background image

SZTUKA STOSOWANA 

I ARCHITEKTURA 

background image
background image

H •  M U T H E S I U S 

SZTUKA STOSOWANA 

I ARCHITEKTURA 

WYDAWNICTWO 

MIEJSKIEGO 

M U Z E U M 

TECHNICZNO 

PRZEMYSŁOWEGO 

K R A K Ó W 

1 9 0 9 

background image

ODBITO W DRUKARNI UNIWERSYTETU JAGIELLOŃ-
SKIEGO POD ZARZĄDEM JÓZEFA FILIPOWSKIEGO. 

background image

PRZEDMOWA WYDAWCY. 

Wobec chaosu i mglistości pojęć panujących u nas 

w dziedzinie sztuki stosowanej jest rzeczą pierwszorzę-
dnego znaczenia ustalić i rozszerzać zasadnicze poję-
­­a, stanowiące odrębny swój świat, który jak każdy 
inny wymaga gruntownego i fachowego wykształcenia. 

Wiemy, ile zawdzięcza odrodzenie i niebywały roz-

wój tej sztuki w Anglii i Niemczech specyalnej i sła-
wnej na cały świat literaturze, jak przygotowała ona 

grunt, jaką podnietą była dla twórców i jak ożywczo 

podziałała na reformę dotychczasowego systemu nau-

czania. Znakomite rezultaty, jakie tam osiągnięto przy 

jej pomocy są dowodem, że największe wysiłki jedno-

stek i poszczególnych instytucyj tylko wtedy wydadzą 

owoce, jeśli znajdą atmosferę przychylną i zrozumie-
nie dla pionierów i kierowników ruchu nietylko w sfe-
rach kierujących i W szerokich kołach społeczeństwa, 
ale przedewszystkiem W sferach rękodzielniczych. 

Nie posiadając w tym kierunku literatury ojczystej 

a uznając olbrzymią jej doniosłość, Dyrekcya Mu­
zeum Techniczno-Przemysłowego postanowiła wydać 
niniejszą książkę, w przekładzie polskim w przekona-

niu, że przyczyni się ona do niezbędnego w naszych 

stosunkach oczyszczenia atmosfery i utorowania drogi 

do odrodzenia sztuki stosowanej, tak wielką odgrywa-

jącej rolę w każdem społeczeństwie. 

Kraków W grudniu 1909. 

Dyrekcya 

Miejskiego Muzeum 

Techn iczno-Przemysłowego. 

background image
background image

PRZEDMOWA TŁÓMACZA. 

d lat kilkunastu w Niemczech, a kil-

kudziesięciu w Anglii panuje ruch ol-

brzymi w dziedzinie sztuki stosowa-
nej i architektury. Ruch ten zawdzię-

cza dużo literaturze specyalnej, która w Anglii 
miała swoich apostołów w prawdziwem i szero-

kiem znaczeniu słowa. W Niemczech pierwsze 
miejsce w tym kierunku zajmuje Herman Mu-
thesius, architekt i pisarz, obecnie wysoki urzęd-
nik w ministerstwie handlu w Berlinie, a da-
wniej przez długie lata techniczny sprawo-
zdawca przy ambasadzie niemieckiej w Londyn 
nie, — autor wielu dzieł pierwszorzędnych, których 

spis znajdzie czytelnik na końcu niniejszej ksią-
zki, autor znany takie z powodu głośnej t. zw. 
s p r a w y  M u t h e s i u s a , której świadkiem przed 

paru laty były koła artystyczno - przemysłowe 
w Niemczech. Ponieważ sprawa ta jest bardzo 
charakterystyczna, a dla naszych stosunków może 
mieć znaczenie nauki i wskazówki na przyszłość, 
warto pokrótce opowiedzieć jej przebieg: 

background image

VIII 

Jak wiadomo, w epoce beznadziejnego pano-

wania stylów historycznych w architekturze i rze-
miosłach, stylów najzupełniej już nie odpowiada-
jących duchowi czasu i potrzebom społeczeństwa, 

reakcya przeciw temu szablonowi w Niemczech 

wyszła z oświeconych kół artystycznych, do któ-

rych przedostał się ruch angielski drogą wielkich 

umysłowych prądów końca XIX wieku. Tym-
czasem warsztaty rzemieślników, fabryki wiel-
kich producentów, pracownie architektów — 
przedstawiały obraz kompletnego zastoju i bez-
myślnego przeżuwania form historycznych. Gdy 
przywódcy ruchu — artyści i pisarze — zaczęli 
nawoływać społeczeństwo do prostoty i szczero-

ści, do porzucenia dawnej drogi naśladownictwa 
i szablonu, gdy zaczęła się pojawiać krytyka wy-
robów rzemieślniczych i architektury podówczas 
panującej, gdy próby tworzenia na nowych za-
sadach, dzięki inicyatywie artystów i kapitałom 

prywatnym dowiodły, że jest wyjście z dawnego 
rozpaczliwego stanu rzeczy — wówczas producenci 
wszelkiej kategoryi i pośrednicy poczuli się po-
ważnie zagrożeni w swoim bycie. Już nie wy 

starczały kopie: trzeba było myśleć samodziel-
nie. Publiczność zaczęła powoli stawiać wyma-

gania, zachęcona nowemi ideami szerzonemi 
w pismach i odczytach oraz artystyczną produkt 
cyą wyborową, którą można było widzieć na 
wystawach urządzanych przez artystów. 

Stopniowo i sfery bardziej oficyalne zaczęły 

background image

IX 

uznawać siłą nowego ruchu, otwierając artystom 
pole pracy w szkołach rządowych, muzeach, oraz 
warsztatach doświadczalnych. Co więcej, nawet 
instytucye pozornie nie mające z ruchem  a r t y -

stycznym nic wspólnego, zaczęły rozumieć do-
niosłe znaczenie nowej sztuki dla postępowego 
rozwoju handlu i przemysłu. Taką instytucyą 

była wyższa szkoła handlowa w Berlinie, która 
wprowadziła przed trzema laty stałe wykłady 
o celach i znaczeniu sztuki stosowanej. 

Wykłady te objął Herman Muthesius. Pierw-

szy jego występ w szkole wywołał ogromne wra-
żenie. Prelegent bez ogródek przyznał nowemu 

przemysłowi artystycznemu pierwszorzędną rolę 
nie tylko pod względem artystycznym, ale i kul-

turalnym oraz gospodarczym. Ze szczególnym 
naciskiem podniósł znaczenie jego kulturalne. 
W myśl nowych haseł: dążenia do prostoty 
i szczerości, stosowania formy, materyału, te-
chniki i konstrukcyi do właściwych celów ka-
żdego przedmiotu, a więc do istotnych rzeczo-
wych potrzeb ludzkich, nowy ruch wypowiada 

walkę całej dotychczasowej produkcyi niemiec-
kiej, opartej na surogatach i naśladownictwie. 
Znaczeniem swem przeto ruch ten, pojęty głę-
biej, przekracza granice, jakie mu się zwykło 

zakreślać, staje się więcej niż przemysłem i sztuką, 

staje się  w a ż n y m  k u l t u r a l n y m  ś r o d k i e m 
w y c h o w a n i a . Zadaniem jego — przywrócić 
dzisiejszemu społeczeństwu z powrotem poczu-

background image

cie szczerości w życiu i urządzeniu domowem, 
cnotę dawnej mieszczańskiej prostoty. Skutki tego 
wpływu sięgnąć muszą jak najgłębiej, — nietylko 

zmieniając zasadniczo niemieckie mieszkanie 

i dom, ale oddziaływając przedewszystkiem na 

c h a r a k t e r  c a ł e g o  p o k o l e n i a . Zamiłowa-

nie bowiem i przyzwyczajenie do przyzwoitego 
mieszkania jest w gruncie niczem innem, jak 

wyrobieniem i wychowaniem charakterów, tę-
piącem pretensyonalność i dorobkiewiczostwo, 
które złożyły się na obraz dotychczasowego typu 

mieszkań niemieckich, dotychczasowych form 

niemieckiego życia. 

Nieubłaganie ostrej krytyce poddał następnie 

Muthesius cały przemysł współczesny, piętnując 
publicznie słynną na cały świat niemiecką tandetę 

i wogóle całą niemiecką produkcyę, która osią-
gała coraz większe zdobycze pieniężne jedynie 

przez to, że kopiując wyroby innych narodów, 

dostarczała je taniej i w gorszym gatunku. 

Gorzkie te prawdy, wypowiedziane odważnie 

z katedry wyższej szkoły handlowej, wywołane 

uczuciem mądrze pojętego patryotyzmu i rzetelną 
chęcią uzdrowienia stosunków, spowodowały 
niedające się opisać oburzenie większości nie-

mieckich fabrykantów i przedstawicieli firm rze-
mieślniczych. Posypały się niezliczone protesty, 
rozwinęła się przeciwko Muthesiusowi na szeroką 
skalę akcya, która się zakończyła tem, że fabry-
kanci i rzemieślnicy zorganizowani w potężny 

background image

XI 

związek, zażądali od ministra handlu i starszy-
zny kupiectwa berlińskiego, aby zakazano Mu-
thesiusowi dalszych wykładów w szkole. 

Sprawa ta odbiła się głośnem echem w pra-

sie i całem społeczeństwie. Po długich a cha-

rakterystycznych epizodach, które odsłoniły całe 
zacofanie większości producentów niemieckich, 

całe ich nieuctwo, dbałość jedynie o doraźne za-

pychanie kieszeni bez myśli o przyszłości, cia-

sny egoizm, oraz niewolniczy strach przed no-
wym zdrowym ruchem i szerszymi jasnymi ho-
ryzontami — słuszna sprawa w końcu odniosła 

zwycięstwo. Wykłady Muthesiusa zostały utrzy-
mane, imię jego nabrało jeszcze większego uroku, 
a zdrowe zasady głoszone od lat wielu, z nie-

powstrzymaną siłą ogarniają coraz szersze koła 
niemieckiego społeczeństwa. Muthesius stał się 
synonimem kultury i postępu, dzieła jego — 

syntezą szczerości i samodzielności. 

Dyrekcya Muzeum techniczno-przemysłowego 

w Krakowie powzięła szczęśliwą myśl podania 

tego autora w przekładzie polskiej publiczno-

ści, pozbawionej swojej literatury w tym kie-
runku, tak ogólnie nierozumianym i otoczo-
nym atmosferą niepopularności. Książka ni-
niejsza kreśli dzieje rozwoju sztuki stosowanej, 
której celem ostatecznym jest szeroko pojęta 

architektura, dalej analizuje pierwiastki no-

woczesne, znamionujące dzisiejszą architekturę 

i przedstawia stosunek do niej publiczności, po-

background image

XII 

daje następnie wyczerpującą charakterystyką do-
mu angielskiego, wreszcie traktuje o narodowem 

znaczeniu nowego ruchu w sztuce stosowanej. Ka-

żdy rozdział tej książki przekonywa odrazu lo-
giką zdrowych myśli, wypowiedzianych przejrzy-
ście i męsko. Kanwą tych myśli jest zestawienie 
angielskiej i niemieckiej kultury, angielskich 
i niemieckich zwyczajów i form życia. I to spe-
cyalnie czyni dzieło to interesującem i aktualnem 
dla nas. Ponieważ nasze formy życia, nasz spo-
sób mieszkania i nasza estetyka noszą dzisiaj 
na sobie wybitny wpływ kultury niemieckiej, 
która przedostaje się do nas niestety przeważnie 
w gorszych swoich objawach, przeto powyższe 

zestawienie wprost jest jakby dla nas pisane, 

i należy tylko sprowadzić stosunki do odpowie-

dniego naszemu społeczeństwu poziomu i roz-

miaru, słowo  n i e m i e c k i przetłómaczyć na 
p o l s k i , a książka Muthesiusa nic nie straci na 

słuszności zdrowych poglądów, które oby i u nas 

jak najszerszych zyskały zwolenników i apo-
stołów. 

Jerzy Warchałowski. 

background image

SZTUKA  S T O S O W A N A : DROGA 

ROZWOJU I CEL. 

ynikiem ostatecznym osobliwego, po-

wiedzmy nawet, sztucznego rozwoju 
porenesansowej sztuki było to, że 
w wieku XIX pojęciem sztuki obej-

mowano już tylko malarstwo olejne. Wystawy 

sztuki stają się wyłącznie wystawami obrazów; 
towarzystwa artystyczne zajmują się obrazami; 

muzea gromadzą przedewszystkiem obrazy. 

O obrazach traktują pojawiające się jeszcze pra-

wie co dnia sążniste dzieła, o obrazach się czyta, 
pisze, dyskutuje. Ludzie poprostu ulegli jakiejś 
suggestyi: zdają się wmawiać w siebie wzaje-
mnie, że w sztuce, ograniczonej do obrazu, spo-

czywa jedyne i ostateczne źródło zbawienia arty-

stycznego ludzkości. 

Bardzo być może, że kiedyś istną zagadką wy-

dawać się nam to będzie, zagadką przedewszy-
stkiem dlatego, że właśnie w tym samym okre-
sie, w naszem najbliższem otoczeniu domowem 
panował przerażający brak kultury i smaku, do 
tego stopnia, że się żyło wśród potwornej masy 

background image

natłoczonych brzydactw, jakich nie pamięta 
chyba historya. Być także może, że będziemy 
usiłowali tłómaczyć to sobie tem, iż właśnie to 
niesłychane rozpanoszenie się malarstwa stało się 
przyczyną zaniku reszty sztuk pięknych. 

Znamienną cechę tego zaniku stanowi przede-

wszystkiem całkowite zniknięcie architektury ze 
świadomości artystycznej narodu. Słowo „archi-
tektura" stało się pustym dźwiękiem, który nie 
mieścił w sobie juz żadnej treści, stało się spe-
cyalnością odosobnionej klasy zawodowców, tak 
jak sanskryt jest specyalnością lingwistów. 

Samo brzmienie tego słowa ma dziś w sobie 
coś prawie odstraszającego, wieje od niego ja-
kiś chłód, podczas gdy wyraz „malarstwo" roz-

grzewa wszystkie serca. Malarstwo stało się ulu-

bionem dzieckiem społeczeństwa XIX wieku, 
stało się niezaprzeczalnem polem popisu dla 
wszystkich, spragnionych sztuki. Dopiero w naj-
nowszych czasach obok niego stara się wywal-

czyć dla siebie względy publiczności inna dzie-
dzina sztuki: rzemiosło artystyczne. 

Jest to pojęcie zupełnie nowe, szczególny wy-

twór naszych czasów, nowy zarówno co do na-
zwy, jak i co do samej treści. Wyraz ten po-
jawia się dopiero w drugiej połowie XIX wieku, 
i byłoby rzeczą interesującą ustalić, kto pierw-

szy tego słowa użył. W każdym razie dawniej 
to znaczy w dawnej kulturze, nie słyszało się 
wcale o rzemiośle artystycznem, znano jedynie 

background image

rękodzieło. Nie zaliczano go oczywiście do sztuk 
pięknych, jakkolwiek gdyby zastosować dzisiej-
sze nasze pojęcia, było ono wówczas w całem 
znaczeniu, rękodziełem artystycznem. Specyalne 
podkreślanie pierwiastku artystycznego było wó-
wczas zbyteczne może właśnie dlatego, że zwią-
zek sztuki z rękodziełem rozumiał się sam przez 
się, że były to pojęcia zrośnięte ze sobą orga-
nicznie i nierozerwalnie. 

Dopiero w połowie XIX. wieku, ludziom pa-

trzącym trzeźwo, naraz otworzyły się oczy: spo-
strzeżono, że rzemiosło przestało być artysty-
cznem, że nastąpił rozbrat sztuki i rękodzieła, co 
mimo wszystko, stało się faktem dokonanym. 
Wykazała to wystawa wszechświatowa, urzą-
dzona w Londynie w r. 1851. 

Zdawałoby się, ze odkrycie to będzie stra-

szne, tak straszne, jak bankructwo starej 

poważnej firmy, lub dyagnoza lekarska śmier-
telnej choroby. Stwierdzono bowiem tak smu-
tny stan rękodzieła, w jakim od czasów swego 
istnienia nie znajdowało się ono nigdy. Wypę-

dzono je z raju owej naiwno^artystycznej egzy-
stencyi, jaką dotąd pędziło. Wraz z pierwiast-
kiem artystycznym straciło resztkę swej siły źy-
ciowej, staczając się do poziomu martwej pro-
dukcyi mechanicznej. 

Odkrycia takie w rzeczywistości nie zazna-

czają się jednak w tak jaskrawy sposób. Gdy 
zło zostaje wykryte przez jednostki, ogół wciąż 

background image

— 4 — 

je zapoznaje. Wiec też i wynik wystawy wszech-
światowej nie sprawił zbyt silnego wrażenia: nie 
sprowadził przewrotu. Jednego tylko dokonano 
natychmiast. Oto zaczęto zakładać szkoły, i to 
w znacznej ilości. Celem ich było przywrócenie 
rzemiosłu na nowo charakteru artystycznego. 

Planowe zakładanie szkół przypada w Anglii 

na 50-te i 60-te lata, w Niemczech, w większej 
ilości, na początki lat 70-tych. 

Nazwano je szkołami rzemiosł artystycznych 

(Kunstgewerbeschulen) na podobieństwo nowo 
założonych muzeów (Kunstgewerbemuseen). To, 
czego tam nauczano, odpowiadało w zupełno-
ści pojęciu „rzemiosła artystycznego", które tym-
czasem zdołało już zdobyć sobie prawo obywa-
telstwa. Proceder był bardzo prosty: do rzemio-
sła dodawano „sztukę", czyli to. co wówczas za 
sztukę uważano. 

A były to zewnętrzne formy dawnych wyro-

bów rękodzielniczych. Ten świat form zaczęto 
studyować jak najpilniej. Muzea ściągnęły były 
właśnie ze wszech stron moc starodawnego ma-
teryału. który zaczęto dopasowywać i odrysowy-
wać. ażeby go jako "sztukę" doczepić do odar-
tych z artyzmu wyrobów rękodzielniczych. To 

przenoszenie „sztuki" do rękodzieła stało się 
specyalnością osobnej klasy ludzi — artysty-
czno-rzemieślniczych rysowników (Kunstgewerbe-
zeichner). Taki osobnik, szczególny wytwór 

szkoły, rysował na papierze tę swoją „sztukę", 

background image

to znaczy kopiował stare wzory, a rękodzielnik 
naśladował je mechanicznie. Jeden przytem nie-

wiele się troszczył o drugiego. 

W ten sposób znikła pierwotna jedność rze-

miosła. Podwójna robota, jaką teraz uprawiano, 
kładła zbyt wyraźnie swe piętno na wszystkich 
wyrobach. Składały się one po większej części: 
ze szkieletu, jako wyniku potrzeby i tradycyi 
i z przylepionych doń form zdobniczych, zapo-
życzonych ze skarbca stylów historycznych. Za-
pał, towarzyszący poznawaniu tych starych form, 
przygłuszył pozornie to rozdwojenie, „Dzieła 
ojców naszych" — było tym frazesem, mile ucho 
głaszczącym, którego używano na wspomnie-
nie starych wyrobów, polecanych bez zastrze-
żeń, jako najlepsze wzory do naśladowania, 
a zewnętrzna ich forma uważana była za taką 
świętość, że przenoszenie jej żywcem na przedmioty 

nowoczesne, nietylko nie spotykało się z ja-
kimkolwiek zarzutem, ale przeciwnie uchodziło 
za rzecz w najwyższym stopniu pożądaną. 

W tym pierwszym okresie rzemiosło arty-

styczne obracało się głównie w obrębie form 
niemieckiego renesansu, z niewielkim dodatkiem 
sztuki gotyckiej. "Wszyscy pamiętamy dobrze 

owe przybory piśmienne (cuivre-poli) ze staro-

­iemieckim ornamentem, owe wiszące lampy 

gazowe z kanciasto-gotycką kowalszczyzną, staro-

niemieckie hafty, wyroby ze skóry wyprawia-
nej i t. d. Umeblowania na ogół poszły tą samą 

background image

koleją. W najniższego rodzaju produkcyi żyją one 
jeszcze do dziś dnia pod nazwą garnituru mu-
szelkowego (Muschelgarnitur). W reszcie produ-
kcyi, pod wpływem nowej mody, nastąpiła wkrótce 
zmiana, która spowodowała naśladownictwo in-
nych, przeważnie późniejszych stylów: baroka, 
francuskich Ludwików, empirów. Ale podczas 
wszystkich swych wędrówek stylowych, rzemiosło 

artystyczne niemieckie pozostało wierne zasa-
dzie, polegającej na tem, aby do form, wyni-

kłych z potrzeby, doczepiać formy stylowe histo-
ryczne. 

Około połowy lat 90-tych nastąpiło ocknie-

nie. Pierwsi przejrzeli artyści: zrozumieli, ze wy-

tworzony stan rzeczy dalej trwać nie może. Jeżeli 
bowiem ciągłe powtarzanie minionych form było 
już samo przez się procederem wątpliwego ga-

tunku, to stało się ono wprost poniżającem, 
gdy zmienna moda zaczęła gnać artystów od 
jednego stylu do drugiego. Wywołało to od-
razę do stylów historycznych w ogólności. Do 
tego przyłączyło się jeszcze poznanie wyro-

bów angielskich. Ku ogólnemu zdumieniu zau-
ważono w nich zupełne wyzwolenie się z pod 

wpływów historycznych. Przykład Anglii po-

działał magicznie. Zamiast form historycznych 
dojrzano tam „nowe formy", mianowicie w or-
namentyce, i to takie, które były wynikiem po-
znania świata roślinnego. Z okrzykiem radości 
spotkało się w Niemczech owo odkrycie, Na-

background image

— 7 — 

tychmiast rzucono się z zapałem do studyowa-
nia rośliny, zaczęto rozwijać roślinne formy. 
Hasłem dnia stały się „nowe formy" i „styliza-
cya roślin". — jest rzeczą zadziwiającą, z jak 
żywiołową siłą studyowanie form roślinnych 
(a skutkiem tego studyowanie natury w ogół-
nościj położyło kres panowaniu stylów histo-
rycznych. Nie było już żadnej rady. W przeciągu 
lat kilku zostały one poprostu przepędzone na 
cztery wiatry, ustępując miejsca stylizowanym 
kształtom, zaczerpniętym ze świata przyrody. No-
wa wiara w przyrodę święciła zwycięstwo, mimo 
że przeciwko stylizowaniu rośliny już na sa-
mym początku odezwały się zarzuty. Znajdo-
wano mianowicie, że ornament kwietny (das 
Blümchenornament) zbyt jest naiwny, skutkiem 

czego niebawem zastąpiono go bardziej indywi-
dualistyczną linią esowatą. „Ornament bezprzed-
miotowy, nie opierający się na żadnej formie", — 
oto zasada, jaką wyznawała pewna grupa. Czy 
i jak dalece wprowadzona wówczas linia eso-
wata była w rzeczywistości bezprzedmiotowa, 
pozbawiona pierwowzoru (bez pierwowzoru wo-

góle niepodobna tworzyć), fakt pozostaje faktem, 
że artysta porzucił bezmyślne kopiowanie  s t y -
lów historycznych, i śmiało sięgnął do źródła 
wszelkiej podniety artystycznej — do natury. 
I na tem właśnie polega owa wielka artysty-

czna rewolucya, jakiej wówczas dokonano. 

Znamiennem było to, że odtąd na czele ruchu 

background image

— 8 — 

stanęli, z małymi wyjątkami, sami malarze. 
Właśnie sztuka malarska panująca i kwitnąca, 
jakkolwiek ograniczona wówczas do specyalnego 
typu malarstwa sztalugowego, umożliwiła ener-

giczne wstąpienie na nowe drogi, do czego bar-
dziej ciasna architektura nie była zdolna. 

Nie ulega wątpliwości, że rozwój nowego or-

namentu i nowych form w miejsce dawnych 
form stylowych, był czynem wielkim, który 
nowoczesna historya jeszcze kiedyś należycie 

oceni. Na ruinach starej sztuki zakwitło nowe 

życie. Nadeszła nowa epoka dla sztuki stosowa-
nej. Wszystko zaczyna się odtąd kształtować i roz-
wijać, objawia się nowa bujna działalność: malarze 
tłumnie przechodzą do sztuki stosowanej, pu-
bliczność zaczyna się nią interesować, powstaje 

cała masa pism, poświęconych tej dziedzinie 
sztuki. I staje się rzecz niesłychana: sztuka sto-
sowana zdobywa sobie w oczach społeczeństwa 

miejsce tuż obok uprzywilejowanej dotąd sztuki 
malarskiej, prawie z nią równorzędne. 

Wśród tego ruchu, wśród coraz szybciej od-

tąd pulsującego życia, takie i zewnętrzny roz-
woj sztuki stosowanej znaczy się coraz szyb-
szym, a niespodziewanym postępem. Dawniej 
przez długie lat dziesiątki ograniczano się do 
zewnętrznej dekoracyi za pomocą form histo-
rycznych, potem znów pomimo „nowych form" 

trzymano się wciąż jeszcze na powierzchni rze-
czy; teraz zrozumiano wreszcie, że na dekoro-

background image

— 9 --

waniu ornamentem poprzestać niepodobna, że 
przez wynalezienie nowych form zdobniczych 

nie można uważać zadania sztuki stosowanej za 
skończone. Zrozumiano jasno, że właściwe za-

danie leży głębiej, że sama ozdoba, czy będzie 

stara czy nowa, mało czy wiele mówiąca, ro-
ślinna czy abstrakcyjna, szczera czy nieszczera, 

nie może w żaden sposób zastąpić istoty rze-

czy, że należy wziąć pod uwagą nie tę stronę 
zewnętrzną, lecz raczej cały organizm przed-
miotu.  Z a m i a s t  z d o b i ć ,  z a c z ę t o  o d t ą d 
t w o r z y ć . 

Było to nieskończonem rozszerzeniem widno-

kręgu, ogromnem wzbogaceniem artystyczno-
rzemieślniczego programu, postawieniem mu 

zupełnie nowych celów. Dotychczasowy praco-

wnik na polu sztuki stosowanej z artysty deko-
ratora stał się artystą-twórcą przedmiotu. Orna-
ment odtąd przestał być dlań celem samym 

w sobie, lecz stał się okolicznościowym środ-
kiem pomocniczym, którym się odtąd posługuje 
tak, jak dowódzca pułku — orkiestrą wojskową. 

Uwagę artysty pochłania jądro rzeczy — cało-
kształt przedmiotu. 

Cały szereg nowych zagadnień, ściśle z tem 

związanych, wypłynął teraz na widownię. Gdy już 
raz przyszło do ujęcia całości przedmiotu, nic 
naturalniejszego, jak myśl o tem, ażeby ta 

całość jak najistotniej odpowiadała celowi, któ-
remu miała służyć. Zaraz też musiała się wy-

background image

łonić kwestya tworzenia zgodnie z charakterem 
materyału. I oto dwa hasła:  c e l o w o ś ć  f o r m y 
i  z g o d n o ś ć z  c h a r a k t e r e m  m a t e r y a ł u 
znamionują wybitnie to nowe dążenie czasu. 

Tutaj jednak nasuwa się uwaga, że zasady te nie 
wprowadzały właściwie nic nowego: obydwie są 
stare, jak świat, tylko od czasu do czasu mu-

szą być przypomniane na nowo, a to wówczas, 
gdy formalizm pewnych epok zagłusza zdrowy 
sens i głos natury. Tak się też stało i teraz. 

Ale równolegle z tym kierunkiem: tworzenia 

zgodnie z celem przedmiotu i charakterem ma-
teryału, torował sobie drogę inny kierunek, po-
zornie z tamtym sprzeczny. Był to dawny kie-
runek fantastyczno - zdobniczy, który jednak 
w porównaniu ze swym pierwowzorem czysto 
zewnętrznym, powierzchownym, sięgał teraz zna-
cznie głębiej. Z owej linii esowatej, którą wielo-
krotnie wprowadzano na miejsce stylizowanej 
rośliny, powstał wkrótce kult linii w ogólności, 

a stąd krok dalszy do uduchowienia samej linii 

i zewnętrznego zarysu, które nabierają znacze-
nia świadomych i z góry obmyślanych znaków, 

oddających pewne wrażenia. Tak naprzykład, 
za pomocą ornamentyki zaczęto szukać sposobu 
wyrażania różnych stanów, jak; zawieszenie, 
stanie, zaczepienie się, szybki ruch, ociąganie 

się, niecierpliwość, ciągłość, stanowczość, rozpęd. 
Zapomocą formy wyrażano: ciążenie, albo naprzy-
kład miły nastrój; zapomocą zewnętrznego za-

background image

rysu wskazywano na pewien kierunek ruchu. 
Ruch stał sie tą wielką zasadą, ogarniającą 

wszelką artystyczną czynność, którą, jak dotąd, 
w najlepszym razie cechował jedynie spokój 

rytmiczny. 

Nie znaczy to bynajmniej, że dawniej nie sta-

rano się zapomocą formy wyrażać pewnych 

uczuć, lub wywoływać pewnych wrażeń. Ale nie 
czyniono tego z taką świadomością, i nie miało 
to tak dalece charakteru oddziaływania myślo-
wego, jakie sie objawia w usiłowaniach niektó-

rych naszych dzisiejszych artystycznych przy-
wódców, których sztuka płynie głównie z mózgu. 

Bądź co bądź, stoimy tu przed nowym świa-

tern artystycznych zjawisk, których dalszy roz-

wój stanie się jednem z najbardziej interesują-
cych zagadnień, jakie kiedykolwiek zajmowały 

sztukę. 

O ile odkrycie tego świata było dziełem 

i przywilejem niewielu genialnych jednostek, 

o tyle tamte dwie zdobycze: celowość przed-
miotu i zgodność formy z charakterem mate-
ryału stały o wiele bliżej przeciętnego poziomu 
myślenia i pojmowania. W istocie, zostały tu 

poruszone zasady, wskazujące raczej rozsze-

rzenie, niż podniesienie celów sztuki stosowa-
nej. Zasady te jednak wskutek tego bynaj-

mniej nie traciły na znaczeniu. Przeciwnie, one 
to właśnie przyczyniły się do tego, że zrozu-
miano pewną prawdę, która dotąd nie przeni-

background image

1 2 

kała dostatecznie produkcji, będąc jednak dla 

dalszych losów rzemiosła kwestyą życia. Było 
nią ustalenie przekonania, że sztuka stosowana 
nie może ograniczać się do poszczególnych dzieł, 
mających jedynie interes artystyczny, lecz po-
winna się rozwijać na szerokim terenie gospo-

darczym. Pod tym względem dotychczasowe rze-

miosła bujały w powietrzu. Wytwarzały rzeczy, 
które jako unikaty i produkty pracy ręcznej, 
wchodziły na rynek na warunkach i z preten-
syami dzieł sztuki, dostępnych tylko nieli-

cznym. Gdy zaś obecnie zaczęto wymagać od 
wyrobów rzemieślniczych przedewszystkiem ce-
lowości i poprawności pod względem materyału 
i techniki, już nic nie mogło stać na przeszko-

dzie wytwórczości szerszej, przy pomocy nowo-

czesnych środków produkcyi, czyli maszyn. I oto 

uwaga zwrócona została na robotę maszynową. 

W ten sposób, jak gdyby drogą okrężną, zbli-

zono się znów do punktu, z którego przed 50-
cioma laty wyłoniły się tak zwane rzemiosła ar-
tystyczne, zrywające ze zwykłą codzienną pro-

dukcyą. Wówczas występowano przeciwko spa-
czeniu rzemiosła przez maszynę, przeciwko jej 

niezdrowemu wpływowi wogólności. Dzisiaj wra-

camy do maszyny. Zaczynamy rozumieć, że 

ten niezdrowy wpływ wynika nie z istoty ma-

szyny jako takiej, lecz z fałszywego jej użycia. 
Aby uzyskać od maszyny wyroby bez zarzutu, 
trzeba unikać stawiania wymagań, które prze-

background image

kraczają jej zakres, lecz żądać od niej tylko 
tego, co dać jest w stanie, zgodnie z istotnym 

swym charakterem. 

Z tą nową prawdą otwiera się dla sztuki sto-

sowanej nowe pole działania, niezwykle rozle-

głe, o szczególnem znaczeniu. Zaledwie się nowy 
ruch rozpoczął, a już usiłuje opanować i to 
nowe pole. Artysta ma sposobność szukania 
i rozwijania form, właściwych istocie maszyny. 
Przez to produkcya maszynowa podnieść się 
może tak, że nietylko stanie się bez zarzutu 

dla artystycznego oka, lecz będzie dlań pociąga-
jąca i interesująca i zagarnie dla sztuki całą 

dziedzinę fabrycznego przemysłu. 

Zresztą idzie tu właściwie tylko o to, aby 

z całą świadomością wyzyskać to, co dotąd nie-

świadomie dawała robota inżyniera. Bicykl, ma-
szyna robocza, parostatek, wszystko to pojawiło 
się bez pomocy sztuki, a jednak jest bez za-
rzutu. Dopiero w próbie naśladowania roboty 
ręcznej leży całe niebezpieczeństwo maszyny i ni-
szczący wpływ, jaki niegdyś wywierała na pro-

dukcyę. 

Sztuką stosowaną kierują dziś dwie zasady: 

czysto artystyczna  ( s z t u k a  u c z u c i o w a ) i ra-

cyonalna  ( s z t u k a  r z e c z o w a ) . Na pierwszy 

rzut oka, są to jak gdyby dwa obce sobie pier-

wiastki, zupełnie niezdolne do połączenia się. 

Jedni więc uważają za właściwą istotę sztuki 

dopiero to wszystko, co stoi poza celem pra-

background image

— 14 — 

ktycznym (co jest zbyteczne); drudzy pragnę-

liby wszystko zbyteczne, jako nierzeczowe, usu-
nąć z dziedziny sztuki. Jedni i drudzy mają ra-
cyę i jednocześnie jej nie mają. Jest bowiem zu-
pełną niemożliwością stworzyć czystą „sztukę 

rzeczową" (już sam wyraz jest logiczną niemo-
żebnością) tak samo, jak niepodobna kierować 
się w sztuce stosowanej jedynie fantazyą. Do-
póki ręką, która tworzy kształt, będzie kiero-
wał duch człowieka, dopóty wszystkie jej wy-
twory będą wcieleniem ludzkich uczuć, a do-

póki będą istniały cele rzeczowe, potrzeby realne, 
dopóty rozum ludzki będzie usiłował tworzyć 

celowo. Idzie tylko o kwestyę stosunku oby-
dwu pierwiastków i stopnia ich udziału w two-

rzeniu. Zresztą, wobec różnorodności usposobień 
rozmaitych artystów, różnorodność celów two-
rzenia jest rzeczą naturalną. I dobrze nawet, że 

obydwa kierunki istnieją obok siebie, i że znaj-
dują swój wyraz w dążeniach naszego wieku. 
Kierunki te odtąd będą się uzupełniały wzaje-
mnie, a w ogólnym rezultacie stopią się w je-
dność. 

Jak dalece jednak, pomimo największych 

skłonności do fantazyowania, praktyczność, rze-

czowość, racyonalność, oddziaływają na nasze 
nowożytne myślenie i odczuwanie, tego dowo-
dem niektóre bardzo znamienne objawy, towa-
rzyszące rozwojowi nowego ruchu. Takim obja-
wem jest odczucie  p i ę k n o ś c i  m a s z y n y 

background image

i  z r o z u m i e n i e  d z i e ł  i n ż y n i e r a . — Można 
bardzo dokładnie oznaczyć czas, kiedy w Niem-

czech zjawisko to stało się powszechne. Do-
konało się to mianowicie na wystawie w Düs-
seldorfie r. 1902. 

Ktokolwiek zwiedził tę wystawę, a miał uspo-

sobienie artystyczne, wracał z przeświadczeniem, 
że hala maszyn, którą tam urządzono, składała 

się z okazów pierwszorzędnych, i to nietylko 

z technicznego punktu widzenia, lecz i pod 

względem artystycznym. W matematycznie obli-
czonym, rzeczowym kształcie korby, w osobli-
wej konstrukcyi dynamo-maszyny, dojrzano na-
raz formy piękne, które dotąd widziano tylko 
w architekturze. Stąd już krok tylko jeden pozo-

stawał do zrobienia: i oto całą twórczość inży-
nierską włączono do dziedziny sztuki. Zaczęto 
więc rozprawiać o estetyce konstrukcyi inżynier-
skich, a w pokrytej żelazną siecią hali kolejo-
wej, dojrzano piękności architektoniczne. 

Ażeby zrozumieć znaczenie tego zjawiska, wy-

starczy uprzytomnić sobie, że prawie całe stu-
lecie panował dogmat o przyrodzonej brzydocie 
dzieł inżynierskich, a żelazo tylko wówczas ucho-

dziło za „traktowane artystycznie", gdy się na 

niem gdzieś znalazł przylepiony listek akantu. 

Drugie zjawisko, towarzyszące nowemu prą-

dowi, to zmiana w pojmowaniu wykształcenia 
artystyczno-przemysłowego. O ile dawniej głów-
nym celem nauczania było poznanie starych 

background image

stylów zdobniczych, a nawet na początku no-
wego ruchu wciąż jeszcze posługiwano się głó-
wnie ornamentem, o tyle teraz wskutek no-
wych pojęć o celu i materyale musiał się zmie-
nić i program.  N a u k a w  w a r s z t a c i e , za-
miast dawnej nauki przy stole rysunkowym, 

stała się istotą nauczania. Tu musiał uczeń sam 
zdobywać umiejętność tworzenia kształtu w pe-
wnej technice, musiał własnoręcznie wykradać 
danemu materyałowi tajemnicę właściwej mu 

formy. Dawniej rysownik wzorów, uzbrojony 
dzięki nauce szkolnej we wszystkie możliwe 
style, „projektował" na papierze wszelkie, jakich 

tylko było potrzeba, przedmioty, to znaczy, zdo-
bił je ornamentem, mając zaledwie powierzcho-

wne pojęcie o ich technice; teraz zaś szkoła po-
dejmuje inne zadanie: wychowania nowego po-

kolenia, które się wydobędzie z pod panowania 
form zewnętrznych. Istotnego wpływu tego wy-

chowania na szerszą produkcyę rzemieślniczą u nas 

nie można jeszcze stwierdzić faktami, ponieważ 
nowy ten program, wprowadzony z Anglii do Nie-
miec zaledwie przed kilku laty, nie rozpowsze-

chnił się jeszcze dostatecznie. Ale trzeba wie-
rzyć, że w idei warsztatowej znaleziono nare-
sżcie lekarstwo na dotychczasowy, czysto zewnę-
trzny przemysłowo-artystyczny proceder. 

Dawni wyznawcy idei „rzemiosła artysty-

cznego" zaczęli od tego, że zeszli z prostej drogi 
techniki rzemieślniczej, śpiesząc do stołu rysun-

background image

kowego, aby tam pielęgnować „sztukę" dla 

zaszczepienia jej przemysłowi. Dzisiaj na całej 
linii widzimy odwrót w kierunku techniki. — 
I oto zamyka się koło rozwoju. Tak zwane rzemio-

sło artystyczne, specyałny, wytworzony na po-
czekaniu rodzaj ogólnej dziedziny rzemiosła, traci 
jednocześnie całe swe znaczenie. I jest zupełne 
prawdopodobieństwo, że znów będziemy mieli 
do czynienia poprostu z rzemiosłem, bez ża-

dnych dodatkowych określeń, z rzemiosłem, 
które nie będzie ani mniej, ani więcej artysty-
czne, niż za dawnych czasów. Gdy projektodawca 
i wykonawca, artysta i rzemieślnik znowu złą-
czą się w jednej osobie, wówczas zaginiona 
sztuka powróci do opuszczonego rzemiosła. 

Dopóki nad rozwiązaniem tego zadania pra-

cowano jedynie środkami zewnętrznymi, nazwa: 
rzemiosło artystyczne dość trafnie określała rzecz. 

Gdy jednak cel idealny zostanie osiągnięty, nie 

będzie juz potrzeby posługiwać się tą nazwą, ani 
pojęciem. Będziemy mieli poprostu rzemiosło, 
które tak samo naturalnie wchłonie w siebie 

artystycznego ducha, jak ciało chłonie duszę. 

„Rzemiosło artystyczne" przejdzie do historyi. 

Jeżeli wewnętrzna treść rzemiosła z biegiem 

czasu coraz się bardziej uszlachetniała, to cel 
jego praktyczny i zakres zastosowania, ogarniał 
coraz szersze pole. Aż do początków nowego 
ruchu mieliśmy do czynienia z poszczegól-

nymi przedmiotami, jak: mebel, tkanina, orna-

background image

ment. Nowy kierunek instynktownym odru-

chem obejmuje całość, czyli: pokój mieszkalny. 
I jest ciekawe, jak zaraz na początku myśl 
o pokoju, jako o całości, zajmuje miejsce na-

czelne i staje się celem wszystkich wysiłków. 
Stołek, jako taki, jest już niczem, bo należy do 
urządzonego pokoju, ornament sam przez się 
nie budzi juz interesu, dekoracya sufitu o tyle 

jest usprawiedliwiona, o ile występuje jako część 
wnętrza, zaprojektowanego na podstawie jedno-
litej myśli. 

Był to w rozwoju pojęć krok sięgający da-

leko. I jak każdy cel, w swej drodze rozwojo-
wej, pociąga za sobą rozszerzenie widnokręgu, 
tak sztuka stosowana, w ten sposób pojęta, 
podniosła się teraz do poziomu, z którego wy-
­yny znaczenie poszczególnego przedmiotu zma-
lało i niemal znikło. Pracownik artystyczno-rze-
mieślniczy, który odbywszy juz pierwszą wę-
drówkę, z dekoratora stał się twórcą przedmiotu, 

stawia teraz jeszcze jeden krok dalej: staje się 
a r t y s t y c z n y m  t w ó r c ą  w n ę t r z a . 

Ale urządzenia wnętrza niepodobna już teraz 

odłączyć od wnętrza samego, jako kształtu i bu-
dowy. Gdy się oddziela jedno od drugiego, jak 

to widzimy niestety jeszcze nieraz, a mianowi-

cie, gdy architekt stwarza puste pokoje, które 
dopiero specyalny artysta ma urządzać, zacho-

dzi rażąca anomalja, którą należy czemprędzej usu-
nąć. — Budowa i ukształtowanie samego pokoju, 

background image

oto dalszy krok, który zrobiony być musi 
i który faktycznie niejednokrotnie już zro-
biono. 

Ale wówczas artysta, urządzający wnętrze, 

staje się architektem. I oto kres ostateczny tej 
dziwnej drogi, po której zmierzał cały rozwój 

sztuki stosowanej. Nie stanowi ona juz specy-

alnej gałęzi sztuki, lecz jest wielką sztuką ogólną: 

j e s t  a r c h i t e k t u r ą — z pośród wszystkich 

sztuk pięknych główną i uniwersalną twórczynią 

kształtów. 

Dzisiaj już nie czas na zastanawianie się, czy 

sztuka stosowana ma wkroczyć w dziedzinę ar-
chitektury, czy może to uczynić, czy ma po temu 
prawo. 

Z chwilą, gdy powstało pojęcie całości wnę-

trza, krok ten już został zrobiony. Idzie tylko 

o to, ażeby to sobie uświadomić. Ale krokiem 
tym została objęta nietylko wewnętrzna, lecz 

i zewnętrzna architektura. Obydwie wystawy 
w Darmsztacie w r. 1901 i 1904, oraz poczęści 
wystawa drezdeńska w r. 1906, były wystawami 

domów, nie zaś stołków, kredensów, poduszek 
i t. d., jak dawniejsze. Dotychczas jednak mowa 
tylko o takiej architekturze, która zaspakajać ma 
ludzką potrzebę mieszkania; zadanie archite-
ktury monunentalnej pozostawiono na razie na 

uboczu. Ale właśnie w budowie i stwarzaniu 
mieszkań spoczywa najważniejsze, najszczytniej-

sze zadanie, z którem zmierzyć się powinna dzi-

2* 

background image

siejsza sztuka stosowana, skoro już stała się ar-
chitekturą. I odtąd radosne budzą się nadzieje 
na przyszłość Na żadnem polu artystycznem 
potrzeba reformy nie jest tak pilna, jak na polu 
sztuki budowania domów mieszkalnych. Zada-
nia najtrudniejsze piętrzą się tu w niebywały 

sposób. Przez całe dziesiątki lat architektura 
domowa grzęzła w szematyzmie wprost śmie-
sznym, redukując się do czysto zewnętrznego 

przebierania i dopasowywania budowlanych kształ-
tów, do czynności, która z pojęciem sztuki nie 
miała nic wspólnego. Ostatecznie doszliśmy do 
dzisiejszego, tak rozpaczliwego stanu. Dość przejść 
się po północno-niemieckich „przedmieściach 
willowych", aby to ocenić. Taka przechadzka 
ukaże całą dzisiejszą ohydę każdemu, kto tylko 
chce i umie patrzeć, w barwach daleko jaskra--
wszych, aniżeli jakiekolwiek słowa i opisy. Zaiste, 
w sztuce budowania domów doszliśmy do kom-
pletnego bankructwa. Pełno najfatalniejszych 
nieporozumień, nagromadzenie wszystkich mo-
żliwych form, i to z powodu najbłahszych zadań, 
przy zupełnem artystycznem ubóstwie, a nawet 
technicznie wadliwem założeniu, popisywanie się 
wyuczonemi wiadomościami stylowemi, bez cie-

nia artystycznego poczucia — oto cechy dzisiej-

szego budownictwa. 

I na cóż tu się przyda współpracownictwo ar-

tysty w urządzeniu domu, gdy praca ta nie sięga 
poza samo przyozdobienie domostwa, które po-

background image

21 

stawiła obca ręka, wyciskając na niem piętno 
spaczonego gustu i przebrzmiałych dawno cza-
sów; gdy z pustych wnętrz, skleconych przez 
budowniczego-spekulanta, trzeba jeszcze robić 
mizerne kompromisy; gdy zewnętrzna strona 

domu jest krzyczącem zaprzeczeniem kultury, 

choćby nawet wnętrze kryło w sobie — artysty-

czną świątynię? 

Zapewne publiczność nasza zbyt mało jeszcze 

jest wykształcona, aby mogła zrozumieć braki 

dzisiejszego budowania domów. To, co dostar-

cza przedsiębiorca budowlany, jest dla niej w sam 
raz. Nieliczni właściciele, którzy odczuli już całą 
nędzę tego procederu, stanęli bezradni, nie wie-

dząc, do kogo się zwrócić, gdzie szukać ratunku. 
Szukali artysty. Ale żaden z malarzy, ani rzeź-
biarzy, do których to dotąd wyłącznie stosowano 
nazwę artysty, nie posiadał dostatecznych wia-
domości technicznych, aby módz zbudować dom. 
A gdy który z nich mimo to podjął się zadania, 
wychodziła nieraz rzecz nieudana, przygnębiając 
właściciela jeszcze bardziej, niż nieudane pod 
względem artystycznym dzieło zwykłego budo-
wniczego. Tamto bowiem było chybione w za-
łożeniu praktycznem, chybione pod względem 

technicznym. A zdaje się, że jest rzeczą wyklu-

czoną, aby dom budować mógł artysta niewy-

kształcony technicznie. Wiedza techniczna jest 
niezbędna. 

Ale jak bardzo niedostateczna jest sama wie-

* So8SS*i 

' » * 

background image

dza techniczna, jaskrawy przykład dają dzisiej-
sze nasze dzielnice willowe. Domy, które się 
tam widzi, mogłyby jeszcze ujść pod względem 

technicznym, ale artystycznie są one wprost nie 

do zniesienia; widać, że twórcy nie mieli ze 
sztuką żadnego kontaktu, karmieni nie sztuką, 

lecz odpadkami sztuki. Winę ponosi dzisiejsze 
nasze wykształcenie artystyczne, które z jednej 

strony daje masę różnych wiadomości, z dru-
giej — obdarza nas całym kramem nic nie 

mówiących zewnętrznych form. Powtarzamy, 
że przeciwko wiedzy technicznej w architektu-
rze nic mieć nie można. Ale warto tu przypo-
mnieć, że przodkowie nasi, posiadając minimum 
wiedzy, budowali zupełnie dobre domy, podczas 

gdy architekci dzisiejsi, wychowańcy szkół bu-
downiczych wyższego czy niższego stopnia, po 
zdobyciu maximum tejże wiedzy, budują domy 

bardzo złe. 

Olbrzymich trudności, jakie nastręcza reforma 

szkół architektonicznych, niepodobna nie wi-
dzieć. Źródło złego leży głęboko w przyczynach 

natury społecznej. Zakłady naukowe, które po-
noszą odpowiedzialność za dzisiejsze architekto-
niczne pokolenie, a więc wyższe szkoły techni-

czne, są tak prowadzone, że o celach artysty-
cznych wprost nie może być mowy: wszystkiem 
kierują względy inne, leżące w przesądach na-

szych czasów. Celem szkół jest wychowanie nie 
artystów budowniczych, lecz urzędników, odpo-

background image

— 23 — 

wiadających wymaganiom pewnych klas społe-
cznych. Wszystko sie na to składa. A więc 

przedewszystkiem wymagania wstępne, a miano-

wicie ukończenia 9-cio klasowej szkoły. Wy-
kształcenie prawie wyłącznie filologiczne, jakie 
tam pobiera przyszły budowniczy, jest z pe-
wnością najmniej odpowiedniem przygotowa-
niem do przyszłego zawodu. Umysł ucznia roz-

wija się w kierunku wręcz wrogim sztuce, po-
pędy twórcze się tłumi, artystyczne życie za-
bija. W ten sposób, nie przygotowany, lecz do 
gruntu spaczony, wstępuje do zakładu, noszą-
cego miano „wyższej szkoły", gdzie dwudziesto-
letni uczeń zaczyna od najelementarniejszych 
ćwiczeń grafionem. Na wykształcenie artystyczne, 

bodaj najskromniejsze, nie ma czasu, bo cze-
kają nań egzamina, wymagające olbrzymiej 
masy wiadomości i wiedzy technicznej. Czło-
wiek staje się architektem, nie będąc wcale ar-
tystą, czyli przyswaja sobie jak najpośpieszniej 
z e w n ę t r z n y  a p a r a t tego, co się pospolicie 
zwie architekturą, a więc: porządki kolumn, 
romańskie i gotyckie formy, grecki i niemiecko-

renesansowy ornament. I tak oto wchodzi w ży-
cie były adept architektury, najczęściej akurat 
taki sam artystyczny analfabeta, jakim wy-
szedł ze szkoły filologicznej. Nie zdołał nawet 
spostrzedz, że istnieje świat sztuki. Ale za to 
odpowiada najzupełniej wymaganiom, które się 
stawia w Niemczech przedstawicielom tak zwa-

background image

nych klas oświeconych: ma za sobą „studya 
akademickie", jest zdolny do satysfakcyi hono-
rowej i może zostać radcą 4-tej klasy. Już sam 

fakt, że stoi na poziomie wymagań swego stanu, 
niweluje najzupełniej przepaść, jaka istnieje po-
między tem, czem być powinien jako architekt, 

a tem, czem jest w rzeczywistości. 

Oto tło, na którem jaskrawo występuje obraz 

dzisiejszej arehitektury niemieckiej. Obraz ten 
nie mógł wypaść inaczej. Architektura narodu, 
w ten sposób kształcącego swych architektów, 
musi stać się suchym szablonem, w którym na-
próżno szukać myśli i ducha. 

Aby tworzyć dzieła, sztuki, nie wystarcza po-

znanie zewnętrznego jej aparatu. Trzeba, być 

artystą, to znaczy, trzeba módz artystycznie czuć, 
artystycznie myśleć i artystycznie tworzyć. Więc 
też i środkiem wychowania artystów nie może 
być zapoznanie ich w pośpiechu z zewnętrznym 
aparatem sztuki. O ile w ogóle można mówić 

o wychowaniu artystów, powinno ono polegać 
przedewszystkiem na wykształceniu smaku, na 
rozwoju wrodzonych zdolności i artystycznej siły 
twórczej. Zasadę tę oczywiście powinno się sto-

sować i do wychowania architektów. 

Historya nowoczesnej sztuki stosowanej, która 

ze sztuki zdobniczej stała się stopniowo sztuką 
urządzania wnętrz, dać może najlepsze wska-

zówki, jak zreformować wykształcenie archite-

ktoniczne. Co zasadniczo odróżnia dzisiejszego 

background image

artystę-tektonika od architekta, to różnica spo-
sobów rozwiązania zadań architektonicznych. Ar-
chitekt wskutek właściwości swego wykształce-

nia, zbliża się do zadania z zewnątrz, posługu-
jąc się formami, dzisiejszy artysta nowoczesny 

zabiera się do rzeczy od wewnątrz, z myślą 
o przestrzeni. Chyba nie może być dwóch zdań, 
która droga właściwsza. Prawda, że architektura 
jest sztuką przestrzenną (jakże obco brzmi 
ten wyraz wobec dzisiejszej praktyki budowni-

czych!), ale sztuka stosowana nowoczesna jest 
niewątpliwie na właściwszej drodze do prawdzi-
wej architektury, niż cały dzisiejszy system wy-

kształcenia architektonicznego. Podobnie, jak 

sztuka stosowana od form zdobniczych starej 

sztuki przeszła do studyum natury, jako źródła 

wszelkiej artystycznej podniety, jak szkoły w miej-

sce zewnętrznych kanonów starych stylów wpro-
wadziły poważne i gruntowne  o g ó l n e wy-
k s z t a ł c e n i e  a r t y s t y c z n e , tak samo i szkoły 
architektoniczne będą musiały wstąpić na drogę 
ogólno artystyczną, jeżeli cel ich ma być osią-

gnięty, jeśli wogóle ma być jakieś wyjście z dzi-
siejszego stanu kompletnego architektonicznego 
bankructwa. Sztuka stosowana, od małego za-

cząwszy, z coraz to większą stanowczością zbli-
zała się do swego wielkiego celu — do jak naj-

ogólniej pojętej twórczej sztuki, odsuwając na 
plan dalszy wszystkie swe dawne cele pomniej-
sze. Uznano, że wszelka sztuka płynie z je-

background image

dnego źródła, że nie ma właściwie poszczegół-

nych zawodów artystycznych, lecz jest jedna 
wielka ogólna sztuka. Wewnętrzną jej treścią 
może być nie co innego, jak właśnie to, co 

zwiemy architekturą za przykładem Greków, 
w najszerszem, najszlachetniejszemu i najświęt-

szem znaczeniu tego słowa. Dążeniem przyszło-

ści powinno być utworzenie  o g ó l n e j  s z k o ł y 
dla  c a ł o k s z t a ł t u  s z t u k i  s t o s o w a n e j , 
szkoły, w której architekci, artyści rzemiosł po-
szczególnych, malarze dekoracyjni i plastycy 

będą się kształcili na jednolitych zasadach. Pro-

gram, w przeciągu ostatnich lat 10-ciu siłą ży-
wiołową narzucony lepszym szkołom sztuki sto-
sowanej, jest jedynym programem wychowa-
wczym, który może być brany w rachubę przy 
szukaniu podstawy dla takiej szkoły ogólnej. 
Program ten znalazłby zastosowanie w pierw-
szym niższym oddziale takiej szkoły. Na od-
dziale wyższym nastąpiłby podział na specyal-
ności, jak: architektura, plastyka, malarstwo de-
koracyjne, sztuka urządzania mieszkań, — sto-

sownie do poszczególnych talentów, które się 

na oddziale niższym w uczniach objawią. Przy 
takim systemie, architektura znów stać się może 
sztuką. I jak w życiu wielkich twórców prze-
szłości, będzie ona nie początkiem, lecz kresem 
rozwoju artysty. Adepci architektury, po zdo-
byciu ogólnych artystycznych pojęć, już się nie 

background image

będą ograniczali do powierzchownego układania 
motywów ze skarbca starych form, lecz przejęci 
wielkimi celami twórczymi, zanurzą się całko-

wicie w potężny świat architektury. Z czcią i po-
korą staną wobec sztuki, która wymaga naj-
bardziej intensywnego napięcia, najbardziej sku-
pionego myślenia, i kryje w sobie najszczy-
tniejsze cele. 

Przedewszystkiem trzeba sobie dziś na nowo 

uprzytomnić i uświadomić jasno, że architektura 
jest sztuką. Wykształcenie architektoniczne musi 
być przeto wykształceniem artystycznem, w prze-

ciwnym razie będzie ono w dalszym ciągu wy-
dawać na świat ludzi traktujących sztukę budo-
wania, jak byle jarmarczny kataryniarz — sztukę 
muzyczną. 

Z pośród chaosu, jak gdyby z pola zasłanego 

gruzami, wśród których się znalazły sztuki tekto-
niczne przy końcu ostatniego stulecia, powstał 
nowy ruch artystyczny, niby przeczyste źródło 
na pustyni, tryskające nowem życiem i obie-
tnicą nowych wydarzeń. Przybierająca rzeka za-

częła użyźniać sąsiednie pola i już dosięga głó-

wnego, które najbardziej usycha z pragnienia. 
Na horyzoncie różnych możliwości ukazuje się 
teraz najśmielsze ze wszystkich naszych ma-

rzeń: oto nadzwyczajny ów ruch, który się roz-
winął pod sztandarem „sztuki stosowanej", 
stopniowo doprowadzić może do rozwiązania 

background image

wielkiego zagadnienia naszej epoki: stworzenia 
nowej i prawdziwej architektury. Gdyby cały 
ten ruch nic innego nie wydał i na tem się 
zakończył, jużby największe zadanie artysty-
czne dzisiejszych czasów zostało spełnione. 

background image

NOWOCZESNOŚĆ W ARCHITEKTURZE. 

dee, które najgłębiej poruszały ludz-
kość we wszystkich epokach history-
cznych, znajdowały zawsze swój wy-

raz widomy w dziełach architektury. 

Pogodny kult bogów w Grecyi odzwierciedla się 
w cudnej świątyni antycznej, pierwszej skończo-
nej formie piękna architektonicznego w naszej 
zachodniej kulturze; społeczno-państwowe zada-
nia Rzymian przemawiają do nas wspaniałą ar-
chitekturą cyrków, term, akweduktów, bazy-
lik; nadzmysłowy nastrój religijny średnich wie-
ków skupia się w potężnych katedrach; ksią-
zęcy blask, duma i przepych arystokratyczny 
czasów renesansowych i porenesansowych pozo-

stawiły po sobie, w postaci pałaców i wspania-

łych komnat, tę dworską sztukę budowniczą, 
która była przewodnią ideą rozwoju architektury 
XVI. do XVIII, wieku. 

Ta książęco-arystokratyczna sztuka, ostatni 

szczebel architektury historycznej, traci cały swój 
sens wewnętrzny z chwilą, gdy wogóle kultura 
arystokratyczna znalazła się u swego kresu, to 

background image

— 30 — 

znaczy z końcem XVIII. wieku. Epoka nowo-

czesna, która tu się zaczyna, staje przed no-
wemi zadaniami. Wiek XIX-ty jest wielkim wie-

kiem pracy umiejętnej; niespodziewane źródła 
pomocniczych sił przyrody zostają odkryte i od-

dane na usługi człowieka, badania śmiałe i ści-
słe wypełniają tę epokę, którą ze stanowiska 

dalekiej perspektywy historycznej, określić mu-

simy jako epokę nam współczesną. 

Gdy więc chodzi o zbadanie pierwiastka nowo-

czesnego w architekturze, trzeba go szukać, jak 

uczy przykład historyi, w ścisłym związku ze 

współczesnemi ideami ludzkości. Musimy się 

jednak najpierw porozumieć co do znaczenia 

wyrazu: architektura. 

Zwracając się znów do historyi, widzimy, że 

pojęcie to obejmowało całość ludzkiego tworze-
nia, które się całkowicie wyrażało w architektu-
rze. Już sama etymologia słowa wskazuje, że 

Grecy tak właśnie je rozumieli. W średniowie-
cznej i renesansowej sztuce jedność pojęcia ar-
chitektury nie ulega jeszcze wątpliwości, archi-
tekt był nietylko głównym kierownikiem cało-
ści dzieła architektonicznego, lecz takie od-
krywcą i wynalazcą w dziedzinie techniki i kon-
strukcyi. Lionardo da Vinci jest może najczy-
stszym typem prawdziwego architekta, jaki wy-
tworzyły nowsze czasy. Wiek XIX'ty natomiast 

dzieli wszystkie zawody na specyalności, czło-
wiek bowiem pojedynczy już nie może podołać 

background image

— 3I — 

olbrzymiej masie nagromadzonej przez wieki 

wiedzy. Specyalizacya ta naturalna, ma jednak 

i strony ujemne; odczuwamy to najwyraźniej, 
gdy idzie o zdobycie szerszego poglądu na całość 
ludzkiej twórczości. A przed takiem zadaniem 
stoimy właśnie, chcąc zbadać i ustalić to, co stano-
wi pierwiastek nowoczesny w naszej architekturze. 

Wiek XIX.-ty, wiek umiejętnego badania, był 

też wiekiem umiejętnej twórczości. Powstał nowy 
zawód inżyniera, którego zadaniem było wcie-
lenie w czyn myśli i ideałów swego wieku. On 
to przez rzeki i zatoki morskie przerzucił mo-
sty, on stworzył drogi komunikacyi, on potę-
żnemi sieciami żelaznemi zasklepił dworce kolei 
i hale targowe, on to zbudował parowce, loko-
motywy, skonstruował najcudowniejsze maszyny 
i przyrządy naukowe. Wiek XIX-ty wzbił się 

na taką wyżynę twórczości, że śmiało wytrzy-
mać może porównanie z najświetniejszą epoką 
budownictwa Grecyi lub średniowiecza. Powstaje 

świat zupełnie nowy, bardziej samodzielny, niż 
architektura renesansowa, bardziej oryginalny, 
niż sztuka rzymska. Mózg ludzki zdobywa 
się na dzieła najszerszego pokroju, na dzieła 
przemyślane naukowo, wyrafinowane do naj-
wyższego stopnia. I to jest charakterystyczne 

dla budownictwa nowoczesnego: jak w innych 
wielkich epokach, wiąże się ono ściśle z ogól-
nymi ideałami swego czasu, który wyciska na 
niem piętno umiejętnych, naukowych dążeń. 

background image

— 3^ — 

Niejednokrotnie spotykamy się z zarzutem, że 

wszystkie te właściwości nowoczesnego budo-

wnictwa nie mają żadnego znaczenia dla sztu-

ki, a to dlatego, że praca inżyniera, służąca 
czystej potrzebie praktycznej lub naukowej, 
nie stwarza żadnych form artystycznych. Kto 
takie czyni zarzuty, na niebezpieczną wstę-

puje drogę. Bo gdzież szuka artyzmu? W tem, 

co leży poza czystą potrzebą, co jest dodatkiem, 

a więc rzeczą zbyteczną i nieistotną ? A któż zarę-
czy, że okratowany tragarz żelazny nigdy nie 

będzie uważany za formę artystyczną? Dlaczego 
części składowe maszyny, z których tak wymo-

wnie i tak subtelnie przemawia prawo statyki, 
mają być pozbawione wyrazu artystycznego? 

Gotyccy budowniczowie z pewnością, podług 

swego rozumienia, nie budowali mniej rzeczowo, 
niż inżynierowie dzisiejsi. Rzymianie z pewno-
ścią tak samo spoglądali na swoje kolosseum, 
jak my na nasze hale i dworce, i chyba tylko 
szkolna estetyka dawnego autoramentu, mogłaby 
temu zaprzeczyć. Nowe czyny i dzieła stwarzają 
nowe prawidła estetyczne, o nowej skali i na 

nowych oparte podstawach. W ogólności zaś 

ocena i kwalifikacya estetyczna powinny iść 
w ślad za twórczością; nie mogą jej wyprzedzać. 
Podobanie się lub niepodobanie na pierwszy 
rzut oka, nie daje jeszcze miary, ponieważ od-

czucie piękna ściśle zależy od przyzwyczajenia; 
a przyzwyczajenie, rzecz prosta, pojawia się 

background image

— 33 — 

w następstwie twórczości, jako przez nią wywołane. 
Ale czyi dzisiaj już nie doświadczamy czegoś po-

dobnego? Czyż nie upatrujemy piękna w śmiało 

zakreślonym łuku mostu żelaznego, w kształcie 

parowca, a nawet w rozgałęzionym do nieskoń-

czoności mechanizmie maszyny? Nasze poczu-
cie piękna do pewnego stopnia już się przy-

stosowało. 

Temu przystosowaniu się, zwłaszcza do tego, 

co proste, co pozbawione ozdób, sprzyja wielce 
pewne zjawisko o charakterze społecznym. Z koń-
cem wieku XVIII-go na miejsce kultury arysto-
kratycznej, która skończyła była swoje panowa-
nie, występuje samodzielna kultura mieszczań-
ska, której istota polega już nie na etykiecie 
reprezentacyjnej, lecz na prostocie rzeczowej. Ta 

kultura mieszczańska wkracza niebawem w ró-
zne okresy przejściowe, w których po części 
tkwi jeszcze dotąd. Tylko w niewielu zewnę-
trznych objawach życia, jak n. p. w charakterze 
naszego ubrania męskiego, mamy już jasne zde-

cydowane wyniki. Widzimy tu wyraźne dążenie 
do największej prostoty i zerwanie z wszelką 
ozdobnością, co odpowiada najzupełniej wspo-
mnianym wyżej cechom twórczości iniynier-
skiej. Kultura mieszczańska zaznacza się też 

wybitnie w naszem urządzeniu domowem, które 
coraz bardziej zbliża się do ideału, podyktowa-
nego zdrowym sensem i celowością. Tak samo 
w kształcie i wyglądzie różnych przedmiotów 

background image

użytku objawia się wyraźnie tendencja upra-
szczająca. Wystarczy porównać narządzie łub 

broń z XVIII. wieku z takimiż przedmiotami 
w wieku XX-tym: odrazu widzi się wielką za-

sadniczą różnicą pojmowania rzeczy w obydwu 

tych epokach. 

W rażącem przeciwieństwie do tych zdecydo-

wanych podstawowych zasad rzeczowej twórczo-

ści znajduje się architektura, w ściślejszem znacze-
niu słowa. 

Bezradne błąkanie się wśród chaosu przeżytków 

historycznych, przerzucanie się od stylu do stylu 
świadczy wymownie o sile ciosu, jaki zadała jej re-
wolucya. Zasklepiona w rutynie, odpowiadającej 
towarzyskim nawyknieniom starych kół arysto-
kratycznych, architektura XIX. wieku nie mo-
gła już sprostać nowym wymaganiom czasu. 
Pozostała na stanowisku formalnem, usiłując 
wlec za sobą i przeciągnąć do teraźniejszości 
stare arystokratyczne przyzwyczajenia i goniąc 
rozpaczliwie za wszystkimi możliwymi stylami 
przeszłośei. Powierzchowne igranie zewnetrznemi 
formami i mechaniczne zestawianie motywów 
zaczerpniętych ze skarbca tradycyi — oto ce-
chy, których się nie może pozbyć architektura 

XIX. wieku przez długie lat dziesiątki. 

Ale ta sama architektura, w niektórych ra-

zach, tam mianowicie, gdzie jej wypadło ściśle 
zespolić się z konstrukcyą inżynierską lub roz-

background image

— 35 — 

wiązywać zadania, leżace poza jej zwykłym za-

kresem, stworzyła rzeczywiście rzeczy nowe. 

Wielkie hale wystawowe, sklepy zajmujące 

całe przestrzenie olbrzymich gmachów, są wyra-

zem nowych myśli twórczych, nowych idei 
konstrukcyjnych, które wynikły z użycia no-
wych materyałów budowlanych: żelaza i szkła. 

Gmachy publiczne, szkoły, szpitale, domy robo-

tnicze, rozwijają nowe formy planów — wynik 
rosnących potrzeb powietrza i światła. Jako no-
wość pojawiają się naprzykład szerokie bezpie-

czne schody i wyjścia, długie jasne korytarze. 

Występuje na widownię nowa umiejętność, 

nauka o zdrowotności, która tworzy styl. Wy-
magania z nią związane spowodowały pojawie-
nie się całego szeregu innych nowości, których 
wyrazem najbardziej może typowym jest dzisiaj: 
łazienka i water-closet. W tym względzie przy-

kładem dla całego świata była Anglia, Spełnia-
jąc postulaty hygieny, Anglia nietylko prze-
kształca zupełnie dom mieszkalny i jego we-
wnętrzne urządzenie, lecz toruje także drogę no-
wemu kierunkowi estetycznemu w stosunku do 
mieszkania. Przejawia się to może najwyraźniej 

w zasadniczej zmianie dekoracyi angielskiego 

domu pod względem koloru i charakteru: 
w miejsce ciężkiej ciemnej dekoracyi dawniej-
szej pojawiają się tony jasne, powietrzne, pła-
szczyzny gładkie, słowem, całość hygieniczna, 

a z tem jednocześnie zmienia się zasadniczo 

3* 

background image

i pojęcie o tem, co stanowi miły mieszkalny na-

strój. Podobnie i w innych rzeczach. 

Liczne przewody, które wprowadzono do 

domów mieszkalnych, celem zaspokojenia zwię-
kszonych potrzeb wygody nowoczesnego czło-
wieka, są dowodem nowego niezwykłego udo-

skonalenia i wyrafinowania wewnętrznego or-
ganizmu domu. Cała ta sieć niezliczonych rur 

przypomina do pewnego stopnia system naczyń 
krwionośnych i przewodów nerwowych ludzkiego 
ciała. W końcu pewne, choć niezbyt istotne 

przeobrażenia w organizmie domu, wywołane 
zostały także nowemi wymaganiami pod wzglę-

dem bezpieczeństwa od ognia. 

W zewnętrznej szacie zwykłych budynków 

wszystkie te nowe czynniki nie spowodowały 
oczywiście zbyt wielkich zmian. Ale oto, pod 
wpływem nowych potrzeb, teatry nasze rozwi-

nęły się jako charakterystyczne budowle z wy-
soko wystającą sceną, szkoły, instytuty i gma-

chy publiczne odpowiadają nowym wymaganiom 

planu i hygieny juz chociażby przez swe rozga-
łęzione wydłużone formy i obfite źródła świa-
tła. Najmniej ruchliwem jest może budowni-
ctwo kościelne, które uporczywie trzyma się je-
szcze dawnych form i zasad, stwierdzając tem 
wymownie, że dzisiejsze życie kościelne nie daje 
mu żadnej nowej podniety rozwojowej, żadnego 
życiowego pokarmu. 

Zwracając się do tak zwanego „nowego stylu", 

background image

— 37 — 

który w sztuce stosowanej i architekturze osta-
tnich lat 10-ciu tak często bywa wspomina-
ny, wstępujemy odrazu na grunt najzupełniej 
chwiejny. Czysto formalistyczna strona tego ru-
chu, — ze stanowiska ogólniejszego, z punktu wi-
dzenia wielkich sił poruszających ludzkość w no-

wszych czasach, maleje niesłychanie, schodząc 
prawie do roli jednodniowego zjawiska. 

Chęć wynalezienia „nowych form" i zastąpie-

nia niemi dotychczasowych, staje się jakąś chi-
merą, a indywidualistyczny upór poszczególnych 
artystów wyradza się w manierę, pozbawioną 
wszelkiego znaczenia. 

W każdym jednak razie nowy ten ruch, wobec 

akademizmu, który zmierzał prostą drogą do 

podrabiania stylów, miał jedną dobrą stronę: 
wniósł swobodę w twórczość artystyczną. Dzięki 
tej swobodzie, ujawnionej jak dotąd tylko w za-
kresie właściwej sztuki stosowanej, pojawiła się 
masa rzeczy nowych, o znaczeniu istotnie do-
niosłem, zwłaszcza gdy się zważy, z jak wielką 
konsekwencyą dążono do stworzenia nowego 
oryginalnego wnętrza, i jak szczęśliwie ten cel 

osiągnięto. Ogólny charakter nowego wnętrza 

jest mieszczański, i w tej mieszczańskiej prosto-

cie, która stała się ideałem najlepszych przed-
stawicieli nowego kierunku, zbiega się najzu-
pełniej z nowoczesnemi pojęciami. Główna za-
sada: artystyczna jednolitość, rozciąga się nie-
tylko na pokój pod względem barwy i kształtu, 

background image

-

  3

3 -

lecz także: na całkowitą jego zawartość, a więc: 

na meble, sprzęty i drobne przedmioty użytku. 
Ta zasada jednolitości i zestrojenia całości, staje 

sią najważniejszym punktem wyjścia nowej 

sztuki stosowanej, która tej wielkiej zdrowej 

myśli zawdzięcza niewątptliwie swoje powodze-
nie. 

Podobnie zdrowej zasady trudno jest się do-

patrzeć w architekturze dzisiejszej. Mimo usiło-
wań wielokrotnych przeniesienia nowego ruchu 

na architekturę, rzecz cała utknęła na wstępie, 

ograniczając się, jak dotąd, do strony mniej lub 

więcej zewnętrznej. Cechy naprawdę nowe w ar-
chitekturze wyłonić się mogą nie z tych lub in-
nych nowych form, lecz tylko z nowych we-
wnętrznych przyczyn. Chęć stania się konie-
cznie nowoczesnym czyni człowieka najwyżej 
niewolnikiem mody. Chęć taka wogóle pozba-
wiona jest wszelkiej treści. Prawdziwie nowo-

czesne zdobycze nie wypływają nigdy z jakie-

goś specyalnego z góry powziętego zamiaru, lecz 
są wynikiem swobodnych dążeń najlepszych je-

dnostek i charakterów pewnej epoki. 

Różne prądy umysłowe nurtują dziś nasze 

społeczeństwa. W niejednej dziedzinie zapano-

wały znów idealistyczne dążenia. Zbudziła się 
na nowo tęsknota za owymi wyższymi ideałami 

moralnymi, które nie dają się ująć w żadną 
formułę matematyczną. Obok tego wzrasta wszę-
dzie poczucie narodowe. Kult indywidualizmu 

background image

świadczy o dążeniu do samodzielności. Wszy-
stkie te prądy znajdą kiedyś wyraz w archite-
kturze. Ale dziś dostrzedz w niej można zale-

dwie jakieś słabe, odosobnione objawy tyeh dą-
zeń. Dopóki panuje niepodzielnie wiekami prze-
kazany formalizm, niczego więcej spodziewać 
się nie można. Jedyną niezaprzeczoną zdobyczą 
nowego ruchu jest wyłom, zrobiony w dawnej 
zasadzie naśladowania stylów, tej nieszczęsnej za-
sadzie, która była główną przeszkodą postępu. 

Na tej zdobyczy można się już oprzeć i z pe-

wną otuchą rozpocząć budowę gmachu nowoczesnej 
architektury. Celem jej jednak nie będzie for-
malistyczna reprezentacyjność czasów arystokra-
tycznych. Przeciwnie, nowy kierunek wskazuje jej 
już z góry umiejętne myślenie, cechujące na-
szą epokę. Nowoczesność w architekturze pole-
gać więc będzie: na zaspokojeniu rzeczowych 

wymagań potrzeby, na coraz większem liczeniu 
się z charakterem materyału i na logicznem za-
stosowaniu konstrukcyi. I pod tym względem 

czeka architekturę konieczność jeszcze ściślej-
szego zespolenia się ze swą siostrzycą — sztuką 
inżynierską, jako jedyną ze sztuk XIX. wieku, 
która miała przywilej tworzenia z całą swobodą, 
bez narzuconego z góry kierunku i nie pod 

klątwą formalistycznych przeżytków. 

Walka, jaką prowadzić będzie architektura 

z systemem podrzędnych ozdób i niepotrzebnych 

frazesów, zespoli ją z pewnością jeszcze bardziej 

background image

z tymi wewnętrznymi prądami, które tak głę-
boko przenikają twórczość dzisiejszych czasów. 
Prądów tych nie można chyba trafniej scharakte-
ryzować, jak słowami matki Hamleta do Polo-
niusza, słowami, które w tak nieporównanie ję-

drny sposób streszczają cały program nowocze-
snej sztuki tektonicznej: More matter, with 

less art — więcej treści, a mniej sztuki. 

background image

ARCHITEKTURA I PUBLICZNOŚĆ. 

auwazono trafnie, i to nawet w ko-

lach architektów, że dzieła archite-
foniczne dzisiejsze są jak hieroglify, 

że twórcy ich mówią jakimś językiem 

tajemniczym, ogółowi niedostępnym. Ze wszy-
stkich sztuk pięknych architektura najmniej jest 
popularna, najmniej rozumiana. Rusztowania 
i parkany, zakrywające budowę naszych domów 
i tamujące ruch uliczny wielkiego miasta, nie 

wywołują w przechodniu żadnej ciekawości, co 
też poza nimi powstanie. A gdy nowe dzieło 

architektoniczne oddane zostaje do użytku pu-

blicznego, całe zainteresowanie publiczności stre-
szcza się zazwyczaj w tem jednem pytaniu: 

„w jakim stylu" zbudowano dom? 

Kto ponosi winę tej obojętności, jaka za-

panowała pomiędzy architekturą a społeczeń-
stwem? Z góry można być przekonanym, że każda 
niepopularność ma swoją racyę bytu, a wina 

wrogiego stosunku najczęściej jest po obu stro-

nach. Dlatego tez niepodobna bez dalszej dysku-
syi twierdzić, jak to czynią zazwyczaj architekci, 

background image

że potrzeba tylko tak zwanego „wychowania 
i przygotowania publiczności", aby na nowo 
przywrócić architekturze mir w społeczeństwie. 

Składanie winy wyłącznie na publiczność jest 

błędem. Zachodzi raczej pytanie, czy samej ar-

chitektury dzisiejszej nie wypadnie pociągnąć 
do odpowiedzialności za to, ze u współczesnych 
nie zdołała wzbudzić dostatecznego zaintereso-
wania. 

Jedną z głównych przyczyn tego zjawiska 

jest to, że architektura straciła najważniejszą pla-
cówkę dzisiejszej twórczości tektonicznej, miano-
wicie placówkę inżynierską, tę podwalinę współ-
czesnego kulturalnego i umysłowego życia na-
rodu- Najważniejsze zadania dnia przypadają 
w udziale inżynierowi. Znaczna część dzisiejszej 
inteligencyi pracuje nad kwestyą środków ko-
munikacyi — jedną z idei najgłębiej przenika-
jacych naszą epokę i domagających się wyrazu 

budowniczego. Zadania, jakie ma przed sobą 
inżynier, są w naszych czasach tak samo popu-
larne, jak w starożytności budowa świątyń, za-
kładanie bazylik i placów publicznych. W związku 

z budową dróg komunikcyi znajduje się druga 
dziedzina, typowa dla naszego wieku; miano-

wicie — maszyny i narzędzia. Tę dziedzinę prze-
nika również całkiem nowoczesna idea: cała 

działalność człowieka, poddana ściśle umieję-
tnym prawidłom, nabiera, rzec można, cechy 
wybitnie intelektualnej. 

background image

— 43 — 

Środki komunikacyi, maszyny, koleje, mo-

sty, parowce, urządzenia elektryczne, przyrządy 
naukowe — oto rzeczy nowe, które wytworzyła 

nasza epoka. Pracownicy na wszystkich tych 
polach pasują się zaciekle z wciąż nowemi za-

gadnieniami, a w ogniu tej walki, niema czasu 

na uleganie jakimkolwiek sentymentalizmom. 

Nie krępowani żadną tradycyą, żadnymi prze-

żytkami, kroczą naprzód śmiało, bez kompro-

misów, oddając całą swą energię czynu i inteli-
gencyę na usługi postępu. I w tem znaczenie 
ich nowoczesne, w tem — źródło ich popular-
ności 

Zgoła inne panują dzisiaj stosunki w dzie-

dzinie właściwej architektury. Z ową swobodą 
twórczą, z owym wzrokiem utkwionym śmiało 
w przyszłość, nie spotykamy się tu już odda-
wna. Ostatnie objawy takiej twórczości znaj-
dziemy może w epoce gotyckiej, która była 
ostatnią fazą samodzielnej, twórczej architektury. 

Już renesans wnosi nieszczere pierwiastki obcych 

kultur, pozbawione istotnego, wewnętrznego 

sensu. "Wprawdzie z ogólnym rozkwitem życia 
umysłowego nastąpił znaczny wzrost ruchu bu-
dowlanego, ale owe niezliczone budowle, które 
wówczas powstały, były to wartości drugorzędne, 
dzieła nie wcielające żadnej oryginalnej idei ar-
tystycznej. Wzrok utkwiono wyłącznie w prze-
szłość. I tylko ograniczona znajomość świata 

background image

starożytnego uchroniła ówczesnych budowni-
czych od zupełnie bezwartościowych imitacyi. 

Im więcej poznawano świat starożytny, tem 

mniej samodzielną stawała się architektura. Osta-
tni cios zadał jej niebywały przyrost materyału 
historyczno-naukowego w połowie XVIII. wieku. 

Odtąd powstawanie dzieł architektonicznych 

zamienia się w jakiś antyczny korowód ma-
skowy. Odnosi się wrażenie, że nikt już nie 
myśli o rzeczowem' rozwiązaniu zadania, nato-

miast zadanie architektoniczne wtłacza się gwał-
tem w szemat antycznego budynku. Choć świat 
starożytny działał oszałamiająco, bogini archi-
tektura zapadła w stan głębokiej hypnozy, 
przerywanej wprawdzie w ciągu XIX. stulecia 

najrozmaitszymi i najbardziej dziwacznymi ru-
chami i skokami, ale nie zbliżającymi jej by-

najmniej do współczesnego życia. 

I dzisiaj jeszcze architekci tworzą pod wpły-

wem urojenia, że dzieła ich przedewszystkiem 
wyglądać muszą tak, jak gdyby należały do ja-
kiejś minionej kultury. Stylowy punkt widze-
nia panuje tu jeszcze niepodzielnie. Gdyby nie 

ten przesąd, wtłaczanie nowoczesnych zadań 
w formy historyczne byłoby z pewnością 
w oczach każdego taką samą śmiesznością, jak 
bezustannie trwająca maskarada, jak przebiera-
nie się raz w strój rycerza gotyckiego lub fran-

cuskiego dworaka, to znów w strój staroży-
tnego greka. Dzisiejsze dążenia stylowe są ni-

background image

niczem innem, jak sztuką takiego przebierania 
się. A że trwały przez całe stulecie i trwają do 

dziś dnia, stąd wniosek, że architektura w tym 
okresie, pozbawiona stałego punktu oparcia, do-

szła w istocie do szczytu bezbarwności i bezra-

dności. 

Porównywano stylową tradycyę historyczną 

z językiem, który ma swoją historyę, rozwija 
się i żyje. Porównanie byłoby trafne, gdyby nie 
to, że w architektonicznych sposobach wyraża-
nia się przerzucamy się co chwila od jednego 
martwego języka do drugiego, aż znaleźliśmy 
się w istnej wieży Babel umarłych języków, 
z której, zdaje się, już niema wyjścia. Ale je-
szcze pod innym względem porównanie powyż-

sze nie wytrzymuje krytyki. Język nie był ni-

gdy celem samym w sobie, lecz zawsze służył 
jako środek do wyrażania myśli. Gdy się dzi-
siaj chce wyrazić jakąś myśl jasno, dobitnie 
i logicznie, niema potrzeby uciekania się do ję-

zyka pieśni Nibelungów; możemy się raczej cie-

szyć że we własnej współczesnej mowie potra-
firny to zrobić najlepiej. W architekturze je-
dnak wciąż jeszcze usiłujemy mówić martwymi 
i obcymi językami. Możnaby krok za krokiem 

śledzić prawdziwie groteskowe rezultaty tych „sty-

lowych" manewrów architektonicznych. Czyż 

można wyobrazić sobie większy nonsens, jak 

„romańską" halę wystawową, albo piwiarnię 

w kształcie Capella Palatina? A jednak do takiej 

background image

gry maskaradowej przykładają chętnie rękę na-
wet architekci, uważani ogólnie za najtęższych. 
W najlepszym razie dzieła architektury „stylo-
wej" mogłyby być brane za zabawne żarty i tra-
ktowane tak, jak n. p. traktował Arno Holz swój 

zbiór poezyi Dafnis, naśladujący poetów XVII. 
stulecia. Kto jednak bierze takie ćwiczenia na 

seryo, ten nie może liczyć na to, że będzie 
uznany za poetę, lub oceniony przez współcze-
snych. Czyż można się więc dziwić, że wskutek 

takiego postępowania architektów świat dzi-
siejszy wykreśla architekturę z rzędu sztuk ży-
wych i wogóle uważa ją za obcą specyalną 

dziedzinę, w której jacyś osobliwi ludzie rozwi-

jaja jakąś niezrozumiałą działalność? Człowiek 
współczesny ma prawo wymagać od pewnego 

zawodu, z którym ma się liczyć, aby dzieła 
jego nosiły na sobie piętno współczesnego du-

cha. Na maskarady i zabawy sentymentalne 
niema dziś czasu! Duch epoki z niepowstrzy-

mana mocą wysuwa nowe zadania, które wy-
magają najwyższego wysiłku. Wszystko pracuje 
w gorączce, aby im podołać, tylko architekci, 
stojąc na uboczu, zabawiają się, jak dzieci. 

Nie mniej od działalności zawodowej, polega-

jącej, jak widzieliśmy, na naśladowaniu stylów, 
zakwestyonować możnaby działalność archite-

któw na niektórych specyalnych polach, przede-
wszystkiem na polu tak zwanej opieki nad za-

hyłkami Te same błędy, to samo zapoznanie 

background image

najprostszych faktów tu, jak i tam. Historya 

przekazała wiekowi XIX-temu stare budynki 
w naturalnym stanie ich życiowego procesu, 

a więc częściowo uszkodzone i zniszczone przez 

wiek, częściowo przeobrażone wskutek dobudo-

wań, których dokonały pokolenia. Otóż w sto-

sunku do tych zabytków świat architektoniczny 

XIX. wieku zajął całkiem nowe stanowisko. 
Mianowicie wymyślił jakąś potrzebę uzupełnia-
nia i poprawiania ich na nowo tak, jak ludzie 
renesansowi uzupełniali odnalezione starożytne 
posągi, dorabiając im nogi, ręce, nosy. I gdy-
byż przynajmniej uzupełnienia te dokonywały 
się jakoś naiwnie, w sposób szczery, odpowia-

dający poczuciu naszej epoki. Przeciwnie, archi-

tekci wpadli na pomysł odnawiania zabytków 
w duchu czasów dawno minionych, uparcie 
twierdząc, że potrafią się wczuć i wmyśleć jak-

najdokładniej w wiek XII. lub XIII. i snuć da-
lej dzieło ówczesnych budowniczych. Przede-

wszystkiem należy stwierdzić, że już po  u p ł y -

wie jednego dziesiątka lat od takiego „przy-

wrócenia", bardzo łatwo można wykryć ślad 
obcej ręki, która naruszyła dawny stan rzeczy; 

każde następne pokolenie nabiera przekonania, 

że pokolenie poprzednie zasadniczo się myliło 
co do kwestyi odczucia ducha zabytku. Ale ża-

dne pokolenie nie wyprowadziło stąd natural-
nego wniosku, że i ono. podobnie jak poprze-
dnie, może się mylić, i że po jakich 10-ciu la-

background image

tach wszystkie braki i błędy w naśladowaniu 
przeszłości będą wykryte i napiętnowane. Ale 
błąd trwa i szerzy się dalej pomimo protestu 

w nowszych czasach znacznej części wykształco-

nego społeczeństwa przeciwko idei przywracania 

zabytków do dawnego stanu. Do dziś dnia je-

szcze zgromadzenia architektów stawiają pro-
gramy i wydają instrukcye, objaśniające, w jaki 
sposób można najlepiej i najdokładniej wczuć 
się w ducha dawnej architektury. Do dziś dnia 

szerzą oni fałsz i zniszczenie. I nie będzie prze-
sadą twierdzenie, że wszystkie poprzednie stu-
lecia ze swymi pożarami, wojnami i rewolu-

cyami mniejsze stosunkowo uczyniły spustosze-
nie w dawnym stanie zabytków, niż działalność 
tych, którzy w XIX. wieku mienili się ich 

obrońcami, czyli architektów. 

Dążność do budowania w duchu ubiegłych 

wieków sprawia jeszcze inne skutki. Niektórzy 

sądzą, że się najlepiej da zachować artystycznie 
skończony charakter starego rynku, starej ulicy 

patrycyuszowskiej przez starania o to, aby nowo 
powstające budynki były utrzymane w tym 

samym charakterze, co i dawne. Miasta o bo-
gatej przeszłości historycznej rozpisują konkursy 

na fasady w starych stylach, a cały świat archi-

tektoniczny bierze udział w tem niemożliwem 
przedsięwzięciu naśladowania kulturalnego obrazu 

dawno minionych czasów. Daremne wysiłki. — 

Nowe fasady o starych formach nie stworzą 

background image

— 49 — 

nigdy harmonii z oryginalnymi zabytkami; 
w najlepszym zaś razie, jeśli nie współczesne, 
to najbliższe pokolenie rozpozna, jak dalece na-
śladowca się mylił i jak wielkie popełnił błędy. 

Imitacya taka wobec szlachetnego oryginału przed-
stawia się jak surogat najbardziej gminnego pocho-
dzenia, i dopiero staje się oczywistem to, czego z góry 
powinien był nauczyć zdrowy rozum ludzki: że 
niema większego głupstwa nad umieszczanie 
w bezpośredniem sąsiedztwie z oryginałem imi-
tacyi, którą jeszcze znieśćby można było gdzieś 

w innem miejscu. Natomiast oryginalnie pojęte 

dzieło, bez względu na czas powstania, będzie 
stanowiło zawsze najlepsze sąsiedztwo. A harmonię 
otoczenia osiągnie się nie naśladowaniem  s t y -

lów, lecz dbałością o to, aby nowe budowle, 

stawiane obok szanownych zabytków przeszło-

ści, były prawdziwemi dziełami sztuki. 

I oto architektura dzisiejsza poprostu skazana 

jest na obracanie się bezustanne w kole fatal-
nych błędów, ponieważ architekci nie chcą spój-

rzeć przed siebie śmiało, radośnie i bez uprze-
dzeń, lecz wciąż ulegają sentymentalizmowi lub 
suggestyi archeologicznej. A każdy nowy prąd, 
w tych warunkach, niesie ze sobą coraz to nowe 

niebezpieczeństwo. Tak naprzykład, idea domu 
chłopskiego i nawiązanie do swojskiego spo-

sobu budowania — brzmi jako program wy-
śmienicie, ale zaraz pytamy z trwogą, dokąd 

też to nas ma zaprowadzić? Czyi mamy cią-

background image

gle tylko dostosowywać się; ciągle tylko odtwa-

rzać? Utkwiliśmy wzrok nie w cel leżący przed 
nami, lecz w coś, co jest poza nami lub obok nas. 

Próbujemy kroczyć naprzód, zwróceni do przodu 
tyłem. Nic więc dziwnego, że kroki nasze od-
bywają mocno zygzakowatą drogą, wlokąc za 

sobą łańcuch fatalnych błędów. 

Nie rzeczowe, nie artystyczne motywy  k i e -

rują twórczością architektów, lecz krzyżujące się 
ze sobą reminiscencye. W przeciwieństwie do 
wszystkich innych twórców, architekci dzisiejsi 
nie mają  ż a d n e g o artystycznego przekonania. 
Dla każdego nowego dzieła gotowi są mieć 
przekonanie inne: dla kościoła — przekonanie 
gotyckie, dla budynku rządowego — przekona-
nie absolutystycznej epoki królewskiej, dla domu 
wiejskiego — przekonanie sztuki ludowej. Jest 
to objaw zupełnie nowy. Architekci dawniejsi 
mieli zawsze to jedno głębokie przeświadcze-
nie, że chwilowo panujący kierunek artystyczny 
był najsłuszniejszy. I to było ich siłą: oddawali 

się całkowicie swoim zadaniom, wkładając w nie 

kawał duszy, swe najgłębsze osobiste wierze-
nia. I czyż może być inaczej? Czyż można, 
będąc artystą, chcieć być twórczym wyrazicielem 

pewnego kierunku, który się osobiście uważa 
tylko za względnie słuszny. Rezultatem będzie 
zawsze.... woda. Artysta, gdy chce się wznieść 
ponad miarę maskaradowego krawca, może mieć 

tylko jedno artystyczne przekonanie. Hołdować 

background image

nie różnorodnym kierunkom jest moralnem sa-
mobójstwem. 

Architektura nie odzyska swej siły, jeśli się 

nie odwróci od sentymentalnych i archeologi-
cznych celów. Archeologia jest nauką szano-
wną, ale z twórczością artystyczną niema nic 
wspólnego, i zaledwie tylko w słabym stopniu 
może mieć na nią wpływ. Architektura twór-

cza, jak i sztuka stosowana w ogólności, może 
mieć tylko dwa cele: realny — najlepszego za-

spakajania pewnych potrzeb i idealny — działania 
na wrażliwość artystyczną. Zaspakajanie potrzeb 
jest tym jasnym zdrowym kierunkiem, który 
charakteryzuje działalność inżyniera, budowni-
czego maszyn, technika sanitarnego. Zupełna 
jasność celu doprowadziła do tak szczęśliwych 

rzeczowych wyników, że podług nowszych po-
jęć, nie można im zrobić żadnego zarzutu pod 

względem artystycznym. Zamieszanie wywołuje 

dopiero chęć ofiarowania czegoś więcej, niż wy-
maga sam cel realny, sama potrzeba rzeczowa. 
To coś więcej płynąć może oczywiście tylko 

z artystycznego ducha, z talentu. Kto go nie 
posiada, niech lepiej zaniecha wysiłków. A w ża-

dnym już razie braku talentu nie zastąpią okru-
szyny archeologicznej wiedzy, któremi się okra-
sza architektoniczne dzieła. Ta niezdrowa gra, 
prowadzona w architekturze zapomocą form bez 

treści i dekoracyi bez sensu, wytworzyła głę-
boki rozdział pomiędzy sztuką budowniczą a całą 

4* 

background image

współczesną epoką, która na wszystkich innych 
polach śmiało i z otuchą kroczy po drodze nie-
bywałego postępu. 

W epoce takiej budzić może interes tylko 

działalność pełna życia i rozmachu, działalność 

nowoczesna w najlepszem znaczeniu słowa. Nieza-
wodnym więc środkiem pozyskania na nowo pu-

bliczności może być tylko dobra, rzeczowa 
i wolna od archeologii architektura. Że publi-

czność żywo się interesuje podobnymi zdrowymi 
objawami w sztuce, tego dowodem powodzenie, 

jakiego doznała w ostatnich 10-ciu latach nowo-

czesna sztuka stosowana, która odrazu podbiła 
cały świat wykształcony z chwilą, gdy zamiast 
kroczyć wstecz, spojrzała przed siebie śmiało i bez 
wahania. — Ale stylowe błazeństwa w sta-
rym duchu już i w architekturze nie sprawiają 
efektu, a gmachy pojawiające się w przebra-
niu historycznem, choćby najdoskonalszem, osią-
gają zaledwie succès d'estime. Natomiast na-
prawdę nowoczesny budynek znajduje natych-
miast szczery oddźwięk u publiczności. Dość 
wspomnieć o domu Wertheima w Berlinie; 
każdy człowiek wykształcony musi bez wahania 
przyznać, że jest to gmach, którego idea sięga 
głęboko w życie współczesne, rozwiązując naj-
żywotniejsze zadania. 

Z chwilą, gdy i architekci przejmą się powa-

żnie duchem czasu, przepaść między architekturą 
a publicznością zacznie znikać. Wówczas już nie 

background image

będzie potrzeby myśleć o środkach obudzenia 
interesu publicznego, bo twórczość architektów 
znowu znajdzie się w naturalnym stosunku do 
swej epoki. 

Nie da się zaprzeczyć, że i w architekturze 

rozpoczął się już tu i owdzie proces zdrowy, bo — 
oczyszczający. Mianowicie młodsza generacya bu-

dzi sie i rwie ku nowym drogom. Możnaby na-
wet wskazać pojedyncze objawy tego ruchu. Trzeba 
więc tylko czuwać, — i dalej prowadzić dzieło 
uzdrowienia. Żywe zainteresowanie się społe-
czeństwa dziełami nowszej architektury daje rę-
kojmię, że popularność ich będzie wzrastać, 
a wszystkie środki, jakich dotąd próbowano ce-
lem spopularyzowania architektury, gdy się mieć 
będzie w ręku takie atuty, jak dobre współcze-
sne przykłady, będą działały w dwójnasób i w trój-
nasób. — Dotychczas środkiem popularyzacyi 

było: wprowadzenie działu architektury na wy-

stawach sztuki, uświadamianie zapomocą prasy 
i odczytów oraz wykładów popularnych w szko-

łach wyższych i innych instytutach publicznych. 

Powodzenie działów architektonicznych na do-

rocznych wystawach sztuki nie zawsze odpowia-
dało oczekiwaniom. Architektura jest przede-
wszystkiem sztuką przestrzenną, reprodukcye 

więc dzieł architektonicznych wypadają prawie 
że gorzej od reprodukcyi obrazów. Rysowane 
lub malowane dzieła wprawdzie nieraz zwra-

cały uwagę zwiedzających wystawy, ale tylko 

background image

— 54 — 

dzięki dobrej technice akwarelowej lub zrę-
cznemu rysunkowi piórem. By zainteresować 
widza samą architekturą , nie pozostaje nic 
innego , jak zmniejszona reprodukcya prze-
strzenna, czyli model. Widzimy też, że publi-

czność cieszy się niezmiernie modelem, który 
w istocie daje pewne wyobrażenie o naturze, 
oczywiście o ile to dotyczy architektury zewnę-
trznej, ponieważ widz może się odpowiednio 

ustawić do modelu, w przybliżonem do natury 
perspektywicznem oddaleniu. Natomiast oddanie 
wrażenia wnętrz zapomocą modelu napotyka 
zawsze na znaczne trudności. 

Ale zbyt wielkich nadziei do wystaw nie mo-

żna przywiązywać. Wystawy są dobre dla obra-
zów i dzieł graficznych, gdyż tylko one mogą 
być przedstawione w oryginałach. Wobec ory-
ginałów bledną oczywiście wszelkie reprodukcye, 

trafiające do świadomości widza dopiero drogą po-
średnią zapomocą interpretacyi myślowej. 

Daleko ważniejszym od sztucznego interesu, jaki 

wzbudzają wystawy, jest interes naturalny i bez-

pośredni dla żywej architektury. 

W istocie najskuteczniejszym środkiem wy-

chowania artystycznego jest wytworzenie osobi-
stego i bezpośredniego stosunku człowieka do 

sztuki. Taki stosunek i to najbardziej osobisty, 
wytwarza się właśnie w budownictwie operującem 
kształtami i przestrzenią, wśród których obraca się 

człowiek; a mieszkanie człowieka jest tym ogni-

background image

— 55 — 

wem najściślejszem, które go łączy z archite-
kturą. Niech tylko wzrośnie zainteresowanie 
się własnem mieszkaniem, a most ku archite-
kturze zostanie przerzucony. I tu właśnie na-
trafiamy na punkt, tak szczęśliwie ujęty przez 
nową sztuką stosowaną, która zaczęła od rze-
czy, dla każdego w wysokim stopniu interesu-
jącej: od ukształtowania na nowo najbliższego 
człowiekowi otoczenia — od pokoju, w którym 
przebywa i mieszka. 

Dalszym ciągiem tej roboty powinno być 

stworzenie domu na jedną rodzinę. I już z góry 

można być pewnym, że z przyjęciem się  z w y -

czaju mieszkania w osobnym domu wzrośnie 

i zamiłowanie do budownictwa. Naturalnie, po-

siadanie własnego domu wiąże się ściśle z kwe-
styą dobrobytu, ale chociażby cała sprawa ogra-

niczyć się miała na razie do bogatych, trzeba 
przedewszystkiem, aby bodaj w tych sferach rze-
czywiście istniała potrzeba mieszkania u sie-
bie, w osobnym domu. Zazwyczaj idzie to 

w parze z tendencyą wynoszenia się poza obręb 
właściwego miasta. Niemcy przechodzą obecnie 
właśnie taki okres: mieszkańcy miast tłumnie 
śpieszą na wieś, a nawet zauważyć juz można 
ciekawy rozwój budownictwa wiejskiego. I to 
pozwala rokować bliski juz wzrost szczerego 
zainteresowania się coraz szerszych warstw sztuką 
budowniczą. 

Oczywiście i tu zacząć trzeba od o czyszczania 

background image

- 56 -

atmosfery. Cały szereg względów, najzupełniej po-
zbawionych rzeczowej podstawy, a przenikają-
cych architekturę XIX. wieku, przeważa dotąd 
takie i w budowie tego typu domów. Wskutek 
głupoty i niedbalstwa przedsiębiorców publi-
czność wciąż zaprząta sobie głowę różnemi dru-

gorzędnemi rzeczami, zaniedbując rzeczy naj-
ważniejsze, które zdawałoby się, powinny ją 
najbardziej interesować. Najlepsza oryentacya 
domu, stosunek domu do ogrodu, położenie po-

kojów w stosunku do siebie, celowe ukształto-
wanie poszczególnych wnętrz, wszystko to, nie-
stety, gra zazwyczaj przy budowie domu zna-
cznie mniejszą rolę, niż troska o tak zwane „sto-
sunki architektoniczne". I śmiało rzec można, 
że dopóki architekci będą zajmowali publiczność 
takiemi zewnętrznemi rzeczami, nie będą mogli 
liczyć na prawdziwe zrozumienie istoty archi-
tektury. 

Przykład Anglii wskazuje najlepiej, jakie zna-

czenie ma pod tym względem mieszkanie w oso-
bnym domu. Sztuka budowania domów cieszy 
się tam popularnością, jak w żadnym innym 
kraju. I zaraz trzeba dodać, że popularność ta 
rozciąga się właśnie na rzeczowe, praktyczne 
strony mieszkania. Najbardziej też ustaliły się 

w Anglii pojęcia: o dobrem położeniu mieszka-
nia pod względem zdrowotnym, o wygodnym 
kształcie wnętrz, o celowem rozmieszczeniu po-
kojów, zwłaszcza służbowych i gospodarczych 

background image

i t. d. Pojęcia, te grają tak ważną role, że wszel-
kie inne względy, naprzykład stylowe, nie mogą 
się z niemi nawet równać. 

Ustalenie tych najistotniejszych stron archite­

ktury, które najbardziej obchodzić powinny pu­
bliczność, jest rzeczą niezwykle pilną i może 
stać się dalszym skutecznym środkiem mądrego 
spopularyzowania sztuki budowniczej. Żałować 
tylko należy, że wśród architektów tak mało 
widać ochoty do wyjaśniania tych rzeczy przed 

szerszą publicznością. Rozważania na temat ar-
chitektury znajdujemy wogółe tylko na łamach 
pism fachowych, których z wyjątkiem specyali-
stów, nikt do rąk nie bierze. Ale zastanówmy 
się: jaki jest cel i sens roztrząsania pewnych 
kwestyj ciągle tylko w kółku tych samych lu-

dzi, w kółku fachowców, gdy przecież chodzi 
o szerszy ogół, o publiczność. Droga do publi-

czności nie prowadzi przez prasę specyalną, lecz 

przez ogólną, w szczególności przez dzienniki i cza-

sopisma. Wpływ prasy na publiczność nowocze-
sną jest ogromny. Gdy więc o sprawach archi-
tektonicznych pojawiać się będą artykuły treściwe, 
napisane zrozumiale, czytelników nie zabraknie 
z pewnością. Za to brak pisarzów. Wielka ilość 

sprawozdawców artystycznych, którzy codzien-

nie dostarczają publiczności strawy na temat 
malarstwa, nie dopisuje, gdy chodzi o archite-

kturę. Jest to dla nich zamknięta księga o sie-

dmiu pieczęciach, pełna jakichś tajemnic; a gdy 

background image

— 53 -

nareszcie zdobywając się na odwagę, poruszą kwe-
stye architektoniczne, wówczas kroczą po omacku, 
kręcą się w kółko lub brną w takich błędach, 
że wszystko to razem wzięte powiększa tylko 
zamieszanie. O rozjaśnieniu kwestyi niema więc 
mowy. Być może, że i w tym wypadku sztuka 

stosowana, której rolę tak doniosłą zrozumiało 
juz wielu dziennikarzy i przedstawiło szerszej 
publiczności, będzie tym mostem, przez który 
i architektura przeniknie do świadomości ogółu. 
Bo chociaż byłoby poządanem, aby zawodowi 
architekci zabrali się do wyjaśniania słowem 
i drukiem zadań i znaczenia swej sztuki, to 
jednak trudno na to liczyć, ponieważ ludzie 
ci zbyt pochłonięci są praktyczną pracą swego 
zawodu, a w wielu wypadkach brak im, rzecz 
prosta, potrzebnej do tego rutyny literackiej. 

Podobnie jak w prasie, możnaby działać i na 

zebraniach publicznych. W różnych towarzy-

stwach kulturalnych urządzających odczyty, dają 
się na szczęście słyszeć ostatnimi czasy głosy 
o potrzebie odczytów także z zakresu archite-
ktury. Ale niestety, jak w prasie brak pisarzów, 

tak tu brak jest prelegentów. Idzie bowiem 
nie o zwykłe wykłady z zakresu stylów i hi-

storyi sztuki, lecz o właściwe ujęcie i przedsta-
wienie samej istoty sztuki architektonicznej. 

Ostatecznie każda placówka wychowania pu-

blicznego jest terenem, na którym winno się 

szerzyć zrozumienie tej sztuki. Tak ważny objaw 

background image

— 59 — 

w życiu ludzkości nie powinien schodzić na 
plan drugi, nie może ustępować miejsca malar-

stwu i plastyce. Pouczający przykład uwzglę-
dnienia architektury już podczas nauki początko-
wej dają szkoły amerykańskie. Chłopcy i dziew-
czata zdejmują plany swych domów, a w godzi-
nach rysunków w szkole próbują traktować ko-
lorowo oddzielne ściany wnętrza. Wyrabia to 

praktycznie rzecz ważną: gust w urządzeniu mie-

szkania, co prowadzi bezpośrednio do zrozumie-
nia architektury swego domu, a stąd — archi-

tektury w ogólności. Tak samo w szkołach śre-
dnich i wyższych należy pamiętać o wprowa-
dzeniu wykładów z tej dziedziny, o ile są od-
powiednie po temu siły. A w nowożytnym 
wielkim programie uniwersytetów ludowych ten 
przedmiot wykładowy powinien się znaleść 
na pierwszem miejscu z chwilą, gdy społeczne 

znaczenie jego raz wreszcie będzie uznane. Że 
pod tym względem istotnie nowoczesne insty-
tucye już samorzutnie wstąpiły na właściwą 
drogę, świadczy o tern świeży fakt wprowadzenia 
w wyższej szkole handlowej w Berlinie wykła-

dów z zakresu sztuki stosowanej. 

Gdy się dzisiaj daje podobne rady, straszne 

widmo rutyny szkolnej ukazuje się zaraz nie-

stety. Nie daj Boże, aby wykład taki dostał 
się w niepowołane ręce. Sprawi więcej złego, 
niż dobrego. Nauka sztuki, wprowadzona w osta-

tniem stuleciu do gimnazyów i wyższych szkół 

background image

żeńskich, dość już narobiła szkody. Trzeba so-
bie to dobrze zapamiętać, że zła nauka sztuki, 
daleko gorsza jest od żadnej. Dzisiejszy stan ar-
chitektury w Niemczech wskazywałby raczej 
konieczność wstrzymania się na razie od po-

dobnych eksperymentów. Może lepiej zaczekać, 
aż nastąpi rozkwit samej architektury. Od tego 
bowiem — zaznaczamy to raz jeszcze z naci-
skiem, — zależeć będzie, czy w narodzie zrozu-
mienie architektury zacznie wzrastać, czy też prze-
ciwnie zanikać. Przy niskim poziomie pewnej sztuki 
chcieć wzniecić zamiłowanie do niej sztucznymi 
środkami, to przedsięwzięcie ryzykowne. Niech 
architektura stanie się sztuką żywą, a będzie od-
działywać w sposób żywotny. Niech patrzy w te-
raźniejszość, a zapanuje nad pokoleniem współ-
czesnem. Niech zaprzestanie błazeństw maskara-
dowych, a będzie można wziąć ją na seryo. 

background image

DOM ANGIELSKI. 

eszcze nie tak dawno panowało po-

wszechnie przekonanie, że Anglia, po-
siadająca doskonałą literaturę, nie 
ma wcale sztuki w dzisiejszem poj-

mowaniu, to znaczy malarstwa i rzeźby. An-
glik uchodził za indywiduum z natury swej nie 

artystyczne. Wkrótce jednak, a stało się to przed 
20-tu mniej więcej laty, odkryto naraz malar-
stwo angielskie, co było prawdziwą niespo-
dzianką. Artystyczna sława Anglii wzrosła też 
niebawem ogromnie wskutek rozpowszechnienia 

czasopisma „The Studio". Podniosła się za-
słona, ukrywająca Anglię przed resztą cywili-

zowanych krajów, ukazując nowy świat zja-
wisk, zgoła dotąd nieznanych — zupełnie samo-

dzielną kulturę w zakresie sztuki stosowanej 

i urządzenia domu. A było to w czasach, gdy 
u nas panowała jeszcze niewzruszenie wiara 

w kopiowanie starych mistrzów. Odtąd stanęła 
Anglia odrazu jako potęga artystyczna, nadająca 

ton i kierunek artystycznym dążeniom epoki. 
Ona to wywołała ów nowoczesny ruch w za-

background image

kresie sztuk dekoracyjnych, ruch, któremu ule-

gły Niemcy dopiero w połowie lat 90-tych. 

Od tego czasu zapał dla Anglii, oczywiście, 

znowu ostygł. Zachwyt niemiecki dla angieł-

skiego malarstwa słabnie z chwilą, gdy fran-
cuski impresyonizm, dzięki swej czysto techni-

cznej wyższości, tworzy w Niemczech szkołę. 
Ale i w obozie sztuki stosowanej od szeregu lat 
pada hasło, że ruch angielski niema przyszłości. 
Na taką zmianę sądu wpłynął, zdaje się, cokol-

wiek nastrój polityczny lat ostatnich. Jeśli idzie 
o sztukę dekoracyjną, o rzemiosła artystyczne, 
a z niemi i o sztukę budowania domów, to 
zachodzą tu prócz tego jeszcze pewne zasadni-

cze różnice poglądów, którym słów kilka po-
święcić trzeba. Kto dzisiaj jedzie do Anglii z na-
dzieją, że znajdzie tam potwierdzenie rozpo-
wszechnionych u nas pojęć o angielskiej sztuce 
nowoczesnej, temu przepowiedzieć można z góry, 
że dozna srogiego rozczarowania. Nasze bowiem 
pojęcia są pod tym względem najzupełniej fał-

szywe. W Anglii nie widzi się wcale sklepów 
z cackami w stylu moderne, niema moderni-
stycznych salonów, ani wystaw modernisty-
cznych urządzeń, ani nawet fasad modernisty-
cznych, w tem znaczeniu i sensie, w jakim je 
bierze i chce widzieć nasza publiczność. Ulice 
Londynu przedstawiają widok najbardziej co-

dzienny; przedmieścia zasiane szeregiem zupeł-
niezwykłych jednostajnych domów. W hote-

background image

lach, sklepach, nawet w domach prywatnych, 

do których przypadek zaprowadzi cudzoziemca, 
nie znajdzie on nic z owego stylu nowego, któ-
rego szuka. Nawet wille i dwory, spotykane 
podczas wycieczek za miasto, nie wyglądają 
wcale moderne; przeciwnie, architekt niemiecki 
gotówby nawet odmówić im wszelkiej wartości, 
ponieważ — „nic na nich niema". 

Opinia, w tych słowach zawarta, trafia w samo 

sedno rzeczy, ale oczywiście musi być wzięta 
we wprost przeciwnem znaczeniu. Określenie 
jest tak dosadne, że za jednym zamachem roz-
jaśnia najlepiej wszelkie nieporozumienie. W An-
glii mianowicie nie widzi się żadnej wady 
w tem, że na czemś „nic niema", przeciwnie, 
jest to zaletą. Rzeczy, o których można powie-

dzieć, że „jest na nich dużo", nie są tam wcale 
pożądane. I dlatego to straszną wydaje się an-
glikowi nasza dzisiejsza architektura, „na któ-
rej jest tak dużo", bo jest wszystko: kolumny, 
pilastry, ryzalisty, wieże, otwory w dachach, ga-
leryjki na szczytach, gzymsy, daszki nad okna-
mi, ornamenty. Szczególnie odnosi się to do 

domu mieszkalnego. Anglik chce mieć dom 
zupełnie prosty, bez ozdób, tak prosty, jak na-
sze dzisiejsze ubranie męskie, którem przecie 
nie chcemy ani wyróżniać się, ani błyszczeć. To 

samo odnosi się i do wnętrza domu. Wszelkie 

niepotrzebne dodatki w meblach i dekoracyi są 
niedopuszczalne, i w Anglii nie możnaby sobie 

background image

nawet wyobrazić sztuki nowoczesnej, polegającej 

jedynie na jakiejś czysto zewnętrznej rozrzutno-
ści. Zastanówmy się tylko, czego wymaga do 
dziś dnia nasza publiczność od rzeczy, które 
w jej oczach uchodzić mają za „artystyczne", 

lub „moderne": wszak najczęściej chodzi tu je-

dynie o zewnętrzne ozdoby, o zewnętrzną fanta-

styczność! Rozumiemy więc jasno, dlaczego gust 
niemiecki i angielski tak bardzo się pod tym 

względem różnią. 

Kto w domu angielskim szuka jakichś spe-

cyalnych „artystycznych" oznak, ten się w swych 

poszukiwaniach srodze zawiedzie. Wartość domu 
angielskiego polega zupełnie na czem innem, 
leży, rzecby można, wprost po przeciwnej stro-
nie. "Wobec istnej aberracyi, do której dopro-
wadziło w ostatnich dziesiątkach lat powierz-
chowne uganianie się za „sztuką" w architektu-
rze, jest naprawdę wzruszającą przyjemnością 
poznać raz przecie budowle, których jedynym 

celem był pożytek. Typowym pod tym wzglę-
dem wzorem jest właśnie dom angielski. Zasłu-

guje on na baczną naszą uwagę wszędzie, gdzie 
ściśle odpowiada celowi, gdzie bez liczenia się 
z przesądami całkowicie i szczerze uwzględnia 
wszystkie dane warunki. Ale stąd też wynika 

i względna jego dla nas wartość. Warunki an-

gielskie wielce różnią się od niemieckich, czę-
stokroć są zasadniczo odmienne. Największym 
więc byłoby błędem naśladowanie angielskiego 

background image

domu w Niemczech, błędem, a zarazem niebez-
pieczeństwem, przed którem trzeba szczególnie 
przestrzedz. 

Dzisiejsze ukształtowanie angielskiego domu 

wynika z dwóch prądów, datujących jeden, jak 
i drugi, od lat 60-tych. Pierwszy — to ruch 

rzemieślniczo-artystyczny, stworzony przez Wil-
liama Morrisa, — drugi, dla kwestyi domu wa-
żniejszy, — ruch czysto architektoniczny. Celem 

jego było zerwanie z zewnętrznem naśladować 
niem stylów, w którem tkwili zarówno angiel-
scy „gotycy", jak i architekci „renesansowi". 
Zamiast architektury stylowej ludzie zapragnęli 
architektury rzeczowej. Jednocześnie nawiązano 
nić tradycyi, zwracając się do starego swojskiego 

budownictwa ludowego, którego wyrazem były 
pozostałe domy chłopskie i budynki wiejskie. 

Tu przechowała się wszędzie sztuka nawskróś 

rzeczowa, której jedynym celem jest zaspokoje-
nie potrzeby bez oglądania się na architekto-
niczną modę, bez bawienia się w style, co tak 
długo i tak wyłącznie cechowało działalność wy-
kształconych architektów. A więc chcąc się wy-
zwolić, pozostawało tylko zaczerpnąć ze świe-

zego źródła sztuki ludowej. 

Z tych wszystkich zdobyczy, których począ-

tek sięga w Anglii, jakeśmy już wspomnieli, lat 

60-tych, wynika dla nas pouczające zestawie-

nie. Od niedawna nurtują w Niemczech pra-
wie zupełnie te same prądy. Przeżywamy właśnie 

background image

niezwykle potężny ruch w dziedzinie sztuki 
stosowanej, jesteśmy też świadkami pewnego 
ożywienia w architekturze, która zwróciła się do 
sztuki ludowej, czerpiąc tam podnietę do pro-

stszych budynków. — Jak w całym szeregu ze-

wnętrznych spraw kulturalnych, tak i tutaj, An-

glia wyprzedziła nas o 30-ci do 40-tu lat. Wi-
dzimy już tam wyraźnie wyniki nowoczesnych 

prądów, które wywołały, — a przyznać to musi 
każdy znawca stosunków, — niezwykle doj-
rzałe, samorodne, w wysokim stopniu rozwi-

nięte budownictwo domów mieszkalnych. I to 
nietylko wyróżnia Anglię z pośród wszystkich 
cywilizowanych narodów, ale wyciska także swe 
piętno i na całości sztuki angielskiej. Dość przyj-
rzeć się tej sztuce, aby spostrzedz odrazu, że 
cała ona skupia się w idei domu. Odnosi się 
to nietylko do architektury i sztuki stosowanej, 

które bez wahania obrały sobie za cel: dom 
i jego urządzenie, lecz także i do malarstwa, 
kierunek bowiem dekoracyjny, któremu ono 
hołduje, prawie zawsze zdradza myśl stworze-
nia ozdoby domu. Tak więc z tych stosunków 
angielskich rodzi się i dla nas nadzieja. Jeśli 

idąc za angielskimi prądami, choć w części po-

dobne osiągniemy wyniki, możemy z otuchą 

patrzeć w przyszłość. 

O jednem nie wolno zapominać, a miano-

wicie o tem, że tylko wówczas można bę-
dzie mówić o sztuce budowania domów, gdy 

background image

znaczniejsza część społeczeństwa zdecyduje się 
mieszkać we własnym domu. Tylko w tym wy-
padku rozwinąć się może naprawdę sztuka bu-

downicza i kultura mieszkania. Dom piętrowy 
miejski o wielu mieszkaniach jest tylko suro-
gatem domu; do pogodzenia się z nim na rad-
zie zmusiły nas nienormalne stosunki, ale dom 
taki chyba nie może nas na seryo interesować, 
W Anglii ustaliło się zupełnie jasno pojęcie, że 
jedynie godnem człowieka jest mieszkanie w oso-
bnym domu. Z tej zasady rozwijają się nastę-

pnie wszystkie dalsze pojęcia związane z mie-
szkaniem. — Nie same tylko warunki na-
tury gospodarczej rozstrzygają o tej formie ży-
cia. Wobec istniejącego w Niemczech dobrobytu, 
który podwoił się w ostatnich 10-ciu latach, już 

ogromna część naszej ludności mogłaby mie-
szkać we własnym domu. Ale jakie wielu je-
szcze nie chce się zdecydować na zrezygnowanie 
z tak zwanych atrakcyi wielkomiejskich, by żyć 
dla siebie, wśród prostych i zdrowych uciech na-
tury. Samotność wymaga coprawda charakte-
rów i indywidualności, zamkniętych w sobie. 
A dziś jeszcze za wielu jest ludzi w Niemczech, 
którzy potrzebują atrakcyi i podniety. 

W Anglii obok ruchu artystycznego ujawnia 

się także silny pociąg do natury, do życia na 

wsi, i to tak dalece, ze pragnienie ucieczki z mia-

sta stało się powszechnem. Kto nie może na 
stałe przenieść się w otoczenie wiejskie, stara 

5* 

background image

się, choćby mu środki ledwo na to wystarczały, 
wynająć sobie gdzieś na wsi chłopski domek, 
aby módz tam spędzać wszystkie niedziele 

i święta, oraz wakacye letnie. I nic dziwnego. 

Cały ruch artystyczny w Anglii był tylko czą-

stką wielkiego ruchu umysłowego, który zmie-
rzał do prawdy i pogłębienia życia duchowego, 
do szczerości i prostoty w sposobie myślenia, 

do pominięcia wszelkich rzeczy zewnętrznych. 

Potężny ten ruch, którego pierwszym przedsta-
wicielem był Carlyle, przedostał się dzięki świe-
tnym pismom Ruskina do najszerszych warstw 

narodu. 

W myśl tego ruchu, który był zaprzeczeniem 

poprzednich wpływów klasycznych, rozwijał się 
też dom angielski w przeciągu ostatnich lat 30-tu. 
Ludzie już nie chcieli pałacu, gdzie klasycznie 

przeprowadzone osie, harmonia stosunków ar-

chitektonicznych i dążenie do zewnętrznej wspa-
niałości zastępować musiały zupełny brak kom-
fortu; chcieli mieć dom bez żadnej pretensyi — 
komfort w czystej formie. Zamiast dążeń na-

tury architektonicznej, wystąpiły na plan pierw-
szy dążenia o charakterze rzeczowym, mieszkal-
nym. Z nazwą „palazzo" znikła i forma. Więc 
po ideale pałacowym, który starano się wcielić 
nawet w małej willi, powstał teraz ideał chaty. 

Jest bardzo charakterystyczne, jak ze zmianą po-

glądów zmienia się i znaczenie wyrazu

 n

willa"

Dawniej w Anglii oznaczał on to samo, co do-

background image

tąd u nas. Obecnie ma znaczenie pogardliwe 
i stosuje się do tych małych nędznych domków, 
którymi przedsiębiorca zasiewa przedmieścia bie-
dniejszych części miasta. Dzisiaj anglik z dumą 
nazywa mieszkanie swoje znowu „house", urzą-

dza je nie podług wzoru włoskiego „palazzo", 
lecz raczej w duchu swojskiej chaty wiejskiej; 

chce. aby wolno stojący dom przedewszystkiem 

nosił na sobie piętno wsi. dlatego też rozwija 

go nie wzwyż, lecz wszerz, uwydatnia dach, 

któremu nadaje zawsze formę nisko spadającą, 

siodłową, a na zewnątrz używa zawsze mate-
ryałów naturalnych. Nadewszystko wymaga, aby 
całość nie rzucała się w oczy, lecz sprawiała 
wrażenie spokoju. Pod tym względem zachodzi 
uderzająca sprzeczność pomiędzy angielskim do-
mem wiejskim a niemiecką willą. Rozejrzyjmy 
się tylko dokoła. Jak mało jest will, pozbawio-
nych zbyt wyraźnej chęci podobania się, impo-
nowania przechodniom. Tu z rozmysłem sztu-
cznie ugrupowano masy, tam wystawiono szczyt, 
tam znów wyciągnięto wieżę, której celem jedy-
nym jest piękna sylweta. Dach „ożywiono" wy-
stawkami i otworami, ściany zewnętrzne uroz-

maicono użyciem trzech lub czterech różnych 
materyałów. Wszystko to celem rozwinięcia tak 
zwanej interesującej architektury; aby to osią-
gnąc, kształtuje się budynek „malowniczo", czyli 
mówiąc poprostu, robi się go sztucznie dzikim. 

Ma się rozumieć, że dom taki paraduje, fron-

background image

tem zwrócony do drogi, kokietując przechod-
niów. Jakżeż inaczej ma się rzecz w Anglii. Po-

dobna kokieterya i chęć podobania się jest obcą 

poczuciu anglika, który dom swój stawia za-
zwyczaj tyłem do drogi. Główny front, o ile 
wogóle istnieje, bywa od strony ogrodu. Od 
ulicy anglik zamyka się głuchym parkanem, 
żywopłotem, albo wysokim murem. Dlatego to, 
zwiedzając dzielnice podmiejskie w Anglii, nie 
widzi się wcale domów, tylko drzewa z za mu-
rów ogrodowych lub żywopłotu; a tu i ówdzie 

przegląda tylko wierzchołek dachu. Stąd to po-
chodzi, że przygodny podróżnik ma rzadko wy-
obrażenie o istocie angielskiego domu. Aby go 
poznać, trzeba przedostać się przez mur (fizy-
czny i moralny), który odgradza angielską ro-

dzinę i dom angielski od zewnętrznego świata. 
W tem właśnie zamknięciu się od hałaśliwego 
świata widzi anglik jeden z celów swego domu. 
Dom jest dla niego terenem najbardziej osobi-
stym, najbardziej nietykalnym; dlatego też zro-
zumiałą i naturalną jest chęć odosobnienia go. 
Nasz więc przepis budowlano-policyjny, aby 
ogródki przed willami miały od ulicy ogrodze-

nia przeźroczyste, byłby w Anglii wprost nie-
możliwy. Ulice o rozpaczliwym systemie sia-
tkowych ogrodzeń naszych dzielnic willowych zu-

pełnie są nieznane w Anglii. 

W planie dzisiejszego domu szczególnie za-

sługują na uwagę dwie właściwości: pierwsza 

background image

ta, że pokoje mieszkalne i sypialne zakładane 

są tak, aby miały możliwie najwięcej słońca; 
druga, że wogóle wszystkie pokoje mieszkalne 
są stosunkowo skromne, za to pokoje gospo-
darcze — rozległe i nie pozbawione pewnej 

pretensyi, w dobrem znaczeniu słowa. 

Co się tyczy pierwszej właściwości, położenia 

domu w stosunku do słońca, to pod tym wzglę-

dem panują w Anglii najzupełniej ustalone po-
glądy, jakie położenie względem słońca najbar-
dziej odpowiada każdemu pokojowi. Główny front 
domu zwrócony bywa ku południowi. Kwestya 
dojścia i stosunek jego do drogi zależy od da-

nego przypadku, mianowicie — od kształtu par-

celi. Najwygodniej bywa wtedy, gdy dom stroną 

północną zwraca się do ulicy, wówczas całą 
stroną południową kieruje się ku ogrodowi. Ale 
także i przy innem położeniu, pokoje główne 

zazwyczaj raczej odwraca się od ulicy, niż prze-
ciwnie. 

Przy wyborze placu pod budowę decydują 

w Anglii pewne względy u nas nieznane, mia-
nowicie warunki zdrowotne podskórnego po-

kładu ziemi. Starają się, o ile to możliwe, bu-
dować na piasku, gdyż grunt gliniasty uchodzi 
za niezdrowy. Ta okoliczność rzuca charaktery-
styczne światło na stosunki klimatyczne w An-
glii. Klimat Anglii da się określić trzema 
słowami: wilgotny, równy i niemiły. Wszy-

stkie te właściwości wpływają zasadniczo na za-

background image

łożenie domu. Powodem, naprzykład, wyboru 
piasczystego gruntu pod budowę jest wilgoć. 

Glina utrzymuje wodę na powierzchni, piasek 

ją przepuszcza, a po deszczu szybko wysycha. 

Utrzymywana zaś na pokładzie gliniastym woda 
paruje, zwiększa wilgoć powietrza i obniża tem-
peraturę. Ponieważ klimat w Anglii i poza tem 
jest dość wilgotny, nic dziwnego, że się unika 

gruntu gliniastego. Stąd też i wyższe oszacowa-

nie gruntu piasczystego i wyższy czynsz domów 
na takim gruncie budowanych. Tak naprzykład, 
w pobliżu Londynu w Hampstead z gruntem 

piasczystym wysokość czynszu jest aż podwójna 

w stosunku do innych równie oddalonych przed-

mieść. 

Względy klimatyczne decydują również o sy-

tuacyi domu na parceli budowlanej. Bardzo do-
tkliwy brak słońca jest plagą angielskiego kli-
matu. Gdy się jeszcze doda, że klimat ten jest 

dość równy, wskutek czego niema powodu oba-

wiać się ani zbyt chłodnej zimy, ani zbyt cie-
płego lata, że nie zachodzi tez żadna potrzeba 
środków ochronnych od upałów, — zrozumiałą 
wówczas staje się najważniejsza troska, aby ze 
szczupłych promieni słonecznych schwycić dla 

domu, ile się da najwięcej. Najniezbędniejszem 

jest położenie słoneczne dla pokojów dziecin-

nych, które też bezwarunkowo muszą mieć 

słońce południowe. Także dla pokojów sypial-
nych położenie słoneczne uchodzi za konieczne, 

background image

gdyż w Anglii jasno zdają sobie wszyscy sprawę, 

że pokój sypialny musi mieć najlepsze warunki 
zdrowotne, jako ten, w którym człowiek spędza 
przeciętnie trzecią część życia i to w nieprzerwa-
nym ciągu od 6-ciu do 8-miu godzin dziennie. 
W każdym razie, pokojowi temu daje się za-
zwyczaj raczej południowo-wschodnie położenie, 
niż wyłącznie południowe, a to najpierw dlatego, 
że miło jest zrana jaknajwcześniej powitać słońce, 
następnie, że wśród pełnego lata pokój ten nie 

będzie narażony na popołudniowe gorąco. — 
W dalszym ciągu oczywiście szuka się położe-
nia na południe takie dla innych ściśle mie-
szkalnych pokojów. 

Wypada tu w paru słowach scharakteryzować 

te pokoje. Przeznaczenie pokojów mieszkalnych 
angielskich nie odpowiada wcale przeznaczeniu 
niemieckich. Właściwie tylko jeden pokój gra 
tę samą rolę, — jadalny. Pokój dla przyjęć, 

czyli salon, pokoje pana i pani — nieznane są 
wcale w Anglii, albo ściśle biorąc, funkcye ich 
są inaczej podzielone. Najważniejszym pokojem 

jest drawing-room (skrócenie withdrawing-room, 

od: to withdraw — oddalić się, schronić się); za 
dawnych czasów nazywano tak pierwszy od hali 

prywatny pokój w domu. Pokój ten jest wła-

ściwym punktem środkowym całego życia do-
mowego. Ponieważ w Anglii życie domowe sku-
pia się około osoby pana domu, jest więc ten 
pokój z natury rzeczy także pokojem pani, 

background image

która go też uważa za swoje najbardziej osobi-
ste królestwo. Tam przyjmuje wizyty, które 
w Anglii robią wyłącznie panie, gdyż panowie 

na to nie mają czasu; w pokoju tym gromadzi 

się wieczorami rodzina, tam się też zbierają 
wszyscy przed obiadem, tam się uprawia mu-
zykę (fortepian jest zawsze); w ten sposób dra-
wing-room staje się jednocześnie właściwym po-
kojem bawialnym. "Widzimy więc, że łączy on 
w sobie aż trzy przeznaczenia, które w Niem-
czech spełniają osobne pokoje: salon, pokój 

pani i pokój mieszkalny rodzinny. Łączy on te 
role nawet w największych domach, przez co 
znakomicie upraszcza się plan mieszkalny. — 
Nasuwa się tu pytanie, czy u nas w Niemczech 
nie możnaby się obejść bez tego zupełnie  z b y -
tecznego pokoju, jakim jest tak zwana „gute 

Stube", która w swym stanie niezamieszkania 

rzadko wygląda przyjemniej od pokoju wzoro-
wego w magazynie meblowym; czy dalej, spe-

cyalny pokój pani nie mógłby być zupełnie 

wykreślony z programu, przynajmniej w mniej-

szych domach, i czy wreszcie pani domu nie 
mogłaby zagarnąć dla siebie tak zwanego salonu. 

Potrzebę kobiety, aby mieć swój zupełnie oso-
bisty kącik, zaspakaja w mieszczańskim domu 
angielskim sypialnia, która ma w tym celu spe-
cyalnie urządzone miejsce przy kominku i naj-

częściej też mieści biureczko damskie. W do-
­ach większych pani ma swój boudoir, całkiem 

background image

jednak odsunięty od ruchu domowego, w bez-

pośredniem połączeniu z sypialnią, a więc zu-
pełnie odmienny od tego, co się u nas boudoi-
rem zowie, 

Drawing-room jest właściwie królestwem pani 

domu, u której inni członkowie rodziny poja-

wiają się do pewnego stopnia w charakterze go-

ści; stąd surowo przestrzegany zwyczaj angiel-
ski, że w pokoju tym palić nie wolno. Wobec 
tego potrzebny jest osobny pokój do wyłą-
cznego użytku panów. Tej potrzebie w domu 
mieszczańskim odpowiada biblioteka, która jest 
raczej ogólnym pokojem do palenia, niż praco-
wnią pana, jakbyśmy to rozumieli w Niem-
czech. I tu występuje specyalna właściwość an-
gielska. Mężczyzna w Anglii nigdy nie pracuje 
w domu: nie uważa za stosowne przynosić 
pracy biurowej do domu, gdzie wyłącznie od-

daje się rodzinie, odpoczywa, — słowem żyje 
życiem osobistem. Nawet artyści mają często 

pracownie poza domem, a ludzie nauki pracują 

głównie w bibliotekach publicznych, lub w in-
stytutach specyalnych. Dom należy do rodziny, 

nie do zawodu mężczyzny. Dlatego to angielska 

biblioteka domowa wygląda zgoła inaczej, niż 

niemiecki gabinet uczonego. Choć bogato w ksią-
zki zaopatrzona (każdy dom angielski posiada 

dobry wybór książek), jest ona jednak pokojem 
bezosobistym i bardziej przypomina bibliotekę 

publiczną, niż pracownię prywatną. Duży stół 

background image

pośrodku, na nim wielka ilość dzienników i cza-

sopism, w jednym lub kilku kątach albo wy-

kuszach — biurka służące z reguły jedynie do 
pisania listów. Taką bibliotekę znajdujemy na-
wet w mniejszych domach, tylko oczywiście od-
powiednio ograniczoną co do przestrzeni. 

Pokój stołowy służy dzisiaj wyłącznie do je-

dzenia, choć jeszcze przed pół wiekiem był miej-
scem rodzinnych zebrań wieczornych. Dziś z tego 

pozostał tylko zwyczaj, że po głównem jedzeniu 
(o godzinie 7-mej wieczór) panowie zostają je-
szcze przy stole przez kwadrans, aby wypalić 
cygara, gdy tymczasem panie udają się do dra-
wing-room'u 

Oprócz wspomnianych jest jeszcze jeden po-

kój — tak zwany breakfast-room, albo morning-
room. Służy albo do pierwszego śniadania, a na-
wet do lunch'u (w takim razie spełnia jakby 

rolę odciążenia pokoju jadalnego), albo zastę-
puje częściowo drawing-room, który służy już 

wtedy wyłącznie na popołudnie i na wieczór; 
przed południem zaś obecni członkowie rodziny, 

przeważnie panie, przebywają w morning-room. 

Przytoczone pokoje wyczerpują kompleks wła-

ściwych pokojów mieszkalnych angielskiego domu, 
nawet wielkiego. Co się tyczy ich położenia, to 
oczywiście wszystkim udzielonoby chętnie słońca 
jaknajwięcej. Ponieważ to nie zawsze możliwe, 

dążeniem jest, aby przynajmniej drawing-room 
miał korzystne położenie. Za najlepsze uchodzi 

background image

położenie południowo-wschodnie; dla breakfast-
room'u lub morning-room'u-wschodnie, żeby 
można było korzystać z rannego słońca. Jedyny 

pokój, co do położenia którego niema ustalo-
nych poglądów — to stołowy. Jednak i tu pa-
nuje raczej zgoda, że południowo-wschodnia 
strona byłaby najlepsza, chociaż niektórzy są 
zdania, że w tym wypadku i północnej stronie 
niewiele można zarzucić, o ile wykusz umożli-

wia rzut oka na którąkolwiek stroną słoneczną 

Wyłącznie północnego położenia nie daje sie na-
wet bibliotece, a to ze wzglądu na to, że książki 
w pokoju północnym pleśnieją. Natomiast ku-

chnia zawsze zwrócona jest na północ; ogrzewa 
ją dostatecznie płonące tam stale, według an-
gielskiego zwyczaju, wielkie ognisko. 

Z powyższego widać, że położenie południowe 

uchodzi za najlepsze dla wszystkich pokojów. 
W istocie, nie rzadko spotkać można dzisiaj 
w Anglii tak wydłużone rzuty poziome, że po-

koje, umieszczone szeregiem obok siebie, wszy 
stkie zwrócone są ku południowemu-wscho-

dowi; naturalnie wynikają stąd nieraz kompli-

kacye innego rodzaju. Z reguły jednak utrzy-
muje się bardziej skupiony rzut poziomy, przy 
którym poszczególne pokoje wchodzą jedne 
w drugie. Odgrywa tu rolą jeszcze wzgląd na 
otaczający pejzaż. Gdy dom stoi całkiem oso-
bno na dużej parceli, przy sytuowaniu pokojów 

oczywiście chodzić będzie o daleki widok lub 

background image

piękny pejzaż. Zdarzyć się może, że widok jest 
od strony, która pod względem słonecznym jest 
dla pokoju niekorzystna, naprzykład gdy pię-
kny widok jest od północy. Zachodzi pytanie, 
co poświęcić: widok, czy słońce. W takim wy-
padku w Anglii wzgląd na słońce zazwyczaj 
przeważa. Jest jednak w rękach angielskiego bu-

downiczego inny sposób zaradzenia tej kompli-

kacyi, mianowicie wykusz. 

Tej niezwykle ważnej części angielskiego domu 

warto przypatrzeć się trochę bliżej. Wykusz an-
gielski całkiem jest inny, niż niemiecki; różnicę 
trafnie wyraża już sama nazwa. Niemiecki wy-
kusz (Erker) oznacza coś wypuczonego, angiel-
ski wyraz bay-window (dosłownie: okno pier-
siowe) oznacza rozszerzenie miejsca okiennego, 
a więc powiększenie pokoju. Wyraz niemiecki 
określa rzecz z zewnątrz, nadając wykuszowi do 

pewnego stopnia znaczenie motywu fasadowego, 
angielski zaś ujmuje rzecz od wewnątrz, z pun-
ktu widzenia mieszkańca pokoju. Wykusz nie-

miecki zawsze był przeważnie czemś doczepio-
nem, zawieszonem, angielski zaś od początku -
rozszerzeniem pokoju. Widać to także z wewnę-
trznego planu i urządzenia. Wykusz niemiecki 
ma podłogę wzniesioną nad poziom podłogi po-
koju, od którego w górze oddzielony jest mu-

rowanym łukiem. Oddzielenie to podkreśla je-
szcze bardziej występ muru, a nawet czasem za-

wieszona kotara. W angielskim wykuszu po-

background image

dłoga i sufit są na jednym poziomie z podłogą 

i sufitem pokoju, a wszelkie oddzielenie zapo-
mocą stopni, występów muru lub kotar byłoby 
uważane za bezsensowne. Ponieważ celem wy-
kusza — powiększyć pokój, bywa on zawsze 
obszerny, stanowiąc znaczną jego cześć. 

Takie ukształtowanie wykusza jest znowu 

wynikiem specyalnie angielskich warunków kli-
matycznych. Wykusz zastępuje tam nasze bal-
kony i werandy. Ponieważ pogoda w Anglii, 
nawet latem, nie pozwala na przesiadywanie na 
powietrzu, brak w domu angielskim zupełnie tak 
ulubionych w niemieckiej willi miejsc do sie-
dzenia na zewnątrz domu. Prawda, że w epoce 

klasycyzmu, mianowicie w początku XIX. wieku, 
i w Anglii panował zwyczaj budowania balko-
nów. Jednak o powszechnej ich nieużywalności 
świadczą chociażby częste wypadki zawalenia się, 
gdy tylko większa ilość osób je przestąpi. Stąd 
powstał zwyczaj, że na czas publicznych wido-
wisk i pochodów policya zarządza podpieranie 
drągami wszystkich balkonów. W nowszem bu-
downictwie prawie się już nie spotyka werand, 
chyba w domach położonych na bardziej słone-
cznym brzegu południowej Anglii. Za to wy-
kusze mają szerokie rozpowszechnienie. W An-

glii w wykuszu przesiaduje się tak, jak u nas 
na werandzie, co też najlepiej świadczy o jego 
przeznaczeniu. Wykusze buduje się — zupełnie 
jak u nas werandy i balkony — w takich miej-

background image

scach domu, skąd piękny roztacza się widok 

lub skąd dla jakiegokolwiek powodu idzie 
o wyjrzenie na naturę. Wykusz służy także, 
i to nawet głównie, do wyrównania pewnych 
nieraz sprzeczności zachodzących pomiędzy wy-
maganiami: położenia słonecznego i pięknych wi-

doków. Gdy naprzykład drawing-room leży na 

południowo-wschód, a jednocześnie od północy 
jest piękny widok, wówczas, przy narożnem po-
łożeniu pokoju, na bocznej jego ścianie buduje 
się duży wykusz; w ten sposób ma się i słońce 

i widok. Z drugiej strony wykusz spełnia je-

szcze dalszą rolę: gdy położenie pokoju pozba-
wia go słońca, można przez dalekie wysunięcie 

wykusza schwycić choć trochę promieni słone-

cznych; w ten sposób otrzymuje się niejako od-

szkodowanie za niesłoneczne położenie. Olbrzy-
mie wykusze, które widzimy w rzutach pozio-
mych angielskiego domu, zawsze mają jeden 

z powyższych celów na widoku. Gdziekolwiek 
są, zawsze występują jako wynik potrzeby po-
koju, nigdy jako motyw zewnętrznej archite-
ktury. Do tego ostatniego celu byłyby zresztą 
za duże. Następnie wykusz angielski nie znosi 

swobodnego zakończenia, jak nasz, a wieża 
umieszczona na nim, przygniotłaby tylko cały 
dom. Pozostaje więc pokrycie go płasko, wypu-
szczenie dachu lub złączenie go z domem w jaki 
inny sposób. Boki wykusza zawsze wypełnione 

oknami, wskutek czego wygląda on nieraz jak 

background image

latarnia szklana. Wobec stosunkowo łagodne-
go klimatu, trudno coś temu zarzucić 

Dotąd nie było jeszcze mowy o pokoju, do 

którego podług naszych pojęć o angielskim do-
mu przywiązuje się zazwyczaj wielką wagę, 
mianowicie o hali. Hala angielska ma całą 
swoją historyę, wysoce interesującą, w pewnych 
okresach świetną. Najświetniejsza jej epoka przy-
pada na czas feudalnych stosunków średniowie-
cznych. W epoce renesansu hala istnieje jeszcze, 

jakkolwiek traci do pewnego stopnia swą racyę 
bytu, potem pod wpływem włoskim znika na 
pewien przeciąg czasu zupełnie, i dopiero w XIX. 
wieku znowu powraca, jako część składowa do-
mu, pod wpływem tak silnie w Anglii wystę-
pującego romantyzmu. Wskutek tego wpływu 
głównie utrzymuje się ona i do dziś dnia, w roli 
jednak najbardziej nieokreślonej. W dużym 
domu wiejskim urządza się ją bogato i impo-
nująco; jest ona jedynym pokojem reprezenta-
cyjnym. Celem jej: stworzyć większą przestrzeń, 
dać wchodzącemu pojęcie o ramach domu i je-

dnocześnie powitać go godnie. Inaczej w domu 
małym. Tu oddawna zrozumiano, że urządzenie 

hali pociąga za sobą zbyt wielką ofiarę z prze-

strzeni. Wskutek tego jest powszechne dążenie, 
aby zrobić z niej jakiś użytek. Więc naprzykład, 
wstawia się tam bilard, albo robi się z niej ja-
dalnię, główny pokój mieszkalny lub drawing-
room. Pierwszym do tego krokiem jest usunię-

background image

cie schodów widocznych i sprowadzenie całej 

hali do wysokości parteru. Przez to jednak staje 
się ona zwykłym pokojem, a z dawnej hali po-
zostaje tylko idea środkowego pokoju, do któ-
rego przylega reszta. Zupełne usunięcie scho-
dów z hali jest dzisiaj bardzo wyraznem dąże-
niem angielskiego budownictwa. Schody bowiem 
prowadzą tylko do pokojów sypialnych, niema 
więc powodu nadawania im charakteru scho-

dów głównych gmachu publicznego, prowadzą-

cych do sal reprezentacyjnych na I. piętrze. 
Z drugiej strony, hala ma pewne niedogodno-
ści: przedewszystkiem powoduje przeciągi, a wo-
góle jest w sprzeczności z pojęciem tego, co na-
zywamy nastrojem mieszkalnym. Wobec takich 
właściwości hali, naśladowanie jej u nas, tak roz-
powszechnione nawet w najmniejszych willach, 

z wprowadzeniem widocznych schodów, jest zu-
pełnie bezcelowe; otrzymujemy najczęściej po-
kój bardzo szczupły, źle oświetlony, pełen prze-
ciągów, sprawiający wrażenie studni. Pojęcie 
i traktowanie hali jest dziś w Anglii, jak już 
zaznaczyliśmy, zupełnie niezdecydowane. Jest to 

przedmiot prób wszystkich projektujących archi-
tektów, którzy chcą koniecznie zrobić z niej coś 
użytecznego, choć dotąd nie bardzo im się to udaje. 
A nie mogą się zdecydować na stwierdzenie, 
że hala już w założeniu jest dzisiaj pokojem 
zbędnym, ponieważ niema istotnej racyi bytu. 

Cechą znamienną angielskiego domu jest pra-

background image

wie zupełny brak pokojów towarzyskich. Opi-
sanę dotąd pokoje wyczerpują cały program mie-

szkania nawet w domu, którego właściciel wy-

daje rocznie 100 tysięcy marek. W domu takim 

pokoje są tylko trochę większe i wyższe, niż 
zwykle, choć nie mogą się równać pod tym 

względem z panującymi rozmiarami na  k o n t y -
nencie. Jeżeli niemiecki architekt, mający pro-
jektować dom, zapytuje właściciela: „ile osób 
chce pan posadzić do stołu?", to angielski jego 

kolega z zawodu zadawalnia się jedynie pozna-
niem osobistych potrzeb właściciela. Angli-
kowi ani na myśl nie przyjdzie zastosowywać 

swego domu do potrzeb życia towarzyskiego, 
co nie przeszkadza mu być gościnnym; ale go-
ścinność ta jest innego rodzaju: wyraża się 

w zwyczaju zapraszania przyjaciół do siebie na 

mieszkanie, do czego też każdy dom angielski 

odpowiednio bywa urządzony, I tu panuje za-
patrywanie, że gościnność nie powinna krepo-
wać ani gościa, ani życia domowego. Kuchnia 
nie zmienia się dla gościa; może on przybyć 

lub odjechać, kiedy chce. Jest to, mówiąc nawia-

sem, jedyny znośny stosunek między gospoda-
rzem a gościem, wrażenie bowiem, jakie często 
miewa gość u nas, że swym pobytem wytrąca 

cały dom ze zwykłego trybu, jest właściwie nieu-

stanną zachętą do wyjazdu, nie zaś do pozo-
stania. W oddalonym domu wiejskim gościna 

staje się prawie potrzebą i stałym zwyczajem 

6* 

background image

w Anglii gdzie też dom i całe gospodarstwo na 
to odpowiednio przygotowane; gościna taka 
wnosi w samotne życie wśród natury potrzebną 
zmianę i stanowi nieraz jedyny łącznik ze świa-
tem zewnętrznym. W planie domu angielskiego 
potrzebie tej odpowiada wielka ilość pokojów 

gościnnych, którym prawie wyłącznie poświę-
cone bywa najwyższe piętro. W dużym domu 

jest rozkład następujący: na parterze — wszyst-
kie pokoje mieszkalne, na I piętrze — sypialne 
i dziecinne, na II. piętrze — gościnne. W mniej-
szym domu całe mieszkanie znajduje się na par-
terze i na piętrze, jednak w poddaszach, zawsze 

bardzo rozbudowanych, starają się zmieścić je-

szcze parę pokojów. 

Dom angielski niema piwnic pod sobą; po-

dłoga parteru tylko trochę wzniesiona nad po-

ziom terenu tak, że z części mieszkalnej domu, 
to znaczy od strony ogrodu, ma się bezpośre-
dnie wyjście na urządzony tam taras. Dom za-
bezpieczony od wilgoci 15-to centymetrową war-

stwą betonową. Piwnice są tylko pod niewielką 
częścią oficyny gospodarskiej i służą do prze-
chowywania napojów. 

Tak się przedstawia część mieszkalna domu. 

Prawie że jeszcze ciekawszą jest część gospodar-
ska, i tu się widzi największą różnicę pomiędzy 

domem angielskim a domem na kontynencie. 
Część gospodarska odznacza się zarówno zadzi-
wiającym obszarem, jak i niezwykłem rozgałę-

background image

zieniem części składowych. Gospodarstwo zaj-
muje prawie

 1

/

3

 cześć całego obszaru domu, 

a często jeszcze więcej, podczas gdy w mieszka-

niu niemieckiem stanowi ono zazwyczaj

 1

/

6

 do 

1

/

l0

 - tej części. Gdy się spojrzy na rzut poziomy an-

gielskiego parteru, widzi się nieraz, że gospodar-
stwo zajmuje znacznie większą przestrzeń od części 
mieszkalnej parteru. W tem rozszerzeniu i roz-
gałęzieniu części gospodarskiej leży właściwy do-
robek kulturalny, którym tak do nas przema-
mawia dom angielski. Podczas gdy mieszkaniom 
naszym nastarczyć nie można pokojów repre-
zentacyjnych, przyczem gospodarstwo pędzi ży-
wot najnędzniejszy, angielskie poczucie rzeczowe 
słusznie uznało, że wygoda mieszkania i jego 
zdrowotność polega głównie na dobrze zorgani-
zowanej i z całym nawet wykwintem urządzo-
nej części gospodarskiej. O ile ludzie XVIII. 
wieku masę czasu zużywali na pudrowanie się, 
szminkowanie i strojenie w ubrania nastroszone 
koronkami, ale za to bardzo rzadko się kąpali, 

o ile ludzie dzisiejsi ubierają się skromnie, ale 
za to codziennie dbają najstaranniej o kulturę 
ciała, o tyle angielski sposób mieszkania wy-
raża się w ścisłem przestrzeganiu wygody;  k o n t y -
nentalne zaś zwyczaje nie mogą się poszczycić 
tem, tracąc niestety jeszcze mocno pudrem 
i szminką. — Dla anglika nie jest rzeczą obo-
jętną, gdzie się przechowują i przyrządzają po-
trawy, które mu podają do stołu, a myśl, że 

background image

spiżarnię w jego domu dzieli od wychodka tylko 
cienka ścianka gipsowa — rzecz zwykła w na-
szych domach czynszowych — byłaby wprost 
nie do zniesienia. Że kucharka czyści buty 
nad blachą, że myje brudne naczynia tuż 

obok świeżo przyniesionego mięsa — jest to 
w jego oczach barbarzyństwem. Anglik wymaga 
również, aby służba jego nie tylko przedstawiała 
się zewnętrznie schludnie i czysto, ale żeby się 
kąpała i sypiała zdrowo. Ze swej strony służba 
angielska wrażliwa jest bardzo na obchodzenie 
się z nią; wymaga, aby traktowano ją godnie, 

nie jak poddanych, lecz jak ludzi, którzy prócz 

obowiązków mają teź i prawa, i to prawa daleko 
sięgające. Wszystko to składa się na długi 
szereg warunków, którym, odpowiadać musi 
dobrze urządzona część gospodarska angielskiego 
domu. 

Główna jej idea tkwi już w angielskiem poj-

mowaniu kuchni. Kuchnia służy tylko do  p r z y -
rządzania potraw, nigdy do mycia lub czyszcze-
nia czegokolwiek. Dla tego celu, nawet w naj-

skromniejszych warunkach, istnieje tuż przy 
kuchni osobna izba (t. zw. kuchnia do zmywa-

nia). Nawet w mieszkaniu robotniczem już raczej 
gotuje się w pokoju mieszkalnym, ale nigdy 

czyszczenie nie odbywa się w kuchni. Do prze-
chowywania żywności służy znów osobna spi-
żarnia na mięso, oddzielona od spiżarki innej, 
zwanej „pantry", gdzie się przechowują naczy-

background image

nia, konserwy, towary kolonialne i t. d. Ku-
chnia, kuchenka do zmywania naczyń, spiżarka 
na mięso i spiżarka na naczynia — są to izby 
niezbędne nawet w domu o trzech pokojach 
mieszkalnych i kilku sypialnych, a więc podług 
naszych pojęć w mieszkaniu niewielkiemu Gdy 

dom jest większy i ma naprzykład czworo 
służby, natychmiast ilość pokojów gospodarskich 
wzrasta w dwójnasób i więcej, Przedewszystkiem 
znajdzie się w takim domu wspólny pokój dla 
służby (takie jadalnia), t. zw. „servants-hall". 
Ilość izb do przechowywania żywności zwiększa 
się do trzech albo czterech, a poza tem są je-
szcze osobne miejsca do poszczególnych robót, 
jak do czyszczenia lamp, obuwia i t. d. W ta-
kim domu spotyka się już ową typową figurę 
w gospodarstwie angielskiego domu, tak zwa-
nego „butler". Jest to osoba odpowiedzialna za 
napoje i srebro, zajmuje więc odpowiednie w do-
mu stanowisko i jest dobrze wynagradzana. 

Butler ma obszerną pracownię, a obok niej po-
kój sypialny i izbę do przechowywania srebra, 
którego jest stróżem. O ile jest w domu inna 
służba męska, on jest jej przełożonym. Nad 
służbą żeńską w wielkim domu ma dozór prze-
łożona gospodarstwa (house-keeper), która ró-
wnież zajmuje stanowisko odpowiedzialne. Za 
wszelkie zakupy do kuchni, za bieliznę domową 

i za inwentarz całego domu odpowiada house-
keeper. Jak i butler, ma ona pokój obszerny, 

background image

— 88 — 

który jednak jest jednocześnie pokojem stoło-
wym dla sług wyższej rangi, gdy servants-hall 

służy tylko dla sług niższych. Oprócz kuchni 
domowej, do rozporządzenia house-keeper od-
dana jest osobna kuchenka, t. zw. still-room, 
gdzie się przyrządza herbatę i delikatniejsze  p i e -
czywo. Tajemnicza nazwa still-room jest skró-

ceniem destiłling-room, co dawniej oznaczało 
izbę, w której gospodyni domu przyrządzała 

różne wonne esencye i wody. Celem zupełnego 
zrozumienia gospodarstwa wielkiego angielskiego 
domu wypadałoby jeszcze bliżej rozpatrzeć za-
kres działania i ściśle odgraniczone funkcye po-
szczególnych sług, co jednak, choć jest wysoce 

interesujące, zaprowadziłoby nas zbyt daleko. 

Naturalnie, że w miejskim domu cały ten 

aparat gospodarczy doznaje pewnego ogranicze-

nia, ale jednak głównie tylko pod względem zaj-

mowanej przestrzeni. W domu londyńskim, sto-

jącym przy ulicy, wszystkie wyszczególnione 

wyżej pokoje mieszczą się w suterenach. Ponie-
waz przestrzeń, którą zajmuje dom, nie wystar-
cza, zazwyczaj więc sutereny bywają pod całem 
podwórzem. Co więcej, włącza się także i część 
ulicy, według bowiem angielskiego zwyczaju su-

tereny ciągną się wzdłuż całego chodnika. W ten 

sposób izby gospodarskie zyskują znaczny obszar. 
Że są w suterenach, — uchodzi to w Anglii za 
zło konieczne. Już na przedmieściach przewę-

drowują one na parter. Jest to niezbędne, cho-

background image

ciażby dlatego, że bardzo trudno bywa o służbę, 
gdy część gospodarska leży w suterenach. 

Jak juz wspomnieliśmy, wolno stojący dom 

związany jest bezpośrednio z ogrodem. Zainte-
resowanie się ogrodem, jakkolwiek zawsze było 

znaczne, wzrosło w ostatnich 20-tu latach w nie-
słychany sposób. Pozakładano mnóstwo poświę-
conych ogrodom popularnych czasopism, które 
jak naprzykład czasopismo „Country Life", cie-
sza się ogromnem rozpowszechnieniem. Rok ro-
cznie ukazują się dziesiątki książek o sztuce 

ogrodowej, często jak znane dzieła Miss Jekyll, 

w doskonałej formie literackiej. Dzisiaj w An-

glii każda książka o ogrodach, juz dzięki swemu 
przedmiotowi, ma wszelkie widoki powodzenia. 

Co szczególnie zasługuje na uwagę, to zu-

pełne zarzucenie typu ogrodu pejzażowego (na-

siadującego naturę), typu, który do dziś dnia 
uchodzi u nas za najbardziej angielski; obecnie 

zatem tak zwany „ogród angielski" istnieje 
tylko poza obrębem Anglii Ta zmiana typu 

ogrodu w Anglii oczywiście musiała być oku-
piona ciężką walką z ogrodnikami pejzażowymi. 
A że każda prawdziwa sztuka ze wspólnego 

płynie źródła, więc też i typ ogrodu pejzażo-

wego został zachwiany, skoro tylko powstał 
nowy ruch artystyczny, to znaczy w 60-tych la-

tach. William Morris juz w I859 roku założył 
własny ogród podług idei architektonicznej, 
w czasach, gdy dawny typ ogrodu pejzażowego 

background image

panował jeszcze wszechwładnie. Od tego czasu 
idea ogrodu prawidłowego zdobywa teren krok 
za krokiem. Oczywiście walkę rozpoczęli arty-
ści, uświadamiając publiczność, a przede wszy-

stkiem architektów. Dzisiaj ogród w Anglii pro-
jektuje architekt; widzi on w tem swoje na-
turalne prawo tak samo, jak doszedł już do 
tego, że wziął na nowo w swe ręce całe we-

wnętrzne urządzenie domu. 

Ale nie znaczy to jeszcze, aby nowoczesny 

prawidłowo założony ogród był tem samem, czem 
był dawny ogród ozdobny francuski. Sztuczność 
tego ogrodu, esowate figlasy, malownicze gaiki, 
grządki dekoracyjne, posypane różnokolorową 
ziemią, bezcelowe długie aleje drzew w stylu Le 

Nótre'a, nie przyjęły się z powrotem. Zasada 

jednak dawnego ogrodu powróciła. Przed ka-
żdym domem angielskim jest taras, na który 
wychodzi się wprost z pokojów mieszkalnych. 
Praktykowane u nas kurze schodki, prowadzące 
z wysokiego parteru do ogrodu, który w ten 

sposób raczej się oddziela od domu, niż się 
z nim łączy, są w Anglii niedopuszczalne. Ta-
ras, oddzielony od położonego nieco niżej ogrodu 
murkiem, przedstawia się albo tylko jako cho-

dnik, wówczas pokryty jest płytami lub  w y s y -

pany żwirem — albo tez ozdobiony bywa obra-
mionemi grządkami kwiatów. Zazwyczaj jednak 

ogród kwiatowy urządza się osobno poniżej ta-
rasu, oczywiście z podziałem regularnym, 

background image

kwiaty zaś co do kolorów i kształtów zastoso-
wane są do głównej idei dekoracyjnej. Często 
zdarza się, że osobny ogród kwiatowy leży 
z boku od tarasu, mniej więcej przed frontem 

drawing-room'u, który korzysta w ten sposób 

z przywileju, dającego mu przed okna kwiaty. 

Wówczas bezpośrednio przed tarasem rozciąga 
się obszerny soczysty trawnik, ów klejnot an-

gielskiego ogrodu; wskutek łagodnego i wilgo-
tnego klimatu prawie ciągle utrzymuje się na 
nim świeża zieloność, nadająca ogrodowi angiel-
skiemu tyle rajskiego uroku i pociągająca oko 
wrażeniem niezamąconego spokoju. Trawnik 
oczywiście jest splantowany poziomo i zam-
knięty prostokątnie. Właściwe place do gier 
ogrodowych leżą najczęściej dalej, na uboczu. Po 
bokach trawnika ciągną się aleje zasklepione 

drzewami liściastymi, lub też ujęte w szpalery. 
Aleje zawsze prowadzą do jakiegoś celu, a więc: 
do domków lub altan ogrodowych, do miejsc, 
skąd się roztacza piękny widok lub też do in-
nych punktów czemkolwiek pociągających. 

W angielskim domu nigdy nie brak ogrodu 

warzywnego. Jest to jedyna część ogrodu, nad 
którą się nie pastwił tak zwany ogrodnik pej-
zażowy, nie było więc potrzeby doprowadzania 

go z powrotem do regularnego kształtu, który 
zachował był zawsze. Ogród ten otoczony jest 
murem i przecięty dwiema głównemi drogami, 
na których skrzyżowaniu urządza się wodotrysk 

background image

lub cysterną. Wzdłuż północnej strony ogrodu 
ciągną się oranżerye o wydłużonym kształcie. 
W każdym domu angielskim, nawet najmnie-
szym, istnieje w tej lub innej formie oranżerya, 

która jednak o wiele rzadziej niż u nas, łączy się 

z domem, a to aby się nie przenosiła wilgoć do 
pokojów mieszkalnych. Oranżerye wogóle w An-
glii są zbyt rozległe i zbyt wyspecyalizowane. 
W większym domu przechodzą one wszelkie po-
jęcia, znane na kontynencie. Nietylko istnieją 
cieplarnie z najrozmaitszymi rzadkimi kwiatami, 

lecz prowadzi się także osobno kulturę  w i n o -
gron, brzoskwiń, melonów, ogórków, bananów, 

ananasów, fig, nektaryn, wisien, śliwek, a na-
wet grzybów. Jest dumą każdego właściciela 
dworu mieć do stołu na własnym gruncie wy-

hodowane najrzadsze owoce o świeżym zapachu, 
który zazwyczaj ginie podczas transportu. 

Do ogrodu warzywnego przytyka ogród owo-

cowy. Jeden i drugi jest nieodzowną, a nawet 

ulubioną częścią składową mniejszego gospodar-
stwa. Często jedynym ogrodem jest warzywny, 
który wówczas urozmaica się ciągnącemi się 
wzdłuż muru grządkami kwiatowemi, ścieżkami, 
cysternami i t d. 

W dużym ogrodzie oprócz wymienionych 

urządzane bywają jeszcze szeregi działów specy-

alnych, jak: róż, roślin alpejskich, azalii; cza-
sem nawet urządza się ogród szekspirowski 
z ulubionymi kwiatami Szekspira, ogród ame-

background image

— 93 — 

rykański z roślinami, pochodzącemi z Ameryki. 
Wszystkie te osobliwości umieszczone są w re-
gularnym porządku i oddzielone widocznie je-

dne od drugich. Różnice poziomu wyrównane 

bywają murem albo szkarpą. Na płaszczyźnie 
równej te ogrody specyalne oddzielone są od 
siebie chodnikami ze szpalerów cisowych lub in-
nym żywopłotem. Strzyżenie drzew podjęto na 
nowo w szerokim zakresie pomimo znanej a od-

miennej pod tym względem opinii ogrodnika 
pejzażowego, który uważa to za rzecz przeciwną 
naturze. Ale w takim razie sprzeciwiać się bę-
dzie naturze także strzyżenie trawnika, co tenże 
ogrodnik dopuszcza w najszerszym zakresie. Argu-
menty jego, powtarzane do znudzenia i uzna-
wane jeszcze do niedawna w Niemczech, prze-
brzmiały w Anglii bez echa. Wszak naturalna 
ludzka twórczość, najprostsza i naszemu pocz-

ciu najbliższa, ma cechę przedewszystkiem upo-

rządkowania, to znaczy, że wyraża się zasadni-

czo w kształtach prostokątnych. Jak pokojów 
naszych nie zakładamy w kształcie jaskiń, lecz 
budujemy je prostokątnie, tak samo nie mamy 
powodu prowadzić drogi ogrodowej dowolną wę-
żowatą linią, ani basenowi sztucznej fontanny 
nadawać kształtu wycementowanej kałuży. Na-
turalny ogród ludzki był po wszystkie czasy 

ogrodem regularnym, i tylko nagłe spaczenie 
się poczucia artystycznego, które nastąpiło w koń-
cu XVIII-go wieku, a w XIX-tym wydało tak 

background image

smutne skutki, mogło stworzyć ideę ogrodu pej-
zazowego. Wężowate ścieżki, bezsensowne na-

gromadzenie kamieni, skały z cementu, minia-
turowe jeziorka, ruiny i groty, któremi się do-

tąd jeszcze nie może dość nacieszyć niemiecki 

właściciel willi, dzięki staraniom swego ogrodni-
ka, — wszystko to znikło w Anglii najzupeł-
niej; pomijamy już glazurowane gnomy, gliniane 

sarny i zające, którymi w Niemczech prowadzi 
się jeszcze dotąd ożywiony handel, co cie-

kawe rzuca światło na poziom artystyczny na-
szej tak zwanej wykształconej publiczności. 

Rzecz prosta, ze prawidłowość zastosowana 

być może tylko do najbliższego otoczenia domu, 

do ogrodu domowego w ścisłem znaczeniu. Gdy 

parcela jest większa, jak przy każdym większym 
domu angielskim, wszystko co się znajduje poza 
obrębem regularnego ogrodu, pozostaje w stanie 
naturalnej dzikości. Jednak i tutaj widać nieraz 
starania, aby rośliny i kwiaty leśne rosły w wię-
kszych skupieniach. W ten sposób potęguje 
się tę radość, którą człowiekowi sprawia na-
tura. W nowszym ruchu ogrodowym wzrosło 
znacznie — i to stanowi niemałą jego zasłu-
gę — zamiłowanie do flory swojskiej. Znów 

się odczuwa szczególny urok prostych kwiatów 
swojskich, które się ceni więcej, niż wszelkie 
egzotyczne osobliwości ogrodnictwa pejzażowego. 

Podobnie jak ogród, tak też i zajazd do domu 

urządza się również regularnie. Ponieważ istnieje 

background image

pewna niechęć do zrezygnowania z zajazdu, ale 

z drugiej strony już się nie znosi owej banalnej 
drogi esowatej, wysadzonej rododendronami, 
urządza się więc znowu przed domem kwadra-

towy dziedziniec, na którym łatwo zawrócić po-

wozem. Dziedziniec ten obramiony jest z jednej 

strony skrzydłem domu, którego wystająca ofi-

cyna mieści kuchnie; również stajnie umieszcza 
się tak, aby stanowiły granicę drogi. Dojazd 
wówczas może mieć dowolny kierunek, stoso-
wnie do warunków terenu. Droga prowadzi 
przez bramę, znajdującą się na granicy dzie-
dzińca. Ostatnimi czasy znowu zrobiono próbę 

otaczania dziedzińca dokoła oficynami domu. 

Cały ruch ogrodowy i zasadnicza zmiana po-

glądów na ukształtowanie angielskiego ogrodu 
byłyby niemożliwe bez walki zażartej ze spa-
czonym gustem publiczności, walki, którą roz-
poczęli i dziesiątkami lat prowadzili artyści. 
Zbawienną tu okazała się zasada, która szybko 
zdobyła sobie uznanie, że architekt już nie 

może ograniczyć swej roli do wybudowania 
domu, lecz odpowiedzialny jest za całość domu, 

Jako dzieła sztuki. Skutek był ten, że całe 

wewnętrzne urządzenie domu wraz z ume-

blowaniem, które się dawniej pozostawiało de-
koratorowi, przeszło teraz do rąk architekta, 
którego zadaniem dzisiaj jest więc nie tylko stwo-
rzenie zewnętrznej szaty domu, lecz całkowite 

jego urządzenie i wykończenie. 

background image

Wewnętrzne urządzenie angielskiego domu je-

szcze bardziej różni się od niemieckiego, niż jego 
strona zewnętrzna. Główną tego przyczyną — 

kominek, który jak wiadomo, jest jedynym 

środkiem ogrzewania w Anglii, a jednocześnie 
decyduje o całem ukształtowaniu pokoju. Ko-
minek wpływa nawet na formę pokoju, na 
umieszczenie drzwi i okien, na kierunek otwie-
rania się drzwi Ponieważ miejsce przy ko-

minku jest punktem centralnym, niejako głó-
wnym punktem zbornym w pokoju, trzeba je 

urządzić jak się tylko da najmilej, najwygo-

dniej i najobszerniej. A więc najprzód, aby zy-
skać na miejscu, a następnie by uniknąć prze-
ciągów, umieszcza się drzwi jaknajdalej od ko-
minka, i to tak, aby się otwierały na pokój 
i tyłem do kominka. Ma to także i ten cel, 
aby otwierającemu drzwi od zewnątrz nie od-
słaniał się odrazu cały pokój, co jest zawsze 

nieprzyjemne dla osób znajdujących się w po-
koju, które nie chcą być zaskoczone nagłem 
wejściem. Miejsce przy kominku musi być do-

brze oświetlone, aby i w dzień można było tam 

siedzieć i czytać wygodnie. Ale ponieważ trzeba 

także starannie unikać przeciągu, okna więc 
muszą być umieszczone w miejscu mądrze obmy-
ślanem nietylko w stosunku do kominka, ale 
i do drzwi. Z tego i z innych rzeczy widać, jak 

trudnem jest zadaniem dobre i wygodne upla-
nowanie pokoju podług pojęć angielskich. Ar-

background image

chitekt kontynentalny zaznajamia się tu z całą 

masą pojęć, które są dla niego prawdziwą nie-
spodzianką. Są jeszcze inne zasadnicze właści-
wości pokoju angielskiego. Tak naprzykład, an-
glik chce się czuć w swoim pokoju zamkniętym 

i odosobnionym, nie chce, aby mu przeszkadza-

no i zakłócano spokój; stąd zwyczaj, że każdy 

prawie pokój ma jedno wejście, i niema poko-
jów przechodnich. Dalej, dla stworzenia miłego 
mieszkalnego nastroju, anglik chce mieć pokoje 
możliwie niskie, wprost przeciwnie do naszego 
ideału pokojów możliwie jaknajwyższych. 

Ostatnie dwie właściwości są również objawem 

wspomnianej już chęci zerwania z panującym 
dawniej ideałem imponowania zewnętrzną wspa-
­iałością,, ideałem, pod którego urokiem żyjemy 
jeszcze w Niemczech, i to o wiele bardziej, niż się 
to nam wydawać może. Amfilady niepotrze-

bnie wysokich pokojów, sztukaterye i marmur 
w prawdziwej i fałszywej postaci, malowania 

i rzeźby, złoto i inne dekoracye i całe owo na-

tłoczenie wszelkich sztuczek imitacyjnych, które 

pomimo że się je ciągle zwalcza, panują jeszcze 

u nas, — w Angłii wyrugowane są z domu 

mieszczańskiego najzupełniej. Malarzy pokojo-
wych i tapicerów-dekoratorów, specyalistów od 
fałdowania, w Anglii nie ma dzisiaj wcale. Przez 
30-ci lat poważnej roboty artystyczno-wycho-
wawczej rozwinęło się tak zdrowe poczucie 
ogólne, że sztuka tych panów została przekre-

background image

ślona i odrzucona raz na zawsze. Ogół  p r z y -

wiązał się szczerze do mieszczańskiego nastroju 

swego mieszkania, w którem nie znosi niepo-

trzebnych ozdób i błyskotek. Gruntowność 
w urządzeniu mieszkania i wygoda — oto do 

czego dąży. 

Może najjaśniej wyraża się to w angielskiem 

umeblowaniu. Gdyby zapytać, jak też wyglądają 

dzisiejsze meble angielskie, to jeśli idzie o cha-

rakterystykę przeciętną, wypadnie powiedzieć, 
że są to odrodzone meble XVIII wieku. A więc 
nie modernizm zapanował tutaj, lecz została na-
wiązana nić tradycyi. Stąd możnaby wywniosko-
wać, że w rozwoju nowszego ruchu Anglia pozo-

stała w tyle. Ale modernizm, pojęty właściwie, 
bynajmniej nie polega na osobliwych kształ-
tach, lecz na nowem pojmowaniu rzeczy. Tak 
zwane nowe formy — nigdy nie były w pro-
gramie nowego ruchu artystycznego w Anglii. 
Jeżeli jednak mimo to, rozwinął się dzisiaj 
nowy świat form, którego początek przypisać 

musimy Anglii, stało się to niepostrzeżenie 

i nieświadomie. Co było celem naprawdę — to 
rzeczowość i praktyczność, to odrzucenie pojęć 

czysto formalnych ze spaczonego wynikających 
gustu, to zerwanie z wszelkiem przeładowaniem 

bez pożytku i sensu. Dzieło jakiego się podjęli 
inicyatorzy nowego ruchu, a więc przedewszyst-

kiem William Morris, było raczej oczyszczaniem 

atmosfery, wyrzucaniem nagromadzonych do-

background image

wodów złego gustu, niż szukaniem nowych form. 
Form miało się poddostatkiem. Jeżeli wolno 
wrócić raz jeszcze do naszych stosunków, to 
zdaje nam się, że zadanie, które Morris posta-
wił w Anglii w 60-tych latach, jest w Niemczech 
dopiero dzisiej na porządku dziennym. Jeżeli 
naprawdę chcemy uzdrowienia naszych wnętrz, 
to przedewszystkiem trzeba przebrać ich zawartość, 
ale bynajmniej nie myśleć o powiększaniu jej ani 
zastępowaniu przedmiotami w stylu Jugend. 

Pierwsze meble, którymi Morris w 60-tych 

latach zastąpił był dawne, były to prymitywne 
meble gotyckie. Morris wogóle był fanatycznym 
wielbicielem gotyku. Ale w przeciwieństwie do 

„gotyków" architektów, nie czepiał się formal-

nej strony sztuki średniowiecznej, lecz starał 
się tworzyć swobodnie w jej duchu. Szczególnie 
w meblach, wymagania nowoczesne nie pozwa-
lały ograniczać się do powtarzania gotyckich 

ław i stołów. Zresztą Morris projektował dla 

ludzi o bardzo wykwintnej kulturze i już cho-
ciażby dla tego zmuszony był dbać, aby meble 
jego były wytworne i wygodne. Tą drogą na-
brały one niebawem takich kształtów, ze zatra-
ały już nawet związek z gotykiem. Następnie pod 
wpływem Morrisa i jego uczniów próbowano 
wydobywać coraz bardziej samodzielne formy, 
które jednak zawsze trzymane były w granicach, 
wymaganych przez konstrukcyę. Poczucie umiaru 
i celowości jest w Anglii tak silne, że wszelkie 

7* 

background image

ekstrawagancye, jakie się spotykało na początku 
nowego ruchu w Niemczech, zupełnie są tam 

wykluczone. Meble projektowane przez artystów 

angielskich dzisiejszych, są raczej prymitywne, 
a nawet przypominają do pewnego stopnia me-

ble kuchenne — jedyne, nad którymi przeszły bez 

śladu stylowe gonitwy XIX wieku. Najprostsza 
konstrukcya, materyał pozostawiony w stanie 
surowym, archaiczny kształt — oto cechy cha-
rakterystyczne mebli, jakie się widywało na an-

gielskich wystawach. Zdaje się, że hasłem było 
tutaj zdanie, wypowiedziane przez Williama 
Morrisa, że „ze wszystkich rzeczy niepotrzebnych 
najniepotrzebniejszą jest — ornament". 

Trzeba jednak zaraz zaznaczyć, że meble ta-

kie, wyrysowane ręką artysty, nie znalazły wiel-
kiego rozpowszechnienia w Anglii, powstawały 
one bowiem na warunkach ekonomicznych, 
właściwych dziełom sztuki, a zbyt wysoka wsku-

tek tego ich cena skazywała je na ograniczenie 
się do szczupłego koła odbiorców. Wobec po-
wszechnej potrzeby przyzwoitego urządzenia 
mieszkania, trzeba było w jakiś inny sposób 
zastąpić dotychczasowe spaczone i przeładowane 

ornamentem stylowe sprzęty, które już wszyst-

kim obrzydły. I oto przypomniano sobie meble 
z końca XVIII wieku. Rozwinięte z dworskiego 
stylu Ludwika XVI-go przez potężne już wów-

czas mieszczaństwo angielskie, odpowiadały one 

teraz właściwie wszystkim wymaganiom mie-

background image

szczańskiego urządzenia. Były proste, zbudowane 
z sensem; nie lekceważyły przytem wymagań 

wykwintnej kultury, której dosięgły dzisiaj 
i sfery mieszczańskie. Nie przedstawiały też 
zbytku form; zamiast profilów miały inkrustacye, 

a więc były gładkie, ale przez to wykluczały 

zbiorowiska kurzu, przytem miały wygląd wy-

tworny, który otwierał im drogę nawet do naj-

przedniejszych pokojów. W tym samym czasie, 
gdy uznano w Anglii, że mebel gotycki jest 
niepraktyczny, meble z XVIII wieku weszły na 
nowo w modę. Odtąd następuje skrzętne wyszu-
kiwanie i wykupywanie wszystkich starych sprzę-
tów, a nowe robione są w duchu lub pod 
wpływem starych. Dzisiaj meble w stylu Chip-
pendale, Hepplewhite i Sheraton — stały się 

znowu uniwersalnymi meblami angielskiego 
domu. Ogromna ilość wielkich fabryk, zatru-
dniających setki robotników, wyrabia je po ce-
nach rynku; publiczność żąda tych mebli, a mie-
szczanin angielski widzi w nich swój ideał. Na-
turalnie, że dokonano tu pewnych przekształceń, 

gdyż bynajmniej nie idzie o ścisłe naśladowanie 
dawnych stylów; szczególnie meble do po-
koju sypialnego, którego warunki od tamtych 
czasów najbardziej się zmieniły, zostały prawie 
zupełnie stworzone na nowo. 

Tak tedy w sypialni zaszły wogóle największe 

zmiany. Łóżko z dawnej formy baldachimowej 

przekształciło się w lekki sprzęt metalowy; umy-

background image

walka się powiększyła, a na miejsce przeno-
śnych szaf na ubrania pojawiły się szafy wbu-
dowane w ścianę. Szafa na ubranie nie grała 
jednak nigdy w Anglii tej roli co u nas, choć 
wogóle angielskie mieszkanie odznacza się wielką 
ilością szaf ściennych. — Ton ścian pokoju jasny, 

wszystkie części drewniane pomalowane na biało, 
w oknach — lekkie firanki z tiulu. 

W pokoju sypialnym najdobitniej wyraził 

się ów proces przeobrażenia, któremu uległy 

wszystkie pokoje angielskiego domu; miano-
wicie, dawne ciężkie, ciemne, zawiesiste dekora-
cye i odpowiednie umeblowanie zastępują teraz 
rzeczy lekkie, jasne, hygieniczne. Jest też w wy-
sokim stopniu charakterystyczne, jak się z tem 
wszystkiem zasadniczo zmieniło pojęcie tego, co 
nazywamy miłym sympatycznym nastrojem 
mieszkalnym. Dzisiaj — pokój jasny, powietrzny, 
o lekkich meblach umieszczonych w skromnej 

ilości, uchodzi za pokój przyjemny do mieszka-
nia, choć nie ma w nim ani ciężkich kotar 

z ciemnych materyj, ani tapet naśladujących 
aksamit, ani listew ze stiuku, ani niezgrabnych 
mebli wyściełanych. Pojęcia sanitarne w wyso-
kim stopniu wpłynęły na pojęcia estetyczne, 
a nawet gotowe są je zastąpić w pewnej mierze. 
Zamiast olbrzymich dywanów przez cały pokój — 
małe dywaniki rzucone tu i ówdzie, zamiast 
wełny i jedwabiu do pokrycia mebli — per-
kaliki, które się łatwo piorą; z łóżka znikły 

background image

wszystkie części nie podlegające kontroli sani-
tarnej, jak pierzyny, materace wyściełane; w ma-
teracach zaś sprężynowych — części metalowe 

odsłonięto; jako przykrycie służą kołdry weł-

niane do prania. Budowa szaf jest tego rodzaju, 
że wyklucza zbiorowiska kurzu, a wszystkie 

meble są tak lekkie, że można je dźwignąć bez 

wysiłku, co jest praktyczne zwłaszcza przy za-
miataniu pokoju. 

Lekkość mebli zapanowała szczególnie w po-

koju, zwanym drawing-room. Tu, gdzie się 
swobodnie gawędzi, gra lub czyta, idzie specyal-

nie o łatwość zmiany położenia mebli stosownie 

do potrzeby. Stoły są małe o wykwintnych 

i najbardziej rozmaitych kształtach, najczęściej 

w postaci małych stolików składanych; kanapki 

tylko na dwie osoby i tak lekkie, że się dadzą 

dźwignąć jedną ręką. Zatem ani stołu przed 

kanapą, ani dużej wygodnej ottomany do leże-

nia, nie spotyka się w Anglii wcale. Wszystkie 

meble przeważnie skupione koło kominka, two-
rzącego właściwy punkt centralny pokoju. 

Kominek nie tylko wpływa, jak już wspo-

mnieliśmy, na całe uplanowanie pokoju, ale po-

nadto jest jego główną ozdobą. Kształt jego by-
wa najrozmaitszy, tak samo materyał; a więc 

kamień, marmur, cegła, terrakota, drzewo, me-
t a l Stanowi on zazwyczaj największe pole do 

popisu dla fantazyi twórczej. W Anglii nie 
tknięto jeszcze kominka, ani jego wszechwładz-

background image

twa, jako środka ogrzewania; wogóle nie da się 
bez niego wyobrazić angielskiego pokoju, i na-
wet tam, gdzie wprowadzono ogrzewanie cen-
tralne, kominek pozostaje. Tłómaczy się to tym 

specyalnym urokiem, jaki w oczach anglika ma 

ogień płonący w pokoju. Jest on, jak za da-
wnych czasów germańskich, symbolem pokoju 

i prawa gościny. Miłość własnego domu, która 

do głębi przenika każdego anglika, wyraża się 

w tem niemal marzycielskiem przywiązaniu do 
domowego ogniska. 

Pod względem artystycznego traktowania po-

koju, kominek miał takie wpływ na ściany 

i sufit, na które działał upraszczająco i oczysz-

czająco, przywłaszczając niejako sobie wyłączną 
rolę ozdabiania pokoju. Traktowanie ściany i su-
fitu w Anglii było zawsze bardzo powściągliwe; 
nigdy nie przenoszono zewnętrznego balastu 
motywów architektonicznych do wnętrza, jak 
w dekoracyi francuskiej. Ściana juz w dawnych 
czasach okładana była drzewem w najprostszy 
kwadratowy wzór, wypływający z konstrukcyi 

okładziny. Podobnie traktowany był sufit z pła-
sko ciągniętymi zebrami sztukatorskimi. W  o b y -
dwu wypadkach dążono do działania nie archi-

tektonicznymi motywami, lecz samą płaszczyzną, 

która daje wrażenie spokoju. Dzisiejsze trakto-
wanie ściany i sufitu wywodzi się z tradycyi 

dawnej sztuki. Okładanie drzewem znalazło 
szerokie zastosowanie. Gdzie nie pozwalają na 

background image

to koszta, okłada się ścianę materyą, zawiesza-
ną na prostych listwach. Listwy te zawsze 
zupełnie płaskie i pomalowane na biało stwa-
rzają przyjemny dla oka rytm, nadający poko-
jowi coś dostojnego, prawie uroczystego. Prawie 
zawsze pomiędzy sufitem a obiciem z materyi 
pozostawia się fryz, który ozdabia się ma-
lowaniem, specyalnemi tapetami fryzowemi albo 

ornamentem plastycznym, bardzo jednak często 
pozostawia się go zupełnie gładkim, bez ozdób. 
Listwa, oddzielająca dolną część ściany od fryzu, 
służy też do zawieszania obrazów. Listwa taka 

na której zawiesza się obrazy zapomocą pros-
tych haków mosiężnych, jest w każdym angiel-
skim domu. Znosi ona kłopotliwy i nierozsądny 
zwyczaj robienia dziur w ścianie i kaleczenia 
ich gwoździami, nadto pozwala na przewiesza-
nie obrazów każdej chwili na dowolne miejsce. 

Tapet używa się rzadko, przyczem w najlepszych 

przykładach wzór pokrywa albo dolną część 
ściany albo fryz. Wogóle tapeta wzorzysta znika 
coraz bardziej, natomiast daje się zauważyć co-
raz wyraźniejsza tendencya, aby ze ściany po-
koju uczynić tylko spokojne tło. 

Nicią przewodnią w ukształtowaniu angiel-

skiego domu jest zmysł praktyczny, wspoma-
gany względami zdrowotności, miłego mieszkal-
nego nastroju i niezwykle rozwiniętem ukocha-
niem natury. Niema tu żadnego wydatku na 
reprezentacyę, żadnych fantazyj ornamentalno-

background image

formalnych, żadnego dociągania się do „artyzmu", 
żadnej pretensyi wogóle. I ani śladu dążenia do 
nowych niebywałych form; ani śladu chęci być 
koniecznie moderne. Przeciwnie, praca twórcza 

odbywa się wśród ukochania rzeczy dawnych. 
Od imitacyi zaś chroni zawsze zdrowy rozsądek, 
nienawiść do rzeczy czysto zewnętrznych i uni-
kanie wszelkich mglistych celów. I właśnie dla-

tego twórczość angielska nieświadomie staje się 

nowoczesną, w najlepszem znaczeniu słowa; bo 
nowoczesność a rzeczowość — to jedno. Ale 
rzeczowym i nieafektowanym może być tylko 
charakter silny i gruntowny, — parwenjusz za-
wsze dąży do rzeczy zewnętrznych, jest pełen 
pretensyi, usiłuje otoczyć się sztucznie pozora-

mi dostojności, której mu brak wewnętrznie. 

W ten sposób cała kwestya szczerej prawdziwej 

sztuki sprowadza się do kwestyi charakteru 
i kultury. Angielska kultura — wynik długiego 
niezamąconego rozwoju, tłómaczy wszystkie 
właściwości angielskiego domu; charakter i po-
czucie własnej osobowości są zatem podstawą 
wyrażonego w angielskim domu szczerze  a r t y -
stycznego sentymentu. 

Podobny nastrój artystyczny zaczyna się obja-

wiać i w Niemczech. Należy tylko życzyć, aby 
był jeszcze czystszym i jeszcze pewniejszą szedł 

drogą niż dotąd. Oczywiście nie może być mowy 

o przenoszeniu angielskiego domu do Niemiec. 

Właśnie głębsze wniknięcie w istotę rzeczy po-

background image

winno wykazać zasadniczą różnicę warunków 
domu angielskiego i niemieckiego, tak jak się 
różnią kraje nasze klimatem, obyczajami, cha-

rakterem narodowym i historyą. Ale jak w każ-

dej kulturze postęp zaznacza się dążeniem do 
prostoty i uszlachetnienia życia, tak i w Niem-

czech, jest nadzieja, że po bardzo wątpliwej war-

tości okresie przejściowym, w jakim się znalazł 
naród nasz wskutek nagłego przypływu środ-

ków materyalnych, nastąpi okres, w którym 

rzeczy czysto zewnętrzne, puste formy reprezen-
tacyjne znikną na zawsze. W osiągnięciu tego 
celu, w przeobrażeniu naszego otoczenia domo-
wego w tym duchu, dom angielski może być 
bodźcem i podnietą. — I w tem cała jego war-
tość dla nas. 

background image

ZNACZENIE NARODOWE  N O W E G O 
RUCHU W SZTUCE STOSOWANEJ. 

oethe w ostatnich latach swego życia 
w ten sposób wyraził się o niemiec 
kiej kulturze: „My Niemcy jesteś-
my narodem młodym; rzetelna praca 

nasza kulturalna trwa wprawdzie juz sto lat, 

ale jeszcze parę wieków upłynąć może, za-

nim do ogółu ziomków naszych przeniknie tyle 
sztuki i wyższej kultury, że zapanuje wśród 
nich prawdziwy kult piękna podobnie jak 
w Grecyi i że można będzie o nich powiedzieć: 
dawne to juz czasy, gdy byli barbarzyńcami". 
Przy innej znów sposobności wypowiedział 

Goethe nadzieję, że po stu latach będziemy 

mogli osiągnąć przynajmniej tyle, że przesta-

niemy być abstrakcyjnymi uczonymi, filozofami, 
a staniemy się — ludźmi. Do tych stu lat bra-

kuje jeszcze 25-ciu. Abstrakcyjni uczeni i filozo-
fowie może już nie zajmują dziś tyle miejsca jak 
za czasów Goethego. Odtąd przeszliśmy niesly-

chanie dużo. Jesteśmy zjednoczeni, mamy do-

brobyt. Nasz przemysł i technika doszły do nie-

background image

spodziewanego rozkwitu. Ale czyśmy bardziej 
dzisiaj bliscy owego człowieczeństwa, które Goethe 

uważał za pierwszy stopień do zdobycia kultury 
i którego sam był tak kryształowo czystem 
wcieleniem; czy możemy z czystem sumieniem 
twierdzić, że nadeszła chwila spełnienia sie 
zadań kultury niemieckiej? 

Gdy mowa o całości, to mimo wszystkie po-

stępy zewnętrzne, dzisiaj chwila ta jest może 
bardziej daleką niż za czasów Goethego. Albo-
wiem ówczesny światek małomieszczański przed-
stawiał przecie pewien obraz zamkniętej kultury, 

w pewnem znaczeniu rzetelnej i czystej. Od tego 

czasu jednak zaszło niezwykle dużo zmian. 
Niemcy znaleźli się w położeniu nowem: czują 

się wielkim narodem. Bieg wypadków po roku 

1870 doprowadził państwo do takiego stanowi-

ska mocarstwowego na zewnątrz, o jakiem za 

czasów Goethego nie można było nawet marzyć. 
Pod względem kulturalnym wytworzyło to nowe 
warunki, których skutki jak dotąd bynajmniej 
nie były zawsze dodatnie. Niemiec, który dotych-

czas troszczyć się musiał o chleb powszedni, na-
raz stał się posiadaczem znacznych środków. 
Pierwszą jego myślą było wystawić to swoje 

bogactwo na zewnątrz w najbardziej jaskrawy 

sposób. Nagłe zdobycze przemysłowe i zwię-
kszony dobrobyt nie wywołały wszakże wzrostu 
kultury ogólnej. Natomiast nastąpiło panowa-

nie parweniuszowskiego gustu, które trwało 

background image

w Niemczech przez ostatnie lat 20-cia i po wię-
kszej części trwa jeszcze dotąd. 

Jeżeli kulturalno-duchowy rozwój narodów 

oceniać będziemy bardziej z przyrodniczego, niż 

z moralno-filozoficznego stanowiska, powyższy 

stan rzeczy w Niemczech przedstawi się nam 
jako naturalny skutek osiągniętych zdobyczy. 

Gdy Niemcy, rozdarte i zmiażdżone trzydziesto-

letnią wojną, zaczęły trochę swobodniej oddy-

chać, nastąpiły ciężkie wojny napoleońskie i po-

waliły je na nowo. O spokojnem dojrzewaniu 
narodowej, społecznej i domowej kultury jak 
w krajach sąsiednich, nie mogło być mowy. Już 
wskutek nędzy ekonomicznej Niemcy zepchnięte 
zostały na plan ostatni i żyły jedyną troską 

przyswojenia sobie w jak największej ilości do-
robku owych krajów sąsiednich. Przeszło dwa 
wieki trwało naśladownictwo i przystosowywa-
nie się do rzeczy obcych. Niemieckie dwory 
książęce już od czasów Ludwika XIV-go urzą-

dzały się wyłącznie podług tego, co sobie upo-
dobał dwór francuski, jak i do dziś dnia cała 
niemiecka kultura dworska jest wyłącznym pro-
duktem rozwoju życia dworskiego we Francyi. 
W ślad za dworem książęcym poszły wyższe 
sfery i szlachta; kultura francuska stała się obo-
wiązującą nawet w najdrobniejszych rzeczach. 

Nasze mody, urządzenie naszych mieszkań, na-
sze zwyczaje towarzyskie, — wszystko to kształ-
towało się na wzór francuski. 

background image

Naturalnym skutkiem przymusowej zależno-

ści jest przedewszystkiem zanik rozwoju cech 
własnych. Kto skazany jest na taką zależność, 
znaleść się musi w wielkim kłopocie, gdy mu 
wypadnie działać samodzielnie. Dlatego też 
Niemcy nie zdobyły się nigdy na sprawdzenie 
wewnętrznej treści form życiowych francuskich, 
i nikomu do głowy nie przyszło, że formy te 

stopniowo traciły cały swój sens z nastaniem 
nowych czasów i nowych prądów. Formy życia 
francuskiego powstały i rozwinęły się w atmo-

sferze dworów królewskich, skrojone na miarę 
arystokracyi XVII i XVIII wieków, owej  a r y -
stokracyi, odznaczającej się lekkomyślnem ży-
ciem, rozwiązłymi stosunkami i często pozba-
wioną skrupułów moralnością. Odpowiadały 
też temu najdokładniej formy towarzyskie, 

ubiory i urządzenia mieszkań owych czasów, 
W XIX wieku stosunki uległy zasadniczej zmia-
nie. Znaczenie arystokracyi zmalało, a sfery 
mieszczańskie potężnie wzrosły w siłę. Nadeszły 

czasy poważne. Głębokie i trudne zagadnienia 
społeczne wypłynęły na widownię życia. Stan 
czwarty dał znać o swem istnieniu i zażądał 
stanowczo i dla siebie udziału w dorobku 

świata, A było to w epoce, gdy ani nawet 

trzecia część ludzkości nie mogła się poszczycić 

własną kulturą, własnemi formami życiowemi, 

W takich czasach dalsze zabawianie się arysto-

kratycznemi formami francuskiemi XVIII wieku 

background image

stało się kłamstwem. I w niczem nie wystąpiło 
to bardziej wyraźnie, jak w urządzeniu mieszkań. 

Dość spojrzeć na urządzenie pokojów mie-

szczańskich, którym usłużny przemysł dzisiejszy 

dostarcza wszystkiego, co jest potrzebne do 
naśladowania najwierniejszego francuskich sty-
lów królewskich. Pomijając już brak szczerości, 
wieje od tych wnętrz rozpaczliwą wprost pustką, 
A nawet w najstaranniej wykonanych imitacyach, 

które spotykamy nieraz w mieszczańskim domu 
nowoczesnego człowieka, zupełny brak treści 
i nieszczerość uderza w oczy każdego, kto ma 
choć trochę rozwinięte poczucie swej epoki. 

Oczywiście wszystkim, którzy bez długich na-

mysłów i kłopotów pragną otoczyć się atmo-
sferą reprezentacyi i wystawności, imitacye ta-
kie są ogromnie na rękę. 

Pomimo tak olbrzymiego wpływu Francyi na 

urządzenie mieszkań całego świata, przynajmniej 
w jednym kraju i to już dosyć wcześnie, zapa-

nowała pewna odraza do wszechwładnej francu-

skiej mody. Już w XVIII wieku Anglia była 

tym krajem, który prawie zupełnie oswobodził się 
od wpływów Francyi. A w XIX wieku powstał 
już otwarty protest przeciwko całemu francusko-

romańskiemu wpływowi, protest, który osta-

tecznie wywołał ów doniosły w skutkach ruch 
umysłowy 60-tych lat. Dojrzewając powoli w swej 
ojczyźnie, ruch ten przedostał się następnie na 
ląd stały i z żywiołową siłą wybuchnął w Niem-

background image

czech około połowy lat 90-tych. To co wówczas 
nastąpiło, było rewolucyą artystyczną, która 
w historyi sztuki prawie nie ma sobie równej. 

Już 10 lat upłynęło od wybuchu owej rewo-

lucyi. Nie od rzeczy więc będzie rozejrzeć się 
w dotychczasowych jej skutkach, wyjaśnić sobie 

korzystne i niekorzystne jej strony, aby się 
upewnić, czy możemy pokładać jakie nadzieje 
na przyszłość. Nie może być chyba lepszej do 
tego sposobności, jak III niemiecka wystawa 

sztuki stosowanej, odbyta w Dreznie 1906 roku. 

Była ona bowiem zadokumentowaniem nowych 
prądów, w najbardziej intensywnej formie i w nad-
zwyczajnych rozmiarach. 

Czego nauczyła nas ta wystawa? 

Pierwszem wrażeniem, które uderzało każdego 

bodaj pobieżnie zwiedzającego wystawę, było to, 

że wszystko, co było wystawione, zdawało się 
mówić językiem nowym, własnym, który z da-
wnem rzemiosłem artystycznem nie miał nic 
wspólnego. XIX'to wieczne naśladownictwa sty-
lowe znikły; nie pozostało z nich ani śladu. 

Mieliśmy przed sobą cały świat sztuki o nowym 
wyrazie, sztuki, która w przeciągu lat 10-ciu roz-
winęła się samodzielnie na zupełnie nowych pod-

stawach. 

Epoka imitacyj stylowych chyba nie miała in-

nego celu, jak wywoływanie historycznych remi-
niscencyj. A gdy pietyzm i zamiłowanie do daw-
nej sztuki rzemieślniczej, płynącej z prostoty 

background image

szczerego serca, przeniosły się i na imitacye współ-
czesne, wówczas staraniem było zbliżyć się jak-
najbardziej do dawnych wyrobów i wytwarzać 
rzeczy jaknajbardziej „stylowe". Miały one wy-

glądać nie jak rzeczy współczesne, lecz jak gdyby 
należały do dawno minionej epoki. 

Dążenia podobne, z jakiegokolwiek weźmiemy 

je stanowiska, są poprostu śmieszne. Dobre może 
na maskaradę, stosowne do panopticum, ale z sa-
modzielnością, przekonaniem, charakterem, nie 
mające nic wspólnego. A jednak takie właśnie 
dążenia nie tylko że przenikały całą sztukę sto-
sowaną aż do początków nowego ruchu, ale 

trwają i do dziś dnia w architekturze. 

Tern większą też jest zasługą nowej sztuki 

stosowanej, że zerwała zupełnie z zasadą naśla-
dowania stylów. Wszakże wypada podnieść nie-

zwykłe trudności, wynikające z tego nowego 
stanowiska. Stworzenie czegoś zupełnie nowego 
jest prawie niepodobieństwem w każdej dzie-
dzinie umysłowej. Cóż dopiero w dziedzinie 
sztuki tektonicznej, która nigdy nie obchodziła 
się bez pewnej sumy określonych, uznanych, 
powszechnie przyjętych form. Te ogólnie przy-
jęte formy, do których się wszyscy przyzwy-

czaili, są dla każdego podstawą sądu o rze-
czach. Trzeba widzieć bezradność człowieka, 

który ma wydać opinię o rzeczach zupełnie no-
wych. (Jak mało naprzykład zrozumiałymi wy-

dają się nam owe nadzwyczaj rozgałęzione 

background image

kształty budownictwa południowych Indyj, które 

jednak w swoim kraju są rozumiane i cenione). 

Ale nie tylko widz, lecz i artysta tworzący żyje 
niejako pod klątwą przekazanych pojęć o for-
mach. Niejednokrotnie już utrzymywano, że jakieś 

szczególne formy są zbyteczne, że wystarczy kie-
rować się w twórczości celem przedmiotu, naturą 
materyału i konstrukcyą. Być może, że by to 
wystarczyło. Ale każdy człowiek, prócz zdolno-

ści myślenia, posiada jeszcze uczucie, którego 
choćby chciał, zdławić nie może: jak nic przez 
tkaninę, snuje się ono przez jego dzieło. Poza-
tern istnieje jeszcze pragnienie tworzyć tak, aby 
się dzieła nasze podobały. I oto powstają owe 
tak zwane formy artystyczne, przekraczające 
bardzo wyraźnie granicę twórczości czysto ro-
zumowej. 

Po wszystkie czasy obowiązywały pewne kon-

wencyonalne formy. Formy te zmieniały się co 
prawda z biegiem czasu, ale w każdej danej 

epoce panowały wszechwładnie. One to wyci-

snęły na ubiegłych epokach owo wybitne pię-

tno, które stanowi ich "styl". Możemy je od-
naleść we wszystkich okresach stylowych bardzo 
wyraźnie. Dopiero około 1840 r. specyalne pię-
tno epoki znika, lub przynajmniej zaciera się. 
Odtąd zaczyna się naśladowanie zewnętrznych 
cech wszystkich możliwych stylów, błąkanie się 

i szukanie po omacku wśród chaosu wyuczo-

nych form. 

8* 

background image

Nie było więc wogóle żadnych typowych 

form, któreby charakteryzowały epokę. Nie po-

dobna też było wymagać, aby nowy ruch stwo-

rzył odrazu jakieś formy nowe, a tem mniej 
takie, któreby się natychmiast ogólnie przyjęły. 
Pozostawała twórczość indywidualna. Każdy, kto 

marzył o wyzwoleniu się z owej bezstylowości, 
musiał sam na własny sposób rozwiązywać 
wszystkie zadania. I dobrze było, gdy choć w czę-

ści zdołał dojść do jakichś rezultatów na tej no-
wej drodze, którą musiał sobie sam z mozołem 
wyrąbywać po przez dziewiczy las ówczesnych 
pojęć. 

I oto stan dzisiejszy sztuki stosowanej: jest 

to sztuka poszczególnych indywidualności twór-
czych. W tem cała trudność sytuacyi, w tem — 
stan krytyczny dzisiejszego ruchu. Opinie co do 
nowej sztuki są najbardziej podzielone: z jednej 
strony bezwzględne potępianie i odsądzanie od 
wszelkiej wartości, z drugiej — uwielbianie i po-
dnoszenie pod niebiosa, przytem zadziwiająco 

bałamutne sądy krytyki. Wszystko to jest wy-
nikiem braku jednolitych, ogólnie przyjętych spo-
sobów wyrażania się w świecie kształtów. I nic 
dziwnego. Każda indywidualność może oddzia-
ływać tylko na jednostki o zbliżonem usposo-
bieniu, o pokrewnych upodobaniach. Kto lu-
buje się w małomieszczańskim miłym nastroju 

dzieł jednego artysty, tego nie wzruszy surowa 
i uroczysta sztuka drugiego. Kto lubi koloryt 

background image

żywy, tego nie przekonają subtelnie stonowane 

wartości Whistlerowskiego nastroju. Jeden  k r y -

tyk wydaje taki naprzykład wyrok o wystawie 

drezdeńskiej: „ barbarzyńcy opanowali nas ", 

drugi podnosi najwyżej właśnie dzieła głównych 

„barbarzyńców". A czyż każdy z nas niema 

pośród indywidualnych twórców swych ulubień-
ców, to znów takich, z którymi współczuć w ża-

den sposób nie może. Wystrzegamy się jednak 

wydawania wyroków na podstawie li tylko oso-
bistego wewnętrzego nastroju uczuciowego. Ce-
nimy rzetelną prace, nawet gdy jest wcieleniem 

innych ideałów, ponieważ wiemy, jak była cię-
żką, jak była twórczą. I szanujemy wszystko, 

co napisane było krwią serdeczną. 

Błędnem byłoby jednak mniemanie, że sztuka 

dzisiejszych indywidualistycznych twórców nie-

ma zgoła cech wspólnych, że poszczególni arty-

ści kroczą w zupełnie przeciwnych kierunkach. 

Być może, że na pierwszy rzut oka, i to z bar-

dzo bliskiego punktu widzenia, tak się w ist-

cie rzecz przedstawia. Gdyby jednak, wszystko 

to, co wytwarza dzisiejsza niemiecka sztuka sto-
sowana, przenieść w zupełnie obce otoczenie kul-

turalne, pokazałoby się zaraz najniespodziewa-

niej, że mimo indywidualnych różnic, istnieją 

wybitne wspólne rysy zasadnicze, które niemiec-

kiej sztuce stosowanej nadają prawie że już na-
rodowe piętno. O tem najlepiej zaświadczyła wy-
stawa wszechświatowa w St-Louis, gdzie podług 

background image

ogólnej opinii, wyroby niemieckie wyróżniły 

się jako odrębna, narodowa całość Stąd na-
dzieją, że mimo wszystkie dzisiejsze różnice in-
dywidualne, dojdziemy kiedyś do wspólnych 
form, które być może, nadadzą naszej epoce 

równie wyraźną fizyognomię, jaka cechowała 

dawne epoki stylowe. Wspólność odczuwania na-

leży do tajemnic, których zgłębienie prawie że 
jest niedostępne ludziom współcześnie żyjącym. 
Żadna epoka nie miała świadomości zasad i sił 
twórczych, najbardziej w tej epoce panujących. 
Po stu latach zasady te stają się jasne jak słońce. 
— Ale może już dzisiaj dałoby się odgadnąć pe-

wne wspólne rysy nowej sztuki, uchylić zasłony 
bodaj w niektórych jej objawach. 

Zdaje się, że tych głównych rysów wspólnych, 

nie trzeba szukać w owych zdobniczych  p r z y -

czepkach i dodatkach najbardziej rzucających się 

w oczy. Przeciwnie, manieryzm zwyrodniałej 
sztuki poszczególnych naszych artystów należy 

może do rzeczy, które najszybciej przeminą. 

Po stuleciu poważnej pracy naukowej, z chwilą 
powstania nowych zawodów, nowych umiejęt-
ności, jak inzynierya i technika sanitarna, wszelka 

nowość w dziedzinie tektonicznej musi mieć w so-

bie takie coś z ducha tych umiejętności, musi 
uwzględniać nowe zdobycze wiedzy, lezące dzi-
siaj jak na dłoni. Więc już i teraz daje się 
zauważyć w nowej sztuce stosowanej pewien kie-
runek bardzo pokrewny twórczości inżynier-

background image

skiej. Jest to kierunek, uwzględniający wybit-
nie wymieniane już niejednokrotnie owe za-
sady podstawowe, jak cel przedmiotu, charak-

ter materyału i konstrukcyę Wpływ umiejęt-
nego myślenia objawia sie i to w sposób nie-

świadomy, może jeszcze bardziej w czem innem; 
nie tylko w owych trzech zasadach, wysuwa-
nych dotąd tak powszechnie na plan pierwszy. 

Zasady te, jak już wspominaliśmy, nie przed-
stawiają same przez się nic nowego: kierowały 
one twórczością zawsze, z niniejszym lub wiek-

szym stopniem uświadomienia, i tylko w ostat-

nich czasach zaczęły zanikać. Nową jest nato-
miast pewna tendencya purystyczna, oczyszcza-
jąca, którą zauważyć można w najlepszej no-
woczesnej twórczości, z której zniknął cały zdob-
niczy balast dawnej sztuki. Charakterystyczną 
jest zato przewaga rzeczy gładkich, zaokrąglo-

nych, czystych, skromnych. W tym właśnie kie-
runku przekształca sie stopniowo smak nowo-
czesny, czego najwymowniejszym wyrazem — 
nasz dzisiejszy strój męski. W tem zamiłowaniu 
do wszystkiego co skromne, rozsądne, nieprze-
ładowane ozdobami, trzeba może szukać wska-

zówek dalszego rozwoju naszej sztuki tektoni-
cznej. Że cechy te nowoczesne znalazły juz wy-

raz w wyrobach dzisiejszej sztuki stosowanej, do-
wód mamy chociażby w tem, że znikły silnie 

występujące profilowania i wypukłorzeźby, na-

background image

tomiast pojawiły się płaszczyzny gładkie, ozdo-
bione najwyżej inkrustacyą. 

Ale są w nowej sztuce stosowanej jeszcze 

inne cechy wspólne, mianowicie: pewna jedno-
litość kolorytu oraz wybitny architektoniczny 

rytm. 

Na koloryt wpłynął niewątpliwie rozwój ma-

larstwa ostatnich lat 50-ciu. Z chwilą gdy oko 

malarza oceniło kolorystyczny nastrój, wynika-
jacy z łamania się tonów lokalnych w atmosfe-

rze, nowoczesne malarstwo porzuciło prymity-

wną zasadę kładzionych obok siebie barw lo-
kalnych. Powstała wielka ogólna tendencya sil-
nego podkreślania w obrazie jednolitości kolo-

rystycznej. Za prorokiem w tym kierunku, 

Whistlerem, idzie dziś nieświadomie każdy ma-
larz nowoczesny. Nowy ten pogląd stał się tak 

ogólnym, że niejedno stare arcydzieło malarskie 
wydaje się nam dzisiaj obrazkiem z kolor o wa-

nych arkuszy dla dzieci. Z dziedziny malarstwa 
zasada jednolitości kolorytu przeniosła się i na 
sztuką tektoniczną. Najwyraźniej widać to w tra-
ktowaniu nowoczesnego wnętrza, w którem 
uwydatnia się wybitne dążenie do planowego 
rozkładania kolorów. Dominuje pewien kolor, 
inne mu się podporządkowują. Że główne ko-
lory przeważnie są neutralne, pochodzi to po 

części z wpływu malarstwa, po części zaś ze 
wspomnianej już wyżej tendencyi purystycznej. 

Jakie tony przeważają: neutralne czy żywe. — 

background image

nie jest rzeczą istotną, natomiast ważnem jest 

wprowadzenie surowej dyscypliny w zestawianiu 
kolorów. 

Jeszcze bardziej wpada w oko druga zasada, 

mianowicie, zasada architektonicznego rytmu. 

Wprawdzie i w czasach zastoju twórczego, poczu-
cie rytmu nie opuszczało całkowicie sztuki tekto-
nicznej, ale wobec formalnych przepisów epoki 
imitacyj, ruch nowoczesny prawie że na nowo 

te zasadą wprowadza. Uznano mianowicie, że 

rytm jest alfą i omegą każdej sztuki, a w archi-

tekturze tak jak w muzyce, stanowi najistotniej-

sza podstawą, nieodzowny warunek jej istnienia. 

Widzimy więc ścisły porządek w ujęciu cech 

najistotniejszych i silnie podkreśloną prawidło-
wość; wyraża się to szczególnie w pewnym na-

stroju świątecznym, uroczystym, który nagle 
zapanował. Zwłaszcza w wewnętrznem trak-
towaniu pokoju uderza to wzmożone poczucie 

rytmu, a więc: harmonia form składowych, ści-
sła jednolitość kształtów i kolorów i wogóle wy-

bitnie architektoniczny sposób ujęcia całości. 

Wymienione dotąd zasady, a mianowicie: zer-

wanie z naśladownictwem „stylowem", podkre-

sienie materyału, tworzenie kształtów ściśle od-
powiadających celowi przedmiotu, uwydatnienie 

konstrukcyi, konsekwentne przeprowadzenie 

pewnej idei kolorystycznej, wreszcie wzmożone 
poczucie architektonicznego rytmu, — stanowią 

już to, co można nazwać wspólnym kierunkiem 

background image

w dzisiejszej sztuce stosowanej. Wobec tych za-
sad indywidualne różnice poszczególnych artys-

tów prawie że się zacierają. Panujący dziś kie-
runek już jest jednolity, a takim był we wszyst-
kich wielkich epokach stylowych. To też jesz-

cze raz wyrazić możemy nadzieję, że z biegiem 

czasu ustali się łatwa do rozpoznania jedność 

form i wyrazu artystycznej mowy. Styl, który 
nada swe piętno epoce naszej, już się rozwija. 

Gdybyśmy na podstawie tego zechcieli twier-

dzić, że cel nowej sztuki stosowanaj już został 
osiągnięty, to w żadnym razie nie podobna przy-
znać, że w dziedzinie tej stosunki ułożyły się 
w sposób naturalny i ostateczny. Cały ten ruch 
w Niemczech niema jeszcze trwałego gruntu pod 

sobą, niema oparcia w szerokich kołach narodu, 
nie znalazł też dostatecznie silnego oddźwięku 
w świecie ekonomicznym. Cechą jego jest na-
dewszystko wybitny intelektuałizm, wynikający 

z pełnego zmian rozwojowych duchowego ży-
cia epoki. Ideę nowej sztuki stosowanej trzeba 

rozumieć głównie jako produkt duchowych fer-
mentów ostatniego stulecia. Upadek starej  a r y -
stokratycznej kultury, wysiłki i praca duchowa 
pnącego się ku górze stanu mieszczańskiego, 
wiedza umiejętna, święcąca tryumfy w prze-
ciągu całych dziesięcioleci, zanik poczucia sztuki 

wskutek przewagi badań i pracy zarobkowej, 

chybione, bo zwrócone wstecz, popędy romanty-

czne, a później również chybione próby wskrze-

background image

szenia dawnych stylów — wszystko to z końcem 
XIX stulecia przygotowało grunt pod ewange-
lię, którą przyjęły i zaczęły głosić silne arty-
styczne jednostki. Oddziaływanie szło od umy-
słu do umysłu, niby fala wywołująca nagłe ar-
tystyczne wzburzenie. I ten właśnie intelektua-

lizm stanowi zarówno silną, jak i słabą stroną 
ruchu. Jako ruch intelektualny, spoczywa on na 
jedynie trwałej najwyższej zasadzie historycznej, 
bo na zasadzie duchowej. Tylko duch kieruje 
ludzkością, tylko duch zmienia czasy. W krainie 

ducha leżą wielkie siły twórcze świata. Idea na-
daje piętno kulturom. Chrześcijanizm zwyciężył 

przez swą ideę i jedynie przez nią. Idea — to 

siła. Jak wielkie odnosi ona nieraz zwycięstwa 
nad siłą fizyczną, tego dowodem chociażby osta-
tnia wojna rosyjsko-japońska. 

Jest więc to pewnego rodzaju dowodem wy-

sokiej oceny, gdy się nowy ruch w sztuce sto-
sowanej uznaje za ruch intelektualny. Ale z dru-
giej strony niepodobna ukryć, że właśnie ten 

jego charakter stworzył szereg sprzeczności, 
które ostatnimi czasy występują coraz jaskra-
wiej. Wszystkie zarzuty, pochodzące z kół in-

teresujących się tylko gospodarczą stroną kwestyi 

— stawiane nowej sztuce stosowanej, dadzą się 
sprowadzić do owego wybitnie intelektualnego 
jak dotąd charakteru ruchu. Nowa sztuka sto-
sowana jeszcze nie zespoliła się z organizmem 

gospodarczym narodu. Nie wypłynęła ona, jak 

background image

to było po części z dawną modą stylową, z ognisk 

gospodarczej produkcyi, a powodem jej powsta-
nia nie było szukanie nowych źródeł dochodu. 
Wprawdzie wkrótce po pojawieniu się nowego 
ruchu, przemysłowo-artystyczna produkcya pró-

bowała wyzyskać go ekonomicznie, proklamu-
jąc w katalogach ze wzorami tak zwany styl 

secesyi i Jugend, ale próbę tę trzeba dziś uwa-
żać za zupełnie nieudaną. już z góry każdy 

rozsądny człowiek mógł być pewnym, że po-
ważny ten ruch artystyczny nigdy nie mógł 
mieć nic wspólnego z tą nową fabrykacyą  s t y -

lów. Moda na styl Jugend grasowała czas jakiś, 

a tymczasem moralna siła nowoczesnej sztuki 

rosła z roku na rok, aż się wzmogła tak, że 

już niepodobna się z nią nie liczyć. Nie mniej 
pomiędzy artystyczną a czysto ekonomiczną 
produkcyą otwiera się przepaść coraz większa, 
i coraz trudniejszą staje się wspólna praca ar-
tystów z producentami. Głośne protesty pod-

niosły się już przeciwko nowemu ruchowi, a go-
tują się coraz to nowe. Ci którzy je podnoszą, 

wystawili sobie raz na zawsze smutne świadec-

two, że w nowej robocie kulturalnej nie biorą 

udziału i żadnej nie mogą do niej rościć pre-

tensyi. Zresztą protesty te, wychodzące z pe-

wnych sfer zawodowych z pobudek czysto ma-
teryalnych, nie zdołają nigdy zniszczyć ruchu, 

opartego na podstawach moralno-intelektual-
nych. 

background image

Mimo wszystko, stosunki powyżej skreślone 

wskazują bardzo niedwuznacznie słabą stronę 
nowoczesnej sztuki stosowanej, której nie udało 
się jeszcze znaleść dróg naturalnego gospodar-

czego rozwoju. Znalezienie tych dróg jest naj-
bardziej piekącem zagadnieniem naszych czasów, 
zagadnieniem, które powinno jednakowo obcho-

dzić artystów, jak i producentów. Rozstrzyganie 
teoretyczne tej kwestyi może nie miałoby celu. 

Jedynie praktyka może ją rozwiązać. Że tak jest 

w istocie, że możliwe jest rozwiązanie prakty-
czne, dowiodła tego nieliczna garstka inteligent 
tnych producentów, robiących wcale dobre inte-
resa w tej gałęzi przemysłu, kierujących się 
przytem najlepszemi zasadami artystycznemi, 
z zupełnem zabezpieczeniem interesów artystów. 

Cała trudność wspólnej pracy artysty i produ-
centa wynika stąd, że artysta domaga się słu-
sznie jasnego określenia swego stanowiska, swego 
udziału w pracy. Temu staje na przeszkodzie 
praktyka wielu firm artystyczno-przemysłowych, 

chcących utrzymać publiczność w tem przeko-

naniu, że w wytwarzaniu przedmiotów biorą 

one udział nie wyłącznie materyalny, lecz także 
intelektualny. Praktyka taka mogłaby jeszcze 

znaleść usprawiedliwienie w epoce imitacyj, 
gdzie nie szło tak bardzo o zaznaczenie du-
chowego ojcostwa wytwarzanych rzeczy. — 
Z chwilą gdy pojawiły się wyroby, przedstawia-
jące wartość artystyczną, mające charakter twór-

background image

czy, nastąpić musiał konflikt. Trzeba, jednak 

mieć nadzieje, że opór fabrykantów przeciwko 
artystom ustanie. Objaw ten zniknąć musi, jak 

znikają, wypływające z dawnych warunków 

zwyczaje z chwilą, gdy nastają warunki nowe, 

odbierające im racyę bytu. Stanowisko artysty 

w sztuce stosowanej zostanie prawdopodobnie 

uregulowane tak samo, jak w zawodzie archi-
tektonicznym, gdzie praca intelektualna oddzie-
lona jest od produkcyi materyalnej. Zupełnie 
niezrozumiałym wydaje się słyszany tak często 

z ust protestujących fabrykantów zarzut, że wej-

ście pomiędzy nich a publiczność artystów  p r z y -

nosi im materyalne straty. Zarzut byłby słuszny 

wówczas, gdyby popyt na wyroby sztuki stoso-

wanej wskutek tego się zmniejszył. Rzecz ma się 

jednak przeciwnie: popyt wzrasta, bo wskutek 
nowego ruchu artystycznego wzrasta ogromnie 
zainteresowanie się publiczności tymi wyrobami. 

Wybitnie intelektualny charakter nowego ru-

chu wywołuje jeszcze inne objawy. Wszelkie 

prądy umysłowe, wychodząc od jednostek, zdo-
bywają sobie teren powoli, obejmując z początku 
małe grupy wyznawców. Taką jest droga każdej 
wielkiej idei, że wymienimy reformę w muzyce 
przez Ryszarda Wagnera lub stopniowy rozwój 

nowego francuskiego malarstwa. Niemiecka 

sztuka stosowana rozwinęła się w każdym razie 

szybciej. Stopniowe dojrzewanie nowych idei, 

jakeśmy widzieli, dokonało się w Anglii, trwa-

background image

jąc tam dziesiątki lat. Niemcy wystąpiły na 

widownie później, i dzięki temu w przeciągu lat 

10-ciu mogły dojść do tych znacznych rezultat-

ów, jakie przedstawiły się naszym oczom podczas 

wystawy drezdeńskiej. Mimo to tylko niewielka 

część narodu niemieckiego, a nawet tylko szczu-

pła garstka wykształconych, uznała sens i zna-

czenie nowego ruchu, uszanowała i podzieliła 
nowe dążenia i myśli. Dzieło, którego doko-

nano, nie jest dziełem woli narodu, lecz małej 

garstki entuzyastów. Ktoby chciał na podsta-

wie wnętrz, oglądanych na wystawach, sądzić 

o stanie kulturalnym niemieckiego domu, byłby 
w wielkim błędzie. Różnica między wystawą 

a życiem ogromna. Tam — wysoka kultura, wy-

kwint, niemal wyrafinowanie, tu — wszystkie nie-
kulturalne oznaki epoki imitacyj, surogatów, spo-
łecznych i osobistych pretensyj. To co robią nasi 

artyści nie daje pojęcia o rzeczywistym niemiec-
kim domu, jest tylko wyrazem pewnych dążeń 
i ideałów artystycznych. Mimo to spodziewać się 
można, że wraz z liczbą oddanych sprawie arty-

stów zwiększać się będzie i liczba ich wyznawców. 

Ale zaraz trzeba się zastrzedz, że nie idzie tu 
bynajmniej o przyjęcie mody, lecz o rzeczywi-

ste przekonanie. Tylko ci, co są przekonani, 
mogą oddać usługi sprawie. Ci zaś, co gonią 
tylko za modą, raczej przynoszą szkodę, bo po 

upływie lat paru znów gotowi są pójść za pier-
wszym lepszym nowym modnym kierunkiem. 

background image

Terenem, na którym działa nowa sztuka sto-

sowana, jest jak dotąd — głównie wystawa i cza-
sopismo. Są to konieczne środki agitacyjne, po-
trzebne już chociażby dla tego, że tylko tą drogą 

nowa sztuka może dać się poznać. Szczególnie 
wystawy były takim objawem musowym. 

Wystawy przyczyniły się więcej do rozsze-

rzenia, niż do pogłębienia i zdrowego rozwoju 

nowych idei Wystawy zawsze mają w sobie 

coś sztucznego; są prawie ze niebezpieczne. 

Szczególne niebezpieczeństwo przedstawiają ta-

kie przedmioty wystawowe, które właściwie słu-
żyć mogą tylko do indywidualnego użytku. 
I w istocie, niejeden wadliwy i niezdrowy objaw 

dzisiejszego ruchu przypisać należy wystawom. 
Wyszukiwanie efektów, swawolne igranie ze-

wnetrzną dekoracyą, pewna poza i patos — oto 
wyłączne skutki tej bezcelowej, właściwie powie-

dziawszy, pracy, którą sztucznie wywołuje wy-
stawa, w braku realnych zadań, czyli zamówień. 

Zamawiający ma swe określone upodobania i ży-

czenia; każdy pokój, a w nim każdy sprzęt ma 
swój specyalny cel, wynikający z miejscowych 
warunków, co też wpływa na jego ukształtować 

nie. Nad artystą stoi więc przedewszystkiem ten, 
kto rzeczywiście korzystać będzie z jego pracy — 

czyli właściciel. Ma on zazwyczaj mniej powo-
dów dbać o ozdobę, jak o wygodę. W ten spo-
sób rzeczywistość wywiera zdrowy wpływ na 
kształtującą rękę artysty. A ci którzy tak sko-

background image

rzy są do ferowania wyroków na podstawie 
pewnych ekscesów i fantastyczności, jeszcze cza-

sem na wystawach spotykanych, przysłużyliby się 
daleko lepiej sprawie i zaradziliby lepiej wyty-
kanym tak skwapliwie błędom, gdyby się po-
starali o dostarczenie artystom zamiast robót 
wystawowych, prawdziwych zamówień. Obraz, 

jaki się roztacza na wystawach, dać może chyba 

tylko oddalone wyobrażenie o tem, jakby się 
ułożyły stosunki w rzeczywistości. Są to niby ma-
newry wojskowe w stosunku do rzeczywistej 

wojny. Mamy do czynienia nie z prawdziwymi 

wypadkami, lecz z ułożonemi sztucznie sytua-
cyami, które cechuje ogólnikowość i nieokreślo-
ność, jak każdą sytuacyę nieprawdziwą. W rze-
czywistości wszystko układa się inaczej: przy-

czyna i skutek bezpośrednio następują po sobie; 

nic się nie dzieje dowolnie, wszystko wynika 

z konieczności. 

Zastrzeżenia te są konieczne przy ocenie re-

zultatu wystaw. W każdym razie przyznać trze-
ba, że wystawy były świetnem zadokumentowa-

niem nowego ruchu. Artyści niemieccy pokazali 
że potrafią rozwiązać wszelkie zadania. Ale za-

dań tych — brak. Artyści niemieccy pokazali, 
że potrafią nadać domowi niemieckiemu wyraz 

wyrafinowanej, wysokiej kultury. Ale brak tych, 
którzyby tej kultury potrzebowali. Egzamin wy-
padł świetnie, ale kandydaci, gotowi do pracy 
czekają jeszcze na zajęcie. Czy naród niemiecki 

background image

zechce skorzystać z ich gotowości, czy zechce 
dać im zajęcie? 

Tu leży jądro sprawy. Ale tu zbiegają się też 

wszystkie pytania i wątpliwości, które publi-

czność wysuwa zazwyczaj przeciwko nowej sztuce 
stosowanej. Mianowicie, publiczność utrzymuje, 
że nowe urządzenia mieszkań są za kosztowne, że 
nie dadzą się pogodzić z dotychczasowem ume-
blowaniem, że nie dadzą się zastosować w mie-
szkaniach, przeznaczonych do wynajęcia, wresz-
cie, że są zbyt indywidualne pod względem 
gustu. 

O ile uznamy słuszność tych zarzutów, wy-

padnie je odnieść głównie do urządzeń wysta-
wowych. Przy rzeczywistych zamówieniach od-
padną one zupełnie albo zredukują się do mi-
nimum. 

Pierwszy zarzut, że nowe wyroby są za kosz-

towne, słuszny jest może dla większości, ale 
nigdy — dla tej grupy ludzi zamożnych, którzy 
i dziś jeszcze tak chętnie otaczają się blaskiem 

i przepychem sztuki francuskiego króla słońca. 
Blask ów i przepych jest o wiele kosztowniej-
szy, niż jakiekolwiek nowoczesne urządzenie. 
Przeciętny nasz bogacz zbyt chętnie otula się 

tym wspaniałym płaszczem, ale płaszcz ten kró-
lewski, wbrew oczekiwaniu, czyni zeń nie króla, 
tylko — księcia karnawału. Gdyby bogaci chcieli 
się raz przecie zdobyć na uznanie siebie za isto-
tnie nowoczesnych ludzi, to znaczy za ludzi pra-

background image

cowitego mieszczańskiego XX stulecia, wówczas 
cały ów fałszywy przepych obrzydłby im prędko. 
A epoce naszej byliby podwójnie wdzięczni za 
to, że dzięki nowej sztuce dała im takie mo-
żność urządzenia życia w sposób wytworny, 
a przytem nowoczesny. Nowa bowiem sztuka 

potrafi być wyrazem najwyższej elegancyi a za-
razem największej wygody, jednakże nie za po-
mocą zapożyczonych środków zaginionej kultu-
ry, lecz na gruncie artystycznych zdobyczy współ-
czesnych. Najwyższa solidność, najdoskonalsza 
robota, najszlachetniejszy materyał, a przytem 

dobry smak artystyczny — oto właściwości no-

wej sztuki, które wystarczyć powinny nowoczes-
nemu człowiekowi, temu nawet, który korzysta 
z dobrodziejstw bogactwa. Prawdziwym przywi-
lejem bogatego człowieka jest pełna wytworno-
ści rezerwa. 

Co się tyczy klas średniozamożnych, to i dla 

nich kwestya kosztów nie może być przeszkodą 
w korzystaniu ze zdobyczy sztuki nowoczesnej. 
Badając bliiej stosunki w tych sferach widzimy. 
że pretensye przewyższają tu znacznie zasoby 

ekonomiczne. Wydawane bowiem pieniądze, 

któreby wystarczyć im mogły zaledwie na rze-

czy najprostsze, idą na rzeczy najbardziej pre-
tensyonalne. Przemysł, który jak sam o sobie 

twierdzi, zastosowuje się zazwyczaj do życzeń 
publiczności i nie ma pretensyi do celów moral-

nych, zaspakaja te życzenia najskrupulatniej, 

9

background image

wytwarzając niższego gatunku pretensyonalny 
towar, czyli tandetę, która dzisiaj zawładnęła 

prawie zupełnie naszym rynkiem. Za 2

 1

/

2

 marki 

dostać można rzecz, która gdyby była zrobiona 
porządnie i wytwornie kosztowałaby 25 marek. 
Za 2

 1

/

2

 marki, jeśli już wogóle mowa o tak nis-

kiej cenie, możnaby wykonać ten przedmiot, ale 
w najbardziej prosty sposób, z największą re-
dukcyą środków. Tymczasem właśnie mniej za-

możni ludzie prawie bez wyjątku, zamiast rzeczy 
prostej, wybierają pretensyonalną. Mieszkanie 
mieszczańskie tych ludzi powinnoby wyglądać 
całkiem inaczej, niż wygląda dzisiaj. Musiałoby 
mieć na sobie piętno prostoty i rozumnej oszcze-

dności, którem się odznaczały mieszczańskie 

wnętrza naszych pradziadów. Spójrzmy na szty-
chy Chodowieckiego albo, by przytoczyć wszyst-

kim znany rzeczywisty przykład, przypomnijmy 

sobie pokoje, w których mieszkał Goethe i po-
równajmy je z przeładowanym tandetą dzisiej-
szym naszym „salonem". Charakter właścicieli, 

który tak wymowny znajduje wyraz w obudwu 
wypadkach, stanowi także o charakterze i typie 

produkcyi przemysłowej danej epoki. Produkcya 

dzisiejsza najzupełniej dostosowała się do dorob-
kiewiczowskiego gustu niewykształconych warstw 
narodu. Prostota, jako cecha przedmiotu, zni-

kła z masowej produkcyi, a samo słowo w nie-

mieckich klasach średnich nabrało znaczenia 
czegoś gminnego, biednego. Właściciel sklepu 

background image

w wielkim mieście na zapytanie kupującego 

o rzecz prostszą, odpowiada zazwyczaj z obu-
rzeniem: „towarów prostych nie prowadzimy" 

Dzieło wychowawcze, jakiego jeszcze trzeba 

dokonać w Niemczech w kierunku prostoty, 

jest olbrzymie. Podstawy tego wychowania spo-
czywają właśnie w nowej sztuce stosowanej, 
która zerwała ze wszelkiego rodzaju imitacyą, 

przyjmując jako główne zasady szczerość i  p r a w -
dziwość materyału i techniki konstrukcyjnej. 
Te zasady prowadzą bezpośrednio do prostoty. 
Nowa sztuka stosowana potrafi dostarczyć rze-
czy prostych i skromnych, gdy tylko pojawi się 
zapotrzebowanie. Wystawa drezdeńska wykazała 
w tym kierunku próby w wysokim stopniu 
obiecujące. Meble maszynowe warsztatów drez-

deńskich (Dresdner Werkstatten) albo urządze-
nia mieszkalne lipskiego związku artystycznego 
(Leipziger Kunstlerbund) przedstawiały typ unie-

blowania, które znaleść się może w każdym przy-
zwoitym domu mieszczańskim, zadawalniając 

wszelkie wymagania artystyczne, a przytem, za 

tę samą cenę, co i dzisiejsze pretensyonalne me-
ble „stylowe". Ogromne zainteresowanie, które 
te właśnie proste meble wzbudziły wśród publi-

czności, pozwala się spodziewać bliskiego uzdro-
wienia naszych stosunków. Tu się odkrywa 
największe pole dla nowego ruchu, tu szukać 
trzeba sposobu połączenia sztuki z przemysłem. 
Aby zapewnić byt tym dobrym prostym miesz-

background image

czańskim umeblowaniem, potrzebna jest konie-
cznie dobra organizacya handlowa. Ale czy zro-
zumieją sfery przemysłowo-handlowe, że warto 

i opłaci się dbać także o ludzi z prostemi i skrom-

nemi wymaganiami? czy porzucą zwyczaj pro-

ponowania zawsze tylko rzeczy, wyglądających 
kosztownie, a bez wartości? 

Drugim zarzutem, który spotyka nowe wy-

roby, jest ten, że nie dadzą się one jakoby po-
godzić z rozpowszechnionym dziś typem ume-
blowania. Jest to w istocie słuszne, o ile mowa 
o meblach ostatniej doby, ale nie da się zasto-
sować do mebli z przed 1840 roku, z epoki na-
szych, pradziadów. Meble z tej epoki mogą śmiało 
znaleść się w każdym nowocześnie urządzonym 
pokoju, gdzie spotkają się z nowymi sprzętami 

jak z duchowymi towarzyszami, podczas gdy 
meble z czasów imitacyi stylowych wyglądać 
tam będą ogromnie obco. Jedyną radą na to 
jest usunięcie ich zupełne; niema bowiem celu 
rozciągać pietyzmu na objawy fałszywych kierun-
ków, i nie dowodzi uszanowania dla ojców na-

szych konserwowanie okazów, które są tylko 

świadectwem złego ich gustu. 

Słyszymy dalej, ze nowoczesne urządzenia nie 

są odpowiednie dla mieszkań, przeznaczonych 

do wynajęcia. Opinię tę wytworzyły głównie 
urządzenia wystawowe. I w istocie, nie może 

być tu mowy o pokoju, jako o całości artysty-

cznej, ponieważ kształt i przestrzeń dane są 

background image

z góry. Ale może doczekamy się tego, że kolor 
ścian w mieszkaniu będzie można zastosowa 
do każdorazowych wymagań lokatora, to zna-
czy, że pewną ideę kolorystyczną danego urzą-
dzenia pokoju można będzie bez ujmy dla ca-

łości powtórzyć w innem mieszkaniu. Kto pra-

gnie mieszkać wśród jednolicie stonowanego 
otoczenia, podług własnego gustu, temu nie po-
zostaje nic innego, jak szukać mieszkania, które 
dałoby się pod względem kolorystycznym zmie-
nić w odpowiedni sposób. 

Ostatni zarzut, dotyczący zbyt indywidualnego 

piętna wyrobów nowej sztuki stosowanej, w wielu 
wypadkach jest także słuszny. Dla człowieka 

o samodzielnych gustach i upodobaniach, jest 
do pewnego stopnia przymusem otaczanie się 
zbyt nieraz wyraźnemi osobliwościami nowo-
czesnego urządzenia. Pozatem nie każdemu łatwo 
jest znosić codzień nastrojone na zbyt wysoką 
nutę artystyczne otoczenie. Ale w praktyce pra-
wie wszystko się zmienia. Pokoje wystawowe 
w istocie mają w sobie jeszcze za wiele wy-
śrubowanej sztuczności za bardzo są ozdobne 
i zbyt wyszukane. Mają charakter prawie za-
wsze odświętny, gdy życie codzienne cechuje ra­
czej pracowitość, skromność, powaga. Nawet w du-
zym domu zupełnie wystarczy jeden pokój od 

święta, w którym chętnie widzimy nastrój pod-
niosły, uroczysty. Ale wszystkie te paradne pra-
cownie, sypialnie, gabinety, są nie do zniesienia 

background image

na dłużej. Droga do zwykłego, ale przyjemnego 
urządzenia, jest bardzo prosta i zależy od publi-

czności: niech żąda, a będzie je miała. Z drugiej 
strony trudno wymagać, aby wystawa zakrojona 
była na zwykłą stopę i zawierała tylko naj-
prostsze przedmioty użytku. Trzeba dać artyś-

cie możność wypowiedzenia do końca i z całą 
swobodą swej artystycznej myśli. O ekonomi-
czne redukcye postara się już sama praktyka. 

Chociaż więc zarzuty, z którymi się spotyka 

nowa sztuka stosowana, są tylko w nieznacznej 
części usprawiedliwione, nie ulega wątpliwości, 
że szerokie jej rozpowszechnienie należy jeszcze 

do dalekiej przyszłości. Zrobiony dopiero począ-
tek zaledwo wyszedł z okresu teoryi Jest tak, 
jak za czasów zmian, dokonywanych w dziedzi-
nie komunikacyi, gdy zbudowano pierwszą ko-

lej. I wówczas stawiano dopiero pierwsze kroki 
na nowem polu, karetka pocztowa była jeszcze 
w użyciu, a materyał i technika nie były udo-
skonalone. I wówczas mało było jeszcze zwo-
lenników nowych sposobów komunikacyi, na-

tomiast wielu przeciwników, którzy wyszukiwali 
najsłabsze jej strony, przepowiadając że się ta 
nowość nie przyjmie. Mimo to ludzkości  p r z y 
była nowa idea, która szybko weszła na drogę 
naturalnego rozwoju z koniecznością zjawiska 
przyrodniczego. 

Dzisiejsze główne zasady nowej sztuki stoso-

wanej różnią się od dawnych nie mniej, niż zasady 

background image

ówczesnych zmian w komunikacji. Nowa sztuka 
stosowana nie jest kwestyą nowych form, ani 

nowego ornamentu; jest kwestyą nowego spo-

sobu myślenia. Trzeba to szczególnie podkreślić. 
Moglibyśmy nawet powiedzieć, że nowy sposób 
myślenia niewiele ma wspólnego z określonemi 
formami. Formy dadzą się porównać ze słowami 
składającemi się na pewne zdanie, którego istotą 
jest i pozostanie zawsze treść. 

Na tym nowym sposobie myślenia polega 

całe znaczenie kulturalne sztuki stosowanej, 
w której odzwierciedla sie ruch umysłowy ostat-
nich czasów. Pierwszy krok zrobiony. Ale no-
we dążenia nie mogą sie ograniczyć do sztuki 
stosowanej; ruch popłynie dalej i ogarnie inne 

dziedziny, jak już ogarnął: malarstwo i rzeźbę, 
które również zdradzają pokrewne objawy: wzmo-
zonego poczucia rytmu, bardziej surowej prawi-

dłowości, bardziej jednolitego stylu. I nawet 

w architekturze, tej najbardziej może dzisiaj za-

cofanej sztuce w Niemczech, widać już dodatni 
wpływ sztuki stosowanej, choć dużo jeszcze 
czasu upłynie, zanim zniknie stamtąd bałwo-

chwalczy formalizm stylowy. Ale potęga jego 

złamana, a nowe pokolenie, które rośnie, prze-
jęte nowymi ideałami artystycznymi, pójdzie 
własnemi drogami. Drogi przyszłej architektury 
będą i muszą być te same, co dzisiejszej sztuki 

stosowanej. A więc i architektura, o ile chce 
na nowo odzyskać stracony grunt w życiu współ-

background image

czesnem, musi również zaprzestać naśladowania 

stylów, musi również na pierwszy plan wysu-

nąć cel, materyał i konstrukcyę, musi powrócić 

do poczucia rytmu i barw. Cele obydwu sztuk 

są te same. Ale ostatecznym celem sztuki sto-

sowanej jest nie co innego, jak architektera; ści-

śle bowiem biorąc, niema wcale sztuki stoso-

wanej, istnieje tylko architektura. 

Prądy, nurtujące dzisiaj we wszystkich dzie-

dzinach sztuki, nie mogą się jednak ograniczyć 

do objawów ściśle artystycznych. Szczera sztuka 

zapuszczająca korzenie swe głęboko w grunt 
współczesnej epoki, musi z tą epoką zespolić 
się węzłem wzajemnej, wewnętrznej wymiany 
wpływów, musi się objawić we wszystkich dzie-

dzinach życia. Sztuka ta przeglądać musi ze 

wszystkich naszych zwyczajów i obyczajów, 
z naszych stosunków towarzyskich, z naszego 

domu. I dopiero, gdy się ustali ten stosunek 

wewnętrzny pomiędzy nowymi celami artysty 
cznymi, a ogólnym nastrojem życia, nowy 
ruch artystyczny stać się może naprawdę ru-
chem narodowym. Niestety, wiele jeszcze pod 
tym względem pozostaje do życzenia. Ogólny 

nastrój i kierunek życia naszego nie zdradza 

owego dążenia do prawdy i prostoty, które wi-
dzimy w nowoczesnym ruchu artystycznym. 

I szczególnie w stosunkach towarzyskich obja-

wia się nieszczerość i pretensyonalność, które 
zaliczyć musimy do najniebezpieczniejszych wad 

background image

naszej epoki. Pretensyonałność panuje też w urzą-

dzeniu mieszkań i w budowie domów. Już naj-
wyższy czas, aby we wszystkich objawach życia 
nastąpił zwrot ku szczerości odczucia i prawdzie 
wyrazu. Imitacye zniknąć powinny zewsząd. 
W stosunkach osobistych zapanować winna 
wierność i szczerość, w stosunkach towarzyskich 
— prostota i serdeczność. 

Nowy ruch artystyczny może mieć doniosłe 

znaczenie wychowawcze. Szyller przez całe swoje 

życie wyznawał zasadę, że najlepszym środkiem 
wychowania jest piękno; przy każdej sposobno-

ści twierdził, ze najskuteczniejszym sposobem 
kształcenia charakteru jest kultura estetyczna. 

W istocie, pretensyonalność to objaw braku po-
czucia własnego „ja". Prawdziwy charakter nie 
znosi blichtru, nie znosi udawania czegoś, czem 

nie jest. Jednem z najważniejszych zadań wy-

chowania narodowego w Niemczech jest wzrno-

cnienie poczucia osobistego, ale nie tego poczucia, 
które się opiera na przywilejach stanu, rangi 
lub tytułu, lecz poczucia osobistej wartości we-
wnętrznej. W Niemczech beznadziejnie jeszcze 
pokutuje przekonanie, że daleko piękniej i go-

dniej jest należeć do pewnej klasy w znaczeniu 

rangi lub tytułu, niż być osobistością o okre-

ślonym i samodzielnym charakterze. Wszystko 
obliczone jest na to, aby módz poobwieszać siebie 
i innych tytułami i tym sposobem ukryć przed 
sobą i społeczeństwem braki osobiste. Oto rysy 

background image

kulturalnej naszej niedojrzałości: niema sza-
cunku dla człowieka, jako człowieka, są tylko 

pretensye. Szacunek dla siebie i dla drugich pro-

wadzi do skromności, a rysem zasadniczym 
prawdziwego poczucia własnego "ja" jest skrom-
ność i rezerwa, a zarazem wytworna uprzejmość 

względem ludzi. Tylko na gruncie takich poglą-

dów życiowych może się rozwinąć harmonijnie 

nasza kultura, tylko na takim gruncie powstać 
może owa równowaga, ów rytm, jednem sło-
wem ów wyraźny styl naszego wewnętrznego 

życia, ku któremu ostatecznie dążą wszystkie 
wysiłki nowoczesnego ruchu artystycznego. Do-
piero gdy w tym kierunku ogólnym pójdzie 
rozwój sztuki i życia, może doczekamy się pra-

wdziwej niemieckiej narodowej kultury. 

W kurczowych drgawkach dążył wiek XIX 

do wywalczenia sobie kultury, odpowiedniej po-
czynionym postępom w dziedzinie wiedzy. Ale 
w sztukach pięknych ludzie zamiast patrzeć na-

przód, oglądali się ciągle poza siebie. O samo-

dzielnym rozwoju kultury narodowej nie może 
być mowy, gdy się hołduje ideałom architektury 
i sztuki stosowanej XIX  w i e k u . Dążenia tego 
wieku miały przedewszystkiem tę słabą stronę, 
że były nielogiczne, nierzeczowe, a przytem na-

cechowane sentymentalizmem. Rzeczowość—to 

pierwszy warunek zdrowych objawów pełnego 
tężyzny współczesnego życia. Bez rzeczowości 

niema postępu, bez postępu niema rozwoju. Na-

background image

śladowanie stylów nie prowadzi do stylu. Na-

tomiast logiczne rzeczowe myślenie, świadomość 
własnego „ja" i dążenie do harmonii twórczej 

— to są podstawowe warunki stylu. Funda-

mentem stylu współczesnego może być tylko 
współczesne życie. Tak zwane nawiązywanie nici 
tradycyi, której się czepiano nieustannie, nie pro-
wadzi do celu, gdy brak tradycyi żywej. Już to 
wogóle lękliwe oglądanie się na tradycyę nale-
żało do chorobliwych objawów ostatnich czasów. 

Zdrowe epoki zawsze kroczyły śmiało naprzód. 

Każda nowa generacya dążyła w rozwoju coraz 

dalej i uważała swoje dążenia i czyny za naj-
lepsze i najsłuszniejsze. Sentymentalne ogląda-
nie się wstecz na rzekomo lepsze czasy jest 
oznaką starości. Tradycya najlepiej rozwija się 
nieświadomie, na podobieństwo funkcyj naszego 
ciała. Żadna myśl ludzka nigdy nie zrodziła się 

w oderwaniu, poza obrębem gruntu, wytworzo-

nego dotychczasową pracą duchową ludzkości. 

Człowiek, choćby chciał, nie może stanąć po za 

tradycya. Najśmielszy nawet nowator opiera się 

nieświadomie na wynikach dokonanej przez ludz-

kość pracy. Tradycya jest niczem innem, jak 
procesem rozwój owym. Uczynimy jej zadość naj-

lepiej, wstępując na drogę silnego, męskiego, swo-

bodnego rozwoju. 

Jedyny ratunek w dzisiejszej niemocy — to 

potężny lot ku górze. Takim lotem jest nowo-

czesny ruch w niemieckiej sztuce stosowanej. 

background image

Choć dopiero w zarodku, ruch ten pozwala się 
spodziewać, że będzie zapoczątkowaniem nowej 

artystycznej kultury niemieckiej, która może sta-
nie się kiedyś czynnikiem decydującym w niemiec-
kiem życiu duchowem, a we współzawodnictwie 
narodów wyniesie Niemcy na honorowe miej-

sce. W każdym razie nowy ten ruch dał po raz 
pierwszy sposobność ujawnienia zupełnie wyra-
źnego niemieckiego gustu. A jakie to ma zna-

czenie dla narodu, zrozumie każdy, kto sobie 

uprzytomni, że Niemcy od wieków szły niewol-
niczo za gustem innych narodów. Teraz szczę-
śliwe te początki trzeba tylko otoczyć jak naj-
troskliwszą opieką. Jest bowiem dla nas rzeczą 
niesłychanie ważną, aby się rozwinęła ogólno-

narodowa idea artystyczna, widomy znak naro-

dowej kultury. Tylko sztuka narodowa może 

kulturze naszej dzisiejszej nadać takie same pię-
tno, jakie wycisnęły dawne style na kulturach 
narodowych dawnych czasów. Co więcej, tylko 
dzięki narodowej idei artystycznej możemy zdo-

być na zewnątrz uznanie tak nam bardzo po-
trzebne ze względów ekonomicznych, a tak nam 
mało okazywane w obcych krajach. Albowiem 
świat wydaje o nas swój sąd artystyczny nie 
na podstawie tego, czy umiemy dobrze naśla-

dować meble Ludwika XVI-go, imitować z całą 
dokładnością francuskie bronzy, czy szybko przy-
swajamy sobie angielskie zwyczaje, lecz tylko na 

podstawie tego, ile samodzielnych wkładów może-

background image

my wnieść do wszechświatowego dorobku. I jeśli 
dziś jeszcze fabrykant niemiecki, jak zdarzyło się 
niedawno w pruskim parlamencie, występuje pu-
blicznie przeciwko potrzebie własnego niemiec-
kiego gustu, ponieważ sądzi, że na podszywaniu 

się pod gust obcy wyjdzie lepiej, wystąpienie takie 
zdradza zadziwiające krótkowidztwo. Jest to bo-
wiem poddanie sie, uznanie przewagi i panowa-

nia gustu innych narodów, gdy codzienne do-
świadczenie uczy, jak wielkie znaczenie na rynku 
międzynarodowym ma kraj, posiadający odrębny 

gust narodowy, który decyduje o powodzeniu i do 

pewnego stopnia reguluje produkcyę. 

W ten sposób Francya naprzykład uregulo-

wała była na setki lat artystyczno-przemysłową 
produkcyę świata, i do dziś nawet nadaje jej 
ton, chociaż dzisiaj traci to coraz bardziej swą 
racyę bytu. Świat bowiem dzisiejszy tylko prze-
żuwa owoce kulturalnej pracy twórczej z przed 
wielu lat, pracy, która juz sto lat temu wła-
ściwie się skończyła. Zresztą narody romań-
skie schodzą obecnie na plan coraz dalszy. Zato 
występują na widownię narody germańskie ze 

swym zgoła odmiennym poglądem na świat 
i innem poczuciem piękna. W świecie nowo-
czesnym angielskim widzimy już zupełnie wy-
kończony obraz opartej na fundamencie germań-
skim kultury. Wpływy angielskie z niepowstrzy-
maną siłą opanowują świat. W tym okresie 
zdobywczym kultury germańskiej niepodobna, 

background image

aby tak potężnie wybuchająca siła niemiecka 

pozostawała na uboczu. W dziedzinie umiejęt-
ności Niemcy stały zawsze w pierwszych szere-

gach. W dziedzinie techniki i przemysłu osta-
tnie 50 lat wysunęły je również na pierwszo-
rządne stanowisko. Co się tyczy sztuk, to może 

być mowa prawie jedynie tylko o muzyce nie-
mieckiej. Dalszy bowiem rozwój malarstwa na-
leżał w XIX wieku do Francyi; w plastyce je-

steśmy zupełnie ubodzy, a w architekturze sta-
wiamy zaledwie pierwsze samodzielne kroki 

Cudzoziemiec nie ma pojęcia o malarstwie nie-

mieckiem, zato dzieła francuskich pejzażystów 
i impresyonistów poszukiwane są w Ameryce, 
tak samo jak w Anglii i na kontynencie. Ża-
den rzeźbiarz niemiecki nie zdobył sobie wszech-

światowego nazwiska, podczas gdy dzieła Meu-
nier'a i Rodin'a stały się ogólną własnością wy-
kształconych ludzi wszystkich krajów. Dopiero 

dzieła młodej sztuki stosowanej niemieckiej po 
raz pierwszy zwróciły na Niemcy uwagę świata. 
Wystąpienie tej sztuki w St. Louis było dla 

wszystkich objawieniem. Dotychczas nie  p r z y 

puszczano nawet, ze Niemcy posiadają sztukę, 
i oto naraz ukazała się sztuka niemiecka, młoda 
i świeża, kwitnąca i pełna nadziei, a przytem 

o charakterze wybitnie narodowym. 

W istocie, mamy przed sobą gałąź sztuki, 

zrodzoną z niemieckiego ducha, owoc nowocze-
snej pracy kulturalnej Niemiec. Oby była szczę-

background image

śliwym początkiem wielkiej ogólnej sztuki na-
rodowej, odpowiadającej godnie znaczeniu i sta-
nowisku Niemiec. Oby poszła za rozwojem na-
szego życia w kierunku kompletnej harmonii 
ideałów życiowych i pracy. Tą drogą tylko doj-
dziemy do własnej kultury i wówczas może 
w niedalekim juz czasie, będziemy mogli po-
wiedzieć razem z Goethem, że z abstrakcyjnych 
uczonych i myślicieli — nareszcie staliśmy się 
ludźmi. 

background image
background image

INNE DZIEŁA TEGOŻ AUTORA: 

HERMANN MUTHESIUS. Die neuere kirliche Baukunst 

in England. 1901. 

— Die englische Baukunst der Gegenwart. 1902 
— Stilarchitektur und Baukunst. 1903. 
— Kultur und Kunst. 1904, 
— Das englische Haus. Entwicklung, Bedingungen, 

Anlage, Aufbau, Einrichtung und Innenraum. 3 to-

my (I, II—1904; III—1905). 

— Landhaus und Garten. 1907. 

— Das moderne Landhaus. 

DZIEŁA INNYCH AUTORÓW 

o zasadniczem znaczeniu dla nowego ruchu w sztuce 

stosowanej i architekturze. 

BERLAGE H. P. Die Entwicklung der Architektur. 

— Gedanken uber Stil. 

CRANE WALTHER, Forderungen der decorativen Kunst. 

— Die Grundlagen der Zeichnung. 
— Linie und Form. 

ENCKE FRITZ. Der Hausgarten. 

HOWARD EBENEZER. To morrow. 1908; w później-

szych wydaniach p. t.: „Garden Cities of to mo-
rrow". Wniemieckiem tłomaczeniu Gartenstaedte 
in Sicht, z przedmową F. Oppenheimera. 

KAMPFFMEYER HANS. Die Gartenstadtbewegung 1909. 

KERR ROBERT. The Englisch Gentlemen's House. 1861. 

background image

LUX JOSEPH AUGUST. Das neue Kunstgewerbe im 

Deutschland. 1908. 

— Der Städtebau und die Grundpfeiler der heimi-

schen Bauweise. 1908. 

Die Volkswirtschaft des Talentes (R. Voigtländers Ver-

lag — Leipzig. 

— Zweckbegriff u. Materialsprache (Strecker & Schrö-

der, Stuttgart). 

— Der Geschmack im Alltag. Ein Lebensbuch zur 

Pflege des Schönen (Gerhard Kühtmann, Dresden). 

— Volkstumliche Kunst (Gerlach &. Wiedling, Wien). 
— Schöne Gartenkunst (Paul Neff. Verlag

r

 Max 

Schreiber

r

 Esslingen a. N.). 

— Der Städtebau und die Grundpfeiler der Heimi-

schen Bauweise (Gerhard Kühtmann, Dresden). 

— Die Mietwohnung. 

MAVCLAIR CAMILLE. Paris. 1906. Trois crises de Fart 

actuel. 

OBRIST HERMANN, Neue Möglichkeiten in der bilden-

den Kunst. 1903. 

SCHULTZE-NAUMBURG PAUL. Kulturarbeiten. Folgę. 

Tomów 5. 

— Häusliche Kunstpflege. 

O s t a t n i e w  w y d a n i u  p o l s k i e m  p .  t . 

Estetyka mieszkań. 

SCHUHMACHER FRITZ. Streifzüge eines Architekten. 

VAN DE VELDE HENRY. Die Renaissance im Kunst" 

gewerbe. 

— Kunstgewerbliche Laien-Predigten.