

- Dowodów - odparł uprzejmie Tragg.

Okrążył   cały   basen   po   jednej   stronie 

drutów.

- Tu chyba  nic nie ma  - stwierdził.  - 

Zbadamy   drugą   stronę,   chociaż   nie   wiem, 

Mason,   do   czego   zmierzasz.   Pani   Carson, 

zechciałaby   pani   postawić   krzesło   po   swojej 

stronie   ogrodzenia?   -   zapytał.   -   Ja   postawię 

krzesło   z   tej   strony...   Bardzo   pani   dziękuję. 

Dzięki   temu   zakończę   inspekcję,   nie 

obchodząc całego płotu dookoła.

Eden   przyniósł   krzesło   z   prostym 

oparciem   i   postawił   je   przy   drutach.   Pani 

Carson przyniosła podobne. Tragg wszedł na 

krzesło, przełożył nogę nad drutami i przeszedł 

na   drugą   stronę.   Tam   zakończył   inspekcję 

basenu.

-   Nic   nie   znalazłem   -   oświadczył   ze 

zdziwieniem.

Mason wskazał na betonowe schodki w 

płytszej części basenu.

-A sprawdził pan tam, poruczniku?

-Macałem ręką wszędzie wokół.

- I z tyłu? Z tej strony widzę, że chyba 

pierwszy   stopień   nie   przylega   ściśle   do 

podłogi.

-I co z tego?

-W   typowych   basenach...   -   zaczął 

Mason.

-Dobra,   rozumiem   -   przerwał 

niecierpliwie   policjant   i   ponownie 

opadł na kolana.

-Zanim z tym skończę, pewnie zupełnie 

background image

zniszczę   sobie   portki   -   rzucił.   -   Ja... 

Miałeś   rację,   Mason.   Między   górnym 

stopniem a obramowaniem basenu jest 

szpara. Mogę w nią wsadzić palec. Ale 

to nic nie znaczy.

-Nie? - zapytał Mason.

-Czekaj  chwilę.   Czekaj... Jest  tu  jakiś 

pierścień.

-Jaki?

-Metalowy,   przyczepiony   do   jakiegoś 

kabla,   pociągnę   za   niego   i...   -   Tragg 

oparł się jedną ręką a drugą pociągnął 

kółko. - Rusza się - zawołał. - Biegnie 

od niego jakiś kabel. To... No, no, kto 

by pomyślał. Kto by pomyślał?!

Około   dziesięć   stóp   od   basenu 

podniosła   się   płytka   na   zawiasie,   odsłaniając 

kwadratowy schowek.

Tragg   puścił   pierścień   i   skoczył   na 

równe nogi.

- A więc to tak - powiedział. - Tajny 

sejf. Zajrzyjmy, co jest w środku.

- Zostań tu - rzucił Mason do Edena i 

wspiąwszy się na krzesło przeszedł  na drugą 

stronę   ogrodzenia.   Pośpiesznie   dołączył   do 

policjanta. Obaj zajrzeli do wyłożonej stalową 

płytką   skrytki.   Była   szerokości   około 

osiemnastu cali, głęboka na jakieś dwie stopy.

-   Ani   źdźbła   w   środku   -   stwierdził 

Tragg.

Stojąca za nimi Vivian Carson zajrzała 

do ciemnego wnętrza schowka i zapytała:

-A   co   to   takiego,   u   licha?   Tragg 

podniósł wzrok.

-Zakładałem,  że pani nam to wyjaśni. 

background image

Potrząsnęła głową.

-Pierwszy raz to widzę.

Tragg zmarszczył  brwi, aż zbiegły się 

w jedną linię.

-Carson zbudował ten dom? - zapytał.

-O ile wiem - potwierdził adwokat.

-A basen?

-Dom, basen, patio i resztę.

-A więc to tak! - wykrzyknęła Vivian. - 

To tu chował pieniądze.

-Jakie   pieniądze?   -   zaciekawił   się 

porucznik.

-Tak namieszał w dokumentach, że nie 

można było odkryć żadnych pieniędzy, 

które do niego należały - powiedziała 

bez  tchu.  - Sędzia   Goodwin  wiedział, 

że   mój   mąż   ukrywa   swoje   dochody   i 

próbował   zmusić   go,   by   je   ujawnił. 

Przepytywał   go   dokładnie,   czy   ma 

konta   oszczędnościowe,   depozyty 

bankowe, cokolwiek, co... A on zrobił 

to   w   trakcie   budowy   domu! 

Skonstruował   skrytkę   i   tu   wkładał 

pieniądze i papiery wartościowe.

Tragg przyjrzał się jej z namysłem:

-Wyciąga pani pochopne wnioski tylko 

dlatego, że jest tu pusta dziura.

-Dobrze - odparła sucho. - Więc jakie 

są pańskie wnioski, poruczniku?

Tragg uśmiechnął się od ucha do ucha.

background image

-Ja   najpierw   gromadzą   dowody.   Do 

wniosków   dochodzimy   na   sam   koniec. 

Gdybyśmy   zaczynali   od   wyciągania 

jakichkolwiek   wniosków,   a   potem 

szukali   potwierdzających   je   dowodów, 

bez   przerwy   pakowalibyśmy   się   w 

kłopoty.

-Według   mnie   pani   Carson   uczyniła 

bardzo   oczywistą   uwagę,   poruczniku   - 

odezwał się Mason.

-Tak   przypuszczam   -   przyznał   Tragg   - 

ale   zawsze   nabieram   podejrzeń   co   do 

ludzi,   którzy   za   szybko   wyciągają 

wnioski,   nawet   jeśli   są   logiczne.   Więc 

pierwszy raz widzi pani tę skrytkę, pani 

Carson?

- Tak.

-   I   po   raz   pierwszy   zobaczyła   pani 

odchylająca się na zawiasie płytkę?

-   Tak,   mówiłam   już.   Nic   o   niej   nie 

wiedziałam.   Jak   to   działa?   Uruchamia   się   z 

jakiegoś miejsca w basenie?

Tragg wrócił nad basen i zbadał stopień.

-   To   jest   to,   Mason   -   powiedział.   - 

Odkryliśmy   przyczynę   mokrych   rękawów. 

Jeżeli Carson ukrywał dochody i chował to w 

tajemnicy przed żoną, a także, zapewne, przed 

urzędnikami   podatkowymi,   to   była   idealna 

skrytka.   Z   tyłu   schodków   jest   pierścień 

połączony   z   kablem.   Wystarczy   pociągnąć   ze 

dwa   cale,   by   uruchomić   dźwignię.   Sprężyna 

unosi w górę kafelek. To oczywiście doskonały 

motyw morderstwa.

- Nie rozumiem, co ma pan na myśli - 

oburzyła się Vivian Carson.

background image

-To   proste.   Loring   Carson   mógł   mieć 

tutaj   sporo   pieniędzy.   O   wiele   więcej, 

niż odkryto przy jego zwłokach. Mokre 

rękawy   jego   koszuli   wskazują,   że 

pośpiesznie   otworzył   tajny   schowek   i 

wyjął   mnóstwo   forsy.   A   ktoś,   kto   ich 

bardzo pragnął, wsadził mu nóż w plecy 

i zabrał skarb. To takie proste.

-I kto teraz wyciąga pochopne wnioski, 

Tragg? - wtrącił się Mason.

background image

-Ja - przyznał policjant. - Zrobiłem to, 

ponieważ   chciałem   zobaczyć   reakcję 

pani Carson.

-Dobrze - odezwała się Vivian. - Widzi 

pan   moją   reakcję.   Właśnie   teraz. 

Próbuję   być   w   porządku   i   nie   chcę 

zachowywać   się   jak   hipokrytka.   Nie 

zamierzam   udawać   żalu,   którego   nie 

czuję. Loring Carson był parszywcem, 

draniem,   ale   był   też   człowiekiem   i 

moim mężem, co, oczywiście, oznacza, 

że   kiedyś   byliśmy   ze   sobą   bardzo 

blisko. Przykro mi, że nie żyje, ale jeśli 

w   grę   wchodzą   sprawy   majątkowe, 

chciałabym mieć zapewnioną ochronę. 

Wszystko, co schowano w skrytce, jest 

moją własnością.

- A jak pani to sobie wytłumaczyła? - 

spytał Tragg, patrząc na nią z zastanowieniem.

-Ponieważ   sędzia   Goodwin   zamierzał 

przyznać mi  większą część pieniędzy. 

Uważał,   że   to   większość   naszego 

wspólnego   majątku   została   gdzieś 

ukryta.   Pan   Mason   może   to 

potwierdzić.   To   żaden   sekret.   Sędzia 

stwierdził to na otwartej rozprawie.

-Skoro   takie   ma   pani   przekonanie   - 

zaczął  Tragg - gdyby  dowiedziała  się 

pani   o   tym   schowku,   zabrałaby   pani 

wszystko, co było w środku?

-Chwilę - wtrącił się Mason. - To nie 

jest   uczciwe   pytanie.   Skoro   nie 

wiedziała nic o sejfie...

-To   moje   pytanie   i   jest   uczciwe   - 

upierał   się   Tragg.   -   To   pytanie 

background image

policjanta. A więc, pani Carson, gdyby 

wiedziała pani o istnieniu sejfu, czy coś 

by pani z niego wyjęła?

Spojrzała mu w oczy i powiedziała:

-Nie   zamierzam   kłamać   ani 

zachowywać   się   jak   hipokrytka. 

Zapewne wzięłabym.

-Przynajmniej   jest   pani   szczera   i 

uczciwa - ocenił porucznik. - W tych 

okolicznościach, pani Carson, obawiam 

się, że będzie pani musiała pojechać ze 

mną   i   odpowiedzieć   na   więcej   pytań. 

Odpłacę   pani   równą   szczerością: 

postaramy   się   o   nakaz   rewizji   i 

przejrzymy   wszystko   kawałek   po 

kawałku. Spróbujemy odkryć, co było 

w sejfie.

-Czy to znaczy, że mam uważać się za 

osobę aresztowaną?

-Ależ nie - zaprzeczył  Tragg. - Może 

pani   uważać   się   za   młodą   kobietę 

chętną   do   współpracy   z   policją, 

ciesząca się, że może pojechać ze mną 

do centrum i odpowiedzieć na pytania 

oraz oczyścić się z podejrzeń.

Zwrócił się do Masona:

-Zamierzam   prosić   o   to   samo 

pańskiego   klienta,   panie   Mason. 

Poproszę   go,   by   wsiadł   z   nami   do 

samochodu.   Powiem   również, 

mecenasie,   że   zamierzam   prosić,   by 

natychmiast opuścił pan ten dom. Chcę 

wszystkich   stąd   usunąć.   Opieczętuję 

go,   a   kiedy   tu   wrócę,   przeszukamy 

każdy kąt i każdą dziurę.

background image

-Proszę   bardzo   -   odparł   Mason, 

zirytowany.   -   Typowa   psychologia 

policyjna.   Zamykasz   drzwi,   kiedy 

konia   już   skradziono.   Loring   Carson 

nie przyszedł na piechotę. Dostał się tu 

samochodem.

 

Prawdopodobnie 

własnym. Ktokolwiek z nim był, zabrał 

samochód   i   zostawił   ciało.   Wszystkie 

ślady   na   niebie   i   ziemi   wskazują,   że 

Carson   był   martwy,   kiedy   jego 

towarzysz opuszczał dom...

-Wiem, wiem - przerwał mu Tragg. - 

Zachowujesz   się   jak   wszyscy 

praworządni   obywatele,   którzy   lubią 

pouczać policję, jak prowadzić sprawę. 

Do   twojej   wiadomości,   Mason,   jak 

tylko

 

tu

 

przyjechałem

 

zidentyfikowałem   zwłoki,   wydałem 

nakaz   poszukiwania   wozu   Carsona. 

Znajdziemy   go,   gdziekolwiek   jest. 

Znamy   markę   i   numer   rejestracyjny 

samochodu,   mamy   jego   opis.   Co 

więcej,   sprawdzamy   lotnisko   i   drogi 

wylotowe z miasta. Ktokolwiek jedzie 

teraz wozem Loringa Carsona, zostanie 

zatrzymany   i   odpowie   na   pytania. 

Najprawdopodobniej   będzie   to 

podejrzany   numer   jeden.   Mimo   że 

doceniam pańskie sugestie, mecenasie, 

przypuszczam,   że   policja   potrafi 

rozwiązać tę sprawę bez pana. Wobec 

najnowszego   odkrycia,   które   zmienia 

kategorię   sprawy,   odprowadzę   cię   do 

drzwi.   Wyjdziesz   stad   i   będziesz   się 

trzymał z dala. Pani Carson i pan Eden 

background image

pojadą moim wozem; ty masz własny 

samochód.   Wiem,   że   masz   wiele 

pilnych   spraw  wymagających   uwagi  i 

nie chcę zatrzymywać cię dłużej.

Odwrócił się do pozostałych.

- Wychodzimy i niech nikt nie dotyka 

tej   płytki.   Zamierzam   wezwać   speców   od 

odcisków palców, więc proszę, trzymajcie się 

z   dala.   Ruszamy.   Przekażę   instrukcje   moim 

ludziom na zewnątrz.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Mason   włożył   klucz   do   zamka   drzwi 

od   korytarza,   opatrzonych   tabliczką   „Perry 

Mason - gabinet prywatny”. Wszedł do biura i 

napotkał niespokojne spojrzenie Delii Street.

-Chyba   wpakowałeś   się   w   nie   lada 

aferę - stwierdziła.

-Tak - przyznał. - Wiesz, co się stało?

-Zamordowano Loringa Carsona. W tej 

chwili wiem niewiele więcej. A ty?

-Wiem, że miał mokre rękawy koszuli i 

suche rękawy marynarki, co świadczy, 

że zdjął ją i do łokci zanurzył ręce w 

wodzie,   a   potem   włożył   marynarkę. 

Idąc za tą wskazówką porucznik Tragg 

odkrył sprytnie ukryty pierścień z tyłu 

za stopniami prowadzącymi do płytkiej 

części basenu. Ciągnąc za ten pierścień 

można było podnieść jeden z kafelków 

w   patio.   Pod   nim   znajdowała   się 

skrytka   szerokości   około   siedemnastu 

cali i głęboka na dwie stopy. Wszystko 

wskazuje   na   to,   że   chowano   w   niej 

kosztowności,   ale   nikt   nie   może   tego 

udowodnić. Muszę ustalić czas, Delio. 

Wydaje mi się, że nasz klient Morley 

Eden coś kręci. Chciałbym ustalić czas 

morderstwa   tak   dokładnie,   jak   tylko 

możemy.   Muszę   też   sprawdzić   kilka 

innych   rzeczy.   O   której   Carson 

przyszedł do biura?

- Sprawdzę w notesie - odparła Della 

Street.

background image

Podeszła   do   swojego   biurka   i   wyjęła 

notes:

-Zjawił  się  tutaj   chwilę   po dziewiątej 

trzydzieści   pięć.   Postawiłam   krzyżyk 

przy   tej   godzinie.   Wyszedł   zaraz   po 

dziewiątej czterdzieści pięć.

-W   korytarzu   stał   Paul   Drakę   i 

dokładnie   mu   się   przyjrzał   - 

przypomniał   sobie   Mason.   -   A   przy 

okazji, co z Paulem? Złożył już raport 

w związku z zadaniem, jakie zleciłem 

mu przez telefon?

background image

-Mówił mi tylko, że nad nim pracuje i 

że Loring Carson został zamordowany.

-Spróbuj   połączyć   się   z   Paulem   - 

poprosił Mason.

-   Niech   pomyślę:   skończyłem 

dyktować tekst wniosku do sądu o dziewiątej, 

prawda?

-Trochę   wcześniej.   Nagrałeś   tekst   na 

dyktafon.   Kazałam   maszynistkom 

przyjść   wcześnie   rano.   Zaczęły   pisać 

przed   ósmą   trzydzieści.   Wniosek   był 

gotowy, zanim wyszedłeś, to jest jakieś 

pięć   minut   przed   dziesiątą... 

Przycinałeś włosy?

-Owszem   -   przytaknął   Mason.   - 

Przyciąłem   włosy,   ogoliłem   się, 

zamówiłem   też   masaż   i   manicure   z 

polerowaniem   paznokci.   Kazałaś   mi 

wyglądać   jak   najlepiej   dla   prasy   i 

uznałem to za dobry pomysł.

-A   może   chciałeś   wyglądać   jak 

najlepiej dla Nadine Palmer?

-Nadine   Palmer   coś   kombinowała   - 

odparł Mason.

-   Delio,   przypuśćmy,   że   pływałaś   w 

samej bieliźnie. Co by było potem?

- Niby ja? - spytała.

- Ty.

- Mam modną i cokolwiek przejrzystą 

bieliznę.   Nylonową,   więc   gdy   jest   mokra, 

niewiele ukrywa. Ufam, że twoje pytanie jest 

naukowe i nie osobiste.

Mason zmarszczył czoło.

- Jest naukowe - odparł - nie osobiste i 

nie daje mi spokoju.

background image

Della   Street,   która   w   czasie   tej 

rozmowy   wykręcała   numer   telefonu,   rzuciła 

do słuchawki:

-   Jest   tam   Paul?   W   biurze   jest   pan 

Mason. Chciałby się z nim zobaczyć. Gdyby 

mógł   tu   zajrzeć...   Dobrze,   dziękuję   - 

powiedziała po chwili i odłożyła słuchawkę. - 

Paul zaraz przyjdzie.

Adwokat   wyjął   papierosa   z   bocznej 

kieszeni marynarki.

background image

- A to co? - zapytała Della.

-   To   był   bardzo   wilgotny   papieros   - 

odparł   Mason.   -   Przypuśćmy   więc,   Delio   - 

wrócił   do   tematu   -   że   młoda   kobieta   idzie 

pływać   w   staniku   i   majtkach,   potem   ściąga 

mokrą   bieliznę,   ale   nie   chce   jej   porzucać   w 

miejscu,   gdzie   zostałaby   znaleziona.   Chowa 

więc ją do torebki, prawda?

-Chyba że postanowiła, że wyschnie na 

jej ciele.

-Sądzę   raczej,   że   Nadine   Palmer 

wycisnęła   swoją   bieliznę   z   wody   i 

wepchnęła do torebki.

-   A   dlaczego   pływała   niemal   nago?   - 

zaciekawiła się Della.

- To coś, co może nas bardzo dotyczyć. 

Ona...

Urwał, ponieważ Paul Drakę zastukał do 

drzwi w umówiony sposób. Della otworzyła.

- Masz coś na Nadine Palmer? - zapytał 

Mason, gdy detektyw wszedł do środka.

- Nic.

-Najwyraźniej Nadine Palmer niemal nic 

nie   miewa   na   sobie   -   powiedziała   z 

powagą Della.

-Co takiego? - zdziwił się Drakę.

-To tylko moja teoria - wyjaśnił Mason. 

- A co z taksówką, Paul?

-Och,   znalazłem.   Kierowca   zawiózł 

pasażerkę   na   lotnisko.   Jednak   możemy 

tylko   zgadywać,   co   zrobiła,   gdy   tam 

dotarła.   Może   wsiadła   do   samolotu,   a 

może   jedynie   zmieniła   taksówkę   i 

wróciła   do   miasta.   Jeśli   wsiadła   do 

samolotu, kupiła bilet na inne nazwisko. 

background image

Obdzwoniliśmy   większe   linie   lotnicze, 

szukając rezerwacji na nazwisko Palmer, 

ale nic nam to nie dało. Powiem ci coś 

jeszcze   o   tej   dziewczynie:   szuka   jej 

policja.

-Naprawdę?

-Tak   jest.   Pytali   o   nią   i   powiedzieli 

dozorczyni  bloku, żeby nie wpuszczała 

do mieszkania nikogo, dopóki sami nie 

zjawią   się   z   nakazem   rewizji. 

Opieczętowali drzwi.

background image

-   A   to   ciekawe   -   ocenił   adwokat.   - 

Dlaczego to zrobili?

- Nie wiem, ale idą za jakimś tropem. 

Przypuszczam   tylko,   że   nie   wiedzą,   a   w 

każdym razie sprawiają takie wrażenie, dokąd 

pojechała taksówką. Jesteśmy więc krok przed 

nimi.

Mason zmrużył oczy, skupiony.

-Powiedziałem  jej  coś,  co  uruchomiło 

cały   łańcuch   zdarzeń.   Ciekawe,   co   to 

było.

-O co chodzi z tym, że Nadine nic nie 

miewa na sobie? - zapytał Drake.

-To   tylko   teoria.   Na   podstawie 

wilgotnego   papierosa.   Oto   on,   spójrz 

Paul.

-I   jak,   według   ciebie,   zamókł? 

Wrzucono go do basenu?

-Nie.   Pomyślałem,   że   Nadine   mogła 

rozebrać się i w bieliźnie wskoczyć do 

wody. Potem zdjęła bieliznę, wykręciła 

ją z wody, wsadziła do torebki, włożyła 

samą sukienkę i wróciła do domu. Coś, 

co   jej   powiedziałem,   pomogło   jej 

wpaść na pewien pomysł. Pamiętam, że 

mówiłem o Loringu Carsonie i... Hej, 

czekajcie, zapytałem, czy zna...

Mason   gwałtownie   zwrócił   się   do 

Delii:

-   Chwytaj   za   telefon.   Zarezerwuj   mi 

pierwszy   możliwy   samolot   do   Las   Vegas. 

Zadzwonię z lotniska, wtedy podasz mi numer 

lotu. Pojadę taksówką. Nie będę musiał szukać 

miejsca   do   zaparkowania.   Powinienem 

zadzwonić akurat, gdy załatwisz potwierdzoną 

background image

rezerwację. - Paul, ty kontynuuj swoją robotę. 

Dowiedz się wszystkiego, co można, o Nadine 

Palmer.   Spróbuj   dostać   się   do   policyjnych 

kartotek   i   odkryć,   jakie   oświadczenie 

wystosuje policja, by uzyskać nakaz rewizji.

Delii wyjaśnił:

- Policja zatrzymała Morleya Edena w 

celu   przesłuchania.   Mają   też   Vivian   Carson. 

Raczej nie będą ich trzymać zbyt długo, a gdy 

tylko zwolnią, Eden prawdopodobnie

background image

zadzwoni do biura. Niech tu przyjdzie. 

Przekaż   mu   że   interesuje   mnie   ustalenie 

dokładnego   czasu   wydarzeń   Niech   mówi   o 

wszystkim,   co  się  z  tym   wiąże:  gdzie   był  co 

robił. Stenografuj, ale niezbyt jawnie. Nie chcę, 

żeby pomyślał ze zaciskamy mu pętlę na szyi 

albo wywieramy jakkolwiek nacisk. Na pewno 

o wszystkie te - pytała go policja i w tej chwili 

powinien   mieć   je   świeżo   poukładane   w 

pamięci. Jadę.

-Mogę   cię   podrzucić   -   zaproponował 

Drake.

-Wezmę taksówkę - powtórzył Mason. - 

Ty zajmij się swoją pracą.

Otworzył   szeroko   drzwi,   wybiegł   do 

holu i popędził do windy

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Goniec   kasyna   w   Las   Vegas   obejrzał 

trzy   jednodolarowe   banknoty,   które   Mason 

wsadził mu w dłoń.

-Genevieve... jasne, to jedna z hostess - 

powiedział.

-Możesz ją wskazać? - zapytał adwokat.

-Proszę tędy.

Poprowadził   go   obok   baru   do 

ogromnego   kasyna,   wypełnionego   dźwiękiem 

kręcących się ruletek, kół fortuny i rzucanych 

kostek. Przy stołach do gry w oczko siedziały 

młode kobiety w obcisłych sukniach. Na końcu 

sali monotonnie brzęczały automaty do gier, a 

od czasu do czasu obwieszczano przez głośnik:

-Wygrana   na   maszynie   numer 

dwadzieścia   jeden...   wygrana   na 

dwadzieścia   jeden...   Na   maszynie 

numer   czternaście   podwójna   wygrana. 

Podwójna wygrana na czternastce.

-Tam stoi - powiedział goniec.

-Która to? - spytał Mason.

-Ta jak modelka.

-Dla   mnie   wszystkie   wyglądają   jak 

modelki. Chłopak wyszczerzył zęby.

-Za to im płacą. Ona jest najlepsza. Ta 

po prawej. - Dzięki.

Mason   przeszedł   na   drugi   koniec   sali 

przez tłum graczy i kibiców.

Kobieta   odwrócona   do   niego   plecami 

miała   na   sobie   błyszczącą,   ciemną   suknię 

opinającą ją jak skórka cebulę. Odwróciła się, 

gdy.Mason   podszedł,   oceniła   go   wielkimi, 

background image

ciemnymi  oczami, na których dnie błyszczała 

iskierka   zuchwałości.   Trójkątny   dekolt, 

szeroko rozcięty wokół szyi i zwężający się w 

dół   niemal   do   talii,   odsłaniał   dołek   między 

jędrnymi piersiami.

background image

-Cześć - powiedział Mason.

-Cześć - odpowiedziała.

-Szukam Genevieve.

-Więc ją znalazłeś.

-Nazywam się Mason.

-Nie mów, że na imię ci Perry.

-Tak mi na imię.

-Wydawało mi się, że widziałam gdzieś 

twoje zdjęcie. Co sprowadza cię do Las 

Vegas?

-Szukam rozrywek.

-Stoisz   dokładnie   w   geometrycznym 

centrum   najlepszych   rozrywek   na 

świecie.   Nie   sądź   tylko,   że   mówię   o 

sobie. Ja jestem tylko przynętą, towarem 

na wystawie sklepowej. Nie na sprzedaż

- Albo wynajem - rzucił lekko Mason.

Uśmiechnęła się.

-   Możemy   rozważyć   długoterminowy 

leasing   -   odparła,   oceniając   ciemnymi   oczami 

przystojną twarz adwokata i nawet nie próbując 

ukryć zainteresowania.

- Chcę porozmawiać - odparł Mason. - 

Możesz rozmawiać w czasie godzin pracy?

-   To   moja   sprawa.   Mogę   zaprowadzić 

cię do stołu i...

-Moją   uwagę   mogłoby   pochłonąć   co 

innego. Co powiesz na drinka?

-To   nie   jest   zalecane,   chyba   że   jako 

czynność   wstępna   -   odparła.   -   W   tych 

okolicznościach jednak się zgodzę.

-W loży?

-W loży - przytaknęła - ale pamiętaj, że 

jestem na służbie i muszę krążyć po sali. 

Mam prowadzić klientów do stołu, dbać, 

background image

żeby byli zadowoleni i raz na jakiś czas 

brać   do   ręki   kupkę   żetonów,   żeby 

pokazać, jak łatwo jest wygrać.

-A jest łatwo?

-Jeśli się wie, jak.

-Można się tego nauczyć?

background image

- Chodź, pokażą ci.

Wzięła   Masona   pod   ramię   i 

poprowadziła do stołu z ruletką.

-   Daj   temu   facetowi   dwadzieścia 

dolarów za komplet żetonów.

Adwokat wręczył banknot i w zamian 

otrzymał żetony.

-   Ja   postawię   -   stwierdziła.   -   Ty 

weźmiesz wygraną.

Przez   chwilę   patrzyła   na   toczącą   się 

kulę, a potem postawiła żetony na siódemce.

Kula   zatrzymała   się   na   numerze 

dziewięć.

-To takie proste? - zdziwił się Mason.

-Cicho   -   rzuciła.   -   Wczuwam   się. 

Postaw   dwa   żetony   na   dwadzieścia 

siedem i kilka na podwójne zero. Pięć 

na   czerwone   i   trzy   na   trzecią 

dwunastkę.

-W   tym   tempie   dwadzieścia   dolarów 

nie   starczy   na   długo   -   zauważył 

adwokat.

-Potem   -   szepnęła   cicho   -   wolno   mi 

będzie   pójść   z   tobą   do   loży. 

Zrozumieją, że obłaskawiam klienta.

Kula zatrzymała się.

- Widzisz? - rzuciła.

Mason patrzył, jak krupier przesuwa ku 

niemu żetony.

-Masz   teraz   dużo   więcej   niż   na 

początku. Adwokat uroczyście wręczył 

jej połowę wygranej.

-Mogę ci zrobić prezent? - zapytał.

Przyjęła   tylko   część   żetonów, 

poustawiała je na tablicy, a kiedy pochyliła się, 

background image

żeby sięgnąć do końca stołu, Mason poczuł jej 

pierś   przyciśniętą   do   swojego   ramienia.   Jej 

usta znalazły się przy jego uchu:

-Nie   wolno   mi   wymieniać   ich   na 

gotówkę   -   powiedziała   -   ale   mogę   ją 

przyjąć, jeśli to ty wymienisz żetony.

-Nie   bardzo   się   w   tym   orientuję, 

Genevieve.

-Kiedy   wygrywasz   -   tłumaczyła   - 

trzymaj   się   swego   szczęścia.   Kiedy 

zaczynasz   przegrywać,   wycofaj   się   z 

gry.

-I to jedyna recepta na sukces?

background image

- Więcej nie trzeba. Problem w tym, że 

klienci tego nie potrafią. Kiedy szczęście ich 

opuszcza,   obstawiają   na   siłę.   A   kiedy 

wygrywają,   stają   się   rozmowni.   Ty 

wygrywasz. Graj dalej.

Mason   patrzył,   jak   rozstawia   resztę 

żetonów. Jeszcze dwukrotnie krupier podsunął 

im   duże   kupki   sztonów.   Za   przykładem 

Genevieve,   adwokat   porozstawiał   swoje 

żetony na różnych polach i czasami wędrowały 

do niego kolejne wygrane. Ludzie wałęsający 

się po sali bez celu podeszli, by obserwować 

fenomenalny sukces pary przy stole. Wkrótce 

otoczył   ich   pierścień   innych   graczy,   tak   że 

widzowie   znaleźli   się   w   drugim   rzędzie. 

Zebrało   się   tylu   uczestników   gry,   że   mijała 

dłuższa   chwila,   nim   krupier   wypłacił   sztony 

zwycięzcom i powtórnie zakręcił kołem.

Przez   chwilę   Mason   wygrywał   co 

trzecie   obstawienie,   potem   przez   pięć 

kolejnych nie dostał nic.

Energicznie   poupychał   pozostałe 

żetony po kieszeniach marynarki.

-Chodźmy   -   rzekł   do   Genevieve.   - 

Muszę   odpocząć   i   napić   się   czegoś, 

chce mi się pić.

-Drinki   podawane   są   do   stołu   - 

powiedziała na tyle głośno, by usłyszał 

ją krupier.

-Wolę usiąść i wypić w spokoju. Mogę 

zapłacić żetonami?

-Jasne   -   odparła.   -   Możesz   też 

wymienić   je   w   kasie,   a   kiedy   tu 

wrócisz, kupić następne.

Mason   poszedł   za   nią   do   okienka 

background image

kasjera, przekazał swoje sztony, które zostały 

uważnie   przeliczone.   W   zamian   otrzymał 

pięćset   osiemdziesiąt   dolarów.   Wziął 

Genevieve pod rękę, ukradkiem wsunął jej w 

dłoń sto dolarów i powiedział:

- To jest dopuszczalne?

- Całkowicie - odparła, nie patrząc na 

banknot.

Przeprowadziła go obok barn do części 

sali   ze   stolikami,   usiadła   i   pełnymi, 

czerwonymi   wargami   uśmiechnęła   się   do 

prawnika, odsłaniając perłowe zęby.

-Jesteś   prawdziwym   hazardzistą   - 

oceniła.

-Teraz   tak.   Przeszedłem   inicjację. 

Zawsze jest to takie proste?

-Jeżeli wygrywasz.

-A co się dzieje, gdy przegrywasz?

-Wtedy   zaczynasz   szaleć.   Pogrążasz 

się. Uważasz, że kasyno jest ci winne 

forsę.   Potem   patrzysz   na   mnie   ze 

złością   i   myślisz,   że   to   może   ja 

przynoszę ci pecha. Wtedy mrugam na 

jedną z dziewczyn. Ona podchodzi do 

stolika,   zaciekawia   ją   gra,   więc 

obstawia jakieś pole, pochyla się obok 

ciebie,   tak   żeby   się   do   ciebie 

przycisnąć,   mówi   „przepraszam”   i 

uśmiecha   się.   Coś   odpowiadasz,   a   ja 

schodzę   na   drugi   plan.   Jeżeli   nie 

zrobisz   nic,   by   mnie   odzyskać, 

odpływam,   a   ty   zostajesz   z   drugą 

hostessą.

-I to ona dostanie napiwek?

-Nie bądź głupi. Nikt, kto przegrywa, 

background image

nie rozdaje napiwków. Facet staje się 

hojny   tylko,   gdy   wygrywa.   Rany,   w 

Meksyku   widziałam   nawet,   jak 

zwycięzcy wpychali sztony krupierom, 

póki nie wysypywały się im z kieszeni.

-Czy   krupier   może   kontrolować 

wydarzenia?

-Ależ   ty   się   wysławiasz   -   roześmiała 

się.

-Mówiłem   o   Meksyku   -   stwierdził 

Mason.

-   Wiem   -   odparła,   posyłając   mu 

zachęcający uśmiech.

Przy   ich   stole   stanął   kelner.   Mason 

uniósł   pytająco   brwi,   więc   Genevieve 

powiedziała:

-Szkocką z sodą, Bertie.

-Dla   mnie   proszę   dżin   z   podwójnym 

tonikiem.   Genevieve   poprawiła   pod 

stołem sukienkę, spuściła wzrok i nagle 

podniosła pełne zdziwienia oczy.

-Dałeś mi sto dolarów - stwierdziła.

-Zgadza się.

-Cóż...   niech   cię   Bóg   błogosławi.   I 

dzięki.

background image

-Powinienem   zaznaczyć,   że   czegoś   za 

to chcę.

-Wszyscy   mężczyźni   czegoś   chcą   - 

odparła z uśmiechem. - Mam nadzieję, 

że mogę ci to dać. Że to nic trudnego.

Przesunęła   się   kusząco   ku   niemu,   a 

potem roześmiała:

-Och, zapomnijmy o tym. Zejdźmy na 

ziemię. Czego chcesz, Peny Masonie?

-Chcę   wiedzieć,   czy   znasz   Nadine 

Palmer.

-Palmer,   Palmer...   Nadine   Palmer   - 

powtórzyła,   mrużąc   oczy   i   marszcząc 

lekko   czoło,   usiłując   sobie 

przypomnieć.

Wolno pokręciła głową.

-Nazwisko   nic   dla   mnie   nie   znaczy   - 

powiedziała. - Może rozpoznałabym ją, 

gdybym   ją  zobaczyła.   Znam   mnóstwo 

ludzi,   ale   są   to   tylko   twarze,   bez 

nazwisk. Mieszka tutaj?

-W Los Angeles.

Genevieve ponownie pokręciła głową.

- A znasz Loringa Carsona? - zapytał 

Mason.

Rzuciła   krótkie,   uważne   spojrzenie   na 

prawnika,   a   czerwone   wargi   skryły   perłowe 

zęby.

- Znam Loringa Carsona.

- Widziałaś go niedawno?

Zmarszczyła brwi.

-To   zależy,   co   rozumiesz   przez 

„niedawno”.   Widziałam   go...   Niech 

pomyślę. Był tu w zeszłym tygodniu... 

więc widziałam go jakiś tydzień temu.

background image

-Nie żyje.

-On... co?

-Nie   żyje   -   powtórzył   Mason.   - 

Zamordowano   go   dziś   rano   albo 

wczesnym popołudniem.

-Loring Carson nie żyje?

-Tak jest. Został zamordowany.

-Kto go zabił?

-Nie wiem.

Spuściła wzrok. Przez kilka sekund jej 

twarz pozostała

background image

nieruchoma,   potem   Genevieve 

westchnęła,   podniosła   wzrok   na   Masona   i 

powiedziała:

-Dobrze. Nie żyje. Odszedł.

-Był przyjacielem?

-Był... dobrym facetem, tak to ujmijmy.

-Wiedziałaś, że ma problemy z żoną?

-Każdy facet wcześniej czy później ma 

problemy ze swoją żoną. Przynajmniej 

każdy, którego spotkałam.

-Sporo grał?

-Nie   omawiamy   spraw   klientów 

publicznie. Ale tak, sporo.

-I wygrywał?

-Był dobrym hazardzistą.

-A co to znaczy?

-Robił tak, jak ci mówiłam. Nie ma w 

tym   żadnego   sekretu.   Stawiaj   jak 

szatan, kiedy wygrywasz, wycofaj się z 

gry,   kiedy   przegrywasz.   Jeśli   tak 

zrobisz,   wygrasz,   przynajmniej   w  Las 

Vegas. Ale ludzie tego nie potrafią.

-Dlaczego?

-Nie wiem.

-Carson taki nie był?

-Carson   był   dobrym   graczem   i   kiedy 

przegrywał... robił to, co ty.

- Co?

-Zabierał mnie na drinka.

-Kierownictwo na to pozwala?

-Bądźmy szczerzy, panie Mason. Oboje 

jesteśmy   dorośli.   Z   pana   jest   duży 

chłopiec,   ze   mnie   duża   dziewczynka. 

Kierownictwo   niewiele   zarabia   na 

drinkach. Sprzedaje jedzenie, rozrywki 

background image

i apartamenty tak tanio, jak to możliwe. 

Z drugiej strony, stan Newada w dużej 

części   utrzymuje   się   z   opodatkowania 

hazardu.   A   ten   luksus   opłacają 

wyłącznie   hazardziści,   którzy   nie 

wiedzą, jak grać i przegrywają.

-A są tacy, co wygrywają?

background image

- Są.

- Zawsze?

- Zawsze.

-Rozumiem,   że   zmierza   pani   do 

wniosku, iż jeżeli jakiś gracz wygrywa, 

kierownictwo nie ma nic przeciw temu, 

by   zabrała   go   pani   na   jakiś   czas   od 

stołu.

-W tych okolicznościach kierownictwo 

jest   wręcz   zachwycone.   Jest   pan   zbyt 

bystrym   facetem,   panie   Mason,   by 

wrócić do gry i przegrać fortunę. Ale 

wrócimy. Jeśli zacznie pan przegrywać, 

rozstaniemy się. Jeśli pan wygra, przez 

chwilę   jeszcze   z   panem   zostanę.   Ale 

coś mi mówi, że pan nie wygra. Chyba 

pożegnał się pan ze swoim szczęściem.

-Więc   moje   szczęście   odwróci   się   do 

mnie plecami?

-Szczęście   to   kobieta,   i   to   do   szpiku 

kości. Dasz jej szansę, by uśmiechnęła 

się do ciebie, a zrobi znacznie więcej. 

Wskoczy ci na kolana. Obstawiał pan 

tylko w połowie skupiony na tym,  co 

robi.   Myślał   pan   o   mnie.   Bardziej 

interesował   się   pan   mną   niż   swoim 

szczęściem.   A   teraz   porozmawiał   pan 

ze mną sam na sam. Kiedy wróci pan 

do   stołu,   coś   mi   mówi,   że   pańskie 

szczęście   zamieni   się   w   zimny   sopel 

lodu.

-A jeśli tak się stanie?

-Wtedy ja zejdę ze sceny i zniknę. Przy 

panu znajdzie się inna hostessa, jeżeli 

będzie   pan   grał   dość   wysoko,   by 

background image

zainteresować inną hostessę. Jeżeli nie, 

jeśli   przegrywając   będzie   pan   chciał 

odejść   od   stołu,   zapewne   będzie   pan 

mógł   pokręcić   się   wokół,   nie 

wzbudzając niczyjego zainteresowania.

-Ciekawe.

-Zwykłe obyczaje - odparła. - A teraz, 

co chce pan wiedzieć?

-Czy Nadine Palmer skontaktuje się z 

tobą   -   powiedział   Mason.   -   To 

zwracająca   uwagę   młoda   kobieta, 

bardzo   zgrabna.   Mam   powody 

podejrzewać,   że   dziś   po   południu 

przyleciała tutaj z Los Angeles, i chyba 

cię szuka. Jeżeli się z tobą skontaktuje, 

chciałbym wiedzieć, czego chciała.

Kelner przyniósł drinki. Mason stuknął 

się kieliszkiem z Genevieve.

-Za pomyślność - powiedział.

-Znam   na   to   sprytną   odpowiedź,   ale 

wydaje mi się, że poszłaby na marne... 

Słuchaj,   Peny,   będę   z   tobą   szczera. 

Zastrzeliłeś   mnie   wiadomością   o 

Loringu Carsonie.

-Lubiłaś go?

Zawahała   się   przez   chwilę,   potem 

spojrzała adwokatowi w oczy. 

- Tak.

- Coś więcej?

- Tak.

- Pozwól, że zapytam cię o jedno: czy 

zostałabyś drugą panią Carson?

- Nie.

-A mogę spytać, dlaczego?

-Mam   swoją   pracę,   on   swoją.   Jestem 

background image

świetnym   kumplem.   Prawdopodobnie 

byłabym   okropną   żoną.   On   lubił   się 

pokazać.   Wspaniale   traktował   swoją 

dziewczynę.   Ale   sądzę,   że   byłby 

okropny   dla   żony.   Niektórzy   faceci 

tacy   już   są.   Przede   wszystkim   są 

sprzedawcami. Lubią sprzedawać swój 

towar   i   rejestrować   zakup   po   stronie 

zysków, ale kiedy wykupią cały sklep, 

kiedy  jest  z   nimi   w domu   przez  cały 

czas,   kiedy   z   nimi   je,   śpi,   podróżuje, 

nie   mają   już   czego   sprzedać.   Więc 

zaczynają   się   nudzić.   A   kiedy   się 

nudzą,   stają   się   obojętni.   Facet,   który 

stracił zainteresowanie, to czysta strata 

dla niego samego i dla świata.

-Nie   masz   zbyt   wysokiej   opinii   o 

małżeństwie - zauważył Mason.

-Jest dobre - odparła - dla niektórych.

background image

-Nie dla Carsona?

-Nie sądzę, że Carson byłby szczęśliwy 

z   jakąkolwiek   kobietą,   dopóki   nie 

przekroczyłby...   och,   przynajmniej 

pięćdziesiątki,   a   wtedy   byłoby   już   za 

późno.

-Na ślub?

-Dla mnie. Poślubiłby młodszą kobietę, 

jakąś   dwudziestolatkę   lub   dziewczynę 

tuż po trzydziestce, która przekonałaby 

go, że jeszcze jej nie przekroczyła.

-A wtedy?

-Wtedy   Carson   chciałby   osiąść   w 

jednym   miejscu.   Uznałby,   że   zgarnął 

główną   wygraną.   Kobieta   patrzyłaby, 

jak   starzeje   się   i   zwalnia   tempo.   Ale 

sama nie chciałaby się starzeć ani tracić 

tempa.

-Więc?

Wzruszyła  ramionami  i dopiła  drinka. 

Mason zamieszał płyn w kieliszku.

-Wróćmy   do   stołu   -   zaproponował.   - 

Powiesz   mi,   jeśli   Nadine   Palmer 

skontaktuje się z tobą?

-Za ile?

-Dwieście dolarów.

-Przemyślę   to.   To   będzie   zależało   od 

tego, czego chce. Czy to mi się opłaci?

-Nie wiem.

- Nie zamierzam kłamać, panie Mason. 

Nienawidzę   kłamców.   Musiałam   z   wielu 

rzeczy zrezygnować,  kiedy przyjechałam  tu i 

zostałam   hostessą,   ale   parę   rzeczy   zyskałam. 

Jedną z nich jest prawo do wolności, a to daje 

mi prawo do bycia szczerą. Dzięki Bogu, nie 

background image

muszę już kłamać i nie zamierzam tego robić.

-Dawniej kłamałaś?

-Każda   dziewczyna,   która   chce   być 

szanowana, musi trzymać fason.

-Ty tego nie robiłaś?

Roześmiała   się.   -   Chcesz   sporo   się 

dowiedzieć za swoje sto dolarów. Mówiłam, że 

nie muszę już więcej kłamać. Chodź, wracajmy 

do   stołu.   Sprawdzimy,   czy   możesz   jeszcze 

wygrać.

            Poprowadziła go z powrotem do tego 

samego krupiera.

-   Daj   mu   sto   dolarów   na   żetony   - 

powiedziała.

Mason   przekazał   pieniądze.   Postawił 

sztony   na   różne   numery.   Tym   razem 

Genevieve mu nie pomagała, po prostu stała, 

patrząc. Raz za razem koło ruletki obracało się, 

a   Mason   nie   otrzymywał   żadnych   żetonów. 

Wygrał tylko niewielką sumkę na czerwone i 

na dwanaście z drugiego tuzina, ale zakłady na 

konkretne numery przegrywał  i stos żetonów 

przed   nim   zaczął   się   kurczyć.   Genevieve 

spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

Nieoczekiwanie jakaś młoda kobieta w 

obcisłej jak rękawiczka sukni wyciągnęła nad 

stołem nagie ramię i pochyliła się, by postawić 

sztony   na   odległym   polu   w   końcu   stołu. 

Potknęła się lekko i jej miękka pierś dotknęła 

ramienia Masona.

-Och, przepraszam - rzuciła. Podniosła 

wzrok i uśmiechnęła się.

-Nic się nie stało - zapewnił adwokat.

-Taka   jestem   niezręczna,   ale   miałam 

przeczucie,   żeby   postawić   na   ten 

background image

numer... Och, nic z tego nie wyszło!

-   Lepiej   pójdzie   następnym   razem   - 

pocieszył Mason.

Spotkali się wzrokiem.

- Zawsze jest następny raz - szepnęła. - 

Zawsze jest coś nowego, zawsze jest jutro... i 

dzisiaj... i dziś w nocy - dokończyła miękko.

Postawiła   kolejne   sztony   w   odległym 

końcu stołu, i znów przycisnęła się do Masona. 

Tym razem przytrzymała ramię adwokata.

-Niech   pan   trzyma   za   mnie   kciuki   - 

powiedziała.   -   Proszę   życzyć   mi 

szczęścia.

-To pani mogłaby życzyć mi szczęścia - 

zauważył Mason.

background image

-Dobrze,   możemy   życzyć   sobie 

nawzajem szczęścia.

Tym razem młoda kobieta wygrała.

-   Ślicznie,   ślicznie   -   zawołała 

podniecona,   przyciskając   ramię   prawnika   do 

piersi i podskakując. - Ślicznie, ślicznie, udało 

mi się!

Mason uśmiechnął się, postawił jeszcze 

trzykrotnie,   aż   skończyły   mu   się   żetony. 

Odszedł od stołu.

-Nie   rezygnuje   pan   chyba?   -   zapytała 

młoda kobieta z niedowierzaniem.

-Tylko   na   chwilę   -   przyrzekł   Mason.   - 

Muszę odetchnąć. Ale wrócę.

-Koniecznie   -   rzuciła,   a   potem   dodała 

jakby   przepraszając   za   natręctwo:   - 

Proszę. Przyniósł mi pan szczęście. Jest 

pan   tak...   Och,   po   prostu   przyniósł   mi 

pan szczęście.

Kiedy   Mason   oddalił   się   od   stołu, 

popatrzyła za nim z nadzieją.

Nigdzie   nie   było   widać   Genevieve 

Honcutt   Hyde.   Prawnik   wrócił   do   baru   i 

zamówił   kolejny   dżin   z   tomkiem.   Usiadł, 

pociągając   alkohol   i   rozglądając   się   wokół. 

Piętnaście   minut   później   dostrzegł 

przepychającą   się   przez   tłum   Nadine   Palmer. 

Odsunął szklankę i ruszył do jednego ze stołów 

w ślad za dziewczyną.

Nadine   niosła   torebkę   dosłownie 

napęczniałą   od   sztonów.   Była   lekko   pijana. 

Przepchnęła   się   do   stołu   z   ruletką   i   zaczęła 

obstawiać.   Miała   fenomenalne   szczęście.   W 

ciągu kilku minut otoczył ją tłum obserwatorów, 

próbujących obstawiać tak samo.

background image

Mason   poczuł,   że   ktoś   się   w   niego 

wpatruje. Podniósł wzrok i zobaczył Genevieve 

Hyde   przyglądającą   się   mu   z   grupy 

obserwatorów. Znacząco przesunął spojrzenie na 

Nadine,   potem   z   powrotem   spojrzał   na 

Genevieve. Wyraz jej twarzy nie zmienił się.

Stał   w   tyle,   przyglądając   się   Nadine, 

dopóki   dziewczyna   nie   zgromadziła   tylu 

żetonów, że niemal skryła się za

background image

nimi jak za barykadą. Wtedy przesunął 

się do przodu i położył jednodolarowy banknot 

na numerze jedenaście.

-   Zbierz   sztony   i   skończ   grę   - 

powiedział szeptem do Nadine.

Odwróciła   się,   oburzona,   i   ze 

zdumienia wstrzymała oddech.

-Zbierz sztony i skończ grę - powtórzył 

adwokat. Postawił jeszcze dwukrotnie i 

odszedł od stołu.

-Słyszałaś, co powiedziałem - szepnął 

do   Nadine.   Pięć   minut   później 

dziewczyna   zjawiła   się   przy   kasie   z 

dwoma gońcami niosącymi jej sztony.

Ludzie   patrzyli   z   pełną   podziwu 

ciekawością, kiedy kasjer wypłacał jej ponad 

dziesięć tysięcy dolarów. Kiedy odchodziła od 

okienka, Peny Mason wziął ją pod ramię.

-Co ty tu robisz? - zapytała. - A ty?

-Gram.

-Grałaś   -   uściślił   Mason.   -   Teraz 

skończyłaś.

-Co to znaczy: skończyłam? Często tu 

przyjeżdżam.   Jestem   w   stanie 

samodzielnie kierować swoim życiem, 

panie Mason, bez pańskich rad.

-Udzielam ci rady gratis. Rozmawiam z 

tobą   nie   jako   adwokat,   ale   jako 

przyjaciel.

-Dość   szybko   został   pan   moim 

przyjacielem.

-Chciałbym   zadać   ci   kilka   pytań.   - 

powiedział Mason. - Może napijesz się 

drinka?

-Nie,   dość   już   wypiłam.   Wracam   do 

background image

swojego   pokoju.   Chce   pan   pójść   ze 

mną?

-A mogę?

-Mam   wynająć   przyzwoitkę?   A  może 

niańkę?

-Ani jedno, ani drugie. Zastanawiałem 

się tylko, czy mogę.

Wyszła   bocznymi   drzwiami   i   ruszyła 

wzdłuż długiego ciągu bungalowów. Prawnik 

szedł przy niej. Włożyła klucz

background image

do   zamka.   Adwokat   otworzył   drzwi   i 

wprowadził   ją   do   środka.   Pokój   był 

komfortowy. Stało w nim łóżko, telewizor, kilka 

głębokich, wygodnych foteli. Ściany wyłożono 

boazerią.   Panowała   tu   atmosfera   spokojnego 

luksusu.

Kiedy   Mason   zamknął   drzwi,   Nadine 

usiadła, założyła nogę na nogę, odsłaniając dość 

spory   fragment   nylonowych   pończoch, 

zmierzyła prawnika wzrokiem i rzuciła:

-Lepiej, żeby to była dobra rada.

-Jest dobra. - Ile pani wygrała?

-Mnóstwo.

-Zauważyłem,   że   wypłacili   pani   ponad 

dziesięć lub dwanaście tysięcy.

-Wtedy   wypłacali   mi   pieniądze   po   raz 

drugi - powiedziała.

-Za pierwszym razem było tyle samo?

-Więcej.

-O której pani tu dotarła?

-   Taksówką   pojechałam   na   lotnisko   i 

wsiadłam do pierwszego samolotu.

-Nie   kupiła   pani   biletu   na   własne 

nazwisko.

-Czy to przestępstwo?

-Fakt   godny   rozważenia,   biorąc   pod 

uwagę dokonaną zbrodnię - powiedział 

Mason.   -   Chyba   że   potrafi   to   pani 

wytłumaczyć.

-Potrafię.

Mason przyjrzał się jej uważnie:

-Mam wrażenie, że chce pani zyskać na 

czasie.

-A   ja   mam   wrażenie,   że   szuka   pan 

informacji.

background image

-Nie przeczę - odparł Mason. - Proszę o 

informacje.   Dlaczego   nie   kupiła   pani 

biletu na swoje nazwisko?

-Ponieważ zmęczyło mnie to, że jestem 

łatwą zwierzyną dla każdego myśliwego 

na świecie - rzuciła gwałtownie. - Dzięki 

Loringowi   Carsonowi   moje   nazwisko 

stało   się   popularne   jak   marka 

papierosów.   Zostałam   małą   Miss 

Dopadnij!

background image

-Kompletna   bzdura.   Kilka   osób 

przeczytało  w gazetach  o tym,  co się 

stało,   uśmiechnęło   się   może   i 

przewróciło   stronę,   zapominając   o 

poprzedniej. Przynajmniej  jeśli chodzi 

o panią. Przyznaję, że w innej sytuacji 

znalazła   się   Vivian   Carson.   Mąż 

obrzucił   ją   błotem   i   doznała   wielu 

krzywd.

-Może   zaoszczędzi   pan   trochę 

współczucia dla mnie - powiedziała. - 

Każdy   facet,   jakiego   spotykam   od 

czasu tej afery, robi mi niedwuznaczne 

propozycje.

-A wcześniej tego nie robili?

-Niech pan słucha. Dobrze mi szło w 

kasynie. Raptem zjawia się pan i każe 

mi wycofać się z gry. Straszy mnie pan 

i odciąga od stołu. Niech pan powie, co 

ma   do   powiedzenia.   Potem   wrócę   do 

kasyna.   Jeśli   nie   zacznie   pan   zaraz 

mówić, i tak wrócę.

Wstała,   obciągnęła   sukienkę   i  ruszyła 

w stronę drzwi.

-   Wiedziała   pani,   że   Carson   został 

zamordowany,   kiedy   wyjeżdżała   pani   z   Los 

Angeles?

Zatrzymała się w pół kroku, odwróciła. 

Jej oczy rozszerzyły się.

-Zamordowany!   -   jęknęła   po   chwili 

pełnej napięcia.

-Tak jest.

-Och,   mój   Boże!   -   westchnęła. 

Podeszła   do   fotela   i   opadła   na 

siedzenie,   jakby   straciła   całą   siłę   w 

background image

kolanach.   Jej   oczy,   rozszerzone   i 

pociemniałe z emocji, odszukały wzrok 

prawnika.

-Kiedy? - spytała.

-Nie sądzę, żeby policja znała dokładny 

czas.   Prawdopodobnie   późnym 

rankiem lub wczesnym popołydniem.

-Gdzie?

-W domu, który zbudował dla Morleya 

Edena.

-Kto... kto to zrobił?

-Nie   wiadomo.   Ciało   znaleziono   pod 

kolczastym   drutem,   po   stronie   domu 

należącej do Edena.

background image

-Jak go zabito?

-   Zakłuto   nożem,   który   mógł   być 

jednym   z   kompletu   wiszących   w   kuchni   po 

stronie   domu   przyznanej   Vivian   Carson.   Co 

ciekawe, istnieją dowody wskazujące na to, iż 

Carson   mógł   wyjąć   sporą   sumę   pieniędzy   ze 

schowka   ukrytego   przy   basenie,   oraz   że 

człowiek, który go zabił, zabrał gotówkę.

Siedziała   patrząc   na   niego.   Jej 

zachowanie   mogło   świadczyć   o   tym,   że   nie 

całkiem   pojęła   wagę   informacji,   albo   że   była 

oszołomiona.

-Nie mam zbyt wiele czasu na rozmowę 

z   panią,   Nadine,   ponieważ   policja 

gorączkowo próbuje panią odszukać.

-Policja!   Dlaczego   szukają   właśnie 

mnie?

-Ponieważ   istnieją   dowody  wskazujące 

na to, iż osoba, która dokonała zbrodni, 

użyła noża wiszącego po jednej stronie 

domu   i   przedostała   się   na   drugą, 

przepływając   pod   ogrodzeniem   nad 

basenem.   Pamięta   pani,   że   kiedy 

wszedłem   do   mieszkania,   miała   pani 

mokre   włosy.   I   była   pani   w   negliżu. 

Powiedziała mi pani, że bierze prysznic. 

Czy nie była to dość niezwykła pora na 

prysznic?

-Nie dla mnie. Do czego pan zmierza?

-Poprosiłem   też   panią   o   papierosa   - 

kontynuował  Mason. - Kazała  mi  pani 

zajrzeć   do   torebki.   Znalazłem   tam 

paczkę.   Wyjąłem   jednego.   Był   mokry. 

Nie byłem w stanie go zapalić. Wypadła 

pani   z   sypialni,   aż   poły   szlafroczka 

background image

powiewały   z   tyłu.   Nie   zwracała   pani 

uwagi na przeźroczysty strój, tak bardzo 

się pani spieszyła do torebki. Chwyciła 

ją pani, odwróciła się, udając, że sięga 

po   papierosy,   i   wręczyła   mi   jednego. 

Jednak  ten  papieros   był   suchy.   Myślę, 

że kiedy wybiegła pani z sypialni, miała 

pani w ręce drugą paczkę.

-Doprawdy? - rzuciła z sarkazmem. - I 

co   to   wszystko   znaczy,   Sherlocku 

Holmesie?

background image

-To znaczy - odparł Mason - że chciała 

pani   przedostać   się   z   jednej   strony 

domu   na   drugą.   Że   ściągnęła   pani 

sukienkę   i   wskoczyła   do   basenu, 

ubrana   tylko   w   majtki,   stanik   i 

pończochy.   Że   przepłynęła   pani   z 

powrotem,   wyżęła   bieliznę   z   wody, 

schowała do torebki, włożyła sukienkę, 

wróciła do domu i właśnie przebierała 

się, kiedy przyszedłem.

-Czyli że ja zabiłam Loringa Carsona? 

- spytała.

-Czyli że policja uzna to wszystko za 

bardzo podejrzane. Kiedy wsiadła pani 

do mojego samochodu, napomknąłem o 

przyjaciółce   Loringa   Carsona, 

Genevieve Hyde, która jest hostessą tu, 

w Las Vegas. Gdy tylko usłyszała pani 

to   nazwisko,   uznała   pani,   że   musi 

wysiąść   i   zatrzymać   taksówkę. 

Wówczas   pomyślałem,   że   zdradziłem 

tajemnicę - że nie znała pani nazwiska 

przyjaciółki Carsona i gdy tylko je pani 

poznała, postanowiła się z nią spotkać. 

Ale teraz myślę inaczej.

-A co takiego pan myśli?

-Obecnie   mam   wrażenie,   że   nagle 

zdobyła   pani   sporą   ilość   gotówki   i 

zastanawiała się, jak wytłumaczyć się z 

jej  posiadania.  Kiedy  wspomniałem   o 

Las Vegas, wpadła pani na wspaniały 

pomysł.   Postanowiła   pani   tu 

przyjechać,   pokazać   się   przy   jednym 

stole,   potem   przy   drugim   -   później 

mogłaby   pani   twierdzić,   że   mnóstwo 

background image

wygrała.

-Doprawdy!   -   rzuciła.   -   Ale   tak   się 

składa,   że   rzeczywiście   mnóstwo 

wygrałam. Stał pan za mną dość długo, 

by   to   zobaczyć.   Widział   pan,   ile 

sztonów wymieniałam na gotówkę.

-To,  że przyjechała  tu pani  po to, by 

ukryć   nagłe   zdobycie   majątku,   nie 

oznacza   wcale,   że   nie   mogła   pani 

wygrać - zauważył Mason.

Przez długą chwilę patrzyła  na niego, 

rozważając coś w myślach.

- I co? - spytał Mason.

background image

-Sam   pan   jest   mokry,   panie   Mason   - 

stwierdziła   wreszcie.   -   Ja   nic   nie   wiem   o 

mokrych  papierosach. Nie zdjęłam sukienki i 

nie pływałam w bieliźnie. Często lecę do Las 

Vegas,   żeby   zagrać.   Uwielbiam   hazard. 

Niekiedy   świetnie   mi   idzie.   Zazwyczaj 

przyjeżdżam   z   jakimś   znajomym,   ale 

przyznaję,   że   kiedy   wspomniał   pan   o   Las 

Vegas, w moich myślach zadzwonił dzwonek i 

raptem   poczułam,   że   mi   się   uda:   że   jeśli   tu 

przyjadę,   wygram   fortunę.   Kiedy   mam   takie 

przeczucie, nie zwlekam. Bywa, że ktoś mówi 

coś takiego, co każe mi  pędzić na wyścigi  i 

postawić   na   jakiegoś   konia.   Lubię   grać   na 

podstawie przeczuć.

-I to było jedno z nich? 

-Tak.

-Działała pani dość pośpiesznie.

-Zawsze działam w pośpiechu - odparła 

Nadine.

-   A   gdzie,   u   licha,   Carson   schował 

swoje pieniądze?

-   W   bardzo   pomysłowej   skrytce   - 

wyjaśnił prawnik.

- Na pewno zaprojektował ją, budując 

dom.   Ciągnąc   za   pierścień   schowany   za 

betonowymi schodkami do basenu podnosi się 

kafelek umieszczony na zawiasie. Pod nim jest 

stalowy   sejf.   Gdy   wyjeżdżałem   stamtąd, 

policja   zamierzała   zbadać   odciski   palców   na 

krawędzi schowka i w jego wnętrzu.

Nie zdołała powstrzymać grymasu.

-Odciski palców!

-Odciski palców - powtórzył Mason.

-Ale nie można... nie można zostawić 

background image

odcisków na tak gładkiej powierzchni?

-Wprost   przeciwnie   -   uświadomił   jej 

adwokat.   -   Na   taśmie   chroniącej 

spodnią   powierzchnię   płytki   zostają 

idealne   odciski   palców   i   bardzo 

możliwe,   że   zachowały   się   także   na 

stalowej części sejfu.

-Muszę...   muszę   panu   coś   wyznać, 

panie Mason.

-Chwileczkę - powstrzymał ją prawnik. 

–   Przyjechałem   tu   po   informacje. 

Jestem   adwokatem,   ale   pani   nie   jest 

moją   klientką.   Mam   swojego   klienta. 

Jeśli   cokolwiek   mi   pani   powie,   nie 

zachowam tego w tajemnicy.

-   To   znaczy,   że   będzie   pan   musiał 

przekazać to policji?

- Tak.

-W takim razie nic panu nie powiem - 

rzuciła gwałtownie.

-Dobrze,   niech   pani   nie   mówi.   Lecz 

proszę   pamiętać:   jeżeli   -   proszę 

pamiętać,   że   powiedziałem   Jeżeli”   - 

policja   odkryje   dowody   świadczące 

przeciwko pani, nie musi pani składać 

im   żadnych   zeznań.   Jeżeli   była   tam 

pani i wzięła wszystkie pieniądze albo 

ich   część,   najlepszą   rzeczą   będzie 

zatrudnienie własnego adwokata.

Przez kilka sekund milczała.

-I co? - ponaglił Mason.

-Byłam tam.

-Przy basenie?

-Nie.   W   ogóle   nie   byłam   w   tamtym 

domu.   Podjechałam   samochodem   do 

background image

miejsca   położonego   nad   posiadłością. 

Jest   tam   kilka   działek   na   sprzedaż. 

Oglądałam   je   już   wcześniej   i 

zorientowałam   się,   że   z   góry   widać 

dom, patio i basen.

-A co tam pani robiła? Niech pani nie 

odpowiada,   jeżeli   nie   chce   pani,   by 

dowiedziała się o tym policja.

-Policja   wie,   a   w   każdym   razie   się 

dowie. 

-Jak?

-Przyłapał mnie strażnik.

-Powiedziała   mu   pani,   że   zastanawia 

się nad kupnem działki?

-Nie   mogłam.   Przyłapał   mnie,   jak 

patrzyłam przez lornetkę. Wiedziałam, 

że   Norbert   Jennings   zamierza   tam 

pojechać jeszcze raz, szukając Loringa 

Carsona. Dowiedział się, że Carson tam 

będzie.   To   o   mnie   miała   stoczyć   się 

walka,   więc   chciałam   to   zobaczyć.   A 

zamiast tego... - umilkła nagle.

- Tak?

background image

-Zobaczyłam...   zobaczyłam...   - 

przerwała,   ponieważ   rozległ   się   gong 

przy wejściu.

-To   pewnie   masażystka   -   wyjaśniła.   - 

Zostawiłam wiadomość, żeby przyszła...

Przeszła przez pokój do drzwi.

-   Proszę   wejść.   Będzie   pani   musiała 

zaczekać kilka minut, ja...

Przerwała   i   wstrzymała   oddech   na 

widok   uśmiechniętego   oblicza   porucznika 

Tragga.

-   Bardzo   pani   dziękuję   -   rzekł 

porucznik.  – Skorzystam  z zaproszenia  i jeśli 

pani pozwoli, przedstawię się. Porucznik Tragg 

z   wydziału   zabójstw   w   Los   Angeles. 

Dżentelmen   obok   mnie   to   sierżant   Camp, 

sierżant Eliaś Camp z policji w Las Vegas.

Obaj   weszli   w   głąb   pokoju.   Tragg 

uśmiechnął się do Masona.

-Wiesz,   Mason,   dobry   z   ciebie   pies 

gończy. Bardzo dobry.

-Przyjechałeś   tu   za   mną?   -   zapytał 

Mason.

-   Och,   zrobiliśmy   coś   lepszego. 

Wiedzieliśmy,   że   szukasz   Nadine   Palmer   i 

kazałeś ją śledzić detektywowi, więc po prostu 

obdzwoniliśmy   linie   lotnicze,   pytając   o 

rezerwację   na   nazwisko   Perry’ego   Masona, 

dokonaną po południu na jakikolwiek lot. Pani 

Palmer nie podała swojego nazwiska, więc nie 

odkryliśmy,   dokąd   poleciała.   Ale 

dowiedzieliśmy   się,   że   ty   przyleciałeś   tutaj. 

Łatwo cię zapamiętać. Wyróżniasz się. Kiedy tu 

dotarłeś,   zostawiłeś   za   sobą   wyraźny   ślad. 

Trafiliśmy   na   niego   z   niewielkim   trudem. 

background image

Przyjechalibyśmy   wcześniej,   ale   najpierw 

chcieliśmy załatwić kilka formalności.

Porucznik   zwrócił   się   do   Nadine 

Palmer.

-Trochę pani grała zaraz po przyjeździe, 

prawda?

-Tak. Czy jest w tym coś złego?

-Ależ   nic!   O   ile   wiem,   powiodło   się 

pani?

background image

-Bardzo. To chyba nie jest nielegalne?

-Wprost przeciwnie, to bardzo miłe. I 

zainteresuje   urząd   skarbowy.   Cieszą 

się,   gdy   tak   nieoczekiwanie   nabierają 

wiatru   w   żagle.   Gdzie   zostawiła   pani 

wygraną?

-Mam... mam ją tutaj.

-Świetnie   -   orzekł   policjant.   - 

Dokument,   który   pani   wręczam,   to 

nakaz   rewizji,   uprawniający   nas   do 

przeszukania pani bagażu.

-Nie!   -   wykrzyknęła.   -   Nie   możecie 

tego zrobić! Nie wolno wam...

-Ależ   wolno   -   zapewnił   ją   Tragg   -   i 

zrobimy to. Zacznijmy od tej torebki. 

Leży   na   łóżku,   jakby   pani   coś 

pośpiesznie   włożyła   do   środka. 

Sprawdźmy,   co   w   niej   jest.   Pozwoli 

pani?

Tragg otworzył torebkę.

-No, no - gwizdnął.

-Wygrałam   te   pieniądze!   -   zawołała 

Nadine. - Wygrałam w kasynie.

Tragg   popatrzył   na   nią   ze   złudnie 

serdecznym   uśmiechem,   ale   jego   wzrok   był 

twardy jak stal.

-Gratulacje - powiedział.

-Zakładam, że moja obecność nie jest 

już potrzebna - wtrącił Mason. - Proszę 

pamiętać, co pani powiedziałem, i...

-Ależ   nie   wychodź,   nie   wychodź!   - 

zatrzymał   go   Tragg.   -   Jesteś   mi 

potrzebny   z   dwóch   powodów:   po 

pierwsze,   chcę,   żebyś   usłyszał,   co 

powie   pani   Palmer.   Ponieważ   masz 

background image

swojego   klienta,   odegrasz   rolę 

obiektywnego   świadka.   Po   drugie, 

chciałbym   przeszukać   cię,   zanim 

odejdziesz.

-Mnie przeszukać?

-Właśnie   tak.   Może   złożyłeś   jakąś 

propozycję w imieniu swojego klienta i 

otrzymałeś   coś   na   potwierdzenie 

ugody. Jestem pewien, że niczego nie 

znajdziemy, ale nalega na to policja z 

Las Vegas. Stań tutaj, proszę.

-Macie   nakaz   przeszukania   mnie?   - 

zapytał adwokat.

background image

Odezwał się policjant z Las Vegas:

- Możemy zabrać pana na posterunek, 

oskarżyć o zakłócanie porządku i wtargnięcie 

do pokoju w niemoralnym celu, opieranie się 

policjantowi na służbie i kilka innych rzeczy. 

A   potem   sprawdzimy   pana   od   podszewki. 

Może pan wybrać, który sposób pan woli. A 

teraz proszę wyciągnąć ramiona na boki.

Mason zrobił to z uśmiechem.

-Do dzieła, panowie - zachęcił ich.

-Jest   czysty   -   powiedział   Tragg.   - 

Czysty  jak łza. Czytam  w nim jak w 

książce.   Coś   by   kombinował,   gdyby 

miał cokolwiek przy sobie.

Policjant   szybko   przeszukał   kieszenie 

Masona.

-Pewnie wszystko jest tutaj - wskazał 

na torebkę Nadine.

-I   całkiem   tego   sporo   -   zauważył 

Tragg.   -   Kilka   tysięcy   dolarów.   Czy 

wszystko wygrała pani w kasynie?

-Nie podoba mi się pańska postawa - 

zaczęła Nadine Palmer - nie podoba mi 

się   sposób,   w   jaki   wdarł   się   pan   do 

mojego pokoju i czuje się jak u siebie 

w   domu.   Nie   muszę   odpowiadać   na 

pańskie   pytania.   Próbuje   mnie   pan 

zastraszyć.   Zanim   odpowiem   na 

jakiekolwiek pytanie, żądam, by zjawił 

się tu wskazany przeze mnie adwokat.

-Mówi pani o panu Masonie?

-Nie   -   odparła.   -   Pan   Mason 

reprezentuje   inne   osoby.   Chcę 

adwokata,   który   będzie   reprezentował 

wyłącznie mnie.

background image

Tragg   podszedł   do   drzwi,   chwycił   za 

klamkę i z uśmiechem ukłonił się Masonowi.

-   To,   mecenasie,   wskazówka,   by   pan 

wyszedł.   Przeszukano   pana,   jest   pan   czysty, 

nie jest pan adwokatem tej kobiety. Zabieramy 

ją   na   posterunek   w   celu   przesłuchania.   Nie 

chcemy   pana  zatrzymywać.   Jak  wiem,  i   pan 

miał trochę szczęścia w kasynie. Jeśli zgodzi 

się   pan   przyjąć   radę   od   doświadczonego 

policjanta,   proponuję,   by   trzymał   się   pan   z 

dala   od   ruletki,   skoro   zebrał   pan   już   swoją 

kupką   wygranych.   Słyszałem,   że   mają   tu 

świetne   występy   rewiowe.   Oczywiście,   nie 

będzie pan miał nic przeciwko temu, by policja 

Las   Vegas   miała   pana   na   oku.   Chcemy 

wiedzieć, dokąd pójdziesz, co zrobisz i z kim 

będziesz   rozmawiał.   Nie   mówiłbym   ci   tego, 

ale   wiem,   że   zauważysz   dżentelmena 

czekającego   przy   wejściu   do   kasyna.   Jest 

ubrany po cywilnemu, ale otrzymał instrukcje, 

by   nie   spuszczać   cię   z   oka.   O   wiele   lepiej 

dojść   w   takich   przypadkach   do   obopólnego 

porozumienia.   Skinął   głową   z   udawanym 

szacunkiem, otwierając drzwi.

Mason odwrócił się do Nadine Palmer:

-Podjęła   pani   mądrą   decyzję   - 

powiedział.   -   Proszę   zatrudnić 

adwokata.

-Czyżby   jej   pan   doradzał?   -   zapytał 

porucznik.

-Tylko  jako  przyjaciel,  nie   adwokat  - 

wyjaśnił Mason.

-W tej sprawie pan Mason reprezentuje 

inne   osoby   -   powiedział   Tragg   do 

Nadine. - Wszystko, co robi, robi w ich 

background image

najlepszym   interesie.   Gdyby   wplątał 

panią   w   całą   aferę,   jego   klienci 

znaleźliby   się   w   lepszym   położeniu. 

Mówię to, by wzięła pani wszystko pod 

rozwagę. Nie chciałbym, by trudziła się 

pani   na   darmo,   i   jestem   pewien,   że 

Mason nie chciałby, by uznała pani, że 

doradza pani jako prawnik, kiedy jest 

to   sprzeczne   z   pani   interesem, 

ponieważ   byłby   wtedy   winien   czynu 

zawodowo   nieetycznego.   Tak   więc 

dobranoc, panie Mason. Mam nadzieję, 

że spodoba się panu rewia.

-Dziękuję   -   odparł   prawnik.   -   Na 

pewno.   Mam   nadzieję,   że   panu 

spodoba   się   wizyta   w   Las   Vegas, 

poruczniku.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Kiedy   Mason   otwierał   drzwi   do 

swojego   domku,   rozdzwonił   się   telefon. 

Zamknął je kopnięciem, pośpiesznie ruszył do 

aparatu   i   podniósł   słuchawkę   po   trzecim 

sygnale.

-Międzymiastowa   do   pana   Masona   z 

Los Angeles - obwieściła telefonistka.

-Przy aparacie.

-Proszę czekać.

Niemal natychmiast na linii rozległ się 

głos Paula Drake’a.

-Cześć, Perry.

-Witaj, Paul. Jak mnie zlokalizowałeś?

-Trochę   doświadczenia   i   dedukcji   - 

odparł   Drake.   -   Wiedziałem,   że 

jedziesz   do   Las   Vegas,   że   Genevieve 

Hyde   pracuje   w   kasynie   i   byłem 

pewien,   że   zanocujesz   w   tamtejszym 

hotelu.

-Jestem   w   Las   Vegas   -   powiedział 

Mason - podobnie jak porucznik Tragg.

-Jak się tam dostał?

-Najwyraźniej   mnie   śledził.   Kiedy 

wsiadłem   do   samolotu,   Tragg 

zadzwonił   do   miejscowej   policji,   by 

ruszyli moim tropem, jak tylko tu dotrę. 

Potem sam złapał samolot i dołączył do 

nich.

-Mają coś?

-Dobre pytanie. Nadine Palmer grała w 

kasynie i świetnie jej poszło. Wpadli do 

niej  z nakazem  rewizji i znaleźli  stos 

background image

pieniędzy.

-Cóż, tu też sporo odkryli. Twoi klienci 

są w tarapatach, Perry.

-Klienci? - zdziwił się Mason.

-Tak jest.

-Wydawało mi się, że powiedziałeś to 

w liczbie mnogiej. Podobnie wyraża się 

porucznik   Tragg.   Ale   mam   tylko 

jednego klienta i jest nim Morley Eden.

-Według   mnie   masz   dwóch.   Chyba 

siedzą w tym razem. - Kto?

-Morley Eden i Vivian Carson.

-Ależ to absurd, Paul, oni nie... - urwał 

w pół  słowa.  Zaczął   rozumieć,   zanim 

dokończył zdanie.

-Dokładnie   -   powiedział   Drakę, 

ponieważ Mason milczał.

-Mów dalej, Paul. Co odkryła policja?

-Znaleźli samochód Carsona.

-Gdzie?

-W garażu Vivian Carson.

-W domu Edena? Czy...

-W   garażu   należącym   do   jej 

apartamentu.

-Mów dalej. Fakty, Paul.

-Wiem   tylko,   że   po   separacji   Vivian 

Carson   przeprowadziła   się   do   bloku. 

Każde   mieszkanie   ma   podziemny 

garaż,   to   akurat   na   dwa   samochody. 

Pani Carson mieszkała tam do soboty, 

kiedy   ekipa   budowlana   przeciągnęła 

druty przez środek domu Edena. Wtedy 

się przeprowadziła.

-Mów dalej.

-Oczywiście,   zrobiła   to   w   pośpiechu. 

background image

Wzięła tylko to, co zmieściło sięjej do 

samochodu   i,   rzecz   jasna,   zatrzymała 

sobie   apartament   w   Hollywood. 

Właściwie go wynajęła.

-I tam znaleziono wóz Carsona?

-Tak, właśnie tam.

-A jak policja wpadła na to, żeby akurat 

tam szukać?

-Nie wiem.

-Jest   jakaś   szansa,   że   Carson   sam   go 

zostawił?

-Nie. I tu ty wchodzisz do gry, Peny. 

Oboje go zostawili.

-To znaczy Loring i Vivian?

-Nie, Vivian i Morley Eden.

-Jesteś pewien?

background image

-Ja nie, za to policja tak. Mają świadka, 

który zidentyfikował Morleya Edena.

-Tylko jednego świadka? - upewnił się 

Mason.

-Ilu   spodziewałbyś   się   w   takiej 

sytuacji?

-To pomyłka - orzekł prawnik. - Może 

Vivian   jest   zamieszana   w   sprawę   i 

może   to   ona   zaparkowała   samochód, 

ale   Edena   z   nią   nie   było.   Na   pewno. 

Świadkowie zawsze się mylą.

-Wiem   -   zgodził   się   Drakę.   -   Musisz 

jednak   pamiętać   o   kilku   rzeczach. 

Vivian   Carson   została   wmieszana   w 

sprawę,   rozwodową   opartą   na 

weekendowych   wycieczkach   i   tak 

dalej.   W   opinii   sąsiadów   jest   kobietą 

występną.

-A co to ma do rzeczy?

-Dobrze   wiesz,   że   kobiety   lubią 

szpiegować swoje grzeszne siostry. Ich 

zainteresowanie składa się po części z 

ciekawości, po części z zazdrości...

-Zapomnij o filozofii - przerwał Mason 

- nawet jeżeli to ty płacisz za telefon.

-Ależ tak, jest na mój rachunek. I lubię 

filozofować.

-A   ja   nie.   Sprawy   dzieją   się   zbyt 

szybko. Co się wydarzyło?

-Sąsiadka   usłyszała,   jak   podnoszą   się 

drzwi   garażu   Vivian.   Popędziła   do 

okna i zobaczyła, co Vivian robi oraz, 

że   nie   jest   sama.   Mężczyznę 

zidentyfikowała   jako   Morleya   Edena. 

Vivian   parkowała   samochód.   Morley 

background image

kręcił się wokół i gorliwie jej pomagał. 

Zasunął   drzwi,   ona   zamknęła   je   na 

klucz   i   szybko   odeszli.   A   wóz,   jaki 

wstawili   do   garażu,   to   zaginiony 

samochód Carsona.

-Dobrze   -   rzucił   Mason.   -   Mają   więc 

haka   na   Vivian   Carson   i   Morleya 

Edena.   Oraz   na   Nadine   Palmer. 

Ciekawe,   ilu   jeszcze   morderców 

znajdzie porucznik Tragg.

-Uważaj,   żebyś   nie   został   jednym   z 

nich   -   ostrzegł   żartobliwie   Drakę.   - 

Kiedy wracasz?

-Jutro rano. Mam nadzieję, że zwolnią 

Nadine,   kiedy   przesłuchają   ją   w 

kwaterze głównej.

background image

-Skoro znaleźli wóz Carsona, nie będą 

jej   przetrzymywać,   ale   puszczajak 

gorący ziemniak. Dla nich lepiej, żeby 

dziennikarze   nie   dowiedzieli   się   o 

kolejnym podejrzanym.

-Genialny   pomysł   -   ocenił   Mason.   - 

Zwłaszcza,   że   ponieważ   nie 

reprezentuję   Nadine   Palmer,   nic   nie 

jestem jej winien. Dzięki za sugestię.

-Jaką sugestię? - zdziwił się Drakę.

-Twoją.   Zadzwoń   do   jakiejś   gazety. 

Powiedz,   że   masz   historię   gorącą   jak 

bułeczka:   że   policja   w   Las   Vegas 

właśnie   ujęła   Nadine   Palmer   i 

przesłuchuje   ją   w   sprawie   zabójstwa 

Loringa   Carsona.   Niech   porozumieją 

się ze swoim oddziałem w Vegas.. Nie 

podawaj nazwiska. Powiedz, że dajesz 

tylko   wskazówkę.   Upewnij   się,   że 

poprawnie   zanotowali   nazwisko 

Nadine Palmer i rozłącz się.

-Dobrze. Mogę to zrobić. Coś jeszcze, 

Perry?

-Na razie wystarczy.

Odwiesił słuchawkę, przesunął palcami 

po   szczęce,   ponownie   podniósł   słuchawkę   i 

poprosił o szefa obsługi.

-   Mówi   Perry   Mason   z   apartamentu 

dwa zero siedem - zaczął. - Będę potrzebował 

kilku   rzeczy:   elektrycznej   maszynki   do 

golenia,   szczoteczki   do   zębów,   szczotki   do 

włosów i grzebienia...

Urwał   raptownie,   dostrzegłszy 

ciemnobrązową teczkę w kącie pokoju.

- Słucham, panie Mason? - powiedział 

background image

szef obsługi.

- Potrzebuje pan jeszcze czegoś?

-Zadzwonię za chwilę - rzucił Mason. - 

Ale   proszę   już   zacząć   kupować 

potrzebne rzeczy.

-Może   nie   będziemy   w   stanie   kupić 

maszynki   do   golenia   odpowiedniej 

marki.

-Nie   szkodzi.   Kupcie   obojętnie   jaką, 

albo   żyletki   i   krem   do   golenia. 

Zadzwonię jeszcze.

- Zaraz się tym zajmiemy - obiecał szef 

obsługi.

Adwokat odłożył słuchawkę, podszedł 

do teczki, podniósł ją i obejrzał. Wykonano ją 

z   grubej   skóry   dobrego   gatunku,   w   kolorze 

ciemnego   brązu.   Zamek   był   otwarty,   a   pod 

rączką widniały błyszczące literki: P. Mason. 

Zajrzał do wnętrza.

Wypełniały   je   równo   poukładane, 

zgięte w pól dokumenty.

Wyciągnął jeden. Była to obligacja na 

sumę   pięciu   tysięcy   dolarów   wydana   przez 

prywatną   kompanię   na   nazwisko   A.B.L. 

Seymour.   Szybko   przejrzał   resztę   zawartości 

teczki,   nie   wyjmując   już   papierów, 

sprawdzając je tylko na tyle, by upewnić się, 

że wszystkie były obligacjami wystawionymi 

na nazwisko A.B.L. Seymour i podpisanymi in 

blanco przez A.B.L. Seymoura.

Zamknął   teczkę,   wrócił   do   telefonu   i 

powtórnie zadzwonił do biura obsługi.

-A   co   z   bagażem?   -   zapytał.   -   Czy 

można coś kupić o tak późnej porze?

-Ależ tak. W hotelu znajduje się sklep 

background image

z walizkami. Jest otwarty do późna.

-Świetnie. Potrzebuję walizki i teczki. 

Na   obu   proszę   złoconymi   literami 

wytłoczyć napis „P. Mason”. Poza tym 

potrzebuję   artykułów   toaletowych   i 

bardzo   mi   się   śpieszy.   Możecie   to 

załatwić?

-Natychmiast.   Chce   pan,   by 

wytłoczono   złotymi   literkami   „P. 

Mason”?

-Tak jest.

-A może „Peny Mason”?

- Nie. Po prostu „P Mason”. Wydajcie 

tyle   pieniędzy,   ile   trzeba,   byle   to   szybko 

załatwić.   Doliczę   trzydzieści   dolarów 

napiwku.

- Dziękuję, panie Mason. Natychmiast 

się tym zajmiemy.

Prawnik   rozłączył   się,   poczekał   na 

zgłoszenie centrali i zamówił zamiejscową do 

mieszkania Delii Street.

-   Leżysz   w   łóżku,   Delio?   -   zapytał, 

kiedy odebrała telefon.

-Ależ nie! Czytam. Jak tam sprawy?

-Nie   za   dobrze.   Właśnie   wpadłem   w 

pułapkę.

-O   czym   ty   mówisz?   -   zapytała   z 

niepokojem.

-Ktoś podrzucił fałszywe dowody, i to 

przeciwko mnie.

-Jakie dowody?

-Wolę nie mówić o tym przez telefon.

-Kto ci je podłożył?

-Prawdopodobnie   morderca.   A   skoro 

nie mógł tego zrobić Morley Eden ani 

background image

Vivian   Carson,   jest   nim   ktoś   trzeci. 

Być  może  to Nadine  Palmer,  a jeżeli 

tak,   działa   sprytnie,   mądrze   i   jest 

bardzo niebezpieczna. Jeśli nie ona, nie 

mam   pojęcia,   kto.   Może   Genevieve 

Hyde.   Mam   jednak   wrażenie,   że   ona 

jest uczciwa i szczera.

-Właśnie   te   uczciwe   i   szczere   są 

niebezpieczne - zauważyła Della.

-Wiem.   Genevieve   jest   aktorką. 

Zarabia   na   życie,   dając   dobre 

przedstawienie. Sprawia, że mężczyzna 

podnieca   się   hazardem.   Pracuje   nad 

nim,   aż   przestaje   rozróżniać   wartość 

pieniędzy,   a   wtedy,   jeżeli   zaczyna 

przegrywać, zachęca go, by grał, póki 

się nie spłucze do nitki. Do tego czasu 

udaje jej się zręcznie wycofać ze sceny, 

tak że facet nie może mieć do niej żalu.

-To naprawdę dobra robota! - oceniła 

Della.

-Tak,   ale   Genevieve   ma   pomocnicę, 

doświadczoną   partnerkę   pracującą   z 

nią w pełnym  porozumieniu.  Działają 

jak   drużyna   footballowa,   markując 

ruchy,   by   przedrzeć   się   przez   obronę 

przeciwnika.

- I ktoś zastosował tę metodę na tobie?

- Tak.

-Chyba   lepiej   przyjadę   do   ciebie   i 

rozejrzę   się   -   powiedziała.   -   Może 

mógłbyś mnie wykorzystać?

-Na pewno mógłbym, ale nie ma na to 

czasu. Jeżeli pozbędę się towaru, który 

mi podrzucono, łapię pierwszy samolot 

background image

do Los Angeles, zanim zdążyłabyś  tu 

dotrzeć.

background image

Numer   mojego   domku   to   dwa   zero 

siedem. Jeżeli nie zgłoszę się do rana, zacznij 

mnie szukać.

-Dobrze - powiedziała - ale żałuję, że 

nie   mogę   przyjechać   i   udzielić   ci 

kobiecego   wsparcia.   Odkręcić 

machinacje  jednej  kobiety może  tylko 

druga kobieta. Mężczyzna jest bezradny 

jak mucha w pajęczej sieci.

-To zabrzmiało niemal poetycko.

-Nie   to   było   moim   celem.   Chcę   cię 

nastraszyć. Dotrę przed północą, może 

jeszcze wcześniej...

-Ale do tego czasu sytuacja zmieni się 

radykalnie   -   powiedział   Mason.   -   Ja 

będę   w   samolocie   do   Los   Angeles, 

chyba że wsadzą mnie do ciupy.

-Uważaj na siebie - poprosiła.

             - Postaram się - obiecał i życzył jej 

dobrej nocy.

            Niespokojnie przechadzał się tam i z 

powrotem   po   pokoju   i   co   chwilę   zerkał   na 

zegarek.

Wreszcie   telefon   zadzwonił.   Mason 

pośpiesznie podniósł słuchawkę.

- Pan Mason? - usłyszał.

- Tak.

-Mówi szef obsługi. Zaraz będę u pana. 

Zdobyliśmy wszystko.

-Doskonale.

W chwilę później zjawił się z walizką, 

otworzył ją i wyjął ze środka teczkę i niewielką 

kosmetyczkę z nylonu.

-Musiałem   kierować   się   własnym 

gustem, panie Mason. Ja...

background image

-Doskonale   -   przerwał   adwokat.   -   Ile 

jestem winien?

-Rachunek opiewa na sto jeden dolarów 

i trzydzieści pięć centów. Jeżeli jest pan 

zadowolony...

-Absolutnie - powiedział, wręczając mu 

banknoty stu i pięćdziesięcio dolarowe. 

Doceniam to, co pan zrobił.

-Bardzo dziękuję. Jeśli nie podoba się 

panu bagaż...

-Ależ podoba - odpowiedział adwokat, 

przyglądając

background image

się walizce. - Dokładnie tego chciałem. 

Cieszę się, że udało się panu załatwić napis.

-Złapałem  ich  właśnie,  gdy  zamykali. 

Pasaż   jest   otwarty   do   późna. 

Wieczorem   sprzedają   najwięcej 

pamiątek,   a   dział   z   walizkami   jest 

częścią   tego   sklepu   Bardzo   panu 

dziękuję,   panie   Mason.   Jeżeli   mogę 

jeszcze   coś   dla   pana   zrobić,   proszę 

mnie tylko powiadomić.

-Oczywiście - obiecał adwokat.

Otworzył teczkę, którą odkrył w swoim 

pokoju,   przełożył   obligacje   do   nowej,   pustą 

schował do walizki, zamknął zamki, a kluczyk 

włożył   do   kieszeni.   Wrócił   do   kasyna, 

świadom   faktu,   że   detektyw   w   cywilu   idzie 

zaledwie kilka stóp za nim.

Spędził   przy   grze   zaledwie   chwilę, 

kiedy podeszła ta sama młoda kobieta, która 

przycisnęła   się   do   niego,   obstawiając 

poprzednio   któryś   z   numerów.   Jej   oczy 

błyszczały.

-Chciałam tylko panu podziękować.

-Za co? - zapytał Mason.

-Za   szczęście.   Naprawdę   mi   je   pan 

przyniósł.   Sporo   przegrałam,   zanim 

stanęłam obok pana i... cóż, potknęłam 

się wtedy... - urwała, uśmiechnęła się i 

dokończyła: - Otarłam się o... pańskie 

ramię...

-Pamiętam - powiedział Mason.

-To   najwyraźniej   przyniosło   mi 

szczęście.

-Może przyniosę pani więcej szczęścia 

- rzucił adwokat.

background image

-Miałam dość, jak na jeden wieczór.

-Więc może napije się pani drinka?

-To   byłoby   do   załatwienia   -   odparła 

figlarnie,   a   w   jej   oczach   błyszczały 

zachęcające iskierki.

-Często tu pani przychodzi?  - zapytał 

Mason, prowadząc ją w stronę baru.

-Spędzam   tu   większość   czasu   - 

odparła. - Nie mogę powstrzymać  się 

od hazardu. A jak panu dziś poszło?

-Dość dobrze. Nic szczególnego.

background image

-Ale   na   pewno   potrafi   pan   przynieść 

szczęście inny.

-To była przyjemność.

Roześmiała   się   nerwowo.   -   Dość 

mocno się o p? otarłam.

Przy ich stoliku stanął kelner.

-Szkocką z sodą, Bob - rzuciła.

-Dla mnie dżin z tonikiem.

Kiedy   kelner   odszedł,   Mason 

przedstawił się dziewczynie.

-Miło mi pana poznać, panie Mason - 

odparła.   -   Ja   nazywam   się   Paulita 

Marchwell.

-Mieszka pani tutaj?

-W Las Vegas.

-I kasyno panią zahipnotyzowało?

- Uwielbiam je. Samo miejsce, tutejszą 

atmosferę, ludzi, grę - wszystko. Pewnie mam 

hazard we krwi. Ale porozmawiajmy raczej o 

panu. Nie mieszka pan tutaj, prawda? Na czole 

ma pan wypisane „wielki biznesmen”, tyle że 

różni się pan od większości biznesmenów. Jest 

w   panu   coś   niepokojącego...   Nie   jest   pan 

lekarzem?... Pan... Ojej! Na imię ma pan Peny?

Mason skinął głową.

-Perry   Mason,   słynny   adwokat!   - 

wykrzyknęła. - Dobry Boże, powinnam 

była   się   domyślić.   Jest   w   panu   coś 

wyjątkowego,   coś,   co   sprawia,   że 

wydaje   się   pan   uosobieniem   siły.   To 

brzmi naiwnie, jakbym była uczennicą, 

ale... Wyznam coś panu. Zauważyłam 

pana   już   wcześniej.   Był   pan   z   jakąś 

kobietą, prawda?

-Jedną   z   tutejszych   hostess   -   odparł 

background image

Mason. - Nazywa się Hyde.

-Och,   Genevieve.   Ja...   -   urwała   i 

roześmiała się.

-Skąd to rozbawienie?

-Dobrze ją znam.

-Jesteście przyjaciółkami?

background image

-   Niezupełnie.   Zamieniamy   czasem 

słówko.   Może   i   moż   -   by   nazwać   to 

przyjaźnią.   My...   pracujemy   razem   u   Kelner 

przyniósł im drinki.

- Za pani zdrowie - powiedział Mason.

Stuknęli   się   kieliszkami.   Oczy 

dziewczyny,   nienaturalnie   wielkie   pod 

króciutką   grzywką,   patrzyły   na   niego   nad 

brzegiem   szklanki   z   uznaniem,   którego   nie 

starała się ukryć.

-Od dawna tu pani mieszka? - zapytał 

Mason.

-Przyjechałam,   żeby   się   wyleczyć   - 

odparła nerwowo.

-Wyleczyć?

-Wie pan. Sześciotygodniowa kuracja. 

Trzeba   pobyć   tu   sześć   tygodni, 

zadomowić   się,   wyzwolić   ze   złego 

małżeństwa   i   przygotować   do 

popełnienia nowych głupstw. Jednak ja 

polubiłam   Las   Vegas   na   tyle,   że 

zostałam.   Poznałam   ludzi,   miasto   i... 

cóż,   jest   fascynujące,   kompletnie   i 

absolutnie fascynujące.

-W   takim   razie   jest   pani   panią   a   nie 

panną Marchwell..

-Dla pana Paulita - przerwała, rzucając 

mu zachęcające spojrzenie. - Po co pan 

tu przyjechał? W interesach?

-W pewnym sensie - odparł Mason.

-Chyba nie wiążą się z Genevieve?

-Trudno powiedzieć, z kim się wiążą.

-To świetna dziewczyna.

-Na to wygląda.

-Od   czasu   do   czasu   traci   grunt   pod 

background image

nogami.

-Dla mężczyzny?

Skinęła głową. Mason czekał.

-   Poderwał   ją   jakiś   wielki 

przedsiębiorca   budowlany   z   Los   Angeles. 

Oszalała na jego punkcie, a potem on... Cóż, 

potem próbował mnie poderwać, a Genevieve 

chyba się wściekła.

Oczy Masona zwęziły się.

-   Nie   nazywał   się   przypadkiem 

Carson?

background image

Raptownie   zesztywniała.   Zmienił   się 

wyraz   jej   oczu,   twarz   znieruchomiała   jak   u 

pokerzysty.

-Więc tak? - spytał Mason.

-Skąd pan to wie?

-Moje interesy w pewien sposób łączą 

się z Carsonem.

-W jaki sposób?

-Carson nie żyje.

-Nie żyje!

Prawnik   skinął   głowa.   -   Został 

zamordowany.

-   Na   Boga!   -   wykrzyknęła   Paulita.   - 

Pan... Kiedy to się stało?

-   Rankiem,   a   może   wczesnym 

popołudniem.

Milczała   przez   kilka   chwil,   potem 

westchnęła głęboko.

- Cóż, tak toczy się świat - powiedziała 

wreszcie.   -   Biedny   Loring.   Był   dobrym 

człowiekiem... jeśli się go już zrozumiało.

Ponownie umilkła.

-   Czy   Genevieve   wie?   -   zapytała   po 

chwili.

Mason skinął głową.

-Ona naprawdę się w nim zakochała. A 

więc dlatego tak szybko wróciła z Los 

Angeles.

-Wróciła  z  Los Angeles?  -  powtórzył 

adwokat,   starając   się   nie   zdradzić 

zaskoczenia.

Przytaknęła ruchem głowy.

-To znaczy, że Genevieve była dziś w 

Los Angeles?

-Jasne. Wsiadła wczoraj do samolotu i 

background image

została na noc. Myślałam, że i dziś tam 

zanocuje, ale wróciła koło czwartej.

Mason zmrużył oczy.

- Wygląda pan bardzo profesjonalnie - 

zauważyła Paulita. - To pewnie dlatego, że nie 

powiedziała   panu,   że   była   w   Los   Angeles. 

Muszę   pana   ostrzec:   Genevieve   jest   jedną   z 

najbardziej skrytych osób, jakie znam. Kiedy 

pozna pan ją lepiej, odkryje pan, że nie kłamie, 

natomiast zmusi pana do wyciągania mylnych 

wniosków, po prostu zachowując milczenie.

-Na   pewno   była   w   Los   Angeles?   - 

zapytał Mason.

-Oczywiście.   Wróciła   samolotem, 

który   ląduje   zaraz   po   czwartej   -   o 

czwartej

 

siedemnaście

 

czy 

dziewiętnaście.   Widziałam,   jak 

wysiadała z autobusu z lotniska. Była...

-Przykro mi, że państwu przeszkadzam 

- zabrzmiał  nad nimi  głos porucznika 

Tragga.   -   Wyszła   kolejna   sprawa, 

Perry. Poznałeś już sierżanta Campa. A 

to panna... - Tragg spojrzał pytająco na 

młodą kobietę.

-Marchwell - powiedział Mason. - To 

panna   Marchwell.   Chciał   pan   czegoś, 

poruczniku?

-Przepraszam.   Naprawdę   ogromnie 

przepraszam. Wydaje mi się, że coraz 

częściej   przeszkadzam   ci,   Mason,   ale 

sierżant   Camp   otrzymał   anonimową 

informację   -   to   jeden   z   koszmarów 

policji śledczej. Jednak nie możemy jej 

zignorować.   Wiadomość   przekazano 

przez   telefon...   Uznaliśmy,   że 

background image

powinniśmy to sprawdzić. Nie chcemy 

ci   przeszkadzać,   Mason,   a   na   pewno 

nie   zamierzaliśmy   przerywać   państwa 

rozmowy,   ale   może   potrafisz 

odpowiedzieć na nasze pytanie.

-Co za pytanie? - spytał adwokat.

-Chciałbym wiedzieć, czy twoi klienci 

-   Morley   Eden   albo   Vivian   Carson, 

zapłacili   ci   honorarium   w 

wartościowych   papierach:   akcjach, 

udziałach lub czymś podobnym.

- Nie.

- Wyjaśnijmy to do końca. Czy jeden z 

twoich   klientów   zapłacił   ci   papierami   na 

nazwisko Seymour?

- Nie.

-   Czy   twoi   klienci   lub   jedno   z   nich 

prosiło cię o załatwienie jakiejkolwiek sprawy 

związanej z papierami wartościowymi?

- Nie.

-  A  może  przechowywałeś  te  papiery 

dla nich czy dla jednego z nich? Albo dali ci 

instrukcje odnoszące się do

background image

obligacji,   które   przekazali   ci   pośrednio 

lub bezpośrednio? - Nie.

Tragg spojrzał na Campa: - Mason nigdy 

nie kłamie.

-   Nadal   uważam,   że   powinniśmy 

przeszukać jego pokój - upierał się sierżant.

Tragg zmrużył oczy.

-Masonowi   można   ufać.   Albo   będzie 

owijał rzecz w bawełnę, albo zrobi cię w 

konia,   albo   wyciśnie   z   ciebie   prawdę, 

lecz   jeśli   mówi   coś   tak   zdecydowanym 

tonem i prosto z mostu, mówi szczerze.

-Muszę   sprawdzić   ten   anonim   -   upierał 

się Camp.

-Jak pan chce to zrobić? - zapytał Mason.

-Zechciałby   pan   na   minutę   wrócić   do 

swojego pokoju?

-W tej chwili jestem zajęty.

-Nie   szkodzi   -   orzekł   Tragg.   - 

Usiądziemy   sobie   przy   stoliku,   a   kiedy 

skończycie,   pójdziemy   do   twojego 

pokoju. Albo może dasz nam klucz i...

-Macie nakaz rewizji? - zapytał Mason.

-Nie   potrzebujemy   nakazu   -   stwierdził 

Camp. - Ale możemy go załatwić. To jest 

hotel, a kierownictwo zawsze jest gotowe 

do współpracy.

-Mój bagaż nie jest własnością hotelu - 

zauważył   Mason.   -   Mimo   to   jestem 

gotów  współpracować   z   policją.   Jednak 

nie chciałbym zostawiać...

Paulita   Marchwell   odezwała   się 

pośpiesznie:

-   Nie,   nie.   Niech   pan   idzie.   Wolę   nie 

mieszać się w sprawy tego rodzaju.

background image

Uśmiechnęła   się   do   sierżanta:   -   Gdyby 

policja   Las   Vegas   chciała   współpracować   ze 

mną, ja byłabym gotowa odpłacić tym samym.

Wstała i podała Masonowi dłoń.

-   Miło   mi   było   pana   poznać.   Może 

spotkamy   się   w   innych   okolicznościach,   kiedy 

będzie   pan   miał...   więcej   czasu.   -   Rzuciła   mu 

znaczące spojrzenie, odwróciła się i odeszła.

background image

Mason   odsunął   niedokończonego 

drinka i powiedział:

-Cóż, naprawdę zepsuliście mi wieczór.

-Zawsze można  zacząć tam,  gdzie się 

skończyło - stwierdził sierżant Camp. - 

Chodźmy.

Adwokat   poszedł   za   policjantami   do 

swojego apartamentu.

-Przyjechałeś   tu   w   pośpiechu,   co?   - 

spytał Tragg.

-Sporo rzeczy załatwiam w pośpiechu - 

odparł adwokat.

-Zabrałeś ze sobą jakiś bagaż?

-Jest w moim pokoju.

-Zatrzymamy cię tylko przez chwilą - 

obiecał   Tragg.   -   Ktoś   poinformował 

nas   anonimowo,   że   masz   teczkę 

wypchaną   obligacjami   należącymi   do 

Loringa   Carsona.   Na   teczce   wybito 

napis „P. Mason”. Przywiozłeś ją tutaj 

z Los Angeles.

Mason   nie   odpowiedział.   W   pokoju 

dostrzegł teczkę sierżant Camp. Rzucił się ku 

niej.

- Tu jest - zawołał.

Tragg   znowu   zmrużył   oczy.   Spojrzał 

na Masona, potem z powrotem na Campa.

- Otwórz ją - polecił.

Sierżant   Camp   otworzył   teczkę.   -   I 

mówisz, że on jest szczery! - wykrzyknął.

-Niech mnie! - rzucił Tragg. - Po raz 

pierwszy   jestem   świadkiem,   że 

skłamał.

-Jak   to   „skłamał”?   -   obruszył   się 

Mason. - Nie pytałeś, czy mam teczkę 

background image

wypchaną   papierami   wartościowymi. 

Zapytałeś,   czy  obligacje   przekazał   mi 

Morley  Eden   albo   Vivian   Carson.   Za 

każdym razem pytałeś o papiery, jakie 

miałem od nich otrzymać.

-Dobra,   dobra   -   zgodził   się   Tragg.   - 

Może  i   moje   pytania   wprowadzały  w 

błąd. Skąd masz te papiery?

-Nie mogę ci powiedzieć.

-A co to niby znaczy?

background image

-Po prostu: nie mogą powiedzieć.

-Cholera   z   tym   wszystkim   -   przeklął 

Camp. - Rób, co chcesz, Tragg, ale ja 

nie   wierzyłbym   temu   facetowi,   nawet 

gdyby przysięgał. Zabieramy tą teczką.

-Zinwentaryzujcie   zawartość   -   wtrącił 

Mason.

-Cholera - powtórzył Camp. - Zrobimy 

spis na posterunku. Idziemy, Tragg.

Policjanci   wymaszerowali   z   pokoju, 

zabierając aktówką.

Mason podszedł do telefonu.

- Kiedy odlatuje najbliższy samolot do 

Los Angeles? - zapytał.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Perry   Mason   siedział   naprzeciw 

Morleya Edena w więziennej rozmównicy.

-   Jeśli   mam   być   twoim   adwokatem, 

Morley, musisz powiedzieć mi, co się stało.

Morley  spojrzał  na  niego  z udręką  w 

oczach.

- Nie mogę tego zrobić.

-Bzdura.   Adwokatowi   możesz 

powiedzieć wszystko. Eden potrząsnął 

głową.

-Dlaczego nie?

-   To   zbyt   cholerna   sprawa...   Po 

pierwsze, gdybyś  znał fakty,  nie uwierzyłbyś 

w   nie.   Po   drugie,   nie   chciałbyś   nas 

reprezentować.

-Zabiłeś go? 

-Nie.

-Wiesz, kto to zrobił? 

-Nie.

-Ale   chcesz,   żebym   reprezentował 

ciebie i Vivian Carson?

-Tak.   Będziemy   sądzeni   przed   ławą 

przysięgłych.   Oboje   zostaniemy 

oskarżeni   o   morderstwo   pierwszego 

stopnia i cała sprawa nabierze rozgłosu. 

Mówię   ci.   Oskarżą   nas   na   podstawie 

dowodów   pośrednich.   Nie   wiem,   czy 

sobie z tym poradzisz.

-Tym   bardziej   powinieneś   powiedzieć 

mi,   co   naprawdę   się   stało.   Muszę 

wiedzieć, z czym będę walczył. Prawda 

to najlepsza obrona  na zarzuty oparte 

background image

na   dowodach   pośrednich.   Oczywiście 

pod   warunkiem,   że   oskarżony   jest 

niewinny.

-Powtarzam:   prawda   ci   nie   pomoże   - 

upierał   się   Eden.   -   Okazałoby   się,   że 

nasz przypadek jest beznadziejny. Póki 

będą   opierać   się   na   dowodach 

pośrednich,   musisz   stawić   im   czoło   i 

próbować je obalić. Nie wiem, co mają 

przeciw   nam.   Może   jest   tego   dużo, 

może   mało.   Jeżeli   wiedzą   wszystko, 

przyszpilili   nas.   Nie   wykręcimy   się. 

Twoją jedyną nadzieją, to znaczy naszą 

jedyną nadzieją jest to, że nie wiedzą 

wszystkiego.   Okoliczności   są 

przeciwko   nam.   I   nawet   nie   mogę   o 

tym mówić.

-Dlaczego

 

chcesz,

 

żebym 

reprezentował Vivian Carson?

-Ponieważ oskarżą nas razem.

-Co   za   różnica?   Jeśli   ty   nie   zabiłeś 

Carsona, może zabiła go Vivian, a nie 

chcę, by moje ręce wiązała...

-Nie,   Vivian   go   nie   zabiła.   Wiem   to. 

Przysięgam.

-Skąd wiesz?

- Ponieważ była... Po prostu wiem. 

Mason przyjrzał mu się z namysłem.

- Słuchaj, Morley, czy ty przypadkiem 

nie przypuszczasz, że zakochałeś się w Vivian 

Carson?

Morley podniósł na niego wzrok.

-Wiem,   że   się   w   niej   zakochałem. 

Nigdy   nie   sądziłem,   że   coś   takiego 

mnie   spotka.   To   najbardziej 

background image

wstrząsające   uczucie,   jakiego 

kiedykolwiek   doświadczyłem.   Ale... 

ale nie mogę powiedzieć ci, co Vivian 

dla mnie znaczy ani jak to się zaczęło. 

Po prostu trafiło mnie, i to od pierwszej 

chwili,  kiedy ją ujrzałem.   To jeden  z 

faktów,   jakie   będziesz   musiał   wziąć 

pod   uwagę.   W   końcu   ona   i   Loring 

Carson   wciąż   byli   małżeństwem. 

Wydano   orzeczenie   o   rozwodzie,   ale 

tylko na rozprawie wstępnej. Separacja 

miała   trwać   pół   roku,   zanim 

otrzymaliby   ostateczny   rozwód. 

Oskarżenie uzna, że moja miłość była 

motywem zabicia jej męża.

-Kiedy to wszystko się stało? - zapytał 

Mason.

-To znaczy co?

-Kiedy się zakochałeś?

-Niemal od pierwszego wejrzenia.

-O ile pamiętam, była wtedy w bardzo 

wyciętym   kostiumie   kąpielowym   - 

zauważył Mason.

background image

-Tak,   była   -   przyznał   Eden.   -   I 

wyglądała... jak uosobienie kobiecości: 

sama uroda i wdzięk. Ideał piękna.

-Czułeś   się   samotny   -   tłumaczył.   - 

Byłeś   wdowcem,   mieszkałeś   sam. 

Przyjechałeś   do   swojego   domu   i 

odkryłeś   biegnące   przez   jego   środek 

zasieki. Otworzyłeś drzwi, wszedłeś do 

środka, próbując odkryć, co u diabła się 

stało,   i   znalazłeś   tę   kobietę,   ten,   jak 

powiedziałeś,   ideał   piękna.   Chwilę 

potem zobaczyłeś ją nad basenem, jak 

opala   się   w   bikini.   To   jasne,   że 

wszystko   zaplanowała:   dekoracje, 

spotkanie,   kostium...   a   może   nawet 

oświetlenie.   Wiedziała,   o   której 

wrócisz. Chciała, żebyś...

-Dobrze, pewnie tak było - zgodził się 

Eden. - Wiesz, o co jej wtedy chodziło. 

Chciała,   żebym   wniósł   oskarżenie 

przeciwko   Loringowi   Carsonowi. 

Próbowała odnaleźć pieniądze, które jej 

mąż   ukrył,   szykując   się   do   rozwodu. 

Powiedziała mi o tym. Chciała, żebym 

zaczął się do niej umizgać, a gdybym 

jednak   nie   wytoczył   sprawy 

Carsonowi, sama zawlokłaby mnie do 

sądu.

-Dobrze. Mów dalej. Opowiedz mi, jak 

rozwijało się to wstrząsające uczucie.

-Następnego   ranka   była   bardzo   miła. 

Podała   mi   filiżankę   kawy   nad 

ogrodzeniem...

-I zaczęliście się zaprzyjaźniać?

-To był początek.

background image

-A potem?

-Potem ty się zjawiłeś, a ona urządziła 

pokaz mody.  Przyznam  ci,  Mason: to 

na   mnie   podziałało.   Jej   odwaga, 

pomysłowość, sposób, w jaki walczyła 

z przeciwnościami. Zostałem w domu i 

kiedy   przyjęcie   się   skończyło...   ona 

odsunęła te głupie zasłony. Siedziałem 

w   salonie.   Spojrzałem   na   nią   i   nagle 

zacząłem się śmiać, a wtedy ona też się 

roześmiała.   Rozmawialiśmy...   cóż, 

długo.

-Jak długo?

-Do świtu, jeżeli już musisz wiedzieć.

background image

-I zorientowałeś się, że ją kochasz? 

-Tak.

-Powiedziałeś jej?

-Słuchaj,   to   nie   ma   nic   wspólnego   ze 

sprawą, ale mówiąc szczerze...

-Tak czy nie?

-Nie,   ale   widziała,   że   jestem   nią 

ogromnie   zainteresowany,   a   ja 

zorientowałem   się,   że   rozbudziła   we 

mnie   coś   od   dawna   uśpionego.   Była 

ofiarą   nieszczęśliwego   małżeństwa. 

Wyszła za wszawego drania, za...

Mason   powstrzymał   go,   wysuwając 

dłoń.

-   Ten   człowiek   nie   żyje.   Zostaniesz 

oskarżony o zabicie go. Nie myśl w ten sposób.

-   To   nieważne.   Tym   właśnie   był. 

Wszawym   draniem.   Poślubił   Vivian   i 

lekceważył   ją,   zdradzając   z   inną   kobietą, 

zamiast pójść uczciwie do żony, powiedzieć, co 

się   stało:   że   chce   odzyskać   wolność   i   tym 

samym   dać   jej   sposobność   ułożenia   sobie 

własnego   życia.   Powinien   sprawiedliwie 

podzielić   ich   majątek   i   zrobić,   co   w   takich 

okolicznościach należy. A on usiłował okraść ją 

z   tego,   co   jej   się   słusznie   należało.   Wynajął 

detektywa i... cóż, mógł to być niezamierzony 

błąd, ale ja sądzę, że celowo ustawił wszystko 

tak,   żeby   oczernić   jej   nazwisko   w   prasie   i 

zrujnować reputację. Zaczął chować pieniądze i 

mieszać,   by   nikt   nie   zorientował   się,   ile 

naprawdę jest wart...

-Dobrze   -   przerwał   Mason.   -   Dobrze. 

Wyraźnie widać, że patrzysz na sytuację 

jej oczami.

background image

-Tak - przyznał Eden - bo ona ocenia ją 

z właściwej perspektywy.

-Gdy   usłyszy   o   tym   oskarżenie,   będą 

mieli   wspaniały   motyw   zbrodni.   Ale 

teraz powiedz mi, co się stało. Muszę to 

wiedzieć,   ponieważ   kiedy   wystąpisz 

jako świadek, jeśli będzie to konieczne...

-Powiem   ci   tyle   -   przerwał   Eden.   - 

Proszę, uwierz mi.

background image

Próbowałem coś zrobić, ale nie wyszło. 

Myślałem,   że   przechytrzę   policję.   To   była 

najokropniejsza decyzja w całym moim życiu. 

Doprowadziła   do   tego,   że   ukrzyżują   nas   za 

mój   błąd.   Jednak   o   ile   wiem,   na   razie   mają 

tylko pośrednie dowody. Dobry prawnik może 

zbić takie oskarżenie.

-To zależy od dowodów.

-Ale zawsze istnieje szansa. Z chwilą, 

gdy   zaczniemy   zeznawać   i   powiemy, 

co   naprawdę   się   stało,   skażą   nas. 

Wtedy   już   nie   uda   ci   się   nas   z   tego 

wyciągnąć. Nikomu by się nie udało.

-Postąpię tak - zadecydował Mason. - 

Będę   prowadził   sprawę,   dopóki   nie 

poznam   dowodów   przeciwko   wam. 

Jeżeli   w   czasie   procesu   uznam,   że 

musicie   wystąpić   jako   świadkowie, 

będziecie   musieli   opowiedzieć   mi 

swoją   historię,   a   potem   staniecie   za 

barierką dla świadków.

-Będzie na to wszystko czas?

-Będzie   krótka   przerwa,   kiedy 

oskarżenie   zakończy   swój   występ,   a 

my   będziemy   musieli   przystąpić   do 

obrony. Podejmuję się was bronić pod 

warunkiem, że jeżeli wówczas uznam, 

iż dowody są zbyt silne, by utrącić je 

bez   waszych   zeznań,   powiecie   mi 

dokładnie, co się wydarzyło.

-Dobrze - zgodził się Eden. - Możemy 

zawrzeć taką umowę.

Podał   prawnikowi   rękę.   -   Do   tego 

czasu   musisz   prowadzić   obronę   po   prostu 

szukając słabych  punktów w oskarżeniu. Nie 

background image

powinieneś   liczyć   na   to,   co   razem   z   Vivian 

mamy do powiedzenia.

Mason potrząsnął jego dłonią.

- To będzie twój pogrzeb - stwierdził. - 

I to w dosłownym znaczeniu.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Sędzia   Nedley   C.   Fisk,   dżentelmen   o 

dobrodusznym wyglądzie i umyśle ostrym jak 

brzytwa, spoglądał na Morrisona Ormsby’ego, 

jednego   z   najbardziej   kompetentnych 

członków prokuratury okręgowej.

- Głos ma oskarżenie - powiedział.

Ormsby, z uwagą studiując tajemnicze 

znaczki stawiane przy nazwiskach przyszłych 

przysięgłych, odparł nie podnosząc wzroku:

- Oskarżenie wyraża zgodę.

Sędzia skierował spojrzenie na Masona.

- Głos ma obrona.

Adwokat wstał i powiedział z powagą:

-   Obrona   jest   zadowolona   ze   składu 

przysięgłych, Wysoki Sądzie.

Ormsby,   zaskoczony,   popatrzył   na 

niego   z   niedowierzaniem.   W   sprawie   o 

morderstwo   obrona   nie   zakwestionowała   ani 

jednego z sędziów przysięgłych.

- Proszę zaprzysiąc ławę - polecił Fisk 

urzędnikowi.

Kiedy   zostało   to   uczynione,   odezwał 

się:

-   Pozostałych   ławników   proszę   o 

opuszczenie sali sądowej. Osobom tworzącym 

obecny sąd przysięgłych przypominam, że nie 

wolno   im   formułować   ani   wyrażać   żadnych 

opinii w omawianej sprawie, póki nie zostanie 

im   oddana   pod   rozwagę.   Nie   wolno   wam 

dyskutować   o  dowodach   ani   też   dopuszczać, 

by dyskutowano  o nich w waszej  obecności. 

Zarządzam piętnastominutową przerwę, zanim 

background image

rozpoczniemy   wysłuchiwanie   stron.   Sąd 

zbierze  się powtórnie punktualnie  o godzinie 

dziesiątej.

Sędzia opuścił swój fotel.

Mason zwrócił się do Drake’a i Delii 

Street, którzy siedzieli obok niego.

background image

-To koszmar, jakiego obawia się każdy 

prawnik.   Będę   musiał   słuchać 

oskarżenia,   nie   mając   pojęcia,   co 

prokurator   trzyma   w   rękawie,   dopóki 

nie podsumuje sprawy.

-Nic nie wyciągnąłeś z oskarżonych? - 

zapytał   Paul,   spoglądając   na   miejsce, 

gdzie   między   dwoma   policjantami 

siedzieli Morley Eden i Vivian Carson.

-Ani słowa - odparł prawnik.

-   Cóż,   oskarżenie   na   pewno   ma   coś 

poważnego - stwierdził Drakę. - Nie puszczają 

pary z ust, ale Ormsby czuje się pewnie jak 

ślimak w swojej skorupie.

-Tak - zgodził się Mason - ale lepiej, 

żeby   nie   przesadził.   Zastosuję   każdą 

możliwą   psychologiczną   sztuczkę. 

Będę   trzymał   się   litery   prawa,   prawa 

tego stanu: że jeśli okoliczności można 

wytłumaczyć   za   pomocą   rozsądnej 

hipotezy

 

podważającej

 

winę 

oskarżonych,   przysięgli   muszą   ją 

przyjąć   i   uwolnić   oskarżonych.   To 

oczywiście inny sposób ujęcia zasady, 

że   nikt   nie   może   zostać   skazany, 

dopóki bez najmniejszych wątpliwości 

nie   udowodni   mu   się   winy.   Jeśli 

przysięgli   nabiorą   uzasadnionych 

wątpliwości,   muszą   rozstrzygnąć 

sprawę   na   korzyść   oskarżonego   i 

uwolnić go. Ta zasada ma szczególne 

zastosowanie   w   przypadku   oskarżenia 

pośredniego i na tym się oprę.

-Jeden   z   dziennikarzy   twierdził,   że 

będziesz   opierał   się   na   technicznych 

background image

szczegółach - powiedziała Della. - To o 

to mu chodziło?

-On nie wiedział, o co mu chodziło - 

stwierdził   Mason.   -   Próbował   się 

czegoś dowiedzieć i wściekł się, że nie 

chcę   mu   wyznać,   na   czym   będzie 

opierać się linia obrony.

-Cóż, na tym polega prawo - zauważył 

Drake.   -   Oskarżony   nie   musi 

udowadniać,   że   jest   niewinny,   to 

oskarżenie   ma   udowodnić   mu   winę. 

Oskarżony siedzi tylko cicho i liczy, że 

założenie   o   jego   niewinności 

wyprowadzi go na wolność.

Na salę wrócił sędzia, przysięgli zajęli 

swoje miejsca.

background image

Dziennikarze,   którzy   poprzednio 

rozpisywali się o domu podzielonym drutami i 

oskarżonych   -   poprzednio   śmiertelnych 

wrogach,   teraz   wspólnie   posądzonych   o 

morderstwo,   uczynili   z   całej   sprawy   jedną   z 

największych afer kryminalnych roku.

Wiedziano  już, że Mason - jak to się 

określa - idzie po omacku, że jego klienci nie 

złożyli żadnych oświadczeń, nie zdradzili i nie 

zamierzają zdradzić niczego prasie.

Niektórzy dziennikarze uważali,  że na 

tym   właśnie   polega   mistrzowska   strategia 

obrońcy   i   że   oskarżeni   postępują   zgodnie   z 

jego   instrukcjami.   Inni   byli   przekonani,   że 

prawnik wie tyle samo, co wszyscy. Niezwykłe 

miejsce   zbrodni   oraz   seks,   tajemniczość   i 

dramat składający się na sprawę o morderstwo 

sprawiły,   że   nie   tylko   sala   sądowa   pękała   w 

szwach   -   ludzie   czekali   w   zatłoczonym 

korytarzu, licząc na to, że jeśli staną w kolejce 

rano,   może   będą   mieli   szanse   dostać   się   do 

środka po południu.

-   Czy   oskarżenie   wygłosi   mowę 

wstępną? – zapytał sędzia Fisk.

Ormsby skinął głową i powstał.

-   Wysoki   Sądzie   oraz   wy,   panie   i 

panowie   przysięgli,   będzie   to   jedna   z 

najkrótszych   mów   wstępnych,   jakie 

kiedykolwiek   wygłosiłem.   Zmarły   Loring 

Carson   oraz   oskarżona   Vivian   Carson   byli 

małżeństwem.   Nie   układało   im   się   i   Vivian 

Carson wystąpiła o rozwód. Tymczasem drugi 

z oskarżonych, Morley Eden, zatrudnił Loringa 

Carsona   do   budowy   domu   na   terenie   dwóch 

działek,   które   od   niego   nabył.   Nie   będę 

background image

wchodził w prawne komplikacje, lecz okazało 

się, że z dwóch działek, na których postawiono 

dom,   zmarły   Loring   Carson   posiadał   na 

własność tylko jedną, natomiast druga należała 

do   Vivian   Carson.   Kiedy   został   wydany 

sądowy zakaz wkraczania na jej teren, Vivian 

Carson postawiła ogrodzenie biegnące wzdłuż 

granicy   obu   działek,   dzieląc   dom   na   dwie 

części. Oskarżony Morley Eden, na podstawie 

umowy   z   Loringiem   Carsonem,   wszedł   w 

posiadanie   drugiej   części   domu.   Każdy   z 

oskarżonych  miał  powód do żalu do Loringa 

Carsona.   Vivian   Carson   uważała,   że   jej   mąż 

ukrywa   pieniądze   po   to,   by   nie   otrzymała 

należnej jej części. W dalszej części przewodu 

udowodnimy,   że   to   podejrzenie   było 

uzasadnione.   Natomiast   Morley   Eden   nabył 

teren od zmarłego Loringa Carsona i zapłacił 

mu za wybudowanie domu na obu działkach. 

Odkrył, że Carson okłamał go co do własności 

działek   i   w   efekcie   dom   Edena   został 

wybudowany   częściowo   na   terenie,   który   do 

niego nie należał. Zamierzamy udowodnić, że 

Loring   Carson   rzeczywiście   ukrywał   swoje 

dochody   i   przechowywał   je   w   miejscu, 

którego,   jak   sądził,   nikt   nie   odnajdzie   -   w 

tajnym   sejfie   w   pobliżu   basenu   przy   domu, 

który wybudował dla Morleya Edena. O ironio, 

skrytka   na   nieujawnione   dochody   Carsona 

znalazła się w części domu leżącej na terenie 

przyznanym   Vivian   Carson.   Loring   Carson 

pojechał tam i otworzył sejf w dniu piętnastym 

marca   tego   roku.   Nie   zamierzał   zabierać 

pieniędzy.   Był   przekonany,   że   nikt   nie 

podejrzewa,   iż   schował   je   dosłownie   pod 

background image

nosem   niechętnej   mu   żony.   Jednakże   jak   się 

okazało,   był   tego   zbyt   pewny.   Oskarżeni 

znaleźli   skrytkę   i   zabili   Loringa   Carsona   z 

zimną   krwią   lub   w   wyniku   kłótni,   jaka 

wybuchła   po   odkryciu   schowka.   Oskarżona 

Vivian   Carson   poczekała,   aż   jej   były   mąż 

opuści   willę   i   następnie,   zupełnie   naga, 

pojawiła   się   od   strony   domu   należącej   do 

Morleya Edena. Przepłynęła basen pod drutami 

i   wyjęła   ze   schowka   bliżej   nieznaną   ilość 

gotówki   oraz   papiery   wartościowe   na   sumę 

ponad   stu   pięćdziesięciu   tysięcy   dolarów. 

Papiery   te   odnaleziono   w   hotelowym   pokoju 

Perry’ego Masona w dniu morderstwa. Loring 

Carson   odkrył,   co   się   dzieje,   i   został   zabity 

przez   oskarżonych.   Sąd   poinstruuje   państwa, 

że   kiedy   raz   udowodni   się,   że   oskarżony   - 

każdy oskarżony dokonał zbrodni, to ma prawo 

przedstawienia   okoliczności   łagodzących   lub 

usprawiedliwiających   jego  czyn.  Prawdą  jest, 

że   opieramy   oskarżenie   na   dowodach 

pośrednich.   Jednakże   są   one   dobrym 

materiałem   dowodowym.   Dowiedziemy,   na 

podstawie wyłącznie pośrednich dowodów, że 

oskarżeni,   działając   wspólnie,   zabili   Loringa 

Carsona,   a   następnie   usiłowali   ukryć   swoją 

zbrodnię.   Od   państwa,   panie   i   panowie 

przysięgli, oczekujemy jedynie sprawiedliwego 

wyroku. To wszystko, dziękuję.

Ormsby   wrócił   na   swoje   krzesło   i 

usiadł,   zachowując   się   jak   człowiek,   który 

wykonuje   niemiły   obowiązek,   ale   zamierza 

doprowadzić rzecz do końca.

Mason zrezygnował z mowy wstępnej.

Następnie   oskarżyciel,   działając 

background image

spokojnie   i   efektywnie,   niczym   chirurg 

wykonujący   trudną   operację,   zaczął   wzywać 

świadków.

Najpierw   wezwał   anatomopatologa, 

który   przeprowadził   sekcję   zwłok.   Lekarz 

zeznał,   że   według   jego   opinii,   w   chwili 

wykonania   autopsji   Carson   był   martwy   od 

trzech do pięciu godzin. Określił czas śmierci 

na pomiędzy godziną 10.30 a 12.30 piętnastego 

marca.

Jego   zdaniem   zgon   nastąpił   niemal 

natychmiast  na skutek rany zadanej  nożem o 

ośmiocalowym   ostrzu.   Przebiło   ono   mięsień 

serca.   Na   zewnątrz   wydostało   się   niewiele 

krwi,   gdyż   nastąpiło   rozległe   krwawienie 

wewnętrzne. Pchnięta nożem ofiara upadła na 

podłogę i leżała bez ruchu do chwili zgonu.

Następnie   Ormsby   przedstawił 

orzeczenie   sądu,   na   podstawie   którego 

dokonano

 

podziału

 

nieruchomości. 

Przyznawano   w   nim   jedną   działkę   Vivian 

Carson,   a   drugą   Loringowi   Carsonowi. 

Przedstawił   także   potwierdzoną   kopię  zakazu 

wejścia na teren należący do Vivian Carson jej 

byłemu mężowi, jego reprezentantom, agentom 

lub wspólnikom.

Zawezwał   szefa   ekipy   remontowej, 

który   potwierdził   krótko,   że   zatrudniła   go 

Vivian Carson. Miał przygotować

background image

wszystko tak, by przystąpić do pracy w 

sobotą rano. Vivian zatrudniła także ślusarza, 

który otworzył  drzwi i dorobił klucze  do jej 

części   domu.   Budowlańcom   kazała 

przeciągnąć linię w odległości dwóch cali od 

granicy   jej   posiadłości.   Ekipa   remontowa 

czekała   w   pogotowiu,   i   gdy   tylko   świadek 

przeciągnął sznur przez cały dom, nakazała im 

postawić ogrodzenie z drutu.

Świadek zeznał, że pozostał na terenie 

posiadłości,   póki   nie   ukończono   ogrodzenia. 

Sprawdził je, przeszedł na drugą stronę domu i 

dopilnował, by płot biegł w odległości dwóch 

cali od linii podziału.

-   Czy   oskarżona   Vivian   Carson 

wyjaśniła   wówczas,   dlaczego   chce,   by 

ogrodzenie   znalazło   się   dwa   cale   od   linii 

podziału domu? - zapytał Ormsby.

- Tak.

-Co powiedziała?

-Że   gdyby   Morley   Eden   chociaż 

wetknął   palec   w   płot,   pogwałciłby 

orzeczenie sądu. Zamierzała wytoczyć 

mu sprawę.

-Czy mówiła coś o swoim stosunku do 

zmarłego, to znaczy do byłego męża?

-Powiedziała, że nienawidzi ziemi, po 

której on chodzi.

-Czy mówiła coś jeszcze?

-Że był wszawym draniem i że nic nie 

sprawiłoby jej większej satysfakcji niż 

wsadzenie mu noża w żebra.

Ormsby   spojrzał   znacząco   na 

przysięgłych.

-Czy   świadek   mógłby   powtórzyć 

background image

ostatnie   stwierdzenie?   -   powiedział.   - 

Co takiego mówiła?

-Powiedziała, że nic nie sprawiłoby jej 

większej satysfakcji niż wsadzenie mu 

noża w żebra.

-Świadek do dyspozycji obrony - rzucił 

Ormsby.   Mason   uśmiechnął   się   do 

mężczyzny.

-Zetknął się pan kiedyś z rozwodem? - 

zapytał.

-Nie osobiście.

background image

-Sprawa   dotyczyła   jednego   z   pańskich 

przyjaciół? 

-Tak.

-Zna   pan   kobiety,   które   uzyskały 

rozwód?

-Tak.

- Czy rozmawiał pan z nimi krótko po 

orzeczeniu   rozwodu,   gdy   wciąż   czuły 

rozgoryczenie?

- Tak.

-Dobrze   -   Mason   uśmiechnął   się 

uprzejmie.   -   Ile   z   nich   twierdziło,   że 

chciałoby   zakłóć   byłego   męża   nożem, 

lub że był wszawym draniem, albo też że 

wydłubałyby mu oczy lub cokolwiek w 

podobnym sensie?

-Chwileczkę! - poderwał się Ormsby.  - 

Chwileczkę!   Sprzeciw!   Jest   to   pytanie 

niekompetentne, niespójne i nie mające 

związku   ze   sprawą.   Świadek   nie   jest 

ekspertem   w   sprawach   rozwodowych   i 

nie w tym charakterze go wzywałem.

-Jeśli Wysoki Sąd pozwoli, pytanie jest 

całkowicie poprawne - odparł Mason. - 

Oczywiście, jeśli pan prokurator obawia 

się tego pytania, wycofam je.

-Ostatnia uwaga była zbędna - zauważył 

sędzia Fisk.

-Nie   boję   się   odpowiedzi   świadka   - 

rzucał się Ormsby.

- Pilnuję tylko prawidłowości procesu.

-   Chyba   podtrzymam   sprzeciw   - 

powiedział sędzia.

- Wątpię, czy pytanie było właściwe. Ma 

pan dalsze?

background image

Mason, wciąż uprzejmie uśmiechając się 

do świadka, zapytał:

-Kiedy   oskarżona   Vivian   Carson 

stwierdziła,   że   chciałaby   zakłuć   męża 

nożem,   czy   ton   jej   głosu   różnił   się   w 

jakimkolwiek   stopniu   od   tonu   innych 

podobnych komentarzy, jakie padły z ust 

pana rozwiedzionych  znajomych?  Mam 

na   myśli   uwagi   w   stylu:   „Chciałabym 

wydłubać   mu   oczy”   albo   „Zabiję   go, 

jeśli się do mnie zbliży”?

-Jedną   chwilę   -   odezwał   się   znów 

Ormsby.   -   Pytanie   zostało   odrzucone 

jako   nieprawidłowe.   Ponieważ 

wysunięto   już   sprzeciw   w   tej   kwestii, 

obrona   winna   jest   złego   prowadzenia 

sprawy   oraz   lekceważenia   sądu, 

upierając się przy pytaniu, które zostało 

odrzucone.

Sędzia zastanowił się, po czym pokręcił 

głową.

- Nie sądzę, że jest to to samo pytanie, 

jakie padło poprzednio. To pytanie dotyczy tonu 

głosu.   Oddalam   sprzeciw.   Świadek   może 

odpowiedzieć.

Świadek,   uśmiechając   się   szeroko   do 

Masona, powiedział:

-Ton   jej   głosu   był   podobny   do   tonu 

innych   komentarzy   w   tym   stylu.   Nie 

pamiętam   kogokolwiek,   kto   chciałby 

wsadzić   mężowi   nóż   w   plecy,   ale 

przypominam   sobie,   że   jedna   z   kobiet 

stwierdziła,   iż   nic   nie   sprawiłoby   jej 

większej   przyjemności   niż   zepchnięcie 

męża z urwiska. To znaczy byłego męża.

background image

-I   mówiła   to   podobnym   tonem?   - 

upewnił się Mason.

-Podobnym.

-Ile   kobiet   znajomych   panu   -   ciągnął 

Mason  -   które   po  otrzymaniu   rozwodu 

wyrażały   takie   opinie,   naprawdę 

zepchnęło   męża   z   urwiska   albo 

wydłubało   mu   oczy   lub   dopuściło   się 

jakiejkolwiek przemocy?

-Sprzeciw!   Pytanie   nieprawidłowe   - 

warknął Ormsby.

-Podtrzymany - zgodził się sędzia Fisk. - 

Pozwoliłem na pytanie o ton głosu, ale to 

chyba wszystko, na co się zgodzę.

Mason   zwrócił   się   do   przysięgłych   z 

wiele mówiącym uśmiechem.

-A   więc   to   wszystko   -   powiedział. 

Niektórzy   odpowiedzieli   prawnikowi 

uśmiechem.   Ormsby,   wściekły,   ale 

opanowany, zaproponował:

-Wzywam   na   świadka   porucznika 

Tragga.   Porucznik,   ekspert   w 

przekazywaniu swojej opowieści tak, by 

wywarła wrażenie na ławie przysięgłych, 

stanął   na   miejscu   dla   świadków   i   pod 

przysięgą  zeznał, co odkrył  na miejscu 

zbrodni.   Przedstawił   zdjęcia   zwłok   i 

opisał zewnętrzne okoliczności.

-Zauważył pan wodę w pobliżu ciała? - 

zapytał Ormsby.

-Tak. Były to dwie kałuże.

-Jakiej wielkości?

-Jak moja dłoń.

-Na jakim podłożu się znajdowały?

-Na   wyłożonej   glazurą,   wywoskowanej 

background image

podłodze.

-W jakiej odległości od ciała?

-Jedna około sześciu i trzech czwartych 

cala, druga - dwanaście i pół cala.

-Czy zbadał pan ciecz, aby określić, skąd 

pochodziła?

-Tak.   Zebrano   ją   do   fiolek   i   poddano 

analizie,  by sprawdzić, czy nie była  to 

woda   z   basenu.   Zawierała   stosunkowo 

dużą   ilość   chloru,   gdyż   tamtego   dnia 

oczyszczano basen.

-Co wykazała analiza wody z kałuż?

-Zawierała   taką   samą   ilość   chloru   jak 

woda w basenie.

-Czy   zrobił   pan   zdjęcia,   na   których 

widać, jak przebiega ogrodzenie dzielące 

basen?

- Tak.

-  Proszę  pokazać   te  fotografie,  a  także 

zdjęcia,   na  których   widać  zwłoki,   dom  i   jego 

otoczenie.   Potrzebujemy   zdjęć   z   miejsca 

zbrodni,   by   sędziowie   przysięgli   mogli 

zorientować się w sytuacji.

Tragg wyjął teczkę ze zdjęciami i przez 

najbliższe   pół   godziny   wyciągał   je   po   kolei, 

opisywał,   co   każde   przedstawia,   wyjaśniał,   z 

jakiego miejsca je zrobiono i gdzie znajdował 

się   aparat,   a   także   określał   dokładny   czas 

wykonania   fotografii.   Na   koniec   odbitkę 

włączano do akt jako materiał dowodowy.

-Kto był  na miejscu  zbrodni, kiedy się 

pan tam zjawił? - spytał Ormsby.

-Był   tam   Morley   Eden,   jeden   z 

oskarżonych,   oraz   pan   Perry   Mason, 

jego   obecny   adwokat.   Potem   pojawiła 

background image

się

background image

Vivian   Carson,  druga  oskarżona.  Byli 

też, oczywiście, dziennikarze i fotoreporterzy z 

prasy oraz ekipa policji, a później koroner.

-Na   miejscu   zbrodni   był   pan   Perry 

Mason? 

-Tak.

-Czy   rozmawiał   pan   z   nim   o 

morderstwie? 

-Tak.

-Czy   pan   Mason   podsuwał   jakieś 

sugestie? 

-Tak.

-Jakie?

-Sugerował,   bym   zwrócił   szczególną 

uwagę na stan odzieży zmarłego.

-Jakiej części odzieży konkretnie?

-Rękawów koszuli.

-Jak wyglądały?

-Koszula   miała   sztywne   mankiety 

spięte spinkami z diamentów pokrytych 

czarną   emalią,   tak   więc   kamienie   nie 

były widoczne. Jednak część emalii na 

prawej   spince   odprysła,   odsłaniając 

diament.

-Czy były to spore kamienie?

-Dość spore i cenne. Obudowa spinek 

była platynowa.

-Jak wyglądała sama koszula?

-Jej rękawy były mokre do wysokości 

łokci.

-O   ile   wiem,   nieboszczyk   miał   także 

marynarkę?

-Zgadza się.

-A rękawy marynarki?

-Nie były mokre, jedynie podszewka od 

background image

środka   nasiąkła   wodą   z   rękawów 

koszuli.   Jednak   marynarka   pozostała 

sucha.

-Czy   przeprowadził   pan   rozmowę   z 

panem   Masonem   w   związku   z   tą 

kwestią?

- Tak.

-Co mówił pan Mason?

-Zasugerował, bym zbadał basen.

background image

-Zrobił pan to? 

-Tak.

-I co pan odkrył? 

-Nic.

-Co stało się potem?

-Mason stwierdził, że nie szukałem dość 

daleko albo dość dokładnie.

-Ze   słów   pana   Masona   odniósł   pan 

wrażenie, że wiedział on o skrytce, którą 

potem pan odkrył i że chciał skierować 

na nią pańską uwagę?

-Chwileczkę   -   przerwał   Mason.   - 

Pytanie jest nieprawidłowe, wymaga od 

świadka   wyciągania   wniosków.   Poza 

tym jest niekompetentne, niespójne i nie 

na miejscu.

-Sprzeciw   podtrzymany   -   powiedział 

Fisk. - Na pewno nie musi  pan, panie 

prokuratorze, nakłaniać tego świadka do 

wyciągania   wniosków.   Pozwólmy 

opowiedzieć  mu  o tym,  co zrobił  i  co 

odkrył.

-Tak   jest,   Wysoki   Sądzie   -   ustąpił 

Ormsby,   zerkając   na   przysięgłych,   by 

sprawdzić,   czy   zrozumieli,   o   co   mu 

chodzi. - Zapytam więc inaczej - podjął, 

jakby   lekko   zmieszany   technicznymi 

utrudnieniami   nałożonymi   przez 

sędziego,   lecz   cierpliwie   pragnący 

przedstawić   ławnikom   wagę   sprawy:   - 

Zakończył pan badanie basenu?

- Tak.

-I nic pan nie znalazł? 

-Nic.

-A potem sprawdził pan powtórnie? 

background image

-Tak.

-Za czyją sugestią?

-Perry’ego Masona.

- To znaczy obrońcy, który reprezentuje 

w tej sprawie oskarżonych?

- Tak.

- I co powiedział pan Mason? - Ormsby 

wstał z krzesła, podkreślając tym wagę pytania, 

a   także   doniosłość   odpowiedzi   porucznika 

Tragga.

-   Pan   Mason   zaproponował,   bym 

sprawdził z tyłu schodki do basenu.

-Z tyłu schodki do basenu - powtórzył 

Ormsby. 

-Tak.

-I zrobił pan to? 

-Tak.

-Co pan znalazł?

-Gdy   tylko   za   nie   zajrzałem,   a   raczej 

gdy   sięgnąłem   tam   ręką,   wyczułem 

niewielki metalowy pierścień.

-Co pan zrobił?

-Włożyłem   palec   w   pierścień   i   lekko 

pociągnąłem.

-I co się stało?

-Wyczułem   natychmiast,   że   pierścień 

zawieszony był na giętkim metalowym 

kablu nakręconym na wałek.

-Co stało się potem?

-Pociągnąłem   za   pierścień,   wyciągając 

go   jakieś   dwa,   trzy   cale,   co   zwolniło 

zatrzask   w   środku   schowka   jakieś 

dziesięć stóp od basenu.

-I co się stało?

-Sprężynka uniosła płytkę o powierzchni 

background image

około   osiemnastu   cali,   odsłaniając 

sprytnie   zamaskowany   schowek 

wielkości   szesnastu   i   jednej   czwartej 

cala, głęboki na dwie stopy i trzy i pół 

cala, wyłożony stalą, na automatycznym 

zawiasie,   tak   więc   wystarczyło   pchnąć 

płytkę, by zamknęła się z powrotem.

-Z jednej strony kafelek był zawieszony 

na zawiasie? 

-Tak.

-I co znalazł pan w tym schowku? 

-Nic.

- Nic?

-Zgadza się. Kompletnie nic.

-A   czy   pan   Mason   okazał   zdziwienie, 

gdy   w   miejscu,   które   tak   uparcie 

wskazywał,   odkrył   pan   pierścień? 

Chociaż...   wycofuję   to   pytanie. 

Przepraszam   Wysoki   Sąd   oraz   obronę. 

Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, 

że   pytanie   to   było   niewłaściwe. 

Chciałem się tylko upewnić, poruczniku, 

że   właściwie   zrozumiałem   pańskie 

zeznania.   Znalazł   pan   pierścień   w 

miejscu, które wskazywał pan Mason?

-Sugerował, bym tam poszukał.

-I mówił to po tym, jak zbadał pan basen 

i niczego nie znalazł?

- Tak.

Ormsby podszedł do stołu obrony, gdzie 

siedział   Mason,   pochylił   się   lekko   i   cicho 

powiedział:

-Chciałem   tylko   pokazać,   że   jeżeli 

spróbujesz   wywierać   presję   na 

przysięgłych, spotkamy się w pół drogi.

background image

-Kontynuuj - odparł półszeptem Mason.

-Więc płytka unosiła się na sprężynie? - 

zapytał Ormsby.

- Tak.

-Gdzie była ta sprężyna?

-Potem   odkryliśmy,   że   jej   spirala 

oplatała   stalowy   pręt   pełniący   funkcję 

osi,   na   której   obracał   się   zawias.   Nie 

bardzo jasno to opisałem. Chodzi o to, 

że   płytkę   zawieszono   na   zawiasie. 

Przebiegał   przez   niego   stalowy   pręt 

szerokości   pół   cala,   biegnący   do 

sworznia,   który   unosił   zawias   w   górę. 

Sprężynę okręcono wokół końców tego 

pręta. Była dostatecznie naciągnięta, by 

kafel   unosił   się,   gdy   tylko   zwolnił   się 

zatrzask.

-Jak rozumiem, ten kafelek nie różnił się 

wyglądem ani rozmiarami od innych?

-Był   identyczny,   poza   tym,   że 

wywiercono   w   nim   dziurkę,   w   środku 

umieszczono   metalową   rurkę   i   całość 

zalano   betonem.   Do   rurki   włożono 

stalowy pręt działający jak oś, na której 

obracał   się   kafelek,   tak   że   całość 

tworzyła wytrzymałą dźwignię.

background image

-   Była   tam   też   sprężyna   i   pokrywa 

schowka unosiła się po pociągnięciu za drut?

- Tak.

-A jak można było zamknąć płytkę?

-Wystarczyło   nacisnąć,   by   pokonać 

napięcie sprężyny.

-Czy kafel założono tak, że nie można 

go było odróżnić od pozostałych?

-Zrobiono   to   bardzo   sprytnie.   Nawet 

gdy wiedzieliśmy już, że jest ruchomy, 

mogliśmy stanąć na nim lub przejść się 

nie   czując,   że   cokolwiek   znajdowało 

się pod spodem. Zawias skonstruowano 

tak   starannie,   a   sprężynowy   zatrzask 

stanowił

 

taką

 

mechaniczną 

doskonałość,   że   absolutnie   nic   nie 

wskazywało na to, iż płytka nie została 

twardo osadzona w betonie.

-Sejf był wodoodporny? 

-Tak.

-Dzięki czemu?

-Niższy   fragment   obrzeża   kafla 

oklejono   podgumowaną   gąbką   i 

oklejono taśmą.

-Każda osoba, która zamykała  płytkę, 

musiałaby   zostawić   na   tej   taśmie 

odciski palców?

- Tak.

-   A   gdy   płytka   podniosła   się,   trzeba 

było pchnąć ją na miejsce, by się zamknęła? 

Czy tak?

- Tak.

-Więc   czy   znalazł   pan   jakieś   odciski 

palców   na   taśmie   otaczającej   brzeg 

płytki lub po jej wewnętrznej stronie? 

background image

Pytam   o   spodnią   część   płytki, 

poruczniku,   nie   wierzchnią.   Czy 

znalazł pan odciski palców we wnętrzu 

stalowego sejfu?

-Znalazłem.

-Czy odkrył pan odciski palców, które 

można odczytać? 

-Tak.

-Zdjął je pan i sfotografował? - Tak.

background image

- A następnie pobrał pan odciski palców 

osób, które mogły mieć dostęp do schowka lub 

okolic miejsca, gdzie został umieszczony?

- Tak.

-Po dokonaniu porównania, czy był pan 

w   stanie   określić,   do   kogo   należały 

niektóre z odcisków?

-Tak jest.

-Do kogo?

Tragg obrócił się na swoim krześle, by 

spojrzeć wprost na przysięgłych.

-Dwiema z osób, które zostawiły odciski 

na   spodniej   stronie   płytki   oraz   na 

taśmie,   byli   oskarżeni:   Vivian   Carson 

oraz Morley Eden.

-To   znaczy,   znalazł   pan   odciski   ich 

obojga?

-Tak jest.

-Ma   pan   zdjęcia   tych   odcisków   oraz 

zdjęcia odcisków palców oskarżonych?

-Mam.

-Ma je pan przy sobie? 

-Tak.

-Proszę je pokazać.

Tragg wyjął fotografie, które włączono 

do   materiału   dowodowego.   Powiększone 

odbitki   ustawiono   na   sztalugach,   a   Tragg 

wskazał tak zwane punkty podobieństwa.

Ormsby  odwrócił  się  tyłem   do zdjęć  i 

patrząc na świadka rzucił:

-Stwierdził pan, że na miejscu zbrodni 

była oskarżona Vivian Carson?

-Zgadza się. Przebywała w swojej części 

domu.

-Poszedł pan do niej? 

background image

-Tak.

-Przesłuchał ją pan? 

-Tak.

-Spytał   pan,   gdzie   była   i   co   robiła 

wcześniej?

background image

-Tak   jest.   Powiedziała,   że   właśnie 

wróciła z zakupów.

-Sprawdźmy,   czy   dobrze   rozumiem 

sytuację   -   Ormsby   zerknął   na 

przysięgłych,   upewniając   się,   że 

słuchają go uważnie. - Dom podzielono 

ogrodzeniem, które biegło przez salon i 

nad   basenem.   Po   której   stronie   są 

sypialnie   -   po   stronie   należącej   do 

Vivian Carson czy Morleya Edena?

-Sypialnie leżą po stronie Edena.

-A kuchnia?

-Po stronie Vivian Carson.

-Jak   zrozumiałem   z   pańskich   zeznań, 

przeszedł   pan   na   drugą   stronę   domu, 

należącą do oskarżonej Vivian Carson?

-Zgadza się.

-Gdzie ją pan przesłuchiwał?

-W kuchni, a potem w patio.

-Czy   będąc   w   kuchni   zauważył   pan 

magnetyczny   wieszak,   na   którym 

wisiały noże?

- Tak.

-Ma pan przy sobie narzędzie zbrodni?

-Mam.

-Proszę je pokazać.

Tragg wyjął nóż z drewnianą rączką, a 

Ormsby poprosił o włączenie go do dowodów.

-Nie   sprzeciwiam   się   -   odezwał   się 

Mason.

-Czy będąc w kuchni rozmawiał pan z 

Vivian Carson o narzędziu zbrodni?

-Tak.  Zapytałem,   czy  na  wieszaku  po 

prawej   stronie   kuchenki   nie   brakuje 

żadnego noża.

background image

-Co odpowiedziała?

-Że wszystkie są na miejscu.

-Co stało się potem?

-Zwróciłem   jej   uwagę   na   nóż   z 

drewnianą  rękojeścią i zapytałem,  czy 

zawsze   tu   wisiał,   co   potwierdziła. 

Zdjąłem   go   i   odkryłem,   że   nigdy   nie 

był   używany:   na   ostrzu   widniała 

jeszcze wypisana kredą cena.

background image

-Czy zapytał pan o to?

-Tak zrobiłem.

-Jak to wyjaśniła?

-Powiedziała, że o ile wie, nigdy go nie 

używano   oraz   że   dopiero   niedawno 

wprowadziła się do domu.

-Ma pan ten drugi nóż przy sobie? 

-Tak.

-Proszę go wyjąć.

Tragg   wyciągnął   drugi   nóż   i   ten 

egzemplarz   również   włączono   do   materiału 

dowodowego.

-   Chciałbym,   by   przyjrzał   się   pan 

postawionym czarną kredą znaczkom na ostrzu, 

poruczniku - powiedział Ormsby.  - Czy to te 

same, które widniały na nim, gdy zabierał pan 

nóż?

- Tak.

-Czy próbował pan odnaleźć samochód, 

który   Loring   Carson   posiadał   w   dniu 

swojej śmierci?

-Próbowaliśmy   -   przyznał   Tragg.   - 

Uzyskaliśmy   informacje   od   wydziału 

drogowego i po zdobyciu opisu pojazdu 

wystosowaliśmy   komunikat   o   jego 

zaginięciu.

-Znaleźliście go?

-Kilka godzin po odkryciu ciała.

-Gdzie, poruczniku?

-W   garażu   wynajmowanym   przez 

oskarżoną Vivian Carson, w Larchmore 

Apartments położonych w tym mieście.

-Czy   oskarżeni   lub   jedno   z   nich 

wyjaśnili, jak się tam znalazł?

-Nie. Odmówili mówienia o tej sprawie.

background image

-Proszę   o   usunięcie   ostatniej   uwagi 

świadka   z   protokołu   -   wtrącił   się 

Mason.   -   Prawo   nie   wymaga   od 

oskarżonych   omawiania   jakichkolwiek 

spraw.

-Wniosek   odrzucony   -   powiedział 

sędzia   Fisk.   -   Świadek   zeznał,   że 

oskarżeni odmówili zeznań, co jest tym 

samym,   co   przytaczanie   wypowiedzi 

oskarżonych.

background image

-Czy rozmawiał pan z Vivian Carson o 

dochodach,   jakie   Loring   Carson 

ukrywał? - podjął Ormsby.

-Tak.   Kilkakrotnie   powtórzyła,   że   jej 

były   mąż   zatajał   posiadanie   sporych 

sum   pieniędzy   oraz   papierów 

wartościowych.   Nie   mogła   ich 

odnaleźć,   podobnie   jak   sędzia 

Goodwin,   który   przewodniczył 

rozprawie   rozwodowej.   Powiedziała, 

że   sędzia   Goodwin   podkreślał   swoje 

przekonanie o istnieniu tych pieniędzy.

-O   której   godzinie   miała   miejsce   ta 

rozmowa, poruczniku?

-Zaczęła   się...   gdzieś   około   drugiej   i 

trwała   z   przerwami   aż   do   kwadrans 

przed trzecią.

-Znalazł pan jakieś wartościowe rzeczy 

przy zwłokach Loringa Carsona?

-Tak   jest.   Znaleźliśmy   dużą   ilość 

gotówki   -   przynajmniej   w   oczach 

policjanta   -   oraz   czeki   podróżne 

wystawione   na   nazwisko   A.B.L. 

Seymour.

-Ma je pan przy sobie? 

-Tak.

-Proszę pokazać.

Książeczka czekowa została włączona 

do   materiału   dowodowego,   podobnie   jak 

pieniądze znalezione przy zmarłym.

-   Czy   idąc   za   wskazówką,   jaką   było 

nazwisko   A.B.L.   Seymour   -   albo   raczej 

rozpoczynając   od   tego   śladu   dochodzenie   - 

odkrył pan, kim była ta osoba?

- Tak.

background image

-Czego więc się pan dowiedział?

-Nikt taki nie istniał. Było to fałszywe 

nazwisko, którego Carson używał, aby 

ukryć swoje dochody. Wykupił na nie 

sporą   ilość   czeków   podróżnych   oraz 

papierów   wartościowych   i   otworzył 

konto w banku w Las Vegas. Było na 

nim ponad sto tysięcy dolarów.

-Sprawdził   pan   podpis   i   porównał   z 

charakterem pisma zmarłego?

background image

- Tak.

-   Czy   odnalazł   pan   jakiekolwiek 

obligacje   wystawione   na   nazwisko   A.B.L. 

Seymour?

- Tak.

-Gdzie?

-W Las Vegas.

-A gdzie dokładnie?

- W bungalowie wynajętym przez pana 

Perry’ego Masona.

-Coś   takiego!   -   powiedziawszy   to, 

Ormsby westchnął dramatycznie. - Przez 

pana Masona?

-Tak jest.

-Czy były w jego posiadaniu?.

-Tak, w jego teczce.

-Teczce, którą przywiózł z Los Angeles?

-Teczka należała do niego. Była w jego 

pokoju. Założyłem  więc, że ją ze sobą 

przywiózł.

-Proszę niczego nie zakładać - upomniał 

go   sędzia   Fisk.   -   Może   pan   tylko 

stwierdzać fakty.

-Nie   zamierzam   wysuwać   sprzeciwu   - 

wtrącił   się   Mason.   -   Skoro   porucznik 

Tragg   zaznaczył,   że   było   to   jego 

założenie, chciałbym, by cała odpowiedź 

pozostała w protokole.

Sędzia spojrzał na niego zaintrygowany, 

a potem uśmiechnął się.

-Dobrze   -   powiedział.   -   Nie   padł 

wniosek o wycofanie pytania, tak więc 

proszę zaprotokołować odpowiedź.

-Czy pan Mason wyjaśnił, jak wszedł w 

posiadanie   tych   dokumentów?   -   podjął 

background image

Ormsby.

- Nie.

-Wziął pan teczkę z papierami?

-Tak.

-Czy była w jakiś sposób oznaczona?

-Tak.   Złoconymi   literami   wytłoczono 

„P” kropkę „Mason”.

background image

-Ma   pan   ze   sobą   teczkę   oraz 

dokumenty?

-Przekazałem   je   już   panu.   Są   na   nich 

moje znaki identyfikacyjne.

Ormsby wyjął teczkę oraz plik papierów 

wartościowych i po identyfikacji wszystkich z 

osobna włączył je do materiału dowodowego.

-Myślę,   że   na   tym   skończę 

przesłuchiwanie   świadka,   przynajmniej 

na   razie   -   obwieścił.   -   Jeżeli   jednak 

okaże się to konieczne wobec wynikłych 

później   kwestii,   być   może   jeszcze   go 

wezwę.

-Zgadzam się - powiedział Mason.

-Chce   pan   poczekać   z   pytaniami   do 

zakończenia   sprawy?   -   zapytał   go 

sędzia.

-Kilka   wolałbym   zadać   teraz   -   odparł 

Mason.   -   Może   będę   miał   dalsze 

później.

-W takim razie proszę zaczynać.

-Insynuował   pan   -   zaczął   Mason   -   że 

papiery wartościowe oraz teczkę, które 

znalazł   pan   w   moim   posiadaniu, 

odebrałem   od   moich   klientów   z   Los 

Angeles i przywiozłem do Las Vegas w 

Newadzie.

-Niczego   nie   insynuowałem   -   odparł 

Tragg z uprzejmym  uśmiechem.  - Tak 

pomyślałem... rzecz jasna.

Lekkie wahanie przed ostatnimi dwoma 

słowami   oraz   uśmiech   porucznika   podkreśliły 

wagę stwierdzenia.

-Ma pan jakieś dowody potwierdzające, 

że   otrzymałem   owe   obligacje   w   Los 

background image

Angeles i przywiozłem je do Las Vcgas?

-Nie znalazłem dowodów bezpośrednich 

- odparł Tragg i dodał z własnej woli: - 

Rzadko   robi   się   takie   rzeczy   w 

obecności policji, panie Mason.

Przez zatłoczoną salę sądową przebiegła 

fala śmiechu.

- Proszę świadka, żeby wstrzymał się od 

samowolnych   uwag   i   odpowiadał   jedynie   na 

pytania - odezwał się Fisk. - W końcu jest pan 

oficerem   policji,   poruczniku.   Wielokrotnie 

zeznawał pan jako świadek w sądzie, zna pan 

procedurę   i   doskonale   jest   pan   świadomy 

efektu,   jaki   wywiera   pańskie   zachowanie. 

Sądzę, że przesłuchanie przebiegnie spokojniej, 

jeśli będzie pan trzymał się zasad.

-Przepraszam,   Wysoki   Sądzie   - 

powiedział Tragg.

-Głos ma obrona - ogłosił sędzia Fisk.

-Kiedy   zaczął   pan   sprawdzać   obrzeże 

basenu   -   podjął   Mason   -   szukając 

czegoś,   co   wyjaśniłoby,   dlaczego 

rękawy   koszuli   zmarłego   były   mokre, 

czy zamoczył pan swoje rękawy?

-Nie - odparł Tragg - prawdopodobnie 

dlatego, że nie śpieszyłem się.

-A co to ma do rzeczy?

- Podwinąłem je.

- Oba?

- Tak... Nie, tu się mylę, panie Mason. 

Przepraszam.   Podwinąłem   tylko   prawy   rękaw 

do wysokości łokcia.

-Lewego nie? 

-Nie.

-I nie zamoczył go pan?

background image

-Nie.   Sprawdzałem   basen   tylko   prawą 

ręką.

-Dziękuję - powiedział adwokat. - To na 

razie wystarczy.

-Wzywam   na   świadka   01ivera   Ivana   - 

ogłosił Ormsby. Ivan był osobnikiem w 

średnim   wieku,   mocnej   budowy   ciała, 

powściągliwym,   spokojnym   i   dość 

stanowczym.

-Czym   się   pan   zajmuje?   -   zaczął 

przesłuchanie Ormsby.

-Prowadzę sklep z narzędziami.

-Czy   pracował   pan   piętnastego   marca 

tego roku? 

-Tak.

-Gdzie znajduje się pański sklep?

-Koło kinoteatru na Dupont Street.

-Czy   widział   pan   wcześniej 

oskarżonych? 

-Tak.

-Kiedy?

background image

-Po   raz   pierwszy   zobaczyłem   ich 

piętnastego marca.

-O której godzinie?

-Między   dwunastą   a   dwunastą 

trzydzieści.

-Rozmawiał pan z nimi? 

-Tak.

-   Czy   przeprowadził   pan   z   nimi   jakąś 

transakcję handlową?

- Tak.

-Jaką?

-Chcieli kupić nóż.

-Oboje? 

-Tak.

-I sprzedał im pan nóż?

-Tak.

-Rozpoznałby go pan? 

-Tak.

-Pokazuję   panu   dowód   G.   Czy   widział 

go pan już wcześniej?

-Identyczny   nóż   im   sprzedałem.   Na 

ostrzu widnieje moja cena. Widać cenę 

sprzedaży   i   moją   własną   cenę   zakupu. 

Litery „EAK” to moje koszta własne, a 

cena   sprzedaży   wypisana   jest   kredą   na 

ostrzu.

-Czy   słyszał   pan,   jak   oskarżeni 

rozmawiali   o   rodzaju   noża,   jakiego 

potrzebują?

-Tak.   Mówili   cicho,   ale   wyraźnie   ich 

słyszałem.   Wspominali,   że   potrzebują 

„identycznego noża”.

-Mówili,   do  jakiego   noża  ten   powinien 

pasować?

-Nie. Chcieli po prostu identycznego.

background image

-Czy   zaobserwował   pan   coś 

szczególnego w ich zachowaniu?

-Kobieta, pani Carson, drżała tak mocno, 

że ledwo mogła utrzymać nóż. Również 

mężczyzna   wydawał   się   przejęty,   ale 

starał się ją uspokoić.

-Czy dostrzegł pan jakiekolwiek oznaki 

uczucia pomiędzy nimi albo cokolwiek, 

co   wskazywałoby   na   charakter   ich 

wzajemnych stosunków?

-   Przez   większość   czasu   mężczyzna 

obejmował ją ręką, głaskał po ramieniu i mówił, 

żeby się uspokoiła.

Kogo   określa   pan   słowem 

„mężczyzna”?

- Mam na myśli drugiego z oskarżonych, 

Morleya Edena.

- Nie ma pan wątpliwości, że ten właśnie 

nóż im pan sprzedał?

- Żadnych.

-   Świadek   do   dyspozycji   obrony   - 

obwieścił Ormsby. 

Mason zachowywał się grzecznie, niemal 

po przyjacielsku.

-Spory ten pana sklep? - zapytał.

-Mamy dużą ilość towarów.

-A ten nóż. Pamięta  pan, gdzie go pan 

kupił?

-Kupiłem noże hurtem czwartego lutego 

od Quality Cutlery Company.  To firma 

sprzedająca sztućce.

-Kupił je pan hurtem? - w głosie Masona 

zabrzmiało zdziwienie.

- Tak.

-I zaznaczył pan cenę kupna i sprzedaży 

background image

tylko na tym nożu?

-Tego   nie   powiedziałem   -   zaperzył   się 

Ivan. - Mówiłem tylko, że zaznaczyłem 

obie ceny na tym nożu.

-A na innych?

-Zaznaczyłem je na wszystkich nożach.

-Hurtem?

-Hurtem.

- I wystawił je pan na sprzedaż?

- Tak.

- W takim razie wie pan jedynie, że ten 

szczególny   nóż   mógł   zostać   kupiony 

kiedykolwiek   między   czwartym   lutego   a 

piętnastym marca.

background image

-Pamiętam, że go im sprzedałem.

-Pamięta pan, że sprzedał oskarżonym 

jeden z noży - podkreślił Mason. - Ale 

wie pan jedynie, że ten szczególny nóż 

mógł   zostać   sprzedany   kiedykolwiek 

między czwartym lutego a szesnastym 

marca,   włączając   w   to   ranek 

piętnastego marca.

-Pewnie tak - zgodził się świadek.

-Każdy mógł go kupić.

-To prawda.

-Zeznając   pod   przysięgą,   może   pan 

również   stwierdzić,   że   zmarły   Loring 

Carson mógłby kupić ten nóż i zawiesić 

w kuchni,   robiąc  zakupy  dla  Morleya 

Edena?

Świadek przesunął się zakłopotany na 

krześle.

-Pamiętam tamtą rozmowę. I pamiętam 

transakcję.

-Pamięta   pan,   że   sprzedał   pan   nóż   - 

uświadomił   mu   uprzejmym   tonem 

Mason.  -   Zidentyfikował   go   pan  jako 

jeden   z   wielu   kupionych   hurtem.   Nie 

może   pan   z   pełnym   przekonaniem 

powiedzieć nic więcej, prawda?

-Pewnie nie.

-Przypomina   pan   sobie,   że   sprzedał 

jakiś nóż oskarżonym - ciągnął Mason. 

- Teraz pytam, czy pod przysięgą może 

pan   zeznać,   że   nóż   włączony   do 

materiału   dowodowego   nie   został 

sprzedany Loringowi Carsonowi przed 

piętnastym   marca   tego   roku   czy   po 

czwartym   lutego,   kiedy   otrzymał   pan 

background image

dostawę.

-Pewnie nie mogę - przyznał świadek.

-To   wszystko   -   rzucił   serdecznym 

tonem   Mason.   -   I   dziękuję   za   pana 

godną   uznania   uczciwość.   Nie   mam 

więcej pytań.

-Ja   mam   pytanie   -   poderwał   się 

Ormsby.  - Piętnastego  marca  sprzedał 

pan   oskarżonym   nóż,   który   pod 

każdym   względem   jest   identyczny   z 

nożem,   jaki   panu   pokazałem,   i   ma   te 

same   oznaczenia   na   ostrzu.   Tak   czy 

nie?

-Sprzeciw - rzucił Mason. - Prokurator 

usiłuje   poddać   własnego   świadka 

krzyżowemu ogniowi pytań. Poza tym 

pytanie jest naprowadzające i sugeruje 

odpowiedź.

-Rzeczywiście   jest   naprowadzające   - 

przyznał sędzia Fisk.

-Chciałem   jedynie   podsumować 

zeznania   świadka   -   tłumaczył   się 

Ormsby.

-Proponuję, by oskarżenie poczekało z 

podsumowaniem  zeznań świadków do 

końcowych   przemówień   -   powiedział 

Mason.

Fisk uśmiechnął się.

-Tak będzie poprawnie. Proszę zmienić 

swoje pytanie, panie prokuratorze.

-Och,   nie   mam   już   pytań   do   tego 

świadka   -   wycofał   się   Ormsby, 

zirytowany.

-To wszystko - orzekł sędzia. - Może 

pan odejść.

background image

-Wzywam   Lorraine   Henley   - 

powiedział prokurator.

Kobieta,   która   weszła   na   miejsce   dla 

świadków,

 

niedawno

 

przekroczyła 

czterdziestkę.   Była   szczupła,   miała 

wychudzoną  twarz, zaciśnięte  w determinacji 

usta. Została zaprzysiężona, po czym Ormsby 

zapytał:

-Gdzie pani mieszka?

-W Larchmore Apartments.

-Od jak dawna?

-Od ponad roku.

-Zna pani oskarżoną Vivian Carson?

-Znam.

-Mieszka koło pani?

-W apartamencie 4 B. To po przeciwnej 

stronie parkingu od mojego mieszkania.

-Proszę wyjaśnić, co ma pani na myśli, 

mówiąc „parking”.

-Mieszkania   zbudowano   na   planie   w 

kształcie litery L, na opadającym lekko 

wzgórzu.   Drzwi   wychodzą   na   dwie 

ulice. Po obu stronach bloków biegną 

alejki   i   można   z   nich   dojść   na 

betonowy   parking.   Położony   jest 

poniżej  ulic,  przy których  stoją bloki. 

Powinnam   te   dokładniej   opisać. 

Najwyżej   położone   jest   skrzyżowanie 

obu ulic. Główna biegnie mniej więcej 

na   tym   samym   poziomie,   natomiast 

boczna opada dość gwałtownie. Mimo 

to   pod   wszystkimi   mieszkaniami   są 

garaże,   poza   czterema   apartamentami 

narożnymi.   Tam   garaże   stoją 

oddzielnie.

background image

-Czy

 

pod

 

mieszkaniem 

wynajmowanym   przez   oskarżoną 

Vivian Carson znajdował się garaż?

-I to podwójny.

-Czy   widziała   pani   oskarżoną   Vivian 

Carson piętnastego marca?

-Tak jest.

-O której godzinie?

-Piętnaście   lub   trzydzieści   minut   po 

jedenastej rano.

-Co robiła?

-Otwierała drzwi do swojego garażu, to 

znaczy jednego z dwóch, jakie miała.

-Co się potem stało?

-Widziałam,   jak   jakiś   mężczyzna 

wjeżdżał do środka.

-Przyjrzała się mu pani?

-Bardzo dokładnie.

-A widziała go pani później? 

-Tak.

-Widzi go pani teraz?

-   Tak.   To   Morley   Eden,   jeden   z 

oskarżonych w tej sprawie. Tam siedzi.

-Obok Vivian Carson? 

-Tak.

-Co się działo z samochodem?

-Kiedy pani Carson otworzyła drzwi do 

garażu,   on   wjechał   do   środka.   Potem 

wyszedł, ona zamknęła drzwi na klucz i 

szybko razem odeszli.

-Nie   weszli   do   mieszkania   pani 

Carson?

background image

-Nie, to znaczy nie widziałam. Do bloku 

można   wejść   od   tyłu,   ale   oni   przeszli   przez 

podjazd do alejki i zniknęli z pola widzenia.

-Świadek do pańskiej dyspozycji - rzucił 

Ormsby.   Mason   mówił   tonem   pełnym 

cichej uprzejmości.

-Co   pani   robiła,   kiedy   oskarżeni 

parkowali samochód?

-Obserwowałam   ich   -   warknęła.   Przez 

salę przebiegł cichy chichot.

-A co robiła pani tuż przedtem?

-Siedziałam przy oknie.

-Nie   spuszczając   z   oka   apartamentu 

wynajmowanego przez Vivian Carson?

-Po prostu go widziałam.

-Siedziała   pani,   patrząc   na   ów 

apartament?

-Siedziałam tam w tym czasie.

-Jak długo?

-Od jakiegoś czasu. Nie wiem, jak długo.

-Przez cały ranek?

-Sporą część ranka.

-Poprzedniej nocy też obserwowała pani 

to mieszkanie?

-Lubię trzymać rękę na pulsie.

-Po co? - zapytał Mason.

-   Zastanawiałam   się,   co   się   dzieje. 

Myślę, że każdy ma prawo do zwykłej ludzkiej 

ciekawości. Kilka dni wcześniej Vivian Carson 

wyprowadziła   się,   dźwigając   walizki,   i   nie 

wróciła. Zastanawiałam się, dokąd wyjechała i 

co robi.

- Obserwowała pani jej mieszkanie, by to 

odkryć?

- Tak.

background image

-Nie   potrafi   pani   podać   marki 

samochodu, jaki wstawiono do garażu? - 

zapytał prawnik. - Marki i modelu?

-Nie, nie potrafię. Wóz był zielony. To 

wszystko, co wiem.

- Nie zna się pani na modelach?

- Nie.

background image

-Prowadzi pani samochód? 

-Nie.

-Ma pani samochód? 

-Nie.

-A może kiedyś pani miała?

- Ale od jakiegoś czasu nie mam. Na 

zakupy jeżdżę autobusem.

-Nie   zanotowała   pani   numeru 

rejestracyjnego wozu? 

-Nie.

-Zauważyła   pani,   czy   nie   miał 

rejestracji spoza stanu?

-Nie   patrzyłam   na   wóz,   tylko   na 

kobietę i mężczyznę.

-Wzięła   pani   na   siebie   obowiązek 

pilnowania   godzin,   w   jakich   Vivian 

Carson   wraca   do   domu   i   wychodzi   z 

niego?

-Jestem   przyzwoitą   kobietą.   Okolica 

jest porządna i chcę, żeby taka została. 

Dość naczytałam się o pani Carson w 

prasie, żeby uznać, że warto wiedzieć, 

co się z nią dzieje.

-Wie pani czy to, co przeczytała pani w 

prasie, było prawdą czy kłamstwem?

-Nie mówiłam nic o tym,  czy to było 

prawdą   czy   kłamstwem.   Po   prostu 

czytałam  o niej. Chciał pan wiedzieć, 

dlaczego   jej   pilnowałam,   więc 

wyjaśniłam to.

-Dziękuję. Myślę, że dokładnie opisała 

pani   sytuację,   pani   Henley...   A   może 

panno Henley?

-Jestem   panną   -   warknęła.   - 

Zaznaczyłam   to,   podając   swoje 

background image

nazwisko urzędnikowi sądowemu.

Mason uśmiechnął się uprzejmie, choć 

znacząco, i spojrzał na przysięgłych.

-Bardzo pani dziękuję, panno Henley - 

powiedział. - Nie mam dalszych pytań.

-Proszę   wezwać   następnego   świadka, 

panie   prokuratorze   -   zarządził   sędzia 

Fisk.

Zachowując   się   jak   człowiek,   który 

przygotował   niespodziankę   o   dalekosiężnych 

reperkusjach, Ormsby obwieścił:

background image

- Tym razem, Wysoki Sądzie, chciałbym 

zawezwać Nadine Palmer.

Nadine   podeszła   do   miejsca   dla 

świadków   i   została   zaprzysiężona.   Miała   na 

sobie ciemnobrązowy kostium, modny kapelusz, 

a   w   ręku   trzymała   brązową   skórzaną   torebkę. 

Wypolerowane

 

brązowe

 

pantofle 

harmonizowały z piękną opalenizną jej długich 

nóg   widoczną   pod   cienkimi   jak   pajęczyna 

pończochami.  Usiadła,  rzucając   wokół  uważne 

spojrzenie   i   szybko   przesunęła   wzrok   z 

Ormsby’ego na Masona i znów na Ormsby’ego. 

Potem skupiła się na ławie przysięgłych,  a po 

chwili ponownie popatrzyła na prokuratora.

-   Nazywa   się   pani   Nadine   Palmer, 

zamieszkała przy Crockley Avenue 1721?

- Tak.

-Zna pani oskarżonych?

-Nie osobiście.

-Znała pani Loringa Carsona?

-Widywałam go. Nie pamiętam, żebym z 

nim rozmawiała, a kiedy mówię, że nie 

znam osobiście pani Carson, nie znaczy 

to   wcale,   że   nigdy   jej   nie   widziałam. 

Brałam   udział   w   kilku   spotkaniach,   na 

których ona również była obecna i mogę 

ją rozpoznać.

-Teraz skieruję pani uwagę na piętnasty 

dzień   marca.   Gdzie   pani   była   rankiem 

tamtego dnia?

-Pojechałam   samochodem   do   Vista 

Point.

-Jak   daleko   leży   to   miejsce   od   domu 

wybudowanego przez Loringa Carsona i 

sprzedanego Morleyowi Edenowi?

background image

-Vista   Point   leży   w   odległości   ćwierć 

mili, a może mniej, od tego domu. Widać 

stamtąd   tyły   posiadłości:   patio,   basen 

oraz teren poniżej basenu.

-Więc   Vista   Point   położone   jest   ponad 

domem?

-Tak.   Nie   wiem,   o   ile   stóp   wyżej,   ale 

widać stamtąd dach posiadłości.

-A drogę, która do niej prowadzi?

background image

-Nie.   Tylko   patio,   basen   i   pokoje   na 

tyłach domu. Budynek zasłania podjazd 

od   frontu   i   nie   można   dostrzec   drogi 

dojazdowej,   ponieważ   łagodnie   się 

wznosi.

-Rozumiem   -   powiedział   Ormsby.   - 

Mam   tu   mapę   z   zaznaczonym   Vista 

Point.   Proszę   zerknąć   na   ten   plan   i 

wskazać przysięgłym,  gdzie pani była 

piętnastego marca tego roku.

Po   chwili   Nadine   pokazała   palcem 

miejsce na mapie:

-Byłam tutaj - powiedziała.

-Która była wtedy godzina?

-Około...   dotarłam   tam   piętnaście   po 

dziesiątej. Może trochę później.

- I czekała pani?

-Tak.

-Miała   pani   coś,   co   pozwoliłoby 

wyraźniej zobaczyć dom?

-Miałam lornetkę.

-Jak ją pani wykorzystała?

-Patrzyłam przez nią na dom Carsona.

-To znaczy na dom wybudowany przez 

Loringa   Carsona   i   sprzedany 

Morleyowi Edenowi?

-Tak.

-Czy   mogę   spytać,   dlaczego   pani   to 

robiła?

-Chodziło   o   moje   osobiste   sprawy. 

Wiedziałam...   wiedziałam,   że 

mężczyzna,   któremu   nie   podobało   się 

to,   co   zrobił   Loring   Carson   z   moją 

reputacją,   będzie   domagał   się   jakiejś 

rekompensaty,   a   gdyby   Carson 

background image

odmówił, zamierzał... cóż, sądziłam, że 

zamierzał dać mu za swoje.

-Czy będąc w Vista Point, stała się pani 

świadkiem jakichś wydarzeń?

- Tak.

-Proszę opisać je przysięgłym.

-Kiedy   spojrzałam   po   raz   pierwszy, 

wydawało   się,   że   nikogo   nie   ma   w 

domu. A potem...

background image

-To stwierdzenie można  by wykreślić z 

protokołu   jako   przypuszczenie   -   orzekł 

Ormsby. - Proszę jedynie mówić, co pani 

zobaczyła.  Niech pani unika omawiania 

swoich wniosków, pani Palmer. Tylko to, 

co pani widziała, jest istotne.

-No   cóż...   zaparkowałam   samochód, 

wysiadłam i od czasu do czasu zerkałam 

przez   lornetkę.   Odejmowałam   lornetkę 

od   oczu,   żeby   wzrok   mi   odpoczął,   i 

patrzyłam znowu. A gdy widziałam coś 

interesującego, znów ją przykładałam do 

oczu.

- Jaką pierwszą rzecz pani zobaczyła? Co 

się działo?

- Dostrzegłam Loringa Carsona.

- Gdzie?

- W części domu z kuchnią.

- Wyjaśnijmy to dla protokołu - zarządził 

Ormsby.   –   Dom   podzielony   był   kolczastym 

ogrodzeniem. Widziała je pani?

- Och, oczywiście.

-Po jednej stronie domu leżała część, do 

której   należała   kuchnia.   Po   drugiej 

stronie   znalazła   się   większość   salonu 

oraz sypialnie.

-Mniej więcej.

-W takim razie, by jasno zapisano to w 

sądowych   aktach,   możemy   mówić   o 

kuchennej   oraz   sypialnej   części   domu. 

Gdzie więc był pan Loring Carson, kiedy 

po raz pierwszy go pani dostrzegła?

-W kuchennej części domu.

-Jest pani pewna?

-Jestem pewna.

background image

-W jaki sposób go pani obserwowała?

-Ustawiłam ostrość w lornetce.

-Jakie jest maksymalne powiększenie, na 

które można nastawić pani lornetkę?

-Ośmiokrotne.

-Widziała go pani wyraźnie?

background image

-Całkiem wyraźnie.

-Rozpoznała go pani?

-O tak.

-Widziała pani, co robi?

-Pochylił   się   nad   basenem   koło 

schodków.   Nie   widziałam,   co   robi. 

Nastawiałam   lornetkę   na   największą 

ostrość.

-Dobrze. I co było dalej?

-Pan Carson uklęknął na podłodze przy 

schodkach.

-Miał coś ze sobą?

-Skórzaną teczkę.

-Co zrobił?

-Ukląkłszy   włożył   prawą   rękę   do 

wody. Pociągnął za coś i nagle kafelek, 

który   wyglądał   identycznie   jak 

pozostała część podłogi, podniósł się w 

górę,   odsłaniając   ukryty   pod   nim 

schowek.

-Co uczynił pan Carson?

-Wyjął jakieś papiery z teczki, schował 

do skrytki i zamknął ją.

-Proszę mówić  dalej. Co jeszcze pani 

zobaczyła?

-Loring   Carson   wszedł   do   domu   i 

niemal natychmiast z drugiej części...

-Chwileczkę   -   przerwał   prokurator.   - 

Wyjaśnijmy to. Do której części domu 

wszedł  Loring   Carson?  Do kuchennej 

czy sypialnej?

-Do kuchennej.

-A   co   ma   pani   na   myśli,   mówiąc   o 

drugiej części domu?

-Sypialną część.

background image

-I co stało się w sypialnej części domu?

-Wybiegła   z   niej   naga   kobieta   i 

natychmiast wskoczyła do basenu.

-Patrzyła pani przez lornetkę? 

-Tak.

-Rozpoznała ją pani?

-Nie jestem absolutnie przekonana, ale 

myślę...

background image

-Jedną   chwilę   -   wtrącił   się   Mason.   - 

Chciałbym   zwrócić   uwagę   sądu,   że 

świadek   odpowiedział   już   na   pytanie. 

Pani   Palmer   stwierdziła,   że   nie   jest   w 

stanie   zidentyfikować   owej   kobiety. 

Nieważne, co myśli, jeśli nie może pod 

przysięgą zeznać, kim ta osoba była.

-Świadek użył tylko potocznego zwrotu 

- wyjaśnił  Ormsby.  - Uważa, że  może 

zidentyfikować   tę   osobę   z   dużym 

prawdopodobieństwem, ale stara się być 

uczciwa   i   dopuszcza   możliwość 

pomyłki.

-Nie sądzę, by obowiązkiem prokuratora 

było   wyjaśnianie   zeznań   świadka   - 

zauważył  Mason. - Świadek zeznaje w 

języku   angielskim   i   uważam,   że   sam 

znam   ten   język   równie   dobrze   jak 

oskarżyciel.

Sędzia   Fisk   zmarszczył   z   namysłem 

czoło i po chwili powiedział:

-Może   ja   zadam   świadkowi   pytanie.   I 

chciałbym, by obrona powstrzymała się 

od   przerywania.   Pani   Palmer,   czy 

widziała pani jakąś osobę nago?

-Kobietę. Zupełnie nagą.

-Nie   miała   na   sobie   kostiumu 

kąpielowego?   Świadek   energicznie 

potrząsnął głową.

-Była naga.

-Co zrobiła?

-Wybiegła   z   sypialnej   części   domu   i 

wskoczyła   do   basenu   tak   szybko,   że 

wstrzymałam oddech.

-Biegła?

background image

-Najpierw biegła, a potem wskoczyła do 

wody,   niemal   jej   nie   rozbryzgując. 

Płynęła jak foka.

-Miała pani wtedy lornetkę?

-Tak,   ale   nie   mogłam   utrzymać   tej 

kobiety w polu widzenia. Poruszała się 

za szybko. To znaczy widziałam ją przez 

szkła,   ale   nie   zawsze   była   w   centrum 

mojego pola widzenia, jeśli wie pan, co 

mam na myśli. Płynęła bardzo prędko.

background image

-Przyjrzała się jej pani?

-Tylko z grubsza, niezbyt dokładnie.

-Czy   może   pani   zidentyfikować   ją   ze 

stuprocentową pewnością?

-Nie   ze   stuprocentową.   Mogę   tylko 

przypuszczać.

-W   tych   okolicznościach   uznamy,   że 

zeznanie   świadka,   iż   myśli,   że 

rozpoznała   tę   osobę,   jest   potocznym 

zwrotem. Zaznaczymy,  iż świadek nie 

ma   stuprocentowej   pewności   i   nie 

możemy   jej   zeznań   traktować   jako 

dowodu. Może pan kontynuować, panie 

prokuratorze.

-Pytam   więc   dalej   -   powiedział 

Ormsby.   -   Ta   kobieta   wskoczyła   do 

basenu i przepłynęła na drugą stronę?

-Jak foka. Przecinała wodę tak szybko, 

że było to aż niewiarygodne.

-Co zrobiła potem?

-Wyskoczyła przy schodkach w płytkiej 

części basenu, pociągnęła za coś i ten 

sam kafelek się otworzył. Podeszła do 

niego   i   schyliła   się.   Miała   ze   sobą 

plastikową   torbę.   Zaczęła   wyciągać 

dokumenty   ze   schowka   i   wkładać   do 

torby.

-Przyjrzała się jej pani wówczas?

-Była odwrócona do mnie plecami.

-Obserwowała ją pani przez lornetkę? 

-Tak.

-Co zrobiła pani potem?

-Potem   uświadomiłam   sobie,   co   się 

dzieje i...

-Nie ważne, co sobie pani uświadomiła 

background image

- przerwał Ormsby. - Proszę dokładnie 

słuchać moich pytań. Co pani zrobiła?

-Rzuciłam lornetkę na fotel samochodu 

i zaczęłam biec.

-Dokąd?

-Pobiegłam drogą wiodącą do terenów 

przy basenie.

-Wiedziała   pani,   że   jest   tam   jakaś 

dróżka?

-Wiedziałam.

-He czasu zajęło pani zbieganie w dół?

background image

-Niewiele.   To   jakieś...   może   dwieście 

jardów, potem dociera się na płaski teren 

i trzeba podejść trochę w górę.

-Czy   biegnąc   widziała   pani   dom   lub 

basen?

-Nie. Wzgórze porastają jakieś zarośla i 

krzewy. Nie znam gatunków tych roślin, 

ale   takie   same   rosną   na   wszystkich 

pagórkach w południowej Kalifornii.

-Kiedy wybiegła pani z zarośli, gdzie się 

pani   znalazła?   Może   pani   wskazać   to 

miejsce na mapie?

-Mniej więcej tutaj - pokazała palcem.

-Oznaczę to miejsce kółkiem - obwieścił 

Ormsby.   -   Czy   stamtąd   wyraźnie 

widziała pani dom?

-O tak.

-Co pani zrobiła?

-Dość szybko podeszłam bliżej. Z trudem 

łapałam oddech, ale śpieszyłam się.

-I co pani zobaczyła? 

-Nic.

-A basen?

-Był pusty.

-A co z płytką, pod która znajdowała się 

skrytka?

-Była   otwarta,   to   znaczy   kafelek   był 

podniesiony.

-Co pani zrobiła?

- Skierowałam się na patio, ale z domu 

dobiegły mnie jakieś głosy.

-Była pani w sypialnej części domu? 

-Tak.

-Więc co pani zrobiła?

-Podeszłam   pod   mur   budynku   od 

background image

sypialnej części domu.

-I co potem?

-Usłyszałam, co mówiono.

-A co mówiono?

-Chwileczkę   -   odezwał   się   Mason.   - 

Najpierw ustalmy, kto rozmawiał.

background image

-Do   tego   zmierzam   -   zaznaczył 

Ormsby.

-Myślę,   że   oskarżenie   to   właśnie 

powinno najpierw ustalić - upierał się 

Mason.

-Dobrze - zgodził się Ormsby. - Może 

ma pan rację. Pytam więc - zwrócił się 

do   świadka   -   czy   miała   pani 

sposobność

 

zobaczyć 

rozmawiających?

-Nie   wtedy,   ale   kilka   sekund  później 

ich zobaczyłam.

-Kim byli?

-To   byli   oskarżeni,   Vivian   Carson   i 

Morley Eden.

-Gdzie rozmawiali?

-W salonie.

-Słyszała ich pani od strony basenu?

-Tak.   Rozsuwane   szklane   drzwi   były 

otwarte   i   bardzo   wyraźnie   było   ich 

słychać.

-Co   takiego   mówili?   Co   pani 

usłyszała?

-Kobieta powiedziała...

-Kogo   ma   pani   na   myśli,   mówiąc 

„kobieta”?

-Oskarżoną Vivian Carson.

-Dobrze.   Co   więc   powiedziała   pani 

Carson?

-„Kochanie,   nigdy   tego   nie 

wyjaśnimy”.

-A   potem?   Proszę   mówić!   Jak 

przebiegała rozmowa?

-Morley   Eden   odparł:   „Nie   musimy. 

Nigdy   nikomu   o   tym   nie   powiemy. 

background image

Pozwolimy

 

odkryć

 

ciało 

dziennikarzom.   Mason   załatwił 

konferencję   prasowana   dzisiaj,   trochę 

później   reporterzy   znajdą   zwłoki.   Ja 

będę udawał, że nic nie wiedziałem”.

Na co odezwała się Vivian Carson: „A 

co z nożem? To nóż z mojej kuchni”.

„Kupimy   nowy”,   powiedział   Morley 

Eden.   „To   nas   nie   rozdzieli.   Właśnie   się 

odnaleźliśmy   i   mamy   prawo   do   szczęścia, 

którego nic nie zakłóci. Będę walczył o nasze 

szczęście”.

-I co dalej? - ponaglił Ormsby.

-Usłyszałam,   że   idą   dokądś. 

Pomyślałam, że na basen.

background image

Zawahałam   się   przez   chwilę,   a   potem 

skuliłam   za   rogiem   domu,   gdzie   by   mnie   nie 

dostrzegli, chyba że wyszliby na patio i rozejrzeli 

się wokół.

-Co dalej?

-Usłyszałam,   jak   zamykają   się   drzwi   i 

zrozumiałam, że wyszli. W domu zapadła 

cisza.

-Więc co pani zrobiła?

-Wróciłam   drogą   i   wspięłam   się   na 

wzgórze.   Dotarłam   zmęczona   do 

samochodu i pojechałam do domu.

-O której tam pani dojechała?

-O...   mniej   więcej   o   jedenastej 

trzydzieści.

-Co pani zrobiła?

-Nie   zawiadomiłam   policji.   Nie 

wiedziałam,   co   się   stało.   Bałam   się,   a 

poza tym wstydziłam, że szpiegowałam i 

podsłuchiwałam.   Nie   wiedziałam,   że 

popełniono morderstwo.

-Cofnijmy   się   w   czasie,   chcę   panią 

jeszcze   raz   o   coś   zapytać   -   powiedział 

Ormsby.   -   Czy   rozpoznała   pani   nagą 

kobietę,   która   wybiegła   z   domu   i 

wskoczyła do basenu?

-Cóż,   ja...   widziałam   ją.   Była   zupełnie 

naga. Przebiegła mi przed oczami, ale...

-Wie pani, kto to był?

-Jestem   niemal   pewna,   że   była   to 

oskarżona Vivian Carson.

Ormsby   z   uśmiechem   odwrócił   się   do 

Masona.

- Świadek do pańskiej dyspozycji.

-Niemal   pewna?   -   zaczął   adwokat. 

background image

Skinęła głową.

-Nie jest pani absolutnie pewna? 

-Nie.

-Nie może pani przysiąc?

-Nie.

-   Więc   sama   ma   pani   uzasadnioną 

wątpliwość, czy widziała oskarżoną?

background image

-Tak.   Myślę,   że   uczciwie   będzie 

zaznaczyć,   iż   mam   uzasadnioną 

wątpliwość.   Po   prostu   nie   jestem 

pewna.

-Co zrobiła pani po powrocie do domu?

-Wzięłam prysznic.

-Z jakichś szczególnych powodów?

-Nie... Przedzierałam się przez zarośla, 

ziemia była sucha. Cała byłam pokryta 

kurzem. Chciałam wziąć prysznic i to 

zrobiłam.

-Miała pani w tym czasie gościa?

-Zaraz   potem.   Czy   chce   pan,   żebym 

powiedziała o pańskiej wizycie?

-Chcę,   żeby   mówiła   pani   prawdę   - 

zripostował Mason.

- Miała więc pani gościa?

- Tak.

-Kto to był?

-Pan.

-Rozmawiała pani ze mną?

-Chwileczkę!   -   wtrącił   się   Ormsby.   - 

Wysuwam   sprzeciw.   To   pytanie 

niekompetentne, nie mające związku ze 

sprawą,   nic   nie   wnoszące   i 

niewłaściwe.   Tej   sprawy   nie 

poruszyłem,   przepytując   mojego 

świadka.

-Ale   taka   rozmowa   się   odbyła?   - 

zapytał niecierpliwie sędzia.

-Nie   wiem.   Może.   Nie   potrafię 

powiedzieć.

-Ta   rozmowa   ma   udowodnić,   że 

świadek  już  wówczas   ukrywał  pewne 

fakty,   oraz   że   ukrywał   swoje 

background image

poczynania

 

przed

 

osobami 

postronnymi.

-Nie   miała   obowiązku   mówić   akurat 

tobie, co widziała

- rzucił Ormsby.

Fisk spojrzał na zegar.

-  Wrócimy  do  tej  kwestii   po  krótkiej 

przerwie - stwierdził. - Minęła dwunasta. Sąd 

spotka się ponownie piętnaście po pierwszej. 

Do tego czasu przysięgli  są zobowiązani  nie 

formułować   i   nie   wyrażać   żadnych   opinii   w 

sprawie   ani   też   żadnych   wniosków 

dotyczących   winy   bądź   niewinności   obojga 

lub   jednego   z   oskarżonych.   Nie   wolno   im 

także dyskutować o sprawie między sobą ani 

dopuszczać, by ktokolwiek omawiał ją w ich 

obecności. Sąd zarządza przerwę do pierwszej 

piętnaście.

Gdy publiczność tłumnie opuściła salę 

sądową, Mason obrócił krzesło i usiadł twarzą 

do   swoich   klientów.   Ruchem   dłoni   oddalił 

strażników poza zasięg słuchu, zaznaczając, że 

potrzebuje   krótkiej   prywatnej   rozmowy   z 

oskarżonymi

- Słuchajcie - zaczął cicho - musicie mi 

powiedzieć, co się stało.

Morley Eden uparcie pokręcił głową.

Vivian   Carson   zamrugała,   żeby 

powstrzymać łzy.

- Rozważmy to krok po kroku - nalegał 

Mason. - Zaparkowała pani samochód Loringa 

Carsona   w   swoim   garażu   czy   nie?   Czy   ta 

kobieta   mylnie   panią   zidentyfikowała?   Jeżeli 

nie   mówi   prawdy,   otwierają   się   przed   nami 

ogromne możliwości. Jeżeli mówi prawdę, nie 

background image

będę tracił czasu ani pieniędzy szukając ludzi, 

którzy wstawili tam samochód.

Po chwili odezwał się Eden.

-Tyle mogę ci powiedzieć, Mason: ona 

mówiła   prawdę.   Zaparkowaliśmy   ten 

samochód.

-Po   co,   na   Boga?   -   rzucił   ze   złością 

prawnik.

-Gdybyś znał wszystkie fakty - odparł 

Eden - zrozumiałbyś, że nic innego nie 

mogliśmy   zrobić.   Ale   wówczas... 

wówczas nie dałbyś nam nawet cienia 

szansy.

-Niewiele   więcej   macie   teraz   - 

zauważył Mason.

-Nic   na   to   nie   poradzimy.   Musimy 

walczyć o uniewinnienie na podstawie 

tego, co możesz zrobić jako adwokat.

-Dlaczego wstawiliście wóz do garażu? 

- zapytał Mason.

-   Ponieważ   stał   naprzeciwko 

mieszkania   Vivian,   tuż   przed   hydrantem.   Za 

wycieraczkę   wetknięto   mandat.   Mieliśmy 

tylko   minutę,   żeby   coś   zrobić,   a   nie 

wiedzieliśmy,   co.   Trzeba   było   usunąć   go   z 

ulicy.

-Mandat   za   parkowanie   przed 

hydrantem?

 

-

 

zapytał

 

niedowierzaniem Mason.

-Zgadza się.

-Ale   wiedzieliście,   oczywiście,   że   to 

samochód Loringa Carsona?

-Jasne. Co gorsza, mandat wystawiono 

o trzeciej  nad ranem.  Wie  pan, co to 

znaczy:   każdy   uznałby,   że 

background image

odnowiliśmy   stosunki   małżeńskie   - 

włączyła się Vivian.

-Nie   rozumiem.   Przecież   lepiej,   żeby 

wszyscy   uznali,   iż   odnowiliście 

stosunki, niż kupić sobie bilet w jedną 

stronę do komory gazowej.

-Oczywiście - odparła zniecierpliwiona 

-   teraz   to   wiemy.   Ale   musi   pan 

wyobrazić   sobie,   co   myśleliśmy 

piętnastego marca.

-Dlaczego Carson tam właśnie zostawił 

samochód? - spytał Mason.

-Nie   wiem,   na   pewno  był   to   element 

jego diabelskiego planu, jaki uknuł po 

drodze. Zaparkował samochód w takim 

miejscu,   że   wiedział,   iż   dostanie 

mandat.

-Co robiliście razem w mieście?

Morley   spojrzał   pytająco   na   Vivian. 

Potrząsnęła głową.

-Przykro   mi   -   powiedział   Eden.   - 

Odpowiedzieliśmy   już   na   wszystkie 

pytania.   Musisz   sam   sobie   radzić. 

Przyjmij,   że   jesteśmy   winni.   Że   z 

zimną krwią popełniliśmy morderstwo, 

a   ty   jesteś   naszym   adwokatem. 

Będziesz   szukał   każdej   luki   w 

dowodach. Spróbujesz wszystkiego, co 

możliwe.   Prowadź   tę   sprawę   dalej   w 

ten   właśnie   sposób.   Zrób,   co   tylko 

możesz.   To   wszystko,   czego 

oczekujemy.

-Cholera! - zaklął prawnik. - Próbujecie 

na siłę dostać się do celi śmierci?

-Nic takiego - zaprzeczył niecierpliwie 

background image

Eden. - Lecz jeżeli nas skażą, nic na to 

nie   poradzimy.   Jeżeli   nas   uwolnią, 

musimy zachować twarz i prowadzić w 

miarę normalne życie. Powiem ci tyle: 

nie   zabiliśmy   go   i   to   wszystko,   co 

możemy ci zdradzić.

- Skoro wiem już, że byliście razem... o 

której dotarliście do mieszkania?

Eden potrząsnął głową.

- Powiedzieliśmy ci już wszystko.

Strażnicy,   czekający   niecierpliwie   na 

swoich więźniów, podsunęli się bliżej.

Mason wzruszył ramionami.

- Dobra. Bierzcie ich - rzucił.

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Mason, Della Street i Paul Drakę jedli 

lunch w małej włoskiej restauracji w pobliżu 

sądu. Właściciel zarezerwował dla nich osobną 

salkę.

-Mówiłeś chyba, że wszystko opiera się 

na  dowodach  pośrednich   - powiedział 

Drakę.

-Tak sądziłem - odparł Mason. - Coś w 

tej sprawie po prostu nie ma sensu.

-Zrobiliśmy   wszystko,   co   możliwe   - 

podsumował detektyw.

Della Street pocieszyła Masona:

-Odwalasz   wspaniałą   robotę,   szefie. 

Przecież skoro wymagają, żebyś szedł 

na   ślepo,   pozostaje   ci   jedynie 

prowadzić   sprawę   na   wyczucie.   I   tak 

mnóstwo dowodów pozbawiłeś żądła.

-Ale jak mam obalić zeznania Nadine 

Palmer?

-Uważasz, że mówi prawdę?

-Nie wiem.

-Przypuśćmy,   że   wiedziałbyś,   iż   twoi 

klienci są winni

- zaproponował Drakę. - Próbowałbyś 

zdyskredytować Nadine Palmer, prawda?

-   I   tak   jest   to   moim   obowiązkiem   - 

zauważył Mason.

-   Złożyła   zeznania   obciążające 

oskarżonych i moje zadanie polega na tym, by 

odnaleźć w jej wersji jakieś słabe punkty.

Po   chwili   dodał:   -   Mógłbyś   zrobić 

jedną rzecz, Paul? 

background image

- Co?

-Weź odciski palców Delii.

-Co takiego? - wykrzyknęła Della.

-Weź   jej   odciski   palców   -   powtórzył 

Mason,   utkwiwszy   wzrok   w 

detektywie.

-To   będzie   łatwe   -   orzekł   Paul, 

szczerząc   zęby.   -   Pod   warunkiem,   że 

Della nie będzie się sprzeciwiać.

background image

- Po co ci, u licha, moje odciski? - zapytała 

Della.

Mason uśmiechnął się szeroko.

-Pomyślałem   właśnie,   że   mogę 

wykorzystać je, przepytując świadka.

-Do czego?

-To   może   wywrzeć   niezatarty   efekt   na 

ławie przysięgłych.

-Kiedy chcesz je mieć?

-   Zaraz   po   lunchu.   Najlepiej,   żeby   Drakę 

zabrał   cię   do   biura,   gdzie   nikt   go   nie   zobaczy. 

Zdejmij jej odciski - zwrócił się do Paula - oznacz 

kartkę,   na   której   zostaną   odbite...   skorzystaj   ze 

standartowego   papieru   do   pobierania   odcisków 

palców... Proszę, żebyś nie zdejmował wszystkich 

odcisków.   Wykorzystaj   odciski   palców   swojej 

sekretarki i Delii. Jeden taki, drugi taki. Zacznij od 

małego palca Delii, potem serdeczny palec twojej 

sekretarki.     Środkowy   palec   Delii   i   wskazujący 

twojej sekretarki. I na koniec kciuk Delii.

-Co ty u licha knujesz? - zapytał Drakę.

-Jeszcze  nie   wiem   -  odparł  Mason.  -  Ale 

jeżeli   znam   prawo,   adwokat   może 

przepytać świadka oskarżenia, aby wykryć, 

czy   mówi   on   prawdę.   Jeżeli   kłamie, 

niekoniecznie trzeba zastawiać pułapkę za 

pomocą   samych   pytań.   Adwokat   ma   tu 

pewną   swobodę   ruchów,   oczywiście   w 

rozsądnej mierze.

- To mi się nie podoba, Perry - stwierdził 

Drakę.   -   Możesz   wpakować   się   w   kłopoty, 

zwłaszcza,   jeżeli   zaczniesz   mieszać   odciski 

palców.

Mason spojrzał na niego z przygnębieniem. 

- Do diabła, już się wpakowałem, Paul. Moi klienci 

background image

siedzą w tej aferze po same uszy, a ja nie wiem 

nawet, gdzie uderzyć. Cokolwiek zrobię, może ich 

pogrążyć.

- To może pogrążyć ciebie - ocenił Drakę. - 

Nie   jest   zbrodnią   zdejmować   komuś   odciski 

palców, ale kiedy

background image

mieszasz   odciski   dwojga   ludzi,   by 

kogoś oszukać... a jeśli cię przyłapią, Peny?

-W   tym   rzecz.   Nie   chcę,   żeby   mnie 

przyłapali.

-Przestań   się   zamartwiać,   Paul   - 

odezwała się Della. - Skończmy lunch i 

bierzmy się do dzieła.

Drakę westchnął.

-   Przez   co   musi   przejść   prywatny 

detektyw,   kiedy   pracuje   dla   Perry’ego 

Masona!   -   powiedział   ponuro.   –   Nagle 

straciłem apetyt.

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Sąd   otworzył   posiedzenie   o   pierwszej 

piętnaście.

-   Zeznawała   pani   Nadine   Palmer   - 

przypomniał sędzia Fisk. - Zechce pani wrócić na 

miejsce dla świadków?

Zwrócił się do mecenasa.

- Proszę kontynuować przesłuchanie.

Mason   zaczekał,   aż   Nadine   Palmer 

usadowi   się   na   krześle.   Patrzyła   na   niego 

wojowniczo, jakby zachęcając do najgorszego.

-   Na   kobietę,   którą   widziała   pani   nad 

basenem   –   zaczął   adwokat   -   tylko   rzuciła   pani 

okiem?

-Widziałam   ją   przez   jakiś   czas,   ale 

poruszała się bardzo szybko.

-Dostrzegła pani jej twarz tylko w chwili, 

gdy biegła do wody, prawda?

-Tylko   wtedy   mogłabym   się   dobrze 

przyjrzeć jej twarzy.

-Powiedziała  pani „mogłabym”.  Ma pani 

na   myśli,   że   zrobiłaby   to   pani,   gdyby 

miała pani lornetkę wycelowaną akurat na 

nią?

-Poruszała się bardzo szybko, a ja miałam 

małe problemy z lornetką... Ale widziałam 

ją.

-I   patrzyła   pani,   jak   skacze   do   wody, 

płynie na drugi koniec basenu, pochyla się 

nad   skrytką   -   przez   cały   czas   zwrócona 

plecami do pani?

-Tak, od chwili, gdy wyszła z basenu.

-A w basenie miała twarz pod wodą. 

background image

-Tak.

-Kiedy   do   pani   przyjechałem   -   Mason 

zmienił temat - miała pani mokre włosy.

-Brałam prysznic.

-Zawsze   moczy   pani   włosy   pod 

prysznicem?

background image

-Czasami.   Zamierzałam   wybrać   się 

następnego dnia do fryzjera,  więc nie 

dbałam o nie.

-Pamięta pani, że prosiłem o papierosa, 

a pani kazała mi zajrzeć do torebki?

- Tak.

-Kiedy   otworzyłem   ją,   żeby   wyjąć 

papierosa, wybiegła pani z sypialni w 

otwartym,   powiewającym   z   tyłu, 

szlafroczku.   Nie   zwracała   pani   uwagi 

na to, co widzę, tak się pani śpieszyła.

-Chciałam   panu   pomóc.   Byłam 

gościnna   i   uznałam,   że   jest   pan 

dżentelmenem.

- Podała mi pani paczkę papierosów?

- Tak.

-Zeznaje   pani   pod   przysięgą   - 

przypomniał   Mason.   -   Czy   wyjęła   ją 

pani z torby, czy raczej ukryła w ręce, 

wybiegając z sypialni?

-Właściwie to miałam ją w ręce.

-Tak   bardzo   się   pani   śpieszyła,   by 

podać  mi   papierosy,  zanim   sięgnę  do 

torby,   ponieważ   uświadomiła   sobie 

pani, że paczka w torebce była zupełnie 

mokra   na   skutek   tego,   iż   wcześniej 

pływała   pani   w   basenie   w   samej 

bieliźnie,   którą   pani   następnie   zdjęła, 

wyżęła i mokrą schowała w torebce?

-Sprzeciw - zawołał Ormsby. - Pytanie 

jest   niewłaściwe.   Omawia   fakty   nie 

uwzględnione

 

w

 

materiale 

dowodowym i sprawy nie poruszone w 

czasie   przesłuchiwania   świadka   przez 

prokuraturę.

background image

-Sadzę, że mam prawo zadać to pytanie 

-   odparł   Mason.   -   Sprawdzam 

wiarygodność świadka.

Sędzia  Fisk z  namysłem   przyjrzał   się 

Nadine.

-Pozwolę świadkowi odpowiedzieć na 

pytanie   -   powiedział.   -   Sam   jestem 

zainteresowany odpowiedzią.

-Nagle uznałam - zaczęła Nadine - że 

nie   chcę,   by   grzebał   pan   w   moich 

osobistych rzeczach, panie Mason.

background image

Pomyślałam, że przyniosą panu papierosa 

i   wówczas   nie   będę   musiała   wyjmować   nic   z 

torebki.

-   Nie   odpowiedziała   pani   na   pytanie   - 

zauważył   Mason.   -   Czy   pani   zachowanie 

wynikało z faktu, że wiedziała pani, iż papierosy 

w torebce są wilgotne od włożonej tam wcześniej 

mokrej bielizny?

Zawahała   się,   potem   spojrzała   na   niego 

wojowniczo.

-Nie! - niemal wypluła z siebie to słowo.

-Rozmawialiśmy   jakiś   czas,   a   potem 

zgodziła   się   pani,   żebym   ją   podwiózł. 

Pamięta pani?

- Tak.

-   W   czasie   jazdy   wspomniałem,   że 

podobno Loring Carson miał przyjaciółkę w Las 

Vegas?

- Tak.

-A   pani   natychmiast   poprosiła,   żebym 

zatrzymał   samochód   przy   pierwszej 

okazji. Chciała pani jak najszybciej złapać 

taksówkę. Zgadza się?

-Zgadza.

-Wysiadła pani z mojego samochodu? 

-Tak.

-I przesiadła się do taksówki? 

-Tak.

-Gdzie pani pojechała tą taksówką?

-   Sprzeciw!   Pytanie   nieprawidłowe, 

odnoszące się do dowodów nie wymienionych w 

czasie   bezpośredniego   przesłuchania   świadka   - 

odezwał się Ormsby.

-Oddalam   sprzeciw   -   powiedział   sędzia 

Fisk.   -   Obrona   zmierza   do   sprawdzenia 

background image

wiarygodności świadka.

-Pojechałam na lotnisko.

-   Dobrze.   Zapytam   jeszcze   o   jedno:   czy 

wybierając się do Las Vegas zabrała pani ze sobą 

określoną   ilość   papierów   wartościowych 

wystawionych   na   nazwisko   A.B.L.   Seymour   i 

podpisanych przez pana Seymoura in blanco?

- Nie.

background image

-   Czy   po   dotarciu   do   domu   Edena 

zauważyła pani, że skrytka jest otwarta?

- Tak.

-Podeszła pani do niej? 

-Nie.

-Dotykała jej pani? 

-Nie.

-Wyjmowała   pani   z   niej   jakieś 

dokumenty? 

-Nie.

-Twierdzę - zaczął wolno Mason - że to 

pani wybiegła z domu i wskoczyła do 

basenu, po czym przepłynęła na drugą 

stronę. Twierdzę, że nie była pani nago, 

ale miała na sobie majtki i stanik. Że 

ogołociła   pani   skrytkę   z   papierów 

wartościowych,   a   potem   popłynęła   z 

powrotem, by zabrać swoje ubranie. Że 

zdjęła pani mokrą bieliznę, wycisnęła z 

niej wodę i włożyła do torebki.

-Nie zrobiłam nic takiego!

-Czy zabrała pani ze sobą do Las Vegas 

jakiekolwiek papiery wartościowe?

- Nie.

-Pokażę   pani   teczkę   ze   złoconym 

napisem   „P.   Mason”,   włączoną 

uprzednio do materiału dowodowego i 

zapytam,   czy  widziała   pani  tę   teczkę, 

zanim rozpoczął się proces.

-Nie widziałam.

- Czy przywiozła ją pani ze sobą do Las 

Vegas?

- Nie.

-Czy postarała się pani, by ukradkiem 

wstawiono ją do mojego pokoju w Las 

background image

Vegas?

-Wysoki   Sądzie!   -   poderwał   się 

Ormsby. - To poszło już stanowczo za 

daleko. Przesłuchanie jest niewłaściwe. 

Nie   zgadzam   się   na   stawianie 

świadkowi   takich   zarzutów   w   braku 

jakichkolwiek   dowodów   na   ich 

poparcie.

Sędzia   Fisk   przez   dłuższą   chwilę 

milczał,   rozważając   sprawę.   Na   koniec 

stwierdził:

background image

-Mimo   to   pytanie   jest   istotne   z   punktu 

widzenia   obrony.   Zmierza   do   ustalenia 

prawdomówności lub motywów świadka i 

na tej podstawie zezwalam na nie. Proszę 

odpowiedzieć.

-Nie - powiedziała Nadine.

Mason   podszedł   do   stolika   obrony   i 

wyciągnął dłoń do Delii Street.

Sekretarka   wręczyła   mu   kopertę,   którą 

przyniósł do sądu Paul Drakę. Adwokat podszedł 

następnie   do   świadka,   gwałtownie   rozdarł 

kopertę,   wyjął   kartkę   papieru   podzieloną   na 

dziesięć   kwadratów   z   odciśniętym   tuszem 

odciskiem palca w każdym polu i powiedział:

-Pytam, czy są to pani odciski palców?

-Zaraz,   chwilę!   -   krzyknął   Ormsby, 

podrywając   się   z   krzesła.   -   Wysuwam 

sprzeciw   wobec   całej   tej   procedury.   To 

wbrew   regulaminowi.   Obrona   nie   ma 

prawa insynuować takich rzeczy!

- To znaczy jakich? - zapytał Mason.

- Że ta młoda kobieta miała zdjęte odciski 

palców. Sprzeciwiam się!

-   Zapewniam   Wysoki   Sąd,   pana 

prokuratura   oraz   ławę   przysięgłych,   że   nie 

zamierzałem   insynuować,   iż   te   odciski   palców 

zdjęła   jakakolwiek   agencja   rządowa.   Wprost 

przeciwnie. Po prostu pytam świadka, czy to jej 

odciski palców.

-To   wymaga   od   świadka   wyciągania 

wniosków - upierał się Ormsby. - I nie jest 

właściwą   procedurą   przesłuchiwania 

świadka przeciwnej strony.

-Uważam,   że   rzeczywiście   zmusza   to 

świadka do wyciągania wniosków - sędzia 

background image

ze   zmarszczonym   czołem   spojrzał   na 

Masona.

-Dopuszczalną   procedurą   jest   zapytanie 

świadka,   czy   to   jego   podpis   -   odparł 

Mason.   -   Ja   pytam,   czy   to   jego   odciski 

palców.

-Ale   świadek   może   ocenić   podpis,   po 

prostu na niego

background image

patrząc   -   podjął   Fisk   -   gdy   zbadanie 

odcisków   palców   wymaga   specjalistycznej 

wiedzy.

-Chcę   tylko   to   ustalić   -   upierał   się 

Mason.  -  Nie   sprzeciwiam   się,  by od 

świadka   pobrano   odciski   palców, 

umieszczono   na   kartce   papieru   i   oba 

zestawy   wręczono   urzędnikowi 

sądowemu,   który   je   zidentyfikuje. 

Jeżeli wtedy okaże się, że trzymam w 

ręku odciski nie należące do świadka, 

nie będę miał więcej pytań.

-Ale   po   co   mielibyśmy   to   robić?   - 

rzucił Ormsby.

-Ponieważ   mam   prawo   zapytać 

świadka,   czy   dane   odciski   należą   do 

niego. Mam prawo zapytać, czy to jest 

jego podpis i na pewno mogę zapytać o 

to samo w odniesieniu do odcisków.

-To   wyjątkowy   problem,   biorąc   pod 

uwagę moje doświadczenie - stwierdził 

sędzia Fisk. - Jednakże skłonny jestem 

zaproponować,   żeby,   zanim   odrzucę 

pytanie,   od   świadka   pobrano   odciski 

palców i obie kartki  zidentyfikowano. 

Sąd zawezwie wówczas obiektywnego 

eksperta,   który   odpowie   na   pytanie 

obrony.

-Ja się zgadzam - oświadczył Mason.

-A   mogę   spytać   o   powód   pańskiego 

pytania? - ciągnął Fisk.

-Próbuję ustalić wiarygodność świadka, 

Wysoki Sądzie - wyjaśnił Mason. - Nie 

mogę wytłumaczyć  tego w tej chwili, 

ponieważ odkryłbym swój plan ataku i 

background image

świadek natychmiast przeszedłby do...

-Dobrze   już,   dobrze   -   przerwał 

pośpiesznie Fisk. - Proponuję, panowie, 

żebyśmy   skończyli   dyskusję   w 

obecności   ławy   przysięgłych.   Sąd 

zarządza   dziesięciominutową   przerwę. 

W tym czasie zostaną pobrane odciski 

palców   świadka   i   obie   kartki   papieru 

przekażemy

 

do

 

późniejszej 

identyfikacji.

-Nie widzę, czemu by to miało służyć - 

nie ustępował Ormsby.

background image

-   Według   mnie   już   to   wyjaśniliśmy   - 

zauważył sędzia.

-   Chcę   umożliwić   obronie   przesłuchanie 

świadka.   W   obecnych   okolicznościach   uważam, 

że obrona ma do tego prawo. Moje poglądy każą 

mi   udzielić   przedstawicielowi   obrony   sporej 

swobody   w   przesłuchiwaniu   głównego   świadka 

oskarżenia w sprawie morderstwa. Zwracam panu 

uwagę,   panie   prokuratorze,   że   to   jest   kluczowy 

świadek   i   zamierzam   pozwolić   obronie 

wykorzystać   każdą   okazję,   by   sprawdzić   jego 

wersję w granicach dopuszczanych przez prawo.

-Dobrze - poddał się Ormsby. - Zgadzam 

się. Niech Mason pokazuje swoje sztuczki, 

spryt i zmysł dramatyczny...

-Wystarczy, panie prokuratorze - przerwał 

mu sędzia. - Nie pora na dyskusje. Sąd uda 

się   na   dziesięciominutową   przerwę.   Po 

niej oba dokumenty zostaną włączone do 

materiału dowodowego i porównane.

Kiedy sędzia opuścił swoje miejsce, w sali 

sądowej   wybuchła   wrzawa.   Reporterzy   stłoczyli 

się wokół Perry’ego Masona, pytając, co usiłuje 

dowieść, jaka jest jego strategia,  skąd pochodzą 

odciski palców, jak wszedł w ich posiadanie i jaką 

mają   wagę.   Na   wszystkie   pytania   Mason 

odpowiadał z uśmiechem:

- Bez komentarza.

Gdy   sąd   zebrał   się   ponownie,   wstał 

oburzony prokurator.

- Wysoki Sądzie - zaczął - odciski palców 

świadka   pobrał   ekspert   z   biura   szeryfa   o 

wymaganych kwalifikacjach. Okazuje się, że nie 

ma żadnego podobieństwa między odciskami na 

kartce   przyniesionej   przez   Perry’ego   Masona   i 

background image

odciskami świadka, i twierdzę, że Peny Mason od 

początku   o  tym   wiedział.   Twierdzę,   że   obrońca 

winny jest wykorzystywania procedur sądowych i 

próby   zastraszenia   świadka   oraz   wprowadzania 

przysięgłych w błąd.

Mason odparł uprzejmie:

background image

-Jeżeli   ekspert,   o   którym   pan   mówi, 

gotów   jest   stanąć   na   miejscu   dla 

świadków   i   zeznać   pod   przysięgą,   że 

nie   są   to   identyczne   odciski   palców, 

będę   musiał   uznać   jego   zeznanie. 

Wycofam pytanie do świadka, czy są to 

jej   odciski.   Proponuję   przerwać 

przesłuchiwanie   świadka,   by   ekspert 

mógł złożyć swoje zeznania.

-Dobrze   -   Ormsby   kipiał   gniewem.   - 

Pani   Palmer,   proszę   opuścić   miejsce 

dla   świadków.   Wzywam   Herveya 

Lavara.

-Pan   Lavar   jest   ekspertem   od 

daktyloskopii   w   biurze   prokuratora 

okręgowego? - zapytał adwokat.

-W biurze szeryfa.

-Dobrze - powiedział Mason. - Uznaję 

jego kwalifikacje. Może pan przepytać 

świadka.

-Oto dwa zestawy odcisków palców - 

zaczął Ormsby. - Jeden oznaczono jako 

F-A, drugi F-B.

-Tak jest.

-Najpierw zapytam o dokument F-B.

-Odciski   zostały   pobrane   od   pani 

Nadine   Palmer,   osoby,   która   była   na 

miejscu dla świadków.

-A F-A?

-Ten   zestaw   pokazał   świadkowi   pan 

Perry   Mason,   pytając,   czy   to   jej 

odciski.

-Czy

 

istnieje

 

jakiekolwiek 

podobieństwo między którymkolwiek z 

odcisków na kartce F-A i F-B?

background image

- Nie.

- Czy należą do tej samej osoby?

- Nie.

-   Czy   odciski   na   kartce   F-A   mogła 

zrobić ta sama osoba, której odciski widnieją 

na kartce F-B?

- Nie.

-   Czy   świadek   Nadine   Palmer 

pozostawiła swoje odciski palców na kartce F-

A   lub   czy   któreś   z   widocznych   na   niej 

odcisków należą do niej?

background image

- Nie.

-Nie   mam   więcej   pytań   -   zakończył 

Ormsby.

-W   tej   chwili   rezygnuję   z   przesłuchania 

świadków - zadecydował Mason. - Proszę, 

by   oba   zestawy   włączono   do   materiału 

dowodowego.

- Oskarżenie nie uważa tego za konieczne 

- zaprotestował prokurator.

-Proszę   więc   włączyć   je   jako   materiał 

obrony - Mason hojnym gestem machnął 

ręką, podkreślając, że chce zachować  się 

uczciwie. - Proszę włączyć je jako dowody 

obrony numer jeden i dwa.

-Zgoda   -   powiedział   sędzia   Fisk.   -   Tak 

oznaczone   możemy   je   włączyć   do 

materiału   dowodowego.   Pani   Palmer, 

proszę wrócić na miejsce dla świadków.

-Nie   mam   więcej   pytań   do   świadka   - 

powiedział Mason.

-Oskarżenie? - zapytał sędzia.

-Również.

-Jest pani wolna, pani Palmer.

-Oskarżenie   zakończyło   przesłuchiwanie 

swoich świadków - ogłosił Ormsby.

-Czy  obrona  wnosi  o  przerwę?  -  zapytał 

Fisk.

-Nie   -   odparł   Mason.   -   Obrona   wzywa 

swojego   pierwszego   i   jedynego   świadka, 

Estellę Rankin.

-Jedynego świadka? - zdziwił się Ormsby.

-Tak. Nie sądzę, bym potrzebował więcej.

-   Chwileczkę,   panowie   -   odezwał   się 

sędzia. – Proszę o wstrzymanie się od rozmów na 

boku.   Panno   Rankin,   proszę   zająć   miejsce   dla 

background image

świadków.

Estelle Rankin, wysoka, zgrabna kobieta o 

rudych   włosach   i   wielkich   brązowych   oczach 

zajęła miejsce, założyła  nogę na nogę, spojrzała 

na   przysięgłych,   a   potem   zwróciła   wzrok   na 

Peny’ego Masona.

- Gdzie pani mieszka, panno Rankin?

background image

-W Las Vegas w Newadzie.

-Była tam pani piętnastego marca tego 

roku? 

-Tak.

-Czym się pani zajmuje?

-Pracuję   wieczorami   w   sklepie   z 

pamiątkami.

-Proszę   opisać   nam   towary 

sprzedawane w sklepie.

-To   przedmioty   z   ozdobnej   skóiy, 

antyki,   niewielka   ilość   artykułów 

kosmetycznych, pocztówki, pamiątki z 

Las   Vegas,   wybrane   czasopisma, 

cygara i papierosy. Oraz walizki.

-Czy   wieczorem   piętnastego   marca 

przez   posłańca   hotelowego   ktoś 

zamówił u pani aktówkę?

-Zamówienie przekazał szef obsługi.

-O której godzinie?

-Była dziewiąta czterdzieści pięć.

-Rozpoznałaby pani tę teczkę?

-Tak.

-Oto   dowód   rzeczowy   dwadzieścia 

sześć   A.   Czy   widziała   go   pani 

wcześniej?

Panna   Rankin   wzięła   teczkę   do   rak, 

obróciła i powiedziała:

-Tak. Tę teczkę wówczas sprzedałam.

-I   do   godziny   dziewiątej   czterdzieści 

pięć   wieczorem   piętnastego   marca 

teczka   ta   znajdowała   się   na   półce 

sklepu, w którym pani pracuje?

- Tak.

-Jest pani pewna? - Tak.

-To wszystko. Świadek do dyspozycji 

background image

oskarżenia. Ormsby wstał z drwiącym 

uśmiechem na ustach.

- Wie pani dobrze, panno Rankin, że tę 

teczkę, dowód rzeczowy dwadzieścia sześć A, 

pan   Mason   mógł   zamówić   tamtej   nocy   po 

prostu po to, by zmylić  policję. Dokumenty, 

które   policja   znalazła   w   środku,   pan   Mason 

mógł przywieźć w innej teczce.

background image

-Sprzeciw   -   odezwał   się   Mason.   - 

Pytanie wymaga od świadka wyciągania 

wniosków.   Oskarżenie   twierdziło,   iż   tę 

właśnie   teczkę   z   papierami 

wartościowymi   przywiozłem   z   Los 

Angeles.   Mam   prawo   dowieść,   skąd 

pochodziła naprawdę.

-Ależ ten dowód nic nie znaczy - upierał 

się   Ormsby.   -   To   tylko   wniosek 

wyciągnięty przez świadka.

-Proponuję,   by   oskarżenie   przedstawiło 

sprawę ławie przysięgłych  - powiedział 

Mason. - Uważam, że dowód ten znaczy 

bardzo dużo, ponieważ w czasie mojego 

pobytu   w   Las   Vegas   byłem   śledzony 

przez policjanta z tamtejszego wydziału.

- Nic na to nie wskazuje - sprzeciwił się 

Ormsby. - Zresztą to i tak nieistotne.

-W   takim   razie   wzywam   powtórnie 

porucznika Tragga, aby potwierdzić, że 

byłem stale śledzony.

-Ja   zamknąłem   już   sprawę   -   kłócił   się 

Ormsby.   -   Nie   może   jej   pan   teraz 

otworzyć i przesłuchać świadka jeszcze 

raz.

-Dobrze - zgodził się uprzejmie Mason. - 

Mam   tak   absolutne   zaufanie   do 

uczciwości   porucznika   Tragga,   że 

wezwę go jako świadka obrony.

Porucznik zajął miejsce, zaskoczony.

-   Teczka   oznaczona   jako   dowód 

rzeczowy   dwadzieścia   sześć   A   została 

znaleziona   w moim  pokoju  -  zaczął  Mason.  - 

Kto ją znalazł, poruczniku?

- Ja.

background image

-Zauważył   pan   jeszcze   jakąś   teczkę   w 

tym pokoju?

-Nie. Ale była tam jeszcze walizka.

-Mówię   o   teczce.   Czy   była   jeszcze 

jakaś?

-Nie na widoku.

-Wszedł   pan   do   mojego   pokoju   w 

określonym celu, prawda?

- Tak.

background image

-   Towarzyszył   panu   sierżant   Elias 

Camp z policji Las Vegas?

- Tak.

-Wiedział   pan,   że   wówczas   mnie 

śledzono?

-Wyznaczono   policjanta   w   cywilu, 

który miał pana pilnować.

-Groził   pan,   że   zdobędzie   nakaz 

przeszukania,   aby   sprawdzić   mój 

pokój?

- Tak.

-Dlaczego?

-Mieliśmy   szukać   teczki   zawierającej 

papiery wartościowe.

- Znalazł ją pan?

- Tak.

-Czy   w   pokoju   była   druga   teczka 

zawierająca   papiery   wartościowe   albo 

z   której   można   by   owe   papiery 

przełożyć do tej?

-Ja...   przyznaję,   że   nie   wiem   - 

powiedział Tragg.

-Dlaczego tego pan nie wie?

-Ponieważ   wszedłem   do   pokoju,   aby 

znaleźć teczkę z obligacjami i kiedy ją 

znalazłem,

 

zakończyłem 

przeszukiwanie pomieszczenia.

-Więc, o ile pan wie, ta teczka, dowód 

rzeczowy   dwadzieścia   sześć   A,   była 

jedyną teczką w pokoju.

-Tak jest.

-Czy   zdjął   pan   odciski   palców   z   tej 

teczki?

-Tak. Zrobiliśmy to.

-Rozpoznaliście je?

background image

-Tak.   Niektóre   należały   do   pana, 

niektóre   do   osoby,   która   nie   została 

wówczas   zidentyfikowana.   Teraz 

sądzę, że mogły to być odciski palców 

panny Estelle Rankin.

-Ma   pan   przy   sobie   zdjęcia   tych 

odcisków?

-Mam je w aktówce.

-Proszę wyjąć.

background image

ragg 

wyciąg

nął 

fotogra

fie.

 Chciał

bym 

włączy

ć   te 

zdjęcia 

jako 

dowod

obrony 

numer 

trzy   i 

cztery 

powie

dział 

Mason

. - Nie 

mam 

więcej 

pytań 

do 

świadk

a.

-

N

i

e

 

mam pytań - rzucił Orsmby.

-Jest pan wolny - powiedział Mason i 

zwrócił   się   do   zaskoczonego 

oskarżyciela.   -   To   zamyka   sprawę 

obrony. Nie mamy więcej świadków.

Sędzia Fisk był równie zdumiony jak 

prokurator.

-Chce   pan   teraz   wygłosić   mowę 

końcową?

-Jesteśmy gotowi - rzucił wojowniczo 

Ormsby.

-Ja również - powiedział Mason.

- Bardzo dobrze - stwierdził sędzia. - 

Głos ma oskarżenie.

Prokurator   podszedł   do   ławy 

przysięgłych: - Wysoki Sądzie oraz wy, panie 

i   panowie   przysięgli,   to   sprawa   szczególna, 

niezwykła. Chodzi o popełnione świadomie i 

z   zimną   krwią   morderstwo.   Zmarły   nie   był 

może najbardziej doskonałym człowiekiem na 

ziemi, niemniej miał prawo żyć. Miał prawo 

być   chroniony   przez   system   legislacyjny. 

Oskarżona   Vivian   Carson,   uznawszy,   że 

zniknęło   jej   uczucie   do   zmarłego,   wniosła 

sprawę o rozwód. Przeczuwała, że mąż ukrył 

część   majątku;   było   to   całkiem 

prawdopodobne   i   w   rzeczywistości   zostało 

dowiedzione.   Nie   doceniałbym   państwa 

inteligencji,   gdybym   próbował   twierdzić   co 

innego.

To   po   części   stanowiło   motyw 

zbrodni.   To,   oraz   najwyraźniej   nagłe 

zauroczenie   obojga   oskarżonych.   Kusiło 

mnie, by oddać tę sprawę pod waszą rozwagę 

bez przemówienia końcowego, lecz czuję, że 

background image

pewne 

fakty 

powini

enem 

podkre

ślić, 

by, 

panie   i 

panow

ie 

przysię

gli, nie 

wprow

adziły 

was   w 

błąd 

żadne 

wysuw

ane   w 

ostatni

ej 

chwili 

argum

enty. 

Swoją 

mowę 

oskarż

enie 

wygłos

i   po 

mowie 

obrony

,   więc 

teraz 

chcę 

tylko   wskazać,   iż   mimo   ataku,   jaki 

niewątpliwie uczyni obrona na wiarygodność 

świadka Nadine Palmer, zachowała się ona w 

sposób godny podziwu. Uczciwie przyznała, 

że mimo iż sama jest pewna, że kobietą, którą 

widziała  wskakującą do basenu była  Vivian 

Carson,   nie   zidentyfikuje   jej   pod   przysięgą. 

Myślę,   że   jest   to   najlepszym   barometrem 

uczciwości świadka.

Twierdzę, że z uwagi na zachowanie 

świadka,   cokolwiek   powie   obrońca,   każda 

próba   oczernienia   świadka,   będzie   niczym 

bumerang,   który   uderzy   w   oskarżonych. 

Oskarżeni pozostawili swoje odciski palców 

na   płytce   zamykającej   schowek.   Te   odciski 

palców to milczący dowód, że oboje dotykali 

spodniej strony kafla. Nie można zaprzeczyć 

zeznaniom,   że   to   ich   odciski   palców.   Sami 

możecie  to  sprawdzić.  Zdjęcia  włączono  do 

materiału   dowodowego.   Spójrzcie   tylko   na 

powiększone   odbitki   i   sami   wyciągnijcie 

wnioski.   Nie   trzeba   eksperta,   by   rozpoznać 

odciski   takie   jak   te.   Wystarczy   tylko   dobry 

wzrok i zdrowy rozsądek.

Oskarżeni   pozostawili   swoje   odciski 

palców na spodniej  części  kafla i wewnątrz 

stalowego sejfu.

Dlaczego?   Sami   zadajcie   sobie   to 

pytanie.   Nikt   nie   próbował   podać   wam 

rozsądnego   wyjaśnienia,   bo   istnieje   tylko 

jedno  logiczne   wytłumaczenie:   zamordowali 

Loringa Carsona i zabrali ukryte przez niego 

papiery.   Zabrali   gotówkę.   Chcieli   sprzedać 

obligacje. Ich prawnik, Peny Mason, miał je 

przy sobie w Las Vegas.

background image

zy   to 

zbieg 

okolic

zności

?

ie 

bądźci

naiwni

.   Nie 

pozwó

lcie, 

by 

obrońc

zamyd

lił 

wam 

oczy.

noszę 

uznani

obojga 

oskarż

onych 

winny

mi 

morder

stwa 

pierws

zego 

stopnia   -   odwrócił   się   i   wrócił   na   swoje 

miejsce.

Mason   wstał   i   uśmiechnął   się   do 

przysięgłych.

-   Wysoki   Sądzie   oraz   wy,   panie   i 

panowie   przysięgli,   jestem   w   dość 

niekorzystnym położeniu. Sprawa przeciw-

background image

ko oskarżonym opiera się na zeznaniach 

jednego świadka, Nadine Palmer.

Prokurator zapewnił państwa, że Nadine 

Palmer   jest   rozsądną   i   uczciwą   kobietą. 

Powiedziano   wam,   że   ponieważ   nie 

zidentyfikowała   nagiej   kobiety   skaczącej   do 

basenu   jako   Vivian   Carson,   świadczy   to   o   jej 

szczerości, jest barometrem uczciwości, i każdy 

atak na nią obróci się przeciwko oskarżonym.

Świadek Nadine Palmer nie ma odwagi 

stwierdzić, że widziała Vivian Carson skaczącą 

do  basenu,  ponieważ   wie,  że  to   nie  była   pani 

Carson   i   że   gdyby   później   okazało   się,   że 

widziała   kogoś   zupełnie   innego,   zostałaby 

oskarżona   o   krzywoprzysięstwo.   Więc   unika 

odpowiedzi,   wykręca   się,   wymiguje,   zmienia 

temat  - a oskarżenie  chce, byście  uznali to za 

barometr jej uczciwości. Jeżeli to jest barometr 

uczciwości,   to   pokazuje   on   bardzo   niskie 

ciśnienie.

Dlaczego   pani   Palmer   nie   była   na   tyle 

uczciwa, by przyznać, że nie mogła rozpoznać 

osoby,   którą   zobaczyła,   że   nie   wie,   kim   ona 

była,   że   nie   dostrzegła   jej   twarzy?   Nagłe   i 

zaskakujące pojawienie się nagiej kobiety, która 

wybiega z domu i skacze do basenu, zupełnie ją 

zaskoczyło.   Panie   z   ławy   przysięgłych,   wy 

wiecie,   co   czuła   pani   Palmer.   Zobaczyła 

zupełnie nagą kobietę. Ten widok zaskoczył ją i 

zanim odzyskała równowagę na tyle, by dobrze 

się jej przyjrzeć, kobieta znalazła się w basenie. 

Potem już ani razu nie było widać jej twarzy.

Ale czy pani Palmer naprawdę widziała 

nagą   kobietę?   Czy   widziała   kogokolwiek?   A 

może swoją własną przygodę przedstawia jako 

background image

coś,   co   widziała,   udając,   że   była   świadkiem 

obserwującym zdarzenie z oddali?

Dlaczego nie poszła na policję, by opisać 

to,   co   widziała?   Dlaczego   szybko   wróciła   do 

domu   i   wzięła   prysznic,   mocząc   przy   tym 

włosy?   Dlaczego   papierosy   w   jej   torebce 

nasiąkły   wodą?   Powiem   wam,   dlaczego. 

Ponieważ to Nadine

background image

Palmer   wskoczyła   do   basenu, 

przepłynęła na drugą stronę i zabrała obligacje. 

Zamierzam   to   udowodnić.   Udowodnię   to, 

odwołując się do waszego rozsądku, i dowiodę 

tego bez najmniejszych wątpliwości.

Panie   i   panowie   przysięgli,   wszyscy 

jesteście ludźmi dorosłymi, nie urodziliście się 

wczoraj i wiecie, jak postępuje policja: kiedy 

znajdą   podejrzanego,   szukają   wszystkich 

dowodów potwierdzających  jego winę i zbyt 

często   ignorują   fakty   wskazujące   na   kogoś 

innego.

Twierdzę, że Nadine Palmer wskoczyła 

do   basenu,   kiedy   dowiedziała   się   o   sejfie   z 

obligacjami,   że   włożyła   obligacje   do 

plastikowej   torby,   że   zaczęła   płynąć   z 

powrotem i zorientowała się, że Loring Carson 

zauważył   ją,   gdy   skakała   do   wody.   Loring 

Carson wybiegł  z tyłu  domu  i kiedy Nadine 

Palmer   wychodziła   na   brzeg,   wepchnął   jej 

głowę pod wodę, żądając, by oddała papiery.

Skąd to wiemy? Ponieważ oba rękawy 

koszuli   Carsona   były   mokre   do   łokci.   Nie 

zamoczył   ich   obu,   otwierając   skrytkę. 

Uruchamiając   mechanizm   otwierający   sejf 

zrobił to samo, co porucznik Tragg i była to 

rzecz najzupełniej normalna: podwinął prawy 

rękaw.

A   nawet   gdyby   go   nie   podwinął,   nie 

mógłby   zamoczyć   lewej   ręki,   sięgając   drugą 

do   ukrytego   pierścienia.   Zamoczył   oba 

rękawy,   ponieważ   próbował   schwycić 

pływaczkę i wepchnąć pod wodę, kiedy była 

jeszcze w basenie. Ale mu uciekła.

Co więc zrobił Loring Carson? Wrócił 

background image

do   domu,   odkrył   porzucone   ubranie   i 

przypilnował go, wiedząc, że właścicielka nie 

odważy   się   pokazać   publicznie   w   mokrej   i 

przeźroczystej bieliźnie.

Udowodnię teraz, że pływaczką tą nie 

była   tajemnicza   naga   kobieta,   którą   Nadine 

Palmer   ponoć   widziała,   ale   sama   Nadine 

Palmer!

Znalazła   się  w  pułapce.  Cicho  poszła 

do kuchni, wzięła nóż i na bosaka przemknęła 

się   niepostrzeżenie   do   ogrodzenia,   przy 

którym stał Loring Carson, zwrócony plecami, 

ponieważ pilnował porzuconych ubrań, i wbiła 

mu nóź w plecy.

Ten   jeden   czyn   usuwał   wszystkie 

przeszkody   stojące   na   jej   drodze.   Z   jednej 

strony  mogła   wejść   w  posiadanie   obligacji   i 

zdobyć   fortunę,   z   drugiej   -   zostałaby 

oskarżona o morderstwo.

Wskoczyła więc do basenu, ponownie 

przepłynęła   pod   drutami   i   wróciła   po   swoje 

ubranie zostawione w sypialnej części domu. 

Stojąc   nad   ciałem,   zdjęła   mokrą   bieliznę, 

wsadziła   ją   do   torebki,   włożyła   sukienkę   i 

wtedy - dopiero wtedy - wróciła na wzgórze, 

gdzie   zostawiła   samochód,   niosąc   z   sobą 

skradzione obligacje.

Dotarłszy do samochodu, pojechała do 

swojego   mieszkania   i   przebierała   się,   kiedy 

zadzwoniłem   do   drzwi.   Ogarnęła   ją   panika, 

zwłaszcza   gdy   uświadomiła   sobie,   że 

nieopatrznie   pozwoliła,   bym   zorientował   się, 

że   papierosy   w   jej   torebce   nasiąkły   wodą. 

Zrozumiała   również,   że   musi   jakoś 

wytłumaczyć   się   ze   zdobycia   fortuny.   Żyła 

background image

skromnie,   z   niskiej   pensji,   i   nagle   stała   się 

zamożna.   Jak   miała   to   wyjaśnić? 

Napomknąłem o Las Vegas i to podsunęło jej 

rozwiązanie,

 

jakiego

 

potrzebowała. 

Postanowiła pojechać tam i zagrać w kasynie. 

Po dłuższym czasie nikt nie zorientowałby się, 

czy   wygrała,   czy   przegrała.   Mogłaby   więc 

wrócić z mnóstwem pieniędzy i twierdzić, że 

wygrała wszystko w ruletkę.

Była   jednak   za   sprytna,   by   zawracać 

sobie   głowę   obligacjami,   bo   można   je 

„namierzyć”. Co więc zrobiła? Włożyła je do 

teczki,   kazała   wytłoczyć   na   niej   litery   „P. 

Mason” i podrzuciła teczkę do mojego pokoju. 

Potem   anonimowo   doniosła   policji,   że   mam 

aktówkę wypchaną obligacjami, które wręczyli 

mi moi klienci, oskarżeni w tym procesie. Nie 

mogę   tego   dowieść   bez   najmniejszych 

wątpliwości,   bo   jestem   sam,   jestem 

prawnikiem, nie reprezentuję policji, nie mam 

ich sprzętu, ludzi, jako osoba z zewnątrz nie 

mogę   liczyć   na   współpracę   policji   z   Las 

Vegas. Nawet jednak jeśli nie mogę dowieść 

tego   z   całą   pewnością,   mogę   uwiarygodnić 

tak,   byście   panie   i   panowie   przysięgli   byli 

zadowoleni,   a   przynajmniej   zasiać   w   was 

uzasadnione   wątpliwości.   A   kiedy   tak   się 

stanie, będziecie musieli uwolnić oskarżonych. 

Tak każe prawo.

Wiecie,   że   w   materiale   dowodowym 

znalazła   się   teczka   z   odciskami   palców, 

których   policja   nie   potrafiła   zidentyfikować. 

Weźcie pod uwagę zdjęcia odcisków zdjętych 

z sejfu i zakrywającej go płytki, które policja 

uznała   z   całą   pewnością   -   tak   przynajmniej 

background image

stwierdzono - za ślady palców moich klientów. 

Teraz proszę, byście przyjrzeli się dowodowi 

rzeczowemu w tej sprawie, na którym widać 

odciski palców uznane za należące do Nadine 

Palmer   -   tak   stwierdził   ekspert   oskarżenia. 

Weźcie je do swojego pokoju i porównajcie ze 

zdjęciami   odcisków,   których   policja   nie 

zidentyfikowała,   ponieważ   były   rozmazane 

albo   nie   potrafiono   wskazać   osoby,   która   je 

zostawiła. Nie musicie być ekspertami, by je 

porównać.   Wystarczy   szukać   podobieństwa. 

Policja   pokazała   wam,   jak   się   to   robi   na 

diagramach,  na których  powiększono odciski 

palców   oskarżonych   znalezione   na   obrzeżu 

płytki.   Oczywiście,   że   były   tam   ich   odciski. 

Dlaczego nie? Dom należał do obojga. Vivian 

Carson   miała   jedną   połowę,   Morley   Eden 

drugą.   Co   byście   zrobili,   gdybyście   po 

powrocie do domu odkryli płytkę przy basenie, 

która   w   rzeczywistości   stanowiła   pokrywę 

sejfu? Czy nie zastanawialibyście się, co było 

w skrytce? Czy nie pochylilibyście się nad nią 

i nie sprawdzili dokładnie?

Pan   prokurator   twierdzi,   że   oskarżeni 

zostawili swoje odciski palców na skrytce, ale 

nie potrafi powiedzieć, kiedy to zrobili. - Tu 

Mason zrobił dramatyczną pauzę. - Nie potrafi 

powiedzieć, czy zostawili je tam przed czy po 

morderstwie. Czy zostawiono je, zanim Loring 

Carson   przyszedł   do   domu.   Czy   nie 

zostawiono ich noc wcześniej, kiedy oskarżeni 

odkryli sejf i postanowili zastawić pułapką na 

Carsona. Wystarczyło by podszedł do skrytki - 

wówczas można go było zaprowadzić do sądu 

i   zmusić   do   wytłumaczenia   się   z   ukrywania 

background image

wspólnego majątku małżonków oraz oskarżyć 

o utajnianie dochodów. Załóżmy, że oskarżeni 

to   właśnie   chcieli   zrobić.   Załóżmy,   że   coś 

poszło   źle   i   nagle,   ku   swojej   konsternacji, 

odkryli zwłoki Carsona.

Panie   i   panowie   przysięgli,   mam   tu 

dwanaście szkieł powiększających. Przekażę je 

woźnemu   sądowemu.   Sąd   poinstruuje 

państwa, że  rozważając wyrok,  macie  prawo 

zabrać do swojego pokoju dowody rzeczowe i 

dokładnie je obejrzeć. Proszę, byście wzięli ze 

sobą te zdjęcia oraz zdjęcia odcisków palców 

Nadine Palmer...

-   Jedną   chwilę   -   zawołał   Ormsby.   - 

Uznaję tę propozycję za niezgodną z prawem. 

Sędziowie przysięgli nie mogą uważać się za 

ekspertów w tej dziedzinie. Daktyloskopia to 

specjalistyczna   wiedza.   Tylko   fachowiec   jest 

w stanie je ocenić. Zgoda, możemy otworzyć 

przewód sądowy i pozwolić ekspertowi z biura 

szeryfa dowieść, że odcisków palców, których 

nie   zidentyfikowała   policja,   nie   można 

zidentyfikować,   że   nie   zawierają   one 

wystarczającej ilości podobnych punktów, by 

porównać   je   z   jakimikolwiek   innymi. 

Natomiast nie możemy pozwolić, by przysięgli 

porównywali je na oko. Przecież nawet ekspert 

nie   jest   w   stanie   stwierdzić   jedynie   na 

podstawie   ograniczonej   liczby   punktów 

podobieństwa, czy...

-Chwileczkę - przerwał sędzia Fisk. - 

Już   zgłosił   pan   swój   sprzeciw.   Sąd 

skłonny   jest   ocenić   sytuację   jako 

nietypową, ale zdaje sobie sprawę, że 

pan   Mason   mówi   prawdę:   przysięgli 

background image

mają   prawo   zabrać   ze   sobą   dowody 

rzeczowe   i   nie   możemy   im   zabronić 

tego.

-Dziękuję, Wysoki Sądzie - powiedział 

Mason.   Zwrócił   się   ku   ławie 

przysięgłych   i   ukłonił.   -   Pamiętajcie 

państwo, że prokurator sam w swoim 

przemówieniu   powiedział,   że 

wszystko,   czego   potrzeba,   by 

porównać   odciski   palców,   to   dobry 

wzrok   i   zdrowy   rozsądek.   Sąd 

poinstruuje was, że jeżeli po obejrzeniu 

wszystkich   dowodów   rzeczowych   w 

waszych   myślach   pojawi   się 

uzasadniona   wątpliwość   co   do   winy 

oskarżonych,   musicie   ich   uniewinnić. 

Dziękuję państwu - Mason usiadł.

Wówczas prokurator wstał, wściekły i 

wyprowadzony   z   równowagi,   urządził 

żenującą   scenę:   wrzeszczał   i   krzyczał   na 

przysięgłych,   walił   pięściami   w   stół, 

wskazywał   z   pogardą   palcem   na   Masona, 

oskarżał go o brak etyki zawodowej, twierdził, 

że nie wezwał eksperta od daktyloskopii, by 

udowodnił,   że   niezidentyfikowane   odciski 

palców należą do Nadine Palmer, ponieważ się 

bał.

Mason   siedział   i   uśmiechał   się. 

Najpierw   do   Ormsby’ego,   potem   do 

przysięgłych.   Był   to   uśmiech   człowieka, 

którego   stać   na   okazanie   wielkoduszności 

pokonanym,   człowieka,   który   obserwuje 

histeryczne krzyki osoby, która przegrała i o 

tym   wie.   Przysięgli   wyszli   na   dwie   i   pół 

godziny.

 

Wrócili

 

z

 

werdyktem 

background image

uniewinniającym oboje oskarżonych.

background image

ROZDZIAŁ SZESNASTY

W prywatnym  gabinecie Perry Masona 

siedzieli,   oprócz   gospodarza,   Della   Street, 

Morley Eden i Vivian Carson.

-   Nie   ma   tu   nikogo   prócz   waszego 

adwokata, jego sekretarki i czterech ścian biura 

- powiedział Mason. - Najwyższy czas, żebyście 

wreszcie   zdradzili,   co   się   naprawdę   stało. 

Zostaliście   uznani   za   niewinnych   zbrodni.   To 

znaczy, że nie można was ponownie oskarżyć. 

Żeby  uzyskać   uniewinnienie,   musiałem   rzucić 

podejrzenie   na   głównego   świadka   oskarżenia. 

Na tym polegał mój zawodowy obowiązek jako 

reprezentującego   was   adwokata.   Musiałem 

zmusić przysięgłych, by nabrali uzasadnionych 

wątpliwości co do waszej winy. Ale wcale nie 

jestem   pewien,   że   to   Nadine   Palmer   zabiła 

Loringa Carsona. Musicie mi, u diabła, pomóc 

odkryć, kto to zrobił. Jeśli to ona, oskarżymy ją, 

jeśli nie - dopilnujemy,  by jej nazwiska, dość 

już oczernionego, nie obsmarowano ponownie 

w prasie. Zaczynajcie.

Eden spojrzał na Vivian Carson.

Opuściła   głowę.   -   Ty   mu   powiedz   - 

poprosiła.

-Dobrze   -   zgodził   się   Eden.   -   Oto,   co 

naprawdę   się   stało.   Ale   gdybyś   znał 

fakty   albo   gdyby   odkryła   je   policja, 

skazano   by   nas   za   morderstwo 

pierwszego   stopnia   bez   najmniejszej 

szansy obrony.

-Zgoda - przyznał Mason. - Więc co się 

wydarzyło?

background image

-Od   pierwszej   chwili,   kiedy   ujrzałem 

Vivian   -   zaczął   Eden   -   byłem 

zafascynowany.

-Fascynacja była obustronna - włączyła 

się   Vivian   Carson.   -   Kobiecie   nie 

przystoi   mówić   takich   rzeczy,   ale 

drżałam jak liść, kiedy on był w pobliżu.

Morley objął ją i pogłaskał po ramieniu.

- Mówcie dalej - ponaglił adwokat. - To 

już wiemy: miłość od pierwszego wejrzenia.

background image

-Prawie   od   pierwszego   -   sprostował 

Eden.

-Od   kiedy   zobaczyłeś   ją   w   bikini   - 

skomentował sucho Mason.

-No   dobrze   -   poddała   się   Vivian.   - 

Zaplanowałam

 

to.

 

Chciałam 

przyciągnąć   jego   uwagę.   Chciałam 

zmusić go do... do czynu,  oskarżyć  o 

złamanie   sądowego   nakazu   i 

doprowadzić do tego, by wściekł się na 

Loringa.

-Aaa, w to wierzę - zgodził się Mason. 

- Tak się zaczęło. Co stało się potem?

-Wieczorem   czternastego   Vivian 

powiedziała   mi,   że   musi   odstawić 

samochód   do   naprawy.   Spytała,   czy 

jako sąsiad nie mógłbym pojechać z nią 

do   najbliższego   warsztatu   i   potem 

przywieźć z powrotem. Do tego czasu 

dobrze   się   już   poznaliśmy   i 

żartowaliśmy   o   tak   zwanych 

dobrosąsiedzkich

 

stosunkach. 

Zawiozłem   ją   do   warsztatu,   a   potem 

przypomniała   sobie,   że   zostawiła 

potrzebne   jej   rzeczy   w   swoim 

mieszkaniu.   Powiedziałem,   że   z 

przyjemnością podwiozę ją pod blok, a 

potem   zawiozę   do   domu.   Po   drodze 

pojawiła   się   kwestia   obiadu,   więc 

zaprosiłem   ją   do   restauracji.   Po 

obiedzie   poszliśmy   na   jakiś   występ. 

Wróciliśmy   do   mieszkania   po   jej 

rzeczy,   a   tam   zaczęliśmy   rozmawiać. 

Ona stwierdziła, że znajdujemy się na 

neutralnym   gruncie.   Napomknąłem   o 

background image

ogrodzeniu, a Vivian zauważyła, że tu 

między nami nie stoi żadna przeszkoda. 

Wiem tylko, że potem trzymałem ją w 

ramionach   i...   cóż,   czas   minął   nam 

bardzo szybko. Zaczęliśmy snuć plany i 

gadaliśmy   niemal   do   świtu.   Nie 

chciałem zniszczyć tego, co się stało i 

Vivian   chyba   też   nie.   Nagle 

usłyszeliśmy   przekręcanie   klucza   w 

zamku. Drzwi otworzyły się i na progu 

stanął   Loring   Carson.   Rzucił   kilka 

obraźliwych   dla   żony   uwag,   zupełnie 

nie   na   miejscu   i   niewiarygodnie 

chamskich.   Uderzyłem   go.   Kiedy   się 

podniósł,   zaczęliśmy   walczyć. 

Wyrzuciłem   go   za   drzwi   i 

powiedziałem,   że   jeśli   kiedykolwiek 

wróci albo będzie  molestował  Vivian, 

zabiję go.

background image

-Czy ktoś to usłyszał? - zapytał Mason.

-Jasne.   Jeden   z   sąsiadów   słyszał   całą 

awanturę,   ale   najwyraźniej   nam 

współczuł i trzymał gębę na kłódkę. Nic 

wiem,   czemu   policja   tego   nie 

podejrzewała   i   nie   przepytała 

mieszkańców bloku. Widocznie nie mieli 

pojęcia, że tamtej nocy byliśmy z Vivian 

w   Larchmore.   Kobieta,   która   widziała, 

jak   parkowaliśmy   samochód,   sama 

zgłosiła   się   na   komendę,   ale   policja 

założyła,   że   noc   spędziliśmy   gdzie 

indziej.

-Co   wydarzyło   się   potem?   -   zapytał 

Mason.

-Wyrzuciłem   Carsona   i   czekaliśmy   do 

świtu.   Rano   zjedliśmy   śniadanie   i 

wyszliśmy.   Przed   hydrantem   stał   wóz 

Carsona   z   mandatem   za   wycieraczką. 

Uznałem,   że   lepiej   go   przesunąć,   więc 

przepchnąłem   samochód   kilka   metrów 

dalej   od   hydrantu.   Kiedy   Carson   wpadł 

do   mieszkania,   był   pijany.   Może   nie 

wiedział,   że   zaparkował   wóz   przed 

hydrantem. Vivian sądzi jednak, że zrobił 

to celowo - to była jego ostatnia próba, by 

uciec   przed   oskarżeniem   o   oszustwo, 

stwarzając   fałszywe   dowody,   które 

obaliłyby wyrok w sprawie rozwodowej. 

Bo   po   co   zatrzymał   sobie   klucz   do 

mieszkania? Vivian na pewno mu go nie 

dała.

-Ale co się z nim stało, kiedy wyszedł z 

bloku?   -   spytał   Mason.   -   Powinien 

odjechać  swoim samochodem.  Dlaczego 

background image

tego nie zrobił?

-Nie wiem - przyznał Eden. – I to mnie 

martwi.   Wyglądając   przez   okno, 

widzieliśmy   samochód.   Może...   może 

wyszlibyśmy   wcześniej,   gdyby   go   tam 

nie było, ale... cóż, stało się, co się stało. 

Baliśmy   się,   że   Carson   ma   broń   i...   po 

prostu nie wiedzieliśmy, co może się stać.

-Co dalej?

-Pojechałem   do   twojego   biura   i 

podpisałem poprawiony wniosek do sądu. 

Vivian   siedziała   w   tym   czasie   w   moim 

samochodzie   na   parkingu.   Nie   mogłem 

powstrzymać się przed myślą, jakbyś się 

zdziwił, gdybyś o tym wiedział.

background image

Mason spojrzał na Delię Street i skinął 

głową.

- Wróciliśmy do domu - ciągnął Eden - 

i poszliśmy do mojej  części willi.  W salonie 

leżał jakiś człowiek. Zbiegliśmy po schodach i 

odkryliśmy,   że   to   Loring   Carson.   W   jego 

plecach tkwił nóż. Najwyraźniej zakłuł go ktoś, 

kto stał po drugiej stronie ogrodzenia. To było 

straszne.   Vivian   zorientowała   się,   że   nóż 

pochodził   z   jej   kuchennego   zestawu.   Razem 

znaleźliśmy   ciało   i   po   prostu   nie   mogliśmy 

pójść na policję i przyznać się, że byliśmy... że 

spędziliśmy   noc   razem,   że   pobiłem   się   z 

Carsonem,   i   że   potem   odkryliśmy   zwłoki. 

Zaproponowałem   Vivian,   że   odwiozę   ją   do 

mieszka   nia,   ukryjemy   samochód   Loringa   w 

garażu,   dopóki   się   nie   ściemni,   a   potem 

wywieziemy   go   tam,   gdzie   go   łatwo   znajdą. 

Później miałem zawieźć ją do warsztatu, skąd 

odebrała   by  swój   wóz,  pojechalibyśmy  kupić 

inny nóż w miejsce brakującego, a na koniec 

sam   wróciłbym   do   domu   na   spotkanie   z 

dziennikarzami w porze, na którą wyznaczyłeś 

konferencję prasową. Miałem wejść do domu 

razem   z   tobą,   a   reporterzy   odkryliby   zwłoki. 

Teraz   wiem,   że   plan   był   głupi.   Powinniśmy 

byli pójść na policję i wyznać wszystko, ale... 

cóż,   zrobiliśmy   inaczej.   Kiedy   zaczęliśmy 

ukrywać   fakty,   nie   mogliśmy   już   powiedzieć 

prawdy.   Nie   uwierzyłaby   nam   żadna   ława 

przysięgłych. Twoim zadaniem było zabrać się 

do tej sprawy tak, jak wyglądała i walczyć na 

oślep.

- Rozumiem - powiedział Mason. - Ja...

Rozdzwonił się telefon na jego biurku, 

background image

krótkimi, ostrymi sygnałami.

-To   sygnał   Gertie,   że   pakuje   się   tu 

porucznik Tragg... Drzwi otworzyły się 

i policjant stanął na progu.

-No,   no   -   odezwał   się   -   chyba 

przerwałem konferencję.

-Nie   chyba,   ale   na   pewno   -   uściślił 

adwokat.

-To bardzo źle - stwierdził Tragg.

- Mógłbym również zauważyć, że skoro 

moi   klienci   zostali   uniewinnieni   z   zarzutu 

zamordowania   Loringa   Carsona,   nie   powinna 

się już nimi interesować policja. Tak więc tym 

trudniej   wytłumaczyć   twoje   nieuzasadnione 

najście. Tragg wyszczerzył zęby.

- Nie trać zimnej krwi, Mason. Traktuj 

to spokojnie. Interesują mnie nie twoi klienci, 

ale ty.

- Ja?

-Zgadza   się   -   Tragg   rozwalił   się   na 

krześle,   pstryknięciem   palców   zsunął 

kapelusz   na   czoło   i   uśmiechnął   się 

przyjacielsko. - Zostawiłeś nam pewien 

problem do rozwiązania, Mason.

-O co ci chodzi?

-Dziennikarze   naciskają,   żebyśmy 

aresztowali Nadine Palmer, ale przecież 

nie   została   oskarżona.   Omamiłeś 

przysięgłych i zwolnili twoich klientów 

na

 

podstawie

 

uzasadnionych 

wątpliwości. To znaczy wmówiłeś im, 

że   to   Nadine   Palmer   odwaliła   robotę. 

Ale   nie   możesz   tego   udowodnić,   my 

zresztą też. Wypadliśmy poza matę.

-Prokurator okręgowy wpakował się w 

background image

to wszystko, nie pytając mnie o radę - 

zauważył   adwokat   -   więc   rozwiązać 

problem   może   również   bez   mojej 

pomocy.

-Zgadza się, zgadza - przyznał Tragg. - 

Myślałem, że tak właśnie powiesz, choć 

z   drugiej   strony   miałem   nadzieję,   że 

zechcesz

 

współpracować

 

departamentem policji: Właściwie nie z 

całym   departamentem,   ale   z   jego 

członkiem:   porucznikiem   Arturem 

Traggiem.

Mason uśmiechnął się szeroko.

-To   stawia   sprawę   w   innym   świetle   - 

powiedział.

-Kupuję   twoją   teorię   o   mokrych 

rękawach.   Kiedy   się   nad   tym 

zastanowiłem, facet tak przejęty swoim 

wyglądem   jak  Carson   na  pewno   zdjął 

marynarkę   i   podwinął   prawy   rękaw, 

zanim   wsadził   rękę   do   basenu,   żeby 

pociągnąć   za   pierścień   otwierający 

schowek.   Prześledziłem   dalej   twoją 

teorię. Nie włożył marynarki, ale rękaw 

opuścił. Skończył to, co chciał zrobić z 

sejfem. Wrócił do domu i właśnie

background image

wkładał   marynarkę,   kiedy   dostrzegł 

coś,   co   kazało   mu   wybiec   na   patio.   Ktoś   w 

basenie

 

zwrócił

 

jego

 

uwagę. 

Najprawdopodobniej   była   to,   jak   mówiłeś: 

naga kobieta przepływająca pod ogrodzeniem 

z   plastikową   torbą   wypchaną   papierami   z 

sejfu. Loring klęknął nad basenem i chwycił ją 

za   ramiona.   Może   usiłował   wepchnąć   jej 

głowę   pod   wodę.   Chciał   wyrwać   torbę. 

Uciekła   mu   i   przepłynęła   z   powrotem   pod 

drutami.   Carson   nie   mógł   przejść   górą,   nie 

zmieściłby   się   pod   spodem,   mógłby   jedynie 

przepłynąć  pod zasiekami w ubraniu. To mu 

się niezbyt  podobało.  Miał jednak klucze  do 

obu części willi, więc obiegł płot i wszedł od 

drugiej   strony.   Dziewczyna   zostawiła   tam 

ubranie   i   Carson   uznał,   że   jeśli   przypilnuje 

ciuszków, intruz będzie musiał się pojawić. A 

kiedy tam stał, ona wbiła mu nóż w plecy z 

drugiej   strony   ogrodzenia.   Wniosek: 

potrzebuję twojej współpracy.

-Jakiej współpracy? - zapytał Mason.

-Nie   chcę   przepuścić   okazji.   Twoi 

klienci   zostali   uniewinnieni.   Nikt   nie 

może   ich   oskarżyć   po   raz   drugi.   Nie 

chcę, żeby przyznali  się do winy,  ale 

jeśli są winni, mógłbyś powiedzieć mi, 

że   tracę   czas,   usiłując   przypiąć 

zbrodnię komuś innemu. Potraktuję to 

jako   zeznanie   złożone   w   zaufaniu, 

które nigdy nie zostanie ujawnione ani 

przekazane

 

prasie.

 

Zwykłe 

oświadczenie,   wyłącznie   dla   mojej 

satysfakcji.

-Dla  twojej   satysfakcji  radzę   -  odparł 

background image

Mason - żebyś kontynuował śledztwo. 

Mam powody wierzyć, że moi klienci 

są   niewinni.   Ręczę   za   to   własną 

reputacją.

-To   naprawdę   coś   -   Tragg   zmierzył 

wzrokiem   Vivian   Carson   i   Morleya 

Edena.   -   Może   oni   powiedzieliby,   co 

naprawdę   się   wydarzyło.   Tylko   do 

mojej wiadomości.

Mason potrząsnął głową.

-Nikomu nie powiedzą, co się stało.

-A ty wiesz? - zapytał porucznik.

-   Wiem   -   przyznał   Mason   -   i   nie 

powiem.

Tragg westchnął.

background image

-   Na   teczce   jest   kilka   całkiem 

wyraźnych   odcisków   -   zauważył   Mason.   - 

Może odkryjesz, do kogo należą?

Porucznik pokręcił głową:

-Ze   wszystkich   głupstw,   jakie   może 

zrobić   prawnik,   najgorsze   było 

wmówienie   przysięgłym,   że   mogą 

zostać   ekspertami   od   daktyloskopii... 

Dowiedziałem   się,   co   działo   się   w 

pokoju   przysięgłych.   Każdy   z   nich 

wierzył, jakby go zahipnotyzowano, że 

dwa z rozmazanych odcisków na płytce 

należały   do   Nadine   Palmer,   a   jeden 

znalazł   się   na   aktówce.   Oczywiście, 

było   między   nimi   kilka   podobnych 

punktów. Zawsze można znaleźć cztery 

czy pięć. Ale nie uznajemy, że odciski 

zostały   zidentyfikowane,   dopóki   nie 

znajdziemy   jedenastu   podobnych 

punktów. Tego  jednak  nie  sposób  już 

było wytłumaczyć przysięgłym z uwagi 

na   sposób,   w   jaki   ty   przedstawiłeś 

sprawę. Kiedy przysięgli odkryli cztery 

punkty,   z   miejsca   uznali,   że   są 

ekspertami od daktyloskopii... Zrobiłeś 

najbardziej   cholerną   rzecz,   jaką   tylko 

można było zrobić.

-Cóż, prokurator jest sam sobie winien 

- stwierdził Mason. - Powiedział, że w 

porównywaniu   odcisków   nie   ma   nic 

tajemniczego, że sami to zobaczą i że 

mogą   zabrać   do   swojego   pokoju 

dowody rzeczowe.

Tragg uśmiechnął się od ucha do ucha.

- Do twojej i tylko twojej wiadomości, 

background image

Perry,   w   tej   chwili   Morrison   Ormsby   nie 

cieszy   się   popularnością   w   prokuratorze 

okręgowej.   A   nawet   narasta   w   stosunku   do 

niego   pewna   niechęć.   Nie   zdziwiłbym   się, 

gdyby   wkrótce   uznał   za   rozsądne   otworzyć 

prywatną   praktykę.   Część   dziennikarzy 

wydobyła   całą   historię   od   ławników. 

Zamierzają zrobić z tego hit prasowy. Zawsze 

mamy   odciski,   których   nie   można 

zidentyfikować.   Gdyby   wszyscy   obrońcy   tak 

załatwiali   sprawę   jak   ty,   stale   mielibyśmy 

kłopoty. Jasne, to wina Ormsby’ego. Ale to ty 

zastawiłeś pułapkę, a on złapał się w nią jak 

mucha na lep.

background image

-Być  może  przeoczyłeś  jedną kwestię  - 

podsunął Mason.

-To znaczy?

-Naprawdę nigdy nie widziałem teczki z 

obligacjami,   zanim   nie   znalazła   się   w 

moim   pokoju.   Zamówiłem   nową   ze 

sklepu   z   pamiątkami   i   przełożyłem   do 

niej   papiery,   a   starą   wsadziłem   do 

walizki. Zrobiłem to, aby udowodnić w 

sądzie dokładny czas, kiedy wszedłem w 

posiadanie   teczki.   W   innym   przypadku 

twój   świadek   stwierdziłby,   że 

przywiozłem   ją   z   Los   Angeles,   że 

obligacje dostałem od moich klientów i 

zabrałem   je,   by   wymienić   papiery   na 

pieniądze.

-Wiem,   wiem   -   rzucił   porucznik.   - 

Usiłowałem   powiedzieć   policji   w   Las 

Vegas,   że   nie   jesteś   taki   głupi,   ale   nie 

chcieli mnie słuchać.

-Dobrze,   Tragg,   dam   ci   teczkę,   która 

znalazłem w swoim pokoju - zdecydował 

Mason. - Może zdejmiecie z niej odciski 

palców, które będą pasować do odcisków 

zdjętych  z płytki  nad basenem,  których 

nie potrafiliście zidentyfikować.

-A po co niby tu przylazłem?  - zapytał 

Tragg.   -   Jasne,   musimy   znaleźć   osobę, 

która   zostawiła   tam   swoje   odciski 

palców. Musimy mieć cokolwiek, z czym 

można by je porównać.

-No właśnie - Mason podszedł do sejfu i 

wyjął   plastikowy   worek,   do   którego 

zapakował   teczkę   podrzuconą   do   jego 

pokoju w Las Vegas.

background image

-Niech pan zwróci uwagę poruczniku, że 

wytłoczono tu złocony napis „P. Mason”.

Tragg skinął głową.

-To   dość   osobliwy   sposób   oznaczania 

aktówki   -   ciągnął   prawnik.   -   Każdy 

napisałby   raczej   „Peny   Mason”   lub   po 

prostu „P.M” albo jedynie „Mason”.

-Mów dalej - poprosił Tragg.

-Jeśli   uważnie   przyjrzysz   się   literom, 

drugą   część   nazwiska   widać   wyraźniej 

niż   inicjały.   Innymi   słowy,   teczkę 

opisano najpierw „RM”, a dopiero potem 

dodano cztery ostatnie litery, przy czym 

literka „a” zasłoniła kropkę po „M”.

-Nie przerywaj, świetnie ci idzie.

-Wszyscy   przeoczyli   fakt,   iż   Loring 

Carson   musiał   jakoś   dostać   się   do 

miejsca, gdzie znaleziono jego zwłoki.

-Wcale tego nie przeoczyliśmy. To była 

rzecz   podstawowa.   Przyjechał   swoim 

wozem,   a  twoi  klienci   odprowadzili  go 

do   garażu   pod   mieszkaniem   Vivian 

Carson. Zamierzali przetrzymać go tam, 

aż przestaną  wzbudzać zainteresowanie, 

a   potem   porzucić   tak,   by   nikt   nie 

połączył z nimi samochodu.

-Jeżeli   to   zrobili   -   zaczął   Mason   - 

dlaczego   wstawili   samochód   do   garażu 

Vivian Carson?

-To mnie dziwi - zgodził się Tragg.

-Loring Carson przyjechał tu z Las Vegas 

- podjął Mason. - Nie był sam. Nie sądzę 

również,   że   towarzyszyła   mu   jego 

przyjaciółka Genevieve Hyde. Myślę, że 

padł   ofiarą   systemu   panującego   w 

background image

kasynach.

-To znaczy?

-Kiedy   faceta   zaczyna   nużyć   jedna 

hostessa, na scenę wchodzi druga. W tym 

szczególnym przypadku mowa o młodej 

kobiecie nazwiskiem Paulita Marchwell, 

a   ponieważ   jej   inicjały   to   „P.M”,   nie 

zdziwiłbym się, gdyby teczka należała do 

niej.   Może   Paulita   przyjechała   do   Los 

Angeles z Carsonem albo umówiła się tu 

z   nim   na   spotkanie.   Carson   zostawił 

gdzieś swój samochód i przyjechał tu z 

Paulita.   Zapewne   kazał   jej   zaczekać   w 

samochodzie.   Chciał   włożyć   do   sejfu 

kolejne   dokumenty.   Celowo   zostawił 

wóz po stronie domu należącej do Edena, 

na   wypadek,   gdyby   dziewczyna 

zaciekawiła   się   i   zaczęła   węszyć. 

Zatrzymał   sobie   klucze   do   domu. 

Obszedł ogrodzenie i bocznym wejściem 

wszedł do środka. Paulita  miała  ogólne 

pojęcie   o   tym,   co   się   dzieje   i   po   co 

Carson   tu   przyjechał.   Musiała 

jedynieodszukać   sejf.   Weszła   do   części 

domu   należącej   do   Edena, 

prawdopodobnie przez okno, stanęła tak, 

by zobaczyć basen i zorientowała się, co 

robi Carson. Jak tylko schował obligacje 

i   gotówkę   -   pewnie   cały   plik   forsy   -   i 

odwrócił   się   w   stronę   domu,   Paulita 

rozebrała się i jak błyskawica wskoczyła 

do   wody.   Dopłynęła   do   skrytki, 

otworzyła ją, wyjęła zawartość i wróciła 

pod drutami.

-A   co   Carson   wtedy   robił?   -   wtrącił 

background image

Tragg.

-Wyszedł do samochodu, odkrył, że nikt 

nie   siedzi   w   środku   i   złożył   wszystko 

razem.   Paulita   liczyła   na   to,   że   zdąży 

włożyć   ubranie   i   wyjść   z   domu 

niespiesznym krokiem, mówiąc: „Loring, 

jakie to piękne miejsce. Rozglądałam się. 

Należą   ci   się   gratulacje.   Wykonałeś 

wspaniałą   pracę”.   Jednak   zanim   mogła 

cokolwiek   powiedzieć,   Carson   wpadł 

frontowymi   drzwiami   i   zobaczył,   jak 

naga   wychodzi   z   basenu,   niosąc 

plastikową   torbę.   Zrzucił   z   siebie 

marynarkę   i   pobiegł   za   nią.   Ona 

wskoczyła   z   powrotem   do   basenu,   ale 

Carson   zdążył   ją   schwycić   -   może   za 

włosy. Próbował wepchnąć jej głowę pod 

wodę, ale ona zanurkowała i przepłynęła 

pod   ogrodzeniem.   Carson   stał   przez 

chwilę,   zastanawiając   się,   jak   postąpić, 

potem włożył marynarkę i przypilnował 

jej   ubrań,   pewien,   że   nie   odważy   się 

wybiec   nago   na   drogę.   Kluczyki   do 

samochodu miał przy sobie. Ale ona była 

lepsza. Zdjęła nóż z wieszaka, boso, po 

cichu   przemknęła   do   ogrodzenia,   wbiła 

mu   nóż   w   plecy,   przeciągnęła   ubranie 

pod drutem, włożyła, wyjęła kluczyki do 

stacyjki z kieszeni Carsona i odjechała. 

Potem   do   domu   weszli   moi   klienci. 

Znaleźli   zwłoki   i   zrozumieli,   że 

wpakowali   się   w   nie   lada   kłopoty. 

Zamiast   zadzwonić   do   mnie   i   od   razu 

spytać o radę, usiłowali wymyślić własną 

wersję zdarzeń.

background image

-To   wspaniała   teoria   -   ocenił   Tragg.   - 

Czy   można   ją   w   jakiś   sposób 

udowodnić?

-Możesz   zadać   kilka   pytań   Genevieve 

Hyde. O ile wiem, przyleciała samolotem 

do Los Angeles. Może dowiedziała się, 

że Paulita kradnie jej faceta i postanowiła 

to   sprawdzić.   Nie   lubi   mówić,   ale   nie 

kłamie. Tak przynajmniej sądzę. Postaw 

się   na   miejscu   Carsona.   Gdyby   naga 

kobieta   nie   była   dziewczyną,   która   go 

przywiozła na miejsce, poprosiłby swoją 

czekającą   w   samochodzie   towarzyszkę, 

by   weszła   z   jednej   strony   domu.   Sam 

wszedłby   z   drugiej   i   w   ten   sposób 

okrążyliby   intruza.   A   skoro   tak   nie 

zrobił, to przekonujący dowód, że naga 

kobieta  była  osobą,  która   przyjechała  z 

nim samochodem. Tragg zamyślił się.

-A Nadine Palmer? - zapytał po długiej 

chwili.

-Nadine Palmer zrobiła to, co zrobiłaby 

każda   kobieta  -  odparł  Mason.  - Kiedy 

zauważyła sejf, chciała sprawdzić, co jest 

w środku. Zbiegła ścieżką prowadząca od 

punktu,   w   którym   zaparkowała 

samochód.   Zwróć   jednak   uwagę   na 

jedno,   Tragg:   ścieżka   nie   biegnie   pod 

drutem, ale wychodzi na sypialną część 

domu.   Żeby   dostać   się   do   schowka, 

zdjęła sukienkę i zanurkowała do basenu 

ubrana w majtki i stanik. Przepłynęła pod 

ogrodzeniem,   stwierdziła,   że   sejf   jest 

pusty, wróciła, zdjęła bieliznę, wycisnęła 

wodę i wsadziła mokre rzeczy do torebki. 

background image

Kiedy   założyła   sukienkę,   dobiegły   ją 

głosy   Morleya   Edena   i   Vivian   Carson, 

którzy   akurat   wchodzili   do   środka. 

Przycisnęła się do ściany i od tej chwili 

wszystko potoczyło się tak, jak mówiła. 

Nie   lekceważ   inteligencji   przysięgłych. 

Odcisk jej palca naprawdę znalazł się na 

pokrywie sejfu.

Tragg potrząsnął głowa.

-   Nie   znaleźliśmy   dość   podobnych 

punktów, by uzyskać wyrok skazujący.

Mason uśmiechnął się szeroko.

-   Ale   ja   miałem   ich   dość,   by   wnieść 

kwestię uzasadnionej wątpliwości. Były jednak i 

inne   niezidentyfikowane   odciski   palców. 

Sprawdź Paulitę Marchwell.

Tragg wstał gwałtownie.

- Coś w tym jest - powiedział. - Pojadę 

do Las Vegas.

Wyszedł z biura.

Morley Eden spojrzał na Vivian.

- Widzisz? - powiedziała. - Od początku 

wiedziałam, że możemy zaufać panu Masonowi.

Eden wyciągnął książeczkę czekową.

-   Myślę,   że   dwadzieścia   pięć   tysięcy 

dolarów   będzie   uczciwą   opłatą   za   tę   sprawę. 

Ukaram   się   grzywną   w   wysokości   następnych 

dwudziestu pięciu tysięcy za ukrywanie faktów 

przed   moim   adwokatem   i   zmuszanie   go   do 

działania na oślep.

Della Street oczyściła fragment biurka z 

papierów, by Eden mógł wypisać czek. We troje 

obserwowali, jak go wypisywał:  „Wypłacić  na 

żądanie   Perry   Masonowi   pięćdziesiąt   tysięcy 

dolarów”.

background image

„KB”