background image
background image
background image
background image

Jas, przyleciał twój statek kosmiczny. Proszę wsiadać!

Sobota, 7 maja

Słońce świeci jak wielka, żółta, świecąca... yyy... ciepła planeta 

na grillu. Suuuuuper!

10.05 A ja wcale nie jestem samiuteńka jak ten palec. Szczerze 

mówiąc, bujam się we Wszechświecie Prawie Całkiem Szczęśliwych.

10.10  Wydarzyło   się   coś   czaderskiego.   Mój   Vati,   światowej 

sławy   idiota   i   członek   honorowy   Klubu   Palantów,   raz   w   życiu 

przypadkowo zrobił coś dobrego. Jedziemy do Krainy Hamburgerów! 

Naprawdę!

Zgadnijcie, kto już tam jest. Oczywiście oprócz tłumu ludzi w 

ogromnych, psychodelicznych szortach i tego gościa, który jest pół 

kurczakiem, pół pułkownikiem. Powiem wam: Bóg Miłości! Masimo, 

Włoski Rumak, pojechał do Ameryki, by odwiedzić swoich starych, 

zostawiając   mnie   -   swoją   nową   prawie   dziewczynę   o   niemal 

nieskazitelnej cerze - w Krainie Billy'ego Szekspira. A takiego! Ale 

się ucieszy, jak nagle się pojawię i powiem: „Siemka!” czy jak tam 

oni się witają.

A wtedy zacznie się Całuśna Feta za wielką wodą!

10.15 Jest jednak łyżka dziegciu w tej beczce miodu: Vati uparł 

się, żebyśmy wzięli udział w jakimś durnowatym zjeździe cyrkowych 

background image

samochodzików.

10.20  Poza tym wybiera się z nami wujek Eddie, najbardziej 

łysy człowiek na naszej planecie.

10.25 No, ale przy odrobinie szczęścia obaj zostaną aresztowani 

za obrazę moralności, kiedy założą te swoje skórzane motocyklowe 

spodnie.

10.30  Pełna  joie de vivre

, która stanowi ogromną część mojej 

atrakcyjnej,   choć   skromnej   osobowości,   zadzwoniłam   do   swojej 

najlepsiejszej przyjaciółki. - Jas, to  mich,  twoja najbardziej  sehr gut 

kumpela. Dzwonię do ciebie mit wunderbar wieściami

!

- O   Boże.   Słuchaj,   został   tylko   tydzień   do   wyjazdu   Toma   i 

właśnie przeglądaliśmy moje...

- Jas, nie mam czasu na dyskusję o kolekcji twoich gaci. Niech 

to zostanie między tobą a Tomem.., zupełnie dosłownie... cha, cha, 

cha, cha, cha, cha. Czaisz? Czaisz? Gacie... między tobą a Pysiem... 

czaisz?

Jak   jednak   powinnam   wiedzieć   z   długoletniego   i   męczącego 

doświadczenia,   nie   warto   marnować   dowcipu   na   Jazzy.   Przeszłam 

więc do meritum.

- Jadę do Krainy Hamburgerów, żeby spotkać się z Masimem, 

Bogiem   Miłości   całego   wszechświata   i   wszystkich   światów 

 Joie de vivre (fr.) - radość życia.

 Wtręty niemieckie: mich - ja; sehr gut - bardzo dobra; mit wunderbar - z cudownymi.

background image

równoległych.

- Nieprawda.

- Prawda.

- Ale jak to?

Opowiedziałam jej o podróży, „siemce” i tak dalej, ale ona jak 

zwykle była zimna jak góra lodowa.

- A gdzie dokładnie w Krainie Hamburgerów mieszka Masimo?

- Ahaha!!!

- Nie wiesz, prawda?

- No, jeszcze nie, ale...

- Może mieszkać wszędzie.

- Wiem, ale Ameryka chyba nie jest aż tak duża? - Jest ogromna.

Roześmiałam się. Nic nie mogło zepsuć mojego fantastycznego 

nastroju, a tym bardziej szukająca dziury w całym ku jonowała pani 

Wielkie Pantalony.

- Aż tak ogromna jak twoje spodenki gimnastyczne? - spytałam.

Zapadła cisza.

- Jas, no, ciesz się razem ze mną.

- Wszystko pięknie, ty możesz się kochać, w kim tylko chcesz, 

ale ze mną i Tomem jest inaczej. Wyjeżdża do Krainy Kangurów, a ja 

zostanę tu samiuteńka jak ten palec.

O matko kochana.

Pysio jedzie do Krainy Wielkich Białych Baranów tylko na parę 

miesięcy,   ale   ja   muszę   wysłuchiwać   jej   smędzenia   i   ględzenia   o 

pięknych czasach, kiedy razem zbierali gałązki.

background image

- Jas, słuchaj, mam plan tak genialny, że zadziwiłam nawet samą 

siebie, i może nawet przyznam sobie jakąś nagrodę.

Nawet nie spytała: „Co to za plan?”. W ogóle nie odezwała się 

słowem. - Jas, nawet nie spytasz, co to za plan?

- Na pewno durny.

- O,   super,   wielkie   dzięki.   Cóż,   w   takim   razie   nie   będę   ci 

zawracać głowy. Chociaż dotyczy ciebie i twojego szczęścia, jest très 

bon oraz bardzo, bardzo gut. Au revoir. Bonne chance

.

I odłożyłam słuchawkę. Nawet Jas nie może mi zepsuć nastroju. 

La, la, la, la, la, la.

11.00 Lepiej już zacznę planować, jakie ciuchy wezmę na Szlak 

Miłości. Co noszą Hamburgerianie? Pewnie kowbojskie kapelusze.

11.10  Z tego co wiem, Hamburgerianie bardzo dbają o higienę 

osobistą. Ciągle wskakują pod prysznic i tak dalej. Mam nadzieję, że 

celnik nie zajrzy do torby Libby i nie znajdzie jej kocyka, bo nas 

zawrócą z granicy.

Och, muszę się zatroszczyć o tak wiele spraw. Chyba utnę sobie 

małą drzemkę, żeby się trochę zrelaksować, a potem opracuję plan 

pielęgnacji urody.

11.11 Nie da rady.

- Gingey! Gingey, to jaaaa!!! Właśnie się wysiusiałam!

 Très bon (fr.) - bardzo dobry; gut (niem.) - dobry; au revoir (fr.) - do widzenia; bonne chance (fr.) - 

powodzenia.

background image

Moja kochana siostrzyczka kopnięciem otworzyła drzwi mojego 

pokoju. Hurra.

11.13 No, super, przytargała ze sobą swoich „psyjaciół”: Barbie 

nurka,   konika   Charliego,   seler   naciowy   i   zezowatego   Gordy'ego. 

Gordy siedzi w areszcie domowym, bo jeszcze nie miał szczepień, a 

dopiero po nich wypuści się go do dżungli naszej ulicy. Ciekawe, jaki 

zarazek odważyłby się go zaatakować.

Kiedy rozłożyli się wygodnie na moim łóżku, na dole zadzwonił 

telefon. Tata odebrał i zawołał:

- Georgia, szybko, któraś z twoich koleżanek koniecznie musi z 

tobą   przez   godzinkę   czy   dwie   pogadać   o   głupotach   przez   telefon 

twojego ojca!

Mój Vati nie ma za grosz wdzięku, ale mimo wszystko dałam 

mu przepustkę do raju. Muszę pamiętać, że chociaż jest nienormalny, 

to jednak umożliwił mi dostęp do Machiny Miłości.

Do Krainy Masima!!!

- Dziękuję,  tato!   -  zawołałam.   -  Już  schodzę,   a   później   może 

umilę ci czas grą na pianinie.

Nie mamy pianina, ale liczą się dobre intencje.

11.15  Dzwoniła   Jazzy   Spazzy...   he,   he.   Wiedziałam,   że   się 

złamie i będzie chciała poznać mój plan.

- No to jak, chcesz już poznać mój plan? - spytałam.

- Jak uważasz.

background image

- Nie, Jas, nie wykazujesz entuzjazmu. Postaraj się bardziej.

- Nie potrafię.

- Ależ potrafisz. Zbierz się w sobie i tak dalej. Uśmiechnij się, a 

świat uśmiechnie się do ciebie. No, na pewno chcesz poznać mój plan, 

zwłaszcza że dotyczy ciebie, moja ty mała włochata kumpelko.

- Wcale nie jestem włochata.

- Mów, co chcesz, ale na wszelki wypadek nie zbliżaj się do 

cyrku.

- Zamknij się. No dobra, opowiadaj o tym planie. Chociaż jeżeli 

nie chodzi o to, że chcesz mi dać pieniądze na wyjazd z Tomem do 

Krainy Kangurów, to...

- Jas,   zapomnij   o   Pysiu.   On   będzie   zbyt   zajęty   leżeniem   w 

strumieniach z Robbiem i przytulaniem torbaczy, żeby zajmować się 

czymkolwiek innym. Ruszamy w drogę.

- Jaką znowu drogę?

- Jadę   do   Krainy   Hamburgerów,   a   ty...   pojedziesz   ze   mną! 

Rozumiesz?   Przemierzymy   całą   Amerykę,   ty   i   ja.   Będziemy   jak 

Thelma i Louise!

- Nie nazywamy się Thelma i Louise.

- Wiem, powiedziałam tylko, że będziemy JAK one.

- I nie jesteśmy Amerykankami. - Wiem, ale...

- I żadna z nas nie umie prowadzić samochodu. O Boże kochany.

- Jas, przyleciał twój statek kosmiczny - powiedziałam. - Proszę 

wsiadać.

background image

12.00  Ihahaha.   Jazzy   Spazzy   wreszcie   odzyskała   zdrowy 

rozsądek   (mniej   więcej).   Poczuła   zapach   zabawy   i   chce   jechać   do 

Krainy   Hamburgerów.   I   TO   BARDZO.   Teraz   więc   musimy   tylko 

namówić   na   to   naszych   rodziców.   Opracowałyśmy   dwustopniowy 

plan. Stopień pierwszy to zaatakować wdziękiem naszych rodziców, 

by pozwolili Jas jechać ze mną do Ameryki. (Oraz by dali jej miliardy 

funtów   na   drobne   wydatki).   Zamierzamy   być   przemiłe   i   urocze   i 

słuchać, jak ględzą o Beatlesach. Ja już ćwiczyłam błagalny ton. Moi 

rodzice   musieliby   chyba   być  z   kamienia,   żeby   mi   nie   oddać   całej 

zawartości swoich portfeli.

Jeżeli   jednak   ten   plan   zawiedzie   i   rodzice   się   nie   zgodzą, 

wdrażamy   stopień   drugi:   bezlitosne   marudzenie.   Wiecie... 

„Wszystkim moim koleżankom wolno zabrać kumpelkę ze sobą na 

wakacje. Dlaczego TYLKO mnie na całym świecie tego nie wolno? 

Dlaczego   właśnie   mnie?   Dlaczego?   No   dlaczego,   dlaczego,   dla-

czego?”.

Dlaczego?

To taaakie niesprawiedliwe.

No dlaczego?

Pod drzwiami salonu

21.10  Dobra,   zaczynam.   Założyłam   swoją   starą   piżamę   w 

Teletubisie, aby zmaksymalizować efekt słodyczy.

Mutti   i   Vati   siedzieli   na   kanapie   przytuleni   do   siebie. 

Zobaczyłam majtki mamy. Błe. Zasłony były rozsunięte, każdy mógł 

background image

zajrzeć   do   środka.   Jakiś   grubas   przechodzący   koło   naszego   domu 

mógłby sobie pomyśleć, że to burdel dla spaślaków. Już miałam jej to 

wytknąć, kiedy przypomniałam sobie o planie. Powiedziałam więc:

- Dobry wieczór, mamo i tato.

- Ile? - spytał Vati, nawet na mnie nie patrząc. Roześmiałam się 

uroczo.

- Och, tatusiu, nie chodzi o pieniądze, lecz o przyjaźń, miłość i...

- Nie obchodzi mnie, ile twoich koleżanek przekłuło sobie pępek 

- odezwała się mama. - Nie pozwalam.

- Ale ja...

- To samo dotyczy tatuaży - bredziła dalej. - Ale ja...

- I nie,  nie  dostaniesz   mieszkania   w  Paryżu  ani służącego do 

pomocy w odrabianiu lekcji - włączył się Vati.

Och, myślałam, że wybuchnę śmiechem,  ale się opanowałam. 

Miałam   ochotę   powiedzieć   tacie,   że   zdaniem   Rosie   w   tej   swojej 

czapce   pilotce   i   skórzanej   kurtce   wygląda   jak   burdelmama,   ale 

przypomniałam   sobie   o   atakowaniu   wdziękiem   i   zmusiłam   się   do 

słodkiego uśmiechu.

- Ach,   wy!!!   Żarty   się   was   trzymają!   A   ja   chcę   tylko...   no 

wiecie... Jas ma doła, bo Tom wyjeżdża do Krainy Kangurów i, no... 

Wiecie, to moja kumpela i... no... byłoby fajnie, gdybyście... to jak, 

może?

- Co może? - spytał Vati. - Wprowadzić się do nas? Lewitować? 

Co?

Jakoś to przełknęłam.

background image

- Czy może jechać z nami do Krainy Hamburgerów?

22.00 Nasi rodzice się zgodzili. Nie do wiary. Właściwie się nie 

dziwię,   że   rodzice   Jas   wyrazili   zgodę,   bo   w   sumie   są   całkiem 

normalni.   Ale   moi?   Dziwne.   To   cud,   który   w   normalnych 

okolicznościach przypisałabym jakiemuś czarodziejowi,  na  przykład 

Gandalfowi z Władcy pierścieni.  Zostawiłam Robbiego torbaczom, a 

wtedy Gandalf przysłał mi zastępcę w postaci Boga Miłości. Hurra! 

Jak   mówię,   podziękowałabym  mu  osobiście,  składając   dary   u  jego 

stóp (a właściwie stopy, bo druga mu odpadła), ale pojawił się pewien 

problem. Libby myszkowała w moim pokoju i zwinęła jego figurkę.

Niestety,   od   tamtej   pory   Gandalf   nie   jest   już   sobą.   Kiedy 

ostatnio go widziałam, miał na sobie sukienkę, a Libby mówiła do 

niego „Sandra”. Został nową najlepsiejszą kumpelką Barbie.

Myślę, że Gandalf się o to na nas nie obrazi, w końcu to dobry 

czarodziej - miłosierny jak sam Bóg.

22.10 Chyba że się jest tym wężem z raju. Żmijka pytała tylko: 

„Chce ktoś gryza jabłuszka?”, a Bóg kazał jej całą wieczność pełzać 

na brzuchu. Dosyć to okrutne. (Chociaż, jak to powiedziałam pannie 

Wilson podczas naszych ciekawych pogawędek na religii, jeśli już się 

jest wężem, to pełzanie na brzuchu do końca życia nie wydaje się aż 

tak złe. W końcu wszystkie węże poruszają się w ten sposób. Z całym 

szacunkiem. Po prostu mam bardzo żywy umysł).

Ooooch,   jak   się   cieszę.   Już   nie   mogę   się   doczekać,   kiedy 

background image

powiem Drużynie Asów.

Nawet ZNOWU pocałowałam własnego ojca. To już drugi raz w 

ciągu dwóch dni. Pewnie mam lekką gorączkę.

W moim pokoju

Libby, Gordy, Sandra i Barbie już śpią. Wyglądają tak słodko i 

uroczo.

Gandalf,   teraz   nieco   nadwerężony,   leży   u   stóp   mojej 

siostrzyczki.

Nie   wiem,   dlaczego   ona   lubi   spać   odwrotnie,   z   nogami   na 

poduszce.   Może   dlatego,   że   można   się   przestraszyć,   kiedy   po 

przebudzeniu widzi się jej stopy i zezowatego Gordy'ego.

Wyglądając   przez   okno,   zaczęłam   naprzemiennie   oddychać 

nozdrzami. To bardzo, bardzo uspokaja. Zatyka się jedną dziurkę od 

nosa, wciąga powietrze drugą, wstrzymuje oddech, puszcza zatkaną 

dziurkę i wydycha nią powietrze. A potem... no... w każdym razie 

Budda tak oddychał, a chyba wiedział, co robi.

Minutę później

Mam   tylko   nadzieję,   że   to   nie   działa   jak   kulturystyka. 

Wolałabym nie być bardzo spokojna za cenę umięśnionych nozdrzy.

Dwie minuty później

Pan Sąsiad chociaż raz zrobił coś miłego. Na swoim ogrodzeniu 

zbudował z drutu kolczastego coś w rodzaju przeciwkociej zapory. Na 

background image

pewno   bardzo   spodoba   się   Angusowi,   którego   już   znudziło 

zeskakiwanie z murka na Idiotyczne Pudle i jeżdżenie na ich grzbie-

tach. Należy do kotów, które wciąż potrzebują nowych wyzwań.

Pięć minut później

O, idzie Superkot z Naomi. Jak zwykle z pyskiem przy jej tyłku.

Minutę później

Aha!   Podniósł   łeb   i   zobaczył   zaporę.   Baaaardzo   mu   się 

spodobała.

Cztery minuty później

Pan Zwinna Łapka zrobił coś niesamowitego. Wykonał pionowy 

skok! Stojąc na ogrodzeniu, po prostu podskoczył do góry i pokonał 

zaporę.

Pięć minut później

Angus jest w swoim żywiole. Przeskakuje przez zaporę, po czym 

wraca do naszego ogrodu, przerzucając się przez rododendron Pana 

Sąsiada. Super! Zrobił sobie tor z przeszkodami. To normalnie Kocia 

Olimpiada.

Kolejne pięć minut później

Wolałabym   już   chyba,   żeby   Naomi   przeprowadziła   zwykłą 

ceremonię   przypinania   medali,   zamiast   lizać   Angusa   po   okolicach 

background image

tyłka, ale cóż - to prawdziwa futrzana zdzira.

Poniedziałek, 9 maja

Punktualnie 8.00 Kurczę. Lepiej nie będę fruwała ze szczęścia, 

bo jeszcze za wcześnie zjawię się w szkole, czyli w Stalagu 14, jak ją 

dowcipnie nazywam.

8.25  Biegnąc   w   podskokach   do   Jas,   minęłam   Marka   Wielką 

Japę,   który   na   rogu   palił   pety   ze   swoimi   tępymi   kolesiami.   To 

dosłownie japa na nogach. Niestety, chyba już doszedł do siebie po 

incydencie z Dave'em Jajcarzem.

Nie może się powstrzymać, zwłaszcza gdy - jak teraz - są z nim 

jego durnowaci kumple. Kiedy dumnym krokiem przechodziłam koło 

niego,   starając  się,   by   nic  mi   nie  dyndało,   WJ i jego  palanciarscy 

kumple gapili się na moje dynda ki jak jacyś gapiowaci gapie (jeśli 

potraficie wyobrazić sobie grozę tej sytuacji, a jestem pewna, że tak). 

A potem się oblizał! Błe, oblizał się na mój widok!

Jest taki très żałosny.

Może będę musiała poprosić Dave'a o powtórkę kocówy.

Pięć minut później

Jas   siedziała   na   murku   przed   swoim   domem.   Nie   wiem,   co 

zjadła na śniadanie, ale wydawało się, jakby przytyła z siedemdziesiąt 

kilo. Albo jej gacie osiągnęły słoniowate rozmiary.

Kiedy   zeskoczyła,   zobaczyłam   je,   bo   tak   wysoko   podwinęła 

spódnicę, że wyglądała jak arbuz z idiotyczną grzywką i w szkolnym 

background image

mundurku.

- Moi rodzice chcą przyjść do twoich, żeby pogadać o wyjeździe 

- powiedziała.

- W   takim   razie   muszę   wracać   do   domu   i   przywołać   ich   do 

porządku. Twoi rodzice nigdy nie pozwolą ci z nami pojechać, jeżeli 

tata   akurat  będzie   miał   na   sobie   swój   masoński   fartuszek...   czy   tę 

aksamitną  szmatę,   które  zakłada, kiedy  idzie   „zaszaleć”.  Nikt  przy 

zdrowych   zmysłach   nie   pozwoliłby   swojemu   dziecku   się   do   niego 

zbliżyć.

W

    stalagu 14

 

 

Sokole Oko czatowała przy szkolnej bramie, więc Jas szybko 

zanurkowała   za   moje   plecy,   żeby   opuścić   spódnicę.   Poprawiała   ją 

sobie, nie przystawając, więc by odwrócić uwagę Sokolego Oka swą 

młodością i żywiołowością, zaczęłam śpiewać:

- „Och, co za piękny dzień, och, co za...”.

- Co się tak guzdrzecie jak jakieś idiotki? Żwawiej, żwawiej!

Dla hecy ruszyłam żwawszym krokiem, a wtedy powiedziała:

- Georgio, sprawdzałam twoje stopnie i uważam, że przydałyby 

ci się korepetycje.

Cholera i sacrebleu

! Jak najszybciej czmychnęłam do kibla.

Jas wydymała wargi przed lustrem, a ja zaczęłam zrzędzić:

- „Sprawdziłam twoje stopnie”. Co ona ma  za życie? Równie 

dobrze   mogłaby   patrzeć,   jak   farba   schnie   albo   kaktus   nie   rośnie, 

 Sacrebleu (fr.) - psia kość, cholera.

background image

albo... no, w każdym razie żaden normalny człowiek tak nie żyje. I 

dlatego Sokole Oko jest w tym taka dobra.

Jas opuściła głowę, włożyła ją pod suszarkę do rąk, by nadać 

włosom ekstrapuszystość na cały dzień, i pokiwała nią w tej pozycji.

Na apelu

Ten sam stary schemat: klingońskie powitanie z Drużyną Asów, 

szybkie   odśpiewanie  Pan   mym   pasterzem,  a   potem   jakiś 

niezrozumiały   wykład   Chudej,   naszej   potężnej   dyrektorki.   O   czym 

ona   znowu   ględzi?   Dzisiaj   przeszła   samą   siebie,   jeśli   chodzi   o 

elegancję. Garsonka w groszki w subtelnym odcieniu oraniu i czerni 

oraz pantofle bez pięty. Jej stopy rozpaczliwie usiłowały wyrwać się 

na   wolność   z   butów.   Nigdy   przedtem   nie   widziałam   człowieka   z 

otyłymi   stopami.   Obserwowanie   jej   jest   fascynujące.   Kiedy   się 

wścieka (czyli za każdym razem, gdy do nas mówi), cała się trzęsie 

jak galaretka.

- Tak więc, przechodząc do meritum, dziewczęta: sukces. Co to 

oznacza   we   współczesnym   świecie?   Chciałabym,   żebyście   się 

zastanowiły nad prawdziwym znaczeniem słowa „sukces”.

Urwała   i   spojrzała   na   nas.   Gapiła   się   tak   i   gapiła.   A   my 

gapiłyśmy   się   na   nią.   No   i  tak   stałyśmy:  my   i  ona.   Jak   w  jakimś 

konkursie na najwytrwalszego gapia. Ciągnęło się to całą wieczność, 

aż zaczęło mi się wydawać, że widzę, jak pannie Stamp rośnie broda. 

Jakieś dwieście lat później Chuda spytała:

- Ile z was mogłoby z ręką na sercu powiedzieć: „Osiągnęłam 

background image

coś, co jest godne miana sukcesu”?

Ja i Rosie położyłyśmy ręce na sercu.

Na korytarzu

9.30  No po prostu super. Nudna Lindsay, która niczym owad 

przemykała   przez   korytarz   jako   dyżurna,   zobaczyła,   jak   kładziemy 

ręce na sercu, i wygłosiła jeden ze swych słynnych wykładów w stylu: 

„Ale   wy   jesteście   dziecinne”.   No   cóż.   Kolejna   sposobność,   by 

popatrzeć na panią Bez Czoła.

9.36  Cha,   cha,   cha,   cha,   cha!   W   czasie   gdy   Nudna   Lindsay 

prawiła nam kazanie, ja i Rosie nie odrywałyśmy wzroku od jej czoła. 

Nie mogła powiedzieć, że robimy coś złego, ale potem natychmiast 

popędziła do kibla na inspekcję czoła.

Kampania gapiactwa trwa dalej!

Poza tym Lindsay nie wie, że jadę do Ameryki na Całuśną Ucztę 

z Bogiem Miłości.

Kiedy ruszyłyśmy w stronę pracowni biologiczno - chemicznej, 

powiedziałam do Rosie:

- Pewnie   zabrał   ją   do   klubu   tylko   dlatego,   że   należy   do 

europejskiego związku ochrony zagrożonych gatunków.

- Do fundacji, która walczy o prawa patyczaków bez czoła?

- Absolutemento,  mon

  kumpelko. Doprawdy, jesteśmy bardzo, 

 Mon (fr.) - mój, moja. 

background image

bardzo amusant

.

Na biologii

Panna Baldwin ma ogromne melony. Większe nawet niż moja 

mama, a to mówi samo za siebie. Bardzo się martwiłam, że je sobie 

podpali, pochylając się nad palnikiem bunsenowskim.  Niestety, nie 

doszło do tego, więc nie mogłam użyć gaśnicy pianowej, co moim 

skromnym zdaniem szalenie urozmaiciłoby tę lekcję.

Na tosterze do gaci

Przerwa

Powiedziałam   Drużynie   Asów   o   operacji   „Wyjazd   do   Krainy 

Hamburgerów”.   Jak   zwykle   zrobiły   oczy   jak   spodki.   W   wypadku 

Ellen jak talerze do zupy. Całe szczęście, że już nie śmieje się tak 

zaraźliwie jak kiedyś. Chyba musiałabym ją zabić.

Kiedy pożywiałyśmy się chrupkami serowymi i gumą do żucia, 

powiedziałam:

- Jak   już   mówiłam   Jas,   będzie   czadersko,   chociaż   ona   nie 

zrozumiała. Będziemy jak Thelma i Louise.

- Ale nie macie broni - zauważyła Rosie.

- Zdobędę ją.

- Nie,   nie   zdobędziesz.   Twój   tata   nie   puszcza   cię   nawet   do 

sklepu całodobowego, więc na pewno nie pozwoli ci kupić broni.

- Pozwoli.   Powiedział,   że   na   miejscu   mogę   sobie   kupić 

 Amusant (fr.) - zabawny.

background image

rewolwer.

Rosie popatrzyła na mnie bez słowa.

- Taki malutki, tylko do obrony. Wszystkie popatrzyły na mnie 

bez słowa.

W końcu Ellen spytała (bardzo irytującym tonem): - A gdzie... 

yyy... gdzie jest Masimo? To znaczy, gdzie dokładnie mieszka?

- No   wiesz,   niedaleko   miejsca,   gdzie   się   zatrzymamy.   Dalej 

ciągnęła tym samym tonem, w którym brzmiała żałość po rozstaniu z 

Dave'em Jajcarzem:

- Tak, ale... no... gdzie wy się zatrzymacie?

- Na   zjeździe   cyrkowych   samochodzików   w   Ameryce.   Rosie 

zrobiła ogromnego balona z gumy do żucia, a potem wessała go z 

powrotem do ust. Następnie przysunęła twarz bardzo blisko mojej i 

zapytała powoli:

- Tak,   Georgio,   ale   gdzie   właściwie   ma   się   odbyć   ten   zjazd 

cyrkowych samochodzików?

- W Memphis.

- Czyli gdzie? Roześmiałam się.

Matko   kochana,   a   myślałam,   że   to   ja   jestem   noga   z   gegry. 

Naprawdę nie wiesz, gdzie jest Memphis?

- Ty sama nie wiesz, prawda?

- Oczywiście, że wiem. To... to kawałek od Nowego Jorku.

- Kawałek od Nowego Jorku? - Tak.

- Tak samo jak myślałaś, że Hamburg słynie z hamburgerów?

Co ona sobie wyobraża? Że jest mistrzem inteligencji? Słowo 

background image

daję, tylko dlatego, że na geografii po cichu robiłam sobie peeling nóg 

pod   ławką,   akurat   kiedy   przerabiałyśmy   Ren,   a   panna   Simpson 

zaskoczyła mnie pytaniem...

Zmieniłam temat.

- Jak myślicie, jakie ciuchy powinnam zabrać?

- No, na pewno nie gacie, bo tam się ich nie nosi - odparła Jools.

- Ale zboczki! Faktycznie chodzą tam na golasa? O tym panna 

Simpson nie mówiła na geografii, prawda? Ględziła tylko o obszarach 

uprawy pszenicy i Prądzie Atlantyckim.

- Figi - wtrąciła Jools.

- Och, ty z tymi swoimi owocami - powiedziałam. - Jesteś miłą 

dziewczyną   i   tak   dalej,   ale   w   tej   chwili   owoce   jakoś   mnie   nie 

obchodzą.

- Nie, chodzi mi o to, że Hamburgerianki noszą figi - wyjaśniła.

Rozległ się dzwonek.

W   mordę   jeża!   Jak   ja   mam   przedyskutować   kwestię   swojej 

garderoby, skoro ciągle muszę latać na lekcje?

Całe szczęście, że teraz niemiecki. Pogadamy sobie i nikt nam 

nie będzie przeszkadzał.

Na niemieckim

Herr   Kamyer   jak   zwykle   ględził   o   rodzinie   Kochów;   która 

wybrała się na jedną ze swoich niekończących się wycieczek.

Wziąwszy pod uwagę, że Koch wymawia się jak „cock

 oraz że 

członkowie   tej   rodziny   są   bohaterami   naszego   podręcznika   do 

 Cock (ang.) - siusiak.

background image

niemieckiego, należałoby zadać sobie pytanie: jaki sadysta postanowił 

umieścić w naszych książkach rodzinę o takim nazwisku? Przecież 

było wiadomo, że teksty te będą czytać durnowaci i żałośni ludzie 

(nauczyciele   niemieckiego)   chichoczącym   i   rozhisteryzowanym 

dziewczętom, które mają obsesję na punkcie chłopców i sprośności. 

Przecież   mogli   jej   nadać   jakiekolwiek   inne   nazwisko,   prawda? 

Schwartz albo Schmidt, ale nie, to musieli być Kochowie ze swymi 

kiełbaskami.   Ile   kiełbasek   może   zjeść   jedna   rodzina?   W   wypadku 

Kochów odpowiedź brzmi: MNÓSTWO.

Podniosłam rękę, bo jestem sehr

 zainteresowana Kochami.

Ja

Georgia? - powiedział Herr Kamyer.

- Herr   Kamyer,   czy   wszyscy   Kochowie   pojechali   na   tę 

wycieczkę, czy tylko dorośli, a dzieci zostały w domu? Czy też była to 

wycieczka wielopokoleniowa?

Wszystkie   dziewczyny   ryknęły   śmiechem.   Herr   Kamyer   jak 

zwykle zapomniał języka w gębie.

- Dlaczego   hodzina   Kochów   tak   was   śmieszy?   Nie   macie 

Kochów w Anglii?

Ale jaja.

Po dzwonku powiedziałam:

- Niemiecki   to   taki   relaksujący   i   zabawny   język,   prawda? 

Oczywiście zupełnie niezrozumiały. No i te lederhosen



w których 

Niemcy jodłują.

 Sehr (niem.) - bardzo.

∗∗

 Ja (niem.) - tak.

∗∗∗

 Lederhosen (niem.) - krótkie skórzane spodnie.

background image

Jas, która właśnie przebywała w Jaslandii, odparła: - Tobie się 

wydaje, że Niemcy wyglądają tak jak w Dźwiękach muzyki, prawda? 

Dlatego kojarzą ci się tylko ze śpiewającymi zakonnicami i jodłowa-

niem.

- Cóż,  Dźwięki   muzyki  to   oczywiście   film   paradokumentalny. 

Nie można się kłócić z faktami, a ja wiem, o czym mówię, bo Libby 

kazała mi go obejrzeć ze dwanaście razy.

- Jego akcja rozgrywała się w Austrii. - Tak... no i co?

- W   zeszłym  semestrze   mówiłaś,   że   Niemcy   mają   obsesję   na 

punkcie kóz i sera.

- Tak... no i co?

- To dlatego, że przeczytałaś Heidi, której akcja rozgrywa się w 

Szwajcarii.

- Jas,   na   kolekcję   znaczków   pocztowych   Belzebuba,   o   co   ci 

chodzi?

- Jesteś noga z geografii.

Och, bredź dalej, ty grzywiasta palanciaro. (Nie powiedziałam 

tego na głos, bo ma zostać moją pomagierką na Drodze do Romansu).

Mimo  wszystko w imię  pokoju na świecie  być może  zostanę 

zmuszona wyjąć stary atlas i sprawdzić, gdzie leży Memphis.

Praca, praca, praca. Jestem taaaaka zmęczona. A jeszcze muszę 

wracać pieszo do domu. Ciekawe, czy Jas zaniesie mnie na barana?

16.30 Nie zaniosła.

background image

17.00  Strasznie się ucieszę, kiedy Gordy'emu będzie już wolno 

wychodzić na dwór. Gdy przyszłam do domu, miał na głowie łodygę 

kauczukowca. Wsadziłam ją z powrotem do doniczki i przykleiłam do 

niej liście. Jeśli dopisze mi szczęście, do naszego wyjazdu nikt się nie 

zorientuje, a potem będę mogła zwalić winę na osobę opiekującą się 

naszym domem.

W moim pokoju

Jak   właściwie   mam   się   dowiedzieć,   gdzie   dokładnie   mieszka 

Masimo?

Pięć minut później

Nie mogę polegać na tym, że Radio Jas spyta o to Toma. Za 

każdym razem, kiedy proszę ją o dyskrecję, jakieś dwie i pół minuty 

później Radio Jas już nadaje audycję. Dla niej dyskretnie się czegoś 

dowiedzieć, to znaczy wyjść na ulicę i ryknąć na całe gardło: „Czy 

ktoś wie coś na temat tego sekretu, którego nie wolno mi zdradzić?”.

Hmmmmm.

Muszę z przykrością przyznać, że potrzebna mi pomoc Dave'a 

Jajcarza.

W mordę jeża!

Gdybym,   wracając   do   domu,   przypadkowo   wpadła   na   niego, 

teraz nie musiałabym do niego dzwonić.

Dziesięć minut później

background image

Bo jeżeli do niego zadzwonię i zastanę u niego Rachel, poczuję 

się   jak   kompletna   idiotka.   To   znaczy,   jeżeli   Dave   oficjalnie   z   nią 

chodzi.

Pięć minut później

Chociaż całuje się ze mną.

Dziesięć minut później

Zresztą jak ja mogę mu wierzyć - w końcu podobała mu się moja 

mama!

Ale jest też moim kumplem i oficjalnym Nauczycielem Podjarki.

No i powiedział, że niechcący zrobiłam to, co trzeba, i zostałam 

Tajemniczą Dziewczyną Masima.

Wtorek, 10 maja

W drodze do domu

Chłopaki z Foxwooda urządzili zasadzkę na mnie i Jas. Dwóch 

celowo najechało na mnie rowerami. Pospadali z rowerów, wsiedli na 

nie tyłem i zaczęli nas okrążać, wydzierając się:

- Wy zdziry!

Dlaczego?

Tylko na nich popatrzyłyśmy, a oni znowu spadli z rowerów, 

tym razem do rowu. Kiedy się z niego gramolili, poszłyśmy dalej. 

Parę minut później zauważyłyśmy, że czają się za nami, udając, że nas 

nie   śledzą.   Wtedy   zza   rogu   wyłonił   się   Dave   Jajcarz   z   kumplami. 

Uśmiechnął się. Ma wspaniały uśmiech. Chyba naprawdę się ucieszył 

background image

na   mój   widok.   Od   czasu   kiedy   go   ostatnio   widziałam,   włosy   mu 

trochę urosły, co wygląda strasznie fajnie. Och, zamknij się, zamknij, 

głosie Podjarki.

- Cześć, seksowny kociaku i moja kumpelko - powiedział.

Wtedy zobaczył, że ścigają nas psy gończe.

- O, czyż to nie ten pacan Thompson i banda jego pomagierów? 

Spadajcie, maluchy.

Dave jest świetnie zbudowany i tylko stał, patrząc na nich. Jeden 

z pomagierów pacana powiedział:

- Chodźmy,   szkoda   nerwów.   -   I   poszli   sobie,   popychając   się 

nawzajem i udając, że pierdzą.

Ale   czad!   Zupełnie   jak   w  Gladiatorze.  Ale   nie   w   czasach 

starożytnego Rzymu, a Dave miał  na sobie szkolne  spodnie,  a nie 

koźlą skórę... Tym większa szkoda. Zamknij się, zamknij, zamknij.

Dave mnie objął.

- Wiesz,   kusisz   ich   swoją   charyzmatyczną   osobowością   i 

fantastycznymi dyndakami.

Jaki on jest irytujący! I arogancki. Próbowałam się obrazić, ale 

on mi to notorycznie uniemożliwia.

W końcu Jas powiedziała „narka” i poszła do domu.

Kumple Dave'a też powiedzieli „narka” i zostaliśmy sami.

Nie   wiem,   czy   to   dlatego,   że   próbuję   poskromić   swoją 

czerwonotyłkowatość, ale Dave wydaje mi się coraz przystojniejszy. 

Ale nie, nie, nie, to nie ten jeden jedyny. To zeszłoroczny śnieg. No, 

zeszłotygodniowy.

background image

- Dlaczego nie idziesz na randkę ze swoją DZIEWCZYNĄ? - 

spytałam.   -   Czy   twoja   DZIEWCZYNA   nie   zdenerwuje   się,   kiedy 

zobaczy cię ze mną?

Wtedy   zaczął   się   ze   mną   przekomarzać.   W   samą   porę   się 

opamiętałam,   żeby   nie   podjąć   tej   gry,   bo   skończyłoby   się   na 

łaskotkach, a potem może nawet numerze szóstym. Kto wie?

Kto wie, co się dzieje w mojej głowie? Na pewno nie ja. Co 

prawda jestem bez żadnych wątpliwości zakochana, nie chciałabym 

innego itd., itp., ale Kosmiczna Podjarka i tak podnosi swój wielki łeb. 

Poza tym coś jest w Davie i jego specjalnej technice skubania warg. 

Żaden   chłopak   nie   całuje   tak   dobrze   jak   on,   chociaż   jeszcze   nie 

całowałam się z Masimem. A jeżeli Włosi beznadziejnie się całują? A 

jeżeli Masimo tylko świetnie wygląda, ale miętosi dyndaki jak Mark 

Wielka Japa? Albo całuje się z wywalonym jęzorem jak Chłopak - 

Robal?

Dzięki Bogu, Dave przerwał pracę mojego mózgu.

- Co tam u ciebie, kiciu?

- Super,   dzięki.   Jadę   do   Krainy   Hamburgerów   na   zjazd 

cyrkowych samochodzików.

Popatrzył na mnie.

- TY   jedziesz   na   zjazd   cyrkowych   samochodzików?   Chyba 

kompletnie ci odbiło. Zrobiłam urażoną minę.

- Bardzo mnie interesują stare samochody, no i...

- Już   chyba   wolałabyś   pocałować   Pryszczatego   Normana,   niż 

wybrać się na zjazd cyrkowych samochodzików.

background image

Słuszna słuszność.

- Cóż, jest jeszcze jeden powód...

Dave uniósł jedną brew. Wyglądało to bardzo zabawnie.

Kiedy przechodziliśmy koło Luigiego, Dave zaproponował:

- Stara, chodźmy na kawę. I weszliśmy.

Och, w mordę jeża. Przy jednym ze stolików siedziała Nudna 

Lindsay i Zdumiewająco Głupia Monica. Sacré cholera bleu

.

Czyżby ofiara zamieniła się w myśliwego?

Nudna Lindsay niemal zwymiotowała, kiedy zobaczyła mnie z 

Dave'em. Szybko jednak zrobiła dobrą minę do złej gry i zaczęła się 

zachowywać   jak   słodka   idiotka.   Kiedy   Dave   powiedział:   „Cześć”, 

zatrzepotała   rzęsami   i   odrzuciła   włosy   do   tyłu.   Pewnie   czytała   tę 

książkę  Jak rozkochać w sobie każdego idiotę.  Jeżeli wypróbuje na 

Davie lepkie oczy, będę musiała ją zamordować.

Dave stał za mną, ale spojrzała na niego, jakby mnie nawet nie 

zauważyła, i powiedziała:

- Och, Dave, super było w klubie, prawda? Mas i ja świetnie się 

bawiliśmy. A ty i Rachel?

Nienawidzę jej do sześcianu. Dave był ucieleśnionym luzem.

- No, fajnie było.

A   potem   podsunął   mi   krzesło,   nie   za   blisko   groteskowych 

bliźniaczek. Kiedy usiadłam, powiedział tak głośno, by usłyszały:

Co   prawda   bardzo   źle   mnie   traktujesz,   ale   co   dla   ciebie 

zamówić, panno Cudowna?

 Sacré cholera bleu - zbitka pol. - fr.; sacré - cholerny; sacrebleu - cholera.

background image

Jest taaaaki miły. Naprawdę bardzo mi się podoba, że jest... no 

wiecie... taki miły dla mnie.

Pięć minut później

Kiedy Lindsay  i ZGM wychodziły, Lindsay  posłała  Dave'owi 

uśmiech, który prawdopodobnie uważa za uroczy (błąd).

- Pa, Dave - powiedziała. - Do zobaczenia po powrocie Masa.

A potem wyszła na swych patykowatych nogach. Dziwne, że nie 

zostawiła po sobie takiego śluzu, jaki się ciągnie za ślimakami.

- Nienawidzę   jej,   nienawidzę   -   powiedziałam   do   Dave'a.   - 

Nazwała go „Mas”. Ale kicha.

Dave spojrzał na mnie.

- To znaczy, że jej nie lubisz?

Kiedy piliśmy kawę (uważałam, by nie zrobiły mi się wąsy z 

pianki), chciałam spytać Dave'a, czy mógłby  się dowiedzieć, gdzie 

mieszka   Masimo.   Nie   mogłam   jednak   poprosić   o   to   wprost,   więc 

pomyślałam, że najpierw wybadam grunt.

- Dave, wiesz, ci chłopcy... zanim przyszedłeś, najechali na mnie 

rowerami, a potem odjechali tyłem. I wyzwali nas od zdzir.

- Ach,   to   stara   metoda.   Chyba   oczywiste,   o   co   im   chodziło, 

prawda?

- A o co?

- Podobasz im się.

- Słucham?

- Mhm. To jasne jak słońce.

background image

- To dlaczego nie powiedzieli: „Podobasz nam się”?

- Bo mogłabyś ich odrzucić przy kumplach.

- Uważają więc, że będzie lepiej, jeśli najadą na mnie rowerem?

- No.

- I wyzwą od zdzir? - No.

- I myślą, że po tym wszystkim powiem: „Tak, z wielką chęcią 

bym się z wami umówiła i została waszą zdzirą. Jak tylko piszczele mi 

się pozrastają”.

- No.

- Przecież to nienormalne. Chłopcy są nienormalni. Dave zrobił 

bardzo mądrą minę i znowu uniósł jedną brew.

Przez chwilę w milczeniu siorbaliśmy kawę, po czym spytałam:

- Ale   dlaczego?   Jak   to   działa?   Wiesz,   na   przerwie   w   szkole, 

kiedy rozmawiacie o swoich osobistych sprawach...

- Pozwól,   że   ci   wyjaśnię,   kiciu.   Faceci   na   przerwie   nie 

rozmawiają o swoich osobistych sprawach. Grają w nogę albo w grę 

pod tytułem „Czy znasz jakiegoś dobrego dentystę?”.

- Co takiego?

- No wiesz: „Czy znasz jakiegoś dobrego dentystę? Bo za chwilę 

tak ci przywalę, że będzie ci potrzebny”.

O kurde.

- Oczywiście faceci przeżywają tak samo jak dziewczyny, ale po 

prostu   komunikują   się   inaczej.   Niekiedy   jednak   bardzo   osobiście 

traktują pewne sprawy.

Spojrzałam na niego. Tak już lepiej.

background image

Na   przykład   wczoraj   jeden   z   piątoklasistów   wywiesił   z   okna 

pracowni biologiczno - chemicznej majtki swojej dziewczyny.

17.30  Po   sesji   z   Nauczycielem   Podjarki   wracałam   do   domu, 

wciąż mając mętlik w głowie. Kiedy się pożegnaliśmy, cmoknął mnie 

w policzek i nie próbował połaskotać ani nic w tym rodzaju. Może po-

stanowił zacząć żyć w celibacie? Kto wie? Pomyślna wiadomość jest 

taka, że obiecał dowiedzieć się o Masima. To taki dobry kumpel. Nic 

nie wspomniał o Rachel, co jest dość dziwne, bo przecież podobno to 

jego dziewczyna.

17.35 Przechodząc przez High Street, wpadłam na Toma. Lubię 

go, chociaż uważam, że wyjazd do Krainy Kangurów to szaleństwo. 

Do tego chodzi z Jas. No i ta kicha z biwakowaniem. I z uprawą 

warzyw.

Poza tym go lubię.

Z pewną nutą smutku spytał:

- Wszystko w porzo, Gee?

- Tak, chyba nie najgorzej. A u ciebie?

Jak na siebie był wyjątkowo milczący. W końcu odpowiedział 

tylko:

- Zaopiekujesz się Jas, dobrze?

- A juści - odparłam. - Mam broń i nie zawaham się jej użyć.

Popatrzył na mnie bez słowa. Jakbym bredziła w malignie czy 

coś w tym rodzaju.

background image

18.00  Siedzę w swoim pokoju wysmarowana wypiękniającymi 

maściami.

Powiem jedno: rozgniecione banany doskonale działają na cerę, 

a niełatwo to powiedzieć, kiedy się ma na twarzy bananową miazgę.

Szkoda, że nie mam zdjęcia Masima. Może jednak nie zapomnę, 

jak   wygląda.   Położę   się   w   swoim   (wyjątkowo   pustym)   łóżku   i 

popieszczę się z Masimem w wyobraźni.

18.25 Och, w mordę jeża. Przyszły koty Angus i Gordy i zaczęły 

się bawić, udając, że moja  stopa to mysz. Atakowały ją naprawdę 

brutalnie,   aż   musiałam   podwinąć   nogi   pod   tyłek   i   dopiero   wtedy 

poszły spać. Ale tak naprawdę to wcale nie śpią, tylko udają. Kiedy 

tylko ułożę się wygodnie, przenosząc się we śnie do Krainy Masima, 

wskoczą pod koc i znowu zaczną się mocować z moją stopą.

Potem   znowu   „zasną”.   Chyba   nie   wierzą,   że   moja   stopa   to 

naprawdę mysz i że może wypełznąć spod koca, kiedy będą spały co?

18.40  Jak   pannie   Futrzanej   Zdzirze   (czyli   Naomi)   udało   się 

pokonać uzbrojonego strażnika (czyli Vatiego) i dostać się do mojego 

łóżka? Kurde, czuję się, jakbym leżała w kocim koszyku.

18.45  Wolałabym,   żeby   nie   rozwalała   się   na   moim   łóżku   na 

grzbiecie i z rozłożonymi łapami.

background image

18.50  Gordy obwąchuje jej tyłek. Obrzydliwość!!! Na oczach 

swojego ojca. To kocie porno. Na pewno jest jakiś telefon zaufania dla 

takich kotów. Mógłby się nazywać Kocia Linia.

19.30 Och, Masimo, już niedługo będziemy razem i opowiesz mi 

wszystko   o   Krainie   Pizzy.   O   muzyce.   Sztuce.   Całowaniu   się. 

Ciekawe,   czy   namiętni   Włosi   mają   jakąś   specjalną   technikę 

całowania? Mam nadzieję, że go nie poniesie i nie odgryzie mi warg.

19.35  Nie, mam nadzieję, że jednak odgryzie! Ach, gryź mnie, 

Boże Miłości!

Środa, 11 maja

W moim pokoju

19.07  Ile   godzin   zostało   do   naszego   wyjazdu   do   Krainy 

Hamburgerów? Jas na pewno by wiedziała. Ale nie zamierzam do niej 

telefonować.

Rozległ   się   dzwonek   do   drzwi.   Stanęłam   cicho   u   szczytu 

schodów   i   spojrzałam   w   dół.   Kurde!   Alarm   „Świry!”.   Był  to   mój 

dziadek w szortach. Nie w swych ogromnych jak płachta szortach, 

które nosił podczas wojny burskiej, ale w legginsach. Z lycrą. Matko 

kochana.

Proszę, proszę, niech tylko nie okaże się, że zaczął jeździć na 

rowerze. Proszę.

Po cichutku wróciłam do swojego pokoju.

Może jeżeli schowam się za drzwiami, pomyślą, że mnie nie ma, 

background image

i PO PROSTU WYJDĄ Z DOMU.

Jasne. Nadzieja matką głupich.

- Georgie, przyszedł dziadek! - zawołała mama.

Dalej stałam cicho za drzwiami. Koty: Naomi, Angus i Gordy 

leżały na moim łóżku - znowu - gapiąc się na mnie jak idioci. Lepiej, 

żeby mnie nie wydały. Gdyby w pokoju był tylko Gordy, miałabym 

pięćdziesiąt procent szans, że mnie nie zauważą, bo chociaż jednym 

okiem patrzył na mnie, to drugie sterowało ku oknu.

Banda świrów z łomotem ruszyła po schodach.

- Gingey, Gingey, to jaaaa, Libbbbeeeee... Gdzie jesteś?

Usłyszałam,   jak   moja   siostrzyczka   sapie   i   dyszy   pod   moimi 

drzwiami, a potem rozległ się jej przerażający śmiech.

- Chy, chy, chy. Wchodzę, sykuj się!

Kopnięciem otworzyła drzwi, które niemal rozkwasiły mi nos.

- Auuua!

Wetknęła swoją szaloną małą główkę za drzwi i uśmiechnęła się 

do mnie. Kiedy i w jaki sposób straciła przednie zęby? I dlaczego 

uważa, że wysuwanie języka przez tę szparę wygląda atrakcyjnie?

- Gingey, tu jesteś! Bezcelna małpa.

Zrzuciła z łóżka wszystkie koty i zaczęła otulać kołdrą Barbie 

nurka i Gandalf a/Sandrę.

- Słoneczko, to nie jest łóżko Barbie i... yyy... Sandry, prawda? 

To moje łóżko i nie ma na nim miejsca dla...

Objęła mnie i poprosiła:

- Buzi.

background image

O   kurde.   No,   ale   jest   taka   słodziutka.   Wzięłam   ją   na   ręce   i 

przytuliłam, a ona położyła dłoń na moim nosie i zaczęła go ściskać i 

wykręcać   na   wszystkie   strony.   Szczerze   mówiąc,   zabolało.   Boże 

kochany, mam nadzieję, że mi nie spuchnie.

W następnej kolejności na otwartą  imprezę  świrów stawił się 

dziadek. Wetknął głowę za drzwi i powiedział:

- Cześć, kochanie, byłem u lekarza, bo kierownica utknęła mi w 

szortach. Powiedziałem: „Panie doktorze, czy może pan mi wyjąć z 

szortów   tę   kierownicę?   Bo   chyba   skierują   mnie   do   czubków!”. 

Rozumiesz? Kierownica, skierują! Rozumiesz? Co?

OBRZYDLISTWO!

Przecież on ma już osiemdziesiąt parę lat.

Moje uszy czują się jak prostytutki.

20.00  Dzięki   Bogu,   dziadek   już   sobie   poszedł.   Niestety, 

najpierw dał mi prezent od swojej „dziewczyny” - Maisie. Przykro mi, 

że mówiłam, iż dziadek jest nienormalny. Jego dziewczyna osiągnęła 

szczyty szaleństwa. Dostaliście kiedyś dziergane skarpety z palcami? 

Zielono - żółto - fioletowe?

Nie sądzę.

Kiedy   wyjedziemy,   dziadek   ma   przez   tydzień   opiekować   się 

naszymi kotami.

- Przed   wyjazdem   po   prostu   spalmy   dom   -   zasugerowałam 

mamie. - Bo po powrocie i tak zastaniemy zgliszcza. Powiedzmy to 

sobie prosto w oczy.

background image

- Georgio,   jakaś   ty   niegrzeczna   -   odparła.   -   Sama   kiedyś 

będziesz stara.

Już miałam założyć swoje skarpety z palcami, by dać jej pojęcie 

o szaleństwie starszych ludzi, ale przypomniało mi się, że powinnam 

atakować urokiem. Poza tym za pół godziny mieli przyjść rodzice Jas. 

Spytałam więc:

- Czy mam przygotować jakieś przekąski?

Spojrzała na mnie takim wzrokiem, jakbym przemieniła się w 

gadające jajko.

Nawet Gordy przestał jeść mule mamy i łypnął na mnie okiem.

21.30 Uff. Kiedy rodzice Jas wyszli, po kryjomu podniosłyśmy 

kciuki.   Taaak!   Po   trzykroć   taaak!   Jedziemy   do   Krainy 

Hamburgerów!!!

Jas dostała sto funtów na drobne wydatki.

Jak   daleko   Memphis   może   być   od   miejsca,   gdzie   mieszka 

Masimo? Gdziekolwiek to jest.

23.00  Wszystko   dobre,   co   się   dobrze   kończy.   Libby   leży   w 

swoim   łóżku   z   Barbie   i   Gandalfem/Sandrą,   a   dorosłe   koty   zostały 

wyrzucone na dwór, by siać postrach wśród populacji norników.

Gordy jest w swoim koszyku w kuchni. Pora więc na zasłużony 

sen. Mój nos nie wygląda na bardziej spuchnięty niż zwykle.

23.15  Tata mówi, że Elvis Presley mieszkał w Memphis i był 

background image

muzykiem   (choć   trudno   w   to   uwierzyć   na   podstawie   tych 

durnowatych   piosenek,   których   tata   słucha).   Tak   czy   siak   był 

muzykiem,   a   muzykiem   jest   też   Masimo,   ergo   Masimo   musi   być 

gdzieś w pobliżu miejsca, gdzie bujają się muzycy.

Północ Mam tylko nadzieję, że tata nie weźmie ze sobą peruki w 

stylu Elvisa. Czasami zakłada ją dla żartu i zaczyna kołysać biodrami. 

To   odrażające   i   prawdopodobnie   niebezpieczne   dla   bioder   u 

człowieka w jego wieku.

On   i   jego   durnowaci   koledzy,   „chłopaki”,   uważają,   że   to 

przezabawne. Mylą się.

0.05  Zresztą, co mnie to obchodzi, jestem zakochana po same 

uszy. Jedziemy 22 maja, czyli za jedenaście dni od dzisiaj. Jestem 

taaaaka podniecona.

0.010   Sokole   Oko   nazwała   mnie   głupkiem   i   powiedziała,   że 

„potrafię się skupić mniej więcej w takim stopniu jak fasolka”. Nie 

wie   jednak,   że   cechuje   mnie   ogromna   samodyscyplina,   która 

zdumiałaby wiele osób oskarżających mnie o lenistwo. Jak chcę, to 

potrafię. Na przykład teraz: jestem zmęczona, już minęła północ, ale 

wiem, że muszę wstać, pójść do łazienki, zmyć makijaż i przetrzeć 

twarz tonikiem... chrrr...

Czwartek, 12 maja

Dziesięć dni do wyjazdu do Krainy Hamburgerów

background image

W drodze do szkoły

-     Jas, cieszę się jak nie wiem co. A ty?

- Hmmm.

- To tak samo jak ja. Zaśpiewajmy  New York, New York,  żeby 

wprowadzić się w odpowiedni nastrój. - Nie.

- No właśnie! Widzisz, dlatego wyjazd do Krainy Hamburgerów 

dobrze   ci   zrobi   -   tam   sobie   poszerzysz   to,   co   zostało   z   twoich 

horyzontów   myślowych.   –   Zaczęłam   śpiewać:   -   „Chcę   być   jego 

częścią, Nowy Jork, Nowy JORK!!!”.

Przestałam, bo kiedy przechodziłyśmy koło poczty, jakiś emeryt 

zaczął się na mnie dziwnie gapić.

Jas wlokła się koło mnie jak wierna... grzywka.

- Jas, dlaczego oni tak mówią? Nowy Jork, Nowy Jork? Przecież 

nie mówimy „Londyn, Londyn”, prawda?

- Hmmm.

- Może   dlatego,   że   Hamburgerianie   są   trochę   opóźnieni   i   nie 

rozumieją tak od razu, więc wszystko muszą powtarzać?

21.30 Dziś Vati kazał nam obejrzeć jakiś okropnie stary film z 

Johnem Wayne'em.

Północ Słusznie podejrzewałam, że są trochę opóźnieni. Kurczę, 

ależ ten John Waaaayne powooooli mówi. Jeżeli wszyscy Amerykanie 

tak mówią, to chyba cały dzień spędzę w kolejce po kaaaaawęęęęę. (I 

nawet nie będę wiedziała, po co stoję w tej kolejce, bo w ogóle nie 

lubię kaaawyyyy).

background image

Poza tym, jeżeli tata nie przestanie śpiewać piosenek Elvisa, to 

chyba oszaleję.

Piątek, 12 maja

Dziesięć dni do wyjazdu do Krainy Hamburgerów

Świt

Tata   wpadł   do   mojego   pokoju   w   piżamie   i   peruce   Elvisa, 

śpiewając Heartbreak Hotel.

Skoro   już   się   obudziłam,   to   zrobię   listę   rzeczy   które   muszę 

zabrać ze sobą do Krainy Hamburgerów.

7.25 Oto moja lista rzeczy na wyjazd:

1. Podstawowe kosmetyki.

2. Najczadowniejsze ciuchy.

Same podstawowe kosmetyki wypełniły całą walizkę.

Ciekawe, czy Jazzy pozwoli mi schować trochę do swojej torby. 

Jak ją znam, to pewnie ją wypchała ogromniastymi gaciami - czyli 

„wielkimi figami”, jak je od tej pory powinnyśmy nazywać.

Chociaż „wielkie figi” kojarzą mi się z bielizną dla osób, które 

nie trzymają moczu.

A   niech   tam   Amerykanie   mówią   sobie,   jak   chcą.   I   tak   Ich 

kocham. Z całego serca. Chociaż nigdy nie poznałam ani jednego.

Kwatera główna chaosu

background image

8.00 Mutti wyciągała Gordy'ego z plecaczka Libby, która z kolei 

waliła mamę po głowie łyżką.

- Niedobla mamusia, niedobla.

Libby schowała Gordy'ego do plecaka, bo chciała go wziąć do 

przedszkola. Ale nawet mama zauważyła, że plecak sam chodzi.

Wtedy zadzwonił telefon.

- Georgia, odbierz! - ryknęła do mnie mama. - To pewnie jedna z 

twoich durnych koleżanek!

Och, jakież to miłe. Bardziej prawdopodobne, że to jedna z JEJ 

durnych koleżanek. Podniosłam słuchawkę i powiedziałam:

- Halo? Tu recepcja, hotel U Czubków.

Dzwonił Dave Jajcarz.  O  mamuniu,   a ja nawet  nie zdążyłam 

umalować ust.

- Cześć,   kociaku,   tu   Nauczyciel   Podjarki.   Spieszę   się,   ale 

pomyślałem, że zainteresuje cię, że Masimo, który moim skromnym 

zdaniem zachowuje się trochę jak gej...

- Dave...

- Dobra,   dobra.   Dowiedziałem   się   tylko,   że   mieszka   na 

Manhattanie i ma na nazwisko Scarlotti.

- Och, dziękuję, dziękuję!

- Spoko. Na pewno wymyślimy coś, żebyś mogła mi się jakoś 

odwdzięczyć - możemy na przykład się poprzytulać. Pa.

I odłożył słuchawkę.

Hurrra!!!

Manhattanie, nadchodzę!

background image

8.30 Pobiegłam po Jas.

Była zaczerwieniona jak jakaś grzywiasta wariatka.

- Siemka - przywitałam się.

- Chodźmy, bo się spóźnimy. W biegu powiedziałam:

- Dziś przez cały dzień zamierzam mówić po amerykańsku.

- Tam się mówi po angielsku - wydyszała.

- Chyba ci odbiło - wysapałam.

Nie spóźniłyśmy się, ale mało brakowało. Nudna Lindsay pełniła 

swój   sadystyczny   dyżur.   Popatrzyła   na   nas,   jak   ciężko   dysząc, 

minęłyśmy ją niczym dwie kupy w szkolnych mundurkach.

- Czy   wy   nie   możecie   dorosnąć   i   chociaż   raz   przyjść 

punktualnie?

Uśmiechnęłam się szeroko, jednocześnie wbijając wzrok w jej 

ucho, i powiedziałam:

Siemka. Życzę miłego dnia. Słyszysz mnie?

Głośno tupiąc, poszła terroryzować jakieś pierwszoklasisto, ale 

zaczęła palcem dłubać sobie w uchu. Cha, cha, cha, cha, cha. Oraz 

hasta la vista, baby

.

Na matmie

Boże, jaka ta matma jest nudna. I durnowata.

Kiedy   wyjdę   za   Masima,   służący   będą   za   mnie   wykonywać 

dodawanie.

 Hasta la vista (hiszp.), baby (ang.) - do zobaczenia, kochanie.

background image

Oraz rozwiązywać równania kwadratowe, które i tak do niczego 

mi się nie przydadzą.

Przerwa na lunch

Operacja „poszukiwanie Boga Miłości”

Zaciągnęłam Jas do biblioteki.

Kiedy weszłyśmy, panna Wilson mało nie spadła ze stołka.

Uspokoiłam ją, mówiąc:

- W porząsiu? Życzę miłego dnia.

Zatargałyśmy na stół ogromny atlas. Zaczęłam przerzucać kartki, 

aż znalazłam Amerykę i Nowy Jork, Nowy Jork.

- Jas, gdzie jest Memphis, Memphis? - spytałam. Jas znalazła i 

powiedziała:

- Dosyć daleko od Nowego Jorku.

Tym razem miała rację. Na szczęście Manhattan ma jakieś trzy 

milimetry długości. Ale leży sześćdziesiąt centymetrów od Memphis. 

Chyba jednak można tam dojechać autobusem, co?

16.30 W drodze do domu śpiewałam Jazzy: „Moim domem jest 

preria,   gdzie   sarenki   i   antylopy   igrają”.   Ona   uwielbia   wspólne 

muzykowanie.

- Lubisz wspólne muzykowanie, prawda? - spytałam. - Nie.

- Wiedziałam,   że   lubisz.   Zatańcz,   a   ja   pośpiewam.   Możesz 

udawać sarenkę. No, zatańcz jak mała sarenka, zatup nóżkami...

Wtedy mnie kopnęła. Bywa bardzo agresywna.

background image

- Jeszcze mu nie powiedziałam - mruknęła.

- Co? Komu?

- Pysiowi... yyy... to znaczy Tomowi. O Krainie Hamburgerów.

Spojrzałam  na   nią   ze   zdumieniem.   Radio   Jas,   głos   narodu,   o 

czymś nie powiedziało Pysiowi?

- Potrafię   być   tak   samo   niezależna   i   żądna   przygód   jak   on   - 

dodała.

Nie roześmiałam się, chociaż widziałam, ile majtek zdaniem Jas 

należy zabrać na jeden tydzień. W ten weekend MUSZĘ przejrzeć 

swoje ubrania.

Le

   

   weekend

 

 

11.00  Zamierzam   zapakować   garderobę   w   pigułce.   Tak   robi 

Naomi Campbell i wszystkie top - modelki.  W podróż biorą tylko 

absolutnie niezbędne rzeczy.

12.00  Jestem wykończona, ale udało mi się zmieścić „pigułkę” 

w sześciu walizkach.

12.01 I w plecaku.

12.03 Nie licząc butów, które już się nie zmieściły, ale mama na 

pewno weźmie je do swojej walizki.

Nikt jeszcze nie powiedział Libby, że Angus i Gordy nie jadą z 

 Le - francuski rodzajnik; nie tłumaczy się.

background image

nami na wakacje.

12.35  Jedno jest pewne - na pewno nie będę to ja. Potrzebuję 

wszystkich kończyn na Poszukiwanie Miłości.

12.40  Libby   zrobiła   dla   Gordy'ego   bikini   z   papieru,   które   z 

pewnością   by   mu   się   przydało,  gdyby  jechał z  nami   na  wakacje  i 

gdyby koty nosiły bikini.

I   gdyby   od   razu   go   nie   zniszczył,   a   potem   nie   zakopał   w 

doniczce z kauczukowcem.

Niedziela, 15 maja

Siedem dni do wyjazdy do Krainy Hamburgerów

Południe  Nienawidzę   mojego   taty.   Jest   taki   nierozsądny. 

Zupełnie jakbym miała do czynienia z rozpieszczonym dzieciakiem.

Spytałam mamę, czy byłaby tak uprzejma i schowała moje buty 

do swojej walizki, i wtedy rozpętało się piekło.

- Dlaczego ich nie włożysz do swojej? - spytał tata.

- Dlatego,   ojcze,   że   wszystkie   moje   walizki   już   są   pełne   - 

wyjaśniłam.

Tata ze złą miną poszedł do mojego pokoju, zobaczył walizki i 

zawołał:

- Nie wygłupiaj się! Wystarczy ci jedna. Koniec, kropka.

- Wybacz, jeżeli się mylę, ale czy chcesz, żebym chodziła przy 

Hamburgerianach   jak   ta   dziadówa?   W   końcu   reprezentuję   naród 

angielski za granicą.

background image

Równie dobrze mogłabym mówić do ściany.

14.00  Przepakowałam   walizki,   ale   i   tak   zostały   trzy 

najniezbędniejsze. Sacré cholera bleu.

Zadzwoniła Jas z wiadomością, że powiedziała Pysiowi o swoim 

wyjeździe, a on dostał chłopięcej odmiany spazmów. W ciągu dwóch 

godzin zadzwonił do niej osiemnaście razy.

- Bardzo się zdenerwował.

- Wiem, już mówiłaś.

- Bardzo,   bardzo   się   zdenerwował.   Zadzwonił   do   mnie 

osiemnaście razy w ciągu dwóch godzin.

- Yyy... wiem.

- Osiemnaście razy.

- Oooo... Ile razy, mówisz?

Powiedziałam to z ironią, ale Jas nie załapała.

- Osiemnaście.   A   dzisiaj   przyszedł   bardzo   wcześnie   rano   i 

wsunął mi pod drzwi wiersz miłosny.

O nie. Tylko nie wiersz miłosny.

- Przeczytać ci? - Nie.

Nosi tytuł Tego kwiatu nie pół światu.

Boże drogi. Cała rodzina Toma ma obsesję na punkcie roślin.

Żeby poprawić jej nastrój i oderwać się od tego koszmarnego 

pakowania bagaży, zwołałam zebranie naszej drużyny.

16.30  Jas już przeczytała wszystkim wiersz Toma, więc mam 

background image

nadzieję,   że   sobie   odpuści.   To   wierszydło   jest   beznadziejne.   To 

niepodważalny fakt. Nie powiedziałam jednak tego, bo nie chciałam, 

żeby straciła entuzjazm przed naszą wielką przygodą. Byłam taaaaka 

podniecona!   Stanęłam   na   huśtawce   i   zaśpiewałam:   „Chcę   być   w 

Ameryce! Tam wszystko jest za darmo!!!”. Wtedy Ellen spytała:

- Georgia, a właściwie to ty już całowałaś się z Masimem?

Zaśmiałam się zmysłowo.

- Czy ja się całowałam z Masimem? Czy ja...

- Nie, nie całowała się - powiedziała Jas. - No, chyba że dwie 

sekundy się liczą, a nie sądzę. Zresztą takiego pocałunku nie ma na 

naszej skali całowania się.

Och, wielkie dzięki, moja (nie) najlepsiejsza kumpelko. Teraz 

żałuję, że jej nie powiedziałam, co myślę o wierszu Toma.

- A   jak   sądzicie:   czy   Nudna   Lindsay   się   z   nim   całowała?   - 

spytała Jools. - Wiecie, kiedy poszli do klubu. Pewnie... no wiecie... 

chciała.

Oooo nie. Wynocha z mojej głowy.

- A kto przy zdrowych zmysłach chciałby się całować z Nudną 

Lindsay? - zauważyłam.

- Chyba   Robbie,   bo   chodzili   ze   sobą,   i...   -   nawijała   Jools. 

Zaczęłam nucić w głowie, żeby nie musieć tego słuchać. Na samą 

myśl aż mnie zemdliło.

- Może niektórym chłopcom podobają się takie  niskie czoła - 

powiedziała   Jas.   -   Tom   mówił,   że   zna   chłopaka,   który   szaleje   za 

dziewczynami w okularach o bardzo grubych szkłach.

background image

Matko   kochana.   No,   ale   w   każdym  razie   to   jakaś   szansa   dla 

Okropnej R Green.

Ellen najwyraźniej się rozmarzyła.

- Jeden taki kolega Toma - Szybcior - chciał się ze mną umówić, 

kiedy szłam przez plac, ale... och... sama nie wiem, on jest jakiś taki... 

no całkiem spoko, ale... wiecie... ja ciągle jeszcze... no wiecie? I jak 

myślicie?

- Ellen, czy mogę cię o coś spytać? - zwróciłam się do niej. - Co 

ty bredzisz?

Teraz żałuję, że w ogóle pytałam.

- Chodzi mi o Dave'a Jajcarza. Czy on jeszcze chodzi z Rachel... 

czy... no tego...?

- Wczoraj nie był z nią, kiedy go spotkałyśmy, prawda, Gee? - 

wtrąciła się Jas. - Mówił coś o niej, kiedy poszliście na kawę?

Och, zamknij się, zamknij, ani słowa o Davie Kurde Jajcarzu.

Ellen już miała zacząć swoje: „Nie wiedziałam, że widziałaś się 

z   Dave'em   Jajcarzem,   o   czym   rozmawialiście,   jak   to   się   stało,   że 

poszliście razem na kawę?”, ale na szczęście Mabs pospieszyła mi z 

pomocą.

- Skąd wiesz, że Masimo w ogóle chce się z tobą spotykać? - 

spytała mnie.

- Poprosił mnie  o telefon, ale nie mogłam mu  go dać, bo się 

okropnie   zawstydziłam,   więc   powiedział:   „OK,   Panno   Trudna   do 

Zdobycia, to do zobaczyska, kiedy wrócę z Ameryki”.

Ellen spojrzała na mnie.

background image

- Czyli powiedział po prostu „narka”? Nie, nie „narka”, tylko coś 

więcej...

Ellen   jednak   już   się   rozkręciła  na  dobre.   A   Dave   Jajcarz 

powiedział   mi   „narka”.   Machałam   włosami,   tańczyłam   solo   i   w 

ogóle... a on i tak poszedł z Rachel.

Cała drużyna zaczęła bardzo (nie)mądrze kiwać głowami.

- Tak,   ale   Masimo   powiedział   „do   zobaczyska”   po   tym,   jak 

zostałam Tajemniczą Kobietą - zauważyłam.

- Tajemniczą Kobietą? - zdziwiła się Rosie.

- Tak, kiedy niechcący wypróbowałam na nim lodowatość.

Rosie przysunęła twarz tuż do mojej twarzy.

- Jesteś Tajemniczą Kobietą? Cała drużyna spojrzała na mnie.

- Jesteś TAJEMNICZĄ Kobietą? - powtórzyła Jas.

- TY jesteś Tajemniczą Kobietą? - dołączyła się Mabs. Co jest, 

zlot papug?

- Tajemnicza Kobieta - powiedziała Rosie. - Jesteś Tajemniczą 

Kobietą.   A   nie   Kobietą   „Oooooch,   skleiły   mi   się   wabiki   na 

chłopców”?

17.30  Buuu. Teraz mam stracha i mnóstwo wątpliwości. Może 

Masimo   wszystkim   dziewczynom   mówi:   „Do   zobaczyska   po 

powrocie, Panno Trudna do Zdobycia”?

17.45 Kiedy człowiek myśli, że gorzej już być nie może, okazuje 

się, że jednak może.

background image

Dziadek odwołał swoją opiekę nad kotami, bo wybiera się na 

rowerową   wycieczkę   do   Lake   District.   Oznajmił,   że   poczuł   zew 

natury i dziś wieczorem wyrusza z plecakiem.

Nie do wiary, jak egoistyczni bywają starzy ludzie.

17.50  Rodzinna   „narada”   (to   znaczy:   tata   się   wydziera).   Nie 

przychodzi nam do głowy nikt na tyle głupi... yyy... miły, by chciał się 

zająć Angusem i Gordym.

18.15 Mama obdzwoniła wszystkie swoje tak zwane przyjaciółki 

z aerobiku, ale żadna się nie zgodziła.

- Opowiadałaś   o   ich   wybrykach?   -   spytałam.   Oczywiście,   że 

opowiadała, więc może winić tylko samą siebie.

18.30  Niestety,   ja   również   wszystkim   pochwaliłam   się 

„przygodami”   Angusa   i   Gordy'ego   oraz   ich   uroczymi   nawykami 

związanymi z drobną leśną zwierzyną, oddawaniem stolca itd., więc 

żadna z moich kumpelek nie chce mieć z nimi do czynienia. Rosie 

powiedziała,   że   Sven   obiecał,   że   może   się   zaopiekować   naszymi 

kotami   w   jaskini,   którą   właśnie   odkrył.   Mnie   jednak   ten   pomysł 

wydaje się za bardzo dziwaczny.

- To może oddamy je do hotelu dla zwierząt? - zaproponował 

Vati.

W tej chwili wszedł Angus, niosąc w pysku łopatę. Bez słowa 

popatrzyliśmy po sobie.

background image

- Cóż, pozostaje nam jedyne wyjście - uznał tata. - Będę musiał 

poprosić o sąsiedzką przysługę.

19.15  Postanowił   najpierw   udać   się   do   Pana   Sąsiada.   Przed 

wyjściem powiedział:

- Alfred   i   ja   zawsze   się   rozumieliśmy,   chociaż   trochę   się 

poprztykaliśmy w związku ze szkodami, jakie Angus poczynił w jego 

rododendronach...

- I kiedy Angus zapędził Idiotyczne Pudle do szklarni - dodałam.

- Tak, hmm...

- A potem ujeżdżał je jak koniki.

- No tak...

- I musieli sprowadzić psychiatrę dla psów. Tata zdjął płaszcz.

19.25 - Skoczę naprzeciwko do Colina, może zgodzi się chociaż 

przynosić im jedzenie - powiedział.

19.28 Wrócił.

- Colin tylko się roześmiał - oznajmił. Poszedł do pubu, żeby 

pogadać z wujkiem Eddiem. Może on zna jakiegoś idiotę, który nam 

pomoże?

19.33 Rozległ się dzwonek do drzwi. Zerknęłam na dół z zacisza 

swojego pokoju.

Otworzyła   mama.   U   -   ła.   To   jeden   z   naszych   kochanych 

background image

chłopców w błękitnych mundurach. Jak to zwykle policjanci nie miał 

zadowolonej miny. Co znowu?

Zlazłam   na   dół,   żeby   udzielić   mamie   moralnego   wsparcia. 

Chociaż, jak to często bywa, bardziej by się przydało wsparcie dla jej 

dyndaków.   Czy   ona   nie   ma   ani   jednej   sztuki   odzieży,   która   nie 

odsłaniałaby aż tyle ciała?

Przywołałam wyraz zainteresowania na twarz. To jedna z tych 

min, jakie robię, kiedy Sokole Oko pyta mnie o pracę domową. Potem 

przeważnie   muszę   zostać   po   lekcjach,   no,   ale   nie   można   mieć 

wszystkiego. Posterunkowy spojrzał  na  mnie, wcale nie jak strażnik 

bezpieczeństwa i spokoju.

- Dobry wieczór pani - zwrócił się do mamy. - Czy zna pani tę 

osobę?   -   I   pokazał   legitymację   emerycką   dziadka   ze   zdjęciem,   na 

którym dziadek ma kolczyk w uchu.

Nawet nie pytajcie.

- Tak, to mój ojciec... O Boże, czy coś mu się stało?

- Nie, ale stanowi zagrożenie dla siebie samego i innych.

- To   nic   nowego,   panie   posterunkowy   -   zauważyłam.   -   Nie 

potrzebuję policyjnej czapki i pałki, żeby się tego domyślić.

- Zamknij się, Georgio - powiedziała mama.

Okazało się, że choć jeden raz posterunkowy przyniósł dobre 

wieści. Dziadek wyruszył na tysiąckilometrową rowerową wyprawę 

do Lake District i już po paru metrach się przewrócił. Przedtem jednak 

potrącił   policjanta   jadącego   na   swym   nowiuteńkim   służbowym 

rowerze.

background image

- Miałem go zaledwie tydzień, proszę pani. Próbowałam zrobić 

zatroskaną minę. Posterunkowy otworzył notes.

- Obywatel, którego zidentyfikowaliśmy jako pani ojca, miał na 

sobie   szorty   z   lycrą   i   ciągle   spadał   z   roweru.   Poprosiłem,   żeby 

przeszedł po linii prostej.

- O Boże, był pijany? - przestraszyła się mama.

- Nie wiem, ale odmówił, tłumacząc się raną z okresu wojny. 

Potem powiedział... - Policjant znowu zajrzał do notesu. - Pójdziemy 

do mnie, panie posterunkowy, I wypijemy strzemiennego?”.

Szaleństwo mojego dziadka nie mieści się na skali.

20.00 Policjant powiadomił posterunek i dziadka zwolnili z paki 

po oskarżeniu go o nieostrożną jazdę na rowerze oraz brak dzwonka. 

Widocznie dzwonek do klatek z papugami, który przykleił taśmą do 

kierownicy,   nie   liczy   się.   No   i   teraz   dziadek   jest   notowany. 

Zakłopotana mama w kółko przepraszała posterunkowego.

Bardzo mi przykro. Mam nadzieję, że da się naprawić pański 

rower i że nic się panu nie stało.

Na szczęście jestem dosyć twardy, proszę pani. - Tak, wygląda 

pan na bardzo wysportowanego. Ja sama ćwiczę aerobik. To świetnie 

robi na sylwetkę. Policjant mrugnął do niej (naprawdę!) i powiedział:

- Właśnie widzę. No cóż, będę już szedł.

A potem dodał coś, co zdarza się tylko w filmach:

- Proszę na siebie uważać, na zewnątrz jest jak w dżungli.

Mama tak się rozchichotała, że mało nie narobiła w gacie. Jaka 

background image

ona żałosna i żenująca. Kiedy posterunkowy wyszedł, popatrzyłam na 

nią bez słowa, a ona spytała:

- Co? Co?

- Dobrze wiesz co. Prawie się obśliniłaś.

- Cóż, to miły młody człowiek - oczywiście dla mnie o wiele za 

młody.

Nie wierzę własnym uszom!!!

W moim pokoju

Moja rodzina jest potwornie żenująca.

Dobrze chociaż, że marzenia dziadka o wyprawie rowerowej się 

skończyły i że może nam spalić dom, kiedy pojedziemy do Krainy 

Hamburgerów. Hurra! Jaba - daba - duuu!!!

Czwartek, 17 maja

Pięć dni do wyjazdy do Krainy Hamburgerów

Wieczór

Och,   już   nie   mogę   się   doczekać,   kiedy   wsiądę   na   pokład 

Samolotu Miłości!

No szybciej, szybciej!!!

Przymierzyłam  strój  na  drogę.   Kozaki  czy   półbuty?   Kto   wie, 

jaka   tam   pogoda.   Poza   tym   może   będę   musiała   założyć   strój 

wieczorowy   -   w   zależności   od   tego,   w   jakiej   strefie   czasowej 

wylądujemy.

Ćwiczę w myślach mówienie po hamburgeriańsku. Cały dowcip 

polega   na   tym,   żeby   połykać   niektóre   litery:   na   przykład   zamiast 

background image

„pogoda'' mówić „pooda”, zamiast „dzień” - „deń”, zamiast „miłość” - 

„miość” i tak dalej.

Przez telefon spytałam Jas, Władczynię Czasu (która zamierza 

na podróż ubrać się w luźne, sportowe ciuchy):

- Odbędziemy podróż w przeszłość czy jak? - Tak, oni są sześć 

godzin do tyłu.

- Dlaczego? Dlaczego nie mogą dotrzymać nam kroku? Przecież 

to chyba my wynaleźliśmy czas?

- Co takiego?

- No  wiesz,   czas  uniwersalny   -  nie   my   go  wynaleźliśmy?   To 

dlaczego nie mogą być tacy jak my?

- Bo musieliby wstawać w środku nocy.

- No i co z tego?

Niestety, z Jas nie da się rozsądnie porozmawiać.

Środa, 18 maja

Cztery dni do wyjazdy do Krainy Hamburgerów

Wieczór

Dziadek przyszedł po instrukcje opieki nad domem I kotami.

Nadal   nie   mam   pojęcia,   jak   się   ubrać.   Chyba   z   milion   razy 

przejrzałam wszystkie ciuchy.

Dobrze   chociaż,   że   zdecydowałam   się,   jakim   lakierem 

pomalować paznokcie.

Wybrałam Całuśny Róż.

Jestem totalnie wykończona.

background image

20.15 Zwlokłam się na dół po pożywną przekąskę.

W salonie

Dziadek zaczął grzebać sobie w kieszeniach.

- Mam coś dla ciebie.

O, radości. Pewnie to rozpuszczony cukierek. Kocham go i w 

ogóle, ale czy on musi być taki, no wiecie... dziadkowaty?

Mój gruby Vati rozwalił się przed telewizorem. Kiedy usiadłam, 

usiłując ochronić rajstopy przed pazurami Gordy'ego, tata powiedział:

- No, Georgia, to może mi powiesz, ile kieszonkowego chcesz na 

wakacje. Trochę się pośmiejemy.

Bardzo, bardzo zabawne. Niestety, nie wolno mi go drażnić.

- Cóż, to tylko tydzień, prawda? Mamy opłacony hotel i posiłki, 

więc w sumie myślę, że tysiąc funtów wystarczy na drobne wydatki, 

jeżeli tylko nie będę za bardzo szastała pieniędzmi.

- Georgio,   nie   wygłupiaj   się   -   powiedziała   mama.   -   A 

pamiętacie,   jak   zanieśliście   Georgię   do   lekarza,   kiedy   miała   parę 

tygodni?

Mama poczochrała mnie po włosach (bardzo irytujące) i zrobiła 

melancholijną minę.

- Pamiętam każdy drobiazg z twojego życia, córeńko. Odkąd się 

urodziłaś, jesteś dla mnie jedną wielką radością.

- Jasna cholera, Connie! - zawołał tata. - Uspokój się! Ale mama 

już przeniosła się do Mamolandii.

- Wiesz,   że   kiedy   się   urodziłaś,   w   ogóle   nie   miałaś   włosów? 

background image

Byłaś zupełnie łysa, jak wujek Eddie. Taka słodka.

O Boże.

W tym momencie ochoczo włączył się dziadek.

- No, a pamiętacie tę kobietę?

- Aaa tak, zapomniałam o niej - powiedziała mama.

- Zaglądała  do  wszystkich  wózków  i  szczebiotała:  „Ojej, jaka 

śliczna dzidzia”, a potem zobaczyła Georgię i wykrzyknęła: „Chryste, 

ależ to łyse ma wielkiego kinola! Chodźcie zobaczyć!”.

Że co?

Wszyscy „dorośli” zaczęli się śmiać.

- Przy karmieniu zawsze głaskałam cię po nosku, żeby nadać mu 

ładny kształt - dodała mama.

Wyszłam   do   holu   i   przejrzałam   się   w   lustrze.   Odkąd   się 

urodziłam, mój nos był ugniatany, a mimo to nadal jest taki wielki?

Zadzwoniłam do Jas.

- Jas, jak myślisz, czy ja już dorosłam do swojego nosa?

- Cha, cha, cha, cha, cha... yyy... no tak.

- Ale jak sądzisz, jest dość duży? Jas coś jadła.

Cóż,   ujmijmy   to   w   następujący   sposób...   natura   hojnie   cię 

obdarzyła.

22.00 Bardzo hojnie.

2.00 Śniło mi się, że celnik na lotnisku zażądał ode mnie opłaty 

za nadbagaż - mój nos.

background image

Czwartek, 19 maja

Trzy dni do wyjazdy do Krainy Hamburgerów

23.00 Śpię na plecach. Z plastrów i zapałek zrobiłam sobie coś w 

rodzaju łubków na nos, żeby przynajmniej jeszcze bardziej nie urósł.

Piątek, 20 maja

Dwa dni do wyjazdy do Krainy Hamburgerów

8.00  Zdarłam   plaster.   Auuu,   ja   cię   kręcę!   Mam   nadzieję,   że 

Masimo doceni trud, jaki sobie zadałam przy robieniu się na bóstwo, 

ale - jeżeli tylko mózg mi nie wypłynie uszami - nigdy mu się nie 

przyznam, że śpię w łubkach na nosie.

Zeszłam na dół na śniadanko. Hip, hip, hurra! Ostatni dzień w 

Stalagu 14, a potem wyruszam na grand

 przygodę MIŁOŚCI.

W łazience

8.10  Codziennie   depiluję   sobie   nogi,   żeby   nie   wyglądać   jak 

orangutan.   Będę   jednak   musiała   poprosić   Jas,   żeby   dokonała 

bezstronnej inspekcji tylnej strony moich łydek, bo to idiotyczne mieć 

z przodu gładką skórę, skoro tył wygląda jak u małpy.

Lalala.   Masaż   złuszczającym   żelem   (mamy).   Robię   okrężne 

ruchy,   żeby   pozbyć   się   zrogowaciałego   naskórka   i   odsłonić   skórę 

delikatną jak pupcia niemowlęcia (oczywiście bez kupki).

Lot   ma   trwać   osiem   godzin,   czyli   akurat   tyle,   bym   zdążyła 

 Grand (fr.) - wielki.

background image

zrobić   sobie   makijaż   i   manicure.   A   potem,   naturalna   i   świeżutka, 

padnę w objęcia Masima.

Przerwa na lunch

Leje   jak   z   cebra,   więc   pozwolili   nam   zostać   w   stołówce. 

Niestety,   oznacza   to,   że   towarzyszy   nam   cała   zgraja   wyjątkowo 

żałosnych   pokrak.   Reszta   Drużyny   Asów   poszła   do   kibla,   żeby 

poprawić   włosy   -   są   próżne   jak   piłkarze   Chelsea.   Zajęłam   stolik, 

rozkładając   swoje   rzeczy   na   pięciu   krzesłach,   po   czym   zaczęłam 

udawać, że uczę się swojej roli Macduffa z MacPalanta - na wypadek, 

gdyby   Okropna   R   Green   zauważyła,   że   siedzę   sama,   bo   wtedy 

mogłaby   podejść   i   zacząć   ględzić   o   swoich   chomikach.   Albo   o 

nowych ogromnych okularach. Obsadzenie jej w roli Lady Macduff to 

straszna pomyłka. Jej się chyba wydaje, że my  naprawdę jesteśmy 

małżeństwem.

Byłam   tak   zajęta   udawaniem,   że   czytam,   że   za   późno 

dostrzegłam nadciągającą Nudną Lindsay, czyli Niskie Czoło. Kiedy 

podniosłam głowę, zobaczyłam, że usiadła przy sąsiednim stoliku ze 

swoimi durnymi kumpelami.

- Georgio, normalnym ludziom wystarczy tylko jedno krzesło - 

powiedziała. - Zdejmij te torby.

Popatrzyłam   na   nią,   już   chcąc   powiedzieć   coś   w   stylu: 

„Normalni ludzie mają trochę miejsca między brwiami a grzywką”, 

ale mogła mi kazać zostać po lekcjach, nawet ostatniego dnia szkoły. 

Uśmiechnęłam się więc lekko i wyobraziłam sobie, że wpada tyłkiem 

background image

w   automat   z   podpaskami,   jak   w  zeszłym  półroczu.   Cóż   za   urocze 

wspomnienia!

Nie   odpowiedziałam,   więc   wróciła   do   durnej   rozmowy   ze 

swoimi   żałosnymi   kumpelkami.   Nie   wiem,   co   zatrzymało   Drużynę 

Asów - no, chyba że Ellen znowu dostała ataku histerii i wpadła do 

kibla. Albo Jas zaczęła ględzić o swojej grzywce.

Właśnie odwijałam ciacho z papierka, kiedy usłyszałam coś, od 

czego   niemal   spadłam   z   krzesła.   Lindsay   coś   marudziła,   a   potem 

dodała:

- Mas świetnie się bawi w Stanach. Daje koncerty z pewnym 

zespołem w Nowym Jorku...

Co? Co???

W tej chwili wróciły dziewczyny. Tak głośno śpiewały: „Jestem 

super,   choć   nawet   o   tym   nie   wiem!”,   że   nie   dosłyszałam   reszty 

wypowiedzi Lindsay.

W drodze do domu

16.30 - Jas, JAK to możliwe, że oni są w kontakcie? Zadzwonił 

do niej'? Dlaczego? Dlaczego?

- Nie wiem, ale on przecież nie jest... nie jest twoim chłopakiem, 

prawda? No i...

- Jas, mam nadzieję, że postarasz się zachowywać rozsądnie, bo 

inaczej będę musiała cię zabić.

W moim pokoju

background image

O nie. Znowu umieram z miłości.

Muszę pogadać z Nauczycielem Podjarki.

Może i nie mam dumy, ale muszę się dowiedzieć, co on o tym 

wszystkim myśli.

Teraz jednak nie mogę  do niego zadzwonić, bo w domu  jest 

mama. Dlaczego nie możemy mieć telefonu bezprzewodowego ?

O Boże, Boże, Boziuniu.

17.00  Do   Libby   przyszedł  Josh,   jej   „nazecony”.   Nawet   moja 

malutka siostrzyczka ma chłopaka. Poszli do jej pokoju, słyszę, jak 

coś mruczą i śpiewają. Och, mam już tego po dziurki w nosie.

17.15 Mama nadal kręci się w pobliżu. Raz jeden bym chciała, 

żeby wyszła, a ona akurat musiała zostać w domu. Bardzo typowe.

- Co się tak snujesz? - spytała. - Co tam znowu kombinujesz?

No słowo daję.

17.20 Nie zniosę tego napięcia.

Libby   przyszła   do   mojego   pokoju,   żeby   mi   zaśpiewać   nową 

piosenkę, której nauczyła się  w przedszkolu. Zauważyłam,  że Josh 

cały jest usmarowany szminką. Libby odchrząknęła i zaczęła śpiewać 

cienkim, ale przenikliwym głosikiem, na melodię Seksbomby. Urocze, 

przeurocze.

- Bum, bum, pupa, pupa, bum, bum. Kupa, kupa i bum, bum, 

dupa!

background image

Właśnie   takich   rzeczy   dzieci   teraz   uczą   się   w   przedszkolach. 

Piosenek o tyłkach.

17.30  Muszę   w   końcu   pogadać   z   Dave'em.   Libby   wróciła   z 

powtórką Seksbomby. O Boże, Josh też zna słowa.

19.00 MUSZĘ porozmawiać z Dave'em.

Zakradłam   się   na   dół.   Mutti,   Vati   i   wujek   Eddie   siedzą   w 

salonie, dyskutując o zjeździe cyrkowych samochodzików. Stanęłam 

pod drzwiami i podsłuchałam, o czym ględzą.

Vati mówił:

- Podobno   jest   taki   robin   reliant   z   lat   sześćdziesiątych   z 

oryginalnymi piastami.

- Spakowałem swoje specjalne gacie - wtrącił wujek Eddie.

Matko kochana.

Wzięłam się w garść i wykręciłam numer telefonu Dave'a. A 

jeżeli jest u niego Rachel? To byłaby kupa do kwadratu.

Och,   już   jest   sygnał.   Może...   powinnam   po   prostu...   I   wtedy 

Dave odebrał.

- Dave?

Bonsoir

we własnej osobie.

- Muszę cię o coś spytać.

- Georgia, to ty? Niestety, nie uprawiam seksu przez telefon. To 

odbiera cały urok.

 Bonsoir (fr.) - dobry wieczór.

background image

- Dave, proszę...

Później

Czuję się  nieco lepiej. Dave potrafi był bardzo miły, choć w 

strasznie   irytujący   sposób.   Wieczorem   wychodzi   do   klubu.   Będzie 

tam Dom ze Sztywnych Dylanów, więc Dave spróbuje dowiedzieć się 

czegoś więcej na temat Masima i Nudnej Lindsay.

W mojej sali tortur

21.30 Dlaczego moje życie musi być takie skomplikowane?

I nieszczęśliwe?

Wyjaśnij mi to, Gandalfie.

Uratowałam Gandalfa przed Libby i postawiłam go z powrotem 

na swojej toaletce. Zdjęłam mu sukienkę, ale nie mogę zmyć różu. 

Wygląda, jakby opalił się na wakacjach.

Kiedy ostatnio dobrze się bawiłam?

Nigdy.

I chyba już nigdy w życiu się nie zaśmieję.

W łóżku, patrzę na księżyc

23.00  Ciekawe, czy Masimo patrzy na ten sam księżyc co ja. 

Pewnie jest za bardzo zajęty myśleniem o Nudnej Lindsay, żeby gapić 

się na księżyc.

Przeczytałam jedną z wielu książek, które mama kupuje, by stać 

się lepszym człowiekiem. Jej tytuł brzmiał chyba Ja  jestem OK, ty 

background image

jesteś OK, ale  co,  jeśli tylko  tak nam się wydaje, a naprawdę nie  

jesteśmy OK? W każdym razie było tam napisane, że mężczyźni lubią 

blondynki o dziecinnych twarzach, bo wydaje im się, że to dzieci, i 

chcą się nimi opiekować.

Czy ja mam dziecinną twarz?

Przejrzałam się w lustrze.

Nawet kiedy oficjalnie byłam dzieckiem i rzeczywiście miałam 

dziecinną   buzię,   to   i   tak   trudno   byłoby   to   dostrzec,   bo   mój   kinol 

przesłaniał jej większą część.

Palcem spłaszczyłam jego czubek.

Czy bardziej podobałabym się chłopcom, gdybym wyglądała jak 

świnka z włosami obciętymi na pazia?

Kto wie?

Kogo to obchodzi?

Już nawet mi się nie chce wkładać nosa w łubki.

23.20 Prawda jest taka, że Nudna Lindsay miała' wiadomości od 

Masima,   a   ja   nie.   I   nie   obchodzi   to   nikogo  na  tej   planecie.   Bo   i 

dlaczego   miałoby   obchodzić?   Kto   by   się   przejął,   gdybym   nagle 

zniknęła?

23.25  Założę się, że gdybym popełniła samobójstwo, to przez 

wiele dni nikt by tego w ogól nie zauważył. A kiedy już by mnie 

znaleźli,   zaczęliby   ględzić:   „Dlaczego   zrobiła   coś   tak   głupiego? 

Zawsze była taka szczęśliwa, wesoła i dzielna. Nigdy nie narzekała”. 

background image

Nawet by nie podejrzewali, jak wielki smutek położył się cieniem na 

moim życiu.

23.30  Może by się dowiedzieli, gdybym napisała list. Wyjęłam 

kartkę i zaczęłam komponować list pożegnalny.

Kochana Mamo, kochany Tato!

Już   nie   mogę   dłużej   tego   ciągnąć.   Niektórzy   ludzie   oceniają  

człowieka tylko po wyglądzie.

Może nos to nieistotna sprawa, ale nie dla mnie. To tragiczne, że 

nawet nie mogę sobie podłubać w nosie. (Moment, to brzmi trochę nie  

teges, muszę to wykreślić). Niech tam sobie ludzie mówią, że jestem  

szaloną, zagubioną, zdezorientowaną małolatą. Może i mają rację. A  

może się mylą.

Zresztą, kim oni są, by mnie oceniać?

Wiem, że przynoszę Wam wstyd. Zwłaszcza dziadek wiele razy to  

podkreślał.   Prawda   jednak   wygląda   tak,   że   jestem   o   wiele   za  

wrażliwa, by żyć.

Zegnajcie. Kocham Was.

Georgia

PS Tato, nie obwiniaj się. Ty nauczyłeś się żyć ze swoim nosem. 

Ja nie potrafię.

Wyobrażam   ich   sobie   na   moim   pogrzebie.   Wszyscy   płaczą, 

oglądają zdjęcia, które dołączyłam do listu pożegnalnego. Zwłaszcza 

to   ładne,  które   zrobiła   mi   Jas,  gdzie   jestem w  czadowej  skórzanej 

miniówie i kozakach. Mama patrzy na fotografię i z płaczem mówi: 

background image

„Ależ ona była PIĘKNA. Taka piękna! Dlaczego o tym nie wiedzia-

ła?”.   Podchodzi   do   niej   jakaś   kobieta.   „Jestem   z   agencji   modelek. 

Och,   dlaczego   nikt   mi   nie   powiedział   o   tej   dziewczynie?   To 

najbardziej fotogeniczna dziewczyna, jaką widziałam w ciągu wielu 

lat łowienia talentów”. Wszyscy patrzą na mnie w trumnie i zalewają 

się łzami... próbując zasunąć wieko, w czym przeszkadza im mój nos!

Merde

.

Sobota, 21 maja

Jeden dzień do wyjazdy do Krainy Hamburgerów

9.30  Przeczytałam   ponownie   swój   list   pożegnalny.   Może 

rzeczywiście się zabić, żeby się nie zmarnował?

Ale strasznie mi się nie chce. Musiałabym wstać z łóżka.

Po co mam jechać do Krainy Hamburgerów czy chociaż myśleć 

o Masimie, skoro w ogóle się mną nie interesuje, tylko lubi tę Starą 

Stringarę?

Zresztą, jak miałabym popełnić to samobójstwo? W moim domu 

nie   ma   żadnych   tabletek,   bo   rodzice   są   bardzo   weseli   i   ich   nie 

potrzebują. A innych sposobów! nie wypróbuję, bo mogłoby to boleć.

10.30  Poza tym z łazienki dobiegają takie hałasy, że nie mogę 

się skupić na własnej depresji.

Vati kąpie Angusa przed naszym wyjazdem na wakacje. Słyszę, 

jak   się   wydziera:   „No   już,   już,   nie   szarp   się   tak!   Angus,   mój 

 Merde (fr.) - gówno, cholera.

background image

przyjacielu,   muszę   cię   porządnie   wyszorować.   Śmierdzisz   jak 

wysypisko śmieci”.

Zadzwonił telefon, ale nikt nie odebrał, więc oczywiście to ja 

musiałam powlec się na dół.

To był Dave. O Boziuniu.

- OK, sprawa wygląda następująco - powiedział.

W tym momencie z łazienki dobiegł głośny plusk rozchlapującej 

się wody, a Vati zaczął wrzeszczeć i przeklinać jak wariat, którym 

zresztą jest.

- O w mordę i ja cię kręcę! - ryczał.

- Kurde, co się tam dzieje? - spytał Dave.

Już miałam przeprosić za ojca, kiedy stanął w drzwiach łazienki, 

ociekając wodą. Widocznie wpadł do wanny.

Spojrzał na mnie i powiedział:

- Ani słowa, kurde.

To szalenie, szalenie amusant. Nie roześmiałam się jednak, bo a) 

prawdopodobnie mam złamane serce i b) nawet jeżeli nie, to i tak chcę 

jechać do Krainy Hamburgerów.

Szepnęłam do Dave'a:

- Mój Vati właśnie kąpał Angusa, ale niestety, sam wpadł do 

wanny.

- Ubóstwiam twój dom. No, ale sprawa jest taka: Masimo, znany 

włoski homoseksualista...

- Dave...

- Przysłał pocztówkę Domowi i paru chłopakom ze Sztywnych 

background image

Dylanów.   Na   wszystkich   napisał   właściwie   to   samo,   wiesz,   coś   w 

stylu: „Jestem boski i super się bawię”. Dom powiedział Lindsay o 

koncertach w Nowym Jorku i tak dalej. Moim nieskromnym zdaniem 

jesteś w tej samej sytuacji co wczoraj.

Och dzięki Ci, dzięki, Boże.

- Och,   dzięks   -   powiedziałam.   -   Dave,   jesteś   moim 

najlepsiejszym kumplem.

- I seksownym jak cholera.

- I... seksownym jak cholera.

11.15 Zadzwoniłam do Jas.

- Jas,   on   się   nie   kontaktował   ze   Stringarą,   tylko   wysłał 

pocztówkę Domowi, a Nudna Lindsay udawała, że do niej zadzwonił! 

Cha, cha, cha, cha, cha. Ależ ona żałosna. Hasta la vista, baby!!!

Szybko trzasnęłam  słuchawką, żeby  Jas  nie  mogła  zepsuć  mi 

nastroju, ględząc o Pysiu.

Och, koooocham życie!

I Włoskiego Rumaka.

I całkiem lubię Dave'a Jajcarza.

Tak dla jaj.

Jeżeli na chwilę złapię oddech między pocałunkami, może wyślę 

mu pocztówkę.

11.20 Poprosił o pocztówkę z amerykańską Cheerleaderką albo 

ranczem, ale tylko się wygłupiał.

background image

12.10  To wybieranie ciuchów na wyjazd doprowadzi mnie do 

szału.

Kiedy do mojego pokoju weszła mama, przynosząc mi uprane 

„figi”, oświadczyłam:

- Nie mam w co się ubrać.

Nawet nie zawracała sobie głowy odpowiedzią, tylko znacząco 

spojrzała na moje dwie walizki, na których usiadłam, by je domknąć.

12.20 Może jedna para wabików na chłopców star - : czy mi na 

tydzień? W ten sposób zaoszczędziłabym mnóstwo miejsca.

12.24 Nie, i tak nie mogę domknąć walizek.

Vati   ustąpił   i   pozwolił   mi   zabrać   dwie,   ale   chyba   dostanie 

jakiegoś ataku, jeżeli spytam, czy mogę wziąć jeszcze jedną. Może 

wystarczy mi osiem par butów? Och, co za napięcie, co za napięcie.

12.30  Rozległo   się   potworne   skrobanie   i   walenie   w   drzwi 

mojego pokoju. To Angus usiłował zrobić podkop. O Boże.

- Angus, idź sobie, to strefa bezkocia - powiedziałam.

Nie   zamierzam   go   tu   wpuszczać,   żeby   mi   położył   uszy 

nietoperza na czystych ciuchach.

12.45 Nie chce odejść. Gdybym go nie znała, pomyślałabym, że 

wyczuł, iż wyjeżdżamy. To skrobanie doprowadzi mnie do szału. A 

background image

teraz jeszcze i Gordy wkłada łapę pod drzwi.

Wstałam i je otworzyłam. Gordy leżał na grzbiecie, udając, że 

bawi się myszką, ale Angus siedział nieruchomo, patrząc na mnie z 

wysuniętym językiem. Z pyska toczyła mu się piana.

Słowo daję.

Piana pokrywała mu cały pysk i kapała na dywan.

Naprawdę.

O Boże, on ma wściekliznę!

13.00  Okazało się, że Angus zjadł mydło, którym tata miał go 

wyszorować.

14.00 Hip, hip, hurra! Dziadziuś dał mi dwadzieścia funtów na 

wakacje.

- Och, to załatwia sprawę twojego kieszonkowego - wtrącił Vati.

Zwariował czy jak? Powiedziałam do Mutti:

- Mamo, to niesprawiedliwe, prawda? Bo... bo to znaczy, że tak 

naprawdę to dziadek wcale mi nie dał tych dwudziestu funtów. Nie, to 

znaczy, że dziadek dał mi dwudziestkę ze swojej skromnej emerytury, 

a tata mu ją ukradł. A poza tym...

14.15  Uwaga,   Vati   znowu   przypuszcza   atak   nieubłaganego 

marudzenia!

Wrzasnął do mnie:

- A idź, idź! Wyrzuć te pieniądze w błoto! I nie przejmuj się, że 

background image

całymi godzinami haruję na tych marne parę funtów!

OK, nie będę się przejmować.

Kiedy wychodziłam, żeby przepuścić kasę, powiedziałam:

- To narka, mamo. Jeszcze nie wiem, czy zrobię sobie tatuaż, czy 

kolczyk w pępku.

Trzasnęłam drzwiami, zanim tata eksplodował.

18.30  Dwie   nowe   szminki   i   błyszczyk   o   owocowym   smaku. 

Ciekawe, czy Masimo lubi truskawki. Kupiłam też malinowy. Może 

powinnam   je   wymieszać   i   zrobić   koktajl   owocowy   dla 

zintensyfikowania   doznań   przy   całowaniu?   A   może   powinnam 

dokupić błyszczyk o smaku kogla - mogla? Och, zamknij się, mózgu.

19.00 Istne wariatkowo.

Jas ma u mnie przenocować. Po pożegnaniu z Pysiem oczy ma 

jak świnka. Ale się ubawię. Nie tracę jednak nadziei, że Jas nieco się 

ożywi,   kiedy   będziemy   przejeżdżać   przez   Krainę   Hamburgerów   i 

poczuje w nozdrzach zapach mustangów i fasoli.

Rodzice Jas podwieźli ją do nas, a jej tata ODEZWAŁ SIĘ:

- Uważaj na siebie, córeczko. I baw się dobrze.

A   potem   dodał   coś   tak   wzruszającego,   że   mało   się   nie 

popłakałam.

- Masz tu jeszcze parę funtów ekstra. Kup sobie coś ładnego.

19.10  Kiedy   pan   i   pani   Jasowie   odjechali,   zrobiło   się   jak   w 

background image

kiepskim   melodramacie.   Niestety,   Jas   znowu   dostała   napadu 

niekontrolowanego płaczu. Powinna się trochę zahartować, jeżeli chce 

przetrwać na tym padole łez, który nazywamy życiem.

19.30  Mutti   przyrządziła   zaskakująco   normalny   i   pożywny 

posiłek,   a   Jas   przestała   chlipać  na  tyle   długo,   by   pochłonąć 

dwadzieścia dwa kilo zapiekanki pasterskiej.

W moim pokoju

20.30 Ostatnia kontrola bagażu przed wyjazdem. Gordy nam jej 

nie ułatwia, bo za każdym razem kiedy ruszam ręką, mocno mnie po 

niej wali łapą. Bardzo się ucieszę, kiedy już odzyska wolność. Po na-

szym   powrocie   wolno   mu   będzie   wychodzić   z   domu,   a   wtedy 

wyładuje   swą   nagromadzoną   agresję   na   Idiotycznych   Pudlach, 

nornikach i tak dalej.

Jak   to   przewidziałam,   Jas   wzięła   ze   sobą   obłąkańczą   liczbę 

„fig”.

- Spodziewasz się masowych niedostatków na polu figowym? - 

spytałam.

Ale ona znowu zaczęła ględzić o Pysiu. - A jeżeli on w Krainie 

Kangurów   pozna   inną?   Jakąś   Maoryskę?   Zanim   zdążyłam 

odpowiedzieć, bredziła dalej:

- Dał mi dowód miłości. Chcesz zobaczyć?

- Jas, jeżeli to tatuaż w intymnym miejscu, tak jak ostatnio, to 

naprawdę wolałabym tego nie oglądać... Jakbym mówiła do ściany.

background image

- To tatuaż w intymnym miejscu. Jak ostatnio. Zobacz.

Czy   to   normalne   zrobić   sobie   tatuaż   przedstawiający   dwa 

całujące się norniki?

Jeśli nie znacie odpowiedzi, to wam podpowiem: nie. Ale Jas 

taki właśnie sobie zrobiła.

Na tyłku.

Nagle zrozumiałam, dlaczego nosi takie wielkie tyłkonosze.

- Tom zrobił szkic na papierze technicznym, a potem wypełnił 

go tuszem. Sobie zrobił taki sam na...

- Jas,   Jas...   proszę,   nie   kończ.   Próbuję   ustalić,   czy   nie 

zapomniałam   czegoś   absolutnie   niezbędnego   -   na   przykład   cię 

zamordować.

Ale   w   głębi   ducha   bardzo   się   cieszę,   bo   wyruszam  na   Szlak 

Miłości i nic ani nikt nie może mnie zdenerwować.

- W   tej   chwili   przestań   myśleć   o   Pysiu   -   nakazałam   jej.   - 

Musimy opracować plan. Zaraz po wylądowaniu sprawdzimy rozkład 

jazdy autobusów i zobaczymy, który jedzie na Manhattan.

- Musiałybyśmy złapać Greyhounda

.

- Jas, przecież nie będę aż do Nowego Jorku jechała na psie.

- To taki amerykański autobus, a zresztą ja się nie wybieram na 

Manhattan.

- Ależ tak, Jazzy Spazzy.

- Ależ nie.

- Ależ tak.

 Greyhound (ang.) - autobus dalekobieżny, dosłownie „chart”.

background image

- Ależ nie.

- Jas, jeżeli nadal będziesz się zachowywała tak głupio, zostanę 

zmuszona do skonfiskowania ci części tyłkonoszy.

Wtedy do reszty się nabzdyczyła i nie odzyskała humoru, nawet 

kiedy zrobiłam zabawną czapeczkę z jej różowych majtasów.

20.45 Rozległo się szaleńcze dzwonienie do drzwi.

Był to dziadek ze swoją „dziewczyną” Maisie. Przywitałam się 

ze starymi wariatami, a kiedy poleźli do salonu, żeby pogadać z tatą 

na temat opieki nad kotami, ja poszłam do pokoju mamy.

Bardzo się cieszę na tę wycieczkę, a ty? - spytała. - Ciekawe, czy 

wpadniemy na George'a Clooneya. Mam taką nadzieję! On jest taki... 

miaaau.

- Mamo, wybacz, jeśli mam rację, ale czy ty przed chwilą za 

miauczałaś jak kot?

Roześmiała się.

- Niezłe   z  niego  ciacho,   prawda?  Poza  tym,  kto   wie,  czy   nie 

gustuje w Angielkach.

- Mamo,   ty   naprawdę   myślisz,   że   George   Clooney   może 

przyjechać na zjazd cyrkowych samochodzików?

- Cóż, on ma wiele zainteresowań. Na przykład trzyma w domu 

miniaturową świnkę.

Bardzo jej współczuję.

Próbując sprowadzić ją do pionu, zadałam pytanie, które męczy 

mnie od dawna.

background image

- Mam nadzieję, że powiesz dziadkowi i Maisie, że nie mogą tu 

nocować? Nie chcemy, by zniszczyli nam dobrą reputację, prawda?

Mama roześmiała się, ale niewesoło.

- W każdym razie na pewno schowam zapałki - odparła.

Potem zupełnie o mnie zapomniała i zaczęła zamykać walizki, 

nucąc   melodię   z  Ostrego   dyżuru.  Pewnie   marzy   o   przejażdżce 

cyrkowym samochodzikiem z George'em. Z miniaturową świnką w 

roli szofera.

21.00  Potem   przyszedł   wujek   Eddie.   O   radości!   Założył 

hawajską koszulę, taką samą, jaką ma tata. Hurra! Jadę na wakacje z 

dwoma spasionymi surferami.

Przybili piątkę i wujek powiedział:

- Siemka, siemka, siemka, chłopaki górą!

O Boże, Boziuniu.

Poszłam do kibla, a kiedy wróciłam, tata, wujek Eddie i dziadek 

mieli   na   głowach   blond   peruki   afro.   Dlaczego?   Stało   się   to 

przerażająco jasne, kiedy tata wykrzyknął:

- Na cześć Ameryki zaśpiewajmy coś Abby! O nieee.

21.15  Jas i ja zadekowałyśmy się w moim pokoju. Dorośli na 

dole śpiewają Waterloo.

- Teraz jest okazja zakraść się na dół i obdzwonić wszystkich 

Scarlottich w Nowym Jorku, Nowym Jorku - powiedziałam.

Nawet nie przestała prostować sobie grzywki.

background image

21.28 Znowu ktoś dzwoni do drzwi.

O radości, to była Drużyna Asów. Taaak! Nawet Jas zapomniała 

o swoich fochach.

Jools, Rosie, Mabs i Ellen posłały mi klingońskie pozdrowienie.

- Nie   możemy   długo   zostać,   bo   idziemy   do   klubu   trochę   się 

pogibać, ale chciałyśmy ci przekazać mądre słowa.

Ooooch, jakież to urocze.

- Baw się dobrze  i daj czadu - powiedziały  chórem,  a potem 

Rosie dodała: -  Bon voyage

 a także Bon Jo - vi. Do zobaczenia w 

następnym wcieleniu. Tylko się nie spóźnij.

Na pożegnanie jeszcze zatańczyłyśmy disco i poszły.

W

    przedpokoju

 

 

21.30 Jas wróciła do mojego pokoju, żeby dalej prostować sobie 

grzywkę,   a   ja   -   ponieważ   starzy   byli   zajęci   śpiewaniem  Dancing 

Queen  -   szybko   zadzwoniłam   do   informacji   międzynarodowej. 

Telefonistka najwyraźniej nie została nauczona uprzejmości, bo kiedy 

grzecznie   powiedziałam:   „Dobry   wieczór,   czy   może   mnie   pani 

połączyć z mieszkańcem Nowego Jorku, Nowego Jorku o nazwisku 

Scarlotti?”, odparła: „Głupie żarty” i odłożyła słuchawkę.

Imperium Brytyjskie upadło bardzo nisko.

W łóżku

 Bon voyage (fr.) - miłej podróży.

background image

23.05  Jas   niepotrzebnie   odgrodziła   się   ode   mnie   murem   z 

poduszek, bo Libby wlazła do łóżka i położyła się między nami. Teraz 

kręci   głową,   oglądając   się   to   na   mnie,   to   na   Jas   i   posyłając   nam 

bezzębne uśmiechy.

Nie ufam im ani trochę.

Libby bez przerwy kręci głową. Muszę ją jakoś uśpić.

- Dobranoc,   Bibsy,   czas   do   Bobolandii   -   powiedziałam.   - 

Zaśpiewać ci kołysankę?

- Nie.

Dziesięć minut później

Nadal kręci głową na boki i powtarza:

- Śliiicnie, śliiicnie. To strasznie irytujące.

Trzydzieści sekund później

Nagle usnęła, ot tak. Ciach i już. Zasnęła. Żadnego ziewania, po 

prostu   w   jednej   chwili   odpłynęła.   Dziwne   nie?   Jak   te   maluchy   to 

robią? Jak można usnąć w ułamku sekundy?

Jas szepnęła do mnie;

- Ja chyba nawet oka nie zmrużę. Nic, tylko myślę i myślę o 

Tomie.

Dwadzieścia sekund później

No   i   usnęła!   Jaka   ona   powierzchowna.   O   Boże.   Cóż,   ja   na 

pewno nie usnę, bo cieszę się jak stąd do... chrrr.

background image

Siemka, Kraino Hamburgerów!

Szykuj się na inwazję gaci !!!

Niedziela, 22 maja

8.30  Kurczę,   zerwałyśmy   się   dosłownie   skoro   świt.   Właśnie 

zaczęło   mi   się   śnić,   że   usta   zamieniają   mi   się   w   hamburgery,   a 

Masimo   smaruje   je   sosem  pomidorowym,   kiedy   mama   potrząsnęła 

mnie za ramię. Miała na sobie nowe dżinsy, których jeszcze nie wi-

działam i nie chcę widzieć nigdy więcej.

- Mamo,   czy   w   Krainie   Hamburgerów   spodoba   się   styl 

prostytutki?

- Nie zaczynaj.

Ale ja wiem, co mówię.

9.00  Już   wstałam   i   założyłam   strój   podróżny.   Ostatecznie 

zdecydowałam   się   na   jasnoniebieski,   prążkowany   T   -   shirt,   fajne 

dżinsy,   skórzany   pasek   z   perłową   klamrą   i   buty   na   najwyższych 

obcasach. (To znaczy najwyższych dozwolonych przez kommandant

∗ 

mody,   czyli   mojego   tatę).   Później   zmienię   je   na   baletki,   żeby   nie 

dostać tego żylnego czegoś tam, bo Vati jest zbyt skąpy, by wydać 

dodatkowy   tysiąc   funtów   na   rozkładany   fotel   w   samolocie. 

Powiedziałam do mamy:

- Widocznie tysiąc funtów to za duża cena za zdrowie jego córki, 

 Kommandant (niem.) - szef, dowódca.

background image

ale co zrobić?

Zostawiłam   Jas,   która   wahała   się,   które   tyłkonosze   okażą   się 

najwygodniejsze w samolocie, i poszłam się pożegnać z kiciusiami.

Udało się nam wytłumaczyć Libby, że koty nie polecą z nami, 

bo   będą   podróżować   specjalnym   kocim   samo   lotem   z   koszykami 

zamiast foteli. Muszę się pochwalić że to ja wymyśliłam, iż będą tam 

na  wideo   oglądać   filmy   o   psach   gonionych   przez   koty.   Tak 

rozbawiłam tym Libby, że zapomniała o ataku histerii.

9.15 Gordy powinien być zamknięty w areszcie domowym, ale 

wyrwał się na wolność i teraz siedzi na ogrodzeniu ze swoim tatą. 

Zauważyłam, że antykocia zapora została częściowo zjedzona.

Kiedy do nich podeszłam, Angus żartobliwie pacnął mnie łapą 

po głowie. Gordy przewrócił się na grzbiet i spojrzał na mnie od dołu. 

Połaskotałam go po brzuszku - jaki on słoooodki. Potem złapał moją 

rękę i wbił w nią pazurki. Auuua! Próbowałam go oderwać, ale jak na 

małego kotka jest bardzo silny. Nie puścił, nawet kiedy zdjęłam go z 

ogrodzenia, tylko wisiał wczepiony w moją dłoń. W końcu udało mi 

się go strząsnąć i wylądował na łapkach, bardzo sprawnie chwytając 

równowagę za pomocą ogona.

Angus   sennym   wzrokiem   patrzył   na   swego   potomka,   pewnie 

myśląc: „To ja go tego wszystkiego nauczyłem!”.

Kiedy schyliłam się do jego poziomu, spojrzał mi prosto w oczy. 

Ma najbardziej żółte i szalone ślepka, jakie kiedykolwiek widziałam, 

ale myślę, że na swój sposób mnie kocha. Tak sądzę. Zupełnie jakby 

background image

zaglądał mi głęboko w duszę, myśląc: „Tak, należymy do różnych 

gatunków, ale łączy nas silna więź. Ty jesteś łysą idiotką, która nawet 

nie potrafi upolować sobie jedzenia, ale oboje mamy serca i wyrostki 

robaczkowe. No i żadne z nas nie ma rodzynek przy wężyku”.

To wzruszająca telepatyczna wypowiedź, bo zwykle Angus nie 

jest zbyt rozmowny.

- Pa, pa, Angus - powiedziałam. - Kocham cię i niedługo wrócę.

Wyciągnął łapę i bardzo delikatnie poklepał mnie po nosie.

Myślę, że on rozumie każde moje słowo i w ten sposób chciał się 

pożegnać.

9.25 Kiedy odjeżdżaliśmy spod domu białym vanem kolegi taty, 

dziadek ryknął za nami:

- Bawcie się dobrze! Georgia, postaraj się nie zrobić wioski!

Miłe, nie?

- I kto to mówi? - zwróciłam się do wszystkich. - Notowany! - 

Ale   nikt   mnie   nie   usłyszał,   bo   bardzo   głośno   śpiewali   piosenkę 

Presleya.

Nawet Libby   dołączyła  się  do  Blue  suede   shoes,  czyli,  w jej 

wykonaniu, „bu sie siu”.

9.30  Rozmarzyłam   się   w   drodze   na   lotnisko.   Jestem   taaaaka 

podekscytowana.   -   Jak   tylko   dojedziemy   do   tego   jak   -   mu   -   tam, 

obdzwonię   wszystkich   ludzi,   którzy   mają   to   samo   nazwisko   co 

Masimo - powiedziałam do Jas.

background image

- Do Memphis.

- Tak, właśnie.

W hali odlotów

11.00 - Kraino Hamburgerów, nadchodzimy! - powiedziałam do 

Jas. - Szykuj się na inwazję gaci!!!

12.00 Mutti strasznie się bała przed startem. Puściła dłoń obcego 

faceta   siedzącego   po   drugiej   stronie   przejścia   między   rzędami   i 

złapała moją dłoń. Facet sprawia wrażenie nieco zaniepokojonego i 

nie do końca normalnego. Mutti, ja, Jas, Libby, Barbie nurek i Sandra 

siedzimy koło siebie, a wujek Eddie i Vati mają miejsca przed nami. 

Facet   z   rzędu   obok   zaproponował   tacie   zamianę   miejsc,   ale   tata 

odparł:

- Koło mojego przyjaciela nie byłby pan bezpieczny. W domu 

nazywamy go Księciem Ciemności. Trzeba się z nim bardzo ostrożnie 

obchodzić.

I wtedy wujek Eddie odwrócił głowę do tego faceta. Do nosa 

wetknął sobie dwie plastikowe łyżeczki. Po co?

Książę   Ciemności   i   jego   spasiony   kumpel,   mój   Vati,   już   się 

wygłupili, zamawiając idiotyczne koktajle z parasolkami. I flirtując ze 

stewardesą. To bardzo, bardzo żałosne. Jeżeli jeszcze zaczną śpiewać i 

założą   peruki   Elvisa,   chyba   zwariuję.   Tata   pewnie   myśli,   że   w 

skórzanych spodniach wygląda jak luzak.

- Czy   Vati   specjalnie   ubrał   się   jak   transwestyta?   -   spytałam 

background image

mamę.

Ona jednak majstrowała przy pasie bezpieczeństwa.

- Myślisz, że daliby mi jeszcze jeden? - zadumała się. - Ten nie 

wygląda zbyt solidnie, prawda?

Mamo,   nie   zawracałabym   sobie   głowy   pasami.   Ten   samolot 

waży chyba z milion ton, więc jeden cienki paseczek cię nie uratuje, 

jeżeli zanurkujemy do Atlantyku. Zamknij się - powiedziała niezbyt 

troskliwym tonem. Ale cóż, żyj i daj żyć innym. Poza tym chcę się 

poddać atmosferze wakacji i pogrążyć w marzeniach o Bogu Miłości.

Jas, która włosy zaplotła w warkoczyki i miała na sobie „strój 

podróżny”, czyli olbrzymie spodnie, powiedziała:

- Pamiętasz   tego   kapitana   statku,   którym   popłynęłyśmy   na 

szkolną wycieczkę do Krainy Żabojadów?

Jas, jak mogłabym zapomnieć kapitana Wariata? Całe szczęście, 

że   jakimś   cudem   dopłynęliśmy   do   Francji,   bo   pewnie   do   tej   pory 

kręcilibyśmy   się   w   kółko   i...   Wtedy   z   głośników   rozległ   się   głos 

pilota: Dzień doberek, panie i panowie. Jadziem do Memphis. Pogoda 

jak się patrzy. O Boże kochany. On jest ze Szkocji. Złapałam mamę za 

rękę i powiedziałam:

- Kanał.   Mówię   ci,   wpadliśmy   w   niezły   kanał.   Mnie   się   to 

wydało całkiem zabawne. Mamie nie.

Dwie godziny później

Zakręciłyśmy   włosy   na   wałki,   żeby   dodać   im   puszystości. 

Najpierw jednak sprawdziłyśmy, czy na pokładzie samolotu nie ma 

background image

jakichś fajnych chłopaków. Chociaż, jak powiedziałam Jas, w ogóle 

mnie to nie obchodzi.

- Postanowiłam   poskromić   Ogólną   Podjarkę   i 

czerwonotyłkowatość, ale nigdy nic nie wiadomo.

Tata odwrócił się, czując zapach lakieru do paznokci (zmieniłam 

Całuśny Róż na Czadu, mała!), i zobaczył nas w wałkach na głowie. 

Kiedy   już   przestał   się   śmiać,   razem   z   wujkiem   Eddiem   zaczęli 

udawać,   że   jesteśmy   kosmitkami.   Tata   pokazywał   nam   różne 

przedmioty i mówił:

- To łyżka, nie bój się. To jest ŁYŻKA.

Potem znowu zaczęli ględzić o głupotach, a po paru minutach 

tata ponownie się odwrócił - tym razem z widelcem.

Strasznie, strasznie śmieszne.

Mało się nie posikałam ze śmiechu.

Taaak.

Libby przebywa w Libbylandii. Każe Barbie nurkowi całować 

się z Sandrą. Gdyby nie to, że Sandra to Gandalf w sukience, byłaby 

to scena lesbijska.

Wszystko   przez   rodziców,   oni   w   ogóle   nie   mają   kręgosłupa 

moralnego.

Mama uspokoiła się na tyle, że jak zwykle zaczęła flirtować ze 

wszystkim, co ma na sobie spodnie. Prawie się zsikała w gacie, kiedy 

ten   facet   z   rzędu   obok   (Randy)   spytał,   czy   wyszła   za   mąż   jako 

dziecko. (Mówiłam, że jest nienormalny).

Kiedy   się   odwróciła,   żeby   nałożyć   sobie   jeszcze   grubszą 

background image

warstwę   tapety,   przechyliłam   się   nad   jej   fotelem,   żeby   pogadać   z 

Randym.

- Yyy... siemka. Czy zna pan niejakiego Masima Scarlottiego, 

który mieszka na Manhattanie?

Randy   zrobił   minę   jak   królik   oślepiony   przez   reflektory 

samochodu.   Zupełnie   bez   powodu   bardzo,   ale   to   bardzo   się 

zdenerwował. W końcu wydukał:

- No... eee... Manhattan to duża dzielnica i... Uśmiechnęłam się.

- Trzy milimetry na mapie to naprawdę nie aż tak dużo.

Popatrzył na mnie bez słowa. Cicho powiedziałam do Jas:

- Randy ma chyba trochę nierówno pod sufitem, jeśli wiesz, co 

mam na myśli.

Nie podjęłam z nim dyskusji, tylko miło się uśmiechnęłam, a on 

upił ogromny łyk wódki.

Godzinę później

Nadal tkwię w tym durnym samolocie gdzieś nad Atlantykiem.

Kapitan ciągle nam powtarza, żebyśmy cofnęli czas o godzinę. 

Czuję się, jakby pilotem naszego samolotu był zegarek.

Jakieś piętnaście tysięcy godzin później

A może chodzi o wysokość?

- Czy   już   minęliśmy   granicę   czasu   międzynarodowego?   - 

spytałam Jas. - Jedziemy do przodu czy cofamy się w czasie? Kto wie, 

może dotarliśmy już do roku 1066?

background image

Jas   czyta   swoją   głupią   książkę   o   grzybach,   więc   nawet   nie 

odpowiedziała.

Pół godziny później

A może pół godziny wcześniej? Kto wie?

Kapitan wylazł ze swojej kabiny i przeszedł między  rzędami, 

witając się po drodze ze wszystkimi. Jego wygląd nie wzbudził we 

mnie zaufania, dobrze chociaż, że nie miał na sobie kiltu. Wyglądał na 

jakieś  osiemdziesiąt   pięć   lat.   Poza   tym  wpadł  na  stewardesę,   więc 

może też traci wzrok. A co najmniej ma bardzo kiepską orientację 

przestrzenną. Kiedy nas mijał, mama spytała:

- Panie kapitanie, czy wszystko w porządku? A on puścił do niej 

oko. No słowo daję. Znajdujemy się miliony kilometrów nad ziemią, 

zupełnie bezbronni, a nasz samolot prowadzi stary zboczeniec.

- A   jakże,   psze   pani,   całkiem   akuratna   pogoda   na   latanie   - 

odparł.

Libby spojrzała na niego i uśmiechnęła się, wystawiając język 

przez szczerby między zębami.

- Dzień dobly, pse pana, poplosę cukielka.

- Libby, ty niegrzeczna dziewczyno - oburzyła się mama. - Pan 

kapitan jest zbyt zajęty, by...

Ale nasz kapitan najwyraźniej nie miał żadnych doświadczeń z 

nienormalnymi dziećmi, bo powiedział:

- Migiem zobaczę, co się da zrobić, panienko.

background image

Dwie minuty później

Libby „kosia” kapitana. Siedzi mu na kolanach z tyłu samolotu i 

śpiewa piosenkę o kupce. On śpiewa razem z nią.

Mama   ciągle   się   na   nich   ogląda   i   uśmiecha.   Powiedziała   do 

mnie:

- Ooooch,  jakie   to   urocze,  prawda?   -  Na   chwilę   zamilkła,   po 

czym wrzasnęła: - O Boże, ale kto prowadzi samolot?!!!

Jakimś   cudem   bezpiecznie   wylądowaliśmy.   Mama   tak

;  

się 

nadenerwowała, że w końcu usnęła. Właściwie, kiedy wylądowaliśmy 

w Memphis, wszyscy dorośli byli nieprzytomni.

Kiedy zdjęłyśmy wałki z włosów, Jas sprawdziła godzinę.

- Dziwne.   Jest   prawie   ta   sama   godzina   co   wtedy,   kiedy 

wystartowaliśmy. Z punktu widzenia Pysia wylądowaliśmy wczoraj.

Matko kochana, niepotrzebnie zawracałam sobie głowę strojem 

na przyjazd.

Dobrze chociaż, że włosy mam puszyste i sprężyste.

Może napiszę książkę o pielęgnacji urody?

Na lotnisku w Memphis

Siemka, Kraino Hamburgerów! Ruszam na Szlak Miłości!!!

Po wyjściu z samolotu Jas i ja odtańczyłyśmy piekielne disco.

Dwadzieścia minut później

Czekamy na nasz bagaż.

Jeszcze nie zobaczyłam tu ani jednej osoby bez wąsów.

background image

Szczerze mówiąc, niezbyt atrakcyjnie to wygląda u kobiet.

Odprawa celna

Kiedy   odebraliśmy   bagaże   i   poszliśmy   do   odprawy,   za-

śpiewałam: „Naprzód, naprzód, iii - haaa!”, chociaż, szczerze mówiąc, 

nie   poszło   nam   zbyt  dobrze.   Właściwie   czułam   się   jak   w   Mieście 

Sokolego Oka.

Celnik   spytał,   czy   wiozę   ze   sobą   jakiś   żywy   inwentarz. 

Myślałam, że jaja sobie robi, więc odparłam:

- Jak pan widzi, tylko swojego ojca z kumplem. Nie robił sobie 

jaj. Ani trochę.

W wypożyczonym samochodzie

Skory do pomocy, ale tępy Hamburgerianin (z wąsami) pokazał 

nam masywne, czarne auto przypominające limuzynę. Nazywało się 

„Mustang” czy „Kopawdupę”, czy jakoś tak. W każdym razie wielkie 

było jak stodoła.  Tata i wujek Eddie wpadli w ekstazę,  z radochy 

kopali   opony   i   tak   dalej   -   to   bardzo,   bardzo   żałosne.   Skory   do 

pomocy, ale tępy facet powiedział:

- Teraz to pański poazd. Ma pan jechać bezpiecznie, jasne?

Co on bredzi? Co to jest poazd?

- Czy jemu chodzi o pojazd? - spytała Jas.

- Wyluzuj, Jazzy Spazzy. Ważne, że to Poazd Miłości. Szykuj 

się do drogi. Popraw gacie, ruszamy!

Tata   jakieś   milion   lat   guzdrał   się   z   kluczykami,   każde   z   nas 

background image

usiadło na jednym z osiemdziesięciu pięciu milionów foteli, a tata I 

wujek Eddie zaczęli kręcić różnymi gałkami na tablicy rozdzielczej.

Przytuliłam   się   do   Jas.   Co   zaskakujące,   odwzajemniła   mój 

uścisk.

- Jas, taaaak się cieszę, a ty? - spytałam.

- Oooo,   patrz,   telewizorek   w   oparciu   fotela!   -   zawołała.   Tata 

prowadził   naszego   thunderbirda,   czy   co   tam,   z   prędkością   chyba 

dwóch kilometrów na godzinę.

- Już prawie czuję Masima - szepnęłam do Jas.

- Ho - ho - odparła.

I dostałyśmy ataku śmiechu. Myślę, że to skutek zmiany stref 

czasowych.

Tata i wujek Eddie śpiewali Zostawiłem serce w San Francisco,  

ale   przerwali   i   zaczęli   wrzeszczeć   przez   okna   „siemka!”   do 

przechodniów.

Aresztowanie nas jest kwestią czasu.

Nieźle się zapowiada.

16.00  letniego   czasu  Chyba   ktoś   zapomniał   mnie   o   czymś 

uprzedzić.   Tu   wszystko   jest  OGROMNE!  Budynki,   tablice,   szorty. 

Wszystko. I panuje potworny upał. Poprosiłabym tatę, żeby włączył 

klimatyzację,   gdybym   nie   wiedziała,   że   to   strata   czasu.   Próbując 

zmienić   biegi,   już   zdążył   z   dziesięć   razy   podnieść   składany   dach. 

Najlepsze jest to, że tu nie ma drążka - to samochód z automatyczną 

skrzynią biegów.

background image

16.30 Już chyba z pięćdziesiąt milionów lat bujam się na tylnym 

siedzeniu „poazdu” prowadzonego przez osobę, która nie wie, gdzie 

jest prawa strona  jezdni (w Anglii).  Tata puścił wujka Eddiego za 

kierownicę   dopiero   wtedy,   kiedy   po   raz   piąty   minęliśmy   tę   samą 

grupkę przechodniów, którzy zaczęli do nas machać.

W hotelu

17.00  No,   już   trochę   lepiej.   Olbrzymi   podjazd   obsadzony 

hibiskusem   i   palmami,   fontanna   i   hotel   składający   się   chyba   z 

pięćdziesięciu sześciu pięter. Ale bajer! Kiedy tylko z piskiem opon 

zatrzymaliśmy się milimetr przed fontanną, drzwi naszego samochodu 

otworzył jakiś gość w uniformie. Szczerzył zęby, jakby przed chwilą 

usłyszał superdowcip. Może dowiedział się o zjeździe cyrkowych sa-

mochodzików   albo   widział,   jak   wujek   Eddie   usiłuje   zaparkować? 

Uśmiechnął się, klasnął w dłonie i powiedział:

- Jak się macie? Proszę, proszę do środka! Witajcie w Memphis, 

ludziska. W rodzinnym mieście Elvisa. Ale to nie  Hotel Złamanych 

Serc

o nie - to WASZ hotel!

Jezu kochany. Cichutko szepnęłam do wujka Eddiego:

- Daj gazu i zwiewajmy stąd.

Ale pan Uśmiechnięte Szalone Gacie już wniósł do środka nasze 

bagaże. Nadal szczerząc zęby, jakby naprawdę cieszył się z naszego 

przyjazdu.

 Hotel Złamanych Serc (Heartbreak Hotel) - tytuł piosenki Elvisa Presleya.

background image

Recepcjonistka   (Candi)   na   nasz   widok   dosłownie   rozerwała 

sobie usta w uśmiechu i w kółko powtarzała „w porząsiu”.

Kiedy   tata   i   wujek   Eddie   rozdzielali   nasze   pokoje,   mama 

powiedziała:

- Prawda, że oni wszyscy są tacy...

- ...stuknięci? - dokończyłam. Zrobiła bardzo zasadniczą minę.

- Nie, są bardzo mili. Chodźmy obejrzeć basen.

Przy basenie

Wow   i   ja   cię   kręcę!!!   Genialny   basen   otoczony   palmami,   z 

miniaturowym   wodospadem   i   innymi   bajerami.   Wypróbowaliśmy 

leżaki.   Libby   dała   Gandalfowi   i   Barbie   nurkowi   trochę   swobody, 

kładąc ich na osobnych leżakach.

Kiedy tylko usiedliśmy, podskoczyła do nas kelnerka. O kurde. 

W Anglii niekiedy trzeba czekać całymi dniami, zanim przylezie jakiś 

idiota, a i wtedy mówi, że nie ma tego, co chciałeś zamówić.

Kelnerka (Loreen) na nasz widok ucieszyła się jak wariatka.

- Siemka, ludzie - powiedziała. - Dzięki, że przyjechaliście do 

Memphis. Podać coś paniom?

- Poproszę   cztery   herbaty   i   kilka   kanapek   z   szynką,   jeśli   nie 

sprawi to pani kłopotu - powiedziała mama.

Loreen klepnęła się po udzie, zawyła ze śmiechu jak hiena, po 

czym odparła:

- Z takim uroczym akcentem dostanie pani wszystko, co chce, 

psze pani.

Mama zwróciła się do Libby:

background image

- Bibs, masz ochotę na kanapkę z szyneczką?

Libby spojrzała na kelnerkę i zaczęła parskać i chrumkać, udając 

szaloną świnkę.

- Chrum   -   chrum,   ja   ciem   kanapkę   ze   świnką!   Loreen 

zachichotała.

- Ależ z ciebie słodka dzidzia. Słodka dzidzia?

Libby? Boże drogi.

Dziesięć minut później

Jas pisze kartkę do Pysia. A jesteśmy tu zaledwie od minuty. Nie 

ma   za   grosz   godności.   Kiedy   mama   zaczęła   zdejmować   kurtkę, 

powiedziałam:

- Mamo, błagam, nie strasz ludzi swoimi dyndakami.

Jest w takim dobrym nastroju, a poza tym myśli, że lada chwila 

pozna George'a Clooneya, że tylko się do mnie uśmiechnęła i położyła 

się na leżaku.

- Ciekawe,   która   godzina   jest   teraz   w   Krainie   Kangurów   - 

zadumała się Jas. - Skoro tu jest sześć godzin wcześniej niż w Anglii, 

a w Nowej Zelandii jest dwanaście godzin wcześniej niż w Anglii, 

to... hmm... muszę policzyć.

- Jas, błagam, zrób to w myślach i nie zaczynaj mi tu ględzić o 

minutach. Od tego mózg mi się lasuje.

Kiedy już coś przekąszę, będę miała siłę, by zadzwonić do Boga 

Miłości.

Piętnaście minut później

background image

Loreen przyszła z naszą „przekąską”. Moja kanapka składa się z 

dwóch bochnów chleba, chipsów, olbrzymiego korniszona i prosiaka.

Kelnerka   spytała   Libby,   która   zaczęła   się   zmagać   z 

dwudziestokilową szynką:

- Smakuje, ślicznotko? Że co?

Wtedy podeszła Cindi, kelnerka z fryzurą wysoką na dwa i pół 

metra.

- Loreen, zostaw ją, ona jest moja. - I zaczęły udawać, że się biją 

o Libby, i krzyczeć: - A nie, bo mojaaa!!!

Bardzo, bardzo dziwne.

Siedzieliśmy tak, przeżuwając kanapki, kiedy Loreen i Cindi się 

popychały.   W   końcu   Loreen   wygrała,   wzięła   Libby   na   ręce   i   ją 

przytuliła.

Libby jej nie walnęła.

Szczęka mi opadła.

Wszystkim nam szczęki poopadały.

Bo to był szok.

Loreen tuliła moją siostrę, która nie rąbnęła jej pięścią w nos.

A teraz Loreen zaczęła całować Sandrę. O kurde. Podszedł do 

nas jakiś facet, który niósł z dziesięć kilo kiełbasek na talerzu.

- Jak tam, ludziska?

- Yyy... w porząsiu, dzięki - wydukałam.

- Ej, jesteś z Irlandii? - spytał. - Ładniutka z ciebie pannica i 

masz fascynującą osobowość. No, trzymaj się i życzę miłego dnia.

Mama prawie się zadławiła swoją świńską nogą.

background image

Pół godziny później

Po „przekąsce” powlokłyśmy się do windy. Wysiadający z niej 

obcy   facet   w   spodniach   w   szkocką   kratę   i   czapce   do   kompletu 

powiedział:

- Bawcie się fajnie w Memhips, dobra?

W drodze do naszego pokoju spytałam Jas:

- Czego oni od nas chcą?

W środku

Mama  poszła  z Libby do pokoju „rodzinnego”, a Jas i ja do 

naszego. Usłyszałam głos Libby:

- Mamusiuuuu, a kiedy psyleci samolot z kiciusiami?

W naszym pokoju

Wow, po trzykroć wow! Nasz pokój jest OGROMNY! I mamy 

własną łazienkę. Już nie będę musiała oglądać swoich rodziców na 

golasa.

Kiedy   weszłyśmy,   boy   hotelowy   kładł   nasze   bagaże   na 

olbrzymich łóżkach.

- Och,   bardzo   dziękuję   -   powiedziałam.   A   ten   klepnął   się   po 

udzie i odparł:

- Skąd jesteście?

- Yyy.. z Anglii. Tak jakby zatańczył i poprosił:

- Powiedzcie coś po brytyjsku. Spojrzałam na Jas, ale ona była 

background image

zajęta wchodzeniem do garderoby i wychodzeniem z niej.

Bardzo   mnie   denerwowało   to,   że   ktoś   się   na   mnie   gapi   z 

odległości trzech centymetrów. Zwłaszcza że ten ktoś myśli, że mówię 

po brytyjsku.

- Nie wiesz przypadkiem, czy można stąd dojechać autobusem 

na Manhattan? - spytałam w końcu.

Zawył ze śmiechu. Patrzyłam na niego bez słowa. Wreszcie otarł 

oczy, uspokoił się i rechocząc, wyszedł z pokoju.

- Georgie,   patrz,   tu   jest   barek   z   napojami   i   przekąskami   - 

powiedziała Jas.

- Och, dzięki Bogu! - zawołałam. Oczywiście z ironią, bo tak się 

napchałam prosiakiem, że ledwo mogłam się ruszać.

Położyłyśmy się na olbrzymich łóżkach i zaczęłyśmy planować.

- OK,   najpierw...   zadzwonimy   do   informacji   telefonicznej   i... 

chrrrr...

Poniedziałek, 23 maja

8.30  Motyla   noga,   co   się   stało?   Pamiętam,   że   włączyłam 

telewizję,   a   mama   i   tata   weszli   i   powiedzieli:   „Idziemy   przyciąć 

komara”. Pomyślałam:

„Cha, cha, cha, cha, to moja wielka szansa. Polezę chwilkę na 

swoim olbrzymim łożu, a potem wezmę się w garść i zadzwonię do 

Boga Miłości”. I nagle zrobiło się rano. Sami widzicie.

Ale   co   tam,   to   nasz   pierwszy   oficjalny   poranek   w   Krainie 

Hamburgerów!

background image

Jas już nie spała. Popatrzyła na mnie ze swego ogromnego łoża, 

w którym leżała w olbrzymich gaciach do spania.

- Siemka - powiedziałam, a ona na to: - W porząsiu.

A ja na to:

- O ja cię kręcę, ale jazda.

I   zaczęłyśmy   się   śmiać   jak   wariatki,   którymi   rzeczywiście 

jesteśmy.

9.00 czasu hamburgeriańskiego  Jas wyjrzała z okna naszego 

pokoju na dwu - stumilionowym piętrze, a ja spytałam: - Widzisz tam 

jakiegoś kowboja?

- Nie, ale jakiś goły facet uprawia ogródek na dachu. O rany!!! 

Wyskoczyłam z łóżka, podbiegłam do okna i faktycznie - na dachu 

sąsiedniego hotelu stał pan Golas!

- Buu,   ma   na   sobie   malutkie   galoty,   czyli   kąpielówki,   jak   je 

odtąd   powinnyśmy   nazywać,   żeby   dogadać   się   z   tubylcami.   Zaraz 

zadzwonię z naszego telefonu do Masima na Manhattanie.

- Powodzenia   -   powiedziała   Jas.   -   Hej,   ciekawe,   czy 

dodzwoniłabym się do Toma w Krainie Kangurów?

- Jaki jest kierunkowy na Manhattan? - spytałam.

Oczywiście Jas nie wiedziała. Po co jej szóstka z historii, skoro 

nie zna podstawowych faktów? Ale nie powiedziałam tego na głos, bo 

już prawie jestem w Raju Miłości.

Zadzwoniłam   do   recepcji.   Odezwała   się   jakaś   przerażająco 

wesoła osoba:

background image

- Mówi Gayleen, w czym mogę pomóc?

- Yyy... chciałabym zadzwonić na Manhattan.

- Już się robi. Proszę chwilę poczekać, już panią łączę. Tomi się 

podoba!

- Kocham Amerykanów - zwróciłam się do Jas. - Wszystko by 

dla ciebie zrobili. Poza tym są bardzo szczerzy. Wiesz, jak wczoraj 

wieczorem   ten   facet,   który   powiedział,   że   jestem   piękna   i   mam 

fascynującą   osobowość.)   Dlatego   tak   ich   lubię   -   bo   mówią   to,   co 

myślą!

I wtedy w słuchawce rozległ się głos taty.

- Tato!

- Właśnie   się   zastanawiałem,   kiedy   zaczniesz   wydzwaniać   po 

koleżankach, żeby opowiedzieć, co jadłaś na śniadanie, i pytać, jaką 

szminką powinnaś się umalować.

W mordkę jeża!

merde!

A także KURDE!!!

Tata   nawet   na   wakacjach   zachowuje   się   nienormalnie   i 

nierozsądnie.   Kazał   recepcjonistce   przełączać   do   jego   pokoju 

wszystkie rozmowy!

- A gdybym chciała zadzwonić po pogotowie? - spytałam.

- Ja bym je wezwał. - A gdybyś... eee... potknął się o własne 

szorty i...

- Georgia, zamknij się i pogódź się z faktem, że nie będziesz stąd 

dzwonić   do   koleżanek.   Możesz   za   własne   pieniądze   skorzystać   z 

background image

automatu. - I odłożył słuchawkę.

Sacrebleu.

Zadzwonił telefon. Znowu Vati.

- 1 niech ci nie przyjdzie do głowy, żeby wyjadać coś z barku 

albo bez mojego pozwolenia zamawiać obsługę hotelową.

Co to ma być? Wakacje czy Stalag 14 na gościnnych występach?

Za   pośrednictwem   Grubego   Kontrolera   (taty)   zamówiłyśmy 

„zdrowe” śniadanie.

Piętnaście minut później

Siedziałyśmy  w łazience, gapiąc się w telewizorek stojący na 

półce nad umywalką. Umocowany jest na czymś w rodzaju łodygi, 

więc można go obracać i oglądać ze wszystkich stron, nawet siedząc 

na kiblu. (A tak nawiasem mówiąc, siedziałyśmy w łazience nie jak 

lesbijki, tylko jak na piżamowej imprezie).

Rozległo   się   pukanie   do   drzwi   i   wniesiono   nasze   „zdrowe” 

śniadanie.

Nie wiem, co oni rozumieją przez słowo „zdrowe”, ale moim 

zdaniem   dziesięć   ton   owsianki,   cztery   jajka   i   dwadzieścia   kilo 

smażonych ziemniaków plus tost to nie zdrowie - to śmierć.

Uśmiechnięta   dziewczyna   (Dolly),   która   wniosła   tacę, 

powiedziała:

- Bawcie się fajnie, dobra?

A ja nawet nie odparłam: „Nie, to TY baw się fajnie”. Nigdy 

przedtem   żadna   kelnerka   nie   uśmiechnęła   się   do   mnie.   To   dosyć 

background image

przerażające.

- Czego ci ludzie od nas chcą? - spytałam Jas.

11.30  Wsiedliśmy   do   Wariatomobila   i   jedziemy   na   oglądanie 

Memphis. Wujek Eddie i Vati założyli czapki baseballowe daszkami 

do tyłu, a z przodu wystają im peruki Elvisa. Naprawdę nie musieli 

tego robić...

- ”lato,   reprezentujemy   Jej   Wysokość   Królową,   ale   szczerze 

mówiąc, wy dwaj odwalacie straszną kichę - zauważyłam.

Wujek Eddie, który znów usiadł za kierownicą, tak raptownie 

dodał   gazu,   że   wcisnęło   nas   w   oparcia   foteli   -   zgodnie   z   prawem 

grawitacji.   Z   tym,   że   w   naszym   wypadku   było   to   prawo   Wujka 

Łysola.

Po drodze wszędzie widzieliśmy tablice: „Elvis Król Rocka!”, i 

tak   dalej.   Po   każdej   tata   i   wujek   Eddie   zaczynali   śpiewać   jakąś 

piosenkę Elvisa, kołysząc ramionami i powtarzając: „Ou, je!”.

Muszę jak najszybciej znaleźć automat telefoniczny i pojechać 

na Manhattan.

Wysiadłam z Wariatomobila

i jakimś cudem jeszcze żyję

W Memphis panuje potworny skwar i jest odlotowo w pewien 

wariacki   sposób.   Z   kawiarni,   barów   i   sklepów   dobiegają   piosenki 

Elvisa, a wszyscy ubierają się tak jak on. Nigdy bym nie pomyślała, że 

nadejdzie taki dzień, w którym to powiem, ale w porównaniu z innymi 

background image

tata   i   wujek   Eddie   prawie   nie   wyglądają   jak   wariaci.   Bo   czy   to 

normalne, żeby starsze panie, które ważą chyba po trzysta pięćdziesiąt 

kilo,   nosiły   kombinezony   wysadzane   sztucznymi   brylancikami   i 

sztuczne czarne bokobrody? Nie - jeśli chcecie znać moje zdanie.

Dorośli   koniecznie   chcieli   jak   najszybciej   odwiedzić   Centralę 

robinmobilów na przedmieściach.

- Mamo, błagam, nie każ mi i Jas tam jechać - powiedziałam. - 

Proszę, jesteśmy jeszcze takie młode, całe życie przed nami. Proszę, 

proszę!

W końcu zgodzili się, żebyśmy same pokręciły się po mieście. 

„Oblukajcie   miasto”,   jak   to   żenująco   ujął   tata,   spoglądając   znad 

przeciwsłonecznych okularów. Boże drogi.

Na odchodne jeszcze dodał:

- Macie być za dwie godziny pod Imperium Rocka Elvisa albo 

już nigdy was nie puszczę samych.

Dzięki.

Ale przynajmniej byłyśmy wolne!!!

Wsiedli do samochodu, a my pomachałyśmy do nich, starając się 

wyglądać   bardzo   dojrzale.   Kiedy   wujek   Eddie   skręcił   za   róg, 

podniosłyśmy oba kciuki i odtańczyłyśmy piekielne disco.

- Tak, po trzykroć tak!!! - wrzasnęłam. - Do widzenia, grubasy! 

Wsiadamy do Pociągu Miłości! Albo Autobusu Miłości!!!

- Nie jadę z tobą autobusem na Manhattan - stwierdziła Jas. - 

Koniec, kropka.

Objęłam ją.

background image

- Daj spokój, moja najlepsiejsza kumpelko. Jedna za wszystkie i 

wszystkie za jedną.

- Nie.

- Jas...

- Nie.

Oparłam   się   pokusie   kopnięcia   jej   w   te   durne   kulasy   i 

postanowiłam wykorzystać swój słynny wdzięk.

- Jas, chodźmy tylko poszukać automatu. Zadzwonię do Masima, 

powiem:  „Ciao,  Masimo,   statek   miłości   przybił   do   brzegu”,   a   ty 

możesz zadryndać do Pysia spytać, ile nudnych... yyy... to znaczy ile 

fascynujących   kangurzych   kup   znalazł   w   Krainie   Kangurów   i   tak 

dalej.

Jas natychmiast się ożywiła.

- Oj tak, mogłabym... ale czy to nie za bardzo... no wiesz, czy nie 

wyjdę na napaloną... ale w końcu jestem napalona, nie? No i mam 

numer   jego   telefonu   -   no,   przynajmniej   telefonu   na   farmę,   gdzie 

mieszka.

Boże drogi. Jaka ona jest, no wiecie, żałosna.

Oczywiście mówię to z wielką serdecznością.

Musiałyśmy czekać na zmianę świateł z innymi Memphisjanami. 

Jakiś szalenie miły, choć potwornie gruby człowiek, powiedział, że 

automat telefoniczny jest w „drugstorze”. Wyobrażacie sobie, jak by 

na nas spojrzano, gdybyśmy tak powiedziały w Krainie Szekspira? 

Światła   wreszcie   się   zmieniły,   ale   zamiast   pipania   odezwał   się 

kobiecy głos z memphisjańskim akcentem. Powaga! „Teraz możesz 

background image

bezpiecznie przejść przez jezdnię”.

Na   drzwiach   sklepu   koło   drugstore'u   wisiała   tabliczka: 

„Zabrania się wnosić jedzenia, napojów i broni palnej”.

Wow!

W drugostorze

Spytałyśmy sprzedawcę, jak się korzysta z automatu. Dał nam 

całą   garść   dwudziestopięciocentówek.   Nie   bardzo   rozumiałam,   co 

mówił, bo jednocześnie jadł' hamburgera. Usłyszałam:

- Chcecie   zadzwonić   do   Jej   Wysokości   w   pałacu 

BuckhingBURGER?

Co on bredzi?

W budce telefonicznej

Telefon wisiał dosyć nisko. Czyżby w Memphis mieszkało dużo 

malutkich ludzi? Trochę się krępowałam tak od razu prosić operatorkę 

o telefon na Manhattan, więc postanowiłam najpierw zadzwonić do 

Rosie.

Jas pałętała mi się pod nogami, w ogóle mi nie pomagając.

- Czy tam jest pięć godzin do przodu? - spytałam.

- Cóż,   jeżeli   w   Krainie   Kangurów   jutro   będzie   wczoraj,   to 

znaczy, że... yyy...

Bredziła dalej, a ja podniosłam słuchawkę, usłyszałam bardzo 

śmieszny   sygnał   i   wepchnęłam   do   otworu   chyba   parę   ton   monet. 

Wtedy rozległo się zabawne dzwonienie. Zupełnie jakbym znalazła się 

background image

za granicą.

Może nikogo nie było w domu?

W końcu Rosie odebrała.

Taaak, po trzykroć taaak!!! Połączyłam się!

Anglia!   Anglia!   W   końcu   ktoś,   kto   mówi   moim   ojczystym 

językiem!

Bonsoir - powiedziała Rosie.

- Ro Ro, to ja i Jas!

Jas próbowała wyrwać mi słuchawkę, drąc się:

- Daj mi się przywitać! Dawaj! Jaka ona irytująca.

Jednak oddałam jej słuchawkę, bo chciałam, by coś dla mnie 

zrobiła.   Była   niesamowicie   podniecona,   zupełnie   jakbyśmy   od   lat 

tkwiły na Antarktydzie i właśnie znalazły budkę telefoniczną na krze 

lodowej.

- Rosie, to ja, Jas. Dzwonię z Krainy Hamburgerów! Ględziła 

całą wieczność:

- Jaką tam macie pogodę? Naprawdę? Pada? Czy to taki lekki 

deszczyk,   na   którym   można   zmoknąć?   Tak?   Tak.   Nie   pada,   tylko 

siąpi? Ale i tak można zmoknąć, prawda? Tutaj jest straszna parowa. 

Pieniądze są zupełnie inne.

I tego rodzaju nudziarstwa. I tak chyba z miliard lat.

- Jas,   daj   mi   słuchawkę,   zanim   skończą   się   pieniądze   - 

poprosiłam.

Oddała mi ją.

- Ro Ro, zgadnij, ile osób tutaj powiedziało, że jestem piękna - 

background image

powiedziałam.

- Ani jedna?

Super.

Ta sama stara bida.

Kocham moich przyjaciół. Naprawdę.

Rosie zapuszcza dredy, a Sven założył sobie kolczyk na kciuku.

Kiedy   pożegnałyśmy   się   z   Rosie,   Jas   weszła   do   budki   obok, 

żeby zadzwonić do Pysia.

Wzięłam głęboki oddech, przygotowałam monety i połączyłam 

się z informacją.

Piętnaście minut później

Wiecie, ilu Scarlottich mieszka na Manhattanie? Milion.

Kiedy   Jas   wyszła   ze   swojej   budki   po   więcej   monet, 

powiedziałam:

- Nie ma szans, kurde. Na Manhattanie mieszka około miliarda 

Scarlottich.

- To może się skup, stwórz z nim telepatyczną więź i wybierz 

odpowiedni numer? - zaproponowała.

Piętnaście minut później

Zaprzyjaźniłam się z wieloma Hamburgerianami. Każdy z nich 

ma   na   nazwisko   Scarlotti.   Jeden   mówił   z   chińskim   akcentem   i 

odruchowo chyba zamówiłam smażony ryż z jajkiem, ale cóż, takie 

jest   życie.   Z   moimi   nowymi   kumplami   śmiałam   się,   płakałam, 

background image

rozmawiałam o centralnym ogrzewaniu i tak dalej, ale ani jeden nie 

znał Masima.

No i wydałam prawie wszystkie pieniądze.

Jas dalej trajkotała do słuchawki, kiwając głową jak jeden z tych 

piesków z tylnej półki samochodu.

Hmm, pewnie udawała, że całuje się z Pysiem przez telefon.

Byłam wykończona.

Podeszłam do lady i zamówiłam koktajl mleczny.

Młody sprzedawca miał fazę na gadanie. O Boże.

- Skąd jesteście? - spytał.

- Z Anglii. - Wow... niesamowite.

Patrzył, jak piję koktajl. Po chwili dodał:

- A znasz księcia Karola? Boże święty.

- Tak, grywam z nim w tenisa.

Na szczęście albo na nieszczęście - zależy, jak na to spojrzeć - w 

tym momencie Jas wyszła z budki i usiadła koło mnie.

- Rozmawiałam z całą masą ludzi, większość z nich to wariaci, 

wydałam całą kasę i nadal nie wiem, gdzie mieszka Masimo. A ty? 

Jak tam Pysio?

- Nie   wiem.   Chyba   z   milion   lat   musiałam   wysłuchiwać 

wrzasków jakiegoś wariata.

Okazało się, że kiedy w końcu dodzwoniła się na tę farmę, była 

pierwsza w nocy ichniego czasu i farmer, który odebrał telefon, nie 

był zbyt zadowolony.

- Kiedy   podniósł   słuchawkę,   spytał:   „Jesteś   tam?”.   Wiesz,   z 

background image

takim śmiesznym akcentem.

- Dlaczego spytał: „Jesteś tam?”, skoro dopiero się dodzwoniłaś?

- Nie wiem, widocznie w Krainie Kangurów mają taki zwyczaj.

- 1 co potem?

- Powiedziałam:   „Tak,   jestem,   a   ty?”.   I   wtedy   zupełnie   bez 

powodu się wkurzył, powiedział: „Nie pogrywaj ze mną” i wygłosił 

wykład o tym, że oni tam strasznie ciężko harują na farmie i muszą 

wstawać z kurami. Wyjaśniłam: „Yyy... ja jestem w Memphis”, a on 

na to: „Nic mnie nie obchodzi, gdzie jesteś, nie wydzwaniaj mi tu w 

środku nocy”. I trzasnął słuchawką.

Dziwne.

Nigdy nie zamierzałam pojechać do Krainy Kangurów i teraz 

wiem, że to była słuszna decyzja. Wiecie, dlaczego? Bo tam mieszkają 

sami popaprańcy.

Którzy uważają, że pierwsza w nocy to późno.

Nie mam nic więcej do dodania.

Jas była rozdrażniona, ale zgodziła się chociaż rzucić okiem na 

dworzec autobusowy. Powlokłyśmy się na poszukiwania. Ale parowa. 

Na   szczęście   chociaż   trochę   się   opalę.   Tutaj   ludzie   są   taaaacy 

przyjaźni, to bardzo, bardzo męczące. Poza tym wszyscy faceci noszą 

albo ciuchy w stylu Elvisa, albo ogrodniczki.

By trochę rozweselić Jas, powiedziałam:

- Nigdy dotąd nie widziałam dorosłego faceta w ogrodniczkach.

W Krainie Hamburgerów to się nie nazywa „ogrodniczki”, tylko 

„drelichy” - odparła. Popatrzyłam na nią.

background image

- Skąd wiesz? Masz takie same? Jak zwykle się nabzdyczyła.

- No... tak... zakładam je do... pracy w ogródku i tak dalej. Mają 

wiele przydatnych kieszeni.

Pewnie.

Nagle wyobraziłam sobie, jak ona i Tom ubrani w ogrodniczki 

figlują w sypialni...

Dworzec autobusowy

Wiecie, kiedy odjeżdża autobus na Manhattan? Nigdy. A gdyby 

nawet, to jazda tam i z powrotem zajęłaby mi pięć tygodni.

Sacrebleu.

- Bądź rozsądna - powiedziała Jas. - 1 tak go nie znajdziemy. 

Lepiej zabawmy się, zamiast umierać z miłości.

background image

Zaczynamy piekielne disco

na golasa, ale w bizonich rogach!

Wtorek, 14 maja

13.00 Nasi starzy leżą w płaszczach kąpielowych na leżakach i 

popijają koktajle. Libby zrobiła sarong dla Gandalfa/Sandry. Chyba 

już   zapomniała   o   samolocie   z   kotami,   bo   jest   rozpieszczana   przez 

każdego, kto ją zobaczy. Jeżeli zje coś jeszcze, nastąpi eksplozja w jej 

majtkach.

Vati nadal nie pozwala mi na zakup broni.

Kiedy   go   poprosiłam,   żeby   mi   kupił   taki   rewolwer   jak   w 

Thelmie i Louise, spytał:

- Georgio, czego nie rozumiesz w zdaniu: „Po moimi trupie”?

- Chciałam   tylko   taki   malutki,   dla   jaj,   żeby   na   przykład   mi 

wypadł z torebki w kawiarni. Może też być w kształcie zapalniczki.

Ale nie, on jest za bardzo zajęty ględzeniem z wujkiem Eddiem 

o   cyrkowych   samochodzikach   i  brodach.   Na   zjazd   przyjechało   ich 

więcej, niż jest na całym świecie.

- Co   za   widok   -   rozmarzył   się   Vati.   -   Jak   okiem   sięgnąć, 

wszędzie robiny relianty.

- Hurra - powiedziałam z przekąsem, ale on chyba nie załapał.

A wujkowi Eddiemu to wolno, jak idziemy na kolację, wpiąć we 

włosy strzałę, która niby przeszywa mu głowę na wylot.

Co za niesprawiedliwość.

background image

Wieczór  Kiedy weszliśmy do knajpy Żyć dla Rocka, podszedł 

do nas jakiś zwalisty facet, też ze strzałą w głowie. Myślałam, że to 

jeden z żałosnych kumpli wujka, ale okazało się, że kelner.

- Czy mogę prosić o szklankę coca - coli? - spytałam.

- Już się robi, psze pani.

- Podoba mi się to „psze pani” - zwróciłam się do Jas. - Czuję się 

trochę jak Jej Wysokość.

Kiedy wychodziliśmy, ten sam facet dał mi magazyn „Dallas 

Monthly”.

- Pomyślałem, że okładka się pani spodoba - powiedział.

Widniało na niej zdjęcie jakiegoś brodacza w królewskim stroju, 

palącego cygaro.

- Dziękuję - odparłam. - Cóż za uroczy prezent.

Środa, 25 maja

Południe  Podjęłam  jeszcze   jedną   próbę  w  budce   miłości,   ale 

połączyłam   się   z   pracownikiem   stacji   benzynowej   oraz   matką 

bliźniaków o imionach Apple i Spaceboy i doszłam do wniosku, że to 

bez sensu.

Dobrze   chociaż,   że   świetnie   się   bawiliśmy   w   Gracelandzię, 

gdzie   mieszkał   Elvis.   I   gdzie,   jak   się   okazuje,   umarł   -   z 

przedawkowania hamburgerów.

Obejrzeliśmy   jego   sypialnię   i   tak   dalej,   nawet   jego   grób. 

Kupiłam trochę superanckich pamiątek: śliczny kubek z Elvisem - z 

pewnością szalenie spodoba się jakiemuś kretynowi (czyli dziadkowi), 

background image

zabawne  peruki   oraz  -  by   udowodnić,   że   wszyscy   możemy   żyć  w 

pokoju i harmonii - dwa elvisowskie ubranka dla Idiotycznych Pudli: 

lureksowy kombinezon w stylu Elvisa z jego epoki Las Vegas (do 

kompletu była nawet malutka peruczka dla psa) i więzienny drelich 

jak z filmu  Jailhouse Rock,  razem z czapeczką w paski. Wzięłabym 

też takie dla Angusa i Gordy'ego, ale w ciągu paru minut by je pożarli. 

Aha, kupiłam jeszcze płytę od jakiegoś staruszka. Właściwie to był 

błąd. Ten starszy facet siedział w sklepie, cały w niebieskim lureksie, i 

nucił   pod   nosem.   Myślałam,   że   to   kolejny   podstarzały   sobowtór 

Elvisa, ale jego „asystent” po - informował mnie, że to wielka legenda 

bluesa.

Jas usłyszała „busa”, a nie „bluesa”.

- Dlaczego jest legendą busa? Wynalazł autobus?

Ona  bywa   niewiarygodnie   tępa.   Facet   nazywał   się   Jęczący 

Clyde, Zawodzący Clyde czy jakoś tak - no, w każdym razie jego imię 

miało coś wspólnego z narzekaniem. Niestety, chyba przypadłam mu 

do   serca,   bo   ciągle   klepał   mnie   po   głowie,   więc   w   desperacji 

musiałam   kupić   jego   płytę.   A   potem   zmusił   nas   do   tego,   byśmy 

zrobiły sobie z nim zdjęcie. Facet był niziutki, więc głowę położył 

dosłownie na moich dyndakach.

Jas szepnęła do mnie:

- Jęczący Clyde to twój nowy chłopak. On cię kocha. Może i 

miała rację. W ogóle nie mogłam zrozumieć, co Clyde do mnie mówi. 

Kto wie, może nieświadomie wzięłam z nim ślub?

- Myślę,   że   będziemy   szczęśliwi   pomimo   stuletniej   różnicy 

background image

wieku  -  odpowiedziałam.   - Pomijając   fakt,  że  prawdopodobnie   już 

nigdy więcej się nie spotkamy.

W naszym hotelu

20.00 Wreszcie same!!!

Tata, wujek Eddie, mama  i Libby  poszli z kumplami na zlot 

kierowców cyrkowych samochodzików.

Tutaj są dwadzieścia dwa kanały w telewizorze, który znajduje 

się   w   komodzie.   W   garderobie   nie   ma   telewizora,   to   dla   mnie 

straszliwy cios. No trudno.

Nastawiamy sobie lokalne stacje. Prawie w każdej jakiś pacan 

gra na banjo i śpiewa: „Jestem synem kaznodziei”. Albo coś o Bogu, 

płatkach   kukurydzianych  i  tak   dalej.   W  końcu   jednak   znalazłyśmy 

program z poradami sercowymi. Prowadząca Delila pocieszała ludzi, 

którzy do niej dzwonili z „sercowymi problemami”.

Mnie by nie pocieszyła - to jasne. Skórę miała w przerażającym 

odcieniu  oranżu i była cała ubrana na różowo. Włosy związane w 

kucyki   świadczyły   o   tym,   że   jest   nienormalna.   Zadzwoniła   jakaś 

biedna idiotka i zaczęła opowiadać o swoim drugim małżeństwie.

- Dobry   wieczór,   Delilo   -   powiedziała.   -   Niedługo   powtórnie 

wychodzę za mąż, a mój syn z pierwszego małżeństwa nie może się z 

tym pogodzić. Nie chce przyjść na ślub. Jak mam go namówić, żeby 

cieszył się ze mną w ten piękny dzień?

Delila   (intensywnie   wpatrując   się   w   kamerę   z   szalo-

nym/zatroskanym wyrazem twarzy) odparła:

background image

- Mówisz   więc,   że   twój   syn   jest   ZAŁAMANY   twoim   po-

nownym małżeństwem?

- No, może nie załamany, ale... Delila jeszcze nie skończyła.

- Jest ZDRUZGOTANY tym, że wpuścisz DO ŁÓŻKA innego 

mężczyznę, który nie jest jego ojcem.

- Nic nie wspominał o łóżku, po prostu...

- NIE   MOŻE   UWIERZYĆ,   że   jego   własna   MATKA   go 

oszukała i TAK POTWORNIE ZAWIODŁA. On CIERPI!

Delila   doprowadziła   swoją   rozmówczynię   niemal   do 

samobójstwa, po czym zakończyła:

- Ale   jak   wiesz,   muzyka   potrafi   ukoić   skołatane   nerwy.   Oto 

piosenka na pocieszenie.

Tytuł   piosenki   brzmiał:  Jesteś   pijaną   i   nieodpowiedzialną 

matką.

Miałam ochotę zadzwonić do Delili i poskarżyć się na Mutti i 

Vatiego, ale znowu przełączyliby mnie do taty, a on wyszedł.

Czwartek, 26 maja

Tylko trzy dni do powrotu do Anglii

Na basenie

Co prawda nie mogę znaleźć Masima, ale za to mogę się opalić 

na czekoladkę. Jas i ja właśnie zaczęłyśmy ciężką harówę, jaką jest 

opalanie się, kiedy podszedł Vati. Próbował nas namówić, żebyśmy 

wybrały się ze wszystkimi na zjazd cyrkowych samochodzików.

- Jaki jest sens wyjeżdżać za granicę, a potem nic, tylko leżeć 

koło basenu? To możecie robić wszędzie. Powinnyście wyjść z hotelu 

background image

i poznać obcą kulturę.

- Tato,   ile   hamburgerów   można   zjeść?   Poza   tym   tutaj   też 

nasiąkamy obcą kulturą. Więc se odpuść i daj mi trochę luzu, bo już 

mnie dobijasz.

- Dlaczego tak dziwnie mówisz?

- Nie dziwnie, tylko po hamburgeriańsku.

Poszedł,   utyskując   i   złorzecząc   pod   nosem,   ale   przynajmniej 

zostawił nas same na parę godzin.

15.00 - Mam ślady po ramiączkach opalacza?

- Pokaż... tak, masz. Super!

Wieczorem

Znowu   jedziemy   starą   Beczką   Śmiechu   do   klubu,   o   którym 

wszyscy ględzą. Nazywa się Gaylords

, co mówi samo za siebie.

- Nareszcie znaleźliście się we właściwym miejscu - zwróciłam 

się znaczącym tonem do wujka Eddiego i Vatiego.

Gaylords   to   „Dziki   Zachód   pod   jednym   dachem”.   Pewnie 

ludziom   nie   chce   się   wlec   na   prawdziwy   Zachód,   więc   po   prostu 

przychodzą do tego klubu. Przeszliśmy przez „drzwi saloonu”.

W środku

Och, tu jest gorzej, niż moglibyście sobie wyobrazić.

W hotelu są kaniony, wąwozy i pustynie, wszyscy faceci mają 

 Gaylords (ang.) - homoseksualiści.

background image

na   sobie   kowbojskie   stroje,   a   kobiety   -   szorty,   buty  na  wysokich 

obcasach i złote paski. (Nie wiedzieliście, że na Dzikim Zachodzie 

babki nosiły szorty i szpilki?).

- Czy teraz mogę dostać broń? - spytałam tatę.

Ale on i wujek Eddie byli zajęci wydzieraniem się: „lii - haaa!” 

oraz   przechadzaniem   się   rozkołysanym   krokiem   w   obcisłych 

skórzanych  spodniach.   Tak,   tak,   założyli  obcisłe   skórzane   spodnie. 

Wyobraźcie to sobie. Jas i ja starałyśmy się nie stawać za nimi, bo 

wtedy musiałybyśmy patrzeć na ich tyłki rozsadzające spodnie.

Błe.

Niedaleko kina Dodge City znajduje się sklep z „drelichami”.

Nie żartuję.

Piętnaście minut później

O, super, tata i wujek kupili sobie drelichy i wymknęli się do 

toalety   męskiej,   czyli   dla   „kowbojów”   (wiem,   wiem...),   żeby   się 

przebrać.

To jakiś koszmar.

Przy barze zamiast zwykłych stołków są urządzenia symulujące 

jazdę na byku.

Za żadne skarby bym na nich nie usiadła.

Dwie minuty później

Siedzę   na   automacie,   między   nogami   mam   parę   rogów...   jak 

wszyscy. Tata i wujek Eddie wystroili się w swoje drelichy. Barmani 

background image

są   ubrani   jak   szeryf   Wyatt   Earp,   a   kiedy   składa   się   zamówienie, 

strzelają z bicza.

Gorzej być nie może.

Myliłam się. Och, jak bardzo, bardzo się myliłam.

Automatyczny byk naprawdę mocno wierzga. Przekonałam się o 

tym, kiedy z głośników popłynęła melodia  Rowhide  z filmu  Blues 

Brothers.  Nie   zdążyłam   zsiąść   i   zanim   się   zorientowałam,   zaczęło 

mną rzucać do przodu, do tyłu i na boki. Kurczowo trzymałam się 

rogów. Jas prawie spadła ze swojego byka i dosłownie nakryła się 

nogami. Libby wyła z radości i darła się:

- Napsód!!!

Boże, jak mnie zemdliło.

Piosenka się skończyła i automaty wreszcie się zatrzymały. Jas i 

ja zlazłyśmy z byków i poszłyśmy odpocząć na sztucznej skałce.

Cztery minuty później

Znowu zabrzmiało  Rowhide  i Libby, mama, tata, wujek Eddie 

pozostali klienci przy barze zaczęli podrygiwać jak potrzaskani. Jakie 

to żałosne.

Tata spadł.

I dobrze.

Dwie minuty później

Tata   i   wujek   zakolegowali   się   z   całą   masą   tłuściochów   w 

drelichach.

background image

Hurra.

Zabawie   nie   ma   końca.   Z   bezpiecznego   miejsca,   jakim   była 

nasza skałka, przyglądałyśmy się chłopakowi o przerażająco wielkich, 

białych zębach i skórzanych ochraniaczach, jakie kowboje noszą na 

spodniach.

Kowboje zakładają je do zaganiania bydła. Białozęby Chłopak 

nie zaganiał bydła, tylko tańczył country.

- W   porównaniu   z   nim   Sven   jest   całkiem   normalny 

powiedziałam do Jas.

Chłopak zauważył, że na niego patrzę, i podszedł do nas.

- Czy mógłbym koło pani odsapnąć? Jestem trochę obolały po 

długiej jeździe konno.

- Niestety, to wolny kraj - odparłam. Usiadł i powiedział:

- Siemka. Z jakiego miasta w Australii jesteście?

- Jestem Angielką. Gwizdnął i zawołał:

- Niesamowite! Czyżby?

Zsunął kapelusz na tył głowy.

- Kochanie, na pewno umiesz świetnie się całować. Co za tupet!

- Nie   zadaję   się   z   obcymi   -   odparłam   z   wielką   godnością   i 

lodowatym tonem.

Jas   prawie   się   udławiła   swoją   ekstradużą   colą   (czyli   colą   w 

wiadrze). Białozęby chłopak spytał:

- Co to znaczy: „zadawać się”?

Okazało się, że pan Pacan nie ma zielonego pojęcia o brytyjskiej 

odmianie   angielskiego.   Na   przykład,   kiedy   grzecznie   spytałam: 

background image

„Zawsze byłeś taki tępy i durny czy może kiedyś byłeś tylko durny?”, 

nie zrozumiał, co do niego mówię.

Na szczęście tę szalenie interesującą międzykulturową wymianę 

zdań   przerwała   nam  Libby.  Podeszła,   śpiewając:  „Napsód,  napsód, 

kiiichaaa!”, i usiadła mi na kolanach.

Spojrzała na mojego nowego „kolegę”, a potem na jego spodnie.

- Georgeee, dlaciego te spodnie są takie wypchane?

Zsunęła się z moich kolan i zanim zdążyłam ją powstrzymać, 

stanęła przed chłopakiem i zaczęła się gapić na wybrzuszenie w jego 

spodniach. Zdążył powiedzieć tylko: „Co słychać, malutka?”, kiedy 

kopnęła go w okolice wężyka.

Bosko!

Cóż za przemiłe wakacje.

Piątek, 27 maja

Tylko dwa dni do powrotu

W   drodze   na   zjazd   cyrkowych   samochodzików   zobaczyliśmy 

auto z napędem na cztery koła, które na tylnej szybie miało naklejkę z 

napisem: „Zatrąb, jeśli zauważysz, że wypadły bliźniaki”. Uważam, 

że to bardzo, bardzo amusant.

- Tato,   zróbmy   sobie   naklejkę   z   napisem:   „Nie   trąb,   jeżeli 

zauważysz, że wujek Eddie wypadł” - zaproponowałam.

- Nie   bądź   arogancka   -   powiedziała   mama.   Jednak   całkiem 

niepotrzebnie, bo wujek miał na uszach słuchawki i śpiewał głośno 

(oraz   fałszując):   „Jestem   dumny,   że   taki   ze   mnie   burak”,   co 

zabrzmiało   przerażająco   proroczo,   bo   wujek   ma   teraz   całą   głowę 

background image

czerwoną jak burak.

Na zjeździe cyrkowych samochodzików

W knajpie U Davy'ego Crocketta na czas posiłku kazano nam 

założyć futrzane czapki. Całkiem fajnie.

Do   naszego   stolika   podskoczyła   przerażająco   miła   kelnerka, 

która poinformowała nas o „daniu firmowym”.

- Siemka,   ludziska!   Dzisiejsze   danie   firmowe   zawiera   świeże 

zioła, w tym BAzylię i oRRRRegano, oraz świeże WArzywa.

- Czy podajecie je w też folii alUUUUminiowej? - spytałam.

I razem z Jas zaczęłyśmy śmiać się jak głupie. Ale kelnerka nie 

załapała.

14.00  Wymknęłyśmy   się,   żeby   odpocząć   od   wariatów   w 

drelichach. I złapać jeszcze trochę słońca. Libby poszła za nami do 

stoiska z lodami i zaczęła swoje:

- Ja cem duzeeeego! Jacyś starsi państwo stojący z tyłu, oboje 

we flanelowych koszulach w kratę, zaczęli się zachwycać:

- Cóż za urocze dziecko!

Spojrzałam dookoła, ale okazało się, że mówią o Libby.

- Dziewczynko, kupimy ci loda, chcesz? I zapłacili za jej loda.

- Dziękuję paniom - powiedziała. Strasznie się napalili, żeby się 

z nami zakumplować.

Pan W Kratę spytał:

- Jak wam minął dzień?

background image

- Och,   fantastycznie,   nie   ubawiłam   się   tak,   odkąd   na   meczu 

hokejowym zwichnęłam sobie nogę w kostce. 9 Ale powiedziałam to 

z wielkim wdziękiem i serdecznym uśmiechem.

- Cóż za uroczy akcent - powiedziała pani W Kratę. - Z jakiego 

miasta w Irlandii przyjechałyście?

Wtedy Libby z buzią pełną lodów wybełkotała:

- A ja umiem pioseneckę.

O nie. Próbowałam zatkać jej usta, ale ugryzła mnie w dłoń, po 

czym zaczęła śpiewać na całe gardło:

- Kupa, kupa, pupa, pupa. Kupa pupa, bum, bum, dupa.

No super.

Państwo W Kratę zaczęli klaskać i się śmiać.

- Ooooch, jakie to słodkie. Ale co to jest „dupa”? Nie znam tego 

słowa. „Ib po irlandzku?

Libby poklepała się po pupie, śpiewając dalej:

- Bum, bum, dupa, dupa. - A państwo W Kratę dalej bili brawo. 

Miałam nadzieję, że to nie uciekinierzy ze szpitala psychiatrycznego 

dla uczestników zjazdu cyrkowych samochodzików.

Wtedy pani W Kratę powiedziała:

- Ach, rozumiem, kochanie. Masz na myśli swoje  derrière

 

Irlandii   mówicie   „dupa”,   ale   w   Stanach   Zjednoczonych   używamy 

słowa „pupcia”. Potrafisz to powtórzyć, kochanie? Pupcia? Mogę cię 

poklepać po pupci?

Szybko odciągnęłam od nich Libby. Jeżeli szczęście mi dopisze, 

niedługo zapomni o tej sprawie z pupcią. Kiedy odchodziłyśmy, pani 

 Derrèire (fr.) - siedzenie.

background image

W Kratę zawołała za nami:

- Przyjedźta tu jeszcze kiedyś z Irlandii! Matko kochana.

Ale cóż - jeśli nie możesz z kimś wygrać, dołącz do niego, jak to 

często powtarzam. Razem z Jas odrzyknęłyśmy: - A juści!

Niedziela, 28 czerwca

Tydzień   zleciał   jak   z   bicza   trząsł,   chociaż   nie   udało   mi   się 

znaleźć Masima. Najbardziej tutaj podoba mi się to, że wszyscy nas 

lubią. I to BARDZO. Wprawiło to mnie i Jazzy Spazzy w tak dobry 

nastrój,   że   nawet   pojechałyśmy   na   wyścigi   cyrkowych 

samochodzików.

Muszę przyznać, że cyrkowe samochodziki z rykiem ścigające 

się   po   torze   to   przezabawny   widok.   Wygląda   to   trochę   tak,   jakby 

bardzo starzy ludzie z długimi włosami jeździli na łyżwach albo coś w 

tym   stylu.   Dobrze   chociaż,   że   mój   tata   nie   wziął   udziału   w   tych 

zawodach.

Rodzice i wujek Eddie skumplowali się z mnóstwem nowych 

osób,   a   po  wyścigu   wszyscy   razem  poszliśmy   na  ostatni   lunch   do 

knajpy,   gdzie   sprzedają   hamburgery   na   wynos.   Podjeżdża   się   do 

okienka w kształcie głowy klauna, wykrzykuje zamówienie, klaun ci 

odpowiada i po chwili pojawiają się twoje hamburgery. To dopiero 

kultura!   Dlaczego   w   Anglii   nie   ma   czegoś   podobnego?   Kiedy 

wrócimy do Stalagu 14, chyba podsunę ten pomysł Sokolemu Oku. 

Lunch   odbierany   z   głowy   klauna   byłby   dla   nas   zupełnie   nowym 

doświadczeniem.

background image

Sesja zdjęciowa na golasa,

ale za to w bizonich rogach

Kiedy starzy poszli po pamiątki, a Libby zaczęła szukać czegoś 

dla   kiciusiów,   Jas   i   ja   postanowiłyśmy   w   skromny,   ale   znaczący 

sposób uczcić naszą wizytę w Krainie Hamburgerów.

Jedynym  plusem   tej   koszmarnej   wyprawy   do   klubu   Gaylords 

było   to,   że   na   pamiątkę   kupiłyśmy   sobie   czapki   z   rogami   bizona. 

Założyłyśmy   je   na   pożegnalną   sesję   zdjęciową   na   golasa   w 

hotelowym pokoju.

Było   bardzo,   bardzo   śmiesznie.   Jas   na   golasa   i   w   bizonich 

rogach czytająca książkę na olbrzymim łożu. Ja na golasa i w bizonich 

rogach zmieniająca program w telewizorze w łazience. My, na golasa 

i w bizonich rogach, pakujące walizki, malujące usta i tak dalej. Na-

prawdę, bardzo, bardzo śmieszne. Ze śmiechu mało nie umarłam.

Żegnaj, Kraino Hamburgerów

Kiedy   wyjeżdżaliśmy,   Loreen,   Jolene,   Noelene,   Gaylene   i 

wszystkie   inne   „lene”   z   hotelu   płakały...   poważnie.   Uściskały   nas, 

mówiąc:

- Jak najszybciej wracajcie, już za wami tęsknimy.

No, ale jak powiedziałam do Jas, to tylko ludzie.

Adios   amigos

 jak   to   się   mówi   w   Krainie   Hamburgerów. 

Kocham was, ale muszę już jechać, by odnaleźć Boga Miłości.

 Adios amigos (hiszp.) - żegnajcie, przyjaciele.

background image

Bum, bum, bum, bum, pupa, bum

I dzień dobry

panie posterunkowy

Nadal niedziela, 29 maja

Krążymy nad Anglią

19.45 Kurczę, z tej wysokości Anglia wygląda jak zbudowana z 

klocków lego.

Na lotnisku Heathrow

Hip, hip, hurra, z powrotem w domu!

Jaki piękny deszcz!

Przyjechał   po   nas   durny   kumpel   Vatiego.   Na   tylnej   szybie 

samochodu ma naklejkę z napisem: „Jeżeli szukasz miłości, spójrz na 

mój klakson”.

Na szczęście na Heathrow nikt mnie nie zna.

20.30  Kiedy próbowaliśmy wepchnąć do vana wszystkie swoje 

graty,   podszedł   do   nas   policjant   i   kazał   nam   się   pospieszyć,   bo 

blokowaliśmy jezdnię. Promiennie się do niego uśmiechnęłam.

- Dzień dobry, panie posterunkowy, jakże się pan miewa w ten 

piękny angielski wieczór?

Popatrzył na mnie. Z czapki kapały mu krople deszczu.

- Dobrze, zważywszy na okoliczności.

- Właśnie wróciliśmy  z Krainy Hamburgerów.  Tam policjanci 

background image

noszą   broń.   Czy   pan   również   ma   przy   sobie   pistolet,   panie 

posterunkowy?

- Bardzo  żałuję,  ale   nie.  Czy   mogliby   państwo  już  wsiąść  do 

samochodu, bo za wami utworzył się dwudziestokilometrowy korek.

- Panie sierżancie, naprawdę staram się, jak mogę - powiedziała 

mama - ale kowbojski kapelusz mojego męża nigdzie się nie mieści...

Widziałam, że policjant lada chwila przemocą wepchnie mamę i 

kapelusz do vana, i wtedy włączyła się Libby.

- Panie policjancie, a ja znam pioseneckę.

Nawet   ja   muszę   przyznać,   że   Libby   niekiedy   wygląda   jak 

zwyczajne,   urocze   dziecko,   a   do   tego   tym   razem   miała   na   sobie 

diadem wróżki i różową sukieneczkę, więc nic dziwnego, że policjant 

dał się zmylić.

Westchnął i ukucnął koło niej.

- OK,   zaśpiewaj   mi   coś,   a   twoja   mamusia   i   tatuś   szybciutko 

zapakują się do samochodu i POJADĄ DO DOMU.

Dzieci   zapamiętują   najdziwniejsze   rzeczy.   Libby   zaśpiewała 

policjantowi   piosenkę   o   pupie.   Ale,   co   gorsza,   zaśpiewała   jej 

amerykańską wersję. Oparła ręce na biodrach i dała niezły popis.

- Bum, pupa, bum, pupa, pupcia, pupcia, bum, bum.

Myślałam,   że   policjant   zemdleje.   Próbował   ją   powstrzymać   - 

Bóg jeden wie, że każde z nas to próbowało - ale Libby śpiewała i 

śpiewała, nawet kiedy tata wziął ją pod pachę i wepchnął do vana.

- Kupa,   kupa,   bum,   bum,   dupa,   PUPCIA!   Poklep   mnie   po 

pupci!!!

background image

21.00 Podrzuciliśmy Jazzy Spazzy do domu.

- Dziwnie będzie tak nagle się rozstać, prawda?

- powiedziała. - Zadzwoń, jak tylko dojedziesz do domu. Mało 

brakowało,   a   bym   ją   przytuliła.   Przypomniało   mi   się   jednak,   że 

wróciłyśmy do Krainy Sztywniaków, nie chcę więc, by pojawiły się 

plotki o naszej odmiennej orientacji seksualnej. Nigdy nie wiadomo, 

kto patrzy.

W drodze do domu śpiewaliśmy piosenki turystyczne. Vati jest 

w   zaskakująco   dobrym   nastroju.   Nie   do   wiary,   że   patrzenie   na 

cyrkowe samochodziki aż tak może poprawić humor.

Mama nadal zachwyca się tym, że wszyscy faceci „za wielką 

wodą” mówili do niej „psze pani”.

Ale w końcu miło się zachowali, zabierając mnie i Jas do Krainy 

Hamburgerów, chociaż nie udało mi się znaleźć Boga Miłości.

Jest jednak wielki plus tego, że wróciliśmy: już nie będę musiała 

ich oglądać. Mogę wychodzić na całe wieczory ze swoim chłopakiem. 

Gdybym tylko go miała. Nawet nie wiem, czy już wrócił. No i znowu 

zacznę   usychać   z   miłości.   Podjechaliśmy   pod   dom   i   zaczęliśmy 

wypakowywać   bagaże.   Facet   od   vana   i   wujek   Eddie   odjechali   z 

piskiem opon. Wujek, nadal ze strzałą w głowie, wrzasnął:

- Naprzód, naprzód, iii - haaa! liii - haaa!

Zobaczyłam, że pan Sąsiad czai się za firanką, żebyśmy go nie 

zobaczyli.   Zauważyłam   też,   że   zdjął   zaporę   antykocia.   Na   pewno 

bardzo się ucieszy ze strojów dla Idiotycznych Pudli. Może zaniosę 

background image

mu je później, kiedy będzie myślał, że już śpimy.

21.15 Wreszcie w domu! W naszym ślicznym domku, który - o 

dziwo - nie spłonął. Bosko.

Z   tej   radości   nawet   uściskałam   dziadka.   Ani   śladu   jego 

dziewczyny.

W

    kiblu

 

 

Yyyy... myliłam się, sądząc, że nie było tu Maisie. Nie żebym 

była   niewdzięczna,   ale   który   normalny   człowiek   robi   na   drutach 

pokrowiec na deskę klozetową?

W

    kuchni

 

 

Albo pokrowce na klamki?

Nadal ani śladu kotów.

Mama, tata i Libby zawieźli dziadka do domu, więc zostałam 

sama.

Przemyślę   nowe   doświadczenia   i   to,   czego   się   nauczyłam 

podczas tej wielkiej przygody.

Po prostu pobawię się własnym umysłem.

W ciszy i spokoju swojej sypialni.

Chętnie   zostanę   sam   na   sam   ze   swoimi   głębokimi 

przemyśleniami.

W

    moim pokoju

 

 

background image

Błagam,   powiedzcie,   że   to   nieprawda,   że   zostałam   dumną 

właścicielką dzierganych kapci.

21.20 Zadzwoniłam do Jas.

- Jas.

- Siemka, jak leci?

- Super, a u ciebie?

- Rozmawiałaś już z kimś?

- Na   sekretarce   mam   jakieś   dziesięć   wiadomości   od   Toma. 

Świetnie   się   bawi   i   w   ogóle,   ale   bardzo   za   mną   tęskni.   Aha, 

wspomniał też, że...

- Jas, co prawda bardzo mnie interesują wieści o torbaczach, ale 

chciałam wiedzieć, czy masz jakieś wiadomości od naszej paczki i tak 

dalej.

- Georgia, jestem w domu dopiero od dwudziestu minut.

21.22 Zadzwoniłam do Rosie. Odebrała jej mama.

- Czy zastałam Rosie?

- Niestety, nie. Poszła do klubu szkolnego. Do klubu szkolnego?

A, już wiem - w szyfrze Drużyny Asów to znaczy, że poszła 

tam, gdzie nie wolno. W jej wypadku - do całuśnego imperium Svena.

Zadzwoniłam do Jools.

Jest w szkolnym klubie.

Tak samo Ellen i Mabs.

Kurczę! Mam nadzieję, że nie założyły klubu lesbijek.

background image

Znowu zadzwoniłam do Jas.

- Cała   Drużyna   Asów   poszła   do   szkolnego   klubu.   Co   to   ma 

znaczyć?

- Może, no wiesz, odrabiają lekcje?

- Jas, zwariowałaś?

Hmmmm.

To ja wracam z dalekich krajów, a Drużynie Asów nawet się nie 

chce powiedzieć: „Witaj w domu”?

A jutro z powrotem do Stalagu 14.

Jestem trochę zrozpaczona, bo nic się nie zmieniło. Z nikim nie 

rozmawiałam, więc nie wiem, gdzie jest Masimo. Czy wrócił? Może 

postanowił zostać w Krainie Hamburgerów?

Och, merde.

Nawet   koty   gdzieś   polazły   -   nigdzie   ich   nie   widzę.   Znowu 

wpadłam w doła.

21.30 Poszłam do państwa Sąsiadów. Na pewno widzieli, jak idę 

podjazdem, i udają, że ich nie ma. Zza drzwi dobiegło mnie stłumione 

szczekanie. Oni są bardzo, bardzo nerwowi. Ale cóż, żyj i pozwól żyć, 

więc wsunęłam stroje dla Idiotycznych Pudli przez otwór na listy.

Na pewno będą zachwycone.

Słowo daję, jestem za dobra dla tego świata.

Kiedy   wracałam   do   domu,   zobaczyłam,   że   na   murku   siedzi 

Oscar,   syn   państwa   Z   Naprzeciwka,   maniak   seksu   w   okresie 

dojrzewania. Spojrzał na mnie i powiedział:

background image

- Genialne cycki.

No super.

22.00  Ludzie   często   narzekają   na   dolegliwości   związane   ze 

zmianą   stref   czasowych,   prawda?   „Oooch,   musiałem   iść   prosto   do 

łóżka, a przez kolejne trzy tygodnie fatalnie się czułem”. Cieniasy. To 

zwykła postać podróżnej... chrrr...

Poniedziałek, 30 maja

7.30  Co się stało? Czyżby ktoś w nocy zakradł się do mojego 

pokoju i pobił mnie młotkiem? Czuję się koszmarnie. Nie zamierzam 

iść do szkoły. Otulę się kołderką i... Zaraz! Jak się dowiem czegoś o 

Masimie, jeżeli nie pójdę? Muszę być dzielna w imię miłości.

Kotów nadal nie widać. Wiem jednak, że kręcą się w pobliżu, bo 

z roślin zostały tylko kikuty.

8.30 Spotkałam Jas. Wyglądała jak śmierć na chorągwi.

- Boże, jaka jestem zmordowana - powiedziała. - A ty?

- Nic a nic. Ale na niemieckim przytnę komara.

W Stalagu 14

Kiedy znalazłyśmy się pod szkolną bramą, Drużyna Asów już 

tam na nas czekała. Powitałyśmy się po klingońsku i błyskawicznie 

odtańczyłyśmy piekielne disco. Bardzo się wzruszyłam i zachowałam 

się jak rodowita Amerykanka. Na widok Rosie tak się ucieszyłam, że 

background image

ją uściskałam. Odepchnęła mnie ze słowami:

- Odwal się, zdziro. Mówię to bardzo serdecznie. Och, jak miło 

wrócić do normalności.

Za boiskiem

Przerwa

- I jak było? - spytała Rosie. - Znalazłaś Masima?

- Wiesz, pomyślałam, że to bez sensu go szukać, więc...

- Więc obdzwoniła wszystkich ludzi o jego nazwisku i zrobiła z 

siebie   kompletną   idiotkę   -   dokończyła   Jas.   Och,   dziękuję,   panno 

(Nie)Prawdziwa Przyjaciółko. Ale cała paczka zachowało się bardzo 

miło.

- Masimo nie wie, że próbowałaś go znaleźć - powiedziała Jools 

- więc pewnie myśli, że nadal jesteś zimna jak góra lodowa.

A Ellen chociaż raz w życiu powiedziała coś mądrego:

- Poza tym ładnie się opaliłoś.

Słuszna słuszność. Chciały, żebyśmy im opowiedziały o naszej 

wyprawie,   więc   szybko   im   zaśpiewałyśmy   refren   piosenki   Delili 

Jesteś pijaną i nieodpowiedzialną matką, a potem opowiedziałyśmy o 

pobycie w Krainie Hamburgerów. Wiecie, o innej kulturze i szansie 

na porozumiewanie się z obcokrajowcami w ich języku.

- Wyjaśnijmy   coś   -   poprosiła   Rosie.   -   Naprawdę   byłyście   w 

klubie, który się nazywa Gaylords? I jeździłyście na automatycznych 

bykach?

- Tak.

background image

- Z rogami? - Tak.

- Mam nadzieję, że zrobiłyście sobie zdjęcia.

- Żeby   tylko!   -   odparła   Jas.   -   Przywiozłyśmy   wam   rogi. 

Zobaczcie.

Wyjęła   z   plecaka   rogi   i   dała   je   do   przymierzenia   Drużynie 

Asów.

Strasznie   się   ucieszyły   i   zaczęły   wykrzykiwać;   „Wow!”, 

„Super!”.

Wyglądały magnifique

.

- Powinnyśmy założyć zespół Bizony - stwierdziła Jas.

11.15  Narodził   się   nowy   gatunek   tańca:   piekielni   disco 

amerykańskich bizonów.

Wygląda tak: tup, tup, kołysu - kołysu tyłkiem.

Rogi na prawo, rogi na lewo i klap w ręce.

Tup, tup, kołysu - kołysu tyłkiem.

Rogi na prawo, rogi na lewo i klap w ręce!

- Wszystko pięknie, ale bizony chyba raczej nie klaszczą w ręce? 

- zauważyła Ellen.

Matko kochana. Gdyby to zależało  od ludzi takich jak Ellen, 

serial  Simpsonowie  nigdy by nie powstał. Ciągle by tylko kwękała: 

„Nikt nie ma niebieskich włosów natapirowanych na pół metra”, i tym 

podobne brednie.

- Bardzo,   bardzo   się   mylisz,   Ellen   -   powiedziałam.   Kiedy  na 

 Maniffique (fr.) - wspaniale.

background image

prerię przyjeżdża cyrk, bizony i inne zwierzęta idą na jego występy i 

to zawsze bizony klaszczą najgłośniej.

Ellen zrobiła jeszcze głupszą minę niż zwykle.

- Ellen, bizony oczywiście nie klaszczą - wyjaśniłam - ale i nie 

tańczą disco. To taka poetycka jak - jej - tam, ty cieniasko.

Kiedy w drodze do Stalagu 14 mijałyśmy strażniczki więzienne - 

Nudną   Lindsay   i   Sokole   Oko   -   oraz   ich   psa   stróżującego   Tępą 

Monicę, Mabs spytała:

- Czyli nie wiesz, gdzie jest Masimo?

- Nie, nie wiem, czy wrócił i w ogóle.

Nudna Lindsay spiorunowała mnie wzrokiem. Wydaje mi się, że 

podczas naszej nieobecności schudła jeszcze bardziej.

„Ib był nieprzyjemny widok.

Chyba   że   naprawdę   lubi   się   oglądać   bardzo,   bardzo   chude 

palanciary.

16.30 Cholera i sacrebleu. Skonfiskowano nam nasze rogi! I jak 

teraz mamy zakładać zespół? Kiedy wlokłyśmy się z Jas do domu, 

narzekałam:

- No   słowo   daję,   co   za   podłość!   WIEDZIAŁAM,   że   Nudna 

Lindsay coś kombinuje. Uwzięła się na mnie.

- Szkoda, że po niemieckim ich nie zdjęłyśmy - powiedziała Jas.

- Czy jest jakieś prawo zakazujące noszenia bizonich rogów na 

szkolnym korytarzu? Zacytuj mi je. Bardzo proszę.

- To samo powiedziałaś Nudnej Lindsay.

background image

- Wiem, Jas, byłam przy tym.

- A ona odparła: „Nie wygłupiaj się, żadne prawo nie zabrania 

robienia kupy na korytarzu, ale wszyscy wiedząże to niedozwolone”.

- Wiem.   To   ohydne,   że   musimy   wysłuchiwać   od   dyżurnych 

takich słów jak „kupa”.

- To też jej powiedziałaś. - JAS, WIEM, byłam przy tym!!!

- I wtedy dała nam minus ze sprawowania..

- Tak, to dla niej typowe.

W domu

NIENAWIDZĘ Stalagu 14. Traktują nas tam jak dzieci. A ja 

chciałam tylko przećwiczyć taniec bizonów.

18.00 Zadzwoniła Mabs.

- Gee,   wpadłam   na   Doma.   Pytał,   czy   w   przyszłym   tygodniu 

wybieramy się na koncert Sztywnych Dyla nów.

- Wooow! Spytałaś go o Masima?

- Yyy... nie, pomyślałam, że to by było niefajne.

- Bardzo słusznie, Batwornan.

Bardzo słusznie, ale irytująco, bo nadal nie mam żadnych wieści 

od Boga Miłości.

Dobrze jednak, że jest ten koncert, bo to oznacza, że do tej pory 

Masimo może wrócić.

Wtorek, 31 maja

Na angielskim

background image

Nadal żadnych wieści od Masima. Spytałam Drużynę Asów, co 

mam zrobić, ale panna Wilson ciągle nam przeszkadzała swoją tak 

zwaną   „miłością   do   Szekspira”.   No   jak   rany.   Jej   miłość   nie   śmie 

wymówić swego imienia - jej miłość w kółko nadaje o Billym. Nic 

tylko: „Panie mój!” i „Ach, otóż i Makbet, znowu będzie bredził jak 

potłuczony”.   Dobrze   chociaż,   że   nam   przypomniała,   że   chłopaki   z 

Foxwooda mają przyjść na próbę i pomóc nam za kulisami (u - ła!).

Środa, 1 czerwca

8.15  Wydarzyło   się   coś   naprawdę   koszmarnego   i   dziwnego. 

Rozległ się dzwonek do drzwi. Wszyscy już wyszli, więc otworzyłam. 

Na progu stał listonosz.

- Mam paczkę dla panny Georgii Nicolson. Czy ją zastałem? - 

spytał.

- No przecież wie pan, że mnie zastał, rozmawia pan ze mną.

Co za opryskliwy stary dziad. Naprawdę nie powinien w pracy 

mieć kontaktu z ludźmi - no, chyba że pracowałby w więzieniu.

- Czy może pani w jakiś sposób potwierdzić swoją tożsamość? - 

spytał gburowatym, oficjalnym tonem.

Zaczął poważnie działać mi na nerwy. Już miałam mu wydrzeć 

paczkę z rąk, kiedy przyszedł mi do głowy bardzo, bardzo śmieszny 

pomysł.

- Potwierdzić   tożsamość?   -   powtórzyłam.   -   Tak,   chyba   tak. 

Zaczeka pan chwilkę?

Po   minucie   wróciłam   z   lusterkiem,   przejrzałam   się   w   nim   i 

background image

powiedziałam: - Tak, to z całą pewnością ja.

8.30 W końcu dał mi tę paczkę. Hmmm, co to za znaczek?

Aha,   Nowa   Zelandia.   Jeżeli   okaże   się,   że   Tom   przysłał   mi 

egzemplarz  Tego  kwiatu nie pół światu  albo zdjęcia torbaczy, chyba 

zwariuję.

Ale paczka nie była od Toma.

Był to list od Boga Seksu. Robbiego.

O, w mordkę jeża.

Trochę mnie zemdliło, kiedy zaczęłam czytać.

Kochana Georgio!

Już dosyć długo nie pisałem. Myślałem, że odpowiesz na mój  

ostatni list, i wtedy znowu bym się odezwał, ale nie zrobiłaś tego,  

więc...  W  zeszłym tygodniu przyjechał Tom, bardzo się ucieszyłem.  

Poszliśmy do buszu...

Pomyślałam: „No, znowu się zacznie o przytulaniu torbaczy i 

brzdękaniu na gitarach w rzece”, ale nie...

...pogadaliśmy o domu i o Tobie też.

Tom opowiedział mi o tym incydencie z wabikami na chłopców i  

Twoim wspaniałym tańcu do melodii YMCA. Myślałem, że pęknę ze  

śmiechu. Ale też zrobiło mi się smutno, bo inny chłopak wpadł Ci w  

oko, a poza tym ja jestem bardzo poważnym człowiekiem, a Tobie  

brakuje piątej klepki,  może nawet kilku. Niemalże słyszę,  jak teraz 

mówisz: „U - ła!”.

Właściwie   nie   wiem,   po   co   to   piszę.   Chyba   chciałem,   żebyś  

background image

zobaczyła   moje   najnowsze   zdjęcie,   które   dołączam   do   listu,   i 

cieszyłbym się, gdybyś wysłała mi swoje.

Na zawsze pozostaniesz w moim sercu i często pojawiasz się w 

moich snach.

Całuję, Robbie

Na zdjęciu był w dżinsach i T - shircie  i siedział nad rzeką. 

Patrzył prosto w obiektyw tymi swoimi ciemnoniebieskimi oczami, w 

które już chyba nigdy nie będę potrafiła spojrzeć. Był taki... och, sama 

nie wiem.

8.45 Do Jas poszłam w stanie szoku. Bredziła jak zwykle:

- No szybciej, szybciej, bo się spóźnimy. Co z tobą? Wyglądasz, 

jakbyś   ducha   zobaczyła.   Wczoraj   wieczorem   dzwonił   Tom. 

Powiedział, że znaleźli niesamowitego grzyba, którego kapelusz miał 

pół metra średnicy. Podobno jest pyszny, jeśli się go...

- Jas, ja... ja...

- I wiesz co? Mówił, że Maorysi jedzą larwy chrząszcza Hu - 

Hu, takie wielkie, białe i tłuste, pieką je nad ogniskiem i zjadają. Tom 

poszedł   na   tamtejszą   imprę,   zaprzyjaźnił   się   z   takim   jednym 

Maorysem, który nosi tradycyjne maoryskie imię „Brian” i...

- Jas, przeczytaj.

Wzięła ode mnie list. Po chwili nawet ona umilkła.

Skończyła i spojrzała na mnie.

- No, ja cię kręcę.

Chociaż raz w życiu ani trochę nie przesadziła.

background image

Nie   wiem,   co   o   tym   wszystkim   myśleć.   Już   dawno   temu 

machnęłam ręką na Boga Seksu. Naprawdę.

Na francuskim

Przez całą lekcję gapiłam się na jego zdjęcie.

Wygląda tak fantastycznie. Mówię to zupełnie szczerze.

Ale co, na pojemne tyłkonosze Jas, mam zrobić albo myśleć? 

Nie napisał przecież: „Przyjedź do Krainy Kangurów i bądź moja”. 

Ani:   „Jadę   po   ciebie”.   Prawdę   mówiąc,   napisał   tylko:   „Ciągle   cię 

lubię i czasami o tobie myślę”.

Och,   dlaczego   nie   napisał   tego   listu   w   zeszłym   miesiącu? 

Dlaczego   napisał   go   dopiero   po   tym,   jak   pojawił   się   drugi   Bóg 

Miłości?

To dla mnie za wiele.

Na przerwie

Skonsultowałam się z Drużyną Asów.

Jas na głos odczytała list od Robbiego. Nie wiem, dlaczego jej 

na to pozwoliłam, bo z jakiegoś powodu zrobiła to beznadziejnie, z 

idiotycznym nowozelandzkim akcentem. Nie ma najmniejszych szans, 

żeby jej występ w roli Lady Makbet powalił widzów na kolana.

Kiedy skończyła czytać, dziewczyny zaczęły energicznie kiwać 

głowami jak pieski na tylnej półce samochodu.

- No i co wy na to? - spytałam.

- Zapomnij   o   nim   -   zaproponowała   Rosie.   -   To   zeszłoroczny 

background image

śnieg.   Zacznij   nowe   życie.   Jesteśmy   Europejkami,   obywatelkami 

Europy,   i   naszym  obowiązkiem   jest   zadawać   się   z   jak   największą 

liczbą Europejczyków. Oczywiście w granicach rozsądku.

- Ale   z   drugiej   strony   Robbie   wygląda   bardzo   czadowo   - 

stwierdziła Jools.

- No i fajnie byłoby zostać szwagierką Jas, nie? - zadumała się 

Mabs.

O ja cię kręcę, o tym koszmarze nigdy nawet nie pomyślałam.

Jas mało się nie udławiła swoją przekąską.

A Ellen jak zwykle już zupełnie mnie dobiła.

- No chyba... bo tego... nie jesteś, no... niczyją dziewczyną.

W domu

18.30  Poprosiłabym   mamę   o   radę,   ale   odpowiedziałaby   tak 

bezsensownie,   że   równie   dobrze   mogłabym   się   z   tym   zwrócić   do 

Angusa. Poza tym wyszła z tatą i Libby do 0'Shaunesseyów, żeby 

pokazać im zdjęcia z wakacji.

20.00  Chciałabym pogadać z kimś normalnym. Albo chociaż z 

kimś, kto jest w domu. Nawet koty wyszły. Gordy jest jeszcze gorszy 

od swojego ojca. Cały dzień śpi, a jak się budzi, zjada wszystko, co 

mu   się   napatoczy,   trochę   poniszczy   meble   albo   rajstopy,   po   czym 

idzie w tango. Obaj traktują ten dom jak hotel.

22.30  Nie mogę w to uwierzyć. Mama i tata wrócili do domu 

background image

jako Irlandczycy. Mamy zostać irlandzką rodziną. Vati twierdzi, że 

odkrył swe irlandzkie korzenie.

- Tak, po sześciu browarach - powiedziałam.

Ale on ględził dalej i nawet włączył płytę z irlandzkim folkiem. 

Libby wykonuje swoją wersję celtyckiego tańca. Nie wiedziałam, że 

oni tańczą bez majtek, ale cóż...

W przerwie między klepaniem się po udach i wrzeszczeniem: 

„No, dziewczyny, trza zagonić świniaki do chlewu!” tata powiedział:

- Wiesz,   w   mojej   rodzinie   krąży   opowieść   o   tym,   że   mój 

praprapradziadek nazywał się O'Dwyer i mieszkał w Killarney, ale 

zmienił nazwisko, żeby ukryć się przed podłymi Anglikami.

- Tato, czy mówiąc o podłych Anglikach, masz na myśli nas? - 

zainteresowałam się.

Ale jego to nie speszyło.

- Zmienili nazwisko na Nicolson.

- Na to angielskie nazwisko z wielkimi tradycjami? NIE. Po co 

mieliby zmieniać irlandzkie nazwisko na szkockie? Anglicy, czyli my, 

nienawidzili Krainy Seana O'C.onnery'ego tak samo jak Irlandczycy. 

A nawet jeszcze bardziej. To dlatego zbudowaliśmy wał Hadriana

  

żeby odgrodzić się od Rudych Bród.

Tata ględził dalej jak szalony.

- Jest   coś   jeszcze:   mamy   irlandzki   typ   urody.   Jeden   facet   w 

Memphis to zauważył - spytał, czy jesteś Irlandką. Bo masz w sobie z 

coś z mieszkańców Szmaragdowej Wyspy.

  Wał Hadriana  - mur zbudowany przeciw  Szkotom  w 122 roku w Brytanii  na polecenie  cesarza 

Hadriana.

background image

- Nie, tato. To był Amerykanin - on nie wie, gdzie co leży, chyba 

że chodzi o Teksas. Miał na sobie flanelową koszulę w kratę.

Trzasnęłam drzwiami swojego pokoju.

W łóżku boleści

O Boże, o Boże, o Boże. Leżę na łóżku, trzymając poduszkę na 

głowie. Nie dość, że usycham z miłości, to jeszcze zostałam Irlandką.

Czwartek, 2 czerwca

Jas znowu dostała najwyższy stopień z historii. Zaczerwieniła się 

jak mała dziewczynka.

Kiedy wracałyśmy do domu, powiedziałam:

- Jazzy, jesteś bardzo inteligentna. Tak inteligentna jak profesor 

Inteligent z wydziału Inteligentologii na Oksfordzie.

Trochę już się uspokoiłam po liście od Robbiego.

Jeżeli tylko nie wspominam jego imienia, to nawet o nim nie 

myślę.

To zupełnie jak wudu, prawda?

Jestem  absolutnie   i bez  najmniejszych  wątpliwości  pewna,  że 

kocham Masima.

W

      łazience

 

 

16.45 Sprawdziłam sytuację pod względem orangutyzmu. Moje 

nogi dosłownie można by czesać.

16.48 Nie chce mi się używać kremu do depilacji. A właściwie 

background image

to mama już cały zużyła.

16.50 Tata ma taką maszynkę, po której skóra zostaje gładziutka 

i   atrakcyjna   dla   kobiet.   Tak   przynajmniej   twierdzą   w   telewizyjnej 

reklamie. Chciałabym mieć taką gładziusieńką skórkę, ale wolałabym 

nie stać się atrakcyjna dla kobiet.

17.00 Może jednak zaryzykuję. Która rozsądna lesbijka zniży się 

do poziomu moich kolan?

17.01  Wolę   nie   myśleć   o   karłowatych   lesbijkach,   które   mają 

trzydzieści centymetrów wzrostu.

17.45 Ta maszynka taty rzeczywiście jest genialna. Ani razu się 

nie zacięłam,  a moja skóra jest taka, jak to obiecują w reklamie  - 

gładziusienieńka.

Mmmmm.

Spłukałam   dokładnie   mydło   z   maszynki   i   odłożyłam   ją   na 

miejsce.

W moim pokoju

19.00 A teraz odwieczny dylemat: jak mam się ubrać na koncert 

Sztywnych Dylanów? Oczywiście muszę włożyć miniowe, żeby się 

pochwalić gładziutkimi nogami. Musiałabym być skończoną idiotką, 

żeby zmarnować ten efekt.

background image

19.30 Jeżeli mam włożyć bardzo krótką miniowe, to powinnam 

wybrać   bardziej   zakrytą   górę,   żeby   nie   wystawiać   dyndaków   na 

świeże   powietrze.   Chcę   wyglądać   wyrafinowanie,   a   nie   jak 

prostytutka.

20.00 Właśnie przymierzałam rajstopy, kiedy mój tata zwariował 

-   zaczął   wrzeszczeć   i   ciskać   się   na   dole.   Chyba   mu   powiem,   że 

przeklinanie to oznaka ubogiego słownictwa. Ale nie teraz.

20.10  Wpadł do mojego pokoju z twarzą oblepioną kawałkami 

papieru toaletowego. Czyżby to nowy irlandzki styl?

- Używałaś mojej cholernej maszynki? - ryknął.

- Twojej maszynki? Wiem, że jesteś początkującym ojcem, ale 

być   może   zauważyłeś,   że   jestem   dziewczyną.   Nie   mam   zarostu. 

Przeważnie.

- Tylko   nie   tym   tonem,   doskonale   wiesz,   o   czym   mówię! 

Używałaś mojej maszynki?

- No, tylko troszeczkę, wiesz, do nóg.

Dlaczego ja muszę z własnym ojcem rozmawiać o swoim ciele? 

Prawo z pewnością tego zabrania.

Jakieś   pięćdziesiąt   lat   później   skończył   wykład,   w   którym 

zabronił mi używania tej głupiej maszynki, i wyszedł.

20.30 Przykro mi, że pochlastał sobie całą twarz.

background image

20.40 Ale... ja za to mam gładziusieńkie nogi.

Piątek, 3 czerwca

8.15 Czuję pewne napięcie, bo nie wiem, czy Bóg Miłości wrócił 

do kraju. Podczas jego nieobecności dałam sobie na luz, jeśli chodzi o 

makijaż,   ale   teraz   na   wszelki   wypadek   stale   muszę   zachowywać 

czujność.

Wiem, że to dość idiotyczne - nawet jak na mnie - ale odkąd 

przyszedł list od Robbiego, zawsze pamiętam, żeby się umalować, bo 

ciągle   o   tym  myślę,   a   to   oznacza,   że   on   mnie   może   zobaczyć.   Z 

wnętrza mojej głowy. Albo ze swojego listu.

Mówiłam, że niedobrze ze mną.

Wynocha z mojej głowy, Boże Seksu!!!

Pooddycham   naprzemiennie   przez   nozdrza,   chociaż   to   grozi 

rozdęciem dziurek od nosa.

Aaaaach.

Pięć minut później

Już pozbyłam się myśli o xxxx. Chyba się domyślacie, że xxxx 

zaczyna się na R?

W   mordkę   jeża,   a   także  schiessenhausen

!!!   Znowu   o   nim 

pomyślałam.

 Schiessenhausen (niem.) - wulgarnie: klozet, kibel, sracz; tu w znaczeniu przenośnym: szambo.

background image

Plan kosmetyczny

Odrobina   szminki   i   błyszczyku,   muśnięcie   tuszem   do   rzęs   i 

naprawdę cieniutka kreseczka na górnej powiece. Problem polega na 

tym, jak się przemknąć koło tego myśliwskiego psa, czyli Sokolego 

Oka.   Dziś   zamierzam   zastosować   stara,   ulubioną   sztuczkę,   czyli 

wsadzić głowę głęboko w torbę i mruknąć, kiedy będę mijała Sokole 

Oko: „Och, gdzie ja schowałam pracę domową z francuskiego? Mon 

Dieu au secours

gdzieś tu musi być”.

Wlokę się pod górę Stalagu 14

- Odpisałaś Robbiemu? - spytała Jas. O Boże.

- Yyy... nie.

- A odpiszesz?

- Nie wiem, Jas.

- Kiedyś   naprawdę   go   lubiłaś,   a   on   napisał   do   ciebie,   więc 

odpiszesz czy nie?

Nie odpowiedziałam, więc ciągnęła dalej:

- A jeżeli odpiszesz, to co? Nadal milczałam.

- Pogadasz o tym z Tomem po jego powrocie i poprosisz go o 

radę? Przyjeżdża w przyszłym tygodniu, więc poczekasz do tej pory i 

dopiero wtedy odpiszesz czy jak?

W końcu musiałam coś powiedzieć.

- Jas, może od razu załóż  jakąś szatę, przyklej sobie sztuczne 

wąsy   i   spal   mnie   na   stosie,   co?   Zachowujesz   się   jak   hiszpańska 

inkwizycja.

 Mon Dieu (fr.) - mój Boże; au secours (fr.) - na pomoc, ratunku.

background image

- Ja tylko pytam...

- No to nie pytaj.

- Zwykle możesz godzinami gadać o Robbiem i Masimie, twoich 

tak zwanych chłopcach.

- Jas,   nie   zaczynaj...   a   poza   tym  chyba   żartujesz,   nie?   Skoro 

ciągle   gadam   o   SWOICH   chłopakach,   to   skąd   znam   słowa  Tego 

kwiatu nie pół światu? No skąd?

Jas się nabzdyczyła.

- Och,   bardzo   przepraszam,   że   zawracam   ci   głowę   SWOIM 

życiem.   Oczywiście   liczy   się   tylko   TWOJE,   prawda?   Tak,   tak, 

Georgia Nicolson to jedyny człowiek na całym świecie.

I odeszła krokiem dumnym jak żołnierz na defiladzie.

Kurczę, ale ona drażliwa.

Oj, co tam, wypróbuję na niej swój irlandzki wdzięk. To znaczy, 

kiedy mi się będzie chciało.

Na geografii

Jas   dąsała   się   przez   cały   dzień,   nawet   kiedy   wysłałam   jej 

prezencik w postaci dwóch kostek czekolady. Zjadła je, a potem dalej 

mnie ignorez - vousowała

!

Na przerwie

Jools opowiedziała nam, co ostatnio robili z Rollem. Poszli na 

całonocną imprę.

 Od fr. ignorez - vous - pytająca forma grzecznościowa od ignorer - ignorować.

background image

Tak się nacałowała, że na wardze wyskoczyła jej opryszczka. 

Pokazała nam ją. Błe.

Na tej imprezie u kumpla, którego rodzice wyjechali za granicę, 

było szesnaście osób i wszyscy przez całą noc się całowali. Ellen jak 

zwykle trochę się pogubiła.

- Czy wy się, no wiesz, całowaliście w tym samym czasie, czy... 

yyy... trochę też potańczyliście?

Mabs spytała:

- To jak, Rollo jest teraz twoim facetem?

- No, niby tak, ale nigdy nie wiem, kiedy się ze mną umówi albo 

zadzwoni.

- Kurde! - wykrzyknęłam. - Czyli to typowa sytuacja w stylu 

„narka”.

- Tak,   chyba   tak.   Na   przykład   sobota.   Nie   wiem,   czy   Rollo 

wybiera się na ten koncert ze mną, czy przyjdzie sam i spotkamy się 

na miejscu albo...

- Ja bym się na to nie godziła - stwierdziła Jas. - Lubię wiedzieć, 

na czym stoję.

- Jas, stoisz na ziemi - wyjaśniłam jej z najbardziej uroczym ze 

swoich uśmiechów.

Nie   odwzajemniła   uśmiechu,   tylko   spytała   dość   złośliwym 

tonem:

- Georgia, a ty z kim będziesz na koncercie? I czy będziesz sobie 

robić JAJA, jeśli wiesz, co mam na myśli, a sądzę, że tak?

O   Boże,   pije   do   Dave'a   Jajcarza.   Wie,   że   jeszcze   nie 

background image

powiedziałam Ellen o sobie i Davie.

Pod szkolną bramą

16.20  Właśnie   schodziłyśmy   z   boiska,   kiedy   go   zobaczyłam. 

Masima   na   skuterze.   Zaparkował   pod   szkolną   bramą! 

OBożeBożeBoziuniu!!!   Nie   wierzyłam   własnym   oczom.   Ale   to 

naprawdę był on!

Wyglądał absolutnie czadersko. I był bardzo opalony. Czarne, 

falujące włosy, długie nogi, wysportowane ciało i w ogóle.

Siedział na skuterze, z kaskiem na kolanach, jedną ręką opierając 

się na kierownicy. Na nosie miał ciemne okulary.

On jest taaaaaki seksowny. Dosłownie ocieka seksem.

Co on tu robi? Czeka na mnie?

Cała Drużyna Asów przemieniła się w chodzące złote rybki.

- Boże, ale ciacho - westchnęła Rosie.

- O kurde - dodała Jools. - Wiedziałaś, że tu będzie?

- Ale   opalony,   nie?   -   powiedziała   Jas.   -   Bardziej   niż   ty.   Nie 

mogłam   wydusić   z   siebie   ani   słowa.   Wszystkie   dziewczyny 

wychodzące   za   bramę   gapiły   się   na   niego,   poprawiając   włosy   i 

uśmiechając  się.  Przestańcie,  wy  zdziry.  Nie wiedziałam,   co robić. 

Minąć   go   na   luzie   i  zignorez   -   vousować,  wcielając   się   w   rolę 

Tajemniczej Kobiety? Czy zachować się przyjaźnie i sympatycznie? 

Och, nie mam pojęcia!

Zwolniłam, przez co Drużyna Asów musiała zmniejszyć tempo.

Czy nie za lekko umalowałam sobie usta?

background image

Czy byłam kompletnie ubrana?

- O   Boże,   Boże,   co   robić?   -   mamrotałam,   ale   na   szczęście 

zostałam zwolniona z podejmowania decyzji, bo przy bramie pojawiła 

się Lindsay.

Zmieniła już mundurek na biały kostium z krótką spódnicą, a na 

głowie miała apaszkę. Podbiegła prosto do Masima i pocałowała go w 

policzek!

Uśmiechnął się do niej i zaczęli gadać. Boże, jaki on ma ładny 

uśmiech. I zmysłowe, wydatne usta - nie jak Mark Wielka Japa, tylko 

po   prostu   pełne.   Nie   mogłam   oderwać   od   nich   wzroku,   zupełnie 

jakbym oglądała horror. Nawet Jas przestała mnie ignorez - vousować 

i wzięła mnie pod rękę, bo wiedziała, że muszę się czuć strasznie.

Zbliżyłyśmy się do bramy i teraz już musiałam przez nią przejść 

i   minąć   Masima.   Dziewczyny   stworzyły   wokół   mnie   mur,   a   ja 

spuściłam głowę, ale i tak zobaczyłam, że Lindsay zakłada zapasowy 

kask. To było potwornej Ze smutkiem powlokłam się dalej ze swoją 

paczką. Usłyszałam odgłos włączanego silnika i ryk odjeżdżającego 

skutera.

- Ale numer - mruknęła Rosie.

Wszystkie zrobiły się bardzo miłe dla mnie, przez co czułam się 

jeszcze bardziej załamana. Ciągle powtarzały:

- Wszystko w porządku? Chcesz gumę do żucia? Mnie jednak 

nic nie pomagało.

16.30 Rozeszły się do swoich domów i zostałam sama z Jas. - A 

background image

to dopiero! - powiedziała.

- Chyba   mam   pecha   w   miłości.   Co   takiego   zrobiłam   w 

poprzednim wcieleniu, że sobie na to zasłużyłam?

- Może byłaś, no wiesz, osą czy czymś takim.

- Osą?

Jas jest kompletnie nieprzydatna. I durnowata. Ale przynajmniej 

nie jest mną.

Zanim   poszła   do   siebie,   lekko   uścisnęła   moje   ramię   i 

powiedziała:

- Nieważne, co inni o tobie mówią - ja clę lubię. NIE WOLNO 

mi się rozpłakać. Przynajmniej dopóki nie znajdę się w swoim pokoju.

Na High Street

16.45  Minął mnie ten palant Thompson ze swoimi kumplami. 

Coś powiedzieli, ale nie dosłyszałam. Czuję się jak duch.

Kiedy podeszłam do furtki, poczułam, że łzy napływają mi do 

oczu. Nikogo jeszcze nie było w domu, więc mogłam wpełznąć do 

łóżka i zacząć zawodzić.

Ale ze mnie beznadziejna idiotka.

Obdzwoniłam   wszystkich   mieszkańców   Manhattanu,   którzy 

noszą jego nazwisko.

A   jednym   z   nich   okazał   się   Chińczyk   prowadzący   knajpę   z 

jedzeniem na wynos.

Jestem potwornie żałosna.

background image

17.00 Właśnie otwierałam furtkę, kiedy usłyszałam ryk skutera. 

Nie odwróciłam się. Nie obeszłoby mnie nawet, gdyby się okazało, że 

tata kupił pojazd jeszcze bardziej żenujący niż cyrkowy samochodzik.

Ale skuter zatrzymał się za mną. I przemówił.

To był on. We własnej osobie. Nie ściemniam. On sam. Osoba, o 

której marzyłam od tak dawna.

Ciao, Georgia, jak się masz? Come stai

?

Zapomniałam języka w gębie. Odwróciłam się. I spojrzałam na 

niego.   Spojrzałam   mu   prosto   w  oczy.  Już   zapomniałam,   że   są   tak 

bursztynowe, jednocześnie twarde i miękkie. Uśmiechał się lekko, a 

ma fantastyczne zęby. Właściwie, powiedzmy to sobie szczerze, cały 

jest fantastyczny.

- Wpadłem, żeby się przywitać. Długo mnie nie było.

Nadal   nie   mogłam   nic   z   siebie   wydusić.   Może   wystarczyło 

kiwnąć głową?

Kiwnęłam.

No super, teraz wyglądam jak papużka w szkolnym mundurku. 

Czad.   Zamknij   się,   mózgu.   Do   tej   pory   nie   chciałeś   ze   mną 

współpracować, to siedź cicho.

Masimo włączył silnik i powiedział:

- Muszę   spadać.   Mamy   próbę.   Idziesz   na   koncert?   Mam 

nadzieję, że się tam spotkamy. Ciao.

O Boże kochany w Himmel

!!!

 Ciao (wł.) - cześć; come stai (wł.) - jak się masz.

 Himmel (niem.) - niebiosa.

background image

18.30 Leżę na łóżku. Chyba wpadłam w śpiączkę.

Muszę o tym pogadać z kimś normalnym.

19.00 Nikt mi nie przychodzi do głowy.

19.30 Nadal nikt mi nie przychodzi do głowy.

19.45 Zrezygnowałam z rozmowy z kimś normalnym i zwołałam 

pilne zebranie Drużyny Asów u Luigiego.

21.30  Siorbiąc   kawę,   dziewczyny   zagrzewały   mnie   do   walki. 

Mam   odzyskać   swojego   mężczyznę!!!   Iii   -   haa!   Rosie   nawet 

zaśpiewała hymn narodowy i powiedziała:

- Weź się w garść i przygotuj swoje dynda ki do walki.

Północ Po co miałby przychodzić, żeby się przywitać, gdybym 

mu się w ogóle nie podobała?

1.00 Co jest z tymi chłopcami? Kiedy już mi się wydawało, że 

przebolałam Robbiego (Merde, znowu pomyślałam jego imię. Muszę 

zacząć inaczej go nazywać, żeby nie działało wudu. Nazwę go... yyy... 

Szarpidrutem...). Na czym to ja skończyłam, zanim tak niegrzecznie 

przerwałam   samej   sobie?   A,   tak.   Kiedy   już   mi   się   wydawało,   że 

przebolałam Szarpidruta, ten mi przysłał bardzo miły list. A potem 

wyskoczył Masimo. Och, ja już nic nie wiem!!!

Sobota, 4 czerwca

background image

Churchill Square

11.00 Rosie powiedziała:

- W takiej sytuacji należy pójść na zakupy. Tak więc w ramach 

przygotowań   do   walki   o   swojego   faceta   zamierzam   kupić   sobie 

genialne i odlotowe buty.

U Ravela

11.30  Zobaczyłam na wystawie czaderskie buty: na słupku i z 

fajnymi paskami wokół czubków i pięt.

W sklepie obuwniczym

Poprosiłam o te buty. Sprzedawczyni powiedziała, że są tylko 

czwórki. Większe będą w przyszłym tygodniu.

W przyszłym tygodniu?! Zwariowała czy jak? Ja idę na koncert 

dzisiaj!

- Dobrze, proszę mi je przynieść - powiedziałam.

- Po co, przecież ty chyba nosisz siódemkę? - powiedziała Jas.

- Czasami.

Rosie,   przymierzając   jakieś   idiotyczne   futrzane   kozaki,   w 

których wyglądała jak yeti, spytała:

- To twoje stopy zmieniają wielkość?

- No wiesz, na metce jest numer siedem, ale jeżeli buty zrobione 

są w Japonii, gdzie ludzie mają malutkiej stopki, to siódemka jest jak 

nasza piętnastka.

Spojrzały na mnie bez słowa.

background image

Przyszła sprzedawczyni z butami. Były niesamowite! Masimo na 

pewno   się   nimi   zachwyci,   bo   -   jak   każdy   głupi   wie   -   Włosi   są 

fetyszystami i wariują na punkcie obuwia.

Pięć minut później

Kurczę.   Pięty   mi   się   nie   mieszczą.   Spytałam   grzecznie 

sprzedawczynię:

- Czy ma pani byszkę do łutów? Cała drużyna zaczęła się turlać 

ze śmiechu. Kobieta popatrzyła na nas jak na wariatki, ale poszła po tę 

łyżkę do butów.

Kolejne pięć minut później

Udało się! Taaak!!! Sprzedawczyni spytała:

- Na pewno pasują? Proszę zrobić parę kroków.

Cała drużyna była pewna, że mi się nie uda. Wstałam. Au, au, 

merde do kwadratu i au. Potwornie cisnęły. Przejrzałam się w lustrze. 

Wyglądały superancko. Muszę je mieć, dla Masima zniosę ten ból. 

Uśmiechnęłam się jak głupia.

- Wiecie,   to   niesamowite,   ale   są   bardzo   wygodne.   Zupełnie 

jakbym chodziła w kapciach.

W moim pokoju

13.00 Wypchałam buty gazetą, żeby się rozciągnęły.

13.00 Mama przyszła trochę powęszyć. - Pokaż te nowe buty.

background image

- Och, później, kiedy już się ubiorę - odparłam.

17.30  Tata powiedział, że nie zna człowieka, który  by cztery 

godziny spędził w łazience. Wielka szkoda, że nie przykłada większej 

wagi do swojego wyglądu.

W moim pokoju

17.45  Tak ustawiłam dwa lustra, żeby widzieć się z przodu i z 

tyłu.   Wszędzie   jestem   taka   gładziutka,   że   wyglądam   jak   kula   do 

bilarda   -   na   całym   ciele   nie   sterczy   ani   jeden   włosek.   Nie   mam 

pryszczy, ale na wszelki wypadek użyłam podkładu.

18.00  Zakręciłam   włosy   na   ogromne   wałki,   które   zdejmę   w 

ostatniej   chwili,   kiedy   już   będę  gotowa,   żeby   nadać   całej  fryzurze 

maksymalną puszystość.

18.30 Spokojnie, spokojnie. Muszę oszczędzać siły przed walką. 

Sprawdzę, jaka pogoda. Hmmm, trochę pochmurno. Zadzwoniłam do 

Jas.

- Jas, jak myślisz, będzie padać?

- Momencik.

Usłyszałam odgłosy kroków, a po chwili wróciła do telefonu.

- Nie, myślę, że czeka nas suchy okres z zaledwie niewielkim 

prawdopodobieństwem opadów.

O kurczę. Musiałam spytać - wiedziałam, że nie powinnam, ale 

background image

musiałam.

- Jas, czy mogę spytać, skąd to wiesz?

- No cóż, ślimaki w słoiku, który z Tomem postawiliśmy na...

- Jas, naprawdę muszę już lecieć. Libby znowu ogląda Dźwięki 

muzyki i chciałam z nią trochę pojodłować. Do zobaczenia o ósmej.

19.00  Już   prawie   jestem   gotowa.   Nie   będę   ryzykowała   i   nie 

założę wabików na chłopców, chociaż wyglądają super i przyciągają 

facetów jak nie wiem co. Wolałabym, żeby nie skleiły mi się znowu 

powieki. Nałożyłam osiem warstw tuszu do rzęs, to powinno załatwić 

sprawę. Najpierw pomalowałam raz, potem przysypałam talkiem, a 

następnie   nałożyłam   kolejną   warstwę   i   tak   dalej.   Ledwo   mogę 

otworzyć oczy, ale z pewnością to mi tylko dodaje seksapilu.

19.15 Moja niebieska miniowa wygląda genialnie.

Posmarowałam   nogi   balsamem   brązującym,   żeby   podkreślić 

opaleniznę z Krainy Hamburgerów. Myślę, że nie widać brązowych 

smug - no

#

 chyba że ktoś by się położył na podłodze, ale po co miałby 

to   robić?   Nie   licząc   karłowatych   lesbijek,   którymi   się   martwiłam 

wcześniej.   Założyłam   prosty   stanik,   taki,   który   trzyma   na   miejscu 

moje dyndaki, i czaderski niebiesko - czarny top z malutkimi ustami 

na dole. Trudno je dostrzec, ale każdy, kto je zauważy, uzna, że lubię 

się całować, ale nie jestem zdzirą.

19.25 Mama zawołała:

background image

- Mogę przyjść i zobaczyć, jak się ubrałaś? O Boże. Włożyłam 

buty.

O BOŻE!!! Jasna cholera! To chyba buciki dla dziecka! Jakoś 

udało   mi   się   wcisnąć   stopy   w   te   imadła.   Wstałam.   Jeżeli   trochę 

pochodzę, na pewno się do nich przyzwyczaję.

Weszła mama.

- No,   no.   Wyglądasz   odlotowo!   To   wszystko   dla   Włoskiego 

Rumaka?

Zamknij   się.   Proszę   cię,   zamknij   się.   Wtedy   zauważyła   moje 

buty.

- Nowe? Super! Nie za małe? Odparłam z szerokim uśmiechem:

- Nie, skąd, powiedziałabym, że są wręcz ciut za luźne. Nadal się 

na nie gapiła.

- Jaki to rozmiar?

Zerknęłam na zegarek i rzuciłam:

- O kurczę, już tak późno? Umówiłam się z moją paczką o wpół 

do ósmej. Narka.

I popędziłam na dół. Au, au, kurde, kurde. Kupa, kupa, dupa.

W drodze do domu Jas

O Boże, jaki ból. Dobrze chociaż, że buty odcinają dopływ krwi, 

więc przy odrobinie szczęścia zupełnie stracę czucie w stopach.

Parę kroków od domu Jas musiałam przysiąść na murku, żeby 

odpocząć.

background image

19.45 Po drodze Jas spytała:

- Chce ci się sikać? Jakoś dziwnie idziesz.

Pod wieżą zegarową

20.00  Spotkałyśmy  się z Drużyną Asów. Rosie jednak kupiła 

sobie te futrzane kozaki. Może mają pasować do stroju Svena?

Sven   ma   najniezwyklejszy   gust,   jeśli   chodzi   o   ubrania   - 

oczywiście pomijając cyrkowców. Nigdy bym nie uwierzyła, że ktoś 

może   sobie   kupić   błyszczący   fioletowy   garnitur   ze   szkarłatnymi 

wstawkami - a jednak. Poza tym, choć nie chce mi to przejść przez 

gardło, chyba umalował usta szminką. Podniósł mnie i pocałował w 

oba policzki.

- Cześć, laseczki, dajmy czadu!!!

Przejrzałam się w puderniczce. Tak, miał umalowane usta.

Poszłyśmy za nim.

Jools znajduje się na skraju szaleństwa, nie wiedząc, czy chodzi 

z Roiłem, czy też nie. Z kolei Jas jest w filozoficznym nastroju, więc 

powiedziała:

- Co ma być, to będzie. Pokazywałam ci piosenkę Toma  Tego 

kwiatu nie pół światu?

Kiedy wyjęła z kieszeni kartkę (u - ła), szybko poszłam dalej z 

resztą drużyny. Au, au, au. Nadal mam czucie w stopach.

- Wiecie, ja ten... spróbuję wzbudzić zazdrość w Davie Jajcarzu - 

powiedziała Ellen.

Roześmiałam się.

background image

- Jasne. Powodzenia.

Spojrzała na mnie.

- To znaczy, że co?

- No   wiesz,   on...   hmm...   raczej   nie   wydaje   się   typem 

zazdrośnika, prawda?

- Pomacham   włosami   i   potańczę   z   tym   kumplem   Roiła. 

Wypróbuję wszystkie sztuczki.

- Ale   obiecaj,   że   nie   wypróbujesz   sztuczki   z   zaraźliwym 

śmiechem - poprosiłam.

Stanęłyśmy pod klubem Budda.

W siusialni dla dziewczyn

20.40 Drużyna Asów odbyła ostatnią konferencję.

No, w każdym razie Rosie, Jas i ja. Mabs, Ellen i Jools tak się 

denerwowały   przed   spotkaniem   z   chłopakami,   że   tylko   szybko 

umalowały usta, odcedziły kartofelki i poleciały do imperium disco.

- Sprawdźmy listę - powiedziała Rosie.

Usiadłam na brzegu umywalki. (Och, co za ulga dla palców u 

stóp!). - Tusz do rzęs? - zaczęłam. Spojrzały na moje oczy.

- Odhaczone.

- Szminka i pryszcze?

- Odhaczone.

- Atrakcyjny, zachęcający uśmiech? - Tu się uśmiechnęłam.

- Uff, pocałuj mnie - poprosiła Rosie. - Chyba zostanę lesbijką.

Mam nadzieję, że żartowała.

background image

Jestem   gotowa   stanąć   do   walki   z   Lindsay.   Machu   -   machu 

włosami. Kręcu - kręcu biodrami. I szeroki uśmiech. Wyszłyśmy z 

siusialni.

W chwili, gdy miałyśmy wejść na parkiet, Jas spytała: - A co z 

gaciami? Spojrzałam na nią.

- A co ma być?

- Włożyłaś?

Czy   jej   już   zupełnie   odbiło?   Chociaż...   szczerze   mówiąc,   nie 

pamiętałam   chwili,   w   której   je   zakładałam.   Kiedy   to   zrobiłam? 

Pamiętam, jak wkładałam spódnicę, stanik i top, ale gacie? I które 

wybrałam?   O   Boże.   Może   jednak   zapomniałam,   przewrócę   się   i 

pokażę całemu światu przód i tył?

Albo   Sven   mnie   podniesie,   co   często   robi,   kiedy   będziemy 

tańczyć do muzyki z Gorączki sobotniej nocy?

Popędziłam z powrotem do kibla.

Alarm „Gacie” odwołany. Cała wina leży po stronie Jas - ona ma 

obsesję na punkcie bielizny.

21.00  W   klubie   jest   bardzo,   bardzo   ciemno   i   tłoczno. 

Przepchnęłyśmy   się   do   baru.   Minęło   trochę   czasu,   zanim 

przyzwyczaiłam się do ciemności. Tym bardziej że na rzęsach miałam 

pół kilo tuszu i talku. Dave Jajcarz stanął jakieś trzy centymetry od 

mojego nosa, zanim go zauważyłam.

- Cześć, kociaku, wróciłaś!

Uśmiechnęłam   się   do   niego,   a   wtedy   nad   jego   ramieniem 

background image

pojawiła się głowa Rachel.

- Cześć, Georgia, fajnie, że wpadłaś.

Ona zawsze jest dla mnie przerażająco miła. Dlaczego? Jest w 

porzo, ale ja się kumpluję z Dave'em, a nie z nią. Pociągnęła go za 

rękę i powiedziała:

- Misiu chodźmy zatańczyć.

Spojrzał na mnie. Chociaż raz go ubiegłam.

- Tak, misiu, idź zatańczyć - powiedziałam.

Popatrzył na mnie spod oka i poszedł na parkiet.

Rollo i jego kumple stali przy barze z Jools, Mabs i Ellen, które 

dosłownie spijały każde słowo z ich ust. Żałosne. Ja nigdy bym się tak 

nie zachowała.

- Jas, po prostu z mądrą miną kiwaj głową - powiedziałam. - Nie 

musisz nic mówić. Właściwie to wolałabym, żebyś się nie odzywała. 

Będziesz   moją   zasłoną   dymną,   kiedy   zacznę   się   rozglądać   za 

Masimem.   Jas   próbowała   się   nabzdyczyć,   ale   nie   pozwoliłam   jej, 

mówiąc:

- Wiesz,   że   proszę   cię   o   to   tylko   dlatego,   że   jesteś   moją 

najlepsiejszą   kumpelą.   Poza   tym,   jeżeli   mi   pomożesz,   pozwolę   ci 

zaśpiewać piosenkę Toma.

Wtedy Jas się ożywiła.

- Hurra, on wraca za pięć dni. Wiesz, przyszłam z domu tylko 

dlatego, by ci pomóc.

Już miałam jej zrobić serdeczną pokrzywę, kiedy na palce u nogi 

nadepnęła mi jakaś grubaska, która przechodziła ze swoimi tłustymi 

background image

kumpelkami.

- O, w mordę jeża, au, au! - krzyknęłam. - O ja cię kręcę!!!

- Te buty na pewno cię nie cisną? - spytała Jas.

- Jas,   jakaś   skończona   idiotka   olbrzymich   rozmiarów   właśnie 

zmiażdżyła   mi   stopę.   Dlatego   drę   się   jak   stare   prześcieradło   - 

wyjaśniłam.

Chyba będę musiała się wymknąć i na chwilę położyć w kiblu, a 

stopy oprzeć na sedesie. Aby „cały ból odpłynął z mych stóp”, jak to 

elokwentnie ujął Billy w jednym ze swych sonetów.

Do baru podszedł Masimo.

Wyglądał megaczadowo (i pół). Zupełnie inaczej niż angielscy 

chłopcy.   Jest   bardziej   wyrafinowany.   Miał   na   sobie   odjechany 

jasnoniebieski   włoski   garnitur   i   T   -   shirt.   Podobnie   jak   ja   włożył 

czaderskie buty. (Ale nie na słupku i nie chodził tak, jakby zaraz miał 

się posikać).

Wyprostowałam   się,   żeby   podkreślić   dyndaki   (najpierw   się 

rozejrzałam,   żeby   nikogo   nie   potrącić).   Lekko   rozchyliłam   usta   i 

włożyłam język za dolne zęby. Wyglądałam trochę jak Britney Spears, 

ale bez kolczyka w języku.

Udawałam, że nie widzę Masima. Byłam zimna jak góra lodowa.

Niestety, Jas, Ellen i Mabs zachowały się jak idiotki. Podbiegły 

do mnie, pytając: „Widziałaś go? Widziałaś? Stoi przy barze, o, tam - 

patrz, widzisz go?”. I tak w kółko. Były strasznie irytujące i niefajne.

Nadal   trzymałam   język   za   dolnymi   zębami,   więc   to,   co 

powiedziałam, zabrzmiało mniej więcej tak:

background image

- Fpadajcie, iśsie fobie i foftafcie mnie w fpokoju.

Udałam, że macham do kogoś stojącego w pobliżu Masima. Bóg 

Miłości uchwycił mój wzrok i uśmiechnął się do mnie. Ja też leciutko 

się uśmiechnęłam, a on ruszył w moją stronę. Och, jak ja go kocham! 

Ale   nie!   Pamiętaj   o   planie!   Znowu   się   uśmiechnęłam,   po   czym 

zmusiłam się, by odejść.

I nie odwrócić. O kurczę, ależ to było trudne! Zupełnie jakby 

moje stopy szły w jedną stronę, a ciało ciągnęło w drugą, by zacząć 

się z nim całować. Czułam się jak jakiś denny mim. Ale musiałam to 

zrobić. Musiałam zachować lodowatość.

Starałam się też wywrzeć dobre wrażenie od tyłu. Tak bardzo 

skupiałam  się   na   dennej   pantomimie,   kręceniu   biodrami,   machaniu 

włosami   i   obojętnym   traktowaniu   Boga   Miłości,   że   wpadłam 

dyndakami na Dave'a Jajcarza. Znowu.

- Spokojnie, chłopaki - zwrócił się do moich melonów. Co za 

tupet.

Był jednak moim Mistrzem Podjarki, a w pobliżu nie widziałam 

Rachel, więc powiedziałam mu, co zrobiłam przed chwilą.

- Byłbyś ze mnie  dumny. Masimo ruszył w moją stronę, a ja 

odpłynęłam jak góra lodowa. Jak oceniłbyś moją taktykę?

Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Gdybym nie wiedziała, że 

to bezlitosny Mistrz Podjarki, pomyślałabym, że mu trochę smutno, 

ale pewnie bym się myliła, bo zaraz powiedział:

- Świetna   robota,   naprawdę.   Tak   trzymać.   Jaką   torebkę   ma 

dzisiaj?

background image

Wtedy podbiegła do nas Rachel z miną przyjaznego setera. Dave 

był dla niej miły, ale sprawiał wrażenie osaczonego. Na jej miejscu 

dałabym mu  trochę więcej przestrzeni.  Kurde, ależ ja się znam na 

związkach! Stałam się ekspertem w sprawach sercowych.

21.30  Nigdzie   nie   widzę   mojej   rywalki   -   najdurniejszego 

patyczaka na całym świecie i we wszystkich światach równoległych. 

Bardzo   dobrze.   Och,   a   może   umarła?   Jakież   to   smutne.   Zresztą 

nieważne. Za chwilę Sztywne Dylany mają wyjść na scenę.

21.40  Wow,   ale   szaleństwo!!!   Dziewczyny   zaczęły   piszczeć, 

kiedy   Masimo   podszedł   do   mikrofonu   i   powiedział:   -  Ciao. 

Wróciliśmy.

22.15 Normalnie jestem w raju!

Czadu,   chłopaki!   Ale   impra!   Chłopaki   są   super  i  czadowe,   a 

Masimo genialnie śpiewa i jest taaaaki seksowny na scenie.

22.35 Parę dziewczyn próbowało wdrapać się na scenę, żeby ich 

dotknąć! Jednej się to udała Pocałowała Masima w policzek, zanim 

ściągnął   ją   bramkarz.   To   bardzo,   bardzo   żenujące.   Mało   się   nie 

skichałam,   kiedy   Okropna   R   Green   usiłowała   wleźć   na   scenę. 

Oczywiście   bez   powodzenia.   Władowała   na   scenę   jedno   kolano, 

podskoczyła   na   jakieś   pół   metra   i   z   powrotem   opadła   na   parkiet. 

Podrygiwałaby tak całą wieczność, gdyby bramkarz jej nie odciągnął. 

background image

Nowe, ogromne okulary przekrzywiły jej się na bok. Szalenie urocze.

22.40  Trochę się spociłam, więc lepiej pójdę się ochłodzić w 

kiblu.   Bóg   Miłości   na   pewno   by   nie   chciał   oślizgłej   dziewczyny. 

Trochę   przed   nim   potańczyłam.   Wiecie,   bardzo   subtelnie,   bez 

szaleństw, chociaż raz czy dwa musiałam popchnąć Jas, żeby mnie 

przepuściła bliżej sceny. Co jakiś czas spoglądałam na niego, a potem 

odwracałam wzrok. Nudna Lindsay tańczyła pod samą sceną, gapiąc 

się na niego, jakby chciała go zahipnotyzować.

- Jak to w swej słynnej komedii erotycznej Seks nocy letniej ujął 

Łabędź   z   Avonu

  „Aliści   gdy   pragniesz   obłapiać   się   z   Bogiem 

Miłości,   nie   tańcuj   kiejby   błazen   na   patykowatych   nogach”   - 

powiedziałam do Ro Ro.

- Mądrość przez cię przemawia, ma gołąbeczko - odparła Rosie. 

-   Billy   rzekł   również:   „Zaprawdę   powiadam   ci,   nie   będziesz   miał 

niskiego czoła, albowiem prosić się będziesz o kocówę”.

I zaczęłyśmy się śmiać jak głupi do sera.

22.50 Idąc do kibla, zobaczyłam Rolla i Jools, którzy siedzieli na 

schodkach   i   całowali   się   na   całego.   A   potem   na   korytarzu   koło 

siusialni zauważyłam Mabs, która też się z kimś całowała - nie wiem z 

kim, bo nie rozpoznałam go po tyle głowy. Kiedy ich mijałam, Mabs 

otworzyła oczy i mrugnęła do mnie. O co jej chodziło? Wtedy drugą 

ręką   wskazała   na   zegarek,   podniosła   trzy   palce,   a   następnie   oba 

 Łabędź z Avonu - tak nazywano Williama Szekspira; tu nawiązanie do jego sztuki Sen nocy letniej.

background image

kciuki. Jednocześnie się całując. Co, do diabła...? Weszłam do kibla.

W siusialni dla dziewczyn

Kurde!   Całe   szczęście,   że   sprawdziłam   sobie   makijaż. 

Wyglądałam jak idiotka z czerwoną gębą.

I   w   tej   chwili   zrozumiałam!   Mabs   mówiła,   że   na   skali 

przytulanek doszła do szóstego poziomu - pocałunek trwający ponad 

trzy minuty bez przerwy!

Tak! Teraz tak się będzie cieszyła, że chyba wyjdzie z siebie i 

stanie obok.

Chyba że całowała się z Pryszczatym Normanem.

Wszyscy   się   całowali.   Oprócz   mnie.   Już   tak   dawno   się   nie 

całowałam,   że   chyba   zdążyłam   zapomnieć,   jak   to   się   robi.   Może 

zupełnie straciłam technikę? Przez chwilę próbowałam całować się z 

wierzchem swojej dłoni, ale w takiej sytuacji bardzo trudno odróżnić 

rękę od ust.

Muszę na chwilę zdjąć buty. Weszłam do kabiny siusialnianej i 

usiadłam  na  kiblu. Hmmm, moje stopy były nieco zaczerwienione i 

spuchnięte.   Może   zdjąć   te   buty?   Ale   wtedy   mogą   już   nie   wejść   z 

powrotem.

A może jeżeli położę się na podłodze i oprę stopy na kiblu, to 

opuchlizna trochę zejdzie?

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Aaaach, trochę lepiej. W pewnej 

chwili usłyszałam, że ktoś otworzył drzwi, i rozległ się głos Nudnej 

Lindsay:

background image

- Co się dzieje?

Jakiś cienki głosik odparł:

- Lada chwila chyba zrobią przerwę.

To była Zdumiewająco Tępa Monica, brakujące ogniwo między 

istotami ludzkimi a żabami.

- OK, to ja wracam - powiedziała Nudna Lindsay.

- Doprowadź ich do szaleństwa!

- Z tym nie mam problemów, o czym świadczy zeszły czwartek. 

Włosi są bardzo namiętni.

I się roześmiała.

Boże, jak ja jej nienawidzę.

Jeszcze chwilę leżałam na podłodze. Było mi bardzo smutno, ale 

przypomniałam  sobie,   że  sroce  spod   ogona  nie  wypadłam.  Spełnię 

swoje   marzenie!   Dźwignęłam   się   na   nogi.   Auuuu...  Sacré  cholera 

bleu.

Z powrotem w sali

Zespół zrobił przerwę, nigdzie ich nie widziałam. Spostrzegłam 

natomiast, że Nudna Lindsay kręci się pod drzwiami garderoby. Co za 

zdzira. Drużyna Asów szalała na parkiecie.

Rosie zawołała do mnie:

- Chodź potańczyć! Robimy lokomotywę.

- Chyba posiedzę i, wiesz, spróbuję złapać fazę - odparłam.

- Bolą cię stopy, bo założyłaś dziecięce buciki - stwierdziła.

Rzuciłam jej swoje słynne klingońskie, zezowate spojrzenie i się 

background image

zamknęła.

Siedząc, podrygiwałam w rytm muzyki, kiedy nagle przede mną 

pojawiła się czyjaś dłoń podająca mi szklankę. Dłoń była opalone, na 

trzecim palcu widniał złoty sygnet. Podniosłam głowę. To była ręka 

Masima. A on był do niej doczepiony.

Uśmiechnął się do mnie.

Ciao, zmęczyłaś się tańcem? Zaczerwieniłam się. Dzięki Bogu, 

że było ciemno.

Upiłam wielki łyk napoju i prawie się zadławiłam, ale udało mi 

się wykrztusić;

- Tak,   to   znaczy  si

  Rzeczywiście,   bardzo   zmęczyłam   się 

tańcem, tak, faktycznie.

- Dawno cię nie widziałem. Cieszę się, że przyszłaś.

Dałabyś mi swój telefon?

Och, jak powinna brzmieć prawidłowa odpowiedź? Lodowatość 

podpowiada: „Może innym razem”. Ale to Bóg Miłości! Pochyla się 

nade   mną,   jego   cudowne   usta   znajdują   się   zaledwie   kilkanaście 

centymetrów od moich.

Na szczęście nie musiałam nic robić, bo podszedł Dom.

- Cześć, Georgia, kopę lat. Jak tam?

Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, zwrócił się do Masima:

- Słuchaj, stary, sorki, że przeszkadzam, ale jakiś gościu chciał z 

nami pogadać o trasie na północy. Możesz podejść?

Masimo   spojrzał   na   mnie   tymi   swoimi   niezwykłymi 

bursztynowymi oczami.

 Si (wł.) - tak.

background image

- To nara.

Dotknął mojego ramienia i bardzo delikatnie je uścisnął.

O nie, powiedział słynne: „To nara

7

'.

W mordkę jeża. Jakie to absolutnie typowe.

A ja mam silne objawy odstawienia przytulanek!!!

Merde i merdowe merde, merde, merde. I pół.

Powlokłam   się   na   parkiet   i   trochę   się   pokręciłam,   usiłując 

pogadać z Rosie, którą Sven szarpał jak sflaczały balon.

Puf - puf, uf - uf.

- Poprosił mnie o telefon!

- Bingo! - wrzasnęła Rosie. - A nawet bingunio! Spojrzałam na 

drugi koniec sali i zobaczyłam, że Sztywne Dylany rozmawiają przy 

stole   z   jakimś   facetem.   Masimo   odchylił   się   do   tyłu   na   krześle, 

balansując na jednej nodze. To znaczy  na  jednej nodze krzesła, wy 

wariatki!!! Nie na własnej. Zerknął na mnie, gapił się i gapił. Robił 

sztuczkę z lepkimi oczami! To było niesamowite. Niestety, wkrótce 

tusz   na   rzęsach   zaczął   mi   okropnie   ciążyć   i   miałam   wrażenie,   że 

rywalizujemy,   które   pierwsze   mrugnie   oczami.   W   końcu   Masimo 

pierwszy odwrócił wzrok, bo ktoś podał mu szklankę, więc mogłam 

zamrugać.

23.30 Zespół znów zaczął grać. Jestem taaaka podniecona.

- Jak myślisz, czy powinnam pokręcić się koło niego podczas 

następnej przerwy? - spytałam Jas.

Jas tylko spojrzała na mnie takim wzrokiem, jakby pomyślała: 

background image

„O Boże kochany”.

Nie   mogę   polegać   na   jej   opinii.   Muszę   się   skonsultować   z 

Drużyną. W końcu udało mi się skrzyknąć dziewczyny na zebranie w 

siusialni.   Chciałam   poradzić   się   Mistrza   Podjarki,   ale   on   tańczył 

wolnego z Rosie, która trzymała głowę na jego ramieniu. Głaskał ją 

po włosach, ale kiedy ich mijałam, spojrzał na mnie tak... no, nie jak 

Dave Jajcarz. Pomyślałam więc, że nie będę go pytać o Masima.

Kiedy   Mabs   przestała   się   wreszcie   całować   z   nieznanym 

chłopakiem,   okazało   się,   że   to   jeden   z   tych,   którzy   nas   kiedyś 

zaczepiali.

- Mabs, nie masz za grosz dumy - powiedziałam. - To kumpel 

tego palanta Thompsona.

Mabs trochę się obraziła. Całą twarz miała usmarowaną własną 

szminką.

- Ja tylko na nim ćwiczyłam - prychnęła.

Jasna sprawa.

Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że Sven wszedł z nami 

do kibla.

Rosie zdołała go przekonać, żeby poczekał na nas na zewnątrz. 

Wolałam sobie nie wyobrażać, co mu obiecała w nagrodę, ale coś tam 

bredziła o śledziach...

- Masimo   chciał   mój   numer   telefonu   -   powiedziałem   -   i   już 

miałam go dać...

- U - ła - mruknęła Rosie. Zgromiłam ją wzrokiem i mówiłam 

dalej:

background image

- Już miałam go dać, ale Dom odciągnął go na bok No i teraz się 

zastanawiam,   czy   po   koncercie   mam   do   niego   podejść   i   dać   ten 

numer.

Rosie już zamierzała powtórzyć „u - ła”, ale ją kopnęłam.

- No wiesz, jeżeli... - wystękała Ellen - jeżeli cię poprosił... to 

znaczy nie... że on, no wiesz... go chce.

Popatrzyłyśmy na nią bez słowa.

- Jak myślicie, co mam zrobić? - spytałam.

- Ja bym na twoim miejscu podeszła - powiedziała Jas. - Nie ma 

sensu angażować się w jakieś głupie gierki, nie?

- Tak,   myślę,   że   powinnaś   zadziałać   -   przytaknęła   Rosie.   - 

Podejdź do niego, daj mu telefon, a potem wyjdź.

Hmmm.   Tak,   to   chyba   dobry   pomysł.   Dziewczyny   kiwały 

głowami.   A   kiedy   cała   Drużyna   Asów   kiwa   głowami,   to   wiecie... 

yyy... zawsze się boję, że im się pourywają.

Podniosłyśmy ręce w klingońskim pozdrowieniu, poprawiłyśmy 

makijaż i wyszłyśmy razem z kibla. Wszystkie dziewczyny wróciły na 

parkiet - oprócz Mabs, bo jej palant kręcił się pod drzwiami siusialni. 

Na moment czmychnęłam na tyły klubu, żeby posiedzieć na schodach. 

Straaasznie bolały mnie stopy. Próbowałam poruszać palcami u nóg, 

ale   były   okropnie   ściśnięte.   Muszę   oszczędzać   nogi   na   ostatnią 

wyprawę do Masima, żeby mu dać swój numer telefonu.

0.30  Odbieramy kurtki z szatni. Zespół chyba niedługo też już 

będzie wychodził. Zaczęłam powolutku się ubierać. Pojawił się Dave 

background image

Jajcarz z Rachel, która trzymała go pod rękę.

- To narka, Georgia - powiedzieli. A Rachel mocno uściskała 

mnie na pożegnanie.

- Super, że się spotkałyśmy, Gee. Kiedy wyszli, spytałam Jas:

- Dlaczego? Dlaczego ona mnie obejmuje? Przecież my się nie 

obejmujemy, prawda? A jesteśmy bardzo bliskimi kumpelkami.

- Uważam, że to bardzo miłe, że tak serdecznie się zachowuje.

Ja wcale tak nie uważam. To było dziwne.

- Odbiło jej? - zastanawiałam się dalej. - A może ma domieszkę 

francuskiej krwi? Muszę ostrzec Dave'a.

Rachel   tak   mnie   rozproszyła,   że  początkowo   nie  wyczułam 

obecności Boga Miłości Właśnie wychodził z garderoby, po drodze 

zakładając kurtkę. Jak to się dzieje, że nawet tak zwykła czynność w 

jego wykonaniu wydaje się niesamowicie seksowna?

Miałam   Konkretną   i   Kosmiczną   Podjarkę   oraz   intensywną 

czerwonotyłkowatość.

Odwrócił się, by powiedzieć coś do jednego z kumpli, i wtedy - 

niczym   Narzeczona   Frankensteina   -   znikąd   pojawiła   się   Nudna 

Lindsay. Bawiąc się włosami, przesunęła ręką po ramieniu Masima. 

Odwrócił się i uśmiechnął na jej widok. Pocałowała go w policzek i 

coś mu szepnęła do ucha. Odpowiedział, a wtedy znowu coś szepnęła. 

Spojrzał na nią i wzruszył ramionami. Uśmiechnęła się, wzięła go pod 

rękę i wyszli.

O Boże.

background image

1.00  Musiałyśmy   wracać   pieszo,   ponieważ   ,   jak   zwykle,   Jas 

powiedziała   w   domu:   „Przyjedzie   po   nas   tata   Georgii”,   a   ja: 

„Przyjedzie   po   nas   tata   Jas”.   W   desperacji   pomyślałam,   żeby 

zadzwonić   do   Vatiegoi   powiedzieć   mu,   że   nie   mamy   jak   się   stąd 

wydostać, wtedy musiałabym z nim porozmawiać, a miałam ochotę 

milczeć już do końca życia.

1.30 Udało mi się po cichu wemknąć do domu Właściwie to nie 

musiałam   się   skradać,   bo   tata   strasznie   głośno   chrapał.   Gordy   też 

chrapał, ale w toalecie. No i - ach, co za szczęście! - Libby chrapała w 

moim łóżku.

Na łóżku boleści

2.30  Próbowałam   zdjąć   buty,   ale   byłam   taka   zmęczona   i 

zrozpaczona, że nie chciało mi się z nimi szarpać. Zostawiłam je więc 

na stopach i wciągnęłam przez nie piżamę.

Nogi bolały mnie jak nie wiem, ale nie aż tak bardzo jak serce.

2.35  Dlaczego   Nudna   Lindsay   ma   takie   powodzenie   u 

chłopaków?

Ja   muszę   całymi   godzinami   się   zastanawiać:   „Udawać   górę 

lodową   czy   zachowywać   się   spontanicznie?   Które   tyłkonosze 

założyć? Czy nagle nie ujawni się we mnie gen orangutyzmu?”, a ona 

po prostu podchodzi do niego, mówi: „Chodź ze mną” - i on idzie.

Nie do wiary.

background image

2.40 Tym razem jednak się nie poddam. Zbyt wiele razy łamano 

mi serce. Opracuję jakiś chytry plan.

2.45  No   cudownie,   Angus   i   Gordy   udają,   że   moje   buty   to 

myszki. Auuuu.

2.46 Libby obudziła się i gwałtownie usiadła ze skrzyżowanymi 

rękami.   Niedobla   Georgia,   ćśśśśś!   -   powiedziała.   Próbowałam   ją 

utulić,   ale   się   obraziła   i   z   Gordym   pod   pachą   pomaszerowała   do 

swojego   łóżka.   Porzuciła   mnie   nawet   moja   własna   siostra.   Żeby 

chociaż zostawiła Sandrę.

Niedziela, 5 czerwca

10.00 Kiedy się obudziłam, zobaczyłam swoje stopy gapiące się 

na mnie z łóżka. Chwilę później poczułam ból... ale będę musiała go 

znieść, jeśli chcę je zdjąć.

10.15  Boże.   Stopy   wrosły   mi   w   buty.   Paski   werżnęły   się   w 

skórę, a w nocy nogi straszliwie spuchły. Nawet nie widać pasków, bo 

zakrywa je ciało. No cudownie. Teraz będę musiała uciąć sobie stopy.

10.30 Co gorsza, muszę poprosić mamę o pomoc, bo nie mogę 

chodzić o własnych siłach. Już nigdy w życiu nie będę się śmiała ze 

stóp Chudej, bo sama mam identyczne.

background image

11.00  Mama wpadła do mojego pokoju. Kiedy ją usłyszałam, 

schowałam stopy pod koc.

- Chodź   na   śniadanie   -   powiedziała.   -   Tata   zabrał   Libby   do 

Josha,   więc   zostałyśmy   same.   Jeśli   chcesz,   ugotujemy   sobie   coś 

pysznego.

- Ale musi to być coś, co nie wymaga chodzenia - od parłam.

- Tylko mi nie mów, że jesteś zmęczona. Słowo daję, ja w twoim 

wieku aż tryskałam energią - chodziłam na imprezy, a następnego dnia 

grałam w tenisa.

- Uwierz mi, że z wielką chęcią zagrałabym w tenisa, ale Elvis 

nie   pozwoliłby   mi   wejść   na   kort   w   szpilkach   zniszczyłabym 

nawierzchnię.

- O   czym   ty   mówisz?   -   zdziwiła   się   mama.   Musiałam   jej 

opowiedzieć   o   butach.   A   potem   pokazałam   stopy.   Potwornie   się 

wkurzyła.

- Ty   durna,   durna   dziewucho!   No,   słowo   daję,   już   wcześniej 

zachowywałaś się idiotycznie, ale to przechodzi ludzkie pojęcie. Jak 

mogłaś sobie zrobić coś takiego? Przecież cię uprzedzałam! Spójrz 

tylko na swoje śliczne, stopy - zupełnie zniszczone!!!

I tak przez parę stuleci.

Spróbowała mi zdjąć buty, ale nie mogłam znieść bólu, więc w 

końcu powiedziała:

- Muszę zadzwonić po lekarza. I to w niedzielę. O nieeee. Co za 

upokorzenie.

background image

Południe Usłyszałam, jak rozmawia przez telefon z lekarzem.

- Panie   doktorze,   bardzo   przepraszam,   że   przeszkadzam,   ale 

chodzi o Georgię... Cisza.

- Nie,   nie,   z   łokciami   wszystko   w   porządku,   sytuacja   jest 

opanowana, chodzi o... no, stopy jej wrosły w buty.

13.00 Doktor Clooney wjechał na podjazd przed naszym domem 

i wysiadł z samochodu. Pokuśtykałam z powrotem do łóżka - au, au, 

au do kwadratu. Dzięki Bogu, że Vati wyszedł. Usłyszałam chichoty 

na dole.

13.25  No   jasne,   super,   mama   flirtuje   sobie   z   doktorem 

Clooneyem, a ja leżę ze zmasakrowanymi stopami.

Słowo daję.

W końcu przyszli. Mama przebrała się w małą czarną, uczesała 

się i umalowała. To bardzo, bardzo żałosne.

Doktor Clooney uśmiechnął się do mnie, a w kącikach jego ust 

pojawiły się drobniutkie zmarszczki.

- Ho, ho, ho, jeszcze nie miałem takiego przypadku. Ale mimo 

wszystko jest miły, zabawny i działa na mnie uspokajająco. Nawet nie 

zrzędził. Obejrzał moje stopy, lekko pociągnął za but, a ja jęknęłam: 

„Auuuu”.

- Hmmm, muszę zastosować znieczulenie miejscowe i je rozciąć 

- stwierdził.

background image

- Och, panie doktorze, nie da się ich uratować? - spytałam.

Wtedy   wyjaśnił,   że   chodzi   o   buty,   a   nie   moje   stopy,   a   ja 

odparłam:

- Wiem. Nie da się ich uratować?

Mama zgromiła mnie wzrokiem, ale doktor Cloonoy uznał, że to 

bardzo zabawne.

14.00  Jest całkiem przyjemnie, chociaż wiele się nacierpiałam. 

Doktor Clooney przeciął paski i pęsetą wyjął je z ciała. Musiał nawet 

założyć   szwy   na   głębszych   skaleczeniach.   Bolało   OKROPNIE,   ale 

byłam dzielna jak osa na manewrach wojennych. Teraz na sto pach 

mam grubą warstwę bandażu, a mama ciągle znosi mi przekąski.

Przysiadła   na   moim   łóżku,   na   co   jej   pozwoliłam   -   nie   wiem 

dlaczego, pewnie dlatego, że jestem bardzo słaba.

- No, Kikutku, chociaż dobrze się wczoraj bawiłaś? - spytała.

- Początkowo megaczadowo - wypaliłam - bo Masimo poprosił 

mnie   o  telefon,   ale   na  koniec   Nudna  Lindsay   zmusiła   go,   żeby   ją 

odprowadził do domu.

- Kiedyś  znałam  taką   dziewczynę   -  powiedziała.   -  Wyszła   za 

chłopaka, który bardzo mi się podobał.

- Dzięki, mamo, bardzo mnie pocieszyłaś.

- Cóż, za każdą chmurą świeci słońce, bo ich małżeństwo jest 

wyjątkowo nieudane. Tak więc wszystko dobre, co się dobrze kończy.

Nie chciałabym wpadać w przesadę,  ale  moja  mama   czasami 

zachowuje się prawie normalnie.

background image

16.00 Milutko tak siedzieć w domu tylko z mamą. Spytałam ją, 

jak rozkochać w sobie każdego idiotę (nie wspomniałam, że czytałam 

jej   książkę,   bo   wtedy   dowiedziałaby   się,   że   grzebałam   w   jej 

szufladach, i bez powodu wpadłaby w szał).

Kiedy   piłyśmy   piątą   czekoladę   na   gorąco,   mama   postanowiła 

wygłosić życiową mądrość:

Myślę, że powinnaś się rozluźnić i po prostu być sobą. Po co 

udawać wyrafinowaną żyletę albo manipulować chłopakiem, żeby się 

w tobie zakochał? W końcu to się stanie samo. To jedyna dobra rada, 

jaką mogę ci dać: bądź sobą.

- I   to   mówi   osoba,   która   przed   przyjściem   doktora   Clooneya 

umalowała się i założyła małą czarną?

Wstała.

- Cóż, bądź sobą, ale w granicach rozsądku. Następnym razem 

przynajmniej kup sobie buty we właściwym rozmiarze.

Postanowiłyśmy, że nie będziemy zawracać Vatiemu głowy tą 

całą aferą i wymigamy się „babskimi sprawami” aż do środy, kiedy to 

powinnam znowu móc chodzić.

- To   znaczy,   że   mogę   nie   iść   do   Stalagu   14?   Och,   dziękuję, 

dziękuję, Mutti, tak bardzo cię kocham.

W   podzięce   za   ten   akt   dobroczynności   zgodziłam   się   przez 

następne parę dni być bardzo miła dla Vatiego, Mutti i Libby.

Północ Ciekawe, co zrobił Masimo po koncercie? Ciekawe, do 

background image

którego numeru doszli? Błe. Zamknij się, mózgu, zamknij.

Poniedziałek, 6 czerwca

8.30  Muszę   częściej   symulować.   Tata   przyniósł   mi   filiżankę 

herbaty, a mama zadzwoniła do Jas i powiedziała, że z powodu grypy 

żołądkowej przez parę dni nie będzie mnie w szkole.

Mmmm, jak przytulnie.

Au, au, au.

10.00  To   dopiero   jest   życie!  Wyleguję   się   w   łóżku,   wszyscy 

wyszli. Chyba pokuśtykam na dół, żeby coś przetrącić.

10.30  Całą   wieczność   nie   byłam   sama   w   domu   w   dzień 

powszedni. Jak tu spokojnie, cicho i... pełno kotów. A więc to się 

dzieje, kiedy my, łyse stworzenia, wychodzimy z domu - zaczyna się 

Kocia Impreza.

Naomi   wyciągnęła   się   wygodnie   na   kanapie   w  salonie.   Mam 

nadzieję, że jej nie za twardo. Kiedy wetknęłam głowę do środka, 

sennie otworzyła jedno oko, ale stwierdziwszy, że nie niosę nic do 

jedzenia, znowu zapadła w sen. Czuj się jak u siebie w domu, panno 

Zdziro.

Gordy drzemie na stoliku, pewnie czekając na ważny telefon. 

Angus jest upaprany dżemem i tarza się po jedwabnej bluzce, którą 

mama zostawiła na desce do prasowania. Ale się wkurzy.

Przegoniłabym je, ale z powodu mojego stanu nie można tego 

background image

ode mnie wymagać.

10.40  Otworzyłam lodówkę i wyjęłam masło. Widniał na nim 

odcisk kociej łapki. Mam nadzieję, że ci futrzani wariaci nie nauczyli 

się otwierać drzwi lodówki? Niesamowite. Niedługo zaczną zakładać 

nasze ubrania i jeździć cyrkowym samochodzikiem na kocie pikniki.

I bardzo dobrze.

12.00  Mam już dosyć. Ciekawe, co teraz robi Drużyna Asów? 

Pewnie gadają o koncercie. Plotkują o mnie i Masimie. Lepiej, żeby 

nie   mówiły   nic   złego.   Ale   co   złego   mogłyby   powiedzieć?   Mam 

nadzieję, że nadal prowadzą kampanię gapiactwa przeciwko Nudnej 

Lindsay. Cieszę się, że dziś nie poszłam do szkoły, bo Lindsay nie 

może się przede mną popisywać.

14.00 Miałyśmy dwóch tych samych chłopaków.

14.10 Ale Robbie, to znaczy Szarpidrut, spotykał się z nią tylko 

dlatego,   że   się   zdołowała,   kiedy   chciał   z   nią   zerwać.   Poza   tym 

rozpowiadała,   że   się   z   nim   zaręczyła,   chociaż   to   była   nieprawda. 

Myślę, że ma trochę nie po kolei w głowie.

Na pewno.

A swoją drogą to Szarpidrut bardzo miło zachował się wobec 

niej i mnie. No bo w końcu ją rzucił. Moim zdaniem ona świetnie 

nadaje się do tego, by ją rzucać. Gdyby tylko nie wyjechał do Krainy 

background image

Kangurów, to wszystko by się nie wydarzyło.

Ciekawe, co by się wydarzyło.

15.00 Wyjęłam list od niego i zdjęcie, które schowałam w głębi 

szuflady. Wzięłam je ze sobą do łóżka. Co on pisze?

„Często o Tobie myślę”.

Ha!

Ale nie myślał o mnie dość często, by nie jechać na drugi koniec 

świata.

Był moją pierwszą prawdziwą miłością. Tego podobno się nie 

zapomina. Spojrzałam na jego zdjęcie. Był bardzo przystojny i miły. 

Obejmował mnie nawet przy swoich kumplach i wcale się ze mną nie 

krył.

15.45  Powspominałam stare, dobre czasy. Może powinnam do 

niego napisać?

16.00 Chyba napiszę.

I może wyślę swoje zdjęcie.

Może któreś z Krainy Hamburgerów? Przypomnę mu o naszych 

planach wyjazdu z zespołem.

Ha!

Ale   na   pewno   nie   wyślę   tego,   na   którym   siedzę   na   au-

tomatycznym bizonie.

background image

16.10 Ani tego z tym starym dziadem w stroju Elvisa.

16.25 Ani tego w knajpie Davy'ego Crocketta, na którym jestem 

w bobrowej czapce.

17.00 Ani jednego z tych w bizonich rogach i na golasa.

Tych nikt nie może zobaczyć. Nikt. Ani jeden człowiek.

Muszę o tym przypomnieć Jas.

Zrobię to od razu.

17.15 Zadzwoniłam.

- Jas, to ja. - Heeeej, jak tam twoje stopy?

- Zabandażowane. Słuchaj, nie wolno ci nikomu pokazać tych 

zdjęć na golasa i z bizonimi rogami.

- O   kurczę.   Cha,   cha,   cha,   cha,   cha.   Zupełnie   o   nich 

zapomniałam. Ale to był odjazd.

- Tak, wiem, że wtedy wydawało nam się to bardzo amusant, ale 

wiesz, te zdjęcia nie mogą wpaść w niepowołane ręce.

Żuła gumę, zastanawiając się.

- Taaak, wiem, o co ci chodzi. Pokażę je tylko Tomowi, kiedy 

wróci. Wiesz, ile minut zostało do jego powrotu? Dwieście tysięcy...

- Jas, zamknij się - nie jesteś Władcą Czasu. Powiedz lepiej, co 

się dziś działo w Stalagu 14.

18.00  Cóż, to była bardzo (nie)interesująca rozmowa. Powiem 

background image

wam, co się działo w Stalagu 14. Dokładnie nic.

- Czy wszyscy się zmartwili, że złapałam tego wirusa?

- spytałam.

- Nie,   bo   wszyscy   wiedzieli,   że   chodziło   o   za   ciasne   buty. 

Przecież mówiłyśmy, że te buty są za małe na twoje ogromne stopy.

- Jas, ja wcale nie mam ogromnych stóp. - Teraz masz! Cha, cha, 

cha, cha, cha! Urocze.

- To bardzo, bardzo śmieszne, Jas - powiedziałam.

- Gdybyś miała ochotę się ubawić, to idź na ostry dyżur.

18.35  Krótko mówiąc, w szkole nie działo się nic ciekawego. 

Nie było nawet Nudnej Lindsay, która tego dnia uczyła się w domu.

18.45  O Boże. Właśnie przyszło mi do głowy coś strasznego. 

Nauka w domu - to może oznaczać „lekcje” z Masimem. Ona chyba 

nie może mu się podobać aż tak bardzo? To niemożliwe.

Wtorek, 7 czerwca

Mam   już   serdecznie   dosyć   bycia   inwalidką.   Okroooopnie   się 

nudzę i jestem całkowicie bezwłosa - całymi godzinami depiluję sobie 

nogi.

18.30 Zadzwoniłam do Jas.

Nie ma jej w domu. Całą rodziną poszli do kina.

Buu.

Nawet czekam z utęsknieniem na powrót rodzinki - to powinno 

background image

wam dać pojęcie, jakiego mam doła.

18.50 Przyszli rodzice i Libbs.

- Gingee, Gingee, to jaaaa!!!

Usłyszałam,   jak   sapiąc,   biegnie   do   mnie   po   schodach. 

Kopnięciem otworzyła drzwi mojego pokoju i wskoczyła na łóżko, 

obsypując mnie pocałunkami.

- KOSIAM cię, sioscycko.

Nie mogłam jej z siebie zrzucić. - Libby, chciałabym...

- Buzi, buzi, buzi.

- Wystarczy, chciałabym...

- Mmmmm, ale z ciebie żyleta.

Co   ona   mówi?   Myślałam,   że   w   przedszkolu   wydorośleje, 

zamiast jeszcze bardziej zwariować.

Potem  stanęła   na  łóżku,  zaczęła   kręcić  pupą  i  śpiewać  swoją 

ulubioną piosenkę: - Seks tląba, seks tląba, jestem seks tląba. Zupełnie 

jej odbiło.

19.30 Mmmm, na kolację zjadłam pyszną zapiekankę pasterską. 

Mama przyniosła mi ją na tacy do łóżka. Oczywiście nie zrobiła jej 

sama, ale przynajmniej zadała sobie ten trud i ją kupiła. Myślę, że na-

brałam dość sił, by zejść na dół, pooglądać telewizję i zapomnieć o 

swoich smutkach.

19.33 O nie, nie mogę, bo tata zauważy plastikowe torby, które 

background image

założyłam   sobie   na   stopy.   Może   poproszę   go,   żeby   mi   przyniósł 

telewizor do mojego pokoju? Chociaż tyle mógłby zrobić dla obłożnie 

chorej.

19.35 Już miałam go o to poprosić, kiedy usłyszałam ryk silnika.

Jak znam życie, to pewnie dziadek na motorze, w skórzanym 

kombinezonie. I Maisie na tylnym siodełku, w bikini zrobionym na 

drutach.

Wyjrzałam przez okno i prawie przez nie wypadłam.

To był Masimo!!! Naprawdę. Na swoim skuterze. Stał pod moim 

oknem i właśnie gasił silnik.

Muszę popędzić jak wiatr... ojej, nie, nie mogę biegać. Muszę 

pokuśtykać,   pokuśtykać   jak   wiatr   do...   nie,   nie,   muszę   zachować 

spokój. Spokojnie, spokojnie, spokojnie. Kiedy wszyscy wokół ciebie 

tracą głowę, ty powinnaś, powinnaś... natychmiast się umalować, ty 

skończona idiotko!!!

19.38 Prędko, prędko, tusz do rzęs... szminka, błyszczyki, cienie 

do powiek... proszę, proszę, niech ręce przestaną mi się trząść - nie 

chcę wyglądać jak panda z ogromnymi stopami!!!

Nastroszyć włosy, nastroszyć włosy...

Co się dzieje na dole? Co? Co???

Przerwałam   tuszowanie   rzęs,   pokuśtykałam   do   okna   i 

wyjrzałam.

Na dole stał tylko skuter.

background image

Czyżby Angus pożarł Masima?

Wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi.

0 Boże, Boże, Boziuniu.

Załóż coś na siebie. Ukryj stopy!

Łatwo powiedzieć.

Muszę coś zrobić.

Zaczęłam grzebać w szafie.

Może te za długie dżinsy? Tak, tak, dobry pomysł. Bardzo długie 

dżinsy, lekko ugięte nogi i... przejrzałam się w lustrze. Tak, tak, może 

być, w ogóle nie widać mi stóp. Muszę tylko pamiętać, żeby mieć 

lekko ugięte nogi i nie kuleć.

Dobra, dobra, będę gotowa, kiedy tata mnie zawoła. Powie mu, 

że mam grypę żołądkową, bo nie wie o butach.

Nie wolno mi mówić o tym, że lekarz musiał mi rozcinać buty. 

Nikomu nie wolno.

Dobrze, dobrze, bardzo dobrze.

Doskonale.

19.40 Co tam się dzieje?

Nie rozumieją, co mówi Masimo? Jego angielski nie jest aż tak 

zły.

20.00 Co tam się dzieje??? Przecież Masimo chyba nie przyszedł 

po to, żeby pogadać z moimi rodzicami? Chociaż mnie już nic nie 

background image

zdziwi. Może, tak jak Dave'owi Jajcarzowi, spodobała mu się moja 

mama?

Zakradłam   się   na   schody.   Mama,   tata   i   Masimo   siedzieli   w 

salonie,   więc   dobiegały   mnie   tylko   stłumione   głosy.   Nagle   Libby 

przemknęła pędem przez korytarz i wpadła do salonu. Usłyszałam, jak 

mówi:

- Gordy zlobił wielką kupę. Boże kochany.

20.10  Musiałam biegiem wrócić do swojego pokoju, bo mama 

nagle przeszła z salonu do kuchni i zawołała:

- Georgia, wiem, że siedzisz na schodach! Zejdź! Masz gościa, a 

poza tym twój ojciec chce z tobą porozmawiać!

Mój ojciec?

Chce ze mną porozmawiać?

Mam gościa?

Zupełnie jak w Zwichrowanych wzgórzach. Jeżeli Masimo ma na 

sobie obcisłe bryczesy i fular, to chyba zwariuję.

Okropnie mnie zemdliło.

Najpierw poszłam do kuchni.

Mama parzyła kawę w ekspresie. O kurczę.

- Co jest? - spytałam.

- Och,   ucięliśmy   sobie   pogawędkę   z   Masimem.   Uroczy   jest, 

prawda?

- Pogawędkę? Wy ucięliście sobie POGAWĘDKĘ? Zostawiłaś 

tatę   samego,   żeby   GAWĘDZIŁ   z   osobą,   z   którą   nie   powinien 

background image

zamienić ani słowa? O czym to gawędziliście?

- Masimo przyszedł, żeby nas, a zwłaszcza twojego ojcaspytać, 

czy może cię w przyszłym tygodniu zaprosić na kolację.

Normalnie odebrało mi mowę.

20.16 Mama kazała mi pójść do salonu.

Masimo siedział na kanapie z Libby na jednym kolanie. Kiedy 

weszłam, wstał, biorąc ją na ręce, i się uśmiechnął. A wtedy serce mi 

zaśpiewało.   Lada   chwila   miało   się   rozpętać   istne   piekło,   ale   on 

wyglądał   taaak   czadowo.   Vati   stał   przed   kominkiem   z   rękami 

założonymi z tyłu. Nagle zobaczyłam, że pali cygaro. Zwykle wypalał 

jedno   tylko   w   Boże   Narodzenie,   a   potem   zawsze   robiło   mu   się 

niedobrze. Co się, do diabła, dzieje?

- Och,   witaj,   Georgio   -   powiedział.   -   Masimo   i   ja   właśnie 

ucięliśmy sobie pogawędkę.

Boże kochany, znowu padło to słowo.

Ciao, Georgia - powiedział Masimo.

- Georgio, usiądź, proszę. Connie, ty też - odezwał się Vati.

Czułam się jak w krzyżówce horroru z My Fair Lady.

Nie wiedziałam, co innego mogę zrobić, więc usiadłam. Mama 

zrobiła   to   samo.   Zaraz   potem   usiedli   Vati   i   Masimo.   Oparłam   się 

pokusie, by znowu wstać i sprawdzić, czy i oni się podniosą.

- Masimo   przyszedł,   żeby   spytać,   czy   może   cię   zaprosić   na 

kolację - powiedział tata - a ja po starannym namyśle uznałem, że pod 

paroma warunkami... jest to... do przyjęcia dla mnie i twojej matki.

background image

Kompletnie   mu   odbiło   czy   jak?   Przecież   on   pracuje   w 

wodociągach i co prawda topi ludzi i wypędza ich z domów, ale nie 

jest w mafii.

Zaczął ględzić o godzinie powrotu i odpowiednim zachowaniu. 

Jak   Ojciec   Chrzestny.   Pewnie   każe   nam   się   do   siebie   zwracać   „II 

Ministrone”. Totalne brednie o honorze reputacji rodziny i tak dalej. 

Okropnie się wstydziłam. A Masimo co chwila wtrącał coś w rodzaju: 

„Oczywiście,   zrobię,   jak   pan   każe,   zaopiekuję   się  motto   -   mi 

dispiace

 proszę mi wybaczyć mój angielski, troskliwie zaopiekuję 

się państwa córką”.

Uśmiechnął się do mnie.

- Dostanie nawet własny kask.

A mama wybuchnęła śmiechem jak wariatka, jakby w życiu nie 

słyszała zabawniejszego słowa niż „kask”.

21.00  Zdołałam pogadać z Masimem dopiero pod koniec tego 

koszmarnego   spotkania.   Kiedy   poszedł   do   swojego   skutera, 

odprowadziłam go do furtki.

- Masimo, bardzo cię przepraszam za rodziców - powiedziałam. 

- Po tysiąckroć cię za to dispiagam.

Odparł z uśmiechem:

- Pomyślałem, że tylko w ten sposób uda mi się zwrócić twoją 

uwagę. Teraz zwróciłaś na mnie uwagę, tak?

- O, tak, jasne jak słońce, stary. Roześmiał się.

 Molto (wł.) - bardzo; mi dispiace (wł.) - przykro mi, przepraszam.

background image

- Lubię, kiedy mówisz, to brzmi tak...

- Idiotycznie?

Znowu się roześmiał i podał mi jakąś karteczkę.

- Proszę, to dla ciebie. Zadzwoń do mnie, cara

, i daj mi znać, 

czy będziesz chciała się ze mną spotkać we wtorek. Ciao.

Wbił we mnie ten swój magnetyczny wzrok. O Boże kochany, 

kolana się pode mną ugięły, cała przemieniłam się w galaretę i nagle 

okropnie zachciało mi się iść do siusialni.

I wtedy odjechał z rykiem silnika.

21.05 Wróciłam do domu. Przy odrobinie szczęścia udałoby mi 

się wślizgnąć bez zwracania no siebie uwagi psów stróżujących. Ale 

nie, miałam pecha Vati wyszedł z salonu.

- Sprawia wrażenie miłego młodego człowieka. Uprawia sport i 

tak dalej. Dobra rodzina, zdrowy tryb życia.

- Błyszczący nos, elegancki płaszcz i tak dalej - dokończyłam.

- Powiedziałem   twojej   mamie,   że   jesteś   jeszcze   za   młoda   na 

umawianie się z chłopcami, że powinnaś skupić się na nauce - ciągnął.

O   kurczę,   wkroczyłam   w   tatową   strefę   mroku.   Uciekłam 

najszybciej jak się dało, zważywszy na ranne nogi, mówiąc:

- Och, tato, wiesz, zakręciło mi się w głowie, muszę się położyć.

W moim pokoju

Taaak!   Tak   do   kwadratu   i   wow!   Umówiłam   się   z   Bogiem 

 Cara (wł.) - kochanie, droga.

background image

Miłości.   Spojrzałam   na   karteczkę,   którą   mi   dał.   „Masimo   766739. 

Zadzwoń. Proszę”.

Miałam jego numer. Już nie musiałam czekać, aż zadzwoni.

Koniec z „narka”!

Uwolniłam się od tego raz na zawsze!

22.00 Boże, jaka jestem szczęśliwa.

Znad łóżka patrzyło na mnie zdjęcie Szarpidruta.

Może napiszę do niego później.

Jako przyjaciółka.

Stara, dobra przyjaciółka.

Dobra przyjaciółka, która woli Włoskie Rumaki!

Chciałabym   móc   do   kogoś   zadzwonić   i   o   wszystkim 

opowiedzieć. Jutro koniecznie muszę pójść do szkoły, nawet gdyby 

Jas miała mnie tam zanieść na barana.

22.30 Z radości chyba nie usnę!

Jak się ubrać? Czy rzeczywiście pójdziemy na kolację, czy to 

chytry plan, by się ze mną poprzytulać? Jeszcze nigdy przedtem nie 

byłam z chłopcem na kolacji.

23.00  Coś wam powiem,  na  pewno nie zamówię  cappuccino, 

żeby nie zafundować sobie wąsów z pianki. Jeżeli rzeczywiście mamy 

wybrać   się   na   kolację,   to   lepiej   z   wyprzedzeniem   zaplanuję,   co 

zamówić,   bo   nie   chciałabym   całować   się   z   Masimem   z   ustami 

background image

ociekającymi sosem pomidorowym.

background image

„Czyjeż to FIGI przez okno wyzierają”?

Środa, 8 czerwca

Stalag 14

Stał się cud i czuję się o wiele lepiej. Mogę zmienić bandaże na 

cieńsze!!!

Ale   nawet   gdybym  nie   miała   stóp,   chodziłabym  na   rzęsach... 

Cha, cha, cha, cha, cha, niezły dowcip.

- Niezły dowcip, prawda, Jazzy Spazzy? - spytałam Jas.

- Jaki dowcip?

Na korytarzu

9.00  Zobaczyłam Nudną Lindsay, cha, cha, cha, cha. Zgromiła 

mnie wzrokiem i kazała pospieszyć się na lekcję. Sama się pospiesz, 

stara stringaro.

Pilne zebranie taktyczne na boisku

Rosie powiedziała:

- Moje motto brzmi: „Bądź gotowa”.

- Nie wiedziałam, że jesteś skautką - odparła Ellen.

- Nie? O, tak, Sven i ja jesteśmy zapalonymi skautami, czuj - 

czuj - czuwaj i tak dalej.

Zaczynało im kompletnie odbijać, więc szybko wtrąciłam:

- To jak myślicie, co powinnam zrobić? Jak mam się zachować? 

Czy on rzeczywiście zabierze mnie na kolację?

background image

Po   długiej   konsultacji   i   intensywnym   kiwaniu   głowami   cała 

drużyna doszła do wniosku, że powinnyśmy zaimprowizować randkę, 

żeby przygotować mnie na prawdziwe spotkanie z Masimem.

W sobotę wybieramy się do Ro Ro, kiedy jej rodzice wyjdą na 

krykieta.   Zamierzamy   poćwiczyć   przed   moją   gorącą   randką.   Będą 

przekąski. Ale Svena nie zapraszamy.

Musiałam błagać o to Rosie.

- On bardzo, bardzo by się przydał, mógłby przedstawić męski 

punkt widzenia - stwierdziła.

- A nie może przekazać go tobie, wtedy ty byś przekazała go 

mnie? Bo jak przyjdzie, to cały dzień będziecie się całować przy nas. 

Poza tym na pewno coś stłucze.

W końcu Rosie niechętnie się zgodziła.

W domu

18.00  Już   nie   mogę   się   doczekać,   kiedy   opowiem   o   tym 

Dave'owi Jajcarzowi. Zadzwoniłam do niego, kiedy rodzice poszli na 

dzień otwarty do przedszkola, do którego ma chodzić Libby. Myślę, 

że   nigdzie   nie   zechcą   jej   przyjąć.   Zabroniono   jej   śpiewać   „dupnej 

piosenki”   i   zabierać   ze   sobą   Gordy'ego.   Rodzice   popełnili   błąd, 

pozwalając   jej   założyć   kostium   geparda,   bo   a)   jest   dla   o   połowę 

mniejszego dziecka i b)

Libby przemienia się w nim w geparda. No, ale nigdy nic nie 

wiadomo.

Ale na czym to ja stanęłam? A, tak, Dave Jajcarz.

background image

Zadzwoniłam do niego. Miałam nadzieję, że nie zastanę u niego 

mojej najlepsiejszej kumpelki Rachel.

Odebrał Dave.

- Cześć, Poszukiwaczko Sensacji.

- Dave, to ja. Wydarzyło się coś bardzo, bardzo cudownego i 

bon.  Wybieram się   na randkę  z Masimem!   Przyjechał do  mnie  na 

skuterze i spytał mojego tatę, czy może mnie zabrać na kolację!!!

- Włosi to straszne palanty - odparł Dave.

- Dave!!! Czy ty nic nie rozumiesz? Masimo zaprosił mnie na 

randkę! Umówiłam się z nim!

- Cóż, cieszę się, Seksowny Kociaku, ale zapamiętaj moje słowa: 

on   skacze   z   kwiatka   na   kwiatek.   Może   to   po   prostu   Kosmiczna 

Podjarka?

Miał jakiś dziwny głos.

- Dave, masz jakiś dziwny głos. Dobrze się czujesz?

- Nie   bardzo.   Musiałem   rozstać   się   z   Rachel.   Rozstać   się   z 

Rachel?

- Dlaczego? - spytałam. - Ona jest taka... No, jest taka, wiesz... 

nie?

Kurczę, przemieniłam się w Ellen.

- Nie mogłem tak dalej. W każdym razie jest bardzo zdołowana. 

Właśnie ode mnie wyszła. Płakała, a ja czułem się podle.

- Och, bardzo mi przykro.

Ale   szczerze   mówiąc,   wcale   nie   było   mi   przykro.   Potem 

powiedziałam   o   tym   Jas,   do   której   zadzwoniłam   w   następnej 

background image

kolejności.   Nieczęsto   mogę   bez   skrępowania   dzwonić   z   własnego 

domu, więc chciałam załatwić parę spraw naraz.

- Dlaczego tak się przejmujesz, z kim chodzi Dave? - zdziwiła 

się. - Przecież on nie jest w twoim haremie ani nic w tym stylu. Poza 

tym Rachel była miła - w przeciwieństwie do ciebie.

Boże, jaka ona bywa irytująca. Żałuję, że do niej zadzwoniłam, 

zwłaszcza że znowu wyskoczyła z tym: „Zgadnij, ile minut zostało do 

powrotu Toma”.

Sobota, 11 czerwca

14.00  Cała   paczka   przyszła   do   Rosie   na   trening   przed   moją 

randką.

Rosie powiedziała, że będzie udawała Masima, a reszta ma się 

przyglądać i oceniać jak jury w jakimś teleturnieju.

14.10 Rosie poszła do swojego pokoju, mówiąc:

- Będę Masimem, więc muszę się wprawić w nastrój na miłość.

Wróciła pięć minut później z przyklejonymi wąsami i bananem 

w dżinsach.

- Po co włożyłaś sobie banana do dżinsów? - zdziwiłam się.

- To był pomysł Svena - wyjaśniła. - Banan ma reprezentować 

wężyka.

- Yyy...   to   znaczy   jak   u   chłopaka   tego   no...   yyy   -   wydukała 

Ellen.

- Dokładnie   tak,   moja   mała   kumpelko.   Dosyć   obrzydliwy 

background image

pomysł.

- OK,   zaczynajmy,   bo   muszę   wcześnie   wrócić   do   domu   - 

powiedziała Jas. - Do przyjazdu Toma zostało tylko dziewięćdziesiąt 

dziewięć   godzin.   Muszę   się   przyszykować.   Co   zrobisz,   kiedy 

zobaczysz Masima? - Wskazała na Rosie, która szła w bardzo dziwny 

sposób   i   poruszała   wąsami.   -   Oto   Masimo   -   wysoki,   opalony, 

wyrafinowany Włoch. Co więc robisz?

- Yyy... rzucam mu się  na  szyję i zacałowuję go na śmierć? - 

zaczęłam   się   głośno   zastanawiać.   -   Próbuję   nie   udusić   się   w   jego 

sztucznych wąsach albo nie rozdrażnić mu banana?

- A co piszą w Jak rozkochać w sobie każdego idiotę? - spytała 

Jools.

Mabs akurat trzymała tę książkę, więc otworzyła na rozdziale 

„Pierwsze wrażenie”.

15.00  Mam podejść do niego, kołysząc biodrami,  spojrzeć na 

niego,   odwrócić   wzrok,   pobawić   się   włosami   i   trochę   nimi 

popotrząsać. Jeżeli zostanie mi jeszcze nieco czasu, powinnam lekko 

oblizać wargi.

- Piszą   tu,   że   powinnaś   powiedzieć   coś   zabawnego   i 

interesującego, żeby zacząć rozmowę. Jeżeli on rzuci dowcip, masz 

zawyć ze śmiechu jak przysłowiowa hiena.

Zaczęłam   kołysać   biodrami,   potrząsać   włosami   i   oblizywać 

wargi, patrząc na Rosie, a reszta dziewczyn siedziała w milczeniu, 

żując gumę. Rosie powiedziała (jej zdaniem z włoskim akcentem, ale 

background image

zabrzmiało to idiotycznie):

Ciao.

Ciao - odparłam. - Yyy... prego

.

Ciao.

Wszystkie dziewczyny wyczekująco wbiły we mnie wzrok.

- Masimo,   czy   wiesz,   że   Spartanie...   -   zaczęłam   -   ...no,   w 

dawnych czasach w Sparcie, która leży całkiem blisko Włoch...

Rosie udała, że zasypia.

- Więcej życia - powiedziała.

- No, że głodzili nastoletnich chłopców prawie na śmierć, żeby 

zmusić   ich   do   kradzieży   jedzenia,   a   który   dawał   się   złapać,   był 

bezlitośnie chłostany?

Dziewczyny spojrzały na mnie bez słowa.

- I ty uważasz, że to zabawne i interesujące? - spytała Mabs.

Szczerze mówiąc, tak właśnie uważam. I właśnie dlatego moje 

życie jest takie smutne: nie potrafię być tak powierzchowna jak inni.

- Zastanów się, co go może zainteresować - może coś, co ma 

związek z Rzymem? - zasugerowała Jools.

- Wiedziałeś,   że   od   czasów   papieżycy   Joanny   zaczęto   po 

wyborze   nowego   papieża   sprawdzać,   czy   to   facet,   czy   kobitka?   - 

spróbowałam raz jeszcze.

- Nie bardzo łapiesz, prawda? - zareagowała Rosie.

Godzinę później

 Prego (wł.) - proszę.

background image

Wolno   mi   mówić   o   muzyce,   pogodzie   i   wszystkim,   co   ma 

związek z nim samym.

- Ale ja o nim wiem tylko tyle, że niesamowicie mi się podoba - 

westchnęłam.

17.00  Po czterech tubach pożywnych czipsów Pringles,  udało 

nam się wymyślić odzywki:  „Ciao,  super, że się spotkaliśmy” oraz: 

„Cóż za piękny wieczór”.

Mam nadzieję, że nie będzie lało, bo się wydurnię.

A teraz przejdźmy do kolacji.

Zasadniczo mam udawać, że dużo jem, ale w rzeczywistości nie 

zjeść prawie nic - żeby niechcący nie zadławić się na śmierć.

- Mogłabyś zamówić pożywną zupę, ale nie siorb tak jak zwykle 

- powiedziała Jas.

- O czym ty mówisz? - zdziwiłam się.

- Och,   teraz   nie   mogę   się   w   to   zagłębiać,   muszę   lecieć.   Ale 

pamiętaj, nie rób tego.

I poszła.

Boże, jak ona mnie irytuje.

18.00 Mam go UWAŻNIE słuchać.

- A kiedy się roześmiejesz, to nie spontanicznie, i pamiętaj, żeby 

nos ci się nie rozpłaszczył na pół twarzy.

18.30 W końcu doszłyśmy do przytulanek.

background image

- Jak   myślicie,   czy   włoscy   chłopcy   całują   się   tak   samo   jak 

angielscy? - zadumałam się.

- Nie wiem, czy robią coś innego z językami i jak trak - tują uszy 

- odparła Rosie. - Będziesz musiała nam zdać szczegółowy raport. Do 

którego numeru pozwolisz mu dojść na pierwszej randce?

- Planowałam   do   szóstego.   Pocałunek   trwający   ponad   trzy 

minuty bez przerwy oznacza dużą zmysłowość, ale nie zdzirowatość.

- Ponieważ   jednak   przez   dłuższy   czas   nie   miałaś   praktyki, 

proponuję, żebyś poeksperymentowoła na mojej łydce - powiedziała 

Rosie.

Co???

Mowy nie ma, za Chiny Ludowe.

Nie, nie i jeszcze raz NIE.

18.45 Klęczę i całuję się z łydką Rosie, a Drużyna Asów bacznie 

mnie obserwuje.

Dlaczego ja to robię?

Rosie wykrzykuje instrukcje:

- Tak, tak, dobrze! Dobrze. I oddychaj. Nie gryź! Nie gryź!!! 

Teraz trochę possij. Rozluźnij język i... koniec.

Matko kochana. Całowaliście się kiedyś z czyjąś łydką? Z łydką 

kumpeli, która ma na twarzy sztuczne wąsy? Cóż, mam nadzieję, że 

nigdy   nie   będziecie   musiały   tego   robić,   tylko   tyle   chciałam 

powiedzieć.

background image

19.00 Wychodząc, zwróciłam się jeszcze do dziewczyn:

- Jak myślicie, powinnam go spytać, jakie ma intencje vis - à - 

vis

 Starej Stringary?

- Myślę,   że   powinnaś   się   zachowywać,   jakby   w   ogóle   nie 

istniała, i w ten sposób delikatnie podkopać jej pozycję.

Hmmm. Dobra rada.

Słowo   daję,   my   naprawdę   jesteśmy   Starymi,   Mądrymi 

Indiankami.

Poniedziałek, 13 czerwca

Na angielskim

14.00  Jeszcze   nigdy   w   życiu   tak   się   nie   uchachałam.   Dziś 

miałyśmy pierwszą pełną próbę MacPalanta.

Co najlepsze, na próbie pojawiły się chłopaki z Foxwooda, a 

wśród nich i Dave Jajcarz.

Ten dzień zapisze się złotymi zgłoskami w historii.

Kiedy Dave i jego kumple przyjechali autobusem, rozpętało się 

istne   piekło.   Gdy   ruszyli   przez   boisko,   wszystkie   dziewczyny 

podbiegły   do   okien,   zaczęły   machać   i   piszczeć.   Sokole   Oko   i   jej 

Oddziały Szturmowe groziły zabalsamowaniem, ścięciem głowy i tak 

dalej, ale nikt nie zwracał na nie uwagi.

Te   z   nas,   które   grały   w   sztuce,   zeszły   go   głównego   holu   na 

zwykłe kazanie w wykonaniu olbrzymiej kobiety - - pszczoły (czyli 

Chudej). Kiedy  weszłyśmy, chłopcy  stali  z  tyłu.  Gdy  ich  mijałam, 

Sokole Oko spytała:

 Vis - à - vis (fr.) - naprzeciwko, twarzą w twarz; tu w znaczeniu: wobec.

background image

- Georgio Nicolson, dlaczego wytuszowałaś rzęsy?

- To   z   powodu   jaskrawego   oświetlenia,   proszę   pani   - 

wyjaśniłam.   -   Gdybym   nie   umalowała   rzęs,   publiczność   nie 

zobaczyłaby mojego wyrazu twarzy, a to by odebrało emocjonalny 

ładunek...

- Zamknij się.

Potem przyczepiła się do Ellen.

- Ellen, dlaczego umalowałaś usta błyszczykiem?

- Dla dobra sztuki, proszę pani. - Aha, a kogo grasz?

Ellen odparła, że czarownicę, a wtedy Sokole Oko kazała jej iść 

do kibla i zetrzeć błyszczyk.

Kiedy Chuda weszła na scenę, chłopaki zaczęli cicho śpiewać: 

„Kto zjadł wszystkie ciasteczka, kto zjadł wszystkie ciasteczka?”.

Chuda trzęsła się jak galareta z wieprzowych nóżek.

- Dosyć tego. Proszę o ciszę. Spodziewam się od was dojrzałego 

zachowania.   Macie   szansę   udowodnić,   że   obdarzyliśmy   zaufaniem 

właściwe   osoby.   Wiem,   że   mogę   liczyć   na   to,   iż   będziecie   się 

zachowywać   z   powagą   i   godnością.   I   wtedy   wybuchła   pierwsza 

śmierdząca bomba.

Za kulisami

Pan Attwood, nasz dozorca na pół etatu i wariat na cały etat, 

dostał ataku histerii. Naprawiał na dachu jakieś światła, kiedy jeden z 

chłopaków zabrał mu drabinę.

Dave'owi, chociaż podobno złamał serce Rachel, chyba trochę 

background image

poprawił się nastrój.

- Rachel wyliże się z tego - powiedziałam uprzejmie. - Georgio, 

jak to  powtarzałem  niejednokrotnie,  masz  wielkie   serce.  A  z innej 

beczki: czy do roli Macduffa założysz krótką spódniczkę i rajtuzy?

- Dlaczego? Czy Macduff był transwestytą?

- Prawdę mówiąc, tak.

Dave zajmuje się „oświetleniem”, co oznacza, że cały czas nic 

tylko flirtuje za sceną i powoduje zamieszanie, a światło zapala tylko 

raz - na samym początku. A i to nie w porę.

Za kulisami, wygłupiamy się z chłopakami i Dave'em Jajcarzem

15.15  Uśmiałam   się   tak   bardzo,   że   prawie   zapomniałam   o 

Masimie. Powiedziałam Dave'owi, że Hamburgerianie, daj im, Panie 

Boże,   zdrowie,   mówią   na   majtki   „figi”,   czym   był   niesamowicie 

oczarowany.   W   ogóle   nie   wygląda   na   pogrążonego   w   rozpaczy, 

chociaż   powinien,   zważywszy   na   to,   że   bezdusznie   rzucił   swoją 

dziewczynę.

15.20  Dave uczepił się tych „fig” i nie chce się odczepić. Już 

mnie brzuch boli ze śmiechu, a nie mogę się uspokoić. Panna Wilson 

na pewno niedługo mnie zabije, ale nic na to nie poradzę. Zasadniczo 

chodzi o to, że Dave niemal każde słowo zastępuje słowem „figi”, co 

wychodzi bardzo, bardzo  amusant.  Na przykład w zbiorowej scenie 

bitwy zaczął śpiewać Do przodu, rycerze Gandalfa, ale wstawił „figi” 

do refrenu. Tak więc hymn ten w jego wykonaniu brzmi: „Do przodu, 

background image

rycerze   Gandalfa,   maszerujcie   na   wojnę,   z   jego   FIGAMI   na 

sztandarach”.

15.30 „Na wzgórzach rozbrzmiewają dźwięki FIG”.

15.33 Okropna R Green występuje w podwójnej roli: jako moja 

żona oraz dysponentka broni.

15.35 Mówiąc „dysponentka broni”, mam na myśli to, że trzyma 

pistolet   startowy,   który   zostanie   wykorzystany   do   efektów 

dźwiękowych w scenach bitwy. Ma też petardy, które będzie rzucać 

za kulisami razem z Pryszczatym Normanem, swoim towarzyszem w 

idiotyzmie.

Panna Wilson powiedziała nam, że premiera tej sztuki Szekspira, 

która odbyła się w 1613 roku, została przerwana, gdy od wystrzału z 

armaty   zapalił   się   dach   i   cały   teatr   doszczętnie   spłonął.   Tak   więc 

zawsze zostaje nam iskierka nadziei.

15.37 Pan Attwood przygotował wiadra z piaskiem, więc istnieje 

szansa   na   to,   że   wybuchnie   pożar.   Byłoby   to   najwłaściwsze 

zakończenie jego kariery - obecność przy spłonięciu szkoły.

15.50  Czy   wszyscy   pamiętają   słynną   scenę   żonglowania 

pomarańczami   w  MacPalancie?  Nie?   Cóż,   my   ją   włączyliśmy   do 

swojej adaptacji. Panna Wilson twierdzi, że przedstawieniu doda ona 

background image

kolorytu. Hmmm. Zwariowała czy jak? Scena ta ma miejsce podczas 

uczty,   kiedy   MacPalant   planuje   zamordować   jakiegoś   innego 

MacSzkota.   Panna   Wilson   kazała   żonglować   Melanie   Andrews   i 

Mabs (które w późniejszej scenie grają drzewa).

Są w tym denne, ale obiecała, że będą mogły założyć sztuczne 

wąsy.

- Martwię się o dyndaki Melanie - zwróciłam się do Dave'a. - 

Mam nadzieję, że nie nastąpi jakaś pomyłka i Melanie nie zacznie 

nimi żonglować.

Szkoda,   że   nie   widzieliście   Pryszczatego   Normana   i   innych 

chłopaków,   jak   się   kręcili   w   pobliżu,   udając,   że   zwijają   kable,   za 

każdym razem, kiedy Melanie wchodziła na scenę. Każdy chciał się 

pogapić na jej dyndaki.

Nawet Dave nie odrywał od niej wzroku, chociaż pomarańcze 

latały na wszystkie strony.

- Ta dziewczyna ma parę obszarów wyjątkowego piękna. Mam 

nadzieję, że są dobrze chronione.

16.30 Po próbie Dave poszedł z nami. Objął mnie w talii. To był 

bardzo, hmm, serdeczny gest. Jak na Dave'a przystało, jego dłoń niby 

to od niechcenia wędrowała do moich dyndaków. W końcu musiałam 

mu dać żółtą kartkę i surowe ostrzeżenie. Najwyraźniej zrobiło to na 

nim wrażenie, bo zanim się pożegnał, po - całował mnie w usta (!) i 

powiedział: „Narka”. Hmmmm.

background image

W

    domu

 

 

Mama,   Vati,   Libbs   i   futrzane   świry   -   wszyscy   pojechali   na 

wyprawę cyrkowym samochodzikiem. Super.

Czas zadzwonić do Masima.

Umalowałam usta błyszczykiem i lekko wytuszowałam rzęsy.

Dobra, już.

Ale   najpierw   zdejmę   szkolny   mundurek   i   założę   coś 

superanckiego, ale wygodnego.

Już, już.

Czy wabiki na chłopców to przesada?

Minutę później

- Jas.

- Co?

- Zaraz zadzwonię do Masima.

- Dobrze. Do widzenia. - Jas.

- Co?   Słuchaj,   do   powrotu   Toma   zostały   tylko   dwadzieścia 

cztery godziny i...

- Dobra, udław się. Dzwonię.

Dwie minuty później

No więc tak. Zaprosił mnie, co musi oznaczać, że chce się ze 

mną   spotkać.   Chyba   że   numer,   który   mi   dał,   to   numer   skrytki 

pocztowej albo liczby do skreślenia w totolotku. U - ła, mój mózg 

zawędrował do Krainy Szaleństwa. Muszę się pozbierać.

background image

Swobodna, wesoła, z nutką zachęty - taka muszę być.

Czy przełamać pierwsze lody, opowiadając dowcip?

Tak, tak, dobry pomysł. Powiem po prostu: „Ciao, Masimo. To 

ja,   Georgia.   Wiesz,   jak   odróżnić   wiewiórkę   od   fortepianu?”.   On 

odpowie z tym swoim uroczym akcentem: „Non capisco

, Georgia. 

Jak?”. A ja: „Postawić pod drzewem. To, co na nie wejdzie, na pewno 

nie jest fortepianem”, a on zacznie się śmiać i śmiać, i śmiać jak... jak 

jakiś śmiałek.

Dobrze, dobrze, doskonale. I nie będę do tego musiała mieszać 

Sparty i papieżycy Joanny.

I gaci.

Dwie minuty później

Wykręciłam jego numer.

O nieeee, w słuchawce rozległ się sygnał. Masimo może zaraz 

odebrać. O nieeeee.

Trzasnęłam słuchawką.

Spokojnie, spokojnie, spokojnie, spokojnie.

Już miałam spróbować ponownie, kiedy telefon zadzwonił.

Podniosłam słuchawkę i powiedziałam:

- Słuchaj,   możesz   się   rozłączyć?   Muszę   zadzwonić   w   bardzo 

ważnej sprawie.

- Georgia? - usłyszałam głos Masima. - Dzwoniłaś do mnie?

O, w mordkę jeża.

 Non capisco (wł.) - nie rozumiem, nie mam pojęcia.

background image

Zupełnie   zapomniałam   o   dowcipie   i   wymyśliłam   jakąś 

badziewną  historyjkę, że  kiedy  dzwoniłam,   ktoś  zapukał  do drzwi, 

musiałam otworzyć i okazało się, że to ludzie zbierający pieniądze na 

bezdomne figi. Nie wiem, dlaczego tak powiedziałam, Dave Jajcarz 

zaraził mnie tymi figami.

Myślę jednak, że nic z tego nie zrozumiał, bo i tak chce się ze 

mną umówić.

Cudownie i fantastycznie mi się z nim rozmawiało.

Ma przepiękny głos przez telefon.

Umówiliśmy się na jutro o 19.30 we włoskiej knajpce.

Bennissimo

!!!

Wtorek, 14 czerwca

Dzień   ciągnął   się   jak   makaron.   Na   podwójnym   francuskim 

zaczęłam   się   malować.   Niestety,   mogłam   tylko   pomalować   sobie 

paznokcie, bo gdyby Madame Slack zauważyła choć cień makijażu, 

pewnie posłałaby mnie na gilotynę.

Potem popędziłam do domu.

Operacja „Pójść na randkę z Bogiem Miłości i nie zrobić z siebie 

skończonej idiotki”

17.00 Na szczęście moje stopy już wróciły do normalnego stanu. 

Nerwowo kręcę się po pokoju.

Drużyna Asów dzwoniła chyba ze czterdzieści milionów razy. 

Dziewczyny   pytały,   jak   się   ubiorę.   „Niekompletnie”   -   tak   brzmi 

 Benissimo (wł.) - bardzo dobrze.

background image

odpowiedź, bo cały czas muszę odbierać telefon.

18.30 Muszę powoli zbierać się do wyjścia. Moje włosy chociaż 

raz wyglądają całkiem normalnie, a buty i spódnica pasują do siebie. 

Stopy zmieściły mi się do butów, co jest dużym plusem.

Zeszłam na dół tak cicho, jak tylko się dało, ale na dole zebrała 

się cała Komisja Wariatów. Czekali na mnie przy drzwiach. Nawet 

Angus   oderwał   się   od   figlów   z   Naomi.   Stał   w   kuchni,   kaszląc   i 

chrząkając i w ogóle wyglądał na chorego. Nagle zauważyłam, że ma 

w   pyszczku   żabę,   którą   usiłuje   zjeść.   Co   za   obrzydlistwo.   Tym 

bardziej że żaba wciąż żyła. Mama zajęła swe zwykłe stanowisko na 

stole   i   wrzasnęła   do   taty,   żeby   wygonił   Angusa   na   dwór.   Gordy 

próbował   uszczknąć   kawałek   żaby,   a   Angus   pacnął   go   po   głowie. 

Skorzystałam z okazji i się wymknęłam.

19.30  Kiedy   przyszłam   na   miejsce,   byłam   okrooopnie 

zdenerwowana. Masimo czekał na mnie na zewnątrz. Nigdy w życiu 

nie widziałam przystojniejszego chłopaka. Dlaczego on się ze mną 

umówił? Może z litości?

A może jako chrześcijanin lubi pomagać niedorozwiniętym?

Tak, to całkiem możliwe.

Na   mój   widok   uśmiechnął   się   i   nagle   poczułam   się   jak 

najpiękniejsza dziewczyna na świecie.

- Przyszłaś - powiedział. - Tak się cieszę.

Otworzył   przede   mną   drzwi.   Myślę,   że   tak   czują   się   dorosłe 

background image

kobiety. Podszedł do nas właściciel restauracji.

- Dobry wieczór, Masimo, come stai?

I zaczęli rozmawiać po włosku. Potem podeszliśmy do naszego 

stolika. Usiadłam, nie rozwalając krzesła w drzazgi, więc zaliczyłam 

udany początek.

Dziesięć minut później

Złożyliśmy zamówienia, a ja chyba nawet nie powiedziałam nic 

nienormalnego. Albo może po prostu Masimo nie zna angielskiego na 

tyle dobrze, żeby się zorientować, że jestem idiotką.

Dwadzieścia minut później

Znowu zaczęłam bredzić o figach. Będę musiała zrobić kocówę 

Dave'owi Jajcarzowi. Mistrzowi Fig. Stop, stop.

- Mój dom, moja rodzina jest w Weronie - mówił Ma - simo. - 

Tam   jest   bardzo   pięknie.   Chciałbym,   żebyś   kiedyś   zobaczyła   to 

miasto. To właśnie w nim rozgrywa się akcja Romea i Julii.

Pałaszowałam   pizzę.   Szło   mi   całkiem   nieźle.   Kroiłam   bardzo 

małe kawałeczki, żeby nic mi nie wypadało z ust. Niestety, w pewnym 

momencie złamałam przysięgę, jaką złożyłam samej sobie, i cytując z 

Romea i Julii, powiedziałam:

- „Ale sza, czyjeż to FIGI przez okno wyzierają?”. I parsknęłam 

śmiechem, chrząkając jak prosiak. O nieeee.

Na szczęście Masimo również się roześmiał. Nie w stylu: „Boże, 

muszę stąd uciekać”, tylko bardzo miło. Jakby naprawdę mnie lubił.

background image

Godzinę później

Posiłek, co zdumiewające, przebiegł bez większych zakłóceń.

Bardzo fajnie mi się gadało z Masimem. On jest taką krzyżówką 

Dave'a z Szarpidrutem. Przy nim nie żartuję i nie wygłupiam się aż 

tak bardzo jak z Dave'em, ale i nie zapominam języka w gębie i nie 

bredzę bez sensu jak z Szarpidrutem.

Uświadomiłam   sobie,   że   świetnie   się   bawię.   W   duchu 

podziękowałam Gandalfowi/Sandrze.

W pewnym momencie zaczęło narastać napięcie między nami. 

Masimo   dotknął   mojej   dłoni   i   zajrzał   mi   głęboko   w   oczy.   Jego 

bursztynowe   tęczówki   są   nakrapiane   ciemniejszymi   żółtymi 

plamkami. O kurczę, oboje robimy lepkie oczy. Poczułam, że mózg 

wycieka mi uszami.

- Masz oczy jak kociak, który się napił vino rosso

 - powiedział.

To dobrze czy źle?

Uznałam,   że   dobrze,   starając   się   nie   myśleć   o   zezowatym 

Gordym. Zapłacił za nasze pizze i powiedział:

- Masz   ochotę   na   spacer?   Taki   ładny   wieczór.   Moglibyśmy 

razem popatrzeć na gwiazdy.

Już miałam powiedzieć: „Może zobaczymy spadające FIGI?”, 

ale ugryzłam się w język.

Poszliśmy   na   łąkę   na   przedmieściach.   Był   piękny,   ciepły 

wieczór.

 Vino rosso (wł.) - wino czerwone.

background image

- Czy jest ci freddo? - spytał Masimo.

O Boże kochany! Chyba nie zacznie mówić o elfach i hobbitach, 

jak to chłopcy, co?

Potem jednak dodał:

- Przepraszam. Chciałem spytać... jak to się mówi po angielsku... 

czy jest ci zimno.

- Yyy... - odparłam. Objął mnie.

Mało   nie   zemdlałam   z   niecierpliwości.   Całe   moje   ciało   aż 

prosiło o pocałunek. Zastanawiałam się, co teraz zrobi Masimo.

- Spójrz, caro, spadająca gwiazda - powiedział.

I   rzeczywiście,   zobaczyłam   spadającą   gwiazdę.   Pomyślałam 

sobie życzenie: żeby na świecie zapanował pokój i żebym doszła do 

numeru szóstego.

I spełniło się!!!

Oczywiście   nie   pokój   na   świecie,   chociaż   nigdy   nic   nie 

wiadomo.

Kiedy spojrzałam na spadającą gwiazdę, Masimo ujął mnie pod 

brodę i delikatnie odwrócił moją głowę do siebie. A potem pocałował 

mnie tak jak wtedy, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Leciutko. 

Jak ciotka Jas, ta lesbijka.

Pomyślałam:   „O   nie,   znowu   to   samo,   znowu   legnę   na   łożu 

boleści”. Ale potem pocałował mnie jeszcze raz. Tym razem trochę 

mocniej. Było cudooownie, fantastyyycznie i czadersko. Odruchowo 

zaczęłam śpiewać w myślach piosenkę z musicalu  Dźwięki muzyki:  

„Na wzgórzach rozbrzmiewają odgłosy FIG!”. Zamknij się, mózgu. I 

background image

wypad z mojej głowy, Julie Andrews. Jak chcesz, to sama się całuj w 

skórzanych spodenkach.

Kiedy   mój   mózg   tak   ględził   sam   do   siebie,   Masimo   zmienił 

technikę   całowania.   Zaczął   pokrywać   moją   szyję   leciutkimi 

pocałunkami.   Od   moich   uszu   do   obojczyka   i   z   powrotem   do   ust. 

Wow, woow, po trzykroć wooow! Zamieniłam się w Dziewczynę z 

Roztopioną Szyją.

Nie wiem, jak długo staliśmy  na tej łące. Po raz pierwszy w 

życiu mózg mi zamarzł. Przestałam myśleć i tylko czułam. U - ła. 

Znowu zaczynam myśleć, ale nie robiłam tego, kiedy Masimo mnie 

całował.

Przeczesał   palcami   moje   włosy.   Wargi   miał   miękkie   i 

jednocześnie   jędrne.   Cicho   mówił   do   mnie   po   włosku.   Co   chwila 

zaglądał mi głęboko w oczy. Czułam się jak zahipnotyzowana, ale w 

bardzo miły sposób.

Myślę, że powinnyśmy umieścić lepkie oczy na skali całowania, 

bo to bardzo, bardzo fajne, czadowe i czerwonotyłkowate.

Miałam wrażenie, że cała krew odpłynęła mi z ciała. Mogłabym 

tak   stać   całą   noc,   z   ustami   przyklejonymi   do   jego   ust.   I   wtedy 

wyczesał mi wargę!!! On potrafił czesać wargi!!! Myślałam, że tylko 

Dave to umie. To było takie przyjemne, że i ja odważyłam się mu 

possać wargę, leciutko jak myszka, ale jednak. Widziałam, że bardzo 

mu   się   to   spodobało,   bo   jęknął.   Oficjalnie   mój   poradnik  Jak 

rozkochać w sobie każdego idiotę  mówi, że to dziewczyna powinna 

jęczeć, ale, jak to często powtarzam, żyj i pozwól całować.

background image

Nawet   udało   nam   się   nie   zderzać   zębami.   Przypominało   to 

bardziej taniec ust. A ja byłam w tym przefantastyczna!!!

I wtedy się stało... doszłam do numeru szóstego!

Masimo   włożył   koniuszek   języka   do   moich   ust.   To   było 

naprawdę   słodkie.   Ogarnęła   mnie   taka   miłość   do   niego,   że   i   ja 

wysunęłam czubek języka. Nasze języki się dotknęły!!! One też się 

całowały!!!   Kiedy   się   to   opisuje,   nie   brzmi   to   zbyt   fajnie,   ale 

naprawdę   było   super.   Może   dlatego   Angus   i   Gordy   wystawiają 

koniuszki   języków?   Bo   wiedzą,   jak   seksowne   jest   dotykanie   się 

językami?

Nie, po namyśle dochodzę do wniosku, że robią to dlatego, że są 

nienormalne.

Całowanie   się   tak   bardzo   mi   się   podobało,   że   nawet   nie 

myślałam   o   oddychaniu.   Zdobyłam   nową   umiejętność   - 

prawdopodobnie mogłabym całymi tygodniami nie oddychać, gdyby 

w tym czasie całował mnie Bóg Miłości.

Nagle przerwał. Buuu, przestań przestawać!!!

- Chodź, Georgio, muszę cię odwieźć do domu - powiedział. - 

Twój ojciec się ucieszy.

A co mnie obchodzi mój Vati? Ja chcę się dalej całować!!!

- Która godzina? - spytałam. - To znaczy, che ore per favore

?

Masimo wycisnął do moim policzku soczystego całusa.

Mille grozie, że mówisz w moim języku. Sono le dieci

- Aha. 

To dobrze. Yyy... bene. Tak, fantastiko.

 Che ore per favore (wł.) - dosł.: która godzina, przepraszam; powinno być: scusi, che ore sono.

 Mille grazie (wł.) - najserdeczniej dziękuję; sono le dieci (wł.) - jest dziesiąta.

background image

- Nie zrozumiałaś, która godzina, prawda? - Nie.

- Dziesiąta.

Fiu  - fiu,   całowaliśmy   się  prawie  dwie  godziny.  Taaak!!!  Na 

pewno pokonaliśmy nawet Rosie i Svena.

- Vati   nie   kazał   mi   wracać   o   jakiejś   konkretnej   godzinie   - 

powiedziałam.   -   Powiedział   wręcz,   że   mogę   zostać   całą  noc   poza 

domem, jeżeli będę chciała.

Masimo   mnie   objął.   Cudownie   się   czułam,   otoczona   jego 

genialnym ramieniem.

- Georgio,   myślę,   że   nie   jesteś   kłamczuchą,   ale   możliwe... 

możliwe,   że   brakuje   ci   piątej   klepki.   -   Roześmiał   się.   -   Chodź, 

niegrzeczna   dziewczynko.   Zabieram   cię   do   domu.   Twój   tata   się 

ucieszy,   pomyśli,   że   jestem   porządnym   facetem,   i   pozwoli   nam 

częściej się spotykać, tak?

Poszliśmy do domu, co parę kroków się zatrzymując, żeby się 

pocałować. Niestety, nie wpadliśmy na żadnego z moich znajomych. 

Kurczę!!! Za to każda dziewczyna, którą mijaliśmy, z rozdziawionymi 

ustami gapiła się na Masima. Zamknijcie lepiej te gęby, on jest mój i 

tylko mój. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Nic nie wspomniał o Nudnej Lindsay. W ogóle nie pytałam o 

jego dziewczyny, chociaż aż umierałam z ciekawości.

On jednak spytał mnie o Szarpidruta.

- Co teraz czujesz do Robbiego? Nadal go lubisz?

Hmmm.   Powinnam   wykazać   się   dyplomacją   z   odrobiną 

zainteresowania. Pod żadnym pozorem nie chciałabym, żeby Masimo 

background image

wziął mnie za zdzirę, która podrywa chłopaków, a potem rzuca ich jak 

starą szmatę.

- Teraz lubię go jako przyjaciela - odparłam. - On gra na gitarze 

w strumieniach.

Spojrzał na mnie, po czym powiedział krótko:

- Rozumiem.

I bardzo dobrze. Bo, co dość dziwne, ja nie rozumiem samej 

siebie.

Kiedy stanęliśmy pod furtką, pocałował mnie z naprzemiennym 

naciskiem, szybko cmoknął pod uchem... uffff... po czym tak jakby 

wzruszył ramionami, westchnął i powiedział:

- OK, cara, teraz musimy zachowywać się rozsądnie i grzecznie. 

Wielka szkoda.

Wziął mnie za rękę, zaprowadził do drzwi i przycisnął dzwonek. 

Otworzył Vati. O kurczę, znowu bawił się w II Ministrone. NIGDY 

nie pali cygar, ale teraz miał cygaro w ustach. ZNOWU. I założył 

prawie   normalne   spodnie,   a   nie   te   gacie   do   joggingu,   w   których 

wygląda jak spaślak.

- Dobrze, doskonale - powiedział. - Jak udał się wieczór?

Już   miałam   powiedzieć:   „A   co   to,   do   jasnej   ciasnej,   cię 

obchodzi?”. Ale Masimo podał mu dłoń!!!

Buona notte

, proszę pana. Zwracam panu córkę. Odwrócił się 

do mnie, pocałował mnie w rękę i powiedział:

- Bardzo   dziękuję   za   uroczy   wieczór.  Arrivederci

,  do 

 Buona notte (wł.) - dobranoc.

 Arrwederci (wł.) - do widzenia.

background image

następnego razu.

Vati wrócił do środka, wołając: „To arrivederci!”. Jemu chyba 

naprawdę się wydaje, że jesteśmy rodziną Soprano. Niedługo zacznie 

„likwidować” swoich kumpli.

Weszłam do domu i jeszcze spojrzałam na pana Cudowniaka. 

Odwrócił   się,   puścił   oko   i   posłał   mi   buziaka   w   powietrzu.   I 

powiedział:

Subito.

W łóżku, w łóżku Bogini miłości

Powiedział do mnie: „Subito”. Czad, nie?

Później

Chociaż nie wiem, czy aż taki czad, bo nie mam pojęcia, co to 

znaczy.

Dziesięć minut później

Czy to ma coś wspólnego z „subtelnością”? Muszę to sprawdzić 

we Włoskim dla idiotów.

Piętnaście minut później

To   znaczy   zaraz,   czyli   „wkrótce”.   Czyli   tak   jakby   „narka”, 

prawda? O Boże kochany.

Środa, 15 czerwca

Szłam z Jas, próbując dogadać się z Panią Wariatką.

background image

Tom wraca samolotem o 18.15. O 18.15 - łapiecie? Nie o szóstej 

po południu, tylko o 18.15. A wiecie, ile minut zostało do tego czasu? 

Bo ja wiem. Ja również stałam się Władczynią Czasu.

Jas PODSKAKIWAŁA, kiedy szłyśmy do Stalagu 14. Kochany 

Gott in Himmel

kumpluję się z kózką.

- Oooooch, ale się cieeeeszę! - W kółko tylko powtarzała.

- Tak, wiem, że się cieszysz. Słuchaj, czy mogę opowiedzieć ci o 

Masimie?

- Jak myślisz, najpierw skoczy do domu, żeby zostawić bagaże, 

czy od razu przyjdzie do mnie? Ciekawe, jakie prezenty mi przywiózł 

z Krainy Kangurów.

Próby nawiązania z nią rozmowy są beznadziejne.

Na przerwie

Spotkanie Drużyny Asów.

Wszystkie (oprócz Jas, która poszła do lasu, żeby „pomyśleć”... 

kiedy   to   usłyszałam,   wybuchnęłam   śmiechem,   ale   okazało   się,   że 

mówiła poważnie)... yyy... na czym to ja... A, tak, cała Drużyna Asów 

chciała, żebym opowiedziała o randce z Masimem.

- No,   dawaj   -   popędzała   mnie   Rosie.   -   Jak   się   całują   nasi 

przyjaciele z Krainy Pizzy?

- Absolutnie cudownie i czadersko.

- Naprawdę? - spytała Mabs.

- No, wyczesał mi wargę, całował mnie po szyi, z języczkiem i 

 Gott in Himmel (niem.) - Boże w niebiosach.

background image

tak dalej.

- To znaczy, że tego... że on...? - wydukała Ellen.

- Tak.

Ta odpowiedź najwyraźniej ją zadowoliła.

Kiedy rozległ się dzwonek na lekcję, Rosie spytała:

- To kiedy znowu się spotkacie? Bo odtąd Masimo jest twoim 

oficjalnym chłopakiem?

Hmmm. Słuszna uwaga.

Ostatnia przerwa

Chłopcy   z   Foxwooda   znowu   przyszli   na   próbę  MacPalanta. 

Dave uśmiechnął się na mój widok, a Ellen popędziła do kibla, żeby 

mocniej umalować sobie usta.

Chciałam   mu   opowiedzieć   o   Masimie,   ale   zanim   zdążyłam 

podejść, weszła panna Wilson i zaczęła bredzić jak potrzaskana.

Ellen wróciła okropnie wyfiokowana i czerwona i usiadła koło 

Dave'a.

Panna Wilson powiedziała:

- Zróbmy to profesjonalnie. Wiem, że was na to stać.

15.30  Wiedźmy   tak   hałasowały,   tańcząc   wokół   ogniska,   że 

ściągnęły na próbę Sokole Oko, która ryknęła na nie od drzwi:

- Natychmiast skończcie z tymi wygłupami!

- Ależ, proszę pani, to przecież taniec wiedźm - wyjaśniła Rosie.

- Nie   obchodzi   mnie,   co   to   jest,   słychać   was   aż   w   pracowni 

background image

biologiczno - chemicznej.

Kiedy z hukiem wyszła z sali, zwróciłam się do panny Wilson:

- Myślę, że panna Heaton nie docenia w pełni piękna Łabędzia z 

Avonu.

- Powinna jej pani powiedzieć, że w dawnych czasach umawiała 

się z nim pani - dodała Rosie.

Panna Wilson okropnie się speszyła.

- Rosie, nie wygłupiaj się. Oczywiście, że nie umawiałam się z 

Williamem Szekspirem...

- Dlaczego? - włączył się Dave. - Dlaczego on nie chciał się z 

panią umawiać? Był za bardzo zajęty czy jak? Gdy się człowiek do 

FIG spieszy, to się diabeł cieszy.

Ze śmiechu mało nam figi nie pospadały. Kiedy w końcu Panna 

Wilson ogłosiła koniec próby, powiedziałam:

- Macduff ze złości mało nie narobił w FIGI.

Gdy zabierałyśmy z szatni swoje rzeczy, Mabs powiedziała:

- Widziałam   Rachel   w   mieście.   Jest   bardzo   zdołowana 

rozstaniem z Dave'em.

Ellen przez całą próbę gapiła się na niego jak cielę na malowane 

wrota. On jest dla niej całkiem miły. Ciekawe, czy byłoby mi przykro, 

gdyby zaczęli chodzić ze sobą? Jako dobra kumpelka powinnam się 

ucieszyć, jeżeli się z nią umówi, ale... no, nieważne.

Kiedy   wyszłyśmy   ze   szkoły,   Ellen   i   Dave   stali   przy   bramie. 

Mam świetny nastrój. Może jednak rzeczywiście powinni się spiknąć?

W   pewnym  momencie   Dave   cmoknął   ją   w   policzek,   a   Ellen 

background image

zrobiła   się   czerwona   jak   burak.   Widać   to   było   nawet   z   odległości 

dwustu metrów. Potem Ellen powlokła się do domu, a Dave popatrzył 

za nią, odwrócił się i oparł o bramę. Zagadywał dziewczyny, które go 

mijały. Ale z niego flirciarz.

Do domu szłam tylko z Jas, bo Rosie poleciała na spotkanie ze 

Svenem, na godzinkę przytulanek w lesie, a Mabs i Jools wybrały się 

na zakupy.

Dave przyłączył się do nas.

- Mistrzu Fig, czy mogę ci opowiedzieć o Masimie? - spytałam.

Spojrzał na mnie.

- A czy dam radę cię powstrzymać? Jas wtrąciła:

- Musicie   się   tak   wlec?   Och,   już   dłużej   tego   nie   zniosę.   -   I 

puściła się biegiem. Zawołała do nas: - Mam tylko dwie godziny na 

zrobienie   makijażu   przed   spotkaniem   z   Tomem,   bo   on   lubi,   jak 

wyglądam naturalnie!

O   czym   ona   bredzi?   Kiedy   patrzyłam,   jak   jej   tyłek   znika   w 

mroku, Dave powiedział:

- Podoba mi się ta naturalność.

- Co? Chciałbyś być tak głupi jak Jas?

- Nie,   mam   na   myśli   Jas   i   Toma.   Lubią   się   i   już,   ani   śladu 

czerwonotyłkowatości czy Kosmicznej Podjarki.

Poczułam, że robi się filozoficzna atmosfera, a miałam ochotę 

pogadać o całowaniu się.

- Dave, chciałam cię spytać o Mas...

- Może   każdemu   z  nas ktoś  jest  przeznaczony?  A  jednak  my 

background image

zawracamy sobie głowę podjarką i tracimy swoją szansę.

No   cudownie.   Dave   Jajcarz   ma   jedną   ze   swych   rzadkich 

niejajcarskich chwil.

Kurczę, będę musiała najpierw pogadać o jego sprawach, zanim 

przejdę do siebie i Włoskiego Rumaka.

Powiedziałam szybko:

- Słuchaj,   Rachel  na   pewno   by   ci  wybaczyła,   gdybyś  do   niej 

wrócił, ona jest nieprawdopodobnie głu... yyy... niesamowicie miła.

Dave spojrzał na mnie.

- Nic nie rozumiesz, prawda?

- Och, masz na myśli Ellen. Jutro będzie cała twoja. Nie ma za 

grosz dumy.

- Jesteś szalonym kociakiem. Mówię o tobie i o mnie.

- Nie wygłupiaj się.

Chwilę milczał, po czym powiedział:

- Im większe FIGI, tym głośniej spadają. Że co?

background image

Wielka, kosmata łapa przeznaczenia

17.30 O czym mówił ten Dave Jajcarz? To znaczy poza figami. 

On i ja? Stracić osobę, która jest ci przeznaczona. Odbiło mu czy jak?

18.15  Tom ma lada chwila wylądować. Jas chyba oszaleje ze 

szczęścia.

18.16 Zadzwonił telefon. Jas. Miałam rację.

- Gee, on tu jest - w tej samej krainie co ja!

Cóż,   to   sprawa   dyskusyjna,   czy   w   krainie   Jas   znajduje   się 

chociaż jedna osoba normalna, ale nieważne.

Niesamowite, była gotowa pogadać o mnie.

- Jestem już gotowa, więc porozmawiam z tobą, masz do mnie 

mówić,   żebym   nie   zwariowała,   bo   odprawa   potrwa   chyba   z   pół 

godziny,   może   Tom   przywiózł   jakieś   ciekawe   okazy,   więc   mogą 

zatrzymać go dłużej, a potem jeszcze godzina jazdy z lotniska, pewnie 

będzie chciał skoczyć do siebie i spotkamy  się dopiero o wpół do 

dziewiątej.

Słowo daję, czuję się tak, jakbym rozmawiała z zegarynką.

Po raz kolejny przerobiłyśmy kwestię odliczania minut, po czym 

Jas, ni z tego, ni z owego, przypomniała sobie o moim istnieniu.

- Georgia, wiesz, ten Masimo... - Tak?!

- No, myślę, że powinnaś zachowywać się wobec niego śmielej. 

Powiedzieć mu, co czujesz, i nie udawać góry lodowej ani nic w tym 

background image

stylu.

- Poważnie?

- Tak, bo wiesz, wtedy będziesz prawdziwa, a nie sztuczna jak 

plastik. Nawet jeżeli go przekonasz, że jesteś normalna, prędzej czy 

później zapomnisz się i zaczniesz zachowywać się po swojemu.

- Yyy, Jas, niedokładnie o to...

- Tak samo jak z twoim nosem, nie?

- Z moim nosem?

- No, to tak, jakbyś próbowała go ukryć. Ukryć nos?

Z tego napięcia zupełnie jej odbiło.

- Gdzie ukryć? - zdziwiłam się.

- Nieważne. Prędzej czy później Masimo zorientowałby się, że 

masz duży nos.

- Jest wydatny, a nie duży.

- Georgie, nie musisz mi tego mówić. W każdym razie chodzi mi 

o to, że powinnaś być sobą, bo właściwie jesteś całkiem fajna.

A potem odłożyła słuchawkę, bo postanowiła zdjąć spódnicę i 

założyć dżinsy, ponieważ Tom może mieć ochotę na wycieczkę.

Na wycieczkę?

Mam być sobą?

Nie   zachowywać  się   jak   góra   lodowa   ani   nie   ukrywać   nosa? 

Poczułam się dość dziwnie.

19.00  Zeszłam na dół. Mutti i Libbs były w kuchni. Na mój 

widok szeroko się uśmiechnęły. Mama powiedziała:

background image

- Dzień dobry kochanie. Rośniesz jak na drożdżach i robisz się 

coraz ładniejsza. Bibbity, prawda, że twoja siostra jest prześliczna?

Libbs właśnie zakładała kapcie Gordy'emu, ale podniosła głowę 

i powiedziała:

- Ceść, Gingey. Kosiam cię. Daj buzi Gordy'emu. Pocałowałam 

kota!

Chyba naprawdę mi odwala.

Mama powiedziała, że jestem prześliczna.

Spojrzała na mnie tak, jakby miała się rozpłakać.

20.30  Kurczę, życie jest takie pokręcone. Nagle wszyscy mnie 

kochają. Dave Jajcarz bredzi, że może jesteśmy sobie przeznaczeni, 

Szarpidrut twierdzi, że za mną tęskni... no i pocałowałam Gordy'ego. 

Co dalej? Sokole Oko przeprosi mnie za konfiskatę bizonich rogów?

Zadzwonił telefon.

O Boże!!! To chyba nie Sokole Oko w sprawie rogów?!

Wrzasnęłam:

- Telefon!!!

Mama pewnie kąpie się razem z Libby, Angusem i Gordym, bo z 

łazienki dobiegają głośne chichoty, pluskanie i wrzaski. Zaraz, słyszę 

jakiś męski głos. Czyżby to Libby?

- Georgia, możesz odebrać? - zawołała mama.

- Jestem na górze. Tata nie może podejść?

- Jestem cały mokry! - rozległ się głos taty. - Ty odbierz. Zresztą 

to pewnie i tak do ciebie.

background image

Och, jasna cholera.

Idąc do telefonu, musiałam minąć łazienkę i zobaczyłam coś, po 

czym czeka mnie wieloletnia psychoterapia. Mojego ojca na golasa!!! 

Powaga! Stał w wannie, w której siedziały mama i Libby - też nago!!! 

Myślałam, że padnę.

Zobaczyłam własnego ojca na golasa.

I mamę na golasa.

Zobaczyłam ich razem.

Golusieńkich.

Potworność i wynaturzenie.

Wciąż w szoku, odebrałam telefon.

- Halo?

Ciao, Georgia. Masimo!!!

- Myślałem   o   tobie.   Już   nie   mogę   się   doczekać   kolejnego 

spotkania. Umówimy się na sobotę?

- No... chyba pasuje. To znaczy, tak... yyy...

- Jeżeli chcesz wcześniej, to może... jutro wieczorem? Idziemy 

całą paczką do klubu, wiesz, z Lindsay, jak przedtem. Przyjdziesz?

Nie pamiętam, co odpowiedziałam.

21.00  Zadzwoniłam   do   Jas.   Jej   mama   powiedziała:   -   Dzień 

dobry,   kochanie.   Jas   poszła   z   Tomem   na   małą   wycieczkę.   Matko 

kochana. Zadzwoniłam do Rosie.

- Rosie.

- Dzień doberek.

background image

- Rosie,   to   poważna   sprawa.   Przed   chwilą   rozmawiałam   z 

Masimem. Pamiętasz, jak pytałaś, czy jest moim chłopakiem?

Si.

- No więc umówił się ze mną na sobotę, a potem dodał, że jeżeli 

mam ochotę się z nim spotkać wcześniej, to jutro idzie do klubu - z 

całą paczką i Lindsay.

- O, w mordkę jeża.

21.30 Obdzwoniłam całą drużynę i teraz już zupełnie nie wiem, 

co o tym wszystkim myśleć. Może nawet będę musiała pogadać z 

mamą.

21.40 Nie mogę wyrzucić z myśli jej widoku na golasa.

Udało   mi   się  w  wyobraźni zarzucić   obszerny  kombinezon  na 

tatę. Nie mogę jednak tego samego zrobić z mamą, bo chociaż staram 

się czymś ją okryć, ciągle jej wystają fragmenty dyndaków. Zupełnie 

jak w prawdziwym życiu.

22.30  Weszła do mojego pokoju, żeby życzyć mi dobrej nocy. 

Kiedy już stała w drzwiach, powiedziałam:

- Mamo, jeżeli coś ci powiem, to obiecasz, że nie zaczniesz mi 

prawić kazań?

- Postaram się. O co chodzi?

Opowiedziałam   jej,   jak   się   całowaliśmy   -   no,   szczegóły 

pominęłam - po czym zakończyłam: „To był bardzo miły wieczór, a 

background image

Masimo   pocałował   mnie   na   pożegnanie”.   Nie   wspomniałam   o 

języczku i tak dalej.

Potem powiedziałam,  że zadzwonił i zaproponował spotkanie, 

ale wspomniał też o Lindsay.

Mama przysiadła na łóżku.

- Hmm. To skomplikowane, prawda? Może ta Lindsay to tylko 

koleżanka? On nie ma tu zbyt wielu znajomych, prawda? A może nie 

chce, żebyś zbyt poważnie uważała się za jego dziewczynę?

O w mordę.

Po chwili zastanowienia dodała:

- Wiesz,   co   mi   się   wydaje?   Musisz   się   zdecydować,   czego 

chcesz. Poprosić o to i albo to dostać, albo - jeżeli Masimo nie chce 

tego samego - pogodzić się z tym. Życie należy do odważnych.

Po jej wyjściu jeszcze długo leżałam w ciemności, zastanawiając 

się nad tymi słowami.

Mniej więcej to samo powiedziała Jazzy Spazzy, chociaż ona 

bredziła coś o ukrywaniu nosa. Nawet Dave Jajcarz mówił o czymś 

podobnym.

Tak, oni mają rację. Muszę poprosić o to, czego pragnę, i niech 

się dzieje, co chce. Doskonale.

Tak, ale czego właściwie ja pragnę?

Czwartek, 16 czerwca

Stalag 14

W piekle miłości

Dzisiaj gdziekolwiek spojrzę, tam widzę Nudną Lindsay, która 

background image

poprawia   sobie   stringi.   Jestem   pewna,   że   i   ona   mnie   obserwuje. 

Ciekawe,   czy   wie   o   mnie   i   Masimie?   Na   pewno   się   z   nią 

skontaktował, bo skąd by wiedział, że ona też się wybiera do klubu? A 

wczoraj   podwiózł   ją   do   domu.   Poza   tym  skąd   mam   wiedzieć,   jak 

często się widują?

Na niemieckim

Nastrój   nie   poprawił   mi   się   nawet   wtedy,   gdy   Herr   Kamyer 

usiadł   na   swoich   okularach,   a   potem   nie   mógł   ich   znaleźć,   bo 

przykleiły mu się do tyłka.

Muszę podjąć jakąś decyzję. Nie mogę tak dłużej.

Na przerwie

Jas jest dosłownie w siódmym niebie. W kółko ględzi o „Tomie. 

Aż   miałam   ochotę   zepsuć   jej   humor.   Kiedy   znowu   zaczęła 

podskakiwać (wcale nie żartuję, a szkoda) i powtarzać: „Oooch, jaka 

jestem szczęśliwa”, spytałam:

- Wyjdziesz za Pysia i już nigdy nie umówisz się na randkę z 

innym chłopakiem? Przez następne pięćdziesiąt lat?

- Skoro znalazłam tego jedynego, to jaki jest sens spotykać się z 

innymi?

- Bo może się okazać, że to nie ten jedyny. Może tylko tak ci się 

wydawać.

- Jestem pewna, że to on. - Ale możesz się mylić.

- Nie, nie mylę się.

background image

- Ale to możliwe.

- Nie, niemożliwe.

Mogłyśmy tak jeszcze parę godzin.

19.30 W każdym razie nie wybieram się dziś do klubu. Prawda 

wygląda tak, że wcale nie jestem śmiałą, wyrafinowaną i wyluzowaną 

laską. Gdybym zobaczyła Masima z Lindsay albo którąkolwiek inną 

dziewczyną,   BARDZO   bym   się   zmartwiła.   To   fakt.   Jestem 

boidudkiem, a poza tym chciałabym podobać się chłopakom tak, jak 

oni podobają się mnie.

A Masimo bardzo mi się podoba.

21.00  Snuję się z kąta w kąt. Teraz pewnie już są w klubie. 

Ooooch. Nie mogę tego znieść.

21.30  Nawet   nie   mogę   porozmawiać   z   Mistrzem   Podjarki   z 

powodu   tego,   co   powiedział   wczoraj,   kiedy   wracaliśmy   do   domu. 

Chyba   nie   myśli   o   mnie   poważnie?   Lubię   go,   i   to   BARDZO, 

rozśmiesza mnie, ale... oooo Boże! Od tego wszystkiego wpadam w 

kosmicznego doła.

21.40  Zeszłam   do   salonu.   Angus   i   Gordy   pielęgnowali 

nawzajem   swoją   sierść.   Lizali   się   po   łebkach.   Jaaakie   to   słodkie. 

Pomimo   wszystko   bardzo   się   kochają.   Miłość   zawsze   zwycięża. 

Spójrzcie tylko na Kathy i Heathcliffa ze Zwichrowanych wzgórz albo 

background image

na Jane Eyre i pana Rochestera z Dziwnych nosów Jane Eyre.

Nagle Gordy polizał Angusa pod włos, a Angus pacnął go tak 

mocno, że mały zleciał z kanapy i wpadł do kosza na papiery.

Vati wyszedł z kumplami. Ostatnio zaczęli jeździć na rolkach i 

chodzą na tor, gdzie inne palanty narażają się na kontuzje.

Zwróciłam się do mamy:

- Na pewno istnieje poradnik  Jak zostać najbardziej żenującym  

ojcem świata,  w którym są takie wskazówki jak: „Zapuść zabawne 

wąsiska”,   „Noś   skórzaną   odzież”,   „Bredź   jak   potrzaskany   przy 

znajomych twojej córki”, „Udawaj, że jestem Ojcem Chrzestnym”, 

„Znajdź sobie jakieś hobby - najlepszy wybór to jazda na rolkach i 

wyścigi cyrkowymi samochodzikami”.

Opadłam na kanapę, a Angus wdrapał się mi na kolana i zaczął 

je ugniatać dla wygody. Swojej. Traktuje mnie jak stary fotel. Mama 

usiadła   koło   mnie.   Nawet   dotknęła   mojej   ręki.   Pozwoliłam   jej,   bo 

jestem za bardzo zmęczona, żeby zareagować.

- Jeśli  chodzi o  to, o  co pytałaś mnie  wczoraj wieczorem...   - 

zaczęła. - No cóż, myślę, że... że nie potrafisz działać na dwa fronty, 

więc się niepokoisz i denerwujesz tą sytuacją. Tak więc, nawet jeżeli 

zamierzasz spotykać się z jakimś chłopakiem tylko przez pewien czas, 

powinnaś traktować go poważnie i cieszyć się tym, co masz. A jeżeli 

będziesz musiała odejść albo ten chłopak cię zostawi... no cóż... takie 

jest życie. To dobry trening przed poważnym związkiem.

O kurczę.

Mądrze gada. Gdybym tylko wiedziała, o co jej chodzi.

background image

- Znaczy   się,   mam   powiedzieć   Masimowi,   że   chcę   być   jego 

dziewczyną, a jeżeli on nie będzie chciał, to mam przestać się z nim 

spotykać? - spytałam.

Kiwnęła głową.

Kurde, dość radykalny krok.

Bardziej mi się podobało, kiedy szłam za głosem Podjarki.

Kiedy mi strzeliło do głowy, żeby zachowywać się dojrzale?

Piątek, 17 czerwca

W szkole

Dziś Nudna Lindsay była nie do zniesienia. Jestem pewna, że 

mnie śledzi. Gdziekolwiek poszłam, ona lazła za mną. Siedziałam w 

stołówce,   zajmując   się   swoimi   sprawami   i   przeglądając   scenariusz 

MacPalanta,  kiedy weszła ze Zdumiewająco Głupią Monicą i taką 

skończoną   palanciarą   o   imieniu   Rowena.   Wokół   było   mnóstwo 

wolnych miejsc, ale nie, one musiały usiąść przy sąsiednim stoliku. 

Lindsay   spojrzała   na   mnie   takim   wzrokiem,   jakbym   była   jakąś 

gówniarą jedzącą swój gówniarski lunch. Potem zaczęły gadać.

- Wczoraj było super, nie? - powiedziała Lindsay. - Czaderskie 

miejsce, no i przychodzą starsi ludzie, więc nikt się nie wygłupia i nie 

zachowuje   po   szczeniacku.   Jestem   zmordowana,   bo   późno 

wróciliśmy, a Mas... no wiesz... wiesz, jaki jest. Ci Włosi!

I roześmiała się znacząco, a jej kumpele się dołączyły.

Nie mogłam dłużej tego znieść. Wstałam i wyszłam.

Ciekawe, czy dałoby się zupełnie niechcący ją zabić?

background image

16.10  Czekałam   pod   bramą   na   Jas,   która   jeszcze   siedziała   w 

kiblu i poprawiała makijaż.

Przyszedł po nią Tom. Bardzo, bardzo się ucieszyłam na jego 

widok. Jest szalenie podobny do swojego brata.

Uściskał mnie.

- Georgie, jak się masz? Ale czad, że cię widzę.

Przyszła Jas i Tom pocałował ją. Jas chyba przez całą ostatnią 

lekcję   rozprostowywała   sobie   grzywkę,   bo   miała   prawie   normalną 

fryzurę.

Poszliśmy   razem.   Jas   lepiła   się   do   niego   jak   guma   do   żucia. 

Fajnie, że Tom wrócił. Opowiedział nam o Krainie Kangurów.

- Tam,   kiedy   ktoś   wychodzi,   nie   mówi   „do   widzenia”,   tylko 

„hurra”.

- Trochę niegrzecznie - zauważyłam.

- Racja.   Ale   bawiłem   się   super.   Bardzo   często   uprawialiśmy 

sporty wodne. Surfowanie i spływy pontonem. Tamtejsza fauna i flora 

są niezwykle bujne.

Spojrzałam na niego. Roześmiał się.

- Nie, nie będę opowiadał o torbaczach. Robbie prosił, żeby cię 

pozdrowić. Mówił, że nie ma z tobą kontaktu. I bardzo by się ucieszył, 

gdybyś mu odpisała.

Jas   spojrzała   na   mnie   w   stylu:   „A   nie   mówiłam?”.   Mam 

nadzieję,   że   teraz,   po   powrocie   Pysia,   nie   stanie   się   Jeszcze 

Mądrzejszą Starą Indianką. Tylko tego mi potrzeba.

Na chwilę zapadła krępująca cisza. Potem Tom powiedział:

background image

- Słuchaj, Georgia, Robbie to mój brat i go kocham. (Moment, 

co jest z tymi facetami? Robbie mówi wprost o swoich uczuciach? O 

tym   nie   wspominali   w  Mężczyźni   są   z   Krainy   Pięści,   a   kobiety   z  

Krainy Różowej Falbanki). Tom zauważył moją minę i dodał:

- Nie, Georgio, nie odbiło mi. Chodzi mi o to, że Robbie cię 

zostawił, więc masz prawo robić, co chcesz. Ja tylko przekazuję ci 

wiadomości od niego. A tak nawiasem mówiąc, słyszałem, że rozwija 

się sytuacja na froncie Włoskiego Rumaka.

Radio Jas udawała, że szuka czegoś w torebce.

17.00  Jas i Tom zostawili mnie pod furtką i, objęci, weszli do 

domu Jas. Trochę brakuje mi mojej najlepsiejszej kumpelki. Teraz, 

kiedy   Tom   wrócił,   już   nie   będę   jej   miała   tylko   dla   siebie. 

Przypomniały   mi   się   nasze   przygody   w   Krainie   Hamburgerów   i 

wygłupy na golasa.

Rosie   miała   Svena.   Mabs   podobał   się   jeden   z   durnowatych 

kumpli Palanta, Jools chodziła z Rollem i nawet Ellen podkochiwało 

się w jednym z chłopaków, którzy nam pomagają przy wystawianiu 

MacPolanta. Na pewno zostanę miejscową starą panną.

17.10Znowu   zostałam   sama   jak   ten   palec.   Idąc   do   domu, 

wyjęłam z plecaka lusterko i się przejrzałam. No dobra, może i nie 

jestem najpiękniejszą dziewczyną na świecie, ale mam (dosyć) ładną 

twarz, a Masimo mówił, że podobają mu się moje oczy. Kto wie, co 

powiedział   Lindsay?   Na   pewno   nie:   „Och,  cara,  masz  benissimo 

background image

czółko”.

Lekko  umalowałam   usta,   wytuszowałam  rzęsy   i  narysowałam 

kreskę   na   powiekach.   Dla   poprawy   nastroju   trochę   pokołysałam 

biodrami   i  pomachałam   włosami   i,   co   dziwne,   niemal   natychmiast 

jakiś chłopak wychylił się z okna samochodu i zawołał:

- Cuuuudo!

Kurczę, odrobina szminki i parę ruchów biodrami i już człowiek 

rządzi   światem   chłopców.   Jacy   oni   są   powierzchowni.   Z   drugiej 

strony ja sama lubię przystojnych chłopaków, podobają mi się ładne 

włosy oraz ubrania i skuter Masima. Ale lubię go nie tylko za wygląd.

Jakie to wszystko skomplikowane.

17.20  Właśnie   przechodziłam   przez   ulicę,   kiedy   zza   rogu   na 

skuterze   wyjechał   Masimo.   Zatrzymał   się   tuż   koło   mnie.   Zsiadł   i 

szybko   zdjął   kask.   Nic   nie   powiedział,   tylko   mnie   pocałował. 

Pełnoprawny numer piąty. Na środku ulicy.

Minął   nas  Oscarze   swoimi   kumplami.   Szli   tyłem,   ciągnąc   po 

ziemi   plecaki,   i   jak   zwykle   wykrzykiwali   jakieś   brednie.   Kiedy 

zobaczyli, że się całuję z Masimem, zaczęli wołać:

- Dalej, synu, weź ją!!!

I tak dalej. Co za idioci.

Masimo   nawet   ich   nie   zauważył.   Przestał   mnie   całować   i 

odsunął się na długość ręki.

- Nie przyszłaś wczoraj. Tęskniłem za tobą. Poczułam,  że się 

czerwienię, i zanim zdążyłam ugryźć się w język, wypaliłam:

background image

- Naprawdę?   Dlaczego?   Lindsay   ci   nie   wystarczyła?   Masimo 

usiadł na siodełku skutera.

- Georgia, o czym ty mówisz?

Więc   wyrzuciłam   z   siebie   wszystko.   Nawet   nie   sądziłam,   że 

mogłabym powiedzieć coś takiego. Innymi słowy, straszne bzdury. Na 

przykład powiedziałam, że nie jestem wyluzowaną laską.

- Wiem, że zdaniem Dave'a Jajcarza jesteśmy jeszcze młodzi i 

idziemy za głosem Podjarki, to prawda, ale chętnie zrezygnowałabym 

z Podjarki, żeby się przekonać, jak jest w prawdziwym związku.

Masimo miał zaskoczoną minę.

- Podjarki?

- No wiesz, czerwonotyłkowatości.

- Czerwonotyłkowatości?

- No wiesz, kiedy człowiek jest w piekle miłości, a wolałby się 

zabawić. Ale ja nie chcę się tylko bawić. No, to znaczy chcę, ale nie z 

byle kim, tylko... nieważne. To właśnie miałam na myśli.

Masimo się roześmiał. Kurczę, ale on się ładnie śmieje. - Ach, 

teraz   rozumiem,  signorina

  Georgia.   Mówisz,   że   chciałabyś   zostać 

moją dziewczyną. Kurde.

Sam   to   powiedział.   Okropnie   się   zaczerwieniłam   i   zupełnie 

zgłupiałam.

- Tak, chyba tak. Sorki. Patrzył pod nogi.

O Boże, co ja zrobiłam?

Powiem wam, co zrobiłam: posłuchałam swojej głupiej matki, 

 Signorina (wł.) - panna, panienka.

background image

która   od   czasów   panowania   Henryka   VII   nie   wypowiedziała   ani 

jednego sensownego zdania. Posłuchałam kogoś, kto nie ma kontroli 

nad   własnymi   piersiami.   O   Boże,   Boże,   Boziuniu.   Ależ   ze   mnie 

idiotka.

Musiałam coś powiedzieć, bo Masimo milczał.

- Słuchaj,   zapomnij   o   tym.   Przepraszam,  mi   dispiace.  Pewnie 

nawet   do   głowy   ci   nie   przyszło,   że   ja...   Och,   zapomnij,   co 

powiedziałam.   Ja   po   prostu   nie   potrafię   się   wyluzować.   Pewnie 

brakuje mi genu luzu.

Wtedy Masimo podniósł głowę.

- Zabrakło ci tlenu?

- Nie.   Słuchaj,   lepiej   już   pójdę.   Kupię   sobie   butelkę   ginu   i 

wezmę długą kąpiel.

Czułam, że zaraz się rozpłaczę, więc ruszyłam na drugą stronę 

ulicy. A Masimo w milczeniu dalej siedział na skuterze.

Weszłam do domu i cała roztrzęsiona oparłam się o drzwi. Co ja 

najlepszego zrobiłam?

Angus i Gordy siedzieli u szczytu schodów i patrzyli na mnie. 

Angus coś trącał łapą. Jakieś biedne leśne zwierzątko, pająka lub coś 

w   tym   rodzaju.   Wiedziałam,   jakie   to   uczucie   być   trącaną   wielką, 

kosmatą łapą losu.

W moim pokoju

O Boże kochany.

List od BS leżał na toaletce, gdzie go zostawiłam, przypominając 

background image

mi   o   jeszcze   jednej   osobie,   którą   straciłam.   Dlaczego   on   musiał 

napisać właśnie teraz? Spojrzałam na jego zdjęcie. Czy on musi być 

taki cudowny nawet wtedy, kiedy starałam się o nim zapomnieć i trak-

tować   jak   zeszłoroczny   śnieg?   Zresztą,   dlaczego   ja   w   ogóle   się 

przejmuję?   Pewnie   dlatego,   że   BS   to   moja   pierwsza   prawdziwa 

miłość.

Buuu.

NIE będę płakać.

Dlaczego to wszystko mnie spotkało? Czyżbym w poprzednim 

wcieleniu rzeczywiście była osą, jak twierdziła Jas?

Pięć minut później

Podobno każdy pamięta swój pierwszy pocałunek. A ja pierwszy 

raz całowałam się z BS. Byłam zupełnie niewinna pod tym względem, 

kiedy pojawił się ze swoją gitarą.

Dwie minuty później

No, to znaczy z nim pierwszy raz całowałam się JAK TRZEBA, 

bo   przecież   nie   mogę   liczyć   Chłopaka   -   Robala.   Musiałabym   być 

zboczeńcem, który lubi mięczaki.

Minutę późnie

 

 j  

Ciekawe, gdzie posiałam tę kasetę, którą BS nagrał dla mnie, 

kiedy wróciłam z Krainy Żabojadów?

Chyba schowałam ją na samo dno górnej szuflady, żeby Libby 

background image

do niej nie dosięgła. Razem z wabikami na chłopców i gaciami na 

specjalne okazje.

Dwie minuty później

Znalazłam kasetę, ale gdzie się podziały wabiki i gacie? Pewnie 

tata je pożyczył.

Minutę później

Włączyłam kasetę od Robbiego. Okropnie się denerwuję, bo nie 

chcę   znowu   usychać   z   miłości   do   niego.   Usycham   już   dla   innego 

chłopaka.

Trzy minuty później

O nie, to znowu ja o Vincencie van Goghu to nadal najbardziej 

przygnębiająca piosenka, jaka kiedykolwiek powstała. BS nie należał 

do najzabawniejszych ludzi świata.

Ale był słodki.

Och, życie jest takie skomplikowane.

Dwie minuty później

Wyglądam przez okno na puste ulice życia. Dlaczego nic mi się 

nie   układa?   Zobaczyłam   pana   Sąsiada,   który   uprawiał   ogródek   w 

swych ogromnych szortach. Zmieściłby się w nich mały afrykański 

kraj. Ale pani Sąsiadka go kocha, i jego szorty też. A czy on rozgląda 

się   za   innymi   paniami   Sąsiadkami?   Nie.   Ma   dość   duże   szorty,   by 

background image

pomieścić   w  nich   wielką   czerwonotyłkowatość,   ale   wcale   tego   nie 

wykorzystuje.

Potem   zobaczyłam   Marka   Wielką   Japę,   który   szedł   ulicą   ze 

swymi durnymi kumplami, obejmując kolejną malutką dziewczynę. 

Dlaczego jemu podobają się takie karlice? A, co istotniejsze, dlaczego 

on podoba się im? Jak osoba przy zdrowych zmysłach może się z nim 

całować?

Minutę później

Zaraz! Błe, już zdążyłam zapomnieć, jak położył łapę na moim 

melonie. Wynocha z mojego umysłu!!!

Cztery minuty później

Och, Masimo, co ja narobiłam? Dlaczego posłuchałam swojej 

głupiej matki? Przecież nigdy tego nie robię. Może zniszczyła  moje 

przyszłe szczęście tymi bredniami o „byciu sobą”. Dave Jajcarz mnie 

ostrzegał, mówił, że po zakończeniu poważnego związku powinnam 

się zabawić. Dlaczego nie mogę po prostu się bawić, tylko próbuję 

być sobą?

A poza tym, co ten głupi Dave Jajcarz wie? Dopiero co rozstał 

się z Rachel, a przedtem rzucił Ellen. To seryjny łamacz serc.

Ale mojego serca jeszcze nie złamał.

Szczerze mówiąc, zawsze był wobec mnie nieco złośliwy, kiedy 

traktowałam go jako temat zastępczy, by zwabić Boga Seksu.

Ileż to razy zupełnie przypadkowo się z nim całowałam? Muszę 

background image

przyznać, że jest w tym dobry.

Trzy minuty później

O co właściwie mu chodziło? Jest tylko moim kumplem. I raz na 

jakiś czas partnerem do całowania.

Ooooch. Już nigdy nie będę szczęśliwa.

I nigdy w życiu nic nie zjem.

Minutę później

Chociaż w tym domu i tak nie ma nic do jedzenia.

W

    kuchni.

 

 

Och, bosko, znalazłam kawałek kiełbasy.

Co   takiego   powiedział   Dave   Jajcarz   podczas   sceny   bitwy   w 

MacPalancie,  co   mnie   tak   rozśmieszyło?   Och,   już   wiem. 

Wymachiwał mieczem (mało brakowało, a by uciął dyndaki Melanie 

Griffith) i krzyczał: „Figi! Figi! Królestwo za figi!”.

On jest bardzo zabawny.

W moim pokoju

Dlaczego nie mogę się w nim zakochać?

Wtedy   przypomniała   mi   się   noc,   kiedy   razem   z   Masimem 

patrzyliśmy na gwiazdy, i znowu zachciało mi się płakać.

Gdybym   tylko   miała   szansę   go   poznać,   dowiedziałabym   się 

wszystkiego o innej kulturze. Nauczyłabym się całowania po szyi i w 

background image

ogóle.   Ale   ja   wszystko   schrzaniłam.   Nudna   Lindsay   zatańczy   na 

swoich patykowatych nogach, kiedy się o tym dowie. A dowie się na 

pewno - przez Radio Jas.

Może zadzwonić do Jas i spytać, co ona o tym wszystkim myśli?

Zwariowałam czy jak? Równie dobrze mogłabym zadzwonić do 

pani Wariatki z Wariatkowa.

Wtedy usłyszałam znajomy ryk skutera pod swoim oknem.

Rozległ się dzwonek do drzwi.

Wiedziałam,   że   powinnam   otworzyć,   ale   straciłam   władzę   w 

nogach. Cudownie, sparaliżowało mnie! No, nóżki, bądźcie dzielne, 

nie odwracajcie się teraz ode mnie.

Cha, cha, cha, cha, cha, sama sobie opowiadam durne dowcipy. 

Hurra!

W końcu udało mi się powlec na dół.

Och,  mon   Dieu,  mam   nadzieję,   że   nie   zachce   mi   się   iść   do 

siusialni.

Dla kurażu wzięłam na ręce zezowatego Gordy'ego. Pracowicie 

coś żuł, więc mnie nie zaatakował.

Otworzyłam drzwi.

Zobaczyłam Masima.

O Boże.

Spojrzał na mnie. Miał takie łagodne i smutne oczy.

- Georgia, to trudna decyzja. Daj mi trochę czasu. Spotkajmy się 

za tydzień, wtedy ci odpowiem. Nie będę, jak to mówicie, trzymał cię 

background image

w niepewności. Powiem „tak” albo „nie”. Ciao, bella

.

Posłał mi pocałunek w powietrzu, wsiadł na skuter i odjechał.

Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie, ściskając Gordy'ego.

Co ja narobiłam?

Gordy podniósł łebek i spojrzeliśmy sobie prosto w oczy. Patrzył 

na   mnie   tak,   jakby   potrafił   wejrzeć   w   moją   duszę   i   jakby   mnie 

rozumiał. Nawet przestał żuć pająka, którego miał w pyszczku.

I nagle mnie olśniło.

On wcale nie jadł pająka...

...on zjadł moje wabiki na chłopców!

 Bella (wł.) - piękna.


Document Outline