background image

Kawabata Yasunari

Tysiąc żurawi 

Śpiące piękności 

Przełożył Mikołaj Melanowicz 

background image

Tysiąc żurawi 

background image

1

Nawet   wtedy,   gdy   wszedł   na   teren   świątyni   Engakuji   w 

Kamakurze,   Kikuji   nie   wiedział,   czy   weźmie   udział   w   ceremonii 

herbacianej czy nie. Przyszedł i tak za późno. Zawsze otrzymywał 

zaproszenie,   gdy   Kurimoto   Chikako   podawała   herbatę   w 

wewnętrznym   pawilonie   świątyni   Engakuji,   ale   od   śmierci   ojca 

jeszcze tam nie był. W ogóle nie przywiązywał wagi do jej zaproszeń, 

gdyż sądził, że są one jedynie wyrazem poczucia obowiązku wobec 

jego nieżyjącego ojca.

Tym razem jej zaproszeniu towarzyszył dopisek, że chciałaby 

mu pokazać jedną ze swych uczennic.

Kiedy Kikuji go przeczytał, przypomniał sobie znamię Chikako.

Miał   wówczas   chyba   z   osiem   czy   dziewięć   lat.   Ojciec 

zaprowadził   go   do   domu   Chikako:   siedziała   w   saloniku,   w 

rozchylonym na piersi kimonie i małymi nożyczkami obcinała włosy 

rosnące na znamieniu. Pokrywało ono lewą pierś od połowy po dołek 

pod piersiami. Było wielkości dłoni. Na ciemnofioletowym tle rosły 

włosy, które właśnie obcinała nożyczkami.

- Przyprowadziłeś chłopca?

Zaskoczona   Chikako   zaczęła   poprawiać   kimono,   ale   w 

pośpiechu jeszcze bardziej je rozchyliła; obróciła się więc nieco w bok 

i wepchnęła brzegi kimona pod pas obi.

Bardziej   zaskoczyła   ją   obecność   Kikujiego   niż   jego   ojca. 

Musiała jednak wcześniej wiedzieć, kto przyszedł, ponieważ służąca 

wychodziła do drzwi na spotkanie gości.

background image

Ojciec Kikujiego nie wszedł do saloniku. Usiadł w sąsiednim 

pokoju, w którym Chikako zwykle dawała lekcje.

-   Czy   mógłbym   dostać   herbaty?   -   spytał   z   roztargnieniem, 

patrząc na wiszący w alkowie obraz.

- Tak - odpowiedziała, ale nie ruszyła się z miejsca. Na gazecie 

leżącej na jej kolanach Kikuji dostrzegł włosy przypominające męski 

zarost.

Chociaż   był   jasny   dzień,   na   strychu   chrobotały   myszy.   W 

pobliżu werandy kwitła brzoskwinia.

Chikako   usiadła   wreszcie   obok   kominka,   aby   przygotować 

herbatę, ale pozostała nadal roztargniona i jakby nieobecna.

Dziesięć   dni   później   Kikuji   słyszał,   jak   matka   mówiła   ojcu 

takim   tonem,   jakby   odkrywała   przed   nim   wielką   tajemnicę,   że 

Chikako nie wyszła za mąż z powodu znamienia na piersi. Na pewno 

myślała, że ojciec nic o tym nie wie. Wyraźnie współczuła Chikako, 

bo na jej twarzy pojawił się smutek.

- Hm, hm - Ojciec przytakiwał w taki sposób, jakby wiadomość 

ta była dla niego nowiną.

-   Gdyby   miał   je   oglądać   tylko   jej   mąż,   nie   byłoby   chyba 

żadnego problemu. Zwłaszcza, gdyby wiedział o tym przed ślubem, 

prawda?

-   To   właśnie   jej   powiedziałam.   Lecz   w   końcu   kobieta   jest 

kobietą.   Ja   bym   też   nie   umiała   przyznać   się   mężczyźnie,   że   mam 

wielkie znamię na piersi.

- Nie jest już młodą dziewczyną.

background image

- I teraz niełatwo jej o tym mówić. Gdyby to był mężczyzna, 

odkrycie znamienia nawet po ślubie skończyłoby się zapewne tylko na 

śmiechu.

- Pokazała ci je?

- Coś podobnego! Nie pleć głupstw!

- Tylko rozmawiałyście o tym?

-   Kiedy   przyszła   dzisiaj   na   lekcję,   zaczęła   mówić   o   różnych 

rzeczach... W końcu zebrało jej się na zwierzenia.

Ojciec milczał. 

-   Przypuśćmy,   że   wyszłaby   za   mąż.   Co   by   czuł   mężczyzna? 

Byłoby   mu   chyba   nieprzyjemnie.   Z   drugiej   strony   taka   tajemnica 

mogłaby go również bawić i pociągać. Wada miałaby wtedy swoje 

dobre strony. W końcu to nie tak wielkie nieszczęście.

- Pocieszałam ją, mówiłam, że to żadne nieszczęście... Podobno 

sięga aż do brodawki?

- O?

- Najbardziej przykra jest chyba myśl, że gdy urodzi się dziecko, 

trzeba będzie je karmić. Z mężem mogłoby być wszystko w porządku, 

ale z dzieckiem?

- Myślisz, że z tego powodu nie miałaby pokarmu?

- Nie o to chodzi. Po prostu nie potrafi pogodzić się z myślą, że 

dziecko   musiałoby   patrzeć   na   znamię   w   czasie   karmienia.   Nie 

pomyślałam o tym, ale jeśli na to spojrzymy z punktu widzenia osoby, 

która ma znamię, różne myśli przychodzą do głowy. Od dnia narodzin 

dziecko bowiem nie tylko dostawałoby z tej piersi pokarm, lecz także 

background image

oglądałoby   brzydotę.   Pierwsze   wrażenie   z   tego   świata,   pierwsze 

wrażenie   związane   z   matką   kojarzyłoby   się   z   tym   brzydkim 

znamieniem, a wrażenie to pozostałoby w jego pamięci i przynosiło 

mu nieszczęście przez całe życie.

- Hm, to jest szukanie dziury w całym.

- Prawda, dziecko można karmić własną piersią albo wynająć 

mamkę.

- Myślę, że ważne jest tylko to, czy jest pokarm, czy go nie ma, 

a nie obecność znamienia.

- Niestety, chyba nie. Ja naprawdę płakałam, gdy usłyszałam o 

tym.   Rzeczywiście,   ona   ma   chyba   rację.   Nie   chciałabym   karmić 

naszego Kikujiego piersią z takim znamieniem.

- Tak?

Kikuji   był   oburzony   na   ojca   udającego   niewiniątko.   Czuł 

nienawiść, że tak się go lekceważy, mimo że również widział znamię 

Chikako.

Teraz   jednak,   blisko   dwadzieścia   lat   później,   na   twarzy 

Kikujiego pojawił się grymas uśmiechu na myśl o zakłopotaniu ojca 

tamtego dnia. A przecież kiedy Kikuji ukończył dziesięć lat, często 

przypominał   sobie   słowa   matki,   z   niepokojem   myśląc,   że   mógłby 

mieć   przyrodnią   siostrę   lub   brata,   którzy   ssali   pierś   naznaczoną 

piętnem.

Nie był to lęk przed posiadaniem brata czy siostry urodzonej z 

innego   łoża.   Po   prostu   związany   ze   znamieniem   brat   czy   siostra 

napawaliby go lękiem. Prześladowała go dręcząca myśl, że dziecko, 

background image

które   wykarmiłaby   pierś   z   wielkim   znamieniem   porośniętymi 

włosami, musiałoby być straszne jak sam diabeł.

Okazało się, na szczęście, że Chikako nie miała dzieci. Można 

przypuszczać, że ojciec się na to nie zgodził. Skojarzenie znamienia i 

dziecka,   które   tak   zasmuciło   i   przyprawiło   o   łzy   matkę,   posłużyło 

zapewne ojcu jako dobre uzasadnienie, by przekonać Chikako o tym, 

że ona sama nie chce mieć dziecka: w każdym razie ani za życia ojca, 

ani po jego śmierci nie wyszło na jaw, żeby miała dziecko.

Być   może   obawiając   się,   że   Kikuji   opowie   matce   o   tym,   co 

widział będąc u niej z ojcem, przyszła zaraz do niej i zwierzyła się 

tylko dlatego, aby Kikujiego uprzedzić.

Chikako nie wyszła za mąż. Czyżby znamię zawładnęło całym 

jej życiem? Kikuji również nie zapomniał wrażenia, jakie wywarło na 

nim to znamię, a więc nie mógł powiedzieć, że nie miało ono wpływu 

na jego własny los.

Gdy   Chikako   zawiadomiła   go   o   tym,   że   pod   pretekstem 

ceremonii   herbacianej   chce   mu   pokazać   dziewczynę,   przed   jego 

oczyma pojawiło się znamię. A ponieważ prezentacji dokonać miała 

właśnie   Chikako,   nie   mógł   się   oprzeć   wątpliwościom   i   wciąż   się 

zastanawiał, czy naprawdę będzie to osoba o nieskazitelnej skórze, 

bez najmniejszej nawet skazy.

Kto   wie,   czy   jego   ojciec   od   czasu   do   czasu   nie   przyciskał 

palcami znamienia Chikako? Czy czasem nie wpijał się w nie ustami? 

Takie   były   myśli   Kikujiego.   Nawet   teraz,   gdy   przechodził   przez 

background image

podwórzec świątyni i słuchał świergotu ptaków, nie mógł się oprzeć 

tym rojeniom naznaczonej piętnem wyobraźni. 

Kilka lat  po tym wydarzeniu Chikako stała  się  jeszcze mniej 

kobieca, a teraz jest już zapewne osobą rodzaju nijakiego. Jej piersi 

chyba   już   zupełnie   zwiotczały.   Podczas   dzisiejszej   ceremonii   na 

pewno   będzie   się   poruszała   energicznie,   raczej   po   męsku.   Gdy 

pomyślał o tym, na jego ustach pojawił się uśmiech wyrażający ulgę. 

W   tym   samym   momencie   od   tyłu   zbliżyły   się   do   niego   dwie 

dziewczyny.

Kikuji zatrzymał się i przepuścił je.

- Czy panie nie wiedzą, gdzie jest pawilon pani Kurimoto? Dalej 

w tym kierunku? - zapytał.

- Tak - odpowiedziały obie naraz.

Bez pytania wiedział, dokąd idą - mówiły mu to ich kimona. 

Spytał tylko dlatego, aby utwierdzić samego siebie w przekonaniu, że 

również on idzie na ceremonię herbacianą.

Dziewczyna, niosąca chustę furoshiki z białym wzorem tysiąca 

żurawi na brzoskwiniowym jedwabnym tle, była piękna.

2

Kikuji  nadszedł, gdy dwie młode  kobiety  zmieniały  skarpetki 

tabi   przed   wejściem   do   salonu   specjalnie   przeznaczonego   na 

ceremonię herbacianą.

Stanął za nimi i zajrzał do wnętrza - główny salon miał chyba 

powierzchnię   wielkości   ośmiu   mat.   Mimo   to   goście   siedzieli   w 

background image

ciasnych,   równych   szeregach   -   dosłownie   kolano   przy   kolanie. 

Wszyscy ubrani byli w przepiękne barwne kimona.

Chikako dostrzegła go natychmiast i wstała z miejsca.

-   Proszę,   proszę   bardzo.   Co   za   niespodzianka!   Długo 

oczekiwany gość! Jak to dobrze, że pan przyszedł. Może pan wejść 

bezpośrednio, tędy. - Wskazała na drzwi shoji obok alkowy.

Kikuji się zaczerwienił; wyczuwał, że wzrok wszystkich kobiet 

spoczął na nim.

- Same panie?

- Mieliśmy mężczyznę, ale już wyszedł. Pan jest jedyną ozdobą 

tego towarzystwa!

- Jaką tam ozdobą.

- Och, z pewnością tak. Ma pan wszelkie dane ku temu, nie ma 

obawy.

Kikuji   potrząsnął   ręką   dając   znak,   że   woli   wejście   mniej 

rzucające się w oczy.

Młoda kobieta schowała zdjęte przed chwilą ze stóp skarpetki 

tabi do chusty we wzór tysiąca żurawi i czekała - bo tak nakazywały 

dobre maniery - aby go przepuścić przodem.

Kikuji wszedł do sąsiedniego pokoju. Ujrzał tu bezładnie leżące 

pudełka   ze   słodyczami   czy   przedmiotami   używanymi   w   czasie 

ceremonii herbacianej oraz pakunki i torby przybyłych gości. W głębi 

służąca zajęta była zmywaniem.

Weszła Chikako i usiadła przed nim na macie.

- Co pan myśli o niej? Ładna dziewczyna, prawda?

background image

- Mówi pani o tej z chustą we wzór tysiąca żurawi?

- Z chustą? Skąd ja mogę wiedzieć, jaką ma chustę? To ta, która 

tutaj stała. Córka pana Inamury.

Kikuji skinął głową.

-   Chusta?   Dziwne   rzeczy   pan   spostrzega,   bystry   z   pana 

człowiek.   Myślałam,   że   przyszedł   pan   razem   z   nią,   byłam   nawet 

zadowolona, że tak pięknie się złożyło.

- O czym pani mówi?

- Spotkał ją pan na drodze. To dobry znak. Pański ojciec znał 

pana Inamurę.

- Tak?

- Rodzina jej handlowała jedwabiem w Jokohamie. Ona nic nie 

wie o dzisiejszym dniu, a więc może pan przyglądać się jej do woli.

Chikako mówiła dosyć głośno: Kikuji obawiał się, że usłyszą ją 

w   salonie   oddzielonym   tylko   cienką   papierową   ścianką.   Nagle 

przybliżyła twarz do niego.

-   Mam   pewien   kłopot.   -   Przyciszyła   głos.   -   Pani   Ota   też 

przyszła! Razem z córką. - Śledziła uważnie wyraz twarzy Kikujiego - 

Wcale jej na dziś nie zaprosiłam... Co prawda z takiej okazji może 

każdy skorzystać, gdy mu po drodze. Były tu przed chwilą nawet dwie 

pary Amerykanów. Bardzo przepraszam. Nic nie mogłam poradzić na 

to, po prostu pani Ota się dowiedziała i przyszła.

- Ja również dzisiaj...

background image

Chciał   jej   powiedzieć,   że   nie   ma   zamiaru   brać   udziału   w 

spotkaniu o charakterze matrymonialnym, lecz nie mógł się zdobyć na 

te słowa, miał takie uczucie, jakby mu w gardle uwięzły.

- Niezręcznie powinna czuć się pani Ota, lecz Kikuji może być 

tak spokojny, jakby nic się nie stało.

Drażnił go sposób mówienia Chikako.

Zażyłość Kurimoto Chikako z jego ojcem była chyba niezbyt 

głęboka i dość krótkotrwała. Do śmierci ojca odwiedzała ich i dała się 

poznać   jako   osoba   użyteczna.   Nie   tylko   podczas   ceremonii 

herbacianej,   lecz   również   wtedy,   gdy   przychodzili   zwykli   goście, 

zamykała się w kuchni i pracowała.

Myśl o tym, że matka mogłaby odczuwać zazdrość o podobną 

do mężczyzny Chikako, wydawała się wręcz śmieszna. Niewątpliwie, 

matka musiała podejrzewać, że ojciec widział znamię na jej piersi, ale 

burza minęła, a Chikako także jakby zapomniała o całej tej sprawie i 

w końcu stała się przyjaciółką matki.

Z biegiem czasu również Kikuji przestał się obawiać Chikako i 

często płatał jej figle, i w ten sposób stopniała niechęć do tej kobiety, 

datująca się od dzieciństwa. Możliwe, że zarówno upodobnienie się 

do   mężczyzny,   jak   i   wykonywanie   różnych   pożytecznych   prac   w 

domu Kikujego było najwłaściwszym dla Chikako sposobem życia. 

Mając oparcie w domu Kikujiego odniosła nawet pewien sukces jako 

nauczycielka zasad ceremonii herbacianej.

background image

Kikuji współczuł jej, gdy po śmierci ojca zrozumiał, że stłumiła 

w sobie kobiece uczucia po tym jedynym, nietrwałym związku - z 

jego ojcem.

Matka   Kikujiego   nie   żywiła   do   niej   szczególnej   wrogości 

głównie dlatego, że pojawiła się sprawa pani Oty.

Po   śmierci   pana   Oty,   towarzysza   wspólnych   zainteresowań 

ceremonią   herbacianą,   ojciec   Kikujiego   zajął   się   należącymi   do 

zmarłego utensyliami do herbaty i wtedy poznał bliżej wdowę po nim. 

Chikako   pośpieszyła,   by   poinformować   o   tym   jego   matkę. 

Oczywiście,   Chikako   stanęła   po   stronie   matki.   Stała   się   bardzo 

gorliwą jej sojuszniczką. Śledziła ojca, groziła wdowie - wydawało 

się, że jej zazdrość, skrywana dotąd na dnie serca, wybuchła teraz jak 

wulkan.

Matka,   spokojna   i   raczej   zamknięta,   cofała   się   przed 

podsycającym niezgodę, wścibskim zachowaniem Chikako i obawiała 

się tylko tego, co ludzie sobie pomyślą. Chikako nawet w obecności 

Kikujiego wykpiwała Otę. Mimo niezadowolenia i sprzeciwu matki, 

Chikako   dodawała   jeszcze,   że   można   i   należy   o   wszystkim 

powiedzieć synowi.

-   Kiedy   odwiedziłam   ją   ostatnio,   jej   dziecko   słuchało 

wszystkiego, co mówiłam. Sama przecież słyszałam, jak nagle zaczęło 

płakać w sąsiednim pokoju.

- Dziewczynka?

- Tak. Ma prawie dwanaście lat. Coś jest nie w porządku z tą 

kobietą. Myślałam, że zgani córkę za podsłuchiwanie starszych, a ona 

background image

wstała, objęła dziewczynkę i usiadła trzymając ją na kolanach. Myślę, 

że chciała popłakać wraz z dzieckiem w mojej obecności.

- Biedne dziecko.

- My również powinnyśmy wykorzystać to dziecko przeciwko 

niej.   Dzieci   wszystko   wiedzą   o   swoich   matkach.   Muszę   jednak 

powiedzieć,   że   jest   to   ładna   i   miła   dziewczynka.   Ma   taką   okrągłą 

buzię. - Spojrzawszy na Kikujiego ciągnęła dalej: - Myślę, że również 

nasz Kikuji mógłby coś ojcu powiedzieć.

-   Proszę   nie   sączyć   tu   trucizny,   bardzo   proszę.   -   Matka 

Kikujiego musiała zaprotestować.

- To w pani jest trucizna, w tym całe zło. Raz należy zdobyć się 

na wysiłek i wyrzucić ją z siebie. Proszę się przyjrzeć sobie, jak pani 

zeszczuplała, a ona pulchna i kwitnąca. To nie w porządku, gdy ona 

sobie myśli, że kogoś wzruszy łzami... A przede wszystkim, w tym 

pokoju, w którym spotyka się z pani mężem, stoi ostentacyjnie zdjęcie 

jej zmarłego męża. Dziwię się, że pani tak długo milczy.

Po śmierci ojca Kikujiego tak obmawiana kobieta przyszła na 

ceremonię herbacianą do Chikako, i to nawet z córką.

Kikuji poczuł przejmujący chłód.

Co   prawda   Chikako   powiedziała,   że   nie   zapraszała   Oty   na 

dzisiejsze spotkanie, ale i tak było dość zaskakujące, że obie kobiety 

utrzymywały ze sobą kontakt po śmierci ojca. Ponadto jej córka brała 

chyba u Chikako lekcje ceremonii herbacianej.

- Jeśli pan chce, mogę poprosić, aby pani Ota opuściła ten salon 

- Chikako spojrzała w oczy Kikujiemu.

background image

- Nie, nie przeszkadza mi. Jeśli sama ma ochotę pójść, proszę...

- Gdyby ta osoba miała sumienie, ani pana ojciec, ani matka nie 

byliby tacy nieszczęśliwi.

- Córka też przyszła?

Kikuji jeszcze nie widział córki wdowy.

To niedobrze - myślał Kikuji - że jednocześnie w tym samym 

miejscu   spotyka   dziewczynę   „tysiąca   żurawi”   i   panią   Otę.   Tym 

bardziej że po raz pierwszy zobaczył tutaj również jej córkę. Głos 

Chikako wwiercał mu się w uszy i drażnił go.

- W każdym razie ona się dowie, że tu jestem. Nie mogę teraz 

stąd uciec. - Wstał.

Wszedł   do  salonu   przez  drzwi   obok   alkowy.  Usiadł   tuż   przy 

wejściu na lekkim podwyższeniu. Chikako podążała za nim.

- To pan Mitani. Syn Mitaniego seniora - przedstawiła go tonem 

nazbyt oficjalnym.

Jeszcze   raz   się   ukłonił,   a   gdy   podniósł   wzrok,   zobaczył   owe 

młode kobiety.

Czuł się lekko podekscytowany. W oczach migały mu wzorzyste 

kimona; początkowo nie mógł odróżnić jednej od drugiej. Przyjrzał 

się uważniej i spostrzegł, że siedzi na wprost pani Oty.

- Ach.

Tylko   tyle   powiedziała   Ota.   Zebrani   usłyszeli   jej   szczerze   i 

głęboko wzruszony głos.

- Nie odwiedzałam pana ani nie pisałam. Nie widzieliśmy się tak 

długo!

background image

Pociągnęła córkę za rękaw, aby bez ociągania przywitała się z 

Kikujim. Córka zaczerwieniła się i opuściła głowę, zakłopotana.

Zdumiewające!   W   postawie   tej   kobiety   nie   ma   odrobiny 

wrogości ani złości. Jakże jest wzruszona! Nieoczekiwane spotkanie 

sprawiło   jej   widocznie   dużą   przyjemność.   Wydawało   się,   że 

zapomniała, gdzie się znajduje.

Córka   siedziała   sztywno,   ze   spuszczoną   głową.   Matka   się 

zaczerwieniła,   gdy   spostrzegła,   że   zachowała   się   niewłaściwie,   a 

mimo   to   patrzyła   w   dalszym   ciągu   na   Kikujiego   takim   wzrokiem, 

jakby chciała podbiec do, niego i coś mu powiedzieć.

- Pan także interesuje się ceremonią herbacianą?

- Nie, zupełnie nie.

- Naprawdę? Ale ma pan to we krwi. - Serce jej przepełniało 

wzruszenie, oczy zwilgotniały.

Kikuji nie widział jej od pogrzebu ojca.

Nie zmieniła się zupełnie przez te cztery lata. Biała, długa szyja i 

nie pasujące do niej krągłe ramiona pozostały te same - wyglądała 

młodo jak na swoje lata. Nos i usta miała chyba za małe w stosunku 

do   oczu.   Mały   nos,   jeśli   mu   się   dobrze   przyjrzeć,   był   zgrabny   i 

ujmujący.   Dolna   warga   w   czasie   mówienia   trochę   wystawała   i 

sprawiała wrażenie nadąsanej.

Córka odziedziczyła po matce długą szyję i pełne ramiona. Usta 

zaś miała od niej większe, lecz mocno zaciśnięte. Było coś zabawnego 

w tym zestawieniu małych ust matki i dużych córki. Ciemniejsze niż u 

matki oczy wypełniał smutek.

background image

Chikako spojrzała na węgle w palenisku i powiedziała:

-   Inamura-san,   może   pani   zechce   zaprezentować   swoje 

umiejętności i przyrządzić herbatę panu Mitaniemu? Teraz chyba pani 

kolej?

- Dobrze. - Dziewczyna „tysiąca żurawi” wstała z miejsca.

Kikuji   zauważył,   że   siedziała   obok   Oty.   Unikał   jednak 

spojrzenia w jej stronę, ponieważ znajdowała się tutaj Ota z córką. 

Oczywiście, w ten sposób Chikako pokazywała mu dziewczynę.

Inamura zajęła miejsce obok kominka i zwróciła się do Chikako:

- Której czarki mam użyć?

- Prawda... ta w stylu oribe powinna być odpowiednia. Należała 

do   ojca   pana   Mitaniego,   który   bardzo   ją   lubił.   Otrzymałam   ją   w 

prezencie.

Kikuji pamiętał czarkę, którą teraz dziewczyna postawiła przed 

sobą. Niewątpliwie, używał jej ojciec, a otrzymał ją od wdowy Oty. Z 

jakim uczuciem patrzy na nią teraz pani Ota?

Zdumiał go brak taktu Chikako.

Nie mógł też nie pomyśleć, że Ota jest delikatniejsza.

Na tle starszych kobiet dziewczyna z wdziękiem przygotowująca 

herbatę wydawała się Kikujiemu piękna. 

3

Dziewczyna   „tysiąca   żurawi”   nie   wiedziała   chyba   o   tym,   że 

Chikako zamierzała w ten sposób pokazać ją Kikujiemu. Wykonała 

więc swoje zadanie przyrządzania herbaty w skupieniu i bez wahania, 

po czym postawiła czarkę przed Kikujim.

background image

Kikuji wypił herbatę i przez chwilę oglądał naczynie. Była to 

czarna oribe, z jednej strony oblana bielą, na której wymalowano pędy 

górskiej paproci.

-   Musi   pan   to   naczynie   pamiętać   -   powiedziała   Chikako   z 

przeciwnej strony pokoju.

Odpowiedział wymijająco i postawił czarkę.

- Młoda paproć dobrze oddaje nastrój gór. A tego rodzaju czarki 

używa się zwykle wczesną wiosną. Posługiwał się nią pański ojciec. 

Co prawda jest już trochę za późno, ale pomyślałam, że akurat podając 

herbatę panu Kikujemu…

-  Jakie to ma znaczenie, że mój ojciec używał tej czarki przez 

jakiś czas. Liczy ona sobie czterysta lat, pochodzi pewnie z czasów 

Momoyama   i   Rikyu.   Wielu   miłośników   i   znawców   ceremonii 

herbacianej przez wieki przechowywało ją i przekazywało następnym 

pokoleniom. Cóż znaczy tu mój ojciec?! - Chciał zapomnieć o tym, co 

kojarzyło mu się z czarką.

Przeszła ona z rąk Oty do wdowy po nim, od wdowy do ojca, a 

od jego ojca do Chikako. Dwie osoby, Ota i jego ojciec, już nie żyją; 

pozostały   obecne   tutaj   kobiety.   Choćby   tylko   dlatego   czarka 

przypominała mu o nieubłaganym biegu czasu.

Teraz   znów   wdowa   ta   i   jej   córka,   i   Chikako,   i   dziewczyna 

Inamura, jak również inne młode damy podnosiły ją do ust: pieściły i 

gładziły tę starą ceramikę.

- Ja także chciałabym się napić z tej czarki. Poprzednio dostałam 

w jakiejś innej - powiedziała nagle Ota.

background image

Kikuji nie posiadał się ze zdumienia. Głupia czy bezwstydna?

Ogarnął   go   żal   i   litość   dla   jej   córki,   która   siedziała   ciągle 

nieruchomo, ze spuszczoną głową.

Inamura   przygotowała   jeszcze   raz   herbatę   -   dla   Oty.   Oczy 

wszystkich   zwróciły   się   w   jej   stronę.   Nie   znała   chyba   historii   tej 

czarnej oribe. Wszystkie czynności wykonywała według wyuczonego 

schematu.

Był   to   pokaz   bezbłędny   i   pełen   wdzięku.   W   jej   ruchach   i 

postawie - od piersi po kolana - znać było ogładę i elegancję.

Cień młodych liści padł na papier w shoji, do której dziewczyna 

odwrócona była plecami. Mogło się wydawać, iż na jej ramionach i 

długich rękawach barwnego kimona pozostało jego odbicie. Jej włosy 

lśniły czystością.

Zbyt   silne   światło   jak   na   pawilon   ceremonii   herbacianej 

opromieniło młodość dziewczyny. Mała ściereczka z czerwonej krepy 

również   podkreślała   wrażenie   młodzieńczej   świeżości,   a   nie   tylko 

łagodnej słodyczy. Zdawało się, że ręka dziewczyny ożywia czerwony 

kwiat.

Wydawało   się   również,   że   tysiąc   maleńkich   i   białych   żurawi 

zaczyna tańczyć dokoła niej. 

Wdowa Ota wzięła do ręki czarkę w stylu oribe i powiedziała:

- Zielona herbata na tle czerni przypomina zieleń wiosennych 

pąków.   -   Na   szczęście   nie   wspomniała,   że   czarka   należała   do   jej 

nieżyjącego męża. Następnie, zgodnie ze zwyczajem, rozpoczęło się 

oglądanie przedmiotów służących do parzenia i picia herbaty podczas 

background image

ceremonii.   Dziewczęta   nie   znały   się   na   tym,   więc   słuchały   tylko 

wyjaśnień Chikako.

Zarówno dzbanuszek na wodę, jak i łyżeczka bambusowa  do 

czerpania sproszkowanej herbaty należały dawniej do ojca Kikujiego, 

lecz Chikako i Kikuji milczeli, nie wspominając o tym słowem.

Kiedy Kikuji siedział i patrzył na dziewczęta wstające z miejsc i 

wychodzące z pawilonu, podeszła do niego pani Ota.

- Bardzo pana przepraszam za to wszystko. Na pewno jest pan 

na mnie   zły,  lecz kiedy  pana  widzę, powracają od  razu drogie   mi 

wspomnienia...

- Tak...

- Jak bardzo pan zmężniał.  - Zdawało się, że z oczu kobiety 

popłyną zaraz łzy. - Tak, tak, pana matka... Bardzo chciałam być na 

pogrzebie, po prostu nie ośmieliłam się. - Kikuji skrzywił się i nic nie 

powiedział.   -   Jakie   to   smutne.   Pańska   matka   również   odeszła   za 

ojcem...

- Tak...

- Jeszcze pan zostaje?

- Tak.

- Chciałabym kiedyś dłużej porozmawiać  z panem o różnych 

sprawach.

- Kikuji-san! zawołała z sąsiedniego pokoju Chikako.

Pani  Ota  wstała   z  wyraźnym żalem.   Córka  czekała  na  nią   w 

ogrodzie.

background image

Ukłoniły się obie Kikujiemu i odeszły. W oczach córki dostrzegł 

jakby cień wyrzutu.

W   sąsiednim   pokoju   Chikako   wraz   ze   swymi   stałymi 

uczennicami i służącą robiły ostatnie porządki.

- Co mówiła pani Ota?

- Nic, nic specjalnego...

- Proszę się jej strzec. Udaje łagodną i dobrą istotę, robi miny, 

jakby   była   niewiniątkiem,   więc   nie   wiadomo,   co   ma   naprawdę   na 

myśli.

- Często bywa jednak na przyjęciach urządzanych przez panią. 

Od dawna? - zapytał nie bez złośliwości Kikuji.

Wyszedł na dwór, jakby uciekał z zatrutego pomieszczenia.

Chikako poszła za nim.

- No, jak się podobała? Prawda, że to ładna dziewczyna?

- Tak, ładna dziewczyna. Byłaby jeszcze ładniejsza, gdybym ją 

spotkał tam, gdzie nie straszy duch ojca, z dala od ciebie czy Oty.

- Tak się tym przejmujesz? Przecież wdowa Ota nie ma żadnego 

związku z tą dziewczyną.

- Po prostu przykro mi było ze względu na tę dziewczynę.

-   Dlaczego   przykro?   Jeśli   cię   uraziła   obecność   pani   Oty,   to 

bardzo   przepraszam.   Dzisiaj   wcale   jej   nie   zapraszałam.   Córka 

Inamury nie ma z nią nic wspólnego, nie łącz więc tych spraw ze sobą.

Mimo że rozmawiał z nią idąc, to jednak nie zamierzała się z 

nim rozstać. Dlatego zatrzymał się i powiedział:

- A teraz żegnam...

background image

Kiedy został sam, spostrzegł, że tuż przed nim na rosnących u 

stóp wzgórza azaliach pojawiły się pąki. Westchnął głęboko.

Czuł   do   siebie   niechęć,   że   uległ   listownemu   zaproszeniu 

Chikako   i   przyszedł   tutaj,   z   drugiej   strony   nie   opuszczało   go 

wspomnienie dziewczyny z chustą we wzór tysiąca żurawi.

Możliwe,   że   to   dzięki   niej   nie   pozostał   mu   dłużej   w   sercu 

niemiły   osad   wywołany   spotkaniem   w   tym   samym   miejscu   dwu 

kobiet ojca.

Lecz kiedy pomyślał, że obie kobiety żyją i rozmawiają o ojcu, 

natomiast jego matka umarła, z trudem opanował gniew. I znów przed 

oczami stanęło mu brzydkie znamię na piersi Chikako. 

Zdjął kapelusz i szedł wolno pod wiatr wieczorny, szeleszczący 

w młodych liściach.

Z daleka ujrzał Otę stojącą w bramie świątyni.

Natychmiast się obejrzał chcąc zmienić kierunek. Gdyby wszedł 

na wzgórze z prawej lub z lewej strony drogi, mógłby chyba ominąć 

bramę świątyni.

Szedł jednak w stronę bramy. Poczuł, jak twarz mu tężeje.

Pani   Ota   ujrzawszy   Kikujiego   podeszła   do   niego.   Na   jej 

policzkach pojawiły się wypieki.

- Czekałam na pana, bo chciałam jeszcze raz się zobaczyć. Na 

pewno   pan   myśli,   że   jestem   bezczelna,   lecz   nie   mogłam   się   tak 

rozstać.   Poza   tym   nie   wiedziałam,   czy   kiedykolwiek   pana   jeszcze 

zobaczę.

- A gdzie jest pani córka?

background image

- Fumiko poszła naprzód. Była z koleżanką.

- A więc wie, że jej matka czeka na mnie? - zapytał Kikuji.

- Tak - odpowiedziała i spojrzała mu w twarz.

- Na pewno nie jest to dla niej przyjemne, prawda? Było mi jej 

żal, bo widziałem w pawilonie herbacianym, że nie chciała się ze mną 

spotkać.

Kikuji   pragnął,   żeby   jego   słowa,   zabrzmiały   szczerze,   a 

jednocześnie dyskretnie, lecz Ota odrzekła wprost.

- Na pewno ciężko jej było na sercu, gdy pana zobaczyła.

-   Bo   niemało   się   nacierpiała   z   powodu   mojego   ojca.   Kikuji 

zamierzał jeszcze dodać: „Tak jak ja cierpiałem z twego powodu.”

-   Nic   podobnego.   Pana   ojciec   był   bardzo   dobry   dla   Fumiko. 

Chciałabym   kiedyś   opowiedzieć   o   tym   spokojnie.   To   prawda,   że 

początkowo   córka   nie   mogła   się   jakoś   przyzwyczaić   do   pańskiego 

ojca. Lecz pod koniec wojny, gdy nasiliły się naloty, nastąpiła w niej 

całkowita zmiana. Gotowa była uczynić dla niego, co tylko mogła. 

Powiedziałam   „uczynić,   co   tylko   mogła”,   a   przecież   była   małą 

dziewczynką. Chcąc na przykład poczęstować ojca kurczakiem czy 

rybą, jeździła po zakupy narażając się na różne niebezpieczeństwa. W 

okresie nalotów nosiła ryż z daleka... Pańskiego ojca zaskoczyła ta 

nagła poprawa stosunku Fumiko do niego. Ja też zwróciłam uwagę na 

zmianę w jej zachowaniu, jednocześnie zauważyłam w jej oczach tak 

wielki żal, że zabolało mnie serce. Po prostu czułam się przez nią 

skarcona.

background image

Kikujiemu   po   raz   pierwszy   przyszło   do   głowy,   że   może 

korzystał kiedyś wraz z matką ze szczególnych względów córki Oty. 

To prawda, że w owym czasie ojciec czasem przynosił zaskakujące 

podarki, ale czy naprawdę pochodziły one z jej zakupów?

- Nie wiem dokładnie, dlaczego tak nagle się zmieniła, może po 

prostu dlatego, że zaczęła myśleć  o śmierci,  pod wpływem wojny. 

Poza tym na pewno bardzo mi współczuła. I z rozpaczy poświęciła się 

również pańskiemu ojcu.

Pod   koniec   wojny   Fumiko   dobrze   wiedziała   o   tym,   jak 

rozpaczliwie   jej   matka   trzyma   się   miłości   do   ojca   Kikujiego.   W 

strasznych   warunkach   tamtych   dni   musiała   oderwać   się   od 

przeszłości,   którą   był   dla   niej   nieżyjący   ojciec,   i   widzieć   tylko 

teraźniejszość swojej matki.

- Dostrzegł pan pierścionek na palcu Fumiko?

- Nie.

- Otrzymała go od pańskiego ojca. Zwykle wracał natychmiast 

do domu, gdy ogłaszano alarm. Fumiko odprowadzała go. Mówiła, że 

jeśli pójdzie sam, to może mu się coś przydarzyć po drodze, i nikt jej 

nie   mógł   powstrzymać.   Kiedyś   nie   wróciła   na   noc,   więc   się 

zaniepokoiłam, bo nie wiedziałam, czy zatrzymała się u was w domu, 

czy   też   gdzieś   oboje   leżą   nieżywi.   Kiedy   następnego   dnia   ją 

zapytałam,   okazało   się,   że   odprowadziła   ojca   do   waszej   bramy,   a 

resztę   nocy   spędziła   w   schronie.   Później   przyszedł   do   nas   i 

powiedział: „Fumi-san, bardzo ci dziękuję za odprowadzenie” i dał jej 

background image

pierścionek. Na pewno Fumiko czułaby się zawstydzona, gdyby pan 

zobaczył go u niej.

Słuchając   jej   Kikuji   czuł,   jak   narasta   w   nim   gniew. 

Najdziwniejsze, że ona spodziewa się jego współczucia.

Mimo to nie czuł zdecydowanej nienawiści do niej ani potrzeby 

zachowania szczególnej ostrożności - było bowiem w tej kobiecie coś 

ciepłego, usypiającego jego czujność. 

Prawdopodobnie jej córka postępowała niemądrze, ponieważ nie 

mogła spokojnie patrzeć na zachowanie matki.

Opowiadała   mu   o   córce,   lecz   Kikujiemu   się   wydawało,   że 

naprawdę mówi o swojej miłości.

Widocznie,   pragnąc   z   całego   serca   wyżalić   się   przed   kimś, 

zapomniała, że ma przed sobą Kikujiego, a nie jego ojca. Bardzo ją 

cieszyło to spotkanie, więc rozmawiała z nim tak, jakby rozmawiała z 

jego ojcem.

Wrogość, jaką Kikuji dawniej żywił do Oty, jeszcze co prawda 

nie zniknęła, straciła jednak na sile. Gdyby Kikuji nie był tak czujny, 

mógłby ulec urokowi tej kobiety jak jego ojciec. Niewiele brakowało, 

by poddał się złudzeniu, że łączą go z nią od dawna zażyłe stosunki.

Zrozumiał teraz, dlaczego ojciec rozstał się szybko z Chikako, a 

następnie do śmierci pozostał z Ota. Zrozumiał też, dlaczego Chikako 

gardzi Ota. Nie mógł jednak się oprzeć odruchowi okrucieństwa, nie 

potrafił   odrzucić   pokusy   zadania   jej   bólu,   zresztą   nie   bez   pewnej 

przyjemności.

background image

- Czy często chodzi pani na ceremonię herbacianą do Kurimoto? 

Przecież dawniej miała pani z jej powodu niemałe przykrości?

- Tak, to prawda. Po śmierci pańskiego ojca otrzymałam list od 

tej   pani.   Tęskniłam   za   ojcem,   było   mi   bardzo   smutno,   więc...   - 

Kobieta spuściła głowę.

- Córka zawsze pani towarzyszy?

- Niechętnie, ale prawie zawsze chodzi ze mną. Przeszli przez 

tory, minęli dworzec w Północnej Kamakurze i ruszyli w stronę góry 

znajdującej się naprzeciw Engakuji.

4

Wdowa   Ota   ma   co   najmniej   czterdzieści   pięć   lat,   jest   chyba 

ponad dwadzieścia lat starsza od Kikujiego, lecz mimo to nie sprawia 

na   nim   wrażenia   o   tyle   starszej.   Wydawało   mu   się,   że   obejmuje 

kobietę młodszą od siebie.

Niewątpliwie   Kikujiemu   sprawiało   przyjemność   jej 

doświadczenie,   bo   nie   czuł   przy   niej,   że   jest   nieśmiałym   i 

niedoświadczonym młodzieńcem..

Wydawało   mu   się,   że   teraz   naprawdę   rozumie,   czym   jest 

kobieta, a czym mężczyzna. Zdumiało go tak nagłe przebudzenie się 

w   nim   męskości.   Dotąd   nie   wiedział,   że   kobieta   może   być   tak 

delikatna   i   bezbronna,   uległa   i   kusząca,   odurzająca   ciepłem   i 

zapachem.

Będąc kawalerem często czuł potem niepojętą odrazę, ale teraz, 

kiedy znalazł się w naprawdę odrażającej sytuacji, czuł tylko słodki 

spokój.

background image

W   takich   chwilach   pragnął   odejść   jak   najszybciej,   lecz   tym 

razem   rozkoszował   się   ciepłem   przytulonej   do   niego   kobiety 

zapominając o całym świecie. Nie wiedział jeszcze, że fale kobiecej 

słodyczy mogą wciąż powracać i przynosić ulgę, wypoczynek jego 

ciału.   Przeżywał   rozkosz   zwycięzcy   zasypiającego   w   chwili,   gdy 

niewolnik myje mu stopy.

Odczuł   w   niej   coś   macierzyńskiego.   Wcisnął   głowę   w   swoje 

ramiona i zapytał:

-   Czy   wiesz,   że   Kurimoto   ma   tutaj   wielkie   znamię?   -   Nagle 

spostrzegł, że przez nieuwagę powiedział coś niestosownego, lecz nie 

sądził, by w ten sposób wyrządzał krzywdę Chikako. - Dochodzi do 

piersi, o, dotąd, w ten sposób... - Wyciągnął rękę i pokazał.

Coś  się  budziło  w  Kikujim  i   kazało  mu  mówić   takie   rzeczy. 

Było   to   uczucie   łechtania,   jakby   chęć   przeciwstawienia   się   sobie 

samemu lub zranienia partnerki. Może po prostu w ten sposób chciał 

ukryć zawstydzenie wywołane pragnieniem zobaczenia tego miejsca, 

w którym mogło być takie znamię.

- Nie chcę o tym słyszeć, to obrzydliwe. - Kobieta nieznacznie 

poprawiła kołnierz kimona, lecz przez zaskoczenie widocznie czegoś 

nie zrozumiała, gdyż zapytała naiwnie: - Pierwszy raz o tym słyszę, 

ale pod kimonem chyba nie widać.

- A jednak widać.

- O?

- Po prostu, jeśli znajduje się tutaj, to musi być widoczne.

Jak to? Dlaczego?

background image

- Przecież można zobaczyć.

-   O?   Jesteś   okropny!   Masz   zamiar   sprawdzić,   czy   nie   mam 

takiego znamienia?

- Nie o to chodzi. Lecz gdybyś miała, co byś czuła na przykład 

teraz?

- Tutaj? - - I spojrzała na własne piersi. - Ale dlaczego o tym 

mówisz?   Czy   to   ma   jakieś   znaczenie?   -   spytała   bez   szczególnego 

zainteresowania.

Trucizna, jaką podawał Kikuji, widocznie na nią nie działała. 

Działała raczej na niego.

- Ma znaczenie. Tylko raz widziałem to znamię,  gdy miałem 

osiem czy dziewięć lat, lecz jeszcze dziś powraca ono w pamięci i stoi 

mi przed oczyma.

- Dlaczego?

-   Myślę,   że   również   nad   tobą   zawisło   jak   przekleństwo. 

Pamiętam, że Kurimoto Chikako chodziła do ciebie z wymówkami 

dając do zrozumienia, że czyni to w imieniu mamy i moim.

Kiwnęła   głową   potakująco   i   lekko   się   odsunęła.   Kikuji 

przycisnął ją do siebie.

-   Chyba   wciąż   martwiła   się   piętnem   i   dlatego   stała   się   tak 

złośliwa.

- Straszne rzeczy mówisz!

- A przy tym chciała się zemścić na ojcu.

- Za co się zemścić?

background image

- Miała chyba kompleks niższości, bo jej się wydawało, że to z 

powodu piętna jej nie docenił, a następnie rzucił.

-  Nie mów już o tym piętnie, bo niedobrze mi się robi. Wcale 

chyba jednak nie myślała o znamieniu.

-   Myślę,   że   pani   Kurimoto   żyje   sobie   teraz   spokojnie,   nie 

przejmując się czymś takim jak znamię. Cierpienia z tego powodu już 

minęły.

- Czy cierpienie nie pozostawia po sobie śladu?

- Gdy minie, może stać się nawet przyjemnym wspomnieniem - 

odpowiedziała nieco rozmarzonym tonem.

- Obok ciebie w pawilonie herbacianym siedziała dziewczyna...

Kikuji powiedział coś, o czym nie chciał mówić.

Tak. Yukiko. Córka Inamury.

Kurimoto zaprosiła mnie, chcąc pokazać mi tę dziewczynę.

- Coś podobnego! - Szeroko otworzyła oczy. Patrzyła na niego 

uważnie, pytająco. - Czy to były wasze „oględziny”, miai? Zupełnie 

tego nie spostrzegłam.

- Żadne „oględziny”.

-   No   tak,   a   teraz   w   powrotnej   drodze...   -   Po   jej   policzku 

potoczyła się łza i spadła na poduszkę. Ramiona zadrżały. - Niedobry 

jesteś. Niedobry. Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś?

Zakryła twarz i zaczęła płakać.

Takiej reakcji Kikuji się nie spodziewał.

background image

- Co złe, to złe, nieważne, czy stało się w drodze powrotnej z 

„oględzin”, czy nie. Te sprawy nie mają związku - powiedział. I tak 

naprawdę myślał.

Przed jego oczyma ukazał się obraz córki Inamury podającej mu 

czarkę   podczas   ceremonii   herbacianej.   Pojawiła   się   również 

brzoskwiniowa   chusta   z   wzorem   tysiąca   żurawi.   I   nagle   ciało 

płaczącej kobiety wydało mu się brzydkie.

- Ach, to straszne! Grzeszna kobieta, jak mogłam tak postąpić. - 

Jej krągłe ramiona drżały.

Gdyby   Kikuji   miał   wyrzuty   sumienia,   to   na   pewno   cała   ta 

sytuacja   wydałaby   mu   się   wstrętna.   Nie   z   powodu   spotkania 

nieznajomej dziewczyny, lecz byłej kochanki ojca.

Do tej chwili jednak ani niczego nie żałował, ani nie czuł w tym 

niczego złego.

Dlaczego doszło do tego między nim a Ota? Nie wiedział. Stało 

się to tak naturalnie. Teraz jej słowa może wyrażały żal z powodu 

uwiedzenia go, lecz Ota przypuszczalnie nie miała zamiaru tego robić. 

Zresztą on nie pamięta, żeby go jakoś specjalnie kusiła. Nie była mu 

niemiłą, ale także się nie opierała. Można by powiedzieć, że oboje 

zupełnie zapomnieli o moralności.

Ota wciąż opowiadała o ojcu Kikujiego. Weszli więc do hoteliku 

na   wzgórzu   położonym   po   przeciwnej   stronie   Engakuji,   następnie 

zjedli kolację. Kikuji nie musiał koniecznie jej słuchać, więc powinno 

ją to zdziwić, że słucha tak spokojnie, lecz nie zwróciła na to uwagi, 

po   prostu   z   rozczuleniem   wspominała   i   uskarżała   się   na   swój   los. 

background image

Kikuji   zaczął   myśleć   o  niej   z   sympatią,   przynoszącą   mu   ukojenie. 

Poczuł   się   jakby   otulony   czulą   miłością.   Ojciec   musiał   być   z   nią 

szczęśliwy - pomyślał.

To prawda, nie powinien był tak postąpić. Po prostu poddał się 

słodkiemu   upojeniu   i   przegapił   chwilę,   w   której   mógł   jeszcze   tę 

kobietę odrzucić.

Mimo   wszystko   w   głębi   duszy   pozostał   mroczny   cień   i   być 

może dlatego Kikuji mówił o Chikako czy też o córce Inamury, jakby 

wypluwał truciznę.

Działanie tej trucizny było jednak zbyt silne. Gdyby pożałował 

swego czynu, odczułby wtedy całą jego brzydotę, lecz mimo to rosła 

odraza do samego siebie, toteż skłonny był mówić kobiecie rzeczy 

okrutne.

- Zapomnijmy o tym, dobrze? To nic takiego - powiedziała. - Po 

prostu nic między nami nie zaszło.

- Oczywiście, po prostu wspominałaś mego ojca.

- Ach, co ty mówisz? - zdumiona uniosła głowę.

Od łez i przyciskania twarzy do poduszki zaczerwieniły jej się 

powieki.   Zaszły   mgłą   również   białka   oczu.   W   szeroko   otwartych 

źrenicach Kikuji dostrzegł jakby zabłąkany cień znużenia.

-   Nic   nie   mam   na   swoją   obronę,   skoro   tak   mówisz.   Jestem 

bardzo nieszczęśliwa.

- To kłamstwo - rzekł Kikuji i brutalnie odkrył jej piersi. - Nie 

zapomniałabyś,   gdybyś   miała   piętno,   to   wywiera   wrażenie...   - 

Zdumiały go własne słowa.

background image

- Nie można tak. Nie przypatruj mi się, nie jestem już młoda.

Kikuji rozchylił wargi i zbliżył się do niej.

I znów powróciła fala.

Potem spokojnie usnął.

We śnie usłyszał szczebiot ptaszków. Wydało mu się, że po raz 

pierwszy w życiu budzi się od świergotu ptaków.

Wydało mu się też, że poranna mgła zmoczyła zielone drzewa i 

umyła go nawet w środku głowy. Nie pozostała w niej ani jedna myśl.

Kobieta spała obrócona tyłem do Kikujiego. Kiedy się od niego 

odwróciła? Wydało mu się to dziwne, więc podniósł się na łokciu i 

spojrzał w jej twarz ukrytą jeszcze w półmroku.

5

Mniej   więcej   dwa   tygodnie   po   ceremonii   herbacianej. 

odwiedziła Kikujiego córka Oty.

Wprowadził ją do salonu, a następnie otworzył kredens, nałożył 

ciasteczka na talerzyki, chcąc podczas tych czynności opanować bicie 

serca   -   z   zachowania   dziewczyny   nie   mógł   wywnioskować,   czy 

przyszła   sama,   czy   też   przed   domem   czeka   jej   matka,   nie   mając 

odwagi wejść.

Gdy Kikuji otworzył drzwi salonu, dziewczyna wstała z krzesła. 

Spostrzegł jej opuszczoną głowę i mocno zaciśnięte wargi.

-   Przepraszam,   że   kazałem   na   siebie   czekać.   Przeszedł   za 

plecami dziewczyny i otworzył oszklone drzwi do ogrodu.

background image

Kiedy   przechodził   obok   niej,   poczuł   delikatny   zapach   białej 

peonii   z   wazonu.   Dziewczyna   pochyliła   nieco   ku   przodowi   krągłe 

ramiona.

-   Proszę...   -   Kikuji   siadając   na   krześle   poczuł   się   dziwnie 

spokojny. Ujrzał w córce obraz matki.

-   Przepraszam   za   te   nagłe   odwiedziny   -   powiedziała   nie 

podnosząc głowy.

- Nie ma za co. Dobrze pani trafiła.

- Tak.

Coś   sobie   przypomniał.   Ta   dziewczyna   w   czasie   nalotu 

odprowadzała   ojca   do   bramy   ich   domu.   Dowiedział   się   o   tym   w 

Engakuji od jej matki.

Miał ochotę powiedzieć jej teraz o tym. Ale tylko uważniej na 

nią popatrzył.

Odżyło ciepło, jakby wody w kąpieli, jakie biło wtedy od Oty. 

Przypomniał   sobie   chwile,   w   których   poddała   mu   się   ulegle,   bez 

reszty. I spokój, jaki go wtedy ogarnął.

Dzięki temu poczuł spokój również w obecności dziewczyny, jej 

córki, jakby rozluźnił swą czujność. Mimo to nie mógł jej spojrzeć w 

oczy.

- Przyszłam... - zaczęła i zaraz przerwała, a następnie uniosła 

nieco twarz w górę - przyszłam w sprawie mamy.

Kikuji wstrzymał oddech.

- Proszę o wybaczenie mojej mamie. 

background image

- O wybaczenie? - Przeczuwał, że matka zwierzyła się córce. - 

To raczej ja powinienem prosić o wybaczenie.

- Nie, proszę jej wybaczyć również w imieniu pańskiego ojca.

- Skoro o tym mówimy, to raczej ojciec winien panią prosić o 

wybaczenie. Matki teraz nie ma, więc kto ma wybaczać?

-   Myślę,   że   to   z   winy   mojej   mamy   pański   ojciec   umarł   tak 

wcześnie. Matka również... O tym też powiedziałam mamie.

- To przesada. Nie można sprawiać jej takiej przykrości.

-   Byłoby   lepiej,   gdyby   moja   mama   umarła   wcześniej. 

Dziewczyna nie wiedziała, co ze sobą zrobić ze wstydu. Kikuji pojął, 

że mówi o nim. Jak głęboko musiało ją zranić to zdarzenie.

- Proszę wybaczyć mamie - błagała ze skargą w głosie.

- Tu nie ma nic do wybaczenia. Jestem po prostu wdzięczny - 

zdecydowanym tonem powiedział Kikuji.

-   To   wina   mamy.   Ona   jest   naprawdę   niedobra,   proszę   ją 

zostawić w spokoju. Proszę się nią nie zajmować - mówiła to szybko, 

drżącym głosem. - Bardzo proszę.

Kikuji   zrozumiał,   co   znaczy   w  jej   ustach   słowo  „wybaczyć”. 

Znaczy również „zostawić ją w spokoju”.

- Proszę już do niej nie dzwonić.

Mówiąc   to   poczerwieniała   na   twarzy.   I   jakby   chcąc   to 

zawstydzenie   przezwyciężyć,   podniosła   głowę   i   spojrzała   na 

Kikujiego. Płakała. W jej szeroko otwartych czarnych oczach nie było 

w ogóle złości, jedynie błagalna prośba.

- Rozumiem. Proszę mi wybaczyć - rzekł Kikuji.

background image

- Błagam...

Z   zażenowania   poczerwieniała   również   jej   długa   biała   szyja. 

Fumiko   miała   na   sobie   europejską   suknię   i   białą   broszkę, 

podkreślającą piękno tej długiej szyi.

-   Obiecała   przez   telefon,   ale   nie   przyszła,   bo   ja   jej   nie 

pozwoliłam. Mama chciała koniecznie wyjść, lecz objęłam ją wpół i 

nie puściłam. - Trochę się uspokoiła i mówiła z mniejszym napięciem.

Kikuji zadzwonił do wdowy na trzeci dzień od ich spotkania. 

Bardzo się ucieszyła, lecz mimo to nie przyszła do kawiarni, w której 

się umówili.

Oprócz tego jednego telefonu Kikuji więcej nie rozmawiał z Ota.

-  Potem zrobiło mi się bardzo żal mamy, lecz w tamtej chwili 

trzymałam ją jak szalona, bo mi było wstyd. „Wobec tego zadzwoń i 

uprzedź, że nie przyjdę” - powiedziała do mnie. Podeszłam nawet do 

telefonu, lecz nie mogłam wykrztusić słowa. Mama patrzyła na telefon 

i zalewała się łzami. Myślała, że pan siedzi przy telefonie. Taka już 

jest.

Oboje chwilę milczeli, po czym Kikuji zapytał:

- Dlaczego pani poszła wcześniej do domu, kiedy mama na mnie 

czekała po ceremonii herbacianej?

- Bo chciałam, żeby pan się dowiedział, że moja mama nie jest 

zła.

- Jest za dobra.

background image

Dziewczyna   zamknęła   oczy.   Trochę   zbyt   wydatne   wargi   pod 

małym   kształtnym   noskiem   i   okrągła   dobroduszna   twarz 

przypominały mu jej matkę.

- Od dawna wiedziałem o pani, nawet marzyłem o tym, żeby z 

panią porozmawiać o moim ojcu.

Dziewczyna kiwnęła głową potakująco.

- Ja też o tym kiedyś myślałam.

Jak   dobrze   byłoby   rozmawiać   z   nią   bez   skrępowania   o   ojcu, 

gdyby między nim a jej matką nic nie zaszło - myślał Kikuji.

Ale właśnie dlatego, że się stało to, co się stało, mógł wybaczyć 

wdowie i mógł w końcu zapomnieć o tym, co było między nią a jego 

ojcem. Czy to wszystko nie jest dziwne?

Dziewczyna jakby się spostrzegła, że zrobiło się późno. Wstała i 

szybko zaczęła się zbierać do wyjścia.

-   Dobrze   by   było,   gdybyśmy   kiedyś   mogli   spokojnie 

porozmawiać o dobroci pani matki, a także o moim ojcu - powiedział 

Kikuji odprowadzając ą do drzwi. Czuł tak naprawdę, choć wiedział, 

że przemawia przez niego egoizm.

- Tak, pan jednak wkrótce się chyba ożeni.

- Ja się ożenię? 

- Tak. Mama mi mówiła. Wspomniała o spotkaniu z Inamurą 

Yukiko.

- To nieprawda.

background image

Tuż   za   bramą   droga   prowadziła   w   dół.   W   połowie   zbocza 

zaczynała  się  wić, więc  z tego  miejsca  ujrzeć można  było jedynie 

tylko wierzchołki drzew przy domu Kikujiego.

Słowa córki Oty przypomniały mu nagle sylwetkę dziewczyny z 

chustą   o   wzorze   tysiąca   żurawi,   lecz   w   tym   momencie   Fumiko 

zatrzymała się i pożegnała odprowadzającego.

Kikuji   ruszył   zboczem   pod   górę   w   stronę   przeciwną   niż 

dziewczyna.

background image

Zachód słońca nad lasem

Chikako zadzwoniła do biura.

- Czy wracasz prosto do domu?

Miał wracać, lecz teraz zawahał się z grymasem niezadowolenia 

na twarzy.

- Jeszcze nie wiem.

-   Dzisiaj   koniecznie   wróć   po   pracy   do   domu   ze   względu   na 

pamięć   ojca.   W   tym   dniu   co   roku   twój   ojciec   urządzał   spotkanie 

miłośników   ceremonii   herbacianej.   Kiedy   o   tym   sobie 

przypomniałam, nie mogłam usiedzieć spokojnie na miejscu.

Kikuji milczał.

- Gdy sprzątałam pawilon herbaciany... halo, halo... zachciało mi 

się przygotować coś do jedzenia...

- A gdzie teraz jesteś?

-   W   twoim   domu.   Przepraszam,   że   od   razu   o   tym   nie 

powiedziałam.

Kikuji zaniemówił ze zdumienia.

- Kiedy o tym sobie przypomniałam, nie mogłam usiedzieć na 

miejscu.   Dlatego   pomyślałam,   że   może   uspokoję   się,   kiedy 

posprzątam twój pawilon herbaciany. Powinnam była może wcześniej 

zadzwonić, lecz bałam się, że mi na to nie pozwolisz.

Po śmierci ojca pawilon herbaciany stał nie używany.

Dopóki żyła matka,  to przynajmniej  przesiadywała w nim od 

czasu do czasu. Lecz nigdy nie rozpaliła ognia w piecyku, po prostu 

zabierała ze sobą czajnik gorącej wody. Kikuji nie lubił, gdy matka 

background image

wchodziła   do   pawilonu.   Czekając   na   nią,   bardzo   się   martwił, 

wyobrażając sobie, o czym matka myśli w samotności. Nieraz pragnął 

popatrzeć na matkę, kiedy tak siedzi w pawilonie, lecz nigdy tego nie 

zrobił.

Za życia ojca w pawilonie herbacianym rządziła Chikako. Matka 

prawie tam nie wchodziła. Po śmierci matki pawilon zamknięto na 

stałe. Przedtem wietrzyła go stara służąca.

-   Jak   długo   w   nim   nie   sprzątałeś?   Maty   wycierałam   i 

wycierałam, lecz na nic się to nie zdało, bo już się pokryły pleśnią. - 

Ton Chikako stawał się coraz bardziej zuchwały. - Kiedy sprzątałam, 

zachciało mi się coś ugotować. Przyszło mi to dopiero teraz na myśl, 

więc nie mam właściwie nic, mimo to postaram się coś przygotować. 

Dlatego chcę, żebyś wrócił prosto do domu.

- Zdumiewasz mnie.

-   Samemu   może   ci   być   smutno,   więc   przyprowadź   kilku 

kolegów.

- Nic z tego. Tu nie ma miłośników ceremonii herbacianej.

- Tym lepiej że nie będą to znawcy, bo wszystko będzie bardzo 

skromne. Mogą przyjść bez skrępowania.

- Nie, nic z tego - powtórzył gniewnie.

- Naprawdę? Sprawiasz mi zawód. Co ja wobec tego zrobię? 

Może zaproszę kogoś z przyjaciół, którzy uczestniczyli w spotkaniach 

urządzanych   przez   twego   ojca...   Nie,   nikogo   z   nich   zaprosić   nie 

można. Więc może zaprosimy córkę Inamury?

- Nie żartuj. Proszę cię nie rób tego.

background image

- Dlaczego? Byłoby wspaniale. Jej rodzina zainteresowała  się 

wiadomą   sprawą,   więc   przyjrzałbyś   się   dobrze   dziewczynie   i 

porozmawiał   z   nią.   Zaproś   ją   dzisiaj.   Jeśli   przyjdzie,   będziemy 

wiedzieli, że z jej strony nie ma przeszkód.

- Nie chcę. - Kikujiemu zrobiło się ciężko na sercu. - Nic dla 

mnie nie przygotowuj, bo ja nie wrócę. - Co? No nie, o tym nie mogę 

mówić przez telefon. Porozmawiamy  później. Właśnie o to chodzi, 

tylko szybko wracaj do domu.

A o co chodzi? Nic nie chcę o tym wiedzieć.

- No dobrze. Zachowałam się po prostu egoistycznie. - Mimo to 

dochodził do Kikujiego głos natarczywy, jadowity.

Przypomniało   mu   się   znamię   sięgające   do   połowy   piersi 

Chikako.

I wydało mu się, że odgłos zamiatania pawilonu dochodzi do 

jego świadomości z wnętrza jego głowy; miał wrażenie, że ścierka, 

którą czyściła werandę, dotyka mózgu.

I znów odżyło w nim uczucie odrazy do Chikako, więc nie mógł 

się jakoś pogodzić z myślą o tym, że weszła do domu podczas jego 

nieobecności i bez pytania coś tam gotuje.

Mógłby jeszcze jej wybaczyć, gdyby przez szacunek dla ojca 

sprzątnęła pawilon herbaciany i na przykład ułożyła bukiet ikebany, i 

poszła do domu.

Lecz w irytującym go uczuciu odrazy zabłysła sylwetka córki 

Inamury, niby promyk światła.

background image

Po  śmierci   ojca  Chikako  oddaliła  się  od  Kikujiego  w sposób 

naturalny, ale teraz miał  wrażenie, że zamierza  znów się do niego 

zbliżyć wykorzystując córkę Inamury jako przynętę.

Dzisiaj słowa Chikako, jak zwykle dość interesujące, a przy tym 

wywołujące   gorzki   uśmiech   i   obezwładniający   nastrój   beztroski, 

zabrzmiały   bardziej   niż   kiedykolwiek   natarczywie   i   jednocześnie 

jakby groźnie.

Zabrzmiały jak groźba, ponieważ w nim samym tkwiła słabość - 

pomyślał Kikuji. Drżał ze słabości i nawet nie potrafił rozłościć się z 

powodu nie proszonego telefonu Chikako.

Chikako znała słabe punkty Kikujiego, więc nie chcąc stracić 

okazji po prostu wtargnęła do jego domu bez pytania.

Po skończeniu pracy Kikuji poszedł na Ginzę i wstąpił do małej 

knajpki.

Jednak   Chikako   miała   rację,   Kikuji   nie   mógł   nie   wrócić   do 

domu. ponieważ słabość ciążyła mu teraz jak nigdy przedtem.

Chikako   chyba   nie   mogła   wiedzieć,   że   Kikuji   wracając   z 

ceremonii  herbacianej  w Engakuji  niespodziewanie  zatrzymał  się  z 

wdową Ota w hoteliku w Północnej Kamakurze. Jednak niepokoiła go 

myśl, że kobiety mogły później ze sobą rozmawiać. Natarczywy ton w 

rozmowie telefonicznej wyrażał coś więcej niż normalną zuchwałość.

Prawdopodobnie chodziło o to, by pomówić  o małżeństwie  z 

córką Inamury w typowy dla niej sposób.

Kikuji   nie   znalazł   spokoju   również   w   barze,   więc   wsiadł   do 

pociągu.   Kiedy   jadąc   w   stronę   Dworca   Tokijskiego   minął   stację 

background image

Yurakucho,   ujrzał   przez   okno   w   dole   ulicę   wysadzaną   wielkimi 

drzewami. Biegła prawie prostopadle do kolei, ze wschodu na zachód, 

odbijając promienie zachodzącego słońca. Błyszczała oślepiająco jak 

metalowa płyta. Natomiast  podświetlona  promieniami  słońca zieleń 

alei   wydawała   się   niemal   czarna.   W   cieniu   drzew   panował   chłód. 

Rozrośnięte gałęzie pokryte były gęsto liśćmi. Po obu stronach ulicy 

stały solidne europejskie domy.

Dziwne, że na tej alei nie ma ludzi. Nic więc nie zasłania widoku 

na   pobrzeże   fosy   przy   Pałacu   Cesarskim.   Oślepiająco   połyskuje 

również pusta jezdnia.

Gdy patrzył z okna bardzo zatłoczonego pociągu elektrycznego, 

wydawało mu się, że tylko ta ulica jest pogrążona w osobliwym czasie 

zmierzchu i przypomina obrazek z zagranicznej ryciny.

Wydało mu się również, że tą aleją idzie córka Inamury, niosąc 

coś w chuście z brzoskwiniowej krepy o wzorze tysiąca żurawi. Miał 

wrażenie, że widzi wyraźnie chustę ze wzorem tysiąca żurawi. Poczuł 

się odświeżony.

I gdy pomyślał, że dziewczyna już może weszła do jego domu, 

serce zabiło mu mocniej. Chikako jednak powiedziała przez telefon, 

żeby przyprowadził kolegów, a dopiero potem, gdy się nie zgodził, 

wspomniała o zaproszeniu córki Inamury. Nie wiedział, od początku 

miała zamiar ją zaprosić, czy nie. Gdy wrócił do domu, Chikako z 

pośpiechem wyszła mu na spotkanie. 

- Jesteś sam? 

Kikuji kiwnął głową potakująco.

background image

- To nawet lepiej. Ona już na ciebie czeka. - Chikako podeszła i 

biorąc   od   niego   kapelusz   i   teczkę,   zapytała:   -   Trochę   zboczyłeś   z 

drogi, prawda?

Może widać, że trochę wypiłem - pomyślał Kikuji.

- Gdzie byłeś? Zadzwoniłam znowu do biura i powiedzieli mi, 

że wyszedłeś, więc obliczyłam, kiedy powinieneś wrócić.

- To zdumiewające.

Chikako   nawet   nie   przeprosiła,   że   wtargnęła   do   domu 

nieproszona i robi tu, co chce.

Poszła   za   nim   do   jego   pokoju,   chcąc   mu   chyba   pomóc   w 

przebieraniu się w kimono, które przygotowała wcześniej służąca.

- Nie trzeba. Przepraszam, sam się przebiorę. Zdjął marynarkę i 

uciekając od Chikako wszedł po prostu do komory.

Po chwili wyszedł w kimonie.

- Podziwiam samotnych mężczyzn - powiedziała Chikako nie 

ruszając się z jego pokoju.

Odburknął coś niezrozumiale.

-   Skończymy   już   z   tym   niewygodnym   życiem   kawalerskim, 

prawda?

- Dlaczego niewygodnym? Po prostu wyciągnąłem odpowiednie 

nauki z życia ojca.

Chikako spojrzała na niego.

Miała na sobie kuchenny fartuch, który pożyczyła od służącej. 

Dawniej   należał   do   matki   Kikujiego.   Rękawy   pozostawiła   wysoko 

podwinięte.

background image

Jej dziwnie białe ręce nie pasowały do dłoni; były dość tłuste i 

nawet   przyjemnie   zaokrąglone,   pod   łokciem   tylko   nieco 

pomarszczone,   jakby   okręcone   sznurkiem.   „Bardzo   dziwne”   - 

pomyślał Kikuji. Miała chyba twarde i grube mięśnie.

- Chyba najlepiej będzie w pawilonie. Na razie wprowadziłam ją 

do   salonu   -   powiedziała   Chikako   nieco   zmienionym,   bardziej 

oficjalnym tonem.

- Nie wiem, poza tym, czy w pawilonie jest światło elektryczne? 

Nigdy nie widziałem tam zapalonego światła.

- Można by zapalić świece, byłoby nawet przyjemniej. 

- Nie podoba mi się ten pomysł. Chikako zmieniła temat, jakby o 

czymś sobie przypomniała.

- Wiesz, kiedy dzwoniłam do pani Inamury, jej córka zapytała, 

czy ma przyjść z matką, więc odpowiedziałam, że byłoby świetnie, 

gdyby przyszły razem, lecz okazało się, że jej matka nie może, więc 

zdecydowałyśmy, że przyjdzie sama.

-   Zdecydowałyśmy?   Kto   zdecydował?   Sama   to   zrobiłaś,   bez 

porozumienia.  Na  pewno  pomyślała,   że  to  bardzo   niegrzecznie   tak 

nagle wzywać ją tutaj.

-   Możliwe,   lecz   panienka   już   jest   tutaj.   A  skoro   przyszła,   to 

oznacza, że moja wina uległa zmyciu.

- Dlaczego? 

-   Na   pewno   tak.   Skoro   przyszła,   to   znaczy,   że   interesuje   ją 

propozycja,   o   której   mówiłam.   Cóż   z   tego,   że   postępowanie   jest 

trochę   oryginalne.   Kiedy   nastąpi   między   wami   ostateczne 

background image

porozumienie,   będziecie   się   mogli   ze   mnie   śmiać   mówiąc,   że 

Kurimoto dziwacznie się zachowuje. Kiedy ludzie porozumieją się ze 

sobą,   nieważne   jest,   jak   do   tego   doszli.   Takie   jest   moje 

doświadczenie.

W ten sposób Chikako zlekceważyła sprawę swego zachowania 

i powiedziała tak, jakby przejrzała Kikujiego na wylot.

- Czy już o tym z nią rozmawiałaś? 

- Tak. Rozmawiałam.

Chikako   zdawała   się   mówić:   „No,   decyduj   się,   chłopie,   póki 

czas.”

Kikuji   wstał   i   skierował   się   przez   galerię   do   salonu,   lecz 

zatrzymał się przed wielkim drzewem granatu w ogrodzie, żeby mieć 

trochę   czasu   na   zmianę   wyrazu   twarzy.   Nie   mógł   pokazać   córce 

Inamury niezadowolonej miny.

Gdy spojrzał w mrok pod granatem, znów przyszło mu na myśl 

znamię  Chikako. Potrząsnął głową. Na kamieniu w ogrodzie przed 

salonem pozostało trochę promieni zachodzącego słońca. Przesuwane 

ścianki były otwarte na oścież. Dziewczyna siedziała tuż przy galerii. 

Kikujiemu   wydało   się,   że   światło   bijące   od   dziewczyny   rozjaśnia 

mrok w głębi dużego salonu.

W alkowie tokonoma stały irysy w płaskim wazonie.

Dziewczyna w kimonie miała pas również o wzorach irysów. To 

pewnie przypadek.

background image

W alkowie stały irysy innej odmiany - kwiaty i liście tworzyły 

wysoką   kompozycję.   Ich   świeżość   świadczyła   o   tym,   że   Chikako 

przed chwilą je tu przyniosła. 

Następnego dnia w niedzielę padał deszcz.

Po południu Kikuji poszedł do pawilonu herbacianego. Chciał 

uporządkować   utensylia   używane   poprzedniego   wieczoru   podczas 

ceremonii herbacianej.

Zatęsknił też do zapachu perfum Yukiko, który unosił się nadal 

w pawilonie.

Kazał służącej otworzyć parasol i kiedy miał zejść z galerii przy 

salonie do ogrodu, spostrzegł, że z uszkodzonej rynny przy okapie 

woda leje się strumieniami na ziemię tuż przed drzewem granatu.

- Trzeba rynnę naprawić - powiedział Kikuji do służącej.

- Tak, proszę pana.

Przypomniał sobie, że od dawna niepokoił go szum wody, gdy 

leżał w pościeli w deszczową noc.

- A zresztą kiedy zacznie się reperować, nie będzie końca. Lepiej 

dom sprzedać, zanim wszystko się tu popsuje.

-   Ostatnio   wszyscy,   którzy   mają   duże   domy,   tak   mówią. 

Panienka, która wczoraj tutaj była, nadziwić się nie mogła, że dom 

jest taki ogromny. Na pewno będzie tu kiedyś mieszkać.

„Służąca daje mi do zrozumienia, żebym domu nie sprzedawał.”

- Czy pani Kurimoto coś takiego mówiła?

background image

- Tak. Kiedy panienka przyszła, pani Kurimoto oprowadziła ją 

po całym domu.

- Coś podobnego!

Dziewczyna nic mu o tym nie powiedziała.

Kikuji   myślał,   że   Yukiko   widziała   tylko   salon   i   pawilon 

herbaciany, dlatego postanowił dzisiaj przejść tą samą drogą prosto do 

pawilonu.

Wczoraj długo nie mógł zasnąć.

Wydawało   mu   się,   że   w   pawilonie   pozostał   jeszcze   zapach 

perfum dziewczyny, dlatego chciał wstać w środku nocy i tam pójść.

„To   kobieta   nieosiągalna   dla   mnie”   -   myślał   Kikuji   o   córce 

Inamury, starając się zasnąć.

Yukiko jednak, oprowadzona przez Chikako, obejrzała jego cały 

dom.

Kikuji   polecił   służącej   zanieść   piecyk   na   węgiel   drzewny   do 

pawilonu   i   stąpając   po   kamieniach   wyszedł   do   ogrodu.    Wczoraj 

wieczorem Chikako jechała do Północnej Kamakury i wyszła razem z 

córką Inamury, więc sprzątaniem po gościach zajęła się służąca.

Utensylia stojące w kącie pokoju należało po prostu schować, 

lecz Kikuji nie wiedział, gdzie jest ich miejsce.

„Kurimoto pewnie wie lepiej” - mruknął do siebie i spojrzał na 

obraz  przedstawiający  mistrza  poezji.  Mały   obraz  Hokkyo Sotatsu: 

ledwie zaznaczone barwą tło, na nim linie rozwodnionym tuszem. - 

Czyj to portret?  - zapytała wczoraj córka Inamury, lecz Kikuji nie 

potrafił  udzielić  odpowiedzi.  - Nie wiem.  Nie ma  na nim wiersza, 

background image

więc   trudno   rozpoznać.   Poza   tym   na   takich   obrazkach   wiersze   na 

pewno są do siebie podobne. - To jest Muneyuki - wtrąciła Chikako. - 

Obraz stanowi ilustrację do wiersza brzmiącego następująco: „nawet 

zieleń sosny wiecznie zielonej jest bardziej intensywna na wiosnę”. 

Już trochę za późno na ekspozycję tego  rodzaju obrazu, lecz ojciec 

bardzo go lubił i wiosną zawsze wieszał w alkowie. - Nie wiem, czy 

to Muneyuki czy Tsurayuki, rysunku rozpoznać nie mogę - raz jeszcze 

powiedział   Kikuji.   Tak   jak   dawniej,   dzisiaj   również   spoglądała   na 

niego   spokojna   twarz   kogoś,   kogo   nie   potrafił   rozpoznać.   Z   tego 

niewielkiego portretu, namalowanego cienkimi pociągnięciami pędzla, 

wyczuwało   się   wielkość   przedstawionego   człowieka.   Kikuji 

przyglądał   mu   się,   a   po   chwili   poczuł   słabiutki   zapach,   zapach 

czystości - jak mu się wydało.

Obraz przedstawiający poetę i bukiet ikebany z irysów, ułożony 

wczoraj w salonie, przypomniał Kikujiemu córkę Inamury.

- Grzałam wodę, dlatego to tak długo trwało. Myślałam, że lepiej 

przynieść wodę podgrzaną w kuchni. - Służąca przyniosła piecyk na 

węgiel drzewny i czajnik. W pawilonie było wilgotno, dlatego Kikuji 

prosił   o   ogień,   o   nic   więcej.   Nie   miał   zamiaru   pić   herbaty   w 

pawilonie.

Służąca   dysząc   o   piecyku   przyniosła   również   ciepłą   wodę, 

ponieważ widziała między jednym a drugim naturalny związek.

Towarzysząc   ojcu   od   dzieciństwa   Kikuji   przyzwyczaił   się   do 

reguł   ceremonii   herbacianej,   lecz   nigdy   nimi   się   nie   interesował. 

Ojciec zresztą nie nakłaniał go do tego.

background image

Gdy   woda   się   zagotowała,   Kikuji   odsunął   lekko   pokrywkę   i 

nadal siedział w roztargnieniu.

Czuć tu trochę pleśnią. Maty również zwilgotniały.

Pokryte   patyną   czasu   ściany,   które   wczoraj   uwydatniały 

sylwetkę Inamury, dzisiaj wydały się po prostu brudne.

Kikuji miał wrażenie, że przyszła do niego w stroju japońskim 

kobieta, która na co dzień mieszka w domu europejskim.

-   Na   pewno   Kurimoto   sprawiła   pani   kłopot,   gdy   tak 

niespodziewanie   zaprosiła   panią   do   mnie.   Pawilon   również   jest   jej 

pomysłem - powiedział wczoraj dziewczynie.

- To dzień ceremonii herbacianej urządzanej przez pana ojca, 

prawda? Powiedziała mi o tym nauczycielka.

- Podobno tak. Ja  o tych sprawach zupełnie  zapomniałem,  w 

ogóle nawet nie myślałem.

- Na tak ważny dzień pani Kurimoto zaprosiła również mnie, a 

przecież niewiele jeszcze rozumiem z ceremonii herbacianej. Może 

zrobiła tak dlatego, żeby mnie ośmieszyć? Ostatnio zaniedbuję nawet 

lekcje.

- Nic podobnego, Kurimoto również przypomniała sobie o tym 

dopiero dziś rano i przyszła posprzątać pawilon. Dlatego chyba czuć 

tu   jeszcze   pleśń.   -   Kikuji   zamilkł   na   chwilę.   -   Jeśli   mamy   zostać 

znajomymi,   to   wolałbym   jednak,   żeby   poznawała   nas   ze   sobą   nie 

Kurimoto,   ale   ktoś   inny.   Bardzo   mi   przykro,   że   tak   się   stało. 

Dziewczyna spojrzała podejrzliwie na Kikujiego.

background image

- Dlaczego? Przecież gdyby nie pani nauczycielka, nikt by nas 

sobie nie przedstawił.

Rzeczywiście, trafny argument.

To prawda, gdyby nie Chikako, chyba nigdy nie spotkaliby się 

na tym świecie.

Kikuji odniósł wrażenie, że ktoś go znienacka zdzielił biczem po 

twarzy.

Jednocześnie słowa dziewczyny zabrzmiały w jego uszach jak 

zgoda na zawarcie z nim związku małżeńskiego. A jej podejrzliwe 

spojrzenia odbierał niczym jasne promienie słońca.

Nie wiedział jednak, co Yukiko myśli o jego braku szacunku dla 

Chikako. Czy wie o tym, że Chikako była kochanką jego ojca?

-   Z   Kurimoto   wiążą   się   w   naszym   domu   niezbyt   przyjemne 

wspomnienia - powiedział Kikuji i głos mu zadrżał. - Nie chciałbym, 

żeby ta kobieta decydowała o moim losie. Trudno mi się pogodzić z 

tym, że to ona właśnie przedstawiła mi panią. Chikako weszła z tacą. 

Rozmowa   się   urwała.   -   Pozwólcie,   że   posiedzę   razem   z   wami.   - 

Usiadła i jakby chcąc uspokoić oddech po pracy na stojąco, pochyliła 

się do przodu i próbowała czytać z wyrazu twarzy dziewczyny.

-  Tylko jeden gość u pana dzisiaj, jednak ojciec na pewno się 

ucieszy. Yukiko skromnie spuściła wzrok. - Nie jestem tego godna, 

lecz   niewątpliwie   czuję   się   zaszczycona,   że   mogę   przebywać   w 

pawilonie herbacianym pańskiego ojca.

Chikako zignorowała jej słowa i zaczęła snuć wspomnienia o 

tym,   jak   to   pawilon   wykorzystywano   za   życia   ojca   Kikujiego. 

background image

Chikako widocznie uważała, że małżeństwo między Yukiko i Kikujim 

to tylko sprawa czasu.

Potem na galerii, kiedy obie kobiety już odchodziły, Chikako 

powiedziała:

Kikuji, ty też powinieneś odwiedzić panią lnamurę. Tym razem 

należałoby się umówić wcześniej.

Dziewczyna   kiwnęła   potakująco   głową.   Chyba   chciała   coś 

dodać, lecz zrezygnowała. W całej jej sylwetce pojawiły się oznaki 

wrodzonej wstydliwości.

Kikujiego   zaskoczyło   jej   zachowanie.   Jednocześnie   poczuł 

ciepło jej ciała.

Nie   mógł   się   jednak   oprzeć   myśli,   że   jest   pokryty   ciemną   i 

brzydką zasłoną.

Dziś też owa myśl go nie opuszczała.

Nie   tylko   Chikako,   która   przedstawiła   mu   Inamurę,   była 

nieczysta. Kikuji również czuł się wewnętrznie skalany.

W szalonej wyobraźni ujrzał swego ojca gryzącego brudnymi 

zębami pierś naznaczoną znamieniem. Nigdy przedtem nie myślał w 

ten sposób o ojcu.

Dziewczyna nie przywiązywała wagi do zachowania Chikako. 

Kikuji natomiast przywiązywał. Chyba nie tylko dlatego, że był po 

prostu   człowiekiem   niezdecydowanym,   lecz   widocznie   dlatego,   że 

mogło ono mieć wpływ na jego życie. Choć dawał do zrozumienia, że 

bardzo nie lubi Chikako, to jednak ona popychała go do małżeństwa z 

background image

Inamurą.   Niewątpliwie,   Chikako   jest   wygodną   osobą,   można   ją 

wykorzystać do tego rodzaju celów.

Dlatego   Kikuji   odniósł   nawet   wrażenie,   że   dziewczyna   go 

rozszyfrowała - wrażenie było tak bolesne jak uderzenie po twarzy. 

Pozwoliło   mu   to   odkryć   w   sobie   innego   człowieka.   To   odkrycie 

wstrząsnęło nim.

Gdy   skończyli   jeść   i   Chikako   wyszła,   żeby   przygotować 

ceremonię herbacianą, Kikuji powrócił do tej sprawy, jakby z czegoś 

się tłumacząc:

-  Tak więc Kurimoto jest kierującym nami losem, lecz wydaie 

mi się, że pani inaczej ocenia ten los niż ja, prawda?

Po śmierci ojca Kikuji nie lubił, gdy matka sama wchodziła do 

pawilonu herbacianego.

Kiedy   nad   tym   się   teraz   zastanawiał,   odnosił   wrażenie,   że 

zarówno   ojciec,   jak   matka   i   on   sam   myśleli   o   czym   innym,   gdy 

samotnie przebywali w tym pawilonie.

Krople deszczu uderzały o liście drzew.  Rozległ się też plusk 

kropli bijących o parasol. - Przyszła pani Ota. - Spoza papierowej 

ścianki doszedł głos służącej.

- Pani Ota? Córka? 

-   Nie,   pani   starsza.   Nie   wiem   dlaczego,   lecz   jest  tak 

wychudzona, jakby była chora...

Kikuji mimo woli wstał, lecz nie mógł się ruszyć z miejsca.

- Gdzie mam wprowadzić?

- Można tutaj.

background image

- Słucham pana.

Wdowa Ota przyszła bez parasola. Może zostawiła przy wejściu. 

Na jej twarzy pozostały krople deszczu - pomyślał Kikuji. Były to 

jednak łzy.

Zrozumiał, że to łzy spływały bez ustanku po jej policzkach.

Początkowo   Kikuji   odniósł   się   do   wchodzącej   bez   należytej 

uwagi, skoro pomyślał, że to krople deszczu.

-   Co   się   stało?   -   prawie   krzyknął,   gdy   zrozumiał,   że   to   nie 

deszcz, i podszedł do niej.

Kobieta usiadła na podłodze galerii i pochyliła się nisko.

Zwróciła   się   w   stronę   Kikujiego   i   wtedy   wydało   mu   się,   że 

upadnie.

W tym miejscu podłogę zmoczył deszcz.

Płakała nadal, więc Kikuji znów pomyślał, że to spadają krople 

deszczu.

Nie odrywała od niego oczu, co zdawało się powstrzymywać ją 

przed  upadkiem.   Kikuji   się   zaniepokoił   na   myśl,   co   by   się   stało, 

gdyby poruszył głową.

Jej oczy były zapadnięte, dokoła nich rysowały się zmarszczki i 

sińce. Opuchnięte, jakby podwójne powieki, nie przesłaniały jednak 

wilgotnych, błyszczących oczu, które przesyłały mu bolesną skargę. 

Kryła się w nich również niewysłowiona czułość. 

-  Przepraszam.   Chciałam   cię   koniecznie   zobaczyć,   więc   nie 

mogłam usiedzieć w domu - powiedziała z uczuciem. Jej cała postać 

background image

tchnęła   czułością.   Gdyby   nie   jej   tkliwość,   Kikuji   bałby   się   na   nią 

spojrzeć, ponieważ była tak bardzo wychudzona, wynędzniała.

Zrobiło mu się bardzo przykro. I choć wiedział, że ona cierpi z 

jego powodu, to jednak łudził się zwiedziony jej czułością, że to ona 

złagodzi jego ból.

- Zmokniesz, wejdź szybko.

Nagle   chwycił   ją   mocno   pod   ręce   i   niemal   siłą   wciągnął   do 

pokoju. Potraktował ją może trochę zbyt brutalnie. Kobieta próbowała 

stanąć o własnych siłach.

- Proszę mnie puścić, puść mnie. Jestem lekka, prawda?

- Tak.

- Jestem lekka. Schudłam ostatnio.

Kikuji sam się sobie dziwił, że tak nagle chwycił ją w objęcia i 

podniósł.

- Czy córka się nie martwi?

- Fumiko?

Usłyszawszy to imię Kikuji odniósł wrażenie, że Fumiko jest 

gdzieś niedaleko.

- Czy córka też przyszła?

- W ogóle nie wie, że jestem tutaj... - Zaczęła szlochać. - Nie 

spuszcza ze mnie oka. Nawet w środku nocy się budzi, gdy tylko się 

poruszę... Wydaje mi się, że zrobiła się jakaś dziwna, i to z mojej 

winy.   Zadaje   mi   straszne   pytania.   Na   przykład:   „Mamo,   dlaczego 

poza mną nie miałaś więcej dzieci? Przecież mogłaś mieć nawet z 

panem Mitanim.” - Mówiąc to wyprostowała się.

background image

W tych słowach Kikuji wyczuł smutek jej córki.

Był to ból dziecka, które nie może patrzeć na cierpienie matki.

Mimo to ukłuły Kikujiego słowa Fumiko przypominające o tym, 

że jej matka mogła mieć dziecko z jego ojcem.

Pani Ota wciąż wpatrywała się w Kikujiego.

-   Może   przybiegnie   za   mną.   Uciekłam,   kiedy   jej   nie   było   w 

domu. Padał deszcz, chyba myślała, że nie wyjdę.

- Dlaczego?

- Myśli, że jestem już tak słaba, że nie będę miała siły wyjść w 

deszczowy dzień.

Kikuji bezwiednie kiwnął głową.

- Fumiko niedawno była tutaj, prawda? 

Tak, prosiła, żebym ci wybaczył. Nie wiedziałem, co mam jej 

powiedzieć.

- Dobrze wiem, co ona czuje. Dlaczego jednak tutaj przyszła? 

Ach, to straszne!

- A ja ci dziękowałem.

- Jesteś bardzo miły. To mi wystarczy, żebym była zadowolona. 

Potem cały czas cierpiałam, dręczyłam się. Wybacz mi.

- Lecz nic cię chyba nie powinno krępować. Może tylko duch 

mojego ojca?

Twarz jej nawet nie drgnęła na dźwięk słów Kikujiego.

- Zapomnijmy o wszystkim - powiedziała. - Wstyd mi, że tak 

straciłam głowę, gdy zatelefonowała do mnie Kurimoto.

- Kurimoto dzwoniła?

background image

-   Tak,   dziś   rano.   Powiedziała,   że   już   wszystko   zdecydowane 

między tobą a Inamurą Yukiko... Dlaczego mnie o tym zawiadomiła?

Znowu zwilgotniały jej oczy, ale po chwili się uśmiechnęła. Nie 

był to uśmiech przez łzy, lecz najprawdziwszy, szczery uśmiech.

- Nic jeszcze nie jest zdecydowane - zaprzeczył iKikuji. - Czy 

może   Kurimoto  o  coś  cię podejrzewa?  Czy  spotkałaś  się  z  nią  od 

tamtego czasu?

- Nie. To straszna kobieta, ona wszystko wie. Nawet gdy ze mną 

rozmawiała   dziś   rano   przez   telefon,   na   pewno   o   coś   mnie 

podejrzewała. To ja jestem winna. O mało nie upadłam, chyba coś 

krzyknęłam.   Przez   telefon   mogła   usłyszeć,   że   coś   się   stało. 

Powiedziała na koniec, żebym ci nie stawała na drodze.

Kikuji zmarszczył brwi. Nie mógł wyrzec słowa.

-   Ja   miałabym   ci   przeszkadzać?   Czuję   się   po   prostu   winna 

wobec Yukiko. Od dzisiejszego ranka tak się boję Kurimoto, że jest 

mi niedobrze, więc nie mogę usiedzieć w domu. - Zaczęła drżeć jakby 

coś ją opętało. Wargi jej się wykrzywiły, usta otwarły. Teraz widać 

było, że nie jest już piękna.

Kikuji wstał i wyciągnął rękę, żeby dotknąć jej ramienia.

Chwyciła go za rękę i powiedziała:

Boję się, boję się. - Rozejrzała się dokoła, drżąc ze strachu, z 

trudem panując nad sobą. - Czy to ten pawilon herbaciany?

Kikuji   nie   wiedział,   co   miały   znaczyć   te   słowa,   lecz 

odpowiedział niepewnie:

- Tak.

background image

- To ładny pawilon, prawda?

Czy wspomina swego męża, który często był tu zapraszany? Czy 

też ojca Kikujiego?

- Czy jesteś tu po raz pierwszy? - zapytał.

- Tak.

- Dlaczego się tak przyglądasz?

- Nie przyglądam...

- To obraz Sotatsu przedstawiający poetę. Kiwnęła potakująco i 

zwiesiła bezsilnie głowę.

- Czy dawniej nie bywałaś u nas w domu?

- Nie, nie byłam tu ani razu.

- Naprawdę?

- Nie, raz tylko, na pogrzebie twojego ojca - głos jej zgasł.

-   Woda   się   gotuje,   może   się   napijesz   herbaty.   Odejdzie   ci 

zmęczenie. Ja też się napiję.

- Chętnie, ale czy można? - Próbowała wstać, zachwiała się.

Z pudełek stojących w kącie wyjął czarki i inne przybory.

Kobieta sięgnęła po pokrywkę czajnika, ale ręka jej zadrżała, 

pokrywka uderzyła o garnek i rozległ się cichy brzęk.

- Ten czajnik również kupił twój ojciec.

- Naprawdę? Nie wiedziałem - rzekł Kikuji.

Po   prostu   powiedziała,   że   tego   czajnika   używał   przedtem   jej 

zmarły mąż, lecz Kikuji nie poczuł złości. Nie wydało mu się dziwne, 

że szczerze o tym mówi.

Gdy skończyła przyrządzać herbatę, rzekła:

background image

- Nie mam siły wstać, proszę podejść do mnie. Kikuji zbliżył się, 

wziął   od   niej   czarkę   i   nie   wracając   na   poprzednie   miejsce   wypił 

herbatę.

Ota pochyliła się i opadła mu na kolana, jakby zemdlała. Gdy 

wziął ją w ramiona, wydało mu się, że oddycha coraz słabiej, tylko 

lekko   drżące   plecy   świadczyły   o   tym,   że   żyje.   Była   tak   miękka   - 

Kikujiemu wydawało się, że trzyma w objęciach małe dziecko.

- Co się stało? Kikuji szorstko nią potrząsnął. Trzymał ją obiema 

rękami za szyję i piersi, jakby chciał udusić. Już wcześniej wyczuł, że 

kości ma bardziej wystające niż dawniej.

-   Powiedz,   czy   jest   dla   ciebie   jakaś   różnica   między   ojcem   a 

mną? - Pytanie to skierował do siebie, do swego niepokoju, kryjącego 

się w głębi serca, a nie do niej.

-   Okrutny!   Tak   nie   można!  -  odpowiedziała   z   zamkniętymi 

oczyma słodkim głosem.

Chyba nie chciała szybko wracać z innego świata, w jakim się 

teraz znajdowała?

I on również dał się posłusznie poprowadzić w ten świat. Nie 

mógł tego stanu inaczej nazwać jak innym światem. Tam już chyba 

nie było rozróżnienia między nim a jego ojcem. Niepokój pojawił się 

później.

Wydało mu się, że nie jest ona człowiekiem, lecz istotą, która 

nie stała się jeszcze człowiekiem albo też, że jest kobietą końca epoki 

człowieczeństwa.

background image

Podejrzewał, że kiedy weszła do innego świata, nie odczuwała 

już   różnicy   między   swoim   zmarłym   mężem,   ojcem   Kikujiego   i 

Kikujim.

- W twojej świadomości mój ojciec i ja stanowimy już jedno, 

prawda?

- Wybacz. Ach, to straszne! Jakże grzeszną jestem kobietą!

Z kącików jej oczu potoczyły się strużki łez. - Chcę umrzeć, 

chcę   umrzeć.   Byłabym   szczęśliwa,   gdybym   mogła   teraz   umrzeć. 

Kikuji, o mało mnie nie udusiłeś. Dlaczego tego nie zrobiłeś?

Nie żartuj. Choć to prawda, że trochę cię przydusiłem.

- Prawda? Jestem wdzięczna. - Odchyliła głowę ukazując swą 

długą szyję. - Wychudłam, więc łatwo mi umrzeć.

- Nie możesz umierać, masz przecież córkę.

- To prawda, lecz i tak umrę ze zmęczenia prowadząc taki tryb 

życia. O opiekę nad Fumiko poproszę ciebie, Kikuji.

- Jeśli jest taka jak jej matka... Otworzyła oczy.

Kikuji   wzdrygnął   się   zdawszy   sobie   sprawę   z   tego,   co 

powiedział. Wcale nie zamierzał tego mówić. Co naprawdę usłyszała 

Ota?

- O, jak nierytmicznie bije... Już nie potrwa to długo. - Wzięła 

jego rękę i położyła sobie pod piersią.

Nierytmiczne   bicie   serca   jest   może   wyrazem   zaskoczenia 

słowami Kikujiego.

- Kikuji, ile ty masz lat? Nie odpowiedział.

background image

- Chyba nie masz trzydziestu? To ja jestem winna. Głupia ze 

mnie kobieta. Sama tego nie rozumiem.

Oparła się na ręce i podniosła do połowy na zgiętych nogach.

Kikuji usiadł.

-   Nie   przyszłam   po   to,   Kikuji-san,   żeby   popsuć   twoje 

małżeństwo z Yukiko. Lecz dla mnie to już koniec wszystkiego.

- Jeszcze nie postanowiłem, że się z nią ożenię. Skoro już o tym 

mowa, muszę ci wyznać, że oczyściłaś moją przeszłość.

- Tak?

- Kurimoto, która zajmuje się swataniem, była kobietą mojego 

ojca. Ona rozsiewa dokoła truciznę, truciznę przeszłości. Ojciec miał 

szczęście, że to ty byłaś jego ostatnią kobietą.

- Ożeń się szybko z Yukiko.

- To moja sprawa.

Patrzyła na Kikujiego jakby w roztargnieniu. Dłoń  przycisnęła 

sobie do czoła, gdy nagle krew odpłynęła z jej policzków. 

- Pociemniało mi w oczach, zakręciło się w głowie. Koniecznie 

chciała   wracać  do  domu,   więc  Kikuji   wezwał  taksówkę   i  pojechał 

razem   z   nią.   Zamknęła   oczy   i   wcisnęła   się   w   kąt   samochodu. 

Wyglądała   słabo,   bezradnie,   jej   życiu   chyba   zagrażało 

niebezpieczeństwo.   Kiedy   wysiadała   z   samochodu,   jej   zimne   palce 

wysunęły się z jego dłoni i jakby rozpłynęły. Kikuji nie wszedł do jej 

domu. Tej nocy o drugiej zadzwoniła Fumiko.

- Czy pan Mitani? Mama przed chwilą... - Tu urwała, lecz po 

chwili dodała wyraźnie - ...umarła.

background image

- Co?! Co się stało z pani mamą?

- Umarła. Na atak serca. Bo ostatnio zażywała dużo środków 

nasennych.

Kikuji nie mógł wymówić słowa.

- Mam w związku z tym do pana prośbę.

- Tak?

-   Gdyby   pan   miał   zaufanego   lekarza,   czy   nie   byłby   pan   tak 

dobry i przyprowadził go do mnie do domu?

- Lekarza? Lekarza? To pilne, prawda? Kikuji zdziwił się, że nie 

wezwała lekarza do chorej, lecz nagle wszystko zrozumiał. Jej matka 

popełniła   samobójstwo.   Córka   chce   to   ukryć   i   dlatego   prosi   go   o 

pomoc.

- Dobrze. 

- Bardzo będę wdzięczna. Fumiko na pewno wszystko dokładnie 

przemyślała,   potem   dopiero   zadzwoniła.   Przedstawiła   tylko   sprawę 

nie wdając się w żadną rozmowę.

Usiadł koło telefonu i zamknął oczy.

Wyobraził sobie nagle zachód słońca, który oglądał w pociągu 

wracając z Północnej Kamakury po spędzeniu nocy z Ota w hotelu. 

Słońce zachodziło nad lasem przy świątyni Honmonji w Ikegami.

Czerwone słońce dotykało właśnie wierzchołków i wydawało się 

płynąć nad lasem. Na tle wieczornej zorzy las również był czerwony.

Gdy słońce toczące się po wierzchołkach drzew wtargnęło do 

zmęczonych oczu, źrenice zamknęły się same.

background image

I wtedy nagle wydało mu się, że po niebie rozjarzonym zorzą 

wieczorną i utrwalonym pod zamkniętymi powiekami leciało tysiące 

białych żurawi z chusty córki Inamury.

Cień na shino 

1

Gdy   skończył   się   tydzień   żałoby   po   śmierci   Oty,   następnego 

dnia Kikuji poszedł z wizytą do jej domu.

Zamierzał   wyjść   wcześniej   z   pracy,   zanim   zapadnie   wieczór. 

Siedział   jednak   w   biurze   do   końca   nie   mogąc   się   uspokoić   i 

zdecydować, wciąż mówiąc sobie, że wyjdzie za chwilę.

W drzwiach powitała go Fumiko.

- Ach, to pan! Fumiko patrzyła na niego nie odrywając obu dłoni 

od podłogi we wzorowej pozycji pokłonu. Chyba w ten sposób chciała 

opanować drżenie palców.

- Dziękuję za kwiaty, które pan wczoraj przysłał.

- Nie ma za co.

-   Otrzymawszy   kwiaty   myślałam,   że   pan   nie   będzie   mógł 

przyjść.

-  Dlaczego? Bywa też i tak, że ktoś najpierw posyła kwiaty, a 

potem dopiero przychodzi.

- O tym nie pomyślałam.

-   Byłem   wczoraj   w  pobliskiej   kwiaciarni.   Fumiko   twierdząco 

kiwnęła głową i powiedziała: 

background image

Przy bukiecie nie było nazwiska, lecz ja od razu wiedziałam od 

kogo. Kikuji przypomniał sobie, jak to stojąc w kwiaciarni myślał o 

jej matce. Przypomniał sobie również, że zapach kwiatów złagodził 

lęk przed grzechem. 

Fumiko powitała go uprzejmie.

Miała na sobie białą bawełnianą suknię. Twarzy nie upudrowała. 

Tylko nieco spękane wargi pokryła cienką warstwą szminki.

-   Wczoraj   uważałem,   że  lepiej   będzie   jeszcze   poczekać  i   nie 

przychodzić.

Fumiko   przesunęła   się   w   bok   dając   jednocześnie   znak,   aby 

Kikuji wszedł do pokoju.

Z trudem wstrzymywała łzy, witając tak przy wejściu gościa. 

Wiedziała, że na pewno się rozpłacze, jeśli pozostanie trochę dłużej w 

tej samej pozycji i będzie coś mówić.

- Tak bardzo się ucieszyłam, gdy otrzymałam kwiaty. Byłoby mi 

też   miło,   gdyby   pan   przyszedł   wczoraj   -   rzekła   Fumiko   stojąc   za 

Kikujim.

- Wczoraj  mógłbym sprawić przykrość krewnym. - Starał  się 

powiedzieć to tak, by zabrzmiało lekko. - Nie chciałem dodawać pani 

zmartwień.

-   Nie   zwracam   już   na   takie   rzeczy   uwagi   -   odpowiedziała 

Fumiko dobitnie.

W salonie przed urną z prochami stało zdjęcie jej matki.

Stały też tylko kwiaty, które przysłał jej wczoraj Kikuji.

background image

Czuł   się   zaskoczony.   Czyżby   Fumiko   zostawiła   tylko   jego 

kwiaty, a wszystkie inne gdzieś wyrzuciła lub schowała?

Tydzień żałoby spędziła chyba w samotności. Tak przynajmniej 

wydało się Kikujiemu.

- Czy to jest dzbanek mizusashi?

Fumiko   zrozumiała,   że   Kikuji   mówi   o   naczyniu,   w   którym 

znajdują się kwiaty.

- Tak. Pomyślałam, że akurat pasuje.

- To chyba bardzo dobry gatunek shino. Jak na dzbanek do wody 

był trochę za mały.

Lecz kwiaty - białe róże i blade goździki - doskonale pasowały 

do tego dzbanuszka o wydłużonym kształcie.

- Mama również kiedyś stawiała w nim kwiaty i dlatego go nie 

sprzedała.

Kikuji usiadł przed urną i zapalił trociczki. Złożył ręce i zamknął 

oczy.

Kajał się za swoje winy. Jednocześnie owładnęło nim uczucie 

wdzięczności za miłość tej kobiety, której pieszczotom tak chętnie się 

poddał.

Dlaczego popełniła samobójstwo?

Czy umarła dlatego, że zapędzona przez grzech w ślepy zaułek, 

nie potrafiła już z niego wyjść? Czy dlatego umarła, że w ślepy zaułek 

zagnała ją miłość, której nie mogła opanować? Co popchnęło ją do 

śmierci:   miłość   czy   grzech?   Kikuji   myślał   o   tym   nadaremnie   cały 

tydzień.

background image

Teraz gdy siedział z zamkniętymi oczyma przed prochami tej 

kobiety, nie mógł wyobrazić sobie jej ciała, lecz mimo to ciepło jej 

dotyku   spowiło   go   niby   upajająca   woń.   Było   to   dziwne,   jednak 

zupełnie naturalne wrażenie, którego doświadczał dzięki tej kobiecie. 

Nie   mógł   tego   wytłumaczyć   wspomnieniem   jej   dotyku,   bo   słyszał 

teraz raczej muzykę, a nie czuł kształtów jej ciała.

Po śmierci Oty źle sypiał, więc szukał lekarstwa w alkoholu. Ale 

i tak miał wiele snów i łatwo się budził.

Nie męczyły  go jednak koszmary, bo gdy się  budził podczas 

widzenia sennego, czuł jedynie słodkie odurzenie. Pewien czas leżał w 

tóżku oszołomiony.

Dziwił się jednak, że we śnie czuł uściski zmarłej już kobiety. 

Nie miał wiele doświadczenia, więc tym bardziej go to zdumiewało.

- Jakże jestem grzeszna - powiedziała Ota Kikujiemu nocą w 

hotelu   w   Północnej   Kamakurze,   jak   również   w   pawilonie 

herbacianym,  gdy  przyszła  do  jego  domu.   Wtedy  po tych  słowach 

zaczynała drżeć i szlochać. Teraz, kiedy siedział przed jej prochami, 

powracał głos kobiety mówiącej o swej grzeszności i tłumił myśl o 

własnej grzesznej odpowiedzialności za jej śmierć.

Kikuji otworzył oczy.

Z tyłu załkała Fumiko. Widocznie starała się ukryć przed nim 

płacz, w końcu nie wytrzymała i rozpłakała się na głos, lecz szybko 

się opanowała.

Kikuji nie ruszając się z miejsca zapytał:

- Kiedy zrobiono to zdjęcie?

background image

-   Przed   pięciu   lub   sześciu   laty.   To   powiększenie   z   małej 

fotografii.

-  Ach   tak?   To   chyba   zdjęcie   zrobione   w   czasie   ceremonii 

herbacianej?

- O? Jak pan to zgadł?

Było to duże powiększenie twarzy, wycięte z większego zdjęcia, 

nie obejmującego nawet całych ramion.

- Po czym pan poznał, że jest to fotografia zrobiona w czasie 

ceremonii herbacianej? - zapytała Fumiko.

- Takie odniosłem wrażenie. Wyraz jej twarzy sugeruje, że coś 

robi z lekko przymkniętymi oczyma. Czuje się napięcie w jej ciele, 

mimo że nie widać nawet ramion.

-   Zastanawiałam   się,   czy   to   dobre   zdjęcie   na   taką   okazję, 

ponieważ przedstawia twarz lekko z boku, ale mama je bardzo lubiła.

- To dobre zdjęcie.

- Jednak nie powinna być zwrócona w bok. Bo to wygląda tak, 

jakby odwracała się od ludzi zapalających przed nią trociczki.

- Co? A, możliwe.

-   Po   prostu   odwraca   się   od   nas,   a   przy   tym   ma   spuszczoną 

głowę.

- Możliwe.

Kikuji   przypomniał   sobie   sposób,   w   jaki   wykonywała 

ceremoniał herbaciany w przeddzień śmierci.

background image

Łzy Oty trzymającej czerpaczek z wodą zmoczyły bok czajnika. 

To on musiał podejść i wziąć czarkę z jej rąk. Nim wypił herbatę, łzy 

na czajniku wyschły. Kiedy odstawił czarkę, Ota upadła przed nim.

- W czasie, kiedy robiono to zdjęcie, mama nie była taka chuda - 

powiedziała Fumiko i od razu zamilkła. - A poza tym wstydziłam się 

pokazywać tu fotografię, na której mama jest zbyt podobna do mnie.

Kikuji nagle się odwrócił.

Fumiko szybko spuściła głowę. Dotąd cały czas wpatrywała się 

w jego plecy.

Powinien wstać sprzed urny z prochami zmarłej i zwrócić się w 

stronę Fumiko.

Czy są jednak takie słowa, które mógłby skierować do Fumiko, i 

prosić ją o wybaczenie?

Na   szczęście   spostrzegł   dzbanuszek   w   stylu   shino,   w   którym 

stały kwiaty, więc zwrócił się w stronę bukietu. Jedną rękę oparł o 

matę   i   zaczął   uważnie   oglądać   to   naczynie,   przedtem   używane   w 

ceremonii herbacianej. 

Pod   białą   glazurą   rysował   się   wątły   cień   czerwieni.   feikuji 

wyciągnął   rękę   i   dotknął   lśniącej   powierzchni,   zarazem   chłodnej   i 

tchnącej ciepłem. - Łagodny jak sen. To bardzo cenny okaz. Ja też go 

lubię.

Chciał   powiedzieć   „łagodny,   jak   kobieta   ze   snu”,   lecz   z 

„kobiety” zrezygnował.

- Jeśli panu się podoba, chętnie podaruję panu dzbanuszek na 

pamiątkę po mamie.

background image

- Nie mogę przyjąć. Kikuji szybko podniósł głowę.

-   Naprawdę   proszę   wziąć,   jeśli   panu   się   podoba.   Mama   też 

będzie się cieszyć. Podobno to niezła rzecz.

- Oczywiście, to cenna ceramika.

-   Mama   mi   nieraz   o   tym   mówiła,   dlatego   wstawiłam   w   nie 

kwiaty, które pan przysłał.

Niespodziewanie w jego oczach zebrały się gorące łzy.

- Wobec tego nie odmówię.

- Mama się ucieszy.

- Prawdopodobnie nie będę go używał jako dzbanka na wodę w 

ceremonii herbacianej, tylko po prostu jako wazonik na kwiaty.

- To bardzo dobrze, mama również stawiała w nim kwiaty.

-  U  mnie  nie   będą  to  kwiaty   z  okazji   ceremonii  herbacianej. 

Jakie   to   smutne,   że   naczynia   i   przybory   używane   w   ceremonii 

herbacianej utraciły swój związek z herbatą.

- Ja też nie będę już zajmować się ceremonią herbacianą.

Kikuji obejrzał się i wykorzystując okazję wstał z miejsca.

Leżącą przed ozdobną alkową poduszkę do siedzenia przesunął 

w stronę galerii i tam na niej usiadł. Ponieważ Kikuji przeniósł się w 

inne miejsce, Fumiko pozostała sama na środku pokoju. Siedziała na 

gołej macie, z dala od niego, jakby cierpliwie na coś czekając.

Jej ręce o na wpół zgiętych palcach, leżąc na kolanach, zadrżały 

i zacisnęły się mocniej. 

- Panie Mitani, proszę wybaczyć mojej mamie - powiedziała i 

pochyliła głowę w dół.

background image

Przestraszył   się,   gdyż   wydało   mu   się,   że   Fumiko   za   chwilę 

upadnie.

- Co pani mówi? To ja powinienem prosić o wybaczenie. A ja 

nawet tego nie próbuję. Nie wiem, jak mam przepraszać, wstyd mi 

wobec pani, Fumiko, nie wiem, jak śmiałem przyjść tutaj.

- To ja muszę się wstydzić. - Jej twarz rzeczywiście zmieniła się 

z zażenowania. - Tak bardzo, że chciałabym się zapaść pod ziemię.

Gdy jej blada nie upudrowana twarz zarumieniła się aż po bladą 

szyję,   Kikuji   zrozumiał,   jak   bardzo   dziewczynę   wyczerpały 

zmartwienia.

Bladość twarzy świadczyła też o jej anemii.

Serce Kikujiego ścisnęło się z bólu.

- Myślałem o tym, że pani musi mnie bardzo nienawidzić.

- Nienawidzić? Jak pan może... Czy mama pana nienawidziła?

- Nie, ale umarła chyba przeze mnie?

- Mama umarła sama z siebie. Tak myślę. Cały tydzień od jej 

śmierci o tym myślałam.

- Cały ten czas była pani sama w domu?

- Tak, od dawna zresztą mieszkałam tylko z mamą.

- A matka umarła przeze mnie.

- Nie, umarła z własnej woli. Jeśli pan twierdzi, że umarła przez 

pana,   to   ja   musiałabym   powiedzieć,   że   umarła   przeze   mnie.   Jeśli 

powinnam   kogoś   nienawidzić   za   śmierć   mamy,   to   jedynie   samą 

siebie. Jeśli ktokolwiek inny czuje się również za to odpowiedzialny, 

to   tylko   rzuca   cień   na   śmierć   zmarłej,   kala   jej   pamięć.   Myślę,   że 

background image

przyznawanie   się   do   winy   i   ubolewanie   tych,   którzy   pozostali, 

powiększa brzemię grzechu zmarłej.

- Wszystko, co pani mówi, jest chyba słuszne, ale gdybym nie 

spotkał się z pani matką...

Nie mógł skończyć myśli.

-   Myślę,   że   zmarłym   nie   potrzeba   nic   poza   naszym 

przebaczeniem. Być może mama umarła dlatego, że chciała, żeby jej 

wybaczono. Czy może pan wybaczyć mojej mamie?

Fumiko wstała i wyszła z pokoju.

Kikuji miał wrażenie, że dzięki jej słowom ujrzał wszystko w 

nowym świetle.

Może rzeczywiście powinniśmy zmniejszyć ciężar umarłym.

Ale   czy   zadręczanie   się   winą   z   powodu   czyjejś   śmierci 

naprawdę oznacza naigrywanie się ze zmarłego i świadczy tylko o 

naszej głupocie? To prawda, zmarli nie decydują o moralności tych, 

którzy   pozostają   przy   życiu.   Kikuji   znów   spojrzał   na   fotografię 

zmarłej.

Fumiko   weszła   do   pokoju   z   tacą:   stały   na   niej   dwie   okrągłe 

filiżanki, jedria pokryta czerwoną, a druga czarną glazurą.

Czarną  postawiła   przed  Kikujim.  Była  w niej   zwykła  zielona 

herbata.   Kikuji   podniósł   filiżankę   i   próbował   odczytać   znaki 

wytwórcy.

- Czyjej to roboty? - zapytał obcesowo.

- Chyba Ryonyu.

- Czerwona też?

background image

- Tak.

- Tworzą komplet, prawda? - zapytał patrząc na czerwoną.

Czerwona filiżanka stała nadal przed kolanami Fumiko. Tak, to 

bardzo   dobre   naczynia   -   pomyślał   i   nagle   wyobraził   sobie   coś 

nieprzyjemnego.   Przyszło   mu   na   myśl,   że   te   dwie   filiżanki   mogły 

służyć do picia herbaty jego ojcu i matce Fumiko, gdy po śmierci pana 

Oty   ojciec   zaczął   chodzić   do   domu   wdowy.   Czy   przypadkiem   - 

zastanawiał   się   Kikuji   -   nie   były   to   dla   nich   „czarki   małżeńskie”: 

czarną zapewne dostawał jego ojciec, a czerwoną brała jej matka.

Filiżanki   w   stylu   Ryonyu   mogli   zabierać   ze   sobą   w   czasie 

wspólnych podróży.

Jeśli   tak   rzeczywiście   było,   a   Fumiko   o   tym   wiedziała,   to 

podanie herbaty w tej samej filiżance mogło być rozumiane jedynie 

jako niesmaczny żart.

Lecz Kikuji nie wyczuł w tym zamierzonej ironii ani intrygi.

Przyjął to jako zwykły sentymentalizm ze strony dziewczyny.

I   to   sentymentalne   uczucie   zaczęło   zajmować   coraz   więcej 

miejsca w jego sercu.

Wstrząśnięci śmiercią, nie mogli się oprzeć takim niezwykłym 

nastrojom. Para filiżanek do herbaty pogłębiła tylko cierpienia obojga.

Związek ojca Kikujiego z matką Fumiko, i jej matki z Kikujim, 

następnie śmierć matki - o wszystkim tym przecież Fumiko wiedziała.

Zatajenie samobójstwa matki to także ich wspólne przestępstwo.

Fumiko na pewno płakała nalewając zieloną herbatę,  bo miała 

zaczerwienione oczy.

background image

- Chyba dobrze zrobiłem, że przyszedłem dzisiaj - powiedział 

Kikuji. - To, co pani przed chwilą mówiła, mogłoby również znaczyć, 

że zmarli nie mają możliwości wybaczania, lecz mimo wszystko od 

dziś chcę myśleć, że pani mama mi wybaczyła.

Fumiko kiwnęła głową.

- Tak, bo inaczej nie mógłby pan wybaczyć mamie. Mama nie 

potrafiła wybaczyć chyba tylko sobie.

- Nie wiem. Najstraszniejsze jest może to, że przyszedłem tutaj i 

tak siedzę naprzeciwko pani.

- Dlaczego? - Fumiko spojrzała na Kikujiego. - Czy zmarła jest 

winna   temu   wszystkiemu?   Na   początku,   po   śmierci   mamy   bardzo 

rozpaczałam,   bo   uważałam,   że   śmierć   nie   jest   żadnym 

wytłumaczeniem,   nawet   gdyby   nikt   jej   za   życia   właściwie   nie 

rozumiał. Bo przecież śmierć przekracza wszelkie rozumienie. W tym 

wypadku nie ma żadnego sensu.

Kikuji   milczał.   Myślał   o   tym,   że   Fumiko   też   spotkała   się   z 

tajemnicą śmierci. 

„Śmierć   przekracza   wszelkie   rozumienie”   -   te   słowa   Fumiko 

bardzo zaskoczyły Kikujiego.

Rzeczywiście,   kobieta,   którą   znał   Kikuji,   i   matka,   jaką   znała 

Fumiko, to zapewne dwie różne osoby.

Fumiko nie mogła poznać swej matki jako kobiety.

Dla Kikujiego wybaczenie ściśle się wiązało z unoszeniem się 

na fali sennego marzenia o ciele tej kobiety.

background image

Kikujiemu wydawało się również, że nawet od pary filiżanek 

płyną ku niemu podobne fale marzeń.

Fumiko takiej matki nie zna.

Jest coś niewysłowienie tajemniczego w tym, że zrodzona z ciała 

matki nie rozumie tego ciała, lecz kształty fizyczne matki wspaniale 

przechodzą na córkę.

Od   chwili   gdy   Fumiko   powitała   go   przy   wejściu,   odnosił 

wrażenie,   że   jest   ona   wobec   niego   szczególnie   czuła,   być   może 

dlatego, że w jej okrągłej subtelnej twarzy ujrzał obraz jej matki.

. Ota zobaczyła w Kikujim wizerunek jego ojca i popełniła błąd, 

wobec tego widzenie w Fumiko obrazu jej matki może dla Kikujiego 

okazać się strasznym przekleństwem. Mimo to naprawdę Fumiko go 

pociągała.

Patrząc na jej pełne spierzchnięte wargi Kikuji czuł, że trudno 

mu będzie jej się oprzeć. Co należy zrobić, żeby ona sama przejawiła 

opór?

Bojąc się, że popełni coś nierozważnego, przerwał milczenie.

-   Pani   mama   była   wrażliwa   i   dlatego   nie   mogła   żyć.   A   ja 

postąpiłem   zbyt   okrutnie   wobec   niej.   Teraz   mi   się   wydaje,   że   po 

prostu ujawniłem przed nią własny niepokój moralny, bez osłonek, 

brutalnie. Jestem podłym tchórzem.

-   Nie,   to   mama   była   winna.   Źle   postępowała.   Przecież   w 

stosunkach z pana ojcem i ostatnio z panem było coś, co,w żaden 

sposób nie pasowało do jej charakteru.

background image

Fumiko zawahała się i poczerwieniała. Jej rumieniec był teraz 

mocniejszy niż przedtem.

Odwróciła   nieco   twarz   i   pochyliła   ją,   jakby   unikała   wzroku 

Kikujiego.

-   Lecz   w  dzień   po   jej   śmierci   stopniowo   zaczęłam   myśleć   o 

matce jako o kimś pięknym. Albo po prostu mama rzeczywiście stała 

się piękna?

-   To   na   jedno   wychodzi,   prawda,   w   wypadku   zmarłego 

człowieka.

- Wciąż myślę, że mama umarła dlatego, że nie mogła znieść 

swojej brzydoty...

- Chyba nie o to chodziło.

-   W   takim   razie   nie   potrafiła   przezwyciężyć   bólu,   jaki 

przeżywała...

W   oczach   Fumiko   pojawiły   się   łzy.   Na   pewno   chciała 

powiedzieć: „z powodu miłości do Kikujiego”.

- Zmarli są tacy, jakimi ich w naszych sercach zachowujemy, 

czcijmy więc ich pamięć - powiedział Kikuji.

- Tak szybko pomarli - Fumiko chyba zrozumiała, że Kikuji ma 

na myśli jej matkę i swego ojca.

- Pani jest jedynaczką, a ja jedynakiem - dodał Kikuji.

Przy tych słowach zrozumiał, że gdyby Ota nie miała córki, jego 

stosunki z nią stałyby się znacznie bardziej mroczne i powikłane.

background image

- Fumiko, pani była bardzo dobra dla mojego ojca. Słyszałem o 

tym od pani mamy - wyrwało się w końcu Kikujiemu. Powiedział to, 

jak sądził, zupełnie naturalnie.

Doszedł do wniosku, że można już z Fumiko mówić o czasach, 

w których do tego domu przychodził jego ojciec jako kochanek jej 

matki.

Fumiko jednak nagle pochyliła się w ukłonie i powiedziała:

- Proszę mi wybaczyć. Bardzo żal mi było mamy... Wtedy też 

gotowa była na śmierć w każdej chwili. - Znieruchomiała pochylona 

do przodu i zaczęła płakać, a plecy jej opadły bezsilnie.

Kikuji przyszedł niespodziewanie, więc Fumiko nie miała kiedy 

włożyć pończoch. Dlatego siedziała w niewygodnej, nieco skulonej 

pozycji, starając się zakryć przed nim nagie stopy.

Tuż   przy   jej   włosach   opadających   na   matę   stała   ta   sama 

walcowata filiżanka.

Fumiko wyszła z pokoju ukrywając w dłoniach zapłakaną twarz. 

Ponieważ   przez   dłuższy   czas   nie   wracała,   Kikuji   powiedział:   - 

Przepraszam,   muszę   już   iść.   Fumiko   wróciła   z   zawiniątkiem   w 

chuście furoshiki.

- Przykro mi, że obarczam tym pana, proszę jednak to przyjąć.

- Słucham?

- To jest shino.

Kikuji czuł się zaskoczony szybkością działania Fumiko, która 

zdążyła wyjąć z dzbanka kwiaty, wylać wodę, wytrzeć, włożyć do 

pudełka i zawinąć w chustę.

background image

- Mam to wziąć od razu, dzisiaj? Przecież w tym były kwiaty.

-  Bardzo  proszę   zabrać  dzisiaj.  Kikuji  myśląc,  że  tak   szybko 

zapakowała naczynie powodowana wielkim smutkiem, odpowiedział:

- Wobec tego wezmę dzisiaj. Dziękuję.

-   Powinnam   może   sama   zanieść,   lecz   nie   mogę   pana   teraz 

odwiedzać.

- Dlaczego? Fumiko nie odpowiedziała.

- Zatem do widzenia.

Gdy Kikuji skierował się do drzwi, Fumiko powiedziała:

- Bardzo dziękuję. Proszę zapomnieć o mojej mamie i szybko się 

ożenić.

- Co takiego? Kikuji się odwrócił, lecz Fumiko nie podniosła 

głowy.

Do dzbanka shino, który otrzymał w darze od Fumiko, Kikuji 

wstawił również białe róże i bladoróżowe goździki.

Ogarnęła go tęsknota, jakby pokochał Otę dopiero po jej śmierci.

Wydało mu się, że dopiero dzięki jej córce, Fumiko, dowiedział 

się o swej miłości.

W   niedzielę   Kikuji   próbował   porozumieć   się   z   Fumiko 

telefonicznie.

- Czy w dalszym ciągu siedzi pani sama w domu?

- Tak. Czuję się samotna.

- Nie można cały czas siedzieć samotnie w domu.

- Wiem.

background image

- Wydaje mi się, że słyszę w słuchawce pustkę domu. Fumiko 

zaśmiała się cicho.

- Dlaczego nie zaprosi pani kogoś z przyjaciół?

- Bo wydaje mi się, że jeśli ktoś przyjdzie, to może dowiedzieć 

się prawdy o mojej mamie...

Kikuji nic nie mógł na to odpowiedzieć.

- Samej to nawet na ulicę trudno wyjść.

- Nie. Zamykam dom i wychodzę.

- W takim razie proszę mnie odwiedzić.

- Dziękuję, kiedyś przyjdę.

- A jak zdrowie?

- Schudłam.

- A jak ze spaniem?

- Nie śpię przez całą noc.

- To niedobrze.

- Wkrótce uporządkuję sprawy związane z domem i wynajmę 

pokój u znajomych.

- Wkrótce, to znaczy kiedy?

- Zastanawiam się, czy nie sprzedać tego domu.

- Domu?

- Tak.

- Czy naprawdę chce pani sprzedać?

- Tak. Nie uważa pan, że powinnam go sprzedać?

- Hm, nie wiem. Ja też mam zamiar sprzedać swój dom. Fumiko 

milczała.

background image

- Halo, halo! Trudno o tym mówić przez telefon. Proszę przyjść.

- Tak.

- Do dzbanka, który mi pani podarowała, wstawiłem europejski 

bukiet. Gdyby pani przyszła, ułożyłaby mi pani ikebanę.

- Będzie ceremonia?

- Nie, chyba nie będzie prawdziwej ceremonii herbacianej, ale 

wydaje   mi   się,   że   wypadałoby   dzbanek   choć   raz   użyć   zgodnie   z 

przeznaczeniem.   Prawdziwe   piękno   przyborów   do   ceremonii 

herbacianej ujawnia się dopiero w zestawieniu z innymi przedmiotami 

służącymi ceremonii.

- Dziś wyglądam jeszcze brzydziej niż ostatnio, kiedy mnie pan 

widział, więc nie mogę do pana przyjść.

- Nikogo nie będzie.

- Mimo wszystko...

- Więc nie?

- Nie. Do widzenia.

- Wszystkiego dobrego. O, chyba ktoś do mnie przyszedł.

Gościem była Kurimoto Chikako. Czy nie podsłuchała rozmowy 

telefonicznej? Kikuji nachmurzył się.

- Taka brzydka pogoda. Teraz się przejaśniło, więc wyszłam cię 

odwiedzić.

Nie   zdążyła   się   jeszcze   przywitać,   a   już   spostrzegła   dzbanek 

shino.

background image

-   Zbliża   się   lato,   nie   będę   miała   zbyt   wiele   lekcji,   więc 

pozostanie mi wiele wolnego czasu. Dlatego chciałam cię poprosić, 

żebyś mi pozwolił posiedzieć czasami w pawilonie herbacianym.

Chikako   podała   mu   ciastka   i   wachlarz   przyniesione   w 

podarunku.

- W pawilonie znów chyba czuć pleśnią.

- Możliwe.

- To shino pani Oty, prawda? Pozwól, że obejrzę. - Powiedziała 

to obojętnie i przesunęła się na klęczkach w stronę kwiatów.

Gdy   oparła   się   oburącz   o   matę   i   zniżyła   głowę,   Kiku-jiemu 

wydało   się,   że   z   jej   grubych   kościstych   ramion   tryśnie   z   gniewu 

trucizna.

- Odkupiłeś to?

- Nie, dostałem.

-   Taką   rzecz?   Dostałeś   wspaniały   prezent.   To   znaczy,   na 

pamiątkę?   -   Chikako   podniosła   głowę   i   zwróciła   się   w   stronę 

Kikujiego. - To bardzo cenny przedmiot, czy nie należało go raczej 

kupić? To straszne, żeby przyjmować tak cenny podarek, zwłaszcza 

od jej córki.

- Pomyślę o tym.

- Proszę cię, zrób, jak mówię. Masz w domu dużo przyborów do 

ceremonii herbacianej, które dawniej należały do pana Oty, a które 

kupił  twój  ojciec.  Potem,   kiedy   twój   ojciec  został  opiekunem  pani 

Oty...

- Nie chcę o tym od ciebie słyszeć.

background image

- Tak, tak.

Nagle   Chikako   wstała   z   dużą   lekkością   i   wyszła   z   pokoju. 

Rozległ się odgłos jej rozmowy ze służącą. Po chwili Chikako wróciła 

w fartuchu kuchennym.

- Pani Ota chyba popełniła  samobójstwo. - Był to atak przez 

zaskoczenie.

- To nieprawda.

- Tak? Ja od razu o tym wiedziałam. - Wokół niej unosiło się coś 

złowieszczego. Spojrzała na Kikujiego. - Twój ojciec również mówił, 

że nie rozumie tej kobiety. Co prawda my, kobiety, inaczej patrzymy 

na te sprawy. W każdym razie cały czas wyglądała tak naiwnie czy 

niewinnie jak dziecko. Bardzo nie lubię takich jak ona. Są jakieś takie 

lepkie.

- Proszę nie mówić źle o zmarłej.

- Tak, oczywiście. Ale chociaż umarła, staje teraz na drodze do 

twojego   małżeństwa,   prawda?   Nawet   twój   ojciec   bardzo   cierpiał   z 

powodu tej kobiety.

„Cierpiała tylko Chikako” - pomyślał Kikuji.

Chikako była tylko przelotną miłostką ojca, który rzucił ją chyba 

nie z powodu Oty, lecz wcześniej. Jednak trudno sobie wyobrazić, jak 

Chikako   cierpiała   z   powodu   Oty   utrzymującej   bliskie   stosunki   z 

ojcem do końca jego życia.

-   Osobie   tak   młodej   jak   ty,   Kikuji,   trudno   pojąć,   jaką   była 

kobietą. Szczęście, że umarła. To ciebie uratowało. Naprawdę.

Kikuji odwrócił wzrok.

background image

- Czy mogę dopuścić do tego, by ktokolwiek przeszkadzał w 

twoim małżeństwie, Kikuji? Może ona nawet czuła, że jest winna, lecz 

nie mogła poskromić w sobie diabła, i dlatego umarła. A poza tym 

myślała, że spotka się z twoim ojcem. Taka to była kobieta.

Dreszcz przebiegł po całym ciele Kikujiego. 

Chikako zeszła do ogrodu i powiedziała:

- Pójdę do pawilonu, żeby się trochę uspokoić. Kikuji chwilę 

siedział   w   miejscu   i   patrzył   na   kwiaty.   Wydawało   się,   że   barwa 

kwiatów, biel i blada czerwień snuje się jak mgła wiosenna, stapia się 

z barwą dzbanka shino.

Nagle ujrzał oczyma duszy płaczącą w samotności Fumiko.

background image

Szminka matki 

1

Kiedy   Kikuji   wyczyścił   zęby   i   wrócił   do   sypialni,   zobaczył 

służącą wkładającą kwiaty powoju do wiszącego wazonika z tykwy.

- Dzisiaj już wstanę - powiedział wracając pod kołdrę.

Leżał na plecach, z głową zwróconą na poduszce w bok i patrzył 

na kwiaty wiszące w kącie ozdobnej alkowy.

- Jeden zakwitł. - Służąca wyszła już do sąsiedniego pokoju. - 

Czy dzisiaj nie idzie pan jeszcze do pracy?

- Nie, jeszcze dzień pozostanę w domu. Ale nie będę leżał.

Kikuji przeziębił się, bolała go głowa, więc przez cztery czy pięć 

dni nie chodził do pracy.

- Gdzie rósł ten powój?

- Przy płocie w ogrodzie owinął się wokół imbiru i zakwitł.

Chyba ten dziki powój zasiał się sam. Na cienkiej łodyżce rosły 

drobne   niebieskie   kwiatki   i   małe   listki.   Zielone   listki   i   niebieskie 

kwiatki opadające z tykwy, na której poczerniała stara czerwona laka, 

sprawiały na Kikujim wrażenie odświeżającego chłodu.

Służąca jest u nich w domu od czasów ojca, dlatego miewa takie 

pomysły jak ten z powojem.

Na wytartej cienkiej warstwie laki wiszącego wazonika widać 

jeszcze pieczęć mistrza, a na staroświeckim pudełku zachowało się 

nazwisko   twórcy.   Sotan.   Jeśli   to   prawda,   to   jest   to   tykwa   sprzed 

trzystu lat.

background image

Kikuji   nie   znał   się   na   kompozycjach   kwiatowych 

towarzyszących ceremonii herbacianej, służąca chyba też nie miała 

wielkiego o tym pojęcia, lecz wydało mu się, że powój rzeczywiście 

byłby odpowiednią ozdobą porannej ceremonii.

Kikuji   patrzył  na  kwiat  i   myślał  o  tym,  że  w trzechsetletniej 

tykwie znajduje się kompozycja z powoju, który zwiędnie w ciągu 

jednego poranka. Może nawet ta kompozycja bardziej harmonizuje z 

otoczeniem niż europejski bukiet kwiatów w dzbanku shino liczącym 

również   trzysta   lat?   Jednak   ogarnął   go   niepokój   o   to,   ile   godzin 

przeżyje powój w tej tykwie.

-   Wydawało   mi   się,   że   zwiędnie   w   oczach,   a   jednak   nie   - 

powiedział do służącej, gdy podawała mu śniadanie.

- Naprawdę? Kikuji przypomniał sobie, że miał zamiar ułożyć 

peonie w dzbanuszku shino otrzymanym od Fumiko.

Kiedy przyniósł  do domu  podarowane naczynie, sezon peonii 

już   się   skończył,   mogły   jeszcze   gdzieś   kwitnąć   tylko   pojedyncze 

okazy.

-   Nie   pamiętałem,   że   ta   tykwa   jest   jeszcze   u   nas   w   domu. 

Dobrze, że ją znalazłaś. 

- Tak.

- Czy kiedykolwiek widziałaś, jak mój ojciec układał bukiet z 

powoju?

- Nie, lecz pomyślałam, że i powój, i tykwa to pnącza i mogą do 

siebie pasować. 

- Co? To pnącza?

background image

Kikuji   roześmiał   się   i   stracił   zainteresowanie   rozmową.   Gdy 

czytał gazetę, zaczęła mu ciążyć głowa, więc położył się w pokoju 

śniadaniowym. - Czy sprzątnęłaś  moją  pościel?  - Kikuji zapytał, a 

służąca   podeszła   bliżej,   nadal   wycierając   naczynie.   -   Nie,   ałe 

chciałabym   trochę   sprzątnąć.   Później   Kikuji   poszedł   do   sypialni   i 

zobaczył, że we wnęce już nie ma powoju. Nie wisiał też wazonik z 

tykwy.

„Hm. Na pewno służąca zabrała, żebym nie oglądał zwiędłego 

kwiatu.”

Słysząc, że powój i tykwa są pnączami, wybuchnął śmiechem i 

pomyślał, że w ten sposób przetrwały u służącej nawyki estetyczne 

ojca.

Na samym środku alkowy stał dzbanuszek shino, choć powinien 

znajdować się w pudełku. Gdyby zobaczyła go Fumiko, na pewno by 

jej było nieprzyjemnie, że nie szanuje jej podarunku. Kiedy po raz 

pierwszy przyniósł go do domu, od razu ułożył w nim białe róże i 

bladoróżowe   goździki.   Uczynił   to   dlatego,   że   podobnie   postąpiła 

Fumiko stawiając kwiaty przed urną z prochami matki. Białe róże i 

blade goździki Kikuji ofiarował zmarłej na zakończenie pierwszego 

tygodnia żałoby.

W drodze powrotnej do domu kupił w tej samej kwiaciarni takie 

kwiaty, jakie dzień wcześniej przesłał Fumiko.

Potem   nie   używał   już   dzbanuszka,   ponieważ   nawet   od 

dotknięcia zaczynało mu mocniej bić serce.

background image

Niekiedy  na  ulicy  zwracał  uwagę  na  plecy  kobiet  w  średnim 

wieku, a zdawszy sobie sprawę z tego, że zaczynają go one pociągać, 

szeptał do siebie „zupełnie jak przestępca” i pochmurniał. Po chwili 

spostrzegał, że kobieta wcale nie jest podobna do pani Oty.

Przypominały mu ją jedynie zaokrąglenia bioder.

Ogarniało go przelotne drżenie pożądania i słodki zawrót głowy, 

a   jednocześnie   -   przerażające   zdumienie,   budzące   go   tuż   przed 

popełnieniem przestępstwa.

- Co właściwie czyni ze mnie przestępcę? - Kikuji wypowiedział 

to na głos, jakby chcąc się z czegoś otrząsnąć, lecz zamiast szukać 

odpowiedzi zapragnął spotkania z tą kobietą.

Nie uratuje się - myślał - dopóki się nie otrząśnie ze złudzenia, 

że dotyk zmarłej kobiety jest tak podniecający jak żywej.

Pomyślał też, że to moralne udręki tak chorobliwie targają jego 

zmysłami. Kikuji zapakował dzbanuszek shino do pudełka i położył 

się. Kiedy patrzył na ogród, usłyszał grzmoty. Dalekie lecz potężne 

dudnienie przybliżało się po każdym rozbłysku. Błyskawice zaczęły 

rozjaśniać drzewa w ogrodzie.

Ulewa nadeszła jeszcze szybciej. Grzmoty jakby się oddaliły.

Woda   rozpryskiwała   się   po   ziemi   w   ogrodzie.   Kikuji   wstał   i 

zadzwonił do Fumiko.

- Przykro mi, lecz pani Ota wyprowadziła się - odpowiedział 

głos z tamtej strony.

-  Słucham?   -  Zaskoczenie   Kikujiego  było  ogromne.  -   Wobec 

tego przepraszam...

background image

Kikuji pomyślał, że Fumiko sprzedała dom.

- A nie wie pani, dokąd się wyprowadziła?

- Przepraszam, za chwileczkę - była to chyba służąca.

Wkrótce wróciła do telefonu i podała adres, jakby czytając z 

kartki. „U państwa Tozaki” - zapisał Kikuji. Był też telefon. Kikuji 

zadzwonił pod wskazany adres.

-   Tak,   tu   Fumiko.   -   Odpowiedziała   niespodzianie   wesoło.   - 

Przepraszam, że kazałam czekać.

- Fumiko-san? Tu Mitani. Dzwoniłem do domu.

- Przepraszam - teraz ściszyła głos, który upodobnił się do głosu 

jej matki.

-   Kiedy   się   pani   przeprowadziła?   Ja...   właściwie...   -   Nie 

zawiadomiła mnie pani.

- Od pewnego czasu jestem u przyjaciółki. Dom sprzedałam.

- Tak?

- Nie wiedziałam, co zrobić, zawiadomić czy nie. Początkowo 

zamierzałam   nie   zawiadamiać,   uważałam   też,   że   nie   wolno   mi 

zawiadamiać o przeprowadzce, lecz ostatnio robiłam sobie wyrzuty, 

że pana nie zawiadomiłam.

- No, oczywiście.

-  O?   Na  pewno?   W  czasie  rozmowy   poczuł  się   lekko,  jakby 

odświeżony,  jak   po   umyciu   się.   I   zdziwił   się,   że   takiego   uczucia 

można doznać rozmawiając przez telefon.

-   Kiedy   patrzę   na   dzbanek   shino,   który   mi   pani   podarowała, 

zawsze mam ochotę panią spotkać.

background image

- Tak? W domu mam jeszcze jedno naczynie w stylu shino. Jest 

to mała czarka. Zamierzałam podarować panu razem z dzbanuszkiem, 

lecz ponieważ używała jej mama  na co dzień do picia herbaty, na 

krawędzi czarki pozostała plamka od szminki...

- Co?

- Tak mówiła mama.

- Czy to ma znaczyć, że szminka mamy dotychczas pozostała na 

powierzchni ceramiki?

- No nie. Ta czarka shino od początku miała zaczerwienienie, 

więc mama mówiła, że na czarce zawsze pozostaje trochę szminki, 

mimo   wycierania.   Kiedy   przyjrzałam   się   jej   brzegom   po   śmierci 

mamy, dostrzegłam rzeczywiście nieznaczne zaczerwienienie.

Czy Fumiko mówi o tym zupełnie przypadkowo, bez żadnego 

celu?

- Tu straszna ulewa. A tam? - Kikuji zmienił temat, jak gdyby 

nie mógł słuchać tego, co mówi Fumiko. - Po takim deszczu będzie 

przyjemnje, orzeźwiająco. Cztery  dni nie chodziłem do pracy, dziś 

również jestem w domu. Proszę mnie odwiedzić.

-   Dziękuję   bardzo.   Myślałam   o   tym   wcześniej,   ale   najpierw 

postanowiłam   znaleźć   pracę.   Chcę   pracować.   -   Nim   Kikuji 

odpowiedział, Fumiko dodała: - Bardzo się cieszę, że pan zadzwonił, 

na   pewno   przyjdę.   Chociaż   nie   wolno   mi   chyba   z   panem   się 

spotykać...

Kikuji poczekał, aż przestanie padać, a następnie kazał służącej 

sprzątnąć pościel.

background image

Sam się sobie dziwił, że zaprosił Fumiko do domu.

Nie   spodziewał   się,   że   mrok   grzechu   popełnionego   z   Ota 

zniknie, gdy tylko usłyszy głos jej córki.

A   może   głos   córki   sprawia   na   nim   wrażenie,   że   jej   matka 

powróciła do życia?

W  czasie  golenia  Kikuji  strząsał   mydliny   na  liście  drzewa  w 

ogrodzie i moczył pędzel w kroplach deszczu.

Po południu ktoś przyszedł. Kikuji myślał, że to Fumiko, lecz w 

sieni stała Kurimoto Chikako.

- Ach, to ty?

- Zrobiło się gorąco, więc przyszłam zobaczyć, jak sobie radzisz.

- Nie najlepiej.

- To niedobrze. Na twarzy też nie wyglądasz najlepiej.

Chikako zmarszczyła czoło i patrzyła na niego.

Kikuji   myśląc,   że   Fumiko   przyszłaby   na   pewno   w   stroju 

europejskim,   nie   wiadomo   dlaczego   z   nią   skojarzył   stukot 

drewniaków geta.

- Wstawiłaś sobie zęby? Odmłodniałaś.

- W porze deszczowej miałam więcej czasu. Są trochę za białe. 

Ale to nic nie szkodzi, bo wkrótce się zabrudzą Chikako przeszła do 

pokoju, w którym spał Kikuji, i spojrzała na alkowę.

- Nic tu nie ma, jest jednak czysto i przyjemnie - powiedział 

Kikuji.

background image

- Tak, bo to przecież pora deszczowa. Mimo to jeden kwiatek by 

się przydał... - Chikako zwróciła się w jego stronę. - Co zrobiłeś z 

dzbankiem od Oty?

Kikuji milczał.

- Czy nie byłoby lepiej go zwrócić?

- To moja sprawa.

- Niezupełnie twoja.

- W każdym razie nie masz prawa udzielać mi rad w tej sprawie.

- Niezupełnie tak jest. Chikako śmiała się białymi sztucznymi 

zębami.

- Przyszłam dzisiaj, żeby udzielić ci rady. - Nagle wyciągnęła 

obie ręce, rozszerzyła je, jakby odrzucając coś od siebie. - Dopóki z 

tego domu nie wygoni się demonów...

- Nie strasz mnie!

- Jako swatka muszę przedstawić ci dzisiaj pewne warunki.

- Jeśli ci chodzi o córkę Inamury, to, przykro mi, ale rezygnuję z 

niej.

Ależ... odrzucenie propozycji małżeństwa z dziewczyną, która 

ci się podoba, tylko z tego powodu, że nie lubisz swatki, to chyba 

tchórzostwo.   Swat   to   tylko   pomost,   możesz   potem   po   nim   deptać. 

Twój ojciec zawsze chętnie korzystał z moich usług.

Na twarzy Kikujiego odzwierciedliło się niezadowolenie.

Kiedy   Chikako   zaczyna   przekonywać,   zwykle   unoszą   się   jej 

gniewnie ramiona.

background image

- Naprawdę tak było. Nie jestem taka jak żona Oty. Ze mną 

znacznie  lżej. W  tych sprawach  byłoby  lepiej   kiedyś  porozmawiać 

szczerze,   niczego   nie   ukrywając,   lecz,   niestety,   nie   można   mnie 

zaliczyć do przygód miłosnych twego ojca. To było tak krótko, że 

nawet westchnąć nie zdążyłam - powiedziała i spuściła oczy. - Mimo 

to wcale nie czuję z tego powodu złości. Od tego czasu zawsze bez 

ceregieli korzystał z mojej pomocy, gdy tylko byłam mu potrzebna... 

Mężczyźni chętnie  posługują się  w różnych sprawach kobietami,  z 

którymi ich coś łączyło. A ja z kolei dzięki twojemu ojcu rozwinęłam 

w sobie zdrowy rozsądek, tak potrzebny w życiu.

- Hm.

- Dlatego korzystaj z mojego zdrowego rozsądku. Rzeczywiście, 

może ma rację - pomyślał poddając się beztroskiemu nastrojowi.

Chikako wyciągnęła wachlarz zza pasa obi.

-   Wiesz,   Kikuji,   człowiek   nie   wykształci   w   sobie   zdrowego 

rozsądku, jeśli nie opanuje zbyt wybujałej męskości lub kobiecości.

- Tak? To znaczy, że zdrowy rozsądek to rodzaj nijaki?

- To ironia? Kiedy ktoś jest rodzaju nijakiego, to dobrze widzi 

psychikę mężczyzny i kobiety. Czy nie zastanawiasz się, jak pani Ota 

mogła umrzeć i zostawić jedyną córkę bez żadnej opieki? Kto wie, 

czy ona nie miała już kogoś upatrzonego dla córki, myślała na pewno, 

że po jej śmierci córką zajmiesz się ty, Kikuji.

- Co ty mówisz?

background image

- Wiele myślałam o tym i doszłam nagle do takiego wniosku. To 

oznacza, że Ota swoją śmiercią przeszkodziła w twoim małżeństwie. 

To nie była zwykła śmierć. Ta śmierć miała jakiś cel.

- To są dziwaczne i szalone fantazje - odparł Kikuji, choć czuł 

się porażony tą szaloną fantazją Chikako. Chyba błysnęło.

- Kikuji-san, mówiłeś chyba córce Oty o panience Inamura?

Kikuji zrozumiał, o co jej chodzi, lecz udawał zdziwienie.

- To przecież nikt inny jak ty zadzwoniłaś do Oty i powiedziałaś 

jej, że już postanowiono w sprawie mojego małżeństwa.

Tak, zawiadomiłam ją i powiedziałam, żeby nie przeszkadzała. 

I Ota umarła tego właśnie wieczoru.

Nastąpiło milczenie.

- Ale skąd wiesz, że telefonowałam do pani Oty? Czy przybiegła 

tu z płaczem? 

Kikuji udawał zaskoczenie. Na pewno płakała ci do słuchawki.

Można by więc powiedzieć, że to ty ją zabiłaś.

-   Lżej   by   ci   było,   gdybyś   mógł   tak   myśleć.   Jestem 

przyzwyczajona do roli czarnego charakteru. Twój ojciec cenił mnie 

za to, że w zależności od potrzeby wykorzystywał mnie jako kobietę 

nawykłą   do   okrutnych   czarnych   ról.   Może   niekoniecznie   w   celu 

odpłacenia za łaski twego ojca, przyszłam jednak do ciebie w takiej 

samej roli czarnego charakteru.

Kikuji usłyszał w jej słowach również głęboką zawiść i złość, 

lecz Chikako mówiła dalej ze wzrokiem utkwionym w koniec swego 

nosa.

background image

- Nie musisz wiedzieć o tym, co się dzieje w garderobie. Jeśli 

uważasz,   że   jestem   nieprzyjemna   i   wtykam   nos   w   cudze   sprawy, 

możesz po prostu zmarszczyć brwi i skrzywić twarz z niezadowolenia, 

lecz ja tymczasem wypędzę stąd złą diabelską kobietę i doprowadzę 

do zawarcia dobrego dla ciebie związku małżeńskiego.

-   Czy   nie   mogłabyś   przestać   mówić   na   temat   tego   „dobrego 

związku małżeńskiego”?

- Tak, tak. Ja też nie chcę o tym mówić, nie chcę mówić też o 

sprawie pani Oty. - Głos Chikako zmiękł. - Nie twierdzę, że pani Ota 

była złym człowiekiem... Umarła bez słowa, lecz na pewno modliła 

się tylko o to, byś zajął się jej córką.

- Znów mówisz głupstwa.

- Jednak mam rację. Czy sądzisz, że nigdy nie myślała o tym, 

żeby córkę wydać za ciebie? Wobec tego w ogóle nie rozumiesz, co 

się   dokoła   ciebie   dzieje.   We   śnie   i   na   jawie   nie   myślała   o   nikim 

innym,   tylko  o   twoim   ojcu,  jakby   ją  opętał   zły   duch.   Oczywiście, 

można   to   nazwać   czystością   uczuć,   nie   przeczę.   Wplątała   w   to 

również swą córkę, w końcu postawiła życie na jedną kartę... Miałam 

wrażenie, że zawisło nad nią przekleństwo lub opętał ją zły duch. I 

dlatego zastawiała diabelskie sieci.

Kikuji patrzył jej w oczy.

Chikako uniosła głowę ku górze. Przez wąskie szparki powiek 

wciąż się w niego wpatrywała, Kikuji odwrócił więc głowę w bok.

Pod nawałą elokwencji zaczął się wahać, ponieważ od początku 

znalazł się na słabszej pozycji, zaskoczony atakiem Chikako.

background image

Czy rzeczywiście nieżyjąca Ota pragnęła związku między swoją 

córką a nim? Nawet o tym nie pomyślał. I nie wierzył. To zazdrość 

Chikako   rozsiewała   truciznę.   Jej   bezpodstawne   przypuszczenie 

przypomniało mu szkaradne piętno rozlane na jej piersi.

Te   dziwaczne   słowa   podziałały   jednak   na   Kikujiego   jak 

błyskawica.

Poczuł lęk.

A może właśnie pragnął tego w duchu?

Zdarza się niekiedy na świecie, że mężczyzna kochając matkę 

później   miłuje   również   jej   córkę.   Czy   jednak   to   możliwe,   by 

odczuwać   upojenie   na   myśl   o   objęciach   matki   i   niepostrzeżenie 

skłaniać się  ku jej córce, i nawet tej  zmiany  nie zauważyć? Może 

rzeczywiście znajdował się w diabelskich sieciach?

Teraz wydało  mu   się,  że od  spotkania  Oty  zdecydowanie się 

zmienił jego charakter. Coś go oszołomiło.

-   Przyszła   panienka   Ota,   lecz   usłyszawszy,   że   są   goście, 

powiedziała, że przyjdzie innym razem - zawiadomiła służąca.

- O? Już jej nie ma? Kikuji wstał i wyszedł.

- Przepraszam, przedtem...

Fumiko wyciągnęła smukłą białą szyję i spojrzała na niego.

We wgłębieniu między jej szyją a piersiami leżał żółtawy cień.

Czy to sprawa światła, czy po prostu wyczerpania? Ten wątły 

cień raczej uspokoił Kikujiego. 

- Jest tu Kurimoto.

background image

Powiedział to spokojnie, bez żadnego wysiłku, a gdy spojrzał na 

Fumiko,   zrobiło   mu   się   mimo   wszystko   lżej   na   duszy.   Fumiko 

kiwnęła potwierdzająco głową.

- Widziałam parasol nauczycielki...

- Ach, ten duży. Parasol od słońca, z długą rączką i w mysim 

kolorze, stał w sieni, oparty o ścianę.

- Proszę poczekać w pawilonie herbacianym obok domu. Ciocia 

Kurimoto zaraz sobie pójdzie.

Mówiąc to zdziwił się samemu sobie, że nie odprawił Chikako, 

choć wiedział, że przyjdzie Funlko.

- Mnie ona nie przeszkadza.

- Naprawdę? Wobec tego proszę. Fumiko  weszła do salonu i 

przywitała się z Chikako, jakby nie wiedziała o jej wrogości.

Nastąpiła   wymiana   kondolencji   i   podziękowań   za   wyrazy 

współczucia.

Chikako   siedziała   z   nieco   uniesionym   lewym   ramieniem, 

odchylona do tyłu, jak podczas doglądania uczennic.

- Dobra kobieta była z pani mamy. Wydaje mi  się, że opadł 

ostatni kwiat na tym świecie, na którym nie mogą żyć istoty wrażliwe.

- Mama nie była tak wrażliwa, jak pani mówi.

-   Fumiko-san,   zostałaś   sama,   na   pewno   matce   było   bardzo 

trudno się z tobą rozstawać.

Fumiko zamknęła oczy.

Mocno zacisnęła zgrubiałe wargi.

background image

- Myślę, że panience smutno, należałoby więc jak najszybciej 

zająć się ćwiczeniami ceremonii herbacianej.

- Hm, wie pani, ja już...

- To odwraca uwagę...

- Tak, ale moja sytuacja jest teraz inna, nie dla mnie są dziś 

ceremonie herbaciane.

- Dlaczego tak mówisz?

Chikako uniosła w górę ręce leżące dotąd na kolanach.

- Przyszłam tu dzisiaj po to, żeby przewietrzyć trochę pawilon 

herbaciany, bo pora deszczowa już minęła. - Spojrzała przelotnie na 

Kikujiego.

- Wobec tego może pójdziemy razem?

- Słucham?

- Pozwól, że wykorzystamy w ceremonii również pamiątkę po 

zmarłej.

Fumiko spojrzała na Chikako.

- Przy okazji porozmawiamy też o twojej matce.

- Ja nie mogę, bo nie wypada płakać w pawilonie herbacianym.

-   Trudno,   będziemy   płakać.   Nic   nie   szkodzi.   Kiedy   wkrótce 

przybędzie tu żona Kikujiego, wtedy nie będę mogła bez uprzedzenia 

wchodzić   do   tego   pawilonu.   Jest   to   miejsce   wypełnione 

wspomnieniami.

Chikako roześmiała się cicho, lecz zaraz dodała:

- Oczywiście, jeśli dojdzie do małżeństwa Kikujiego z Yukiko, 

córką Inamury.

background image

Fumiko   kiwnęła   głową   potwierdzająco.   Niczego   nie   dała   po 

sobie poznać. Lecz na jej okrągłej jak u matki twarzy pojawiły się 

oznaki znużenia.

- Niedobrze mówić w obecności osób trzecich o tym, gdy nic 

jeszcze nie postanowiono - zwrócił jej uwagę Kikuji.

-   Powiedziałam   przecież   „jeśli   dojdzie   do   małżeństwa”   - 

odparła. - Jak to mówią „w dobrej sprawie diabli nie śpią”... dlatego, 

Fumiko-san,   proszę   uznać,   że   nic   nie   słyszałaś,   do   czasu   decyzji, 

oczywiście.

-   Dobrze   -   Fumiko   znów   kiwnęła   głową.   Chikako   zawołała 

służącą i poszła sprzątać w pawilonie.

- W cieniu pozostały na listkach krople wody. Proszę uważać. 

Z ogrodu dobiegi glos Chikako.

3

- Kiedy rano dzwoniłem, na pewno słyszała pani w słuchawce 

szum deszczu - powiedział Kikuji. 

-   Czy   można   usłyszeć   deszcz   przez   telefon?   Nie   wiem,   nie 

zwróciłam   uwagi.   Czy   naprawdę   słychać   było   szum   deszczu 

padającego w tym ogrodzie? 

Fumiko skierowała wzrok na ogród. 

Za żywopłotem rozlegał się odgłos szorowania w pawilonie. 

Kikuji patrząc na ogród powiedział: 

- Ja też nie słyszałem deszczu rozmawiając przez telefon, lecz 

dopiero potem wydało mi się, że słyszałem, bo była wtedy straszna 

ulewa.

background image

- Tak, i przerażające grzmoty.

- Tak, tak, mówiła pani o tym przez telefon. 

- Nawet w drobiazgach człowiek bywa podobny do matki. Kiedy 

grzmiało,   mama   przykrywała   moją   główkę   rękawem   kimona.   Gdy 

wychodziłyśmy na dwór, często patrzyła na niebo mówiąc: „Ciekawe, 

czy dzisiaj nie będzie grzmiało?” Teraz też mam ochotę zakryć twarz 

rękawem od kimona, kiedy grzmi.

Z zawstydzenia Fumiko wcisnęła głowę między ramiona. 

Przyniosłam tę czarkę shino. - Wstała i wyszła. 

Wróciła do salonu i położyła paczkę przed kolanami Kikujiego. 

Kikuji zawahał się, więc Fumiko przysunęła zawiniątko do siebie i 

wyjęła czarkę z pudełka. 

- Myślę, że pani mama  lubiła pić herbatę z okrągłych czarek 

tworzących pary, chyba w stylu Ryonyu, prawda? - zapytał Kikuji. 

-   Tak,   lecz   najczęściej   używała   tej   czarki,   twierdząc,   że   w 

czarnej lub czerwonej filiżance, o których pan wspomina, zatraca się 

kolor herbaty.

-   To   prawda,   w   czarnej   filiżance   nie   widać   barwy   zwykłej 

zielonej herbaty...

Sądząc, że Kikuji nie ma zamiaru wziąć do rąk stojącej przed 

nim czarki, Fumiko powiedziała:

- Nie jest to specjalnie cenna ceramika.

- Ależ to wyjątkowy okaz.

background image

Tak  jak   Fumiko   wspomniała   rano,   pod  białą   glazurą   krył  się 

blady   odcień   czerwieni.   Patrząc   chwile   na   czarkę   Kikuji   odniósł 

wrażenie, że przez biel przebija czerwień.

Na górnej krawędzi leciutko rysował się jasnobrązowy ślad. W 

jednym tylko miejscu był trochę mocniejszy.

Czy w tym miejscu dotykały go jej wargi?

Może to ślad herbaty. A może zanieczyszczenie od dotyku warg.

Gdy wpatrywał się w ten bladobrązowy cień. zaczął dostrzegać 

również czerwień.

Kto wie, może rzeczywiście w tym miejscu przylgnęła szminka, 

tak jak Fumiko powiedziała dziś przez telefon.

W rysach na glazurze dostrzegł brąz zmieszany z czerwienią.

Serce   Kikujiego   zabiło   mocniej,   ponieważ   barwa   spłowiałej 

szminki   przypominała   mu   zwiędłą   czerwoną   różę   albo   plamę 

zakrzepłej krwi.

Poczuł   mdłości   na   myśl   o   tym,   a   jednocześnie   po   ciele 

przebiegło podniecające drżenie.

Na zewnętrznych ściankach czarki rysował się pęk grubej trawy 

o kolorze ciemnoniebieskim. Na niektórych liściach widniały rdzawe 

plamy.

Prosty, jakby tchnący zdrowiem rysunek ochłodził wzburzone 

chorobliwie zmysły Kikujiego.

Również z kształtu czarki emanował chłód.

- Niezwykły okaz - powiedział Kikuji i wziął do ręki.

background image

- Nie znam się na tym, ale mama lubiła tę czarkę i stale z niej 

piła herbatę.

- Tak, to odpowiednia czarka dla kobiety.  

Wypowiadając   te   słowa   poczuł   jeszcze   raz   z   całą   mocą,   że 

matka Fumiko była prawdziwą kobietą. 

Dlaczego   jednak   dziewczyna   przyniosła   mu   to   naczynie,   na 

którym pozostał ślad szminki?

Czy   jest   tak   naiwna   czy   gruboskórna?   -   Kikuji   nie   wiedział. 

Wyglądała jak istota bezbronna i uległa.

Kikuji   obracał   czarkę   w   rękach   nad   kolanami,   lecz   unikał 

dotknięcia do jej krawędzi.

-   Proszę   ją   schować.   Bo   ciotka   Kurimoto   zacznie   mi   znowu 

dokuczać.

- Dobrze.

Fumiko włożyła czarkę do pudełka i zawinęła ją.

Przyniosła   ją   chyba   po   to,   żeby   podarować   Kikujiemu,   lecz 

straciła okazję, aby to powiedzieć. Być może uznała, że nie podoba 

mu się.

Wyszła z paczką do sieni.

Od strony ogrodu weszła Chikako pochylona do przodu.

- Czy można cię prosić o przyniesienie dzbanka pani Oty?

- Proszę użyć moich przyborów, bo przyszła pani Ota Fumiko, a 

poza tym...

background image

- Dlaczego tak mówisz? Czy nie można go użyć właśnie dlatego, 

że jest też obecna panienka Fumiko? Jest to przecież pamiątka po jej 

matce, możemy więc przy okazji powspominać.

- Przecież nienawidzisz Oty - powiedział Kikuji.

-   Ja?   Jakże   mogłabym   nienawidzić?   Różniłyśmy   się   tylko 

charakterami. Nie można przecież nienawidzić człowieka, który już 

nie żyje. Nie zgadzałyśmy się charakterami, ja jej nie rozumiałam, a 

ponadto po prostu przejrzałam ją na wylot. 

Znać kogoś na wylot to widocznie twoja specjalność.

- Pilnuj się, żebym ciebie nie przejrzała na wylot. 

Fumiko   pojawiła   się   na   galerii   i   usiadła   na   progu.   Chikako 

zwróciła się do niej unosząc nieco lewe ramię.

-   Fumiko-san,   kochana,   pozwól   skorzystać   z   dzbanka   shino, 

który należał do twojej mamy.

- Proszę - odpowiedziała Fumiko.

Kikuji wyjął dzbanek, który niedawno zapakował i schował do 

szafy.

Chikako   wsunęła   wachlarz   za   pas   obi   i   z   pudełkiem 

zawierającym naczynie wyszła z pawilonu.

Kikuji podszedł do Fumiko.

-   Dzisiaj   rano,   kiedy   usłyszałem,   że   się   pani   przeprowadziła, 

bardzo   się   zaniepokoiłem.   Kto   załatwił   formalności   związane   ze 

sprzedażą domu i wszelkie inne sprawy?

- Sama, to było proste, bo dom sprzedałam znajomemu. Mieszka 

tymczasowo w Oiso, ma podobno bardzo małe mieszkanie. Mówił, że 

background image

mogłabym z nim się zamienić, lecz teraz nie potrafię mieszkać sama 

nawet   w   małym   domu.   Chodząc   do   pracy   wygodniej   mieszkać   w 

wynajętym   pokoju.   W   każdym   razie   przygarnęli   mnie   do   siebie 

przyjaciele.

- Ma pani już pracę?

- Nie, kiedy musiałam coś postanowić, to się okazało, że nic nie 

potrafię robić... Miałam zamiar odwiedzić pana dopiero wtedy, gdy 

znajdę pracę. Teraz nie mam domu, nie mam zawodu, przykro jest 

składać wizytę, gdy człowiek unosi się bezwolnie na fali.

Kikuji chciał powiedzieć, że właśnie w takim okresie najlepiej 

jest   chodzić   w   gości,   lecz   pomyślał   o   samotności   Fumiko. 

Dziewczyna jednak nie wyglądała na smutną.

-   Ja   też   chcę   sprzedać   ten   dom,   lecz   jakoś   nie   mogę   się 

zdecydować. Ponieważ mam zamiar sprzedać, nie reperuję okiennic, 

maty też są takie, jak pani widzi, i wymienić ich jakoś nie mogę.

- Chyba w tym domu pan się ożeni. Wtedy... - zaczęła mówić 

otwarcie.

Kikuji spojrzał na Fumiko.

-   Bierze   pani   poważnie   słowa   Kurimoto?   Czy   sądzi   pani,   że 

mogę się teraz ożenić?

- Z powodu mamy...? Tyle wycierpiał pan z jej powodu, teraz 

powinien pan uznać to wszystko za sprawy minione...

Chikako   dzięki   swojemu   doświadczeniu   szybko   przygotowała 

pawilon do ceremonii herbacianej.

background image

-  Czy   dobrze  dobrałam  do  tego   dzbanuszka  inne  naczynia?   - 

zapytała, lecz Kikuji nie potrafił odpowiedzieć.

Ponieważ   nie   odpowiedział,   milczała   również   Fumiko.   Oboje 

patrzyli na dzbanuszek shino.

Stał jako wazonik przed urną z prochami Oty, a dziś występuje 

w swej pierwotnej funkcji dzbanka na wodę.

Przedtem był w rękach Oty, a teraz posługuje się nim Chikako. 

Po śmierci pani Oty przeszedł w ręce jej córki, Fumiko, a od Fumiko 

do Kikujiego.

Dziwne   koleje   losu   przeszedł   ten   dzbanek,   a   może   takie   jest 

przeznaczenie   wszystkich   przyborów   używanych   w   ceremonii 

herbacianej?

Jaki   los   spotkał   ludzi,   w   których   rękach   było   to   naczynie   w 

ciągu trzystu lub czterystu lat od jego powstania, zanim Ota została 

jego właścicielką?

- Ceramika shino pięknieje, gdy ją stawiamy obok przenośnego 

piecyka na węgiel drzewny, używanego w ceremonii herbacianej, lub 

obok żeliwnego kociołka - powiedział Kikuji i dodał zwracając się do 

Fumiko: - Jaka jest mocna, nie ustępuje żelazu.

Glazura shino lśniła białym światłem wydobywającym się spod 

powierzchni.

Kikuji powiedział Fumiko przez telefon, że kiedy patrzy na to 

naczynie, to myśli o niej i chce się z nią spotkać. Czy jednak pod jej 

białą skórą kryje się równie głęboko jak u matki światło kobiecości?

Było gorąco, więc Kikuji otworzył shoji w pawilonie.

background image

W oknie za Fumiko zieleniły się klony, gęste liście rzucały cień 

na jej włosy.

Długa szyja i głowa tonęły w świetle padającym od okna, ręce 

natomiast,   chyba   od   niedawna   obnażone   powyżej   łokcia,   były   tak 

blade,   że   prawie   sine.   Jej   krągłe   ramiona,   przy   raczej   szczupłej 

sylwetce,   delikatne,   pulchne   ręce   pogłębiały   wrażenie   kobiecego 

wdzięku. 

Chikako również patrzyła na dzbanuszek.

-   To   naczynie   ożywa   i   pięknieje   dopiero   wtedy,   gdy   jest 

używane   w   ceremonii   herbacianej.   Grzech   wkładać   do   niego 

zachodnie bukiety.

- Mama jednak stawiała w nim kwiaty - powiedziała Fumiko.

- Aż trudno uwierzyć, że ten pamiątkowy dzbanuszek po matce 

jest w tym pawilonie. Twoja matka również na pewno się cieszy.

Chikako mówiła to chyba z ironią.

Lecz Fumiko jakby tego nie dostrzegła.

-   Mama   często   posługiwała   się   tym   dzbanuszkiem   jako 

wazonem.  Poza tym nie zamierzam  zajmować się nadal ceremonią 

herbacianą.

- Proszę tak nie mówić. Chikako rozejrzała się po pawilonie. - 

Zawsze kiedy mam okazję tu siedzieć, odczuwam większy spokój niż 

gdziekolwiek   indziej.   Widziałam   przecież   niemało   w   życiu.   - 

Spojrzała na Kikujiego. - W przyszłym roku minie pięć lat od śmierci 

twojego ojca, prawda? Powinieneś na tę rocznicę urządzić ceremonię 

herbacianą i zaprosić gości.

background image

-   Tak.   Byłoby   to   całkiem   zabawne   przyjęcie:   zgromadzić 

wszelkie możliwe przybory i naczynia, fałszywe oczywiście również, 

i zaprosić gości.

-   Co   ty   mówisz?   Wśród   przyborów   należących   dawniej   do 

twojego ojca nie było ani jednego falsyfikatu.

-   Czyżby?   Mimo   to   byłaby   to   interesująca   ceremonia,   gdyby 

posłużyć się w czasie niej samymi falsyfikatami. - Kikuji zwrócił się 

do Fumiko. - Wydaje mi się, że ten pawilon wypełniony jest trującym 

gazem,   cuchnącym  pleśnią,   wobec   tego   przyjęcie,   podczas   którego 

użyto   by   wyłącznie   falsyfikatów,   mogłoby   służyć   oczyszczeniu 

atmosfery z trucizny. Byłoby to zarazem przyjęcie dla pocieszenia i 

ukojenia duszy ojca, a dla mnie pożegnanie z ceremonią herbacianą. 

Zresztą od dawna już nie mam z tym do czynienia...

-  Chcesz powiedzieć, że mimo  wszystko nie daję ci spokoju, 

przychodzę i psuję powietrze w tym pawilonie? - Chikako starannie 

rozmieszała herbatę bambusowym pędzlem.

- Właśnie to miałem na myśli.

- Nie, to nieprawda. Oczywiście, zawierając nowy związek stare 

stosunki można zerwać.

Chikako   z   gestem   „proszę”   postawiła   czarkę   herbaty   przed 

Kikujim.

- Fumiko-san, słuchając żartów Kikujiego można by pomyśleć, 

że pamiątka  po  twojej   matce  dostała   się  w niewłaściwe  ręce.  Gdy 

patrzę na to naczynie w stylu shino mam wrażenie, że odbija się w 

nim twarz twojej mamy. 

background image

Kikuji   wypił   herbatę,   postawił   czarkę   i   spojrzał   na   dzbanek 

shino.

W czarnej lakierowanej pokrywce odbijała się postać Chikako. 

Fumiko wyglądała na roztargnioną.

Kikuji   nie   wiedział,   czy   Fumiko   zaprotestuje,   czy   zignoruje 

Chikako.

Zdziwił się, że Fumiko nie dała poznać po sobie niezadowolenia, 

a po prostu weszła razem z Chikako do pawilonu i usiadła.

Z obojętnością przyjmowała również słowa Chikako mówiącej o 

małżeństwie Kikujiego.

Fumiko   nie   przejawiała   wrogości   wobec   Chikako,   która   od 

dawna   nienawidziła   Oty   i   jej   córki,   a   teraz   każdym   słowem   ją 

obrażała.

Może pogrążona jest w tak głębokim smutku, że nic do niej nie 

dociera?

A   może   po   prostu   wstrząśnięta   śmiercią   matki   wzniosła   się 

ponad ziemskie sprawy?

Kto   wie,   czy   odziedziczywszy   charakter   po   matce   nie   jest 

tajemniczą,   czystą   dziewicą,   która   nigdy   nie   przeciwstawia   się   ani 

sobie, ani obcym?

Kikuji nie próbował jej bronić przed nienawiścią i obraźliwymi 

słowami Chikako.

Teraz zrozumiał, że to właśnie on zachowuje się dziwacznie.

Mimo to uważał, że Chikako nie jest normalna, choćby dla tego, 

że piła herbatę przez siebie przyrządzoną podczas ceremonii.

background image

Chikako   wyjęła   zegarek   zza   pasa   obi   i   powiedziała:   -   Mały 

zegarek niewygodny dla starych oczu... Nie chciałbyś mi podarować 

kieszonkowego zegarka twojego ojca. Kikuji?

Nie ma takiego zegarka - - odmówił zdecydowanie.

- Na pewno jest. Twój ojciec często go nosił. Również,  kiedy 

chodził   do   domu   Fumiko,   miał   na   pewno   zegarek   kieszonkowy. 

Chikako zrobiła głupią minę.

Fumiko zamknęła oczy.

-  Czy  teraz  jest   dziesięć  po  drugiej?  Wskazówki  zlewają  się, 

widzę jak przez mgłę.

Chikako zaczęła mówić tonem człowieka zapracowanego.

- Córka pana Inamury zorganizowała grupę. Dzisiaj od trzeciej 

mam u niej lekcję. Pomyślałam, że najpierw wpadnę tutaj i otrzymam 

odpowiedź od ciebie.

-   Proszę   przekazać   panu   Inamurze,   że   ja   zdecydowanie 

odmawiam. - Mimo że Kikuji powiedział wyraźnie, Chikako starała 

się obrócić to w żart.

-   Tak,   tak,   zdecydowanie,   powiem.   Chciałabym   jednak   jak 

najszybciej dawać lekcje tej grupie w twoim pawilonie herbacianym.

- Wobec tego powiedz, żeby pan Inamura kupił ten dom. I tak 

mam zamiar go sprzedać.

Chikako nie zwracając uwagi na Kikujiego zapytała:

- Fumiko-san, może wyjdziemy razem?

- Dobrze.

- Tylko tu posprzątam.

background image

- Pomogę pani.

- Naprawdę?

Nie czekała jednak na Fumiko, szybko udała się do umywalki.

Rozległ się plusk wody.

- Fumiko-san, jeszcze proszę zostać. Proszę z nią nie wychodzić 

- powiedział cicho.

Fumiko potrząsnęła głową.

- Boję się.

- Nie ma powodu się bać.

- Ja się boję.

- Wobec tego proszę ją odprowadzić i wrócić tutaj.

Fumiko znowu potrząsnęła głową i wstała z miejsca robiąc taki 

ruch rękami, jakby rozprostowywała fałdy na letniej sukni z tyłu pod 

kolanami.

Wydało mu się, że Fumiko zachwiała się, lecz dostrzegł tylko 

rumieńce na jej twarzy.

Kiedy Chikako zapytała go o zegarek kieszonkowy ojca, Fumiko 

lekko się zaczerwieniła, a teraz jej zawstydzenie rozkwitło na całej 

twarzy.

Fumiko wzięła dzbanek shino i poszła do umywalki.

-   O?   Jednak   przyniosłaś   własność   twojej   matki?   -   zabrzmiał 

chrypliwy głos Chikako.

background image

Podwójna gwiazda 

1

- Fumiko i córka Inamury wyszły za mąż - powiedziała Chikako 

odwiedziwszy Kikujiego w domu.

Latem wpół do dziewiątej wieczorem jeszcze jest widno, więc 

po   kolacji   Kikuji   położył   się   na   galerii   i   przyglądał   świetlikom   w 

klateczce,   które   kupiła   służąca.   Bielejące   światełka   niepostrzeżenie 

zmieniały się w żółte - zapadał już zmrok, lecz Kikuji nie wstał, żeby 

zapalić światło.

Niedawno   wrócił   po   czterech   dniach   spędzonych   w   willi 

przyjaciela nad jeziorem Nojiri.

Przyjaciel był żonaty i miał małe dziecko. Nie przyzwyczajony 

do dzieci Kikuji nie znał się na niemowlętach, nie wiedział więc, jak 

się zachować witając się z gospodarzami.

- Dobrze się chowa, prawda? - powiedział.

- Wcale nie. Urodził się taki mały, że żal było patrzeć. Teraz 

wygląda trochę lepiej - wyjaśniła matka.

Kikuji lekko pomachał ręką.

- Ono nie mruga..

- Widzi, ale mrugać zacznie później.

Kikuji myślał, że niemowlę ma już wiele miesięcy, a tymczasem 

miało  ledwie sto  dni. Dlatego młoda  żona wyglądała nie najlepiej, 

włosy   jej   zszarzały,   twarz   wybladla,   jakby   zmęczenie   porodem 

jeszcze nie minęło.

background image

Ośrodkiem   domu   stało   się   niemowlę,   całą   uwagę   rodziców 

skupiało na sobie, dlatego Kikuji czuł się wśród nich intruzem, lecz 

gdy   wsiadał   do   powrotnego   pociągu,   nadal   towarzyszył   mu   obraz 

szczupłej   kobiety   trzymającej   niemowlę   w   objęciach   z  całkowitym 

oddaniem, na pierwszy rzut oka bardzo spokojnej, lecz jednocześnie 

wychudłej, jakby zupełnie pozbawionej życia. Przyjaciel początkowo 

mieszkał   razem   z   rodzicami   i   rodzeństwem,   dlatego   żona,   która 

wkrótce po porodzie znalazła się w końcu tylko z mężem i własnym 

pierwszym   dzieckiem,   na   pewno   poczuła   się   taka   spokojna,   że 

zapomniała o całym świecie.

Teraz   Kikuji   leżał   na   podłodze   galerii   i   przypominał   sobie 

sylwetkę   żony   przyjaciela   ze   wzruszeniem,   niemal   w   nastroju 

świętego uniesienia. Wtedy przyszła Chikako.

Weszła do pokoju bez uprzedzenia. 

- O? Tak po ciemku? Następnie usiadła obok stóp Kikujiego. - 

Tylko współczuć kawalerowi. Kiedy się położy, to nawet nie ma kto 

zapalić światła.

Kikuji   podkulił   nogi.   Przez   chwilę   się   nie   ruszał,   następnie 

wstał, chociaż niechętnie. - Proszę leżeć.

Chikako   prawą   ręką   zrobiła   taki   gest,   jakby   chciała   nakłonić 

Kikujiego do leżenia, lecz następnie cofnęła rękę i pokłoniła się na 

powitanie.   Powiedziała,   że   była   w   Kioto,   a   w   drodze   powrotnej 

zatrzymała   się   w   Hakone.   W   Kioto,   w   siedzibie   głównego   rodu 

pielęgnującego   jedną   ze   szkół   ceremonii   herbacianej,   do   której 

background image

właśnie należała, spotkała się ze znajomymi Oizumi, zajmującymi się 

sprzedażą i kupnem przyborów służących do ceremonii herbacianej. 

- Dawno już nie rozmawiałam tak długo o twoim ojcu jak wtedy, 

w czasie tego spotkania. Oizumi chcąc pokazać mi miejsce, w którym 

zatrzymywał   się   potajemnie   pan   Mitani,   zaprowadził   mnie   do 

maleńkiego hoteliku w Kiyamachi. Twój ojciec mieszkał tam z panią 

Ota.

Znajomy   radził   mi   zamieszkać   właśnie   w   tym   hotelu. 

Rozumiesz, mnie to proponuje, co za grubianin! Kiedy pomyślę, że 

zarówno twój ojciec, jak i pani Ota nie żyją, to nawet ja, kobieta nie 

taka znowu bojaźliwa, w środku nocy poczułabym się w tym hoteliku 

nieswojo. 

Kikuji milczał myśląc, że grubianką jest właśnie Chikako, skoro 

takie rzeczy opowiada.

- Kikuji-san, ty też wyjeżdżałeś, prawda? Byłeś nad jeziorem 

Nojiri? - zapytała tonem osoby wszystko wiedzącej.

To   w   jej   stylu,   przychodzi   do   domu,   wypytuje   służącą,   a 

następnie   nie   czekając   na   uprzedzenie   gospodarza   przez   służącą, 

wchodzi do salonu.

- Dopiero co wróciłem - z niezadowoleniem odrzekł Kikuji.

- A ja wróciłam przed kilku dniami - odparła ostro i uniosła 

wysoko lewy bark. - Słuchaj, wiesz, co się stało? Wróciłam do domu, 

a tu spotkała mnie przykra niespodzianka. Spadło to na mnie jak grom 

z jasnego nieba. Takie niedopatrzenie,  aż wstyd mi pokazywać się 

background image

przed   tobą,   Kikuji.   Córka   Inamury   wyszła   za   mąż   -   oświadczyła 

Chikako.

Na szczęście na galerii było ciemno, więc Kikuji mógł ukryć 

zdziwienie. Zapytał obojętnie:

- Tak? Kiedy?

-   Jesteś   tak   spokojny,   jakby   dotyczyło   to   kogoś   innego   - 

powiedziała Chikako ironicznie.

- Przecież mówiłem nieraz, że nie ożenię się z Yukiko.

- To tylko słowa. Po prostu byłeś przeciwko mnie, a nie przeciw 

Yukiko. Tak, tak, mówisz, że cię nie interesuje, a mimo to ta wscibska 

baba   wtrąca   się   nie   proszona   w   cudze   sprawy,   i   jeszcze   z   takim 

uporem. To oburzające, co? Rozumiem ciebie, lecz dziewczyna jest 

niezła.

- Co ty opowiadasz? - Kikuji wybuchnął śmiechem.

- Podoba ci się, prawda?

- To ładna dziewczyna.

- Od razu cię przejrzałam.

- Nie muszę się żenić dlatego, że jest ładna. 

Słysząc,   że   córka   Inamury   wyszła   za   mąż,   poczuł   ukłucie   w 

piersi,   a   następnie   pragnął   ujrzeć   obraz   tej   dziewczyny   oczyma 

wyobraźni.

Kikuji spotkał Yukiko tylko dwa razy.

Pierwszy   raz,   podczas   ceremonii   herbacianej   w   Engakuji, 

Chikako kazała Yukiko przygotować i podać herbatę Kikujiemu, żeby 

mógł   się   dziewczynie   przyjrzeć.   Czynności   ceremonii   wykonała 

background image

czysto i z wdziękiem. W sercu Kikujiego pozostało wrażenie sylwetki 

Yukiko, której plecy, długie rękawy kimona, a także włosy rozjaśniało 

światło wpadające przez papier w shoji, na którym rysował się cień 

młodych liści, lecz twarzy Yukiko nie mógł sobie przypomnieć. Za to 

żywo ukazała   mu  się   przed  oczyma  czerwona  ściereczka,  to   znów 

zawiniątko w brzoskwiniowej chuście o wzorze białych żurawi, które 

niosła wchodząc do pawilonu herbacianego przy świątyni.

Za drugim razem, kiedy Yukiko przyszła do domu Kikujiego, 

Chikako przygotowała herbatę. Następnego dnia Kikuji czuł - jak mu 

się   zdawało   -   przyjemny   zapach   dziewczyny   utrzymujący   się   w 

pawilonie   herbacianym,   a   dziś   jeszcze   widzi   przed   oczyma   wzory 

irysów.na jej pasie obi, lecz całej sylwetki odtworzyć nie potrafi.

Nawet twarzy matki i ojca, zmarłych przed trzema czy czterema 

laty,   nie   może   zobaczyć   w   wyobraźni.   Przypomina   ich   sobie,   gdy 

patrzy na zdjęcia. Po prostu im ktoś bliższy i bardziej kochany, tym 

chyba trudniej odtworzyć w pamięci jego wygląd. Natomiast im obraz 

brzydszy, tym:;mocniej się utrwala.

Oczy   i   policzki   Yukiko   pozostały   w   pamięci   Kikujiego 

przezroczyste,   jak   światło,   natomiast   znamię   na   piersi:  Chikako 

utrwaliło się tak konkretnie jak żywa ropucha.

Chikako chyba ma na sobie bieliznę z białego krepdeszynu z 

Ojiya, Kikuji o tym wie, więc nawet przy jasnym świetle nie mógłby 

zobaczyć znamienia na jej piersi przez ubranie, lecz teraz widzi je 

oczyma wyobraźni w ciemności.

background image

- Jeśli sam twierdzisz, że to ładna dziewczyna, nie powinieneś 

był z niej rezygnować. Jest tylko jedna Inamura Yukiko na świecie. 

Choćbyś szukał całe życie, drugiej takiej nie znajdziesz. Kikuji-san, 

czy ty nie rozumiesz jeszcze tak prostej rzeczy? - ganiła go. - Nie 

masz   doświadczenia   i   zachowujesz   się   nierozważnie.   –   I   z   tego 

powodu   zmienia   się   nieodwracajnie   życie   dwojga   ludzi,   panienki 

Yukiko i twoje. Yukiko liczyła na ciebie, a teraz poszła do obcych 

ludzi, więc na pewno jest nieszczęśliwa, dlatego w pewnym sensie 

ponosisz za to odpowiedzialność.

Kikuji milczał.

-  Panienka   była   ci   przychylna.   I   po   wielu   latach   na   pewno 

zacznie żałować, że nie wyszła za ciebie, i wspominać cię z tęsknotą. 

Myślę, że przykro ci na samą myśl o tym.

Uwagi   Chikako   wydawały   się   wyjątkowo   jadowite.   Skoro 

Yukiko wyszła za mąż, to w jakim celu Chikako strzępi sobie język?

- Świetliki? O tej porze? Chikako wyciągnęła szyję. - Przecież 

nadeszła już pora jesiennych owadów. Czy świetliki jeszcze żyją o tej 

porze? To pewnie jakieś zjawy!

- Służąca je kupiła.

-  Wiadomo, czego można się spodziewać po służącej. Gdybyś 

zajmował się ceremonią herbacianą, nigdy byś nie dopuścił do tego. 

Są jeszcze przecież pory roku w Japonii.

Po   tych   słowach   Kikujiemu   wydało   się,   że   rzeczywiście 

świetliki  przypominają  zjawy. Odżył mu  w pamięci  głos  cykad na 

background image

brzegu jeziora Nojiri. Niewątpliwie, to dziwne świetliki, które żyją do 

dziś..

- Gdybyś miał żonę, ona by nie dopuściła do tak smętnych i 

przykrych symboli, niezgodnych zresztą z porą roku. - Chikako nagle 

stała   się   sentymentalna.   -   Po   prostu   chciałam   spłacić   dług   wobec 

twojego ojca swatając ci córkę Inamury.

- Dług?

-   Tak.   Leżysz   w   ciemności   i   przyglądasz   się   świetlikom,   a 

tymczasem nawet Ota Fumiko wychodzi za mąż.

- Kiedy?

Tym   razem   jej   słowa   wstrząsnęły   Kikujim   mocniej   niż 

przedtem,   kiedy   usłyszał   o   zamążpójściu   Yukiko,   zresztą   nie   był 

przygotowany na to i nie zdołał ukryć swojego zdumienia. Chikako na 

pewno spostrzegła jego zaskoczenie.

-  Ja  też   nie  mogę   dojść  do  siebie  po  powrocie   z  Kioto.  Tak 

szybko   się   z   tym   uwinęły,   jakby   się   zmówiły.   Młodzi   ludzie   są 

niecierpliwi - powiedziała Chikako. - Dowiedziałam się o małżeństwie 

Fumiko i pomyślałam, że już teraz nikt nie będzie przeszkadzał, ale 

okazało się, że Yukiko również nie czekała. Pani Inamura obniżyła 

swój prestiż. A wszystko to przez twój brak zdecydowania.

Kikuji nie mógł uwierzyć w małżeństwo Fumiko. 

Pani Ota nawet swoją śmiercią przeszkodziła w twoich planach 

małżeńskich. Myślę jednak, że wraz z wyjściem Fumiko za mąż, złe 

duchy pani Oty odejdą z tego domu. - Wzrok skierowała na ogród. - 

Jesteś   teraz   oczyszczony,   uporządkuj   przynajmniej   drzewa   w 

background image

ogrodzie. Nawet w ciemności widać, jak gałęzie się frozrosły. Duszno 

tu i ciemno.

Przez cztery lata od śmierci ojca Kikuji ani razu nie zamówił 

ogrodnika.   I   rzeczywiście,   gałęzie   porozrastały   się   na   wszystkie 

strony, co można poznać choćby po zapachu przypominającym upalne 

popołudnie, które pod gęstwą gałęzi przetrwało do nocy.

-   Twoja   służąca   drzew   nawet   chyba   nie   podlewa.   Tyle 

przynajmniej mógłbyś kazać jej zrobić, prawda? 

- To nie twoja sprawa.

Po   każdym   słowie   Chikako   pogłębiał   się   grymas   na   twarzy 

Kikujiego, a mimo to pozwalał jej mówić to, na co miała ochotę. Tak 

było zawsze, kiedy spotykał się z tą kobietą. 

Chikako   mówiła   przykre   rzeczy,   starała   się   jednak   wkraść   w 

łaskę Kikujiego i poznać jego myśli. Do tego rodzaju zabiegów Kikuji 

już się  przyzwyczaił.  Otwarcie  je odrzucał  i usilnie  jej  się strzegł. 

Chikako o tym wiedziała, lecz najczęściej udawała, że nie wie.

Chikako nigdy nie mówiła nic takiego, co byłoby dla Kikujiego 

całkowitym   zaskoczeniem.   Po   prostu   wyłuskiwała   z   niego   to,   co 

odkrywał w sobie jako nieprzyjemne.

Również dzisiejszej nocy mówiąc, że Yukiko i Fumiko wyszły 

za mąż,  chciała  poznać jego prawdziwe zamiary. W jakim  celu to 

robiła? - zastanawiał się Kikuji i miał się na baczności. Swatała mu 

Yukiko, starając się odsunąć od niego Fumiko: nie powinno ją więc 

obchodzić, co Kikuji o nich myśli, kiedy obie wyszły za mąż.

background image

Czuł, że należałoby wstać i zapalić światło w salonie i na galerii. 

To   śmieszne   rozmawiać   z   Chikako   po   ciemku   -   dotarło   do   jego 

świadomości - bo przecież nie są sobie tak bliscy. Wtrącanie się do 

sposobu   pielęgnacji   drzew   w   ogrodzie   Kikuji   potraktował   jako 

przejaw   typowego   dla   niej   sposobu   bycia   i   mógł   jej   uwagi   puścić 

mimo uszu. Nie chciało mu się jednak wstać.

Chikako wspomniała  o świetle,  kiedy  weszła  do pokoju, lecz 

także   nie   poszła   go   zapalić.   A   przecież   zajmowanie   się   takimi 

drobnymi sprawami stało się swego rodzaju dobrowolnie przyjętym 

jej obowiązkiem. Teraz jednak nie spieszyła się, żeby usłużyć w ten 

sposób Kikujiemu. Może się postarzała albo też zaczęła zachowywać 

się z godnością właściwą nauczycielce ceremonii herbacianej.

- Oizumi prosił mnie o przekazanie tej wiadomości, choć to nie 

moja sprawa. Mówił, że gdybyś chciał się pozbyć przyborów i naczyń 

do   ceremonii   herbacianej,   chętnie   by   się   zajął   ich   sprzedażą   - 

powiedziała Chikako spokojnie. - Skoro utraciłeś już córkę Inamury, 

na pewno rozpoczniesz przygotowania do nowego życia, więc chyba 

nie będziesz miał czasu myśleć o ceremonii. A ja jestem niepotrzebna 

w   tym   domu,   w   którym   za   życia   twojego   ojca   brałam   udział   w 

ceremoniach   herbacianych,   więc   jest   mi   smutno.   Pawilon   wciąż 

pozostaje zamknięty, wietrzę go tylko ja, kiedy tu przychodzę.

Kikuji zrozumiał, o co jej chodzi. Cel Chikako był przejrzysty. 

Nie   udało   się   jej   ożenić   go   z   Yukiko,   dlatego   rezygnuje   z 

utrzymywania   stosunków   z   jego   domem,   w   końcu   decyduje   się 

background image

wspólnie z handlarzem wyciągnąć od niego przybory i ceramikę. To 

wszystko omówiła z Oizumim w Kioto.

Kikuji zamiast się rozgniewać, poczuł raczej ulgę.

-   Ponieważ   zamierzam   sprzedać   dom,   więc,w   odpowiednim 

czasie poproszę o pomoc.

- Pewnie, lepiej mieć do czynienia z bliskim człowiekiem, który 

bywał w tym domu od czasów twojego ojca - dodała Chikako.

Znajdujące się tutaj przybory zna lepiej Chikako niż on sam - 

pomyślał Kikuji. - Wszystko już chyba dobrze obliczyła.

Kikuji spojrzał w stronę pawilonu herbacianego. Rósł przed nim 

wielki   oleander,   o   tej   porze   całkowicie   pokryty   białymi   kwiatami. 

Wyróżniał się tylko białą plamą na tle nocy tak ciemnej, że trudno 

było rozróżnić, gdzie kończy się wierzchołek drzewa, a gdzie zaczyna 

niebo.

2

Kończono już pracę i Kikuji zamierzał wyjść z biura firmy, gdy 

zadzwonił telefon.

- Tu mówi Fumiko - usłyszał cichy głos. Tu Mitani.

- Tu Fumiko.

- Tak, zrozumiałem.

- Przepraszam, że przez telefon, lecz jeśli nie przeproszę choćby 

przez telefon, to potem mogę nie zdążyć.

- Co?

- Prawdę mówiąc wczoraj wysłałam list i chyba zapomniałam 

nakleić znaczek.

background image

- Co? Jeszcze nie otrzymałem.

-   Kupiłam   na   poczcie   dziesięć   znaczków,   wysłałam   list, 

wróciłam do domu i stwierdziłam, że nadal mam dziesięć znaczków. 

Musiałam   być   bardzo   roztargniona.   Zastanawiałam   się,   jak   mam 

przeprosić za to, zanim list dojdzie.

-   Taką   sprawą   mogłaby   pani   się   nie   przejmować.   -   Kikuji 

odpowiadając   zastanawiał   się,   czy   wspomniany   list   jest 

zawiadomieniem o ślubie.

- Czy to uroczysty list z jakiejś okazji?

- Co? Zwykle rozmawialiśmy przez telefon, list napisałam po 

raz pierwszy, więc wahałam się, czy mam go wysłać czy nie, i dlatego 

zapomniałam nakleić znaczek.

- Gdzie teraz pani jest?

- W budce telefonicznej na Dworcu Tokijskim... Następna osoba 

już czeka w kolejce.

- Przy telefonie publicznym? - Kikuji czegoś tu nie mógł pojąć, 

ale dodał: - Wszystkiego najlepszego!

- Co takiego? Dzięki Bogu, wreszcie... Jednak skąd pan o tym 

wie?

- Od Kurimoto, ona mnie zawiadomiła.

- Pani Kurimoto? Skąd wiedziała? Straszny z niej człowiek. 

-   Już   chyba   nie   spotkam   się   z   nią.   Wtedy   słyszała   pani   w 

słuchawce szum deszczu, prawda?

background image

- Tak. Wtedy przeniosłam się do przyjaciół i wahałam się, bo nie 

wiedziałam,   czy   mam   zawiadomić   czy   nie   zawiadamiać,   mówiłam 

panu o tym, tym razem jest podobnie.

- Wolałbym, żeby mnie pani zawiadomiła. Kiedy usłyszałem o 

tym od Kurimoto, wahałem się długo nie wiedząc, czy mam wysłać 

życzenia, czy nie wysłać.

- To smutne tak zginąć bez wieści - zanikający głos przypominał 

mu jej matkę. Kikuji milczał. - Powinnam chyba raczej zginąć bez 

wieści...   -   zamilkła   na   chwilę.   -   Mam   teraz   maleńki   pokoik,   dość 

schludny, znalazłam go razem z miejscem pracy.

- Co?

- Zaczęłam pracować w upały, to męczące.

- To prawda. A poza tym świeżo po ślubie...

- O? Ślub? Powiedział pan o ślubie?

- Wszystkiego najlepszego.

- Co, dla mnie? Jest pan okropny.

- Przecież wyszła pani za mąż.

- Co, ja?

- Nie wyszła więc pani za mąż?

-   Oczywiście,   że   nie!   Czy   mogłabym   w   tych   warunkach 

zdecydować się na ślub? Niedawno umarła mama, i to w ten sposób...

- Tak, ale...

- Czy powiedziała to panu Kurimoto?

- Tak.

- Dlaczego? 

background image

- Nie wiem. 

- Usłyszał pan i naprawdę uwierzył?

Fumiko mówiła jakby do siebie.

- Nie można o tym mówić przez telefon, czy nie chciałaby się 

pani ze mną spotkać? - Kikuji zapytał zdecydowanym głosem.

- Dobrze.

- Jadę na Dworzec Tokijski, proszę zaczekać tam na mnie.

- Ale...

- Może spotkamy się gdzie indziej?

- Nie chcę czekać na ulicy, odwiedzę pana w domu.

- Może więc razem wrócimy?

Żeby razem wrócić, musielibyśmy się jednak umówić na ulicy.

- Można w moim biurze.

- Nie. Przyjadę prosto do domu.

-   Tak.   Więc   już   wracam.   Gdyby   pani   dojechała   przede   mną, 

proszę nie czekać, lecz wejść do mieszkania.

Jeśli Fumiko z Dworca Tokijskiego będzie jechać pociągiem, to 

zajedzie szybciej niż Kikuji. Lecz wydało mu się, że może wsiądzie 

do tego samego pociągu, więc rozglądał się szukając jej w tłumie... 

Rzeczywiście, Fumiko dojechała szybciej. Od służącej dowiedział się, 

że   jest   ona   w   ogrodzie,   więc   z   ganku   poszedł   prosto   do   ogrodu. 

Fumiko siedziała na kamieniu w cieniu bielejącego oleandra.

Od wizyty Chikako minęły trzy a może cztery dni. Służąca przed 

powrotem Kikujiego podlała sad. Stary hydrant w ogrodzie nadawał 

się jeszcze do użytku.

background image

Kamień, na którym siedziała Fumiko, również został zmoczony 

u dołu. Wśród grubych zielonych liści kryły się czerwone kwiaty - 

oleander   w   pełnym   rozkwicie   wyglądał   jak   „kwiat   rozpalonego 

słońca”,   natomiast   od   białych   kwiatów   aż   tchnęło   chłodem.   Kępy 

kwiatów miękko się kołysały otulając sylwetkę dziewczyny. Fumiko 

również   odznaczała   się   bielą   bawełnianej   sukni   ze   złożonym 

kołnierzykiem   i   cienkimi   obszyciami   z   granatowego   płótna   wokół 

kieszeni i kołnierzyka.

Promienie   zachodzącego   słońca   padały   ponad   oleandrem   i 

kładły się u stóp Kikujiego. 

Witam - Kikuji podszedł do niej szczerze uradowany.

Fumiko   chciała   coś   powiedzieć,   zanim   Kikuji   się   do   niej 

odezwie, lecz teraz rzekła po prostu: - Przepraszam za telefon...

Wstała   zginając   plecy,   jakby   chcąc   się   odwrócić.   Kikuji 

podszedł do niej i zdawało się, że weźmie ją za ręce.

-   Mówił   pan   przez   telefon   takie   straszne   rzeczy,   dlatego 

przyszłam. Żeby to wszystko wyjaśnić.

- Chodzi o małżeństwo? Ja też byłem tym zaskoczony.

- Czym? - Fumiko przymknęła oczy.

- Czym? Po prostu tym, co usłyszałem o zamążpójściu i tym, co 

usłyszałem   dziś,   że   nie   wyszła   pani   za   mąż.   Dwa   razy   zostałem 

zaskoczony.

- Dwa razy?

- Oczywiście.

Kikuji stąpał po kamieniach.

background image

-   Wejdźmy   tędy.   Mogła   pani   sama   wejść   do   pokoju   i   tam 

poczekać   -   powiedział   i   usiadł   na   galerii.   -   Ostatnio   wróciłem   z 

podróży i kiedy odpoczywałem w tym miejscu, przyszła Kurimoto. 

Był wieczór.

Służąca zawołała Kikujiego od strony mieszkania. Chodziło o 

kolację, którą zamówił telefonicznie przed wyjściem z firmy. Kikuji 

wstał   i   poszedł   do   mieszkania.   Przy   okazji   przebrał   się   w   białe 

płócienne kimono.

Fumiko chyba poprawiła makijaż.

- Co mówiła pani Kurimoto?

-   Powiedziała   tylko,   że   słyszała   o   tym,   że   również   Fumiko 

wyszła za mąż...

- Czy uwierzył pan?

- Jakże miałem nie uwierzyć, nawet nie mogłem podejrzewać, że 

było to kłamstwo.

- Nawet nie wątpił pan?

Czarne duże oczy Fumiko nagle zwilgotniały.

- Czy mogę teraz wyjść za mąż? Czy naprawdę myśli pan, że 

mogłabym to zrobić? Mama i ja cierpiałyśmy, przeżywałyśmy smutki, 

to nie zanika...

Zabrzmiało to tak, jakby matka żyła.

-   Obie   lubiłyśmy   być   rozpieszczane,   lecz   zawsze   chętnie 

wierzyłyśmy, że ludzie nas zrozumieją. Czy było to tylko złudzenie 

senne? Czy tylko odbicie w wodnym zwierciadle własnej duszy?

Wydawało się, że Fumiko się rozpłacze. Kikuji chwilę milczał.

background image

- Fumiko-san, pamiętam, pytałem panią w ten deszczowy dzień 

również o to, czy ja mogę się teraz ożenić. 

Gdy grzmiało?

- Tak. Teraz pani mnie pyta o to samo?

- Nie, tu chodzi o...

- Przecież mówiła pani nieraz, że ja się ożenię.

- Tak, lecz między panem a mną jest wielka różnica. - Fumiko 

patrzyła na Kikujiego ze łzami w oczach. - Tak, duża różnica.

- Na czym ona polega?

Pozycja społeczna jest inna.

- Pozycja?

Tak. W pozycji społecznej też się różnimy. I nie tylko, chodzi 

o coś, co nazywają chyba mrokiem w życiu osobistym.

- Chodzi o głębię grzechu...? To chyba mnie ma pani na myśli?

- Nie.

Fumiko   zdecydowanie   pokręciła   głową.   Łzy   pokazały   się   w 

oczach. Wypłynęła tylko jedna kropla, oderwała się nagle od kącika 

lewego oka. przepłynęła blisko ucha i spadła.

- Jeśli chodzi o grzech, to wzięła go mama na siebie i umarła. 

Nie sądzę, że był to grzech. Myślę, że było to cierpienie.

Kikuji schylił głowę.

- Grzech może nigdy nie zniknąć, lecz cierpienie przemija.

- Fumiko, dlaczego pani mówi o mroku życia osobistego? To 

może rzucać cień na śmierć matki.

- Należało raczej nazwać to głębią cierpienia.

background image

-   Głębia   cierpienia...   -   Kikuji   powiedziałby,   że   chodzi   tu   po 

prostu o głębię miłości.

- Najważniejsze jest to, że pan, Kikuji, ma się ożenić z Yukiko. I 

to jest ta różnica. - Fumiko rozmowę skierowała na aktualny temat. - 

Kurimoto-san uważa, że to moja mama przeszkadza w doprowadzeniu 

do tego małżeństwa. Mnie też uważa za przeszkodę, skoro mówi, że 

wyszłam za mąż. Tego nie można inaczej zrozumieć.

- Powiedziała, że Inamura również wyszła za mąż. Na twarzy 

Fumiko pojawiło się zdziwienie.

- To kłamstwo... Prawda, że to kłamstwo? Na pewno kłamstwo - 

znów silnie potrząsnęła głową. - Kiedy to się stało?

-   Ślub   córki   Inamury?   Na   pewno   w   ostatnich   dniach. 

Niewątpliwie to kłamstwo. Ponieważ powiedziała, że również Yukiko 

wyszła za mąż, to łatwiej było mi uwierzyć w pani ślub, Fumiko. - A 

następnie cicho dodał: - Lecz ślub Yukiko może być prawdą...

- To też kłamstwo. W takie upały nikt nie zawiera związków 

małżeńskich. Trzeba by się ubrać w ciężki strój ślubny, więc panna 

młoda bardzo by się spociła.

- Możliwe. Czy to oznacza, że w lecie nie ma ślubów?

- No tak, prawie nie ma, oczywiście, nie twierdzę, że nie ma 

wyjątków. Przecież uroczystości ślubne można przenieść na przykład 

na jesień...

Nie   wiedział   dlaczego,   lecz   wilgotne   oczy   Fumiko   znów   się 

wypełniły   łzami:   łzy   spadały   na   kolana,   Fumiko   przyglądała   się 

mokrym plamom.

background image

- Dlaczego pani Kurimoto powiedziała takie kłamstwo?

-   I   jak   łatwo   mnie   oszukała   -   dodał   Kikuji.   Lecz   dlaczego 

wywołuje to łzy u Fumiko? Przynajmniej jedno jest pewne, że ślub 

Fumiko to kłamstwo.

Natomiast Yukiko może naprawdę wyszła za mąż, a Chikako 

powiedziała, że uczyniła to również Fumiko, żeby ją od niego oddalić 

- podejrzewał Kikuji.

Takie wyjaśnienie nie zadowoliło Kikujiego całkowicie. Zaczął 

więc myśleć, że ślub Yukiko jest też kłamstwem.

- W każdym razie dopóki się nie dowiem, czy Yukiko wyszła za 

mąż, nie zrozumiem żartu Kurimoto.

- Żartu...

- Przyjmuję, że to żart.

- Lecz gdybym dzisiaj nie zadzwoniła, uważałby pan mnie ze 

mężatkę. To straszny żart.

Służąca znów zawołała Kikujiego. Kikuji wrócił z listem w ręku.

- Przyszedł list. Bez znaczka. - Uśmiechnął się i zaczął otwierać.

- Nie, proszę nie czytać.

- Dlaczego?

- Bo nie. Proszę mi zwrócić - Fumiko przysunęła się bliżej i 

chciała wyrwać mu list z ręki. - Zwróć mi, Kikuji.

Kikuji błyskawicznie ukrył list za plecami.

Fumiko machinalnie oparła się lewą ręką o kolano Kikujiego. 

Prawą chciała odebrać list. Wykonała rękami przeciwne sobie ruchy i 

straciła równowagę. Padając na Kikujiego, lewą ręką, wyciągniętą do 

background image

tyłu, uchwyciła równowagę, natomiast prawą nadal trzymała za jego 

plecami i próbowała odebrać list. Zrobiła obrót w prawo, pochyliła się 

do przodu i omal  nie upadła na brzuch Kikujiego. Jednak zwinnie 

odwróciła głowę. Niemal nie dotykała go już lewą ręką, opartą dotąd 

na kolanie. Jak Fumiko, pochylona do przodu i zwrócona w prawo 

mogła   za   pomocą   lekkiego   dotknięcia   ręki   utrzymać   równowagę? 

Kikuji   omal   nie   krzyknął   z   podziwu   dla   niezwykłej   zwinności   i 

giętkości Fumiko. Nagle ujrzał w niej kobietę. Poczuł taki sam urok 

kobiecości jak u jej matki.

W którym momencie Fumiko uniknęła upadku? Skąd znalazła 

tyle siły? Kikuji podziwiał jej zwinność. Fumiko sprawiała wrażenie, 

jakby   znała   jakąś   tajemną   sztukę   lub   kierowała   się   kobiecym 

instynktem.   Kikuji   myślał,   że   przytłoczy   go   swoim   ciężarem,   lecz 

Fumiko zbliżyła się do go jedynie na tyle, by poczuł jej ciepły zapach. 

Zapach był silny. Zapach ciała kobiety pracującej latem od rana do 

wieczora jest szczególnie intensywny. Kikuji poczuł woń Fumiko, a 

jednak   miał   wrażenie,   że   był   to   zapach   jej   matki.   Zapach   Oty 

trzymanej przez niego w objęciach. 

- Och, zwróć mi.

Kikuji się nie sprzeciwiał. - Proszę.

Fumiko   obróciła   się   w   bok   i   porwała   własny   list   na   drobne 

kawałki. Jej szyja i odsłonięte ręce zwilgotniały od potu.

Kiedy Fumiko o mało co się nie przewróciła, najpierw bardzo 

zbladła, a następnie, kiedy już siedziała, poczerwieniała i chyba w tym 

momencie się spociła.

background image

Kolacja przyniesiona z pobliskiej restauracji była jak zwykle bez 

smaku.

Przed   Kikujim   stała   prosta   filiżanka   shino.   Przyniosła   ją   i 

postawiła przed nim służąca.

Kikuji nagle zwrócił na to naczynie uwagę. Fumiko również je 

dostrzegła.

- O! Jak się cieszę, że używasz tej filiżanki! 

- Tak.

-   Jestem   zażenowana   -   powiedziała,   lecz   wyglądała   mniej 

zawstydzona od Kikujiego, gdyż zaraz dodała. - Bardzo żałowałam, że 

ją podarowałam. Pisałam o tym w liście.

- O czym?

- Jak to o czym? Że podarowałam takie głupstwo i prosiłam o 

wybaczenie.

- To nie jest głupstwo.

- Nie jest to chyba zbyt cenny okaz shino. Bo mama używała go 

na codzień do picia herbaty.

- Nie znam się na tym, lecz myślę, że to cenna filiżanka - Kikuji 

wziął filiżankę do ręki i przyjrzał się jej uważnie.

-   Wiele   jest   lepszych   shino.   Pijąc   z   niej   będziesz   sobie 

przypominał inne doskonalsze filiżanki...

- W domu nie ma żadnej małej filiżanki w stylu shino.

- Nawet jeśli nie ma w domu, to są gdzie indziej. Wyobrażając 

sobie inne filiżanki w tym stylu będziesz myślał, że są one lepsze, a 

wtedy byłoby mamie i mnie bardzo smutno.

background image

Kikuji wstrzymał oddech.

- Zrywam już związki z ceremonią herbacianą, więc nie będę 

oglądał tego rodzaju naczyń. Na pewno widziałem wiele cenniejszych 

okazów shino. A poza tym jeśli w ten sposób będziemy rozumować, 

to może się okazać, że w prezencie można dawać tylko najcenniejsze 

przedmioty.

- No tak - Fumiko zdecydowanie podniosła głowę i spojrzała 

prosto w oczy Kikujiemu.

- Tyle o tym myślałam. Nawet napisałam, że należy ją stłuc i 

wyrzucić.

- Stłuc? To? - Kikuji jakby chcąc nieco uspokoić atakującą go 

Fumiko, mówił dalej: - Jest to stara filiżanka, sprzed trzystu, a może 

czterystu   lat.   Kto   wie,   może   na   początku   posługiwano   się   tym 

naczyniem inaczej, na przykład do podawania tylko jednej specjalnej 

potrawy,   może   nie   była   to   czarka   do   herbaty,   lecz   od   czasu   jej 

pierwszego   użycia   jako   filiżanki   minęło   wiele   długich   lat;   ludzie 

dawnych czasów chronili ją pieczołowicie i przekazywali z pokolenia 

na   pokolenie.   Jedni   zabierali   ją   ze   sobą   w   podróż   udając   się   na 

wędrówkę nawet w najdalsze strony. Nie może więc ulec stłuczeniu z 

powodu twojego kaprysu.

Na brzegu czarki zachował się ślad szminki. Matka jej mówiła, 

że często nie może  zetrzeć szmmki,  która  przylgnęła do krawędzi. 

Rzeczywiście, Kikuji wiele razy mył brzeg czarki, lecz ciemny cień 

nie   zniknął.   Oczywiście,   nie   jest   to   kolor   szminki,   bo   przypomina 

jasny pbrąz, spod którego przebija słabiutka czerwień, można jednak 

background image

odnieść   wrażenie,   że   jest   to   barwa   wyblakłej,   zestarzałej   szminki. 

Najprawdopodobniej   było   to   zaczerwienienie   naturalne,   powstałe 

podczas   wypalania.   Poza   tym   ślad   mógł   pozostać   po   innych 

użytkownikach, niekoniecznie po matce Fumiko. Oczywiście, matka 

Fumiko, która uczyniła z tej czarki codzienną filiżankę do herbaty, 

posługiwała się nią chyba najczęściej.

Ciekawe, czy Ota sama wpadła na pomysł, żeby pić codziennie z 

tej   czarki   herbatę?   Czy   może   ten   zwyczaj   zapoczątkował   ojciec 

Kikujiego - zastanawiał się Kikuji.

Można też podejrzewać, że jego ojciec i matka Fumiko często 

używali   tych   filiżanek   Ryony,   czarnej   i   czerwonej,   tworzących 

komplet małżeński.

A może ojciec zachwycony urodą wdowy poprosił ją, żeby do 

dzbanuszka shino wstawiła kwiaty, róże i goździki, i wtedy podarował 

jej   czarkę   jako   filiżankę   do   herbaty?   Po   śmierci   obojga   zarówno 

dzbanek, jak i owe filiżanki przeszły do Kikujiego, a teraz gości u 

niego również Fumiko.

- Nie jest to kaprys. Naprawdę, chciałabym, żebyś zrozumiał - 

powiedziała  Fumiko.  - Kiedy podarowałam dzbanuszek, bardzo się 

ucieszyłeś, więc pomyślałam, że mam jeszcze jeden przedmiot w tym 

samym stylu shino, postanowiłam dołączyć do podarunku również tę 

czarkę, a potem wstyd mi się zrobiło.

- Nie jest to chyba ceramika, której można używać codziennie, 

naprawdę szkoda jej na co dzień.

background image

-   Lepszych   od   tej   nie   brakuje.   Byłoby   mi   przykro,   gdybyś 

posługując się tą filiżanką przypominał sobie znacznie lepsze okazy.

- Chcesz naprawdę powiedzieć, że w prezencie można dawać 

tylko rzeczy najlepsze?

-   To   zależy   od   tego,   komu   i   co   dajemy.   Jej   słowa   mocno 

poruszyły Kikujiego.

Czy Fumiko pragnie, by pamiątki po jej matce, przypominające 

mu obie kobiety, zwłaszcza przedmioty bardziej osobiste, traktował 

jako najcenniejsze?

Kikuji nie miał nic przeciwko temu, żeby pamiątki po jej matce 

stały się dla niego przedmiotami najwyższej wartości.

Na pewno tego gorąco pragnęła Fumiko. Dowodem na to jest 

dzbanuszek mizusashi, używany podczas ceremonii herbacianej.

Chłodna,   a   jednocześnie   pełna   wewnętrznego   ciepła, 

połyskująca   powierzchnia   shino   przypomina   Kikujemu   Otę. 

Przedmiot ten jest tak doskonały, że skojarzeniu z Ota nie towarzyszy 

mrok grzechu, ani poczucie brzydoty moralnej.

Patrząc na tak cenną pamiątkę po zmarłej Kikuji pomyślał, że 

Ota była arcydziełem kobiecości. Arcydzieła, jak wiadomo, nie mają 

skaz.

W dzień ulewy Kikuji powiedział przez telefon, że patrząc na 

otrzymany   dzbanuszek   pragnie   spotkać   się   z   Fumiko.   Mógł   to 

powiedzieć tylko przez telefon. Fumiko wtedy odpowiedziała, że ma 

jeszcze jedną czarkę shino, którą teraz przyniosła mu do domu.

background image

Rzeczywiście,   prosta   filiżanka   nie   była   tak   cenna   jak 

dzbanuszek.

- Mój ojciec miał chyba równia podróżne pudełko na przybory 

do parzenia i picia herbaty - przypomniał sobie Kikuji. - Na pewno 

wkładał do niego mniej cenną filiżankę.

- Jaka to była filiżanka?

- Nie wiem, nie widziałem.

-   Chciałabym   zobaczyć.   Na   pewno   twój   ojciec   miał   lepszą   - 

powiedziała   Fumiko.   -   Gdyby   moja   była   gorsza,   nie   byłoby 

przeszkód, żeby ją stłuc, prawda?

- Niebezpiecznie jest tobie pokazywać. 

Wyjmując zręcznie pestki z poobiedniego arbuza Fumiko znów 

zaczęła nalegać, by pokazał jej tę filiżankę.

Kikuji kazał służącej otworzyć pawilon herbaciany i wyszedł do 

ogrodu.   Chciał   tam   znaleźć   pudełko   na   przybory   do   ceremonii 

herbacianej, lecz Fumiko poszła za nim.

- Nie wiem, gdzie to może być. Kurimoto wie lepiej ode mnie... 

- Kikuji się odwrócił. Koło białego oleandra w pełnym rozkwicie, w 

cieniu   jego   kwiatów   tuż   pod   pniem   ujrzał   nogi   Fumiko   w 

pończochach i ogrodowych drewniakach.

Pudełko z przyborami do herbaty stało na półce obok umywalki.

Kikuji wyszedł z umywalni i postawił pudełko przed Fumiko 

siedzącą  już  w pawilonie  herbacianym.  Fumiko  myślała,   że  Kikuji 

rozpakuje przybory sam, i dlatego grzecznie czekała, po chwili jednak 

wyciągnęła ręce przed jsiebie.

background image

- Mogę zobaczyć?

- Jest zakurzone.

Fumiko rozpakowała pudełko, a Kikuji wyszedł odkurzyć je w 

ogrodzie.

-   Na   półce   w   umywalni   leżał   też   odwłok   martwej   cykady, 

zaczęły ją jeść robaki... 

- Lecz tutaj jest czysto.

- Tak, niedawno Kurimoto sprzątała, kiedy przyszła powiedzieć, 

że Fumiko i Yukiko wyszły za mąż. Było już ciemno, więc chyba 

zamknęła wewnątrz cykady.

Kiedy   Fumiko   wyjęła   ze   skrzynki   zawiniątko   zawierające 

prawdopodobnie   czarkę,   pochyliła   się   nisko   i   rozwijała   ozdobne 

tasiemki woreczka nie mogąc opanować drżenia palców.

Zaokrąglone ramiona Fumiko były pochylone ku przodowi, więc 

patrzący z boku i z góry mógł ujrzeć tym wyraźniej jej długą szyję.

Fumiko   zdecydowanie   zacisnęła   usta   wysuwając   dolną   wargę 

nieco   do   przodu:   warga   i   zgrubienie   małżowiny   usznej   sprawiały 

bardzo mile wrażenie.

- To styl karatsu - Fumiko spojrzała na Kikujiego. Kikuji usiadł 

blisko niej.

Czarkę karatsu Fumiko postawiła na macie.

- Cenna rzecz.

Kształt miała walcowaty, mogła być używana na co dzień, tym 

bardziej, że miała niemałą pojemność.

- Mocne surowe linie. Doskonalsza niż tamta czarka shino.

background image

-   Jej   nie   można   porównywać   do   ceramiki   shino,     bo   to   jest 

karatsu...

-   Lecz   wystarczy   zestawić   je   razem,   wtedy   widać.   Kikuji 

oczarowany mocą bijącą od czarki karatsu, wziął ją obiema rękami, 

podniósł ponad kolana i przyglądał się jej.

- Przyniosę czarkę shino.

- Ja przyniosę - Fumiko wstała i wyszła.

Kiedy  czarki  stały  jedna  przy   drugiej, Kikuji  i  Fumiko   nagle 

spojrzeli na siebie.

Następnie wzrok przenieśli na czarki.

- Jedna męska, druga żeńska. Kiedy tak stoją obok siebie...

Fumiko widocznie nie mogła nic mówić ze wzruszenia, tylko 

kiwnęła potakująco głową.

Kikujiemu własne słowa zabrzmiały osobliwie.

Czarka karatsu   była  gładka,  bez rysowanych  wzorów.  Jednak 

poprzez   niebieskość   z   nalotem   pomarańczowym   przebijała   jasna 

czerwień.

- Na pewno jest to ulubiona czarka twojego ojca, zabierał ją ze 

sobą w podróże. Jest w jego guście.

Fumiko jakby nie spostrzegła niebezpieczeństwa, jakie kryło się 

w jej słowach.

Kikuji   bał   się   powiedzieć,   że   czarka   shino   jest   w   guście   jej 

mamy. Teraz obie stały obok siebie, niby bliskie sobie serca obojga, 

ojca Kikujiego i matki Fumiko.

background image

Z   tych   trzysto-   lub   czterechsetletnich   czarek   emanowało 

zdrowie,   nie   wywoływały   one   chorobliwych   urojeń.   Przeciwnie, 

tchnęły pełnią życia, nawet zmysłowością.

Kikuji,   który   w   obu   czarkach   widział   własnego   ojca   i   matkę 

Fumiko, miał wrażenie, że stoją obok siebie sylwetki ich pięknych 

dusz.

Lecz czarki są rzeczywistością, tak jak siedzący po obu stronach 

Kikuji   i   Fumiko,   których   sylwetki   również   wydawały   się   piękne   i 

niepokalane.

Siedzieli naprzeciw siebie.

„Kto   wie,   może   to   jest   właśnie   straszne,   to,   że   tak   siedzą 

naprzeciw siebie” - powiedział Kikuji do Fumiko w następny dzień po 

zakończeniu   pierwszego   tygodnia   żałoby.   Czy   jednak   piękno 

powierzchni obu czarek zdołało zmyć grozę grzechu?

- Piękne, prawda? - Kikuji pytał, jakby sam siebie.

- Ojciec, zajmując się z upodobaniem, jak mało kto, czarkami i 

innymi przedmiotami służącymi do ceremonii herbacianej, poskramiał 

chyba w ten sposób rozmaite grzeszne stany swego serca?

- Słucham?

-   Patrząc   na   te   czarki   nie   pamiętamy   o   złych   cechach   ich 

poprzednich   właścicieli.   Życie   ojca   było   wielokrotnie   krótsze   od 

żywota tych czarek przekazanych przez poprzednie pokolenia...

- Śmierć czyha u naszych stóp. To straszne! Chociaż śmierć jest 

u moich stóp, to jednak często myślę o tym, że nie wolno mi wciąż 

background image

pozostawać w sidłach śmierci mamy, robiłam więc, co mogłam, żeby 

się z nich wyrwać.

-  To  prawda. Gdy  wciąż  myślimy  o  zmarłych, to  wydaje  się 

nam, że sami jesteśmy martwi - powiedział Kikuji.

Służąca przyniosła czajnik i inne naczynia.

Na   pewno   pomyślała,   że   potrzebuje   wrzątku   do   ceremonii 

herbacianej, ponieważ tak długo pozostaje w pawilonie.

Aby posłużyć się obu czarkami. Kikuji zaproponował Fumiko, 

żeby przygotowała skromną ceremonię herbacianą, taką, jaką się robi 

w podróży.

Chętnie się zgodziła.

- Czy chciałbyś napić się z filiżanki mamy, zanim ją rozbiję?- 

zapytała,   a   następnie   z   pudełka   wyjęła   bambusowy   pędzel   do 

mieszania sproszkowanej herbaty i poszła, go umyć.

Letnie słońce jeszcze nie zaszło.

-   Tak,   jakbyśmy   byli   w   podróży...  -  powiedział   mieszając 

herbatę w małej czarce.

- W podróży, to znaczy gdzieś w hotelu? 

-  Niekoniecznie w hotelu. Może gdzieś nad rzeką, a może na 

wierzchołku   góry.   Bierzemy   wodę   z   górskiej   rzeki,   może   więc 

powinnam wziąć raczej zimną... 

Wyjmując pędzel z czarki podniosła też w górę czarne oczy i 

spojrzała przez ułamek sekundy na Kikujiego, i bez zwłoki zaczęła 

obracać   w   dłoniach   czarkę   w   stylu   karatsu,   zgodnie   z   regułami 

ceremonii.

background image

Następnie spojrzała w stronę kolan Kikujiego i postawiła przed 

nim czarkę.

Kikuji odniósł wrażenie, jakby Fumiko nadpłynęła ku niemu na 

powierzchni fali.

Następnie postawiła przed sobą czarkę w stylu shino należącą 

dawniej do matki - przez nieuwagę uderzyła pędzelkiem o krawędź 

naczyńka, więc na moment zatrzymała rękę w bezruchu.

- Jakie to trudne.

- Po prostu za mała czarka, trudno w niej mieszać - powiedział 

Kikuji, lecz w rzeczywistości jej ręka zadrżała, Fumiko nie potrafiła 

poruszać równomiernie pędzlem w tym małym naczyniu.

Patrzyła na znieruchomiały przegub ręki i siedziała ze zwieszoną 

głową.

- Mama nie pozwala na przygotowanie herbaty.

- Co?

Kikuji nagle wstał, wziął  Fumiko  za ramiona,  jakby pomagał 

powstać osobie przekleństwem przykutej do miejsca.

Fumiko nie opierała się.

4

Kikuji   nie   spał,   poczekał,   aż   pierwsze   promienie   rozjaśnią 

szpary w okiennicach, a następnie wstał i poszedł do pawilonu.

Na kamiennej płycie przed stągwią z wodą leżały nadal skorupy 

czarki shino.

background image

Kiedy podniósł i połączył na dłoni cztery duże kawałki, wtedy 

zarysował się kształt czarki, brakowało jednak części górnej krawędzi. 

Brakowało kawałka wielkości dużego palca u ręki.

Zaczął szukać między kamieniami mając nadzieję, że odnajdzie 

brakującą część, lecz wkrótce zrezygnował.

Podniósł   wzrok   i   pomiędzy   drzewami   na   wschodzie   ujrzał 

wielką świecącą gwiazdę.

Gwiazdy Porannej Kikuji nie oglądał już od wielu lat - kiedy z tą 

myślą popatrzył w dal, zobaczył również chmury.

Świeci   spoza   obłoków,   chyba   dlatego   wygląda   tak   duża. 

Gwiazdę   otaczała   mglista   aureola.   Żałosne   zajęcie,   to   szukanie 

skorup, podczas gdy nad głową świeci taka orzeźwiająca gwiazda.

Skorupy, które trzymał w ręku, rzucił przed siebie.

Wczoraj   wieczorem   Fumiko   rzuciła   czarkę   uderzając   o   płytę 

przy umywalce i stłukła, nim Kikuji zdążył ją powstrzymać.

Wyszła wtedy z pawilonu tak szybko, jakby się rozpłynęła w 

jednej chwili, więc Kikuji nawet nie spostrzegł, że zabrała ze sobą 

czarkę.

- Ach? krzyknął. I zamiast zacząć zbierać w ciemności kawałki 

rozbitej   ceramiki,   musiał   podtrzymać   Fumiko,   żeby   nie   upadła. 

Zdawało  się, że rzucając czarkę upadnie  jednocześnie  na sągiew z 

wodą.

- Na pewno są cenniejsze czarki shino - wyszeptała.

background image

Czy naprawdę tak bardzo cierpiała z tego powodu, obawiając 

się, że Kikuji mógłby porównywać tę czarkę z innymi, cenniejszymi 

okazami?

Potem   kiedy   Kikuji   nie   mógł   zasnąć,   słowa   Fumiko 

pobrzmiewały   coraz   głębiej   w   jego   duszy   tonem   patetycznym   i 

czystym.

Poczekał aż rozjaśni się w ogrodzie, następnie wyszedł poszukać 

rozbitej czarki.

Lecz   znalezione   skorupy   wyrzucił,   kiedy   zobaczył   Gwiazdę 

Poranną. Podniósł wzrok i krzyknął.

Gwiazdy już nie było. Zniknęła w mgnieniu oka, podczas gdy 

przyglądał się skorupom, które wyrzucił; poranna zorza również się 

skryła za chmurami.

Kikuji przez chwilę patrzył w niebo z uczuciem, jakby stracił 

coś cennego.

Przecież chmury nie były tak gęste. A mimo to gwiazdy po raz 

drugi   nie   zobaczył.   Nad   horyzontem   chmury   się   urwały,   a   nad 

dachami gęstniała biało-czerwona łuna.

- Nie mogę ich tutaj zostawić.

Kikuji   powiedział   do   siebie,   podniósł   skorupy   i   włożył   do 

kieszeni szlafroka.

Przykro   by   mu   było   pozostawiać   je   rozrzucone   w   ogrodzie. 

Zresztą obawiał się, że mogłaby skorupy zobaczyć Kurimoto i potępić 

go za to.

background image

Kikuji   zamierzał   zakopać   rozbitą   czarkę   obok   kamienia   przy 

stągwi, nie chciał jej przechowywać, ponieważ Fumiko rzuciła ją z 

taką zaciekłością,  lecz mimo  wszystko skorupy zawinął w papier i 

włożył do szafy w ścianie, i znów położył się do łóżka.

Dlaczego Fumiko bała się porównania tej czarki z innymi Kiedy 

i   z   czym   miałby   ją   porównywać?   Skąd   przyszły   te   obawy?   - 

zastanawiał się Kikuji.

Co więcej, od wczorajszego wieczoru Fumiko stała się dla niego 

kimś nieporównywalnym.

Stała się absolutem nie mającym sobie równego. Stała się jego 

niewzruszonym przeznaczeniem.

Dotąd zawsze myślał o Fumiko jako o córce Oty, teraz jakby o 

tym zapomniał.

To osobliwe kuszące złudzenie, że ciało matki w tajemny sposób 

przeistoczyło się w ciało córki, również zniknęło bez śladu.

Kikuji mógł wyjść poza kurtynę mroku i brzydoty, która go tak 

długo zakrywała.

A może Kikujiego uratował ból czystej Fumiko?

Fumiko, która niczemu się nie sprzeciwiała, a której czystość 

była wyrazem sprzeciwu.

Wydawałoby się, że właśnie dlatego Kikuji musiał spaść na dno 

przekleństwa   i   ulec   paraliżowi,   jednak   czuł   się   tak,   jakby   mimo 

wszystko dzięki temu wyzwolił się z przekleństwa i paraliżu. Był to 

dosłownie   cud:   po   małych   dawkach   przyjął   w   końcu   maksymalną 

dawkę trucizny, lecz się okazało, że było to antidotum.

background image

Kikuji z biura zadzwonił do miejsca pracy Fumiko. Mówiła, że 

pracuje w hurtowni sukna.

W   pracy   jej   nie   było.   Kikuji   nie   spał   w   nocy,   a   mimo   to 

przyszedł do pracy, a Fumiko może właśnie teraz śpi snem głębokim 

w   domu?   Kikuji   pomyślał,   że   może   ze   wstydu   nie   pokazuje   się 

ludziom na oczy.

Zadzwonił po południu, lecz w dalszym ciągu jej nie było, więc 

zapytał w sklepie o jej adres.

We wczorajszym liście na pewno podała swój najnowszy adres, 

lecz ten list zniszczyła nie otwierając go i włożyła do kieszeni. W 

czasie   kolacji   wspomniała   o   swej   pracy   i   stąd   zapamiętał   nazwę 

hurtownika sukna. O adres jednak nie zapytał. Bo po co pytać, skoro 

czuł, że Fumiko zamieszkała wewnątrz niego.

Wracając z biura odnalazł dom, w którym Fumiko wynajmowała 

pokój.

Fumiko nie było.

Ponad dwunastoletnia dziewczynka jeszcze nie zdjęła z siebie 

mundurka po powrocie ze szkoły. Wyszła do drzwi i znów cofnęła się 

w głąb mieszkania, następnie przyniosła odpowiedź:

-  Pani   Ota  dziś  rano   powiedziała,  że  z  przyjaciółką   jedzie   w 

podróż i teraz jej nie ma w domu.

-   W   podróż?   -   zapytał.   -   Wyjechała   w   podróż?   O   której 

godzinie? Czy mówiła, dokąd jedzie?

Dziewczynka   znów   weszła   do   mieszkania,   lecz   tym   razem 

odpowiedziała z daleka: 

background image

-   Nie   wiem   dokładnie.   Bo   mama   wyszła   z   domu...   - 

odpowiedziała, jakby bojąc się Kikujiego.

Dziewczynka miała rzadkie brwi.

Kikuji wyszedł z bramy, obejrzał się, lecz nie miał pojęcia, gdzie 

znajdował się pokój Fumiko. Dom był piętrowy, zupełnie niezły, a 

przy nim mały ogródek.

Słowa Fumiko o śmierci czyhającej u naszych stóp wywołały 

skurcz w nogach Kikujiego.

Wyjął chusteczkę i otarł twarz. Wycierając czuł, że blednie, więc 

wycierał nadal. Chusteczka zwilgotniała i poszarzała. Zimny pot oblał 

mu plecy.

- Nie może umrzeć - powiedział sam do siebie. Przecież Fumiko 

przywróciła mu życie, więc ta sama Fumiko nie może umierać.

Czy   jednak   wczorajsza   Fumiko   nie   kierowała   się   szczerością 

śmierci?

Może Fumiko się przestraszyła tej szczerości, podobnie jak jej 

matka przeraziła się szczerości grzesznej kobiety?

- Została przy życiu jedna Kurimoto. - Kikuji, zwracając się ku 

hipotetycznemu wrogowi, wyrzucił te słowa z siebie, jakby wypluwał 

truciznę, i odszedł w cień drzew w ogrodzie.

background image

Siewki na falach 

1

Samochód,   którym   jechali   z   dworca   Atami   w   dół   ku   morzu 

zataczając koła, minął górę Izu i wkrótce zatrzymał się przed hotelem. 

Przez okno przechylonego samochodu można było dostrzec światło 

nad drzwiami wejściowymi.

Portier otworzył drzwi samochodu i zapytał:

- Państwo Mitani, prawda?

- Tak - cicho odpowiedziała Yukiko, siedząca od strony hotelu. 

Dzisiaj wyszła za mąż i chyba po raz pierwszy zwrócono się do niej 

po nazwisku męża.

Trochę się zawahała, jednak wysiadła pierwsza. Stanęła bokiem 

do samochodu i czekała na Kikujiego.

- Wynajęto dla państwa pawilon herbaciany. Dzwoniła do nas w 

tej sprawie pani Kurimoto - powiedział portier w chwili gdy Kikuji 

zaczął   zdejmować   buty.   -   Co?   Nagle   Kikuji   przysiadł   na   progu 

podwyższonej podłogi w przedsionku. Służąca podała mu poduszkę 

do siedzenia.

Przed oczyma Kukujiego ukazało się znamię na piersi niby ślad 

diablej łapy.

W ubiegłym roku sprzedał dom, pozbył się również przyborów 

do ceremonii herbacianej i odtąd nie spotykał się z Kurimoto Chikako, 

stosunki z nią się oziębiły, a mimo to miała ona pewien wpływ na 

poślubienie Yukiko. Zamówiła im nawet pokój w hotelu, całkiem go 

tym zaskakując.

background image

Kikuji spojrzał na twarz Yukiko, która chyba nie zmartwiła się 

specjalnie słowami portiera.

Poprowadzono   ich   długim   korytarzem   w   stronę   pokoi 

położonych bliżej morza. Jak długo będą tak schodzić tym ciasnym 

korytarzem przypominającym tunel - zastanawiał się Kikuji; chwilami 

szli   po   schodach,   mijali   też   pokoje   wysunięte   na   obie   strony   niby 

rękawy. Na końcu tej drogi znajdowało się tylne wejście do pawilonu.

Weszli do pokoju wielkości ośmiu mat. Kiedy Kikuji zaczął się 

rozbierać,   poczuł,   że   Yukiko   bierze   od   niego   płaszcz.   Zaskoczony 

tym, obejrzał się i zrozumiał, że był to jej pierwszy odruch jako żony.

Przy stoliku mata zakrywała palenisko.

-   Obok   jest   główny   salon   przystosowany   do   ceremonii 

herbacianej,   zawiesiłem   więc   kociołek   z   wodą   nad   ogniem...   - 

powiedział   portier   kładąc   ich   bagaże.   -   Co   prawda   nie   mamy 

szczególnie cennych przyborów...

- Są tutaj  również pokoje do ceremonii  herbacianej? - Kikuji 

czuł się zaskoczony.

-   Tak,   mamy   tutaj   łącznie   z   salonem   cztery   pokoje 

przystosowane   do   ceremonii   herbacianej.   Po   prostu   skopiowaliśmy 

rozkład pokoi z Sankeien w Jokohamie.

- Tak? - Kikuji nie wiedział, po co tamten o tym mówi.

-   Proszę   pani,   w   sąsiednim   pokoju   wszystko   przygotowano, 

możecie   państwo   już   w   każdej   chwili...   -   zwrócił   się   portier   do 

Yukiko.

Yukiko składała swój płaszcz.

background image

-   Potem   pójdę   zobaczyć   -   odpow   iedziała   wstając.   -   Piękne 

morze. Palą się światła na statkach.

- To amerykańskie okręty.

- Czy amerykańskie okręty są w Atami? - Kikuji zapytał i wstał. 

- To małe okręty.

- Jest ich aż pięć.

Na każdym okręcie paliło się czerwone światło.

Łuna nad miastem kryła się za przylądkiem. Widać było tylko 

okolice zatoki Nishiki-ura.

Portier wyszedł razem ze służącą, która przyniosła herbatę. 

- Biedactwo. 

Yukiko   przysunęła   do   siebie   torebkę,   wyjęła   z   niej   różę   i 

rozprostowała pogniecione płatki.

Gdy   wyjeżdżali   z   Dworca   Tokijskiego,   Yukiko   wstydziła   się 

trzymać   przed   sobą   wiązankę   kwiatów,   oddała   więc   ją 

odprowadzającym i zostawiła sobie tylko jedną różę.

Teraz położyła różę na stole. Zobaczyła kopertę na kosztowności 

i zapytała: 

Co zrobimy z naszymi drogocennościami?

- Z różą? - zapytał Kikuji, ponieważ trzymał ją właśnie w ręku. 

Yukiko spojrzała na niego. 

- Nie, mój klejnot jest zbyt duży, nie wejdzie do koperty, a poza 

tym nie mógłbym go powierzyć innym ludziom.

- Dlaczego? - zapytała, lecz zaraz chyba zrozumiała, o co chodzi 

i dodała: - Ja też swojego nie mogłabym nikomu powierzyć.

background image

- A gdzie on jest?

Yukiko   jakby   nie   mogąc   wskazać   na   Kikujiego,   spojrzała   na 

własną pierś i nie podnosząc oczu odpowiedziała:

- Tutaj... 

Z  sąsiedniego   pokoju   dobiegł   szum   gotującej   się   w   czajniku 

wody. 

-  Zobaczymy   pokój   ceremonii   herbacianej?   Yukiko   skinęła 

potwierdzająco głową.

- Tak, tam specjalnie dla nas przygotowano...

Przeszli   korytarzykiem   prowadzącym   do   pokoiku   ceremonii 

herbacianej,   gdzie   Yukiko   zgodnie   z   etykietą   obejrzała   z 

nabożeństwem ozdobną wnękę. Kikuji jednak pozostał na macie przy 

wejściu. Powiedział ze złością, jakby wypluwając truciznę:

-   Mówisz,   że   specjalnie   dla   nas   przygotowano,   a   przecież 

zrobiono to chyba również z polecenia Kurimoto.

Yukiko   odwróciła   się   bez   słowa   i   usiadła   przed   piecykiem. 

Zajęła   więc   miejsce   osoby   przygotowującej   herbatę   podczas 

ceremonii herbacianej; kolana zwróciła do piecyka i pozostała w tej 

pozycji bez ruchu. Czekała widocznie na jakiś znak Kikujiego.

Kikuji przysunął się do piecyka i usiadł. 

- Nie chciałbym o tym mówić, lecz zdenerwowałem się, kiedy 

przy wejściu do hotelu wymieniono nazwisko Kurimoto. Z tą kobietą 

wiąże   się   niemal   wszystko,   i   moja   wina   i   mój   żal   za   grzechy...   - 

Wydało mu się, że Yukiko kiwnęła na potwierdzenie głową. - Czy 

Kurimoto odwiedza was do tej pory?

background image

- Długo nie przychodziła, odkąd w ubiegłym roku rozgniewał się 

na nią mój ojciec...

- Latem w ubiegłym roku? Właśnie wtedy mi powiedziała, że 

wyszłaś za mąż.

- Coś takiego! - I jakby czegoś się domyślając: - Na pewno to 

było   wtedy.   Nauczycielka   przyszła   z   nową   propozycją...   Ojciec 

bardzo   się   rozgniewał   i   powiedział,   że   od   jednej   swatki   nie   chce 

słyszeć więcej niż jednej propozycji małżeńskiej dla swojej córki. Nie 

chce nowych kandydatów, gdy nic nie wychodzi z pierwszym. „Nie 

kpij z nas” - powiedział. Później byłam ojcu wdzięczna za te słowa. 

Pomogły mi one zostać twoją żoną.

Kikuji milczał.

- Pani Kurimoto nie dawała za wygraną. Powiedziała, że pan 

Mitani został omamiony. I wspomniała o starszej pani Ota. Było to 

bardzo nieprzyjemne. Wtedy zaczęłam drżeć. Nie wiem dlaczego, ale 

nie   mogłam   opanować   drżenia,   chociaż   usłyszałam   coś   bardzo 

niemiłego.   Myślałam   nad   tym   i   zrozumiałam,   że   wciąż   pragnęłam 

wyjść za ciebie, Kikuji. Wtedy czułam się bardzo źle, drżałam nawet 

w obecności ojca i nauczycieli. Może ojciec wyczytał coś z mojej 

twarzy,   gdyż   powiedział   jej   tak:   „Smaczna   jest   woda   zimna   lub 

gorąca, nie ma smaku natomiast woda chłodna lub po prostu ciepła. 

Przecież   córka   spotkała   się   z   panem   Mitanim,   którego   sama   pani 

przedstawiła, musi więc mieć własne zdanie na ten temat.” Po tych 

słowach swatka zrezygnowała z wysuwania innych propozycji.

background image

Widocznie   ktoś   przyszedł   przygotować   kąpiel,   bo   rozległ   się 

szum napuszczanej do basenu wody.

- Ciężko mi było, lecz sama podjęłam decyzję. Dlatego można 

zupełnie nie przejmować się panią Kurimoto. Ceremonię herbacianą 

również   potrafię   sama   przygotować.   -   Yukiko   podniosła   głowę   do 

góry.   Kikuji   widząc,   że   w   jej   oczach   odbijają   się   pomniejszone 

żarówki elektryczne, podobnie jak światło igrało na jej rozpalonych 

policzkach   i   wargach,   nagle   poczuł   miłość   w   jej   rozpromienionej 

twarzy. Wszystko to takie dziwne, bo wydało mu się, że zetknięcie się 

z jej pięknym płomieniem napełniło ciepłem całe jego ciało.

- Było to na pewno w maju ubiegłego roku, ponieważ miałaś, 

Yukiko, pas we wzory irysów. Przyszłaś do mojego pawilonu i wtedy 

pomyślałem, że jesteś dla mnie dziewczyną niedostępną.

-   Byłeś   wtedy   jakiś   dumny   i   jednocześnie   jakby   cierpiący   - 

Yukiko uśmiechnęła się. - Pamiętasz mój pas z irysami? Włożyłam go 

do kufra, będzie więc w naszym domu.

Yukiko   użyła   słowa   „cierpiący”   myśląc   także   o   sobie.   Kiedy 

cierpiała   Yukiko,   cierpiał   również   Kikuji   szukając   Fumiko. 

Niespodziewanie otrzymał długi list od Fumiko z Takedy na Kyushu, 

potem tam pojechał. Lecz przez półtora roku do dnia dzisiejszego nie 

dowiedział się, gdzie Fumiko mieszka.

Listy,   w   których   ustawicznie   nalegała,   żeby   zapomniał   o   jej 

matce  i o niej i ożenił się z Inamurą  Yukiko, były również formą 

pożegnania   z   Kikujim.   W   ten   sposób   Fumiko   zajęła   miejsce 

„niedostępnej Yukiko”.

background image

Kikuji myślał teraz o tym, że nie można używać tak przesadnych 

słów jak „niedostępna”, bo może na tym świecie nie ma takich kobiet.

2

Gdy wrócili do dużego pokoju, zastali na stole album.

-   O?   To   są   zdjęcia   tego   pawilonu?   A   ja   myślałem,   że 

nowożeńców,   którzy   tu   mieszkali,   więc   byłem   trochę   zdziwiony. 

Następnie   odwrócił   się   w   stronę   Yukiko.   Na   początku   alburnu 

zobaczył   wklejoną   kartkę   przedstawiającą   historię   pawilonu 

herbacianego.

- Pawilon o nazwie Kangetsuan, czyli Sala Chłodnego Księżyca, 

należał do Kawamury Uso, piastującego wysokie stanowisko rządowe 

w okresie Edo. Pawilon przeniesiono do Sankeien w Jokohamie, gdzie 

ulegt zniszczeniu od bomby; zawalił się dach, rozpadły się ściany, 

podłoga   została   podziurawiona,   urządzenia   i   przybory   uległy 

rozproszeniu,   a   resztki   zniszczonej   konstrukcji   przewieziono   do 

ogrodu   tego   hotelu.   Tryskało   tu   ciepłe   źródło,   zbudowano   więc 

kąpielisko   i   pawilon   wykorzystując   stare   elementy.   Trzeba   tu 

wspomnieć, że w powojennym okresie braku opału część drewna z 

angetsuan   okoliczni   mieszkańcy   po   prostu   spalili,   więc   na 

zachowanych słupach pozostały jeszcze ślady siekiery. Podobno do 

tego   pawilonu   przychodzili   kiedyś   Oishi   Kuranosuke   -   przeczytała 

Yukiko.

Po prostu Kawamura Uso utrzymywał stosunki z klanem Ako. 

Przy   okazji   warto   wspomnieć,   że   zachował   się   jeszcze   „makaron 

gryczany  Kawamury”,  jak  określano  miskę  do  makaronu,   którą   on 

background image

nazwał   „Zangetsu”,   czyli   Księżycem   przed   Świtem.   Jest   to   nazwa 

stosowana   dla   oznaczenia   widoku   księżyca   o   wschodzie   słońca   na 

ceramice, której bladozielona glazura przechodzi stopniowo w żółtą.

W   albumie   znajdowało   się   kilka   zdjęć   przedstawiających 

pawilon   po   zbombardowaniu   w   Sankeien   oraz   zdjęcia   późniejsze 

pokazujące   go   po   przeniesieniu   i   przygotowaniu   do   pierwszej 

uroczystej ceremonii herbacianej w nowo odbudowanej postaci.

Jeśli  przychodził  tu Oishi Kuranosuke, to znaczy, że pawilon 

musiał powstać najpóźniej w okresie Genroku.

Kikuji   rozejrzał   się   po   pokoju,   lecz   dostrzegł   tylko   nowe 

drewno.

- Słup w alkowie w tamtym pokoju pochodzi chyba z dawnego 

pawilonu.

Podczas   gdy   oboje   siedzieli   w   maleńkim   pokoiku,   służąca 

zamykała   okiennice.   I   wtedy   też   chyba   położyła   tu   ten   album   ze 

zdjęciami. Yukiko obejrzała zdjęcia już kilka razy, w końcu zapytała:

- Nie przebierzesz się?

- A ty?

- Jestem w kimonie, więc mogę w nim zostać. Kiedy będziesz 

się   kąpać,   wyjmę   i   przygotuję   ciastka   i   inne   rzeczy,   które 

otrzymaliśmy w prezencie.

W łaźni pachniało świeżym drewnem. Deski drewnianej wanny, 

zlewu,   sufitu   i   ścian   miały   kolor   spokojny,   sprawiający   wrażenie 

miękkości, pięknie rysowały się też słoje drewna.

background image

Rozległy   się   kroki   służącej,   która   szła   w   ich   stronę   długim 

korytarzem.

Gdy Kikuji wrócił z kąpieli, nie zastał Yukiko.

Kiedy   służąca   przygotowywała   pokój   do   spania,   Yukiko 

siedziała chyba w pokoiku obok, w którym przedtem przebywali we 

dwoje. Na sypialnię wybrała bowiem duży pokój, dlatego stolik został 

przesunięty pod ścianę.

-   Czy   można   zostawić   żarzące   się   węgle   w   tym   piecyku?   - 

zapytała.

- Chyba można - odpowiedział Kikuji. Yukiko weszła do pokoju 

i patrzyła na Kikujiego bez specjalnego wyrazu.

- Teraz wygodniej?

- W tym? - Kikuji spojrzał na hotelowe pikowane kimono i na 

narzutkę. - Idź się wykąpać, bardzo przyjemna woda.

- Dobrze.

Yukiko   weszła   do   sąsiedniego   pokoiku   i   wyjęła   coś   z   torby 

podróżnej,   po   chwili   znów   przesunęła   shoji,   weszła   do   pokoju   i 

usiadła kładąc torebkę z przyborami toaletowymi za sobą w korytarzu, 

pochyliła się w niskim pokłonie i się zaczerwieniła. Następnie zdjęła 

obrączkę, położyła ją przed lustrem i wyszła.

Naprawdę   zaskakujący   ukłon.   Yukiko   miała   w   sobie   tyle 

wdzięku, że Kikuji omal nie krzyknął z zachwytu.

Kikuji wstał i popatrzył na pierścionki Yukiko. Obrączkę ślubną 

zostawił   na   miejscu,   wziął   tylko   opal   meksykański   i   usiadł   przy 

piecyku. Przyjrzał się pierścionkowi pod światło: wewnątrz klejnotu 

background image

zajarzyły   się   małe   ogniki,   czerwone,   żółte,   to   znów   zielone, 

pojawiające się i znikające, i znów zapalające. W tym przezroczystym 

klejnocie zapalające się i gasnące ogniki przykuły uwagę Kikujiego.

Yukiko wróciła z łazienki i znów weszła do pokoiku po prawej 

stronie ich sypialni.

Z lewej strony dużego pokoju za korytarzem były jeszcze dwa 

pokoiki   przystosowane   do   ceremonii   herbacianej:   jeden   wielkości 

trzech  mat,  drugi   czterech   i  pół  maty.  Z  prawej  strony  sąsiadował 

pokoik   wielkości   trzech   mat.   Właśnie   tutaj   służąca   umieściła   ich 

podróżne torby i inne przedmioty.

Tutaj też Yukiko zajęła się teraz składaniem kimona.

- Pozwól, że rozsunę to przepierzenie, bo sama tu się boję. - 

Wstała i nieco rozsunęła shoji na obie strony otwierając sobie widok 

na   duży   pokój,   w   którym   siedział   Kikuji.   W   tej   chwili   zdał   sobie 

sprawę   z   tego,   że   w   czterech   czy   pięciu   pokojach,   oddalonych   od 

głównego   budynku   hotelowego,   są   zupełnie   sami.   Popatrzył   na 

Yukiko, która teraz miała trochę światła w pokoiku, i zapytał:

- Tam też można urządzić ceremonię herbacianą?

- Tak. W otwór w podłodze wpuszczony jest okrągły żeliwny 

piecyk. - Wraz z odpowiedzią spoza papierowej ścianki wychylił się 

brzeżek dolnej części bielizny noszonej pod kimonem.

- Siewka...

-   Tak.   Siewka   jest   ptakiem   zimowym,   dlatego   wybrałam   ten 

deseń.

- To są siewki na fali.

background image

- Siewki na fali? Tak, to są siewki i fale.

- Nazywają to chyba „siewkami na wieczornych falach”. Jest 

wiersz na ten temat, pamiętasz? „Gdy siewki wieczorne nad falami 

śpiewają...”

- Siewki wieczorne...? Wzór z siewkami na tle fal nazywa się po 

prostu   „siewki   na   fali”,   prawda?   -   powiedziała   powoli   Yukiko   i 

złożyła połę kimona z deseniem siewek.

Czy to odgłos pociągu przejeżdżającego przez góry za hotelem 

obudził Kikujiego?

Dudnienie kół było znacznie bliższe, gwizd rozbrzmiewał ostrzej 

niż wieczorem, dlatego Kikuji zrozumiał, że jest jeszcze głęboka noc. 

Nie powinien był go rozbudzić ten odgłos, mimo to się  przebudził, 

lecz Kikuji bardziej się zdziwił, że w ogóle spał.

Zasnął wcześniej od Yukiko.

Spokojny oddech śpiącej nieco go uspokoił.

Była   chyba   zmęczona   uroczystościami   ślubnymi,   miała   też 

powody do bezsenności,  podobnie jak Kikuji, który  nie mógł  spać 

przed ślubem, ponieważ wciąż się wahał.

Wydało   mu   się,   że   to   niemożliwe,   żeby   Yukiko   spała   obok 

niego, lecz jednocześnie czuł znany mu zapach.

Co to za perfumy? Zapach i oddech śpiącej Yukiko, a ponadto 

jej pierścionki, a nawet wzór siewek na fali - wszystko to wydało mu 

się jego własnością, a poczucie bliskiego sąsiedztwa nie znikało nawet 

w środku nocy podczas niespokojnego przebudzenia się.

background image

Kikuji nie miał odwagi zapalić światła i popatrzeć na Yukiko. 

Wziął zegarek leżący u wezgłowia i wyszedł do toalety.

- To już po piątej?

Dlaczego to, co było naturalne i nie wzbudzało w nim sprzeciwu 

z wdową Ota i z jej córką Fumiko, wydaje mu się czymś tak bardzo 

niezwykłym   z   Yukiko?   -   zastanawiał   się   Kikuji.   Czy   to   sprzeciw 

sumienia,   czy   poczucie   niższości,   czy   też   może   Ota   i   jej   córka 

obezwładniają go tak bardzo?

Ota była kobietą diabelską - jak mawiała Kurimoto - lecz dla 

Kikujiego   złowieszczymi   się   wydały   działania   Kurimoto,   jak   na 

przykład wybór tego pokoju na dzisiejszą noc.

Myślał nawet, że Yukiko wzięła na drogę to kimono, do którego 

się jeszcze nie przyzwyczaił, również na polecenie Kurimoto.

-   Dlaczego   na   podróż   nie   włożyłaś   europejskiego   ubrania?   - 

zapytał   o   to   przed   snem,   ponieważ   tak   bardzo   się   tą   sprawą 

przejmował.

- To tylko na dzisiaj. Na ten jeden dzień postanowiłam włożyć 

kimono, ponieważ kostium europejski nie dodaje kobiecie uroku, tym 

bardziej że poznałeś mnie w kimonie, po raz drugi w twoim pawilonie 

herbacianym również byłam w kimonie.

Nie zapytał, kto jej powiedział to wszystko na temat kimona. 

Chciał   wierzyć,   że   na   podróż   poślubną   Yukiko   samodzielnie 

zamówiła materiał na kimono ze wzorem siewek.

-  Bardzo   lubię   wiersz   o   siewkach   na   falach   wieczornych,   o 

którym już wspomniałem - Kikuji zmienił temat.

background image

- Jaki to wiersz?

Kikuji   wyrecytował   jednym   tchem   wiersz   Hitomaro.   Lekko 

dotknął pleców młodej mężatki i rzekł ku jej zaskoczeniu:

- Ach, jestem ci wdzięczny. - Wprawił w ten sposób Yukiko w 

zakłopotanie, lecz poza słownymi wyrazami czułości nic nie zrobił.

I teraz również budząc się o piątej rano z niepokojem poczuł 

mimo wszystko wdzięczność dla Yukiko. Czuł też słodycz i ciepło 

przebaczenia w cichym oddechu i delikatnym zapachu śpiącej żony. 

Może  jest  to   chwilowe   oczarowanie,   lecz  mimo  wszystko  to  tylko 

kobieta ma dar wybaczania nawet największym grzesznikom. A może 

jest to tylko sentymentalizm lub apatia, w każdym razie na pewno w 

ten czy inny sposób kobieta zbawia mężczyznę.

Nawet   jeśli   jutro   przyjdzie   mu   się   rozstać   z   Yukiko,   Kikuji 

pozostanie jej wdzięczny całe życie.

Gdy   następnie   osłabł   niepokój   i   zdenerwowanie,   Kikujiego 

ogarnął   smutek.   Również   Yukiko   chyba   się   wahała   między 

niepewnością   a   zdecydowaniem,   lecz   Kikuji   nie   potrafił   nią 

wstrząsnąć, obudzić jej ze snu i wziąć w objęcia.

Od czasu do czasu słyszał szum fal i myślał, że do świtu nie 

uśnie, mimo to sen przyszedł znowu, a kiedy się obudził, ujrzał jasne 

promienie   słońca   wpadające   przez   biały   papier   shoji.   Yukiko   w 

pokoju już nie było.

„Może uciekła” - Kikuji przestraszył się. Minęła już dziewiąta.

Otworzył   shoji   i   zobaczył  siedzącą   na   trawie   Yukiko.   Objęła 

rękami kolana i patrzyła na morze. 

background image

- Zaspałem. Kiedy wstałaś?

O siódmej. Przyszedł służący przygotować nam ciepłą wodę i 

chyba wtedy się zbudziłam.

Yukiko obróciła  się w jego stronę i zaczerwieniła  na twarzy. 

Dziś miała na sobie europejską suknię z wpiętą na piersi wczorajszą 

czerwoną różą. Kikuji odetchnął z ulgą. 

- Ta róża jeszcze nie zwiędła.

- Wczoraj idąc do kąpieli wstawiłam ją do szklanki z wodą. Nie 

zauważyłeś?

- Nie - odpowiedział Kikuji. - Już się wykąpałaś!

-   Tak.   Wstałam   wcześniej,   nie   miałam   co   robić   i   gdzie   się 

podziać.   Trudno,   pomyślałam,   otworzyłam   po   cichu   okiennice,   a 

kiedy wyszłam na dwór, zobaczyłam odpływający amerykański okręt. 

Podobno przypływają wieczorem „pobawić się”, a rano odpływają.

-   To   zabawne   mówić,   że   okręty   wojenne   przypływają   tu   się 

pobawić.

- Tak powiedział człowiek, którego spotkałam w ogrodzie.

Kikuji zawiadomił telefonicznie recepcję, że już wstał, następnie 

wykąpał   się   i   wyszedł   na   trawnik.   Było   bardzo   ciepło,   aż   trudno 

uwierzyć, że to już połowa grudnia. Dlatego również po śniadaniu 

oboje usiedli na skąpanej w słońcu galerii.

Morze   srebrzyło   się.   Kikuji   spostrzegł,   że   z   biegiem   czasu 

zmieniają   się   błyszczące   plamy   na   wodzie.   Również   nad   bardzo 

urozmaiconym brzegiem, od góry Izu po Atami, gdzie występy skalne 

background image

nakładają się na siebie tworząc cyple, błyszczące plamki przesuwają 

się w coraz to inne miejsce na falach.

- Zaczęło błyszczeć, jak gdyby gwiazdy się pojawiły. Spójrz na 

morze pod nami, o, tam - Yukiko pokazała palcem. - Jak gwiazdy w 

gwiezdnym szafirze.

Niedaleko   na   powierzchni   morza   roiło   się   od   światełek 

podobnych do mrugających gwiazd. Powoli, to tu, to tam pojawiały 

się   nowe   błyski   na   falach.   Z   bliska   widać   je   oddzielnie,   z   daleka 

natomiast   morze   lśni   jak   lustro.   Przyglądając   się   uważnie   można 

dostrzec również w oddali tańczące roje światełek.

Trawnik   przed   pawilonem   był   wąski,   nad   jego   krawędzią 

pochylały   się   gałęzie   pomarańczy,   rosnących   nieco   niżej.   Łagodny 

spadek prowadził do morza, gdzie nad brzegiem rosły rzędem sosny.

-  Wczoraj   wieczorem   obejrzałem   kamienie   w   twoim 

pierścionku, są naprawdę bardzo piękne...

- To są ognie. Światła na falach przypominają ognie szafiru lub 

rubinu. Najbardziej przypominają błyski w brylantach.

Yukiko popatrzyła na swój pierścionek, a następnie skierowała 

wzrok na światła na morzu.

Rzeczywiście, krajobraz jak najbardziej sprzyjający rozmowom 

o klejnotach, a przy tym i pora dla obojga właściwa po temu, lecz 

Kikujiemu   coś   przeszkadzało   i   nie   pozwalało   upajać   się   tym 

szczęściem.

Sprzedał   dom   ojca,   więc   po   podróży   będzie   musiał   zawieźć 

Yukiko do nowego skromnego mieszkania, lecz z tym można będzie 

background image

się   pogodzić,   najbardziej   niepokoiło   go   natomiast   nowe   życie 

rodzinne   i   gospodarowanie,   nie   wiedział   nawet,   jak   ma   o   tym 

rozmawiać   z   Yukiko,   bo   nie   wszedł   jeszcze   w   swą   rolę   żonatego 

mężczyzny.

Poza tym Kikuji będzie musiał kłamać, kiedy zaczną rozmawiać 

ze sobą o przeszłości, pomijając stosunki z Ota, z jej córką Fumiko 

czy z Kurimoto. Dlatego nie ma żadnej możliwości - jak mu się teraz 

wydawało - rozmawiać z Yukiko ani o przeszłości, ani o przyszłości. 

Co więcej, Kikuji nawet się waha, kiedy ma zaczynać z nią rozmowę 

o dniach najbliższych.

Ciekawe,   o   czym   myśli   Yukiko?   Na   jej   twarzy,   rozjaśnionej 

słońcem,   nie   dostrzega   zniechęcenia,   ale   może   po   prostu   ona 

kontroluje siebie, żeby nie sprawiać mu przykrości? A może myśli, że 

to   właśnie   Kikuji   nie   chciał   sprawić   jej   przykrości   i   dlatego   nie 

dotknął jej w tę pierwszą noc poślubną.

Kikuji nie mógł się uspokoić. Ani usiedzieć na miejscu. Pokój 

mieli tu zamówiony na dwie noce. Obiad zaś poszli zjeść do hotelu 

„Atami”. W sali, w której podawano mięso z rusztu, w pobliżu okna 

rósł bananowiec o pofalowanych liściach, a nieco dalej po przeciwnej 

stronie stało kilka palm sagowych.

- Dawniej kiedy byłam mała, witałam tu Nowy Rok z ojcem, a 

teraz widzę, że palmy sagowe w ogóle się nie zmieniły od tamtych lat 

- powiedziała Yukiko patrząc na ogród wychodzący na morze.

-  Mój   ojciec   również   często   lutaj   bywał,   gdybym   mu 

towarzyszył, musiałbym spotkać małą Yukiko. 

background image

- No, nie mów tak.

-   Dlaczego?   Przecież   byłoby   to   bardzo   miłe,   gdybyśmy   się 

spotkali w dzieciństwie.

- Gdybyśmy się spotkali w dzieciństwie, to pewnie byśmy się 

nie pobrali.

- Dlaczego?

- Bo w dzieciństwie  byłam strasznie mądra! Kikuji roześmiał 

się.

-   Ojciec   często   o   tym   mówił:   „Byłaś   bardzo   mądra   w 

dzieciństwie, a potem stopniowo głupiałaś.”

Kikuji mógł z tych słów wywnioskować, jak bardzo ojciec ją 

kochał i cieszył się Yukiko mającą przecież jeszcze troje rodzeństwa. 

Dziś   pozostał   w   niej   obraz   tej   małej   dziewczynki   o   błyszczących 

mądrych oczach.

Gdy wrócili z hotelu „Atami”, Yukiko zadzwoniła do matki.

- Mama jest niespokojna, może z nią porozmawiasz? 

- Nie, pozdrów ją ode mnie - odmówił Kikuji.

-  Tak?   -   Yukiko   obróciła   się   w   stronę   Kikujiego.   -   Mama 

również ciebie pozdrawia i życzy wszystkiego dobrego...

Yukiko   dzwoniła   z   aparatu   znajdującego   się   w   pokoju,   to 

znaczy, że nie miała zamiaru uskarżać się matce, zrozumiał to od razu.

Czy mimo to swą kobiecą intuicją matka Yukiko nie wyczuła, że 

jest   coś   między   młodymi,   co   ją   mogło   martwić?   Czy   młoda   żona 

następnego dnia po wyjeździe w podróż poślubną powinna dzwonić 

do   swoich   rodziców?   Czy   to   sam   fakt   zatelefonowania   tak   matkę 

background image

przestraszył? Kikuji nie wiedział, mógł tylko przypuszczać, że młoda 

żona, która oddała się mężowi, nie dzwoniłaby do rodziców po prostu 

ze wstydu.

Po czwartej do zatoki weszły trzy małe okręty amerykańskie. 

Chmurki   w   dali   nad   Ajiro   zamieniły   się   w   lekką   mgiełkę,   która 

toczyła   się   powoli   ponad   morzem,   sennym  i   leniwym,   jak   zawsze 

wiosną o zmierzchu. Okręty przypominały stojące bez ruchu modele.

- Widzisz? Również okręty przypływają tutaj się pobawić.

-   Kiedy   dzisiaj   wstałam,   odpływały   właśnie   wczorajsze   - 

powiedziała Yukiko. - Nie miałam nic do roboty, więc patrzyłam na 

nie, aż się oddaliły.

- Czekałaś dwie godziny, nim się obudziłem?

- Wydawało mi się, że dłużej. Dziwiłam się sama sobie, że tu 

jestem,   a   jednocześnie   byłam   bardzo   zadowolona.   I   myślałam,   że 

będziemy rozmawiać o różnych rzeczach, kiedy się obudzisz...

- O czym rozmawiać?

- O niczym szczególnym.

Okręty wpływały z zapalonymi światłami, mimo że było jeszcze 

widno.

-   Na   przykład   myślałam,   że   będę   bardzo   zadowolona,   gdy 

opowiesz mi o tym, dlaczego twoim zdaniem za ciebie wyszłam.

- Hm, moim zdaniem? Dziwnie o tym mówisz.

- Oczywiście, że dziwnie, lecz byłoby to interesujące, gdybyś 

spróbował   prześledzić,   jak   to   się   stało,   że   taka   dziewczyna   jak   ja 

wyszła za ciebie. Dla mnie byłoby to bardzo interesujące. Przecież 

background image

mówiłeś o mnie jako o osobie niedostępnej. Ciekawe, dlaczego tak 

myślałeś?

- Używasz tych samych perfum co w ubiegłym roku, kiedy byłaś 

w pawilonie ceremonii herbacianej?

- Tak.

- Tamtego dnia myślałem, że nigdy nie będziesz moja.

- Ach! Nie spodobały ci się te perfumy?

-   Nie   o   to   chodzi.   Następnego   dnia   wydawało   mi   się,   że   w 

pawilonie pozostał twój zapach, nawet poszedłem sprawdzić.

Yukiko spojrzała na niego ze zdziwieniem.

- Po prostu myślałem, że muszę z ciebie zrezygnować, Yukiko, 

dlatego powiedziałem sobie, że jesteś dla mnie niedostępna.

-   Nie   mów   mi   tego,   bo   mi   przykro.   O   tym   mógłbyś   z   kim 

innym...   Rozumiem,   lecz   teraz   chcę   słuchać   o   tym,   co   wyłącznie 

przeznaczone jest dla mnie. 

- Byłaś moim marzeniem.

- Marzeniem?

-   Chyba   tak.   Marzeniem   i   rezygnacją,   jednym   i   drugim 

jednocześnie.

-   Zaskoczyłeś   mnie   mówiąc,   że   byłam   twoim   marzeniem,   a 

przecież ja też starałam się zrezygnować i jednocześnie marzyłam o 

tobie.   Jednak   nie   przyszły   mi   na   myśl   słowa   „rezygnacja”   i 

„marzenie”.

- To dlatego, że są to słowa grzeszników.

- Znowu mówisz o kimś innym.

background image

- Nie, nic podobnego.

- Nie, nie mów tak. Zresztą myślałam, że mogłabym pokochać 

nawet żonatego - powiedziała Yukiko z błyskiem w oczach. - Lecz 

marzenie, gdy pozostaje tylko marzeniem,  jest rzeczą straszną. Nie 

mówmy o tym, dobrze?

-   Dobrze.   W   nocy   miałem   dziwne   wrażenie,   że   nawet   twój 

zapach stał się moją własnością...

Yukiko milczała. 

- Mimo to jesteś nadal moim marzeniem. 

- Wkrótce się rozczarujesz.

- Nigdy się nie rozczaruję.

Kikuji   powiedział   to   z   przekonaniem,   ponieważ   odczuwał 

wobec Yukiko głęboką wdzięczność.

Yukiko,   jakby   nagle   sprowokowana,   odpowiedziała   z   dużym 

naciskiem:

- Ja też się nigdy nie rozczaruję. Przysięgam. 

Lecz faktycznie, ile godzin pozostało, pięć, a może  sześć,  do 

chwili rozczarowania Yukiko? A nawet jeśli się nie rozczaruje, lecz 

tylko   podda   się   zwątpieniu,   to   czy   będzie   mieć   pewność,   że   nie 

owładnie nią kiedyś chłód rozczarowania? Nie tylko z obawy o to 

Kikuji starał się jak najdłużej nie spać wczorajszej nocy, aby móc 

porozmawiać. Yukiko również od wczoraj zachowywała się wobec 

niego   swobodniej   i   czulej   niż   przedtem.   Z   nie   wymuszoną 

naturalnością podawała mu herbatę.

background image

Kikuji ogolił się w łazience i rozcierał krem po twarzy. Yukiko 

podeszła do lustra, dotknęła palcem kremu i powiedziała:

Dla taty ja zawsze kupuję...

- To może zmienię na taki sam.

- Lepiej, żeby nie był taki sam.

Dziś wieczorem trzymając piżamę na kolanach, również ukłoniła 

się przed wyjściem do łazienki.

Później   mówiąc   „dobranoc”   ukłoniła   się   jeszcze   raz   lekko 

dotykając   palcami   maty,   a   następnie   zwinnie   weszła   pod   kołdrę. 

Kikujiemu   serce   biło   mocniej,   gdy   patrzył   na   jej   ruchy   pełne 

dziewczęcej czystości.

Zamykając   drżące   powieki   usiłował   wydobyć   z   dna   mroku   i 

przypomnieć sobie tamten czas, gdy Fumiko nie opierała mu się, a 

jedynie jej dziewicza czystość broniła się przed nim. Była to walka ze 

złem, z podłością, z brudem. A teraz Kikuji chciałby skalać czystość 

Yukiko   posługując   się   siłą   szalonych   rojeń   o   pogwałconym 

dziewictwie   Fumiko.   Groźna   to   trucizna,   lecz   nie   może   się   jej 

przeciwstawić, ponieważ gesty czystej Yukiko, może z powodu jego 

bólu i rozpaczy, przywołują w nim obraz Fumiko.

Kikuji nie mógł się oprzeć powracającej w nim fali kobiecości 

wdowy Oty, fali napływającej wraz ze wspomnieniem Fumiko. Co to 

właściwie jest? Przekleństwo szatana czy po prostu ludzka natura każe 

mu tak żałośnie drżeć ze strachu, choć przecież Ota już nie żyje, a 

Fumiko zniknęła? Tym bardziej że obie go kochały, a nie żywiły do 

niego nienawiści?

background image

Kiedyś Kikuji żałował tego, że uległ fali zmysłów takiej kobiety 

jak   Ota,   lecz   teraz   był   przerażony   tym,   że   jego   działanie   jest 

paraliżowane przez coś, co jest w nim samym.

Nagle usłyszał, jak włosy Yukiko ocierają się o poduszkę.

- Opowiedz mi o czymś - powiedziała, lecz Kikuji przeląkł się.

Nagle poczuł w oczach gorące łzy, gdyż wydało mu się, że ręce 

grzesznika objęły skrycie świętą dziewicę.

Yukiko lekko oparła głowę o pierś Kikujiego i po chwili zaczęła 

szlochać.

- Co ci się stało? Jest ci smutno? - Kikuji ściszył drżący głos.

Nie. Yukiko potrząsnęła głową. - Ja tak kochałam ciebie, że nie 

wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, a od wczoraj pokochałam cię 

jeszcze bardziej i dlatego się rozpłakałam.

Kikuji dotknął ręką podbródka Yukiko i przybliżył do niej swe 

usta. Już nie musiał ukrywać łez. Zjawy wdowy i jej córki Fumiko w 

jednej chwili zniknęły.

Dlaczego   nie   można   spędzić   choćby   kilku   dni   w   czystości   z 

dziewiczą młodą żoną?

5

Trzeciego dnia nad morzem również było ciepło, i znów Yukiko 

wstała i ubrała się wcześniej od Kikujiego. Dowiedziała się dziś rano, 

że wczoraj wieczorem do hotelu przybyło sześć par nowożeńców, i 

wiadomością tą podzieliła się z Kikujim, lecz nadal było cicho: głosy 

ludzi   nie   dochodziły   do   nich   z   pawilonu   herbacianego   położonego 

bliżej morza. Nie słyszeli również śpiewu wędrownego skrzypka.

background image

Nie   wiadomo,   czy   to   z   nadmiaru,   czy   niedostatku   promieni 

słonecznych dzisiaj do późnego popołudnia nie pokazały się na falach 

gwiazdki. Na dole blisko hotelu, w tym miejscu, w którym wczoraj 

błyszczały,   płynęło   teraz   siedem   łodzi   rybackich.   Pierwsza   łódź 

parowa ciągnęła za sobą pozostałe sześć, ustawione w jednym rzędzie 

od największej do najmniejszej.

- Wyglądają jak rodzina - Kikuji roześmiał się.

W podarunku od hotelu otrzymali „małżeńskie pałeczki”. Były 

one owinięte w różowy japoński papier o wzorze żurawi układanych z 

papieru. 

-  Czy przywiozłaś chustę tysiąca żurawi? - przypomniał sobie 

Kikuji.

-  Nie,   wszystko   mam   zupełnie   nowe.   Wstyd   mi.   Yukiko 

zaczerwieniła się aż po powieki, podkreślone piękną linią biegnącą do 

kącików   oczu.   -   I   uczesanie   mam   inne.   Lecz   wśród   otrzymanych 

prezentów są rzeczy z wzorami żurawia.

Przed   trzecią   wyjechali   samochodem   w   stronę   Kawany.   W 

porcie Ajiro ujrzeli dużo łodzi rybackich. Niektóre były białe.

Yukiko odwróciła się w stronę Atami i powiedziała:

-   Kolor   nieba   przypomina   różową   perłę.   Jest   bardzo   do   niej 

podobny.

- Różową perłę?

- Tak, kolczyki i naszyjnik mam różowy. Mogę ci pokazać.

- Jak dojdziemy do hotelu. 

Zmarszczki gór nad Atami zaczęły ciemnieć.

background image

Po drodze spotkali mężczyznę, który pchał wózek z drewnem na 

opał i siedzącą na nim żoną; wtedy Yukiko powiedziała:

- Tak chciałabym żyć. - Na myśl o tym, że Yukiko gotowa jest 

żyć z nim nawet w tak skromnych warunkach, zrobiło mu się lżej na 

duszy.

Poprzez   sosnową   aleję   nad   brzegiem   morza   ujrzeli   gromadę 

ptaków. Leciały prawie z taką samą szybkością jak samochód, chociaż 

może samochód jechał trochę szybciej.

Siedem łodzi rybackich, które dziś rano wypłynęły z podnóża 

góry   Izu,   dotarły   już   tutaj.   To   Yukiko   je   zauważyła.   Płynęły   przy 

brzegu w takim samym porządku jak przedtem, na przodzie duża, a za 

nią coraz mniejsze, przypominając zgodną rodzinę.

- Tak jakby przybyły na spotkanie z nami.

Radość odczuwania więzi nawet ze znajomymi łodziami, radość, 

jaką   w   tej   chwili   odczuwała,   przynosiła   Kikujiemu   uspokojenie. 

Będzie to chyba najszczęśliwszy dzień w jego życiu.

W ubiegłym roku od lata do jesieni Kikuji poszukiwał Yukiko i 

kiedy   poczuł   się   szukaniem   zmęczony   czy   może   oszołomiony, 

niespodziewanie Yukiko przyszła do niego sama. Wtedy wydało mu 

się,   że   w   mroku   ujrzał   nagle   promienie   słońca.   Oślepiony   i 

zawstydzony, zachowywał się wobec niej powściągliwie, lecz Yukiko 

od czasu do czasu przychodziła do niego w odwiedziny.

W końcu Kikuji otrzymał list od jej ojca. „Jak sądzę - pisał - 

córka   ma   przyjemność   spotykać   się   z   Panem,   chciałbym   więc 

wiedzieć,   czy   ma   Pan   zamiar   wziąć   ją   za   żonę.   Swego   czasu 

background image

propozycję małżeńską przekazywała nam pani Kurimoto Chikako, a 

co się tyczy mnie i mojej żony, to pragnęlibyśmy, aby nasza córka 

wyszła za tego mężczyznę, który jej się na początku spodobał...” List 

ten   wyrażał   zaniepokojenie   rodziców   stosunkami   utrzymywanymi 

przez oboje młodych, mógł  być też ostrzeżeniem dla Kikujiego, w 

konsekwencji   jednak   rodzice   przekazali   w   ten   sposób   wolę   córki 

wyręczając Yukiko.

Od tamtego czasu upłynął cały rok. Był to okres wahań. Kikuji 

nie mógł się zdecydować, nie wiedział, czy ma czekać na Fumiko, czy 

ulec pragnieniu  i  poślubić  Yukiko.  Kiedy  przypominał  sobie  Otę i 

poszukiwał jej córki, z żalu spuszczał głowę i ulegał złudzeniu, że 

widzi tysiące tańczących białych żurawi na porannym lub wieczornym 

niebie. To była Yukiko.

To właśnie Yukiko podeszła teraz do Kikujiego, żeby popatrzeć 

na łodzie rybackie i tak przy nim pozostała, nie wróciła na poprzednie 

miejsce.

W hotelu „Kawana” wprowadzono ich do pokoju narożnego na 

drugim   piętrze.   Z   dwu   stron   zamiast   ścian   były   wielkie   okna   z 

widokiem na okolicę.

- Morze jest okrągłe - powiedziała wesoło Yukiko.

Rzeczywiście, horyzont zataczał łagodny łuk.

Z jednej strony za basenem kąpielowym, położonym w środku 

murawy, pięć czy sześć dziewcząt w mundurkach koloru niebieskiego 

i z workami golfowymi na ramionach usługiwało grającym w golfa.

background image

Za  oknem  od  strony   zachodniej   rozciągał   się  widok  na  szlak 

prowadzący na Górę Fuji.

-  Jaki   ostry   wiatr   -   powiedział   Kikuji   i   odwrócił   się   od 

zachodniego wiatru plecami.

- Mnie wiatr nie przeszkadza. Chodźmy.

Yukiko mocno pociągnęła Kikujiego za rękę.

Wrócili   do   pokoju,   następnie   Kikuji   poszedł   wykąpać   się   do 

łazienki. Yukiko zaś w tym czasie poprawiła fryzurę, zmieniła bluzkę 

i przygotowała się do wyjścia na kolację.

-  Może   to   włożyć?   -   zapytała   pokazując   Kikujiemu   perłowe 

kolczyki i naszyjnik.

Po   kolacji   posiedzieli   trochę   w   pokoju   słonecznym, 

wychodzącym na ogród. Był to półokrągły duży salon, w którym ze 

względu   na   dzień   powszedni   nie   było   nikogo   prócz   ich   dwojga. 

Siedzieli za kurtyną. W owalnym zagłębieniu kwitła para dziewiczych 

kamelii w donicy.

Przeszli do salonu i usiedli na ławce przed kominkiem. Paliły się 

w nim duże polana. Na kominku w donicach rosła para afrykańskich 

lilii o wielkich kwiatach. Wspaniale też wyglądało drzewko wcześnie 

zakwitającej czerwonej śliwy, rosnące w wielkim wazonie za ławą. 

Spokojem   napawała   drewniana   kratownica   w   angielskim   stylu, 

zawieszona wysoko pod sufitem.

Kikuji oparł się o skórzane obicie ławy i długo wpatrywał się w 

płomień   pod   kominkiem.   Również   Yukiko   siedziała   w   bezruchu   z 

rozgrzanymi policzkami.

background image

Gdy   wrócili   do   pokoju,   ciężkie   kurtyny   zasłaniały   już   okna. 

Yukiko   poszła  się  przebrać   w łazience,  gdyż tym  razem   otrzymali 

duży, lecz pojedynczy pokój.

Kikuji siedział na krześle w hotelowej jukacie. Po chwili stanęła 

przed nim Yukiko. Wyglądała niewinnie w tym kimonie w białe ładne 

wzorki na tle lekko rdzawego cynobru, z rękawami w stylu Genroku, 

choć bez wątpienia ten nowy deseń nadawał się również na suknię 

europejską.

Yukiko   przepasana   zielonym   i   miękkim   pasem   atłasowym, 

przypominała   zachodnioeuropejską   lalkę.   Spod   czerwieni   kimona 

wystawały brzegi białej jukaty.

-   Bardzo   ładne   kimono.   Sama   je   wybrałaś?   Rękawy   w   stylu 

Genroku, prawda?

- Trochę się różnią od stylu Genroku. Sama je wymyśliłam.

Yukiko   podeszła   do   toaletki.   Następnie   zgasiła   światło, 

pozostawiając   tylko   oświetlenie   toaletki,   i   położyła   się   spać   w 

półmroku.

Gdy   Kikuji   nagle   otworzył   oczy,   usłyszał   potężny   łomot.   To 

chyba wiatr tak huczał. Na końcu ogrodu zaczyna się urwisko, więc 

może   wysokie   fale   z   takim   hukiem   uderzają   o   brzeg   -   pomyślał. 

Spojrzał w stronę Yukiko i zobaczył pustą pościel - Yukiko stała przy 

oknie.

- Co się stało? - zapytał wstając.

- Grzmi tak nieprzyjemnie. Nad morzem pojawiają się różowe 

ognie. Zobacz...

background image

To na pewno latarnia morska.

-   Przebudziłam   się   i   ze   strachu   nie   mogłam   zasnąć,   już   od 

dłuższego czasu nie śpię i przyglądam się... 

- To odgłos fal.

Kikuji położył rękę na ramieniu Yukiko.

-   Mogłaś   mnie   obudzić.   Yukiko   stała   jakby   oczarowana 

morzem.

- O, tam, zaświeciło różowym blaskiem.

- To latarnia.

-   Jest   i   latarnia,   lecz   tamto   jest   większe   od   latarni   morskiej, 

bardzo szeroko się rozchodzi.

- To odgłos fal. 

- Wcale nie.

Wydawało się, że to odgłos fal bijących o skały urwiska zbudził 

Kikujiego,   lecz   morze   było   spokojne   -   słabo   oświetlone   zimnym 

światłem sierpa księżyca czerniło się w dole, zupełnie nieruchome.

Kikuji patrzył przez chwilę i zrozumiał, że różowe błyski nie 

pochodziły   od   migającego   światła   latarni   morskiej.   Różowe   błyski 

pojawiały się rzadko i w nieregularnych odstępach.

- To armaty. Pomyślałam, że to bitwa morska.

- Ach, na pewno okręty amerykańskie odbywają ćwiczenia w 

strzelaniu.

- Na pewno - Yukiko zgodziła się z tym wyjaśnieniem. - To 

straszne,   bardzo   się   bałam   -   Yukiko   opadły   ramiona   ze   znużenia. 

Kikuji wziął ją w objęcia.

background image

Wiatr   szumiał   nad   morzem   oświetlonym   wątłym   światłem 

skrawka   księżyca,   a   w   dali   po   różowym   błysku   rozlegał   się   huk. 

Kikujiemu również zrobiło się nieswojo.

- W taką noc nie można samotnie stać i patrzeć. Kikuji wytężył 

ręce i podniósł Yukiko do góry. Żona lękliwie objęła go za szyję.

Kikujiego   paraliżował   boleśnie   smutek,   dlatego   powiedział 

rwącym się głosem:

-   Nie,   nie...   nie   jestem   kaleką.   Lecz   pamięć   o   własnej 

nieczystości i zepsuciu, to właśnie mi nie pozwala!

Yukiko nagle zawisła całym ciężarem na piersiach Kikujiego, 

jakby straciła przytomność.

background image

Rozstanie w podróży 

1

Kikuji   wrócił   z   podróży   poślubnej   i   przeczytał   jeszcze   raz 

ubiegłoroczne listy od Fumiko.

„Pisany   na   statku   «Kogane-maru»   kursującym   do   Beppu,   19 

października.

Czy mnie jeszcze poszukujesz? Wybacz mi, proszę, że znikłam 

tak nagle. Postanowiłam już więcej nie spotykać się z Tobą, dlatego 

może nie wyślę tego listu. Nawet jeśli zdecyduję się go wysłać, to 

jeszcze nie wiem, kiedy to nastąpi. Jadę teraz do miasteczka Takeda, 

w strony  rodzinne  mojego  ojca, lecz  jeśli  nawet ten  list  dotrze  do 

Twoich rąk, to wtedy na pewno mnie już tam nie będzie.

Nie znam Takedy, ponieważ mój ojciec opuścił rodzinne strony 

przed dwudziestu laty.

Są tam skaliste góry, a między nimi miasto Takeda, i plusk rzeki 

jesienią.

Skaliste góry okalają ze wszech stron ukryte w środku Takedę i 

rzeczułkę pluskającą jesienią.

Miasto Takeda w górach jest niedostępne jak warowny zamek. 

Tylko jeden tunel łączy je ze światem.

U wrót tunelu, co do Takedy wiedzie, rosną miskanty, bielą się 

również w mieście, bielą wszędzie miskanty.

Przypominam sobie to miasto jedynie z cytowanych wierszy ze 

zbioru  Pieśni o górach Kuju  Yosano Hiroshi i Yosano Akiko oraz z 

opowiadań ojca.

background image

Wracam   do   rodzinnych   stron,   których   nigdy   naprawdę   nie 

widziałam. Mój ojciec znał chyba w dzieciństwie poetów cenionych w 

Kuju.   Ich   wiersze   również   kusiły   mnie   i   zachęcały,   abym   tam 

pojechała.

Jak szmer wody spływającej po stoku, tak czułość serca napływa 

z gór odległych mojej rodzinnej ziemi.

W bezgraniczną dal sięga aż po skłon nieba barwa tamtych pól, 

co w czasach dzieciństwa przylgnęła do mnie na zawsze.

Czy to tylko ja cierpiałam w samotności? A może góra podobnie 

ciężar dźwiga, chmur brzemię na sobie?

Niechęć do niego z mojego serca dawno znikła na zawsze. Teraz 

proszę niebiosa tylko o jego szczęście.

Zapraszają   mnie   również   do   gur   Kuju   następujące   wiersze 

Yosano Hiroshi:

Wydaje mi się, że jest to mój mądry mistrz czuwający nade mną, 

gdy spoglądam na Kuju jakby zaczarowany.

Kto   wciąż   poznaje   ubóstwa   niewygody,  ten   zwraca   duszę   ku 

górom wyniosłym, by oświeciły mądrością.

Tak niespodzianie jak wędrowiec, co zniknął bez żadnej wieści, 

skryła się góra Kuju za chmur gęstą zasłoną.

Choć przytoczyłam wiersz o «niechęci do niego», moje serce 

jednak nie jest Ci nieprzychylne, jeśli - to raczej tylko mnie samej czy 

też mojemu losowi. To właściwie nie jest niechęć, lecz coś znacznie 

smutniejszego.

background image

Minęły   już  trzy   miesiące,  a  ja  wciąż   proszę  niebiosa  tylko  o 

szczęście   dla   Ciebie.   Nie   powinnam   pisać   do   Ciebie   takiego   listu. 

Adresuję   do   Ciebie   chyba   to,   co   właściwie   piszę   dla   siebie.   Po 

napisaniu może wyrzucę go do morza. Jest to pewnie list, którego nie 

powinnam kończyć.

Przyszedł boy i zaciągnął zasłonki w salonie. Prócz mnie są tu 

tylko   siedzące   po   przeciwnej   stronie   dwie   pary   młodych 

obcokrajowców.

Podróżuję statkiem sama, dlatego wzięłam pierwszą klasę. Nie 

chciałam   być   razem   w   jednej   kajucie   z   wielu   podróżnymi.   W 

pierwszej klasie kajuty są dwuosobowe, jest ze mną jeszcze gospodyni 

z hoteliku u ciepłych źródeł Kankaiji w Beppu. Wraca podobno od 

zamężnej córki, która niedawno urodziła dziecko, jeździła po prostu 

jej pomóc. Powiedziała mi, że w Osace nie mogła spać, więc na drogę 

powrotną   wybrała   statek,   żeby   dobrze   się   wyspać.   I   rzeczywiście, 

ledwie wróciła z messy, od razu położyła się do łóżka.

Kiedy nasz «Kogane-maru» wyszedł z Kobe, wpływał akurat do 

portu   irański   parowiec   o   nazwie   «Gwiazda  Suezu».   Dziwny   miał 

kształt ten statek. To chyba na wpół pasażerski, na wpół frachtowy 

statek   -   powiedziała   mi   ta   kobieta.   A   ja   pomyślałam,   w   jakich   to 

czasach żyjemy, że nawet irańskie statki tu przychodzą.

Gdy nasz statek oddalił się od portu, nad miastem Kobe i nad 

górami w dali zaczął zapadać zmrok. Teraz jest jesień i dni są krótkie. 

Kiedy zapadła noc, przez głośnik podano ostrzeżenie Morskiej Służby 

background image

Bezpieczeństwa:   «Nikt   nie   wygra   z   hazardzistą   na   statku. 

Poszkodowany w grze również zostanie przez władze ukarany.»

- Dziś będą grali o dużą stawkę.

Podobno w trzeciej klasie jadą zawodowi hazardziści.

Żona właściciela hoteliku usnęła, więc wyszłam do sali ogólnej. 

Zastałam tu dwie pary obcokrajowców, jedna z kobiet była Japonką. 

Wyglądała na zamężną. Obcokrajowcy byli chyba Europejczykami, a 

nie Amerykanami.

Nagle   wydało   mi   się,   że   dobrze   by   było,   gdybym  wyszła   za 

obcokrajowca i wyjechała za granicę.

-   O   czym   myślisz?   -   zapytałam   sama   siebie   ze   zdumieniem. 

Przyszło mi to na myśl tylko dlatego, że jestem na statku, lecz mimo 

to myśl o małżeństwie jest dla mnie niespodzianką.

Kobieta pochodziła chyba z dobrego domu, lecz mimo to bardzo 

starała się minami i ruchami naśladować Europejczyka. Nie wyglądało 

to   co   prawda   zbyt   wulgarnie,   a   jednak   wydawało   mi   się   jakieś 

sztuczne. A może poruszała się w ten sposób, ponieważ myślała z 

dumą o tym, że wyszła za Europejczyka?

Sama nie wiem, co mną kierowało przez te trzy miesiące. Jest mi 

tak bardzo wstyd, że chciała bym się zapaść pod ziemię z powodu tej 

czarki   shino,   którą   rozbiłam   o   kamienną   umywalkę   przed   Twoim 

pawilonem herbacianym.

-   Są   jeszcze   lepsze   czarki   od   tej   -   powiedziałam   wtedy. 

Wówczas naprawdę tak myślałam.

background image

Ucieszyłeś się, kiedy podarowałam Ci ten dzbanuszek w stylu 

shino   jako   pamiątkę   po   matce,   więc   zdecydowałam   się   bez 

zastanowienia podarować Ci również czarkę w tym samym stylu, lecz 

kiedy   potem   pomyślałam,   że   możesz   mieć   bardziej   wartościową 

czarkę od podarowanej przeze mnie, nie mogłam zaznać spokoju.

- W takim razie oznaczałoby to, że można w prezencie dawać 

komuś   tylko   przedmioty   o   najwyższej   wartości?   -   zareagowałeś 

wtedy. Wierzyłam, że tym «kimś» jesteś Ty, Kikuji. Chciałam też, 

żeby moja mama na zawsze pozostała piękna.

Nie widziałam już ratunku ani dla mamy, która odeszła na wieki, 

ani dla siebie, porzuconej, postanowiłam przynajmniej myśleć o niej 

jako o pięknej istocie. Żyłam w tym stanie serca, w napięciu i jakby 

nawiedzeniu przez złego ducha, nie mogąc sobie darować, że dałam 

Ci   na   pamiątkę   po   mamie   tę   czarkę,   w   istocie   rzecz   bardzo 

wartościową.

Teraz kiedy już upłynęły trzy miesiące, trochę zmieniło się moje 

samopoczucie.   Nie   wiem,   czy   przerwano   mi   piękny   sen,   czy   też 

przebudziłam się z koszmaru sennego, lecz myślę, że kiedy zbiłam tę 

czarkę   shino,   zarówno   mama,   jak   i   ja   rozstałyśmy   się   z   Tobą   na 

zawsze. Chociaż wstyd mi, że rozbiłam tę czarkę, to, kto wie, czy 

jednak nie uczyniłam słusznie.

- Na krawędzi czarki pozostała plama od szminki mamy. - Słowa 

te i inne mówiłam dlatego, że byłam na pewno szalona.

W związku z tym przypomniałam sobie coś, co napawa mnie 

odrazą. Żył wtedy jeszcze ojciec. Przyszła do nas Kurimoto, wtedy 

background image

pokazali jej czarkę o czarnej glazurze, może roboty Chójiró, może nie, 

nie   jestem   tego   pewna,   i   wtedy   Kurimoto   z   grymasem   na   twarzy 

powiedziała: «O?! Strasznie zapleśniala... Źle się z nią obchodzicie. 

Czy nie wymyliście jej po herbacie jak należy?» Rzeczywiście, całą 

czarkę pokrywały plamy koloru zgniłego irysa.

- Umyłam wodą, lecz nie zeszło. 

Trzymała   na   kolanach   mokrą   czarkę   i   przyglądała   jej   się 

uważnie,   aż   nagle   wbiła   palce   we   włosy   na   głowie   i   tymi 

zatłuszczonymi palcami potarła czarkę - i wtedy pleśń zeszła.

- Ach, jak to dobrze. Proszę zobaczyć - nauczycielka dumna była 

ze swego dzieła, lecz ojciec nie wyciągnął ręki po czarkę.

- Wysmarowałaś ją brudem. Nie znoszę tego. To obrzydliwe.

- Pójdę i dobrze umyję.

- Nieważne, ile będziesz myła, i tak nie chcę tej czarki. Nie mam 

ochoty na herbatę. Jeśli chcesz, mogę ci ją dać.

Byłam wtedy mała,  siedziałam  obok ojca i pamiętam  dobrze, 

jakie to było nieprzyjemne.

Słyszałam, że nauczycielka kupiła tę czarkę.

Teraz myślę, że mówienie  o szmince  na krawędzi czarki jest 

czymś równie skandalicznym.

Proszę, zapomnij o matce i o mnie, i weź sobie za żonę Inamurę 

Yukiko...”

„U ciepłych źródeł Kankaiji w Beppu, 20 października...

Z Beppu przez Oitę można by szybciej dostać się do Takedy 

pociągiem,   a   ponieważ   chciałam   się   przybliżyć   do   gór   Kuju, 

background image

wybrałam   trasę   prowadzącą   wzdłuż   podnóża   szczytu   Yufu-dake 

położonego za Beppu, z Yufuin pociągiem do Bungo-Nakamury, stąd 

na wyżynę Handa, a następnie przez góry na południe do miasteczka 

Kuju-machi i stamtąd dopiero do Takedy.

Chociaż   Takeda   jest   miastem   rodzinnym   ojca,   dla   mnie   jest 

ziemią   nieznaną.   Teraz   nie   mam   ojca   ani   matki   i   nie   wiem,   czy 

ktokolwiek i jakkolwiek mnie tam powita.

-   Sprawia   takie   wrażenie,   jakby   było   domem   rodzinnym   dla 

mojego serca. - Tak mawiał ojciec. Może odczuwał tak dlatego, że z 

czterech   stron   otaczają   je   ściany   skalne,   a  wejść  tam   można   tylko 

przez tunel, jak pisali Yosano Akiko i Yosano Hiroshi.

Matka opowiedziałaby mi dokładniej, lecz tylko raz była w tym 

mieście, gdy zabrał ją tam ojciec przed moim urodzeniem.

Wydaje mi się, że kiedy wybaczyłam Twojemu ojcu i własnej 

matce, to jednocześnie wystąpiłam przeciw mojemu ojcu. Dlaczego 

więc mnie ciągnie tutaj, do tych stron rodzinnych ojca, lecz obcych 

dla mnie? Czy rzeczywiście to miasto, zarazem bliskie mi i obce, jest 

dla mnie tak drogie? Czy sądzę, że to właśnie w stronach rodzinnych 

ojca znajduje się źródło oczyszczające matkę i mnie z popełnionych 

grzechów? Jest nawet wiersz w zbiorze  Pieśni o górach Kujii, który 

się z tym wiąże.

Po  powrocie  do  domu  przed   obliczem   ojca  padam   na  kolana 

następnie podnoszę wzrok i widzę rodzinne góry.

Myślę, że to właśnie wtedy, kiedy przebaczyłam Twojemu ojcu i 

mojej mamie, narodziły się w nas późniejsze błędy, moje i mamy. 

background image

Może one pochwyciły również Ciebie jak jakieś przekleństwo i stały 

się źródłem Twojej udręki? Każdy grzech i przekleństwo mają jednak 

swoje granice, i nawet myślę, że skończyły się one w dniu, w którym 

rozbiłam czarkę shino.

Kochałam tylko dwie osoby, mamę i Ciebie. Na pewno będziesz 

zaskoczony  czytając,  że  Ciebie  kochałam,  zresztą  to   mnie  również 

zdumiewa, lecz myślę, że ujawnienie tej miłości będzie tą modlitwą 

«o   szczęście»,   o   czym   Ci   wcześniej   wspomniałam.   Ani   Cię   nie 

obwiniam, ani nie czuję do Ciebie żalu o to, co mi zrobiłeś, Kikuji. Po 

prostu,   moja   miłość   otrzymała   największą   zapłatę,   a   jednocześnie 

najsurowszą karę. Obie moje miłości wypełniły się do kresu: pierwsza 

w   śmierci,   druga   w   grzechu.   Może   takie   właśnie   było   moje 

przeznaczenie   jako   kobiety?   Mama   oczyściła   się   w   śmierci,   a   ja 

wzięłam wszystko na swoje barki i uciekłam.

-   Ach,   chciałabym   umrzeć   -   mówiła   kiedyś   mama,   jakby   z 

przyzwyczajenia,   a   kiedy   ją   powstrzymywałam   i   nie   pozwalałam 

spotkać się z Tobą, straszyła mnie słowami: «Chcesz mnie zabić?» 

Lecz   naprawdę   mama   od   spotkania   z   Tobą   podczas   ceremonii 

herbacianej w Engakuji żyła z myślą o samobójstwie - zrozumiałam to 

dobrze wtedy, kiedy rozbiłam czarkę shino. Spotkanie z Tobą stało się 

źródłem   myśli   samobójczych   mamy,   a   mimo   to   mama   o   niczym 

innym odtąd nie myślała, lecz tylko o Tobie, bo Ty byłeś jedynym 

powodem   jej   kruchego   życia.   Nie   pozwalałam   jej   i   dlatego 

przyczyniłam się do jej śmierci. Po rozbiciu czarki shino ja również 

byłam   bliska   samobójstwa,   więc   tym   lepiej   zrozumiałam   mamę. 

background image

Myślę,   że   gdyby   nie   umarła   mama,   to   ja   bym   umarła.   To   śmierć 

mamy nie pozwoliła mi umrzeć.

Kiedy   roztrzaskałam   czarkę   o   kamienną   stągiew,   straciłam 

przytomność   i   o   mało   nie   upadłam   na   kamienie,   lecz   Ty   mnie 

podtrzymałeś.

«Mamo!»   -   Czy   usłyszałeś,   jak   wtedy   zawołałam   mamę?   A 

może wołanie nie stało się głosem?

Mówiłeś,   żebym   nie   wróciła   do   domu,   to   znów   mówiłeś,   że 

mnie odprowadzisz, lecz ja potrząsałam tylko głową.

- Już się nie spotkamy - powiedziałam, a w drodze powrotnej do 

domu, jak podczas ucieczki byłam zlana  zimnym potem, myślałam 

naprawdę o własnej śmierci. Nie miałam żalu do Ciebie Kikuji, po 

prostu czułam, że doszłam własnego kresu i nie ma przede mną drogi. 

Wydawało   mi   się   to   naturalne,   że   moja   śmierć   wiązałaby   się   ze 

śmiercią   mamy.   Skoro   mama   nie   mogła   znieść   własnej   brzydoty   i 

umarła,  ja też  chciałam  tak postąpić.  Lecz czułam,  że w tym żalu 

palącym jak ogień zakwitał kwiat z zaczarowanej krainy. Przecież ja 

Ciebie   kochałam,   niezależnie   więc   od   tego,   co   byś   mi   zrobił,   nie 

mogłam przecież Cię nienawidzić. Lgnęłam do ognia jak ćma latem 

do światła. Matka umarła myśląc, że jest brzydka, dlatego ja starałam 

się   siebie   przekonać,   że   mama   jest   piękna.   Czy   naprawdę   w   tym 

marzeniu zatraciłam siebie całkowicie? Jednak różniłam się od mamy. 

Moja mama od spotkania z Tobą nie mogła zaznać spokoju, dopóki 

się znów z Tobą nie zobaczyła, ja natomiast nagle się przebudziłam na 

dobre,   gdy   sen   mój   został   po   raz   pierwszy   przerwany.   W   mojej 

background image

miłości   początek   był   końcem.   Nie   zdeptałam   swoich   uczuć,   ja   je 

raczej odepchnęłam od siebie.

- Ach, nie wolno mi tego robić - pomyślałam. Mama umarła, 

moja sprawa również się skończyła, możesz więc ożenić się z Yukiko. 

To dla mnie również będzie ratunkiem - myślałam.

- Mogłam Ci powiedzieć, że jeśli będziesz mnie szukał, że jeśli 

będziesz tropił mnie, to ja też popełnię samobójstwo, lecz byłoby to 

zbyt egoistyczne, więc starałam się zapomnieć o sobie i myśleć tylko 

o tym, że matka była piękna, lecz aby temu sprostać - myślałam - 

muszę po prostu wyrwać się z Twojego otoczenia.

Kiedy przejrzałam na oczy, dobrze wtedy zrozumiałam to, co 

powiedziała   mi   nauczycielka   Kurimoto   o   tym,   że   mama   i   ja 

przeszkadzamy w Twoim małżeństwie. Odkąd spotkałeś się z mamą - 

mówiła nauczycielka - Twój charakter zmienił się całkowicie.

Tej   nocy,   kiedy   rozbiłam   czarkę   shino,   płakałam   do   rana,   a 

następnie poszłam do przyjaciółki i poprosiłam ją, żeby wyjechała ze 

mną w podróż.

-   Co   się   z   tobą   dzieje?   Oczy   zapłakane...   Przecież   tak   nie 

płakałaś   nawet   po   śmierci   matki   -   zdziwiła   się   przyjaciółka.   I 

pojechała ze mną do Hakone.

Oczywiście, było mi wtedy bardzo smutno, lecz większy smutek 

niż po śmierci mamy przeżywałam w dzieciństwie. Było to wtedy, 

kiedy do naszego domu przyszła nauczycielka Kurimoto i zaczęła kpić 

z   mojej   mamy   mówiąc,   że   powinna   rozstać   się   z   Twoim   ojcem. 

Usłyszałam to i rozpłakałam się, dlatego mama wzięła mnie w objęcia 

background image

i   usiadła   przed   nauczycielką,   a   kiedy   chciałam   jej   się   wyrwać, 

powiedziała:

- Nie widzisz, że twoją mamę krzywdzą? Nie mogę wytrzymać, 

kiedy płaczesz za moimi plecami. Proszę, obejmij mamę.

Nie   patrzyłam   w   stronę   nauczycielki,   siedziałam   na   kolanach 

mamy i przytulałam głowę do jej piersi.

-   Hm,   nawet   dziecko   się   pojawiło   -   pokpiwała   nauczycielka. 

Jesteś mądrą dziewczynką, więc powinnaś wiedzieć, po co przychodzi 

do was wujek Mitani.

- Nie wiem, nie wiem - potrząsnęłam głową.

- A ja myślę, że ty dobrze wiesz. Ten wujek ma też swoją żonę. 

Niedobrze  robi  twoja  mama,   prawda?  U wujka  jest  też  chłopczyk, 

trochę większy od ciebie. Ten chłopczyk na pewno nie lubi twojej 

mamy. A jeśli dowiedzą się nauczyciele i koleżanki w szkole o twojej 

mamie, będzie ci chyba wstyd.

- Dziecko niczemu nie jest winne - powiedziała mama.

- Skoro nie jest winne, to może by pani wychowywała je tak, 

żeby było wolne od winy... Niewinne, pani mówi, a przecież dobrze 

płacze na zawołanie.

Miałam wtedy jedenaście albo dwanaście lat.

- To nic dobrego dla dziecka, biedna dziewczynka... Chce pani, 

żeby się wychowywała w cieniu tego wszystkiego...?

Myślę,   że   smutek,   który   wówczas   rozszarpywał   moje   małe 

serce, był znacznie większy niż rozpacz po śmierci matki czy smutek 

rozstania z Tobą.

background image

Do Beppu dopłynęłam w południe, dlatego potem pojechałam na 

wycieczkę   autobusem   szlakiem   gorących   źródeł,   zwanych   tutaj 

«piekiełkami». Dzięki współtowarzyszce z kajuty zatrzymałam się w 

hotelu u źródeł Kankaiji.

Dziś   rano   przepłynęliśmy   przesmyk   Iyo-nada   -   morze  było 

spokojne,   do   kajuty   zaglądało   przez   okienko   słońce,   zdjęłam   więc 

żakiet, lecz nawet w bluzce pociłam się z gorąca. Kiedy wpłynęliśmy 

do   portu   w   Beppu,   ujrzałam   góry   ciągnące   się   z   lewa   od 

Takasakiyama na prawo i jakby chwytające w objęcia całe miasto - 

przypominały   one   wielkie   zaokrąglone   fale.   Myślę,   że   takie   fale 

widziałam tylko na dekoracyjnych obrazkach. Ciepłe źródła Kankaiji 

znajdowały się dość głęboko w górach - z kąpieliska rozciągał się 

widok na miasto i port. To zdumiewające - pomyślałam wtedy - że są 

takie przestronne i jasne kąpieliska. «Objazd piekieł» kosztował mnie 

kilkaset jenów, sto za autobus, sto za zwiedzanie, ponieważ większość 

piętnastu czy szesnastu «piekieł» jest własnością prywatną. Powstał 

nawet   «związek   zawodowy   pracowników   piekieł».   Przejazd 

autobusem trwał dwie i pół godziny.

Pośród «piekieł» właśnie Piekło Stawu Krwi i Piekło Morskie 

wyróżniały   się   trudną   do   opisania   barwą,   czarującą   i   napawającą 

tajemniczością. Piekło Stawu Krwi przypominało kolorem tryskającą 

z dna krew, rozpuszczającą się w przezroczystej wodzie, jakby świeżo 

wypływającą z rany, na powierzchni natomiast unosiły się kłęby pary. 

Piekło   Morskie   nazwę   swą   otrzymało   stąd,   że   woda   w   nim 

przypomina   kolorem   morze.   Nigdy   jeszcze   nie   widziałam   tak 

background image

przejrzystego   i   spokojnego   morza   o   jasnoniebieskiej   barwie.   W 

środku   nocy   w   hotelu   położonym   w   górach,   z   dala   od   miasta, 

wspominałam ten dziwny kolor «piekieł» Stawu Krwi i Morskiego, i 

wydało   mi   się,   że   jest   to   kolor   źródła   w   krainie   czarów.   Czy 

ujrzałabym tak piękne źródło, gdybym z mamą błąkała się po piekle 

miłości? Oczarował mnie kolor wody piekielnych stawów. Wybacz 

mi, proszę.”

„W   gorących   źródłach   Sujiyu   na   wyżynie   Handa,   21 

października.

Jestem   w  hoteliku   u   ciepłych   źródeł   w   głębi   płaskowyżu.   W 

nocy jest tu zimno, marznę nawet w swetrze i pikowanym kimonie 

hotelowym,   dlatego   grzeję   plecy   nad   grzejnikiem   hibachi.   Hotelik 

odbudowano   z   dużym   pośpiechem   po   pożarze,   dlatego   nie   jest 

szczelny. Sujiyu leży na wysokości tysiąca metrów, jutro natomiast po 

przejściu   przełęczy   na   wysokości   1500   metrów   zatrzymam   się   u 

ciepłych   źródeł   tryskających   na   wysokości   1300   metrów   nad 

poziomem   morza.   Na   chłody   przygotowałam   się   co   prawda   już   w 

Tokio, lecz zaskoczyła mnie różnica w porównaniu z dość wysoką 

temperaturą w Beppu, które opuściłam dopiero dziś rano.

Jutro będę w górach Kuju, a pojutrze wreszcie w Takeda. Myślę, 

że w jutrzejszym hotelu, jak i w miasteczku Takeda będę nadal pisała 

list do Ciebie. Dlaczego? O czym tak bardzo pragnę Ci opowiedzieć? 

Nie jest to chyba dziennik z podróży. Zobaczymy, co mi podpowiedzą 

góry Kuje i rodzinne strony ojca.

background image

Może   chcę   się   w   ten   sposób   z   Tobą   pożegnać?   Lecz   dobrze 

wiem, że dla mnie najlepsze jest pożegnanie bez słów. Wydaje mi się, 

że   zbyt   wiele   nie   rozmawiałam   z   Tobą,   lecz   jednocześnie   mam 

wrażenie, że rozmawialiśmy ze sobą bardzo często.

-   Bardzo   proszę   o   wybaczenie   mojej   mamie.   -   Kiedy   się 

spotykaliśmy, zawsze Cię przepraszałam za mamę.

Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam Cię w domu szukając tego 

przebaczenia, Ty od dawna wiedziałeś, że mama ma córkę. Wtedy 

powiedziałeś:

- Marzyłem o tym, żeby z panią porozmawiać o moim ojcu. - 

Tak,   o   moim   ojcu,   lecz   cieszyłbym  się,   gdyby   nadszedł   taki   czas, 

kiedy mógłbym porozmawiać również o pani matce.

Jednak nie nadszedł.  I został  utracony  na zawsze. A gdybym 

teraz spotkała się z Tobą i zaczęła rozmawiać o Twoim ojcu i mojej 

mamie, na pewno cała bym drżała z żalu i poniżenia. Nie wolno nam 

rozmawiać o rodzicach. Czy ich dzieci mogą się naprawdę kochać? 

Kiedy to piszę, do oczu napływają mi łzy.

Kiedy nauczycielka Kurimoto zganiła mnie w jedenastym roku 

życia,   głęboko   zapadły   w   moje   serce   słowa   mówiące   o   tym,   że 

«wujek»   Mitani   ma   syna.   Lecz   z   «wujkiem»   Mitanim   nigdy   nie 

rozmawiałam o tym chłopcu. Wydawało mi się, że byłoby niedobrze o 

tym mówić.  Małej  uczennicy nie było łatwo zapytać o to, czy ten 

chłopiec poszedł na wojnę, czy jeszcze nie idzie do wojska.

Nawet   kiedy   nasiliły   się   naloty,   Twój   ojciec   często   nas 

odwiedzał, dlatego się niepokoiłam o to, że chłopiec zostanie sierotą 

background image

tak jak ja, więc odprowadzałam Twojego ojca, żeby mu się nic nie 

stało. Gdybym się zastanowiła, to bym zrozumiała, że ten chłopiec 

musiał już być tak duży, że prawie mógł iść do wojska, lecz ja wciąż 

myślałam, że jest malutki. Pewnie dlatego miałam takie wrażenie, bo 

nosiłam   w   sercu   ból,   jaki   przeżyłam,   gdy   po   raz   pierwszy 

dowiedziałam się od nauczycielki Kurimoto o istnieniu tego chłopca.

Mama była człowiekiem bezradnym, dlatego ja wyjeżdżałam za 

miasto na zakupy. Kiedyś wśród ludzi przepychających się brutalnie 

w pociągu do przodu, ujrzałam piękną kobietę i przylgnęłam do niej. 

Od   słowa   do   słowa,   mówiąc   o   tym   skąd   i   po   co   jedzie,   zaczęła 

opowiadać o sprawach bardziej osobistych.

- Jestem kochanką.

- A ja córką kochanki - odpowiedziałam jej może dlatego, że 

piękna kobieta mówiła tak szczerze o sobie.

-   Co   takiego?   Ach,   to   dobrze,   że   jesteś   już   duża   -   nie   kryła 

zaskoczenia.

Chyba kobieta źle zrozumiała moje wyrażenie „córka kochanki”. 

Poczerwieniałam i nie wyprowadzałam jej z błędu.

Kobieta   współczuła   mi,   dlatego   często   umawiała   się   ze   mną, 

więc na zakupy jechałyśmy razem. Kiedyś przywiozłyśmy nawet ryż z 

jej rodzinnych stron, z Niigaty. Nie mogę jej dotąd zapomnieć.

Dlaczego miało być tak dobrze, że jestem duża? Już nie mogę 

rozmawiać z Tobą ani o Twoim ojcu, ani o mojej matce.

Słyszę szum wodospadu w ciepłym źródle. To bicze wodne - 

kąpiący   się   stają   pod   spadającymi   strumieniami   gorącej   wody, 

background image

bijącymi o ich ciała. Dobrze działa na skurcze i drętwienie mięśni, 

dlatego źródła nazywa się po prostu Sujiya, czyli Wody Mięśniowe. 

W   samym   hotelu   nie   ma   wody   źródlanej,   więc   trzeba   chodzić   do 

dużego kąpieliska. Znajduje się ono w dolinie między Waitayama i 

Kuroiwayama.   Wydaje   mi   się,   że   nocą   napływa   w   dół   górskie 

powietrze. Dzisiaj widziałam w górach pięknie czerwieniejące liście 

drzew, barwiące się inną czerwienią niż woda w Stawie Krwi i w 

Piekle   Morskim.   To   prawda,   że   Góra   Yufu,   na   którą   patrzyłam   z 

wyżyny   Kijima   za   Beppu   jest   piękna,   lecz   widziałam   również 

czerwieniejące liście drzew w jarze Kusui, w drodze z dworca Bungo-

Nakamura na wyżynę Handa. Minęliśmy właśnie wszystkie trzynaście 

zakrętów   i   wówczas   moim   oczom   ukazał   się   cudowny   widok 

rozbarwionych   liści,   których   piękno   pogłębiały   promienie   słońca 

paciające   zza   gór   przez   zasJony   skalne.   Promienie   zachodzącego 

słońca, wyzierające zza gór, nadawały jesiennym żółtym i czerwonym 

liściom szczególne dostojeństwo.

Mam   nadzieję,   że   jutro   na   wyżynie   również   będzie   piękna 

pogoda. Życzę Ci dobrej nocy z tego hoteliku w dalekiej od Ciebie 

dolinie.

Trzy noce od wyjazdu w podróż nie mam żadnych snów.

Przez ostatnie trzy miesiące od rozbicia czarki shino spędziłam 

wiele   bezsennych   nocy.   Dlatego   tak   wiele   kłopotu   sprawiłam 

przyjaciółce.   To   ona   zabrała   moje   rzeczy,   które   zostawiła   w 

wynajętym pokoju za Parkiem Ueno.

background image

Również od przyjaciółki dowiedziałam się, że następnego dnia 

byłeś   w   tym   domu   i   pytałeś   o   mnie.   Lecz   nawet   przyjaciółce   nie 

mogłam powiedzieć, dlaczego się ukrywam przed Tobą.

-   Nie   mam   prawa   kochać   tego   mężczyzny   -   tylko   tyle   jej 

powiedziałam.

-   Przecież   on   ciebie   kocha.   Kiedy   kobieta   mówi,   że   nie   ma 

prawa kochać mężczyzny, który ją kocha, po prostu kłamie, wiem coś 

o   tym.   Kobieta   lubi   mówić   tego   rodzaju   kłamstwa.   No,   dobrze, 

wierzę,   że   mówisz   prawdę...   -   Możliwe,   że   słowa   przyjaciółki 

oznaczały, iż nie ma na świecie takich, których nie wolno kochać. Kto 

wie, może ona ma rację. Zwłaszcza gdy kobieta zamierza umrzeć, tak 

jak moja matka...

Myślę, że Ty wiesz o tym najlepiej, dokąd mnie doprowadziło to 

pragnienie, żeby moja mama na zawsze pozostała piękna. Może nie 

tyle doprowadziło, co sama siebie doprowadziłam, lecz jeszcze nie 

potrafię ocenić, czy był to przypadek czy nie. Czy można samemu 

ocenić to, co się samemu zrobiło? Nawet patrząc z boku na to, co ktoś 

inny robi, trudno jest zdecydować, czy dzieje się to przez przypadek 

czy nie. Czy Bóg albo los wybacza ludziom też przez przypadek?

Wydaje mi się, że źle robię pisząc do Ciebie, lecz przyjaciółka, 

która   mi   pomagała,   popełniła   przedtem   błąd   w   stosunkach   z 

mężczyzną.   Dlatego   mogłam   liczyć   na  jej   pomoc.   I   dlatego   chyba 

domyśliła się wszystkiego. Nie mogła jednak zrozumieć żalu, który 

porwał mnie i targał mną jak wir.

background image

Jestem podobna do mamy, może więc dlatego, że mam w sobie 

coś nieodpowiedzialnego, powoli odzyskiwałam dobre samopoczucie 

i stałam się nieco weselsza, w końcu przyjaciółka zgodziła się, żebym 

sama wyjechała w podróż.

Sądziłam,   że   to   nic   szczególnego,   kiedy   samotna   kobieta 

zatrzymuje się w hotelu, tym bardziej że mieszkałyśmy we dwie z 

mamą,   a   po   jej   śmierci   pozostałam   sama,   jednak   gdy   w   podróży 

nadchodziła noc, ogarniał mnie niepokój, więc w smutku samotności 

zaczęłam pisać listy, których nie mam dokąd wysłać. Milczałam już 

trzy miesiące, o czym jeszcze mam Ci opowiedzieć?”

4

„U ciepłych źródeł Hokkein, 22 października.

Dziś przekroczyłam Przełęcz Sugamorigoe na wysokości 1510 

metrów i zatrzymałam się w Hokkein. Podobno jest to na Kyushu 

najwyżej położone ciepłe źródło. Przekraczając przełęcz zostawiłam 

za   sobą   połowę   górskiego   szlaku   prowadzącego   mnie   do   Takedy. 

Jutro zejdę w dół do miasteczka Kuju, a następnie do Takedy.

Może dlatego że szłam przez wyżynę w słoneczną pogodę, czy 

też z powodu powietrza nasyconego zbyt silnie siarką poczułam się 

wieczorem trochę zmęczona. Miejscowe źródło zawiera dużo siarki, a 

ponadto w zależności od kierunku wiatru napływają tu również opary 

z   Góry   Siarkowej,   znajdującej   się   obok   Sugamorigoe.   Podobno 

srebrny zegarek czernieje tu w ciągu jednego dnia.

- Wczorajszego ranka było pięć stopni, dziś rano jest cztery. W 

nocy będzie jeszcze chłodniej - powiedziano mi w hotelu. Nie wiem, o 

background image

której rano sprawdzają temperaturę, lecz przed świtem spadnie chyba 

prawie do zera.

Na   szczęście   otrzymałam   przytulny   pokoik   na   piętrze   w 

sąsiednim pawilonie - podwójne okna dobrze chroniły przed chłodem. 

Dostałam   też   ciepłe   grubo   watowane   kimono,   w  grzejniku   hibachi 

znajdowało się dużo żarzących się węgli. Dzisiaj lżej mi na sercu niż 

wczorajszej nocy w Sujiyu. Teraz czuję tylko, jak ochładza się górskie 

fpowietrze.

Hotelik «Hokkein» jest pojedynczym domem stojącym w głębi 

gór. Nie docierają tu ani listy, ani gazety. Do najbliższej wioski są trzy 

mile, najbliższy dom natomiast jest oddalony o jakieś półtorej mili. 

Do szkoły podstawowej również trzy mile, dlatego dzieci w wieku 

szkolnym muszą pozostawać pod opieką w niżej położonej sąsiedniej 

wiosce.

Gospodarze hoteliku mieli dwoje dzieci - starszy syn liczył sześć 

lat,   córka   natomiast   cztery   lata.   Może   dlatego,   że   przyjechałam   tu 

sama,   przyszła   do   mnie   babcia,   żeby   porozmawiać.   Za   nią   weszły 

dzieci,   które   wojowały   ze   sobą   o   babcine   kolana.   Najpierw   na 

kolanach   usiadło   młodsze   i   przytuliło   się   do   niej,   a   gdy   chłopiec 

próbował   dziewczynkę   zepchnąć,   siostra   rzuciła   się   na   niego   i 

rozpoczęła   się   walka.   Jej   brat   miał   piękne   oczy,   natomiast   jego 

młodsza siostra o zdecydowanym wyrazie twarzy miała oczy większe 

i spojrzenie bystrzejsze. I równie zdecydowaną, wspaniałą postawę. 

Kto wie, może to dzięki intensywnemu światłu słonecznemu w górach 

jej wzrok stał się tak silny.

background image

-   To   znaczy,   że   nie   mają   ani   jednej   koleżanki   czy   choćby 

jednego kolegi w sąsiedztwie? - zapytałam.

- Trzeba przejść trzy mile, żeby spotkać dzieci. Kiedy urodziła 

się   dziewczynka,   chłopczyk   podobno   powiedział:   «Dotąd   spałem 

razem z mamą, a teraz ona mamę mi zabrała.» A przed urodzeniem 

mawiał:   «Kiedy   urodzi   się   dziecko,   będę   spał   obok   niego.»   Lecz 

chłopiec   zaczął   spać   z   babcią.   W   zimie   hotel   chyba   zamykają   i 

schodzą na dół do wioski. Tak, duże wrażenie zrobił na mnie blask 

bijący   z   oczu   dzieci,   wychowujących   się   w   samotnym   domu   w 

górach. Dzieci są ładne, o okrągłych buziach.

Nagle pomyślałam o tym, że jestem jedynaczką. Od urodzenia 

zawsze byłam sama, więc się przyzwyczaiłam, nawet nie zdawałam 

sobie   sprawy   z   tego.   Może   to   nieprawda,   że   nie   zdawałam   sobie 

sprawy, lecz głębiej nad tym się nie zastanawiałam. Szybko chyba też 

utraciłam sentymentalne pragnienie uczennicy, która chciałaby mieć 

brata lub siostrę. Nawet kiedy umarła mama, nie pomyślałam o tym z 

żalem, że nie mam rodzeństwa, tylko od razu zadzwoniłam do Ciebie. 

Byłeś taki dobry i zostałeś moim wspólnikiem, kiedy chciałam ukryć 

przyczynę   śmierci   matki.   Gdy   później   nad   tym   się   zastanawiałam, 

wydało   mi   się,   że   to   Ty   jesteś   odpowiedzialny   za   śmierć   mamy... 

Gdybym miała starszego brata, nie postąpiłabym tak. Gdybym miała 

brata,   może   mama   też   by   nie   umarła,   a   przynajmniej   chyba   nie 

popełniłabym   tak   bolesnego   grzechu.   Kiedy   teraz   o   tym   myślę, 

ogarnia mnie zdumienie, jakbym przejrzała na oczy. Jako jedynaczka 

background image

bardzo pragnęłam ciepła przyjaciela i dlatego tak lgnęłam do Ciebie, 

choć tego czynić nie powinnam.

Wychowana   jako   jedynaczka,   teraz   nocuję   w   tym   samotnym 

domu   w   górach   i   ogarnia   mnie   pragnienie   przywołania   starszego 

brata,   którego   przecież   nie   mam.   Niekoniecznie   starszego   brata, 

wystarczyłaby   mi   młodsza   siostra   czy   młodszy   brat,   ktokolwiek   z 

rodzeństwa. Czy to takie dziwne, że zapragnęłam przywołać kogoś z 

rodzeństwa, którego nie mam na świecie?

Dotąd nie pomyślałam o tym, że nie tylko ja jestem jedynaczką, 

lecz Ty również jesteś jedynakiem. Chociaż Twój ojciec przychodził 

do   nas,   o   Twoim   domu   nie   wolno   było   rozmawiać,   dlatego   nie 

powiedział, że jesteś jedynakiem, lecz któregoś dnia zauważył:

-   Nie   masz   rodzeństwa,   jest   ci   chyba   smutno.   Gdybyś   miała 

brata lub siostrę, byłoby ci lepiej.

Zbladłam i zadrżałam na całym ciele.

- Naprawdę... ojciec przed śmiercią również bardzo się martwił, 

że dziewczynka nie ma rodzeństwa. Dobroduszna moja mama, która 

powiedziała to kiwając głową, nagle wstrzymała oddech spostrzegłszy 

zmianę na mojej twarzy.

Czułam oburzenie i strach. Miałam wtedy czternaście lat, może 

piętnaście. Wszystko już wiedziałam o swojej matce. Myślałam, że 

Twój ojciec mówi o tym dlatego, że mama. będzie miała dziecko z 

innego niż ja ojca. Teraz wiem, że byłam wtedy bardzo podejrzliwa. A 

Twój   ojciec   po   prostu   pomyślał   o   Tobie.   Może   współczuł   nam 

myśląc,   że   smutno   mi   samej   mieszkać   z   mamą.   Lecz   ja   byłam 

background image

przerażona.   Jeśli   mama   urodzi   dziecko   -   myślałam   -   to   je   zabiję. 

Byłam   zdecydowana.   Nigdy   przedtem,   ani   potem   nie   myślałam   o 

zabiciu   człowieka,   lecz   wtedy   mogłam   chyba   naprawdę   zabić.   Z 

powodu odrazy, zazdrości, może gniewu albo wstrząsu, jaki przeżyła 

czysta   naiwna   dziewczynka.   Mama   chyba   coś   wyczuła,   bo 

powiedziała: Wywróżyli mi z ręki tylko jedno dziecko. A następnie 

dodała: - Jesteś taka dobra, że wystarczysz mi ty jedna.

-   Na   pewno   tak,   lecz   jedynacy   mają   skłonność   do  życia   w 

samotności, nie chcą potem z nikim współdziałać.

Zamykają   się   sami   w   sobie   i   chyba   mają   trudności   w 

utrzymywaniu stosunków z innymi ludźmi, prawda?

Twój   ojciec   powiedział   to   chyba   dlatego,   że   zobaczył   mnie 

nachmurzoną i milczącą. Starałam się nie patrzeć na twarz Twojego 

ojca, ani nic nie mówić. Jestem podobna do mamy, więc nie byłam 

dzieckiem ponurym. Potrafiłam  wesoło się bawić, lecz milkłam  od 

razu, kiedy przychodził Twój ojciec. Myślę, że dla mamy przykry był 

ten   mój   dziecinny   bunt.   Twój   ojciec   miał   chyba   na   myśli   przede 

wszystkim Ciebie, a nie mnie.

Co by się jednak stało z dzieckiem, które chciałam zabić, gdyby 

się   urodziło?   Miałabym   młodszego   brata   lub   siosfrę.   Ty   również 

miałbyś młodszą siostrę lub brata...

- Ach, to straszne. Minęłam płaskowyż, przekroczyłam przełęcz, 

więc powinnam już zmyć z siebie te chorobliwe myśli. Była piękna 

pogoda.   Nagle   usłyszałam:   -   Jest   wspaniała   pogoda.   -   Tak,   jest 

background image

wspaniała pogoda. Tę wymianę zdań usłyszałam dziś rano zaraz po 

wyjściu z Sujiyu.

Tak pozdrawiali się wieśniacy. W tych okolicach zamiast «ładna 

pogoda»   mówią   «wspaniała   pogoda».   A   słowo   «jest»   wymawiają 

szczególnie dobitnie. Takie pozdrowienie podnosi mnie na duchu.

Naprawdę pogoda była wspaniała.  Kłosy  miskantów  i trzciny 

rosnącej przy drodze srebrzyły się w porannym słońcu. Błyszczały też 

czerwieniejące liście dębów. Pomiędzy cedrami u stóp góry po lewej 

stronie pogłębiał się cień. Na słomianej macie, na miedzy wśród pól 

ryżowych siedziało  dziecko w czerwonym kimonie.  Obok niego w 

białej torbie leżało pożywienie, a obok również zabawki. Jego rodzice 

żeli ryż. W tej okolicy wcześnie robi się zimno, więc wcześniej się ryż 

sadzi i zbiera, często przy rozpalonym ognisku. Lecz dzisiaj dziecko 

po prostu wygrzewa się na słońcu, ja też zmieniłam buty na tenisówki, 

nie musiałam ubierać się cieplej z powodu zimna.

Z   Sujiyu   jest   chyba   wiele   dróg   krótszych,   prowadzących   do 

przełęczy, lecz ja udałam się najpierw do miejscowości, w której jest 

poczta i szkoła podstawowa Handa, i stąd dopiero postanowiłam iść 

środkiem płaskowyżu i patrzeć na góry Kuju. Nie wspinałam się na 

góry, lecz poszłam przez przełęcz Sugamorigoe prosto do Hokkein, 

nie była to więc trudna droga.

Nazwa Kuju obejmuje kilka szczytów górskich, wyliczając od 

wschodu   są   to:   Kurogatake,   Taisenzan,   Kujusan,   Mimatayama, 

Kuroiwayama,   Hosshozan,   Ryoshigatake,   Waitayama,   Ichimokusan, 

Seishizan. Na północ od tych gór znajduje się płaskowyż Ianda.

background image

Powiedziałam «na północ od gór», ale przecież Waitayama sięga 

też   na   zachód,   Kuenhirayama   i   inne   znajdują   się   na   wschodzie, 

otaczają   one   wyżynę   podnosząc   ją   jakby   coraz   wyżej,   jakby 

podtrzymując w górze ze wszystkich stron... Wyżyna wydała mi się 

tak piękna, jak jakaś kraina ze snu. Czerwieniejące liście pokrywają 

góry, bieleją też fale kłosów miskantów, a mnie się wydawało, że nad 

wyżyną unosi się miękka barwa fioletu. Płaskowyż leży na wysokości 

tysiąca  metrów   nad  poziomem   morza   i   rozciąga   się   na   przestrzeni 

ośmiu kilometrów ze wschodu na zachód i z południa na północ.

Idę równiną z północy na południe. Za płaskowyżem na wprost 

wyłania się Mimatayama i Seishozan, między którymi widnieje w dali 

dym Jozan. czyli Góry Siarkowej. Widoczność jest bardzo dobra. Na 

niebie   z   prawej   strony   nad   Waitayama   unosi   się   jedynie   mały 

obłoczek.   Jestem   szczęśliwa,   bo   od   wyjazdu   z   Tokio   marzyłam   o 

wspaniałej pogodzie na wyżynie.

Znałam   przedtem   tylko   płaskowyż   Shinano,   lecz   bywalcy 

twierdzą,   że   płaskowyż   Handa   jest   naprawdę   romantyczny   i 

napawający widza wzruszeniem. Jest miękki, jasny i sprawia wrażenie 

cichej   przestrzeni   wciągającej   cię   do   środka   w   objęcia.   Góry   na 

południu   również   są   łagodne   i   nie   pozbawione   wdzięku.   Kiedy 

wpływałam do portu w Beppu, już czułam, że zaokrąglone fale gór 

ciągną moje serce ku sobie - góry otaczają miasto, jakby trzymały je w 

objęciach. Również Góry Kuju, na które patrzyłam z wyżyny Handa, 

sprawiały   wrażenie   intymności   i   harmonii,   niespodziewanej   na   tej 

wysokości.   Może   dzięki   zachowaniu   równowagi   między 

background image

poszczególnymi   szczytami?   Kujusan   ma   ponad   1787   metrów   nad 

poziomem   morza   i   jest   najwyższą   górą   na   Kyushu,   Taisenzan 

natomiast   ma   od   1740   do   1760   metrów.   W   sumie   jest   tu   ponoć 

dziesięć szczytów przekraczających tysiąc siedemset metrów. Jednak 

góry   wystające   nad   wyżyną,   położoną   ponad   tysiąc   metrów   nad 

poziomem   morza,   nie   są   wysokie   i   może   dlatego   wyglądają   tak 

łagodnie.   Jasno   jest   tu   chyba   dlatego,   że   kraina   leży   na   południu, 

niedaleko morza.

Mniej więcej w połowie drogi w Chojabara zatrzymałam się na 

odpoczynek i usiadłam w cieniu sosny. Zaprosiła mnie do siebie sosna 

stojąca   pośrodku   porośniętej   trawą   równiny.   Potem   przeszłam   się 

trochę i pod kolejną sosną zjadłam spóźniony posiłek. Była już chyba 

godzina   druga.   Rozejrzałam   się   po   rozległej   złocącej   się   trawie   i 

spostrzegłam, że trawa tutaj ma inny, dziwny kolor, gdy patrzę na nią 

pod światło, a inaczej wygląda oglądana z przeciwnej strony. Barwa 

gór też się zmienia. Dzięki soczystej czerwieni liści na drzewach, góry 

wyglądają   jak   witraże.   Wydało   mi   się,   że   znajduję   się   w   wielkiej 

świątyni przyrody. 

-  Ach, jak to dobrze, że tu przyjechałam - wypowiedziałam na 

głos.   Popłynęły   łzy,   w   srebrzystym   świetle   rozpłynęły   się   źdźbła 

miskantów,   łzy   jednak   nie   kalały   mnie   smutkiem,   lecz   smutek 

zmywały.

Myślałam o Tobie - to właśnie po to, żeby się z Tobą rozstać, 

przybyłam na tę wyżynę i podążam do rodzinnych stron ojca. Gdy 

myślę   o   Tobie,   towarzyszy   temu   żal   i   poczucie   grzechu,   więc   nie 

background image

mogę  się   z  Tobą  rozstać.   Nie  mogę   rozpocząć  stąd   swej  drogi   od 

nowa.   Uciekłam   na   daleką   wyżynę,   jednak   nadal   myślę   o   Tobie, 

wybacz mi, proszę. Myślę o Tobie po to, żeby się z Tobą rozstać. 

Chodząc po łące, patrząc na góry będę wciąż myślała o Tobie.

Siedziałam pod sosną i myślałam cały czas o Tobie - skoro tu 

jest świątynia bez dachu, to ja pozostanę tutaj tak długo bez ruchu, aż 

wzniosę się do nieba. Jak zaczarowana modliłam się o szczęście dla 

Ciebie.

- Proszę Cię, ożeń się z Yukiko.

Powiedziałam to w duszy i rozstałam się z Tobą.

Choć Cię na pewno nigdy nie zapomnę, i niezależnie od tego, 

czy będę Cię potem wspominać w swym brzydkim, zepsutym sercu, 

czy nie, to jednak kiedy myślałam o Tobie na tej wyżynie, uważałam, 

że udało mi się z Tobą pożegnać na zawsze. I mama, i ja zniknęłyśmy 

odtąd całkowicie z Twojego życia. Na koniec jeszcze raz zwracam się 

z prośbą do Ciebie:

- Wybacz mojej mamie.

Żeby   przejść   Sugamorigoe   od   strony   Handa,   należy   podobno 

wybrać   drogę   prowadzącą   od   podnóża   Mimatayama,   ja   jednak 

wybrałam drogę, którą przewozi się siarkę. Im bliżej, tym groźniej 

wyglądała   Góra   Siarkowa.   Nawet   z   daleka   widać   było   opary 

przypominające   wybuch   wulkanu.   Na   całej   powierzchni   rozległego 

zbocza tryskała siarka - więc od grzbietu do podnóża nie rosło tu ani 

jedno źdźbło trawy, cała góra była wypalona, skały i ziemia zmieniły 

się   w   przeżartą   i   sczerniałą   masę.   Szarość   bez   połysku   i   brąz 

background image

przypominają   wielkie   pogorzelisko.   Po   lewej   stronie   na   wzgórzu 

robotnicy   zbierają   siarkę.   W   otwory,   skąd   tryska   siarka,   wkładają 

rurki, którymi płynne sople wpadają do naczyń. Po gołych skałach 

przeszłam   przez   opary   w   tym   miejscu,   w   którym   pracowano,   i 

dotarłam do przełęczy.

Z przełęczy zeszłam do Kita-Senrigahama i spojrzałam za siebie: 

słońce   kryjące   się   w   oparach   siarki   za   przełęczą   przypominało 

bielejącą   zjawę   księżycową.   Natomiast   przede   mną   na   górze 

Taisenzan wspaniałe czerwonawe;  liście były po prostu brokatem w 

promieniach zachodu.

Gdy zeszłam po stromym zboczu, ukazały się przede mną ciepłe 

źródła w Hokkein.

Dziś wieczór pisałam długo. Chciałam po prostu opowiedzieć Ci 

o dniu na wyżynie, nie zakłóconym żadnym smutkiem po rozstaniu z 

Tobą. Śpij spokojnie i nie martw się o mnie.”

5

„W Takeda, 23 października.

Przybyłam do rodzinnych stron mojego ojca.

Dziś wieczorem wjechałam do Takedy przez tunel przecinający 

góry.   Z   ciepłych   źródeł   w   Hokkein   zeszłam   na   wyżynę   Kuju, 

następnie   z   miasteczka   Kuju   pozostało   tylko   piętnaście   minut   do 

Takedy.

Zatrzymałam się w domu wujka. To dom, w którym urodził się 

mój   ojciec.   Dziwnie   się   czułam   oglądając   pierwszy   raz   dom,   w 

którym   się   urodził   ojciec.   Dotąd   myślałam   o   Takedzie   jako   o 

background image

rodzinnych   stronach,   a   jednocześnie   jak   o   ziemi   obcej,   lecz   kiedy 

spojrzałam na wujka podobnego do mojego ojca, po dziesięciu latach 

ukazało się przed moimi oczyma żywe ojcowskie oblicze i wydało mi 

się, że ja, bezdomna, mam własny dom. Kiedy powiedziałam, że z 

Beppu   pojechałam   przez   Kuju,   wujek   i   jego   rodzina   bardzo   się 

zdziwili. Na pewno pomyśleli, że jestem bardzo dzielną dziewczyną, 

skoro sama chodzę po górach i zatrzymuję się na noc w hotelikach u 

ciepłych źródeł. Chciałam zobaczyć góry, lecz do końca nie byłam 

pewna, czy odwiedzę dom rodzinny ojca. Od jego śmierci matka żyła 

z   dala   od   tych   okolic,   w   ogóle   nie   utrzymywała   stosunków   z 

krewnymi ze strony ojca.

-   Szkoda,   że   nie   wysłałaś   telegramu   przynajmniej   ze   statku, 

wyjechałby   ktoś   po   ciebie   do   Beppu...   z   Beppu   nie   jest   daleko   - 

powiedział wuj. Wysłałam list, że przyjadę do nich, lecz sądziłam, że 

moje   stosunki   z   wujostwem   nie   są   dostatecznie   bliskie,   żeby 

zawiadamiać o godzinie przyjazdu.

- Ile miałaś, kiedy umarł mój brat?

- Dziesięć lat.

- Mówisz, dziesięć lat... - powtarzając spojrzał na mnie. - Jesteś 

zupełnie podobna do mamy. Rzadko ją widywałem, lecz wystarczy 

spojrzeć na ciebie, żeby sobie ją przypomnieć. Trochę podobna jesteś 

do mojego młodszego brata, na przykład kształt uszu, to są jednak 

uszy rodziny Ota.

- Gdy patrzę na wuja, przypominam sobie tatę.

- Naprawdę?

background image

-   Kiedy   podejmę   pracę,   nie   będę   mogła   podróżować,  dlatego 

postanowiłam przynajmniej was przedtem odwiedzić.

Nie chciałam im powiedzieć, że przyjechałam do nich, żeby po 

śmierci mamy poradzić się w sprawach osobistych. Niczego od wuja 

nie oczekiwałam. Wuj nie przyjechał nawet na pogrzeb mamy. Zresztą 

z Kyushu by nie zdążył, a poza tym pogrzeb był prawie tajny. Do 

stron rodzinnych ojca chciałam przyjechać po to, żeby rozstać się z 

Tobą,   który   byłeś   związany   z   moją   mamą.   Chciałam   wrócić   do 

czystych zdrowych wspomnień ojca, by wyrwać się z wirów szalonej 

miłości  mamy.  Lecz wejściu  do miasteczka,  otoczonego  skalistymi 

górami, towarzyszył smutek uciekiniera kryjącego się w nie znanej 

nikomu wiosce.

Dziś rano w Hokkein spałam do późna.

-   Dzień   dobry   -   pozdrowiła   mnie   gospodyni   hoteliku   i 

powiedziała, że na pewno nie mogłam spać, bo dzieci od rana na dole 

szalały, lecz ja nic o tym nie wiedziałam.

Dziewczynka   o   bystrych   oczach   przyszła   również   do   mojego 

pokoju usługiwać wraz z babcią przy śniadaniu i usiadła blisko niej; 

okazuje się, że dziś rano spadła z pomostu łączącego główny budynek 

z   oddzielonym   pawilonem   hoteliku.   Wysokość   niemała,   około 

piętnaście   stóp,   dziewczynka   spadła   na   szczęście   między   trzy 

kamienie leżące na środku i w ten sposób uratowała się od śmierci. 

Kiedy ją wyciągnięto, krzyknęła:

background image

-   Moje   drewniaki   popłynęły!   Moje   geta   popłynęły!   -   gdy 

zażartowano   z   niej,   mówiąc,   żeby   spróbowała   jeszcze   raz   spaść, 

odpowiedziała: - Nie, nie będę więcej, bo nie mam ubranka.

Na   skale   nad   rzeczką   schło   ubranie   dziewczynki:   granatowe 

tandetne   kimono   w   drobne   jaśniejsze   cętki   i   czerwona,   watowana 

narzutka   ze   wzorami   motyli   i   peonii.   Widząc   poranne   słońce   na 

czerwieni wdzianka, poczułam ciepło daru życia. To niebywałe, żeby 

spaść akurat pomiędzy trzy kamienie. Miejsca między nimi było tak 

mało,   że   ledwie   mieściło   się   ciało   małego   dziecka.   Jeśliby   spadła 

trochę dalej czy bliżej, uderzyłaby głową o skałę i mogła stracić życie 

lub co najmniej zostać kaleką.

Dzieci   nie   czują   niebezpieczeństwa   tak   jak   dorośli,   więc 

dziewczynka, którą nic widocznie nie bolało, zachowywała się jakby 

nic jej się nie przydarzyło. A mnie się wydawało, że to spadło z mostu 

inne   dziecko,   nie   to,   które  przede   mną   siedzi.   Ja   jednak   nie 

uratowałam mamy od śmierci. Myśląc o tym, co mnie zachowało przy 

życiu,   tym   goręcej   życzyłam   Ci   szczęścia.   Myślę,   że   w   duszy 

człowieka pośród skał poniżenia i grzechu jest również miejsce na 

zbawienie, podobne do tego, w które spadła dziewczynka.

Jak gdyby chcąc dzielić szczęście uratowanej, pogłaskałam ją po 

krótko ostrzyżonych gęstych włosach i opuściłam Hokkein.

Szłam   przez   kotlinę   Bogatsuru,   by   podziwiać   niewysłowione 

piękno czerwieniejących liści  na górze Taisenzan. Kotlinę  otaczały 

Mimatayama,   Taisenzan,   Heijigatake   i   inne.   Mimatayamę   oglądam 

dziś   z   przeciwnej   strony   niż   wczoraj.   Dochodzę   do   szałasu, 

background image

należącego   do   Towarzystwa   Wysokogórskiego   Tsukushi,   ukrytego 

pośród   krzewów   andromedy,   rosły   tu   również   przepiękne   widłaki, 

trochę podobne do mchu włosistego, wznoszące się na kilka cali nad 

ziemię.   Spostrzegłam   również   borówki   i   dzwoneczki   pierzaste.   Na 

zboczu Taisenzan, pośród czerwieniejących liści, dostrzegłam czarne 

plamy   -   to   podobno   krzewy   azalii.   Niektóre   ścielą   się   nisko   na 

kilkumetrowej   przestrzeni.   W   dolinie   Bogatsuru   rosną   też 

rododendrony odmiany Kirishima; miejscowe miskanty są cienkie i 

niskie, o kłosach nie przekraczających jednego cala.

Dowiedziałam się, że na szczycie góry temperatura spadła do 

zera, kotlinę zaś wypełnia po brzegi światło słoneczne, dodatkowo ją 

ogrzewają czerwieniejące liście.

Wróciłam   w   stronę   hoteliku   i   znalazłam   się   w   kotlinie 

Sadokubomi   w   Przełęczy   Stojącej   Włóczni,   między   górami 

Shirakuchidake i Tatchuzan. Porośnięta więdnącymi ostami kotlinka 

kształtem   przypominała   wyspę   Sado.   Następnie   zeszłam   zboczem 

Nabewarizaka   do   Kutamiwakare,   gdzie   otworzył   się   przede   mną 

widok   na   Wyżynę   Kuju.   Przecięłam   kosodrzewinę   na   zboczu 

Nabewarizaka i trafiłam na kamienistą dróżkę. Słyszałam tylko szelest 

liści pod stopami.

Ponieważ   nikogo   nie   spotkałam,   miałam   wrażenie,   że   słyszę 

tylko własne kroki idąc samotnie poprzez ogrom przyrody. Wyszłam 

na Kutamiwakare i tu ujrzałam Górę Shimizu, ozdobioną barwnymi 

liśćmi jesieni, które nigdy nie mogły być tak piękne jak tego dnia. 

Stąd   powinnam   ujrzeć   pięć   szczytów   wulkanu   Aso,   lecz   dziś 

background image

przesłaniały   je   chmury.   Niewyraźnie   rysowały   się   w   dole   grzbiety 

Sobo   i   Katamuki.   Wyżyna   Kuju,   rozciągająca   się   na   dwadzieścia 

kilometrów,   przypomina   prerię   przechodzącą   w  pola   u   północnych 

stóp   wulkanu   Aso   i   Naminogahara.   Odwracam   się   i   patrzę   na 

południowe   stoki   góry   Kuju,   lecz   jej   szczyt   również   kryje   się   w 

chmurach.   Przebiłam   się   przez   miskanty   o   wysokości   wzrostu 

człowieka i pastwiskiem dotarłam do miasteczka Kuju.

Na   początku   południowego   szlaku   na   górę   Kuju   stała   kiedyś 

świątynia o dziwnej nazwie Ikaraji, czyli Świątynia Dzika, Jelenia i 

Wilka. Ikaraji i Hokkein to święte przybytki o wielosetletniej historii. 

Do takich świętych przybytków należą również góry Kuju. Wydaje mi 

się, że ja też przeszłam przez takie uświęcone miejsca. Dlatego jestem 

szczęśliwa.

W domu wuja wszyscy już usnęli, więc nie mogę siedzieć i pisać 

tak długo jak w hotelu.

Życzę Ci dobrej nocy.”

6

„W mieście Takeda, 24 października.

Kiedy pociąg linii Hohisen wjeżdża na dworzec Takeda, rozlega 

się   melodia  Księżyca   nad   minami   zamku.  Taki   Rentaro   myśląc   z 

tęsknotą o ruinach tutejszego zamku Oka skomponował tę pieśń - tak 

przynajmniej mówią w tym mieście. Ojciec Rentaro przyjechał tutaj w 

1887   roku   jako   naczelnik   powiatu,   dlatego   Rentaro   uczęszczał   do 

starszych klas miejscowej szkoły podstawowej. Na pewno zwiedzał 

wtedy ruiny zamku.

background image

Taki Rentaro zmarł w 1903 roku mając dwadzieścia pięć lat. Był 

starszy ode mnie zaledwie o trzy lata.

-   Chciałabym   umrzeć   w   dwudziestym   piątym   roku   życia. 

Pamiętam, że mówiłam o tym z koleżankami w żeńskiej szkole. Może 

to   nawet   mówiła   koleżanka,   a   może   to   były   moje   słowa,   nie 

pamiętam.

Autor słów Księżyca nad ruinami zamku, Tsuchii Ban-sui, umarł 

w tym roku, dlatego w mieście Takeda, na terenie dawnego zamku 

Oka,   tuż   przed   moim   przyjazdem   odbył   się   wieczór   literacki, 

poświęcony jego pamięci. Podobno kompozytor Taki Rentaro i poeta 

Tsuchii Bansui spotkali się jeden raz, w Londynie. Było to dawno, 

jeszcze   w   dzieciństwie   mojego   ojca.   Nie   wiem,   czy   to   spotkanie 

młodego   poety   i   muzyka   w   obcym   kraju   ma   jakiś   związek   z 

kompozycją tej pieśni. W każdym razie pozostawili po sobie piękną 

piosenkę.   -   Tak   utalentowane   dziecko   jak   Taki   Rentaro...   - 

Przestraszyłam się, kiedy nagle o tym pomyślałam. To chyba dlatego, 

że   dziś   przyjechałam   do   rodzinnych   stron   ojca,   mogłam   o   czymś 

takim pomyśleć i mieć odwagę napisać o tym do Ciebie. Czy jednak 

kiedykolwiek - myślałeś o tym, co kobieta czuje w takich chwilach, 

jakieś   drżenie   w   sercu,   nie   wiadomo,   czy   lęk,   czy   radość?   Czy 

kiedykolwiek   przeżyłeś   taki   niepokój?   To   niespodziewane   drżenie 

powiedziało mi, że jestem kobietą. Marzyłam o tym, by ukryć to przed 

Tobą   i   wychować   je   samodzielnie.   Czuję   się   już   zdecydowana   - 

nieodrodna córka swojej matki - jakby było mi przeznaczone, że dojść 

background image

do   tego   muszę.   Dziwi   Cię   to?   Jestem   kobietą   i   tylko   dlatego   tak 

schudłam. Lecz mój niepokój nie trwał zbyt długo.

Przypomniałam   sobie   to   drżenie   z   tamtych   dni   z   pewnością 

dlatego, że na dworcu usłyszałam Księżyc nad ruinami zamku...

Skaliste góry okalają ze wszech stron ukryte w środku Takedę i 

rzeczułkę pluskającą jesienią.

Kiedy wyszłam pospacerować po miasteczku i minęłam most, 

pod   którym   «pluska   rzeczułka   jesienią»,   usłyszałam   tę   pieśń   o 

księżycu   i   postanowiłam   pójść   na   dworzec,   bo  stamtąd   dochodziła 

muzyka. Rzeczywiście, to tutaj puszczali płytę z tą piosenką. Wczoraj 

jej nie słyszałam, ponieważ z miasta Kuju przyjechałam autobusem, a 

nie pociągiem.

Rzeka przepływa przed dworcem i choć z dworca wróciłam na 

most,   nadal   słyszałam   tę   piosenkę,   zatrzymałam   się   na   chwilę, 

oparłam o balustradę i patrzyłam na płynącą wodę. Patrząc w górę 

rzeki   na   lewym   brzegu   widziałam   domki   przypominające   szopy 

wsparte na palach opierających się o wielkie głazy na dnie. Ujrzałam 

też kobiety piorące na skraju głazów. Za dworcem wznosiła się skalna 

ściana.   Po   jej   zboczu   spływały   strużki   wodospadu.   Rosnące   wyżej 

ponad nimi drzewa również zabarwiły się żółcią i czerwienią, choć tu 

i ówdzie pozostały jeszcze zielone liście.

Chodziłam   po   mieście   mojego   ojca   z   myślą   o   Tobie.   Jego 

rodzinna   ziemia   przestała   być   dla   mnie   nie   znana.   Gdy   wczoraj 

wieczorem tutaj przyjechałam, wcale nie wiedziałam o tym, że jest to 

naprawdę małe miasteczko. Gdziekolwiek się ruszę, od razu natrafiam 

background image

na   skalne   ściany.   I   wydaje   mi   się,   że   jestem   w   samym   środku 

okolonym skalistymi górami.

Wczoraj wieczorem na pudełku zapałek, których używał wujek, 

spostrzegłam napis: «Góry fioletowe, wody czyste i piękne kobiety w 

Takeda.»

- Zupełnie jak w Kioto - powiedziałam i roześmiałam się.

-   Naprawdę   masz   rację.   Mówiliśmy   dawniej   «piękności   z 

Takedy». Od najdawniejszych czasów uprawiały różne sztuki, grały 

na instrumencie koto, to znów zajmowały się ceremonią herbacianą. 

Woda jest tu naprawdę czysta, a płynący koło domu strumyk nazywa 

się Ide, właśnie w tym Ide ojciec Fumiko w dzieciństwie płukał rano 

usta i mył czarki do herbaty.

W tym miasteczku liczącym koło dziesięciu tysięcy ludzi jest 

kilkanaście   świątyń   buddyjskich   i   blisko   dziesięć   sintoistycznych, 

więc może rzeczywiście nie darmo nazywa się je małym Kioto.

-   Zniknęły   również   piękności   Takedy   -   powiedział   wuj   i 

wyliczył   najpiękniejsze   kobiety   dawnych   czasów,   które   wyjechały 

stąd do Tokio, lecz kiedy chodziłam po mieście, miałam wrażenie, że 

rzeczywiście   kobiety   tutejsze   są   bardzo   ładne.   Gdy   podeszłam   do 

tunelu   na   krańcu   miasta,   ujrzałam   wysoko   na   skale   klony   o 

poczerwieniałych   liściach,   po   drugiej   stronie   tunelu   skalistą   górę 

pokrywał zielony mech - na tym tle ujrzałam idącą w moim kierunku 

piękną dziewczynę w białym swetrze.

Przez   środek   miasta   biegnie   asfaltowa   ulica   handlowa, 

ozdobiona   z   rzadka   smętnymi   dekoracyjnymi   lampionami,   lecz 

background image

wystarczy skręcić w bok, by ujrzeć ciche stare miasto i zderzyć się 

zaraz ze skalną ścianą. Urwisko, bielejące magazyny i czarne parkany 

sprawiły na mnie wrażenie starego miasta, chociaż podobno Takeda 

spłonęła   całkowicie   w   roku   1877   w   czasie   wojny   Seinan.   Starych 

domów pozostało tu niewiele, i to tylko wyżej w górach. Wróciłam do 

domu wujka i zaczęłam dzielić się wrażeniami ze spaceru.

-   Fumiko,   naprawdę   obeszłaś   całe   miasto,   wszystkie   jego 

zakątki? - zapytał wuj.

W niespełna pół dnia zwiedziłam dawne mieszkanie Tanomury 

Chikudena, tajną kaplicę chrześcijańską w dawnym dworze Tabuse, 

Dzwon   Santiago   w   świątyni   Nakagawa,   świątynię   Hirosę,   ruiny 

zamku   Oka,   wodospad   Uozumino   taki,   świątynię   Hekiunji   i   inne 

zabytki.

Do dziś w tym mieście są ludzie, którzy o Chikudenie wyrażają 

się z wielkim szacunkiem mówiąc Chikuden-sensei. Tą samą drogą, 

którą   przyjechałam   wczoraj   z   Kuju,   przechodziły   orszaki   książęce 

udające   się   do   stolicy,   a   także   wielu   twórców   kultury   z   prowincji 

Bungo, między innymi Chikuden i Hirose Tanso. Tą drogą chodził do 

Takedy   również   Rai   San’yo,   odwiedzając   Chikudena.   W   dawnym 

domu   Chikudena   pozostał   pawilon,   w   którym   rozkoszowali   się 

herbatą   podczas   ceremonii   Chikuden   i   Rai   San’yo.   W   ogrodzie 

między   pawilonem   a   głównym   budynkiem   promienie   słońca 

oświetlały pożółkłe, zwiędłe i połamane liście bananowca. Pożółkły 

również liście paulowni. Jest też przed domem kawałek poletka, gdzie 

dawniej rosły warzywa, które Chikuden podawał na stół goszcząc Rai 

background image

San’yo. Galeria  Malarstwa obok tego domu  jest nową budowlą, w 

której   również   kilka   pokoi   przeznaczono   na   ceremonię   herbacianą. 

Słyszałam,   że   podczas   takich   spotkań   przy   herbacie   w   alkowach 

wieszają obrazy Chikudena w stylu nanga.

Blisko   dawnej   willi   Chikudena   znajduje   się   również   tajna 

kaplica   chrześcijańska.   Jest   tu   dość   obszerna   jaskinia   w   ścianie 

skalnej,   porośnięta   na   zewnątrz   gęstym   gajem   bambusowym.   Na 

Dzwonie Santiago jest napis «1612 Santiago Hospital».

W   dawnych   czasach   pan   na   zamku   w   Takeda   był 

chrześcijaninem.

W   ogrodzie   willi   Chikudena   stoi   latarnia   ceramiczna   w   stylu 

oribe, a dalej, jeśli poszlibyśmy ścieżką pod górę i skręcili w prawo, 

doszlibyśmy do urwiska, lecz tym razem idę w lewo, by spojrzeć na 

dom, w którym mieszka potomek Furuta Oribe. Kiedy przechodziłam 

przed tym domem, mocniej zabiło mi serce. Podobno dawno temu syn 

Furuty   Oribe   przyjechał   do   Takedy   i   zamieszkał   tutaj, 

prawdopodobnie   w   Kamidono-machi,   w   dawnej   dzielnicy 

samurajskiej.

Dotąd   pamiętam   dobrze   ten   szczegół.   W   czasie   ceremonii 

herbacianej   w   Engakuji,   gdy   po   raz   pierwszy   Ciebie   spotkałam, 

herbatę   miała   Ci   przygotować   i   podać   Inamura   Yukiko,   która 

przedtem zapytała:

- W której czarce?

- Rzeczywiście, w której? Może w tej oribe.

background image

Pani Kurimoto dodała, że była to ulubiona czarka Twojego ojca, 

którą   on   jej   podarował,   lecz   przecież   wcześniej   należała   ona   do 

mojego, wtedy już nieżyjącego ojca. To mama odstąpiła ją Twojemu 

ojcu.   W   tej   samej   oribe   Yukiko   przygotowała   herbatę,   którą   Ty 

wypiłeś.   Wtedy   nie   mogłam   podnieść   głowy   i   spojrzeć   na   Ciebie, 

zwłaszcza że mama powiedziała ku mojemu zdumieniu:

- Ja też chciałabym się napić z tej czarki.

Może właśnie tego dnia mama wypiła truciznę swego losu?

Nie sądziłam, że po przyjeździe do rodzinnego miasta będę tak 

żywo sobie  przypominać  to   przyjęcie.  Jeśli   czarka  w  stylu  czarnej 

oribe   jest   nadal   u   nauczycielki   ceremonii   herbacianej,   proszę   ją 

odzyskać i sprawić, żeby zaginęła bez wieści. Proszę również uznać, 

że ja też zaginęłam bez wieści.

Miasteczko   mojego   ojca   traktowałam   jako   krótki   przystanek, 

dlatego   je   opuszczam.   Właśnie   z   tego   powodu   tak   szczegółowo 

pisałam o tym mieście, bo nie zamierzałam tutaj nigdy wracać. Słowa 

pożegnania z Tobą chciałam wypowiedzieć na rodzinnej ziemi ojca. 

Nie mam zamiaru wysyłać tego listu, lecz jeślibym wysłała, będzie to 

ostatni list ode mnie.

Z   zamku   Oka   nic   nie   pozostało   prócz   kamiennej   ściany 

fundamentów. Ze wzgórza, na którym stał zamek, jest dobry widok na 

okolice, mogłam więc popatrzeć na góry w pogodny dzień jesienny. 

Nad Sobo i Katamuki, a z drugiej strony nad Kuju i nad szczytem 

Taisenzan   wisiały   tylko   lekkie   obłoki.   Tam   właśnie   znajduje   się 

wyżyna i przełęcz, którą przechodziłam. To tam chyba pożegnałam się 

background image

z  Tobą   na  zawsze,  tam,   w  cieniu   sosen   czy   pośród   miskantów   na 

wyżynie. A teraz znowu mówię o pożegnaniu, co może świadczyć o 

tym, jak bardzo tego jeszcze żałuję, bo kobiecie nie przychodzi to 

łatwo, nawet kiedy musi odejść od mężczyzny. Proszę mi wybaczyć. 

Życzę Ci dobrej nocy.

W liście z podróży napisałam, żebyś się ożenił z Yukiko, lecz 

naprawdę zrób, jak uważasz za słuszne. Ani ja, ani mama nie jesteśmy 

już przeszkodą krępującą Twoją swobodę. Nigdy już mnie nie szukaj.

Przez sześć dni w podróży pisałam wciąż o samych głupstwach, 

teraz wiesz jakie kobiety są nudne. Chciałam, żebyś mnie zrozumiał, 

zanim się z Tobą pożegnam, lecz słowa są puste, ponieważ kobietę 

trzeba mieć blisko przy sobie, aby ją zrozumieć, więc moje pragnienie 

jest dziś zupełnie czym innym. Z miasta mojego ojca wyruszam w 

nową drogę. Żegnaj.”

7

Po powrocie z podróży poślubnej Kikuji inaczej odebrał sens 

listów Fumiko niż prawie półtora roku wcześniej.

Na czym polegała różnica, nie wiedział. Czy rzeczywiście słowa 

są „puste”?

Kikuji wyszedł do ogrodu przy nowym domu i podpalił paczkę 

listów.   Właściwie   nie   było   tu   żadnego   ogrodu.   Po   prostu   kawałek 

pustego placu ograniczał drewniany lichy parkan.

Listy zwilgotniały i nie chciały się palić.

Kikuji rozkładał kartki i wciąż je podpalał. Atrament zmienił już 

kolor, lecz, choć papier spłonął, na popiele pozostały znaki pisma.

background image

- Palcie się, palcie, słowa.

Teraz Kikuji rzucał w płomień i palił po jednej kartce.

Co się stanie ze słowami Fumiko - zastanawiał się teraz, gdy 

próbował spalić jej listy. Uciekając od dymu odwrócił głowę w bok. 

W kącie pod płotem padały ukośnie zimowe promienie słońca.

- Jak się udała podróż?

Kikuji   poczuł   nagle   dreszcz,   gdy   na   galerii   rozległ   się   głos 

Kurimoto Chikako.

- Co to znaczy, tak bez słowa...?

- Bo nie było odpowiedzi. Podobno złodzieje często wybierają 

mieszkania   nowożeńców.   Jeszcze   nie   macie   służącej?   Może 

rzeczywiście   przez   pewien   czas   lepiej   tylko   we   dwoje.   Yukiko   na 

pewno dobrze sobie radzi.

- Gdzie się dowiedziałaś?

- Że tutaj mieszkacie? Diabeł diabła zawsze znajdzie.

- To ty jesteś diabłem.

Również   po   śmierci   ojca   Chikako   wpadała   do   domu   bez 

uprzedzenia, nie czekając na wprowadzenie jej przez służącą, lecz jej 

pojawienie się w ten sam sposób w tym nowym domu odnowiło jego 

urazy.

- Jednak zmywanie w te chłody nie jest najodpowiedniejszym 

zajęciem dla Yukiko. Może pomogę jej w gospodarstwie?

Kikuji nie odwrócił się do niej.

background image

- Co ty palisz? Czy to listy Fumiko? Część listów leżała jeszcze 

na kolanach Kikujiego, więc Chikako z daleka nie mogła ich dostrzec. 

- Skoro listy od Fumiko, to na pewno jest ci ciepło. Dobre zajęcie.

- Podupadłem i muszę mieszkać w takim domu. I nie liczę na 

twoje czy czyjeś usługi. Nie potrzebuję.

- Wcale nie będę przeszkadzać. To ja was na samym początku 

połączyłam i choćby tylko z tego powodu jestem szczęśliwa. Jestem 

spokojna. Mogę pragnąć tylko jednego, żeby wam służyć...

Kikuji   pozostałe   listy   włożył   za   pazuchę   i   wstał.   Chikako 

spojrzała na Kikujiego nie ruszając się z galerii, a następnie  jakby 

cofając się o krok rzekła:

- Coś takiego? Dlaczego robisz taką groźną minę? Jeszcze nawet 

rzeczy Yukiko nie zostały wyjęte z paczek i uporządkowane, dlatego 

chcę wam pomóc...

- Wielka mi przysługa.

- Nie chodzi o przysługę. Czy nie możesz zrozumieć mojego 

serca, które z dobroci chce wam pomagać?

Chikako   bezsilnie   pochyliła   się   i   usiadła   na   podłodze   w   tym 

miejscu, w którym stała, uniosła lewe ramię i ciężko dyszała, jakby 

wystraszona.

- Twoja żona na pewno pojechała do rodziców. Martwili się na 

pewno, że żonę zostawiłeś, a sam z takim pośpiechem wróciłeś.

- Czy byłaś już w domu Yukiko?

background image

-   Byłam,   żeby   złożyć   życzenia.   Przepraszam,   jeśli   źle 

postąpiłam. - Chikako patrzyła na Kikujiego chcąc wyczytać z jego 

miny coś więcej, więc Kikuji powściągnął gniew.

- Słuchaj, tę czarkę w stylu czarnej oribe masz chyba jeszcze u 

siebie?

- Tę, którą otrzymałam od twojego ojca? Tak, mam.

- Jeśli masz, to odstąp mi ją.

- Dobrze.

Podejrzliwe i niespokojne oczy Chikako nagle znieruchomiały 

ze złości.

-   Nie   chcę   rozstawać   się   z   rzeczami   twojego   ojca,   ale   skoro 

nalegasz, mogę przynieść nawet dziś albo jutro... Będziesz zajmować 

się ceremonią herbacianą?

- Chcę, żebyś zaraz mi przyniosła.

- Rozumiem. Po spaleniu listów Fumiko napijesz się herbaty z 

czarnej czarki oribe.

Chikako   opuściła   głowę   i   wyszła   pochylona,   jakby   torowała 

sobie drogę pośród zarośli.

Kikuji nie zszedł do ogrodu, lecz ręce zadrżały i trudno mu było 

zapalić zapałkę. 

background image

Nowa rodzina

1

Kikuji spostrzegł, że Yukiko - kobieta o żywym usposobieniu - 

od czasu do czasu siedzi przy pianinie w roztargnieniu.

W tym domu pianino zajmowało dużą część pokoju. Pochodziło 

ono   z   wytwórni,   z   którą   od   niedawna   Kikuji   utrzymywał   pewne 

stosunki.   Ojciec   Kikujiego   miał   udziały   w   firmie   instrumentów 

muzycznych.   Zakłady   tej   firmy   okresowo   zostały   zamienione   na 

fabrykę   broni.   Po   wojnie   jeden   z   inżynierów   firmy   muzycznej 

postanowił   produkować   pianina   według   własnego   projektu,   a   ze 

względu   na   dawne   więzi   z   ojcem   odwiedził   Kikujiego,   żeby   się 

poradzić. Stąd też Kikuji zainwestował w to przedsięwzięcie pieniądze 

pochodzące ze sprzedaży domu.

W   ten   sposób   do   nowego   domu   przybył   próbny   egzemplarz 

nowej wytwórni. Swoje pianino Yukiko podarowała młodszej siostrze 

i   zostawiła   w   domu   rodziców.   Oczywiście,   rodzice   mogli   kupić 

młodszej   siostrze   nowe   pianino,   dlatego   Kikuji   mówił   żonie 

wielokrotnie:

- Jeśli nowe ci nie odpowiada, możesz zabrać z domu to, na 

którym grałaś. Mną nie potrzebujesz się krępować.

Kikuji widząc siedzącą bezmyślnie Yukiko przypuszczał, że po 

prostu nie odpowiada jej nowe pianino.

-   To   dobre   pianino   -   Yukiko   odpowiedziała   z   takim 

przekonaniem, jakby czuła się zaskoczona tym, co mówił jej mąż.

background image

-   Dobrze   się   na   tym   nie   znam,   lecz   stroiciel   je   pochwalił, 

prawda?

Właściwie to Kikuji wiedział, że nie pianino jest powodem jej 

zadumy. Zresztą Yukiko nie była ani gorącą miłośniczką muzyki, ani 

tak świetną pianistką, żeby grymasić z powodu marki pianina.

- Często siadasz przy pianinie i nie grasz - powiedział Kikuji. - 

To wygląda tak, jakby ci się nie podobał ten instrument.

- To co innego, nie chodzi mi o pianino.

Yukiko odpowiedziała szczerze i, jakby chciała o czymś jeszcze 

mówić, nagle zmieniła temat. 

- Zauważyłeś, że siedzę  zamyślona  i nic  nie robię?  Kiedy  to 

spostrzegłeś?

Pianino stało w pokoju urządzonym w stylu europejskim obok 

drzwi wejściowych do domu, nie było więc go widać ani z bawialni, 

ani z pokoju Kikujiego.

- U moich rodziców zawsze coś się działo, nigdy nie mogłam 

siedzieć bezczynnie. Rzadko miałam okazję do zadumy.

Kikujiemu  przypomniał  się jej pełen gwaru rodzinny dom,  w 

którym   mieszkali   jej   rodzice   i   rodzeństwo,   a   poza   tym   często 

przychodzili goście.

- Jednak kiedy cię spotkałem po raz pierwszy, sprawiłaś na mnie 

wrażenie małomównej.

-   Tak?   A   przecież   lubię   dużo   mówić.   Gdy   byłam   z   mamą   i 

siostrą,   nigdy   nie   milczałam.   Z   naszej   trójki   zawsze   ktoś   mówił. 

Możliwe, że ja mówiłam najmniej. Zresztą milkłam od razu, kiedy 

background image

wydawało   mi   się,   że   mama   mówi   za   dużo   w   obecności   gości. 

Słyszałeś, jak mama potrafi w towarzystwie rozmawiać, nawet ty nie 

mógłbyś tego znieść. Zresztą przy takiej matce córka łatwo zamyka 

się w sobie i staje się całkowitym milczkiem. Siostra natomiast starała 

się dorównać mamie.

-   Mama   wolałaby   chyba   wydać   ciebie   za   kogoś   bardziej 

atrakcyjnego?

-   No   pewnie   -   szczerze   potwierdziła   Yukiko.   -   Teraz   w  tym 

domu mówię dziesięć razy mniej niż u rodziców.

- Bo w ciągu dnia jesteś sama.

- Tak, lecz nawet kiedy wracasz do domu, też nie palę się do 

rozmowy.

-   To   prawda.   Natomiast   dużo   mówisz   na   spacerach.   Kikuji 

przypomniał sobie o tym, że kiedy wieczorem idą przez miasto we 

dwoje, Yukiko jakby zapomina o chłodzie, wciąż o czymś mówi z 

zapałem i zadowoleniem, przytula się do niego, często bierze go za 

rękę. Czy po wyjściu z domu czuje się po prostu swobodniejsza?

- Oczywiście, przecież spacerujemy we dwoje, sama prawie nie 

wychodzę, a przedtem po powrocie skądkolwiek opowiadałam mamie 

szczegółowo   o   tym,   co   widziałam   lub   robiłam   na   dworze.   O   tym 

samym opowiadałam później ojcu.

-   Na   pewno   sprawiało   mu   to   przyjemność.   -   Yukiko   chwilę 

patrzyła na Kikujiego, a następnie kiwnęła głową potakująco.

- Kiedy opowiadałam ojcu, często mama słuchała po raz drugi i 

śmiała się ze mnie.

background image

Yukiko, oderwana od kochającej ją rodziny i siedząca w tym 

ubogim   jego   mieszkaniu,   nadal   wydawała   się   Kikujiemu   czymś 

zagadkowym.

Odkąd zaczęli razem mieszkać, Kikuji odkrył po raz pierwszy, 

że Yukiko ma zaledwie widoczny pieprzyk między rzęsami. Dopiero 

we   wspólnym   domu   zwrócił   uwagę   na   piękno   jej   połyskujących 

zębów. Wzruszała go ich czystość, kiedy ją całował. Może dlatego, że 

poprzestawał na pocałunkach.

Obejmując   przyzwyczajoną   do   pocałunków   Yukiko,   czuł 

wzbierające w oczach łzy. Yukiko wydawała mu się kimś nad wyraz 

cennym  i  wzruszającym chyba  właśnie  dlatego,  że  jego pieszczoty 

kończyły   się   tylko   na   pocałunkach.   Yukiko   nie   cierpiała   z   tego 

powodu ani nie czuła się tak rozdrażniona jak Kikuji. Nie była co 

prawda całkowicie nieświadoma spraw związanych ze współżyciem 

małżeńskim, lecz pocałunki i uściski okazały się dla niej dostatecznie 

nowym zdumieniem, spełniającym jej oczekiwania w miłości.

Również Kikuji teraz zmieniał swoje poglądy i nieraz myślał, że 

tego   rodzaju   życie   małżeńskie   nie   jest   na   tyle   nienaturalne   czy 

niezdrowe, żeby cierpieć z tego powodu.

Kikuji   dostrzegał   teraz   świeżość   rzeczy,   nawet   biel   i   zieleń 

warzyw - rzodkwi czy chińskiej kapusty, które Yukiko kupowała w 

sklepie.   Czy   to   nie   wystarczy   do   szczęścia?   Gdy   w   starym   domu 

mieszkał  ze starą  służącą, nigdy  nie zwrócił  uwagi na warzywa w 

kuchni.

background image

- Czy nie było ci smutno, kiedy sam siedziałeś w tak dużym 

domu? - zapytała Yukiko, kiedy tutaj zamieszkali. To szczere pytanie 

było wyrazem troski o niego, interesowała ją jego przeszłość.

Kiedy Kikuji rano się budził i nie zastawał Yukiko obok siebie, 

robiło mu się nagle smutno. Zrozumiałe, że wstawała wcześniej, gdyż 

przygotowywała śniadanie, lecz widząc Yukiko obok czuł jej ciepło, 

dlatego   starał   się   przebudzić   i   wstać   wcześniej   od   niej.   Kiedy   nie 

dostrzegał Yukiko obok siebie, był nawet trochę niespokojny.

Pewnego dnia wieczorem, gdy Kikuji wrócił do domu, od razu 

zapytał:

-   Yukiko,   Yukiko,   czy   używasz   perfum   o   nazwie   „Prince 

Machiavelli”?

- O? Co się stało?

- Nic takiego, po prostu kobieta, z którą się spotkałem w fabryce 

w   sprawie   pianina,   powiedziała,   jak   one   się   nazywają.   Są   ludzie, 

którzy mają taki dobry węch.

- Ciekawe, jak mógł przejść zapach na twoje rzeczy? - Yukiko 

zaczęła   wąchać   marynarkę,   którą   wzięła   od   Kikujiego,   i   wtedy 

widocznie coś sobie przypomniała.

- Ach, zostawiłam buteleczkę z perfumami w szafie na ubrania 

europejskie.

2

Pod   koniec   lutego   padał   deszcz,   a   kiedy   trzeciego   dnia   w 

niedzielę pod wieczór przestał padać, na tle zachmurzonego nieba, z 

którego   jakby   zwisały   lekkie   chmury,   rozlała   się   lekka,   ledwie 

background image

widoczna   różowa   łuna   -   właśnie   w   ten   dzień   Kurimoto   Chikako 

przyniosła czarkę z czarnej oribe.

- Proszę, przyniosłam ci niezapomnianą czarkę -  powiedziała i 

wyjęła   ją   z   podwójnego   pudełka   i   przez   chwilę   trzymała   w   obu 

dłoniach   i   przyglądała   się   jej.   Następnie   postawiła   przed   kolanami 

Kikujiego.   -   Teraz   najlepsza   pora,   żeby   napić   się   z   niej   herbaty. 

Proszę,   zwróć   uwagę   na   rysunek,   na   młode   pędy   paproci.   Kikuji 

nawet nie wziął czarki do rąk, żeby obejrzeć.

-   Przynosisz,   kiedy   o   tym   zapomniałem.   Prosiłem,   żebyś 

przyniosła   ją   tego   samego   dnia,   a   ponieważ   nie   zrobiłaś   tego, 

sądziłem, że już nie przyniesiesz. 

-   Czarka   przeznaczona   jest   ną   wczesną   wiosnę,   dlaczego 

miałabym przynosić zimą? A skoro musiałam się z nią pożegnać, nic 

dziwnego, że żal mi było tak szybko przynosić, po prostu trudno mi 

się z nią rozstawać... Yukiko przyniosła zwykłą zieloną herbatę.

-   Ach,   proszę   pani,   przykro   mi,   że   sprawiam   kłopot   - 

powiedziała   przesadnie   Chikako.   -   Czy   pani   przeżyła   zimę   bez 

służącej? Aż dziw, że pani wytrzymała. 

-   Przez   pewien   czas   chcieliśmy   być   sami   -   zdecydowanie 

odpowiedziała Yukiko, co zaskoczyło Kikujiego.

- Ach, przepraszam was - Chikako kiwnęła głową wyrozumiale. 

- Czy pani pamięta tę czarkę oribe? Na pewno wiąże się z nią wiele 

wspomnień. Nie mogłam chyba wymyślić nic lepszego na podarek z 

okazji waszego ślubu...

Yukiko pytająco spojrzała na Kikujiego.

background image

-   Proszę   pani,   proszę   również   podejść   bliżej   hibachi   - 

powiedziała Chikako: - Dobrze. 

Yukiko   podsunęła   się   bliżej   Kikujiego   i   usiadła   niemal 

dotykając   go   łokciem.   Kikuji   powstrzymał   się   od   śmiechu   i 

powiedział do Chikako.

- Nie, nie chcę otrzymać w prezencie, ja chcę ją kupić.

-  To   niemożliwe.   Dostałam   ją   od   twojego   ojca,   więc   nie 

mogłabym tobie sprzedać, nawet gdybym popadła w nędzę, pomyśl o 

tym... - prosto w twarz rzuciła mu Chikako. - Proszę pani, od dawna 

nie   widziałam,   jak   Pani   przygotowuje   i   podaje   herbatę   podczas 

ceremonii.   Nie   ma   drugiej   młodej   kobiety,   która   by   robiła   to 

promieniując taką czystością i wdziękiem. Teraz przypominam sobie 

spotkanie   w   świątyni   Engakuji,   kiedy   podawała   pani   w   tej   czarce 

herbatę Kikujiemu. Yukiko milczała.

- Proszę w tej oribe podać dziś herbatę Kikujiemu, żebym czuła, 

że nie na darmo ją tutaj przyniosłam.

- W domu nie ma w ogóle przyborów do ceremonii herbacianej - 

odpowiedziała Yukiko nie podnosząc oczu.

-   O?   Proszę   tak   nie   mówić!   Wystarczyłby   tylko   pędzel   do 

rozmieszania sproszkowanej herbaty.

- Tak.

- Proszę uważnie posługiwać się tą czarką.

- Dobrze.

Chikako badawczo popatrzyła w twarz Kikujiego.

background image

- Pani mówi, że nic nie macie, lecz jest chyba u was dzbanuszek 

na wodę w stylu shino?

- Służy jako wazon do ikebany.

Dzbanuszka jako pamiątki po matce Fumiko Kikuji, oczywiście, 

nie sprzedał, lecz zabrał ze sobą do nowego domu, schował do szafy i 

zapomniał   o   nim.   Teraz   serce   mu   zadrżało,   gdy   Chikako   o   nim 

przypomniała.

Nienawiść Chikako do Oty - jak z tego widać - jeszcze chyba nie 

wygasła.

Odprowadzając Chikako, Yukiko weszła do sieni.

Chikako przy bramie spojrzała na niebo i powiedziała:

- Jak to dobrze, że na całym tokijskim niebie jakby odbiły się 

światła miasta i zrobiło się cieplej - uniosła jedno ramię i kiwając się 

odeszła.

Yukiko nadal siedziała przy drzwiach wyjściowych domu.

-   „Proszę   pani”,   „proszę   pani”,   jakoś   tak   sztucznie   to 

wymawiała, że nie mogłam słuchać.

- Ona jest okropna. Już chyba nie będzie przychodzić. Kikuji 

również zatrzymał się przy wejściu.

-  Jednak zręcznie  to  powiedziała:  „na  całym  tokijskim   niebie 

jakby odbiły się światła miasta”.

Yukiko   zeszła   na   dół   do   sieni,   otworzyła   drzwi   frontowe   i 

popatrzyła na niebo, po chwili chciała je zamknąć, lecz odwróciła się 

za   siebie,   zobaczyła   Kikujiego   wpatrzonego   w   niebo,   więc   się 

zawahała: 

background image

- Czy można zamknąć? 

- Tak.

- Naprawdę się ociepliło.

Gdy wrócili do pokoju śniadaniowego, spostrzegli stojącą nie 

zapakowaną czarkę oribe. Kikuji poczekał, aż Yukiko ją zapakuje, a 

następnie powiedział, że chciałby wyjść do miasta.

Poszli w stronę dzielnicy willowej na wzgórzu. Nikt tędy nie 

chodził, więc Yukiko wzięła go za rękę. Na pewno oszczędzała dłonie 

w czasie pracy, lecz mimo to zrobiły się szorstkie od zimnej wody i 

stwardniały. 

- Tę czarkę ma zamiar sprzedać, prawda? Nie przyjmiesz jej w 

podarunku? - nagle zapytała Yukiko. 

- Tak, sprzedać.

- Tak myślałam. Przyszła, żeby nam sprzedać.

-   Nie,   ja   sprzedam   w   sklepie.   A   pieniądze   za   nią   mogę   dać 

Kurimoto.

- Co, zamierzasz ją sprzedać? 

-   Słyszałaś   o   tym,   jak   to   było,   kiedy   ta   czarka   pojawiła   się 

podczas   ceremonii   herbacianej   w   Engakuji?   Przed   chwilą   również 

Kurimoto o tym mówiła. Tę czarkę mój ojciec podarował Kurimoto. 

A przedtem należała ona do... do rodu... Ota. Taka historia wiąże się z 

tą czarką...

-   Lecz   mnie   to   nie   przeszkadza.   Jeśli   jest   wartościowa,   to   ją 

zostaw w domu.

background image

- Nie ma wątpliwości, że jest wartościowa, ale właśnie dlatego, 

że   jest   tak   cenna,   trzeba   ją   sprzedać   odpowiedniemu   nabywcy   i 

sprawić, żeby już na zawsze zniknęła nam z oczu.

Niestety, wyrwały się Kikujiemu słowa, których użyła Fumiko 

w swoim liście. Zgodnie zresztą z jej życzeniem przejął czarkę z rąk 

Kurimoto.

- Ta czarna oribe ma własne wspaniałe życie, dlatego chcę, żeby 

mogła   nadal   żyć   niezależnie   od   nas.   Co   prawda,   nie   chodzi   tu   o 

niezależność   od   Yukiko.   Rozumiesz,   ta   czarka   sama   w   sobie   jest 

przepiękna i nie może wywoływać niezdrowych i szalonych myśli, 

lecz nasza pamięć o niej jest godna potępienia, bo widzi tę czarkę 

złymi, nieczystymi oczyma. Chociaż mówię „my”, „nasza”, to jednak 

mam na myśli najwyżej pięć albo sześć osób, a przecież kilkaset osób 

mogło   pielęgnować   tę   czarkę   od   jej   powstania.   Od   jej   początków 

minęło chyba ze czterysta lat, więc bardzo krótko - jak na cały żywot - 

mieli ją Ota, mój ojciec i Kurimoto. To tylko cień przelotnej chmury. 

Niech więc znowu przejdzie do nowego zdrowego właściciela. I niech 

po naszej śmierci żyje nadal gdziekolwiek indziej niezmiennie piękna.

-   Naprawdę?   Jeśli   tak   myślisz,   to   może   byłoby   lepiej   nie 

sprzedawać? Mnie ona nie przeszkadza.

- Nie żal mi rozstawać się z tą czarką. Wcale nie jestem do niej 

przywiązany.   Chciałbym   po   prostu   z   tej   czarki   zmyć   nasz   brud. 

Niedobrze mi się robi na myśl, że mogłaby ona pozostać u Kurimoto. 

Na   przykład   podawałaby   w   niej   herbatę   w   takich   chwilach   i 

background image

sytuacjach jak w Engakuji. Nie można roli czarki ograniczać brzydotą 

człowieka.

- Brzmi to tak, jakby czarka ważniejsza była od człowieka.

- Możliwe, że tak jest. Nie znam się na czarkach do herbaty, nie 

mogę   jej   teraz   po   prostu   rozbić   choćby   dlatego,   że   tyle   wieków 

przekazywali   ją   sobie   ludzie,   którzy   się   na   niej   znali.   Wolę,   żeby 

przepadła gdzieś bez wieści.

- Wolałabym, żebyś ją zostawił w domu, ponieważ jest naszą 

wspólną   pamiątką   -   Yukiko   powtórzyła   to   czystym   dźwięcznym 

głosem. - Teraz nie znam się na jej wartości, lecz z czasem może coś 

w   niej   dostrzegę   i   będę   się   cieszyć...   Mnie   nie   przeszkadza   jej 

przeszłość. Czy nie będzie ci smutno, kiedy ją sobie przypomnisz?

- Nic podobnego. Taki już los tej czarki, odejść od nas i zaginąć 

bez wieści.

Kiedy powiedział o „losie” czarki, wspomnienie Fumiko zakłuło 

go w sercu.

Spacerowali   około   półtorej   godziny,   a   następnie   wrócili   do 

domu.

Gdy   zamierzali   przenieść   żar   węgielny   z   piecyka   hibachi   do 

wpuszczonego w podłogę kotatsu, Yukiko chwyciła mocno Kikujiego 

za rękę. Chciała chyba pokazać mu, że prawa dłoń jest tak samo ciepła 

jak lewa.

- Czy zjemy ciastka, które przyniosła Kurimoto?

- Nie chcę.

background image

-   Naprawdę?   Z   ciastkami   dostaliśmy   również   herbatę. 

Powiedziała, że otrzymała ją z Kioto... - Yukiko nie miała do niej 

cienia uprzedzenia.

Kikuji   wstał,   żeby   schować   do   szafy   pudełko   z   czarną   oribe 

zawinięte w chustę i wtedy przyszło mu na myśl, że powinien też 

sprzedać dzbanuszek shino, który w tym momencie spostrzegł w głębi 

pokoju.

Yukiko   wytarła   twarz   kremem,   wyjęła   szpilki   z   włosów   i 

przygotowała   pościel   do   spania.   Rozpuściła   włosy   i   czesząc   się 

powiedziała:

-  Może ja też  skrócę  włosy?  Czy  mogę?  Trochę  wstydzę się 

pokazać kark - uniosła włosy i pokazała go.

Potem przybliżyła twarz do lustra, rozchyliła przyjemnie wargi i 

wycierała je gazą - widocznie trudno jej było zmyć szminkę.

Leżeli   w   mroku   ogrzewając   się   ciepłem   swoich   ciał.   Kikuji 

znów pogrążył się w zadumie zastanawiając się nad tym, jak długo 

będzie jeszcze w ten sposób profanować święte tęsknoty. Nie można 

jednak chyba skalać prawdziwej czystości. Dlatego wszystko można 

wybaczyć.   Czy   naprawdę   jest   to   nieosiągalne?   -   szukał   w   myśli 

dogodnego dla siebie ratunku.

Gdy Yukiko usnęła,  Kikuji cofnął  rękę, lecz było mu  bardzo 

smutno oddalać się od ciepłej Yukiko. Jednak nie powinien był się 

żenić - gryzący żal czekał na niego: w sąsiedniej zimnej pościeli.

Przez   dwa   kolejne   wieczory   po   całym   niebie   rozlewała   się 

bladoróżowa łuna.

background image

Kikuji   wracał   pociągiem   do   domu   i   patrzył   na   światła   okien 

nowych   budynków.   I   wydawało   mu   się,   że   są   to   robaczki 

świętojańskie.   Jak   gdyby   wszyscy   jednocześnie   zapalili   światła 

ciesząc się nowymi domami. Nad budynkami ukazał się księżyc bliski 

pełni. Gdy Kikuji zbliżał się do domu, spostrzegł, że różową lunę coś 

jakby   wessało   na   zachodzie,   a   jednocześnie   pojawiła   się   zorza 

wieczorna.

Skręcając   za   róg   w   uliczkę   prowadzącą   do   domu   poczuł 

niepokój, ręką dotknął wewnętrznej kieszeni marynarki i sprawdził, 

czy ma w niej czek. Yukiko wyszła z sąsiedniej bramy i pobiegła do 

domu,   potem   jeszcze   raz   ukazała   się   jej   sylwetka.   Yukiko   nie 

spostrzegła Kikujiego.

- Yukiko! Yukiko!

Yukiko wyszła z bramy i powitała go: 

- Witam cię. Widziałeś mnie teraz? - poczerwieniała na twarzy. - 

Sąsiedzi przyjęli telefon od mojej siostry...

- Co?

Była to dla niego niespodzianka. Od kiedy sąsiedzi przyjmują do 

niej telefony?

-   Dziś   również   wieczorne   niebo   przypominało   wczorajsze. 

Dzisiaj było pogodniej, dlatego jest cieplej niż wczoraj.

Yukiko spojrzała na niebo.

Kiedy Kikuji się przebierał, wyjął z kieszeni czek i położył na 

kredensie. Yukiko spuściła wzrok składając jego ubranie.

background image

- Siostra powiedziała, że wczoraj w niedzielę chciała z ojcem 

przyjść do nas...

- Do domu?

- Tak.

- Mogli przyjść - powiedział obojętnie bez przekonania.

Nagle   Yukiko   zatrzymała   rękę,   którą   czyściła   spodnie 

Kikujiego.

-   Powiedziałeś   po   prostu   „mogli   przyjść”?   -   zapytała   jakby 

odpychając go od siebie. - Przecież nie tak dawno wysłałam list z 

prośbą, żeby na razie nie przychodzili.

Kikuji niezupełnie zrozumiał, o mało co nie zapytał, dlaczego 

tak   zrobiła,   lecz   spostrzegł   się   w   porę.   Yukiko   po   prostti   boi   się 

wizyty ojca, ponieważ wciąż jeszcze nie jest naprawdę jego żoną.

Yukiko po chwili spojrzała na Kikujiego.

-   Tata   chce   przyjść   do   nas.   Mógłbyś   go   zaprosić.   Kikuji 

oślepiony spojrzeniem Yukiko odpowiedział:

- Przecież mógłby do nas przyjść bez zaproszenia.

-   Do   zamężnej   córki...   Nie   takie   to   wszystko   proste   - 

odpowiedziała Yukiko spokojnie, prawie wesoło.

Może to Kikuji bardziej niż Yukiko boi się wizyty ojca? Nie 

zwrócił na to uwagi, dopóki Yukiko o tym mu nie powiedziała. Kikuji 

od ślubu nie zaprosił do domu ani rodziców, ani rodzeństwa Yukiko. 

Jakby zapomniał o istnieniu jej rodziny. Do tego stopnia pochłonęły 

go   sprawy   związane   z   nienormalnymi   stosunkami   między   nim   a 

Yukiko. Albo też nie mógł myśleć o nikim innym poza Yukiko.

background image

Tylko   wspomnienia   Oty   i   Fumiko,   które   Kikujiego   czyniły 

impotentem,  trzymały  się   jego głowy  jak  urojone ćmy   światła.   Na 

mrocznym dnie w głowie Kikujiego tańczyły motylki - wydało mu 

się,   że   naprawdę   je   widzi.   To   nie   był   duch   zmarłej   Oty,   lecz 

personifikacja żalu Kikujiego.

Lecz dzięki temu, że Yukiko poprosiła listownie ojca o to, aby 

do   nich   nie   przyjeżdżał   i   powstrzymała   go   od   odwiedzin,   Kikuji 

zrozumiał, że Yukiko jest w duchu zakłopotana i cierpiąca. Kurimoto 

Chikako również dziwiła się, że Yukiko spędziła zimę bez służącej, 

jakby się bała, że służąca wyczuje jej tajemnicę małżeńską. Mimo to 

Kikuji   nie   sądził,   że   to   jedynie   dla   oszczędzenia   mu   zmartwień 

Yukiko jest wobec niego promienna i wesoła i kryje w ten sposób 

rzeczywiste uczucia. 

Kiedy ten list wysłałaś? Ten, w którym prosiłaś ojca, żeby do 

nas nie przychodził? - zapytał Kikuji.

- Hm, może w styczniu, po siódmym? Pamiętasz, byliśmy razem 

na Nowy Rok u rodziców.

- Tak, trzeciego stycznia.

- Potem minęło jeszcze cztery albo pięć dni. Drugiego stycznia 

rodzice są zajęci przyjmowaniem gości, więc tylko młodsza siostra 

przyszła do nas z wizytą noworoczną, pamiętasz?

-   Tak.   Przyszła   powiedzieć,   żebyśmy   następnego   dnia 

przyjechali do Jokohamy - mówił Kikuji przypominając sobie. - A 

jednak list ze słowami „proszę nie przyjeżdżać” nie jest zbyt łagodny. 

Może powiem, żeby przyjechali do nas w przyszłą niedzielę?

background image

- Dobrze. Tata bardzo się ucieszy. Na pewno przyprowadzi moją 

siostrę. Krępuje się przychodzić tutaj sam, może po prostu czuje się 

zażenowany? Dla mnie też byłoby lepiej, gdyby przyszedł z siostrą. 

To takie dziwne.

No   tak,   chyba   lżej   byłoby   Yukiko,   gdyby   przyszła   również 

siostra. Niewątpliwie, Yukiko nie chce, żeby ojciec zobaczył, że jej 

związek małżeński z Kikujim nie jest normalny.

Yukiko napaliła w piecu pod wanną i poszła do małej łazienki, 

rozległ się bowiem szum wody, na pewno sprawdzała, czy woda ma 

odpowiednią temperaturę.

- Czy wykąpiesz się przed kolacją?

- Tak.

Kiedy siedział w wodzie, Yukiko przez szybę zapytała:

- Co to za czek leży na kredensie?

-   Ach,   to   pieniądze   ze   sprzedanej   czarki   oribe.   Muszę   go 

przekazać Kurimoto.

- To była taka droga czarka?

- Nie, jest tu część za nasz dzbanuszek.

- Ile dla nas przypada?

- Chyba z połowę.

- Nawet połowa to wielkie pieniądze.

-   Tak,   trzeba   się   zastanowić,   na   co   je   wydać.   Czarkę   oribe 

Yukiko   znała,   o   niej   zresztą   rozmawiali   w   czasie   spaceru.   Lecz 

historii dzbanuszka shino nie znała. Yukiko nadal stała za szybą drzwi 

do łazienki.

background image

- Może nie wydawać ich, lecz kupić za nie udziały?

- Udziały? Zaskoczyło to Kikujiego.

- Przepraszam - Yukiko otworzyła drzwi. - Tata mnie i siostrze 

przekazał   sumę   pieniędzy   wynoszącą   może   połowę   z   tej   połowy   i 

powiedział, żebym je rozmnożyła. Więc powierzyłam je maklerowi 

giełdowemu,   który   do   nas   przychodził.   Na   zakup   udziałów.   Kiedy 

spadają   ceny,   nie   sprzedaje   ich.   Czeka   na   wzrost   ceny   i   wtedy 

zamienia na inne. Trochę mi już przybyło.

- Hm - Kikujiemu wydało się, że widzi jak na dłoni zwyczaje 

rodziny Yukiko.

-   Z   siostrą   czytałyśmy   codziennie   kolumnę   z   wiadomościami 

giełdowymi.

- Teraz też masz jeszcze te udziały?

-   Mam.   One   są   wciąż   u   maklera,   nigdy   ich   jeszcze   nie 

widziałam... Nie sprzedaje, gdy ich cena spada, dlatego nie tracę - 

powiedziała naiwnie Yukiko.

- To może te pieniądze przekażemy twojemu maklerowi?

Kikuji   śmieje   się   i   spogląda   na   Yukiko.   Stała   przed   nim   w 

białym fartuszku i czerwonych wełnianych skarpetkach.

- Yukiko, wejdź i ogrzej się. Zawstydziła się i spuściła swoje 

piękne oczy.

- Teraz przygotuję kolację - i wyszła lekkim krokiem z łazienki.

W sobotę w tym tygodniu rozpoczął się marzec.

background image

Jutro przyjdzie do nich ojciec i siostra, więc Yukiko po kolacji 

robiła   zakupy.   Przyniosła   owoce,   a   także   kwiaty.   Do   późnej   nocy 

sprzątała kuchnię i długo układała włosy.

-   Dzisiaj   chciałam   porządnie   skrócić   włosy.   Powiedziałeś,   że 

mogę   obciąć.   Ale   pomyślałam,   że   tata   się   zdziwi,   więc 

zrezygnowałam. Kazałam się uczesać, lecz fryzura mi się nie podoba. 

Jakaś taka śmieszna - powiedziała jakby sama do siebie.

Jeszcze w łóżku Yukiko nie mogła się uspokoić. Czyżby tak się 

cieszyła,   że   przyjdzie   ojciec   i   przybędą   jej   nowe   udziały?   Kikuji 

poczuł jakby zazdrość, a jednocześnie nie mógł powstrzymać się od 

przypuszczenia,   że   jest   jej   po   prostu   smutno.   Objął   ją   łagodnie   i 

przytulił do siebie.

- Masz zimne ręce. Kikuji przytulił jej ręce do swojej piersi i 

objął ją za szyję. Drugą ręką poszukał jej ramienia przez rękaw jukaty. 

-  Opowiedz   mi   o   czymś,   Yukiko.   Yukiko   rozchyliła   wargi   i 

poruszyła głową. - Łachoczesz. Kikuji odrzucił jej włosy i próbował 

założyć je za ucho. - Pamiętasz? Prosiłaś mnie w Izu, żebym ci coś 

opowiedział.

- Nie pamiętam.

Kikuji nie może tego zapomnieć. Wtedy w ciemności zamykając 

drżące powieki przypomniał sobie Fumiko, przypomniał wdowę Otę, 

myśląc,   że   w   ten   sposób   zyska   siły,   żeby   sprostać   Yukiko   -   tak 

prowadził bezużyteczną walkę, chcąc zdobyć siły...

background image

Jutro przyjdzie jej ojciec, może ta noc stanie się granicą, lecz 

znów   przypomniała   mu   się   kobiecość   wdowy   Oty,   a   jednocześnie 

wzrosło poczucie czystości płynące od Yukiko.

- Powiedz mi coś, Yukiko.

- Nie mam co mówić.

- O czym będziesz opowiadać jutro, gdy spotkasz się z ojcem...

- Opowiadać? Pomyślę. Tata chyba chce tylko obejrzeć nasze 

mieszkanie. Wystarczy mu, jeśli zobaczy, że szczęśliwie tu żyjemy.

Kikuji nie poruszył się, wtedy Yukiko przytuliła swą twarz do 

jego piersi i również zastygła w bezruchu.

Następnego   dnia   rano   po   dziesiątej   przyjechał   ojciec   z   drugą 

córką. Yukiko ruszała się żywo i wesoło, często śmiała się razem z 

siostrą. Ledwo rozpoczęli wczesny obiad, kiedy przyszła Kurimoto.

-   Widzę,   że   są   goście   u   was.   Ja   tylko   na   chwilę   chcę   się 

zobaczyć z Kikujim - rozległ się głos w sieni skierowany do Yukiko. 

Kikuji wstał i wyszedł.

- Czy sprzedałeś tę czarkę oribe? Czy po to odebrałeś ode mnie, 

żeby   ją   sprzedać?   Więc   dlaczego   przysłałeś   mi   pieniądze?   - 

zaatakowała   Chikako.   -   Od   razu   chciałam   tu   przyjechać,   lecz 

przypomniałam sobie, że jesteś w domu tylko w niedzielę, czekałam 

niecierpliwie na ten dzień. Co prawda mogłam przyjść nocą...

Chikako wyjęła z torebki list od Kikujiego.

- Zwracam twój list. Wewnątrz są pieniądze, tyle ile było, proszę 

sprawdzić...

- Nie, chcę jednak, żebyś je przyjęła - powiedział Kikuji.

background image

- Dlaczego mam przyjmować? Chcesz powiedzieć, że ma być to 

rodzaj odstępnego?

-   Nie   żartuj.   Przecież   teraz   nie   mam   żadnego   powodu,   żeby 

dawać ci pieniądze za utrzymywanie ze mną stosunków.

-   No,   rzeczywiście.   Tym   dziwniejsze   dawać   mi   pieniądze   ze 

sprzedaży czarki jako odstępne.

- To twoja czarka, dlatego posłałem ci pieniądze.

-   Przecież   wam   podarowałam,   zgodnie   z   twoim   życzeniem, 

Kikuji. Myślałam, że będzie to dobra pamiątka z  okazji ślubu. Dla 

mnie również była to pamiątka po twoim ojcu...

- Czy nie mogłabyś po prostu pomyśleć, że sprzedałaś mi ją za 

pieniądze? 

-  Oczywiście,   że   nie.   Nawet   gdybym   była   całkowicie 

zrujnowana,   nie   sprzedałabym   rzeczy   podarowanej   przez   twojego 

ojca, i to w dodatku tobie, powiedziałam ci przecież o tym. Mimo to 

sprzedałeś   ją   jakiemuś   handlarzowi,   prawda?   Skoro   upierasz   się, 

żebym wzięła te pieniądze, to je wezmę i pójdę odkupić czarkę.

Kikuji   teraz   żałował,   że   szczerze   napisał   o   tym   posyłając   jej 

pieniądze. 

Proszę, proszę wejść... To nie szkodzi, że są u nas ojciec i moja 

siostra z Jokohamy - powiedziała spokojnie Yukiko.

- Pani ojciec? Ach, naprawdę? Jak się cieszę, że mogę się z nim 

zobaczyć.

Chikako   rozluźniła   się,   opuściła   ramiona   i   pokiwała   ze 

zrozumieniem głową.

background image

Śpiące piękności

background image

Rozdział pierwszy

- Proszę nie robić niczego w złym guście. Nie wolno na przykład 

wkładać   palców   do   ust   śpiącej   dziewczyny!   -   ostrzega   starego 

Eguchiego kobieta z hotelu.

Trudno ten dom nazwać hotelem, gdyż prócz pokoju wielkości 

ośmiu mat, w którym Eguchi rozmawiał z kobietą, na piętrze mogły 

znajdować się najwyżej dwie sypialnie, dół zaś wydaje się jeszcze 

mniejszy, i chyba tam nie ma pokoi dla gości. Nie ma też hotelowego 

szyldu.  Zresztą  ze  względu  na  tajemnicę   tego  domu,   szyldu  chyba 

wywiesić nie mogą. Wewnątrz panuje absolutna cisza. Starzec Eguchi 

nie spotkał tu nikogo prócz tej kobiety, która wprowadziła go przez 

bramę   zamykaną   na   klucz   i   teraz   z   nim   rozmawia,   nie   wiedział 

zresztą,   czy   jest   tu   gospodynią,   czy   po   prostu   osobą   zatrudnioną. 

Przyszedł dziś po raz pierwszy. I lepiej, żeby nie zadawał zbytecznych 

pytań.

Kobieta była drobna i choć liczyła sobie ponad czterdzieści lat, 

jej   głos   brzmiał   raczej   młodzieńczo,   gdy   mówiła   jakby   celowo 

spokojnie   i   beznamiętnie.   Poruszała   cienkimi   wargami   prawie   nie 

otwierając   ust,   nie   patrzyła   też   w   twarz   rozmówcy.   Lecz   w   jej 

czarnych źrenicach kryło się coś, co rozpraszało jego podejrzliwość, 

co   więcej,   ona   również   nie   przejawiała   szczególnej   ostrożności, 

zachowywała spokój osoby przyzwyczajonej do warunków, w których 

się   znajduje.   Gdy   w   żeliwnym   kociołku,   zawieszonym   nad 

grzejnikiem hibachi zrobionym z drzewa pawlowni, zagotowała się 

woda, kobieta zaparzyła herbatę; jakość tej zielonej herbaty, sposób 

background image

jej przygotowania były - jak na miejsce i sytuację - zdumiewająco 

dobre, co jeszcze bardziej rozbroiło i uspokoiło Eguchiego. We wnęce 

wisiał   obraz   Kawai   Gyokudo   -   przypuszczalnie   reprodukcja   - 

przedstawiający   wioskę   w   górach,   emanujący   ciepłem 

czerwieniejących liści klonów. Nic nie wskazywało na to, że pokój ten 

kryje jakieś tajemnice.

-   I   proszę   również   bardzo   uprzejmie,   żeby   pan   nie   próbował 

budzić dziewczyny. Ponieważ na pewno nie otworzy oczu, choćby 

pan nie wiem jak się starał... Śpi snem głębokim i o niczym nie wie - 

powiedziała z naciskiem kobieta. - Będzie spała cały czas, niczego 

nieświadoma   od   początku   do   końca.   Nawet   tego,   w   czyim 

towarzystwie spędziła tę noc... Ale proszę się tym nie przejmować.

Eguchi   nie   powiedział   nic   o   rodzących   się   w   nim 

najrozmaitszych wątpliwościach.

- To piękna dziewczyna! Przy tym przyjmuję tylko takich gości, 

którym mogę spokojnie zaufać.

- Która godzina?

- Za piętnaście jedenasta.

- To już pewnie pora. Wszyscy starsi ludzie wcześnie chodzą na 

spoczynek, rano wcześnie wstają, może pan w każdej chwili...

Kobieta   wstała   i   otworzyła   kluczem   drzwi   do   sąsiedniego 

pokoju. Była mańkutem, zresztą nie wiedział, czy na pewno, ale tym 

razem posłużyła się lewą ręką. Nic szczególnego w tym nie było, lecz 

Eguchi wstrzymał oddech śledząc ruchy kobiety otwierającej drzwi. 

Kobieta wsunęła tylko głowę do środka i popatrzyła. Niewątpliwie 

background image

nawykła również do tej czynności, a jej plecy zwrócone w tę stronę 

wyglądały   normalnie,   lecz   Eguchi   dostrzegł   w   tej   sylwetce   coś 

osobliwego. Na pasie obi ujrzał dziwnego dużego ptaka na tle deseniu 

skomponowanego z bębnów. Nie znał takiego ptaka. Zastanawiał się, 

dlaczego   temu   stylizowanemu   ptakowi   przydano   tak   fotograficznie 

wierne oczy i łapki. Oczywiście, nie o to chodzi, że ptak wywarł na 

nim jakieś niesamowite wrażenie, po prostu wzór sam  w sobie był 

nieudany i gdyby chcieć zawrzeć w jednym szczególe nieprzyjemne 

cechy   sylwetki   kobiety   odwróconej   plecami,   należałoby   po   prostu 

przywołać na myśl tego ptaka. Tło dla deseniu stanowił bladożółty, 

prawie biały materiał. W sąsiednim pokoju panował chyba półmrok. 

Kobieta zamknęła drzwi nie przekręcając klucza w zamku, klucz zaś 

położyła   na   stoliku   przed   Eguchim.   Ani   wyraz   jej   twarzy,  ani   ton 

głosu nie wskazywały, że przeprowadza po prostu inspekcję pokoju.

- Tu jest klucz. Życzę panu dobrej nocy. Gdyby trudno było 

panu zasnąć, znajdzie pan środek nasenny pod poduszką.

- Czy nie ma tu jakiegoś europejskiego trunku?

- Nie ma. Nie podajemy alkoholu.

- Wystarczyłaby choćby kropla na sen.

- Niestety.

- Czy dziewczyna jest w sąsiednim pokoju? 

- Już mocno śpi i czeka tam na pana.

- Tak? - Eguchi poczuł się trochę zaskoczony. Kiedy dziewczyna 

mogła wejść do tego pokoju? Jak długo tam śpi? Czy kobieta zajrzała 

do   pokoju   po   prostu   po   to,   żeby   sprawdzić,   czy   dziewczyna   śpi? 

background image

Eguchi słyszał o tym od starszego znajomego, który już bywał w tym 

domu, ale kiedy tu przyszedł, nie mógł jakoś w to wszystko uwierzyć.

-   Tutaj   się   pan   przebierze?   Widocznie   miała   mu   pomagać. 

Eguchi milczał.

- Słychać szum fal. I wiatr...

- Szum fal?

- Dobranoc panu - powiedziała kobieta i wyszła. Gdy starzec 

Eguchi został sam, rozejrzał się po pokoju wielkości ośmiu mat i nie 

dostrzegł w nim żadnych niespodzianek ani tajemnic, następnie wzrok 

zatrzymał na drzwiach prowadzących do sąsiedniego pokoju. Były to 

drzwi cedrowe, szerokości około jednego metra. Wstawiono je chyba 

później,   na   pewno   nie   pochodziły   z   czasów,   w   których   ten   dom 

budowano. Po zastanowieniu się uświadomił sobie, że również ścianę 

postawiono   tu   w   miejsce   przesuwanego   przepierzenia   po   to,   aby 

powstał ten tajemniczy pokój „śpiących piękności”. Kolor tej ściany 

dostosowano do pozostałych, ale na pewno był świeższy.

Eguchi wziął do ręki klucz pozostawiony przez kobietę. Był to 

bardzo prosty klucz. Skoro wziął go do ręki, mogłoby to znaczyć, że 

jest już gotów wejść do sąsiedniego pokoju, lecz pozostał na miejscu. 

Kobieta mówiła prawdę: fale huczały coraz donośniej. Chyba uderzały 

o stromą skałę. Wydało mu się, że dom stoi na jej krawędzi. Wiatr 

głośnym szumem zwiastował zbliżającą się zimę. Może to tylko ten 

dom wywoływał nastrój nadchodzącej zimy, a być może sprzyjał temu 

stan ducha starego Eguchiego, bo przecież wcale jeszcze nie było tu 

zimno   nawet   przy   jednym   grzejniku   hibachi.   Zresztą   klimat   w   tej 

background image

okolicy   jest   też   dosyć   ciepły.   Wiatr   nawet   nie   strąca   wszystkich 

zeschłych   liści.   Ponieważ   Eguchi   przyszedł   tu   nocą,   nie   mógł 

zobaczyć,   co   jest   dokoła   domu,   ale   zapach   morza   czuł   wyraźnie. 

Minął bramę i wszedł do rozległego ogrodu, w którym rosły głównie 

wielkie sosny i klony. Na tle mrocznego nieba rysowały się ostro igły. 

Dom był chyba kiedyś czyjąś willą letniskową.

Eguchi nie odkładając klucza zapalił papierosa, pociągnął kilka 

razy  i zgasił  go w popielniczce,  drugi  natomiast  dopalił  do końca. 

Zawładnęła   nim   raczej   ostra   świadomość   nieprzyjemnej   pustki   niż 

chęć zakpienia z własnego niepokoju. Eguchi zazwyczaj zasypiał po 

wypiciu paru łyków whisky, ale sen miał raczej płytki, często miewał 

nieprzyjemne,   złe   widzenia.   Poetka,   która   młodo   umarła   na   raka, 

napisała   w   jednym   z   wierszy,   że   w   bezsenności   „noc   ma   jej   do 

zaofiarowania same ropuchy, czarne psy, topielców”. Słowa te zrobiły 

na nim takie wrażenie, że raz je przeczytawszy nie mógł ich już nigdy 

zapomnieć.   Teraz   też   przypomniał   sobie   ten   wiersz.   Przyszło   mu 

nawet na myśl, że śpiąca - czy raczej uśpiona - w sąsiednim pokoju 

dziewczyna należy może do rodzaju owych „topielców”, zawahał się 

więc,   czy   ma   tam   wejść   czy   nie.   Nie   zapytał,   czym   dziewczynę 

uśpiono, ale nie miał wątpliwości, że sztucznie została wprowadzona 

w stan omdlenia, straciła świadomość i nie wie, co się dzieje dokoła 

niej;   chyba   dlatego   ma   szarą   ołowianą   skórę   jak   u   narkomanów, 

podkrążone   oczy,   wystające   żebra,   widoczne   pod   wychudłym 

zwiędłym ciałem. Może jest zimna, wzdęta i opuchnięta. Może cicho 

pochrapuje, pokazując przez otwarte usta zaczerwienione dziąsła. W 

background image

sześćdziesięciosiedmioletnim   życiu   starca   Eguchiego   były, 

oczywiście, również szkaradne noce z kobietami. I właśnie te noce 

najtrudniej   jest   zapomnieć.   Nie   chodzi   tu   o   szkaradny   wygląd 

fizyczny,   lecz   o   to,   co   rodzi   się   z   nieszczęsnych   wypaczeń   życia 

kobiety.   Dożywszy   tych   lat   Eguchi   nie   chciałby   do   tego   rodzaju 

szpetnych   spotkań   z   kobietami   dołączyć   jeszcze   jednego.   Tak   to 

Eguchi   myślał,   kiedy   był   już   w   tym   domu   o   krok   od   nowego 

spotkania. Lecz z drugiej strony, co może być bardziej szkaradnego od 

starego mężczyzny, który zamierza spędzić noc leżąc obok uśpionej 

dziewczyny nie mogącej się rozbudzić? Czyż Eguchi nie przyszedł 

jednak do tego domu w poszukiwaniu kwintesencji starczej szpetoty?

Kobieta   mówiła   o   gościach,   którym  może   zaufać,   wydaje  się 

więc, że wszyscy, którzy tu przychodzą, są godni zaufania. Takim też 

był   starzec,   który   poinformował   Eguchiego   o   tym   domu.   Stary 

człowiek,   który   już   przestał   być   mężczyzną.   Pewnie   myślał,   że 

również   Eguchi   jest   w   tym   samym   stanie   starczej   słabości. 

Prawdopodobnie   kobieta   w   tym   domu   przyzwyczaiła   się   do 

obsługiwania jedynie takich staruszków i dlatego ani nie patrzyła na 

Eguchiego   ze   współczuciem,   ani   nie   przejawiała   chęci   do 

wypytywania go o cokolwiek. Lecz stary Eguchi dzięki temu, że mógł 

w dalszym ciągu zażywać rozkoszy życia, nie należał jeszcze do tych, 

których kobieta nazywa „gośćmi godnymi zaufania”; mógł się jednak 

z własnej woli przystosować do warunków. Zwykle zależało to od 

nastroju, miejsca i partnerki. Jednak szpetota starości dokuczała mu 

coraz mocniej. Czuł, że nędzny żywot starych ludzi, odwiedzających 

background image

ten dom, wkrótce stanie się jego udziałem. O tym świadczą chociażby 

jego   dzisiejsze   odwiedziny.   Eguchi   nie   miał   więc   najmniejszego 

zamiaru łamania brzydkich zakazów, żałosnych zakazów narzucanych 

tu   starym   mężczyznom.   Skoro   nie   zamierza   ich   łamać,   więc   nie 

złamie.

Można   by   chyba   ten   dom   nazwać   tajnym   klubem   starych 

mężczyzn,   niemniej   liczba   członków   jest   chyba   niewielka,   Eguchi 

natomiast  nie przyszedł tu w tym celu, żeby potem ogłosić światu 

grzechy tego klubu, ani burzyć jego obyczaje. Ciekawość zresztą też 

nie działała tak mocno na jego wyobraźnię jak dawniej, co zresztą jest 

już objawem niedoli starości.

- Są również tacy goście, którzy mówią, że mają przyjemniejsze 

sny, kiedy śpią tutaj. Niektórzy mówią, że wspominają tu młodzieńcze 

lata.

Starzec Eguchi przypominał sobie te słowa kobiety, ale mimo to, 

gdy otworzył cedrowe drzwi prowadzące do sąsiedniego pokoju, na 

jego twarzy nie pojawił się żaden grymas, nawet gorzkiego śmiechu.

- Aa!

To   karmazynowe   zasłony   z   welwetu   tak   go   zaskoczyły.   Ich 

głęboką czerwień podkreślał półmrok pokoju. Miał wrażenie, że przed 

zasłoną   unosi   się   warstwa   białego   światła,   że   stawia   teraz   krok 

prowadzący w krainę złudzeń. Zasłony wisiały na wszystkich czterech 

ścianach. Cedrowe drzwi również osłaniała kotara, której brzeg tylko 

nieco   zebrano   i   przewiązano.   Eguchi   zamknął   drzwi   na   klucz   i 

zaciągając za sobą kotarę spojrzał na śpiącą. Nie udawała, oddychała 

background image

głęboko, pogrążona we śnie. Niespodziewane piękno tej dziewczyny 

oszołomiło starca. Zaskakująca była nie tylko jej uroda. Zdumiała go 

również   jej   młodość.   Leżała   na   lewym   boku,   zwrócona   twarzą   do 

niego, rysowała się przed nim tylko jej głowa, reszty ciała nie mógł 

teraz zobaczyć, ale sądził, że liczy sobie nie więcej niż dwadzieścia 

lat. W piersi Eguchiego zabiło jakby jeszcze jedno serce.

Dziewczyna prawą dłoń trzymała na krawędzi kołdry, lewą rękę 

natomiast wyciągała chyba ukośnie od siebie, duży palec prawej ręki 

krył   się   pod   jej   policzkiem,   czubki   pozostałych   palców   leżały   na 

poduszce wzdłuż policzka, złagodzone snem, przyjemnie zaginały się 

do   wewnątrz,   nie   były   jednak   zgięte   na   tyle,   by   nie   dostrzec 

czarujących dołeczków u ich nasady. Ciepła czerwień lekko barwiła 

opuszki. Ręka była jednak gładka i biała.

- Śpisz? Nie wstajesz? - zapytał starzec Eguchi jakby tylko po 

to, żeby dotknąć jej ręki, którą ujął w dłoń i lekko potrząsnął.

Wiedział,   że   dziewczyna   się   nie   obudzi.   Trzymając   jej   rękę 

patrzył na twarz, zadając sobie pytanie, co to za dziewczyna. Brwi 

chyba nigdy jeszcze nie malowała, rzęsy były równe i harmonijne. 

Uderzył go nagle zapach dziewczęcych włosów.

Po   chwili   usłyszał   głos   fal   bijących   o   brzeg   mocniej   niż 

przedtem - dziewczyna poruszyła jego serce. Zdecydował się od razu i 

przebrał. Dopiero teraz spostrzegł, że światło wpada do pokoju z góry, 

podniósł   więc   wzrok:   światło   elektryczne   prześwitywało   przez 

japoński   papier   w   dwu   okienkach   pod   sufitem.   „Czy   światło   jest 

korzystne   dla   karmazynu   welwetowych   zasłon,   czy   kolor   welwetu 

background image

zabarwia   cerę   dziewczyny   i   upodabnia   ją   do   pięknej   zjawy?”   - 

zastanawiał   się   Eguchi   z   niepokojem   serca,   choć   zachowywał   się 

nadzwyczaj spokojnie. Ale kolor nie był dostatecznie silny, by pokryć 

lica dziewczyny. Gdy oczy przywykły do tego światła, okazało się, że 

w pokoju jest za jasno, przyzwyczaił się bowiem spać w ciemności, 

lecz górnych świateł widocznie nie można tu wygasić. Spostrzegł, że 

kołdra jest w dobrym gatunku. 

Eguchi wsunął się cicho pod kołdrę, bojąc się, żeby nie obudzić 

dziewczyny, która zresztą nie powinna się obudzić. Dziewczyna była 

chyba   zupełnie   naga.   Nie   zareagowała,   nie   zrobiła   najmniejszego 

nawet ruchu, nie zakryła piersi, ani nie zacisnęła ud w chwili, gdy 

wchodził   pod   wspólną   kołdrę.   Młode   kobiety   reagują   szybko 

podświadomie,   mimo   głębokiego   snu,   lecz   tym   razem   nie   był   to 

zwykły sen, Eguchi o tym wiedział, a mimo to położył się tak, żeby 

nie dotknąć jej ciała i jej nie obudzić. Kolana miała wysunięte nieco 

do przodu, więc Eguchi nie mógł położyć się wygodnie. Nie patrząc 

na nią wiedział, że we śnie nie zajmuje pozycji obronnej, nie opiera 

prawego kolana o lewe, przeciwnie, prawe kolano trzyma cofnięte do 

tyłu, lewą nogę zaś wyprostowaną. Ramiona i biodra tworzyły różne 

kąty w stosunku do zgiętego tułowia śpiącej na boku. Dziewczyna nie 

była zbyt wysoka.

Dłoń,   którą   poprzednio   starzec   Eguchi   ujął   palcami   i   przez 

chwilę trzymał, spała snem głębokim - opadła bezwładnie, kiedy ją 

wypuścił.   Gdy   podciągnął   poduszkę,   ręka   osunęła   się   na   materac. 

Eguchi oparł się o poduszkę łokciami i przypatrując się dziewczęcej 

background image

ręce wymamrotał: - Całkiem jak zwierzątko. - Od początku nie miał 

wątpliwości, że żyje, że jego słowa oznaczają po prostu zachwyt nad 

czarującym   wyglądem   tej   ręki,   ale   kiedy   już   to   wypowiedział,   po 

słowach   pozostał   jakiś   złowieszczy   pogłos.   Uśpiona   i   niczego 

nieświadoma dziewczyna, choć nie zakończyła życia, utraciła je na 

jakiś czas, pogrążona w bezdennej głębi. Nie ma takich rzeczy, jak 

żywe lalki, więc nie zamieniła się ona w żywą lalkę, ale żeby nie 

zawstydzać starego człowieka, który przestał być mężczyzną, została 

przeistoczona   w   żywą   zabawkę,   gdyż   dla   tego   rodzaju   starych 

mężczyzn jest ona mimo wszystko samym życiem. Żywą istotą, której 

mogą   dotykać   z   ufnością   W   starczych   oczach   dalekowidza   ręka 

dziewczyny,   leżąca   tuż   przed   jego   obliczem,   była   jeszcze 

subtelniejsza   i   piękniejsza.   Wyczuł   jej   gładkość   w   dotyku,   ale   nie 

mógł zobaczyć delikatnej skóry.

Oczy starca dostrzegały tę samą ciepłą czerwień w małżowinie 

uszu, co w koniuszkach palców. Widział poprzez włosy. Czerwień 

oskarżała starca świeżością aż do bólu w piersi. Eguchi początkowo 

podrażniony zwykłą ciekawością przybłąkał się do tego tajemniczego 

domu i wydało mu się, że starsi od niego mężczyźni przychodzą tutaj 

z większą radością i większym niż on smutkiem. Dziewczyna miała 

długie włosy. Kto wie, może zachowała ich naturalną długość po to, 

by starzy mężczyźni mogli się nimi bawić. Eguchi położył głowę na 

poduszce i uniósł  nieco włosy  odkrywając jej  ucho. Przed oczyma 

zamajaczył   biały   kosmyk.   Jej   szyja   i   kark   tchnęły   niewinną 

świeżością. Nie miały one jeszcze krągłości ciała dojrzałej kobiety. 

background image

Starzec przeniósł wzrok i rozejrzał się po pokoju. Tylko jego ubranie 

leżało tu w nieładzie na tacy, nigdzie nie dostrzegł garderoby, którą 

zdjęła z siebie dziewczyna. Może kobieta je zabrała, lub - co było 

równie   prawdopodobne   -   dziewczyna   weszła   do   tego   pokoju 

całkowicie naga - na samą myśl o tym Eguchi zadrżał. Ktoś mógł ją 

dokładnie obejrzeć. Zresztą nie ma teraz powodu do obaw, przecież 

już wie o tym, że dziewczyna została w tym celu uśpiona, lecz Eguchi 

przykrył jej obnażone ramię kołdrą i zamknął oczy. W unoszącym się 

zapachu   poczuł   nagle   zapach   dziecka.   Była   to   mleczna   woń 

niemowlęcia   ssącego   pokarm   z   piersi.   Słodkawa   i   mocniejsza   od 

zapachu dziewczyny.

- To niemożliwe. - Trudno mu było nawet sobie wyobrazić, że 

dziewczyna już urodziła dziecko, a z nabrzmiałych piersi sączy się 

teraz mleko. Eguchi jeszcze raz się jej przyjrzał, poczynając od czoła i 

policzków po dziewczęcą linię podbródka i szyję. Mimo że po tym 

mógł   już   poznać   i   nie   mieć   wątpliwości,   uniósł   następnie   kołdrę 

zakrywającą   jej   ramiona.   Oczywiście,   te   piersi   nie   miały   jeszcze 

pokarmu. Dotknął lekko palcami - nawet nie były wilgotne. Poza tym 

jeśli   wobec   tej   nie   mającej   jeszcze   dwudziestu   lat   dziewczyny 

określenie „pachnąca mlekiem matki” nie byłoby błędne, to jednak 

skąd   jej   ciało   mogło   wydzielać   woń   charakterystyczną   dla 

niemowlęcia?  W rzeczywistości był to zapach kobiety. Lecz mimo 

tego   Eguchi   w   tym   momencie   poczuł   woń   niemowlęcia   ssącego 

jeszcze piersi matki, to pewne. Czy było to tylko chwilowe złudzenie? 

Skąd takie złudzenie? - zadawał sobie wciąż pytania, ale odpowiedzi 

background image

nie   znajdował:   prawdopodobnie   zapach   niemowlęcia   wypływał   ze 

szczeliny jego własnego pustego w tej chwili serca. Zastanawiając się 

nad tym, pogrążył się w nastroju osamotnienia przeplecionym nutką 

żalu. Choć raczej mroziła go posępność starości niż samotność i żal. 

Po   chwili   zmieniła   się   ona   w   poczucie   żalu,   następnie   w   czułość 

wobec dziewczyny, która emanowała ciepłym zapachem młodości. I 

oto nagle od ciała dziewczyny zaczęła napływać ku niemu muzyka 

rozpraszająca   dręczące   go   dotąd   poczucie   winy.   Była   to   muzyka 

przepełniona   miłością:   Eguchi   rozejrzał   się   po   otaczających   go 

ścianach, jakby chcąc stąd uciec, lecz spowity dokoła welwetowymi 

zasłonami   nie   dostrzegł   chyba   nigdzie   wyjścia.   Karmazynowy 

welwet,   wchłaniając   światło   z   sufitu,   był   miękki   i   absolutnie 

nieruchomy. Szczelnie zamykał w sobie uśpioną dziewczynę i starca.

-  Nie zbudzisz  się?  Nie  wstaniesz?  -  starzec  potrząsnął  ją za 

ramię,   następnie   uniósł   głowę   i   znów   pytał:   -   Nie   wstaniesz?   Nie 

wstaniesz?

Pchnęło go do tego uczucie do dziewczyny, wzbierające w jego 

sercu.   Nadeszła   nieoczekiwanie   chwila,   gdy   starzec   nie   mógł   już 

znieść tej sytuacji, w której dziewczyna śpi, nic nie mówi, nie zna jego 

twarzy   ni   głosu,   nie   zna   niczego,   co   się   tu   dzieje,   i   nie   wie,   iż 

mężczyzna Eguchi jest razem z nią. Nawet najmniejsza cząstka jego 

istnienia nie dociera do niej. Dziewczyna nie obudzi się, jej uśpiona 

głowa ciąży na dłoni starca nieruchomo, tylko jej lekko przymrużone 

brwi mógł przyjąć jako jedyną oznakę życia. Nagle Eguchi przestał 

ruszać ręką. Lecz jeśli dziewczyna miałaby się obudzić od lekkiego 

background image

poruszenia, wówczas tajemnica tego domu, którą Kiga, przedstawiając 

Eguchiemu   to   miejsce,   opisał   jako   „spanie   z   tajemnym   Buddą”, 

uległaby szybko ujawnieniu. Właśnie dla starych mężczyzn, „którym 

można   zaufać”,   spanie   z   dziewczyną   absolutnie   nie   mogącą   się 

obudzić, było taką pokusą, przygodą i radością, jakiej mogli zaufać. 

Kiga   powiedział   Eguchiemu,   że   tylko   wtedy   czuje,   że   żyje,   kiedy 

znajduje się obok uśpionej dziewczyny. Dostrzegłszy coś czerwonego 

na więdnącym mchu  w jesiennym ogrodzie przy domu  Eguchiego, 

zapytał:

- Co to jest?- I poszedł sprawdzić. Były to czerwone owoce aoki. 

Wiele z nich leżało na ziemi. Kiga podniósł tylko jeden i obracając go 

w palcach opowiadał o tajemnicy tego domu. Dodał, że odwiedza go, 

gdy nie może już wytrzymać smutków starości.

- Wydaje mi się, że to już daleka przeszłość, gdy ostatni raz 

rozczarowałem   się   kobietą.   Wiesz,   ktoś   wymyślił   dom,   w   którym 

usypia   się   kobiety   tak,   że   nie   mogą   się   obudzić.   Może   właśnie   te 

śpiące,   nie   mówiące   i   nie   pytające   o   nic   dziewczęta   mówią   o 

wszystkim i chętnie wysłuchują wszystkiego tego, co mają na duszy 

starzy ludzie, którzy - jako mężczyźni - nie mogą już być partnerami 

dla kobiet? 

Eguchi   teraz   po   raz   pierwszy   spotyka   się   z   taką   kobietą. 

Dziewczyna   na   pewno   już   wiele   razy   towarzyszyła   tu   starym 

mężczyznom.   Wszystko   im   powierzyła,   nieświadoma   niczego,   w 

stanie tak silnego zamroczenia, jakby śmierci tymczasowej, leżała na 

boku   z   miną   niewinnego   dziecka,   oddychając   spokojnie.   Jedni 

background image

zapewne pieścili każdą cząstkę jej ciała, inni natomiast szlochali nad 

swoim   losem.   Ani   o   jednych,   ani   o   drugich   dziewczyna   nic   nie 

wiedziała.   Lecz   z   tą   myślą   Eguchi  nie   mógł   się   pogodzić.   Nawet 

wyjmując rękę spod jej głowy starał się czynić to tak ostrożnie, jakby 

miał do czynienia z łatwo tłukącym się przedmiotem - z drugiej strony 

nie opuszczała go chęć rozbudzenia jej gwałtem.

Gdy   ręka   Eguchiego   wysunęła   się   spod   głowy,   dziewczyna 

odwróciła lekko twarz, jednocześnie poruszyło się jej ramię - teraz 

leżała płasko na plecach zwrócona twarzą do góry. Eguchi cofnął się, 

myśląc, że dziewczyna się obudzi. Nos i usta dziewczyny w świetle 

padającym   z   sufitu   zajaśniały   młodością.   Poruszyła   lewą   ręką   i 

przeniosła ją ku twarzy. Wydawało się, że zamierza wskazujący palec 

włożyć do ust, więc Eguchiemu przyszło na myśl, że może zwykle śpi 

w ten sposób, z paluszkiem w buzi, ale okazało się, że tylko dotknęła 

lekko warg. Jednak wargi rozluźniły się ukazując zęby przez wąską 

szparkę. Dotąd oddychała przez nos, teraz zaczęła oddychać ustami, 

oddech  jakby  uległ  trochę   przyspieszeniu.  Eguchi  myślał,   że  może 

dziewczyna cierpi. Zdecydował, że jednak nie, lecz ponieważ miała 

wargi   lekko   rozchylone,   zdawało   mu   się,   że   na   usta   zabłąkał   się 

uśmiech. Odgłos fal bijących w wysoki brzeg znowu przybliżył się do 

uszu Eguchiego. Szum cofającej się wody świadczył, iż u podnóża 

urwiska były wysokie skały. Uwięziona w głazach woda odpływała z 

pewnym opóźnieniem. Oddech z ust dziewczyny był mocniejszy niż z 

nosa.   Nie   miał   jednak   zapachu   mleka.   Gdy   starzec   zaczął   się 

zastanawiać i dziwić, skąd tak nieoczekiwanie pojawił się ten zapach, 

background image

doszedł do wniosku, że mógł on po prostu świadczyć o tym, iż poczuł 

w tej dziewczynie kobietę.

Starzec Eguchi ma wnuków pachnących mlekiem matki. Nagle 

w   wyobraźni   zamajaczyły   ich   sylwetki.   Faktycznie,   jego   córki 

powychodziły za mąż i mają teraz dzieci, więc nie tylko nie zapomniał 

czasu,   gdy   jego   wnuczęta   pachniały   mlekiem,   lecz   także   nie 

zapomniał i o tym, jak pieścił je w ramionach. A może to ich zapach 

odżył   dziś   nagle   jako   upomnienie?   Nie,   był   to   raczej   zapach   jego 

serca, współczującego śpiącej dziewczynie. 

Eguchi również  położył  się  na plecach  tak,  żeby  nie dotknąć 

dziewczyny, i zamknął oczy. Może powinien połknąć środek nasenny 

znajdujący się pod poduszką. Na pewno proszek nie jest taki silny, jak 

dostała   dziewczyna,   musi   się   więc   obudzić   wcześniej   od   niej.   W 

przeciwnym   razie   tajemnice   i   uroki   tego   domu   nie   przetrwałyby 

długo. Eguchi rozwinął paczuszkę wyjętą spod poduszki i znalazł w 

niej   dwie   białe   tabletki.   Jeśli   zażyje  jedną,   zapadnie   w   półsen,   po 

dwóch zaśnie snem twardym jak śmierć. Może tak byłoby najlepiej - 

gdy przyglądał się tabletkom, nieprzyjemne wspomnienia związane z 

mlekiem z piersi, szalone wspomnienia powróciły do świadomości.

-   O?   czuć   mlekiem.   Czy   to   zapach   piersi   matki?   Zapach 

niemowlęcia!   -   Kobieta   składająca   marynarkę,   którą   zdjął   Eguchi, 

zmieniła się na twarzy i wpatrywała się w niego z wyrzutem. - To 

twoje dziecko, prawda? Przed wyjściem z domu miałeś dziecko na 

rękach, prawda? Nie mam racji?

background image

Kobieta   zawołała:   „To   okropne!   Jesteś   okropny!”   Wstała,   jej 

ręce zadrżały nerwowo i rzuciła w niego ubraniem. „Nienawidzę cię! 

Żeby pieścić dziecko tuż przed spotkaniem ze mną!” Jej głos, donośny 

i   ostry,   jeszcze   groźniejszy   wyraz   twarzy.   Była   gejszą,   z   którą   od 

pewnego czasu  utrzymywał zażyłe stosunki.  Choć wszystko o nim 

wiedziała, i o żonie i dzieciach, zapach niemowlęcia wywołał u niej 

gwałtowny   wybuch   nienawiści,   rozpalił   w   niej   zazdrość.   Stosunki 

między nim a gejszą od tego incydentu znacznie się pogorszyły.

Woń, której nie lubiła gejsza, przeniosła się na jego ubranie z 

najmłodszego   jego   dziecka,   jeszcze   niemowlęcia.   Eguchi   miał 

dziewczynę przed ślubem. Jej rodzice zaczęli patrzeć na nich coraz 

surowiej,   więc   ich   spotkania   -   nawet   tak   rzadkie   -   przebiegały 

burzliwie. Pewnego razu gdy wypuścił dziewczynę z objęć, dokoła jej 

brodawki sączyła się krew. Eguchi przestraszył się, lecz jakby nic się 

nie   zdarzyło,   przytulił   się   do   niej   znowu   i   delikatnie   zlizał   krew. 

Odurzona   pieszczotami   dziewczyna   nic   o   tym   nie   wiedziała.   Gdy 

minęło szaleństwo i gdy Eguchi jej o tym powiedział, okazało się, że 

nie czuła bólu.

Tak daleko były te dwa zdarzenia, aż dziwne, że teraz wróciły. 

Czy naprawdę dlatego poczuł nagle zapach pokarmu niemowlęcia na 

widok   śpiącej   dziewczyny,   że   drzemały   w   nim   tego   rodzaju 

wspomnienia? To prawda,. że były bardzo odległe od chwili obecnej, 

ale   -   jeśli   się   tak   zastanowić   -   wspomnienia   może   nie   dadzą   się 

podzielić   na   dalekie   i   bliskie   tylko   w   zależności   od   tego,   czy   są 

dawne, czy nowsze. Sprawy z dzieciństwa sprzed sześćdziesięciu lat, 

background image

mogą   być   barwniejsze   i   świeższe   w   pamięci   i   wspomnieniu   od 

zdarzeń wczorajszych. Czyż tak się nie dzieje wraz z pogłębiającą się 

starością?   Wobec   tego   właśnie   zdarzenia   z   dzieciństwa   kształtują 

charakter człowieka i kierują nim przez całe życie. Może zabrzmi to 

banalnie,   ale   ta   właśnie   dziewczyna,   z   której   piersi   spijał   krew, 

nauczyła   go,   że   wargi   mężczyzny   mogą   krew   wycisnąć   z   każdej 

cząstki ciała kobiety, ale chociaż Eguchi od tamtego zdarzenia raczej 

tego   unikał,   to   jednak   do  dziś,   do  sześćdziesiątego   siódmego   roku 

życia nie opuszczała go pamięć o podarunku od tej dziewczyny, który 

stał się źródłem siły życia mężczyzny.

Być może następne zdarzenie jest jeszcze mniej interesujące, w 

każdym razie kiedyś w młodości żona pewnego dyrektora dużej firmy, 

dama   w   średnim   wieku,   ciesząca   się   opinią   kobiety   mądrej   i 

ustosunkowanej, powiedziała Eguchiemu:

-   Przed   snem   zamykam   oczy   i   próbuję   policzyć   mężczyzn, 

którym nie opierałabym się, gdyby chcieli mnie całować. Kiedy nie 

dochodzę   do   dziesięciu,   jest   mi   bardzo   smutno.   -   Gdy   mówiła   te 

słowa, tańczyła właśnie walca z Eguchim.  Młody Eguchi rozluźnił 

palce, którymi trzymał ją za rękę, i zapytał, czy uczyniła to wyznanie, 

ponieważ zalicza go do tych, których by nie odepchnęła, gdyby chcieli 

ją pocałować.  

- Ja po prostu tylko liczę... - odpowiedziała obojętnie. - Jesteś 

młody, dlatego jeszcze chyba nie zdarza ci się odczuwać samotności 

podczas zasypiania, a jeśli nawet, to możesz mieć przy sobie żonę, ale 

proszę spróbować. Dla mnie czasem jest to dobre lekarstwo! - głos był 

background image

raczej suchy, więc Eguchi milczał. Kobieta powiedziała „tylko liczę”, 

ale można by podejrzewać, że licząc maluje przed oczyma wyobraźni 

twarze   czy   nawet   całe   ciała   mężczyzn;   dla   policzenia   dziesięciu 

potrzebuje więc dużo czasu, bo poddaje się szalonym złudzeniom. Na 

samą myśl o tym nagle poczuł jeszcze mocniej woń perfum, jakby 

środka   pobudzającego   popęd   płciowy   tej   kobiety,   która   już   nieco 

przekroczyła   lata   rozkwitu.   Jeśli   wyobrażała   sobie   przed   snem 

Eguchiego jako mężczyznę, który mógłby ją całować, to oczywiście 

jej sprawa, to jej kobieca tajemnica, która nie ma związku z Eguchim, 

on zresztą nie ma na to żadnego wpływu, ani nie może powstrzymać 

biegu jej wyobraźni, ani się nań uskarżać; odczuwał jednak niesmak 

na   myśl   o   tym,   że   o   niczym   nie   wiedząc   staje   się   przedmiotem 

przyjemności w sercu kobiety w średnim wieku. Lecz słów tej kobiety 

dotąd   nie   zapomniał.   Później   nie   mógł   się   jednak   oprzeć 

podejrzeniom,   że   kobieta   ta   dla   zwykłej   zabawy   chciała   wówczas 

podniecić   młodego   Eguchiego,   po   prostu   żeby   trochę   z   niego 

pożartować,   wymyśliła   tę   historyjkę   z   liczeniem,   lecz   po   upływie 

czasu   pozostały   tylko   te   słowa.   Dziś   już   dawno   nie   ma   jej   wśród 

żywych. Ale starzec Eguchi nie przestał wątpić w prawdziwość tych 

słów. Ta mądra kobieta umarła dopiero wtedy, gdy wyobraziła sobie 

pocałunki wielu setek mężczyzn.

Wraz   ze   zbliżaniem   się   starości   również   Eguchi   w   bezsenne 

noce przypomniał sobie czasem jej słowa, zdarzało się, że liczył na 

palcach swoje kobiety, ale nie poprzestawał na tych, które chętnie by 

całował, najczęściej snuł wspomnienia o kobietach, z którymi sypiał. 

background image

Również   dzisiejszej   nocy   wraz   z   iluzorycznym   zapachem   mleka   z 

piersi, przywołanym przez śpiącą dziewczynę, przyszła mu na myśl 

kochanka dawnych czasów. A może to przypomnienie krwi z sutki 

dawnej kochanki wywołało zapach, jakiego nie miała ta dziewczyna. 

Być może igranie z pięknościami nie budzącymi się z głębokiego snu 

daje właśnie tę smutną pociechę starym mężczyznom, że pogrążają się 

we   wspomnieniach   dawnych   kobiet,   które   już   nigdy   nie   wrócą. 

Eguchi natomiast odczuwa raczej spokój serca napiętnowany jednak 

smutną nutą. Dotknął jej lekko po to, żeby sprawdzić, czy pierś nie 

jest mokra:  nie przyszła mu  szalona myśl do głowy, nie zamierzał 

przestraszyć   dziewczyny,   w   przeciwnym   razie   zbudziłaby   się   rano 

trochę później niż Eguchi i ze zdumieniem spostrzegłaby sączącą się z 

piersi krew. Piersi dziewczyny były chyba pięknie zaokrąglone, gdyż 

przyszło   mu   na   myśl   to   dziwaczne   pytanie:   dlaczego   wśród   wielu 

rozmaitych stworzeń ziemskich tylko piersi kobiety, przedstawicielki 

rodzaju   ludzkiego,   w   ciągu   długiej   historii   otrzymały   tak   piękny 

kształt?   Czyż   piękno   piersi   kobiecej   nie   mogłoby   być   powodem 

opromienienia blaskiem chwały dziejów ludzkości?

To samo można chyba powiedzieć o wargach kobiety. Starzec 

Eguchi   przypomniał   sobie   kobiety   w   toalecie,   to   znów   kobiety 

ścierające makijaż przed snem; były wśród nich i takie, których wargi 

zupełnie bladły po starciu szminki, i kobiety, które wyglądały potem 

starzej.   Twarz   śpiącej   obok   niego   dziewczyny   tonęła   w   miękkim 

świetle   z   sufitu   i   w   odblasku   otaczającego   ze   wszystkich   stron 

welwetu, trudno więc było stwierdzić, czy dziewczyna malowała się 

background image

czy   nie,   ale   na   pewno   nie   skubała   brwi.   Wargi   i   zęby   lśniły 

świeżością. Jeszcze nie zaczęła stosować tych sztucznych zabiegów, 

takich   jak   na   przykład   perfumowanie   ust,   więc   Eguchi   czuł   tylko 

naturalny zapach oddychającej przez usta młodej dziewczyny. Eguchi 

nie   lubił   ciemnych   i   szeroko   rozlanych   brodawek   piersi,   a   jak   się 

zorientował unosząc kołdrę okrywającą ją po ramiona, ta dziewczyna 

miała małe brodawki barwy brzoskwini. Spała na wznak, mógł więc je 

pocałować. Na pewno nie należała do tych kobiet, które by nie chciały 

być całowane w piersi. Skoro stary mężczyzna w wieku Eguchiego 

potrafi   to   zrobić,   to   można   sobie   wyobrazić,   jaką   radość   muszą 

przeżywać   znacznie   starsi,   przychodzący   do   tego   domu   i   gotowi 

zapłacić najwyższą cenę, postawić wszystko na jedną kartę - myślał 

Eguchi.   Wśród   starców   bywają   chyba   też   osoby   zachłanne   -   ich 

sylwetki również pojawiły się w wyobraźni Eguchiego. A tymczasem 

dziewczyna śpi i o niczym nie wie, czy jednak jej twarz, jej całe ciało 

pozostaną takie, jakie są teraz, czy nie ulegną zbrukaniu, rozkładowi? 

Eguchi nie dał się wciągnąć w tę diabelską i brzydką zabawę tylko 

dlatego, że dziewczyna była tak piękna we śnie. Czy różnica między 

Eguchim a innymi starcami nie polega na tym, że Eguchi ma jeszcze 

w sobie coś, co pozwala mu postępować jak mężczyzna? Dla innych 

starców dziewczyna musi przespać całą noc snem tak głębokim, że 

bezdennym. Eguchi natomiast już kilkakrotnie próbował ją zbudzić, 

lekko, co prawda. Sam zresztą nie wiedział, co by zrobił, gdyby przez 

omyłkę   dziewczyna   otworzyła   oczy;   w   każdym   razie   to   chyba   z 

background image

miłości do niej chciał ją obudzić. Nie, może raczej z poczucia własnej 

pustki i lęku.

-   Może   już   pójdę   spać   -   usłyszał   swoje   własne   zbyteczne   tu 

słowa, wypowiedziane szeptem,  i zaraz dodał: - Nie będzie to sen 

wieczny. Ani dla niej, ani dla mnie... - Zamknął oczy z myślą, że po 

tej   osobliwej   nocy,   jak   po   każdej   innej   dotąd,   obudzi   się   żywy. 

Przeszkadzała   mu   zgięta   w   łokciu   ręka   dziewczyny   z   palcem 

wskazującym przytkniętym do buzi, Eguchi wziął ją za nadgarstek, 

rozprostował i przysunął do jej boku. Wyczuł puls, więc przytrzymał 

rękę   wskazującym   i   środkowym   palcem.   Puls   bił   przyjemnie   i 

regularnie.   Spokojny   oddech   był   trochę   wolniejszy   od   oddechu 

Eguchiego. Wiatr uderzał od czasu do czasu o dach, ale już nie niósł 

ze   sobą   odgłosu   zbliżającej   się   zimy,   jak   poprzednio.   Huk   fal 

wznoszących się i bijących o urwisko nieco złagodniał. Pogłos zdawał 

się   nadlatywać   od   morza   jako   muzyka   rozbrzmiewająca   w   ciele 

dziewczyny i zlewająca się z biciem jej serca, przechodząca w puls 

nadgarstka. Przed powiekami starca, wraz z muzyką, zabłąkał się i 

roztańczył bielusieńki motyl. Eguchi wypuścił rękę, teraz w ogóle nie 

dotykał dziewczyny. Zapach z ust, zapach ciała, zapach jej włosów 

był raczej ledwie wyczuwalny.

Eguchi   wspominał   tych   kilka   dni,   w   których   potajemnie 

wyjechał do Kioto drogą okrężną przez Hokuriku z tą kobietą, której 

krwawiła   pierś.   To   wspomnienie   było   tak   żywe   przypuszczalnie 

dlatego,   że   działało   na   niego   ciepło   młodego   ciała.   W   drodze   z 

Hokuriku do Kioto pociąg przyjeżdżał przez wiele krótkich tuneli. Za 

background image

każdym razem gdy pociąg wjeżdżał w tunel, dziewczyna ze strachu 

przyciskała   kolana   do   Eguchiego   i   chwytała   go   za   rękę.   Gdy 

wyjeżdżali z tunelu, zwykle ukazywały się wzgórza lub zatoczki z 

łukiem tęczy nad nimi.

- Ach, jak ładnie! Jak ślicznie! - wołała dziewczyna na widok 

małej tęczy. Gdy wyjeżdżali z tunelu, rozglądała się na prawo i lewo i 

odkrywała   tęczę   czasem   o   tak   nikłych   kolorach,   że   trudno   było 

stwierdzić,   czy   jest,   czy   jej   nie   ma,   w   końcu   w   tych   zaskakująco 

licznych tęczach zaczęła dostrzegać jakiś niedobry znak.

- Myślisz, że nas nie ścigają? Wydaje mi się, że schwytają nas, 

gdy zajedziemy do Kioto. Kiedy zabiorą mnie z powrotem, już nigdy 

nie wypuszczą z domu. - Eguchi ledwie skończył uniwersytet i zaczął 

pracować, nie przypuszczał, że będzie mógł jakoś wyżyć w Kioto, 

wiedział, że jeśli nie popełni razem z dziewczyną samobójstwa, będzie 

musiał wrócić do Tokio, ale oglądając tęcze, nie mógł jednocześnie 

odpędzić   sprzed   oczu   nadzwyczaj   czystego   i   pięknego   obrazu 

intymnego   miejsca   dziewczyny.  Widział   je   Eguchi   w   hoteliku   nad 

rzeką w Kanazawie. W tę noc padał śnieg. Młody Eguchi na widok 

czystości wstrzymał oddech, był tak wzburzony, że aż łzy pojawiły się 

w kącikach oczu. Potem przez następnych kilkadziesiąt lat nie widział 

tego   u   żadnej   kobiety   w   takiej   czystości.   Sądził,   że   tym   głębiej 

zrozumiał, co to jest czystość, i to, że czystość intymnego miejsca 

dziewczyny jest jednocześnie czystością jej serca. „Co za głupota” - 

próbował wyśmiać sam siebie, lecz stało się to faktem w potoku jego 

tęsknot,   mocnym   niewzruszonym   wspomnieniem   po   dzisiejsze   dni 

background image

starości. W Kioto zjawił się wysłannik rodziny, zabrał mu dziewczynę 

i odwiózł rodzicom, którzy wkrótce wydali ją za mąż.

Kiedy przypadkowo spotkali się na brzegu stawu Shinobazu w 

Jeno, dziewczyna niosła na plecach niemowlę. Dziecko miało białą 

wełnianą czapeczkę na głowie. Była to akurat pora, kiedy lotosy w 

stawie   Shinobazu   już   zwiędły.   Możliwe   -   myślał   -   że   biały   motyl 

tańczący pod powieką Eguchiego, leżącego obok śpiącej dziewczyny, 

powstał   ze   wspomnienia   owej   dziecięcej   białej   czapeczki.   Kiedy 

spotkali się nad brzegiem stawu Shinobazu, Eguchi nie potrafił nic jej 

powiedzieć poza pytaniem: „Czy jesteś szczęśliwa?” Dziewczyna bez 

namysłu   odpowiedziała:   „Tak,   jestem   szczęśliwa.”   Chyba   byłoby 

trudno   odpowiedzieć   inaczej.   „Dlaczego   chodzisz   tutaj   sama   z 

dzieckiem   na   plecach?”   -   Na   to   dziwne   pytanie   dziewczyna   nie 

odpowiedziała, milczała i patrzyła w twarz Eguchiemu.

- Czy to chłopiec, czy dziewczynka?

- Co za pytanie! Dziewczynka! Czy sam nie potrafisz rozróżnić?

- Czy nie jest to moje dziecko?

-   Też!   Oczywiście,   że   nie.   Na   pewno   nie.   -   Dziewczyna   z 

wyrazem złości w oczach potrząsnęła głową.

-   Tak?   Jeśli   jest   moje,   nie   musisz   mi   tego   teraz   powiedzieć, 

możesz to zrobić kiedy będziesz chciała, nawet za kilkadziesiąt lat.

- Nie jest twoje. Naprawdę nie. Pamiętam, że cię kochałam, ale 

proszę, nie podejrzewaj, że to twoje dziecko. Przysporzyłbyś mu wiele 

zmartwień.

background image

- Tak? - Eguchi nie starał się spojrzeć na twarz dziecka, lecz 

jeszcze długo patrzył na sylwetkę odchodzącej kobiety. Obejrzała się 

dopiero   wtedy,  gdy   odeszła   dość   daleko.   Spostrzegłszy,   że   Eguchi 

odprowadza ją wzrokiem, nagle przyspieszyła kroku. Odtąd już nigdy 

się nie widzieli. Eguchi słyszał, że umarła jakieś dziesięć lat temu. Ma 

już   sześćdziesiąt   siedem   lat,   więc   umiera   wielu   jego   krewnych   i 

znajomych, ale pamięć o tej dziewczynie wciąż jest jeszcze świeża. 

Zredukowane do białej  czapeczki dziecko i czystość jej intymnego 

miejsca oraz krew na piersi jeszcze dziś zachowały świeżość i barwę. 

Zaczął myśleć nawet tak: być może nikt na świecie poza Eguchim nie 

poznał jej czystości, której z niczym porównać nie można, a wraz z 

jego śmiercią, już tak niedaleką, zniknie ona na zawsze z tego świata. 

Dziewczyna, choć wstydliwie, posłusznie pozwalała mu popatrzeć - 

być może takie są dziewczęta, ale ona niewątpliwie nic nie wiedziała 

o tej czystości. Nie mogła jej zobaczyć.

Wczesnym   rankiem   po   przyjeździe   do   Kioto   Eguchi   i 

dziewczyna   szli   dróżką   przez   gaj   bambusowy.   Liście   bambusu 

błyszczały   srebrzyście   w   porannym   słońcu   i   lekko   drgały.   Kiedy 

wspominał   to   na   starość,   liście   bambusu   były   cienkie   i   miękkie, 

zupełnie   jakby   ze   srebra,   pień   bambusu   również   wydawał   się   ze 

srebra. Po jednej stronie dróżki na skraju gaju bambusowego kwitły 

osty i „kwiaty rosy”. Może pory roku mu się pomyliły, ale taka dróżka 

wróciła we wspomnieniu. Przeszli gaj bambusowy, potem idąc wzdłuż 

przejrzystego strumienia trafili na wodospad, rozpryskający iskrzące 

się   w   słońcu   strugi.   Wśród   bryzgów   wody   stała   naga   dziewczyna. 

background image

Oczywiście, nic podobnego się nie zdarzyło, ale wydawało mu się od 

pewnego   czasu,   że   coś   takiego   było   w   jego   życiu.   Później   się 

postarzał, ale kiedy patrzył na kępy sosen na łagodnych wzgórzach 

okolicy,   wracało   żywe   wspomnienie   dziewczyny.   Lecz   nigdy 

przedtem   jeszcze   mu   się   nie   zdarzyło,   by   wspomnienie   było   tak 

świeże   i   wyraziste   jak   dzisiejszej   nocy.   Czy   to   młodość   śpiącej 

dziewczyny je wywołała?

Starzec Eguchi rozbudził się na dobre i nie mógł zasnąć. Nie 

miał już ochoty wspominać innych dziewcząt poza tą jedyną, z którą 

oglądał tęcze. Nie chciał też dotykać śpiącej obok, ani oglądać jej 

nagiego   ciała.   Położył   się   na   brzuchu   i   znów   otworzył   zawiniątko 

wyjęte spod poduszki. Kobieta z tego domu powiedziała, że jest to 

środek nasenny, ale jaki to środek, czy taki sam, jaki dostała śpiąca 

dziewczyna?   Eguchi   zawahał   się,   ale   gdy   już   włożył  do   ust   jedną 

tabletkę,   popił   dużą   ilością   wody.   Choć   pijał   alkohol   przed   snem, 

środków   nasennych   nie   używał   i   być   może   dlatego   teraz   szybko 

pochłonęła   go   senność.   Miał   sen.   Śniło   mu   się,   że   obejmuje   go 

kobieta, ale kobieta ta ma cztery nogi; przylgnęła do niego, objęła go 

również   wszystkimi   czterema   nogami.   Miała   też   ręce.   Eguchi 

przebudził się, i w półśnie myślał, że cztery nogi to rzecz osobliwa, 

ale   nie   czuł   wstrętu,   przeciwnie,   wydało   mu   się,   że   jest   bardziej 

podniecony,   niż   gdyby   to   były   tylko   dwie   nogi.   Ach,   to   środek 

wywołujący takie sny - pomyślał. Dziewczyna odwróciła się tyłem, 

przysunęła się do niego i przycisnęła do biodra. Zrobiło mu się żal, że 

dziewczyna odsunęła głowę nieco dalej, w słodyczy półsnu wziął w 

background image

ręce długie włosy rozsypane obok niego i bawił się nimi przeczesując 

palcami, i tak zapadł w sen.

Drugi sen był wyjątkowo nieprzyjemny. W sali porodowej w 

szpitalu córka Eguchiego urodziła kalekie dziecko. Na czym polegało 

to kalectwo, starzec dobrze nie pamiętał po przebudzeniu. Tego, czego 

nie   chciał,   po   prostu   nie  pamiętał.   W   każdym   razie   była   to   jakaś 

straszna deformacja. Noworodek został od razu ukryty przez położną. 

Stanęła ona w cieniu białej zasłony sali porodowej i cięła niemowlę na 

kawałki. Po to, żeby wyrzucić. Znajomy lekarz w białym kitlu stał 

obok. Eguchi też stal i patrzył. W tym momencie jęknął ze zgrozy i 

rozbudził   się   na   dobre.   Przeraziły   go   wiszące   dokoła   aksamitne 

karmazynowe  kotary.  Chwycił  się   więc  obiema  rękami  za  głowę  i 

potarł po czole. Co za potworny sen! To niemożliwe, by w środkach 

nasennych krył się jakiś demon. Przyszedł tu szukać nienormalnych 

rozkoszy, znalazł sen wątpliwej przyjemności. Nie wiedział, którą z 

trzech córek widział we śnie, zresztą nie starał się nawet zastanawiać 

nad tym. Wszystkie trzy urodziły normalne, zdrowe dzieci.

Eguchi   opuściłby   ten   dom   w   tej   chwili,   gdyby   mógł.   Lecz 

połknął   ostatnią   tabletkę,   by   zasnąć   głębokim   snem.   Zimna   woda 

spłynęła w dół przez gardło. Śpiąca dziewczyna leżała jak przedtem 

tyłem do niego. Myśląc, że mogłaby ona - nie było to niemożliwe - 

urodzić   takie   głupie,   najbrzydsze   dziecko,   położył   rękę   na   jej 

zaokrąglonym ramieniu.

-   Odwróć   się   do   mnie!   -   Dziewczyna   jakby   to   usłyszała. 

Obróciła się nieco i położyła rękę na piersi Eguchiego, przysunęła też 

background image

nogę drżącą jakby z zimna. Tej gorącej dziewczynie nie mogło być 

zimno. Z jej ust czy może nosa - nie wiedział dokładnie - wydobył się 

cichy głos.

- Ty też masz złe sny, malutka?

Starzec Eguchi zapadł w głęboki sen tym razem bardzo szybko.

background image

Rozdział drugi 

Starzec   Eguchi   nigdy   nie   myślał,   że   przyjdzie   znowu   do 

„śpiących   piękności”.   Przynajmniej   nie   miał   takiego   zamiaru   po 

pierwszych   odwiedzinach.   Kiedy   obudził   się   i   wracał   do   domu 

następnego dnia rano, był o tym przeświadczony.

Dopiero pół miesiąca później zatelefonował i zapytał, czy może 

przyjść tam wieczorem. Odpowiadający mu głos należał chyba do tej 

samej   kobiety   po   czterdziestce,   przez   telefon   zabrzmiał   jak   zimny 

szept dochodzący z jeszcze bardziej opustoszałego miejsca.

- Jeśli pan teraz wyjdzie, jak pan mówił, to o której mniej więcej 

będzie pan tutaj?

- Hm, może trochę po dziewiątej.

- To byłoby za wcześnie. Jeszcze nie przyszła partnerka, a nawet 

gdyby była, nie zdołałaby usnąć... Zaskoczony Eguchi milczał.

- Do jedenastej będzie już spała, więc czekam na pana około tej 

właśnie godziny. - Kobieta mówiła wolno i spokojnie, mimo to serce 

Eguchiego biło mocniej.

-   Wobec   tego   przyjdę   o   jedenastej   –   odpowiedział   czując 

suchość w gardle.

A przecież, jeśli o niego idzie, to dziewczyna mogłaby nie spać, 

chciałby zresztą ją poznać przed snem - powinien był to powiedzieć, 

niekoniecznie poważnie, choćby pół żartem, ale słowa uwięzły mu w 

gardle. Godziły w tajne zasady tego domu. Ponieważ były to zasady 

podejrzane, musiał się im podporządkować tym surowiej. Jeśliby je 

kto   złamał   choćby   jeden   raz,   dom   ten   zmieniłby   się   w   pospolity 

background image

przybytek nierządnic. A wtedy smutne tęsknoty starych mężczyzn, ich 

zwodnicze sny rozpadłyby się bezpowrotnie. Nawet sam Eguchi był 

całkowicie   zaskoczony,   gdy   poczuł   drżenie   serca   poruszonego 

nadzieją   spełnienia,   usłyszawszy   przez   telefon,   że   o   dziewiątej 

wieczorem byłoby za wcześnie, gdyż dziewczyna jeszcze nie śpi, i że 

uśpią   ją   do   jedenastej.   Czy   można   to   uczucie   człowieka   nazwać 

zdumieniem   towarzyszącym   niespodziewanemu   wyprowadzeniu   go 

poza   obręb   życia   codziennej   rzeczywistości?   Dziewczyna   bowiem 

będzie spać i absolutnie się nie obudzi.

Po dwóch tygodniach zdecydował się pójść do tego domu, do 

którego nie zamierzał już nigdy iść po raz drugi. Trudno orzec, czy 

uczynił   to   za   wcześnie   czy   może   za   późno,   w   każdym   razie   nie 

próbował   stłumić   siłą   tej   pokusy.   Raczej   nie   chciał   powtarzać 

brzydkiej zabawy starych mężczyzn, zresztą Eguchi nie był jeszcze 

tak stary i bezradny jak ci, którzy szukali tego rodzaju rozrywek. Lecz 

pierwsza noc w tym domu nie pozostawiła brzydkich wspomnień. Że 

był to występek, to jasne, ale przecież czuł jednocześnie, że nigdy w 

przeszłości nie spędził z kobietą tak czystej nocy jak tam. To wrażenie 

odniósł   też   zaraz   po   przebudzeniu   się   rano.   Zbudził   się   o   ósmej, 

później   niż   zwykle,   przypuszczalnie   na   skutek   działania   środka 

nasennego. Jego ciało w ogóle nie dotykało partnerki. Było to słodkie 

przebudzenie, jak w dzieciństwie, w cieple młodej dziewczyny i jej 

lekkim zapachu.

Dziewczyna spała, zwrócona do niego. Głowę nieco wysunęła 

do przodu, piersi cofnęła, więc pod brodą na długiej szyi, dziewczęcej 

background image

i świeżej, powstała ledwie dostrzegalna linia. Jej długie włosy leżały 

rozsypane   poza   poduszką.   Eguchi   odwrócił   wzrok   od   ładnych 

zamkniętych   ust   i   przyjrzał   się   brwiom   i   rzęsom   -   nie   miał 

wątpliwości, że jest dziewicą. Leżała nie dość blisko, by starcze oczy 

Eguchiego   dostrzegły   poszczególne   rzęsy   czy   brwi.   Nie   widział 

również puszku na skórze, więc jej ciało jaśniało łagodnym blaskiem. 

Nie   miała   pieprzyków,   ani   na   twarzy,   ani   na   szyi.   Kiedy   starca 

przepełniło   uczucie   głębokiej   tkliwości,   a   w   sercu   zawitało   też 

dziecinne   złudzenie,   że   dziewczyna   go   pieści,   zapomniał   nawet   o 

sennych koszmarach. Przesunął rękę i delikatnie ujął w dłoń jej pierś. 

We wrażeniu dotyku migotało coś tajemniczego, wydawało mu się, że 

dotknął piersi własnej matki, gdy jeszcze znajdował się w jej łonie.

Cofnął rękę, lecz doznanie przeszło z dłoni również na ramiona.

Usłyszał szmer otwieranych drzwi w sąsiednim pokoju.

- Czy pan się obudził? - zapytała kobieta. - Śniadanie jest już 

przygotowane.

-   O?   -   zaskoczony,   od   razu   zareagował.   Przez   szpary   w 

okiennicach   poranne   słońce   podświetlało   aksamitne   kotary.   Lecz 

światło poranka nie połączyło się jeszcze z łagodną poświatą padającą 

od sufitu.

- Mogę już panu przynieść? - przynaglała kobieta.

- Tak.

Eguchi podparł się na łokciu  i wstając z pościeli,  drugą ręką 

lekko pogładził dziewczynę po włosach.

background image

Starzec   wiedział   o   tym,   że   kobieta   budzi   zwykle   gości,   nim 

wstanie dziewczyna, ale śniadanie podała z całkowitym spokojem. Do 

której   może   spać   dziewczyna?   Nie  powinien   zadawać   zbytecznych 

pytań, Eguchi o tym wiedział, więc rzekł bez specjalnego entuzjazmu. 

- Miłe dziecko.

- Tak. Czy miał pan też ładne sny?

- Ofiarowała mi bardzo przyjemne sny.

- Wiatr i fale dziś rano się uspokoiły, tę porę roku  nazywają 

babim latem - zmieniła temat.

I tak w dwa tygodnie później po raz drugi przychodzi tu starzec 

Eguchi z mniejszą ciekawością niż za pierwszym razem, choć z równą 

powściągliwością   i   zawstydzeniem,   wzrosło   w   nim   natomiast 

wzruszenie.   Spowodowane   czekaniem   od   dziewiątej   do   jedenastej 

zniecierpliwienie przyspieszało bicie jego serca.

Zamek   w   drzwiach   otworzyła   i   powitała   Eguchiego   ta   sama 

kobieta.   We   wnęce   wisiała   również   ta   sama   kopia   obrazu.   Smak 

herbaty pozostał równie dobry jak za pierwszym razem. Eguchi czuł 

się jednak bardziej zdenerwowany niż za pierwszą wizytą, ale swoje 

miejsce zajął jak doświadczony stary bywalec. Obejrzał się za siebie i 

popatrzył na obraz górskiej wioski zabarwionej jesiennymi kolorami.

- Tu jest ciepło, więc liście klonów więdną, zanim się pięknie 

zaczerwienią,   prawda?   W   ogrodzie   było   ciemno   i   dobrze   nie 

widziałem... - powiedział bez związku.

background image

- Naprawdę? - zareagowała obojętnie kobieta. - Już zrobiło się 

zimno.   Położyłam   koc   elektryczny   dla   dwojga,   z   dwoma 

wyłącznikami, może pan regulować wedle uznania.

- Nigdy nie używałem koców elektrycznych.

- Jeśli pan nie lubi, można z pana strony wyłączyć, ale proszę 

pozostawić włączony po stronie dziewczyny... - To dlatego, że była 

naga, starzec o tym wiedział.

- To interesujące urządzenie, że temperaturę można dopasować 

dla każdej osoby oddzielnie.

-   Amerykańskie.   Ale   proszę   nie   robić   sobie   żartów   i   nie 

wyłączać po stronie dziewczyny. Chyba pan rozumie, że ona się nie 

obudzi, nawet jeśli będzie bardzo zimno.

- Ta jest bardziej doświadczona niż poprzednia.

- Co?

- Jest też piękna. Pan nie zrobi jej nic złego, jestem pewna, ale 

gdyby się panu nie podobała...

- Czy to nie ta sama?

- Nie... a czy nie woli pan mieć dzisiaj nowej dziewczyny?

- Nie jestem znowu taki niestały.

-   Niestały?   A   co   to   ma   wspólnego   z   niestałością?   -   W 

swobodnym sposobie mówienia kobiety wyczuwało się jakby lekką 

nutę drwiny. - Nikt z tutejszych gości nic takiego nie robi, żeby tu 

można było mówić o niestałości. To sami panowie godni zaufania. - 

Kobieta   o   drobnych   ustach   nie   patrzyła   na   starca.   Eguchi   zadrżał, 

chyba   ze   wstydu,   ale   nie   wiedział,   jak   zareagować.   Czyż   jego 

background image

rozmówczyni   nie   jest   po   prostu   zimną,   ale   jakże   doświadczoną 

stręczycielką?

- Pan myśli, że to niestałość, a przecież kobieta śpi i nie wie, z 

kim spędza tę noc. Ta poprzednia i ta dzisiejsza nic nie będą wiedzieć 

o panu, więc mówić tu o niestałości to trochę...

- Rzeczywiście. To nie są stosunki międzyludzkie.

- Co pan przez to rozumie?

Brzmi to zabawnie, gdy starzec, który przestał być, mężczyzną, 

nieludzkimi nazywa stosunki z uśpioną dziewczyną przychodząc do 

niej z własnej woli.

- A dlaczego musi  pan być wierny jednej dziewczynie? - To 

dziwne pytanie kobieta zadała głosem młodzieńczym i zaśmiała się, 

żeby   trochę   ugłaskać   starca.   -   Jeśli   panu  tak   bardzo   spodobała   się 

poprzednia dziewczyna, mogą ją dla pana uśpić, kiedy pan przyjdzie 

następnym razem, ale jestem pewna, że dzisiejsza jeszcze bardziej się 

panu spodoba.

- Tak? A co pani ma na myśli mówiąc, że jest doświadczona, w 

końcu i tak śpi cały czas.

- No tak.

Kobieta  wstała,  kluczem  otworzyła drzwi  sąsiedniego  pokoju, 

zajrzała do wnętrza, klucz położyła przed Eguchim:

- Życzę panu dobrej nocy.

Pozostawiony   w   samotności   Eguchi   dolał   gorącej   wody   do 

czajniczka  i popijał herbatę.  Chciał  pić powoli, bez pośpiechu,  ale 

drżała mu ręka. Przecież to nie ze starości, wymamrotał. Cóż, nie jest 

background image

jeszcze   gościem,   któremu   można   zaufać.   Gdyby   tak   zemścił   się, 

gdyby pogwałcił zakazy tego domu? Za wszystkich pogardzonych i 

obrażonych tu starców? Czy nie byłby to wobec tej dziewczyny wyraz 

stosunku   bardziej   ludzkiego   niż   „grzeczne”   dotrzymywanie 

towarzystwa? Nie wiedział, jak silny środek nasenny dostała, ale miał 

w sobie jeszcze tyle męskiej brutalności, że mógłby ją obudzić. Tak 

myślał, ale serce Eguchiego nie podjęło tego wyzwania.

Brzydota   starości   tych   biednych   ludzi,   którzy   przychodzą   do 

tego domu, w końcu nie ominie za parę lat Eguchiego. Obraz seksu 

jest niewymierny, głębia seksu jest bezdenna - jaką z tego cząstkę 

poznał   Eguchi   w   swej   sześćdziesięciosiedmioletniej   przeszłości? 

Dokoła starych mężczyzn rodzą się  nadal, rodzą bezustannie nowe 

ciała   kobiet,   młode   ciała   pięknych   dziewcząt.   Czyż   w   tym 

tajemniczym domu nie skupiały się właśnie tęsknoty i niespełnione 

sny   żałosnej   starości,   żale   za   dniami,   które   utracili   bezpowrotnie? 

Śpiące   i   nie   budzące   się   dziewczęta   są   właśnie   dla   starców 

ucieleśnieniem wolności poza czasem - myślał Eguchi już nie po raz 

pierwszy. Śpiąca i milcząca dziewczyna jednak mówi, mówi właśnie 

to, czego oczekują od niej starzy mężczyźni. Eguchi wstał, otworzył 

drzwi sąsiedniego pokoju i od razu poczuł ciepły zapach. Uśmiechnął 

się. Dlaczego tak się wahał? Dziewczyna miała obie ręce wyciągnięte 

na macie. Paznokcie przypominały kolor brzoskwini. Róż na wargach 

był znacznie bardziej intensywny. Leżała na plecach.

- Doświadczona? - powiedział cicho do siebie i podszedł bliżej, 

jej policzki różowiły się nie tylko od pudru, po prostu ciepła krew 

background image

podeszła do twarzy. Wokół niej unosił się mocny zapach ciała. Miała 

jakby opuchnięte powieki i obfite policzki. Szyję tak białą, że odbijał 

się na niej karmazyn aksamitnych zasłon. Zamknięte oczy zdawały się 

mówić  Eguchiemu,  że przed nim śpi  młoda  czarownica. Kiedy się 

przebierał, zwrócony do niej tyłem, spowijała go woń dziewczyny. 

Teraz przepełniała już cały pokój.

Starzec Eguchi tym razem chyba nie będzie mógł zachować się 

tak   powściągliwie   jak   w   stosunku   do   poprzedniej   dziewczyny. 

Dzisiejsza, śpiąca czy rozbudzona, kusiła mężczyzn bezwiednie. Do 

tego stopnia, że gdyby Eguchi złamał zakaz tego domu, mógłby za to 

winić jedynie dziewczynę. Leżał nieruchomo z zamkniętymi oczyma, 

jakby   chciał   odłożyć   smakowanie   rozkoszy   na   później,   czuł 

napływające   z   głębi   swego   ciała   ciepło   młodości.   Kobieta 

powiedziała,   że   dzisiejsza   dziewczyna   jest   lepsza,   to   prawda,   aż 

dziwne, gdzie taką znaleźli - zastanawiał się, ten dom zaś wydał mu 

się tym bardziej podejrzany. Żal mu było dotknąć dziewczyny, więc 

poddawał się działaniu jej zapachu. Eguchi nie znał się zbyt dobrze na 

perfumach, ale tym razem prawie był pewien, że ten zapach wydziela 

po prostu jej ciało. Gdyby teraz mógł zasnąć snem słodkim, byłby 

niezmiernie szczęśliwy. Pragnął tylko jednego: przytulić się do niej - i 

cicho przysunął się bliżej. Dziewczyna, jakby w odpowiedzi, obróciła 

się lekko ku niemu, ręce włożyła pod kołdrę i wyciągnęła tak, jakby 

chciała go objąć.

- Co? Ty nie śpisz? Nie śpisz? - odsuwając się zapytał Eguchi i 

potrząsnął ją za brodę. Czy potrząsnął zbyt mocno, czy też po prostu 

background image

dziewczyna   chcąc   mu   wyrwać   swą   brodę   przycisnęła   głowę   do 

poduszki, w każdym bądź razie koniec wskazującego palca Eguchiego 

dotknął kilku zębów dziewczyny. Eguchi nie cofnął palca, lecz zamarł 

w   bezruchu.   Dziewczyna   nie   poruszyła   wargami.   Oczywiście   nie 

udawała, spała nadal głębokim snem.

Eguchi nie spodziewał się, że dzisiejsza dziewczyna będzie inna 

od   poprzedniej.   Więc   mimo   woli   wyraził   niezadowolenie   wobec 

kobiety, ale musiał przecież wiedzieć, że ciągłe zażywanie środków 

nasennych szkodzi zdrowiu. Można więc sądzić, że to dla zdrowia 

dziewcząt Eguchi i inni starcy muszą być niestali i „flirtować” wciąż z 

nowymi. Ale czyż na piętrze mogli przyjmować więcej niż jednego 

gościa? Co było na dole, Eguchi nie wiedział, ale mógł znajdować się 

najwyżej jeden pokój dla gości, jeśli tam w ogóle przyjmowano. Więc 

nie   mieli   chyba   tak   wiele   dziewcząt,   które   usypiali   dla   starych 

mężczyzn.   Czy   tylko   kilka   jest   tak   pięknych   jak   te,   które   poznał 

Eguchi, czy też wszystkie?

Zęby dziewczyny były lekko zwilżone, gdyż lepiły się do palca 

Eguchiego. Starzec poruszał wskazującym palcem między wargami i 

dotknął kolejno wszystkich zębów. Przesunął tak kilkakrotnie w jedną 

i w drugą stronę. Po zewnętrznej wydawały mu się suche, lecz teraz, 

gdy napłynęła ślina, stały się gładkie i śliskie. Jeden ząb po prawej 

stronie   był   skrzywiony.   Eguchi   ścisnął   go   między   dużym   i 

wskazującym   palcem.   Następnie   próbował   włożyć   palec   głębiej   za 

zęby, lecz mocno zaciśnięte, nie dały się rozchylić. Gdy uniósł palce 

ku   górze,   ujrzał   na   nich   czerwony   ślad.   O   co   miał   teraz   wytrzeć 

background image

szminkę? Gdyby wytarł o poszewkę poduszki, wyglądałoby to może 

tak, jakby dziewczyna leżąc na brzuchu dotknęła jej wargami, lecz 

szminka   nie   zejdzie,   jeśli   palca   nie   poślini.   Dziwna   rzecz,   ale 

dotykanie   językiem   zaczerwienienia   wydało   mu   się   czymś   bardzo 

nieprzyjemnym. Potarł więc palec o włosy nad czołem. Gdy wycierał 

dwa palce, duży i wskazujący, pozostałe zanurzały się we włosach, 

wsunął je więc głębiej i zaczął czesać, stopniowo ruchy stawały się 

gwałtowniejsze.   Koniuszki   palców   elektryzowały   się,   prąd   z 

trzaskaniem   przeskakiwał   na   palce   Eguchiego.   Włosy   zaczęły 

pachnieć   coraz   mocniej.   Również   zapach   ciała   wydał   się 

intensywniejszy, może wskutek przegrzania pod kocem elektrycznym. 

Eguchi igrając z włosami dziewczyny spostrzegł, że jej szyja od karku 

po linię włosów jest tak jasna i piękna, jakby namalowana. Z tyłu 

włosy   były   krótkie   i   podczesane   ku   górze.   Nad   czołem   dłuższe   i 

krótsze kosmyki opadły w naturalny sposób ku dołowi. Uniósł je ku 

górze i przyjrzał się brwiom i rzęsom dziewczyny. Jedną rękę wsunął 

między włosy tak głęboko, że dotykał skóry.

- Jednak nie obudziła się - powiedział do siebie i ścisnąwszy 

włosy   w   dłoni   poruszył   jej   głową.   Wtedy   wydało   mu   się,   że 

dziewczyna zamrugała z bólu powiekami i przewróciła się twarzą do 

dołu.   Dzięki   temu   leżała   teraz   bliżej   Eguchiego.   Wyciągnęła   obie 

ręce, prawą położyła na poduszce, prawy policzek wsparła  o dłoń. 

Eguchi widział tylko jej palce. Były rozstawione dość szeroko, mały 

znajdował   się   pod   powieką,   wskazujący   zaś   pod   wargami.   Duży 

natomiast krył się pod podbródkiem. Na tle białej poduszki róż na 

background image

wargach i czerwień lakieru na czterech poznokciach zlały się w jedno. 

Lewa ręka była zgięta  w łokciu, dłoń leżała prawie przed samymi 

oczyma   Eguchiego.   Przy   wydatnych   pełnych   policzkach   palce 

wyglądały tym cieńsze i przywiodły mu  na myśl wyciągnięte nogi 

dziewczyny. Starzec dotknął ich stopą. 

Palce lewej ręki również były lekko rozchylone. Eguchi przytulił 

do nich policzek. Dziewczyna drgnęła pod ciężarem, ale nie miała siły 

wyciągnąć ręki. Starzec leżał chwilę bez ruchu. Przed jego oczyma jej 

nieco   uniesione   ramiona   okrągliły   się   jeszcze   dziewczęcymi 

kształtami. Eguchi naciągnął na nie koc i ujął je w dłonie. Przysunął 

twarz   do   ręki   i   dotknął   ramienia   wargami.   Pociągnął   go   zapach, 

zapach ramienia i karku dziewczyny. Poczuł drżenie przebiegające po 

jej plecach i ramionach, gdy drżenie po chwili ustało, starzec przywarł 

do jej ciała wargami.

Teraz   na   tej   uśpionej   kobiecie-niewolnicy   Eguchi   dopełni 

zemsty   za   starych   mężczyzn,   którzy   przychodząc   do   tego   domu 

spotykają się  z pogardą i szyderstwem.  Złamie  zakazy tego domu. 

Wie, że nie będzie mógł przyjść tutaj znowu. Postanowił ją zbudzić ze 

snu   gwałtem.   Lecz   nagle   cofnął   się,   stwierdziwszy   niewątpliwą 

oznakę jej dziewictwa.

- Aa! - krzyknął i odsunął się od niej. Oddychał nierówno, serce 

waliło mu jak młotem. Bardziej chyba ze zdumienia niż z powodu 

nagłego przerwania tej zabawy. Zamknął oczy i starał się uspokoić. 

Teraz   nie   było   to   tak   trudne   jak   w   latach   młodości.   Delikatnie 

głaszcząc   dziewczynę   po   włosach   otworzył   oczy.   Pozostała   w   tej 

background image

samej pozycji, twarzą do poduszki. Co to znaczy? Żeby w tym wieku 

była nierządnicą i dziewicą jednocześnie? Bo kim właściwie jest, jeśli 

nie prostytutką? - myślał starzec, a gdy burza minęła, zmieniły się 

jego uczucia do dziewczyny i do siebie samego i nie wróciły już do 

poprzedniego stanu. Nie żałował. Jeśliby cokolwiek zrobił tej śpiącej i 

nieznajomej dziewczynie, byłoby to tylko zwykłą głupotą. Co jednak 

oznaczało jego zdumienie?

Zwiedziony   wyglądem   rozpustnej   twarzy,   Eguchi   uczynił 

fałszywy krok, teraz tym bardziej zdał sobie sprawę z tego, wiedział, 

że starzy mężczyźni, goście tego domu, przychodzą tutaj z większą 

żałosną radością, mocniejszym pragnieniem i ze znacznie większym 

smutkiem,   niż   sądził   Eguchi.   Mimo   że   była   to   na   starość   łatwo 

osiągalna igraszka, prosty sposób powrotu do młodości, to jednak na 

samym dnie kryło się coś, co mimo najgłębszego żalu już nigdy nie 

mogło powrócić; nie dałoby się wyleczyć, mimo walki o nie na śmierć 

i życie. To, że ta „doświadczona”, a przecież nierządnica, pozostała do 

dzisiejszej   nocy   dziewicą,   jest   bez   wątpienia   bardziej   dowodem 

okrutnego   upadku   starych   mężczyzn   niż   ich   czci   dla   niej   i 

dotrzymywania   obietnicy.   Przeciwnie,   czystość   dziewczyny   jest 

wyrazem brzydoty tych mężczyzn.

Dziewczynie musiała zdrętwieć prawa ręka, bo wyjęła ją spod 

policzka   i   kilkakrotnie   poruszyła   palcami   nad   głową.   Następnie 

dotknęła jego dłoni zanurzonej we włosach. Eguchi przytrzymał rękę. 

Jej delikatne palce były nieco chłodne. Zacisnął mocniej, jakby chciał 

je   zdruzgotać.   Dziewczyna   uniosła   lewą   dłoń,   jakby   chciała   objąć 

background image

Eguchiego   za   szyję.   Lecz   bezsilna   ręka   pozostała   bezwładna   i   nie 

sięgała szyi. Śpiąca twarz, zwrócona do Eguchiego, znajdowała się 

zbyt blisko i dlatego w oczach dalekowidza rozpływała się w białej 

mgle, lecz zgrubione brwi, jej rzęsy rzucające zbyt ciemny cień, jakby 

nabrzmiałe   powieki   i   policzki,   wydłużona   szyja   -   wszystko   to 

potwierdzało jego pierwsze wrażenie zalotnicy. Jej lekko obwisające 

piersi były naprawdę pełne, brodawki natomiast - jak na Japonkę - 

zbyt   duże   i   nabrzmiałe.   Starzec   przesuwał   rękę   wzdłuż   pleców   i 

siągnął aż do nóg, wyprostowanych i naprężonych. Górna część ciała - 

zdawało   się   -   nie   harmonizuje   z   dolną,   być   może   dlatego,   że 

dziewczyna pozostawała nadal dziewicą.

Starzec  Eguchi   teraz  już  ze  spokojem   w sercu   przyglądał  się 

policzkom   i   szyi.   Jej   skóra   dobrze   przyjmowała   słabe   refleksy 

karmazynu   welwetowych   zasłon.   Ciało   dziewczyny,   o   której 

powiedziała kobieta, iż jest doświadczona, było przedmiotem igraszek 

starych mężczyzn, a mimo to pozostało dziewicze. Po części zapewne 

dlatego, że jej klienci byli niczym więcej jak tylko ruiną męskości, 

również i dlatego, że dziewczyna spała snem głębokim, jednakże, co 

się stanie później, po wielu latach, jakie zmienne koleje życia na nią 

czekają - pytał sam siebie, jak zatroskany ojciec. To dowód, że się 

postarzał. Nie ma wątpliwości, dziewczyna śpi tylko dlatego, że chce 

pieniędzy. Lecz leżenie obok takiej dziewczyny daje na pewno radość 

płacącym starcom, radość nieosiągalną w inny sposób na tym świecie. 

Ponieważ wykluczone, żeby dziewczyna się obudziła, jej goście nie 

muszą się wstydzić swej starczej niedołężności, wolno im swobodnie, 

background image

bez ograniczenia snuć szalone marzenia i wspominać. Może właśnie 

dlatego nie żałują, płacą więcej niż za kobiety czuwające przy nich? 

Czują się bezpieczni, ponieważ dziewczyna się nie obudzi i nie będzie 

w   ogóle   wiedziała,   jacy   oni   są.   Starcy   również   nic   nie   wiedzą   o 

dziewczynie, ani w jakich warunkach żyje, ani jaki ma charakter. Tak 

jest to zorganizowane, że nie mogą nawet wiedzieć, w co się ubiera, i 

ocenić jej po strojach. Chyba nie chodzi tu tylko o tak prostą sprawę, 

jak nienarażanie gości na późniejsze komplikacje. Są one tajemnym 

światłem na dnie głębokiego mroku.

Starzec   Eguchi   nie   przyzwyczaił   się   jeszcze   do   towarzystwa 

milczącej dziewczyny, nie widzącej mimo otwartych czasem oczu; to 

znaczy takiej, która nie widziała w Eguchim człowieka. Nie potrafił 

jeszcze   wygasić   w   sobie   próżnego   poczucia   braku.   Wciąż   jeszcze 

pragnie oglądać oczy tej zalotnej dziewczyny. Chce słyszeć jej głos i 

porozmawiać   z   nią.   Nie   ma   zbyt   silnej   pokusy   dotykania   śpiącej 

dziewczyny, gdyż nie opuszcza go poczucie nikczemności tego czynu. 

Wszelako Eguchi, zdumiony jej dziewictwem, zrezygnował z łamania 

zakazów tego domu, postanowił postępować zgodnie ze zwyczajami 

przyjętymi   przez   innych   starych   mężczyzn.   Dzisiejsza   dziewczyna, 

mimo   uśpienia   była   z   pewnością   bardziej   żywa   niż   poprzednia. 

Potwierdzało się to w jej zapachu i dotyku, we wszystkich ruchach 

ciała.

Tak jak za pierwszym razem, tak też dzisiaj pod poduszką leżały 

dwie   tabletki   środka   nasennego.   Lecz   dzisiaj   nie   zażyje   ich   zbyt 

wcześnie - pomyślał - trochę dłużej popatrzy na dziewczynę, która 

background image

mimo uśpienia dość często się poruszała. W ciągu nocy obróciła się 

może ze dwadzieścia-trzydzieści razy. Odwracała się od Eguchiego, to 

znów   zwracała   się   w   jego   stronę.   Jednocześnie   dotykała   go   ręką. 

Eguchi chwycił ją za kolano i przysunął do siebie.

- Ilhm, nieee - wydało mu się, że powiedziała to głosem, który 

nie stał się jeszcze słowem.

- Nie śpisz? - Starzec pomyślał, że dziewczyna się obudzi, więc 

mocniej pociągnął. Kolano przestało się opierać i noga zgięła się w 

jego   stronę.   Eguchi   włożył   rękę   pod   jej   szyję,   uniósł   w   górę   i 

poruszył.

- Aa, dokąd ja idę? - zapytała dziewczyna.

- Obudziłaś się jednak? Zbudź się!

-   Nie,   nie.   -   Jej   głowa   ześlizgnęła   się   w   stronę   ramienia 

Eguchiego. Chciała chyba uniknąć potrząsania.  Czoło dotknęło szyi 

starca,   kosmyk   włosów   trafił   w   nos.  Włosy   były   sztywne.   Aż 

zabolało. Wydzielały mocną woń, więc Eguchi odwrócił twarz.

- Co robisz! Przestań! - powiedziała dziewczyna.

-   Nic   przecież   ci   nie   robię   -   odpowiedział,   choć   dziewczyna 

mówiła przez sen. Widocznie źle zrozumiała zamiary Eguchiego lub 

może przyśniły jej się brzydkie igraszki starca jednej z poprzednich 

nocy? Serce zabiło mu szybciej na myśl, że może odbyć coś w rodzaju 

rozmowy   z   dziewczyną,   nawet   jeśli   usłyszy   urywane   słowa   bez 

związku, wypowiadane przez sen. Poza tym nad ranem być może uda 

mu się ją rozbudzić. Ale czy ona naprawdę słyszała, co on mówił do 

niej? Kto wie, może po prostu zareagowała instynktownie raczej na 

background image

podniety ciała niż słowa? Myślał, że może powinien ją mocno uderzyć 

lub uszczypnąć, ale zamiast tego wziął ją mocno w ramiona i przytulił 

do   siebie.   Dziewczyna   się   nie   broniła,   nie   powiedziała   też   słowa. 

Oddychała z trudem. Jej słodki oddech padł na twarz starca. Aż sam 

nie mógł złapać tchu. Ta bezwolna dziewczyna znów go uwodziła. 

Jakże   wielki   smutek   ogarnąłby   ją   rankiem,   gdyby   odebrał   jej 

dziewictwo. Jak zmieniłyby się wtedy koleje jej życia? W każdym 

razie dziewczyna nie wiedziałaby o niczym do samego rana.

-   Mamo!   -   jej   wołanie   zabrzmiało   jak   cichy   jęk.   -   Och, 

odchodzisz? Wybacz mi, wybacz...

- Co ci się przyśniło? To sen! To tylko sen! - Po tych słowach 

Eguchi   wziął   ją   jeszcze   mocniej   w   objęcia,   chcąc   odpędzić 

przywidzenia.   Smutek   kryjący   się   w   głosie   dziewczyny   wołającej 

matkę   wtargnął   do   serca   Eguchiego.   Mocno   przyciśnięte   jej   piersi 

rozpłaszczyły   się   i   skryły   piersi   Eguchiego.   Dziewczyna   poruszyła 

ręką. Czy chciała Eguchiego objąć, myląc go z matką? Nie, chociaż 

jest uśpiona i jest dziewicą, nie brak jej zalotności. Wydało mu się, że 

w ciągu swego sześćdziesięciosiedmioletniego życia nigdy jeszcze nie 

dotykał   całym   ciałem   do   skóry   tak   młodej   i   tak   czarującej 

uwodzicielki. Jeśli są gdzieś baśnie tak erotyczne, to dziewczyna ta 

jest bohaterką jednej z nich.

Nagle wydało mu się, że nie jest ona czarującą nierządnicą, lecz 

po   prostu   dziewczyną   zaczarowaną.   „Jednak   żyje,   chociaż   śpi”,   to 

znaczy:   serce   jest   pogrążone   w   głębokim   śnie,   ale   kobiece   ciało 

pozostaje   wciąż   rozbudzone.   Dziewczyna   przeistoczyła   się   w   ciało 

background image

bez ludzkiego  serca. Czy dlatego nazwała ją doświadczoną, że tak 

dobrze przystosowała się do roli towarzyszki starych mężczyzn?

Eguchi rozluźnił uścisk, ale gdy nagą rękę dziewczyny ułożył 

tak, jakby go obejmowała, wtedy rzeczywiście go objęła. Starzec leżał 

spokojnie. Zamknął oczy. Zrobiło mu się ciepło i sennie. Poddał się 

jakby ekstazie, zapomniawszy o całym świecie. I zrozumiał zapewne, 

na czym polega szczęście tych starych mężczyzn przychodzących do 

tego domu. Tutaj kończy się dla nich smutek brzydoty i upodlenia 

starości, natomiast przepełnia błogosławieństwo młodego życia. Dla 

mężczyzny wyniszczonego do ostateczności starością nie ma chyba 

lepszego czasu zapomnienia niż w ciągu tych nocy, kiedy leży otulony 

szczelnie ciałem dziewczyny. Czy sądzicie jednak, że starzy kupują te 

uśpione   dziewczęta   bez   poczucia   winy?   Czy   też,   przeciwnie, 

skrywane  poczucie   winy   dodaje   im   radości?   Starzec   Eguchi,   który 

zapomniał o sobie samym, palcami u nogi dotknął stopy dziewczyny, 

jakby zapomniał  o tym, że dziewczyna jest ofiarą.  Nie dotykał jej 

jeszcze tylko w tym jednym miejscu. Palce u jej nogi były długie i 

ruchliwe. Zginały się i kurczyły, to znów prostowały przypominając 

ruchy palców u rąk, działały one na Eguchiego jak nieodparta pokusa 

tej   kobietki,   wielce   podejrzanej.   Dziewczyna   może   przekazywać 

słowa   miłości   podczas   snu   czubkami   palców.   Starzec   słyszał   w 

ruchach   jej   palców   muzykę   jeszcze   dziecięcą   i   niewprawną,   ale 

zmysłową - przez chwilę słuchał jej brzmienia.

Dziewczynie coś się śniło - czy sen już się skończył? A może 

jednak nie był to sen, może to szorstkie dotknięcia starych mężczyzn 

background image

zrodziły   w   niej   nawyk   rozmowy   z   nimi   przez   sen,   nauczyły   ją 

sprzeciwu?   -   zastanawiał   się   Eguchi.   Bez   słów,   ta   dziewczyna 

przepełniona zmysłowością,  nawet bez słów i w czasie  snu potrafi 

rozmawiać ze starymi mężczyznami za pomocą ciała, ale być może 

Eguchi jeszcze nie oswoił się dostatecznie z tajemnicami tego domu, 

wciąż trzymał się kurczowo pragnienia posłuchania jej mowy, nawet 

urywanej, przez sen. Eguchi nie wiedział, gdzie ma nacisnąć, żeby 

zaczęła mówić.

- Już się nie śni? Śniło ci się, że mama gdzieś poszła? - zapytał 

dotykając   wgłębień   wzdłuż   jej   palców.   Dziewczyna   potrząsnęła 

ramieniem i znów położyła się twarzą na poduszce. Widocznie tak 

sypiała najchętniej. Twarz zwróciła nieco ku Eguchiemu, prawą ręką 

objęła lekko brzeg poduszki, lewą położyła na policzku starca. Nic nie 

powiedziała. Słaby oddech śpiącej musnął go ciepłem. Poruszyła się 

ręka   na   twarzy   Eguchiego,   poszukująca   widocznie   wygodniejszego 

miejsca, więc Eguchi ujął ją w obie dłonie i położył sobie na oczach. 

Czubki długich paznokci kłuły go w ucho. Nadgarstek zginał się nad 

prawym   okiem,   czubki   palców   zakrywały   powiekę.   Chcąc,   by   tak 

nadal pozostały, przytrzymał jej rękę. Zapach ciała przenikający do 

oczu znów okazał się dla Eguchiego czymś tak nowym, że wywołał 

nowe złudzenie. O tej porze roku kilka zimowych peonii kwitło w 

słońcu babiego lata pod wysokim murem starej świątyni w Yamato, to 

znów   białe   sasanki   pokrywały   kwieciem   ogród   pod   galerią   w 

Shisendo, wiosną z kolei rododendrony i wistarie w Nara, natomiast w 

background image

Świątyni   Kameliowej   w   Kioto   -   kwiaty   kamelii   opadających 

płatków...

To właśnie to. W tych kwiatach kryją się wspomnienia trzech 

córek,   które   Eguchi   wydał   za   mąż.   To   są   kwiaty,   które   oglądał 

podróżując   z   córkami,   a   może   tylko   z   jedną   z   nich.   Teraz   są   już 

żonami i matkami, i prawdopodobnie tak dobrze tego nie pamiętają, 

Eguchi   jednak   dokładnie   pamiętał,   czasem   nawet   o   tych   kwiatach 

opowiadał swej żonie. Matka po wydaniu córek za mąż chyba nie 

odczuwała tak bardzo jak ojciec, że się z nimi rozstała, i rzeczywiście, 

dotąd utrzymywała z nimi bliskie stosunki, więc nie chowała w sercu 

tak pieczołowicie wspomnień o wspólnej podróży przed ich ślubem, i 

o   tych   kwiatach,   które   czasem   oglądali.   I   były   jeszcze   kwiaty   z 

podróży, w której matka im nie towarzyszyła.

W głębi oczu, zakrytych ręką dziewczyny, pojawiły się zjawy 

kwiatów,   pojawiały   się,   to   znów   znikały,   jednocześnie   wracały 

odczucia   dni,   kiedy   po   wydaniu   córek   za   mąż   po   pewnym   czasie 

zaczęły mu coraz bardziej się podobać czyjeś córki. I ta dzisiejsza 

wydała mu się teraz jedną z tych obcych cór. Starzec puścił jej rękę, 

lecz dziewczyna pozostwiła ją na poprzednim miejscu. Spośród trzech 

córek Eguchiego tylko najmłodsza oglądała z nim kwiaty kamelii w 

Świątyni  Kameliowej, była to podróż  pożegnalna na dwa tygodnie 

przed   oddaniem   jej   z   domu,   więc   obrazy   tych   kwiatów   były 

najmocniejsze.   Wydanie   najmłodszej   za   mąż   sprawiło   mu   ból 

najdotkliwszy. Rywalizowało o nią dwóch chłopców, co więcej, w 

okresie   rywalizacji   córka   straciła   dziewictwo.   Eguchi   zabrał 

background image

najmłodszą w podróż dla zmiany jej nastroju. Uważa się, że kamelie 

wróżą nieszczęście, ponieważ opadają całe kwiaty, a nie pojedyncze 

płatki,   lecz   z   liczącej   już   czterysta   lat   kamelii,   pokrywającej   się 

pięciobarwnym kwieciem w Kameliowej Świątyni, nie opadały całe 

korony o podwójnych płatkach, ale sypały się po prostu płatki, tak jak 

to   się   dzieje   w   wypadku   innych   kwiatów,   dlatego   też   to   drzewo 

nazwano „kamelią opadających płatków”.

-   Kiedy   sypią   się   najobficiej,   spada   kilka   koszy   dziennie   - 

powiedziała Eguchiemu młoda żona kapłana tej świątyni.

- Kwiaty wielkiej kamelii są piękniejsze - mówiła - kiedy się na 

nie patrzy pod słońce, a nie tak, jak padają promienie.

Eguchi siedział z najmłodszą córką na zachodniej galerii, słońce 

chyliło   się   właśnie   ku   zachodowi.   Patrzyli   pod   słońce,   to   znaczy 

naprzeciw źródła światła, bo gruba warstwa gęstych liści i kwiatów 

wielkiej   kamelii   nie   przepuszczała   promieni   wiosennego   słońca. 

Promienie   utonęły   w   koronie   drzewa,   nad   galerią   natomiast, 

znajdującą   się   w   jego   cieniu,   unosiła   się   jakby   zorza   wieczorna. 

Kameliowa   Świątynia   znajdowała   się   w   hałaśliwej   i   pospolitej 

dzielnicy,   w   jej   ogrodzie   nie   było   nic   godnego   uwagi   poza   tym 

jednym wielkim drzewem kameliowym, którego  kwiaty tak bardzo 

porywały serce Eguchiego, że nawet nie słyszał odgłosów miasta.

- Jak pięknie zakwitły, prawda? - zwrócił się do córki.

- Kiedy budzę się rano, często leży tyle kwiatów, że ziemi nie 

widać   -   powiedziała   młoda   żona   kapłana   i   odeszła   zostawiając 

Eguchiego z córką.

background image

Czy   rzeczywiście   na   jednym   drzewie   kwitły   kwiaty 

pięciobarwne, nie wiedział tego, ale mógł dojrzeć tu zarówno kwiaty 

czerwone, jak i białe, kwiaty o płatkach marszczonych i inne, Eguchi 

nie   zamierzał   specjalnie   tego   sprawdzać,   gdyż   pochłonęła   go 

całkowicie ta kamelia. Czterechsetletnie drzewo, mimo to zakwitło tak 

wspaniale   i   tak   obficie.   Całkowicie   wessało   w   siebie   promienie 

zachodzącego słońca, więc w ukwieconym drzewie było chyba ciepło 

i przytulnie. Nie czuł wiatru, lecz mimo to ukwiecone końce gałązek 

poruszały się nieznacznie od czasu do czasu.

Jednak najmłodsza córka nie była tak bardzo zachwycona jak 

Eguchi   tą   słynną,   sypiącą   płatkami   kamelią.   W   jej   oczach   nie 

dostrzegł siły, może zamiast przyglądać się kamelii wpatrywała się we 

wnętrze własnej duszy. Eguchi kochał ją najbardziej spośród trzech 

córek.   Chętnie   dawała   się   też   rozpieszczać,   jak   większość 

najmłodszych dzieci. Tym chętniej po wyjściu za mąż dwu starszych 

sióstr.   Starsze   nieraz   pytały   z   zazdrością   matkę,   czy   Eguchi   nie 

zamierza czasem zostawić jej w domu i przyjąć zięcia do siebie - żona 

niejednokrotnie mówiła o tym Eguchiemu. Najmłodsza córka wyrosła 

na   promienną   dziewczynkę.   Miała   wielu   kolegów,   co   w   oczach 

rodziców wydawało się trochę nierozważne, ale córka była bardziej 

ożywiona   w   otoczeniu   chłopców.   Rodzice,   a   zwłaszcza   matka 

przyjmująca   ich   w   domu,   dobrze   wiedziała,   że   dwóch   chłopców 

podoba   się   córce.   To   właśnie   jeden   z   nich   odebrał   najmłodszej 

dziewictwo. Córka przez pewien czas siedziała w domu milcząca, jej 

ruchy, na przykład podczas przebierania się, stały się nerwowe. Matka 

background image

szybko spostrzegła, że coś się córce przydarzyło. Gdy zdawkowo ją 

zapytała,   bez   wahania   wyznała   wszystko.   Młodzieniec   pracował   w 

domu   towarowym,   mieszkał   w   wynajętym  pokoju.   Dziewczyna  po 

prostu poszła chyba do niego, gdy ją zaprosił.

- Wyjdziesz za niego za mąż, prawda? - zapytała matka.

- Nie, nigdy - odpowiedziała wprawiając matkę w zdumienie. 

Matka   więc   sądziła,   że   chłopiec   wziął   córkę   siłą.   Podzieliła   się 

tajemnicą z Eguchim, żeby się naradzić. Eguchi poczuł się tak, jakby 

uszkodzono mu najdroższy klejnot, który trzymał w dłoni. Był jeszcze 

bardziej zdumiony, gdy się dowiedział, że dziewczyna zdecydowała 

się zaręczyć z tym drugim chłopcem.

-   Co   o  tym  myślisz?   Czy   tak   można   postępować?   -  zapytała 

żona, pochylając się w jego stronę.

-   Czy   już   powiedziała   mężczyźnie,   z   którym   postanowiła   się 

zaręczyć? Czy wyznała mu? - zapytał ostro Eguchi.

- Ciekawe. O tym nie słyszałam. Ja też się zdziwiłam... Może 

zapytamy o to córkę? 

- Nie.

-   Większość   ludzi   uważa,   że   lepiej   nie   mówić   o   takich 

pomyłkach swemu partnerowi w małżeństwie, bezpieczniej po prostu 

milczeć. Zresztą to też zależy od charakteru i nastroju dziewczyny, 

zdarza się przecież, że może  cierpieć całe życie tylko dlatego, że to 

zataiła.

- Lecz jeszcze nie zdecydowaliśmy, czy otrzyma naszą zgodę na 

zaręczyny.

background image

Oczywiście. Eguchi nie mógł uważać tego za naturalne, że córka 

traci dziewictwo z jednym, a zaręcza się z drugim. Rodzice wiedzieli 

o tym, że obaj się w niej kochają. Obu zresztą Eguchi znał i uważał, że 

córka równie dobrze może wyjść za jednego jak drugiego. Czy jednak 

te nagłe zaręczyny nie były tylko reakcją na wstrząs, jaki przeżyła? 

Czy gniew i nienawiść, uraza i żal wobec jednego nie odebrały jej 

rozumu   i   nie   skierowały   w   objęcia   drugiego?   A   może   po   prostu 

rozczarowała się jednym i chciała ugasić swój niepokój w ramionach 

drugiego? Taka dziewczyna jak jego najmłodsza córka mogła zwrócić 

się  do  drugiego  chłopca   tym chętniej,   że  została   przez  pierwszego 

zniewolona i straciła całkowite zainteresowanie jego osobą. Dlatego 

też nie można posądzić jej o nieuczciwość za ten akt zemsty i na wpół 

upokorzenia siebie samej. Ale Eguchiemu nigdy nie przyszło nawet na 

myśl, że coś takiego przydarzy się właśnie najmłodszej córce. Może 

tak   już   jest   ze   wszystkimi   rodzicami.   Zresztą   Eguchi   zbyt   mocno 

może zaufał tej pełnej werwy dziewczynie, zachowującej się zresztą 

tak  pogodnie   w obecności   otaczających  ją  mężczyzn.  Kiedy   się  to 

wydarzyło,   nawet   specjalnie   się   nie   zdziwił.   Przecież   również 

najmłodsza córka nie różni się w budowie ciała niczym od innych 

kobiet. Może się więc spotkać z gwałtem ze strony mężczyzny. Kiedy 

nagle oczyma wyobraźni ujrzał ją w sytuacji nieprzyzwoitej, poczuł 

się głęboko zawstydzony i poniżony. Niczego takiego nie przeżywał, 

kiedy starsze wyprawiał w podróż poślubną. Dziewczyna mogła ulec 

płomieniom miłości owego mężczyzny, lecz dopiero kiedy Eguchi o 

tym   się   dowiedział,   uprzytomnił   sobie,   jak   własna   córka   jest 

background image

zbudowana - nie mogła się oprzeć namiętności. Czy takie myśli są 

czymś nienormalnym u ojca?

Eguchi ani nie uznał od razu zaręczyn córki, ani nie przestał o 

nich myśleć. Że dwaj chłopcy wiedli dość zacięty bój o dziewczynę, 

rodzice dowiedzieli się znacznie później. Kiedy Eguchi zabrał ją do 

Kioto i oglądał z nią kamelie w pełnym rozkwicie, termin ślubu był 

już bliski. W koronie wielkiej kamelii coś zaczęło buczeć. Były to 

pewnie pszczoły.

Najmłodsza córka w dwa lata po ślubie urodziła syna. Jej mąż 

podobno wariował na punkcie tego dziecka. Gdy w niedziele czy inne 

dni  tygodnia  młode  małżeństwo   przychodziło   do domu   Eguchiego, 

żona szła do kuchni pomóc matce, mąż zaś karmił dziecko z dużą 

wprawą.   Widząc   to   Eguchi   myślał,   że   w   małżeństwie   wszystko 

ułożyło   się   dobrze.   Choć   córka   mieszkała   w   tym   samym   Tokio, 

rzadko pokazywała się u nich, ale kiedyś przyszła sama, więc Eguchi 

zapytał, jak jej się wiedzie.

- Jak? Pewnie jestem szczęśliwa - odpowiedziała.

Być   może   młodzi   małżonkowie   niewiele   mówią   rodzicom   o 

swych osobistych sprawach, ale przecież kobieta z takim charakterem 

jak ich córka, zdawało się, mogła powiedzieć rodzicom coś więcej o 

mężu,   myślał   Eguchi   jakoś   niezbyt   zadowolony,   a   nawet   trochę 

zaniepokojony. Lecz córka wypiękniała, jakby na nowo rozkwitła jako 

młoda żona. Jedynie zmiany fizjologiczne, towarzyszące przejściu od 

wieku  dziewczęcego   do  dojrzałości   młodej   mężatki,   nie   dałyby   tej 

barwnej jasności, gdyby mroczny cień był w jej sercu. Po urodzeniu 

background image

dziecka jej cera stała się tak czysta, jakby ciało umyła od wewnątrz, 

poza tym była spokojna i opanowana.

Czy   to   właśnie   było   to?   Czy   to   właśnie   dlatego   w   domu 

„śpiących   piękności”   Eguchi,   trzymając   na   obu   powiekach   dłonie 

dziewczyny, ujrzał w złudnym wyobrażeniu kwiat kamelii w pełnym 

rozkwicie?   Oczywiście,   ani   najmłodsza   córka,   ani   śpiąca   tu 

dziewczyna   nie   przypominały   zapachu   tamtej   kamelii.   Lecz 

przepychu   ciała   dziewczyny   nie   można   poznać   przez   oglądanie   i 

grzeczne wylegiwanie się obok niej. Jednak nie można ich porównać z 

kwiatem kamelii. To, co przepływało od dłoni dziewczyny na powieki 

Eguchiego, było strumieniem życia, melodią życia. Eguchi wziął do 

ręki jej dłoń, dość długo leżącą na jego powiekach, i zdjął z oczu, 

ponieważ zaczęła mu ciążyć.

Dziewczyna  nie   miała   gdzie  położyć  lewej   ręki,   wyciągniętej 

dotąd   niewygodnie   na   piersiach   Eguchiego,   poruszyła   się   znów   i 

zwróciła   w   jego   stronę.   Obie   dłonie   ułożyła   przed   nim   i   złączyła 

palce. Dotknęły jego piersi. Nie były złączone jak do modlitwy, ale 

mimo to wyglądały tak, jakby zastygły w błagalnym geście. Jakby w 

cichej modlitwie. Eguchi ujął obie złączone ręce i zamknął w swych 

dłoniach.   Zamyślił   się,   jakby   się   modlił,   i   zamknął   oczy. 

Prawdopodobnie przejął go smutek starego człowieka, który dotyka 

rąk młodej śpiącej dziewczyny. 

Starzec   Eguchi   usłyszał   plusk   pierwszych   kropli   nocnego 

deszczu,   spadających   na   ciche   morze.   Odgłos   z   oddali   wydał   się 

raczej   echem   zimowego   grzmotu   niż   warkotem   samochodu,   lecz 

background image

dokładnie   nie   mógł   tego   rozróżnić.   Rozłączył   splot   palców 

dziewczyny i prostując je przyglądał się im po kolei, pominął tylko 

duży. Zapragnął włożyć sobie do ust te cienkie i długie paluszki. Co 

też pomyśli dziewczyna, kiedy się rano obudzi i dostrzeże na małym 

palcu   ślady   zębów   i   sączącą   się   krew?   Eguchi   wyprostował   rękę 

dziewczyny   wzdłuż   jej   ciała.   Spojrzał   na   duże,   nabrzmiałe   i   ostro 

zarysowane   brodawki,   na   jej   obfite   piersi.   Lekko   obwisały,   więc 

spróbował   unieść   je   ku   górze.   Nie   były   tak   ciepłe   jak   jej   ciało 

rozgrzane   pod   elektrycznym   kocem.   Chciał   we   wgłębienie   między 

nimi położyć czoło, ale tylko przybliżył twarz, gdyż powstrzymał go 

zapach dziewczyny. Przewrócił się na brzuch i zażył obie tabletki na 

raz. W pierwszą noc w tym domu na początku połknął tylko jedną, 

drugą wykorzystał dopiero wtedy, gdy go obudził zły sen. Wówczas 

przekonał się, że były to zwykłe proszki. Szybko zasnął.

Obudził   go   płacz   dziewczyny,   jej   gwałtowny   szloch.   To,   co 

rozbrzmiewało   jak   płacz,   zmieniło   się   w   śmiech.   Nieprzerwany   i 

długotrwały śmiech. Eguchi położył dłoń na jej piersi i potrząsnął nią.

-   To   sen!   To   sen!   Coś   ci   się   przyśniło!   -   Złowieszcza   cisza 

nastąpiła po długotrwałym śmiechu dziewczyny. Lecz środek nasenny 

już   podziałał,   ledwie   Eguchi   zdążył   wziąć   zegarek   leżący   obok 

poduszki i zobaczyć, która godzina. Było wpół do czwartej. Przytulił 

się   do   piersi   dziewczyny,   przyciągnął   jej   biodra   do   siebie   i   usnął 

ciepłym snem.

Rano znowu zbudziła go kobieta.

- Czy pan już nie śpi?

background image

Eguchi nie odpowiedział.  Czy może  kobieta podeszła bliżej  i 

przyłożyła ucho do drzwi tajemnego pokoju? Eguchi wzdrygnął się na 

myśl o tym. Może to od gorąca pod kocem elektrycznym dziewczyna 

odkryła nagle plecy, jedną rękę wyciągnęła nad głowę. Eguchi zdjął z 

niej okrycie.

- Czy pan już nie śpi?

Tym razem też nie odpowiedział. Schował głowę pod  kołdrę. 

Pierś   dziewczyny   dotknęła   jego   warg.   Eguchi   nagle   poczuł   żar, 

przycisnął ją do siebie, dopomagając sobie stopami.

Kobieta zastukała trzy lub cztery razy w cedrowe drzwi.

- Proszę pana! Proszę pana!

- Już wstaję. Teraz się ubieram. - Wydawało mu się, że wejdzie 

do pokoju, jeśli jej nie odpowie.

W   sąsiednim   pokoju   czekały   na   niego   miednica   i   pasta   do 

zębów. Kobieta usługując przy śniadaniu zapytała:

- Jak się podobała? Nie sądzi pan, że świetna dziewczyna?

- Bardzo dobra, naprawdę... - kiwnął twierdząco Eguchi. - O 

której się zbudzi?

- Ciekawe, o której - odpowiedziała kobieta wymijająco.

- Nie mógłbym pozostać do obudzenia się dziewczyny?

- To nie jest u nas dozwolone. - Następnie szybko dodała: - Nie 

mogę na to pozwolić nawet najbliższym naszym gościom. 

- Ale ona jest taka miła.

-   Najlepiej   po   prostu   dotrzymać   towarzystwa   śpiącej 

dziewczynie   i   nie   poddawać   się   nierozsądnym   namiętnościom. 

background image

Ponieważ ona w ogóle nie wie, że śpi z panem, nie sprawi panu potem 

żadnych kłopotów.

- Ale ja ją pamiętam. Jeślibym spotkał ją kiedyś na ulicy.

- Ach, wtedy by pan z nią rozmawiał? Proszę tego nigdy nie 

robić. To byłoby przestępstwo, nie sądzi pan?

- Przestępstwo? - Eguchi powtórzył słowa kobiety. 

Tak jest. 

- Przestępstwo? 

-   Proszę   zrezygnować   z   tak   buntowniczych   zamiarów,   śpiącą 

dziewczynę proszę jako śpiącą miłować i otaczać opieką.

Chciał   jej   powiedzieć,   że   jeszcze   nie   jest   do   tego   stopnia 

godnym politowania starcem, ale się powstrzymał. 

- Chyba w nocy padał deszcz.

- Naprawdę? Zupełnie tego nie zauważyłam.

- Na pewno słyszałem plusk wody. Na morzu roztaczającym się 

za oknem drobne zmarszczki fal przy brzegu błyszczały w porannym 

słońcu.

background image

Rozdział trzeci 

Starzec   Eguchi   po   raz   trzeci   odwiedził   „śpiące   piękności” 

ósmego dnia od drugiej wizyty. Między pierwszą a drugą upłynęło pół 

miesiąca, tym razem okres skrócił się do połowy.

Czyżby coraz bardziej urzekały go uśpione dziewczęta?

- Dziś jest dziewczyna, która dopiero się uczy i być może nie 

spodoba się panu - powiedziała kobieta przygotowując herbatę.

- Znowu inna?

-   Zadzwonił   pan   na   krótko   przed   przybyciem,   muszę   więc 

zaproponować   panu   taką,   jaką   mam   pod   ręką...   Gdyby   pan   chciał 

wybrać   którąś   z   dziewcząt,   proszę   mnie   uprzedzić   na   kilka   dni 

wcześniej.

- Rozumiem. Ale co to znaczy: „dziewczyna, która dopiero się 

uczy”?

- Po prostu nowa i młodziutka. Zaskoczyło to Eguchiego.

- Nie jest przyzwyczajona, więc trochę się boi, zapytała nawet, 

czy mogłyby spać razem, we dwie, ale nie chciałam tego czynić bez 

pana zgody.

-   We   dwie?   To   niezły   pomysł.   Ale   skoro   śpi   jak   zabita,   nie 

będzie przecież wiedziała, czy się boi, czy nie.

- To prawda, jednak nie jest jeszcze przyzwyczajona, dlatego 

proszę traktować ją delikatnie.

- Przecież nic im nie robię.

- To oczywiste.

background image

- Dopiero się uczy? - szepnął do siebie Eguchi. Dziwne rzeczy 

zdarzają się na tym świecie.

Kobieta jak zwykle uchyliła cedrowe drzwi i zajrzała do środka. 

- Już śpi, proszę więc pana bardzo... - i wyszła. 

Starzec nalał sobie jeszcze jedną filiżankę herbaty i położył się 

na boku, opierając głowę na dłoni. Ogarnęła go chłodna pustka. Wstał, 

z trudem opanowując rozleniwienie, otworzył cicho drzwi i zajrzał do 

aksamitnego pokoju tajemnic.

„Mała dziewczynka” miała małą twarz. Jej nieuczesane włosy 

wyglądały tak, jakby dopiero co rozplotła warkocz; zakrywały jeden 

policzek, na drugim natomiast trzymała rękę dotykając palcami warg, 

być   może   dlatego   jej   twarz   wyglądała   tym   mniejsza.   Dziewczyna 

spała   jak   dziecko.   Jej   ręka   czy   raczej   brzeg   dłoni   i   czubki 

rozluźnionych,   wyciągniętych   palców   dotykały   oczu,   policzka   przy 

nosie   i   zakrywały   wargi.   Długi   środkowy   palec   trochę   wystawał, 

sięgając   pod   brodę.   Była   to   lewa   ręka.   Prawa   natomiast   leżała   na 

kołdrze, przytrzymując ej brzeg palcami. Dziewczyna nie używała na 

noc kosmetyków. Nie widać też było, żeby zmywała makijaż przed 

snem. Stary Eguchi położył się obok niej. Starał się jej nie dotknąć. 

Dziewczyna   nie   poruszyła   się.   Ciepło   jej   ciała,   ciepło   inne   niż   z 

elektrycznego koca, otuliło starca. Miał wrażenie, że smakuje gorycz 

niedojrzałego życia. Był to zapach włosów i skóry, ale chyba nie tylko 

to.

- Ma może z szesnaście lat - wymamrotał Eguchi. Starcy, którzy 

przychodzą do tego domu, już nie traktują kobiety jako kobiety, więc 

background image

sypianie z taką małą dziewczynką jest po prostu pogonią za radością 

życia,   które   odeszło,   jest   zwodniczą   pociechą   -   to   już   Eguchi 

zrozumiał   odwiedzając   ten   dom   po   raz   trzeci.   Obok   uśpionej 

dziewczyny zasnąć na wieki - czy byli również starcy, którzy tego 

pragnęli? Ciało młodej dziewczyny skrywało w sobie cień smutku, 

rozbudzający u starca myśl o śmierci. Nie, po prostu Eguchi jest może 

najbardziej   wrażliwy:  spośród   mężczyzn   przychodzących   do   tego 

domu, większość z nich pragnęła tylko spijać młodość z uśpionej i 

cieszyć się jej obecnością, z dziewczyny, która się nie budzi.

Pod poduszką znowu znalazł tabletki nasenne. Ujął je palcami i 

podniósł do góry, nie dostrzegł na nich żadnych znaków, nie wiedział 

więc, jak się nazywają. Na pewno był to środek inny od podanego do 

ust lub w zastrzyku dziewczynie. Następnym razem Eguchi poprosi 

kobietę   o   taki   sam.   Na   pewno   go   nie   otrzyma,   ale   gdyby   jednak 

dostał, mógłby może zasnąć jak zabity. Czuł nieodpartą pokusę, chciał 

zasnąć jak zabity razem z dziewczyną śpiącą snem umarłej.

„Spać jak zabity” - te słowa przypomniały mu pewną kobietę. 

Wiosną przed trzema laty starzec przyprowadził kobietę do hotelu w 

Kobe. Zabrał ją z nocnego klubu, gdy minęła już północ. Pił wtedy 

whisky   znajdującą   się   w   pokoju   hotelowym,   częstował   również 

kobietę. Wypiła tyle co Eguchi. Starzec przebrał się w yukatę do snu, 

ale   nie   miał   dodatkowej   dla   kobiety,   wziął   ją   więc   w   ramiona   w 

bieliźnie.   Objął   za   szyję   i   delikatnie   pieścił.   Wtedy   na   wpół   się 

podniosła i powiedziała:

background image

- Nie potrafię zasnąć w bieliźnie. - Następnie zdjęła wszystko, co 

miała na sobie i rzuciła na taboret przed lustrem. Starzec trochę się 

zdziwił i pomyślał, że tak pewnie zachowują się amatorki. Kobieta, ku 

jego zdziwieniu, była potulna i nieśmiała.

Eguchi odsunął ją od siebie i zapytał:

- Jeszcze nigdy?

-   Kpisz   sobie   ze   mnie,   panie   Eguchi,   kpisz   sobie   ze   mnie   - 

powtórzyła dwukrotnie, lecz nadal zachowywała się bardzo spokojnie. 

Alkohol   uderzył   trochę   Eguchiemu   do   głowy,  więc   wkrótce   usnął. 

Rankiem  obudziła  go  krzątanina.  Kobieta  siedziała  przed  lustrem  i 

poprawiała włosy.

- Bardzo wcześnie wstajesz.

- Bo mam dzieci.

- Dzieci?

- Tak, dwoje. Małych.

Kobieta spieszyła się, wyszła, nim Eguchi zdążył podnieść się z 

pościeli.

Eguchi był bardzo zaskoczony słysząc, że urodziła już dwoje 

dzieci, ta kobieta tak szczupła i jędrna. Żaden szczegół jej ciała tego 

nie zdradzał. Piersi wyglądały tak, jakby nigdy nie karmiła dziecka.

Gdy Eguchi otworzył walizkę podróżną, żeby zmienić koszulę 

na świeżą, stwierdził, że wszystko jest starannie poukładane. Podczas 

dziesięciu dni pobytu zwijał bieliznę w kłębek i wpychał do środka; 

kiedy chciał coś wyjąć, musiał przewracać wszystko do dna. Wrzucał 

też do niej różne przedmioty, które dostawał lub kupował w Kobe, 

background image

więc walizka tak się wybrzuszyła, że nie mógł jej zamknąć. Kobieta 

mogła zobaczyć, co w niej jest, gdyż wieko się nie zamykało, poza 

tym mogła spostrzec ten bałagan, kiedy wyjmował papierosy. Co ją 

jednak   nakłoniło   do   zrobienia   porządku?   Nawet   brudną   bieliznę 

poskładała   wzorowo,   musiało   to   jej   zająć   sporo   czasu,   nawet   jeśli 

miała dużą wprawę. A może wczoraj, kiedy Eguchi spał, nie mogła 

usnąć, wstała i zrobiła porządek w walizce?

- Hm? - Starzec przyglądał się zgrabnie poukładanym rzeczom. - 

W jakim celu to zrobiła?

Następnego dnia wieczorem przyszła do umówionej restauracji 

w kimonie.

- Czy zdarza ci się chodzić w kimonie?

- Tak, czasami... Ale chyba do mnie nie pasuje - roześmiała się 

wstydliwie.   -   W   południe   zadzwoniła   do   mnie   przyjaciółka   i 

powiedziała,   że   strasznie   się   zdziwiła,   że   jest   wprost   zaskoczona. 

Wiesz, powiedziała, że mogę.

- Powiedziałaś jej o wszystkim?

- Tak, nie ukryłam niczego.

Chodzili razem po mieście, Eguchi kupił jej materiał na kimono 

i pas obi i wrócili do hotelu. Przez okno widzieli światła statków w 

porcie. Kiedy stali przy oknie i całowali się, Eguchi zasunął rolety i 

firanki.   Pokazał   butelkę   po   wczorajszej   whisky,   ale   kobieta 

potrząsnęła głową. Nie chciała stracić panowania nad sobą. Wkrótce 

zasnęła   snem   głębokim.   Następnego   dnia   rano   obudziła   się,   gdy 

Eguchi już wstawał.

background image

- Ach, spałam jak zabita. Naprawdę, spałam jak zabita.

Otworzyła oczy i nadal  leżała  bez ruchu. Oczy  były czyste i 

wilgotne.

Kobieta wiedziała, że Eguchi dzisiaj wraca do Tokio. Wyszła za 

mąż,   gdy   mąż   pracował   w   Kobe   w   biurze   zagranicznej   firmy 

handlowej, teraz przez dwa lata przebywał w Singapurze. Wracał w 

przyszłym miesiącu do żony i dzieci. Opowiadała o tym Eguchiemu 

wczorajszej nocy. Do tego momentu nie wiedział, że ta młoda kobieta 

jest mężatką, i to żoną obcokrajowca. Przecież bez trudu wyprowadził 

ją z klubu nocnego. Po prostu wszedł do nocnego lokalu powodowany 

kaprysem chwili, przy sąsiednim stoliku siedzieli dwaj Europejczycy i 

cztery Japonki. Ponieważ wśród nich była kobieta w średnim wieku, 

którą Eguchi znał z widzenia, więc się ukłonił. Najprawdopodobniej 

pełniła   tu   funkcję   przewodniczki   mężczyzn.   Obaj   obcokrajowcy 

wstali   do   tańca,   znajoma   zapytała   Eguchiego,   czy   nie   chciałby 

zatańczyć   z   dziewczyną.   W   połowie   drugiego   tańca   zaproponował 

wspólną ucieczkę klubu. Młoda kobieta chyba lubiła żarty. Więc bez 

oporu poszła z nim do hotelu i kiedy znaleźli się już w pokoju, to 

raczej Eguchi poczuł się trochę skrępowany.

I w taki sposób Eguchi popełnił czyn nieetyczny z mężatką, z 

Japonką - żoną obcokrajowca. Zostawiała małe dzieci z niańką czy 

opiekunką i mogła dłużej pozostawać poza domem, nie przejawiała 

też   powściągliwości   mężatek,   więc   Eguchi   nie   miał   zbyt   silnych 

wyrzutów sumienia, że postąpił nieetycznie, choć nie był całkowicie 

spokojny. Lecz kiedy  kobieta powiedziała  mu,  że spała jak zabita, 

background image

radość, jaką wtedy przeżył, pozostała w nim jako muzyka młodości. 

Wtedy miał sześćdziesiąt cztery lata, kobieta mogła mieć dwadzieścia 

cztery lub pięć, czy dwadzieścia siedem lub osiem. Myślał wówczas, 

że jest to ostatnia przygoda z młodą kobietą. Zaledwie dwie noce - tak 

naprawdę to tylko jedna - a przecież kobieta, która „spała jak zabita” 

stała się dla Eguchiego niezapomniana. Przysłała mu list pisząc, że 

gdyby kiedyś przyjechał  do  Kansai,  to  chciałaby   z nim  znowu się 

spotkać. Po miesiącu w kolejnym liście zawiadomiła, że mąż wrócił 

do Kobe, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się zobaczyć. Znów 

minął ponad miesiąc i znów przyszedł list podobnej treści. Potem już 

nie miał od niej wiadomości.

- Tak, ta kobieta znów zaszła w ciążę, po raz trzeci... Nie wątpię, 

że tak jest. - Eguchi powiedział do siebie szeptem trzy lata później, 

gdy ją sobie przypomniał, leżąc obok tej małej dziewczynki śpiącej 

jak nieżywa. Dotąd o tym w ogóle nie myślał. Dlaczego teraz tak 

nagle przyszło mu to do głowy, sam sobie się dziwił, ale kiedy już 

zaczął o tym myśleć, był prawie pewien, że tak właśnie z nią było. 

Czy   dlatego   przestała   do   niego   pisać,   że   zaszła   w   ciążę?   Czy   na 

pewno  tak?   Niewiele   brakowało, a  byłby  się  roześmiał.  Tak  jakby 

powitanie męża wracającego z Singapuru i następnie zajście w ciążę 

zmyło nieczystość czynu popełnionego z Eguchim i uspokoiło starego 

człowieka.   Jednocześnie   Eguchi   ujrzał   przed   oczyma   jej 

niezapomniane ciało. Nie budziło w nim pożądania. Jędrne, gładkie, 

smukłe było dla niego symbolem młodej kobiety. Jej ciąża okazała się 

background image

może tylko zaskakującym rezultatem gry wyobraźni Eguchiego, który 

jednak nie wątpił w prawdziwość złudzenia.

- Czy pan mnie kocha? - zapytała go w hotelu kobieta.

- Bardzo - odpowiedział Eguchi. - To są pytania, jakie zawsze 

zadają kobiety.

- Lecz... jednak... - zacisnęła usta i nie skończyła zdania.

- Nie zapytasz, co mi się w tobie podoba? - zażartował.

- Już dobrze, poddaję się.

Ale kiedy go zapytała, czyją kocha, nie miał wątpliwości, że mu 

się podoba. Tego pytania nie zapomniał nawet po trzech latach do 

chwili obecnej. Kobieta urodziła trzecie dziecko, czy więc jej ciało 

nadal wygląda tak, jakby nigdy nie rodziła? Zatęsknił do niej.

Eguchi   prawie   całkowicie   zapomniał   o   śpiącej   obok 

dziewczynie,   a   przecież   to   ona   mu   przypomniała   kobietę   z   Kobe. 

Ponieważ   przeszkadzał   mu   wystający   łokieć,   starzec   ujął   za 

nadgarstek i schował jej rękę pod kołdrę. Było jej chyba gorąco pod 

kocem elektrycznym, gdyż zepchnęła go nieco w dół i obnażyła się do 

łopatki. Niewinne zaokrąglenia drobnych ramion były teraz tak blisko, 

że   prawie   dotykały   oczu   Eguchiego.   Zapragnął   sprawdzić,   czy   jej 

ramię   zmieści   się   w   dłoni,   ale   zaniechał   tego.   Widział   wyraźnie 

łopatki.   Chciał   je   pogłaskać,   ale   również   zrezygnował.   Odsunął 

ostrożnie   długie   włosy   spadające   na   prawy   policzek.   Śpiąca   twarz 

miała   rysy   łagodne   w   słabym   świetle   padającym   od   sufitu, 

odbijającym się od otaczających ich karmazynowych zasłon. Brwi nie 

malowała. Jej rzęsy były równiutkie i tak długie, że mógł je chwycić 

background image

palcami. Dolna warga miała niewielkie zgrubienie w środku. Zębów 

nie dostrzegł.

Nie ma nic piękniejszego od niewinnej twarzy śpiącej młodej 

kobiety - myślał Eguchi odkąd przyszedł do tego domu. Może jest to 

najsłodsza   pociecha,   jaką   znaleźć   można   na   tym   świecie?   Żadna 

kobieta,   nawet   najpiękniejsza,   nie   ukryje   swych   lat   w   czasie   snu. 

Twarz młodej  kobiety, nawet niezbyt pięknej, najlepiej wygląda w 

czasie snu. Albo też w tym domu dobierają takie dziewczęta, których 

uśpione twarze są piękne. Kiedy Eguchi patrzył z bliska na tę drobną 

twarz śpiącej dziewczyny, wydało mu się, że łagodnie odpływa całe 

jego życie, trudy jego długich lat. Byłaby to na pewno noc szczęśliwa, 

błogosławiona noc, gdyby teraz zażył środek nasenny i mocno zasnął, 

ale   starzec   leżał   spokojnie   z   zamkniętymi   oczyma.   Ponieważ 

dziewczyna przypominała mu kobietę z Kobe, więc może coś jeszcze 

mu przypomni - myślał - i żal mu było zasypiać.

Młoda żona w Kobe powitała  w domu  męża  wracającego po 

dwóch   latach   i   wkrótce   prawdopodobnie   zaszła   w   ciążę   -   to 

zaskakujące przeczucie jakby czegoś nieuniknionego wydało mu się 

niewątpliwą prawdą i nie opuszczało go nadal. Przygoda przeżyta z 

Eguchim - jak sądził - ani nie przyniosła kobiecie wstydu, ani nie 

rzuciła cienia na dziecko, które urodziła. Starzec uważa, że ciąża i 

narodziny   dziecka   są   rzeczywistością   i   błogosławieństwem.   Młode 

życie poczyna się w łonie kobiety i wykonuje pierwsze ruchy. Tym 

mocniej uświadamia Eguchiemu jego własną starość.

background image

Lecz dlaczego ta kobieta tak ulegle powierzyła mu swoje ciało, 

nie ukazując ani niechęci ani powściągliwości?

Wydało   mu   się,   że   nie   spotkało   go   to   nigdy   w   ciągu   blisko 

siedemdziesięcioletniego życia. Nie dostrzegł w niej nic z ladacznicy 

ani kobiety zalotnej. Nie czuł się winny w większym stopniu niż dziś, 

gdy leży obok dziewczyny dziwnie uśpionej w tym domu. Leżąc w 

pościeli   odprowadzał   ją   wzrokiem   z   przyjemnością,   gdy   rankiem 

odprężona spieszyła się do swych małych dzieci. Eguchi myślał, że 

jest  jego ostatnią  młodą   kobietą  i  dlatego  stała   się  niezapomniana; 

również   ona   chyba   go   nie   zapomniała.   Przygoda   nie   pozostawiła 

głębokich ran, mimo to stała się chyba tajemnicą zapamiętaną przez 

nich na całe życie.

To   dziwne,   że   ta   młoda   dziewczyna,   rozpoczynająca   dopiero 

praktykę   w   roli   „śpiącej   piękności”,   wywołała   w   starcu   tak   żywe 

wspomnienie   kobiety   z   Kobe.   Eguchi   otworzył   oczy.   Delikatnie 

dotknął   jej   rzęs.   Dziewczyna   ściągnęła   brwi,   odwróciła   głowę   i 

otworzyła   usta.   Cofnęła   język.   Na   środku   jej   dziecięcego   języka 

pojawił się ujmujący roweczek. Kusił. Eguchi zajrzał w otwarte usta. 

Ciekawe, czy zaczęłaby drgać konwułsyjnie, gdyby ścisnął jej szyję. 

Przypomniało mu się z dawnych lat spotkanie z nieletnią prostytutką, 

młodszą nawet od tej dziewczyny. Nie gustował w takich, ale tym 

razem   podsunął   mu   ją  pewien  znajomy,   u  którego   gościł.   Właśnie 

tamta dziewczyna posługiwała się wtedy swym cieniutkim i długim 

językiem.   Język   miał   smak   wody.   Nie   sprawiał   Eguchiemu 

przyjemności.   Od  centrum  miasta   napłynęły   odgłosy  bębna  i   fletu, 

background image

serce   zabiło   żywiej.   Była   to   widocznie   jakaś   świąteczna   noc. 

Dziewczynka   miała   wydłużoną   linię   oczu,   twarz   bardzo   żywą, 

spieszyła się też ze swymi czynnościami, mimo że Eguchi wcale jej 

nie interesował.

- Dziś festiwal - powiedział Eguchi. - Pewnie się spieszysz, żeby 

zdążyć.

- Och, skąd wiesz? No pewnie. Umówiłam się z kolegą i wtedy 

zostałam tu wezwana.

-   Nie   szkodzi   -   odrzekł   unikając   jej   chłodnego   wodnistego 

języka. - Nie szkodzi, idź już, żebyś zdążyła... Bębny dochodzą od 

świątyni, prawda?

- Ale pani gospodyni mnie skrzyczy.

- Nie martw się, postaram się to jakoś załatwić.

- Tak? Naprawdę?

- Ile masz lat?

- Czternaście.

Dziewczynka wcale się nie wstydziła mężczyzn. Nie wyczuwało 

się w niej ani wstydu, ani strachu. Myślami była gdzie indziej. Nawet 

nie traciła wiele czasu na toaletę, szybko wyszła do miasta na festiwal. 

Eguchi paląc papierosa przysłuchiwał się chwilę odgłosom bębnów i 

fletów, nawoływaniom sprzedawców.

Ile  lat  miał  wtedy  Eguchi?  Dokładnie  nie  pamiętał,  lecz  jeśli 

nawet był w takim wieku, że bez żalu pozwolił dziewczynie odejść, na 

pewno nie czuł się taki stary jak dzisiaj.

background image

Dzisiejsza dziewczyna ma kilka lat więcej od tamtej, jej ciało 

również wygląda bardziej kobieco.

Została uśpiona i w żadnym wypadku nie obudzi się, a to wielka 

różnica. Gdyby dudniły dziś bębny świąteczne, też by nie słyszała.

Natężył słuch - wydało mu się, że nad górami za domem słyszy 

słaby podmuch jesiennego wiatru. Ciepły oddech z rozchylonych ust 

dziewczyny   dotknął   twarzy   Eguchiego.   Wątłe   światło   odbite   od 

karmazynowego aksamitu zajrzało nawet do ust dziewczyny. I wydało 

się, że język jej nie jest tak chłodny i wodnisty jak u tamtej. Pokusa 

dla   starca   była   tym   silniejsza.   Żadna   z   poprzednich   „śpiących 

piękności”   nie   pokazała   mu   dotąd   języka.   W   piersi   zamigotało 

pragnienie   zła,   znacznie   mocniej   burzące   krew   w   jego   żyłach   niż 

włożenie palca do ust i dotknięcie języka.

Lecz   zła   pokusa   nie   przekształciła   się   w   duszy   Eguchiego   w 

okrucieństwo i towarzyszący mu lęk. Co jest największym złem, jakie 

popełnić może mężczyzna wobec kobiety? Oto na przykład przygody 

z pewną mężatką z Kobe czy czternastoletnią dziewczyną okazały się 

tylko krótką chwilą w długim życiu człowieka i przeminęły w jednej 

chwili.   Poślubienie   kobiety,   wychowywanie   córek   uchodzi   za   coś 

dobrego, a przecież przez ten długi okres ich życia Eguchi sprawował 

nad nimi kontrolę, wiązał ich swobodę, a może nawet przyczynił się 

do skrzywienia charakterów. Może to właśnie jest największym złem. 

Niewykluczone,   że   kryteria   zła,   zatarte   przez   zwyczaje   i   porządek 

społeczny, uległy stępieniu.

background image

Leżenie obok uśpionej dziewczyny jest z pewnością złem. Tym 

bardziej złem byłoby jej zamordowanie. Powieszenie, zatkanie ust i 

nosa i powstrzymanie oddechu nie byłoby trudne. Mała kobieta śpi z 

otwartymi ustami. Jej język sprawia wrażenie, że mógłby z łatwością 

owinąć się wokół palca Eguchiego, gdyby go dotknął, podobnie jak 

języczek   niemowlęcia   pijącego   mleko   z   piersi.   Położył   rękę   na 

brodzie, tuż pod nosem i zamknął dziewczynie usta. Gdy cofnął rękę, 

usta   znów   się   otworzyły.   Rozchylone   wargi   w   czasie   snu   również 

mają swój urok, starzec dostrzegł w nich młodość dziewczyny.

Może właśnie dlatego, że dziewczyna jest zbyt młoda, w sercu 

Eguchiego zamigotały ogniki zła, natomiast starcy odwiedzający po 

kryjomu dom „śpiących piękności” nie tylko smucili się i ubolewali 

nad młodością, która minęła, lecz także niektórzy z nich przychodzili 

po to, by zapomnieć zło, jakie popełnili w ciągu całego życia. Starzec 

Kiga,   który   powiedział   Eguchiemu   o   tym   domu,   oczywiście   nie 

wyjawił   tajemnic   innych   gości.   Zresztą   przychodziło   ich   tu   chyba 

niewielu.   Z   potocznego   punktu   widzenia   byli   to   zapewne   ludzie 

sukcesu, a nie przegrani. Lecz wśród nich musieli być tacy, którzy 

zdobyli   powodzenie   czyniąc   zło,   i   ze   swoich   złych   uczynków 

ustawicznie ciągnęli zyski. Targani niepokojem jednak stali się raczej 

rozbitkami żyjącymi w ustawicznym lęku. Kiedy leżeli tu dotykając 

nagiego   ciała   młodej   dziewczyny,   serca   ich   ogarniał   nie   tylko   lęk 

przed   zbliżającą   się   śmiercią,   lecz   także   bolesny   żal   za   utraconą 

młodością. Być może ukrywali głęboko niepowodzenia rodzinne, tak 

background image

częste   dla   tych,   którzy   odnieśli   sukces,   ukrywali   żal   z   powodu 

popełnionych przez siebie nikczemności.

Ci   starzy   mężczyźni   nie   mają   swego   Buddy,   przed   którym 

mogliby ugiąć kolana i pomodlić się. Nagie piękności o niczym nie 

będą   wiedzieć,   oczu   w   żadnym   wypadku   nie   otworzą,   nawet   jeśli 

mężczyźni   będą   trzymać   je   mocno   w   objęciach,   oblewać   zimnymi 

łzami albo łkać i szlochać. Starzy nie czują wstydu i nie ranią swej 

godności osobistej. Mogą do woli żałować, do woli się smucić. Czyż, 

więc „śpiące piękności” nie są dla nich czymś w rodzaju Buddy? Są 

przy tym żywe. Młode ciało dziewczyny, jego zapach, jest pewnie 

wybawieniem i pocieszeniem dla tych nieszczęśliwych starych ludzi.

Kiedy   Eguchiego   opadły   tego   rodzaju   wątpliwości,   zamknął 

oczy.   Spośród   dotychczasowych   trzech   „śpiących   piękności”   ta 

najmłodsza, najmniejsza i niedoświadczona rozbudziła w nim dzisiaj 

takie   myśli.   Wziął   ją   w   ramiona   i   przytulił   mocno.   Dotąd   unikał 

dotykania tej dziewczyny. Teraz wydawało mu się, że wchłonie w 

siebie   jej   ciało.   Bezsilna   dziewczyna   nie   stawiała   oporu.   Była 

przejmująco   szczupła.   Pogrążona   w   głębokim   śnie,   poczuła   chyba 

Eguchiego,   gdyż  zamknęła   otwarte   dotąd   usta.   Jej   wystające   kości 

biodrowe dotkliwie wpijały się w jego ciało.

-   Jakie   będzie   życie   tej   młodziutkiej   dziewczyny?   Czy 

przynajmniej spokojne i pogodne, jeśli nawet nie odniesie sukcesu, 

jeśli nawet nie zrobi kariery? - zastanawiał się Eguchi. Pragnął jej 

szczęścia, choćby w nagrodę za pociechy, jakie będzie nieść w tym 

domu   starym   mężczyznom,   przyszło   mu   nawet   na   myśl,   że 

background image

dziewczyna   -   podobnie   jak   to   bywa   w   niektórych   baśniach   -   jest 

inkarnacją jakiegoś Buddy. Czyż nie ma takich starych opowieści, w 

których   kobiety   lekkich   obyczajów,   kurtyzany   bywały   wcieleniem 

Buddy?

Starzec   Eguchi   uspokajał   siebie   trzymając   delikatnie   w   ręku 

kosmyk opadających włosów, chciał w duchu wyznać własne minione 

grzechy   i   nikczemność.   Lecz   przypomniały   mu   się   tylko   sylwetki 

kobiet z przeszłości. Miłe wspomnienia nie miały  nic wspólnego z 

czasem   trwania   wzajemnych   stosunków,   z   pięknem   czy   brzydotą 

twarzy, z mądrością czy głupotą, wdziękiem lub jej brakiem.

Wiązały  się raczej  z takimi  szczegółami  jak słowa mężatki  z 

Kobe:   „Ach,   spałam   jak   zabita.   Naprawdę   spałam   jak   zabita.” 

Pojawiały   się   przed   oczyma   kobiety,   które   zatraciły   się   w   jego 

pieszczotach,   żywo   reagowały,   oszalałe   z   nieświadomej   rozkoszy. 

Czy   rozkosz   nie   płynęła   w   większym   stopniu   z   naturalnych 

predyspozycji   ciała   niż   z   siły   uczuć?   Jaką   też   będzie   ta   mała 

dziewczynka, kiedy dojrzeje? - Starzec obejmując jej plecy przesunął 

ręką pieszczotliwie w dół. Nie mógł teraz tego wiedzieć. Przedtem 

leżąc   obok   dziewczyny   wyglądającej   na   rozwiązłą   uwodzicielkę 

Eguchi   zastanawiał   się   nad   tym   w   jakim   stopniu   w   ciągu   swego 

sześćdziesięciosiedmioletniego   życia   poznał   rozmiary   i   głębię 

zmysłów,   ale   wtedy   uznał   tę   myśl   za   oznakę   własnej   starości;   to 

dziwne, że ta mała dziewczynka dzisiejszej nocy ożywiła przeszłość 

erotyczną   starego   Eguchiego.   Starzec   lekko   dotknął   wargami   jej 

zamkniętych ust. Nie miały żadnego smaku.

background image

Eguchi być może po raz drugi nie spotka tej dziewczyny.

Kiedy wargi tej kobietki będą się poruszały zwilżone smakiem 

płci, Eguchiego nie będzie chyba wśród żywych.

Myśl   ta   nie   zasmuciła   go.   Odsuwając   się   od   jej   ust   dotknął 

wargami   brwi   i   rzęs.   Poruszyła   nieznacznie   głową,   jakby   poczuła 

łaskotanie, i wtedy czoło przysunęła do oczu starego. Eguchi zacisnął 

je jeszcze mocniej.

Pod powiekami bez ustanku pojawiały się i znikały różne zjawy. 

Stopniowo nabierały kształtów. W tej chwili całe mnóstwo złotych 

strzał przelatuje obok i odchodzi.

Do grotów strzał przyczepione są purpurowe kwiaty hiacyntu. A 

na końcu - różnokolorowe katleje. Pięknie wyglądają. Strzały lecą tak 

szybko,   lecz   kwiaty   nie   opadają?   To   dziwne,   że   nie   opadają   - 

pomyślał zaskoczony Eguchi i otworzył oczy. Zaczynał zasypiać.

Nie zażył jeszcze środka nasennego. Spojrzał na zegarek leżący 

obok proszków - minęła już dwunasta trzydzieści. Położył na dłoni 

dwie tabletki, lecz żal mu było usypiać od razu, gdyż dzisiejszej nocy 

nie   poddał   się   melancholii   ani   poczuciu   samotności.   Dziewczyna 

oddychała spokojnie. Nie wiadomo, co dano jej do wypicia, czy może 

wstrzyknięto, w każdym razie chyba nie cierpiała.

Może   dostała   dużą   dawkę   środka   nasennego   albo   też   lekką 

truciznę.   Eguchi   zapragnął   choć   raz   zapaść   w   tak   głęboki   sen. 

Wywlókł   się   cicho   z   pościeli,   wstał   i   wyszedł   z   karmazynowego 

otoczenia aksamitu do sąsiedniego pokoju. Nacisnął guzik dzwonka 

chcąc przywołać kobietę i poprosić o taki sam środek nasenny, jaki 

background image

dostała   dziewczyna,   ale   nieprzerwane   dzwonienie   uświadomiło   mu 

tym mocniej chłód panujący wewnątrz i na zewnątrz budynku. Eguchi 

nie   miał   odwagi   dzwonić   zbyt   długo   w   środku   nocy   w   tym 

tajemniczym domu. Okolice były ciepłe, nawet liście, gdzie indziej 

opadające zimą, pozostały nadal na gałęziach  -  jednak w powiewie 

ledwie wyczuwalnego wiatru niósł się po ogrodzie szelest zwiędłych 

liści leżących na ziemi. Również fale nadpływające pod urwisko były 

łagodne. W ciszy jakby bezludnej okolicy dom ten wydał się dworem 

upiorów - starzec zadrżał z zimna. Miał na sobie tylko bawełnianą 

yukatę.

Gdy wrócił do tajemnego pokoju, ujrzał zaczerwienione policzki 

młodziutkiej   dziewczyny.   Koc   elektryczny   ustawiony   był   na   niską 

temperaturę, grzała ją widocznie młodość. Starzec przytulił się do niej 

i ogrzał zziębnięte ciało. Jej gorące piersi uniosły się ku górze, nogi 

wysunięte spod koca leżały na macie.

-   Przeziębisz   się   -   powiedział   starzec   uświadamiając   sobie 

jednocześnie   wielką   różnicę   wieku.   I   zapragnął   wziąć   tę   ciepłą 

dziewczynkę i ukryć wewnątrz siebie.

Następnego   dnia   rano   zwrócił   się   do   podającej   mu   śniadanie 

kobiety:

- Słyszałaś, że dzwoniłem w nocy? Zamierzałem poprosić o to 

samo   lekarstwo,   jakie   dostała   dziewczyna.   Chciałbym   zasnąć   tak 

mocno jak ona.

- Nie wolno. Przede wszystkim jest niebezpieczne dla starych 

ludzi.

background image

- Mam silne serce, więc nie ma zmartwienia. Nie żałowałbym, 

gdybym nawet już nigdy się nie obudził.

- Pan jest taki kapryśny, a przecież dopiero trzeci raz jest u nas.

-   A   co   jest   największym   kaprysem,   na   który   można   sobie 

pozwolić w tym domu?

Kobieta   spojrzała   na   starca   potępiającym   wzrokiem   i 

uśmiechnęła się wątło. 

background image

Rozdział czwarty 

Z   zimowego   nieba,   mrocznego   od   rana,   pod   wieczór   zaczął 

padać   chłodny   deszczyk.   Później   przyszedł   deszcz   ze   śniegiem   - 

starzec   Eguchi   spostrzegł   to   dopiero   wtedy,   gdy   minął   już   bramę 

domu   „śpiących   piękności”.   Ta   sama   co   zwykle   kobieta   zamknęła 

cicho drzwi i przekręciła klucz w zamku. Wtedy w nikłym świetle 

latarki ręcznej, którą kobieta oświetlała drogę, zobaczył coś białego 

pośród kropli deszczu. To białe tworzyło zaledwie plamki, miękkie i 

wątłe. Topniały od razu, gdy spadały na kamienie ścieżki prowadzącej 

do drzwi domu.

- Kamienie są mokre, proszę uważać - powiedziała rozstawiając 

nad nim parasol i chcąc chwycić starca za rękę. Wydało mu się, że 

nawet przez rękawiczki czuje nieprzyjemne ciepło kobiety w średnim 

wieku.

- Dam sobie radę - odepchnął ją Eguchi. Nie jestem jeszcze tak 

stary, żeby trzeba mnie było prowadzić za rękę.

-   Kamienie   są   śliskie   -   powiedziała   kobieta.   Opadłe   liście 

klonów   leżały   obok   kamieni   nie   sprzątane.   Niektóre   wyschły, 

poskręcały się i spłowiały, lecz połyskiwały zmoczone deszczem.

- Czy przychodzą tu również tak starzy, na wpół niedołężni, że 

musisz ich prowadzić za rękę czy podtrzymywać, aby nie upadli?

- Nie powinien pan pytać o innych gości.

-   Dla   takich   zima   jest   chyba   niebezpieczna.   Co   zrobisz,   jeśli 

któryś dostanie wylewu krwi do mózgu czy ataku serca?

background image

- Gdyby coś takiego się wydarzyło, oznaczałoby to koniec tego 

domu.   Dla   gościa   natomiast   spokojną   śmierć   -   odpowiedziała   z 

chłodnym uśmiechem.

- Dla ciebie też nie skończyłoby się bezboleśnie!

- Nie. - Jaką miała przeszłość ta kobieta, nie wiedział, w każdym 

razie nie dostrzegł teraz żadnej zmiany na jej twarzy.

Pokój na piętrze wyglądał jak dawniej. Zdjęto jedynie jesienny 

pejzaż z czerwieniejącymi liśćmi i powieszono obraz przedstawiający 

zimę. To też była niewątpliwie reprodukcja.

Kobieta podając smaczną herbatę powiedziała:

- Pan zawsze przychodzi nagle, zaraz po telefonie. Czy żadna z 

trzech poprzednich dziewcząt panu się nie spodobała?

-   Nie   o   to   chodzi,   wszystkie   podobały   się   aż   za   bardzo. 

Naprawdę.

- Wobec tego mógłby pan na kilka dni wcześniej zawiadomić, 

którą chciałby mieć. Pan jest bardzo niestały w uczuciach.

-   Czy   można   to   nazwać   niestałością?   Nawet   w   stosunku   do 

śpiącej dziewczyny? Przecież ona nic nie wie o mnie, prawda? Więc 

chyba jej wszystko jedno, z kim śpi.

- Chociaż śpi, jest przecież żywą dziewczyną z krwi i kości.

- Niektóre pytają, z kim spędziły noc?

- Nie wolno im absolutnie tego robić. Tej zasady przestrzega się 

w tym domu surowo, niech pan będzie spokojny.

- Przecież sama mówiłaś, że byłoby to kłopotliwe, gdyby ktoś 

upodobał sobie jedną, prawda? O niestałości i zdradzie w tym domu 

background image

powiedziałem kiedyś to samo, co mówisz mi dzisiaj, pamiętasz chyba 

o tym? Dziś wygląda tak, jakbyśmy się zamienili rolami. To dziwne. 

Czy   w   tobie   również   przebudziła   się   kobieta?   -   Na   brzeżkach   jej 

cienkich warg pojawił się cyniczny uśmieszek.

- Myślę, że pan od czasu młodości doprowadził już wiele kobiet 

do łez.

- Coś podobnego! Nie żartuj! - powiedział  Eguchi zdziwiony 

niespodziewanym atakiem kobiety.

- Dopiero zaczyna być podejrzane, kiedy pan traktuje te słowa z 

taką powagą.

-   Gdybym   był   mężczyzną,   za   jakiego   mnie   bierzesz,   nie 

przychodziłbym   do   tego   domu.   Przychodzą   tu   tylko   ci   starzy 

mężczyźni,   którzy,   powiedzmy,   o   kobietach   wciąż   myślą   z 

najgłębszym   uczuciem.   Starzy,   którzy   mimo   żalu,   mimo 

rozpaczliwych wysiłków, niczego już nie odzyskają ze swej młodości.

- Ciekawe, jak to jest naprawdę. - Kobiecie nie drgnął nawet 

jeden mięsień na twarzy.

- Kiedy byłem tu poprzednio, próbowałem mówić na ten temat, 

powtarzam jeszcze raz: który z kaprysów jest tu dozwolony?

- Hm. Śpiąca dziewczyna.

- Czy nie można otrzymać tego samego środka co dziewczyna?

- Myślę, że to już panu wcześniej wyjaśniłam.

- Wobec tego, co jest  największym złem,  które  starzec  może 

wyrządzić?

background image

- W tym domu nie ma zła - powiedziała obniżając młodzieńczy 

głos, jakby chciała narzucić mu swoją władzę.

-   Nie   ma   zła?   -   wyszeptał   starzec.   Czarne   źrenice   kobiety 

jaśniały spokojnym blaskiem.

-   Jeśliby   pan   próbował   udusić   dziewczynę,   czyn   ten   byłby 

równy wykręcaniu rąk niemowlęciu...

Eguchi poczuł się nieswojo.

- Nawet wtedy się nie przebudzi?

- Tak myślę.

- Znakomita okazja do wymuszonego samobójstwa we dwoje.

-   Proszę,   jeśli   czuje   się   pan   zbyt   samotny,   żeby   popełnić   to 

samemu.

- A kiedy człowiek czuje się zbyt samotny, żeby mógł popełnić 

samobójstwo?

- Pewnie są takie chwile u starych ludzi - kobieta nadal mówiła 

spokojnie. - Czy pan dzisiaj pił? Mówi pan takie dziwne rzeczy.

- Piłem coś gorszego od alkoholu.

Jak   należało   się   spodziewać,   kobieta   spojrzała   ukradkiem   w 

twarz Eguchiego, ale sprawę jakby zbagatelizowała.

- Dzisiaj dziewczyna jest gorąca. Taki zimny wieczór, dobrze się 

składa. Proszę się wygrzać - i zeszła na dół.

Gdy Eguchi otworzył drzwi tajemnego pokoju, słodkawa woń 

kobiety   była   tym   razem   mocniejsza   niż   kiedykolwiek   przedtem. 

Dziewczyna śpi odwrócona tyłem. Nie chrapie, ale oddycha ciężko. 

Wygląda   na   rosłą.   Nie   był   tego   pewien   w   odbiciu   światła   od 

background image

karmazynowego   aksamitu,   ale   jej   obfite   włosy   mają   chyba   odcień 

brązowy. Natomiast skóra, od mięsistych uszu po szyję, jest naprawdę 

biała. Tak jak powiedziała kobieta, dziewczyna była gorąca. A mimo 

to twarz jej nawet się nie zaróżowiła.

- Aa! - wyrwało mu się z ust, gdy wśliznął się pod koc za jej 

plecami.   Naprawdę   gorąca,   przy   tym   skórę   miała   tak   gładką,   że   - 

zdawało się - przyklejała się i wsysała w jego ciało. Pokrywała ją 

jakby warstewką wilgoci, wydzielającej zapach. Eguchi zamknął oczy 

i leżał chwilę nieruchomo. Dziewczyna też się nie poruszyła. Miała 

obfite   biodra   i   uda.   Jej   ciepło   raczej   spowijało   Eguchiego   niż 

przenikało do środka. Piersi miała pełne i szeroko rozlane, brodawki 

jednak   dziwnie   małe.   Kobieta   mówiła   o   „duszeniu”,   Eguchi 

przypomniawszy sobie o tym zadrżał na samą myśl o pokusie, jaką 

stanowiła dla niego ta skóra. Gdyby jednak zaczął dusić dziewczynę, 

jaką woń wydzielałoby jej ciało? Żeby odpędzić od siebie kuszące zło, 

starał się zmusić  do wyobrażenia sobie jej niezgrabnej postaci, jak 

chodzi   w   ciągu   dnia.   Trochę   się   uspokoił.   Ale...   ale   co   takiego 

niezgrabnego było w sylwetce chodzącej dziewczyny? Czy zgrabna 

sylwetka oznacza po prostu ładne nogi? Czym jest - tym bardziej dla 

sześćdziesięcio-siedmioletniego starca - mądrość czy głupota, wysoki 

czy   niski   poziom   wykształcenia   kobiety,   którą   spotyka   jedynie   tej 

nocy   i   już   nigdy   więcej?   Czyż   nie   pozostaje   mu   tylko   to   jedno   - 

dotknięcie   dziewczyny   w   niepowtarzalnej   chwili   obecnej?   Przecież 

dziewczyna jest uśpiona i nic nie wie o tym, że jej dotyka brzydki 

background image

starzec Eguchi. Jutro też się nie dowie. Czy jest ona zwykłą zabawką 

czy ofiarą?

Eguchi   przebywa   w   tym   domu   dopiero   po   raz   czwarty,   lecz 

zwłaszcza tej ostatniej nocy wydało mu się, że z każdą wizytą paraliż 

obejmuje coraz większe obszary jego serca.

Czy   również   dzisiejsza   dziewczyna   jest   w   swej   roli   dobrze 

wyszkolona? Czy już przestali ją całkowicie obchodzić żałosni starcy i 

dlatego nawet się nie poruszy, mimo że Eguchi będzie jej dotykać? 

Każdy   nieludzki   świat   dzięki   przyzwyczajeniu   przekształca   się   w 

świat ludzki. Wszelkie zło pozostaje ukryte w jego mrokach. Eguchi 

jednak   nieco   się   różni   od   pozostałych   starych   mężczyzn 

przychodzących do tego domu. Można by nawet powiedzieć, że różni 

się krańcowo. Starzec Kiga, który powiedział mu o tym domu, nie 

miał   racji,   gdy   myślał   o   starym   Eguchim   tak   samo   jak   o   innych. 

Eguchi   jeszcze   nie   przestał   być   mężczyzną.   I   dlatego   można   by 

uważać,   że   nie   rozumie   tak   dogłębnie   prawdziwego   smutku   ani 

radości   czy   też   żalu   i   osamotnienia   przychodzących   tutaj   starych 

mężczyzn.   Nie   żąda   koniecznie   usypiania   dziewcząt   tak,   żeby   nie 

mogły się obudzić.

Na przykład podczas drugiej wizyty Eguchi zamierzał pogwałcić 

surowe   zasady   domu   w   stosunku   do   dziewczyny   wyglądającej   na 

prostytutkę, powstrzymał się jednak spostrzegłszy ze zdumieniem, że 

jest dziewicą. Od tego czasu postanowił strzec regulaminu tego domu, 

a może też strzec bezpieczeństwa „śpiących piękności”. Poprzysiągł 

nigdy   nie   zburzyć   tajemnicy   starych   ludzi.   Czym   jednak   można 

background image

tłumaczyć tę troskliwość domu o to, by sprowadzać - jak się zdaje - 

tylko dziewice? Czy również próbą spełnienia pragnień, które można 

by nazwać aktem rozpaczy starych ludzi? Eguchiemu wydało się, że 

wszystko   w   końcu   pojmuje,   ale   jednocześnie   nie   może   się   oprzeć 

wrażeniu, iż jest to jakieś głupie.

Lecz   dzisiejsza   dziewczyna   wydała   mu   się   podejrzana.   Stary 

Eguchi nie mógł uwierzyć, że jest dziewicą. Uniósł się do połowy, 

dotknął piersią pleców dziewczyny i popatrzył na jej twarz. Podobnie 

jak   reszta   jej   ciała   również   twarz   nie   była   uformowana 

proporcjonalnie.   Wyglądała   jednak   bardziej   dziecinnie   niż   się 

spodziewał.   Nozdrza   miała   nieco   rozszerzone,   nos   u   nasady 

przypłaszczony. Policzki zaś - okrągłe i szerokie. Włosy opadały na 

boki, dzięki czemu czoło przypominało stożek góry Fuji. Krótkie brwi 

były gęste i regularne.

- Ładna - szepnął starzec i przytulił policzek do jej policzka. Też 

był gładki. Nagle dziewczyna odwróciła twarz ku górze, może poczuła 

ciężar ramienia. Eguchi odsunął się od niej.

Leżał chwilę z zamkniętymi oczyma. A to dlatego, że zapach 

dziewczyny był wyjątkowo mocny. Podobno nic na tym świecie nie 

wywołuje wspomnień rzeczy minionych w takim stopniu jak zapach, 

ale   czy   tym   razem   nie   był   zbyt   słodki   i   intensywny?   Eguchiemu 

przypomniał   tylko   mleczną   woń   niemowlęcia.   Chociaż   te   dwa 

zapachy były całkowicie różne, ale, kto wie, czy nie podstawowe dla 

człowieka? Od dawien dawna spotykało się starych mężczyzn, którzy 

w   zapachu   wydzielanym   przez   dziewczęta   poszukiwali   eliksiru 

background image

młodości.   Zapach   tej   dziewczyny   jednak   trudno   chyba   nazwać 

przyjemnym.   Gdyby   starzec   Eguchi   pogwałcił   dzisiaj   zakazy   tego 

domu, poczułby jeszcze bardziej nieznośną woń ciała. Czyż jednak 

myśli te nie są oznaką starzenia się? Z drugiej strony, czy zapach tak 

mocny jak woń tej dziewczyny, zapach żywego stworzenia, nie jest 

jednak źródłem życia człowieka? Jest to bowiem dziewczyna, która 

chyba łatwo zaszłaby w ciążę. Mimo że śpi snem głębokim, procesy 

fizjologiczne nie zostały w niej zahamowane, zresztą ma się obudzić 

następnego dnia. Jeśliby zaszła w ciążę, stałoby się to całkowicie bez 

udziału jej świadomości. Starzec Eguchi miał już sześćdziesiąt siedem 

lat, a gdyby tak spróbował zostawić po sobie jeszcze jedno dziecko? 

Ciało kobiety wiedzie mężczyznę ku najdalszym regionom piekieł.

Lecz   dziewczyna   została   pozbawiona   wszelkich   możliwości 

obrony.   Dla   dobra   jej   gości,   dla   godnych   politowania   starych 

mężczyzn. Nawet jednej nitki nie ma na sobie, jest bezbronna, gdyż 

nie może się obudzić. Eguchi poczuł litość dla niej, przejmującą go 

bólem   do   głębi   serca,   i   powiedział   w   duchu   ku   własnemu 

zaskoczeniu: dla starych - śmierć, dla młodych - miłość, śmierć zdarza 

się   tylko   jeden   raz,   miłość   po   wielokroć   się   powtórzy.   Myśl   ta 

zrodziła się niespodziewanie i przyniosła mu uspokojenie. Zresztą nie 

był tak bardzo podniecony. Z zewnątrz dochodził słaby plusk deszczu 

ze   śniegiem.   Ustał   chyba   szum   morza.   Starzec   ujrzał   przed   sobą 

mroczną, rozległą wodę i spadające na nią topniejące płatki śniegu. 

Dziki ptak, jakby wielki orzeł, dotykając czarnych fal krążył niosąc w 

dziobie   coś   ociekającego   krwią.   A   może   to   niemowlę?   Nie,   to 

background image

niemożliwe.   Kto   wie,   czy   nie   mogła   to   być   zjawa   ludzkiej 

nikczemności. Potrząsnął lekko głową i zjawa się rozpłynęła.

- Ach, jak gorąco! - powiedział  Eguchi. Nie tylko z powodu 

elektrycznego   koca.   Dziewczyna   odrzuciła   okrycie   i   pokazała   do 

połowy piersi, szeroko rozstawione i obfite, choć nieco obwisłe. Na 

białej skórze delikatnie odbiła się barwa karmazynowego aksamitu. 

Starzec   przyglądając   się   pięknym   wzniesieniom   przesunął   palec 

wzdłuż   linii   dzielącej   włosy   od   spiczastego   czoła.   Dziewczyna   od 

chwili zwrócenia głowy ku górze oddychała cicho i powoli. Jakie są 

jej   zęby,   ukryte   za   tymi   drobnymi   wargami?   Eguchi   ujął   palcami 

środek dolnej wargi i nieco odchylił. Zęby były małe i regularne, choć 

nie   tak   małe,   żeby   idealnie   harmonizowały   z   drobnymi   wargami. 

Eguchi   cofnął   palce,   lecz   usta   nie   zamknęły   się   dokładnie.   I   nie 

zakryły   zębów.   Czubkami   palców   czerwonymi   od   szminki   Eguchi 

uchwycił zgrubiałą nieco małżowinę i potarł o nią palce, resztę wytarł 

o   grubą   szyję   dziewczyny.   Na   białej   skórze   pozostała   przyjemnie 

czerwieniejąca linia, zresztą ledwie widoczna.

Ta również jest chyba dziewicą? - pomyślał Eguchi. W stosunku 

do   dziewczyny   drugiej   nocy   zaczął   żywić   podejrzenie,   potem 

zdumiała go własna podłość i pożałował nieufności, dlatego teraz nie 

miał nawet ochoty sprawdzać. Tak czy owak, jakież to ma dla niego 

znaczenie?   Ale   kiedy   przyszło   mu   na   myśl,   że   jednak   może   ma, 

usłyszał w duszy szydzący z niego głos.

- To ty diable śmiejesz się ze mnie?

background image

- Diable? To nie takie proste, niestety. Przecież ty tylko myślisz 

o swoich uczuciach i nostalgii człowieka, któremu nie udało się dotąd 

umrzeć.

-   Nic   podobnego,   chcę   po   prostu   myśleć   o   sobie   jako   o 

sojuszniku   tych   starych   mężczyzn,   bardziej   ode   mnie   godnych 

politowania.

- Hm. Co? Ty nikczemniku! Od tych, którzy winy spychają na 

innych, nawet łotr jest lepszy.

- Powiedziałeś: „łotr”? Bardzo dobrze. Ale dlaczego dziewice są 

czyste, a inne kobiety nie? Ja na przykład wcale nie proszę o dziewice.

Bo nie masz jeszcze tęsknot mężczyzn naprawdę starych. Nie 

przychodź   tu   nigdy   więcej.   Gdyby   tak   jedna   dziewczyna   ze   stu 

tysięcy,  mówię:   jedna   na   sto   tysięcy,  w   nocy   się   przebudziła,   czy 

sądzisz, że stary mężczyzna naprawdę nie miałby powodu do wstydu? 

-   Przesuwały   się   w   duchu   Eguchiego   własne   pytania   i   własne 

odpowiedzi, ale, oczywiście, nic nie wskazywało na to, że usypia się 

tutaj tylko dziewice. Eguchi jest tu dopiero czwarty raz i nie może 

pojąć,   dlaczego   wszystkie   jego   dziewczęta   były   dziewicami.   Czy 

naprawdę tego pragną, czy naprawdę tego oczekują starzy mężczyźni?

„Gdyby się przebudziła” - ta myśl mocno pociągała Eguchiego. 

Jak   silna   musiałaby   być   podnieta,   a   przy   tym   jakiego   rodzaju 

podnieta, żeby uśpiona dziewczyna odzyskała przytomność i spojrzała 

choćby   tylko   przez   mgłę?   Na   pewno   nie   mogłaby   spać,   gdyby   na 

przykład ucięto jej rękę, przekłuto pierś albo brzuch.

background image

-   Jesteś   już   bardzo   zepsuty!   -   wyszeptał   Eguchi   do   siebie. 

Bezradność starców przychodzących do tego domu nie jest już odległą 

przyszłością.   Zburzyć   ten   dom,   zniszczyć   też   własne   życie.   Może 

tylko   dlatego,   że   uśpiona   dzisiaj   dziewczyna   nie   jest   doskonałą 

pięknością,   czuł   intymne   z   nią   powinowactwo,   z   tą   miłą   kobietką 

pokazującą   białe   szeroko   rozstawione   piersi.   A   może   jest   to 

negatywny przejaw jego skruchy? Bo skrucha zdarza się również w 

życiu zmierzającym ku tchórzliwemu zakończeniu. On chyba nie ma 

nawet   tyle   odwagi,   co   jego   najmłodsza   córka,   z   którą   oglądał 

spadające   płatki   kamelii   w   Kameliowej   Świątyni.   Eguchi   zamknął 

oczy.

...Dwa motyle igrały w nisko przystrzyżonych krzewach wzdłuż 

kamiennej ścieżki w ogrodzie. Kryły się w krzewach, opierały się o 

nie w radosnym zapamiętaniu. Wzleciały trochę wyżej nad zieleń i 

zatańczyły   zwinnie;   wtedy   spośród   gałęzi   ukazał   się   jeszcze   jeden 

motyl, a potem jeszcze jeden. Dwie pary - pomyślał - a już piąty skądś 

wtargnął. Czy to walka? Gdy patrzył chwilę, z krzewów uniosły się 

jeden   za   drugim   następne   owady,   a   ogród   stał   się   tańczącą   bielą 

motyli.   Motyle   nie   wzbijają   się   wysoko.   Czubki   zwisających 

rozłożystych   gałęzi   klonu   drgają   na   ledwie   wyczuwalnym   wietrze. 

Choć końce gałązek są wiotkie, dźwigają wielkie listki i dlatego są tak 

czułe   na   powiew.   Gromada   białych   motyli   powiększyła   się   i 

przypominała   teraz   pole   białych   kwiatów.   Patrząc   na   klon, 

zastanawiał się, czy ta zjawa ma jakiś związek z domem „śpiących 

piękności”? Liście klonu-zjawy pożółkły, poczerwieniały tym bardziej 

background image

podkreślając biel chmary motyli. A przecież liście klonów obok domu 

już opadły, co  prawda trochę zwiędłych i skurczonych pozostało na 

gałęziach, ale dziś padał deszcz ze śniegiem.

Eguchi całkowicie zapomniał o chłodzie deszczu ze śniegiem. 

Może   to   biel   obfitych   piersi   dziewczyny   wywołała   tę   zjawę 

tańczącego roju białych motyli? Może jest coś w tej dziewczynie, co 

ukoiło złe myśli Eguchiego? Starzec otworzył oczy. Patrzył na małe 

brzoskwiniowe   brodawki   na   rozlanych   piersiach.   Wydały   mu   się 

symbolem dobroci.

Położył na piersi policzek. Pod powiekami poczuł narastające 

ciepło. Zapragnął zostawić swój znak na ciele tej dziewczyny. Gdyby 

złamał   zakaz   tego   domu,   dziewczyna   bardzo   by   się   martwiła   po 

obudzeniu.  Starzec  zrobił  na  jej  piersi  kilka  znaków  koloru  krwi i 

zadrżał. 

-   Zmarzniesz!   -   podciągnął   koc.   Połknął   na   raz   obie   tabletki 

środka nasennego, leżące dotąd jak zwykle pod poduszką - Ale ciężka 

u dołu. - Uniósł ją i obrócił ku sobie. 

Następnego   dnia   rano   starca   Eguchiego   dwukrotnie   zbudziła 

kobieta. Za pierwszym razem zastukała do drzwi i powiedziała: 

- Proszę pana, już jest dziewiąta.

- Aha, już nie śpię.  Wstaję. Na pewno jest zimno  w tamtym 

pokoju.

- Od rana pali się w piecyku. 

- A deszcz ze śniegiem? 

- Przestał padać. Ale jest pochmurno. 

background image

- Tak?

- Już wcześniej przygotowałam śniadanie.

- Aha - zareagował obojętnie, poczuł senność i znowu zamknął 

oczy. Przytulił się do niezwykłej skóry dziewczyny i powiedział: - 

Niech nawet sam diabeł przyjdzie mnie obudzić.

W przeciągu niecałych dziesięciu minut kobieta przyszła znowu.

- Proszę pana! - Mocno zastukała w drzwi. - Pan znowu usnął? - 

Jej głos stał się ostrzejszy.

-   Drzwi   nie   są   zamknięte   na   klucz   -   odpowiedział   Eguchi. 

Kobieta weszła do pokoju. Starzec posępnie podniósł się z pościeli. 

Był   jeszcze   zaspany.   Kobieta   pomogła   mu   się   ubrać,   włożyła   mu 

nawet   skarpetki,   jej   dotyk   był   nieprzyjemny.   Gdy   wyszedł   do 

sąsiedniego   pokoju,   podała   mu   jak   zwykle   smacznie   zaparzoną 

herbatę. Kiedy wolno pił, smakując, zwróciła w jego stronę chłodne, 

podejrzliwe oczy.

- Czy ta dziewczyna też się panu spodobała?

- Aha, myślę, że tak.

- Na pewno była dobra. Czy miał pan przyjemne sny?

- Sny? Nie, żadnych snów. Po prostu spałem. Dawno już nie 

spałem   tak   dobrze.   -   Eguchi   ziewnął   obojętnie.   -   Jeszcze   się   nie 

przebudziłem na dobre.

- Był pan na pewno wczoraj zmęczony, prawda?

-   To   z   jej   winy.  Czy   często   tu   przychodzi?   Kobieta   spuściła 

wzrok, jej twarz stężała.

background image

- Mam do ciebie specjalną prośbę - zaczął znów Eguchi. - Czy 

możesz   mi   dać   po   śniadaniu   jeszcze   tych   proszków   nasennych? 

Bardzo mi na tym zależy. Zapłacę oddzielnie. Nie wiem, co prawda, 

kiedy ta dziewczyna się obudzi...

- To jest absolutnie niemożliwe. - Śniada twarz kobiety stała się 

ziemista, nawet w napiętych ramionach wyczuwało się niechęć. - Jak 

pan może coś takiego mówić. Są przecież pewne granice.

- Granice? - Starzec chciał się uśmiechnąć, ale uśmiech się nie 

zjawił.

Może podejrzewając, że Eguchi zrobił coś dziewczynie, kobieta 

wstała z pośpiechem i weszła do sąsiedniego pokoju.

background image

Rozdział piąty 

Minął Nowy Rok. Wzburzone morze obwieszczało środek zimy. 

Na lądzie natomiast wiatr nie wiał zbyt silny.

- Ach, jak mi przyjemnie powitać pana, zwłaszcza w taką zimną 

noc... - Kobieta z domu „śpiących piękności” otworzyła mu bramę i 

powitała.

- Właśnie dlatego przyszedłem, że zimno - odpowiedział starzec 

Eguchi. - Umrzeć w taką noc, czując ciepło młodego ciała, to byłby 

raj dla starego mężczyzny.

- Mówi pan takie nieprzyjemne rzeczy.

- Stary człowiek to sąsiad śmierci. W tym samym co zawsze 

pokoju na piętrze palono w piecyku. Kobieta podała dobrą herbatę - to 

też się nie zmieniło.

- Cóż to, czuję przeciąg - powiedział Eguchi.

- Słucham? - Kobieta rozejrzała się dokoła: - Tu nie ma szpar.

- A może mamy w pokoju ducha.

Kobieta drgnęła i spojrzała na starca. Zbladła na twarzy.

-   Proszę   o   jeszcze   jedną   filiżankę,   pełną.   Proszę   nie   studzić. 

Proszę zalać wrzątkiem - powiedział.

Robiąc, jak jej kazał, zapytała chłodno: - Pan coś słyszał?

- No, może.

- Naprawdę? Pan o tym słyszał, a mimo to przyszedł pan do nas? 

- Wyczuwając, że Eguchi wie, widocznie postanowiła nie ukrywać 

tego   przed   nim   za   wszelką   cenę   ale   minę   miała   naprawdę 

niezadowoloną.

background image

- Przykro mi, że muszę to powiedzieć, kiedy już pan raczył nas 

odwiedzić, ale wolałabym, żeby pan od razu wrócił do domu.

- Wiedziałem, nim tu przyszedłem, więc czy ma to teraz jakieś 

znaczenie?

- Ha-ha-ha... - zabrzmiało jak śmiech diabła.

- Przecież takie rzeczy się zdarzają, zima jest niebezpieczna dla 

starych... Może przynajmniej w czasie chłodów należałoby zamknąć 

ten dom.

- Nie wiem, jacy starcy tu przychodzą, ale jeśli umrze tu jeszcze 

jeden czy dwóch, będziesz miała poważne kłopoty.

-   Proszę   powiedzieć   to   właścicielowi   domu.   Co   ja   tu   jestem 

winna? - Twarz kobiety powlekła się szarością.

- Oczywiście, że winna! Czy nie wyniesiono trupa w ciemności 

nocy,   potajemnie   do   pobliskiego   hoteliku?...   Na   pewno   w   tym 

pomagałaś.

Kobieta zacisnęła dłonie na kolanach i odpowiedziała oschle:

- To dla dobra jego imienia.

- Dla dobrego imienia? Czy zmarły też ma dobre imię? No tak, 

tak   się   mówi.   Być   może   w   większym   stopniu   dla   rodziny   niż 

nieboszczyka.   Choć   to   wszystko   nie   ma   większego   sensu...   Czy 

sąsiedni hotelik też należy do tego samego właściciela?

Kobieta nie odpowiedziała.

- Myślę, że dziennikarze specjalnie by nie rozgłaszali, że starzec 

umarł  tutaj  leżąc obok nagiej dziewczyny. Gdybym ja był na jego 

background image

miejscu,   wolałbym,   żeby   mnie   stąd   nie   wynoszono,   byłbym 

szczęśliwy, gdyby zostawiono mnie na miejscu.

- Prowadzono by kłopotliwe dochodzenia, poza tym ten pokój 

jest   trochę   ekscentryczny,   ponadto   spowodowałoby   to   pewne 

nieprzyjemności dla panów, którzy są tak dobrzy i tutaj przychodzą. 

Nie mówiąc o dziewczętach...

- Przecież dziewczyna spała całą noc i nic o tym nie wiedziała, 

że   starzec   umarł.   Chyba   nie   zbudziła   się,   nawet   jeśli   jęczał   przed 

śmiercią.

- Tak myślę... Jednak, kiedy okazało się, że starszy pan umarł, 

trzeba było również zabrać stąd i ukryć dziewczynę. Mimo to jakoś 

się dowiedzieli, że była z nim kobieta.

- Co? Zabraliście ją stąd?

- Przecież byłoby to nazbyt oczywiste przestępstwo, nie sądzi 

pan?

-   Nie   sądzę,   żeby   dziewczyna   obudziła   się   tylko   dlatego,   że 

starzec umarł i jego ciało wystygło.

- Na pewno.

- Nawet nie wiedziała, że obok niej leżał martwy człowiek. - 

Eguchi powiedział to samo jeszcze raz. Nie wiadomo jak długo po 

śmierci starca dziewczyna leżała przy nim i ogrzewała jego martwe 

ciało. Nawet nie wiedziała, kiedy go zabrano z pokoju. 

-   Mam   dobre   ciśnienie,   serce   również   zdrowe,   więc   nie   ma 

obawy, ale gdyby coś się ze mną stało, czy nie moglibyście jednak 

background image

mnie   zostawić   obok   dziewczyny,   zamiast   wynosić   do   hotelu   lub 

gdziekolwiek indziej?

- To w ogóle nie wchodzi w rachubę - powiedziała z pośpiechem 

kobieta. - Proszę wobec tego opuścić ten dom. Skoro pan mówi takie 

rzeczy.

- Przecież tylko żartuję! - Eguchi roześmiał się. Zresztą, tak jak 

powiedział kobiecie, nawet na myśl mu nie przyszło, że jego nagła 

śmierć może być blisko.

Mimo   wszystko   w   ogłoszeniu   prasowym   o   pogrzebie   starca, 

który zmarł w tym domu, podano tylko „nagła śmierć”. O szczegółach 

powiedział   Eguchiemu   szeptem   Kiga   podczas   pogrzebu.   Starzec 

umarł na atak serca. 

- Ale nie był to hotelik, który wybrałby na nocleg taki człowiek! 

Zatrzymywał się zwykle w innym - dodał Kiga. - Dlatego też ludzie 

szeptali,   że   dyrektor   Fukura   musiał   jednak   umrzeć   szczęśliwą 

śmiercią. Oczywiście, nie wiedzieli, co się naprawdę stało. 

Tak? 

- Było to może coś w rodzaju eutanazji, ale trudno to nazwać 

szczęśliwą   śmiercią,   gdyż   na   pewno   musiał   cierpieć.   Byliśmy   z 

dyrektorem Fukurą zażyłymi przyjaciółmi, więc od razu zrozumiałem, 

co się wydarzyło i natychmiast poszedłem sprawdzić. Nikomu jednak 

o   tym   nie   mówiłem.   Nawet   jego   rodzina   nie   wie.   Interesujące   te 

nekrologi w prasie, prawda?

Ukazały się dwa nekrologi obok siebie. Pierwszy podpisała jego 

żona i syn. Drugi podała do prasy firma.

background image

- Fukura był taki - i Kiga pokazał gestami sugerując grubą szyję, 

wielkie piersi i wyjątkowo nadęty brzuch. - Ty też musisz uważać!

- Nie martw się o mnie.

-   W   każdym   razie   to   ogromne   ciało   Fukury   w   środku   nocy 

przetransportowano do hoteliku u ciepłych źródeł.

Kto go przeniósł? Oczywiście, ktoś z samochodem. Obraz, jaki 

ujrzał Eguchi przed oczyma, nie był specjalnie przyjemny.

-   Udało   im   się   jakoś   całą   sprawę   zatuszować,   ale   kiedy   coś 

podobnego zdarzy się znowu, wątpię czy ten dom utrzyma się dłużej - 

wyszeptał Kiga podczas pogrzebu.

-   Prawdopodobnie   nie   -   odpowiedział   Eguchi.   Dzisiejszego 

wieczoru, wyczuwając, iż Eguchi wie o śmierci Fukury, kobieta nie 

próbowała jej nawet ukrywać, lecz miała się na baczności.

- Ta dziewczyna naprawdę nic nie wiedziała? - Eguchi znowu 

skierował do kobiety złośliwe pytanie.

- Nie mogła nic wiedzieć, ale widocznie trochę cierpiał, gdyż 

pozostały   ślady   zadrapań   na   szyi   i   piersiach   dziewczyny.   Ona   nie 

wiedziała,   co   się   zdarzyło,   więc   kiedy   rankiem   się   obudziła, 

powiedziała tylko jedno: „Co za nieznośny staruszek!”

- Nieznośny staruszek? Nawet podczas agonii w swej ostatniej 

godzinie?

- Tak naprawdę to jej nie poranił. Po prostu miejscami skóra 

była przekrwiona, pozostały czerwone ślady...

Teraz kobieta gotowa była opowiedzieć Eguchiemu wszystko. 

Lecz on już stracił ochotę na wysłuchanie jej. Tak czy owak chodzi tu 

background image

o starca, który mógł umrzeć gdziekolwiek w każdej chwili. Kto wie, 

może miał szczęśliwą śmierć. Tylko obraz przenoszenia do hoteliku 

jego ogromnego ciała, o którym mówił Kiga, rozbudzał wyobraźnię 

Eguchiego.

- Śmierć starego człowieka to okropny widok. Pewnie, można 

myśleć, że odrodzi się szczęśliwie w raju... Ale ten starzec spadł na 

pewno do piekła.

- Czy ja znam tę dziewczynę, która z nim była?

Tego nie mogę powiedzieć. 

- Aha. 

- Na szyi i piersi pozostało czerwone zadrapanie, więc dostała 

urlop do całkowitego zagojenia. 

- Chciałbym jeszcze jedną filiżankę herbaty. Chce mi się pić. 

- Słucham pana. Zaparzę świeżej.

- Jak myślisz, czy jednak nie będziecie musieli zamknąć tego 

domu, gdy zdarzy się znowu taki wypadek, nawet jeśli wszystko uda 

się wam zatuszować?

- Tak pan sądzi?  -  Zapytała spokojnie kobieta  i,  nie unosząc 

głowy, dolała mu herbaty. - Na pewno, może już dzisiaj w nocy ukaże 

się duch zmarłego.

- Chciałbym z nim szczerze porozmawiać.

- O czym?

- O żałosnych dniach starego człowieka.

- Żartowałam!

Starzec pociągnął łyk herbaty.

background image

- Wiem, że żartowałaś. Ale widmo siedzi również we mnie. W 

tobie też. - Eguchi wyciągnął prawą rękę i wskazał na kobietę.

- Ale jak się dowiedziałaś, że umarł? - zapytał Eguchi.

Wydało mi się, że słyszę jakieś jęki, więc weszłam na piętro i 

sprawdziłam. Oddech i tętno ustały. 

- Dziewczyna nie wiedziała o tym? - znów zapytał o to samo 

Eguchi. 

- Tak je przygotowujemy, żeby nie obudziły się z byle powodu. 

- Z byle powodu? Nawet nie wiedziała, że wynosili trupa? 

- Nie wiedziała. 

- Straszna kobieta!

- Wcale nie jest straszna. Proszę już przerwać tę niepotrzebną 

rozmowę   i   szybko   przejść   do   sąsiedniego   pokoju.   Czy   któraś   z 

poprzednich dziewcząt wydała się panu straszna?

-   Być   może   dla   starego   człowieka   straszna   jest   młodość 

dziewczyny.

- Co pan chce powiedzieć?  - uśmiechnęła  się blado, wstała i 

uchyliła drzwi do pokoju. - Dobrze śpią i czekają na pana, proszę... 

oto   klucz.   -   Wyjęła   go   zza   pasa   obi   i   podała   mu.   -   Aha,   nie 

powiedziałam jeszcze panu, dzisiaj są dwie.

- Dwie?

Eguchi nie krył zdziwienia. Być może dziewczęta wiedziały o 

śmierci starego Fukury.

background image

- Proszę. - Kobieta wstała i wyszła. Ciekawość i zawstydzenie, 

jakie przeżywał podczas pierwszej wizyty, już prawie minęły, mimo 

to poczuł się onieśmielony, kiedy otworzył drzwi.

- Czy dzisiaj również jest „uczennica”?

Lecz   w   odróżnieniu   od   „małej   dziewczynki”,   jaką   poznał 

przedtem, dzisiejsza wyglądała na dzikuskę. Jej dzikość sprawiła, że 

Eguchi całkowicie zapomniał o śmierci starego Fukury. Dziewczyna 

leżała blisko drzwi wejściowych. Nie była chyba przyzwyczajona do 

koca elektrycznego, przeznaczonego raczej dla starych lub może w jej 

ciele kryło się tyle ciepła, że chłód zimowy nie robił na niej żadnego 

wrażenia,   w   każdym   bądź   razie   leżała   obnażona   po   dołeczek   na 

brzuchu. Spała z szeroko rozchylonymi nogami na kształt chińskiego 

znaku   „duży”,   twarzą   zwróconą   do   góry,   obie   zaś   ręce   rozłożyła 

szeroko   na   bokach.   Brodawki   miała   duże   i   ciemne   o   fioletowym 

odcieniu.   Kolor   szyi   i   piersi,   w   świetle   odbitym   od   aksamitnych 

karmazynowych kurtyn, nie był piękny. Miał jednak czarny połysk. 

Pachy wydzielały słabą woń potu.

- Prawdziwe życie - mruknął do siebie Eguchi. 

Taka dziewczyna tchnie życie w sześćdziesięciosiedmioletniego 

starca. Czy jest Japonką? Eguchi wątpił. Nie ma chyba dwudziestu lat, 

gdyż   brodawki   jeszcze   się   nie   zaokrągliły,   mimo   dość   szerokich 

piersi. Otyła nie jest, ale jej ciało wydaje się mocne i pełne energii.

- Hm - starzec uniósł jej rękę i popatrzył: palce długie, długie ma 

również paznokcie. Na pewno jest wysoka, w zgodzie z dzisiejszą 

modą. Jaki ma głos, czym się wyróżnia jej sposób mówienia? Eguchi 

background image

lubił   głosy   wielu   kobiet   z   radia   czy   telewizji;   gdy   występowały, 

zamykał   oczy   i   słuchał   tylko   głosu.   Doznał   nagle   silnej   pokusy: 

zapragnął usłyszeć głos uśpionej dziewczyny. Rozmowa ze śpiącą jest 

niemożliwa. Jak jednak zrobić, żeby dziewczyna zechciała przemówić 

przez sen! Zresztą głos śpiącej różni się od normalnego. Poza tym 

większość kobiet ma kilka odmian głosu, lecz ta dziewczyna mówi 

chyba tylko jednym. Nawet po sposobie spania mógł poznać, że nie 

była zbyt wytworna w zachowaniu, ani też wrażliwa.

Starzec Eguchi usiadł i zaczął zabawiać się długimi poznokciami 

dziewczyny.   Czy   zawsze   są   takie   twarde?   Czy   to   dlatego,   że   są 

zdrowe i młode? Kolor krwi pod paznokciami był żywy. Dotąd nie 

zwrócił na to uwagi, dopiero teraz spostrzegł, że dziewczyna ma na 

szyi złoty łańcuszek, cienki jak nitka. Chciało mu się śmiać. Mimo 

zimnej nocy dziewczyna zepchnęła koc z piersi, a przecież na czole 

przy linii włosów pojawiły się krople potu. Eguchi wyjął chusteczkę i 

otarł pot z czoła. Na chusteczce pozostał silny zapach. Wytarł również 

pod pachami. Tej chusteczki nie mógłby już zabrać do domu, więc 

zwinął ją i rzucił w kąt pokoju.

- O? Szminka na wargach - mruknął Eguchi. Nic w tym chyba 

dziwnego,   ale   nawet   szminka   u   tej   dziewczyny   budziła   wesołość 

Eguchiego, popatrzył więc i powiedział do siebie:

- Może operowała zajęczą wargę?

Eguchi podniósł chusteczkę i spróbował wytrzeć jej usta. Nie 

był to ślad po operacji. Środek górnej wargi unosił się ku górze na 

background image

kształt stożka - ta spiczasta linia wydała się jednak bardzo ładna. A 

przy tym - ku jego zaskoczeniu - pociągająca.

Starzec   Eguchi   nagle   przypomniał   sobie   pocałunek   sprzed 

czterdziestu   lat.   Stojąc   wtedy   przed   dziewczyną   dotknął   lekko   jej 

ramienia i nagle zbliżył do niej usta. Dziewczyna poruszyła głową w 

prawo, potem w lewo.

- Nie, nie, ja tego nie zrobię - powiedziała.

- Nieprawda, zrobiłaś.

- Na pewno nie.

Eguchi otarł własne wargi i pokazał jej chusteczkę ze śladami 

bladej czerwieni.

- Przecież pocałowałaś. Zobacz.

Dziewczyna   wzięła   chusteczkę,   przyglądała   jej   się   chwilę, 

potem bez słowa włożyła do torebki..

- Ja tego nie robię - spuściła oczy nieco załzawione i milczała. 

Odtąd już nigdy się nie spotkali. Co zrobiła z tą chusteczką? Zresztą, 

czy w ogóle ta dziewczyna żyje dzisiaj po czterdziestu latach?

Po ilu to latach przypomniał ją sobie, gdy ujrzał tę stożkowato 

uniesioną górną wargę uśpionej piękności. Na chusteczce pozostała 

szminka.   Gdyby   tę   chusteczkę   położył   pod   jej   poduszką,   czy 

pomyślałaby   po   przebudzeniu,   że   ukradł   jej   pocałunek?   Całować 

chyba można w tym domu. Pocałunków chyba nie zakazano. Nawet 

bardzo starzy to potrafią. Tutaj dziewczęta się nie bronią, co więcej, 

nic   o   tym   nie   wiedzą,   jeśli   nawet   ktoś   je   całuje.   Śpiące   wargi   są 

chłodne,   mają   zapewne   smak   wody.   Czy   jednak   wargi   zmarłej 

background image

kochanej kobiety nie wywołują większego drżenia uczuć? Zwłaszcza, 

że   Eguchi   nie   czuł   pożądania,   gdy   myślał   o   godnym   pożałowania 

stanie przychodzących tu starych mężczyzn.

Pociągał go niezwykły kształt ust dziewczyny. Czy takie wargi 

w ogóle się spotyka? - Lekko dotknął ich czubkiem małego palca. 

Były suche. Skóra wydała się gruba. Nagle dziewczyna zaczęła lizać 

wargi - nie przerwała tej czynności, dopóki ich dobrze nie zwilżyła. 

Eguchi cofnął palce.

- Czy dziewczyna potrafi całować się nawet przez sen? - Starzec 

pogładził ją lekko po włosach za uchem. Były grube i twarde. Wstał i 

przebrał się.

- Nawet najzdrowsza może się przeziębić w ten sposób. - Eguchi 

schował ręce dziewczyny, a koc podciągnął na piersi. Przytulił się do 

niej. Dziewczyna się odwróciła i z jękiem wyciągnęła ręce. Starzec 

został zdecydowanie odepchnięty. To go znowu rozbawiło, tym razem 

nie mógł opanować śmiechu.

-   Rzeczywiście,   jaka   z   niej   dzielna   uczennica!   Dziewczynę 

uśpiono tak, żeby nie mogła się obudzić, straciła władzę nad swoim 

ciałem, więc mógł z nią robić, co chciał, ale Eguchi nie miał już sił ani 

ochoty brać jej siłą. Albo też dawno zapomniał, jak to się robi. Zbliżył 

się do niej z łagodną zmysłowością, ze spokojną akceptacją. Szedł ku 

niej wiedziony poczuciem bliskich więzi z kobietą. Chęć przygody, 

pożądanie   przyspieszające   oddech   już   go   opuściły.   Odrzucony 

niespodziewanie, śmiał się myśląc o tego rodzaju sprawach.

- Jestem stary - wymamrotał.

background image

Jednak jeszcze nie postarzał się do tego stopnia, żeby tutaj nie 

przychodzić. Przypuszczalnie to ta dziewczyna o połyskującej czernią 

skórze sprawiła, że zaczął jaśniej dostrzegać, iż jemu również chyba 

nie pozostało wiele z życia mężczyzny.

Wydało   mu   się,   że   pogwałcenie   spokoju   tej   dziewczyny 

mogłoby   rozbudzić   w   nim   młodość.   Eguchi   czuł   się   zniechęcony 

nawet   tym   domem   „śpiących   piękności”.   Mimo   to   przychodził   tu 

coraz częściej. Nagle wzburzyło go silne pulsowanie krwi: zapragnął 

użyć siły, złamać  nakazy tego domu, zniszczyć szpetne tajemnicze 

lekarstwo starych mężczyzn i pożegnać się z tym miejscem na zawsze. 

Lecz gwałt przecież nie jest tutaj konieczny. Przypuszczalnie uśpione 

ciało dziewczyny nie będzie się opierać. Nawet nie byłoby trudno ją 

udusić. Ale napięcie mija, ogarnia go pustka mrocznej głębi. Szum 

wysokich   fal   z   pobliskiej   plaży   dochodził   jakby   z   daleka.   Pewnie 

dlatego, że na lądzie nie było wiatru. Starzec myślał o mrocznym dnie 

ciemnego morza w nocy. Podparł się na łokciu i przybliżył policzek 

do   twarzy   dziewczyny.   Oddychała   ciężko.   Zrezygnował   nawet   z 

pocałunku i oparł głowę na poduszce. 

Eguchi   leżał   tak,   jak   go   odepchnęły   ręce   ciemnoskórej 

dziewczyny z odkrytą piersią. Zbliżył się do drugiej. Zwrócona dotąd 

plecami, obróciła się w jego stronę. Powitała go łagodnością ledwie 

wyczuwalnej zmysłowości. Jedną rękę położyła na biodrze starca. 

- Nieźle dobrane. - Zabawiając się palcami dziewczyny starzec 

zamknął oczy. Palce o drobnych kosteczkach były giętkie, tak giętkie, 

iż - zdawało się - mogły wyginać się swobodnie bez obawy złamania. 

background image

Zapragnął   włożyć   je   sobie   do   ust.   Piersi   również   były   małe,   ale 

okrągłe   i   wysokie,   mieściły   się   w   dłoni   Eguchiego.   Podobna   była 

krągłość   jej   bioder.   Kobieta   jest   nieskończonością   -   Eguchi   trochę 

posmutniał i otworzył oczy. Dziewczyna miała długą szyję. Smukłą i 

piękną. Lecz jej smukłość nie sprawiała wrażenia typowo japońskiej 

szyi z dawnych obrazów. Zamknięte oczy podkreślała podwójna linia, 

tak   delikatna,   że   po   otwarciu   powiek   mogła   zniknąć.   Może   bywa 

czasem podwójna, a czasem pojedyncza. Może tylko jedno oko miało 

podwójną, drugie pojedynczą linię. W świetle odbitym od aksamitnej 

kotary trudno było rozpoznać kolor skóry, w każdym razie policzki 

nieznacznie   się   brązowiły,   biała   szyja   przy   barkach   również 

przechodziła w brąz, tylko piersi wyróżniały się czystą bielą.

Ciemnoskóra dziewczyna, o ile dobrze zobaczył, jest wysoka, ta 

druga również tak bardzo od tamtej się nie różni. Eguchi wyciągnął 

nogi,   chcąc   się   o   tym   przekonać.   Najpierw   dotknął   stopy   czarnej 

dziewczyny   o   twardej   grubej   skórze.   Była   przetłuszczona.   Starzec 

szybko cofnął nogę, ale jej stopa zaczęła go kusić. Starzec Fukura 

dostał podobno ataku serca i umarł, kto wie, czy nie spał wtedy obok 

tej czarnoskórej, która być może z tego powodu dostała na dzisiejszą 

noc koleżankę - przemknęło mu przez myśl.

Nie, to byłoby niemożliwe. Dziewczyna, która spała z Fukurą w 

jego ostatniej godzinie, miała zadrapanie na szyi i piersi, dlatego teraz 

odpoczywa do czasu wygojenia się rany - czyż nie mówiła  o tym 

kobieta?   Starzec   Eguchi   jeszcze   raz   dotknął   nogi   i   następnie 

przejechał stopą po czarnej skórze w górę. Po jego ciele przebiegł 

background image

dreszcz i wydało mu się, że słyszy własne pragnienie: „Wprowadź 

mnie   w świat   czarodziejskiej  nocy  życia.”  Dziewczyna odepchnęła 

kołdrę... czy raczej znajdujący się pod kołdrą koc elektryczny. Jedną 

nogę wysunęła na zewnątrz i wyprostowała. Kiedy patrzył na jej piersi 

i brzuch, miał ochotę wywlec ją spod kołdry i w środku zimowej nocy 

położyć nagą na macie. Przyłożył ucho do piersi i słuchał bicia serca. 

Jest na pewno duże i silne - pomyślał - ale okazało się zaskakująco 

małe i przyjemne. Ale bije trochę nierówno, czyżby się mylił? Może 

wszystkiemu winien niepewny słuch Eguchiego?

- Przeziębisz się! - Eguchi przykrył ciało dziewczyny i włączył 

koc elektryczny po jej stronie. Wydało mu się, że magiczna siła życia 

kobiety nie jest tak znowu potężna.

A gdyby tak ścisnął ją za gardło? Na pewno jest kruche. Nawet 

starzec potrafi to zrobić. Wytarł chusteczką policzek, którym dotykał 

piersi. Przetłuszczona skóra zostawiła widocznie ślad. Odgłos bicia jej 

serca donośnym echem dudni w uszach Eguchiego. Starzec kładzie 

swoją rękę na sercu. Wydaje mu się - może po prostu dlatego, że sam 

dotyka siebie - że jego własne bije zdrowiej.

Odwrócił się plecami do czarnej dziewczyny, patrzył teraz na 

jasnoskórą. Kształtny i piękny nosek w oczach dalekowidza wydaje 

się jeszcze bardziej wdzięczny i elegancki. Cienka i długa szyja jest 

tak piękna, że trudno się powstrzymać od włożenia pod nią dłoni i 

uniesienia w górę. Jest delikatna. Wraz z jej ruchem idzie ku niemu 

słodki zapach. I miesza się z ostrą wonią dzikiego stworzenia, czarnej 

dziewczyny, leżącej po drugiej stronie. Starzec przytulił się do białej. 

background image

Jej oddech przyspieszył się i skrócił. Lecz nic nie wskazywało, że się 

obudzi. Eguchi leżał chwilę spokojnie.

- Czy mi wybaczy? Jako ostatnia kobieta mego życia... - Czarna 

dziewczyna   za   jego   plecami   poruszyła   się   nerwowo.   Starzec 

wyciągnął rękę i sprawdził. Dotknął chyba piersi.

- Uspokój się. Posłuchaj fal zimowych i uspokój się. - Starzec 

Eguchi starał się uspokoić samego siebie.

Dziewczyna jest uśpiona tak mocno, jakby była sparaliżowana. 

Dostała pewnie jakąś truciznę lub bardzo silny środek usypiający. Ale 

w   jakim   celu   to   wszystko?”   „W   jakimże   innym,   jeśli   nie   dla 

pieniędzy” - pomyślał i zawahał się. Wprawdzie dobrze wiedział, że 

każda kobieta jest inna, lecz zastanawiał się, czy rzeczywiście ta jest 

taka inna, żeby mógł śmiało zadać jej nieuleczalną ranę, i sprawić ból 

na całe życie? Można by sądzić, że dla sześćdziesięciosiedmioletniego 

Eguchiego ciała wszystkich kobiet są już jednakowe. A więc i w tej 

dziewczynie   nie   ma   ani   poddania   się,   ani   negacji,   ani   nawet 

odpowiedzi.

Od trupa różni się tylko tym, że krąży w niej ciepła krew, i tym, 

że  oddycha.  Nie,  kiedy  dziewczyna obudzi   się  żywa,  gdy   nastanie 

ranek, czy mimo to będzie tak bardzo różniła się od trupa? Nie ma w 

niej teraz ani miłości, ani wstydu, ani lęku. Po przebudzeniu może w 

niej   pozostać   tylko   gorycz   i   żal.   Nawet   nie   dowie   się,   który 

mężczyzna   odebrał   jej   czystość.   Będzie   tylko   przypuszczać,   że   to 

jeden ze starców. Nawet chyba nie powie o tym kobiecie. Postara się 

ukryć, że złamano zakazy tego domu, nie dowie się o tym również 

background image

żadna z pozostałych dziewcząt. Delikatna skóra przylgnęła szczelnie 

do ciała Eguchiego. Ciemna dziewczyna, zapewne z powodu zimna 

odczuwanego   po   wyłączeniu   koca   elektrycznego   po   jej   stronie, 

przyciskała się do starca swoim nagim ciałem. Jedna z jej stóp weszła 

między   nogi   białej   dziewczyny.   Eguchiemu   znowu   zachciało   się 

śmiać, czuł, jak opuszczają go siły. Szukał lekarstwa pod poduszką. 

Był tak ściśnięty między dziewczynami, że nie mógł poruszyć ręką. 

Położył dłoń na czole jasnej dziewczyny i przyglądał się - jak zwykle 

to czynił - białym tabletkom.

-   A   może   dziś   zostawię   proszki   tam,   gdzie   leżały?   - 

wymamrotał. Był to na pewno silny środek. Na pewno usnąłby od 

razu. Ale czy wszyscy przychodzący do tego domu - Eguchi po raz 

pierwszy zaczął się zastanawiać - połykają tak grzecznie ten środek, 

jak im zaleca kobieta? Lecz gdyby pożałowali godzin snu, rezygnując 

ze   środka   nasennego,   na   pewno   by   tylko   obnażyli   swą   starczą 

brzydotę.   Eguchi   myślał,   że   jeszcze   nie   wstąpił   do   tego   rodzaju 

towarzystwa starości. Dziś również zażył proszki. I przypomniał sobie 

o tym, jak mówił, że chce tego samego lekarstwa, którym uśpiono 

dziewczynę.   „Dla   starszych   jest   niebezpieczne”   -   odpowiedziała 

wtedy kobieta. Z tego tylko powodu nie nalegał więcej.

Lecz czy „niebezpieczne” oznacza po prostu śmierć  w czasie 

snu? Stał się już starym człowiekiem, któremu jest przeznaczony los 

wszystkich śmiertelników, a przecież jest bez wątpienia człowiekiem, 

od   czasu   do   czasu   przeżywa   pustkę   samotności,   przygnębienie   i 

rozpacz.   Czy   więc   ten   dom   nie   byłby   najbardziej   dla   niego 

background image

upragnionym miejscem śmierci? Wzbudzić ludzką ciekawość, okryć 

się pogardą ludzi - czyż to właśnie nie przyniosłoby mu pośmiertnej 

sławy? Wszyscy znajomi byliby zdumieni. Nie mógł przewidzieć, ile 

zmartwień   przysporzyłby   swojej   rodzinie,   ale   gdyby   na   przykład 

umarł   dzisiejszej   nocy   między   dwiema   dziewczętami,   czyż   nie 

spełniłyby się największe pragnienia ostatnich lat życia mężczyzny? 

Nie,   to   chyba   nie   jest   tak.   Ciało   wyniosą   do   nędznego   zajazdu, 

podobnie   jak   starego   Fukurę,   i   ogłoszą,   że   popełnił   samobójstwo 

zażywając środek nasenny. Nie będzie testamentu, przyczyny zgonu 

też nikt nie rozpozna, więc zakończą całą sprawę stwierdzeniem, że 

po prostu nie wytrzymał smutków ostatnich dni starości. Eguchi już 

widzi uśmieszek na twarzy kobiety z tego domu.

-   Cóż   za   szalone   fantazje!   Jeszcze   sprowadzą   nieszczęście!   - 

Starzec Eguchi zaśmiał się, ale nie był to chyba śmiech promienny. 

Środek nasenny zaczął powoli działać.

- Dobrze, zbudzę tę kobietę i poproszę o taki sam, jaki dostały 

dziewczęta   -   wymamrotał.   Lecz   nie   miał   większej   nadziei,   że   go 

dostanie.   Poza   tym   wstawanie   wydało   mu   się   bardzo   kłopotliwe, 

zresztą nie miał już na to ochoty. Położył się na plecach i oburącz 

objął   dziewczęta   za   szyję.   Jedną:   łagodną,   delikatną   i   pachnącą,   i 

drugą: szorstką i przetłuszczoną. Coś przepełniło jego serce i szukało 

ujścia. Popatrzył na karmazynowe zasłony z prawej i lewej.

- Aa!

-   Aa?   -   rozległo   się   jakby   w   odpowiedzi   od   strony   ciemnej 

dziewczyny. Jej ręka upadła na pierś starego. Może cierpi? Eguchi 

background image

cofnął swoją rękę i odwrócił się plecami. Wolną rękę wyciągnął teraz 

w stronę jasnoskórej dziewczyny i objął jej biodra ściskając w miejscu 

wgłębienia. Zamknął powieki.

-  Ostatnia  kobieta   w  moim   życiu?  Dlaczego  ostatnia   kobieta, 

dlaczego   w   ten   sposób   myślę   choćby   przez   ułamek   sekundy?   - 

zastanawiał   się   Eguchi.   -   Wobec   tego   kim   była   moja   pierwsza 

kobieta? - Poczuł ociężałość w głowie czy po prostu roztargnienie.

Pierwszą   kobietą   była   „matka”   -   błysnęło   w   świadomości 

Eguchiego. - Oczywiście, czy mógłby to być kto inny? - Zamajaczyła 

niespodziewanie odpowiedź. - Ale czy mogę powiedzieć, że to matka 

była   moją   pierwszą   kobietą?   -   I   dopiero   teraz,   dożywszy 

sześćdziesięciu   siedmiu   lat,   leżąc   między   dwiema   dziewczynami, 

gdzieś w głębi piersi, nieoczekiwanie, dostrzegł tę nową prawdę. Czy 

to bluźnierstwo, czy po prostu tęsknota? Otworzył oczy i zamrugał 

powiekami,   jakby   odpędzał   nocną   marę.   Ale   proszek   już   działał   i 

trudno było całkowicie się rozbudzić, zresztą zaczął dolegać mu tępy 

ból głowy. Pogrążony w senności gonił wspomnienia matki, po chwili 

westchnął i położył dłonie na piersiach dziewcząt z prawej i lewej. 

Jedna gładka, druga przetłuszczona - starzec zamknął oczy.

Matka umarła w noc zimową, gdy Eguchi miał siedemnaście lat, 

obaj z ojcem trzymali matkę za ręce z obu stron; z rąk wymęczonych 

długim cierpieniem chorej na gruźlicę pozostały same kości, ale matka 

ściskała tak mocno, aż Eguchiego bolały palce. Pielęgniarka masująca 

jej stopy wstała i cicho odeszła. Chyba zatelefonować po doktora.

background image

-   Yoshio,   Yoshio...   -   zawołała   rwącym   się   głosem.   Eguchi 

zrozumiał i pogładził leciutko po udręczonym łonie, w tym samym 

momencie z ust matki trysnęła krew, dużo krwi. Bulgocąc płynęła też 

z nosa. Matka przestała oddychać. Krwi nie można było zebrać nawet 

gazą ani ręcznikiem leżącym obok poduszki.

-   Yoshio,   wytrzyj   rękawem   koszuli   -   powiedział   ojciec.   - 

Siostro,   siostro,   miednicę   z   wodą...   Tak,   tak,   świeżą   poduszkę, 

koszulę nocną i prześcieradło...

Gdy starzec Eguchi pomyślał: „Pierwszą kobietą była matka”, w 

naturalny sposób zaczął sobie przypominać jej umieranie.

- Aa! - Karmazynowe zasłony na ścianach tajemniczego pokoju 

zamajaczyły kolorem krwi. Choć mocno zamykał powieki, czerwień 

nie znikała. Pod wpływem proszka ciemność zasnuła głowę. Dłonie 

leżały na młodych piersiach dziewcząt. Świadomość została na wpół 

sparaliżowana, w kącikach oczu pojawiły się jednak łzy.

-   Dlaczego   w   takim   miejscu   pomyślałem,   że   pierwszą   moją 

kobietą była matka? - zastanawiał się zdziwiony. Lecz myśl o matce 

jako   pierwszej   kobiecie   nie   wywołała   wspomnienia   późniejszych 

kobiet   jego   zabaw.   Naprawdę   pierwszą   jego   kobietą   była   chyba 

jednak żona. To dobrze, lecz jego stara żona, która wydała już trzy 

córki za mąż, tej nocy zimowej śpi samotnie. Nie, może jednak nie 

śpi? Tam nie ma fal jak tutaj, ale chłód zimowy jest pewnie ostrzejszy. 

Starzec nagle zapytał sam siebie, czym właściwie są te piersi, które 

teraz   przykrywa   dłońmi.   Będą   nadal   żyły   pulsując   ciepłą   krwią 

jeszcze wtedy, gdy jego nie będzie na tym świecie. Ale co to znaczy? 

background image

Ścisnął   je   mocniej,   choć   nie   mógł   przezwyciężyć   paraliżującej 

senności.   Dziewczęta   nie   odpowiedziały,   spały   również   ich   piersi. 

Kiedy  w ostatniej  godzinie głaskał  ciało matki,  musiał  oczywiście, 

dotknąć   jej   zwiotczałych   piersi.   Nie   czuł   jednak,   że   dotyka   piersi. 

Teraz   nie   mógł   ich   sobie   przypomnieć.   Pamiętał   tylko   jak   w 

dzieciństwie dotykał piersi rączkami i usypiał przy nich.

Starca Eguchiego chyba wreszcie zmorzyła senność, gdyż dla 

własnej wygody zdjął obie dłonie z piersi dziewcząt. Zwrócił się ku 

ciemnoskórej.   Przyciągnął   go   widocznie   jej   mocniejszy   zapach. 

Nierówny oddech uderzył go w twarz. Usta miała nieco otwarte.

- O, jak ładnie zakrzywiony ząb! - Starzec ujął go między palce. 

Ząb był mały, znacznie mniejszy od pozostałych. Gdyby nie oddech 

dziewczyny,   Eguchi   na   pewno   by   go   pocałował.   Lecz   nieznośny 

zapach przeszkadzał mu nawet w zasypianiu, dlatego obrócił się na 

drugi bok. Tym razem oddychała mu prosto w szyję. Nie chrapała, ale 

oddech miała ciężki i głośny. Eguchi wyciągnął szyję i zbliżył czoło 

do   policzków   jasnoskórej.   Biała   dziewczyna   być   może   skrzywiła 

nieco   twarz   i   dlatego   wyglądała   tak   jak   gdyby   się   uśmiechała. 

Eguchiego   bardziej   niepokoiła   tłusta   skóra   czarnej   dziewczyny, 

dotykającej jego pleców. Była zimna i śliska. Starzec Eguchi zapadł w 

sen.

Spał   niezbyt   dobrze,   może   było   mu   ciasno   między   dwiema 

dziewczynami, może po prostu miał zły sen. Kolejne jego epizody nie 

wiązały się ze sobą, drażniły go nieprzyjemną erotyką. Pod koniec 

snu,   gdy   z   podróży   poślubnej   wrócił   do   domu,   zastał   rozkwitłe 

background image

czerwone. dalie, kołyszące się i zakrywające niemal cały dom. Eguchi 

zawahał się, nie mając pewności czy dobrze trafił.

- Ach, witamy! Dlaczego stoisz w tym miejscu? - Zapytała go 

matka,   która   właściwie   wtedy   już   nie   żyła.   -   Czy   twoja   żona   się 

wstydzi?

- Mamo, co jest z tymi kwiatami?

- Rzeczywiście. - Matka była spokojna. - Wchodź szybciej.

- Dobrze, myślałem, że nie trafiłem do domu. Choć przecież nie 

mógłbym się pomylić, ale tyle tych kwiatów...

Na   powitanie   nowożeńców   w   pokoju   czekały   odświętne 

potrawy. Po słowach powitalnych synowej, matka wyszła do kuchni, 

aby   podgrzać   zupę.   Dochodził   go   zapach   smażonych   leszczy 

morskich. Eguchi wyszedł na korytarz i patrzył na kwiaty. Młoda żona 

stanęła za nim.

- Ach, jakie piękne kwiaty! - powiedziała.

- Hm - nie chcąc jej przestraszyć przemilczał słowa: „W domu 

przedtem   nie   było   takich   kwiatów.”   Wpatrywał   się   w   największy 

kwiat i spostrzegł, że z jednego płatka spadła czerwona kropla.

- O?

Starzec Eguchi przebudził się. Potrząsnął dziewczyną za szyję, 

lecz   nadal   czuł   się   zamroczony.   Leżał   zwrócony   w   stronę 

ciemnoskórej. Jej ciało było zimne. Drgnął ze strachu. Położył rękę na 

sercu, lecz nie wyczuł bicia. Zerwał się z pościeli. Nogi ugięły się pod 

nim i upadł. Drżący wyszedł z pokoju. Rozejrzał się i odkrył dzwonek 

background image

obok ozdobnej wnęki. Naciskał długo i ze wszystkich sił w palcach. 

Na schodach rozległ się głos kroków.

-   Czy   udusiłem   ją   w   czasie   snu,   nic   o   tym   nie   wiedząc?   - 

Starzec, niemal na czworakach, wrócił do pokoju i popatrzył na szyję 

dziewczyny.

- Czy coś się panu stało? - weszła kobieta.

- Ona umarła. - Eguchiemu drżały usta, zębem na ząb nie mógł 

trafić. Kobieta spokojnie przetarła oczy.

- Umarła?! To niemożliwe.

- Nie żyje! Nie oddycha! Tętno ustało!  Tym razem zbladła i 

uklękła u wezgłowia.

- Chyba nie żyje.

Kobieta odwinęła kołderkę i obejrzała dziewczynę. 

- Czy coś pan jej zrobił?

- Nic nie zrobiłem. 

-   Nie  umarła.   Nie  ma   się   pan   czym  martwić...   -   powiedziała 

chłodno starając się zachować spokój.

- Umarła! Szybko zawołaj lekarza.

- Co dałaś jej do wypicia? Może miała alergię.

- Proszę pana, proszę się nie denerwować. Nie będzie pan miał 

nieprzyjemności... Nie ujawnię pana nazwiska...

- Ona przecież nie żyje!

- Nie sądzę, żeby umarła.

- Która teraz?

- Minęła czwarta.

background image

Kobieta   chwiała   się   podnosząc   w   ramionach   nagą   czarną 

dziewczynę.

- Pomogę.

- Nie potrzebuję. Na dole jest pomocnik...

- Chyba jest ciężka.

-  Proszę   się  tym nie  przejmować,  proszę   wrócić   do  pokoju  i 

dobrze wypocząć. Zresztą jest tam jeszcze jedna dziewczyna.

„Jest   tam   jeszcze   jedna”...   -   chyba   nigdy   nic   tak   nie   ukłuło 

Eguchiego,   jak   ta   uwaga.   Oczywiście,   w   pokoju   pozostała   jeszcze 

jasnoskóra dziewczyna.

- Sądzisz, że mógłbym spać! - W głosie  starca był nie tylko 

gniew, lecz także niepokój i strach. - Wracam do domu. 

- Proszę tego nie robić. Nie byłoby dobrze, gdyby o tej porze 

zauważono   pana   wychodzącego   od   nas,   mogliby   zacząć   coś 

podejrzewać...

- Czy będę mógł zasnąć?

- Przyniosę panu jeszcze jedną tabletkę.

Usłyszał, jak ciągnięto ciało w dół po schodach. Dopiero teraz 

Eguchi,   mający   na   sobie   tylko   jedną   bawełnianą   yukatę,   poczuł 

przejmujący chłód. Kobieta wróciła z białym proszkiem. - Proszę, w 

ten sposób może pan spać do rana spokojnie.

- O? - Starzec otworzył drzwi do sąsiedniego pokoju: kołdra, 

odrzucona przedtem w pośpiechu, pozostała w nieładzie, naga biała 

dziewczyna leżała olśniewająco piękna.

- Aa! - Eguchi nie mógł od niej oderwać wzroku.

background image

Usłyszał warkot samochodu odjeżdżającego prawdopodobnie z 

ciałem   czarnej   dziewczyny.   Czy   ją   też   powieziono   do   tego 

podejrzanego   zajazdu,   do   którego   niedawno   zabrano   ciało   starca 

Fukury?


Document Outline