background image

DIANA PALMER 

CZUŁY I OBCY 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

Fotel w samolocie był o wiele za niski dla postawnego mężczyzny; pasażer ledwo się w nim 

mieścił. Na dodatek siedząca obok dziewczyna rozłożyła wokół siebie  jakieś rupiecie. Zmierzył  ją 

nieprzyjaznym  spojrzeniem  ciemnobrązowych  oczu.  Zarumieniła  się,  spuściła  wzrok,  przełożyła 

ogromną torbę na drugą stronę fotela i próbowała się uporać z pasami bezpieczeństwa. 

Westchnął  i  zaczął  ją  obserwować.  Na  pewno  jest  starą  panną,  pomyślał  złośliwie.  Kogóż 

mogłyby  zachwycić  rozwichrzone,  brunatne  włosy  i  oczy  ukryte  za  drucianymi  okularami. 

Obszerny  biały  sweter,  długa  popielata  spódnica  i  praktyczne  szare  pantofle  też  nie  dodawały 

dziewczynie  uroku.  Odwrócił  wzrok  i  rozglądał  się  z  niesmakiem  po  wnętrzu  samolotu.  Cholerne 

linie lotnicze, pomyślał ze złością. 

Gdyby  nie  spóźnił  się  na  wcześniejszy  rejs,  nie  musiałby  tkwić  w  tym  fotelu,  ściśnięty 

niczym sardynka w puszce. 

Na domiar złego ta mała czarownica jako sąsiadka. 

Nigdy  nie  lubił  kobiet,  a  teraz  czuł  do  nich  jeszcze  większą  niechęć.  San  Antonio  było 

odległe  od  meksykańskiego  Veracruz  o  kilkaset  kilometrów.  Będzie  musiał  przez  wiele  godzin 

znosić  towarzystwo  tej  dziwacznej  kobiety.  Znowu  spojrzał  na  nią  gniewnie.  Wyjęła  z  torby  stos 

książek. Na miłość boską, tylko tego brakowało! 

Czy ta idiotka nie wie, że w samolocie jest luk bagażowy? 

-  Trzeba  było  zarezerwować  na  te  szpargały  dodatkowy  fotel  -  burknął,  zerkając  na  stertę 

romansów. 

Dziewczyna  niechętnie  podniosła  wzrok,  onieśmielona  trochę  obecnością  przystojnego, 

jasnowłosego  mężczyzny,  który  patrzył  na  nią  z  pogardą.  Miał  takie  ładne  dłonie,  wąskie,  mocno 

opalone i na pewno bardzo silne. Na jednej dostrzegła bliznę... 

-  Przepraszam  -  mruknęła.  -  Przyjechałam  na  lotnisko  w  San  Antonio  bezpośrednio  po 

spotkaniu  z  autorką  książki.  Te...  podpisane  przez  nią  egzemplarze  dam  w  prezencie  moim 

przyjaciołom po powrocie z wakacji. Wolałam nie oddawać ich z resztą bagażu. 

- Pewnie to bezcenne arcydzieła? - spytał z  ironią, zerkając wymownie  na wypchaną torbę, 

którą dziewczyna usiłowała wcisnąć pod fotel. 

- Owszem, zdaniem niektórych osób - przyznała dziwna pasażerka. Wyglądała z niepokojem 

przez okno. Rozległ się warkot silników, a załoga samolotu przystąpiła do rutynowej demonstracji 

sprzętu ratunkowego. 

Zniecierpliwiony  mężczyzna  westchnął  i  założył  ręce  na  szerokiej  piersi.  Miał  na  sobie 

wymiętą koszulę w kolorze khaki. Odchylił głowę i gapił  się bezmyślnie  na stewardesę. Uroda tej 

dziewczyny  nie  robiła  na  nim  żadnego  wrażenia.  Od  paru  lat  kobiety  wcale  go  nie  obchodziły, 

background image

chyba  że  ciało  upominało  się  o  swoje  prawa,  co  nie  zdarzało  się  często.  Parsknął  śmiechem  i 

zerknął  na  urażoną  sąsiadkę.  Zastanawiał  się,  czy  wie,  czego  potrzebuje  niekiedy  mężczyzna,  i 

uznał,  że  to  niemożliwe.  Była  pewnie  cnotliwa  niczym  zakonnica.  Zdradzały  ją  płochliwe  oczy  i 

niespokojne dłonie. Śliczne dłonie, pomyślał zaciskając usta. Długie, smukłe palce, nie lakierowane 

paznokcie.  To  były  ręce  prawdziwej  damy.  Rozłościł  się  sam  na  siebie  za  to,  że  się  jej  tak 

przygląda. Spojrzał na dziewczynę nieprzyjaźnie. 

Zauważyła  to.  Póki  sąsiad  okazywał  irytację  i  próbował  wyładować  na  niej  swoją  złość, 

wcale się nie przejmowała, lecz w końcu uznała, że ma dość jego pogardliwych spojrzeń. Odrzuciła 

dumnie  głowę  i  zmierzyła  go  wzrokiem.  Spostrzegła  nagle  dziwny  błysk  w  ciemnych  oczach 

mężczyzny. Odwrócił się do niej bokiem i zaczął gapić się na stewardesę. 

Ta niezwykła dziewczyna ma temperament, pomyślał. 

Kto by się tego spodziewał po osóbce pryncypialnej i wstydliwej jak panienka. Zastanawiał 

się, czym się zajmuje. Na pewno jest bibliotekarką. Tak, to by tłumaczyło jej miłość do książek. A 

te  romantyczne  powieści...  Na  pewno  i  jej  marzy  się  jakiś  mały  romansik.  Mężczyźni  to  idioci, 

pomyślał,  a  oczy  mu  pociemniały,  nie  zauważają  tej  uroczej  dziewczyny,  a  pociąga  ich  blichtr  i 

krzykliwa elegancja kobiet wyzwolonych. 

Z  boku  dobiegł  go  cichutki  szept.  Miał  doskonały  słuch  i  wkrótce  zaczął  rozróżniać 

wypowiadane gorączkowo słowa: „Zdrowaś Mario, łaskiś pełna.?.” Niemożliwe! 

Odwrócił  się  i popatrzył  na nią szeroko otwartymi  ze zdumienia oczami. Czyżby naprawdę 

była zakonnicą? 

Napotkała jego pytający wzrok i w zakłopotaniu przygryzła wargę. 

- Przyzwyczajenie - szepnęła. - Moja najlepsza przyjaciółka  jest katoliczką. Nauczyła  mnie 

odmawiać  różaniec.  Modliłyśmy  się  podczas  podróży.  Szczerze  mówiąc  -  dodała  po  cichu  -  nie 

sądzę, żeby tam, w kabinie, siedział jakiś pilot kierujący tą maszyną! 

- Co pani powie? - spytał z lekkim rozbawieniem. 

-  Czy  kiedykolwiek  widział  pan  tam  kogoś?  -  Przysunęła  się  do  niego  i  wskazała  głową 

kabinę. - Zawsze ryglują drzwi. Gdyby nie mieli nic do ukrycia, to by ich nie zamykali. 

-  Nie  chcą,  abyśmy  się  dowiedzieli, że samolotem kieruje  robot  -  wyjaśnił  uśmiechając  się 

mimo woli. 

-  Przypuszczam  raczej,  że  pilot  nie  chciał  lecieć,  więc  został  tu  przyprowadzony  siłą  i 

przywiązany  do  fotela.  Załoga  chce  to  przed  nami  ukryć.  -  Roześmiała  się  cicho  i  jej  twarz 

natychmiast zmieniła wyraz. Gdyby ją odpowiednio umalować i ostrzyc, gdyby jej włosy nie  były 

tak rozwichrzone i niesforne, wyglądałaby całkiem nieźle. 

- Za dużo się pani tego naczytała - stwierdził wskazując torbę z książkami. 

- Istotnie,  lubię  marzyć - westchnęła. - Ale  myślę, że czasami potrzebne  nam  są  marzenia. 

background image

Nie pozwalają rzeczywistości zbytnio się panoszyć. 

-  Wolę  rzeczywistość  -  odparł.  -  Nie  pozostawia  żadnych  złudzeń,  nie  można  się 

rozczarować. 

- Pozostanę jednak przy moich złudzeniach. 

Przyglądał  się  jej otwarcie. Duże, ładnie zarysowane usta, prosty nos, szeroko rozstawione, 

jasnoszare oczy, twarz w kształcie serca. I mocno zarysowany podbródek, pomyślał uśmiechając się 

z ociąganiem. 

- Dziwna z pani osóbka - powiedział. 

-  Dlaczego  zaraz  osóbka?  -  odparła.  -  Nie  jestem  wcale  taka  mała.  Mam  sto  sześćdziesiąt 

siedem centymetrów wzrostu. 

-  A  ja  grubo  ponad  metr  osiemdziesiąt.  Przy  mnie  wydaje  się  pani  mała  -  oznajmił 

wzruszając ramionami. 

- Nie będę się z panem spierać - odparła z nieśmiałym uśmiechem. 

- Ma pani jakieś imię? - wypytywał ją żartobliwie. 

-  Danielle.  Danielle  St.  Clair.  Jestem  właścicielką  księgarni  w  Greenville  w  Południowej 

Karolinie. - To zajęcie świetnie do niej pasowało. 

- Wszyscy  mówią do  mnie Dutch - odpowiedział - ale w rzeczywistości  nazywam się Eryk 

van Meer. 

- Jest pan Holendrem? 

- Moi rodzice mieszkali w Holandii - potwierdził skinieniem głowy. 

-  Jak  to  dobrze  mieć  rodziców  -  odrzekła  i  nagle  posmutniała.  -  Byłam  całkiem  mała,  gdy 

straciłam moich. Nie mam nawet krewnych. 

Oczy mężczyzny pociemniały gwałtownie. Odwrócił głowę. 

-  Mam  nadzieję,  że  dostaniemy  tu  jakiś  posiłek  -  stwierdził,  zmieniając  niespodziewanie 

temat. - Nic nie jadłem od wczorajszego wieczora. 

- Pan na pewno umiera z głodu! - wykrzyknęła i zaczęła grzebać w torbie. Samolot szarpnął. 

Kołował  na  pas  startowy.  -  Mam  ciasto.  Po spotkaniu  z  pisarką  było  przyjęcie.  Zostało  mi  trochę. 

Nie  zdążyłam  wszystkiego  zjeść.  Może  pan  spróbuje?  -  zapytała  wręczając  mu  kawałek 

kokosowego placka. 

- Nie, poczekam, aż podadzą coś do jedzenia  na  pokładzie. Ale dziękuję pani. - Jego twarz 

rozjaśnił uśmiech. 

- Nie powinnam jeść ciasta. Próbuję schudnąć, ważę prawie o dziesięć kilogramów za dużo. 

Przyjrzał się jej uważnie. Rzeczywiście miała niewielką nadwagę, ale nie była gruba, tylko 

przyjemnie  zaokrąglona.  Chciał  jej  o  tym  powiedzieć,  ale  w  samą  porę  przypomniał  sobie,  że 

wszystkie  kobiety  to  podłe  stworzenia,  i  ugryzł  się  w  język.  Miał  dość  własnych  kłopotów  i  nie 

background image

zamierzał pocieszać starych panien. 

Usadowił się wygodnie, zamknął oczy i przestał się zajmować sąsiadką. 

Lot do Veracruz przebiegł bez żadnych zakłóceń. 

Dutch  miał  nadzieję,  że  wkrótce  znajdzie  się  na  lotnisku  i  zapomni  na  zawsze  o  siedzącej 

obok  dziewczynie,  ale  widać  nie  było  mu  to  pisane.  Gdy  tylko  samolot  zakończył  kołowanie, 

Danielle  zerwała  się  i  stanęła  w  przejściu  między  fotelami.  Sięgnęła  po  torbę  z  książkami,  która 

niespodziewanie pękła. 

Niewiele  brakowało, by Dutch wybuchnął śmiechem, widząc przerażoną minę dziewczyny. 

Szybko pozbierał książki, rzucił  je  na sąsiedni fotel  i przyciągnął Dani do siebie, żeby  nie stała  na 

drodze tłoczącym się w przejściu pasażerom. 

- O Boże! - jęknęła, jakby los uwziął się na nią. 

-  Na  pewno  zapakowała  pani  do  walizki  zapasową  torbę.  Wszyscy  tak  robią  -  rzekł 

pogodnie. Podróżni kierowali się w stronę wyjścia. Wielkie, szare oczy patrzyły na niego błagalnie 

i  rozpaczliwie.  Zapomniał  nagle,  co  chciał  powiedzieć.  Dani  miała  bardzo  delikatną  cerę.  Gotów 

był się założyć, że nie musi używać żadnych upiększających kosmetyków. 

- Zapasowa torba? - powtórzyła machinalnie. 

- Oczywiście, zapasowa torba! - Uśmiechnęła się i znowu wstała. 

- Co pani chce zrobić? - wypytywał uprzejmie. 

Wskazała ręką półkę na bagaż ponad jego głową. 

- Poczekajmy, aż wszyscy wysiądą - zaproponował. 

- Ja również położyłem tam swoje rzeczy. Chętnie pomogę. 

Odgarnęła kosmyki rozwichrzonych włosów. 

- Gdy siedzę w domu, nie  miewam takich kłopotów - tłumaczyła się zmieszana. - W  moim 

mieszkaniu  panuje  zawsze  idealny  porządek,  każdy  drobiazg  ma  swoje  miejsce.  Lecz  gdy  tylko 

wyjadę z Greenville, staję się okropnie roztrzepana, wszystko leci mi z rąk i nie potrafię dać sobie 

rady bez cudzej pomocy. 

- Ze mną pani nie zginie - powiedział ze śmiechem. 

- Czy ma pani rezerwację? 

- Rezerwację? Aha, chodzi panu o hotel. Wybrałam „Mirador”. 

-  Ja  też  tam  zamieszkam.  -  Przeznaczenie,  pomyślał  ze  smutnym  uśmiechem.  Podniosła 

głowę i spojrzała na niego. Wyraz jej twarzy wprawił go w zakłopotanie. 

Szare oczy wyrażały bezgraniczną ufność i nadzieję. 

-  Zna  pan  ten  hotel?  Właściwie  chciałam  zapytać,  czy  był  pan  już  w  Veracruz  -  dodała 

niepewnie, żeby nie pomyślał, że jest wścibska. 

-  Kilkakrotnie  -  odparł  i  rozejrzał  się.  -  Przyjeżdżam  tu  parę  razy  w  roku,  gdy  potrzebuję 

background image

trochę odpoczynku. Możemy iść. 

Zdjął  z  półki  walizkę  Danielle  i  pomógł  jej  znaleźć  zapasową  torbę,  spoglądając  z  kwaśną 

miną  na  wygodne,  bawełniane  nocne  koszule  i  bieliznę.  Zaczerwieniła  się  okropnie,  gdy  z 

całkowitą obojętnością przeszukiwał jej rzeczy. Starannie zapakowała książki do torby. 

Razem opuścili samolot. Była  mu nieskończenie  wdzięczna. Bez trudu mógł to wyczytać z 

jej twarzy. 

Miała ochotę go ucałować, bo, zamiast kpić, po prostu się nią zaopiekował. Pomyśleć tylko, 

taki przystojny mężczyzna pospieszył jej z pomocą! 

-  Przykro  mi,  że  sprawiam  tyle  kłopotu  -  powtarzała.  Prawie  biegła,  żeby  dotrzymać  mu 

kroku,  gdy  szli  załatwić  formalności  paszportowe. Pochyliła  głowę  i grzebała  w torebce,  szukając 

gorączkowo dokumentów. Nie zauważyła pobłażliwego uśmiechu, który złagodził na chwilę twarde 

rysy mężczyzny. 

- To żaden kłopot - odparł. - Znalazła pani? 

- Dziewczyna odetchnęła z ulgą, ściskając paszport w dłoni. 

- Dzięki Bogu, wreszcie mi się coś udało - powiedziała. 

- Nigdy jeszcze nie był mi potrzebny. 

- Po raz pierwszy wyjechała pani za granicę? 

- zapytał uprzejmie, gdy stanęli w kolejce. 

- Rzadko opuszczam Greenville - przyznała. 

-  Skończyłam  niedawno  dwadzieścia  sześć  lat.  Postanowiłam,  że  czas  najwyższy 

zakosztować przygody, nim będzie za późno. 

- Dwadzieścia sześć lat to jeszcze nie starość - oświadczył marszcząc brwi. 

- Zgoda, ale i nie pierwsza młodość. - Odwróciła wzrok. Z rezygnacją i spokojem pomyślała 

o wszystkich latach, które przeżyła w samotności. 

- Ma pani kogoś? - zapytał, nie wiedząc dlaczego. 

Zaskoczył go ironiczny uśmiech i zmęczone spojrzenie dziewczyny. 

-  Nawet  już  o  tym  nie  marzę  -  powiedziała  i  przesunęła  się  dźwigając  ogromną  walizkę. 

Wpatrywał się w nią, próbując zapanować nad sprzecznymi uczuciami. 

Dlaczego to takie ważne, że Danielle jest samotna? 

Potrząsnął  głową  i  odwrócił  wzrok,  chcąc się uwolnić od jej  uroku.  Nic  go  nie  obchodziły 

cudze sprawy. 

Danielle  podeszła  do  celników.  Wkrótce  dopełniła  wszystkich  formalności.  Zastanawiała 

się, czy powinna czekać  na przystojnego znajomego z samolotu, ale uznała, że dość już miał z  nią 

kłopotów. Autokar należący do agencji turystycznej przewoził pasażerów z lotniska do hotelu, lecz 

Danielle wolała pojechać taksówką niż zatłoczonym autobusem. Po chwili usadowiła się w aucie z 

background image

torbą pełną książek i ogromną walizką. 

- Hotel „Mirador” - poprosiła. 

Kierowca  uśmiechnął  się,  uruchomił  silnik  i  wyjechał  na  ulicę.  Panował  ogromny  ruch. 

Żądna wspaniałych wrażeń i nowych przeżyć Dani rozglądała się gorączkowo na wszystkie strony. 

Patrzyła na zachwycającą błękitem wód zatokę Campeche, na palmy, piaszczystą plażę i eleganckie 

hotele. Veracruz zostało założone na początku szesnastego wieku. Podobnie jak w innych miastach 

z  tamtej  epoki  budynki  wzniesione  w  czasach,  kiedy  grasowali  tu  piraci,  sąsiadowały  z 

nowoczesnymi gmachami ery kosmicznej. Dani miała wielką ochotę wyruszyć na wycieczkę zaraz 

po przyjeździe, ale dokuczał jej upał, a poza tym zdawała sobie sprawę, że niemądrze byłoby biegać 

po mieście, póki się nie zaaklimatyzuje. 

Kierowca  zatrzymał  się  przed  jednym  z  hoteli.  Był  to  biały,  piętrowy  budynek  ozdobiony 

prześlicznymi arkadami i kaskadami kwitnących roślin. Podróż taksówką z lotniska trwała zaledwie 

kilka  minut,  lecz  opłata  za  kurs  była  zadziwiająco  wysoka.  Dani  trochę  się  przestraszyła. 

Dwadzieścia  dolarów  za  kilkanaście  kilometrów?  Ale  może  takie  tu  są  obyczaje,  pomyślała  i 

zapłaciła  bez  sprzeciwu.  Kierowca  uśmiechnął  się  szeroko,  uchyla  kapelusza  i  odprowadził  ją  do 

recepcji. 

Podała swoje nazwisko i czekała wstrzymując oddech. 

Pokój był zarezerwowany. Na szczęście miała gdzie mieszkać. Wakacje będą wspaniałe. 

Pokój spodobał  się  Dani.  Niestety, okna  wychodziły  na  miasto,  a  nie  na  piękną  zatokę.  Za 

niewiarygodnie niską cenę nie mogła się jednak spodziewać luksusowych warunków. Zdjęła sweter 

zdziwiona, że wydawał się całkiem odpowiedni, gdy wsiadała do samolotu. Ale w Stanach wiosna 

dopiero się zaczynała. 

Tutaj  okazał  się  za  ciepły.  Powietrze  w  pokoju  było  rozgrzane,  mimo  włączonej 

klimatyzacji. Popatrzyła na miasto przez okno. Przyjechała do Meksyku. 

Jej  sen  się  ziścił.  Oszczędzała  i  ciułała  przez  dwa  lata,  żeby  pojechać  na  egzotyczną 

wycieczkę, ale i tak pieniędzy starczyło tylko na wyjazd poza sezonem. 

Wtedy  miała  najwięcej  pracy,  ale  Harriett  Gaynor,  przyjaciółka  Dani,  która  pracowała  w 

księgarni jako ekspedientka, pilnowała interesu pod jej nieobecność. 

Jedź, namawiała cierpliwie, i ciesz się życiem przez kilka dni. 

Dani  spojrzała  w  lustro  i  skrzywiła  się.  Ciesz  się  życiem,  łatwo  powiedzieć.  Co  innego, 

gdyby  była  tak  urodziwa  jak  tamta  stewardesa.  Może  wtedy  jasnowłosy  olbrzym  nie  odwracałby 

wzroku  i  okazałby  jej  coś  więcej  niż  tylko  niechętne  współczucie,  które  czytała  w  jego  ciemnych 

oczach. 

Zaczęła rozpakowywać torbę podróżną. Nie powinna się łudzić. Pomógł jej tylko dlatego, że 

nie  miał  innego  wyjścia.  Gdy  rozsypała  swoje  bezcenne  książki,  zatarasowała  mu  przejście. 

background image

Westchnęła, sięgając po bluzki i powiesiła je do szafy. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

Późnym popołudniem Dani wybrała się na spacer. 

Uradowana niczym  mała dziewczynka wędrowała ulicami  wiekowego miasta. Przebrała się 

w dżinsy  i  obszerną,  cienką  koszulę.  Nie  różniła  się  wyglądem  od  innych  turystów  zwiedzających 

port.  Bardzo  ją  zaciekawił  rząd  straganów  ciągnący  się  wzdłuż  nadmorskiej  promenady.  Długo 

oglądała  towary.  Kupiła  sobie  starannie  wykonany  srebrny  krzyżyk  inkrustowany  masą  perłową. 

Słabo znała hiszpański, ale dawała sobie radę, ponieważ większość sprzedawców mówiła trochę po 

angielsku.  Wszystko  ją  zachwycało  -  prześliczne  suknie  we  wszystkich  kolorach  tęczy,  chusty, 

kapelusze, torby, zwierzaki wyplatane ze słomy, muszle. Podziwiała stare budynki wznoszące się w 

pobliżu portu. Patrzyła  na zatokę i próbowała sobie wyobrazić, jak bywało tu w dawnych czasach, 

gdy przybywali do miasta żądni przygód piraci. Nagle stanął jej przed oczyma jasnowłosy olbrzym 

poznany w samolocie. Tak właśnie powinien wyglądać pirat. 

Jak Dutch o nich mówił? Korsarze? Wyobraziła go sobie z nożem w garści. Uśmiechnęła się 

i poszła dalej nabrzeżem, by obserwować rozładunek frachtowca. 

Nigdy nie miała okazji przyjrzeć się statkom z bliska. 

Greenville  leżało  w  głębi  lądu,  daleko  od  oceanu.  Dani  poznała  dobrze  okoliczne 

wzniesienia i nie zatrute przez fabryki wiejskie okolice. Statki były dla niej czymś zupełnie nowym. 

Patrzyła na nie z przyjemnością. 

Zatopiła się w  marzeniach  i zupełnie straciła poczucie czasu. Nie przyszło  jej do głowy, że 

to  zaciekawienie  może  zwrócić  czyjąś  uwagę.  Jeden  z  robotników  portowych  zaczął  się  na  nią 

gapić. Zakłopotana ruszyła w stronę grupy turystów. Samotna kobieta była narażona na zaczepki, a 

Dani wcale nie miała ochoty znaleźć się w kłopotliwej sytuacji. 

Mrok zapadał nad cichnącymi ulicami Veracruz. 

Nieznajomy  nadal przyglądał się Dani. Zerknęła kątem oka i spostrzegła, że idzie za nią. O 

Boże,  pomyślała  przestraszona,  co  ja  teraz  zrobię?  Nie  widziała  w  pobliżu  żadnego  policjanta,  a 

wśród turystów przeważali starsi ludzie, którzy na pewno nie chcieli mieszać się do cudzych spraw. 

Dani jęknęła w duchu, ścisnęła mocniej torebkę i szybkim krokiem ruszyła w stronę hotelu. Zrobiło 

się zupełnie pusto. Nadal słyszała dobiegający z tyłu odgłos kroków: Jej serce uderzało pospiesznie. 

A jeśli ten natręt napadnie ją i obrabuje? 

Może pomyślał, że poszła do portu, żeby szukać męskiego towarzystwa. 

Przyspieszyła kroku, skręciła w najbliższą przecznicę i nagle znalazła się twarzą w twarz z 

innym mężczyzną. Stanęła jak wryta i niewiele brakowało, żeby krzyknęła, ale rozpoznała od razu 

jasną czuprynę, połyskującą w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. 

Dutch patrzył na nią obojętnie. W jednej ręce trzymał papierosa, drugą schował do kieszeni. 

background image

Nadal  miał na sobie ubranie w stylu safari, w którym widziała go w samolocie, a jednak wydawał 

się świeży i wypoczęty. 

Zastanawiała  się,  czy  cokolwiek  mogło  wyprowadzić  tego  człowieka  z  równowagi. 

Cechowała go  szczególna  pewność  siebie,  jakby  poddano  go  najcięższym  próbom; doskonale  znał 

swoje możliwości. 

Popatrzył w głąb ulicy ponad jej ramieniem. Wystarczyło jedno spojrzenie, by zrozumiał, co 

się stało. 

Oczy mu pociemniały. 

- Veracruz to doskonałe miejsce do odpoczynku, pod warunkiem że po zmierzchu unika się 

tej części miasta - oznajmił uprzejmie, ale stanowczo. - Masz wielbiciela. 

- Tak, zauważyłam... - Chciała się obejrzeć, ale Dutch pokręcił głową. 

-  Nie  odwracaj  się.  Uzna,  że  go  zachęcasz.  -  Wybuchnął  śmiechem  i  dodał:  -  Ma  koło 

pięćdziesiątki i jest łysy. A może specjalnie poszłaś do portu, żeby kogoś poderwać? W takim razie 

zrób do niego oko i umów się na randkę. 

Żartował,  ale  Dani  poczuła  się  urażona.  Czy  jego  zdaniem  nie  jest  dość  ładna,  by  się 

spodobać młodemu, przystojnemu mężczyźnie? 

-  Wyobraź  sobie,  że  po  prostu  zapomniałam,  gdzie  jestem  i  straciłam  poczucie  czasu. 

Następnym  razem  będę  bardziej  uważała.  Przepraszam  -  odparła  spokojnie  i  przeszła  obok  niego. 

Patrzył  za  nią,  czując  że  ogarnia  go  wściekłość.  Skąd  miał  wiedzieć,  że  całkiem  poważnie 

potraktuje  jego  żart.  Był  na  siebie  zły,  ponieważ  tego  nie  przewidział.  Wymamrotał  jakieś 

przekleństwo i poszedł za dziewczyną. 

D  ani  miała  dość  wrażeń  jak  na  jeden  dzień.  Pobiegła  do  hotelu,  nie  czekając  na  windę 

wspięła się na piętro, wpadła do pokoju i zamknęła drzwi na klucz. 

Zastanawiała się, dlaczego tak postępuje. To nie jest mężczyzna, który chciałby się uganiać 

za  handlującą  książkami  okularnicą,  powtarzała sobie.  Nie  zeszła  tego  wieczora na  kolację. Dutch 

na  pewno  by  do  niej  nie  podszedł,  ale  czuła  się  zażenowana  i  nie  chciała  ryzykować  kolejnego 

spotkania. Zamówiła posiłek do pokoju i z apetytem zjadła w samotności owoce morza. 

Następnego ranka zeszła na śniadanie. Nie mogła wiecznie unikać tego człowieka. Duma jej 

na  to  nie  pozwalała.  Dutch  siedział  przy  osobnym  stoliku  w  pobliżu  okna  i  czytał  gazetę. 

Prezentował się wspaniale, chociaż miał na sobie zwykłe, białe spodnie i rozpiętą koszulę w białe  i 

czerwone paski. Przeciętny turysta. 

Oderwał wzrok od gazety, jakby poczuł, że mu się przygląda. Złapana na gorącym uczynku, 

zarumieniła  się  ze  wstydu.  Dutch  obdarzył  ją  wymuszonym  uśmiechem  i  zagłębił  się  w  lekturze. 

Gdy  wróciła  do  pokoju,  nie  mogła  sobie  przypomnieć,  co  jadła  na  śniadanie.  Przez  cały  czas 

mimowolnie zerkała na niego kątem oka. 

background image

Postanowiła jak najlepiej wykorzystać czterodniowy urlop. Zamierzała wybrać się na plażę. 

Wyjęła  jednoczęściowy  czarny  kostium  kąpielowy.  Odgarnęła  rozwichrzone  włosy  i  spojrzała  w 

lustro.  Oto  zachwycająco  piękna  kobieta,  pomyślała  z  ironią.  Trudno  się  dziwić,  że  Dutch  nie 

zwrócił na nią uwagi. 

Z takim  wyglądem  nie  skusiłaby  nawet  rekina. Nagle  podniosła  słuchawkę,  zadzwoniła  do 

salonu piękności, który mieścił się w hotelu, i umówiła się z fryzjerką. 

Postanowiła obciąć włosy. 

Jedna  z  klientek  odwołała  spotkanie  i  Dani  mogła  być  obsłużona  natychmiast.  Chwilę 

później  siedziała  w  fotelu,  przyglądając  się  nowej  fryzurze.  Niesforne  kosmyki  zostały  starannie 

podcięte.  Krótkie  loki  otaczały  jej  drobną  twarzyczkę,  opadając  ku  wielkim,  szarym  oczom  i 

nadając dziewczynie szelmowski wygląd. 

Uśmiechnęła się z zadowoleniem do swego odbicia, zapłaciła i tanecznym krokiem wbiegła 

na piętro. Włożyła kostium kąpielowy,  lekko się umalowała (czego zazwyczaj nie robiła), a nawet 

skropiła się perfumami. Wprawdzie nie wyglądała jak królowa piękności, ale prezentowała się teraz 

o wiele lepiej. 

Popatrzyła  ze  smutkiem  na  wydatny  biust.  Tu  nie  pomoże  żaden  cud,  powiedziała  sobie  i 

narzuciła  na  kostium  plażowe  wdzianko.  Jasna  tkanina  w  lawendowym  odcieniu  doskonale 

ukrywała  niedostatki  figury.  Do  plażowej  torby,  kupionej  w  hotelowym  sklepie,  wrzuciła  krem 

ochronny oraz duży ręcznik. Zmieniła okulary na specjalne, przeciwsłoneczne, i poszła nad morze. 

Było  cudownie.  Rozgrzany  piasek,  ciepło  słońca  i  monotonny  szum  wody  sprawiły,  że 

odprężyła się całkowicie. Wyciągnęła się na ręczniku, oczarowana pięknem zatoki i miasta pełnego 

zabytków. 

W  pewnej  chwili  poczuła  czyjeś  spojrzenie.  Otworzyła  oczy,  odwróciła  głowę  i  ujrzała 

Dutcha  spacerującego  po  plaży  z  papierosem  w  dłoni. Jasne włosy  lśniły  w  słońcu  jak  białe  złoto. 

Nie mogła oderwać od niego wzroku. 

Mocno  opalony  tors  i  nogi  mężczyzny  porośnięte  były  niezbyt  gęstymi,  kędzierzawymi, 

jasnymi  włosami.  Miał  na  sobie  tylko  krótkie,  drelichowe  szorty  i  sandały,  które  nosili  prawie 

wszyscy plażowicze, by uniknąć przykrych niespodzianek, gdyby na coś nadepnęli. 

Odwróciła głowę. Nie chciała na niego patrzeć. Ten zmysłowy mężczyzna mógłby bez trudu 

złamać  serce  kobiecie  tak  niedoświadczonej  jak  ona.  Na  pewno  zauważył  jej  prostoduszność  i 

nieźle się tym bawił, pomyślała z goryczą. 

Dutch zauważył, że odwróciła głowę, i poczuł złość. 

Czemu ta dziewczyna wpatruje się w niego ze smutkiem i dziecięcą tęsknotą? Odebrała mu 

spokój.  Zmrużył  oczy.  Czyżby  zmieniła  fryzurę?  Było  jej  z  tym  do  twarzy,  ale  dlaczego,  u  licha, 

włożyła  na  siebie  tyle  ciuchów?  Wygląda  jak  ryba  owinięta  w  gazetę.  Wolałby  oglądać  Dani  bez 

background image

tych  szmat  zasłaniających  ją  od  szyi  do  talii.  Zmarszczył  brwi.  Może  jest  płaska  jak  deska  i  nie 

chce, żeby zwracano na to uwagę. Czy naprawdę nie rozumie, że takie maskowanie tylko podkreśla 

niedostatki figury? 

Zmierzył dziewczynę krytycznym spojrzeniem. 

Miała  zgrabne,  długie  nogi.  Przymknął  oczy  i  zaczął  ją  obserwować.  Zauważył,  że  miała 

szczupłe biodra i wąską talię. Resztę przykrywało wdzianko. Twierdziła, że powinna schudnąć, lecz 

chyba bezpodstawnie. 

Uznał, że ma doskonałą figurę. 

Po cóż mi taka kobieta, przekonywał samego siebie. 

Mimo  pozorów  to  z  pewnością  pozbawiona  wszelkich  skrupułów  kokietka,  szukająca 

kolejnej ofiary. Czy on nigdy nie zmądrzeje? Czy już zapomniał, jaką cenę przyszło mu zapłacić za 

jedyną  wielką  miłość?  Wielka  miłość,  powtórzył  z  goryczą.  Nieprawda.  To  było  fatalne 

zauroczenie,  które  kosztowało  go  wszystko,  co  miał  najdroższego.  Stracił  rodzinę  i  widoki  na 

przyszłość, przepadły oszczędności rodziców... 

Uważnie obserwował Dani i uśmiechał się drwiąco. 

Jednak była inna. Nie znał dotąd takich kobiet. 

Zrozumiał wreszcie, że go zaciekawiła. Pragnął odkryć, na czym polega jej niezwykły urok. 

Był  niedaleko.  Widziała  go  kątem  oka.  Z  każdym  jego  krokiem  serce  przerażonej 

dziewczyny biło coraz mocniej. Proszę, nie podchodź, błagała w duchu, zaciskając mocno powieki, 

odejdź stąd. Nie budź we mnie nadziei. Nie zbliżaj się. Przy tobie moja wola słabnie, a przecież nie 

mogę sobie na to pozwolić. 

-  W  tym  stroju  trudno  ci  się  będzie  opalić  -  zauważył  wskazując  obszerne  wdzianko  i 

wyciągnął  się  obok  na  ręczniku.  Leżał  oparty  na  łokciu.  Poczuła  ciepło  emanujące  z  jego  ciała  i 

zapach drogiej wody po goleniu. 

- Nie zamierzam przesadzać z opalaniem - wykrztusiła. 

-  Nadal  złościsz  się  na  mnie  o  to,  co  powiedziałem  wczoraj  wieczorem?  -  zapytał  z 

uśmiechem. 

-  Owszem,  trochę  -  przyznała  szczerze.  Dutch  pochylił  się  i  zdjął  jej  z  nosa 

przeciwsłoneczne okulary. 

Poczuła  się  jakby  obnażona  i  całkiem  bezbronna.  Był  człowiekiem  bywałym  i 

nieustępliwym. To rzucało się w oczy. Dlatego budził w niej ogromny lęk. 

-  Nie  kpiłem  z  ciebie.  Po  prostu  rzadko  rozmawiam  z  kobietami  i  nie  umiem  z  nimi 

postępować - rzekł cicho. - Od dawna obywam się bez ich towarzystwa. 

- I nie cierpisz ich - zauważyła. 

Rzucił na nią gniewne spojrzenie. Przyglądał się jej ustom. 

background image

-  Robię  wyjątki.  Sypiam  z  kilkoma.  -  Roześmiał  się,  widząc  rumieńce  na  policzkach 

dziewczyny.  -  Nie  próbuj  mi  wmawiać,  że  czujesz  się  zakłopotana.  Widziałem  twoje  książki.  Nie 

wątpię, że wszystko zostało w nich dokładnie opisane. 

- Jest inaczej, niż myślisz - zaprzeczyła. 

-  Urocza  dama  z  Południa  -  mruknął,  przyglądając  się  Dani.  Rzadko  spotykał  istoty  tak 

wrażliwe i bezbronne. 

Za  ową  subtelnością  kryła  się  jednak  prawdziwa  siła.  Nieśmiałość  Dani  go  nie  zwiodła. 

Podświadomie czuł, że dziewczyna jest równie nieugięta jak on sam. - Boisz się mnie? 

- Tak. Mało wiem... o mężczyznach - odparła cicho. - Niewiele miałam z nimi do czynienia. 

-  Zawsze  odpowiadasz  tak  szczerze?  -  zapytał  mimochodem.  Odkrył  na  jej  nosie  kilka 

piegów. 

- Nie lubię być oszukiwana - odparła - dlatego nigdy nie próbuję zwodzić innych. 

-  Nie  czyń  drugiemu,  co  tobie  niemiło?  -  Dotknął  jej  ciemnych  włosów.  Lśniły  w  słońcu. 

Przesunął  między  palcami  kosmyk  miękki  jak  kocie  futerko  i  delikatny  niczym  jedwab.  -  Podoba 

mi się twoja nowa fryzura. 

- Za gorąco na długie włosy... - Dani poczuła lęk. 

Nikt  jej  jeszcze  tak  nie  dotykał.  Ten  mężczyzna  o  niezwykłym  uroku  i  sile  przyciągał  ją 

niczym  magnes,  a  zarazem  budził  prawdziwy  niepokój.  Był  tak  blisko,  że  mógłby  bez  trudu 

dotknąć ręką jej ciała. Czuła się przy nim jak nastolatka. Powróciła słodka tęsknota, której Dani nie 

zaznała od lat. Niespokojne oczekiwanie mieszało się z obawą i pożądaniem. 

-  Dlaczego  to  włożyłaś?  -  zapytał  i  dotknął  guzików  obszernego  wdzianka.  -  Z 

konieczności? 

-  Nie... tylko...  -  wyjąkała.  Zabrakło  jej tchu. Była  tak  roztrzęsiona,  że prawie  zapomniała, 

jak się nazywa. 

- W takim razie zdejmij je - odparł po cichu. - Chcę zobaczyć, jak wyglądasz. 

Dokładnie takie same słowa znalazła w ostatniej książce ulubionej autorki. Czytała tę scenę 

z  wypiekami  na  policzkach.  Teraz  sama  ją  przeżywała  i  drżała,  patrząc  w  ciemne  oczy  Dutcha. 

Zapomniała, po co włożyła tę obszerną bluzkę. Wpatrywała się w jego twarz, a on zręcznie rozpiął 

guziki.  Zsunął  wdzianko  z  ramion  dziewczyny  i  nagle  widok,  który  ujrzał,  zaparł  mu  dech  w 

piersiach. Zarumieniła się, onieśmielona niczym młoda panienka. 

-  Po  co  włożyłaś  ten  ciuch?  -  powtórzył  pytanie,  spoglądając  jej  w  oczy.  Wierciła  się 

niespokojnie. 

- Wiesz, mam wrażenie... mężczyźni gapią się na mnie. 

- O rany, wcale mnie to nie dziwi. Wyglądasz cudownie! 

Nikt jej dotąd nie powiedział takiego komplementu. 

background image

Podniosła oczy, pewna że z niej kpi, ale się pomyliła. 

- To dlatego ciągle nosisz takie szerokie bluzki i swetry? - wypytywał. 

-  Mężczyźni  zakładają,  że  kobieta...  hojnie  obdarowana  przez  naturę  na  pewno  źle  się 

prowadzi - westchnęła. - Wstydzę się, gdy na mnie patrzą. 

- Podejrzewałem, że jesteś płaska jak deska - przypomniał sobie z uśmiechem. 

- Wcale nie - wymamrotała. - Musiałam wyglądać dziwacznie. 

-  Nie  przejmuj  się.  -  Przez  kilka  chwil  patrzył  na  nią  z  uśmiechem,  a  potem  ułożył  się 

wygodnie na plecach. 

- Przepędzę natrętnych wielbicieli. 

Natychmiast poczuła się zagrożona. Niepokój powrócił. 

Czy  Dutch  spodziewa  się  jakiejś  nagrody  za  tę  opiekę?  Popatrzyła  z  lękiem  na 

odpoczywającego mężczyznę. 

-  Nie  będziesz  miała  wobec  mnie  żadnych  zobowiązań  -  mruknął  nie  otwierając  oczu.  - 

Potrzebny mi odpoczynek, a nie szalona przygoda miłosna. 

-  Ja  natomiast  nie  mam  bladego  pojęcia,  co  powinnam  zrobić,  żeby  ją  wreszcie  przeżyć  - 

westchnęła żałośnie. 

- Jesteś dziewicą? - zapytał z prostotą. 

- Owszem. 

- Niewiele dziewczyn czeka tak długo. 

- Marzy mi się zakończenie jak z bajki: żyli razem długo i szczęśliwie. 

- Domyśliłem się tego, gdy zobaczyłem twoje książki - odparł z uśmiechem. Przeciągnął się. 

Zafascynowana  Dani  patrzyła  na  potężne  mięśnie  rysujące  się  pod  opaloną  skórą.  Nie  mogła  od 

nich oczu oderwać. 

Napotkał jej zachwycone spojrzenie. Gotów był się założyć o roczne zarobki, że nie zaznała 

dotąd nawet niewinnych pieszczot. Zaczął się nagle zastanawiać, co by to było, gdyby Dani dała się 

porwać namiętności, gdyby  jej szare oczy rozjaśnił blask, gdyby  leżała przy nim odprężona i ufna. 

Zmarszczył brwi. Odkąd rozstał się z tamtą suką, niewiele czasu poświęcał kobietom. 

Niekiedy  spotykał  się  z  którąś,  a  potem  szybko  o  niej  zapominał.  Wiedział  jednak,  że 

czasem bywa inaczej. 

Niespieszne,  pełne  wzajemnej  czułości  zaloty.  Nagle  do  tego  zatęsknił.  Chciał  pieścić 

łagodną kobietę, obok której leżał, i uczyć ją miłości. Wyobraził sobie, że delikatne palce błądzą po 

jego ciele. Reakcja była równie natychmiastowa, co nieoczekiwana. 

Odwrócił  się  na  brzuch,  na  wpół  oszołomiony  gwałtownym  pożądaniem.  Cóż  to  za 

czarownica? 

Przyglądał  się  jej  z uwagą.  Czy  zdawała sobie  sprawę, co czuł przed chwilą? Niemożliwe, 

background image

zdecydował.  Była  tak  niewinna,  że  natychmiast  zarumieniłaby  się  po  uszy,  Z  pewnością  nie 

widziała nigdy podnieconego mężczyzny. Uśmiechnął się, gdy spojrzała na niego ze zdumieniem. 

- Co cię tak śmieszy? - zapytała nieśmiało. 

- Naprawdę chcesz wiedzieć? - mruknął z poważną miną. 

Położyła  się  na  brzuchu  i  podparła  łokciami.  Studiowała  ostre  rysy  twarzy  mężczyzny  i 

słabo widoczną bliznę na policzku. Wydawał się jej bardzo pociągający. 

A  co  najdziwniejsze,  uważała  za  całkiem  naturalne,  że  leży  obok  niego  na  plażowym 

ręczniku i bezwstydnie mu się przygląda. 

Dutch nie odrywał oczu od jej dekoltu. Elastyczna tkanina naciągnęła się, odsłaniając trochę 

kuszące okrągłości. Dani chciała się odsunąć, ale mężczyzna ją powstrzymał. 

- Pozwól mi popatrzeć. Od tego nie zachodzi się w ciążę - szepnął. 

- Ty potworze - odcięła się natychmiast. 

-  Zgoda,  ale  i  tak  zagrażam  ci  o  wiele  mniej  niż  którykolwiek  z  tych  podstępnych 

Latynosów - przypomniał. 

- Jestem, że tak powiem, mniejszym złem. 

Nie zamierzam cię uwieść. 

-  Chyba  nikt  nie  ma  na  to  ochoty  -  odparła  i  wy  buchnęła  śmiechem.  Odsunęła  się  i  tym 

razem  Dutch  nie  zaprotestował.  Położyła  się  na  plecach  z  rękami  za  głową.  Oparł  się  na  łokciu  i 

uparcie patrzył jej prosto w oczy. 

- Gdyby  na plaży  nie było tylu  ludzi, szybko bym cię nauczył, jak doprowadzić  mężczyznę 

do szaleństwa, mój ty niedowiarku - mruknął. - Przed chwilą zdarzyło mi się coś nieoczekiwanego, 

i to przez ciebie. 

Spoglądała  na  niego  szeroko  otwartymi  oczyma,  nie  mogąc  uwierzyć  w  usłyszane  przed 

chwilą słowa. 

To nie była salonowa konwersacja. 

- Chyba wiesz, co mam na myśli? Cóż w tym złego, śliczna panienko z Południa? Chyba w 

ogóle nie znasz życia? 

- Chyba nie za bardzo - wyjąkała patrząc na jego zmęczoną twarz. - Ty natomiast znasz je aż 

za dobrze. 

-  Zgadza  się  -  przytaknął.  -  Posiwiałabyś,  gdybym  ci  opowiedział  swoje  przygody, 

zwłaszcza - dodał z wystudiowaną powagą - te z kobietami. 

- Nie jesteś... zbyt romantyczny - zauważyła Dani. 

Wolno pokręci! głową. 

- Nie - odrzekł cicho. - Czasem potrzebuję kobiety, ale chodzi wyłącznie o seks. To pozwala 

mi zapomnieć. 

background image

Pozbyłem się złudzeń. 

Popatrzyła mu w oczy i nagle poczuła się zażenowana. 

- Na pewno jest jakiś powód - odrzekła z przekonaniem. 

Dutch skinął głową. 

-  Miałem  wtedy  dwadzieścia  cztery  lata, ona dwadzieścia  osiem. Dużo wiedziała  o  życiu  i 

była piękna  jak  bogini.  Uwiodła  mnie  na  jachcie. Byłem  gotów  dla  niej  umrzeć. Żądała  ode  mnie 

pieniędzy,  a  mnie  to  uczucie  całkiem  ogłupiło.  Sprzedałem  wszystko,  co  posiadałem,  żeby  kupić 

sobie  jej  wierność.  -  Oczy  mężczyzny  pociemniały  z  wściekłości.  -  Gdy  rodzice  przeszli  na 

emeryturę, nabyłem z nimi na spółkę niewielki dom. 

Miałem  swoje...  dochody  -  dodał,  nie  wyjaśniając, skąd  je czerpał.  - Obciążyłem  hipotekę, 

żeby zdobyć pieniądze dla tamtej kobiety. Bank zabrał wszystko. 

Mój  ojciec,  który  włożył  w  dom  oszczędności  całego  życia,  zmarł  wkrótce  na  atak  serca. 

Matka ciągle mnie obwiniała, że zmarnowałem cały ich życiowy dorobek. 

Umarła  sześć  miesięcy  później.  -  Zagarnął  dłonią  trochę  piasku  i  obserwował,  jak 

przesypuje  się  między palcami. Dani patrzyła na jego piękny profil. Była pewna, że nikt przed nią 

nie słyszał tej opowieści. 

- A tamta kobieta? - zapytała łagodnie. 

-  Znalazła  sobie  innego.  -  Zacisnął  pięść,  jakby  chciał  zgnieść  sypki  piasek  na  drobniutki 

pył. Spojrzał na Dani z pogardliwym uśmiechem. - Miał więcej pieniędzy. 

- Przepraszam - mruknęła, nie wiedząc, jak powinna zareagować. - Rozumiem, że pozostało 

w tobie wiele goryczy, ale... 

-  ...ale  nie  wszystkie  kobiety  są  wyrafinowanymi  oszustkami  -  dokończył  za  nią.  -  To 

chciałaś powiedzieć? 

- Mój jedyny narzeczony umawiał się z inną dziewczyną, nie zrywając ze mną - wyznała. 

-  Cóż  to  musiał  być  za  romans  -  skomentował  ironicznie.  Dani  patrzyła  w  jego  twarz. 

Malowały się na niej gniew i cierpienie. 

- Kochałam go - oświadczyła, uśmiechając się smutno. - Niestety, on chciał tylko iść ze mną 

do łóżka. 

Nie zamierzał się wiązać na całe życie. 

- Jak większość mężczyzn - rzucił Dutch. 

-  Też  tak  sądzę  -  westchnęła  Dani  i  ułożyła  się  wygodniej.  -  Dlatego  postanowiłam  żyć 

samotnie. 

Czuję się bezpieczna. 

Dutch leżał na boku i patrzył na nią uważnie. 

- Zbijasz mnie z tropu - rzekł po chwili milczenia. 

background image

- Czy dlatego, że niewiele wiem o życiu? 

-  Owszem  -  przytaknął.  -  W  moim  świecie  za  brak  doświadczenia  trzeba  drogo  płacić. 

Zaciekawiłaś mnie. 

- Ty mnie również - przyznała śmiało. 

Odgarnął  włosy  opadające  jej  na  twarz.  Przyjemnie  było  czuć  dotknięcie  silnych,  ciepłych 

rąk na delikatnych policzkach. Skóra jego dłoni była twarda  jak po ciężkiej,  fizycznej pracy. Dani 

miała wrażenie, że drobne iskierki przebiegają po jej ciele; przyjemność graniczyła niemal z bólem. 

Dutch  widział,  jak  piersi  dziewczyny  nabrzmiewają  pod  cienkim  kostiumem.  Stwardniałe 

sutki zdradzały jej podniecenie, podobnie jak przyspieszony oddech. 

Chciała się zasłonić, ale Dutch zajrzał jej w oczy i pokręcił głową. 

- To jest równie normalne jak oddychanie - rzekł ledwo dosłyszalnym głosem. - I pochlebia 

mi. Nie wstydź się. 

- Ciotka, która mnie wychowała, była starą panną. 

Zawsze  powtarzała...  -  Mężczyzna  położył  palec  na  jej  wargach.  Delikatne  dotknięcie 

obudziło nieznaną pokusę. 

Miała ochotę ugryźć go leciutko. 

- Wyobrażam sobie, czego nakładła ci do głowy. 

- Spojrzenie ciemnych oczu spoczęło na drżących, rozchylonych wargach, których dotykał. - 

Masz piękne usta, Dani. Chciałbym cię pocałować. 

Dziewczyna  na  samą  myśl  o  tym  poczuła  zawrót  głowy.  Spojrzała  mimo  woli  na  jego 

surowe,  ale  pięknie  wykrojone  usta.  Górna  warga  była  wąska,  dolna  wydatna  i  zmysłowa.  Dani 

mogła się założyć, że wiedział o pocałunkach nieskończenie więcej niż ona. 

- Często się całowałaś? - zapytał. 

- Od czasu do czasu - rzuciła jakby żartem. 

- To były francuskie pocałunki? - drażnił się z nią. 

Ciało  płatało  jej  figle.  Serce  kołatało,  próbując  wyrwać  się  z  piersi;  oddychała  z  trudem. 

Przestała nad sobą panować, gdy jego stwardniałe palce dotknęły jej karku, opadły na ramię i przez 

tkaninę kostiumu objęły miękką wypukłość biustu. 

-  Niesamowite  uczucie,  prawda?  -  mruczał,  patrząc  w  szeroko  otwarte  oczy  i  widząc 

rumieńce na policzkach. Jego palce wślizgnęły się pod ramiączko. 

Szerokie  plecy  Dutcha  zasłaniały  dziewczynę  przed  spojrzeniami  innych  plażowiczów.  - 

Nikt  na  nas  nie  patrzy  -  szepnął  uspokajająco.  Śmiał  się  cicho,  żartobliwie,  wsuwając  dłoń  pod 

tkaninę. Łagodna pieszczota nie przestraszyła Dani, lecz obudziła skryte pragnienia. 

Ciało dziewczyny upominało się o swoje prawa; wiedziała, że nie umknie to uwagi Dutcha. 

-  Skóra  gładka  jak  aksamit  -  szeptał,  niemal  dotykając  wargami  jej  ust.  Poddała  się 

background image

delikatnej  pieszczocie  smukłych  palców  i  drżała  odczuwając  narastającą  rozkosz.  Jej  pragnienia 

stawały się coraz śmielsze. Chciała, by dotknął stwardniałych sutków, pragnęła, żeby szorstka dłoń 

objęła jej pierś. Miała to wypisane na twarzy. 

Oczy mężczyzny pociemniały, zniknął pobłażliwy uśmieszek. 

-  Jeśli  nadal  będziesz  patrzyła  w  ten  sposób  -  wyszeptał  -  nie  wytrzymam  i  rzucę  się  na 

ciebie, nie zważając na to, że jest tu mnóstwo ludzi. 

Dani  nie  wierzyła  własnym  uszom.  Wiedziała,  że  to  szaleństwo.  Czuła  się  taka  samotna  i 

bezbronna. 

Pomyślała  z  goryczą,  że  wspomnienia  z  tych  czterodniowych  wakacji  będą  jej  musiały 

wystarczyć  na  całe  życie.  Wszystkie  przyjaciółki  Dani  powychodziły  za  mąż  i  były  szczęśliwe. 

Tylko ona pozostała samotna. Nikt jej nie chciał. A na dodatek ten mężczyzna, który uwiódłby bez 

trudu każdą z uroczych turystek, opalających się na plaży, żartuje sobie, bawi się jej kosztem, a ona 

mu na to pozwala. 

Zachmurzyła  się  na  myśl  o  tym.  Jasnowłosy  olbrzym  nie  mógł  znieść  widoku  jej 

zasmuconej twarzy. 

- Nieprawda - rzekł czule. - Nie udaję. Nie wolno ci tak myśleć. 

-  Udajesz,  udajesz  -  powtarzała  z  uporem.  Zagryzła  usta,  żeby  się  nie  rozpłakać.  -  Ty 

przecież... 

Dutch pochylił się, musnął jej wargi i szybko podniósł głowę. Dłoń wsunięta pod ramiączko 

kostiumu znowu się poruszyła. 

- Cicho - mruknął, gdy dziewczyna zadrżała. 

Pocałował  ją  lekko  w  czubek  nosa,  -  Nikt  nie  widzi,  co  tu  robimy.  -  Dotknął  ustami 

przymkniętych powiek. 

Smukłe palce wpełzały coraz głębiej pod materiał. 

Położyła  ręce  na  jego  ramionach.  Z  wysiłkiem  chwytała  ustami  powietrze,  czując  jego 

zachłanne wargi tak blisko. 

- Eryku - szepnęła, żeby usłyszeć jego imię. 

Zawahał  się  na  moment,  uniósł  głowę  i  popatrzył  jej  '  w  oczy,  zamglone,  szeroko otwarte, 

zdumione  intensywnością  nowych  doznań. Wsunął rękę pod  głowę  dziewczyny  i  zaczął  delikatnie 

gładzić  kark,  a  drugą  :  obejmował  jej  pierś.  Czuła  ciepłą  szorstkość  dłoni,  przesuwającej  się  po 

rozpalonej skórze. 

- Czy jestem pierwszym mężczyzną, który cię tak dotyka? - zapytał szeptem. 

- Przecież... wiesz - odparła załamującym się głosem. 

Spragnione  pieszczot  ciało  dziewczyny  prężyło  się  wbrew  jej  woli  pod  czułymi  dłońmi. 

Uśmiechała się dziwnie, jakby za chwilę miała wybuchnąć płaczem. 

background image

- Dzięki, dzięki ci - powtarzała. 

To  nie  do  zniesienia.  Była  mu  wdzięczna.  Poczuł  smutek.  Dotknął  ręką  policzka  Dani  i 

pocałował ją z czułością, jakiej nie okazał żadnej kobiecie, od czasu gdy był niemal chłopcem. 

- Mówisz  tak,  jakbym  musiał  się  zmuszać, żeby  cię dotknąć  -  rzekł  cicho.  - Gdybyś  lepiej 

znała mężczyzn, wiedziałabyś, że pragnę cię równie mocno jak ty mnie. 

- Pragniesz mnie? ~ powtórzyła, wpatrując się w niego ogromnymi, rozświetlonymi oczyma 

prawdziwej czarodziejki. 

-  Oczywiście,  ty  lubieżna,  zmysłowa  pannico  -  wybuchnął  śmiechem.  -  Nie  masz  pojęcia, 

jakie znoszę męki. 

Dani uśmiechnęła się do niego. Jej twarz nagle pojaśniała i wypiękniała. Dutch obserwował 

ją  uważnie  i  nie  mógł  się  nadziwić,  że  jeszcze  niedawno  uważał  ją  za  szarą  myszkę,  W  tym 

wrażliwym ciele kryła  się  niespotykana zmysłowość. Zapragnął wydobyć  ją na  jaw. Wsparł się  na 

łokciu, a wolną ręką nadal gładził w zamyśleniu krótkie włosy dziewczyny. 

Bez  skrępowania  błądziła  wzrokiem  po  jego  muskularnej,  opalonej  na  brąz  sylwetce; 

przyglądała  się  jasnym  włosom  na  torsie,  mięśniom  brzucha  rysującym  się  wyraźnie  pod  skórą, 

smukłym, silnym udom. 

Wszystko jej się podobało, nawet kształtne stopy. 

Nogi Dutcha były mocne i opalone, a nie słabowite i blade jak u większości amerykańskich 

mężczyzn. 

- Ty także masz piękne nogi - mruknął. 

- Nie przeszkadza ci, że gapię się na ciebie jak smarkula? - zapytała cicho i spojrzała mu w 

oczy. 

- Jesteś niezwykle uczciwą i przyzwoitą dziewczyną - oznajmił już po raz drugi tego dnia. - 

To mnie zbija z tropu. Możesz się gapić do woli. Ale przyznam, że to... - zawahał się. 

- Co takiego? - nalegała. 

- Podnieca mnie - wyznał otwarcie. 

- Wystarczy, że na ciebie patrzę? - dopytywała się zachwycona jego słowami. 

-  Pewnie  w  moim  wieku  to  normalne.  -  Uśmiechnął  się  i  wzruszył  ramionami.  -  Masz 

bardzo wyraziste oczy, wiesz? Mogę z nich bez trudu wyczytać, o czym myślisz. 

- Naprawdę? - Roześmiała się i podniosła wzrok. 

- Udowodnij. - Próbowała przez chwilę nie myśleć o niczym. Zacisnął usta i spojrzał na nią 

zaczepnie. 

Czuła, jak płomień ogarnia z wolna jej ciało. Spuściła oczy, ale gdy wbiła je w szeroką pierś 

mężczyzny, wcale nie poczuła się lepiej. 

- Zjemy razem obiad? - zaproponował. - Co ty na to? 

background image

- Owszem. Pod warunkiem że mnie nie uwiedziesz. 

Nie zamierzam dać się schrupać na deser - oznajmiła. 

-  Szkoda  -  westchnął.  -  Ale  muszę  przyznać,  że  gdybym  chciał  cię  uwieść,  nie  byłaby  to 

łatwa decyzja. 

Nigdy nie sypiam z dziewicami. Kobiety, z którymi zdarza mi się spędzić noc, to prawdziwe 

ladacznice. 

Dani miała nadzieję, że się nie zarumieni, ale już po chwili jej policzki płonęły. 

- Nie skrzywdzę cię - obiecał, zaglądając jej w oczy. 

- Chciałbym się z tobą kochać, a nie tylko zaspokoić chwilowe pożądanie. 

Czuła,  że  jeszcze  moment  i  zemdleje.  Spojrzała  mu  w  oczy.  Patrzył  na  nią  z  wielką 

tkliwością. 

- Przepraszam - wyjąkała. 

- Z a co? 

- Myślę, że... pragnę... abyśmy zostali kochankami. 

- Odwróciła wzrok. 

-  I  ja  tego  chcę  -  odrzekł  miękko.  Łagodnym  ruchem  uniósł  jej  głowę  i  zajrzał  w  oczy.  - 

Szkoda, że zjawiłaś się tak późno, dopiero tutaj. Powinniśmy się byli spotkać dziesięć lat temu. 

-  Jako  szesnastolatka  byłam  okropna.  Na  pewno  bym  ci  się  nie  spodobała  -  oznajmiła  z 

ponurym uśmiechem. 

- Miałam wtedy ze dwadzieścia kilo nadwagi. 

- A mnie czekało trudne, niebezpieczne życie. 

Właśnie zaczynałem się do niego przyzwyczajać. Szkoda. 

-  Podniósł  do  ust  dłoń  dziewczyny  i  ucałował,  nie  odrywając  oczu  od  jej  twarzy. 

Zarumieniła się z radości. 

- Jak długo tu zostaniesz? - zapytał. 

- Tylko cztery dni - odparła ze smutkiem. 

- Musimy zachować o nich piękne wspomnienie - szepnął i przygryzł wargę. 

- Potem będzie jeszcze gorzej... - zaczęła. 

- Spędzimy miło czas. Nie uwiodę cię - obiecał. 

-  Nim  wstanie  świt,  zacznę  cię  błagać,  żebyś  to  zrobił  -  oznajmiła  z  nieszczęśliwą  miną. 

Wpatrywała się w niego zachłannie. - To straszne, jestem wobec ciebie całkiem bezbronna. 

- Owszem. 

Błądził spojrzeniem po jej postaci i czuł, jak narasta w nim pożądanie. 

- I ja jestem czuły na twoje uroki. 

Nie  odwróciła  wzroku,  chociaż  miała  na  to  wielką  ochotę.  Dutch  rzucił  na  dziewczynę 

background image

wesołe  spojrzenie,  odgadując  bez  trudu  jej  myśli.  Wybuchnął  śmiechem  i  położył  się  znowu  na 

brzuchu. 

- Będę się tobą opiekował. Nie pożałujesz. 

- Jesteś bardzo przystojny - wyznała mimo woli. 

-  Gdy  zobaczyłem,  co  ukrywasz,  po  prostu  zwaliło  mnie  z  nóg  -  powiedział.  -  Do  diabła, 

myślałem, że jesteś płaska jak decha. - Wybuchnął śmiechem. 

- Dziewczyno, ile w tobie żaru! 

- Dzięki. 

-  Chodząca  niewinność.  -  Wpatrywał  się  z  zachwytem  w  jej  twarz.  -  J.D.  umarłby  ze 

śmiechu, gdyby się o nas dowiedział. 

- Kto to jest J . D . ? - dopytywała się z ciekawością. 

- Stary kumpel. Zamknij oczy. Będziemy się opalać. 

Później możemy zwiedzić miasto. - Przymknął powieki, a po chwili znowu na nią zerknął. - 

Ale do portu nie pójdziemy. 

Dani  zamknęła  oczy  i  uśmiechnęła  się.  Nawet  stara  panna  może  czasem  liczyć  na  cud.  To 

będą cztery najpiękniejsze dni w jej życiu. Nie powinna tylko brać wszystkiego na serio. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

Dani wróciła do pokoju, żeby się przebrać. Po drodze wstąpiła do hotelowego salonu mody. 

Kupiła białą meksykańską sukienkę z elastyczną, obcisłą górą przybraną koronkami.  Wyglądała  w 

niej trochę tajemniczo. 

Biel  sukni  podkreślała  urodę  szarych  oczu,  harmonizowała  z  brunatnymi  włosami  i  jasną 

cerą.  Druciane  okulary  nie  wyglądały  najlepiej,  ale widziane  zza szkieł  oczy dziewczyny  zdawały 

się  większe.  Wcale  nie  jestem  gruba,  powtarzała,  spoglądając  z  zadowoleniem  na  swoje  odbicie, 

mam  tylko  wydatny  biust,  a  nowa  sukienka  pozwoli  to  zatuszować.  Sięgnęła  po  małą,  elegancką 

torebkę i zeszła na dół. Dutch czekał w holu. 

Miał  na  sobie  szerokie  białe  spodnie,  białą  koszulę  i  niebieski  rozpinany  sweter.  Na  jej 

widok podniósł się leniwie z pluszowej kanapy i odłożył wieczorną gazetę. 

- Wyglądasz uroczo - powiedział i wziął ją za rękę. 

- Jakie potrawy lubisz? Meksykańskie, chińskie, włoskie, a może wolisz stek? 

- Owszem - mruknęła. 

-  Ja  także  -  oznajmił.  Minęli  tani  bar.  Dutch  poprowadził  Dani  ku  drzwiom  wytwornej 

restauracji. 

Wszędzie kręciło się mnóstwo kelnerów w białych marynarkach i rękawiczkach. Spojrzała z 

obawą na towarzyszącego jej mężczyznę, który podał recepcjonistce swoje nazwisko. 

- Co się stało? - zapytał po cichu, gdy szli za elegancką młodą kobietą, niosącą karty dań. 

- Tu jest okropnie drogo - oznajmiła przerażona. 

-  Może  pozmywasz  naczynia?  Rachunek  będzie  mniejszy  -  zaproponował, uśmiechając  się 

pogodnie. 

Skwitowała wybuchem śmiechu jego złośliwości. 

• - Chętnie, pod warunkiem że mi pomożesz - odparła. 

- Urocza z ciebie dziewczyna - szepnął. Objął ramieniem talię Dani. 

-  Uważaj.  Twoja  mama  nie  byłaby  zadowolona,  że  spotykasz  się  z  dziewczyną,  która 

prowokuje mężczyzn - żartowała. 

- Nieprawda. Z pewnością by cię polubiła. To była kobieta z charakterem, podobnie jak ty. 

Uśmiechnęła się zawstydzona. Czuła na sobie zawistne spojrzenia innych kobiet. Trudno się 

dziwić,  Dutch  jest  przecież  niezwykle  przystojny,  pomyślała  zerkając  na  niego.  Doskonale 

zbudowany, elegancki, piękny jak grecki bóg. Wcielenie ideału męskiej urody. 

Mógłby pozować najwybitniejszym artystom. 

-  O  czym  tak  rozmyślasz?  -  wypytywał  z  ciekawością,  gdy  usiedli  przy  zarezerwowanym 

stoliku. 

background image

-  Pomyślałam,  że  każdy  artysta  byłby  zachwycony,  gdybyś  zechciał  mu  pozować.  Jesteś 

pięknym mężczyzną. 

-  Od  tych  komplementów  przewróci  mi  się  w  głowie,  łaskawa  pani  -  odparł  z 

westchnieniem. 

-  Chyba  od  czasu  do  czasu  patrzysz  w  lustro?  Wcale  nie  chcę  gapić  się  na  ciebie,  ale  to 

silniejsze ode mnie. 

-  Prawdę  mówiąc,  mam  ten  sam  problem  -  mruknął,  nie  odrywając  od  niej  oczu.  Co  za 

szczęście,  że  nie  uległa  pokusie  i  nie  zsunęła  na  ramiona  elastycznego  kołnierza  sukni.  Dutch 

wpatrywał się w nią jak urzeczony. 

- Na co masz ochotę? - zapytał. 

-  Poproszę  stek,  sałatkę  i  kawę.  -  Dutch  przywołał  kelnera  i  zamówił  to  samo  dla  nich 

obojga. 

- Wiele podróżujesz, prawda? - zapytała, bawiąc się serwetką. 

- Owszem. - Rozsiadł się wygodnie i obserwował ją z uwagą. - A ty po raz pierwszy jesteś 

za granicą. 

-  Nigdzie  dotąd  nie  wyjeżdżałam  -  przyznała,  spoglądając  z  uśmiechem  na  serwetkę.  - 

Wciąż tylko praca i praca. Miałam ochotę coś zmienić, ale nie starczało mi odwagi. 

-  Niełatwo  jest odrzucić  stare  nawyki.  - Przysunął  bliżej  popielniczkę  i  zapalił  papierosa.  - 

Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza. I tak się nie odzwyczaję. To jeden z nawyków, od których 

nie potrafię się uwolnić. 

-  Na  coś  trzeba  umrzeć  -  przypomniała  popularny  cytat.  -  Znam  wiele  niezłych 

powiedzonek, ale to uważam za doskonałe. 

-  Palenie  papierosów  jest  najmniejszym  z  niebezpieczeństw,  na  które  się  narażam  - 

oznajmił, wybuchając śmiechem. 

- Czym się zajmujesz? - Dani bardzo chciała czegoś się o nim dowiedzieć. 

Zawahał  się na  moment i zacisnął wargi. Co by powiedziała, gdyby wyznał  jej prawdę? Na 

pewno  zerwałaby  się  z  krzesła  i  uciekła.  Więcej  by  jej  nie  zobaczył.  Zmarszczył  brwi. Nie chciał, 

żeby tak się zakończyła ich znajomość. 

- Powiedzmy, że służę w wojsku - rzekł w końcu. 

- Zawodowo? wypytywała ostrożnie. Dutch wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie zdradzi 

swoich sekretów. 

-  W  każdym  razie  teraz  mam  urlop.  -  Obserwował  jej  twarz,  przesłoniętą  smugą  dymu  z 

papierosa. 

- To chyba niebezpieczne zajęcie? 

- Owszem. 

background image

- Zupełnie jakbyśmy grali w dwadzieścia pytań! 

-  zawołała  nagle.  Poweselała,  widząc  jego  roześmianą  twarz.  -  A  może  jesteś  agentem 

wywiadu działającym na dwie strony? 

- Wzrost mi to uniemożliwia - wyjaśnił z powagą. 

-  Szpieg  powinien  być  niewysoki,  żeby  mógł się  łatwo ukryć  w  krzakach.  - Wytrzeszczyła 

oczy ze zdumienia i dopiero po chwili zrozumiała, że Dutch z niej kpi. 

Zachichotała. 

-  Twoje  oczy  lśnią,  kiedy  się  śmiejesz  -  rzekł  w  zadumie.  -  Zawsze  jesteś  taka 

rozpromieniona? 

- Zazwyczaj tak - przyznała. Poprawiła zsuwające się z nosa okulary. - Miewam złe dni, ale 

staram się tego nie okazywać. 

- Dlaczego nie nosisz szkieł kontaktowych? - zapytał widząc, że znowu dotyka oprawki. 

-  Okropnie  się  denerwuję,  kiedy  muszę  je  nakładać  i  zdejmować,  płukać  w  roztworze. 

Przyzwyczaiłam się do noszenia okularów. 

- Na pewno trochę przeszkadzają, gdy całujesz się z mężczyznami - zauważył złośliwie. 

-  To  mi  nie  grozi.  -  Parsknęła  śmiechem,  trochę  zażenowana  jego  bezpośredniością.  -  Nie 

uganiają się za mną żadni adoratorzy. 

-  Jeśli  okulary  przeszkadzają,  można  je  po  prostu  zdjąć.  -  Dutch  nie  dawał  za  wygraną. 

Wstrzymała  oddech,  spojrzała  mu  w  oczy  i  ujrzała  w  nich  niejasną  zapowiedź  tego,  co  miało  się 

wydarzyć. 

- Nie wpadaj w panikę - żartował czule, widząc, że zmieniła się  na twarzy. - Nie sądziłem, 

ze cię przestraszę. 

- Wcale się nie boję - stwierdziła i odwróciła wzrok. 

- Dani. - Wypowiedział jej imię niczym sekretną modlitwę. Podniosła oczy. 

-  Wierz  mi,  nie  planuję  uwiedzenia  cię  -  rzekł  cicho  -  ale  gdyby  między  nami  do  czegoś 

doszło, ożenię się z tobą. Obiecuję i pamiętaj, że nie rzucam słów na wiatr. - Dziewczyna zadrżała. 

- To zbyt wielka zapłata za chwilę zapomnienia. 

-  Czyżby?  -  Przyglądał  się  jej  dziwnie.  -  Przez  wiele  lat  nie  przyszło  mi  do  głowy,  że 

mógłbym się ożenić. Ciekawe, jak to jest w małżeństwie. - Zamyślił się. - Przynajmniej miałbym do 

kogo wracać. 

Zdziwiły  ją  te  słowa.  Dlaczego  nie  powiedział,  że  miałby  z  kim  dzielić  życie?  W  porę 

przypomniała sobie, że prowadzą zwykłą towarzyską rozmowę. 

Dutch  bawił  się  jej  kosztem,  powinna  wbić  to  sobie  do  głowy.  Już  postanowiła,  że 

wykorzysta każdą chwilę cudownych wakacji i zachowa piękne wspomnienia. 

Byli  sobie  obcy  i  tak  już  pozostanie.  Nie  mogła  pozwolić,  żeby  wakacyjny  romans 

background image

zrujnował jej życie. Przecież to tylko miła przygoda. Powinna o tym pamiętać. 

Kelner podał obiad. Jedli, rozmawiając o różnych sprawach. Dutch okazał się prawdziwym 

znawcą w dziedzinie wojen i konfliktów międzynarodowych. 

Z  pewnością  wiele  czytał  na  ten  temat.  W  czasie  rozmowy  wspomniał  o  uzbrojeniu  i  tu 

również da! się poznać jako prawdziwy ekspert. 

- Mąż mojej najlepszej przyjaciółki, Harriett, interesuje się różnymi rodzajami broni. Zbiera 

fachowe  książki  i  czasopisma.  Pokazywał  mi  kiedyś  fotografię  małego  pistoletu  maszynowego, 

kaliber dziewięć milimetrów.... 

-  Uzi  -  podpowiedział  Dutch.  -  Trzydzieści  nabojów  w  magazynku,  można  z  niego  oddać 

pojedynczy strzał albo strzelać seriami. Niewielki, ale doskonały. 

-  Miałam  kiedyś  w  ręku  strzelbę  kaliber  dwadzieścia  dwa.  Niewiele  wiem  o  pistoletach 

maszynowych i karabinach. 

- Moją specjalnością  jest biała broń, przede wszystkim noże, sztylety  i tak dalej. Często się 

nimi posługuję, ale używam także broni palnej. - Sięgnął do wewnętrznej kieszeni, wyciągnął spory 

nóż sprężynowy i położył na stole. Dani oglądała go z zainteresowaniem. Ostrze wykonane było ze 

srebrzystego metalu, a rękojeść rzeźbiona w kości. Niebezpieczna broń. 

- Trudno go uznać za scyzoryk, prawda? - rzekła podnosząc wzrok. 

- Ale celnicy dają się nabrać. 

- Gdzie kupiłeś to cudo? 

- Sam je zrobiłem - oznajmił, chowając nóż do kieszeni. 

- Naprawdę? - wykrzyknęła. 

-  Możesz  mi  wierzyć.  -  Uśmiechnął  się,  widząc  jej  zdumienie.  -  A  jak  myślisz,  skąd  się 

biorą na świecie takie przedmioty? Ktoś je przecież robi. 

- Oczywiście, ale nie sądziłam... Taka zegarmistrzowska robota - dodała. 

- Prawdę mówiąc, nie służy mi do ozdoby, tylko do walki. - Wypił łyk kawy. 

- Masz ochotę na deser? 

- Raczej nie. Na szczęście nie przepadam za słodyczami. 

- Ja również. Może pójdziemy na spacer? 

-  Cudownie!  -  Dutch  zapłacił  rachunek  i  wyszli  z  hotelu.  Zapadł  zmierzch.  Wieczór  był 

ciepły.  Dani  zdjęła  pantofle  i  boso  biegała  po  plaży,  ścigając  się  z  falami.  Dutch  patrzył  na  nią  i 

śmiał się. Ręce wsunął do kieszeni. Jasne włosy lśniły w blasku hotelowych neonów. 

-  Ile  masz  lat?  Przypomnij  mi,  bo  zapomniałem  -  zapytał,  gdy  podbiegła  do  niego, 

potrząsając trzymanymi w ręku sandałkami. 

- Prawie dziesięć - zawołała, wybuchając śmiechem. 

- Czuję się przy tobie jak starzec. - Dotknął ręką jej policzka i ust. Plaża była zupełnie pusta. 

background image

Gdzieś w oddali rysowały się niewyraźne sylwetki spacerowiczów. 

- A ile ty masz lat? - zapytała. 

- Trzydzieści sześć. - Wyjął  z  jej  zdrętwiałych palców zapomniane pantofelki i rzucił  je  na 

piasek. 

Szum fal zagłuszał głuchy, stłumiony szept. 

-  Pragnę  cię  -  powtarzał  wolno.  Ujął  w  dłonie  twarz dziewczyny.  Przysunęła  się  do  niego. 

Poczuła rozkoszne ciepło muskularnego ciała. 

- Wiesz, co się dzieje z mężczyzną, gdy ogarnia go pożądanie? 

Czuła, że jej policzki płoną. Nie mogła się odsunąć. 

Dutch objął jej biodra i przyciągnął do swoich. 

Wstrzymała  na  chwilę  oddech.  Mężczyzna  dotknął  ustami  jej  czoła.  Dyszał  ciężko. 

Odkrywała ze zdumieniem sekrety jego ciała i była pewna, że to ona tak bardzo go podnieca. 

- Nie masz mi tego za złe? - zapytał cicho. 

- Jestem... zaciekawiona - wyszeptała. - Przecież wiesz, to dla mnie zupełna nowość. 

- I nie boisz się? 

- Nie, już nie. - Czuła, że kąciki jego ust unoszą się w uśmiechu. Objął ją jeszcze mocniej. 

-  Nawet  teraz  nie  czujesz  strachu?  -  wyszeptał.  Jego  szeroka  pierś  podnosiła  się  i  opadała, 

gdy chwytał ustami powietrze. 

- Poszukajmy spokojnego miejsca. Nie wiem, do czego nas to doprowadzi. 

- Pragniesz mnie - szepnęła Dani. W jej głosie brzmiał tryumf. 

- Tak. - Jego ręce sunęły powoli w górę ku piersiom dziewczyny, nagim pod cienką tkaniną 

sukienki. Nie włożyła stanika. Było zbyt gorąco. Zdrętwiała, gdy delikatne palce dotknęły jej skóry, 

powodując natychmiastową i spontaniczną reakcję. 

- I ty mnie pragniesz, prawda? - zapytał po cichu. 

Zmysłowy  dotyk  mężczyzny  sprawił,  że  całkiem  straciła  głowę.  Przytuliła  się  z  jękiem  i 

ukryła twarz na jego ramieniu. 

- Dobrze, że nikogo tu nie ma - wykrztusił. 

-  Spokojnie,  Dani.  -  Powolnym,  niewiarygodnie  czułym  ruchem  zsunął  sukienkę  z  jej 

ramion. Na chwilę serce w niej zamarło, a potem zatrzepotało jak szalone. 

Wilgotny,  słony  powiew  chłodził  ramiona  i  piersi  uwolnione  spod  miękkiej  tkaniny, 

sfałdowanej wokół talii. Jęknęła znowu, chwytając spazmatycznie powietrze. 

Przyspieszony oddech Dani działał na Dutcha jak narkotyk. Kolana ugięły się pod nim, gdy 

uległa mu tak żywiołowo. Wyczuwał instynktownie, że był jedynym mężczyzną, którego tak hojnie 

obdarowała. 

Dani  wspięła  się  na  palce  i  zarzuciła  mu  ramiona  na  szyję.  Dłonie  Dutcha  błądziły  po  jej 

background image

ramionach.  Zanurzyła  palce  w  gęstych,  jasnych  włosach.  Silne  dłonie  zsunęły  się  na  jej  piersi  i 

gładziły twarde sutki. Drgnęła mimo woli pod wpływem nagłej rozkoszy. 

-  Chcę  cię  całować  -  szepnął,  muskając  wargami  usta  Dani.  Jego  ręce  zawładnęły  nią 

całkowicie i nieodwołalnie. 

Czuł, że drży mimo woli. 

-  Cokolwiek  zrobię,  nie  obawiaj  się.  Będziemy  się  kochać  i  wtedy  zrozumiesz,  że  to 

wszystko jest całkiem naturalne. Zapamiętasz, co ci teraz powiedziałem? 

- Ale ludzie... - wyjąkała. 

- Było tu dwoje staruszków, ale wrócili już do hotelu. Dani, Dani, to będzie najcudowniejsza 

noc w moim życiu! 

Przylgnęła  do  niego,  głucha  i  ślepa  na  wszystko,  co  nie  było  rozkoszą.  Jutro  będzie  miała 

wyrzuty sumienia, jutro zacznie się martwić. 

- Chcesz, żebym cię całował, prawda, najmilsza? 

- Patrzył na nią z czułością, obsypując pocałunkami usta, szyję i ramiona. 

- Jesteś dla mnie jak wspaniała uczta - szeptał. 

Poczuła nagle delikatne ugryzienie i zamarła na chwilę. 

- Eryku - jęknęła przerażona i zacisnęła palce na jego włosach. 

-  Już  dobrze  -  szeptał,  tuląc  twarz  do  jej  piersi.  -  Nic  złego  się  nie  stanie,  obiecuję. 

Spokojnie, najmilsza. 

O  tak,  Dani.  Ułóż  się  wygodnie,  żebym  mógł  cię  pieścić...  -  Osunęła  się  na  piasek. 

Podtrzymywał ją i była mu za to wdzięczna. Ziemia wirowała w szalonym tempie. Uszczęśliwiona, 

przylgnęła  do  Dutcha,  rozkoszując  się  dotykiem  jego  bioder,  ust,  zębów,  języka.  Tak  mało 

wiedziała  o  mężczyznach.  Płonęła,  gdy  całował  jej  usta.  Przyciągnęła  go  do  siebie  i  z  żarem, 

chociaż niezbyt umiejętnie, odwzajemniała pocałunki. 

Wybuchnął  cichym  śmiechem  i  wsunął  się  na  nią.  Ich  biodra  przylgnęły  do  siebie.  Uległa 

bez reszty jego namiętności. 

- Eryku - szepnęła nieśmiało. 

-  Co,  kochanie?  -  zapytał,  całując  przymknięte  powieki.  Dotknęła  jego  koszuli.  Uniósł 

głowę. 

- Mam ją rozpiąć? 

- Tak - odparła zarumieniona. 

- Zrób to sama. 

Przygniatał  ją  do  ziemi  ogromnym  ciężarem,  ale  była  tym  zachwycona.  Nad  nimi  lśniły 

setki gwiazd, ale w tej chwili Dani była świadoma tylko jednej rzeczy: 

Dutch  naprawdę  jej  pożądał.  Przesunęła  dłońmi  po  nagiej,  porośniętej  włosami  skórze  i 

background image

zadrżała z podniecenia. 

Nigdy przedtem nie dotykała obnażonego ciała mężczyzny. Bliskość Dutcha wprawiała ją w 

stan euforii. 

-  Dotykaj  mnie  -  poprosił,  a  gdy  delikatne  ręce  przesunęły  się  po  nagim  torsie,  objął  ją 

mocno. Była zaskoczona gwałtownością ogarniającego ją pożądania. 

- Zadowolona? - zapytał cicho. 

- W najśmielszych marzeniach... - zaczęła chrapliwym, drżącym głosem. - Och, pragnę cię - 

wyznała szlochając. - Tak bardzo cię pragnę! 

- A ja ciebie, maleńka - szepnął i pocałował ją czule. 

- Ale nie myśl, że spędzę z tobą jedną noc i odejdę. 

Zostało mi jeszcze trochę przyzwoitości. - Scałował łzy płynące po policzkach dziewczyny i 

musnął wargami jej powieki. Zorientowała się nagle, że okulary gdzieś zniknęły. 

- Gdzie moje...? - zapytała niepewnie. 

- Leżą za tobą - uspokoił ją i uśmiechnął się. Usiadł powoli i przyciągnął Dani do siebie. W 

słabym świetle neonów rozkoszował się widokiem jasnej skóry i pełnego, bezwstydnie obnażonego 

biustu dziewczyny. 

-  Jaka  pani  zmieniona,  droga  panno St. Clair  - powiedział  z czułością  i  pochylił  głowę,  by 

dotknąć ustami twardego sutka. 

Dani nie mogła złapać tchu. Wpatrywała się w jasną głowę mężczyzny. 

- Ja... powinniśmy... to jest... 

- Chcesz, żebyśmy się rano pobrali? - zapytał. 

- Jak to po... pobrali? 

Dutch skinął głową. 

-  Pobierzemy  się.  -  Niechętnie  naciągnął  sukienkę  na  ramiona  dziewczyny.  Sięgnął  po 

okulary i włożył jej na nos. 

- Ależ... - Nie dokończyła, bo objął dłonią krągłą pierś. 

- Nie liczmy na to, że się opamiętamy - tłumaczył. 

-  Trudno  się  oprzeć  takiemu  pożądaniu,  nic  nas  nie  powstrzyma.  Sam  jestem  zdumiony 

intensywnością  własnych  doznań,  ostatni  raz czułem się tak  jako  piętnastolatek. Ciebie  spotyka  to 

na pewno pierwszy raz w życiu. 

-  Owszem,  z  pewnością  masz  rację,  ale  przecież  jesteśmy  sobie  całkiem  obcy  -  Dani 

próbowała zachować rozsądek. 

- Wkrótce poznamy się lepiej - rzekł stanowczo. 

-  Na  miłość  boską,  potrzebuję  cię,  Dani.  Jeśli  za  mnie  nie  wyjdziesz,  spakuję  się 

natychmiast i opuszczę to cholerne miasto pierwszym samolotem. Nie zniosę tego dłużej, muszę cię 

background image

mieć. Ale tylko pod warunkiem że zostaniesz moją żoną. 

- Posłuchaj... 

- Dlaczego uważasz, że nie nadaję się na męża? 

- wybuchnął. - Inne kobiety same mi się oświadczały! Nie jestem potworem, staram się być 

miły, lubię psy  i koty, zawsze płacę rachunki w terminie, rzadko choruję,  mam przyjaciół. Czemu, 

do cholery, nie chcesz za mnie wyjść? 

- Bo łączy nas tylko pożądanie. 

- Też mi argument - burknął. - Nie potrafię być taki rozsądny. Całkiem odebrało mi rozum. 

Pragnę ciebie i wiem, co czujesz. Zlituj się nade mną! 

- Czy rozwód byłby możliwy, gdybyśmy... jeśli ty... 

- zaczęła niepewnie. 

-  Posłuchaj,  starzeję  się.  -  Wstał,  podał  jej  rękę  i  przyciągnął  dziewczynę  do  siebie.  -  Z 

pewnością  często  będę  wyjeżdżał  i  musisz  się  z  tym  pogodzić.  Nie  mam  nikogo  bliskiego. 

Polubiłem cię. Dobrze mi z tobą. Myślę, że będziemy wspaniałymi kochankami. 

Wielu  ludziom  nawet  tego  brakuje  w  małżeństwie.  Nie  jesteśmy  dziećmi,  nie  wierzymy  w 

bajki  i opowiastki  typu  „żyli  długo  i  szczęśliwie”. Wolę żyć  z  kobietą,  która  mnie zaciekawia,  niż 

uwikłać się w zgubną i szaleńczą miłość. 

- A jeśli naprawdę się zakochasz? - zapytała cichym głosem. Słuchała go z uwagą i żegnała 

się z marzeniami o wielkiej miłości. 

-  Nigdy  więcej  się  nie  zakocham  -  odparł  równie  cicho  -  ale  gdybyś  znalazła  miłość, 

pozwolę ci odejść. 

- Wziął ją za rękę. - Tak czy nie? Pytam po raz ostatni. 

- Tak - odrzekła  bez  wahania.  Harriett  na  pewno  zemdleje,  gdy  się o tym  dowie.  Wszyscy 

się zdziwią, kiedy usłyszą nowinę. Któż da wiarę, że taki mężczyzna ją zechciał? Zapomniała, o co 

chciała zapytać. 

Dutch pochylił się i pocałował ją czule, nie tak zachłannie jak przedtem. 

- Nazywam się Eryk James van Meer. Urodziłem się w Niderlandach, to znaczy w Holandii. 

Moim  rodzinnym  miastem  jest  Utrecht.  Mieszkałem  tam  do  dziewiętnastego  roku  życia.  Potem 

zostałem żołnierzem. 

Trochę już o mnie wiesz. Kiedyś wszystko ci opowiem. Jeśli będzie taka potrzeba. 

- To brzmi złowieszczo. 

- Na razie nie powinnaś się przejmować - odparł, mocno obejmując ją ramieniem. 

- Chcesz wziąć ślub jako dziewica? 

Dani  oddychała  z  trudem.  Otworzyła  usta,  żeby  odpowiedzieć  twierdząco,  ale  słowa  nie 

przeszły jej przez gardło. Pomyślała o długiej, samotnej nocy i rozsądek całkiem ją opuścił. Musiał 

background image

ustąpić ciału udręczonemu pożądaniem. 

- Bardzo cię pragnę - wyjąkała. 

- Nie bardziej niż ja ciebie - mruknął. 

Ruszyli w stronę hotelu. Dutch przystanął nagle. 

Ujął  w  dłonie  twarz  dziewczyny  i  wpatrywał  się  w  nią  ciemnymi,  pełnymi  cierpienia 

oczyma. 

- Wychowałem się w rodzinie katolickiej. Wedle mojej religii to, co zamierzam uczynić, jest 

grzechem. 

Twój pastor zapewne zgodziłby się ze mną. A więc teraz w obliczu Boga biorę cię za żonę i 

niech tak pozostanie przez całe życie. Jutro staniesz się moją żoną także wobec ludzi. 

- I ja  biorę  cię  za  męża,  na  dobre  i złe,  póki  śmierć  nas nie  rozłączy  -  odrzekła  ze  łzami  w 

oczach. Słowa Eryka wzruszyły ją głęboko. 

Pochylił się i pocałował zapłakane oczy. 

- W Holandii mówimy na kobietę zamężną mevrouw - szepnął. 

Mevrouw - powtórzyła. 

Lieveling - dodał z uśmiechem - znaczy kochanie. 

Lieveling - próbowała zapamiętać. 

-  Gdy  pójdziemy  na  górę  -  dodał,  prowadząc  ją  w  stronę  hotelu  -  nauczę  cię  kilku  innych 

słów, ale musisz mi obiecać, że nikomu ich nie powtórzysz. 

Parsknął śmiechem na widok jej miny. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Wytworny apartament Dutcha z widokiem na zatokę w niczym nie przypominał skromnego 

pokoju Dani. Nie pogardziłyby nim nawet osoby z królewskiej rodziny. Dziewczynę znowu ogarnął 

niepokój.  Gdy  mężczyzna  przekręcił  klucz  w  zamku,  wyszła  na  balkon,  żeby  popatrzeć  na 

błyszczący  setkami  świateł  statek  cumujący  w  porcie.  Morski  wiatr rozwiewał  jej  włosy  i  szarpał 

sukienkę. Czuła się jak podróżnik wyruszający na spotkanie nowej przygody. 

—To pasażerski liniowiec - wyjaśnił Dutch, wskazując rozświetlony transatlantyk. - Piękny, 

prawda? 

- Tak. Mało wiem o morzu, lecz uwielbiam przyglądać się statkom. 

Dutch zapalił papierosa. Milczał. 

- Sam kiedyś żeglowałem - zwierzył się niespodziewanie. 

Odwróciła  się,  by  popatrzeć  na  obcego  mężczyznę,  który  miał  wkrótce  zostać  jej 

kochankiem, a za kilkanaście godzin  mężem. - Przed ośmiu  laty przeprowadziłem  się do Chicago, 

Zamieszkałem  nad  jeziorem  i kupiłem  łódź. Pewnego wieczoru wypłynąłem po pijanemu,  łódź się 

wywróciła i zatonęła. - Dani zmrużyła oczy i zerknęła na niego z niepokojem. 

Popatrzył jej prosto w oczy. 

- Nie jestem pijakiem - wyjaśnił spokojnie. - Chyba trochę za dużo tych niejasnych aluzji do 

przeszłości. 

Rzadko zaglądam do butelki, ale czasami miewam chandrę. Obiecuję, że nigdy nie będę się 

upijał w twojej obecności. 

Mówił  tak,  jakby  chciał  dowieść,  że  jest  gotów  do  ustępstw.  Dani  poczuła,  że  robi  się  jej 

ciepło na sercu. 

Przysunęła się bliżej, spojrzała mu w oczy z ufnością i spokojem. 

- J a też mogę z czegoś zrezygnować - odparła cicho. 

- Ty zdecyduj, gdzie zamieszkamy. 

- Mogę się przeprowadzić do ciebie. 

- To prawda, ale skoro pracujesz w Chicago, powinniśmy tam zamieszkać. 

- Moja praca wymaga ciągłego podróżowania. 

Mieszkam w Chicago, ponieważ mam tam przyjaciół. 

- Czy także przyjaciółki? - wypytywała z niepokojem. 

Dutch milczał. Zgasił papierosa i wyrzucił niedopałek do popielniczki. Przytulił czule Dani. 

- Jesteś pierwszą kobietą, z którą spędzę noc w tym roku - mruknął z drwiącym uśmiechem. 

- Czy taka odpowiedź cię zadowala? 

- Przecież... mężczyzna potrzebuje... więc ty chyba? 

background image

- Brakowało jej słów, a chciała taktownie wyrazić swoje obawy i niedowierzanie. 

- Sądziłem, że udało mi się poskromić namiętności. 

Wtedy  ty  wkroczyłaś  w  moje  życie  -  zwierzył  się.  -  Nie  pamiętam,  żebym  pragnął  jakiejś 

kobiety równie mocno jak ciebie. 

- Jesteś pewny, że chcesz się ze mną ożenić? 

- Przestań się tak przejmować - powiedział, dotykając ustami zmarszczki na jej czole. - Tak, 

chcę. I rano nie zmienię zdania. Nie skłamałbym tylko po to, żeby cię zaciągnąć do łóżka. 

Dani trochę go o to podejrzewała. Spuściła oczy. 

- Coś jeszcze cię dręczy? - zapytał. Milczała przez chwilę, bawiąc się guzikami jego koszuli. 

- Boję się. 

-  O  tak,  potrafię  sobie  to  wyobrazić.  Mój  pierwszy  raz  to  była  ciężka  próba.  Strasznie  się 

denerwowałem - oznajmił, wybuchając śmiechem. 

- Jakoś nie mieści mi się w głowie, że coś cię może wyprowadzić z równowagi. 

- To było sto lat temu, ale nie zapomniałem. Będę uważał. - Pochylił głowę i lekko dotknął 

ustami  jej warg. - Chcę, żebyś pamiętała o dwóch rzeczach. Po pierwsze, w tych sprawach  nie  ma 

żadnych ustalonych zasad, wszystko zależy od tego, co daje rozkosz kochankom. Rozumiesz? 

- Tak - odparła niepewnie. 

-  Po  drugie,  pamiętaj,  że  jestem  zwykłym  człowiekiem  -  powiedział  cicho.  -  Z  pewnością 

przyjdzie chwila, że całkiem przestanę nad sobą pasować. 

Mam nadzieję, że osiągniesz taki stan przede mną. A jeśli nie, będziemy się kochali jeszcze 

raz i wtedy postaram się, żebyś go ze mną przeżyła. 

Zgoda? 

-  To  brzmi  ogromnie  tajemniczo  - oznajmiła  szeptem,  jakby  się  obawiała,  że  nawet  ściany 

mają uszy. 

-  Do  rana  wszystkiego  się  dowiesz.  -  Objął  spojrzeniem  postać  dziewczyny  i  zabrakło  mu 

tchu. 

- Świeża niczym pączek róży - mruknął, przyciągając ją do siebie nagłym ruchem. Przytuliła 

twarz do jego szyi. Poczuła zapach drogiej wody po goleniu. 

Obejmowały ją mocne ramiona. Czuła się cudownie lekka w jego uścisku. Dutch wziął Dani 

na ręce i ostrożnie ułożył na łóżku. Sądziła, że natychmiast zacznie ją rozbierać albo zedrze z siebie 

ubranie. 

Leżała  bez  ruchu,  napięta  i  pełna  obaw.  Dutch  usiadł  obok  niej  i  wybuchnął  śmiechem 

widząc jej minę. 

- Zastanawiam się, o czym myślisz. Czy uważasz, że zerwę tę sukienkę i natychmiast rzucę 

się na ciebie? 

background image

- Przepraszam. - Oczy Dani napełniły się łzami. 

- Przypomnij sobie, jak było na plaży. Leżałaś na piasku, a ja cię całowałem... tutaj - dodał, 

a jego palce zsunęły  się w dół na  miękką pierś. - Odchyliłaś głowę, jęknęłaś  i błagałaś, żebym cię 

dotykał. 

Dani  przymknęła  powieki.  Natychmiast  powróciły  odczucia  wywołane  poprzednio  jego 

pieszczotami, równie intensywne jak wtedy. 

- Teraz będzie tak samo - zapewnił. Pochylił się, by ją znowu pocałować. - Ale tym razem 

nic mnie nie powstrzyma. 

Usta dziewczyny rozchyliły się pod jego zachłannymi wargami. Ciepłe dłonie o stwardniałej 

skórze  gładziły  jej  obnażone  plecy,  zataczając  powoli  szerokie  kręgi.  Czułość  kochanka  pozwoliła 

Dani uwolnić się od wszelkich obaw i zahamowań. 

Dutch wolno zsunął z  jej ramion sukienkę. Ustami wędrował po nagiej  skórze. Dani  już się 

nie opierała. 

Pożądanie rozgorzało w niej na nowo, gdy poczuła, że mężczyzna całuje jej piersi i bierze je 

w dłonie.  To  ją  podnieciło.  Zapomniała  o  strachu. Sukienka  i  skąpe  majteczki  opadły  na  podłogę. 

Dziewczyna  zdumiała  się,  czując  dotknięcie  ust  i  zębów  Dutcha  na  udach.  To  niewiarygodne, 

zastanawiała  się,  usiłując  zebrać  myśli  zmącone  bolesnym  pożądaniem,  to  niewiarygodne,  że 

można odczuwać tak wielką, porażającą rozkosz! Nie miała pojęcia, co się z nią dzieje; oddała się 

we  władanie  zmysłom;  była  wielkim,  nie  zaspokojonym  głodem.  Zamknęła  oczy,  zaciśnięte  w 

pięści  ręce  wsunęła  pod  kark  i  odchyliła  głowę.  Namiętne  wargi  Dutcha  sunęły  po  jej  brzuchu  i 

biodrach. Rozbierał się powoli, nie przerywając pieszczot. W pewnej chwili Dani poczuła na sobie 

nagie  ciało  mężczyzny.  Otworzyła  oczy  i  nie  mogąc opanować  ciekawości  zaczęła  się  przyglądać. 

Nie potrafiła odwrócić wzroku. Jej kochanek był taki piękny, równo opalony, jakby przez całe życie 

nago wygrzewał się na słońcu. Nie spotkała dotąd tak przystojnego mężczyzny. 

Dłonie  Dutcha  odkrywały  najskrytsze  tajemnice  jej  ciała.  Próbowała  się  odsunąć,  ale 

natychmiast ją pocałował. Rozchyliła usta i pozwoliła, by silne dłonie gładziły ją czule i delikatnie. 

Płakała  ze  szczęścia,  drżała  oddając  mu  się  we  władanie.  Dutch  usiadł  i  oparł  się  o  wezgłowie 

łóżka.  Ciemne  oczy  błyszczały  mu  z  pożądania.  Przyciągnął  do  siebie  Dani  i  przytulił  mocno.  Z 

najwyższym trudem kontrolował swoje reakcje, a jego twarz, stężałą niczym maska, znamionowało 

ogromne  napięcie.  Dani  odetchnęła  głęboko,  zacisnęła  ręce  na  ramionach  Dutcha  i  spojrzała  mu 

prosto w oczy. 

- Sama to zrobisz - rzekł ochrypłym głosem. 

- Unikniesz bólu. 

Chciała zaprotestować, ale czuła, że każda chwila zwłoki jest dla niego torturą. Wstrzymała 

oddech, zamknęła oczy, przygryzła wargę i spróbowała się poruszyć. Jeszcze jeden głęboki oddech 

background image

i kolejna próba. 

- Pomóż mi, Eryku - błagała, przyciągając jego dłonie do swoich bioder. - Proszę... och! 

- Wiem, to boli. - Miał ochotę zakląć. 

-  Przepraszam...  wybacz  mi.  -  Smukłe  palce  zacisnęły  się  na  jej  biodrach.  Dutch  nie  mógł 

dłużej  panować  nad  własnym  ciałem.  Pożądanie  zwyciężyło  rozsądek.  Zadrżał  i  przytulił  ją 

mocniej. - Dani! 

Otworzyła szeroko oczy, słysząc nową nutę w jego głosie. Na widok jego zmienionej twarzy 

całkiem zapomniała o bólu. Przyglądała mu się z zachwytem. 

Otworzył oczy i napotkał jej spojrzenie. Ciało wymknęło się całkiem spod kontroli umysłu. 

Twarz mu pałała, oddychał ciężko i drżał spazmatycznie. Dani nie odrywała od niego wzroku. Gdy 

odchylił  głowę  i  zacisnął  powieki,  zrozumiała  nagle,  co  się  dzieje  i  oblała  się  rumieńcem. 

Znieruchomiał na chwilę, a potem wstrząsnął nim dreszcz. Otworzył oczy i napotkał jej spojrzenie. 

Nadal dygotał lekko i z trudem chwytał powietrze. Czuła napięte mięśnie pod skórą. 

Łagodnym ruchem głaskał jej biodra. 

- Wydawało mi się, że umierasz - szepnęła. 

- I tak się czułem - odparł cicho. Głos mu drżał, ciałem nadal wstrząsały dreszcze. Zajrzał jej 

w oczy. 

- Patrzyłaś na mnie przez cały czas. Bałaś się? 

- Tak - przyznała śmiało. 

- Bolało? 

- Tak, ale gdy zobaczyłam, co się z tobą dzieje, całkiem zapomniałam o bólu. 

Przygarnął ją do siebie. Przytuliła twarz do spoconej piersi Dutcha. Nadal czuła go w sobie. 

-  Kiedy  ujrzałem  twoje  zdziwione  oczy,  całkiem  straciłem  głowę.  Tego  było  dla  mnie  za 

wiele - wymamrotał. 

- Wyglądałeś jak skazaniec wzięty na tortury. 

-  I  nie  mieściło  ci  się  w  głowie,  że  można  doznawać  tak  wielkiej  rozkoszy,  prawda?  - 

strofował ją łagodnie. 

Wybuchnął śmiechem, ale nie było w nim szyderstwa. 

Głaskał ją po plecach. 

- Odpocznę chwilę, a potem zobaczymy, jak ty reagujesz. Przeżyjesz to sama. 

- Obiecujesz? 

- Jasne. Potrzeba ci nieco więcej czasu. Trochę się pospieszyłem. Za drugim razem - dodał 

odsuwając ją na długość ramienia - łatwiej jest mężczyźnie kontrolować reakcje. 

- Jesteś  moim kochankiem  - stwierdziła, patrząc mu w oczy. Jego spojrzenie powędrowało 

w dół. 

background image

Odwróciła wzrok i zaczerwieniła się okropnie. 

- Nie przestałem nim być ani na chwilę ~ przyznał. 

Położył ręce na jej udach i objął ją mocno. Natychmiast zrozumiała jego intencje. 

- Już wiesz, co się za chwilę stanie, prawda? 

- mruknął. Uniósł się, położył Dani na plecach i przylgnął do niej całym ciałem. 

- Za chwilę wszystkiego się dowiesz. Uważaj! 

-  szepnął,  patrząc  na  nią  pożądliwie.  Przyglądała  mu  się  z  zachwytem.  Nagle  krzyknęła 

mimo  woli,  całkiem  zaskoczona  niespodziewanymi  odczuciami.  Uniosła  się  ku  niemu,  ogarnięta 

bez reszty namiętnością. 

-  Wszystko  będzie  dobrze  -  powiedział,  wpatrując  się  w  jej  zmienioną  twarz.  -  Chcę 

widzieć, co czujesz. 

Chcę, żeby ci było tak dobrze, jak mnie przed chwilą. 

Tak, Dani, właśnie tak! 

Jej  serce  uderzało  mocno  i  pospiesznie.  Drżała  rozpaczliwie,  prężyła  się,  próbowała  go 

odepchnąć  i  zarazem  przytulić  do  siebie.  Krzyczała  i  szeptała  miłosne  zaklęcia,  zagryzała  wargi, 

pojękiwała, aż wreszcie odrzuciła głowę i krzyknęła chrapliwie, jakby jej ciało rozerwało się nagle 

na kawałki.  Potem  zaczęła  spadać.  Osuwała  się  lekka  i  bezcielesna  w  ciemną otchłań  całkowitego 

zapomnienia. 

Gdy otworzyła oczy, była całkiem wyczerpana. 

Eryk siedział obok na łóżku i obmywał ją delikatnie wilgotnym ręcznikiem. 

- Czy mężczyźni zawsze tak to odczuwają? - zapytała z ciekawością. Pokręcił głową. 

-  Z  nikim  nie  było  mi  tak,  jak  z  tobą.  Ten  drugi  raz  był  dla  mnie  jeszcze  bardziej 

niesamowity. Krzyczałem. 

- Dzięki - szepnęła. Łzy stanęły jej w oczach. 

-  Nie,  niemów  tak  -  błagał,  całując  ją  znowu.  Długo  nie  odrywał  warg od  jej  ust,  jakby  to 

było wyrzeczeniem ponad siły. Odłożył ręcznik i wziął Dani w ramiona. Tulił ją, głaskał po twarzy, 

obsypywał  rozpalone  policzki  czułymi  pocałunkami.  Drżała  w  jego  objęciach.  Leżeli  spleceni 

mocnym uściskiem. Rozkoszowała się ciepłem jego skóry, przylgnęła do muskularnego torsu. 

-  Ty  również  krzyknęłaś,  kiedy  to  się  stało  -  szeptał  jej  do  ucha.  -  Musiałem  cię  całować, 

żeby nikt nas nie usłyszał. 

- Nawet w najśmielszych snach czegoś podobnego nie przeżyłam. 

-  Cieszę  się,  że  doznałaś  tego  ze  mną  -  odparł,  podnosząc  głowę.  -  Dzięki,  że  na  mnie 

czekałaś. 

- Dobrze, że tak się stało - powiedziała z uśmiechem. 

- Nie zabezpieczyłem się - mruknął po chwili. 

background image

-  Powinnaś  iść  jutro  do  lekarza.  A  może  wolisz,  żebym  ja  się  o  to  zatroszczył? 

Przyzwyczaiłem  się  już  do  myśli,  że  wkrótce  będziemy  małżeństwem,  ale  dziecko...  To  dla  mnie 

zbyt trudne. 

- W takim razie, jeśli możesz... - zawahała się. 

- Wolę pójść do lekarza po powrocie do domu. 

- Zgoda. - Musnął ustami jej wargi. 

- Czy chciałbyś mieć dzieci? - zapytała, ponieważ miało to dla niej wielkie znaczenie. 

- Może kiedyś - odparł, odgarniając jej włosy z czoła. 

- Nie wszystko naraz, prawda? - szepnęła z powagą. 

-  Najpierw  będę  musiał  przyzwyczaić  się  do  życia  w  małżeństwie  -  stwierdził.  -  Masz 

piękne ciało. 

- Ty również. 

- Czas się przespać - oznajmił, całując ją znowu. 

- Naprawdę tego potrzebuję, to smutne - dodał z westchnieniem i sięgnął po ręcznik. 

- Na razie wystarczy tych szaleństw. Jutro wybierzemy się do miasta i załatwimy wszystkie 

formalności. 

Powinniśmy  odczekać  przynajmniej  jeden  dzień,  chyba  że...  jeśli  się  zgodzisz,  są  inne 

sposoby... 

Dani oblała się rumieńcem i natychmiast zmieniła temat. 

- Gdzie odbędzie się nasz ślub? 

- W małej kaplicy niedaleko hotelu - wyjaśnił z uśmiechem. - Otwierają o dziesiątej. Pewnie 

będziemy już czekali przed drzwiami. 

- Nie żałujesz? - zapytała, gdy szedł do łazienki. 

Odwrócił się. Mogła podziwiać jego doskonałą postać w całej okazałości. Potrząsnął głową. 

- A ty? - Powtórzyła  jego gest. Gdy po dłuższej chwili wrócił z  łazienki, wtuliła się w  jego 

ramiona. 

Leżeli nadzy w ciemności, wsłuchani w odgłosy nocy dobiegające zza okna. 

- Może włożysz mój podkoszulek - zaproponował. 

- Raczej nie, jeśli ci to nie przeszkadza. 

- Tak jest cudownie - oznajmił. Przytulił ją mocniej. 

- Będziemy  mieli trochę kłopotu z oddychaniem,  a  ja pewnie dostanę ataku serca, próbując 

zapanować nad moimi namiętnościami, ale wolę spać nago. Dobranoc, lieveling. 

-  Dobranoc,  Eryku.  -  Wtuliła  się  ufnie  w  jego  ramiona,  westchnęła  i  po  chwili  zapadła  w 

głęboki sen. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Dani  miała  sen.  Unosiła  się  w  powietrzu,  całkiem  obnażona  i  bardzo  szczęśliwa. 

Przeciągnęła się z uśmiechem, usłyszała męski głos i wreszcie się obudziła. 

- Nie wyrywaj się, kochanie - usłyszała. - Uważaj, bo cię upuszczę. 

Otworzyła oczy. Dutch niósł ją do łazienki. Przygotował gorącą kąpiel. 

- Tak - powiedziała zaspanym głosem. 

-  Chyba  powinnam  się  obudzić,  nim  wejdę  do  wanny.  -  Przytuliła  się  do  szerokiej  piersi 

Dutcha, położyła mu głowę na ramieniu i zamknęła oczy. 

- Moja poduszka nauczyła się chodzić - westchnęła. 

Dutch  parsknął  śmiechem  i  ze  zdumieniem  stwierdził,  że  w  ciągu  ostatnich  dwu  dni  śmiał 

się  więcej  niż  przez  dziesięć  lat.  Patrzył  z  upodobaniem  na  jasną  skórę  dziewczyny,  pełny  biust 

przylegający do jego muskularnego, porośniętego jasnymi włosami torsu. 

Rozumiał, że Dani jest krucha i bezbronna, ale podświadomie wyczuwał, że cechuje ją także 

poczucie niezależności i upór. Musiał się liczyć z jej zdaniem. 

- Obudź się, bo utoniesz - ostrzegł. 

- A może już utonęłam i jestem w niebie - odparła, tuląc roześmianą twarz do jego szyi. Nie 

widziała nic dziwnego w tym, że obudziła się w ramionach Dutcha. 

Śniła o nim przez całą noc. 

- Musimy wziąć ślub - przypomniał. 

- Czy dzięki temu stanę się znowu przyzwoitą kobietą? - żartowała, spoglądając na niego. 

-  Nie  przestałaś  nią  być  ani  na  chwilę.  Nie  znałem  przed  tobą  takich  kobiet.  A  teraz  do 

wanny. 

- Ułożył  ją w ciepłej, pachnącej wodzie  i po chwili sam  się zanurzył. Namydlili  się wolno, 

poznając nawzajem swoje ciała. Dutch przesunął ręce niżej. 

Dani skuliła się z rumieńcem na twarzy i strachem w oczach. 

- Nie obawiaj się - rzekł uspokajająco. - Ciągle się mnie wstydzisz. Poczekam. 

- Stare panny mają wiele zahamowań - odparła cicho. 

- Pozbędziesz się ich wkrótce - obiecał. 

-  Jeszcze  trochę  piany?  -  Namydlił  jej  plecy.  Jakieś  wspomnienie  z  wczorajszej  nocy  nie 

dawało Dani spokoju. Spojrzała na mężczyznę z obawą. 

- Co cię dręczy? - wypytywał łagodnie. 

- W nocy mówiłeś coś o.... ostrożności, zabezpieczeniu. 

- Nie ma się czym martwić - oznajmił beztrosko. 

-  Wstąpię  do  apteki.  Jeśli  nie  chcesz  zażywać  pigułek,  po  powrocie  do  kraju  mogę  się 

background image

poddać prostej operacji, żeby... - Popatrzyła na niego z przerażeniem. 

Zamilkł w pół słowa. 

- Nie chcesz mieć dzieci, zgadłam? - wykrztusiła. 

- Niech to diabli - zaklął. Czuł, że ogarnia go panika. Po co zaczęła mówić o dzieciach? Nie 

spuszczał z niej oczu. Szybko wyszła z wanny i owinęła się ręcznikiem. 

- Jeszcze się  nie pobraliśmy, a ty  już gadasz o dzieciach - wybuchnął gniewnie  i wyszedł z 

wanny. - Po co nam one, do cholery. To zobowiązanie na całe życie. Prawie niewola. 

- Małżeństwo także - rzuciła stłumionym głosem. 

- Owszem - warknął i chwycił ręcznik. - Ale nie tak jak dzieci. 

-  Nie  odpowiedziałeś  na  moje  pytanie  -  przypomniała  cicho.  -  Nie  chcesz  żadnych  dzieci, 

prawda? 

-  Nie,  nie  chcę  -  burknął,  zmęczony  jej  wyrzutami,  udręczony  wspomnieniami,  które 

powróciły w trakcie kłótni. - Żadnych dzieci. 

Odwróciła  się  i  poszła  do  sypialni.  Dość.  Nie  wolno  dłużej  narażać  się  na  cierpienia.  Nie 

potrafiła  wyobrazić  sobie  życia  bez  dziecka.  Postanowiła  wrócić  do  swego  pokoju  i  zapomnieć  o 

Dutchu. Co to za człowiek? Nic o nim nie wiedziała. 

Łzy przesłaniały jej oczy. Chwiejnym krokiem podeszła do łóżka i usiadła. Czuła się pusta, 

chora i samotna. Zawsze marzyła o dziecku. Ledwie skończyła osiemnaście lat, zaczęła ukradkiem 

myszkować  po  sklepach  z  dziecięcymi  rzeczami.  Dotykała  prześlicznych  ubranek  i  wyobrażała 

sobie,  że  trzyma  w  objęciach  własne  maleństwo.  Nie  miała  nigdy  bliskiej  osoby;  gdyby  urodziła 

dziecko, nie czułaby się samotna. Wybuchnęła płaczem. Łzy płynęły spod przymkniętych powiek. 

Dutch stał w drzwiach łazienki i wpatrywał się w nią. To pułapka, pomyślał z wściekłością. 

Dani chce to opętać, udając słabą i bezradną. Mamrocząc przekleństwa odrzucił ręcznik i podszedł 

do łóżka. Chwycił dziewczynę za nadgarstki i szybkim ruchem położył na posłaniu. 

-  Eryku!  -  krzyknęła  przestraszona.  Dotknął  jej  ust,  ile  nie  był  to  brutalny  pocałunek, 

chociaż właśnie tego się obawiała. Muskał delikatnie jej wargi, tak że prawie tego nie czuła. Zsunął 

z niej ręcznik i szeptał coś niezrozumiale. Dani zadrżała. Dutch rozsunął jej nogi. 

Ukląkł  obok,  dotykając  torsem  biustu.  Patrzyła  w  ciemne  oczy,  zauroczona  nagłą  zmianą 

wyrazu twarzy Dutcha. Objął jej głowę wielkimi, ciepłymi dłońmi. 

- Otwórz usta - szepnął, pochylając się nad nią. 

- Pocałuj mnie tak, jak cię nauczyłem w nocy. 

Posłuchała  go.  Całowała  długo  i  czule.  Położył  dłonie  na  jej  piersiach  i  sutki  stały  się 

natychmiast  twarde  i  wrażliwe.  Westchnęła,  a  Dutch  coraz  namiętniej  oddawał  jej  pocałunki. 

Wsunął rękę pod  biodra Dani  i przyciągnął  je do swoich. Niewiarygodnie silne palce obejmowały 

jej uda. Wstrzymała oddech. Całował ją niemal bez przerwy, a chwilami szeptał jakieś słowa, które 

background image

kruszyły  wolę  i  sprawiały,  że  omdlewała  w  jego  ramionach.  Pieścił  ciało  dziewczyny  jeszcze 

odważniej niż zeszłej nocy, a każdy gest wzmagał w niej nienasycenie. Zawahał się nagle. Patrzyli 

sobie w oczy. 

Intensywność doznań sprawiła, że zabrakło jej tchu. 

Poznawała najtajniejsze sekrety jego ciała. Poruszał się wolno jak we śnie. 

- Dopiero teraz naprawdę się kochamy - szepnął, zamykając oczy. 

Początkowo  nie  rozumiała,  co  miał  na  myśli.  Po  chwili  pojęła.  Był  tak  czuły,  tak 

niesłychanie delikatny, że każde dotknięcie, każde poruszenie wzmagało rozkosz. 

Przytuliła  się  do  niego  z  tkliwością,  starając  się  obdarować  go  równie  hojnie.  Mrugała 

powiekami, na przemian zamykając  i otwierając szeroko oczy, wsunęła palce w  jego  mokre, jasne 

włosy  i  drżała,  gdy  dotykał  najwrażliwszych  miejsc  na  jej  ciele.  Pod  wpływem  tak  wielkiej 

przyjemności  prężyła  się  bezwiednie.  Nie  wiedziała,  jak  zdoła  przetrwać  moment  najwyższej 

rozkoszy. 

- Eryku - szlochała z wargami przy jego ustach. 

Czuła, że i on cały dygocze. 

-  Lieveling  -  powtarzał  chrapliwie.  -  Mijn  lieveling,  mijn  vrouw!  -  Silne  ręce  objęły  ją 

mocniej.  Kołysali  się  razem  czule,  łagodnie.  Szeptał  jej  do  ucha  słowa  w  nie  znanym  języku, 

których nie rozumiała, lecz chłonęła ich obezwładniającą tkliwość. Okrywała pocałunkami opalone 

czoło,  usta,  podbródek.  Gdy  podniósł  głowę,  ujrzała  błyszczące,  pociemniałe  oczy  i  rozchylone 

wargi. 

-  Tak  -  szeptał,  podtrzymując  ją.  -  Tak,  właśnie  tak.  -  Przymknął  oczy.  Czuł  dotyk  jej 

miękkich warg na powiekach, ustach, na czubku nosa i na policzkach. 

Znowu otworzył oczy, czytając z jej twarzy, jak bardzo go pożąda. 

- Tak - szepnął. - Teraz to nastąpi. Teraz... 

-  Głos  Dutcha  nie  zmienił  się,  ale  oddech  był  coraz  bardziej  urywany.  Wchodził  w  nią 

powoli,  coraz  głębiej,  nie  gubiąc  niczego  z  czułości  pierwszych  chwil,  choć  przynaglało  go 

pożądanie. Dani nie mogła pojąć, co się z nią dzieje. Napięcie nie do zniesienia, dłonie obejmujące 

ją z  wielką  siłą,  fale  gorąca  przebiegające  po jej  skórze tysiącem  rozżarzonych  igiełek.  Otworzyła 

usta, nie mogąc złapać tchu. Wstrząsały nią dreszcze, lękała się, że umrze z rozkoszy. 

- To straszne... - jęknęła, kuląc się i zaciskając palce aa jego ramionach. 

Cicho - szepnął łagodnie. Wchodził w nią coraz głębiej. Patrzył w szare oczy. 

-  Poczujesz  to.  Zaraz  poczujesz.  Nie  obawiaj  się,  lieveling.  Nie  odwracaj  głowy,  chcę 

patrzeć na ciebie. 

Widziała  jego  twarz  jak  przez  mgłę.  Chyba  się  uśmiechał.  Nagle  wszystko  rozbłysło  jak 

tysiące  fajerwerków  na  nocnym  niebie.  Pośród tego blasku na  moment  jej serce przestało bić.  Nie 

background image

mogła złapać tchu. 

Krzyknęła.  To,  czego  przed  chwilą  doznała,  było  takie  piękne.  Zaczęła  płakać.  Czuła,  że 

jego ciało tężeje. 

Usłyszała krzyk, a potem swoje imię. 

Długo leżeli nieruchomo. Nie mieli siły, by się poruszyć. Dani była trochę zdziwiona. Dutch 

oznajmił, że  nie  będzie  się  z  nią  kochał,  póki  nie  zostaną  małżeństwem, a  tymczasem  sam  zaczął. 

Ale dlaczego? 

I czemu właśnie w ten sposób? Tak tkliwie i delikatnie, jakby mu na niej ogromnie zależało. 

Pogłaskała jego wilgotne ramiona. Podniósł głowę i długo patrzył jej w oczy. 

- Nigdy w życiu nie byłem tak czuły wobec żadnej kobiety. - Otarł jej łzy. - Bolało? 

- Wcale. - Zawahała się i dodała zdławionym głosem: - To było... wspaniałe. 

-  Owszem.  Dla  mnie  również.  -  Odsunął  się  od  niej  niechętnie.  Westchnął  ciężko, 

zmarszczył brwi. Wstał i poszedł do łazienki. 

- Lepiej będzie, jeśli się ubierzemy. 

Podniosła  się  ociężale,  trochę  zdziwiona  jego  niecodziennym  zachowaniem.  Na  początku 

chciał ją pocieszyć, to pewne, ale potem stracił nad sobą panowanie. 

Okazał jej tyle czułości... 

Zastanawiała  się,  czy  postępuje  właściwie,  poślubiając  całkiem  obcego  mężczyznę.  Dutch 

wyszedł z łazienki. 

Miał  na  sobie  spodnie.  Przyczesał włosy. Przyglądał  się  jej  z  uśmiechem.  Podjęła decyzję. 

Czy chciał mieć dzieci, czy nie, pragnęła, by włożył jej na palec obrączkę. Powitała go uśmiechem. 

Ślub  wzięli  w  małej  kaplicy.  Otaczali  ich  ludzie  prawie  nie  znający  angielskiego. 

Rozpromieniony ksiądz pozwolił oblubieńcowi pocałować pannę młodą. 

Dutch musnął jej wargi, uśmiechając się do swoich marzeń. A więc stało się. Wcale nie jest 

mi  z tym źle, pomyślał, wpatrując się w rozradowaną,  młodzieńczą twarz żony. Będzie czekała  na 

niego w domu. 

Może u niej mieszkać, ilekroć powróci do kraju. 

To  się  nawet  dobrze  składa,  dzięki  częstym  rozstaniom  unikną  nudy.  Każde  z  nich  będzie 

żyło po swojemu, bez żadnych zobowiązań. Zmarszczył brwi przypominając sobie, co zaszło dziś 

rano. Nagle przeraziły go możliwe następstwa tego wydarzenia. 

O nie, na pewno Dani  nie zajdzie w ciążę. Od tej chwili powinien uważać. Żadnej wpadki. 

Na myśl o dziecku ogarnął go strach. Mogłoby ich związać na zawsze. 

Dani  widziała,  że  coś  go  martwi.  Dlaczego  mężczyzna  tak  niezależny  i  samowystarczalny 

zdecydował się ją poślubić? 

- Nie żałujesz?  - odważyła się  zapytać, gdy wrócili do hotelu. Przystanął, podniósł głowę  i 

background image

uśmiechnął się. 

- Słucham? - spytał zdziwiony. 

-  Pytałam,  czy  żałujesz,  że  mnie  poślubiłeś  -  powtórzyła  z  niepokojem.  -  Taki  byłeś 

zamyślony.  Wiem,  że  nie  jestem  zbyt  urodziwa,  poza  tym  prawie  się  nie  znamy.  Pamiętaj,  że 

istnieją rozwody - dodała żałośnie. 

-  Próbowałem  rozwiązać  dość  trudny  problem  dotyczący  aprowizacji  i  transportu 

wojskowego - skłamał. - Wcale nie żałuję, że się pobraliśmy. Gdy poznasz mnie lepiej, przekonasz 

się, że robię tylko to, na co mam ochotę. Nie  można  mnie do niczego zmusić. - Wziął  ją za rękę. - 

Dobrze  mi  z  tobą,  rozumiemy  się,  a  w  łóżku  było  cudownie.  Nie  jesteśmy  już  tacy  młodzi, 

potrzebujemy siebie nawzajem. 

Trzeba dla kogoś żyć. 

- Owszem - przyznała. Miała łzy pod powiekami. 

Zamknęła oczy, żeby ich nie zauważył. 

- Nie sądziłam, że wyjdę za mąż. Pogodziłam się ze swoją samotnością. 

- Ja również. - Głaskał jej dłoń. Miała piękne ręce. 

- Grasz na jakimś instrumencie? - zapytał niespodziewanie. 

- Owszem, na fortepianie, ale marnie - odparła, wybuchając śmiechem. 

-  Wspaniale.  Ja  również  trochę  gram.  - Spletli  dłonie.  Niezwykłą  przyjemność  sprawił  mu 

widok złotej obrączki na jej palcu. 

-  Pasuje  do  ciebie.  Pozbyłaś  się  wyrzutów  sumienia  z  powodu  ostatniej  nocy?  -  zapytał  z 

uśmiechem,  jakby  wreszcie  zrozumiał,  że  niełatwo  przyszło  Dani  zostać  przed  ślubem  jego 

kochanką. 

- Jestem trochę staroświecka - westchnęła smutno. 

-  Nie  martw  się,  mnie  to  nie  przeszkadza.  -  Oczy  mu  zabłysły,  gdy  objął  spojrzeniem  jej 

postać: krótkie, brunatne włosy, twarz w kształcie serca, jasną cerę, wpatrzone w niego szare oczy. 

- Cieszę się, że byłem pierwszy - wyznał. 

Zdziwił ją nowy, bardzo osobisty ton w głosie Dutcha. Uśmiechnęła się. Ścisnęła jego palce 

i z rumieńcem na twarzy spojrzała mu w oczy. 

- Gdy dziś rano kochałem się z tobą - zaczął cicho, nie odrywając od niej wzroku - miałem 

wrażenie,  jakby  i  dla  mnie  to  był  pierwszy  raz.  Nie  sądziłem,  że  potrafię  być  tak  czuły.  Nie 

zaznałem tego nigdy z żadną inną kobietą. Po prostu zaufałem ci. 

Dani zaczerwieniła się, ale nie odwróciła wzroku. 

- A ja zaufałam tobie. - Jej spojrzenie ześlizgnęło się na wąskie usta Dutcha. Przypomniała 

sobie, jak błądziły po jej skórze i poczuła niepohamowane pożądanie. 

-  Jedna  z  moich  przyjaciółek  przed  dwoma  laty  wyszła  za  mąż.  Opowiadała  mi,  że  mąż 

background image

okropnie ją przeraził w noc poślubną, a potem zaczął sobie kpić. 

Dutch zacisnął pięści. 

- To byłoby straszne, gdyby jakiś mężczyzna potraktował cię w ten sposób. 

Wpatrywała się w niego oszołomiona tym wyznaniem. 

Nie oczekiwała, że tak dobrze ją zrozumie. 

Dutch pokiwał głową. 

-  Wierz  mi,  czuję  tak  samo  jak  ty.  Nie  lubię,  gdy  ktoś  ze  mnie  szydzi.  -  Dani  patrzyła  na 

niego z uwielbieniem. 

Nie  próbowała  ukryć  swoich  uczuć.  Niech  wie,  że  tylko  on  się  liczy.  Mężczyznę  ogarnął 

nagły niepokój. Puścił jej rękę. 

-  Nigdy  nie  próbuj  zamknąć  mnie  w  pułapce  -  oświadczył  niespodziewanie,  patrząc  jej 

prosto w oczy. 

- Zostanę z tobą, pod warunkiem że będę czuł się wolny. 

- Od pierwszej chwili zdawałam sobie z tego sprawę - odparła cicho. - Żadnych zobowiązań. 

Żadnych nierozerwalnych więzów. Nie będę próbowała cię omotać. 

Dutch  zaczął  chodzić  po  pokoju.  Zastanawiał  się,  jak  by  postąpiła,  gdyby  wiedziała,  czym 

się zajmuje. 

Podniósł wzrok i zajrzał  jej w oczy. Do diabła, ufała mu bez zastrzeżeń. Pewnie sądziła, że 

jest zawodowym oficerem. Powstrzymał wybuch śmiechu. Po prostu będzie musiała zaakceptować 

jego tryb życia. Dutch nie zamierzał niczego zmieniać. 

Załatwili  formalności  w  recepcji.  Dani  przeniosła  swoje  rzeczy  do  pokoju  męża,  a  potem 

zeszli do restauracji na obiad. Dutch nadal był milczący i zamyślony. 

Dani  czuła,  że  coś  nie  daje  mu  spokoju.  Prawie  go  nie  znała,  nie  wiedziała,  jak  taktownie 

zapytać, co go dręczy. Nagle zaświtał jej doskonały pomysł. Spojrzała na męża wesoło. Jeśli nawet 

nie zdoła się dowiedzieć, co go martwi, pomoże mu o tym zapomnieć. 

- Hop, hop! - zawołała. Spojrzał na nią nieobecnym wzrokiem. Uniósł brwi. 

- Wymyśliłam wspaniały deser - mruknęła. Po raz pierwszy próbowała go uwieść. 

- Czyżby? - zapytał z ciekawością. 

- Mogłabym się cała posmarować bitą śmietaną... 

- Miód smakuje lepiej - usłyszała w odpowiedzi. 

Natychmiast spłonęła rumieńcem. Dutch się roześmiał. 

Odsunął talerz, pochylił się i musnął palcami jej wargi. 

- Pragniesz mnie? - zapytał. Uśmiechnął się widząc, że odwraca twarz. 

- Tak - przyznała. 

-  Powiedz  o  tym  wprost.  Pamiętaj,  nie  próbuj  ze  mną  żadnych  sztuczek.  -  Podniósł  się  i 

background image

odsunął jej krzesło. 

Zapłacił  rachunek.  Milczał  w  drodze  do  pokoju.  Gdy  weszli  do  środka,  Dani  oparła  się  o 

drzwi. Przywarł do niej całym ciałem. Jego siła przeraziła dziewczynę. 

- Możesz  mnie  mieć,  ilekroć  zechcesz - oznajmił  cichym  głosem.  -  Wystarczy  powiedzieć. 

Pobraliśmy i się, by żyć razem, a nie po to, żeby udowadniać, kto jest silniejszy. 

- Nie pojmuję, o co ci chodzi - odparła, mrużąc oczy. Odgarnął jej włosy z czoła i wsunął je 

za ucho. 

- Nie znoszę szantażu. Nie próbuj mi oferować własnego ciała jako nagrody za ustępstwa. 

- Nie przyszłoby mi to na myśl - oświadczyła. 

Spoglądała na niego ze zdumieniem. Dlaczego ten przystojny mężczyzna zdecydował się ją 

poślubić? 

- Widziałam, że coś cię dręczy. Próbowałam znaleźć na to jakąś radę. 

Dutch zamarł na chwilę. Westchnął ciężko. 

-  Miałaś  najlepsze  intencje,  a  ja  wszystko  niewłaściwie  zrozumiałem,  zgadza  się?  - 

Delikatnie głaskał jej szyję. - Pragniesz mnie? 

- Będę cię pragnąć nawet na łożu śmierci - wyznała drżącym głosem. 

Pochylił głowę i pocałował ją z wielką tkliwością. 

-  Nie  potrafię  wyrazić,  jakie  to  dla  mnie ważne,  ale  zastanów się,  czy  rzeczywiście  chcesz 

mnie teraz. 

Będzie bolało. - Uniósł jej głowę. - Wytrzymasz? 

- Może... - zaczęła, przygryzając dolną wargę. 

- Wytrzymasz? - domagał się wyraźnej odpowiedzi. 

Opuściła głowę. 

- Zrozum, nie potrafię - wymamrotała. 

Roześmiał się cicho i utulił ją w ramionach. 

-  Tak  sobie  pomyślałem.  Dlatego  byłem  dziś  rano  taki  ostrożny  -  mruczał  jej  do  ucha. 

Kłamał, bo nie chciał przyznać, że Dani całkiem go zawojowała. 

Cóż  za  rozczarowanie,  pomyślała  dziewczyna,  to  była  ostrożność,  nie  uczucie.  Objęła 

ramionami ciepłe, muskularne ciało, czerpiąc z niego siłę. 

- W książkach  jest inaczej - zauważyła. - Kobiety nie  mają takich kłopotów, nie czują  bólu 

i... 

- Życie nie jest romansem - przypomniał. Przygładził jej włosy. - Poczekamy dzień lub dwa, 

aż  wszystko  się  zagoi.  A  wtedy  -  dodał  pochylając  twarz  i  zaglądając  jej  żartobliwie  w  oczy  - 

nauczę cię, jak inaczej możemy dawać sobie rozkosz. - Dani zachichotała wstydliwie. 

- Obiecujesz? 

background image

- Tak bardzo różnisz  się od kobiet, które znałem  - rzekł  z ociąganiem i westchnął głęboko. 

Przytulił ją mocniej, a gdy wspięła się na palce, pocałował delikatnie. 

- Czujesz, co się ze mną dzieje? 

- Owszem - przyznała. 

- Lepiej przestańmy, bo skończy się na tym, że będzie mi potrzebny zimny prysznic, czego 

nie znoszę. 

- Jesteś cudowny - westchnęła. 

- Ty również. Włóż kostium. Idziemy popływać. 

Dani zamierzała przebrać się w łazience, ale napotkała jego drwiące spojrzenie. 

- Jesteś moim mężem - powiedziała głośno, żeby uświadomić im obojgu ten fakt. 

-  Zastanawiałem  się,  kiedy  sobie  o  tym  przypomnisz  -  zachichotał.  Patrzył,  jak  Dani  się 

rozbiera i wspominał wczorajszą noc. Gdy sięgnęła po kostium, podszedł i ujął jej dłonie. 

- Poczekaj chwilę - poprosił cicho. Podniosła oczy. 

Widział w nich wciąż nienasycone pożądanie. 

- Co kobieta odczuwa w takiej chwili? - zapytał nagle z nie ukrywaną ciekawością. - Co się 

wtedy z tobą dzieje? 

- Trochę się boję - wyjaśniła. - Robi mi się słabo, tracę panowanie nad sobą, wszystko mnie 

boli... 

- Spróbuję ci pomóc - powiedział, dotykając wargami jej piersi. Jęknęła. To było ponad siły. 

Wilgotne  usta  mężczyzny  błądziły  po  smukłym  ciele.  Dani  natychmiast  straciła  głowę.  Z  trudem 

uświadomiła sobie, że Dutch wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka. 

Pieścił  gładką  skórę,  poznawał  jej  smak,  studiował  kształtne  ciało  w  pełnym  świetle 

słonecznego dnia. 

Pomyślała, że to wspaniale być jego żoną i rozkoszować się pieszczotami. 

- Uwielbiam  na ciebie patrzeć - wyznał. - Uwielbiam cię dotykać  i całować. Jesteś śliczna. 

Nikt nie może się z tobą równać. 

- To wspaniale, że jesteś moim mężem - szepnęła. 

- To wspaniale, że jesteś moją żoną - odrzekł. 

Nie  mogła  znieść  tego  napięcia.  Wiedziała,  że  Dutcha  opanowały  te  same  pragnienia. 

Spojrzała na niego pytająco. Wolno pokręcił głową. 

-  Tego  się  po  mnie  nie  spodziewaj  -  oznajmił  krótko.  -  Nie  zamierzam  zaspokajać  swoich 

pragnień ze szkodą dla ciebie. 

Zacisnęła zęby, by powstrzymać łzy. 

- Nie robię tego z litości. Nigdy się nie kieruję takimi pobudkami. Niech ci przypadkiem nie 

przyjdzie  do  głowy,  że  pobraliśmy  się,  ponieważ  wzbudziłaś  moje  współczucie.  Tak  właśnie 

background image

pomyślałaś, widzę  to  w twoich  oczach.  Pragnę  cię  i  jestem wściekły,  bo  nie  mogę  cię  teraz  mieć. 

Lepiej włóż kostium, a ja wezmę ten cholerny prysznic i pójdziemy na plażę. 

Dani ułożyła się wygodniej i obserwowała męża. 

Rozbierał  się  powoli.  Rozchyliła wargi, gdy stanął przed  nią  całkiem  nagi.  Pożądał  jej,  nie 

miała  co  do  tego  wątpliwości.  Zadrżał  na  całym  ciele,  gdy  poczuł  na  sobie  jej  wzrok.  Dani  miała 

wrażenie, że zaraz się rozpłacze. Tak bardzo chciała dogodzić najbliższemu sobie człowiekowi. 

-  Wspomniałeś...  są  podobno...  inne  sposoby  -  odważyła  się  w  końcu.  -  Tak  mówiłeś, 

prawda? 

Rysy Dutcha stężały, a oczy zabłysły. Przytaknął. 

Wyciągnęła  do  niego  ramiona.  Czuła  szalone  pulsowanie  krwi  w  całym  ciele.  Wahał  się 

tylko przez chwilę. W następnej sekundzie porwał ją w objęcia. 

Dni  mijały  szybko.  Dani  i  Dutch  nie  rozstawali  się  ani  na  chwilę.  Pływali  razem  i  dużo 

rozmawiali,  ale  niemal  wyłącznie  na  tematy  ogólne.  Unikali  osobistych  zwierzeń.  Wieczorami 

tańczyli  i  próbowali  nie  znanych  potraw.  Nocą,  a  niekiedy  także  wczesnym  rankiem,  kochali  się. 

Pewnego dnia ogarnięci nagłą namiętnością uprawiali miłość na podłodze w łazience. 

Droga do łóżka okazała się zbyt daleka. Dutch starał się zachować ostrożność, ale zazwyczaj 

w  ostatniej  chwili  zapominał  o  wszelkich  zabezpieczeniach.  Pożądanie  wybuchało  u  obojga  z 

równą siłą. Dani chodziła jak we mgle, nienasycona, zaślepiona miłością, niepomna na to, co niesie 

przyszłość. W końcu nadszedł moment wyjazdu z Veracruz - całkiem niespodziewanie i stanowczo 

zbyt wcześnie. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Ostatniego  dnia  wakacji  niechętnie  zabrali  się  do  pakowania.  Dani  miała  smutną  minę. 

Zmieniła  plany  i  została  z  Dutchem  w  Veracruz  dłużej,  niż  zamierzała.  Pod  koniec  tygodnia 

oznajmił,  że  musi  wracać  do  pracy.  Nadszedł czas  wyjazdu.  Obserwowała  go,  gdy zbierał  ubrania 

porozrzucane  po  pokoju  i  zastanawiała  się,  jak  bardzo  niebezpieczne  może  być  jego  zajęcie. 

Powiedział, że jest żołnierzem. 

Może  nawet  oficerem.  W  każdym  razie  nic  nie  wskazywało  na  to,  że  praca  może  mu 

uniemożliwić przeprowadzkę do Greenville. 

Dużo  myślała  o  tym,  by  zwinąć  manatki  i  przenieść  się  do  Chicago.  Przyszłoby  jej  to  bez 

trudu, chociaż tęskniłaby za Harriett i znajomymi, które czasem zaglądały do księgarni. Poszłaby za 

Dutchem  na kraj świata. Kiedy uświadomiła sobie, jak krótko się znali, z trudem  mogła uwierzyć, 

że wszystko potoczyło się tak szybko. Chyba wieki minęły od chwili, gdy w samolocie milczący, 

jasnowłosy  olbrzym  zajął  sąsiedni  fotel.  Teraz  był  jej  mężem,  ale  nadal  mało  o  nim  wiedziała. 

Wyczuł jej dziwny nastrój i odwrócił głowę. 

Uśmiechnął się. 

- Gotowa? - zapytał, podnosząc torbę podróżną. 

- Owszem. - Postawiła swoje bagaże przy drzwiach. 

Dutch popatrzył na mniejszą torbę. 

- Ach, te twoje książki. - Roześmiał się cicho, spoglądając na nią. - Teraz już wiesz, o czym 

mówią, prawda? - dodał. 

Dani musiała odchrząknąć, nim zdołała odpowiedzieć. 

Pamięć podsuwała jej obrazy długich miłosnych nocy. 

- O tak, panie van Meer, teraz wiem wszystko - przytaknęła żarliwie. 

- Nie żałujesz, Dani? - spytał cicho. 

-  Niczego  nie  żałuję,  choćby  to  miał  być  ostatni  dzień  w  moim  życiu  -  odparła,  kręcąc 

głową. - A ty? 

-  Tylko  jednego:  że  nie  poznałem  cię  wcześniej.  To  wspaniale,  że  się  odnaleźliśmy.  - 

Popatrzył na zegarek. 

Był to bardzo kosztowny egzemplarz, z wieloma tarczami  i cyframi. Dani  nie wiedziała, co 

wskazują. 

- Pospieszmy się. Nie możemy się spóźnić na samolot. 

Dutch  zarezerwował  sąsiednie  fotele.  Patrzyła  z  uwielbieniem  na  swego  bohatera,  a  serce 

podchodziło jej do gardła. Był taki przystojny. I należał do niej. 

Harriett nigdy w to nie uwierzy. 

background image

Dutch  zerkał  na  nią  ukradkiem.  Jeszcze  się  nie  przyzwyczaił,  że  ma  żonę.  J.D,  i  Gabby 

osłupieją ze zdumienia, pomyślał, a inni kumple - Apollo, Łachmaniarz, Semson, Drago i Laremos 

będą gadać w nieskończoność. 

Dutch się ożenił. To niewiarygodne, nawet dla pana młodego. Ale całkiem przyjemne. 

To  wszystko  wpływ  Gabby,  przyznał  uczciwie. Tyle  o  niej  słyszał  od  J.D.,  jeszcze  nim  się 

poznali,  że  odrzucił  niektóre  ze  swych  uprzedzeń,  dotyczących  kobiet.  Nie  wszystkie,  ale  i  to  był 

pewien postęp. 

Gabby  szła  z  ich  oddziałem  przez  dżunglę,  nie  chcąc  opuścić  J.D.,  który  zawdzięczał  jej 

życie. Gdyby nie zaryzykowała, zginąłby od kuli. Spojrzał kątem oka na żonę. Czy Dani potrafiłaby 

narazić dla niego życie? 

Czy  ta  zalękniona  i  cicha  dziewczyna  naprawdę  miała  szaloną  odwagę  i  upór?  Co  uczyni, 

gdy pozna prawdę? 

Przez  ostatnie  dni  wcale  się  tym  nie  przejmował,  ale  teraz  zaczął  się  martwić,  i  to  bardzo. 

Popatrzył na torbę z książkami wsuniętą pod zgrabne stopy żony. 

Bzdury,  pomyślał  z  pogardą.  Uśmiechnął  się,  gdy  przyszło  mu  do  głowy,  że  dzieje 

niektórych  jego  wypraw  przypominają  akcję  sensacyjnych  powieści,  przynajmniej  dla  siedzącej 

obok niego kobiety. Dani zauważyła nieprzyjazne spojrzenie i poruszyła się niespokojnie w fotelu. 

- No cóż, nie każdy może być odkrywcą Amazonki - mruknęła. 

- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytał, unosząc brwi. 

- Spoglądałeś pogardliwie na moje książki - oznajmiła. 

-  Jeśli  uważasz,  że  to  stek  bzdur,  mógłbyś  się  przyjemnie  rozczarować.  -  Pogrzebała  w 

torbie  i wydobyła  jeden z romansów. Okładka przedstawiała przystojnego mężczyznę uzbrojonego 

w karabin maszynowy, na tle dżungli. U jego boku stała kobieta. 

Dutch  odruchowo  sięgnął  po  książkę.  Przeglądał  ją  z  nachmurzoną  miną.  Przeczytał 

streszczenie na odwrocie. 

Była 

to 

powieść 

dwójce 

fotoreporterów, 

którzy 

utknęli 

jakimś 

południowoamerykańskim kraju podczas rewolty. 

- Spodziewałeś się czegoś innego? - wypytywała Dani. 

- Owszem - rzekł, patrząc na nią uważnie. Wyjęła mu książkę z rąk i wsunęła do torby. 

-  Większość  ludzi  tęskni  za  niebezpiecznymi  przygodami,  ale  przeżywa  je  tylko  w 

wyobraźni, nie ruszając się z wygodnego fotela. - Westchnęła ciężko. 

-  Dotyczy  to  zarówno  kobiet,  jak  i  mężczyzn.  Zdziwiłbyś  się,  gdybym  ci  powiedziała,  jak 

wiele osób z mojej klienteli wyobraża sobie,  że uczestniczy w  jakimś przewrocie wojskowym czy 

powstaniu gdzieś na drugim końcu świata. 

Twarz Dutcha znieruchomiała. Spojrzał groźnie na żonę. Przeszedł ją dreszcz. 

background image

- Dani, widziałaś kiedykolwiek umierającego człowieka? 

-  zapytał  szorstko.  Zawahała  się,  słysząc  niechęć  i  chłód  w  jego  głosie.  Straciła  naraz  całą 

odwagę. 

- Nie, nigdy - odrzekła. 

- A zatem nie  mów z taką radością  i ciekawością  o armii i wojskowych konfliktach. Lepiej 

trzymaj  się  od  tych  spraw  jak  najdalej.  Nie  ma  w  tym  nic  zabawnego.  -  Sięgnął  do  kieszeni  po 

papierosy,  ale  w  porę  dostrzegł  podświetlony  napis.  Nie  wolno  palić,  póki  samolot  nie  nabierze 

wysokości.  Po  chwili  przypomniał  sobie,  że  ze  względu  na  Dani,  która  nie  znosiła  dymu,  wybrał 

miejsca dla niepalących. Zaklął cicho. 

- Ale ty mieszasz się do takich spraw? - Zaskoczyło go jej pytanie. 

-  To  nie  twoje  zmartwienie  -  odparł.  Uśmiechnął  się,  by  zatrzeć  niemiłe  wrażenie,  które 

mogły wywołać te słowa. Dani wiedziała, że nie chciał jej urazić, ale w milczeniu odwróciła głowę. 

Zrobiło jej się przykro, próbowała jednak stłumić to uczucie. To był jej mąż. 

Musi się nauczyć, jak powinna z nim postępować. 

Położyła  głowę  na  oparciu,  zamknęła  oczy  i  próbowała  przekonać  samą  siebie,  że 

niepotrzebnie się martwi. 

Przeszłość Dutcha nie kryła żadnych ponurych sekretów. 

Pasażer  siedzący  tuż  przed  nimi  przywołał  stewardesę.  Dani  odpoczywała  z  zamkniętymi 

oczyma, rozmyślając o czekającym ich wielogodzinnym locie. 

Postanowili  zatrzymać  się  tymczasem  w  Greenville  i  zdecydować,  gdzie  osiądą  na  stałe. 

Dutch powiedział, że  chce  zobaczyć  jej  mieszkanie  i księgarnię,  poznać Harriett.  Dani  czuła  się  z 

tego powodu bardzo szczęśliwa. 

Nagle  usłyszała  czyjś  chrapliwy  oddech,  a  potem  krzyk.  Natychmiast  otworzyła  oczy  i 

ujrzała stewardesę popychaną brutalnie przez mężczyznę w brązowych spodniach i białej koszuli z 

rozpiętym kołnierzykiem. 

Wyglądał  na  cudzoziemca,  w  jego  oczach  czaiło  się  okrucieństwo.  Do  szyi  jasnowłosej 

dziewczyny przyłożył igłę trzymanej w ręku strzykawki. 

Siedzący  obok  niego  mężczyzna  wstał  bez  pośpiechu  i  ruszył  w  stronę  kabiny  pilota.  Po 

chwili  dobiegły  stamtąd  głośne  okrzyki.  Drugi  pilot  stanął  w  drzwiach  i  pobladł,  widząc,  co  się 

wydarzyło. 

-  Zgadza  się.  Sądzę,  że  ten  facet  mówi  prawdę  -  rzucił  w  stronę  kabiny.  Dały  się  słyszeć 

przytłumione odgłosy. Po chwili kapitan przemówił do pasażerów. 

Dutch zesztywniał i wolno podniósł wzrok na mężczyznę trzymającego strzykawkę. 

- Panie i panowie, mówi kapitan Hall. - Głos pilota był podejrzanie obojętny. - Zmieniamy 

trasę. Samolot wyląduje w Hawanie. Proszę zachować spokój, pozostać na miejscach i postępować 

background image

zgodnie z instrukcjami, które państwo usłyszą. Dziękuję. 

Porywacz wyszedł z kabiny, szarpiąc bujne wąsy. 

Przez chwilę zmagał się z mikrofonem, nie umiejąc go uruchomić. 

- Nie chcemy, żeby komuś stała się krzywda - odezwał się w końcu. - Strzykawka, którą mój 

kolega przyłożył do szyi tej uroczej  młodej damy, zawiera żrący kwas. - Wśród pasażerów rozległ 

się  stłumiony  lękiem  pomruk.  Drugi  terrorysta  odsunął  na  moment  strzykawkę  od  karku 

dziewczyny  i  kropla  płynu  spadła  na  obicie  fotela,  wypalając  dużą  dziurę.  Teraz  wszyscy 

pasażerowie mogli sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby kwas wstrzyknięto stewardesie. 

- A zatem przez wzgląd na tę młodą damę proszę zachować spokój - ciągnął porywacz. - Nie 

zrobimy  wam  żadnej  krzywdy,  chyba  że  zmuszą  nas  do tego okoliczności.  -  Odwiesił  mikrofon  i 

wrócił  do  kabiny  pilotów.  Jego  kolega  wlókł  za  sobą  stewardesę,  nie  zwracając  uwagi  na 

pasażerów.  Uznał  niewątpliwie,  że  groźba  użycia  strzykawki  zniechęci  każdego  do  zdecydowanej 

interwencji. I miał rację. Pasażerowie szeptali tylko niespokojnie. 

- To zawodowcy - rzucił półgłosem Dutch. - Bardzo im spieszno opuścić ten kraj. 

- Jak sądzisz, kim oni są? - zapytała Dani, zerkając na męża z niepokojem. 

- Nie mam pojęcia - usłyszała w odpowiedzi. 

- Chyba nie zamierzają naprawdę wstrzyknąć jej tego kwasu - dodała stłumionym głosem. 

Odwrócił się i spojrzał w szare oczy. Dani była chwilami bardzo naiwna. Zmarszczył brwi. 

- Zapewniam cię, że nie cofną się przed niczym - powiedział z naciskiem. 

Jego żona pobladła. Szukała wzrokiem terrorysty ukrytego za fotelami. Widziała tylko ramię 

obejmujące stewardesę. 

- Może kapitan coś na to poradzi? - łudziła się. 

-  Brednie.  -  Dutch  rozsiadł  się  wygodnie,  zamknął  oczy  i  splótł  ręce  na  brzuchu.  -  Może 

zrobić tylko jedno: wykonywać skrupulatnie ich polecenia, póki nie opuszczą samolotu. Porywacze 

chcą jak najszybciej uciec z Meksyku. Gdy dotrą do celu, znikną. 

- Czy ty się wcale nie boisz? - zapytała z niedowierzaniem. 

- To nie mnie grożą strzykawką z kwasem. 

Była  wstrząśnięta  jego  obojętnością.  Współczuła  nieszczęsnej  stewardesie.  Odwróciła 

wzrok. Boże miłosierny, kim był naprawdę mężczyzna, którego poślubiła? 

Dutch zamknął oczy. Nie chciał patrzeć na jej minę. 

Żałował swoich słów, ale nie miał innego wyjścia. 

Musiał obmyślić jakiś plan, a nie zdołałby tego zrobić, rozmawiając przez cały czas z Dani. 

Miał teraz chwilę  spokoju  i  mógł  wszystko rozważyć. Stewardesie  nic się  nie stanie,  jeśli  żądania 

terrorystów zostaną spełnione. 

A  jeśli  nie  wszystko  pójdzie  po  ich  myśli?  Skoro  plan  zawiedzie,  trzeba  szukać  innego 

background image

wyjścia z sytuacji. 

Porywacze  działali  we  dwójkę,  ale tylko jeden  był  uzbrojony.  Na  pewno nie  mogli  wnieść 

na pokład samolotu prawdziwej broni. Wykrywacze metali działały niezawodnie. To już coś. Może 

ukryli  gdzieś  plastykowe  noże?  Albo  składane,  podobne  do  tego,  który  zawsze  nosił  przy  sobie. 

Jego,  hm...  scyzoryk  miał  szczególne  właściwości.  Był  bardzo  lekki.  Można  nim  było  rzucać, 

trafiając łatwo nawet w odległy cel. 

Dutch uśmiechnął się. 

Dani wpatrywała się w niego z bólem i ciekawością. 

Na litość boską, ten człowiek spał! Terroryści porywają samolot, a on ucina sobie drzemkę! 

Sapała z wściekłości. 

Ale z drugiej strony, czego się po nim spodziewała? 

Miał  się  rzucić  na  porywaczy  i  oswobodzić  zakładniczkę  gołymi  rękami?  Tak  postąpiłby 

bohater romansu. 

Ale o idiotyzm! 

To nie do wiary, że samolot, którym leciała, został porwany. Westchnęła, ściskając torebkę. 

Bezustannie  myślała  o  tym,  co  musi  przeżywać  stewardesa.  Nieszczęsna  dziewczyna  próbowała 

zachować spokój, ale  nie przychodziło  jej to łatwo. Kwas w mgnieniu oka przepaliłby jej tkanki... 

Dani  zadrżała  na  samą  myśl  o  skutkach  takiego  zastrzyku.  Dotąd  naiwnie  wierzyła,  że  wśród  jej 

bliźnich prawie nie ma fanatyków zdolnych do wszelkiej podłości. 

Dutch  na  moment  otworzył  oczy  i  ponownie  opuścił  powieki.  Dani  rzuciła  mu  gniewne 

spojrzenie  i  zacisnęła  dłonie,  by  przestały  drżeć.  Wyższy  z  porywaczy  trzymał  w  ręku  jakiś 

przedmiot, najprawdopodobniej granat. Samolot miał wkrótce wylądować na Kubie. 

Terrorysta  spacerował  nerwowo.  Drugi  porywacz  wysunął  się  zza  fotela,  przytrzymując 

brutalnie stewardesę. 

Pchnął  ją na siedzenie przy wejściu do kabiny pilotów. Usiadł obok i przyłożył strzykawkę 

do gardła dziewczyny. Dutch i Dani siedzieli w następnym rzędzie. 

Ten człowiek jest już zmęczony, pomyślał Dutch. 

Jego  kolega  czegoś  się  obawia.  Przymknął  oczy  i  zastanawiał  się  nad  sytuacją.  Czy 

rzeczywiście zdołali przechytrzyć ochroniarzy z lotniska i przemycić granat? 

W  pewnym  czasopiśmie  fachowym  omawiającym  tajne  operacje  wojskowe  widział  kiedyś 

reklamę atrap  broni  - śmiesznie  tanich  i  z daleka  łudząco podobnych  do  prawdziwego  uzbrojenia, 

rzecz jasna dla cywila, nie dla zawodowca takiego jak on. 

Postanowił czekać, aż samolot wyląduje na Kubie. 

Jeśli  porywacze  dostaną  azyl,  kłopot  z  głowy.  Gdy  sprawy  potoczą  się  inaczej,  spróbuje 

pokrzyżować im plany. Musiał to zrobić dla Dani. Siedziała obok smutna i rozczarowana. Wielbiła 

background image

dzielnych bohaterów ze swoich książek i Bóg jeden wie, co sobie teraz o nim myślała. 

Kiedy  samolot  wylądował  w  Hawanie,  wyższy  z  porywaczy  wszedł  do  kabiny.  Po  chwili 

wypadł stamtąd w panice, klnąc z pasją. 

- Gadaj, co się dzieje! - zażądał drugi mężczyzna. 

- Nie chcą nas tu! Nie dostaniemy azylu! - wrzasnął. 

Toczył  wkoło  przerażonym  wzrokiem,  ściskając  w  dłoni  zapomniany  granat.  Nie  zwracał 

uwagi na wylęknione spojrzenia i okrzyki pasażerów. 

- Co robimy? Dadzą nam paliwo, ale mamy się stąd natychmiast wynosić. Masz jakiś plan? 

Przecież nie możemy wrócić do Meksyku! 

-  Cuidado!  -  Starszy  kolega  przywołał  go  do  porządku.  -  Polecimy  do  Miami.  Niech  nasi 

zagraniczni  protektorzy  zatroszczą  się  o  wszystko.  Każ  pilotowi  lecieć  do  Stanów.  -  Terrorysta 

natychmiast przekazał nowe żądanie. 

- Zaraz startujemy do Miami - oznajmił. 

-  Bueno  -  odparł  z  ulgą  porywacz.  -  Chodź.  Pilot  musi  przedstawić  nasze  warunki 

amerykańskim władzom - mruknął. Poszli w stronę kabiny pilota, ciągnąc za sobą stewardesę. 

- Droga pani  van Meer, czy uważa  się pani za osobę odważną? - zapytał Dutch, otwierając 

oczy. Dani poczuła zdenerwowanie. Czegóż ten człowiek od niej chce? 

- Tchórzem na pewno nie jestem - wykrztusiła. 

- Mam pewien plan, ale jeśli się nie uda, możesz stracić życie. 

-  Ciągle  myślę  o  tej  biednej  stewardesie  -  jęknęła  Dani,  czując  przyspieszone  bicie  serca. 

Dutch popatrzył na żonę. Jego twarz wyglądała niczym wykuta z granitu. 

-  Musisz  mi  pomóc.  Gdy  będziemy  podchodzić  do  lądowania,  odwrócisz  na  chwilę  uwagę 

mężczyzny,  który  pilnuje  stewardesy.  Zajmij  go  czymś,  żeby  na  ułamek  sekundy  zapomniał  o 

strzykawce. 

- Czy to konieczne? - zapytała cicho. - Powiedziałeś, że znikną, gdy... 

-  Wszystko  się  zmieniło.  Teraz  są  w sytuacji  bez  wyjścia.  Jestem  przekonany,  że  zażądają, 

by  im  dostarczono  broń  automatyczną.  Gdy  ją  otrzymają,  będziemy  wszyscy  zdani  na  ich  łaskę  i 

niełaskę. 

- Władze nie dadzą im broni - oświadczyła Dani. 

- Jeśli terroryści potraktują kwasem kilku pasażerów, rząd zgodzi się na wszystko. 

Dani zadrżała. Ze strachu zrobiło jej się niedobrze. 

Dutch był  za  to dziwnie spokojny. Musiała przyznać, że źle go oceniła. Milczał, ponieważ 

układał plan działania. Zaufała mu całkowicie. 

- Twoje życie będzie zagrożone - przypomniał. 

Mówienie  o  tym  sprawiło  mu  ból,  ale  nie  mógł  zmarnować  jedynej  szansy.  -  Mój  plan 

background image

zawiera element ryzyka, którego nie potrafię zmniejszyć. 

- Nikt nie będzie po mnie płakał - westchnęła. 

- Może z wyjątkiem ciebie i Harriett - dodała obojętnie. 

Dutch słuchał  jej  z  mieszanymi uczuciami. Nie powiedziała tego, żeby się nad sobą użalać. 

Po  prostu  stwierdziła  fakt.  Cholera,  nikt  nie  uroniłby  łzy.  Znał  to  uczucie.  Poza  kumplami  z 

oddziału  nikomu  na  nim  nie  zależało.  Ale  teraz  miał  Dani.  Potrzebowali  siebie  nawzajem.  Nagle 

zrozumiał,  że  jest  wobec  tej  dziewczyny  zupełnie  bezbronny.  Patrzył  w  szare  oczy,  które  tak 

niewiele w życiu widziały, a niedługo mogły się zamknąć na zawsze. 

- Jeśli się bardzo postaram, może sam sobie poradzę - zaczął. 

- Nie boję się - oświadczyła. - A właściwie boję się, ale zrobię wszystko, co mi każesz. 

Gabby  nie  jest  wcale  unikatem,  pomyślał  z  dumą,  uszczęśliwiony,  że  Dani  tak  bardzo 

przypomina  żonę  jego  najlepszego  przyjaciela.  Mała  kotka  ma  ostre  pazurki.  Od  początku  ją  o  to 

podejrzewał. 

- Dobra, tygrysie - rzekł, uśmiechając się lekko. 

- Posłuchaj, mój plan wygląda tak.... 

Wiele razy powtórzyła w myśli jego instrukcje. 

Przygryzła wargę niemal do krwi. Musi się udać. 

W przypadku niepowodzenia nieszczęsna stewardesa nie miała żadnych szans. Jeśli zawiodą 

(ciągle nie miała pojęcia, jak Dutch zamierza obezwładnić porywaczy), dziewczyna zginie. 

Cierpiała  katusze,  czekając,  aż  samolot  zbliży  się  do  Miami.  W  końcu  usłyszała  głos 

kapitana, który zwrócił się do pasażerów z prośbą o zachowanie spokoju. 

Nie  było powodów do paniki. Po wylądowaniu wszyscy  mieli pozostać na  miejscach. Pilot 

wydawał się równie niespokojny jak Dani. Najbardziej przerażał ją ręczny granat w dłoni drugiego 

porywacza. Czy Dutch zdoła obezwładnić terrorystę, nim ten odbezpieczy straszną broń? 

Samolot podchodził do lądowania. Uderzył kołami o płytę lotniska, podskoczył kilka razy i 

zaczął  kołować  w  stronę  budynków.  Dani  ujrzała  wreszcie  Miami,  pomyślała  drwiąco,  że  w 

krótkim czasie zobaczyła u wał świata. 

Samolot  stanął.  Dutch  ujął  dłoń  żony  i  zajrzał  jej  w oczy.  Dani  zmówiła  krótką  modlitwę. 

Mężczyzna  trzymający  strzykawkę  szedł  ze  stewardesą  między  fotelami.  Był  straszliwie 

zdenerwowany. 

Dziewczyna wyglądała tak, jakby pogodziła się z losem i czekała na śmierć w męczarniach. 

Miała puste oczy. 

-  Och,  senor...l  -  zawołała  Dani,  podnosząc  się  z  fotela.  Niski  mężczyzna  podskoczył  na 

dźwięk jej głosu i przyciągnął do siebie stewardesę. 

- Czego chcesz? - warknął. 

background image

- Ja... błagam pana. - Dani zacisnęła palce na oparciu fotela. Patrzyła na porywacza szeroko 

otwartymi oczyma. Mówienie przychodziło jej z najwyższym trudem. - Muszę iść... do toalety. 

Proszę... 

Mężczyzna  zaklął.  Krzyknął  coś  w  obcym  języku  do  kolegi  siedzącego  w  kabinie  pilota. 

Drugi terrorysta popatrzył na Dani ze złością. 

- Dłużej nie wytrzymam! 

Jej wygląd  i  jęki  przekonały  terrorystów.  Wyższy  mężczyzna  mruknął  coś  do  kolegi,  który 

parsknął śmiechem. 

- Zgoda - usłyszała wkrótce Dani. Przez minutę postarzała się o pięć lat. - Idź. 

Przemknęła obok Dutcha, który dyskretnie sięgnął ręką do wewnętrznej kieszeni marynarki. 

Szła między  siedzeniami w stronę toalety. Żeby się tam dostać, musiała przejść obok człowieka ze 

strzykawką.  Jeszcze  dwa  kroki,  mruczała  do  siebie.  Oczy  utkwiła  w  podłodze,  żeby  porywacz 

niczego z nich nie wyczytał i nie zareagował przedwcześnie. Jeszcze jeden krok. Pomóż mi, wołała 

w  duchu  do  Dutcha.  To  szaleństwo.  Mam  zaledwie  dwadzieścia  sześć  lat.  Nie  chcę  umierać,  tak 

niedawno wyszłam za mąż. 

Ostatni krok. Przystanęła i zachwiała się, przykładając dłoń do skroni. 

- Słabo mi! - jęknęła, a była to szczera prawda. 

Udała, że osuwa się na podłogę. To wystarczyło. 

Porywacz  odruchowo  pochylił  się,  by  ją  podtrzymać  i  w  tej  samej  chwili  Dutch  rzucił  w 

niego nożem. 

Strzykawka  upadła  na  podłogę.  Terrorysta  zgiął  się  wpół.  Dutch  poderwał  się  w  mgnieniu 

oka. Tak jak w Wietnamie. W Rodezji. W Angoli. Nie zwracał uwagi na Dani, która wodziła za nim 

zdumionym  wzrokiem,  nie  dowierzając  własnym  oczom.  Dutch wyrwał  stewardesę  ze  słabnących 

ramion porywacza i rzucił na sąsiedni Fotel. Kopnął strzykawkę, która potoczyła się między fotele. 

W  następnej  sekundzie  był  już  przy  drzwiach  kabiny  pilotów.  Nie  zwracał  uwagi  na  jęki  rannego 

terrorysty. 

- Mam granat, senor! Rzucam! - wrzasnął drugi porywacz, wyrywając zawleczkę. 

- No, rzucaj! - krzyknął Dutch, podchodząc bliżej. 

Uderzył dwukrotnie. Jego ruchy były tak szybkie, że nim śledzący tę scenę pilot zrozumiał, 

co się dzieje, porywacz leżał na podłodze, ściskając w ręku granat. 

- Zaraz wybuchnie! - ryknął młody pilot, wywołując panikę wśród pasażerów samolotu. 

- Na litość boską, czego tu się bać - burknął Dutch, podnosząc z podłogi imitację granatu. - 

To plastykowa zabawka. - Rzucił atrapę na kolana pilota. 

Młody  człowiek  oglądał  ją  z  ciekawością.  Kapitan  samolotu,  mężczyzna  około 

pięćdziesiątki, wybuchnął śmiechem. Spoglądał na Dutcha życzliwie. 

background image

- To naprawdę imitacja! - zawołał drugi pilot. 

- Weź go sobie na pamiątkę - zaproponował Dutch. 

Młody człowiek podał atrapę koledze. 

- Jak się czuje Lainie? 

-  Chodzi  o  stewardesę?  Nic  jej  nie  jest  -  uspokoił  go  Dutch.  -  Natomiast  jego  kompan  - 

dodał, wskazując leżącego na podłodze terrorystę - dostał za swoje. 

Lepiej sprowadźcie lekarza. 

- Już się robi. Dzięki za wszystko - dodał kapitan z uśmiechem. 

-  Miałem  powody,  by  tak  zareagować -  odparł  Dutch,  wzruszając  ramionami.  -  Przez  tych 

zbirów nie dostałem kawy. 

- Postawię panu filiżankę, jak tylko stąd wyjdziemy - oznajmił pilot. 

- Trzymam pana za słowo - rzekł z uśmiechem. 

Dutch i opuścił kabinę. 

- To nie był prawdziwy granat - uspokoił pasażerów. 

Jego  głos  przyzwyczajony  do  wydawania  rozkazów  podziałał  na  nich  od  razu.  -  Już  po 

wszystkim. Proszę zachować spokój i pozostać na swoich miejscach. 

Dani siedziała na podłodze. Patrzyła z przerażeniem na pojękującego mężczyznę z nożem w 

brzuchu. 

Próbowała  jakoś  uporządkować  wydarzenia  ostatnich  chwil.  Podniosła  wzrok  na  obcego 

człowieka,  którego  niedawno  poślubiła.  Nie  poznawała  go.  Skąd  miała  wiedzieć,  kim  jest 

naprawdę? 

Dutch  żałował,  że  musiała  uczestniczyć  w  tej  akcji,  ale  nie  było  innego  wyjścia.  Pochylił 

się, ujął ramię żony i podniósł ją delikatnie. 

- Wyjdzie z tego - zapewnił, spoglądając na rannego. 

-  Nie  martw  się.  Chodźmy  stąd.  -  Popchnął  ją  w stronę  drzwi.  Pozostali członkowie załogi 

pobiegli uściskać stewardesę. 

-  Wszystko  w  porządku  -  powtarzała  drżącym  głosem  drobna  blondynka,  -  Nic  mi  się  nie 

stało. 

- Dzięki. Dziękuję wam obojgu! - zwróciła się do Dani i jej męża. Błękitne oczy patrzyły na 

nich z wdzięcznością. 

- To drobnostka - odparł niedbale Dutch. - Czy ktoś może otworzyć drzwi? Pamiętajcie, że 

ten facet potrzebuje lekarza. 

- Proszę ze mną do biura - rzekł kapitan. - Policja na pewno już czeka. 

- Oczywiście - odparł Dutch. Sprowadził po schodach Dani, która nadal była w szoku. Nad 

Miami  panował  zmrok.  Nagle  Dutch  o  czymś  sobie  przypomniał  i  skinął  na  jednego  z  członków 

background image

załogi. 

- Moja żona zostawiła w samolocie torbę z książkami  i  małą torebkę. Fotel 7b. Proszę nam 

je przynieść do biura. 

- Z przyjemnością, proszę pana - usłyszał w odpowiedzi. 

Dani  była  wprawdzie  bardzo  wyczerpana,  ale  usłyszała  jego  słowa.  W  tym  straszliwym 

zamieszaniu  pamiętał  o  jej  ukochanych  czytadłach.  Spojrzała  na  niego  z  niedowierzaniem.  Oczy 

miała szeroko otwarte i przestraszone. Wyczytał z nich nieufność i strach. 

- Wiesz, że musiałem tak postąpić. Nie było innego sposobu - przekonywał ją. 

- Tak, tak, wiem. Ale nigdy nie widziałam... tyle krwi. 

-  Byłaś  bardzo  dzielna  -  odparł.  -  Znam  tylko  jedną  kobietę,  która  potrafiłaby  w  takiej 

sytuacji zachować zimną krew, podobnie jak ty. - Dani zastanawiała się, kogo miał na myśli, ale ta 

sprawa mogła poczekać. 

Dręczyły ją inne wątpliwości. 

-  Tak  łatwo...  uporałeś  się  z  nimi  -  wykrztusiła  z  trudem,  gdy  czekali  na  kapitana.  - 

Wspominałeś, że jesteś żołnierzem. 

Dutch odwrócił ją delikatnie. Stali twarzą w twarz. 

- To prawda, ale nie powiedziałem ci wszystkiego. 

Ja z tego żyję.  Jestem  zawodowym  żołnierzem  i  walczę  dla tych,  którzy  oferują  najwyższą 

stawkę - wyznał bez owijania w bawełnę. Dani była wstrząśnięta. Nie przypuszczał, że to wyznanie 

tak ją przestraszy. Nie przewidział, że odraza i nieme potępienie, które czytał w jej wzroku, sprawią 

mu tyle bólu. Rozzłościł się. Za kogo, na miłość boską, go uważała? Za urzędnika z ministerstwa? 

- A więc jesteś najemnikiem - wykrztusiła. 

- Zgadza się - przytaknął zaczepnie. Milczała. Nie mogła o tym mówić. Nic nie pozostało z 

pięknych  marzeń. To potworne. O wiele gorsze niż wszystko, co przeszła w porwanym samolocie. 

Wbiła oczy w ziemię. 

Nie  odzywała  się.  Wkrótce  dołączyli  do  nich  kapitan,  drugi  pilot  i  jasnowłosa  stewardesa. 

Ruszyli w stronę budynku, w którym mieściły się biura. Dani szła w pewnej odległości od Dutcha i 

starała się go nie dotykać. Zauważył to i natychmiast spochmurniał. 

W niewielkim pokoju strażnicy z lotniska i policjanci wysłuchali zeznań dwojga pasażerów 

oraz  członków  załogi.  Przesłuchanie  nie  trwało  długo.  Uprzedzono  ich,  że  będą  zeznawać  jako 

świadkowie  podczas  procesu.  Dani  niewiele  z  tego  usłyszała.  Próbowała  się  uporać  ze  swoim 

odkryciem. Poślubiła najemnika. Nie wiedziała, jak ma dalej żyć. 

Obserwowała  go  podczas  składania  zeznań.  Nie  wyglądał  jak  najemny  żołnierz.  Z  drugiej 

strony wiele rzeczy się wyjaśniło. Władczy ton, który ją tak zdziwił, pewność siebie, szybka ocena 

faktów. Wszystko się zgadzało. Domyślała się nawet, kiedy wybrał takie zajęcie - zapewne wkrótce 

background image

po  rozstaniu  z  tamtą  kobietą.  To  był  początek.  Potem  spodobało  mu  się  takie  życie.  Na  koniec 

znalazł sobie potulną żonę, która miała czekać w domu, gdy on będzie szukał guza, włócząc się po 

świecie. 

Popijała wolno kawę. O nie, mój panie, pomyślała, mrużąc oczy. Nie, drogi mężu, Dani nie 

będzie  cicha  i  pokorna.  Zależało  jej  na  Dutchu,  ale  małżeństwo  to  nie  tylko  seks.  Jeżeli  on  myśli 

inaczej, niech zabiera manatki i zostawi ją w spokoju. 

Poczuła chłód w sercu, gdy uświadomiła  sobie, jak bardzo zżyła się z  nim przez tych kilka 

dni. Nie potrafiłaby o nim zapomnieć. Spojrzała na męża i natychmiast zapragnęła rzucić mu się w 

ramiona. 

Znała  mnóstwo  jego  sekretów.  Rumieniła  się  na  myśl  o  niektórych.  Ale  to  wszystko  nie 

miało  najmniejszego  związku  z  normalnym  życiem.  Jak  mogłaby  spokojnie  czekać  w  domu, 

wiedząc,  że jej  mąż  nieustannie  ryzykuje  życie? Teraz wiedziała,  dlaczego  nie  chciał  mieć dzieci! 

To  zrozumiałe,  skoro  wciąż  narażał  się  na  niebezpieczeństwo.  Gdyby  zginął,  dzieci  zostałyby  bez 

ojca.  A  ona,  Dani,  czy  mogłaby  normalnie  żyć,  gdyby  niepokój  zżerał  nieustannie  jej  serce?  Przy 

każdym pożegnaniu zastanawiałaby się, czy go jeszcze zobaczy. 

Nigdy  nie  miałaby  pewności.  To  by  ją  zabiło.  Nie,  pomyślała  z  rozpaczą,  lepiej  zachować 

cudowne wspomnienia  niż przeżywać koszmary. Niech Dutch się z nią rozwiedzie. Zdawała sobie 

sprawę, że nie porzuci dla niej swego zajęcia, a zatem nie mogła pozostać jego żoną. To już koniec. 

Czas obudzić się z pięknego snu. 

Po  złożeniu  zeznań  wyszli  w  milczeniu  przed  biurowiec  w  towarzystwie kapitana.  Jeden  z 

członków załogi przyniósł Dani zapomnianą torebkę i książki. 

- Co mamy teraz robić? - zapytała bezradnie. 

-  Proszę  jechać  do  hotelu.  Linie  lotnicze  pokryją  wszelkie  koszty  -  odparł  kapitan  z 

uprzejmym uśmiechem. 

- Jutro polecą państwo do Greenville. 

Dutch spojrzał na niego z obawą. 

- Dziennikarze nadchodzą - powiedział i skrzywił się. 

- Nie zależy panu na popularności? - Kapitan uśmiechnął się szeroko. 

-  Ani  trochę  -  odparł  niechętnie  Dutch.  -  Dani  i  ja  odlecimy  najbliższym  samolotem.  Dla 

dziennikarzy ta sprawa to nie lada gratka. 

-  Racja.  Nasi  porywacze  mają  chyba wiele  powiązań  z  pewnym  południowoamerykańskim 

dyktatorem. 

Na pewno coś ich łączy także z komunistami - westchnął kapitan. - Zażądali, by dostarczono 

im broń. 

- Tak myślałem. I na pewno by ją dostali - odparł Dutch, zapalając papierosa. 

background image

- Bardzo sprawnie posługuje się pan nożem - zauważył kapitan. - Często go pan używa? 

Dutch skinął głową. 

- Ostatnimi czasy aż za często. 

- Mogę zapytać, czym się pan zajmuje? 

- Niech pan sam zgadnie - odparł Dutch. 

- Tajne operacje wojskowe? 

Mężczyzna pokiwał głową. Dani patrzyła przed siebie nieobecnym wzrokiem. 

-  Jestem  najemnikiem  -  wyjaśnił  Dutch.  -  Zajmuję  się  głównie  aprowizacją,  ale  znam  się 

również  na  uzbrojeniu,  a  w  walce  wręcz  nie  mam  sobie  równych.  Sam  zrobiłem  tamten  nóż. 

Chciałbym go odzyskać. 

- Najchętniej kazałbym go pozłocić, przyjacielu. 

Gdyby  nie  pan,  byłoby  z  nami  krucho.  Może  kiedyś  będę  mógł  się  odwdzięczyć.  Proszę 

tylko dać mi znać. 

- Nie sądzę, ale mimo to dziękuję. 

Pilot oddalił się i natychmiast otoczyli go dziennikarze. 

Dutch palił w milczeniu papierosa. 

-  Nie  chcesz,  żeby  o  tobie  pisały  gazety.  To  ma  związek  z  twoją  pracą,  zgadza  się?  - 

zapytała Dani z wahaniem. Czytała dwukrotnie „Psy wojny” i trzy razy oglądała film zrealizowany 

na podstawie tej książki, ale  nie  mogła uwierzyć, że są ludzie, którzy naprawdę tak żyją. Zupełnie 

jak  w  filmie.  Porwanie  samolotu,  błyskawiczne  obezwładnienie  terrorystów,  niewiarygodna 

sprawność Dutcha. Nie odrywała wzroku od jego twarzy, a nie uporządkowane myśli cisnęły się jej 

do głowy. Poślubiła najemnika. Jak ma z tym żyć? Dutch patrzył jej w oczy i miał ochotę kląć. 

Los uwziął się na niego. 

- Nie lubię rozgłosu - odpowiedział na jej pytanie. 

- Nikogo nie powinno obchodzić moje prywatne życie. 

-  A  gdzie  w  twoim  życiu  jest  miejsce  dla  mnie?  -  spytała  cicho.  Może  sam  jeszcze  nie 

wiedział,  ale  Dani  musiała  to  od  niego  usłyszeć.  Nie  mogła  dłużej  zwlekać.  Uznała,  że  czas 

wyjaśnić sytuację. 

- Jesteś moją żoną. - Nie potrafił inaczej tego ująć. 

- Dlaczego się ze mną ożeniłeś? - nie ustępowała. 

Przyparła  go  do  muru.  Zamknął  oczy  i  mocno  zacisnął  zęby.  Zaciągnął  się  głęboko,  nim 

odpowiedział. 

- Bo cię pragnąłem. 

I  nic  więcej,  pomyślała.  Nie  czuła  bólu,  ale  wiedziała,  że  gdy  ustąpi  dziwne  otępienie, 

będzie cierpiała, i to bardzo. Nadal  była w szoku. Znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, 

background image

patrzyła na ciężko rannego człowieka, odkryła, że jej mąż jest najemnikiem... 

Dutch wpatrywał  się w  jej twarz z mieszanymi uczuciami. Zupełnie się w  nich pogubił. Ta 

dziewczyna przesłoniła mu cały świat, zapadła w serce. Jak miał się od niej uwolnić? 

- Tak właśnie myślałam. Łączy nas jedynie pożądanie. 

-  Nadal  zastanawiała  się  nad  jego  słowami.  -  Jak  sobie  wyobrażałeś  nasze  wspólne  życie? 

Mam siedzieć w domu i czekać, a ty będziesz znikał na długie miesiące i wracał cały w bliznach? 

Dutch był zaskoczony i przerażony. Gapił się na nią ze zdumieniem. 

- Sądziłem, że każde z nas będzie żyło po swojemu, a mimo to możemy być razem i cieszyć 

się sobą. 

Dani pokręciła głową. 

- Przykro mi. To się nie uda. Nie potrafię tak żyć. 

Najlepiej będzie, jeśli się ze mną rozwiedziesz. 

To  chyba  żart.  Stara  panna,  z  którą  ożenił  się  zaledwie  przed  tygodniem,  groziła  mu 

rozwodem. 

Jemu,  mężczyźnie,  za  którym  uganiały  się  wszystkie  kobiety.  Miał  ich  na  pęczki,  a  każda 

wierzyła,  że  zdoła  go  wreszcie  usidlić.  Ta naiwna  mała sekutnica,  właścicielka  lichej  księgarenki, 

postanowiła się z nim rozwieść! 

-  Nie  patrz  tak  na  mnie  -  prosiła  Dani.  -  Chcę  tylko  sobie  oszczędzić  kłopotów  i  cierpień. 

Nie mogę żyć z myślą, że nieustannie zagraża ci niebezpieczeństwo. 

To by mnie zabiło. 

- Na miłość boską, nie jestem przecież samobójcą – wtrącił. 

- Ale nie jesteś też ze stali - przypomniała mu. 

- Widziałam twoje blizny. Nie  miałam pojęcia, skąd się wzięły. Teraz wiem. Pewnego dnia 

dosięgnie cię kula. 

Nie zamierzam wyczekiwać na złe wiadomości. Jestem silna, ale nie aż tak. Za bardzo mi na 

tobie zależy. 

Ostatnie  słowa  Dani  wstrząsnęły  nim  do  głębi.  Tej  dziewczynie  rzeczywiście  na  nim 

zależało.  Miała  to  wypisane  na  twarzy.  Uwielbiała  go.  Widział  to  w  jej  szarych  oczach,  kiedy  się 

kochali. Dani była nim zauroczona, pełna podziwu dla silnego mężczyzny. 

Pochlebiało  mu  to  i  z  każdym  dniem  znaczyło  coraz  więcej.  Szczególnie  teraz,  gdy 

postanowiła go porzucić. 

- Rozważymy wszystko spokojnie w Greenville - oznajmił z uporem. 

- Mów sobie, co chcesz - rzekła, zbierając się do odejścia. - Ja powiedziałam swoje. 

- Ty wstrętna wiedźmo! - krzyknął z wściekłością. 

- No proszę,  co  za epitet!  - Odwróciła  się. Zza okularów patrzyły  na  niego gniewnie  szare 

background image

oczy. 

Ciemny  rumieniec  pojawił  się  na  policzkach.  -  Za  kogo  ty  się  uważasz?  Patrzcie  państwo, 

oto wielki, groźny wojownik. Podarunek od samego Pana Boga! 

Dutch miał ochotę ją udusić, ale zamiast tego parsknął śmiechem. 

- Nie waż się ze mnie śmiać - syknęła z wściekłością. 

- Nieźle to sobie zaplanowałeś, co? Wmawiałeś mi, że  jestem śliczna, ale w gruncie rzeczy 

niewiele cię obchodziłam. 

Wpadałbyś do mnie między jedną i drugą wyprawą, żeby się rozerwać! 

- Na początku tak myślałem - przyznał Dutch. 

Rozgniótł obcasem niedopałek papierosa. - Ale to się zmieniło. 

- Jasne. Stałam się dla ciebie ciężarem. Wakacje się skończyły. 

Dutch  potrząsnął  energicznie  jasną  czupryną.  Dani  z  dnia  na  dzień  wydawała  mu  się 

ładniejsza i bardziej urocza. Nazwał ją wiedźmą tylko dlatego, że był wściekły. Uśmiechnął się. 

- Wcale z tobą nie skończyłem, ślicznotko. 

- Już nie jestem wstrętną wiedźmą?! - krzyknęła. 

-  Z  pewnością  nie  -  mruknął  przechodzący  obok  pilot,  patrząc  na  nią  z  zachwytem.  Dani 

chwyciła torby i ruszyła w stronę poczekalni. 

- Dokąd idziesz? - wypytywał Dutch. 

- Wracam do domu - oznajmiła. - Do mojej księgarni. Muszę pilnować interesu. 

- Poczekaj.. - Posłuchała go, ale nie odwróciła głowy. Zawahał się. Nie miał pojęcia, jak się 

zachować. 

To było zastanawiające. Jeśli zechce siłą zatrzymać Dani, straci ją na zawsze. Ale czy mógł 

pozwolić, żeby tak po prostu odeszła? Zależało mu na niej. Nie  mógł pogodzić się z myślą, że  już 

nigdy jej nie zobaczy. 

- Przemyśl to - rzekł w końcu. - Wrócę za kilka tygodni. 

- Dokąd się wybierasz? - Odwróciła się. Nie dbała o to, że Dutch zobaczy łzy spływające po 

policzkach i dowie się, jak bolesne jest dla niej to rozstanie. 

Widok  zapłakanej  twarzy  Dani  był  dla  niego  nie  do  zniesienia.  To  bolało!  Spojrzał  w  dal 

ponad  jej  głową  i  zacisnął  ręce  w  kieszeniach.  Żadna  kobieta  nie  patrzyła  na  niego  w  ten  sposób. 

Przeraził się. Wiele razy śmierć zaglądała mu w oczy. Mówił o tym z lekceważeniem, ale na widok 

dziewczęcej twarzy zmienionej cierpieniem ogarnął go strach. 

Dani odetchnęła głęboko, próbując wziąć się w garść. 

-  Nie  zmienię  zdania  -  oświadczyła.  Miała  pewność,  że  gdyby  została  z  Dutchem, 

równałoby się to samobójstwu. 

- Mimo wszystko przyjadę do ciebie. 

background image

- Twoja sprawa. Rób, jak uważasz. 

Dutch zajrzał jej w oczy. 

- Muszę wykonać tę robotę. Mam zobowiązania. 

Nie  mogę  się  teraz  wycofać.  -  Nagle  pojął,  że  po  raz  pierwszy  w  życiu  tłumaczy  się  ze 

swego postępowania. 

- Nic mnie to nie obchodzi - odparła zdecydowanie. 

-  Żyj,  jak  chcesz  i  pozwól,  żebym  sama  decydowała  o  moim  losie.  Gdybyś  powiedział  mi 

prawdę na samym początku, trzymałabym się od ciebie z daleka. 

-  Przeczuwałem  to  -  rzekł  cicho.  Przyglądał  się  Dani  w  skupieniu.  Chciał  ją  dobrze 

zapamiętać. 

- Uważaj na siebie. 

- Dobra rada. - Po raz ostatni spojrzała na niego czule. - Ty również uważaj. 

- Jasne. 

Popatrzyła w zadumie na obrączkę. 

- Zachowaj ją - poprosił. - Będzie mi... przyjemnie, gdy pomyślę, że nosisz ją na palcu. 

Dani  nie  mogła  powstrzymać  łez.  Wybuchnęła  płaczem.  Chwyciła  torby  i  pobiegła  przed 

siebie. Dutch stał i patrzył za nią, aż zniknęła w tłumie. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Wszystko  się  zmieniło.  Zaraz  po  powrocie  Dani  poszła  jak  co  dzień  do  księgarni,  ale 

doskonale wiedziała, że  jej  życie nigdy  już  nie będzie takie  jak przedtem. Harriett Gaynor, osóbka 

dość  pulchna  i  niewysoka,  spoglądała  na  przyjaciółkę  nieufnie.  Dani  była  niemal  pewna,  że  nie 

wierzy w  jej opowieści o  meksykańskich wakacjach. Następnego dnia gazety doniosły o porwaniu 

samolotu. 

-  To  wszystko  prawda!  -  krzyknęła  Harriett,  wpadając  do  księgarni.  Ciemne  oczy  lśniły,  a 

czarne loki rozsypały się wokół drobnej jak u elfa twarzyczki. - Tu napisali wszystko o porwaniu. 

Dani  zmarszczyła  czoło,  patrząc  na  gazetę,  którą  Harriett  rzuciła  na  ladę.  Obejrzała 

fotografię  pilota  oraz  niewyraźne  zdjęcie  jednego  z  porywaczy  wyprowadzanego  z  samolotu.  Nie 

znalazła fotografii Dutcha, ale tego się spodziewała. Potrafił unikać dziennikarzy. 

- Piszą o mężczyźnie, który obezwładnił porywaczy... 

- Harriett zmarszczyła  brwi  i czytała z zapartym tchem. Reportaż był  niezwykle zajmujący. 

Nagle podniosła wzrok. - Dani, naprawdę odważyłaś się na to? 

-  Dutch  twierdził, że  po  przylocie do  Miami  zażądają  broni  -  wyjaśniła  spokojnie,  Harriett 

odłożyła gazetę. 

- Najemnik. Nie mogę uwierzyć. Dlaczego nie zapytałaś przed ślubem, czym się zajmuje? 

- Nie dziwiłabyś się tak, gdybyś go poznała. - Dani odwróciła się. Nie chciała rozmawiać o 

Dutchu. 

Wolała o nim zapomnieć. Na pewno wyruszył na kolejną wojnę... 

-  Żaden  mężczyzna  nie  jest  aż  tak  przystojny,  żeby  warto  było  całkiem  stracić  dla  niego 

głowę - oznajmiła Harriett. - Nawet Dane. 

Mąż  najlepszej  przyjaciółki  Dani  był  uroczym  człowiekiem,  lecz  ani  w  połowie  tak 

zadziornym jak jego malutka połowica. 

- A przy okazji, pani Jones dzwoniła, żeby podziękować za książkę z autografem. 

- Cieszę się, że poznałam tę autorkę. - Dani sprawdziła kasę. - Otwórz sklep. 

- Gdzie on się podziewa? - zapytała nagle Harriett. 

-  Sądzę,  że  szuka  teraz  dobrego  adwokata  -  odparła  Dani,  wybuchając  śmiechem,  chociaż 

czuła ból w sercu. 

- Pobiliśmy rekord. Najkrótsze małżeństwo świata. 

Zaledwie tydzień. 

- Zastanów się jeszcze - usłyszała w odpowiedzi. 

Nie patrzyła na przyjaciółkę. 

- Dutch igra ze śmiercią dla pieniędzy, Harrie - odparła. - Przez całe życie musiałabym się o 

background image

niego zamartwiać. Wolę odejść, póki nie jest za późno. 

- Chyba wiesz, co robisz. - Harriett wzruszyła ramionami. - Muszę jednak przyznać, że .gdy 

w końcu zdecydowałaś się na małą przygodę, poszłaś na całego. 

Poślubiłaś obcego człowieka, uporałaś się z terrorystą.,. 

- Odeszła w głąb sklepu, mamrocząc pod nosem. 

Dani uśmiechnęła się i odprowadziła ją spojrzeniem. 

Istotnie, przeżyła wielką przygodę. Było, minęło. 

Teraz  powinna  zapomnieć  o  Dutchu. Przestanie czytać  gazety.  Każda  wzmianka  o lokalnej 

wojnie budziła w niej lęk. 

Minęło kilka tygodni. Niełatwo było zapomnieć. 

Wszystko się sprzysięgło, żeby jej w tym przeszkodzić. 

Najgorsza  była  Harriett.  Nie  szczędziła  przyjaciółce  dobrych  rad.  Ale  gdy  Dani  zaczęła 

regularnie wymiotować po śniadaniu, zaniepokoiła się na serio. 

-  Klątwa  Montezumy  -  stwierdziła  Dani  żartobliwie,  wychodząc  z  łazienki  i  przecierając 

pobladłą twarz mokrym ręcznikiem. 

-  Raczej  klątwa  Latającego  Holendra  -  usłyszała  kąśliwą  odpowiedź.  Parsknęła  śmiechem, 

ale natychmiast spoważniała. 

- Nie jestem w ciąży. 

-  Posłuchaj,  Dani,  wprawdzie  poroniłam,  ale  niczego  nie  zapomniałam.  Pamiętam,  jak 

wyglądałam  i  jak  się  czułam.  Jesteś  blada  jak  ściana,  szybko  się  męczysz  i  ciągle  masz  nudności. 

Nic na to nie skutkuje. 

Od  paru  dni  Dani  rozmyślała  o  tym  z  obawą,  nadzieją,  przerażeniem.  Doszła  do  tych 

samych  wniosków  co  Harriett,  ale  nie  potrafiła  wypowiedzieć  ich  głośno.  Opadła  na  stołek  przy 

ladzie i westchnęła. 

-  Głupi  dzieciaku,  przecież  istnieją  środki  antykoncepcyjne  -  jęknęła  Harriett,  obejmując 

przyjaciółkę. 

Była  starsza  tylko  o  cztery  lata,  ale  niekiedy  czuła  się  niczym  jej  matka.  Dani  zaczęła 

płakać.  Wieczorem  przypadkowo  obejrzała  w  telewizji  reportaż  poświęcony  partyzanckiej 

ofensywie w jednym z państw afrykańskich. 

Wśród maszerujących żołnierzy zauważyła jasną czuprynę i zaczęła rozpaczać. Rozmowa z 

Harriett znowu ją rozstroiła. 

- Jestem w ciąży - powiedziała drżącym głosem. 

- Zgadza się. 

-  Och,  Harrie,  okropnie  się  boję.  -  Objęła  mocno  przyjaciółkę.  -  Nie  mam  pojęcia,  jak 

wychowam dziecko. 

background image

-  No,  no,  panienko  Scarlett,  ja  też  się  na  tym  nie  znam,  ale  we  dwie  damy  sobie  radę,  - 

Odsunęła się i spojrzała na Dani z wielką życzliwością. - Pomogę ci. 

Chcesz je urodzić? - dodała, patrząc przyjaciółce prosto w oczy. Dziewczyna drgnęła. 

-  Oglądałam  kiedyś  film.  Pokazywali,  jak  rozwija  się  niemowlę  w  łonie  matki.  -  Wolno 

przesunęła  dłonią  po  płaskim  jeszcze  brzuchu.  -  Widziałam  też,  co  się  dzieje,  gdy  ciąża  zostanie 

przerwana. Potem długo płakałam. 

- Czasami nie ma innego wyjścia - powiedziała cicho Harriett. 

- Tak bywa - przytaknęła Dani. - Ale moim zdaniem nie wolno uważać przerwania ciąży za 

coś  w  rodzaju  środka  antykoncepcyjnego.  Poza  tym...  chcę  urodzić  to  dziecko.  -  Poderwała  się 

niespokojnie  i  objęła  rękami  brzuch.  Uśmiechnęła się. -  Ciekawe,  czy  będzie  miał  jasne  włoski?  - 

dodała w zamyśleniu. 

- To może być dziewczynka - przypomniała trzeźwo Harriett. 

- Wspaniale. Bardzo chciałabym mieć córeczkę. 

- Westchnęła rozmarzona. - Czyż to nie wspaniałe? 

Rośnie we mnie malutki człowieczek. 

- Owszem. Ja też czułam się bardzo szczęśliwa. Było mi cudownie. 

Dani podniosła wzrok i uśmiechnęła się. 

- Razem to przeżyjemy - oznajmiła. 

Harriett  wbiła  paznokcie  w  dłonie,  ale  i  tak  oczy  miała  pełne  łez.  Odwróciła  twarz.  Nie 

chciała zasmucać przyjaciółki. 

- Oczywiście. Musisz iść do lekarza. 

-  Wiem,  kiedy  to  się  stało  -  powiedziała  Dani  w  zadumie.  Przypomniała  sobie  tamten 

poranek w pokoju Dutcha. Kochali się tak czule. - Wiem dokładnie. 

- Potrzebne ci witaminy - gderała Harriett. - Musisz się dobrze odżywiać. 

- Kupię zaraz ubranka i łóżeczko... - rozmarzyła się Dani. 

-  Dopiero  gdy  minie  siódmy  miesiąc  -  stwierdziła  stanowczo  Harriett.  -  Zachowaj  trochę 

rozsądku. Nie wszystko układa się po naszej myśli. 

- Nie kracz! - Dani była zirytowana. 

- Lekarz powie ci to samo. Kupiłam niemowlęcą wyprawkę i dziecinne mebelki, gdy byłam 

w pierwszym miesiącu. W czwartym poroniłam. Musiałam oddać te wszystkie cudeńka. Nie upieraj 

się. 

Dani poczuła skruchę. Objęła mocno przyjaciółkę. 

- Dzięki, że jesteś ze mną, że mi pomagasz. 

- Ktoś musi. - Harriett zerknęła na Dani. - Zawiadomisz go? 

- Ciekawe jak? Nie znam nawet jego adresu. 

background image

- O Boże, wyszłaś za tego faceta i nie wiesz nawet, gdzie mieszka? 

Dani parsknęła śmiechem, widząc minę Harriett. 

- Niewiele mieliśmy czasu na rozmowy - mruknęła. 

- Tak sobie pomyślałam - odparła Harriett, spoglądając znacząco na jej brzuch. 

- Och, przestań. - Dani westchnęła ciężko. - Dutch nie chce mieć dzieci. Pewnie uciekłby na 

drugi koniec świata. I tak czeka nas rozwód, więc po co mu taka nowina. 

- Jak chcesz się z nim rozwieść, skoro nawet nie wiesz, gdzie go szukać? 

- Niech on się tym zajmie. Znajdzie mnie, gdy będzie trzeba. 

- A więc wszystko jasne. Bierzmy się lepiej do roboty, ale przedtem zadzwoń do lekarza. 

Okazało  się,  że  Dani  nic  nie  dolega.  Była  jedynie  trochę  osłabiona.  Lekarz  przepisał  jej 

odpowiednie witaminy. Wyglądała kwitnąco. Doktor Henry Carter przyglądał się jej z zachwytem, 

ilekroć przychodziła na badania. Dziecko rozwijało się normalnie, a Dani była idealną pacjentką. 

- Dla pani to naprawdę błogosławiony stan, prawda? 

- zapytał, gdy przyszła na badania w połowie piątego miesiąca. 

-  Cieszę  się  każdą  chwilą!  -  Dotknęła wypukłego  brzucha.  -  Dziś  rano  po  raz  pierwszy  się 

poruszył - oświadczyła z zachwytem, - Poczułam jakby trzepotanie malutkich skrzydeł. 

- Rozumiem - rzekł lekarz, uśmiechając się przyjaźnie. 

-  Inne  pacjentki  mówią  podobnie.  To  znak,  ze  dziecko  jest  zdrowe.  Ale  zrobimy  badania, 

żeby się upewnić. 

Dani ucieszyła się, gdy po badaniach otrzymała fotografię główki maleństwa. 

- Pani mąż się odezwał? - zapytał cicho lekarz. 

-  Nie.  -  Dani  poczuła  chłód  w  sercu.  Oglądała  z  zainteresowaniem  swoje  paznokcie.  - 

Prawdopodobnie... nigdy do mnie nie wróci. 

-  Szkoda.  Pytałem  o  to,  ponieważ  chcę,  żeby  się  pani  zapisała  do  szkoły  rodzenia.  Nawet 

jeśli nie zdecyduje się pani na poród naturalny, ćwiczenia pomogą znosić niedogodności ciąży. Ale 

potrzebny jest ktoś do pomocy. 

- Może Harriett? 

Lekarz znał jej przyjaciółkę i chętnie się zgodził. 

-  Doskonały  wybór.  Ta  dziewczyna potrafi  być pomocna.  Będzie  pani podpowiadać, kiedy 

należy oddychać. 

- Już teraz radzi sobie z tym doskonale - odparła Dani z przekąsem. 

- Świetnie. Zapiszę panią w przyszłym miesiącu. 

Jest  pani  zdrowa.  Tylko  tak  dalej.  Ale  proszę  się  nie  przemęczać.  Lato  jest  wyjątkowo 

upalne. 

- Nie musi pan mi o tym przypominać - mruknęła. 

background image

Nosiła  obszerną  koszulkę  bez  rękawów i spódnicę  z  elastyczną  wstawką,  ale  mimo to  była 

zlana  potem.  Ustaliła  termin  następnej  wizyty,  pożegnała  się  i  poczłapała  do  wyjścia.  Musiała 

wracać do pracy. Był piękny, letni dzień, jeden z tych, które zachęcają marzycieli do leniuchowania 

nad brzegiem  jeziora albo na łące wśród kwiatów i motyli. Dziewczyna  szła, nucąc po cichu  jakąś 

melodyjkę.  Od  czasu  do  czasu  mała  istotka  poruszała  się  lekko  w  jej  brzuchu.  Uśmiechała  się 

wtedy. Świat był piękny. 

Cieszyła się dobrym zdrowiem i przyszłym macierzyństwem. 

Gdy weszła do księgarni, nadal uśmiechała się marzycielsko. Nagle stanęła twarzą w twarz z 

Dutchem. 

Miał na sobie uniform w kolorze khaki. Od razu zauważyła nową bliznę na policzku. Trochę 

schudł, ale nadal był zabójczo przystojny. Harriett była zapewne tego samego zdania, bo gapiła się 

w niego jak w obraz. 

Dutch  nie  odrywał  wzroku  od  Dani.  Spojrzał  na  zaokrąglony  brzuch  i  w  jego  oczach 

pojawiła  się  panika.  Wstrzymał  oddech.  Wyglądał  tak,  jakby  ziemia  usuwała  mu  się  spod  nóg. 

Przyjechał, żeby z nią porozmawiać, żeby ją skłonić do zmiany decyzji. I co zastał! 

Dani zauważyła jego przerażenie. Dotychczas żywiła w głębi serca nadzieję, że może się w 

końcu pogodzą, ale teraz zrozumiała, że to niemożliwe. 

Nie spała po nocach, wspominała, zamartwiała się, rozważała szanse, odmawiała modlitwy i 

myślała  z  niepokojem,  co  zrobi  Dutch,  gdy dowie  się o  dziecku.  Nareszcie  poznała  odpowiedź  na 

swoje pytanie. 

To było ponad jej siły. Niespodziewane spotkanie, tęsknota, długie tygodnie i miesiące życia 

w niepokoju... 

Pociemniało  jej  w  oczach,  obraz  postawnego  mężczyzny  przesłoniła  nagle  mgła.  Dani 

osunęła się na podłogę. 

Gdy w końcu przyszła do siebie, leżała w ogromnym fotelu ustawionym w małym pokoiku 

na zapleczu, gdzie jadały z Harriett posiłki. Była boso. Na głowie miała zimny kompres. 

-  ...przez  pana  mnóstwo  zmartwień -  usłyszała surowy  głos  przyjaciółki.  -  Jest  zdrowa,  ale 

za mało odpoczywa. 

- Po cholerę się z nią ożeniłem? - burknął opryskliwie Dutch. 

- Wysoko się pan ceni, prawda? - rzuciła Harriett. 

-  Ta  dziewczyna  nigdy  nie  miała  nikogo,  a  życie  jej  nie  oszczędzało.  Rodzice  ją  porzucili, 

gdy była małą dziewczynką. Nigdy tu nie wrócili. Nie miała własnego chłopaka ani narzeczonego. 

Jestem  dla  niej  jedyną  bliską  osobą.  Pojawił  się  pan  nie  wiadomo  skąd,  zawrócił  jej  w  głowie  i 

zniknął,  gdy  zaszła  w  ciążę.  Przeszedł  pan  przez  jej  życie  niczym  tornado.  Jeśli  zachował  pan 

resztki ludzkiej przyzwoitości, proszę nie dręczyć jej więcej i zniknąć na zawsze. 

background image

- Zostawiając Dani na pani łasce, tak? - odciął się Dutch. - Tego się pani nie doczeka. 

Och,  tylko  nie  to,  pomyślała  Dani,  odzyskując  przytomność.  Wiedziała,  co  się  stanie  za 

chwilę.  Trzecia  wojna światowa.  Dutch  i Harriett byli do  siebie  bardzo  podobni,  żadne  z  nich  nie 

ustąpi... 

- Pan się nią lepiej zaopiekuje? Przez pana...! 

- krzyczała Harriett. 

- O nie - szepnęła z trudem Dani. Otworzyła oczy. 

Dutch i Harriett mierzyli się nienawistnym spojrzeniem. 

Natychmiast odwrócili się ku niej. 

-  Przestańcie  -  powtórzyła  głośniej.  -  Jeśli  chcecie  się  kłócić,  wyjdźcie  na  ulicę.  Nie 

będziecie mi wrzeszczeć nad głową. Mam tego dosyć. 

- Nie gniewaj się, kochanie. Jak się czujesz? - Harriett natychmiast złagodniała. 

-  Lepiej,  dzięki  za  troskę.  -  Dani  usiadła,  przetarła  twarz  mokrym  kompresem.  Dutch 

spoglądał  na  nią  z  wściekłością.  Jasne  włosy  były  potargane,  a  twarz  stężała  niczym  wykuta  w 

kamieniu. Nigdy go takim nie widziała. 

- Czemu tak na mnie patrzysz? - nie wytrzymała. 

- Pamiętaj, że przez ciebie jestem w ciąży! 

-  Zostawię  was  samych.  Na  pewno  chcecie  porozmawiać  -  stwierdziła  Harriet,  z  trudem 

powstrzymując śmiech. 

-  Porozmawiamy  w  domu  -  oznajmiła  stanowczo  Dani,  zerkając  na  Dutcha.  -  Zamierzam 

rzucać talerzami i wrzeszczeć. W sklepie musiałabym uważać. 

-  Podniosła  się.  Dutch  odwrócił  głowę,  ubawiony  tym  wybuchem  złości.  Dani  patrzyła  na 

niego gniewnie zza okularów. Była wściekła. 

- Poradzi sobie pani sama przez godzinę? - zwrócił się do Harriett. 

- Naturalnie. A pan? - dodała zaczepnie. 

- Jasne, mamuśka - odparł żartobliwie. - Nie ma obawy, nie skrzywdzę pani niewiniątka. 

Ostrożnie prowadził Dani, która wskazywała mu drogę do swego mieszkania na pierwszym 

piętrze. 

Gdy wspinali się na górę, zmarszczył, brwi. 

Dani nie powinna w tym stanie chodzić po schodach. 

-  Musisz  się  przeprowadzić  -  oznajmił,  gdy  otwierała  drzwi.  Weszli  do  środka.  Dutch 

rozglądał się po przytulnym saloniku. Dominowały tu dwa kolory, biały i żółty. Dani odwróciła się 

i popatrzyła na niego ze zdziwieniem. 

- Co takiego? 

-  Musisz  się  przeprowadzić  -  powtórzył.  -  Nie  powinnaś  biegać  po  schodach,  skoro 

background image

dźwigasz... to. 

- Wskazał dłonią okrągły brzuch. 

- To? Tam jest malutkie dziecko - odrzekła stanowczo. 

Zamierzała stawić mu czoło. - Chłopiec. Postanowiłam, że nazwę go Joshua Eryk. 

Dutch  przyjął  to  z  kamienną  twarzą.  Po  raz  pierwszy  od  wielu  miesięcy  poczuł  się  znowu 

sobą.  Rozstanie  z  Dani  było  najtrudniejszą  chwilą  w  całym  jego  życiu.  Od  tamtego  momentu 

bezustannie o niej myślał, tęsknił, pragnął jej. Nawet w tej chwili, mimo że była w ciąży. Nie chciał 

mieć dziecka, nie chciał jej oglądać w tym stanie. Powróciły okropne wspomnienia. 

Właściwie nie zamierzał do niej wracać. Nie chciał zmieniać swego życia. Tamten koszmar 

znowu zaczął go dręczyć, ledwo ujrzał zmienioną postać Dani. 

- Przywiozłeś dokumenty rozwodowe do podpisu? 

- zapytała opanowanym głosem. 

-  Znasz  mnie  doskonale  i  potrafisz  dokładnie  przewidzieć,  jak  postąpię,  zgadza  się?  - 

odrzekł  zimno,  patrząc  na  nią  nieprzyjaznym  wzrokiem.  -  Jak  mogę  się  teraz  z  tobą  rozwieść? 

Pewnie chcesz, żebym łożył na utrzymanie dziecka? 

Te  słowa  sprawiły  jej  ból.  Nie  poczułaby  się  gorzej  nawet  wtedy,  gdyby  ją  uderzył.  Łzy 

stanęły jej w oczach. 

- Wynoś się! - zawołała. 

- Skąd mam wiedzieć, czy jest moje?! - krzyknął. 

Złapała  go  w  pułapkę.  Miotał  się  w  niej,  nie  znajdując  wyjścia.  Dani  chwyciła  pierwszą 

rzecz, która wpadła jej w rękę, niewielki grecki posążek, i cisnęła w Dutcha. 

- Niech cię diabli! 

Mężczyzna zrobił unik i figurka uderzyła o drzwi, rozpadając się na tysiąc kawałków. 

- Wynoś się z mojego domu. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! - szlochała. - Nienawidzę 

cię! Nienawidzę... 

-  Poczuła  mdłości  i  pobiegła  do  łazienki.  Długo  wymiotowała  i  płakała  rozpaczliwie,  nie 

zwracając uwagi na postawnego mężczyznę, który ocierał jej twarz mokrym ręcznikiem. Dutch czuł 

do siebie wstręt. 

Dręczyło go poczucie winy. Miał ochotę wyskoczyć przez okno. 

-  Nienawidzę  cię  -  powtarzała  ledwo  dosłyszalnym  głosem.  Położyła  ciężką  głowę  na 

brzegu chłodnej umywalki. Nie miała siły wstać. 

-  Wiem.  -  Dutch  umył  jej  twarz  i  ręce,  a  potem  zaniósł  do  sypialni  i  położył  na  łóżku. 

Ustawił wentylator tak, by powiew chłodził jej twarz. 

- Prześpij się - rzeki cicho. - Porozmawiamy później. 

- Nie... nie chcę - mamrotała, zapadając w drzemkę. 

background image

Była zbyt senna i wyczerpana, by postawić na swoim. 

Dutch  siedział  obok.  Czuł  się  winny.  Wyrządził  jej  tyle  zła.  Pełnym  miłości  wzrokiem 

patrzył  na  zmienioną  postać  żony.  Jakby  wbrew  sobie  podniósł  brzeg  szerokiej  bluzy,  zsunął 

elastyczną spódnicę i wpatrywał się w zaokrąglony brzuszek. Po raz pierwszy w życiu oglądał taki 

widok.  Przypomniał  sobie  inną  kobietę,  która również spodziewała się  dziecka.  Dani  jest zupełnie 

inna, pomyślał. Nie można sobie wyobrazić dwu równie odmiennych osób. Szczupłe palce dotknęły 

z wahaniem ciepłej skóry na brzuchu Dani. 

Mięśnie były jędrne. W środku znajdowało się dziecko. 

Jego  dziecko.  Dani  powiedziała,  że  to  chłopczyk.  Skąd  mogła  to  wiedzieć?  Przypomniał 

sobie,  że  istnieją  badania  prenatalne.  Głaskał  wielkimi  dłońmi  gładką  wypukłość.  Gdy  nacisnął 

trochę mocniej, coś zatrzepotało pod jego palcami. Wstrzymał oddech i natychmiast cofnął rękę. 

Dani  ocknęła  się,  czując  dotyk  szczupłych  palców  i  z  zachwytem  obserwowała  zdziwioną 

minę Dutcha. 

Wyglądał tak zabawnie, gdy błyskawicznie cofnął rękę, że nie mogła powstrzymać śmiechu. 

- Zrobiłem coś złego? - zapytał niepewnie i zajrzał jej w oczy. 

- Dziecko się poruszyło - wyjaśniła krótko. 

- Ono się rusza? - zapytał z niedowierzaniem. 

Ostrożnie wyciągnął rękę  i ponownie położył  na brzuchu Dani. Nakryła dłonią  jego palce  i 

przycisnęła je mocniej. Znowu poczuł ruchy dziecka. Zaczął się śmiać, cicho, miękko, radośnie. 

-  Większe  dzieci  kopią  -  tłumaczyła.  -  Lekarz  mi  powiedział,  że  im  są  zdrowsze,  tym 

bardziej rozrabiają. 

Nasz maluch ciągle się porusza. 

-  Nigdy  bym  nie  pomyślał...  -  Dutch  przeniósł  wzrok  na  piersi  Dani.  Podciągnął  wyżej 

bluzkę i popatrzył jej w oczy pytająco. - Naprawdę nie wiem, jak wygląda kobieta w ciąży. 

- Proszę bardzo, patrz sobie. Nie mam nic przeciwko temu - szepnęła, uradowana, że tak go 

ciekawi  jej  stan.  Miał  dziwny  wyraz  twarzy.  Spoglądał  na  nią  z  czułością.  Zastanawiała  się, 

dlaczego było w nim tyle goryczy i co go zraziło do dzieci. 

Dutch podwinął wysoko szeroką koszulę i odsłonił  biust Dani. Siedział nieruchomo, a jego 

oczy odkrywały drobne zmiany w wyglądzie żony. 

- Masz teraz większe piersi - powiedział cicho. 

-  Pociemniały...  tutaj  -  dodał,  wodząc  palcami  wokół  sutka,  co  sprawiło  Dani  wielką 

przyjemność. 

- To dopiero początek - odparła, z trudem  łapiąc oddech. - Mój organizm przygotowuje się 

do nowych funkcji. Będę karmiła piersią. 

- Nie sądziłem, że współczesne kobiety tak postępują. 

background image

- Dutch był ogromnie wzruszony. Zauważyła to, gdy spojrzał jej w oczy. 

-  Zamierzam  wychowywać  go  tradycyjnie  -  odrzekła  z  uśmiechem.  -  Ja...  -  zachichotała  - 

uwielbiam  być  mamą.  Nawet  teraz,  gdy  jestem  w  ciąży.  Zawsze  pragnęłam  mieć  kogoś,  kim 

mogłabym  się  opiekować  -  tłumaczyła.  -  Nie  miałam  o  kogo  się  martwić,  troszczyć,  nikt  nie 

potrzebował  mojej  miłości.  On  będzie  dla  mnie  wszystkim.  Potrafię  go  wychować:  będę  go 

pielęgnowała, jeśli zachoruje, nauczę różnych zabaw, gdy podrośnie. Nigdy nie zostawię go samego 

i... - Odwróciła wzrok, by nie patrzeć na jego zmienioną twarz. 

- Wspomniałeś o pieniądzach na jego wychowanie. 

To  nie  będzie  konieczne  -  oświadczyła  dumnie.  -  Dochód  z  księgarni  pozwoli  nam  żyć 

całkiem dostatnio. 

Potrafię sama o niego zadbać. 

Po  raz  pierwszy  w  życiu  Dutch  czuł  się  zupełnie  niepotrzebny.  Patrzył  na  jej  zaokrąglony 

brzuszek, słuchał opowieści o dziecku i marzył, by i jemu okazała tyle samo miłości. Daremnie. Nie 

potrzebowała go. 

Wyraźnie dała mu to do zrozumienia. 

- Będziesz wspaniałą matką - wymamrotał, obciągając jej koszulę. 

- Przykro mi, że dowiedziałeś się tak niespodziewanie. 

Chciałam do ciebie napisać, ale nie miałam adresu. 

Dutch wstał, westchnął ciężko i podszedł do okna. 

Wydawał się taki samotny i zagubiony. 

- Byłeś... ranny? 

-  Draśnięcie.  -  Dutch  gapił  się  na przejeżdżające  za oknem  samochody.  Cholera, od chwili 

gdy  wysiadł  z  samolotu,  zachowywał  się  jak  głupiec.  Chciał  przekonać  Dani,  żeby  do  niego 

wróciła,  ale  gdy  zobaczył  ją  w  zaawansowanej  ciąży,  stracił  głowę  i  ogarnęła  go  wściekłość. 

Powróciły wspomnienia, od których nie potrafił się uwolnić. Wyładował na Dani swą złość. 

Może jednak wyolbrzymił tamto wydarzenie sprzed lat. 

Odwrócił  się,  żeby  popatrzeć  na  żonę.  Niepokoił  go  jej  wygląd.  Harriett  miała  rację.  Dani 

była wyczerpana. 

Kiedy weszła do sklepu, promieniała radością. 

Teraz  przygasła.  To  przez  jego  nieczułość  i  idiotyczne  zarzuty.  Znowu  sprawił  jej  ból, 

chociaż wcale tego nie chciał. 

- Nagadałem ci głupstw - zaczął, ociągając się. 

Machnął ręką, nie wiedząc, jak się wytłumaczyć. 

- Przecież wiem, że to moje dziecko. 

- Czyżby? - Dani uśmiechnęła się sceptycznie. 

background image

- Skąd wiesz? Rozstaliśmy się, mogłam mieć wielu kochanków. 

- Wróciłem, bo chcę cię przekonać, że możemy uratować nasze małżeństwo. 

Próbował wyczytać z jej twarzy, co o tym myśli, ale nadal przyglądała mu się obojętnie. Nie 

chciała, żeby poznał jej uczucia. Próbowała zachować spokój. 

-  I  co  teraz  zamierzasz?  -  zapytała.  Stał  przy  oknie  z  pochyloną  głową  i  rękami  w 

kieszeniach. 

- Sam nie wiem. 

Dani opuściła stopy na podłogę. 

-  Musisz  wiedzieć,  że  nie  myślę  tak  samo  jak  przedtem.  Nie  pójdę  na  żadne  ustępstwa, 

choćbyś nawet zmienił to i owo w swoim życiu - oświadczyła, nie dając mu dojść do słowa. Szare 

oczy  patrzyły  na  niego  z  wielkim  spokojem.  -  Muszę  donosić  to  dziecko  i  prowadzić  sklep,  żeby 

zapewnić małemu utrzymanie. 

Nie mam sił na nic więcej. Nie powinieneś nalegać. 

Mam nadzieję, że zrozumiesz. 

- Dlaczego przez cały czas powtarzasz, że to on? 

- zapytał sucho. 

- Bo urodzę chłopca - wyjaśniła. - Zrobiłam badania. 

Dutch poczuł się dziwnie. Syn. Mały chłopiec, który może być podobny do niego. Popatrzył 

na Dani tak, jakby po raz pierwszy widział na oczy kobietę. Studiował dokładnie każdy szczegół jej 

postaci. 

-  Nie  obawiaj  się,  Eryku.  Niczego  od  ciebie  nie  chcę  -  rzekła  w  zadumie,  podnosząc  się 

wolno.  -  Skoro  powiedziałeś  wszystko,  co  miałeś  do  powiedzenia,  chciałabym  wrócić  do  sklepu. 

Prześlę ci adres mojego adwokata... 

- Nie! - wyrwało się Dutchowi mimo woli. Nie będzie żadnego rozwodu. Do diabła, nawet o 

tym nie pomyślał! Dani miała wkrótce urodzić jego dziecko i... cieszył się z tego. 

- Nie chcę być z tobą - powtórzyła z uporem, zaciskając splecione dłonie. 

- Ale będziesz - odparł zdecydowanie. 

- Ciekawe, jak mnie zmusisz. 

Nie  mógł  oderwać  od  niej  oczu.  Mocno  zaciśnięte  usta,  groźne  szare  oczy,  rumieniec  na 

policzkach. 

Oto przyszła matka. Mimo woli roześmiał się serdecznie. 

- Bardzo cię lubię - zaczął całkiem bez związku. 

-  Daję  słowo,  że  to  prawda.  Nie  oszukujesz,  nie  próbujesz  mnie  podejść  ani  szantażować, 

nie obawiasz się kłopotów. Jesteś wspaniałą kobietą. 

Dani przestąpiła z nogi na nogę. O nie, nie pójdzie mu z nią tak łatwo. 

background image

- Już nie pamiętasz, jak mnie nazwałeś? - spytała zimno. - Wstrętna wiedźma. 

Dutch podszedł bliżej. Oczy mu zabłysły. Odruchowo cofnęła się trochę. 

-  Śliczna  wiedźma  -  mruczał  -  która  będzie  miała  dziecko. I nadal  jest  bardzo  pociągająca. 

Nie pragnę rozwodu. Pragnę ciebie. 

-  Nie  dostaniesz  mnie.  -  Cofała  się  krok  po  kroku,  aż  poczuła  za  plecami  ścianę.  -  Wynoś 

się. Idź sobie postrzelać. 

- Rzadko strzelam -  mruknął. Oparł się dłońmi o ścianę  i zagrodził jej drogę. - Zajmuję się 

aprowizacją i strategią. 

- I tak cię kiedyś zabiją. 

-  To  równie  prawdopodobne  jak  śmierć  w  wypadku  samochodowym  -  odparł,  wzruszając 

ramionami. 

- Przesadzasz - nie poddawała się. 

- Pragnę cię - powtórzył cicho. 

- Wiem - szepnęła. - Ale samo pożądanie nie wystarczy. Dałeś mi jasno do zrozumienia, że 

nie jesteś już zdolny do prawdziwej miłości. Mogę liczyć na to, że będziesz się ze mną kochał, o ile 

wrócisz  cały  i  zdrowy  z  kolejnej  wojny.  Jesteś  wspaniałym  kochankiem,  zadowoliłbyś  każdą 

kobietę, ale żądasz ode mnie, bym pogodziła się ze świadomością, że pewnego dnia możesz zginąć. 

Nie  potrafię  żyć  w  cieniu  śmierci.  -  Nim  Dutch  zdążył  odpowiedzieć,  wzięła  go  za  rękę  i 

przycisnęła  ją  delikatnie  do  wydatnego  brzucha.  - Noszę pod  sercem  twego syna.  Nie  jestem  dość 

silna, by ryzykować utratę was obu. 

- Nie rozumiem. - Zmarszczył brwi. 

- Czasem zdarzają  się poronienia - wykrztusiła stłumionym głosem,  jakby  strach ścisnął  jej 

gardło. 

Zaczynał pojmować. 

- To ci grozi? 

-  Jestem  zdrowa,  dziecko  również,  ale  nikt  nie  może  mi  dać  stuprocentowej  pewności.  - 

Opuściła wzrok na jego tors. 

- Boisz się... że go stracisz? - zapytał niechętnie. 

- Okropnie! - Wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczyma. 

Znowu  pomyślał  o  tamtej  kobiecie.  Cóż  z  niego  za  idiota,  klął  w  duchu.  Tak  się  pomylić. 

Przecież Dani naprawdę chciała urodzić dziecko. Miała to wypisane na twarzy. 

-  Nie  mogę  się  zamartwiać  o  was  obu.  Nie  zamierzam  narażać  życia  i  zdrowia  naszego 

dziecka. Jesteś dorosłym mężczyzną, sam decydujesz o swoim życiu i płacisz za popełnione błędy, 

ale za niego ja ponoszę odpowiedzialność. 

Długo milczał. Potem odwrócił się do niej plecami i westchnął ciężko. 

background image

-  Przed  wielu  laty  wybrałem  tę  profesję.  -  Znowu  zamilkł  i  wbił  oczy  w  podłogę.  -  Nic 

innego nie potrafię robić. 

- Nie prosiłam, żebyś rezygnował - przypomniała mu. 

- Jesteśmy małżeństwem - rzekł i spojrzał jej w oczy. 

- Rozwiedziemy się. 

-  A  po  cholerę  mi  rozwód!  -  wybuchnął. Oczy  pociemniały  mu  ze  złości. Dani  patrzyła  na 

niego  bezradnie,  szukając  właściwych  słów.  Dutch  oddychał  ciężko.  -  Od  chwili  gdy  cię 

zobaczyłem, wiedziałem, że będę miał z tobą kłopoty - burknął. 

Zaniedbana  i  jędzowata  właścicielka  księgarni  okazała  się  piękna  i  dobra  jak  anioł.  - 

Omotałaś mnie. 

Do samej śmierci nie uwolnię się od ciebie. Nie potrafię bez ciebie żyć. 

-  Spójrz  na  to  od  lepszej  strony  -  odparła,  uśmiechając  się  ponuro.  -  Skoro  tylko  tobie  się 

podobam, nie będziesz musiał walczyć o mnie z innymi mężczyznami. 

- Założysz się? - Pokręcił głową i roześmiał się cicho. - Wyglądasz teraz... 

-  Wyglądam  jak  kobieta  w  ciąży  -  przypomniała  mu.  -  Za  dwa  miesiące  stanę  się  wielka 

niczym słoń. 

- Nie dla mnie. Wyjadę do Chicago na kilka dni. 

Muszę  spakować  rzeczy  i  spotkać  się  z  kilkoma  osobami  -  oznajmił,  patrząc  na  czubki 

swoich butów. 

- Dlaczego chcesz się pakować? 

-  Zamieszkam  z  tobą  -  oświadczył,  podnosząc  wzrok.  -  Jeśli  ci  się  to  nie  podoba,  twój 

problem. Nie pozwolę - perorował, nabierając pewności siebie - żebyś się zapracowała  na śmierć  i 

biegała w tę i z powrotem po tych cholernych schodach. Harriett ma rację. Ktoś powinien się tobą 

opiekować i będę to ja. 

Zajmę się tobą do czasu rozwiązania, a potem zobaczymy - dodał. - Razem zdecydujemy, co 

robić dalej. 

Dani chciała się jeszcze spierać, ale ustąpiła. Dutch przemawiał z wielką stanowczością. 

- A twoja... praca? 

- Niech ją diabli porwą - zaklął. Wyglądał bardzo groźnie. - Mam na koncie za granicą dość 

pieniędzy,  żeby  kupić  cały  ten  cholerny  budynek,  w  którym  mieszkasz.  Pracuję,  ponieważ  lubię 

ryzyko, a nie dla forsy. 

- Przecież... 

- Nic nie mów. Takie rozmowy mogą zaszkodzić dziecku. Wrócę w sobotę. 

To  wszystko  działo  się  zbyt  szybko.  Dani  nie  mogła  zebrać  myśli.  Była  okropnie 

zdenerwowana. Dutch podszedł bliżej. 

background image

- Mała, szarooka wiedźma - szepnął. Przytulił ją i musnął wargami jej usta. - Pozwól mi. Nie 

całowałem cię od miesięcy. 

- Mogę się założyć, że pocieszały cię inne kobiety - stwierdziła złośliwie. 

- Właśnie, że nie. - Głaskał ją po zarumienionym policzku. - Na żadną nawet nie spojrzałem, 

a  sporo  się  ich  kręci  wśród  ludzi,  z  którymi  pracuję.  Są  piękne,  nie  mają  żadnych  zasad  i  myślą 

wyłącznie o pieniądzach. 

A  ja  byłem  w  stanie  myśleć  tylko  o  tobie,  o  tamtym  poranku  w  moim  pokoju,  kiedy 

spłodziliśmy naszego chłopca. 

- Wiedziałeś? - zapytała ze łzami w oczach. 

- Oczywiście. A ty? 

- Cóż, brakuje mi twego doświadczenia - odparła z rezerwą. 

- Nie sądziłem, że może tak być - szepnął ze skruchą. - Nie okłamałem cię mówiąc, że i dla 

mnie było to cudowne, nie znane przeżycie. 

- Bardzo się martwisz, że będziemy mieli dziecko? 

Dutch wygładził palcem zmarszczki na jej czole. 

-  Muszę  się  po  prostu  oswoić  z  tą  myślą.  Przez  długie  lata  żyłem  bez  zobowiązań.  Nie 

miałem nikogo. 

- Wiem. - Przypatrywała  się uważnie guzikom jego koszuli. - Eryku, pamiętaj, że ja cię do 

niczego nie zmuszam. Nie musisz się do mnie przenosić... 

Przerwał  tę  wzniosłą  mowę  pocałunkiem,  delikatnym  a  zarazem  namiętnym,  którym 

natychmiast rozpalił  w  niej  pożądanie.  Wsunął palce w  krótkie  włosy  na  karku Dani  i przyciągnął 

jej głowę do swego ramienia. Drugą dłonią głaskał szyję, plecy, piersi, starając się pokonać jej opór. 

-  Ty  sadysto  -  szepnęła  z  trudem,  czując,  że  znowu  poddaje  się  jego  urokowi.  Przygryzł 

delikatnie jej wargę. 

- Będziemy się kochać? 

- Nie - odparła zdecydowanie, patrząc mu prosto w oczy. Uśmiechnął się  i  musnął palcami 

jej sutki. 

Drgnęła pod wpływem nieoczekiwanej przyjemności. 

Dutch roześmiał się. 

- Chcesz tego - mruknął. 

- Mój rozsądek mówi nie - oświadczyła. Dutch próbował wykorzystać jej słabość. Rozumiał, 

że  jeszcze  chwila  i  nie  zdoła  mu  się  oprzeć.  Całował  jej  przymknięte  powieki.  Silne  dłonie 

ześlizgnęły się na zaokrąglony brzuch. 

-  Nie  obawiaj  się  poronienia  -  szepnął.  -  Wiem,  że  muszę  zachować  ostrożność.  Będę 

uważał. 

background image

Drżała wsłuchując się w jego czułe słowa. Przytulił ją mocniej. 

-  Nie  tego  się  obawiam.  Nie  chcę,  żeby  mi  tak  strasznie  na  tobie  zależało.  Jeśli  znowu 

odejdziesz,  będzie  mi  ciężej  niż  przedtem.  Mogę  nawet  udawać,  że  przez  cały  czas  jesteśmy  na 

wakacjach w Meksyku i że nic złego się nie stało. To pomaga. 

Dutch milczał i głaskał ją po włosach. 

- Dani... 

- Proszę! 

- Zgoda. - Westchnął ciężko i wypuścił ją z objęć. 

Popatrzył na wydatny brzuch i zachichotał. - Jesteśmy na wakacjach. We troje. 

- I na razie nie będziemy się kochali - dodała, patrząc mu w oczy z obawą. Dutch wiedział, 

jak bardzo się boi, że znowu go straci. Nie potrafił myśleć o tym obojętnie, ale jeszcze nie wiedział, 

jak z tym żyć. 

- Na pewno nie chcesz? Byłoby cudownie. 

- Oczywiście. Ale lepiej poczekajmy. 

Wiele od niego wymagała, lecz  miała do tego prawo. Był za nią odpowiedzialny. Wzruszył 

ramionami, jakby niewiele go kosztowało spełnienie jej prośby. 

- Zgoda - rzucił od niechcenia. - Nie będziemy się kochać. 

Dani odetchnęła z ulgą. Obawiała się, że spór potrwa dłużej. Dutch pocałował ją w nos. 

- Naturalnie - dodał - możesz mnie uwieść,' jeśli będziesz miała na to ochotę. 

- Dzięki za przypomnienie - odpowiedziała z uśmiechem. 

- Zobaczymy się w sobotę. Poleź jeszcze z godzinę. 

Wstąpię do księgarni i powiem tej kwoce, że odpoczywasz. 

Pamiętaj, uważaj na schodach - przypomniał stanowczym głosem. 

Dani  parsknęła  śmiechem.  Dutch  wyszedł  i  cicho  zamknął  za  sobą  drzwi.  Patrzyła  na  nie 

przez  kilka  minut,  nim  znowu  się  położyła.  Rozmyślała  nad  tym,  co  się  stanie  z  jej  życiem.  Była 

przekonana,  że  Dutch  nie  potrafi  wytrzymać bez  ryzyka,  w  normalnej  rodzinie,  a to oznaczało  dla 

niej wyłącznie cierpienia. Ale z drugiej strony na pewno miał poczucie odpowiedzialności. 

Obiecał, że przez pięć  miesięcy  będzie się nią opiekował. Skrzywiła się, gdy pomyślała, że 

Dutch i Harriett wyraźnie nie przypadli sobie do gustu. 

Przyjdzie jej się z tym uporać. Niełatwo jej będzie przetrwać ten błogosławiony stan. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Po  przyjeździe  do  Chicago  Dutch  odwiedził  J.D.  i  Gabby.  Oznajmił  im,  że  się  ożenił. 

Pomyślał z zadowoleniem, że warto przewrócić całe życie do góry nogami choćby po to, by ujrzeć 

osłupiałe miny Brettmanów. 

J.D.  był  potężnym,  ciemnowłosym  mężczyzną,  byłym  najemnikiem.  Obecnie  prowadził 

kancelarię prawniczą w Chicago. Gabby Darwin - Brettman pracowała jako jego sekretarka, nim się 

pobrali.  Dutch  wiele  o  niej  słyszał  od  Łachmaniarza,  kolegi  z  oddziału,  który  powiedział  mu,  że 

początkowo  Gabby  patrzyła  na  umizgi  J.D.  niechętnym  okiem.  Dutch  spotkał  ją  tylko  raz.  Chciał 

porozmawiać o swoich kłopotach i uznał, że J.D. najlepiej się nadaje na doradcę i powiernika. 

- Ożeniłeś się? - J.D. odetchnął głęboko. - Niemożliwe! 

Dutch  wzruszył  ramionami.  Zaciągnął  się dymem z  papierosa.  W  zielonych  oczach  Gabby 

dostrzegł rozbawienie. Mimo woli parsknął śmiechem. 

-  Wszystko  przez  ciebie  -  poskarżył  się,  wskazując  palcem  na  żonę  przyjaciela.  -  Nie 

spojrzałbym  nawet  na  Dani,  gdyby  nie  ty.  Nim  J.D.  się  z  tobą  ożenił,  sądziłem,  że  wszystkie 

kobiety są z gruntu złe. 

-  I  ja  musiałem  zmienić  poglądy,  kiedy  poznałem  Gabby  -  odparł  J.D.,  dotykając  czule 

policzka żony. 

Popatrzyli  sobie  w  oczy.  Zakłopotany  Dutch  odwrócił  wzrok. Podszedł do  okna  i  gapił  się 

bezmyślnie na panoramę miasta. 

- Sam nie wiem, jak powinienem postąpić - wyznał. 

- Na początku myślałem, że Dani i ja będziemy nadal żyli po swojemu. Nie chciałem rzucać 

mojej pracy. 

Dani  nie  zgodziła  się  na  taki  układ.  Nie  potrafi  pogodzić  się  z  myślą,  że  ciągle  narażam 

życie. 

-  Przygotuję  kawę  -  zaproponował  J.D.  -  Gabby,  dotrzymasz  naszemu  gościowi 

towarzystwa? 

- Oczywiście. - Młoda kobieta podeszła do okna. 

Stała  obok  jasnowłosego  olbrzyma  z  rękami  założonymi  na  piersi  i  obserwowała  go.  - 

Gdyby  J.D.  wrócił  do  dawnego  zajęcia,  musiałabym odejść.  Ja  również  nie  mogę znieść  myśli,  że 

ryzykowałby własne życie. 

- Wzruszyła  bezradnie ramionami. - Nie  jestem tchórzem, ale ciągły  lęk odebrałby  mi  siłę. 

Gdyby  został  policjantem  albo  pracował  w  wymiarze  sprawiedliwości,  jakoś  bym  się  z  tym 

pogodziła, ale jego dawne, a twoje obecne zajęcie jest dla każdej kochającej żony nie do przyjęcia. 

To potwornie niebezpieczne. 

background image

-  Gabby  -  zaczął  Dutch,  nadal  gapiąc  się  w  okno  -  co  byś  zrobiła,  gdyby  się  okazało,  że 

jesteś w ciąży, a J.D. nie chciałby zrezygnować z dawnego życia? 

Gabby  wy  buchnęła  płaczem.  Dutch  spojrzał  na  nią  i  na  jego  twarzy  pojawił  się  wyraz 

przerażenia. 

- Boże, co ja narobiłem - westchnął. 

-  Przepraszam  -  mruknęła  Gabby,  odwracając  się  do  niego  plecami.  -  Bardzo  chciałabym 

mieć  dziecko,  ale  wszystkie  nasze  starania  spełzły  na  niczym.  Gdybym  zaszła  w  ciążę,  a  J.D. 

wyjechałby na wojnę, po prostu umarłabym z rozpaczy. 

Dutch chciał odpowiedzieć, ale  nie  mógł znaleźć słów. Ta rozmowa była dla niego udręką. 

W milczeniu palił papierosa. Po kilku minutach J.D. wrócił do pokoju z dzbankiem kawy. 

- Czy wiesz, że Apollo został oczyszczony z zarzutów? 

-  Wyciągnąłeś  go  z  tego?  -  Dutch  uśmiechnął  się  uradowany  dobrą  nowiną  o  starym 

przyjacielu i towarzyszu broni. 

-  Było  przy  tym  nieco  zachodu  -  odparł  J  .D.  -  ale  na  szczęście  okazał  się  niewinny. 

Wyobraź sobie, założył firmę. 

- Naprawdę? Czym się zajmuje? - zainteresował się Dutch. 

-  Doradztwem.  Specjalizuje  się  w  organizowaniu  szkoleń  antyterrorystycznych  dla 

międzynarodowych korporacji przemysłowych. Ma mnóstwo ofert. Sam z trudem daje sobie radę. - 

J.D. rozsiadł  się  na  kanapie  i  perorował  dalej.  - Ciekawa praca. Nie  pozbawiona  elementu  ryzyka. 

Apollo uważa, że i tobie się spodoba. Szuka specjalisty w dziedzinie taktyki i strategii. 

- Urzędnicza robota - obruszył się Dutch. 

- Skądże. Pogadaj z nim. 

- Nie wiem, czy potrafię się ustatkować - oświadczył niepewnie. 

-  Ze  mną  było  podobnie  -  wyznał  J.D.  patrząc  na  żonę,  która  siedziała  przy  niewielkim 

biurku i pisała  list. Długie włosy spływały jej na ramiona. - Na szczęście od początku wiedziałem, 

co jest dla mnie ważniejsze: chwilowy dreszczyk emocji czy Gabby. 

Stała się dla mnie wszystkim. - W jego głosie było tyle miłości, że zmieszany Dutch spuścił 

oczy. 

- Dani spodziewa się dziecka - oznajmił. Skulił się i wbił wzrok w dywan. 

- Twojego? - zapytał niepewnie J.D. 

- Jasne! - Dutch z uśmiechem pokiwał głową. 

Postawny,  czarnoskóry  Apollo  Blain  od  początku  należał  do  niewielkiego  oddziału 

najemników, który J.D. i Łachmaniarz sformowali przed laty. Dutch wybrał się do niego po wizycie 

u Brettmanów. Apollo siedział za ogromnym biurkiem i uśmiechał się promiennie. 

-  Co,  znudziło  ci  się  planowanie  kampanii  wojennych?  -  dowcipkował,  ściskając  rękę 

background image

przyjaciela. - Pomóż mi lepiej pilnować zamożnych grubasów. To o wiele bezpieczniejsze zajęcie, a 

jakie dochodowe. 

- J.D. twierdzi, że powinno mi się spodobać - odparł z westchnieniem Dutch, sadowiąc się w 

fotelu. 

- Ożeniłem się. 

- Ty? - Apollo otworzył  szeroko oczy i dotknął ręką czoła. - O rany, chyba  mam gorączkę. 

Wydawało mi się, że wspomniałeś o swoim ślubie. 

- Nie przesłyszałeś się. Wkrótce urodzi mi się syn - oznajmił rozbawiony Dutch. 

- Chyba powinienem się na chwilę położyć. 

- Najpierw pogadajmy o pracy - zaproponował Dutch. 

-  Naprawdę  chciałbyś  ze  mną  pracować?  -  Apollo  natychmiast  spoważniał.  Dutch  skinął 

głową. 

-  Nie  wiem,  jak  długo  wytrzymam  -  tłumaczył.  -  To  dla  mnie  trudne  zadanie.  Ale 

powinienem przynajmniej spróbować, ze względu na Dani. 

Apollo zagwizdał cicho. 

- Wiesz, stary, chciałbym poznać twoją panią. 

Podobna do Gabby? 

- Owszem - odparł Dutch uśmiechając się. 

-  Mam  nadzieję,  że  nie  istnieje  zbyt  wiele  takich  kobiet.  -  Apollo  wzruszył  ramionami.  - 

Pomyśleć  tylko,  nawet  Łachmaniarz  stracił  rozum. Ugania  się za  matką  Gabby.  Ale  przejdźmy  do 

interesów. Oto mój plan. Może cię to zainteresuje... 

Dutch  zapalił  papierosa,  rozsiadł  się  wygodnie  w  fotelu  i  kiwał  głową,  słuchając  Apolla, 

który  z  zapałem  opowiadał  o  swych  zamierzeniach.  Ciekawa  robota,  pomyślał.  Chodziło  o to,  by 

przechytrzyć terrorystów. 

To mogłoby mu się nawet podobać. 

Dani opowiedziała Harriett o rozmowie z Dutchem. 

Najlepsza przyjaciółka przyszłej  mamy nie siliła się  na żadne komentarze, mamrotała tylko 

pod nosem o solidnej klatce i porządnym laniu. 

-  Dutch  nie  jest  taki  zły,  trzeba  go  tylko  lepiej  poznać  -  tłumaczyła  Dani  z  szelmowskim 

uśmiechem. - Musisz przyznać, że mam zabójczo przystojnego męża. 

- Jego wygląd nie  ma nic do rzeczy - odparła szorstko Harriett, ale po chwili zachichotała  i 

mruknęła  jak  kotka.  Dani  odpowiedziała  uśmiechem.  Potem  spochmurniała.  Objęła  dłońmi 

wydatny brzuch i powolnym krokiem wróciła za ladę. 

To  wszystko  przypominało  senny  koszmar.  Jedynie  dziecko  wydawało  jej  się  rzeczywiste. 

Mąż? Jak ma żyć z człowiekiem, który uważa, że złapała go w pułapkę? 

background image

Nie  mogła  zapomnieć  przerażenia  na  jego  twarzy,  gdy  odkrył,  że  zaszła  w  ciążę.  Dobrze 

pamiętała  wszystkie  jego  słowa.  Przeprosił,  ale  to  niewiele  zmieniło.  Co  sprawiło,  że  nie  chciał 

mieć dzieci?  Pragnął  Dani,  ale  jej  nie  kochał.  Na  tak mizernym  fundamencie  nie  można  budować 

wspólnego życia i małżeństwa. 

- Przestań się zadręczać - szeptem skarciła ją Harriett. - Trochę mu na tobie zależy. Przecież 

chce się tobą opiekować. 

-  Naprawdę  tak  sądzisz?  -  Dani  podniosła  na  nią  zapłakane,  pełne  udręki  oczy.  -  Był 

przerażony,  gdy  odkrył,  że  jestem  w  ciąży.  Podczas  rozmowy  w  moim  mieszkaniu  wygadywał 

różne głupstwa. To nie było przyjemne. 

- Sądzę, że w rzeczywistości myśli inaczej. - Harriett poklepała dłoń przyjaciółki. - Przestań 

się wreszcie martwić. To ci nie służy. 

- Powiedział  mi, że wyjeżdża, bo musi się zobaczyć z  jakimiś  ludźmi - przypomniała sobie 

Dani. 

- Widać tak jest. ~ Harriett zerknęła na klienta wertującego książki. - Jeśli obiecał, że wróci, 

dotrzyma słowa. To nie jest mężczyzna, którego można trzymać pod pantoflem. 

- Umrę,  jeśli  mnie opuści - szepnęła Dani i przymknęła oczy. - Proponowałam  mu rozwód, 

ale  mnie wyśmiał. Nigdy się  nie zgodzę, by  został ze  mną tylko dlatego, że tak nakazuje poczucie 

odpowiedzialności. 

- A może się zmieni, gdy cię lepiej pozna? Nie przyszło ci to do głowy? - zapytała Harriett z 

uśmiechem. 

- Bierzmy się do pracy. To najlepszy sposób na wszystkie smutki. Zgoda? 

Dani  przytaknęła,  ale  w  głębi  duszy  martwiła  się  coraz  bardziej.  A  jeśli  Dutch  nie  wróci? 

Może ci ludzie, z którymi miał się spotkać, namówią go do udziału w kolejnej wyprawie? W piątek 

wieczorem poprosiła Harriett, żeby sama otworzyła sklep. 

Chciała dłużej pospać. Zadręczały ją wątpliwości. 

Była wyczerpana, a zmartwienia szkodziły zdrowiu. 

Przyjaciółka  zamierzała  przemówić  jej  do  rozsądku,  ale  powstrzymała  się,  nie  chcąc 

pogarszać sprawy niepotrzebnym gadaniem. 

Dani  obudziła  się  wcześnie.  Ktoś  usiadł  obok  niej  na  łóżku.  Niechętnie  uniosła  powieki. 

Nadal była zmęczona i blada, pod oczami miała głębokie cienie. Dutch patrzył na nią z niepokojem. 

Wyglądała  gorzej  niż  przed  jego  wyjazdem.  Zerknął  na  okrągły  brzuch,  ale  nie  wyciągnął  ręki. 

Dani nie życzy sobie, bym jej dotykał, pomyślał z goryczą. Nie pragnie mnie tak jak dawniej. 

Dziewczyna  mrugała  powiekami.  Chciała  dotknąć  go,  sprawdzić,  czy  naprawdę  tu  jest. 

Może  to  tylko  przywidzenie?  Błądziła  wzrokiem  po  szerokich  ramionach  okrytych 

przeciwdeszczowym płaszczem. Wilgotne włosy skręcone w pierścionki opadały na policzki. 

background image

Dani zastanawiała się, czy ich syn odziedziczy po ojcu jasną, falującą czuprynę. 

- Nie sądziłam, że wrócisz tak wcześnie. Pada? 

- spytała zaspanym głosem. 

- Leje jak z cebra. Harriett zastępuje cię w księgarni, tak? 

-  Owszem.  Przygotować  ci śniadanie?  - zapytała,  chociaż  na samą  myśl  o  jedzeniu  zrobiło 

jej się niedobrze. 

- Jadłem w samolocie - odparł. - Może ty coś zjesz? 

- Później przygotuję sobie grzankę. 

- Ja się tym zajmę. 

Dani otworzyła szeroko oczy i roześmiała się z niedowierzaniem. 

- Tak się składa, moja droga, że umiem gotować. 

Gdy oddział był w akcji, po kolei każdy z nas musiał szykować żarcie. 

Dani odwróciła wzrok i położyła dłonie na pościeli ozdobionej koronką. 

-  A  tamci  ludzie...  widziałeś  się  z  nimi?  - Zerknęła  na  jego  ponurą  twarz  i  znowu  spuściła 

oczy.  -  Przepraszam,  że  zapytałam.  To  nie  moja  sprawa.  -  Podniosła  się  ostrożnie.  Każdy 

gwałtowny ruch mógł wywołać mdłości. 

Dutch  czuł  się  tak,  jakby  go  ktoś  uderzył.  Na  litość  boską,  czy  to  jej  wcale  nie  obchodzi? 

Odwrócił  się  i  pomaszerował  do  kuchni.  Dani  westchnęła  żałośnie,  zastanawiając  się,  czym  go 

znowu  uraziła.  Podreptała  do  łazienki.  Narzuciła  prostą  sukienczynę  w  kwiatki,  uczesała  się  i 

poczłapała  boso  do  kuchni.  Była  okropnie  blada  i  wymizerowana.  Dutch  odziany  w  dżinsy  i 

brązową koszulkę z bawełny, opalony, silny i pełen życia, prezentował się lepiej niż zazwyczaj. 

- Źle wyglądasz - rzekł otwarcie. 

- Przecież jestem w ciąży. 

- To się rzuca w oczy. 

Podniosła wzrok i napotkała jego pogodne spojrzenie. 

-  Rano  zawsze  marnie  się  czuję  -  wyjaśniła  -  ale  nie  ma  powodu  do  obaw.  A  poza  tym  - 

dodała, spoglądając na niego ze złością - sam mówiłeś, że nie jestem zbyt urodziwa. Nazwałeś mnie 

wstrętną wiedźmą. 

- Ktoś chyba wstał lewą nogą - mruknął Dutch z uśmiechem. - Jedz grzanki, mała wiedźmo. 

-  Już  ci  mówiłam,  że  nie  musisz  czuć  się  za  mnie  odpowiedzialny  -  wycedziła  zimno, 

spoglądając  na  niego  z  furią.  -  Nie  powinieneś  tu  tkwić.  Potrafię  sama  troszczyć  się  o  siebie  i 

dziecko. 

- Jasne - szydził. - Zwłaszcza że wyglądasz jak okaz zdrowia. 

- Poczuję się lepiej, gdy wyjedziesz! - krzyknęła i rzuciła na stół trzymaną w ręku grzankę. 

Poderwała się z krzesła i natychmiast znowu na nie opadła. 

background image

Oddychała  z  trudem.  Dutch  chwycił  mokry  ręcznik  i  ukląkł  obok  niej.  Delikatnie  zwilżał 

Dani twarz i szyję. 

-  Już  lepiej?  -  Głos  zabrzmiał  tak  łagodnie,  że  dziewczyna  poczuła  łzy  wzruszenia 

napływające do oczu. 

-  Tak  -  odparła  przygnębiona.  Ręka  Dutcha  dotknęła  jej  brzucha  i  objęła  go opiekuńczym 

gestem. 

- Ono jest moje - rzekł cicho, patrząc jej prosto w oczy. - Żyje w tobie dzięki mnie. Zostanę, 

aż się urodzi, muszę was chronić. 

- Odejdź, tak będzie lepiej. - Dani płakała rozpaczliwie. 

Objął ją i przytulił opiekuńczo. Pachniał wodą po goleniu i papierosami. Łagodna pieszczota 

sprawiła jej ogromną przyjemność. Starała się o tym nie myśleć. 

Wkrótce Dutcha już tu nie będzie, powtarzała sobie. 

Zniknie, gdy przyjdzie na świat dziecko. To lekkomyślność chronić się w jego ramionach. 

- Chciałem później z tobą o tym porozmawiać, ale zmieniłem zamiar. Chodźmy do pokoju. - 

Wziął ją na ręce, podniósł ostrożnie, unikając gwałtownych ruchów, i zaniósł do sypialni. Po chwili 

leżała  wygodnie  wsparta  na  poduszkach.  Usiadł  obok  i  pochylił  się  nad  nią.  Wystraszone,  szare 

oczy patrzyły na niego zza okularów. 

- Zadręczasz mnie - szepnęła zbolałym głosem. 

-  Wiem  -  odparł  cicho.  -  Wcale  nie  jest mi  z  tym  lekko. Zrozum,  nigdy cię  nie  pokocham, 

nie jestem do tego zdolny - wyznał otwarcie. Rysy stężały mu z bólu. 

-  Wybacz.  Musisz  wiedzieć,  że  stałaś  mi  się...  bardzo  bliska  -  dodał,  patrząc  na  płaczącą 

Dani. Zdjął jej okulary i rogiem prześcieradła wycierał łzy spływające po policzkach. - Nie potrafię 

kochać.  To  uczucie  wypaliło  się  we  mnie  dawno  temu.  Żyję  tak,  jak  żyję,  dlatego  starałem  się 

zawsze unikać trwałych związków. 

- Kocham cię - wyznała bezradnie i zamknęła oczy. 

Jej głos był zmieniony cierpieniem. 

-  Wiem  -  odparł.  Spojrzała  na  niego  pytająco.  Do  diabła!  Powinna  znać  prawdę.  Może 

wtedy  potrafi  zrozumieć.  Odetchnął  głęboko.  -  Tamta  kobieta,  w  której  kochałem  się  jak  wariat, 

zaszła  w  ciążę.  To  było  moje  dziecko.  Tego  dnia,  w  którym  odeszła  z  nowym  kochankiem, 

oznajmiła  mi,  że  „pozbyła  się  kłopotu”.  Wyśmiała  mnie.  Powiedziała,  że  muszę  być  idiotą,  skoro 

uważam, że zdecydowałaby się urodzić to dziecko. - Ręce Dutcha zacisnęły się na ramionach Dani, 

ale wcale tego nie poczuła. Wpatrywała się z przerażeniem  w  jego udręczoną twarz. - Pozbyła się 

dziecka - powtórzył ochrypłym głosem - jak rzeczy, która przestała być potrzebna. 

Dani nagle wszystko zrozumiała. Wyciągnęła rękę i nieśmiało dotknęła jego policzka. 

-  Tamte  wspomnienia  uczyniły  ze  mnie  samotnika  -  wyjąkał.  -  Kiedy  cię  zobaczyłem  i 

background image

uświadomiłem sobie, że urodzisz moje dziecko, niedobra przeszłość odebrała mi siłę niczym nawrót 

choroby.  Słabo  mnie  znasz,  Dani.  To  przez  tamtą  jestem...  -  Położyła  dłoń  na  jego  wargach  i 

poczuła  ich  ciepło.  Chciała  go  wesprzeć,  dodać  otuchy.  Nieszczęśliwy,  zagubiony  człowieku, 

powtarzała w duchu. Biedny, zmęczony cierpieniem mężczyzno. 

- Rodzice mnie nienawidzili - wykrztusił Dutch. 

- Nienawidzili mnie aż do śmierci! 

- Chodź do mnie. - Przyciągnęła go i przytuliła mocno. Czuła, że cały drży. Nie kochał  jej, 

ale  na  pewno  potrzebował,  chociaż  może  nie  zdawał  sobie  z  tego  sprawy.  Dani  objęła  go 

ramionami, by czuł, że ona go kocha  i rozumie. Przytuliła policzek do mokrych włosów i głaskała 

je delikatnie. 

- Rodzice nie mogą czuć nienawiści do swego dziecka - rzekła cicho. - To niemożliwe. 

- Skąd możesz wiedzieć? - burknął. - Przecież twoi cię opuścili. 

Dani westchnęła ciężko i przywarła do niego jeszcze mocniej. 

-  Byli  zbyt  młodzi,  nie  całkiem  dojrzali. Przerażała  ich  odpowiedzialność.  Próbowali  mnie 

odnaleźć,  ale  ciotka,  u  której  się  wychowywałam,  powiedziała  im,  że...  umarłam.  -  Dani  milczała 

przez chwilę, rozpamiętując własny ból. - Wyznała mi wszystko dopiero na łożu śmierci, ale wtedy 

było już za późno na rozpoczęcie poszukiwań. 

- Dani... 

-  Nie  możemy  zmienić  przeszłości  -  dodała,  gładząc  czule  jego  kark  -  ale  powinniśmy 

wykorzystać jak najlepiej te lata, które nam jeszcze zostały. 

- Nie masz do mnie żalu o tę ciążę? - zapytał tak cicho, że z trudem zrozumiała jego słowa. 

-  Już  ci  powiedziałam, że  dziecko  jest  dla  mnie  wielkim szczęściem.  Dobrze wiesz,  że  nie 

miałam nikogo bliskiego. 

Dużo czasu minęło, nim Dutch podniósł głowę. 

Odetchnął głęboko i spojrzał jej w oczy. Był wzburzony, zalękniony i udręczony bolesnymi 

wspomnieniami. 

- Nigdy nie zrobię ci krzywdy - przyrzekła Dani. 

-  Nawet  jeśli  będę  miała  po  temu  sposobność.  Pokochałeś  kobietę  z  gruntu  złą  i  bardzo 

przez  nią  cierpiałeś,  ponieważ  byłeś  młody  i  wrażliwy.  Jestem  przekonana,  że  twoi  rodzice 

wszystko  zrozumieli,  chociaż  tak  boleśnie  ich  zraniłeś.  Nie  próbuj  mi  wmówić,  że  (  przestali  cię 

kochać.  -  Patrzyła  na  niego  z  miłością  i  troską.  Dutch  zacisnął  usta,  wstał  i  próbował  zapalić 

papierosa.  Bez  okularów  Dani  niewiele  widziała  i  nie  spostrzegła,  jak  bardzo  trzęsą  mu  się  ręce. 

Sięgnęła po szkła i obciągnęła zmiętą sukienkę. 

- Muszę iść do księgarni - powiedziała w końcu. 

Przedłużające  się  milczenie  zaczęło  ją  irytować.  -  Harriett  chce  dziś  obciąć  włosy.  O 

background image

dwunastej powinna być u fryzjera. 

- Jesteś zbyt wyczerpana, żeby pracować - oświadczył Dutch, rzucając jej groźne spojrzenie. 

- Nonsens! Jestem tylko trochę osłabiona - upierała się. - Muszę pilnować interesu. 

- Przede wszystkim powinnaś myśleć o dziecku. 

Zadzwoń do Harriett i powiedz jej, żeby wcześniej zamknęła księgarnię. 

-  Wykluczone  -  odparła,  spoglądając  na  niego  ze  złością.  Zaczęła  się  przebierać.  Dutch 

wzruszył ramionami,  jakby  uznał  dyskusję  za zakończoną.  Dani  włożyła  majtki  i  pończochy.  Gdy 

ściągała  sukienkę  przez  głowę,  odłożył  papierosa,  podbiegł  do  niej  i  zwinnym  ruchem  wyrwał 

ubranie.  Chwycił  spódnicę  i  bluzkę,  które  zamierzała  włożyć,  rzucił  je  do  garderoby  i  zamknął 

drzwi, a klucz wsunął do kieszeni. 

W chwilę później Dani leżała w łóżku z kołdrą podciągniętą pod brodę. Gapiła się na niego 

oczami  wielkimi  jak  filiżanki.  Wszystko  stało  się  tak  szybko,  że  nie  zdążyła  mu  odpłacić  za  tę 

zniewagę. 

Dutch  podniósł  słuchawkę  i  zapytał  Dani  o  numer  telefonu  księgarni.  Całkiem  ogłupiała 

dziewczyna podała mu go niebacznie. 

-  Harriett?  Mówi  Dutch.  Dani  prosi,  żebyś  zamknęła  wcześniej.  Musi  dzisiaj  poleżeć. 

Oczywiście. 

Na pewno. - Odwiesił słuchawkę i sięgnął po papierosa. 

- Nie wstawaj, dopóki ci nie pozwolę. 

- Wykluczone! 

- Doskonale - odparł pogodnie, wsuwając rękę do kieszeni. - Rób, jak uważasz. 

Dani  zerwała  się  natychmiast,  ale  w porę przypomniała  sobie,  że  jest  prawie  naga.  Szybko 

przykryła się kołdrą. 

- Oddaj mi ubranie. 

- Poczekaj do jutra. 

- Chcę je mieć natychmiast. 

- Prześpij się. Dopiero dziewiąta - poradził. - Posprzątam kuchnię. 

Zbita  z  tropu  Dani  wodziła  za  nim  zdziwionym  wzrokiem.  W  drzwiach  przystanął  i  rzekł 

cicho: 

- Bardzo przypominasz mi Gabby. 

Wyszedł  z  pokoju,  nim  zdążyła  odpowiedzieć.  Czy  Gabby  to  owa  tajemnicza  kobieta  z 

przeszłości, zastanawiała się przygnębiona. Zdjęła okulary, wtuliła głowę w poduszkę i rozpłakała 

się. Dutch jej nienawidził, była o tym przekonana. Dlatego porównał ją z tamtą. 

Zmęczona  płaczem  zasnęła.  Gdy  się  obudziła,  było  późne  popołudnie.  W  nogach  łóżka 

leżało  ubranie,  a  pod  poduszką  znalazła  kartkę  skreśloną  w  pośpiechu  wyraźnym,  zamaszystym 

background image

charakterem pisma. Przeczytała ją, starając się przezwyciężyć senność. 

„Ubierz się, ale nie wychodź z domu. Robię zakupy. 

Wracam o piątej. Dutch”. 

Zerknęła  na  budzik.  Dochodziła  piąta.  Wygramoliła  się  z  łóżka  i  włożyła  ubranie.  Gdy 

Dutch wrócił z torbą pełną warzyw i owoców, siedziała skulona na kanapie, przeglądając rozłożone 

wokół papiery. Spojrzał na nią groźnie. Nie odwróciła wzroku. 

-  Ktoś  musi  się  tym  zajmować  -  oświadczyła  nieustępliwie.  -  Przez  ciebie  nie  mogę 

pracować. 

- Wet za wet - odparł pogodnie. - Tobie nie podoba się moja praca. 

- Sprzedawcy książek nie narażają się na śmierć - rzuciła. 

-  Przyzwyczaiłem  się  do  myśli,  że  zostanę  ojcem  i  bardzo  się  z  tego  cieszę  -  oświadczył. 

Zaniósł  torbę  z  zakupami  do  kuchni  i  postawił  na  stole.  -  Nie  chcę,  żeby  coś  się  stało  tobie  albo 

dziecku. 

- Proszę, proszę, odezwał się troskliwy tatuś - burknęła. 

Dutch spokojnie układał produkty w lodówce. 

- Nie kłóć się ze mną - rzekł pojednawczo. - Nie jestem w nastroju do kłótni. 

-  Wcale  się  nie  kłócę  -  odparła  zdecydowanie.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  Dutchowi 

rzeczywiście  na  niej  zależy.  Odsunęła  papiery  i  poczłapała  do  kuchni  po  zimny  napój.  Panował 

okropny upał, a klimatyzacja w  jej  mieszkaniu nie działała najlepiej. Dutch natychmiast zauważył, 

że skóra Dani pokryta jest potem. 

- Gorąco? - zapytał ze współczuciem. - Kupię nową klimatyzację. 

- Nie - zaprotestowała. - Ta, którą mam, mi wystarczy. 

Dutch położył jej ręce na ramionach. Stali naprzeciwko siebie. 

-  Dani,  nie  wygrasz  ze  mną  -  przemawiał do niej  łagodnie.  - Szkoda  wysiłku. Chciałem  ci 

powiedzieć, że w poniedziałek muszę lecieć do Chicago - dodał. Dani patrzyła w podłogę. 

-  Chodzi  o  pracę?  -  zapytała  obojętnie.  Nie  dam  po  sobie  poznać,  że  się  tym  przejmuję, 

pomyślała. Dutch głaskał obnażone ramiona. 

- Tak, chodzi o pracę. Pamiętaj, niczego nie obiecuję. 

- A ja o nic nie proszę - mruknęła, podnosząc wzrok. 

- I nie poprosisz - dodał z przekonaniem. - Jesteś zbyt dumna, by o coś zabiegać. - Pochylił 

się, chcąc ją pocałować, ale odwróciła twarz. Dutch był urażony i zły. Odsunął się, czując nagły ból 

i smutek. Westchnął ciężko. Omotała go. Miał ochotę coś stłuc. 

-  Nie  wyjadę  za  granicę  -  oznajmił  krótko.  -  Mój  stary  przyjaciel  założył  firmę.  Prowadzi 

szkolenia  antyterrorystyczne.  Poszukuje  eksperta  w  dziedzinie  taktyki.  Zapytał,  czy  chciałbym  z 

nim pracować. 

background image

- Dutch wzruszył ramionami. - Zgodziłem się. 

Te słowa całkowicie zaskoczyły Dani. Naprawdę myślał o zmianie zajęcia. Czyżby dziecko 

było dla niego aż tak ważne? Ukrywał w sercu głęboką ranę. 

Może  nigdy  się  nie  zabliźniła?  Niestety,  Dani  nie  była  ani  dość  piękna,  ani  wystarczająco 

mądra, żeby zaskarbić sobie jego miłość, a namiętność jej nie wystarczała. 

Każda, nawet niezbyt urodziwa kobieta, mogła stać się obiektem pożądania. 

- Niełatwo ci będzie zmienić stare nawyki - zauważyła. 

-  To  prawda  -  przyznał  Dutch.  Chciał  do  niej  podejść,  ale  zawahał  się.  Patrzył  na  Dani  z 

uwagą.  Nie  odrywała  od  niego  wzroku.  Podziwiała  muskularną  sylwetkę  męża  i  twarz,  której 

mógłby  mu  pozazdrościć  każdy  gwiazdor  filmowy:  regularne  rysy,  ciemne,  błyszczące  oczy, 

pięknie wykrojone usta. 

-  Kiedyś  już  rozmawialiśmy  o  moich  przyzwyczajeniach  -  przypomniał.  -  Chętnie  zmienię 

swoje życie. 

Myślę,  że  najlepiej  będzie,  jeśli  na  razie  zamieszkam  u  ciebie.  W  Chicago  czułabyś  się 

trochę osamotniona, chociaż przypuszczam, że Gabby chętnie dotrzymywałaby ci towarzystwa. 

- Gabby? - Dani spojrzała na niego z niepokojem. 

- Tak, Gabby Brettman - wyjaśnił - żona mojego przyjaciela, który jest prawnikiem. - Twarz 

Dutcha  nagle  złagodniała.  Uśmiechnął  się.  -  Gabby  przemierzyła  z  J.D.  południowoamerykańską 

dżunglę  z  karabinem  pod  pachą.  Zastrzeliła  nawet terrorystę  i  uratowała  życie swemu  przyszłemu 

mężowi. Niesamowita kobieta. 

Dani  poczuła  ulgę.  Gabby  nie  była  ową  kochanką  Dutcha  z  przeszłości.  Dutch  podziwiał 

żonę J.D. 

Brettmana i uznał, że Dani jest do niej podobna. Na myśl o tym zarumieniła się z radości. 

- Nareszcie zrozumiałaś, o co mi chodziło, prawda? 

- zapytał cicho. - Na litość boską, kogo, twoim zdaniem, miałem na myśli? 

-  Wydawało  mi  się,  że  mówisz  o  tamtej  kobiecie,  która  cię  zdradziła  -  odparła  żałośnie  i 

usiadła na kanapie. 

- Nie najlepiej  się rozumiemy - zauważył po dłuższej chwili. - Chciałabyś pojechać ze  mną 

do Chicago? Spotkasz się z moimi przyjaciółmi i poznasz trochę lepiej swojego męża. 

Dani ucieszyła się z zaproszenia, ale miała pewne obiekcje. 

- To nie jest takie proste, jak ci się wydaje... - zaczęła. 

-  W  moim  mieszkaniu  są  dwie  sypialnie.  Nie  musisz  dzielić  ze  mną  łóżka  -  rzucił 

lodowatym głosem. 

-  Sądzę,  że  wcale  ci  na  tym  nie  zależy.  -  Dani  usadowiła  się  wygodnie  i  sięgnęła  po 

rachunki. - Tyle pięknych kobiet mieszka... Eryku! 

background image

Dutch  jednym  skokiem  dopadł  sofy.  Papiery  rozsypały  się  na  wszystkie strony.  Przewrócił 

ją, przygwoździł do kanapy, zmiażdżył nadgarstki w stalowym uścisku. Oczy mu płonęły, oddychał 

nierówno. 

Zupełnie przestał nad sobą panować. Dani obawiała się, że ją uderzy. 

-  Nigdy  cię  nie  zdradzę  -  wykrztusił  ochrypłym  głosem.  -  Nigdy,  rozumiesz?  Za  kogo  ty 

mnie uważasz? 

Oczy Dani zaszły łzami. 

- To boli - szepnęła drżącym głosem. 

Dutch rozluźnił uchwyt, ale nie puścił jej rąk. 

-  Przepraszam  -  rzekł  cicho,  wpatrując  się  w  pobladłą  twarz  dziewczyny.  -  Nieustannie 

sprawiam  ci  ból.  Uwiodłem  cię,  zrobiłem  ci  dziecko,  namówiłem  do  małżeństwa,  zatajając 

prawdę... a na dodatek tobie przypisuję winę za to, że nie układa się między nami jak należy. - Dani 

zamknęła oczy. Łzy popłynęły spod zaciśniętych powiek. Dutch westchnął ciężko. 

- Dani, proszę cię, nie płacz. Przepraszam. Lieveling, tak mi przykro - powtarzał, obsypując 

pocałunkami  mokre  od  łez  policzki.  Rozchyliła  wargi.  Dutch  całował  ją  zaborczo  i  namiętnie. 

Uwolnił  nadgarstki  Dani  i  ujął  w  dłonie  jej  twarz.  -  Liev  eling  -  powtarzał  najczulszym  szeptem, 

muskając wargami jej usta. Leżeli przytuleni. 

Dutch  oparł  się  na  łokciach,  żeby  nie  czuła  ciężaru  potężnego  ciała.  Serce  waliło  mu  jak 

młotem i brakowało tchu. Pragnął jej. Bardzo jej pragnął! 

Dani czuła, że cały drży. Już się nie opierała i uświadomiła sobie, że to przyzwolenie budzi 

w nim  niepohamowane pożądanie. Nie pragnęła tego, nie chciała, by w ich związku najważniejsza 

była namiętność, ale od miesięcy nie czuła mu się tak bliska. 

Tęskniła  do  zachłannych  ust  i  dłoni.  Nie  zaspokojone  pożądanie  doprowadzało  ją  do 

szaleństwa. Po chwili wahania oplotła ramionami jego szyję. 

- Chcę się z tobą kochać, Dani. Pozwól mi - szeptał, nie odrywając ust od jej warg. Podniósł 

się i zdjął jej sukienkę. - Mogę? 

Chciała  powiedzieć  nie,  ale  Dutch  pieścił  namiętnie  jej  nagą,  jedwabistą  skórę. Zapragnęła 

mu ulec, nie bacząc na konsekwencje. Całował ją zachłannie, z wielką pasją, jakby pragnął w jednej 

chwili  całkowicie  zawładnąć  jej  ciałem.  Dani  zacisnęła  dłonie  na  ramionach  ukochanego  i 

przytuliła się z jękiem. 

- Powiedz tak - nalegał drżącym głosem. - Błagam. 

- Tutaj...? - wyjąkała w ostatnim przebłysku zdrowego rozsądku. 

-  Tutaj  -  mruczał.  Wyciągnął  się  na  kanapie,  uważając,  by  nie  przygnieść  jej  swoim 

ciężarem. 

Kochali  się  tkliwie  i  delikatnie  jak  tamtego  ranka  w  Meksyku.  Każde  dotknięcie  Dutcha 

background image

było  łagodne,  przyjemne,  uważne.  Podtrzymywał  ją  drżącymi  rękami,  szeptał  do  ucha  czułe 

zaklęcia po holendersku. Nie przerywając pocałunku, wszedł w nią ostrożnie. 

- Eryku... - szepnęła, wpatrując się w niego. 

- Spokojnie, kochana... - rzekł ochrypłym głosem. 

Kochali się, nie przestając myśleć o dziecku w jej łonie. 

Czuł  pospieszne  kołatanie  serca  Dani  przy  swej  muskularnej  piersi.  Tłumił  pocałunkami 

ciche westchnienia. 

- Musiałaś mi ulec - szeptał z ustami przy jej rozchylonych wargach. - Jesteś moja, a ja twój. 

Chcę być z tobą. 

- Kocham cię - szlochała Dani. - Kocham cię. 

Wsłuchiwał  się  w  jej  zmieniony  głos  i  patrzył  w  rozkochane  oczy.  Zniknęły  wszystkie 

uprzedzenia. 

Dutch nie był w stanie dłużej nad sobą panować. 

Podtrzymywał ją delikatnie i całował z pasją. Słyszał urywane okrzyki, czuł żar bijący z jej 

ciała.  Pragnął  nadal  radować  się  widokiem  oszalałej  z  namiętności  Dani,  ale  nagle  jego  ciało 

rozpadło się na milion kawałków. Poczuł nieopisaną rozkosz, jakiej nie zaznał z żadną inną kobietą. 

Miał wrażenie, że za chwilę umrze... 

Odpoczywali.  Dutch  czuł  bliskość  Dani  każdą  komórką  swego  ciała.  Głaskał  ją,  błądząc 

rękami po gładkiej skórze. Wracał z wolna do rzeczywistości, jakby się budził z głębokiego snu. 

- Dani? - szepnął, otwierając oczy. 

- Słucham - odparła miękko. 

- Ja tego nie planowałem - rzekł z wahaniem. - Nie przypuszczałem, że tak się to skończy. 

-  Wiem.  -  Pocałowała  go,  a  potem  dotknęła  ustami  brwi,  nosa,  policzków,  brody  i  znowu 

ust.  Uwielbiał  jej  delikatne  pocałunki.  Przymknął  oczy,  by  poczuć  je  także  na  powiekach. 

Uśmiechnął  się.  Był  kochany  i  zaspokojony.  Kochany  bezgranicznie,  pomyślał  w  oszołomieniu. 

Połączyli się nie tylko cieleśnie. 

Dotknął  brzucha  Dani.  Dziecko  się  poruszyło.  Dutch  wybuchnął  cichym,  radosnym 

śmiechem. 

- Kopie - szepnął. - Nie ma wątpliwości. 

Studiował  uważnie  twarz  żony.  Dostrzegł  kilka  piegów  na  nosie.  Okulary  zniknęły.  Nie 

pamiętali,  co  się  z  nimi  stało,  gdy  porwała  ich  namiętność.  Dutch  rozejrzał  się  i  dostrzegł  je  na 

małym stoliku przy kanapie. 

- Zapomniałem, gdzie jesteśmy - przyznał z uśmiechem. 

Westchnął  i  pocałował  Dani.  Objął  dłonią  miękką,  ciężką  pierś.  -  Pozwolisz  mi  być  przy 

karmieniu? 

background image

- zapytał niepewnie i uśmiechnął się, widząc jej rumieniec. - Pozwolisz? - nalegał. 

-  Zgoda  -  wykrztusiła  i  przytuliła  zaczerwienioną  twarz  do  jego  szyi.  Ucałował  czoło  i 

przymknięte powieki Dani. 

-  W  pewnej  chwili  poczułem,  że  moje  ciało  rozpada  się  na  kawałki.  Chciałbym  wiedzieć, 

czy ty również... 

Francuzi  mówią,  że  wielka  rozkosz  przypomina  trochę  śmierć  -  dodał  z  wahaniem. 

Rozumiesz mnie? - Dani wstrzymała oddech. 

- Tak - szepnęła. - Nie wiem tylko... 

- Nie sądziłem, że może tak być - wyznał cicho i mocniej ją przytulił. - Z nikim nie było mi 

tak dobrze jak z tobą. 

Tak, pomyślała ze smutkiem i przymknęła oczy, pewnie to prawda, ale potrzebował tylko jej 

ciała. 

Dobre  i  to,  doszła  do  wniosku,  głaszcząc w zadumie włosy  na  karku  Dutcha. Przynajmniej 

na początek. 

Wyjechali  do  Chicago  w  poniedziałek  rano.  Dutch  zadzwonił  do  doktora  Cartera,  by  się 

upewnić,  że  podróż  nie  zaszkodzi  zdrowiu  Dani.  Nie  spuszczał  jej  z  oczu  ani  na  chwilę.  Śledził 

każdy  krok  żony.  Śmieszyła  ją  nieco  owa  przesadna  troskliwość.  Śmieszyła...  a  zarazem 

pochlebiała jej. Może istotnie stała mu się bliska. 

Nie kochali się więcej od tamtego dnia. Dutch był opiekuńczy  i tkliwy, ale o nic nie prosił. 

Nie wiedziała, co nim kierowało, ale sama też niczego nie proponowała. 

Dawno  nauczyła  się  przyjmować  wszystko, co  miał  jej  do zaoferowania,  nie prosząc  o  nic 

więcej.  Powoli  przywykła  do  myśli,  że  będzie  dzielić  z  nim  życie.  Nie  miała  innego  wyjścia;  nie 

potrafiłaby istnieć bez niego. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

Dani  z  mieszanymi  uczuciami  myślała  o  spotkaniu  z  przyjaciółmi  Dutcha.  Kiedy  ich 

wreszcie poznała, bez trudu wyczytali z jej twarzy niepewność. 

- No  proszę  -  pokiwał  głową  Apollo, ściskając wyciągniętą  nieśmiało dłoń.  -  Uprzedzałem 

cię,  J.D.,  że  ta  młoda  dama  spodziewała  się  ujrzeć  uzbrojonych  po  zęby  żołnierzy  jak  z  okładki 

„Komandosa”. 

Dani zarumieniła się i wy buchnęła śmiechem. 

-  Na  szczęście  nie  jestem  aż  tak  naiwna,  by  oczekiwać,  że  zobaczę  tu  jakieś  okopy  – 

zażartowała. 

- Jasne. - Apollo zachichotał. - Witaj, przyszła mamo. 

Dani spuściła oczy i uśmiechnęła się niepewnie. 

Dutch objął ją ramieniem. 

- Potwory - rozzłościła się Gabby. - Powinniście się wstydzić. 

-  Zwykła  ciekawość  -  bronił  się  J.D.  Trzej  przystojni  mężczyźni  mieli  na  sobie  eleganckie 

letnie  garnitury,  a  urocza  Gabby  włożyła  sukienkę  w  zielony  deseń.  W  obszernym  ciążowym 

kostiumie Dani czuła się wśród nich jak kopciuszek. 

- Otóż to - wtórował mu Apollo. - Kobieta, która usidliła Dutcha, musi mieć klasę, prawda? 

- Nie będę się z tobą sprzeczać - odparła z uśmiechem Gabby. - Chodź, Dani, pomożesz mi 

przygotować obiad, a tymczasem panowie omówią swoje sprawy. 

- Doskonały  pomysł  -  przyznała  Dani, uśmiechając  się  figlarnie do męża. -  Wprawdzie  nie 

znam się na karabinach, ale potrafię bez trudu odróżnić sałatę od kartofli. 

Dutch obdarzył ją czułym uśmiechem i zaborczym spojrzeniem. 

- Co mam robić? - zapytała Dani, gdy weszły do kuchni. 

- Przede wszystkim zdradź mi, jak tego dokonałaś?! 

- zażądała Gabby z wesołym błyskiem w oczach. 

- Dutch się ożenił! Możesz mi wierzyć, mój mąż i ja o mało nie zemdleliśmy. 

-  To  długa  historia  -  mruknęła  Dani,  wyczuwając  w  Gabby  pokrewną  duszę.  Usiadła  przy 

kuchennym stole. - Musisz wiedzieć, że nie była to wcale miłość od pierwszego wejrzenia - dodała 

cicho. 

- Dla ciebie tak. - Gabby obserwowała ją uważnie. 

- To się rzuca w oczy. Jesteś z nim szczęśliwa? 

-  Owszem,  nawet  bardzo  -  odparła  Dani.  -  Nie  wiem  tylko,  czy  zdołam  go  przy  sobie 

zatrzymać.  Jest  niezwykle  opiekuńczy  i  chce  mieć  ze  mną  dziecko,  nie  sądzę  jednak,  by 

kiedykolwiek mnie pokochał. 

background image

Gabby  nalała  kawy  do  filiżanek,  włączyła  kuchenkę  mikrofalową  i  usiadła  obok  Dani. 

Podsunęła jej filiżankę, cukiernicę i dzbanuszek ze śmietanką. 

- Wiesz, kim była dla niego Melissa? - zapytała po chwili. 

- To kobieta, którą dawniej kochał? - Dani natychmiast się domyśliła, o kim  mowa. Gabby 

skinęła głową. 

-  Nikt  z  nas  by  się  o  tym  nie  dowiedział,  ale  Dutch  był  kiedyś  ciężko  ranny  i  bredził  w 

gorączce.  Nie  ma  pojęcia,  że  się  wygadał.  -  Gabby  rzuciła  Dani  wymowne  spojrzenie.  -  Kiedy 

pomyślę o tamtej kobiecie... 

-  Dutch  wyznał  mi  wszystko  -  oznajmiła  Dani  i  wypiła  łyk  kawy.  -  Był  zdruzgotany,  gdy 

odkrył, że jestem w ciąży. 

- Powiedział ci, z czego żyje, nim się pobraliście? 

- wypytywała Gabby. Dani uśmiechnęła się smutno i pokręciła głową. 

- Dowiedziałam się o tym dopiero po porwaniu samolotu, którym wracaliśmy do kraju. 

-  Ależ  wybraliście  sobie  moment.  -  Gabby  westchnęła  głęboko.  -  Pamiętam  doskonale, 

kiedy  po  raz  pierwszy  usłyszałam  o  Dutchu.  Martina,  siostra  J.D.,  została  porwana  przez 

terrorystów. Pojechaliśmy do Włoch,  by  negocjować wysokość okupu. Dutch reprezentował mego 

męża w rozmowach z porywaczami. 

J.D. nie chciał mi go przedstawić. Twierdził, że Dutch nienawidzi kobiet. 

- Sama to od niego słyszałam - odparła Dani z uśmiechem. - Kiedy się poznaliście? 

- Dopiero na weselu. Inaczej go sobie wyobrażałam. 

Początkowo  byłam  okropnie  zdenerwowana  w  jego  obecności.  Stopniowo  poznawałam  go 

coraz  lepiej,  chociaż  niełatwo  czegoś  się  o  nim  dowiedzieć.  W  czasie  poprzedniej  wizyty  Dutcha 

rozmawialiśmy o tobie. 

Zapytał,  jak  bym zareagowała, gdybym zaszła w ciążę, a J.D. nie chciał  niczego zmienić w 

swoim życiu. 

Rozpłakałam się. 

- Ja też często przez niego płaczę. - Dani oddychała z trudem. - Nie wiem, co robić. Chyba 

nie mam prawa żądać, by zmienił się dla mnie. Nie potrafię bez niego żyć. Po prostu szaleję za nim. 

Umarłabym z rozpaczy, gdyby przytrafiło mu się coś złego. 

-  Rozumiem  cię  doskonale  -  odrzekła  cichutko  Gabby.  -  Zazdroszczę  ci  tego  dziecka  - 

dodała ze smutnym uśmiechem i bezradnie wzruszyła ramionami. - J.D. i ja robiliśmy wszystko, co 

w ludzkiej mocy... daremnie. 

-  Moja  przyjaciółka  miała  taki  sam  problem  -  przypomniała  sobie  Dani  i  poweselała.  - 

Poddała się terapii i pięć lat po ślubie urodziła trojaczki, a rok później bliźnięta. 

- Aż miło posłuchać! - Gabby roześmiała się głośno. 

background image

-  Co  to  za  hałasy?  -  dopytywał  się  J.D.,  stanąwszy  w  drzwiach  kuchni.  -  Dostaniemy  w 

końcu coś do jedzenia? 

Gabby zerwała się i z zuchwałą miną pocałowała go w usta. 

- Zaraz będzie obiad, głodomorze. Śmiałyśmy się z trojaczków. 

- Słucham? - J.D. otworzył szeroko oczy. 

- Porozmawiamy później. Nakryj do stołu. 

Późnym  wieczorem  Dani  i  Dutch  znaleźli  się  w  jego  mieszkaniu  nad  jeziorem.  Nie 

spodziewała się, że będzie urządzone tak luksusowo. Po raz kolejny uświadomiła sobie,  jak różnią 

się  stylem  życia.  W  czasie  obiadu  przyjaciele  wspominali  dawne  czasy  i  Dani  usłyszała  wiele 

opowieści  o  kompanach  męża,  których  jeszcze  nie  znała. Mówiono  również  o propozycji  Apolla  i 

nowej  pracy  Dutcha.  Dani  słuchała  z  zapartym  tchem.  Nowa  praca  zawierała  element  ryzyka,  ale 

nie była  nawet  w  połowie  tak  niebezpieczna  jak  jego dotychczasowe  zajęcie.  Dani  będzie  musiała 

przywyknąć. 

Na pewno potrafi, jeśli się postara. 

-  Nie  nadaję  się  do  urzędniczej  roboty  -  tłumaczył  Dutch  po  powrocie  do  domu,  jakby 

wiedział,  co  ją  dręczy.  Dani  patrzyła  przez  okno  na  światła  samochodów  i  nadrzeczne  latarnie. 

Odwróciła się i podeszła do męża. 

- Zdaję sobie z tego sprawę - uspokoiła go. Dutch wepchnął ręce w kieszenie i wpatrywał się 

w nią przez długą chwilę, mrużąc ciemne oczy. 

- Spróbuję się ustatkować. 

- O nic więcej nie proszę. - Pokiwała głową. 

-  Przyjmę  wszystkie  twoje  warunki.  Niewiele  zostało  z  mojej  dumy.  -  Westchnęła  i  nagle 

jakby się postarzała. 

- Czas spać, Eryku. Jestem zmęczona. 

- To był ciężki dzień. Wybierz sypialnię. 

Podniosła wzrok i uśmiechnęła się słabo. Szła korytarzem, gdy nagle usłyszała jego głos. 

- Dani... - Przystanęła, ale nie odwróciła się. 

- Słucham. - Długo milczał, ważąc słowa. 

-  Pierwsze  drzwi  po  lewej  stronie  prowadzą do mojego  pokoju  -  wymamrotał.  -  Łóżko  jest 

ogromne... starczyłoby miejsca dla nas trojga. 

- Jeśli nie będziemy ci przeszkadzać... - szepnęła, czując łzy pod powiekami. 

- Przeszkadzać,  też  coś! -  Natychmiast podbiegł  do Dani  i wziął  ją w ramiona. Objął  żonę 

mocno, czule, opiekuńczo. Natychmiast odnalazł jej usta. Przytuliła się do niego z całej siły. Porwał 

ją na ręce, zajrzał głęboko w oczy i znowu pocałował. 

- Teraz? - zapytał niepewnie. 

background image

- Teraz - jęknęła niecierpliwie, myśląc z radością o tym, co miało za chwilę nastąpić. Dutch 

pochylił głowę i całował Dani, niosąc ją bez pośpiechu do sypialni. 

Po dwóch tygodniach wrócili do Greenville. Dani musiała zrobić  badania  i zatrudnić drugą 

ekspedientkę. Wkrótce czekało ich kolejne rozstanie. Dutch miał w poniedziałek ważną konferencję 

i musiał wrócić do Chicago. 

-  Wcale  nie  mam  ochoty  zostawiać  cię  tutaj  -  oświadczył,  rozglądając  się  po  niewielkim 

mieszkaniu.  Czuł  się  z  nią  nierozerwalnie  związany  i  nie  lubił  takich  rozstań.  Dani  najchętniej 

pojechałaby  z  mężem,  ale  nie  znalazła  jeszcze  w  Chicago  godnego  zaufania  lekarza,  a  musiała 

zrobić badania i upewnić się, że dziecko jest zdrowe. 

- Nie martw się o mnie - prosiła, ujmując jego dłoń. 

Odprowadziła  męża  do  drzwi.  -  Nic  mi  nie  będzie.  Noc  bez  ciebie  dłuży  się  w 

nieskończoność, ale jakoś przetrwam do twego powrotu - żartowała. 

Nie uśmiechnął się, pogłaskał ją tylko po policzku i zadrżał. Westchnął głęboko. Niepokój o 

dziecko jest jedynym powodem tego dziwnego stanu, wytłumaczył sobie. To zrozumiałe, że zależy 

mu na maleństwie i jego matce. 

- Wrócę pojutrze. Zostaniemy tu przez tydzień i uporządkujemy wszystkie sprawy. Powtórz 

ode mnie Harriett, żeby na ciebie uważała. 

- Sama o tym pamięta. Dostanę całusa na pożegnanie? 

- dodała z uśmiechem. Dutch przytulił ją mocno. 

-  Jeśli  cię  teraz  pocałuję,  skończy  się  na  tym,  że  zostanę  w  domu  -  mruknął  z  powagą.  - 

Zaryzykuję. 

Dani  wspięła  się  na  palce  i  dotknęła  jego  ust.  Czuję  się,  jakbym  fruwał,  przemknęło  mu 

przez myśl, jakbym unosił się w powietrzu. Przy Dani życie staje się takie proste. Zamknął powieki, 

poznając  na  nowo  smak  jej  ust.  Podniósł  głowę  i  zajrzał  w  rozkochane  oczy.  Przestał  się  bać  jej 

uwielbienia. Chyba już się przyzwyczaił. Musnął ostatni raz jej wargi. 

- Sprawuj się dobrze. I żadnego biegania po schodach, zgoda? 

- Zgoda. Do zobaczenia. 

-  Cześć  -  rzucił,  gładząc  jej  włosy.  Wyszedł,  nie  odwracając  głowy.  Zamknęła  drzwi  i 

poczuła się strasznie samotna. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

Harriett  z  radością  wysłuchała  nowin,  uszczęśliwiona  faktem,  iż  niezwykły  mąż  Dani 

postanowił się wreszcie ustatkować. 

- Dutch z pewnością coś do ciebie czuje - tłumaczyła z uśmiechem. - Mów, co chcesz, żaden 

mężczyzna nie poszedłby na takie ustępstwa, gdyby chodziło mu wyłącznie o łóżko. 

Dani bała się nawet o tym pomyśleć, ale długo rozważała jej słowa. 

-  Czasami  wydajesz  mi  się  bardzo  naiwna,  droga  przyjaciółko  -  oznajmiła  Harriett, 

uśmiechając się złośliwie. - Dutch już wpadł, choć sam nie zdaje sobie z tego sprawy. 

Oby  to  była  prawda,  pomyślała  Dani,  modląc  się  o  cud,  oby  mu  się  spodobała  praca  w 

firmie Apolla. 

Bez  żalu  przeprowadziłaby  się  do  Chicago.  Od  czasu  do  czasu  przyjeżdżałaby  do 

Greenville. Poprosi Harriett, żeby została matką chrzestną. 

Z  roztargnieniem  krzątała  się  po  księgarni,  a  myślami  krążyła  wokół  Dutcha.  W  pewnym 

momencie potrzebna jej była książka leżąca wysoko na półce. 

Zaczęła  się  wspinać  po  drabinie.  Nagle  zachwiała  się,  krzyknęła,  ogarnięta  panicznym 

Jękiem i runęła na podłogę. Pobladła straszliwie i spojrzała na Harriett. 

- O Boże, dziecko! - szlochała, obejmując dłońmi brzuch. 

-  Spokojnie,  tylko  spokojnie  -  powtarzała  w  kółko  przyjaciółka.  -  Już  dzwonię  po 

pogotowie. Nie ruszaj się. Coś cię boli? 

- Nie wiem! 

Harriett  dopadła  telefonu.  Dani  leżała  na  podłodze  sparaliżowana  strachem.  Osłaniała 

dłońmi brzuch. 

Och,  błagam,  spraw,  Boże,  by  dziecko  ocalało,  modliła  się  w  duchu.  Zamknęła  oczy.  Gdy 

poczuła ból w nogach i plecach, łzy spłynęły jej po policzkach. Nie, nie, nie! 

Krótkie oczekiwanie na karetkę było dla niej koszmarem. 

Bała się śmiertelnie. Harriett pojechała z nią do szpitala. Dani z trudem uświadamiała sobie 

jej  obecność.  Bezustannie  myślała  o  dziecku.  Lekarz  zajął  się  nią  natychmiast,  ale  nie  rozwiał  jej 

obaw.  Zlecił  dodatkowe  badania,  a  gdy  je  zakończono,  przerażona pacjentka  została  przewieziona 

do separatki. Wyniki badań miały być znane dopiero za kilka godzin. 

Dani  płakała.  Łzy  płynęły  bez  przerwy,  mimo  że  Harriett  próbowała  ją  pocieszyć.  Dani 

czuła tępy ból w  dole  brzucha.  A  więc straci dziecko. Naprawdę je straci! Przyjaciółka próbowała 

się  od  niej  dowiedzieć,  jak  można  zawiadomić  Dutcha.  Niewiele  myśląc  Dani  podała  jej  numer 

telefonu Brettmanów i zamknęła oczy. 

Po  co  to  wszystko,  zastanawiała  się.  Dutch  przyjedzie,.,  ponieważ  czuje  się  za  nią 

background image

odpowiedzialny, ale to żadna pociecha. Przypomniała sobie, że raz już stracił dziecko. 

Na  wieść  o  nowym  nieszczęściu  może  się  zachować  nieobliczalnie,  pomyślała  z 

przerażeniem. 

Po kilku godzinach w drzwiach separatki stanął doktor Carter. Wezwał pielęgniarkę i polecił 

jej przygotować zastrzyk na uspokojenie. Skinął na Harriett. 

Dziewczyna natychmiast wyszła z pokoju. 

- Dziecku nic się nie stało - oznajmił. - Pani również nie ucierpiała bardzo przy tym upadku. 

Proszę się natychmiast uspokoić. 

- Słucham? - Dani podniosła na niego czerwone, załzawione oczy. 

-  Dziecko  jest  w  doskonałej  formie. -  Uśmiech rozjaśnił  niebieskie  oczy  doktora  Cartera.  - 

Takie  maleństwa  są  odporne  na  wstrząsy.  Chronią  je  wody  płodowe.  Oczywiście  jest  pani  trochę 

posiniaczona, ale siniaki wkrótce znikną. Nic nie zagraża pani zdrowiu. 

- Dzięki Bogu! - Dani odetchnęła z ulgą. - Niepokoi mnie tylko... chwilami czuję ból w dole 

brzucha. 

- Fałszywy alarm. Nie ma powodu do obaw - odparł z uśmiechem lekarz. 

Pielęgniarka  zjawiła  się,  by  zrobić  Dani  zastrzyk,  lecz  nim  podeszła  do  łóżka,  drzwi 

rozwarły się z trzaskiem i do pokoju wtargnął jasnowłosy mężczyzna. 

Miał dziki wzrok. Wystraszona pielęgniarka i lekarz cofnęli się odruchowo. 

- Eryku! - zawołała Dani, wstrząśnięta widokiem jego zmienionej twarzy. Woda spływała z 

płaszcza  narzuconego  niedbale  na  szary  garnitur. Dutch patrzył  na  nią z  lękiem.  Poczerwieniał  na 

twarzy jak po długim biegu, z trudem łapał oddech. 

- Jak się czujesz? - zapytał drżącym głosem, dotykając ostrożnie  jej rąk,  jakby się obawiał, 

że są złamane. 

- Co z dzieckiem? 

-  Nic  nam  się  nie  stało, Eryku  -  szepnęła.  - Jesteśmy  zdrowi -  zapewniła  ponownie. Dutch 

patrzył  na  żonę  z  uwielbieniem.  Jej  modlitwy zostały wysłuchane.  -  Po prostu  spadłam  z  drabiny, 

ale nic... 

-  Dzięki  Bogu!  -  Usiadł  na  łóżku. Objął  jej twarz  roztrzęsionymi  z  emocji  dłońmi.  W  jego 

spojrzeniu  było  coś,  co  sprawiło,  że  Dani  nie  potrafiła  wykrztusić  słowa.  Przez  chwilę  głaskał 

delikatnie policzki żony. 

Nagle pochylił się i ukrył twarz na jej ramieniu. 

- Dzięki Bogu - powtórzył, drżąc na całym ciele. 

Dani  zawahała  się  na  moment,  a  potem  objęła  mocno  męża  i  zaczęła  gładzić  jego  mokre 

włosy. 

Uspokajał się stopniowo. Wilgotne krople spłynęły jej na szyję. Poczuła łzy pod powiekami. 

background image

- Najdroższy - szepnęła. Zrozumiała, że jest mu bardzo bliska. Wielkie uczucie objawiło się 

niespodziewanie,  chociaż  nie  wspomniał  o  tym  ani  słowem.  Dani  roześmiała  się  przez  łzy.  Teraz 

mogła zawojować cały świat, przenosić góry. Dutch ją kochał! 

-  Pani  mąż  odreagowuje  napięcie  -  stwierdził  doktor  Carter,  kiwając  głową  ze 

zrozumieniem.  -  Ciąża  to  trudny  czas  również  dla  przyszłych  ojców  -  dodał  z  powagą.  -  Młody 

człowieku, proszę zdjąć płaszcz. 

- Sam musiał ściągnąć mu prochowiec i marynarkę, a potem podwinąć rękawy koszuli. Wbił 

igłę w muskularne ramię. - Proszę tu wstawić dodatkowe łóżko. Ten pan musi u nas zostać. Dani - 

dodał życzliwie - sądzę, że środki uspokajające nie są już pani potrzebne. 

-  Ma  pan  racje,  doktorze  -  odparła  z  rozmarzonym  uśmiechem,  kołysząc  w  ramionach 

wyczerpanego męża. 

Lekarz skinął głową i wyszedł. Pielęgniarka pospieszyła za nim. 

- Kocham cię - szepnęła Dani z uwielbieniem. 

- Kocham cię, kocham cię... 

Drżące  wargi  Dutcha  dotknęły  jej  ust.  Gdy  podniósł  głowę,  zobaczyła  ślady  łez  na  jego 

policzkach. Wcale się ich nie wstydził. 

- J.D. przyjechał do  mnie, żeby przekazać wiadomość od Harriett. Myślałem, że zwariuję - 

powiedział,  głaszcząc  Dani  po  twarzy.  -  J.D  wsadził  mnie  do  samolotu;  Wypadłem  z  budynku 

lotniska jak burza, zabrałem komuś taksówkę... nie pamiętam, jak się tu dostałem. - Musnął ustami 

jej  wargi.  Uświadomił  sobie  wreszcie,  że  najgorsze  minęło.  Żadne  niebezpieczeństwo  nie  groziło 

żonie,  najbliższej  jego  sercu  istocie.  -  Wieczorem  miałem  do  ciebie  zadzwonić.  Nowa  praca 

zapowiada  się  interesująco.  Znalazłem  dla  nas  dom,  blisko  plaży,  z  wielkim  ogrodem.  Wspaniałe 

miejsce dla dziecka. 

- Na pewno mi się spodoba, kochanie - szepnęła. 

-  Bałem  się  pomyśleć,  co  tu  zastanę  -  rzekł,  odgarniając  jej  włosy  z  czoła.  -  Nareszcie 

odkryłem, co do ciebie czuję i nagle miałbym cię stracić? Nie potrafiłbym już żyć samotnie. 

- Nic mi nie grozi, więc nie obawiaj się samotności - szepnęła. 

Dutch dotknął jej ust, szyi, wydatnego brzucha. 

- Kocham cię, Danielle - szepnął prawie niedosłyszalnie. 

Był przerażony, ale w końcu odważył się wyznać prawdę. 

- Wiem. - Dani roześmiała się tryumfalnie. Dutch również wybuchnął śmiechem. 

-  Mówię  te  słowa  po  raz  pierwszy  w  życiu.  To  nie  takie  trudne.  -  Zajrzał  jej  w  oczy.  - 

Kocham cię - powtórzył. 

- Ja też cię kocham - odrzekła radośnie Dani i przeciągnęła się leniwie. Nagle jęknęła. - Cała 

jestem posiniaczona. Po co właziłam na tę głupią drabinę? 

background image

- Wyrzucimy wszystkie drabiny - zdecydował Dutch. 

-  Powinniśmy  się  przeprowadzić  do  Chicago,  muszę  cię  mieć  na  oku.  Harriett  będzie  nas 

odwiedzała. 

- Jesteś pewny, że chcesz tak żyć? - zapytała, patrząc mu w oczy. 

- Oczywiście. Jak mógłbym się tobą opiekować, gdybym wyjechał na drugi koniec świata? - 

argumentował  rozsądnie.  Mówił  coraz  wolniej,  a  jego  głos  brzmiał  sennie.  -  Poza tym  jestem  już 

trochę za stary na takie przygody. Naprawdę chciałbym nauczyć innych tego, co wiem o zwalczaniu 

terroryzmu.  J.D.  mnie  przekonał,  że  taka zmiana trybu  życia  wcale  nie  jest trudna.  Kiedy  poślubił 

Gabby, zrozumiał, że małżeństwo jest dla niego ważniejsze niż szukanie guza na wojnie. Myślę, że 

ma  rację.  -  Raz  jeszcze  rzucił  okiem  na  jej  brzuch  i  położył  na  nim  rękę.  Pozbył  się  nareszcie 

wszelkich uprzedzeń. - Lekarze są pewni, że nic mu nie będzie? 

- Urodzę ci zdrowe dziecko - zapewniła uśmiechnięta Dani. Usiadła na łóżku i czule ujęła w 

dłonie jego twarz. - To zdrowy, silny chłopiec. Tak powiedział lekarz. 

Dutch próbował odpowiedzieć, ale słowa uwięzły mu w gardle. 

-  Będę  się  wami  opiekował  -  szepnął  wreszcie.  Dani  przysunęła  się  bliżej  i  delikatnie 

przygryzła jego dolną wargę. 

- A ja zajmę się tobą najlepiej, jak potrafię, gdy mnie stąd wypuszczą - żartowała. 

Dutch zachichotał i dotknął ręką skroni. 

- Chyba potrzebuję opieki. Co było w tej strzykawce? 

- Środek uspokajający. Mieli mi zrobić zastrzyk, ale uznali, że tobie bardziej się przyda. 

-  Tyle  chciałem  ci  opowiedzieć  -  Dutch  uśmiechnął  się  przepraszająco  -  ale  czuję,  że 

zasypiam. 

Ledwie  to  powiedział,  drzwi  się  otworzyły.  Stanął  w  nich  doktor  Carter.  Pielęgniarka 

ustawiła w separatce drugie łóżko. Lekarz popatrzył na Dutcha z uśmiechem. 

- W samą porę. Widzę, że jest pan bardzo senny. 

Marsz  do  łóżka,  przyszły  tatusiu.  Drzemka  doskonale  panu  zrobi.  Obudzę  pana  przed 

kolacją. Jak samopoczucie, Dani? 

-  Wspaniałe.  -  Odetchnęła  z  ulgą.  Wymienili  z  Dutchem  czułe  spojrzenia.  Pielęgniarka 

gapiła  się  na  niego  z  zachwytem.  Na  ustach  Dani  igrał  zarozumiały  uśmieszek  kobiety,  która  jest 

pewna  miłości  swego  męża.  Gdy  Dutch  wyciągnął  się  na  łóżku,  nie  przestając  patrzeć  na  żonę  z 

uśmiechem, przymknęła oczy. 

Przez chwilę myślała o czekającej ich wspólnej przyszłości, a potem zapadła w głęboki sen. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

Uroczysty  chrzest  dziecka  odbył  się sześć  miesięcy później  w  prezbiteriańskim  kościele  na 

przedmieściach  Chicago.  Mały  Joshua  van  Meer  miał  dwa  miesiące  i  spał  spokojnie w ramionach 

matki.  Szczęśliwego  ojca  rozpierała  duma.  Dawni  towarzysze  broni,  siedzący  w  pierwszych 

ławkach, wymieniali rozbawione spojrzenia. 

Harriett  była  matką  chrzestną.  Czuła  się  dość  dziwnie  w  tym  towarzystwie.  Cóż  za 

dziwaczna  zbieranina  ci  znajomi  Dutcha!  Niewysoki,  chudy  mężczyzna,  wyraźnie  starszy  od 

pozostałych,  siedział  obok  szczupłej,  przystojnej  kobiety.  Trzymali  się  za  ręce.  Wśród  kolegów 

Dutcha  było  też  dwu  Murzynów,  jeden  postawny  i  budzący  respekt,  drugi  niższy,  o  usposobieniu 

wesołka.  Harriett  zauważyła  jeszcze  jedną  parę:  ciemnookiego,  czarnowłosego  mężczyznę  oraz 

brunetkę  o  zielonych  oczach  w  zaawansowanej  ciąży.  Po  drugiej  stronie  siedział  bardzo  śniady 

Portorykańczyk  w  eleganckim  garniturze.  Matka  chrzestna  spojrzała  na  kapłana,  trzymającego 

dziecko  na  ręku.  Uśmiechnęła  się  z  dumą.  To  przecież  jej  chrześniak.  Powinna  teraz  stać  wraz  z 

nimi przy ołtarzu, ale na  nieszczęście skręciła  nogę w kostce, gdy wsiadała do samolotu, i musiała 

przesiedzieć  w  ławce  całą  uroczystość.  Może  to  i  lepiej,  pomyślała,  spoglądając  z  uśmiechem  na 

jasnowłosego  Holendra.  Ukochany  Dani  za  bardzo  charakterem  przypominał  samą  Harriett,  by 

mogli się zaprzyjaźnić. Ale nawet ona musiała przyznać, że Dutch jest wspaniałym mężem i ojcem. 

I  wyjątkowym  domatorem,  co  dziwniejsze.  Postępował  jak  człowiek  porządny  i  odpowiedzialny. 

Ale ci jego znajomi... 

Po ceremonii Dani podbiegła i serdecznie ucałowała przyjaciółkę. 

- Joshua był wyjątkowo grzeczny, prawda? - zawołała radośnie, przytulając ubrane na biało 

niemowlę,  które  gaworzyło  cichutko.  -  Jestem  z  niego  bardzo  dumna.  Harrie,  musisz  poznać 

naszych przyjaciół. 

Gabbie! - Brettmanowie natychmiast do nich podeszli. 

Rozpromieniona Gabby wdzięczyła się do maleństwa. 

- Czyż nie jest śliczny? Ale wolałabym córeczkę. Za to J.D. chciałby mieć syna - oznajmiła, 

podnosząc na męża rozświetlone, kocie oczy. 

-  Syn,  córka...  wszystko  mi  jedno,  byle  było  nasze  -  odparł  wesoło  J.D.  -  Cześć,  Dani. 

Piękna uroczystość. 

Dutch trzymał się dzielnie. Przyznaję, że jestem z niego dumny. 

- Jeszcze do mnie nie dotarło, że Dutch się ożenił. 

- Chudy mężczyzna potrząsał głową z niedowierzaniem. 

- Ma nawet dziecko! 

-  Myślałem,  że  padnę,  kiedy  się  o  tym  dowiedziałem  -  oznajmił  postawny  Murzyn, 

background image

przyłączywszy się do nich. 

- Łachmaniarz  niech się nie wygłupia, a ty, Apollo, powinieneś się wstydzić - zgromiła  ich 

Gabby. - Dutch znalazł w końcu odpowiednią dziewczynę. 

- I bardzo się z tego cieszę - odparł czarnoskóry mężczyzna, puszczając oko do Dani. - Jest 

idealnym wicedyrektorem  mojej  firmy. Może  i Łachmaniarz zacznie dla nas pracować? Bardzo by 

się przydał. 

Semson i Drago już się zdecydowali. 

-  Mdli  mnie  na  widok  waszych  nadzianych  forsą  bufonów -  wyśmiał go  Łachmaniarz.  -  A 

poza tym pani Darwin, matka Gabby, i ja mamy na oku lepszy interes. Będziemy hodować bydło w 

Teksasie. 

-  J.D.  ma  na  nas  wszystkich  dobry  wpływ.  -  Apollo  uśmiechnął  się  serdecznie  do 

ciemnowłosego olbrzyma, przytulającego swoją żonę. - Wiele mu zawdzięczam. 

Wyciągnął mnie z kłopotów. Tyle lat się ukrywałem. 

To już przeszłość. Mam powody, by się cieszyć, J.D., że znowu pracujesz jako prawnik. 

- Jedźmy na obiad - zaproponował Dutch. - Czy wszyscy znają drogę do naszego domu? 

- Doskonały pomysł - ucieszył się Apollo. - Dużo macie żarcia? 

- Łachmaniarz i pani Darwin przywieźli mnóstwo wołowiny. Jeśli nie będziesz się pchał na 

początek kolejki, może dla wszystkich wystarczy. 

- Przesadzasz, wcale nie jestem takim żarłokiem - złościł się Apollo. 

-  Jasne.  Co  to  dla  ciebie  pół  szynki!  Pamiętasz,  jak  w  Angoli  pożarłeś  w  jednej  chwili 

królika, którego złapałem? - szydził z niego Dutch. 

- Kiedy byliśmy w Wietnamie, zjadłeś mojego węża - odparował Apollo. 

- Panowie, jesteśmy na chrzcinach - wtrącił J.D. 

- Zapomnijcie o dawnych urazach. 

-  Co  ty  powiesz?  A  kto  pożarł  ciasteczka  przysłane  przez  moją  mamusię?  Ty  gadzie!  - 

perorował Apollo. 

-  I  pudding  śliwkowy,  który  zwędziłem  obozowemu  kucharzowi!  -  wpadł  mu  w  słowo 

Dutch. J.D. zasłonił się Gabby. 

- Spokojnie, chłopaki, ręce przy sobie, mam ciężarną kobietę na utrzymaniu. 

- Wiem, co czujesz. Sam tego niedawno doświadczyłem - odparł Dutch. 

- No, panowie, powinienem chyba trzymać się od was z daleka - burknął Apollo. - To może 

być zaraźliwe. 

-  Nie  obawiaj  się,  Apollo.  Nie  sądzę,  żebyś  mógł  zajść  w  ciążę.  -  Dutch  kpił  z  niego 

bezlitośnie. Dani parsknęła śmiechem, a inni jej zawtórowali. Przytuliła głowę do ramienia męża. 

- Umieram z głodu. Jedźmy do domu. Przygotowaliśmy mnóstwo jedzenia. 

background image

- Doskonale - ucieszył się Dutch. - Najwyższy czas zacząć świętować. 

- Nas czeka dziś  inne święto - mruknęła Dani tak cicho, by usłyszał  ją tylko mąż. - Lekarz 

powiedział, że możemy... 

- Naprawdę? - Dutch uśmiechnął  się  i popatrzył  na śpiącego synka. - Dzisiejsza noc będzie 

wyjątkowa,  prawda?  -  zapytał  uszczęśliwiony.  -  Będziemy  się  kochać  tak,  jak  tamtego  ranka  w 

Veracruz. 

- I znowu zrobisz mi dziecko? - szepnęła, czując, że jej serce bije jak oszalałe. 

- Porozmawiamy wieczorem - odparł, biorąc głęboki oddech. 

- Zgoda - przytaknęła i spojrzała mu w oczy. 

- Niczego nie żałujesz?. 

- Niczego. Widzę, co zyskałem. 

Dotknęła  czule  jego  policzka.  Uśmiechnął  się  i  na  krótką  chwilę  zapomnieli  o  całym 

świecie.