background image

BARBARA CARTLAND

SIOSTRZANA 

MIŁOŚĆ

background image

Barbara Cartland

Strona nr 2

Tytuł oryginału

Punished With Love

Przekład

Danuta Dowjat

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 3

Rozdział 1

1883

Jadąc  konno  zakurzoną  wiejską  drogą,  Latonia  głowiła  się, 

dlaczego kuzynka Toni wezwała ją pilnie do siebie dziś rano. Toni 
wszystko traktowała lekko i Latonia po raz kolejny rozważała, co 
też mogło się wydarzyć w ciągu dwóch dni, bo przecież widziały 
się  zaledwie  przedwczoraj.  Raczej  powinno  ją  dziwić,  że 
wytrzymały bez siebie tak długo, gdyż jak mawiała Toni, kochały 
się  bardziej  niż  rodzone  siostry.  A  Latonia  często  myślała,  że  są 
sobie droższe niż siostry bliźniaczki, normalna kolej rzeczy, skoro 
ich matki od dawna łączyła równie silna więź. Lady Branscombe i 
pani  Hythe  były  siostrami  ciotecznymi.  Kiedy  jednocześnie 
stwierdziły,  że  oczekują  potomstwa,  wciąż  żartowały,  iż  się 
ścigają,  która  pierwsza  zostanie  matką.  Aby  związać  się  jeszcze 
ściślej,  postanowiły  nadać  córkom  to  samo  imię  –  obie  bowiem 
były przekonane, że urodzą dziewczynki.

– Hubert  oczywiście  marzy  o  synu  –  śmiała  się  lady 

Branscombe.  –  Jak  każdy  Anglik.  Ale,  moja  droga  Elizabeth, 
jestem pewna, że podobnie jak ty będę miała córkę.

– To  niezwykłe  –  odparła  pani  Hythe  –  bo  ja  nieodmiennie 

wyobrażam  sobie  moje  maleństwo  jako  dziewczynkę.  I  choć  dla 
was jest tak ważne, by się urodził syn – dziedzic mienia i tytułu –
to  mój  Arthur  pragnie  chłopca,  którego  mógłby  uczyć  jeździć 
konno,  strzelać  i  wreszcie  posłać  do  tego  samego  pułku.  W 
którym i on służył.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 4

– Arthur będzie musiał poczekać – zauważyła lady Branscombe 

z uśmiechem.

Pani Hythe wygrała ten „wyścig”. Latonia urodziła się trzy dni 

przed  Toni,  ale  żadna  z  matek  nie  przewidziała,  że  dziewczynki 
będą ich jedynymi latoroślami.

Nikogo  nie  dziwiło,  że  kuzynki  już  od  najmłodszych  lat 

spędzały  ze  sobą  większość  czasu,  razem  się  bawiąc i  ucząc,  bo 
miały  jedną  guwernantkę,  co  zwłaszcza  dogadzało  ubogim 
państwu  Hythe’om.  Latonia  uczyła  się  jeździć  na  koniach  lorda 
Branscombe’a. Bo jej ojca nie było stać na rumaki tak doskonałej 
krwi  i  tak  świetnie  ujeżdżone.  Lecz  nigdy  nie  zazdrościła  Toni 
bogactwa,  w  jakim  ta  wzrastała.  Sama  mieszkała  w  skromnym, 
choć  uroczym  domu  otoczonym  przez  parę  akrów  ziemi  i  od 
dzieciństwa  doskonale wyczuwała różnicę między atmosferą tam 
panującą a stylem życia w ogromnym dworze należącym do ojca 
Toni.

– Ciocia Margaret i wujek Hubert nigdy się nie śmieją tak jak 

my – zauważyła kiedyś w rozmowie z matką.

Toni bo dziewczynka zdrobniła swoje imię, gdy tylko nauczyła 

się  mówić  tryskała  radością  i  energią,  której  brakowało  jej 
rodzicom. Była wyjątkowo ładna, impulsywna, skłonna do psot, a 
z  wiekiem  okazało  się,  że  i  bardzo  skora do flirtowania. Szybko 
zauważyła, że mężczyzn pociąga ku niej nie tylko tytuł i znaczny 
majątek  ojca,  ale  również jej niezwykła, fascynująca osobowość, 
która sprawiała, że  zachwyceni młodzi  ludzie  zakochiwali się na 
zabój od pierwszego wejrzenia.

Lady Branscombe miała zamiar przedstawić u dworu Latonię i 

Toni  równocześnie  oraz  wprowadzić  je  razem  w  najlepsze 
towarzystwo.  Była  pewna,  że  pod  koniec  sezonu  obie  znajdą 
stosownych  i  godnych  pozazdroszczenia  kandydatów  na  męża. 
Niestety, dwa lata przed osiemnastymi urodzinami córki zginęła w 
wypadku  na  polowaniu  i  lord  Branscombe  poprosił  krewną,  by 
podjęła  się  funkcji  opiekunki  i  przyzwoitki.  Na  kilka  miesięcy 
przed planowanym wyjazdem dziewcząt do stolicy w tragicznych 
okolicznościach umarli oboje rodzice Latonii.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 5

Kapitan  Hythe  wraz  z  małżonką  pojechali  do  Londynu,  by 

spotkać  się  z  młodszym  bratem  lorda  Branscombe’a.  Kenrick 
Combe  był  powszechnie  uważany  za  jednego  z  najlepszych  i 
najbardziej  obiecujących  oficerów  armii  brytyjskiej.  Jego 
dowódcy  mówili  o  nim  z  szacunkiem,  a  podkomendni  z  lękiem. 
Pełnił  właśnie  odpowiedzialną  służbę  w  Indiach  i  zaprosił  w 
odwiedziny swego brata, lorda Branscombe’a, planując dla niego 
nie tylko spotkania towarzyskie, ale również wyprawę w te rejony 
kontynentu,  które  Huberta  szczególnie  interesowały.  W  ostatniej 
chwili  jednak  lord  Branscombe  musiał  zrezygnować  z  wyjazdu, 
bo  zatrzymały  go  obowiązki  w  Izbie  Lordów  oraz  bardzo  złe 
samopoczucie,  a  lekarze  nie  potrafili  rozpoznać  i  wyleczyć  jego 
choroby. Uznali, że nie wystarczy mu sił na tak męczącą podróż i 
liczne  rozrywki,  które  czekały  na  niego w Indiach. Dlatego lord, 
by  nie  zrobić  przykrości  bratu,  poprosił  kapitana  Hythe’a  z 
małżonką, by pojechali zamiast niego.

– Tatuś  bardzo  się  na  to  cieszy,  gdyż  zawsze  marzył  o 

wyprawie do Indii powiedziała pani Hythe do Latonii. Zwłaszcza 
że przyjaźnił się z Kenrickiem Combe’em od kołyski.

– Oczywiście,  że  musicie  jechać,  mamo  –  odparła  Latonia.  –

Ale będę za wami bardzo tęskniła.

– I  my  za  tobą,  kochanie.  Na  pewno  spędzisz  wesoło  czas  w 

towarzystwie  Toni,  tylko  pamiętajcie,  by  się  dobrze  sprawować. 
Toni jest pierwsza do płatania psot – roześmiała się pani Hythe, a 
Latonia jej zawtórowała.

Dopiero po wyjeździe rodziców zdała sobie sprawę z tego, ile 

psot,  żartów  i  figli  potrafi  wymyślić  Toni  w  ciągu  dwudziestu 
czterech godzin. Ponieważ kuzynka oficjalnie nie bywała jeszcze 
w  towarzystwie,  powinna  spędzać  czas  w  pokoju  szkolnym, 
myśląc  o  zadanych  lekcjach,  a  nie  o  młodych  ludziach.  Lecz 
gdziekolwiek się pojawiła, adoratorzy wyrastali niczym grzyby po 
deszczu, przekupiona służba ciągle dostarczała tajemnicze liściki, 
a  ona  wymykała  się  na  randki  w  zagajnikach,  w  których  pośród 
jodeł kryli się jeźdźcy na koniach. Materializowali się w cudowny 
sposób,  gdy  tylko  dziewcząt  nie  można  było  dojrzeć  z  okien 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 6

pałacu i odbywali z nimi długie przejażdżki. Latonia uważała to za 
bardzo pociągającą, a równocześnie zupełnie niewinną zabawę.

– Toni, czy jesteś zakochana? – pytała czasem kuzynkę.
– Oczywiście,  że  nie  odpowiadała  Toni.  –  Patrick,  Gerald  i 

Basil  to  jeszcze  chłopcy,  ale  lubię  wyraz  ich  twarzy,  kiedy  na 
mnie  patrzą,  i  z  przyjemnością  myślę,  że  marzą  o  tym,  by  mnie 
pocałować,  choć  się  boją,  iż  się  rozgniewam,  gdyby  tylko 
spróbowali.

Latonia się roześmiała, bo Toni mówiła prawdę. Rzeczywiście 

nie  pociągał  jej  żaden  z  mężczyzn,  którzy  się  za  nią  uganiali. 
Ciekawe,  co  będzie  w  przyszłości?  Po  raz  pierwszy  w  życiu  tak 
bardzo  różnimy  się  od  siebie,  pomyślała.  Latonia  nie  chciała, by 
adorował  ją  tuzin  młodzieńców.  Marzyła  o  jednym  mężczyźnie, 
który  będzie  ją  kochał  i  którego  ona  pokocha  od  pierwszego 
wejrzenia. Chcę mieć dom, powiedziała do siebie.

Te  same  słowa  powtórzyła  miesiąc  później,  gdy  dowiedziała 

się o tragicznej śmierci rodziców . Wcześniej otrzymała od matki 
list relacjonujący podróż do Indii:

„Wszystko tu jest niezwykłe i Tatuś cieszy się każdą chwilą. Po 

powrocie  będzie  miał  tak  wiele  do  powiedzenia  wujkowi 
Hubertowi.  Najdroższa  córeczko, mam  nadzieję,  że nie weźmiesz 
nam za złe, jeśli zostaniemy tu leszcze miesiąc. Jestem pewna, że 
w  towarzystwie  Toni  niczego  ci  nie  brakuje  do  szczęścia,  a  dni 
rozłąki upłyną szybko.”

List  szedł  z  Indii  siedemnaście  dni.  Trzy  tygodnie  wcześniej 

lord Branscombe zmarł na serce. Lekarze powinni byli już dawno 
rozpoznać  jego chorobę, niestety dopiero gdy było  już  za  późno, 
uświadomili sobie, w jak złym stanie był przez ten długi czas ich 
pacjent. I tak za  prawdziwy cud uznali  to, że nie zmarł znacznie 
wcześniej. Natychmiast wysłano do Indii telegram z wiadomością 
o  śmierci,  a  Kenrick  Combe,  o  piętnaście  lat  młodszy  brat  ojca 
Toni, stał się czwartym lordem Branscombe.

– Co to za człowiek? – zapytała Latonia.
– Nie widziałam go od wielu lat – odparła Toni. – Tatuś był z 

niego  bardzo  dumny,  ale  słyszałam,  że  surowo  przestrzega 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 7

dyscypliny i jego podkomendni się go boją.

Mówiła  to  lekkim  tonem  jak  o  rzeczy  bez  znaczenia,  lecz 

Latonia  słyszała  plotki,  że  nowy  lord  Branscombe  będzie 
prawnym opiekunem Toni.

Kapitan Hythe z małżonką zostali w Indiach miesiąc dłużej, bo 

wiele rozrywek uprzyjemniało ich pobyt. W drodze powrotnej na 
nieszczęście zarazili się żółtą febrą. Najpierw zachorował jeden z 
marynarzy  i  cały  statek  poddano  kwarantannie  w  Port  Saidzie. 
Pani  Hythe  opisała  w  liście  do  córki,  jakim  utrapieniem  okazało 
się życie w zamkniętym świecie pokładu, nad którym powiewała 
ostrzegawcza  żółta  flaga  i  nikt  nie  mógł  zejść  na  ląd.  Nie 
pozostawało  im  nic  innego,  jak  czekać,  a  gdy  na  straszliwą 
chorobę  zapadli  kolejni  członkowie  załogi,  a  później  i  niektórzy 
spośród  pasażerów,  mogli  już  tylko  wznosić  modły  do  Boga,  by 
okazali się odporni na febrę.

Kiedy  do  Latonii  dotarła  wiadomość  o  śmierci  obojga 

rodziców, na początku nie potrafiła uwierzyć, że nigdy więcej ich 
nie  zobaczy.  Ponieważ  bardzo  ich  kochała  i  wiodła  z  nimi  tak 
szczęśliwe  życie,  zdało  się  jej,  że  umarła  również  i  część  jej 
samej.  W  rozpaczy  powtarzała,  że  wolałaby  być  razem  z  nimi  i 
podzielić  ich  los.  W  końcu  powiedziała  sobie,  że  jej  ojciec 
pierwszy  skarciłby  ją  za  tchórzostwo,  z  jakim  się  uchylała  przez 
stanięciem  twarzą  w  twarz  z  trudnościami  samotnego  życia. 
Wszystko było dla niej tym boleśniejsze, że krewna, która podjęła 
się  opieki  nad  Toni,  zabrała  ją  do  Londynu,  by  przedstawić  u 
dworu.

– Moja droga, nic ci nie przyjdzie z siedzenia ponuro na wsi –

rzekła krewna do Toni. – Powinnaś jechać do Londynu i choć ze 
względu  na  żałobę  nie  będziesz  uczestniczyła  w  przyjęciach,  u 
mnie  w  domu  poznasz  wielu  interesujących  ludzi,  a  gdy  minie 
sześć  miesięcy,  zaczniesz  się  pokazywać  w  teatrach  i  operze, 
znajdziesz sobie tysiące rozrywek.

Zaproszenie  nie  było  skierowane  do  Latonii,  która  i  tak  by 

odmówiła, skoro niedawno została sierotą.

Gdy  mijały  miesiące, a  Toni  nie wracała, Latonia zrozumiała, 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 8

że opiekunka nie chce brać za nią odpowiedzialności i uznała za 
najwłaściwsze  zapomnieć  o  dawno  postanowionym,  wspólnym 
debiucie dziewcząt  w wielkim  świecie. Niezbyt  się tym  przejęła, 
życie na wsi zupełnie jej odpowiadało, a stara guwernantka, która 
kiedyś uczyła obie kuzynki, przeprowadziła się do Manor House, 
domu  rodzinnego  Latonii,  by  pełnić  funkcję  przyzwoitki.  Panna 
Waddesdon  była  inteligentną kobietą  trochę posuniętą w latach i 
marząc o spokojnym życiu, pozwalała Latonii na wszystko. Ta zaś 
bez psotnej Toni u boku nie popełniała żadnych szaleństw. Wolno 
płynęły  miesiące,  aż  nagle,  bez  uprzedzenia,  do  pałacu  wróciła 
Toni.

Natychmiast posłała po Latonię i gdy na powitanie serdecznie 

się uściskały, od razu poczuły, że  nic się nie zmieniło  i  nadal są 
sobie tak bliskie, jak w dzieciństwie.

– Jak  ja  za  tobą  tęskniłam!  –  zawołała  Toni.  Ciągle 

powtarzałam  kuzynce  Alice,  że  powinnaś  też  przyjechać  do 
Londynu,  ale  ona  uważała, że  ze  mną ma wystarczające urwanie 
głowy – ciągnęła ze śmiechem.

– Wpadłaś  w  jakieś  tarapaty?  –  zapytała  Latonia,  patrząc  na 

przyjaciółkę z troską.

– Oczywiście!  A  czy  kiedykolwiek  było  inaczej?  Najdroższa, 

musisz mi pomóc. Bez ciebie jestem zgubiona.

– Co się stało tym razem?
– Zakochałam się!
– Cudownie! – Latonia aż klasnęła w dłonie. – W kim?
– W markizie Seaston!
– Nie  wierzę!  –  wykrzyknęła  zdziwiona  Latonia.  –  Gdzie  go 

poznałaś i co na to mówi jego ojciec?

Zdumienie  Latonii  było  zupełnie  zrozumiałe,  gdyż  markiz 

Seaton  był  najstarszym  synem  księcia  Hampton,  najważniejszej 
figury  w  hrabstwie,  który  całą  miejscową  szlachtę  traktował  z 
góry,  uważając  się  za  wielkiego  magnata.  Wprawdzie  nie  mógł 
lekceważyć  lorda  Branscombe’a,  ale  wiódł  z  nim  spór  o  ziemię 
leżącą  na  granicy  ich  posiadłości  i  już  od  lat  ze  sobą  nie 
rozmawiali.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 9

Latonia  i  Toni  często  widywały  markiza  na  polowaniach  i 

marzyły, by go poznać. Był od nich starszy, niezwykle przystojny i 
doskonale  jeździł  konno.  Latonia  często  mówiła,  że  łatwiej 
przyszłoby  się  wyprawić na  księżyc  niż  zaznajomić  z  markizem. 
Teraz  zaś  się  okazało,  że  Toni  się  w  nim  zakochała.  Dlatego 
Latonia z zapartym tchem czekała na relację kuzynki.

– Zobaczyłam  go  niemal  pierwszego  dnia  po  przyjeździe  do 

Londynu  –  opowiadała  Toni.  –  Było  to  na  bardzo  nudnym 
wieczorku muzycznym, więc nie zdziwiłam się, gdy wyszedł, nim 
nas  sobie  przedstawiono,  ale  postanowiłam,  że  wcześniej  czy 
później do tego doprowadzę. Próbowałam wypytać kuzynkę Alice 
o jego przyjaciół i w jakich domach bywa.

– Bardzo się natrudziłaś? – spytała Latonia.
– Nie.  Wszyscy  plotkują  tam  o  wszystkich,  więc  szybko  się 

dowiedziałam,  że  markiz  ma  affaire  de  coeur  z  bardzo  piękną 
mężatką. – Widząc,  że  Latonia wygląda na zaszokowaną, dodała 
ze  śmiechem:  –  Wszyscy  mężczyźni  uganiają  się  za  mężatkami, 
bo  przy  nich  są  bezpieczni.  Z  całych  sił  unikają  nawet 
rozmawiania z pannami, gdyż obawiają się, że zostaną schwytani 
w  sidła.  –  Prychnęła  bardzo  z  siebie  zadowolona.  –  Muszę 
przyznać,  że  bardzo  się  bawiłam  z  odwrócenia  ról:  to  ja  go 
próbowałam złapać, a dotychczas młodzieńcy ubiegali się o moje 
względy.

– Świetnie rozumiem, co masz na myśli – odparła Latonia. – I 

widzę, że zamiana ci służy, wyglądasz jeszcze bardziej uroczo niż 
przed wyjazdem.

Mówiła szczerą prawdę, kuzynka nabrała polotu i niezwykłego 

czaru.  Może  wynikało  to  z  większej  pewności  siebie,  choć  też 
wiele  uroku  dodawała  jej  suknia,  bez  wątpienia  pochodząca  od 
drogiej i wysoce utalentowanej krawcowej.

– Opowiadaj dalej o markizie – nalegała Latonia.
– Minął  miesiąc,  nim  zdołałam  doprowadzić  do  tego,  by  nas 

sobie przedstawiono – ciągnęła Toni. – A wtedy postanowiłam, że 
markiz  musi  się  we  mnie  zakochać  bez  pamięci,  abym  mogła 
wyrównać rachunki za  te wszystkie lata, kiedy dumny książę nie 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 10

zapraszał nas do Hampton Towers!

– Nigdy  nawet  nie  marzyłam  o  takim  zaproszeniu  –  wtrąciła 

Latonia.

– Ale w przyszłości będziesz tam bywać, bo zdecydowałam, że 

zostanę markizą Seaton.

Latonia wydała zduszony okrzyk.
– Co na to powie książę?
– Będzie  musiał  puścić  w  niepamięć  kłótnie  z  moim  tatą  i 

zapomnieć o wspaniałych planach mariażu syna z księżniczką.

– Z księżniczką?
– Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że jego zdaniem nikt inny 

nie  jest  godzien  dostąpienia  zaszczytu  poślubienia  syna 
wszechwładnego księcia Hampton – powiedziała ze śmiechem i w 
geście radości uniosła obie ręce. – Och, Latonio, Latonio! Jaka to 
była  wspaniała  zabawa!  Postanowiłam  zdobyć  serce  Ivana  i  gdy 
mi się to udało, stwierdziłam, że sama też się w nim zakochałam.

– Naprawdę go kochasz?
– Uwielbiam. Nigdy ci nie zdołam opisać, jak jest pociągający i 

wspaniały!  –  westchnęła.  –  Zupełnie  jakbym  śniła  na  jawie. 
Kocham  go,  on  kocha  mnie,  i  wszystko  będzie  cudownie,  niech 
tylko książę wyrazi zgodę na ślub.

– Jesteś pewna, że się zgodzi? – spytała Latonia cicho.
– Zgodzi się... albo umrze – odparła Toni. A w obu wypadkach 

pobierzemy się z Ivanem.

– O czym ty mówisz?
– Stary książę jest bardzo chory wyjaśniła Toni. Moim zdaniem 

cierpi na podobną chorobę serca jak mój tata. Dlatego Ivan prosił, 
byśmy poczekali z powiadomieniem go o naszych planach.

– A jeśli książę się nie zgodzi?
– Ivan się obawia, że gdyby postąpił wbrew ojcu, to mógłby go 

zabić.

– W  takim  razie  musicie  cierpliwie  czekać  –  twardo 

oświadczyła Latonia.

– Powiedziałam  Ivanowi,  że  trochę  poczekam,  ale  on  pragnie 

ślubu równie mocno jak ja, więc pewnie niedługo się pobierzemy.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 11

– Naprawdę wierzysz. ze książę się zgodzi?
– Będzie  musiał  oświadczyła  Toni,  a  w  jej  głosie  zabrzmiały 

stanowcze nutki. Nikt i nic mnie nie zmusi do rozstania z Ivanem, 
a on mnie też nie zostawi. Poza tym musi być sprawiedliwość na 
tym świecie.

– Chcesz  przez  to  powiedzieć,  że  w  końcu  zostaniesz  księżną 

Hampton?

– Właśnie  tak  –  przyznała  Toni.  –  I  z  wielką  radością  będę 

zapraszała  do  Hampton  Towers  osoby  pomijane  przez  tę  parę 
arystokratycznych snobów wiecznie zadzierających nosa.

– Toni! Nie wolno ci tak mówić o twoich przyszłych teściach!
– Dlaczego nie? – dopytywała się dziewczyna. – Przecież to nie 

za nich wychodzę za mąż? Poślubię mojego najdroższego Ivana, a 
on  jest  zupełnie  inny:  kochający,  czuły  i  mnie  uwielbia. 
Naprawdę, Latonio.

– Wcale mu się nie dziwię – odparła, myśląc, że kuzynka nigdy 

wcześniej nie wyglądała tak pięknie i pociągająco.

– Będziemy bardzo szczęśliwi. Powiem ci coś, co cię szczerze 

rozbawi: Ivanowi bardzo się przyda mój majątek.

Latonia uniosła brwi.
– Czyżby  to  znaczyło,  że  książę  nie  jest  tak  bogaty  jak  to  się 

powszechnie uważa?

– Tak.  Zdaniem  Ivana  jego  ojciec  niewłaściwie  zarządzał 

dobrami i wydawał za dużo, opętany chęcią pokazania, że góruje 
nad  całą  okoliczną  szlachtą.  Ivan  mówił,  że  w  Hampton  Towers 
zawsze  czekało  dwunastu  służących  w  liberii.  gotowych  do 
posługi.

– Dwunastu! wykrzyknęła Latonia.
– A  książę  zawsze  podróżował  z  sześcioma  jeźdźcami,  gdy 

innym wystarczało czterech.

Na chwilę zapadło milczenie, w końcu Latonia zwróciła się do 

kuzynki:

– Czy Jego Wysokość już wybrał odpowiednią księżniczkę na 

żonę dla syna?

– Oczywiście!  –  zawołała  Toni.  –  Ivan  opowiadał,  że  ojciec 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 12

wybrał nie jedną, lecz kilka, w większości z księstw niemieckich. 
Wszystkie szczycą się odrobiną królewskiej krwi w żyłach.

Latonia  w  milczeniu  rozważała,  czy  Branscombe’owie,  choć 

zaliczali  się  do  starej  i  szanowanej  szlachty,  mieli  nawet  tytuł 
baroneta.  mogli  się  równać  z  księciem  Hampton,  wśród  którego 
przodków  znajdowali  się  liczni  potomkowie  europejskich  rodzin 
królewskich.

Toni popatrzyła na nią i wybuchnęła śmiechem.
– Wiem, o czym myślisz – powiedziała – ale nie trać czasu na 

smutki.  Ivan mnie kocha, ja kocham jego i ani książę, ani nawet 
cała  chmara  księżniczek,  w  których  żyłach  płyną  rzeki  błękitnej 
krwi, nie zdołają nas powstrzymać przez ślubem!

– Kochanie,  tak  się  cieszę  –  rzekła  Latonia  serdecznie  –  nie 

dlatego,  że  zostaniesz  księżną,  ale  dlatego,  że  będziesz  tak 
szczęśliwa,  jak  moi  rodzice.  Dla  nich  najważniejsze  było 
szczęście  drugiego  i  ich  miłość.  Zawsze  się  modliłam,  żebyśmy 
też to znalazły w życiu.

– Ja  już  znalazłam  oświadczyła  z  przekonaniem  Toni.  Kiedy 

poznasz Ivana, zrozumiesz, dlaczego właśnie on sprawia, że serce 
bije mi szybciej i dlaczego jestem przekonana, że tylko z nim chcę 
spędzić moje życia.

Jadąc konno w stronę Castle, Latonia zastanawiała się z pewną 

obawą,  czy  nagłe  wezwanie  kuzynki  nie  łączy  się  z  osobą 
markiza.  Chyba  nic  złego  się  nie  stało,  pomyślała.  Wprawdzie 
jeszcze go nie poznała osobiście, ale napływające co dzień liściki, 
kwiaty  i  drobne  prezenty  przekonywały  ją,  że  Ivan  darzy  Toni 
podobnie  gorącym  uczuciem  jak  ona  jego.  Udawało  im  się 
również spotykać często w tajemnicy, tak że książę nie dowiedział 
się o ich związku.

Posiadłości  Hampton  i  Branscombe  graniczyły  na  długim 

odcinku,  który  w  większości  porastały  lasy.  Dwie  osoby  na 
koniach  mogły  się  łatwo  schronić  między  drzewami  i  później 
wynurzywszy  się  z  przeciwnych  stron  zagajnika,  wrócić  do 
domów, nie wzbudzając najmniejszych podejrzeń.

– Czy wasz koniuszy nie patrzy podejrzliwie na twoje samotne 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 13

przejażdżki? – spytała kiedyś Latonia.

– Wiesz, że zawsze jeździłam sama, chyba że wybierałyśmy się 

gdzieś razem, więc jest przyzwyczajony – odparła Toni. – Zresztą 
parę razy mu powiedziałam, że się mam spotkać z tobą.

Latonia wydała cichy okrzyk.
– Nie kłam, kiedy cię ktoś może na tym przyłapać – ostrzegła. 

Przecież on może się domyślać, że w tej chwili nie mam dobrego 
konia.

– Dlaczego  mi  tego  nie  powiedziałaś?  –  oburzyła  się  Toni.  –

Natychmiast ci wyślę dwa.

– Nie to miałam na myśli. – Latonia wyglądała na zakłopotaną.
– A  powinnaś.  Zawsze  wszystko  miałyśmy  wspólne  i  chcę, 

żebyś się przeprowadziła do mnie jak najszybciej.

– Też  o  tym  marzę,  ale  nie  mogę  odesłać  panny  Waddesdon, 

która  była  tak  miła  i  zamieszkała  ze  mną,  gdy  wyjechałaś  do 
Londynu.

– Wiem,  co  zrobimy  –  oświadczyła  Toni.  –  Kiedy  ta  okropna 

kobieta,  którą  kuzynka  Alice  wybrała  na  przyzwoitkę  dla  mnie, 
wreszcie  wyjedzie  –  a  doprowadza  mnie  do  rozpaczy  swoim 
gadulstwem  obie,  ty  i  panna  Waddesdon,  przeniesiecie  się  na 
zamek.

– Jak to będzie cudownie! – zakrzyknęła Latonia.
– Znacznie  lepsze  i  prostsze  rozwiązanie  –  z  zadowoleniem 

powiedziała Toni. – Przy odrobinie szczęścia sprowadzicie się już 
w przyszłym tygodniu lub na początku następnego.

Latonia  z  góry  cieszyła  się  na  wspólne  mieszkanie,  bo 

uwielbiała spędzać czas z kuzynką, dlatego się zaniepokoiła, czy 
nieoczekiwane wezwanie  do  zamku  nie oznacza zmiany planów. 
Kłusując  długim  podjazdem  i  patrząc  na  zamek  rozciągający  się 
przed nią myślała, że z radością wróci do tego ogromnego domu, 
który  ją  tak  intrygował  w  dzieciństwie.  Było  tam  mnóstwo 
kryjówek  do  zabawy  w  chowanego,  a  w  pokojach  dziecinnych, 
które  wydawały  się  tak  wielkie,  jak  cały  dom  rodzinny  Latonii, 
leżały wszelkie możliwe zabawki, lalki i gry, o jakich tylko mogły 
zamarzyć małe dziewczynki.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 14

Nagle  uderzyła  ją  myśl,  że  w  przyszłości  zamek  nie  będzie 

należał  do  Toni,  lecz  do  jej  stryja.  Ponieważ  była  to  rodowa 
siedziba  Branscombe’ów,  więc  Kenrick  Combe  zamieszka  tutaj 
po  powrocie  z  Indii  i  wtedy  Latonia  może  nie  będzie  tak  mile 
widzianym gościem.

Odkąd sięgała pamięcią, zawsze albo mieszkała w zamku, albo 

wpadała z częstymi wizytami i czuła, jakby miała do niego takie 
same prawa, jak Toni. Wtem niczym chmura przesłaniająca słońce 
ogarnął ją smutek na myśl, że kiedy Toni wyjdzie za mąż, a nowy 
lord Branscombe obejmie swoją posiadłość, ona stanie się tu obcą 
osobą.  Wtedy  przyjechawszy,  powinna  nacisnąć  dzwonek  i 
czekać, aż ktoś jej otworzy drzwi.

Postanowiła  korzystać  ze  swoich  przywilejów  póki  jeszcze 

może,  podjechała  do  drzwi,  zsiadła  z  konia,  podała  lejce 
oczekującemu pachołkowi i szybko wbiegła po schodach. W holu 
trwał na posterunku tylko jeden służący, zajęty w drugim krańcu 
pomieszczenia  porządkowaniem  papierów  rozrzuconych  przez 
wiatr.

– Dzień  dobry,  Henry  –  odezwała  się  Latonia,  przechodząc 

obok niego.

Obejrzał się przez ramię i powitał ją szerokim uśmiechem.
– Dzień dobry, panienko Latonio.
– Gdzie Toni?
– Na  górze  w  swoim  pokoju.  Powiedziała,  żeby  panienka 

poszła do niej, jak tylko panienka przyjedzie.

Nim skończył zdanie, Latonia dotarła już do połowy schodów
Przebiegła szeroki podest na szczycie kondygnacji, kierując się 

w  stronę  obszernej  sypialni,  którą  Toni  zajmowała  od  chwili 
osiągnięcia  pełnoletności.  Przedtem,  gdy  mieszkały  tu  razem, 
wystarczała im sypialnia na drugim piętrze.

Latonia weszła bez pukania do pokoju kuzynki.
Toni  siedziała  przy  oknie  i  patrzyła  w  skupieniu  na  ogród. 

Słysząc szczęk klamki. zerwała się na równe nogi i wydała cichy 
okrzyk.

– Jesteś: Bogu dzięki, nareszcie jesteś.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 15

To  mówiąc  przebiegła  pokój  i  objęła  ramionami  kuzynkę. 

Przytuliła  się  do  niej  tak  mocno.  jak  w  dzieciństwie,  gdy 
przydarzyło  się  coś  złego  i  mogły  znaleźć  pociechę  tylko  w 
czułym uścisku.

– Wyruszyłam natychmiast, gdy tylko dostałam od ciebie list –

wyjaśniła Latonia. – Co się stało?

– Nie może mi to przejść przez gardło – odpowiedziała Toni.
Zdumiona  Latonia  usłyszała  przerażenie  w  jej  zduszonym 

głosie.

– Rzeczywiście  się  przejęłaś  powiedziała  –  zdziwiona.  –  Cóż 

takiego się wydarzyło? Czyżby markiz...?

– Och, nie, nie – szybko odparła Toni.
Latonia odetchnęła z ulgą.
– Bardzo  się  bałam,  że  stało  się  coś  złego.  Markiz  stwierdził, 

że mimo wszystko nie może cię poślubić mówiła z wysiłkiem.

– Nic z tych rzeczy, a o tym jeszcze nie powiadomiłam Ivana.
– Więc o co chodzi? – dopytywała się Latonia.
Na  chwilę  zapadło  milczenie,  w  końcu  Toni  wyszeptała 

zduszonym, urywanym głosem.

– Stryj Kenrick. Wrócił do Anglii i posłał po mnie.
Latonia  rozluźniła  uścisk,  by  zaskoczona  popatrzeć  na 

kuzynkę.

– Nic nie rozumiem. Dlaczego tak się tym przejęłaś?
– Zaraz  ci  wszystko  wyjaśnię  –  Toni  westchnęła. –  Usiądźmy 

tu, przy oknie.

Dziewczęta  usiadły  na  szerokiej,  wyściełanej  ławeczce  we 

wnęce  przyokiennej  i  gdy  słońce  padło  na  twarz  Toni,  Latonia 
dostrzegła, jak jej oczy pociemniały z niepokoju. Wyciągnęła rękę 
do kuzynki.

– Moja droga, cóż się dzieje? Czym się tak martwisz? Widzę, 

że to poważna sprawa.

– Też tak myślę i dlatego się niepokoję.
– Powiedz mi – błagała Latonia.
– To  się  stało  około  czterech  miesięcy  temu  –  zaczęła  z 

westchnieniem.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 16

– Co się stało?
– Pewien  młodzieniec,  którego  poznałam  w  Londynie, 

zakochał się we mnie i zrobił się bardzo natarczywy.

– Kto to?
– Nazywa się Andrew Luddington, oficer, przyjechał z Indii na 

urlop. – Latonię natychmiast uderzył fakt, że Indie ściśle łączą się 
ze stryjem Toni, ale się nie odezwała.

Przyjaciółka ciągnęła:
– Był bardzo przystojny, dobrze tańczył i na początku świetnie 

się bawiłam w jego towarzystwie.

– Czyli że z nim flirtowałaś? – przerwała Latonia.
– Oczywiście!  –  spokojnie  przytaknęła  Toni.  –  Flirtuję  z 

każdym  mężczyzną,  ale  to  nie  znaczy,  że  się  w  każdym  kocham 
czy coś w tym rodzaju.

– Nie, to jasne, że nie.
– On  tymczasem  robił  się  coraz  bardziej  natarczywy,  jak 

mówiłam,  wręcz  natrętny.  Wszędzie  za  mną  chodził.  Pisał  do 
mnie  trzy,  cztery  razy  dziennie,  a  gdy  się  spotykaliśmy, 
oświadczał mi się w tak szalony, a czasem nieopanowany sposób, 
że w końcu zaczęło mnie to krępować.

Latonia  milczała,  bo  świetnie  wiedziała,  jakie  wrażenie  robi 

kuzynka na mężczyznach. W jej obecności zupełnie tracili głowy i 
w  przeszłości  kilkakrotnie  doszło  do  sytuacji,  z  których  jasno 
wynikało, że  pod wpływem Toni młodzieńcy zachowywali się w 
nieodpowiedzialny  sposób,  tracili  hamulce  i  resztki  zdrowego 
rozsądku.

– Co dalej? – spytała.
– Zachowywał  się  coraz  gorzej  –  kontynuowała  Toni  –  aż 

wreszcie powiedziałam, że nie życzę go sobie więcej widzieć.

Zapadło  milczenie,  które  przerwała  Latonia  czując,  że  to 

jeszcze nie koniec historii.

– Co zrobił?
– Próbował popełnić samobójstwo.
Latonia głęboko zaczerpnęła powietrza. nim zapytała:
– Jak?

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 17

– Strzelił  do siebie z pistoletu, ale niecelnie, może dlatego, że 

był przejęty, a może silne uczucia wzięły górę i nie trafił prosto w 
serce, dość, że jakoś przeżył.

– A co ty zrobiłaś?
– A co miałam zrobić?  – odparła pytaniem na pytanie. – Było 

mi przykro, bardzo przykro, ale to naprawdę nie moja wina.

Dłuższą chwilę ciszy znów przerwała Latonia.
– Jeśli to się wydarzyło kilka miesięcy temu, to dlaczego teraz 

się tym przejmujesz?

– Bo matka Andrew poskarżyła się stryjowi Kenrickowi.
– Rozgniewał się?
– I to bardzo!
– Dlatego cię do siebie wezwał?
Toni już dłużej nie potrafiła się opanować i wybuchnęła:
– On  chce  mnie  zabrać  ze  sobą  do  Indii!  Pisze,  że  hańbię 

nazwisko, a moja przyzwoitka nie potrafi mnie okiełznać.

– Musisz mu wyjaśnić... zaczęła gorączkowo Latonia.
– I sądzisz, że będzie mnie słuchał? – zapytała Toni. – Nie ma 

najmniejszego zamiaru poznać mojej wersji wydarzeń. Wydał mi 
rozkaz! – Podniosła list leżący na fotelu i podała go Latonii. Nim 
ta  zaczęła  czytać.  Toni  zakrzyknęła:  –  Latonio,  musisz  mnie 
ocalić!  Tylko  ty  to  możesz  zrobić!  W  tej  sytuacji  nie  mogę 
przecież jechać do Indii ze stryjem! Jeśli pojadę, to stracę Ivana.

Sposób,  w  jaki  mówiła,  odkrył  przed  Latonią  całą  prawdę, 

którą  kuzynka  obawiała  się  ubrać  w  słowa.  Otóż  markiz  nie 
zdecydował  się  jeszcze  ostatecznie  na  małżeństwo  z  Toni,  nadal 
się  wahał  i  gdyby  się  okazało,  że  ojciec  bardzo  się  przejmie, 
mógłby zrezygnować ze ślubu. Wprawdzie Toni nie wspomniała o 
tym  nawet  słowem,  ale  Latonia  przeczuwała,  że  to  się  właśnie 
kryje za zdenerwowaniem kuzynki. Ponieważ znał się tak dobrze, 
sądziła, że intuicja jej nie myli. Toni miała rację, twierdząc, że nie 
może  opuścić  markiza  w  tym  krytycznym  dla  ich  związku 
momencie.

Latonia  starała  się  skupić  całą  swoją  uwagę,  dlatego  powoli 

wygładziła kartki listu, który Toni widać pomięła w rozpaczy.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 18

Kochana bratanico!
Wysoce  zaniepokoił  mnie  list,  który  właśnie  otrzymałem  od 

lady  Luddington,  a  tyczący  jej  syna,  Andrew,  oraz  Twojego 
zachowania  w  Londynie.  Przyjaciele  i  znajomi  nie  szczędzili  mi 
ostatnio relacji na ten temat. Odniosłem nieprzeparte wrażenie, że 
kuzynka  Alice  nie  roztoczyła  nad  Tobą  właściwej  opieki  i  nie 
chroniła Cię tak pieczołowicie, jakby tego oczekiwał i sobie życzył 
Twój ojciec.

Dlatego  postanowiłem,  że  gdy  za  cztery  dni  ruszę  w  drogę 

powrotną  do  Indii  zabiorę  Cię  ze  sobą.  Obojgu  nam  wyjdzie  na 
dobre, gdy się lepiej poznamy.

Niestety,  nie  mogę,  jak  to  planowałem,  osobiście  przybyć  na 

zamek więc proszę, żebyś stawiła się w naszym domu przy Curzon 
Street  nie  później  niż  w  najbliższy  czwartek.  Do  Tilbury 
wyruszymy następnego ranka, już zarezerwowałem dla nas kajuty 
na statku „Odessa”.

W  Twoim  imieniu  złożyłem  na  ręce  lady,  Luddington  wyrazy 

najgłębszego żalu oraz napisałem, że z największą ulgą przyjąłem 
wiadomość  o  tym,  iż  jej  syn  uszedł  z  życiem  i  jest  na  najlepszej 
drodze do wyzdrowienia.

Moim zdaniem mieliśmy ogromne szczęście, że ta pożałowania 

godna  historia  rzucająca  cień  na  honor  naszej  rodziny  nie 
przedostała się do publicznej wiadomości oraz że nie wspomniano 
o niej w prasie.

Bądź tak łaskawa i powiadom mnie o godzinie swego przybycia 

na King’s Cross Station, a wyślę po Ciebie karetę.

Pozostaję szczerze oddany

Branscombe

PS.
W  razie  gdyby  Ci  tego  uprzednio  nie  objaśniono,  chciałbym 

przypomnieć,  że  od  śmierci  lorda  Branscombe’a  jestem  Twoim 
jedynym opiekunem.

Latonia przeczytawszy cały list uniosła wzrok znad kartki.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 19

– Och,  moja  najdroższa  Toni  –  zaczęła.  Kiedy  tu  jechałam, 

przyszło  mi  na  myśl  to,  co  twój  stryj  napisał  w  liście,  że  jest 
twoim opiekunem.

– Nie  pojadę!  Za  skarby  świata!  –  zawołała  Toni  z 

determinacją, którą Latonia znała od dawna.

– Nie  masz  wyboru  odparła.  Przecież  on  dysponuje  twoim 

majątkiem. Jeśli będziesz nieposłuszna, może ci nawet wstrzymać 
wypłacanie procentów od legatu ojca.

– Nienawidzę  stryja  Kenricka!  Zawsze  to  czułam,  gdy  o  nim 

wspominano. I teraz myślę, że tatuś też się go skrycie obawiał.

– Jak to możliwe? – dopytywała się Latonia.
– Stryj  Kenrick  był  tak  mądry,  że  tata  czuł  się  przy  nim  jak 

ostatni głupiec. I kiedy wszyscy śpiewali hymny pochwalne, tatuś 
uważał,  że  to  niesprawiedliwe,  by  jego  młodszy  brat  wzbudzał 
tyle zainteresowania.

Latonia świetnie pamiętała, jak wielką wagę lord Branscombe 

przywiązywał  do  zachowania  form  towarzyskich  i  dlatego 
potrafiła  zrozumieć,  że  mogło  go  irytować,  kiedy  wszyscy 
objawiali  tak  wielkie  zainteresowanie  osobą  jego  brata,  gdy 
tymczasem to jemu należała się uwaga otoczenia.

– Na  pewno  go  oczarujesz,  kiedy  się  spotkacie  –  spróbowała 

pocieszyć kuzynkę. – Toni, przecież masz sposoby na mężczyzn, a 
nie sądzę, by twój stryj różnił się od innych w tej materii.

– Oczywiście, że się różni! – odparła Toni. – Stryj Kenrick nie 

jest  mężczyzną,  tylko  krewnym,  a  krewni  zawsze  są  okropni. 
Sama dobrze o tym wiesz!

– Tylko  my  stanowimy  wyjątek  –  zauważyła  Latonia  z 

uśmiechem.

– To zupełnie inna sprawa. Ty nie jesteś kuzynką, tylko częścią 

mnie  samej,  jak  ja  jestem  częścią  ciebie.  –  Po  czym  ciągnęła po 
chwili  milczenia:  –  Masz  szczęście.  Żadnych  Branscombe’ów, 
tylko urocza rodzina twojej matki. Wstała z poduszek i przeszła w 
róg pokoju. – Nie jadę do Indii! Nie! Nie i koniec! I nawet ty mnie 
do tego nie zmusisz!

– Jeszcze  nic  na  ten  temat  nie  powiedziałam, sądzę jednak że 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 20

musisz posłuchać stryja.

– Jeżeli pojadę do Indii, to utracę Ivana. Czuję to przez skórę. 

Jego  ojciec  weźmie  go  w  obroty,  będzie  powtarzać,  że  się 
zupełnie nie nadaję na żonę, a ponieważ Ivan zawsze go słuchał, 
nim  się  obejrzy,  już  będzie  szedł  do  ołtarza  z  jakąś  okropną 
niemiecką księżniczką.

– Chyba nie jest aż tak słaby?
– Jest  –  upierała  się  Toni.  –  Nawet  sobie  z  tego  nie  zdaje 

sprawy,  ale  został  wychowany  w  przekonaniu,  że  najważniejsza 
jest  pompa,  odpowiednie  towarzystwo,  dworskie  ukłony  –
Wzgardliwie machnęła dłonią. – To ja go nauczyłam, że w życiu 
można  znaleźć  wiele  radości.  Śmieliśmy  się  razem  i  cudownie 
bawili,  bo  mu  pokazałam, że  jesteśmy ludźmi,  a nie kukiełkami, 
które ktoś pociąga za sznurek.

– I  sądzisz,  że  kiedy  ciebie  tutaj  zabraknie,  on  zapomni,  jak 

bardzo cię kocha?

– Nadal będzie mnie kochał, ale uwierzy, że jego obowiązkiem 

jest spełnienie woli ojca. Zostanie pompatycznym, zadzierającym 
nosa  księciem  i  całe  życie  spędzi  kręcąc  się  wokół  dworu 
królewskiego.

Mówiła  z  takim  przekonaniem,  że  Latonia  ujrzała  to  oczami 

duszy. Po chwili popatrzyła na zmartwioną twarz kuzynki.

– Co możesz na to poradzić? – zapytała.
– Już  dokładnie  zaplanowałam,  co  zrobię,  a  raczej  co  ty 

możesz  dla  mnie  zrobić  –  odparła.  Zmierzyła  Latonię  uważnym 
spojrzeniem. W jej głosie zabrzmiał stalowy ton, gdy oświadczyła: 
– Pojedziesz do Indii ze stryjem Kenrickiem!

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 21

Rozdział 2

Latonia dłuższą chwilę patrzyła na Toni zdumionym wzrokiem. 

Potem odpowiedziała:

– Najwyraźniej stroisz sobie żarty.
– Nie,  mówię  poważnie  i  chyba  sama  widzisz,  że  to  jedyne 

rozwiązanie.

– Jakim cudem? To przecież niemożliwe!
– Tylko  się  zastanów  –  przerwała  Toni  –  a  sama  zobaczysz, 

jakie  to  proste.  Stryj  Kenrick  ostatni  raz  widział  mnie  ponad 
osiem lat temu, kiedy miałam dziesięć lat.

– Ale przecież i tak wie, jak wyglądasz.
– Jesteśmy do siebie bardzo podobne – odparła Toni.
Było  to  zgodne  z  prawdą,  obie  miały  jasne  włosy  i  karnację, 

błękitne  oczy  i  ten  sam  wzrost.  Różniły  się  zdecydowanie 
wyrazem twarzy. Na ustach Toni nieustannie gościł psotny, kpiący 
uśmiech, Latonia natomiast charakteryzowała się łagodniejszymi, 
uduchowionymi  rysami  i  była  bardziej  niewinna,  brakowało  jej 
poloru,  którego  Toni  nabrała  w  Londynie.  W  jej  oczach  gościł 
wyraz  nie  znającej  życia  młodości,  a  miękkie  wargi  nie  poznały 
jeszcze  smaku  pocałunków.  Mimo  tych  różnic  Latonia  w  pełni 
zdawała sobie sprawę z uderzającego podobieństwa do kuzynki.

– Twój plan jest niewykonalny – odparła głośno. – A jeśli twój 

stryj odkryje zamianę? Wyobraź sobie jego wściekłość.

– Może  i  wpadnie  w  szał,  lecz  w  najgorszym  razie  będziecie 

już  w  połowie  drogi  do  Indii,  a  przy  odrobinie  szczęścia  na 
miejscu, ja zaś  zostanę  z Ivanem. Poza tym istnieje duża szansa, 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 22

że stary książę umrze za parę miesięcy czy nawet tygodni.

Latonia  milczała.  Choć  czuła,  że  Toni  nie  powinna  nikomu 

życzyć śmierci, nawet księciu, którego nie lubiły od dzieciństwa, 
bo ich nigdy nie zapraszał na przyjęcia wydawane na cześć syna.

– Jeśli pojedziesz do Indii zgodnie z życzeniem twego stryja, to 

jestem  pewna,  że  Ivan  podąży  za  tobą,  gdy  tylko  jego  ojcu  się 
polepszy – rzekła po chwili.

– A jeśli tego nie zrobi? – zapytała Toni cicho.
– Kocha cię.
– Tak,  w  tej  chwili,  ale  nie  wiesz,  jaki  zawsze  na  niego 

wywierano  nacisk,  żeby  pamiętał  o  przynależnym  mu  miejscu,  a 
książę  wyolbrzymił  pozycję  ich  rodziny  ponad  wszelkie 
wyobrażenie. Oni są świętsi od papieża.

Latonia w desperacji załamała dłonie i przemówiła urywanym 

głosem:

– Naprawdę  mnie  prosisz...  żebym  zajęła  twoje  miejsce  i 

pojechała do Indii... ze stryjem Kenrickiem?

– Ja cię nie proszę, Latonio, ja cię błagam na kolanach, żebyś 

to  zrobiła  odparła  Toni.  Moje  całe  szczęście  od  tego  zależy. 
Muszę  zostać z  Ivanem i  wzbudzić  w nim  tak gorącą miłość, by 
odmówił ojcu, choćby ten na łożu śmierci błagał go o poślubienie 
księżniczki.

Latonia  musiała  jej  przyznać  rację  –  książę  potrafiłby  wymóc 

złożenie takiej przysięgi po to, by postawić na swoim. A każdemu, 
zwłaszcza jedynakowi, przyszłoby z trudem odmówić konającemu 
spełnienia  ostatniej  prośby.  Dlatego  doskonale  rozumiała  obawy 
Toni, że w jednej chwili może utracić ukochanego, ale cała aż się 
kuliła  w  sobie  na  myśl  o  oszustwie,  które  przeraziłoby  jej 
rodziców.

– Chcę ci pomóc – powiedziała – i wiesz, jak cię kocham, moja 

najdroższa,  bardziej niż  kogokolwiek na świecie. Ale jeśli nawet 
przekonasz  mnie,  bym  zrobiła  coś  równie  niesłychanego  jak 
udawanie ciebie, to i tak się zawiedziesz.

– A czemuż to ? – spytała Toni. – Jesteśmy ze sobą tak blisko 

związane,  że  niemal  identycznie  myślimy,  i  świetnie  wiesz,  jak 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 23

bym się zachowała w każdej sytuacji. – Przerwała na moment, po 
czym ciągnęła, a w jej oczach tańczyły psotne iskierki. – Prawdę 
mówiąc,  to  ci  doskonale  zrobi.  Będziesz  musiała  się  starać,  by 
młodzieńcy  zakochiwali  się  w  tobie  do  szaleństwa,  a  ponieważ 
jesteś ode mnie ładniejsza, to przyjdzie ci to z łatwością!

Latonia popatrzyła na kuzynkę z przerażeniem.
– Jakżebym miała  zrobić  coś podobnego?  No i  pomyśl,  co by 

na to powiedział twój stryj! Przecież zabiera cię do Indii właśnie 
dlatego, że uznał twoje zachowanie za wysoce naganne.

– Taka  okropna  kara  mogła  przyjść  do  głowy  tylko  stryjowi 

Kenrickowi – zauważyła Toni.

– Moim rodzicom Indie bardzo się podobały.
Latonia urwała, po czym wykrzyknęła przestraszona:
– Ależ  oni  musieli  mu  o  mnie  wspominać!  Jeśli  na  tej 

podstawie  twój  stryj  pozna,  że  jestem  ich  córką,  a  nie  jego 
bratanicą, to co będzie?

– A co ma być? O ile wiem, nigdy ci nie zrobiono zdjęcia.
– Oczywiście,  że  nie  przyznała  Latonia.  To  zbyt  droga  i 

wymyślna nowinka, nie było nas na nią stać.

– W takim razie nic ci nie grozi. Jeśli ciocia Elizabeth opisała 

mu twój wygląd, to równie dobrze mogła mówić i o mnie, jedyna 
różnica jest taka, że ty jesteś ta dobra, a ja ta zła.

– Nie  zła,  kochanie  –  poprawiła  Latonia  –  ale  trochę 

nieobliczalna w słowach i czynach.

Toni się roześmiała.
– Myślę,  że  sprawisz  stryjowi  miłą  niespodziankę  swoim 

zachowaniem albo uzna, iż jego niezadowolenie miało korzystny 
wpływ.  –  Objęła  Latonię  ramionami  i  ciągnęła:  –  Najdroższa, 
wiedziałam,  że  mnie  uratujesz,  a  teraz  musimy  wszystko 
zaplanować, bo jeśli masz się znaleźć w Londynie we czwartek, to 
mamy mnóstwo do zrobienia.

Latonię  nadal  dręczyły  wątpliwości,  więc  Toni  pośpieszyła  z 

wyjaśnieniem.

– Przede  wszystkim  cała  służba  musi  uwierzyć,  że  posłuszna 

rozkazom stryja wyjechałam z nim do Indii.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 24

– Jeśli oni mają być przekonani o twojej podróży, to gdzie się 

podziejesz? – zapytała Latonia.

– Kochanie,  nie  zadawaj  głupich  pytań:  zamienimy  się 

miejscami,  czyli  przeprowadzę  się  do  Manor,  a  będzie  o  tym 
wiedziała  tylko  stara,  poczciwa  Waddy!  Wiesz,  że  ona  mnie  nie 
wyda za żadne skarby.

Latonia  przyznała  jej  rację.  Kiedy  panna  Waddesdon  była  ich 

guwernantką,  zawsze  wyróżniała  Toni  i  to  wcale  nie  dlatego,  że 
pensję  wypłacała  lady  Branscombe.  Utrzymywała  w  tajemnicy 
psoty  dziewczynki,  a  gdy  jej  ulubienica  naraziła  się  na  gniew 
rodziców, to potrafiła ją tak wytłumaczyć, że wyciszała szalejącą 
burzę.

– Naprawdę  chcesz  zamieszkać  w  Manor?  –  upewniła  się 

Latonia.

– Oczywiście!  odparła  Toni.  Tylko  pomyśl,  jak  to  będzie 

cudownie spotykać się tam z Ivanem.

– W domu?
– Ależ to jasne. Już mi obrzydło chowanie się pod drzewami, z 

których  kapie  woda  po  deszczu.  Ivan  wemknie  się  drzwiami  od 
ogrodu  i  nikt  nie  będzie  o  tym  wiedział  poza  Waddy,  która  na 
pewno z chęcią będzie chodziła wcześniej spać.

– A jeśli książę się dowie? Będzie oburzony, że przyjmowałaś 

mężczyznę bez opieki przyzwoitki.

– Nikt się nie dowie – oświadczyła Toni pewnie. – To znacznie 

bezpieczniejsze miejsce spotkań niż zarośla. Kilka dni temu mało 
sobie  nie  napytaliśmy  biedy,  gdy  tuż  obok  nas  przeszedł  jeden z 
drwali księcia.

Latonia aż klasnęła w dłonie.
– Ależ, na Boga, uważaj! Wiesz, jak ludzie potrafią plotkować. 

Książę mógłby zabronić markizowi raz na zawsze spotykania się z 
tobą.

– Ivan  nie  posłuchałby  ojca.  Ale  byłby  bardzo  zasmucony,  a 

ponieważ go kocham, chcę mu oszczędzić zmartwień.

– Oczywiście,  kochanie  –  zgodziła  się Latonia. Mama zawsze 

powtarzała,  że  ukochaną osobę chce się za  wszelką cenę osłonić 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 25

przed przykrościami i bólem.

– I właśnie dlatego ty mnie osłonisz przed stryjem – triumfalnie 

oświadczyła Toni.

Latonia  czuła,  że  powinna  gwałtownie  protestować  i 

zdecydowanie  odmówić  kuzynce,  ale  nie  chciała  jej  narazić  na 
utratę  markiza.  Przyznała  Toni  rację,  gdy  ta  mówiła,  że 
młodzieniec zostanie poddany wszelkim możliwym naciskom, by 
poślubił  osobę  nadającą  się,  zdaniem  księcia,  na  żonę  dla 
jedynego syna. A córki swego sąsiada i odwiecznego wroga lorda 
Branscombe’a na pewno by nie uznał za odpowiednią kandydatkę.

Muszę myśleć wyłącznie o szczęściu Toni, stwierdziła w duchu 

Latonia, i jeśli zdołam ją udawać tak długo, aż poślubi markiza, to 
choćby stryj wpadł potem w straszliwy gniew, będzie za późno, by 
mógł się wtrącić i zniszczyć ich szczęście. Równocześnie ogarnął 
ją  wielki  strach,  nie  tylko  przed  graniem  roli,  do  której  się 
zupełnie  nie  nadawała, ale również przed wyjazdem  do Indii,  do 
świata,  o  którym  nic  nie  wiedziała.  Jej  rodzice  nigdy  nie 
podróżowali,  bo  nie  mieli  na  to  dość  pieniędzy,  z  tego  samego 
względu  nie  przyjmowali  gości  tak  często,  jakby  tego  chcieli. 
Dlatego niezmiernie się cieszyli z wyjazdu do Indii i traktowali go 
jak drugą podróż poślubną, bo i rzeczywiście od dnia ślubu były to 
ich  pierwsze  wakacje.  A  fakt,  że  lord  Branscombe  pokrywał 
wszystkie koszty, choć ani o to nie prosili, ani tego nie oczekiwali, 
stał  się,  jak  to  ojciec  Latonii  żartobliwie  nazwał,  dodatkowym 
wabikiem.

Och,  gdyby  nie  wyjechali,  to  by  nadal  żyli,  pomyślała  z 

rozpaczą i w jej oczach zalśniły łzy, ale zmusiła się do skupienia 
uwagi  wyłącznie  na  kłopotach  kuzynki.  Obie  zostały  zupełnie 
same na świecie i byłoby dobrze, gdyby Toni poślubiła kochanego 
człowieka,  założyła  ognisko  domowe  i  znalazła  się  pod  opieką 
męża.  Latonia  lepiej  niż  inni  wiedziała,  że  psoty  i  figle  Toni 
wypływały  z  tego, iż  w  jej  domu  brakowało miłości.  Każdy, kto 
się  znalazł  w  Branscombe  Castle,  natychmiast  odczuwał  ponury 
nastrój  tu  panujący.  Toni  fascynowało  zainteresowanie 
młodzieńców  z  sąsiedztwa,  bo  tak  bardzo  się  różnili  od  jej 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 26

zwykłego otoczenia.

„Nie wiem, co Toni zrobiłaby bez ciebie”, często mawiała pani 

Hythe  do  Latonii.  „Może  i  jest  bogata,  mieszka  we  wspaniałym 
zamku,  ale  ile  razy  opuszczamy  jego  progi,  zawsze  prześladuje 
mnie  myśl,  że  pozostawiamy  w  nim  bardzo  samotną 
dziewczynkę.” Słowa matki wywoływały w umyśle Latonii obraz 
kuzynki:  drobną  i  spłoszoną  figurkę  stojącą  w  długim  holu  o 
wysokich  ścianach,  na  których  wiszą  pociemniałe  ze  starości, 
ciężkie portrety przodków. Wyglądała jak elf, który zaplątał się tu 
przez  pomyłkę,  gdy  tymczasem  jego  miejsce  było  między 
kwiatami  w  ogrodzie,  elf,  który  powinien  tańczyć  z  wiatrem 
między drzewami w parku.

Dlatego z całej duszy pragnęła zapewnić Toni szczęście i jeśli 

to oznaczało życie z markizem, to Latonia ze swej strony powinna 
dać z siebie wszystko, by doprowadzić do ich ślubu. Lecz podjęcie 
decyzji nie przyszło jej łatwo.

– Zamieszkasz  w  naszym  domu  i  będziesz  udawać,  że  jesteś 

mną  –  powiedziała  wolno.  –  Co  się  stanie,  jeśli  ktoś  do  mnie 
przyjedzie z wizytą?

– Waddy  będzie  musiała  skłamać,  że  leżę  w  łóżku  chora  –

odparła  Toni.  –  A  poza  tym  z  tego,  co  wcześniej  mówiłaś, 
wynikało, że niewiele osób cię odwiedza.

– To prawda – przyznała Latonia od śmierci mamy i taty...
– A  ja  oczekuję  tylko  jednej  osoby  –  Twarz  Toni  aż  się 

rozjaśniła. – Jak to będzie cudownie siedzieć z Ivanem w saloniku 
twojej matki, wiedząc, że nikt nam nie przeszkodzi.

– Toni!  Ach,  Toni!  Tego  naprawdę  nie  powinnaś  robić!  –

wykrzyknęła Latonia.

– Właśnie,  że  to  zrobię  odparła  stanowczo.  –  A  ty  musisz 

obejrzeć  kawałek  świata,  nawet  pod  czujnym  i  wrogim  okiem 
stryja Kenricka. I pamiętaj, że nie tylko jesteś śliczna, ale wszyscy 
będą cię brali za bogatą dziedziczkę, a uwierz mi na słowo, wielu 
mężczyzn uważa to za najlepszą zachętę do zawarcia znajomości.

Latonia jednak nie słuchała drugiej części zdania.
– Jeśli naprawdę mam wyglądać ślicznie... tu się zawahała – to 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 27

powinnam od ciebie pożyczyć parę sukien.

– Weźmiesz prawie wszystkie! – odparła z radością Toni. – A 

zwłaszcza te wspaniałe stroje kupione w Londynie.

– Ależ nie mogę! Co ty będziesz nosiła?
– Moją wyprawę ślubną. – Toni uśmiechnęła się psotnie. – Już 

ją obmyśliłam. Będzie kosztowała fortunę.

– A gdyby twój  stryj  zabronił  ci poślubić markiza?  – zapytała 

przerażona Latonia. – Przecież może to zrobić jako twój opiekun.

– Będzie za późno – wesoło rzuciła Toni. – Zostanę mężatką, a 

nim  przypędzi  rozwścieczony  do  Anglii,  może  będę  już  miała 
dziecko.

– Toni! – w krzyku Latonii brzmiało szczere oburzenie.
Toni wybuchnęła śmiechem.
– Kochanie, nie udawaj świętej. Większość ludzi ma dzieci po 

ślubie, a Ivan na pewno marzy o dziedzicu.

– Uważam,  że  nie  wypada  nawet  wspominać  o...  takich 

rzeczach.

Toni znów się roześmiała.
– Praktycznie  podchodzę  do  życia,  a  ty  nosisz  głowę  w 

chmurach.  Pewnie  nadal  wierzysz,  że  to  bocian  przynosi  dzieci. 
Najwyższy  czas,  żebyś  się  obudziła  ze  snu  i  poznała  prawdziwe 
życie.

Twarz  Latonii  pokryła  się  rumieńcem.  Dziewczyna  szybko 

zmieniła temat.

– Zajmijmy  się  raczej  zaplanowaniem  szczegółów  tego 

przerażającego, absurdalnego przedstawienia, żeby nikt nie nabrał 
podejrzeń,  gdy  zaczniemy  odgrywać  swoje  role.  Musimy  być 
przebiegłe.  Oświadczę  służbie,  że  jadę  do  Indii  ze  stryjem.  Ty 
pomożesz mi wybrać ubrania, które zabiorę ze sobą, a ja powiem 
w  obecności  mojej  pokojówki,  że  oddaję  ci  suknie,  których  nie 
będę  już  nosiła.  –  Latonia  popatrzyła  na  nią,  nic nie rozumiejąc, 
więc zniecierpliwiona Toni wyjaśniła: – Nie bądź głupia, przecież 
muszę  się  w  coś  ubrać,  gdy  będę  mieszkała  w  twoim  domu,  a 
chcę, żeby Ivan nadal widywał mnie w ślicznych strojach.

– Oczywiście.  –  Latonia  przyznała  jej  rację.  –  Dlatego  nie 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 28

możesz mi oddać zbyt wielu sukien.

– Zarówno służba  na zamku,  jak i stryj będą oczekiwać, że w 

podróż  zabiorę  pokaźną  garderobę,  a  jego  znajomi  w  Indiach  na 
pewno spodziewają się po mnie najmodniejszych kreacji.

– Wszystko  z  każdą  minutą  coraz  bardziej  się  komplikuje  –

martwiła się Latonia.

– Zostaw to mnie. Słuchaj tylko uważnie, zapamiętuj, a nikt się 

nie domyśli prawdy.

– Jak dokonamy zamiany?
– Już  nad  tym  myślałam.  Najlepiej,  gdybym  pojechała  do 

Londynu  powozem,  ty  mnie  odprowadzisz,  robiąc  przy  tym  jak 
najwięcej  szumu  i  dzięki  temu  zostawimy  tę  utrapioną  panią 
Skeffington w zamku.

Kuzynka  Alice  wysłała  panią  Skeffington  do  Branscombe 

Castle, by przy Toni pełniła funkcję przyzwoitki. Była to kobieta 
w średnim wieku, wdowa po oficerze zabitym w Egipcie i Latonia 
doskonale  rozumiała,  czemu  Toni  nazywa  ją  utrapioną.  Nade
wszystko  bowiem  kochała  plotkowanie  o  ludziach,  których 
uważała za należących do towarzystwa, a ponieważ lubiła dźwięk 
własnego  głosu,  niezwykle  rzadko  słuchała  innych.  Bardzo  jej 
odpowiadało luksusowe życie w zamku i miała nadzieję zostać tu 
bardzo długo. Zabiegała więc o sympatię Toni w tak natarczywy 
sposób, że stawało się to aż krępujące.

– Poczekaj! – zawołała Toni. – Mam pomysł!
– Jaki?
– Wiesz,  że  pani  Skeffington  uwielbia  nasz  zamek?  Nie 

powiem  ani  jej,  ani  nikomu  innemu,  że  jadę  do  Indii.  –  Latonia 
popatrzyła  na  kuzynkę  szeroko  otwartymi  oczami,  a  ta  ciągnęła: 
To  będzie  znacznie  bezpieczniejsze.  Powiem  tylko,  że  stryj 
Kenrick chce ze mną porozmawiać, nim wróci do Indii, więc jadę 
się z nim spotkać w Londynie. Poproszę panią Skeffington, żeby 
została, a ona zgodzi się na to z radością. Kiedy znajdziemy się w 
stolicy,  wyślę  list,  że  wyjechałam  ze  stryjem  do  Indii  i  już  nie 
potrzebuję jej usług.

– Myślisz,  że  pozwoli  ci  podróżować  tylko  w  moim 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 29

towarzystwie?

– Pozwoli  mi  na  wszystko  –  odparła  Toni.  Powiem,  że 

jedziemy  razem.  A  w  Londynie  nie  udamy  się  prosto  na  Curzon 
Street,  gdzie  będzie  na  mnie  czekał  stryj,  tylko  po  drodze 
dokonamy zamiany

– Gdzie?
– Podjedziemy  pod  hotel  i  powiemy  woźnicy,  że  tu  właśnie 

zatrzymał się lord Branscombe i może już wracać do domu.

Latonia przez chwilę rozważała pomysł.
– To  nie  powinno  wzbudzić  żadnych  podejrzeń,  ale  co  ty 

zrobisz?

– Wrócę do domu dyliżansem pocztowym. W cale się nie będę 

bała  jechać  sama,  już  wcześniej  jeździłam  tak  na  spotkania  z 
Ivanem.  Musiałam,  żeby  kuzynka  Alice  nie  dowiedziała  się  o 
naszych schadzkach.

– Sądzę, że należałoby ci za to solidnie natrzeć uszu.
– Nie  fatyguj  się.  Lepiej  pomyślmy,  jak  cię  wsadzić  do 

wynajętej  dorożki  z  całym  bagażem  i  przetransportować  na 
Curzon Street.

– Twój stryj uzna, że to bardzo dziwne, jeśli się zjawię u niego 

w taki sposób.

– Bez trudu mu to wyjaśnisz. Powiesz, że gdy tylko dotarliście 

do  Londynu,  jeden  z  koni  zgubił  podkowę  i  zamiast  czekać  na 
kowala,  wykazałaś  dość  zdrowego  rozsądku,  żeby  wynająć 
dorożkę. Dzięki temu jesteś znacznie wcześniej.

Przerażona Latonia aż rozłożyła ręce.
– Kłamstwa!  Setki  kłamstw!  Och  Toni.  W  moich  ustach  one 

nigdy  nie  zabrzmią  tak  dobrze,  jak  w  twoich!  Stryj  nabierze 
podejrzeń, gdy tylko mnie zobaczy.

– Na  pewno  nie!  Latonio,  przestań  wymyślać  dodatkowe 

trudności.  To  będzie  dla  nas  obu  wspaniała  przygoda.  Gdybym 
była  wróżką,  przepowiedziałabym,  że  w  Indiach  spotkasz 
fascynującego,  czarującego  mężczyznę,  w  którym  się  tak 
zakochasz, jak ja w Ivanie.

– Bardzo mało prawdopodobne odparła Latonia. – Myślałby, że 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 30

jestem Toni Combe i bardzo by się rozczarował, gdyby do niego 
dotarło, że to tylko Kopciuszek przebrany na bal w suknię kogoś 
innego.

Toni się roześmiała.
– Jeśli  cię  pokocha,  nie  będzie  to  miało  dla  niego 

najmniejszego  znaczenia.  Chociaż  Ivan  bardzo  się  cieszy,  że 
jestem  bogata,  to  kochałby  mnie  tak  samo,  nawet  gdybym  nie 
miała ani pensa. No, przynajmniej taką mam nadzieję.

W  jej  głosie  zabrzmiała  nutka  obawy  i  lęku,  dlatego  Latonia 

natychmiast ją przytuliła.

– Najdroższa. na pewno to prawda i zrobię wszystko, o co tylko 

mnie poprosisz, żebyś była szczęśliwa powiedziała.

– Wiedziałam,  że  mnie  nie  zawiedziesz  odparła  Toni.  –  I 

pamiętaj, tylko my znamy treść listu do stryja Kenricka. – Mówiąc 
te słowa, wzięła kartki i podszedłszy do sekretarzyka. Zamknęła je 
na  klucz  w  szufladzie.  –  A  teraz  oświadczę  pani  Skeffington  i 
całej służbie, że muszę jechać do Londynu spotkać się ze stryjem, 
choć to okropnie nudne. Wprawdzie nie wiem, jak długo zatrzyma 
mnie przy sobie, ale na wszelki wypadek wezmę dużo strojów, by 
później  po  nie  nie  wysyłać,  gdyby  się  okazało,  że  czegoś 
potrzebuję.

– Czy postępujemy właściwie? – zapytała przejęta Latonia.
– Jeśli  dzięki  temu  zostanę  tutaj  z  Ivanem  i  go  nie  stracę,  to 

robimy najwłaściwszą rzecz pod słońcem.

W  trzy  dni  później  Latonia  siedziała  obok  Toni  w  obszernej, 

wygodnej  karecie  podróżnej,  którą  podążały  do  Londynu.  i  z 
każdą  milą  ogarniało  ją  coraz  większe  przerażenie.  Czuła  się 
dziwnie, wręcz nieswojo, ubrana w nową, najdroższą suknię Toni. 
Aksamitny  żakiet  zapinany  z  przodu  na  rząd  guziczków  i 
pelerynkę  z  soboli  chroniącą  przez  wrześniowym  chłodem. 
Jedwabna suknia, która szeleściła przy każdym ruchu, tak bardzo 
różniła  się  od  strojów  Latonii,  że  dziewczynie  zaczynało  się 
wydawać,  iż  jest  wytworem  czyjejś  wyobraźni.  A  gdy  zobaczyła 
niezwykłą  liczbę  sakwojaży  i  pudeł  z  kapeluszami,  które  Toni 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 31

uznała za niezbędne w takiej wyprawie, upewniła się, że to musi 
być sen, z którego czeka ją bardzo nieprzyjemne przebudzenie.

Od  chwili  gdy  zgodziła  się  uczestniczyć  w  spisku  Toni, 

wszystkie noce spędziła bezsennie, zamartwiając się, że postępuje 
źle,  równocześnie  rozważała,  co  powinna  uczynić,  by  pomóc 
kuzynce. Cóż by powiedzieli jej rodzice, gdyby wiedzieli, w jakim 
oszustwie bierze udział? Ale przecież oni kochali Toni jak własną 
córkę i na pewno chcieliby ją widzieć szczęśliwą. Latonia poznała 
markiza  i  przekonała  się,  że  wspaniale  się  nadaje  na  męża  dla 
kuzynki.

Kiedy  wcześniej  widywała  go  z  daleka  na  polowaniach, 

uważała  za  człowieka  równie  chłodnego  i  nieprzystępnego,  jak 
jego ojciec.

Gdy  przedwczoraj  obie  z  Toni  pojechały  konno  do  lasu 

rosnącego  na  granicy  posiadłości,  markiz  już  na  nie  czekał  na 
małej polanie. Kiedy patrzył na Toni, wyraz jego twarzy zdradzał, 
jak szaleńczo młody człowiek jest zakochany. Mocny uścisk dłoni 
przekonał  Latonię,  że  to  mężczyzna  zdecydowany,  na  którym 
można polegać.

– Toni  wspominała  mi,  jaką  nam  pani  okazała  dobroć  –

odezwał  się  pięknym  głosem.  –  Nie  potrafię  znaleźć  słów,  by 
wyrazić moją wdzięczność i by pani podziękować.

– Zależy mi na szczęściu Toni – odparła Latonia.
– Mnie również, ale mam nadzieję, że pani rozumie, jak trudno 

mi zasmucić ojca, gdy jest tak poważnie chory.

Usiedli  na  pniu  zwalonego  drzewa  na  skraju  polany  i  długo 

razem  rozmawiali.  Wreszcie  kuzynki  ruszyły  do  domu,  a markiz 
pocwałował w przeciwnym kierunku.

– No i co o nim sądzisz? Mów! – niecierpliwie zapytała Toni.
– Uważam,  że  jest  czarujący  odpowiedziała  Latonia.  –  I 

kochanie,  zawsze  chciałam,  żebyś  poślubiła  właśnie  takiego 
mężczyznę.

– Wiedziałam,  że  tak  powiesz!  –  Toni  aż  wykrzyknęła  z 

radości. – Tak bardzo go kocham i będę świetną żoną dla niego. A 
co  więcej,  bardzo  dobrą  księżną,  nie  jak  jego  matka,  wiecznie 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 32

kręcąca nosem zrzęda.

– Nie powinnaś tak mówić – skarciła ją natychmiast Latonia.
– Ponieważ  ona  nie  żyje,  nie  pisnę  ani  słowa  do  Ivana  –

zgodziła się Toni – ale sama pamiętasz, jak okropnie potraktowała 
mamę  po  tej  kłótni  taty  z  księciem  o  granice.  Kiedy  królowa 
przybyła do Hampton Towers, księżna specjalnie skreśliła mamę z 
listy osób, które miały być przedstawione Jej Wysokości.

– Musisz  o  tym  wszystkim  zapomnieć.  Tylko  zirytujesz 

markiza przypominaniem mu wydarzeń z przeszłości. Myśl raczej 
o przyszłości.

– Właśnie  to  mam  zamiar  robić,  jeśli  moja  przyszłość  będzie 

płynąć u jego boku. I tak się stanie, bo go kocham, a on mnie.

Gdyby  Latonia  żywiła  jeszcze  jakieś  wątpliwości,  pierzchłyby 

one w tej chwili: postanowiła zrobić wszystko co w jej mocy, byłe 
Toni  poślubiła  markiza.  Lecz  gdy  dojechały  do  Londynu  i 
zatrzymały  się  w  cichym,  drogim  hotelu,  gdzie  wcześniej  Toni 
zarezerwowała  pokój,  Latonia  czuła,  że  serce  mocno  bije  jej  w 
piersiach,  a  w  ustach  zupełnie  zaschło.  Miały  niewiele  czasu  na 
rozmowę,  bo  jak  się  tego  spodziewała,  markiz  był  przerażony 
pomysłem  Toni  i  nie  zgodził  się,  żeby  wracała  do  domu 
dyliżansem.

– Dojadę dorożką na przedmieścia – wyjaśniła Toni. – Tam już 

na mnie czeka Ivan w zamkniętym powozie. Nikt nie zobaczy, jak 
razem dotrzemy do Manor House. I w momencie, gdy przekroczę 
próg twojego domu, stanę się panną Latonią Hythe, a ty będziesz 
szlachetnie urodzoną Latonią Combe. I dobrze to zapamiętaj!

– Latonią? – zdziwiła się Latonia.
– Stryj  Kenrick  zawsze  tak  mnie  nazywał  w  listach  do 

rodziców i na pewno uznałby Toni za zbyt frywolne imię. Dzięki 
temu natychmiast zareagujesz, gdy się będzie do ciebie zwracał.

– Dobrze,  że  mi  o  tym  powiedziałaś.  Och,  moja  kochana, 

zanim  pojedziesz,  przypomnij  mi  wszystko,  o  czym  powinnam 
pamiętać.

– Nic  innego  mi  nie  przychodzi  do  głowy,  poza  „dziękuję”  i 

„bardzo  cię  kocham”.  Pamiętaj  tylko,  że  wyślę  telegram 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 33

natychmiast  po  naszym  ślubie,  więc  będziesz  mogła  wrócić  do 
domu.

– Och, oczywiście.
– Napiszę  to  w  taki  sposób,  żeby  nikt  się  nie  domyślił,  o  co 

chodzi; przecież to będzie prawdziwa sensacja.

– Bardzo rozsądnie, dzięki temu będę mogła wybrać właściwy 

moment,  by  powiedzieć  o  wszystkim  twojemu  stryjowi.  –  Aż 
zadrżała na tę myśl, wiedząc, że to będzie bardzo nieprzyjemna i 
trudna chwila. Dlatego pod wpływem impulsu zakrzyknęła: – Och 
Toni,  proszę!  Pobierzcie  się  szybko!  Podając  się  za  ciebie,  będę 
brnęła coraz głębiej w plątaninę kłamstw, pozorów i udawania. Aż 
drżę cała na myśl, w jaką wściekłość wpadnie twój stryj, gdy się 
dowie, ze go oszukałam.

– Będzie zły tylko na mnie – pocieszała ją Toni – a mnie tam 

nie będzie, żeby tego wysłuchiwać.

– Ale  ja  będę!  –  szepnęła  Latonia,  choć  widziała,  że  kuzynka 

już jej nie słucha.

Porozmawiały  krótką  chwilę  w  pokoju  hotelowym,  w  końcu 

zeszły  na  dół.  Toni  wyniosłym  tonem  nakazała  odźwiernemu, 
żeby  umieścił  bagaże  Latonii  w  dorożce,  która  ją  miała  zawieźć 
do Branscombe House na Curzon Street.

Jeszcze  wczoraj  kuzynki  siedziały  w  saloniku  matki  Latonii, 

patrząc  na  stroje,  które  Toni  chciała zabrać  ze  sobą,  a  które  pod 
różnymi  pretekstami  przyniesiono  do  Manor  House.  Były  to  tak 
śliczne i drogie rzeczy, że Latonia pomyślała, jak bardzo się będą 
wyróżniać  wśród  wiszących  w  jej  małej  szafie  prostych, 
skromnych sukienek, które uszyła sama z pomocą matki. Na tle tej 
wykwintnej odzieży jej dom też wyglądał na zaniedbany, dlatego 
tak ją wzruszył i uradował radosny okrzyk Toni:

– Uwielbiam  wasz  domek!  Tak  się  cieszyłam,  kiedy  tu 

przyjeżdżałam  w  dzieciństwie,  i  czuję,  że  to  będzie  właściwe 
miejsce na spotkania z Ivanem i rozmowy o naszej miłości.

– Kochanie,  mogę  ci  tylko  życzyć  jednego:  żebyście  byli  tak 

szczęśliwi, jak mama i tatuś powiedziała Latonia.

– Pamiętam, że widząc, jak na siebie patrzą, zawsze myślałam, 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 34

iż  ich oczy lśnią jak gwiazdy, a w głosach dźwięczy nuta, której 
nie słyszałam u innych ludzi.

Rozejrzała się po pokoju i dodała cicho: – Czuję miłość, która 

po  nich  została,  takiej  właśnie  miłości  chcę  w  moim  domu  i  w 
moim życiu. W przeciwnym razie wolę zostać starą panną!

– To ci raczej nie grozi – odparła ze śmiechem Latonia.
– Mam nadzieję. Ale równocześnie wiem, że jeśli nie wyjdę za 

Ivana, nikogo innego nie zdołam tak bardzo pokochać.

Latonia nigdy wcześniej nie słyszała, żeby kuzynka mówiła tak 

poważnym tonem, dlatego wtrąciła szybko:

– Ale  przecież  wyjdziesz  za  niego.  I  będziecie  żyli  długo  i 

szczęśliwie.

– I  będziemy  to  zawdzięczać  dobrej  wróżce  –  czyli  tobie!  O 

tym  właśnie  pamiętaj,  kiedy  stryj  Kenrick  zacznie  zrzędzić  i 
napominać cię za grzechy, których nie popełniłaś.

– Nie strasz mnie – powiedziała Latonia.
– Nie masz się czego obawiać – uspokajała Toni – bo gdy tylko 

poślubię Ivana, wyjedziesz z Indii a przecież w żaden sposób stryj 
nie może  cię dotknąć. Nie jest twoim prawnym opiekunem, jego 
władza  nie  rozciąga  się  nad  tobą.  Kiedy  wyślę  ci  telegram,  że 
wszystko się dobrze skończyło, po prostu się spakujesz i wrócisz 
do domu.

Toni okazała też zmysł praktyczny i przygotowała pieniądze na 

wypadek,  gdyby  Latonia miała wrócić do domu  bez  pomocy czy 
zgody stryja Kenricka.

– Kochanie, tu masz trzysta funtów – powiedziała do Latonii w 

przeddzień ich wyjazdu do Londynu. – Schowaj je w bezpiecznym 
miejscu.  Uważaj  na  nie,  bo  i  na  statku,  i  w  Indiach  będzie  się 
kręciło wielu złodziei.

– Nie mogę wziąć tylu pieniędzy! – zawołała Latonia.
– Będziesz  ich  potrzebowała  –  nalegała  Toni  –  i  pamiętaj,  że 

skoro  jesteś  tak  bogata,  wszyscy  oczekują  od  ciebie  wyższych 
napiwków niż od innych ludzi.

– Nie  będę  wiedziała,  ile  i  kiedy  dawać  –  zaniepokoiła  się 

Latonia.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 35

– Szybko się nauczysz – odparła Toni. – Najważniejsze, żebyś 

miała przy sobie dość pieniędzy gdybyś musiała uciekać, bo stryj 
zrobił się nie do wytrzymania.

To  ostatecznie  przekonało  Latonię  i  dziękując  kuzynce 

postanowiła,  że  będzie ostrożnie  rozporządzać otrzymaną sumą i 
po powrocie odda wszystko, co jej zostanie.

– Nie martw się o Manor House powiedziała Toni w drodze do 

Londynu.  –  Zapłaczę  wszystkie  przychodzące  rachunki,  a  Ivan 
będzie mi przywoził winogrona i brzoskwinie.

– Zabrzmiało to  tak, jakbyś już  wiła sobie gniazdko – zakpiła 

Latonia.

– Właśnie to robię. A ponieważ bardzo kocham Ivana, byłabym 

z  nim  zupełnie  szczęśliwa  nawet  w  tak  małym  domu,  jak  wasza 
Manor.  Ale  nie  ukrywam,  że  później  z  przyjemnością  zostanę 
księżną,  obwieszę  się  brylantami  rodowymi  i  zasiądę  między 
księżniczkami krwi na uroczystym otwarciu parlamentu.

– Och, Toni, zawsze potrafisz mnie zaskoczyć tym, co mówisz 

– roześmiała się Latonia. – Oczywiście, że z radością wyobrażam 
sobie ciebie w roli księżnej, choć przede wszystkim bym chciała, 
żebyś była niezwykle szczęśliwa poślubiwszy markiza.

– Jestem  nienasycona  i  chcę  wszystkiego!  –  zawołała  Toni  i 

obie się roześmiały.

Przy pożegnaniu Latonia przytuliła się do kuzynki tak mocno, 

jakby nie potrafiła się z nią rozstać.

– Dziękuję, kochanie, stokrotnie dziękuję! – rzekła Toni. – Ivan 

poprosił  mnie  wczoraj,  bym  ci  wyraziła  wdzięczność  i  w  jego 
imieniu.

– Pomyśl czasem o mnie... i się pomódl – wyszeptała Latonia. 

–  Tak  się  boję,  żeby  cię  nie  zawieść.  –  Zaczerpnęła  głęboko 
powietrza  i  dodała:  –  A  jeśli  stryj  się  wszystkiego  domyśli,  nim 
wsiądziemy na statek?

– Dlaczego  miałby  nabrać  podejrzeń?  –  zapytała  Toni.  –

Ponieważ  w  tym  ślicznym  i  kosztownym  kapelusiku  zupełnie 
siebie  nie  przypominasz,  to  oczywiste,  że  jesteś  mną.  Ucałowała 
serdecznie kuzynkę. – Potraktuj to jako przygodę, o której kiedyś 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 36

będziemy opowiadać naszym wnukom i postaraj się wyjść za mąż 
w Indiach. Wtedy będziemy mogły wzorem naszych matek ścigać 
się, która pierwsza urodzi dziecko.

To  zabawne  zdanie  bardzo  rozśmieszyło  Latonię.  Nadal  się 

uśmiechała,  machając  Toni  na  pożegnanie,  gdy  dorożka 
wypakowana  po  dach  bagażami  uwiozła  ją  w  stronę  Curzon 
Street.

Kiedy  koń  zatrzymał  się  przed  dostatnio  wyglądającym 

domem,  do  którego  frontowych  drzwi  wiodły  szerokie  schody, 
Latonia  zrozumiała,  że  nadeszła  chwila,  w  której  musi  stanąć 
twarzą w twarz ze stryjem Toni.

Wszedłszy  do  środka,  stwierdziła,  że  Branscombe  House  do 

złudzenia  przypomina  zamek.  Wszystko  w  nim  było  ciężkie  i 
przytłaczające:  mahoniowe  meble,  boazerie,  portiery,  stiuki,  a 
portrety  przodków  równie  odpychające,  jak  te  znane  Toni  od 
dzieciństwa.

Starszy  służący  poprowadził  ją  przez  korytarz  o  marmurowej 

posadzce do drzwi w przeciwległym jego krańcu.

– Panna  Latonia,  Jego  Lordowska  Mość!  –  zaanonsował 

donośnym głosem.

Latonii  aż  się  zakręciło  w  głowie,  gdy  postąpiła  w  kierunku 

mężczyzny  stojącego  przy  kominku.  Wyobrażała  sobie,  że  nowy 
lord  Branscombe  będzie  z  wyglądu  przypominał  swojego 
starszego  brata,  którego  zawsze  nazywała  wujem  Hubertem.  Już 
pierwszy  rzut  oka  przekonał  ją  o  pomyłce.  Ten  mężczyzna  był 
wyższy i szerszy w ramionach, o kwadratowej twarzy, której rysy 
zdecydowanie  różniły  się  od  rysów  jego  brata  czy  nawet  Toni. 
Gdy  podeszła  bliżej,  spostrzegła,  że  bacznie  ją  obserwuje  para 
stalowoszarych  oczu,  przed  których  przenikliwością  nic  się  nie 
ukryje. Była pewna, że on już przejrzał jej grę.

Miała  wrażenie,  że  droga  przez  pokój  ciągnie  się  całą 

wieczność,  nim  wreszcie  stanęła  u  boku  lorda,  a  on  odezwał  się 
chłodnym, stanowczym tonem pełnym potępienia:

– Spóźniłaś się! Oczekiwałem cię godzinę temu!
Latonia  zrobiła  się  pąsowa  i  odparła  nieskładnie  urywanym 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 37

głosem:

– Bardzo  przepraszam,  stryju,  ale  jeden  z  koni...  zgubił 

podkowę i żeby tu dotrzeć, musiałam... wynająć dorożkę.

– Jeśli  woźnica  dba  o  konie,  to  coś  takiego  się  nie  zdarza  –

ostro przerwał lord Branscombe.

Latonia nie znalazła na to odpowiedzi, stała tylko czekając na 

następne zdanie i myślała, że skoro nie podali sobie dłoni, to nie 
musi  składać  dworskiego  ukłonu,  jak  to  miała  wcześniej  w 
zamiarze.

– A więc skoro już tu jesteś – odezwał się Branscombe – może 

usiądziesz i wysłuchasz, co mam ci do powiedzenia.

Latonia  wreszcie  uniosła  wzrok,  bo  do  tej  pory  trzymała 

skromnie  spuszczone  powieki,  i  stwierdziła,  że  lord  mierzy  ją 
spojrzeniem  nie  tylko  krytycznym,  ale  również  pełnym  nagany. 
Usta zacisnął w twardą linię, więc się domyśliła, że jego irytację 
wywołały  jeszcze  inne  powody,  nie  tylko  spóźnienie. 
Zaniepokojona  usiadła  na  brzeżku  krzesła,  zaplatając  dłonie  w 
krótkich rękawiczkach.

– Mam  nadzieję,  że  w  liście  wyraziłem  jasno  powód,  dla 

którego zabieram cię ze sobą do Indii – zaczął. – Nie zamierzam 
bowiem  dłużej  tolerować  zachowania,  na  jakie  sobie  pozwalasz 
od  śmierci  ojca.  –  Urwał  na  chwilę,  po  czym  ciągnął.  –  Na  tę 
decyzję  wpłynął  nie  tylko  list  lady  Luddington  donoszący  o 
haniebnym potraktowaniu jej syna, ale także inne relacje o twoich 
wyczynach w trakcie sezonu, gdy przebywałaś pod opieką kuzynki 
Alice.

Mówił w taki sposób, że Latonia natychmiast zapragnęła bronić 

Toni  przed  zarzutami,  które,  jak  sądziła,  zrodziła  kobieca 
zazdrość.  Odkąd  bowiem  Toni  ukończyła  piętnaście  lat, 
wzbudzała  nie  tylko  zainteresowanie  młodzieńców,  ale  również 
zawiść  dziewcząt.  Młode  panny  czuły,  że  przy  niej  blednie  ich 
wdzięk,  a  damy  z  okolicy,  słynne  piękności,  sądziły,  że  zagraża 
ich  panowaniu,  skoro  Toni  zachwycali  się  mężczyźni  w  każdym 
wieku.

– Nie  wiem,  co  stryj  usłyszał,  ale  jeśli  chce  wydać 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 38

sprawiedliwy  wyrok,  to  powinien  wysłuchać  obrony  na  równi  z 
oskarżeniami – powiedziała nieśmiało.

Na twarzy lorda odmalowało się zdumienie.
– Nie  zamierzam  toczyć  tu  pojedynków  słownych,  wszak  nie 

ma  dymu  bez  ognia.  Dlatego  wedle  mego  mniemania  najlepszy 
dla  ciebie  będzie  natychmiastowy  wyjazd  z  Londynu.  –  Zacisnął 
usta i dokończył twardo: – Mam nadzieję, że zdołam cię nauczyć 
bardziej stosownego i odpowiedniego zachowania.

Latonia  pomyślała,  że  przemawia  do  niej  niczym  sędziwy 

dyrektor  szkoły  do  niesfornego  uczniaka.  A  przecież  był  o 
piętnaście  lat  młodszy  od  brata,  nie  mógł  mieć  więcej  niż 
trzydzieści pięć lat. Nie wolno mi się bać, powiedziała w duchu, 
choć czuła, że się go bardzo obawia.

– Może ci się zdawać ciągnął że skoro cię zabieram do Indii, to 

weźmiesz  udział  w  życiu  towarzyskim,  które  kwitnie  w  pałacu 
gubernatora czy w innych miejscach spotkań Anglików. Ale moje 
zamiary  są  zgoła  inne.  –  Po  chwili  milczenia  dodał:  –  Będziesz 
rozczarowana,  jeśli  się  spodziewasz  chodzenia  na  bale.  A  jeśli 
oczekujesz,  że  spotkasz  młodzieńców,  którzy  ulegną  twoim  tak 
hojnie  roztaczanym  wdziękom,  to  rychło  pojmiesz  swoją 
pomyłkę.  –  Dalej  mówił  ostrzejszym  tonem:  –  Powierzono  mi 
pewną misję i jeśli podróżując u mego boku zobaczysz nieco inny 
świat  niż  ten,  którego  się  spodziewałaś,  to  może  to  się  okaże 
zbawienną  lekcją  i  w  przyszłości  będziesz  się  zachowywała 
bardziej przyzwoicie.

Słuchając  tego  Latonia  myślała,  jak  bardzo  ta  przemowa 

rozzłościłaby  Toni.  Na  pewno  odpowiedziałaby  na  to  ognistą 
mową  obrończą.  Chciałaby  chodzić  na  bale  i  otaczać  się 
mężczyznami, z którymi mogłaby flirtować i którzy by się w niej 
kochali  na  zabój.  Gdyby  Latonię  nie  paraliżowało  przerażenie, 
zapewne  rozbawiłoby  ją  to,  że  kary  lorda  nie  dotkną  jej  tak 
boleśnie,  jak  dotknęłyby  Toni.  Ona  przecież  nie  pragnie  żadnej 
zabronionych przez niego rozrywek. I ponieważ sądziła, że go tym 
zaskoczy, odezwała się cicho:

– Stryju Kenricku, z wielką radością zobaczę Indie i doprawdy 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 39

wcale mnie nie smuci perspektywa braku życia towarzyskiego.

Zobaczyła,  jak  lord  unosi  w  zdumieniu  brwi,  i  pomyślała,  że 

miała rację. Z całą pewnością nie spodziewał się, że tak przyjmie 
jego decyzje. Zapadła cisza.

– Skoro  jasno  przedstawiłem  swoje  zdanie  –  zaczął  po  chwili 

zalecałbym  ci  teraz  wypoczynek  przed  kolacją.  Zasiądziemy  do 
niej  wcześnie,  bo  rano  wyruszamy  skoro  świt.  Bądź  łaskawa  się 
nie spóźnić.

Mówił ostrym tonem niczym do krnąbrnego żołnierza. Latonia 

wstając powiedziała:

– Nie  dam  ci  na  siebie  czekać  i  dziękuję  za  objaśnienie  mi 

twoich  zamiarów.  –  Mówiąc  to  dygnęła  wdzięcznie  i  odeszła 
zdając  sobie  sprawę  nawet  bez  patrzenia  przez  ramię,  że  szare 
oczy lorda śledzą każdy jej ruch.

Dopiero gdy dotarła do holu, w którym czekał na nią lokaj, by 

ją odprowadzić do apartamentu na górę, poczuła, jak bardzo drżą 
jej ręce.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 40

Rozdział 3

Jadąc w stronę Tilbury, Latonia czuła dreszcz emocji na myśl o

podróży za graniczę. W trakcie wczorajszej kolacji, którą zjadła z 
lordem Branscombe’em niemal w całkowitym milczeniu, ogarnął 
ją wielki niepokój. Ze sposobu, w jaki lord na nią patrzył i pełnych 
nagany spojrzeń, odgadła, że pogardza nią i jej nie lubi. Ponieważ 
w  dotychczasowym  szczęśliwym  życiu  nie  spotkała  się  z  takim 
zachowaniem, to choć starała się z całych sił powtarzać sobie, że 
to  jej  nie  dotyczy,  zawładnęły  nią  obawy  i  lęk.  Osobowość 
Branscombe’a  wywierała  przemożny  wpływ  na  otoczenie  i 
Latonia pomyślała, że Toni miała rację twierdząc, iż żołnierze się 
go bali.

Kiedy  lokaj  i  dwóch  służących  podawali  doskonałe  potrawy, 

próbowała nawiązać towarzyską konwersację, ale lord prawie nie 
odpowiadał  i  wiedziała,  że  to  wyraz  jego  dezaprobaty  dla  jej 
postępków – a raczej postępków Toni. Aż się jeży, kiedy na mnie 
patrzy,  w  duchu  zacytowała  ulubione  powiedzenie  ojca.  Jak 
można  w  ten  sposób  myśleć  o  Toni?  I  postanowiła,  że  spróbuje 
zmiękczyć jego serce dla bratanicy.

Gdy  skończyli  bardzo  pośpiesznie  jedzoną  kolację,  lord 

Branscombe odezwał się pierwszy:

– Radziłbym, żebyś poszła do łóżka i odpoczęła. Nie wiem, czy 

do  tej  pory  wiele  podróżowałaś,  ale  może  się  to  okazać  wielce 
męczące, zwłaszcza przy burzliwym morzu.

– Nie potrafię powiedzieć, czy dobry ze mnie żeglarz – odparła 

Latonia – ale mam nadzieję, że się nie okryję wstydem. – Gdy to 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 41

mówiła,  zdała  sobie  sprawę,  że  daje  mu  okazję  do  zrobienia 
przytyku, dlatego nie zdziwiły jej słowa mężczyzny.

– Akurat po temu miałaś już wcześniej okazję!
Zastanawiała  się,  co  też  by  odpowiedziała  Toni,  ale  gdy 

znaleźli się w holu, tylko grzecznie dygnęła i powiedziała cichym 
głosem:

– Dobranoc,  stryju,  jutro  rano  nie  będziesz  musiał  na  mnie 

czekać. Po czym ruszyła po schodach, nie patrząc za siebie.

Śniadanie  przyniesiono  jej  do  pokoju  i  gdy  zeszła  na  dół  w 

wyjątkowo ładnym stroju podróżnym Toni, z peleryną lamowaną 
futrem  i  niewielkim  kapelusikiem  przybranym  piórami, 
stwierdziła,  że  lord  Branscombe  już  na  nią  czeka.  Widziała,  jak 
spogląda  na  zegar,  ale  ponieważ  do  wyznaczonej  godziny 
brakowało  jeszcze  trzech  minut,  więc  nie  mógł  jej  nic  zarzucić. 
Zasiedli  w  wygodnym  powozie,  który  podobnie  jak  i  konie  w 
zaprzęgu wcześniej należał do ojca Toni.

Zawiadowca  stacji  czekał,  by  ich  zaprowadzić  do 

zarezerwowanego przedziału i Latonia zauważyła, że tragarz zajął 
się bagażami, tak więc nie pozostało im nic innego, jak wsiąść do 
pociągu. Na siedzeniach rozłożono już liczne gazety i czasopisma.

Zastanawiała się, czy lord zaczął podróżować tak luksusowo po 

odziedziczeniu  tytułu,  czy już  wcześniej jako zwykły oficer miał 
na  to  dość  pieniędzy  z  przyjemnością  by  go  o  to  zapytała,  ale 
uznałby taką ciekawość za impertynencję, więc zaczęła przeglądać 
jedno z czasopism.

Lord  Branscombe  natychmiast  zatopił  się  w  lekturze  gazet, 

najwyraźniej nie mając ochoty na rozmowę, a Latonia z radością 
patrzyła na widoki przesuwające się za oknem i wyobrażała sobie, 
jak  to  będzie  wspaniałe  zobaczyć  Indie.  Pomyślała  też,  że  im 
bliżej  Tilbury,  tym  mniejsza  szansa  na  odkrycie  mistyfikacji  i 
większe szanse dla Toni na szczęśliwe życie z markizem. Bardzo 
chciała  opisać  kuzynce  lodowate  przyjęcie  na  Curzon  Street  i 
przekazać  swoją  opinię  o  stryju,  ale  uznała  to  za  zbyt 
niebezpieczne. Dopiero gdy znajdzie się na statku, zyska pewność, 
że  nikt  postronny nie zajrzy do jej listów i będzie mogła przelać 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 42

wszystko na papier.

Czarny  kadłub  okrętu  był  większy,  niż  to  sobie  wcześniej 

wyobrażała,  powiedziano  jej,  że  to  jeden  ze  statków  ostatnio 
zbudowanych  dla  linii  oceanicznych.  Latonia  dowiedziała się, że 
lord Branscombe zajmuje wygodny apartament, złożony z dwóch 
kabin  przedzielonych  salonem.  W  głosie  płatnika  okrętowego 
brzmiała niekłamana duma, gdy wyjaśniał jego lordowskiej mości, 
że to najlepsze pomieszczenia na pokładzie, zwykle rezerwowane 
na  wiele  miesięcy  naprzód  dla  najważniejszych  i  najbardziej 
szacownych gości.

– Jestem  wdzięczny,  że  je  dostałem,  mimo  iż  zdecydowałem 

się  na  podróż  tak  niedawno.  –  Lord  powiedział  to,  co  w  takiej 
sytuacji należało.

– Zawsze  do  usług,  gdyby  wasza  lordowska  mość  lub  panna 

Combe czegoś potrzebowali – odparł płatnik.

W  kabinie  pokojówka  już  rozpakowywała  rzeczy  Latonii, 

opowiadając przy tym, że mają komplet pasażerów.

– Nie będzie się panienka nudziła ani chwili – dodała. – Wielu 

młodych ludzi  wraca do swoich regimentów a oni tylko marzą o 
tańcach  co  wieczór.  A  gdy  dotrzemy  w  cieplejsze  rejony,  na 
pokładzie  będzie  się  odbywało  wiele  wspólnych  gier,  w  których 
panienka na pewno weźmie udział.

– Wspaniała perspektywa – odparła Latonia – a ponieważ nigdy 

wcześniej nie płynęłam statkiem, z radością myślę o podróży.

– Mając  tyle  pięknych  strojów,  będzie  pani  królową  każdego 

wieczoru stwierdziła pokojówka z uśmiechem.

Latonia pomyślała, że wyprawa zapowiada się na interesującą i 

zupełnie  inną,  niż  się  spodziewała.  Lecz  jej  nadzieje  zostały 
szybko rozwiane.

Skoro pokojówka zajęła się rozpakowywaniem bagażu, Latonia 

uznała, że  nie ma po co siedzieć w kabinie i przeszła do salonu. 
Od razu zauważyła, że na biurku pojawił się pokaźny stos książek 
i  dokumentów.  Właśnie  pomyślała,  że  lord  ma  widać  zamiar 
pracować w podróży, gdy ten wszedł do pomieszczenia.

W  kabinie  zdjął  surdut,  w  którym  do  tej  pory  występował,  i 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 43

włożył strój o bardziej swobodnym kroju. Wyglądał w nim równie 
pociągająco, ale nie tak oficjalnie. Popatrzywszy na dziewczynę z 
tym co zawsze twardym wyrazem oczu, zwrócił się do niej ostrym 
tonem:

– Usiądź, Latonio. Chcę z tobą pomówić.
Posłuchała go zastanawiając się, co też  ma do powiedzenia, a 

on zajął miejsce naprzeciwko i skrzyżowawszy nogi przyjrzał się 
jej z namysłem.

– Nim  rozpoczęliśmy  tę  podróż  –  zaczął  –  podjąłem  pewne 

kroki,  byś  się  zachowywała  zgodnie  z  zasadami  dobrego 
wychowania.  Obejrzawszy  pasażerów,  którzy  płyną  z  nami  i 
zapoznawszy się z programem, doszedłem do pewnych wniosków.

Latonia  milczała  wpatrując  się  w  niego  wielkimi  oczami  w 

drobnej twarzyczce.

– Wydałem  polecenia, by  podawano nam  posiłki  do kabiny, a 

wszelkie  spacery  będziesz  odbywała  w  moim  towarzystwie, 
najlepiej wcześnie rano lub wieczorem, gdy na pokładzie nie ma 
wielu ludzi. – Przerwał, jakby oczekiwał, że ona coś powie.

Latonia zaś tylko popatrzyła na niego, myśląc, że skoro ona jest 

tak zagniewana, to w jaką wściekłość wpadłaby Toni, gdyby to ją 
karcono  w  taki  sposób  i  prawie  uczyniono  z  niej  więźnia? 
Milczała,  a  lord  ciągnął  dalej  niemal  agresywnym  tonem,  jakby 
chciał ją sprowokować do walki.

– Po  tym,  czego  się  dowiedziałem  wczoraj  wieczorem,  nie 

możesz się spodziewać innych decyzji.

– A czego stryj się dowiedział? – zapytała.
– Sądziłem,  że  skandaliczne  zachowanie  wobec  młodego 

Luddingtona  to  szczyt  twoich  możliwości.  Ale  gdy  wczoraj  w 
klubie opowiedziano mi wydarzenia sprzed miesiąca, nie mogłem 
uwierzyć,  by  młoda  dziewczyna  mogła  być  nie  tylko  tak 
wyzywająca ale również głupia.

Latonia  odniosła  wrażenie,  że  wręcz  wypluwał  z  siebie  te 

słowa.

– Cóż  takiego  stryj  usłyszał?  zapytała  po  chwili  milczenia.  –

Nie wiem, o co chodzi.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 44

– Chyba nie sądzisz, że ci wierzę – rzucił ostro. – Musisz sobie 

przecież zdawać sprawę z tego, że nawet jeśli to był tylko żart, to 
mógł się skończyć nieszczęściem. – Latonia milczała, wiec mówił 
dalej:  –  Nawet  ktoś  o  ptasim  móżdżku  wie  doskonale,  jak 
niebezpieczne  są  prądy  w  Tamizie.  Jeśli  się  sprowokuje 
młodzieńców,  najpewniej  rozochoconych  alkoholem,  by  w  nocy 
się ścigali, kto pierwszy przepłynie na drugi brzeg, to taki wyczyn 
może się skończyć utonięciem przynajmniej jednego z nich.

Latonia głęboko zaczerpnęła powietrza, ale ponieważ Toni nie 

wspominała  jej  o  tym  wydarzeniu,  więc  i  teraz  nic  nie  mogła 
odpowiedzieć.

– Nie  wiem,  jakie  panny  towarzyszyły  ci  w  tej  szalonej 

eskapadzie  –  ciągnął  lord  –  ale  przypuszczam,  że  były  równie 
głupie, rozflirtowane i  pozbawione zdrowego rozsądku, jak ty! –
Przerwał  na  chwilę,  by  dodać:  –  Mogę  tylko  stwierdzić,  że 
powinnaś  na  klęczkach  dziękować  Bogu,  iż  jakimś  cudem  ta 
historia nie znalazła się w gazetach, bo nadszarpnęłoby to jeszcze 
bardziej twoją reputację.

Latonia  pomyślała,  że  jeśli  historia  opowiedziana  przez  lorda 

jest  zgodna  z  prawdą,  to  wydarzenie  nie  tylko  naraziłoby  na 
szwank  reputację Toni,  ale  również  dogłębnie przeraziło  księcia. 
Utwierdziłby się jeszcze bardziej w przekonaniu, że Toni nie jest 
odpowiednią  żoną  dla  jego  syna.  Zaczęła  się  głowić,  jak  Toni 
mogła  pozwolić  sobie  na  wzięcie  udziału  w  tak  nagannym 
przedsięwzięciu,  ale  równocześnie  czuła,  że  kuzynka  nie  uważa 
tego typu rozrywek za nieodpowiednie.

Wyobraziła  sobie,  że  wszystko  miało  miejsce  po  tańcach  lub 

przyjęciu,  panny  wymknęły  się  spod  opieki  przyzwoitek 
namówione przez młodzieńców na przejażdżkę łodzią po rzece. W 
świetle  księżyca  wyprawa  zapowiadała  się  romantycznie,  a 
ponieważ  była  gromada  czemu  Toni  miałaby  uważać  ją  za 
nieprzyzwoitą?  Ktoś  powiedział,  że  woda  jest  dość  ciepła  na 
kąpiel, a ktoś inny rzucił pomysł wyścigów.

Lord Branscombe mógł się zżymać na Toni, że nie wzięła pod 

uwagę prądów na  rzece, ale  przecież  ona  wychowała się  na wsi. 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 45

Nigdy by jej nie przyszło do głowy, że Tamiza może być bardziej 
niebezpieczna niż jezioro, w którym kąpała się od dzieciństwa. Jej 
matka często powtarzała, że obie dziewczynki pływają jak ryby i 
dlatego  Toni  nawet  by  przez  myśl  nie  przeszło,  iż  dorośli 
mężczyźni mogliby postradać życie w nurtach rzeki.

Latonia  zastanawiała  się,  jak  to  wytłumaczyć  lordowi,  ale 

stwierdziła,  że  nie  może  bronić  kuzynki,  bo  uznałby,  iż  próbuje 
znaleźć wykręty dla siebie. Równocześnie, choć serce łomotało jej 
w piersiach, postanowiła się odezwać, by złagodzić jego gniew.

– Doprawdy  bardzo  mi  przykro  –  zaczęła  pokornie.  –  Nie 

widziałam w tym nic złego, wydawało mi się to takie zabawne.

– Zabawne! – wykrzyknął. Jeden z tych młodzieńców omal nie 

utonął! Opowiadano mi, że jego przyjaciele mocno się natrudzili, 
nim wyciągnęli go na brzeg.

– Obawiam  się,  że  usłyszał  stryj  mocno  przesadzoną  wersję 

wydarzeń – powiedziała z wahaniem.

– W tym cała moja nadzieja, ale sądzę, że nie powinienem cię 

spuszczać  z  oka  i  mam zamiar dopilnować, byś nie miała okazji 
do tego rodzaju zabawy.

– Zrobię  wszystko,  co  w  mojej  mocy,  by  więcej  stryja  nie 

rozgniewać.

– Rozgniewać  to  niewłaściwe  słowo!  –  zawołał.  –  Jestem 

oburzony.  W  najwyższym  stopniu  oburzony.  Jak  mogłaś  tak 
postąpić nie tylko z młodym Luddingtonem, którego znam i lubię, 
ale  z  wieloma  innymi  młodzieńcami?  Okazali  się  na  tyle  głupi, 
żeby  ofiarować  ci  swe  serce  i  życie,  a  ty  uczyniłaś  sobie  z  nich 
igraszkę!

Na  chwilę  zapadła  cisza,  w  końcu  Latonia  odezwała  się 

urywanym głosem.

– Chyba  nigdy  stryjowi  nie  przyszło  do  głowy...  że  to  mogła 

być nie tylko moja wina... – Mówiąc to myślała o tych wszystkich 
chłopcach,  którzy  natychmiast  byli  gotowi  skoczyć  w  ogień  bez 
słowa zachęty ze strony Toni.

– Jak to nie twoja wina? – zapytał ostro.
– Mam  wrażenie,  że  młodzi  mężczyźni  nie  zawsze  wyrażają 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 46

swoje uczucia w poważny sposób.

– Próbę  samobójstwa  nazywasz  niepoważnym  sposobem 

okazywania uczuć? – dopytywał się lord.

Latonia  się  zawahała.  Powtarzała  sobie  w  duchu,  że  jedyna 

właściwa  postawa  to  zachować  milczenie,  przecież  Toni  jej 
tłumaczyła, że nie powinna brać do siebie napomnień stryja. Lecz 
jego  zarzuty  były  tak  niesprawiedliwe,  że  nie  umiała  się 
powstrzymać od dyskutowania.

– Przecież to oczywiste, że człowiek zdolny do tak szalonego, 

nieobliczalnego  postępku  to  osoba  niezrównoważona  –  mówiła 
cichym  głosem,  staranie  dobierając  słowa,  by  nie  rozwścieczyć 
lorda.

– Jak śmiesz zrzucać na niego odpowiedzialność! – zagrzmiał. 

–  Oczywiście,  że  to  twoja  wina.  To  ty  go  doprowadziłaś  do 
takiego stanu.  Musiałaś  mu  robić nadzieje! Dałaś mu  poznać, że 
pociąga cię jako mężczyzna,  a kiedy już  się dość zabawiłaś jego 
kosztem,  to  odepchnęłaś  go  tak  brutalnie,  z  tak  zimną  krwią,  że 
zupełnie stracił głowę!

– Moim zdaniem stryj sobie wyobraził taki przebieg wydarzeń 

–  powiedziała,  bo  wyraźnie  czekał  na  jej  odpowiedź.  –  Ja  mogę 
tylko stwierdzić, że Andrew Luddington był tak natarczywy, iż już 
dłużej  nie  mogłam  znosić  jego  towarzystwa.  –  Musiała  bronić 
Toni,  bo  uznała,  że  stryj  niesprawiedliwie  ją  ocenia  tylko  na 
podstawie  wersji  wydarzeń  przekazanej  przez  najwyraźniej 
uprzedzoną lady Luddington.

– Nie pozostaje mi nic innego, jak stwierdzić, że nigdy się nie 

spodziewałem,  iż  moja  bratanica  okaże  się  osobą  zupełnie  bez 
serca. Jestem tym do głębi zawstydzony i wstrząśnięty!

Wyszedł z salonu zatrzaskując za sobą drzwi.
Latonia  stała  chwilę  w  milczeniu,  czekając,  aż  uspokoi  się 

burza  szalejąca  w  jej  sercu.  Jakże  głupio  postąpiłam,  nie 
powinnam  była  się  z  nim  spierać,  pomyślała.  On  teraz  jeszcze 
bardziej  zniechęci  się  do  Toni.  Ale  jest  tak  niesprawiedliwy! 
Wiem,  że  jest,  a  tata  nigdy  tego  nie  potrafił  ścierpieć.  Z  całej 
duszy  żałowała,  że  nie  ma  tu  z  nią  ojca,  który  by  jej  pomógł 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 47

wydać sąd o lordzie Branscombie. Ojciec zawsze jej zarzucał, że 
pochopnie ocenia ludzi, nie biorąc pod uwagę ich punktu widzenia 
na dany problem. „Każdy ludzki postępek można usprawiedliwić 
okolicznościami”, mawiał. Lecz szczerze wątpiła, by znalazło się 
usprawiedliwienie  dla  lorda  Branscombe’a,  który  bez  trudu 
wierzył w każdą nieprzyjemną czy naganną historię opowiadaną o 
bratanicy,  równocześnie  nie  dając  jej  żadnych  szans  na 
wytłumaczenie swego postępowania.

On jest okrutny, pomyślała. Z jaką radością skończę udawać i 

wrócę  do  domu.  Ale  nim  ta  chwila  nadejdzie,  muszę  ignorować 
jego  przytyki  i  oskarżenia  starając  się  cieszyć  z  podróży  i 
zwiedzania  Indii,  gdy  tam  wreszcie  dotrzemy.  Zdawała  sobie 
sprawę z tego, że skoro będą cały czas uwięzieni razem w małym 
pomieszczeniu,  nie  potrafi  ani  na  chwilę  zapomnieć  o  obecności 
opiekuna. Jakiż on śmieszny! Spróbowałby tu utrzymać Toni i nie 
dopuścić,  by  spotykała  się  z  innymi  pasażerami!  –  rzekła  do 
siebie.  –  Ona  by  oszalała  na samą myśl  o zamknięciu i  używszy 
podstępu,  wymknęła  się  spod  opieki  stryja.  Może  by  przekupiła 
pokojówkę,  uciekła  przez  bulaj,  jednym  słowem,  zrobiłaby 
wszystko, byłe nie dać się pognębić stryjowi.

Latonia jednak czuła, że jej nie starczy odwagi, by walczyć, a 

mizerne  próby  wytłumaczenia  Toni  tylko  jeszcze  bardziej 
rozgniewały lorda. Muszę bez słowa sprzeciwu przyjmować jego 
zdanie, postanowiła.

Statek  płynął  gładko  po  spokojnych  wodach,  nie  znalazł  się 

jeszcze na kanale La Manche. Latonia wstała z fotela, by przejrzeć 
książki leżące na stole. Wszystkie traktowały o Indiach, a część z 
nich napisano w obcym języku, który uznała za urdu. Wtem wpadł 
jej do głowy świetny pomysł.

Lord  Branscombe  powrócił  do  kabiny  w  godzinę  później  i 

widocznie nadal się gniewał, bo milczał jak zaklęty.

– Stryju  –  zwróciła  się  do  niego  łagodnie  –  chciałabym  cię  o 

coś poprosić.

– O cóż? – zapytał twardym tonem.
– Skoro  mam tutaj  spędzić długą podróż, może mogłabym się 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 48

uczyć  urdu?  –  powiedziała  i  zauważyła,  że  pierwszy  raz  go 
naprawdę zadziwiła.

– Urdu? A po cóż ci to?
– Ciekawią  mnie  języki,  a  skoro  jadę  do  Indii,  to  chyba 

powinnam się nauczyć rozumieć tamtejszych ludzi.

– Wielu  z  nich  mówi  po  angielsku,  a  żaden  z  Anglików  nie 

zawraca sobie głowy tymi, którzy nie znają naszego języka.

– Nauka  języków  europejskich  nigdy  nie  sprawiała  mi 

kłopotów  –  tłumaczyła  Latonia  –  a  na  statku  na  pewno  znajdzie 
się  odpowiedni  nauczyciel.  Chciałabym  nauczyć  się  urdu,  może 
przyjdzie mi to tym łatwiej, że tutaj leżą książki w tym języku.

– A skąd wiesz, że to urdu? – ostro zapytał lord.
– Tak mi się wydawało – odparła po chwili wahania. Przecież 

nie  mogła  mu  powtórzyć  rozmowy  z  ojcem  przed  wyjazdem 
rodziców do Indii.

– Będę musiał odczyścić mój urdu powiedział ojciec. – Trochę 

zapleśniał przez te wszystkie lata.

– Nauczyłeś  się  go  w  trakcie  pobytu  w  Indiach?  –  zapytała 

Latonia.

– Kiedy tam pojechałem z regimentem, byłem bardzo młodym 

człowiekiem,  moja  pierwsza  placówka  w  randze  młodszego 
oficera odparł ojciec. Chciałem za wszelką cenę awansować, więc 
uczyłem się urdu już w Anglii i całą podróż. – Po czym dodał ze 
śmiechem:  –  Okazało  się  to  zupełnie  bezużyteczne.  Żaden  z 
moich  kolegów  nie  znał  ani  słowa  w  tym  języku,  wcale  też  nie 
chcieli się go uczyć.

– Czy ci się to kiedykolwiek przydało?
– Wyobraź  sobie,  że  tak  –  przyznał  ojciec.  –  Mogłem 

rozmawiać  z  Hindusami,  dzięki  temu  lepiej  poznałem  ich 
charaktery i sądzę, że moi podkomendni ufali mi i wierzyli, bo w 
razie jakichś kłopotów  mogli mi  o nich powiedzieć we własnym 
języku.

– Uwielbiali twego ojca wtrąciła matka Latonii.
Jej mąż się uśmiechnął, a ona zwróciła się do niego.
– Gdyby  twój  regiment  został  w  Indiach,  a  nie  wracał  tutaj, 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 49

gdzie wszystko jest o wiele droższe, nigdy byś nie porzucił służby.

– Masz rację – przyznał kapitan Hythe. Wcale jednak nie żałuję 

mej  decyzji.  Jestem  bardzo  szczęśliwy  tu,  w  naszym  Manor 
House, a i tamten klimat byłby nieodpowiedni dla Latonii. Dzieci 
bardzo źle znoszą upały.

– To prawda – powiedziała cicho matka Latonii. – Ze łzami w 

oczach  myślę  o  tych  wszystkich  grobach  dzieci  na  angielskich 
cmentarzach w Indiach. Tyle maleństw umiera.

– A my mamy naszą córeczkę. – Kapitan Hythe objął Latonię 

ramieniem.

Dlatego  właśnie  Latonia  sądziła,  że  jej  ojciec  chciałby,  by 

nauczyła się urdu.

– Czy mógłby stryj znaleźć mi nauczyciela?  – nalegała, mimo 

sceptycznej  postawy  lorda  Branscombe’a.  –  Bardzo  proszę. 
Obiecuję, że się będę przykładać.

Popatrzył na nią podejrzliwie, jakby w jej prośbie krył się jakiś 

podstęp, ale nie potrafił znaleźć pretekstu do odmowy.

– Porozmawiam  z  płatnikiem,  może  on  o  kimś  wie.  W 

przeciwnym razie ja będę cię sam musiał uczyć.

– Stryj studiował ten język? – spytała Latonia.
Nic  nie  odpowiedział  i  wyczuła,  że  nie  chciał  poruszać  tego 

tematu. Uderzyła ją myśl, że skoro się wybiera w ten rejon Indii, 
gdzie  brak  rozrywek  i  rzadko  bywają  Anglicy,  to  może  został 
wysłany  z  jakąś  specjalną  misją.  Zerknęła  w  stronę  papierów 
rozłożonych  na  jego  biurku  –  z  pewnością  tam  się  znajdował 
klucz do wyjaśnienia zagadki.

– Stryj  nie  wraca  do  regimentu,  prawda?  –  odezwała  się  po 

chwili milczenia. – Wystąpił stryj z armii po odziedziczeniu tytułu 
lorda Branscombe?

Na jego czole pojawiła się zmarszczka, która wyraźnie mówiła, 

że  nie  chce  o  tym  rozmawiać,  a  równocześnie  nie  znajduje 
pretekstu, by zignorować pytanie.

– Nie podejmuję pochopnie decyzji – odpowiedział w końcu. –

Wicekról zlecił mi zebranie pewnych informacji, dlatego udaję się 
w odległe części kraju, z dala od utartych szlaków.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 50

– To fascynujące! Z góry się na to cieszę.
Zmierzył  ją podejrzliwym  spojrzeniem,  w jego oczach czytała 

myśl:  ta  dziewczyna  dla  sobie  tylko  wiadomych  względów 
próbuje  być  miła,  a  naprawdę  marzy  o  rozrywkach,  balach  i 
innych przyjemnościach, którym się oddawała w trakcie pobytu w 
Londynie.

– Czy  mógłby  mi  stryj  opowiedzieć  coś  o  tym  zleceniu 

wicekróla? – poprosiła Latonia.

Lord  podszedł  do  biurka  i  przerzucał  papiery,  wyglądał  na 

zakłopotanego.

– Mam  ocenić  działanie  maharadżów  oraz  ich  polityczne 

ambicje.  Rządzą  oni  w  kilku  niewielkich  prowincjach,  gdzie 
jeszcze nie ma przedstawicieli władz angielskich. Sądzę, że wiesz, 
o czym mówię?

– Oczywiście.  Stały  przedstawiciel  ma  doradzać  księciu  czy 

radży,  a  także  przeciwdziałać  występowaniu  zakazanych 
obyczajów, jak na przykład sutti. – Mówiąc to pomyślała, że lord 
wygląda  na  zaskoczonego  jej  wiedzą  o  ceremonii  sutti
polegającej  na  spaleniu  żywcem  wdowy  razem  z  ciałem  jej 
zmarłego męża.

– Dobrze  podsumowałaś  obowiązki  angielskiego  doradcy  –

przyznał.  –  Ale  jak  się  łatwo  domyślić,  książęta  robią  co  w  ich 
mocy, by się obyć bez takiej opieki.

– Więc nie przyjmą stryja z otwartymi ramionami? – zapytała z 

nieśmiałym uśmiechem.

– Zapewne  tak,  ale  nie  przejmuję  się  tym,  co  ludzie  o  mnie 

myślą.  Muszę  wypełnić  swoją  powinność,  czy  im  się  to  podoba, 
czy nie.

Latonia pomyślała, że w ten sam sposób traktuje bratanicę.
– Może  w  wolnej  chwili  stryj  mógłby  mi  pokazać  na  mapie, 

dokąd  pojedziemy,  to  wcześniej  przeczytam  o  tych  miejscach, 
żeby  nie  przegapić  czegoś  interesującego.  –  Ponieważ  nie 
zauważyła  pozytywnego  odzewu,  więc  dodała:  –  I  czy  mógłby 
stryj jak najszybciej dowiedzieć się o nauczyciela urdu dla mnie? 
Wiem,  że  w  tak  krótkim  czasie  niewiele  się  nauczę,  ale 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 51

przynajmniej zacznę i gdy znajdziemy się w Indiach, będę mogła 
rozmawiać ze służbą.

– Tego bym akurat nie polecał – ostro rzucił lord.
– W  takim  razie  musi  mnie  stryj  dokładnie  pouczyć,  z  kim 

mogę  rozmawiać,  a  z  kim  pod  żadnym  pozorem  nie  wolno  –
odparła  Latonia.  Widziała,  że  jej  uległość  wzbudziła  w  nim 
podejrzenia.

Po chwili ze stosu książek wyjął niewielki tomik i położył go 

na stoliku przed dziewczyną: był to słownik urdu.

– Przysuń  krzesło  do  stołu  –  polecił.  –  Siądziemy  razem  i 

sprawdzę,  czy  masz  dobre  ucho  do  tak  trudnego  języka.  To 
jeszcze nie wszystko, będziesz musiała się skupić, wytężyć umysł 
z całych sił. Jeśli uznam, że się nie nadajesz, powiem ci to od razu 
i musisz się pogodzić z moją decyzją.

– Ależ  oczywiście,  świetnie  to  rozumiem  i  bardzo  dziękuję. 

Skoro  stryj  ma  tak  wiele  pracy,  to  nie  chciałabym  zabierać  mu 
cennego czasu. Czy naprawdę nie byłoby lepiej znaleźć dla mnie 
nauczyciela?

– Może później mi się to uda. Na razie powinniśmy sprawdzić, 

czy w ogóle zdołasz się czegoś nauczyć.

– Tak,  to  prawda.  Będzie  to  dla  mnie  lekcją  pokory.  jeśli  się 

okażę tak ograniczona, jak stryj sądzi.

Pomyślała, że odzywając się tak do lorda, wykazała niezwykłą 

odwagę,  ale  nie  potrafiła  opanować  nieprzyjaznych  uczuć  na 
wspomnienie,  jak  niesprawiedliwie  Branscombe  osądza  Toni. 
Latonia najlepiej wiedziała, że kuzynka, choć czasem trzpiotowata 
i  psotnica,  to  jednak  inteligencją  górowała  nad  większością 
swoich  rówieśnic.  Wprawdzie  Latonia  była  od  niej  mądrzejsza  i 
bardziej wykształcona, ale tylko dlatego że potrafiła dłuższy czas 
poświęcić  studiowaniu  zagadnień,  które  ją  szczególnie 
zainteresowały. Miała też znacznie więcej czasu na czytanie, gdyż 
w  Manor  House  nic  nie  rozpraszało  jej  uwagi.  W  Branscombe 
Castle  znajdowały  się  i  rasowe  konie  zawsze  przygotowane  do 
przejażdżki,  i  duży  park,  i  jezioro,  i  sam  zamek  był  wypełniony 
skarbami  wszelakiego  rodzaju  –  wszystko  czekało  na  jedno 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 52

skinienie  kuzynki.  Latonia  zaś  musiała  polegać  tylko  na  swojej 
pomysłowości, dlatego nauczyła się korzystać z wyobraźni, której 
siłę  podsycały  liczne  lektury.  Ponieważ  jej  rodzice  byli  bardzo 
mądrymi ludźmi, a ona, jedyne ich dziecko, spędzała z nimi wiele 
czasu,  więc  nauczyła  się  od  nich  mnóstwa  rzeczy.  Żadne  z  nich 
nie lubiło plotek czy czczej gadaniny, którą inni ludzie wypełniają 
życie. Całe dnie rozmawiali na tematy tyczące rodzaju ludzkiego 
od  zarania  dziejów:  rozwoju  cywilizacji,  istoty  naszego  świata 
oraz tego, który po nim przyjdzie.

Gdy Latonia znikała na długie godziny w zamkowej bibliotece, 

by  przeglądać  interesujące  ją  książki,  czasem  Toni  traciła 
cierpliwość i wpadała tam pokrzykując:

– Och, Latonio, daj już spokój! Konie czekają! Szkoda słońca.
– Szukałam  książki  o  podbojach  Rzymian,  mama  i  tatuś 

rozmawiali o tym wczoraj wieczorem odpowiadała Latonia.

Innym razem chodziło o tomy traktujące o budowie Taj Mahal, 

wiszących  ogrodów  Semiramidy  czy  latarni  morskiej  w 
Aleksandrii.

Dla  Latonii  czytanie  było  dopełnieniem  tego,  co  tworzyła  jej 

wyobraźnia.  Gdy  rodzice  o  czymś  rozmawiali,  temat  stawał  jak 
żywy  przed  jej  oczami  i  chciała  się  o  nim  jak  najwięcej 
dowiedzieć. W ten sposób zdobyła gruntowniejsze wykształcenie, 
niż gdyby uczyły ją guwernantki.

Kiedy  lord  Branscombe  usiadł  naprzeciwko  z  kwaśnym 

wyrazem  twarzy,  wiedziała,  że  podejrzewa  ją  o  udawanie 
zainteresowania  Indiami  lub  że  chce  go  do  siebie  przychylniej 
usposobić.

Pierwsze  słowa,  których  ją  nauczył,  poruszyły  bardzo  jej 

wyobraźnię, a ponieważ z całego serca chciała poznać urdu, więc 
dopiero po dłuższym czasie lord zamknął książkę i powiedział:

– Na dziś wystarczy. Nie spodziewałem się po tobie tak dużych 

zdolności do języków.

– Bo to takie ciekawe! – zawołała Latonia. – Teraz widzę, jak 

wiele  hinduskich  słów  przeniknęło  do  języków  europejskich.  –
Nie  zauważyła  zdumionego  spojrzenia  lorda  i  ciągnęła:  Zawsze 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 53

podejrzewałam,  że  język  rumuńskich  Cyganów  wywodzi  się  z 
urdu, a teraz się upewniłam, że tak jest.

– Chcesz  przez  to  powiedzieć,  że  władasz  tym  językiem?  –

dopytywał się lord.

– Słabo – odparła z uśmiechem. – Jak powszechnie wiadomo, 

Cyganie niechętnie pozwalają obcym nauczyć się ich języka. Ale 
co  roku  obozowali  w parku – w parku przy pańskim zamku.  Od 
dziecka się przy nich kręciłam i w końcu nauczyłam się dość, by 
móc się z nimi przywitać i spytać o zdrowie.

– Zaskoczyłaś mnie. A jeszcze bardziej mnie dziwi, że mój brat 

zezwolił  ci  na  rozmowę  z  Cyganami,  nie  mówiąc  już  o 
przebywaniu w ich towarzystwie.

– Nie sądzę, by zdawał sobie sprawę z tego, że zaprzyjaźniłam 

się  z  tymi  koczownikami  –  odparła,  a  w  jej  oczach  błysnęły 
iskierki. Natychmiast poczuła, że powiedziała coś niewłaściwego, 
bo lord zmarszczył groźnie brwi.

– Najwyraźniej całe swoje życie knułaś najróżniejsze intrygi –

oświadczył  srogo.  –  Jeśli  kiedykolwiek  będę  miał  dzieci, 
wychowam je bardzo surowo.

Latonia się zastanawiała, czy powinna mu powiedzieć, że jego 

brat właśnie tak usiłował wychowywać Toni. Robili to z żoną nie 
dla jej dobra, ale dlatego że się zbytnio o nią obawiali. Chcieli ją 
zawsze  mieć  na  oku,  żeby  sobie  nie  zrobiła  krzywdy,  czy  nie 
usłyszała czegoś niewłaściwego. I tylko dzięki pannie Waddesdon 
mającej  bardziej  liberalne  poglądy,  obie  kuzynki  mogły  robić 
tysiące  rzeczy,  których  lord  i  lady  Branscombe’owie  zakazaliby 
natychmiast,  gdyby  wieść  o  wyczynach  dziewczynek  dotarła  do 
ich uszu.

– Myśli  Latonii  musiały  widać  malować  się  na  jej  twarzy,  bo 

po chwili lord Branscombe zauważył:

– Wydaje  mi  się,  że  się  ze  mną  nie  zgadzasz.  Zresztą,  nic  w 

tym zaskakującego.

– Sądzę,  że  dzieci,  jak  i  większość  dorosłych,  pociąga  to,  co 

zabronione.

– Co więc powinni uczynić rodzice?

background image

Barbara Cartland

Strona nr 54

– Chyba  jasne!  –  odparła.  –  Należy  wytłumaczyć  dziecku 

dobitnie,  że  coś  jest  złe  lub  niebezpieczne,  wtedy  posłucha 
dorosłego,  a  nie  gdy  dostanie  kategoryczny  zakaz,  przed  którym 
każdy by się wzdragał.

– Tak było z tobą? – dopytywał się lord.
Latonia  już  miała  powiedzieć,  że  jej  rodzice  byli  na  tyle 

rozsądni  i  otwarci,  że  w  każdej  sytuacji  pozostawiali  jej  wolny 
wybór, gdy przypomniała sobie, w jakiej roli występuje.

– Tak,  właśnie  tak  się  stało  –  przyznała.  –  Od 

najwcześniejszych lat pamiętam ciągłe zakazy.

– Chcesz przez to powiedzieć – lord zdawał się myśleć na głos 

–  że  kiedy  dorosłaś.  to  przy  każdej  nadarzającej  się  okazji 
świadomie robiłaś to, czego ci wcześniej zakazywano...

– Nie  świadomie  –  przerwała  –  ale  tak  jak  każdy  człowiek 

chciałam  się  poczuć  wolna,  rozwinąć  skrzydła,  udowodnić,  że 
jestem osobą, a nie kukiełką na sznurkach.

– Nie  wierzę, by te oskarżenia miały jakiekolwiek poparcie w 

faktach – ostro stwierdził lord.

– Przecież  stryj  wie,  jaki  był  tato  –  mówiła  Latonia,  jakby  to 

kuzynka  przemawiała  przez  jej  usta.  –  Od  dzieciństwa 
odpowiednio  się  zachowywał.  Zawsze  chciał,  żeby  jego  życie 
toczyło  się  spokojnie  i  gładko  drogą  wyznaczoną  przez  ojca  i 
dziadka.  Przecież  chyba  to  stryj  pamięta  z  czasów,  gdy  sam  był 
mały i mieszkał w domu rodzinnym?

– Chyba  masz  rację  –  przyznał  niechętnie,  jakby  po  raz 

pierwszy w ten sposób spojrzał na swoją rodzinę.

Zapadło milczenie, a Latonia czuła, że Branscombe myśli nad 

jej słowami i powoli dociera do niego ich znaczenie.

– Zgrabnie  ci  idzie  usprawiedliwianie  swoich  grzeszków, 

Latonio – odezwał się po chwili nieoczekiwanie twardym tonem. 
– Ale nie sądź, że zamącisz mi w głowie albo że zmienię zdanie 
co do twojej przyszłości i tego, jak się masz zachowywać, odkąd 
przyjąłem na siebie funkcję i opiekuna, i przyzwoitki.

– Ja  się  nie  usprawiedliwiam,  tylko  próbuję  pokazać  trochę 

inny  punkt  widzenia,  od  tego,  z  którego  stryj  wcześniej  oceniał 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 55

całą sytuację.

– Nie  interesują  mnie  inne  punkty  widzenia.  A  ty  masz  się 

trzymać ścieżki cnoty i dopilnuję, byś z niej nie zboczyła.

– Jak długo ta ścieżka prowadzi do Indii i będę się uczyła urdu, 

to jak na razie mi wystarczy odparła z uśmiechem.

Widząc,  jak  gwałtownie  wstał  od  stołu  i  usiadł  przy  biurku, 

domyśliła się, że jej odpowiedź nieco go zbiła z pantałyku.

– A teraz zajmę się moją pracą, bo nie wolno mi jej zaniedbać.
– Zatem  nie  będę  stryjowi  przeszkadzać  powiedziała  słodko 

Latonia  –  i  bardzo  dziękuję  za  to,  czego  stryj  mnie  już  nauczył. 
Postaram się tego nie zapomnieć i zapamiętać wiele innych słów 
przed kolejną lekcją.

Idąc  do  swojej  kabiny,  stwierdziła  z  zadowoleniem,  że 

zaskoczyła lorda, przyjmując nałożoną karę w sposób, jakiego się 
po  niej  nie  spodziewał.  Nienawidzę  go,  z  taką  zajadłością  gnębi 
Toni, pomyślała. A ponieważ okazało się, że jest tak mądry, jak o 
nim  mówiono,  postanowiła  nauczyć  się  od  niego  jak  najwięcej. 
Uśmiechnęła się na myśl o tym, jak ta historia rozbawiłaby Toni. 
Jeszcze  dziś  wieczorem  zacznie  do  niej  pisać  długi  list,  który 
wyśle z najbliższego portu.

Wszystko  wokół  niej  było  takie  ciekawe,  a  przede  wszystkim 

bardzo  różne  od  życia,  które  wiodła  od  chwili  wyjazdu  Toni  do 
Londynu  i  rozpoczęcia  żałoby  po  śmierci  rodziców.  Całymi 
dniami  nic  się  nie  działo.  Lord  Branscombe  nie  zdawał  sobie 
sprawy z tego, że dla Latonii wyprawa była przygodą. A to, że jest 
więźniem w swojej kabinie, miało swój urok.

Z całych sił będę się uczyła urdu, choćby tylko jemu na złość. 

Tak  bardzo  chce  udowodnić,  że  brak  mi  rozumu,  więc  najlepiej 
się  na  nim  zemszczę,  gdy  będzie  musiał  zmienić  zdanie, 
pomyślała.  Wtem  przyszło  jej  do  głowy,  że  za  jego  niechęcią  i 
gniewem  na  bratanicę  może  kryć  się  inny  powód:  nienawiść  do 
kobiet.  Latonia  usiadła.  By  starannie  przemyśleć  nową  teorię. 
Może właśnie dlatego tak się przejął losem Andrew Luddingtona, 
że sam kiedyś został odrzucony przez śliczną dziewczynę i od tej 
pory  wszystkie  kobiety  traktuje  podejrzliwie  i  krytycznie?  Tak 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 56

przystojny mężczyzna, który zrobił olśniewającą karierę, musiał w 
życiu poznać wiele kobiet. Latonia nie mogła sobie przypomnieć, 
by  jej  rodzice  czy  ktoś  w  zamku  kiedykolwiek  wspominali  o 
romantycznym  związku  Kenricka  Combe’a.  Zawsze  wyłącznie 
mówili o jego sukcesach w regimencie, odznaczeniach, listach do 
brata, w których wychwalano go pod niebiosa.

Może nigdy się nie zakochał, pomyślała. Ale przecież musiały 

być  kobiety,  które  jego  kochały.  Co  się  za  tym  kryje?,  zapytała 
samą siebie i była przekonana, że w przeszłości Kenricka znajduje 
się  jakiś  sekret.  To  pytanie  rozpaliło  jej  wyobraźnię  i  z  radością 
stwierdziła,  że  dzięki  tajemnicy  otaczającej  postać  lorda,  nie 
odczuwa już tak dużego lęku i niechęci.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 57

Rozdział 4

Gdy  statek  przemierzył  Kanał  Sueski  i  wpłynęli  na  Morze 

Czerwone,  Latonia  co  noc  przewracała  się  bezsennie  na  łóżku. 
Zrobiło  się  bowiem  nieznośnie  gorąco  i  dziewczyna  całymi 
dniami  marzyła  o  wyjściu  na  pokład,  gdzie  ochłodziłby  ją 
delikatny  powiew  wiatru.  Ale  lord  Branscombe  tak  sztywno 
trzymał  się  ustalonego planu  dnia,  że  nawet  tajfun nie potrafiłby 
wywołać  zmiany.  Co  rano  o  siódmej,  przed  śniadaniem, 
wychodzili na przechadzkę po górnym pokładzie, gdzie o tej porze 
spotykali niewielu pasażerów. Mijani ludzie byli albo nieciekawi, 
albo  nie  zainteresowani  towarzystwem.  Przez  cały  czas  czuła  na 
sobie  spojrzenie  lorda,  który  jak  na  dozorcę  więziennego 
przystało, oczekiwał po niej jakiegoś dramatycznego kroku.

Po  śniadaniu  zwykle  przez  dwie  godziny  uczył  Latonię  urdu. 

Bardzo  starannie  dopełniał  tego  obowiązku  i  zachowywał  się  z 
zadziwiającym dystansem. Była przekonana, że na statku znajduje 
się odpowiedni nauczyciel dla tak początkującego ucznia, jak ona, 
ale  lord  obiecawszy,  że  sam  się  nią  zajmie,  widać  nie  zamierzał 
przekazać  jej  w  inne  ręce.  Wielce  ją  niepokoiła  świadomość,  że 
skoro jej tak nie lubił, to uczenie musiało go nudzić i męczyć. A 
ponieważ  nigdy  wcześniej  nie  spędzała  czasu  u  boku  kogoś 
niechętnego, z trudem się powstrzymywała, by nie poprosić go o 
okazanie jej choć odrobiny dobroci czy ludzkich uczuć. Wiedziała 
jednak, że nie tylko by odmówił, ale na widok jej słabości jeszcze 
by uznał, że jego plan się powiódł. Przecież postanowił ją ukarać, 
a żeby kara odniosła skutek, przestępca powinien okazać skruchę i 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 58

pokorę. Latonia powtarzała sobie z dumą, że nigdy do tego się nie 
zniży. Gdyby na jej miejscu naprawdę znalazła się Toni, to w tej 
chwili  już  by  walczyła  ze  stryjem  na  noże.  Ciskaliby  na  siebie 
wyzwiska,  a  Toni  wyłącznie  jemu  na  złość  zachowywałaby  się 
okropnie. Latonia postanowiła być uprzejma, choć nie pokorna, i z 
godnością  przyjmowała  każdą  sugestię  lorda.  Wprawdzie  parę 
razy sądziła, że dostrzegła w jego oczach zdumienie, ale uważała 
go za skrytego człowieka i nie umiała odgadnąć, co Branscombe 
sądzi o innych ludziach, a zwłaszcza o niej.

Po  lekcji  zwykle  wstawał  od  stołu  i  siadał  przy  biurku,  by 

pracować  nad  dokumentami,  które  ją  niezwykle  intrygowały. 
Wiedziała jednak, że pytanie o nie uznałby za impertynencję.

Kusiło  ją,  by  je  przejrzeć,  gdy  zostawała  sama  w  kabinie,  ale 

takie  przeszpiegi  uważała  za  czyn  haniebny,  choć  w  podobnej 
sytuacji on by na pewno się nie wahał i przeczytał jej listy. Czuła, 
że  marzy,  by  ją  złapać  na  gorącym  uczynku;  obserwował  ją 
niczym  dzikie  zwierzę  trzymane  w  klatce, które w każdej chwili 
może spróbować wyrwać się na wolność.

Wieczory  upływały  jej  na  czytaniu,  a  ponieważ  na  szczęście 

bardzo to lubiła, więc zupełnie zatapiała się w lekturze. Siedzenie 
wygodnie na sofie z książką o Indiach trudno było nazwać karą.

Steward przyniósł jej wcześniej katalog pokładowej biblioteki, 

wybrała  więc  pół  tuzina  tomów,  nim  lord  się  zorientował  w  jej 
poczynaniach.

– Skąd się to tutaj wzięło? – zapytał pewnego ranka.
Wrócili właśnie z porannego spaceru i zastali cały stos książek 

leżących na bocznym stoliku.

– Z biblioteki – wyjaśniła Latonia. – Poprosiłam stewarda. By 

mi je przyniósł.

– Powinnaś  najpierw  ze  mną  o  tym  porozmawiać  –  rzucił 

zerkając na książki. – Doradziłbym ci, które są warte czytania.

– Może mamy inne gusta odparła z niewinnym uśmiechem.
Spojrzał na nią ostro, jakby powiedziała coś niegrzecznego. Po 

czym  przerzucił  tomy  z  lekceważącym  grymasem  na  twarzy,  ale 
musiał przyznać, że zrobiła dobry wybór.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 59

– Zobaczę,  co  jeszcze  mają,  choć  przeczytanie  tej  porcji 

powinno ci zabrać trochę czasu.

– Bardzo lubię czytać.
– I naprawdę interesują cię Indie?
– Sądziłam,  że  stryj  zdołał  to  już  zauważyć,  przecież  dlatego 

uczę się urdu.

Na  to  nic  nie  mógł  odpowiedzieć,  bo  oczywiste  było,  że 

zdumiewa  go  szybkość,  z  jaką  dziewczyna  opanowała  podstawy 
języka,  a  i  jej  wymowie  nic  nie  mógł  zarzucić  dorównywała 
bowiem poprawnością jemu.

Próbował  zniszczyć  samozadowolenie  Latonii,  napomykając, 

że w Indiach używa się bardzo wielu języków i dialektów. Ale ona 
pamiętała  słowa  ojca,  że  urdu  jest  najbardziej  powszechny, 
dlatego  gdy  lord  pracował  przy  biurku,  ze  zdwojonym 
entuzjazmem przyswajała sobie ze słownika nowe wyrażenia.

Było  tak  gorąco,  że  Latonia  nie  potrafiła  się  skupić  nawet  na 

czytaniu,  w  końcu  wstała  z  łóżka,  by  otworzyć  iluminator 
Wyjrzała  na  zewnątrz  i  na  horyzoncie  dostrzegła  bladożółtą 
smużkę  zwiastującą  nadejście  świtu.  Na  niebie  jeszcze  ciągle 
świeciły gwiazdy, ale wiedziała, że za parę minut rozpłyną się w 
świetle poranka.

– Jakie  to  urocze  i  piękne,  powiedziała  do  siebie.  Zapragnęła 

zobaczyć wschód słońca z pokładu. Szybko, nie myśląc o tym, co 
robi, ubrała się i otworzywszy drzwi kabiny, pobiegła korytarzem 
ku wyjściu na pokład.

W  chwilę  później  stała  przy  balustradzie,  oglądając,  jak  na 

horyzoncie coraz szerzej rozlewa się strumień światła, na policzku 
czuła chłodny powiew wiatru. Marzyła o tym już od dawna. Wtem 
przed jej oczami rozjarzyła się kula słoneczna, złoty blask pokrył 
fale morza od horyzontu aż po kadłub statku.

– Tego  nie  sposób  opisać  słowami  szepnęła,  czując  jak 

cudowny widok zapada głęboko w jej serce.

Słońce podniosło się wyżej, a ona przeszła w stronę rufy, stając 

dalej od wejścia na pokład, żeby nikt jej tu nie zobaczył. Dotarła 
do  końca  tarasu,  widziała  dolny  pokład,  na  którym  ubożsi 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 60

pasażerowie  spędzali  większość  dnia,  bo  ich  kabiny  były  małe, 
duszne  i  zatłoczone.  Teraz  na  deskach  leżeli  tylko  mężczyźni, 
którzy najwidoczniej przespali tu całą noc.

Latonia  zapatrzyła  się  w  morze,  statek  płynąc  po  spokojnej 

tafli, zostawiał za sobą spienione, zielonkawe fale. Wiedziała, że 
za  chwilę  zrobi  się  gorąco,  powinna  albo  iść  po  kapelusz,  albo 
schronić się pod daszek.

Nagle  zauważyła,  że  stanęło  obok  niej  dwoje  ludzi:  bardzo 

stary  mężczyzna  i  kobieta  w  średnim  wieku,  ubrana  w  strój 
pielęgniarki. Tak jak Latonia patrzyli na morze.

– Panienko,  czy  mogłaby  się  panienka  nim  chwilę  zająć?  –

nieoczekiwanie  spytała  pielęgniarka  Latonię.  –  Zbiera  mi  się  na 
mdłości, musiałam zjeść coś niestrawnego wczoraj na kolację.

– Ależ  oczywiście  –  odparła  Latonia.  Kobieta  zzieleniała  na 

twarzy i wyglądała na chorą.

Pielęgniarka  odbiegła  w  pośpiechu,  co  tym  dobitniej 

świadczyło  o  jej  samopoczuciu,  a  Latonia  przysunęła  się  do 
staruszka, który kurczowo trzymał się barierki.

– Piękne – szepnął do siebie. – Bardzo piękne.
– Tak  –  przyznała.  Człowiek  patrząc  na  słońce  czuje  się 

szczęśliwy.

Mówiła  to  cichym  głosem, ale on gwałtownie zwrócił  ku niej 

głowę i spytał przerażony.

– Gdzie jest moja pielęgniarka? Dokąd ona poszła?
– Wróci  za  chwilę  –  uspokajająco  zapewniła  Latonia.  –  Za 

minutę tu będzie.

– Teraz!  Już!  –  zawołał  rozzłoszczony.  Ja  chcę,  żeby  ona 

wróciła! Czemu mnie zostawiła?

– Za  minutkę  –  powtórzyła  Latonia,  ale  starzec  był  przejęty 

niczym  dziecko,  które  się  zgubiło.  Zdjął  dłonie  z  barierki  i  się 
zatoczył.  Latonia  myślała,  że  upadnie,  więc  szybko  ujęła  go  za 
rękę i otoczyła ramieniem.

– Pańska pielęgniarka wróci za chwilę i wtedy jej pan opowie, 

jakie piękne jest morze.

Stopniowo uspokoiły go ton jej głosu i dotknięcie ręki. Mocno 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 61

zacisnął  palce  na  dłoni  Latonii,  a  dziewczyna  przysunęła  go  do 
poręczy.  By  mógł  się  jej  uchwycić.  Dalej  obejmowała  go 
ramieniem,  bo  się  obawiała,  że  starzec  ruszy  na  poszukiwanie 
opiekunki. Był bardzo stary i chory.

– Niech  pan  spojrzy  na  promienie  słońca  lśniące  na  falach 

szepnęła miękko.

Wtem rozległ się ostry głos lorda Branscombe’a.
– U licha, a cóż ty wyprawiasz?
Nie  puszczając  z  objęć  starca,  odwróciła  się,  lord  stał  tuż  za 

nią. Na jego twarzy malował się gniew i patrzył podejrzliwie.

– A więc nawet w nocy nie powinienem cię spuszczać z oczu, 

bo  się  wymkniesz  podstępnie!  –  zawołał  rozwścieczony.  –  Kim 
jest ten mężczyzna?

Nie  widział  twarzy  staruszka,  który  posłuszny  nakazowi 

Latonii  patrzył  ta  morze.  Lord  dostrzegł  tylko,  że  dziewczyna 
obejmuje starca ramieniem i trzyma dłoń w jego dłoni.

Gdyby jej nie zaskoczył i gdyby nie rozgniewała jej wściekłość 

brzmiąca  w  jego  głosie,  uznałaby  całą  sytuację  za  bardzo 
zabawną.  Lecz  w  tej  chwili  zdołała  tylko  popatrzeć  na  niego 
twardo,  myśląc,  jak  to  możliwe,  by  w  zwykłym  geście 
miłosierdzia  doszukać  się  czegoś  podejrzanego.  Właśnie  gdy 
Latonia  zdała  sobie  sprawę,  o  co  ją  lord  podejrzewa,  na  pokład 
wróciła pielęgniarka i stanęła z drugiej strony chorego.

– Bardzo  dziękuję  za  opiekę  nad  chorym  –  zwróciła  się  do 

Latonii. – Mam nadzieję, że nie sprawił wielkiego kłopotu.

– Jesteś  nareszcie –  gderał starzec.  – Dlaczego sobie poszłaś?

Myślałem że nie wrócisz.

– Tego  się  pan  nie  doczeka  wesoło  odparła  kobieta  –  Proszę 

mnie  objąć  ramieniem.  Pójdziemy  na  spacerek.  Doktor  mówił, 
żeby pan dużo spacerował.

Kiedy  oparł  się  na  pielęgniarce,  Latonia  rozluźniła  uścisk. 

Chory i pielęgniarka odeszli, a ona się odwróciła, by stanąć twarzą 
w  twarz  z  lordem,  który  trzymał  się  nieco  z  tyłu.  Podniosła  na 
niego  oczy,  jej  postać  rysowała  się  wyraźnie  na  tle  słońca.  Lord 
popatrzył jej głęboko w oczy, słowa tu były niepotrzebne.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 62

– Chyba  powinienem  prosić  o  przebaczenie?  –  rzucił  po 

dłuższej chwili.

– Sądzę, że w tej sytuacji to najwłaściwsze.
Lord stanął przy balustradzie i oparł się o nią.
– Po tych wszystkich historiach, jakie o tobie słyszałem, chyba 

się nie dziwisz, że jestem podejrzliwy.

Brzmiało to, jakby się próbował usprawiedliwiać.
– Podobno w sądzie pogłoski nie są traktowane jako dowód –

odparła.

Wydało się jej, że przez moment w kącikach ust lorda zagościł 

cień uśmiechu.

– Zdarza się czasem proces poszlakowy.
– Ale i tu potrzeba dowodu – odparła szybko.
Zaległa cisza.
– Zapewne  uznałabyś  to  za  właściwe,  odpowiednie  czy 

sprawiedliwe, gdybym wysłuchał tego, co masz do powiedzenia.

Latonia zapatrzyła się na morze.
– Płyniemy w stronę części świata, których nigdy wcześniej nie 

widziałam i pozostawiamy za sobą Anglię. To samo moglibyśmy 
zrobić z moją przeszłością.

– Czy  naprawdę  chcesz  tego,  a  może  sądzisz,  że  taka 

wypowiedź zrobi na mnie dobre wrażenie?

Choć nie potrafiła tego wyjaśnić, coraz częściej czuła, że lord 

celowo  zmusza  się  do  bardziej  nieprzyjaznego  zachowania,  niż 
sam miałby ochotę.

– Przed chwilą patrzyłam, jak rodził się nowy dzień. Czy ludzie 

też mogą zacząć od nowa? Skoro natura się odradza, to może i my 
powinniśmy? – powiedziała.

– Taka myśl nigdy mi nie przyszła do głowy. Z bardzo prostej 

przyczyny to jest fizycznie niemożliwe.

– Może ja będę wyjątkiem? Chcę myśleć, że przeszłość już nie 

ma  znaczenia,  naprawdę  ważna  jest  przyszłość.  –  Chciała  to 
wypowiedzieć lekkim tonem, ale mówiła poważnie, nawet z nutką 
błagania.

Odwrócił się, by na nią popatrzeć, i aż się zarumieniła pod jego 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 63

krytycznym, nieprzyjaznym spojrzeniem.

– Latonio,  zaskakujesz  mnie  stwierdził.  Od  chwili  naszego 

spotkania cały czas wprawiasz mnie w zdumienie.

– Dlaczego?
– Bo spodziewałem się kogoś zupełnie innego.
Latonia nie zamierzała mu odpowiadać, zwłaszcza że obleciał 

ją  strach.  Może  lord  z  niezwykłą  przenikliwością  odgadł,  iż  ona 
nie jest osobą, za którą się podaje?

– Czemu  złamałaś  mój  zakaz  i  wyszłaś  na  pokład  tak 

wcześnie? – zapytał, jakby szukając pretekstu do nagany.

– Nie  mogłam  spać,  było  mi  za  gorąco.  I  chciałam  zobaczyć 

wschód słońca. Ten widok, gdy słońce się wynurza zza horyzontu, 
wręcz zapiera dech w piersiach. Nigdy go nie zapomnę.

– W  Indiach  zobaczysz  wiele  wspaniałych  wschodów  słońca 

powiedział już innym tonem. Zwłaszcza u stóp Himalajów.

Latonia aż klasnęła w dłonie.
– Tam jedziemy?
– To cel naszej podróży.
– O  tym  marzyłam.  Modliłam  się  o  to:  żeby  pewnego  dnia 

ujrzeć Himalaje.

– Czemu?
– Wyobrażałam sobie... – zamilkła i szukała właściwych słów –

że  to  nie  tylko  najpiękniejsze  góry  świata,  ale  równocześnie 
symbol ludzkiego wysiłku... By wyjść poza własne ja i dosięgnąć 
Boga.  –  Nie  zdawała  sobie  sprawy,  że  lord  Branscombe  nie 
odrywa  od  niej  zafascynowanego  spojrzenia.  –  Czułam,  że  to 
właśnie  oznaczają  dla  Hindusów  i  tych  wszystkich  ludzi,  którzy 
przez  stulecia  próbowali  rozedrzeć  zasłonę  rozciągającą  się 
między tym światem a następnym.

Latonia  mówiła  cichym,  urywanym  głosem  jakby  tylko  do 

siebie.  Starała  się  samej  sobie  odpowiedzieć  na  to  pytanie,  z 
trudem  znajdowała  odpowiednie  słowa,  by  wyrazić  uczucia,  ale 
walczyła, by w pełni oddać myśli.

Milczeli  oboje  przez  dłuższy  czas,  Latonia  sądziła,  że  lord 

wypowie  swoją  opinię  i  pociągnie  dalej  ich  rozmowę.  Po  raz 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 64

pierwszy poczuła, że na ten temat on wie znacznie więcej od niej. 
Chciała go zasypać pytaniami, by wyjaśnił  jej to  wszystko, co ją 
zdumiewało.

– Wprawdzie trochę za wcześnie na przechadzkę – odezwał się 

wreszcie, jakby sam siebie przywoływał do porządku. – Ale sądzę, 
że powinniśmy się jednak udać na górny pokład.

Kiedy  po  siedemnastu  dniach  od  opuszczenia  Anglii  Odessa

wpłynęła  do  portu  w  Bombaju,  Latonia  pomyślała,  że  to 
najwspanialsza chwila w jej życiu.

Podekscytowana,  nie  potrafiła  usiedzieć  w  kajucie,  więc  lord 

musiał  wyjść z  nią na pokład wcześniej, niż to planował, a teraz 
stał ze znudzonym wyrazem twarzy, patrząc na mgłę wiszącą nad 
portem.  Latonia  czuła,  że  on  tylko  udaje  obojętność,  wręcz 
zblazowanie.

Miała nadzieję, że zwiedzi miasto, ale na nabrzeżu czekała na 

nich  grupa  oficerów,  szybko  załadowano  bagaże  do  powozu  i  w 
eskorcie żołnierzy natychmiast ruszyli na stację kolei.

Zdołała  zobaczyć  tylko  rząd  wielkich,  bardzo  imponujących 

budynków. Stały one wzdłuż plaży, między nimi a oceanem biegła 
linia kolejowa, droga przeznaczona do przejażdżek konnych i pas 
brązowawego trawnika. Spodziewała się zupełnie czegoś innego, 
lord pokazał jej siedzibę gubernatora, uniwersytet, bibliotekę, sąd 
i pocztę: wszystkie wydały się jej znajome, od razu było widać, że 
zbudowali je Anglicy. Nic jednak nie powiedziała, obawiając się, 
że  jej  uwaga  może  zostać  potraktowana  jako  krytyka.  Gdy  zaś 
dotarli na dworzec kolejowy w orientalnym stylu powiedziano jej, 
że  to  największy  budynek  w  mieście,  zdobiły  go  liczne  kopuły, 
zegary  i  witraże.  Kłębiący  się  na  peronach  tłum  nie  zawiódł  jej 
oczekiwań: ujrzała, jak się tego wcześniej spodziewała, tubylców 
w  turbanach,  kapłanów  w  żółtych  strojach,  mężczyzn,  którzy 
nosili  tylko  przepaski biodrowe, i kobiety z ozdobami w nosach. 
Wielkie  lokomotywy  puszczały  z  sykiem  obłoki  pary,  handlarze 
wykrzykiwali  ceny,  żebracy  o  pokrzywionych  kończynach  lub 
zniekształconych twarzach błagali jękliwie o jałmużnę.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 65

Latonia  nie  miała  jednak  zbyt  wiele  czasu  na  podziwianie 

kolorowego  widowiska.  Oficerowie,  którzy  powitali  lorda  na 
nabrzeżu,  przybyli  na  dworzec  wcześniej  w  innym  pojeździe  i 
teraz  czekali,  by  ich  zaprowadzić  do  wagonu.  Aby  uhonorować 
jego  lordowską  mość,  do  zapchanego  do  granic  możliwości 
pociągu, przyczepiono  dodatkowy  wagon, w  którym  mieściły się 
przedziały  sypialne,  salon  i  pomieszczenie  przeznaczone  dla 
służby.

Lord  Branscombe  w  bardzo  oficjalny  sposób  przedstawił 

Latonii oficerów. Gdy przyłączyła się do całej grupy siedzącej w 
salonie, zauważyła, że dwóch młodszych mężczyzn przygląda się 
jej z niekłamanym zachwytem w oczach.

– Mam nadzieję,  że  Indie spodobają się pani, panno Combe –

odezwał  się  jeden  z  nich.  –  w  Simli,  dokąd  zabiera  panią  stryj, 
znajdzie pani wiele rozrywek.

– Nie wiem dokładnie, dokąd jedziemy – odparła.
Oficer wyglądał na zdziwionego.
– Hmm, na pani miejscu miałbym nadzieję, że to będzie jedna 

z  wyżej  położonych  placówek  –  powiedział  w  końcu.  –  Ale  na 
pewno i w Delhi przyjmą panią z otwartymi ramionami.

Latonia  pomyślała  o  dziwnym  zachowaniu  lorda,  który  nigdy 

nie wspominał o celu ich podróży, Nagle przyszło jej do głowy, że 
może  ma  to  zostać  tajemnicą,  choć  nie  rozumiała  powodów,  dla 
których stryj miałby tak postępować.

Do odjazdu pociągu zostało jeszcze trochę czasu, gdy lord się 

odezwał.

– Latonio,  chyba  powinnaś  sprawdzić,  czy  do  twojego 

przedziału służba zaniosła wszystko, czego będziesz potrzebować 
w  drodze.  Reszta  rzeczy  pojedzie  w  wagonie  pocztowym  –
wyjaśnił.

Doskonale wiedziała, że  w gruncie rzeczy chodzi mu o to, by 

wyszła  z  salonu.  Wstała  więc  z  fotela  i  podała  rękę oficerowi, z 
którym rozmawiała.

– Do widzenia – powiedziała.
Przytrzymał jej dłoń dłużej, niż to było konieczne.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 66

– Do widzenia i mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, panno 

Combe.

– Też  mam  taką  nadzieję  –  odparła  z  uśmiechem,  którym 

obdarzyłaby każdego sympatycznego rozmówcę.

Poczuła na sobie uważne, nieprzyjazne spojrzenie
lorda.  Idąc  do  przedziału  sąsiadującego  z  salonem  pomyślała, 

że  nie  zniesie,  jeśli  przy  każdej  rozmowie  z  młodym  mężczyzną 
lord będzie ją podejrzewał o niewłaściwe intencje.

Cóż takiego uczyniła Toni, że ją tak znienawidził? Głowiła się 

chyba  po  raz  setny.  Oczywiście  pamiętała  o  samobójczej  próbie 
Luddingtona,  ale  podejrzewała,  że  musiał  to  być  słaby, 
niezrównoważony  człowiek  i  doświadczony  dowódca  jak 
Branscombe  powinien  sobie  z  tego  zdawać  sprawę,  Może  lord 
wierzy tylko w to, w co sam chce uwierzyć, pomyślała.

W przedziale stwierdziła natychmiast bez zdziwienia, że służba 

umieściła  wszystkie  potrzebne  rzeczy  i  nie  musi  sobie  niczym 
zaprzątać  głowy  Odsłoniła  okno  i  wyjrzała  na  peron,  po  którym 
przelewał  się  wielobarwny,  rozkrzyczany  tłum.  Z  zachwytem 
patrzyła na kobiety ubrane w sari i ciemnoskóre dzieci o wielkich, 
czarnych oczach. Po  dłuższej  chwili spędzonej na obserwowaniu 
widoku za oknem, postanowiła wrócić do salonu. Nawet jeśli lord 
nie życzył sobie jej towarzystwa, Toni na pewno nie spodobałoby 
się, gdyby ją odesłano jak zawadzający tobołek, a Latonia uznała, 
że czas pokazać odrobinę niezależności.

Otwierając  drzwi  do  pomieszczenia,  usłyszała  głos  jednego  z 

wyższych rangą oficerów.

– Branscombe,  na  miłość  boską,  bądź  ostrożny.  Świetnie 

przecież  wiesz,  że  małe,  niepodległe  prowincje  zrobią  wszystko, 
by ukryć wszelkie uchybienia przed okiem wicekróla. Jeśli uznają, 
że im zagrażasz, postarają się usunąć cię z drogi w taki czy inny 
sposób.

Latonia  stała  jak  skamieniała.  To  nie  może  być  prawda.  To 

tylko  twór  mojej  wyobraźni,  pomyślała.  O  takich  rzeczach  czyta 
się  w  książkach  podróżniczych,  to  się  nie  zdarza  w  zwykłym 
życiu. Ale przecież oficer wypowiedział te słowa, a w jego głosie 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 67

brzmiała nuta przejęcia.

– Stevens, potrafię się zatroszczyć o siebie – rozległ się śmiech 

lorda.  –  Chyba  to  zauważyłeś.  Zresztą  to  oficjalna  misja,  a  nie 
tajne śledztwo.

– Doskonale  o  tym  wiem,  ale  błagam  na  wszystko,  bądź 

ostrożny. Ostatnie raporty z...

Zniżył głos do szeptu i Latonia nie usłyszała końca zdania. Tak 

zdumiała ją ta podsłuchana rozmowa, że odwróciła się na pięcie i 
poszła do swojego przedziału.

Przecież to niemożliwe, by lord Branscombe wystawiał własną 

bratanicę  na  niebezpieczeństwo,  zauważyła  w  duchu.  Lecz 
przecież  dobrze  usłyszała  słowa  Stevensa.  On  wiedział,  co  ich 
czeka,  lord  zaś  przybywszy  właśnie  z  Anglii,  nie  znał 
miejscowych problemów. Chybaby go posłuchał? – zapytała samą 
siebie.

Pociąg ruszył, przeszła szybko do salonu, wiedząc, że zastanie 

tam  lorda  samego.  Stał  przy  oknie  patrząc  na  zatłoczony  peron, 
skąd  śledziły  wagony  zdumione  oczy  ludzi:  przyglądali  się 
jadącemu pojazdowi, jakby to był prehistoryczny potwór.

– Własnym oczom nie wierzę – powiedziała stając przy lordzie, 

– żeby tylu ludzi zmieściło się na peronie.

– Pociągi  to  dla  tubylców  rozrywka,  a  równocześnie  źródło 

panicznego  lęku  –  odparł  z  uśmiechem.  –  A  ponieważ  ciągle  są 
jeszcze  nowością,  więc  zbyt  ich  fascynacją,  by  mieli  darować 
sobie takie widowisko.

– To  akurat  potrafię  zrozumieć.  a  skoro  mówimy  o 

nowościach, może by mi stryj powiedział, dokąd jedziemy?

Lord  spojrzał  na  nią  ostro,  jakby  podejrzewał  ją  o  ukryte 

intencje przy zadawaniu tego pytania.

– Tak cię to interesuje?
– Tak,  bardzo.  Już  wcześniej  wspominałam,  że  chciałabym 

mieć mapę i znaczyć na niej etapy podróży, bym po powrocie do 
domu mogła w wyobraźni pokonywać trasę jeszcze wielokrotnie.

– Nie  mam  pod  ręką  żadnej  mapy,  ale  później  się  o  nią 

postaram.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 68

Czuła,  że  celowo  odpowiada  wymijająco  na  pytanie,  dlatego 

usiadła w fotelu i patrząc mu prosto w oczy, zapytała:

– Czy stryj jest w tajnej służbie?
Na dłuższą chwilę zapadło milczenie.
– Dlaczego o to pytasz? – odezwał się w końcu.
– Może uzna mnie stryj za wścibską osóbkę, ale będzie lepiej, 

jeśli  powiem  otwarcie,  że  usłyszałam  część  rozmowy,  która  się 
toczyła tu, w salonie. – Ponieważ lord wyglądał na zagniewanego, 
dodała  szybko.  –  Nie  miałam  zamiaru  podsłuchiwać,  tylko 
otworzyłam drzwi i dobiegły mnie błagania tego oficera, Stevensa, 
żeby stryj był ostrożny.

–Stevens powinien trzymać język za zębami – ostro stwierdził 

lord.

– Wolałabym poznać prawdę – nalegała Latonia. – jeśli mamy 

stawić czoło niebezpieczeństwu, to lepiej, byśmy oboje zachowali 
czujność.

– Gdyby rzeczywiście coś nam groziło – powiedział marszcząc 

brwi – to bym cię ze sobą nie zabierał. Wielu moich przyjaciół z 
radością  roztoczyłoby  nad  tobą  opiekę,  ale  świetnie  znasz 
powody,  dla  których  chcę  cię  mieć  na  oku  i  trzymać  z  dala  od 
towarzystwa. W Anglii bez wątpienia wplątałabyś się w kłopoty

– Zawsze  miałam  wrażenie,  że  dopóki  się  oskarżonemu  nie 

udowodni popełnienia przestępstwa, uznaje się go za niewinnego 
rzuciła niezobowiązującym tonem.

– Bez  trudu  bym  ci na to  odpowiedział,  ale wydawało mi  się, 

że nie tak dawno postanowiliśmy mówić wyłącznie o przyszłości.

– Nie mam najmniejszej  ochoty znaleźć się pod opieką nowej 

przyzwoitki  lub  ulec  pokusom,  których  stryj  się  tak  bardzo 
obawia. – Wiedziała, że lord się oburzy, ale szybko mówiła dalej, 
nie  dając  mu  dojść  do  słowa.  –  Wolałabym  jechać  ze  stryjem  i 
zobaczyć miejsca oddalone od utartych szlaków, ujrzeć Indie nie 
znane normalnym turystom. Ale też chciałabym wiedzieć, co mnie 
może  spotkać.  Jeśli  zaś  życiu  stryja  coś  zagraża,  to  lepszych 
czworo oczu niż dwoje.

– Po  pierwsze,  nie  powinnaś  słuchać  tego,  co  nie  było 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 69

przeznaczone dla twoich uszu – gniewnie rzekł lord Branscombe. 
–  I  z  całą  pewnością  nie  musisz  się  martwić  o  moje 
bezpieczeństwo.  Zapewniam  cię,  że  włos  nam  z  głowy  nie 
spadnie.  Gdyby  sytuacja  się  zmieniła,  natychmiast  udamy  się  w 
stronę najbliższego brytyjskiego garnizonu, obiecuję.

– Stryj  celowo  przekręca  moją  wypowiedź  –  westchnęła 

Latonia.  –  To  mi  przypomina  powieść,  w  której  czytałam,  że  w 
Indiach  każdy  powinien  spodziewać  się  trudności.  Czytałam  też, 
że  kontrolując  tak  wielki  kraj,  trzeba  się  uciekać  do  intryg  i 
spisków, a ja tylko chciałabym pomóc. jeśli to możliwe. – Mówiła 
szczerze,  z  głębi  serca,  i  widziała,  jak  bardzo  poruszyła  lorda, 
choć bronił się przed tym uczuciem.

Już  myślała,  że  się  przełamie  i  wyjawi  jej  całą  prawdę,  gdy 

weszło  dwóch  służących  z  informacją,  iż  na  najbliższej  stacji 
podadzą lunch i mają nadzieję, że państwu będzie on smakował.

Przez  cały  dzień  rozmawiali  wyłącznie  na  obojętne  tematy, 

gdyż  na  każdej  stacji  kręciła  się  przy  nich  służba,  a  lord 
najwyraźniej postanowił nie wracać do niewygodnego tematu.

Leżąc  w  łóżku  pomyślała,  że  z  coraz  większą  ciekawością 

będzie  oczekiwała  rozwoju  wypadków  podczas  wyprawy,  która 
wyglądała na bardzo ważną. Narodem liczącym trzysta milionów 
ludzi rządzi wicekról i garstka angielskich urzędników wsłuchując 
się w stukot kół próbowała sobie przypomnieć, o jakich indyjskich 
problemach  słyszała.  Ojciec  często  mówił  o  Indiach,  ale  zwykle 
dotyczyło to okresu jego służby w armii. Trochę też przeczytała w 
książkach  z  pokładowej  biblioteki.  Wyczuwała,  choć  nie 
potrafiłaby  tego dowieść,  że  lord interesował się zagrożeniem ze 
strony Rosji i jej wpływami w Afganistanie.

O  tyle  spraw  chciałabym  go  zapytać.  Tyle  rzeczy  mógłby  mi 

wyjaśnić,  pomyślała.  Nie  lubi  mnie,  więc  mi  nie  ufa.  I  moje 
pytania  zostaną  bez  odpowiedzi.  Przypomniała  sobie,  że  gdzieś 
czytała  –  a  miała  bardzo  dobrą  pamięć  –  o  tym,  że  Rosjanie 
posuwają  się  na  wschód  i  południe,  zagarniając  małe  księstwa 
jedno po drugim. Szykują się do otoczenia Indii. W innej książce 
czytała  o  rozpoczęciu  budowy  kolei  transsyberyjskiej  na  Daleki 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 70

Wschód oraz o przygotowaniach do przeciągnięcia drugiej linii w 
Turkiestanie,  a  to  mogłoby  oznaczać  początek  realizacji  planu 
zagarnięcia Tybetu.

Och,  gdyby  tylko  lord  Branscombe  zechciał  ze  mną 

porozmawiać,  westchnęła  i  zdecydowała,  że  zmusi  go  do 
udzielenia odpowiedzi na jej pytania.

Następnego  ranka  siedzieli  przy  stole,  służba  właśnie 

sprzątnęła po śniadaniu.

– Czy  mógłby  mi  stryj  wyjaśnić,  co  się  dzieje  wśród 

muzułmańskich  plemion  żyjących  przy  granicy  afgańsko–
indyjskiej? – zapytała.

Lord aż się wyprostował.
– Z kim rozmawiałaś? – spytał ostrym tonem.
– Jak stryj doskonale wie – odparła z uśmiechem – rozmawiam 

wyłącznie  ze  stryjem,  ale  za  łaskawym  przyzwoleniem  mogę 
czytać książki.

– Skoro  cię  to  tak  interesuje,  na  pewno  znajdę  o  tym  jakieś 

dzieło. – Wyraźnie się odprężył.

– Wolałabym raczej, żeby mi stryj wszystko wyjaśnił.
– Co takiego?
– Czy plemiona mieszkające na północy są bardzo groźne i czy 

Persja  używa  małych,  niezależnych  państewek,  żeby  umocnić 
swoją pozycję?

Gdyby rzuciła lordowi pod stopy bombę, zapewne nie byłby aż 

tak zdumiony, jak usłyszawszy te pytania. Natychmiast jednak się 
opanował i odzyskał spokój, jego twarz stała się bez wyrazu, tylko 
w oczach płonęły groźne ogniki.

– W  jakiej  książce  wyczytałaś  takie  bzdury?  Moim  zdaniem 

pisarze, 

choćby 

taki 

Kipling, 

celowo 

rozdmuchują 

niebezpieczeństwo  grożące  ze  strony  Rosji,  żeby  lepiej  sprzedać 
swoje książki.

Latonia  milczała,  a  on  po  chwili,  widać  zaciekawiony,  jak 

przyjęła jego słowa, sam zapytał:

– Zgadzasz się z tym?
Wolno pokręciła głową.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 71

– Może  bym  i  się  zgodziła,  gdybym  nie  słyszała,  co  wczoraj 

powiedział pułkownik Stevens.

– No nie! – wykrzyknął zniecierpliwiony. – Oczywiście, w tych 

pogłoskach  może  być  źdźbło  prawdy,  ale  moja  wyprawa  ma 
zupełnie inne cele: jadę spotkać się z maharadżami, wybadać, czy 
potrzebują  brytyjskiej  pomocy  przy  władaniu  księstwem  i 
zapewnić, że ich lojalność zostanie sowicie nagrodzona.

Czuła,  że  z  wielką  niechęcią  udziela  informacji,  choć  były 

niewielkiej wagi.

– Bardzo  dziękuję,  że  stryj  mi  to  powiedział.  –  Nie  potrafiła 

ukryć nutki triumfu brzmiącej w jej głosie. – Teraz, kiedy wiem, 
co będziemy robić, cała wyprawa wydaje mi  się jeszcze  bardziej 
fascynująca. Gdybym tylko wiedziała, dokąd jedziemy?

Przez  chwilę  sądziła,  że  lord  wybuchnie  gniewem,  ale  się 

opanował i odrzekł z uśmiechem:

– Kobiety są natrętne jak muchy! Uparte, nieustępliwe. Dobrze, 

pokażę ci, dokąd jedziemy, ale i tak te nazwy nic ci nie powiedzą, 
a w przewodnikach też mało piszą o tych miejscach.

– Nie potrzebuję przewodnika.
– Co masz na myśli? – spytał zgodnie z jej intencją.
– To,  że  stryj  jest  najlepszym  przewodnikiem  i  udzieli  mi 

najbardziej wyczerpujących objaśnień – odparła.

Z  radością  dostrzegła,  że  w  jego  oczach  pojawił  się  uśmiech, 

choć lord dobrze wiedział, że go przechytrzyła.

– Wygrałaś,  Latonio.  A  teraz  powiedz,  czego  chcesz  się 

dowiedzieć.

Wiele mil tłukli się po wyboistych, zakurzonych drogach, nim 

dotarli  do  miasta  wyglądającego,  jakby  je  przeniesiono  z  innej 
epoki.  Domy  zbudowano  z  piaskowca,  który  był  tak  jasny,  że 
sprawiał  wrażenie  wypalonego  słońcem.  Chociaż  bazar  jaśniał 
wszystkimi  kolorami  tęczy,  ludzie  byli  biedni,  a  łachmany 
okrywały ich ciała.

Większą  część  podróży  Latonia,  ku  swej  radości,  spędziła  w 

siodle.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 72

– Mam  nadzieję,  że  przywykłaś  do  dalekich  przejażdżek?  –

zapytał  lord,  nim  przybyli  do  stacji  kolejowej,  na  której  mieli 
wysiąść z pociągu.

– Tak,  jeśli  można  nazwać  całodzienne  polowanie  daleką 

przejażdżką – odparła, myśląc, że powinien przecież wiedzieć, iż 
Toni  jeździła  konno  równie  dobrze,  jak  jej  ojciec.  A  ponieważ 
lord  milczał,  więc  uznała,  że  skoro  tak  bardzo  nie  lubi  Toni  i 
wszystkiego, co ma związek z jej osobą, to sądzi, że dziewczyna 
nie  potrafi  docenić  rozkoszy  jego  ulubionej  rozrywki.  Z 
zadowoleniem  pomyślała,  że  jeździ  równie  dobrze  jak  kuzynka 
oraz przyzwyczaiła się do gorszych koni niż doskonale ujeżdżone 
wierzchowce do polowań z lordowskich stajni.

Na  stacji  czekały  na  nich  zwierzęta  drobne,  ale  wytrwałe  i 

Latonia  dosiadając  przeznaczonego  dla  niej  wierzchowca 
pomyślała, że będzie musiała użyć wszystkich sił, by utrzymać go 
w ryzach. Śmiała się w duchu na widok niemałych trudności, jakie 
lordowi  sprawiał  jego  rumak.  Wreszcie  udało  im  się  okiełznać 
konie  i  Latonia  mogła  przyjrzeć  się  okolicy  oraz  popatrzeć  na 
mijanych  ludzi.  Ogarnęła  ją  radość.  Nie  spodziewała  się,  że 
wszystko będzie ją tak fascynować, nasunęło się jej tysiące pytań 
na temat ludzi idących skrajem drogi, ale czuła, że teraz nie czas 
na rozmowy.

Towarzyszyła  im  cała  karawana  ze  słoniem  dźwigającym 

większość  bagażu  oraz  armia  służących.  Musieli  jechać  tym 
samym pociągiem, ale wcześniej nie zwróciła na nich uwagi, a tu 
wynurzyli  się  jak  spod  ziemi.  Eskortowało  ich  tylko  dwóch 
żołnierzy,  a  Latonia  zauważyła  bez  zdziwienia,  że  lord 
Branscombe  również  przywdział  mundur  regimentu  lansjerów 
bengalskich.  Choć  misja  miała  nieoficjalny  charakter  to  lord 
jednak reprezentował maharadżę i mundur właśnie to podkreślał.

Po raz pierwszy włożył go, gdy wysiadali na ląd w Bombaju i 

wtedy  pomyślała,  że  wygląda  w  nim  o  wiele  bardziej 
dystyngowanie  i  pociągająco  niż  w  cywilnym  ubraniu.  Na  koniu 
prezentował  się  imponująco  i  stwierdziła,  że  w  innej  sytuacji 
byłoby bardzo ekscytujące znaleźć się sam na sam w towarzystwie 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 73

tak przystojnego mężczyzny

Jestem tylko bratanicą, której nie cierpi, a kiedy się dowie, że 

go  oszukałam,  zupełnie  mnie  znienawidzi.  Gdybym  jednak  nie 
przyjechała  teraz  do  Indii,  żałowałabym  tego  do  końca  życia, 
powiedziała  sobie  w  duchu,  gdy  przewodnik  prowadził  ich 
wąskimi  uliczkami  miasta,  a  przed  nimi  pojawiła  się  sylwetka 
pałacu.  Z  zewnątrz  był  to  raczej  skromny  budynek,  Latonia 
później się dowiedziała, że miał około stu pokoi, parę ogrodów i 
pół tuzina dziedzińców.

Na wewnętrznym podwórzu czekała gwardia przyboczna radży, 

na widok zbliżającego się lorda Branscombe’a pochylili się nisko, 
składając dłonie w geście starożytnego hinduskiego pozdrowienia.

Lord  i  dziewczyna  zsiedli  z  koni.  Dworzanin  wysokiej  rangi 

poprowadził gości do dużej sali, której okna wychodziły na ogród. 
Było  w  niej  bardzo  gorąco,  a  miejscowi  notable  siedzieli  po 
turecku  na  kamiennej  posadzce.  Na  podwyższeniu  stał  tron,  na 
którym zasiadł radża w płaszczu koronacyjnym, jego szyję okalały 
sznury  pereł,  w  dłoniach  dzierżył  miecz  ozdobiony  brylantami. 
Mężczyzna był imponującej postury. Chociaż młody, to wyglądał 
na  zniszczonego  rozpustą,  a  źrenice  oczu  miał  bardzo 
rozszerzone.  Latonia  przyjrzała  mu  się  z  zainteresowaniem:  na 
pewno nałogowo zażywa opium.

– Wasza  Lordowska  Mość,  jesteśmy  zaszczyceni  waszym 

przybyciem – odezwał się radża doskonałą angielszczyzną.

Latonia  dowiedziała  się  później,  że  studiował  na  angielskim 

uniwersytecie.

– Z wielką radością staję przed obliczem waszej Wysokości –

odparł lord Branscombe.

Latonia  słuchając  uważnie  rozmowy,  zauważyła,  że  lord 

szczerze  zabiega  o  sympatię  młodzieńca,  często  też  prawił  mu 
komplementy. Niektóre z  jego pytań były jednak podchwytliwe i 
wyczuła napięcie pośród wyższych rangą urzędników dworskich. 
Oni coś ukrywają, pomyślała zastanawiając się, czy lord też sobie 
z tego zdaje sprawę.

W  trakcie  audiencji  poczęstowano  ich  sorbetem  oraz  bardzo 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 74

słodkimi, lepkimi ciasteczkami, których smak długo pozostawał w 
ustach.  Po  rozmowie  z  księciem  zaprowadzono  ich  do  domu 
przeznaczonego dla gości.

Był  to  mały  budynek,  w  którym  brakowało  przepychu  a 

zdumiona  Latonia  dostrzegła  ślady  zaniedbania.  Farba  płatami 
odpadała ze ścian, materiał na zasłonach i obiciach mebli dawno 
już  spłowiał,  a  obrus  na  stole,  przy  którym  siedli  do  kolacji,  był 
nie uprasowany.

Lord widać dostrzegł jej zdumienie, bo gdy zostali sami, zaraz 

powiedział do bratanicy:

– Wprawdzie  to  biedna  prowincja,  ale  zobaczysz  w  innych 

częściach  Indii,  że  pałace  malują  tylko  po  ich  budowaniu  i  gdy 
radża poślubia nową żonę.

– Niesłychane!  –  wykrzyknęła.  –  Osobiście  wolałabym  mieć 

parę brylantów mniej  na klindze  miecza i  trochę więcej farby na 
murze.

– Jego Wysokość nigdy by się z tym nie zgodził. Kosztowności 

to  oznaka  prestiżu,  a  poza  tym  nie  należą  do  niego,  są 
przekazywane z ojca na syna. Zakłada się je tylko na uroczystości, 
a zwykle trzyma w skarbcu.

– Jakie  to  fascynujące.  Proszę  mi  więcej  opowiedzieć  o  Jego 

Wysokości. Od razu wyczuła, że zadała niewłaściwe pytanie.

– Moja  droga  bratanico  –  odparł  lord  głośniejszym  tonem 

doprawdy spotkał nas niezwykły zaszczyt, że możemy być gośćmi 
tak inteligentnego i uroczego księcia.

Mówiąc  to  lord  wyszedł  z  pokoju  na  werandę,  tak  że  mógł 

popatrzeć na rozciągający się przed nimi ogród.

Latonia ruszyła za nim i choć nie zobaczyli nikogo, to jednak 

była  pewna,  że  ktoś  podsłuchiwał  ich  rozmowę  i  jej  treść 
natychmiast dotrze do radży.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 75

Rozdział 5

W  ciągu  następnych  czterdziestu  ośmiu  godzin  Latonia  nie 

miała okazji rozmawiać w cztery oczy z lordem Branscombe’em, 
gdyż  poświęcał  cały  swój  czas  młodemu  radży,  a  uprzedzająco 
grzeczne  zachowanie  lorda  zrobiło  na  młodzieńcu  wrażenie. 
Latonia zauważyła, że źrenice oczu nadal ma jak główki szpilek, i 
zastanawiała się, czy lord również zwrócił na to uwagę. Jej ojciec 
wspominał,  iż  w  Indiach  powszechnie  używano  opium,  Angielki 
się  obawiały,  że  tubylcze  niańki  podają  narkotyk  ich  dzieciom, 
aby  były  cicho.  Jednocześnie  władze  brytyjskie  zezwalały  na 
handel  opium,  a  nawet  do  niego  zachęcały,  ponieważ  nałożone 
nań  podatki  przynosiły  duże  zyski.  Latonia  zastanawiała się,  czy 
rządzący prowincjami zauważają tę sprzeczność; żałowała, że nie 
może  porozmawiać  o  tym  z  lordem,  bo  natychmiast  nabrałby 
podejrzeń  co  do  jej  motywów.  Wyobrażała  sobie,  jak  przyjemna 
byłaby  ta  wyprawa,  gdyby  podróżowali  jak  zwykli  ludzie. 
Mogłaby się tak wiele nauczyć o kraju, który ją z każdym dniem 
coraz bardziej fascynował.

Drugiego  dnia  pobytu  oglądali  pokaz  jazdy  konnej  i  rzucania 

dzidą.  Po  zakończeniu  występu  lord  Branscombe i  radża  odeszli 
na  stronę  pod  pretekstem  obejrzenia  tarczy,  ale  Latonia  była 
pewna, że  chcieli  porozmawiać  tak,  by  ich  nie  podsłuchał  nikt  z 
dworzan. Czuła, że wielu starszych notabli obawia się uwag lorda. 
Wszyscy zwrócili głowy w kierunku spacerujących mężczyzn i tak 
dalece zapomnieli o zasadach dobrego wychowania, że nikt się nie 
odzywał do Latonii.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 76

Kiedy lord i radża powrócili do zgromadzonych,
dziewczyna  niemal  usłyszała  westchnienie  ulgi  wszystkich 

zgromadzonych.

Gdy  się  żegnali  następnego  ranka,  lord  wygłosił  niezwykle 

kwieciste  przemówienie  dziękując  za  gościnne  przyjęcie. 
Gospodarze wyglądali na zadowolonych, choć może cieszyli się z 
ich wyjazdu.

I  znów  Latonia  z  lordem  jechali  konno,  a  służba  podążała  za 

nimi  wolniej,  tempo  narzucał  im  spokojnie  kroczący  słoń 
obładowany bagażami, reszta rzeczy jechała na grzbietach smutno 
patrzących  wołów,  które  woźnice  poganiali,  by  nadążały  za 
słoniem.

Wyjechali  wcześnie  rano,  gdy  było  chłodniej,  i  lord 

zaproponował, by pogalopowali sami w przedzie, to konie zażyją 
ruchu.  Kiedy  po  dłuższej  przebieżce  ściągnęli  wodze, 
wierzchowce jechały wolno, a oni mogli spokojnie rozmawiać.

– Czy mógłby mi stryj powiedzieć, co sądzi o młodym radży? –

spytała  Latonia.  –  Czy  będzie  zalecał,  żeby  w  jego  prowincji 
znalazł się brytyjski doradca?

Zaległo milczenie. Myślała, że lord albo zignoruje pytanie albo 

ją skarci za ciekawość.

– Skoro  cię  to  tak  interesuje,  to  może  mi  powiesz,  jakie  ty 

odniosłaś wrażenie – rzekł w końcu.

Latonia spojrzała na niego kątem oka. Czuła, że wystawia ją na 

próbę, by się przekonać o jej głupocie i bezmyślności.

– Od  pierwszej  chwili  zauważyłam, że  radża zażywa opium  –

starannie  dobierała  słowa.  –  I  mimo  młodego  wieku  wygląda  na 
rozpustnika.

Czekała  na  odpowiedź  lorda,  który  odezwał  się  dopiero  po 

dłuższej chwili.

– Coś jeszcze?
– Może  się  mylę,  ale  chyba  jego  dworzanie,  zwłaszcza  starsi 

rangą, mieli się cały czas na baczności i byli zaniepokojeni. Kiedy 
wczoraj  po  południu  stryj  przechadzał  się  z  radżą,  wyraźnie 
czułam ich strach.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 77

Urwała, widząc w oczach lorda zdumienie.
– Jesteś bardzo spostrzegawcza.
– Mam rację? – zapytała. – Oni coś ukrywają?
Mówiąc  to  myślała  o  dostawach  rosyjskiej  broni,  którą 

otrzymywały  prowincje położone  przy  granicy,  ale  ta  była  chyba 
za  daleko  wysunięta  na  południe,  by  o  taką  tajemnicę  mogło  tu 
chodzić.

– Nie  wolno  mi  rozmawiać  o  tych  sprawach – odparł widząc, 

że  czeka  na  jego  odpowiedź.  –  Ale  może  powinienem  zrobić 
wyjątek.

– Och, bardzo proszę – nalegała. – Co to za sekret?
– Nic nadzwyczajnego, to często się zdarza w księstwach.
– Tak?
– Radża  kształcony  w  Europie  ma  postępowe  przekonania  i 

chce wprowadzić reformy, gdy tymczasem jego krewni za wszelką 
cenę dążą do zachowania status quo. Wszystko niech zostanie tak, 
jak było od tysiąca lat.

– I dlatego mu dają opium?
– Tak.  Młodemu  mężczyźnie  zajętemu  narkotykami  i 

kobietami zostaje niewiele czasu na dokonywanie zmian.

– Więc  przydzieli  mu  się  brytyjskiego  doradcę?  –

zasugerowała.

– Pewnie  tak  się  skończy  –  uśmiechnął  się  lord  –  ale  dałem 

radży szansę. 

– Jaką?
– Powiedziałem,  że  musi  się  uwolnić  od  nałogu  i  spędzać 

więcej  czasu  w  siodle  niż  w  żeńskiej  części  pałacu.  Zaniedbuje 
kontrolowanie terenu.

– Co na to odpowiedział?
– To wyjątkowo inteligentny młodzieniec, oczywiście kiedy nie 

tonie  w  oparach  narkotyków,  a  ponieważ  bardzo  mu 
pochlebiałem, więc się nie obraził, gdy mu powiedziałem, żeby się 
zachowywał jak mężczyzna i wziął w garść.

– Sądzisz, stryju, że to zrobi?
– Mówiąc szczerze to nie wiem. Ale postawiłem sprawę jasno: 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 78

jeśli  w  ciągu  sześciu  miesięcy  się  nie  poprawi,  to  poradzę 
wicekrólowi, żeby przydzielił radży doradcę.

– Och! zawołała Latonia. – Mam nadzieję, że posłucha rady
– Ja również. I że nic mu się nie stanie.
Dziewczyna szeroko otworzyła oczy.
– Co ma stryj na myśli?
– Są  sposoby  na  młode  książątka,  które  próbują  złamać  stare, 

uświęcone tradycje.

– Jakie sposoby?
– Śmierć.  Tragiczny  wypadek  na  polowaniu;  upadek  z  konia; 

ukąszenie  przez  węża;  trucizna  w  jedzeniu.  Hindusi  stosowali  je 
od dawien dawna.

– Jakie to okropne – cicho powiedziała Latonia.
– To czym prędzej o tym zapomnij – ostro rzucił lord. – Może 

w następnym księstwie będzie inaczej.

Spędzili  dwie  noce  w  pociągu,  nim  dotarli  do  miasta 

wysuniętego  znacznie  bardziej  na  północ.  Latonię  fascynowały 
tłumy  widzów  i  podróżnych  na  stacjach  oraz  widoki  z  okien. 
Okolice  przypominały  pustynie.  Latonia  zauważyła  kępy  zieleni, 
które  okazały  się  maleńkimi  osiedlami.  Składały  się  z  paru 
domów,  drzew,  na  środku  znajdował  się  kwadratowy  plac  ze 
studnią i rozlewisko, gdzie pojono trzodę. Mijali również większe 
miasta  targowe,  w  których  znajdowały  się  urzędy  brytyjskie, 
sklepy, posterunek policji i oczywiście jednostka wojskowa.

Tak  ją  to  wszystko  pasjonowało,  że  całe  dnie,  aż  do  zachodu 

słońca,  siedziała  z  twarzą  wręcz  przyklejoną  do  szyby.  A 
ciemności zapadały tu nagle, jakby z nieba ktoś spuszczał kurtynę, 
na której lśniły miriady gwiazd.

Wprawdzie  lord  Branscombe  spędzał  większość  czasu  na 

studiowaniu  gazet  lub  pisaniu  Latonia  podejrzewała,  że  były  to 
raporty dotyczące wizytowanych miejsc – to jednak przynajmniej 
w trakcie posiłków – starał się z nią rozmawiać.

Jedzenie  przynoszono  im  do  wagonu  na  większych  stacjach, 

zawsze smakowało tak samo, bez względu na to, co zamówili. Na 
domiar złego kurz wciskał się wszędzie, nawet przy zamkniętych 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 79

drzwiach  i  oknach.  Ale  mimo  tych  niedogodności  wszystko 
wydawało  się  Latonii  nowe  i  fascynujące.  Odkryła  czar  Indii: 
zapach  przypraw  i  dymu  z  palonego  drewna,  rozgłośne  granie 
trąb,  dalekie  bicie  w  bębny,  zatarte  ślady  stóp  na  piaszczystej 
drodze.  Miała  wrażenie,  że  te  obrazy  i  dźwięki  zawsze  jej 
towarzyszyły niczym na wpół zapomniany sen, a teraz powróciły 
do  życia  jak  feniks  powstający  z  popiołów.  W  jej  oczach 
nieustannie płonął blask zachwytu, czasem nawet lord nie potrafił 
mu  się  oprzeć  i  odpowiadał  na  pytania  bez  cynicznego  czy 
podejrzliwego tonu w głosie.

Następna  prowincja,  do  której  zawitali,  Outa,  okazała  się 

bardzo  piękną  okolicą,  wszędzie  jeziora  i  świątynie.  W  mieście 
zobaczyli  wąsatych  jeźdźców  w  szkarłatnych  strojach  i  z 
zakrzywionymi  mieczami  u  pasa.  Kobiety  o  złotej  cerze,  które 
kroczyły  dumnie  niczym  królowe,  dźwigając  mosiężne  lotah  na 
głowach.  Lord  Branscombe  i  Latonia  jechali  przez  zwarty  tłum 
mężczyzn  w  turbanach  i  kobiet  w  sari:  bursztynowych, 
turkusowych, cynobrowych i zielonych.

Biały pałac postawiony na szczycie urwiska zdobiły minarety, 

łuki, balkony i rzeźbione fryzy nad oknami. Za ogromną, potrójną 
bramą Latonia dostrzegła rząd słoni.

Radża,  białobrody  starzec,  panował  tu  od  trzydziestu  lat. 

Trzymał cały kraj tak mocną ręką, że jego najdrobniejsze życzenie 
było  prawem.  Latonia  sądziła,  że  lord  chyba  nie  powinien  mieć 
zastrzeżeń,  ale  ponieważ  nauczyła  się  szóstym  zmysłem 
wyczuwać  jego  nastroje,  więc  coś  jej  mówiło,  że  jednak  jest 
niezadowolony.

Spędzili  w  pałacu  trzy  dni  i  odwiedziła  część  przeznaczoną 

tylko dla kobiet. Ujrzała labirynt wewnętrznych dziedzińców oraz 
sadzawkę,  przy  której  rosło  święte  drzewo  neem.  Jego 
strzępiastych  liści  używano  do  robienia  leków.  Żona  radży  była 
bardzo  młoda  i  piękna,  ale  niestety  znała  zaledwie  parę  słów  w 
urdu  i  ani  jednego  po  angielsku.  Latonia  próbowała  się  z  nią 
porozumiewać na migi, ale było to bardzo trudne, więc z radością 
przyjęła koniec spotkania.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 80

Radża  przy  pożegnaniu  zaoferował  im  dwukonny  otwarty 

powóz, który miał ich odwieźć do najbliższej stacji kolejowej.

– I co stryj o tym sądzi? – spytała niecierpliwie, gdy pomachali 

już  grupie  żegnających  ich  dworzan  i  zniknął  im  z  oczu  tłum 
sypiący płatki kwiatów na powóz.

– Wolałbym najpierw usłyszeć twoją ocenę – odparł lord.
– Wszystko sprawiało dobre wrażenie, ale wiem, że stryj nabrał 

podejrzeń.

– Uważasz, że to dziwne?
– Nie, bo odkąd się poznaliśmy zawsze stryj coś podejrzewa.
– Mówisz o sobie?
– Tak.
– Hmm... Macie coś wspólnego, ty i prowincja Outa. Jesteście 

zbyt dobre, żeby to mogło być prawdziwe.

– Stryj mi pochlebia. I cóż takiego stryj odkrył?
– Nic  i  to  właśnie  mnie  niepokoi,  i  jak  słusznie  zauważyłaś, 

rodzi podejrzenia.

– Co więc stryj zamierza zrobić?
– A  cóż  mogę?  –  odpowiedział  pytaniem  na  pytanie.  – Poza 

tym nie znam jeszcze raportów tych, którzy z nami przebywali w 
Outa.

Latonia  popatrzyła  na  niego  zdziwiona,  ale  natychmiast  zdała 

sobie  sprawę  ze  swojej  naiwności.  Przecież  to  jasne,  że  wśród 
służby znajdowali się również wykształceni Hindusi, których lord 
zatrudnił, by dla niego szpiegowali w miejscach, które odwiedzał. 
Poczuła się nieswojo, a lord jakby odczytując jej myśli zapytał:

– Czyżbym miał się spodziewać nagany?
Latonia nie udawała, że nie rozumie aluzji.
– Wydaje mi się, że to trochę niesportowe zachowanie, gra nie 

fair.

– W Anglii i w Indiach rządzą inne prawa – roześmiał się. – I 

zapewniam  cię,  że  ten  radża  oraz  każdy  z  naszych  gospodarzy 
spodziewa się, że moi ludzie będą szpiegować. A ze swej strony 
robią wszystko, by nie udało się wykryć niczego nagannego.

– W ustach stryja to brzmi jak opis gry.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 81

– Bo to jest gra. Podbijamy Indie uważając, że dobrze wiemy, 

co  tu  jest  właściwe,  a  Hindusi  robią,  co  w  ich  mocy,  by 
uniemożliwić nam narzucenie zasad. Własne uważają za lepsze z 
tego względu, że są zakotwiczone w tradycji.

– Ale czy musicie to zmieniać?
– Próbujemy się nie wtrącać, robimy to tylko w ostateczności. 

Jak  w  wypadku  rozbójników,  którzy  rokrocznie  zabijają  tysiące 
ludzi,  twierdząc,  że  to  część  tradycji,  próbujemy  walczyć  z 
koszmarnym obrzędem sutti czy zawieraniem małżeństwa między 
dziećmi: panna młoda ma często zaledwie trzy lata!

– Rzeczywiście trzeba walczyć o wprowadzenie takich reform 

– przyznała Latonia.

– A  nasze  imperium  nie  powinno  być  zagrożone  przez  żadną 

inną potęgę – sucho dodał lord.

– Chodzi o Rosję?
W  milczeniu  przytaknął, a Latonia pomyślała, że Branscombe 

nie chce rozmawiać na ten temat. Wkrótce znaleźli się w pociągu 
podążającym na północ.

– Dokąd teraz jedziemy? – zapytała.
– Dziś  wieczorem  zatrzymamy  się  w  koszarach,  gdzie 

stacjonuje batalion z mojego regimentu odparł. Poparzyła na niego 
z  ciekawością,  a  on  ciągnął:  –  Obawiam  się,  że  cię  to  bardzo 
znudzi,  bo  zamierzam  zjeść  kolację  w  kasynie  oficerskim,  gdzie 
oczywiście  kobiety  nie  mają  wstępu,  a  w  obozie  nie  będzie  żon 
oficerów.

– To oznacza, że będę sama?
– Tak,  choć  oczywiście  będziesz  bacznie  strzeżona.  Służba 

poda ci posiłek, a przed domem wystawię wartę.

Uznała to za niewielką pociechę, gdy lord Branscombe wyszedł 

wczesnym wieczorem na kolację do kasyna, ubrany w wyjściowy 
mundur  lansjerów  bengalskich.  Koszary  nie  zrobiły  na  niej 
dobrego  wrażenia,  uznała  je  za  typowe  osiedle  wojskowe:  rzędy 
murowanych  budynków  –  te  przeznaczono  dla  Anglików  –  i 
drewniane baraki dla Hindusów. Postawiono je na ubitym piasku, 
całe otoczenie było ponure, bez odrobiny zieleni, niedaleko bawiły 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 82

się  blade,  wychudzone  dzieci:  rezultat  upału  i  niewłaściwego 
odżywiania.

Parterowy  budynek,  w  którym  się  zatrzymali,  stał  na  skraju 

koszar i otaczał go mały ogródek, dzięki czemu domek wyglądał 
lepiej niż pobliskie zabudowania. W domku znajdowało się kilka 
pokoi  oraz  nieodzowna  weranda,  z  której  po  kilku  drewnianych 
stopniach  można  było  zejść  na  mizerny  trawnik.  Podniszczone 
meble  w  pokojach  świadczyły  o  tym,  że  służyły  wielu 
właścicielom.

Podróżowali od świtu, więc Latonia się ucieszyła, że nie będzie 

musiała prowadzić konwersacji z oficerami, którzy woleli słuchać 
lorda Branscombe’a.

Na każdej stacji witał ich oficer, który spędzał całą godzinę na 

rozmowie  z  lordem,  a  pociąg  czekał,  aż  skończą.  Mówili 
przyciszonymi  głosami,  tak  że  Latonia  nic  nie  słyszała. 
Najwidoczniej to  bardzo ważna misja, a na żołnierzach lord robi 
wielkie  wrażenie,  uznała.  Rzeczywiście  otaczała  go  szczególna 
atmosfera, urósł w oczach Latonii do rangi prawdziwego bohatera 
i teraz dopiero zrozumiała, czemu ojciec Toni tak nie lubił brata i 
z niechęcią się odnosił do jego olśniewającej kariery w wojsku.

Latonia  oczyma  duszy  zobaczyła,  jak  lord  z  wysoko 

wzniesionym  mieczem  wiedzie  w  bój  swych  żołnierzy,  którzy 
pójdą za nim nawet na pewną śmierć. Natychmiast się skarciła za 
zbytnie  folgowanie  wyobraźni:  bez  wątpienia  lord  Branscombe 
stworzyłby  plany  potyczki  z  wrogiem,  a  wierne  wykonanie 
rozkazów pozostawiłby młodym, mężnym oficerom.

Przed domek zajechał powóz, lord wyszedł, rozstawione straże 

oddały mu honory wojskowe. Latonia usiadła z książką w salonie. 
Ponieważ  nadal było  bardzo gorąco, a ona spędziła cały dzień w 
podróży, więc ogarnęła ją senność i z trudem koncentrowała się na 
czytanej  książce.  Wkrótce  podano  kolację,  jak  zwykle 
niesmaczną:  składała  się  z  brązowawej  zupy,  łykowatego 
pieczonego  kurczaka,  który  zapewne  jeszcze  dziś  rano  biegał po 
podwórku,  i  budyniu.  Najwyraźniej  były  to  ulubione  potrawy 
memsahib  w  Indiach  i  służba  raz  nauczywszy  się  przyrządzać  te 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 83

dania  uważała,  że  najłatwiej  będzie  je  gotować co  dzień.  Jestem 
pewna,  że  gdyby  mi  powierzono  prowadzenie  gospodarstwa 
domowego, potrafiłabym wymyślić ciekawsze dania, powiedziała 
do  siebie.  Zaczęła  się  zastanawiać,  czy  gdyby  gdzieś  się 
zatrzymali na dłużej, to lord pozwoliłby jej ustalać menu.

Po  skończonym  posiłku  przeszła  do  salonu,  gdzie  zapalono 

oliwną lampę, i wróciła do czytania.

Może  ukołysał  ją  monotonny  ruch  wachlarza  zawieszonego  u 

sufitu,  a  może  książka  była  niezbyt  ciekawa.  dość,  że  po  chwili 
usnęła.  Obudził  ją  zgrzyt  kół  na  piasku,  dzwonienie  końskiej 
uprzęży i szczęk broni wartowników stających na baczność.

Lord Branscombe wraca, pomyślała. Usiadła wyprostowana na 

sofie i poczuła radość, że wrócił i już nie będzie sama.

Usłyszała  kroki  na  werandzie  i  oto  wszedł  do  pokoju, 

wypełniając  go  swoją  osobą,  a  światło  lampy  lśniło  na 
odznaczeniach zdobiących mundur.

Latonia  patrzyła  na  niego  i  myślała,  że  nie  potrafi  określić 

dziwnego wyrazu jego twarzy.

– Sądziłem,  że  jeszcze  się  nie  udałaś  na  spoczynek,  dlatego 

przyprowadziłem  ci  kogoś  w  odwiedziny  –  powiedział.  –  Mam 
nadzieję, że ucieszysz się z ponownego spotkania z tą osobą.

Latonia  słysząc  te  słowa  natychmiast  stała  się  czujna. 

„Ponownego”  mogło  znaczyć  tylko  jedno:  stanie  przed  nią  ktoś 
znany kuzynce. I gdy rozważała to niebezpieczeństwo, do pokoju 
wszedł  mężczyzna.  Gorączkowo  zastanawiała  się,  kto  to  może 
być. Ubrany w taki sam mundur jak lord Branscombe, był niższy i 
młodszy i miał szczupłą, pooraną zmarszczkami twarz.

Przerażona  Latonia  zastanawiała  się,  jak  powinna  się 

zachować.  Czuła  na  sobie  wzrok  lorda,  który  stał  tuż  obok, 
bacznie obserwując jej reakcję.

– Oczywiście pamiętasz Andrew Luddingtona – odezwał się w 

końcu z kpiną w głosie.

Latonia wciągnęła głęboko powietrze, ale gdy zwróciła oczy na 

przybysza, dostrzegła na jego twarzy wyraz zdumienia i wielkiego 
zaskoczenia. Milczał dłuższą chwilę.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 84

– Bardzo  mi  przykro,  pułkowniku  –  powiedział  w  końcu 

spokojnie – ale musiałem się przesłyszeć. Sądziłem, że pułkownik 
powiedział, iż podróżuje w towarzystwie swej bratanicy

Teraz lord wyglądał na zdumionego.
– To jest właśnie moja bratanica – oświadczył.
– Może i tak – Andrew Luddington uśmiechnął się nieznacznie 

– ale spodziewałem się zobaczyć Latonię Combe, którą poznałem 
w  Londynie.  Zawsze  mówiła  o  sobie  Toni.  Oczywiście 
powinienem się domyślić, że nie przyjedzie do Indii, gdy w Anglii 
ma tyle lepszych rozrywek. W jego głosie brzmiała nutka goryczy 
i widać nie potrafił znieść rozczarowania, bo dodał szybko: – Jeśli 
pan  pułkownik  wybaczy,  to  wrócę do koszar Konie nie powinny 
czekać.

Był to oczywiście pretekst, żeby czym prędzej wymknąć się z 

salonu.  Luddington  odwrócił  się  na  pięcie  i  wyszedł,  a  lord 
podążył za nim.

Latonia  stała  bez  ruchu  i  gdy  usłyszała,  że  powóz  odjechał, 

poczuła,  że  i  ona  musi  natychmiast  wyjść!  Wolałaby  uciec  i 
schować się w najciemniejszym kącie ogrodu, niż stanąć twarzą w 
twarz  z  lordem  Branscombe’em.  Ale  duma  sprawiła,  że 
dziewczyna stała w miejscu czekając na lorda. Oczy zdawały się 
wypełniać  całą  jej  twarz,  gdy  patrzyła  na  niego,  jak  wchodzi  i
starannie zamyka za sobą drzwi. Szedł ku niej przewiercając ją na 
wskroś  spojrzeniem,  pod  którym  czuła  się  niczym  oskarżona 
przed obliczem surowego sędziego.

– Oczekuję wyjaśnień!
– Przykro  mi..,  że  musiałam  cię  oszukać  –  wykrztusiła 

urywanym głosem.

– Jeśli nie jesteś moją bratanicą, to kim, na Boga jesteś?
– Nazywam się Latonia Hythe.
Zobaczyła w jego oczach błysk, który znaczył, że przypomina 

sobie jej rodziców.

– Czyli jesteś córką Arthura i Elizabeth Hythe’ów?
– T...tak.
– Wiem, że mieli córkę, bo mi o niej wspominali, ale może mi 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 85

wyjaśnisz, czemu się tu znalazłaś zamiast mojej bratanicy Latonii 
Combe?

Latonia  z  trudem  zaczerpnęła  powietrza.  Lord  mówił  bardzo 

ostrym  tonem  i  w  jego  oczach  widziała  gniewne  błyski,  dlatego 
słowa zamierały jej w gardle.

– Toni...  nie  mogła  wyjechać...  Z  Anglii  –  mówiła  urywanym 

głosem.

– Co oznacza, że nie mogła?
– Zakochała  się.  –  Wargi  wręcz  nie  chciały  się  układać,  by 

wypowiedzieć te słowa.

– Nic nowego pod słońcem ironicznie rzucił lord. – A więc ze 

względu  na  nowe  zadurzenie  w  innym  bezwartościowym 
młodzieńcu,  którego  bez  wątpienia  potraktuje  równie  haniebnie 
jak  Luddingtona,  obmyśliłyście  we  dwie  tę  niesłychaną 
maskaradę!

– Toni  jeszcze  nigdy  nie  była  tak  bardzo  zakochana  –  cicho 

wyznała Latonia.

– Jeśli  taki  wymyśliła  pretekst,  by  nie  posłuchać  mego 

polecenia, to powinna mieć na tyle odwagi i uczciwości, żeby mi 
to powiedzieć.

– I  byś  jej  wysłuchał?  Natychmiast  pomyślała,  że  jej  pytanie 

było impertynenckie.

Lord Branscombe przeszedł się po pokoju, nim odpowiedział.
– Powinienem  nabrać  podejrzeń,  gdy  się  okazało,  że  zupełnie 

nie  przystajesz  do  moich  oczekiwań.  A  równocześnie  jakże 
mogłem  się  spodziewać  tak  ohydnego  i  obrzydliwego  oszustwa. 
Ty  podająca  się  za  moją  bratanicę!  Przez  wasze  kłamstwa  i 
podstęp znalazłem się w fatalnej sytuacji.

– Naprawdę bardzo przepraszam.
– To stanowczo za mało!
Lord  zamilkł,  a  Latonia  zastanawiała  się  gorączkowo,  co  też 

mogłaby  powiedzieć.  Branscombe  sięgnął  do  kieszeni  munduru, 
jakby sobie coś przypomniał.

– Może  to  rzuci  dodatkowe  światło  na  twoje  karygodne 

zachowanie  –  powiedział.  –  Ten  telegram  czekał  w  kasynie  i 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 86

przeczytałem  go,  obawiając  się  złych  wiadomości.  –  Mówiąc  to 
podał depeszę Latonii.

Trzęsły jej się ręce i pod jego uważnym spojrzeniem z trudem 

skupiła wzrok na literach. Wyrazy zdawały się wręcz wyskakiwać 
do niej z kartki.

Dziś  rano  wzięliśmy  ślub.  Ojciec  Ivana  zmarł  w  zeszłym 

tygodniu. Szczęśliwa do szaleństwa. Ucałowania. T.

Latonia westchnęła z ulgą z głębi serca.
– To nie jest zła wiadomość. Wręcz przeciwnie, bardzo dobra –

powiedziała.

– Wnoszę,  że  przeczytawszy  ten  telegram,  pragniesz  mnie 

poinformować, iż moja bratanica wyszła za mąż.

– Tak,  wyszła  za  mąż,  a  ponieważ  ojciec  jej  męża  właśnie 

umarł, więc jest teraz księżną Hampton. – Latonia pomyślała, że 
ta  wiadomość  powinna  uśmierzyć  gniew  lorda.  Każdy  opiekun 
musi przyznać, że Toni zrobiła doskonałą partię. Dlatego ciągnęła 
z  błyskiem  triumfu  w  oczach:  Toni  nie  przywiązuje  do  tytułu 
Ivana najmniejszej wagi. Kocha go dla niego samego. Jak i on ją. 
A teraz będą żyli długo i szczęśliwie, spełnią się ich marzenia, o 
których wspominali przed moim wyjazdem.

– Zupełnie jak w bajce – sardonicznie stwierdził lord. – Sądzę 

więc,  że  gdy  decydowałaś  się  wziąć  udział  w  tym  szatańskim 
planie, nie przyszło ci na myśl, że sama się pakujesz w kabałę? –
Latonia nie zrozumiała  jego słów i  popatrzyła pytająco. – Chyba 
nie jesteś aż taka głupia, by nie zdawać sobie sprawy, jak bardzo 
zrujnowałaś swoją reputację podróżując ze mną samotnie i udając, 
że jesteś moją bratanicą. Przecież w rzeczywistości nie łączy nas 
żadne pokrewieństwo.

Mówił tak przerażającym tonem, że nim Latonia w pełni zdała 

sobie  sprawę  ze  znaczenia  jego  słów,  jej  policzki  pokrył 
rumieniec.

– Wrócę  natychmiast  do  domu  i  nikt  się  nie  dowie  –  odparła 

szybko.

– Naprawdę  sądzisz,  że  to  możliwe?  W  angielskiej  prasie  na 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 87

pewno pojawią się informacje o ślubie mojej bratanicy, zwłaszcza 
że  poślubiła  księcia.  I  oczywiście  zarówno  w  Anglii,  jak  i  w 
Indiach są ludzie, którzy wiedzą, że nie mam dwóch bratanic.

– Mało  kto  wie  o  moim  istnieniu.  Rodzice  nie  żyją  i  poza 

okresami spędzanymi z Toni na zamku, żyłam spokojnie w wiosce 
ze  starą  guwernantką.  Mówiła  niemal  błagalnym  tonem,  jakby 
chciała  prosić,  by  ją  zrozumiał.  –  Toni  zajęła  moje  miejsce,  gdy 
wyjechałam,  ale  nawet  gdyby  się  ktoś  dowiedział,  że  byłam  w 
Indiach, to i tak nic się złego nie stanie. Skąd by mieli wiedzieć, 
że podróżowałam z tobą?

– Mogę  jedynie  powtórzyć,  że  zdumiewa  mnie  twoja  głupota. 

Uważałem cię za  inteligentną osobę. – I jakby oczekując po niej 
milczenia,  ciągnął:  –  Na  statku  nie  poznałaś  nikogo,  bo  ja  tak 
chciałem,  ale  wielu  pasażerów  doskonale  wiedziało,  że 
towarzyszy mi bratanica.

Latonia  próbowała  coś  wtrącić,  ale  on  mówił  dalej:  –  Od 

przyjazdu  do  Indii  spotkaliśmy  wielu  oficerów,  którzy  bez 
wątpienia opowiedzą swoim  żonom, komu zostali przedstawieni. 
Kobiety  nie  mają  tu  wiele  do  roboty,  więc  będą  godzinami  się 
zastanawiać, dlaczego podróżujesz ze mną.

Z  każdym  słowem  głos  lorda  nabierał  ostrości,  ton  stawał  się 

bardziej  oskarżycielski,  wręcz  uwłaczający.  Latonia  aż  drżała  na 
całym  ciele,  ale  nie  mogła  spuścić  wzroku,  jakby  jego  oczy 
trzymały  jej  na  uwięzi.  Czuła  się  niczym  więzień  karany  za  złe 
postępowanie. Spodziewała się właśnie takiej reakcji po odkryciu 
oszustwa. Wiedziała, że to nieuniknione, ale równocześnie aż się 
cała kuliła ze strachu.

– Mogę  tylko  zniknąć,  nic  innego przecież  nie  mogę zrobić  –

wyszeptała. – Może ludzie o mnie zapomną. Powiedz, że umarłam 
jak tatuś i mama. – Przy tych słowach załkała cichutko.

– Narzuca się jedno oczywiste rozwiązanie. – Jego głos brzmiał 

mniej ostro. – I jeśli go nie przyjmiesz, to tylko do siebie będziesz 
mogła mieć pretensje.

– Jakie? – spytała.
– Tylko tak mogę ocalić twoją reputację: biorąc cię za żonę!

background image

Barbara Cartland

Strona nr 88

Przez chwilę Latonia sądziła, że się przesłyszała. Na pewno źle 

go  zrozumiała  i  gdy  głęboko  zaczerpnęła  powietrza,  on  rzucił 
gniewnie:

– Nic innego nie mogę zrobić. Wszystkim rozpowiem, że w ten 

sposób  ukrywałem  fakt,  iż  się  pobraliśmy  tak  nieprzyzwoicie 
szybko  po  śmierci  twoich  rodziców.  –  W  jego  głosie  znów 
pojawiła  się  sarkastyczna  nuta.  –  Bez  wątpienia  uznają  cię  za 
osobę bez serca i płochą, ale to i tak nic w porównaniu z tym, co 
by o tobie powiedziano, gdyby cała prawda wyszła na jaw.

– Już  mówiłam.  mało  kto  wie  o  moim  istnieniu  –  odparła 

Latonia.  –  Więc  jeśli  po  prostu  zniknę,  nic  takiego  mi  się  nie 
przytrafi.

– I  ty  w  to  naprawdę  wierzysz?  Moje  drogie  dziecko,  nie 

przyjmą  cię  w  żadnym  uczciwym  domu  ani  w  Anglii,  ani 
gdziekolwiek  indziej  na  świecie.  Wystarczy  pogłoska  a  bez 
wątpienia plotkarskie języki nie spoczną ani na chwilę – że przez 
parę ty godni podróżowałaś samotnie w towarzystwie mężczyzny, 
a każda szanująca się kobieta na twój widok będzie przechodziła 
na drugą stronę ulicy, jakby się od ciebie miała czymś zarazić.

– Ale te plotki są bezpodstawne – po dziecinnemu upierała się 

Latonia.

– Możesz  spodziewać  się  najgorszego!  –  warknął  lord.  –  I 

powinnaś sobie zdawać sprawę z tego, że towarzystwo nigdy nie 
przebacza grzechów kobiecie, a jej win nie zapomina.

– Ja tylko próbowałam pomóc Toni. Ona pokochała markiza, a 

jego  ojciec  chciał,  żeby  syn  poślubił  niemiecką  księżniczkę. 
Wiedziała,  że  jeśli  wyjedzie  z  tobą,  to  markiz  może  zostać 
zmuszony do ślubu.

– Wygląda  mi  na  słabego  głupca,  którego  moja  haniebnie 

zachowująca się bratanica będzie wodziła za nos!

– Wszystko  przekręcasz  i  w  twoich  ustach  ich  historia  brzmi 

ohydnie!  –  zawołała.  –  Markiz  uwielbia  Toni!  Widziałam  ich 
razem i nie ma mowy o żadnym udawaniu. Toni kocha go bardziej 
niż  własne  życie.  –  Zaczerpnęła  głęboko  powietrza,  jakby 
nabierając odwagi, po czym ciągnęła: Wiem, że mi nie uwierzysz. 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 89

Bo  jesteś  na  nią  zagniewany  i  mówiłeś  do  mnie  tak  okropne 
rzeczy, gdy sądziłeś,  że to ona. Ale to naprawdę nie jej wina, że 
mężczyźni tak się w niej zakochują. Jest taka urocza i pociągająca. 
Urwała, jakby sobie coś przypominając. To się zaczęło, gdy była 
bardzo młoda. Nie sposób się jej oprzeć.

– Twoim  zdaniem  to  wyjaśnia  jej  postępowanie,  a  może  fakt, 

że się tobą posłużyła?

– Już  mówiłam,  że  nikt  nie  wie  o  moim  istnieniu  –  odparła. 

Zawsze  wiodłam  bardzo  skromne  życie,  bo  mieliśmy  mało 
pieniędzy.  Toni  jest  dla  mnie  więcej  niż  siostrą,  jest  jak 
bliźniaczka. Wszystko, co uczyniłam dla niej, zrobiłam z radością 
i bez słowa skargi poniosę wszelkie tego konsekwencje.

Mówiła  z  takim  przekonaniem,  że  słowa  zdawały  się 

dźwięczeć w salonie.

– Ale  to  mnie  nie  zwalnia  z  moich  powinności  –  oświadczył 

lord po chwili milczenia. – W pewnym stopniu to moja wina, że 
nie przyjechałem do zamku po bratanicę. Wtedy nie doszłoby do 
tej całej maskarady.

– Nie wiń siebie – szybko przerwała Latonia. Toni za wszelką 

cenę  była  gotowa  zostać  z  markizem,  zapewne  znalazłaby  jakiś 
inny  sposób,  żeby  nie  jechać  z  tobą  do  Indii.  –  Widząc,  że  lord 
zaciska wargi, dodała: – Wiem, że to dla ciebie trudne, ale proszę, 
spróbuj  ją  zrozumieć.  Ona  nie  jest  tak  zła,  jak  sądzisz.  Bywa 
impulsywna, czasem nieobliczalna, ale to dlatego, że cieszy się z 
całych sił życiem po tych okropnie nudnych latach spędzonych na 
zamku.  –  Dostrzegła  w  jego  oczach  błysk  zdumienia,  więc 
pośpieszyła  wyjaśnić:  –  Kiedyś  wracałyśmy  z  mamą  do  naszego 
małego  Manor  House  zostawiając  Toni  w  Castle  i  mama 
powiedziała, że jest jej bardzo żal tej samotnej dziewczynki, którą 
opuszczamy. 

– Zawsze  sądziłem,  że  ogromne  bogactwo  mego  brata  i  jego 

wysoka  pozycja  zapewnił  mojej  bratanicy  wszystko,  czego  tylko 
zapragnęła.

– Poza  miłością...  –  łagodnie dodała  Latonia. – Brakowało jej 

miłości.  I  ludzi  wokół  niej,  którzy  by  się  tak  kochali,  jak  moi 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 90

rodzice. – Zauważyła, że to zdanie dało mu do myślenia, dlatego 
ciągnęła,  nim  zdołał  się  wtrącić.  –  Widziałeś  razem  moich 
rodziców,  byli  tutaj  przed  śmiercią  i  chyba  dostrzegłeś,  jak  byli 
szczęśliwi.  W  naszym  domu  pieniądze  się  nie  liczyły.  Wyżej 
stawialiśmy  szczęście,  które  płynie  z  miłości,  a  tego  Toni  nigdy 
nie miała. – W oczach Latonii pojawiły się łzy. Z całych sił starała 
się wyjaśnić motywy postępowania Toni, a nie potrafiła mówić o 
tak  niedawno  zmarłych  rodzicach  bez  głębokiego  wzruszenia. 
Dlatego  gdy  jej  oczy  zasnuły  się  łzami,  odwróciła  się  tyłem  do 
lorda i ruszyła ku drzwiom.

Zatrzymała  się  przy  nich  na  chwilę  i  przemówiła  urywanym 

głosem:

– Bardzo przepraszam... Mogę tylko  przeprosić z całego serca 

za  wszystko,  co  zrobiłam...  za  wszystkie  kłamstwa.  Wiem,  że 
mamę przeraziłoby takie oszustwo, ale to był jedyny sposób, żeby 
Toni  nie  straciła  markiza.  Może,  jeśli  to  przemyślisz...  zdołasz 
przebaczyć nam obu.

W  tym  momencie  łzy  popłynęły  jej  z  oczu  strugami.  Nie 

chciała, by lord zobaczył, że ona płacze, dlatego szybko wyszła z 
salonu i ukryła się w swoim pokoju.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 91

Rozdział 6

Ponieważ Latonia długo w nocy płakała w poduszkę, więc gdy 

rano  obudziło  ją  pukanie  do  drzwi,  zdawało  się  jej,  że  dopiero 
przed chwilą zasnęła.

– Kto tam? – spytała.
– Memsahib, lord sahib wyjeżdża za godzinę.
– Będę gotowa – wykrztusiła.
Wstała  i  ubrała  się  w  wielkim  pośpiechu,  ale  gdy  wyszła  na 

werandę, gdzie nakryto do posiłku, lord już wyjechał na śniadanie 
do kantyny oficerskiej. Ucieszyła się, że po wczorajszej burzy nie 
będzie  musiała  stanąć  z  nim  twarzą  w  twarz.  Pomyślała,  że 
przecież  to  oczywiste,  iż  wcześniej  czy  później  musiała  się 
natknąć  na  kogoś,  kto  znał  Toni.  Ale  nie  spodziewała  się,  że 
będzie to Andrew Luddington, nie wiedziała bowiem, że służy w 
tym  samym  regimencie  co  lord  Branscombe.  Teraz  lepiej 
rozumiała,  dlaczego  lorda  tak  rozwścieczyło  postępowanie  Toni, 
która  nie  dość  że  doprowadziła  do  próby  samobójczej 
sympatycznego  młodzieńca,  to  jeszcze  zwodziła  żołnierza  z 
macierzystej  jednostki  stryja.  Bez  względu  na  opinię  Jego 
Lordowskiej Mości ja i tak uważam Luddingtona za słabeusza bez 
charakteru. Tak się zachować! – pomyślała Latonia.

Wiedziała,  że  roztrząsanie  problemu nic jej nie pomoże,  wiec 

czekała  na  powrót  lorda.  spodziewając  się  kolejnego  kazania 
potępiającego wszystkie postępki Toni oraz wyrażającego odrazę 
dla  oszustwa,  do  którego  się  uciekły.  Nie  wierzyła,  że  mówił 
poważnie,  twierdząc,  iż  dla  niej  jedynym  sposobem  uniknięcia 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 92

straszliwych  konsekwencji  będzie  przyjęcie  jego  oświadczyn. 
Tylko mnie straszy i próbuje zaniepokoić. Przerazić. – powtarzała 
sobie. Wtem uderzyła ją nagła myśl, że jeśli świat dowie się o jej 
matactwach, to ucierpi na tym nie tylko ona. Gdyby się rozniosło, 
że  Branscombe  występując  jako  reprezentant  wicekróla  wziął  ze 
sobą  młodą  kobietę  i  przedstawiał  ją  jako  swoją  krewną,  to 
mogłoby  to  zaszkodzić  jego  reputacji.  Muszę  wracać  do  domu! 
Muszę  natychmiast  wyjechać  z  Indii!  –  pomyślała  przerażona 
Latonia. Postanowiła oświadczyć to lordowi, gdy tylko wróci. Na 
szczęście  miała  dość  pieniędzy  na  wyjazd,  ale  nie  wiedziała,  jak 
się stąd dostać do Bombaju i nie mogła podróżować samotnie. Z 
każdą minutą wyrastały przed nią nowe, większe trudności.

Kiedy wreszcie lord się zjawił, nie mogła porozmawiać z nim 

w  cztery  oczy.  Bo  przybył  w  towarzystwie  dwóch  oficerów,  a 
przed domem już czekał powóz, by ich zawieźć do odległej o mile 
stacji kolejowej.

Latonia  miała  tylko  tyle  czasu,  by  wziąć  parasolkę,  torebkę 

oraz rękawiczki I zająć w powozie miejsce obok lorda. Na stacji 
czekała na nich armia służących, specjalny wagon już doczepiono 
do  rannego  pociągu  jadącego  na  północ.  Latonia  pomyślała,  że 
lord  tym  razem  zarządził  odjazd  pociągu  na  wcześniejszą  niż 
zwykle godzinę. Bawiło ją, że na każdej stacji zawiadowca prosił 
lorda o zezwolenie na odjazd pociągu i dopiero wtedy ruszali.

Oficerowie szybko  pożegnali  i  Latonia została  sama z  lordem 

w  salonie.  Zerknęła  na  niego  przerażona.  Wyglądał  na 
zagniewanego.  Mocno  zaciskał  usta  i  bez  słowa podał jej gazety 
wcześniej przyniesione przez służbę. Domyśliła się, że nie chce z 
nią rozmawiać, więc rozłożyła „Timesa” sprzed trzech tygodni i z 
trudem  skupiła  się  na  czytaniu  o  krajowych  problemach  oraz 
opisie  przyjęcia,  jakie  królowa  wydała  w pałacu windsorskim  na 
cześć zagranicznego monarchy.

Minęło blisko trzy kwadranse, nim pociąg zwolnił i zatrzymał 

się na bardzo małej stacji. Latonia przyzwyczajona do tłumów ze 
zdziwieniem  dostrzegła  zaledwie  paru  ludzi.  Widziała  wioskę  w 
oddali.  Wybiegła  z  niej  chmara  dzieci  i  pędziła  w  ich  kierunku. 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 93

Domyśliła  się  więc,  że  pociąg zwykle  się  tu  nie  zatrzymuje  i  po 
raz pierwszy od wyjazdu z koszar odezwała się do lorda.

– Dlaczego się tu zatrzymaliśmy?
– Powiem ci za parę minut odparł.
Chociaż  była  zaskoczona,  to  jednak  nie  chciała  dalej  pytać, 

zwłaszcza że do salonu wszedł służący, który przyniósł szklanki z 
sokiem  owocowym  i  papaję w plasterkach. Latonia popijała sok, 
zastanawiając  się,  co  się  dzieje,  ale  ponieważ  lord  Branscombe 
nadal czytał gazety, nie pytała o nic więcej.

Minęło dwadzieścia minut, nim pojawił się adiutant.
– Wszystko gotowe, lord sahib – powiedział cicho.
Lord wstał i zwrócił się do dziewczyny.
– Idziemy, Latonio.
Szczególny ton jego głosu sprawił, że zaczęła się bać.
Wyszli  na  peron.  Obok  stał  prosty  wóz,  jakże  różny  od 

powozów, którymi podróżowali do tej pory. Zaprzężono do niego 
młodego konia i gdy oboje zajęli miejsca na twardych siedzeniach. 
Wierzchowiec raźno ruszył do przodu. Chmara dzieci biegła przy 
nich piaszczystą drogą, pokrzykiwały wyciągając ręce i domagając 
się  bakszyszu.  W  tej  sytuacji  zaniepokojona  Latonia  nie  mogła 
zadawać  pytań,  a  poza  tym  czuła,  że  lord  nie  zamierza  z  nią 
rozmawiać.

Szybko  zostawili  dzieci  z  tyłu,  wyjechali  poza  wieś,  gdzie 

ujrzała  skromny  budynek  z  blaszanym  dachem.  Nim  zobaczyła 
krzyż  na  drzwiach,  już  wiedziała,  że  to  kościół.  Gdy  pojazd 
przystawał u wejścia, Latonia zwróciła się do lorda.

– Nie  wolno  nam  tego  robić.  To  nie  jest  dobre!  Proszę!  –

błagała gorączkowo.

– To jedyne, co możemy zrobić – odparł stanowczo.
Chciała  go  zaklinać  na  wszystkie  świętości,  ale  w  tym 

momencie wóz  się zatrzymał przy drzwiach i  pojawił się w nich 
mężczyzna.  Był  wysoki  i  wymizerowany,  ubrany  w  czarną 
sutannę, Latonia pomyślała, że to misjonarz.

Lord wysiadł z wozu i podał rękę kapłanowi.
– Panie  Combe,  pański  służący  mi  przekazał,  że  chce  się  pan 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 94

ożenić – zwrócił się do niego misjonarz.

– Tak, to prawda, a oto moja przyszła żona, panna Hythe.
Kapłan podał dłoń Latonii i pierwszy wszedł do kościoła.
Wystrój  budynku  był  surowy  i  Latonia  uznała,  że  jest  to 

świątynia prezbiteriańska, bo na ścianach nie wisiały obrazy, a na 
ołtarzu brakowało świec czy kwiatów.

Misjonarz,  wcześniej  uprzedzony,  że  wszystkim  zależy  na 

czasie,  natychmiast  ujął  modlitewnik  i  gdy  Latonia  z  lordem 
Branscombe’em  stanęli  przed  ołtarzem,  rozpoczął  ceremonię 
zaślubin.

Przez resztę dnia pociąg jechał dalej na północ, a Latonia czuła 

się jak we śnie. Zupełnie nie mogła uwierzyć, że wyszła za mąż. 
Ślub odbył się w tak dziwny i skromny sposób, żadne z nich nie 
przypominało nowożeńca.

Jedynym  rzeczywistym  dowodem  był  prosty.  złoty  sygnet 

lśniący  na  jej  lewej  dłoni  –  ponieważ  lord  nosił  go  na  małym 
palcu,  więc  sygnet  był  prawie  dobry  na  Latonię.  Taki  niewielki 
przedmiot, a oznaczał ciężki łańcuch, który przykuwał ją do tego 
mężczyzny na resztę życia.

Jak to możliwe, że wyszła za mąż? Jak to możliwe, że stała się 

żoną  człowieka,  który  nią  gardził  i  jej  nienawidził,  bo  do  ślubu 
zmusiło  go  oszustwo  zaplanowane  przez  nią  i  Toni?  Cóż  mam 
zrobić?  –  pytała  siebie  w  desperacji,  ale  nie  potrafiła 
odpowiedzieć na te pytania.

Chciała dowiedzieć się, dokąd jadą, ale zbyt się bała i tylko w 

milczeniu  patrzyła  na  ciągnącą  się  bez  końca  równinę.  Zdawało 
się jej, że ten pejzaż symbolizuje pustą, ponurą przyszłość.

Na miejsce dotarli późnym popołudniem, gdy upał nieco zelżał. 

Bardzo szybko przesiedli się na konie i jechali przez miasto, gdzie 
zobaczyła na bazarze znajome kolorowe stosy owoców, warzyw i 
zboża,  nieprzebrany,  rozkrzyczany  tłum,  który  rozstępował  się 
przed powolnie kroczącymi świętymi bykami należącymi do boga 
Siwy.  Latonia  w  przelocie  dostrzegła  stragany  ze  szklanymi 
paciorkami  i  sari  w  jaskrawych  odcieniach  czerwieni,  błękitu, 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 95

zieleni  i  złota.  Szybko  znaleźli  się  za  miastem  i  stanęli  przed 
pałacem,  którego  wieżyczki  lśniły  w  słońcu,  a  ramom 
zakratowanych okien przydałoby się trochę świeżej farby

Jak  zwykle  powitał  ich  orszak  dworzan.  Weszli  do  sali 

tronowej.  Radża,  mężczyzna  w  średnim  wieku,  zrobił  na Latonii 
nieprzyjemne  wrażenie,  wyglądał  na  niezadowolonego  z  ich 
wizyty.  Oczywiście  był  bardzo  uprzejmy,  ale  pod  maską 
grzeczności  dziewczyna  wyczuwała  surową,  może  nawet 
przebiegłą naturę. Zastanawiała się, czy lord Branscombe odniósł 
podobne  wrażenie.  Jak  było  do  przewidzenia,  z  rewerencjami 
zwrócił się do radży, witając go w imieniu wicekróla i obsypując 
niezbędnymi na Wchodzie komplementami.

I po raz pierwszy Latonia została oficjalnie przedstawiona jako 

jego żona.

– Nie  wiedziałem,  że  Jego  Lordowska  Mość  jest  żonaty –

powiedział radża niezłą angielszczyzną.

– Niedawno przybyłem z Anglii i mało ludzi wie, że podróżuję 

z małżonką – wyjaśnił lord.

– Za  zaszczyt  więc  sobie  poczytuję,  że  będę  jednym  z 

pierwszych gospodarzy drogiej lady w Indiach. Musimy uczcić to 
radosne  wydarzenie.  Mam  nadzieję,  że  lady  Branscombe 
spodobają się nasze narodowe tańce.

– Z prawdziwą radością je obejrzymy odparł lord, nim Latonia 

zdołała otworzyć usta.

Dom  dla  nich  przeznaczony  wyglądał  jak  poprzednie,  w 

których  się  zatrzymywali,  i  Latonia  była  pewna,  że  w  tłumie 
służby znalazły się osoby znające angielski, które przekażą radży 
treść ich rozmów.

Ponieważ  gospodarz  był  muzułmaninem,  więc  mogli  zjeść 

kolację  w  jego  towarzystwie  –  poprzedni  radżowie  wyznawali 
hindu, więc goście zasiadali do posiłków we własnym gronie.

Latonia  ubrała  się  w  jedną  ze  swoich  najpiękniejszych  sukni, 

uważając,  że  mimo  niechęci  lorda  Branscombe’a  musi  wystąpić 
godnie i odpowiednio do pozycji społecznej. Wprawdzie powinna 
nosić  biżuterię,  ale  niczego nie  założyła  na  szyję,  tylko  na palcu 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 96

połyskiwał złoty sygnet. Ponieważ bardzo się denerwowała, więc 
dłużej niż zwykle trwało, staranniejsze ułożenie włosów.

Kiedy wreszcie wkroczyła do salonu, lord Branscombe już na 

nią czekał i po wyrazie jego twarzy odgadła, że się spóźniła.

– Przepraszam... – zaczęła, ale on tylko niecierpliwym krokiem 

podążył  w  stronę  drzwi.  Więc  poszła  za  nim  do czekającego już 
powozu.

W milczeniu pokonali krótką drogę do pałacu. Choć zabrało im 

to  zaledwie  parę  minut,  Latonia  zaczęła  się  zastanawiać,  jak
wytrzyma  całe  życie  u  boku  męża  równie  niedostępnego,  jak 
śnieżne szczyty Himalajów.

W  pałacu  powitano  ich  ceremonialnie,  Latonia  znała  już  tę 

procedurę. Strój radży skrzył się od klejnotów i Latonia poczuła, 
że  nie  tylko  w  jego  oczach  lśnił  szatański  błysk,  ale  również  w 
szmaragdach  oraz  rubinach  zdobiących  turban.  Masz  bujną 
wyobraźnię,  powiedziała  do  siebie.  Sądziła,  że  z  całą  pewnością 
dworzanie  żywią  wobec  nich  nieprzyjazne  uczucia.  Choć  na  ich 
twarzach  gościły  uśmiechy,  to  w  oczach  czaiła  się  groźba.  Tutaj 
dzieje  się  coś  złego!  –  pomyślała.  –  Bardzo  chciała  się 
dowiedzieć,  czy  lord  podziela  jej  podejrzenia,  ale  rozmawiał 
uprzejmie, swobodnie z radżą i nikogo nie mógł zaniepokoić jego 
opanowany, cichy głos.

Latonia  była  zmęczona  i  pochłaniały  ją  własne  problemy,  z 

trudem  skupiała  uwagę  na  tańcu  kobiet.  Zdawało  się  jej,  że  w 
dźwiękach muzyki powtarza się jedno zdanie: „Wyszłam za mąż”. 
Toni napisała w telegramie, że jest szczęśliwa do szaleństwa, ona 
nigdy nie będzie mogła tego o sobie powiedzieć.

Marzenie  o  tym,  że  kiedyś  znajdzie  i  pokocha  mężczyznę, 

który  będzie  kochał  ją  tak,  jak  jej  ojciec  kochał  matkę,  prysło 
niczym bańka mydlana. Jak mogłam być tak naiwna i nie zdawać 
sobie sprawy z konsekwencji naszego planu? – pytała samą siebie. 
Nawet  w  najśmielszych  snach  nie  przypuszczała,  że  obmyślona 
przez  nie  maskarada  zakończy  się  ślubem.  Sądziła,  że  lord 
Branscombe  wpadnie  w  złość.  Latonia  zostanie  odesłana  w 
niełasce  do  domu,  ale  nigdy  nie  przeszło  jej  przez  myśl,  że  ją 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 97

poślubi, by uniknąć nieprzyjemnego skandalu, który by wyrządził 
krzywdę im obojgu.

Latonia  z  całą  wyrazistością  dostrzegła  teraz  swoją  głupotę. 

Indie  wydawały  się  jej  tak  odległym  krajem,  że  sądziła,  iż  po 
powrocie do Anglii wszystkie wydarzenia mające miejsce na tym 
dalekim kontynencie pójdą w niepamięć. Powinna była pamiętać, 
że  ludzie  bacznie  obserwują  tak  ważne  osobistości  jak  lord 
Branscombe,  by  móc  o  nich  plotkować.  Wreszcie,  choć 
niechętnie, przyznała przed samą sobą, że znalazł jedyne właściwe 
wyjście  z  sytuacji.  I  przeprowadził  swój  plan  bardzo  przebiegłe. 
Misjonarz  mieszkający  w  tej  małej  wsi  nie  czyta  gazet 
drukowanych  w  Anglii  czy  w  Indiach.  Sprawiał  wrażenie 
człowieka całkowicie pochłoniętego zbawianiem dusz pogańskich 
i  nie  darzył  najmniejszym  nawet  zainteresowaniem  poczynań 
towarzystwa.  Dla  niego  Kenrick  Combe  był  zwyczajnym 
Anglikiem  i  nie  skojarzy  go  z  przedstawicielem  wicekróla. Lord 
Branscombe wykazał  niezwykłą mądrość, a ja jestem głupiutkim 
stworzeniem,  które  zasłużyło  w  pełni  na  taką  karę,  stwierdziła 
Latonia.

Przez cały wieczór myślała o sobie z pogardą i gdy wracali do 

wyznaczonej  im  kwatery,  zastanawiała  się,  czy  powinna  wyznać 
lordowi, jak jej przykro. Ale gdy weszli do salonu, już tam na nich 
czekał  służący,  by  sprawdzić,  czy  im  czegoś  nie  trzeba.  Zanim 
wyszedł z pokoju, lord powiedział:

– Dobranoc, Latonio. Mam nadzieję, że się wyśpisz. – Mówiąc 

to opuścił salon.

Latonia  zauważyła,  że  jej  sypialnia  jest  tuż  obok,  ale  równie 

dobrze  mógłby  ich  dzielić  cały  świat,  nie  jedna  ściana,  tak  byli 
sobie dalecy i obcy.

Rozbierając się dostrzegła drzwi łączące ich pokoje. Wcześniej 

nie zwróciła na nie uwagi, bo zakrywała je zasłona ze szklanych 
paciorków.  Słyszała,  jak  po  drugiej  stronie  rusza  się  cicho  lord 
Branscombe.

Usiadła przy toaletce i patrząc w lustro zadumała się nad tym, 

co  też  by  powiedziała  matka,  wiedząc,  że  jej  córka  spędza,  noc 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 98

poślubną  nie  tylko  samotnie,  ale  pogardzana  przez  męża.  Matka 
często  wspominała,  jak  była  szczęśliwa  w  czasie  miesiąca 
miodowego.  „Nigdy  w  życiu  nie  spotkałam  mężczyzny  bardziej 
przystojnego  i  pociągającego  od  twojego  ojca”,  powiedziała 
kiedyś  Latonii.  „I  gdy  go  poślubiłam,  zdawało  mi  się,  że  razem 
trafiliśmy  do  raju  i  w  całym  wszechświecie  nie  ma  nikogo  poza 
nami”.

Też  bym  chciała  coś  takiego  poczuć,  Latonia  zwróciła  się  do 

swojego  odbicia  w  lustrze.  Przez  własną  głupotę  zaprzepaściła 
szanse na takie szczęście.

Nie  mogła  zasnąć,  więc  leżała  na  łóżku,  słuchając  cichych 

dźwięków dobiegających zza okna. Zdawało jej się, że rozpoznaje 
skrzypienie  korby  przy  studni,  szczekanie  psów  w  oddali,  płacz 
dziecka i słyszy, jak stary mężczyzna, zapewne strażnik, chrząka i 
kaszle. Wokoło roznosiła się woń kwitnących drzew pomarańczy i 
krzewów  jaśminu,  zapach  ciepłego  piasku  i  nagrzanych  słońcem 
kamieni.

Gdybym się zakochała, to najbardziej chciałabym przyjechać z 

narzeczonym do Indii, pomyślała.

Minęły dwie godziny, a ona nadal przewracała się bezsennie na 

łóżku,  było  jej  gorąco,  koszula  nocna  aż  się  lepiła  do  ciała. 
Postanowiła  opłukać  się  w  łazience  sąsiadującej  z  sypialnią. 
Wprawdzie  chłodna  woda  już  się  pewnie  zagrzała,  ale  może 
poprawi samopoczucie. Latonia wstała z łóżka i otworzyła drzwi, 
gdy wtem usłyszała szept, który niósł się dziwnym echem.

Zamarła bez ruchu z dłonią na klamce, po plecach przeleciał jej 

dreszcz  strachu.  Zdała  sobie  sprawę,  że  głos  mówi  w  urdu,  a 
dobiega  wprost  z  szerokiej  rynny  doprowadzającej  wodę  do 
wanny  i  stąd  brało  się  to  dziwne  echo.  Słyszała  ten  dźwięk  w 
pierwszej  kwaterze,  gdzie  się  zatrzymali  na  początku  podróży,  i 
bardzo się przeraziła, choć działo się to w biały dzien.

Teraz zaś ktoś mówił stojąc na zewnątrz przy ścianie, za którą 

była łazienka i nie wiedział, że głos niesie się po rynnie. Latonia 
zdołała wychwycić i zrozumieć pojedyncze wyrazy.

– On umrze!

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 99

– Ale czy to mądre? – zapytał drugi głos.
– Konieczne.  Jeśli  lord  sahib  odkryje,  co  my  tu  chowamy... 

kłopoty, wielkie kłopoty.

– Wielkie kłopoty, jak lord sahib umrze!
– Nie,  datura  to  nie  strzelba  albo  nóż.  Podaj  daturę  lordowi 

przy śniadaniu, to umrze w pociągu.

– Świetny pomysł.
Latonia wstrzymała oddech i bardzo powoli, na palcach wróciła 

do sypialni.

Wtem  uświadomiła  sobie,  co  to  jest  datura  i  jak  zamierzają 

zabić lorda Branscombe’a. Ogarnęło ją przerażenie.

Na  statku  w  wielu  książkach  czytała  o  krzewie,  który  rośnie 

dziko w wielu częściach Indii, ma piękne, podobne do lilii kwiaty 
o  słodkim  zapachu.  Nasiona,  brązowe  i  zielone  kuleczki, 
nazywano  „jabłkami  śmierci”.  Były  bardzo  skuteczną  trucizną 
używaną  od  wieków,  by  się  pozbyć  niechcianych  mężów, 
zbędnych  żon  czy  podstarzałych  krewnych.  W  jednej  z  książek 
dokładnie  wyjaśniono,  że  to  najbardziej  pospolita  z  trucizn; 
śmiertelna,  jeśli  się  ją  zetrze  na  proszek  i  doda  do  jedzenia.  A 
dawka zależy od tego, w jaki sposób się zjadło daturę – jeśli ofiara 
połknęła ją szybko, to nawet niewielka ilość wystarczy do otrucia.

Pomyślała, że musi natychmiast ostrzec lorda i ruszyła szybko 

w  stronę  drzwi  łączących  ich  pokoje,  gdy  wtem  znów  coś 
usłyszała. Był to bardzo cichy ruch, tak cichy, że zapewne by go 
zignorowała, gdyby nie nasłuchiwała tak uważnie. To poruszył się 
ktoś ze służby śpiącej na korytarzu tuż przy jej drzwiach.

W  Indiach  do  tradycji  należało  chronienie  szczególnie 

dostojnych gości, ale Latonia zrozumiała, że w tej sytuacji służba 
im  zagraża.  Będą  słyszeli  każde  jej  słowo,  a  to  znacznie  utrudni 
ostrzeżenie lorda.

Wzdłuż  sypialni  ciągnęła  się  szeroka  weranda,  na  której  bez 

wątpienia również spala służba. Ale ci nie będą słyszeli tak dobrze 
jak leżący przy wypaczonych od gorąca drzwiach.

Stała  bezradna,  czuła  się  tak,  jakby  zewsząd  otaczali  ją 

wrogowie,  którzy  owinęli  się  wokół  nich  niczym  jadowity  wąż 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 100

wokół  ofiary.  Mogła  poczekać  do  rana  i  przed  śniadaniem 
zaproponować lordowi, żeby wyszli do ogrodu podziwiać piękne 
kwiaty.  Wtedy  mogliby  porozmawiać  bez  obawy,  że  zostaną 
podsłuchani.  Ale  jeśli  truciciel  zaatakuje  przed  śniadaniem?  –
zapytała  samą  siebie.  W  wielu  częściach  Indii  biali  panowie 
wprowadzili  zwyczaj,  że  przy  budzeniu  podawano  im  herbatę  i 
kromki  chleba  z  masłem.  I  taka  niewinnie  wyglądająca  kromka 
może  zabić  lorda,  nim  Latonia  zdoła  go  przestrzec.  Muszę  mu 
powiedzieć teraz! Natychmiast! – postanowiła. Wiedziała,  że  nie 
zaśnie, póki mu nie przekaże treści podsłuchanej rozmowy.

Ruszyła  ku  drzwiom  z  wahaniem,  bo  bała  się  i  ogarnęła  ją 

nieśmiałość. Wsunęła dłoń między sznurki paciorków i wymacała 
klamkę.  Zmartwiała  na  myśl,  że  drzwi  mogą  być  zamknięte  na 
klucz,  ale  na  szczęście  klamka  ustąpiła  pod  naciskiem  i  Latonia 
weszła do sypialni lorda Branscombe’a.

Pokój  był  duży,  z  werandy  płynęła  wąska  smuga  światła  od 

płonącej  tam  cały  czas  lampy.  Dzięki  jej  światłu  Latonia 
dostrzegła  zarys  łóżka.  Wisiała  nad  nim  moskitiera,  której  nie 
zaciągnięto.  Latonia  stała  bez  ruchu,  i  zastanawiała  się,  co 
powinna uczynić.

Na palcach ruszyła w stronę posłania, stąpając bezszelestnie po 

matach,  którymi  wysłano  drewnianą  podłogę.  Stanęła  z  boku 
łóżka,  gdy  lord  przebudził  się  raptownie,  jak  na  mężczyznę 
przyzwyczajonego  do  niebezpieczeństwa  przystało.  Poruszył  się 
lekko,  otworzył  oczy  i  dostrzegł  sylwetkę  rysującą  się  słabo  w 
świetle płynącym z okna.

– Co  się  dzieje?  Kto  to?  –  zapytał.  Po  czym  zakrzyknął  –

Latonia! W jego głosie brzmiało niekłamane zdumienie.

Służba  za  drzwiami  na  pewno  podsłuchiwała,  więc  Latonia 

odezwała się głośno, tak by ją dobrze słyszano.

– Zapomniałeś  przyjść  powiedzieć  mi  dobranoc,  a  tak 

czekałam.  –  Wyczuła,  że  wpatruje  się  w  nią  zaskoczony,  dodała 
więc szybko: – Przyszłabym wcześniej, ale usnęłam.

Lord  milczał,  a  Latonia  pomyślała  z  rozpaczą,  że  nigdy  nie 

zdoła mu wytłumaczyć, o co chodzi. Wiedziała, że jeśli się jej nie 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 101

powiedzie,  to  on  umrze.  Wtem  jakby  usłyszała  wewnętrzny  głos 
podpowiadający  jej,  co  zrobić,  i  nie  zastanawiając  się  nawet 
chwilę,  postąpiła  krok  do  przodu  i  przysiadła  obok  lorda. 
Natychmiast poczuła, jak cały zesztywniał, ale tylko jedno miało 
dla  niego  znaczenie:  ostrzec  go  o  spisku  na  jego  życie.  Złożyła 
głowę na poduszce i przysunęła usta do jego ucha.

– Muszę ci coś powiedzieć – wyszeptała.
Mówiła  tak  cicho,  że  ledwie  samą  siebie  słyszała,  ale  lord 

widać zrozumiał, o co chodzi, bo odezwał się głośno:

– Cieszę  się,  że  do  mnie  przyszłaś.  Sądziłem,  że  śpisz,  mamy 

za sobą długi, męczący dzień.

– Strzeż się! Oni chcą cię zabić – powiedziała cicho.
– Skąd wiesz? – zapytał.
– Usłyszałam. jak dwóch mężczyzn rozmawiało przy rynnie.
– Nie  wolno  ci  się  przemęczać  –  głośno  rzucił  lord.  –

Obawiałem  się,  że  po  całym  dniu  w  podróży  źle  zniesiesz 
wieczorne przyjęcie.

– Czuję się dobrze.
– W jaki sposób chcą mnie zabić?
– Użyją  datury  –  odparła  Latonia.  –  Podadzą  ją  albo  w 

śniadaniu,  albo  może  wcześniej  z  herbatą.  Proszę,  uważaj  na 
siebie!

– Będę  uważał  –  szepnął  i  dodał  głośno.  –  Jutro  czeka  nas 

znów długa podróż, więc teraz wracaj do łóżka. Mam nadzieję, że 
cię nie obudzę, kiedy wcześniej wstanę.

– Będę  spała  jak  suseł.  –  zniżyła  głos  i  spytała:  –  A  jeśli 

spróbują innego sposobu? Błagam, zostań tutaj aż do odjazdu. – z 
przejęcia  nieco  podniosła  głos,  ale  natychmiast  się  opanowała  i 
dorzuciła ciszej: – ktoś podsłuchuje pod drzwiami...

– Wiem, nie mogę sprawić mu zawodu – odparł.
Uniósł głowę i jego usta spoczęły na jej wargach.
W  pierwszej  chwili  Latonię  ogarnęło  niezmierne  zdumienie. 

Czuła  twardy  ucisk  jego  warg,  które  stopniowo  miękły.  Jego 
pocałunki stawały się coraz bardziej zniewalające, a równocześnie 
zaborcze. Wprawdzie po raz pierwszy w życiu ktoś ją całował, ale 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 102

tak  właśnie  wyobrażała  sobie  pocałunki:  rozbudzające 
namiętność.  Jego  usta  miały  w  sobie  dziwne  ciepło,  które 
przenikając  ciało  Latonii  zmieniło  się  w  rzekę  płomienia 
ogarniającego  jej  piersi,  szyję,  usta.  Nigdy  wcześniej  nie 
doświadczyła  tak  wspaniałych  uczuć.  Odpowiedziała  na  nie  całą 
sobą, czując, że zawsze na to czekała i za tym tęskniła.

To jest miłość, uświadomiła sobie nagle.
Pokochała  mężczyznę,  który  w  ciągu  minionych  tygodni 

wszedł  tak  mocno  w  jej  życie,  że  wypełnił  wszystkie  myśli,  od 
pierwszej chwili po obudzeniu aż po późną noc. Najpierw się go 
obawiała,  później  nienawidziła,  w  końcu  nieoczekiwanie 
pokochała.  I  właśnie  to  uczucie  sprawiło,  że  teraz  gdy  poznała 
smak  jego  pocałunków,  ogarnęła  ją  ciemność  opromieniona 
blaskiem  gwiazd  i  Latonia  odniosła  wrażenie,  iż  unosi  się  w 
przestworza.

Nigdy  w  życiu  nie  pragnęła  niczego  równie  gorąco,  jak  w  tej 

chwili jego bliskości, ale niespodziewanie poczuła, że się od niej 
odsunął.

– Wracaj do łóżka, Latonio – odezwał się nieswoim głosem. –

Dziś już za późno na miłość. Ale cieszę się, że do mnie przyszłaś.
– Mówiąc to położył głowę na poduszce i odwrócił się plecami do 
dziewczyny.

Odesłał  ją  do  sypialni!  Latonia  z  wyżyn  podniebnych  została 

zepchnięta w ciemne doliny. Przez chwilę nie mogła się ruszyć i 
powrócić do  twardej  rzeczywistości,  trudno  przecież  opuścić  raj. 
Zrozpaczona,  pomyślała,  że  on  tylko  grał  przed  służbą 
podsłuchującą w korytarzu.

Latonia  wysunęła  się  powoli  z  łóżka,  jakby  obawiając  się,  że 

nogi odmówią jej posłuszeństwa. Chciała jeszcze raz błagać lorda 
Branscombe’a,  by  zachował  ostrożność.  Przecież  nie  może 
umrzeć  teraz,  gdy  jej  uświadomił,  co  to  znaczy  żyć  naprawdę. 
Wtem niczym miecz przeszywający serce uderzyła ją myśl, że on 
nie podziela jej uczuć. Między nimi nic się nie zmieniło: nadal jej 
nienawidzi  i  nią  pogardza,  a  te  cuda,  których  dokonywały  jego 
usta, nic nie znaczą.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 103

Latonia,  niczym  w  nocnym  koszmarze,  ruszyła  do  drzwi. 

Dopiero stojąc w progu odwróciła się, by spojrzeć za siebie. Nie 
widziała zbyt dobrze w ciemnościach, ale zdawało się jej, że lord 
leży tak, jak go zostawiła nawet na nią nie spojrzał.

– Dobranoc – wyszeptała.
Nic nie odpowiedział i tylko paciorki zadźwięczały w zasłonie, 

gdy Latonia wracała do swojej sypialni.

Leżąc w łóżku, Latonia długo patrzyła na drzwi dzielące ją od 

mężczyzny,  którego  nazwisko  nosiła.  Pragnęła  tylko  jednego: 
wrócić do niego, położyć się przy nim i prosić, by ją dalej całował. 
Jakże mogłaby uczynić coś tak straszliwie nieskromnego! A może 
lord by jej nie odmówił, skoro służący podsłuchiwał? Wewnętrzny 
głos powtarzał jej, że to może być ostatnia szansa. Gdy pozostaną 
sami będą siedzieć w milczeniu, tak jak to było po ślubie.

Czuła, że lord nie potrafi się zdobyć na czułość, rozgniewany, 

wręcz rozwścieczony na myśl, że podstępem został zmuszony do 
poślubienia  kobiety,  której  by  nie  pojął  za  żonę  za  żadne  skarby 
świata.

Nie, bardziej by się bronił przed Toni, Latonia pozwoliła sobie 

na  ironię,  wiedząc,  że  lord  uważa  bratanicę  za  jeszcze  gorszą 
kandydatkę na żonę. Doprawdy, trafił z deszczu pod rynnę! Obie 
zachowały  się  w  karygodny  sposób,  obie  były  tak
nieodpowiedzialne  że  konsekwencje  ich  spisku  zdają  się 
obejmować coraz szerszy krąg ludzi.

Och gdyby tylko...; pomyślała Latonia. Przecież w końcu Toni 

była  bezpieczna.  Toni  poślubiła  mężczyznę,  którego  kochała. 
Toni... Wtem urwał się tok jej myśli. Uświadomiła sobie, że i ona 
poślubiła mężczyznę, którego kocha. Jedyną różnicę stanowił fakt, 
że on nie kochał jej.

Czyż  mogła  podejrzewać,  że  zakocha  się  w  lordzie 

Branscombie,  nie  bacząc  na  jego  uczucia?  Pocałunki  nie  tylko 
uświadomiły  jej,  że  jest  zakochana,  ale  również  ujawniły  moc 
uczucia,  jakiego  sobie  nigdy  nawet  nie  wyobrażała.  Zamknęła 
oczy, by znów poczuć niezwykłe ciepło rozchodzące się po ciele 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 104

niczym płomień.

Nic  dziwnego,  że  Hindusi  oddają  cześć  bóstwu  miłości  i 

śpiewają  pieśni  na  jego  cześć,  pomyślała.  Dla  nich  miłość  jest 
częścią życia, lecz lord, jak Latonia sądziła, nie traktuje porywów 
serca z taką powagą.

Kocham  go!  –  szepnęła  w  ciemność.  Co  mam  począć?  Jak 

sprawić, by mnie pokochał? Czy potrafię obudzić w nim ekstazę i 
szał zmysłów, które mi ofiarował?

Ubiegłej nocy płakała w poduszkę zrozpaczona i załamana, bo 

sądziła, że się na nią rozgniewał, dowiedziawszy o jej oszustwie. 
Ale dziś łzy popłynęły z innej przyczyny. Chciała, by Branscombe 
jej ufał, podziwiał ją a przede wszystkim kochał.

Pociągała  ją  nie  tylko  jego  aparycja,  choć  Latonia  musiała 

przyznać,  że  lord  prezentował  się  imponująco,  ale  również 
otaczająca  go  aura  siły  i  władzy  oraz  coś,  co  trudno  byłoby 
znaleźć  w  pałacu radży:  honor, dobro, sprawiedliwość. A przede 
wszystkim  szlachetność.  Zdesperowana,  pomyślała,  że  dla  tak 
wartościowego  mężczyzny  jej  oszustwo  musiało  być  czymś 
strasznym.

– On  mnie  nigdy  nie  pokocha  powiedziała  do  siebie.  –  Przez 

resztę naszego wspólnego życia będzie mną tylko pogardzał.

I  znów  z  jej  oczu  popłynęły  łzy,  bolesne  i  krwawe  bo 

opłakiwała to, czego nigdy nie otrzyma: miłość.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 105

Rozdział 7

Latonia  leżała  bezsennie,  snując  smutne  myśli.  Raptownie 

wzeszło słońce, zalewając snopem promieni sufit pokoju. Później 
całe  wnętrze  wypełnił  złoty  blask.  Usłyszała  głosy  w  sąsiednim 
pokoju  i  wiedziała,  że  lord  już  wstał.  Chciała  krzyczeć  z  bólu, 
który  ją  ogarnął  na  myśl,  że  Branscombe  tak  niepotrzebnie  się 
naraża.  Dlaczego  tak  nierozsądnie  wystawia  się  na  grożące  mu 
niebezpieczeństwo,  mimo  że  wczoraj  go  ostrzegła?  W 
podsłuchanej  rozmowie  mężczyźni  wspominali  o  truciźnie,  ale 
może  do  tej  pory  radża  i  spiskowcy  wymyślili  inne  sposoby 
zamordowania lorda.

Zrozpaczona,  doskonale  wiedziała,  że  wszelkie  jej  błagania 

tylko  by  utwierdziły  lorda  w  postanowieniu,  iż  powinien 
zachowywać się normalnie, iść na wcześniej umówione spotkania, 
a przede wszystkim nie okazywać lęku.

Napięta  ze  zdenerwowania  niczym  struna,  nasłuchiwała,  jak 

Branscombe chodzi po pokoju, potem kieruje się w dół korytarza. 
Od tej chwili pozostało jej tylko jedno: czekanie na jego powrót. 
Była  tak  przerażona,  że  niemal  się  spodziewała  huku  wystrzału 
albo krzyku człowieka ugodzonego nożem, ale dobiegał ją śpiew 
ptaków  i  zwykłe  odgłosy  świata  budzącego  się  do  nowego  dnia. 
Słyszała  w  oddali  wysokie,  kobiece  głosy,  śmiech  dzieci  i  brzęk 
naczyń.  Te  dźwięki  przygnębiały  ją  tym  bardziej,  że  były  tak 
normalne  i  znane,  a  gdzieś  w  pobliżu  znajdował  się  człowiek 
skazany  na  śmierć,  bo  tak  postanowili  jego  wrogowie.  Mogła 
jedynie  modlić  się  o  jego  ocalenie,  modlić  się  tak  gorąco,  jak 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 106

nigdy w życiu.

Boże  mój,  tak  bardzo  cię  proszę....  powtarzała  uparcie  i 

zdawało się jej, że modlitwa zmienia się w odwieczne błaganie o 
miłosierdzie i pomoc, błaganie bez końca i początku. Spędziła na 
tych  gorących  prośbach  przynajmniej  godzinę,  nim  sobie 
przypomniała  słowa  lorda,  że  dziś  wyjeżdżają.  Wstała  z  łóżka  i 
udała  się  do  łazienki.  Myjąc  się,  usłyszała,  że  ktoś  wchodzi  do 
pokoju.

Wiedziała, że zastanie przy łóżku tacę z herbatą i zastanawiała 

się, czy pożywienie będzie zatrute, czy wrogowie podadzą jej na 
śniadanie  to  samo,  co  lordowi  Branscombe’owi.  Wtedy  przyszło 
jej  do  głowy,  że  Hindusi  zaliczają  kobiety  do  niższej  kategorii, 
dlatego  jej  życie  lub  śmierć  nie  ma  dla  nich  najmniejszego 
znaczenia.  Ich  celem  był  lord  i  w  niego  wymierzą  swój  atak. 
Umyła  się  szybko  i  patrząc  na  rynnę  z  wodą,  myślała,  jak  to 
dobrze,  że  wczoraj  udało  się  jej  podsłuchać  rozmowę. 
Przynajmniej na jakiś czas ochroniło to życie lorda. Ale na myśl, o 
tym,  że  teraz  świadomie  wystawił  się  na  niebezpieczeństwo,  aż 
pobiegła  do  sypialni  i  ubrała  się  w  okamgnieniu.  Wcześniej 
postanowiła  czekać  w  swoim  pokoju  na  jego  powrót,  ale  nie 
potrafiła  usiedzieć  spokojnie  na  miejscu.  Ruszyła  zwykłym, 
spokojnym  krokiem,  choć  najchętniej  pobiegłaby  korytarzem  na 
werandę.

Tak jak się tego spodziewała, nakryto już do śniadania w części 

z  widokiem  na  ogród.  Wszystko  było  jak  zawsze:  starannie 
ułożone  naczynia,  niedokładnie  wyprasowane  serwetki,  źle 
wyczyszczone  srebra.  Pomyślała,  że  może  sobie  wszystko  tylko 
wyobraziła?  Jak  w  takim  niewinnym  posiłku  może  się  kryć 
trucizna?

W  tym  momencie  z  domu  wyszedł  służący  w  kolorowym 

turbanie i czystym. Białym dhoti. Niósł wyplatany koszyczek, a w 
nim  świeżo  upieczone  chipatti –  chleby  z  nie  kwaszonej  mąki, 
tradycyjne  danie  hinduskie.  Postawił  koszyk  na  stole  i  instynkt 
podpowiedział  Latonii,  że  to  właśnie  ten  chleb  jest  zatruty,  a 
służący  doskonale  o  tym  wie.  Zacisnęła  kurczowo  dłonie,  żeby 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 107

powstrzymać  okrzyk  przerażenia  i  zgrozy.  Przecież  lord 
Branscombe  był  gościem  radży  i  święte  prawa  wschodniej 
gościnności zapewniały mu bezpieczeństwo w domu gospodarza, 
któremu zaufa!

Podeszła  do  skraju  werandy  i  oparła  się  o  balustradę,  żeby 

popatrzeć na ogród wielobarwnych kwiatów, choć trawnik mimo 
stałego podlewania wysechł. Na tle błękitnego nieba wznosiły się 
przepięknie  strzeliste  sylwetki  drzew  pokrytych  kwieciem.  Ale 
Latonia widziała tylko ciemność, zdradę oraz szatańskie zło, które 
czuła wokół od chwili przekroczenia progów pałacu.

Niemal podskoczyła, gdy za jej plecami rozległ się głos.
– Lady memsahib czeka na lorda sahiba? – spytał służący.
Dopiero  po  chwili  pojęła  jego  słowa  i  miała  ochotę 

odpowiedzieć,  że  nie  chce  umrzeć  wcześniej,  niż  to  jej 
przeznaczone.  Ale  wiedziała,  że  wzbudzi  tym  podejrzenia 
spiskujących  na  życie  lorda  Branscombe,  a,  którzy  i  tak  znajdą 
jakiś  sposób  by  go  uśmiercić.  Dlatego  pokręciła  tylko  głową  i 
odparła pozornie spokojnym głosem:

– Tak, poczekam na lorda sahiba.
Służący skłonił się i odszedł.
A  Latonia  czekała  wytrwałe. Chyba jeszcze  nigdy w jej życiu 

czas nie płynął tak wolno.

Gdy  właśnie  zaczęła  ogarniać  ją  trwoga,  że  najgorsze 

przeczucia  się  spełniły  i  lord  rzeczywiście  padł  ofiarą  zamachu, 
ujrzała  go  na  ścieżce  wiodącej  do  domu  i  po  chwili  już  stał  na 
werandzie.

Odwróciła się gwałtownie i wydała okrzyk radości.
– Przepraszam. jeśli się spóźniłem – powiedział tak normalnym 

tonem, że wszystkie pytania zamarły jej na ustach. Nie powinnaś 
była na mnie czekać – dorzucił podchodząc do stołu.

Latonia zrozumiała,  że  Branscombe oczekuje od niej podjęcia 

gry ruszyła więc za nim i wypowiedziała pierwsze słowa, które jej 
przyszły do głowy.

– Przyglądałam się... ptakom.
Dopiero mówiąc to, zdała sobie sprawę, że na gałęziach drzew 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 108

i  trawniku  siedzi  stadko  oswojonych  ptaków.  Inne,  wiedząc,  że 
Hindusi  nie  zrobią  im  krzywdy,  przysiadły  na  balustradzie  i 
czekały na okruszyny ze stołu.

– Och, rzeczywiście, ptaki powiedział  lord z namysłem, jakby 

również dopiero je zauważył. Urwał na chwilę, po czym wolno, z 
naciskiem dodał: Może i one są głodne?

Wyjął  z  koszyka  chipatti  i  urwawszy  kawałek,  cisnął  go  w 

stronę  wron  szukających  robaków  w  wyschniętej trawie. Jeden  z 
ptaków, szybszy niż inne, porwał okruch i odfrunął na drzewo. Już 
prawie  doleciał  do  konaru,  na  którym  siedziało  całe  stado,  gdy 
wtem  skrzydła  odmówiły  mu  posłuszeństwa  i  spadł  na  ziemię. 
Uniósł  łepek,  po  czym  wyprężył  się  i  zdechł,  żałosna  kupka 
pierza.

Latonia wydała zduszony okrzyk, ale lord Branscombe zdawał 

się  nie  zwracać na  nią  uwagi. Oderwał kolejny kawałek chleba i 
rzucił  wysoko  w  powietrze.  Tym  razem  wrona  chwyciła  go  w 
dziób  w  locie  i  szybko  pofrunęła  w  stronę  dachu.  Od  werandy 
dzieliło  ją zaledwie parę metrów, gdy łepek jej opadł, a skrzydła 
wykonały kilka wolnych ruchów.

Lord  bez  słowa  szykował  się  do  następnej  próby,  lecz  w  tym 

momencie z domu wyszedł adiutant.

– Powóz zajechał, lord sahib – zaanonsował.
Lord Branscombe ostrożnie włożył chleb do koszyka na stole.
– W takim razie powinniśmy już jechać zwrócił się do Latonii. 

– Nie ma potrzeby zbyt długo zatrzymywać pociągu.

– Nie, oczywiście, że nie – odparła.
Zdziwiło  ją  brzmienie  własnego  głosu,  z  trudem  oderwała 

wzrok  od  wron  leżących  niczym  czarne,  nieruchome  plamy  na 
zielonym trawniku.

Służący podał jej parasolkę, torebkę i rękawiczki, a gdy wsiedli 

do  czekającego  przed  domem  powozu,  zobaczyła  na 
przeciwległym  siedzeniu  swoją  małą  skórzaną  walizeczkę  na 
kosmetyki i biżuterię. Wiedziała, że lord polecił, by reszta bagaży 
jechała ze służbą w drugim powozie.

Nikt nie wyszedł ich pożegnać i była pewna, że wyjazd nastąpił 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 109

wcześniej,  niż  to  zostało  zaplanowane.  Gdy  mijali  pałac,  lord 
Branscombe  nawet  na  niego  nie  spojrzał,  a  gdy  przemierzali 
miasto,  Latonię  ogarnął paraliżujący  lęk  niczym  lodowaty uścisk 
węża.

Radża na pewno zostanie powiadomiony, dlaczego lord skrócił 

swój  pobyt,  i  Latonia  czuła  przez  skórę,  że  jadąc ulicami i  obok 
bazaru  wystawiają  się  na  atak.  Stragany  z  jedwabiem,  gdzie 
wysoko spiętrzono bele kolorowych materiałów, nie wydawały się 
jej piękne, lecz przerażające, a stosy owoców, warzyw i zbóż nie 
malownicze,  lecz  złowieszcze.  Nawet  leniwe  święte  byki 
zjadające  jarzyny  ze  straganów  wyglądały  groźnie.  Każda 
wzniesiona  dłoń  zdawała  się  dzierżyć  sztylet,  każdy  trzask  był 
wystrzałem  z  broni.  Po  raz  pierwszy  od  przyjazdu  do  Indii 
nienawidziła  tubylców,  których  wcześniej  tak  pokochała,  a 
uśmiechnięte  dzieci  jakby  szydziły  z  jej  bezradności.  Zacisnęła 
kurczowo dłonie, by powstrzymać okrzyk strachu.

Wyjechali za miasta na otwartą przestrzeń. Latonia rozglądała 

się, czy za skałami nie kryje się prześladowca ze strzelbą, a wśród 
liści  drzew  nie  chowa  się  zamachowiec.  Jechali  przecież  wolno 
otwartym  powozem,  konie  ciągnęły  równo,  rytmicznie,  uprząż 
pobrzękiwała  niczym  muzyka,  słońce  opromieniało  wszystko 
złotym blaskiem i jeden dobrze wymierzony strzał wyszkolonego 
strzelca mógł śmiertelnie ugodzić lorda Branscombe’a.

Widziała  w  oddali  budynki  stacji.  Jeszcze  w  ciągu  paru 

najbliższych minut mógł dosięgnąć lorda cios zadany z polecenia 
radży. W pociągu będą bezpieczni i Latonia chciała błagać męża, 
żeby  schował  się  pod  siedzeniem  powozu,  ale  wiedziała,  że 
pozostanie  głuchy  na  jej  prośby  i  będzie  nią  jeszcze  bardziej 
gardził za tchórzostwo.

Czekała przerażona na huk wystrzału, ze strachu aż wstrzymała 

oddech  i  zamknęła  oczy.  Niemal  skamieniała.  Boże  mój,  tak 
bardzo  Cię  proszę...  –  powtarzała.  Błagam...  Poczuła,  że  powóz 
się zatrzymał. Otworzyła oczy. Przybyli na stację.

Nie  mogła uwierzyć,  że  cało dotarli na miejsce, a z  nadmiaru 

wzruszenia zrobiło się jej słabo. W reszcie ogromnym wysiłkiem 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 110

woli,  pokonując  opór  ciała,  zrobiła  kilka  kroków  po  stopniach 
powozu, przez peron i weszła do wagonu.

W pociągu nic im nie groziło.
Spojrzała do tyłu, na lorda Branscombe’a.
– Ruszamy natychmiast! – polecił zawiadowcy.
Zatrzaśnięto  drzwi,  rozległy  się  gwizdki  i  gdy  koła  potoczyły 

się po szynach, pod Latonią ugięły się nogi. Wyciągnęła rękę, by 
się czegoś chwycić, ale w tym momencie ogarnęła ją ciemność.

Czuła,  że  ktoś  ją  obejmuje,  unosi,  pomyślała,  że  to  musi  być 

lord, i z głębi serca westchnęła: „Nic mu nie grozi!”

 W  chwilę  później  lord  Branscombe  złożył  ją  na  łóżku  w 

przedziale sypialnym, zdjął jej kapelusz, buty, ale Latonia nie była 
w stanie otworzyć oczu.

Choć  ją  nieco  zdziwiło,  że  tak  się  przejął  jej  stanem,  nie 

potrafiła myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, że nic mu nie 
grozi i bezpiecznie dotarli na stację.

– Latonio,  jesteś  bardzo  zmęczona  –  usłyszała  jego  głos.  –

Powinnaś  odespać  wczorajszą  noc.  Mamy  przed  sobą  długą 
podróż. Już o nic nie musisz się martwić.

Próbowała otworzyć oczy, by na niego spojrzeć, ale nie zdołała 

tego  uczynić,  przytuliła  więc  głowę  do  poduszki  ruchem 
przerażonego dziecka, które szuka pociechy. Lord wyszedł, cicho 
zamykając za sobą drzwi.

Wycieńczona Latonia spała twardo i długo, a gdy się obudziła, 

minęło  już  południe.  Przypominając  sobie  słowa  lorda,  że  mają 
przed  sobą  długą  podróż,  rozebrała  się  i  wróciła  do  łóżka.  Już 
prawie  zasypiała,  gdy  służący  przyniósł  jej  różne  hinduskie 
specjały: gorący ryż, bardzo ostro przyprawione curry z warzyw i 
parę świeżo upieczonych chipatti.

Zjadła curry, ale na widok chleba natychmiast wróciło do niej 

wspomnienie  przedśmiertnych  drgawek  wron  na  trawniku.  Po 
jedzeniu  poczuła  się  lepiej,  choć  nadal  przygniatało  ją  wielkie 
zmęczenie. Zasnęła kołysana stukotem kół pociągu, które zdawały 
się powtarzać: „Nic mu nie grozi! Nic mu nie grozi!”.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 111

Wiele godzin później służący zapukał do jej drzwi, mówiąc, że 

za  pół  godziny  dojadą  do  stacji  i  powinna  się  ubrać  w  strój  do 
konnej jazdy. Zniknął, nim  Latonia zdołała  go zapytać, gdzie się 
znajdują.  Wtedy  uświadomiła  sobie,  że  to  nie  ma  znaczenia. 
Przecież  byli  daleko  od  radży,  który  chciał  zamordować  lorda 
Branscombe’a, a następny gospodarz na pewno okaże się milszy.

Włożyła  amazonkę,  nie  zwracając  specjalnej  uwagi  na  swój 

wygląd.  Odpoczęła  i  teraz  marzyła  o  jednym:  zobaczyć  lorda  i 
zasypać go tysiącem pytań. Miała nadzieję, że porozmawiają, nim 
pociąg zatrzyma  się  na  stacji,  ale  gdy  weszła  do salonu, okazało 
się,  że  zostało  im  zaledwie  parę  minut.  Lord  już  na  nią  czekał, 
zdjął  paradny  mundur  i  przebrał  się  w  zwykły  strój  do  konnej 
jazdy.  Białe  bryczesy  i  cienką,  doskonale  skrojoną  marynarkę. 
Wyglądał niezwykle pociągająco, ale jego ubiór świadczył o tym, 
że  nie  będą  oficjalnie  witani  na  peronie  i  Latonia  zaczęła  się 
zastanawiać, czym ta prowincja różni się od poprzednich.

Przez  chwilę  wpatrywała  się  w  niego  wielkimi  oczami,  które 

zdawały się wypełniać całą twarz, i z radością myślała, że on żyje, 
a nie leży na ziemi martwy jak tamte wrony. Gdy spojrzał na nią, 
serce  zatańczyło  jej  w  piersiach,  chciała  podbiec  do  niego, 
dotknąć i upewnić się, że to nie sen, że on rzeczywiście jest żywy 
i bezpieczny.

Ale  tylko  spuściła  wzrok,  a  ciemne  rzęsy  rzucały  cień  na  jej 

blade  policzki.  Pociąg  gwałtownie  zahamował,  chwyciła  się 
poręczy krzesła, by nie upaść.

– Mam nadzieję, że wystarczy ci sił na jazdę konną.
– Tak...  oczywiście.  Przespałam  cały  dzień.  Aż  się  wstydzę 

takiego lenistwa – odparła.

– Miałaś wszelkie powody, by się czuć zmęczoną. Żadne z nas 

nie mogło spać zeszłej nocy.

Latonia  nie  zdążyła  odpowiedzieć,  bo  drzwi  przedziału  się 

otworzyły, na peronie już czekała służba. Zatrzymali się na bardzo 
małej stacji, nawet mniejszej od tej, na której wysiedli, by się udać 
do kościoła na ślub.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 112

Latonia z wahaniem zeszła po schodach na peron i aż zamarła z 

zachwytu,  bo  na  tle  nieba  piętrzyły  się  pokryte  wiecznym 
śniegiem szczyty Himalajów!

Zawsze  marzyła,  by  je  zobaczyć,  a  ponieważ  dokładnie 

odpowiadały jej wyobrażeniom, sądziła, ze śni. Wydawało się jej, 
że  są  zrobione  z  czystego  srebra,  tak  mocno  lśniły  przed  jej 
zdumionymi  oczami.  Nim  zdołała  się  tym  widokiem  w  pełni 
upoić,  nim  zdołała  wyrazić  słowami  zachwyt,  już  się  znalazła
przed  budynkiem  stacji.  Czekały  tam  dwa  wierzchowce  oraz  jak 
zwykle karawana zwierząt pociągowych i armia służących, którzy 
się mieli zająć bagażem.

Lord  Branscombe  pomógł  jej  dosiąść  konia  i  ruszyli.  Nie 

pytała,  dokąd  jadą,  do  szczęścia  wystarczyło  jej,  że  znajduje  się 
tam, gdzie zawsze się chciała znaleźć: u stóp Himalajów.

Gdy  minęli  ostatnie  zabudowania  wioski,  otoczyły  ich  kwiaty 

niczym  z  raju: białe, żółte,  karminowe i błękitne. Przyciągały ku 
sobie  wzrok,  ale  Latonia  ciągle  patrzyła  na  góry,  których
srebrzyste, lśniące piękno trudno było opisać słowami.

Przez dłuższy czas podążali w milczeniu ścieżką dość szeroką, 

by mogli jechać strzemię w strzemię. Gdy droga się zwęziła, lord 
wysunął się naprzód, wskazując drogę, a Latonia postępowała za 
nim.  Słońce  nadal  mocno  przygrzewało,  ale  dziewczyna 
wiedziała,  że  gdy  nagle  zapadnie  zmrok,  od  gór  napłynie 
przenikliwe zimno. Czuła, jak gdzieś znika zmęczenie, ustępując 
miejsca  dziwnemu  podnieceniu  i  z  początku  sądziła,  że 
spowodowała  to  radość  z  ujrzenia  Himalajów.  Lecz  w  końcu 
musiała  przyznać,  że  powodem  jest  lord  Branscombe  i  nadzieja, 
że jadą tam, gdzie będą sami, z dala od jego obowiązków.

Jechali  coraz  wyżej,  szczyty  gór  przybrały  odcień  złoty  i 

różowy  Wiedziała,  że  słońce  niedługo  zajdzie.  Wtem  ujrzała 
parterowy  dom,  który  lśnił  czystą  bielą  na  tle  zbocza  równie 
mocno,  jak  śniegi  na  stokach  ponad  nim.  Otaczające  go  kwiaty 
urodą  przewyższały  nawet  te,  które  widzieli  wcześniej  i  gdy 
podjechali  bliżej,  Latonia  zobaczyła,  jak  w  krzakach  skryły  się 
dwa bażanty himalajskie, najpiękniejsze ptaki świata.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 113

Gdy  zajechali  przed  dom,  na  ich  spotkanie  wybiegło  troje 

służących,  dwóch  mężczyzn  i  kobieta  w średnim wieku, odziana 
w sari. Wszyscy z uśmiechem i w ukłonach serdecznie witali lorda 
Branscombe’a.

Za moment pojawili się inni służący, którzy zajęli się końmi, a 

lord i Latonia po kilku stopniach weszli do domu.

Latonia  nigdy  wcześniej  nie  widziała  tak  pięknego  wnętrza. 

Ściany  były  białe,  podłogę  przykrywały  regionalne  dywany  w 
jaskrawych  kolorach. Na  stolikach królowały bukiety kwiatów, a 
niskie, wygodne fotele zapraszały do odpoczynku.

Lord  zwrócił  się  do  służących  w  ich  języku,  a  gdy  Latonia 

rozejrzała się dookoła, powiedział do mej:

– Robi się późno, pewnie masz ochotę na kąpiel. Gdy się tylko 

przebierzesz, zaraz siądziemy do kolacji, bo jak wiem, mało jadłaś 
w ciągu dnia.

Ogarnęła ją radość, bo jego słowa świadczyły, że troszczy się o 

nią, o jej samopoczucie.

– Jak tu cudownie! – zawołała. – Proszę mi powiedzieć, czyj to 

dom?

– Mój.  Kupiłem  go parę lat  temu  i  zawsze  tu  przyjeżdżam  na 

wakacje.

– Jest  bardzo  piękny  –  stwierdziła  Latonia.  Odwróciła  się 

jednak,  by  przez  okno  popatrzeć  na  góry,  które  już  nie  były 
złotoróżowe,  lecz  w  zapadającym  zmierzchu  mieniły  się 
odcieniami liliowym i lawendowym.

– Wszystko ci opowiem później – odparł z uśmiechem.
Poszła więc za nim do sypialni, która była wyjątkowo duża jak 

na  tak  mały  dom.  Znajdowało  się  w  niej  łóżko,  które  z  wysoko 
udrapowaną  moskitierą,  raczej  zbędną  o  tej  porze  roku, 
przypominało  galeon  sunący  po  morskich  falach.  W  oknach 
wisiały  zasłony  tak  błękitne  jak  niebo,  na  tle  którego  po  raz 
pierwszy  ujrzała  zarys  gór.  Zdziwiona,  zobaczyła  w  rogu 
pomieszczenia kominek z płonącym ogniem.

Czekała  na  nią  kobieta  w  czerwonym  sari,  rozpakowała  już 

część bagażu.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 114

– Kąpiel gotowa, lady sahib – powiedziała.
Kiedy  Latonia  zwróciła  się  do  niej  w  urdu,  ta  zasypała  ją 

potokiem  tak  szybko  płynących  zdań,  że  dziewczyna  zdołała  z 
trudem uchwycić ich sens.

Kąpiel w wodzie, która pachniała rozkosznie Latonia uznała, że 

woń  musi  pochodzić  z  olejków  kwiatów  rosnących  tu  w  takiej 
obfitości – usunęła resztki zmęczenia. Podniecenie, które czuła od 
chwili przebudzenia, owładnęło ją z taką siłą, że wibrowało w niej 
niczym muzyka.

Po kąpieli zobaczyła, że do pokoju przyniesiono resztę bagaży, 

a  kobieta  je  rozpakowuje  i  układa  w  szafach  wszystkie  śliczne 
suknie, dar Toni.

Latonia ubierając się spojrzała w okno, za którym w ciemności 

lśniły  gwiazdy  i  niedługo  powinien  wyjrzeć  księżyc.  Kobieta 
właśnie  wyjęła  z  szafy  piękną,  bardzo  strojną  suknię,  Latonia 
nigdy nie przypuszczała, że będzie miała okazję ją włożyć. Był to 
strój balowy i gdy lord Branscombe zabronił jej na statku udziału 
w rozrywkach i powiedział, że podobnie będzie w Indiach, uznała, 
iż suknia bezużytecznie zestarzeje się w szafie. Nagle przyszło jej 
do głowy, że nadawałaby się dla panny młodej, ale bała się nawet 
w myślach zadać sobie pytanie, czy jej mąż tak o niej myśli.

Nie  sprzeciwiła  się  jednak,  gdy  Hinduska  zaproponowała,  by 

Latonia  włożyła  teraz  właśnie  tę  suknię.  Uznała,  że  kobieta 
wybrała ten strój nie ze względu na biały kolor, w Indiach barwa 
żałoby,  ale  na  zwoje  tiulu  przybranego  drobnymi  diamencikami, 
które lśniły niczym gwiazdy. Pomyślała, że będzie to pasować do 
gwiazd  świecących  na  niebie,  zwłaszcza  że  błyszczący  pasek 
otaczał jej szczupłą talię.

Gdy  popatrzyła  na  siebie  w  lustrze,  stwierdziła,  że  właściwie 

brakuje jej tylko diademu i naszyjnika z brylantów.

– Chwileczkę,  lady  sahib  –  odezwała  się  kobieta  w  urdu  i 

wyszła z pokoju.

Siedząc przed lustrem, Latonia zastanawiała się, dokąd służąca 

się  udała,  ale  pojawiła  się  w  chwilę  później  z  bukiecikiem 
pachnących  kwiatów,  które  Hinduski  wpinają  we  włosy  z  tyłu 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 115

głowy. Latonii zawsze się to bardzo podobało, uważała, że dzięki 
temu kobiety wyglądają bardzo pociągająco

Zgrabnie  upięte  we  włosach  przydały  jej  uroku,  którego 

wcześniej nie miała.

– Dziękuję bardzo! – zwróciła się do kobiety.
– Lady  sahib  jest  bardzo  piękna  i  lord  sahib  też  jest  bardzo 

przystojny  –  odparła  z  uśmiechem.  Niech  wam  błogosławi 
Kriszna.

Oby, wyszeptała Latonia do siebie.
Gdy  dziewczyna  szła  do  salonu,  ogarnęła  ją  wielka 

nieśmiałość. Jak się tego spodziewała, lord Branscombe już na nią 
czekał.  Miał  na  sobie  galowy  mundur  lansjerów  bengalskich  i 
przypominał  piękne  bażanty  himalajskie,  które  uciekły  gdy 
podjechali przed dom.

Ruszyła  w  jego  kierunku,  chcąc  powiedzieć  jakąś  błahostkę, 

zażartować, by zmniejszyć skrępowanie. Ale gdy spojrzała mu w 
oczy,  słowa  zamarły  jej  na  ustach.  Widać  z  nim  stało  się  coś 
podobnego, bo również stał, patrząc na nią.

I aż podskoczyli na dźwięk głosu dobiegającego od drzwi.
– Kolację  podano,  lord  sahib!  –  powiedział  służący,  a  oni 

popatrzyli na siebie, jakby z trudem pojmując, o co mu chodzi.

W  końcu lord Branscombe podał Latonii  ramię i  poprowadził 

ją do małej, wytwornie urządzonej jadalni, ozdobionej pięknymi i 
bardzo  cennymi  obrazami.  Ale  Latonia  potrafiła  skupić  się 
wyłącznie  na  lordzie.  Gdy  usiedli  przy  stole,  dostrzegła,  że 
ustawiono  na  nim  bukiet  z  białych  kwiatów,  i  uznała,  iż  zrobiła 
właściwie wkładając suknię pasującą do tej dekoracji. Później nie 
potrafiła powiedzieć, co jedli, zapamiętała tylko, że potrawy były 
bardzo smaczne. Od tygodni żywili się tym, co przygotowano na 
stacji,  dlatego  od  razu  poznała,  że  pstrąg  pochodził  z  górskiego 
strumienia,  a  inne  dania  przyrządzono  z  miejscowych,  świeżych 
składników.  Najpierw  pili  sok  z  mango,  który  przewyższał 
smakiem nawet szampana.

Wtedy lord Branscombe uniósł kieliszek, a Latonia pomyślała, 

że to stosowny trunek na taką okazję.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 116

– Chciałbym, żebyśmy zapomnieli o poprzedniej nocy i uznali

ten  wieczór  za  naszą  noc  poślubną  –  powiedział,  a  ona  się 
zaczerwieniła.  –  Wznieśmy  toast  za  nasze  szczęście.  Przecież 
oboje tego pragniemy.

Latonia  uniosła  kieliszek.  Serce  trzepotało  jej  w  piersiach  i  z 

trudem wykrztusiła szeptem:

– Mam nadzieję, że potrafię cię uszczęśliwić.
– To ja powinienem tak powiedzieć – odparł – Ale skoro oboje 

tak myślimy, to wypijmy za to razem, dobrze?

– Tak – zgodziła się.
Stuknęli  się  kieliszkami  i  gdy  sącz)tli  napój,  Latonia 

zauważyła, że znów z trudem oddycha i nie potrafi spojrzeć mu w 
oczy.

Po  skończonym  posiłku  wstała,  by  wrócić  do  salonu,  a  lord 

podążył za nią. Ktoś widać odczytał jej myśli, bo zasłony nie były 
całkowicie  zaciągnięte. Latonię  tak  pochłonął  przepiękny  pejzaż, 
że zapomniała o wszystkim innym, nawet o lordzie Branscombie. 
Księżyc  już  wzeszedł  i  otulił  ziemię  boskim  blaskiem,  gwiazdy 
migotały  na  czarnym  nieboskłonie,  a  szczyty  gór  lśniły  wręcz 
nieziemskim ogniem.

– Jakież to piękne! – westchnęła Latonia.
– Jak i ty – szepnął miękkim głosem.
Tak ją zdumiały te słowa, że aż się odwróciła, by spojrzeć na 

lorda. Poczuła, jak obejmują ją jego ramiona.

– Przypuszczałem,  że  tu  chciałabyś  spędzić  swój  miesiąc 

miodowy – powiedział.

– Mój... miesiąc miodowy? – z trudem wykrztusiła zaskoczona 

Latonia.

– Nie  mielibyśmy  miesiąca  miodowego,  gdybyś  mnie  nie 

ostrzegła  zeszłej  nocy.  Wykazałaś  wielką  odwagę  i  mądrość. 
Dzisiaj  przez  cały  czas  myślałem,  że  jestem  szczęściarzem,  bo 
mam ciebie.

– Naprawdę  tak  sądzisz?  –  zapytała.  Czuła,  jak  z  ramienia 

otaczającego  jej  kibić  płynie  dziwne  pulsowanie,  które  ją 
przenika.  –  Rzeczywiście  nic  ci  nie  grozi?  Nie  przyjadą  tu  za 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 117

tobą? – w jej głosie zabrzmiała obawa. Poczuła, że lord przytula ją 
mocniej.

– Kiedy  tak  mówisz,  to  mi  się  wydaje,  że  naprawdę  cię 

obchodzi mój los – rzekł po chwili.

– Ależ  oczywiście,  że  tak!  –  odparła  bez  zastanowienia. 

Przeszłam  straszliwe  męki  dziś  rano,  gdy  sądziłam,  że  mogą cię 
zastrzelić.

– Tak  przypuszczałem.  Czy  dlatego  zemdlałaś,  kiedy 

dotarliśmy do pociągu?

– Z  pewnością.  Ale  teraz  już  ci  nic  nie  grozi.  Proszę,  bądź 

ostrożny  w  przyszłości...  –  Już  miała  powiedzieć,  iż  nie 
przeżyłaby  jego  utraty,  ale  pomyślała,  że  to  zbyt  jednoznaczne. 
Urwała więc w pół zdania.

– Czy dokończysz, co zaczęłaś? – poprosił lord cicho.
Pokręciła przecząco głową.
– Uważałem,  że  mnie  nienawidzisz,  bo  cię  karałem  biorąc  za 

Toni.  Takie  sprawiałaś  wrażenie,  dopiero  ubiegłej  nocy,  gdy  cię 
pocałowałem, poczułem coś innego. – Zadrżała w jego ramionach, 
a  na  jej  policzkach  zakwitł  rumieniec.  Próbowała  ukryć  twarz 
przed spojrzeniem lorda. Kiedy cię pocałowałem ciągnął łagodnie 
–  pomyślałem,  że  musisz  czuć  to  samo,  co  ja,  bo  inaczej  twoje 
usta nie byłyby tak miękkie i słodkie.

Zesztywniała,  po  czym  wyszeptała  ledwie  dosłyszalnym 

głosem:

– A co czujesz?
– To  uczucie  mnie  przepełnia  już  od  dłuższego  czasu. 

Walczyłem,  ale  nie  zdołałem  przed  nim  uciec.  Ubiegłej  nocy 
wreszcie je nazwałem – to jest miłość.

Ostatnie słowo wymówił z niezwykłą mocą.
– Czy to znaczy, że mnie kochasz? – zapytała.
– Nigdy w życiu nikogo bardziej nie kochałem – odparł. – Czy 

nie pojmujesz, przez jakie piekło przeszedłem z twojego powodu?

Popatrzyła na niego pytająco, a on rzekł z gorzkim uśmiechem:
– Sądziłem,  że  jesteś  moją  bratanicą i  z  przerażeniem,  zgrozą 

myślałem o uczuciach, jakie wobec ciebie żywię.

background image

Barbara Cartland

Strona nr 118

Latonia głęboko zaczerpnęła powietrza.
– Kochałeś mnie?
– Pokochałem  cię,  gdy  rozpoczęliśmy  lekcje  urdu  i 

zobaczyłem, jak chwytasz wszystko w lot, jaka jesteś inteligentna. 
Przy  każdej  rozmowie  na  nowo  zachwycał  mnie,  pobudzał  twój 
intelekt.

– Sądziłam, że mną pogardzasz.
– Starałem się wzbudzić  w sobie takie uczucia, jakie żywiłem 

dla Toni, gdy usłyszałem, jak potraktowała młodego Luddingtona 
i innych, lecz bezskutecznie. 

– To  dobrze.  Tak  bardzo  chciałam,  żebyś  mnie  podziwiał  i 

lubił.

– Nie zdawałem sobie z tego sprawy. Potrafiłem myśleć tylko o 

jednym:  że  musisz  zniknąć  z  mego życia,  a  równocześnie całym 
jestestwem się przed tym buntowałem. Och, moja ukochana! Jak 
mogłaś mnie tak dręczyć?

W  jego  głosie  było  tyle  żaru,  że  zawstydzona  Latonia  ukryła 

twarz na jego ramieniu.

– Wiedziałem, że cię kocham na długo przed wczorajszą nocą i 

gdy przyszłaś, by ocalić moje życie, wykazałaś mądrość i odwagę, 
jakie  ma  jedna  kobieta  na  milion.  Wtedy  zrozumiałem,  że 
znalazłem doskonałą żonę, której zawsze szukałem.

– Naprawdę tak uważasz?
– Pozwól, że cię przekonam. – Mówiąc to, ujął ją pod brodę i 

zwrócił ku sobie jej twarz.

Przez chwilę wpatrywał się w Latonię, jakby chciał na zawsze 

utrwalić w pamięci piękno jej rysów, po czym jego usta spoczęły 
na  jej  wargach.  Latonia  w  tym  momencie  poczuła,  że  na  to 
czekała i tego pragnęła.

Całował ją jeszcze  wspaniałej niż  ubiegłej nocy . Zdawało jej 

się, że kwiaty i góry, księżyc i gwiazdy zstąpiły na ziemię, by się 
połączyć z nią i lordem Branscombe’em.

Całował  ją  tak  długo,  aż  stała  się  całkowicie  jego.  A  wtedy 

wszystko  zniknęło:  nawet  księżyc  i  gwiazdy.  Zostały  tylko  jego 
usta i ramiona.

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 119

Kocham cię wyszeptała Latonia znacznie później.
Przytulił  ją  mocniej  i  w  złotym  blasku  płynącym  z  ognia  na 

kominku dojrzała w jego oczach tyle miłości, że chciała krzyczeć 
ze szczęścia.

– Jak  to  możliwe,  żebyś  była  tak  cudowna?  –  zapytał 

odgarniając włosy z jej czoła. – Próbowałem znaleźć w tobie jakąś 
wadę, ale to niemożliwe. Jestem najszczęśliwszym mężczyzną na 
ziemi, bo do mnie właśnie należysz.

– To prawda? Nie sen? – dopytywała się. – Wprawdzie jestem 

twoją żoną, ale zawsze będę się bała, że cię utracę.

– Na to nigdy nie pozwolę. Nie podejmę się już nigdy misji w 

rodzaju tej, którą właśnie zakończyłem.

– Obiecujesz?
– Z  przyjemnością,  bo  się  przypadkiem  dowiedziałem,  że 

wicekról ma dla mnie nowe zadanie.

– Cóż takiego? – z bojaźnią zapytała Latonia.
– Mam  zostać  gubernatorem  –  odparł  lord  Branscombe.  –  I 

wiem,  że  ty,  moja  ukochana,  będziesz  najlepszą  i  najbardziej 
pomocną żoną, wymarzoną panią gubernatorową.

– To prawda?
– Po  miodowym  miesiącu  pojedziemy  do  Kalkuty  i  wtedy  się 

przekonasz.

– Tak  się  cieszę,  tak  bardzo  się  cieszę.  Kocham  cię  do 

szaleństwa. Chyba bym nie potrafiła znieść drugiego takiego dnia, 
jak dzisiejszy.

– Tak  się  czułem  od  wielu  tygodni.  –  Przytulił  ją  mocniej  do 

siebie  i  powiedział  głosem,  który  z  trudem  poznała:  –  Gdybym 
kiedykolwiek  miał  cię  utracić,  wolałbym  sięgnąć  po  jabłko 
śmierci, niż żyć samotnie.

– Nie  mów  takich  rzeczy!  –  zakrzyknęła.  –  Jesteś  taki 

cudowny, taki wspaniały, że zawsze się znajdzie praca dla ciebie, 
nawet gdyby mnie przy tobie zabrakło. Indie sobie bez ciebie nie 
poradzą.

– Akurat  w  tej  chwili  Indie  mało  mnie  obchodzą.  Wiem,  że 

background image

Barbara Cartland

Strona nr 120

żadne  z  nas  nie  potrafi  się  obejść  bez  drugiego.  Tu,  w  cieniu 
Himalajów,  tym  dobitniej  czujemy,  że  spotykamy  się  już  nie 
pierwszy raz i nasza miłość jest wieczna.

– Och, i ja to czuję. Tatuś opowiadał mi o reinkarnacji i zawsze 

się  modliłam,  by  spotkać  tego,  który  już  w  poprzednich 
wcieleniach  mnie  kochał.  Wydała  cichy  okrzyk  irytacji.  Jakże 
jestem na siebie zła, że nie poznałam cię w pierwszej chwili, gdy 
tylko cię zobaczyłam.

– Też  to  powinienem  przeczuć  –  przyznał  lord.  –  Ale  bardzo 

szybko  pochwyciłaś  mnie  w  sieć  swego wdzięku,  choć  broniłem 
się z całych sił.

– Jakże się cieszę, że tak z tobą było.
Miałem  zamiar  zmusić  cię  do  poślubienia  Andrew 

Luddingtona.

– Jak  mogłeś!  –  wykrzyknęła  przerażona.  –  Jak  mogłeś 

planować coś tak okropnego i z gruntu złego?

– Chciałem się uwolnić od miłości, która rosła we mnie dzień 

po  dniu.  A  ponieważ  wiedziałem,  że  nie  mam  prawa  do  tego 
uczucia, sądziłem, że jedynym wyjściem, będzie twój ślub z kimś 
innym.

– Jak mogłeś przypuszczać, że zrobię coś tak potwornego?
– Wyczuwałem,  że  mogłabyś  odmówić  –  przyznał  z 

uśmiechem – ale na szczęście nigdy nie doszło do tej rozmowy. I 
teraz  zapomnijmy  o  tych  wszystkich  przykrościach,  pamiętajmy 
tylko, że jesteśmy razem tak, jak tego chciało przeznaczenie.

– To karma – szepnęła Latonia.
– Moim  zdaniem  cudowna,  najwspanialsza  karma,  która  z 

każdym rokiem będzie się stawała coraz doskonalsza.

– Chcę, żebyś był szczęśliwy.
– Nigdy  w  życiu  nie  byłem  szczęśliwszy  –  odparł.  –  Jesteś 

moja, najdroższa, i będę się o ciebie troszczył, osłaniał cię i nigdy 
nie pozwolę, byś mnie oszukała.

– A czy mi przebaczysz, że to zrobiłam?
– Jeszcze nie, najpierw cię muszę ukarać pocałunkami.
– Bardzo mi odpowiada ta kara. – Latonia przysunęła się bliżej 

background image

SIOSTRZANA MIŁOŚĆ

Strona nr 121

do niego.

Całując ją poczuł, jak drży jej ciało.
– Kocham cię! – zawołał. – Mój Boże, jak bardzo cię kocham! 

–  Objął  dłońmi  jej  delikatną  szyję.  –  Jeśli  kiedykolwiek 
przestaniesz mnie kochać, chyba cię zabiję – rzucił dzikim tonem.

– Kocham  cię  z  całej  duszy,  z  całego  serca....  To  wszystko 

należy do ciebie.

Czuła, jak jego dłonie zsuwają się niżej, dotykają jej piersi.
– A ciało? – zapytał cicho.
– Też jest twoje... proszę, uwierz mi.
– Wierzę  –  odparł.  –  Ale,  moja  ukochana,  musisz  mi  ciągle 

dawać dowody swej miłości.

I jego usta znów  spoczęły na wargach Latonii.  Żar płonący w 

jej wnętrzu sięgnął ust i spotkał się z ogniem gorejącym w sercu 
lorda Branscombe’a.

Wtedy  zrozumiała,  że  nie  muszą  już  wyrażać  swych  uczuć 

słowami,  bowiem  raz  jeszcze  zstąpili  do  nich  bogowie,  otoczyli 
ich  boskim  światłem  i  tak  oto  stali  się  jednością.  Połączyła  ich 
miłość,  która  zaczęła  się  w  prawiekach  i  która  będzie  trwała  na 
wieki.

Miłość bowiem nigdy nie umiera.