background image

III edycja 

Konkursu „START DO KARIERY” 

Fundacja Bankowa im. L. Kronenberga 

 

 

 

 

 

 

WYRÓŻNIENIE 

Grupy bankowo-ubezpieczeniowe  

a rozwój nowych form dystrybucji produktów finansowych w Polsce 

 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 

Kamil Paszko 

SZKOŁA GŁÓWNA HANDLOWA 

 

background image

Wprowadzenie 
 

Przez długie lata dwa sektory rynku finansowego – bankowy i ubezpieczeniowy – funkcjonowały 

niezależnie i z dala od siebie. Oba oferowały swym klientom różne grupy produktów, zaspokajających 
inne potrzeby społeczeństwa. Ludzie pracujący w bankowości, rzadko przechodzili do pracy w 
ubezpieczeniach i odwrotnie – ubezpieczeniowcy niechętnie garnęli się do bankowości [Monkiewicz, s. 
3]. Jednakże wzrost zamożności i świadomości społeczeństwa, połączony z wyraźnym spadkiem marży 
odsetkowej banków spowodował,  że przeciętny klient coraz częściej zaczął rezygnować z tradycyjnej 
lokaty bankowej na rzecz bardziej dochodowych instrumentów, jak choćby funduszu inwestycyjnego czy 
polisy ubezpieczeniowej. Widząc to banki rozpoczęły walkę o klienta, która jednak dla nich zazwyczaj nie 
kończyła się zwycięsko. To sprawiło, że świadome niebezpieczeństw banki zdecydowały się na podjęcie 
współpracy z innymi graczami rynku finansowego, w tym też z firmami ubezpieczeniowymi. 
 Początki współpracy bankowo – ubezpieczeniowej datuje się już na rok 1908, kiedy to w Wielkiej 
Brytanii powstał Savings Bank Life Insurance, jednak kryzys lat trzydziestych zahamował proces 
tworzenia tego typu grup finansowych. Większość osób za początek bancassurance uważa lata 60-te, 
kiedy to we Francji powstaje Credit Agricole, a w Wielkiej Brytanii Trustee Savings Bank, LLoyds Bank 
oraz Barclays Bank [Gołąb, s. 31]. Jednak właściwie do połowy lat osiemdziesiątych XX wieku tempo 
tworzenia grup bankowo -ubezpieczeniowych było niewielkie. Dopiero wymienione wyżej tendencje na 
rynkach finansowych sprawiły, że banki żywiej zainteresowały się tego rodzaju współpracą. 
 Funkcjonujące grupy bankowo – ubezpieczeniowe określa się zwykle z francuskiego mianem 
bancassurance.  W Niemczech używa się terminu Allfinanz  (choć należy go rozumieć trochę szerzej, 
oznacza on zazwyczaj bowiem współpracę banków także z innymi podmiotami rynku finansowego), w 
krajach anglosaskich financial services industry. W polskich realiach używa się zamiennie terminów 
bancassurance  i  grupa bankowo – ubezpieczeniowa [Kowalewski, s 43]. Termin bancassurance  będzie 
więc oznaczać w węższym zakresie współpracę między bankiem a ubezpieczycielem, polegającą na 
łączeniu produktów finansowych, oferowanych przez oba podmioty; w rozumieniu szerszym jest to 
wykorzystywanie kanałów sprzedaży banku do dystrybucji polis ubezpieczeniowych, a ubezpieczyciela – 
do sprzedaży produktów bankowych [Brzeziński [6], s. 2]. 
 

W eseju niniejszym postaram się krótko zaprezentować zalety tego nowego kanału dystrybucji 

produktów finansowych, z którym mamy do czynienia w przypadku współpracy banku i firmy 
ubezpieczeniowej, przy czym skoncentruję się jedynie na dystrybucji produktów ubezpieczeniowych w 
oddziałach banków. Przedstawię jego zalety (zarówno dla obu stron sojuszu bankowo - 
ubezpieczeniowego, jak i dla klienta), szanse i bariery jego rozwoju w polskich warunkach, a także 
propozycje zmian i usprawnień już istniejących i powstających sposobów dystrybucji. 
 
Korzyści bancassurance dla klienta 
 Dzisiejsze 

społeczeństwa cenią sobie wygodę i łatwość dostępu do jak najszerszego wachlarza 

produktów, dostępnych w jednym miejscu, a przy tym cechuje je chroniczny brak czasu. Z takich też 
względów takim powodzeniem cieszą się wszelkiego rodzaju hipermarkety i centra handlowe. Oczywiście 
dotyczy to nie tylko dóbr konsumpcyjnych, ale też i produktów finansowych. Stąd też dziwić się nie 
należy, że powstają także i wielkie finansowe hipermarkety, gdzie klient w jednym miejscu (na przykład 
w okienku bankowym) założyć może lokatę, zakupić jednostki funduszu inwestycyjnego, nabyć polisę na 
życie i ubezpieczyć swoje auto (stąd niemieckie Allfinanz ma swój rodowód w zwrocie „alles aus einer 
Hand”, czyli „wszystko z jednej ręki”). To sprawia, że klient nie tylko zyskuje możliwość zakupu 
interesujących go produktów finansowych w jednym miejscu, nie tylko oszczędza czas, ale też i otrzymuje 
szyty na miarę garnitur, a więc przygotowaną mu często przez fachowego doradcę kompleksową ofertę, 
dostosowaną do jego zindywidualizowanych potrzeb. Dodatkową korzyścią dla klienta, jest cena owej 
usługi, pobierana bowiem przez bank, na przykład w przypadku dystrybucji produktów 
ubezpieczeniowych, prowizja jest znacznie niższa, niż ma to miejsce w przypadku sprzedaży ubezpieczeń 
przez sieć agentów. I tak wedle badań koszt dystrybucji polis w krajach Europy Zachodniej przez sieć 
bankową wynosi tylko 8 procent zebranej składki, podczas gdy w przypadki agentów ubezpieczeniowych 
staje się on blisko trzy razy wyższy (22%) [Nowotyra, s. 57]. Ponadto (zwłaszcza w Polsce) często 
motywem działania agenta nie jest chęć profesjonalnej obsługi klienta, a tylko dążenie do otrzymania jak 
najwyższej prowizji, co powoduje, że agenci (wbrew zakazom ubezpieczycieli) współpracują z wieloma 
zakładami ubezpieczeń, a zwabieni wyższą prowizją przerzucają się na firmy, oferujące im wyższe 
zarobki, co jest ze szkodą zarówno dla ubezpieczyciela (strata klientów) jak i dla ubezpieczających się 
(wyższa prowizja dla agenta idzie najczęściej w parze z wyższą składką). Przy zastosowaniu sprzedaży 
przez sieć bankową, te negatywne skutki zdają się - jeśli nie zanikać – to przynajmniej zmniejszać. 

 

2

background image

 
Korzyści bancassurance dla grupy bankowo – ubezpieczeniowej. 
 

Dla banków i firm ubezpieczeniowych, jako podmiotów operujących na rynku finansowym, istotą 

działalności jest ogólnie mówiąc transfer środków finansowych pomiędzy podmiotami. Jednak obok tych 
podobieństw istnieją też i znaczne różnice, sprawiające,  że współpraca – choć wydawać może się 
opłacalna – wymaga wielu nakładów, zmian i wypracowania nowych modelów i rozwiązań. Pozornie obie 
instytucje operują na podobnych rynkach a ich działania oparte są na takim samym modelu finansowym. 
Pozornie. Po pierwsze istotą bankowości jest transfer chwilowo wolnych środków pieniężnych od 
jednostek nadwyżkowych do podmiotów deficytowych, przy czym rola banku sprowadza się do 
wyszukania tychże podmiotów, a następnie na dokonaniu transferu, połączonego jednakże z zamianą stóp 
procentowych, terminów i wysokości transferowanych środków. Ubezpieczyciele natomiast, tworząc 
wspólnotę ryzyka, pośredniczą w przekazywaniu środków finansowych pomiędzy tymi, którzy są w 
określonym ryzyku, a tymi, u których to ryzyko spełniło się. Po drugie banki dokonują wypłat na rzecz 
wszystkich podmiotów, od których na określony czas pobrały  środki finansowe, zakłady ubezpieczeń 
natomiast tylko na rzecz tych, u których zaszedł przewidziany w umowie wypadek ubezpieczeniowy. Po 
trzecie instytucje bankowe dokonują przemieszczenia środków między podmiotami tylko na pewien czas, 
by potem dokonać ich zwrotu, w przypadku ubezpieczycieli natomiast transfer środków następuje w 
sposób ostateczny. Po czwarte wreszcie ryzyko banku koncentruje się głownie na aktywach, podczas gdy 
w przypadku firm ubezpieczeniowych ryzyko zlokalizowane jest głownie po stronie pasywów 
[Monkiewicz, s. 4]. Na szczęście różnice te – jak pokazuje życie – da się jakoś pogodzić, co sprawia, że te 
dwie branże decydują się na współpracę, mającą przynieść obu stronom wymierne korzyści. 
 

Nowy (w naszym kraju) kanał dystrybucji polis ubezpieczeniowych za pomocą placówek 

bankowych umożliwia realizację korzyści, wynikających z wystąpienia tzw. efektu synergii, która oznacza 
takie zestawienie dwóch (lub więcej) elementów, by ich oddziaływanie dawało skutek większy, niż suma 
skutków, wywołanych przez każdy z elementów oddzielnie [Messyasz-Handschke, s. 25]. Popularnie 
przedstawia się to za pomocą przeczącego regułom matematyki równania: 2+2=5. Na gruncie moich 
rozważań oznacza to nic innego jak fakt, że stworzona grupa bankowo – ubezpieczeniowa osiągnie więcej 
(większa sprzedaż, wyższy zysk), niż gdyby każdy z podmiotów działał na rynku oddzielnie. Przy czym 
podstawą wspólnego działania jest zasada, że na współpracy skorzystać powinny obie strony.  

Ogólnie rzecz ujmując zwiększenie korzyści nastąpić może bądź to przez redukcję kosztów, bądź 

przez zwiększenie sprzedaży (w praktyce najczęściej występujące – a przy tym najbardziej pożądane – jest 
połączenie obu efektów). We wcześniejszej części niniejszego eseju wspomniałem już krótko o 
korzyściach, płynących dla klienta, objawiających się wyeliminowaniem z pośrednictwa agenta, co 
znacznie obniża koszt nabycia polisy. Agent bowiem nie tylko pobiera wyższą prowizję, (80% 
europejskich banków notuje niższe koszty akwizycji niż tradycyjne kanały sprzedaży polis – agenci i 
brokerzy), ale też i poświęca w porównaniu z bankowym konsultantem 2-3 razy więcej czasu, sprzedając 
przy tym 2-3 razy mniej polis [Messyasz-Handschke, s. 28]. Bank za to może sprzedawać produkty 
ubezpieczeniowe właściwie nie zmieniając swych kosztów operacyjnych (sprzedaż może zlecić 
dotychczasowym etatowym pracownikom), przez co sprzedaje więcej. Sam otrzymuje za to odpowiednią 
prowizję, stanowiąca niekiedy znacząca pozycję w strukturze przychodów, ubezpieczyciel natomiast 
zanotowuje dodatkowy przypis składki. Tak więc zamiana zmiennego kosztu akwizycji (agent) na w 
miarę stały koszt, mający swe odbicie w przeszkoleniu personelu banku i dostosowaniu tak samego 
produktu, jak i infrastruktury bankowej do jego sprzedaży, to znaczący argument przemawiający za 
potrzebą tworzenia takich grup. Przy czym pamiętać należy, że w przypadku agenta koszty rozkładają się 
w długim czasie, natomiast kwestia szkoleń pracowników czy przystosowania banku do sprzedaży polis 
wymaga wyłożenia dużych środków już na samym starcie.  

Ubezpieczyciel, obok możliwości zwiększenia sprzedaży ubezpieczeń, poprzez dotarcie do 

nowych grup klientów, będących klientami banku, uzyskuje często portfel klientów zweryfikowany pod 
względem wiarygodności kredytowej, gdzie szkodowość zazwyczaj jest niższa od przeciętnej. Poza tym 
produkty ubezpieczeniowe, dołączane automatycznie do produktów bankowych, znacznie redukują 
negatywną selekcję ryzyka [Messyasz-Handschke, s. 29]. 

W przypadku silnej integracji grupy nastąpić może łączenie poszczególnych departamentów obu 

podmiotów, co poprzez redukcję personelu znacznie obniża koszty działalności współdziałających 
partnerów. Oprócz łączenia doświadczeń kadr i wzajemnego wykorzystywania infrastruktury, można 
zaobserwować również wykorzystanie innych aktywów, przykładowo wartości niematerialnych i 
prawnych, a w szczególności know-how w zakresie zarządzania, marki lub reputacji obu instytucji 
[Messyasz-Handschke, s. 27]. Zaoszczędzić można też na reklamie, stosując wspólne kampanie 

 

3

background image

promujące produkty, oferowane przez grupę. Ponadto połączenie doświadczeń obu podmiotów pozwala 
na stworzenie nowych produktów, będących niejako hybrydą istniejących już produktów 
ubezpieczeniowych i bankowych. In plus przemawia wreszcie oszczędność czasu i środków przy badaniu 
podmiotu ubiegającego się jednocześnie o kredyt bankowy i objęcie ubezpieczeniem ryzykownego 
przedsięwzięcia. W tym przypadku bowiem obie instytucje wymagałyby przedłożenia praktycznie 
jednakowego pliku dokumentów, a przy zastosowaniu współpracy można uniknąć podwójnego 
wykonywania tej samej czynności, co oszczędza czas i środki. 

 

Możliwości i bariery rozwoju grup bankowo – ubezpieczeniowych w Polsce. 
 

Pierwsze próby integracji banków i zakładów ubezpieczeń w Polsce podjęto już na początku 

tworzenia się rynku ubezpieczeniowego. W roku 1991 Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie i Reasekuracji 
Amplico Life S.A. nawiązało współpracę ze swym akcjonariuszem – Pekao S.A. Po nich na współpracę 
zdecydowały się Commercial Union wraz z WBK i PBK oraz Nationale Nederlanden razem z Bankiem 
Śląskim. Szybko jednak przekonali się,  że nasz rynek jest nieco inny i nie wszystkie wzorce da się na 
niego tak od razu przenieść; zmuszeni byli więc korzystać z tradycyjnego w Polsce kanału dystrybucji – 
agentów [Nowotyra, s. 61]. Sprzedaż ubezpieczeń za pomocą oddziałów bankowych ruszyła na dobrą 
sprawę – i to początkowo w ograniczonym zakresie – dopiero w roku 2001, za sprawą Warty i Kredyt 
Banku. Mało pocieszający jest przy tym fakt, że współpraca nie wynikła właściwie z inicjatywy którejś ze 
stron, a tylko na wyraźne polecenie belgijskiego udziałowca obu podmiotów – KBC. W chwili obecnej 
istnieje już w Polsce pewna grupa podmiotów, opierających swą współpracę na idei bancassurance 
(przykładowo PBH – Compensa, BRE –KUKE, PBK – TU PBK, Polisa-Życie – PKO, Bank Handlowy – 
CitiInsurance), powiązania często są jednak jeszcze słabe, choć nie brak i rokujących dobrze na przyszłość 
przykładów. Postaram się przedstawić tu powody tego stanu rzeczy, czynniki sprzyjające i niesprzyjające 
rozwojowi bancassurance oraz propozycje możliwych do zastosowania rozwiązań.  
 

Banki w Polsce mają o tyle uprzywilejowaną pozycję,  że zaufanie do sektora bankowego, w 

porównaniu z innymi podmiotami rynku finansowego, jest bardzo duże. O ile jeszcze w marcu 1994 roku 
25% polskiego społeczeństwa wypowiadało się pochlebnie na temat banków, przy 36% ocen 
negatywnych, o tyle już styczniu roku 1999 liczby te wynosiły odpowiednio 69 i 15% [Śliperski [15], s. 
40]. Tymczasem agent ubezpieczeniowy jawi się w społeczeństwie jako osobnik, mający tylko na celu 
wyłudzenie od nas pieniędzy i sprzedaż niepotrzebnego nam ubezpieczenia. Dlatego też w interesie firm 
ubezpieczeniowych jest nawiązanie kontaktu z tą godną zaufania instytucją, bowiem przeciętny Polak 
uzna dystrybuowany przez bank produkt za bardziej wiarygodny. Poza tym banki posiadają zazwyczaj 
dobrze rozwiniętą sieć oddziałów, co sprawia, że krąg potencjalnych odbiorców produktów 
ubezpieczeniowych znacznie się poszerza. Należy też pamiętać o tym, że bank jako jedna chyba już z 
niewielu instytucji w Polsce może pochwalić się tym, że u niego wciąż ujrzeć można długie kolejki 
klientów. Z drugiej strony rozwój strategii bancassurance wpływa na zwiększenie lojalności klienta banku 
(tzw.  lock-in effect and switching cost [Kowalewski, s. 55]), bowiem rynek usług finansowych cechują 
relatywnie wysokie koszty zmiany usługodawcy przez klienta. Badania specjalistów z krajów OECD 
wykazują, że lojalność klienta wynosi 50% w przypadku posiadania jedynie rachunku bieżącego, wzrasta 
do 90, gdy ma dodatkowo rachunek oszczędnościowy. Poziom ów osiąga 95% przy otrzymaniu karty 
kredytowej, a 99 – kredytu. Badania przeprowadzone w USA pokazują natomiast, że gdy klient korzysta 
tylko z jednej usługi bankowej, to pozostanie przy banku jedynie przez okres 8 miesięcy; jeśli usług jest 
więcej, to wiąże się on z nim zazwyczaj na całe życie [Śliperski [15], s. 37]. Dlatego też bankom – w imię 
zatrzymania klienta – powinno zależeć na poszerzeniu swej oferty o inne (np. ubezpieczeniowe) produkty, 
tym bardziej, że klient zadowolony przekona do banku 3 nowe osoby, a niezadowolony – zniechęci 
dziesięć [Śliperski [15], s. 41].  
 

Banki polskie zrozumieć muszą,  że oferta firm ubezpieczeniowych, mimo że często 

konkurencyjna z ich produktami (ubezpieczenie na życie z funduszem kapitałowym vs lokata bankowa) 
może stać się produktem komplementarnym dla produktów bankowych. Negatywnej dla banków tendencji 
do odwrotu klientów od tradycyjnej lokaty bankowej (zwłaszcza przy preferencjach podatkowych dla 
innych forma oszczędzania) nie da się odwrócić, dlatego jedynym wyjściem jest pójść na współpracę, 
czego jednak zarządy wielu banków nadal zrozumieć nie potrafią. Dodanie do swej oferty choćby 
prostego produktu ubezpieczeniowego (np. NNW do karty płatniczej) powoduje większe przywiązanie i 
zadowolenie klienta, a – nawet i niewielkie – przychody z tytułu akwizycji są dodatkowym atutem. 
Ponadto ubezpieczenie stanowić może dodatkowe zabezpieczenie dla puli udzielonych kredytów. 
 

Na przeszkodzie rozwojowi bancassurance stoją względy prawne. Pod tym względem wyróżnić 

można trzy modele współpracy bankowo – ubezpieczeniowej [Pokrzywniak, s. 22-23]. Pierwszy oparty 

 

4

background image

jest na luźnym powiązaniu, wyrażającym się jedynie w promocji produktów ubezpieczeniowych w 
placówkach banków (w praktyce ogranicza się to do wywieszania plakatów, rozkładania ulotek, 
względnie do udostępnienia agentowi części powierzchni placówki w celach akwizycyjnych). Model ten 
jest jednak mało skuteczny i w praktyce rzadko stosowany. Poza tym rodzi niebezpieczeństwo 
nieświadomego przekroczenia prawa, bowiem za czynności agencyjne w myśl przepisów uznaje się już 
sam fakt pozyskiwania klienta i czynności przygotowawcze do zawarcia umowy. Model drugi (najbardziej 
pożądany) stawia bank w roli pośrednika ubezpieczeniowego. Bank bowiem, zgodnie z prawem, może 
prowadzić usługi konsultacyjno – doradcze w kwestiach finansowych. W tym przypadku mamy już do 
czynienia z dużymi możliwościami, bowiem etatowi pracownicy banku mogą zająć się bezpośrednio 
sprzedażą ubezpieczeń klientowi i służyć mu radą w wyborze odpowiedniego produktu. Ponieważ jednak 
jest to pośrednictwo ubezpieczeniowe, pracownik banku musi posiadać licencję agenta 
ubezpieczeniowego (w praktyce stosowane jest też rozwiązanie, polegające na zatrudnieniu pracownika 
banku na np. 1/10 etatu w firmie ubezpieczeniowej). W tym przypadku potrzeba jednak świadomości 
zarządów obu współpracujących podmiotów, że pracownicy banku, by móc efektywnie sprzedawać i 
doradzać, muszą przechodzić serie fachowych szkoleń z zakres technik sprzedaży, umiejętności 
interpersonalnych i naturalnie z wiedzy o produkcie. Tymczasem zasób wiedzy z dziedziny psychologii i 
technik marketingu wśród pracowników banku jest często niewielki. Brak u nich często zachowań 
asertywnych, posiadają niską  świadomość jakości obsługi klienta. Z pewnością odpowiedni system 
motywacyjny, połączony oczywiście z odpowiednim poziomem szkoleń, może przynieść pożądane 
rezultaty. Należy pamiętać,  że czas już skończyć z zakorzenionym w Polsce jeszcze z czasów 
poprzedniego ustroju etosem urzędnika bankowego. Trzecim modelem jest konstrukcja umowy na rzecz 
osoby trzeciej. W tym przypadku ubezpieczającym jest bank, a ubezpieczonymi jego klienci. Polega to 
więc na zawarciu jednej umowy generalnej. W tym przypadku (mimo braku prawnego obowiązku) 
postuluje się, aby zakład ubezpieczeń dostarczał także ubezpieczonym chociaż wyciąg z OWU.  
 

Jednym z najważniejszych czynników, ułatwiających współpracę na linii bank – zakład 

ubezpieczeń jest przewaga informacyjna tego pierwszego. To banki posiadają największą bazę danych o 
kliencie. Bank wie o nas praktycznie wszystko, bo przy okazji prowadzenia konta czy udzielania kredytu, 
otrzymuje informacje na temat statusu materialnego, rodzinnego, życia zawodowego, itd. To jest 
potencjał, którego zmarnować nie wolno. Już obecnie istnieją systemy scoringowe, oparte niejednokrotnie 
na sieciach neuronowych, gdzie komputer po przeanalizowaniu odpowiedzi na czterdzieści parę pytań 
podejmuję decyzję w sprawie przyznania kredytu. Stworzenie podobnego systemu i zasilenie go w 
posiadaną przez bank bazę danych mogłoby zaowocować tym, że pracownik banku jednym kliknięciem 
klawisza otrzymywałby na monitorze komputera kompleksową ofertę ubezpieczeniową do zaoferowania 
stojącemu przed okienkiem klientowi. Tu jednak banki polskie są bardzo ostrożne, obawiają się bowiem, 
że w ten sposób przekroczyć mogą przepisy ustawy o ochronie danych osobowych, jednak istnieją już 
wypracowane metody radzenia sobie z tym problemem. Dodatkowym wyzwaniem jest stworzenie 
jednolitych systemów informatycznych, umożliwiających szybki i sprawny transfer danych między 
podmiotami, co jak jednak pokazuje praktyka jest trudne, długotrwałe i kosztowne. 
 Wciąż w naszym kraju asortyment ubezpieczeń oferowanych w banku jest zbyt wąski i ogranicza 
się najczęściej do ubezpieczeń kart, kredytów czy konta. Ewolucja powinna iść w stronę udostępniania 
klientowi coraz bardziej skomplikowanych i dopasowanych do jego potrzeb produktów. Tymczasem 
często stosowany model zawierania jednej umowy generalnej powoduje, że sprzedaż ogranicza się tylko 
do nieskomplikowanych produktów. Poza tym banki boją się sprzedaży ubezpieczeń typu non-life, w tym 
przypadku bowiem może często dochodzić do sporów z klientami na tle wysokości wypłaconych 
odszkodowań, co prowadzić może do zmniejszenia lojalności klienta względem banku [Gołąb, s. 32]. 
Ponadto w przypadku grup bankowo – ubezpieczeniowych (gdy istnieją powiązania kapitałowe) brak jest 
najczęściej jednej osoby nadzorującej grupę jako całość. Przykładem niech posłuży ING, gdzie 
zwierzchnika grupy jako całości szukać należy dopiero w Holandii [Brzeziński [4], s. 3]. Rozwojowi 
bancassurance nie sprzyjają też ciągnące się długo procesy prywatyzacyjne. Już od wielu lat otwarta stoi 
sprawa bliższej współpracy PKO BP i PZU. Co prawda ostatnio minister Kaniewski zapowiedział 
utworzenie narodowej grupy finansowej, ale jak wynika ze słów przewodniczącego KNB, Leszka 
Balcerowicza, będzie to niemożliwe, spowodowałoby to bowiem spadek współczynnika wypłacalności 
banku z 15 do 4 procent i oznaczałoby zaangażowanie kapitałowe banku w PZU w wysokości 70% 
kapitałów własnych, co jest sprzeczne z prawem bankowym [Brzeziński [5], s. 7]. Do tego dochodzi 
jeszcze nierozwiązany spór rządu z holenderskim Eureko.  
 
 

 

5

background image

Podsumowanie 
 Jest 

pewne, 

że związki bankowo – ubezpieczeniowe będą w Polsce przybierać na sile. Jest to 

nieuchronny proces, bowiem zarządy banków, widząc niekorzystne dla nich tendencje na rynkach 
finansowych (obecnie 65% procent oszczędności Polaków lokowanych jest w bankach, lecz wedle 
prognoz w roku 2006 będzie to już tylko około połowa [Małek, s. 247] ), nie będą miały innego wyjścia, 
jak tylko wyciągnąć  dłoń w stronę sektora ubezpieczeniowego. Ważnym zadaniem jest uświadomienie 
społeczeństwu korzyści, jakie płynąć mogą dla nich przy korzystaniu z oferty grup bankowo – 
ubezpieczeniowych. Dziś wedle szacunków ten kanał dystrybucji przynosi tylko około 1-2 % przypisu 
składki [Brzeziński [3], s. 1], gdy na przykład we Francji jest to 60, w Holandii ponad 50 [Barańska [2], s. 
29], w Hiszpanii ponad 60 procent [Śliperski [14], s. 47]. Z pewnością daleko nam do tych europejskich 
wyników, ale i historia prawdziwego rynku ubezpieczeniowego jest tam znacznie dłuższa. Na szczęście 
widać już też pierwsze sukcesy. Za przykład posłużyć może firma ubezpieczeniowa CitiInsurance, 
sprzedająca swe produkty przez sieć oddziałów Banku Handlowego. Po dwóch kwartałach przypis składki 
brutto osiągnął poziom 18 232 tys. PLN w porównaniu z 7 331 tys. PLN po kwartale pierwszym. Pierwsze 
półrocze zamknęło się przy tym zyskiem netto w wysokości prawie miliona złotych (wobec około 100 
tysięcy po pierwszych 3 miesiącach). Zarząd firmy uważa, że wybrana przez nich strategia bancassurance, 
uważana przez nich za najszybciej rozwijający się sektor ubezpieczeń na życie, była decyzją  słuszną 
[Wyniki… [16] ]. Wiele jeszcze trzeba wysiłków, wiele determinacji, a często i odważnych decyzji, by 
plany tworzenia omawianych grup wprowadzić w życie. Pomocna byłoby na pewno zmiana przepisów 
prawnych, pozwalająca na bliższą kooperację tych dwóch branż rynku finansowego. Być może tendencje, 
zmierzające do stworzenia jednolitego nadzoru nad rynkiem finansowym (także pomysły wprowadzenia 
jednej instytucji nadzorującej cały obszar Unii Europejskiej), stworzą przesłanki do umożliwienia 
połączenia działalności bankowej i ubezpieczeniowej, co obecnie właściwie w większości krajów świata 
jest niemożliwe. Ponadto szansę stanowi wielka luka w oferowanym przez państwo standardzie 
zabezpieczenia społecznego, a perspektywa wprowadzenia dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, 
zwiększających standard usług, może stać się motorem szybkiego rozwoju bancassurance w naszym kraju. 
Należy mieć więc nadzieję, że wspólnym wysiłkiem wielu uda się osiągnąć w u nas zadowalający poziom 
współpracy podmiotów z branży bankowej i ubezpieczeniowej.   
 
 
BIBLIOGRAFIA: 
 

[1]  Barańska Janina, Po polisę do banku, „Gazeta Prawna”, nr 169/2001. 

[2]  Barańska Janina, Polisa i kredyt z jednej ręki, „Gazeta Prawna”, nr 65/2001. 

[3]  Brzeziński Tomasz, Bancassurance czas zacząsć, „Parkiet”[wkładka], 30 sierpnia – 1 września 

2003. 

[4]  Brzeziński Tomasz, Pozostało dużo do zrobienia [wywiad z Piotrem Bendykowskim], 

„Parkiet”[wkładka], 30 sierpnia – 1 września 2003. 

[5]  Brzeziński Tomasz, To bardzo zły pomysł, „Parkiet”, 16 marca 2004. 

[6]  Brzeziński Tomasz, To jeszcze nie jest bancassurance [wywiad z Mateuszem Holly], 

„Parkiet”[wkładka], 30 sierpnia – 1 września 2003. 

[7]  Gołąb Anna, Związki bankowo – ubezpieczeniowe w Europie, „Wiadomości Ubezpieczeniowe, 

nr 9/10 2002. 

[8]  Kowalewski Oskar, Grupy bankowo – ubezpieczeniowe: definicje, historia rozwoju, przyczyny 

powstania, „Bank i Kredyt”, nr 10/1999. 

[9]  Małek Rafał, Rodzinka Jacek, Perspektywy rozwoju bankowego kanału dystrybucji ubezpieczeń 

w Polsce, [w:] Sułkowska Wanda [red.], Rozwój rynku ubezpieczeń w krajach Europy 
Środkowej i Wschodniej, 
Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej w Krakowie, Kraków 
2003. 

[10]  Messyasz – Handschke Arleta, Efekty synergii, „Wiadomości Ubezpieczeniowe, nr 9/10 2002. 

[11]  Monkiewicz Jan, Bankowość i ubezpieczenia na życie. Synergia czy konkurencja?, 

„Wiadomości Ubezpieczeniowe, nr 3/4 2002. 

 

6

background image

 

7

[12]  Nowotyra Stefan, Jak można efektywnie sprzedawać ubezpieczenia w bankach (cz. I), 

„Wiadomości Ubezpieczeniowe, nr 1/2A 2002. 

[13]  Pokrzywniak Jakub, Bancassurance w nowym prawie ubezpieczeniowym, „Gazeta 

Ubezpieczeniowa, nr 2/2004. 

[14]  Śliperski Marek, Bancassurance w Europie, „Wiadomości Ubezpieczeniowe, nr 11/12 2001. 

[15]  Śliperski Marek, Nieuchwytny cel. O lojalności klienta indywidualnego wobec banku, „Bank i 

Kredyt”, nr 10/1999. 

[16]  Wyniki finansowe CitiInsurance Polska Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie S.A. po pierwszym 

półroczu 2003

 r.

http://www.ebroker.pl/pls/s/!m.main?EL_ID=445&TOP_ID=967.

 

 

 
 
 

 


Document Outline