background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

42

 

 

 

 

**Damon**    

 

- Czy jest coś o czym powinienem wiedzieć? -  zapytał Stefan jak tylko 
Meredith zamknęła za sobą drzwi 

- W przeciwieństwie do ciebie, ja rano nie traciłem czasu zajmując się 
układaniem swoich włosów i zająłem się rzeczami naprawdę ważnymi - 
odparłem z dumą, patrząc w jego stronę z uśmiechem 

- Wyjaśnisz o co chodzi, czy mam zgadywać? - zapytał mój dalej 
nieświadomy niczego brat, krzyżując ręce na piersiach przez co 
przekręciłem jedynie oczami  

- Patrząc na to jak zareagowała Meredith wiedziałem, że nie odpuści.     
Jest uparta jak mało kto, za to ja miałem w zanadrzu dwa pomysły - 
powiedziałem przechodząc obok niego w kierunku barku - Po pierwsze - 
ustawiłem przed sobą kryształową szklaneczkę, po czym chwyciłem        

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

43

 

 

za karafkę - mogłem ją zamknąć na klucz w pokoju co byłoby 
wyjątkowo... - zacząłem szukać odpowiedniego słowa  

- Brutalne, nieetyczne, niemoralne? - zabrał głos Stefan 

- Nudne - odparłem mrużąc oczy, a następnie nalałem do szklanki whyski - 
albo pozwolić jej, by dostała to czego chce tylko, że na moich warunkach - 
przeszedłem obok niego siadając na kanapie 

- Na twoich warunkach?. To bardzo ciekawe zważywszy, że Meredith      
w dalszym ciągu ma księgę Petrovy - spojrzał na mnie czekając na dalsze 
wyjaśnienia 

- Chyba, że masz znajomą czarownicę, która może opóźnić te korki             
z magii, aż do czasu, gdy znajdziemy inne rozwiązanie - wyjaśniłem 
podnosząc do góry szklaneczkę w geście zwycięstwa 

- Rozumiem, że Bonnie zgodziła się, ponieważ ty ją o to poprosiłeś? - 
zrobił kilka kroków w moją stronę 

- Nie - odparłem kpiąco - powiedziałem, że to twój pomysł. Bycie dobrym 
to twoja działka, ja wolę pozostać przy swoim - rzuciłem wypijając 
kolejnego łyka 

- Zastanawiałeś się może co będzie, kiedy Meredith się o tym dowie? - 
zapytał Stefan  

- I tu właśnie pomaga posiadnie tylko jednej czarownicy w mieście - 
szybko odpowiedziałem ukazując mojemu niedowierzającemu bratu,        
że wiem co robię - Kto miałby jej niby o tym powiedzieć? - wstałem z sofy 
podchodząc do brata - Zapamiętaj, najlepsze kłamstwo to takie, które 
uchodzi ci na sucho - odparłem z uśmiechem 

 

 

 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

44

 

 

**Meredith**  

   

 

   Podjechałam pod Mysic Grill parkując samochód niedaleko wejścia. 

Siedząc na miejscu kierowcy obróciłam się za siebie, widząc leżącą         
na tylnich siedzeniach księgę. Nie chciałam, by wpadła w niepowołane 
ręce, dlatego sięgnęłam po nią chowając ją pod swój fotel. Jak gdyby nigdy 
nic wysiadałam z auta zamykając za sobą drzwi, a następnie pewnym 
krokiem ruszyłam w stronę pubu.    

 

 

 

 

 

     

Przekraczając próg lokalu rozejrzałam się na boki dostrzegając siedzącą 
przy jednym ze stolików Rebekah. Zawahałam się, czy powinnam tutaj 
zostać?. Dałam słowo, że nie będę bagatelizować wampirzycy,                  
ale wiedziałam, że teraz nie mogę już zawrócić. Nie bacząc na nią 
podeszłam do lady. Nie minęła nawet minuta, a pojawiła się kelnerka 
przyjmując zamówienie, które składało się z tosta oraz soku 
pomarańczowego, po czym zniknęła z zasięgu mojego wzroku. 

- No proszę, najwidoczniej kazali ci się trzymać ode mnie z daleka skoro 
już mnie ignorujesz - usłyszałam za plecami lekceważący głos wampirzycy 
- Swoją drogą nie liczyłam, że tak szybko dasz się porozstawiać po kątach. 
Najwidoczniej przeszłość niczego cię nie nauczyła - dodała testując moją 
cierpliwość  

- Nie ignoruję cię Rebekah - odparłam obracając się w jej stronę - i nie daję 
się rozstawiać po kątach, po prostu nie sądzę, że mamy o czym w tej chwili 
rozmawiać - spojrzałam znowu przed siebie próbując dostrzec gdzieś 
kelnerkę z moim jedzeniem 

- A może jest inny powód?, czy tylko miałam wrażenie, że jak mnie tutaj 
zobaczyłaś to miałaś ochotę od razu wyjść? - uśmiechnęła się jakby 
zdawała sobie sprawę, że moje zachowanie wynika dokładnie z innego 
powodu  

- Muszę cię rozczarować, nie ma - odpowiedziałam dosadnie starając się 
zachować powagę 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

45

 

 

Znowu nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Starałam się opanować własne 
emocje, ale zamiast tego pogarszałam jedynie całą sytuację. Rebekah miała 
rację. W pierwszej chwili, kiedy ją zobaczyłam pojawiło się w moim 
umyśle pytanie, które od razu postanowiłam zignorować. Jednocześnie 
karcąc się w myślach, że śmiałam o tym w ogóle pomyśleć.  

- Daj spokój znamy się trochę, więc zadaj mi wreszcie to pytanie, które  
tak bardzo cię interesuje - spojrzała na mnie znudzona, odchylając się          
na krześle do tyłu 

- Jakie znowu pytanie, kompletnie nie wiem o co ci chodzi?! - odparłam 
kpiąco krzyżując ręce na piersiach, ale wampirzyca nie miała zamiaru dać 
za wygraną  

- Dokładnie wiesz jakie - zarzuciła mi nieszczerość - Nie wierzę,              
że nie interesuje cię gdzie przebywa Klaus?!, a więc... - kontynuowała 
pomimo tego, że nie wyrażałam chociaż cienia zainteresowana tym              
co chciała powiedzieć - ...dalej przebywa w Nowym Orleanie rozlewając 
tony niewinnej krwi, zapewne tylko dlatego, że ma zły humor. 
Zastanawiam się, ile czasu trzeba żeby miasto zniknęło z mapy?. Znając 
mojego brata liczyłabym raczej w tygodniach niż miesiącach, a ty jak 
sądzisz? - zadała pytanie czekając na moją reakcję 

- Dlaczego każdy musi myśleć, że mnie to obchodzi?! - zapytałam            
ze zdenerwowaniem dosiadają się do niej - Naprawdę nie ma dla mnie 
żadnego znaczenia, że gdzieś tam w Nowym Orleanie Klaus morduje 
niewinnych ludzi zatracając się w tym tak bardzo, że znowu 
najprawdopodobniej stłumi swoją ludzką część - wyjaśniłam dając się 
ponieść własnym emocjom - On tylko... - czułam, że zabrnęłam za daleko, 
dlatego tym razem dodałam znacznie spokojniej - po prostu wyjechał 
zostawiając mnie tutaj, bo tak mu było wygodniej - dopiero teraz dotarło 
do mnie co powiedziałam i wiedziałam, że nie ujdzie to uwadze Rebekah 

W tym momencie pojawiła się kelnerka stawiając przede mną talerz           
z zamówionym jedzeniem oraz szklankę soku. Dźwięk stawianego przede 
mną talerza spowodował, że wstałam jak oparzana od stolika przez          
co wszystkie oczy siedzących w pubie ludzi spoczęły na mnie.  

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

46

 

 

- A więc o to chodzi - odpowiedziała z rozbawianiem w głosie wampirzyca 
- Znam mojego brata jak mało kto. Sama wylądowałam kilka razy             
ze sztyletem w trumnie, a zatem jeśli myślisz, że to nic nie znaczy,              
że nadal żyjesz to zapytaj swoich przyjaciół, bo mało kto po spotkaniu              
z Klausem pozostaje przy życiu - dodała patrząc cały czas na mnie   

- Klaus nie dba o nic ani o nikogo, bo tak mu jest łatwiej, a tym bardziej    
o mnie. Sama nie wiem, dlaczego w ogóle o tym z tobą rozmawiam,           
w każdym razie straciłam apetyt - powiedziałam wzburzona kładąc kilka 
dolarów na stoliku 

- Sama w to nie wierzysz, ale wmawiaj sobie co chcesz. To chyba tyle 
odnośnie pójścia na łatwiznę, co? - usłyszałam głos wampirzycy, kiedy 
obróciłam się do niej plecami, ale nic więcej nie odpowiedziałam, jedynie 
pospiesznie wyszłam z lokalu 

Podbiegłam do auta wsiadając do środka. Miałam wrażenie, że zaczynam 
dostawać ataku paniki. Mój plus momentalnie przyspieszył, a serce zaczęło 
mocniej uderzać. Nie mogłam nawet nabrać tchu, bo powietrze zdawało się 
być dużo cięższe niż jeszcze przed paroma minutami. Wiedziałam jedno, 
że nie miało to znaczenia co mówiła Rebekah, ale denerwowało mnie to, 
że miała całkowitą rację. Ukrywałam sama przed sobą pewne rzeczy, które 
teraz do mnie wracały, a im bardziej starałam się je ignorować tym coraz 
większy wpływ miały na moje życie.  

 

Siedziałam tak jeszcze przez chwilę z zamkniętymi oczami. 

Wsłuchując się w miarowe uderzenia mojego serca. Powoli podniosłam 
powieki, po czym spojrzałam na zegarek dostrzegając, że dobiegła godzina 
piętnasta. Nie mogłam uwierzyć, że siedziałam w samochodzie dobrą 
godzinę!.                                                                                       
Wiedziałam jedno, że coś jest ze mną nie tak i miało to związek z moimi 
szalejącymi emocjami. Pospiesznie wyciągnęłam z torebki malutki notesik, 
starając się wypisać na kartce wszystkie te emocje, które akurat teraz 
odczuwałam: kłamstwo, gniew, bezsilności, nienawiść, ból, stratę i coś 
czego się obawiałam... poczucie pustki. Zamknęłam pospiesznie notes 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

47

 

 

zastanawiając się, czy to w ogóle był dobry pomysł, ale musiałam to jakoś 
rozszyfrować.  

Niestety nie miałam teraz czasu na głębszą analizę. Odpaliłam silnik 
wyjeżdżając na główną drogę, w kierunku domu Bonnie. Wiedziałam,               
że teraz muszę się skupić jedynie na księdze, bo inaczej nic z tego           
nie wyjdzie. 

 

**Damon**    

 

- Masz coś? - zapytałem przeglądając kolejną stronę jednej                         
z ksiąg pozostawionych przez czarownicę   

- W księdze Pierwszej Petrovy niczego nie ma - odparł z rezygnacją Stefan 
- i nie sądzę, że znajdziemy tu cokolwiek. Jeżeli przez tyle lat 
czarownicom nie udało się znaleźć sposobu na ochronę Meredith               
to niestety obawiam się, że nam również się to nie uda - dodał 
zastanawiając się nad czymś 

- Niestety w tym wypadku muszę podzielić twój pesymizm - odłożyłem 
trzymaną przez siebie księgę na bok, po czym sięgnąłem za następną - 
Prędzej zginie niż stąd wyjedzie - powiedziałem lekko zdenerwowany 

- Czy w przeciągu ostatnich dni zauważyłeś może coś dziwnego                
w zachowaniu Meredith? - zadał pytanie Stefan, zmieniając temat 

- Nie, a ty? - zadziwiony spojrzałem w jego stronę   

- Sam nie wiem, wydaje się niespokojna, czasem impulsywna - położył 
otwartą księgę na kolanach 

- Może trochę, ale fakt, że jesteś głównym daniem każdego wampira            
w mieście nie przyprawia o zadowolenie. Jest człowiekiem,                     
już zapomniałeś jak to jest, kiedy nie możesz kontrolować swoich emocji 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

48

 

 

tylko jesteś zmuszony czuć to co aktualnie czujesz? - spytałem, choć tak 
jak na niego spojrzałem, dotarło do mnie, że nie trafiłem z tym pytaniem 

Mój brat chyba jako nieliczny wampir wolał dołować sam siebie i swoje 
otoczenie niż wyłączyć swoje człowieczeństwo. No cóż każdy żyje jak 
chce.   

- No właśnie kieruje się emocjami! - wtrącił, jakby znalazł rozwiązanie 
całej zagadki 

- Myślisz, że to może mieć związek z tym co powiedział Elijah? - 
zapytałem chcąc poznać co o tym sądzi   

Niestety, ten fakt cały czas nie dawał mi spokoju i chętnie poznałbym 
wreszcie odpowiedź na to jaką cenę będziemy musieli ponieść                         
za przywrócenie Meredith do życia. Jeżeli tylko taką, że będzie bardziej 
impulsywna i zdecydowana to chyba jakoś to przeżyję.  

- Nie mam zielonego pojęcia, ale to musi mieć jakieś znaczenie. Jej emocje 
są wzmocnione, jakby... - odpowiedział skupiony intensywnie nad czymś 
myśląc 

- Jakby była wampirem, to chciałeś powiedzieć? - spytałem lekko 
zdziwiony, przenosząc swój wzrok na niego  

- Coś w tym rodzaju, będzie trzeba ją obserwować. Zadzwonię do Eleny, 
by miała na uwadze zachowanie Meredith - Stefan wstał z kanapy,           
po czym wyciągnął telefon wystukując numer do swojej dziewczyny 

Siedziałem tak jeszcze trochę na kanapie zastanawiając się nad tym 
wszystkim, ale pewne było, że niczego nie wymyślimy. Po kilku minutach 
Stefan wrócił do pokoju, a ja w tym momencie przechyliłem szklaneczkę 
wypijając ostatniego łyka Burbona. 

- Wychodzę! - krzyknąłem zakładając kurtkę 

- Nie sadzę, byś w Grillu znalazł dostateczną odpowiedź na wszystkie 
pytania - od razu włączył się Stefan rozszyfrowując dokąd mogę się udać 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

49

 

 

- Robisz się coraz zabawniejszy, ale nie rób tego więcej,                             
bo ci nie wychodzi - odpowiedziałem nie dając za wygraną, a następnie 
wyszedłem na dwór   

Uderzyłem w kieszenie kurtki w poszukiwaniu kluczyków do samochodu. 
Dopiero teraz przypomniałem sobie, że sam oddałem je Meredith, ale czy 
dla wampira pokonywanie dużych odległości miało jakieś znaczenie?.   
Czy miało to jakiekolwiek znaczenie dla mnie?, skoro mogłem w każdej 
chwili zmienić się w kruka i po prostu tam polecieć?. 

 

**Meredith**    

 

 

Podjechałam pod dom Bonnie parkując samochód po przeciwległej 

stronie drogi. Siedząc w dalszym ciągu na miejscu kierowcy wyciągnęłam 
spod fotela księgę Petrovy. Oparłam twardą okładkę o kierownicę 
zaglądając do środka. Cały czas nie mogłam zrozumieć, dlaczego teraz 
odczytuję ją bez problemów, a wcześniej potrzebowałam do tego światła 
księżyca. Miałam jedynie nadzieję, że szybko uda mi się to wyjaśnić. 

Z moich rozmyślań wyprowadził mnie dźwięk dobiegających z oddali 
głosów. Mogłam stracić wszelkie wampirze zdolności, ale Moc w dalszym 
ciągu krążyła w moich żyłach umożliwiając mi rzeczy, które były            
niedopuszczalne dla zwykłego śmiertelnika. Nie musiałam się nawet 
obracać, za siebie, by usłyszeć głos Caroline, Bonnie i Eleny, która właśnie 
skończyła rozmawiać przez telefon. Trzymając księgę w dłoniach 
wysiadłam z samochodu podchodząc do dziewczyn. 

- Jesteś pewna, że nadal tego chcesz? - zapytała Bonnie niedowierzając,   
że na własne życzenie znowu się w to pakuję 

- Niczego w życiu nie byłam bardziej pewna - odpowiedziałam w pełni 
przekonana 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

50

 

 

- Czy to nie było tak, że do przeczytania tej księgi potrzebne jest światło 
księżyca, czy jakoś tak? - odezwała się Caroline, kiedy Bonnie wyciągnęła 
klucze do domu, a następnie przekręciła zamek  

- W zasadzie to tak - powiedziałam jak tylko znalazłyśmy się w salonie - 
ale dzisiaj otworzyłam księgę i wszystko wyglądało normalnie. Sądzę,     
że z moją śmiercią zaklęcie po prostu przestało działać - odparłam kładąc 
księgę na stoliku do kawy  

- Nie musicie się nikim przejmować, mojego taty i tak nie ma! - krzyknęła 
z kuchni Bonnie, po czym pojawiała się ze szklankami i kartonem soku - 
Chińszczyzna czy pizza? - zadała szybko kolejne pytanie 

- Jakbyś nie wiedziała - zażartowała Elena siedząc na kanapie 

- Próbowałaś może, kiedyś wyczarować pizzę? - zapytała żartobliwie 
Caroline przysiadając się do mnie 

- Od kiedy wynaleziono telefon?. Już tego nie robię... - rzuciła                      
z rozbawieniem w głosie dziewczyna, przez co każda z nas zaczęła się 
śmiać - ...pizzeria? - odezwała się czarownica odchodząc od nas,              
by w spokoju złożyć zamówienie 

Miałam wrażenie, że moje mięśnie się rozluźniły. Czułam się tutaj 
spokojna, pewna tego, że jestem wśród przyjaciół i właśnie tak powinno 
być prawda?. Nie chciałam nikogo zadręczać swoimi problemami mieli  
ich dość sporo przez ostatnie lata, by zajmować się jeszcze mną. Byłam 
wdzięczna Bonnie, że zgodziła się pouczyć mnie magii. 

- Meredith? - usłyszałam głos Eleny - Wszystko w porządku? - spojrzała   
na mnie, po czym przeniosła swój wzrok porozumiewawczo na Caroline  

- Tak, oczywiście - odparłam i w zasadzie tylko tyle udało mi się 
powiedzieć, gdy w drzwiach pojawiła się Bonnie - Pizza będzie                
do dwudziestu minut - oznajmiła siadając obok Eleny 

- Dzięki Bogu - wypaliłam, przez co wszystkie spojrzały na mnie -          
No co?, jestem człowiekiem. Potrzebuję jedzenia - wytłumaczyłam  

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

51

 

 

- Nic nie jadałaś przez cały dzień? - zapytała ze zdziwieniem Elena 

- Prawie. Pojechałam do Grilla na śniadanie, ale była tam Rebekah... - 
zaczęłam tłumaczyć   

- Czy ona nie może się gdzieś zamknąć i nie niszczyć ludziom życia?. 
Ciekawe co ona tam robiła? - wtrąciła z oburzeniem w głosie Caroline -   
W porządku już milczę - podniosła ręce na znak poddania się 

- Nie, czemu to jest dobre określenie - zgodziłam się z wampirzycą -    
Była tam żeby zepsuć mi poranek, przez co straciłam apetyt - wyjaśniłam       
nie chcąc wdawać się w szczegóły 

- A nie mówiłam! - wskazała na mnie - Zmieniając trochę temat - Caroline 
ponownie przeniosła swój wzrok na mnie - jak się mieszka w rezydencji 
Salvatorów? - zapytała z zaciekawianiem   

- Nader spokojnie, chyba, że rozmowa schodzi na temat tego jak mnie 
uratować przed... wszystkimi - odparłam po chwili z lekką ironią -           
Jest dużo alkoholu i krwi, ale za to żadnego jedzenia. Przed moim 
przyjazdem chyba nie wpadało tam zbyt dużo ludzi, prawda? - zapytałam 
patrząc po trójce przyjaciółek 

- Nawet jeżeli wpadali to raczej już z stamtąd żywi nie wychodzili - 
powiedziała pod nosem Caroline - No co, dobrze wiesz, że nie chodzi       
mi o Stefana - spojrzała na Elenę 

Założę się, że jakbym sama tego nie przeżyła to nie byłabym w stanie 
zrozumieć zachowań Damona. Wyłącznie własnych uczuć było czymś 
dobrym, o ile znało się w życiu tylko to co było w nim złe i co 
doprowadzało cię do takiego obłędu, że nie widziało się sensu normalnego 
życia. Sama zrobiłam to raz, pozbyłam się uczuć. Było w tym coś 
niezwykłego, poczucie niesamowitej wolności, a przy tym brak 
jakichkolwiek ograniczeń, ale również coś co mówiło mi, że jeżeli 
ponownie ich nie włączę to już nigdy nie odczuję niczego dobrego.      
Będę tkwić w pustce, której nigdy niczym nie będę w stanie wypełnić   
poza złością i gniewem.  

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

52

 

 

Pomimo panującej wrzawy i wymiany zdań pomiędzy dziewczynami            
w mojej głowie zapanowała cisza, wyłączając wszystkie głosy wokoło 
mnie. Było to jak efekt dejavu z dzisiejszego poranka w pubie. W tym 
momencie Bonnie położyła trzymany w dłoniach telefon na niedużym 
stoliku stojącym przed nią, przez co mój wzrok w okamgnieniu utkwił     
na nim. Czarownica chwyciła następie za leżącą na stoliku księgę kładąc   
ją na swoich kolanach.   

- Meredith tu niczego nie ma! - powiedziała przekartkowując strony,           
a jej głos zaczął przebijać się przez panującą dookoła mnie ciszę  

- To nie możliwe, jeszcze przed paroma minutami wszystkie strony były 
zapełnione literami - wytłumaczyłam nie dowierzając w to co widzę - 
Mogę ją zobaczyć? - zapytałam, po czym wstałam z kanapy wyciągając 
ręce w kierunku wiedźmy 

- Skąd go masz? - zapytała dziewczyna z ożywieniem w głosie 
przyglądając się zawieszce w postaci księżyca, która wisiała na mojej szyi 
prezentując się w całej okazałości 

- Ten naszyjnik?, czy to ważne?. To tylko zwykły talizman na szczęście - 
wytłumaczyłam wracając na swoje miejsce, jednocześnie uciekając          
od pytających spojrzeń dziewczyn  

Pamiętam jak wzrok Rebekah utkwiły na naszyjniku, a więc musiał mieć 
jakieś znaczenie. Zapewne jakbym wiedziała o tym wcześniej, to nigdy 
bym go nie wyciągnęła ze szkatułki. W miedzy czasie Bonnie wstała z sofy 
podchodząc do szafki z książkami, gdzie jeden cały rząd był wypełniony 
starymi rozsypującymi się tomami. 

- Ten naszyjnik nazywa się światłem księżyca, więc nic dziwnego,                
że pomimo panującego dnia mogłaś odczytać pismo z tej księgi - wyjaśniła 
kładąc otwartą księgę na stoliku przede mną 

Trzymając wisiorek zaciśnięty w dłoni pochyliłam się do przodu. 
Zaczęłam uważnie przyglądać się rysunkowi, który wyglądał identycznie 
jak mój naszyjnik.  

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

53

 

 

- Jest taki podobny - odezwałam się mówiąc sama do siebie 

- On nie jest podobny - wtrąciła Bonnie - To jest dokładnie ten sam 
naszyjnik - powiedziała z całą stanowczością - Należał do Tati Petrovy. 
Został stworzony przez Czarownice Ayana, aby chronić dziewczynę.    
Jego blask miał za zadanie odbijać Moc, aby nie była wyczuwalna przez 
wampiry, wilkołaki i inne stworzenia mogące jej zagrozić - wyjaśniła     
nie patrząc nawet do księgi  

- Czy ktoś mi w takim razie może wytłumaczyć jak naszyjnik mający        
z jakieś milion lat znalazł się u Meredith? - zapytała ze zdziwieniem 
Caroline  

Wiedziałam, że nie muszę nawet odpowiadać na to pytanie, bo odpowiedź 
była prosta i od razu sama cisnęła się na usta. Wystarczyło tylko poczekać. 

- O mój Boże Meredith masz go od Klausa, prawda? - spojrzała na mnie    
z poruszeniem czarownica  

- Czy to ma jakieś znaczenie skoro wyjechał? - zapytałam - Dzięki temu 
wiemy przynajmniej dwie rzeczy. Po pierwsze, mogę odczytywać księgę 
nawet w dzień, a po drugie jestem bezpieczna, czy nie waśnienie tego 
wszyscy chcieli? - zadałam szybko kolejne pytanie nie rozumiejąc o co im 
znowu chodzi 

Miałam wrażenie, że cokolwiek powiem, cokolwiek zrobię zawsze będzie 
coś nie tak. Chcieli mnie ochronić to przynajmniej mieli jeden problem      
z głowy.  

- Meredith, czy nie pomyślałaś, że jeżeli Klaus ci go dał to musi mieć jakiś 
powód? - zapytała spokojniej Elena siadając na brzegu kanapy, aby być 
bliżej mnie - Co jeżeli chciał żebyś odczytała księgę? - zadała szybko 
kolejne pytanie 

- Jeżeli wiedział, że naszyjnik ma takie znaczenie to, dlaczego nic 
wcześniej nie zrobił tylko dał mi go teraz, kiedy wyjechał? - zapytałam 
cały czas przyglądając się zawieszce 

Najwidoczniej wisiorek był nie tylko amuletem na szczęście.  

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

54

 

 

- Dlaczego Klaus miałby dbać o bezpieczeństwo Meredith? - zapytała 
przerywając ciszę Caroline  

Na słowa wampirzycy przez moją twarz przebiegł szybki uśmiech 
zadowolenia. Liczyłam tylko, że żadna z dziewczyn tego nie zauważyła. 

- Nie wiem, może jest mu do czegoś potrzebna. Nie zapominajmy, że krew 
Meredith jest źródłem jej Mocy nie tylko dla niej samej, ale również dla 
każdego wampira - spojrzała na mnie uważnie Bonnie 

- To nie miałoby żadnego sensu - wtrąciłam starając się połączyć wszystko 
w całość - Mam naszyjnik i księgę, ale cały czas jestem tutaj w Mystic 
Falls, a nie w Nowym Orleanie - wytłumaczyłam  nie widząc żadnego 
powiązania 

Pewne było to, że jeżeli Klaus oddał mi naszyjnik to faktycznie musiało       
to coś oznaczać, ale co?. Co takiego chciał mi przekazać i czemu nie mógł    
mi tego powiedzieć wcześniej?. 

- Skąd wiesz, że Klaus jest w Nowym Orleanie? - zapytała nagle Elena 
rzucając pospieszne spojrzenia swoim przyjaciółką 

- Od Rebekah - rzuciłam nie sądząc, że jest to w tym momencie istotny 
szczegół  

Nie mniej moja odpowiedź sugerowała o czym rozmawiałam dzisiejszego 
popołudnia z Rebekah. W tym czasie do drzwi zadzwonił dzwonek,            
a Bonnie wstała z kanapy zostawiając nas same w pokoju.   

- Co, by mu dawało to, że rzeczywiście jestem w stanie odczytać księgę?. - 
cały czas nie mogłam przestać o tym myśleć - Przeglądałam ją tysiące 
razy, nie ma w niej nic, tylko stek bzdur, których sama nie jestem w stanie 
do końca zrozumieć - powiedziałam obawiając się, że coś mi po raz 
kolejny umyka  

Niespodziewanie w mojej głowie usłyszałam ciche pytanie 
podświadomości. Czy nie powinnam się zacząć martwić jak wytłumaczę 
Damonowi ten naszyjnik i fakt, że zaczęłam go nosić zanim dowiedziałam 
się jakie ma znaczenie?.   

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

55

 

 

 - Kto ma ochotę na kawałek? - zapytała Bonnie pojawiając się w drzwiach 
z dwoma kartonowymi opakowaniami pizzy 

- Umieram z głodu - odezwałam się sięgając do pudełka leżącego najbliżej 
mnie, spychając równocześnie niewygodne pytanie najdalej jak tylko 
mogłam  

- Dalej jesteś pewna, że chcesz się uczyć magii? - zapytała Elena 
przełykając kolejny kęs  

- Naszyjnik może i zapewnia mi bezpieczeństwo, ale nie sprawia, że mogę 
się czuć całkowicie bezpieczna. Nie chcę używać Mocy żeby się mścić       
i nie chcę jej wykorzystywać w sposób jaki robiła to Tatia, ale jeżeli może 
pomóc w przyszłości walce ze złem, to tak chcę się nauczyć ją 
kontrolować - wytłumaczyłam 

- Mam nadzieję, że sobie poradzę z tymi zaklęciami - odpowiedziała 
Bonnie, po czym przeniosła swój wzrok na mnie - Księga była                  
w posiadaniu czarownic przez setki lat. Nawet ich język ewoluował przez 
taki długi okres czasu. Może to trochę potrwać zanim ją odczytam - 
wyjaśniła, a ja w dalszym ciągu nie mogłam uwierzyć w to co słyszę - 
Jakkolwiek na to patrząc najlepszą osobą do rozszyfrowania księgi byłaby 
oczywiście osoba, która praktykowała ten rodzaj Mocy - dodała po chwili  

- Wybacz, ale jedyną osobą, która mogłaby to zrobić była Tatia, ale jest 
raczej niedostępna, bo po prostu nie żyje - odpowiedziałam ze sarkazmem 
lekko zdenerwowana całą sytuacją 

Jakoś wczoraj trudne, czy skomplikowane zaklęcia nie stanowiły 
najmniejszego problemu, a dzisiaj było całkowicie inaczej. 
Rozemocjonowana ścisnęłam mocniej zęby przeglądając księgę. Po prawej 
stronie dostrzegłam interesującą notatkę, która moim zdaniem mogła być 
przydatna. 

- Wg księgi nawet kogoś takiego jak Tatię można przywrócić do życia,   
ale jedynie w miejscu skupienia Magii, a w zasadzie to nie do życia - 
zaczęłam tłumaczyć starając się połączyć słowa w całość - ale do 
utrzymania jej ducha pomiędzy dwoma światami, życia i śmierci - 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

56

 

 

wskazałam na narysowaną klepsydrę zapominając, że tylko ja jestem        
w stanie ją zobaczyć 

- O nie, nie, nie, nie będziemy nikogo przywoływać do życia, a tym 
bardziej Tati - od razu zaprotestowała wiedźma 

- W porządku - wzięłam duży wdech powietrza, po czym zamknęłam 
księgę kładąc ją na stoliku - zostawię ją u ciebie, ale postaraj się z niej coś 
odczytać to naprawdę dla mnie bardzo ważne - powiedziałam znacznie 
spokojniej starając się jakoś na nią wpłynąć   

Poczułam się w tym momencie jak Katherine, która uciekała się                
do różnego rodzaju sztuczek. Potrafiła być miła, kiedy naprawdę czegoś 
chciała, ale gdy to nie skutkowało zawsze znajdowała się jakaś inna 
możliwość, na zasadzie jak nie prośbą to groźbą. Chwilowo i ja nie 
miałam żądnych skrupułów, by skorzystać z tej metody, choć trochę 
zaczęło mnie to przerażać.  

- Wg księgi działanie Mocy opiera się na emocjach, więc może 
spróbujemy coś z tym zrobić, znasz jakieś zaklęcia? - zapytałam                  
z opanowaniem w głosie, doprowadzając się do porządku 

- Może spróbujmy zaklęcia lokalizacji - spojrzała na mnie czarownica,       
a ja pokiwałam przecząco głową oznajmiając, że nie wiem o co jej chodzi - 
żeby odnaleźć odpowiednią osobę czarownica potrzebuje krwi osoby 
spokrewnionej z tym kogo poszukuje, może u ciebie wystarczą jedynie 
silne emocje - wytłumaczyła 

- Zatem spróbujmy - odparłam, po czym wzięłam duży wdech powietrza 
starając się odprężyć 

Zamknęłam oczy starając się odnaleźć Damona. 

 

 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

57

 

 

**Damon**    

 

 

Dzięki wielkie za wampirze zdolności. Nie minęło nawet dziesięć 

minut, a już szedłem po głównej ulicy prowadzącej do Mystic Grill.               
Po kilku minutach przekroczyłem próg lokalu mijając obsługującego 
stoliki Matta, po czym usiadłem na krześle barowym przy ladzie. 

- Co podać? - pojawiła się kelnerka  

- Nie trzeba, ja się tym zajmę - odezwał się Matt zbywając dziewczynę 

- Świetnie, ale sam się obsłużę - wstałem z krzesła wyciągając z za baru 
butelkę whisky oraz niedużą szklaneczkę 

- Damon, co ty tu robisz?. Czy przypadkiem nie szukacie sposobu            
na uratowanie Meredith? - zapytał niedowierzając, że mnie tu widzi 

- Widzisz, odpowiedź jest prosta po prostu taki sposób nie istnieje - 
nalałem do szklanki alkoholu, a chłopak w między czasie zabrał mi całą 
butelkę odstawiając ją za siebie 

- Na pewno jest jakieś rozwiązanie - powiedział nie poddając się 

Zastanawiałem się jak on to robi, skąd bierze tyle optymizmu?. Dzięki 
niemu dotarło do mnie, że w dalszym ciągu pozostanę pesymistą. W życiu 
nie ma szczęśliwych zakończeń. Zawsze jest tylko cisza przed burzą. 
Momenty, którymi należy się cieszyć, bo nie wiadomo jak długo jeszcze 
mogą potrwać. Wiedziałem, że nie ma żadnej innej możliwości niż 
pilnowanie Meredith, aby nie stała jej się krzywda.  

- Cześć - usłyszałem za plecami, po czym obok mnie usiadł Alaric 

- Ty nie w szkole? - zapytałem zdziwiony 

- Stary, czy ty wiesz która jest godzina? - popatrzył na mnie kiwając 
przecząco głową - Gdzie Meredith? - zapytał po chwili zamawiając czarne 
espresso 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

58

 

 

Musze przyznać, że jak przestał pić stał się zbyt porządny. Kto,                  
by wiedział która jest godzina i jakie to ma znaczenie?. Dla mnie już 
dawno temu przestało to mieć jakąkolwiek wartość.  

- Bierze korki u Bonnie - odparłem z niezadowoleniem 

- Co jest? - zapytał widząc moją nietęgą minę 

Matt widząc, że nie zamierzam nic przy nim mówić wysłał znaczące 
spojrzenie w stronę Alarica, a następnie zwinął się gdzieś na zaplecze. 

- Masz czasami tak, że niektóre rzeczy w twojej głowie wyglądają 
znacznie lepiej niż w rzeczywistości? - zapytałem udzielając w pewnym 
sensie odpowiedzi na zawarte przez niego pytanie  

- Chodzi ci o Meredith? - spojrzał na mnie, a kiedy nic nie odpowiedziałem 
dodał - Wydusisz to z siebie, czy faktycznie będzie ci trzeba więcej polać, 
byś zaczął wreszcie mówić? - zażartował   

- Szczerze nie nawiedziłem tego, kiedy Meredith była z Klausem, ale nie 
tylko przez wzgląd na to, że zmienił ją w wampira, ale przede wszystkim 
na to, że miał coś czego ja mieć nie mogłem. Wiedziałem, że zrobię 
wszystko, by ją uratować, ale liczyłem, że kiedy tak się stanie ona dalej 
pozostanie wampirem tylko, że tym razem cała zabawa przypadnie mnie - 
wytłumaczyłem opróżniając do końca całą szklaneczkę z whisky  

 

**Meredith**    

 

Pospiesznie otworzyłam oczy nie chcąc już dłużej słuchać tego co miał    
do powiedzenia Damon.  

- Meredith, wszystko w porządku? - zapytała Bonnie chwytając za moją 
dłoń 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

59

 

 

- Tak - odpowiedziałam kiwając przy tym twierdząco głową, starając się    
w żaden sposób nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak 

Nie mniej czułam strach trzęsąc się wewnętrznie. To nie mogła być 
prawda. 

- Udało ci się?, Co widziałaś - zapytała z entuzjazmem w głosie Caroline 

- Widziałam Damona - wzięłam duży wdech powietrza - był w Mystic 
Grill rozmawiał z Mattem, a później z Alarickiem - wyjaśniłam  

- O czym rozmawiali? - zadała kolejne pytanie Elena 

- W zasadzie to o niczym szczególnym - skłamałam  

- Przynajmniej wiemy, że działanie twojej Mocy odwzajemniają twoje 
emocje, a przede wszystkim więź z daną osobą - wyjaśniła Bonnie,            
a ja uśmiechnęłam się smutno w jej stronę 

Nie wiem jak dalej przebiegła rozmowa Damona z Alarickiem i trochę 
żałowałam, że nie posłuchałam tego do końca. Niestety czas pędził jak 
szalony. Dobiegała godzina dwudziesta. Odruchowo spojrzałam za okno 
widząc księżyc rzucający swoją jasną poświatę.                                              
Bonnie może i mogła mnie uczyć magii, ale te lekcje nie wyglądały tak jak 
tego oczekiwałam. Nie wiem czemu, ale czułam, że muszę się nauczyć 
korzystać z mojej Mocy jak najszybciej. Niestety jeżeli to będzie odbywać 
się w takim tempie to prędzej nastanie zima, niż ja nuczę się czegokolwiek.  

- Chyba na dzisiaj tego wystarczy, wyglądasz na wyczerpaną - powiedziała 
Bonnie spoglądając na mnie - Pomożecie mi z tymi kartonami? - zapytała 
po chwili, przez co Caroline od razu chwyciła za puste kartony po pizzy,   
a Elena za stojące nieopodal szklanki po soku  

Trzy przyjaciółki powoli zniknęły w kuchni pozostawiając mnie samą             
w pokoju. Odruchowo spojrzałam na leżącą przede mną księgę Petrovy.      
W mojej głowie pojawiła się pewna natarczywa myśl. Starałam się ją 
zignorować, ale tym razem było to silniejsze ode mnie. Wiedziałam,              
że nie powinnam tego robić, ale nikt nie pozostawił mi wyboru. 
Otworzyłam pospiesznie księgę, cały czas obserwując, czy żadna                 

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

60

 

 

z dziewczyn nie nadchodzi, po czym wyrwałam jedną ze stron. Bacznie 
rozglądając się i upewniając, że nikt niczego nie zobaczył, złożyłam 
niedbale kartkę na cztery części chowając ją do tylniej kieszeni jeansów.  

- Mam nadzieję, że nie będziecie mi miały tego za złe - krzyknęłam            
z pokoju starając się opanować drżenie w moim głosie - , ale zadzwonił 
Damon, chce żeby wróciła szybciej do domu - stanęłam w progu łączącym 
kuchnię z korytarzem  

- Nie, nic się nie stało - powiedziała trochę niepewnie Elena spoglądając     
w moim kierunku 

- Bonnie raz jeszcze dziękuję, że zajmiesz się księgą naprawdę bardzo tego 
potrzebuję - rzuciłam rozentuzjazmowana, ubierając swoją kurtkę 

- Meredith wiesz, że będziesz musiała powiedzieć Damonowi o naszyjniku 
- przypomniał mi czarownica 

- Tak pamiętam, załatwię to jak wrócę - odpowiedziałam choć kompletnie 
teraz się nad tym nie zastanawiałam, odsuwając od siebie ten problem 
najdalej jak tylko mogłam - To do jutra - dodałam na odchodne kierując się 
od razu w stronę drzwi, nie dając już dojść do głosu nikomu więcej 

Przyznaję, że chciałam stamtąd wyjść najszybciej. Nie czekając na kolejną 
wymianę zdań pod tytułem, czy dobrze się czuję, czy ze mną wszystko     
w porządku i czy znajdziemy sposób jak cię uratować.  

Wsiadłam pospiesznie do samochodu odpalając silnik. Zamiast odczuwać 
strach i przerażenie, czułam się raczej podekscytowana. Może w tym co 
chciałam zrobić nie było niczego dobrego, ale za to dokładnie wiedziałam 
co chcę osiągnąć. Włączyłam radio dodając gazu. 

 

muzyka

 

 

 

Wg księgi przywrócenie Tati mogło się odbyć tylko w miejscu 

sprzężenia Magii, a w całym Mystic Falls znałam tylko jedno takie 
miejsce. Rebekah miała rację, przeszłość była wystarczającą lekcją       

background image

 

Ro

zd

zi

 I

II

: Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

61

 

 

jaką odebrałam od życia, dlatego dałam sobie słowo, że już nigdy nikt nie 
będzie mi mówił co mam robić.  

 

Trzymając jedną rękę na kierownicy, drugą chwyciłam za wisiorek 

ściskając go mocniej przez co na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Ogień 
rozbłysnął w moim sercu sprawiając, że znowu poczułam się żywa.   
Damon miał rację, ja też nie chciałam stracić tego co miałam wcześniej.  
W tym momencie żałowałam jedynie tego, że nie zdążyłam zapytać 
Bonnie co oznacza napis na odwrocie naszyjnika, nie mniej liczyłam na to, 
że za niedługo sama się tego dowiem.  

 

Ciąg dalszy nastąpi...