background image

ROZDZIAŁ XI 

 

- To jeszcze dzieciak, nie mogę wziąć go do grupy. Jest za młody i co 

najważniejsze  nie  ma  zielonego  pojęcia  o  tym  zawodzie!  Moi 

podopieczni  od  dwóch  miesięcy  tyrają  dniami  i  nocami,  robiąc 

minimalne  postępy!  Do  tego  jeszcze  zwykłe  zajęcia  teoretyczne  i 

praktyczne, których ten chłopak też nie ukończył! – mówił mężczyzna 

siedzący za biurkiem. 

Pomieszczenie, w którym się znajdował było urządzone najskromniej 

jak się dało. Dwa regały – jeden zapełniony książkami, drugi aktami i 

raportami  –  stały  pod  ścianą  za  mężczyzną.  Jegomość  siedział  na 

prostym  krześle.  Z  drugiej  strony  zwyczajnego  biurka  były  dwa  takie 

same  meble  przeznaczone  dla  osób  przychodzących  do  posiadacza 

gabinetu.  Pokój  oświetlała  samotna  żarówka  zwisająca  żałośnie  z 

sufitu. Na białych ścianach nie było obrazów, brakowało tam również 

okien. 

Mężczyzna  wstał.  Krótkie  ciemnoblond  włosy  pozostawały  w 

nieładzie a jasnozielone oczy w tej chwili kryły gniew tej osoby. 

-  W  twojej  grupie  są  też  osoby  w  wieku  zbliżonym  do  jego,  z  resztą 

dobrze wiesz, że nie obchodzi mnie twoje zdanie, Kevin. Chłopak ma 

ukończone  dziewiętnaście  lat.  Dla  porównania  ty  miałeś  lat 

dwanaście, gdy zacząłeś treningi. Trzy lata później zdałeś egzaminy z 

maksymalną ilością punktów, po czym przyjęliśmy cię. Jeszcze w tym 

samym  wieku  zacząłeś  specjalizację  na  egzorcystę.  Po  miesiącu 

uczestniczyłeś  w  pierwszym  egzorcyzmie  a  pół  roku  później  sam 

wykonywałeś  zlecenia.  W  dniu  osiemnastych  urodzin  ukończyłeś 

szkolenia,  by  w  tym  roku,  po  trzech  latach  starań  zostać  głównym 

egzorcystą  i  uczyć  nowych  ludzi  w  tym  fachu  –  odpowiedział  mu 

background image

niewiele  starszy  od  niego  mężczyzna  w  garniturze.  –  Pojutrze  będą 

mieli egzaminy. Następnego dnia chłopak odbierze swoją maskę… 

-  Jak?!  –  krzyknął  Kevin  patrząc  na  rozmówcę  –  Jakim  cudem  byle 

rekrut  może  dostać  maskę  zaraz  po  zostaniu  inkwizytorem? 

Wytłumacz mi to Chris. 

-  Zasada  jest  banalnie  prosta.  Własnoręcznie  zabił  wampirzycę 

podczas masakry na lotnisku. 

- Takich ludzi potrzebują w grupach uderzeniowych, nie u nas. 

- Milcz i nie kwestionuj naszych decyzji! – warknął Chris wychodząc z 

cienia.  Mężczyzna  miał  niemal  dwa  metry  wzrostu  i  ponad  sto 

kilogramów  rozjuszonego  ciała  –  Mam  dość  twoich  wiecznych 

marudzeń. Złóż rezygnację na moje biurko i wynoś się stąd, jeśli ci się 

nie podobają z góry narzucone decyzje. Do jutra. 

-  Tak  jest,  panie  O’  Conner  –  Kevin  ukłonił  się  wychodzącemu 

mężczyźnie  –  Do  jutra  –  odezwał  się  ponownie,  gdy  zasiadł  za 

biurkiem. 

Trzy dni później Renato siedział na swoim łóżku. Zegar na ścianie jego 

celi  wskazywał  pięć  minut  po  godzinie  szóstej  rano.  Poprzedniego 

wieczoru  dowiedział  się  o  pozytywnym,  choć  nie  najlepszym  wyniku 

egzaminów  oraz  o  mianowaniu  go  na  łowcę.  Rozejrzał  się  nerwowo 

po  niedużym  pomieszczeniu,  w  którym  prócz  łóżka  była  jeszcze 

niewielka szafa.  

Odzyskał  przytomność  na  dwa  dni  przed  testami  a  do tej  pory  wciąż 

nie  wiedział  gdzie  dokładnie  jest,  ani  kiedy  tu  przybył.  Ostatnim 

wspomnieniem była twarz wampirzycy. Chłopak  odgonił od siebie tą 

myśl  rozpoczynając  poranne  ćwiczenia.  Godzinę  później  Renato  stał 

ciężko  oddychając  po  zakończonej  gimnastyce.  Chwycił  ręcznik  oraz 

kosmetyki, by wyjść z celi. 

background image

Ciemny,  ciasny  korytarz  pełen  drzwi  do  osobnych  celi  mieszkańców 

tego miejsca był całkowicie pusty. Sto metrów dalej Jones wszedł do 

pomieszczenia 

wypełnionego 

czterema 

rzędami 

pryszniców 

podzielonych  cienkimi  ściankami  działowymi.  Przemierzył  całą 

powierzchnię  wypełnioną  białymi  kafelkami,  po  czym  staną  pod 

słuchawką  będącą  najdalej  od  wejścia.  Po  dokładnym  obmyciu  ciała 

Renato  stał  w  ciasnej  przestrzeni  między  betonową  ścianą  a  będącą 

niemal  pół  metra  dalej  tekturą.  Drzwi,  którymi  wcześniej  wszedł, 

cicho zamknęły się.  

Ciemnoskóry chłopak stał ubrany w dresowe spodnie nasłuchując, czy 

nikt  się  nie  zbliża.  Do  jego  uszu  doszły  kroki  dwóch  osób  oraz  cichy 

płacz. 

-  Nie  rycz  mała.  Uklękniesz  i  zrobisz  mi  dobrze.  Słyszałem,  że 

wszystkie  tutaj  jesteście  dobre  w  „te”  klocki  –  Renato  natychmiast 

rozpoznał głos jednego z kamratów bogatego rekruta – Rogera Flinta. 

Gnojek  o  IQ  krewetki  –  pomyślał  chłopak  skradając  się  w  kierunku 

głosów. Dziewczyna płakała coraz głośniej. 

-  Oni  cię  za  to  zabiją  –  odpowiedziała  mu  dziewczyna  między 

szlochami.  Renato  nie  widział  jej.  Dostrzegał  tylko  tył  łysej  głowy 

Flinta. 

-  Tak  a  świnie  latają  –  padła  riposta  podkreślona  głupkowatym 

śmiechem – Skoro nie chcesz po dobroci, to weźmiesz siłą. 

Nastąpiła cisza, którą po chwili przerwał głośny dźwięk towarzyszący 

uderzeniu  otwartą  dłonią.  Renato  stanął  trzy  metry  za  chłopakiem. 

Był lepiej zbudowany od Rogera, którego ciało nie świadczyło o pracy 

nad  nim.  Flint  kolejny  raz  zamachnął  się.  Jones  pewnym  ruchem 

chwycił  go  za  nadgarstek,  maksymalnie  wykręcając  rękę  białego 

młodzieńca. Następnie kopniakiem powalił go na kolana. 

background image

- Szybka opcja. Albo ją przeprosisz albo łamię ci rękę – Renato mówił 

spokojnym,  opanowanym  głosem  mimo  szalejącego  w  środku 

gniewu.  Nigdy  nie  szanował  osób  podnoszących  rękę  na  kobietę  – 

Czekam! 

- Przepraszam – wymamrotał Roger z marnym skutkiem próbując się 

uwolnić. Jego ramię było już na skraju uszkodzenia – Przepraszam! – 

jęknął. 

Przyszły  inkwizytor  puścił  jego  rękę,  by  szarpnąć  go  za  tył  koszulki. 

Patrzył na chłopaka z niekrytym obrzydzeniem. 

-  Jeśli  dotkniesz  obojętnie  którą  dziewczynę  bez  jej  zgody  a  ja  się  o 

tym dowiem, to nikt ci już nie zrobi dobrze. Uwierz, że ja dotrzymuję 

słowa. Goń się stąd. 

Flint  skulił  się  podczas  ucieczki.  Trzymał  się  za  prawą  rękę,  której 

omal  mu  nie  złamano.  Przy  wejściu  mruknął  kilka  gróźb,  po  czym 

wybiegł.    Huk  zatrzaskujących  się  drzwi  oraz  głośne  kroki  Rogera 

niosły się po korytarzach części przeznaczonej dla nowicjuszy. 

Jones  po  raz  pierwszy  spojrzał  na  dziewczynę  skuloną  w  kącie. 

Ciemnowłosa  nieznajoma  nie  mogła  być  od  niego  starsza.  Na  jej 

opalonej  twarzy  widniał  ślad  po  uderzeniu.  Miała  na  obie  krótkie 

spodenki  oraz  rozdartą  szarą  koszulkę.  Renato  spiął  się.  Zamierzał 

odnaleźć Rogera i należycie go ukarać. Od planu odciągnął go kobiecy 

płacz.  Jego  oczy  ponownie  zatrzymały  się  na  dziewczynie.  Ukucnął 

przy  niej  dotykając  niewielkiego  rozcięcia  na  policzku.  Nieznajoma 

cofnęła się, jakby próbowała wcisnąć się w ścianę. Jej płacz przycichł 

a wreszcie ustał. 

-  Chodź  ze  mną,  dam  ci  coś  do  zakrycia…  -  chłopak  starał  się  nie 

patrzeć na nagie ciało ukryte pod rozdartą koszulką. Starał się mówić 

background image

cichym,  spokojnym  tonem.  Wydawał  się  być  teraz  inną  osobą  niż 

przed chwilą. Wstał wyciągając ku niej swoją rękę – Zaufaj mi. 

Nastała  długa  cisza  pełna  napięcia.  Renato  cierpliwie  czekał  na 

decyzję  dziewczyny.  Ta  niedługo  potem  niepewnie  zacisnęła  swoje 

palce na jego dłoni a chłopak bez problemu pomógł jej wstać. Omiótł 

jej  postać  krótkim  spojrzeniem,  by  na  końcu  ich  spojrzenia  spotkały 

się. Przez kilka sekund mógł podziwiać ciemną zieleń jej tęczówek. 

-  Poczekaj,  pójdę  po  swoje  rzeczy  –  powiedział  puszczając  jej  dłoń. 

Szybkim  krokiem  poszedł  po  ręcznik  i  kosmetyki  a  minutę  później 

ponownie stał przy nieznajomej – Chodźmy stąd. 

Renato wraz z towarzyszką  udali się do jego lokum.  Chłopak  wpuścił 

ją pierwszą, po czym wskazał, żeby usiadła na łóżku. On sam podszedł 

do  niewielkiej  szafy,  z  której  wyciągnął  białą  koszulkę.  Zbliżył  się  do 

dziewczyny  i  położył  na  jej  kolanach  część  swojej  garderoby.  Sam 

wciąż miał na sobie jedynie spodnie. 

-  Nazywam  się  Renato  Jones  –  przedstawił  się  próbując  nawiązać 

kontakt z dziewczyną. Przyglądał się jej z ciekawością. W Watykanie i 

Rzymie ograniczano ich kontakty z ludźmi z zewnątrz, przez co czuł się 

skrępowany tą sytuacją. Nie pamiętał nawet jak wyglądał tatuażysta, 

do którego wymykał się po nowe dzieła na swoim ciele. Uziemiono go 

zanim  zdążył  umieścić  tusz  pod  skórą  na  lewej  piersi  –  ostatnim 

wolnym miejscu na swoim torsie. 

- Ashanti -  odpowiedziała niemal szeptem dziewczyna – Ja… dziękuję 

za to co zrobiłeś. Nie każdy by pomógł. 

Renato zamarł. Nikt nigdy za nic mu nie dziękował. Zagubione patrzył 

na swoje bose stopu, jakby widział w nich coś ciekawego. Nie odzywał 

się ani słowem. 

background image

-  Wcześniej  byłeś  bardziej  rozmowny,  szczególnie  z  tamtym 

chłopakiem.  Może  ty  po  prostu  wolisz  chłopców?  –  zapytała 

niepewnie Ashanti. 

-  Pierwszy  raz  rozmawiam  z  kobietą,  nigdy  wcześniej  nie  miałem 

takiej możliwości – odparł Jones. Wstydził się własnej historii. 

- Przecież inkwizytorzy nie mają zakazu spotykania się z innymi ludźmi 

– zaczęła dziewczyna, jednak przerwała zdanie, gdy spojrzała na jego 

twarz. Wydawał się być w swoim świecie. 

- Chyba, że było się wychowywanym w Watykanie i po części w studiu 

tatuażu  –  zakończył  za  nią  gorzkim  tonem  Renato  –  Tylko  Watykan 

zamyka  rekrutów,  odcinając  ich  od  świata  zewnętrznego.  Uczą  nas 

jedynie  jak  zabijać  i  modlić  się.  Reszty  nauczył  mnie  twórca  tych 

obrazów  –  Jones  wskazał  na  swoje  tatuaże  –  bodajże  Marco,  nie 

wiem.  Z  resztą  po  co  ja  ci  to  wszystko  mówię  –  mruknął  na  koniec 

siadając  pod  ścianą.  Jego  wzrok  ponownie  zatrzymał  się  na  twarzy 

Ashanti.  Pożałował  tego  chwilę  później,  gdy  nie  wiedział  jak 

zareagować na uśmiech towarzyszki. 

- Mógłbyś na razie zamknąć oczy? Chciałabym się przebrać. 

Renato  wypełnił  jej  polecenie.  Dziewczyna  szybko  przebrała  się. 

Postanowiła  również  wykorzystać  sytuację  zbliżając  się  do  Jones’  a. 

Niepostrzeżenie usiadła obok niego, kładąc dłoń na jego dłoni. 

- Nie bój się. Chcę ci tylko pomóc. 

* * * 

Ponad  tysiąc  osób  było  w  ogromnej  sali  obserwując  dwudziestu 

młodych 

mężczyzn. 

Elegancko 

ubrani 

adepci 

stali 

przed 

zgromadzonymi  przy  ołtarzu  pięcioma  inkwizytorami.  Wśród  nich 

znajdował  się  Christopher  O’  Conner,  górując  nad  wszystkimi 

background image

wzrostem.  Stał  po  lewicy  około  pięćdziesiąt  letniego  siwiejącego 

weterana mającego trzy równoległe blizny na prawym policzku. 

-  Cieszy  mnie  widok  tylu  młodych  twarzy  zasilających  nasze  szeregi. 

Razem  możemy  zdziałać  więcej,  ponieważ  w  młodych  sercach  jest 

ogień.  Ogień  tak  potężny,  że  demony  lękają  się  stawać  z  nimi  oko  w 

oko. Ludzki umysł jest wątły, to prawda a szatan potrafi omamić nas 

w każdej chwili. Jednak są takie osoby, które mimo braku wyszkolenia 

oraz uzbrojenia są w stanie rzucić się w paszczę lwa, gdy inni kulą się 

ze strachu! Renato Jones, wystąp! 

Na  dźwięk  własnego  imienia  i  nazwiska  chłopak  zamarł.  Wydawało 

mu  się,  że  minęły  godziny  zanim  się  ruszył.  Zrobił  trzy  kroki  do 

przodu.  Starał  się  zachować  spokój,  nie  chciał  popełnić  błędu  na 

oczach  tylu  osób.  Miał  na  sobie  pożyczoną  czarną  koszulę  z  długim 

rękawem,  ciemne  spodnie  oraz  pasujące  do  nich  barwą  buty.  Piątka 

mężczyzn odeszła od ołtarza, by zbliżyć się do niego. Czterech z nich 

trzymało  po  jednym  zawiniętym  przedmiocie.  Renato  zrobił  kolejne 

dwa  kroki  przed  siebie,  by  uklęknąć  pół  metra  przed  nimi.  Pierwszy 

zbliżył się do niego Christopher. Miał w rękach największy pakunek. 

-  Powstań,  przyjacielu  –  powiedział  głębokim  głosem.  Gdy  Renato 

wstał, podjął swoją wypowiedź – Daję ci siłę i męstwo, byś do końca 

swoich  dni  był  światłem  w  ciemnościach  tego  świata.  Niech  pokój 

będzie z tobą. 

Kończąc  odsłonił  swój  podarunek.  Był  to  półtora  ręczny  miecz  w 

czarnej  matowiej  pochwie.  Jedyną  widoczną  ozdobą  była  złota 

głowica z okrągłym rubinem. Inkwizytor wręczył chłopakowi broń, by 

zaraz po tym oddalić się. 

Jego  miejsce  zajął  równy  wzrostem  z  Renato  bezwłosy  mężczyzna  w 

masce mającej liczne nacięcia. Chłopak widział tylko ciemne, budzące 

lęk oczy człowieka. 

background image

- Ja daję ci wiarę. Nią przepełniony będziesz dumnie kroczył opierając 

się pokusom tego świata oraz magii popleczników diabła. Niech pokój 

będzie z tobą – skończywszy zamaskowany łowca odsłonił mieszczące 

się  w  jego  dłoni  pudełko.  Otworzył  je  wyciągając  różaniec  z 

drewnianymi  paciorkami  i  krzyżem.  Renato  chwilę  później  zacisnął 

swoją dłoń na lakierowanym drewnie wykonując znak krzyża. 

Zbliżył  się  do  niego  trzeci  inkwizytor.  W  porównaniu  do 

poprzedników  był  niskim,  będącym  przy  kości  jegomościem. 

Pozostałość  po  włosach  przylegała  mu  do  czaszki.  Poruszał  się  z 

problemami, wspomagając się laską. 

- Oddaję w twoje ręce łaskę naszego Pana. Z nią nie będzie w stanie 

zagrozić  ci  żadne  zło  tego  świata.  Niech  pokój  będzie  z  tobą  –  to 

mówiąc  wskazał,  by  chłopak  się  schylił.  Jones  wykonał  polecenie, 

chwilę później z jego ciałem zetknął się srebrny łańcuszek, na którym 

zawieszony krzyż z tego samego kruszcu. 

Mężczyzna  minął  się  z  najstarszym  inkwizytorem  z  całej  piątki. 

Naznaczony  bliznami  starzec  podszedł  do  Renato.  Był  podobnego 

wzrostu,  co  jego  poprzednik,  więc  nastolatek  odruchowo  padł  na 

kolana. 

-  Oddaję  w  twoje  ręce  szacunek  i  strach.  Pierwszym  niech  darzą  cię 

anioły  i  ludzie,  drugim  plugastwa  stąpające  po  ziemi  oraz  pozostali 

wrogowie.  Niech  pokój  będzie  z  tobą  –  powiedział  mocnym, 

zdecydowanym  głosem.    W  międzyczasie  odsłonił  swój  dar.  Była  to 

matowa  szara  maska  zasłaniająca  całą  twarz.  Inkwizytor  podniósł  ją 

nad  głowę,  prezentując  rzecz  wszystkim  zebranym.  Następnie  zakrył 

nią  oblicze  Jonesa.  –  Nie  wstawaj  –  dodał  szeptem,  po  czym  oddalił 

się. 

background image

W  mgnieniu  oka  przy  chłopaku  pojawił  się  ostatni,  piąty  mężczyzna. 

Wysoki,  przystojny  blondyn  o  niebieskich  oczach  z  tajemniczym 

uśmiechem na twarzy. 

-  Zbyt  idealny  jak  na  człowieka  –  pomyślał  Renato  przyglądając  się 

swojemu równolatkowi. 

-  Zgadza  się  –  usłyszał  głos  w  swojej  głowie.  Nieznajomy  mrugnął 

porozumiewawczo – Jestem aniołem

- Daję ci ostatni, aczkolwiek najcenniejszy dar. Nie jest on materialny, 

jednak  dzięki  niemu  będziesz  prawdziwym  łowcą.  Z  moich  rąk 

otrzymujesz  błogosławieństwo  Ojca  Niebieskiego  na  dalszą  posługę 

jako jego zbrojne ramię. Niech twój umysł zawsze będzie czysty, serce 

przepełnione  wiarą,  sąd  sprawiedliwy  a  miecz  wiecznie  ostry.  Niech 

pokój  zagości  w  twojej  duszy  –  anioł  położył  dłonie  na  barkach 

Renato a następnie wykonał znak krzyża. Po wszystkim wyszedł. 

-  Wstań  –  znajomy  głos  kolejny  raz  odezwał  się  w  głowie 

czarnoskórego  łowcy,  który  natychmiast  podniósł  się  z  kolan.  W 

towarzystwie  pozostałych,  wyższych  stopniem  inkwizytorów  wyszedł 

wśród  głośnych  wiwatów.  Tysiąc  par  dłoni  klaskało,  zewsząd  było 

słychać skandowane imię młodzieńca. 

- Prowadź nas do swojej celi – powiedział Chris zbliżając się do Renato 

i idąc z nim krok w krok – Jesteś teraz pełnoprawnym inkwi… łowcą – 

dodał  poprawiając  się  –  Wybacz,  wciąż  nie  mogę  w  to  uwierzyć. 

Każdy  z  nas  po  zakończeniu  szkolenia  ma  obowiązek  zrobienia 

tatuażu  potwierdzającego  jego  przynależność  do  Inkwizycji.  Ten 

wykonywany jest w domu bądź celi świeżej krwi zaraz po przyjęciu w 

nasze szeregi. 

Wtajemniczony  we  wszystkie  nowości  Renato  dotarł  do  właściwych 

drzwi.  Otworzył  je  wpuszczając  do  środka  czwórkę  gości,  samemu 

background image

wchodząc  na  końcu.  Do  siedzenia  można  było  wykorzystać  jedynie 

łóżko. 

-  Zapomniałem  już,  że  młodzi  żyją  skromniej  niż  my  –  powiedział 

gruby  inkwizytor  sapiąc  ze  zmęczenia.  Wraz  z  drugim  starszym 

mężczyznom usiadł na łóżku. Chris z zamaskowanym łowcą stali przy 

drzwiach. 

Renato w tym czasie odstawił miecz pod ścianę. Spod łóżka wyciągnął 

plecak, do którego włożył różaniec. Następnie ściągnął maskę i krzyż, 

które również schował. 

- Nie jesteś dumny z nowej pozycji? – zapytał zamaskowany łowca. 

- Właśnie – przytaknął Christopher. 

-  Tutaj  mam  wszystkie  rzeczy  mające  dla  mnie  wartość  –  odparł  im 

obojętnie  chłopak.  Wsunął  plecak  pod  łóżko.  Kwadrans  później 

rozległo  się  pukanie  do  drzwi.  Inkwizytor  w  masce  otworzy  je, 

wpuszczając  do  środka  niższego  od  siebie  mężczyznę.  Jego  wygląd 

wskazywał  na  pochodzenie  z  Dalekiego  Wschodu.  Odsłonięte 

ramiona miał pokryte wielobarwnymi dziełami. 

-  Gdzie  ma  być  napis?  –  zapytał  zatrzymując  się  przed  Renato. 

Chłopak rozpiął i ściągnął z siebie koszulę. 

-  Tylko  tutaj  jest  sporo  miejsca  –  odpowiedział  mu  łowca  wskazując 

na swoją lewą pierś. 

* * * 

- Panie Jones, pan Tanner zaprasza – do Renato zwracał się starszy od 

niego  o  kilka  lat  chłopak  w  drogim  garniturze.  Jasne  włosy  postawił 

na  żel,  w  lewej  brwi  miał  nieduży  kolczyk.  Kilka  blizn  na  twarzy 

stanowiło pamiątki po walkach w imię Boga. 

background image

Renato  wstał  z  krzesła,  po  czym  ruszył  wolnym  krokiem  w  stronę 

drzwi. Od tygodnia uczestniczył w najintensywniejszych treningach w 

swoim  życiu.  Jak  szybko  się  przekonał,  reszta  łowców  nie  do  końca 

akceptowała  jego  ekspresowy  awans.  Wielokrotnie  wracał  z 

treningów  obity  i  wycieńczony,  gdy  podczas  sparingów  walczył  z 

największymi  weteranami.  Od  dnia,  w  którym  został  mianowany  na 

łowcę nie widział się z Ashanti. Starał się o niej nie myśleć. Wszedł do 

gabinetu,  gdzie  za  biurkiem  siedział  jasnowłosy  mężczyzna  w  białej 

koszuli  oraz  luźno  wiszącym  krawacie.  Na  odsłoniętym  lewym 

przedramieniu  miał  napisane  Victoriam  praestat  fides,  co  znaczyło 

„wiara gwarancją wygranej”. To samo widniało na lewej piersi Jones’ 

a. 

-  Witaj,  Renato  Jones.  –  zaczął  mężczyzna  nie  przerywając  pisania  – 

Nazywam  się  Kevin  Tanner,  jestem  głównym  egzorcystą  i  twoim 

nowym mentorem oraz koszmarem. Od jutra będziesz uczestniczył w 

zajęciach  mających  na  celu  ukierunkowanie  twojej  przyszłej  kariery 

jako  inkwizytora  –  egzorcysty.  Zaczynamy  zawsze  o  osiemnastej.  Nie 

toleruję  spóźniania  oraz  olewania  moich  poleceń.  Możesz  odejść  – 

Kevin zakończył suchy monolog wskazując wolną ręką na drzwi.  

Renato  bez  słowa  wyszedł.  Skierował  kroki  do  swojej  celi.  Czuł,  że 

zdobył  właśnie  nowego  wroga.  Podczas  rozmyślań  zdążył  dojść 

opustoszałymi korytarzami do sektora przeznaczonego dla rekrutów i 

świeżo  mianowanych  inkwizytorów.  Wciąż  pogrążony  w  myślach 

dotarł  do  celi.  Otworzył  drzwi.  Zrobił  dwa  kroki,  po  czym  zamknął  je 

za sobą. 

-  Wreszcie  jesteś.  Nudziło  mnie  to  czekanie  –  usłyszał  zanim  zdążył 

zapalić  światło.  Gdy  wreszcie  zrobił  to,  stanął  jak  wryty  patrząc  na 

osobę siedzącą na jego łóżku.