background image

Wprowadzenie

Książka ta jest uzupełnieniem i odpowiednikiem "Pocztu cesarzy rzymskich". Przedstawia losy wszystkich 

żon cesarzy od Augusta do Teodozjusza Wielkiego włącznie, czyli od powstania cesarstwa jako nowej formy 
ustrojowej do roku 395, kiedy to imperium uległo trwałemu i ostatecznemu podziałowi na dwie części, 
zachodnią i wschodnią. Przy takim ujęciu Liwia jest pierwszą cesarzową, Galla zaś ostatnią. Jednakże dla 
pełności obrazu uwzględniono również te żony, które przyszli władcy poślubili przed swym wstąpieniem na tron, 
kiedy więc wielu z nich nawet jeszcze nie marzyło o cesarskiej purpurze. Z tej to przyczyny "Poczet" rozpoczyna 
nie Liwia, pierwsza cesarzowa w dziejach Rzymu, a więc i Europy, ale Klaudia, już w starożytności niemal 
całkowicie zapomniana dziewczyna, którą pojął za żonę Oktawian, późniejszy cesarz August, w samych 
początkach swej kariery politycznej. Wyjątkowo znalazły swe miejsce w poczcie również te kobiety, które na 
pewno lub przypuszczalnie były tylko konkubinami, jeśli związek z nimi miał charakter trwały i znaczący 
historycznie. To przypadek Marcji, konkubiny cesarza Kommodusa, a także Heleny, również chyba tylko 
konkubiny cesarza Konstancjusza I. Podane w "Poczcie" informacje o życiu cesarzowych zaczerpnięte zostały z 
dzieł starożytnych historyków, pisarzy, poetów, słowem z całej zachowanej literatury. Wykorzystano też 
materiał epigraficzny, czyli napisy, oraz numizmatyczny, to jest monety. Wykaz podstawowych źródeł oraz 
nowszych opracowań załączony jest osobno.

Tytuły rozdziałów podają nazwisko cesarzowej w formie spolszczonej. Zamieszczona pod tytułem krótka 

notatka zawiera: pełne nazwisko w formie łacińskiej; nazwisko i lata panowania cesarza, którego była żoną, i 
którą z kolei; orientacyjną datę ślubu oraz ewentualnego rozwodu i śmierci; informację, czy miała tytuł augusty; 
liczbę potomstwa.

Dla właściwego zrozumienia zarówno tych danych, jak też innych faktów i pojęć przywoływanych w toku 

narracji, konieczne są pewne objaśnienia. Chodzi zwłaszcza o trzy obszary: rzymski system nazwisk, rzymskie 
rozumienie instytucji małżeństwa, istotę i formę cesarstwa rzymskiego. Wszystkie one odbiegają od norm i 
skojarzeń myślowych, do jakich przywykliśmy od wieków.

Typowe męskie nazwisko było w Rzymie trójczłonowe: imię, czyli "praenomen", nazwa rodu - 

"gentilicium", gałąź rodu - "cognomen". Tak więc Gajusz to imię, Juliusz - nazwa rodu, Cezar - przydomek gałęzi 
rodu. Identycznie zbudowane są nazwiska: Publiusz Korneliusz Scypion, Marek Tulliusz Cyceron, Publiusz 
Owidiusz Nason. Pojawiały się też przydomki dodatkowe, np. Azjatyk lub Afrykański, bo tam wodzowie odnosili 
zwycięstwa. Bywało też, że łączono w jednym nazwisku przydomki różnych gałęzi rodu i osób. Ale spotykamy 
również nazwiska tylko dwuczłonowe, np. Marek Antoniusz. W sumie można powiedzieć, że ów system był 
podobny do wciąż u nas spotykanych nazwisk góralskich, jak choćby Józef Gąsienica Krzeptowski. Rzymskie 
przydomki były pierwotnie przezwiskami, jak się to często zdarza na wsi, bo też pierwotne społeczeństwo 
rzymskie miało charakter chłopski. Cyceron to Grochal, Nason - Nosal, Brutus - Tępy. Jeśli chodzi o imiona, to ich 
zasób był ograniczony i powtarzający się tradycyjnie w rodzinach. Najczęstsze to Aulus, Gajusz, Gnejusz, Lucjusz, 
Markus, Publiusz, Kwintus, Sekstus, Tyberiusz, Tytus.

Były też imiona żeńskie, jak Gaja, Fausta, Lucja, Publia, Rutilia, także numeryczne: Prima, Sekunda, Tertia, 

Kwarta, Kwinta, co jednak nie musiało oznaczać kolejności urodzin, były one bowiem, podobnie jak przydomki, 
często dziedziczone po matce lub babce. Jednakże pod koniec republiki i w epoce cesarstwa, a więc w tym 
okresie, który obejmuje "Poczet", imiona kobiet w dużej mierze wyszły z użycia, przynajmniej w warstwach 
wyższych. Funkcję imion poniekąd przejęły nazwiska rodowe. Tak więc córka Gajusza Juliusza Cezara zwała się 
Julia, córka Marka Antoniusza - Antonia, a Tyberiusza Klaudiusza - Klaudia. Jeśli było więcej dziewcząt w 
rodzinie, starszą zwano "Maior", młodszą zaś "Minor". Stosowano też przydomki, brane od przodków zarówno 
w linii męskiej, jak i żeńskiej. Córka Tytusa Olliusza powinna zwać się po ojcu Ollia, wzięła jednak nazwisko i 
przydomek rodu matki, Poppei Sabiny, był on bowiem znacznie sławniejszy. Do historii więc żona Nerona weszła 
nie jako Ollia, lecz Poppea Sabina. Przez dłuższy czas panowała też moda na rozbudowywanie nazwisk żeńskich 
przez wzbogacanie ich członami nazwisk i przydomków poprzednich pokoleń, babek i prababek. "Annia Aurelia 
Galeria Lucilla" brzmi jeszcze znośnie, bywały jednak dłuższe. W praktyce i w życiu codziennym posługiwano się 
oczywiście tylko jednym imieniem, w przypadku więc wyżej przytoczonym mówiono o Lucylli.

Wypada przypomnieć, że od zwycięstwa chrześcijaństwa dawne rzymskie nazwiska rodowe funkcjonują 

do dziś jako imiona męskie i żeńskie. Stąd Juliusz i Julia, Emil i Emilia, Klaudiusz i Klaudia, Antoni i Antonia.

Co ważne i znamienne, a zupełnie niezgodne z naszymi zwyczajami, Rzymianka wychodząc za mąż nie 

zmieniała nazwiska. Pozostawała przy swoim rodzinnym. Zaznaczano jednak niekiedy: "Livia Augusti" - Liwia, 
żona Augusta, lub "Plotina Traiani" - Plotyna, żona Trafiana.

background image

Ów fakt, że zamężna Rzymianka nosiła dalej nazwisko rodzinne, ma swoją wymowę niemal symboliczną. 

Kobieta, choć zazwyczaj przy ślubie przechodziła formalnie spod władzy ojca pod władzę męża, miała jednak i 
zatrzymywała dużą samodzielność. Wynikało to z samej istoty rzymskiego małżeństwa. Był to dobrowolny akt 
dwojga osób (ich samych lub rodziców, jeśli pozostawali pod ich władzą), spełniających odpowiednie warunki 
(stosowny wiek, obywatelstwo, przynależność do odpowiedniego stanu, niezbyt bliski stopień pokrewieństwa), 
zgodnie decydujących się na wspólne, trwałe pożycie. "Consensus facit nuptias", mówi zwięzła zasada rzymska - 
dla zawarcia małżeństwa konieczna jest obopólna zgoda. Związek nie był nigdzie rejestrowany lub 
potwierdzany, ani przez urzędników, ani też przez kapłanów w świątyni. Był instytucją prywatno-społeczną, a 
nie urzędową. Oczywiście odbywały się tradycyjne ceremonie, składano bogom ofiary, byli świadkowie i goście, 
uroczyście łączono prawice i wypowiadano piękną formułę "Ubi tu Gaius, ibi ego Gaia", wśród śpiewów 
odprowadzano pannę młodą do domu męża, który wnosił ją przez próg na rękach, nade wszystko zaś spisywano 
umowę majątkową. Wszystko to jednak miało znaczenie uboczne. Ważna i wystarczająca była tylko obopólna 
wola utrzymywania związku, czyli "affectio maritalis". Jest wola, jest małżeństwo. Jeśli wygasa, po którejkolwiek 
ze stron, nie ma małżeństwa. Następuje rozwód. I znowu nie wymagał on żadnego postępowania sądowego lub 
kapłańskiego, nie wymagał nawet zgłoszenia do jakiegokolwiek urzędu. Wystarczało ustne lub pisemne 
oświadczenie, powód nie miał znaczenia, choć często podawano bezpłodność, niezgodność charakterów, 
uciążliwość obyczajów, podejrzenie o cudzołóstwo. Zasadę pełnej swobody w tym zakresie najzwięźlej ujmuje 
konstytucja cesarza Aleksandra Sewera z roku 223: "Libera matrimonia esse antiquitus placuit" - od dawnych 
czasów uznaje się małżeństwa za związek wolny. Nawet szczególnie uroczystą, pradawną ceremonię ślubną, 
zwaną "farreatio", można było unieważnić przez "disfarreatio".

Dla uniknięcia nieporozumień należy dodać, że sławne ustawy małżeńskie cesarza Augusta, ustanowione 

być może pod wpływem jego żony Liwii, w niczym nie zmieniały zasad, istoty i charakteru tej instytucji. Uściślały 
przede wszystkim, kto może taki związek zawierać. Przyznawały pewne przywileje małżonkom, zwłaszcza 
mającym dzieci, nakładały natomiast różne ciężary i ograniczenia prawne na trwających w celibacie oraz na 
bezdzietnych. Regulowały wreszcie postępowanie w wypadku stwierdzenia cudzołóstwa oraz sposób 
wymierzenia kary. Mówiąc językiem współczesnym, miały charakter prorodzinny, lecz nie dotyczyły samych 
małżeństw. Ustawy te, podobnie jak wszystkie inne o szlachetnych intencjach, ale wkraczające zbyt głęboko w 
sferę życia prywatnego, miały bardzo umiarkowane znaczenie praktyczne.

Pierwszy znany nam, bo odnotowany w kronikach, rozwód nastąpił w Rzymie w roku 231 p.n.e. Na pewno 

wszakże nie był pierwszy w ogóle. Potem, zwłaszcza u schyłku republiki i w początkach cesarstwa, słyszymy o 
nich często. Należy jednak mieć na uwadze, że zasób informacji, jakim w tym względzie dziś dysponujemy, 
dotyczy głównie najwyższych warstw społecznych. Chodziło tam o wielką politykę i wielkie pieniądze. Z drugiej 
zaś strony wiele świadczy, że przy całej łatwości rozwody byty źle widziane i źle oceniane; stosunkowo więc 
rzadkie w niższych warstwach. Być może waśnie fakt, że każda ze stron mogła tak łatwo odejść, stwierdzając po 
prostu, że afekt się skończył, zmuszał współmałżonka do dbania o to, by nie wygasł. Kto wie, czy nie był to 
bardziej skuteczny sposób utrzymania związku niż prawny i religijny przymus.

Nam, wychowanym w przekonaniu, że małżeństwo jest związkiem nierozerwalnym, a jeśli 

rozwiązywalnym, to tylko w ostateczności, z wyjątkowych przyczyn, które muszą być zbadane i uznane w toku 
przykrego postępowania sądowego, rzymska koncepcja może wydać się osobliwa. Ale to właśnie Rzymianin 
mógłby wielce się dziwić, jak można zmuszać kogoś, by współżył z osobą, która mu nie odpowiada i z którą 
współżyć po prostu nie chce. Taki przymus jest przecież pogwałceniem prawa naturalnego, samej jego istoty. 
Zupełnie tak samo, jak nie można nikomu nakazać, by trwał w miłości. Bogowie sprawiają, że rodzi się afekt, 
bogowie też mogą go odebrać, osobom postronnym nic do tego.

Oczywiście od razu nasuwa się pytanie: a co z dziećmi, co ze sprawami majątkowymi? Jeśli chodzi o te 

pierwsze, problem był o tyle prosty, że z mocy prawa i tradycji dzieci zawsze pozostawały pod władzą ojca, on za 
nie odpowiadał. Kwestie zaś majątkowe regulowano już przy zawieraniu małżeństwa odpowiednimi umowami.

W praktyce to władza rodzicielska odgrywała decydującą rolę przy zawieraniu małżeństw. To ojciec i 

matka postanawiali, z kim ma się żenić syn, za kogo wydać córkę. Oni oświadczali, że istnieje afekt małżeński. 
Uznawano, że dziewczyna jest "nubilis", czyli gotowa do zamążpójścia, kiedy miała co najmniej 12-13 lat życia, 
zwykle jednak nie więcej niż 15. Chłopiec bywał starszy, a nawet znacznie starszy, zgodnie ze starożytnym 
poglądem, że czas biologiczny kobiety i mężczyzny biegnie inaczej.

Dziewczyny młodo wychodziły za mąż, młodo stawały się matkami, młodo też umierały. Statystyka jest 

przerażająca, a obraz wydaje się podobny we wszystkich warstwach społecznych. Świadczą o tym zarówno 
nagrobki - a jest ich tysiące - kobiet z rodzin zwykłych, jak też ten "Poczet cesarzowych". Najczęściej młode 

background image

matki padały ofiarą powikłań okołoporodowych. Przywykliśmy w naszych czasach do tego, że niemal we 
wszystkich krajach przeciętna życia kobiety jest wyższa niż mężczyzny i że w rocznikach starszych przewaga 
kobiet rośnie. Tymczasem w społeczeństwie rzymskim sytuacja była dokładnie odwrotna: występowała 
nadumieralność kobiet młodych i w związku z tym tak zwana maskulinizacja grup starszych. Przypadki takie jak 
cesarzowej Liwii, która przeżyła lat 86, lub też prawie równie wiekowych Eutropii czy Heleny, są wyjątkowe.

Czytelnik zauważy, że w notatkach informacyjnych daty urodzin i śmierci cesarzowych, podobnie jak i 

ślubu, podawane są przeważnie tylko w pewnym przybliżeniu. Najczęściej bowiem nasz materiał nie zawiera 
precyzyjnych danych i zmuszeni jesteśmy do ustalania ich za pomocą wskazówek pośrednich. W wielu 
życiorysach przedstawiono, co może być pouczające, ów tok rozumowania i dochodzenia do dat 
prawdopodobnych. Ubóstwo informacji, jeśli chodzi o cesarzowe, wiąże się oczywiście z tym, że z reguły 
pozostawały one w cieniu mężów, nawet jeśli ich faktyczne i pośrednie znaczenie, wpływ na sprawy wielkiej 
polityki, były ogromne. Dziejopisów wszakże interesowały głównie plotki, skandale obyczajowe, oszczerstwa.

Odnosi się wrażenie, że nawet poważni historycy starożytni stawali się, gdy przyszło im pisać o 

cesarzowych, kimś w rodzaju współczesnych dziennikarzy, a nawet wręcz "paparazzi". Czytelnik sam osądzi, ile 
w owym materiale jest prawdy, ile fikcji, które informacje zasługują na uwagę, które zaś są wytworem chorej 
wyobraźni. Na ogół, trzeba to stwierdzić, los cesarzowych był ciężki, przeważnie nawet tragiczny. Wiele z nich 
zapłaciło bardzo drogo za kilka lat, niekiedy tylko kilka miesięcy lub dni, blasku i chwały. Nie oszczędzali ich, a 
zarazem nie doceniali współcześni, my zaś obecnie skazani jesteśmy na materiał źródłowy ubogi i stronniczy.

Przypomnijmy wreszcie, o czym była już mowa w "Poczcie cesarzy rzymskich", że należy strzec się 

przenoszenia naszych wyobrażeń, związanych z określeniami cesarz i cesarzowa, na tamte czasy. Od wieków 
wypowiadając te wyrazy mamy przed oczami koronację i strój koronacyjny, insygnia władzy monarszej, 
majestat władcy panującego z łaski Boga. Tak było w średniowieczu, ale nie w starożytności. Forma ustrojowa 
wprowadzona przez cesarza Augusta w roku 27 p.n.e., potocznie zwana cesarstwem, bardziej zaś naukowo 
pryncypatem, polegała przede wszystkim na skupieniu w jednym ręku najważniejszych urzędów 
republikańskich, co dawało faktyczną władzę przy zachowaniu pozorów istnienia Rzeczpospolitej i jej instytucji, 
łącznie z senatem. Nie było więc aktu i ceremonii koronacji cesarza ani cesarzowej. Nie było też, przynajmniej w 
pierwszych wiekach, żadnych szczególnych insygniów władzy, poza tymi, które można uznać za spadek po 
czasach republikańskich, jak na przykład purpura, dawniej przysługująca wodzom. Z biegiem lat mnożyły się 
przywileje, także dla cesarzowych.

Cesarz otrzymywał na mocy uchwały senatu przydomek Augusta, który stawał się częścią składową jego 

nazwiska, i dlatego pisze się go dziś dużą literą. W miarę upływu lat jednak zyskał on charakter tytułu, a wtedy 
już piszemy go małą literą. Natomiast z cesarzowymi bywało różnie. Niektórym ów tytuł przyznawano, 
oczywiście zawsze za przyzwoleniem cesarza, inne otrzymywały go z pewnym opóźnieniem, inne w ogóle nigdy 
nie dostąpiły tego zaszczytu. W ich wypadku był to tylko tytuł, dlatego przyjęło się obecnie pisać go małą literą. 
Tylko cesarz miał prawo wybijania w Rzymie monet ze swoją podobizną, tytulaturą, symboliką. Podobizny i 
tytuły cesarzowych pojawiały się natomiast w mennicach greckich, zwłaszcza w aleksandryjskiej. Dopiero od 
czasów Domicji Longiny, żony cesarza Domicjana, również mennica rzymska regularnie emitowała monety 
cesarzowych. Poprzednio wyjątkowo dostąpiła tego zaszczytu Agrypina, żona Klaudiusza i matka Nerona.

Podobnie jak cesarz, również cesarzowe odbierały cześć boską, to jest miały swoje świątynie i kapłanów, 

ale tylko na wschodzie. W Rzymie przyznawano im ten zaszczyt pośmiertnie, poprzez uchwałę senatu, mocą 
której otrzymywały tytuł "diva" - boska. Nie wszystkie oczywiście. Mogły też jednak pośmiertnie zostać skazane 
uchwałą senatu na "damnatio memoriae", dosłownie "skazanie pamięci", czyli "skazanie na niepamięć". 
Polegało to na obaleniu ich posągów oraz wymazaniu czy też wyskrobaniu i wydłutowaniu ich nazwisk z 
napisów. Obyczaj barbarzyński, niewątpliwie, stosowany jednak na podstawie aktu prawnego, jawnie i uczciwie. 
Znacznie bardziej barbarzyńskie, a w istocie ohydne jest skazywanie na niepamięć poprzez różnego rodzaju 
tajne instrukcje, zapisy itp. Stawne do dziś są słowa Josepha Goebbelsa, który zakazywał swym pismakom 
wymieniania osób jemu niewygodnych, wołając: "Macie zamilczeć go na śmierć!" Stosowano i stosuje się do 
dziś podobne zabiegi, zarówno w ustrojach totalitarnych, jak też nawet w krajach mieniących się 
demokratycznymi państwami prawa. Rzymianie, powtórzmy, byli pod tym względem uczciwsi. Zresztą te 
orwellowskie próby wymazania z pamięci kończyły się na ogół i kończą do dziś efektem wręcz przeciwnym.

Życiorysy cesarzowych ułożone zostały chronologicznie, tak jednak, by każdy tworzył w miarę możliwości 

zamkniętą i zrozumiałą całość. Stąd pewne powtórzenia. Dla zrozumienia losów cesarzowych konieczne było 
oczywiście przynajmniej naszkicowanie osobowości i polityki ich małżonków, ale tylko na tyle, na ile jest to 
potrzebne do zrozumienia toku wywodów. Pozostaje wreszcie kwestia ostatnia, interesująca i ważna: portrety 

background image

cesarzowych. Jak wiadomo, przykłady malarstwa antycznego nie są nam znane poza nielicznymi szczątkami.

W gruncie rzeczy mamy tylko jeden malarski portret cesarzowej: sławne tondo egipskie, przedstawiające 

Julię Domnę, Septymiusza Sewera i Karakallę. Poza tym zdani jesteśmy wyłącznie na monety i posągi. Te 
pierwsze są z reguły zbyt małe i nieprecyzyjne w oddawaniu rysów twarzy. Drugie nie zawsze można 
zidentyfikować. Istnieje wiele znakomitych prac poświęconych ikonografii cesarzy i cesarzowych, ale też równie 
wiele kontrowersji, jeśli chodzi o interpretację. Opracowanie tego materiału wymagałoby odrębnej książki. W 
tej sytuacji najlepszym wyjściem wydaje się ograniczenie ilustracji do zaprezentowania przerysów antycznych 
monet z podobiznami cesarzowych w XVII-wiecznym wykonaniu, przerysów wyraźnych i jednolitych 
stylistycznie.

Klaudia

"Claudia". Pierwsza żona Gajusza Juliusza Cezara, zwanego Oktawianem, który panował później jako 

cesarz August od 27 r. p.n.e. do 14 n.e. Poślubiła go w 43 r. p.n.e., rozwód nastąpił w 41 r. p.n.e.

Była córką osławionego trybuna ludu Publiusza Klaudiusza, zwanego też Klodiuszem. Ów wichrzyciel i 

demagog, śmiertelny wróg Cycerona, zginął w bójce podmiejskiej w styczniu roku 52 p.n.e. Z małżeństwa z 
Fulwią miał córeczkę, która nosiła jego nazwisko - Klaudię. Tracąc ojca, nie mogła liczyć sobie więcej niż dwa lub 
trzy lata. Fulwia wychodziła potem jeszcze dwukrotnie za mąż. Po raz trzeci i ostatni za Marka Antoniusza, 
jednego z najbliższych oficerów Cezara. Gdy w 44 roku p.n.e. spiskowcy zamordowali dyktatora w budynku 
senatu, Antoniusz stał się jednym z głównych polityków walczących o przejęcie po nim władzy. Doszło do wojny 
domowej. Uczestniczy w niej również młody, zaledwie dwudziestoletni Gajusz Oktawiusz, wnuk siostry Cezara. 
Został adoptowany przezeń w testamencie, odtąd więc zwał się oficjalnie Gajusz Juliusz Cezar, choć potocznie 
określano go niekiedy mianem Oktawiana, ponieważ pochodził z rodu Oktawiuszów.

Jesienią 43 roku p.n.e., podczas walk nad Padem pomiędzy wojskami Antoniusza i Oktawiana, żołnierze 

obu stron wymusili porozumienie trzech wodzów: Antoniusza, Oktawiana i Lepidusa. Tak powstał drugi w 
dziejach Rzymu układ zwany triumwiratem. Żołnierze domagali się również, aby to porozumienie umocnić 
związkami małżeńskimi.

W tej sytuacji Oktawian poślubił pasierbicę Antoniusza, mniej więcej 12-letnią Klaudię. Nawet jak na 

tamte czasy był to wiek zbyt wczesny dla zamążpójścia, zazwyczaj bowiem związek zawierano, gdy dziewczyna 
miała około 15 lat. Mówiono, że Klaudia jest "vix nubilis", czyli zaledwie sposobna do małżeństwa.

Tak więc dwudziestoletni Oktawian pojął ze względów politycznych dziewczynę młodszą od siebie o 

przynajmniej 7 lat. Zgodził się na to, choć był już zaręczony z Serwilią, córką wpływowego byłego konsula. 
Zerwał jednak zaręczyny, a Serwiliusza ułagodzono dając mu po raz drugi konsulat na rok 41 p.n.e.

Małżeństwo z Klaudią pozostało białe. W każdym razie w 2 lata później Oktawian, odprawiając swą 

młodziutką żonę, aby zawrzeć nowe, równie politycznie uwarunkowane małżeństwo, złożył formalną przysięgę, 
że Klaudia jest dziewicą. Zastanawiano się wówczas, czy od początku planował, że nie tknie dziewczyny, licząc 
się z możliwością nowych układów? Znając jednak późniejsze, dobrze poświadczone upodobania erotyczne 
Oktawiana, można wysunąć inne przypuszczenie: miał zdecydowaną skłonność do kobiet dojrzałych, zwłaszcza 
mężatek. Do rozwodu przyczyniła się też teściowa, Fulwia. Była to postać niezwykła i z pewnością niezbyt 
sympatyczna: gwałtowna, chciwa, zżerana przez ambicję, wciąż knująca intrygi. Powiadano, że nie ma w niej nic 
kobiecego prócz ciała. Oktawian jej nie znosił. W każdym razie tak twierdził, by w ten sposób okazać, że nie ma 
nic przeciw samemu Antoniuszowi.

Dalsze losy Klaudii nie są nam znane. Jej matka zmarła w roku 40 p.n.e., a więc niedługo po rozwodzie 

Klaudii, śmiercią naturalną. Przybrany ojciec, Antoniusz, związał się już wtedy całkowicie z Kleopatrą. Czy Klaudia 
wyszła jeszcze za mąż? Czy pierwszy mąż, późniejszy cesarz, kiedykolwiek jeszcze się nią zainteresował? To 
bardzo wątpliwe, Oktawian bowiem, jak wiadomo, bywał całkowicie obojętny i nieczuły nawet wobec swych 
najbliższych.

Skrybonia

"Scribonia". Druga żona Oktawiana, panującego później jako cesarz August w latach 27 p.n.e. - 14 n.e. 

background image

Poślubiła go w 40 r. p.n.e., rozwód nastąpił w 39 p.n.e., zmarła po r. 17 n.e. Miała z Oktawianem córkę.

W przeciwieństwie do swej poprzedniczki, Klaudii, Skrybonia wychodząc za Oktawiana była już kobietą 

dojrzałą, dwukrotnie zamężną, matką trojga dzieci. Z małżeństwa pierwszego z Korneliuszem Lentulusem miała 
syna, z drugiego zaś, z Korneliuszem Scypionem, syna i córkę. Ci dwaj należeli oczywiście do stanu 
senatorskiego. Dlaczego aż dwukrotnie się rozwodziła? 0 tym źródła milczą. Wśród arystokracji rzymskiej było to 
jednak tak częste i łatwe, że nie budziło zdziwienia.

Jej brat, Skryboniusz Libon, wydał swoją córkę za Sekstusa Pompejusza, faktycznego władcę Sycylii, gdzie 

utworzył jakby państwo pirackie. Oktawian, przygotowując się do wojny z Antoniuszem, musiał zabezpieczyć się 
od strony morza i nie mógł dopuścić do tego, by Sekstus Pompejusz i Antoniusz sprzymierzyli się przeciw niemu. 
Przyjaciel i doradca Oktawiana, Mecenas, porozumiał się w 40 roku p.n.e. ze Skryboniuszem Libonem. Zawarto 
układ. Oktawian poślubił siostrę Skryboniusza, wszedł więc w rodzinne związki z Sekstusem Pompejuszem. 
Małżeństwo jednak trwało bardzo krótko, zaledwie rok, udało się bowiem osiągnąć ugodę najpierw z 
Antoniuszem, potem także z Sekstusem Pompejuszem. Do wojny na razie nie doszło. Pod koniec 39 roku 
Skrybonia urodziła córeczkę, która oczywiście nosiła nazwisko oficjalne ojca, zwała się więc Julia. Natychmiast 
po porodzie Oktawian rozwiódł się z nią. Twierdził, że czyni tak "propter perversitatem morum" - z powodu 
przewrotności obyczajów żony.

To zgrabne sformułowanie łacińskie można rozumieć różnie. Czy Skrybonia była nieobyczajna, czy też po 

prostu uciążliwa i nieznośna? Daje do myślenia, że już poprzednio się rozwodziła. Ale faktem jest również, że 
właśnie w tym czasie Oktawian poznał piękną, młodą mężatkę i wcale nie ukrywał, jak wielkie na nim zrobiła 
wrażenie.

Skrybonia, odsunięta od Oktawiana, żyła nadal w Rzymie. Jeden z jej synów doszedł do godności konsula, 

córka również wyszła za senatora tej rangi. Zupełnie natomiast inaczej potoczyły się losy córki jej i Oktawiana, o 
czym będzie mowa osobno, w życiorysie poświęconym Julii.

W 2 roku p.n.e. August skazał swą córkę, Julię, wówczas już wdowę po Agrypie, na wygnanie. Najpierw 

przebywała na prawie bezludnej wysepce, potem w mieście Regium u południowego cypla Italii. Skrybonia 
dobrowolnie towarzyszyła jej w tym nieszczęściu. A Julia zmarła dopiero w 14 roku n.e.

Wcześniej Skrybonia musiała jeszcze opłakiwać niespodziewaną śmierć swych dwóch wnuków, synów 

Julii. Lucjusz zmarł w 2 roku n.e., a Gajusz w 4. Potem wygnano jej wnuczkę Julię Młodszą, a w roku 14 
zamordowano trzeciego wnuka, Agrypę Pogrobowca.

Skrybonia żyła jeszcze w roku 17 n.e. Wtedy to doradziła swemu młodemu krewnemu, Skryboniuszowi 

Druzusowi, gdy został oskarżony o spiskowanie przeciw cesarzowi Tyberiuszowi, by nie popełniał samobójstwa. 
Powiedziała: A czemuż to chcesz załatwiać sprawę za kogoś? Chodziło jej o to, by cala odpowiedzialność za 
śmierć młodego człowieka spadla na cesarza. Była to rada mądra i godna pani określanej mianem "gravis" - 
poważna. Jednakże ten jej nie posłuchał. Odebrał sobie życie, a jego proces przed senatem i tak toczył się dalej.

Liwia

"Liwia Drusilla". Trzecia i ostatnia żona Oktawiana, panującego od 27 r. p.n.e. do 14 n.e. jako cesarz 

August. Urodziła się 30 stycznia 58 r. p.n.e. Wyszła za mąż  za Tyberiusza Klaudiusza Nerona w 43 r. p.n.e. Po 
rozwodzie z nim poślubiła Oktawiana w dniu 17 stycznia 38 r. p.n.e. W r. 14 n.e. na mocy testamentu zmarłego 
Augusta została adoptowana do jego rodu jako Julia Augusta. Zmarła w 29 r. n.e., mając 86 lat. Zaliczona została 
w poczet bogów w r. 42 n.e. jako "Diva Augusta". Miała dwóch synów z pierwszego małżeństwa.

Wielu współczesnych jej Rzymian uważało, że była surową matką Rzeczypospolitej, a surową macochą 

domu cesarskiego. To wieloznaczne określenia. Historyk dzisiejszy, pragnący obiektywnie ocenić Liwię i jej rolę 
w dziejach jako pierwszej cesarzowej Rzymu, staje nieco bezradny wobec faktów i sprzecznych opinii. Była 
matką czy macochą? Czy dążyła przede wszystkim i za każdą cenę do zapewnienia władzy swemu potomstwu, 
czy też to tylko splot nieszczęsnych okoliczności sprawił, że przypisywano jej czyny, których w istocie nie 
popełniła? Czy rację miał August, w sprawach polityki zawsze tak podejrzliwy i bezwzględny, darząc ją 
całkowitym zaufaniem przez ponad pól wieku, czy też był po prostu ślepy, jak wielu mężczyzn, na to, co się 
dzieje w jego własnym domu? A może to Klaudiusz, wnuk tak przez Liwię pogardzany, później zaś tak lojalny 
wobec pamięci o niej, najtrafniej scharakteryzował ją słowami "Ulisses w niewieściej sukni", czyli kobieta mądra, 

background image

ale  też podstępna i niebezpieczna?

Czy prawdziwy jest jej wizerunek, tak plastycznie nakreślony przez nowożytnego powieściopisarza, 

Roberta Gravesa, jako kobiety gotowej na wszystko, by zapewnić przyszłość swym dzieciom, prawdziwej żmii 
pełzającej po marmurowych posadzkach cesarskiego pałacu? A może powinniśmy zaufać sądowi, jaki z 
szacunkiem i podziwem wyrażali ludzie bliscy jej czasom?

Rodem, uczciwością, urodą najświetniejsza z Rzymianek, kobieta pod każdym względem bardziej bogom 

niż ludziom podobna; żona czuwająca nad świętą czystością swego domu, jak nakazują pradawne obyczaje; pani 
mądra i wielkiego ducha, przystępna bardziej niż dawne matrony; nie panująca nad swymi uczuciami jako 
matka, ale jako żona uległa, potrafiąca sprostać i przemyślności męża, i udawactwu syna.

Niektóre fakty z jej życia są pewne i bezsporne, inne poddają się różnym interpretacjom.

Ród i pierwsze małżeństwo
Ojciec, Marek Liwiusz Druzus, senator, podczas wojny domowej po zamordowaniu Cezara przez Brutusa i 

Kasjusza opowiedział się po ich stronie, a przeciw Antoniuszowi i Oktawianowi. Brał udział w bitwie pod Filippi w 
październiku roku 42 p.n.e. Gdy Brutus i Kasjusz ponieśli klęskę, popełnił samobójstwo.

A zaledwie w miesiąc później, w dniu 16 listopada tegoż roku, jego córka Liwia, żona Tyberiusza 

Klaudiusza, urodziła syna, przyszłego cesarza Tyberiusza. Miała wtedy zaledwie szesnaście lat. Jej mąż, którego 
poślubiła zapewne pod koniec roku 43 p.n.e., należał najpierw do oficerów Cezara, kiedy jednak ten zginął 
ugodzony sztyletami spiskowców w senacie, natychmiast stanął po stronie zabójców, podobnie jak teść.

Tyberiusz Klaudiusz popadł w konflikt z Oktawianem i ścigany przez jego ludzi musiał w roku 40 p.n.e. 

uciekać na Sycylię wraz z Liwią i dwuletnim Tyberiuszem. Gdy w Neapolu potajemnie wsiadali na okręt, płacz 
dziecka omal ich nie zdradził. Z Sycylii przenieśli się na Peloponez, do Sparty, ale i tę musieli opuścić w 
pośpiechu. W drodze przez góry zaskoczył ich pożar lasu. Liwia omal nie zginęła, płomienie bowiem już lizały jej 
suknię i osmoliły włosy.

Kiedy jednak Oktawian zawarł w 39 roku p.n.e. porozumienie z Antoniuszem, rodzina mogła powrócić do 

Italii. I wtedy to Oktawian zetknął się, być może pierwszy raz, z dziewiętnastoletnią Liwią, będącą po raz drugi w 
ciąży. Postanowił ożenić się z nią możliwie szybko, natychmiast. Nie zważał nawet na to, że właśnie wtedy żona 
Skrybonia urodziła mu córkę, jedyne, jak miała pokazać przyszłość, jego dziecko. Rozwiódł się ze Skrybonią 
podobno w dniu urodzin ich córki Julii. Przezornie jednak zwrócił się do kolegium kapłańskiego z zapytaniem, czy 
wolno ślub zawierać, jeśli przyszła żona jest przy nadziei. Odpowiedziano, że jeśli fakt jest znany, wolno. 
Otoczenie Oktawiana zauważyło, że od momentu poznania Liwii zaczął się golić, dotychczas bowiem nosił małą 
bródkę. I takim go znamy z wszystkich podobizn, jako gładkolicego przez całe już życie. A zwyczaj ten, golenie 
brody, był odtąd praktykowany przez wszystkich cesarzy I wieku.

Drugie małżeństwo
Ślub odbył się w dniu 17 stycznia 38 roku p.n.e. Dziwaczność sytuacji polegała nie tylko na tym, że panna 

młoda była w zaawansowanej, bo już 6-miesięcznej ciąży. Oto rolę jej ojca, przekazującego władzę nad nią w 
ręce małżonka, odgrywał dotychczasowy mąż, a zarazem ojciec dziecka, które Liwia podczas ślubu nosiła w 
łonie! Potem w trakcie wesela doszło do zabawnego incydentu. Było zwyczajem ówczesnych pań, że miały przy 
sobie małych chłopców, rodzaj amorków. Jeden z nich widząc, że przy uczcie Liwia zajmuje miejsce obok 
Oktawiana, a Tyberiusz Klaudiusz spoczywa gdzie indziej i z kimś innym, podszedł do niej mówiąc: Co czynisz, 
pani? Przecież twój mąż tam leży!, i pokazał palcem. Na pewno ku niemałej, lecz skrywanej uciesze gości. 
Pierwszy mąż Liwii zmarł w kilka lat później. Wyprawiono mu okazały pogrzeb, mowę zaś pochwalną wygłosił 
jego starszy syn Tyberiusz, mający wówczas około 9 lat.

Już w 3 miesiące po ślubie Liwia urodziła drugiego syna, który po jej ojcu otrzymał przydomek Druzus. 

Oktawian odesłał go natychmiast ojcu rzeczywistemu, czyli Tyberiuszowi Klaudiuszowi, który wychowywał. go, 
dopóki żył. A w stolicy w związku z urodzeniem Druzusa krążyło złośliwe porzekadło: Szczęśliwym dzieci rodzą 
się już po trzech miesiącach!

Tak więc ironia losu sprawiła, że Liwia, córka śmiertelnego wroga Oktawiana, żona jego przeciwnika i sama 

wraz z rodziną ścigana przez jego ludzi, stała się właśnie jego żoną. Miała też być - o czym w chwili ślubu 
oczywiście nikt nie mógł wiedzieć - faktycznie i formalnie pierwszą cesarzową rzymską oraz matką przyszłego 
cesarza. Ona, córka i żona zagorzałych obrońców republiki! Już historycy starożytni zwrócili uwagę na tę 
niezwykłość sytuacji, jakby wyreżyserowaną przez boginię złośliwego losu.

Małżeństwo miało trwać ponad pól wieku w harmonii, wzajemnym szacunku i miłości. Żadne z 

background image

późniejszych małżeństw cesarskich w Rzymie nie mogło się z nim równać, ani długotrwałością, ani też tak 
przykładną zgodą. Był to jednak związek bezdzietny, co stało się przyczyną wielu tragedii osobistych i miało 
swoje skutki polityczne. Pierwsze i jedyne dziecko urodziło się martwe. Powodem był chyba konflikt krwi, oboje 
bowiem mieli potomstwo z innych związków. Ale dla starożytnych był to dowód niechęci czy też pomsty bogów.

Gdy pytano Liwię, jakim to sposobem tak przywiązała męża do siebie, odpowiadała: Prawdziwą 

skromnością; tym, że wszystkie jego życzenia chętnie wykonywałam; i tym, że nigdy się nie wtrącałam do jego 
spraw, a jego przygód miłosnych nie tylko mu nie wypominałam, ale wręcz udawałam, że o nich nic nie wiem.

Trzeba jednak przyznać, że mąż odpłacał jej najwyższym i jawnym szacunkiem. Nigdy nie ukrywał swego 

do niej przywiązania i tego, jak bardzo się z nią liczy.

Cesarzowa
O wyjątkowej pozycji Liwii dowodnie świadczyły przywileje i zaszczyty, jakimi obsypywano ją z inicjatywy 

Oktawiana. Nigdy dotychczas żadna kobieta nie miała w Rzymie praw tak niezwykłych. Już w roku 35 p.n.e. 
senat uchwalił, że można wznosić ku jej czci posągi, a jej samej wolno prowadzić swe sprawy majątkowe bez 
opiekuna. Majątek zaś miała olbrzymi i wciąż rosnący. Przyznano Liwii taką samą świętą nietykalność, jaką od 
pradawnych czasów cieszyli się tylko trybunowie ludu; kontynuacją tej nietykalności trybunów jako 
przedstawicieli ludu jest obecnie immunitet poselski. W kilkanaście lat później otrzymała też przywileje 
ustawowo przysługujące matkom trojga dzieci, choć miała tylko dwóch synów.

W 27 roku p.n.e. senat dał Oktawianowi wiele uprawnień i honorów, a wśród nich także tytuł Augusta, 

który stal się zarazem częścią jego nazwiska. Tak więc przeszedł do historii jako cesarz August, pierwszy 
formalnie cesarz rzymski. Rok ów przyjęto się uważać za początek nowego ustroju w dziejach Rzymu. Liwia za 
życia męża tytułu augusty nie otrzymała. Dopiero po jego śmierci w roku 14 n.e. została w testamencie 
adoptowana do rodu Augusta, zwała się więc odtąd Julia Augusta. Póki on żył, niemal na wszystkich napisach 
występuje jako "Livia Augusti" lub "Livia Caesaris", czyli Liwia żona Augusta, względnie Cezara. Za to na napisach 
w miastach greckich nazywano ją często boginią, na monetach zaś tam wybijanych widnieje jej podobizna oraz 
tytuł augusta (po grecku "Sebaste").

Towarzyszyła cesarzowi w wielu jego podróżach po prowincjach wschodnich i zachodnich, służąc, jak 

powszechnie uważano, radą i pomocą, choć nigdy nie czyniła tego publicznie.

Liwia i rodzina
Lecz obok blasku cesarskiej chwały, wspaniałych uroczystości i boskich uwielbień toczyło się też życie 

rodzinne. Miało ono, mimo przykładnej zgody pary małżeńskiej, swoje komplikacje i rzeczywiste dramaty, a 
nawet tragedie. Cesarz stał przed problemem, jak zapewnić stabilizację państwa i ustroju, a zarazem przyszłość i 
bezpieczeństwo swego potomstwa. Przecież nic jeszcze nie było prawnie lub tradycyjnie unormowane. Nowy 
ustrój dopiero powstawał i faktycznie wszystko opierało się na łączeniu najwyższych urzędów w ręku jednego 
człowieka, właśnie Augusta. Kto i w jaki sposób ma przejąć po nim sukcesję? Sprawa była tym bardziej trudna, 
że nie miał syna.

W 25 roku p.n.e. wydał jedyną córkę Julię za swego siostrzeńca Klaudiusza Marcellusa. On miał wówczas 

17 lat, ona - 14. Nie wiemy, czy Liwia aprobowała ten związek. Był on zresztą krótkotrwały, Marcellus bowiem 
zmarł bezpotomnie już w 2 lata później. I wtedy to po raz pierwszy zaczęto szeptać, że to Liwia ponosi 
prawdziwą odpowiedzialność za ten zgon przedwczesny, pragnąc bowiem otworzyć drogę do władzy swym 
synom, mogła posłużyć się trucizną. Zaprzeczano tym oskarżeniom wskazując, że był to rok wyjątkowo 
nieszczęsny i zebrał w Rzymie ogromne żniwo śmierci; jego ofiarą omal nie padł sam August. Dziś można by 
zapewne określić, co spowodowało nagły wzrost zachorowań, rodzaj epidemii. Wówczas jednak każdy nagły 
zgon dawał podstawę do oskarżeń, że dana osoba została otruta.

Drugim mężem młodej wdowy po Marcellusie został z woli Augusta jego najbliższy przyjaciel i 

współpracownik, Wipsaniusz Agrypa. Był już żonaty, i to z siostrzenicą Augusta, miał też dzieci z tego związku, 
musiał jednak się rozwieść. Różnica wieku pomiędzy nim a Julią byli duża, ponad 20 lat.

Ślub odbył się w roku 21 p.n.e. August wkrótce doczekał się wnucząt: dwóch chłopców i dwóch 

dziewczynek. Trzeci chłopiec przyszedł na świat już po śmierci Agrypy w roku 12 p.n.e.

Jeśli Liwia żywiła jakieś skryte plany związane z przyszłością jej synów, Tyberiusza i Druzusa, to wobec tak 

licznego grona wnucząt Augusta stały się one nierealne. Lecz właśnie śmierć Agrypy otworzyła pewną 
możliwość, która została wykorzystana na pewno z inicjatywy samej Liwii.

Jeszcze w roku 12 lub 11 p.n.e. Julia musiała poślubić Tyberiusza, starszego od siebie o 3 lata. Ona, 

background image

dwukrotna już wdowa z pięciorgiem dzieci, zbliżająca się do trzydziestki, poślubiała mężczyznę, który dla niej 
musiał się rozwieść z ukochaną żoną Wipsanią, córką Agrypy z jego pierwszego małżeństwa. Miał z nią już 
dziecko i właśnie byli po raz drugi przy nadziei. Tyberiusz uczynił, co mu kazano, Julii o zdanie nikt nie pytał, 
August zaś i Liwia mogli uważać, że dokonała się rzecz sensowna z politycznego i rodowego punktu widzenia. 
Oto dzięki temu małżeństwu połączyło się potomstwo Augusta z potomstwem Liwii. Skoro oni oboje nie mieli 
własnych dzieci z małżeństwa, mogli liczyć na wspólne wnuki.

Początkowo wydawało się, że mimo wszystko małżeństwo Tyberiusza i Julii będzie udane. Po śmierci 

wszakże jedynego dziecka, jakie przyszło na świat z tego związku, oboje oddalili się od siebie. Julia prowadziła 
życie wręcz skandalicznie nieobyczajne, Tyberiusz zaś najpierw znosił to milcząco, a potem wybrał dobrowolne 
wygnanie.

Nim wszakże do tego doszło, Liwia przeżyła w roku 9 p.n.e. chwile radości, gdy Tyberiusz odbywał 

owacyjny wjazd do stolicy, czyli rodzaj skromniejszego triumfu, po zwycięstwach w Panonii. Wydała wtedy wraz 
z Julią przyjęcie dla dostojnych matron. Ale tenże rok przyniósł jej jako matce wielką stratę i ból. Jej młodszy syn 
Druzus zmarł jesienią w Germanii, nie mając jeszcze 30 lat. Jego zwłoki sprowadzono zza Alp do stolicy. W pół 
wieku później Seneka tak opisywał ów pochód żałobny i ból matki: "Aż do samego Rzymu ciągnął się kondukt 
pogrzebowy. Nie dane było matce przyjąć ostatnich pocałunków syna i miłych słów z ust konającego. Długi szlak 
drogi towarzyszyła szczątkom swego Druzusa, lecz choć przez całą Italię płonęły liczne stosy pogrzebowe, a 
duszą targała żałość, jak gdyby go przy każdym stosie traciła, to jednak skoro go tylko wniosła do grobowca, 
jednocześnie pogrzebała i syna, i swoją boleść. (...) Nie zaprzestała wreszcie ani sławić imienia swego Druzusa, 
ani wystawiać wszędzie jego wizerunków, tak w miejscach prywatnych, jak i publicznych. Z największą 
przyjemnością i sama ciągle o nim mówiła, i rozmów innych o nim słuchała, słowem, żyła jego pamięcią". 
(Seneka, "Pocieszenie do Marcji", przekład Leona Joachimowicza [przyp. aut.]).

Zachował się ułożony jako pocieszenie dla Liwii poemacik, być może dzieło Owidiusza. By ukoić jej ból, 

wznoszono posągi i przyznano jej przywileje przysługujące matkom trojga dzieci, choć pozostało przy życiu tylko 
jedno.

Wzięła do swego domu wdowę po Druzusie, Antonię, oraz ich dzieci, dwóch synów i córkę. Szczególnie 

długo miał u niej przebywać 2-letni wtedy chłopczyk, późniejszy cesarz Klaudiusz. Nie znosiła go. Rozmawiała z 
nim tylko wyjątkowo, upominała go zawsze ostro, i to w krótkich listach lub przez osoby pośrednie. Przyczyną 
było chyba to, że chłopiec jąkał się i lekko powłóczył nogą, potem zaś okazywał dziwne zainteresowania - 
historią. Nie wypadało przecież członkowi cesarskiej rodziny tak się prezentować i takie mieć upodobania 
intelektualne.

Kiedy w 2 roku p.n.e. cesarz skazał na wygnanie na wysepkę Pandaterię jedyną córkę Julię, jej były mąż 

Tyberiusz, choć sam przebywał na dobrowolnym jakby wygnaniu na wyspie Rodos, usiłował wstawić się za nią. 
Ściągnął na siebie gniew Augusta. Z trudem tylko Liwia uzyskała u obrażonego cesarza tyle, że Tyberiusza 
mianowano formalnie i dla pozoru legatem, czyli wysłannikiem władcy.

Jej plany co do przyszłości rodziny legły w gruzach. Druzus nie żył, Tyberiusz był wygnańcem, 

spadkobiercami Augusta mieli zostać synowie Julii i Agrypy.

Lecz oto los - czy tylko los? - znowu doprowadził do całkowitej zmiany sytuacji.
W 2 roku n.e. zmarł w Marsylii podróżując do Hiszpanii 19-letni Lucjusz Cezar, a w 2 lata później odszedł ze 

świata na wschodzie jego starszy brat Gajusz mając lat 24. Ich przedwczesna śmierć była wielką tragedią cesarza 
Augusta, który w ten sposób stracił dwóch ukochanych wnuków. Ostatni pozostały przy życiu jego wnuk, Agrypa 
Postumus, czyli Pogrobowiec, bardzo jeszcze młody, odznaczał się raczej siłą fizyczną niż rozumem.

Trudno się dziwić, że powszechnie, choć oczywiście tylko po cichu, właśnie Liwię oskarżano o podstępne 

usunięcie dwóch młodzieńców, stojących na przeszkodzie do tronu jej jedynego już syna Tyberiusza. A ten 
powrócił do Rzymu z wyspy Rodos właśnie w 2 roku n.e., czyli w roku śmierci Lucjusza Cezara.

Starzejący się i coraz słabszy August musiał mieć młodszego współwładcę i przyszłego następcę. Wahał się 

długo, kogo wybrać: Tyberiusza, którego nie lubił, czy też Germanika, syna zmarłego przed kilkunastu laty 
Druzusa. Za Tyberiuszem przemawiał jego dojrzały wiek, miał bowiem już ponad 40 lat, za Germanikiem pamięć 
o ojcu i sympatia, jaką sobie ogólnie zjednywał. Przeważyły nalegania i zabiegi Liwii, opowiadającej się za 
Tyberiuszem. Ostatecznie znaleziono wyjście kompromisowe. W czerwcu 4 roku n.e. August adoptował 
Tyberiusza, ten zaś Germanika. Tak więc wreszcie spełniły się pragnienia Liwii jako matki: jej rodzony syn i wnuk 
zostali faktycznie wyznaczeni na spadkobierców władzy najwyższej.

Pozostał wszakże jeszcze jeden wnuk Augusta, Agrypa Postumus, zaledwie o 3 lata młodszy od 

Germanika. On również został w roku 4 adoptowany przez Augusta, nie dano mu jednak żadnych godności. 

background image

Zresztą on sam chyba nie zabiegał o to, oddany głównie sportom i wędkowaniu. Był wszakże tak nieroztropny, 
że ośmielał się narzekać na Liwię jako macochę, od dziadka zaś, Augusta, domagał się zwrotu majątku, jaki 
odziedziczył po swym ojcu Agrypie. I stało się tak, że w 6 roku adopcję cofnięto, a młodzieńca usunięto z Rzymu 
do dzisiejszego Sorrento. W roku następnym został osadzony na malej wysepce Planazji, niedaleko Korsyki. Nikt 
nie wątpił, że o jego losie zadecydowała Liwia, która, jak mówiono, całkowicie zawładnęła starym i opadającym z 
sił cesarzem. Podobno jednak August przynajmniej raz w całkowitej tajemnicy przed Liwią odwiedził Agrypę na 
Planazji, podobno doszło wtedy do długiej rozmowy, do łez i uścisków. Podobno.

Śmierć Augusta
W lecie 14 roku cesarz opuścił Rzym. Był na Capri i w Neapolu. W sierpniu, już bardzo słaby, zatrzymał się 

w kampańskim mieście Nola. Liwia natychmiast posłała po Tyberiusza. W dniu 19 tegoż miesiąca cesarz zmarł w 
pełni świadomości i spokojnie, bez cierpień. Przeżył 73 lata. W ostatniej chwili zapytał obecnych, czy dobrze 
odegrał komedię życia, i zażartował powtarzając słowa, jakie aktorzy wypowiadali pod koniec przedstawienia: A 
ponieważ graliśmy pięknie, dajcie oklaski i odprowadzajcie nas wszyscy z weselem! I zwracając się tylko do Liwii, 
rzekł: Żyj i pamiętaj o naszym małżeństwie. Żegnaj.

Opowiadano jednak również, że w rzeczywistości wszystko odbyło się nieco inaczej. Dom, w którym 

umierał cesarz, Liwia kazała otoczyć gęstymi strażami, przekazywano wiadomości, że August czuje się lepiej, 
choć w istocie już nie żył. Oznajmiono o jego śmierci dopiero wtedy, gdy przybył do Noli Tyberiusz. A 
równocześnie popłynął na Planazję okręt z rozkazem zgładzenia Agrypy Postumusa. Kto wydal ów rozkaz? 
Tyberiusz był podobno zdumiony, gdy oficer zameldował mu, że rozkaz wykonano. A więc...

Zwłoki zmarłego cesarza uroczyście przewieziono do stolicy. Podczas posiedzenia senatu odczytano jego 

testament, przechowywany przez westalki. Swymi głównymi spadkobiercami August czynił Tyberiusza w dwóch 
trzecich i Liwię w jednej trzeciej. Równocześnie została ona przyjęta do rodu i uzyskała nazwisko męża, zwała się 
więc odtąd oficjalnie Julia Augusta. Zwłoki spalono na Polu Marsowym, a kości i prochy zebrała i złożyła w 
grobowcu Liwia. Kiedy już wszyscy się rozeszli, pozostała jeszcze wraz z najprzedniejszymi senatorami.

17 września August uchwałą senatu został zaliczony w poczet bogów, a Liwię ustanowiono jego kapłanką. 

Ze swej strony wynagrodziła ona milionem sesterców senatora, który złożył uroczystą przysięgę, że na własne 
oczy widział Augusta żywcem wstępującego do nieba jak niegdyś Romulus.

Liwia i Tyberiusz
Senatorowie początkowo prześcigali się w proponowaniu coraz to świetniejszych tytułów i honorów dla 

Liwii. I tak postulowano, by październik nosił nazwę "Livius", poprzednie zaś "Tiberius" i "Augustus". Tylko ta 
ostatnia nazwa została przyjęta i utrzymała się w wielu językach do dziś. Potok pochlebczych pomysłów jeszcze 
by przybierał na sile, gdyby wreszcie nie położył mu tamy sam Tyberiusz. Napomniał dostojnych senatorów po 
ojcowsku, że należy miarkować zaszczyty przyznawane kobietom.

Kasjusz Dion tak charakteryzuje postępowanie Liwii w pierwszym okresie po śmierci męża:
Cesarz poprosił ją, by czyniła to wszystko, co czynić jej wypada. Było to delikatne napomnienie przed 

jawnym wkraczaniem w sprawy publiczne. A duma jej i chęć znaczenia objawiały się w sposób bardzo widoczny, 
jak u żadnej dotychczas kobiety w dziejach Rzymu. Przyjmowała w swym domu senatorów i osoby prywatne, a 
zawsze odnotowywano to w publicznych dokumentach. Pisma Tyberiusza miały przez pewien czas także jej imię 
w tytulaturze, listy zaś oficjalne wysyłano do obojga. Wprawdzie nigdy nie ośmieliła się stanąć przed senatem, 
pojawić się w obozach wojskowych i na zgromadzeniach ludu, zachowywała się jednak tak, jakby to ona była 
władczynią. Za życia Augusta cieszyła się ogromnymi wpływami i zawsze głosiła, że to ona uczyniła Tyberiusza 
cesarzem. Toteż nie wystarczało jej rządzenie wespół z nim, chciała mieć pierwszeństwo. Powstawały więc 
różne niezwykłe propozycje dotyczące jej osoby. Wielu sądziło, że powinna nosić tytuł Matki Ojczyzny, inni zaś, 
że Tyberiusz ma być nazwany jej imieniem, to jest Tyberiusz syn Liwii, podobnie jak w świecie greckim podaje 
się imię ojca. To wszystko niepokoiło cesarza. Nie potwierdził więc większości przyznanych jej przywilejów i nie 
pozwalał jej na czynienie czegokolwiek, co by wykraczało poza przyjęte zwyczaje. Na przykład: kiedy zamierzała 
poświęcić w swym domu posąg Augustowi oraz wydać przy tej sposobności przyjęcie dla senatorów i ekwitów 
wraz z ich żonami, nie dał przyzwolenia. Najpierw senat musiał podjąć odpowiednią uchwalę w tej sprawie, a 
podczas przyjęcia on ucztował z mężczyznami, ona zaś z paniami. Wreszcie odsunął ją w ogóle od spraw 
publicznych, musiała ograniczyć się tylko do swoich prywatnych. Mimo to była nadal tak uciążliwa dla niego, że 
przebywał coraz częściej poza stolicą, aż wreszcie przeniósł się na Capri. Tyle Kasjusz Dion.

W roku 20 zmarł w syryjskiej Antiochii w nie wyjaśnionych okolicznościach wnuk Liwii Germanik, bardzo 

background image

popularny wśród ludu. Miał lat 34. Pozostawił z małżeństwa z Wipsanią Agrypiną trzech synów i trzy córki. Jeden 
z synów, zwany Gajuszem cezarem, miał potem panować jako cesarz Kaligula. Zarówno Liwia, jak i Tyberiusz 
przyjęli wiadomość o śmierci jej wnuka, a jego bratanka, bez nadmiernego żalu. Nie wzięli nawet udziału w 
pogrzebie, pod pretekstem, że byłoby czymś poniżej godności ich majestatu publiczne opłakiwanie zmarłego. 
Podejrzewano zaś, że w istocie obawiali się, by obserwując ich oblicza nie zauważono, jak udany jest to smutek. 
Ile w tych pogłoskach prawdy, ile oszczerstw?

Kiedy w roku 22 Liwia ustawiła w pobliżu teatru Marcellusa Augusta, w napisie wymieniła najpierw swoje 

imię, a dopiero potem Tyberiusza. Ten podobno odczuł to boleśnie, ukrył jednak obrazę. Gdy ciężko zaniemogła, 
mimo wszystko natychmiast powrócił do miasta. Senat uchwalił w intencji wyzdrowienia Liwii modły, cesarz 
wszakże nieco ograniczył ich ceremoniał. Wybito monety, na których pod podobizną Liwii widnieje napis 
"Pietas", symbolizujący synowską miłość cesarza do matki. W roku następnym, 23, miasta greckie w Azji 
Mniejszej postanowiły wznieść świątynię Tyberiuszowi, Liwii i senatowi, a cesarz nie wyraził sprzeciwu. 
Natomiast nie zgodził się na taką samą propozycję wysuniętą przez miasta Hiszpanii.

Śmierć i testament Liwii
Kiedy ciężko zachorowała w roku 29 i wkrótce zmarła, mając już 86 lat, Tyberiusz, przebywający głównie 

na Capri, nie zaszczycił jej odwiedzinami i nie wziął też udziału w stosunkowo skromnym pogrzebie. Zasłaniał się 
ogromem spraw bieżących wielkiej wagi. Toteż mowę pogrzebową wygłosił wychowywany przez Liwię prawnuk, 
Gajusz Cezar, syn Germanika, późniejszy cesarz Kaligula. Senat gotów był obsypać zmarłą wszelkimi zaszczytami,
Tyberiusz jednak, powodowany rzekomą skromnością, znacznie je uszczuplił. Stanowczo zabronił zaliczenia Liwii 
w poczet bogów, zaznaczając, że taka byłaby jej wola. Całkowicie zignorował jej testament i poczynione tam 
zapisy na rzecz wielu osób; był wśród nich także przyszły cesarz Galba. Ostatnią wolę zmarłej zrealizował 
dopiero w kilkanaście lat później Kaligula. Na mocy uchwały senatu przez cały rok, licząc od dnia śmierci Liwii, 
kobiety miały przestrzegać żałoby, natomiast sam dzień pogrzebu nie był wolny od normalnych zajęć. 
Uchwalono za to wzniesienie na jej cześć łuku, którego to honoru nigdy jeszcze nie dostąpiła żadna kobieta. 
Pochowana została w mauzoleum swego męża.

Później najwięcej dla pamięci Liwii uczynił ten jej wnuk, którego najbardziej nie lubiła - Klaudiusz. To on, 

gdy tylko został cesarzem, spowodował zaliczenie jej w poczet bogów i uznanie dnia jej urodzin za świąteczny. 
Posąg Liwii stanął w świątyni Augusta, westalki składały jej ofiary, kobiety przysięgały na jej imię, na Palatynie 
zaś zbudowano świątynię Liwii i Augusta.

W ciągu swego długiego życia miała wielu przyjaciół i chyba równie wielu wrogów. Oskarżano ją głównie o 

to, jak była już mowa, że będąc macochą dla państwa winna jest śmierci wszystkich, którzy mogliby zagrozić jej 
potomstwu. Ale również ci mieli wkrótce się przekonać, jak ważna i zbawienna była sama jej obecność wśród 
żywych. Albowiem to właśnie autorytet Liwii sprawiał, że zły duch Tyberiusza, wszechmocny prefekt Sejan, 
powściągał swoje mroczne plany i nie mógł w pełni wprowadzić rządów terroru. Rozpoczęły się one wkrótce po 
jej odejściu, pochłaniając wiele ofiar, zwłaszcza w rodzinie cesarskiej.

Wśród tych, którzy szczerze żałowali Liwii, było na pewno sporo Żydów. Miała dobre stosunki z rodziną 

króla Heroda. Jej przyjaciółką była jego siostra Salome. Sam Herod zapisał Liwii w swym testamencie duży legat, 
podobnie jak później uczyniła Salome. Wprawdzie Herod nie cieszył się popularnością wśród wielu Żydów, 
cesarzowa jednak przyczyniła się również do wyposażenia świątyni w Jerozolimie w kosztowne naczynia. Ta 
hojność została zapamiętana. W kilkanaście lat później aleksandryjski Żyd, Filon, w swym traktacie o poselstwie 
do cesarza Kaliguli wspomniał o ofiarności jego prababki. Zapytał też: dlaczego Liwia tak postąpiła, choć przecież 
wiedziała, że nie ma w świątyni żadnej podobizny Boga? A kobiety, wywodzi Filon, mają z natury umysł 
niezdolny do pojmowania tego, co nie da się ująć zmysłami. Liwia wszakże, twierdzi uczony pisarz, przewyższyła 
i pokonała słabość swej płci tak w tej sprawie, jak i we wszystkich innych. Dokonała zaś tego dzięki czystemu 
wychowaniu i pracy nad sobą. Osiągnęła taką jasność widzenia, że lepiej pojmowała przedmioty myśli od 
zmysłowych, rozumiejąc, że te drugie są tylko cieniem pierwszych.

To oczywiście tylko osobisty pogląd żydowskiego filozofa. Jest wszakże interesujący jako ocena postaci 

wielkiej cesarzowej w całkiem obcym środowisku.

Według ewangelii Chrystus urodził się, gdy cesarzem był August. Według zaś przytoczonego świadectwa 

świątynię, którą wspaniale rozbudował król Herod i którą odwiedzał Chrystus, wyposażyła w dużej mierze Liwia, 
żona Augusta.

background image

Wipsania Agrypina

"Vipsania Agrippina". Pierwsza żona przyszłego cesarza Tyberiusza, panującego w latach 14-37 n.e. 

Poślubiła go przed jego wstąpieniem na tron w roku 16 p.n.e., rozwód nastąpił w r. 12 p.n.e. Zmarła w 20 r. n.e. 
Miała z Tyberiuszem syna.

Jej ojciec, Wipsaniusz Agrypa, rówieśnik, przyjaciel i najbliższy współpracownik cesarza Augusta, sławny 

jest do dziś dzięki Panteonowi, jednej z najwspanialszych i najbardziej znanych budowli starożytnego Rzymu. 
Matka była córką Pomponiusza Attyka, człowieka ogromnych bogactw i wielkiej kultury, mieszkającego stale w 
Atenach, chciał bowiem być jak najdalej od politycznych konwulsji Rzymu. Utrzymywał bliskie kontakty z 
Cyceronem, o czym świadczy zachowana korespondencja.

W roku 33 lub 32 p.n.e. Agrypina, mająca wtedy zaledwie rok, została zaręczona z 10-letnim Tyberiuszem, 

synem Liwii z jej pierwszego małżeństwa. Mniej więcej w tymże czasie jej dziad Pomponiusz Attykus, dręczony 
nieuleczalną chorobą, popełnił samobójstwo, odmawiając przyjmowania jedzenia. Małżeństwo zawarto dopiero 
w roku 16 p.n.e., gdy dziewczyna miała już 15 lat. W roku następnym przyszedł na świat syn Druzus (przydomek 
po ojcu Tyberiusza) zwany Młodszym, dla odróżnienia od syna Liwii, a brata Tyberiusza.

Agrypa zmarł w 12 roku p.n.e. Wówczas to August i Liwia uznali, że wdowę po nim, Julię, córkę Augusta, 

winien poślubić właśnie Tyberiusz. Chodziło im o to, by rodzony syn Liwii związał się z rodzonym synem Augusta. 
Szczęście osobiste Tyberiusza i Wipsanii Agrypiny nie miało żadnego znaczenia wobec tak ważnych dla nich 
celów polityczno-dynastycznych. Nie liczyło się nawet to, że była ona po raz drugi przy nadziei, o czym być może 
Tyberiusz jeszcze nie wiedział.

Tyberiusz poddał się woli matki i przybranego ojca, stłumił ból, zachował jednak urazę. Wiadomość, że 

kazano byłej żonie płód spędzić, dotknęła go bardzo mocno. Kiedy w jakiś czas potem ujrzał ją przypadkowo, 
wpatrywał się w nią tak uporczywie ze łzami w oczach, że otoczenie z polecenia Liwii dbało odtąd pilnie, by takie 
spotkanie już się nie powtórzyło.

Wipsania wyszła wkrótce za senatora Asyniusza Gallusa. Miała z nim pięciu synów. Zmarła śmiercią 

naturalną z początkiem czerwca 20 roku n.e., w kilka dni po owacyjnym wjeździe Druzusa, syna jej i Tyberiusza, 
do stolicy dla uczczenia zwycięstw, jakie odniósł w Ilirii. Odeszła w wieku 50 lat. Tacyt zwraca uwagę, że ze 
wszystkich dzieci Agrypy tylko jej dane było tak rozstać się z życiem. Pozostałe bowiem zginęły, jak 
podejrzewano, przedwcześnie i z czyjejś woli.

Zgon w tym roku był szczęsny dla Wipsanii Agrypiny także dlatego, że nie stała się świadkiem tragedii lat 

następnych. Już bowiem w roku 23 jej syn Druzus zmarł młodo, podobno otruty przez własną żonę z 
poduszczenia Sejana. W roku zaś 30 jej męża Asyniusza Gallusa oskarżono o cudzołożenie z córką Agrypy z jego 
małżeństwa z Julią, córką Augusta. Więziony i głodzony przez 3 lata, zmarł prawdopodobnie z wycieńczenia - lub 
popełnił samobójstwo. Tyberiusz nigdy mu nie darował, że ośmielił się poślubić jego byłą żonę. Na wieść jednak 
o jego śmierci, której sam był w istocie sprawcą, obłudnie ubolewał, że nie dane było Asyniuszowi stanąć przed 
sądem, by oczyścić się z zarzutów. W roku 37 wnuk Wipsanii Agrypiny, a syn Druzusa Młodszego, Tyberiusz 
Gemellus, został zamordowany z rozkazu cesarza Kaliguli.

Julia

"Iulia". Druga żona przyszłego cesarza Tyberiusza, panującego w latach 14-37 n.e. Urodziła się w 39 r. 

p.n.e. W pierwszym małżeństwie była żoną Marka Agrypy. Poślubiła Tyberiusza w r. 12 p.n.e., rozwód nastąpił w 
2 p.n.e. Zmarła na wygnaniu w 14 r. n.e. Miała z pierwszego małżeństwa pięcioro dzieci, a z małżeństwa z 
Tyberiuszem jedno.

Przyszła na świat jako córka Oktawiana, późniejszego cesarza Augusta, i jego drugiej żony, Skrybonii. 

Podobno Oktawian rozwiódł się ze Skrybonią właśnie w dniu urodzin Julii. Już jesienią roku 37 p.n.e., a więc jako 
2-letnią dziewczynę, zaręczono ją z Antoniuszem Antyllusem, synem triumwira Marka Antoniusza, oczywiście ze 
względów politycznych. Zmiana sytuacji sprawiła, że do małżeństwa nigdy nie doszło. Natomiast w kilkanaście 
lat później, w roku 25 p.n.e., kiedy wkroczyła w 15 rok życia, znowu ze względów politycznych musiała poślubić 
siostrzeńca swego ojca, Marka Marcellusa, starszego od niej o 3 lata. Marcellus jednak zmarł, ku wielkiemu 
bólowi Augusta, a chyba mniejszemu Liwii, już w 2 lata później.

background image

Ojciec wydał Julię za swego najbliższego przyjaciela, Marka Agrypę. Poszedł za radą Mecenasa, który 

powiedział mu wprost: Agrypa wyrósł zbyt wysoko - albo go usuniesz, albo uczynisz swoim zięciem! August 
wybrał to drugie wyjście. Powstała wszakże pewna trudność. Otóż Agrypa był już żonaty, i to właśnie z 
siostrzenicą cesarza. Musiał więc August przekonywać swoją siostrę Oktawię, by niejako odstąpiła mu zięcia. 
Tak też się stało. Oczywiście nikt nie zważał na to, że różnica wieku pomiędzy Julią a Markiem Agrypą jest duża. 
Ona miała lat 18, on 41 .

Było to jednak małżeństwo udane, w każdym razie jeśli idzie o potomstwo. Już w rok po ślubie przyszedł 

na świat pierwszy syn, Gajusz Juliusz, potem córka Julia, następnie Lucjusz Cezar i Agrypina. Ostatni syn, zwany 
Agrypą Postumusem, czyli Pogrobowcem, urodził się już po śmierci ojca w roku 12 p.n.e.

Julia niedługo pozostała wdową. Tym razem musiała poślubić syna Liwii, Tyberiusza, starszego od niej o 3 

lata. Jemu kazano rozwieść się natychmiast z Wipsanią Agrypiną, do której był przywiązany i z którą miał 
dziecko. Małżeństwo Julii i Tyberiusza rozpadło się szybko, do czego przyczyniła się śmierć ich jedynego synka w 
pierwszym roku życia. Skandaliczne romanse Julii sprawiły, że Tyberiusz, nie chcąc być pośmiewiskiem, pod 
pozorem studiów wyjechał na wyspę Rodos, choć matka wręcz go błagała, by pozostał w Rzymie. Kiedy w roku 2 
p.n.e. cala prawda o córce dotarła do cesarza, ten zachował się bezwzględnie. Julia została skazana za obrazę 
religii i majestatu. Groziła jej kara śmierci. Ostatecznie została skazana na wygnanie na wysepkę Pandaterię u 
zachodnich wybrzeży Italii. Żyła tam w bardzo surowych warunkach. Nie wolno jej było nawet pić wina, 
pozbawiona została wszelkich wygód, a odwiedzać ją można było tylko za zezwoleniem cesarza. Towarzyszyła 
wszakże córce jej dzielna i odważna matka Skrybonia. Gniew cesarza był tak srogi, że gdy jedna z jej niewolnic, 
Febe, popełniła samobójstwo, powiedział publicznie: Wolałbym być ojcem Febe niż Julii.

Tyberiusz zachował się wobec Julii dość przyzwoicie, podobno próbował nawet wstawić się u teścia za byłą 

żoną. Jednakże ściągnął tym na siebie gniew Augusta. Później pozwolono Julii na przeniesienie się z Pandaterii 
do miasteczka Regium u południowego cypla Italii. To wcale nie oznaczało poprawy jej losu, a kiedy na tronie w 
roku 14 zasiadł Tyberiusz, zaostrzono warunki jej życia tak bezwzględnie, że w tymże roku zmarła, podobno z 
głodu. Tyberiusz nie wszedł już potem w związki małżeńskie, do późnej starości oddając się w swym pałacu na 
Capri najbardziej wyuzdanym rozkoszom erotycznym.

Klaudilla

"Iunia Claudilla". Pierwsza żona przyszłego cesarza Gajusza Cezara, zwanego Kaligulą, panującego w latach 

37-41 n.e. Poślubił ją w 33 r., przed wstąpieniem na tron. Zmarła przy porodzie przed r. 37. Nie zostawiła 
potomstwa.

Jej ojciec, Marek Juniusz Sylan, przedstawiciel znakomitego rodu arystokratycznego, konsul w roku 15, 

cieszył się powszechnym szacunkiem z racji swej powagi, rozumu politycznego, wymowy. Darzył go zaufaniem 
nawet tak podejrzliwy zawsze Tyberiusz. I to do tego stopnia, że nie pozwalał na powtórne rozpatrywanie 
spraw, o których Sylan już wyraził swoją opinię. Podczas obrad senatu zabierał głos jako pierwszy. Wybór więc 
właśnie jego córki na żonę dla młodego Kaliguli, przypuszczalnego następcy tronu, był znamienny i rozsądny. 
Sylan miał służyć nowemu władcy, a swemu zięciowi, doświadczeniem i radą, będąc zarazem całkowicie lojalny 
ze względu na związki rodzinne. Któż mógł wówczas przypuszczać, jak tragiczne będą skutki tego pomysłu?

Poślubiając Klaudillę w roku 33, Kaligula miał ponad 20 lat. Osierocony skutkiem przedwczesnej śmierci 

rodziców, Germanika i Agrypiny, wychowywał się najpierw w domu swej prababki Liwii, a po jej zgonie w roku 
29 wziął go do siebie stryjeczny dziadek, cesarz Tyberiusz. Przebywał on wówczas niemal stale na wyspie Capri, 
oddając się najwymyślniejszym orgiom, trzymając jednak mocno w ręku sprawy państwa. Życie u boku starca 
złośliwego i okrutnego, a zarazem erotycznego dewianta, na dworze zamkniętym i pełnym intryg, wywarło 
głęboki wpływ na psychikę chłopca. Przyszłość miała okazać, jak groźny i nieodwracalny. Na razie jednak Kaligula 
postępował nader rozsądnie, we wszystkim dostosowując się do życzeń opiekuna i w niczym nie zdradzając 
swoich myśli.

Ślub młodej pary odbył się w nadmorskim mieście Antium, dzisiejszym Anzio. Małżeństwo trwało niecałe 2 

lata. Klaudilla zmarła rodząc, jeszcze nim jej mąż wstąpił na tron. Zmarło również dziecko - lub urodziło się 
martwe.

Sylan usiłował odgrywać rolę doradcy przy młodym cesarzu, swym byłym zięciu, natychmiast jednak 

spotkał się z jego strony z niechęcią i podejrzliwością. Pierwszym jej wyrazem było wprowadzenie przez Kaligulę 

background image

nowego regulaminu obrad senatu, co pozbawiło Sylana przywileju pierwszeństwa. Potem pojawiły się 
konkretne oskarżenia, wysuwane przez postronne osoby w celu zdyskredytowania dostojnika. Gdy pewnego 
razu Kaligula wypłynął na okręcie przy wzburzonym morzu, Sylan, obawiając się choroby morskiej i niewygód 
żeglugi, pozostał w Rzymie. Cesarz natychmiast uznał, że uczynił to, by przejąć władzę, gdyby jemu coś się 
przydarzyło. Przerażony tymi zarzutami Sylan uniknął hańby procesu i wyroku skazującego, podcinając sobie 
gardło brzytwą. Taki był epilog pierwszego małżeństwa Kaliguli.

Orestyna lub Orestylla

"Cornelia Orestina" ("Orestilla"). Druga żona cesarza Kaliguli, panującego w latach 37-41. Ślub i rozwód 

nastąpił pod koniec roku 37 lub z początkiem 38. Nie miała potomstwa.

Swego czasu cesarz August odebrał Liwię jej mężowi, kiedy była w zaawansowanej ciąży. Kaligula dokonał 

czegoś bardziej niezwykłego: zaproszony jako dostojny świadek na ślub Gajusza Kalpurniusza Pizona z Orestyną, 
tak upodobał sobie pannę młodą od pierwszego wejrzenia, że sam ją poślubił. Nie wiemy, czy stało się to jeszcze 
w tym samym dniu i podczas tej samej ceremonii, czy też nieco później. W każdym razie Pizon i Kaligula 
zamienili się rolami, świadek stal się panem młodym, a pan miody świadkiem. Krążyła i taka opowieść, że 
podczas uczty weselnej Kaligula spojrzał na leżącą naprzeciw młodą parę i ostro skarcił Pizona: Nie przyciskaj mi 
mojej żony! A potem natychmiast ją zabrał do siebie. Następnego dnia wydal edykt, że ożenił się idąc za 
przykładem Romulusa i Augusta. Ten pierwszy porwał Sabinki ich ojcom i mężom, ten drugi zabrał Liwię mężowi.

Ale w kilka dni potem doszło do rozwodu. Cesarz po prostu uznał, że Orestyna mu nie odpowiada. 

Odeszła, otrzymała jednak całkowity zakaz jakichkolwiek kontaktów ze swym byłym - czy też niedoszłym - 
mężem Pizonem.

Po 2 latach, a więc zapewne w roku 40, cesarz skazał oboje na wygnanie pod zarzutem, że złamali zakaz i 

jednak się spotykali. Zapewne wyznaczono im różne i odległe miejsca przymusowego pobytu. Kaligula był tak 
łaskaw, że pozwolił Pizonowi, a więc zapewne i Orestynie, wziąć ze sobą niewolników do posług. Pizon mógł 
mieć ich dziesięciu, prosił o więcej. Kaligula i na to przystał, dodał jednak: Pamiętaj, że o tylu więcej będzie 
żołnierzy straży!

Nie wiemy, czy Orestyna kiedykolwiek powróciła z wygnania, nie mamy żadnych informacji o jej dalszych 

losach. Natomiast Pizon uzyskał z wielkim trudem zgodę na powrót do stolicy, ale dopiero od cesarza 
Klaudiusza, czyli po roku 41. Piastował potem nawet godność konsula. Poślubił Atrię Gallę, którą odebrał - co za 
ironia losu! - swemu przyjacielowi, gdy już była mu zaślubiona. Współcześni mieli o Atrii jak najgorszą opinię, 
Pizon jednak rzeczywiście ją kochał. Dowiódł tego w okolicznościach dramatycznych. W roku 65, a więc już za 
panowania Nerona, wykryto wielki i rzeczywisty spisek przeciw cesarzowi, któremu właśnie Pizon przewodził. 
Pociągnęło to za sobą wiele wyroków śmierci, wiele samobójstw. Sam Pizon odszedł ze świata dobrowolnie, 
podcinając sobie żyły obu rąk. Przedtem jednak napisał haniebnie służalczy list do Nerona w nadziei, że w ten 
sposób ocali życie żony.

Lollia Paulina

"Lollia Paulina". Trzecia żona cesarza Kaliguli, panującego w latach 37-41. Poślubiła go pod koniec 38 r. lub 

z początkiem 39, rozwód nastąpił wkrótce po ślubie. Zmarła po r. 49.

Pochodziła ze znakomitej i bardzo bogatej rodziny senatorskiej. Jej mąż, Memmiusz Regulus, był 

namiestnikiem naddunajskiej prowincji Mezji oraz Macedonii i Grecji. Zdarzyło się przypadkowo, że w obecności 
Kaliguli ktoś wychwalał niezwykłą urodę babki Lolli, którą podobno wnuczka odziedziczyła. Cesarz rozkazał, by 
Memmiusz natychmiast stawił się w stolicy wraz z małżonką. Ponieważ ta znalazła jego uznanie, Memmiusz 
musiał się z nią rozwieść. Przy zaślubinach Kaliguli i swej byłej żony odgrywał rolę ojca wydającego córkę za mąż. 
Tak więc powtórzyła się historia ślubu Oktawiana i Liwii sprzed 80 lat. Wkrótce jednak Lollia podzieliła los swej 
poprzedniczki Orestyny. Została odsunięta jako rzekomo bezpłodna. Cesarz zabronił jej powtórnego wchodzenia 
w związki małżeńskie.

I postąpiłaby dobrze, gdyby przestrzegała tego zakazu. Kiedy wszakże Kaligula zginął, a jego następca 

background image

Klaudiusz po śmierci swej żony Mesaliny zastanawiał się nad wyborem nowej małżonki, Lollia wysunęła swoją 
kandydaturę za pośrednictwem jednego z cesarskich wyzwoleńców. Wychwalał on jej ród i majątek oraz 
przypominał, że już była cesarzową. Zwyciężyło jednak zdanie innego wyzwoleńca i Klaudiusz poślubił Agrypinę - 
na swoje nieszczęście, jak miało się okazać. Ta zaś, będąc kobietą mściwą i o wręcz zbrodniczych instynktach, co 
wielokrotnie udowodniła, nie darowała Lollii, że ośmieliła się być jej rywalką. Już w roku 49 spowodowała jej 
oskarżenie o to, że podobno zwracała się do astrologów i wyroczni w sprawie swego ewentualnego małżeństwa 
z cesarzem. Lollia została skazana na wygnanie. Jej olbrzymi majątek skonfiskowano, pozostawiając tyko 5 
milionów sesterców. Dla porównania: wartość sukni Lollii zdobnej perłami i szmaragdami oceniano na 40 
milionów sesterców. Nie wiemy, jakie wyznaczono jej miejsce pobytu. Przebywała tam zresztą niedługo i 
pozostawionych jej pieniędzy wydać nie zdołała, wkrótce bowiem za sprawą Agrypiny została skazana na śmierć 
przez ścięcie. Gdy przyniesiono cesarzowej głowę ofiary, ta dla upewnienia się, że nie zaszła żadna pomyłka, 
sprawdziła jej zęby, rozpoznawalne dzięki jakimś cechom. Dopiero po śmierci Agrypiny Neron zezwolił rodzinie 
Lollii na sprowadzenie jej szczątków i zbudowanie grobowca.

Cezonia

"Milonia Caesonia". Czwarta żona cesarza Kaliguli, panującego w latach 37-41. Był jej drugim mężem. 

Poślubiła go zapewne pod koniec r. 39 lub z początkiem 40. Zginęła wraz z Kaligulą 24 stycznia 41 r. Z pierwszego 
małżeństwa miała troje dzieci, z drugiego córkę.

"Wistilia, żona Glicjusza, potem Pomponiusza i Orficjusza, przesławnych obywateli, czterokrotnie rodziła w 

małżeństwach z nimi, za każdym razem w siódmym miesiącu ciąży. Natomiast Suiliusza Rufusa urodziła w 
jedenastym, a Korbulona w siódmym - obaj zostali w swoim czasie konsulami. Cezonię zaś, późniejszą żonę 
cesarza Kaliguli, urodziła w ósmym miesiącu".

Tak pisze świadek tamtych czasów, Pliniusz Starszy, w swym encyklopedycznym dziele "Historia 

naturalna", przytaczając w siódmej księdze przykłady różnych okresów trwania ciąży. Wynika z jego słów, że 
Wistilia miała sześciu mężów. Z trzech pierwszych małżeństw urodziła czworo dzieci, z dwóch następnych po 
jednym synu, natomiast z ostatniego córkę. Tyle możemy powiedzieć o matce Cezonii. Natomiast jej ojciec jest 
nam całkowicie nie znany. Na pewno nosił nazwisko rodowe Milonius, tak bowiem zwala się też córka. 
Prawdopodobnie był senatorem, nie zapisał się wszakże niczym w historii, jak zresztą żaden z przedstawicieli 
tego rodu. Nie wiemy też, kim był pierwszy mąż Cezonii, nie znamy nawet jego nazwiska. Cezonia urodziła mu 
trzy córki, gdy ku zdumieniu wszystkich upodobał ją sobie Kaligula. Nie odznaczała się urodą, stwierdza 
Swetoniusz, nie była pierwszej młodości, miała natomiast opinię kobiety rozmiłowanej w przepychu i 
skandalicznie rozpustnej. Właśnie ją cesarz kochał goręcej i trwalej niż którąkolwiek z żon, konkubin, 
przyjaciółek. Okazywał to zresztą w sposób szczególny. Niekiedy pojawiał się wraz z nią przed szeregami 
pretorianów: jechała konno obok niego w krótkim płaszczu i z małą tarczą u boku, w złoconym hełmie na głowie, 
niby Amazonka lub któraś z bogiń. Najbliższym przyjaciołom pokazywał ją całkiem nagą. Przez jakiś czas była 
tylko konkubiną. Dopiero w dniu, w którym urodziła mu córeczkę, została natychmiast uznana za żonę.

Dziecko otrzymało imię Julia Druzylla. Było pierwszym i miało pozostać jedynym dzieckiem Kaliguli, który 

promieniał ojcowską dumą. Sam obnosił córeczkę po świątyniach wszystkich bogów, a kładąc na kolanach 
posągu Minerwy żądał, by to ona, bogini, karmiła i wychowywała mu dziecko. Żądał, sam bowiem uważał się za 
boga, a więc równego Minerwie. Gdy dziewczynka nieco podrosła i zaczęła się bawić z rówieśniczkami, 
obserwował ją bacznie. Z triumfem głosił, że to ponad wszelką wątpliwość jego krew, objawia bowiem 
przyrodzoną złośliwość wtykając paluszki w usta i oczy innych.

A sam zabawiał się z żoną i innymi kobietami równie uroczo. Ilekroć całował którąś w szyję, zwykł był 

mawiać: Taki inny karczek, a mogę kazać go ściąć w każdej chwili! I sam się dziwiąc, że tak upodobał sobie 
Cezonię, groził, że wydobędzie z niej torturami, jak do tego doprowadziła.

Postronnych również to zdumiewało. Przypuszczano, że posłużyła się lubczykiem i że właśnie ten napój 

doprowadził do litego i coraz groźniejszego szaleństwa cesarza.

Kaligula, Cezonia i maleńka Druzylla zginęli jako ofiary spisku w tym samym dniu 24 stycznia 41 roku. 

Kaligulę zasiekła mieczami jego straż przyboczna w przejściu na widownię cyrku. Od miecza oficera zginęła 
również Cezonia, a ich córeczkę uśmiercono uderzając jej główką o ścianę.

background image

Urgulanilla

"Plautia Urgulanilla". Pierwsza żona przyszłego cesarza Klaudiusza, panującego w latach 41-54. Ślub miał 

miejsce zapewne ok. r. 10, a rozwód przed 25 r. Miała z Klaudiuszem syna i córkę.

Wywodziła się z samych szczytów ówczesnej arystokracji rzymskiej. Jej ojciec, Marek Plaucjusz Sylwan, 

piastował konsulat w 2 roku n.e. razem z cesarzem Augustem. Był później namiestnikiem prowincji Azji, stłumił 
powstanie w naddunajskiej Panonii, poskromił Dalmatów, na mocy uchwały senatu otrzymał tak zwane ozdoby 
triumfalne. Jej babka, Urgulania, po której wzięła przydomek, należała do najbliższych przyjaciółek cesarzowej 
Liwii, była więc osobą bardzo wpływową. Kiedy jej wnuk, a brat Urgulanilli, został oskarżony o zamordowanie 
żony, posłała mu sztylet, wskazując milcząco, jaką powinien obrać drogę; co też uczynił. W okolicach 
starożytnego Tibur, obecnego Tivoli, znajduje się grobowiec tej gałęzi rodu Plaucjuszów. Zachowało się 
epitafium z nazwiskami trzech osób: Marka Plaucjusza Sylwana i jego żony Larcji, rodziców Urgulanilli, oraz 
jednego z ich synów. Może i ona została tam pochowana, napisu jednak nie ma.

Klaudiusz, urodzony w 10 roku p.n.e., syn Druzusa Starszego i Antonii, a wnuk Liwii, sierocony przez ojca w 

dzieciństwie, wychowywał się długo w domu babki, jawnie nim gardzącej. Jąkał się, powłóczył nogą, mówił 
pokrętnie, zajmował się głównie historią. Lecz chyba właśnie dzięki temu, że czynił wrażenie nieudacznika, ocalił 
życie i za panowania chorobliwie podejrzliwego Tyberiusza, i oczywistego psychopaty Kaliguli. Nie stanowił 
dobrej partii, nie mógł być wymarzonym mężem żadnej dziewczyny, należał jednak do rodu panującego. Toteż 
zaledwie wyrósł z lat chłopięcych, a więc chyba po roku 5 n.e., wybrano mu narzeczoną.

Najpierw przeznaczono mu Emilię Lepidę, córkę Lucjusza Emiliusza Paulusa, konsula roku 1 n.e. i Julii, 

wnuczki cesarza. Do małżeństwa wszakże nie doszło, albowiem rodzice narzeczonej narazili się władcy udziałem 
w spisku. Paulus zapłacił za to życiem, a Julia wygnaniem. Stało się to około 8 roku n.e. Druga narzeczona, Liwia 
Medullina, która ród swój wywodziła od Kamillusa, sławnego dyktatora z czasów republiki, zmarła śmiercią 
niespodziewaną, lecz naturalną, w samym dniu zaślubin.

Na podstawie pośrednich wskazówek można założyć, że małżeństwo z Urgulanillą zostało zawarte około 

roku 10, kiedy Klaudiusz miał mniej więcej 20 lat. Przyszło na świat z tego związku dwoje dzieci. Syn, Klaudiusz 
Druzus, miał zostać zaręczony w roku 20 z córką Sejana, Junią, zmarł jednak na kilka dni przed uroczystością 
śmiercią przypadkową i gwałtowną. Bawił się podrzucając gruszkę i chwytając ją ustami, lecz w pewnym 
momencie utkwiła mu ona w tchawicy. Gdy urodziła się córka, Klaudiusz uznał, że to dziecko nie jego, lecz 
któregoś z wyzwoleńców. Rozkazał położyć je nagie przed drzwiami domu żony, zapewne więc małżeństwo 
pozostawało już w separacji. W 5 miesięcy później nastąpił rozwód. Klaudiusz zarzucał żonie nieobyczajność, a 
nawet podejrzewał, że była winna morderstwa. O dalszych losach jej i córki nic nie wiadomo.

Elia Petyna

"Aelia Paetina". Druga żona cesarza Klaudiusza, panującego w latach 41-54, poślubiona przed jego 

wstąpieniem na tron, zapewne w r. 25. Rozwód nastąpił przed 41 r. Miała córkę.

Pochodziła z możnego rodu Eliuszów Tuberonów. Jej ojcem był Eliusz Katus, konsul w roku 4, dziadem zaś 

Eliusz Tuberon, wybitny prawnik. Małżeństwo z Klaudiuszem zostało zawarte około 25 roku, ich córka bowiem z 
tego związku, Antonia, nazwana tak po matce Klaudiusza, wyszła za mąż w roku 41, musiała więc mieć wówczas 
mniej więcej 15 lat. Klaudiusz rozszedł się z Petyną, jak podaje Swetoniusz, z powodu drobnych nieporozumień. 
Nie wiemy, kiedy się to stało. Gdy jednak Klaudiusz już jako cesarz w roku 48 rozglądał się za nową żoną, brano 
też pod uwagę kandydaturę Elii Petyny. Za tym pomysłem opowiadał się zwłaszcza wpływowy wyzwoleniec 
cesarski Narcyz. To ostatnia o niej wiadomość.

Natomiast losy jej córki Antonii potoczyły się tragicznie. Klaudiusz wydal ją najpierw za Pompejusza 

Wielkiego, potomka po kądzieli sławnego wodza sprzed wieku, z czasów schyłku republiki. Przez kilka lat otaczał 
swego zięcia opieką i sprzyjał jego karierze, potem jednak, w każdym razie przed rokiem 47, skazał go na śmierć. 
Nie wiemy, co było przyczyną, na pewno jednak miała w tym swój udział ówczesna żona Klaudiusza, Mesalina. 
Znamy natomiast okoliczności śmierci Pompejusza: został zasieczony, gdy spoczywał w objęciach kochanka.

Drugim mężem Antonii został Korneliusz Sulla Feliks, ostatni potomek sławnego dyktatora sprzed ponad 

background image

100 lat. Zwraca uwagę, że Klaudiusz wybierał sobie na zięciów przedstawicieli wielkich rodów, odgrywających 
ogromną rolę pod koniec republiki. Czy to tylko przypadek, czy też świadoma polityka? Sulla padł ofiarą cesarza 
Nerona w 62 roku. A już w 3 lata później tenże Neron postanowił poślubić Antonię, wdowę po swej ofierze. 
Odmówiła, została więc oskarżona o udział w spisku i skazana na śmierć.

Mesalina

"Valeria Messalina". Trzecia żona cesarza Klaudiusza, panującego w latach 41-54, poślubiona przed jego 

wstąpieniem na tron, zapewne w 39 r. Zginęła w r. 48. Miała córkę i syna.

Poprzez swoją matkę Domicję Lepidę była prawnuczką Marka Antoniusza i Oktawii, siostry cesarza 

Augusta. Pochodziła więc z rodziny blisko spokrewnionej z panującą dynastią, tym bardziej że jej ojciec Marek 
Waleriusz Messala należał do kuzynów Klaudiusza. Jej wybór na małżonkę miał swoje uzasadnienie rodzinne. 
Urodziła się zapewne nieco po 20 roku, zaślubiając więc Klaudiusza w roku 39 miała dobrze ponad 15 lat. 
Prawdopodobnie już w roku 40 dała mu córkę Oktawię. To imię miało oczywiście podkreślać pokrewieństwo z 
rodem cesarza Augusta. Natomiast syn przyszedł na świat w lutym roku 41, kiedy Klaudiusz był już prawie od 
miesiąca cesarzem. Najpierw chłopiec zwal się Tyberiusz Klaudiusz Germanik; ten przydomek dano mu dla 
uczczenia Germanika, ojca Klaudiusza. Jednakże jesienią roku 43, gdy oficjalnie święcono podbój Brytanii, 
nazwano chłopca Brytanikiem ("Britannicus") i tak przeszedł do historii.

Gdy Mesalina urodziła syna, senat chciał nadać jej tytuł augusty, sprzeciwił się jednak temu sam Klaudiusz. 

Mimo to niektóre miasta greckie wybijały monety, tak właśnie ją honorując. Otrzymała przywilej zasiadania w 
pierwszych rzędach widowni teatru, jaki niegdyś przysługiwał Liwii, wśród dziewic westalek. Miało to swój 
smaczek, jeśli zważyć, o czym będzie mowa, że Mesalina chętnie odgrywała rolę prostytutki, i to bardzo 
pracowitej. Mogła też jak westalki jeździć po ulicach ulicy w dwukołowym powozie zwanym "carpentum".

Nie ulega wątpliwości, że Mesalina należała do najbardziej zbrodniczych, a zarazem lubieżnych kobiet 

wśród rzymskich cesarzowych. Pod względem liczby śmierci różnych osób, do jakich bezpośrednio lub pośrednio 
się przyczyniła, mogła równać się z nią tylko Agrypina, jej następczyni u boku Klaudiusza. Ofiarą kobiecej zawiści 
Mesaliny padły dwie Julie, bliskie krewne jej męża. Julię Liwillę, siostrę Kaliguli, zgubiła uroda oraz to, że 
zdaniem cesarzowej nie okazywała jej należnego szacunku; a także zbyt częste rozmowy z Klaudiuszem. 
Najpierw doprowadziła do wygnania Liwilli na wyspę Pandaterię pod zarzutem cudzołożenia z Seneką, tak 
sławnym do dziś pisarzem moralistą, a potem do wydania na nią i wykonania wyroku śmierci. Dziewczyna 
umierając miała niewiele ponad 20 lat. Druga Julia, wnuczka cesarza Tyberiusza, starsza od tamtej o kilkanaście 
lat, również zginęła skutkiem intryg i oszczerstw Mesaliny. Trzecią sławną kobietą, której śmierć spowodowała, 
była wielkiej piękności Poppea Sabina, matka późniejszej żony cesarza Nerona. Ta, oskarżona o cudzołóstwo, 
popełniła samobójstwo ze strachu przed więzieniem.

Mesalina nie oszczędzała również mężczyzn, którzy narazili się jej czymkolwiek, zwłaszcza odmową usług 

erotycznych, lub których majątku pożądała. Spodobał się cesarzowej były konsul Juniusz Sylan, odwołany z 
namiestnictwa Hiszpanii w celu poślubienia matki Mesaliny, on jednak okazał się nieczuły na jej zaloty. 
Doprowadziła więc do jego zguby przy pomocy wyzwoleńca Narcyza, cieszącego się wielkim zaufaniem cesarza. 
Oskarżono Juniusza Sylana o przygotowywanie zamachu stanu. Jednym z dowodów był rzekomy wieszczy sen 
Narcyza, w którym widział, jak Sylan zabija cesarza. Przedziwnym zbiegiem okoliczności Mesalina, jak sama 
twierdziła, miała sny identyczne. To wystarczyło do wydania i wykonania wyroku śmierci. Marek Winicjusz, 
dwukrotny konsul, wywołał nienawiść Mesaliny swą oziębłością, został więc z jej polecenia otruty; przynajmniej 
tak mówiono. Natomiast prefekt pretorianów Katonius Justus zginął, ponieważ Mesalina obawiała się, by nie 
ujawnił Klaudiuszowi prawdy o tym, co dzieje się w pałacu. Waleriusz Azjatyk zapłacił życiem głównie za swe 
ogromne bogactwa, a Pompejusz Magnus, zięć Klaudiusza, za to, że łączyły go z cesarzem tak bliskie więzy 
rodzinne. Podobno nasłała też morderców na małego Nerona, lękała się bowiem, że mógłby stać się w 
przyszłości rywalem do władzy jej syna Brytanika. Prawdę mówiąc, obawy te okazały się słuszne.

Być może niektóre z tych i z innych jeszcze zabójstw przypisywano jej niesłusznie, mogły to bowiem być 

albo zgony naturalne, albo też stał za nimi ktoś inny. W kilku wszakże wypadkach udział cesarzowej wydaje się 
bezsporny. Jej zaś wyczyny erotyczne są dobrze poświadczone. Lista znanych z nazwiska kochanków Mesaliny, 
choć z pewnością niepełna, jest imponująca. Byli wśród nich senatorzy, wysocy dostojnicy, wielcy 
przedsiębiorcy, ale był też gladiator, lekarz, aktor.

background image

Ulubioną wszakże rozrywkę cesarzowej stanowiły orgie zbiorowe. Zmuszała do udziału w nich kobiety 

zamężne, ich zaś mężowie odgrywali rolę współuczestników lub przynajmniej widzów. Chętnych do zabawy 
czekały nagrody i zaszczyty, opornych zaś niełaska z wszelkimi jej konsekwencjami. Pewnego razu 
zorganizowała konkurs wytrzymałości. Jej rywalką była najbardziej wówczas znana uliczna prostytutka. 
Zwyciężyła cesarzowa: miała dwadzieścia pięć stosunków w ciągu doby.

Pracowała też w zwykłym domu publicznym. Wymykała się tam w przebraniu i w peruce z jasnych 

włosów, była bowiem brunetką. Stała przed zasłoną swego pokoiku, naga z pozłacanymi piersiami, wabiąc 
klientów jako Lykiska. Odchodziła jako ostatnia, smutna, bo wciąż nie zaspokojona.

Świadectwa są liczne i zgodne. Mesalina była nimfomanką, lubieżnicą i zbrodniarką. Zdumiewa, jakim 

sposobem przez tyle lat jej wyczyny mogły być utrzymywane w tajemnicy przed cesarzem? Klaudiusz 
rzeczywiście nie wiedział o niczym. Był zajęty sprawami państwa i nauki, nie wtrącał się do życia pałacowego. 
Bezgranicznie ufał żonie i swym wyzwoleńcom, ci zaś solidarnie prowadzili tę samą politykę. Pozwalając 
Mesalinie na wszystko, nie informując cesarza o niczym, zagarniali wespół z nią ogromne pieniądze. Wszystko 
było na sprzedaż: obywatelstwo rzymskie, urzędy, wyroki sądowe. Życie erotyczne cesarzowej zgoła 
wyzwoleńców nie obchodziło. Przeciwnie, jej wyczyny były im na rękę, mogliby bowiem szantażować Mesalinę. 
Cesarz więc był odgrodzony od bieżących wydarzeń pałacowych murem zmowy i milczenia. Jeśli nawet ktoś by 
się ośmielił przekazać informacje, łatwo było je podważyć jako oszczerstwa i plotki. Także uczestnicy orgii, 
nawet ci do tego zmuszani, przezornie woleli milczeć.

W pewnym jednak momencie Mesalina popełniła błąd o skutkach dla niej tragicznych. Rozzuchwalona 

bezkarnością oskarżyła przed cesarzem o jakieś przestępstwa i doprowadziła do skazania na śmierć jednego z 
wyzwoleńców, Polibiusza, zresztą również należącego do rzeszy jej kochanków. Z tą chwilą wszyscy wyzwoleńcy 
poczuli się zagrożeni. A ona sama ułatwiła im sprawę, decydując się na krok o znaczeniu politycznym.

Zakochana w Gajuszu Syliuszu, konsulu roku 48, zmusiła go najpierw, by rozwiódł się z żoną, ponieważ 

chciała mieć go wyłącznie dla siebie. Potem podobno sam Syliusz wysunął pomysł, by się pobrali. Liczył na to, że 
będzie można usunąć Klaudiusza i że sam zajmie jego miejsce u boku Mesaliny nie tylko jako mąż, ale również 
jako cesarz. Ona początkowo odniosła się do planu chłodno, podejrzewając, że będzie tylko narzędziem w ręku 
Syliusza, ostatecznie jednak wyraziła zgodę i formalny ślub się odbył.

Cesarz przebywał właśnie w Ostii, zapewne w związku z rozbudową tamtejszego portu. Wyzwoleńcy 

przystąpili natychmiast do działań. Narcyz przekonał nałożnice Klaudiusza, by to one pierwsze powiedziały mu o 
małżeństwie Mesaliny z Syliuszem. Potem sam Narcyz potwierdził te informacje. Przerażony cesarz ruszył 
natychmiast do stolicy, pytając po drodze ludzi ze swego otoczenia, czy w ogóle jeszcze panuje.

A tymczasem w Rzymie Mesalina, jej mąż i kochankowie święcili winobranie, był to bowiem październik. 

Tłoczono sok z winorośli, panie przyodziane w skóry występowały jako bachantki, sama zaś Mesalina 
przewodziła pijackim wrzaskom i pląsom, tańcząc z rozpuszczonymi włosami i z tyrsem w ręku, czyli z kijem, 
wokół którego owinięta była winorośl, w otoczeniu kochanków. Jeden z nich, sławny lekarz Wetiusz Walens, 
zapewne dobrze podchmielony, wspiął się na drzewo. Pytano go z dołu, co tam widzi. Odpowiedział: Idzie burza 
od Ostii!

I rzeczywiście nadchodziła. Jeszcze w trakcie zabawy nagle gruchnęła wiadomość, nie wiadomo, przez 

kogo przekazana, że cesarz wie o wszystkim i już się zbliża. Momentalnie rozpierzchli się wszyscy. Mesalina 
pospieszyła do dawnych ogrodów Lukullusa, Syliusz zaś, jakby kompletnie nic się nie stało, zjawił się w swym 
urzędzie. Pozostali pozamykali się w domach lub szukali kryjówek. Lecz oficerowie bezzwłocznie zaczęli 
wyciągać ich zewsząd i skuwali w kajdany, by stawić przed cesarzem.

Jedyną nadzieją Mesaliny było osobiste spotkanie z Klaudiuszem. Kazała wyprowadzić dzieci, Brytanika i 

Oktawię, na drogę do Ostii, prosiła też najstarszą z westalek, by się za nią wstawiła. Sama pieszo z trzema tylko 
osobami przeszła przez całe miasto, póki nie znalazła wozu wywożącego śmieci z ogrodów, i tak jechała drogą ku
Ostii.

Wyzwoleńcy zdawali sobie sprawę, że za żadną cenę nie mogą dopuścić do spotkania jej z mężem. Toteż 

gdy Mesalina zbliżyła się wołając o wysłuchanie, Narcyz zagłuszył jej glos opowiadając, jak to odbywało się 
wesele z Syliuszem i przedkładając listę erotycznych jej wyczynów. Dzieci, które napotkano u bramy miasta, 
rozkazano odsunąć, westalkę zaś zapewniono, że cesarz wysłucha obwinionej w swoim czasie. Klaudiusz udał się 
do koszar pretorianów i krótko przemówił do żołnierzy. Przyznał, że wszystkie jego małżeństwa były nieudane, 
postanawia więc żyć odtąd samotnie, gdyby zaś postanowienia nie dotrzymał, godzi się na śmierć z ich ręki. 
Potem przystąpił do osądzania ściągniętych zewsząd winowajców. Syliusz, najciężej obwiniony, prosił, by 
wykonano wyrok natychmiast, co też się stało. Nie stawiali też oporu i dzielnie szli na stracenie inni. Tylko aktor 

background image

Mnester błagał o litość. Rozdzierał szaty, krzyczał, że zmuszano go do występku batami i że tylko wykonywał 
rozkaz samego Klaudiusza, który polecił mu we wszystkim być posłusznym Mesalinie. I może byłby się uratował, 
gdyby Narcyz nie zwrócił uwagi, że skoro skazano tyle znakomitych osób, nie wypada litować się nad 
komediantem. Uszedł z życiem Plaucjusz Lateran, a to ze względu na zasługi jego stryja przy podboju Brytanii, 
usunięto go wszakże z senatu. Natomiast inny senator, Cezoniusz, został uznany za niegodnego męskiej śmierci, 
skoro podczas orgii odgrywał rolę kobiety.

Klaudiusz powrócił do pałacu, zjadł dobrą wieczerzę i popił ją winem. Polecił, by nieszczęsna, to jest 

Mesalina, stawiła się jutro celem przesłuchania. Narcyz przerażony takim obrotem sprawy wybiegł do 
przedsionka i rozkazał oficerowi, by wykonał wolę cesarza i zabił Mesalinę. Ten udał się ze swymi ludźmi do 
ogrodów Lukullusa, gdzie wciąż przebywała Mesalina. Towarzyszył mu jeden z wyzwoleńców, który miał 
dopilnować, by cesarzowa nie uniknęła swego losu.

Wyłamawszy bramę ogrodu ujrzeli Mesalinę leżącą na ziemi i łkającą, obok zaś siedziała matka, Domicja 

Lepida. W dniach chwały i rozpusty córki nie utrzymywała z nią kontaktu, obecnie zaś radziła, by nie oczekiwała 
śmierci z ręki kata, lecz sama ją sobie zadała. Oficer stał milcząc, wyzwoleniec zaczął lżyć cesarzową. Dopiero 
wtedy Mesalina spróbowała wbić sobie ostrze w pierś lub w szyję. Ręka zbyt jej drżała, oficer więc przeszył 
kobietę mieczem. Ciało zostawiono matce. Doniesiono cesarzowi podczas biesiady o śmierci Mesaliny, nie 
dodając jednak, czy zginęła ze swojej czy cudzej ręki. On zaś nie zadawał dalszych pytań, kazał podać sobie 
kielich i kończył jedzenie, jakby nic się nie stało. W dniach następnych nie okazał żadnych oznak gniewu, wesela, 
smutku. Nie zwracał uwagi ani na radość oskarżycieli Mesaliny, ani też na łzy własnych dzieci. Pomógł mu senat, 
uchwalając, że imię i wizerunki Mesaliny winny zostać usunięte ze wszystkich miejsc publicznych i prywatnych 
("damnatio memoriae"). Była pierwszą cesarzową rzymską formalnie skazaną na niepamięć. Być może jednak 
właśnie to przyczyniło się do zainteresowania jej postacią i przekazania tak wielu informacji o jej zbrodniach i 
występkach.

Klaudiusz niewątpliwie popadał w rodzaj demencji, co w wypadku Mesaliny objawiało się w sposób 

wyjątkowo oczywisty i przykry. Wkrótce po jej śmierci potrafił zapytać przy posiłku, dlaczego to pani nie 
przychodzi, a już dnia następnego po rozprawie z jej kochankami polecił zaprosić niektórych z już straconych na 
naradę, innych zaś do uczestnictwa w grach; kiedy zaś się nie zjawiali, nazwał ich pogardliwie śpiochami. A z jego
łaski spali już snem wiecznym.

I zaraz też, wbrew przyrzeczeniom złożonym publicznie w obozie pretorianów, przystąpił do wyboru 

nowej, czwartej już żony.

Agrypina

"Iulia Agrippina". Czwarta i ostatnia żona cesarza Klaudiusza, panującego w latach 41-54. Urodziła się w 15 

r. Poślubiła Klaudiusza z początkiem r. 49. Był jej trzecim mężem. Otrzymała tytuł augusty. Zamordowana w 
marcu 59 r. Miała syna z pierwszego małżeństwa.

Przyszła na świat 6 listopada roku 15 w mieście Ubiów, germańskiego plemienia nad Renem, gdzie 

znajdowała się wówczas główna kwatera wojsk jej ojca, Germanika. Później w roku 50, z inicjatywy właśnie 
Agrypiny, cesarz Klaudiusz nadał miastu oficjalną nazwę Colonia Claudia Ara Agrippinensium. To dzisiejsza 
Kolonia, Köln.

Germanik był synem Druzusa Starszego, a więc bratankiem panującego wówczas cesarza Tyberiusza i 

wnukiem Liwii. Jego żona, Wipsania Agrypina, urodziła się z małżeństwa Marka Agrypy i Julii, córki cesarza 
Augusta, z czego wynika, że potomstwo Germanika i Wipsanii Agrypiny łączyło w sobie krew Augusta i Liwii. Nie 
było to najlepsze połączenie. Przecież owocem tego małżeństwa był późniejszy cesarz Kaligula, niewątpliwie 
chory umysłowo. Agrypina, młodsza o 3 lata od Kaliguli, była zarazem najstarsza z trzech sióstr. Po niej przyszła 
na świat Julia Druzylla i Julia Liwilla. Żadna z nich nie zasługiwała na nazwę osoby w pełni normalnej.

W roku 28 Agrypina jako dziewczyna zaledwie 13-letnia poślubiła Gnejusza Domicjusza z przydomkiem 

Ahenobarbus, przedstawiciela jednego z najświetniejszych rodów rzymskich. Był wnukiem Oktawii, siostry 
cesarza Augusta. Zapewne z tej przyczyny cesarz Tyberiusz wybrał go na męża swej bratanicy, której ojciec 
zmarł, gdy miała zaledwie 5 lat. Pod względem charakteru i obyczajów Domicjusz był, jak twierdzi Swetoniusz, 
postacią wręcz haniebną. Przed oskarżeniem i skazaniem za obrazę majestatu oraz współżycie z własną siostrą 
ocaliła go tylko śmierć Tyberiusza w roku 37. Trzeba jednak przyznać, że oceniał sprawiedliwie siebie i żonę. 

background image

Kiedy w grudniu roku 37 dała mu syna, odpowiedział gratulującym: Ze mnie i z Agrypiny mógł urodzić się tylko 
potwór na zgubę wszystkich! Syn ów, noszący najpierw nazwisko Lucjusz Domicjusz Ahenobarbus, przeszedł do 
historii jako cesarz Neron.

Lecz od lutego tegoż roku 37 na tronie zasiadał rodzony brat Agrypiny, Gajusz Cezar zwany Kaligulą. Był to 

dla niej i jej sióstr czas świetności. Cesarz obsypywał je zaszczytami w sposób ostentacyjny. W dokumentach 
oficjalnie posługiwano się formułą: "Co oby było dobre i szczęsne dla Gajusza Cezara i sióstr jego!" W cyrku 
zajmowały wraz z nim i westalkami lożę cesarską. Składano przysięgi na imiona całej rodziny. Jednocześnie 
wszakże uchodziło za pewne, że cesarz i siostry współżyją z sobą. Julia Druzylla była jawnie traktowana jak żona 
władcy, choć miała męża Emiliusza Lepidusa, a z tym ostatnim współżyły też, jak twierdzono, wszystkie siostry. 
Gdy w roku 39 zmarła Julia Druzylla, cesarz opłakiwał ją szczerze i jawnie, zarządzono też żałobę publiczną. 
Jednakże w roku 39 wykryto spisek, na czele którego miał stać właśnie Emiliusz Lepidus. Agrypina została 
oskarżona o cudzołożenie z nim i udział w spisku. Emiliusz Lepidus zapłacił głową, ona zaś wraz z siostrą poszła 
na wygnanie na jedną z wysp Pontie, u zachodnich wybrzeży Italii. Skonfiskowano również jej majątek. Wpierw 
jednak musiała odwieźć urnę z prochami Lepidusa, swego niby to kochanka, do jego grobowca, trzymając ją cały 
czas na kolanach. W tym też mniej więcej czasie zmarł jej mąż Domicjusz, ofiara cukrzycy.

Wygnanie nie trwało długo. Cesarz Klaudiusz zaraz po wstąpieniu na tron, w lutym roku 41, pozwolił obu 

siostrom na powrót do Rzymu, oddano też Agrypinie majątek. Młoda wdowa - miała dopiero 25 lat - 
postanowiła znowu wyjść za mąż. Zwróciła uwagę na Sulpicjusza Galbę, nie troszcząc się zgoła o to, że jest 
żonaty. Jej jawne zabiegi o Galbę sprawiły, że podczas spotkania pań teściowa Galby publicznie wyzywała ją i 
spoliczkowała. Wnet jednak trafiła się partia co najmniej równie dobra. Był to Pasjenus Kryspus, owdowiały po 
śmierci Domicji, siostry jej zmarłego męża: dwukrotny konsul, znakomity mówca, wielki miłośnik drzew, niemal 
ówczesny ekolog, bogacz. Ożenił się z Agrypiną i bardzo nierozsądnie uczynił ją swą spadkobierczynią. Zmarł, jak 
powszechnie uważano, przedwcześnie i właśnie za jej sprawą.

Śmierć Mesaliny otworzyła przed Agrypiną nową perspektywę małżeńską. Stanęła do walki o miejsce u 

boku cesarza z dwiema rywalkami. Jedną z nich była Elia Petyna, przed kilkunastu laty żona Klaudiusza, matka 
jego córki Antonii, drugą Lolia Paulina, niegdyś żona Kaliguli. Każdą z nich reprezentował któryś z wpływowych 
wyzwoleńców. Za Agrypiną opowiadał się Pallas. Wywodził, że kobieta to piękna i płodna, ma już syna, a nie 
przystoi, by wnosiła do innego domu dostojeństwo cesarskiej rodziny. Bardziej wszakże od słów Pallasa, jak 
można przypuszczać, na ostateczną decyzję Klaudiusza wpłynęły osobiste zabiegi Agrypiny, która jako bliska 
krewna miała doń łatwy dostęp i prawo do pocałunków. Nie będąc jeszcze żoną, stwierdza Tacyt, już całkowicie 
władała jego sercem.

Powstała wszakże trudność prawna: związki krwi były zbyt bliskie. Czy godzi się, by stryj poślubiał 

bratanicę? Zwyczaj na to nie pozwalał, obawiano się gorszącego przykładu. Załatwienie sprawy wziął na siebie 
Lucjusz Witeliusz, ojciec Aulusa, przyszłego cesarza, nigdy nie znający granic w wynajdywaniu pochlebstw. To on 
jawnie oddawał Kaliguli cześć boską. On za największą poczytywał sobie łaskę, gdy Mesalina pozwalała mu zdjąć 
z nóg swe trzewiki, a bucik jej zawsze nosił w fałdach togi, publicznie z czcią go całując. On wreszcie ustawił 
wśród bóstw domowych złote posążki wyzwoleńców Klaudiusza.

Najpierw zapytał samego cesarza, czy zgodzi się postąpić, jak zechce lud i senat? Klaudiusz odpowiedział, 

że przecież jest tylko jednym z obywateli i nie może sprzeciwiać się woli większości. Witeliusz udał się do senatu, 
gdzie zabrał głos jako pierwszy. Wskazał, że w swych uciążliwych pracach dla dobra państwa cesarz potrzebuje 
pomocy, aby mógł myśleć o dobru powszechnym wolny od kłopotów domowych. Winien więc pojąć żonę, 
towarzyszkę w dniach dobrych i złych, powiernicę wszystkich myśli i planów, opiekunkę potomstwa. Wymienił 
następnie wprost Agrypinę, zaznaczając, że będzie to wprawdzie nowy w Rzymie przykład, poślubienie córki 
brata, lecz zdarza się to u innych ludów i nie zakazuje tego wyraźnie żadne prawo.

Mowa spotkała się z odzewem oczekiwanym i na pewno dobrze przygotowanym. Wołano, że oni, 

senatorzy, użyją siły, gdyby cesarz chciał ślub odwlekać. Pojawiły się też przed gmachem grupy ludzi skandujące, 
że tego chce lud rzymski. Podjęto formalną uchwalę w sprawie małżeństw tego rodzaju. Sławny prawnik rzymski 
Gajusz pisze w księdze I swych "Instytucji": "Wolno brać bratanicę za żonę. Zastosowano to po raz pierwszy, 
kiedy cesarz Klaudiusz zawierał małżeństwo z córką swego brata Agrypiną. Natomiast nie można poślubiać 
siostrzenicy".

Zabiegając o małżeństwo Agrypina myślała też o przyszłości swego 12-letniego syna Lucjusza Domicjusza, 

późniejszego cesarza Nerona. Usłużny senat wezwał władcę, by zaręczył z nim swoją zaledwie 9-letnią córką z 
drugiego małżeństwa, Oktawię. Jej dotychczasowe zaręczyny z Lucjuszem Sylanusem zostały zerwane, choć ten 
był poprzez swą matkę prawnukiem cesarza Augusta i cieszył się przez wiele lat względami Klaudiusza. Pod 

background image

koniec roku 48 został oskarżony o kazirodcze stosunki z własną siostrą Junią, na wniosek Witeliusza usunięty z 
senatu, a w dniu 29 grudnia zrzekł się urzędu pretora.

Ślub Klaudiusza i Agrypiny odbył się w początkach roku 49. Dokładnie w tymże dniu Sylanus popełnił 

samobójstwo. Jego siostrę skazano później na wygnanie z Italii. Były to pierwsze ofiary nowej cesarzowej. Tacyt 
tak charakteryzuje jej władztwo: "Wszystko zmieniło się w stolicy, wszyscy okazywali posłuszeństwo kobiecie. 
Ta zaś hańbiła dostojeństwo Rzymu nie wszetecznością, jak Mesalina, nastała bowiem sroga i prawie męska 
niewola. Okazywano surowość, lecz częściej pychę. Nie działo się w pałacu nic gorszącego, chyba że mogło by to 
być przydatne władzy. Za pretekst zaś dla bezgranicznej chciwości służyła pozorna chęć wspomożenia finansów 
państwa".

Aby zjednać sobie opinię publiczną łaskawością, cesarzowa wyjednała odwołanie Seneki z wygnania na 

Korsyce. Filozof ten już wybijał się wymową, talentem pisarskim, ale także niezwykłą obrotnością w interesach. 
Na Korsykę został zesłany skutkiem knowań Mesaliny, oskarżono go bowiem o cudzołożenie z Julią Liwillą, 
siostrą Kaliguli. Przyznano mu obecnie godność pretora oraz pieczę nad wychowaniem młodego Lucjusza 
Domicjusza.

W roku 50 Agrypina otrzymała tytuł augusty. Jej podobiznę i tytulaturę miały nie tylko monety wybijane 

przez mennice miast greckich, zwłaszcza aleksandryjską, ale również rzymską. Był to pierwszy w dziejach 
imperium przykład takiego uhonorowania cesarzowej. W wielu miastach greckich oddawano jej, jak niegdyś 
Liwii, cześć boską. Podczas uroczystości oficjalnych, także wojskowych, pojawiała się obok lub w pobliżu władcy. 
Składano przysięgi na jej imię. Współcześni więc mogli uznawać ją za współwładczynię w sensie formalnym i 
faktycznym. Takiej pozycji nie miała ani wcześniej, ani później żadna cesarzowa.

Jej miasto rodzinne, o czym była mowa, otrzymało status i nazwę kolonii. Oddany jej energiczny Afraniusz 

Burrus został prefektem pretorianów. Pałacu cesarzowej strzegła straż wojskowa. Jej syn został adoptowany 
przez Klaudiusza i nosił odtąd nazwisko Neron Klaudiusz Druzus Germanik. Był obsypywany honorami i 
przywilejami, a w roku 53 poślubił Oktawię, stał się więc i synem, i zięciem cesarza. To wszystko źle wróżyło 
Brytanikowi jako następcy tronu.

Wydaje się, że w pewnym momencie Klaudiusz jakby się ocknął i zrozumiał, że sprawy zaszły zbyt daleko. 

Podobno zaczął ostentacyjnie zbliżać się do Brytanika i zapewniać, że naprawi wyrządzone mu krzywdy. 
Agrypina poczuła się zagrożona.

W dniu 14 października 54 roku Klaudiusz zmarł nagle po zjedzeniu potrawy z grzybów. Powszechnie 

uważano, że trucicielką była Agrypina. Pretorianie pod rozkazami Burrusa natychmiast okrzyknęli Nerona 
cesarzem, który odwdzięczył się, wydając posterunkom jako pierwsze hasło słowa: "optima mater" - najlepsza 
matka.

Pełna bólu i żalu wdowa, Agrypina, została kapłanką Klaudiusza, zaliczonego w poczet bóstw. Zaczęła 

wznosić jego świątynię na wzgórzu Celiusz. Co prawda jednocześnie tak bliski jej Seneka, nienawidzący 
zmarłego i nie mogący darować mu zesłania, opublikował satyrę "Udynienie Klaudiusza". Małostkowa zemsta, 
typowa dla mściwych i pamiętliwych wszelkich uraz intelektualistów.

W pierwszych kilku lub kilkunastu miesiącach panowania syna, Agrypina odgrywała rolę prawdziwej 

władczyni. Siedemnastoletni Neron nie wtrącał się do rządów, ona zaś miała do pomocy Burrusa oraz 
wyzwoleńca Pallasa jako ministra do spraw finansów. Głowa jej i Nerona pojawiała się na niektórych emisjach 
monet, inskrypcje zaś tytułowały ją "Agrippina Augusta mater Augusti" - Agrypina Augusta matka Augusta. 
Posiedzenia senatu zwoływano do sali w pałacu cesarskim, aby mogła przysłuchiwać się im zza kotary.

Stopniowo wszakże narastał konflikt pomiędzy nią a Neronem. Objawił się on w sposób ostry w związku z 

pozornie drobną sprawą. Neron upodobał sobie wyzwolenicę imieniem Akte, zaniedbując prawowitą małżonkę 
Oktawię. Agrypina zareagowała z wściekłością, wołając publicznie, że oto ma za synową wyzwolenicę i służącą. 
Usiłowano spór załagodzić, uraza wszakże pozostała. Prawdziwym zaś ciosem dla wpływów Agrypiny stało się 
usunięcie z urzędu tak oddanego jej Pallasa.

Rozjuszona Agrypina wypominała synowi, że to ona uczyniła go cesarzem i ona może zdjąć go z tronu, a 

osadzić na nim prawdziwego syna Klaudiusza, Brytanika. W lutym roku 55 Brytanik został otruty podczas uczty w
obecności Agrypiny, Oktawii, Nerona. Jego ciało natychmiast spalono, a prochy pochowano w mauzoleum 
Augusta. W odezwie do ludu, napisanej zapewne przez Senekę, cesarz usprawiedliwiał ów pośpieszny pogrzeb 
oraz stwierdzał, że po utracie ukochanego brata pokłada całą nadzieję w Rzeczypospolitej oraz oczekuje w swym
bólu jeszcze gorętszego wsparcia ze strony senatu i ludu.

Potem rozeszła się wieść, że Agrypina zamierza poślubić Rubeliusza Plauta, który byl przez matkę 

prawnukiem cesarza Augusta. Podejrzewano, że przy jego pomocy zechce strącić Nerona z tronu. Sprawa 

background image

została zażegnana, Agrypinę odsuwano jednak od dworu i wpływów. Niespodziewanie w marcu 59 roku, gdy 
przebywała w nadmorskim Antium, została zaproszona przez Nerona do Bajów nad Zatoką Neapolitańską. Po 
serdecznej rozmowie popłynęła nocą małym okrętem do innej willi, w której zamieszkiwała. W czasie żeglugi 
konstrukcja okrętu nagle się rozpadła. Agrypina zdołała cudem się uratować, natomiast podczas katastrofy 
zabito wiosłami jej służącą, która wzywała pomocy jako matka cesarza. Było więc oczywiste, że katastrofa 
została zaplanowana. Następnego dnia, po naradzie u Nerona, w której brał udział również Seneka, wysłano do 
willi Agrypiny morderców pod dowództwem Aniceta. Ci zatłukli cesarzową kijami.

Dopiero po dokonaniu zbrodni cesarz zdał sobie w pełni sprawę z jej potworności. Całą noc spędził w 

trwodze, przekonany, że o świcie czeka go zguba, wszyscy bowiem odwrócą się od niego jako od matkobójcy. A 
tymczasem najpierw zameldowali się oficerowie z gratulacjami, potem przyjaciele, następnie delegacje miast 
sąsiednich. Wszyscy radowali się, że cesarz cudem uniknął śmierci z rąk wyzwoleńca Agrypiny, którego - tak 
głoszono - w ostatnim momencie schwytano z bronią w ręku.

Tę oficjalną wersję cesarz przekazał w piśmie do senatu. Właściwym autorem tego zdumiewającego 

dokumentu byt Seneka. Neron przytaczał długą listę win i występków swej matki. Wyliczał też jej działania na 
szkodę senatu, wojska i ludu. Wszelkie złe wydarzenia z czasów panowania Klaudiusza też na nią zwalał. Dał do 
zrozumienia, że to szczęsny los Rzymu sprawił, iż po schwytaniu nasłanego przez nią mordercy popełniła 
samobójstwo.

Jak to możliwe, że Seneka, człowiek świadomie współdziałający z matkobójcą i cynicznie 

usprawiedliwiający tę zbrodnię, stał się i jest do dziś jeszcze wielkim autorytetem moralnym? Jego myśli są 
wciąż natchnieniem dla kaznodziejów, filozofów, etyków. Należy przyznać, że potrafił pięknie, celnie, 
aforystycznie deklamować o moralności i pouczać, jak żyć cnotliwie. Ale najbardziej pomogło mu to, że w kilka 
lat później z woli swego wychowanka musiał popełnić samobójstwo. I odszedł ze świata po męsku, bez 
tchórzliwych wybiegów. A do zachowania jego spuścizny pisarskiej w stopniu decydującym przyczyniło się to, że 
pod koniec starożytności sfabrykowano rzekomą korespondencję z apostołem Pawłem. Mnisi więc w 
średniowieczu pilnie przepisywali wielce moralne dzieła wychowawcy i doradcy Nerona jako niemal 
chrześcijanina. A dodajmy, że według niektórych był kochankiem Agrypiny i może ojcem Nerona... Przedziwna 
plątanina losów za życia i po śmierci.

Senat postanowił, że mają się odbyć publiczne modły w świątyniach, by podziękować bogom za ocalenie 

władcy. Dni marcowe, podczas których zamach został udaremniony, ma się odtąd uświetniać co roku 
igrzyskami. Natomiast dzień urodzin Agrypiny ma być uznany za dzień nieszczęsny.

Tacyt czytał jeszcze pamiętniki Agrypiny, w których, jak powiada, opisała koleje życia swego i członków 

rodziny. Byłaby to lektura fascynująca.

"Claudia Octavia". Pierwsza żona cesarza Nerona, panującego w latach 54-68. Poślubiła go w 53 r., przed jego 
wstąpieniem na tron. Została zamordowana w r. 62. Nie miała potomstwa.

Urodziła się w roku 39 lub 40 jako córka Klaudiusza i jego trzeciej żony, Mesaliny. Nazwana została po prababce, 
siostrze cesarza Augusta. Niemal w kolebce zaręczono ją z Lucjuszem Juniuszem Sylanem, jednak w roku 48 
Agrypina, ówczesna żona Klaudiusza, doprowadziła do zerwania zamierzonego związku. Oktawia musiała 
poślubić w 53 roku jej syna, późniejszego cesarza Nerona. Ona miała wtedy lat mniej więcej 14, on zaś 16. 
Istniała wszakże pewna przeszkoda: Oktawia była rzeczywistą córką Klaudiusza, Neron zaś jego tylko 
adoptowanym synem, pod względem prawnym jednak stanowili rodzeństwo. Ominięto tę trudność poprzez 
wybieg formalny, przenosząc Oktawię do innego rodu.
W październiku roku 54, gdy po śmierci Klaudiusza Neron przywdział purpurę, Oktawia stała się cesarzową. Nie 
otrzymała jednak ani wtedy, ani też później tytułu augusty, spadały natomiast na nią ciosy coraz boleśniejsze. 
Już w lutym 55 roku podczas uczty, na oczach jej i Agrypiny, został otruty jej rodzony brat, 12-letni Brytanik. Było 
oczywiste, że stało się to z rozkazu Nerona. Uczty nawet nie przerwano. Oktawia zachowała kamienny spokój, 
albowiem, jak powiada Tacyt, choć tak młodziutka, już nauczyła się tłumić oznaki jakichkolwiek uczuć.
Neron upodobał sobie wyzwolenicę Akte, żonę zaś całkowicie odsunął. Gdy przyjaciele zwracali mu uwagę, że 
nie powinien czynić tego tak jawnie, odpowiadał opryskliwie: Ma przecież swoje ozdoby małżeńskie! Sytuacja 
stała się znacznie groźniejsza, gdy Neron przeniósł swe uczucia na Poppeę Sabinę. Podczas gdy Akte bowiem 
będąc wyzwolenicą poprzestawała na statusie konkubiny, Poppea jako pani z najwyższych sfer 
arystokratycznych otwarcie dążyła do małżeństwa. Główną przeszkodę na drodze do osiągnięcia tego celu 
stanowiły matka cesarza Agrypina oraz oczywiście Oktawia.

background image

W marcu 59 roku Agrypina została zamordowana. Wkrótce potem Neron zaczął głosić, że ma bezpłodną żonę. 
Było to oczywistym przygotowaniem do rozwodu. W roku 62 usunięto ją najpierw z pałacu, a potem w ogóle z 
Rzymu. Musiała zamieszkać w Kampanii, i to pod strażą wojskową. Nastąpił rozwód, a w kilka dni potem Neron 
poślubił Poppeę. Nie dość na tym. Oktawia musiała przejść przez straszliwe upokorzenie, oskarżono ją bowiem o 
cudzołóstwo z fletnistą, niewolnikiem pochodzącym z Aleksandrii. Przeprowadzono formalne dochodzenia, 
wzięto na tortury jej niewolnice. Niektóre się załamały, inne zniosły cierpienia bohatersko. Jedna z nich 
krzyknęła do nadzorcy śledztwa: Przyrodzenie mojej pani jest czystsze od twojej gęby!
Niespodziewanie gruchnęła w stolicy wiadomość, że cesarz żałuje odsunięcia Oktawii i z powrotem uczyni ją swą 
małżonką w miejsce Poppei. Nie wiadomo, kto i w jakim celu rozpuszczał te pogłoski. Dziewczyna, właśnie 
dlatego że była tak nieszczęsna, cieszyła się wśród ludu ogromną popularnością i sympatią. Doszło do 
rozruchów. Rozradowany tłum wdarł się na Kapitol. Obalono posągi Poppei, obnoszono natomiast i obsypywano 
kwiatami wizerunki Oktawii. Stawiono dobroć Nerona. Gromady entuzjastów Oktawii przedostały się nawet na 
Palatyn, przed siedzibę cesarza, a wyparte zostały stamtąd dopiero przez żołnierzy. Ten wybuch żywiołowego 
poparcia dla Oktawii był zarazem wyrokiem śmierci. Poppea, urażona w swej dumie i zatrwożona - któż bowiem 
mógł zaręczyć, że Neron nie ustąpi kiedyś przed żądaniami ludu? - błagała męża, by bronił jej przed rozruchami. 
Wołała, że zostały one wzniecone przez niewolników i wyzwoleńców Oktawii. Pytała: co będzie, co się stanie, 
jeśli ona sama przyjedzie z Kampanii do stolicy?
Postanowiono zakończyć sprawę Oktawii ostatecznie. Ponieważ oskarżenie o stosunki z egipskim fletnistą było 
od początku całkowicie niewiarygodne, obecnie poprowadzono rzecz inaczej. Do cudzołóstwa z Oktawią 
przyznał się dobrowolnie Anicetus, przed zaledwie 3 laty wykonawca mordu na Agrypinie, aktualnie prefekt floty
wojennej w Mizenum. Jego samooskarżenie było formalnie nie do obalenia. Został natychmiast zesłany na 
Sardynię, gdzie żył spokojnie i wygodnie aż do naturalnej śmierci. Natomiast cesarz opublikował oświadczenie, 
w którym zarzucał Oktawii, że chciała pozyskać Anicetusa, by wywołać przy jego pomocy bunt w armii. 
Stwierdzał też, że spędziła płód z tego cudzołożnego związku - zapominając, że niedawno oskarżał Oktawię o 
bezpłodność. Skazano ją na wygnanie na wyspę Pandaterię. Opis jej dni ostatnich w XIV księdze "Roczników" 
Tacyta należy do najbardziej wstrząsających kart tego dzieła: "Młoda kobieta, otoczona prymitywnymi 
centurionami i żołnierzami, mając zaledwie 20 lat była już oderwana od życia przeczuciem tego, co ją czeka. Lecz 
nie mogła znaleźć spokoju nawet w obliczu śmierci. Po kilku dniach kazano jej umierać. Zaklinała się, że jest już 
wdową i tylko siostrą cesarza, wzywała Germaników, wspólnych przodków obojga, a także imię Agrypiny, za jej 
bowiem życia byłaby nieszczęśliwa wprawdzie, lecz wolne od zguby małżeństwo znosiła. Nakładają jej więzy i 
otwierają żyły na wszystkich członkach. A ponieważ skrzepła wskutek strachu krew zbyt powoli uchodziła, duszą 
ją parą nadmiernie gorącej kąpieli. Dodano jeszcze potworniejsze okrucieństwo, albowiem jej uciętą głowę 
zaniesiono do stolicy, aby mogła ją oglądnąć Poppea. Dokądże będę wspominał, że za to uchwalono dary dla 
świątyń? Ktokolwiek będzie poznawał wydarzenia owych czasów z dzieł moich lub innych pisarzy, niech wie z 
góry, że ilekroć cesarz wygnanie i mord nakazywał, tylekroć za to bogom dziękowano" (Przekład Seweryna 
Hammera [przyp. aut.]).
Już następne pokolenie Rzymian wystawiło Oktawii piękny pomnik, jakiego nie ma żadna cesarzowa rzymska, 
trwalszy nad marmur. Jest nim poświęcona jej losom tragedia "Oktawia", jedyna w całości zachowana rzymska 
tragedia o treści historycznej. Niektórzy uznawali za jej autora Senekę, niesłusznie. Z kolei ten waśnie utwór stał 
się prawzorem dramatu Racina pod tymże tytułem.

Poppea Sabina

"Poppaea Sabina". Druga żona cesarza Nerona, panującego w latach 54-68. Urodzona nieco przed 32 r. Neron 
był jej trzecim mężem. Poślubiła go w r. 62. Otrzymała tytuł augusty. Zmarła w r. 65. Została zaliczona w poczet 
bogów. Miała syna z pierwszego małżeństwa i córkę z małżeństwa z Neronem.

Jej ojciec, senator Tytus Ollius, zginął młodo z rozkazu cesarza Tyberiusza w roku 32, po wykryciu spisku Sejana, 
którego był przyjacielem. Poppea więc prawdopodobnie w ogóle go nie znała. Matka, Poppea Sabina, była córką 
Poppeusa Sabina, konsula, namiestnika Mezji, Macedonii i Grecji. Po śmierci Olliusa wyszła za mąż za 
Korneliusza Lentulusa Scypiona, namiestnika prowincji Azji. Będąc kobietą niezwykłej urody, stała się 
przedmiotem nienawiści Mesaliny. W roku 47 została oskarżona o cudzołóstwo z senatorem Waleriuszem 
Azjatykiem i ze sławnym aktorem Mnesterem. Przez podstawione osoby cesarzowa doprowadziła do tego, że 

background image

Poppea przerażona widmem procesu i więzienia popełniła samobójstwo. Klaudiusz nic o tym wszystkim nie 
wiedział. Kiedy w kilka dni później Scypion pojawił się na przyjęciu sam, cesarz zapytał go, czemuż to żona nie 
przyszła. Odparł: Zmarła z wyroku losu! Kiedy zaś Scypion miał w senacie wypowiedzieć swe zdanie o 
okolicznościach śmierci żony, rzekł: Ponieważ o postępowaniu Poppei myślę to samo co wszyscy inni, uznaję, że 
jestem tego samego zdania co wszyscy. Chwalono tę wypowiedź jako wielce dyplomatyczną, godną 
roztropnego polityka i lojalnego męża.
Tak więc rodzice Poppei Sabiny zginęli skutkiem intryg politycznych. Mając zaledwie 17 lat, była już całkowitą 
sierotą. Tacyt w księdze XIII "Roczników" tak ją charakteryzuje: "Nie brakowało jej niczego prócz uczciwości. 
Urodę odziedziczyła po matce, jak również wielkie imię i ogromny majątek. W rozmowie potrafiła być ujmująca, 
była inteligentna i dowcipna. Na pokaz zachowywała się skromnie, w istocie oddana rozpuście. Rzadko 
opuszczała dom, i to zawsze z opuszczonym welonem. Może dlatego, by nie ściągać zbyt natrętnych spojrzeń, a 
może dlatego, że tak było jej do twarzy. Nie czyniła różnicy między kochankami a małżonkami, nie ulegała 
żadnym uczuciom, liczyła się tylko ewentualna korzyść".
Była zakochana w sobie. Jest prawdą, że co dzień dojono pięćset oślic, by mogła kąpać się w ich mleku, podobno 
ożywczo działającym na skórę. Kiedy spojrzawszy pewnego dnia w lustro, uznała, że nie prezentuje się 
najpiękniej, westchnęła: Obym zmarła, nim przekwitnę! Co też się stało.
Pierwszym mężem Poppei, zaślubionym nieco przed rokiem 47, był Rufriusz Kryspin, prefekt pretorianów w roku 
47. Skutkiem intryg Agrypiny został usunięty z prefektury w 51 roku. Poppea urodziła mu syna, zapewne w roku 
50. W kilkanaście lat później został on zamordowany z rozkazu Nerona, wtedy już męża jego matki. Małżeństwo 
z Rufriuszem rozpadło się, na scenie bowiem pojawił się Salwiusz Othon, młody, bogaty, pełen fantazji, 
rozmiłowany w przepychu przyjaciel Nerona, od którego był starszy o kilka lat, mógł więc imponować mu swym 
doświadczeniem.
Othon poślubił Poppeę, to jest pewne. Jednakże sam Tacyt podaje dwie wersje. Według jednej Othon uczynił to, 
by Neron mógł swobodnie korzystać z jego żony, małżeństwo więc było pozorowane i stanowiło tylko zasłonę, 
cesarz bowiem obawiał się swej matki Agrypiny. Według wersji drugiej Neron w ogóle nie znał Poppei, 
zainteresował się nią dopiero dzięki Othonowi, który wciąż i przy każdej sposobności rozwodził się nad urodą 
swej żony. Została wreszcie przedstawiona Neronowi i rychło opanowała go całkowicie. Udawała, że jest 
rozkochana w Neronie. Potem, kiedy usiłował zatrzymać ją dłużej, twierdziła, że nie może tego uczynić jako 
mężatka. Wyrzucała Neronowi, że ma nałożnicę z niewolniczego stanu.
W roku 59 Othon został wysłany do Luzytanii, czyli obecnej Portugalii, jako jej namiestnik. Sprawdził się tam 
nadspodziewanie dobrze. W tymże roku została zamordowana Agrypina. Powszechnie uważano, że stało się to 
skutkiem nalegań Poppei. Potem zwróciła się przeciw Oktawii. W roku 62 doprowadziła do rozwodu jej i cesarza, 
a w 12 dni później, 21 stycznia, sama poślubiła Nerona. W roku następnym, 63, urodziła w Ancjum córeczkę 
Klaudię. Uszczęśliwiony ojciec nie posiadał się z radości. Obu, matce i córce, senat przyznał tytuł august. 
Uchwalono budowę świątyni bogini płodności, "Fecunditas". Radość jednak trwała tylko 4 miesiące, dziecko 
bowiem zmarło. Senat nieutulony w bólu i żalu, pragnąc pocieszyć rozpaczającego ojca, zaliczył Klaudię w poczet 
bóstw.
W roku 64 wybuchł wielki pożar Rzymu, nie pierwszy i nie ostatni w dziejach tego miasta. Cesarz, a więc 
zapewne też Poppea, przebywał wtedy w Ancjum. Wrogowie Nerona natychmiast rozpuścili pogłoski, że 
podpalono miasto z jego rozkazu, chciał bowiem podziwiać potęgę i grozę żywiołu oraz uzyskać wolny teren dla 
całkowitej przebudowy kilku dzielnic. Przerażony tymi pogłoskami Neron uznał, że musi znaleźć kozła ofiarnego. 
Jak zwykle w takich wypadkach, mieli nim być Żydzi. Jednakże rzymska gmina była wówczas podzielona. Część 
uważała, że Mesjasz, zwany po grecku Chrystusem, już przyszedł i zbliża się koniec świata, a do jego królestwa 
dostaną się tylko wybrani weń wierzący; ci zwali się chrześcijanami. Natomiast większość pozostała wierna 
oczekiwaniu na Mesjasza, który da Izraelowi królestwo na tym świecie.
Poppea miała dobre stosunki z Żydami i była im przyjazna. Dała tego dowód już w roku 62. Doszło wtedy do 
sporu w Jerozolimie pomiędzy Żydami z jednej a prokuratorem Festusem i królem Herodem Agrypą z drugiej 
strony. Żydzi mianowicie zbudowali przy zachodnich arkadach świątyni mur, który miał zasłonić królowi i załodze 
rzymskiej widok na to, co dzieje się na dziedzińcu. Prokurator chciał ów mur zburzyć, zgodził się jednak, by 
sprawę rozstrzygnął sam cesarz. Delegacja z arcykapłanem na czele wyjechała do Rzymu. Tam uzyskali zgodę 
Nerona na pozostawienie muru właśnie dzięki wstawiennictwu Poppei. Współczesny wydarzeniom historyk 
żydowski, Józef, pisze wprost, że cesarz uczynił tak, by dogodzić swej żonie, która była bogobojna i pomagała 
Żydom. Czy należy ów wyraz "bogobojna", po grecku "theosebes", rozumieć w tym sensie, że interesowali się 
również religią żydowską, jest sprawą dyskusyjną.

background image

W jakieś 2 lata później, z początkiem roku 64, sam Józef również miał okazję stanąć przed Poppeą i zabiegać o 
jej laskę. Poszło o to, że Feliks, poprzednik Festusa na urzędzie prokuratora Judei, z błahych powodów uwięził i 
wydal do Italii kilku kapłanów, krewnych Józefa. Aby ich ratować, on sam wyprawił się do stolicy imperium. Po 
dramatycznych przygodach, okręt bowiem zatonął na morzu, zdołał dotrzeć do cesarzowej. Ułatwił mu to znany 
i lubiany przez Nerona aktor żydowskiego pochodzenia. I tym razem sprawa potoczyła się dobrze. Józef pisze o 
tym z dumą w swej autobiografii: "Nie tylko przychyliła się do mej prośby, ale jeszcze hojnie mnie obdarowała".
Jest więc wysoce prawdopodobne, że gdy szukano winnych pożaru, Poppea otoczyła opieką Żydów 
prawowiernych. W ten sposób przyczyniła się do pogłębienia konfliktu pomiędzy nimi a Żydami chrześcijanami. 
Tych ostatnich uznano za sprawców nieszczęścia. Miało to swoje wielkie, dziejowe konsekwencje religijne i 
polityczne, trwające do dziś.
Równie ważne historycznie, a tym razem katastrofalne dla Żydów, okazało się poparcie, jakiego udzieliła Poppea 
Gesjuszowi Florusowi, kiedy ten zabiegał o urząd prokuratora Judei. Uzyskał go dzięki temu, że jego żona 
Kleopatra była przyjaciółką cesarzowej. Okazał się prokuratorem okrutnym i chciwym. "I po cóż tu wiele mówić? 
Właśnie Florus doprowadził nas do tego, że rozpoczęliśmy wojnę przeciw Rzymianom. Woleliśmy zginąć wszyscy 
i od razu niż pojedynczo". To słowa Józefa, uczestnika i dziejopisa wojny. Wybuchła ona w roku 66 i stała się 
jedną z przyczyn upadku Nerona. Jednakże Poppei wówczas już nie było wśród żywych, zmarła bowiem w roku 
65. Sprawcą tej śmierci był Neron. Kopnął ją, kiedy czyniła mu wyrzuty, wrócił bowiem późno i pijany. Była w 
ciąży.
Wbrew panującemu obyczajowi zwłoki Poppei nie zostały spalone. Poddano je balsamowaniu i złożono w 
mauzoleum Augusta. Senat zaliczył ją w poczet bogów, była więc odtąd czczona jako "Diva Augusta". Mowę 
pogrzebową wygłosił sam Neron. Sławił jej urodę oraz to, że była matką boskich dzieci. Tylko cnót nie mógł 
sławić, dodaje Tacyt uszczypliwie. Przekazuje też, że śmierć cesarzowej opłakiwano oficjalnie i publicznie, w 
istocie zaś raczej się radowano.
Tęskniący za Poppeą Neron omal się nie ożenił z jakąś przypadkowo spotkaną dziewczyną, ponieważ wydała mu 
się podobna do zmarłej. Potem uznał, że bardziej przypomina Poppeę chłopiec Sporus. Kazał go więc 
wykastrować i poślubił. Miewał jednak pewne wątpliwości, zapytał więc jednego z przyjaciół, czy Sporus to 
odpowiednia dlań kobieta. Na co ten odparł z całą powagą: Czynisz dobrze obcując właśnie z takimi kobietami. 
Ach, gdybyż twój ojciec miał takie same upodobania i szukał takich współmałżonek! Cesarz zapewne nie 
zrozumiał prawdziwego sensu tej wypowiedzi. Na szczęście dla żartownisia.
Po śmierci Nerona w roku 68 posągi Poppei obalono. Jednakże kiedy jej pierwszy mąż Othon został w roku 69 
cesarzem, skłonił senat do podjęcia uchwały o ich ponownym ustawieniu.

Statylia Mesalina

"Statilia Mesalina". Trzecia i ostatnia żona cesarza Nerona, panującego w latach 54-68. Poślubiła go w 66 r. Był 
jej piątym mężem. Otrzymała tytuł augusty. Żyła jeszcze po r. 69. Nie miała potomstwa.

Pochodziła ze znakomitego rodu senatorskiego. Nie znamy nazwisk jej trzech pierwszych mężów, natomiast 
czwarty, Attyk Westynus, należał przez pewien czas do najbliższych przyjaciół Nerona. Potem ich drogi rozeszły 
się, Westynus bowiem, człowiek bystry i energiczny, nie ukrywał, jak gardzi cesarzem. Pozwalał sobie nawet na 
złośliwe powiedzenia pod jego adresem, które zostały dobrze zapamiętane. Najgorsze wszakże przewinienie w 
oczach Nerona Westynus popełnił ośmielając się poślubić Statylię, choć dobrze wiedział, że również cesarz 
należał do jej kochanków.
W roku 65, kiedy rozprawiano się ze spiskiem Pizona, jednym z konsulów był właśnie Attyk Westynus. Nie był 
zamieszany w tajne sprzysiężenie, jego nazwisko nie padło podczas przesłuchań nawet z ust torturowanych. 
Mimo to cesarz uznał, że nadarza się znakomita sposobność, by usunąć męża Statylii. Nie zwlekał i nie szukał 
żadnych prawnych pretekstów. Kohorta żołnierzy wkroczyła niespodziewanie do domu Westynusa w pobliżu 
Forum. Tego dnia spełnił on już swe urzędowe obowiązki konsula, odbywało się tłumne przyjęcie. Żołnierze 
wmaszerowali na salę i zażądali, by gospodarz natychmiast stawił się przed trybunem. Westynus wstał, 
schwytano go i zawleczono do sypialni, gdzie już czekał lekarz, aby przeciąć mu żyły; potem zaniesiono go do 
wanny z gorącą wodą. Przez cacy czas umierający zachował kamienny spokój. Natomiast z jego 
współbiesiadnikami cesarz zabawił się inaczej. Pozostali w domu Westynusa pod czujną strażą do późnej nocy, a 
nikt nie wiedział, czy wyjdzie stamtąd żywy.

background image

Wkrótce potem Neron poślubił wdowę po Westynusie, Statylię. Sam też był od niedawna wdowcem po 
spowodowanej przez siebie śmierci Poppei Sabiny. Uroczystości ślubne odbyły się w początkach roku 66. W roku 
następnym Statylia zapewne towarzyszyła Neronowi w jego sławnej podróży do Grecji. Wówczas to uroczyście 
ogłosił w Koryncie wolność Greków, a wdzięczne miasta wznosiły ku czci cesarskiej pary ołtarze i posągi z 
napisami pełnymi wyrazów najgorętszego uwielbienia. Po śmierci Nerona nazwiska jego i żony zostały z owych 
napisów pracowicie wyskrobane.
Statylia przeżyła dramatyczne wydarzenia czerwca roku 68, kiedy to jej mąż opuszczony przez wszystkich 
popełnił samobójstwo. Jego następcy oszczędzili ją i jej majątek, zapewne również dlatego, że wszyscy szybko 
zmieniający się na tronie władcy Galba, Othon, Witeliusz - należeli do tych samych kręgów najwyższej 
arystokracji rzymskiej, z których i ona się wywodziła. Othon podobno zamierzał ją poślubić, został jednak 
pokonany w roku 69 przez Witeliusza i zdecydował się na śmierć samobójczą. Tuż przed odejściem napisał list do
Statylii, prosząc, by pamiętała o nim i zadbała o pochówek.
Była to kobieta na pewno niezwykła. Jeden ze starożytnych autorów charakteryzuje ją krótko, a wyraziście: 
celowała majątkiem, urodą, inteligencją.

Emilia Lepida

"Aemilia Lepida". Pierwsza i jedyna żona przyszłego cesarza Galby, panującego od czerwca 68 do stycznia 69 r., 
poślubiona i zmarła przed jego wstąpieniem na tron. Miała dwóch synów.

Urodziła się zapewne nieco przed rokiem 10. Kiedy bowiem w roku 21 senat wyznaczał namiestnika prowincji 
Azji, jednym z kandydatów był jej ojciec, cieszący się wielkim szacunkiem. On jednak wymówił się od tego 
zaszczytu ze względu na stan zdrowia. Dodał też, że synów ma jeszcze zbyt młodych, córkę zaś już sposobną do 
zamążpójścia ("nubilis"). Tak naprawdę chodziło mu o to, by nie narazić się wpływowemu Sejanowi, który miał 
swego kandydata. Zapewne wkrótce potem, to jest po roku 21, Emilia poślubiła Sulpicjusza Galbę. Ten młody 
senator, mający dopiero dwadzieścia kilka lat, cieszył się względami żyjącej jeszcze Liwii, wdowy po cesarzu 
Auguście, która hojnie obdarowała go w swym testamencie. Piął się szybko w górę, jako kolejno namiestnik 
prowincji Akwitanii, konsul roku 33, namiestnik Germanii Górnej, a potem Afryki. Żona zapewne towarzyszyła 
mu, gdy sprawował urzędy w owych krainach. Może zresztą właśnie to, że tak długo przebywali daleko od 
stolicy, uratowało im życie za panowania Tyberiusza i Kaliguli, kiedy to tylu senatorów padło ofiarą intryg, 
oszczerstw, fałszywych oskarżeń. Obaj synowie zmarli młodo, na pewno przed rokiem 68, to jest przed 
wstąpieniem Galby na tron. Po roku 40, kiedy Agrypina, owdowiała po śmierci Domicjusza, polowała na męża, 
próbowała usidlić Galbę, mężczyznę w sile wieku i bardzo majętnego. Nie miało dla niej żadnego znaczenia, że 
jest żonaty. Owe zabiegi były tak jawne i bezczelne, że podczas spotkania pań z najwyższych sfer teściowa Galby 
zwymyślała ją i spoliczkowała.
Emilia Lepida zmarła przed rokiem 68, nie wiemy jednak dokładnie kiedy. Galba nie ożenił się już nigdy.

Petronia

"Petronia". Pierwsza żona przyszłego cesarza Aulusa Witeliusza, panującego od stycznia do grudnia 69 r. Ślub i 
rozwód miały miejsce przed jego wstąpieniem na tron. Urodziła syna.

Jej ojcem lub dziadem był Petroniusz, konsul w roku 19, potem namiestnik prowincji Azji, a w latach 39-42 
namiestnik Syrii; podlegała mu również Judea. Cesarz Kaligula rozkazał, by ustawił jego posąg w świątyni w 
Jerozolimie. Żydzi pod żadnym warunkiem nie chcieli zgodzić się na takie świętokradztwo, stanowiło bowiem 
jawne pogwałcenie drugiego przykazania, zakazującego bezwzględnie oddawania czci jakimkolwiek 
wyobrażeniom, posągom i obrazom. Petroniusz więc prosił cesarza o cofnięcie rozkazu. Kaligula w odpowiedzi 
zagroził mu śmiercią, gdyby ociągał się z wykonaniem jego woli. Stało się na szczęście tak, że burza morska 
znacznie przedłużyła żeglugę kuriera, wiozącego to pismo, a tymczasem dotarła do Syrii wiadomość o śmierci 
Kaliguli. Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, być może powstanie żydowskie wybuchłoby wcześniej, a nie 
dopiero za panowania Nerona. A Petronia być może zginęłaby wraz z całą rodziną za nieposłuszeństwo wobec 
woli cesarza.

background image

Małżeństwo z Witeliuszem Petronia zawarła zapewne pod koniec panowania Tyberiusza. Jej mąż miał wrodzony 
talent pochlebcy i dworaka pozbawionego wszelkich skrupułów. Miewał się więc dobrze u boku wszystkich 
kolejnych cesarzy. Uczestniczył w orgiach Tyberiusza na Capri. Imponował Kaliguli znawstwem sztuki powożenia 
rydwanami, a Klaudiuszowi umiejętnością gry w kości. Jako towarzysz zabaw spodobał się także Neronowi.
Syn jego i Petronii był od urodzenia niewidomy na jedno oko. Matka przygotowała testament, w którym 
uczyniła syna dziedzicem swego ogromnego majątku, pod warunkiem jednak, że ojciec wpierw wyzwoli go spod 
swej władzy, inaczej bowiem faktycznym spadkobiercą stałby się właśnie Witeliusz. Ten postąpił zgodnie z wolą 
żony, czy też już byłej żony. Wkrótce jednak, jak powszechnie utrzymywano, zgładził swego syna. Rozgłosił 
jednocześnie, że ten chciał go otruć, sam jednak wypił zatruty napój. Historia zdumiewająca, ponura i 
powikłana. Czy to syn chciał być ojcobójcą, czy też Witeliusz był rzeczywistym synobójcą?
Wkrótce po rozstaniu się z Witeliuszem Petronia poślubiła Korneliusza Dolabellę. W styczniu roku 69 Witeliusz, 
wówczas namiestnik Germanii Dolnej, został okrzyknięty cesarzem przez legiony w Kolonii. Jego armia pokonała 
wojska Othona w Italii, kiedy on sam jeszcze przebywał w Galii. Stamtąd też w jednym ze swych pierwszych 
rozkazów polecił zgładzić Dolabellę, który, spowinowacony z cesarzem Galbą, cieszył się dużą popularnością, a 
osobiście naraził się Witeliuszowi poślubiając Petronię. Zabito Dolabellę, aby uniknąć rozgłosu, za miastem, w 
pobliżu przydrożnej tawerny. Uratował się jednak syn Dolabelii i Petronii, piastował konsulat w roku 86.

Galeria

"Galeria Fundana". Druga i ostatnia żona cesarza Witeliusza, panującego od stycznia 69 do grudnia tegoż roku. 
Poślubiona została przed jego wstąpieniem na tron. Zmarła po r. 69. Miała syna i córkę.

Jej ojciec doszedł do godności pretora. Ponieważ syn jej i Witeliusza miał w roku 69 lat 6, małżeństwo musiało 
zostać zawarte około roku 60 lub wcześniej, nie wiemy bowiem, czy córka nie urodziła się przed chłopcem. 
Galeria pozostała w stolicy, kiedy jesienią roku 68 mąż wyjechał za Alpy, nad Ren, jako namiestnik Germanii 
Dolnej. W styczniu roku następnego dotarła do Rzymu wiadomość, że wojska w Kolonii obwołały go cesarzem. 
Prawowity władca Othon zachował się szlachetnie, nie potraktował Galerii i jej rodziny jako zakładników, byli 
bezpieczni i wolni.
W kwietniu 69 roku wojska Othona zostały pokonane w bitwie pod Bedriakum w Italii, a on sam popełnił 
samobójstwo. Senat natychmiast uznał Witeliusza za cesarza. Galeria wyjechała wraz z synem do Galii, gdzie 
wciąż przebywał Witeliusz. Podczas wspaniałych uroczystości w Lugdunum, obecnym Lyonie, Witeliusz nadał 
swemu synkowi przydomek Germanikus oraz przyznał mu insygnia władzy. A chłopiec był upośledzony, mówił 
tak bełkotliwie, że wręcz niezrozumiale. Wybito też monety z podobiznami Witeliusza i jego dzieci.
W lipcu para cesarska odbyła wjazd do Rzymu. Tacyt poświadcza, że Galeria jako cesarzowa zachowywała się 
godnie i nie miała udziału w ponurych wydarzeniach tego panowania. Wiemy też, że osłoniła przed oskarżeniami 
senatora Galeriusza Trachalusa, zapewne swego krewnego. A Witelius był mu szczególnie niechętny, ponieważ 
to właśnie on, jak sądzono, pisał Othonowi mowy. Zachowała się też notatka w "Wyciągu z historii rzymskiej" 
Kasjusza Diona, według której cesarska para była zaskoczona ubóstwem wyposażenia Złotego Domu Nerona, 
Galerię zaś zdziwiło, jak mało było kosztowności w skarbcu.
Właśnie gdy Witeliusz i Galeria wjeżdżali do Rzymu, to jest w lipcu, w Aleksandrii egipskiej tamtejsze wojska 
okrzyknęły cesarzem swego wodza, Wespazjana. Jesienią tegoż roku 69 jego legiony zwycięsko wkroczyły na 
ziemie Italii, a w grudniu do Rzymu. Witeliusz i jego synek zostali zabici. Galeria musiała pochować ciała ich obu. 
Natomiast jej córkę zwycięski Wespazjan później wspaniale wyposażył i wydał za mąż.

Domitilla

"Flavia Domitilla". Pierwsza i jedyna żona przyszłego cesarza Wespazjana, panującego w latach 69-79. Została 
poślubiona i zmarła przed jego wstąpieniem na tron. Miała dwóch synów i córkę.

Gdyby Domitilla doczekała roku 69, kiedy to jej mąż przywdział purpurę, byłaby pierwszą cesarzową rzymską 
spoza kręgu arystokracji senatorskiej. Jej ojciec, rodem ze środkowoitalskiego miasta Ferentium, pracował w 
urzędzie kwestora jako skryba, czyli niższy sekretarz. Uznanie swej córki za wolno urodzoną i obywatelkę 

background image

rzymską musiał przeprowadzać sądownie, co wskazuje, że sprawa jej pochodzenia nie była całkiem jasna. Jedno 
ze źródeł nazywa ją wprost wyzwolenicą. Podobno przez jakiś czas była kochanką pewnego ekwity, czyli 
przedstawiciela klasy przedsiębiorców. Wespazjan poślubił ją po roku 30. Tym małżeństwem nie wykraczał poza 
swoją sferę, sam bowiem pochodził z rodu ekwitów, którzy doszli do majątku, dzierżawiąc pobór podatków i 
pośrednicząc w wynajmie sezonowych pracowników. Zdecydował się na karierę polityczną bardzo niechętnie i 
tylko pod naciskiem matki.
W roku zapewne 39 Domitilla urodziła mu syna Tytusa, a znacznie później, bo pomiędzy rokiem 50 a 55, 
Domicjana. Nie wiadomo, kiedy przyszła na świat córka. Otrzymała imię matki. Obie, matka i córka, zmarły 
wcześnie, nim jeszcze ktokolwiek mógł przypuszczać, że Wespazjan zasiądzie na tronie. Córka zmarła zapewne 
już jako mężatka - nie znamy nazwiska męża - przy porodzie dziewczynki, która znowu otrzymała imię matki i 
babki, zwała się więc "Flavia Domitilla".
Po śmierci żony Wespazjan powrócił do swej dawnej miłości, konkubiny imieniem Cenida. Była ona wyzwolenicą 
Antonii Starszej, matki cesarza Klaudiusza, i to bardzo zaufaną. Wespazjan traktował ją niemal jak żonę. Miała 
duże wpływy i doszła do ogromnego majątku, sprzedając urzędy i przywileje. Zmarła przed Wespazjanem, a 
więc przed rokiem 79. Cesarz poprzestawał odtąd na usługach nałożnic.
Tytus zachował we wdzięcznej pamięci swą matkę, która nigdy nie otrzymała tytułu augusty, ani też nie została 
ubóstwiona, choć niekiedy przyznawano to pośmiertnie. Swemu uczuciu dla matki dał wyraz wybijając monety z 
napisem "Memoriae Domitillae", czyli "Ku pamięci Domitilli".
Natomiast tak młodo zmarła Domitilla Młodsza, siostra Tytusa i Domicjana, została za ich panowania 
pośmiertnie obdarzona tytułem augusty i zaliczona w poczet bogów. Za Domicjana ukazały się też emisje monet 
z napisem "Divae Domitillae Augustae" - Boskiej Domitilli Auguście.
Szczególne wszakże miejsce w historii zajmuje trzecia z kolei Domitilla, wnuczka Wespazjana, a siostrzenica 
Tytusa i Domicjana. Ten ostatni wydał ją za mąż za swego kuzyna Flawiusza Klemensa, konsula w roku 95. W 
tym to roku doszło do prześladowań chrześcijan i Żydów. Klemens i Domitilla zostali oskarżeni o bezbożność, a 
właśnie o to oskarżano wówczas chrześcijan, odmawiali bowiem oddawania czci wyobrażeniom bogów. 
Oskarżenie musiało być dobrze ugruntowane, Klemens bowiem mimo swego wysokiego urzędu został skazany 
na śmierć i ścięty, Domitilla zaś poszła na wygnanie na wysepkę Pandaterię lub Pontię, obie na Morzu 
Tyrreńskim. Historyk Kościoła Euzebiusz stwierdza, że dała świadectwo Chrystusowi, a więc nie wyparła się 
wiary. Później uznano ją za świętą. Za murami Rzymu, przy drodze zwanej via Ardeatina już od końca I wieku 
chowano zmarłych, zapewne chrześcijan, na cmentarzu jej imienia.
Tak więc wszystko przemawia za tym, że wnuczka Wespazjana i Domitilli, siostrzenica Tytusa, zdobywcy 
Jerozolimy, była chrześcijanką. Następną kobietą o tak wysokiej pozycji na dworze, a związaną z 
chrześcijaństwem miała być wiek później Marcja, konkubina cesarza Kommodusa.

Arrecyna Tertulla

"Arrecina Tertulla". Pierwsza żona przyszłego cesarza Tytusa, panującego w latach 79-81. Została poślubiona i 
zmarła przed jego wstąpieniem na tron, zapewne wkrótce po roku 60.

Po odbyciu służby wojskowej w Germanii i Brytanii Tytus poświęcił się działalności prawniczej. W tym czasie 
pojął za żonę Arrecynę Tertullę. Jej ojciec należał do stanu ekwitów i sprawował swego czasu urząd prefekta 
pretorianów. Gdy Tertulla zmarła, Tytus poślubił Marcję Furnillę, z którą jednak się rozwiódł po urodzeniu przez 
nią córki.
Tyle informacji podaje Swetoniusz w swym żywocie Tytusa. Możemy nieco je uzupełnić. Tytus rzeczywiście 
służył w armii w wymienionych dwóch prowincjach w randze trybuna. Do Rzymu powrócić musiał około roku 60. 
W kilka lat później, zapewne w roku 65, sprawował urząd kwestora, a już w roku następnym, 66, otrzymał 
dowództwo jednego z legionów na wschodzie. Dowiadujemy się również od Swetoniusza, że gdy zdobył 
ostatecznie Jerozolimę w sierpniu roku 70, był to właśnie dzień urodzin jego córki. Nie wiemy wszakże, która 
była to rocznica. Dziewczyna została wydana za mąż w roku 81, musiała więc urodzić się jakieś 15 lat wcześniej. 
Wszystko to prowadzi do wniosku, że małżeństwa Tytusa przypadają na lata 60-65.
Ojciec Tertulli, Arrecynus Klemens, był prefektem pretorianów w roku 42, a więc za panowania Kaliguli. Jej brat 
doszedł do wysokich godności, gdy cesarzami byli Wespazjan i Tytus, a więc już po śmierci Tertulli. Dwukrotnie 
piastował konsulat. Należał do bliskich przyjaciół Domicjana, ale właśnie za jego panowania i z jego rozkazu 

background image

zginął w roku 93. Czym się naraził, nie wiadomo.
Wysunięto w nowszych badaniach przypuszczenie, że matką córki Tytusa była właśnie Tertulla, a nie Marcja 
Furnilla, jak twierdzi Swetoniusz. Jeśli tak, to można by z kolei przypuszczać, że Tertulla zmarła przy porodzie, jak 
wiele wówczas młodych kobiet.

Marcja Furnilla

"Marcia Furnilla". Druga żona przyszłego cesarza Tytusa, panującego w latach 79-81. Ślub i rozwód miały miejsce
przed jego wstąpieniem na tron, zapewne nieco przed rokiem 65. Miała córkę.

Swetoniusz określa jej ród jako "splendidum", wspaniały. I rzeczywiście był taki w porównaniu z rodem 
poprzedniej żony Tytusa, której ojciec należał do stanu ekwitów. Dziad Furnilli, Marcjusz Barea, był dwukrotnie 
konsulem i namiestnikiem prowincji Afryki, brat również doszedł do godności konsula. Ojciec, jak się wydaje, 
zmarł młodo. Matka, Antonia Furnilla, musiała pochodzić ze sławnego rodu Antoniuszów. To po niej wzięła córka
przydomek Furnilla.
Tytus, jak podaje Swetoniusz, rozwiódł się z nią, gdy urodziła mu córkę. Ta otrzymała rodowe nazwisko ojca, 
Flawia, i przydomek Julia. W kilka lat później Tytus zdobył Jerozolimę w dniu jej urodzin, nie wiemy jednak 
których. Nie znamy też przyczyny rozwodu oraz dalszych losów Furnilli. Sam Tytus nie wstąpił już w związki 
małżeńskie, choć poważnie myślał o poślubieniu żydowskiej księżniczki Bereniki, prawnuczki króla Heroda. Nie 
zrealizował zamiaru wobec oporu senatu. Rozstał się z Bereniką z wielkim żalem, przez nią podzielanym.
Natomiast życie Julii Flawii, jedynej córki Tytusa, potoczyło się bardzo tragicznie. Jeszcze za panowania ojca, w 
roku 81, poślubiła swego bliskiego kuzyna Flawiusza Sabinusa. Był on synem brata Wespazjana. Równocześnie 
jeszcze za życia ojca Julia otrzymala tytuł augusty, poświadczony na emisjach niektórych monet i na napisach. 
Jej nieszczęściem było to, że nazbyt spodobała się bratu Tytusa, Domicjanowi, a więc swemu stryjowi. Choć 
żonaty, nie ukrywał swych więcej niż rodzinnych uczuć do bratanicy, zwłaszcza gdy po śmierci Tytusa przejął 
panowanie w roku 81. Wprawdzie mąż Julii Flawiusz Sabinus piastował urząd konsula w roku 82, został jednak 
wkrótce potem skazany na śmierć przez cesarza. Podobno Domicjan współżył z Julią. Została przezeń zmuszona 
do spędzenia płodu, co stało się przyczyną zgonu. Zmarła przed rokiem 90, a więc mając niewiele ponad 20 lat. 
Pochowano ją w świątyni Wespazjana przy Forum, której wspaniałe kolumny stoją do dziś. Senat zaliczył ją w 
poczet bogów.

Domicja Longina

"Domitia Longina". Pierwsza i jedyna żona cesarza Domicjana, panującego w latach 81-92. Był jej drugim 
mężem. Została poślubiona przed wstąpieniem Domicjana na tron. Otrzymała tytuł augusty. Miała syna.

Jej ojcem był sławny wódz Domicjusz Korbulon, za czasów Klaudiusza zwycięsko walczący z Germanami, za 
Nerona zaś dowodzący armią Wschodu, w wojnie z Partami o Armenię. Jako zbyt popularny, a więc groźny, 
musiał z woli Nerona popełnić samobójstwo w roku 66. Miał dwie córki. Jedna z nich, Domicja Longina, wyszła 
najpierw za mąż za Eliusza Lamię. W roku 70 Domicjan, 19-letni wówczas syn Wespazjana, jako pretor odebrał ją 
mężowi. Była najpierw jego kochanką, później ją poślubił.
Krążyły po stolicy plotki, że już jako żona Domicjana była zarazem miłośnicą jego brata Tytusa. W ostatnich 
dniach swego życia Tytus, męczony atakami febry, podobno skarżył się, że musi umierać, choć przecież niczym 
nie zawinił poza jednym tylko czynem. Tak twierdzą zgodnie i Swetoniusz, i Kasjusz Dion. Dodają też, że zdaniem 
wielu miał na myśli właśnie uwiedzenie żony brata. Ta wszakże złożyła uroczystą przysięgę, że nic ją z Tytusem 
nie łączyło. A chyba by temu nie przeczyła, uważa Swetoniusz, chętnie bowiem chełpiła się swymi występkami.
W roku 73 Domicja urodziła syna, który wkrótce zmarł. We wrześniu roku 81, a więc natychmiast po objęciu 
władzy przez Domicjana, otrzymała tytuł augusty, ich zaś zmarły syn został zaliczony w poczet bogów. 
Poświadczają to monety. W niektórych miastach greckich w Azji Mniejszej ona sama odbierała cześć boską, o 
czym mówią napisy.
W roku 83 odkryto romans pomiędzy tancerzem Parysem i rozkochaną w nim do szaleństwa cesarzową. Aktor 
został zabity na środku ulicy. Jego wielbiciele zaczęli składać w tym miejscu kwiaty i wylewać wonności, za co 

background image

również ukarano ich śmiercią. Groziło to także Domicji. Przyjaciel cesarza zdołał wyprosić łaskę dla niej, musiała 
jednak iść na wygnanie. Nie trwało ono zbyt długo, Domicjan bowiem był na swój sposób przywiązany do żony. 
Dla zachowania pozorów przeprowadzono rzecz tak, że to lud rzekomo błagał o jej odwołanie z wygnania. 
Cesarz w swej dobroci ustąpił, w edykcie jednak użył określenia: "Przyjmuję ją znowu do mego świętego łoża".
A przez cały ten czas trwał jawny romans Domicjana z jego bratanicą Julią. Traktował ją niemal jak żonę, póki nie 
zmarła nieco przed rokiem 90, kiedy kazał jej spędzić płód z nim poczęty.
Jak przeżywała to wszystko Domicja? Sytuacja była dziwaczna i upokarzająca. Około roku znowu spodziewała się 
dziecka. Poeta Marcjalis, zawsze w porę służalczy, opublikował wiersz sławiący szczęsne wydarzenie, które 
jednak nie nastąpiło. Dziecko urodziło się martwe lub zmarło wkrótce po porodzie.
W roku 96 w najbliższym otoczeniu cesarza zawiązano spisek. Konspiratorzy zorientowali się, że w każdej chwili 
również oni mogą stać się ofiarami jego podejrzliwości i okrucieństwa. Domicja na pewno wiedziała o 
wszystkim. Pośrednio nawet pomogła spiskowcom i pchnęła do czynu, zawiadamiając w porę, że ich nazwiska są 
na liście skazanych. Domicjan zginął zasztyletowany w dniu 18 września roku 96.
Domicja przeżyła męża o co najmniej 30 lat. Wskazują na to datowane stemple na wyrobach z jej cegielni, 
sięgające roku 126. Jeśli urodziła się około roku 55, umierając miała co najmniej 70 lat, dużo, jak na kobiety w 
tamtych czasach. W roku 140 dwoje jej wyzwoleńców ufundowało w miasteczku Gabii, niedaleko Rzymu, 
świątynię ku jej pamięci i zdeponowało znaczną kwotę, z której odsetek corocznie miały być urządzane uczty dla 
mieszkańców w dniu jej urodzin, 11 lutego. Zachował się niemal w całości długi napis fundacyjny z odpowiednią 
uchwałą rady miasta.
W latach 96-98 panował cesarz Nerwa. Nie mając potomstwa, uczynił swoim adoptowanym synem i następcą 
Ulpiusza Trafiana. Tak rozpoczął się nowy okres w dziejach cesarstwa, kiedy kolejno przekazywali sobie władzę 
cesarze adoptowani: Trajan usynowił Hadriana, Hadrian Antoninusa Piusa, Antoninus Pius Marka Aureliusza. Ci 
trzej, choć żonaci, nie mieli synów.

Plotyna

"Pompeia Plotina". Pierwsza i jedyna żona cesarza Trafiana, panującego w latach 98-117. Poślubiła go, nim 
został wyniesiony na tron. Urodzona zapewne przed 70 r., być może w Nemausus (obecnie Nimes w 
południowej Francji). Zmarła w roku 122 lub 123. Konsekrowana, czyli zaliczona w poczet bóstw, jako "Diva 
Plotina". Od roku 112 wybijano monety z napisem "Plotina Augusta". Potomstwa nie miała.

Przekraczając po raz pierwszy bramy pałacu cesarskiego zwróciła się do towarzyszącego jej tłumu ze słowami: 
"Wchodzę tu taką, jaką bym i wyjść chciała". Historycy starożytni zgodnie twierdzą, że tak też się stało. Była 
kobietą cichą, skromną, oddaną mężowi, wiernie mu towarzyszącą. Nie stała się nigdy przedmiotem plotek, 
pomówień, oskarżeń.
W roku 100 Pliniusz Młodszy, wygłaszając w senacie jako konsul mowę dziękczynną i pochwalną ku czci cesarza 
Trafiana, wołał: "Żona jest twą ozdobą i chwalą. Cóż od niej bardziej czystego, cóż starożytniejszego rodem i 
obyczajem? Gdyby kapłan najwyższy miał wybierać sobie żonę, wybrałby albo tę, albo jej podobną - lecz gdzież 
znalazłby podobną? Z całej wspaniałości twego losu ona rości sobie prawo tylko do tego, by móc się nim 
radować. Zawsze i niezmiennie czci nie twoją władzę, lecz ciebie samego. Jesteście wzajem wobec siebie tacy 
sami, jakimi byliście poprzednio. Wspólne macie zdanie, a obecne szczęście dało wam przede wszystkim to, że 
zaczęliście rozumieć, jak właściwie każde z was je przyjmuje. Jakże skromny strój Plotyny, jak szczupły jej orszak, 
jak zwyczajny sposób bycia! Zasługa to męża, który właśnie tak poucza, tak wychowuje; żonie bowiem 
wystarcza chwała posłuszeństwa".
Te ostatnie słowa Pliniusza zapewne nie spotkają się z akceptacją pań naszego czasu, natomiast przyklasną im 
gorliwi fundamentaliści.
Wychwala następnie mówca siostrę cesarza, Ulpię Marcjanę, równą - jak twierdzi - cnotami jego żonie. Jego 
zdaniem rywalizacja, zwłaszcza wśród kobiet, zazwyczaj sprzyja powstawaniu ukrytej niechęci. Rodzi się ona z 
samego faktu przebywania razem, karmi równością stanu, rozpala zawiścią, kończy nienawiścią. Tym bardziej 
godne podziwu, że między dwiema kobietami mieszkającymi w tym samym domu i mającymi ten sam status, 
nie doszło nigdy do żadnego sporu. Powiada Pliniusz: "Wzajem sobie ustępują i choć każda z nich kocha cię 
najgoręcej, to przecież żadnej z nich nie chodzi o to, która kocha cię bardziej. Obie mają ten sam cel, ta sama 
treść ich życia. Pragną ciebie naśladować, wstępować w twoje ślady. Każda z nich ma dlatego te same obyczaje, 

background image

że obie posiadają twoje. Stąd umiarkowanie, stąd poczucie bezpieczeństwa. Nigdy bowiem nie zagrozi im to, że 
staną się osobami prywatnymi, skoro nigdy nie przestały być nimi. Senat dał im przydomek august, lecz uchylały 
się od tego zaszczytu, póki ty odmawiałeś przyjęcia tytułu "pater patriae" - ojciec ojczyzny. A może po prostu 
bardziej sobie cenią, że są nazywane żoną i siostrą Augusta? Lecz jakikolwiek był powód ich skromności, tym 
bardziej godzi się, aby w sercach naszych były augustami. Cóż bowiem godniejszego pochwały u kobiet niż to, że 
prawdziwą cześć pokładają nie w świetności tytułu, lecz w tym, jak są osądzane przez ludzi?" Stylistyka każdego 
panegiryku ma swoje prawa. Na ogół więc nie należy traktować owych pochlebczych deklamacji zbyt dosłownie. 
Ale nie trzeba również sądzić, że nawet najbardziej górnolotne pochwały są całkowicie zmyślone. Wszystkie - 
prawda, że bardzo fragmentaryczne - dane i pośrednie wskazówki zdają się uzasadniać pogląd, że Plotyna, 
podobnie jak jej cesarski małżonek, cieszyła się niekłamanym szacunkiem i sympatią współczesnych oraz 
potomnych. I to właśnie ze względu na skromność, przystępność, naturalną życzliwość.
Ponad wszelką wątpliwość nie były przesadne słowa Pliniusza o zgodzie, jaka panowała pomiędzy siostrą i żoną 
cesarza. Świadczy o tym najlepiej bezsporny fakt, że to właśnie i głównie za sprawą Plotyny po śmierci Trafiana 
zasiadł na tronie Hadrian, mąż wnuczki Ulpii Marcjany - o czym będzie jeszcze mowa.
Obie panie żyły przyjaźnie może również dlatego, że nie miały żadnych rywalek. Trajan bowiem, trzeba to 
powiedzieć, w życiu prywatnym interesował się głównie chłopcami i winem - choć bez przesady, jeśli chodzi o to 
ostatnie. I zapewne fakt, że "kochał inaczej" skłaniał go do okazywania szczególnej atencji obu paniom u swego 
boku, a zarazem do zachowywania wobec nich pewnego dystansu. Jego istnienie przy wzajemnym szacunku jest 
wyczuwalne nawet w Pliniuszowej oracji.
Nie potrafimy natomiast powiedzieć, rzecz to zrozumiała, czy właśnie homoseksualne skłonności Trafiana 
sprawiły, że małżeństwo pozostało bezdzietne. Może było małżeństwem białym. To się zdarzało w historii 
również naszej.
Tak, Trajan, jeden z najznakomitszych wodzów zdobywców w dziejach cesarstwa, doskonały gospodarz i 
administrator, był, posługując się słownictwem obecnym, gejem. Brzmi to nieco zaskakująco w kraju, w którym 
ten rodzaj odmiennych upodobań uważa się często za nienaturalny, a nawet za rodzaj zwyrodnienia. A jednak to 
gej Trajan podbił i przyłączył do imperium Dację, Mezopotamię, Arabię, czyli ziemie odpowiadające mniej więcej 
dziś Rumunii, Irakowi, Jordanii. O jego rozumieniu spraw państwa, o umiejętności podejmowania męskich 
decyzji i wyrażania ich w jasnych zwięzłych słowach najlepiej mówi zachowana korespondencja urzędowa z 
Pliniuszem Młodszym, gdy ten był namiestnikiem prowincji Bitynii w Azji Mniejszej. O potędze i chwale 
imperium za jego panowania świadczy wspaniała kolumna Trafiana w samym Rzymie, pozostałość ogromnego 
forum jego imienia, łuk triumfalny w Beneventum, kamienny most nad rzeką Tag w Hiszpanii, nowe drogi ze 
stolicy na południe, poszerzenie portu w Ostii, monument w miejscowości Adamklissi u wybrzeży Rumunii - tę 
listę można by oczywiście znacznie przedłużyć. Trajan w pełni zasłużył na przyznany mu przez senat tytuł 
"optimus princeps".
Jest pewna dziedzina polityki społecznej Trafiana, w której chciałoby się dostrzec wpływ Plotyny, a może 
również i jego siostry. Chodzi o akty prawne dotyczące wzięcia pod ochronę dzieci źle traktowanych przez ojców 
oraz dzieci wyrzucanych po urodzeniu, a także o podtrzymanie systemu fundacji alimentacyjnych dla sierot w 
Italii.
Przynajmniej w jednym wypadku źródło historyczne zdaje się wskazywać, że Plotyna wprost interweniowała dla 
dobra obywateli. Chodziło o ściąganie podatków. Niektórzy z cesarskich urzędników czynili to bardzo 
bezwzględnie, bo też niemałe były potrzeby fiskusa wobec ciągle prowadzonych wojen i wielkich prac 
budowlanych. Powiadano, że ci i owi spośród nich załatwiali sprawy krótko, zadając podatnikom proste pytania: 
Po co ci tyle? - albo: Skąd masz tyle? - albo wreszcie: Kładź to, co masz! Otóż właśnie Plotyna, jak twierdzi jeden 
z historyków, stanęła w obronie krzywdzonych, zwracając mężowi uwagę, jak bardzo tego rodzaju metody 
szkodzą opinii o nim. Podobno odtąd Trajan stosował rozsądniejszą politykę podatkową, a nawet sam wyraził 
zdanie, że nadmierne podatki są jak śledziona, która rozrasta się kosztem innych organów ciała. Opowiadanie to 
oczywiście można uznać za rodzaj anegdoty, ale nie jest tak istotne, czy opowieść to prawdziwa, czy też 
zmyślona. Najważniejsze, że jest jakby echem sądu współczesnych o Plotynie. Poddani widzieli jej postać i rolę 
dokładnie tak, jak to wiele wieków później ujmowały słowa austriackiego hymnu państwowego, wciąż z 
sentymentem wspominanego w dawnej Galicji: "Przy cesarzu mile włada cesarzowa pełna łask".
Przypadek lub złośliwość losu sprawiły, że właśnie tak świetne panowanie cesarza Trafiana, a więc też życie i 
rola Plotyny, są stosunkowo słabo udokumentowane źródłowo. Sławne "Żywoty cezarów" Swetoniusza, chętnie 
przytaczającego anegdoty i plotki, także te dotyczące życia codziennego i małżonek, kończą się na roku 96, czyli 
na panowaniu Domicjana. Inny zbiór żywotów imperatorów, noszący tytuł "Pisarze historii cesarskiej", dzieło co 

background image

prawda niezbyt wiarygodne, zaczyna się dopiero od Hadriana, a więc następcy Trafiana. "Historia rzymska" 
Kasjusza Diona właśnie dla tego okresu zachowała się tylko we fragmentach. Tak więc zdani jesteśmy wyłącznie 
na okruchy wiadomości. Sytuację ratują w pewnym stopniu źródła epigraficzne, czyli napisy. Jest ich sporo, 
zwłaszcza jeśli chodzi o samego cesarza. Jednakże szczęsnym przypadkiem zachowała się też inskrypcja, 
rzucająca prawdziwie niezwykłe światło na osobę jego żony.
Została znaleziona w Atenach w roku 1890. Jest stosunkowo mało uszkodzona, składa się z trzech części. 
Pierwsza to list Plotyny z roku 121 do cesarza Hadriana. Druga to decyzja cesarza Hadriana skierowana do 
ówczesnego kierownika szkoły epikurejskiej w Atenach. Obie te części, stanowiące oczywiście odpis 
dokumentów oryginalnych, pisane są po łacinie, trzecia jednak to odpis greckiego listu, jaki Plotyna skierowała 
do nauczycieli i uczniów szkoły. List cesarzowej do Hadriana zaczyna się od słów znamiennych: "Doskonale 
wiesz, Panie, jak bardzo interesuję się szkołą Epikura". Wyrazem "szkoła" tłumaczę tu występujące w oryginale 
określenie "secta", które ma oczywiście szersze znaczenie, oznacza bowiem również pewien kierunek 
filozoficzny, a nawet religijny. Plotyna prosi następnie w imieniu aktualnego kierownika szkoły, Popiliusza 
Teotima, by cesarz dopomógł w wyznaczeniu jego następcy: chodzi po pierwsze o to, by Teotimus mógł 
świadczyć po grecku w sprawie owego następcy; po drugie, by mógł nim zostać także ktoś nie mający 
obywatelstwa rzymskiego; i wreszcie by w razie otrzymania takiej zgody zasady te obowiązywały również w 
przyszłości.
W liście drugim sam cesarz Hadrian informuje kierownika szkoły o swej decyzji, w pełni odpowiadającej 
prośbom Plotyny.
Początek greckiego listu cesarzowej brzmi: "Plotyna Augusta pozdrawia wszystkich przyjaciół. Mamy to, o co się 
staraliśmy!" Następnie Plotyna wychwala łaskawość Hadriana i wzywa, by powoływano na kierowników zawsze 
ludzi najwartościowszych spośród współwyznawców, większą wagę przywiązując do opinii ogółu niż do 
osobistych sympatii. Napis wyryto w kamieniu na wieczną rzeczy pamiątkę. A więc cesarzowa rzymska była 
epikurejką! Już sam fakt, że kobieta, i to o takiej pozycji w państwie, interesowała się filozofią, jest 
zastanawiający jako dość rzadki w ówczesnych warunkach. A cóż dopiero, jeśli przedmiotem zainteresowania 
jest nauka Epikura! Nie należała przecież do najbardziej popularnych w Rzymie. Gorzej, była przez wielu 
gwałtownie atakowana. Przedstawiano jej podstawowe założenia opacznie, fałszywie, złośliwie. Ów zły osąd 
trwa do dziś. W powszechnym mniemaniu epikurejczyk to ktoś oddany przede wszystkim wygodom i 
przyjemnościom życia. Doprawdy niewiele jest systemów filozoficznych, wokół których narosło tyle 
zasadniczych nieporozumień.
Przed śmiercią, tj. przed rokiem 270 p.n.e., Epikur ustanowił rodzaj bractwa i fundacji naukowej o określonym 
statusie; miały działać w jego ogrodzie ateńskim, gdzie przez wiele lat żył i nauczał. Statut ów musiał w czasach 
rzymskich ulec pewnym zmianom, za czasów bowiem Epikura nikt przecież nie mógł stanowić, że kierownikiem 
może być tylko obywatel Rzymu i że trzeba będzie świadczyć przed władzami po łacinie. Są to jednak nie tak 
istotne sprawy organizacyjne. Ważne jest, na czym naprawdę polegał system nauk Epikura, przez ową szkołę 
przekazywany.
Jeśli chodzi o budowę materii, mistrz powrócił do poglądów Demokryta, nieco je wszakże zmieniając. Świat 
zbudowany jest z nieskończonej liczby atomów. W swym bezustannym ruchu łączą się one skutkiem drobnych 
odchyleń w przeróżne struktury (jakże to bliskie obecnie tak popularnej teorii chaosu!), tworząc w ten sposób 
niezliczone światy; nasz jest tylko jednym z nich. Bogowie istnieją, nie są jednak stworzycielami, nie wkraczają 
też w bieg wydarzeń. Bytują w swej absolutnej doskonałości i szczęściu, nie potrzebując i nie przyjmując 
żadnych ofiar, modłów i błagań, ale też nie zsyłając kar lub nagród. W pewnej mierze stan ich idealnej błogości 
może osiągnąć także człowiek. W sposób naturalny dąży on do szczęścia. Zdobywa je wszakże nie przez 
pospolite przyjemności, złudne, przemijające, najczęściej szkodliwe. Prawdziwą rozkosz daje tylko intelekt, 
przyjazne kontakty z ludźmi, niepoddawanie się złudzeniom, ambicjom, lękom. Tak uzyskuje się wewnętrzny 
spokój, czyli ataraksję, stan najbliższy boskości. Szczególnie groźna dla owego spokoju jest obawa przed śmiercią
i wyobrażenia o tym, co czeka nas za grobem. A przecież dusza ludzka zbudowana jest również tylko z atomów i 
znika wraz ze śmiercią ciała. Kiedy istniejemy, śmierci nie ma, a kiedy przyjdzie ona, nas nie będzie.
Epikur był dla swych wyznawców nauczycielem, prorokiem, wyzwolicielem od zabobonów i irracjonalnych 
lęków. Paradoksalnie właśnie ta nauka i szkoła, która wydawała się zrywać z tradycyjną religią i jej obrzędami - 
choć nigdy ich nie zwalczała - sama stała się niemal religijnym ruchem. Wzywał on, by składać bogom w ofierze 
to, co w człowieku najcenniejsze - akt intelektualnego zrozumienia świata i siebie samego. By się o tym 
przekonać, wystarczy przeczytać wspaniały łaciński poemat Lukrecjusza, gorliwego wyznawcy Epikura, "De 
rerum natura", czyli "O naturze rzeczy". Wolno przypuszczać, że znała go również Plotyna.

background image

Co zaskakujące, od samego początku, jeszcze za życia Epikura, jego nauka przyciągała wiele kobiet, i to 
właściwie jako jedyna z wielkich szkól filozoficznych. Były to panie różnych stanów, nawet hetery. A przecież 
właśnie Epikur negował to, co wydaje się naturalną potrzebą ludzkiego, a nade wszystko kobiecego serca: 
nadzieję, że po śmierci spotkamy swoich najbliższych i bytować z nimi będziemy wiecznie. A także to, że w 
najcięższych chwilach naszego życia możemy błagać o pomoc sił wyższych. Nauczał, że człowiek jest w gruncie 
rzeczy zawsze sam, zdany tylko na własny wybór i rozum, a liczyć może jedynie na pomoc przyjaciół. Ma 
postępować uczciwie nie dlatego, że czeka go za to nagroda, lecz wyłącznie z tej racji, że jego obowiązkiem, jako 
istoty rozumnej, jest kierowanie się rozsądkiem oraz poczuciem przyjaźni i przyzwoitości wobec ludzkiej 
wspólnoty.
Otóż wielu wtedy i obecnie, w tym także kobietom, nie odpowiadało i nie odpowiada samołudzenie się i 
szukanie w kwestiach najistotniejszych tylko takich rozwiązań, które wydają się spełniać nasze marzenia i 
oczekiwania. Wyżej cenią to, co uznają za twardą prawdę, i właśnie w niej upatrują rzeczywiste wyzwolenie. 
Wielu też musiała pociągać sama atmosfera, sam klimat epikurejskich wspólnot: życzliwość, tolerancja, wysoki 
poziom intelektualny i etyczny.
To długa dygresja, ale usprawiedliwia ją chyba niezwykłość zjawiska. A także to, że dzięki temu odsłania nam się 
pewien aspekt osobowości Plotyny. Ukazuje się nam ona jako kobieta o głębszych zainteresowaniach, myśląca, 
odważna w swych poglądach.
I jeszcze jedno źródło, podające informację niezwykłą. W ciągu wieku XIX stopniowo odnajdywano w Egipcie 
dokumenty greckie, którym daje się umowną nazwę "Akta aleksandryjczyków". Opisują one prawdziwe lub 
rzekome prześladowania, jakie spadały na niektóre wybitne osobistości tamtego świata greckiego ze strony 
władz rzymskich. Dokumenty te stanowią poniekąd odpowiednik akt męczenników chrześcijańskich. Otóż w 
jednym z nich, opublikowanym w roku 1914, Plotyna wzmiankowana jest jako gorąca orędowniczka Żydów w 
ich sporze z greckimi wyznawcami bogów w Aleksandrii. Obie skłócone strony, opowiada dokument, wyprawiły 
swych posłów do Rzymu, do cesarza. Lecz jeszcze przed audiencją Plotyna zdołała usposobić swego małżonka i 
senatorów jak najprzychylniej do sprawy Żydów. Kiedy więc ich posłowie stanęli przed tronem, Trajan okazał im 
wielką życzliwość już przy powitaniu. Chłodno natomiast przyjął aleksandryjczyków. W tej sytuacji jeden z nich 
rzeki: - Martwi nas, że w twojej radzie jest pełno bezbożnych Żydów! Cesarz oburzył się, doszło do ostrej 
wymiany zdań, poseł bowiem swych słów nie cofał. I stało się wówczas, mówi relacja, że figura boga Sarapisa, z 
którą posłowie aleksandryjscy przybyli na audiencję, spłynęła potem. Można by się zastanawiać, czy figura 
pociła się ze strachu przed rozgniewanym władcą, czy też właśnie jemu na postrach. W każdym razie, czytamy 
dalej, efekt był natychmiastowy. Wprawdzie sam Trajan, jak przystało na cesarza, tylko się zdumiał, w mieście 
wszakże na wieść o cudzie podniosły się krzyki, powstawały zbiegowiska, wielu zaś przezornie szukało 
schronienia na wzgórzach, obawiając się widocznie, że to zapowiedź jakiegoś kataklizmu. Oczywiście nie można 
przywiązywać żadnej wagi do owej opowieści, na pewno jednak jest echem jakichś krążących wówczas 
przekonań i opinii. Widocznie wiedziano, że Plotyna nie jest zbyt gorliwą wyznawczynią bogów. Mogła też 
uchodzić za przychylną Żydom, nie ona pierwsza wśród cesarzowych, by przypomnieć tylko Poppeę Sabinę, żonę 
Nerona. Dodajmy wreszcie, że opowiadania o figurach płaczących lub spływających potem żyją od czasów 
pradawnych aż po dzień dzisiejszy i wciąż znajdują wiarę, nawet pod koniec wieku XX, co rzeczywiście zasługuje 
na miano cudu.
Omówiony dokument przedstawia więc parę cesarską jako przyjazną Żydom. A tymczasem konflikty pomiędzy 
Rzymianami i ludnością miejscową na Wschodzie z jednej a Żydami z drugiej strony doprowadziły w roku 115 do 
walk w Cyrenajce, czyli dzisiejszej Libii, w Egipcie i na Cyprze. To powstanie żydowskie udało się złamać dopiero 
po kilku latach ciężkich zmagań, a i tak odżyło ono za następcy Trafiana.
Sam cesarz przebywał na Wschodzie już od roku 113. Prowadził tam wielką, długotrwałą, ale ostatecznie 
zwycięską wyprawę przeciw Partom na ziemiach obecnego Iraku. Plotyna wraz z siostrzenicą Trafiana, Matidią, 
również przeniosła się w tamte strony. Poświadczają to napisy. Jeśli nawet nie towarzyszyła mężowi na samym 
froncie walk, to na pewno znalazła się u jego boku, kiedy doznał ataku apoplektycznego w Antiochii, a w sierpniu 
roku r 117 umierał w mieście Selinus u południowych wybrzeży Azji Mniejszej.
Powszechnie uważano, że właśnie Plotyna zadecydowała wówczas o losach imperium. Ona to bowiem sprawiła, 
tak utrzymywano, że wnuk siostry cesarza, Hadrian, został formalnie adoptowany przez umierającego, czyli 
wskazany na następcę.
Czy jednak sam Trajan był w pełni świadom tego, co się dzieje? Jedni twierdzili, że cesarzowa przez kilka dni 
utrzymywała w tajemnicy śmierć męża. Inni znowu, że Trajan niby to przemawiał słabym głosem z zasłoniętego 
łoża, w istocie jednak był to głos kogoś podstawionego przez Plotynę. Podobno też to jej, a nie Trafiana 

background image

sygnetem pieczętowane były ostatnie pisma cesarza do senatu. A w tym wszystkim miał jej być pomocny 
prefekt pretorianów Acyliusz Atianus.
Jeśli nawet takie lub podobne sceny rozgrywały się w ostatnich dniach życia cesarza, to faktem jest, że Trajan 
już od lat otaczał opieką, promował i podnosił Hadriana na coraz to wyższe stanowiska - ostatnio do godności 
namiestnika Syrii jako swego najbliższego krewnego, wnuka siostry, a zarazem krajana, obaj bowiem pochodzili 
z hiszpańskiego miasta Italika.
Można więc twierdzić, że tak czy inaczej Plotyna tylko wypełniła wolę męża, kiedy ten już nie był w stanie 
dokonać formalnego aktu adopcji. Co prawda krążyła też pogłoska, że w ostatnich miesiącach Trajan zmienił 
swoje plany i myślał o kimś innym jako następcy, a nawet zamierzał przekazać senatowi prawo jego wyboru. 
Wydaje się to jednak bardzo mało prawdopodobne. W każdym zaś razie, jeśli nawet o wyborze Hadriana 
zadecydowała ostatecznie Plotyna, był to wybór dobry, wręcz znakomity, ten bowiem okazał się godnym 
spadkobiercą wielkiego cesarza.
Trajan zmarł w początkach sierpnia 117 roku. Adopcję Hadriana ogłoszono publicznie w dniu 11 sierpnia. Plotyna 
wraz z siostrzenicą zmarłego, Matidią, przewiozła urnę z prochami do Rzymu. Umieszczono ją w niszy u stóp 
kolumny wzniesionej przez samego cesarza, a przedstawiającej w długim szeregu płaskorzeźb sceny z wojny z 
Dakami.
Hadrian w pełni doceniał rolę Plotyny. Gdy zmarła w roku 122 lub 123, przez 9 dni zachowywał ścisłą żałobę, 
skomponował nawet hymny na jej cześć, zbudował też w Nemausus (Nimes) wspaniałą bazylikę z białego 
marmuru, czyli wielką halę dla zebrań, która nosiła jej imię. Dlaczego właśnie tam? Jedni sądzą, że Plotyna 
pochodziła z tego miasta, inni zaś, że to w Nemausus dowiedział się cesarz o jej śmierci, podróżując z Brytanii na 
południe. Wzniósł również jej świątynię w Rzymie, została bowiem zaliczona przez senat w poczet bóstw jako 
"Diva Plotina". Prochy jej pochowano przypuszczalnie obok prochów męża, to jest pod kolumną Trafiana.

Sabina

"Vibia Sabina". Pierwsza i jedyna żona cesarza Hadriana, panującego w latach 117-138. Urodzona około r. 85. 
Poślubiła Hadriana zapewne w 100 r. Tytuł augusty otrzymała przed r. 128. Od tego roku wybijano monety z 
‘’“”•–— 

Jej ojcem był Lucjusz Wibiusz Sabinus, konsul roku 97, matką zaś Matidia, siostrzenica cesarza Trafiana. Gdy 
wychodziła za mąż za Hadriana, miała około 15 lat, on zaś był starszy od niej mniej więcej o lat to. Stal dopiero u 
progu wielkiej kariery. Odbył już służbę wojskową jako wyższy oficer, trybun, w trzech różnych legionach. 
Właśnie objął urząd kwestora, pierwszy szczebel w hierarchii godności, dziś byśmy powiedzieli, ministerialnych.
Małżeństwo doszło do skutku głównie dzięki staraniom cesarzowej Plotyny, zaprzyjaźnionej z Matidią. Sam 
Trajan podobno był umiarkowanie przychylny temu związkowi, choć obaj, on i Hadrian, pochodzili z tego 
samego miasta w Hiszpanii, Italiki.
W następnych latach Plotyna usilnie wspierała karierę młodego człowieka, na którą zresztą w pełni zasługiwał 
dzięki swej energii, talentom organizacyjnym i militarnym. I wreszcie to ona uczyniła wszystko, by w sierpniu 
roku 117 została oficjalnie ogłoszona jego adopcja przez cesarza. Podobno nie cofała się nawet przed niezbyt 
formalnymi zabiegami i reżyserowaniem scen u łoża umierającego Trafiana. Tak więc Hadrian zasiadł na tronie 
głównie dzięki trzem kobietom: cesarzowej Plotynie, swej teściowej Matidii i żonie Sabinie. Trzeba przyznać, że 
w pełni to doceniał. Jeśli chodzi o dwie pierwsze panie, jawnie dawał wyraz swej wdzięczności. Otrzymały w 
swoim czasie wszystkie należne im honory i zaszczyty, do ubóstwienia włącznie. Kiedy Matidia zmarła w roku 
119, wygłosił ku czci teściowej mowę pogrzebową, wyrytą później na marmurowych tablicach, dzięki czemu 
częściowo się zachowała. Czytamy tam piękne słowa: "Żyła ukochana przez męża. Po jego śmierci długo 
pozostawała we wdowieństwie, choć była przecież kobietą w kwiecie wieku i bardzo nadobną, a obyczajów 
przeczystych. Swej matce okazywała najdalej idące posłuszeństwo, sama natomiast jako matka była 
najpobłażliwsza. Dla nikogo nie była surowa, dla nikogo przykra. Jeśli chodzi o mnie, o nic nigdy nie prosiła, choć 
sam bym tego pragnął. Wolała cieszyć się świetnością mego losu niż z niego korzystać".
Natomiast jeśli chodzi o trzecią kobietę, o żonę, o Sabinę, to pozornie wszystko wydawało się dobrze układać, 
ale tylko komuś patrzącemu z zewnątrz, komuś żyjącemu poza dworem i stolicą. Małżeństwo trwało ponad 35 
lat. Sabina towarzyszyła cesarzowi, przynajmniej niekiedy, w jego podróżach, otrzymała też odeń tytuł augusty. 
Mieszkańcy wielu miast po całym imperium czcili ją posągami i napisami na równi z mężem. W istocie wszakże 

background image

był to związek nieszczęśliwy dla obojga. Nam oczywiście bardzo trudno orzec, po czyjej stronie leżała większa 
wina, skoro skazani jesteśmy tylko na strzępy informacji, w wielu przypadkach zapewne tendencyjnych i 
zniekształconych.
Słowa samych małżonków najlepiej pokazują, jak wzajem podnosili się do siebie.
Hadrian o żonie:
- Gdybym był człowiekiem prywatnym, rozwiódłbym się z nią natychmiast, tak jest uparta i przykra!
Sabina o mężu:
- Dowiodłam, jak wielki mam rozum, bardzo się starając, żeby nie zajść z nim w ciążę. To by się obróciło na zgubę
rodzaju ludzkiego!
Słowa zaskakujące, nam bowiem Hadrian jawi się jako jeden z najlepszych cesarzy rzymskich. Wprawdzie zaraz 
na początku panowania zrezygnował ze zdobytej przez poprzednika Mezopotamii, jednakże jej utrzymanie 
stanowiłoby zbyt wielki ciężar dla państwa, decyzja więc była słuszna. Umocnił wszystkie granice ogromnego 
imperium na całej ich długości. Dbał usilnie o sprawność i dyscyplinę armii. Jako prawdziwy gospodarz 
przemierzył w ciągu 20 lat swego panowania wszystkie prowincje i przeprowadził inspekcje wielu obozów 
legionowych. Doskonalił i kodyfikował prawo, biorąc pod opiekę także niewolników. Prowadził sensowną 
politykę podatkową. Był szczerym miłośnikiem kultury, zwłaszcza greckiej, otaczał opieką jej przedstawicieli oraz 
instytucje i zabytki, w szczególności w ukochanych Atenach. Sam parał się twórczością w różnych dziedzinach 
jako poeta, pieśniarz, architekt, filozof, a nawet astrolog. Pomnikami wielkości jego czasów są imponujące, 
powszechnie dziś znane dzieła architektury: ogromne mauzoleum w Rzymie nad Tybrem, obecnie Zamek św. 
Anioła, świątynia Wenery i Romy przy Forum, odbudowany Panteon, kompleks wspaniałych budowli w pobliżu 
stolicy, dziś zwany "villa Hadriani", Olimpiejon w Atenach. Podniósł do rangi miasta wojskowe osiedle Aquincum 
nad Dunajem, zalążek obecnego Budapesztu, dał swe imię miastu Hadrianopol, dzisiejszemu Edirne w Turcji 
europejskiej.
Współcześni wszakże oceniali go powściągliwie, a nawet bardzo krytycznie. Wynikało to w dużym stopniu z 
pewnych cech jego osobowości. Był człowiekiem zmiennym, drażliwym, nerwowym. Objawiał często 
małostkowość i zawiść, również jako twórca. Jej ofiarą padł wielki architekt Apollodor, budowniczy Forum 
Trafiana; za krytykę cesarskiego projektu świątyni Wenery i Romy poszedł na wygnanie, a potem może nawet 
został skazany na śmierć. W dyskusjach należało Hadrianowi ustępować, nawet gdy chodziło o spory 
filologiczne, albowiem jak złośliwie, ale i słusznie zauważył pewien intelektualista: Nie wypada być innego zdania 
niż pan trzydziestu legionów! Pogląd ten zdaje się podzielać i dziś jeszcze wielu twórców, i to nawet w 
państwach, które chcą uchodzić za demokratyczne. W sprawach politycznych wobec osób podejrzanych o 
opozycyjność, oczywiście ze sfer wyższych, bywał bezwzględny. Odsunął wielu z życia publicznego, nawet 
wyroki śmierci nie były rzadkie. Toteż stosunki z senatem nie układały się najlepiej.
Pewnie i Sabina nie była bez winy. Być może owe cechy charakteru, wypomniane w przytoczonej wypowiedzi 
Hadriana, Czyniły ją osobą trudną w codziennym obcowaniu. Któż dziś to oceni i sprawiedliwie wyważy?
Wiemy natomiast z całą pewnością, że do ostrego konfliktu pomiędzy obojgiem doszło w roku 122. Jest też 
wysoce prawdopodobne, że stało się to, gdy cesarz bawił w Brytanii. W szczególności czuwał on wówczas nad 
budową Wału Hadriana, to jest wielkiego systemu umocnień, przecinających wyspę w poprzek dla ochrony jej 
części środkowej i południowej przed napadami Piktów z ziem obecnej Szkocji.
Otóż wtedy to władca odsunął od dworu i zdjął z urzędów prefekta pretorianów, Septycjusza Klarusa, oraz 
naczelnika sekretariatu korespondencji, Swetoniusza Trankwillusa. Zarzucił im, że zachowywali się w obecności 
jego małżonki swobodniej, niż pozwalał na to szacunek dla domu cesarskiego. Właśnie wtedy oświadczył 
publicznie, że rozwiódłby się z Sabiną, gdyby był człowiekiem prywatnym. W gruncie rzeczy słowa te wymawiają 
dobre świadectwo jego przeświadczeniu, że władca winien dawać przykład troski o trwałość związku 
małżeńskiego, nawet jeśli nie należał on do najszczęśliwszych. Hadrian więc nie pochwalał rozwodów, choć w 
Rzymie byty one łatwe i częste, zwłaszcza w sferach wyższych.
Wspomniany tu Swetoniusz to ów stawny autor "Żywotów cezarów", rzeczy pełnej interesujących szczegółów 
także z zakresu życia prywatnego imperatorów, toteż wciąż chętnie czytanej. Niestety, zatrzymał się na biografii 
cesarza Domicjana włącznie, to jest na roku 96. Może uczynił tak rozmyślnie, nie chcąc Zajmować się historią 
najnowszą, której byt świadkiem i w pewnej mierze aktorem, jako człowiek na wysokim stanowisku, 
wtajemniczony w życie dworu, mający dostęp do cesarskich archiwów. Szkoda, mielibyśmy bowiem relacje 
kogoś świetnie zorientowanego w sprawach malej i wielkiej polityki, choć oczywiście nie bezstronnego. 
Dodajmy, że dzieło swe poświęcił Swetoniusz wspomnianemu prefektowi Septycjuszowi Klarusowi i że 
pozostawał w bliskich stosunkach z Pliniuszem Młodszym, autorem sławnych Listów i cytowanego już 

background image

panegiryku na cześć Trafiana.
Trudno nam stwierdzić, czy w roku 122 Sabina towarzyszyła mężowi w podróży do Brytanii i czy to tam doszło 
do owych wydarzeń. Ale możliwe również, że pozostała w Rzymie i że właśnie pod nieobecność cesarza 
swobodnie przyjmowała dygnitarzy, a wieści o tym, co dzieje się w pałacu, dotarty do Hadriana dzięki dobrze 
zorganizowanym "służbom specjalnym". Siecią donosicieli kierowali tak zwani "frumentarii", czyli dosłownie 
"zbożowcy", niegdyś bowiem były to służby nadzorujące dostawy zboża dla armii. Później otrzymali inną nazwę, 
"agentes in rebus", czyli "działający w sprawach" - i tak to pozostało do dziś. Nie przynosi chwaty Hadrianowi, że 
tak te służby rozbudował i że wręcz lubował się w plotkach i donosach o sprawach obyczajowych, o 
cudzołóstwach i zdradach, także w kręgu swoich przyjaciół. Wręcz radość sprawiało mu zaskakiwanie bliskich 
informacjami z ich życia bardzo prywatnego.
Być może stosunki pomiędzy cesarską parą uległy później pewnej poprawie, Sabina bowiem otrzymała 
najpóźniej w roku 128 tytuł augusty oraz przywilej umieszczania imienia i tytułu na monetach. Wiadomo też, że 
wyprawiła się z Hadrianem w wielką podróż do prowincji wschodnich, rozpoczętą w roku 128. Hadrian i Sabina 
bawili najpierw w Atenach, odwiedzili Eleusis i Olimpię, potem przez Azję Mniejszą i Syrię dotarli w lecie roku 
130 do Aleksandrii. Stamtąd popłynęli w górę Nilu, aby zwiedzać stawne zabytki z czasów faraonów. W ten 
sposób niejako naśladowali podróż sprzed ponad półtora wieku, jaką odbyli Cezar i Kleopatra, którzy w roku 47 
p.n.e. dokładnie w tym samym celu wyprawili się tą samą drogą, natychmiast po przełamaniu oblężenia ich 
pałacu w Aleksandrii. Była wszakże jedna istotna różnica: dla Cezara i Kleopatry była to podróż zakochanych, a 
dla Hadriana i Sabiny tylko oficjalna i turystyczna.
W czasie owej żeglugi w górę Nilu doszło do tragedii. Pewnej nocy pod sam koniec października utonął w rzece 
płynący wraz z cesarzem lego ukochany chłopiec Antinous. Stało się tak z powodów i w okolicznościach nigdy 
nie wyjaśnionych. Sam Hadrian wierzył i kazał wierzyć, że chłopiec ofiarował swe życie bogom, aby tym 
sposobem odwrócić wyrok wyroczni, źle wróżącej cesarzowi. Toteż starał się odwdzięczyć zmarłemu, jak 
przystało na prawdziwego władcę świata. Sprawił, że w wielu miastach Antinous został uznany za boga, 
budowano ku jego czci świątynie, ustawiano jego posągi, wybijano monety z jego imieniem, widziano go wśród 
gwiazd. W pobliżu miejsca, gdzie utonął, stanęło z woli Hadriana miasto imieniem Antinoupolis. To wszystko 
dokonało się w latach najbliższych, na razie wszakże cesarz nie przerwał podróży w górę Nilu.
Śmierć Antinousa zwraca jednak uwagę jeszcze na inny aspekt osobowości Hadriana. Miał on niewątpliwe 
skłonności homoseksualne. Twierdzono nawet, że jeszcze nim został cesarzem, dawał upust tej namiętności w 
sposób raczej ryzykowny, uwodzi) bowiem ulubionych chłopców samego Trafiana. Ale uwodził też mężatki, i to 
żony nawet przyjaciół.
Rankiem dnia 20 listopada roku 130 Hadrian i Sabina stanęli u stóp olbrzymiego posągu w pobliżu Teb, dawnej 
stolicy Egiptu. Grecy uważali, że to posąg Memnona, naprawdę zaś przedstawiał on faraona Amenofisa III. 
Skutkiem naturalnego efektu przechodzenia przez szczeliny głazu powietrza, które szybko się rozgrzewało pod 
wpływem rannych promieni słońca, dobywał się z posągu rodzaj świstu, powszechnie wówczas uważanego za 
śpiew Memnona. Wielu starożytnych turystów potwierdzało napisami na posągu, że dźwięki te słyszało. Wśród 
nich znalazła się również dama dworu cesarzowej Sabiny, Julia Balbilla. Na lewej nodze posągu wypisała krótki 
wiersz, marny poetycko, stylistycznie i nawet ortograficznie, ale mający swą wartość historyczną, podaje 
bowiem dokładną datę roczną i dzienną, a nawet porę dnia, kiedy wizyta się odbyła.
Wiosną 131 roku para cesarska uczestniczyła w Aleksandrii w nowo ustanowionym święcie ku czci Antinousa. 
Potem przez Syrię i Azję podróżowali do Aten. Po dłuższym tam pobycie powrócili w roku 132 do Rzymu.
Tymczasem w Judei doszło do wielkiego powstania Żydów. Przewodzie mu Bar Kochba, czyli Syn Gwiazdy. Były 
zapewne dwie bezpośrednie przyczyny zrywu. Po pierwsze wydany przez Hadriana zakaz dokonywania 
obrzezań, cesarz bowiem uznał, że jest to tak samo barbarzyńskie kaleczenie jak kastracja. Po drugie, 
przystąpienie do odbudowy Jerozolimy. Miasto leżało w gruzach od 60 lat, to jest od stłumienia przez Rzymian 
poprzedniego powstania, tak zwanej wojny żydowskiej za Nerona i Wespazjana; obecnie Jerozolima zwać się 
miała Aelia Capitolina, od rodowego nazwiska Hadriana, a w miejscu świątyni stanął przybytek Jowisza 
Kapitolińskiego. Powstanie Bar Kochby stłumiono dopiero w roku 135, po ponad 3 latach walk wyjątkowo 
krwawych. Ich przebieg znany nam jest tylko w najogólniejszym zarysie, nie zachowała się bowiem żadna o nich 
pełna relacja. Wiemy, że ich ofiarą padło wśród Żydów ponad pół miliona zabitych, setki tysięcy poszły w 
niewolę, setki miejscowości zniszczono całkowicie. Odtąd zabroniono Żydom wstępu w mury dawnej 
Jerozolimy.
Jaki był stosunek cesarzowej Sabiny do tych tak dramatycznych wydarzeń? Czy sprzyjali Żydom jak niegdyś na 
pewno Poppea Sabina, żona cesarza Nerona, a ostatnio być może Plotyna, żona Nerona? Nie miało to jednak 

background image

żadnego znaczenia, albowiem żaden też był wpływ cesarzowej na sprawy polityki. Gdyby nawet interweniowali 
na rzecz Żydów, skutek jej starań mógłby być wprost przeciwny intencjom. Doszło bowiem do nowego kryzysu 
w małżeństwie. Cesarz, jeśli wierzyć źródłom, traktował swą żonę w sposób wręcz poniżający, jak niewolnicę. 
Według jednych doprowadziło to Sabinę do samobójstwa, według innych Hadrian pozbył się jej za pomocą 
trucizny. Być może oskarżenia to zmyślone, powstały jednak na pewno jako echo pogłosek o tym, co dzieje się w 
cesarskim pałacu.
Śmierć Sabiny nastąpili pod koniec roku 136 lub w roku następnym. Niezależnie od tego, jakie były przyczyny i 
okoliczności zgonu, cesarz uczynił wszystko, by okazać, że czci jej pamięć. A może nawet czynił to szczególnie 
ostentacyjnie, by stłumić owe tak nieżyczliwe mu glosy. Z jego woli Sabina zostali zaliczona przez senat w poczet 
bóstw, a więc otrzymali swoją świątynię i kapłanki. Pochowano ją w mauzoleum zbudowanym przez męża.
W ostatnich dniach życia Sabiny lub wkrótce po jej śmierci Hadrian adoptował i wskazał na swego następcę 
Lucjusza Cejoniusza Kommodusa; przyznał mu tytuł cezara. Odtąd więc zwal się on Lucjusz Eliusz Cezar. Wobec 
bezdzietności małżeństwa z Sabiną troska o to, by w porę wyznaczyć dziedzica władzy, była oczywiście 
zrozumiała i słuszna. Czy jednak trafny był wybór osoby? Hadrian upatrzył sobie Cejoniusza wbrew zgodnej 
opinii swego otoczenia. Był to człowiek miody, bez doświadczenia politycznego, niewątpliwie kulturalny, ale 
zdrowia słabego. Zmarł też w ponad rok po wyniesieniu do godności następcy tronu, dokładnie w dniu z stycznia 
roku 138, zapewne skutkiem gruźliczego krwotoku.
Czym więc wyjaśnić upór, z jakim cesarz forsował wybór Cejoniusza? Pojawiła się w naszych czasach hipoteza, 
że był on naturalnym synem Hadriana i kobiety, która później poślubiła niby to ojca Cejoniusza, lub też już jako 
mężatka miała romans z przyszłym cesarzem. Wyjaśnienie to z pewnością godne uwagi, tym bardziej że w 
pewnej mierze tłumaczyłoby złe stosunki pomiędzy Hadrianem a Sabiną. Ostatecznie ich małżeństwo zostało 
zawarte z powodów tylko politycznych, skutkiem nacisków Plotyny i Matidii. Tłumaczyłoby także i to, że Hadrian 
adoptował Cejoniusza dopiero z chwilą odejścia Sabiny. Jednakże udowodnić się niczego nie da.
Już w 2 miesiące po śmierci Cejoniusza Hadrian wyznaczył innego następcę. Tym razem wybrał człowieka w sile 
wieku, piastującego już wiele wyższych urzędów. Był nim Tytus Aureliusz Arius Antoninus, znany w historii jako 
cesarz Antoninus Pius. Musiał on jednak od razu spełnić dwa, by tak rzec rodzinno-polityczne warunki; będzie o 
nich mowa w biografii następnej cesarzowej, Faustyny Starszej.
Jakiekolwiek były winy, a nawet zbrodnie Hadriana, odpokutował je ciężko, i to jeszcze za życia. W ostatnich 
miesiącach musiał znosić straszliwe cierpienia fizyczne. Chwilami chciał popełnić samobójstwo. Błagał też 
innych, by skrócili mu męki mieczem lub trucizną. Zmarł w Bajach nad Zatoką Neapolitańską w dniu To lipca roku 
138, mając lat 63.
Imię Sabina nadawane jest do dziś. Istniało kilka świętych Sabin, a najstarsza z nich miała żyć i ponieść śmierć 
męczeńską właśnie w czasach Hadriana. W Rzymie na Awentynie znajduje się prastara bazylika pod jej 
wezwaniem. Wiadomo jednak z całą pewności, że opowieść o męczeństwie tej Sabiny jest znacznie późniejszym 
wymysłem. Wiadomo również, że choć początkowo za panowania Hadriana zdarzały się sporadycznie i lokalnie 
prześladowania chrześcijan, to w pewnym momencie cesarz ich zabronił; chrześcijanie mogli być skazywani, ale 
tylko w razie popełnienia zwykłych przestępstw, jak wszyscy inni, a nie za wyznawanie swej wiary. Jeśli więc 
później męczeństwo Sabiny umieszczono właśnie w latach jego panowania, to być może dlatego, że wciąż żywa 
była pamięć o jego nieszczęśliwej małżonce.

Faustyna Starsza

"Annia Galeria Faustina". Była pierwszą i jedyną żoną cesarza Antoninusa Piusa, panującego w latach 138-161. 
Urodzona po 100 r. Poślubiła Antoninusa przed 120 r. Tytuł augusty otrzymała po r. 138, odtąd też wybijano 
monety z jej podobizną, imieniem i tytułem. Zmarła pod koniec października r. 140. Została zaliczona w poczet 
bogów jako "Diva Faustina". Miała czworo dzieci - dwóch synów i dwie córki.

Zarówno jej ojciec, jak też dziad ze strony matki doszli do godności konsulów. Obie rodziny posiadały dobra 
ziemskie, ale również warsztaty wytwarzające dachówki, o czym świadcz stemple na kilkunastu do dziś 
zachowanych. Swój przydomek, Faustyna, wzięła po matce. Mąż był znacznie od niej starszy, zapewne około 20 
lat, urodził się bowiem w roku 86. Tytus Aureliusz Ariusz Antoninus miał ogromne majątki w Italii i w Galii 
Południowej, obecnej Prowansji, w okolicach Nemausus (Nimes), skąd jego ród się wywodził. Doszedł do 

background image

najwyższych dostojeństw. Był konsulem, namiestnikiem prowincji Azji, członkiem przybocznej rady cesarza 
Hadriana. Cieszył się powszechnym szacunkiem jako człowiek wielkiej powagi, kultury i prawości. Już w dwa 
miesiące po przedwczesnej śmierci Lucjusza Cejoniusza Kommodusa, którego Hadrian wyznaczył na następcę, w 
lutym roku 138 został usynowiony przez cesarza. Oznaczało to, że będzie przyszłym władcą imperium. Cesarz 
wszakże narzucił mu warunek. Antoninus musiał z kolei sam usynowić dwóch bardzo młodych ludzi. Pierwszym 
był 17-letni Marek Annius, późniejszy cesarz Marek Aureliusz, zaręczony z małoletnią córką zmarłego 
Cejoniusza, Cejonią Fabią; drugim - 8-letni syn tegoż Cejoniusza, o tym samym imieniu, panujący potem jako 
Lucjusz Werus.
Niezwykła dbałość Hadriana o to, by jego adoptowany syn od razu i już z góry adoptował swych następców, 
miała racjonalne przyczyny. Chodziło o to, że obaj synowie Antoninusa i Faustyny zmarli jako chłopcy, a więc 
nowy cesarz nie miał męskiego potomstwa. Jednocześnie Hadrian pragnął w przyszłości zabezpieczyć tron dla 
dzieci tak ukochanego przez siebie Lucjusza Cejoniusza. Czyni to jeszcze bardziej prawdopodobną hipotezę, że 
był on w rzeczywistości nieślubnym synem Hadriana.
Również starsza córka Antoninusa i Faustyny zmarli przedwcześnie, jeszcze przed rokiem 138, jako młoda 
mężatka. Pozostali im w czasie adoptowania przez cesarza tylko jedna córka, nosząca to samo imię co i matka, 
zwana więc dla odróżnienia Faustyną Młodszą.
Gdy po śmierci Hadriana w dniu 10 lipca 138 Antoninus zasiadł na tronie, jego małżonka otrzymali tytuł augusty, 
jemu zaś senat dał przydomek Pius, czyli Pobożny. Tak określano kogoś, kto odnosi się z wielką i niemal religijną 
czcią do swych rodziców. A właśnie taką cześć okazywał Antoninus swemu poprzednikowi i przybranemu ojcu. 
Wymógł na senacie, żeby Hadrian został zaliczony w poczet bogów. Przystąpił od razu do budowy ogromnej 
świątyni dla swego boskiego poprzednika na Polu Marsowym; zachowało się z niej do dziś jedenaście kolumn, 
fragmenty ściany i płaskorzeźb w budowli przy obecnej Piazza di Pietro. Dokończył również budowę ogromnego 
mauzolem Hadriana.
Panowanie Antoninusa Piusa trwało 23 lata. Był to czas błogiego pokoju. Nie prowadzono większych wojen u 
granic. Dominowało poczucie, że żyje się w państwie praworządnym i stabilnym. Zamieszki miały charakter 
lokalny i były krótkotrwale. Oczywiście zdarzały się różnego rodzaju klęski, dość powszechne w niektórych 
krajach imperium, jak trzęsienia ziemi, powodzie, nieurodzaje. Władze jednak starały się energicznie 
przeciwdziałać ich skutkom.
Faustyna wszakże tylko przez dwa i pół roku mogła cieszyć się blaskiem władczyni cesarstwa. Zmarła przed 
końcem roku 140, a więc jako kobieta trzydziestokilkuletnia. Toteż niewiele o niej wiemy.
W żywocie Antoninusa Piusa, w dziełku Pisarze historii cesarskiej, znajdujemy takie zdanie: "O jego żonie wiele 
mówiono z powodu jej zbytniej swobody i łatwości życia, co Antoninus tłumił w sobie z bólem serca". Jak 
rozumieć te słowa? Można sądzić, że chodzi tylko o wielką swobodę wypowiedzi i o prowadzenie otwartego 
domu, ale wolno również myśleć o swobodzie obyczajów. A może w ogóle zaszła pomyłka i ta charakterystyka 
odnosi się w istocie do córki, Faustyny Młodszej?
Przytacza się również słowa cesarza do żony, gdy ta zganiła go, że nie jest zbyt szczodry: "Głupia, przecież 
skorośmy doszli do władzy, straciliśmy nawet to, cośmy dotychczas posiadali!" Jak stąd widać, poglądy 
polityków starożytnych, przynajmniej niektórych, na sprawy dochodowości urzędu różniły się nieco od 
panujących obecnie.
Na pewno jednak Faustyna miała wpływ na pewne sprawy rodzinno-polityczne wielkiej wagi. Niemal 
natychmiast po śmierci Hadriana przekreślono to, co postanowił o koligacjach matrymonialnych chłopców 
adoptowanych przez Antoninusa. Otóż Marek Aureliusz musiał zerwać zaręczyny z Cejonią Fabią, a zaręczyć się z
młodszą i jedyną już wówczas żyjącą córką cesarza, Faustyną Młodszą, dotychczas zaręczoną z 8-letnim 
Cejoniuszem. Trudno sobie wyobrazić, by ta decyzja została powzięta bez udziału Faustyny matki.
Wpływ na takie rozstrzygnięcie sprawy projektowanych małżeństw mógł mieć fakt, że młody Cejoniusz i 
Faustyna byli prawie równoletni, podczas gdy Marek Aureliusz był od niej starszy o lat mniej więcej 8. Starożytni 
zaś uważali, że mąż powinien górować wiekiem nad żoną, i to znacznie, albowiem czas biologiczny biegnie dla 
obojga inaczej. Czterdziestoletni .mężczyzna to nie to samo co 40-letnia kobieta, zwłaszcza na południu.
Faustyna była na pewno świadkiem uroczystości zaręczynowych swej córki z Markiem Aureliuszem. Nie 
doczekała jednak ślubu, który został zawarty dopiero w 6 lat po jej śmierci, w roku 145, kiedy dziewczyna 
osiągnęła wiek wówczas uchodzący za właściwy do zamążpójścia, to jest 
13-15 lat.
Prochy cesarzowej złożono w mauzoleum Hadriana. Przeniesiono tam również prochy jej dwóch przedwcześnie 
zmarłych synków i starszej córki. Umieszczono na grobach krótkie inskrypcje, które wprawdzie nie dochowały 

background image

się do naszych czasów, znane są wszakże dzięki odpisom zrobionym jeszcze w średniowieczu.
Senat uczcił zmarłą zaliczając ją w poczet bóstw. Zbudowano dla niej świątynię przy Forum Romanum, której 
współpatronem po swej śmierci stał się także jej mąż, ubóstwiony Antoninus. Napis dedykacyjny z ich imionami 
widoczny jest do dziś na frontonie świątyni, zachowanej w stosunkowo dobrym stanie, albowiem w wiekach 
średnich została zamieniona na kościół, Santa Maria in Miranda. To jedna z najokazalszych i najlepiej znanych 
budowli wśród ruin dawnego Forum. Antoninus ustanowił także fundację na rzecz ubogich, czy też osieroconych 
dziewcząt w Italii; jej podopieczne zwały się "puellae Faustinianae".
Zachował się napis z Ostii, miasta u ujścia Tybru. Obwieszcza on, że rada miejska postanowiła zbudować ołtarz 
dla cesarza Antoninusa Piusa i Boskiej Faustyny z powodu szczególnie zgodnego ich pożycia małżeńskiego, a 
także w tym celu, by przy ołtarzu składały ofiarę młode pary. Tę zgodność, czyli konkordię cesarskiego 
małżeństwa, uwieczniały również wyobrażenia na monetach. Na jednej z emisji znajdujemy wręcz ilustrację 
postanowień rady Ostii. Para, oczywiście Antoninus Pius i Faustyna, podaje sobie ręce; w lewej dłoni cesarz 
trzyma posążek bogini; ich gest powtarza mniejsza para umieszczona pomiędzy nimi, a łącząca prawicę nad 
małym ołtarzem; napis wokół głosi "Concordia".
Antonius Pius nigdy już nie wstąpił w związki małżeńskie. Miał jednak konkubinę. Była nią, jak się zdaje, niejaka 
Lizystrata, dawna wyzwolenica Faustyny.

Faustyna Młodsza

"Faustina Minor". Urodzona po 130 r., 16 lutego, pierwsza i jedyna żona cesarza Marka Aureliusza, 

panującego w latach 161-180. Poślubiła go w r. 145. W dniu 1 grudnia tegoż roku otrzymała tytuł augusty, a w r. 
174 została nazwana "Mater castrorum", czyli Matką obozów legionowych. Zmarła w lecie 176 r. Została 
zaliczona w poczet bóstw jako "Diva Faustina Pia" lub "Diva Augusta Faustina". Miała co najmniej dwanaścioro 
dzieci, przypuszczalnie siedmiu synów i pięć córek.

Przyszła na świat, kiedy jej ojciec, Antoninus Pius, nie był jeszcze cesarzem. Miała troje rodzeństwa, dwóch

braci i starszą siostrę. Wobec przedwczesnej śmierci tamtych trojga była jedyną z potomstwa Antoninusa Piusa i 
Faustyny, kiedy w dniu 25 lutego roku 138 jej ojciec został usynowiony przez cesarza Hadriana i wyznaczony na 
następcę tronu. Dla osobistego życia dziewczynki miało to ten skutek, że natychmiast zaręczono ją z Lucjuszem 
Werusem, 8-letnim synem Lucjusza Cejoniusza, a więc jej rówieśnikiem. Z woli cesarza chłopiec został 
adoptowany przez jej ojca, Antoninusa. Wytworzyła się więc sytuacja pod względem prawnym paradoksalna: 
narzeczeni, a w przyszłości małżonkowie, stali się zarazem rodzeństwem!

Jednakże to narzeczeństwo trwało zaledwie kilka miesięcy. Natychmiast po śmierci cesarza Hadriana, to 

jest po 10 lipca tegoż roku 138, Antoninus Pius i Faustyna, już zasiadający na tronie, zmienili plany poprzednika. 
Zaręczyny z Lucjuszem Werusem zostały zerwane, zapewne również z tej przyczyny, że oboje byli rówieśnikami, 
co w starożytności nie uważano za najwłaściwsze dla małżeństw. Nowym narzeczonym Faustyny został Marek 
Aureliusz, również adoptowany przez Antoninusa Piusa, starszy od niej o zapewne 8 lat. Z kolei Marek musiał 
zerwać zaręczyny z Cejonią Fabią. Powtórzyła się więc formalnie sytuacja poprzednia: oboje nowi narzeczeni, 
Faustyna i Marek, byli rodzeństwem!

Małżeństwo zawarto dopiero wiosną roku 145, a więc wtedy, kiedy dziewczyna osiągnęła wiek uchodzący 

za sposobny, czyli co najmniej 13 lat. Uroczystości miały przebieg wspaniały, choć cieniem smutku kładło się na 
nich półsieroctwo Faustyny, jej matka bowiem, Faustyna Starsza, zmarła już przed 5 laty. Cesarz tym bardziej 
starał się o dodanie im blasku. Otaczał swe jedyne żyjące dziecko wielką miłością. W liście prywatnym do 
jednego z przyjaciół napisał wprost: "Wolałbym żyć z nią na Gyaros niż bez niej na Palatynie!" Gyaros była to 
maleńka, prawie bezludna wyspa na Morzu Egejskim, dziś zwana Jura, na którą zsyłano skazańców. 
Upamiętniono ceremonię zaślubin wybiciem monety - dwoje młodych trzyma się za ręce, nad nim stoi 
Concordia, bogini Zgody - oraz wypłaceniem żołnierzom dodatku do żołdu. W dniu 30 listopada roku 147 
Faustyna urodziła swe pierwsze dziecko, dziewczynkę imieniem Domitilla Faustina. A już w 2 dni później, z 
grudnia, senat z woli uszczęśliwionego cesarza Antoninusa Piusa przyznał młodej matce tytuł augusty. Rzecz to 
dość wyjątkowa, jeśli zważyć, że nie posiadał tego tytułu jej mąż; Marek Aureliusz nosił bowiem wtedy i jeszcze 
przez wiele lat, aż do śmierci Antoninusa Piusa, skromniejszy tytuł cezara.

Swe dwunaste lub trzynaste dziecko, dziewczynkę imieniem "Vibia Sabina", Faustyna powiła około roku 

170. A więc w ciągu mniej więcej 23 trzech lat rodziła co półtora roku. Z całej tej gromadki pozostało, gdy sama 
odchodziła z życia, tylko pięć córek i jeden syn. Był to więc dla cesarskiej pary małżeńskiej ciąg wielkich tragedii; 

background image

dzieci umierały bardzo młodo, przeważnie, jak się zdaje, w kolebce. A przecież starano się zapewnić najlepszą 
osiągalną wówczas opiekę medyczną, korzystając z rad sławnego lekarza Galena. Wiemy na przykład, że 
cesarzowa Faustyna dziękowała mu specjalnie za wyleczenie Kommodusa z choroby gardła. Marek Aureliusz był 
dumny i szczęśliwy z tak licznej rodziny i z płodności swej żony. Dowodzą tego różne emisje monet. Na ich 
awersie widnieje podobizna cesarzowej Faustyny, na ich rewersie natomiast postać bogini płodności Fecunditas, 
niekiedy z dziećmi, w różnych układach. W ogóle wyobrażenia dzieci pojawiają się wówczas wyjątkowo często w 
rzymskiej, by tak rzec małej, prywatnej sztuce. Na monetach Fecunditas występuje dopiero od czasów Faustyny 
Starszej.

Trzeba przyznać, że jak na człowieka o poważnych i szczerych zainteresowaniach filozoficznych, a do tego 

wciąż zabsorbowanego sprawami wielkiej polityki oraz koniecznością odbywania dalekich podróży i 
prowadzenia wojen, Marek Aureliusz wypełniał swe małżeńskie obowiązki wyjątkowo przykładnie, jak chyba 
żaden cesarz rzymski przed nim i po nim. Wynikało to niewątpliwie i przede wszystkim stąd, że starał się zawsze 
sprostać, najlepiej jak umiał, wszystkim zadaniom i wyzwaniom, które stawiało przed nim życie - jako człowiek, 
mąż i ojciec, Rzymianin, wódz, władca imperium. W pełni świadom kruchości i przemijalności życia pragnął 
jednak, zgodnie z wolą bogów i prawami natury, podtrzymać kontynuację rodu, a zarazem jako głowa państwa 
świecić przykładem także rodzinnym, w społeczeństwie, które o potomstwo nadmiernie nie dbało.

Tak więc Marek Aureliusz mógłby uchodzić za wzór ojca chrześcijanina, jak to obecnie się pojmuje. 

Jednakże, powiedzmy to od razu, cesarz był niechętny, a nawet wręcz wrogi chrześcijaństwu. Dochodziło nawet 
za jego wiedzą do krwawych prześladowań. Dlaczego? Otóż wykształcony człowiek owych czasów musiał 
pokonać wielkie opory, by zaakceptować pewne podstawowe nauki nowej religii, całkowicie obce antycznemu 
sposobowi myślenia. W szczególności chodziło o takie pojęcia, jak: grzech pierworodny, boski plan zbawienia, 
Żydzi jako naród wybrany, zmartwychwstanie ciała. Czytelnik "Rozmyślań" Marka Aureliusza łatwo zrozumie - 
choć nie jest to tam powiedziane wprost - że cesarz uważał chrześcijaństwo za obcą sektę, szerzącą się głównie 
wśród ludzi niższego i wschodniego pochodzenia, wrogą rzymskiej tradycji i rodzimym bogom, zagrażającą 
istniejącemu porządkowi społecznemu, działającą w ukryciu.

Skoro zaś mowa o sprawach rodzinnych, godzi się też przypomnieć, że ówcześni chrześcijanie mieli w tej 

materii inne poglądy niż te, które uznaje się za oczywiste w naszych czasach. Nie wielodzietność, ale właśnie 
wstrzemięźliwość i nawet bezdzietność uchodziły za postawę najwłaściwszą i zbożną. Wciąż przecież 
oczekiwano rychłego przyjścia Pana, a więc końca tego świata. Ciągle też przywiązywano dużą wagę do słów 
świętego Pawła: "Żonaci, żyjcie tak, jakbyście żon nie mieli!" Większości chrześcijan pod koniec wieku XX trudno 
zrozumieć owe oczekiwania, trwogi i nadzieje ich braci z wieku I i II n.e. Na szczęście jednak dla rodzaju 
ludzkiego w sumie zwycięska okazała się nie postawa świętego Pawła, lecz raczej Marka Aureliusza.

Gdyby uznać mnogość potomstwa za miernik harmonii pożycia małżeńskiego, trzeba by oczywiście 

wysoko ocenić związek Marka Aureliusza i Faustyny. Jednakże zwykła obserwacja stosunków 
wewnątrzrodzinnych od starożytności po czasy obecne poucza, że nie istnieje żadna prosta korelacja pomiędzy 
wzajemnymi uczuciami rodziców a liczbą ich dzieci. Czy więc mamy jakieś inne dane pozwalające osądzić, jak 
naprawdę układały się stosunki tej pary?

Jesteśmy poniekąd w korzystnym położeniu, zachował się bowiem rodzaj pamiętnika filozoficznego 

cesarza, wspomniane już "Rozmyślania", dziełko szeroko znane i tłumaczone na wiele języków. Przetrwała 
również, przynajmniej częściowo, jego korespondencja z przydzielonym mu przez Antoninusa Piusa opiekunem 
studiów, a potem przyjacielem, Markiem Frontonem. Dzięki tym dwom źródłom, a zwłaszcza pierwszemu, 
mamy bezpośredni wgląd w psychikę władcy, jego sposób myślenia oraz wartościowania wydarzeń i ludzi. Z 
wszystkich sławnych osobistości starożytnego świata jedynie Cyceron przed nim, po nim zaś tylko cesarz Julian 
Apostata i święty Augustyn, są nam znani tak dobrze, od wewnątrz, z własnych wypowiedzi.

Jeśli chodzi o rozmyślania, znajdujemy tam tylko jedno, i to bardzo krótkie zdanie odnoszące się wprost do 

Faustyny. A mianowicie w księdze I cesarz dziękuje bogom za wszystkie dobrodziejstwa swego życia. A więc za 
to, że miał dobrych rodziców, dobrego dziadka, dobrą siostrę, dobrych krewnych i nauczycieli - i tak dalej. 
Wymienia i to, że z łaski bogów jego dzieci nie są pozbawione zdolności i nie są ułomne. I wreszcie już pod 
koniec długiej listy podziękowań włącza także to: "I że mam żonę właśnie taką, tak oddaną, tak pełną miłości, 
tak prostą". Słowa zwykłe i zwięzłe, a zarazem tak pełne treści i piękne. Pisane były jeszcze za życia Faustyny, ale 
mogłyby służyć jako epitafium ułożone przez miłującego męża dla kochającej żony.

W korespondencji cesarza i Frontona Faustyna wspominana jest często, i to w listach ich obu. Pisze więc 

Marek Aureliusz: "Faustyna także dziś gorączkowała, a w każdym razie mnie się wydaje, że bardziej to 
wyczuwałem. Lecz z pomocą bogów ona sama mnie uspokaja, tak posłusznie ukazując uległość". Albo: 

background image

"Codziennie rano modlę się za Faustynę do bogów". I wreszcie: "Zbliża się poród Faustyny. Winniśmy bogom 
ufać". Z kolei zaś Fronton pisze do cesarza: "Widziałem twoją córkę. Wydawało mi się, że widzę was razem, 
ciebie i Faustynę, tyle dobroci z twarzy was obojga jest w niej zespolone". A gdzie indziej: "Słyszę, że twoja pani 
słabuje. Bogom polecam jej zdrowie".

I znowu - zwykłe, proste słowa, wyrazy troski o zdrowie drogiej nam osoby, serdeczne wzmianki, jakie 

wciąż i po dzień dzisiejszy powtarzają w korespondencji bliscy sobie małżonkowie. Oczywiście wolelibyśmy, żeby 
zachowała się korespondencja cesarza z Faustyną, najlepiej listy ich obojga, jak króla Jana i Marysieńki. Biorąc 
wszakże pod uwagę przepaść czasu dzielącą nas od wieku II, winniśmy i tak być wdzięczni losowi za uratowanie 
tych fragmentów.

To oczywiście nie oznacza, że mąż i żona zgadzali się zawsze i we wszystkim. Spory, jak to zwykle bywa 

nawet w bardzo udanych małżeństwach, mogły się zdarzać w kwestii wyboru mężów dla córek. Otóż pięć z tych, 
które przeżyły, zostało wydanych za mąż za panów znacznie od nich starszych, od co najmniej 10 do 20 lat. Jak 
była o tym już mowa, wtedy stanowiło to niemal regułę, chodziło tutaj wszakże o bardzo konsekwentną politykę 
dynastyczną. Cesarz pragnąc, by jego jedyny, jeszcze bardzo młody syn Kommodus miał później jako władca 
przy sobie grono ludzi dojrzałych i doświadczonych, a zarazem związanych z nim rodzinnie. Tak samo związał ze 
sobą Lucjusza Werusa, z którym współpanował po śmierci Antoninusa Piusa. W roku 164 dał mu za żonę swą 
córkę Lucyllę. Kiedy jednak Lucjusz Werus zmarł w 5 lat później, wyznaczył Lucylli za męża znakomitego wodza 
Pompejanusa, starszego od niej o lat 20. Otóż w tym wypadku obie panie, Faustyna i Lucylla, usiłowały się 
sprzeciwiać. Chodziło im wszakże, jak się zdaje, nie tyle o różnicę wieku, ile o sprawy ambicjonalne: nie wypada, 
by Lucylla, nosząca po zmarłym mężu tytuł augusty, stała się żoną człowieka niższej godności!

Jest rzeczą znamienną, że Faustyna towarzyszyła mężowi w podróżach i nawet wyprawach wojennych. A 

cesarz musiał je prowadzić, jego bowiem panowanie - władcy filozofa! - nie należało do tak szczęsnych i 
spokojnych jak poprzednika. Partowie najechali prowincje wschodnie. Wysłany tam został Lucjusz Werus i jego 
wodzowie wyparli wroga. Pokój z Partami zawarto w roku 166, jednakże powracająca armia przywlekła zarazę, 
która przez wiele lat pustoszyła niemal wszystkie krainy imperium. A tymczasem trwały ciężkie walki z 
plemionami głównie germańskimi, usiłującymi sforsować granice w Europie, zwłaszcza Dunaju środkowego. W 
roku 169 barbarzyńcy dotarli aż do Akwilei. Ponieważ z początkiem tego roku Lucjusz Werus zmarł, cesarz 
musiał sam stawić czoło najeźdźcom, którzy w roku 170 zniszczyli środkową Grecję. Wybuchły też powstania w 
Egipcie, a Maurowie z Afryki przeprawili się do Hiszpanii. Lecz już w latach następnych cesarz przeszedł do 
ofensywy. Przekroczył Dunaj, rozpoczął podbój ziem obecnych Czech i Słowacji, wówczas zamieszkanych przez 
germańskie ludy Markomanów i Kwadów. Wtedy to właśnie, w roku 174, Faustyna towarzysząca mu wraz z 
małym Kommodusem otrzymała tytuł "mater castrorum".

Tymczasem wiosną roku 175 Awidiusz Kasjusz, wielkorządca prowincji wschodnich, ogłosił się cesarzem. 

Opowiadano później, że faktyczną sprawczynią uzurpacji była - Faustyna. Podobno obawiała się, że Marek 
Aureliusz, wówczas ciężko chory, rychło umrze, co by ją pozbawiło tronu, przede wszystkim zaś zagroziłoby jej 
dzieciom. Miała więc potajemnie zachęcić Awidiusza Kasjusza, by uprzedził rozwój wypadków i sam przywdział 
purpurę, następnie zaś po śmierci cesarza pojąłby ją za żonę, co dawało mu legitymizację władzy. Opowieść 
wydaje się z różnych względów nieprawdopodobna. Świadczy przeciw niej wiele wskazówek pośrednich. Także 
to, że natychmiast po otrzymaniu wieści o wydarzeniach na wschodzie Marek Aureliusz wyruszył tam wraz z 
żoną. Na szczęście nie doszło do starcia zbrojnego, w lipcu bowiem uzurpator został zamordowany przez 
jednego ze swych oficerów. Wszystkie dokumenty jego sekretariatu zniszczono, cesarz nawet ich nie przejrzał, 
ponieważ nie chciał wiedzieć, kto z dostojników brał udział w spisku. Obszedł się zresztą bardzo łagodnie z 
wszystkimi uczestnikami i poplecznikami rebelii.

Krążyły wszakże o Faustynie plotki jeszcze ohydniejsze; przynajmniej tak relacjonują niektóre źródła. 

Mówiono więc, że w dawnej miejscowości nadmorskiej Kajeta wybierała sobie kochanków spośród żeglarzy i 
gladiatorów; i że właśnie Kommodus był owocem takiej miłostki. Albo opowieść jeszcze absurdalniejsza. 
Pewnego razu, widząc zastęp gladiatorów, zapałała żądzą do jednego z nich. A gdy nie mogła sobie z tym 
poradzić, poskarżyła się mężowi. Ten zaś za poradą astrologów znalazł takie wyjście: ów gladiator został zabity, 
Faustyna podmyła się jego krwią i tak poszła do męża; wtedy to właśnie poczęła Kommodusa. Miała też 
podobno romanse z ludźmi wysokiego stanu. Pewnego razu cesarz przyłapał ją podczas śniadania z niejakim 
Tertullusem, co stało się tak głośne, że wyśmiewano to wydarzenie nawet na scenach teatrów. Powszechnie 
miano za złe cesarzowi - tak donoszą źródła - że albo był wszystkiego nieświadom, albo też udawał 
nieświadomego. Kiedy zaś ośmielono się zwrócić mu uwagę na to, jak prowadzi się żona, i radzono, by się 
rozwiódł, odrzekł: To niemożliwe, musiałbym bowiem zwrócić posag! A posagiem było oczywiście imperium.

background image

Co było źródłem owych szczególnie złośliwych i wręcz głupich oszczerstw? Otóż syn Marka Aureliusza, 

Kommodus, okazał się niemal pod każdym względem przeciwieństwem swego ojca. Rozmiłowany w przelewie 
krwi, w igrzyskach gladiatorskich, w rozpuście, nie mógł być - tak sądzono synem tak wspaniałego ojca. Można 
na to odpowiedzieć, że już Sokrates pytał często, jak to się dzieje, że tylu znakomitych mężów w jego czasach 
ma synów tak miernych, a nawet marnych. Innym źródłem złych opinii o Faustynie była też świadoma polityka 
późniejszych cesarzy, usiłujących zohydzić pamięć o wielkim władcy. A usłużni historycy, jak to zwykle bywa, 
fabrykowali odpowiednie materiały. Lud zaś chętnie daje wiarę wszelkim potwarzom, zwłaszcza jeśli chodzi o 
osoby wysoko postawione.

Zimę roku 175/176 cesarska para spędziła w Aleksandrii egipskiej. W roku następnym w drodze powrotnej 

Faustyna zmarła nagle w miejscowości Halala u południowych wybrzeży Azji Mniejszej. Miała lat czterdzieści 
kilka. Marek Aureliusz odczuł jej śmierć bardzo boleśnie.

Miejscowość, w której zmarła, podniósł do rangi kolonii i dał jej nazwę Faustinopolis. Zbudował tam 

świątynię ku jej czci. Również senat rzymski, wypełniając jego prośbę, nie szczędził honorów dla zmarłej. Została 
zaliczona w poczet bogów. Srebrne posągi jej i Marka Aureliusza stanęły w świątyni Wenery i Romy. Zbudowano 
ołtarz, przy którym pary nowożeńców składały ofiary. Zachował się znaleziony w Nadrenii złoty pierścień 
małżeński. Są na nim trzy małe medale; środkowy przedstawia dwie połączone ręce, boczne zaś podobizny 
Marka Aureliusza i Faustyny. Na samym pierścieniu biegnie skrótowy napis łaciński, który można rozumieć jako 
wezwanie: bądź wobec niego zgodna duchem! Przypuszcza się, że jest to pierścień, jaki panna młoda 
otrzymywała podczas ceremonii składania ofiary przy owym ołtarzu w świątyni Wenus i Romy. Za każdym razem 
kiedy cesarz oglądał spektakl w teatrze, wnoszono złoty posąg Faustyny na tronie, przy nim zaś zasiadały 
najdostojniejsze matrony. Ustanowiono fundację opieki nad ubogimi dziewczętami jej imienia, wzorem już 
istniejących.

W "Rozmyślaniach", choć ostatnie ich księgi były pisane na pewno już po śmierci Faustyny, nie znajdujemy 

żadnych bezpośrednich wyrazów żalu i smutku. Ale nie ma również żadnych wzmianek o śmierci któregokolwiek 
z dzieci, choć tyle ich odeszło i tak bardzo były kochane. Tę wstrzemięźliwość, nieokazywanie bólu, tłumienie 
cierpienia w sobie nakazywał surowy rzymski obyczaj. Zwłaszcza cesarzowi. Za to pełne są "Rozmyślania" 
refleksji nad nieuniknioną dla wszystkich śmiercią. Tym smutniejsze to rozważania, że Marek Aureliusz w 
przeciwieństwie do popularnych wyobrażeń pogańskich i do wierzeń chrześcijan, a w zgodzie z niektórymi 
filozofami, nie przypisywał duszy indywidualnej bytu nieśmiertelnego.

Nie pojął już nowej żony, choć jego dawna narzeczona, Cejonia Fabia, wyraźnie o to zabiegała. On jednak 

zadowolił się konkubiną, nie chcąc dawać pozostałym przy życiu dzieciom macochy.

Lucylla

"Annia Aurelia Galeria Lucilla". Urodzona 7 marca zapewne 149 r., pierwsza i jedyna żona cesarza Lucjusza 

Werusa, współpanującego z Markiem Aureliuszem w latach 161-169. Poślubiła go w r. 164. Otrzymała tytuł 
augusty. Po jego śmierci została wydana za Tytusa Klaudiusza Pompejanusa. Zapewne w 182 r. z rozkazu swego 
brata, cesarza Kommodusa, została skazana najpierw na wygnanie, potem na śmierć. Miała córkę z małżeństwa 
z Lucjuszem Werusem i syna z małżeństwa z Pompejanusem.

Marek Aureliusz bardzo kochał swą matkę, Domicję Lucyllę. Wspomina o niej w "Rozmyślaniach" 

kilkakrotnie, zawsze z wielką czcią. Jej przykładowi przypisuje swe starania o pobożność i szczodrobliwość oraz o 
to, by nikogo nie skrzywdzić nawet myślą. Toteż drugiej córce dał właśnie jej przydomek, Lucylla. Pierwsza 
bowiem córka została nazwana po swej matce, Faustynie, zmarła jednak w dzieciństwie. Lucylla mogła widzieć 
swą babkę tylko jako kilkuletnia dziewczynka, ta bowiem odeszła stosunkowo wcześnie, około roku 155.

Po śmierci Antoninusa Piusa w roku 161 władzę objęli jego synowie adoptowani, Marek Aureliusz i Lucjusz 

Werus. Natychmiast postanowiono, że dla umocnienia więzi pomiędzy nimi Lucjusz Werus zaręczy się z Lucyllą, 
wówczas dziewczynką 12- lub 13-letnią. Uświetniono uroczystości w sposób bardzo rozsądny, a mianowicie 
tworząc nową fundację dla ubogich chłopców i dziewcząt, nazwaną od imion cesarzy. Wkrótce potem, wiosną 
roku 162, Werus wyjechał na wschód, aby powstrzymać najazd Partów. Dokonali tego jego wodzowie, on sam 
bowiem przebywał głównie w Syrii, oddając się wszelkim uciechom. Powszechnie znany był jego związek z 
dziewczyną imieniem Pantea oraz z chłopcem Pergamosem. Ponieważ sprawy mogły wymknąć się spod 
kontroli, Lucylla zaś podrosła, osiągając zwyczajowo przyjęty wiek lat 15, cesarz postanowił wyprawić ją na 

background image

wschód, by tam dokonać zaślubin.

Początkowo Marek Aureliusz zamierzał towarzyszyć córce, odstąpił jednak od tej myśli, krążyły bowiem po 

stolicy złośliwe komentarze: oto cesarz udaje się na wschód niby to odprowadzając córkę, ale w istocie pragnąc 
zabrać Werusowi chwałę zwycięskiej wojny z Partami! Dlatego więc pojechał z Lucyllą tylko do Brundizjum, a w 
dalszej drodze opiekowała się nią siostra Werusa, to jest Cejonia Fabia. Dziewczyna otrzymała wspaniały posag, 
cesarz jednak powiadomił namiestników prowincji, przez które miała przejeżdżać, by nie witano jej oficjalnie. 
Chciał więc dać do zrozumienia, że Lucylla podróżuje jako osoba prywatna.

Wyjechał natomiast naprzeciw swej narzeczonej Lucjusz Werus. Ślub odbył się w Efezie, nadmorskim 

mieście Azji Mniejszej. Lucylla miała męża starszego od siebie o prawie 20 lat, wysokiego i przystojnego, o 
jasnych włosach, którym dodawano blasku, posypując je złocistym proszkiem. Nosił też z porady swej syryjskiej 
przyjaciółki długą brodę. Poważny jednak nie był, w każdym razie nie w traktowaniu obowiązków władcy. 
Naprawdę interesowały go tylko gry hazardowe, igrzyska, polowania, uczty, przepych życia.

W roku 166 po zawarciu pokoju z Partami Werus i Lucylla byli już w Rzymie. W dniu 12 października odbył 

wraz z Markiem Aureliuszem wspaniały triumf uświetniony, jak zawsze, igrzyskami oraz emisją monet z 
odpowiednią symboliką. W tymże roku, zapewne jeszcze przed wrześniem, Lucylla powiła swoje pierwsze 
dziecko, córkę; jej imienia nie znamy. Z tej okazji ukazały się monety z napisem "Junoni Lucinae", czyli Junonie 
opiekunce porodów. Zachował się też odpis inskrypcji obwieszczającej, że skarbnik stowarzyszenia woźnych 
miejskich ufundował tej bogini ołtarz za zdrowie obu cesarzy i Lucylli.

Wkrótce potem z powodu groźby najazdu germańskiego obaj cesarze, a także, jak się wydaje, ich 

małżonki, udali się najpierw w okolice Akwilei, następnie zaś za Alpy, nad Dunaj. Być może opuszczono stolicę - 
co Lucjusz Werus czynił z wielkim żalem - również dlatego, że szalała epidemia, przywleczona przez wojska ze 
wschodu. Po odparciu najazdu barbarzyńców Werus chciał jak najrychlej powrócić do Rzymu. Obaj cesarze udali 
się w drogę na południe u schyłku roku 168. Zatrzymali się w Akwilei, a z początkiem roku następnego ruszyli 
dalej. Jednakże podczas podróży poraził Werusa atak apoplektyczny.

Tak więc Lucylla została wdową mając zaledwie 20 lat. Jak to zwykle bywa w wypadkach śmierci 

gwałtownej, zaczęły krążyć najdziwaczniejsze pogłoski o przyczynach i okolicznościach zgonu Werusa. 
Opowiadano więc, że ten rozpustnik uwiódł nawet swą teściową, cesarzową Faustynę, a kiedy wyznał to żonie, 
został przez Faustynę otruty ostrygami skropionymi jadem. Inni znowu przypisywali zbrodnię samej Lucylli, 
która rzekomo nie mogła ścierpieć przemożnego wpływu, jaki wywierała na Werusa jego siostra Cejonia Fabia. A 
podług jeszcze innych to właśnie Werus planował wraz z siostrą zamach na życie Marka Aureliusza, plan jednak 
został zdradzony i Faustyna zdołała ubiec Werusa. Lub wreszcie, że uczynił to sam Marek Aureliusz, podając mu 
kawałek mięsa rozkrojonego nożem, którego jedną stronę posmarowano trucizną.

Każdy, kto żyje nieco dłużej, wie doskonale, jak ohydne i absurdalne rzeczy opowiada się także dziś, pod 

koniec wieku XX, o ludziach władzy, o ich zbrodniach, nadużyciach, ekscesach. Wiadomo też dobrze, jak chętnie 
są słuchane i przekazywane dalej nawet najgłupsze oszczerstwa. W starożytności było o tyle lepiej, że nie 
działali jeszcze dziennikarze, prosperujący głównie dzięki tego rodzaju sensacjom. Byli natomiast historycy, o 
tyle niebezpieczniejsi, że ich przekazy traktuje się ufniej.

Wdowieństwo Lucylli okazało się bardzo krótkie. Cesarz postanowił wydać ją za mąż jeszcze przed 

upływem terminu żałoby. Wybrał doświadczonego wodza Tytusa Klaudiusza Pompejanusa. Przewyższał on 
Lucyllę wiekiem na pewno o ponad 20 lat. Nie to jednak sprawiło, że zarówno Lucylla, jak i jej matka, cesarzowa 
Faustyna, poczuły się urażone i stawiały opór. Chodziło głównie o to, że Lucylli przysługiwał tytuł augusty, miała 
zaś poślubić kogoś niższej godności. Cesarz wszakże nie zważał na te obiekcje. Związek rodzinny z człowiekiem, 
którego darzył ogromnym szacunkiem, był mu potrzebny zwłaszcza w obliczu wojny nad Dunajem. Zrobił jednak 
pewne ustępstwo na rzecz Lucylli pozostawiając jej tytuł augusty i różne związane z tym splendory, na przykład 
prawo zasiadania w loży cesarskiej.

Po śmierci Marka Aureliusza w roku 180, prawdopodobnie w Vindobonie, czyli dzisiejszym Wiedniu, na 

tron wstąpił jego syn Kommodus. W niczym nie przypominał ojca. Natychmiast zrezygnował z dopiero co 
zdobytych ziem za Dunajem, czyli z terenów obecnych Czech i Słowacji. Trudno sobie wyobrazić decyzję jednego 
człowieka bardziej brzemienną w skutkach dla imperium, dla Europy, dla świata. Jak potoczyłyby się dzieje, 
gdyby granice cesarstwa oparły się dłużej o Sudety i Karpaty? A Kommodus podjął tę decyzję wbrew zdaniu swej
rady, w tym także Pompejanusa, męża Lucylli. Spieszno mu było do wygód i uciech stolicy.

Natychmiast po objęciu władzy jaskrawo wystąpiły przykre, a nawet niebezpieczne cechy charakteru 

Kommodusa: nieobliczalność, okrucieństwo, skłonność do wszelkich orgii. Ponieważ tak bardzo różnił się od 
swego ojca, trudno się dziwić, że bardzo rychło, albowiem już w roku 182, powstał spisek kilku senatorów w celu 

background image

usunięcia Kommodusa. Źródła zgodnie podają, że w zawiązaniu spisku wielką, a może nawet główną rolę 
odegrała Lucylla. Podobno to ona skłoniła do udziału w nim Pompejanusa Kwincjana. Był on prawdopodobnie 
bratankiem jej męża, a zarazem jej zięciem, za niego to bowiem wydana została córka z małżeństwa z Werusem.
Podobno ów młody człowiek żył zarówno z żoną, jak i z teściową, to jest z Lucyllą. Wśród spiskowców był też 
senator Ummidiusz Kwadratus, wnuk siostry Marka Aureliusza.

Gdy cesarz udawał się do swej loży w amfiteatrze, w przejściu Pompejanus rzucił się na niego ze sztyletem 

- czy też mieczem - krzycząc: Oto co posyła ci senat! Zranił Kommodusa, został jednak natychmiast 
obezwładniony. Wszyscy spiskowcy zapłacili za swój czyn życiem. Lucylla została najpierw zesłana na wyspę 
Kaprea, czyli dzisiejszą Capri, i wkrótce tam zgładzona. Miała wtedy niewiele ponad 30 lat.

Udział Lucylli w spisku wydaje się niewątpliwy, żadna bowiem kara nie dotknęła jej męża Pompejanusa. 

Ten zresztą odsunął się od życia politycznego, rzekomo z powodu słabnącego wzroku. Pozostał też przy życiu 
synek Lucylli i Pompejanusa Kwincjusza, gdyż w pokolenie później występuje senator noszący to nazwisko. Byłby 
to jeden z ostatnich znanych pra- lub praprawnuków Marka Aureliusza.

Powstaje jednak pytanie, co skłoniło Lucyllę, by stała się może inicjatorką, a na pewno współuczestniczką 

spisku na życie własnego brata? Może znowu powodowali nią nienasycona ambicja, może roiła sobie, że w razie 
powodzenia zamachu cesarzem zostałby jej zięć? A wreszcie - może pragnęła śmierci swego brata, bo tak 
bardzo była do niego podobna? Mówiono też, że śmiertelnie nienawidziła żony Kommodusa, Kryspiny, 
zazdroszcząc jej honorów cesarskich, które, jak uważała, jej tylko powinny przysługiwać. Ironia losu sprawiła, że 
obie je spotkał ten sam los z ręki tego samego człowieka.

Kryspina

"Bruttia Crispina". Urodzona zapewne wkrótce po 160 r., pierwsza i jedyna żona cesarza Kommodusa, 

panującego w latach 180-192. Poślubiła go w lecie 178 r. Po r. 187 została skazana przez cesarza na wygnanie, a 
potem na śmierć. Potomstwa nie zostawiła.

Jej ojcem był Gajusz Bruttius Prezens ("Praesens"), konsul roku 153, namiestnik prowincji Afryki, zaliczony 

przez cesarza Antoninusa Piusa do patrycjuszów, członek bractwa kapłańskiego boskiego Hadriana, boskiego 
Antoninusa Piusa, boskiego Werusa, jeden z dowódców w wojnach naddunajskich. Wyliczenie owych godności - 
i to jeszcze niepełne! - pokazuje, jak starannie cesarz Marek Aureliusz wybierał osoby, z którymi miał się związać 
rodzinnie. Swą córkę Lucyllę wydał za Pompejanusa, doświadczonego polityka i wypróbowanego wodza, od lat 
towarzysza walk nad Dunajem. Podobne kryteria zastosował, wyznaczając właśnie córkę Bruttiusa na żonę syna.

Swój przydomek Kryspina wzięła po matce i babce. Ta ostatnia, przypomnijmy to jako ciekawostkę, miała 

nazwisko, znane nam z pewnego napisu, nawet jak na owe czasy wyjątkowo długie: "Laberia Marcia Hostilia 
Crispina Moecja Cornelia!" W tym okresie, ulegając pewnej modzie i snobizmowi, dość często wzbogacano swe 
nazwiska dodając z pokolenia na pokolenie kolejne człony nazwisk rodziców, dziadków, nawet pradziadków. 
Wypada też zwrócić uwagę, że zarówno Bruttiowie, jak i przodkowie Kryspiny wywodzili się z południowej Italii, 
z krainy zwanej Bruttium (Brucjum). Mieli tam wielkie dobra.

Ślub młodej pary odbył się latem roku 178, a więc tuż przed wyruszeniem cesarza i ojca Kryspiny na nową 

wyprawę wojenną za Alpy. Oboje małżonkowie byli bliscy sobie wiekiem. Kommodus miał lat 17, Kryspina 
zapewne niewiele mniej. Jak na ówczesne zwyczaje różnica wieku mała. Młodziutka małżonka otrzymała od 
razu tytuł augusty.

Znając charakter i skłonności Kommodusa można się domyślać, że pożycie obojga układało się źle. Sprawy 

na pewno przybrały gorszy obrót, kiedy Marek Aureliusz zmarł i jego syn poczuł się władcą absolutnym. Jeszcze 
gorzej musiało się dziać po roku 182, to jest po zamachu na życie Kornmodusa. Miała w nim swój udział siostra 
cesarza, Lucylla, jednym zaś z uczestników był Ummidiusz Kwadratur. Cesarz skazał go na śmierć i upodobał 
sobie jego konkubinę Marcję. Odtąd to ona cieszyła się szczególnymi względami władcy, ona była faktycznie 
żoną. Oficjalnie oczywiście małżeństwo Kommodusa i Kryspiny miało uchodzić za wręcz przykładne. Głosił to 
między innymi zachowany medalion, przedstawiający podobiznę cesarskiej pary oraz podający ich nazwiska z 
napisem: "Concordia", czyli Zgoda.

Kommodus dopuszczał się najwyuzdańszych występków, a Kryspinę oskarżył o cudzołóstwo. Została 

zesłana na wyspę Kaprea, dziś Capri, jak poprzednio Lucylla, i podobnie jak tamta rychło zgładzona.

Kiedy to się stało? Wydaje się, że dopiero po roku 187, może nawet w ostatnim roku panowania 

background image

Kommodusa, albowiem właśnie w roku 187 konsulat piastował brat Kryspiny. Cesarz na pewno nie dałby mu tej 
godności, gdyby wcześniej zerwał z jego siostrą.

Marcja

Jej pełne nazwisko brzmiało zapewne "Marcia Aurelia Ceionia Demetrias". Była konkubiną cesarza 

Kommodusa w latach 182-192. Skazana na śmierć przez jego następcę, została zabita wiosną r. 193.

Formalnie cesarzową nie była i być nie mogła, należała bowiem do stanu wyzwoleńców, czyli jej ojciec 

musiał niegdyś być niewolnikiem. Wówczas jeszcze zważano na tak wielkie różnice społeczne, wkrótce miało się 
to zmienić. Mimo to Marcja zasługuje na umieszczenie w poczcie cesarzowych z trzech istotnych powodów. 
Przede wszystkim więc źródła stwierdzają wyraźnie, że faktycznie zajmowała u boku Kommodusa miejsce żony, 
nie mając wszakże tytułu augusty i pewnych przywilejów, do jakich zaliczano np. niesienie przed władczynią 
płonących pochodni lub wybijanie monet z jej podobizną. Po drugie zaś, co również jest dobrze poświadczone, 
przez całych 10 lat wywierała duży wpływ na cesarza, współzadecydowała też ostatecznie o losie Kommodusa i 
o tym, kto zostanie jego następcą. Po trzecie wreszcie, jest po Domitilli sprzed wieku pierwszą osobą zajmującą 
tak wysokie stanowisko na dworze cesarskim, o której wiadomo z całą pewnością, że nie tylko sprzyjała 
chrześcijanom, ale również niosła im konkretną pomoc; niektórzy wręcz przypuszczają, że była chrześcijanką. 
Jedno z greckich źródeł określa ją mianem "theophiles pallake", czyli "bogobojna konkubina".

Napis znaleziony w italskim mieście Anagnia głosi, że rada i lud miasta uchwaliły wystawić posąg dostojnej 

pani Marcji Aurelii Cejonii Demetrias, która swoim kosztem przywróciła do dawnego stanu łaźnie, z okazji zaś ich 
poświęcenia rozdała członkom rady po pięć denarów, urzędnikom po dwa, obywatelom po jednym denarze, a 
także wyprawiła dostatnią ucztę dla wszystkich. W tymże mieście zachował się niemal identycznej treści napis 
ku czci Marka Aureliusza Sabinianusa, wyzwolonego przez obu cesarzy, tj. przez Marka Aureliusza i Lucjusza 
Werusa. Chodzi niewątpliwie o ojca Marcji.

Sporo wyzwoleńców dochodziło w antycznym Rymie do znacznych majątków, albowiem właśnie jako 

ludzie niższego stanu mogli imać się wszelkich zajęć dochodowych, a zarazem cieszyli się opieką swych 
dawnych, możnych panów. Nie dziwi więc hojność ojca i córki dla miasta, z którym widocznie czuli się związani. 
Inne źródło, tym razem chrześcijańskie, podaje, że wychowawcą Marcji był niejaki Hiacynt, wyzwoleniec, 
eunuch, być może prezbiter kościoła rzymskiego.

Marcja była kochanką - czy też, jeśli ktoś woli inne określenie, konkubiną lub metresą - młodego senatora 

Ummidiusza Kwadratusa, zapewne wnuka siostry Marka Aureliusza. Za swój udział w zamachu na życie cesarza 
Ummidiusz zapłacił życiem, Marcja natomiast, która spodobała się Kommodusowi, dostała się na jego dwór. 
Może za jej protekcją przeszedł też na dwór cesarski inny wyzwoleniec, poprzednio pokojowiec Ummidiusza, 
niejaki Elektus, pochodzący z Egiptu, późniejszy mąż Marcji.

Zdaniem współczesnych Marcja opanowała Kommodusa dzięki urodzie i umiejętnościom hetery. 

Wykorzystywała swe wpływy rozsądnie, choć później, już po upadku Kommodusa, niektórzy oskarżali ją o udział 
w jego zbrodniach. W każdym razie tylko ona, mając wolny wstęp na pokoje cesarza, zdobyła się na odwagę w 
dramatycznym momencie groźnych rozruchów przeciw Kleandrowi, wszechmocnemu jego ulubieńcowi, i 
doprowadziła do upadku Kleandra, co uspokoiło sytuację. Co prawda według innej wersji była to nie Marcja, lecz 
siostra cesarza, Fadilla.

Jest całkowicie pewne, że Marcja, jeśli nawet nie była chrześcijanką, to nowej religii sprzyjała. Wiadomo, 

że ówczesny biskup Rzymu Wiktor kontaktował się z nią często i swobodnie. Dostarczył jej listę chrześcijan 
skazanych na roboty w kopalniach Sardynii, ona zaś wyjednała od cesarza ich uwolnienie. Wiktor przedkładając 
listę pominął świadomie imię Kaliksta, przyszłego biskupa Rzymu i świętego, a uczynił to chyba z powodu 
osobistych nieporozumień. Kalikst jednak i tak został uwolniony, może również za przyczyną Marcji. Trzeba w 
tym miejscu wskazać na fakt paradoksalny. Właśnie za Kommodusa, jednego z najkrwawszych cesarzy w 
dziejach Rzymu, prześladowania chrześcijan niemal całkowicie ustały, podczas gdy za jego ojca, szlachetnego 
filozofa Marka Aureliusza, były prowadzone z dużą bezwzględnością. Jak to wyjaśnić? Otóż Marek Aureliusz 
działał jako prawdziwy Rzymianin w obronie tradycji i dawnych wartości, rzekomo zagrożonych przez 
chrześcijaństwo, podczas gdy Kommodusowi sprawy te były kompletnie obojętne.

Decydującą rolę odegrała Marcja przy upadku Kommodusa. Bezpośrednim powodem stał się jego pomysł, 

by nowy rok powitać w dniu 1 stycznia w zbroi gladiatora i w koszarach gladiatorów. Marcja błagała go płacząc i 

background image

padając do nóg, by nie obrażał w ten sposób dumy Rzymian w dniu tak świętym. Zyskali tyle, że cesarz 
potajemnie przygotował spis osób, które właśnie w nowym roku miał zamiar zgładzić. Jej nazwisko znalazło się 
na pierwszym miejscu.

Zupełnie przypadkowo listę, spisaną na tabliczkach, wziął z sypialni cesarza jego ulubiony chłopiec. I 

równie przypadkowo odebrali mu ją przechodząca korytarzem Marcja. Myślała, że ratuje przed bezmyślnym 
zniszczeniem lub zagubieniem ważne dokumenty państwowe. Kiedy jednak spojrzała na tabliczki i ujrzała swoje 
nazwisko wraz z nazwiskami wielu innych bliskich jej osób, natychmiast przystąpiła do działań. Pokazała listę 
prefektowi pretorian i Eklektusowi, również zagrożonym. Postanowiono natychmiast pozbyć się cesarza. Zatrute 
wino podała mu ciesząca się jego pełnym zaufaniem Marcja. Cesarz, zmęczony po długim fechtunku, 
natychmiast zasnął, ale wkrótce zbudził się i wszystko zwrócił. Przerażeni spiskowcy wezwali wtedy 
głupkowatego osiłka, Narcyza, który własnoręcznie Kommodusa zadusił.

Ta dramatyczna relacja o zgładzeniu cesarza jest być może literackim przetworzeniem faktów, starożytni 

bowiem chętnie ubarwiali tego rodzaju opowieści, granice zaś pomiędzy historią jako nauką i literaturą były w 
ich rozumieniu płynne i niezbyt istotne. Ale jest też inna wersja, przekazana przez Kasjusza Diona. Nie wspomina 
o tabliczkach przypadkowo odkrytych przez Marcję, przyznaje jej wszakże równie ważną rolę, jako jednej z 
trzech osób współuczestniczących w spisku.

Cała rzecz działa się nie we właściwym pałacu cesarskim na Palatynie, lecz w innym, zwanym domem 

Wektiliana, na wzgórzu Celiusz. Panował gwar i zamieszanie, jak zwykle podczas nocy noworocznej, toteż nikt 
nie zwrócił uwagi na przedłużającą się nieobecność cesarza. Myślano, że śpi zamroczony winem, jak to się 
często zdarzało. Spiskowcy więc zdołali szybko wywieźć ciało zamordowanego, a potem wspólnie zadecydowali, 
kto ma być nowym władcą imperium. Wybór padł na Pertynaksa. Był to aktualny prefekt miasta, konsul roku 
192, miał już ponad 60 lat i wielkie doświadczenie jako dowódca i administrator. On sam był całkowicie 
zaskoczony tym, co się stało. Gdy nocą przybyła do jego domu delegacja spiskowców z wieścią o zgonie 
Kommodusa i zarazem z prośbą, by przyjął godność cesarza, początkowo był przekonany, że to żołnierze, mający 
wykonać na nim wyrok śmierci - albo prowokatorzy.

Pretorianie i senat przyjęli wybór. Jak to zwykle bywa podczas posiedzenia senatu obsypywano 

zamordowanego wszelkimi wyzwiskami i obelgami, oficjalnie zaś skazano go na "damnatio memoriae", czyli 
całkowite wymazanie jego imienia z wszelkich dokumentów. Poprzednio dotknęło to cesarza Domicjana.

Ale odezwały się też głosy niechętne spiskowcom. Jeden z konsulów zarzucił Pertynaksowi wprost: - Już 

rozumiemy, jakim będziesz władcą, skoro widzimy za tobą Letusa i Marcję, pomocników zbrodni Kommodusa! 
Pertynaks odpowiedział natychmiast: - Jesteś jeszcze młody i nie wiesz, jakie są konieczności posłuszeństwa. Ci 
wbrew sobie musieli słuchać Kommodusa. Ale kiedy tylko nadarzyła się sposobność, okazali, czego zawsze 
chcieli!

Lecz już w 3 miesiące później Pertynaks zginął, zamordowany przez zbuntowanych pretorianów. Wraz z 

nim zabity został walczący w obronie cesarza Eklektus, wówczas już mąż Marcji. Ale i ona wnet poszła w jego 
ślady, skazana na śmierć przez następnego cesarza, Dydiusza Juliana, wiosną roku 193.

Tycjana

"Flavia Titiana". Żona - nie wiemy czy pierwsza - cesarza Pertynaksa, panującego od początku stycznia do 

28 marca 193 r. Poślubiła go zapewne około r. 175. Miała z tego małżeństwa syna i córkę.

Ojcem Tycjany był Flawiusz Klaudian Sulpicjan, stanu senatorskiego, członek prastarego, 

arystokratycznego bractwa kapłańskiego zwanego "Fratres Arvales", czyli Bracia Rolni. Pochodził więc z rodziny 
należącej do najwyższych kręgów społecznych ówczesnego Rzymu. Tymczasem jej mąż, Helwiusz Pertynaks, był 
synem wyzwoleńca. Urodził się wprawdzie w Italii, ale daleko od stolicy, w północnych Apeninach, w domu 
niezbyt zamożnym. Za młodu pracował jako nauczyciel, jednakże z powodu nędznego wynagrodzenia wybrał 
służbę w armii. Dzięki zdolnościom i energii piął się szybko w górę, zarówno w wojsku, jak i w administracji. 
Sprawował wysokie urzędy w różnych prowincjach imperium. W roku 175 był konsulem. Miał też możnych 
popleczników, wśród nich nawet Pompejanusa, męża Lucylli, córki cesarza Marka Aureliusza.

Jest oczywiste, że syn wyzwoleńca mógł poślubić córkę arystokraty dopiero wtedy, gdy sam dostał się do 

ówczesnej elity władzy, a więc nie wcześniej niż po roku 170. Ponieważ urodził się w roku 124, to nawet jeśli 
Tycjana wychodząc za mąż miała aż 20 lat - wiek dla panny młodej wówczas uchodzący za bardzo późny - 

background image

musiało ich dzielić co najmniej 25 lat. Dużo, nawet jak na zwyczaje tamtej epoki.

Jeśli ojciec Tycjany zdecydował się wydać córkę za syna wyzwoleńca, choćby nawet już piastującego 

wysokie godności i posiadającego znaczny majątek, to widocznie miał ku temu szczególne powody. Może 
Tycjana nie była zbyt urodziwa? A może jej posag był skromny? Lub też postąpił tak pod wpływem namów 
wysoko postawionych przyjaciół Pertynaksa? W każdym razie Tycjana zapewne odczuła to jako rodzaj 
upokorzenia.

Dała mężowi syna i córkę. W roku 193, gdy Perynaks został cesarzem, syn był jeszcze chłopcem 

pobierającym nauki, a więc urodzić się mógł najwcześniej około roku 180. Jest to dodatkowy argument za 
przypuszczeniem, że małżeństwo zostało zawarte już po roku 170.

Tego samego dnia, a raczej tej samej nocy z 31 grudnia na 1 stycznia 193, kiedy Pertynaks stał się 

cesarzem, senat uchwalił też, że jego małżonka otrzymuje tytuł augusty, syn zaś cezara. Pertynaks odrzucił 
jednak stanowczo owe zaszczyty dla swych najbliższych. Współczesny wydarzeniom senator i zarazem historyk 
Kasjusz Dion przypuszcza, że mogły być dwie ewentualne przyczyny tej odmowy: być może Pertynaks sądził, że 
jego władza nie jest jeszcze dostatecznie ugruntowana, albo też nie chciał kalać tytułu augusty, ponieważ żona 
prowadziła się zbyt swobodnie.

Według autora dziełka "Pisarze historii cesarskiej" Pertynaksa niezbyt obchodziła opinia o jego żonie. 

Nawet to, że Tycjana miała kochanka, pieśniarza-kitarzystę. On sam zresztą nie był bez grzechu i nie świecił 
najlepszym przykładem, okazywał bowiem jawnie gorsząco swe uczucia Kornificji, córce Marka Aureliusza, jak 
wyraziście określono to po łacinie: "Cornificiam infamissime dicitur dilexisse". Z drugiej wszakże strony, kiedy 
jadał w małym gronie, towarzyszyła mu tylko Tycjana i dawny kolega nauczyciel. Można by więc rzec, że było to 
w istocie małżeństwo bardzo nowoczesne, wzajemnie wyrozumiałe i pobłażliwe.

Jeśli chodzi o tytuł augusty, to dokumenty pouczają, że w niektórych prowincjach wola władcy nie została 

uszanowana lub też informacja o jego odmowie w tej sprawie przyszła zbyt późno. Zachował się w obecnym 
Metzu, rzymskim Divodurum, napis na ozdobnym ołtarzu ufundowanym przez Oceanusa, nadzorcę zbożowego, 
za pomyślność cesarza Pertynaksa i Tycjany augusty. W egipskiej Aleksandrii również wybijano monety z tym jej 
tytułem. A w dniu 6 marca namiestnik Egiptu wysłał pisma do aleksandryjczyków i do naczelników powiatów w 
całym kraju: Mamy cesarza! Wymienia w tym piśmie również Tycjanę augustę i syna cesarza oraz poleca, by 
świętować przez dni 15.

Pismo mogło dotrzeć do Egiptu Górnego i rozpoczęto tam świętowanie gdzieś pod koniec marca, kiedy 

Pertynaks już nie żył. Zginął zabity przez pretorianów w swym pałacu na Palatynie w dniu 28 marca. Pierwszą 
osobą, która wbiegła do jego pokoju wołając, że rebelianci już wchodzą na wzgórze, była Tycjana. W chwilę 
później jej małżonek, opuszczony przez wszystkich, ale po męsku usiłujący stanąć przed zbrojnymi i jeszcze do 
nich przemówić, padł ugodzony mieczem. Jego odrąbaną głowę, zatkniętą na włóczni, triumfalnie obnoszono po 
mieście.

Tycjana jednak uszła z życiem. Odzyskała głowę męża i pochowała ją wraz ze szczątkami ciała w grobowcu 

swego dziadka. Godny pogrzeb wyprawił następca, Dydiusz Julian, wspaniały zaś cesarz Sewer. Syn Pertynaksa 
został wówczas członkiem kolegium kapłańskiego ku czci ubóstwionego ojca. We wszystkich tych 
uroczystościach Tycjana jeszcze uczestniczyła. Może jednak na swoje szczęście nie dożyła roku 212, kiedy jej syn 
został zabity z rozkazu cesarza Karakalii.

Skantilla

"Manlia Scantilla". Żona, zapewne pierwsza, cesarza Dydiusza Juliana, panującego od 28 marca do 1 

czerwca 193 r. Senat przyznał jej i córce tytuł august, odebrany w dniu śmierci męża.

Czy to właśnie ona i córka skłoniły wahającego się Dydiusza Juliana, by rozpoczął walkę o purpurę 

cesarską, gdy rozeszła się wieść o zamordowaniu Pertynaksa przez zbuntowanych pretorianów? W istocie nie 
była to walka, ale zwykły przetarg, kto da więcej złota żołnierzom gwardii: Dydiusz Julian czy też prefekt 
Flawiusz Sulpicjan. Wygrał, na nieszczęście swoje i obu kobiet, właśnie Dydiusz. Przemawiały zresztą za nim 
również względy merytoryczne. Miał lat 60 i piękną karierę dowódcy wojsk, namiestnika różnych prowincji, 
konsula 175 roku.

Tak więc według jednych winę za decyzję Dydiusza ponosiły żona i córka, według innych natomiast to 

właśnie one przeprowadzały się do pałacu cesarskiego z trwogą i niepokojem, jakby przewidując, czym to grozi.

background image

Senat przyznał im natychmiast tytuł august, przezorny zaś Dydiusz prawnie usamodzielnił swą córkę Dydię 

Klarę i przekazał jej część majątku, jej męża zaś, Korneliusza Repentyna, mianował prefektem miasta. Jednakże 
nowy władca od początku spotykał się z niechęcią i senatu, i ludu. Te nieprzychylne nastroje pogłębiały się w 
miarę napływania już w kwietniu wieści o buncie legionów naddunajskich. Okrzyknęły one cesarzem swego 
wodza Sewera i rozpoczęły marsz zza Alp na Rzym, nigdzie nie napotykając oporu.

W dniu 1 czerwca senat odebrał władzę Dydiuszowi, jego zaś małżonce i córce tytuł august. Cesarz, 

opuszczony niemal przez wszystkich, został zabity w pałacu. Córce odebrano majątek. Później ciało Dydiusza 
wydano wdowie i córce. Pogrzebały je w grobowcu pradziada przy piątym kamieniu milowym drogi zwanej 
Labikańską.

Julia Domna

"Iulia Domna". Druga i ostatnia żona cesarza Septymiusza Sewera, panującego w latach 193-211. 

Urodzona zapewne przed r. 170. Poślubiła Septymiusza Sewera między 185 a 187 r. Tytuł augusty otrzymała w r. 
193. Zmarła śmiercią samobójczą w r. 217. Została zaliczona w poczet bogów jako "Diva Iulia Domna". Miała z 
Septymiuszem Sewerem dwóch synów.

Jej miastem rodzinnym była syryjska Emesa, obecnie Homs, nad rzeką Orontes. Jej przydomek Domna jest 

łacińskim, zniekształconym przekładem aramejskiego imienia Marta, czyli Pani. Miała siostrę imieniem Julia 
Meza. Ich ojciec, Juliusz Basjanus, był dziedzicznym kapłanem tamtejszego boga Elagabala (lub Elegabala), co w 
językach semickich oznaczało Pana Góry. Odbierał on cześć pod postacią nie posągu, lecz dużego, czarnego 
kamienia o kształcie stożka. Głoszono, że przed wiekami spadł z nieba, był więc z pewnością meteorytem. Ze 
względu na podobieństwo brzmienia nazwy Grecy utożsamili Elagabala ze swym bogiem słońca Heliosem, stąd 
później mówiono o Heliogabalu. W kulcie często występowały przy nim boginie: Junona z przydomkiem 
Niebiańska oraz równie Niebiańska Atena lub Afrodyta, a więc trójca, jak często w religiach orientalnych.

Juliusz Basjan, jak wskazuje nazwisko, miał obywatelstwo rzymskie, jego zaś wysoka i bardzo intratna 

godność kapłańska dowodzi, że należał do miejscowej arystokracji. Tak więc Julia Domna pochodziła z rodziny 
syryjskiej, ale już zhellenizowanej, szczycącej się obywatelstwem rzymskim, wiernej jednak prastarym bogom i 
kultom lokalnym. Była to sytuacja charakterystyczna i częsta w wyższych warstwach społecznych cesarstwa i we 
wszystkich jego prowincjach, gdzie łączyły się z sobą i przenikały rozmaite narodowości, języki, religie. Imperium 
Romanum to prawdziwy tygiel przeróżnych elementów etnicznych i kulturowych, podobny do tego, jakim są 
obecnie Stany Zjednoczone, a w niedalekiej przyszłości stać się może Unia Europejska, będąca w istocie 
powrotem do idei "Pax Romana", czyli powszechnego pokoju w ramach jednego państwa - po 15 wiekach 
opętania nacjonalistycznego i wojen religijnych.

Lecz również przyszły mąż Julii Domny, Septymiusz Sewerus, stanowi dobry przykład integrowania się 

różnych nacji olbrzymiego państwa. Jego rodzina po mieczu należała do lokalnej arystokracji w libijskim mieście 
Leptis Magna - tamtejsze ruiny wciąż imponują - i miała zapewne korzenie punickie, czyli semickie, natomiast ze 
strony matki pochodziła z Italii. Septymiusz Sewer dzięki bogactwu i stosunkom rodzinnym, albowiem jego dwaj 
bliscy krewni już zasiadali w senacie, po odbyciu studiów prawniczych szybko szedł w górę. By wymienić tylko 
najważniejsze etapy kariery, był kolejno kwestorem, namiestnikiem prowincji Afryki, pretorem, wyższym sędzią 
w jednej z krain Hiszpanii, a od roku 182 dowodził legionem IV z przydomkiem Scytyjski, stacjonującym w Syrii. 
Tutaj to na pewno poznał młodziutką wówczas Julię Domnę. Musiał dobrze ją zapamiętać, skoro po kilku latach, 
przebywając w odległej krainie, właśnie o jej rękę się starał. Wtedy jednak, w czasie pierwszego spotkania, był 
już żonaty. Podobno Pakkia Marcjana, tak zwała się żona, dała mu dwie córki. O nich wszakże nic nie wiemy, 
Marcjana zaś wkrótce zmarła. On jednak wciąż o niej pamiętał, czego dowodzi napis ku jej czci ufundowany 
przez cztery miasta jednej z prowincji afrykańskich.

W roku 185 Septymiusz Sewer po pobycie w Atenach, gdzie oddawał się studiom, został namiestnikiem 

Galii Lugduńskiej, której stolicą było miasto Lugdunum, obecny Lyon. I stąd właśnie niedawno owdowiały zaczął 
starać się za pośrednictwem przyjaciół o małżeństwo z dziewczyną spotkaną przed kilku laty w Syrii. Poślubił ją 
w roku 187.

To zrozumiałe, że współczesnym trudno było pojąć, dlaczego to namiestnik Galii ożenił się z dziewczyną 

pochodzącą z tak odległej krainy. Jakby brak było odpowiednich partii czy to w samej Galii, czy w Italii, czy 
wreszcie w rodzinnej Libii! Powstała więc opowieść fantastyczna, ale znamienna dla popularnych w tamtych 

background image

czasach wierzeń. Astrologia w epoce cesarstwa była w istocie rodzajem religii. Otóż - tak mówiono - świeżo 
owdowiały Sewer gorączkowo poszukiwał godnej siebie żony. Godnej, to znaczy takiej, która by miała horoskop 
szczęsny, odpowiadający jego ambicjom. Dowiedział się, że właśnie w Syrii żyje dziewczyna, której gwiazdy 
przepowiadają zamążpójście za władcę. Jej więc rękę zdobył dzięki życzliwym pośrednikom.

Prawdopodobniejsze jest wszakże romantyczne założenie, że Septymiuszowi utkwiła w pamięci i w sercu 

uroda Julii Domny. Niestety, nie potrafimy powiedzieć, czy była pięknością naprawdę urzekającą. Jej twarz, jak 
w zasadzie wszystkich cesarzowych, przedstawiano na monetach z reguły z profilu. Nos wydaje się dość 
wydatny, typowo orientalny, oczy są duże, usta raczej małe, włosy pięknie fryzowane. Jedyne malowidło 
pochodzi z Egiptu. Wykonane zostało na drewnie. Ujmuje całą rodzinę Septymiusza Sewera frontalnie. Choć 
portret nie odbiega od dość typowych dla tamtej epoki, trzeba przyznać, że twarz Julii Domny czyni wrażenie. A 
przy sposobności nasuwa się uwaga, jak ułomna jest nasza znajomość antyku, skoro przepadły niemal 
bezpowrotnie dwie wielkie dziedziny sztuki: malarstwo i muzyka.

I jeszcze o jednym wypada pamiętać, kiedy mowa o matrymonialnych zabiegach Septymiusza Sewera: 

córka arcykapłana z Emesy wnosiła z całą pewnością ogromny posag.

Julia Domna, mająca wówczas około 15 lat, wychodziła za mąż za 40-letniego wdowca. Był postawny i 

przystojny, włosy miał siwiejące lub już siwe, długą brodę, głos donośny i dźwięczny. Dobrze znał literaturę 
grecką i rzymską, nade wszystko jednak poważnie traktował swe obowiązki wobec państwa, jak prawdziwy 
Rzymianin. Ona zaś była dziewczyną bardzo inteligentną i o szerokich zainteresowaniach, czego dała później 
piękne świadectwa.

W roku 186 lub 188 przyszedł na świat w Lugdunum ich pierworodny syn. Oficjalnie zwał się Lucjusz 

Septymiusz Basjan, otrzymał więc przydomek dziadka ze strony matki. Do historii jednak miał przejść jako 
Karakalla. Tak nazywał się jego ulubiony płaszcz galijskiego kroju z kapturem. Drugi syn urodził się w roku 189. 
Dano mu przydomek Geta, jaki nosił jego stryj.

Tymczasem Septymiusza Sewera spotykały dalsze zaszczyty. W roku 189 został namiestnikiem Sycylii, w 

następnym konsulem, a w 191 - namiestnikiem naddunajskiej prowincji Panonii Górnej. Obejmowała ona część 
ziem dzisiejszej Austrii, Chorwacji, Węgier. I tutaj to w kwietniu roku 193, na wieść o zamordowaniu w Rzymie 
Pertynaksa i o kupieniu purpury od pretorianów przez Dydiusza Juliana, legioniści w obozie w Karnuntum 
okrzyknęli cesarzem swego wodza, Septymiusza Sewera. W dniu 1 czerwca senat uznał go za cesarza, a w dniu 9 
tegoż miesiąca odbył się jego triumfalny wjazd do stolicy. Julia Domna otrzymała oczywiście tytuł augusty.

Chyba żadna cesarzowa rzymska nie była obsypywana tylu zaszczytnymi tytułami. Zapewne żadnej nie 

poświęcono tyle posągów i ołtarzy z tak pięknymi inskrypcjami we wszystkich krainach imperium. Co świadczy 
przede wszystkim o tym, jakim szacunkiem darzył ją i kazał darzyć małżonek.

Już w roku 195 dano jej tytuł "mater castrorum", czyli matki obozów legionowych, a więc taki sam, jaki 

przed ćwierćwieczem Marek Aureliusz przyznał swej żonie Faustynie Młodszej. To naśladownictwo tytulatury 
miało głębsze uzasadnienie. Oto w tymże samym czasie Septymiusz Sewer formalnie adoptował się do rodziny 
Marka Aureliusza, a więc uczynił się synem boskiego Marka Aureliusza. Choć pomysł wydać się może wyjątkowo 
dziwaczny, jego intencje wypada uznać za sensowne. Chodziło Sewerowi o zaznaczenie, że jego panowanie jest 
legalnym przedłużeniem rządów dobrego i mądrego Marka Aureliusza, jego zaś żona to druga Faustyna 
Młodsza:

Ta prawna fikcja miała jednak ten nieoczekiwany skutek, że trzeba było anulować potępienie haniebnej 

postaci, jaką był Kommodus. Nie wypadało przecież, by adoptowany syn Marka Aureliusza miał za brata osobę 
skazaną na niepamięć! Senat więc nie tylko odwołał swoją uchwałę sprzed 2 lat, ale nawet zaliczył Kommodusa 
w poczet bogów.

Kiedy starszy syn Sewera Karakalla został wyniesiony przez ojca do godności cezara, od razu pojawił się 

nowy tytuł Julii Domny: "mater Caesaris", a potem znowu, gdy uczyniono go augustem, młodszego zaś Getę 
cezarem, Julia Domna staje się "mater Augusti et Caesaris". Od roku 209, kiedy już obaj bracia byli augustami, 
jawi się jako "mater Augustorum". Wreszcie od roku 211 czczona jest tytularnie jako "mater castrorum et 
senatus et patriae", czyli matka obozów legionowych, senatu i ojczyzny.

Na monetach jej podobiznę, względnie jej i męża, wybijano często w połączeniu z symboliką i napisami 

sławiącymi Szczęście Naszego Wieku, Bezpieczeństwo publiczne, Pomyślność, Płodność, Skromność, Zgodę.

To ostatnie hasło miało szczególną wymowę. Chodziło o to, by przedstawić cesarską rodzinę jako wzór 

harmonijnego pożycia małżonków i synów. Nam, którzy znamy dalszy bieg wypadków, opiewanie Zgody na 
monetach i napisach właśnie przez tę rodzinę wydaje się wyjątkowo tragiczne. Czy Julia Domna mogła 
wyobrazić sobie grozę przyszłych wydarzeń, patrząc na scenę przedstawioną na jednej z monet: ona sama 

background image

siedząc karmi małego Getę, przy nich stoi chłopiec Karakalla, napis zaś głosi "Fecunditas" - Płodność? Na łuku 
zaś w Leptis Magna, rodzinnym mieście Sewera, zachowała się płaskorzeźba ukazująca cesarza i Karakallę 
podających sobie prawice, czemu przyglądają się Julia Domna i mały Geta oraz grono bogów.

Julia Domna towarzyszyła mężowi chyba w większości jego podróży. W roku 195 udała się wraz z nim na 

wschód. W 2 lata później brała udział przynajmniej w pewnej fazie wyprawy przeciw Partom. Potem cesarska 
para przebywała w Syrii, a następnie zwiedzała śladem Cezara i Kleopatry oraz Hadriana i Sabiny zabytki Egiptu 
od Aleksandrii po Teby, aby znowu przez Syrię i Azję Mniejszą powrócić do Rzymu. Był to już rok 202.

Wtedy to ich pierworodny syn Karakalla poślubił Plautyllę, córkę Plaucjana ("Plautiana"), najbardziej 

wpływowego człowieka u boku władcy, prefekta pretorianów. Jeśli wierzyć źródłom, był on śmiertelnym 
wrogiem Julii Domny, oczerniał ją przed cesarzem, traktował arogancko. Prowadził przeciw niej dochodzenia, 
usiłował zgromadzić dowody, nie cofając się nawet przed torturowaniem pań dostojnych. Z tej to przyczyny - tak
twierdzi świadek wydarzeń, senator Kasjusz Dion - Julia Domna zwróciła się ku filozofii i przestawała najchętniej 
z sofistami, jak zwano wówczas tę grupę, którą dziś określa się mianem intelektualistów.

Trudno jednak przypuścić, by cesarzowa zachowywała się zupełnie biernie wobec tych ataków. Być może 

to ona pobudzała swego syna do występowania przeciw teściowi. A Karakalla był człowiekiem gwałtownym, 
podejrzliwym, wręcz nieobliczalnym. Obie strony posługiwały się w tej cichej, ale bezwzględnej wojnie wszelkimi
chwytami i oszczerstwami. Plaucjan był o tyle łatwym celem, że będąc pewny siebie dopuszczał się nadużyć, a 
może nawet zbrodni. Uważał się za niemal równego cesarzowi, o czym świadczą do dziś niektóre napisy. A 
musiało być ich mnóstwo, choć większość uległa zniszczeniu lub wymazaniu po jego upadku.

Tak więc Julia Domna stała się - jak tyle cesarzowych przed nią - przedmiotem najpodlejszych plotek. 

Opowiadano, jak to zdradza swego męża, który jak niegdyś Marek Aureliusz, wielkodusznie udaje, że o niczym 
nie wie. Oskarżano ją nawet o udział w spisku na życie cesarza. A także o to, że Karakalla nie jest jej synem, lecz 
urodził się z poprzedniego małżeństwa Septymiusza, ona zaś, będąc macochą, utrzymuje z nim miłosne 
stosunki. Wszystkie te absurdalne pomówienia, fabrykowane i puszczane w obieg na pewno przez stronników 
Plaucjana, znajdowały posłuch, czego ślad pozostał nawet w późniejszych pismach starożytnych historyków.

Owa wojna na dworze, a raczej - jak byśmy dziś powiedzieli - na górze, miała wszakże pewien pośredni 

skutek, wielce interesujący badacza kultury. Wśród sofistów kontaktujących się wówczas z Julią Domną znalazł 
się również Flawiusz Filostrat. Do dziś zachowały się jego eseje, listy literackie, żywoty sofistów, a także dziełko 
niezwykłej treści, i to powstałe właśnie z inicjatywy cesarzowej. Jest to żywot Apolloniusza z Tiany. Ten 
mędrzec, działający w I wieku n.e., wędrowny kaznodzieja, rzekomo cudotwórca, został, jak twierdzi jedna z 
opowieści, żywcem wzięty do nieba. Julia Domna nakłoniła Filostrata, by zajął się tym tematem, podsuwając mu 
materiały rzekomo zebrane przez ucznia Apolloniusza. Praca zajęła Filostratowi wiele lat, ukończył rzecz i 
opublikował dopiero po śmierci Julii Domny. Książka spotkała się z dużym zainteresowaniem, była chętnie 
czytana, odegrała nawet pewną rolę w sporach pomiędzy chrześcijanami a wyznawcami dawnych bogów, 
widziano bowiem w Apolloniuszu pogański odpowiednik Chrystusa.

W związku z tym nasuwają się pytania ważne dla oceny postaci i poglądów Julii Domny. Czy córka kapłana 

syryjskiego boga chciała już wtedy i właśnie w taki sposób pomóc antychrześcijańskiej propagandzie? Czy 
zamierzali przypomnieć swoim współczesnym, że opowieści o cudach, podróże misyjne, nawoływania do 
cnotliwego życia, nie są domeną tylko jednej religii? A może pragnęła jedynie przybliżyć postać, o której, 
pochodząc z nie tak odległej od Tiany Syrii, sporo słyszała?

Te pytania muszą pozostać bez odpowiedzi. Tak samo jak problem stosunku Julii Domny do nowej religii. 

Wiadomo, że w początkach panowania Septymiusz Sewer odnosił się do chrześcijan raczej obojętnie, a niekiedy 
może życzliwie. Uległo to jednak gwałtownej zmianie po roku 202. Rozpoczęły się wówczas prześladowania. 
Trudno sobie wyobrazić, by cesarzowa nic o tym nie wiedziała. Septymiusz Sewer zapewne chciał nawiązać do 
polityki swego wielkiego poprzednika, Marka Aureliusza, jako obrońca starorzymskich wartości i wiary ojców.

W roku 203 na mocy uchwały senatu wzniesiono na Forum Romanum wspaniały, do dziś zachowany łuk 

triumfalny dla upamiętnienia zwycięstw Sewera i jego synów. W tymże roku cesarska para wraz z obu synami, 
synową i Plaucjanem bawiła krótko w Libii. W roku zaś następnym, to jest 204, na tak zwanym Forum Boarium 
w Rzymie stanął niezbyt wielki, ale piękny łuk ku czci całej cesarskiej rodziny. Został zbudowany przez bankierów 
i handlowców tego rejonu. Na jednej z jego płaskorzeźb widnieje Septymiusz Sewer z Julią Domną składający 
ofiarę, na drugiej zaś Karakalla - sam, bo druga postać, Plautylla, została wkrótce usunięta.

Wzniesienie łuku było z pewnością częścią wspaniałych uroczystości w tym roku, tak zwanego święta 

wiekowego, czyli "Ludi saeculares". Obchodzono je według tradycji co 110 lat, jest to bowiem ostateczny kres, 
jaki może osiągnąć życie człowieka, a więc nikt śmiertelny nie może uczestniczyć w tym święcie dwa razy. 

background image

Najsławniejsze uroczystości odbyły się za panowania cesarza Augusta przed 220 laty. W obecnych, to jest w 
czerwcu roku 204, wielką i zaszczytną rolę odgrywała Julia Domna, stojąc na czele najznakomitszych matron.

Tymczasem Karakalla, na pewno nie bez wiedzy i cichej zgody matki, usiłował pozbyć się swego teścia 

Plaucjana. Mamy dwie relacje o ostatniej i najbardziej dramatycznej scenie owej walki. Różnią się w 
szczegółach, istota jednak tego, co się wydarzyło w pałacu cesarskim w dniu 22 stycznia roku 205, wydaje się 
pewna. Plaucjana zaproszono na audiencję do cesarza. Musiał wejść sam. Wówczas Karakalla oskarżył go w 
obecności ojca o przygotowywanie zamachu stanu. Nie dano prefektowi dojść do słowa. Karakalla natychmiast 
zerwał zeń płaszcz i, wskazując pancerz pod nim, krzyknął, że to dowód zbrodniczych zamysłów Plaucjana. 
Ludzie straży zabili go na miejscu. Potem sam Karakalla wyrwał garść włosów z brody prefekta i triumfalnie 
wkroczył do komnaty, w której przebywała Julia Domna z Plautyllą, córką zamordowanego. Pokazał włosy obu 
kobietom wołając: Macie tu waszego Plaucjana! Co spowodowało, dodaje Kasjusz Dion, radość jednej, a 
przerażenie drugiej.

Najbliższą rodzinę zamordowanego, jego syna i Plautyllę, zesłano, według jednych na Sycylię, według 

innych na którąś z wysp Liparyjskich.

Śmierć wszechmocnego prefekta miała jednak ten niespodziewany, a nieszczęsny dla rodziny cesarskiej 

skutek, że natychmiast objawiła się ukrywana dotychczas niechęć i wrogość, a nawet nienawiść pomiędzy 
braćmi Karakallą i Getą. Matka podobno darzyła większym uczuciem młodszego syna.

Mimo tych wewnętrznych napięć cała rodzina wyruszyła w roku 208 do Brytanii, której wciąż zagrażały 

napady barbarzyńskich plemion z gór obecnej Szkocji. Przebywała tam 3 lata do roku 211, to jest do śmierci 
Septymiusza Sewera, cierpiącego coraz boleśniej skutkiem podagry. Julia Domna była drugą po Sabinie 
cesarzową rzymską, która odwiedziła tę wyspę, i pierwszą, która przebywała na niej tak długo. Jak znosiła ostre 
zimy i dotkliwe chłody, deszcze i mgły, soczystą zieleń łąk i mrok wielkich puszcz, ona rodem z krain 
śródziemnomorskich, przywykła do łagodnego klimatu i odmiennej roślinności?

Cesarzową zdziwiła swoboda obyczajowa kobiet w Brytanii. Zwróciła na to uwagę jednej z zakładniczek. Ta 

odrzekła: Jesteśmy znacznie uczciwsze od was, Rzymianek. My przecież jawnie czynimy to, co naturalne, 
obcując z najlepszymi, a wy pozwalacie potajemnie uwodzić się najgorszym!

Wypowiedź zapewne zmyślona, ale bardzo znamienna. I sensowna.
Cesarz zmarł w dniu 4 lutego 211 roku w swej głównej kwaterze w mieście Eburakum, czyli w dzisiejszym 

Yorku. Miał 65 lat, panował lat prawie 18, a przeżył z Julią Domną w małżeństwie ponad ćwierć wieku. Ona w 
chwili śmierci męża miała na pewno ponad 40 lat. Była obecna przy jego zgonie wraz z młodszym synem Getą. 
Syn starszy, Karakalla, dowodził wówczas walkami. Umierający w ostatnich słowach prosił synów, by żyli w 
zgodzie i dobrze wynagradzali żołnierzy, poza tym mogą gardzić wszystkim i wszystkimi.

Prochy cesarza odprowadzono w uroczystym pochodzie do samego Rzymu. Towarzyszyła im żona i 

synowie. Po drodze witano ich z należytą czcią i żałobą. Wznoszono pomniki i ołtarze, dziękując bogom za 
szczęśliwy powrót obu braci i Julii Domny, matki augustów i obozów legionowych, jak ją tytułowano. Urnę 
złożono w mauzoleum Hadriana.

Karakalla i Geta okazali się wierni przykazaniom ojca z wyjątkiem rady pierwszej. Ich wzajemna nienawiść 

stała się jawna i groziła państwu, dwuwładza była nie do utrzymania. Powstał więc projekt terytorialnego 
podziału imperium. Prowincje wschodnie i Afrykę wziąłby Geta, wszystkie zaś zachodnie wraz z Rzymem - 
Karakalla. Jednakże Julia Domna sprzeciwiła się temu bardzo emocjonalnie, zapytując z płaczem, w jaki to 
sposób mają zamiar podzielić się matką.

Wszystkie jej zabiegi i błagania, by doprowadzić do zgody, okazały się daremne. Karakalla przygotował 

rozstrzygnięcie ostateczne. Pod koniec roku 211 lub w początkach 212 uprosił matkę, by jako pośredniczka była 
obecna przy rozmowie jego i Gety. Obaj przyszli do jej pokoju bez broni. Ale kiedy tylko pojawił się Geta, rzuciło 
się nań z mieczami kilku oficerów. Ten szukał ratunku w objęciach matki i tak został zasieczony. Krew z jego ran 
zbroczyła jej suknię. Ją również raniono w rękę.

Karakalla ogłosił, że to właśnie on miał być ofiarą zamachu, podstępnie przygotowanego przez brata. 

Natychmiast rozpoczęła się masakra wszystkich podejrzanych o choćby tylko sympatyzowanie z Getą. Wśród 
ofiar znalazła się nawet ostatnia żyjąca córka Marka Aureliusza, Kornificja, która ośmieliła się odwiedzić Julię 
Domnę i wyrazić współczucie z powodu śmierci syna. Wydano bowiem surowy zakaz okazywania żałoby w 
jakikolwiek sposób. Dotyczył także matki.

Nic dziwnego, że po tej straszliwej tragedii Julia Domna usiłowała odsunąć się od życia publicznego i 

poświęcić znowu sprawom literatury i filozofii. Nie w pełni jej się to udało.

Wiosną roku 214 cesarz ruszył na wschód. Zamierzał, idąc śladami Aleksandra Macedońskiego, dokonać 

background image

wielkich podbojów. Matka musiała mu towarzyszyć. Podróżowano do Azji Mniejszej przez prowincje bałkańskie. 
Zimę spędzono w Nikomedii. Julia Domna starała się powściągać krwawe pomysły syna, jego rozrzutność i 
nieobliczalność. Jednakże rozsądne rady nie odnosiły skutku. Była za to otaczana wszelkimi honorami. To jej 
podczas tej wyprawy powierzył Karakalla nadzór nad swym sekretariatem greckim i łacińskim, z wyjątkiem 
spraw najważniejszych, a w listach do senatu zawsze wymieniał ją jak najzaszczytniej. Uczestniczyła we 
wszystkich uroczystościach na równi z cesarzem. Potem przeniesiono się do Syrii. Być może matka towarzyszyła 
też synowi w jego podróży do Egiptu.

Kiedy w roku 217 Karakalla ruszył przeciw Partom, ona pozostała w Antiochii. Tutaj w kwietniu dotarła do 

niej wiadomość, że syn został zabity, a cesarzem okrzyknięto Makrynusa, prefekta pretorianów.

Reakcja Julii Domny była gwałtowna. Usiłowała popełnić samobójstwo, jednakże zadała sobie tylko ciężką 

ranę w pierś. Uczyniła tak - zdaniem Kasjusza Diona - nie z bólu po śmierci syna, którego nienawidziła, ale z 
rozpaczy, że utraci wszystkie honory i przywileje, stając się osobą prywatną. Uspokoił ją list Makrynusa, 
zapewniający, że będzie mogła nadal korzystać z wielu uprawnień, także ze straży przybocznej. Odwdzięczyła się 
w sposób niezwykły, przystępując do podburzania żołnierzy przeciw nowemu cesarzowi. Skoro wszakże próby te 
okazały się daremne, postanowiła popełnić samobójstwo przez zagłodzenie się. W istocie jednak i tak zgon był 
nieuchronny, cierpiała bowiem na raka piersi, który stał się groźny po tym, jak sama się raniła. Jej prochy 
spoczęły później w mauzoleum Hadriana. W tymże roku senat zaliczył ją w poczet bogów.

Plautylla

"Publia Fulvia Plautilla". Pierwsza i jedyna żona cesarza Karakalli, panującego wraz z ojcem w latach 197-

211, a potem samodzielnie do r. 217. Urodziła się przed 190 r. Poślubiła Karakallę w r. 202, wtedy też otrzymała 
tytuł augusty. Została wygnana w 205 r. Zamordowana z rozkazu Karakalii w r. 211.

Była córką Gajusza Fulwiusza Plaucjana ("Plautianus"). Ów krajan i przyjaciel cesarza Septymiusza Sewera, 

wyniesiony do godności prefekta pretorianów, stal się najbardziej wpływową osobą u boku władcy. Był 
człowiekiem ogromnych bogactw i równie wielkiej pychy, oskarżanym o popełnienie przeróżnych nadużyć i 
nawet zbrodni. Gdy cesarz szukał żony dla swego starszego syna Karakalli, pominięte zostały kandydatki z 
najdostojniejszych domów i wybór padł oczywiście na Plautyllę. Po krótkim narzeczeństwie ślub zawarto w 
kwietniu roku 202. Ceremonia odbywała się z niesłychanym przepychem, tym bardziej że zbiegła się z 
obchodami dziesięciolecia panowania cesarza.

Świadek i uczestnik uroczystości, Kasjusz Dion, opowiada, że Plaucjan dał córce bogactwa, które by 

wystarczyły pięćdziesięciu księżniczkom. "Widzieliśmy je, niesione przez Forum do pałacu. Braliśmy też udział w 
uczcie, wyprawionej częściowo po cesarsku, częściowo zaś po barbarzyńsku. Dostaliśmy pieczone mięso 
wszelkich znanych zwierząt, ale i mięsiwa surowe. Odbywały się też przeróżne widowiska z okazji powrotu 
Sewera i dziesięciolecia jego panowania".

Plautylla, zaledwie 15-letnia żona niewiele starszego Karakalli, noszącego już tytuł augusta, a więc 

formalnie współpanującego ze swym ojcem, oczywiście również otrzymała ten tytuł oraz związane z nim 
przywileje. Należało do nich także to, że można było emitować monety z jej podobizną. Zwraca uwagę, że 
wybijano ich bardzo wiele, zwłaszcza w greckich miastach wschodnich prowincji. Uderza to tym bardziej, że 
panowanie Plautylli, oczywiście tylko formalne, miało trwać bardzo krótko, zaledwie 3 lata. Owa więc 
stosunkowo duża liczba emisji wynikała na pewno ze służalczości miast, pragnących przypodobać się potężnemu 
dostojnikowi, sam bowiem Plaucjan nie miał prawa do umieszczania swej podobizny na monetach. Ten przywilej 
przysługiwał wyłącznie członkom rodziny cesarskiej mającym odpowiednie tytuły.

Łacińskie emisje monet Plautylli, mniej liczne, są jednak interesujące ze względu na ich napisy i symbolikę. 

Hasła brzmią, pięknie: Zgoda Augustów; Szczęsna Zgoda; Radość; Diana Świetlista; Szczęsna Wenus; Wenus 
Zwycięska.

Podobnie górnolotnie wielbiono cesarską rodzinę, w tym i Plautyllę, na inskrypcjach. Jednakże na 

większości z tych, które się zachowały, imię Plautylli, podobnie jak jej ojca i Gety, zostało potem wymazane.

Wszystko więc pozornie wyglądało jak najpiękniej, rzeczywistość wszakże przedstawiała się jak najgorzej. 

Relacje historyków są zgodne. Herodian pisze: "Antoninus (to jest Karakalla) wcale nie był uradowany owym 
małżeństwem. Ożenił się bowiem nie ze swej dobrej woli, ale pod przymusem. Żonę i jej ojca traktował bardzo 
nieżyczliwie. Nie sypiał z nią i nie jadał, okazywał wręcz wstręt. Często nawet groził, że kiedy tylko stanie się 

background image

władcą jedynym, każe zabić i ją, i jej ojca. Ona oczywiście natychmiast powtarzała to swemu ojcu, co znowu 
wywoływało jego wściekłość".

Było to istne kłębowisko wzajemnych intryg i nienawiści. Ani wtedy, ani tym bardziej obecnie nikt nie 

byłby w stanie stwierdzić, która strona ponosiła większą winę. Karakalla, gwałtowny, chorobliwie ambitny i 
podejrzliwy, skłonny do wszelkiej zbrodni, wręcz psychopata? Plaucjan, równie ambitny, który w pewnym 
momencie musiał się zorientować, że gra idzie o wszystko? Swój udział miała też na pewno Julia Domna, wroga 
Plaucjanowi, który usiłował odsunąć ją w cień. A także sama Plautylla, jeśli prawdą jest, co zarzucał jej mąż, że 
zachowuje się bezwstydnie. Może właśnie stąd brało się złe traktowanie jej przez męża i jego pogróżki?

W roku 205 Plaucjan został zamordowany przy udziale Karakalli w obecności cesarza, który zabójstwu nie 

przeszkodził. Plautylla bawiła wówczas w pałacu u Julii Domny. W pewnym momencie wszedł tam jej mąż z 
garścią włosów wyrwanych z brody Plaucjana.

W jednej chwili Plautylla straciła wszystko. Ojca i męża, tytuły i majątek, nawet swobodę. Została skazana 

na niepamięć, co oznaczało wymazanie jej nazwiska z dokumentów i napisów oraz usunięcie jej podobizn z 
wszystkich rzeźb. Zesłano ją wraz z bratem najpierw chyba na Sycylię, zapewniając środki do życia. Potem na 
miejsce wybrania wyznaczono jedną z Wysp Liparyjskich, gdzie oboje żyli w ciągłym strachu, upokorzeniu i 
nędzy. A kiedy Karakalla stal się jedynym władcą, to jest w roku 211, natychmiast rozkazał zgładzić oboje. 
Dotrzymał słowa.

Nonia

"Nonia Celsa". Żona cesarza Makrynusa, panującego w latach 217-218. Miała przynajmniej jednego syna.

Mówi o niej i podaje jej imię tylko jedno źródło, i to wysoce niewiarygodne, a mianowicie dziełko "Pisarze 

historii cesarskiej". W żywocie poświęconym synowi jej i Makrynusa, małoletniemu cesarzowi, o długim 
przydomku Diadumenian, cytuje się list samego Makrynusa do niej:

"Opeliusz Makrynus swej żonie Nonii Celcie pozdrowienia. Jak wielkie to dobro osiągnęliśmy, moja żono, 

trudno przecenić. Myślisz może, że mówię o władzy cesarskiej? Otóż ta nie jest czymś wielkim, los bowiem 
często daje ją osobom niegodnym. Lecz ja zostałem ojcem Antoninusa, ty jesteś matką Antoninusa! Jakżeśmy 
błogosławieni, jakąż łaską losu dom nasz obdarowany, jakże świetna jest chwała dopiero od teraz szczęsnej 
władzy! Oby sprawili bogowie i dobra Junona, której cześć oddajesz, aby dorównał on zasługom Antoninusa 
Piusa, a ja, którym jest jego ojcem, wydał się wszystkim osobą tego godną!"

I my bylibyśmy szczęśliwi, gdybyśmy mieli przed sobą autentyczny list rzymskiego cesarza do żony. Tak 

jednak nie jest. Dokument jest z całą pewnością zmyślony. Mimo to wymaga kilku słów objaśnienia.

Gdy cesarz Karakalla został zamordowany przez jednego ze swych żołnierzy pod syryjską Emesą w 

kwietniu roku 217, nowym władcą imperium wojsko okrzyknęło Makrynusa, prefekta pretorianów. Oczywiście 
senat uszanował wolę armii. Deszcz zaszczytów i wspaniałych tytułów zaczął spływać na 9-letniego synka 
Makrynusa, na Diadumeniana. Wśród owych honorów było też nazwisko Antoninusa. Adoptowano chłopca, jak 
poprzednio stało się to z Septymiuszem Sewerem i Karakallą, do rodu Antoninusa Piusa i Marka Aureliusza. Tak 
żywa była pamięć o ich pełnym chwały panowaniu.

Jednakże szczęsny los Makrynusa i jego synka miał trwać bardzo krótko. W lecie roku 218 obu 

zamordowano, nie zdążyli nawet zawitać do Rzymu.

Dlaczego jednak uważa się, że Nonia Celsa to postać zmyślona? Oczywiście Diadumenian musiał mieć 

matkę. Ale czy ta wówczas jeszcze żyła? I czy naprawdę nazywała się Nonia? Nie zachowała się żadna moneta, 
żadna inskrypcja z jej nazwiskiem. A przecież było regułą, nawet jeśli dane panowanie trwało krótko, iż żona 
władcy otrzymywała tytuł augusty, wybijano monety z jej podobiznami oraz wznoszono ku jej czci ołtarze i 
posągi. Zachowały się, choć są rzadkie, monety Diadumeniana, natomiast Nonia Celsa nigdzie nie jest 
wspomniana.

Oczywiście powstaje kolejne pytanie: w jakim celu autor dziełka podaje właśnie to imię i układa rzekomy 

list? Być może pragnął w ten sposób uczcić jakiś ród lub osobę sobie bliską, względnie taką, na której lasce mu 
zależało. A najłatwiej zaskarbić sobie wdzięczność podając czyjeś nazwisko jako dostojnej, wysoko postawionej 
osoby w przeszłości. Pokłady ludzkiego snobizmu i pragnienie, by móc wskazać historycznego przodka, są wręcz 
niewyobrażalne. Na naszych oczach jawnie rozdawane są tytuły szlacheckie, fabrykowane genealogie i herby, 
wykazywane nigdy nie istniejące koligacje. Ludzka naiwność i pospolity snobizm są prawdziwie nieśmiertelne.

background image

A historycy? Jedni z różnych powodów życzliwie świadczyli i świadczą usługi osobom poszukującym 

dziadów i pradziadów o sławnych lub pięknie brzmiących nazwiskach. Inni znowu demaskują owe wywody. I też 
z tego coś mają: satysfakcję, a niekiedy pozycję liczącą się do dorobku naukowego.

Julia Paula lub Kornelia Paula

"Julia Cornelia Paula". Pierwsza żona cesarza Heliogabala, panującego w latach 218-222. Otrzymała tytuł 

augusty. Rozwód nastąpił pod koniec r. 220 lub w 221.

Zaledwie 17-letni cesarz Heliogabal odbył wspaniały wjazd do Rzymu dopiero latem roku 219, choć wojska 

w Syrii wyniosły go na tron już w maju poprzedniego roku. Mimo chłopięcego wieku sprawował przedtem 
godność arcykapłana boga Elagabala w syryjskim mieście Emesa, dziedziczną w jego rodzie. W jego życiu 
decydującą rolę odgrywały dwie kobiety: Julia Meza, siostra cesarzowej Julii Domny, oraz jej córka, a jego 
matka, Julia Soemias. Gdy Karakalla został zamordowany i na tron wstąpił Makrynus, obie kobiety rozgłosiły 
wśród żołnierzy, że to właśnie Karakalla był rzeczywistym ojcem chłopca, a nie Warius Awitus, mąż Julii Soemias. 
Wojska więc tamtejsze, bardzo przywiązane do pamięci Karakalli, obwołały cesarzem młodziutkiego 
arcykapłana. Latem roku 218 Makrynus i jego syn Diadomenian zostali pokonani i zginęli. Nowy cesarz 
podróżował powoli do Rzymu przez Azję Mniejszą i prowincje bałkańskie. Jego nazwisko brzmiało teraz oficjalnie
Marek Aureliusz Antoninus, współcześni zaś mówili o nim często jako o Fałszywym Antoninusie. Wnet przyjęło 
się imię Heliogabal, nawiązujące do nazwy boga, którego był arcykapłanem.

Przyjeżdżając do Rzymu, nowy cesarz miał z sobą czarny kamień, symbol boga w Emesie. Uczynił Elagabala 

głównym bóstwem całego imperium. Był zresztą tolerancyjny wobec wszystkich religii, także chrześcijaństwa. 
Prócz kamienia przyniósł jednak z sobą orientalne obyczaje, szaleństwa, wyuzdane orgie, a także nieobliczalne 
okrucieństwo. W stolicy szalał terror. Złym duchem nowego panowania okazała się Soemias, Meza natomiast 
usiłowała powstrzymywać ekscesy wnuka. Obie dostały natychmiast tytuły august.

Czy to one, czy też sam Heliogabal wpadł na pomysł, by niemal natychmiast po przyjeździe do stolicy pojąć 

żonę? Uczynił to, jak sam głosił, aby jak najrychlej stać się ojcem. On, szydzili współcześni, który nie był nawet 
mężczyzną! Wybór padł na piękną dziewczynę imieniem Julia Kornelia Paula. Nazwisko dostojne, ale o jej 
rodzinie nic nie wiemy. Może jednak była ona spokrewniona ze sławnym ówczesnym prawnikiem Juliuszem 
Paulusem? To wszakże tylko domysł.

Ślub był niewiarygodnie wspaniały. Dary otrzymali nie tylko senatorowie i ekwici, ale także ich żony. 

Zwykłych obywateli podejmowano ucztami, a koszt ich na osobę wynosił 600 sesterców. Natomiast koszt 
przyjęć dla żołnierzy był o 400 sesterców wyższy. Podziwiano walki gladiatorów i polowania na dzikie zwierzęta 
w amfiteatrach. Zabito jednego słonia i pięćdziesiąt jeden tygrysów, co nigdy dotychczas się nie zdarzyło.

Ślub więc był świetny, małżeństwo jednak krótkotrwałe. W kilka lub kilkanaście miesięcy później cesarz 

oddalił żonę, odkrył bowiem znamię na jej ciele. Według jednych pozwolił jej na czas jakiś zachować pewne 
przywileje cesarzowej, według innych odebrał je natychmiast i całkowicie. Julia Paula stała się osobą prywatną, 
o jej dalszych losach nic nie wiemy.

Natomiast zachowało się nieco monet z jej podobizną wybijanych głównie w Rzymie, Antiochii, 

Aleksandrii. Symbolika i napisy ich to: "Concordia" - Zgoda, "Felicitas temporum" - Szczęście Naszych Czasów, 
"Venus genetrix" - Wenus Rodzicielka.

Akwilia Sewera

"Iulia Aquilia Severa". Druga żona cesarza Heliogabala, panującego w latach 218-222. Poślubiła go 

zapewne w początkach 221 r. Otrzymała tytuł augusty. Po kilku miesiącach cesarz odsunął ją, a zapewne pod 
koniec r. 221 znowu przyjął. Potomstwa nie miała.

Była westalką, musiała więc pochodzić z arystokratycznej rodziny rzymskiej. Herodian, współczesny 

wydarzeniom, pisze: "Aby udowodnić, że jest w pełni mężczyzną, udawał gorącą miłość do kapłanki Westy, 
dziewicy, która według świętych praw winna żyć nieskazitelnie i niepokalanie do końca dni swoich. On jednak 
zabrał ją bogini, uprowadził ze świętego przybytku kapłanek dziewic, uczynił swoją małżonką. W piśmie do 

background image

senatu starał się usprawiedliwić to świętokradztwo i potworną zbrodnię. Wywodził więc, że uczucie, które nim 
zawładnęło, jest czymś bardzo ludzkim, a on prawdziwie umiłował właśnie tę dziewczynę. Poza tym, jak 
twierdził, jest rzeczą właściwą, że kapłan poślubia kapłankę, nie narusza to bowiem w niczym boskiego prawa. 
Ale i tak również ją wkrótce odprawił".

Inny zaś świadek, senator Kasjusz Dion, tak rzecz przedstawia: "Kiedy odprawił Paulę, jako rzekomo 

mającą znamię na ciele, współżył z Akwilią Sewerą, w sposób najoczywistszy łamiąc prawo. Zhańbił 
najbezbożniej kobietę poświęconą Weście, ośmielił się nawet twierdzić: uczyniłem to dlatego, aby ze mnie 
arcykapłana i z niej arcykapłanki urodziły się bogu podobne dzieci! Tak więc szczycił się tym, za co powinien być 
haniebnie włóczony przez Forum, potem wrzucony do lochu, a wreszcie skazany na śmierć. Ale i tej kobiety nie 
miał długo przy sobie. Poślubił następnie inną, potem jeszcze inną i znowu inną. A po tych wszystkich powrócił 
do Sewery".

Zachowały się monety Akwilii, rzymskie, antiocheńskie, aleksandryjskie. Widnieją na nich napisy i piękne 

symbole: Sprawiedliwość Powszechna, Zgoda, Wenus Szczęsna, Wenus Niebiańska, Radość. I wreszcie jakby na 
ironię - Westa, bogini domowego ogniska.

Annia Faustyna

"Annia Aurelia Faustina". Zapewne trzecia żona cesarza Heliogabala, panującego w latach 218-222. 

Poślubił ją być może pod koniec 221 r. Ze swego poprzedniego małżeństwa z Pomponiuszem Bassusem miała 
syna.

Przyczynę jej tragedii stanowiło to wszystko, co zazwyczaj jest przedmiotem kobiecej dumy: wielka uroda, 

dostojny mąż, świetność pochodzenia, była bowiem prawnuczką cesarza Marka Aureliusza. Jej mąż, Pomponiusz 
Bassus, konsul roku 211, posiadał między innymi wielkie dobra ziemskie we Frygii, w Azji Mniejszej, co 
poświadczają napisy. Upodobawszy sobie Annię Faustynę, Heliogabal zażądał od senatu, by skazał Bassusa na 
śmierć. Podał prosty i wystarczający powód: temu człowiekowi nie podobają się rządy cesarza! Senat oczywiście 
natychmiast przychylił się do słusznego gniewu władcy.

Annia Faustyna musiała natychmiast poślubić mordercę swego męża. Nie pozwolono jej na okazanie bólu i 

jakiejkolwiek żałoby. W pałacu zaś czekały ją niesłychane upokorzenia u boku psychopaty, które zresztą musiały 
też być udziałem jej poprzedniczek. Heliogabal lubował się w odgrywaniu roli kobiety. Odwiedzał domy 
publiczne jako prostytutka, a skoro to okazało się niebezpieczne, urządził taki dom w pałacu, wystawiając się na 
sprzedaż przed jedną z komnat. Miał też męża, złotowłosego młodego woźnicę cyrkowego, od którego wręcz 
żądał, by robił mu sceny zazdrości, łącznie z biciem. Powodów zaś takich scen musiało być mnóstwo, albowiem 
cesarz prostytutka lubował się również w przystojnych mężczyznach.

Państwem zaś jawnie rządziły dwie kobiety, babka cesarza, Julia Meza, i matka, Julia Soemias. Pierwsza z 

nich trzeźwo oceniała postępowanie wnuka i całą sytuację, druga natomiast przymykała oczy na szaleństwa 
syna, dosłownie nurzającego się we krwi i najwymyślniejszych orgiach. Obie jednak pozwalały sobie na 
publiczne uczestniczenie w obradach senatu, a Julia Soemias powołała nawet senat niewieści, który pod jej 
przewodnictwem obradował na Kwirynale, zajmując się głównie sprawami etykiety wśród matron.

Aby wreszcie nieco otrzeźwić Heliogabala, a zarazem dać Rzymowi nadzieję na innego władcę w 

przyszłości, Julia Meza zmusiła wnuka, by adoptował i uczynił cezarem swego brata ciotecznego, Aleksjana 
Basjana. Był on synem Julii Mamei, drugiej jej córki. Chłopiec miał zaledwie 13 lub 14 lat. Po adopcji otrzymał 
imię Aleksandra. Był tylko o jakieś 5 lat młodszy od swego niby to ojca Heliogabala. Ten nie omieszkał 
wykorzystać tego faktu, gratulując sam sobie przed całym senatem, że stał się ojcem w tak młodym wieku. 
Annia Faustyna stała się tym samym prawnie matką. Nosiła oficjalnie tytuł żony augusta i matki cezara, a także 
matki obozów legionowych.

Przy całym swym obłędzie Heliogabal nie był jednak aż tak naiwny, by nie zdawać sobie sprawy, o co 

naprawdę chodzi w tej adopcyjnej zabawie. Konflikt o władzę pomiędzy nim a synem oraz pomiędzy Julią Mezą 
a Julią Soemias, czyli matką i córką, groził wybuchem walk. Aby zażegnać to niebezpieczeństwo, w marcu roku 
222 Heliogabal w towarzystwie Soemias oraz Aleksandra udali się do koszar pretorianów celem niby to rozmów. 
Tutaj jednak doszło do podziałów i rozruchów wśród żołnierzy. Górę wzięli zwolennicy Aleksandra. Jego "ojciec" 
został zabity wraz z matką, a ciała obojga włóczono po ulicach i wreszcie wrzucono do kanału.

Jaki los spotkał Annię Faustynę? O tym źródła milczą. Zapewne pozostała w pałacu, mogła się więc 

background image

uratować. W każdym zaś razie, jak się wydaje, przeżyła tę zawieruchę jej córka z pierwszego małżeństwa 
Pomponia. Wyszła ona później za Flawiusza Antiochaniusa, który piastował konsulat w roku 270. Jest to chyba 
ostatni znany nam potomek Marka Aureliusza.

Orbiana

"Gneia Seia Herennia Sallustia Barbia Orbiana". Żona cesarza Aleksandra Sewera, panującego w latach 

222-235. Poślubiła go w 225 r. Miała tytuł augusty. W r. 227 została wygnana.

Jej pełne nazwisko znamy tylko z napisów oraz częściowo dzięki monetom. Natomiast historycy starożytni, 

wspominając o niej, nie podają imienia.

Aleksander, który dodał do swego imienia Sewer, zasiadł na tronie jako 13-letni chłopiec po krwawej 

śmierci swego ciotecznego brata Heliogabala. Faktyczne rządy w dużej mierze sprawowały dwie kobiety, jego 
babka Julia Meza i matka Julia Mamea. Na szczęście dla imperium i dla młodocianego władcy obie, chyba 
nauczone nieszczęsnym losem Heliogabala, okazywały dużo rozsądku, choć Julię Mameę cechowała wyjątkowa 
chciwość. Aleksander nie sprawiał im kłopotu, był bowiem z natury raczej bierny. Być może jednak długoletnia 
kuratela niewieścia sprawiła, że nigdy nie stał się energicznym mężczyzną.

To matka wybrała mu żonę. Została nią córka senatora Lucjusza Sejusa Sallustiusza z przydomkiem 

Makrynus. Jednakże wkrótce doszło do konfliktu z bardzo kobiecych powodów. Herodian tak to relacjonuje:

"Matka wystarała się mu o żonę znakomitego rodu. Kiedy jednak zamieszkał z nią i otoczył miłością, wnet 

usunęła ją z pałacu. Uczyniła to skutkiem pychy, albowiem tylko ona chciała być augustą i zazdrościła tytułu 
synowej. Jej buta doprowadziła do tego, że ojciec młodej cesarzowej, cieszący się zresztą szacunkiem samego 
Aleksandra, nie mógł ścierpieć zniewag, jakie Julia Mamea czyniła i jemu, i córce. Przeniósł się do koszar 
pretorianów. Głosił swoją wdzięczność dla Aleksandra, a zarazem oskarżał Mameę. Ta, oburzona, doprowadziła 
do ukarania go śmiercią, córkę zaś, już usuniętą z cesarskiego pałacu, skazała na wygnanie do Afryki. Wszystko 
to stało się wbrew Aleksandrowi, który wszakże ulegał wpływom matki, rządzącej nim tak całkowicie, że we 
wszystkim przystawał na jej wolę".

Do tego dramatu przyczynił się również fakt, że Julia Meza już nie żyła; zmarła pomiędzy rokiem 224 a 226. 

Niejasna informacja w dziele "Pisarze historii cesarskiej" pozwala przypuszczać, że ojciec Orbiany, gdy znalazł się 
w obozie pretorianów, pozwolił okrzyknąć się cezarem, czyli niższym rangą współwładcą Aleksandra. Byłaby to 
próba rebelii, co tłumaczy gwałtowną i bezlitosną reakcję Julii Mamei.

Bardzo rzadkie monety Orbiany głoszą takie hasła jak Zgoda Augustów i Skromność oraz Płodność Naszych 

Czasów. Po wygnaniu usunięto jej imię z napisów. Zachował się wszakże w zasadzie nietknięty napis 
sporządzony ku jej czci w Mauretanii przez oddział jeźdźców wyborowych za staraniem namiestnika prowincji. 
To właśnie ta inskrypcja przekazuje pełne nazwisko nieszczęsnej synowej Julii Mamei.

Dzieło "Pisarze historii cesarskiej" wspomina też o innej żonie Aleksandra, niejakiej Memii, córce 

Sulpicjusza. Czy w ogóle istniała? Nie ma żadnego napisu, żadnej monety z jej podobizną i nazwiskiem. Nie 
wiadomo też, czy miała być pierwszą, czy drugą żoną cesarza. Toteż przyjmuje się, że to postać fikcyjna, 
zmyślona, a jej nazwisko i rodowód za wzorowane na nazwisku i pochodzeniu żony cesarza Galby Mumii.

Paulina

"Caecilia Paulina". Żona cesarza Maksymina, panującego w latach 235-238. Poślubiła go, nim został 

cesarzem. Otrzymała tytuł augusty. Zmarła zapewne w 236 r. Została zaliczona w poczet bogów jako "Diva 
Paulina". Zapewne z tego małżeństwa Maksymin miał syna Werusa Maksymusa.

Jej pełne imię znamy tylko z jednego napisu, który na pewno wyryto już po jej śmierci, widnieje tam 

bowiem jako "Diva Caecilia Paulina". Bardzo nieliczne monety z jej podobizną tytułują ją "Diva Paulina Augusta". 
Toteż niektórzy przypuszczają, że zmarła, nim jej mąż Maksymin został wyniesiony na tron. Tytuł augusty byłby 
w takim wypadku przyznany pośmiertnie, razem z zaliczeniem w poczet bogów. Temu jednak przeczy wzmianka 
o niej, zawarta w dziele historyka Ammiana Marcellina. Żył on wprawdzie ponad wiek później, jest jednak 
bardzo wiarygodny. Otóż mówi on, że "srogiego cesarza Maksymina sprowadzała ku prawdzie i ludzkości żona 
przez swą kobiecą łagodność". Dodaje, że sam pisał o tym więcej w relacji, niestety zaginionej, o czynach 

background image

cesarza Gordiana. Tak więc najbliższe prawdzie wydaje się założenie, że Paulina zmarła już podczas panowania 
swego męża, ale stosunkowo wcześnie, czyli zapewne w roku 236.

Może i na szczęście dla siebie, nie było to bowiem dobre panowanie, a zakończyło się tragicznie. 

Maksymin, wieśniak z prowincji bałkańskich, doszedł do najwyższych stopni wojskowych, zaczynając podobno 
od prostego żołnierza. Zawdzięczał to swej sile fizycznej, sprytowi, bezwzględności. Rozpoczął służbę jeszcze za 
Septymiusza Sewera. Gdy w marcu roku 235 doszło do buntu w obozie wojskowym pod Moguncją, cesarz 
Aleksander Sewer i jego matka Soemias zostali zamordowani, purpurę zaś cesarską żołnierze dali swemu 
dowódcy, Maksyminowi. Nowy pan imperium sprawdził się jako wódz, dzielnie walcząc nad Dunajem, wewnątrz 
natomiast rządził prawdziwie jak tyran. Ofiarą terroru padło wielu senatorów i dostojników. Rozpętał też nowe 
prześladowania chrześcijan, którzy za poprzednich władców, a zwłaszcza za Karakalii, Heliogabala i Aleksandra, 
cieszyli się faktyczną tolerancją.

Wreszcie w roku 238 w Afryce obwołano cesarzami dwóch Gordianów, ojca i syna. Zostali uznani przez 

senat, obaj jednak wkrótce zginęli. W ich miejsce senat przyznał władzę cesarską dwóm ze swego grona, 
Pupienowi i Balbinowi. Maksymin i powołany przezeń na cezara syn, Werus Maksymus, ruszyli zza Alp do Italii, 
po drodze jednak musieli zdobyć Akwileę. Tutaj doszło do buntu wojsk, którego ofiarą padli obaj.

Tej tragedii Paulina już nie dożyła. Później jednak powstała opowieść, powtarzana jeszcze przez pisarzy 

bizantyjskich, że również ona była jedną z ofiar okrucieństw i terroru męża.

Orestylla

"Fabia Orestilla". Żona cesarza Gordiana I, panującego około 20 dni pomiędzy styczniem a marcem 238 r. 

Miała z nim dwóch synów i córkę.

Dzieło "Pisarze historii cesarskiej", jedyne źródło wspominające Orestyllę, podaje, że była prawnuczką 

cesarza Antoninusa Piusa. Prawdopodobnie wyszła za mąż za senatora Gordiana, wówczas 30-letniego, mniej 
więcej w roku 190, ich bowiem starszy syn urodził się w roku 192 (miał 46 lat, kiedy zginął w roku 238). Jej mąż 
był jednym z najbogatszych ludzi owego czasu. Jako senator sprawował kolejne wyższe urzędy, około roku 220 
był konsulem, naprawdę jednak interesowała go tylko literatura. To jemu dedykowane jest sławne dzieło 
greckiego pisarza Filostrata, "Żywoty sofistów", cenne dla poznania intelektualnej atmosfery tamtych czasów. W
roku 237 Gordian został namiestnikiem prowincji Afryki. Z początkiem roku następnego ludność tamtejsza 
zmusiła go do przyjęcia purpury cesarskiej - albo też on sam tak to zainscenizował, przypuszczając, że jego 
nazwisko już się znajduje na liście skazanych na śmierć przez krwawego tyrana, jakim był cesarz Maksymin.

Natychmiast podniósł do godności cezara swego syna tegoż samego imienia, Gordiana II, a senat rzymski, 

nienawidzący Maksymina, skwapliwie to potwierdził. Jednakże po około 20 dniach panowania Gordian syn 
zginął w bitwie z wojskami wiernymi Maksyminowi w Afryce. Na wieść o tym jego ojciec popełnił w Kartaginie 
samobójstwo.

Mimo tak krótkiego panowania zachowało się nieco monet obu Gordianów, istnieje też kilka napisów im 

poświęconych. Nie ma natomiast ani jednej monety z podobizną i nazwiskiem Orestylli, nie ma żadnego napisu 
ku jej czci. Jakie stąd wnioski?

Może być tak, że jest to postać przez autora "Pisarzy historii cesarskiej" całkowicie zmyślona dla uczczenia 

którejś ze współczesnych mu rodzin. Już poprzednio wskazywaliśmy na możliwość podobnych fikcji. Ale nie jest 
też wykluczone, że zmarła, nim jej mąż został cesarzem, a on i syn nie mieli czasu, by przeprowadzić uchwałę 
senatu o nadaniu jej pośmiertnie tytułu augusty i zaliczeniu w poczet bogów. Mogło na to zabraknąć czasu, 
nawet jeśli dożyła chwili blasku i tragedii męża i syna. Warto jednak zwrócić uwagę, że wkrótce potem wnuk 
Gordiana I, a więc i jej, jako cesarz przeprowadził ubóstwienie dziadka i stryja. Dlaczego nie pamiętał o Orestylli?

Sporo jest więc pytań. Można snuć najrozmaitsze przypuszczenia. Ale pamiętajmy zarazem, że jedna 

autentyczna monetka z podobizną Orestylli, jeden fragment napisu, jedna informacja o tym w Internecie może 
wszystkie wątpliwości rozwiać, czyniąc Orestyllę postacią w pełni historyczną. Właśnie możliwość takich odkryć 
czyni badanie dziejów starożytnych czymś fascynującym.

Trankwillina

background image

"Furia Sabinia Tranquillina". Pierwsza i jedyna żona cesarza Gordiana III, panującego w latach 238-244. 

Poślubiła go w r. 241. Otrzymała tytuł augusty. Potomstwa nie miała.

Jej ojciec, z przydomkiem Tymozyteusz, kierował sprawami imperium jako prefekt pretorianów u boku 

młodziutkiego Gordiana III. Chłopiec otrzymał purpurę, był bowiem przez matkę wnukiem Gordiana I; tego, 
który w roku 238 popełnił samobójstwo w Kartaginie po 20 dniach panowania, gdy jego syn i współpanujący, 
Gordian II, zginął w bitwie z wojskami wiernymi cesarzowi Maksyminowi. Lecz także Maksymin w kilka miesięcy 
później poniósł śmierć z rąk własnych żołnierzy. W samym Rzymie senatorzy uznawali wówczas dwóch cesarzy 
wybranych spośród siebie, Pupiena i Balbina, były im wszakże pisane tylko 3 miesiące panowania. Obu 
zamordowali pretorianie. Tak więc w ciągu kilku miesięcy nieszczęsnego roku zeszło śmiercią gwałtowną aż 
sześciu cesarzy, licząc też małoletniego syna Maksymina.

Trzynastoletni Gordian III przebywał w Rzymie. Jego rodzice zapewne już nie żyli, w każdym razie nie ma 

żadnego śladu ich działalności. Jakim więc sposobem chłopiec zdołał przeżyć, zasiąść na tronie i utrzymać się na 
nim przez kilka lat? Stało się tak zapewne z powodu przerażenia, jakie wywołało we wszystkich widmo wojny 
domowej. Tylko on miał po dziadku i stryju niekwestionowane prawo do purpury. Najbardziej wpływowi 
senatorzy zapewne uradzili, że on zostanie cesarzem, faktycznie zaś ster rządów obejmie Tymozyteusz jako 
doświadczony i wypróbowany na wielu stanowiskach wojskowych i administracyjnych w różnych prowincjach.

W roku 241 przygotowywano wielką wyprawę przeciw Persom. Jednakże przed jej rozpoczęciem 16-letni 

cesarz poślubił córkę swego prefekta. W aktach dostojnego bractwa "Fratres Arvales", Braci Rolnych, zapisano 
wprost, że uczynił to w celu spłodzenia dzieci. W rzeczywistości małżeństwo miało oczywiste podłoże polityczne: 
prefekt chciał związać ze sobą podopiecznego. Romantycznie, rzecz prosta, byłoby wyobrazić sobie odmienną 
sytuację: to Gordian III poznał piękną dziewczynę, pokochał ją, uczynił jej ojca swym prefektem, a gdy tylko 
doszedł do sposobnego wieku, oficjalnie poślubił narzeczoną. Lecz taki bieg wydarzeń jest chyba mało 
prawdopodobny.

Powracając z pomyślnie zakończonej wyprawy, Gordian III zmarł gdzieś na pustkowiach Mezopotamii, na 

obecnym pograniczu Iraku i Syrii, mając dopiero 19 lat. Stało się to w nie wyjaśnionych okolicznościach. Czy 
zginął w bitwie, jak chełpili się Persowie? Czy został zamordowany przez Filipa, ówczesnego prefekta, jak 
utrzymywali wrogowie tego ostatniego? Czy też zszedł ze świata śmiercią naturalną, jak nieco wcześniej 
podczas tejże wyprawy jego teść Tymozyteusz, prawdopodobnie ofiara biegunki? To ostatnie wydaje się 
najbardziej prawdopodobne.

O dalszych losach Trankwilliny nic nie wiemy. Ponieważ następca Gordiana III, cesarz Filip, otaczał pamięć 

o nim szacunkiem i senat za jego zgodą zaliczył go w poczet bogów, można przypuszczać, że przynajmniej za 
tego panowania pozostawiono młodziutką wdowę w spokoju. Zbożny cel małżeństwa z Trankwilliną, spłodzenie 
potomstwa, nie został spełniony.

Zachowało się nieco monet z podobizną Trankwilliny oraz kilka łacińskich i greckich napisów w różnych 

prowincjach. I tak inskrypcja znaleziona w Anglii obwieszcza, że wyryła ją za pomyślność cesarza Gordiana i żony 
jego oraz całego ich boskiego domu ala (szwadron) Augusta Gordiana, nazwana tak z powodu swego męstwa, 
pod dowództwem prefekta jazdy Noniusza Filipa, urodzonego w Afryce, a przy opiece namiestnika prowincji 
Brytanii. W dwóch innych napisach zachowanych w samym Rzymie, sporządzonych na koszt niższych 
urzędników, którzy deklarują swe pełne poświęcenie dla boskości i majestatu cesarza i jego małżonki, 
Trankwillina nazwana jest "sanctissima Augusta", czyli najświętsza cesarzowa.

Otacylia

"Marcia Otacilia Severa". Żona cesarza Filipa Araba, panującego w latach 244-249. Poślubiła go przed jego 

wstąpieniem na tron. Zmarła zapewne w r. 249. Miała kilkoro dzieci.

Ponieważ syn jej i Filipa miał w roku 249, kiedy zginął, 12 lat, musiała wstąpić w związki małżeńskie przed 

rokiem 238. Mąż przywdział purpurę cesarską po śmierci młodego Gordiana III w Mezopotamii. Filip był 
wówczas prefektem pretorianów, toteż nasuwało się podejrzenie, że to on przyczynił się do zgonu cesarza. 
Nowy władca pochodził z małej miejscowości w Syrii, stąd pogardliwy przydomek nadany mu przez 
współczesnych - Arab. Jego wszakże pełne nazwisko, Marek Juliusz Filip, dowodzi, że rodzina posiadała 
obywatelstwo rzymskie. Zarówno Filip, jak i jego brat Priskus musieli służyć w armii i doszli już za Gordiana III do 

background image

najwyższych godności.

Obejmując władzę Filip natychmiast zawarł pokój z Persami, sprawy Wschodu powierzył swemu bratu, a 

sam ruszył do Rzymu, gdzie przybył w roku 244. Wkrótce potem wyprawił się przeciw ludom nad dolnym 
Dunajem.

O rodzinie Otacylii nic nie wiemy. Musiała jednak należeć do znaczących, skoro jej brat Sewer został 

naczelnym dowódcą wojsk w Mezji i Macedonii. Jak nakazywała tradycja, na żonę cesarza i jej syna spłynęły 
najwspanialsze tytuły. Otacylia została augustą, matką obozów legionowych, senatu i ojczyzny. Gdy jej 
kilkunastoletniego syna podniesiono do godności cezara, potem zaś augusta, zwano ją też matką cezara i 
augusta. Harmonię cesarskiej rodziny symbolizowały monety i medaliony. Jeden z nich przedstawia zwrócone 
ku siebie profilem oblicza Filipa i jego żony oraz ich syna; wokół biegnie napis "Concordia Augustorum", Zgoda 
Augustów. Monety z imieniem i podobizną Otacylii są stosunkowo liczne, a ich symbolika to głównie Pobożność, 
Płodność, Skromność - jak przystało na cesarzową.

W kwietniu roku 248 odbyły się wspaniałe obchody tysiąclecia Rzymu. Uświetniły je igrzyska oraz emisje 

monet, wśród nich także z podobizną Otacylii. Choć wybito też monety z napisami "Romae Aeternae", Rzymowi 
wiecznemu, były to pierwsze i ostatnie tego rodzaju uroczystości. Już w 100 lat później, kiedy mijało 1100 lat od 
założenia miasta, nikt o tym nie pamiętał - skarży się historyk Aureliusz Wiktor w połowie wieku IV.

Na razie nic nie zdawało się zagrażać chwale i potędze państwa oraz szczęściu rodziny. Dochodziło 

wprawdzie do uzurpacji i rebelii, zostały jednak stłumione. Jeśli chodzi o samą rodzinę, to jedyną sprawą, która 
zastanawiała i martwiła rodziców, było dziwnie ponure usposobienie ich syna. Nigdy się nie uśmiechał i miał za 
złe ojcu, gdy widział jego rozradowane oblicze podczas uroczystości milenijnych. Jakby przeczuwał los ich 
wszystkich.

Wiąże się z nim jeszcze pewna anegdota, może prawdziwa. Pewnego razu cesarz zauważył na ulicy Rzymu 

chłopca prostytutkę o rysach twarzy przypominających jego syna. Natychmiast zakazał jak najsurowiej tego 
procederu. Jakże słusznie, wołał wiek później wspomniany historyk, dodając zarazem: i jakże bezskutecznie!

Filip i Otacylia byli bardzo przyjaźni chrześcijanom. Opowiadano nawet później, że oboje należeli do 

wyznawców nowej religii. Jednakże historyk kościoła w wieku IV, Euzebiusz z Cezarei, sam w to nie wierzył. 
Faktem jest natomiast, że chrześcijanie korzystali wówczas z pełni swobód i tolerancji. Wiadomo również, że 
para cesarska utrzymywała korespondencję z najsłynniejszym wówczas uczonym chrześcijańskim, Orygenesem.

W lecie roku 249 wojska naddunajskie obwołały cesarzem namiestnika tamtejszych prowincji, Mesjusza 

Decjusza. Rozpoczął on marsz na Italię. Filip próbował zastąpić mu drogę pod Weroną i tam zginął. Wkrótce 
potem pretorianie zabili w Rzymie jego syna. Zapewne taki sam los spotkał Otacylię. Czy skazano ich później na 
wymazanie z pamięci? Nazwiska rzeczywiście usunięto z niektórych napisów, mogło jednak stać się, jak niekiedy 
bywa, i to nie tylko w starożytności, z powodu nadgorliwości władz lokalnych.

Herenia Etruscylla

"Herenia Cupressenia Etruscilla". Żona cesarza Decjusza, panującego w latach 249-251. Poślubiła go 

zapewne przed r. 230. Otrzymała tytuł augusty. Miała dwóch synów.

Pochodziła niewątpliwie ze znakomitego rodu italskiego, osiadłego, jak wskazuje przydomek, na ziemiach 

Etrurii. Do jej przodków zaliczał się zapewne "Cupressenius", konsul roku 161. Mąż natomiast urodził się w 
Panonii, w okolicach Sirmium nad Sawą, w osiadłej tam zamożnej rodzinie rzymskiej. Jako senator cieszył się 
zaufaniem cesarza Filipa Araba i otrzymał dowództwo armii nad dolnym Dunajem. Walczył tam zwycięsko z 
Gotami i został - podobno wbrew swej woli - okrzyknięty cesarzem przez żołnierzy, przedkładających rodaka nad 
"Araba". Ruszył na Rzym. Filip usiłował zagrodzić mu drogę, lecz zginął w bitwie pod Weroną późnym latem roku 
249.

Herenii, jak to było już tradycją, przyznano natychmiast tytuł augusty, a jej synowie, Hereniusz i Hostylian, 

zostali podniesieni do godności cezarów, potem zaś augustów, stała się więc również matką augustów. Jej 
monety mają zwykłą symbolikę, przede wszystkim Pobożność i Skromność.

W historii Decjusz zapisał się jako władca, który po długim okresie względnej tolerancji wznowił 

prześladowania chrześcijan. Czynił to niewątpliwie w obronie wartości rzymskich, którym jego zdaniem 
zagrażała nowa religia wschodnia. Dawni bogowie, którzy przez tyle wieków otaczali imperium blaskiem potęgi i 
chwały, obecnie zaczynają odwracać się od niego jako wzgardzeni przez Rzymian, na państwo więc spadają 

background image

klęski.

Chwała i szczęście rodzinne Herenii trwały zaledwie 2 lata. W lecie roku 251 w bitwie z Gotami pod 

miejscowością Abrittus na ziemiach obecnej Bułgarii zginął najpierw jej starszy syn, Hereniusz. Jego ojciec, jak 
przystało na prawdziwego Rzymianina, nie pozwolił na przerwę w zmaganiach dla dopełnienia ceremonii 
żałobnych, mówiąc: Nic się nie stało, zginął tylko jeden żołnierz! Wkrótce potem sam poniósł śmierć, zepchnięty 
w tłoku bitewnym do bagna. Był to pierwszy cesarz rzymski, który poległ na polu walki. W jakiś czas potem, ale 
jeszcze w tymże roku, zmarł młodszy syn, Hostylian, jako jedna z ofiar srożącej się wówczas epidemii. Tak więc 
w ciągu zaledwie kilku miesięcy jednego roku Etruscylla straciła męża, synów i tron. Pozostaje natomiast 
kwestią otwartą, czy Herenię i jej rodzinę spotkało hańbiące skazanie na niepamięć. Na niektórych napisach ich 
imiona usiłowano zatrzeć. Ale może chodzi tylko, jak w przypadku jej poprzedniczki Otacylii, o nadgorliwość 
władz lokalnych?

Afinia

"Afinia Gemina Baebiana". Żona cesarza Treboniana Gallusa, panującego w latach 251-253, poślubiona 

przed jego wstąpieniem na tron. Miała syna i być może córkę.

Wszystko, co o niej wiemy, opiera się na krótkim napisie znalezionym w italskim mieście Peruzja (obecna 

Perugia). Sporządził go, jak sam podaje, Wibiusz Tallus dla Afinii Gemmy Bebiany, żony swego patrona Wibiusza 
Gallusa.

Ród Wibiuszów Gallusów osiadły był właśnie w Peruzji i jej okolicach. Mąż Afinii, a patron Tallusa, to 

Trebonian Gallus. Za cesarza Decjusza był namiestnikiem obu Mezji, prowincji nad dolnym Dunajem. Gdy 
Decjusz zginął w bitwie z Gotami pod miejscowością Abrittus, wojska okrzyknęły go cesarzem. Panował mniej 
więcej 2 lata, już bowiem w lecie 253 roku legiony naddunajskie dały purpurę cesarską swemu wodzowi 
Emeliuszowi Emilianowi. Ten ruszył na Rzym, do bitwy jednak nie doszło, albowiem już w Italii, w pobliżu 
dzisiejszej miejscowości Terni, właśni żołnierze zamordowali Gallusa i jego syna Woluzjana.

Afinia na pewno albo zmarła, nim mąż został cesarzem, albo też doszło do rozwodu. Nie ma żadnych 

monet z jej podobizną i nazwiskiem, żadnych napisów ku jej czci. Tak więc ominęła ją chwała bycia augustą, ale 
też oszczędzona jej została tragedia upadku i krwawej śmierci męża i syna.

Kornelia Supera

"Gaia Cornelia Supera". Żona cesarza Emiliusza Emiliana, panującego przez 88 dni późnym latem 253 r.

Jej mąż wyniesiony na tron przez legiony naddunajskie, po zaledwie 3 miesiącach podzielił los swego 

poprzednika, Treboniana Gallusa. Zamordowali go właśni żołnierze, gdy usiłował pod italskim miastem 
Spoletium (Spoleto) powstrzymać marsz na Rzym Waleriana, okrzykniętego cesarzem przez armię Renu. Mimo 
tak krótkiego panowania mennice cesarskie zdołały wybić wiele typów jego monet. Ale zachowały się również 
monety, niewątpliwie z tego okresu, z napisem Cornelia Supera Augusta. Już od dawna przypuszczano, że może 
chodzić o żonę Emiliusza Emiliana. To przypuszczenie zostało potwierdzone, gdy w roku 1910 odkryto napis 
wyryty staraniem mieszkańców Cuicul w Afryce na cześć cesarza Emiliana i jego żony Gai Kornelii Supery z 
wdzięczności za odbudowę dróg zniszczonych przez rwące potoki.

Maryniana

"Egnatia Mariniana". Żona cesarza Waleriana, panującego w latach 253-260. Zmarła przed jego 

wstąpieniem na tron. Zaliczona w poczet bogów. Miała dwóch synów.

Wkrótce po objęciu władzy cesarz Walerian spowodował uchwałę senatu zaliczającą zmarłą żonę w poczet 

bogów. Gdyby zeszli z świata nieco później, to jest po jego wstąpieniu na tron, na pewno przyznano by jej tytuł 
augusty. Zachowały się monety z jej tytułem "Diva Mariniana".

background image

Była zapewne córką Egnatiusa Wiktora Maryniana, który sprawował namiestnictwo naddunajskiej 

prowincji Mezji Górnej, a potem Arabii. Ród pochodził z miasta Falerii w środkowej Italii. Tam około roku 218 
przyszedł na świat jej syn, Egnatius Galien, współpanujący z ojcem od roku 253. Maryniana więc musiała urodzić 
się wkrótce po roku 200, a skoro zmarli przed rokiem 253, z pewnością nie przekroczyli 50 lat życia. Gdyby nie 
dbałość męża o jej pamięć i nieco zachowanych monet z jej boskim tytułem, nie przetrwałby nawet ślad jej 
istnienia.

Salonina

"Cornelia Salonina Chrysogene". Żona, zapewne pierwsza i jedyna, cesarza Galiena, panującego w latach 

260-268. Miała tytuł augusty. Z małżeństwa przyszło na świat trzech synów.

Gdy Persowie wzięli cesarza Waleriana do niewoli, z której już nigdy nie powrócił, władzę przejął jego syn 

Galien, już wcześniej współpanujący z ojcem i noszący tytuł augusta. Poślubił Saloninę na pewno kilkanaście lat 
przed rokiem 260, ich bowiem najstarszy syn otrzymał tytuł cezara już w roku 255, musiał więc być chłopcem 
dorastającym. Nie wiemy, z jakiej rodziny Salonina pochodziła, ani też gdzie i kiedy przyszła na świat.

Historycy starożytni, pod wpływem niechętnej Galienowi tradycji rzymskich senatorów, przedstawiają go 

w świetle bardzo niekorzystnym jako człowieka leniwego i rozwiązłego, wręcz nurzającego się w rozpuście, 
podczas gdy cesarstwu groziła niemal całkowita ruina. Natomiast nauka nowożytna koryguje ten obraz w 
sposób istotny. Owszem, na wschodzie usamodzielniło się wówczas królestwo Palmiry pod władaniem Odenata 
i Zenobii, na zachodzie zaś Galia znalazła się w ręku uzurpatora Postumusa. Galien próbował z nimi walczyć, 
jednakże właśnie dzięki tym buforowym państwom cesarstwo miało zabezpieczone granice na Renie i na 
Eufracie. Sam Galien dzielnie odpierał ludy germańskie, wdzierające się głęboko na Bałkany i nawet do Italii. 
Zdołał też stłumić bunty kilku namiestników. Przeprowadził ważne reformy administracji i armii. Naraził się 
wszakże senatorom, konsekwentnie bowiem odsuwał ich z wyższych stanowisk wojskowych.

Jeśli chodzi o osobowość pary cesarskiej, o jej zainteresowania i poziom intelektualny, mamy w tej kwestii 

znakomite i całkowicie wiarygodne świadectwo, pochodzi bowiem od osoby wtedy żyjącej i przebywającej w 
Rzymie. Porfiriusz, uczeń sławnego filozofa Plotyna, który nauczał wówczas w stolicy imperium, pisze w żywocie 
swego mistrza:

"Wyjątkowy szacunek i cześć okazywali Plotynowi cesarz Galien i jego żona Salonina. Plotyna korzystając z 

ich przyjaźni, rzucił myśl, żeby odbudować jedno miasto w Kampanii, uchodzące za dawne miasto filozofów, a 
leżące w gruzach, żeby podarować nowo założonemu miastu przyległe okolice, i żeby przyszli mieszkańcy rządzili 
się prawami Platona i nazwali to miasto Platonopolis. Obiecywał też, że sam w nim osiądzie ze swoimi 
przyjaciółmi. I byłoby się łatwo spełniło to życzenie filozofa, gdyby mu nie przeszkodzili niektórzy dworacy z 
zawiści czy ze złośliwości, czy z jakiejś innej nikczemnej pobudki" (Przekład Adama Krokiewicza [przyp. aut.]).

Ta informacja waży więcej niż stek bzdurnych pomówień, oskarżeń i oszczerstw, jakim jest w istocie 

biografia Galiena w dziele "Pisarze historii cesarskiej". Należy jednak wskazać, że według autora owej biografii 
cesarz miał ukochaną konkubinę imieniem Pipa lub Pipara, córkę barbarzyńskiego księcia znad Dunaju, któremu 
w zamian za tę dziewczynę odstąpił część jednej prowincji. Choć monety, jak była już mowa, nie są 
najwiarygodniejszym świadectwem autentyczności uczuć, w wypadku Galiena i Saloniny skłonni bylibyśmy 
uznać za piękny symbol rzeczywistej harmonii ich małżeństwa monetę, która przedstawia z jednej strony oboje 
zwróconych profilami ku sobie z napisem "Concordia Augustorum", Zgoda Augustów, z drugiej zaś kozę Amalteę 
karmiącą małego Zeusa. Dodajmy, że monet Saloniny zachowało się sporo, podobnie jak łacińskich i greckich 
napisów ku czci jej i męża.

Salonina towarzyszyła mu także w ostatnich chwilach, kiedy jesienią roku 268 obległ w Mediolanie 

zbuntowanego wodza Aureolusa. Doszło wówczas do spisku w armii i cesarz zginął z rąk rebeliantów. Wraz z 
nim poniosła śmierć Salonina. Już wcześniej oboje stracili dwóch synów. Najstarszy, Licyniusz Walerian, zmarł na 
Bałkanach w roku 258. Dwa lata później młodszy syn, Saloniusz, dostał się w ręce samozwańczego cesarza Galii, 
Postumusa, i zginął. Natomiast syn najmłodszy, Marynian został zamordowany już po śmierci ojca i matki w 
bestialski sposób przez motłoch stolicy.

Rewers jednej z emisji monet Saloniny przedstawia siedzącą postać niewieścią z napisem wokół: "Augusta 

in pace", domyślnie "requiescat", czyli: "Niech cesarzowa spoczywa w pokoju". Jest to powszechnie znana od 
starożytności po dni nasze chrześcijańska formuła odnosząca się do osób zmarłych. A więc te monety wybito 

background image

pośmiertnie i uznawano wówczas Saloninę za chrześcijankę lub przynajmniej chrześcijaństwu bliską. Milczą 
jednak o tym wszystkie źródła, nawet bliski tej epoce Euzebiusz z Cezarei, autor "Historii kościelnej". 
Przemawiają również przeciw tezie o chrześcijaństwie Saloniny jej stosunki z filozofem Plotynem, który z 
różnych powodów nie mógł być nowej religii przyjazny. Tak więc sprawa tej emisji pozostaje tajemnicą.

Ulpia Seweryna

"Ulpia Severina". Żona cesarza Aureliana, panującego w latach 270-275, poślubiona przed jego 

wstąpieniem na tron. Otrzymała tytuł augusty. Miała córkę.

Bezpośredni następca Galiena, Klaudiusz zwany Gockim z powodu swych zwycięstw na Bałkanach nad tym 

germańskim ludem, zmarł śmiercią naturalną podczas zarazy w Sirmium późnym latem roku 270. Jego brat 
Kwintyllus, uznany za następcę przez senat, zszedł ze świata w Akwilei jako ofiara epidemii, może mordu ze 
strony żołnierzy, lub też popełnił samobójstwo. Panował zaledwie 17 dni. Nie wiemy nic o żonach ich obu. W 
zbiorze "Pisarze historii cesarskiej" stwierdza się tylko, że Klaudiusz nie miał potomstwa, a Kwintyllus pozostawił 
dwóch synów.

Wojska naddunajskie obwołały cesarzem dowódcę jazdy, Aureliana. To jeden z najwybitniejszych władców 

w dziejach Rzymu. Rozgromił plemiona germańskie już wdzierające się do Italii. Rozpoczął budowę wielkich 
murów obronnych wokół Rzymu, których imponujące resztki noszą do dziś jego imię. Wyparł Gotów z prowincji 
bałkańskich, wycofał jednak wojska z Dacji, obecnej Rumunii. Zwyciężył na wschodzie królowę Zenobię i zdobył 
Palmirę, stłumił powstanie w Egipcie. Położył kres samodzielności Galii. Zginął zamordowany przez swych 
żołnierzy w pobliżu Bizancjum.

Natomiast jego żona pozostaje całkowicie w cieniu, prawie nam nie znana. Nie wspomina o niej żaden 

pisarz starożytny. Wiemy o jej istnieniu i tytułach - Matka obozów legionowych, senatu i ojczyzny - tylko z 
napisów i monet. Przypuszcza się, że była córką Ulpiusza Krynitusa ("Crinitus"), który podobno odgrywał wielką 
rolę u boku cesarza, a chełpił się pochodzeniem z rodu Trajana. Czy Aurelian cieszył się jego poparciem jako zięć, 
czy też odwrotnie, to cesarz podniósł swego teścia tak wysoko?

O stosunku Aureliana do obu najbliższych mu kobiet informuje tylko jednozdaniowa wzmianka w jego 

biografii w "Pisarzach historii cesarskiej". Według niej corocznie obdarowywał żonę i córkę figurkami, jak każdy 
prywatny człowiek. Chodzi o rzymski zwyczaj składania w darze przyjaciołom i krewnym małych figurek 
glinianych, zwanych "sigillaria", pod koniec roku, w ostatnich dniach świąt saturnaliów. I same święta, i zwyczaj 
obdarowywania się żyją do dziś - pod zmienioną nazwą.

Urbika

"Magnia Urbica". Żona cesarza Karinusa, panującego w latach 283-285. Otrzymała tytuł augusty. Miała 

syna.

Następcy Aureliana w latach 275-283 to cesarze Tacyt, Florian, Probus, Karus. Szybko zmieniali się na 

tronie i równie szybko odchodzili ze świata - śmiercią gwałtowną. Ostatni z nich, Karus, zmarł w okolicznościach 
niejasnych, mówiono nawet o uderzeniu pioruna. Jeśli chodzi o żony, nie znamy nawet ich imion, nie zachowały 
się bowiem żadne monety i napisy, milczą też o nich pisarze. Wiemy natomiast, że Karus miał dwóch synów, 
Numeriana i Karinusa. Wstąpili na tron po jego śmierci jako mniej więcej 30-letni mężczyźni, ich więc ojciec 
musiał zawrzeć małżeństwo około roku 250. Żona Karusa prawdopodobnie zmarła lub odeszła, nim został 
cesarzem, czyli przed rokiem 282. To by tłumaczyło, dlaczego nie zachowały się żadne monety i napisy z jej 
nazwiskiem. Przypuszczają niektórzy, że jej córką była Aurelia Paulina, wspomniana na pewnym napisie w 
związku z Karinusem i Numerianem. Ponieważ córki często brały nazwiska lub część nazwiska po matce, mogła i 
ta, czyli żona Karusa, zwać się Pauliną.

Tak więc pierwszą cesarzową od czasów Ulpii Seweryny, żony Aureliana, o której możemy powiedzieć z 

całą pewnością, że istniała, i po której pozostał ślad w postaci monet i napisów, jest żona Karinusa, Magnia 
Urbika. Zachowało się sporo jej monet i napisów z różnych krain imperium. Na jednej z nich, obok siedzącej 
postaci niewieściej, która symbolizuje zapewne ją samą, stoi dwoje dzieci, napis zaś głosi "Pudicitia - Felicitas", 

background image

czyli Skromność - Szczęście. To szczęście wszakże nie trwało długo. Syn imieniem Nigrinian zmarł bardzo młodo, 
jeszcze za życia ojca, został bowiem zaliczony w poczet bogów. Sam Karinus zginął z rąk własnych żołnierzy nad 
rzeką Margus, obecną Morawą w Serbii. Stało się to po bitwie z Dioklecjanem, który sięgnął po władzę cesarską, 
gdy brat i współpanujący z Karinusem Numerian zmarł podczas wyprawy przeciw Persom. Cala rodzina została 
przez Dioklecjana skazana na niepamięć, czego dowodzą inskrypcje ze śladami usuwania ich nazwisk, w tym 
także Urbiki.

Pryska

"Prisca". Żona cesarza Dioklecjana, panującego w latach 284-305. Małżeństwo zostało zawarte przed jego 

wstąpieniem na tron. Miała córkę.

Dioklecjan wywarł decydujący wpływ na kształtowanie się nowej formy ustroju cesarstwa rzymskiego. 

Zwiemy ją dominatem. Ustanowił zasadę współrządów: dwóch augustów, a u ich boku dwóch cezarów, 
mających po 20 latach zająć miejsce augustów i powołać swoich cezarów spośród najgodniejszych. Wprowadził 
nowy podział administracyjny cesarstwa, nowy system podatkowy, nową strukturę armii. Wierny 
starorzymskim ideałom, surowo prześladował chrześcijan jako element wrogi państwu. Był jedynym cesarzem 
rzymskim, który dobrowolnie abdykował i odszedł z życia publicznego.

Natomiast Pryska to pierwsza od pokoleń żona cesarza, która nie otrzymała tytułu augusty ani też 

żadnego innego, pod względem więc ściśle formalnym pozostawała osobą prywatną. Jej imię nie pojawia się na 
monetach i napisach. Była też pierwszą małżonką rzymskiego cesarza o której wiadomo, że wyznawała 
chrześcijaństwo.

Dioklecjan pochodził z niskich warstw społecznych, nazywał się pierwotnie Diokles, przyszedł na świat w 

nadadriatyckiej Dalmacji. Dostał się na tron jako wysoki oficer cesarza Karusa po jego śmierci, podczas wyprawy 
przeciw Persom. Jego żona zapewne również wywodziła się z rodziny o niezbyt wysokim statusie. Poślubiła 
Dioklesa przed jego wstąpieniem na tron, ich bowiem jedyna córka Waleria wyszła za mąż już w roku 293, 
musiała więc urodzić się przed rokiem 280.

W małoazjatyckiej Nikomedii, którą Dioklecjan wspaniale rozbudował jako swe ulubione miasto 

rezydencjalne, miały swe pałace również Pryska i jej córka. Gdy z rozkazu cesarza rozpoczęty się właśnie w 
Nikomedii systematyczne prześladowania chrześcijan, musiały zhańbić się złożeniem ofiar. Tak określa to 
świadek wydarzeń, chrześcijański pisarz Laktancjusz. Obie więc były chrześcijankami, w innym bowiem wypadku 
złożenia ofiar nikt nie mógłby uznać za czyn hańbiący. Być może właśnie chrześcijańskie wyznanie Pryski 
spowodowało, że Dioklecjan nie zaszczycił jej tytułem augusty i nie pozwalał na emitowanie jej monet. Z drugiej 
zaś strony, chrześcijanie mogli uznać Pryskę za odstępczynię od wiary.

Kiedy w roku 305 Dioklecjan, wierny swej doktrynerskiej reformie ustrojowej, złożył cesarską purpurę, 

osiadł we wzniesionym przez siebie wspaniałym pałacu w pobliżu miejsca urodzenia, w sławnym dzisiejszym 
Splicie u wybrzeży Dalmacji. Tam zajął się głównie uprawą warzyw. Pryska zapewne przebywała z nim w tej 
rezydencji, godnej cesarskiego emeryta. Ale towarzyszyła też swej córce Walerii, od roku 293 żonie cesarza 
Galeriusza, pana prowincji bałkańskich i małoazjatyckich. Umarł on wiosną roku 311 W Serdice, obecnej Sofii. 
Odtąd losy Pryski i Walerii były nierozłącznie z sobą splecione, aż do tragicznego końca w roku 315, kiedy to obie 
zostały ścięte w Tesalonice z rozkazu cesarza Licyniusza, a ciała ich rzucono do morza. 0 tym wszystkim mowa 
będzie obszerniej w biografii następnej cesarzowej, Walerii.

Dioklecjan zmarł w roku 313, a może nawet dopiero w 316. Był więc świadkiem upokorzeń, a może i 

straszliwej śmierci swej żony i córki.

Waleria

"Galeria Waleria". Druga i ostatnia żona cesarza Galeriusza, panującego w latach 293-311. Miała tytuł 

augusty.

Jej ojciec Dioklecjan i matka Pryska musieli się pobrać najpóźniej około roku 280, skoro już w roku 293 

mogła poślubić Galeriusza. Ten urodził się w okolicach Serdiki, obecnej Sofii. Za młodu był ponoć pastuchem. 

background image

Jako żołnierz szybko zrobił karierę. Związał się z Dioklecjanem, który w roku 293 podniósł go do godności cezara, 
powierzając mu prowincje naddunajskie i część wschodnich. Galeriusz jednak musiał rozwieść się ze swą 
pierwszą żoną, której nie znamy nawet z imienia, choć dala mu córkę, Walerię Maksymillę. Poślubił natomiast 
Walerię, córkę Dioklecjana. Gdy ten złożył purpurę w roku 305, Galeriusz został w jego miejsce augustem, a na 
cezara powołał swego siostrzeńca, Maksymina Daję. W tymże roku Waleria otrzymała tytuł augusty, stała się 
więc prawdziwą cesarzową. Pod tym względem przewyższali swą matkę, której żaden tytuł nie przysługiwał. 
Zachowały się napisy ku czci Walerii, wybijano monety z jej podobizną. Na rewersie jednej z emisji widnieje 
postać bogini Wenus oraz napis "Veneri victrici", czyli Wenerze Zwycięskiej. Może w tym stadle Wenus istotnie 
coś znaczyła, Galeriusz bowiem uczynił piękny gest wobec żony: wydzielił z Panonii, czyli dzisiejszych Węgier, 
osobną prowincję i dał jej nazwę Waleria.

Jednakże małżeństwo było bezdzietne. Ona więc zrewanżowała się mężowi, adoptując syna jego 

konkubiny, Kandydiana. Chłopiec miał w 305 roku 9 lat, został jednak zaręczony z jeszcze młodszą córką 
Maksymina Dai, choć oboje byli dość bliskimi kuzynami. O wszystkim wszakże decydowała polityka, chodziło 
głównie o umocnienie wzajemnych stosunków między współwładającymi również więzami rodzinnymi. 
Rzeczywistość zaś miała wkrótce okazać, jak nikłe ma to znaczenie.

W maju roku 311 Galeriusz zmarł w Serdice w straszliwych cierpieniach, prawdopodobnie jako ofiara raka. 

Laktancjusz w swym dziełku "Jak umierali prześladowcy" z prawdziwie chrześcijańską lubością rozwodzi się nad 
męczarnią jego dni ostatnich. W oczach pisarza nie pomogło Galeriuszowi nawet to, że zdołał on jeszcze wydać 
edykt tolerancyjny, na 2 lata przed sławnym edyktem mediolańskim cesarza Konstantyna. Musiał, zdaniem 
Laktancjusza, odpokutować zbrodnię, jaką było podniesienie ręki na lud boży.

Umierający cesarz powierzył żonę i syna opiece swego przyjaciela i współpanującego, Licyniusza. Ten 

władał prowincjami naddunajskimi, a natychmiast po śmierci Galeriusza zajął też inne krainy bałkańskie. Waleria 
wszakże z jakichś powodów mu nie ufała. Przeniosła się, prawdopodobnie z matką, na wschód, do Maksymina 
Dai, który tymczasem zdołał zająć całą Azję Mniejszą. Odtąd wszystko zaczęło toczyć się tragicznie. Laktancjusz 
tak to przedstawia: "Waleria sądziła, że we władztwie Maksymina Dai będzie bezpieczna, był on bowiem żonaty. 
Lecz bestia przeklęta od razu zapłonęła żądzą. Choć kobieta wciąż nosiła czarne szaty i czas żałoby jeszcze nie 
minął, wyprawił do niej ludzi z żądaniem, by go poślubiła. Gotów był porzucić żonę, gdyby uzyskał zgodę Walerii. 
Ta szczerze odpowiedziała tak, jak należało odpowiedzieć. A więc przede wszystkim, że nie może rozmawiać o 
ślubie będąc w żałobie i kiedy jeszcze ciepłe są prochy męża. Dalej, że postępuje on bezbożnie, odpychając 
wierną żonę - co pewnie i ją samą by spotkało w przyszłości. A wreszcie, że byłoby rzeczą niesłychaną, gdyby 
kobieta o jej nazwisku i takiego stanu brała drugiego męża wbrew obyczajom i przykładom. Przekazano mu, na 
co się ośmieliła. Jego żądza przekształciła się natychmiast we wściekłość i nienawiść. Wydał na nią wyrok, przejął 
jej majątek, odebrał towarzyszy, eunuchów uśmiercił torturując, a ją samą zesłał na wygnanie wraz z matką. I to 
nie do jakiegoś określonego miejsca, lecz złośliwie przerzucał ją tu i tam, jej zaś przyjaciółki skazał na śmierć za 
rzekome cudzołóstwa.

Waleria zdołała potajemnie powiadomić Dioklecjana o swym nieszczęsnym losie. Ten przez posłów prosił 

o wydanie mu córki. Daremnie. Błagał o to wielokrotnie. Także poprzez swego krewnego, człowieka 
wojskowego i o wielkich wpływach. Ten również powrócił z niczym".

Ale najgorsze miało dopiero przyjść, i to właśnie po śmierci Maksymina. Poniósł on klęskę w bitwie z 

Licyniuszem wiosną roku 313 pod Adrianopolem, a w kilka miesięcy później zmarł w małoazjatyckim mieście 
Tarsus, podobno w straszliwych męczarniach, co znowu z prawdziwą rozkoszą opisuje Laktancjusz. Zwycięski 
Licyniusz uznał, że należy zabezpieczyć polityczną przyszłość swej rodziny przez usunięcie wszystkich związanych 
z Maksyminem. Uśmiercono więc jego 8-letniego synka i jeszcze młodszą córkę, narzeczoną Kandydiana, a także 
ich matkę; tę utopiono w nurtach syryjskiej rzeki Orontes.

Trzeba w tej sytuacji podziwiać odwagę Walerii i jej szczere przywiązanie do swego pasierba, Kandydiana. 

Pragnęła z bliska czuwać nad jego losem. W przebraniu towarzyszyła orszakowi Licyniusza, który był już w 
małoazjatyckiej Nikomedii. Tu przebywał Kandydian, początkowo otaczany honorami i nie spodziewający się 
niczego złego. Spotkała go śmierć. Na wieść o tym Waleria zdołała uciec. Ukrywała się wraz z matką w 
pospolitym odzieniu w różnych prowincjach przez 15 miesięcy. Obie schwytano w Tesalonice. Tam, skazane na 
śmierć, szły na miejsce kaźni publicznej wśród tłumu współczujących. Odcięto im obu głowy, a ciała wrzucono 
do morza. W tym wypadku Laktancjusz wykazał nieco taktu, nie wypominając im, że spotkała je słuszna kara za 
odstępstwo od wiary podczas prześladowań.

Był to zapewne rok 315. Dioklecjan chyba już nie żył.

background image

Eutropia

"Eutropia". Żona cesarza Maksymiana, panującego w latach 285-305 i następnie 307-311. Był jej drugim 

mężem. Poślubiła go przed r. 280, a więc nim wstąpił na tron. Z pierwszego małżeństwa miała córkę, z drugiego 
syna i córkę.

Pochodziła z Syrii, zapewne z rodziny greckiej, na co zdaje się wskazywać jej imię. Również jej pierwszy 

mąż musiał mieć wschodnie korzenie, tak bowiem najłatwiej wytłumaczyć jego semicki przydomek Hannibalian. 
Zapewne służył w armii wraz z Maksymianem. Wcześnie stracił na jego rzecz żonę Eutropię, choć miał już z nią 
córkę imieniem Teodora. Czy Eutropia odeszła od Hannibaliana dobrowolnie i przy zgodzie wszystkich trojga, czy 
też tak postanowili obaj mężczyźni, nawet nie pytając jej o zdanie? W każdym razie nie miało to szczególnych 
skutków, jeśli chodzi o stosunki pomiędzy byłym i obecnym mężem. Oto bowiem wnet po wstąpieniu na tron 
Maksymian uczynił Hannibaliana swoim prefektem pretorianów, czyli w praktyce najważniejszym urzędnikiem 
w jego części imperium. Oczywiście można by też uważać przyznanie tej godności za rodzaj wynagrodzenia za 
odstąpienie żony. Jednakże małżeństwo Entropii z Maksymianem musiało zostać zawarte już przed rokiem 280, 
albowiem potomstwo z tego związku, syn Maksencjusz i córka Fausta, mogło wstępować w związki małżeńskie 
po roku 290.

Maksymian urodził się w ubogiej rodzinie przed rokiem 250 w okolicach Sirmium nad Sawą. W wojsku 

zetknął się i zaprzyjaźnił z Dioklecjanem. Został przez niego obdarzony godnością cezara w roku 285, w 
następnym zaś podniesiony do rangi augusta. Powierzono mu prowincje zachodnie. Jako wódz położył wielkie 
zasługi, zwycięsko tłumiąc bunty i odpierając ludy barbarzyńskie. W roku 305 musiał za przykładem Dioklecjana 
złożyć cesarską purpurę. Uczynił to w Mediolanie i osiadł w swych dobrach w południowej Italii. Odchodził 
jednak od władzy z wielką niechęcią. Toteż kiedy tylko w roku 306 jego syn Maksencjusz ogłosił się w Rzymie 
cesarzem, stanął u jego boku jako drugi august. Potem doszło pomiędzy nimi do konfliktu. Maksymian udał się 
do Galii, wówczas pod panowaniem Konstantyna, następnie znowu na czas jakiś złożył purpurę, by jeszcze raz 
po nią sięgnąć, kiedy Konstantyn walczył nad Renem. Został wydany przez ludność Marsylii, pozbawiony 
purpury i ostatecznie zgładzony z rozkazu Konstantyna przez powieszenie upozorowane na samobójstwo. 
Odstraszający przykład starczej chorobliwej ambicji i kurczowego trzymania się władzy.

Przez wszystkie te lata, tak bogate w burzliwe wydarzenia, Eutropia zapewne przebywała w Rzymie u 

boku swego syna Maksencjusza. Doszło jednak do wojny pomiędzy nim a Konstantynem. Pokonany w roku 312 
w bitwie przy moście Mulwijskim niedaleko Rzymu, Maksencjusz podczas ucieczki utonął w Tybrze. Jego 
odrąbaną głowę żołnierze zwycięskiego cesarza obnosili po mieście, a jego imię skazano na niepamięć.

I wtedy to zdarzyła się rzecz niesłychana. Eutropia, matka zabitego w tak dramatycznych okolicznościach i 

tak zhańbionego po śmierci, oświadczyła, że w ogóle nie był on synem jej i Maksymiana! Stwierdziła, że został 
on podstępnie przez nią samą zamieniony podczas połogu, chciała bowiem koniecznie zatrzymać przy sobie 
męża, rodząc mu syna, którego gorąco pragnął. Oznaczało to, że Konstantyn słusznie wystąpił przeciw 
Maksencjuszowi, albowiem ten jako podrzutek niewiadomego pochodzenia nie miał żadnych praw do tronu, 
Cesarzowa zdobyta się na to wyznanie w celu oczywistym: chciała ratować pozycję swoją i swej córki Fausty, 
żony zwycięzcy. Rzadki to wypadek, w historii nie tylko cesarstwa rzymskiego, by matka w ten sposób wypierała 
się własnego dziecka.

A Eutropia już wtedy była - lub stała się wkrótce potem, chrześcijanką. Zamieszkała w Palestynie, a więc 

blisko swych stron rodzinnych, i złożyła dowód gorliwości religijnej w roku 325.

W pobliżu Hebronu znajdowała się miejscowość Mamre, obecnie Ramat al-Chalil, przyciągająca 

pielgrzymów. Przy tamtejszym bowiem dębie miał ustawić swój namiot Abraham, gdy rozszedł się z Lotem. Tam 
też nawiedził go Pan i aniołowie, zapowiadając wielkość rodu jego i Sary oraz zagładę Sodomy i Gomory. 
Chrześcijański pisarz Sozomenos twierdzi, że przybywali tam Żydzi, by uczcić Abrahama, poganie z powodu 
ukazania się aniołów, według nich bogów, chrześcijanie zaś dlatego, że objawił się tam Pan. Coroczne 
uroczystości miały w istocie charakter czysto pogański. Przynoszono dary w postaci najcenniejszego przychówku 
i przygotowywano uczty. Nie dochodziło jednak, podkreśla Sozomenos, do żadnych wydarzeń zdrożnych, choć 
mężczyźni i kobiety mieli namioty obok siebie. Na gołym polu nie było żadnych budowli poza tą przy dębie, 
podobno niegdyś Abrahamową. Była też studnia. Podczas święta nie czerpano z niej wody, natomiast jedni gasili 
w niej palące się świece, inni wylewali wino, olejki i balsamy oraz wrzucali ciastka, a jeszcze inni monety.

Ujrzała to pewnego razu cesarzowa Eutropia i bardzo zgorszona doniosła o wszystkim Konstantynowi. Ten 

background image

zaś natychmiast wystosował list do biskupów Palestyny, zaczynający się od słów: "Wielkie uczyniła nam 
dobrodziejstwo moja świątobliwa teściowa, powiadamiając listownie, że wciąż jeszcze trwa u was obłęd 
przeklętych ludzi". Realizując żądania cesarza biskupi Palestyny zburzyli tamtejsze ołtarze, spalili drewniane 
posągi, przystąpili do budowy kościoła. Ten powstał, ale dawne obrządki odbywały się w Mamre jeszcze długo. 
Dziś na miejscu owych budowli, w dużej części zniszczonych w ciągu wieków, znajduje się prawosławna cerkiew 
i klasztor, ale pokazują też studnię, resztki murów i ołtarz, a nawet prastary dąb.

Sprawa Mamre zasługuje na uwagę z trzech powodów. Po pierwsze, jest to chyba najstarszy dobrze 

poświadczony przykład tak zdecydowanego włączenia się rzymskiej cesarzowej w tłumienie dawnych tradycji 
pogańskich. Po drugie, pokazuje, jak wierni byli ówcześni chrześcijanie drugiemu przykazaniu, zakazującemu 
surowo kultu jakichkolwiek podobizn, toteż niszczyli je, nawet jeśli można by widzieć w nich posągi aniołów. Po 
trzecie wreszcie, opis świąt i obrządków w Mamre dowodzi, jak niezniszczalne są pewne formy obrzędów 
religijnych; mogą żyć i trwać pod inną nazwą.

Teodora

"Flavia Maximiana Theodora". Żona cesarza Konstancjusza I, panującego w latach 293-306. Miała z nim 

sześcioro dzieci, trzech synów i trzy córki.

Była córką Entropii z jej pierwszego małżeństwa z Hannibalianem, a pasierbicą cesarza Maksymiana. 

Poślubiła Konstancjusza zapewne przed rokiem 293. Małżeństwo zawarto w celach politycznych, jak wszystkie 
wówczas w rodzinach współpanujących. Taka była wola cesarza Dioklecjana. Ponieważ Konstancjusz władał 
prowincjami zachodnimi, zwłaszcza Galią, i rezydował najczęściej w Trewirze, tam też musiała przebywać 
Teodora. Dala mu sześcioro dzieci. Synów: Dalmacjusza, Juliusza Konstancjusza i Hannibaliana (imię oczywiście 
po dziadku), oraz córki: Konstancję, Entropię, Anastazję. Zwraca uwagę to ostatnie imię, można bowiem 
kojarzyć je z greckim wyrazem "anastasis", zmartwychwstanie. Czyżby miało to świadczyć o zainteresowaniu 
pary cesarskiej chrześcijaństwem? Faktem jest, że w prowincjach, którymi władał Konstancjusz I, prześladowań 
chrześcijan w zasadzie nie było.

Konstancjusz zmarł w Brytanii, w Eburakum, czyli w obecnym Yorku, w roku 306. Władzę po nim przejął 

syn pierworodny, Konstantyn, urodzony z wcześniejszego związku z Heleną. Stosunki pomiędzy nim a 
przyrodnimi braćmi i siostrami nie zawsze układały się dobrze, co jest zrozumiałe. Córki wyszły za mąż, 
Konstancja za cesarza Licyniusza, Anastazja zaś zamieszkała wraz z mężem w Konstantynopolu i zbudowała tam 
wielkie łaźnie nazwane jej imieniem. O Teodorze źródła milczą. Prawdopodobnie zmarła wkrótce po mężu.

Maksymilla

"Valeria Maximilla". Pierwsza i jedyna żona cesarza Maksencjusza, panującego w latach 306-312. Miała 

dwóch synów.

Była córką cesarza Galeriusza z jego pierwszego małżeństwa z kobietą o nie znanym nam imieniu. Urodziła 

się przed rokiem 280, poślubiła zaś Maksencjusza, syna Maksymiana, około roku 290. Dioklecjan, powołując 
nieco później współpanujących, augustów i cezarów, zwracał uwagę na to, by ich samych i ich potomstwo 
wiązać koligacjami rodzinnymi. Maksencjusz zawierając małżeństwo miał zapewne około 15 lat, ona zaś nieco 
mniej. Pierwszy syn mógł im się urodzić około roku 295. Otrzymał imię Romulus. Dano je wszakże z myślą nie o 
Romulusie, założycielu Rzymu, lecz pragnąc uczcić matkę Galeriusza, Romulę. Potem przyszedł na świat drugi 
syn, którego imienia nie znamy.

Zachowały się dwa krótkie napisy, znalezione przy via Labicana, wiodącej z Rzymu na południe, niegdyś 

umieszczone prawdopodobnie przy posągach Maksymilli i Maksencjusza. Oba kazał sporządzić ich syn Waleriusz 
Romulus. Pierwszy ku chwale "Pana, ojca mego, Marka Waleriusza Maksencjusza, męża najświetniejszego, ojca 
najłaskawszego, odwzajemniając miłością jego uczucie". Drugi ku chwale "Walerii Maksymilli, 
najszlachetniejszej kobiety, najdroższej matki, odwzajemniając miłością jej oddanie". Wyryto je najpóźniej w 
roku 305, już bowiem w roku następnym Maksencjusz był cesarzem i musiałby być odpowiednio tytułowany na 
inskrypcji.

background image

Romulus był ukochanym synem rodziców. Jeszcze jako chłopiec dwukrotnie piastował konsulat, a po jego 

przedwczesnej śmierci w roku 309 zaliczono go w poczet bogów. Ojciec zbudował mu świątynię i stadion 
nazwany jego imieniem przy via Appia, gdzie też miał swój podmiejski pałac. Po tragicznej śmierci 
Maksencjusza, który utonął podczas bitwy przy moście Mulwijskim w falach Tybru, losy Maksymilli i jej drugiego 
syna nie są nam znane. Być może zachowali życie jako osoby prywatne. Pomóc im w tym mogła Fausta, siostra 
Maksencjusza, a żona zwycięskiego Konstantyna.

Helena

"Fulvia Iulia Helena". Konkubina lub żona cesarza Konstancjusza I, panującego w latach 293-306, przed 

jego wstąpieniem na tron. Otrzymała tytuł augusty około r. 325. Miała jednego syna.

Urodziła się nieco po roku 250, prawdopodobnie w miejscowości Drepanon w małoazjatyckiej krainie 

Bitynia, rozciągającej się u wybrzeży morza Marmara i Morza Czarnego. Z pochodzenia była zapewne Greczynką.
Drepanon zostało później z woli jej syna i ku jej czci nazwane Helenopolis, a z części Bitymi utworzono osobną 
prowincję jej imienia. Za młodu była właścicielką podrzędnej gospody lub w niej usługiwała. Chyba tam poznała 
Konstancjusza, wówczas oficera wyższej rangi, późniejszego cesarza. Ich jedyny syn Konstantyn przyszedł na 
świat przed rokiem 280 w mieście Naissus nad rzeką Morawą, czyli w obecnej Serbii. Kiedy Konstantyn stał się 
wiele lat później władcą imperium, niektórzy utrzymywali, że Helena była żoną jego ojca, pragnąc w ten sposób 
uczcić cesarza. Jest wszakże mało prawdopodobne, by oficer wysokiego stopnia zawarł małżeństwo z osobą tak 
niskiego stanu. Należy jednak zauważyć, że żołnierze cieszyli się szczególnymi przywilejami: ich potomkowie 
nawet ze związków nieformalnych mieli status taki sam jak ci z łoża prawego.

Konstancjusz odsunął Helenę jeszcze przed wstąpieniem na tron. Poślubił bowiem zgodnie z wolą 

Dioklecjana Teodorę, pasierbicę Maksymiana, współtowarzysza broni, a od roku 293 współpanującego z nim na 
Zachodzie. Kiedy Konstancjusz zmarł w roku 306 w Brytanii, jego syn Konstantyn obwołał się cesarzem i 
stopniowo rozszerzał swe władztwo od prowincji zachodnich na całe imperium. Stał się jedynym jego panem w 
roku 324. Od początku też rosło znaczenie Heleny, syn bowiem darzył ją prawdziwą czcią i na każdym kroku 
jawnie to okazywał. Jedną z przyczyn ostentacyjnego wywyższania matki był niewątpliwie fakt, że oboje przez 
wiele lat musieli cierpieć swoiste upokorzenia, kiedy miejsce Heleny na dworze zajęła Teodora i jej dzieci, 
Konstantyn zaś odgrywał rolę zakładnika przy Dioklecjanie i Galeriuszu.

Helena przebywała na dworze swego syna. Jedni twierdzili, że to właśnie pod jej wpływem Konstantyn 

stawał się coraz gorliwszym chrześcijaninem, inni natomiast uważali, że jest odwrotnie. Dzięki nadaniom władcy 
Helena posiadała ogromne majątki w wielu krainach imperium, mogła też swobodnie dysponować jego 
skarbcem. Wspierała gminy chrześcijańskie. Budowała kościoły, zwłaszcza w nowej rezydencji, 
Konstantynopolu, hojnie obdarowywali przyjaciół, łożyła także na potrzeby wojska.

Tytułowano ją najpierw "nobilissima femina", to jest najszlachetniejsza pani, około zaś roku 325 z łaski 

syna została augustą. Wznoszono posągi ku jej czci, ryto szumne napisy jak ten: "Dla pani naszej, Flawii Julii 
Heleny, najpobożniejszej augusty, rodzicielki pana naszego Konstantyna, najszczęśliwszego i zawsze 
najmiłościwszego augusta, babki Konstantyna i Konstancjusza, najbardziej szczęsnych i najwspanialszych 
cezarów - komes Juliusz Maksymus, całkowicie oddany jej wzniosłości i pobożności". Wybijano też monety z jej 
podobizną i nazwiskiem. Nie ma wszakże na nich, podobnie zresztą jak i na monetach samego Konstantyna, 
żadnych symboli chrześcijańskich. Napisy głoszą tylko: Pokój powszechny i Bezpieczeństwo Rzeczypospolitej. 
Jednej ze swych córek cesarz dał imię matki, Helena.

Stosunki wszelako w rodzinie pierwszego chrześcijańskiego cesarza były dalekie od chrześcijańskich 

ideałów pokoju i wzajemnej miłości, lub choćby tylko życzliwości. Jest zrozumiałe, że Helena nie mogła darzyć 
ciepłym uczuciem swej następczyni u boku Konstancjusza, Teodory, a także jej licznego potomstwa, byli to 
bowiem potencjalni rywale w walce o prawa do tronu jej syna. Nie miłowała też żony Konstantyna, Fausty, co 
zresztą nie jest czymś niezwykłym w relacjach wewnątrzrodzinnych pomiędzy teściową i synową we wszystkich 
krajach i czasach. Była natomiast bardzo przywiązana do swego wnuka, Kryspusa. Urodził się on ze związku - 
zapewne nieformalnego - Konstantyna i niejakiej Minerwiny. Nie wiemy o niej nic, znane jest tylko imię. 
Przyszedł na świat, jeszcze nim Konstantyn wstąpił na tron. Był młodzieńcem wielkich nadziei, kiedy 
niespodziewanie doszło w roku 326 do straszliwej tragedii: z rozkazu ojca został ścięty. Miał wtedy zaledwie 
dwadzieścia kilka lat. Przyczyną, jak twierdzono, były intrygi cesarzowej Fausty, która zarzuciła Kryspusowi 

background image

próbę uwiedzenia. Helena, wstrząśnięta śmiercią wnuka, ze swej strony oskarżyła Faustę o cudzołóstwo. Cesarz 
dal temu wiarę. Fausta została zgładzona w sposób podstępny i okrutny. Będzie o tym szerzej mowa w jej 
życiorysie.

Wkrótce potem Helena udała się w pielgrzymkę do Ziemi Świętej jako jedna z pierwszych cesarzowych. 

Ustanowiła tą podróżą, sławną i często wspominaną, nowy wzór i przykład pobożności dla rzesz pielgrzymów na 
wiele wieków, aż po dzień dzisiejszy. Z wielkim uznaniem mówiono o jej charytatywnej działalności w Palestynie 
oraz o skromności, jakiej dała wyraz zapraszając na przyjęcie panny służebne Kościoła i sama im podając przy 
stole. Przede wszystkim jednak pragnęła zaspokoić swoją pobożną ciekawość, odwiedzając miejsca związane z 
życiem Chrystusa. Odnalazła więc grotę Jego narodzin w Betlejem oraz miejsce Ukrzyżowania i grób 
Zmartwychwstania w Jerozolimie. Niewątpliwie należy z tym wiązać budowę pierwszych kościołów w owych 
miejscach oraz na Górze Oliwnej.

Nieco później zaczęto głosić, że Helena odnalazła też drzewo Krzyża Świętego. Twierdzono, że zgodnie z 

opisem ewangelistów natrafiła na resztki trzech krzyży. Który był Chrystusowy, przekonano się dotykając 
kolejno każdym z nich ciężko chorą niewiastę. Tylko jeden sprawił cud natychmiastowego wyzdrowienia, a 
podobno nawet przywrócił ją do życia. Część Krzyża pozostała w Jerozolimie, część zaś cesarzowa zabrała do 
Konstantynopola, podobnie jak gwoździe z Krzyża i tabliczkę, która była do niego przybita.

Jednakże współczesne źródła, a wśród nich także Euzebiusz z Cezarei, historyk Kościoła przebywający w 

Palestynie, milczą całkowicie o rzekomym odnalezieniu bezcennych relikwii. Mimo to kształtowała się z 
upływem lat opowieść coraz bogatsza, w pełni zaś uchwytna pod koniec wieku IV, czyli w dwa pokolenia po 
śmierci Heleny. Opowieść miała ogromne znaczenie dla powstania i umocnienia się tej specyficznej formy 
okazywania pobożności, jaką jest wyszukiwanie i otaczanie kultem prawdziwych czy też rzekomych relikwii.

Helena zmarła po powrocie z pielgrzymki około roku 330, zbliżając się do 80 roku życia. Cesarz był obecny 

przy jej zgonie.

Zwłoki Heleny spoczęły zapewne w mauzoleum przy via Labicana w Rzymie, w pobliżu miejsca, gdzie 

znajdował się jej pałac. Był to cały kompleks zabudowań, które zaczął wznosić jeszcze Septymiusz Sewer i gdzie 
później często przebywał Heliogabal. Kompleks ów obejmowano wspólną nazwą "sessorium", a wchodził w jego 
skład właściwy pałac, amfiteatr, termy. Te ostatnie, jak głosi zachowana inskrypcja, zostały odbudowane po 
pożarze właśnie przez cesarzową Helenę. Dziś pozostały z nich tylko resztki. Natomiast wielką salę pałacową po 
śmierci cesarzowej przebudowano na kościół, zwany dziś Santa Croce in Gerusalemme, czyli Święty Krzyż w 
Jerozolimie. I tu, jak chce tradycja, znajdują się relikwie Świętego Krzyża. W krypcie kościoła ustawiony jest 
posąg przedstawiający Helenę z krzyżem w ręku. W rzeczywistości jest to posąg Junony, znaleziony niegdyś w 
Ostii, ze zmienioną jednak głową i z dodanymi rękoma wraz z krzyżem. To prawdziwy symbol przemijania, a 
zarazem ciągłości kultów religijnych.

Już mniej więcej wiek po śmierci Heleny uznano ją za świętą we wschodnich krainach imperium, w 

zachodnich natomiast stało się to dopiero w wieku IX. Czci, jaką otaczano jej imię i postać, nie przeszkodził 
nawet fakt - przemilczany zresztą do dziś w żywotach hagiograficznych, a nawet w artykułach uczonych 
encyklopedii - że miała swój udział w śmierci Fausty i że była gorliwą popleczniczką arianizmu. A więc tej 
doktryny, którą sformułował Ariusz w początkach IV w., a która głosiła, że Chrystus był nie synem, lecz 
najdoskonalszym tworem Boga; została ona potępiona na soborze w Nicei w roku 325.

Fausta

"Flavia Maxima Fausta". Prawdopodobnie pierwsza i jedyna żona cesarza Konstantyna Wielkiego, 

panującego w latach 306-337 Augusta od 325 r. Została zgładzona z woli męża w r. 326. Miała dwóch lub trzech 
synów i dwie córki.

Urodziła się w Rzymie po roku 290 jako córka cesarza Maksymiana i jego drugiej żony Eutropii. Zaręczono 

ją z Konstantynem, kiedy była małą dziewczynką, on zaś dorastającym chłopcem. Podobno zaręczyny te 
przedstawiało symboliczne malowidło w pałacu cesarskim w Akwilei: mała dziewczynka z trudem podaje 
niewiele starszemu chłopcu zloty hełm, wysadzany drogimi kamieniami i zdobny pióropuszem. Do ślubu 
wszakże doszło dopiero w roku 307, być może w Arelate, czyli w obecnym Arles, w południowej Galii.

W trakcie ceremonii wygłoszona została, jak to było zwyczajem wówczas i bywa dziś jeszcze, mowa 

weselna. Zachowała się w całości. Ma dość szczególny charakter. Jest to bowiem w istocie panegiryk na cześć 

background image

nie tyle młodej pary, ile teścia, to jest cesarza Maksymiana, i jego zięcia Konstantyna. Mamy więc przed sobą 
rodzaj manifestu politycznego, głoszącego w najszumniejszych słowach, jakie to szczęście czeka wszystkich 
Rzymian i całe imperium dzięki umocnieniu władzy obu miłujących się, zwycięskich, wspaniałych cesarzy, od tej 
pory związanych rodzinnie. I prawdę mówiąc, autor miał rację rozwodząc się głównie nad tym aspektem 
zaślubin. Były one rodzajem transakcji politycznej, dzięki której obaj władcy potwierdzali wzajem ważność 
swych tytułów augustów, bardzo wątpliwą pod względem prawnym. O pannie młodej panegiryk zaledwie 
wspomina: opisuje owe malowidło w Akwilei i wyraża nadzieję, że małżeństwo da światu potomstwo szczęsne 
dla rodziców i całego świata.

Aby pojąć Faustę, Konstantyn musiał rozstać się ze swą dotychczasową żoną, czy też raczej konkubiną, 

imieniem Minerwina. Nasze źródła milczą o niej, choć była matką jego pierworodnego syna, Kryspusa. Ten w 
roku zaślubin ojca z Faustą był chłopcem kilkuletnim, niewiele młodszym od swej macochy. Gdybyż to ktoś z 
uczestników wspaniałych uroczystości był w stanie przewidzieć tak bliskie już wydarzenia, los Maksymiana, 
Fausty, Kryspusa!

W latach 307-312 Fausta przebywała wraz z mężem w Galii, gdzie jego główną rezydencją był Trewir. 

Konstantyn zwycięsko walczył z Germanami, a tymczasem żądza władzy Maksymiana komplikowała sytuację 
wewnętrzną. Chciał on najpierw pozbawić w Rzymie władzy swego syna, a brata Fausty, Maksencjusza. Potem 
złożył purpurę. A wreszcie przybył w roku 310 do Galii. Tu usiłował podburzać przeciw Konstantynowi, swemu 
zięciowi, wojska na południu, gdy ten walczył nad Renem. Dostał się jednak w Marsylii w ręce Konstantyna, a 
wkrótce potem znaleziono go powieszonego. Oficjalna propaganda głosiła, że było to samobójstwo, w 
rzeczywistości wszakże chodziło raczej o zabójstwo polityczne. Rozpuszczano też wieści, że Maksymian do 
ostatniej chwili knuł intrygi przeciw swemu zięciowi, usiłując wciągnąć do nich także Faustę. Podobno namówił 
ją, by zostawiła otwarte drzwi do sypialni małżeńskiej i w ten sposób pomogła mu zamordować męża. Ona 
wszakże powiadomiła Konstantyna o tym planie. W cesarskim łożu znalazł się eunuch, Maksymiana zaś 
schwytano z nożem w ręku, gdy już miał zadać cios morderczy. Ta niezbyt wiarygodna opowieść miała wyjaśnić i 
usprawiedliwić fakt usunięcia cesarskiego teścia w tak tajemniczych okolicznościach. Trzeba przyznać, że 
Konstantyn był mistrzem w fabrykowaniu tego rodzaju opowieści, mających tłumaczyć opinii publicznej różne 
jego posunięcia polityczne. Za tą pierwszą zbrodnią Konstantyna wobec członka swej rodziny, popełnioną 
zaledwie w 3 lata po ślubie z Faustą, miały pójść dalsze, znacznie bardziej wstrząsające.

Tymczasem narastał jego konflikt z władcą Rzymu Maksencjuszem. Konstantyn wtargnął do Italii latem 

roku 312, a już pod koniec października pokonał swego przeciwnika w bitwie przy moście Mulwijskim, niedaleko 
Rzymu. Maksencjusz utonął w Tybrze, jego zaś odciętą głowę triumfalnie obnoszono po mieście, na pewno nie 
bez wiedzy i zgody zwycięzcy. Bitwę tę uznano później i uznaje się do dziś za zwycięstwo prochrześcijańskiego 
cesarza Konstantyna nad poganinem Maksencjuszem, a więc za jedną z decydujących bitew w dziejach. A 
przecież Maksencjusz wcale nie był wrogiem nowej religii! Ideologię konfliktu dorobiono wiele lat później. Jest 
to dalszy przykład pomysłowości propagandowej Konstantyna.

W ciągu zaledwie 2 lat Fausta straciła ojca i brata - za sprawą swego męża. Tymczasem jej matka, 

Entropia, wyparła się Maksencjusza. Stwierdziła publicznie, że był tylko podrzutkiem, obcym dzieckiem, które 
wzięła, jej mąż bowiem koniecznie pragnął syna. Może jednak tym niewieścim kłamstwem uzyskała tyle, że 
Konstantyn nie odsunął Fausty, choć politycznie już jej nie potrzebował.

Z początkiem roku 313 spotkali się w Mediolanie Konstantyn, władca już całego Zachodu, i Licyniusz, pan 

większości prowincji wschodnich. Uzgodniono faktyczny podział imperium. Aby przypieczętować porozumienie, 
Konstantyn wydal tam swą przyrodnią siostrę Konstancję za Licyniusza. Uzgodniono też wspólną politykę wobec 
chrześcijan, ogłaszając sławny edykt tolerancyjny, wzorowany co prawda na wcześniejszym o 2 lata edykcie 
Galeriusza.

Fausta na pewno przyjechała do Mediolanu, chociażby z racji uroczystości ślubnych. Na pewno też z 

uznaniem przyjęła edykt tolerancyjny, sprzyjała bowiem chrześcijaństwu. Dała tego dowód w tym samym roku 
313, użyczając swego rzymskiego pałacu na obrady synodu biskupów. Zwołano go wobec groźby rozłamu w 
gminach prowincji afrykańskich. Ta schizma przeszła do historii pod nazwą donatyzmu, od imienia biskupa 
Kartaginy Donata, jej przywódcy.

Pałac Fausty stał na wzgórzu lateraneńskim, a więc niedaleko obecnej bazyliki św. Jana, katedry Rzymu. W 

latach tuż przed II wojną prowadzone tam prace wykopaliskowe odsłoniły resztki budowli pałacowych, a wśród 
nich wielką salę. Być może są to pozostałości pałacu Fausty i sali obrad synodu. Należało wspomnieć tu o 
stosunku Fausty do chrześcijaństwa również dlatego, że później, już w czasach bizantyńskich, pojawiła się 
absurdalna opowieść, jakoby próbowała ona odciągnąć Konstantyna od nowej wiary, za co Bóg pokarał ją 

background image

trądem.

Małżeństwo Licyniusza z Konstancją nie dało żadnych efektów politycznych, Konstantyn bowiem parł do 

konfliktu. W roku 317 doszło do bitwy pod miejscowością Cybale w Panonii. Pokonany Licyniusz musiał ustąpić 
zwycięzcy część prowincji naddunajskich.

Rok ten był ważny i szczęsny dla Konstantyna i Fausty również rodzinnie, dał im bowiem pierwszego syna. 

Przyszedł on na świat 7 sierpnia w Sirmium nad Sawą i otrzymał imię dziadka, Konstancjusz. Jednakże źródła 
mówią też o drugim synu, Konstantynie, zgodnie podając, że urodził się on w Arelate. Według jednych stało się 
to w roku 316, według innych także w 317. Jeśli przyjąć tę drugą datę roczną, Fausta oczywiście nie mogła być 
jego matką, skoro na pewno urodziła Konstancjusza, nazywanego wyraźnie wnukiem Maksymiana, podczas gdy 
Konstantyna nigdy tak nie określano. Zwraca też uwagę, że na niektórych monetach i napisach tytułowano 
Faustę jako "Noverca caesarum", to jest macocha cezarów. Jednym jej pasierbem na pewno był Kryspus, ale kim 
byłby drugi? Może właśnie Konstantyn młodszy? Jeśli tak, to nasuwa się dalsze pytanie: kim była jego matka? 
Chyba nie Minerwina, matka Kryspusa. Ale o jakiejkolwiek konkubinie cesarza źródła milczą, może dlatego, że 
chrześcijańskiemu władcy to nie przystało.

W roku 320 lub 323 Fausta powiła jeszcze jednego syna, Konstansa. Nie znamy natomiast rocznej daty 

narodzin córek, Konstantyny i Heleny. Ta ostatnia była chyba najmłodsza z rodzeństwa. Przyszła na świat w roku 
325. Wtedy też Fausta, której dotychczas dawano tylko tytuł "nobilissima femina", została wreszcie uznana 
oficjalnie za augustę. Zwraca uwagę, że odmawiano jej tego zaszczytu bardzo długo. Jakie były tego powody, 
skoro dała mężowi prawych następców tronu? Może niechęć do niej Heleny, jako córki Maksymiana i siostry 
Maksencjusza?

W roku 324 Konstantyn pokonał swego szwagra i władcę prowincji wschodnich, Licyniusza, a następnie 

kazał go stracić w Tesalonice, a więc w tym samym mieście, w którym przed 10 laty z woli właśnie Licyniusza 
dokonano egzekucji na żonie i córce Dioklecjana. W wojnie z Licyniuszem znaczną rolę odegrał pierworodny syn 
Konstantyna, Kryspus, dowodząc flotą. Lecz właśnie w roku 325 ten dwudziestokilkuletni człowiek podzielił los 
Licyniusza. Zabójcą był jego własny ojciec.

Tragedia ta miała charakter dramatu z czasów mitycznych, rozgrywała się jednak w realiach całkowicie 

historycznych, na dworze, w którym splatały się intrygi, hipokryzja, bigoteria. Cesarzowa Fausta, jak 
utrzymywano, zakochała się w swym pasierbie Kryspusie i próbowała go uwieść. Została odtrącona. Dotknięta w 
swej kobiecej dumie oskarżyła Kryspusa przed mężem, że to on starał się nakłonić ją do cudzołóstwa. Z rozkazu 
cesarza jego pierworodny syn został uwięziony i poniósł śmierć przez ścięcie w pobliżu miejscowości Pola w 
Istrii. Tak powtórzył się mit o Fedrze, rozkochanej w pasierbie Hipolicie, wzgardzonej i nakłaniającej swego męża 
Tezeusza, by pomścił to, na co rzekomo odważył się Hipolit. Już starożytni zwrócili uwagę na uderzające 
podobieństwo obu wydarzeń, nikt jednak nie podawał w wątpliwość, że takie były przyczyny, przebieg i finał. 
Możemy oczywiście snuć dziś różne przypuszczenia i doszukiwać się głębszych powodów zbrodni tak 
niesłychanej, nawet jak na tamte czasy, a popełnionej przez rzekomo chrześcijańskiego cesarza. Może chodziło 
o próbę zamachu stanu? Może Fausta oskarżyła Kryspusa, obawiając się, że przeszkodzi on jej synom w objęciu 
władzy?

Ta zbrodnia pociągnęła za sobą następną, obciążającą tak Konstantyna, jak i jego matkę Helenę. Matka 

cesarza, wstrząśnięta tragedią wnuka, postanowiła pomścić jego śmierć, doprowadzając do zguby Fausty. 
Oskarżyła ją, że popełniła cudzołóstwo, i to z mężczyzną bardzo niskiej kondycji, bo z gońcem. Cesarz uwierzył. 
Usunął Faustę w sposób wyjątkowo okrutny i perfidny. Z jego rozkazu eunuchowie zamknęli ją w łaźni, którą 
podgrzewali tak długo, póki nie wyzionęła ducha. Oczywiście można było potem ubolewać, że przyczyną śmierci 
był nieszczęśliwy wypadek. Jednakże nikt wówczas nie wątpił, kto jest prawdziwym mordercą.

Krążyły wieści, że sam Konstantyn, przerażony swymi czynami, zwrócił się do mędrca pogańskiego z 

prośbą, by go oczyścił. Ten odmówił, twierdząc, że są zbrodnie, których bogowie nie wybaczają nigdy. Wtedy to 
dopiero, tak mówiono, cesarz spotkał się z biskupami chrześcijańskimi, ci zaś oświadczyli, że odpuszczone mu 
zostanie wszystko, jeśli uczyni pokutę i przyjmie chrzest. Tym to sposobem, zdaniem pogan, cesarz przystał do 
nowej religii.

To wyjaśnienie oczywiście nie w pełni odpowiada prawdzie, albowiem już po roku 313 cesarz coraz jawniej 

wspierał chrześcijaństwo. Ale faktem jest również, że zwlekał z chrztem i przyjął go dopiero na łożu śmierci. 
Wierzył bowiem, jak niemal wszyscy wówczas, że zmywa on nawet najcięższe zbrodnie i pozwala stanąć przed 
Panem bez jakiejkolwiek skazy.

W ponurej galerii najbardziej zbrodniczych cesarzy rzymskich trzej zajmują czołowe miejsca, jeśli chodzi o 

świadome zabójstwa popełniane na najbliższych. Są to: matkobójca Neron, bratobójca Karakalla i wreszcie 

background image

Konstantyn. Ten zgładził syna, żonę, teścia, dwóch szwagrów, nie licząc osób spoza rodziny. Ponieważ jednak 
stał się gorliwym poplecznikiem, a w końcu nawet formalnym wyznawcą jedynie prawdziwej religii, głoszącej 
miłość bliźniego i zakazującej zabijać, wybaczono mu, darowano i zapomniano wszystko. Jako arianin nie 
dostąpił wszakże formalnej kanonizacji.

Konstancja

"Flavia Iulia Constantia". Żona cesarza Licyniusza, panującego w latach 308-325. Być może otrzymała tytuł 

augusty. Miała syna.

Była jedną z trzech córek cesarza Konstancjusza I i Teodory. Urodziła się zapewne nieco przed rokiem 300 

w Galii. Już w roku 311 lub następnym jej przyrodni brat, cesarz Konstantyn Wielki, zaręczył ją z cesarzem 
Licyniuszem, władcą prowincji naddunajskich i bałkańskich. Przygotowując wojnę z Maksencjuszem, panem 
Italii, Konstantyn chciał w ten sposób zabezpieczyć się od wschodu. Gdy Maksencjusz został pokonany, 
Konstantyn i Licyniusz spotkali się z początkiem roku 313 w Mediolanie. Tam zawarte zostało małżeństwo 
Konstancji z Licyniuszem. Podobno na ślub zaproszono byłego cesarza Dioklecjana, który jako człowiek prywatny 
rezydował wówczas w swym pałacu w Dalmacji. On jednak odmówił, zasłaniając się wiekiem i stanem zdrowia. 
Urażeni gospodarze zaślubin wypomnieli mu wówczas, że potajemnie sprzyjał ich wrogom. Te groźne insynuacje 
podobno wprawiły Dioklecjana w takie przerażenie, że popełnił samobójstwo przez zagłodzenie się, by nie 
zostać skazanym na śmierć haniebną. A więc ślub Konstancji byłby pośrednio przyczyną zgonu Dioklecjana. Ile w 
tym prawdy, trudno orzec, skoro nie jest nawet pewny rok jego śmierci.

Licyniusz, poślubiając Konstancję, prawdopodobnie już przekroczył 40 rok życia, podczas gdy ona mogła 

mieć około 15 lat. Różnica wieku była więc duża, nawet jak na tamtą epokę. Co gorsza, Licyniusz był prostakiem, 
pochodził z dołów społecznych, nie odebrał prawie żadnego wykształcenia, a swą pogardę dla ludzi kultury 
okazywał jawnie i brutalnie; nazywał ich trucizną i zarazą życia publicznego. Skłonny do okrucieństw, miewał 
wybuchy gwałtownego gniewu, a z drugiej strony lubował się w wulgarnych uciechach. Jednakże - tego nikt mu 
nie odmawiał - sprzyjał niższym stanom, zwłaszcza rolnikom, dbał też o dyscyplinę w armii.

Z małżeństwa z Licyniuszem miała Konstancja syna. Urodził się w lecie roku 315, a już w 20 miesięcy 

później został podniesiony do godności cezara. Licyniusz obchodził wówczas dziesięciolecie swego panowania, 
lecz władztwo jego zostało mocno uszczuplone po klęsce, jaką poniósł w bitwie z Konstantynem Wielkim w 
Panonii.

Nauczycielem syna Konstancji został Flawiusz Optatus, który potem zrobił wspaniałą karierę. Ożenił się z 

piękną córką bogatego gospodarza tawerny, a dzięki pieniądzom i urokowi żony otrzymał od Konstantyna po 
ostatecznym upadku Licyniusza patrycjat, a nawet został konsulem - co i tak go nie uchroniło od tragicznej 
śmierci w swoim czasie.

Licyniusz i jego żona przebywali głównie w Nikomedii małoazjatyckiej. Tamtejszy biskup Euzebiusz był 

gorącym zwolennikiem nauk Ariusza i zdołał przekonać także Konstancję. Pozostała wierna tej doktrynie do 
końca życia.

Tymczasem w roku 324 Licyniusz został ponownie pokonany przez Konstantyna Wielkiego. Z resztą swych 

wojsk schronił się w murach Nikomedii. Konstancja wzięła wówczas na siebie obronę męża i syna. Udała się 
osobiście do obozu zwycięzcy, swego przyrodniego brata, i uzyskała zapewnienie, że nie stanie się im nic złego, 
jeśli Licyniusz złoży purpurę. Co też ten uczynił. Miał odtąd przebywać jako człowiek prywatny w Tesalonice. 
Jednakże już w roku następnym został tam zgładzony z rozkazu wiarołomnego, jak zwykle, Konstantyna. 
Zarzucono mu, że usiłował wzniecić bunt garnizonu miasta. Tak więc śmierć spotkała go w tej samej Tesalonice, 
w której przed 10 laty kazał wykonać okrutny wyrok na żonie i córce Dioklecjana.

Najstraszliwszy wszakże cios spadł na Konstancję w roku 326, kiedy to Konstantyn skazał na śmierć jej 

zaledwie 12-letniego syna. Z punktu widzenia cesarza był to krok nieunikniony, nie mógł bowiem pozwolić, by 
dorastał ewentualny mściciel ojca. Pozbył się więc tego zagrożenia z właściwą sobie bezwzględnością.

Jeśli wierzyć źródłom, sama Konstancja cieszyła się u brata wielkimi względami, jakby nic się nie stało, 

jakby to nie z jego woli straciła męża i syna. Jej imieniem nazwano jedno z miast w Palestynie. Przysługiwał jej 
tytuł "Nobilissima femina", była więc wciąż jedną z najdostojniejszych osób w państwie. Poświęciła się głównie 
sprawom religii. Wprawdzie podczas soboru nicejskiego w roku 325 radziła bratu, by przyjął uchwalone tam 
wyznanie wiary, później jednak znowu wspierała arian. Podobno to właśnie ona przekonała brata, gdy odwiedził 

background image

ją, bardzo już cierpiącą, by odwołał z wygnania Ariusza. W każdym razie jest faktem, że cesarz jawnie opowiadał 
się po stronie arian i przyjął chrzest z rąk ariańskiego biskupa.

Nie wiadomo, kiedy zmarła Konstancja. Na pewno jednak musiało się to stać przed śmiercią Konstantyna 

Wielkiego, a więc przed rokiem 337. Odeszła, jak większość kobiet w owych czasach, stosunkowo młodo, chyba 
nie osiągnąwszy nawet 40 roku życia.

Olimpiada

"Olympias". Długoletnia narzeczona cesarza Konstansa, panującego w latach 337-350. Zmarła nieco przed 

r. 360. Nie miała potomstwa.

Po śmierci Konstantyna Wielkiego w roku 337 trzej jego synowie podzielili się cesarstwem. Wpierw jednak 

wywołali rozruchy wojsk w Konstantynopolu i wymordowali przyrodnich braci ojca z obawy, by ci nie stali się 
rywalami politycznymi. Konstantyn II otrzymał Zachód, a Konstancjusz II - Wschód; obaj oni, urodzeni w roku 
317, byli rówieśnikami. Najmłodszy, zapewne 17-letni Konstans, dostał pas środkowy, to jest Italię, Afrykę, część 
prowincji bałkańskich. Dwaj pierwsi byli już żonaci. Wstąpili w związki małżeńskie pod koniec życia ojca. Wiemy, 
że ślub Konstancjusza uświetniły wspaniałe uroczystości, a miasta i prowincje składały nowożeńcom kosztowne 
dary. Przybyło też poselstwo z Indii, przywożąc drogocenne klejnoty, egzotyczne zwierzęta, posągi ze 
szlachetnych metali. Jednakże, rzecz to paradoksalna, nie wiemy nic o małżonkach obu cesarzy, nie znamy 
nawet ich imion. Nie zostawiły też potomstwa. Mąż pierwszej z nich, Konstantyn II, zginął w bitwie ze swym 
bratem Konstansem już w roku 340, zapewne więc wdowa po nim żyła odtąd całkowicie zapomniana. Natomiast
żona Konstancjusza II zmarła przed rokiem 353, wtedy bowiem wstąpił on po raz drugi w związki małżeńskie, o 
których oczywiście będzie mowa osobno.

Jeśli chodzi o trzeciego syna, Konstansa, to za życia ojca zaręczono go z dziewczyną imieniem Olimpiada, 

córką prefekta pretorium Ablabiusza. Ten zginął z ręki żołnierzy w roku 337. Narzeczeństwo wszakże z jego 
córką utrzymano.

Konstans wziął ją ze sobą na zachód, lecz z roku na rok pod rozmaitymi pretekstami odwlekał zaślubiny. 

Jego zwolennicy utrzymywali, że cesarz nie wstępuje w związki małżeńskie, ponieważ nade wszystko umiłował 
cnotę czystości. A był rzeczywiście gorliwym katolikiem. Prawdziwa jednak przyczyna niechęci Konstansa do 
zaślubin stanowiła publiczną tajemnicę: był jawnym pederastą. Upodobał sobie zwłaszcza chłopców 
germańskich, którzy przebywali na jego dworze w charakterze zakładników.

W początkach roku 350 doszło w Galii do zamachu stanu. Oficer wysokiego stopnia, Magnencjusz, ogłosił 

się cesarzem. Konstans, opuszczony przez wszystkich, został dopadnięty przez pościg w małej miejscowości u 
stóp Pirenejów i tam zasieczony przy ołtarzu.

Olimpiada powróciła na wschód, zapewne do Konstantynopola. Nie na długo wszakże, albowiem z woli 

Konstancjusza II została wydana za mąż za króla Armenii, Arsacesa. Małżeństwo nie należało chyba do 
najszczęśliwszych, a sytuację pogarszały typowo orientalne intrygi dworskie. Zapewne nieco przed rokiem 360 
Olimpiada zmarła, podobno otruta. Ponieważ spodziewała się zamachu na swe życie, zważała szczególnie na 
podawane jej jedzenie. Wrogowie, nie widząc innego sposobu, jak opowiadano, podsunęli jej truciznę w opłatku 
komunijnym.

Euzebia

"Flavia Eusebia". Druga żona cesarza Konstancjusza II, panującego w latach 337-361. Zmarła przed r. 361. 

Nie zostawiła potomstwa.

Urodziła się w Tesalonice, czyli w obecnych Salonikach. Jej ojciec prawdopodobnie doszedł do godności 

konsula w roku 347, bracia zaś na pewno sprawowali ten urząd w roku 359. Cesarz Konstancjusz II poślubił ją 
zimą roku 352/353. Przebywał wówczas w Italii, walcząc z samozwańcem Magnencjuszem. Tam sprowadzono 
Euzebię i jej matkę z Macedonii we wspaniałym orszaku, tam też odbyły się zaślubiny.

Dlaczego niedawno owdowiały cesarz zwrócił uwagę właśnie na tę dziewczynę? Jej rodzina, o ile 

wiadomo, nie była skoligacona z panującą dynastią, nie wyróżniała się też arystokratycznym pochodzeniem lub 
majątkiem. Oczywiście nie poznamy nigdy powodów, dla których Euzebia znalazła uznanie w oczach cesarza i 

background image

jego doradców, trzeba jednak stwierdzić, że był to wybór dobry. Współcześni na ogół zgodnie przyznają, że 
odznaczała się urodą i obyczajnością, a dzięki staraniom matki - ojciec bowiem już zmarł - odebrała wyjątkowo 
staranne wykształcenie.

Historyk Ammian Marcellinus, który mógł znać ją osobiście, pisze: "Pięknością i obyczajami górowała nad 

innymi, a choć została wyniesiona tak wysoko, była przystępna". Nieco późniejszy autor dziełka "Epitome de 
Caesaribus", czyli "Skrót dziejów cesarzy", charakteryzuje ją wszakże inaczej. Przyznaje, że Konstancjusz II 
właśnie Euzebię miłował szczególnie i że jaśniała urodą, dodaje jednak: "Szkodziła dobremu imieniu męża przez 
swe Adamancje i Gorgonie oraz inne służby bardziej, niż przystoi to skromnej kobiecie". Owe Adamancje i 
Gorgonie to z pewnością wpływowe damy dworu. Następnie historyk dodaje sentencjonalnie: "Rady żon nieraz 
wspierają mężów. Pomijając inne przykłady, aż trudno uwierzyć, jak bardzo Pompeja Plotyna powiększała 
chwałę męża". Te krytyczne uwagi być może wiążą się z faktem, że cesarzowa jawnie wykorzystywała swe 
wpływy na męża dla dobra krewnych i przyjaciół. Jak już wspomniano, jej bracia zostali konsulami w roku 357, a 
majątki rodziny zwolniono od obowiązku podatkowego.

Euzebia, podobnie jak jej mąż i zmarły Konstantyn Wielki, wspierała arian. Przypisywano to działalności 

jednego z kapłanów ariańskich na dworze, w istocie jednak Konstancjusz II sprzyjał tej doktrynie chyba jeszcze 
za życia ojca, ona zaś, jak przystało na lojalną żonę, podzielała jego poglądy. Ale wiadomo też, że usiłowała 
również pomagać biskupowi Rzymu Liberiuszowi, skazanemu na wygnanie do Tracji za swą antyariańską 
postawę. On jednak odmówił przyjęcia pieniędzy i nieco złośliwie doradził, by przekazała je biskupom arianom.

Podczas jednego z synodów biskupich, bardzo licznych za panowania Konstancjusza II, doszło do 

wydarzenia nader charakterystycznego dla ówczesnego ceremoniału dworskiego, a zwiastującego też 
narastanie konfliktu pomiędzy władzą świecką i kościelną. Biskupi okazywali swój szacunek cesarzowej, która 
przyjmowała ich jak wszystkich innych poddanych. Nie pojawił się na audiencji tylko Leoncjusz, biskup jednego z 
miasteczek małoazjatyckich, zresztą arianin, jak większość wówczas na Wschodzie. Euzebia dała do zrozumienia, 
że oczekuje i jego przybycia, jeśli chce otrzymać wsparcie finansowe i pomoc w budowie kościoła. Biskup polecił 
przekazać jej, że to, co cesarzowa czyni dla biskupów, w istocie czyni dla siebie samej. Stwierdził dalej, że gotów 
jest stawić się, jeśli przyjmie go z szacunkiem należnym biskupowi. To ona ma wstać z tronu, kiedy on wejdzie 
do sali, ona skłoni się głęboko, by przyjąć jego błogosławieństwo, ona będzie stać w kornej postawie, kiedy on 
będzie zajmował miejsce, a usiądzie dopiero wtedy, gdy on da jej znak przyzwolenia. Dotknięta w swej dumie 
cesarzowa skarżyła się mężowi, ten jednak podobno pochwalił odwagę biskupa, pozwolił sobie zażartować z jej 
kobiecej reakcji i doradził, by zajmowała się raczej niewieścimi sprawami. Wielki historyk Kościoła w wieku XVII, 
Nain de Tillemont, bliski jansenizmowi, kładącemu szczególny nacisk na prostotę i skromność w życiu 
chrześcijanina, przytaczając tę opowieść, przy sposobności gani lekko i pośrednio, ale jednak wyraźnie, nie 
Euzebię, lecz Leoncjusza. Czyni bowiem uwagę: "Nie przystoi przedstawicielowi Kościoła poskramiać pychę 
innych przez okazywanie jeszcze większej pychy własnej". Trudno się dziwić, że Kościół potępił jansenizm.

Najistotniejszą jednak rolę, o prawdziwie historycznym wymiarze, odegrała Euzebia okazując decydującą 

pomoc młodemu człowiekowi z cesarskiej rodziny, kiedy ważyły się jego losy. Był nim Julian, późniejszy cesarz. 
Jego ojciec, przyrodni brat Konstantyna Wielkiego, padł ofiarą rzezi w roku 337. Juliana i jego nieco starszego 
brata przyrodniego, Gallusa, oszczędzono wówczas ze względu na wiek jeszcze chłopięcy. Gallus, wyniesiony 
później z woli Konstancjusza II do godności cezara i wielkorządcy Wschodu, został w roku 354 oskarżony o 
okrucieństwo i spiskowanie, a potem ścięty w Poli. Taki sam los mógł spotkać Juliana, choć zajmował się 
wyłącznie studiami i stronił od polityki. Był przecież najbliższym żyjącym męskim przedstawicielem rodu 
panującego, obok samego Konstancjusza. Znalazł się jednak pod ścisłym nadzorem, cesarz wciąż się wahał. Sam 
Julian tak przedstawiał później te chwile w roku 355: "Przez całych 7 miesięcy Konstancjusz ciągał mnie po 
różnych miejscowościach, i to pod silną strażą. Rozkaz uwolnienia wydal bardzo niechętnie. Nie wyszedłbym z 
jego rąk, gdyby nie łaska któregoś z bogów. To ona zjednała mi życzliwość pięknej i dobrej cesarzowej Euzebii".

Dlaczego Euzebia okazała tyle łaskawości młodemu człowiekowi, którego wówczas w ogóle nie znała? Być 

może stało się tak skutkiem splotu intryg dworskich. Ponieważ przeciw Julianowi występował możny dostojnik, 
prepozyt świętej sypialni, niechętny Euzebii, ona uznała za swój obowiązek otoczyć zagrożonego opieką.

Tak więc dzięki jej wstawiennictwu Julian uzyskał zwolnienie z domowego aresztu, a później nawet zgodę 

na studia w Atenach. "Euzebia wiedziała, jak cieszy mnie nauka, a rozumiała też, że tamta kraina sprzyja 
poważnym zainteresowaniom. Modliłem się wtedy do bóstwa, aby jej, przede wszystkim zaś, jak się godzi, 
cesarzowi dał pełnię pomyślności w nagrodę za to, że umożliwili mi ujrzenie prawdziwej ojczyzny".

W swych ukochanych Atenach Julian przebywał jednak zaledwie 3 miesiące. Wczesną jesienią roku 355 

wezwano go pilnie do Mediolanu, gdzie rezydował cesarz. Zastanawiano się wówczas, jak przeciwstawić się 

background image

najeżdżającym Galię Germanom. I znowu zadziałała Euzebia, przekonując męża, że powinien tam wysłać Juliana. 
Dlaczego? Według jednych po prostu obawiała się podróży w strony tak dalekie. Inni utrzymywali, że sprzyjała 
Julianowi z rozsądku. Uważała mianowicie, że osobę spokrewnioną należy przedkładać nad wszystkie 
postronne. Wywodziła, że jeśli poradzi sobie z Germanami, wszyscy powiedzą, iż jest to zasługa cesarza, który 
dokonał właściwego wyboru. Jeśli zaś poniesie klęskę i zginie, to Konstancjusz pozostanie jako ostoja imperium, 
a nie będzie już nikogo, kto mógłby pretendować do tronu.

Julian tak wspominał wówczas owe dni: "Po przyjeździe do Mediolanu zamieszkałem na przedmieściu. 

Euzebia często tam do mnie posyłała, zapewniając o swej życzliwości i zachęcając, bym śmiało pisał o wszystkim, 
czego tylko bym potrzebował".

Ostatecznie Julian musiał się zgodzić na przyjęcie purpury cezara. Ceremonia odbyta się w Mediolanie w 

dniu 6 listopada roku 355 Rozpoczął się nowy okres w życiu niedawnego studenta, okres pałacowej niewoli. 
Najbardziej doskwierał mu brak książek: "Miałem ich przy sobie niewiele, wyjeżdżając bowiem z Aten sądziłem, 
że uda mi się rychło powrócić. Otóż Euzebia ofiarowała mi wtedy dużo dzieł różnej treści. Były to pisma 
filozofów, a także utwory rozmaitych pisarzy, retorów, poetów. W ten sposób cesarzowa w pełni zaspokoiła 
moje pragnienia, choć jestem wręcz nienasycony, jeśli chodzi o ten rodzaj obcowania intelektualnego. Dzięki jej 
książkom Galia stała się dla mnie przybytkiem muz helleńskich". Te słowa wystawiają oczywiście najwspanialszy 
pomnik umysłowości samej Euzebii.

Jednakże w listopadzie młody cezar musiał spełnić jeszcze inny obowiązek polityczno-rodzinny: poślubił, 

oczywiście z rozkazu cesarskiej pary, siostrę Konstancjusza, Helenę, starszą od siebie o lat co najmniej kilka.

Z początkiem grudnia tegoż roku 355 opuścił Mediolan wiodąc zaledwie kilkuset ludzi, którzy, jak sam 

później to określił, lepiej potrafili się modlić niż walczyć. Jednym z nich był późniejszy św. Marcin z Tours. Nigdy 
jednak nie zapomniał życzliwości Euzebii. Dal temu jawny wyraz zwłaszcza w dwóch mowach: jedna z nich, z 
roku 357, jest wprost panegirykiem na cześć Euzebii, druga zaś, skierowana do ludu ateńskiego, również zawiera 
wiele ciepłych wzmianek o cesarzowej.

Wiosną roku 357 Konstancjusz wraz z Euzebią przebywali w Rzymie. Przyjechała tam również żona Juliana, 

Helena. Obie dostojne panie, z których pierwsza była mężatką od lat już 5, druga zaś od 2, nie miały dzieci. 
Podobno właśnie wtedy, w Rzymie Euzebia podstępnie podała Helenie truciznę powodującą poronienia, nie 
chciała bowiem dopuścić do tego, aby to tamta urodziła ewentualnego dziedzica tronu. Ale ona sama korzystała,
jak mówiono, z usług znachorki, aby stać się płodną. Jednakże leki te wywołały u niej ciężką chorobę narządów 
kobiecych. Cierpiała wielkie bóle. Próbowała je złagodzić, przyzywając sławnego wówczas terapeutę. Był nim 
biskup Teofil, rodem z pogranicza Indii, a przebywający wtedy na wygnaniu, popadł bowiem w niełaskę cesarza. 
Leczył Euzebię dotykiem rąk, co oczywiście przynosiło ulgę tylko chwilową.

Nie wiemy, kiedy i gdzie Euzebia zmarła. Na pewno stało się to przed początkiem roku 361, wtedy bowiem 

Konstancjusz poślubił swą trzecią żonę. Odchodząc nie miała więcej niż dwadzieścia kilka lat życia, odeszła więc 
przedwcześnie, jak większość cesarzowych.

Faustyna

"Faustina". Trzecia i ostatnia żona cesarza Konstancjusza II, panującego w latach 337-361. Miała córkę.

Konstancjusz poślubił Faustynę w Antiochii syryjskiej pod koniec roku 360 lub z początkiem następnego, 

wkrótce po śmierci swej drugiej żony Euzebii. Nie wiemy nic o jej rodzinie. Była przy nadziei, gdy Konstancjusz 
zmarł niespodziewanie śmiercią naturalną z początkiem listopada roku 361 w pobliżu małoazjatyckiego miasta 
Tarsus. Spieszył wówczas na zachód, by powstrzymać marsz Juliana, który obwołał się cesarzem w Galii i już 
opanowywał prowincje bałkańskie.

Tak więc córka Konstancjusza II, jedyne jego dziecko, urodziła się jako pogrobowiec. Otrzymała imię ojca, 

Konstancja. Znalazła się obecnie wraz z matką na łasce Juliana, który po śmierci Konstancjusza II był jedynym 
panem imperium. On wszakże w niczym im nie zagroził. Natomiast w kilka lat później, już po śmierci Juliana, 
zostały wciągnięte w wir dramatycznych wydarzeń.

Pojawił się mianowicie w roku 365 w Konstantynopolu samozwaniec Prokopiusz, być może krewny matki 

Juliana. Faustyna wraz z córką przebywały wówczas w mieście nad Bosforem lub w jego okolicach. Uzurpator 
wykorzystał ich obecność. Obnosił kilkuletnią dziewczynkę na rękach przed oddziałami żołnierzy, mianując się 
opiekunem dziecka jako najbliższy krewny. A Konstancja była jedyną prawowitą latoroślą wielkiej dynastii. 

background image

Wzywał do dochowania wierności pamięci Konstantyna Wielkiego i Konstancjusza II, która była wciąż żywa w 
szeregach armii. Prokopiusz zabrał też Faustynie przechowywane przez nią insygnia cesarskie. Czy działo się to 
za jej zgodą, czy też pod przymusem?

Nieco później, gdy na ziemiach Azji Mniejszej dochodziło do pierwszych starć pomiędzy wojskami 

Prokopiusza i cesarza Walensa, nowego władcy prowincji wschodnich, z rozkazu samozwańca wśród jego 
zastępów pojawiała się lektyka z Faustyną i jej córeczką, co miało unaocznić żołnierzom, dla kogo walczą. 
Początkowe starcia miały przebieg korzystny dla Prokopiusza, ostatecznie jednak został pokonany w maju roku 
366 i stracony. I znowu, jak poprzednio, zmiana na tronie nie miała większego wpływu na losy obu kobiet. 
Widocznie uznano, że Faustyna nie miała wyboru i musiała spełniać wolę uzurpatora. Na pewno też liczono się z 
opinią publiczną, dla której imię ojca, dziada i pradziada Konstancji wciąż wiele znaczyło - czego najlepszym 
dowodem jest fakt, że w niecałe 10 lat później cesarz Gracjan poślubił Konstancję, by zalegitymizować swe 
prawa do tronu.

Nie wiemy, czy Faustyna doczekała tej chwili.

Helena Młodsza

"Flavia Helena". Pierwsza i jedyna żona cesarza Juliana, panującego w latach 360-363. Nie zostawiła 

potomstwa.

Była córką cesarza Konstantyna Wielkiego i Fausty, zapewne najmłodszą. Imię otrzymała po swej babce, 

konkubinie lub żonie cesarza Konstancjusza I. Ponieważ Fausta zmarła w roku 326, Helena musiała urodzić się 
najpóźniej w tym roku. Kiedy więc w listopadzie roku 355 poślubiła w Mediolanie swego kuzyna Juliana, miała 
prawie 30 lat. To dużo, jak na wiek panny młodej w tamtych czasach. Jej małżonek natomiast był młodszy od 
niej o co najmniej 7 lat, urodził się bowiem w roku 332. Tę niezwykłą sytuację tłumaczy oczywiście to, że 
małżeństwo zawarto tylko i wyłącznie z przyczyn politycznych. Cesarz bowiem Konstancjusz II, czyniąc Juliana 
cezarem i powierzając mu obronę Galii przed Germanami, uważał, iż to małżeństwo zabezpieczy lojalność jego 
młodszego współwładcy. Złudzenie wręcz zdumiewająco naiwne, skoro sam Konstancjusz wiedział doskonale, iż 
żadne z małżeństw dynastycznych nie spełniło wówczas oczekiwań i nie zapobiegło wojnom pomiędzy 
skoligaconymi władcami. Również ten związek miał rychło potwierdzić regułę.

Współczesny wydarzeniom historyk Ammian Marcellinus zaznacza, że Julian poślubił Helenę jako dziewicę, 

nasuwa się więc pytanie, dlaczego tak długo zwlekano z wydaniem Heleny za mąż. Najprawdopodobniej jej brat 
Konstancjusz II, chorobliwie podejrzliwy i pyszny, nie widział godnego kandydata.

Niemal tuż po ślubie Helena udała się wraz z mężem do Galii, gdzie młody cezar zajął się natychmiast 

przygotowywaniami do wyparcia Germanów. Nie zaniedbywał wszakże swych obowiązków małżeńskich, skoro 
zapewne już w roku 356 Helena powiła syna. Zmarł on jednak tuż po porodzie, jak twierdzono, z winy położnej. 
Ta bowiem, jak utrzymuje Ammian Marcellinus, obcięła pępowinę zbyt nisko, powodując tym śmierć 
niemowlęcia. Zdaniem historyka dopuściła się tej zbrodni, ponieważ została przekupiona. Tak usilnie starano się, 
woła Ammian, by nie przyszedł na świat potomek męża tak wielkiej dzielności, jakim był Julian!

Każdy czytelnik tych słów musiał oczywiście domyślać się, że właściwym sprawcą śmierci dziecka był 

Konstancjusz II. Ale czy właśnie i tylko on? Tenże sam historyk w innym miejscu zdaje się kierować podejrzenia 
głównie na żonę cesarza, na Euzebię. W roku bowiem 357, jak twierdzi Ammian, ta pozorując uczucia, zaprosiła 
Helenę do Rzymu na uroczystości dwudziestolecia rządów Konstancjusza II. Uczyniła to jednak, wywodzi 
Ammian, podstępnie, albowiem sama będąc bezpłodna podawała Helenie truciznę, mającą powodować 
poronienia każdej ciąży.

Te pogłoski i oskarżenia, przekazane przez pisarza rozsądnego i światłego, jakim był Ammian, 

charakteryzują dobrze atmosferę wzajemnej podejrzliwości i pomówień na dworze cesarskim oraz powszechne 
przekonanie, że osoby tej rodziny gotowe są do popełnienia wszelkiej zbrodni. Przyczyna zaś prawdziwa 
poronień Heleny mogła być bardzo prozaiczna i dobrze dziś znana: konflikt krwi pomiędzy małżonkami.

W lutym roku 360 Julian i Helena przebywali w miejscowości Lutetia Parisiorum, czyli w dzisiejszym 

Paryżu. Jest to pierwsza historycznie poświadczona bytność cesarskiej pary w tym mieście, które zresztą Julian 
szczególnie lubił i któremu poświęcił sympatyczny, ciepły opis - najstarszy zachowany opis Paryża. Wtedy też 
doszło do pierwszego tam wydarzenia o wielkim wymiarze dziejowym. Oto właśnie w Lutecji Julian został 
obwołany przez swe wojska augustem. On sam twierdził później, że stało się to wbrew jego woli.

background image

Ponieważ Konstancjusz stanowczo nie chciał potwierdzić tytułu, wojna domowa wydawała się 

nieunikniona. Okazało się ponownie, jak nic nie znaczą wszelkie koligacje. Helena znalazła się w trudnej sytuacji. 
Wobec kogo miała być lojalna - męża czy brata? Istnieje tylko jedna, i to pośrednia wskazówka, że opowiedziała 
się za Julianem. On sam bowiem poświadcza, że w owych krytycznych dniach w Lutecji jeden z dostojników jej 
dworu wystąpił przeciw tym żołnierzom, którzy chcieli dochować wierności Konstancjuszowi. To nie mogło się 
stać bez wiedzy i zgody Heleny.

Nie doczekała jednak dalszego rozwoju wydarzeń, zmarła bowiem w roku 360 lub w początkach 

następnego. Z woli Juliana jej ciało przewieziono do Rzymu i pochowano w mauzoleum przy via Nomentana, 
gdzie już spoczywała jej siostra Konstantyna. Mauzoleum w formie rotundy, jeden z najciekawszych zabytków 
architektury rzymskiej tego okresu, zdobne wspaniałymi mozaikami, zachowało się do dziś jako kościół św. 
Konstancji; tak bowiem często nazywano Konstantynę, myląc ją z jej krewnymi Konstancjami.

Ammian Marcellinus z uznaniem wspomina, że po śmierci małżonki Julian nie zbliżył się do żadnej kobiety. 

Nasuwa się jednak pytanie, jak potoczyłyby się losy obojga, gdyby Helena żyła dłużej. Była przecież 
chrześcijanką, katoliczką, on natomiast objawił się rychło jako gorliwy wyznawca bogów.

Charyto

"Charito". Żona, zapewne pierwsza i jedyna, cesarza Jowiana, panującego w latach 363-364 Poślubiła go, 

nim wstąpił na tron. Miała dwóch synów.

Jej ojciec Lucylian pochodził spod Sirmium nad Sawą. Za Konstancjusza II doszedł do godności naczelnika 

jazdy w Ilirii, czyli w części prowincji bałkańskich, lecz w roku 361 wystąpił z armii i osiadł w stronach rodzinnych. 
Zapewne wtedy wydał za mąż swą córkę Charyto, wybierając ziomka. Był nim Jowian, z okolic niezbyt odległego 
Singidunum, obecnego Belgradu. Jego przodkowie zamieszkiwali tam przypuszczalnie od dawna, a na pewno w 
owych stronach przyszedł na świat ojciec Jowiana, Warronian. Był on dowódcą straży przybocznej Konstancjusza
II i podobnie jak Lucylian mniej więcej w tymże czasie porzucił służbę, by zażywać spokoju w swych dobrach. 
Jego zaś miejsce w korpusie straży przybocznej cesarza, wtedy już Juliana, zajął syn, właśnie Jowian.

Było to więc typowe małżeństwo osób z tej samej sfery społecznej, z tej samej prowincji, z tego samego 

korpusu oficerów zawodowych. Syn ziemianina z Panonii, byłego oficera elitarnej formacji, żenił się z córką także 
ziemianina, także osiadłego w Panonii, także oficera gwardii. Sytuacja, jaka zdarza się w krajach nowożytnych, 
najczęściej chyba w Anglii. Małżeństwo zawarto około roku 361, ponieważ najstarszy syn Jowiana i Charyto, 
zwany po dziadku Warronianem, był jeszcze bardzo małym dzieckiem w roku 363.

Rzadko spotykane imię Charyto jest oczywiście pochodzenia greckiego. Wywodzi się od nazwy bogiń 

wdzięku, charyt. Rodzina jej ojca Lucylliana była rzymska jak cala ludność ówczesnej Panonii. Widocznie jednak 
sam Lucylian lub któryś z jego przodków wziął sobie za żonę grecką dziewczynę i ta jakby w posagu wniosła to 
imię do rodziny.

Pod koniec czerwca roku 363 w zamęcie bitewnym, podczas odwrotu armii rzymskiej z Persji, cesarz Julian 

został śmiertelnie ranny. Żołnierze dali purpurę dowódcy jego gwardii, a więc Jowianowi, pomni też zasług jego 
ojca Warroniana. Nowy cesarz zawarł szybko pokój z Persami, zresztą niekorzystny, i zmierzał przez 
Mezopotamię oraz Azję Mniejszą na zachód. Jego ojciec otrzymał wiadomość o wyniesieniu syna na tron, zmarł 
jednak wkrótce i nigdy nie ujrzał go jako cesarza. Natomiast Lucylian, ojciec Charyto, został natychmiast 
mianowany naczelnym wodzem wojsk pieszych i jazdy. Zgodnie z rozkazami zięcia ruszył do Galii, tam jednak 
zginął podczas rozruchów w obecnym Reims. Tak więc ci dwaj, ojciec i teść, nie spotkali się z cesarzem 
Jowianem. Jeśli wierzyć jednemu ze źródeł, taki sam los spotkał jego żonę Charyto, choć wyruszyła jak 
najspieszniej ze wspaniałym orszakiem na spotkanie powracającego męża.

Mimo tej informacji, na podstawie jednej z późniejszych kronik wydaje się, że w przypadku Charyto było 

inaczej. Otóż w dniu 1 stycznia roku 364 cesarz uroczyście objął urząd konsula w Ancyrze, obecnej Ankarze. Jako 
współkonsula dobrał sobie swego starszego synka, Warroniana. Naoczny świadek wydarzeń, Ammian 
Marcellinus, podaje, że chłopczyk, jeszcze mały i przestraszony tym, co dzieje się wokół, płakał żałośnie, kiedy 
wieziono go na tradycyjnym krześle rzymskiego urzędnika, tak zwanym kurulnym. Później, powiada Ammian, 
uznano jego dziecinne kwilenie za wieszczą zapowiedź nadchodzącego nieszczęścia. Trudno sobie wyobrazić, by 
matka nie towarzyszyła tak małemu dziecku w czasie podróży do ojca. Jeśli zdążył przyjechać do Ancyry 
Warronian, musiała też zdążyć Charyto.

background image

Zachowały się jeszcze napisy, datowane zgodnie z rzymskim zwyczajem nazwiskami konsulów roku 364, a 

więc Jowiana i Warroniana. Ten ostatni tytułowany jest "nobillisimus puer". Nie wiadomo, czy także Charyto 
otrzymała tytuł "nobilissima femina" lub augusta.

Zaledwie w 2 miesiące później, w lutym roku 364, Jowian zatrzymał się, podróżując wciąż na zachód, w 

gospodzie u granic prowincji Bitymi. Po obfitej kolacji udał się na spoczynek w świeżo pobielonym pokoju. 
Nagrzano pomieszczenie dobrze, zima bowiem była wyjątkowo surowa. Rankiem znaleziono cesarza martwego. 
Panował zaledwie 7 miesięcy. Umierając miał 33 lata.

Pochowano Jowiana w sarkofagu w kościele Świętych Apostołów w Konstantynopolu. Wiele lat później 

spoczęła obok męża również Charyto, oboje więc byli chrześcijanami. O losie jej i synów po śmierci męża nic nie 
wiemy, poza przypadkową informacją, że żyła w wielkiej trwodze o los swój i potomstwa. Siedem miesięcy 
blasku i wiele lat ciągłej niepewności, obaw i strachu!

Maryna Sewera

"Marina Severa". Pierwsza żona cesarza Walentyniana I, panującego w latach 364-375, poślubiona przed 

jego wstąpieniem na tron. Miała syna.

Walentynian, oficer wysokiego stopnia, obwołany został cesarzem przez wojska w małoazjatyckiej Nicei w 

kilka dni po niespodziewanej śmierci Jowiana. Był już żonaty, i to co najmniej od 6 lat, jego bowiem syn Gracjan 
urodził się w kwietniu roku 359. Podwójne imię żony stało się przyczyną pewnych nieporozumień już w źródłach 
starożytnych, jedne bowiem mówią o Marynie, inne o Sewerze, jakby to były dwie różne kobiety. Walentynian i 
jego ojciec pochodzili z Panonii, również syn jego i Maryny Sewery przyszedł na świat w tejże prowincji, w 
Sirmium. Wydaje się więc prawie pewne, że i ona była stamtąd rodem.

Walentynian, zwany później Pierwszym, zajmował się sprawami Zachodu, tocząc walki z Germanami nad 

Renem i Dunajem. Natomiast Wschód pozostawił bratu. Maryna Sewera towarzyszyła mu w Galii, w każdym zaś 
razie była z nim w roku 367 w dzisiejszym Amiens. Walentynian przeszedł tam bardzo ciężką i niemal śmiertelną 
chorobę, a gdy cudem powrócił do zdrowia, ogłosił augustem Gracjana, chłopca zaledwie 8-letniego. Uczynił to, 
jak podaje jedno ze źródeł z namowy właśnie żony i teściowej. Jednakże wkrótce potem, na pewno jeszcze 
przed rokiem 370, rozwiódł się z matką Gracjana i usunął ją z dworu, aby pojąć drugą żonę, Justynę.

Kilkadziesiąt lat później historyk Kościoła Sokrates tak przedstawił przyczynę rozwodu: Maryna Sewera 

poznała piękną młodą dziewicę, osieroconą przez ojca, Justynę. Tak ją polubiła, że nawet razem się kąpały. 
Zachwycona urodą Justyny, opisała ją mężowi twierdząc, że nawet ona sama jako kobieta jest pod wrażeniem 
jej wdzięku. To właśnie sprawiło, że Walentynian oddalił Marynę Sewerę, a wziął za żonę Justynę. Wydał 
jednocześnie ustawę, tak twierdzi Sokrates, że można mieć dwie żony naraz.

Absurdalność tej opowieści nie wymaga komentarza. Justyna, jak o tym będzie jeszcze mowa, nie była 

wówczas dziewicą, lecz młodą wdową. Cesarz ponad wszelką wątpliwość nie wydał ustawy zezwalającej na 
bigamię. Nie zachowała się żadna o niej wzmianka, byłaby zresztą całkowicie niezgodna z odwiecznymi 
zasadami rzymskiego prawa, jej ogłoszenie musiałoby być prawdziwym gromem z nieba. Pomińmy już 
psychologiczną nierealność opowieści: żona rozpływa się w pochwałach przed mężem nad urodą młodej 
dziewczyny.

Jednakże ta niemal humorystyczna opowieść Sokratesa ma swoiste uzasadnienie. Otóż Walentynian jako 

chrześcijanin nie powinien był się rozwodzić. Wiedziano wszakże powszechnie, że miał kolejno dwie żony, obie 
prawnie poślubione. W tej sytuacji pobożny historyk Kościoła przyjął, by nie gorszyć maluczkich, że rozwodu z 
Maryną Sewerą nie było, czyli musiała istnieć ustawa zezwalająca na bigamię.

Rzeczywista zaś przyczyna rozstania się z pierwszą żoną była bardzo prozaiczna. Wspomina o tym wysoce 

wiarygodna kronika z czasów bizantyńskich, zwana "Chronicon paschale". Otóż cesarzowa dopuściła się 
nadużycia, wykorzystując bowiem swe stanowisko, wymusiła na pewnej kobiecie, by sprzedała jej posiadłość 
podmiejską po znacznie zaniżonej cenie. Walentynian dowiedziawszy się o tym powołał zaprzysiężonych 
rzeczoznawców, którzy wycenili posiadłość zgodnie z rynkową wartością. Ziemia została zwrócona poprzedniej 
właścicielce, cesarzowa zaś musiała rozstać się z mężem i dworem. Co prawda można też podejrzewać, że 
sprawa owa tylko posłużyła cesarzowi za pretekst, by rozwieść się z Maryną i wziąć żonę młodszą i piękniejszą.

Po śmierci Walentyniana Gracjan pozwolił matce powrócić na dwór cesarski. Nie wiemy, kiedy zmarła. 

Została pochowana w Konstantynopolu, w kościele św. Apostołów obok sarkofagu męża.

background image

Justyna

"Iustina". Druga żona cesarza Walentyniana I, panującego w latach 364-375 Najpierw była żoną cesarza 

samozwańca, Magnencjusza. Poślubiła Walentyniana nieco przed rokiem 370. Miała z nim syna i trzy córki.

Jej dziadem był zapewne Wetiusz Justus, konsul roku 328. Ojciec piastował namiestnictwo krainy Picenum 

w Italii. Otrzymał ów urząd niewątpliwie od samozwańczego cesarza Magnencjusza, który władał Zachodem w 
latach 350-353. Wtedy też na pewno dostąpił tego zaszczytu, że władca poślubił jego córkę. Jednakże 
samozwaniec został pokonany przez cesarza Konstancjusza II i popełnił samobójstwo, a Justyna stała się wdową,
nie mając chyba lat 15. Nieco później cesarz skazał na śmierć jej ojca, usuwając stronników Magnencjusza w 
Italii. Za pretekst posłużył rzekomy sen Justusa o cesarskiej purpurze. Traktowano zaś wtedy sny bardzo 
poważnie. Przypisywano im często, zwłaszcza snom dostojników, polityczne znaczenie.

Na szczęście dla siebie Justyna nie miała dzieci z małżeństwa z Magnencjuszem. Zapewne dzięki temu 

darowano życie jej i braciom. Jeden z nich zwał się Konstancjan, młodszy zaś Cerealis. Pierwszy, służąc w wojsku,
wziął udział w kampanii perskiej za Juliana, potem zaś został koniuszym na dworze Walentyniana I. Zginął w 
roku 369, gdy wpadł w zasadzkę rozbójników grasujących wtedy po całym kraju. Wspominając o tym, Ammian 
Marcellinus nazywa go powinowatym cesarza Walentyniana oraz rodzonym bratem Justyny i Cerealisa. Wynika 
z tego określenia, że wtedy była ona małżonką władcy.

Historyk Sokrates twierdzi - o czym już była mowa - że do małżeństwa tego niechcący doprowadziła 

pierwsza żona Walentyniana, Maryna Sewera, wychwalając urodę Justyny przed mężem. Zapłaciła za te 
nierozważne słowa utratą męża, rozwodem, usunięciem z dworu. Nie dowiemy się chyba nigdy, co sprawiło, że 
cesarz zwrócił uwagę właśnie na Justynę i w jakich stało się to okolicznościach. Być może to jej brat Konstancjan 
jako dostojnik wysokiej rangi przedstawił siostrę władcy. Ale mogło też być inaczej: to on zawdzięczał swój 
urząd siostrze, gdy została cesarzową. A może sam Walentynian pragnął poznać młodziutką wdowę po 
Magnencjuszu i został oczarowany jej urodą?

Cesarz zmarł jesienią roku 375. W ciągu 6 lat Justyna dała mu czworo dzieci. Syn urodzony w roku 371 

nosił imię ojca i panował potem jako Walentynian II. Przyszły też na świat trzy córki: Justa, Grata i Galla. Jeśli 
więc wśród nich nie było bliźniąt, cesarzowa rodziła co półtora roku.

Śmierć Walentyniana I nastąpiła skutkiem udaru mózgu. Stało się to w naddunajskiej miejscowości 

Brigetio. Cesarzowa przebywała wówczas wraz z synem w oddalonej o prawie 100 mil willi cesarskiej. Jej brat 
Cerealis natychmiast przewiózł 4-letniego chłopca do obozu wojsk w Akwinkum, obecnym Budapeszcie, gdzie 
został on okrzyknięty cesarzem. Imperium więc miało odtąd trzech władców: Walens, brat zmarłego 
Walentyniana I, rządził Wschodem, Gracjan syn tegoż Walentyniana, Zachodem, częścią natomiast środkową, 
czyli Italią, prowincjami bałkańskimi i alpejskimi, a zapewne też Afryką, małoletni Walentynian II. Opiekę 
polityczną nad bratankiem sprawował Gracjan, natomiast wychowaniem chłopca zajmowała się bezpośrednio 
cesarzowa wdowa, Justyna. Ona i syn rezydowali głównie w Sirmium i w Mediolanie.

Justyna była gorliwą arianką i dawała temu wyraz w różnych okolicznościach. Tak też kształtowała poglądy 

religijne syna. Dochodziło do ostrych konfliktów z katolikami, a zwłaszcza z biskupem Mediolanu, Ambrożym, w 
obronie którego stała tamtejsza gmina.

Tymczasem sytuacja w imperium uległa groźnym zmianom. W sierpniu roku 378 cesarz Walens zginął w 

bitwie z Gotami pod Adrianopolem. Jego miejsce na tronie jako władca Wschodu zajął w roku następnym 
Teodozjusz, poplecznik katolików. Natomiast na Zachodzie w roku 383 samozwaniec Maksymus opanował 
Brytanię i przerzucił swe wojska do Galii. Gracjan usiłował zastąpić mu drogę, został jednak zamordowany. O 
zaciekłej nienawiści pomiędzy arianami i katolikami świadczy całkowicie zmyślona później opowieść, że Gracjan 
został zasieczony z poduszczenia arianki Justyny, gdy w Konstantynopolu (gdzie chyba nigdy nawet nie 
przebywał) udawał się do swej loży w cyrku. Tak więc z całej rodziny Walentyniana pozostał jako jedyny jej 
męski przedstawiciel małoletni syn. Na szczęście miał matkę energiczną i dzielnie walczącą w obronie jego praw.

Wobec groźby najazdu Maksymusa na Italię, Justyna wraz z dziećmi udała się w roku 387 drogą morską do 

Tesaloniki. Tam zdołała przekonać Teodozjusza, by udzielił im pomocy wojskowej w walce z uzurpatorem. W 
zamian za to niedawno owdowiały Teodozjusz otrzymał rękę jej pięknej córki Galli, co umacniało jego prawa do 
tronu. Cesarz ruszył na Italię przez Alpy Wschodnie, tymczasem zaś Justyna powróciła tam wraz z synem znowu 
morzem. Udała się wprost do Rzymu, gdzie znalazła poparcie mieszkańców.

background image

W lecie roku 388 Maksymus został pojmany i stracony w Akwilei, a Teodozjusz odbył triumfalny wjazd do 

Rzymu. Justyna zmarła prawdopodobnie jeszcze przed ostatecznym rozstrzygnięciem walk, ale już pewna, że 
wygrała. Gdyby żyła dłużej, z pewnością nie dopuściłaby, by syn jej został ubezwłasnowolniony przez otoczenie, 
co doprowadziło do jego samobójczej śmierci w roku 392. Zmarła zapewne wczesnym latem roku 388, nie 
osiągnąwszy jeszcze 50 roku życia. Została pochowana w Mediolanie.

Domnika

"Albia Domnica". Zapewne pierwsza i jedyna żona cesarza Walensa, panującego w latach 364-378. Miała 

syna i dwie córki.

Kiedy w marcu roku 364 Walentynian I uczynił swego młodszego brata Walensa augustem i powierzył mu 

prowincje Wschodu, ten był już chyba żonaty z Domniką. W następnym bowiem miesiącu, to jest w kwietniu, 
ojciec Domniki Petroniusz, dowódca jednego z wyborowych legionów, został błyskawicznie wyniesiony do 
godności patrycjusza. Petroniusz wykorzystywał swe wpływy, dopuszczając się zdzierstw niesłychanych. Ściągał 
z całą bezwzględnością, jak opowiadano, podatki zaległe nawet od czasów Aureliana, czyli sprzed niemal 100 lat. 
Wywołane tym wzburzenie ludności przyczyniło się w dużym stopniu do pojawienia się uzurpatora Prokopiusza 
w roku 375. Bunt ten stłumiono dopiero wiosną roku następnego.

Jedyny syn Walensa i Domniki urodził się w styczniu roku 366. Otrzymał imię stryja, Walentynian, oraz 

przydomek Galates, zapewne bowiem przyszedł na świat w Galacji, środkowej krainie Azji Mniejszej. Kiedy miał 
zaledwie 3 lata, ojciec uczynił go konsulem, co już od dawna miało znaczenie czysto honorowe. Nieco później, 
ale jeszcze przed rokiem 373, Galates ciężko zachorował i zmarł. Według jednych stało się to w Antiochii, 
według innych w Cezarei Kapadockiej. Właśnie w tym czasie doszło do ostrego konfliktu pomiędzy Bazylim 
Wielkim, biskupem tejże Cezarei, nieprzejednanym katolikiem, a cesarską parą gorliwie ariańską. Powiadano, że 
to właśnie Domnika wpływała na proariańskie postępowanie męża. Według zgodnej relacji pisarzy katolickich, 
podczas choroby chłopca Bóg zesłał na nią koszmarne sny, śmierć zaś ukochanego syna była karą dla obojga za 
niesłuszne poglądy religijne. Tak pojmowano wówczas boże miłosierdzie. Arianie z kolei, jak można się 
domyślać, przypisywali tragedię złośliwym knowaniom i złym czarom katolików. Ton owych wzajemnych 
oskarżeń przypomina nienawistne wypowiedzi protestantów i ich przeciwników z czasów wojen religijnych w 
wieku XVI i XVII.

Domnika musiała być bardzo religijna, skoro wychowanie swych córek, Anastazji i Karosy, powierzyła 

kapłanowi imieniem Marcjan. Należał on do schizmatyków zwanych nowacjanami, a wyróżniających się wielką 
surowością obyczajów.

Ważną rolę odegrała Domnika w tragicznych dniach po śmierci męża, który zginął pod Adrianopolem w 

bitwie z Gotami w sierpniu w roku 378. Hordy najeźdźców dotarły wówczas aż pod mury Konstantynopola. 
Mieszkańcy stolicy usiłowali ich odpierać uzbrojeni we wszystko, co było pod ręką. Wówczas to cesarzowa 
wdowa poleciła wypłacać im wynagrodzenie jak normalnym żołnierzom ze skarbca cesarskiego. O dalszych jej 
losach nic nie wiemy.

Konstancja

"Flavia Constantia". Pierwsza żona cesarza Gracjana, panującego w latach 367-383. Miała syna.

Urodziła się pod koniec roku 361 lub z początkiem następnego jako pogrobowa córka Konstancjusza II, 

zmarłego w listopadzie roku 361. Będąc małą dziewczynką przebywała wraz z matką Faustyną w 
Konstantynopolu lub w jego okolicach. Tam w roku 365 samozwańczy cesarz Prokopiusz posłużył się nimi w 
celach politycznych. Trzymając dziewczynkę na ręku przechodził przed szeregami żołnierzy albo też rozkazał 
nosić ją i matkę w lektyce przed gotowymi do bitwy zastępami. Chciał w ten sposób udowodnić, że jest obrońcą 
praw zmarłego męża jednej, a ojca drugiej. Prokopiusz został pokonany i zgładzony w maju roku 366 przez 
cesarza Walensa. Konstancję jednak i Faustynę pozostawiono przy życiu, było bowiem oczywiste, że nie mogły 
przeciwstawić się uzurpatorowi. Wciąż też jeszcze trwał wśród ludności i wojska szacunek dla wielkiej dynastii, 
której one były jedynymi żyjącymi przedstawicielkami.

background image

I właśnie dlatego władający Zachodem cesarz Gracjan postanowił pojąć Konstancję za żonę. Był to rok 374.

Ona miała wówczas najwyżej 13 lat, on zaś niewiele ponad 14. Konstancja ruszyła w daleką drogę na zachód. Na 
pewnym odcinku wiodła ona wzdłuż rzeki Sawy. Nikt nie był świadom, w jak wielkim niebezpieczeństwie 
znajdzie się tam córka cesarza rzymskiego, przyszła cesarzowa. Oto właśnie w tych dniach zastępy germańskich 
Kwadów zza Dunaju nagle przerwały granicę i runęły na ziemie prowincji. Pragnęli pomścić śmierć jednego ze 
swych wodzów, zdradziecko zamordowanego przez Rzymian. Był właśnie czas żniw, ludność pracowała w polu. 
Germanie zabijali tych, co usiłowali się bronić, innych zaś uprowadzali wraz z bydłem.

Ammian Marcellinus woła: "Doszłoby wtedy do zbrodni niewybaczalnej, którą trzeba by zaliczyć do 

haniebnych klęsk rzymskich. Niewiele bowiem brakowało, a zostałaby pojmana córka Konstancjusza, właśnie 
posilająca się w willi państwowej. Jednakże dzięki łasce życzliwego bóstwa namiestnik prowincji Messala 
przewiózł ją szybko wozem do Sirmium, odległego o 26 mil. Szczęśliwie więc dziewica cesarskiego rodu uniknęła 
żałosnej niewoli. Gdyby nie udało się jej wykupić, ściągnęłoby to dalsze straszliwe klęski na państwo".

Z małżeństwa Gracjana z Konstancją przyszedł na świat syn, zmarł jednak jako dziecko. Nie znamy nawet 

jego imienia. Konstancja natomiast zmarła zapewne wiosną roku 383, mając zaledwie 22 lata. Jej zwłoki 
przewieziono do Konstantynopola, może na życzenie matki. Kroniki podają, że dotarły tam w dniu 31 sierpnia, 
ceremonia zaś złożenia do grobu odbyła się dopiero w dniu 1 grudnia.

To długa przerwa pomiędzy zgonem a przewiezieniem do stolicy i pochowaniem, tak jednak działo się 

wówczas często, zwłaszcza w przypadku osób wysokiego rodu. Kiedy w 9 lat później w Galii zmarł młodo cesarz 
Walentynian II w maju, jego zwłoki przewieziono do Mediolanu, gdzie czekały wiele tygodni na właściwy 
pogrzeb. Biskup Mediolanu Ambroży, pisząc do cesarza Teodozjusza pod koniec czerwca, wzywa do szybkiego 
wydania zgody, by ciało zmarłego nie uległo całkowitemu rozkładowi skutkiem letnich upałów.

Konstancja to ostatnia znana nam przedstawicielka dynastii, której założyciel, Konstancjusz I, przywdział 

purpurę w roku 293, a więc dokładnie 90 lat przed śmiercią młodej żony Gracjana. Jak to się stało, że ród tak 
znaczący w dziejach imperium - choćby dlatego, że był pierwszą chrześcijańską dynastią - wygasł tak szybko, po 
zaledwie trzech lub czterech pokoleniach? Główną przyczynę stanowiły na pewno zabójstwa wewnątrzrodzinne. 
Najgorszymi zbrodniami splamili się Konstantyn Wielki i Konstancjusz II, natomiast Konstancjusz I i Julian byli 
wolni od tej zmazy. Zdarzały się w rodzinie przypadki homoseksualizmu, przynajmniej jeden jest poświadczony 
bezspornie.   W niektórych związkach małżeńskich, jak się wydaje, występował konflikt krwi, nie było więc 
potomstwa lub umierało przedwcześnie.

Leta

"Laeta". Druga i ostatnia żona cesarza Gracjana, panującego w latach 367-383. Nie miała potomstwa.

Konstancja, pierwsza żona Gracjana, zmarła zapewne późną wiosną roku 383, on zaś zginął pod koniec 

sierpnia tegoż roku, będąc wtedy ponownie żonaty. A więc wstąpił powtórnie w związki małżeńskie niemal 
natychmiast po śmierci Konstancji, kiedy jeszcze nie minął czas żałoby, a jej zwłoki były w drodze do 
Konstantynopola! Pośpiech, z jakim poślubił Letę, jest niezwykły. Czym to wyjaśnić?

Zdani jesteśmy tylko na przypuszczenia, nie wiemy bowiem nic o rodzinie i osobie wybranki. Pewne 

wszakże okoliczności tragicznej śmierci Gracjana oraz świadectwa bliskie tamtym czasom wskazują, że był w niej 
zakochany. Być może uczucie to zrodziło się jeszcze za życia Konstancji, a ów romans zalegalizowano 
natychmiast po jej śmierci.

Gdy Gracjan pokonany u wybrzeży Galii przez uzurpatora Maksymusa, uciekał na południe wraz ze swą 

strażą przyboczną, ścigający go oficer przygotował zasadzkę w pobliżu Lugdunum, dzisiejszego Lyonu. Cesarz już 
przygotowywał się do przeprawy przez rzekę, kiedy na drugim brzegu pojawiła się niewieścia kolasa czy też 
lektyka. Gracjan był pewien, że to przybyła Leta. Toteż, jak pisze Sozomenos, "natychmiast i bez namysłu 
przejechał przez rzekę, niedawno bowiem wziął ślub. Był młody i bardzo zakochany w tej kobiecie, ogromnie też 
za nią tęsknił". Dostał się więc w ręce ludzi Maksymusa przez własną nierozwagę i miłość do żony. Według 
jednych zabito go natychmiast, według innych pojmano i zamordowano dopiero w Lugdunum podczas uczty. 
Stało się to w dniu 24 sierpnia. Trumna ze zwłokami pierwszej żony dopiero się zbliżała do bram 
Konstantynopola. Przedziwny zbieg okoliczności!

Leta i jej matka Tisamene pozostały przy życiu. Cesarz Teodozjusz zapewnił im opiekę i wsparcie. Ostatnia 

i jedyna o nich wzmianka mówi, że gdy w roku 408 Alaryk obległ Rzym i w mieście srożył się głód, one, mając 

background image

zapewnione dostawy żywności z zapasów państwowych, uratowały wielu od śmierci. Leta musiała już być wtedy 
panią 40-letnią.

Flacylla

"Aelia Flavia Flaccilla", przez Greków zwana też Plakilla lub Plakidia, pierwsza żona cesarza Teodozjusza 

Wielkiego, panującego w latach 379-395 poślubiona przed jego wstąpieniem na tron. Otrzymała tytuł augusty. 
Miała dwóch synów i córkę.

Teodozjusz, biorąc w roku 376 Flacyllę za żonę, miał lat 30, ona zaś około 30. Mimo młodego wieku 

Teodozjusz zdobył już doświadczenie wojskowe i był oficerem wysokiej rangi. Służył najpierw pod rozkazami 
swojego ojca w Brytanii, potem zaś dowodził w naddunajskiej prowincji Mezji. Jednakże w roku 375 jego ojciec, 
wówczas namiestnik prowincji Afryki, padł ofiarą intryg politycznych i został ścięty w Kartaginie. Teodozjusz 
porzucił służbę i osiadł w majątku rodzinnym w Hiszpanii, zapewne w miejscowości Kauka, w okolicach obecnej 
Salamanki. Być może tam poślubił Flacyllę, rodem także z Hiszpanii. W roku 377 urodził się im syn Arkadiusz, a 
chyba w rok później córka Pulcheria.

Jednakże klęska Rzymian w bitwie z Gotami pod Adrianopolem i śmierć cesarza Walensa sprawiły, że 

Teodozjusz powrócił do służby. Jeszcze w tym samym roku rozgromił część barbarzyńskich hord w prowincjach 
bałkańskich, a już w styczniu roku 379 został obwołany cesarzem za zgodą Gracjana. Jako współwładający z nim 
sprawował rządy nad Wschodem i częścią prowincji bałkańskich. Rodzina przeniosła się do ówczesnej faktycznie 
drugiej stolicy imperium, do Konstantynopola.

Teodozjusz i Flacylla byli gorliwymi katolikami, co oznaczało wielką zmianę w stosunkach pomiędzy 

państwem a Kościołem, zwłaszcza we wschodnich krajach imperium, gdzie od pół wieku cesarze sprzyjali 
arianom. Ówcześni i późniejsi pisarze sławili Flacyllę jako niewiastę wielkiej pobożności, umacniającą męża w 
postawie antyariańskiej, a wspierającą w różny sposób katolików. Była też, jak twierdzą współcześni, hojna dla 
ubogich, odwiedzała chorych, wstawiała się u cesarza za skazańcami. W roku 384 urodziła drugiego syna, 
Honoriusza. Teodozjusz odnosił się do żony z wielkim i ostentacyjnym szacunkiem. Zbudował pałac w 
Konstantynopolu jej imienia, a posągi jej stanęły w sali obrad senatu stolicy oraz rady miasta Antiochii. Uczcił ją 
też tytułem augusty, od dawna już nie przyznawanym żonom cesarzy.

W roku 385 lub z początkiem następnego zmarła kilkuletnia Pulcheria. Był to wielki cios dla całej rodziny. 

Wyprawiono zmarłej wspaniały pogrzeb, w mowie zaś nad trumną opłakiwał ją Grzegorz z Nyssy 
małoazjatyckiej, późniejszy święty. Chora i złamana bólem Flacylla wyjechała do wód w jednej z miejscowości 
trackich. Tam wkrótce zmarła, mając dwadzieścia kilka lat. Żegnały ją z wielkim bólem tłumy, mowę zaś sławiącą 
wiarę i cnoty cesarzowej wygłosił znowu tenże Grzegorz z Nyssy. Jej śmierć lub pogrzeb przypadły zapewne na 
dzień 14 września, w kościele bowiem prawosławnym w tym dniu jest wspominana jako święta.

Galla

"Galla". Druga i ostatnia żona cesarza Teodozjusza Wielkiego, panującego w latach 379-395. Poślubiła go 

w 387 r. Zmarła w r. 394 Miała córkę.

Jesienią roku 387 zawinął do portu w Tesalonice okręt z dostojnymi osobami na pokładzie. Była wśród nich 

cesarzowa Justyna, wdowa po zmarłym przed 12 laty cesarzu Walentynianie I, był też jego 17-letni syn, cesarz 
Walentynian II, oraz trzy córki, Galla, Justa i Grata; żadna z nich nie mogła mieć więcej niż 15 lat.

Rodzina cesarska przybywała z Italii, z której zagrażał najazd wojsk uzurpatora Maksymusa. Już od roku 

383 władał on najpierw Brytanią, a potem także Galią i Hiszpanią. Przebywający w Konstantynopolu Teodozjusz 
znalazł się w trudnej sytuacji. Nie pragnął wojny z Maksymusem, obawiał się jednak jego rosnącej potęgi. Nie 
mógł też wprost odmówić swej opieki Walentynianowi II, byli bowiem formalnie współwładcami. Myślał o 
zawarciu kompromisowej ugody z Maksymusem. I nie wiadomo, jak potoczyłyby się sprawy, gdyby nie 
inicjatywa Justyny oraz uroda jej córki Galli.

Historyk Zosimos twierdzi, że Teodozjusz udał się do Tesaloniki, by przekonać dostojnych gości z Italii do 

swego planu. Jednakże podczas spotkania oczarowała go niezwykła piękność dziewczyny, Justyna zaś klęcząc i 

background image

płacząc błagała, by pomścił śmierć Gracjana i nie opuszczał wygnańców. Los Galli składała w jego ręce.

W rzeczywistości rozmowy chyba nie przebiegały tak dramatycznie i teatralnie, chodziło bowiem o 

dokonanie transakacji rodzinno-politycznej. Teodozjusz, od roku wdowiec, otrzymał rękę Galli, córki cesarza i 
siostry cesarza. W ten sposób umacniał swe prawa do tronu i wiązał z sobą Walentyniana II. Zgodził się wyprzeć 
Maksymusa z ziem przez niego zagarniętych. Zażądał natomiast, by cala rodzina Justyny porzuciła arianizm.

Maksymus został pokonany już w roku następnym i zapłacił głową za swe ambicje. Walentynian II 

powrócił do Italii wraz z matką, która jednak zmarła w tymże roku. Towarzyszyły mu dwie siostry, Galla bowiem 
rezydowała ze swym mężem w Konstantynopolu. Teodozjusz bardzo ulegał wpływom młodej i pięknej żony, co 
wywołało gwałtowną nienawiść do niej Arkadiusza, starszego syna z poprzedniego małżeństwa. W roku 390 
doszło do ostrego i publicznego konfliktu, kiedy to pod nieobecność cesarza w stolicy Arkadiusz ośmielił się 
wypędzić macochę Gallę z pałacu. Wydarzenie stało się tak głośne, że odnotowali je kronikarze.

Dwa lata później spadł bolesny cios na młodą kobietę, która już straciła ojca i matkę. Jej ukochany brat, 

Walentynian II, został zamordowany lub zmuszony do popełnienia samobójstwa w południowej Galii. 
Cesarzowa, jak podaje Zosimos, napełniła cały pałac płaczem i żałością. Na pewno też nalegała na męża, by 
pomścił śmierć młodego cesarza.

Rodzili trzykrotnie. Jedno z jej dzieci zmarło przy porodzie lub wkrótce potem. Inne, córka imieniem Galla 

Placydia, przeżyła i miała odegrać dużą rolę w historii. Poród trzeci, w maju 394, kosztował młodą kobietę życie. 
Zmarła ona i niemowlę. Mąż opłakiwał ją i dziecko tylko jeden dzień, ruszał bowiem na wyprawę, by rozprawić 
się ze sprawcami śmierci Walentyniana II, wodzem Arbogastem i samozwańczym cesarzem Eugeniuszem.

Galla umierając miała 22 dwa lub 23 lata. Była ostatnią cesarzową Rzymu jako jednego, nie podzielonego 

imperium.

Bibliografia

Najważniejsze opracowania w języku polskim, podające dalsze wskazówki:
A. Demandt, "Prywatne życie cesarzy rzymskich", Gdańsk 1997 (znakomita praca wybitnego uczonego 

niemieckiego. Przekład polski nie jest wolny od nieporozumień, wynikających z nieznajomości terminologii 
starożytniczej).

M. Grant, "Dwunastu cezarów", Warszawa 1997.
P. Grimal, "Miłość w Rzymie", Warszawa 1990.
M. Jaczynowska, "Dzieje Imperium Rzymskiego", Warszawa 1995.
A. Krawczuk, "Kronika Rzymu i cesarstwa rzymskiego", Warszawa 1997.
A. Krawczuk, "Poczet cesarzy rzymskich", Warszawa 1995.
T. Mikocki, "Zgodna, pobożna, płodna, skromna, piękna", Warszawa 1997.
W. Sudor, "Kloto, Lachesis, Atropos", Wrocław 1994.

Źródła historyczne dostępne w przekładach polskich:
Euzebiusz z Cezarei, "Historia kościelna", przekł. A. Lisiecki, Poznań 1924, reprint 1993.
Herodian, "Historia cesarstwa rzymskiego", przekł. L. Piotrowicz, Wrocław 1963.
"Historycy cesarstwa rzymskiego", przekł. H. Szelest, Warszawa 1966.
Józef Flawiusz, "Autobiografia", przekł. J. Radożycki, Poznań 1986.
Józef Flawiusz "Wojna żydowska", przekł. J. Radożycki, Warszawa 1991.
Sokrates Scholastyk, "Historia Kościoła", przekł. S. J. Kazikowski, Warszawa 1980.
Sozomen, "Historia Kościoła", przekł. S. J. Kazikowski, Warszawa 1980.
Swetoniusz, "Żywoty cezarów", przekł. J. Niemirska-Pliszczyńska, Wrocław 1987.
Tacyt, "Dzieła", przekł. S. Hammer, Warszawa 1957.