background image

Tłumaczenie dla: Translations_Club 

Tłumacz: canzone 

Korekta: Isiorek 

background image

 

 

 

 

 

 

09. Ślub 

background image

Nowy Jork, Manhattan 

 

Raj  krążył  po  wąskiej  przestrzeni  między  stolikiem  a  ścianą  ze 

szkła  w  sali  konferencyjnej  swojego  penthouse’u.  Naprawdę  musiał 
poszukać  nowego  domu.  Uwielbiał  witalność  Manhattanu,  ale 
potrzebował  bezpieczniejszego  miejsca.  Domu  z  ogromnym  murem  i 
dużą przestrzenią do odpoczynku. 

Ale dlaczego, do diabła, myślał o organizowaniu mieszkania, kiedy 

miał większe problemy na głowie? 

Chociażby  to,  że  się  żenił.  Żenił.  Wampirzy  lord  Północnego-

Wschodu  miał  zamiar  przejść  między  ławami  jak  porządny  człowiek.  A 
wszystko  z  powodu  małej  kobietki,  która  trzymała  jego  serce  w  swoich 
rękach. Jego nastrój poprawił się na myśl o Sarze i jej podekscytowaniu 
tym wszystkim. Więc, w porządku, może to było tego warte. Gdyby tylko 

mógł  przeżyć  dzisiejszą  noc.  Dzisiaj  był  tak  zwany  próbny  obiad,  co 
oznaczało, że dwaj inni Wampirzy Lordowie najadą jego terytorium, a on 
nie mógł nic z tym zrobić. 

Nic! 

Cholera.  Ruszył  do  drzwi  sali  konferencyjnej,  ale  otworzyły  się 

zanim do nich doszedł. 

- Hej, szefie - do pokoju weszła jego porucznik, Emelie, wyglądając 

na  zrelaksowaną  i  spokojną.  Cóż,  jasne,  powinna  być  zrelaksowana.  To 
nie  ona  będzie  najeżdżana  i  żeniona  w  ten  sam  cholerny  weekend.  - 
Zgaduję, że trochę tu szalejesz – powiedziała. - Więc przyniosłam wieści. 

- Masz szczęście - warknął. 

Emelie  uśmiechnęła  się  szeroko,  wcale  niezrażona  jego 

niewdzięczną odpowiedzią. 

background image

-  Taa,  też  tak  sądzę.  Zobaczmy,  Duncan  jest  oczekiwany  w  ciągu 

godziny.  Zaraz  ruszam  na  lotnisko,  aby  dopilnować  jego  przybycia. 
Samolot  Raphaela  nie  wyląduje,  aż  do  zachodu  słońca.  Jest  całkiem 
blisko,  ale  pokonał  całą  drogę  bez  przystanku.  Duncan  i  jego  ludzie 
zakwaterują  się  z  Raphaelem.  Bez  niespodzianek,  jak  sądzę  -  dodała 
powątpiewająco. 

-  Daj  im  trochę  czasu  -  parsknął  Raj.  -  Teraz  są  papużki 

nierozłączki,  bo  Duncan  wciąż  jest  nowy  na  swoim  terytorium.  Daj  mu 

jeszcze  miesiąc,  a  jego  instynkt  będzie  wrzeszczał  jak  skurwysyn,  jeżeli 
będzie  tak  blisko  drugiego  lorda.  Mogą  wciąż  być  przyjaciółmi  -  pewnie 
będą, skoro Raphael jest jego Panem. Ale nie będą zdolni być tak blisko 
jak  teraz,  zwłaszcza  dodając  sprawę  przebywania  na  terytorium  innego 
lorda. 

- Taa, zdaję sobie z tego sprawę. Więc, jesteś pewien, że nie chcesz 

czynić  honorów?  Nie  czułbyś  się  lepiej  witając  samoloty,  abyś  mógł 

wiedzieć  gdzie  są  i  kto  jest  z  nimi,  zamiast  czekać  tu  i  dreptać  jak 
oczekujący ojciec? 

Raj spojrzał na nią wrogo. 

-  Kiepskie  porównanie,  Em.  Bardziej  jak  generał  zmuszony  do 

siedzenia i czekania, gdy wróg przejmuje jego pola bitwy. 

-  Sarah  jest  podekscytowana,  że  przyjeżdżają  -  dodała  Emelie.  - 

Cyn  jest  jej  najlepszą  przyjaciółką.  Poza  tym,  zawsze  sądziłam,  że  ty  i 

Duncan byliście pewnego rodzaju przyjaciółmi. 

- Byliśmy. Jesteśmy. Ale obecność dwóch Wampirzych Lordów to 

trochę za dużo do zniesienia, zwłaszcza, gdy jednym z nich jest Raphael. 
Sukinsyn ma za dużo mocy. Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale teraz 
rozumiem  Krystofa,  gdy  gościł  coroczne  spotkanie  Rady.  Pomijając  to 
całe gówno, oczywiście. 

background image

-Oczywiście  -  zgodziła  się  E.  -  Okay, zatem  jedziemy  na  lotnisko. 

Dam  ci  znać,  kiedy  Duncan  wyląduje,  a  potem  znowu,  kiedy  będzie  w 
domu  Raphaela.  Rozstawiłam  ochronę  całodobowo  dookoła  domu,  tak 
przy  okazji.  Wiem,  że  Raphael  przywiezie  swoich,  ale  to  dla  swojego 
bezpieczeństwa. Ja chcę swoich ludzi, dla naszego. 

-  Dobry  pomysł.  Czy  coś  jeszcze  w  rozkładzie,  o  czym  muszę 

wiedzieć? 

- Cóż… 

Raj zatrzymał się i odwrócił, aby spojrzeć na swojego porucznika. 

Emma nigdy nie ukrywała niczego. 

- Em? 

- W porządku, jutro wieczorem jest wieczór panieński. 

- Że co? 

- Wieczór panieński. Cyn to zorganizowała i wszystkie idziemy. 

- Wszystkie? - zapytał Raj mając złe przeczucie. 

-  Cóż…  będzie  Cyn,  oczywiście.  I  partnerka  Duncana,  Emma  - 

jeszcze jej nie spotkałam. I sądzę, że wampirzy ochroniarz Cyn, Elke tam 
będzie.  To  wieczór  tylko  dla  dziewczyn,  mamy  ochroniarzy  i  gości  w 
jednym.  I…  -  Emma  uśmiechnęła  się  słabo  -  Sarah  -  powiedziała 
przyglądając mu się uważnie. - Nie może być wieczoru panieńskiego bez 
panny młodej, prawda? A ja będę na wszystko mieć oko. 

Raj  patrzył  na  nią.  Jego  słodka,  mała  Sarah  zamierzała 

imprezować  z  Cyn i  Emelie? Nie  wiedział  niczego  o  partnerce Duncana, 
ale  miał  pojęcie  jak  według  Cyn  i  Emelie  wyglądała  impreza,  a  tego  nie 
chciał. Otworzył usta, aby powiedzieć „nie”, ale zaraz zdał sobie sprawę, 
jaka będzie odpowiedź Sary na jego zdanie... i nic nie powiedział. 

background image

- Kurwa - zaklął w końcu i odwrócił wzrok. 

- Aw, daj spokój Raj. Nie będzie tak źle. 

- Taa, będzie, Em. Zdecydowanie będzie. 

 

 

***** 

 

 

Cynthia Leighton pocałowała swojego śpiącego kochanka, gładząc 

dłonią z upodobaniem jego krótkie, czarne włosy. 

- Do zobaczenia, wampirku. 

Wszystko  wskazywało  na  to,  że  spał,  ale  ona  wiedziała,  że  był 

świadomy  jej,  że  wiedział,  że  ona  wychodzi.  Gdy  podróżowali,  zwykle 

spała z nim w ciągu dnia, albo spała u jego boku, - ponieważ prowadziła 
życie  wampira,  wstawała  nocą,  przesypiała  cały  dzień  -  albo  czasami 
wstawała  i  pracowała  na  swoim  komputerze.  Ale  zawsze  w  tym  samym 
pokoju. Kiedy byli w domu, bezpieczni  w posiadłości w Malibu, czasami 
jechała  do  swojego  domu,  aby  posiedzieć  na  słońcu  czy  spacerować  po 
plaży, czy tylko zająć się interesami, które nie mogły być prowadzone w 
nocy. 

Ale nawet wtedy, jej dzienny, a zatem ludzki, ochroniarz, Robbie, 

był z nią. Nigdy nie wychodziła sama. 

A dzisiaj nie było wyjątkiem. Zwłaszcza dzisiaj, gdy nie tylko była 

daleko od domu, ale też na terytorium innego Wampirzego Lorda. Robbie 
będzie z nią, gdy pójdzie na zakupy, a potem Elke go zastąpi na wieczorne 
przyjęcie, które było tylko dla dziewczyn. 

background image

Ona i Raphael przylecieli z Zachodniego Wybrzeża ostatniej nocy, 

a  dzisiaj  była  na  Manhattanie,  najlepszym  centrum  zakupowym  na 
świecie.  Dodając  do  tego,  że  jedna  z  jej  najlepszych  przyjaciółek 
wychodziła  jutro za  mąż,  co  w  umyśle  Cyn  oznaczało  jedno…  dzisiaj był 
wieczór  dla  dziewczyn,  a  ona  zamierzała  zacząć  wcześnie,  od  małych 
zakupów. 

Wyszła  z  podobnego  do  krypty  pokoju,  który  został  specjalnie 

zbudowany  w  nowoczesnym  domu  Raphaela  na  Manhattanie.  To  była 

jedna  z  trzech  krypt  w  domu,  aczkolwiek  najbardziej  elegancka.  Druga 
była równie prywatna, ale nie tak duża i nie tak bogato umeblowana. Była 
przeznaczona dla Duncana i jego zupełnie nowej partnerki, Emmy. 

Cyn  wątpiła  w  tę  całą  sytuację  zanim  nie  spotkała  Emmy. 

Wszystko  zdarzyło  się  tak  szybko,  Duncan  wyjechał  do  Waszyngtonu  i 
nagle  miał  zarówno  terytorium  i  nową  partnerkę.  Ale  ona  i  Emma 
natychmiast  się  porozumiały,  jakby  odnalazła  siostrę,  której  nigdy  nie 

miała,  i  obie  upajały  się  marzeniami  o  sposobach,  w  jakie  będą 
torturować swoich szacownych partnerów. 

Cyn  złapała  swój  plecak  i  szybko  ruszyła  przez  wygłuszone 

pomieszczenia.  Osobisty  apartament  Raphaela  składał  się  z  salonu, 
dodatkowej  sypialni  i  sali  konferencyjnej.  Cyn  przeszła  przez  wszystkie 
bez zatrzymywania się, aż doszła do podwójnych drzwi prowadzących na 
drugie piętro. Wprowadziła kod zabezpieczający, potem otworzyła drzwi i 

wyszła na podest, gdy ciężkie drzwi zamknęły się za nią. 

Cyn  usłyszała  głos  Emmy  na  dole.  Doskonale.  Musiała  tylko 

zadzwonić po Sarę i przyjęcie mogło się zacząć. Wyciągnęła telefon i wbiła 
numer Sary. 

-  Cyn!  -  Sarah  odpowiedziała  po  drugim  dzwonku,  trochę 

zasapana. Podekscytowana.  

background image

Cyn uśmiechnęła się szeroko. 

-  Saro,  kochanie,  jesteś  gotowa,  aby  świętować  ostatnią  noc 

wolności? - Sarah roześmiała się. 

-  Trudno  tak  to  nazwać,  ale  tak.  Jestem  w  drodze,  ochroniarz  na 

miejscu. 

- Mężczyzna czy kobieta? 

- Eddie - usłyszała, jak Sarah kogoś pyta. - Cyn chce wiedzieć czy 

jesteś  kobietą  czy  mężczyzną  -  szorstki  głos  wymamrotał  coś  w  tle,  a 
Sarah  roześmiała  się  znowu.  -  Mówi,  że  zdecydowanie  jest  mężczyzną  i 
proponuje  pokazanie  ci  wielkiego  Eddiego,  aby  to  udowodnić,  jeżeli  to 
konieczne. 

- Podziękuj mu, ale nie. Okay, Emma też kogoś ma, więc wygląda 

na  to,  że  mamy  ochroniarzy.  Myślę,  że  bezpiecznie  możemy  uderzyć  w 
niebezpieczeństwa sklepów Manhattanu, co ty na to? 

- Ye - wykrzyknęła Sarah, na tyle głośno, że Cyn odsunęła telefon 

od ucha i zamrugała. - Zakupy, to jest to! 

- Zatem przyjeżdżaj. Czekamy. 

Cyn rozłączyła się i wrzuciła telefon do kieszeni. 

-  Prawda,  Emmo?  -  dodała,  gdy  stanęła  na  szczycie  schodów  i 

zwróciła się przodem do małego salonu w pobliżu drzwi. 

Partnerka  Duncana  spojrzała  znad  komputera,  jej  niezwykłe 

fiołkowe oczy błyszczały. 

- Nie wiem, czy nadążam, ale spróbuję. 

-  Jasne.  Wszystko  gotowe.  Kim  jest  twój  osiłek?  -  zapytała 

spoglądając na wielkiego mężczyznę właśnie mierzącego się z Robbiem. 

background image

- Marlon - zawołała Emma przez pokój do swojego ochroniarza. - 

Przywitaj się z Cyn Leighton, partnerką Raphaela. 

Marlon spojrzał i zatrzymał wzrok na Cyn na dłuższą chwilę. 

- Madame - powiedział w końcu. 

Cyn skinęła, potem spojrzała na Robbiego, aby spotkać jego wzrok. 

Mrugnął do niej. Najwidoczniej Marlon był w porządku. 

W  tej  chwili  zabrzmiał  dzwonek.  Cyn  podbiegła,  ale  jeden  z 

dziennych  strażników  Raphaela  powstrzymał  ją,  spoglądając  z 
dezaprobatą. Ona nie była przeznaczona do otwierania drzwi. Wiedziała o 
tym,  ale  do  diabła.  Ktokolwiek  to  był,  to  przeszedł  już  przez  dwa  rzędy 
zewnętrznej  ochrony,  aby  dojść  do  drzwi.  Poza  tym,  to  była  Sarah,  już 
słyszała jej głos. 

Strażnik otworzył drzwi i weszła Sarah. 

-  Wychodzę  za  mąż!  -  obwieściła  niepotrzebnie.  Poza  tym,  to  był 

powód,  z  jakiego  wszyscy  się  tu  znaleźli,  ale  Sarah  najwidoczniej 
potrzebowała tego. 

Cyn roześmiała się, a potem cofnęła i powiedziała. 

- Chodźmy na zakupy, Emmo! 

- Yo! - powiedziała Emma przechodząc przez hol przed Robbiem i 

Marlonem. Podeszła od razu do Sary i uścisnęła ją. Spotkały się podczas 
ostatniej Rady w Kalifornii, gdzie Sarah była z Rajmundem. 

-  Wszyscy,  to  jest  Eddie  -  powiedziała  Sarah,  wskazując  na 

ochroniarza stojącego przed drzwiami. Był wielkim facetem i górował nad 
Sarą, ale ponieważ Raj i jego wszystkie wampiry też ją przewyższali, Cyn 
zdawała sobie sprawę, że Sarah do tego przywykła. 

background image

- Okay, taki jest plan  - powiedziała Cyn,  wyciągając swój zimowy 

płaszcz z szafy i zakładając go. - Najpierw zakupy, potem wczesny obiad. 
Kiedy słońce zajdzie, Emelie i Elke spotkają się z nami w Chopin, którego 
zgodnie  z  informacjami  od  Emelie,  Raj  zgodził  się  unikać  tej  nocy,  na 
korzyść dzisiejszego imprezowania dziewczyn. 

Sarah zatańczyła, a Cyn roześmiała się. 

- Poza tym – kontynuowała, - to całonocne przyjęcie i niech się leje 

alkohol. 

-  Co  z  chłopcami?  -  zapytała  Emma,  wskazując  na  ludzkich 

ochroniarzy,  których  twarze  pozostały  zupełnie  obojętne  przed  wizją 
całodziennych  zakupów.  -  I  mój  wampirzy  ochroniarz  też  jest  facetem. 
Duncan nie ma jeszcze żadnej kobiety w swojej drużynie. 

-  Też  mogą  przyjść  na  przyjęcie  -  powiedziała  Emma  uderzając 

Robbiego w ramię. - Faceci są w porządku, oprócz Wampirzych Lordów, 

partnerów i przyszłych mężów! Gotowe na zabawę? 

- Tak! - krzyknęły jednocześnie Emma i Sarah. 

- Robbie - powiedziała Cyn odwracając się do wielkiego rangersa,  

- wszystko gra z twojej strony? 

Robbie  patrzył  na  nią  przez  dłuższą  chwilę,  a  potem  westchnął  i 

powiedział. 

- Kończmy z tym. 

-  Oto  duch  -  powiedziała  Cyn,  uderzając  go  w  drugie  ramię.  - 

Będziesz się świetnie bawił. Zobaczysz. 

 

 

***** 

background image

-  Już  się  świetnie  bawisz?  -  wymamrotał  Marlon,  gdy  trzej 

ochroniarze  podążali  swoje  podopieczne  przez  centrum  handlowe  pełne 
butików.  Ogromna  przestrzeń  została  podzielona  na  małe  sklepiki,  a 
każdy z nich oferował ostatnie kolekcje mody. 

-  Hej,  przynajmniej  nie  próbuje  się  zabić  -  odpowiedział  Robbie, 

gdy wchodzili do następnego małego sklepiku, wypełnionego gustownymi 
wystawami. - Aczkolwiek jeszcze jest wcześnie. 

Z drugiej strony okrągłego wieszaka, Eddie trzymał na oku Sarę. 

-  Wygląda  na  to,  że  masz  ręce  pełne  roboty  -  drażnił  się  przez 

ramię bez odwracania się 

-  Nie  masz  pojęcia  nawet  o  połowie  tego  -  zgodził  się  Robbie, 

śledząc  wzrokiem Cyn  idącą  wzdłuż stołu  z  kaszmirowymi  swetrami.  To 
były  ładne  swetry,  w  ładnych  kolorach.  Może  kupi  jeden  swojej  żonie, 
Irinie.  Lubiła  zakładać  jasne  kolory,  aby  zrekompensować  sobie  życie 

nocne wampira. Cyn powiedziała coś do Emmy i podążyła do przebieralni 
na  tyle  sklepu.  Robbie  wyprzedził  ją  i  zajrzał  przez  zasłonę  sprawdzając 
pustą przebieralnię. 

- Nie możesz tu wchodzić, Robbie - powiedziała Cyn, uśmiechając 

się do niego przez ramię, gdy ruszył za nią. 

- Dlaczego nie? - domagał się, przytrzymując ją za ramię. 

-  To  przebieralnia  -  powiedziała  cierpliwie.  -  Damska 

przebieralnia. 

- I co? Jest pusta. Sprawdziłem. 

Emma ukazała się w tej chwili. 

- Może moglibyście chronić stąd, żeby nikt nie wszedł do środka. 

Marlon zachmurzył się. 

background image

- Może. Pozwól, że sprawdzę najpierw. 

- Poczekam tutaj - zapewniła go Emma. 

Marlon zniknął za kurtyną, gdy Cyn podeszła do Robbiego. 

-  Wiem,  o  czym  myślisz  -  powiedziała  przechylając  się  do  jego 

ramienia.  -  Ale  zauważ,  Robbie.  Będziesz  znudzony  do  łez,  jeżeli  będę 
chciała. 

- Tydzień – wymamrotał. - Daj mi tydzień na próbę. 

- Może zaskoczę cię na twoje urodziny. 

Robbie  parsknął  z  niedowierzaniem,  ale  Cyn  uśmiechnęła  się 

szeroko,  spoglądając  pytająco  na  Emmę,  gdy  śliczna  brunetka  wyszła  z 
czeluści damskiej przebieralni. 

- Bezpiecznie? - zapytała Cyn. 

- Nic tam nie ma - potwierdził Marlon ignorując Cyn i mówiąc do 

Robbiego i Eddiego. - Nikogo w środku, żadnego wyjścia. 

- Okay - powiedział Robbie. - Proszę bardzo. 

 

 

***** 

 

 

-  Kurwa,  kurwa,  Ez,  musisz  to  zobaczyć!  -  Frankie  Ryan  rzucał 

słowa  przez  ramię  nie  oglądając  się  za  siebie,  nie  chcąc  stracić  z  oka 
monitoru stojącego przed nim. Oczywiście, monitor nie pokazywał tego, 
do czego był przeznaczony. Był bardziej prywatnym narzędziem służącym 
podglądaniu bogatych suk. Ale tylko on i Ez wiedzieli o tym. 

background image

-  Oj,  mamusiu  -  Ezio  Galarza,  lepiej  znany  jako  Ez,  zajęczał,  gdy 

spojrzał  przez  ramię  Frankiego  i  widząc  rozbierającą  się  piękność  w 
przebieralni  numer  pięć,  jednej  z  kilku  w  której  prowadzili  swoją 
działalność. Działalność, która zajmowała im większość czasu. I nie tylko 
w cel oglądania nagich kobiet. 

- To te - powiedział Ez głosem ochrypłym z podniecenia. - Popatrz 

na nie, Frankie. Kurwa, spójrz na te pierścionki i naszyjnik na tej. Te suki 
mają kasę, albo się w nią wżeniły. W każdym razie dla mnie to pasuje. 

-  Są  trzy  -  wskazał  Frankie,  nie  chcąc  tego  powiedzieć,  ale  nie 

cierpiąc pogardy w głosie Eza. - Planowaliśmy tylko dwie. 

-  Więc,  poczekamy,  aż  jedna  wyjdzie  po  inny  rozmiar  i  złapiemy 

dwie. Nikt nie będzie wiedział, co się stało. Chryste, muszę o wszystkim 
myśleć!  -  to  niecałkiem  tak,  pomyślał  Frankie.  Cały  pomysł  był  jego. 
Aczkolwiek  musiał  przyznać,  ż  wykonanie  leżało  po  stronie  Eza.  Po  to 
zaangażował w to przyjaciela. 

Frankie  znał  swoje  możliwości,  a  Ez  był  głową  całego 

przedsięwzięcia. 

Frankie  patrzył  łakomie  na  małą  blondynkę  rozbierającą  się  w 

przymierzalni  i  podającą  ubrania  ładnej  brunetce,  zanim  założyła 
jedwabną  bluzkę  z  wieszaka.  Odwróciła  się  do  kamery,  a  wtedy  oczy 
niemal  wyszły  mu  z  orbit.  Jak  na  taką  małą  dziewczynę,  miała 
najpiękniejszy biust, jaki kiedykolwiek widział, a widział ich dużo w tym 

pokoju. Zdał sobie sprawę, że się ślini i przełknął głośno. 

- Okay – zabulgotał. - Ale tylko, jeżeli ta blondynka będzie jedną z 

nich. Jeżeli ona wyjdzie, to poczekamy. 

- Wpadła ci w oko, co? - powiedział Ez, pukając go w ramię. - No 

problemo. Zobaczymy, co będzie. 

background image

***** 

 

- Jak sądzisz? - Sarah spoglądała w swoje odbicie w lustrze. 

-  Bluzka  jest  ładna  -  powiedziała  Emma  stojąc  za  nią  i  patrząc 

krytycznie w lustro. - Ale spódnica jest za duża. Potrzebujesz mniejszej. 

-  Schudłaś,  Saro?  -  zapytała  Cyn,  wciągając  sweter  przez  głowę  i 

potrząsając włosami. - Kiedy ostatnio mierzyłaś suknię? 

- Dwa dni temu - powiedziała Sarah, wygładzając dłońmi spódnicę 

na swoich biodrach. - Masz rację, Emmo. Jest za duża. 

- Tam leżą ich tony - skomentowała Emma. - Pójdę sprawdzić. 

- Nie musisz… 

- Daj spokój, Saro. Zaraz wracam. 

Sarah  słyszała  jak  Emma  mówi  coś  do  facetów  stojących  na 

zewnątrz.  Wyobraziła  sobie  trzech  ochroniarzy  stojących  przed 
przebieralnią i miała nadzieję, że nikt inny nie chciał skorzystać. Musiała 
się upewnić, że na wszelki wypadek zostawią tu trochę pieniędzy. Sklepy 
takie  jak  ten  pracowały  na  małej  marży.  Rozpięła  zbyt  dużą  spódnicę  i 
powiesiła  ją  na  wieszaku,  a  potem  zdjęła  też  bluzkę.  Mogła  założyć  ten 
wełniany  golf  czekając  na  powrót  Emmy.  Wyglądał  na  ciepły,  a  na 
Manhattanie wciąż było zimno, zwłaszcza nocami. 

Spojrzała  krytycznie  na  Cyn  stojącą  w  swetrze  i  zamierzającą  go 

zdjąć przez głowę. 

- To dla ciebie świetny kolor, Cyn - powiedziała patrząc na zielony 

kaszmir. 

background image

-  Będę  wyglądała  morsko,  jeżeli  coś  takiego  założę  -  Cyn 

roześmiała  się.  -  To  ładny  kolor  -  zgodziła  się.  -  Raphaelowi  będzie  się 
podobał. 

- Raphaelowi ty się podobasz. Podobałby mu się worek, gdybyś go 

założyła - wyraz twarzy Cyn rozmarzył się w sposób, jakiego jeszcze Sarah 
nie  widziała.  Zrobiło  jej  się  ciepło  na  sercu,  aczkolwiek  to  mogła  być  ta 
cała sprawa ze ślubem. Ostatnio czuła się taka naiwna. 

Założyła  sukienkę  przez  głowę,  wygładzając  ją  na  piersiach  i 

biodrach,  marszcząc  się  na  sposób,  w jaki  się  układała.  Spódnica  mogła 
być  zbyt  duża,  ale  ta  sukienka...  odwróciła  się  w  kierunku  lustra  i 
przechyliła,  aby  spojrzeć  na  swój  tyłek,  gdy  usłyszała  niespodziewany 
odgłos. 

Spojrzała,  aby  zobaczyć  jak  oczy  Cyn  otwierają  się  szeroko,  a 

potem wypełnia je złość, a potem... już nic. 

 

 

***** 

 

 

-  Mam  misję  -  obwieściła  Emma  wychodząc  z  przebieralni  w 

poszukiwaniu  właściwego  rozmiaru  spódnicy  dla  Sary.  Jak  do  tej  pory, 
miała  ubaw.  Zakupy  z  Cyn  i  Sarą  były  prawie  tak  jak  z  Lacey.  Nie  takie 
same,  oczywiście.  Nikt  nie  mógł  zastąpić  Lacey.  Ale  odnalazła  bratnie 
dusze  w  Cyn  i  Sarze,  które  były  jedynymi  kobietami  na  świecie,  a 
przynajmniej  na  tej  półkuli,  które  mogły  zrozumieć,  co  znaczyło  bycie 
partnerką dla potężnego wampira. 

background image

Marlon  ruszył  za  nią,  gdy  przebierała  stosy  spódnic,  czekając 

cierpliwie, aż wybrała właściwy rozmiar. Złapała kilka innych w różnych 
stylach,  na  wszelki  wypadek.  I  zatrzymała  się  przy  stole  wypełnionym 
swetrami,  myśląc,  że  może  lepiej  będą  pasować  niż  jedwabna  bluzka, 
zwłaszcza  o  tej  porze  roku.  Marlon  nic  nie  mówił,  jego  wzrok 
przeczesywał  mały  sklepik,  trzymając  wszystkich  na  odległość  swoim 
wzrostem  i  wyglądem.  To  była  z  pewnością  niezamierzona  korzyść  z 
robienia  zakupów  w  towarzystwie  trzech  ochroniarzy.  Nikt,  nawet 

skupieni na wyprzedażach ludzie, nie przeszkadzali im. 

Emma  wzięła  kilka  nowych  sztuk  i  ruszyła  z  powrotem  do 

przymierzalni, zostawiając Marlona na straży z innymi, podczas, gdy ona 
w  końcu  wróciła  do  wielkiej  przymierzalni  na  końcu.  Nasłuchiwała, 
spodziewając się usłyszeć głosy Cyn i Sary podążając krótkim korytarzem. 
Cały  dzień  paplały.  Sarah  była  tak  podekscytowana  swoim  ślubem,  co 
było  bardzo  słodkie.  Ale  obie  były  niespodziewanie  cicho,  więc  Emma 

zachmurzyła się i pchnęła drzwi znajdując... pusty pokój. 

Przez  chwilę  patrzyła  pustym  wzrokiem,  a  potem  machinalnie 

wyszła i sprawdziła dla pewności czy wybrała właściwą przymierzalnię. 

- Cyn? – zawołała. - Sarah? 

Wchodząc  z  powrotem  do  środka,  zobaczyła,  że  to  zdecydowanie 

właściwa przymierzalnia. Obie kobiety zostawiły swoje torebki i płaszcze, 
i leżał tam sweter Cyn, który miała na sobie wychodząc tego ranka. 

Prawie upadła, gdy ogarnęło ją przerażenie, jej serce zaczęło walić 

szybko i mocno. 

- Marlon! 

Wróciła  do  krótkiego  korytarza,  wybiegając  za  róg  do  wyjścia  i 

prawie uderzając w swojego ochroniarza. 

background image

-  Zniknęły!  -  krzyknęła  drżącym  głosem.  -  Cyn  i  Sarah...  -  nie 

mogła  dobyć  słów,  zanim  Marlon  nie  złapał  jej,  a  dwaj  pozostali  ruszyli 
obok nich. 

-  Marlon  - powiedziała,  szarpiąc się  w  jego  uścisku. -  Puść  mnie, 

muszę zobaczyć. 

- Poczekaj - warknął. 

- Mogę pomóc! Proszę! 

Klnąc  cicho,  wciągnął  ją  do  pustej  przymierzalni,  trzymając  ją 

jednym  ramieniem  tak  mocno,  że  ledwie  dotykała  stopami  podłogi. 
Robbie  i  Eddie  wpadali  od  jednego  pokoju  do  drugiego,  trzaskając 
drzwiami. 

- Boże dopomóż, Cyn - mamrotał Robbie. - Jeżeli to jakiś żart… 

Ruszył z powrotem do wyjścia, najwyraźniej myśląc, że Cyn mogła 

prześliznąć  się  jakoś  obok  niego,  aczkolwiek  Emma  wiedziała,  że  to 

niemożliwe.  Coś  się  stało.  Coś  złego.  A  ona  nie  mogła  tego  znieść.  Nie 
ponownie. 

W chwili, gdy Robbie wrócił spojrzał na Emmę jak bóg zemsty. 

- Czy to żart? - domagał się stojąc nad nią. 

-  Spokój,  koleś  -  ostrzegł  go  Marlon,  odwracając  się  tak,  by 

zasłonić Emmę swoim ciałem. 

- W porządku - zapewniła go Emma. Wyszła zza niego i spojrzała 

na Robbiego. - Jeżeli to żart, nikt mi o tym nie powiedział. Nie sądzę, aby 
Cyn mogła zrobić coś takiego, prawda? 

Zacisnął zęby. 

-  Nie.  Do  diabła,  nie.  Więc,  gdzie  do  diabła...  -  nagle  rozległ  się 

trzask i Eddie krzyknął. - Spójrzcie na to! 

background image

Ruszyli  z  powrotem  do  przymierzalni,  gdzie  Emma  stanęła  w 

szoku.  Eddie  odsunął  wielkie  lustro,  za  którym  była  kamera.  A  nawet 
więcej, bo trzask pochodził od Eddiego, który otwierał coś, co wyglądało 
jak  cienkie  drzwi.  Przechylał  się  do  środka  pół  otwartych  drzwi,  które 
mogły służyć pracownikom. 

Emma pomyślała o Sarze i Cyn rozbierających się przed lustrem i 

chciało jej się wymiotować. A potem zaczęła zastanawiać się, czego ktoś 
mógł  chcieć  od  dwóch  bezbronnych  kobiet  -  bo  wiedziała,  że  teraz  były 

bezbronne,  nie  znała  dobrze  Sary,  ale  wiedziała,  że  nie  było  mowy,  aby 
Cyn dała porwać się bez słowa. Ktokolwiek to zrobił, użył siły, tak, że Cyn 
nie miała szans krzyknąć, lub walczyć. A Emma nie chciała myśleć, jakie 
wobec tego były zamiary porywaczy. 

Robbie rozpiął kamerę i podał ją Eddiemu, odsunął urządzenia na 

bok  robiąc  sobie  wejście.  Ledwie  mieścił  się  w  wąskim  przejściu,  ale 
przecisnął się, a potem zniknął na kilka minut. Kiedy wrócił, otrzepywał 

ubranie z kurzu z bardzo poważnym wyrazem twarzy. 

- Przejście - powiedział z obrzydzeniem i wskazał na cienkie drzwi 

tłumacząc, dokąd prowadzą. - Prowadzą wzdłuż tego korytarza do klatki 
schodowej,  która  wychodzi  na  ulicę.  Pewnie  mieli  czekający  tam 
samochód. Musiał być więcej niż jeden, aby zabrać obie kobiety na raz. A 
Cyn  jest  tygrysicą.  Nie  poszłaby  łatwo  -  dodał,  nieświadomie 
wypowiadając to, co myślała wcześniej Emma. 

-  Nie  usłyszałem  nawet  pisku  żadnej  z  nich  -  dodał  Ed.  -  Sarah 

może nie walczy, ale wie jak krzyczeć. Albo zostały zaskoczone, albo jakoś 
pozbawione świadomości. 

-  Kurwa!  -  zaklął  Robbie,  a  potem  zaczął  przeszukiwać  rzeczy, 

które kobiety po sobie zostawiły. - Komórki – powiedział. - Jeżeli miałyby 

background image

swoje...  kurwa!  -  znowu  zaklął.  Trzymał  w  ręku  telefon,  który  Emma 
wiedziała, że należał do Cyn. - Ed? 

Ed  trzymał  w  jednym  ręku  płaszcz  Sary  i  klepał  po  kieszeniach. 

Zamarł, a potem sięgnął do kieszeni. 

- Sary - powiedział ponuro. 

Robbie  kopnął  zajadle  połamane  drzwi,  niszcząc  to,  co  zostało  z 

przejścia.  Nie  tracił  już  czasu,  ruszył  korytarzem,  z  Emmą  za  sobą  i 

Marlonem, który trzymał ją warcząc z tyłu. Ed przecisnął się koło nich tak 
zasłaniając  wszystko,  że  Emma  nic  nie  widziała  wpadając  na  plecy  Eda, 
gdy zatrzymał się nagle. 

- Tędy wyszli - usłyszała jak mówi Robbie, a potem otworzyły się 

drzwi. Zimny wiatr wtargnął do wąskiego korytarza niosąc ze sobą zapach 
benzyny i śmieci. Drzwi zamknęły się, a oni ruszyli dalej. 

Korytarz rozszerzył się i stał się jaśniejszy. 

-  Biuro  ochrony  -  wymamrotał  Robbie.  -  Sukinsyn.  To  ma  sens. 

Która godzina? - zapytał bez emocji. 

- Prawie czwarta - odpowiedział Ed. 

- O której słońce tutaj zachodzi? Koło szóstej? 

- Siódmej, robi się ciemno. 

- Okay, to nam daje trzy godziny, aby je obie znaleźć zanim nastąpi 

katastrofa. Jakieś pomysły? 

-  Spójrzmy  na  to  z  logicznego  punktu  widzenia  -  powiedziała 

Emma,  czując  niespodziewany  spokój,  gdy  minął  pierwszy  przypływ 
paniki. Pozostali trzej mężczyźni natomiast patrzyli na nią jakby straciła 
rozum.  Spojrzała  na  nich  z  niecierpliwością.  -  Cóż,  lepsze  to,  niż 

background image

rozrzucanie  dookoła  ubrań  i  jęczenie!    -  warknęła.  No  dobra,  może  nie 
była taka spokojna. 

- W porządku - powiedział Robbie. - Pomyśl logicznie za nas. 

- Okay - Emma wciągnęła powietrze i wypuściła je. - Po pierwsze, 

ktokolwiek  to  zrobił,  nie  wiedział,  kogo  porywa.  To...  -  wskazała  na 
rozmontowaną kamerę i zniszczone drzwi - było tu jakiś czas... pieprzeni 
perwersi - dodała zajadle. - W każdym razie, nie mogli mieć na celu nas 

trzech. Nie było sposobu, abyśmy weszły do tej konkretnie przymierzalni, 
gdy pozostałe były puste. Więc to przestępstwo z okazji. Nie mówię, że nie 
planowali  tego  w  końcu  zrobić,  ale  niekoniecznie  dzisiaj i  nie  specjalnie 
Cyn i Sarę. Zgadzacie się ze mną dotąd? - Ed i Marlon pokiwali, podczas, 
gdy Robbie machnął ponaglająco rękę. Zegar tykał. 

-  Więc.  To  butik.  Większość  rzeczy  markowych.  To  oznacza 

pieniądze i w to celowali. Obserwowali bogate kobity i czekali na okazję, 
aby porwać jedną, może dwie i domagać się okupu. 

-  Okay.  Sądzę,  że  masz  rację.  W  czym  nam  to  pomoże?  - 

powiedział niecierpliwie Robbie. 

- Cóż, po pierwsze, to znaczy, że ich nie skrzywdzą. 

- To wcale tego nie oznacza - warknął Robbie. - To tylko znaczy, że 

ich od razu nie zabiją. Potrzebują ich żywych, aby mieć dowód. To wcale 
nie  znaczy,  że  ich  nie  skrzywdzą,  nie...  -  Robbie  zamknął  się,  zaciskając 

mocno zęby w widocznym gniewie czy strachu... może jednym i drugim. - 
Ale w jednym masz rację - powiedział w końcu. - Te dupki nie wiedzą, z 
kim zadarli. 

Emma  zamrugała  na  myśl  o  porywaczach,  którzy  mogli  już  robić 

straszne rzeczy Cyn i Sarze. Pewnie były śmiertelnie przerażone. 

 

background image

***** 

 

- Sukinsyn - krzyknęła Sarah. Uderzała twardymi obcasami butów 

w  drzwi  ich  więzienia.  Słyszała  ich  głosy,  zwierzęcy  śmiech  dwóch 
idiotów,  którzy  porwali  ją  i  Cyn.  Nie  mieli  pojęcia,  z  kim  mają  do 
czynienia.  Jej  ślub  był  jutro  i  będzie  przeklęta,  jeżeli  dwóch  idiotów  to 
spieprzy. 

Obok  niej,  Cyn  zajęczała  cicho  po  raz  pierwszy,  od  kiedy  zostały 

porwane. 

- Cyn! - syknęła Sarah, wdzięczna, że jej przyjaciółka wreszcie się 

budziła. Już zaczynała się martwić. Uderzyli Cyn całkiem mocno, gdy je 
wyciągali  przez  tajne  drzwi.  Pieprzeni  perwersi.  Zadrżała,  myśląc  o 
podglądaczach, gdy one się przebierały. 

Cyn  znów  jęknęła,  głośniej,  potem  przekręciła  się,  a  jej  związane 

ręce próbowały dosięgnąć głowy, gdzie Sarah widziała wielkiego guza pod 
ciemnymi włosami. 

- Cyn? - powiedziała znowu. - Wszystko w porządku, kochanie? 

Powieki  Cyn  zadrżały.  Otworzyła  oczy  odrobinę,  patrząc  na 

siedzącą  obok  Sarę,  ze  związanymi  z  tyłu  rękami,  związanymi  nogami, 
opartą o ścianę. 

-  Żartujesz  sobie  ze  mnie  -  wymamrotała  Cyn  i  znowu  zamknęła 

oczy. Trzymała je zamknięte przez minutę, potem otworzyła je z jękiem. 

- Cholera. Miałam nadzieję, że jestem pijana i mam halucynacje - 

Sarah roześmiała się słabo. 

- Nie, przykro mi. To prawda. Jak twoja głowa? 

- Powiem ci, jak usiądę. 

background image

Cyn uniosła się do pozycji siedzącej, co było trudne ze związanymi 

rękami  i  nogami,  tak  jak  u  Sary.  Oparła  się  wolno  o  ścianę,  oddychając 
ciężko. 

- Więc - powiedziała - ten cały bajzel za lustrem... to była prawda? 

- Taa. 

Cyn myślała przez chwilę. 

- Pieprzone perwersy. 

- To samo powiedziałam. 

- Twój ślub jest jutro. 

- Wiem - powiedziała zgodnie Sarah. 

- A my musimy się stąd wydostać do zachodu słońca. 

- Nie gadaj. Chłopcy oszaleją. 

Cyn parsknęła. 

- Można tak powiedzieć. 

- Cyn. 

- Taa. 

-  Czy  powinnyśmy  być  bardziej  zmartwione?  To  znaczy...  Nie 

jestem wcale przestraszona. Czy mamy się bać? 

-  Niee.  Po  pierwsze,  nie  jesteśmy  bezradne.  Wydostaniemy  się 

stąd. Po drugie, nie znam twojego Eda, ale Robbie przewróci to miasto do 
góry  nogami  szukając  nas,  i  totalnie  mu  ufam.  A,  w  końcu,  to  jest 
naprawdę  ważne,  ty  i  ja  jesteśmy  partnerkami  dwóch  najgroźniejszych 
wampirów na planecie. Gdy tylko zajdzie słońce zrobią z tego gównianego 
miejsca  jatkę  i  urwą  głowy  tym  dupkom.  Jeżeli  wciąż  tu  będziemy, 
oczywiście. Ale nie będziemy. 

background image

- Przede wszystkim musimy się stąd wydostać. Raj będzie musiał 

dostosować się, jeżeli się obudzi, a ja znów będę porwana. 

- Nawet nie mów - zgodziła się ponuro Cyn. - Do diabła, jeżeli Raj 

jest podobny do Raphaela, żadna z nas nie zobaczy słońca przez całe lata. 
Może nawet dekady. - Sarah pokiwała zgodnie. 

- I to zupełnie zrujnuje mój ślub. 

- I to jest numer jeden z powodów, dlaczego to się nie zdarzy. Nie 

zadzierasz z kobietą w dniu jej ślubu. Więc, ruszajmy się. 

Cyn  zacisnęła  zęby  na  ogromny  ból  głowy  i  odepchnęła  się  od 

ściany,  klękając  na  brudnym  dywanie,  aż  jej  stopy  znalazły  się  przy 
rękach Sary. Sarah patrzyła na nią ze zdumieniem, ale Cyn uśmiechnęła 
się do niej szeroko. 

- Włóż rękę do mojego buta, dziewczynko - powiedziała do Sary. - 

Mam coś dla ciebie. 

- Coś większego niż łapka?  - Sarah przesuwała się, aż przekręciła 

swoje  związane  ręce  w  dziwną  pozycję,  która  pozwalała  wsunąć  palce  w 
cholewkę buta Cyn. - Ooo, twarde. 

Odsunęła ręce, a potem odkręciła je patrząc na znalezisko. To był 

mały, składany nóż, stalowy z perłową rączką. 

Sarah zachmurzyła się. 

- Ładny, ale spodziewałam się czegoś większego. 

Cyn roześmiała się. 

- Podaj. Może jest mały, ale poręczny. 

Wzięła  nóż  i  obracała  go,  aż  poczuła  guzik  pod  ozdobną  rączką. 

Nacisnęła  go  i  poczuła  jak  wysuwa  się  ostrze  z  prawie  bezgłośnym 
świstem. 

background image

-  To  sprężynowiec!  -  syknęła  podekscytowana  Sarah.  -  Nie 

wiedziałam, że nosisz taki! 

- To długa historia. Powiedzmy po prostu, że odkryłam, że są takie 

chwile, kiedy dziewczyna musi mieć w swoim bucie nóż. 

Cyn  skupiała  się,  gdy  manewrowała  ostrzem  między  swoimi 

rękami.  Dzięki  Bogu,  że  ci  frajerzy  używali  plastykowych  linek.  Pewnie 
myśleli,  że  są  telewizyjnymi  gliniarzami.  Idioci.  Mogłoby  być  gorzej, 

gdyby  używali  więzów,  a  nawet  jeszcze  gorzej  przy  taśmie.  Wiedziała  z 
doświadczenia,  że  srebrna  taśma  wymagała  więcej  wysiłku,  aby  ją 
przeciąć,  zwłaszcza,  gdy  była  na  nadgarstkach.  Ostrze  było  ostre.  Ale 
mogło zająć Cyn dużo więcej czasu, aby się uwolnić i kosztowałoby kilka 
kropel  krwi.  A  Raphael  i  tak  będzie  wkurzony,  gdy  to  się  skończy.  Nie 
potrzebowała dodatkowo utraty krwi do jego listy pretensji. 

Sarah  ucichła,  gdy  Cyn  pracowała,  ale  Cyn  czuła  jak  jej 

przyjaciółka przygląda się jej. 

Przedstawiła Sarze optymistyczną wersję ich tarapatów, nie chcąc 

jej  martwić  i  wkurzać  Raja.  Ponieważ  jeżeli  Raj  będzie  wkurzony  to  i 
Raphael będzie wkurzony, a tego nie potrzebował. Nie po tym, jak prawie 
stracił  Cyn  nie  tak  dawno  temu.  Nie  potrzebowała  Duncana  mówiącego 
jej,  jak  bardzo  to  wstrząsnęło  Raphaelem,  gdy  Cyn  prawie  umarła. 
Połączenie  partnerskie  między  nimi  było  potężną  rzeczą  i  miało  kilka 
tajemnic. 

A mówiąc o Duncanie, gdzie była Emma? Wyszła z przymierzalni, 

gdy  uderzyli  porywacze.  Cała  nadzieja  w  tym,  że  udało  jej  się  uniknąć 
takiego losu. To była dobra i zła wiadomość. Dobra, ponieważ Emma była 
bezpieczna,  a  zła,  ponieważ  jej  ochroniarz  natychmiast  dostarczy  ją  do 
Duncana,  a  Duncan  zatrzymał  się  w  domu  Raphaela.  Cyn  westchnęła. 
Sama  się  oszukiwała.  Nieważne  jak  bardzo  będzie  się  uspokajać, 

background image

nieważne  ile  włoży  wysiłku  w  utrzymanie  swojego  połączenia  z 
Raphaelem  na  zasadzie  „nie  martw  się  o  mnie”,  on  będzie  wiedział 
dokładnie  o  co  chodzi.  I  nie  będzie  potrzebował  pomocy  Duncana  czy 
Raja,  aby  mu  powiedzieli.  Więc,  Cyn  musiała  się  upewnić,  że  wróci  do 
domu zanim on obudzi się, albo naprawdę zacznie się zadyma. 

Grube,  plastykowe  więzy  poddały  się  tak  nagle,  że  Cyn  prawie 

przecięła  sobie  ramię.  Potrząsnęła  szybko  ramionami,  pocierając 
nadgarstki i zaczęła pracować nad więzami Sary. 

-  Założę  się,  że  będą  zaskoczeni  -  wymamrotała  Sarah.  -  Nie 

przyszło wam do głowy, że uciekniemy, dupki? 

-  Myślę,  że  myślenie  ich  nie  dotyczy.  Jesteś  pewna,  że  są  tam?  - 

Cyn wskazała głową pokój obok, a potem skrzywiła się. 

-  Cholera-  powiedziała,  zamykając  szybko  oczy.  -  Przypomnij  mi, 

aby tak nie robić. 

Pochyliła  się  ostrożnie  i  znów  zaczęła  ciąć  więzy  Sary  na 

nadgarstkach. 

- Taa, słyszałam jak wcześniej się kłócili, a teraz oglądają Maury, 

jak  sądzę.  Coś  o  matce  i  dwóch  potencjalnych  ojcach  -  nadgarstki  Sary 
były wolne i pocierała je delikatnie, gdy Cyn uwalniała najpierw swoje, a 
potem jej kostki. 

- Jest ich tylko dwóch? - sprawdzała Cyn. 

- Tylko tylu widziałam w sklepie, a potem po drodze, nie słyszałam 

nikogo innego. 

- Widziałaś jakąś broń, gdy nas porywali? 

- Jeden pistolet. Uderzyli cię nim w głowę, a potem wycelowali we 

mnie.  Czuję  się  trochę  urażona,  że  najwyraźniej  uważali  ciebie  za 
groźniejszą. 

background image

- Tylko taką mieli okazję, kochanie  - powiedziała Cyn. - Pierwsza 

ich zobaczyłam. 

- Może. Dupki. 

-  Najważniejsze,  aby  się  stąd  wydostać  zanim  zrujnują  twój  ślub, 

zgadzasz się? 

- Jak cholera. Pieprzone dupki. 

Cyn uśmiechnęła się. 

- W porządku. Plan. Ty tu zostaniesz… - spojrzała ostrzegawczo na 

Sarę,  gdy  otwierała  usta  w  proteście.  -  Saro,  kocham  cię  jak  siostrę,  ale 
walka wręcz nie jest twoją mocną stroną. Poza tym, jesteś panną młodą, a 
ja tylko druhną. Jeżeli zarobię siniaka czy dwa, nikt nie zauważy. Jeżeli ty 
je będziesz mieć, wszyscy zauważą i pomyślą źle o Raju. Chcesz tego? 

- Raj nigdy by... - Sarah zaprotestowała głośno, aż Cyn ją uciszyła. 

- Oczywiście, że nie. I większość ludzi na ślubie, - który odbędzie 

się  jutro  wieczorem  i  będzie  piękny,  -  już  to  wie.  Ale  zawsze  są 
zazdrośnicy,  szukający  dziury  w  całym.  Czy  chcesz  dać  tym  gnojkom 
satysfakcję? 

-  Masz  rację  -  zgodziła  się  Sarah.  -  Musieliśmy  zaprosić  kilku 

wspólników  Raja  -  powiedziała  to  jakby  byli  czymś  odrażającym.  - 
Wampirów w większości. Lizusów. 

-  Grzeczna  dziewczynka.  Teraz  nie  mamy  czasu  do  stracenia. 

Zamierzam  poczekać,  aż  publiczność  tam  zacznie  krzyczeć,  a  potem 
ostrożnie otworzę drzwi, aby się rozejrzeć. 

Przerwała,  gdy  nagle  uderzyła  ją  okropna  myśl.  A  co,  jeśli  drzwi 

były  zamknięte  na  klucz?  Wzięła  wdech,  aby  zapytać  Sarę,  czy  słyszała 
zamykanie  na  klucz,  a  szybko  się  rozmyśliła.  Tanie  drzwi  miały  tanie 

background image

wzmocnienie  i  nie  miały  zamków.  Dzięki  Bogu  za  niekompetentnych 
porywaczy. 

- Okay - nadal mówiła do Sary. - Gdy już się upewnię, że są zajęci, 

prześliznę się po podłodze. 

- A potem? 

-  A  potem  będę  miała  nadzieję,  że  są  tak  zajęci  ojcowskim 

dramatem  u  Maury,  że  zostawili  gdzieś  leżącą  broń.  To,  albo  będę 

musiała komuś poderżnąć gardło, a naprawdę lubię ten sweter. 

- To jest ładny sweter. 

Rozległy  się  głośne  okrzyki  z  telewizora  w  pokoju  obok  i  Cyn 

nasłuchiwała uważnie. 

-  To  jest  to.  Usiądź  i  spróbuj  się  nie  martwić.  Stres  źle  działa  na 

twoją skórę. 

 

 

***** 

 

 

-  Pracowali  dla  ochrony  -  powiedział  Ed,  jego  obrzydzenie  było 

oczywiste,  gdy  patrzył  na  monitor,  który  pokazywał  przymierzalnię,  w 

której  wcześniej  były  kobiety.  -  Można  by  pomyśleć,  że  miejsce  jak  to 
mogłoby dobierać ludzi na ochroniarzy. 

- Może to ich pierwszy raz - nieobecnie stwierdziła Emma, siadając 

przy biurku i grzebiąc w papierach. 

- Co robisz, Emmo? - zapytał Marlon. 

background image

-  Założę  się,  że  wydział  ochrony  ma  dostęp  do  informacji 

personalnych  o  każdym  pracowniku.  Gdybyśmy  mogli  ustalić,  kto  miał 
dzisiaj służbę może moglibyśmy... Ach, tutaj. 

- Rozkład pracy - powiedział Robbie, czytając przez jej ramię. - Na 

liście  jest…,  tu,  jesteśmy  na  drugim  piętrze.  Drugie  piętro,  stacja 
nagrywania, to jest to miejsce. 

-  Racja  -  wymamrotała  Emma.  -  Napisane  jest,  że  Ryan  i,  co  to 

jest? Galarza. Ktokolwiek to pisał ma okropny charakter pisma. 

-  Jak  dla  mnie  wygląda  na  Galarza,  a  to  zdecydowanie  Ryan, 

więc… 

-  Więc,  teraz  szukam...  przerwała  Emma  przysuwając  się  do 

klawiatury komputera. - Szukamy... hmm, to wygląda obiecująco. 

Kliknęła kilkoma klawiszami i myszką. 

- I... voila! Francis Anthony Ryan, zwany Frankie. 

Wszyscy  patrzyli  na  zdjęcie  mężczyzny,  który  pewnie 

przetrzymywał Cyn i Sarę w tej chwili. 

- Biedny gnojek - wymamrotał Robbie. 

 

 

***** 

 

 

Cyn otworzyła drzwi, nasłuchując. Przedstawienie Maury trwało w 

pełni, z krzyczącą publicznością, podczas, gdy osoby na scenie kłóciły się 
ze  sobą.  Popchnęła  drzwi  wyglądając  na  mały,  ciemny  pokój.  Pierwszą 

background image

rzeczą,  którą  zobaczyła  była  kanapa,  która  wyglądała  jakby  należała  do 
czyjejś  zmarłej  babci.  Kiedyś  była  welwetowa,  ale  teraz  była  zupełnie 
wytarta,  pozostawiając  wielkie  różowe  place  w  materiale.  Nawet,  kiedy 
była nowa, musiała być okropna. 

Niedobrze, że zostały porwane, ale mogły chociaż zostać porwane 

przez kogoś z dobrym gustem. 

Cyn potrząsnęła milcząco głową próbując się skupić. Przeglądając 

pokój, skorzystała z okazji i otworzyła szerzej drzwi. Tam byli. Porywacze. 
Dwóch mężczyzn, jeden z brązowymi włosami, drugi z rudymi. Obaj byli 
krótko,  prawie  wojskowo  obcięci  i  nosili  brązowe  uniformy  z  krótkimi 
rękawami,  które  wydawały  się  znajome.  Byli  zwróceni  do  niej  plecami, 
siedząc  na  brzydkiej  kanapie  obok  siebie,  w  takiej  odległości,  że  nie 
wydawali  się  powiązani  seksualnie.  Byli  wpatrzeni  w  telewizor,  ale  nie 
byli skupieni na programie. Zajęci byli kłótnią, a ich słowa prawie ginęły 
w  odgłosach  programu.  Cyn  zamknęła  oczy,  próbując  wyodrębnić  ich 

słowa z ogólnego hałasu. 

- Jak, do cholery, weźmiemy pieniądze za te suki, jeżeli nawet nie 

wiemy, kim są? - nalegał ciemnowłosy. 

-  Hej,  to  nie  moja  wina,  że  zostawiły  swoje  torebki.  To  ty 

powiedziałeś,  że  nie  potrzebujemy  GPS-u  w  ich  komórkach  -  to  mówił 
rudowłosy. 

-  Taa,  Einsteinie,  w  komórkach  nie  w  torebkach.  Kurwa,  pewnie 

mają kilka tysięcy w gotówce na zakupy. A teraz nie mamy nic, bo nawet 
nie wiemy, kim są. 

- Dobra. Zapytajmy je. Pewnie chcą się stąd wydostać tak jak my - 

serce  Cyn  podskoczyło,  przestraszyła  się,  że  zechcą  wmaszerować  do 
pokoju,  gdzie  ona  i  Sarah  miały  przebywać  i  wywalić  ich  cały  plan 

background image

ucieczki  zanim  jeszcze  zaczęły.  Ale  obaj  nie  podnosili  swoich  tyłków  z 
kanapy. Ciemnowłosy pociągnął długi łyk piwa z butelki i powiedział. 

- Ta wyższa jeszcze się nie obudziła. Uderzyłem ją całkiem mocno. 

Możemy poczekać, aż będą obie. Może zagramy w dobrego i złego glinę. 

- Taa, albo weźmy tę z dużymi cyckami do drugiego pokoju, abym 

z niej coś wydobył. 

- Później, bracie. Odkryjmy najpierw, kim są, aby dostać okup. Jej 

rodzina  może  chcieć  z  nią  rozmawiać.  Możesz  z  nią  zrobić,  co  chcesz, 
potem. 

Rudowłosy zachmurzył się, ale skinął. 

- Taa, racja. 

Wydawało  się,  że  kłótnia  się  zakończyła,  gdy  obaj  mężczyźni 

pochylili się skupiając na telewizji, a Rudy zmienił kanał na sportowy. 

Cyn podjęła decyzję, teraz albo nigdy. Jeżeli będzie dłużej czekać, 

mogli  wrócić  do  pomysłu  sprawdzenia  swoich  porwanych  i  wszystko 
weźmie  w  łeb.  Teraz  był  czas  na  działanie.  Niestety,  to  znaczyło,  że 
musiała  pokonać  dwóch  młodych  i  zdrowych  mężczyzn,  a  przynajmniej 
jeden z nich był uzbrojony. Oraz, nie powiedziała tego Sarze, były szanse, 
że  miała  wstrząs  mózgu.  Jej  głowa  pulsowała  razem  z  sercem  i  fale 
mdłości nie pozwalały się jej skupić. 

Cyn  obejrzała  się  na  Sarę,  trzymając  palec  na  ustach,  aby  była 

cicho, gdy odchylała drzwi na tyle, aby móc się prześliznąć z łatwością. Z 
westchnieniem, przeszła przez drzwi do następnego pokoju, natychmiast 
zamykając drzwi za sobą.  

Mogło  przyjść  jednemu  z  nich  do  głowy,  aby  spojrzeć  i  zobaczyć 

otwarte drzwi. 

background image

Pozostawała  na  podłodze  tak  nisko,  jak  tylko  mogła,  idąc  na 

kolanach  i  wykorzystując  oparcie  kanapy  jako  ukrycia.  Mięśnie  jej  nóg 
krzyczały z wysiłku. Wciąż nie wróciły jej siły po jej prawie śmiertelnym 
doświadczeniu w lasach Seattle. Ćwiczyła na siłowni z Elke nocami, ale to 
wymagało  czasu,  aby  odbudować  siłę  mięśni,  nawet  przy  pomocy 
wampirzego uzdrawiania. 

Musiała zobaczyć, co to za broń. Albo przynajmniej, zobaczyć czy 

była  w  zasięgu  któregoś  z  mężczyzn.  Nie  miała  ochoty  ruszać  na  nich  z 

nożem, tylko po to, aby zobaczyć przed sobą pistolet. 

Cyn  wypuściła  cicho  powietrze,  gdy  dotarła  do  skraju  kanapy  na 

tyle,  aby  zobaczyć  ciemnowłosego  z  profilu.  Miał  zamknięte  oczy  i  był 
głęboko zanurzony w poduszkach kanapy, jakby spał. Kilka butelek piwa 
stało na stole obok. Oczywiście, patrząc na utrzymanie tego mieszkania, 
te  butelki  mogły  stać  tu  od  tygodni.  Wyglądał  na  śpiącego,  jego  pierś 
unosiła  się  wolno  i  opadała  w  jednostajnym  rytmie.  Widocznie,  to  była 

ciężka praca, aby porwać dwie kobiety z przebieralni. Sarah miała rację. 
To były dupki.  

Odstawiając  na  bok  gniew,  Cyn  ruszyła  odrobinę  do  przodu 

próbując  zobaczyć  rudowłosego.  Nie  spał,  ale  też  nie  był  czujny,  leżąc 
oglądał telewizję, wydając się zupełnie na luzie. Najwyraźniej myśleli, że 
ona  i  Sarah  są  związane  w  pokoju  obok  i  nie  przykładali  do  nich  wagi. 
Dużo  bardziej  zainteresował  Cyn  pistolet  leżący  na  stoliku  po  lewej.  To 

był  Sig  9mm,  i  Cyn  miała  nadzieję,  że  to  broń,  którą  widziała  Sarah, 
ponieważ bardzo chciała, aby to była jedyna broń. 

Podczas,  gdy  ona  naprężała  mięśnie,  próbując  dosięgnąć,  Rudy 

podniósł  lewą  rękę  i  zaczął  zmieniać kanały.  Widząc  okazję,  Cyn szybko 
wstała, przebiegła przez pokój w trzech szybkich ruchach i złapała broń ze 
stolika, odbezpieczając ją wyćwiczonym ruchem. Rudy zobaczył ją kątem 

background image

oka,  gdy  sięgała  po  broń.  Krzyknął  i  zrobił  ruch,  aby  samemu  złapać 
pistolet,  ale  Cyn  już  ją  miała  i  mierzyła  w  jego  serce,  gdzie,  jak  sadziła 
kilka dziur mogło dobrze wyglądać. Cofnęła się kilka kroków, pozostając 
poza zasięgiem Rudego i mieć w zasięgu obu mężczyzn. 

Rudy  krzykiem  obudził  swojego  partnera,  który skoczył  na  nogi i 

patrzył z niedowierzaniem na Cyn. 

- Co do kurwy, Frankie! Jak to się stało? 

-  Zamknij  się,  Ez  -  warknął  Rudy.  Zwrócił  swoją  uwagę  na  Cyn  i 

wygiął wargi z pogardą. 

-  Co  zamierzasz  zrobić,  kochanie?  Chcesz  mnie  zastrzelić?  Nie 

sądzę. 

Zrobił  pewny  krok  w  kierunku  Cyn,  wyciągając  rękę,  aby  wyjąć 

pistolet z jej niedoświadczonych rąk. 

Więc, Cyn strzeliła do niego. Upadł krzycząc, zginając nogę, która 

krwawiła. 

- Nic o mnie nie wiesz, gnojku - warknęła do niego. - Strzelałam do 

facetów,  których  lubiłam,  a  zapewniam  cię,  że  ciebie  nie  lubię.  Teraz, 
zamknij się, albo strzelę ci w coś, co nas pozbawi twojego marudzenia. 

Rudy  zamknął  usta  przed  krzykiem,  szlochając  tylko,  z  szeroko 

otwartymi  oczami.  Wilgotne  plamy  potu  pojawiły  się  na  brązowym 
kombinezonie, a Cyn poczuła smród strachu. Spojrzała na tego, którego 

Rudy wolał Ez. Trzymał ręce wysoko i wycofywał się, skupiając uwagę na 
pistolecie w jej ręku. 

- Stój gdzie jesteś – krzyknęła. - Masz jeszcze te plastykowe więzy? 

Skinął gwałtownie głową, nie spuszczając wzroku z pistoletu. 

- Gdzie są? 

background image

Jego spojrzenie szybko przesunęło się na jej twarz. 

- W mojej kieszeni - wydusił z siebie. Opuścił rękę do kieszeni, ale 

powstrzymał ją czekając na pozwolenie Cyn. 

-  Jakim  grzecznym  chłopcem  jesteś  -  powiedziała  cynicznie.  - 

Wyjmij je z kieszeni i połóż na stoliku. 

Ez  usłuchał  rzucając  wielki  zwój  plastikowych  więzów  obok 

butelek piwa. 

-  Okay  -  powiedziała  wycofując  się.  -  Wyciągnij  swojego  kumpla 

zza kanapy i zwiąż mu ręce z tyłu. Powoli. Chcę wszystko widzieć. 

Ruchy  Eza  przepełnione  były  strachem,  gdy  łapał  Rudego  za 

koszulę  i  przeciągał  go  dookoła  stołu  po  brudnym  dywanie  przed  Cyn. 
Ignorując jęki swojego kolegi, przekręcił go na brzuch i złapał jego ręce z 
tyłu, związując je szybkimi ruchami. 

-  Jak  dobrze  to  zrobiłeś  –  skomentowała.  -  Minąłeś  się  z 

powołaniem.  Co  to  było?  Policja  Wojskowa?  Zwiąż  też  jego  kostki  - 
dodała. 

Ez skinął. 

-  Dwie  tury  -  wymamrotał  ruszając  do  nóg  Rudego  i  używając 

plastykowych kajdanek związał jego kostki. 

- Szkoda, że nie będziesz mógł lepiej użyć swojego doświadczenia - 

powiedziała Cyn. - W porządku, usiądź na podłodze i zwiąż własne kostki, 

ścisło. A potem połóż twarz na dywanie obok swojego kumpla. 

Ez spojrzał na nią szacując, więc Cyn uśmiechnęła się. 

-  Wypróbuj  mnie  –  powiedziała.  -  Mam  przed  sobą  przeklęte 

wesele, a ty to schrzaniłeś. 

background image

Ez zacisnął usta i usiadł na podłodze i związał swoje kostki, potem 

odwrócił się kładąc brzuchem na podłodze. Bez mówienia skrzyżował ręce 
na plecach. 

- Saro! - zawołała Cyn. - Przyprowadź tu swój śliczny tyłeczek! 

- Cyn? powiedziała Sarah, otwierając ostrożnie drzwi i wyglądając. 

- Cyn! - krzyknęła i otworzyła szeroko drzwi. - Jesteś najlepsza! 

- Taa, cóż, nie było czasu na finezję. Przyjdź tu i pomóż mi z tym 

gównem.  -  Ez  podniósł  głowę,  gdy  Sarah  ruszyła  przez  pokój,  a  potem 
jęknął z bólu, gdy Cyn przygniotła go do podłogi całym ciężarem, wbijając 
mu kolano w żebra. - To nie jest mój pierwszy raz, dupku – wysyczała. - 
Saro, weź jeden z tych więzów ze stołu i zwiąż mu nadgarstki, tak jakbyś 
to robiła z kablem komputera. 

-  Okay  -  Sarah  podeszła  obok  brzydkiej  kanapy  i  wzięła  kilka 

plastykowych  więzów.  Zbladła  trochę,  gdy  spojrzała  na  Rudego  i  jego 

ranę  w  nodze.  -  Czy  to  poważne?  -  zapytała  zerkając  na  zakrwawione 
biodro mężczyzny. 

-  Nie  obchodzi  mnie  to  -  powiedziała  cierpliwie  Cyn,  trzymając 

wzrok i pistolet na tyle głowy Eza, wbijając kolano w jego plecy. - Teraz 
podejdź, zwiąż tego dupka. 

- Racja. Przepraszam. - Sarah pospieszyła unikając bałaganu obok 

Rudego. - Musisz się przesunąć, Cyn. Nie mogę sięgnąć do jego rąk. 

- Oczywiście, że możesz - odparła Cyn. - Po prostu złap je i unieś. 

- Ale czy to nie będzie boleć… 

- Boże, mam nadzieję, że będzie. 

- Jesteś taka zła - wymamrotała Sarah, gdy łapała grube nadgarstki 

Eza w swoje długie palce. Ez jęknął z bólu, a Sarah szarpnęła mocniej. 

background image

Cyn spojrzała na nią zaskoczona. 

- Musisz przyznać, Saro - powiedziała uśmiechając się. - Że cię to 

cieszy. 

Sarah wstała i cofnęła się patrząc na mężczyznę z obrzydzeniem. 

- Nie zadzieraj z kobietą w dniu jej ślubu. Więc, co teraz? 

- Teraz zadzwonię do Robbiego i sprawię mu radość. 

 

 

***** 

 

 

Robbie  rozmawiał  z  kontaktem  Eddiego  w  nowojorskiej  policji, 

gdy przyszło drugie połączenie. 

- Daj mi chwilę - powiedział i sprawdził identyfikację numeru, co 

powiedziało  mu,  że  dzwoni  do  niego  Frankie  Ryan.  Marszcząc  brwi, 
wrócił do swojego rozmówcy. - Może coś mam. Oddzwonię - powiedział 
szybko,  a  potem  przeszedł  za  róg,  gdzie  Eddie  rozmawiał  przez  swoją 
komórkę. 

- Mam połączenie od Ryana - powiedział, a potem odebrał. - Czego 

do kurwy chcesz? - warknął. 

- Robercie Shields! Czy tak odpowiadasz na telefon? 

- Cyn! Co do kurwy, kochanie, gdzie jesteś? 

- Jesteśmy w jakimś brzydkim mieszkaniu w środku niczego. 

- Gdzie Ryan? 

background image

- Frankie? Tutaj, przede mną. Trochę skapciały - Robbie roześmiał 

się z ulgą. - Cyn, złotko, jesteś cudem. Daj mi adres. 

- Okay, spójrzmy… - usłyszał głos Sary i darcie papieru, potem Cyn 

powiedziała. 

- To tu, Saro - zanim wróciła do telefonu. - Okay, gotowy, Robbie? 

Mam rachunek za prąd. 

Trzydzieści  minut  później,  Robbie  wyważał  drzwi,  potem  złapał 

Cyn i uścisnął ją podnosząc. 

- Żadnych więcej przymierzalni, Cyn, kochanie. Kupuj, co chcesz i 

przymierzaj w domu. Będę odnosił, jeżeli nie będą pasować. 

-  Też  cię  kocham  -  powiedziała  klepiąc  go  po  ramieniu.  -  Teraz 

mnie postaw zanim ci mili porywacze spróbują przerwać nasze spotkanie. 

Robbie  warknął  stawiając  Cyn  na  nogach  i  ruszając  do  Ezio 

Galarzy  i  Frankiego  Ryana,  którzy  leżeli  związani  jak  świnie.  Kopnął 

butem  w  Eza,  a  potem  pochylił  się,  aby  spojrzeć  na  krwawiącą  nogę 
Ryana. 

- Postrzeliłaś go? - zapytał Cyn. 

-  Dał  się  -  powiedziała  wzruszając  ramionami.  -  Co  mogłam 

poradzić? 

Robbie  zaśmiał  się  i  odwrócił  do  Eda,  który  odnajdując  Sarę  był 

bardziej powściągliwy. 

- Chcesz zadzwonić do chłopców Raja z tym? Muszę zabrać Cyn z 

powrotem do domu przed zmrokiem, a czas nam się kończy. 

Ed skinął. 

- Są już w drodze. Będą ich trzymać, aż Lord Rajmund zdecyduje, 

co z nimi zrobić. Jedziemy z Sarą do domu jak tylko tu dojadą  - jeszcze 

background image

nie  skończył  mówić,  gdy  rozbrzmiały  kroki  na  schodach  i  kilkunastu 
dziennych ochroniarzy Rajmunda wypełniło pokój. 

- W porządku - powiedział Robbie, biorąc delikatnie Cyn pod rękę. 

- Wychodzimy, kochanie. Pożegnaj się. 

-  Cyn  wyrwała  się  na  tyle,  aby  uścisnąć  Sarę,  która  już  była 

wypychana z mieszkania przez Eddiego, z parą ochroniarzy idących przed 
nimi. 

-  Nie  zapomnij,  Cyn  -  zawołała  Sarah,  gdy  szał  korytarzem.  - 

Potrzebuję  cię  w  penthouse’ie  jutro  o  czwartej,  abyś  pomogła  mi  się 
przygotować! 

- Będę - krzyknęła Cyn. Czekała aż Sarah zniknęła jej z oczu zanim 

oparła się ciężko na silnym ramieniu Robbiego. 

-  Wszystko  w  porządku,  kochanie?  -  wyszeptał  dotykając 

delikatnie palcami guza na jej głowie. 

-  Taa.  Tylko...  wykończona.  Muszę  wrócić  do  niego,  Robbie. 

Natychmiast. 

- To samo myślę. Kończmy z tym. 

 

 

***** 

 

 

Cyn ucałowała Robbiego w policzek i pospieszyła schodami domu 

Raphaela, doskonale świadoma brakujących do zachodu słońca minut. Za 
nią  Robbie  zamykał  drzwi  wejściowe  i  wprowadzał  resztę  z  załogi 
dziennej Raphaela w wypadki. 

background image

Cyn  poszła  schodami  na  drugie  piętro  i  na  podeście  znalazła 

czekającą na nią Emmę, opartą plecami o podwójne drzwi apartamentu, 
gdzie spał Duncan. 

-  Cyn  -  powiedziała  Emma  wymieniając  uściski.  -  Tak  się 

martwiłam. Chciałam z nimi iść, gdy zadzwoniłaś, ale znasz tych facetów. 
Nie  pozwolili  mi.  Robbie  zadzwonił  jak  tylko  cię  znalazł.  Wszystko  w 
porządku? Co ci się stało w głowę? 

-  W  porządku.  Mały  guz.  Będę  jutro  na  czas.  Emmo,  chciałabym 

pogadać, ale muszę dostać się do Raphaela. Zobaczymy się później.  

Cyn  weszła  do  apartamentu,  zdejmując  ubranie,  gdy  spieszyła 

przez  elegancki  pokój,  zdjęła  bieliznę,  gdy  otwierała  zamek  krypty. 
Poczekała,  aż  otworzyły  się  ciężkie  drzwi  i  weszła  pociągając  je  za  sobą, 
wstukała  kod  zabezpieczający,  a  potem  następny.  Poszła  od  razu  pod 
prysznic,  wrzucając  stanik  i  majtki  do  prania  i  wchodząc  pod  gorącą 
wodę. 

Musiała  zmyć  z  siebie  zapach  swojej  przeprawy,  dla  siebie  i  dla 

Raphaela. Nie można było ukryć tego, co się zdarzyło. Był na tyle potężny, 
że  śledził  jej  myśli  podczas  dnia.  Nie  tak  dawno  temu  używał  tej 
umiejętności,  aby  ją  uwieść,  kochając  się  z  nią  w  snach,  nawet,  gdy  nie 
było jego samego osobiście. Teraz, przeważnie robił to, aby wiedzieć jak 
spędziła  dzień.  Był  zaborczym  sukinsynem,  ale  to  przychodziło,  gdy  się 
jest Wampirzym Lordem, zwłaszcza tak potężnym jak Raphael. 

Silne  emocje  dzisiejszego  doświadczenia  gwarantowały,  że 

Raphael śledził ją. Próbowała, jak powiedziała Sarze, trzymać swój strach 
na wodzy, ale i tak tam były. 

Mimo jej przekonania, że znajdą sposób, aby uciec, mimo wiedzy, 

że w końcu Raphael ją znajdzie, była przerażona. A nic tak nie przyciągało 
uwagi Raphaela, jak zapach Cyn w niebezpieczeństwie. 

background image

Wyszła  spod  prysznica  i  szybko  wytarła  się  ręcznikiem,  potem 

złapała  drugi  ręcznik  i  wycisnęła  tyle  wody  ile  mogła  z  gęstych  włosów. 
Szybkie  suszenie  pozostałości  bez  modelowania,  tylko,  aby  wysuszyć.  A 
potem  wsunęła  się  do  łóżka  obok  Raphaela,  zwijając  się  u  jego  boku  i 
przerzucając  jedno  ramię  przez  jego  klatkę  piersiową,  kładąc  głowę  na 
jego szerokim ramieniu. 

Nie  sądziła,  że  zaśnie,  ale  odgłos  bicia  jego  serca  przy  jej  uchu, 

wolniejszy niż ludzki, jednostajny i przewidywalny uśpił ją… 

Tylko  po  to,  aby  za  godzinę  obudzić  się,  gdy  Raphael  zacisnął 

dookoła  niej  ramiona  i  przekręcił  ich  oboje  i  znalazła  się  pod  nim,  a  on 
patrzył  na  nią  w  przygaszonym  świetle.  Jego  oczy  strzelały  srebrnymi 
iskrami,  gdy  przyglądał  się  jej  twarzy,  a  jego  palce  delikatnie  gładziły 
skórę  dookoła  jej  guza.  Warknął  czując  zapach  jej  krwi  przy  zranieniu. 
Nie  było  duże,  tylko  mała  ranka,  gdy  uderzono  ją  pistoletem.  Jego 
eleganckie  palce  przesuwały  się  po  jej  twarzy,  gładząc  jej  powieki, 

policzki.  Pocałował  ją  lekko,  gdy  jego  inspekcja  podążała  w  dół 
przesuwając się na jej szyję, gdzie bił jej puls, ale z podniecenia, a nie ze 
strachu. 

Raphael nie skrzywdziłby jej. 

Zajęczała  cicho,  gdy  sięgnął  do  jej  piersi,  zatrzymując  się  przy 

każdym  sutku  w  jego  ustach,  jego  język  stanowił  torturę,  gdy  owijał  się 
delikatnie  na  jej  sutkach.  Zaprotestowała  słabo,  gdy  ruszył  dalej, 

pozostawiając  jej  piersi  wilgotne  od  pocałunków  i  pragnące  więcej.  Ale 
Raphael zignorował ją zwracając swoją uwagę na jej ramiona, jego język 
zanurzył się pod jej łokciem a potem przesunął do nadgarstków. Poczuła 
jego gniew, gdy odkrył ślady związania, gdzie plastykowe więzy otarły jej 
skórę  ponad  mocnym  pulsem,  a  jego  usta  uspokajały  ból  delikatnymi 

background image

pocałunkami.  Znów  warknął,  z  pożądania  tym  razem,  a  głęboki  dźwięk 
zabrzmiał w jej wnętrzu, gdy podjął pocałunki zmierzając w dół. 

Cyn wysapała jego imię. 

- Raphael - a on ułożył się między jej nogami, zmuszając, aby się 

rozdzieliły  przed  szerokością  jego  ramion,  gdy  całował  jej  biodra, 
drażniąc  jej  skórę  delikatnymi  ugryzieniami.  Czuła  ostrość  jego  zębów, 
gładkość  jego  kłów  i  drżała  z  pożądania.  Pochylił  się  nad  jej  żyłą,  a  ona 

pomyślała,  że  weźmie  jej  krew,  miała  nadzieję,  że  ją  weźmie,  miała 
nadzieję,  że  uwolni  ją  od  nieznośnego  napięcia  tej  podniecającej 
inspekcji. 

- Oh, Boże - wyszeptała, gdy ruszył dalej i używając swojego języka 

przesunął  po  jej  wargach  sromowych,  zanurzając  się  w  jej  płci  i 
przesuwając  nad  łechtaczką.  Zacisnęła  palce  w  jego  krótkich  włosach, 
pospieszając go. Potrzebowała jego fiuta wewnątrz siebie, potrzebowała, 
aby  okrył  ją  swoją  siłą.  Ale  nie  było  ważne,  czego  ona  chciała.  Raphael 

sprawdzał  każdy  cal  jej  ciała,  znacząc  ją,  aby  nie  było  żadnych 
wątpliwości. Należała do niego od chwili, gdy pierwszy raz jej dotknął. 

Cyn  zdusiła  okrzyk,  gdy  wsunął  ręce  pod  jej  pośladki  i  objął  je 

unosząc do swoich ust i przytrzymując otwartą dla niego. Jego język był 
czystą  torturą,  gdy  ją  nim  drażnił,  zanurzając  w  jej  cipce  jak  małego 
członka,  a  potem  zlizując  soki  jej  podniecenia  w  cichym  pomrukiem, 
jakby to była najsmakowitsza potrawa. 

- Raphael, proszę - błagała ściskając dłońmi swoje piersi, ocierając 

sutki,  desperacko  pragnąc  uwolnienia  napięcia  budującego  się  przez 
seksualne  tortury.  Raphael  tylko  rozszerzył  jej  uda,  a  jego  silne  palce 
rozchyliły wargi jej cipki, obnażając ją zupełnie przed nim. 

Potem  krzyknęła,  gdy  jego  zęby  nagle  zamknęły  się  na  jej 

łechtaczce,  gdy  jeden  z  jego  kłów  przebił  ten  wrażliwy  kłębek  nerwów. 

background image

Uniosła  plecy  znad  łóżka  wyginając się,  gdy  orgazm  przetaczał  się  przez 
jej ciało. Raphael ssał mocno jej łechtaczkę, a potem uniósł głowę, a jego 
oczy lśniły srebrem, gdy wzrokiem obejmował jej ciało. 

- Raphael - Cyn słyszała desperację w swoim głosie, widziała cień 

satysfakcji  w  jego  spojrzeniu,  gdy  uniósł  się  i  pokrył  jej  ciało.  Jego 
srebrzyste spojrzenie utkwione w jej oczach trzymało ją bez ruchu, a jej 
oddech  stał  się  szybkimi  spazmami,  aż  w  końcu,  w  końcu,  poczuła  jego 
biodra  między  swoimi,  poczuła  silne  pchnięcie  jego  fiuta,  grubego  i 

twardego, gdy się w niej zanurzył, rozciągając ją. 

Zaczął ją pieprzyć, jego biodra pracowały mocno, gdy wchodził w 

nią,  jego  pocałunki  zawładnęły  jej  ustami,  zębami  i  językiem,  jak 
spragniony człowiek, który nie mógł się nasycić. Cyn objęła rękami jego 
potężne  ramiona,  krzyżując  kostki  na  jego  plecach,  trzymając  go  tak 
mocno, gdy wciąż w nią uderzał. 

W końcu uniósł głowę, obdarzając jej usta ostatnim liźnięciem, aby 

podążyć  lekkimi  pocałunkami  na  jej  policzek,  wzdłuż  jej  szczęki,  zanim 
przycisnął kły do jej szyi. Serce Cyn przyspieszyło, każdy nerw w jej ciele 
drżał  w  oczekiwaniu  na  ostateczny  pocałunek  Wampirzego  Lorda. 
Zamknęła oczy, gdy jego kły zanurzyły się w jej szyi, jego ugryzienie było 
jak  stopione  srebro,  przelewające  się  przez  jej  krwioobieg,  krzykiem  w 
każdym calu jej ciała i nerwach z przeszywającym bólem zastępowanym 
przez niewyobrażalną przyjemność. Cyn krzyczała, gdy orgazm przetaczał 

się przez nią, ciało złapane w pułapkę, jej mięśnie zaciskały się na fiucie 
Raphaela,  aż  syknął  z  przyjemności  wciąż  ją  pieprząc,  gdy  jej  pochwa 
ściskała  go  mono,  pieszcząc  go,  pospieszając,  aby  dołączył  do  niej  w 
spełnieniu. 

background image

Raphael  warknął  i  pieprzył  ją  mocniej,  poruszając  się  szybciej, 

wchodząc głębiej, aż w końcu krzyknął triumfując, wypełniając ją gorącą 
falą swojego spełnienia. 

Cyn  leżąc  pod  Raphaelem  przyjęła  ochoczo  ciężar  jego  ciała, 

obejmując  wciąż  bezwładnie  jego  szyję,  gdy  jej  serce  wciąż  waliło,  a  jej 
mięśnie drżały w następstwie jej orgazmu. Pogładziła jedną ręką tył jego 
głowy i czekała. Wciąż się do niej nie odezwał, ale wiedziała, że był zły. 

Bał się o nią, wściekał się na myśl, że była w niebezpieczeństwie, a 

on nic nie mógł zrobić. Furia ich kochania się miała ją oznaczyć, upewnić, 
że  wciąż  do  niego  należy.  Cyn  rozumiała  jego  potrzebę,  tak  jak  sama 
potrzebowała  poczucia  jego  siły,  poczucia  bezpieczeństwa.  Nawet,  gdy 
była  związana  na  tej  brudnej  podłodze  w  małym  pokoju,  wiedziała,  że 
Raphael przyjdzie po nią, że jej uwięzienie nie będzie trwało dłużej niż do 
zachodu  słońca.  Ale  jedno  to  wiedzieć,  że  po  nią  przyjdzie,  a  drugie  to 
leżeć  pod  nim, gdy  ich  serca  wracały do  normalnego  rytmu,  a  ich  płuca 

przypominały sobie jak oddychać.  

Raphael uniósł lekko głowę i pocałował ją w usta. 

-  Skrzywdzili  cię?  -  zapytał  w  końcu  niepotrzebnie.  Nawet  bez 

wcześniejszej  inspekcji,  wiedział  wszystko,  co  jej  zrobiono.  Ale  musiał 
usłyszeć jak ona to mówi. 

- Nie - zapewniła go. - Nawet mnie nie dotknęli. 

Raphael uniósł sceptycznie brew i pogładził palcami jej znaczącego 

guza na głowie. 

- Cóż, nic poza tym, mam na myśli. Ochroniarz Sary - nazywa się 

Ed  -  zadzwonił  po  ludzkich  ochroniarzy  Rajmunda,  aby  przejęli  dwóch 
porywaczy,  przy  okazji.  Ale  zdaję  sobie  sprawę,  że  wiesz  to,  albo 
przynajmniej gdzieś czeka na ciebie ta informacja. 

background image

- Juro się nimi zajmuje. 

- Jak sądzę użyłeś swoich super zdolności Wampirzego Lorda, aby 

porozmawiać z Juro, co? - zagryzła usta żartobliwie. 

-  Masz  rację  -  powiedział  kwaśno.  -  Moje  super  zdolności 

Wampirzego Korda. Kim byli ci głupcy, którzy ośmielili się cię porwać? 

- Głupcy, to dobre słowo. Nawet nie wiedzieli, za kogo domagać się 

okupu - uśmiechnęła się chytrze. - Zapłaciłbyś, gdyby zadzwonili? 

Raphael rozważał to przez okropnie długą chwilę. 

-  Brakowałoby  mi  ciebie,  więc  pewnie  bym  zapłacił.  Oczywiście, 

gdyby byli rozsądni w swoich żądaniach. 

Cyn roześmiała się, a potem pochyliła się i pocałowała go mocno. 

Poczuła jak jego fiut zaczyna tężeć wewnątrz niej, a jej ciało odpowiada. 
Zaczął poruszać się wolno, ociężale, a Cyn westchnęła z zadowoleniem. 

- Żadnych więcej wycieczek na zakupy - warknął Raphael.  

- Ale gdzie będę kupować moje ubrania, moje buty? - zapytała Cyn 

wciąż grając. Nawet dla Raphaela nie zrezygnuje z zakupów. Uśmiechnęła 
się na tę myśl. 

- Rozumiem, że jest kanał nazywany Domowe Zakupy. Możesz tam 

kupować rzeczy - jej uśmiech zmienił się w przerażenie. 

- Ty chyba żartujesz. 

- Ubrania to ubrania, moja Cyn. Jakie to ma znaczenie? 

-  Oh,  proszę,  Panie  Szyte  na  Miarę  Garnitury  i  Trzystudolarowe 

Krawaty.  Doskonale  wiesz,  jakie  to  ma  znaczenie.  Poza  tym,  Robbie 
powiedział, że od teraz będzie ze mną wchodził do przymierzalni. 

Raphael zmrużył oczy. 

background image

-  Może  będziemy  musieli  znaleźć  dla  ciebie  kobietę  do  dziennej 

ochrony. 

- Wolę Robbiego. Zatrzymam go. Obiecał, że będzie się odwracał, 

gdy będę się przebierać. 

- Możliwe. Czy żałujesz anulowania waszego wieczoru rozpusty? 

- Rozpusty? Z tymi wszystkimi ochroniarzami dookoła? Poza tym, 

już czuję się rozpustnicą. 

Zadzwonił telefon Raphaela. Wyciągnął długie ramię i wziął go ze 

stolika zanim zadzwonił ponownie. 

-  Raport  -  powiedział  krótko.  Cyn  patrzyła  na  jego  twarz,  gdy 

słuchał  tego,  co  jak  sądziła  mówił  mu  Juro  o  szczegółach  jej  i  Sary 
wypadków.  Tylko  po  to,  aby  mu  utrudnić,  pociągnęła  palcami  po  jego 
muskularnych  plecach,  aż  po  jego  szczupłe  pośladki.  Ciemne  spojrzenie 
przesunęło się na nią i było w nim tyle żaru, że poczuła jak sama płonie. 

Jego  seksowne  usta  wygięły  się  w  uśmiechu  i  zaczął  się  w  niej 

poruszać, wsuwając wolno fiuta w jej śliską płeć wciąż trzymając telefon 
przy uchu. Cyn sapnęła i zagryzała wargę powstrzymując jęk pożądania, 
nawet, jeżeli Juro pewnie słyszał szelest pościeli. 

Cholerny wampirzy słuch. 

- Będę później. Wyślij raport na mój komputer, ale sam zadzwonię 

do  Rajmunda.  Jest  gdzieś  Duncan?  -  pochylił  się,  aby  pocałować  jej 

wargę.  -  Nie,  zadzwonię  do  niego.  W  moim  biurze  za  dwie  godziny  - 
rozłączył się i położył telefon z powrotem na stoliku. 

-  Dwie  godziny?  -  powtórzyła  niewinne  Cyn.  -  Masz  tylko  dwie 

godziny na rozpustę ze mną? - uśmiech Raphaela stał się ponury. 

- Sądzę, że to wystarczająco dużo czasu, moja Cyn. 

background image

***** 

 

Rajmund obudził się warcząc, a fala jego wściekłości przepływała 

po  jego  ludziach  jak  trzęsienie  ziemi,  budząc  tych,  którzy  jeszcze  spali  i 
podrywając  tych,  którzy  już  wstali  z  dziennego  snu.  Nie  potrzeba  było 
słów. Wszyscy od razu wiedzieli, co się wydarzyło i ruszyli do działania. 

Rajmund  wyskoczył  z  łóżka.  Nie  zawracał  sobie  głowy  ubraniem, 

ale złapał telefon i dzwonił do szefa swojej dziennej ochrony. 

-  Gdzie  ona  jest?  -  zażądał,  gdy  mężczyzna  odebrał.  Nawet 

słuchając  odpowiedzi  kręcił  głową.  Sarah  była  w  budynku  w  drodze  do 
windy.  -  W  moim  biurze  za  godzinę  i  chcę  szczegółów  -  warknął  i 
rozłączył się. 

Zatrzymał  się  tylko  na  tyle,  aby  złapać  parę  luźnych  spodni,  a 

potem  ruszył  do  salonu,  na  czas,  aby  zobaczyć  jak  otwierają  się  drzwi. 

Stała tam Sarah i jej ochroniarz, Ed, wielkolud za jej plecami, aczkolwiek 
nie przekroczył progu penthouse’u. Wszyscy wiedzieli, że Raj był bardzo 
czuły na punkcie tego, kto wchodził. Człowiek powiedział coś do Sary. Raj 
był zbyt skupiony na swojej partnerce, aby usłyszeć słowa. Ale cokolwiek 
to było, Sarah pomachała i skinęła, a potem zamknęły się drzwi i Sarah 
ruszyła w jego ramiona. 

Złapał ją, trzymając mocno, widząc swoim wewnętrznym zmysłem 

każdą  niegodziwość,  cały  strach,  jaki  jej  dotyczył,  gdy  została  porwana. 
Zaniósł  ją  do  ich  pokoju,  do  specjalnej  przestrzeni  przeznaczonej  do 
spania,  którą  zbudował  na  czas  jego  dziennego  snu.  To  było 
najbezpieczniejsze  miejsce  w  budynku,  a  on  potrzebował  teraz  tego 
bezpieczeństwa, potrzebował wiedzieć, że Sarah jest bezpieczna. 

background image

- Skrzywdzili cię? - zapytał Sarę. Mówiąc zdejmował z niej ubranie, 

czując potrzebę sprawdzenia samemu. 

- Nic mi nie jest, Raj, naprawdę - powiedziała uspokajająco. - Cyn 

tam  była  i  wciąż  mówiła,  że  wszystko  będzie  dobrze  -  zachichotała,  gdy 
położył  ją  na  plecach  zsuwając  jej  spodnie  z  bioder  i  odrzucając  je.  - 
Naprawdę,  Raj  –  powtarzała.  -  Wszystko  w  porządku.  Cyn  jest  ranna 
bardziej ode mnie, uderzyli ją w głowę. 

Raj  natychmiast  skupił  się  na  głowie  Sary,  jego  palce 

przeczesywały  jej  piękne  włosy  szukając  guzów.  Sarah  w  końcu  wzięła 
jego ręce i zmusiła go, aby na nią spojrzał. 

-  Wszystko  w  porządku  -  powiedziała  wolno.  -  Ledwie  mnie 

dotknęli.  Cyn  ich  obezwładniła,  a  ja  pomogłam  ich  związać.  Byłyśmy 
totalnie ostre. 

Raj  uśmiechnął  się,  a  potem  zdjął  spodnie  i  wyciągnął  się  obok 

niej, szybko obejmując jej biodro ręką i przyciągając ją pod siebie. 

-  Ostre,  co?  -  zapytał.  Całował  jej  powieki,  jej  usta  i  szyję,  gdzie 

zatrzymał się, aby wciągnąć jej zapach. Zadzwonił jego telefon i odebrał 
go. 

-  Rajmund  -  odpowiedział,  a  Sarah  spojrzała,  wiedząc,  że  tylko 

kilku  ludzi  mogło  bezpośrednio  do  niego  zadzwonić  poza  jego 
personelem,  a  on  nie  użyłby  swojego  imienia.  -  Moi  ludzie  zajmują  się 

tym  -  mówił  Raj.  -  Emelie  będzie  wkrótce  gotowa,  aby  poinformować 
Juro. 

-  To  był  Raphael  -  powiedział  jej,  usadawiając  się  między 

krągłościami  jej  małego  ciała.  -  Mam  spotkanie  z  nim  i  Duncanem  za 
dwie godziny. 

background image

- Też powinnam iść – powiedziała. - Nie widziałam Emmy, a Cyn... 

- Raj pocałował ją mocno, miażdżąc jej wargi swoimi, wsuwając język w 
jej  usta  spotykając  jej.  Kiedy  skończył,  Sarah  była  bez  tchu,  a  jej  palce 
zaciskały się na jego ramionach. 

-  Kobiet  tam  nie  będzie  -  powiedział  jej,  rozsuwając  jej  nogi  i 

ustawił swojego członka przy jej gorącym wejściu. - A ty - wsunął się cały 
jednym,  mocny  ruchem  -  zostaniesz  tutaj,  gdzie  wiem,  że  jesteś 
bezpieczna.  Żadnych  więcej  babskich  wieczorów,  kochanie.  Dopóki  nie 

dowiem się, co się stało dzisiaj. 

-  Ale,  Raj...  -  zaprotestowała  Sarah  bez  tchu  i  zaczęła  poruszać 

tyłkiem  unosząc  biodra,  aby  spotkać  go.  -  Ślub  jest  jutro,  nie  chcesz 
odwołać… 

- Saro - wyszeptał całując łzy zmartwienia z jej zamglonych oczu. - 

Pobierzemy  się  jutro.  Nic  tego  nie  zmieni.  Chcę,  aby  to  się  skończyło. 
Chcę,  aby  moja  Sarah  wróciła  do  normalności,  chcę  cię  w  moim  łóżku 

każdego  dnia  i  nocy, a  nie zakupów  z  twoimi  szalonym przyjaciółkami  i 
porywania. 

-  To  nie...  -  zajęczała,  gdy  uniósł  biodra  zmieniając  kąt,  tak  jak 

lubiła. 

-  To  nie  w  porządku  -  westchnęła,  ale  wiedział,  że  nie  to  chciała 

powiedzieć. 

- Pieprzyć to, kochanie. Jesteś moja i chcę, abyś była bezpieczna. 

Sarah skinęła  bez słowa,  zamykając  oczy, a  jej skóra  płonęła.  Raj 

czuł jej zbliżający się orgazm, czuł jej sutki przy swojej piersi, drżenie jej 
cipki na jego członku, gdy w nią wchodził, jedwab jej żaru, gdy zbliżała się 
do spełnienia. 

background image

Pochylił się do jej szyi zlizując słony pot z jej skóry, czując napicie 

jej skóry, drżenie mięśni jej szyi w oczekiwaniu na jego ugryzienie. 

- Do kogo należysz, Saro - wyszeptał przy jej skórze. - Powiedz to, 

kochanie. 

-  Do  ciebie,  Raj.  Należę  do  ciebie  -  powiedziała  pospiesznie,  gdy 

zbliżało się jej spełnienie. 

- Moja - warknął i zanurzył kły w soczystej żyle, ciepło popłynęło 

do  jego  ust,  gdy  wiła  się  pod  nim.  Jej  krzyki  przyjemności  odbijały  się 
echem  w  jego  głowie,  gdy  pił,  a  jego  członek  twardniał  pieprząc  ją  w 
zapamiętaniu,  gdy  zwijała  się  w  fali  orgazmu  przetaczającym  się  przez 
nią, aż w końcu jego głos dołączył do niej, gdy wpadł w ekstazę. 

 

 

***** 

 

 

Ślub  upłynął  bez  komplikacji.  Co  o  czymś  świadczyło,  jak 

pomyślała Cyn, rozglądając się dookoła i zauważając, że większość gości 
było  wampirami  włączając  Raphaela  i  Duncana.  Trzech  Wampirzych 
Lordów  w  jednym  pokoju,  razem  z  ochroniarzami  i  dodając  wampiry, 

które  miały  na  celu  świętowanie  tej  okazji…  cóż,  to  mogło  stać  się 
koszmarem.  Wampiry  źle  znosiły  towarzystwo.  Ale  dzisiaj  zachowywały 
się wzorowo. 

Stała z tyłu małej sali balowej i patrzyła na tłum czekając na swoją 

kolej. Emelie była już w drodze, elegancka jak modelka, idąc z wdziękiem 
do ołtarza. Za nią, organizator ślubu dawał Sarze ostatnie wskazówki. Cyn 

background image

rozejrzała  się  po  siedzącym  tłumie  i  uchwyciła  Raphaela.  Wyglądał 
doskonale  w  swoim  smokingu,  ale  przecież  Raphael  we  wszystkim 
wyglądał doskonale. Nadal było coś w jej osobistym Wampirzym Lordzie, 
w szytym na zamówienie smokingu, że jej hormony szalały. 

Uśmiechnęła  się  na  tę  myśl.  Jakby  ostrzeżony,  Raphael  odwrócił 

się  i  spojrzał  na  nią  podejrzliwie.  Był  taki  wrażliwy  od  czasu  porwania. 
Cały  „ty  kobieta,  ja  mężczyzna”.  Czy  raczej  powinno  być  „ja  wampir”, 
ponieważ emanował tak silną mocą, że nawet ona ją czuła. I, oczywiście, 

Rajmund  reagował  na  to  własną  mocą,  po  czym  przybył  Duncan  ze 
swoimi  falami,  więc  Cyn  zastanawiała  się,  czy  ktokolwiek  będzie  mógł 
stać  na  nogach  zanim  dojdą  do  stołu.  Trzej  Wampirzy  Lordowie  w  tym 
samym pokoju w dwadzieścia cztery godziny po porwaniu ich partnerek, 
ich  zagrożeniu,  i  przetrzymywaniu...  Wątpiła,  aby  kiedykolwiek  coś 
takiego się zdarzyło wcześniej. 

Ale  nie  doszło  do  nieszczęścia.  Ślub  Sary  był  w  każdym  calu  tak 

piękny  jak  chciała.  Mała  sala  balowa  była  fantazyjnie  przystrojona 
świeżymi  kwiatami  i  ozdobnymi  świecami.  Wampirzy  goście  byli 
przystojni  i  żywotni,  w  taki  sposób,  jak  tylko  wampiry  mogą,  a  ich 
partnerki i towarzysze piękni i zdrowi od dzielenia się wampirzą krwią. 

Cyn  usłyszała  jak  organizator  ślubu  szepcze  komendę  i  ruszyła 

wzdłuż  rzędu  ław.  Ona  i  Emelie  były  oficjalnymi  świadkami.  Dokładnie 
mówiąc,  Cyn  pełniła  funkcję  druhny,  a  Emelie  najlepszy  człowiek  Raja, 

chciała  założyć  piękną  suknię,  a  nie  męski  smoking,  a  żadna  z  nich  nie 
chciała  skończyć  w  jakimś  koszmarze  druhny.  Więc  tygodnie  wcześniej 
obie  wybrały  się  na  zakupy  -  udowodnić,  że  mogą,  w  rzeczywistości, 
zakupy na Manhattanie bez porwania. Obie były wysokie i szczupłe i obie 
nosiły  te  same  kolory.  Więc  wybrały  jedwabne  suknie  bez  rękawów,  co 
było  zrozumiałe  i  eleganckie.  Oczy  Raphaela  zalśniły  srebrem,  gdy  Cyn 

background image

ubrała  się  wcześniej,  więc  wiedziała,  że  dobrze  wygląda.  Wiedziała 
również,  że  nie  będzie  jej  miała  na  sobie  nawet  pięciu  minut,  gdy  już 
wrócą  to  domu  po  ślubie.  Raphael  będzie  ją  miał  nagą  w  łóżku  zanim 
jedwab opadnie na podłogę. Ale to było w porządku. Sukni potrzebowała 
tylko na jedną noc.  

Uśmiechnęła  się  do  Emelie,  gdy  podeszła  do  ołtarza.  Obie 

wyglądały  doskonale,  każda  niosła  pojedynczą  czerwoną  różę 
przewiązaną wstążką kontrastującą z czarnym jedwabiem. Był to ukłon w 

stronę gwiazdy tego wieczoru, panny młodej. 

Oczywiście, to był również ślub Raja, ale wszystkim było wiadome, 

że  to  dla  Sary,  że  Raj  chciał  ją  zadowolić.  To  nie  martwiło  w 
najmniejszym  stopniu  Cyn.  A  właściwie  to  było  raczej  słodkie,  że  Raj 
chciał to zrobić dla Sary. Powiedziała to nawet Raphaelowi, ale  zmierzył 
ją tylko spojrzeniem. Drażliwy temat. 

Muzyka się  zmieniła. Wszyscy drgnęli, a potem wstali, gdy Sarah 

pojawiła się w drzwiach. 

Jej widok był oszałamiający. Jej suknia również była bez rękawów 

jak  Cyn  i  Emelie,  ale  tu  kończyło  się  podobieństwo.  Kremowy  jedwab  i 
koronka, obejmował jej tułów i przylegał do jej kształtów, podkreślając jej 
wąską talię, a potem rozchodząc się na biodrach zanim opadał w dół do 
kolan  w  stylu  syreny,  delikatnymi  i  eleganckimi  zwojami  z  przodu 
krótszymi,  z  tyłu  dłuższymi.  Jej  rodzina  dawno  temu  zaprzestała 

kontaktów, aby być częścią jej życia, więc sama szła wzdłuż rzędów ławek, 
niosąc  długą  różę  w  kolorze  kremu.  Jej  włosy  zostały  upięte  na  czubku 
głowy, zwieszając się długimi, złotymi falami z tyłu. Była szczęśliwa, szła z 
szerokim uśmiechem na twarzy w kierunku Raja. 

Cyn  wróciła  pamięcią  do  ich  rozmowy,  nie  tak  dawno  temu,  gdy 

Sarah  wątpiła  czy  Raj  chce  ją  poślubić.  Potrząsnęła  głową.  Wszelkie 

background image

wątpliwości  powinna  porzucić  patrząc  na  Raja,  który  miał  utkwiony 
wzrok w idącej Sarze. Nikt nie pożądał tak jak Wampirzy Lord, pożądając 
tylko  oczami.  A  wzrok  Raja,  aż  krzyczał  „Moja!”  tak  głośno,  jakby 
wypowiadał te słowa. 

- O czym myślisz? 

Cyn  otrząsnęła  się  ze  wspomnień  mijającego  wieczoru  i 

uśmiechnęła się do Emmy. Ślub się skończył, a parkiet był pełen tancerzy. 

Cyn siedziała na jednym z dwóch wielkich, wygodnych foteli przy ścianie 
apartamentu Raja i Sary. Obok stała niska sofa oraz mały stolik między 
nimi. To nie był prywatny apartament Raja i Sary, nie mieszkali tutaj. To 
było  oficjalne  miejsce,  gdzie  przyjmowali  gości.  Aczkolwiek  było  tu 
pięknie. Wysoko nad Manhattanem z widokiem na wieczne i czyste nocne 
niebo. 

Osobiście,  Cyn  wolała  nieskończoność  horyzontu  plaż  w  Malibu, 

ale Manhattan z pewnością miał swój urok. 

Emma  opadła  na  kanapę  i  zdjęła  naprawdę  wystrzałowe  buty, 

zanim podciągnęła pod siebie stopy. To była pierwsza rozmowa, gdy Cyn 
mogła porozmawiać z Emma po ich porwaniu, poza ich szybką wymianą 
na  korytarzu.  Raphael  i  Duncan  wydawali  się  zdeterminowani,  aby  z 
jakieś  powodu  trzymać  je  osobno,  jakby  porwanie  było  ich  winą,  jakby 
były przyczyną wybuchu energii czy coś. To głupie. 

- Właśnie myślałam o tym, jak pięknie wyglądała Sarah. 

- Pięknie - zgodziła się Emma, a zadowolenie wypełniało jej głos, 

jakby  uroda  Sary  była  zwycięstwem  wszystkich  kobiet.  Cyn  też  się 
zgadzała. 

-  Chłopcy  też  dobrze  wyglądają  -  dodała  Emma  wskazując  brodą 

tam, gdzie stał Raj i Duncan pogrążeni w głębokiej rozmowie z kilkoma 

background image

wampirami,  których  Cyn  nie  znała.  Emelie  też  tam  była.  Spojrzała  i 
zobaczyła je obserwujące, wymamrotała coś do Raja i ruszyła do foteli. 

- Zabijcie mnie - jęknęła Emelie, gdy do nich dołączyła. - Nie mogę 

uwierzyć,  że  zgodziłam  się  założyć  dzisiaj  takie  wysokie  obcasy.  Para 
lakierków byłaby o wiele prostsza - zostawiła rzeczone szpilki i opadła na 
kanapę obok Emmy. 

- To są boskie buty - powiedziała Emma. 

Trzy kobiety patrzyły na porzucone buty. 

- Taa, naprawdę są boskie - zgodziła się Cyn. 

- To buty sprawiły, że kupiłam suknię - poskarżyła się Emelie. 

Cyn roześmiała się i poklepała Emelie po ręce. 

- Wszystkie poświęcamy się dla pięknych butów - Emma skinęła w 

zgodzie. 

-  Zróbcie  miejsce  dla  mężatki  -  zawołała  Sarah  i  rzuciła  się  obok 

nich,  moszcząc  się  obok  Cyn  w  wielkim  fotelu,  gdy  Cyn  zrobiła  jej 
miejsce. 

-  Mężatki?  -  powtórzyła  Cyn.  -  Dobry  Boże,  Saro,  co  będzie 

następne? Płaskie obcasy? - Sarah sapnęła. 

- Bluźnisz! Wstyd mi za ciebie, Cynthio Leighton - roześmiały się 

głośniej  niż  dowcip  tego  wymagał,  ale  były  zmęczone  i  to  była  kilka 

stresujących  dni.  A  im  udało  się  wyjść  cało.  Zasługiwały  na  trochę 
histerycznego śmiechu, pomyślała Cyn z westchnieniem. 

Z drugiego końca pokoju, Raj i Duncan odwrócili się, aby spojrzeć 

na kobiety, przyciągnięci znajomym śmiechem. 

- Kurwa - wymamrotał Raj. - To nie może być nic dobrego. 

- Powinniśmy dołączyć ?- zapytał zamyślony Duncan. 

background image

Cokolwiek Raj chciał powiedzieć, utknęło to w jego gardle, gdy po 

pokoju  przewaliła  się  fala  mocy  Raphaela,  a  Zachodni  Wampirzy  Lord 
ruszył.  Podszedł  od  razu  do  śmiejących  się  kobiet  i  bez  chwili  wahania 
wziął  rękę  Cyn  pociągając  ją  na  nogi  w  swoje  ramiona.  Odwrócił  się  i 
ruszył do wyjścia, przechodząc obok Raja i Duncana. 

- Do zobaczenia za rok, panowie. 

Wyszedł z pokoju ze śmiejącą się i machającą Cyn w ramionach. 

-  Cóż,  jedną  mniej  -  zauważył  sucho  Duncan.  Wyciągnął  rękę  z 

zachęcającym  uśmiechem,  gdy  dołączyła  do  nich  Emma.  Wzięła  jego 
dłoń, a on przyciągnął ją do siebie. 

-  Widziałeś  to?  -  wymamrotała  Emma  tonem  pełnym 

niedowierzania. 

-  Widziałem  co?  -  zapytał  Duncan.  Roześmiał  się,  gdy  Emma 

klepnęła go. 

- Jesteście tacy sami. 

- Czy mam przerzucić cię przez ramię? 

Emma  zarumieniła  się,  a  Duncan  przyciągnął  ją  bliżej,  całując 

lekko w czoło. 

- Gotowa do drogi, Emmaline? Myślę, że Raj chce zająć się swoją 

żoną. 

-  Oh!  -  Emma  obdarzyła  Raja  spojrzeniem  pełnym  mieszaniny 

zaskoczenia i zakłopotania. 

- Chryste, Duncan - powiedział Raj. - Co jej opowiadasz? 

-  Tylko  tyle  ile  trzeba,  mój  przyjacielu.  Gratulacje,  Raj.  To  był 

bardzo interesujący weekend. Zobaczymy się za rok na Radzie. 

background image

Raj patrzył jak Duncan wychodzi z pokoju obejmując mocno ramię 

swojej  partnerki,  gdy  natychmiast  otoczyła  go  ochrona.  Gdy  wyszli, 
odetchną z ulgą. Lubił Duncana. Zawsze go lubił. Ale, do cholery, dobrze 
było być jedynym Wampirzym Lordem w pokoju, a już wkrótce w całym, 
cholernym  mieście.  Ochrona  Raja  przyjęła  wyjście  Raphaela  i  Duncan 
jako znak i zaczęła delikatnie pospieszać pozostałych gości. Byli grzeczni, 
ale nalegający, dotąd, aż nikt nie pozostał. 

Raj szarpnął krawat i odpiął górny guzik swojej formalnej koszuli. 

Nosił  te  rzeczy  przez  cały  czas,  ale  rzadko  martwił  się,  aby  były  w 
porządku.  Emelie dała  mu  znak,  a  potem  prześliznęła  się  i  zamknęła  za 
sobą  drzwi.  Raj  usłyszał  stukanie  obcasów  Sary  i  odwrócił  się  zobaczyć 
jak wolno idzie w jego kierunku, kołysząc biodrami pod cienką koronką 
jej sukni. Wyglądała pięknie i seksownie.  

Wyciągnął rękę. 

- Podejdź tu, żono. 

Sarah rozpromieniła się, a jej zamglone oczy błysnęły żartobliwie, 

gdy przeszła ostanie dwa kroki i wzięła jego rękę. Przyciągnął ją, kładąc 
ręce na jej biodrach, gdy zaczęła grać muzyka. 

-  Zatańcz  ze  mną  -  powiedział  cicho.  Sarah  spojrzała  na  niego 

zaskoczona,  ale  objęła  rękami  jego szyję  i  położyła głowę na  jego  piersi. 
Raj pocałował czubek jej głowy, gdy rozbrzmiały dźwięki starej piosenki 
miłosnej. 

Całuj mnie każdego ranka przez milion lat..” 

Raj trzymał Sarę kołysząc się do taktu. 

- Dobrze się bawiłaś, Saro? - wyszeptał. 

- To był najlepszy dzień w moim życiu - powiedziała odchylając się 

na tyle, aby zobaczyć jego twarz. - Sądzisz, że mamy milion lat, Raj? 

background image

Roześmiał się zaskoczony. 

-  Nie  jestem  pewien,  czy  chcę  miliona,  kochanie.  Ale  ile  mamy, 

mamy je wspólnie. Dla mnie wystarczy. 

Sarah uśmiechnęła się. 

-  Więc,  co  byś  powiedział,  gdybyśmy  się  stąd  wynieśli  i  poszli 

pieprzyć się do utraty tchu? 

- To najlepszy pomysł, jaki dzisiaj słyszałem - uśmiechnął się Raj, 

biorąc  ją  na  ręce  i  niosąc  korytarzem  do  ich  prywatnego  apartamentu, 
gdzie jeden z ochroniarzy przytrzymywał drzwi, podczas, gdy on przeniósł 
swoją pannę młodą przez próg.