background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MARTA ROBIN 

(50 LAT BEZ JEDZENIA I PICIA Z WYJĄTKIEM KOMUNII ŚWIĘTEJ) 

background image

 

W

W

S

S

T

T

Ę

Ę

P

P

 

 

 

 

Cała  ówczesna  elita  francuska  głęboko  była  poruszona  jej  życiem.  Papież  Jan 
Paweł II, książęta Kościoła i wierni odwiedzali ją pytając o radę. Jej świadectwo 
wiary w Boga zmieniło życie niejednej osoby. Życie Marty Robin to DOWÓD na 
to,  że  Bóg  istnieje.  Dowodem  jest  życie  BEZ  JEDZENIA  I  PICIA  (z  wyjątkiem 
komunii  św.)  przez  50  lat.  To  jest  sprawdzone  i  udokumentowane.  Nie  ulega 
żadnej wątpliwości, że to cud życia bez pokarmu jest prawdziwy. Pokonuje się, 
że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Poniżej przedstawiam tekst opisujący jej 
życie i szczególną miłośd do Jezusa Chrystusa. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Marta Robin (1902-1981) 

P

P

O

O

S

S

Ł

Ł

U

U

S

S

Z

Z

N

N

A

A

 

 

C

C

Ó

Ó

R

R

E

E

C

C

Z

Z

K

K

A

A

 

 

 

 

W miasteczku w regionie Drome, noszącym nazwę Chateauneuf-de-Galaure, w 
rodzinie paostwa Robin, urodziła się 13 marca 1902 dziewczynka. To już  szóste 
dziecko  w  rolniczej  rodzinie,  posiadającej  cztery  córki  i  jednego    syna.  Ojciec, 
Józef  Robin,  zajmował  się  małą  fermą  liczącą  dziesięd  hektarów.  Z  ledwością 
wystarczało  to  na  utrzymanie  licznej  rodziny.  Jego  małżonka,  Amelia, 
prowadziła dom oraz doglądała krów, kóz i drobiu. Jeśli chodzi o życie religijne, 
Józef  Robin przypominał sobie o  kościele od  wielkiego  święta. Mawiał, że jest 
wolnomyślicielem,  lecz  nie  był  wrogi  religii.  Jego  małżonka  zaś  była 
praktykującą katoliczką, chod nie miała w sobie nic z mistyczki.  

Trzeba  tu  jednak  też  zaznaczyd,  że  okolica  była  w  dużej  mierze 
zdechrystianizowana. Nierzadko katoliccy kapłani byli tu źle traktowani, a śluby 
i pogrzeby traktowano, jako uroczystości typowo świeckie. Idąc za przykładem 
rodziców, dzieci porzucały wszelkie praktyki religijne zaraz po przystąpieniu do 
pierwszej  Komunii  świętej.  Aby  zrobid  przyjemnośd  swej  żonie  Józef  Robin 

background image

 

przybił  nad  wejściowymi  drzwiami  domu prosty  krzyż,  który  sam  wykonał,  ale 
bez sylwetki Chrystusa.  

Pewnego  dnia,  kiedy  wracał  do  domu  ze  swą  małą  Martą,  mającą  wówczas 
cztery może pięd lat, pokazał jej, że nie ma nikogo na tym krzyżu. Dziewczynka 
odpowiedziała bez namysłu: "W takim razie my tam będziemy!"  I to w  istocie 
czyniła przez całe swe życie.  

W  wieku  20  miesięcy  mała  Marta,  podobnie  jak  liczni  członkowie  rodziny, 
zaraziła się tyfusem. Z pewnością stał się on główną przyczyną, jaka nadwątliła 
jej zdrowie.  

Po osiągnięciu wieku szkolnego zaczęła uczęszczad do szkoły podstawowej. Była 
zdolna  i  posłuszna,  tak  nauczycielce,  jak  i  rodzicom.  Pewnego  dnia  powie: 
"Zawsze byłam posłuszna. Rodzice mogli mnie posład w ogieo." Ale było tak nie 
tylko  w  okresie  szkolnym.  Nawet  przy  koocu  swego  życia  Marta  wyzna,  że 
zawsze była posłuszna.  

Co do nauki katechizmu, ferma rodziców nie przynależała do Chateauneuf-de-
Galaure, lecz do sąsiedniej parafii Saint Bonnet. Marta musiała udawad się tam 
pieszo,  pokonując  4  kilometry  drogi.  Dla  dziecka  tak  wątłego  jak  ona  było  to 
zbyt męczące. Proboszcz zezwolił jej więc po jakimś czasie na naukę katechizmu 
w rodzinnej miejscowości. Pouczenia w czasie lekcji religii pasjonowały Martę, 
wszystko przyjmowała dosłownie.  

Najbardziej  naturalnie  na  świecie  zwracała  się  do  Boga  jak  do  swego  ojca  i 
bardzo  szybko  pochłonęła  ją  modlitwa.  Modliła  się  w  ciągu  dnia,  kiedy  tylko 
mogła.  Jeśli  zaś  ganiły  ją  szorstko  siostry,  wtedy  nadrabiała  stracony  czas, 
modląc się nocą.  

15  sierpnia  1912  roku  Marta,  mając  10  i  pół  roku  została  dopuszczona  do 
pierwszej Komunii św. Odkryła przed nami swe odczucia zwierzając się: "Sądzę, 
że  moja  pierwsza,  prywatna  Komunia  św.  była  całkowitym  wzięciem  mnie  w 
posiadanie przez naszego Pana. On w tamtej chwili mną zawładnął..."  

W maju 1914 roku odbyła się uroczystośd, którą nazywano wówczas uroczystą 
Komunią św. Potem zakooczyła się oficjalna katechizacja, ona jednak przez całe 
swe  życie  nadal  pogłębiała  wiarę.  Czyniła  to  przez  lektury,  dzięki  swemu 
kierownikowi  duchowemu,  dzięki  rozmowom  z  Panem  Jezusem  i  Jego  Świętą 
Matką.  

W roku 1915, mając 13 lat, definitywnie opuściła szkołę, żeby pomagad w domu 
i  w  gospodarstwie.  Pilnowała  krów  i  kóz.  A  wszystko  co  robiła,  robiła  dobrze. 
"Lubiłam dobrze wykonaną pracę - mawiała opowiadając o tym czasie. Lubiłam 
to ktokolwiek mi ją zlecał." Co się tyczy miłości - było tak samo.  

background image

 

W domu jej miano w zwyczaju gościd żebraków i wędrowców. Nie zadowalano 
się  przyjmowaniem  ich  na  progu,  lecz  zapraszano  do  rodzinnego  stołu.  Tu 
otrzymywali  przynajmniej  solidny  posiłek  i  szklankę  wina.  Nawet  więc  jeśli 
rodzice nie byli zbyt pobożni, to jednak wprowadzali w czyn wielkie przykazanie 
miłości.  Marta  nigdy  tego  nie  zapomni  i  powie  pewnego  dnia:  "Jeśliby  mi 
pozwolono, przeszłabym góry i doliny, żeby dotrzed do jakiegoś chorego. Nie po 
to, żeby się nim opiekowad, lecz żeby mu okazad miłośd."  

P

P

R

R

Z

Z

Y

Y

G

G

O

O

T

T

O

O

W

W

A

A

N

N

I

I

E

E

 

 

K

K

R

R

Z

Z

Y

Y

Ż

Ż

A

A

 

 

 

 

Nadszedł lipiec 1918 roku. Zbliżał się kres tego, co  nazwano  "Wielką  Wojną". 
Marta  ukooczyła  16  lat.  Wtedy  ostatecznie  i  szybko  zaczęło  poupadad    jej 
zdrowie.  Wszystko  rozpoczyna  się  od  straszliwych  bólów  głowy.  Najpierw 
myślano, że jest to porażenie słoneczne, potem - epilepsja... Lecz nie było u niej 
głównych  objawów,  chod  zdarzało  się  jej  utracid  przytomnośd.  Lekarze  są 
bezradni.  W  koocu  listopada  Marta  upada  w  kuchni.  Paraliż  obydwu  nóg  nie 
pozwala  jej  się  podnieśd  o  własnych  siłach.  Na  kilka  dni  powraca  władza  w 
nogach, lecz bardzo  często wymiotuje.  Dnia 2 grudnia definitywnie kładzie się 
do  łóżka.  Podejrzewana  jest  o  zapalenie  opon  mózgowych  lub  o  paraliż 
dziecięcy. Jednakże po miesiącu wydaje się, że choroba ustępuje.  

W styczniu 1919 roku paraliż znika i Marta może na nowo chodzid, chod musi to 
czynid  z  umiarem.  W  lutym  ponownie  pojawiają  się  potworne  bóle  głowy, 
silniejsze  niż  w  poprzednim  roku.  Może  są  to  odległe  następstwa  tyfusu,  jaki 
przeszła  w  dzieciostwie?  Marta  nie  może  już  znieśd  światła  ani  żadnego 
jedzenia. Lekarze wciąż nic nie pojmują.  

Z początkiem 1921 roku, kiedy ksiądz proboszcz złożył jej wizytę, Marta  straciła 
przytomnośd.  Obudziła  się...  po  miesiącu,  zaskoczona,  że  ksiądz  już  wyszedł. 
Poszukano  go  w  pośpiechu,  a  Marta  -  utraciwszy  wszelkie  poczucie  czasu  - 
podjęła rozmowę w punkcie, w którym przerwali ją przed miesiącem. 20 maja 
tego  samego  roku  doszło  do  niezwykłego  wydarzenia.  Siostra  Marty,  Alicja, 
starsza  od  niej  o  8  lat,  spała  głębokim  snem  u  jej  boku.  Nagle  obudziło  ją 
intensywne  światło  wypełniające  pokój.  Pyta  Martę,  co  to  za  światło  i 
otrzymuje odpowiedź: "Tak, to piękne światło, ale ja widziałam też Najświętszą 
Dziewicę".  

To pierwsze z licznych objawieo, jakie otrzymała w czasie swego długiego życia. 
Po  tej  wizji  jej  zdrowie  nieco  się  poprawiło.  Mogła  na  nowo  chodzid,  przy 
pomocy kul. W sierpniu i we wrześniu udała się nawet z pielgrzymką w okolice 
Chateauneuf-de-Galaure. W koocu listopada mogła uczestniczyd we mszy św. w 
parafii.  Sądziła,  że  jest  uzdrowiona,  powróciła  więc  do  swej  dawnej  myśli,  by 
oddad  swe  ziemskie    życie  Bogu,  wstępując  do  Karmelu,  jak  św.  Tereska  z 

background image

 

Lisieux,  do  której  żywiła  wielki  podziw.  Jednak  w  tym  samym  okresie 
postanowiła  bezwarunkowo  wypełniad  po  prostu  wolę  Bożą:  "Oddałam  siebie 
Bogu  całkowicie  nie  postanawiając  zostad  karmelitanką,  lecz  nie  wybierając 
absolutnie  nic."  Pod  koniec  listopada  powróciły  bóle  nóg  i  paraliż  dolnych 
kooczyn. Na szczęście Marta mogła jeszcze posługiwad się rękoma i korzystała z 
tego, haftując, aby zarobid na "swój chleb". Cierpiała bowiem czując, że jest dla 
swej rodziny obciążeniem.  

Kiedy  jej  wzrok,  który  w  pewnym  okresie  znacznie  się  pogorszył,  nieco  się 
poprawił,  korzystała  z  tego,  by  czytad.  Pochłaniała  książki  z  dziedziny  życia 
duchowego:  Ewangelię,  O  Naśladowaniu  Jezusa  Chrystusa,  Historię  pewnej 
duszy,  żywoty  świętych.  Notowała  myśli,  które  najbardziej  ją  uderzały.  Na 
przykład:  "Miłośd  niczego  nie  potrzebuje,  jedynie  tego,  by  nie  napotykad  na 
opór".  "Trzeba,  abyś  była  w  stanie  nieustannej  ofiary".  Pewnego  dnia  po 
odłożeniu  swej  książki  usłyszała  wewnętrzny  głos,  który  jej  zapowiedział:  "Dla 
ciebie  to  będzie  cierpienie".  Otwierając  ponownie  książkę  uderza  ją  inne 
zdanie: "Bogu trzeba oddad wszystko". Te myśli coraz bardziej wnikały do samej 
głębi jej duszy.  

C

C

A

A

Ł

Ł

K

K

O

O

W

W

I

I

T

T

A

A

 

 

O

O

F

F

I

I

A

A

R

R

A

A

 

 

 

 

W  listopadzie  1923  roku  bóle głowy  pojawiły  się  ponownie. Wrócił  też  paraliż 
nóg.  Zaczęły  ją  także  boled  ramiona.  Lekarze  w  dalszym  ciągu  nie  mogli  nic 
temu zaradzid. Było więc jasne, że nie ma co oczekiwad uzdrowienia od ludzkiej 
nauki.  Ksiądz  proboszcz  zaproponował  jej  więc  wyjazd  na  pielgrzymkę  do 
Lourdes.  Marta  gorliwie  na  to  przystała.  Tymczasem  kapłan  po  kilku  dniach 
przyszedł do niej ponownie, mówiąc: "Jedna z moich parafianek, bardzo chora, 
prosiła  mnie  o  możliwośd  pojechania  do  Lourdes,  a  ja  nie  mogę  jej  zapewnid 
miejsca,  bo  służba  diecezjalna  nie  przydzieliła  mi  drugiego."  Mówiąc  to  nie 
potrafił wytrzymad wzroku Marty.  

Po  chwili  milczenia,  odczuwając,  jak  upada  w  niej  cała  nadzieja  na  ostatnią 
szansę  uzdrowienia  Marta,  odczuła  nagle  w  sobie  niewypowiedziany  spokój, 
potem  powiedziała:  "Niech  ksiądz  proboszcz  da  jej  to  miejsce".  Później 
zwierzyła  się  jednej  ze  swoich  przyjaciółek:  "Od  tej  chwili  byłam  napełniona 
łaską".  

Do wszystkich cierpieo fizycznych dołącza się i to wspomniane już wyżej Marta: 
cierpi,  że  jest  obciążeniem  dla  rodziny.  Zgryzota  ta  nasila  się  szczególnie 
dlatego,  iż  wie,  że  jej  rodzice  nie  mają  zbyt  wiele  pieniędzy.  Poza  tym  matka 
poupada na zdrowiu. Jedna z jej przyjaciółek usłyszała, jak pewnego dnia Józef 
Robin  powiedział: "Z  Marty  nie  mamy  żadnego  pożytku". A  przecież  jak  długo 
potrafiła, haftowała... Ale to nie przynosiło rodzinie wielkiego zarobku. Natura 

background image

 

ludzka  odtrąca  cierpienie.  Sam  Chrystus  odczuwał  to  w  Getsemani.  Musiał 
walczyd,  żeby  przyjąd  wolę  Ojca.  Tak  samo  jest  z  Martą.  Będzie  walczyd  przez 
długie lata zanim je przyjmie.  

W  koocu  15  października  1925  roku  napisała  swój  Akt  oddania  siebie  i 
ofiarowania  Miłości  i  woli  Bożej".  Zaczynał  się  od  słów: 

Panie,  mój  Boże,  o 

wszystko poprosiłeś swą małą służebnicę, weź więc i przyjmij wszystko. W dniu 
dzisiejszym  oddaję  się  Tobie  bez  reszty,  o  umiłowany  mojej  duszy!  To  jedynie 
Ciebie pragnę i dla Twojej miłości wyrzekam się wszystkiego..."

 Kooczy słowami: 

Kocham  Cię,  błogosławię  Cię,  uwielbiam  Cię,  całkowicie  oddaję  się  Tobie,  w 
Tobie się chronię. Ukryj mnie w Sobie, gdyż moja natura drży pod brzemieniem 
okrutnych  doświadczeo,  jakie  zewsząd  mnie  przygniatają  i  dlatego,  że  ciągle 
jestem  sama.  Mój  umiłowany,  pomóż  mi,  zabierz  mnie  ze  Sobą.  To  jedynie  w 
Tobie pragnę żyd i jedynie w Tobie umrzed. Pomóż mi!"

  

C

C

Z

Z

Y

Y

 

 

C

C

H

H

C

C

E

E

S

S

Z

Z

 

 

B

B

Y

Y

Ć

Ć

 

 

J

J

A

A

K

K

 

 

J

J

A

A

?

?

 

 

 

 

W  ciągu  roku  1926  ogólny  stan  Marty  stale  się  pogarszał.  W  pewnym  dniu 
sądzono  nawet,  że  jej  śmierd  jest  już  bliska.  Zdawało  się,  że  rozpoczyna  się 
agonia. Był to stan śpiączki, który trwał przez 3 tygodnie. Wyszła z tego  stanu 
stwierdzając:  "Sądzę,  że  nie  umrę",  potem  dodała:  "Widziałam  świętą  Teresę. 
Odwiedziła  mnie  trzy  razy".  W  następnym  roku  zredagowała  nowy  akt 
ofiarowania się, w którym położyła jeszcze większy nacisk na całkowitą miłośd 
do  Boga,  prosząc,  by  On  zniszczył  w  niej  wszystko  co  mogłoby  stanowid 
przeszkodę dla całkowitego stopnienia się z jej Umiłowanym. Prosi, by jej ofiara 
służyła nawróceniu całej ludzkości. Przyzywa równocześnie pomocy Maryi, Swej 
ukochanej Matki.  

W 1927 roku jej cierpienia obejmują, prócz głowy i nóg, także ramiona i plecy. 
Począwszy  od  marca  1928  roku  dotyka  ją  całkowita  blokada  krążenia  w 
kooczynach. Odtąd  musi  aż po  kres swego życia na ziemi leżed na tapczanie z 
poduszkami  ułożonymi  pod  plecami,  z  pogiętymi  nogami.  Poza  tym  nie  śpi 
wcale,  nie  je  wcale,  nie  pije  wcale...  Pragnienie  będzie  ją  dręczyło  przez  całe 
życie.  Ale nie będzie potrafiła pid. Dnia 2 listopada 1928 roku zostaje  przyjęta 
do  III  Zakonu  św.  Franciszka.  Następnej  nocy  demon  uderza  ją  z  wściekłości 
pięścią tak mocno, że wybija jej dwa zęby. Szatan nigdy nie darzył miłością tych, 
którzy składają siebie w ofierze za ocalenie dusz.  

2 lutego 1929 roku traci władzę w ramionach i nie może już odtąd haftowad. W 
czerwcu traci władzę w dłoniach i nie może już przesuwad paciorków różaoca. 
Wobec  rozwoju  choroby,  która  coraz  bardziej  pogarszała  jej  stan,  wszyscy 
myśleli, że zbliża się kres jej życia... Tymczasem Marta miała przed sobą jeszcze 
ponad  pół  wieku  cierpienia  dla  dobra  ludzi.  Odtąd  bowiem  może  już  jedynie 

background image

 

modlid  się  i  cierpied!  To  w  ten  sposób  przyczyni  się  do  zbawienia  niezliczonej 
liczby dusz.  

Przy koocu września 1930 roku ukazał się jej Jezus i zapytał ją: "Czy chcesz byd 
jak  Ja?"  Ona  już  w  akcie  oddania  siebie  i  złożenia  w  ofierze  przyjęła  z  góry 
upodobnienie  się  we  wszystkim  do  swego  Boskiego  Wzoru...  Z  początkiem 
października Jezus ukazał się jej na nowo, jednak tym razem na krzyżu, prosząc 
ją najpierw o ofiarowanie mu rąk: "Wydawało mi się, powiedziała, że włócznia 
wychodziła z jego serca i rozszczepiła się na dwa promienie, żeby przeszyd moją 
prawą  dłoo  i  lewą..."  Jezus  poprosił  ją  o  ofiarowanie  Mu  stóp.  Uczyniła  to. 
Potem  -  klatki  piersiowej.  I  ją  także  przeszył  cios  włóczni.  Wreszcie  Zbawiciel 
umieścił na jej głowie koronę krzyżową. Marta wyznała: "silnie ją wcisnął". Na 
koniec  Jezus  powiedział  jej:  "Odtąd  będziesz  się  nazywad  Moją  córeczką 
ukrzyżowaną  z  miłości".  Potem  znikł. Niemal  w  każdą  noc  nowa  stygmatyczka 
wylewała  krwawe  łzy,  a  w  każdy  piątek  aż  po  kres  swego  życia  na  ziemi 
przeżywała Mękę Chrystusa.  

Pomimo  zaleceo  otoczenia  milczeniem  tego  faktu,  jakich  udzielił  proboszcz 
parafii,  nowina  rozeszła  się  lotem  błyskawicy  nie  tylko  w  miejscowości 
Chateauneuf-de-Galaure,  lecz  także  w  okolicy.  Zaczęli  przybywad  ludzie.  Jedni 
przybywali ze zwykłej ciekawości, inni - żeby się modlid. Szybko ujawnił się więc 
inny cud, chod mniej dostrzegalny: nawrócenia. Region, praktycznie ateistyczny, 
stopniowo powracał do Boga, a o Marcie zaczęto mówid, "święta".  

 

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Ks. Georges Finet

N

N

A

A

D

D

R

R

Z

Z

Y

Y

R

R

O

O

D

D

Z

Z

O

O

N

N

E

E

 

 

Z

Z

J

J

A

A

W

W

I

I

S

S

K

K

A

A

 

 

 

 

Marta  przeżywała  więc  przez  ponad  50  lat  Mękę  Zbawiciela.  Od  czwartku 
wieczora, od godziny agonii w Getsemani do piątku, do godziny 15-tej, cierpiała 
okrutnie. W rysach jej były widoczne bolesne skurcze. A ulgę znad było dopiero 
w godzinie, gdy nasz Pan oddał Bogu ducha. Kiedy jednak jej bóle się kooczyły, 
wtedy była jakby martwa. Powracała do siebie dopiero w niedzielny poranek, w 

background image

 

godzinie  zmartwychwstania  Jezusa  Chrystusa.  Czasem  jej  kierownik  duchowy, 
ojciec Georges Finet, przywoływał ją na ten świat "w imię posłuszeostwa".  

Marta upodabniała się do swego Boskiego Wzoru poprzez swą całkowitą ofiarę. 
"Ja nigdy nie mam wrażenia, że leżę w łóżku, mawiała, to ołtarz, to krzyż!" Poza 
jej  cierpieniami  fizycznymi  doświadczała  również  cierpieo  moralnych.  Miała 
wrażenie,  że  Bóg  ja  opuścił,  podobnie  jak  Chrystus  pytał  z  krzyża  Ojca: 
"Dlaczego Mnie opuściłeś?" (por. Mt 27,46)  

Przez  ponad  50  lat  nie  przyjmowała  żadnego  pożywienia  ani  napoju.  Jej 
jedynym  pokarmem  była  hostia  i  nie  można  wyzbyd  się  nasuwającej  się  tutaj 
myśli o  słowach  Chrystusa  do  uczniów,  którzy  przyszli  do  Niego  przy  studni w 
Sychar.  Samarytanka  właśnie  odeszła,  a  On  powiedział  im:  "Moim  pokarmem 
jest  spełnianie  woli  Mojego  Ojca"  (por.  J  4,34).  I  tak  samo  w  synagodze  w 
Kafarnaum,  nazajutrz  po  rozmnożeniu  chleba:  "Moje  ciało  jest  pokarmem" 
(por. J 6,55). Marta wyrzekła się wszelkiej swojej woli, żeby pełnid jedynie wolę 
Boga i karmiła się jedynie Jego pokarmem.  

Świadkowie zasygnalizowali także kilka przypadków bilokacji. Marta - podobnie 
jak  ojciec  Pio  i  inni  mistycy  -  nie  opuszczając  swego  posłania  była  obecna  w 
wielu miejscach, w tym samym czasie pomagając ludziom w trudnościach czy to 
fizycznych,  czy  też  duchowych,  odwodząc  wiele  osób  od  popełnienia 
samobójstwa. Miała też dar zgadywania, co zawiera list, jaki otrzymała, zanim 
jeszcze go otwarto i przeczytano. Potrafiła też od razu rozpoznad osobę, która 
czekała w przedpokoju, a przyszła jedynie z ciekawości. Prosiła, aby ją odesład. 
Kiedyś  powiedziała  pewnemu  kapłanowi  na  pożegnanie:  "Do  zobaczenia, 
księże,  w  Niebie!"  Ksiądz  myślał  z  pewnością,  że  Marta  mówi  o  swej  bliskiej 
śmierci.  Tymczasem  to  on  zginął  w  wypadku  samochodowym.  Jak  wielu 
mistyków,  którzy  ofiarowali  swe  życie  dla  ocalenia  licznych  dusz,  Marta  była 
przez  całe  swe  życie  dręczona  przez  demona.  W  Męce,  jaką  przeżywała  co 
tydzieo prowadziła istną walkę z mocami Piekieł.  

Diabeł  uderzał  ją,  czasem  silnie,  a  nawet  zrzucał  z  łóżka.  Za  każdym  razem 
podnoszono  ją  poranioną.  Ofiarowała  Bogu  te  nowe  cierpienia,  zadawane  jej 
przez  nieprzyjaciela.  Dzięki  temu  udawało  się  jej  wyrwad  szatanowi  kolejne 
dusze.  

Kiedy Marta przeżywała cierpienia korony cierniowej, diabeł uderzał jej głową o 
mur, ażeby wbid ciernie jeszcze głębiej. Innymi razy wpajał w nią przekonanie, 
że  jest  potępiona  i  że  w  rezultacie  daremnym  było  tak  wiele  cierpied.  Na  trzy 
miesiące przed jej śmiercią diabeł wykręcił jej kręgosłup, co wywoływało u niej 
ból nie do  zniesienia. Demon uprzedzał ją,  że posunie  się do  ostateczności... I 
jak się wydaje istotnie miało to miejsce 6 lutego  1981 roku: znaleziono Martę 
martwą na podłodze jej pokoju.  

background image

 

A

A

K

K

T

T

 

 

Z

Z

A

A

W

W

I

I

E

E

R

R

Z

Z

E

E

N

N

I

I

A

A

 

 

I

I

 

 

O

O

F

F

I

I

A

A

R

R

O

O

W

W

A

A

N

N

I

I

A

A

 

 

S

S

A

A

M

M

E

E

J

J

 

 

S

S

I

I

E

E

B

B

I

I

E

E

 

 

M

M

I

I

Ł

Ł

O

O

Ś

Ś

C

C

I

I

 

 

B

B

O

O

Ż

Ż

E

E

J

J

.

.

 

 

1

1

5

5

 

 

P

P

A

A

Ź

Ź

D

D

Z

Z

I

I

E

E

R

R

N

N

I

I

K

K

A

A

 

 

1

1

9

9

2

2

5

5

 

 

R

R

O

O

K

K

U

U

 

 

 

 

Panie,  mój  Boże! 

 

Poprosiłeś  Twoją  małą  służebnicę  o  wszystko  –  weź  więc  i 

przyjmij  wszystko.  Dzisiaj  daję  samą  siebie  i  poświęcam  się  Tobie  bez  reszty  i 
nieodwołalnie.

  

O, Ukochany mojej duszy! 

 

Pragnę tylko Ciebie i dla Twe Miłości wyrzekam się 

wszystkiego...

 

Boże Miłości! Weź moją pamięd i wszystkie jej wspomnienia.

 

Weź 

mój  rozum  i  spraw,  by  służył  on  jedynie  dla  Twej  największej  chwały...

 

Weź 

moją wolę... 

 

Weź moje ciało i wszystkie jego zmysły, mój umysł i wszystkie jego 

zdolności, moje serce i wszystkie jego uczucia.  

Przyjmij ofiarę mnie samej, jaką każdego dnia i o każdej godzinie

 

składam Tobie 

w  ciszy. 

 

Racz  ją  przyjąd  i  przemienid  łaski  i  błogosławieostwa  dla  tych 

wszystkich,  których  kocham:  dla  nawrócenia  grzeszników  i  dla  uświęcenia 
dusz...

  

Weź  i  uświęd  wszystkie  moje  słowa,  wszystkie  moje  czyny,  wszystkie  moje 
pragnienia. 

 

Bądź  dla  mej  duszy  jej  dobrem  i  jej  wszystkim.  Tobie  ją  daję  i 

powierzam.

  

Akceptuję  z  miłością  wszystko,  co  przychodzi  od  Ciebie:  zmartwienia,  ból, 
radośd,  pocieszenie,  oschłośd,  porzucenie,

 

osamotnienie,  pogardę,  poniżenia, 

pracę,  cierpienie,  doświadczenia...Boże  mój!  Ty  znasz  moją  kruchośd  i 
nieskooczoną głębię mojej wielkiej słabości.  

Gdybym  miała  byd  kiedyś  niewierna  Twojej  Najwyższej  Woli  względem  mnie, 
gdybym  miała  opuścid  Twoją  drogę  Miłości....  och,  błagam  i  zaklinam  Ciebie: 
uczyo mi łaskę, bym umarła natychmiast!

 

O  Boże  mojej  duszy!  O  Boskie  Słooce!  Kocham  Cię,  błogosławię  Ciebie;  Tobie 
cała  się  powierzam.  Chronię  się  u  Ciebie.  Ukryj  mnie  w  głębi  Ciebie...  Zabierz 
mnie ze sobą. Tylko w Tobie pragnę żyd. 

 

M

M

O

O

D

D

L

L

I

I

T

T

W

W

A

A

 

 

D

D

O

O

 

 

Ś

Ś

W

W

.

.

 

 

J

J

Ó

Ó

Z

Z

E

E

F

F

A

A

 

 

O  chwalebny  święty  Józefie,  głowo  świętej 
Rodziny  z  Nazaretu,  tak  bardzo  gorliwy  w 
zaspakajaniu  jej  potrzeb,  rozciągnij  swą  czułą 
opiekę  nad  wszystkimi  Ogniskami  Miłości,  nad 
ich  ojcami,  nad  ich  rodzinami  i  nad  wszystkimi 
ich przyjaciółmi.  
Prowadź wszystkie sprawy duchowe i doczesne, 
które ich dotyczą i spraw, aby służyły na chwałę 
Bogu i dla zbawienia dusz. Amen.  

 

background image

10 

 

M

M

O

O

D

D

L

L

I

I

T

T

W

W

A

A

 

 

M

M

A

A

R

R

T

T

Y

Y

 

 

R

R

O

O

B

B

I

I

N

N

 

 

Z

Z

A

A

 

 

K

K

A

A

P

P

Ł

Ł

A

A

N

N

Ó

Ó

W

W

 

 

O Jezu, Najwyższy Kapłanie, Boski Arcykapłanie! 
Ty, który w niewypowiedzianym porywie miłości 
do  ludzi  pozwoliłeś,  by  z  Twego  Najświętszego 
Serca  wytrysnęło  kapłaoskie  chrześcijaostwo, 
zechciej nadal przelewad, coraz obficiej w twych 
kapłanach 

orzeźwiające, 

uświęcające 

przebóstwiające 

strumienie 

nieskooczonej 

miłości.

 

Żyj  w  nich,  tak  jak  żyłeś  w  Twej 

Najdroższej Betanii. 

 

Spraw,  by  utożsamili  się  z  Tobą,  przemieo  ich 
wszystkich  w  Ciebie...  Uczyo  ich  świętymi  i 
boskimi  jak  Ty.  Uczyo  ich  przez  Twoją  łaskę

 

doskonałymi  narzędziami  Twego  Miłosierdzia  i 
Twojej Miłości... 

 

Działaj  w  nich,  razem  z  nimi  i  poprzez  nich,  i 
spraw,

 

aby  cali  odziani  Tobą  przez  wierne 

naśladownictwo  Twoich  wspaniałych  cnót, 
dokonywali  wszyscy,  w  Twoje  imię  i  mocą 
Twojego  Ducha,  dzieł,  które  Ty  sam  dokonałeś 
dla zbawienia świata.

  

O Jezu, powród do nas, króluj nad nami poprzez 
Twoich  kapłanów.  Odżyj  w  nich  prawdziwie, 
całkowicie,  przedłużaj  samego  siebie  poprzez 
nich  i  na  nowo  przebiegnij  świat  nauczając, 
przebaczając, 

pocieszając, 

błogosławiąc, 

uświęcając, zbawiając, zawiązując na nowo więzi 
Miłości między Sercem Boga i sercem człowieka. 
Amen. 

O

O

 

 

M

M

A

A

T

T

K

K

O

O

 

 

U

U

K

K

O

O

C

C

H

H

A

A

N

N

A

A

 

 

 

 

O Matko ukochana, która tak dobrze znasz drogi 
Świętości i Miłości ucz nas często wznosid umysł 
i  serce  ku  Trójcy  Świętej,  w  Niej  utkwid  wzrok 
pełen szacunku i miłości. A ponieważ Ty idziesz z 
nami  po  drodze  życia  wiecznego,  bądź  bliska 
nam,  biednym  pielgrzymom,  których  Twoja 
miłośd pragnie przygarnąd. Zwród ku nam swoje 
miłosierne spojrzenie, przyciągnij nas do Twojej 
jasności,  napełnij  nas  Twą  dobrocią,  unieś  nas 

background image

11 

 

do Światła i Miłości, unoś nas zawsze coraz dalej 
i  wyżej  we  wspaniałośd  Nieba.  Niech  nic  nie 
zakłóca  naszego  pokoju  i  nie  oddala  nas  od 
myślenia  o  Bogu,  lecz  niech  każda  chwila  coraz 
bardziej  wprowadza  nas  w  głębię  chwalebnej 
Tajemnicy,  aż  do  dnia,  w  którym  nasza  dusza 
całkowicie  jaśniejąca  blaskiem  zjednoczenia  z 
Bogiem,  ujrzy  wszystko  w  wiecznej  Miłości  i 
Jedności. Amen.

 

O

O

 

 

M

M

A

A

R

R

Y

Y

J

J

O

O

,

,

 

 

P

P

O

O

Ś

Ś

R

R

E

E

D

D

N

N

I

I

C

C

Z

Z

K

K

O

O

 

 

W

W

S

S

Z

Z

E

E

L

L

K

K

I

I

C

C

H

H

 

 

Ł

Ł

A

A

S

S

K

K

 

 

 

 

O  Maryjo,  Pośredniczko  wszelkich  łask  Ofiaruj 
Bogu nasz kraj i cały rodzaj ludzki.  
O  Maryjo,  Pośredniczko  pokoju  -  Wprowadź 
pokój w serca ludzkie i do wszystkich narodów.  
O  Maryjo,  Królowo  Ognisk  -  Bądź  wśród  nas 
Królową i we wszystkich Ogniskach, które Ciebie 
kochają.  
O  Maryjo,  Królowo  serc  -  Bądź  Królową  nas 
wszystkich i każdego z osobna.  
Chwała  Ojcu,  Chwała  Synowi,  Chwała  Duchowi 
Świętemu,  chwała  Tobie,  Najświętsza  Dziewico 
Maryjo,  Matko  Boga  i  nasza  Matko,  Królowo 
Nieba i ziemi, teraz i zawsze i na wieki wieków. 
Amen. 

M

M

O

O

D

D

L

L

I

I

T

T

W

W

A

A

 

 

M

M

A

A

R

R

T

T

Y

Y

 

 

Z

Z

A

A

 

 

R

R

E

E

K

K

O

O

L

L

E

E

K

K

C

C

J

J

E

E

 

 

Mój 

Boże, 

Ty 

rozpostarłeś 

już 

swoje 

błogosławieostwo  i  rozlałeś  tyle  łask  na  nasze 
rekolekcje. Proszę Cię, otaczaj nieustannie swoją 
łaskawością  wszystkich,  którzy  uczestniczą  w 
rekolekcjach.  Obdarz  ich  spojrzeniem  pełnym 
miłości.  Niech  zrozumieją,  jak  bardzo  trzeba 
umierad, aby żyd w pełni.  
Moja  Miłości  i  moje  Wszystko,  wyzwól  ich  od 
wszelkiego 

zła, 

ożywiaj 

ich 

dobrem 

nieskooczonym...  
Moja  droga  Matko,  unieś  ich  wraz  z  Tobą  ku 
Trójcy  Świętej.  Niech  rozumieją  każdego  dnia 
trochę więcej, aby rozumieli w pełni