background image

 

Polityka Chin w Tybecie 

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

Departament informacji i stosunków zagranicznych 

Dharamsala, 29 września 2000 

 

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 2 -

 

 
 

WPROWADZENIE  

 
 Między 20 a 23 września 1994 roku obradowało w Pekinie Trzecie Forum poświęcone Pracy w 

Tybecie, które opowiedziało się za totalnym zniszczeniem cywilizacji, która od tysięcy lat rozkwitała na 
Płaskowyżu Tybetańskim. To kulturowe „imperium” obejmowało również rosyjską Buriację, Kałmucję i 

Tuwę, Mongolię, Ladakh, Lahaul-Spiti i Arunachal Pradesh w Indiach, Mustang, Dolpo i Solo Khumbu w 
Nepalu, Bhutan oraz zachodnie Chiny.  

 Polityka, 

którą nakreślono w 1994 roku w Pekinie – i którą realizuje się dziś w Tybecie z iście 

maoistowskim zapałem – przetnie duchowe serce owej kultury. Trzecie Forum odbije się więc również 

na milionach nie-Tybetańczyków, odcinając ich od źródeł inspiracji kulturowej i przekreślając możliwość 
rozwoju tej odrębnej, unikalnej cywilizacji.  

 
 

Utrata serc i umysłów  

 
 

Decyzje III Forum wzięły się z dwóch konkluzji. Pekin uprzytomnił sobie, że przegrywa na 

dwóch kluczowych polach – ideologii i propagandy. Z perspektywy państwa, które zbudowano na 
fundamencie ideologicznej wyższości i potęgi kształtującej myślenie mas propagandy, musiało to 

oznaczać co najmniej niepewną przyszłość, jeśli nie śmiertelne zagrożenie.  
 Pekin 

uznał,  że przegrywa wojnę ideologiczną, gdyż mimo bezlitosnych ataków na buddyzm 

tybetański, Tybetańczycy konsekwentnie trwali przy tradycyjnych wierzeniach. Chińska Republika 

Ludowa zdołała zniewolić kraj, ale nie zdobyła serc, umysłów i lojalności Tybetańczyków.  
 

Ideologia komunistyczna, przyniesiona na bagnetach chińskich żołnierzy, nie zachwiała wiarą 

buddystów. Co więcej, chiński rząd zupełnie nie rozumie polityki niestosowania przemocy, która stanowi 
integralną część  Środkowej Drogi, zaproponowanej przez Jego Świątobliwość Dalajlama jako 

rozwiązanie kwestii przyszłego statusu Tybetu.  
 Dla 

reżimu, który zbudowano na przekonaniu, że „władza wyrasta z lufy karabinu”, pozornie 

ekscentryczna filozofia, wedle której serca i umysły zdobywa się mocą idei, a nie czołgów, jest jak grom 
z jasnego nieba. Nowa polityka twardej ręki stanowi reakcję na pojednawcze propozycje Jego 

Świątobliwości, których Pekin najwyraźniej nie potrafi zrozumieć.  

Chiny uznały, że przegrywają wojnę propagandową, gdyż światowe media i kultura masowa, z 

tego czy innego powodu, uznały Tybet i buddyzm tybetański za ulubione pluszowe misie. Mimo 
zaangażowania ogromnych środków, Chiny nie zdołały zatrzeć tego wizerunku ani zaszczepić 

międzynarodowym mediom swojej wizji Tybetu.  

III Forum skupiło się na dwóch kwestiach. Z jednej strony, postawiono na rozwój gospodarczy, 

licząc, że w ten sposób uda się kupić Tybetańczyków – przekonać ich do polityki partii i odebrać im 
motywację do wychodzenia na ulice. Z drugiej strony, szukano metod zaszczepienia chińskich 

poglądów nowym generacjom Tybetańczyków.  

Pekin uznał to pokolenie Tybetańczyków za stracone. „Przejęcie” kolejnych generacji przez 

„klikę Dalaja” stanowiłoby ogromne zagrożenie dla chińskich rządów w Tybecie. Ucieczka 
piętnastoletniego Gjalła Karmapy w styczniu 2000 roku boleśnie przypomniała władzom, że nie mogą 

liczyć na lojalność Tybetańczyków. Ucieczka Karmapy i, wcześniej, Agji Rinpocze, opata klasztoru 
Kumbum, była dla Chin poważnym ciosem, ponieważ obecność wysokich lamów pomagała uzasadniać 

chińskie roszczenia do panowania nad Tybetem.  

Pekin z coraz większą stanowczością egzekwuje więc przepisy z 1993 roku, nakazujące 

odbieranie tybetańskich dzieci ze szkół i klasztorów, prowadzonych przez Dharamsalę w Indiach. 
Podobne pobudki przyświecają zamykaniu prywatnych szkół w Tybecie.  

W Tybecie trwa dziś druga rewolucja kulturalna; celem tej długofalowej strategii jest całkowita 

eksterminacja kulturowej i etnicznej tożsamości Tybetu.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 3 -

Na nową strategię chińskich władz składają się cztery elementy. Coraz brutalniejszym 

represjom towarzyszy gigantyczny wysiłek machiny propagandowej, malującej różowy obraz 
współczesnego Tybetu. Szybszy rozwój gospodarczy ma osłabić radykalizm Tybetańczyków i ściągnąć 

do Tybetu nowe rzesze chińskich osadników, zmieniając proporcje demograficzne i, jednocześnie, 
rozładowując napięcia społeczne, wywołane rosnącym bezrobociem w samych Chinach.  

III Forum zwołano na wniosek najwyższych przywódców Chińskiej Republiki Ludowej; obradom 

przewodniczył sam prezydent Jiang Zemin. Dziś  władze uznają Forum za „najważniejszą strategię 

odmładzania Tybetu” i ogłaszają jego dyrektywy „nowym manifestem partii w regionie”.  

III Forum przekreśliło bardziej liberalną strategię, wyznaczoną przez dwa poprzednie, 

zwoływane w 1980 i 1984 roku przez Hu Yaobanga, znanego z niezależności ówczesnego sekretarza 
generalnego, który próbował poprawić społeczną, gospodarczą i polityczną sytuację w Tybecie. Krótki 

okres liberalizacji przyniósł znaczną poprawę warunków bytowych większości Tybetańczyków i klimat 
intelektualnej swobody. III Forum odeszło od tych metod, wracając do polityki twardej ręki, 

obowiązującej w Tybecie do dziś. Sami Tybetańczycy nazywają falę nowych represji drugą rewolucją 
kulturalną.  

Dlaczego Chiny zrezygnowały z liberalizacji i opowiedziały się za manifestem, który wyznacza 

drogę systematycznego niszczenia kulturowej odrębności Tybetu? Odpowiedzi należy szukać w 

wydarzeniach krajowych i zagranicznych, które popchnęły władze do zaostrzenia polityki i 
usankcjonowania jej podczas III Forum. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych świat 

przechodził zmiany, które dla chińskich przywódców były ogromnie niebezpieczne.  

Od 1987 roku przez Tybet przetaczała się fala demonstracji niepodległościowych. Jedna z 

największych, do której doszło 5 marca 1989, zmusiła władze do ogłoszenia stanu wojennego w Lhasie. 

Wielu ekspertów uważa, że demonstracje te zapowiadały pojawienie się ruchu demokratycznego. Kiedy 
studenci wyszli na plac Tiananmen, władze uznały, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Ceną za jej 

odzyskanie miała być rzeź setek, jeśli nie tysięcy mieszkańców Pekinu 4 czerwca 1989 roku – gorzkie 
przypomnienie rozprawy ze studentami 4 maja 1919 roku, zwiastującej polityczne przebudzenie 

Państwa Środka.  

Lęki Pekinu potęgowała sytuacja w innych krajach komunistycznych. Polska „Solidarność”, 

upadek Berlińskiego Muru i rozpad Związku Radzieckiego podsycały paranoiczny lęk KPCh przed utratą 
monopolu na władzę.  

Co gorsza, obywatele Chin coraz powszechniej odwracali się od komunizmu, wracając do 

tradycyjnych wierzeń: konfucjanizmu, buddyzmu, chrześcijaństwa i kultów lokalnych. Komunizm 

gwałtownie tracił wiarygodność i to właśnie najbardziej przerażało chińskich przywódców. Masy 
odbierały im mandat do sprawowania władzy. Każda dyktatura wie, że to pierwszy krok do zejścia ze 

sceny.  

Aparat partyjny uznał ponownie, że tradycyjne wierzenia są dlań wrogiem numer jeden. 

Komunizm tracił rząd dusz na rzecz buddyzmu, konfucjanizmu, islamu i chrześcijaństwa. Władze 
wróciły nawet do starych sloganów, które w czasach rewolucji kulturalnej miały wyjaśnić mieszkańcom 

Tybetu, dlaczego trzeba zniszczyć ich religię. Oniemiali Tybetańczycy znów usłyszeli,  że tak, jak na 
nieboskłonie nie mogą świecić dwa słońca, tak w Tybecie nie będą współistnieć buddyzm i socjalizm. 

Nie trzeba dodawać, że ustąpić miał buddyzm, który ponownie stał się celem ataków machiny państwa.  

W takim oto nastroju spotkali się chińscy przywódcy, by kreślić nową strategię dla Tybetu, 

stanowiącego – za sprawą przekonania, iż Zachód wykorzystuje go do „westernizowania” i dzielenia 
Chin – problem szczególnie drażliwy. Choć wcześniej nie interesowano się nim zbytnio, trzecie 

pokolenie władców Republiki Ludowej uznało,  że bez stabilnego Tybetu nie ma stabilnych Chin: 
„Musimy jasno zrozumieć, że nasza praca w Tybecie nie leży tylko w interesie jego mieszkańców i nie 

służy wyłącznie stabilizacji i rozwojowi tego regionu, lecz stabilizacji i rozwojowi całego kraju”

1

.  

                                                           

1

 Wystąpienie Raidiego na forum szóstej sesji plenarnej Stałego Komitetu IV Zjazdu KPCh TRA. Por. Tibet Information 

Network i Human Rights Watch / Asia: Odcinanie głowy węża.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 4 -

Problem z Tybetem potęgowała siła oddziaływania samego buddyzmu i głębokie oddanie 

ludności dla Jego Świątobliwości Dalajlamy. Niebywały renesans religii, na który pozwolił krótki okres 
liberalizacji, potwierdzał najgorsze obawy władz: dekady systematycznego niszczenia tybetańskiej 

kultury i tożsamości nie podkopały tradycyjnych wartości i wierzeń. Nagle przywódcy ChRL zaczęli 
widzieć w buddyzmie tybetańskim nie zawadę, ale dramatyczne zagrożenie dla stabilności chińskich 

rządów w Tybecie.  

Jednocześnie zmieniło się ich nastawienie wobec Jego Świątobliwości Dalajlamy. Jeszcze 

przed paru laty niepewny sojusznik w procesie pokojowym jawił się im teraz jako „zaprzysięgły wróg”. 
Najwyżsi przywódcy ChRL, którzy spotkali się w Pekinie 10 marca 1993 roku, orzekli, że: „W klice 

Dalaja są różne frakcje, wszystkie uprawiają jednak tę samą politykę. Różni je tylko ideologia i język. 
Musimy wypracować strategię, która pozwoli wykorzystać te różnice do ich skłócenia i zniszczenia”

2

.  

Najwyżsi dostojnicy rutynowo nazywają kampanię przeciwko „separatyzmowi” – czyli 

tybetańskiemu ruchowi niepodległościowemu – „walką na śmierć i życie”. „[Dalajlama] nigdy nie zmienił 

stanowiska w sprawie niepodległości. Musimy pokazać jego dwulicowość. Najważniejszym elementem 
walki z separatyzmem jest bój z kliką Dalaja. Jak mówi przysłowie, aby zabić węża, trzeba mu najpierw 

odciąć głowę”

3

, mówił Raidi w 1994 roku na konferencji Komitetu Partii TRA, poświęconej ustaleniom III 

Forum.  

Krótko mówiąc, III Forum uznało,  że Pekin może rozwiązać sprawę Tybetu bez Dalajlamy i 

przekreśliło politykę liberalizacji oraz próby podejmowania rozmów z Jego Świątobliwością, który stał się 

przyczyną „problemu Tybetu”.  

III Forum postanowiło odejść od polityki ustępstw, związanych ze „szczególnymi cechami” 

Tybetu, na której zasadzała się strategia I i II Forum.  

Politykę twardej ręki realizować miał Chen Kuiyuan, mianowany sekretarzem partii TRA w 1992 

roku. Nominacja ta była ważnym sygnałem, gdyż wykazał się on wcześniej jako twardy i bezlitosny 

administrator Mongolii Wewnętrznej, gdzie jako pierwszy sekretarz KPCh regionu zyskał sobie 
przydomek „rzeźnika”. Chena rekomendował Hu Jintao, dziś wiceprezydent Chin, a wtedy ustępujący 

sekretarz KPCh w Tybecie.  

 

Walka z „nacjonalizmem”  
 

Jak już wspomniano, polityka III Forum składała się z czterech podstawowych elementów: 

nasilono represje w Tybecie, puszczono w ruch machinę propagandową i przyspieszono rozwój 

gospodarczy, zwiększając tym samym napływ chińskich osadników i biznesmenów, korzystających z 
boomu na „dachu świata”.  

Innymi słowy, Pekin postanowił zdusić tybetański ruch patriotyczny. Obserwatorzy i eksperci 

ciągle szacują koszty, jakie poniósł z tego powodu Tybet i jego naród.  

Przywódcy ChRL są przekonani, że nowa strategia wzmocni kontrolę Chin nad Tybetem i raz 

na zawsze rozwiąże problemy, jakie wiązały się z negatywnym wizerunkiem owego panowania na 

arenie międzynarodowej.  

Głównym celem represji stał się buddyzm tybetański. Pekin patrzył z przerażeniem na 

gwałtowny rozwój klasztorów – uznawanych za bastiony nacjonalizmu – w dobie liberalizacji. Władze 
powołały „komitety demokratycznego zarządzania”, które miały kontrolować klasztory, oraz „grupy 

robocze”, odpowiedzialne za „edukację” mnichów i mniszek.  

Szło przede wszystkim o zerwanie więzów lojalności,  łączących tybetański kler z 

przebywającym na wychodźstwie Dalajlamą.  W 1996 roku ogłoszono kampanie „mocnego uderzenia” i 
„reedukacji patriotycznej”, mające przetrącić kręgosłup odradzającemu się buddyzmowi, który – jak 

widzą to Chińczycy – odbiera zwolenników partii i popycha Tybetańczyków ku Dalajlamie.  

                                                           

2

 Zeng Jian-hui, wiceminister propagandy Komitetu Centralnego KPCh; China’s Public Relations Strategy on Tibet – 

Classified Documents from the Beijing Propaganda Conference, International Campaign for Tibet, 1993.  

3

 Odcinanie głowy węża.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 5 -

Warto zwrócić uwagę, czym różni się kampania „mocnego uderzenia” w Chinach i Tybecie. Jej 

pierwotnym celem była walka z korupcją, natomiast w Tybecie wymierzono ją w „separatystów”. Tu 
władze przymykają oko na korupcję i inne choroby społeczne, licząc,  że zachwieją one tradycyjną 

moralnością Tybetańczyków i pozycją buddyzmu.  

W rzeczy samej, na tajnym spotkaniu, do którego doszło w grudniu 1999 roku w Czengdu, 

stolicy prowincji Sichuan, Chen Kuiyuan wezwał rząd centralny do starcia z powierzchni ziemi 
buddyzmu i kultury tybetańskiej, by jej pozostałości zachowały się tylko w muzeach.  

Chen Kuiyuan stwierdził,  że główną przyczyną destabilizacji w Tybecie jest Dalajlama i 

tybetański rząd emigracyjny w Dharamsali, „który trzeba wyrwać z korzeniami”. Chen opowiedział się za 

starciem samej nazwy „Tybet” – a co za tym idzie tego kraju, narodu i jego religii – przez przyłączenie 
TRA do prowincji takich jak Sichuan

4

.  

Bezlitośnie depcząc Tybetańczyków, Chiny przystąpiły jednocześnie do ofensywy 

propagandowej. 10 marca 1993 wiceminister propagandy Zeng Jian-hui mówił swoim towarzyszom: 

„Sprawa Tybetu jest sercem całej naszej propagandy zagranicznej. (...) Zachód i klika Dalaja atakują, 
powinniśmy więc przypuścić kontrofensywę. Musimy rozszerzać nasze sfery wpływów, a przede 

wszystkim dotrzeć z naszą propagandą do pierwszego obiegu na Zachodzie. Po pierwsze, trzeba 
wysyłać za granicę tybetańskich naukowców i zespoły folklorystyczne. Po drugie, nasze ambasady, 

konsulaty i inne placówki muszą docierać do opinii publicznej i reagować na poczynania kliki Dalaja 
przemówieniami, wystawami, artykułami prasowymi itp., by zjednać sobie lokalnych dygnitarzy i 

ludność. (...) Naszą pracę musi wspierać propaganda zagraniczna. Przed paru laty sytuacja pozwalała 
też na zapraszanie do Tybetu zagranicznych dziennikarzy”

5

.  

3 września 2000 w Dzienniku Ludowym ukazał się artykuł, zatytułowany „Tybet wita 

zagranicznych dziennikarzy i ich obiektywne relacje”: „Wysoki tybetański urzędnik powiedział w 
niedzielę,  że Tybet wita zagranicznych dziennikarzy, którzy będą przedstawiać obiektywne, słuszne 

relacje, a nie wypaczone poglądy. Raidi, Drugi Sekretarz Regionalnego Komitetu Komunistycznej Partii 
Chin Tybetańskiego Regionu Autonomicznego i Przewodniczący Stałego Komitetu Zgromadzenia 

Przedstawicieli Ludowych Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, wygłosił te uwagi podczas 
spotkania z delegatami tajlandzkich mediów”.  

Warto tu zauważyć,  że N. Ram, redaktor indyjskiego magazynu Frontline, poświęcił 36 stron 

numeru z września 2000 roku promowaniu wersji Chińczyków, radząc wręcz rządowi Indii wydalenie 

tybetańskiego rządu emigracyjnego, który, jego zdaniem, stanowi największą przeszkodę normalizacji 
stosunków między Indiami a Chinami. Trudno stwierdzić, w jakim stopniu były to jego własne poglądy.  

Tego rodzaju materiały wpisują się w strategię, którą Chiny zatwierdziły na początku lat 

dziewięćdziesiątych. Cytowany już Zeng Jian-hui mówił w Czengdu: „Wszyscy cudzoziemcy, których 

zapraszamy i gościmy w Tybecie muszą mieć stosunkowo obiektywne poglądy na temat Tybetu. 
Powinniśmy uprawiać naszą propagandę  rękoma cudzoziemców, bo to wywiera znacznie większy 

efekt”

6

.  

Jednocześnie Chiny przyspieszają rozwój gospodarczy Tybetu, ściągając tu tym samym 

chińskich osadników, co może mieć o wiele poważniejsze konsekwencje. Program Rozwoju Chin 
Zachodnich, który obejmuje również Tybet, ma przenieść  środek ciężkości chińskiej gospodarki z 

wybrzeża do centralnej części kraju, by zniwelować różnice między regionami i zmniejszyć napięcia 
społeczne na wybrzeżu, wywoływane przez miliony migrujących chłopów i robotników.  

Celem Programu w Tybecie jest eksploatacja bogactw naturalnych i rozbudowa infrastruktury – 

przede wszystkim dróg i telekomunikacji – umożliwiającej przewożenie owych surowców do Chin. 

Rozwój gospodarczy ma też odwrócić uwagę Tybetańczyków od kwestii politycznych i podkopać ich 

                                                           

4

 Wypowiedzi sekretarza partii TRA przytoczył kalon Sonam Topgjal w orędziu z okazji 40. rocznicy Tybetańskiego Dnia 

Demokracji, 2 września 2000, Dharamsala.  

5

 China’s Public Relations...  

6

 Ibid.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 6 -

tożsamość narodową. Przeniesienie milionów chińskich osadników zmieni struktury demograficzne i raz 

na zawsze rozwiąże problem panowania nad Tybetem.  

Polityka, jaką uprawia dziś Pekin, nie zostawia miejsca na dialog z Tybetańczykami i stanowi 

śmiertelne zagrożenie dla narodu tybetańskiego i jego kultury.  

 

Fałszywe założenia Pekinu  
 

Zasadniczym błędem nowej polityki Pekinu jest poszukiwanie rozwiązania kwestii Tybetu bez 

udziału Jego Świątobliwości Dalajlamy i ponad głowami Tybetańczyków.  

W ten sposób nie tylko nie rozwiąże się problemu Tybetu, ale zaostrzy go jeszcze bardziej. 

Przyczyna jest prosta – historia i uczucia narodu tybetańskiego. Pierwszy dalajlama przyszedł na świat 

w 1391 roku. W ciągu sześciuset lat instytucja dalajlamów stała się symbolem fundamentalnych wierzeń 
i politycznego losu całego narodu tybetańskiego. Nikt nigdy nie zdoła zerwać niezwykłej więzi, łączącej 

Tybetańczyków z ich dalajlamami.  

Polityka Chin, które zmuszają dziś Tybetańczyków, a zwłaszcza mnichów i mniszki, do 

wyrzeczenia się Jego Świątobliwości Dalajlamy i deklarowania lojalności wobec Komunistycznej Partii 
Chin, przyniesie skutki odwrotne do zamierzonych.  

Uczestnicy III Forum założyli,  że czas pracuje na ich korzyść,  że mogą zwlekać i czekać na 

śmierć Dalajlamy, która automatycznie rozwiąże problem Tybetu. Popełnili w ten sposób ogromny błąd, 

wynikający z braku zrozumienia roli, jaką odgrywała instytucja dalajlamów w historii Tybetu.  

Jeśli władze chińskie nie zrewidują i nie porzucą tych poglądów, poniosą tragiczne 

konsekwencje. Dotyczy to zwłaszcza tych przywódców, którym wydaje się, że ich zdumiewające analizy 

mogą wyznaczać politykę państwa. Powód jest prosty. Komunistyczna Partia Chin powstała w 1920 
roku i doszła do władzy dwadzieścia dziewięć lat później. Dziś masy nie wierzą już w komunistyczną 

ideologię, a sami członkowie partii sprowadzają ją do pustych frazesów. Dalajlamowie, jako instytucja 
polityczna, sprawują  władzę od ponad trzystu lat. Dla wszystkich Tybetańczyków na całym  świecie 

Dalajlama jest dziś sercem Tybetu i narodu tybetańskiego. Jak partia, która utraciła własną duszę, 
mogłaby przeżyć instytucję, symbolizującą duszę narodu?  

Chiny muszą więc zrewidować i odrzucić politykę twardej ręki wobec Tybetu. Pekin musi wrócić 

do zablokowanego procesu pokojowego, traktując Jego Świątobliwość Dalajlamę jako najważniejszego, 

aktywnego partnera. Zyska w ten sposób potężnego sojusznika i towarzysza na drodze do pokoju, 
stabilizacji i dostatku.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 7 -

 

 
WALKA Z KULTURĄ  

 
Pod koniec lat osiemdziesiątych władze chińskie uznały,  że oddanie dla Jego Świątobliwości 

Dalajlamy i buddyzmu tybetańskiego jest główną przyczyną coraz silniejszego „nacjonalizmu” 
Tybetańczyków, a co za tym idzie, poważnym zagrożeniem dla rządów partii komunistycznej i jedności 

Chin.  

W 1994 roku III Forum poleciło zlikwidować wpływy Dalajlamy i buddyzmu oraz promować 

wierność partii i socjalizmowi. Wymagało to zreformowania buddyzmu i kultury Tybetu, by dostosować 
je do społeczeństwa socjalistycznego, oraz zwiększenia kontroli nad klasztorami.  

Drogę „reform” wyznaczał manifest Forum: „Musimy nauczyć buddyzm reformowania się. 

Należy zmienić wszystkie religijne wskazania i rytuały tak, by dostosować je do wymogów rozwoju i 

stabilizacji Tybetu, do potrzeb społeczeństwa socjalistycznego. (...) Przede wszystkim należy położyć 
kres nieokiełznanej budowie klasztorów i świątyń oraz rozpasanemu naborowi mnichów i mniszek. 

Następne sprawy będą rozwiązywane stosownie do priorytetów. (...) Musimy odsłonić prawdziwą, 
polityczną twarz Dalaja, ukrytą za religijną maską. Za wszelką cenę i na wszelkie sposoby trzeba 

przecinać wpływy kliki Dalaja w klasztorach regionu. Komunistyczne kadry a także szerokie masy 
mnichów i mniszek muszą demonstracyjnie odciąć się od kliki Dalaja na płaszczyźnie politycznej. (...) 

Musimy zaszczepić duchownym znajomość patriotyzmu i prawa. Co się tyczy rozpoznawania wcieleń 
tulku [inkarnowanych lamów], musimy stosować się do decyzji państwa i wcielać je w życie, mając na 

względzie warunki w regionie. Trzeba tu, jak najszybciej, rozwiązań bardziej praktycznych. Musimy nad 

tym pracować, by przejąć inicjatywę. Nie wolno dopuścić, by klika Dalaja mieszała się w proces 
rozpoznawania tulku, manipulując w ten sposób klasztorami. Tak dalej być nie może”.  

Na owych zaleceniach opierały się kampanie „edukacji patriotycznej”, „mocnego uderzenia” i 

„cywilizacji duchowej”, które ogłoszono w Tybecie w 1996 roku. „Edukacja patriotyczna” i „cywilizacja 

duchowa” wymierzone są w religię, a „mocne uderzenie” w działalność polityczną (która może polegać, 
na przykład, na rozmawianiu z cudzoziemcami, posiadaniu publikacji emigracyjnych czy udziale w 

pokojowych demonstracjach).  

 

Odcinanie wpływów Dalaja  
 

Sygnałem rozpoczęcia kampanii „edukacji patriotycznej” był artykuł, który ukazał się na 

pierwszej stronie Xizang Ribao (Dziennika Tybetańskiego) 5 kwietnia 1996 roku. Wstępniak wzywał do 

„wyplenienia wpływów separatystycznej kliki Dalaja”.  

23 lipca 1996 roku, na wiecu w Lhasie, Chen Kuiyuan, pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii 

Chin TRA, wskazał główne cele kampanii „cywilizacji duchowej” w Tybecie: „Jednym z najważniejszych 
zadań ruchu Cywilizacji Duchowej jest wyśledzenie i zlikwidowanie wpływów Dalaja w sferze 

duchowości. Jeżeli tego nie osiągniemy, nie będziemy mieli czym się szczycić”

7

.  

Kampanię „edukacji patriotycznej” rozpoczęto od klasztorów. Władze uznały, że mnisi i mniszki 

„znaleźli się w awangardzie niepokojów”, a świątynie zmieniły w „wylęgarnie i gniazda 
separatystycznych knowań kliki Dalaja w Tybecie”

8

.  

Władze postanowiły temu przeciwdziałać, zacieśniając kontrolę nad wszystkimi instytucjami 

religijnymi. We wszystkich klasztorach powołano „komitety demokratycznego zarządzania” i „grupy 

robocze ds. edukacji patriotycznej”. 10 lipca 1997 ogłoszono „dziesięciopunktowy kodeks dyscypliny”, 
który miał obowiązywać wszystkich duchownych.  

Kodeks zabraniał, między innymi, posiadania i rozpowszechniania publikacji 

„separatystycznych” oraz wzywał do „stania na straży stabilności i jedności macierzy”. Zakazano 

                                                           

7

 BBC Monitoring, 9 września 1996.  

8

 Przemówienie wiceprzewodniczącego TRA Phagpalhi Gelega Nagjala z 19 lipca 1996.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 8 -

udzielania pouczeń religijnych poza murami klasztorów. „Zaaprobowani przez rząd” mnisi i mniszki 

dostali nowe „dowody osobiste”. Duchowni, którzy ich nie otrzymali, mieli opuścić klasztory.  

„Grupy robocze” zmuszały duchownych w całym kraju do wyrzeczenia się Dalajlamy i złożenia 

przysięgi wierności partii. Mnichom i mniszkom zabroniono posiadania zdjęć Dalajlamy w izbach 
prywatnych i na ołtarzach. Każdy przejaw oporu karano aresztowaniem i wydaleniem z klasztoru. 

Niektóre świątynie zamknięto.  

Tybetańskie Centrum Praw Człowieka i Demokracji (TCPCD) z Dharamsali udokumentowało 

165 aresztowań i dziewięć zgonów mnichów i mniszek, zatrzymanych w 1996 i 1997 roku

9

. W tym 

okresie z klasztorów wydalono 2800 duchownych. W 1998 roku udało się potwierdzić 327 aresztowań i 

7156 wydaleń. Według TCPCD, w 1999 roku władze aresztowały 49 i wydaliły ze świątyń 1432 
mnichów i mniszek

10

.  

W marcu 1998 roku Raidi, zastępca sekretarza partii TRA, ogłosił,  że „edukacji patriotycznej 

poddano trzydzieści pięć tysięcy mnichów i mniszek z ponad siedmiuset instytucji religijnych”.  

Jednocześnie zamykano, a nawet niszczono, klasztory „niepatriotyczne”. W 1997 roku wydano 

nakaz zamknięcia klasztoru Samdrupling z okręgu Cethang, Sungrabling (Lhoka) i szkoły dialektyki 

buddyjskiej Drigung Szerta z Meldro Gongkar

11

. W tym samym czasie zlikwidowano klasztor Dzonang 

Kombum w Szigace. Opat, Kunga Jesze, trafił do więzienia, a przedmioty kultu – do lhaskich 

antykwariatów.  

W 1997 roku zburzono klasztor Szongczen z Szigace, pustelnię Drag Jerpa z okręgu Takce i 

dwunastowieczny klasztor Rakhor z Toelung Deczen. Władze oświadczyły,  że otworzono je bez 
stosownych zezwoleń.  

Jak na ironię, 8 sierpnia 1997 roku rządowa agencja Xinhua ogłosiła, że w Tybecie nastał „złoty 

wiek religii” i że działa tam obecnie więcej klasztorów niż przed „wyzwoleniem” Tybetu.  

 

Lamowie – komunistyczny dylemat  
 

W 1998 roku władze chińskie zaczęły zmuszać sędziwych lamów (nauczycieli duchowych) do 

przechodzenia na emeryturę. W ten sposób usunięto, na przykład, 49 z 52 starszych lamów klasztoru 

Jouning (okręg Gonlung Tybetańskiej Prefektury Autonomicznej Haidong prowincji Qinghai, czyli 
tybetańskiego Amdo).  

W tradycji buddyjskiej nie istniało pojęcie „emerytury”; nowe posunięcie władz może okazać się 

śmiertelnym zagrożeniem dla ciągłości wiedzy buddyjskiej. Starsi mnisi zawsze odgrywali kluczową rolę 

w przekazywaniu nauk. Tibet Information Network, pisząc o owych zagrożeniach, uznał przymusowe 
emerytury za „nowy wymiar kampanii edukacji patriotycznej”

12

.  

Politycznym dylematem roku 1999 był stosunek władz do najwyższych dostojników religijnych, 

którzy z jednej strony jawili się jako potencjalne zagrożenie, z drugiej zaś jako potencjalne narzędzie 

kontroli politycznej.  

Władze wprowadzały nowe restrykcje, próbując utrudniać  życie słynnym nauczycielom i 

uczonym buddyjskim, których uznały za zagrożenie. W 1999 roku ograniczyły, na przykład, działalność 
znanego na świecie Instytutu Studiów Buddyjskich Serthar z TPA Kandze w prowincji Sichuan.  

Instytut, któremu Chiny nadały status „akademii”, założył w latach siedemdziesiątych słynący z 

promowania ekumenizmu Khenpo Dzigme Phuncok. W Serthar studiowało ponad 8800 osób, w tym 

około 700 Chińczyków z różnych regionów kraju. W czerwcu 1999 administracja oskarżyła Instytut o 
„zboczenie z właściwego kursu” i przyjmowanie zbyt wielu studentów

13

.  

                                                           

9

 TCPCD: China in Tibet: Striking Hard Against Human Rights, Dharamsala 1997. 

10

 TCPCD: Crackdown on Humanity, Dharamsala 1998, Tightening of Control, Dharamsala 1999.  

11

 TCPCD: China in Tibet...  

12

 TIN News Update, 27 października 1998.  

13

 TIN News Review nr 28, 1999.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 9 -

Jednocześnie władze starały się wykorzystywać przywódców, instytucje i tradycje religijne dla 

własnych celów. Zaczęły wręcz manipulować systemem rozpoznawania inkarnowanych lamów (tulku 
lub rinpocze).  

W czerwcu 1999 roku Tao Changsong, doradca rządu ChRL ds. religii, oświadczył, że następny 

Dalajlama „nie będzie cudzoziemcem, lecz Tybetańczykiem urodzonym na terytorium chińskim”

14

.  

O zaostrzeniu restrykcji wobec religii i prześladowaniu autorytetów duchowych najlepiej 

świadczą niedawne ucieczki XVII Gjalła Karmapy Ugjena Trinleja Dordże, którego rozpoznał Jego 

Świątobliwość Dalajlama i uznał rząd ChRL, oraz Agji Rinpocze, tybetańskiego duchownego, 
piastującego wiele ważnych stanowisk w chińskiej administracji.  

Ten ostatni tak uzasadniał swoją ucieczkę: „Gdybym pozostał w Tybecie, musiałbym wyrzec się 

Dalajlamy i mojej religii; musiałbym służyć chińskiemu rządowi. (...) musiałbym pomagać rządowi w 

narzucaniu Tybetańczykom mianowanego przez władze Panczenlamy. W ten sposób podeptałbym 
wszystko, w co wierzę. Zrozumiałem wtedy, że muszę opuścić mój kraj”.  

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że za nową falą religijnych represji w Tybecie stali 

najwyżsi przywódcy Chińskiej Republiki Ludowej.  

Przemawiając na II Sesji IX Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych, 

prezydent Jiang Zemin powiedział: „Po pierwsze, nie rozwiążemy problemów religii, nie realizując w 

pełni polityki partii wobec religii. Po drugie, trzeba wzmocnić, zgodnie z prawem, kontrolę nad 
działalnością religijną, po trzecie wreszcie, musimy aktywnie kierować religiami, by dostosowywały się 

one do społeczeństwa socjalistycznego”

15

.  

Dostosowanie religii do społeczeństwa socjalistycznego wymaga, zdaniem Jianga, dwóch 

rzeczy: „Po pierwsze, masy wyznawców muszą stosować się do prawa socjalistycznego państwa, jego 

przepisów, rozporządzeń i wytycznych. Po drugie, działalność religijna ma być podporządkowana i 
służyć najlepszym interesom państwa i całego narodu”

16

.  

 
Bitwa o serca i umysły  

 
W 1997 roku kampanią „edukacji patriotycznej” objęto również szkoły i inne instytucje 

edukacyjne, by „ukształtować dziesiątki tysięcy młodych ludzi, szczerze kochających Chiny i 
pracujących na rzecz socjalizmu”.  

Podobnie jak w klasztorach, szło o odciągnięcie młodzieży od Jego Świątobliwości Dalajlamy i 

sprawy Tybetu. 29 lipca 1995, na V Zjeździe KPCh TRA, Chen Kuiyuan mówił: „Klika Dalaja od dawna 

próbuje zawładnąć  płaszczyzną edukacji i odebrać nam następne pokolenia. Jeżeli nie będziemy 
myśleć jasno i pozwolimy na przenikanie do szkół idei, materiałów i propagandy separatystycznej, 

przekreślając tym samym naszą  własną przyszłość i zmieniając szkoły ludowe w wylęgarnie nowych 
separatystów, popełnimy historyczny błąd”

17

.  

O tym, że następne w kolejce będą szkoły, również zdecydowało III Forum: „Klika Dalaja 

przyjmuje do swoich szkół rzesze młodocianych, zaszczepiając im „niepodległościowe” i 

separatystyczne idee. Na wiele sposobów hoduje się tam spadkobierców idei „niepodległości Tybetu”. 
W naszym regionie mamy uczniów, którzy noszą czerwone chusty [tzn. członków Ligi Młodzieży 

Komunistycznej], ale jednocześnie chodzą do klasztorów, gdzie palą maślane lampki i, co gorsza, 
często padają ofiara kontrrewolucyjnej propagandy kliki Dalaja. Sprzyjają mu i biorą udział w 

działalności separatystycznej. Co się wydarzy za kilkadziesiąt lat? Czy nasza młodzież odziedziczy 
sprawę socjalizmu czy separatyzmu? To ważne pytanie i musimy poważnie zastanowić się nad 

odpowiedzią”.  

 

                                                           

14

 South China Morning Post, 23 czerwca 1999.  

15

 Xinhua, 4 marca 1999; SWB, 27 marca 1999.  

16

 Xinhua, 4 marca 1999.  

17

 Pierwszy dokument V Zjazdu Komunistycznej Partii Tybetańskiego Regionu Autonomicznego.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 10 -

Panaceum ateizmu  

 
Pod koniec 1998 roku władze chińskie przystąpiły do kampanii „promowania” ateizmu w 

Tybecie, zakładając,  że na jej realizację trzeba będzie trzech lat. 15 października 1998 Raidi 
oświadczył: „Jako komuniści nie możemy twierdzić, iż wszystko jest w porządku, gdyż  głosimy,  że 

jesteśmy ateistami. Musimy twardo propagować ateizm marksistowski i uparcie indoktrynować masy 
chłopów i pasterzy, zaszczepiając im marksistowską wizję religii”.  

8 stycznia 1999 partyjny Departament Propagandy TRA uznał,  że „ateizm jest niezbędny do 

promowania rozwoju gospodarczego w regionie i skutecznej walki z infiltracją kliki Dalaja”

18

.  

Prowadzący kampanię wzywali Tybetańczyków do zerwania z wiekowym obyczajem wróżenia, 

zasięgania rad nauczycieli duchowych i wyroczni, używania różańców, a nawet noszenia tradycyjnych 

strojów tybetańskich w biurach. Zakazano zawieszania flag modlitewnych, palenia kadzideł, 
pielgrzymowania do miejsc kultu. Wszystkie te „zabobony” hamowały bowiem „rozwój społeczny i 

wprowadzanie gospodarki rynkowej”.  

Pierwszym przedmiotem kampanii byli członkowie partii i urzędnicy państwowi. Zakazano im 

posiadania przedmiotów kultu – ksiąg religijnych, wizerunków, posągów, religijnych malowideł (thanek) i 
ołtarzy – oraz obchodzenia świąt i uczestniczenia w obrzędach religijnych, m.in. odwiedzania 

klasztorów. Następne rozporządzenie zmuszało ich do odebrania dzieci z klasztorów.  

8 listopada 1997 roku Chen Kuiyuan przemawiał na V Sesji Plenarnej Komitetu Partii TRA: 

„Wyznawcy, a nawet niektórzy członkowie partii nadal nie zdołali zerwać kajdan poglądów religijnego 
idealizmu. Zamiast poświęcić inteligencję i energię pracy na rzecz społeczeństwa i ludu, marnują 

drogocenny czas na jałowe modlitwy o własne szczęście w innym świecie, zamiast przeznaczyć swoje 

skromne środki na poprawę własnego bytu, bez opamiętania rozdają pieniądze w klasztorach, zamiast 
skierować dzieci do nowoczesnych szkół, posyłają je do klasztorów na mnichów i mniszki. Takie 

negatywne myślenie i postępowanie uniemożliwia rozwój nauki i techniki i zakłóca rozwój sił produkcji”.  

Wymierzenie kampanii w członków partii i urzędników państwowych świadczy o rozczarowaniu 

chińskich władz tybetańskimi kadrami, które bardzo niechętnie patrzyły na kampanię walki z Dalajlamą. 
3 sierpnia 1999 Telewizja Tybetańska narzekała,  że kadry i członkowie partii, którzy nie popierają 

kampanii, „obawiają się, iż w Tybecie, głównym ośrodku buddyzmu tybetańskiego, krainie 
wszechobecnych klasztorów i licznych wyznawców buddyzmu, propagowanie marksistowsko-

leninowskiego ateizmu na wielką skalę  kłóci się z polityką partii wobec religii i może ranić uczucia 
religijne mnichów, mniszek i wiernych”.  

 
Bez tybetańskiej architektury  

 
Drakoński manifest III Forum doprowadził do zburzenia 350 z 600 historycznych budynków 

starej Lhasy do końca 1996 roku. Wśród wyburzonych zabytków znalazł się pałac Tromsikhang, 
zbudowany w XVII wieku przez VI Dalajlamę i jeden z czterech centralnych budynków starówki, który 

wcześniej uznano „za pomnik kultury, wymagający  ścisłej ochrony”. O zachowanie Tromsikhangu 
apelowało do chińskich władz UNESCO i wielu wybitnych historyków sztuki.  

W sierpniu 2000 lhaska administracja wydaliła przedstawicieli Tibet Heritage Fund – 

międzynarodowej organizacji pozarządowej, która od 1997 roku odbudowywała zabytki w stolicy 

Tybetu

19

. (Udało się jej ocalić 76 budynków; niektóre miały tysiąc dwieście lat.)  

Łatwo zgadnąć, dlaczego władze chińskie starają się zlikwidować religię, kulturę i język 

Tybetańczyków. Wszystko, co może świadczyć o narodowej odrębności Tybetańczyków, uznawane jest 
za zagrożenie dla jedności Chin i rządów partii.  

Chen Kuiyuan powiedział to bardzo wyraźnie: „[Klika Dalaja] próbuje wykorzystywać  język i 

kulturę do podsycania konfliktów etnicznych. Ich celem jest wyodrębnienie narodu tybetańskiego 

                                                           

18

 Telewizja Tybetańska, 10 stycznia 1999.  

19

 Reuters, Pekin, 19 sierpnia 2000.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 11 -

spośród innych narodowości [Chin] (...) i przeciwstawienie tak zwanej „kultury tybetańskiej” tak zwanej 

„kulturze Hanów”

20

.  

                                                           

20

 Xizang Ribao (Dziennik Tybetański), 14 lipca 1997.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 12 -

 

 
POLITYKA EDUKACYJNA  

 
Od chwili zajęcia Tybetu rząd Chin obsesyjnie zabiegał o lojalność Tybetańczyków wobec partii, 

ślepnąc przy tym na wiele problemów związanych z edukacją.  

Choć władze twierdzą, że „od dziesięcioleci przywiązują wielką wagę do rozwoju powszechnej 

oświaty w Tybecie”, system edukacyjny, który jest prawdziwym fundamentem rozwoju społecznego, 
nigdy nie był wysoko na liście chińskich priorytetów.  

Dopiero na początku lat osiemdziesiątych władze zainteresowały się promowaniem 

powszechnej oświaty w Tybecie. Wcześniej, czy to w okresie „reform demokratycznych” czy obłędnego 

chaosu rewolucji kulturalnej – system edukacyjny po prostu nie istniał.  

 

Dobra polityka, brak środków  
 

W 1980 roku Pekin zaczął prowadzić w Tybecie politykę, uwzględniającą uwarunkowania 

etniczne i społeczne. Był to element szerszego planu, który miał „skłonić Dalajlamę do powrotu do 

Chin”. W tym okresie rząd rzeczywiście starał się o poprawienie systemu edukacyjnego w regionie.  

Niestety, na realizację tych reform brakowało środków. Inwestowano niemal wyłącznie w rozwój 

gospodarki rynkowej – ukochanego dziecka najwyższego przywódcy ChRL Deng Xiaopinga. W latach 
1980-89 zamknięto ponad 62 procent szkół w TRA, a liczba uczniów spadła o 43 procent

21

.  

W 1994 roku Pekin ogłosił obowiązek edukacyjny w swojej kolonii. Inicjatywa ta nie przyniosła 

pożytku Tybetańczykom, gdyż nie zmieniono przepisów z 1984 roku, zobowiązujących mieszkańców 
wsi do finansowania edukacji. Administracja okręgów przyznaje tylko symboliczne dotacje na budowę 

szkół i pensje nauczycieli. Większość Tybetańczyków żyje w regionach wiejskich, a co za tym idzie – 
nie korzysta z „obowiązkowej edukacji”.  

W ten sposób powstała edukacyjna przepaść między wsią a miastami, gdzie działa lwia część 

subsydiowanych przez władze szkół państwowych (bo tam właśnie mieszka zdecydowana większość 

Chińczyków).  

Tybetańskich chłopów nie stać na posyłanie dzieci do szkół. 4 czerwca 1994 roku Gjalcen 

Norbu, przewodniczący rządu TRA, przyznał,  że „co trzecie dziecko w Tybetańskim Regionie 
Autonomicznym nie może pozwolić sobie na uczęszczanie do szkoły”.  

Dlatego też wielu Tybetańczyków czuje się zmuszonych do wysyłania dzieci do szkół, 

prowadzonych przez społeczność emigracyjną w Indiach. Według Tybetańskiego Centrum Praw 

Człowieka i Demokracji z Dharamsali, po 1984 roku Tybet opuściło od sześciu do dziewięciu tysięcy 
dzieci, starających się o przyjęcie do szkół w Indiach i Nepalu.  

Władze twierdzą, że w latach 1990-95 ChRL zainwestowała w sumie 1,03 miliarda yuanów w 

promowanie oświaty w Tybecie. Prawda jest jednak taka, że większość tych funduszy przeznaczono na 

kształcenie Tybetańczyków w Chinach – by wyhodować nowe pokolenie wynarodowionych kadr, 
poddawanych ideologicznemu praniu mózgu.  

 
Podejrzane statystyki  

 
Stan oświaty w Tybecie dobrze ilustruje sytuacja w prefekturze Czamdo w Khamie – jednym z 

najzasobniejszych regionów TRA. Z artykułu Shang Xiolinga, reportera Radia TRA, i Tang Chinga, 
specjalisty od spraw oświaty, zatytułowanego „Kilka uwag o smutnej historii edukacji w Czamdo” i 

opublikowanego przez lokalną chińskojęzyczną gazetę 15 lipca 1993, wyłania się alarmujący obraz 
stanu oświaty w prefekturze.  

                                                           

21

 Rocznik statystyczny TRA, 1995 

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 13 -

Autorzy ujawniają, że ponad 70 ze 110 tysięcy (63,64 procent) dzieci w wieku szkolnym nie ma 

tu dostępu do edukacji. Liczbę analfabetów i półanalfabetów w regionie szacuje się na 78,8 procent. 
Szang i Tang piszą, że choć oficjalne statystyki dla TRA mówią, iż do szkół uczęszcza 60,4 procent 

dzieci, w Czamdo wskaźnik ten wynosi zaledwie 34 procent.  

Odkrycia dziennikarzy obnażają wątpliwe statystyki chińskiego rządu. Jeśli w Czamdo, jednym 

z najlepiej rozwiniętych regionów TRA, wskaźnik ten wynosi 34 procent, to przeciętna całego TRA z 
całą pewnością nie może sięgać 60,4 procent. Co więcej, władze nie przyznają,  że wskaźniki 

edukacyjne w TRA i tybetańskich regionach prowincji Qinghai (Amdo) i Sichuan (Kham) są najniższe w 
Chinach – gorsze niż w najuboższej i najbardziej zacofanej prowincji Guizhou

22

.  

Tak czy owak, niezależnie od tego ile instytucji powołał do życia chiński rząd po 1959 roku, 

głównym celem systemu oświaty w Tybecie było polityczne podporządkowanie Tybetańczyków 

Pekinowi. Wszelkie wątpliwości rozwiewa przemówienie Chena Kuiyuana na konferencji, poświęconej 
edukacji w TRA, którą zwołano w 1994 roku: „Sukcesów naszej oświaty nie mierzy się liczbą dyplomów 

absolwentów uniwersytetów, liceów i gimnazjów. (...) Ostatecznie liczy się tylko to, czy nasi uczniowie 
sprzeciwiają się czy też nadstawiają ucha podszeptom kliki Dalaja, czy są lojalni wobec wielkiej 

macierzy i wielkiej sprawy socjalizmu, czy też mają je za nic”.  

 

Język tybetański a przepisy  
 

W 1987 roku Zgromadzenie Ludowe TRA przyjęło ustawę, na mocy której język tybetański miał 

być jedynym językiem wykładowym w szkołach podstawowych. Języka chińskiego miano nauczać 

dzieci, które ukończyły dziewiąty rok życia. Obiecano tybetańskojęzyczne szkoły  średnie, które miały 

powstać do 1993 roku, i tybetańskojęzyczne programy uniwersyteckie po roku 2000.  

W 1993 roku powołano „Komitet TRA ds. mówionego i pisanego języka tybetańskiego”, który 

miał realizować  tę ustawę. Podczas uroczystej inauguracji Komitetu zastępca sekretarza partii TRA 
Tenzin mówił: „Mamy przekonujące dowody, że nic nie poprawi poziomu oświaty i narodowej kultury 

tak, jak używanie języka tybetańskiego”

23

.  

Choć nowe przepisy nie mogły zadowolić Tybetańczyków, były przynajmniej krokiem w dobrym 

kierunku. Niestety, zabrakło politycznej woli i pozostały na papierze.  

 

Rozpacz tybetańskich uczonych  
 

Język tybetański traci w swej ojczyźnie na znaczeniu, co wywołuje ogromne zaniepokojenie 

wielu uczonych. Niektórzy otwarcie protestowali. W 1992 roku prof. Dungkar Lobsang Trinlej, jeden z 

najwybitniejszych intelektualistów współczesnego Tybetu, uznany przez Chińczyków za „skarb 
narodowy”, powiedział: „Choć oficjalnie tybetański jest pierwszym językiem urzędowym wszystkich 

szczebli administracji, obrad i korespondencji, wszyscy wszędzie posługują się wyłącznie chińskim”.  

W ten sposób, powiadał, Tybetańczycy tracą kontrolę nad własnym losem. „Nasze nadzieje na 

przyszłość, nasz rozwój, nasza tożsamość kulturowa i nasze dziedzictwo zależą od [języka 
tybetańskiego]. Bez wszechstronnie wykształconych ludzi, potrafiących wypowiedzieć się we własnym 

języku, Tybetańczykom zacznie zagrażać asymilacja. I znajdujemy się w takiej właśnie sytuacji”.  

W podobnym duchu wypowiadał się Dherong Cering Thondup, który prowadził badania nad 

statusem języka tybetańskiego w wielu regionach wschodniego Tybetu, przyłączonych do chińskiej 
prowincji Sichuan. Na początku lat dziewięćdziesiątych opublikował raport, w którym stwierdza, że 

spośród 6044 tybetańskich członków partii i urzędników dziewięciu dystryktów, składających się na 
„Tybetańską Prefekturę Autonomiczną Kanze”, tylko 991 władało biegle tybetańskim. Większość z 25 

tybetańskich uczniów z przeciętnej klasy w Dharcedo (chiń. Tachienlu, obecnie przemianowane na 
Kangting) w ogóle nie mówiło po tybetańsku. Dherong wylicza trzy przyczyny tego stanu rzeczy: po 

                                                           

22

 UNDP’s China Human Development Report 1997.   

23

 TIN Review nr 26, 1997.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 14 -

pierwsze, szowinistyczną politykę rządu Chin, który przyspiesza proces sinizacji, po drugie, przekonanie 

o bezużyteczności języka tybetańskiego we współczesnym  świecie i wreszcie, zaszczepiony 
Tybetańczykom kompleks niższości, który sprawia, że nie próbują chronić własnego języka.  

Analizując ów szowinizm, Dherong stwierdza, że socjalizm wymaga wspólnego wysiłku na 

rzecz promowania różnych „narodowości”, a nie ścierania ich z powierzchni ziemi. Konstytucja ChRL 

gwarantuje wszystkim „narodowościom” prawo do kierowania własną edukacją, nauką, kulturą, 
zdrowiem i higieną oraz prawo do chronienia dziedzictwa kulturowego. Tybetańczycy, dowodzi, nigdy 

nie mogli korzystać z pełni owych praw. „Odbieranie znaczenia językowi równa się lekceważeniu 
narodu. Uczynienie z chińskiego lingua franca, zaniedbywanie języków narodowych, sinizacja poprzez 

politykę szowinizmu, asymilowanie narodów w imię równości gospodarczej i kulturowej (...) zaprzecza 
postanowieniom konstytucji, która gwarantuje prawo do korzystania i promowania własnego języka”.  

W maju 1994 roku członkowie Politycznej Konferencji Konsultatywnej TRA narzekali na 

drastyczne cięcia w budżecie Uniwersytetu Tybetańskiego w Lhasie i masowe przenoszenie nauczycieli 

do innych departamentów

24

.  

W 1996 roku Khenpo Dzigme Phuncok pisał: „W rzeczy samej, język tybetański jest we 

współczesnym Tybecie zupełnie bezwartościowy. Gdyby, powiedzmy, zaadresować po tybetańsku list, 
to nie dotarłby on do nadawcy nawet w Tybecie, o świecie nie wspominając. Najtęższy tybetolog stanie 

bezradnie przed rozkładem jazdy i nie odczyta numeru miejsca na swym bilecie. Jeśli zechce znaleźć 
szpital czy sklep w stolicy okręgu lub w mieście, tybetański nie zda się na nic. Człowiek, który włada 

tylko tym językiem, będzie miał wręcz problemy ze zrobieniem najprostszych zakupów. „Skoro nasz 
język jest bezużyteczny nawet w naszym własnym kraju – spyta w końcu – czy przyda się gdzie 

indziej?” Jeżeli nic się nie zmieni, język tybetański umrze. Ze świecą szukać w Tybecie szkół, w których 

poznać można język i kulturę naszego kraju. (...) Co więcej, rodzice nauczyli się nie posyłać dzieci do 
szkół, gdyż uczy się tam chińskiego, a nie tybetańskiego. A nawet jeśli już przyswoi się chiński i uzyska 

dyplom, w Tybecie i tak nie ma pracy. Młodzi ludzie kończą pasąc krowy i uprawiając rolę. Oczywiście, 
jest jeszcze szansa nauczenia się języka tybetańskiego. Ale rodzice wiedzą, że na co dzień zdaje się 

on psu na budę. Nie mają więc  żadnej motywacji, by posyłać dzieci do szkół. (...) W miastach, w 
stolicach okręgów mamy ludzi, którzy nie potrafią mówić po tybetańsku, choć ich rodzice byli 

Tybetańczykami. Wielu zatraciło cechy narodowe. Co gorsza, ci, którzy mówią po tybetańsku, słabo go 
znają. Co piąte, co trzecie słowo jest chińskie. I dlatego prości ludzie nie rozumieją ich przemówień”

25

.  

Jak można się było spodziewać, wszystkie uwagi krytyczne konsekwentnie lekceważono. Co 

więcej, w 1996 roku, zgodnie z duchem III Forum, zrobiono krok w tył, drastycznie obcinając fundusze 

na tybetańskojęzyczne publikacje akademickie i literaturę. Rozwiązano Komitet ds. języka, a jego 
kierownictwo przeniesiono do Regionalnego Biura Tłumaczeń. Podobny los spotkał projekty pilotażowe, 

mające zapewnić większą rolę  językowi tybetańskiemu w szkołach  średnich, i cztery klasy 
eksperymentalne. W tym samym czasie zamknięto wydział filologii tybetańskiej UT w Lhasie, a 

profesurze polecono pisać na nowo podręczniki, by „oczyścić je z treści religijnych”.  

Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej w 1997 roku, kiedy to Tenzin, zastępca sekretarza 

partii TRA ogłosił,  że chiński będzie językiem wykładowym we wszystkich szkołach podstawowych. 
Podczas spotkania z ambasadorem USA Jamesem Sasserem powiedział, że polityka z 1987 roku była 

„niepraktyczna” i „oderwana od tybetańskich realiów”. Jego zdaniem, prowadzenie zajęć „w klasach I-III” 
tylko po tybtańsku „nie leży w interesie dzieci”. Raidi natomiast wyjaśnił, że „mniejszość, która posługuje 

się w mowie i piśmie tylko własnym językiem jest ograniczona. Nie ma dla niej przyszłości ani 
nadziei”

26

. Po dziesięciu latach z ustaleń z 1987 roku nie zostało nic.  

Politykę podkopywania języka i kultury Tybetu realizuje się we wszystkich regionach kraju, nie 

tylko w tzw. „TRA”. Zhou Yong-kang, sekretarz partii Sichuanu, mówił na forum Ogólnochińskiego 

                                                           

24

 Posiedzenie VI Politycznej Konferencji Konsultatywnej TRA; zgromadzenie drugie, nr 15, 18 marca 1994.  

25

 Khenpo Dzigme Phuncok: Gromy tajemnic dla ludu Krainy Śniegów na XXI stulecie, Serthang Thekczen Czoeling, Golok 

1996.  

26

 Xinhua, 9 marca 1999; SWB, 10 marca 1999.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 15 -

Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych w marcu 2000, że „nauczanie tybetańskiego w szkołach jest 

marnowaniem funduszy rządowych”

27

.  

 

Dławienie „niewłaściwej kultury”  
 

W 1996 roku na indeks trafiła pewna stara sztuka i przewodnik turystyczny. W Tajemnicach 

Pałacu Potala V Dalajlama spotyka się z chińskim cesarzem Shunzi i nie składa przed nim pokłonu. W 

przewodniku pióra Thubtena Gjalcena pomieszczono natomiast zdjęcie fresku, przedstawiającego 
Sangje Gjaco, regenta V Dalajlamy i wielkiego stratega.  

Zakazanymi książkami zainteresował się sam Chen Kuiyuan, który powiedział, że „pojawiło się 

kilka prac, stawiających wszystko na głowie, wychwalających rzeczy, których chwalić nie należy – z 

separatystycznym watażką Di-ba Sang-jie Jia-cuo [co na tybetański przekłada się jako Desi Sangje 
Gjaco] na czele”.  

W 1997 roku Chen zaatakował prof. Dungkara Lobsanga Trinleja za to, że domagał się on 

włączenia buddyzmu do programu studiów tybetańskich. „Pewni ludzie – mówił Chen – którzy chcieliby 

uchodzić za autorytety, wygłaszają bezwstydne brednie, biorąc fałsz za prawdę (...) niczym separatyści, 
którzy sięgają po język i kulturę, by wywoływać konflikty i spory między narodowościami”

28

.  

                                                           

27

 TIME, 17 lipca 2000 (cytat za Ceringiem Szakja).  

28

 Xizang Ribao (Dziennik Tybetański), 7 listopada 1997.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 16 -

 

 
NASILENIE REPRESJI  

 
„W naszej walce z kliką Dalaja nie idzie ani o wierzenia religijne, ani o autonomię, lecz o 

zapewnienie jedności naszego kraju i stawienie czoła separatyzmowi. (...) Nikt nie może pozostać 
obojętny. To walka na śmierć i życie, a więc, oczywiście, sprawa ważna, nie błaha. Stały Komitet 

Zgromadzenia TRA oraz organy władzy sądowniczej powinny przeprowadzić szczegółowe 
dochodzenie, to jest zbadać i dokładnie przeanalizować problemy, przed jakimi stajemy walcząc z 

separatyzmem. Jeżeli jest coś, o czym prawo jeszcze nie mówi, administracja sądownicza powinna 
niezwłocznie przekazać swoje uwagi i szybko zmienić przepisy, by zwiększyć skuteczność walki z 

separatyzmem. (...) „Zadawanie bezlitosnych ciosów” jest ważnym elementem Strategii 
Wszechstronnego Zarządzania Bezpieczeństwa Publicznego – organy sądownicze powinny więc 

organizować lokalne struktury bezpieczeństwa publicznego, które będą rozwiązywać wskazane im 
problemy we wskazanych miejscach. W sektorze bezpieczeństwa publicznego musimy korzystać z 

odpowiednich struktur aparatu i z szerokich mas”, postanowiło III Forum (Pekin, 1994).  

Ta przerażająca dyrektywa przyniosła natychmiast dramatyczne nasilenie represji w całym 

Tybecie. Robiono wszystko, by zwiększyć kontrolę nad całą populacją. Wrócono do systemu 
„osiedlowej inwigilacji”, który powstał w czasach rewolucji kulturalnej. Utworzono sieci informatorów w 

biurach, zakładach pracy, szkołach, klasztorach, budynkach mieszkalnych i osiedlach. Wielu 
Tybetańczyków zmuszano do donoszenia na znajomych i sąsiadów. Oporni narażali się na utratę 

mieszkania, pracy, miejsca w szkole czy klasztorze.  

 
Zastraszanie „politycznie podejrzanych”  

 
W 1995 roku władze obrały nową strategię zastraszania przeciwników politycznych. Stosowano 

ją  głównie w miastach. Polegała na wielokrotnym zatrzymywaniu podejrzanych na krótki okres (od 
dwóch dni do tygodnia). Zatrzymanych przesłuchiwano, stosując wyrafinowane tortury, nie zostawiające 

widocznych śladów (np. ekstremalne temperatury, polewanie lodowatą wodą, zmuszanie do stania lub 
trwania w niewygodnych pozycjach).  

Techniki takie stosowano przede wszystkim wobec osób, podejrzewanych o przekazywanie 

informacji na temat sytuacji w Tybecie. Zwalniane ofiary były z reguły tak zastraszone, że nie mówiły 

nikomu o zatrzymaniu, bojąc się następnej „rundy” tortur. Niektórzy zgadzali się na tajną współpracę z 
władzami.  

 
Potęgowanie represji  

 
W 1996 roku represje nasiliły się jeszcze bardziej w związku z kampaniami „edukacji 

patriotycznej”, „cywilizacji duchowej” i mocnego uderzenia”, które miały zapewnić realizację zadań, 
postawionych przez III Forum. Jak już wspomniano, w Tybecie cele wszystkich tych kampanii były 

zupełnie inne niż w samych Chinach.  

W Chinach kampania „mocnego uderzenia” wymierzone była w korupcję i pospolitą 

przestępczość – kradzieże, rozboje, handel narkotykami itd. W Tybecie stała się jednak narzędziem do 
„zadawania bezlitosnych ciosów” separatyzmowi i „stronnikom kliki Dalaja”.  

Inaugurując tę kampanię 6 maja 1996 roku, zastępca sekretarza partii TRA Raidi mówił: „Tybet 

znalazł się na linii frontu w wojnie z separatyzmem. Naszym najważniejszym zadaniem politycznym jest 

strzeżenie stabilizacji społecznej i jedności macierzy”. „Czujność, jaką wykażemy się w tej walce z 
przestępcami, świadczyć będzie o naszym związku z masami i kręgosłupie politycznym”

29

.  

                                                           

29

 Xizang Ribao (Dziennik Tybetański), 11 maja 1996; SWB, 20 maja 1996.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 17 -

17 czerwca 1996 roku Dziennik Tybetański opublikował artykuł podpisany przez Bai Zhao, 

przewodniczącego Regionalnego Sądu Ludowego TRA, który wzywał do nasilenia kampanii „mocnego 
uderzenia”, surowego karania i wymierzania kar śmierci „tym, którzy na to zasługują”.  

 
Walka z separatyzmem w regionach wiejskich  

 
Ponieważ Pekin widzi w kulturze i tożsamości Tybetańczyków zagrożenie dla „jedności 

macierzy”, „działalność separatystyczną” definiuje się bardzo szeroko. Aby zostać oskarżonym o 
„separatyzm”, nie trzeba dziś brać udziału w demonstracji niepodległościowej, drukować ulotek ani 

przekazywać informacji turystom. W nowej definicji „nacjonalizmu” czy też „separatyzmu” mieści się 
właściwie wszystko, co tybetańskie. 6 lipca 1999 roku, na przykład, na przejściu granicznym w Dram 

aresztowano trzech Tybetańczyków, którzy odprawiali rytuał ofiarowania kadzideł bóstwom z okazji 
urodzin Jego Świątobliwości Dalajlamy.  

W ramach „mocnego uderzenia” władze zacieśniły polityczną kontrolę również nad 

mieszkańcami wsi. 1 stycznia 1998 roku Raidi mówił: „Regiony rolnicze i pasterskie znalazły się na 

froncie wojny z separatyzmem. (...) Ponosząca kolejne porażki klika Dalaja zmieniła ostatnio taktykę 
swego spisku, przenosząc  środek ciężkości działalności separatystycznej do bezkresnych regionów 

wiejskich i pasterskich”

30

.  

W 1998 roku zaczęto umieszczać „wypróbowane” kadry na kluczowych stanowiskach w 

administracji regionów wiejskich, by wzmocnić tam kontrolę partii. 15 listopada 1998 Raidi mówił na 
wiecu, że „urzędnicy najniższego szczebla są kluczową siłą, jednoczącą i wiodącą masy na śmiertelny 

bój z separatyzmem oraz stabilizującą regiony rolnicze i pasterskie”. 15 lipca 1998 Dziennik Tybetański 

donosił,  że w ciągu ostatnich trzech lat „poprawiono sytuację w 650 komitetach miejskich i 3602 
wiejskich strukturach partii”.  

 
„Mocne uderzenie” w sądach  

 
O temperaturze kampanii „mocnego uderzenia” może  świadczyć raport, przedstawiony przez 

Bai Zhao, przewodniczącego Regionalnego Sądu Ludowego TRA, na V sesji VI Zgromadzenia 
Ludowego TRA 20 maja 1997 roku.  

Bai informował,  że Wyższy Ludowy Sąd TRA „zdecydowanie wdrażał” decyzje Komitetu 

Centralnego i Komitetu Regionalnego Partii i „koordynował prowadzenie walki mocnego uderzenia z siłą 

grzmotu i szybkością błyskawicy”.  

W 1996 roku sądy rozpatrzyły 2126 spraw karnych; 1726 osób zatrzymanych w 997 sprawach 

skazano już na pierwszej rozprawie. Według raportu, 60,8 procent skazanych (1049 osób) otrzymało 
kary od pięciu lat więzienia do dożywocia lub kary śmierci; 37,34 procent (645) – do pięciu lat więzienia. 

Nie ukarano 1,36 procent podsądnych (24 osoby), a 0,43 procent (osiem osób) uznano za niewinne.  

W maju 1998 roku Bai przedstawił nowy raport, z którego wynikało, że w ciągu pięciu lat stanęło 

przed sądem 6291 osób. Uniewinniono 0,73 procent podsądnych. Ponad połowa skazanych otrzymała 
wyroki od pięciu lat więzienia do kary śmierci.  

 
Represje rodzą opór  

 
Nowe represje wywołały atmosferę  lęku i powszechną niechęć. W różnych regionach Tybetu 

dochodziło do licznych protestów.  

Według raportu Tibet Information Network, do 1993 roku areną protestów politycznych były 22 

okręgi „Tybetańskiego Regionu Autonomicznego” i dziewięć okręgów spoza TRA. Po 1993 roku liczby 

                                                           

30

 Przemówienie z 1 stycznia 1998, cytowane przez Tibet Information Network; News Review nr 27, Londyn 1999.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 18 -

te wzrosły, odpowiednio, do 31 (o 40 procent) i 21 (o 130 procent)

31

. W Lhasie liczba zatrzymanych 

zwiększyła się o 15 procent (z 500 do 600) i o 250 procent (ze 100 do 350) w innych regionach TRA.  

Choć nie ma pełnych informacji na temat liczby aresztowań w regionach tybetańskich poza 

granicami TRA, dokumentacja TIN wydaje się reprezentatywna.  

Rosnąca liczba więźniów politycznych zmusiła chińskie władze do rozbudowy więzień w 

Tybecie. W 1997 roku na północno-wschodnich rubieżach Lhasy zbudowano nowy areszt śledczy i 
ośrodek przesłuchań o zaostrzonym rygorze. Zdaniem TIN, placówka ta przeznaczona jest dla osób, 

podejrzewanych o ciężkie przestępstwa polityczne, i byłych przywódców, którym przydarzyły się 
„poważne błędy polityczne”. W 1998 roku rozbudowano również kompleksy więzienne Drapczi i Sangjip.  

Fala chińskich represji wzmocniła ducha oporu nawet w więzieniach kryminalnych. Mnisi i 

mniszki, stanowiący większość więźniów politycznych, doskonale wiedzą, że po odbyciu wyroków nie 

będą mogli wrócić do klasztorów. Podobnie jak skazani świeccy, nie znajdą  żadnej pracy i będą 
bezustannie inwigilowani przez policję i informatorów. Praktycznie nie mają  żadnej przyszłości. Nie 

mogą też nie widzieć agonii tybetańskiej kultury, religii i tożsamości. Uczucie rozpaczy popycha ich do 
coraz bardziej desperackich czynów i podejmowania coraz większego ryzyka.  

 
Prawo a realpolitik  

 
W 1990 roku przewodniczący Wyższego Sądu Ludowego mówił: „Władza partii nad sądami jest 

gwarantem celowości orzekania”

32

. Wszelkie czyny i poglądy, które kłócą się z polityką Komunistycznej 

Partii Chin, wywołują represje. W takich sprawach zabezpieczenia i gwarancje prawne są fikcją.  

Choć konstytucja i ustawy ChRL chronią podstawowe prawa człowieka, w praktyce gwarancje 

te są z reguły ignorowane. Trudno się więc dziwić,  że Bai Zhao może chwalić się tak wysokim 
odsetkiem skazanych, gdy partia prowadzi kampanię, wymierzoną w tybetańskich patriotów.  

W 1997 roku Pekin znowelizował kodeks postępowania karnego, by uczynić go znośniejszym 

dla społeczności międzynarodowej. Z kodeksu usunięto „zbrodnie kontrrewolucji”, zastępując je 

„przestępstwami przeciwko bezpieczeństwu państwa”, „działalnością wywrotową” i „usiłowaniem 
obalenia rządu”.  

Nowa terminologia pozwala Chinom sprawniej odrzucać oskarżenia o gwałcenie praw 

człowieka, w niczym nie poprawiła jednak życia obywateli ChRL. Nowy artykuł 103, dotyczący 

organizowania, spiskowania i działania w celu podzielenia państwa, okazał się zmorą Tybetańczyków. 
Artykuły 102 i 106 zwiększają natomiast gamę kar, które można wymierzyć „separatystom”.  

TIN zauważa,  że „mimo usunięcia z kodeksu kategorii przestępstw „kontrrewolucyjnych”, 

ogólnie rzecz biorąc, w takich samych sprawach zapadają dziś w Tybecie wyroki wyższe, wydawane w 

trybie sądowym, a nie administracyjnym”

33

.  

Znowelizowany kodeks ogranicza okres zatrzymania bez postawienia zarzutów do 44 dni, ale w 

II części stwarza wiele możliwości przedłużenia takiego zatrzymania. Z kodeksu usunięto sześć form 
zatrzymań, w tym niesławną administracyjną „ochronę i śledztwo”, pozwalającą na arbitralne więzienie 

podejrzanych przez trzy miesiące, niemniej z Tybetu nadal napływają doniesienia o długotrwałych 
uwięzieniach administracyjnych.  

Lawyers Committee for Human Rights stwierdza, że „największą słabością chińskiego systemu 

jest ogromna władza policji, pozwalająca na długotrwałe więzienie podejrzanych”

34

.   

 
Nowe oblicze tortur  

 

                                                           

31

 Steve Marshall, Hostile Elements: A Study of Political Imprisonment in Tibet: 1987-1998, TIN, 1999.  

32

 Tightening of Control, op. cit.  

33

 Steve Marshall, op. cit.  

34

 Lawyers Committee for Human Rights, Opening to Reforms? An Analysis of China’s Revised Criminal Procedure Law

1996.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 19 -

Tortury i nieludzkie traktowanie są codziennością więzień i aresztów śledczych Tybetu. 

Towarzyszą całemu procesowi – od chwili zatrzymania, przez transport i śledztwo po odbywanie 
wyroku. W 1998 roku Amnesty International wyrażała zaniepokojenie z powodu powszechnego 

stosowania tortur, prowadzących nawet do zgonów, w więzieniach i obozach pracy Chin Ludowych

35

Według organizacji Physicians for Human Rights, częstotliwość stosowania tortur – obejmujących bicie, 

gwałty, rażenie elektrycznymi pałkami, długotrwałe głodzenie itd. – świadczy o tym, że tortury stanowią 
integralną część powszechnie stosowanego szablonu postępowania

36

.  

Inną formą nieludzkiego traktowania jest brak odpowiedniej pomocy medycznej dla więźniów i 

zatrzymanych. W 1999 roku amerykański Departament Stanu stwierdzał, że „brak odpowiedniej opieki 

lekarskiej jest nadal poważnym problemem, choć  władze utrzymują,  że więźniowie mają prawo do 
natychmiastowej pomocy, jeśli zapadną na zdrowiu”.  

Artykuł 247 kodeksu karnego ChRL stanowi, że „przedstawiciele władzy sądowniczej, którzy 

wymuszają przyznanie się do winy torturami lub siłą zmuszają  świadków do składania zeznań, 

podlegają karze do trzech lat więzienia”

37

.  

Przepisy takie nie mają jednak żadnego znaczenia, gdy w grę wchodzą kwestie polityczne. 

Tortury stosuje się, by wydobyć „przyznanie się do winy”, nazwiska „wspólników”, dane „wrogich 
organizacji” czy „zagranicznych podżegaczy”. International Rehabilitation Council for Torture Vicitims 

stwierdza, że tortury trwają nadal, choć wprowadzono przepisy (np. art. 14 ustawy o służbie więziennej), 
zakazujące wymuszania zeznań, stosowania kar cielesnych i maltretowania, bicia, poniżania i bierności, 

gdy robią to inni

38

.  

Tortury mają też złamać ducha więźniów i podporządkować ich partii. Trudno się więc dziwić, 

że na liście ofiar tortur są wszyscy więźniowie, którzy próbowali stawiać opór, recytować buddyjskie 

mantry, protestować przeciwko maltretowaniu współwięźniów, okazywać poparcie dla tybetańskiego 
rządu emigracyjnego i Jego Świątobliwości Dalajlamy czy opierać się „reedukacji politycznej”.  

W maju 1998 roku – podczas wizyty w Tybecie delegacji Unii Europejskiej, złożonej z 

ambasadorów Wielkiej Brytanii, Austrii i Luksemburga – zamęczono na śmierć co najmniej dziesięcioro 

więźniów za wznoszenie haseł: „Niech żyje Dalajlama”, „Wolność dla Tybetu”. Karma Dała, przywódca 
demonstracji, został stracony. Wyroki pozostałych uczestników protestu podniesiono o cztery-pięć lat.  

Z upływem czasu wypracowywano coraz bardziej wyrafinowane metody zadawania bólu. 

Tybetańskie Centrum Praw Człowieka i Demokracji udokumentowało i opisało liczne tortury, zadawane 

w więzieniach i aresztach Tybetu: zawieszanie za skrępowane kończyny, skuwanie rąk i nóg, rażenie 
prądem, wystawianie na skrajne temperatury, szczucie psami, gwałty, rażenie pałkami elektrycznymi 

najwrażliwszych części ciała np. genitaliów i ust, długotrwałe przetrzymywanie w karcerze, oddawanie 
moczu w usta ofiary, zmuszanie do oglądania filmów przedstawiających tortury, zmuszanie do 

długotrwałego stania, głodzenie, pozbawianie wody, snu itd.  

Jednym z najważniejszych rezultatów międzynarodowych nacisków na Chiny jest zmniejszenie 

liczby egzekucji tybetańskich więźniów politycznych. W okresie politycznych napięć traceni są obecnie 
więźniowie kryminalni. W ten sposób Pekin zastrasza społeczeństwo, nie ryzykując potępienia na 

arenie międzynarodowej. Więźniowie polityczni nie są więc skazywani na śmierć, lecz poddawani 
długotrwałym torturom, które często kończą się zgonem lub kalectwem ofiary. Tybetańskie Centrum 

Praw Człowieka i Demokracji udokumentowało 69 zgonów więźniów – w więzieniach, aresztach lub 
zaraz po opuszczeniu ich murów – po 1987 roku. Wszyscy oni zginęli na skutek tortur.  

 
Dekoracja propagandowa  

 

                                                           

35

 Amnesty International Report, 1998.  

36

 Physicians for Human Rights, Striking Hard: Torture in Tibet, IRCT, nr 9/1a, czerwiec 1999.  

37

 Kodeks przyjęto na drugim posiedzeniu V Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych 1 lipca 1979. 

Znowelizowano go na piątym posiedzeniu VIII Zgromadzenia 14 marca 1997.  

38

 International Rehabilitation Council for Torture Victims, Torture in Tibet: 1949-1999, 1999.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 20 -

Nasilenie represji nie powstrzymało Pekinu przed opublikowaniem białej księgi, poświęconej 

swobodom religijnym i prawom człowieka w Tybecie. Władze chińskie najwyraźniej uznały,  że 
najstosowniejszą reakcją na deptanie praw Tybetańczyków będzie uruchomienie machiny 

propagandowej.  

Coraz poważniejszy udział w gospodarce światowej sprawia, że Chiny przywiązują większą 

wagę do swego wizerunku za granicą. Niestety, ta nowa wrażliwość nie wyraża się  łagodniejszym 
traktowaniem Tybetańczyków, lecz subtelniejszymi metodami opresji i gigantycznymi nakładami na 

propagandę zagraniczną.  

III Forum zalecało zapraszanie do Tybetu „przyjaznych” dziennikarzy zagranicznych i włączanie 

ich głosów do chóru chińskich propagandystów. W ostatnich latach faktycznie zorganizowano wiele 
takich imprez. Zagraniczni goście mogli rozmawiać z przedstawicielami reżimu i marionetkami nowych 

panów Tybetu. Zwykłym Tybetańczykom nie wolno rozmawiać nawet z turystami, o dziennikarzach nie 
wspominając. Dziennikarze, którzy okazują sympatię sprawie Tybetu, nie mogą liczyć na uzyskanie 

niezbędnych zezwoleń. Chińscy przywódcy doskonale wiedzą,  że póki lew nie znajdzie własnego 
historyka, księgi dżungli opiewać będą tylko męstwo myśliwych.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 21 -

 

 
ROZWÓJ GOSPODARCZY JAKO NARZĘDZIE KONTROLI POLITYCZNEJ  

 
Sposób, w jaki Chiny kierowały rozwojem Tybetu po rozpoczęciu okupacji w 1959 roku, nie ma 

nic wspólnego z wytycznymi Organizacji Narodów Zjednoczonych i normami międzynarodowymi. 
Chińska polityka „rozwoju za wszelką cenę” polega nie tylko na rabunkowym gospodarowaniu zasobami 

naturalnymi, ale i spycha Tybetańczyków na margines, zmieniając ich w obywateli drugiej kategorii w 
ich własnym kraju.  

Rząd Chin uparcie chełpi się rozwojem Tybetu. W rzeczy samej, „rozwój” jest kluczem do 

interpretacji, mających tłumaczyć wkroczenie Chińczyków do Tybetu. Pięćdziesiąt lat chińskich rządów 

przedstawia się jako okres niebywałego rozwoju i kojenia rozlicznych cierpień Tybetańczyków

39

.  

Rząd Chin utrzymuje, że mimo problemów i trudności, sytuacja ciągle się poprawia, a nowe 

budowle, drogi, mosty, elektrownie wodne itd. są fundamentem szczęścia szerokich mas

40

.  

Pekin głosi,  że „prymitywny i barbarzyński” Tybet „prekomunistyczny” jest dziś, pod 

„dobroczynnymi” rządami Chin, przeobrażany w Tybet „nowoczesny”. I, II i III Forum zaowocowały 
niezliczonymi budowami dróg, elektrowni itd., które dramatycznie zmieniły oblicze Tybetu.  

Za owymi zmianami kryje się przecież konsekwentna strategia, której głównym celem jest 

zasymilowanie Tybetu z innymi regionami Chińskiej Republiki Ludowej. Ten cel osiągnięto łącząc Tybet 

z chińskimi miastami, z których toczy się fala nowych osadników. Drugim celem Pekinu jest poprawianie 
wizerunku na arenie międzynarodowej i legitymizowanie chińskiej obecności w Tybecie: Chiny chełpią 

się każdym groszem, przekazanym na rozwój „prymitywnych nieużytków” Dachu Świata.  

Pekin nigdy jednak nie wspomniał, ile zarobił na grabieży skarbów tybetańskiej kultury w 

czasach rewolucji kulturalnej, wykarczowanych lasach i wyrastających jak grzyby po deszczu 

kopalniach. Zyski czerpane z naturalnych bogactw Tybetu – drewna, minerałów, ropy naftowej i 
produktów zwierzęcych – są znacznie wyższe, niż dotacje przeznaczane na jego „rozwój”.  

Co więcej, rozwój gospodarczy jest dla Pekinu antidotum na tybetański „nacjonalizm” i metodą 

walki z „separatyzmem”. Rząd nie ukrywa, że „rozwój” ma stłumić opór Tybetańczyków.  

Przed paroma miesiącami wiceprezydent Hu Jintao, który jest również członkiem Stałego 

Komitetu Biura Politycznego Komitetu Centralnego, powiedział: „Stały rozwój gospodarki Tybetu i inne 

osiągnięcia ostatnich lat stanowią integralną część naszych zabiegów o utrzymanie stabilizacji 
społecznej”

41

.  

Jeśli wziąć pod uwagę, że Chiny miały pięćdziesiąt lat na rozwijanie Tybetu, nie mają się czym 

chwalić. Co więcej, negatywne skutki owego „rozwoju” znacznie przewyższają zyski

42

. Większość 

projektów wiąże się z przesiedlaniem do Tybetu nowych chińskich osadników, zwiększając kontrolę 
Pekinu nad Krainą Śniegów.  

Podczas obrad III Forum premier Li Peng mówił o konieczności przyspieszenia rozwoju Tybetu. 

Chciał, by władze TRA zrozumiały,  że „rozwój gospodarczy jest kluczem do stabilizacji”, i zalecał 

„podniesienie tempa reform oraz uprawianie [polityki większego] otwarcia”. Cały kraj miał 
entuzjastycznie popierać rozwój Tybetu, a Tybetańczycy dążyć do „samowystarczalności i poprawy 

infrastruktury, która jest fundamentem wzrostu gospodarczego”.  

Po zamknięciu obrad III Forum komitet partii TRA zaczął pracować nad strategią rozwoju 

„zjednoczonego, bogatego, cywilizowanego i socjalistycznego Tybetu”

43

.  

III Forum zdecydowało, że: „wzrost gospodarczy w Tybecie zostanie utrzymany na poziomie 10 

procent. Dzięki temu w roku 2000 PKB będzie dwukrotnie większy niż w roku 1993. Wzrost będzie więc 

                                                           

39

 New Progress in Human Rights in the Tibet Autonomous Region, Pekin, luty 1998.  

40

 50 Years of Progress in China’s Human Rights, Xinhua, 17 lutego 2000.  

41

 Xinhua, 7 marca 2000.  

42

 Ann Forbes i Carole McGranahan, Developing Tibet? A Survey of International Development Projects, Cultural Survival

The International Campaign for Tibet, 1992.  

43

 TIN New Review nr 22, 8 listopada 1994.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 22 -

wyższy niż sześć procent, osiągane w latach 1981-1993, oraz osiem-dziewięć procent w skali kraju. 

Jeśli idzie o zboże i ropę, Tybet będzie już samowystarczalny i zlikwiduje problem ubóstwa. Szerokie 
masy osiągną stosunkowo wysoką stopę życiową. (...) Gospodarka Tybetu rozwinie się na wielką skalę. 

Dwukrotnie wzrosną moce przerobowe. Wszystkie okręgi zostaną podłączone do sieci telefonicznej; 80 
procent z możliwością prowadzenia rozmów zamiejscowych. W każdym okręgu stanie szkoła średnia, a 

w każdym mieście podstawowa. Dostęp do edukacji zyska 80 procent dzieci. Poprawi się sytuacja w 
dziedzinie opieki zdrowotnej, a radio i telewizja obejmą swym zasięgiem znaczną część kraju”.  

Minęło sześć lat, a gospodarka wolnorynkowa nadal raczkuje. Choć rośnie produkcja, w 

tybetańskich miastach i wsiach straszy nędza. Zdając sobie sprawę z porażki, Chiny uruchomiły kolejny 

program walki z ubóstwem.  

 

Drugie dno rozwoju  
 

Pamiętając o losie Związku Radzieckiego i byłej Jugosławii, Chiny robią wszystko, by zakopać 

przepaść między bogatymi regionami wschodniego wybrzeża i pogrążoną w nędzy zachodnią częścią 

kraju. Inwestuje się w regiony zachodnie i ściąga tu nowych osadników.  

Okrzyczany Program Rozwoju Ziem Zachodnich otrzymuje ogromne wsparcie Pekinu, chińskiej 

diaspory i inwestorów zagranicznych. Obecnym regionalnym planem pięcioletnim objęto niemal pięć i 
pół miliona kilometrów kwadratowych i trzysta milionów mieszkańców sześciu prowincji (Gansu, 

Guizhou, Qinghai, Shaanxi, Sichuan i Yunnan), trzech regionów autonomicznych (Ningxia, Tybet i 
Xinjiang) i jednego miasta (Chongqing).  

20 marca 2000 Dziennik Ludowy donosił, że „rząd zainwestuje w tym roku 31 miliardów yuanów 

[3,7 miliarda USD] w rozbudowę infrastruktury regionów zachodnich”. W czerwcu rząd ujawnił listę 225 
projektów (od rolniczych, po wyspecjalizowane technologie, turystykę i górnictwo), które uznano za 

priorytetowe i uprzywilejowane, by przyciągnąć zagraniczny kapitał, a media podawały, że „do końca 
maja bieżącego roku 349537 zagranicznych firm zainwestowało w Chinach zachodnich ponad 63,3 

miliarda USD”

44

.  

Wśród wspomnianych 5,4 miliona kilometrów kwadratowych jest dwa i pół miliona terytoriów 

tybetańskich, należących do prowincji U-Cang, Kham i Amdo. Chen Kuiyuan mówił w marcu 
dziennikarzowi Renmin Ribao, że plan „rozwoju ziem zachodnich” stwarza „szansę” na większą 

eksploatację „tak naziemnych, jak podziemnych naturalnych zasobów Tybetu”. Jak już wspomniano, 
„rozwój” oznacza dla Tybetu i jego narodu li tylko opresję i kolonizację.  

Chiny mogą podawać kolejne daty ostatecznego wyplenienia ubóstwa i zmodernizowania kraju, 

ale faktycznie idzie im o obrócenie Tybetańczyków w mniejszość w ich własnym kraju. Narzędziem do 

osiągnięcia tego celu jest masowe przenoszenie ludności pod transparentem „rozwoju gospodarczego”.  

Na liście realizowanych w Tybecie projektów dominowały przedsięwzięcia na wielką skalę, takie 

jak budowa dróg, kolei, międzynarodowych portów lotniczych, gazociągów z Amdo (Qinghai) do 
Szanghaju i fabryk nawozów sztucznych, na które czekają chińscy rolnicy.  

Nie ulega wątpliwości, że ukrytym celem owych projektów jest dalsza marginalizacja i sinizacja 

narodu tybetańskiego.  

 
Skutki „walki z ubóstwem”  

 
W lutym 2000 Chiny ogłosiły, że w ciągu roku rozprawią się z problemem ubóstwa w Tybecie. 

W tym samym lutym Pekin opublikował białą księgę na temat praw człowieka, w której dowodził, że 95 
procent mieszkańców wsi ma „strawę i odzienie” i że „walka z problemem braku żywności i ubrań w 

całym kraju została zakończona sukcesem, a wszyscy mieszkańcy Chin cieszą się relatywnym 
dostatkiem”

45

.  

                                                           

44

 China Daily, 23 czerwca 2000.  

45

 50 Years..., op. cit.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 23 -

Plan walki z ubóstwem w Tybecie zasadzał się na podniesieniu dochodów w pewnych 

regionach, co wyraźnie poprawiało statystyki, które, wyrwane z kontekstu, mogły świadczyć o poprawie 
sytuacji w dziedzinie opieki zdrowotnej, edukacji, wyżywienia, mieszkalnictwa, stopy życiowej itd. – 

innymi słowy, o rozwiązaniu problemu nędzy w Tybecie. Co gorsza, podniesienie statystycznych 
dochodów często wynikało z przejścia z wymiany barterowej do gospodarki rynkowej, która, w 

przeciwieństwie do barteru, wcale nie zaspokajała potrzeb Tybetańczyków.  

Faktem jest, że ogromne połacie kraju pozostały całkowicie zaniedbane. To zaś każe pytać o 

dostęp do rozwoju i produkowanego w Tybecie majątku. Realizowane dziś w Tybecie wielkie 
przedsięwzięcia są zupełnie obce tradycyjnej gospodarce i stylowi życia rdzennych mieszkańców 

regionu.  

Pekin widzi walkę z ubóstwem w kategoriach czysto monetarnych. Ostatnie statystyki pokazują 

ogromną przepaść między dochodami na wsi i w mieście. Tak czy owak, najważniejsze pytanie dotyczy 
sposobu, w jaki chińscy statystycy uzyskują podawane liczby. Pekin podaje, że w 1998 roku przeciętny 

tybetański chłop z TRA zarobił 1158 yuanów (144,75 USD); dochód mieszkańca miasta w TRA (gdzie 
zdecydowaną większość stanowią Chińczycy) oszacowano na 5400 yuanów (675 USD)

46

.  

Warto porównać te dane ze statystykami, dotyczącymi całych Chin. W tym samym okresie 

przeciętny chiński chłop zarobił 2162 yuany (270,25 USD) – czyli niemal dwa razy tyle co w TRA – a 

mieszkaniec miasta 5425 yuanów (678,125 USD)

47

.  

Niemal równe dochody w miastach odzwierciedlają strategię Chin, które koncentrują się na 

tybetańskich miastach. Chiny twierdzą,  że w Tybecie żyje w ubóstwie tylko 110 tysięcy osób, ale z 
oficjalnych statystyk wynika, że tybetański chłop zarabia ledwie pół „dolara na głowę dziennie” – 

globalnego miernika nędzy.  

Jak już wspomniano, sam dochód nie może  świadczyć o faktycznej skali ubóstwa. Roczna 

średnia w ogóle pomija kwestie takie, jak dostęp do opieki zdrowotnej i edukacji, okresowy charakter 

produkcji, rozziew między statystycznym dochodem a prawdziwą konsumpcją itd.  

Trudno o dokładne statystyki, dotyczące Tybetańczyków, mieszkających poza granicami TRA 

(tzn. w prowincjach Gansu, Yunnan, Sichuan i Qinghai, obejmujących tybetański Kham i Amdo).  

Wiele też wskazuje na to, że nierówności we współczesnym Tybecie nie sprowadzają się do 

podziału na miasto i wieś. W 1998 roku, na przykład, średni dochód chłopa z Amdo wzrósł do 1347 
yuanów (168,38 USD), a pasterza do 2300 yuanów (287,5 USD)

48

.  

W 1997 roku Międzynarodowa Komisja Prawników orzekła,  że siedemdziesiąt procent 

Tybetańczyków z TRA żyje poniżej progu ubóstwa.  

W 1997 roku UNDP opublikował raport o Chinach, uznając TRA i inne tybetańskie terytoria za 

najuboższe regiony Chin Ludowych.  

Jeśli spojrzeć na realizowane przez Chiny projekty walki z ubóstwem, to okaże się,  że na 

przykład finansowany przez ONZ i wart pięć i pół miliona dolarów „program żywnościowy dla Amdo” 

koncentruje się na produkcji pszenicy – którą jedzą Chińczycy – a nie najważniejszego dla 
Tybetańczyków jęczmienia

49

. W latach dziewięćdziesiątych, twierdzą autorzy raportu, „niemal wszyscy 

Tybetańczycy żyli w nędzy, właściwie nie korzystając z ogromnych chińskich inwestycji w infrastrukturę i 
nadbudowę”

50

.  

Choć Chiny chełpią się,  że wygrały walkę z głodem, wiele wskazuje na to, że wielu 

Tybetańczyków codziennie walczy o przetrwanie. Od lat nic się  właściwie nie zmienia, a wysokie 

podatki pozostają zmorą tybetańskich chłopów.  

 

Dewastacja środowiska naturalnego  

                                                           

46

 Xinhua, 26 września 1999.  

47

 50 Years..., op. cit.  

48

 Por. Gabriel Lafitte, „Remaking the West: China’s New Mass Campaign for Development of Western China” [w:] 

Toworrow’s Tibet, Dharamsala, 15 marca 2000.  

49

 Międzynarodowa Komisja Prawników, Tibet: Human Rights and the Rule of Law, grudzień 1997.  

50

 Ibid.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 24 -

 

Chiński pęd do „rozwijania” Tybetu stanowi śmiertelne zagrożenie dla środowiska naturalnego. 

W ciągu czterdziestu lat okupacji Pekin zmierzył, zbadał, naniósł na mapy i doprowadził drogę do 

każdego zakątka Tybetu, który przedstawiał jakąś wartość finansową, by słać do Chin drewno, minerały, 
ropę naftową i produkty zwierzęce – zubażając tym samym Tybetańczyków i nieodwracalnie niszcząc 

środowisko naturalne Krainy Śniegów.  

Tybet był niegdyś rajem flory i fauny, na którego straży stali ludzie, żyjący w harmonii z naturą. 

Dziś rozgrywa się tu prawdziwa tragedia.  

Gwałtowna urbanizacja – oraz ogromne kopalnie, elektrownie i inne inwestycje na wielką skalę 

– pozbawia Tybetańczyków domów, a zwierzynę naturalnego środowiska. Skażenie rzek, karczowanie 
lasów, zagłada endemicznych gatunków, erozja, zmiany klimatyczne, składowanie radioaktywnych 

odpadów i bezmyślny rabunek bogactw naturalnych – wszystko to stanowi zagrożenie nie tylko dla 
Tybetu, ale dla całego regionu.  

Chińska polityka rozwoju gospodarczego, industrializacji i przenoszenia ludności miała ogromny 

wpływ na rzeki i jeziora Tybetu. Sieć zapór wodnych w Amdo zmieniła bieg rzek i przyniosła 

katastrofalne skutki; karczowanie lasów odbiło się na górnym biegu Jangcy, Mekongu i Brahmaputrze, 
które mają  źródła w Tybecie. Większość rzek Płaskowyżu skażona jest toksycznymi odpadami z 

chińskich kopalni.  

Powodzie, do których doszło w sierpniu 1998 i 1999 roku, dotknęły 66 milionów ludzi, zabiły 

3656 osób i spowodowały zniszczenia, szacowane na 37,5 miliarda dolarów. Chiny odstąpiły od 
ideologicznej zmowy milczenia, przyznając, że przyczyną powodzi było karczowanie lasów w górnym 

biegu Jangcy, i wydały zakaz wycinania drzew w tych regionach

51

. Zalesianie i ochronę środowiska w 

górnym biegu rzek Żółtej, Jangcy i Mekongu uznano wręcz za jeden z priorytetów w ostatniej wersji 
Planu Rozwoju Ziem Zachodnich.  

Chiny chcą być mocarstwem i członkiem Światowej Organizacji Handlu, muszą więc odgrywać 

rolę „przykładnego obywatela” społeczności międzynarodowej. „Dyplomacja ekologiczna” ma poprawić 

wizerunek Pekinu. Fakty są jednak takie, że Chiny nie mają żadnej wizji, polityki, ustawodawstwa i woli 
faktycznego chronienia środowiska. Wszystko wskazuje na to, że w XXI wieku będą nadal rozwijać 

gospodarkę za wszelką cenę – również środowiska naturalnego Tybetu.  

 

Przenoszenie ludności  
 

Integralną częścią realizowanej obecnie strategii demograficznej Chin jest zatrzymanie wzrostu 

populacji mniejszości z „zacofanych” regionów zachodnich

52

. Z właściwą swojej propagandzie 

bezwstydnością, Pekin twierdzi, że „wzrost populacji na zachodzie, gdzie żyje większość mniejszości, 
mógłby zablokować rozwój regionu, w którym zaczyna brakować surowców, i zagrozić  środowisku 

naturalnemu”. Jednocześnie stara się jednak ściągać na zachód – również do Tybetu – chińskich 
imigrantów, proponując im wyższe pensje i łagodniejszą politykę planowania rodziny (uzasadnianą, ma 

się rozumieć, niskim zaludnieniem w owych regionach).  

Chińscy okupanci podejmowali wiele prób niszczenia tożsamości Tybetańczyków – czy to 

przemocą, czy to asymilacją. Przenoszenie ludności chińskiej do Tybetu służy właśnie zmienianiu i 
kontrolowaniu tybetańskiej kultury i tożsamości

53

.  

Zaraz po inwazji do Tybetu sprowadzano głównie urzędników i żołnierzy. W latach 

osiemdziesiątych Chiny postanowiły włączyć Tybet w struktury gospodarcze i społeczne. Od tego czasu 

rząd stara się przesiedlać do Tybetu chińskich chłopów, robotników i kupców

54

.  

                                                           

51

 Tibet 2000: Environment and Development Issues, op. cit.  

52

 „Chiny ograniczają liczbę urodzeń na zachodzie, ale chcą tam więcej ludzi”, AFP, 18 sierpnia 2000. 

53

 TCPCD, Tibet: Tightening of Control, Annual Report 1999 Human Rights Violations in Tibet, Dharamsala 2000.  

54

 Tibetan Youth Congress, Strangers in Their Own Country: Chinese Population Transfer in Tibet and its Impacts, 1994. 

Por. Tsewang Phuntso, China’s Development Policy in Tibet Since the Early 1950s, DIIR, wrzesień 1999.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 25 -

III Forum uznało, że proces ten należy przyspieszyć. Tybet miał odtąd skuteczniej zaspakajać 

gospodarcze potrzeby Chin. Sercem nowej strategii było „otwarcie drzwi Tybetu na inne regiony kraju i 
zachęcanie kupców, inwestorów, firmy i biznesmenów z Chin do prowadzenia w Tybecie różnych 

interesów”

55

.  

Obok coraz intensywniej przesiedlanych Chińczyków w Tybecie stacjonuje dwieście tysięcy 

chińskich żołnierzy

56

. W latach czterdziestych na terenie Tybetu właściwie nie było Chińczyków

57

; dziś 

jest ich więcej niż Tybetańczyków – „niemal siedem i pół miliona wobec sześciu milionów i stu 

tysięcy”

58

.  

Przenoszenie ludności chińskiej ma katastrofalne skutki dla Tybetańczyków. Zachęcani przez 

rząd osadnicy szukają posad w industrializującym się Tybecie, odbierając pracę Tybetańczykom. Ich 
obecność ma pomóc w zintegrowaniu gospodarki Tybetu – która w tej chwili jest już właściwie w ich 

rękach – z gospodarką Chin

59

.  

Chińscy osadnicy z miast nie mają nic wspólnego z Tybetańczykami z regionów wiejskich, na 

przykład koczownikami. Można tu mówić wręcz o segregacji.  

Chiny podejmują wiele inicjatyw, by przesiedlać do Tybetu również ubogich Chińczyków. Choć 

Bank  Światowy wstrzymał 40 milionów dolarów kredytu na Projekt Walki z Ubóstwem w Chinach 
Zachodnich, Pekin najwyraźniej zamierza sam sfinansować przesiedlenie 58 tysięcy Chińczyków do 

okręgu Dulan w Amdo.  

Przenoszenie chińskiej ludności do Tybetu stanowi jedno z największych zagrożeń dla 

tybetańskiej kultury i tożsamości. Nadaje też kształt rozwojowi gospodarczemu. Dotacje Pekinu i 
większość inwestycji przeznaczone są przede wszystkim dla chińskiej społeczności, stanowiącej 

gwarant panowania nad Tybetem. Chińczyków widać w miastach, administracji, handlu i armii; są 

odseparowani od lwiej części społeczności tybetańskiej. Okrzyczane chińskie projekty, takie jak szosy, 
kopalnie i domy mieszkalne, realizowane są z myślą o osadnikach, celach militarnych i surowcach, 

które wywozi się z Tybetu. Rozwój gospodarczy i chińskie osadnictwo mają pomóc we wchłonięciu 
Tybetu przez ChRL.  

Tybetańskie miasta są stopniowo sinizowane. Chińscy osadnicy odbierają Tybetańczykom 

ziemię, żywność i dobrą pracę. Tybetańczycy stają się mniejszością we własnym kraju i nie korzystają z 

dobrodziejstw rozwoju, którego dokonuje się w ich imieniu.  

 

Nędza rozwoju  
 

Słynny ekonomista i laureat Nagrody Nobla, Amartya Sen, powiada, że wolność jest 

koniecznym warunkiem rozwoju. Chiny „rozwijają” Tybet kosztem środowiska naturalnego i narodu 

tybetańskiego, który ma coraz mniejszy wpływ na to, co dzieje się w jego kraju.  

Polityka, jaką uprawia Pekin, tworzy w Tybecie dwie gospodarki i dwie społeczności: miejską, 

bogatą – chińską, i wiejską, biedną, niedoinwestowaną – tybetańską. Rozziew między retoryką rozwoju 
a warunkami, w jakich naprawdę żyją ludzie, często maskuje się imponującymi liczbami i statystykami. 

                                                           

55

 Przemówienie Raidiego, przewodniczącego Stałego Komitetu Zgromadzenia Regionalnego, na forum VII Plenum VI 

Stałego Komitetu Partii TRA 5 września 1994, rozpowszechniane jako wewnętrzny „Dokument nr 5”. Cytat za: Tsewang 

Phuntso, op. cit.  

56

 International Committee of Lawyers for Tibet oraz Unrepresented Nations and Peoples Organization, The Case 

Concerning Tibet: Tibet’s Sovereignty and the Tibetan People’s Right to Self-Determination, New Delhi, grudzień 1998.  

57

 Ibid.  

58

 International Committee of Lawyers for Tibet, The Relationship Between Environmental Management and Human Rights 

in Tibet, lipiec 1992: raport dla Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. Praw Człowieka i Środowiska Naturalnego. Szacunki 

Tibet Support Group (UK), organizacji, która badała proces przenoszenia ludności chińskiej do Tybetu w 1995 roku, były 

nieco ostrożniejsze (i po raz kolejny dowiodły, że statystyki Pekinu nie są wiarygodne). Eksperci uznali, że w tradycyjnie 

tybetańskich regionach mieszka od pięciu do pięciu i pół miliona nie-Tybetańczyków. Chińskie statystyki mówią o 4,59 
miliona Tybetańczyków. TSG UK, New Majority: Chinese Population Transfer into Tibet, Londyn 1995.  

59

 Międzynarodowa Komisja Prawników, Tibet: Human Rights..., op. cit.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 26 -

Rozwój Tybetu nie przyniósł pożytku Tybetańczykom, lecz dokonał się ich kosztem, z pogwałceniem ich 

praw socjalnych i gospodarczych.  

Australijska (rządowa) Agencja ds. Rozwoju Międzynarodowego, którą Chiny wynajęły do 

dokonania ewaluacji inwestycji w Amdo, jasno wskazuje, dlaczego chińskie programy rozwoju nie 
przynoszą większości Tybetańczyków żadnego pożytku. Chiny, stwierdza Agencja, pompują pieniądze 

w wielkie przedsięwzięcia, nie zastanawiając się nad potrzebami biednych. Innymi słowy, biedni w 
żaden sposób nie uczestniczą w projektach walki z trapiącą ich nędzą. Nie ma też planów wychodzenia 

z ubóstwa. Chiny skupiają się wyłącznie na wielkich inwestycjach, a nie na projektach dla ubogich 
gospodarstw

60

.  

Wielkie, kosztowne projekty owocują tamami i szosami, które bezpośrednio nie podnoszą 

dochodów ludności lokalnej. Lwią część budżetu takich przedsięwzięć stanowią narzędzia, siła robocza, 

importowane z samych Chin materiały oraz koszty zarządzania. Na tej samej zasadzie regularne 
dotacje Pekinu podnoszą PKB, ale nie dochody najuboższych. Płace chińskich robotników 

kontraktowych stanowią część PKB, który niewzruszenie rośnie, gdy dotuje się nie-Tybetańczyków.  

W chińskich dokumentach roi się od podobnych oświadczeń: „Produkt krajowy brutto 

Tybetańskiego Regionu Autonomicznego wynosił trzy miliardy yuanów w 1992 roku i 3,6 miliarda 
yuanów w roku 1993. W roku 1997 wynosił już 7,35 miliarda yuanów, czyli o 83,57 procent więcej niż w 

roku 1993, co daje roczny wzrost w wysokości 12,9 procent”

61

. Główny Urząd Statystyczny ChRL 

donosi, że w 1999 roku „PKB TRA osiągnął 10,335 miliarda yuanów, o 9,1 procent więcej niż w 1998, 

szósty rok z rzędu przewyższając średnią krajową”

62

. Cóż jednak z tego, skoro przeciętny Tybetańczyk 

nadal żyje w nędzy?  

Skoro zmiany w Tybecie mają jakoby wyznaczać drogę do świetlanej przyszłości regionu, Pekin 

mógłby zainteresować się potrzebami Tybetańczyków, dla których przygotowuje swoje projekty. 
Tymczasem każdą krytyczną uwagę czy gest traktuje jako „odchylenie” lub przejaw „działalności 

separatystycznej”, sterowanej przez „klikę Dalaja”, która „usiłuje paraliżować postęp” – co nieuchronnie 
oznacza więzienie, a nawet śmierć.  

Tybetański rząd emigracyjny nie chce „paraliżować postępu” – co więcej, niecierpliwie czeka na 

dobre wiadomości z Tybetu i faktyczną poprawę losu tybetańskich koczowników i chłopów. Publikując 

Wskazówki dotyczące międzynarodowych programów rozwoju i inwestycji w Tybecie, zachęcał wręcz 
zagranicznych inwestorów do udziału w systematycznym rozwoju Płaskowyżu Tybetańskiego.  

Rząd emigracyjny ma nadzieję,  że w przyszłości Tybetańczycy będą mogli faktycznie 

uczestniczyć w projektach, które zmieniają oblicze ich kraju, i zachować kontrolę nad własnymi 

zasobami naturalnymi. Tybetańczycy, mieszkający w Tybecie i poza jego granicami, witają z otwartymi 
ramionami każdy projekt, który daje im kontrolę, wiedzę i zatrudnienie oraz promuje tybetańską kulturę, 

język i tożsamość.  

                                                           

60

 The Australian Agency for International Development, Qinghai Community Development Project: Project Implementation 

Document, maj 1995.  

61

 „1999: A Golden Year”, China’s Tibet, nr 10/1, 1999.  

62

 Dziennik Ludowy, 8 lutego 2000.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 27 -

 

 
NOWA PROPAGANDA ZAGRANICZNA  

 
Skąd nowa ofensywa w mediach?  

 
Sprawa Tybetu najbardziej zaszkodziła wizerunkowi Chin na arenie międzynarodowej. 

Międzynarodowe media szukają informacji w Dharamsali, a Pekin musi się bronić.  

Władze chińskie doskonale widzą  tę bezradność. W 1993 roku, w rocznicę powstania 

narodowego z 10 marca 1959, w Pekinie spotkali się eksperci, by przygotować ofensywę 
propagandową, która pozwoliłaby Chinom odzyskać utracone terytoria.  

W spotkaniu uczestniczył wiceminister propagandy Zeng Jian-hui, który przedstawił 

najważniejsze wytyczne. Rekomendacje ekspertów miały ogromny wpływ na decyzje III Forum, które 

obradowało w Pekinie rok później.  

Eksperci uznali, że Pekin przegrywa wojnę propagandową o Tybet. Problemem, przed którym 

stali chińscy dygnitarze, były jednoznaczne doniesienia zachodnich mediów o tragedii Tybetu. Pekin 
zauważył,  że przedstawiają one Chiny jako wielkiego, złego oprawcę Tybetu, podkopując wizerunek 

ChRL i narażając na ciągłe problemy chińskich dyplomatów.  

Eksperci mieli przedstawić nowe pomysły, które pozwoliłyby opracować strategię, 

umożliwiającą odwrócenie tego negatywnego trendu.  

 

Historia wojny na słowa  

 
Prześledźmy historię wojny na słowa między ruchem tybetańskim a Pekinem, by zrozumieć, co 

stracili Chińczycy, a co zyskali Tybetańczycy. Najlepiej chyba ilustruje to rozmowa, którą przeprowadził 
Mao Zedong z Nikitą Chruszczowem po stłumieniu powstania w Tybecie w 1959 roku. Kiedy Mao 

skończył opowiadać o ostatnim ciosie, jaki świat socjalizmu zadał imperializmowi, Chruszczow miał 
spytać: „A co z Dalajlamą?”. „Uciekł”, odparł Mao takim tonem, jak gdyby chciał powiedzieć „baba z 

wozu...”. „No to przegraliście wojnę”, stwierdził Chruszczow.  

Ta rozmowa oddaje klimat mitów i legend epoki zimnej wojny, ale przede wszystkim świadczy o 

tym, jak bardzo słyszalni stali się tybetańscy uchodźcy i jak potrafili zjednać sobie światową opinię 
publiczną.  

Kiedy Armia Ludowo-Wyzwoleńcza wkraczała na teren Płaskowyżu Tybetańskiego, Chiny były 

nową latarnią morską socjalistycznego świata – zwłaszcza dla państw, które cierpiały w jarzmie 

kolonializmu.  Światowe media niemal nie interesowały się izolowanym, nieobecnym na arenie 
międzynarodowej Tybetem. Jeśli już coś pisano, było to bardzo dalekie od prawdy i faktów.  

Machina propagandowa Chin Ludowych niezmordowanie informowała o „wyzwoleniu” 

deptanych przez wieki „chłopów pańszczyźnianych” i „niewolników”. Tych, którzy opierali się inwazji, 

nazywała „psami łańcuchowymi kapitalistów”, usiłujących zniszczyć obóz socjalistyczny. Tybet stał się 
jednym z klocków zimnej wojny: państwa socjalistyczne milczały. Chiny mogły mówić  światu to, co 

chciały – i często padało to na podatny grunt. Tybetańczycy nie mieli głosu.  

Informacyjny monopol Chin utwierdzili lewicujący dziennikarze i pisarze, sławiący raj nowego, 

socjalistycznego Tybetu. Lawinę publikacji tego rodzaju zapoczątkował  Timely Rain Romy i Stuarta 
Gelderów, a zakończyła  Lhasa: the Open City Han Suyina, który namalował różowy obraz 

postępowego, socjalistycznego Tybetu.  

Wszyscy ci pisarze nie wspomnieli słowem o zniszczeniach, jakie przyniosły Tybetowi 

„demokratyczne reformy”, kampania „wielkiego skoku” i rewolucja kulturalna. Dla świata były one 
historyczną białą plamą. Relacje uciekających z kraju Tybetańczyków, którzy opisywali zbrodnie na 

narodzie tybetańskim, uznawano za „typowe opowieści uchodźców”, wymyślających koszmarne 
historie, by uzyskać azyl.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 28 -

Chiny całkowicie kontrolowały Tybet i odniosły sukces propagandowy. Społeczność 

międzynarodowa szybko zapomniała o inwazji, a okupację uznano za „wyzwolenie” mas pracujących. 
Krótko mówiąc, sprawa Tybetu przestała istnieć. Wysiłki społeczności emigracyjnej, która usiłowała 

przypominać o losie Tybetu, nazywano nawet „próbami reanimowania zdechłego jaka”.  

Nie trwało to jednak wiecznie. Nowe zainteresowanie Tybetem zrodziło się przede wszystkim z 

podróży Jego Świątobliwości Dalajlamy, który w 1979 roku zaczął składać wizyty w różnych państwach i 
przedstawiać tybetańską wersję wydarzeń. Jego osobowość i szczerość natychmiast zjednały mu wielu 

wpływowych przyjaciół i sojuszników. Determinacja i odwaga Tybetańczyków oraz wytrwała praca 
tybetańskiego rządu na wychodźstwie przynosiła pierwsze rezultaty. Ludzie zafascynowani buddyzmem 

tybetańskim zaczynali interesować się polityczną sytuacją Tybetu i okazywać mu poparcie.  

Na początku lat osiemdziesiątych liberalizujące się Chiny otworzyły Tybet dla pierwszych 

turystów zagranicznych. To, co zobaczyli, sprawiło,  że po powrocie do domu wielu zakładało 
organizacje, popierające Tybet, i niezmordowanie informowało media o tragedii narodu tybetańskiego.  

Oficjalne delegacje z Dharamsali, które wpuszczano do Tybetu w latach 1979-1985, przywoziły 

zdjęcia i filmy, ukazujące straszliwe zniszczenia, nędzę i głębię oddania Tybetańczyków dla Jego 

Świątobliwości Dalajlamy.  

W tym samym czasie ukazała się książka, zatytułowana In Exile from the Land of Snows, która 

zasadniczo zmieniła poglądy na temat sytuacji w Tybecie. John Avedon jako pierwszy opisał powstanie 
przeciwko chińskim rządom w Tybecie, koszmar rewolucji kulturalnej, więzień i obozów pracy oraz 

potęgę ducha oporu Tybetańczyków.  

Ruszyła lawina publikacji, odzwierciedlających zafascynowanie Zachodu Tybetem. Nowej mody 

nie mógł nie zauważyć Hollywood. Wyprodukowano Siedem lat w Tybecie i Kundun, które pokazywały 

Tybet sprzed chińskiej inwazji i dotarły do milionów widzów na całym świecie.  

Pod koniec lat osiemdziesiątych powstała organizacja, monitorująca sytuację w Tybecie i 

podająca niezwykle precyzyjne informacje – londyńska Tibet Information Network, która pomogła światu 
zrozumieć, co dzieje się na Dachu Świata. Na początku lat dziewięćdziesiątych Kongres USA przyjął 

ustawę, powołującą tybetańskojęzyczny serwis Radia Wolna Azja i Głos Tybetu. Audycje tych rozgłośni 
docierają codziennie do Tybetańczyków, którzy nazywają je „lekarstwem dla chorego człowieka”.  

 
Uczyć się od Dharamsali  

 
Chińscy eksperci, którzy zebrali się w Pekinie w marcu 1993 roku, mieli więc ustalić, co 

pozwoliło tybetańskiej diasporze sprzątnąć  światową opinię publiczną sprzed nosa Pekinu, oraz 
przedstawić strategię, która pozwoli ją odzyskać. Z typowo chińską logiką sięgnęli po klasyczną Sztukę 

wojny Sun Tzu, który radził: „Poznaj swego wroga”, i zaczęli od analizy strategii tybetańskich 
uchodźców.  

Szczególne zaniepokojenie Pekinu wywoływał fakt, że tybetańskiej diasporze udało się 

„umiędzynarodowić sprawę Tybetu”. Poparcie dla prowadzenia walki bez przemocy okazało się tak 

silne,  że władze chińskie uprzytomniły sobie, iż nie osiągną  własnych celów bez przychylności 
międzynarodowej opinii publicznej.  

„Walkę z kliką Dalaja i zagranicznymi wrogimi siłami prowadzi się przede wszystkim środkami 

propagandowymi. Szczególną rolę odgrywa tu propaganda zagraniczna. (...) Z szerszej perspektywy, 

propaganda dotycząca Tybetu odciska się nie tylko na nim, ale na całym wizerunku Chin i 
międzynarodowym klimacie wokół reform, polityki otwarcia i modernizacji całego kraju”

63

.  

Chińscy dygnitarze, wracając do retoryki zimnej wojny, wskazali trzy główne problemy: klikę 

Dalaja, wrogie zachodnie siły oraz zagranicznych dziennikarzy, i uznali, że z całą pewnością są one w 

zmowie, której celem jest destabilizacja Chin.  

                                                           

63

 Tenzin, zastępca sekretarza TRA [w:] China’s Public Relations Strategy on Tibet – tajnym dokumencie pekińskiego 

Departamentu Propagandy, opublikowanym przez International Campaign for Tibet, Waszyngton, 1993.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 29 -

Zalecili też zabieganie o sympatię Tybetańczyków mieszkających za granicą – w celu izolacji 

tybetańskich struktur z Dalajlamą na czele i wzmocnienie propagandy w samym Tybecie.  

Oficjalne uznanie Jego Świątobliwości Dalajlamy za „problem” oznaczało ważną zmianę 

strategii. Nawet gdy pod koniec lat osiemdziesiątych przez Lhasę przetaczały się ogromne 
demonstracje, Chiny unikały otwartego krytykowania Dalajlamy. Teraz miało się to zmienić. Nowa 

polityka miała polegać na podkopywaniu wiarygodności Dalajlamy nie tylko jako duchowego przywódcy 
i politycznego rzecznika Tybetańczyków, ale i międzynarodowego autorytetu, zabierającego głos w 

sprawach tego świata.  

„Po czwarte – mówił Zeng Jian-hui – nadal uprawiają dwulicową strategię. Z jednej strony, 

[Dalaj] nazywa się „działaczem na rzecz praw człowieka” i „pokoju na świecie” oraz opowiada za 
„niestosowaniem przemocy”, z drugiej – potajemnie wywołuje zamieszki. Nasi propagandyści mają 

publikować za granicą artykuły, które to obnażą”

64

.  

 

Zaniepokojenie Pekinu  
 

III Forum, które obradowało w 1994 roku, przyjęło wiele zaleceń specjalistów od propagandy. 

Po powrocie do Lhasy Raidi szczegółowo omawiał wszystkie kwestie, które szkodzą wizerunkowi 

Pekinu. „Atakując klikę Dalaja, musimy zabiegać o poparcie ludzi. (...) Musimy stopniowo zmieniać 
wizerunek, jaki powstał za granicą – lepszym planowaniem i przewidywaniem, skuteczniejszą 

propagandą zagraniczną i dobrą taktyką. Trzeba trwać przy propagandzie, ukazującej, że Tybet stanowi 
część Chin. (...) Musimy pokazać prawdziwe oblicze kliki Dalaja i niewolniczego systemu starego 

Tybetu. (...) Państwa zachodnie wspierają klikę Dalaja i wykorzystują tzw. „kwestię Tybetu” do wtrącania 

się w wewnętrzne sprawy naszego państwa. Musimy ciężko pracować, by odebrać im nadzieje na 
umiędzynarodowienie sprawy Tybetu”

65

.  

Szczególny niepokój Pekinu wywołuje rosnące poparcie dla Tybetu, do którego odnosi się 

określenie „wrogie siły zachodnie”, świadczące nie tylko o upodobaniu chińskich komunistów do 

obraźliwych sformułowań, ale przede wszystkim o zdenerwowaniu, jakie wywołuje w ChRL 
międzynarodowy ruch na rzecz Tybetu.  

„Wrogie siły zachodnie” odnoszą się do wszystkiego: od osób prywatnych po parlamenty, 

organizacje praw człowieka, organizacje pozarządowe i rządy, głosujące za wniesieniem potępiającej 

Chiny rezolucji na forum Komisji Praw Człowieka ONZ w Genewie.  

Pekin uznał, że cel propagandy znajduje się za granicą. W 1993 roku eksperci zalecali: „Żywą, 

interesującą propagandę, dotyczącą suwerenności i praw człowieka, należy prowadzić na wielu 
płaszczyznach. Za granicą muszą lepiej rozumieć sprawę Tybetu (...) byśmy mogli przeciwdziałać 

wpływom kliki Dalaja i atakujących nas wrogich sił zachodnich. Musimy zdobyć poparcie i sympatię za 
granicą”

66

.  

Pekin wziął to sobie do serca i zaczął zapraszać do Tybetu zastępy parlamentarzystów, 

urzędników ONZ, zagranicznych dziennikarzy, przywódców i biznesmenów. W latach 1997-1999 Tybet 

odwiedziło ponad dwadzieścia oficjalnych delegacji

67

. Chiny nie zdołały jednak ukryć swoich zbrodni. W 

maju 1998 roku, podczas wizyty „trójki” Unii Europejskiej, doszło do protestów w lhaskim więzieniu 

Drapczi, które uprzytomniły światu, jak bardzo pogorszyła się sytuacja w Tybecie. Reakcja strażników 
była prosta: dziesięcioro więźniów zamęczono na śmierć, a przywódcę demonstracji stracono.  

Chinom udaje się przecież wpływać na niektórych gości. We wrześniu 1999 roku, na przykład, 

australijski poseł Garry Nehl powiedział dziennikarzom po powrocie z Tybetu: „Nie widziałem żadnych 

blokad ani posterunków, które świadczyłyby o ograniczaniu swobody podróżowania. Nikt nie 

                                                           

64

 Ibid.  

65

 5 września 1994, doroczne spotkanie Komitetu Partii TRA w Lhasie. Por. Odcinanie głowy węża..., op. cit.  

66

 China’s Public Relations Strategy..., op. cit.  

67

 Kalon Tempa Tsering, „Tibetan Stake in China-West Relations”, Tibetan Bulletin, listopad-grudzień 1999.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 30 -

przeszkadzał mieszkańcom Lhasy w odwiedzaniu klasztorów i świątyń. Widziałem wielu pielgrzymów z 

młynkami modlitewnymi, którzy składali pokłony i recytowali modlitwy”

68

.  

Chinom najbardziej zależy jednak na dziennikarzach, którzy propagowaliby chińską wersję 

historii Tybetu. Pod tym akurat względem chińskie dokumenty są zaskakująco szczere: „Musimy 
bardziej pracować nad propagandą zagraniczną. (...) Powinniśmy podejść do tego z wyobraźnią. 

Zapraszajmy do Tybetu zagranicznych gości i dziennikarzy i starajmy się, by to oni wykonywali za nas 
propagandową robotę za granicą, delikatnie zmieniając ich zdanie na temat tego, co zobaczyli na 

własne oczy w Tybecie”

69

.  

W tej chwili Chiny z coraz większym wigorem realizują strategię z 1993 roku. 3 września 2000 

Dziennik Ludowy, oficjalny organ Pekinu, informował o wizycie zagranicznych dziennikarzy w Lhasie. 
Artykuł nosił tytuł: „Tybet wita obiektywnych dziennikarzy zagranicznych” i cytuje Raidiego: „Dalajlama 

pod płaszczykiem religii prowadzi działalność separatystyczną. Jego kłamstwa i hipokryzja kłócą się z 
doktryną buddyzmu”. Tajscy dziennikarze, jak się dowiadujemy, mieli zgodzić się z lhaskim 

aparatczykiem. Tulaya Sirikulpipatana odpowiedział: „Celem Dalajlamy jest powrót do systemu 
niewolniczego [sic], a więc idzie on pod prąd historii”.  

W lipcu 2000 Chiny zaprosiły N. Rama, redaktora tygodnika Frontline z Chennai w Indiach, do 

spędzenia tygodnia w Tybecie. Wizyta zaowocowała trzydziestosześciostronicowym streszczeniem 

chińskich materiałów propagandowych, które opublikował w numerze z 15 września. W sposób dość 
nietypowy dla zawodowych dziennikarzy swoją stronniczość ujawnia już w pierwszym zdaniu, w którym 

przedstawia się jako Hindus, „nie mający cienia sympatii dla separatystycznych, rewanżystowskich i 
przestarzałych poglądów Dalajlamy”

70

.  

7 września 2000 China News Agency z Tajpej poinformowała o wyjeździe 

siedemnastoosobowej „misji dziennikarskiej” do Tybetu. W Czengdu, stolicy Sichuanu, dołączyli do niej 
dziennikarze z Chin Ludowych. Ponad czterdziestu reporterów z różnych agencji, stacji telewizyjnych i 

radiowych „z obu stron Cieśniny Tajwańskiej” miało spędzić w Tybecie dziesięć dni.  

Agencja podała, że po raz pierwszy pozwolono tajwańskim dziennikarzom na pracę w Tybecie: 

„Źródła kontynentalne informują,  że wizyta stanowi część programu Pekinu, którego celem jest 
nagłaśnianie postępu, jakiego dokonano na polu kultury, gospodarki i praw człowieka w ciągu półwiecza 

komunistycznych rządów w Tybecie”.  

W Lhasie dziennikarze spotkali się z Raidim, który wydaje się pełnić ostatnio rolę rzecznika 

TRA. Raidi powtórzył stary refren: „Stanowczo sprzeciwiamy się ludziom, grupom i państwom, które 
mieszają się w wewnętrzne sprawy Chin, posługując się kliką Dalaja lub tzw. sprawą Tybetu”

71

.  

Ta wycieczka na – wrogie w końcu terytorium – jest kolejnym rezultatem burzy mózgów z 1993 

roku: „W tym roku, po głębokim namyśle i szczegółowej analizie, wskażemy odpowiedni moment na 

zorganizowanie w Tybecie wizyty zagranicznych dziennikarzy z Hongkongu, Makau i Tajwanu”

72

.  

Chiny próbują zdominować  światowy rynek informacji. 8 września 2000 pekińskie biuro AFP 

podało, że Pekin będzie nadawać dwudziestoczterogodzinny serwis informacyjny w języku angielskim, 
obejmujący swoim zasięgiem 98 procent powierzchni świata. CCTV 9 rozpocznie nadawanie w wigilię 

51. rocznicy utworzenia ChRL, przypadającej 1 października 2000. Nowy kanał ma być wyzwaniem dla 
BBC i CNN.  

Mózgiem nowej strategii jest Zhao Qizheng, fizyk z Szanghaju, którego ściągnięto do Pekinu w 

1998 roku i postawiono na czele Biura Informacji Rady Państwa – a więc główny propagandysta 

ChRL

73

. Zhao dwukrotnie zwiększył liczbę konferencji prasowych i wezwał dygnitarzy do lepszej 

współpracy z mediami. To on kreował nowy wizerunek prezydenta Jiang Zemina. Podczas ostatniej 

wizyty Jianga w Nowym Jorku Zhao wszedł do paszczy lwa i rozmawiał z ponad setką dziennikarzy w 

                                                           

68

 Australia Tibet Council News, październik 1999.  

69

 China’s Public Relations Strategy..., op. cit.  

70

 Frontline, 15 września 2000.  

71

 Dziennik Ludowy, 14 września 2000.  

72

 China’s Public Relations Strategy..., op. cit. 

73

 Asiaweek, 22 września 2000.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 31 -

National Press Club, gdzie pytał retorycznie: „Dlaczego najważniejsze amerykańskie media są przeciw 

Chinom? Dlaczego Stany Zjednoczone mieszają się w sprawy, dotyczące chińskiego Tajwanu, Tybetu i 
religii?”

74

.  

Mimo wysiłków Zhao Qizhenga, który cieszy się poparciem potężnego chińskiego lobby, 

prestiżowej firmy Hill and Knowlton oraz Henry Kissingera, Chiny nie zjednają sobie wolnych mediów, 

dopóki będą krajem totalitarnym i monopartyjnym.  

Zamiast wymyślać nowe strategie propagandowe, Pekin powinien po prostu poprawić los 

Tybetańczyków. W ten sposób zbuduje sobie wspaniały wizerunek, na który zasługuje chiński naród.  

                                                           

74

 Ibid.  

background image

Polityka Chin w Tybecie 

 

 

- 32 -

 

 
PODSUMOWANIE  

 
Pogłębia się przepaść między kampaniami represji w Tybecie a propagandowym wizerunkiem, 

jaki malują Chiny, by owe represje ukryć. Im więcej represji, tym bardziej gorączkowe stają się zabiegi 
oficjalnej propagandy, której jedynym celem – w tym kolejnych białych ksiąg – jest odwrócenie uwagi, w 

kraju i za granicą, od najważniejszego celu ChRL w Tybecie: zniszczenia odrębnej tożsamości 
kulturowej i narodowej Tybetańczyków. Pekin produkuje setki kłamstw, by ukryć przed światem jedną 

prostą prawdę.  

Innym ważnym elementem polityki Chin, który ujawniają nasze analizy, jest absolutny brak 

zainteresowania negocjacjami z Dharamsalą. Wszelkie gesty, mające  świadczyć o gotowości do 
podjęcia rozmów, są tylko grą na zwłokę. Tybetańczykom udało się zdobyć tajny dokument, który nie 

zostawia co do tego cienia wątpliwości. Jeden z najwyższych dostojników ChRL powiada: „Nie 
potrzebujemy dialogu z Dalajlamą. Jego powrót do Chin oznaczałby wielkie ryzyko destabilizacji. 

Utracilibyśmy kontrolę nad Tybetem. Dalajlama jest już stary. Pożyje najwyżej dziesięć lat. Kiedy umrze, 
problem Tybetu rozwiąże się raz na zawsze. Musimy więc zrobić wszystko, by nie dopuścić do jego 

powrotu”

75

.  

Obsesja chińskich dygnitarzy na punkcie Dalajlamy bierze się niewątpliwie z jego rosnących 

wpływów wśród samych Chińczyków. Najlepiej świadczy o tym reakcja władz na słowa Jego 
Świątobliwości Dalajlamy, który, podczas wizyty na Tajwanie w 1997 roku, wyraził pragnienie odbycia 

pielgrzymki na chińską Górę Wuati Shan, która dla buddystów jest siedzibą Bodhisattwy Mandziuśriego, 

uosobienia mądrości buddów. Pekin odrzucił  tę prośbę, stwierdzając,  że nawet jedna, krótka wizyta 
Dalajlamy „doprowadzi Tybetańczyków i Mongołów do szaleństwa”. Władze ChRL uznały, że Dalajlama 

mógłby przyciągnąć działaczy na rzecz praw człowieka, wyznawców innych religii czy, po prostu, 
niezadowolonych i wywołać „podniecenie”, którego nie dałoby się opanować. To zaś miałoby trudne do 

przewidzenia konsekwencje polityczne.  

Pekin nie chce więc kontaktów z Dalajlamą. Próby rozwiązania problemu Tybetu bez jego 

udziału są  błędem, wyrastającym ze strachu i paranoi, a nie rzeczowej analizy sytuacji i uczuć 
Tybetańczyków. Do tej pory Jego Świątobliwość Dalajlama potrafił uspakajać radykałów ruchu 

tybetańskiego. Ignorując go, Chiny skazują się na stawienie czoła znacznie radykalniejszym 
działaczom. „Wszystko sprowadza się do tego – pisał Melvyn C. Goldstein – że Tybetańczycy nie będą 

się biernie przyglądać, jak Pekin bezkarnie zmienia ich ojczyznę. Z połączenia nacjonalizmu, gniewu i 
rozpaczy powstaje bardzo wybuchowa mieszanka, a zarówno w Tybecie, jak i poza jego granicami są 

ludzie, którzy chętnie sięgną po przemoc. (...) Celem tej strategii nie będzie wyparcie Chin z Tybetu, ale 
wymuszenie na Pekinie bardziej pojednawczego stanowiska. Jeśli się to uda, Chinom grozi 

destabilizacja, ale nawet sukces częściowy oznaczać  będzie załamanie turystyki i zagranicznych 
inwestycji, zagrożenie dla wszystkich nie-Tybetańczyków oraz większe zainteresowanie światowej opinii 

publicznej. Innymi słowy, obnaży bezskuteczność polityki twardej ręki i pokaże, że nie można ignorować 
Tybetańczyków”

76

.  

Nawet jeśli tybetański nacjonalizm nie wymknie się spod kontroli, strategia przedstawiania Jego 

Świątobliwości Dalajlamy jako śmiertelnego wroga narodu chińskiego nie zda się na nic w obliczu 

narastającego nacjonalizmu chińskiego. Pekin chce trzymać swych obywateli w klatce systemu 
jednopartyjnego, podczas gdy w cyberprzestrzeni uprawiają oni demokrację, korzystając z 

dobrodziejstw pluralizmu idei i inspiracji. Władcy ChRL mogą przedstawiać Dalajlamę w najgorszym 
świetle i ograniczać dostęp do Internetu, ale nie zapanują już nad umysłami obywateli.  

Widząc w Dalajlamie wroga, Chiny odbierają sobie sympatię świata i własnych obywateli, która 

jest niezbędna do utrzymania stabilizacji i rozwoju.  

                                                           

75

 Tajny dokument, cytowany przez niezależną gazetę tybetańską; Tibet Times, 31 sierpnia 1999.  

76

 Melvyn C. Goldstein, „The Dalai Lama’s Dilemma”, Foreign Affairs, Nowy Jork, styczeń-luty 1998.  

background image

Walka na śmierć i życie ze starożytną cywilizacją 

 

 

- 33 -

Błędem jest również zakładanie, że czas pracuje dla Pekinu i że należy odwlekać negocjacje do 

śmierci Dalajlamy. Uznając,  że problem Tybetu sprowadza się do problemu osoby Dalajlamy, Pekin 
zamyka oczy na aspiracje całego narodu i siłę jego wiary, która po śmierci Dalajlamy może 

eksplodować z nieprzewidywalną siłą i nieprzewidywalnymi skutkami dla Chin i Tybetu.  

Dlatego też „Dalajlama będzie kluczem do każdego kompromisu”

77

. Jiang Zemin i jego 

towarzysze muszą być  mężami stanu, a nie politykami, rozpaczliwie utrzymującymi bezkształtną 
koalicję. Przystępując do poważnych negocjacji z Dalajlamą znajdą rozwiązanie, które zadowoli obie 

strony, i zapewnią Tybetowi miejsce w granicach stabilnych, dostatnich Chin. Przyniesie to także wiele 
zysków na arenie międzynarodowej, gdyż mieszkańcy Tajwanu i Xinjiangu zobaczą Pekin w nowym 

świetle.  

                                                           

77

 Ibid.