background image

 

 

ANNE MARIE DUOUETTE 

 

Dinozella 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

-  Pani  Noelle,  zostało  nam  tylko  pięć  minut  -  zawołał  reżyser.  - 

Wolę nie myśleć o tym, co będzie, jeśli nie zmieścimy się w czasie. 

-  Na  pewno  się  zmieścimy!  Ale  wciąż  nie  mogę  uwierzyć,  że  ta 

audycja  będzie  nadawana  na  żywo.  -  Noelle  Forrest  westchnęła.  - 

Powinniśmy,  tak  jak  dotąd,  zarejestrować  wszystko  najpierw  na 

taśmie. 

-  Zawsze  podczas  tygodnia  widza  nadajemy  jeden  program  na 

żywo - wtrąciła charakteryzatorka, Louise. - Na pewno doskonale dasz 

sobie  radę,  Noelle.  A  skoro  współpracujesz  z  nami  już  od  trzech  lat, 

wiedziałaś chyba, że prędzej czy później taki program cię czeka. 

-  Niby  tak,  ale  minęły  dwa  sezony,  a  ja  ani  razu  nie 

występowałam podczas tygodnia widza. 

-  Twój  program  robi  się  coraz  popularniejszy.  Tak  się  spodobał 

widzom,  że  postanowiono,  abyś  dzisiaj  wystąpiła  w  audycji 

nadawanej na żywo. 

-  Ależ,  Louise,  przecież  Woody  doskonale  wie,  że  jeszcze  nigdy 

w  czymś  takim  nie  brałam  udziału.  Jestem  paleontologiem,  a  nie 

aktorką. Co będzie, jeśli akurat dzisiaj popełnię jakiś straszny błąd? 

-  Wtedy  natychmiast  obróć  to  w  żart.  -  Louise  po  raz  ostatni 

musnęła  policzki  Noelle  różem,  popatrzyła  w  jej  pełne  niepokoju 

zielone oczy i pogładziła jej krótkie, rudawe włosy. - Nie przejmuj się. 

Masz  młodych  widzów,  których  łatwo  pozyskasz,  jeśli  ich  trochę 

rozbawisz.  Ty  zresztą  zawsze  nawiązujesz  doskonały  kontakt  z 

background image

dziećmi.  Mogę  ci  powiedzieć,  że  moje  uwielbiają  twój  program. 

Naprawdę. 

-  Dziękuję.  -  Noelle  przygryzła  wargę.  -  Mam  nadzieję,  że  nie 

zmienią zdania, jeśli dzisiaj coś nie wypali. 

- Nie martw się na zapas. Jeszcze nie było żadnej wpadki. 

- Jedna minuta, pani Noelle. Proszę na miejsca! 

- Połamania nóg! - rzuciła Louise i uśmiechnęła się serdecznie. 

Rozległa się cicha muzyka oraz głos spikera: 

-  Mam  zaszczyt  zaprosić  państwa  do  obejrzenia  kolejnej 

„Przygody  z  prehistorią",  programu,  który  prowadzi  doktor  Noelle 

Forrest, czyli nasza pani Dinozella. 

Noelle  przeżegnała  się  w  duchu,  zrobiła  krok  naprzód  i  znalazła 

się  w  jarzącym  świetle  reflektorów.  Uśmiechnęła  się,  gdy  widzowie 

zebrani na sali zaczęli głośno klaskać. 

-  Witam  was,  dziewczynki  i  chłopcy,  i  dziękuję  za  serdeczne 

powitanie.  Nazywam  się  Noelle  Forrest,  pracuję  w  Muzeum 

Paleontologicznym  stanu  Kolorado.  Naszym  nowym  telewidzom 

pragnę  wyjaśnić,  że  paleontologia  to  dziedzina  nauki  zajmująca  się 

badaniem  najdawniejszych  form  życia  oraz  skamieniałości  różnych 

organizmów. Jak wszyscy zapewne wiecie, ja wybrałam... 

Urwała, a dzieci natychmiast chórem dokończyły: 

- Dinozaury! 

-  Tak.  Dzisiaj  zastanowimy  się  nad  tym,  dlaczego  nasz  rodzimy 

stan Kolorado posiada takie bogactwo skamielin. Właśnie tutaj, dzięki 

specyficznej  budowie  terenu,  odkrywa  się  najwięcej  szczątków 

background image

dinozaurów.  Wszyscy  powinniśmy  wiedzieć,  dlaczego  tak  się  dzieje. 

Współgospodarzem  dzisiejszego  programu  będzie  jedenastoletni 

Jason  Reilly,  który  jest  członkiem  miejscowego  klubu  miłośników 

dinozaurów. Jason, proszę cię o zajęcie miejsca obok mnie. 

Trzy kamery objęły całą salę, lecz nigdzie nie było widać dziecka 

podnoszącego się  z miejsca. Noelle  zaniepokoiła się, że  właśnie tego 

dnia  wybrano  dziecko,  które  nie  może  przezwyciężyć  tremy.  A  w 

programie na żywo niczego nie można ukryć. 

- Jasonie, czy jesteś gotów? 

-  Zaraz  będę  -  usłyszała  niewyraźną  odpowiedź.  -  Muszę  tylko 

znaleźć plecak. 

Nie mogąc nigdzie dostrzec chłopca, Noelle zaproponowała: 

- Byłabym wdzięczna, gdyby kierownik klubu pomógł Jasonowi i 

tym samym pokazał, gdzie jest nasz dzisiejszy gość. 

Po chwili dostrzegła chłopca, który wstał i ruszył w jej stronę. Jej 

nerwowe napięcie wzrosło, gdy się zorientowała, że Jason porusza się 

o kulach, a na rękach i nogach ma aparaty stabilizujące. Speszyła się i 

przeraziła nie na żarty. Wydawało się jej niemożliwe, żeby świadomie 

dokonano takiego wyboru. 

- Jasonie, uważaj na schodach! - ostrzegła. 

- Och, ja stale chodzę po schodach, więc mam dużą wprawę. 

- To widać. 

Jason  szedł  z  łatwością,  która  potwierdzała  jego  słowa.  Noelle 

zrobiło się żal biednego dziecka. 

background image

-  Chce  pani  zobaczyć,  jak  wchodzę  po  dwa  stopnie?  -  spytało 

„biedne dziecko" głosem zdradzającym chęć popisania się. 

-  Nie.  Jestem  pewna,  że  robisz  to  doskonale,  lecz  wolałabym, 

żebyś wchodził tylko po jednym. 

Obserwowała go pełna podziwu oraz troski. Schody nie stanowiły 

największej  przeszkody,  bardziej  zdradliwa  była  podłoga  zarzucona 

grubymi kablami. Noelle bała się o bezpieczeństwo chłopca i z trudem 

opanowała ogromną chęć, by nie zważając na kamery, odesłać go na 

miejsce.  Nie  pozwalała  na  to  jednak  wyraźna  pewność  siebie 

widoczna  w  każdym  ruchu  Jasona.  Wobec  tego  rzuciła  tylko  kolejne 

ostrzeżenie: 

- Patrz uważnie pod nogi, bo podłoga jest zasłana kablami, przez 

które trzeba przejść. 

Chłopiec  kiwnął  głową  i  bez  najmniejszego  potknięcia  dotarł  na 

miejsce. Noelle odetchnęła z ulgą. 

-  Dzień  dobry,  pani  Dinozello.  Chciałem  powiedzieć,  witam 

panią, doktor Forrest. 

Wyciągnął rękę. 

-  Miło  mi  cię  powitać,  Jasonie.  Czy  jesteś  gotów  i  możemy  od 

razu zacząć pogadankę? 

Na twarzy gościa odmalowało się rozczarowanie. 

- Miałem nadzieję, że najpierw będzie część poznawcza.  

Noelle  dostrzegła  wymowne  spojrzenie  reżysera,  oznaczające,  że 

audycja  ma przebiegać  według  scenariusza.  Ona  sama  też  wolała  raz 

ustalony zwyczaj. 

background image

- Czy widziałeś już jakiś nasz program? - spytała. 

- Obejrzałem wszystkie bez wyjątku! 

- No to wiesz, że zawsze najpierw jest krótki wykład. 

-  Wiem.  -  Chłopiec  uśmiechnął  się  promiennie,  lecz  dodał  z 

uporem:  -  Ale  myślę,  że  dziś  możemy  opuścić  część  teoretyczną, 

ponieważ przyniosłem pani coś, co niedawno znalazłem. 

- Przyniosłeś mi jakąś skamieniałość? 

- Tak - z dumą oświadczył Jason. - Czy pamięta pani ten program, 

w którym uczyła dzieci, jak należy szukać? 

- Oczywiście. 

-  No  więc  ja  coś  znalazłem.  I  uprosiłem  kierownika  klubu,  żeby 

nas  tutaj  przywiózł,  bo  chciałem  to  pani  pokazać.  Czy  naprawdę 

musimy czekać aż do drugiej części programu? 

Noelle z powagą wpatrywała się w swego gościa. Nie wątpiła, że 

szukanie  skamielin  przedstawiało  dla  niego  spore  trudności.  Uznała 

więc,  że  należy  docenić  dzielność  i  wytrwałość  tego  wyjątkowego 

dziecka. 

- Nie. Nie jest to absolutnie konieczne. Przejdźmy zatem do stołu 

preparatorskiego i tam mi pokażesz, co przyniosłeś. 

Jason  zrobił  uszczęśliwioną  minę,  natomiast  reżyser  taką,  jakby 

mu groził atak serca. Nie ulegało wątpliwości, iż boi się o scenariusz i 

o  to,  że  straci  pracę,  jeśli  Jasonowi  coś  się  stanie.  I  to  w  czasie 

programu  na  żywo!  Noelle  liczyła  się  nawet  z  możliwością,  że  tego 

dnia nikt nie zadeklaruje wsparcia dla ich stacji. 

background image

Mimo  takiej  perspektywy  nagle  przestała  się  wahać.  Nie  chciała 

zawieść wielkiego oczekiwania malującego się na twarzy chłopca.  

Obawiała  się  wprawdzie,  że  „skarb"  Jasona  okaże  się,  w 

najlepszym  wypadku, stosunkowo młodą skamieniałością, lecz nawet 

i  wtedy  mógł  dostarczyć  świetnej  okazji,  by  młodym  entuzjastom 

paleontologii przekazać nieco wiedzy. 

Kiedy  znaleźli  się  w  drugiej  części  studia,  Noelle  podsunęła 

chłopcu krzesło. Sama też usiadła przy stole preparatorskim. 

- A teraz, przyszły paleontologu, pokaż nam, co znalazłeś. 

- Muszę najpierw wyjąć to z plecaka. - Jason upuścił kule z takim 

hukiem,  że  operator  dźwięku  aż  się  skrzywił.  -  Zapewniam panią,  że 

gdy  to  znalazłem,  postępowałem  tak,  jak  nam  pani  kazała.  Nie 

próbowałem niczego oczyszczać. 

Noelle zwróciła się do widzów: 

-  Skamieniałości  mogą  się  okazać  bardzo  kruche  i  dlatego  nie 

należy samemu przystępować do ich oczyszczania. W dodatku to, co 

waszym  zdaniem  jest  grubą  warstwą  brudu,  może  zawierać  bardzo 

cenne  informacje.  Jasonie,  co  paleontolog  powinien  w  takiej  sytuacji 

zrobić? 

Chłopiec  obchodził  się  z  plecakiem  znacznie  delikatniej  niż  z 

kulami. Bardzo ostrożnie położył go na stole. 

-  Należy  dany  okaz  owinąć  bandażem  i  całość  pokryć  warstwą 

gipsu. O, tak. 

Noelle  wystarczył  jeden  rzut  oka,  by  ocenić,  że  gips  został 

nałożony dobrze i fachowo. 

background image

-  Doskonale!  -  pochwaliła.  -  Proszę  wszystkich,  żeby  teraz 

patrzyli  bardzo  uważnie.  -  Podniosła  gipsową  bryłę  wyżej.  -  Taka 

warstwa 

zabezpiecza 

skamieniałość 

przed 

ewentualnym 

uszkodzeniem… 

-  Ale  natychmiast  trzeba  skontaktować  się  ze  specjalistą  - 

dopowiedział Jason, cytując z pamięci jej słowa. 

- Widzę, że faktycznie pilnie oglądałeś moje programy. 

- Nie opuściłem ani jednego. A to dobrze zrobiłem? 

Noelle odłożyła bryłę gipsu na stół. 

-  Idealnie. Ciekawa jestem, czy  zrobiłeś to zupełnie sam, czy też 

ktoś ci pomagał. 

-  Wszystko  zrobiłem  sam.  No,  prawdę  powiedziawszy,  ja  tylko 

nałożyłem gips przygotowany przez kogoś innego. 

- Szkoda, że trzeba zniszczyć twoją  pracę, ale musimy to  zrobić, 

jeśli  chcemy  się  dowiedzieć,  co  jest  w  środku.  Podaj  mi,  proszę, 

narzędzia. 

W chwili, gdy przystąpiła do usuwania gipsu, zapomniała o tym, 

iż  audycja  nadawana  jest  na  żywo.  Widzowie  z  zapartym  tchem 

czekali  na  ukazanie  się  „skamieniałości"  Jasona,  a  ich  wyraźne 

napięcie  i  rozgorączkowanie  udzieliło  się  i  Noelle.  Westchnęła, 

ponieważ  wiedziała,  jak przykro  jej  będzie  oznajmić,  że  to,  co  Jason 

znalazł, najprawdopodobniej jest starą, pogryzioną kością. 

Przez  ten  czas  Jason  w  najwyższym  skupieniu  przeglądał  leżący 

na  stole  zestaw  przyborów  do  pracy.  Po  dłuższym  namyśle  podał 

Noelle gumowy młotek i ostre dłuto. 

background image

- Czy to się będzie nadawać? - spytał głosem, w którym nie było 

cienia wątpliwości, że wybrał właściwe narzędzia. 

- Na pewno. 

- Niech pani nie zapomina o włożeniu okularów ochronnych.  

Noelle uznała, że jej wyjątkowy gość zapewne oglądał wszystkie 

audycje po kilka razy. 

- Doskonale się we wszystkim orientujesz. 

Jason  rozpromienił  się  i  rzucił  kolegom  spojrzenie  pełne  dumy. 

Widać było wyraźnie, iż karnety wcale go nie peszą. Noelle zwróciła 

się do kamerzystów: 

-  Proszę  o  zbliżenie,  ponieważ  zaczynam  zdejmować  gips.  Z  tej 

strony - dodała, zwracając się do widzów. - Trzeba postępować bardzo 

ostrożnie,  aby  nie  uszkodzić  kości.  Jasonie,  opowiedz  nam  teraz,  jak 

znalazłeś ten okaz. 

- Chętnie. 

-  Tylko  pamiętaj,  żeby  nie  podawać  żadnych  nazwisk  ani 

adresów, nawet twoich rodziców - przypomniała. 

- Opiekunów - uściślił chłopiec. - Bo ja nie mam rodziców. 

Los  rzeczywiście  nie  oszczędzał  tego  dziecka.  Noelle  usiłowała 

jak najszybciej opanować konsternację. 

-  Wiesz,  że  bez  specjalnego  zezwolenia  nie  możemy  wymieniać 

żadnych nazwisk - rzuciła pospiesznie. 

Chłopiec skinął głową i zaczął mówić: 

-  Któregoś  dnia  oglądałem  program  o  tym,  jak  dzieci  znalazły 

skamieniałość. Muszę się przyznać, że mam wszystkie pani audycje. 

background image

Zresztą nagrywam wszystko o dinozaurach. Nawet kupiłem sobie 

książkę  „Park  Jurajski",  ale  pani  program  bardziej  mi  się  podoba. 

Zawiera więcej informacji niż ten głośny film. I jest ciekawszy. 

Dziękuję ci, to wspaniały komplement. 

Noelle  uznała,  że  jest  już  całkowicie  pod  urokiem  tego 

niezwykłego dziecka. Uśmiechnęła się i zabrała do pracy. 

-  Radziła  pani  szukać  skamieniałości  w  pobliżu  różnych 

wykopów. Albo w korytach rzek czy przy torach kolejowych. 

- Zgadza się. Mów dalej. 

- Na każdej przejażdżce bardzo uważnie się rozglądam. 

Noelle podniosła głowę i nieśmiało spytała: 

- Jeździsz na rowerze? 

- Nie, to nie dla mnie. Ale jeżdżę konno, bo coś takiego zalecono 

mi  w  ramach  terapii.  Odbywa  się  to  na  terenie  należącym  do  pana 

Matta. 

- Tylko bez nazwisk - wtrąciła Noelle. 

-  Pamiętam  -  spokojnie  odparł  Jason.  -  No  więc  jechałem  sobie 

trasą wytyczoną wzdłuż starego łożyska potoku... 

- To chyba niebezpieczne. 

-  Wcale  nie,  bo  dno  zawsze  jest  zupełnie  suche.  Pan  Matt 

przeznaczył tę trasę dla początkujących. Na dnie jest żwir, więc konie 

chodzą  bardzo  wolno.  Ja  wcale  nie  jestem  początkującym  jeźdźcem, 

ale chciałem się przekonać, czy tam są skamieniałości. No i udało mi 

się coś wypatrzyć. 

background image

-  Siedząc  wysoko  w  siodle,  zdołałeś  rozpoznać,  że  to  jest  jakaś 

prehistoryczna kość? - spytała zaskoczona Noelle. 

Oczywiście. 

Obejrzałem 

przecież 

setki 

zdjęć 

ze 

skamieniałościami,  a  ta  kość  leżała  sobie  na  otwartej  przestrzeni. 

Poprosiłem terapeutkę, żeby mi ją podała. 

- A więc była z tobą terapeutka? 

-  No.  Ona  mi  zawsze  towarzyszy,  kiedy  nie  jadę  razem  z  całą 

grupą. Tak na wszelki wypadek. Ale jeszcze nigdy mi się nic nie stało. 

-  Jason  zmarszczył  brwi.  -  Ani  terapeutce,  ani  mnie  nie  udało  się 

odgadnąć, od jakiego dinozaura ta kość pochodzi. 

W oczach Noelle pojawiły się wesołe iskierki. 

- Żeby móc zidentyfikować kawałek kości dinozaura trzeba mieć 

za  sobą  wiele  lat  studiów.  Zdarza  się  nawet  doświadczonym 

paleontologom,  że  mają  duże  trudności  przy  oznaczaniu  nowego 

okazu. Więc nie rób sobie żadnych wyrzutów. Przecież i tak spisałeś 

się doskonale. 

-  Czy  ja  wiem...  -  W  glosie  Jasona  brzmiało  powątpiewanie.  W 

domu  zabezpieczyłem  gips,  według  pani  instrukcji,  bo  nie  chciałem, 

żeby się coś złego z okazem stało. 

Noelle usunęła już dość dużą część gipsu i oznajmiła: 

-  No,  proszę,  już  dokładnie  widać  całość!  Jasonie,  może  chcesz 

osobiście odsłonić to, co znalazłeś? 

- O, nie. Wolę, żeby pani to zrobiła - poważnie odparł chłopiec. - 

Mówiła  pani,  że  skamieniałości  są  bezpieczne  tylko  w  rękach 

background image

specjalistów.  No  i  w  rękach  społeczeństwa.  Prywatne  kolekcje 

świadczą o wielkim egoizmie, prawda? 

Noelle  aż  się  zarumieniła.  Chłopiec  wiernie  powtórzył  słowa, 

które wyrażały jej głębokie przekonanie, lecz teraz zabrzmiały nazbyt 

moralizatorsko. 

-  Masz  rację.  Wszystkie  okazy  powinny  się  znajdować  w 

muzeach,  gdzie  każdy  może  je  obejrzeć  i  przeprowadzić  studia  nad 

nimi. Słusznie zrobiłeś, że tę kość tu przyniosłeś. 

- To dla pani. Chcę, żeby pani ją posiadała. 

-  Dziękuję  ci,  i  przyjmuję  ją  w  imieniu  muzeum,  w  którym 

pracuję - odparła Noelle. - Pod warunkiem, że to jest najprawdziwsza 

skamieniałość. 

Ostatnie  słowa  miały  przygotować  chłopca  na  czekające  go 

rozczarowanie. Noelle jeszcze dorzuciła: 

- Przecież wszystkim wiadomo, że do muzeum nic przekazuje się 

starych kości, obgryzionych przez psa. 

Widzowie  wybuchnęli  śmiechem.  Nawet  Jason  uznał  to  za 

dowcip. 

-  Moi  przybrani  rodzice  mają  psa  -  powiedział,  kiedy  śmiech 

dzieci nieco przycichł. - Ale on tej kości nie chciał. 

Noelle nie mogła dłużej odwlekać decydującego momentu. 

- Za chwilę zobaczymy, co mamy. 

Powoli, bez pośpiechu, odwinęła bandaż, pokazywany widzom w 

dużym zbliżeniu. Wszystkie dzieci wstrzymały oddech. 

background image

Noelle też przestała oddychać, gdy zobaczyła to, co się wyłoniło. 

Drżącą  ręką  zdjęła  okulary  i  natychmiast  wzięła  lupę.  Wprawnym 

okiem  obrzuciła  całą  skamieniałość,  a  szczególnie  miejsca,  gdzie 

zagłębienia w kości były wypełnione depozytami.  

Na 

poczekaniu 

dokonała 

błyskawicznego 

przeglądu 

współczesnych oraz prehistorycznych szkieletów zwierząt i porównała 

je z trzymanym w ręku okazem. Poczuła zawrót głowy i zapomniała, 

gdzie się znajduje. 

Po chwili uświadomiła sobie, że ktoś coś do niej mówi. 

-  Pani  doktor!  Pani  Forrest!  Czy  coś  się  stało?  -  dopytywał  się 

Jason. 

Oderwała oczy od skamieniałości. 

-  Gratuluję  ci,  Jasonie  -  powiedziała  przytłumionym  z  wrażenia 

głosem. - Dokonałeś swego pierwszego odkrycia. 

Widzów  ogarnął  szalony  entuzjazm,  a  koledzy  bohatera  aż 

podskakiwali  z  radości.  Ludzie  odpowiedzialni  za  całość  i  jakość 

programu patrzyli z rozpaczą w oczach to na scenariusze to na Noelle, 

która nie od razu zauważyła, iż reżyser daje znaki, aby zrobić przerwę. 

Gdy się zorientowała, szybko zapowiedziała: 

-  Teraz  zrobimy  krótką  przerwę,  ale  najpierw  jeszcze  podam,  w 

jaki  sposób  można  finansowo  wesprzeć  działalność  naszej  lokalnej 

stacji. 

Wyłączono kamery. Noelle nabożnie położyła cenny okaz na stole 

i wytarła spocone dłonie. Nie  zwracała uwagi ani na reżysera, ani na 

widzów. 

background image

-  Podaj  mi,  proszę,  swoje  nazwisko  i  adres.  W  związku  z  tym 

okazem znajdziesz się w wielu publikacjach naukowych. 

Chłopiec na chwilę zaniemówił. 

- Naprawdę? I będę mógł jeszcze wystąpić w pani programie? 

-  Oczywiście,  możesz  być  tego  pewien.  A  jak  nazywa  się 

właściciel ośrodka? Chciałabym go poznać. 

- To pan Matt Caldwell. 

Rodzice  mieli  obowiązek  zabierać  dzieci  zaraz  po  zakończeniu 

każdej audycji. Tymczasem tego właśnie dnia przybrana matka Jasona 

zadzwoniła  z  wiadomością,  że  nie  zdąży  po  chłopca  przyjechać. 

Jasonowi  zrzedła  mina,  gdy  usłyszał,  że  ma  wrócić  z  kierownikiem 

klubu. 

-  Ale  ja  mam  dzisiaj  lekcję  jazdy!  Panie  Jimenez,  czy  naprawdę 

nie może mnie pan zawieźć do ośrodka? 

Kierownik  niestety  spieszył  się  i  nie  mógł  jechać  okrężną  drogą. 

Słysząc to, Noelle zaproponowała, że ona odwiezie chłopca na lekcję. 

Miała  nadzieję,  że  skorzysta  przy  tym  z  okazji,  aby  porozmawiać  z 

panem  Caldwellem  o  ewentualnych  poszukiwaniach  na  terenie  jego 

ośrodka. 

Poza tym musiała przyznać, że Jason Reilly miał w sobie coś, co 

ją  niezwykle  ujęło.  Od  pierwszej  chwili  sama  obecność  tego  dziecka 

sprawiała  jej  prawdziwą  przyjemność  i  dlatego  pragnęła  poznać  go 

bliżej. 

Usłyszawszy, że Noelle odwiezie go na lekcję, Jason nie posiadał 

się z radości. 

background image

- Doktor Forrest, czy pani naprawdę mnie zawiezie? 

- Tak. Oczywiście pod warunkiem, że twoja matka wyrazi zgodę. 

Może  na  miejscu  będę  miała  okazję  porozmawiać  z  panem 

Caldwellem. 

Pani  Swanson  początkowo  miała  pewne  obiekcje,  lecz  Jason  nie 

chciał  jednak  dać  za  wygraną.  Po  kilku  jego  argumentach  opiekunka 

nareszcie wyraziła zgodę i chłopiec znalazł się w samochodzie Noelle. 

-  Ale  byłoby  fajnie,  gdybyśmy  znaleźli  więcej  skamieniałości, 

prawda? - zagadnął. 

-  Na  to,  żeby  coś  znaleźć,  potrzeba  dużo  czasu.  Poszukiwania 

niekiedy trwają całymi miesiącami, a nawet latami - zauważyła Noelle 

i  pomyślała,  że  najważniejsza  w  tej  chwili  jest  kwestia,  czy  pan 

Caldwell  w  ogóle  pozwoli  obejrzeć  teren.  Postanowiła,  że  zrobi 

wszystko, aby go do tego nakłonić. 

- Bardzo bym chciał pani pomagać - ciągnął Jason. 

- Pomożesz mi, kochanie. Ale dzisiaj masz lekcję. 

- Wolałbym razem z panią szukać kości dinozaurów. 

-  Obiecałam,  że  zawiozę  cię  na  lekcję  i  muszę  dotrzymać  słowa 

danego pani Swanson. 

-  Nie  rozumiem,  dlaczego  muszę  jej  słuchać  -  buntował  się 

chłopiec. - Przecież pani wie, że ona nie jest moją matką. 

- Wiem, ale trzeba się liczyć z jej zdaniem - łagodnie tłumaczyła 

Noelle  i,  niespodziewanie  dla  samej  siebie,  pogładziła  Jasona  po 

głowie. - Nie martw się, kochanie. Obiecuję, że będę cię informować 

o rozwoju sytuacji. 

background image

Jason kiwnął głową, lecz przestał się odzywać.  

Noelle  postanowiła  złagodzić  jego  rozczarowanie  i  zmieniła 

temat. 

- Opowiedz mi, jak doszło do tego, że jeździsz na koniu. 

Chłopiec wzruszył ramionami. 

- Zaproponowano tę jazdę jako element terapii. 

- W ramach fizykoterapii? 

- Nie. Tym zajmowano się w szpitalu. Jazda konna jest leczeniem 

poprzez  rekreację.  Wie  pani,  tylko  dla  przyjemności.  Ośrodek  pana 

Matta  jest  dla  dzieci  takich  jak  ja.  Są  tam  specjalnie  przeszkoleni 

terapeuci, którzy nam pomagają. 

- Czyli pan Matt jest właścicielem ośrodka, a nie terapeutą? 

- Jest też głównym terapeutą. Ale są i inni. 

- Inni terapeuci? 

- Tak. Jest ich troje. Jedna kobieta i dwóch mężczyzn. 

- A kto zajmuje się końmi? Pan Matt? 

-  Nie.  Opieka  nad  końmi  należy  do  jego  młodszego  brata.  Pan 

Alex  sprawuje  też  nadzór  nad  pracownikami, a  pan Matt  zajmuje  sic 

tylko pacjentami. Ale właściwie prowadzą całość razem. 

- Rozumiem. - Noelle stanęła przed skrzyżowaniem i spojrzała na 

chłopca. - Czy jeszcze ktoś z nimi mieszka? 

- Nie. Reszta rodziny nie żyje. 

- Wszyscy umarli? 

- Tak. Zginęli w jakimś wypadku. 

- To bardzo przykre. 

background image

-  Wybrali  się  gdzieś  samolotem  i  zginęli  w  drodze  powrotnej  do 

domu.  -  Obojętność,  z  jaką  mówił,  świadczyła  o  tym,  że  to  dość 

dawna  historia.  -  Pan  Matt  opowiedział  mi  wszystko,  kiedy 

rozpaczałem, że moi rodzice się mną nie opiekują. Zapewniał mnie, że 

on  to  rozumie.  I  myślę,  że  chyba  naprawdę  rozumiał.  -  Oczy  Jasona 

zalśniły ciepłym blaskiem. - Bardzo lubię pana Matta. 

- Nie wątpię. 

Zapaliło  się  zielone  światło  i  Noelle  ruszyła.  Jadąc,  zastanawiała 

się, jakie mogły być powody, dla których chłopiec nie miał rodziców, 

lecz  na  razie  nie  chciała  o  to  pytać.  Wolała  dowiedzieć  się  czegoś 

więcej o panu Caldwellu. 

- Uważasz, że pan Matt jest dobrym człowiekiem? 

-  Najwspanialszym.  Jest  sto  razy  milszy  niż  wyznaczona  mi 

terapeutka. 

Chłopiec westchnął ciężko. 

- Czyżbyś jej nie lubił? 

Jason wzruszył ramionami. 

-  Pewnie  nie  jest  taka  zła.  Ale  przez  jakiś  czas  interesowała  się 

panem Mattem bardziej niż mną. 

- Jest jego narzeczoną? - spytała Noelle. 

- Już nie. Nie podobała się panu Alexowi. 

- Zaraz, zaraz, Jasonie. Powiedz mi jeszcze raz, kto to taki ten pan 

Alex? 

- Brat pana Matta. Akurat teraz, dzięki Bogu, pojechał kupić nowe 

konie. 

background image

Chłopiec  skrzywił  się,  co  wyraźnie  oznaczało,  że  nie  darzy  obu 

braci 

jednakową 

sympatią. 

Owo 

przypuszczenie 

znalazło 

potwierdzenie w jego następnych słowach. 

- Pan Matt i pani Connie chodzili ze sobą, ale panu Alexowi się to 

nie  podobało.  Potem  często  się  chwalił,  że  to  on  doprowadził  do 

zerwania. 

- Czy pan Alex naprawdę ci to mówił? 

-  Tak.  Chociaż  ja  mu  nie  wierzę.  Pan  Matt  powiedział,  że  on  i 

pani Connie nie pasowali do siebie, a jego brat nie miał z zerwaniem 

nic wspólnego. 

-  Wiesz  co,  myślę,  że  to  nie  nasza  sprawa  -  zreflektowała  się 

Noelle. 

-  Teraz  i  tak jest po  wszystkim.  Pan Matt i  pani Connie  są tylko 

znajomymi i już się tyle nie całują. 

- Znajomi też się przecież całują - rzekła Noelle. 

Jason skrzywił się. 

-  Lepiej,  żeby  pani  Connie  nie  zapędziła  się  do  mnie  z  takimi 

głupimi czułościami. 

- Jestem przekonana, że ją głównie interesują twoje lekcje - rzekła 

Noelle. - Na pewno jest dobrą terapeutką. 

- Tak, ale nie interesuje się prehistorią. Wie pani, że musiałem ją 

prawie błagać, żeby podniosła tę skamieniałość, którą wypatrzyłem na 

ziemi.  Nie  chciała  mi  wierzyć,  że  to  kawałek  szkieletu  dinozaura  - 

wyznał z pogardą w głosie. - Ale w czasie audycji wolałem o tym nie 

mówić. 

background image

- Dobrze postąpiłeś. I tak wystarczyło rewelacji. 

- Co się stanie z tym okazem, który znalazłem? 

- Przekażę naszemu muzeum i zajmą się nim specjaliści. 

- A dlaczego nie pani sama? 

Noelle  westchnęła.  Jej  sytuacja  zawodowa  była  tematem,  który 

wolałaby pominąć milczeniem. 

-  Mój  przełożony  ma  dla  mnie  jakieś  inne  zadania  -  powiedziała 

tonem, który zdecydowanie położył kres rozmowie. 

Miała mieszane uczucia co do tych zadań, zaś fakt, że jej kariera 

zawodowa  utknęła  w  martwym  punkcie,  budził  niepokój.  Obecny 

szef,  doktor  Peabody,  dał  jasno  do  zrozumienia,  że  jej  umiejętności 

czysto naukowe mniej go interesują niż korzyści płynące z programu 

w telewizji. 

Noelle najchętniej rzuciłaby tę pracę, lecz nie mogła sobie na taki 

krok  pozwolić.  Miejsc  pracy  było  niewiele  i  paleontologowie  w  jej 

sytuacji musieli obejmować istniejące wakaty. Noelle marzyła o tym, 

by  pracować  w  Muzeum  Przyrodniczym  w  Denver,  cieszącym  się 

międzynarodową  sławą.  Tam  jednak  przyjmowano  wyłącznie 

najlepszych  paleontologów  z  dużym  doświadczeniem  i  poleconych 

przez znakomitości w tej dziedzinie. 

Tymczasem  więc  była  zmuszona  podjąć  pracę  na  pół  etatu  w 

prywatnym  Muzeum  Paleontologicznym  stanu  Kolorado,  które  nie 

cieszyło się tak wielką sławą.  

Wymagano  jednak,  by  każdy  paleontolog  był  związany  z  jakimś 

muzeum,  więc  Noelle  zdecydowała  się  na  obecną  posadę,  mimo  iż 

background image

zarabiała zbyt mało, aby opłacić czynsz. W związku z trudną sytuacją 

finansową  zgłosiła  się  do  telewizji,  gdy  usłyszała,  że  potrzebny  jest 

ktoś,  kto  mógłby  prowadzić  program  zatytułowany:  „Przygoda  z 

prehistorią".  

Zaangażowano ją natychmiast, gdy się okazało, że umie nawiązać 

doskonały  kontakt  z  dziećmi  na  widowni.  Nowe  zajęcie  przynosiło 

niewątpliwe  korzyści  materialne,  lecz  miało  również  i  minusy. 

Audycje  bowiem  zyskały  taką  popularność,  że  macierzyste  muzeum 

Noelle czerpało z reklamy bezpośrednie i duże zyski.  

W  związku  z  tym  stało  się  oczywiste,  że  obecne  pół  etatu  nigdy 

się  nie  przekształci  w  wymarzoną  stałą  posadę  w  pełnym  wymiarze 

godzin.  Muzeum  Paleontologiczne  stanu  Kolorado  bez  żenady 

nazywało  siebie  „domem  pani  Dinozelli",  mimo  iż  ona  nie 

otrzymywała z tego „domu" żadnego wsparcia.  

Nie  mając  stałej  posady  w  innym  muzeum,  niestety,  nie  mogła 

zrezygnować  z  prowadzenia  „Przygody  z  prehistorią",  natomiast  jej 

przełożeni  nie  kwapili  się  z  zaproponowaniem  jej  stałego 

zatrudnienia, ponieważ właśnie dzięki niej muzeum miało dodatkowy 

zysk. 

Sytuacja  była  bez  wyjścia  i  Noelle  jak  gdyby  zawisła  w  próżni. 

Nie  była  ani  sławną  osobistością  telewizyjną,  ani  aktywnie 

pracującym  paleontologiem.  Wszystko  wskazywało  na  to,  iż  będzie 

zmuszona  opuścić dotychczasowe  muzeum  i  poszukać  pracy  w  innej 

placówce.  

background image

Jednak  w  pełni  zdawała  sobie  sprawę  z  tego,  że  żadne  szacowne 

muzeum  nigdy  poważnie  nie  potraktuje  kandydatury  osoby,  która  w 

ubogiej  telewizji  lokalnej  zajmuje  się  uczeniem  paleontologii  na 

wesoło.  

Jej  szanse  niewątpliwie  by  wzrosły,  gdyby  dokonała  odkrycia 

stulecia...  Skamieniałość  znaleziona  przez  Jasona  oznaczała  przewrót 

w  jej  dotychczasowej  sytuacji,  lecz  tylko  czas  -  i  to  za  zgodą  Matta 

Caldwella - pokaże, czy to będzie wielka szansa dla niej. 

- Skręcamy na lewo, proszę pani - odezwał się Jason. - Jesteśmy 

na miejscu. 

 

ROZDZIAŁ DRUGI 

Ośrodek Caldwellów. 

Noelle szybko obrzuciła spojrzeniem konie, stajnie, piękne klony 

oraz  Góry  Skaliste  odcinające  się  na tle  lekko  zachmurzonego  nieba. 

Oto miejsce, które, jeśli tylko szczęście dopisze, przyniesie jej sławę. 

- Czy mam ci pomóc wysiąść? 

-  Nie.  Sam  sobie  poradzę.  Bardzo  dziękuję,  że  mnie  pani 

podwiozła. 

- Cała przyjemność po mojej stronie. 

Chłopiec założył plecak, wsunął ręce w tuleje podtrzymujące kule 

i wysiadł. Stanął obok samochodu, niezdecydowany. 

-  Nie  zgubi  pani  mojego  telefonu,  prawda?  I  nie  zapomni 

zadzwonić, jeśli znajdzie pani jakieś skamieniałości? 

- Nie zgubię i nie zapomnę. Obiecuję ci. 

background image

Noelle zamknęła samochód i weszła do biura. 

- Mamo, patrz, kto przyszedł! To pani Dinozella! 

Rozległy  się  okrzyki  zachwytu.  Gromadka  dzieci  w  różnym 

wieku,  poruszających  się  o  kulach  i  na  wózkach  inwalidzkich, 

otoczyła Noelle, która się uśmiechała, lecz stała bez ruchu. Nie chciała 

potrącić  żadnego  dziecka,  a  widziała,  że  wszystkie  chcą  się  do  niej 

zbliżyć. 

Co odważniejsze dzieci zaczęły prosić: 

- Czy będę mogła wystąpić w pani programie? 

- Nie, najpierw ja! Proszę, bardzo panią proszę. 

Dzieci zaczęły się nawzajem przekrzykiwać. 

- Co się tutaj wyprawia? - rozległ się głęboki, męski głos. 

Podniecone krzyki natychmiast ucichły. 

-  Proszę,  żeby  wszystkie  dzieci usiadły,  a  te na  wózkach  cofnęły 

się pod ścianę. 

Efekt był natychmiastowy, mimo iż  mężczyzna nie mówił tonem 

ani głośnym, ani ostrym. 

- Usiłuję opracować program dla kolejnego pacjenta, a nie słyszę 

własnych myśli. Proszę o spokój. 

- Dobrze, proszę pana. Przepraszamy. 

Noelle przyglądała się całej scenie oczyma szeroko otwartymi ze 

zdumienia. Podświadomie oczekiwała, że będzie mieć do czynienia z 

niepozornie  wyglądającym  terapeutą,  ubranym  w  biały  kitel 

przesiąknięty zapachem szpitala.  

background image

Tymczasem  człowiek,  który  tak  skutecznie  uspokoił  dzieci, 

wyglądał jak wcielenie ideału mężczyzny, nie zaś jak ktoś zajmujący 

się  kalekimi  pacjentami.  Był  wysoki,  barczysty,  a  mimo  to  w  jego 

ruchach była spokojna elegancja. 

W  twarzy  Matta  Caldwella  można  było  wyczytać  inteligencję  i 

poczucie  humoru.  Miał  ciemne  oczy,  silnie  zarysowaną  szczękę  i 

zaciśnięte usta wyrażające dezaprobatę. 

- Przyjechała pani Dinozella. Nie poznaje pan? 

-  A  rzeczywiście.  To  pani  doktor  Forrest.  -  Błysk  w  ciemnych 

oczach  świadczył  o  tym,  że  pan  Caldwell  ją  poznał,  lecz  ma  się  na 

baczności.  -  Pani  Swanson  powiadomiła  mnie,  że  przywiezie  pani 

Jasona. 

- Tak. Zostawiłam go z terapeutką. 

-  Więc  już  nie  muszę  się  o  niego  martwić.  Dziękuję,  że  go  pani 

podrzuciła. A teraz proszę mi wybaczyć, ale... 

Matt odwrócił się i zamierzał odejść. 

-  Proszę  chwilę  zaczekać.  Chciałabym  porozmawiać  z  panem  o 

tym, co Jason znalazł na terenie pańskiej posiadłości.  

-  Pani  wybaczy,  ale  nie  jest  to  najlepsza  pora,  żeby  przyjmować 

nieprzewidzianych gości. 

-  Nie  jestem  zupełnie  przypadkowym  gościem,  ponieważ 

przywiozłam  pańskiego  pacjenta  -  zauważyła  Noelle,  przysięgając 

sobie  w  duchu,  że  nie  da  się  tak  łatwo  odprawić  z  kwitkiem. 

Popatrzyła  na  puste  miejsce  przy  biurku.  -  Jeśli  rejestratorka  wyszła 

na chwilę, to gotowa jestem poczekać. 

background image

- Niestety, ona się rozchorowała. Jeszcze nie znalazłem nikogo na 

całodzienne  zastępstwo,  a  nie  chcę  jej  obowiązkami  obciążać 

terapeutów.  -  Matt  zmarszczył  brwi.  -  Dzwoniłem  już  po  kogoś,  kto 

zgodził  się  ją  zastąpić,  ale  może  przyjechać  dopiero  po  lunchu. 

Zmuszony  więc  jestem  robić  dwie  rzeczy  naraz  i  nie  mam  już  czasu 

dla odwiedzających. 

- Przykro mi, że pańska współpracownica się rozchorowała. Może 

ja zastąpiłabym ją aż do lunchu? 

- Dziękuję pani, ale jakoś sobie ze wszystkim radzę i... 

Odezwał się telefon. 

- Przepraszam panią. 

Noelle  spokojnie  czekała.  Matt  odebrał  trzy  telefony,  a 

skończywszy ostatnią rozmowę, rzucił okiem na zegarek. 

- Naprawdę bardzo chętnie panu pomogę - odezwała się Noelle i 

pomyślała,  że  gdy  w  grę  wchodzą  skamieniałości,  gotowa  byłaby 

pracować nawet dla samego diabła. 

Matt zawahał się. Znowu zadzwonił telefon. 

- Jednak skorzystam z pani propozycji, doktor Forrest. 

- Proszę mi mówić po imieniu. Jestem Noelle. Powiedz mi tylko, 

Matt, co mam robić. 

Matt popatrzył z ukosa, lecz powstrzymał się od komentarzy. 

-  Tu  musi  pani  wpisywać  pacjentów  przed  odesłaniem  ich  do 

odpowiedniego  terapeuty.  Dzieciom  udającym  się  do  stajni  musi 

towarzyszyć ktoś dorosły, więc w wypadku, gdy rodzice tylko dziecko 

background image

podrzucą,  pani  musi  z  nim  pójść  albo  zadzwonić  do  stajni.  Gdy  nie 

będzie pani czegoś wiedzieć, proszę zapytać rodziców. 

Przez  następną  godzinę  Noelle  była  zajęta  jak  rzadko  kiedy.  W 

paleontologii  zgubny  jest  pośpiech,  natomiast  ważna  dokładność,  a 

nawet delikatność. Teraz nagle okazało się, że wszystkie cechy, dzięki 

którym  Noelle  była  dobrym  paleontologiem,  sprawiały,  iż  jako 

rejestratorka okazała się dość kiepska. 

Po wyjściu ostatniej pacjentki, nagle usłyszała: 

- Doskonale pani sobie radzi, choć jest trochę za oschła. 

Odwróciła się i ujrzała Matta stojącego w drzwiach. 

-  Możliwe,  ale  wydaje  mi  się,  że  litość  byłaby  bardziej  nie  na 

miejscu. Całe szczęście, że to już była ostatnia pacjentka zapisana na 

przedpołudnie. 

-  Na  przyszłość  może  się  pani  przydać  informacja,  że  z  nią 

postąpiła  pani  właściwie  -  powiedział  Matt.  -  Ludzi  kalekich  nie 

powinno  się  traktować  ulgowo,  chyba  że  tego  wymaga  rodzaj  ich 

kalectwa.  Należy  postępować  z  nimi  tak,  jak  z  wszystkimi  innymi 

ludźmi. 

-  Jestem  tego  samego  zdania  -  odparła  Noelle  -  tylko  że...  - 

Zawahała  się.  -  Dlaczego  nie  używa  pan  określenia  ludzie 

niepełnosprawni? 

-  Bo  oni,  doktor  Forrest,  są  kalekami,  po  prostu.  Lecz  za  ich 

kalectwo  w dużym stopniu ponosi winę społeczeństwo. Moi pacjenci 

bywają ułomni w wyniku uszkodzeń podczas porodu. Są upośledzeni, 

bo  rodzice  ich  zaniedbywali  albo  maltretowali.  Stracili  ręce  lub  nogi 

background image

w  wypadkach  spowodowanych  przez  pijanych  kierowców.  Ich 

niesprawność wynika z ograniczeń współczesnej medycyny.  

Matt uśmiechnął się niewesoło.  

-  Użyty  przez  panią  obecnie  przyjęty  zwrot  „ludzie 

niepełnosprawni", nie  określa precyzyjnie  tego,  jacy  są  moi pacjenci, 

ani  też  tego,  jak  mają  postępować,  aby  móc  żyć  w  społeczeństwie, 

które  nastawione  jest  na  ułatwianie  życia  najsilniejszym.  Prawda, 

nawet  i  szorstka,  pomaga  moim  pacjentom  bardziej  niż  wymyślne 

eufemizmy. 

- Dobrze, że woli pan jasne stawianie sprawy. Dzięki temu łatwiej 

mi będzie przedstawić to, co mam do powiedzenia. 

- Cóż to takiego? 

-  Wiem,  że  ma  pan  ziemię,  w  której znajdują  się  skamieniałości. 

Ja zaś pragnę tego, co pan posiada. 

Zapadło nieprzyjemne milczenie. 

- Rozumiem, że tym, czego pani pragnie, są tylko skamieniałości - 

rzekł  Matt  po  dość  długiej  chwili.  -  Bo  moja  ziemia  nie  jest  na 

sprzedaż. 

-  Jedno  jest  potrzebne  ze  względu  na  drugie.  Panie  Caldwell, 

chciałabym jak najszybciej rozpocząć poszukiwania. 

- To niemożliwe! 

-  Nie?  Tak  zwyczajnie  mi  pan  odmawia?  Przecież  chyba 

zasługuję na lepszą odpowiedź. 

- A to czemu? Czyżby dlatego, że mi pani dziś pomogła? 

background image

- To może być na początek. Wie pan, kim jestem i co robię, więc 

chyba  nie  spodziewa  się  pan,  że  bez  sprzeciwu  odejdę  z  terenu 

prawdopodobnie  kryjącego  wiele  skamielin.  Proszę  jedynie  o  kilka 

chwil pańskiego czasu. 

-  Doktor  Forrest,  widzę,  że  jest  pani  bardzo  upartą  kobietą.  A  ja 

mam dużo pracy. 

- Chciałabym rzucić okiem na teren ewentualnych badań. 

- Na pewno nie natkniemy się na żadne stare gnaty - sarkastycznie 

zauważył Matt. 

- Nigdy nie wiadomo. Będę miała oczy szeroko otwarte. 

-  Teren  jest  bardzo  duży  i  nie  można  obejść  go  na  piechotę. 

Szczególnie w takich butach. 

-  Niezależnie  od  tego,  jakie  mam  buty,  na  pewno  zauważę  kość 

tak dużą, jak ta znaleziona przez Jasona - odgryzła się Noelle. - Poza 

tym mogłabym objechać pański ośrodek samochodem. 

- O, co to, to nie! Tu są drogi tylko dla koni. A pani, jak sądzę, nie 

umie jeździć wierzchem. 

- Niestety, nie. 

-  No  to  będzie  pani  musiała  dużo  chodzić  pieszo.  Powtarzam 

jeszcze raz, że tu wszystkie trasy są wyłącznie dla koni. 

-  Jeśli  można  oglądać  pańską  posiadłość  tylko  z  wysokości 

końskiego grzbietu, gotowa jestem nauczyć się jeździć. Ale nie sądzę, 

by  to  naprawdę  było  konieczne.  Siedząc  na  koniu,  nie  widziałabym 

wszystkiego dokładnie i mogłabym coś przeoczyć. 

Matt przyjrzał się jej spod przymkniętych powiek. 

background image

- Konie wywołują w pani strach, prawda? 

- Pan celowo zmienia temat! - rzuciła Noelle z pretensją w głosie. 

-  A  ja  chcę  porozmawiać  o  zorganizowaniu,  przy  współudziale 

mojego muzeum, prac badawczych tutaj. 

- Natomiast ja usiłuję pani wytłumaczyć, dlaczego nie może pani 

tego zrobić. Proszę za mną. 

Matt  ujął  ją  pod  ramię  i  poprowadził  wąską,  żwirowaną  ścieżką. 

Noelle  zauważyła,  że  dotyk  jego  silnej  dłoni  zupełnie  rozprasza  jej 

myśli. Do tego stopnia, że nie widzi, co się dookoła dzieje. 

- Oto moja klasa początkujących - poinformował Matt. 

- Ależ to głównie dzieci! I jak one jeżdżą! 

-  Sama  pani  widzi,  że  ani  brak  ręki  czy  nogi,  ani  aparaty 

stabilizujące wcale im nie przeszkadzają. 

- To niewiarygodne! 

-  Skądże  znowu  -  zaoponował  Matt.  -  Przecież  to  zupełnie 

zrozumiałe.  Niech się  pani tylko  nad  tym  zastanowi.  Większość  tych 

dzieci  przez  cały  czas  jest  przykuta  do  wózków  inwalidzkich.  A 

dosiadając  konia,  każde  z  nich  czuje  niezwykłą  swobodę.  Pani  też 

chętnie  by  się  uczyła,  choćby  tylko  po  to,  żeby  przerwać  monotonię 

życia. 

Podeszli bliżej i oparli się o płot. 

-  Nawet  najsprawniejsi  jeźdźcy,  tacy  jak  Jason  Reilly,  nie  mogą 

jeździć na rowerze ani bawić się na zjeżdżalni. Ale za to Jason potrafi 

jeździć na koniu, czego z kolei nie umieją jego koledzy. Zupełnie więc 

background image

zrozumiałe,  że  chce  być  jak  najlepszy.  Niech  mu  się  pani  przyjrzy. 

Siedzi na czwartym koniu, o tam. 

-  To  rzeczywiście  Jason!  A  jak  jest  zabezpieczony  przed 

upadkiem? 

- Wprowadzamy niewielkie zmiany w uprzęży. Mój brat ma złote 

ręce. Zazwyczaj udaje mu się zrobić jakieś dodatkowe oparcie dla nóg 

lub dodać do uprzęży coś, co rekompensuje ograniczoną siłę mięśni. 

- Jason mówił mi, że pan jest terapeutą zajmującym się rekreacją 

pacjentów, a nie fizykoterapią. 

- Ale gaduła z tego dziecka! 

- Jak doszło do tego, że się pan zainteresował hipoterapią? 

-  Lubię  być  na  świeżym  powietrzu,  a  fizykoterapeuta  musi 

pracować w szpitalu. Nie wiem, czy Jason wspomniał, że mój brat był 

pierwszym pacjentem, którego nauczyłem jeździć. 

- Nie, nic o tym nie mówił. 

-  Alex  miał  wypadek.  Znajdował  się  w  strasznym  stanie,  a 

niektóre  zmiany  w  jego  organizmie  były  nieodwracalne.  Dlatego 

zdecydowałem się na ten rodzaj pracy. 

- Czy pacjenci tu mieszkają, czy też tylko przyjeżdżają, wtedy gdy 

chcą pojeździć? 

-  Ani  jedno,  ani  drugie.  Znaleźliśmy  rozwiązanie  pośrednie.  Dla 

każdego  pacjenta  opracowuję  specjalny  program  uwzględniający 

indywidualne  możliwości  i  liczę  na  to,  że  moje  zalecenia  będą 

przestrzegane. 

- Podobnie jak przy nauce gry na fortepianie, tak? 

background image

- O, właśnie. 

Matt  uśmiechnął  się  i  tym  razem  uśmiech  rozjaśnił  mu  oczy. 

Zmiana  w  wyrazie  całej  twarzy  była  wprost  zaskakująca.  Właściciel 

ośrodka  okazał  się  nie  tylko  atrakcyjnym,  ale  wręcz  niebezpiecznie 

pociągającym mężczyzną. 

-  Myślę  o  tych  dziewczynkach  i  chłopcach  jak  o  zdrowych 

dzieciach, które przychodzą na lekcje tylko dla przyjemności. 

- Dlaczego nie ma więcej takich ośrodków? 

-  Odpowiedź  jest  prosta:  pieniądze  -  odparł  sucho.  -  Prywatne 

towarzystwa ubezpieczeniowe nie chcą wydawać pieniędzy na, jak to 

oni  określają,  bawienie  ludzi.  -  Matt  pogardliwie  wykrzywił  usta.  - 

Pokrywają koszta fizykoterapii, lecz większość z nich uchyla się przed 

opłacaniem rekreacji jako formy leczenia. 

- Wprost nie do wiary! 

-  A  jednak  to  prawda.  Gdyby  towarzystwa  ubezpieczeń 

zdrowotnych  dofinansowywały  ośrodki  podobne  do  mojego, 

powstałyby  setki  w  całym  kraju...  Ale  sytuacja,  niestety,  jest  inna  i 

tylko  ludzie dobrze sytuowani mogą sobie pozwolić na korzystanie z 

już istniejących możliwości.  

Ja  wprawdzie  staram  się  przyjmować  jak  najwięcej  osób 

potrzebujących  pomocy,  ale  to  i  tak  tylko  garstka  -  przyznał  Matt 

otwarcie.  -  Muszę  opłacać  terapeutów  i  dbać  o  konie,  więc  nie  stać 

mnie  na  działalność  charytatywną.  I  w  związku  z  tym  jestem 

zmuszony pobierać opłaty. 

- To wielka szkoda. 

background image

-  Oczywiście.  Nasz  kraj  jest jednym  z  najbogatszych  na  świecie, 

ale  wciąż  jeszcze  nie  ma  nawet  zarysu  wszechstronnego  projektu 

państwowej  służby  zdrowia.  To  skandal,  że  ludzie  muszą  tak  dużo 

płacić za leczenie. A najgorsze jest to, że im więcej ktoś ma kłopotów 

ze  zdrowiem,  tym  trudniej  znaleźć  towarzystwo  ubezpieczeniowe 

skłonne wystawić mu polisę.  

To  błędne  koło.  Ludzie,  którym  pomoc  jest  naprawdę  potrzebna, 

jak  choćby  te  dzieci,  mają  najmniej  szans  na  to,  aby  znaleźć 

odpowiednie  ubezpieczenie.  I  jeśli  rodzice  nie  są  bogaci,  dzieci  nie 

mają szans na poprawę losu. 

- To niesprawiedliwe. 

-  Racja.  Dlatego  też  zaangażowałem  się  dość  mocno  w 

działalność grupy walczącej o system państwowej służby zdrowia. W 

Kongresie  wiele  już  mówiono  o  ustawodawstwie,  ale  na  tym  się 

skończyło. 

- Nie miałam pojęcia... 

-  Większość  obywateli  nie  ma  pojęcia.  I  główny  kłopot  na  tym 

polega.  A  jak  już  o  problemach  mowa,  nie  przedyskutowaliśmy  do 

końca  tego,  z  którym  pani  do  mnie  przyjechała.  Wiem,  po  co  pani 

przyjechała i czego pani chce. Ale podjąłem już decyzję i nie zgadzam 

się  na  to,  żeby  pani  prowadziła  poszukiwania  na  terenie  mojego 

ośrodka. 

- Dlaczego? 

-  Bo  ściągnie  mi  tu  pani  buldożery  i  koparki,  a  wtedy 

bezpieczeństwo moich pacjentów rozwieje się jak dym. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

Noelle nie wierzyła własnym uszom. 

- Buldożery i koparki! - zawołała. - Po pierwsze, panie Caldwell, 

paleontolog bardzo rzadko korzysta z pomocy takich ciężkich machin. 

Naszymi zwykłymi narzędziami są kilofy oraz szufle. I bardzo się pan 

myli,  jeśli  sądzi,  że  dążąc  do  odkrycia  znajdujących  się  tu  złóż 

skamieniałości, mogłabym tratować niewinne dzieci. 

Jej wybuch przeszedł bez najmniejszego wrażenia. 

- A może nie? - spytał Matt spokojnie. 

- Otóż  właśnie, że nie. - Noelle  ze  złości aż poczerwieniała, lecz 

usiłowała opanować wzburzenie. - Widzę, że właśnie pan jest równie 

delikatny jak buldożer. 

-  Mam  ku  temu  bardzo  istotne  powody.  Proszę  za  mną  -  rzucił 

tonem nie znoszącym sprzeciwu. 

Podeszli do boksu. Matt pogłaskał aksamitny pysk konia. 

-  Widzi  pani  te  zwierzęta?  Zostały  specjalnie  wytresowane  dla 

moich  pacjentów.  Są  łagodne  i  niezawodne,  bo  nie  płoszą  się  zbyt 

łatwo.  A  co  najważniejsze,  mają  ściśle  uregulowany  tryb  życia.  Te 

same trasy, te same godziny, ten sam krok. 

- To dość nudny żywot - stwierdziła. 

-  Być  może.  Ale  wierzchowce,  które  wiedzą,  czego  się  od  nich 

chce,  są  bezpieczne.  Można  być  pewnym,  że  nie  zrzucą 

niedoświadczonego  jeźdźca  z  protezą  lub  aparatem  stabilizującym. 

Moje  zwierzęta  są  jak  stare  konie  pociągowe.  Zapamiętały  ustaloną 

background image

kolejność  czynności  i  nic  ich  nie  wytrąca  z  równowagi.  No,  prawie 

nic. 

- Panie Caldwell, co pan chce przez to powiedzieć? Że ja zakłócę 

cały porządek w pańskim ośrodku? 

- Właśnie to, pani Dinozello. 

Jej  pseudonim  zabrzmiał  niby  wyzwanie  poprzedzające  przykrą 

wiadomość. Noelle odniosła wrażenie, że pani Dinozella zaraz usłyszy 

coś niemiłego. Nie pomyliła się. 

- Zacznie pani rozkopywać ziemię, co oczywiście pociąga za sobą 

zmiany,  a  na  wprowadzanie  zmian  nas  nie  stać.  Moje  konie  są 

wyjątkowo spokojne, bo nie dzieje się tu nic nieoczekiwanego.  

Matt odwrócił się i spojrzał Noelle prosto w oczy. 

-  Jestem  przekonany,  że  ma  pani  dobre  intencje.  Sam 

wychowałem  się  w  Kolorado  i  wiem,  jak  cenne  są  prehistoryczne 

kości. Ale, niestety, dla mnie nie są tak ważne jak moi pacjenci. 

- A nie przyszło panu do głowy, że ja też mogę być tego samego 

zdania? 

-  Trudno  mi  powiedzieć,  bo  nie  znam  pani.  Powtarzam,  że  nie 

chcę  narażać  się  na  jakiekolwiek  ryzyko  mogące  zagrozić  mojemu 

ośrodkowi. Nie zrobię tego. Dla nikogo. 

- Jak mogę panu udowodnić, że jeśli o mnie chodzi, nie naraża się 

pan na żadne ryzyko? 

- Wcale nie może pani. 

Odpowiedź  była  brutalnie  szczera,  lecz  Noelle  nie  dawała  za 

wygraną. 

background image

- A ja sądzę jednak, że mogę udowodnić. 

-  Doktor  Forrest,  bardzo  panią  proszę,  skończmy  tę  rozmowę. 

Mam za mało ludzi, a zmarnowałem tyle cennego czasu. 

-  Zrozumiałam  aluzję,  panie  Caldwell.  Chce  pan,  żebym 

odjechała, prawda? 

- Przykro mi, że nie spełnię pani prośby, ale musi pani zrozumieć 

moją sytuację. 

Noelle nagle przyszedł do głowy doskonały pomysł. 

- Rozumiem, ale pozwoli pan, że przedstawię i swoją. 

- Słucham. 

-  Mam  bardzo  szerokie  znajomości.  Jestem  znana  nie  tylko  w 

telewizji,  ale  również  i  szerszej  publiczności,  a  to  ważniejsze.  Teraz 

mamy  tydzień  widza.  Nie  zgadnie  pan  z  iloma  potencjalnymi 

dobroczyńcami mam kontakt. Pieniądze, którymi oni dysponują... 

Nasz  program  mógłby  się  znacznie  przyczynić  do  poprawy 

sytuacji  pańskiego  ośrodka.  Czy  nie  przyszło  to  panu  do  głowy? 

Radzę  pomyśleć  o  tych  wszystkich  dzieciach  nie  mających 

ubezpieczenia,  którym  pan  chciałby  pomóc.  A  ja,  panie  Caldwell, 

bardzo chętnie panu pomogę. 

- Za jaką cenę? - wycedził Matt przez zaciśnięte zęby. 

- Za cenę kompromisu. 

Pogardliwie zmrużył oczy. 

-  Wykorzysta  pani  moich  pacjentów,  niewinne  dzieci,  żeby 

osiągnąć własne cele. 

background image

-  Niech  mi  pan  nie  wytyka  mojej  kariery  zawodowej.  Oboje 

zawdzięczamy nasze pensje dzieciom. Interes to interes. Założę się, że 

pan, jak i ja, przyjmuje czeki. A może się mylę? 

Wściekłość  malująca  się na twarzy  Matta  wyraźnie  świadczyła  o 

tym, że się nie myliła. 

- Tak właśnie sądziłam. A propos dzieci, panie Caldwell, jak pan 

wytłumaczy swoje postępowanie wobec Jasona? 

- O czym pani mówi? 

-  Jason  to  nie  tylko  czarujący  chłopiec.  On  jest  bardziej  dojrzały 

oraz  intelektualnie  rozwinięty  niż  inne  dzieci  w  jego  wieku.  Wiedza 

paleontologiczna, jaką opanował, wprost mi imponuje, a mnie trudno 

zaimponować. Nie sądzę, żeby pan chciał pozbawić go - jak zresztą i 

pozostałe  dzieci  zainteresowane  „Przygodą  z  prehistorią"  - 

możliwości  dowiedzenia  się  z pierwszej  ręki  o  tym,  jak  się prowadzi 

poszukiwania skamieniałości. 

- Tu nie chodzi o dzieci. 

-  Może  ma  pan  rację.  -  Noelle  uważnie  popatrzyła  na  stojącego 

obok mężczyznę. - Możliwe, że nie chodzi o dzieci. Bo liczy się tylko 

pańskie  konto.  Osoba  wpływowa  proponuje  panu,  że  postara  się  o 

liczne  darowizny,  a  pan  na  dobrą  sprawę  wyrzuca  ją  z  ośrodka.  Nie 

ma pan dobrej głowy do interesów, prawda? 

Teraz  rozumiem,  dlaczego  nie  może  pan  przyjąć  więcej 

pacjentów, którym potrzebna jest pomoc. Interesuje się pan wyłącznie 

uczeniem  bogatych  dzieci.  No  bo  działalność  charytatywna  nie 

przynosi zysku. Czy tak? 

background image

Zapadła cisza, którą przerwał Matt, rzucając gniewnie: 

- Doktor Forrest, gdyby nie była pani kobietą, rozprawiłbym się z 

panią tu na miejscu. 

-  Może  byłabym  wtedy  zmuszona  odpłacić  panu  z  nawiązką. 

Niech  pan  nie  szafuje  zniewagami,  gdy  ktoś  wysuwa  przyzwoitą 

propozycję. Czy ja według pana jestem jakimś potworem opętanym na 

punkcie skamieniałości? 

Odwróciła się na pięcie i odchodząc, rzuciła: 

-  Niech  pan  się  nie  fatyguje  i  nie  odprowadza  mnie  do 

samochodu.  A  jeśli  zmieni  pan  zdanie,  proszę  zadzwonić  do  studia. 

Numer znajduje się w książce telefonicznej. 

- Niech pani na to nie liczy! 

Noelle  była  tak  oburzona,  że  prawie  nie  uważała,  jak  jedzie. 

Posądzono  ją,  że  mogłaby  bezmyślnie  zniszczyć  to,  co  ten  człowiek 

robił  dla  dzieci!  Długo  nie  mogła  się  uspokoić.  Potem  jednak 

uświadomiła  sobie,  że  przedstawiła  propozycję  nie  do  odrzucenia  i 

Matt Caldwell prędzej czy później zmieni zdanie. 

Zanim  dojechała  do  domu,  była  już  najzupełniej  opanowana. 

Nawet zdobyła się na to, by rozpatrzyć całą sprawę z punktu widzenia 

Matta  i  postawić  się  na  jego  miejscu.  Zrozumiała,  że  poczuł  się 

zagrożony, lecz jednocześnie nabrała przekonania, iż w końcu weźmie 

pod uwagę dobro pacjentów. 

Była przekonana, że poznała właściciela ośrodka dopiero z jednej, 

i  to  niekoniecznie  najlepszej,  strony,  a  to  za  mało.  Postanowiła 

background image

uzbroić  się  w  cierpliwość,  co  zresztą  robiła przez  całe  życie.  Uznała, 

że i tym razem musi spokojnie czekać na rozwój wypadków. 

Zasiadła przy biurku, pobieżnie rzuciła okiem na korespondencję i 

włączyła  automatyczną  sekretarkę.  Najpierw  odezwała  się  siostra, 

Molly.  Potem  była  wiadomość,  że  następnego  dnia,  punktualnie  o 

dziewiątej, zacznie się kolejny program na żywo.  

Po tym Noelle usłyszała słowa: 

- Czy pani doktor Forrest? Tu mówi Matt Caldwell. 

Noelle  ogarnęło  zdumienie.  Miała  zastrzeżony  telefon  i  niewiele 

osób znało jej prywatny numer. 

- Chciałbym się z panią spotkać. 

Coraz żywiej biło jej serce. 

-  Ja  też  pragnę  spotkania  z  panem  - powiedziała  na  głos.  -  I  to  z 

kilku powodów. 

- Podam mój telefon domowy, żeby mogła pani zadzwonić. Mam 

nadzieję, że się pani odezwie. Do usłyszenia. 

Na twarzy Noelle rozlał się szeroki uśmiech. Pan Caldwell prędko 

zmienił  zdanie!  Gotowa  była  założyć  się  o  najcenniejszy  skarb,  że 

jednak  postanowił  skorzystać  z  jej  pośrednictwa.  Okazało  się,  że 

wszechmocny pieniądz może wszystko. 

Lecz  Mattowi  chodziło  o  dobrą  sprawę.  Noelle  wiedziała,  że 

zapewne postąpiłaby tak samo w podobnej sytuacji. Mimo to przykro 

jej było, że zainteresował się nią dopiero wtedy, gdy uświadomił sobie 

finansową  wartość  znajomości.  Wprawdzie  nie  szukała  okazji  do 

background image

nawiązania  romansu,  lecz  świadomość  zupełnego  braku  aprobaty  dla 

jej kobiecości była niezwykle przykra. 

Takie postępowanie wydało się jej nieco... obraźliwe.  

W  pierwszej  chwili  chciała  zadzwonić  natychmiast  i  nawet 

wyciągnęła  rękę  po  słuchawkę,  ale  przypomniała  sobie  wzgardliwe 

spojrzenie Matta, jego gniew, przede wszystkim zaś insynuacje, które 

sprawiły jej tak dużą przykrość. Dumnie uniosła głowę i postanowiła, 

że każe panu Caldwellowi nieco poczekać. 

Dowiedzie  mu,  że  doktor  Noelle  Forrest  nie jest pionkiem,  który 

można  dowolnie  ustawiać.  Wobec  tego  włączyła  komputer  i  zaczęła 

przeglądać  nazwiska  najważniejszych  potencjalnych  sponsorów. 

Znała  ludzi,  którzy  chętnie  wyasygnują  większe  sumy  na  wsparcie 

czegoś  takiego  jak  ośrodek  dla  niepełnosprawnych.  Bez  trudu  mogła 

zacząć układać listę. 

Odsunęła od siebie niemiłą myśl, że Matt Caldwell nie interesuje 

się  nią  jako  kobietą.  Wiedziała,  że  jakoś  to  przeboleje  i  poświęci  się 

odkrywaniu  skamieniałości.  Przyznała  jednak  w  duchu,  że 

najciekawszym, chociaż bynajmniej nie prehistorycznym, okazem jest 

właściciel ośrodka, wzbudzający jej nazbyt duże zainteresowanie. 

 

-  Jak  mam  zrobić  idealny  makijaż,  kiedy  ty  się  bez  przerwy 

krzywisz? - powiedziała Louise z wymówką. 

- Przepraszam. 

background image

-  Jeśli  będziesz  miała  taką  minę  podczas  audycji,  to  wystraszysz 

wszystkie  dzieci.  Nie  widziałam  cię  w  takim  nastroju  od  czasu,  gdy 

zerwałaś z pewnym dżentelmenem. 

- Wcale nie był dżentelmenem i dlatego z nim zerwałam. - Noelle 

uśmiechnęła  się  rozbawiona.  -  Ale  i  tym  razem  pewien  mężczyzna 

popsuł mi humor. 

- To bardzo dobra wiadomość. W twoim wieku... 

- Trzydzieści jeden lat to jeszcze nie jest starość. 

- Ale nie można czekać na męża całe życie. 

- Jakbym słyszała moją matkę - mruknęła Noelle. - A jeśli chodzi 

o  obecnego  mężczyznę,  chcę  tylko  załatwić  z  nim  pewną  sprawę 

służbową. Nie byłam na randce. 

- Ale chętnie byś poszła, co? 

-  Byłoby  to  dość  trudne,  bo  on  interesuje  się  wyłącznie 

kontaktami, jakie mam z bogatymi ludźmi. I niczym więcej. 

Wsunęła  rękę  do  kieszeni  i  dotknęła  koperty.  Spojrzawszy  w 

lustro, dostrzegła wzrok Louise i zrozumiała, że się zdradziła. Wydało 

się, iż nieznany mężczyzna bardzo ją interesuje. 

-  Wiesz  co,  Louise?  Gdybyś  nie  była  tak  dobra  w  swoim  fachu, 

znalazłabym sobie kogoś innego, kto by mi robił makijaż. 

-  I  tak  nie  miałabyś  żadnych  szans. Przecież  ta  stacja  to ja.  Poza 

tym jesteś zbyt miła, żeby mi zrobić taki numer. 

-  Powiedzmy.  Szkoda,  że  w  dzisiejszych  czasach  mężczyźni  nie 

lubią miłych kobiet. Zapytaj o to moje byłe sympatie. 

 

background image

- Dobrze pani wie, jaka jest odpowiedź na to pytanie. 

Matt  wyciągnął  rękę,  lecz  Noelle  natychmiast  schowała  kopertę 

do kieszeni. 

-  Nie  jestem  taka  pewna,  panie  Caldwell.  Musimy  jeszcze  raz 

poważnie porozmawiać. 

-  Nie  mogę  czekać  tu  cały  dzień.  Muszę  wracać  do  pacjentów  - 

niecierpliwie rzucił Matt. 

-  Wobec  tego  radzę  panu  zadzwonić  do  studia  i  umówić  się  na 

spotkanie, gdy ja będę miała czas - odparowała Noelle. 

- Doktor Forrest! Zaczynamy za dwadzieścia sekund! 

Odchodząc,  Noelle  nie  mogła  się  powstrzymać,  by  nie  rzucić 

przez ramię: 

- Jak pan widzi, nie jest pan jedynym człowiekiem tak zajętym, że 

nie  może  rozmawiać  z  przypadkowymi  petentami.  Wybaczy  pan,  ale 

wzywają mnie obowiązki. 

Matt sprawiał wrażenie, jakby chciał wybuchnąć. 

- Witam was, dziewczynki i chłopcy. Rozpoczynamy drugą część 

audycji  „Przygoda  z  prehistorią".  Przed  przerwą  omawialiśmy 

geograficzne  położenie  stanu  Kolorado.  Nasz  stan  jest  naprawdę 

wyjątkowy. To właśnie u nas odkryto bardzo wiele dinozaurów.  

Zawdzięczamy  to  temu,  że  właśnie  tutaj  rozciąga  się  pasmo  Gór 

Skalistych,  które  powstało  w  czasach  prehistorycznych.  Bywają 

nowsze,  stosunkowo  młode  pasma,  lecz  nasze  jest  bardzo  stare. 

Dawno,  dawno  temu  dinozaury  przemierzały  nasz  stan  w  okolicy 

Pike's Peak i Red Rocks. 

background image

Noelle  spojrzała  na  gościa  w  ostatnim  rzędzie  i  udając,  że 

poprawia  blezer,  położyła  dłoń  na  wewnętrznej  kieszonce.  Gniew 

widoczny na twarzy Matta świadczył o tym, że ona jednak trzyma go 

w szachu. 

Popatrzyła  na  swych  młodych  widzów  i  rzuciła  żart.  Dzieci 

wybuchnęły  śmiechem,  a  Noelle  przez  ułamek  sekundy  zastanawiała 

się, czy warto rezygnować z pracy dającej tyle satysfakcji. 

Postanowiła jednak myśleć rozsądnie. Dzieci miały swoje domy i 

rodziców,  ona  zaś  była  dla  nich  jedynie  rozrywką.  Być  może  jej 

program  stanowił  takie  samo  urozmaicenie  jak  film  animowany  lub 

komiks.  Wmawiała  sobie,  że  w  trakcie  prac  badawczych  jej  osoba 

będzie znaczyć dużo więcej.  

Uznała,  że  nie  powinna  tak  uczuciowo  traktować  ewentualnych 

przyszłych  paleontologów.  Dzieci  wprawdzie  darzyły  ją  wielką 

sympatią,  lecz  nie  była  im  potrzebna  do  szczęścia.  I  wcale  nie  było 

wskazane,  żeby  ona  sama  zbyt  mocno  utożsamiała  się  z  rolą  lub 

zanadto przywiązywała do dzieci z różnych szkół i klubów. 

Zwróciła  się  do  towarzyszącej  dziewczynki  i  w  jej  oczach 

dostrzegła uwielbienie. W tym momencie poczuła wyrzuty sumienia i 

spojrzała na widownię. Jason znowu entuzjastycznie pomachał ręką. 

Noelle  ogarnęło  jakieś  dziwnie  smutne  uczucie,  lecz  nie  chciała 

mu się poddać. Nie chciała nawet się do niego przyznać. Postanowiła, 

że  nie  ulegnie  emocjom.  Od  trzech  lat  pozostawała  w  tyle  za 

mężczyznami, którzy  awansowali,  nie  posiadając  ani jej kwalifikacji, 

ani wiedzy czy doświadczenia.  

background image

Wiedziała, że jeśli teraz nie zatroszczy się o swą karierę, to już do 

końca  życia  będzie  zmuszona  prowadzić  program  „Przygoda  z 

prehistorią".  Wyprostowała  się  dumnie,  spojrzała  Mattowi  prosto  w 

oczy i spokojnie poprowadziła wykład. 

Również  i  budowa  geologiczna  naszego  całego  stanu  ułatwia 

odkrywanie  skamieniałości.  Sytuacja  Kolorado  jest  tak  korzystna 

dzięki temu, że tutaj znajduje się formacja Morrisona. Jest to warstwa 

skalna  obfitująca  w  kości  dinozaurów.  Większość  znalezionych 

okazów  pochodzi  z  tej  warstwy.  Złoża  tworzące  formację  Morrisona 

powstały w epoce jurajskiej. Kto wie, ile lat temu to było? 

- Sto sześćdziesiąt milionów! 

Głos Jasona wybijał się ponad wszystkimi innymi. 

- Prawidłowo. 

Matt  wstał  i  skierował  się  do  wyjścia.  Noelle  wpadła  w  panikę, 

wystraszona, że przejrzał jej grę z kopertą. Przeraziła się, że i całe jej 

wystąpienie też uznał za niepoważne. 

-  Teraz  przejdziemy  do  mapy  i  pokażemy  wam,  gdzie  ostatnio 

znaleziono nowe okazy. 

Dziewczynka wstała i podeszła do mapy. 

- Ostatnio dokonano ważnych odkryć w Grand Junction - podjęła 

wykład Noelle. 

Po  zakończeniu  audycji  rozległy  się  oklaski,  a  mała  asystentka 

uściskała panią Dinozellę. Noelle odetchnęła z ulgą i pragnęła jedynie 

tego,  by  jak  najszybciej  odnaleźć  Matta.  Niestety,  czekało  ją  jeszcze 

rozdawanie autografów i rozmowy z rodzicami.  

background image

W  końcu  jednak  wszyscy  wyszli.  Pozostał  tylko  Jason,  który  z 

wielkim  entuzjazmem  przedstawił  panią  Dinozellę  swej  przybranej 

matce. 

- Dzień dobry, pani Swanson. Miło mi panią poznać. 

- Jason wiele o pani opowiadał - rzekła pani Swanson. - On panią 

po prostu uwielbia. Nie do wiary, ile się od pani nauczył. Może mamy 

w nim początkującego paleontologa? 

Jason  rozpromienił  się  i  zasypał  Noelle  pytaniami.  Zaspokojenie 

jego ciekawości trwało dobre pół godziny. Zupełnie straciła nadzieję, 

że  Matt  jest  jeszcze  na  terenie  studia.  Poszła  zmyć  makijaż  i  się 

przebrać. 

-  Ale  sukces!  -  krzyknęła  Louise.  -  Woody  jest  bardzo 

zadowolony z tego, że otrzymujesz tyle zgłoszeń od widzów. 

Noelle skrzywiła się. Popularność wcale nie ułatwiała życia. 

-  Oj,  byłabym  zapomniała!  -  dorzuciła  Louise.  -  Dokąd  się  tak 

spieszysz? Na dole jeszcze ktoś na ciebie czeka. 

- Kto taki? - Noelle żywiej zabiło serce. 

- Jakiś Matt Caldwell. 

- Dziękuję za wiadomość. Do widzenia. 

Wsiadła do windy i zmusiła się do zachowania spokoju. 

- Czy pan na kogoś czeka, panie Caldwell? 

- Wie pani aż nadto dobrze, że czekam... I dlaczego. 

-  Skąd  miałam  wiedzieć?  Przecież  wyszedł  pan  przed  końcem 

audycji  -  rzuciła  Noelle  i  natychmiast  chętnie  ugryzłaby  się  w  język. 

background image

Matt  gotów  pomyśleć,  że  ją  osobiście  obraził.  -  Jason  na  pewno 

chętnie by z panem porozmawiał - dodała. 

- Już rozmawiałem z nim i z jego opiekunką. A teraz chętnie bym 

porozmawiał z panią. W cztery oczy. 

- Może mnie pan odprowadzić do garażu. 

Noelle  wiedziała, że nadszedł czas, aby przystąpić do omawiania 

warunków współpracy. Matt najwidoczniej był tego samego zdania. 

-  Czy  już  moglibyśmy  sfinalizować  naszą  transakcję?  -  zapytał 

ponuro. 

Noelle uśmiechnęła się. 

- Co panią tak śmieszy, doktor Forrest? 

-  Sytuacja  jest  dość  komiczna,  chyba  pan  przyzna.  Stoimy  w 

ciemnym  garażu  i  tutaj  chcemy  ubić  interes.  Przypomina  to  bardzo 

oklepaną scenę z kiepskich filmów, prawda? 

-  Czy  zamiast  tego  wolałaby  pani  siedzieć  przy  elegancko 

nakrytym stole i przy blasku świec słuchać muzyki? 

W  słowach  Matta  brzmiał  niedwuznaczny  sarkazm.  Noelle 

spoważniała,  gdyż  uświadomiła  sobie,  że  istotnie  tak  właśnie 

pragnęłaby  spędzić  wieczór  w  towarzystwie  tego  mężczyzny,  który 

pociągał ją jak nikt inny. 

-  Proponuję  taki  układ:  pani  da  mi  listę  z  nazwiskami,  a  ja 

udostępnię pani cały teren na tydzień. 

-  Jeden  tydzień?  Pan  sobie  żartuje!  -  wybuchnęła  Noelle.  - 

Przecież  to  tak,  jakby  mi  pan  zaproponował  jedną  sekundę!  Co, 

pańskim zdaniem, mogę zdziałać w ciągu kilku dni? 

background image

- Tyle, ile się zwykle robi. Oznaczy pani teren. Rozkopie ziemię. 

Porobi  zdjęcia.  Wszystko,  co  trzeba.  -  Matt  skrzyżował  ręce  na 

piersiach. Jeden tydzień. Postanowiłem zaproponować pani tylko tyle. 

-  Więc  nie  mamy  o  czym  dyskutować.  Według  mnie  pańska 

propozycja  jest...  jest  nie  do  przyjęcia.  Wybaczy  pan,  ale 

niepotrzebnie tracę przez pana czas. 

Wsiadła  do  samochodu,  ale  nie  zdążyła  zamknąć  drzwi,  gdy 

usłyszała: 

-  Jeśli  pani  naprawdę  chce  szukać  skamieniałości  u  mnie,  radzę 

się dobrze zastanowić. 

-  Nawet  nie  warto  niczego  zaczynać.  Nie  mogę  prowadzić 

żadnych poszukiwań. Jeden tydzień! - Włożyła kluczyk do stacyjki. - 

Proszę się odsunąć. 

Matt wyszarpnął kluczyk. Noelle siedziała bez ruchu. 

-  Niech  pan  tę  swoją  taktykę  silnej  ręki  zostawi  dla  koni  - 

wycedziła zimno. - Mnie to nie imponuje. 

- Jeden tydzień - powtórzył Matt. 

- Przykro mi, ale nic z tego. Proszę mi oddać kluczyki. 

-  Jeden  tydzień.  Pozwolę  pani  przebywać  na  terenie  ośrodka  od 

rana do wieczora. 

Noelle spojrzała mu prosto w oczy. 

- Słucham dalej. 

- Zostawię pani całkowitą swobodę w ciągu dnia. 

- A po odejściu pacjentów? 

- Zupełna swoboda również po lekcjach. 

background image

- Nie. 

- Nie? 

- Jeden tydzień to za mało. Potrzebne mi przynajmniej dwa. 

- Półtora. - Zmarszczył brwi. 

- Albo dwa, albo do widzenia. 

Na  twarzy  Matta  pojawił  się  niebezpieczny  uśmiech,  który  nie 

wróżył niczego dobrego. 

-  Dwa  tygodnie,  ale  zajmie  się  pani  wszystkimi  sponsorami, 

napisze niezbędne listy i załatwi wszystkie telefony. 

- Ależ to diabelnie dużo pracy! Czy pan mi pomoże?  

Matt  uśmiechnął  się  jeszcze  bardziej  podstępnie.  Przypominał 

legendarnego wilkołaka, szczerzącego zęby do ofiary. 

- Skądże! Ja będę sobie siedział z założonymi rękami i czekał na 

strumień pieniędzy, który chyba zaraz popłynie. 

Noelle zaklęła w duchu, lecz nie dawała za wygraną. 

- Dwa tygodnie, ale muszę mieć asystenta. 

- Żeby pomagał upchnąć pracę papierkową? 

- Nie. Żeby mi pomagał w terenie. 

- Wykluczone. 

- Wykluczone? 

-  Tak.  Absolutnie.  Zabrnęliśmy  w  ślepą  uliczkę.  Szkoda  sobie 

strzępić język. 

-  Chciałabym  jednak  wiedzieć,  dlaczego  nie  mogę  mieć 

pomocnika. Przecież to bardzo rozsądna prośba. 

background image

-  Dlaczego  nie  chcę  się  zgodzić?  Bo  i  tak  jedna  osoba,  która 

będzie  się  kręcić  i  przeszkadzać  koniom  oraz  pacjentom,  jest 

dostatecznie wielkim złem. 

Noelle prychnęła oburzona. 

- Chyba nie liczy pan na to, że bez pomocy załatwię wszystko ze 

sponsorami  i  w  dodatku  znajdę  odpowiednie  miejsce,  gdzie 

ewentualnie mogą się znajdować skamieniałości. 

- Jakoś musi pani sobie radzić - padła irytująca odpowiedź. - Bo ja 

nie zmienię zdania w tej materii. I jeszcze jedno. Dzięki pani audycji 

odkrycie  Jasona  nie  stanowi  żadnej  tajemnicy,  ale  na  szczęście  nikt 

jeszcze nie skojarzył go z moim ośrodkiem. 

Chcę,  żeby  tak  było  nadal.  Nie  życzę  sobie,  żeby  zleciały  się  do 

mnie  chmary  paleontologów  i  dziennikarzy.  Jeśli  pani  cokolwiek 

znajdzie  -  podkreślam  słowo  „jeśli"  -  nie  wolno  pani  nikomu  pisnąć 

ani  słówka  bez  mojego  zezwolenia.  Jeżeli  jednak  będzie  jakiś 

przeciek... 

- Pan będzie wiedział, że to moja sprawka - dopowiedziała. 

- Widzę, że się rozumiemy. 

-  Niezupełnie.  Jeżeli  nie  wolno  mi  zawiadomić  prasy,  będę 

zmuszona zatrzymać to, co znajdę. Właśnie, zatrzymać - powtórzyła z 

naciskiem, jakby odpowiadając na pytanie, które wyczytała w twarzy 

Matta.  -  A  zatem  rozumiem,  że  mogę  zabierać  wszelkie  okazy  z 

pańskiej posiadłości bez dodatkowego zezwolenia, tak? I staną się one 

moją prywatną własnością? 

- Pani własnością? Nie muzeum? 

background image

-  Dobrze  mnie  pan  zrozumiał.  Powiedział  pan,  że  chce  wszystko 

załatwiać  tylko  ze  mną.  Wtedy  ja  odpowiadam  za  siebie  i  biorę  za 

wszystko  odpowiedzialność.  Natomiast  w  innym  wypadku  nie  ręczę 

za to, że pracownicy muzeum zachowają milczenie. Zapewniam pana, 

że jeśli ja zostanę właścicielką tego, co znajdę, nie będzie problemu z 

dochowaniem tajemnicy. 

Dostrzegła  zdumienie  w  oczach  Matta.  Był  to  wyraz  twarzy 

człowieka,  który  nagle  zrozumiał,  że  nie  ma  do  czynienia  ze 

ślicznotką o ptasim móżdżku. 

- Wyjaśnijmy ten aspekt do końca - rzekła. 

-  Znalezione  u  mnie  skamieliny  będą  pani  własnością  i  może  je 

pani sprzedać albo porąbać na kawałki. 

-  Albo  nakłonić  inną  placówkę,  cieszącą  się  uznaniem  na  całym 

świecie, żeby mnie przyjęła do pracy. 

- Na przykład Muzeum Przyrodnicze w Denver? 

- Teraz rzeczywiście się rozumiemy - oświadczyła Noelle. 

- Czyli, jak to się mówi, ma to być oferta kompleksowa? 

-  Otóż  to.  Chcę  otrzymać  od  pana  pisemną  gwarancję,  że 

przysługuje  mi  prawo  własności  do  skamielin.  To  cena,  jaką  pan 

zapłaci za to, że zajmę się sponsorami oraz zachowam milczenie przez 

dwa tygodnie poszukiwań. 

- Nie zgadzam się. Żądam zachowania tajemnicy do chwili, gdy ja 

panią zwolnię z danego mi słowa. 

- Czyli jak długo? 

background image

-  Możliwe,  że  aż  do  przyszłego  lata. Nic  mnie nie  obchodzi,  czy 

znajdzie  pani  całe  fury  skamielin  i  urządzi  największą  na  świecie 

aukcję  prehistorycznych  kości.  Ale  nie  chcę,  żeby  ktokolwiek 

wiedział, skąd one pochodzą. Nie chcę, żeby wokół moich pacjentów 

zrobił się cyrk. Muszę mieć czas, żeby ocenić całą sytuację. 

-  Hmmm.  Dostaję  skamieniałości,  ale  bez  pańskiego  zezwolenia 

nie  mogę  zdradzić,  gdzie  je  odkryłam.  -  Teraz  Noelle  skrzyżowała 

ręce  na  piersiach.  -  Może  jakoś  to  przeżyję,  jeśli  pan  się  zgodzi  na 

jeszcze jeden warunek. 

- Doktor Forrest, niech pani nie igra ze szczęściem. 

-  Panie  Caldwell,  szczęście  nie  ma  tu  nic  do  rzeczy.  Musi  mnie 

pan wysłuchać do końca. Mam jeszcze jeden warunek. 

- Jaki? - Głos Matta był twardy jak prehistoryczny granit. 

- Jason Reilly zostanie dopuszczony do naszej tajemnicy. 

Widać  było  wyraźnie,  że  Matt  czegoś  takiego  zupełnie  się  nie 

spodziewał. 

- Jason Reilly? - powtórzył. 

- Owszem. On i tak już wie, skąd jego okaz pochodzi. 

-  Naprawdę  chce  pani,  żeby  Jason  pomagał?  -  spytał  Matt  z 

niedowierzaniem. 

-  To  wyjątkowe  dziecko.  Jest  niebywale  bystry  i  pełen 

entuzjazmu.  Byłby  pociechą  dla  każdego  paleontologa,  a  dla  mnie 

będzie wymarzonym asystentem. Chcę, żeby ze mną pracował. 

Na twarzy Matta pojawił się jakiś nieodgadniony wyraz. 

background image

- A co pani zrobi, jeśli powiem, że nasza umowa odpowiada mi w 

obecnej formie, bez Jasona? 

-  Ale...  ja  mu  już  obiecałam,  że  będzie  ze  mną  współpracował. 

Przecież to on znalazł pierwszą kość. 

-  Dzieci  mówią  stanowczo  za  dużo.  Nie  potrafią  dochować 

tajemnicy.  Nie  chcę,  żeby  Jason  wygadał  się  przed  kolegami,  jeżeli 

pani znajdzie następne skamieniałości. 

-  Na  pewno  się  nie  wygada,  jeśli  mu  wyjaśnię,  o  co  chodzi. 

Jestem pewna, że wszystko doskonale zrozumie. 

- Przykro mi, ale powiedziałem już, że bez pomocników. 

- Ale ja mu już obiecałam! 

Matt wzruszył ramionami. 

-  Jason  jest  tylko  dzieckiem  i  jakoś  to  przeżyje.  No  więc  jak? 

Zawieramy umowę, czy nie zawieramy? 

- Nie - rzekła cicho. 

- Szkoda. - Matt rzucił kluczyki. - To koniec naszych pertraktacji. 

Noelle ogarnęło przygnębienie. 

-  Gdyby  pan  zmienił  zdanie,  wie  pan,  gdzie  mnie  szukać.  Ale 

muszę  panu powiedzieć,  że  w  stosunku  do  Jasona  zachowuje  się pan 

podle. Dobrze, że nie ma pan własnych dzieci, bo nie zasługuje, żeby 

mieć choć jedno. 

- Chwileczkę. 

- Mam już dość. Odjeżdżam - rzekła Noelle i usiłowała zamknąć 

drzwi, ale Matt mocno trzymał z drugiej strony. 

- Zmieniłem zdanie. 

background image

- Że co? 

-  Zmieniłem  zdanie,  bo  się  okazało,  że  dobro  dzieci  jednak  jest 

dla pani ważne. 

Noelle na moment zaniemówiła, po czym wybuchnęła: 

- Czyli, że pan z premedytacją chciał mnie doprowadzić do tego, 

żebym złamała dane słowo! 

-  Zgadza  się  -  przyznał  Matt.  -  Niech  to  pani  potraktuje  jako 

sprawdzian  charakteru.  Pani  Dinozella  dostała  stopień  celujący. 

Okazuje się, że pani sympatia dla dzieci nie jest udawana. 

Miała  ogromną  ochotę  wymierzyć  Mattowi  siarczysty  policzek. 

Opanowała się najwyższym wysiłkiem woli. 

- Czy ten sprawdzian sprawił panu dużą przyjemność? 

-  Wcale  nie.  Ale  Jason  jest  moim  ulubieńcem.  A  ze  względu  na 

wszystkie dzieci musiałem sprawdzić, czy jest pani taką bezwzględną 

karierowiczką, za jaką chce uchodzić. 

-  Jestem  najbezwzględniejszą karierowiczką  pod  słońcem.  Ale  to 

nie znaczy, że zapominam, co obiecuję moim przyjaciołom, choćby i 

najmłodszym. 

- Przekonałem się o tym. 

- Niech się pan wypcha. I co, powie pan o tym całemu światu? 

- Nie. Chciałem się przekonać dla samego siebie. 

W oczach Matta pojawił się niechętny, jakby wymuszony podziw, 

a Noelle uznała, że nareszcie została potraktowana poważnie.  

Przyznała w duchu, że i ona nie doceniła przeciwnika. 

background image

-  Łudzi  się  pan,  że  odkrycie  Jasona  było  czystym  przypadkiem  i 

nie chce, żebym ja cokolwiek znalazła, tak? 

-  Powiedzmy,  że  to  raczej  moim  pacjentom  nie  jest  potrzebne 

żadne wielkie odkrycie. 

- Ale i tak pozwoli mi pan spróbować? 

Skinął głową potakująco. 

- Dwa tygodnie i warunki takie, jak ustaliliśmy. 

- Cztery tygodnie. 

Matt przeszył ją wzrokiem. 

-  Cztery  -  powtórzyła  Noelle.  -  I  niech  pan  te  dodatkowe  dwa 

potraktuje  jako  przeprosiny  za  nieuczciwe  praktyki  w  czasie 

negocjacji. 

- Nie poddaje się pani tak łatwo. 

- A pan stosuje niecne chwyty, panie obszarniku. 

Przekrzywił głowę i wbił wzrok w Noelle. 

- Trzy tygodnie - oznajmił po dłuższej chwili. - Trzy tygodnie to 

moje ostatnie słowo.  Wóz albo przewóz? -  Wyciągnął rękę. - Doktor 

Forrest, pytam panią po raz ostatni - ubijamy interes czy nie? 

- Ubijamy - powiedziała Noelle i podała mu rękę. 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Jason towarzyszył Noelle zajętej pakowaniem walizki. 

-  Czy  naprawdę  będzie  pani  mieszkać  u  pana  Matta  przez  całe 

trzy tygodnie? 

- Owszem, całe trzy tygodnie. 

background image

-  Tak  bym  chciał  tam  pojechać  -  wzdychał  Jason.  - Moglibyśmy 

razem szukać skamielin, dzień w dzień. 

- Ja też bym tego chciała. - Noelle pogłaskała chłopca po głowie. - 

Ale pamiętaj, co ci powiedziałam. Jesteś moim asystentem i jeśli pani 

Swanson  wyrazi  zgodę,  będziesz  mógł  zostawać  po  lekcjach  i  wtedy 

mi pomożesz. A wieczorem zawsze odwiozę cię do domu.  

-  Następną  lekcję  mam  dopiero  w  przyszłym  tygodniu.  Nie  chcę 

tak długo czekać - skarżył się chłopiec. - A doskonale  wiem, że pani 

Swanson nie zawiezie mnie do ośrodka wcześniej. 

-  Nie  martw  się.  Będę  co  wieczór  dzwonić  -  obiecała  Noelle.  -  I 

jeżeli coś znajdę, choćby nawet tylko maleńki kawałek kości, zaraz ci 

o tym powiem. 

- Ale ja nie rozumiem, dlaczego nie mogę pojechać do pana Matta 

na te trzy tygodnie - upierał się Jason. - Są wakacje, a pani Swanson 

jest zajęta. Pobyt u niej nie jest atrakcją. 

Noelle  nie  spodobało  się  to,  że  chłopiec  powiedział  „u  niej" 

zamiast „w domu". Zapytała więc łagodnie: 

- Jest ci tam niezbyt dobrze? 

Jason wzruszył ramionami. 

- Właściwie nie jest tak źle. Państwo Swansonowie są mili. 

- Może dzieci nie chcą się z tobą bawić? 

-  To  maluchy.  Bawią  się  tylko  lalkami  i  misiami.  -  Jason 

pogardliwie  zmarszczył  nos.  -  A  kiedy  pani  Swanson  jedzie  do 

szpitala, ja muszę pilnować dziewczynek. 

- Ty je sam pilnujesz? 

background image

- Mam już jedenaście lat - rzekł urażony. - Ale to pilnowanie jest 

takie  nudne.  Oni  mogliby  poszukać kogoś  innego.  Czy  naprawdę  nie 

mógłbym  pojechać  z  panią?  -  dodał  błagalnym  tonem.  -  Pani 

Dinozello, bardzo panią proszę. 

Noelle przerwała pakowanie i mocno przytuliła Jasona. 

-  Gdyby  decyzja  zależała  ode  mnie, zabrałabym  cię natychmiast. 

Na całe trzy tygodnie. 

Chłopiec podniósł głowę. Nadzieja rozświetliła mu twarz. 

- Naprawdę? 

-  Mówię  szczerą  prawdę.  Wiem,  że  byłbyś  wspaniałym 

asystentem.  -  Noelle  wypuściła  go  z  objęć.  -  Ale  decyzja  nie  zależy 

ode  mnie,  kochanie.  Nie  mogę  cię  zabrać,  ale  jest  mi  naprawdę 

przykro. 

Spodziewała się łez lub drżącego podbródka, a tymczasem Jason 

roześmiał się od ucha do ucha. 

-  Jeśli  pani  nie  ma  nic  przeciwko  temu,  to  może  opiekunka  się 

zgodzi. A panu Mattowi chyba nie będę przeszkadzać. - Z podniecenia 

roziskrzyły mu się oczy. - Sam ich poproszę. 

- Poprosisz ich o pozwolenie? 

Jason energicznie skinął głową. 

-  Pani  mówi,  że  będę  wspaniałym  asystentem.  Pani  mówi,  że 

chce, żebym z nią pojechał. 

- Oczywiście, że chcę, ale... nie spodziewaj się za wiele - wtrąciła 

zaniepokojona.  Nie  chciała  być  przyczyną  rozczarowania  chłopca.  - 

background image

Nie wiem, czy ten projekt spodoba się twoim opiekunom. Albo panu 

Mattowi. Pamiętasz, co mówiliśmy? Cała sprawa ma być tajemnicą. 

- Wiem. Ale i tak ich zapytam. 

-  Będę  trzymała  kciuki.  Ale  nie  martw  się,  jeśli  nic  z  tego  nie 

wyjdzie.  Pamiętaj  o  naszej  umowie.  Będziemy  się  spotykać  po 

lekcjach  i  będę  do  ciebie  dzwonić.  A  gdy  przyjadę  do  miasta, 

postaram się wpaść do ciebie. 

Jason zrobił wielkie oczy i spytał z niedowierzaniem: 

-  Pani  by  przerwała  szukanie  skamieniałości  tylko  po  to,  żeby 

mnie odwiedzić? 

- Głuptasie, przecież najpierw trzeba znaleźć odpowiedni teren, na 

którym  warto  dokładnie  szukać.  A  tutaj  będę  musiała  przyjechać 

choćby po to, żeby nagrać kolejne audycje. 

Następnego  dnia,  gdy  Noelle  weszła  do  biura  Matta,  powitały  ją 

okrzyki podnieconych dzieci. 

-  Jason,  a  ty  co  tu  robisz?  -  spytała  zdziwiona.  -  Mówiłeś,  że  w 

tym tygodniu miałeś już lekcję. 

W  odpowiedzi  usłyszała,  że  chłopiec  uprosił  swych  opiekunów, 

aby przyjechali ze wszystkimi dziećmi z klubu. 

-  Długo  nie  chciałem  uwierzyć,  że  ten  znaleziony  przez  niego 

okaz  jest  autentyczny  -  odezwał  się  pan  Swanson.  -  Myślałem,  że 

dziecko ponosi fantazja. 

-  Nigdy  nie  wątpiłam  -  dodała  jego  żona  -  że  Jason  jest  bardzo 

zdolny. A pani programy ogląda zawsze. 

background image

- Kiedy znajdzie pani resztę szkieletu mojego dinozaura? - spytał 

Jason,  przekrzykując  wszystkich.  -  Czy  mogę  przyjechać  do  studia? 

Czy jeszcze wystąpię w pani programie? 

Noelle  rozejrzała  się  niespokojnie.  Nie  chciała  wywoływać 

takiego zamieszania jak za pierwszym razem. 

Niebawem zjawił się Matt Caldwell i wystarczyło kilka jego słów, 

by zapanował porządek. 

-  Znowu  powtórzyło  się  to  samo  -  ponuro  stwierdziła  Noelle.  - 

Przepraszam. Próbowałam dzieci uspokoić. 

-  Jest  pani  znaną  osobistością,  a  ludzie,  widząc  sławę,  zawsze 

zaczynają szaleć. 

-  Po  pierwsze  -  odezwała  się  chłodnym  tonem  -  istnieje  duża 

różnica  między  szaleństwem  a  podnieceniem.  Po  drugie,  jestem 

paleontologiem i audycje, które prowadzę, nie robią ze mnie rewiowej 

gwiazdy. Naprawdę niewiele osób wie, kim jestem. 

- Jest pani zbyt skromna. O ile wiem, pani program jest nadawany 

w całym kraju. 

- Doktor Forrest jest bardzo sławna, proszę pana - wtrącił Jason. - 

Wszyscy o tym wiedzą. 

- Jeśli o moją sławę chodzi, to mam poważne wątpliwości, ale ty, 

Jasonie,  na  pewno  znajdziesz  się  w  naukowych  publikacjach  - 

zapewniła Noelle. 

Chłopiec dumnie wypiął pierś. 

-  Wszyscy  jesteśmy  z  ciebie  dumni  -  dodał  Matt.  -  Ale  teraz 

muszę pokazać pani doktor pokój, w którym będzie mieszkać. 

background image

-  A  nie  można  później?  -  spytał  Jason  błagalnym  tonem.  - 

Najpierw pokażmy łożysko potoku. 

-  Wydaje  mi  się...  -  Matt  urwał  i  popatrzył  na  zebrane  dzieci.  - 

Zaraz,  zaraz.  Przecież  to  nie  moja  zwykła  sobotnia  grupa.  Ilu  z  was 

nie ma dziś żadnych zajęć według planu? Skąd jesteście, chłopcy? 

- Z mojego klubu. Przyjechali do pani doktor Forrest.  

Matt rzucił Noelle wściekłe spojrzenie. 

-  Panie  Swanson,  czy  mógłby  pan  przez  chwilę  popilnować 

dzieci? A panie proszę do mego biura. 

Noelle przygryzła wargę. Wiedziała, na co się zanosi. 

-  Doktor  Forrest,  przecież  ustaliliśmy,  że  to  wszystko  będzie 

cicho-sza. 

- Oczywiście. I ja to Jasonowi dokładnie wytłumaczyłam.  

- Więc jakim cudem zjawił się tu cały klub? Powiedziałem, że nie 

chcę żadnego szumu wokół tej sprawy. 

-  Pozwoli  pan,  że  się  wtrącę  -  odezwała  się  pani  Swanson  i 

położyła dłoń na ramieniu Matta. - Obawiam się, że to wszystko moja 

wina.  To  ja  zgodziłam  się,  żeby  Jason  zabrał  pięciu  najbliższych 

kolegów  i  my  z  mężem  przywieźliśmy  chłopców.  Oni  i  tak  byli 

obecni,  gdy  pani  Forrest  potwierdziła,  że  nasz  podopieczny  znalazł 

prawdziwą kość dinozaura. 

- Czy on  wyjaśnił pani, dlaczego chcemy zachować całą rzecz  w 

tajemnicy? - spytała Noelle. 

- Tak. I nikomu więcej o tym nie mówił. Ale chłopcy przecież już 

wcześniej wiedzieli. 

background image

Matt gniewnie prychnął. 

- Cholera, zupełnie o tym zapomniałem. Czy ktoś im powiedział, 

żeby nie rozpowiadali na prawo i lewo? Pani doktor? 

Noelle przecząco pokręciła głową. 

- Pani? 

- Ja też nie - przyznała się zdenerwowana pani Swanson. 

- A Jason? 

- Nie wiem. Ale jeśli chłopcy nikomu nie powiedzieli, to nic złego 

jeszcze się nie stało. Zaraz z nimi porozmawiam. 

-  Bardzo  panią  o  to  proszę  -  rzekł  Matt  sucho.  -  Jeśli  chłopcy 

zdążyli  powiedzieć  coś  rodzicom,  kolegom  albo  moim  pacjentom,  to 

tajemnicy praktycznie już nie ma. 

-  Tak  mi  przykro.  -  Pani  Swanson  zaczerwieniła  się.  -  W  takiej 

sytuacji może lepiej zabrać chłopców od razu do domu? 

- Nie, skoro tu przyjechali, niech już zostaną - zadecydował Matt. 

- Tylko proszę teraz dobrze ich pilnować. 

Opiekunka Jasona wyszła z pochyloną głową. 

-  Niepotrzebnie  był  pan  dla  niej  taki  przykry  -  odezwała  się 

Noelle, gdy już byli sami. - Zranił pan jej uczucia. 

- W grę wchodzi dobro moich pacjentów, więc nie liczą się żądne 

zranione uczucia. 

- Ale to przecież nie jej wina - upierała się Noelle. 

-  A  niech  to  wszyscy  diabli!  Oczywiście,  że  nie.  Bo  to  głównie 

pani wina. 

- Moja? 

background image

- Jasne, że tak! Nie spędziła tu pani nawet marnych pięciu minut, 

a już są kłopoty. 

- To niesprawiedliwość! Prosił pan, żebym dochowała tajemnicy i 

ja nie pisnęłam ani słowa. Ja tym chłopcom o niczym nie mówiłam. 

-  Ale  i  tak  na  to  samo  wychodzi,  bo  pani  nie  uprzedziła  pani 

Swanson. Może to było celowe przemilczenie? 

-  Nic  podobnego!  -  Noelle  zarumieniła  się.  -  Ma  pan  bardzo 

podejrzliwe usposobienie. 

- Chyba nie zaprzeczy pani, że stawka jest bardzo duża? A może 

należy pani do tych, którzy bez skrupułów łamią zasady? 

- Nie, ale przepraszam. Byłam przejęta i nie pomyślałam. 

-  To  żadne  tłumaczenie.  Jakby  pani  wiedziała  trochę  więcej  o 

dzieciach, toby pomyślała, żeby porozmawiać ze Swansonami. 

-  Zapewniam  pana,  że  o  dzieciach  wiem  dostatecznie  dużo  - 

gorąco zapewniła Noelle. - Dziecko nie musi być rozpieszczane, Jason 

jest dojrzały, odpowiedzialny i rozsądny. Wierzę w jego intuicję i nie 

będę go traktować, jakby był małym dzieckiem. 

-  Jak  pani  chce.  A  teraz  albo  zrobi  pani  wszystko,  żeby  nie  było 

najazdu  dziennikarzy,  albo  może  pani  wracać,  skąd  przyjechała.  - 

Matt ruszył w stronę drzwi. - Czy wyraziłem się dość jasno? 

- Nie można jaśniej - odparła Noelle urażonym tonem. 

- Dobrze. Wobec tego idziemy. 

-  Dzisiejsza  grupa  już  poszła  do  stajni  -  poinformował  pan 

Swanson.  

background image

-  Jason  powiedział  kolegom,  że  mają  zachować  tajemnicę.  To 

chyba  pana  ucieszy,  panie  Caldwell  -  dodała  pani  Swanson  z  ulgą  w 

głosie. - Na szczęście chłopcy nie zdążyli nikomu nic powiedzieć. 

Noelle rzuciła Mattowi triumfujące spojrzenie. 

-  Pani  Dinozello,  czy  moglibyśmy  od  razu  wyruszyć?  -  spytał 

Jason. - Proszę pana, czy mój koń jest wolny i mogę go wziąć? Chcę 

pokazać, gdzie znalazłem tamtą kość. 

-  Dziś  konia  dostaniesz  -  powiedział  Matt.  -  Ale  w  przyszłości, 

mój  drogi,  zawsze  najpierw  ze  mną  uzgodnij,  jeśli  będziesz  miał 

zamiar przywieźć gości. 

-  Dobrze,  proszę  pana.  Przepraszam.  -  I  natychmiast  zwrócił  się 

do Noelle: - Czy jest pani gotowa? 

- Prawie. Muszę tylko iść po plecak i narzędzia. 

- Dobrze. A my pójdziemy do stajni - zarządził Matt. 

Noelle dołączyła do grupy kilka minut później. 

-  Przepraszam  panią  za  nieporozumienie.  Nie  chciałam  być 

przyczyną pani przykrości - zwróciła się do pani Swanson. 

- Nie ma o czym mówić, naprawdę. Rzeczywiście powinnam była 

najpierw zadzwonić. 

Kiedy doszli do stajni. Matt powiedział: 

-  Muszę  osiodłać  konia  dla  Jasona.  Ci,  którzy  chcą  nam 

towarzyszyć, będą musieli iść pieszo. 

- Proszę do nas! - zawołał Jason, widząc, że Noelle zostaje z jego 

kolegami. - Pan Matt na pewno chce, żeby pani szła z nami. 

background image

Noelle  miała  co  do  tego  wątpliwości,  lecz  jednak  podeszła  do 

stajni.  Matt  przyniósł  specjalna,  uprząż  dla  kucyka,  a  następnie 

osiodłał swego konia. 

- A pani nie pojedzie? - spytał zaciekawiony chłopiec. 

- Nie umiem jeździć konno. Dlatego pójdę z dziećmi. 

-  Mogłaby  pani  jechać  razem  ze  mną  -  zaproponował  Matt 

ironicznie. 

- O, nie, dziękuję. 

- Nie lubi pani koni? - zapytał Jason. 

-  Uważam,  że  są  pięknymi  zwierzętami,  ale,  idąc  pieszo,  mam 

większe szanse coś znaleźć. 

- To kawał drogi - uprzedził Matt. 

-  Nie  może  być  aż  tak  daleko,  jeśli  zgodził  się  pan,  żeby  cała 

grupa tam poszła - zauważyła Noelle. - Proszę się o mnie nie martwić. 

Nie zostanę daleko w tyle. 

Matt wzruszył ramionami i zwrócił się do Jasona: 

- Jesteś gotów, synu? 

Posadził  chłopca  na  koniu,  niedużym  i  potulnym  kucyku.  Jason 

zapiął na udach specjalnie przystosowane zabezpieczenie. 

- Dobrze sobie radzisz. My dwaj pokażemy drogę. 

Noelle  dołączyła  do  grupy  i  wszyscy  ruszyli.  Pięciu 

zachwyconych  chłopców  nie  wiedziało,  czy  zasypywać  pytaniami 

sławną  panią  Dinozellę,  czy  podziwiać  kolegę  siedzącego  na  koniu. 

Sytuacja  natychmiast  uległa  zmianie,  gdy  Matt  zaproponował,  że 

kolejno podwiezie wszystkich chłopców. 

background image

Noelle zauważyła, że wszyscy chłopcy czują się doskonale w jego 

towarzystwie.  Zdumiewało  ją  to,  że  człowiek,  który  nawiązuje 

doskonały  kontakt  z  dziećmi,  jest  tak  szorstki  w  stosunku  do  niej. 

Jeszcze  bardziej  zaskakująca  była  świadomość,  że  ogromnie  jej  to 

przeszkadza, a nawet boli. 

Teraz wreszcie mogła swobodnie porozmawiać z panią Swanson. 

Po kilku zdawkowo grzecznych uwagach zapytała, kiedy Jason znów 

będzie mógł wystąpić w „Przygodzie z prehistorią". 

- Kiedy pani sobie życzy. On tak szaleje na punkcie pani i całego 

programu,  że  chyba  im  prędzej,  tym  lepiej.  Bo  w  przeciwnym  razie 

gotów nam wariować. 

-  Przykro  mi,  jeśli  jego  mania  posunęła  się  za  daleko.  Z  chwilą 

gdy zaczęto wyświetlać ten film, wszystkie dzieci oszalały na punkcie 

dinozaurów. Jason nie jest wyjątkiem. 

- Mówi pani o „Parku Jurajskim"? 

- Tak. To zaskakujący film, ale z naukowego punktu widzenia nie 

jest zbyt dobry - rzekła Noelle sucho. 

-  Ależ  ten  film  nie  ma  nic  wspólnego  z  entuzjastycznym 

zainteresowaniem Jasona. To wyłącznie pani zasługa. 

- Moja? - spytała zdumiona Noelle. 

-  Tak.  Pozwoli  pani,  że  opowiem  od  początku.  Jason  dopiero  od 

niedawna  chodzi  o  kulach...  Nawet  będąc  jeszcze  zupełnie  małym 

dzieckiem, stale miał jakieś przygody, a dwa lata temu spadł z drzewa. 

Bardzo poważne złamanie kręgosłupa wymagało leczenia szpitalnego. 

Matka wyrzekła się dziecka, gdy usłyszała, że kalectwo będzie trwałe. 

background image

Jason  do  końca  życia  będzie  chodził  o  kulach  i  nosił  aparat 

stabilizujący. 

- Niemożliwe! 

- Boję się, że to prawda. Początkowo bardzo się niepokoiliśmy o 

stan  jego  zdrowia  psychicznego.  Postępowanie  matki  okazało  się 

większą  tragedią  niż  sam  wypadek.  Chłopiec  był  mocno  okaleczony 

fizycznie i psychicznie. Do nikogo się nie odzywał.  

Wcale  nie  słuchał  terapeuty,  a  nawet  nie  chciał  nic  jeść. 

Myśleliśmy  już,  że  nigdy  nie  wyjdzie  ze  szpitala.  Leżał  odcięty  od 

reszty  świata  i  całymi  godzinami  gapił  się  w  telewizor.  I  właśnie 

wtedy któregoś dnia obejrzał pani program. 

Pani Swanson westchnęła. 

- Modliliśmy się o jakiś cud i tym cudem, doktor Forrest, okazała 

się  „Przygoda  z  prehistorią".  Jason  zaczął  regularnie  oglądać  pani 

programy  już  w  szpitalu.  To  była  pierwsza  rzecz,  którą  się 

zainteresował.  Oznajmił,  że  chce  wyzdrowieć,  żeby  móc  szukać 

skamieniałości. 

- Zdumiewające! 

Noelle  poczuła  ucisk  w  gardle.  Ogarnął  ją  podziw  dla  tego 

dziecka, ale jednocześnie i niemała satysfakcja, że jej program wniósł 

tyle dobrego w życie jednego człowieka. 

-  Jason  przysiągł  sobie,  że  pewnego  dnia  wystąpi  w  programie  i 

osobiście wręczy pani kość dinozaura. 

- I dopiął swego! Co za wyjątkowy zbieg okoliczności. 

background image

-  Zapewniam  panią,  że  to  nie  zbieg  okoliczności.  Jason 

postanowił  nauczyć  się  o  skamieniałościach  wszystkiego,  co  było  w 

ramach  jego  możliwości.  Poprosił  o  wózek  inwalidzki,  bo  chciał 

jeździć do bibliotek i czytać książki o dinozaurach.  

Zaczął jeść, wykonywać zalecane ćwiczenia i uczyć się chodzić o 

kulach.  To  było  zupełnie  niewiarygodne.  Tak  jakbyśmy  nagle  wzięli 

całkiem  inne  dziecko.  Poprosił  o  komplet  nagrań  całego  programu  i 

bez przerwy wracał do pani audycji. Nawet porobił sobie notatki. 

Teraz pan Swanson włączył się do rozmowy. 

-  Potem  nie  mógł  się  doczekać,  kiedy  pójdzie  do  szkoły,  żeby 

dalej  się  uczyć.  Chciał  też  opanować  jazdę  konno,  żeby 

poszukiwaniami objąć większy teren. 

-  I  dopiął  swego  -  z  dumą  powiedziała  pani  Swanson.  -  Opuścił 

szpital  rok  temu  i  potem  ciągle  szukał  kości  dinozaurów.  I  namówił 

chłopców, żeby pojechali do studia. 

-  Wiem,  że  nie  jesteśmy  tu  wszyscy  potrzebni  -  spokojnie 

zauważył  pan  Swanson  -  i  nie  chcieliśmy  wyprowadzać  pana 

Caldwella z równowagi. Ale pani chyba nas rozumie. 

- Doktor Forrest, pani stanowiła jego natchnienie. Bez pani i pana 

Caldwella  nie  wiadomo,  jak  by  się  potoczyły  losy  tego  dziecka  - 

dodała pani Swanson. 

Zapadło  milczenie.  Wzruszona  Noelle  obserwowała  Jasona 

rozmawiającego z ożywieniem z kolegami. 

-  Dziękuję,  że  mi  państwo  o  tym  powiedzieli  -  odezwała  się  po 

chwili. - Cieszę się, że mogłam pomóc. 

background image

-  A  my  tak  się  cieszymy  ze  względu  na  niego.  Radzi  już  sobie 

doskonale, więc chyba nadaje się do adopcji. 

-  Do  adopcji?  -  Dziwny  ból  przeszył  serce  Noelle.  -  To  państwo 

nie jesteście... - Zawiesiła głos i nie dokończyła. 

- Nie, nie jesteśmy - odparł pan Swanson. - Od lat opiekujemy się 

różnymi  dziećmi,  a  oprócz  tego  mamy  dwie  córki  i  syna  na  uczelni. 

Dodam,  że  tę  całą  trójkę  też  adoptowaliśmy,  bo  najpierw  byliśmy 

tylko rodziną zastępczą. 

-  Niestety,  nie  możemy  sobie  pozwolić  na  to,  żeby  adoptować 

wszystkie dzieci, którymi się opiekujemy. Przez jakiś czas zajmujemy 

się nimi i darzymy głębokim uczuciem, ale jednak przygotowujemy je 

do  przekazania  innym  na  stałe.  Wiem,  że  to  wydaje  się 

postępowaniem bez serca... 

- Wcale nie - zapewniła Noelle. Bardzo dobrze, że Jason spotkał 

takich ludzi jak państwo. 

- I ludzi takich jak pani. Oraz pan Caldwell. 

Po  chwili  państwo  Swansonowie  pożegnali  się  i  odeszli.  Noelle 

stała przygwożdżona do miejsca. Wpatrywała się w roześmianą twarz 

Jasona i zastanawiała się, kim będą jego kolejni rodzice. Wiedziała, że 

większość  ludzi  pragnie  adoptować  zdrowe  niemowlęta,  nie  zaś 

starsze  kalekie  dzieci.  Biedny  Jason.  Widać  było,  że  teraz  jest  pod 

dobrą opieką. 

Noelle zrobiło się przykro, że sama żyje w tak niepewnej sytuacji. 

Trudno  jednak  było  udawać,  nawet  przed  samą  sobą,  że  osoba 

samotna ma jakiekolwiek szanse.  

background image

Jako  kandydatka  na  przybraną  matkę  odpadłaby  zapewne  już  po 

pierwszej  rozmowie  z  kuratorem.  Jej  zawodowa  przyszłość 

przedstawiała się niepewnie, mówiąc najoględniej, a chłopiec taki jak 

Jason,  w  dodatku  mający  ojca  w  więzieniu,  potrzebował  silnego 

męskiego wzorca. 

Wszystkie te myśli były bardzo przykre. Noelle  życzyła chłopcu, 

żeby  kiedyś  znalazł  rodzinę,  jaką  każde  dziecko  mieć  powinno. 

Rozmyślając  o  tym  wszystkim,  stała tak  długo,  że  aż  Matt  zatrzymał 

konia i krzyknął: 

- Doktor Forrest, czy dobrze się pani czuje? 

- Tak, dziękuję. Chciałam tylko trochę odsapnąć. 

Ruszyła  szybkim  krokiem,  żeby  dogonić  całą  grupę.  Doszedłszy 

na  miejsce,  natychmiast  zaczęła  działać.  Chłopcy  z  wielką  ochotą 

rzucili  się  do  pomocy.  Wyjęła  z  plecaka  i  rozdała  trzy  saperki.  Nie 

starczyło dla wszystkich, więc część dzieci musiała pracować gołymi 

rękoma. 

- Jasonie, czy jesteś pewien, że właśnie tutaj znalazłeś tę kość? 

- Jestem pewien na sto procent. Widzi pani to uschnięte drzewo? 

Zapamiętałem je sobie jako znak szczególny. Wedle pani instrukcji. 

- A my co mamy robić? - odezwał się Matt. 

- Oczywiście wszyscy  zabieramy się  do kopania. Jeśli mamy coś 

znaleźć, to najlepiej szukać w pobliżu poprzedniego odkrycia. Zdarza 

się, że kolejne fragmenty kości są zupełnie blisko. 

Jasonowi zrzedła mina, gdy usłyszał słowa Matta: 

background image

- Nie życzę sobie dołów i dziur na trasie dla koni. Jeśli któryś się 

potknie, będzie kłopot. 

- Możemy iść trochę w bok. 

- Czego Jason ma szukać? 

- Zdarza się, chociaż niezwykle rzadko, że można się natknąć na 

kości  wystające  z  ziemi.  Najczęściej  jednak  tkwią,  całkowicie  lub 

częściowo,  w  skale.  Staram  się  nie  przeoczyć  niczego,  co  jakoś 

odróżnia się od podłoża, które przeszukuję. 

-  Więc  jeśli  chłopcy  zobaczą  coś  osobliwego,  mają  natychmiast 

panią zawołać? 

-  Tak.  Naszą  uwagę  powinien  przyciągnąć  każdy  większy 

odłamek skały i wszystko, co ma inną barwę. No a przede wszystkim 

każda rzecz przypominająca kość. 

- Czy nie byłoby łatwiej kopać łopatą? 

-  Czasami  tak.  Ale  nie  można  postępować  jak  przy  kopaniu 

rowów.  Taką  lekką  glebę  lepiej  odsuwać  ostrożnie.  Jeśli  znajdziemy 

kość,  która  nie  jest  mocno  osadzona  w  skale  albo  nie  jest  częściowo 

zmineralizowana... 

- A cóż to oznacza? 

-  To,  że  ubytki  kostne  wypełniły  się  minerałami.  Jasonie,  nie 

pokazałeś panu Caldwellowi tego, co znalazłeś? 

- Nie. 

- Dlaczego? 

- Bo najpierw chciałem pokazać pani - odparł chłopiec i spokojnie 

kopał dalej. 

background image

- Ale pominąłeś właściciela, czyli najważniejszą osobę! 

-  Wcale  nie  mam  pretensji  -  rzekł  Matt  spokojnie  -  że  znalazłeś 

kość,  ale  nie  powinieneś  był  jej  zabierać.  Gdy  znów  coś  odkryjesz, 

przyjdź mi o tym powiedzieć, dobrze? 

-  Pan  Caldwell  ma  rację.  Inni  właściciele  pewnie  nie  byliby  tak 

wyrozumiali. 

- Myślałem, że prawo do okazu ma ten, kto go znalazł. 

- Nie w tym wypadku - stanowczo rzekła Noelle. 

- Absolutnie nie. - Matt zwrócił się do niej z krytycznym wyrazem 

twarzy. - Doktor Forrest, chyba powinna pani poświęcić jedną audycję 

prawu  własności.  Mogłoby  to  w  przyszłości  zaoszczędzić  pani  wiele 

kłopotów. 

-  Nie  potrzebuję...  -  zaczęła  Noelle  i  natychmiast  urwała,  gdy 

dostrzegła  zdumione  oczy  Jasona.  Ugryzła  się  więc  w  język  i 

dokończyła z kwaśnym uśmiechem: - Wezmę to pod uwagę. 

Po czym zręcznie zmieniła temat. 

- Wróćmy jednak do pańskiego poprzedniego pytania. Otóż łopatą 

moglibyśmy  uszkodzić  kruche  kości.  To  zresztą  i  tak  się  zdarza.  A 

skoro  już  o  tym  mowa,  pójdę  zobaczyć,  jak  chłopcy  sobie  radzą. 

Przepraszam. 

Musiała  przyznać,  że  Matt  ma  rację  i  należy  powiedzieć 

słuchaczom chociaż kilka słów o aspekcie prawnym. Lecz zrobiło się 

jej  bardzo  przykro,  że  tak  bezceremonialnie  zepsuł  całą  jej  radość  z 

tego,  iż  po  raz  pierwszy  od  wielu  lat  będzie  mogła  popracować  w 

terenie. 

background image

Nie  zdradzając  niczym  swych  myśli,  podchodziła  kolejno  do 

chłopców  i  sprawdzała,  czy  pamiętają,  jak  należy  postępować. 

Skończyła  rozmawiać  z  ostatnim,  gdy  zauważyła  zbliżającego  się 

Matta. Chciała szybko odejść, lecz on ją zatrzymał. 

-  Jasonowi  się  wydaje,  że  zraniłem  pani  uczucia  -  rzekł 

półgłosem. - Czy on ma rację? 

- Niech pan nie będzie śmieszny - burknęła Noelle. 

-  Wcale  nie  chciałem  robić  uwag  na  temat  pani  pracy  -  dorzucił 

Matt tonem zatroskanym, a nawet przepraszającym. 

-  Niech  się  pan  nie  wypiera  -  odparła  znużona.  -  Ale  ja  się  nie 

skarżę. Lepiej wysłuchać pouczeń, jak mam wykonywać swoją pracę, 

niż  znosić  insynuacje,  że  nienawidzę  dzieci  lub  uciekam  się  do 

szantażu. 

Matt żachnął się. Otworzył usta, lecz Noelle nie dała mu dojść do 

słowa. 

-  Wiem,  co  pan  chce  powiedzieć.  Słyszałam  to  już  nie  raz  i  nie 

dwa.  Że  pan  tylko  pragnie  chronić  pacjentów,  tak?  Ale  już  mi  się 

znudziło tego słuchać. Więc wybaczy pan... 

Odwróciła się, aby odejść, lecz Matt schwycił ją za rękę. 

- O co jeszcze panu chodzi? 

-  Widzę,  że  naprawdę  zraniłem  pani  uczucia.  Doktor  Forrest, 

przepraszam panią. 

- Nic się nie stało, więc niech się pan nie przejmuje. Proszę mnie 

puścić, bo widzę, że Jason chce czegoś ode mnie. 

background image

Usiłowała  oswobodzić  rękę,  lecz  jej  próby  były  daremne.  Matt 

trzymał ją mocno, ale na szczęście nie sprawiało to bólu. 

-  Proszę  jeszcze  chwilę  zaczekać.  Gdy  jechaliśmy  tutaj,  Jason 

zapytał mnie, czy może spędzić z nami trzy tygodnie. 

Noelle znieruchomiała. Matt z naciskiem ciągnął dalej: 

-  Powiedział,  że  pani  zależy  na  tym,  aby  on  razem  z  panią 

pracował. 

-  To  prawda.  Ale  ja  go  do  niczego  nie  namawiałam,  jeśli  to  mi 

pan  zarzuca  -  rzekła  na  swoją  obronę.  -  Uprzedziłam  go,  że 

Swansonowie i pan prawdopodobnie się na to nie zgodzicie. 

-  Powtórzył  mi  i  to.  Początkowo  taki  projekt mi  się  nie podobał. 

Ale  widzę,  że  Jason  faktycznie  sporo  wie  z  tej  paleontologii.  Niech 

pani na niego popatrzy. 

Zaczęli  obserwować  chłopca,  który  najwidoczniej  dowodził 

wszystkimi i objaśniał, co należy robić. Jego pewność siebie i wiedza 

zaimponowały nawet przybranym rodzicom. 

-  Jason  rzeczywiście  wie,  co  mówi  -  podjął  Matt.  -  A  ja  się 

zorientowałem, że on już nie może żyć bez dinozaurów. I jest zupełnie 

inny, gdy znajduje się w pani towarzystwie. 

- Co pan chce przez to powiedzieć? 

- Jest moim ulubieńcem, ale to nie najszczęśliwsze dziecko, jakie 

znam. Natomiast przy pani zawsze jest rozpromieniony. Myślę, że ten 

pomysł, aby chłopiec spędził z nami trzy tygodnie, jest dobry. 

Noelle z trudem opanowała ogarniające ją podniecenie. 

- Naprawdę jego obecność nie będzie panu przeszkadzać? 

background image

-  Ani  trochę  -  zapewnił  Matt.  -  Pani  Swanson  jest  teraz  bardzo 

zajęta, bo stale siedzi w szpitalu. 

- Więc? 

-  Jason  chce  być  z  nami,  Swansonowie  mogą  zaangażować 

opiekunkę  do  dziewczynek,  a  pani  twierdzi,  że  potrzebuje  asystenta. 

Jestem przekonany, że opiekunowie pozwolą chłopcu tu przyjechać. - 

Badawczo  przyjrzał  się  Noelle.  -  Pod  warunkiem,  że  pani  nadal  tego 

chce. 

-  Oczywiście,  że  chcę.  -  Noelle  spojrzała  z  ukosa.  -  Ale  jedno 

mnie dziwi. Skąd się wzięła tak nagła zmiana decyzji? 

-  Po  pierwsze  stąd,  że  pozwoliła  pani  Jasonowi  wystąpić  w 

audycji  telewizyjnej,  przed  kamerami  i  na  oczach  tysięcy  widzów. 

Wiele  osób  czuje  się  nieswojo  w  obecności  kalek,  a  pani  wcale  nie 

próbowała wcisnąć go w najciemniejszy kąt. 

- Dlaczego miałabym to robić? On jest szalenie miłym dzieckiem. 

- Nie każdy by się zdobył na to, co pani zrobiła. Po drugie, Jasona 

spotkało  już  dość  nieszczęść,  więc  zasługuje  na  odmianę  losu.  A  po 

trzecie...  -  W  oczach  Matta  pojawił  się  jakiś  dziwny  wyraz.  - 

Powiedzmy, że uznałem, iż pani też się należy jakaś odmiana. 

Noelle ze zdziwienia szeroko otworzyła oczy. 

- Ale postawmy sprawę jasno. Pan naprawdę pozwała, żeby Jason 

mi pomagał? 

- Owszem. Jeśli tylko jego opiekunowie pochwalą ten projekt. 

Noelle nie wierzyła, że dobrze słyszy. 

- Czy to ma oznaczać pojednanie między nami? 

background image

-  Dlaczego  nie?  Dobro  Jasona  nam  obojgu  leży  na  sercu.  Na 

pewno  potrafimy  zachowywać  się  poprawnie.  Moglibyśmy  nawet 

mówić sobie po imieniu, chyba że woli pani pozostać panią Dinozellą. 

- Nie, wolę być Noelle. 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Noelle,  Matt  i  Jason  jadali  posiłki  w  dużej,  słonecznej  kuchni. 

Poszukiwania  trwały  już  od  tygodnia,  a  Jason  codziennie  zadawał  to 

samo pytanie: 

- Pani Dinozello, czy już dzisiaj znajdziemy jakieś kości? 

Noelle nie chciała sprawiać mu zawodu, więc odpowiadała: 

- Trzymam kciuki. Może właśnie dziś będzie ten wielki dzień. 

- Mam nadzieję. 

-  Wygląda,  że  będzie  deszcz  -  odezwał  się  Matt.  -  Czy  mimo  to 

pójdziesz kopać? 

W owym pytaniu brzmiała niekłamana troska. Od chwili zawarcia 

pokoju  stosunki  między  Noelle  i  Mattem  ułożyły  się  poprawnie. 

Zdarzyło  się  wprawdzie  kilka  dość  niezręcznych  chwil,  lecz  na 

szczęście  Jason  zawsze  stanowił  wentyl  bezpieczeństwa.  Jego 

żywiołowe usposobienie wpływało zdecydowanie łagodząco na dwoje 

dorosłych. 

-  Zbierają  się  czarne  chmury  -  dodał  Matt.  -  Już  kilku  uczniów 

odwołało lekcje. Wolałbym, żeby Jason nie przemókł do suchej nitki. 

Ty też nie powinnaś zmoknąć. 

background image

-  Nic  mi nie  będzie  -  odparła  Noelle  uszczęśliwiona,  że  Matt  i  o 

nią się zatroszczył. 

- Ale bądźcie ostrożni - ostrzegł. - Aha, prawdopodobnie nie będę 

na lunchu. Jadę na lotnisko po Alexa. 

Z tymi słowami wyszedł. 

Mimo  olbrzymiej  satysfakcji,  jaką  jej  dawała  praca  w  terenie, 

Noelle byłaby bardzo zadowolona, gdyby mogła bliżej poznać swego 

gospodarza. Spodziewała się, że w codziennych kontaktach okaże się 

bardziej otwarty, a tymczasem na ogół rozmawiał tylko z Jasonem.  

Ale i ona zwracała się głównie do chłopca. Dobrze, że on zawsze 

miał dorosłym dużo do powiedzenia. Noelle z przykrością stwierdziła, 

że  Matt  i  ona,  poza  sympatią  dla  dziecka,  nie  mają  ze  sobą  nic 

wspólnego. Rozmawiali bardzo rzadko. 

Przyczyna  takiego  stanu  rzeczy  bynajmniej  nie  leżała  w  tym,  że 

Noelle  była  towarzysko  nieobyta.  Ale  jej  inteligencja  i  atrakcyjna 

powierzchowność zdawały się nie mieć znaczenia. 

Z  chwilą  gdy  Jason  szedł  spać,  Matt  wychodził,  aby  zajrzeć  do 

koni.  Wracał,  gdy  goście  już  spali.  Noelle  wieczorami  porządkowała 

notatki  o  tym,  co  zrobiła  danego  dnia  i  dzwoniła  do  kilku 

potencjalnych  sponsorów.  Potem,  dla  rozrywki,  czytała  książki  lub 

oglądała telewizję. 

Z każdym dniem czuła się coraz bardziej rozczarowana, ponieważ 

poszukiwania  okazały  się  bezowocne.  Jej  przygnębienie  pogłębiała 

zupełna  obojętność  Matta  wobec  jej  niepowodzenia.  Wprawdzie  nie 

spodziewała się po nim zbytniego zainteresowania, ale łudziła się, że 

background image

będzie  bardziej  towarzyski.  Rozmowy  z  nim  byłyby  tym  milsze,  im 

bardziej brak kontaktów z dorosłymi dawał się jej we znaki. 

Pamiętając, co usłyszała od Jasona, Noelle raz i drugi ukradkiem 

obserwowała  Matta  i  Connie  i  przekonała  się,  że  ich  kontakty  są 

czysto  przyjacielskie.  Connie  była  atrakcyjną,  inteligentną,  a 

jednocześnie  miłą  kobietą.  To  dawało  do  myślenia  i  Noelle 

intrygowało pytanie, jakie kobiety wzbudzały zainteresowanie Matta.  

Nie  rozumiała,  dlaczego  z  nią  nie  zamieni  od  czasu  do  czasu 

choćby  paru  słów.  Nawet  przed  samą  sobą  nie  chciała  się  przyznać, 

jak bardzo boli ją to, że on się prawie nie odzywa. 

Na  szczęście  i  na  pocieszenie  był  Jason,  niebotycznie 

uszczęśliwiony, że jest asystentem pani Dinozelli. Dotychczas on był 

duszą  towarzystwa.  Noelle  miała  nadzieję,  że  rozmowy  dorosłych 

będą bardziej ożywione po przyjeździe Alexa. 

- Jasonie, jesteś gotów? - krzyknęła. - Bo ja już czekam. 

- Idę, idę! 

Po  tygodniu  mieli  już  ustalony  plan  dnia.  Wstawali  wcześnie  i 

wspólnie  z  Mattem  jedli  śniadanie.  Potem  Noelle  przygotowywała 

potrzebne  narzędzia,  a  Jason  sprzątał.  Kiedy  wszystko  było  gotowe, 

chłopiec  dosiadał  kucyka  i  udawali  się  na  wybrane  miejsce 

poszukiwań. 

W  południe  wracali  do  domu  na  lunch.  Spacer  zawsze  był 

przyjemny,  a  poza  tym  nic  ich  nie  zatrzymywało  na  miejscu. 

Natomiast  bardzo  przykry  był  wieczorny  powrót  z  pustymi  rękami, 

świadczył bowiem o jeszcze jednym straconym dniu. 

background image

- Jak pani idzie praca? spytał Jason około południa. 

-  Powoli  mam  już  dość  tego,  że  znajduję  same  chwasty  - 

poskarżyła się Noelle. 

-  A  w  audycjach  mówiła  pani,  że  każdy  paleontolog  musi  być 

bardzo cierpliwy. 

-  Wiem.  Ale  co  innego  o  czymś  wiedzieć,  a  zupełnie  co  innego 

doświadczać tego na własnej skórze. 

Otarła rękawem spocone czoło. Wyprostowała się i, zniechęcona, 

odrzuciła szuflę daleko od siebie. 

- Ostrożnie! Mogłaś uderzyć mojego konia! 

- Witamy! - krzyknął Jason. 

- Oto element poszukiwań dinozaurów, jakiego jeszcze nigdy nie 

oglądałem - rzekł Matt z uśmiechem. 

-  Co  cię  tak  dziwi?  -  odparła  Noelle  i  uśmiechnęła  się  krzywo.  - 

Jasne, że od czasu do czasu mnie ponosi. 

Matt zsiadł i przywiązał konia. 

- Dla mnie powód jest oczywisty. - Podszedł bliżej. - Wygląda, że 

to ciężka i brudna praca. 

-  Racja.  I  szczególnie  irytująca,  gdy  człowiek  niczego  nie 

znajduje.  Przydałaby  mi  się  choć  odrobina  szczęścia  mojego 

pomocnika. Prawda, Jasonie? 

Chłopiec  kiwnął  głową  i  napuszył  się  jak  paw.  Noelle  ściągnęła 

rękawice i rzuciła je obok szufli. 

-  No,  głowa  do  góry!  Zostały  jeszcze  dwa  tygodnie  -  spróbował 

pocieszyć ją Matt. 

background image

- A ty, co tu robisz? Mówiłeś, że jedziesz na lotnisko. 

-  Alex  przyleciał  wcześniejszym  samolotem  i  przyjechał 

taksówką.  Tak  więc  skończyłem  już  pracę  na  dziś  i  pomyślałem,  że 

może wy też wrócicie wcześniej. 

- Nie! gwałtownie zaoponował Jason. - Jeszcze nie skończyliśmy. 

- Jason! 

Noelle  była  oburzona.  Pierwszy  raz  się  zdarzyło,  żeby  chłopiec 

odezwał się tak niegrzecznie. Zazwyczaj był uszczęśliwiony, że może 

przebywać w towarzystwie Marta. 

-  Pani  Dinozello,  proszę  powiedzieć,  że  jesteśmy  bardzo  zajęci  - 

upierał się Jason. 

- Ależ zastanów się! Nie znam pana Alexa, więc wypadażebym 

się z nim przywitała. Nie chcesz iść ze mną? 

Chłopiec nie odpowiedział, tylko zawzięcie kopał dalej. 

- Zbieraj swoje rzeczy! - powiedział Matt stanowczo. - Wiesz, że 

nikt nie może jeździć sam, bez opieki. 

Chłopiec,  nie  ukrywając  złości,  podniósł  kule  i  ruszył  w  stronę 

swego konia. 

-  Nigdy  nie  widziałam,  żeby  był  tak  wytrącony  z  równowagi.  O 

co mu chodzi? - spytała Noelle półgłosem. 

- Wyjaśnienie jest proste. Nie chce się tobą z nikim dzielić. 

- Co takiego? 

-  Jest  zazdrosny.  Nie  mów  mi,  że  tego  nie  zauważyłaś!  Przecież 

on szaleje na twoim punkcie - dodał nieco ciszej. 

background image

-  Nie  wygłupiaj  się.  On  szaleje  na  punkcie  paleontologii,  ale  nie 

na moim. 

Matt pokręcił głową. 

-  To  coś  więcej.  I  właśnie  przyszło  mi  do  głowy,  że  on  jest  w 

odpowiednim wieku. 

- No wiesz, Matt. Dopatrujesz się romansu z pozycji mężczyzny, 

a nie chłopca. Myślę, że nie masz prawa oceniać jego uczuć do mnie. 

- A ty masz prawo? 

Przez  chwilę  oboje  obserwowali  wyraźnie  rozgniewane  dziecko, 

nie zwracające na nich najmniejszej uwagi. 

-  Znam  Jasona  dłużej  niż  ty,  a  poza  tym  sam  kiedyś  byłem 

chłopcem.  Pamiętam  moją  pierwszą  wielką  miłość  do  nauczycielki. 

Przeżywałem to bardzo mocno, a nie byłem wiele starszy od niego.  

Więc  cię  ostrzegam  -  nie  igraj  z  jego  uczuciami.  Po  upływie 

dwóch  tygodni  ty  sobie  wrócisz  do  wspaniałej  pracy  w  świetle 

reflektorów,  a  on  do  życia  w  tymczasowym  domu.  I  bez 

nieszczęśliwej miłości chłopiec ma już dość utrapień. 

-  Przecież  tu  nie  ma  mowy  o  zakochaniu  -  upierała  się  Noelle.  - 

To raczej... 

Urwała,  nie  wiedząc,  co  powiedzieć.  To,  co  łączyło  ją  i  Jasona, 

dalekie  było  od  chłopięcego  zakochania  czy  ślepego  zachwytu 

wielbiciela.  Na  pewno  łączyło  ich  coś  głębszego.  I  przypominało... 

bliższe  było  uczuciu,  które  łączy  matkę  i  dziecko.  Przynajmniej  ona 

tak to odbierała. 

background image

- Przyznaję, że się zaprzyjaźniliśmy powiedziała w końcu. - Czy 

dziecko nie może mieć dorosłych przyjaciół? 

- Idziemy czy nie? - odezwał się Jason, patrząc spode łba. 

- Oczywiście, że idziemy! - krzyknął Matt. Półgłosem zaś dodał: - 

Na razie uważam sprawę za zamkniętą. 

Noelle  zabrała  resztę  rzeczy  i  założyła  plecak.  Ruszyła  w 

bezpiecznej odległości od koni. 

- Jasonie, jak ci się pracuje z panią Dinozellą? 

Odpowiedziało  mu  wzruszenie  ramion.  Matt  zmarszczył  brwi,  a 

Noelle szybko wtrąciła: 

-  Wprawdzie  niczego  jeszcze  nie  znaleźliśmy,  ale  cudownie  jest 

pracować w terenie. - Objęła wzrokiem łagodnie pofałdowaną okolicę. 

- Dla mnie to przyjemna odmiana. 

- Byłoby lepiej, gdybyśmy już coś znaleźli. 

-  To  nie  ulega  wątpliwości.  I  przyznam  się  wam,  że  bolą  mnie 

plecy - westchnęła Noelle. 

-  Chcesz  powiedzieć,  że  już  za  długo  jesteś  sławą  i  nie  umiesz 

cieszyć się pracą w terenie. 

-  Przestań,  Matt.  Sto  razy  już  ci  mówiłam,  że  nie  jestem  żadną 

sławą.  I  nie  mam  nic  przeciwko  pracy  fizycznej.  -  Zastanowiła  się 

przez chwilę. - To prawda, że chciałabym mieć cały  etat w muzeum. 

Ale  wtedy  brak  by  mi  było  dzieci  takich  jak  Jason. Brak by  mi  było 

ich spontanicznej reakcji, gdy odkrywam przed nimi, jak pasjonująca 

jest  paleontologia.  I  chyba  by  mi  brakowało...  -  Rozłożyła  ręce, 

bezradnie szukając słów. 

background image

- Kogoś, z kim można się podzielić myślami? - spytał Matt. 

-  Tak  -  przyznała  Noelle,  zdumiona  jego  intuicją.  -  Chyba  tak. 

Dlatego obecność Jasona jest tak cenna. - Uśmiechnęła się do chłopca 

promiennie.  -  Czułabym  się  bardzo  samotna  bez  mojego  ulubionego 

asystenta. 

Te słowa wyraźnie poprawiły Jasonowi humor. 

- Ale jeśli dokonasz wiekopomnego odkrycia, zdobędziesz sławę, 

o jakiej ci się nawet nie śniło - powiedział Matt. - Gazety będą o tobie 

pisać,  a  telewizja  mówić.  Nawet  „National  Geographic"  zamieści 

twoje zdjęcie na okładce. 

- Ja też chcę być na okładce - wtrącił Jason. 

-  Ty  też?  Więc  i  tobie  się  to  marzy?  Głupia  reklama  z  powodu 

kilku starych gnatów? 

- Muszę przyznać, że to byłoby przyjemne - rzekła Noelle. 

- Przyjemne? - krzyknął Jason. - To by było fantastyczne! 

- Tak. Ale jakoś nie sądzę, żeby się mogło równać przyjemności, 

jaką mi daje uczenie dzieci podobnych do ciebie. Niezależnie od tego, 

czy  coś  znajdziemy,  czy  też  nie,  najbardziej  mi  będzie  przykro 

pożegnać się z tobą. 

Noelle  zaskoczyło  zdumienie  malujące  się  na  twarzy  chłopca. 

Zdradził  go  niezwykły  blask  oczu.  Po  chwili  Jason  zaciął  konia  i 

odjechał. 

W oczach Matta zobaczyła gniew. 

-  O  czym  to  przed  chwilą  rozmawialiśmy?  Chyba  ci  mówiłem, 

żebyś nie igrała z jego uczuciami. 

background image

- Niesłusznie mnie oskarżasz. Powiedziałam to, co czułam. 

- Więc proponuję, żebyś najpierw myślała, a potem mówiła. 

- Tobie też by to nie zaszkodziło - odcięła się Noelle. 

- Mnie? 

-  Tak,  tobie.  Stale  mi  wymawiasz,  że  się  rozpęta  piekło,  gdy 

znajdę jakieś skamieniałości. 

- Bo to prawda. 

-  No  i  co  z  tego?  Na  razie  kwestia  jest  czysto  teoretyczna.  Okaz 

znaleziony przez Jasona, mimo że sam w sobie  wspaniały, może być 

jednym jedynym na tym terenie. Szanse znalezienia choćby drobnych 

kawałków szkieletu dinozaura są niewielkie. 

- Doktor Forrest, o co pani chodzi? 

- Tylko o to, że skoro więcej niż prawdopodobne, a nasz trud jest 

daremny,  tobie  by  korona  z  głowy  nie  spadła,  gdybyś  przy  Jasonie 

wykazywał  trochę  więcej  zainteresowania  całą  sprawą.  On  się  może 

doskonale obyć bez uwag, którymi celowo niszczysz jego złudzenia. 

Matt oniemiał. 

-  Mam  rację  -  nieubłaganie  ciągnęła  Noelle.  -  Jeśli  stać  cię  na 

odrobinę  serdecznego  zrozumienia  i  jeśli  naprawdę  żywisz  choć 

trochę  uczuć  dla  niego,  pozwól  mu  mówić  o  skamielinach.  Niech 

sobie  wyobraża,  że  będzie  kolejnym  sławnym  bohaterem  na  okładce 

„National Geographic".  

I jeśli chce, niech marzy nawet o całym szkielecie dinozaura. Co z 

tego,  że  ma  znikome  szanse,  aby  cokolwiek  znaleźć?  Możesz  trochę 

background image

udawać, bo to nie grzech i nic nie kosztuje, a dziecku zostawisz jego 

marzenia. 

Noelle aż sapała ze złości.  

-  Coś  panu  powiem,  panie  Caldwell.  Miałam  o  panu  lepsze 

mniemanie, ale widzę, że się omyliłam. 

Zerknęła na Matta, który spokojnie wytrzymał jej spojrzenie. 

- Chyba jest coś w tym, co mówisz. 

- Naprawdę przyznajesz się do tego, że nie masz racji? 

- Nie rób takiej zdziwionej, miny - rzekł Matt sucho. - Nie jestem 

ani  nieomylny,  ani  uparty.  Będę  pamiętał,  żeby  nie  kpić  z  jego 

marzeń. A ty przestań mu zawracać głowę. 

- A ja ci mówię, że mu wcale w głowie nie zawróciłam - upierała 

się Noelle. - Mogę ci to zaraz udowodnić. 

- Jak? 

- Jedź do niego i poczekajcie. Ja podejdę do was i poproszę, żebyś 

mnie  wziął  na  swego  konia.  Jeśli  zauważę  u  chłopca  najmniejszą 

oznakę  zazdrości,  przyznam  ci  rację.  Ale  za  to  ty  się  przyznasz  do 

pomyłki,  jeśli  jemu  będzie  zupełnie  obojętne  to,  że  cię  obejmę.  I  nie 

będziesz wracał do tego tematu. Zgoda? 

-  Zgoda.  Podoba  mi  się  takie  postawienie  sprawy.  -  Matt 

badawczo przyjrzał się Noelle. - Ale myślałem, że się boisz koni. 

-  Powiedziałam  ci  przecież,  że  tylko  wywołują  we  mnie  jakiś 

niepokój. Poza tym przecież nie wsiądę, a tylko poproszę, żebyś mnie 

zabrał. No, jedź naprzód i obaj zaczekajcie aż was dogonię. 

background image

Matt  skinął  głową  i  odjechał.  Po  chwili  Noelle  podeszła  i 

ostentacyjnie spojrzała na zegarek. 

- W takim tempie nigdy nie zdążymy na lunch. Matt, czy mógłbyś 

mnie podwieźć? 

- Czy aby na pewno wiesz, co mówisz? 

- Jasonie, jak myślisz, czy mogę jechać z panem Mattem? 

Chłopiec wzruszył ramionami i jego twarz pozostała bez wyrazu. 

Trzeba było grać dalej. Wpatrywała się w wyciągniętą dłoń Matta i w 

konia, który raptem wydał się jej olbrzymi. Nie przewidziała tego, że 

będzie zmuszona podejść blisko, a może i wsiąść. 

- Zmieniłaś zdanie? - spytał Matt z niewinną miną. 

Noelle rzuciła mu wściekłe spojrzenie. 

- Oczywiście, że nie. Tylko wcale nie wiem, jak się jedzie. 

- Tym już ja się zajmę. A ty musisz tylko wsiąść. 

- To chyba proste. 

- Boi się pani? - spytał Jason. 

- Hmmm, tak trochę. 

-  Na  pewno  się  to  pani  spodoba  -  zapewnił  chłopiec  z 

przekonaniem. - Pan Matt jest świetnym jeźdźcem. Mnie też nauczył, 

a  ja  na  początku  strasznie  się  bałem.  Koniecznie  powinna  się  pani 

nauczyć jeździć konno. Na koniu łatwiej szukać nowych terenów. 

Noelle  wolała  się  nie  przyznawać,  że  jej  zdaniem  samochody  są 

znacznie lepsze, gdyż ani nie gryzą, ani nie kopią. 

background image

-  Pan  Matt  mógłby  dawać  pani  lekcje  jazdy,  a  ja  bym  nauczył 

panią  tego,  co  sam  wiem  o  koniach.  Nie  jestem  takim  dobrym 

nauczycielem jak pani, ale mogę spróbować. 

Chwilowo  zapomniała  o  strachu.  Po  tym,  co  teraz  usłyszała, 

prowadzenie  „Przygody  z  prehistorią"  wydało  się  jej  znacznie 

ważniejsze, cały zaś program bardziej wartościowy. 

- To prawdziwy komplement, Jasonie. Dziękuję ci. 

-  Bardzo  proszę.  Ale  już  nie  mogę  się  doczekać,  kiedy  pani 

wsiądzie. 

Noelie  ogarnęła  rozpacz  na  myśl,  że  nie  wypada  się  wycofać, 

skoro chłopiec patrzy na nią wzrokiem pełnym uwielbienia.  

- Już wsiadam. Ale jak się to robi? 

Matt ze zdziwienia uniósł brwi. 

- Odetchnij głęboko i odpręż się. Najpierw wejdź na ten kamień, a 

potem na konia. 

- A nie kopnie? 

-  Skądże!  -  zapewnił  Jason.  -  Wszystkie  nasze  wierzchowce  są 

bardzo łagodne. 

Noelle  niespokojnie  przyglądała  się,  gdy  Matt  podprowadzał 

konia bliżej. 

-  Teraz  oprzyj  się  na  moich  ramionach  -  poinstruował  Matt  i 

ciszej  dodał:  -  Nie  musisz  tego  robić,  Noelle.  Wiem,  że  się  boisz.  I 

koń też to czuje. 

- Powiedziałam, że coś udowodnię. 

background image

-  Kiedy  będziesz  gotowa,  wsuń  prawą  nogę  w  strzemię,  a  lewą 

przerzuć  nad  grzbietem  konia.  Usiądź  tuż  za  mną  i  mocno  obejmij 

mnie w pasie. Zrozumiano? 

- A koń nie ucieknie? 

Matt i Jason odpowiedzieli jednocześnie i się uśmiechnęli. 

- Będzie stał spokojnie. 

Noelle  zaczerpnęła  powietrza  w  płuca,  zacisnęła  palce  na 

ramionach  Matta  i,  nie  wiedząc,  jak  to  się  stało,  usiadła  na  końskim 

grzbiecie. 

- Brawo! - krzyknął zachwycony Jason. 

-  Oddaj  mi  strzemię  -  rzekł  Matt.  -  Przysuń  się  bliżej  i  obejmij 

mnie trochę mocniej. 

Noelle  ze  skupieniem  wypełniła  wszystkie  polecenia.  Kiedy  koń 

ruszył  i  rzucił  ją  na  plecy  siedzącego  przed  nią  mężczyzny,  jej 

doznania zmieniły się. Z wrażenia wstrzymała oddech. 

- No i jak? - zapytali Matt i Jason jednocześnie. 

- Jakoś tak dziwnie. Wcale nie czuję, że siedzę na koniu.  

Gdy koń zrobił następny krok, Noelle zabrakło tchu. 

- O, teraz poczułam ruch jego mięśni. I to, że jest... że grzeje. 

Doznawała  niecodziennych  wrażeń.  Czuła  ciepło  konia  oraz 

ciepłe ciało mężczyzny. 

- Konie to ciepłokrwiste zwierzęta, podobnie jak my.  

Bez wątpienia. Noelle poczuła, że robi się jej gorąco. 

- Ale to jakieś... dziwne i... takie inne. 

background image

-  Więc  postoimy  jeszcze  chwilę.  Powiedz  mi,  kiedy  będę  mógł 

ruszyć. 

Fizyczna  bliskość  Matta  wywołała  tak  niepokojącą  burzę  uczuć, 

że Noelle postanowiła myśleć o czymkolwiek innym. 

- Chyba już jestem gotowa. Ale koń nie będzie brykać? 

- Daję ci słowo, że pojedziemy wolniuteńko. 

Matt  cmoknął  i  koń  ruszył.  Noelle  przestała  oddychać,  lecz  nie 

zdawała sobie z tego sprawy. 

-  Oddychaj  normalnie  -  usłyszała.  -  Nie  chcesz  chyba  dostać 

zawrotu głowy. 

Noelle już i tak kręciło się w głowie, lecz nie z powodu konia. To 

bliskość  Matta  spowodowała,  że  całe  jej  ciało  przeszył  dreszcz.  Nie 

mogła się zdecydować, czy to dobry znak. 

- Noelle? 

- Czy wszystkie konie chodzą tak szybko? 

Chciała  dodać  coś  dowcipnego,  lecz  nagle  dostrzegła  dno 

wyschniętego  potoku  i  ze  strachu  przygryzła  wargi.  Z  wysokości 

końskiego grzbietu ów widok był przerażający. 

Matt zatrzymał konia. 

-  W  tym  miejscu  musimy  przedostać  się  na  drugą  stronę,  Jason, 

jedź pierwszy. Pani Noelle teraz zejdzie, bo już chyba ma dość jazdy 

na dziś. 

- Doktor Forrest, niech pani trzyma... 

background image

Odwróciwszy  się,  Noelle  kątem  oka  zauważyła,  że  coś  się 

wysuwa  z  kieszeni  plecaka.  Coś,  co,  spadając,  uderzyło  konia,  który 

wierzgnął i Noelle przeleciała nad końskim łbem. 

Jason przeraźliwie krzyknął. Nieszczęsna Noelle spadła twarzą na 

ziemię.  Natychmiast  się  przewróciła  na  plecy  i  otworzyła  oczy.  Z 

przerażeniem spostrzegła końskie kopyta tuż nad sobą. Instynktownie 

zasłoniła głowę rękami i przekoziołkowała w prawo. 

Koń  stanął  kilka  centymetrów  od  jej  głowy.  Noelle  usiadła  i 

rękawem  otarła  usta.  Widząc  pobladłą  twarz  Jasona,  pomyślała,  że  i 

ona sama pewnie też jest trupio blada. 

- Nic mi się nie stało, kochanie - rzekła uspokajająco. 

Głos jej się trząsł i czuła, że nogi ma jak z waty, więc  wolała na 

razie  nie  wstawać.  Matt  przywiązał  konia  i  podbiegł  do  Noelle,  a 

Jason bez pomocy zsiadł z kucyka i mocował się z kulami. 

- Nic ci się nie stało? - Matt przyklęknął i zajrzał Noelle w oczy. 

- Nie, tylko jestem trochę roztrzęsiona. 

-  Nic  cię  nie  boli?  Jesteś  pewna,  że  się  nie  pokaleczyłaś?  - 

Przesunął dłonią po jej rękach i nogach. 

Noelle  ogarnęło  trudne  do  opanowania  podniecenie,  więc  bez 

słowa  skinęła  głową.  Przeżywała  emocje  wywołane  nie  tylko 

upadkiem. Odezwała się dopiero po chwili: 

- Mogę powiedzieć, że zraniona jest tylko moja duma. 

Chciała się zdobyć na uśmiech, lecz bezskutecznie. 

-  Nie  czuję  żadnego  złamania  -  oświadczył  Matt  i  zakończył 

badanie. 

background image

-  Przecież  ci  mówiłam  -  Noelle  podciągnęła  kolana  i  objęła  je 

rękoma. 

Matt wyciągnął chusteczkę i zaczął wycierać jej twarz. 

- Leci ci krew z dolnej wargi. Potrzymaj to chwilę. 

- Idź pomóc Jasonowi, żeby się nie przewrócił. 

Chłopiec,  nie  bacząc  na  nierówny  teren,  powoli  szedł  w  ich 

stronę. 

-  Jasonie,  mówiłam  ci,  że  nic  mi  nie  jest  -  krzyknęła  Noelle.  - 

Zostań przy koniu. 

Chłopiec nic nie odpowiedział, lecz powoli i ostrożnie szedł. 

- Idź mu pomóc. 

-  Mam  poważne  obawy,  czy  ty  dobrze  się  czujesz.  Wyglądasz 

strasznie. 

- Co tam ja. Idź do Jasona, 

Serce  się  jej  ściskało,  gdy  obserwowała  wysiłki  utykającego 

dziecka. Modliła się, żeby tylko nie upadło. 

- Przecież sobie radzi. Wolę cię nie zostawiać. Gdybyś się dobrze 

czuła, już byś się zerwała na równe nogi i sama do niego pobiegła. 

- Racja, ale najpierw muszę złapać oddech. 

Prawdę  powiedziawszy,  bała  się,  że  zemdleje.  Matt  zaklął  pod 

nosem i przygiął jej głowę do kolan. 

- Oddychaj głęboko, żeby nie stracić przytomności. 

-  Myślałam,  że  nie  ma  nic  gorszego  niż  program  telewizyjny  na 

żywo - westchnęła Noelle. 

background image

-  Więc  zrobiłaś  jeszcze  coś,  czego  się  panicznie  boisz:  dosiadłaś 

konia. I to dla jedenastoletniego chłopca! 

-  Nigdy  nie  mówiłam,  że  się  tego  panicznie  boję  -  zaoponowała 

prawie że zadziornie. - Mówiłam ci, że robię się nerwowa, gdy widzę 

końskie kopyta i wielkie  zęby.  A poza tym uważam, że jeżeli Jasona 

tak  bardzo  fascynuje  moja  praca,  to  ja  mogę  przynajmniej 

zainteresować się końmi. 

- Tak ci na nim zależy? 

-  Przecież  od  samego  początku  usiłuję  ci  to  powiedzieć.  Jego 

dobro naprawdę bardzo mi leży na sercu - powiedziała rozdrażniona. 

-  Ale  oczywiście  nigdy  bym  się  nie  zdobyła  na  to,  żeby  wsiąść, 

gdybym wiedziała, że masz takiego nieokiełznanego ogiera. 

- Przestań gadać i oddychaj głęboko. Jeszcze jeden skłon.  

Noelle  posłusznie  wykonała  polecenie.  Niebawem  przestała 

odczuwać  zawroty  głowy  i  mogła  usiąść  prosto.  Jason  natychmiast 

rzucił się jej w ramiona i mocno przytulił. 

-  Kochanie,  przepraszam,  że  tak  cię  wystraszyłam.  -  Objęła 

chłopca  i  pogłaskała  po  głowie.  -  Zapewniam  cię,  że  wcale  nie 

chciałam spaść z konia. 

Jason nie odezwał się ani słowem. Dygotał na całym ciele. Noelle 

skierowała  bezradne  spojrzenie  na  Matta,  który  podniósł  rozrzucone 

rzeczy, włożył je do plecaka i zasunął zamek.  

Chłopiec uniósł głowę. 

- Chciałem tylko panią ostrzec, że z plecaka wysuwa się saperka. 

Dobrze się pani czuje? 

background image

Skinęła  głową.  Ucieszyła  się,  widząc,  że  policzki  dziecka  znów 

nabierają rumieńców. 

- To moja wina, bo nie zasunęłam zamka. 

-  Po  prostu  wypadek  -  wtrącił  Matt.  -  Wiadomo,  że  wypadki 

chodzą po ludziach. 

Zdziwiła się, że Matt nie zrzuca winy na nią. 

-  Dzięki  Bogu,  że  nic  ci  się  nie  stało.  Siedź  spokojnie  i  na  razie 

nic nie mów. 

Noelle  i  do  tego  polecenia  chętnie  się  zastosowała.  W  milczeniu 

przyglądała  się,  gdy  Matt  pomagał  Jasonowi  wstać  i  wsiąść  na 

kucyka. 

- Zaczekaj tutaj na mnie. Wrócę samochodem. 

-  To  bez  sensu.  Nic  mi  nie  jest.  -  Chcąc  tego  dowieść,  Noelle 

wstała. - Widzisz? Mogę już iść. 

- No to ja też pójdę pieszo i będę ci towarzyszył. 

-  Nie!  -  krzyknęła  Noelle  i  cofnęła  się.  -  Nie  podchodź  bliżej! 

Błagam cię, wsiadaj i jedź. Jak najdalej ode mnie. 

Matt wpatrywał się w nią przez dłuższą chwilę. 

-  Jak  sobie  życzysz  -  rzekł  w  końcu.  -  Ale  w  razie  potrzeby 

krzycz. Jasonie, zostawiam ciebie na straży, dobrze? 

- Oczywiście. 

Matt odjechał. Noelle i Jason ruszyli za nim, lecz Noelle trzymała 

się z dala nawet od kucyka. 

-  To  źle,  że  pani  kazała  panu  Mattowi  odjechać  -  wyrwało  się 

Jasonowi. 

background image

-  Co  ja  na  to  poradzę,  że  nie  lubię  koni  tak  samo  jak  on 

dinozaurów. 

- Pani nie kazała odejść koniowi, ale panu Mattowi. 

Słysząc  w  głosie  chłopca  nieoczekiwane  potępienie,  Noelle 

poczuła  skurcz  serca.  Dziwne,  jak bardzo  opinia  Jasona była  dla  niej 

istotna. Szli chwilę w milczeniu. 

- Myślę, że pan Matt panią lubi - odezwał się chłopiec. - Czy pani 

by nie mogła też go polubić choć trochę? 

- Polubić? 

- Tak. Czasami jest pani dla pana Matta niezbyt miła. 

Noelle  westchnęła.  Okazało  się,  że  unieszczęśliwiła  już  dwie 

istoty. 

-  Kochanie.  Pozwól,  że  coś  ci  wytłumaczę.  Wiesz,  że  nie  jestem 

tutaj  po  to,  żeby  zaskarbić  sobie  sympatię  pana  Matta.  Przyjechałam 

tu,  aby  zasłużyć  na  szacunek  innych  paleontologów.  I  to 

prawdopodobnie jest dla mnie szansa, jedna na milion, żeby rozsławić 

swoje nazwisko. 

-  Ale  przecież  pani  już  jest  sławna  -  przerwał  Jason.  -  Jest  pani 

znana jako Dinozella. 

Noelle  ogarnęła  rozpacz.  Nie  wiedziała,  jak  wytłumaczyć  całą 

sprawę, tak by nie sprawić chłopcu przykrości. 

-  Powinnam  dużo  pracować  w  terenie  i  znacznie  więcej  w 

muzeum.  Moi koledzy  po  fachu  uważają,  że  nie  jestem  prawdziwym 

paleontologiem. 

background image

-  Właśnie,  że  pani  jest  najprawdziwszym!  -  gorąco  zapewnił 

chłopiec. - Naprawdę. 

-  Może  tak  jest  -  zgodziła  się  po  chwili.  -  Szalenie  lubię 

prowadzić audycje, tak samo zresztą, jak szalenie lubię... 

Chciała  powiedzieć  „ciebie",  ale  ugryzła  się  w  język  i 

dokończyła: 

- ... lubię pracować z dziećmi podobnymi do ciebie. A szczególnie 

z tobą. Największym plusem tego, że znalazłeś tę skamieniałość było 

to,  że  dzięki  niej  poznałam  ciebie.  Ale  w  świecie  paleontologów 

jestem... no, powiedzmy, że nie mam wyrobionego nazwiska. Pracuję 

w  mało  znanym  muzeum  bez  wielkich  specjalistów  czy  kolekcji. 

Praca  w  telewizji  wcale  nie  jest  drogą,  która  wiedzie  do  dużego, 

uznanego muzeum. 

- Takiego jak Muzeum Przyrodnicze Denver? 

- O właśnie. 

- A ja myślę, że pani wie wystarczająco dużo, żeby się tam dostać. 

-  I  ja  tak  sądzę  -  rzekła  Noelle  poważnie.  -  Ale  muszę  to 

udowodnić innym naukowcom. Muszę poświęcić się całkowicie mojej 

pracy  zawodowej.  Oczywiście,  jeśli  nie  chcę  się  zajmować 

opracowywaniem cudzych znalezisk. 

- A co będzie z panem Mattem? 

-  Przecież  usiłuję  ci  to  wytłumaczyć.  Mamy  odmienne  zdania  na 

temat  mojej  pracy.  Nie  mogę  zrezygnować  z  szukania  nowych 

okazów tylko dlatego, żeby kogoś uszczęśliwić. 

background image

W duchu jednak przyznała, że mimo wszystko pragnie tego coraz 

bardziej. 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Przez  kilka  następnych  dni  Noelle  była  obolała  i  posiniaczona. 

Matt  zachowywał  się  uprzejmie,  lecz  chłodno,  natomiast  jego  brat 

milcząco  i  wrogo.  Przy  pierwszym  spotkaniu  z  Alexem  Noelle 

doznała niemiłego wstrząsu.  

Nie  tylko  dlatego,  że  Alex  miał  bardzo  zniekształconą  nogę  i 

chodził  o  lasce.  Bardziej  nieprzyjemne  było  irracjonalne  i  na  razie 

bezpodstawne  podejrzenie,  że  ten  człowiek  ma  charakter  tak 

zdeformowany jak ciało.  

Zawstydzona  tym,  że  ma  podobne  myśli,  Noelle  starała  się  być 

szczególnie miła. Nie było to łatwe. Brat Matta okazał się wyjątkowo 

nietowarzyski. Noelle szybko się zorientowała, że Jason też nie darzy 

go sympatią, a wiedziała, że  większość dzieci ma jakiś szósty zmysł, 

dzięki  któremu  ocenia  dorosłych.  Chłopiec  był  i  pod  tym  względem 

zupełnie wyjątkowy. 

-  Czy  brat  opowiedział  pani  coś  o  mnie?  -  spytał  Alex 

nieprzyjemnym tonem. 

- Mówił, że pan wyjechał, aby kupić konie. Tylko tyle. 

- On zawsze był silny i małomówny. 

Alex  uśmiechnął  się  ironicznie.  W  jego  głosie  zabrzmiała 

zgryźliwa  nuta,  która  zaniepokoiła  Noelle.  Przestała  się  dziwić,  że 

Jason trzyma się z dala od tego człowieka. 

background image

- A ja po tamtym wypadku nie jestem ani silny, ani małomówny. - 

Alex  dostrzegł  zdumione  spojrzenie  Noelle.  -  Matt  nie  uraczył  pani 

wszystkimi  krwawymi  szczegółami,  prawda?  No  co,  Jasonie,  chcesz 

tego posłuchać? 

Chłopiec  niespokojnie  wiercił  się  na  krześle  i  nawet  nie  zaczął 

jeść.  Noelle  wcale  mu  się  nie  dziwiła,  ponieważ  zdążyła  już 

zauważyć,  że  Alex  potrafił  wszystkim  zepsuć  apetyt.  Po  wypadku  z 

koniem  oboje  z  Jasonem  nasłuchali  się  różnych  przykrych  rzeczy. 

Żałowała, że nie ma Matta, który, jak na złość, wyszedł już z kuchni. 

-  Jasonie,  może  pójdziesz  i  zrobisz  u  siebie  porządek?  - 

zaproponowała,  mimo  iż  wiedziała,  że  chłopiec  już  posprzątał.  - 

Zabierz sobie coś do jedzenia, bo na pewno zgłodniejesz. 

Chłopiec  uśmiechnął  się  z  wdzięcznością,  schował  do  kieszeni 

kilka ciastek i prędko wyszedł. 

- Co się stało, doktor Forrest? Boi się pani, żeby nie usłyszał, jak 

okrutne jest życie? 

-  Moim  zdaniem  on  doskonale  o  tym  wie.  Nie  potrzebuje  już 

więcej  lekcji na ten  temat.  -  Uśmiechnęła  się  z  przymusem.  -  A  jeśli 

już  mowa  o  nauce,  to  panu  by  dobrze  zrobiło  kilka  lekcji  o 

odpowiednim zachowaniu przy stole. I o tym, by nie robić przykrości 

dzieciom.  W  przyszłości  powinien  pan  dokuczać  komuś,  kto  potrafi 

się odciąć. 

Alex zaczerwienił się. Ze złości, a nie ze wstydu. 

- Nie jest pani jego matką - warknął. 

background image

- Ale on tutaj jest pod moją opieką i mam wobec niego obowiązki 

-  wypaliła  Noelle.  -  I  jeśli  jeszcze  raz  zobaczę,  że  robi  pan  chłopcu 

przykrość, to... 

- Przestańcie! - ostro przerwał Mart, który wrócił do kuchni. - Nie 

mogę wyjść nawet na pięć minut. Co się tutaj dzieje? 

- Pani Noelle uważa, że śmierć naszych rodziców nie jest tematem 

odpowiednim  dla  Jasona.  Nie  zgodziłem  się  z  nią,  więc  się  na  mnie 

rzuciła z pazurami, jak lwica. 

Teraz  Noelle  się  zaczerwieniła.  To,  że  tak  wybuchnęła  było 

zaskoczeniem  przede  wszystkim  dla  niej  samej.  W  dodatku  obraziła 

brata gospodarza w jego własnym domu. 

-  Wiesz,  ona  ma  rację.  Zostaw  chłopca  w  spokoju.  Jeśli  chcesz 

wracać  do  przeszłości,  masz  do  tego  prawo,  ale  proszę,  żebyś  nie 

opowiadał  nic  przy  stole  i  przy  moich  gościach.  Poza  tym  omijaj 

„krwawe szczegóły". 

- Skoro moja wersja ci się nie podoba, sam opowiedz. 

- Matt, wcale nie musisz mi niczego opowiadać - szybko wtrąciła 

Noelle. 

Podniosła się i chciała wyjść. 

-  Zostań.  Możesz  i  ty  dowiedzieć  się  tego,  co  wiedzą  wszyscy 

naokoło. Nasz ojciec posiadał samolot i uprawnienia pilota. Pewnego 

razu leciał, gdy rozpętała się burza i piorun trzasnął prosto w samolot. 

- Och, to straszne. 

- Tak. Przeżył tylko Alex. 

background image

- Ale nie mogłem chodzić - wtrącił jego brat z goryczą. - Zwykle 

ojciec latał sam, ale tym razem zabrał matkę i mnie. 

- Alex miał bardzo poważne złamanie miednicy i nogi. 

-  Mylisz  się,  bracie.  Powinieneś  powiedzieć,  że  „Alex  był 

pokiereszowany, bo miał zmiażdżone nogi i biodra". 

- Prawie  wszystkie kości były połamane. Niektóre nawet w kilku 

miejscach. Alex długo jeździł na wózku. 

- Bardzo mi przykro. To musiało być dla was straszne. 

- Dziękuję Bogu, że Alex przeżył. I że wrócił do formy na tyle, że 

może chodzić - powiedział Matt cicho. 

Alex rzucił bratu jadowite spojrzenie. 

- Można to i tak nazwać. - Wstał, wziął laskę i wyszedł. 

- On ma pretensje do całego świata - rzekła Noelle. 

Matt natychmiast stanął w obronie brata. 

- Zazwyczaj lepiej nad sobą panuje. 

-  Całe  szczęście.  Przykro  by  mi  było,  gdyby  tak  się  zachowywał 

wobec pacjentów. 

- Na ogół wybucha tylko wtedy, gdy jesteśmy sami. 

-  Szkoda,  że  tym  razem  nie  pohamował  się  przy  Jasonie.  Pójdę 

zobaczyć, co on robi. 

-  Pozwól,  że  ja  pójdę  i  przeproszę  go  w  imieniu  brata.  Później 

porozmawiam z Alexem. W ten sposób chyba załagodzę sprawę. 

- Bo ja wiem... - rzekła zakłopotana Noelle. - Zdaje mi się, że to 

nie wystarczy. Nie powinieneś za niego przepraszać. Przecież on jest 

dorosły i może to zrobić sam. 

background image

Matt westchnął. 

- Ja bym nie czekał na jego przeprosiny. Od czasu wypadku Alex 

nie może pogodzić się z samym sobą. 

-  To  znaczy,  że  nie  pogodził  się  ze  swoim  kalectwem.  A  czy 

przynajmniej próbował? 

-  To  nie  takie  proste.  On  nawet  jako  chłopiec  z  trudem  się  do 

wszystkiego przystosowywał. Nigdy nie cierpiał zmian. 

-  Ale  jak  można  nie  przyjmować  do  wiadomości  tego,  co  się 

stało? Przecież on musi żyć z tym kalectwem. 

- Wiem. - Oczy Matta wyrażały głęboki smutek. - To nieszczęście 

było za wielkie i spadło na niego tak nagle. Bardzo mocno odbiło się 

na jego psychice. Alex stracił jednocześnie rodziców, zdrowie i pracę. 

- Kiedy to było? 

- Dziesięć lat temu. Miał wtedy piętnaście lat. 

- Dziesięć lat! Ależ, Matt, czy naprawdę nie wierzysz, że dziesięć 

lat wystarczy, żeby się ze wszystkim pogodzić? 

- Myślę, że wystarczy. Czy uważasz, że nie chciałem mu pomóc? 

Przecież specjalnie ze względu na niego wróciłem na studia i zająłem 

się rekreacją jako terapią. Zorganizowałem ten ośrodek jeździecki dla 

osób  wymagających  specjalnej  troski.  Sam  nauczyłem  Alexa  jeździć 

konno, a potem zrobiłem wszystko, żeby miał pracę. Co jeszcze mogę 

zrobić? 

Noelle  pomyślała,  że  Matt  prawdopodobnie  i  tak  zrobił  za  dużo. 

Być może Alex powinien sam dalej ze sobą walczyć. 

background image

-  Czy  brałeś  pod  uwagę  -  zapytała  cicho  -  jakieś  psychiczne 

wsparcie dla niego? 

- Masz na myśli pomoc psychiatryczną? 

-  Tak.  Poznałam  twojego  brata  niedawno,  ale  od  razu 

zauważyłam,  że  jemu  potrzebny  jest  ktoś,  z  kim  mógłby  otwarcie 

rozmawiać. 

- Namawiałem go na konsultacje, ale się nie zgodził. 

- Z jakiego powodu? 

- Głównie z powodu pieniędzy. 

- Pieniędzy? Wiesz, Mart, ja tu czegoś nie rozumiem. 

-  Alex  należy  do  tych  nieszczęsnych  ludzi,  o  których  ci 

wspominałem. Do chorych, dla których nie ma ubezpieczeń. Już przed 

kilku  laty  pozbawiono  mojego  brata  ubezpieczenia,  które  miał  przez 

jakiś czas. Więc ja sam płacę za całą opiekę lekarską. 

Noelle  zrozumiała  teraz,  dlaczego  Matt  walczy  o  państwową 

służbę zdrowia. Całym sercem stanęła po stronie braci. 

- O mój Boże! Przecież leczenie szpitalne mogło doprowadzić do 

bankructwa. Prócz rodziców mogliście stracić i dom. 

- Byliśmy już o krok od tego - ponuro przyznał Matt. - Ale to nie 

ma  nic  do  rzeczy.  Gdyby  Alex  zgodził  się  na  dodatkowe  leczenie, 

wszystko  bym  sprzedał,  byle  mieć  pieniądze.  Ale  on  się  nie  zgadza. 

Twierdzi,  że  to  za  drogo,  a  przecież,  jeśli  chce,  zawsze  może 

porozmawiać ze mną. 

Noelle pokręciła głową. 

- Ale przecież ty nie jesteś obiektywnym słuchaczem. 

background image

- Nie zgadzam się z tobą. Ja lepiej niż ktokolwiek inny rozumiem, 

co Alex przeżył. Przecież i ja straciłem wtedy rodziców.  

Położyła dłoń na ręce Marta. 

- Wybacz, że coś ci powiem. Gdybym to ja była na jego miejscu, 

nie  chciałabym  zwierzać  się  jedynemu  członkowi  rodziny,  który 

przeżył, bo nie leciał tym samolotem. 

Matt odsunął rękę. 

- Nie masz racji! My jesteśmy bardzo zżyci. 

Po  raz  pierwszy  stracił  panowanie  nad  sobą.  Noelle  postanowiła 

bardzo uważać na słowa. 

-  Być  może  się  mylę.  Ale  jemu  i  tak  przydałyby  się  konsultacje. 

Może prędzej by to zrozumiał, gdybyś ty był mniej... wyrozumiały. 

Spojrzenie Matta było wręcz lodowate. 

- Więc według ciebie to ja jestem winien. 

-  Owszem,  częściowo  -  przyznała  Noelle  otwarcie.  -  Skończyłeś 

medycynę,  więc  wiesz,  o  co  mi  chodzi.  Niezależnie  od  tego,  czy 

chodzi  o  alkohol,  narkotyki  czy  zaburzenia  psychiczne,  tolerowanie 

zachowań  nie  do  przyjęcia  wcale  pacjentowi  nie  pomaga.  A 

zachowanie twojego brata nie jest normalne. 

Matt  wstał.  Wściekłość  malująca  się  na  jego  twarzy  mówiła,  iż 

Noelle posunęła się stanowczo za daleko. 

-  Nie  potrzebuję  rad,  jak  mam  pomagać  własnej  rodzinie.  A 

gdybym  nawet  potrzebował,  to  raczej  spytałbym  kogoś,  kto  woli 

istoty żywe od dawno wymarłych. 

Jego słowa były ciosem w samo serce. 

background image

Następnego ranka Jason był już znowu w dobrym nastroju, lecz o 

braciach  nie  można  było  powiedzieć  tego  samego.  Nieprzyjemna 

sytuacja  trwała  kilka  dni  i  Noelle  nawet  gotowa  była  zaproponować, 

że skróci swój pobyt w ośrodku. 

-  Ja  wyjadę  tylko  wtedy,  gdy  pan  Matt  mi  wyraźnie  rozkaże  - 

oświadczył Jason stanowczo. - Poza tym pan Alex mnie przeprosił, a 

pan Matt zapewnił, że więcej przykrości nie będzie. 

Noelle ośmieliła się w to wątpić, ponieważ Alex zdążył już posiać 

ziarno  niezgody  między  nią  a  Mattem.  Jakby  nie  dość  było  tego,  że 

oni  już  wcześniej  poróżnili  się  na  temat  skamieniałości.  Matt  prawie 

się  nie  odzywał  i  Noelle  podejrzewała,  że  niecierpliwie  liczy  dni  do 

wyjazdu  gości.  Było  to  nader  przykre,  chociaż  z  drugiej  strony 

zupełnie zrozumiałe. 

W czwartek włożyła telewizyjny strój, ponieważ tego ranka miało 

się  odbyć  kolejne  nagranie  „Przygody  z  prehistorią".  Po  audycji 

chciała wstąpić do muzeum, żeby popracować przy komputerze. Jason 

miał jechać razem z nią. W kuchni zastała wszystkich przy śniadaniu. 

Alex mruknął coś niewyraźnie, natomiast Matt rzekł: 

- Dzień dobry, Noelle. Co zjesz? Napijesz się kawy? 

- Nie, dziękuję. Zjem coś później. 

- Ale się wystroiłaś. Nie będziesz dzisiaj kopać? 

- Nie. O dziewiątej muszę być w studiu, a potem chcę popracować 

przy komputerze. Jason pojedzie ze mną. Prawda? 

Zwichrzyła  chłopcu  włosy  i  nieoczekiwanie  pocałowała  go  w 

policzek. Obecność tego dziecka zawsze poprawiała jej humor. 

background image

- Mogłabyś skorzystać z mojego komputera zaproponował Matt. 

- Nam jest potrzebny tylko pod koniec miesiąca. 

Taka  propozycja  niewątpliwie  była  próbą  zawarcia  pokoju,  więc 

Noelle zrobiło się przykro, że musi odmówić. 

- Dziękuję ci, Matt, ale do pracy muszę mieć specjalny program, 

który  zostawiłam  w  muzeum  i  dlatego  tam  wolałabym  opracować 

wyniki dotychczasowych poszukiwań. 

-  Rozumiem.  Ale  pamiętaj na przyszłość.  Chodźmy,  odprowadzę 

was do samochodu. 

- Sami sobie damy radę - wtrącił Jason i wziął torbę Noelle. 

- O, dziękuję ci, Jasonie. 

Alex  posępnym  wzrokiem  obserwował  dziecko  idące  o  kulach  i 

niosące torbę. 

- No, proszę, jaki to dżentelmen. 

Wszyscy udali, że nie słyszą. To była najlepsza reakcja na częste 

złośliwości ze strony Alexa. 

- Już czas na nas - rzucił chłopiec. 

Długo jechali w milczeniu, aż wreszcie Noelle zauważyła: 

- Jesteś dziś bardzo milczący. Wcale się nie odzywasz. 

- Bo pan Alex doprowadza mnie do wściekłości! Nienawidzę go! 

- wybuchnął chłopiec. 

Noelle zasępiła się, szukając właściwych słów. 

-  Wiem,  że  on  czasami  może  być  irytujący,  ale  jest  bardzo 

nieszczęśliwy. Wobec takich ludzi trzeba być wyrozumiałym. 

background image

- A ja i tak go nienawidzę!  Teraz pan Matt jest stale w kiepskim 

nastroju, a pani jest nieszczęśliwa, i to przez niego. 

- Kochanie, mylisz się. Pan Matt w końcu się uspokoi, a ja czuję 

się świetnie. Przy tobie zawsze mam doskonały humor. 

Uśmiechnęła  się  ciepło,  lecz  nachmurzony  chłopiec  tego  nie 

zauważył. 

Pan Aiex nie znosi szczęśliwych ludzi - mruknął. - A co będzie, 

jeśli  naopowiada  bzdur  o  mnie  i  będzie  twierdził,  że  jestem  zły? 

Dorośli  zawsze  wierzą  innym  dorosłym,  a  nie  dzieciom.  Co  będzie, 

jeśli pani nie zechce mnie więcej widzieć? 

Chłopiec  miał  tak  zbolałą  minę,  że  Noelle  wyciągnęła  do  niego 

rękę. Jason chwycił ją mocno i zacisnął palce. 

-  Ja  zawsze  będę  wierzyć  tobie  -  zapewniła  go.  -  I  obiecuję  ci, 

dziecino,  że  to,  co  mówi  pan  Alex  nie  zmieni  mojego  stosunku  do 

ciebie. Nigdy, przenigdy. 

- Skąd jest pani taka pewna? 

Noelle zobaczyła, że chłopiec jest bliski łez. 

- Ponieważ za bardzo cię kocham. Miłość jest silniejsza niż gniew 

czy nienawiść. Pan Alex może o tym nie wie, ale ja wiem na pewno. 

- I nie przestanie mnie pani lubić? 

- Nigdy. Więc przestań się martwić, kochanie. Już dobrze? 

Jason  nie  wypuszczał  jej  ręki  ze  swojej.  Pochylił  głowę  i  tak 

siedział przez jakiś czas. 

- Teraz lepiej? 

background image

- Trochę. Czy pani myśli, że pan Alex kiedyś przestanie być taki... 

taki złośliwy? 

- Być może kiedyś, w przyszłości. Pan Matt twierdzi, że jego brat 

nie tak łatwo się zmienia. 

-  Bo  jest  głupi.  Chce,  żeby  wszystko  było  tak  jak  przed 

wypadkiem.  A  przecież  nie  będzie  i  od  myślenia  o  tym  można 

zwariować. Ja sam coś o tym wiem. 

- Naprawdę? 

-  Mówiłem  panu  Alexowi,  że  tylko  ludzie  głupi  myślą,  że  ich 

marzenia  się  spełnią.  Tak  było  ze  mną,  gdy  leżałem  w  szpitalu. 

Marzyłem tylko o tym, żeby mieć zdrowe nogi. Nie chciałem jeździć 

na  wózku,  bo  to  by  znaczyło,  że  moje  marzenie  się  nie  spełni.  W 

końcu  przestałem  tak  głupio  rozumować,  bo  leżąc  w  łóżku,  nie 

mógłbym szukać kości dinozaurów. Prawda? 

-  Rzeczywiście.  I  powiedziałeś  to  wszystko  panu  Alexowi?  - 

spytała zdumiona Noelle. 

- Tak. Zaraz na początku, ledwo zacząłem przyjeżdżać na lekcje. 

Powiedziałem, mu, że wiem że on czeka na cud. I że to głupie. 

Noelle  przygryzła  wargę.  Zrozumiała,  dlaczego  Alex  nie  cierpi 

chłopca. 

-  Obawiam  się,  że  on  jeszcze  nie  jest  psychicznie  przygotowany 

na to, żeby słuchać tego, co ty masz do powiedzenia. 

- I nigdy nie będzie - rzekł chłopiec z pogardą. 

-  W  końcu  jednak  będzie  musiał  jakoś  sam  sobie  poradzić  z 

życiem. Podobnie jak ty. Zostaw go w spokoju i omijaj z daleka. 

background image

- Przecież już to robię. 

Chłopiec  westchnął  głęboko,  z  ulgą,  i  włączył  radio.  Głośna 

muzyka  była  Noelle  na  rękę,  ponieważ  uniemożliwiała  rozmowę,  a 

tym  samym  pozwalała  przemyśleć  spostrzeżenia  Jasona.  Chłopiec 

prawdopodobnie  miał  rację.  Nie  chcąc  przyjąć  do  wiadomości 

kalectwa  i  żyjąc  tylko  nadzieją  na  cud,  Alex  był  chodzącą  bombą 

zegarową, która może wybuchnąć przy byle okazji. 

Sytuacja  sprzyjająca  wybuchowi  mogła  zaistnieć  już  wtedy,  gdy 

Matt  zaczął  sympatyzować  z  Connie.  Możliwe,  że  Alex  nie  miał  nic 

wspólnego  z  rozstaniem  się  tych  dwojga,  lecz  problem  pozostał.  Jak 

rysowała  się  przyszłość  Matta?  Alex  chyba  nie  liczył  na  to,  że  brat 

nigdy się nie ożeni.  

Noelle  zaczęła  się  zastanawiać,  co  będzie,  gdy  w  życiu  Matta 

pojawi się następna kobieta. A jeśli to miałaby być właśnie ona? Nie 

było nawet ważne, czy Matt jest w niej zakochany. Wystarczyło to, że 

mieszkała  w  domu  braci  Caldwellów  i  szukała  skamieniałości  na 

terenie  należącym  do  nich.  Ogarnął  ją  niepokój  na  myśl,  że 

ewentualne odkrycie rozpęta burzę, która może ją samą zniszczyć. 

Martwiła  się  również  o  los  Jasona,  który  uwielbiał  Matta.  Matt 

lubił chłopca, lecz brat to brat. Nie wiadomo, w jakim stopniu i czy w 

ogóle Jason mógł liczyć na jego uczucia? 

Sytuacja  w  ośrodku  skomplikowała  się.  Noelle  westchnęła, 

żałując, iż nie spotkała Matta w innych okolicznościach. Teraz miała 

znikome  szanse  na  to,  by  ich  znajomość  przekształciła  się  w  coś 

poważniejszego.  Ponadto  była  przekonana,  że  stoi  w  obliczu 

background image

katastrofy.  Zaczęła  się  modlić,  żeby  ucierpiała  tylko  i  wyłącznie  ona 

sama. 

Po zakończeniu nagrania, chłopiec niecierpliwie zapytał: 

- Jak wypadliśmy? 

- Ty świetnie, a ja dużo gorzej. 

- Wcale nie. Pani była doskonała. 

-  Wiem,  że  nie  byłam,  ale  ci  dziękuję.  Teraz  pojedziemy  do 

muzeum. 

Kiedy dojechali na miejsce, Noelle powiedziała: 

- Proponuję, żebyśmy najpierw obejrzeli wystawę. 

- Wspaniale! - Jasonowi zalśniły oczy. 

Noelle  szła  powoli,  a  chłopiec,  pomimo  kul,  pędził  od  jednego 

dinozaura  do  drugiego.  Trochę  dłużej  zatrzymali  się  przy  dwóch 

niedawno odkrytych gatunkach. 

- Ten Jensen ma szczęście! - W głosie Noelle przebijała zazdrość. 

- Ale nie ma programu w telewizji. 

Słowa  chłopca  sprawiły  Noelle  dużą  przyjemność.  Po  obejrzeniu 

eksponatów w następnej sali, powiedziała: 

- Musimy już kończyć zwiedzanie. Idziemy do mnie. 

Jason zauważył stojącego przy drzwiach mężczyznę. 

- Doktor Forrest, proszę spojrzeć. Przyjechał pan Matt. 

- Rzeczywiście. 

Noelle była bardzo zadowolona ze spotkania, a nawet poczuła się 

szczęśliwa, lecz nie chciała tego po sobie pokazać. 

background image

-  Witaj,  Matt  -  powiedziała  z  udanym  spokojem.  -  Ale  nas 

zaskoczyłeś. Nie spodziewaliśmy się ciebie. 

-  Kilku  pacjentów  niespodziewanie  odwołało  wizyty,  a  jeden  z 

terapeutów  chciał  popracować  dłużej,  więc  pomyślałem,  że  mogę 

zaprosić was na lunch do jakiegoś lokalu. 

-  Jak  to  miło  z  twojej  strony.  -  Uśmiechnęła  się.  -  Ale  najpierw 

muszę wykonać najpilniejszą pracę. Proszę was do siebie. 

Gdy  weszli  do  środka,  Jason  aż  gwizdnął  z  zachwytu,  natomiast 

Matt zapytał: 

- Gdzie jest ta kość znaleziona u mnie? 

- Już nad nią pracuje jeden z kolegów. 

- Dlaczego nie pani? - zdziwił się chłopiec. 

Bała się takiego pytania, lecz musiała na nie odpowiedzieć. 

-  Zazwyczaj  prawa  do  skamieniałości  przysługują  temu 

paleontologowi,  który  ją  znalazł.  Skoro  jednak  ty,  Jasonie,  ogłosiłeś 

przed kamerami, że składasz swój okaz w darze muzeum, ja musiałam 

przekazać go szefowi. 

- To niesprawiedliwe. Chciałem, żeby pani się nim zajęła. 

- Sama o tym marzyłam - westchnęła. - Ale nie miałam prawa. 

Matt bacznie się jej przyglądał. 

- Dlaczego nie miałaś prawa? 

-  Moi  przełożeni  uważają,  że  nie  mam  odpowiedniego 

doświadczenia. 

-  Jak  ma  pani  zdobyć  doświadczenie,  jeśli  nie  może  nad  tym 

okazem popracować? Nie powinna się pani z tym godzić. 

background image

Jason uderzył pięścią w biurko. Matt był tego samego zdania. 

- Taka, niestety, jest sytuacja u mnie w pracy. 

Nikomu  nie  mówiła,  jak  trudno  jej  było  rozstać  się  z  kością 

znalezioną przez Jasona, więc teraz tym bardziej wzruszyło ją okazane 

współczucie. 

- Czy już wiadomo, jaki to był dinozaur? - zainteresował się Matt. 

-  Nie.  Kość  pochodzi  od  młodego  osobnika,  ale  na  podstawie 

wielkości  trudno  określić,  czyj  był  szkielet.  Ponadto  idenryfikację 

utrudnia  i  to,  że  kość  jest  zwietrzała,  połamana  i  niekompletna. 

Musimy ściśle określić podłoże, z którego ona pochodzi. 

-  Co  tam  jedna  kość!  -  pocieszał  Jason.  -  Jestem  pewien,  że 

znajdziemy wszystkie, jakie jeszcze są w ośrodku. 

-  Może,  może...  -  Głos  Noelle  brzmiał  niepewnie.  -  Chodźcie, 

pokażę wam mój program komputerowy. 

Przez  następne  pół  godziny  oglądali  mapy  i  wykresy.  Jason 

zadawał  mnóstwo  pytań  i  wszystko  chciał  wiedzieć.  Nawet  Matt 

wykazał zainteresowanie tematem. Później, po wprowadzeniu danych 

z ostatnich dni, Noelle zapisała wyniki na twardym dysku. 

- Nie rozumiem, dlaczego tyle z tym wszystkim zachodu. 

- Nawet najdrobniejszy okruch informacji jest cenny. 

- Tak jak cenny jest najmniejszy nawet postęp moich pacjentów - 

zauważył Matt. 

Noelle  uznała,  że  rozmowa  zaczyna  schodzić  na  niebezpieczne 

tory, więc szybko powiedziała: 

background image

-  Jasonie,  usiądź  na  moim  miejscu  i  obejrzyj  sobie  jeszcze  raz 

mapę terenu naszych badań. My na chwilę wyjdziemy. 

- Po co? 

- Zachciało mi się pić, więc pójdziemy coś kupić - wymyśliła na 

poczekaniu. - Co ci przynieść? 

- Poproszę coca-colę - odparł chłopiec już bez reszty pochłonięty 

komputerem. 

Kiedy wyszli na korytarz, Noelle zapytała bez ogródek: 

-  Mam  nadzieję,  że  nie  przyjechałeś  aż  tutaj,  żeby  kłócić  się  ze 

mną w obecności Jasona? 

-  Nie.  Szczerze  mówiąc,  przyjechałem  tylko  po  to,  żeby  móc  z 

tobą spędzić kilka godzin. 

- Ze mną? 

-  Nie  powinno  cię  to  dziwić.  -  W  głosie  Matta  była  ledwo 

dostrzegalna  nuta  zniecierpliwienia.  -  Wydawało  mi  się,  że  skoro 

zabrałaś ze sobą Jasona, ja też nie będę przeszkadzać. Zresztą, prawdę 

powiedziawszy, łudziłem się, że i mnie zaprosisz. 

Owo wyznanie sprawiło Noelle dużą przyjemność. 

-  Nie  chciałam  być  wobec  ciebie  niegrzeczna.  Przecież 

wiedziałeś,  gdzie  się  wybieram,  a  nie  wykazałeś  ani  odrobiny 

zainteresowania. Za każdym razem, gdy napomknę o moich sprawach 

zawodowych, wpadasz we wściekłość. 

- Wcale nie. Ale jestem  zły,  gdy umniejszasz wartość tego, co ja 

robię. 

background image

- Przecież nie twierdzę, że moja praca jest ważniejsza od twojej - 

wycedziła Noelle przez  zaciśnięte zęby. -  Ale też  wcale nie uważam, 

żeby twoja była ważniejsza niż moja. 

- Jak coś takiego mogłoby ci w ogóle przyjść do głowy? 

-  Nie  rób  takiej  zgorszonej  miny.  Wszystko  jest  kwestią  skali 

wartości.  Pamiętam,  że  kiedy  przygotowywano  pierwszy  lot  na 

Księżyc,  wiele  osób  twierdziło,  że  miliardy  potrzebne  na 

międzyplanetarną  wyprawę  powinny  zostać  wykorzystane  dla 

ratowania ubogich i bezdomnych. 

- To niewątpliwie słuszna sprawa. 

- Oczywiście. Ale, Matt, postęp w nauce nie może być zepchnięty 

na drugi plan. Staram się wpoić dzieciom, że wiedza to potęga. Tylko 

wiedza może przyczynić się do rozwikłania największych problemów 

tego świata. Wyprawa na Księżyc stanowi najlepszy przykład. Dzięki 

zdobytemu  doświadczeniu  stworzono  wspaniały  system  łączności 

satelitarnej.  Teraz  nawet  ludzie  z  najdalszych  zakątków  świata  mogą 

wzywać pomocy. 

- To wcale nie oznacza, że ją otrzymają. 

-  Prawda.  Ale  przynajmniej  mogą  się  starać  uzyskać  wsparcie. 

Ofiary kataklizmów i wojny przynajmniej znajdą kogoś, kto wysłucha 

ich skarg. 

-  Słaba  to  pociecha  dla  dziecka  umierającego  z  głodu.  Zgadzam 

się  z  twoim  punktem  widzenia,  ale  nie  dostrzegam  związku  między 

szukaniem  przedpotopowych  szkieletów,  a  dobrem  moich  pacjentów 

czy, na przykład, państwową służbą zdrowia. 

background image

-  Szkoda.  Bo  dinozaury  są  przykładem  wspaniale  rozwiniętego  i 

zdrowego gatunku, który nagle wymarł całkowicie. Ten sam los czeka 

niektóre  gatunki  zwierząt  i  roślin  na naszej  planecie,  tu  i teraz.  I  nas 

samych!  Grozi  nam  samounicestwienie.  -  Noelle  wzdrygnęła  się.  - 

Dlatego dinozaury budzą tak powszechne zainteresowanie. 

- Wiedza o tym, co się przytrafiło dinozaurom, może się przydać 

każdemu z nas, czy tak? 

- Oczywiście. Dlatego tak istotne jest poznanie tego, co się z nimi 

stało. Rządy wielu państw nie przejmują się tym, czy wycinanie lasów 

tropikalnych 

wpłynie 

na 

zmianę 

klimatu, 

czy 

rosnące 

zanieczyszczenia  zniszczą  jonosferę,  czy  reaktory  atomowe  zatrują 

glebę  i  wodę.  Ale  jeśli  odkryjemy,  że  podobne  zjawiska,  tyle  że  bez 

ingerencji  człowieka,  spowodowały  wyginięcie  dinozaurów,  wtedy 

każdy naród uświadomi sobie, że i nas czeka to samo. I dopiero wtedy 

podejmie jakieś działania. 

- Ty naprawdę wierzysz w taki rozwój wypadków? 

- Tak. Zastanów się nad tym. Wszyscy chcą się dowiedzieć, jakie 

były  przyczyny  wyginięcia  dinozaurów.  Poznawszy  prawdziwe 

przyczyny tamtego kataklizmu, może wreszcie zaczniemy walczyć, by 

ocalić siebie. 

Matt odezwał się dopiero po dłuższej chwili milczenia. 

- Przykro mi, ale codziennie widzę tyle bezlitosnej prozy życia, że 

nie mam już głowy dla zwariowanych idealistów. 

- Mnie masz na myśli? - spytała, boleśnie dotknięta. 

background image

- A jak was inaczej nazwać? Jak mogę pochwalać stałe oglądanie 

się wstecz? 

-  A  niby  dlaczego  nie  możesz?  -  padło  sarkastyczne  pytanie.  - 

Przecież bratu pozwalasz robić właśnie to przez tyle już lat. 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

- To ohydne kłamstwo! 

- Czyżby? 

- Przestań mieszać Alexa w te sprawy! 

-  Nie  mogę.  Choćby  dlatego,  że  to  przez  niego  jesteś  tak  bardzo 

uprzedzony  do  moich  poszukiwań.  Tolerujesz  mnie  tylko  dlatego,  że 

obiecałam znaleźć sponsorów dla twoich pacjentów. 

-  Miejmy  nadzieję,  że  się  wywiążesz  z  tego  zadania  -  warknął 

Matt. - To jedyne usprawiedliwienie dla twojego pobytu u mnie. 

-  Dostaniesz  te  pieniądze  -  gniewnie  rzuciła  Noelle.  -  Ale  żadne 

skarby  na  świecie  nie  sprawią  cudu  dla  twojego  brata.  I  nie  pomogą 

zmienić przeszłości.  A  im  prędzej  on  to  sobie  uświadomi,  tym  lepiej 

dla was obu. 

-  Pani  Dinozello,  niech  pani  zatrzyma  tę  mądrość  dla  swojej 

rodziny, bo w wypadku mojej jest pani na fałszywym tropie.  

Matt odwrócił się i odszedł bez słowa. Noelle wróciła do Jasona. 

- Pan Matt nie mógł zostać - rzekła przygnębiona. 

- Bardzo był zły? 

background image

Noelle w milczeniu skinęła głową. Coś ją dławiło w gardle, więc 

wolała się nie odzywać. Matt tego dnia zdobył się na przyjazny gest, a 

ona zaraz wszystko popsuła. 

- Pan Matt nie chce, żebyśmy cokolwiek znaleźli, prawda? 

-  Na  to  wygląda,  kochanie.  Zdaje  mi  się,  że  faktycznie  tego  nie 

chce. 

- Więc nie rozumiem, po co tu przyjechał? 

-  Myślę,  że  od  razu  chciał  nam  towarzyszyć.  A  ja...  ja  zrobiłam 

mu  przykrość  tym,  że  go  nie  zaprosiłam.  Więc  przyjechał...  ale  na 

krótko. 

- Dlaczego? Czy pani znowu go odepchnęła? 

- Niezupełnie, ale... 

Sprawa była zbyt złożona, aby ją wyjaśniać dziecku. Nastawienie 

Matta  do  niej  było  teraz  wyraźnie  niechętne,  lecz  Noelle  nie  chciała 

skrócić swego pobytu w ośrodku. 

Matt mimo wszystko nadal był idealnym gospodarzem i wieczory 

spędzał  z  gośćmi.  Rozmawiał  jednak  głównie  z  Jasonem,  z  którym 

grywał  też  w  karty.  Ale  gdy  chłopiec  szedł  spać,  Matt  wychodził  do 

stajni i wracał dopiero późną nocą. 

Nieszczęsna Noelle nie mogła nic poradzić na to, że tak wyraźnie 

unikał  jej  towarzystwa.  Czasami  przychodził  Alex,  lecz  tylko  wtedy, 

gdy był pewien, że brata nie ma w pobliżu. 

- Doktor Forrest, pani pobyt tutaj już się kończy - rzekł któregoś 

wieczoru.  -  Wygląda  na  to,  że  odjedzie  pani  z  pustymi  rękoma.  Jaka 

szkoda! 

background image

Zadowolenie  brzmiące  w  jego  głosie  zadawało  kłam  ostatnim 

słowom. 

Noelle nie dała się sprowokować. 

-  Rzeczywiście  spodziewałam  się,  że  poszukiwania  dadzą  lepsze 

wyniki  -  odparła  spokojnie.  -  Ale  zostało  jeszcze  kilka  dni,  więc  kto 

wie... Przykro mi jedynie, że zakłóciłam spokój tutaj. 

- Myślałby kto! 

Tymi  słowami  Alexowi  udało  się  do  reszty  zepsuć  jej  wieczór. 

Noelle bolało to, że Matt tak się od niej odsunął, lecz samotność była 

znacznie lepsza niż towarzystwo młodszego Caldwella. 

Któregoś  wieczoru,  uciekając  od  towarzystwa  Alexa,  Noelle 

wyszła  przed  dom.  Wiał  chłodny,  kojący  wiatr,  a  słońce  zachodziło 

właśnie  za  wierzchołki  gór.  Podeszła  do  ogrodzenia,  za  którym  stał 

bułanek. Wyciągnęła rękę i nieśmiało poklepała konia po aksamitnym 

karku. 

- Myślałem, że wcale nie lubisz koni - usłyszała za plecami. 

-  To  bardzo  piękne  zwierzęta  i  z  przyjemnością  się  im 

przyglądam.  Może  namówię  siostrzenicę,  żeby  nauczyła  się  jeździć. 

Na pewno jej się to spodoba. 

- A ty? Pewnie się nie odważysz. A przynajmniej nie ze mną. 

-  Masz  niezwykłą  zdolność  opacznego  interpretowania  moich 

słów - powiedziała i chciała odejść. 

- Może powinnaś przestać mówić? - rzekł Matt i przyciągnął ją do 

siebie. - Może oboje powinniśmy zamilknąć? 

background image

Objął  ją  i  pocałował  mocno,  zachłannie.  Ów  na  pozór 

bezwzględny  pocałunek  krył  w  sobie  niezaprzeczalną  i  zadziwiającą 

słodycz. W dodatku trwał tak długo, że Noelle zabrakło tchu. 

Wyrwała się z ramion mężczyzny i długo patrzyła mu w oczy. 

- Co to ma znaczyć? - szepnęła. 

- Sama sobie odpowiedz. 

Pokręciła  głową.  Zdawało  się  jej,  że  usłyszała  westchnienie,  lecz 

nie była zupełnie pewna. 

- Jeśli chcesz, możesz uznać, że to spóźnione przeprosiny. Za to, 

że spadłaś z mojego konia. 

Poczuła się rozczarowana i dlatego jej następne słowa zabrzmiały 

niepotrzebnie ostro. 

-  Oboje  dobrze  wiemy,  że  nieźle  się  wtedy  wygłupiłam. 

Wolałabym  nie  wracać  do  tego  incydentu.  Pragnę  tylko  świętego 

spokoju, niczego więcej. 

-  A  tego  ci  ostatnio  brak,  prawda?  -  W  głosie  Matta 

nieoczekiwanie  zabrzmiała  nuta  współczucia.  -  Przykro  mi,  że  pobyt 

tutaj  nie  jest  taki,  jak  sobie  wymarzyłaś.  Co  zrobisz,  jeśli  nic  nie 

znajdziesz? 

Noelle wzruszyła ramionami. 

-  Chyba  to,  co  dotychczas.  Będę  występować  w  telewizji  i 

pracować w tym samym muzeum. 

- Mogłabyś przyjeżdżać tutaj pod koniec tygodnia i we wszystkie 

wolne dni. 

- Naprawdę pozwoliłbyś mi szukać dalej? 

background image

- A dlaczego nie? 

-  No,  bo  jeśli  ci  chodzi  o  pieniądze,  to  ja  już  więcej  nie  mogę 

pomóc. 

- O pieniądze? 

-  Przecież  słyszysz,  co  mówię.  Żadna  następna  umowa  nie 

wchodzi w grę. Matt, będę z tobą szczera. Udało mi się uzyskać tylko 

tyle  zobowiązań,  że  będzie  można  opłacić  roczną  rehabilitację  pięciu 

pacjentów. I wątpię, czy uda mi się znaleźć jeszcze kogoś chętnego. 

- Pięciu pacjentów? Opłaty za cały rok? 

- Tak. Wiem, że to niewiele... Żałuję, że nie jest tego  więcej, ale 

nasza  stacja  ma niewielki  zasięg.  Obawiam  się,  że  nikogo  więcej  nie 

znajdę, a już na pewno nie w tym roku. 

Matt odezwał się po dosyć długiej chwili milczenia. 

- Po pierwsze, pokrycie kosztów rehabilitacji pięciu pacjentów to 

więcej,  niż  się  spodziewałem.  Nawet  pieniądze  dla  jednego  dziecka 

byłyby dużym osiągnięciem. Nie umniejszaj swoich zasług. Wierz mi, 

że doceniam to, co zrobiłaś. 

Noelle odetchnęła z ulgą. 

- I nie będę wymagał od ciebie żadnych opłat za pobyt tutaj.  

Wzdrygnęła się, niemile zaskoczona jego słowami. 

- A ja myślałam, że chodzi ci tylko o to. O pieniądze. 

-  Czyli  źle  myślałaś.  Cholera!  1  jeszcze  mi  wmawiasz,  że  to  ja 

przekręcam  słowa!  -  Matt  sprawiał  wrażenie  obrażonego..  -  Ale  nie 

tylko to... Chcę, żebyś miała wolną rękę - ciągnął. - Możesz kopać aż 

do nadejścia zimy. 

background image

- A... a twoi pacjenci? 

-  Niech  cię  o  nich  głowa  nie boli. Martw  się  o  to,  żeby  wreszcie 

coś znaleźć. 

Wątpiła,  czy  dobrze  słyszy.  Przez  ułamek  sekundy  zastanawiała 

się,  czy  w  tej  propozycji  kryje  się  chociaż  trochę  osobistego 

zainteresowania.  Poczuła  przyjemny  dreszcz  przeszywający  ciało. 

Musiała  przyznać,  przynajmniej  przed  samą  sobą,  że  Matt  zajmuje 

coraz ważniejsze miejsce w jej życiu. 

- Dlaczego nagle zmieniłeś zdanie? 

- Bo... - Matt zawahał się. - Ze względu na Jasona. 

Noelle  zrobiło  się  bardzo  przykro.  Chociaż  powinna  była 

przewidzieć, że tak właśnie będzie. 

- Jasona? - powtórzyła głucho. 

- Tak. Zaczęłaś tu coś robić... i on czeka na finał. Wszyscy zresztą 

czekamy.  Musimy  dowiedzieć  się,  czy  są  tu  inne  cenne  okazy.  A 

nawet, jeśli nic nie ma, to też lepiej wiedzieć. 

Ujął Noelle pod brodę i odwrócił jej twarz ku sobie. 

- Nie możemy żyć dręczeni niepewnością. 

Odsunęła się. 

- My, to znaczy, kto? 

- Ty. Ja. Moi pacjenci. I oczywiście Jason. 

- A Alex? 

- On nie ma z tym nic wspólnego. Sprawa skamieniałości należy 

tylko do nas. 

background image

- Mylisz się. A co będzie, jeśli natknę się na całe pole kości? Jak 

on wtedy zareaguje? 

- To zmartwienie pozostaw mnie. Zajmuję się bratem już od tylu 

lat... 

-  Może  przez  cały  ten  czas  jest  to  jego  największy  problem  - 

stwierdziła  Noelle  poważnie.  -  Może  on  powinien  wreszcie  sam 

troszczyć się o siebie. Matt, wiem, że to nie moja sprawa. Wiem też, 

co czułeś, gdy poprzednio się wtrąciłam. Ale ty tak się zająłeś obroną 

spraw ludzi przegranych, że to ci przesłania... 

- Do czego zmierzasz? 

- Chcę tylko powiedzieć, że nie masz własnego życia. Najlepszym 

tego dowodem jest to, że zerwałeś z Connie. 

-  Nie  wiem,  czego  się  o  nas  dowiedziałaś,  ale  my  po  prostu  nie 

pasowaliśmy do siebie. Okazało się to dość szybko i Alex nie miał  z 

tym nic wspólnego. 

A gdybyście byli dla siebie stworzeni? Zrywając z nią mógłbyś 

stracić  coś  bardzo  cennego.  Matt,  zajmij  się  trochę  sobą  i  pozwól 

czasami  innym,  żeby  sami  borykali  się  ze  swym  losem.  Będzie  to  z 

korzyścią dla wszystkich. 

-  Czyżby?  Mam  bezczynnie  patrzeć,  jak  z  mojego  brata  robi  się 

cynik, który nie oczekuje niczego ani od życia, ani od ludzi? 

- Przecież on już teraz jest taki. 

- No pewnie! Taka mądrala jak ty wszystko wie najlepiej. 

- Takie masz o mnie zdanie? - wykrztusiła po chwili. 

background image

- A co mam o tobie myśleć? Przecież tylko z tej strony dajesz mi 

się  poznać.  Ukazujesz  mi  jedynie  osobę  wykształconą,  która  ma 

odpowiedź  na  wszystko.  Nie  chcesz  pokazać  swojego  prawdziwego 

oblicza.  Ukrywasz  je  jak  drogocenny  klejnot.  Chowasz  się  przed 

całym światem, prawda? 

Noelle uśmiechnęła się z przymusem. 

- Czy ty pozwalasz Alexowi żyć w prawdziwym świecie? 

Matt  nic  nie  odpowiedział  i  nie  zatrzymał  jej,  gdy  odchodziła. 

Potem, już do końca pobytu, nigdy nie wracali do tego tematu.  

Przed  odjazdem  gości  Matt  urządził  piknik,  na  który  zaprosił 

państwa  Swansonów.  Jason  przez  cały  dzień  był  markotny,  a  jego 

maniery przy stole pozostawiały wiele do życzenia. 

- Zachowuj się grzeczniej - szepnęła Noelle. 

-  Nie  chcę  wracać  -  buntował  się  chłopiec.  -  Moi  opiekunowie 

będą mieli jeszcze jedno dziecko, więc nie znajdą już ani trochę czasu 

dla mnie. 

- Kochanie, wiem, jak ci przykro, ale tutaj nie możesz zostać. 

-  A  nie  mógłbym  pojechać  do  pani?  -  spytał  Jason  błagalnym 

tonem. - Obiecuję, że będę grzeczny. 

- Bardzo bym chciała, żebyśmy byli razem, ale przecież nie mogę 

cię wziąć bez zgody sądu. 

Przyjęcie okazało się nieudane. Matt się nie odzywał, Alex i Jason 

nie  mieli  humoru,  dziewczynki  marudziły,  a  pani  Swanson 

najwidoczniej wstydziła się za swego podopiecznego. 

background image

Noelle ogarnęło prawdziwe przygnębienie, gdy zapytano, czy już 

mają  spakowane  walizki.  Chętnie  zostałaby  dłużej,  lecz  Matt  nie 

ponowił zaproszenia, więc oboje z Jasonem musieli odjechać. 

Pocieszała się, że następnego dnia spotka w studiu dzieci, których 

sympatii nie utraciła. Teraz jednak bolało ją to, że ani Matt, ani Jason 

nie patrzyli jej w oczy. Chłopiec tak się zachowywał, że pan Swanson 

wreszcie stracił cierpliwość i kazał mu odejść od stołu. 

Matt przysiadł się do niej i rzekł półgłosem: 

-  Chciałbym  coś  zrobić  dla  Jasona.  Teraz,  kiedy  skończyła  się 

wspaniała przygoda, jest taki nieszczęśliwy. Aż mi go żal. 

-  Wspaniała  przygoda...  -  powtórzyła  Noelle  ze  ściśniętym 

gardłem. - Bez jednej skamieliny! Żeby chociaż mieć jakiś kawalątek 

kości. 

- Noelle, Jasonowi nie chodzi o kości dinozaurów, tylko o ciebie. 

Czy będziesz za nim trochę tęsknić? 

Nie otrzymał odpowiedzi. 

- Czy myślałaś o tym, żeby go wziąć do siebie na stałe? 

-  Owszem.  Ale  on  zasługuje  na  wszystko,  co  w  życiu  najlepsze. 

Powinien mieć prawdziwy dom z dwojgiem wspaniałych rodziców, a 

nie jednego drugorzędnego paleontologa z trzeciorzędnego muzeum. 

Słowa  te  odzwierciedlały  ogarniającą  ją  gorycz  wynikającą  z  nie 

spełnionych  marzeń  i  zawiedzionych  nadziei.  Matt  nagle  wstał  i 

zwrócił  się  do  państwa  Swansonów  z  jakimś  pytaniem.  Uzyskawszy 

odpowiedź,  podszedł  do  Jasona,  który  siedział  nieopodal  pod 

drzewem. 

background image

-  Wstawaj  i  siadaj  na  konia.  Jeszcze  raz  rzucimy  okiem  na  to 

łożysko potoku. 

- Teraz? - Chłopiec rozpromienił się natychmiast. 

- Oczywiście. Chyba, że wolisz najpierw zjeść resztę deseru. 

- Gdzie tam! 

Jason schwycił kule, błyskawicznie stanął na nogi i wyminąwszy 

Matta, podszedł prosto do Noelle. 

- Dziękuję, pani Dinozelło. To lepsze niż deser. 

- Cieszę się, że tak myślisz, ale to był... 

Noelle  pragnęła  okazać  Mattowi  wdzięczność  za  to,  że 

uszczęśliwił  przygnębione  dziecko.  Szybko  wpadła  na  pomysł,  jak 

powiększyć tę radość. 

- Mart, podwieziesz mnie? - spytała. 

Mężczyzna popatrzył zaskoczony. 

- Myślałem... 

-  Masz  ci  los,  znowu  za  mnie  myślisz  -  przerwała  Noelle  i 

uśmiechnęła  się.  -  Będziemy  szybciej  na  miejscu,  jeśli  wszyscy 

pojedziemy konno, a wiem przecież, że będziesz bardzo uważał. Mam 

rację? 

Jason stanął po jej stronie. 

- Widzisz, Matt. Dwa do jednego. Pomóż mi tylko wsiąść. 

- Dokąd jedziemy, pani Dinozelło? 

- Tam, gdzie znalazłeś kość. 

- Ale przecież w tym miejscu przeszukaliśmy wszystko już milion 

razy! Może wybierzemy jakieś nowe? 

background image

- Nie. Bo teraz mi się przypomniało, że coś opuściliśmy.  

Kiedy Jason ruszył przodem, Matt rzekł półgłosem: 

- Będzie mi go bardzo brakowało. 

-  Ale  będziecie  się  spotykać,  przynajmniej  raz  w  tygodniu  - 

przypomniała Noelle. 

- To nie to samo. Bez was dwojga dom zrobi się bardzo pusty. 

- Myślałam, że będziesz zadowolony - rzekła nieśmiało. 

- Zadowolony? 

-  Oczywiście.  Dla  dwóch  kawalerów  goście  chyba  są  dużym 

kłopotem. Jason wreszcie przestanie zamęczać cię gadaniem i ciągłym 

opowiadaniem o skamieniałościach. A ja przestanę się z tobą kłócić o 

dinozaury. 

-  Boja  wiem.  Cieszyłem  się,  że  dom  znowu  jest  pełen  ludzi. 

Przypomniały mi się czasy, gdy żyli rodzice... - Głos mu się załamał. 

Podjął  dopiero  po  dłuższej  chwili.  -  Pozostanie  mi  czekać  cierpliwie 

na wasze cotygodniowe wizyty, gdy będziecie przyjeżdżać, żeby dalej 

prowadzić poszukiwania. 

- Ty naprawdę chcesz, żebyśmy przyjeżdżali? 

- Oczywiście. Pamiętam, że ci o tym mówiłem. 

-  A  ja  pamiętam,  że  zapytałam,  dlaczego  nagle  decydujesz  się 

ryzykować i nie dostałam wyczerpującej odpowiedzi. 

-  Może  uświadomiłem  sobie,  że  będziesz  musiała  długo  szukać, 

zanim cokolwiek znajdziesz. 

- Czyli po prostu chcesz mi ułatwić życie? 

background image

Mogłaby  przysiąc,  że  Matt  wstrzymał  oddech.  Dał  odpowiedź 

chłodną i wyważoną. 

-  Niezupełnie  -  odparł.  -  Jason  jest  szczęśliwy,  jeżeli  ty  jesteś 

zadowolona, a jego dobro bardzo mi leży na sercu. 

Kobieca duma Noelle znów została zadraśnięta. 

- Pozwól mi zejść. Chcę iść pieszo. 

Szła  powoli  i  uważnie  się  rozglądała,  ale  niczego  szczególnego 

nie zauważyła. 

-  Byłem  pewien,  że  coś  jednak  znajdziemy  -  odezwał  się 

rozgoryczony Jason. 

-  Może  następnym  razem.  Tutaj  chyba  już  wszystko 

przeszukaliśmy. Pora wracać. 

Jasonowi zrzedła mina i Noelle ścisnęło się serce. 

- No, właściwie zostało nam jeszcze jedno miejsce. 

- Gdzie? - niecierpliwie zapytał chłopiec. 

Matt spojrzał na zegarek. 

- Czy jesteś pewna? Robi się późno. 

- Sprawdzimy tylko to miejsce, gdzie spadłam z konia. 

- Ale spieszcie się. 

Skierowała  się  w  lewo,  natomiast  Jason  pojechał  w  prawo.  Po 

zrobieniu dużego koła Noelle zawróciła. 

- Znalazłaś coś? 

-  Nic  a  nic.  A  niech  to  licho!  Nie  mogłam  jednak  wyjechać  stąd 

bez sprawdzenia jeszcze raz. 

background image

Zaczęła się wspinać na brzeg, ale zachwiała się na gruncie mniej 

pewnym niż dno. 

- Poczekaj, pomogę ci. - Matt chciał zsiąść z konia. 

- Nie trzeba. Poradzę sobie. Schwycę się tego uschniętego drzewa. 

Drzewo okazało się spróchniałe i natychmiast pękło, więc Noelle 

straciła  oparcie  i  potoczyła  się  na dół.  Jason krzyknął  przeraźliwie,  a 

Matt błyskawicznie zeskoczył z konia i znalazł się na dole, u jej boku. 

Noelle wstała i otrzepała dżinsy. Była bardzo speszona. 

- Nic mi się nie stało. 

Matt otoczył ją ramieniem. 

- Jesteś pewna? 

- Tak.  

Spojrzała  mu  prosto  w  oczy.  Po  raz  pierwszy  dostrzegła  w  nich 

czułość, na którą tak długo czekała. Nie wiedziała, co powiedzieć. 

- Noelle? 

Najwyraźniej  czekał,  żeby  się  odezwała,  lecz  ona,  onieśmielona 

obecnością  Jasona,  tylko  mocniej  się  przytuliła.  Uśmiechnęła  się 

niewyraźnie. 

- Zawsze tutaj się przewracam. Ja... 

Zastygła  w  pół  słowa,  wpatrzona  w  miejsce,  które  poprzednio 

było  zupełnie  niewidoczne  za  drzewem.  Jej  wprawne  oko  od  razu 

dostrzegło  osobliwy  układ  warstw  gleby.  Czy  to  możliwe?  Czyżby 

wreszcie znalazła to, czego tak długo szukała? 

- Noelle? 

Zrobiła krok i wyciągnęła ręce. 

background image

-  Noelle!  Co  ci  jest?  Co  się  stało?  -  dopytywał  się  Matt,  widząc, 

że opada na kolana. 

Czuła,  że  jej  serce  tłucze  się  jak  oszalałe,  a  płucom  brakuje 

powietrza.  Gołymi rękoma zaczęła odrzucać ziemię  wokół tego, co  z 

niej  wystawało.  Czas  stanął  w  miejscu.  Noelle  odsunęła  się, 

wpatrzona w to, co odkryła - w całą szczękę 

- Tak! O tak! No tak! - powtarzała. 

Innych  słów  nie  mogła  znaleźć.  Z  zachwytu  przymknęła  oczy. 

Udało  się.  Dokonała  odkrycia  i  naprawdę  znalazła  wspaniałą 

skamielinę. Otworzyła oczy, żeby sprawdzić, czy nie śni. 

- Matt! - szepnęła. - Widzisz to? Jason, a ty? Czyż to nie piękne? 

Twarz Jasona rozświetlił najpiękniejszy uśmiech. Matt wpatrywał 

się w gładką, idealnie zachowaną i całą kość. 

- Popatrzcie! Przyjrzyjcie się! 

Matt stał i patrzył, nic nie rozumiejąc. Wreszcie jednak ruszył się, 

gdy  podniecony  Jason  nieomal  spadł  z  konia.  Chłopiec  zapomniał  o 

kulach i zsunął się na dół, prosto w ramiona Noelle. Objął ją mocno za 

szyję i plótł piąte przez dziesiąte. Noelle śmiała się uszczęśliwiona i z 

radości zaczęła tańczyć i kręcić się w kółko. 

- Znalazła pani! Znalazła! Wiedziałem, że się uda. 

- Kochanie, taka jestem szczęśliwa, że ty przy tym jesteś! 

Chłopiec  przytulił  się  jeszcze  mocniej,  a  Noelle  obsypała  go 

pocałunkami. Nie mogła uwierzyć, że los się do niej uśmiechnął. 

background image

- Matt, popatrz na mnie! - Uniosła rozpromienioną twarz. - Teraz 

jestem  najprawdziwszą  panią  Dinozellą!  I  zasługuję  na  mój 

telewizyjny pseudonim! 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Po pierwszym  wybuchu nieopisanej radości, wszyscy troje długo 

stali i wpatrywali się w znalezioną imponującą skamieniałość. Noelle 

pierwsza przerwała milczenie. 

-  Ta  szczęka...  -  Głos  jej  drżał  z  podniecenia.  -  Chyba  wiem,  co 

mamy.  To  taka  rzadkość,  że  łatwo  ją  zidentyfikować.  Widzisz, 

Jasonie, jaka olbrzymia jest ta szczęka? 

- Bardzo duża. 

- Takie szczęki umożliwiały pożeranie ofiary w dużych kawałach. 

Jason przygryzł wargę. Nie mógł znaleźć odpowiedzi. 

-  To  bardzo  rzadko  występujący  dinozaur  -  podpowiedziała 

Noelle.  -  Dotychczas  odkryto  zaledwie  trzy  okazy.  Ten  trzeci 

znaleziono kilka lat temu oczywiście u nas, w Fort Collins. 

Ostatnia informacja zdradziła całą tajemnicę. 

- Epanterias! - krzyknął Jason. - To jest Epanterias! 

-  Świetnie.  Matt, jeśli  się  nie  mylę,  oglądamy  czwarty  okaz,  jaki 

w ogóle znaleziono na świecie. 

- Mnie ta nazwa nic nie mówi. Ale cieszę się, że Jason był obecny 

przy tym odkryciu. 

background image

-  Nikomu  nie  udało  się  odnaleźć  całego  szkieletu.  Dlatego  moje 

odkrycie  jest  tak  ważne.  Oczywiście  pod  warunkiem,  że  się  nie 

pomyliłam. 

-  Pani  Dinozello,  pani  się  nigdy  nie  myli.  Ale  byłoby  cudownie, 

gdybyśmy znaleźli cały szkielet. Oboje bylibyśmy sławni! Pisano by o 

nas w gazetach i wszędzie... 

-  Tylko  bez  gazet!  -  ostro  wtrącił  Matt.  -  Jasonie,  nie  chcę 

żadnego radia ani telewizji. 

- Racja. Zapomniałem. 

Wszyscy  umilkli,  zakłopotani.  Po  chwili  Noelle  objęła  chłopca  i 

rzekła: 

- Stoimy tu, jakbyśmy znaleźli jakieś relikwie, a przecież musimy 

zabrać się do pracy. 

- Czy pan nam pomoże? - spytał Jason. 

Matt  uważnie  wpatrywał  się  w  kość  i  nawet  chciał  dotknąć 

palcem, lecz Noelle złapała go za rękę. 

- Nie ruszaj, bo mógłbyś uszkodzić! 

Znowu zapadło krótkie, przykre milczenie. 

- Potrzebne mi są narzędzia, gips i aparat fotograficzny. Poza tym 

muszę  ogrodzić  ten  teren.  -  Noelle  z  wrażenia  zabrakło  tchu  i  nie 

mogła mówić dalej. 

-  Opamiętaj  się,  Noelle.  Wiesz,  że  to  za  dużo  na  dzisiaj  - 

rzeczowo wtrącił Matt. - Robi się późno. 

- To prawda. Musimy zaczekać do jutra. 

background image

Pomimo  protestów  Jasona,  Noelle  starannie  przysypała  szczękę 

ziemią. 

Zaraz  po  powrocie  ogłosiła  wszystkim  wielką  nowinę.  Reakcja 

państwa  Swansonow  była  pełna  entuzjazmu.  Alex  mruknął  coś  pod 

nosem i odszedł. Niedługo potem goście odjechali. 

- Moje gratulacje. Intuicja cię nie zawiodła. 

- Dziękuję. Wciąż nie mogę uwierzyć w tak wielkie odkrycie. 

- I to ostatniego dnia poszukiwań. 

-  Cieszę  się,  że  wpadłeś  na  ten  pomysł.  I  że  pozwoliłeś  zabrać 

Jasona. Doprawdy nie wiem, które z nas było bardziej przejęte. 

- On był strasznie podniecony. 

- Tak. Ale ty się tym ani trochę nie wzruszyłeś. 

- Powiedziałbym, że mnie to zdumiało. 

- Bo nie wierzyłeś, że cokolwiek znajdę, prawda? 

- Chyba nie. I co dalej, pani Dinozello? 

-  Sądzę  -  zaczęła  Noelle  ostrożnie  -  że  nadeszła  pora  zawarcia 

nowej umowy. 

- Zawsze myślisz tylko o swojej karierze. 

-  Dlaczego  nie?  -  spytała  zaczepnie.  -  Nasza  poprzednia  umowa 

przyniosła  niezłe  rezultaty.  Ty  masz  zobowiązania  i  wykonaną  całą 

pracę papierkową. Ja znalazłam piękną kość, a twoi pacjenci nic a nic 

na tym nie ucierpieli. No i Jason był w paleontologicznym raju. 

- Tak. I nawet mój brat jakoś to przeżył. Muszę przyznać, Noelle, 

że wszystko się ułożyło świetnie. Więc, jeśli chcesz zawierać następną 

umowę, jestem za tym. 

background image

-  Jestem  gotowa  na  wszystko.  Tylko,  czy  ty  dokładnie 

przemyślałeś sprawę? 

-  Tak. Mnie te  kości nie  są do niczego  potrzebne.  Ale  nie  cofam 

moich zastrzeżeń. Nie życzę sobie żadnego rozgłosu. 

- Zgoda. 

- Niestety, istnieje jeszcze jeden szkopuł. 

- Jaki? 

- Nie możesz zacząć kopać od razu. 

-  Chyba  nie  mówisz  poważnie?  Przecież  ja  czekałam  na  taką 

okazję całe życie. 

-  Na  razie  nie  można  tu  nigdzie  kopać  -  rzekł  Matt  stanowczo.  - 

Wiem, ile to dla ciebie znaczy, ale... 

- Czy aby na pewno wiesz? 

-  Tak.  Niestety,  nie  możesz  natychmiast  rozkopać  całego  terenu. 

Nie mogę tak nagle zmienić przyzwyczajeń koni. Muszę je stopniowo 

przeszkolić, tak zresztą jak i pacjentów. 

- Jak długo to potrwa? Kilka tygodni? 

- Raczej kilka miesięcy. 

Noelle zrobiła wielkie oczy. 

-  Kilka  miesięcy!  Ależ,  Matt,  teraz  mamy  sierpień.  Zanim 

przeszkolisz  konie,  zrobi  się  zima,  a ja  nie  mogę  kopać  zamarzniętej 

ziemi. 

-  Zdaję  sobie  z  tego  sprawę  i  jest  mi  przykro.  Ale  musisz  mnie 

zrozumieć. Konie potrafią się nauczyć dość szybko, ale moi pacjenci 

background image

niestety nie. Wielu z nich uczy się bardzo wolno i z trudem cokolwiek 

zapamiętuje. Nie mogę ich narażać. 

- Przecież mogłabym kopać tylko na brzegach i wtedy bym nawet 

nie  tknęła  trasy  dla  początkujących...  Ale  przynajmniej  zrób  wyjątek 

dla tego, co znalazłam dzisiaj. 

- Dla tej szczęki? 

- Tak. Ona już bardzo mocno wystaje z ziemi i dlatego zimą może 

ulec uszkodzeniu. Wykopię ją, a potem będę cierpliwie czekać aż do 

wiosny. 

- Ile czasu potrzebujesz? 

- Niezbyt dużo. Podejrzewam, że jakiś tydzień. Najdalej dwa, bo 

może  będę  musiała  ostrożnie  wyłuskiwać  ją  ze  skały,  w  której  jest 

osadzona. Będę pracować po lekcjach, żeby nikomu nie przeszkadzać. 

Zapadło  długie  milczenie.  Mart  pochylił  się  i  bacznie  popatrzył 

Noelle w oczy. 

-  A  co  będzie,  jeśli  obok  znajdziesz  całe  stado  dinozaurów?  Czy 

jesteś pewna, że nic więcej nie ruszysz? 

Noelle nie spuściła oczu. Wstała i rzekła: 

-  Nie  masz  pojęcia,  na  co  mnie  stać,  kiedy  stawka  jest  wysoka. 

Nie ruszę niczego poza tą szczęką. Koniec, kropka. 

Mart spytał śmiertelnie poważnym tonem: 

-  I  nikomu  nic  nie  powiesz?  Nikomu?  Nie  chcę,  żeby  mi  tu  po 

ośrodku  biegali  ludzie  goniący  za  paleontologiczną  sensacją.  Jeśli 

chcesz  mieć  pełne  prawa  do  tego,  co  tutaj  odkryjesz,  musisz  czekać, 

aż ci pozwolę kopać. Zrozumiano? 

background image

- Rozumiem. Daję ci słowo. I dotrzymam. 

- Nie masz wyboru. Musisz. 

-  Nie  martw  się.  Dotychczas  wszystko  dobrze  się  układało,  więc 

teraz też będzie tak samo. Mam nadzieję... 

 

- Od czasu pobytu w ośrodku Caldwella zupełnie straciłaś humor - 

stwierdziła Louise. - Czy stało się coś złego? 

Noelle  westchnęła.  To,  co  się  stało,  było  złe  o  tyle,  że  miała  w 

zasięgu ręki marzenie całego życia, a nie wolno jej było wspomnieć o 

tym  ani  słowem.  Przyznawała  jednak  rację  Mattowi  i  rozumiała,  że 

jego  argumenty  są  słuszne.  Jednak  od  rana  do  wieczora  bez  przerwy 

rozmyślała o wykopaliskach.  

Zrozpaczona  liczyła  dni,  tygodnie  i  miesiące  do  wiosny. 

Najbardziej  dręczyła  ją  myśl  o  znalezionej  szczęce,  która  tkwiła  w 

twardym piaskowcu. Skała była wyjątkowo twarda i Noelle mozolnie, 

z wielkim trudem, odłupywała cieniutkie płytki. Praca była żmudna, a 

czas, jakim dysponowała, był bardzo ograniczony. 

Pewnego  wieczoru  Matt  chwycił  ją  mocno  za  ramię  i  zatrzymał, 

gdy jak zwykle spieszyła się, by zacząć pracować. 

-  Czy  mogłabyś  choć  na  chwilę  wrócić na  ziemię  i  nie  myśleć  o 

tej cholernej szczęce? Musisz mnie wysłuchać. 

-  O  co  chodzi?  Chyba  się  nie  rozmyśliłeś?  Nikomu  nic  nie 

powiedziałam. Ja dotrzymuję warunków umowy. 

-  Przestań  gadać  o  umowie!  Niedobrze  mi  się  robi  już  na  sam 

dźwięk tego słowa. 

background image

- Więc czego chcesz? Są jakieś nowe kłopoty? 

-  Mam  kłopot  z  Jasonem.  Pyta  o  ciebie...  mówi  o  tobie  bez 

przerwy.  A  ty  go  wcale  nie  widujesz.  Czy  machnęłaś  na  niego  ręką, 

bo los się do ciebie uśmiechnął? 

-  Ależ  oczywiście,  że  nie.  Prawie  co  wieczór  rozmawiam  z  nim 

przez telefon. 

- A dlaczego z tobą nie przyjeżdża? 

- Bo mam mało czasu i muszę nadrobić wszystkie zaległości. Nie 

mam  żadnej  ulgi  ani  w  studiu,  ani  w  muzeum,  ponieważ  nie  mogę 

nikomu  powiedzieć  o  tym,  co  znalazłam  i  co  robię  codziennie  po 

południu. A kiedy raz się zdarzyło, że miałam trochę wolnego czasu, 

Jason akurat był zajęty. Ale kiedyś nawet go odwiedziłam. 

-  Słyszałem  o  tym.  Swansonowie  mówią,  że  wprowadziłaś 

straszny  zamęt  w  życie  chłopca.  Zrobił  się  nie  do  zniesienia.  I  wiesz 

co? Myślę, że chyba się pomyliłem. Może na dłuższą metę będzie dla 

niego lepiej, jeśli zerwiesz z nim wszelkie kontakty. 

-  Bzdury  wygadujesz!  Każde  dziecko  ma  prawo  mieć  przyjaciół, 

więc  nie  przestanę  się  z  nim  kontaktować.  Chyba  że  on  sam  będzie 

tego chciał. Co się zaś tyczy jego opiekunów... 

W jej oczach pokazały się błyski gniewu. 

-  Pewnie  Jason  nie  byłby  taki  nieszczęśliwy,  gdyby  oni  sami 

poświęcili  mu  trochę  więcej  czasu.  Zawsze  jest  spychany  na  drugie 

miejsce po tych adoptowanych dzieciach. Ci ludzie mają jak najlepsze 

intencje, ale chcą za dużo. I on za to płaci. 

background image

- Tu ci przyznam rację - zgodził się Matt - ale nic nie zdziałamy, 

krytykując zasady, na jakich funkcjonują rodziny zastępcze. Wróćmy 

do  Jasona.  Ty  na  jakiś  czas  stałaś  się  najważniejszą  osobą  w  jego 

życiu, a teraz się usunęłaś. Co chcesz z tym fantem zrobić? Może się 

w ogóle nad tym nie zastanawiałaś? 

Ugodzona  tymi  słowami  do  żywego,  Noelle  wystąpiła  z 

kontratakiem: 

-  Rycerzu  Bez  Skazy,  dlaczego  nie  zaczniesz  krytyki  od  siebie? 

Jason  cię  idealizuje.  Już  podczas  naszego  pierwszego  spotkania 

naopowiadał  mi  dużo  o  tobie.  Później  powiedział  mi,  że  za  każdym 

razem,  kiedy  chce  się  do  ciebie  zbliżyć,  Alex  zawsze  temu 

przeszkadza.  Dodam,  choć  to  oczywiście  nieważne,  że  Jason  aż 

płakał, gdy mi o tym opowiadał. 

- Płakał? - spytał Matt przytłumionym głosem. 

-  Tak.  Z  powodu  Alexa.  Bał  się,  że  twój  brat  zniszczy  moje 

przyjazne nastawienie do niego. Ale ja to nie ty. Powiedziałam mu, że 

nie pozwolę, żeby opinia Alexa zaważyła na mojej. 

- Szukasz winnych tego, że Jason jest nieszczęśliwy, tak? 

- Dlaczego nie przyjrzysz się sobie? - spytała. 

Słysząc te słowa, Matt mocno zbladł. Noelle odsunęła się. 

- Muszę już iść, bo mam dużo pracy. 

Po tej rozmowie Matt nigdy już nie czekał na przyjazd Noelle ani 

nie  próbował  się  z  nią  skontaktować.  Ona  zaś  marzyła  o  tym,  żeby 

znaleźć  się  w  jego  ramionach  i  poczuć  jego  usta  na  swoich,  ale  nie 

mogła go przeprosić za to, iż powiedziała mu prawdę. 

background image

Czuła się nieszczęśliwa, co nie uszło uwagi Louise. 

-  Wyglądasz,  jakbyś  miała  kłopoty  z  jakimś  mężczyzną.  Kto  to 

taki? 

- Jest ich dwóch. A ja jestem u kresu wytrzymałości. 

- Spotykasz się z dwoma jednocześnie? 

- Można by tak powiedzieć. 

- Ale dawniej zawsze.. Przecież to chyba trochę, no.. zagmatwane. 

- Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo. 

Nie  mogła  jednak  wytłumaczyć,  na  czym  to  polegało.  Sama 

zresztą nie rozumiała wszystkiego dokładnie. 

Sprawa  nadal  się  gmatwała  i  wszyscy  troje  byli  coraz  bardziej 

nieszczęśliwi. Niewiele pomógł fakt, że czasami Noelle mogła zabrać 

Jasona  z  sobą.  Jedynym  plusem  niedawnego  starcia  było  to,  że  Matt 

zaczął poświęcać chłopcu więcej czasu, lecz niestety okazało się, że to 

nie wystarcza.  

Pod koniec każdej rozmowy z Noelle, Jason nieodmiennie prosił o 

kolejne  spotkanie.  Doszło  już  do  tego,  że  niepokoje  i  zmartwienia  w 

życiu  osobistym  Noelle  zaczęły  mocno  rzutować  na  jej  pracę 

zawodową.  Nawet  audycje  „Przygody  z  prehistorią"  straciły  swój 

urok. 

Niekiedy  porównywała  swe  telewizyjne  wcielenie  z  niezwykle 

ożywioną  kobietą,  odkrywającą  skamieniałości  w  ośrodku  Matta  i 

wtedy zastanawiała się, czy to nie oznacza porównań między życiem z 

Mattem i Jasonem a życiem bez nich. 

background image

Uznała,  że  los  jest  dla  niej  niesprawiedliwy.  Obecnie  miała  w 

zasięgu ręki wszystko, o czym  w  życiu marzyła, a mimo to czuła się 

przygnębiona. Nie mogła zrozumieć, dlaczego. 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

Nareszcie  tak  się  szczęśliwie  złożyło,  że  Noelle  i  Jason  mogli 

spędzić prawie całą sobotę razem. 

-  Czy  naprawdę  już  dzisiaj  wyciągniemy  tę  szczękę?  -  co  chwila 

pytał niezmordowany Jason. 

-  Oczywiście.  Jeszcze  tylko  usunę  kilka  centymetrów  skały. 

Pozwolę ci wyciągnąć ten skarb i nawet zrobię ci przy tym zdjęcie. 

- Och! - Oczy chłopca zrobiły się ogromne. Naprawdę? 

- Tak. Na pewno przyda mi się siła twoich ramion. 

Jason wyciągnął rękę i pomacał muskuły. 

-  Jestem  gotów.  Pani  Dinozello,  niech  się  pani  pospieszy.  Mam 

nadzieję, że tam będzie coś jeszcze. Coś większego. 

Zdaniem  Jasona im  większa  kość,  tym  lepsza.  Noelle  roześmiała 

się,  ale  nie  miała  serca  powiedzieć  mu,  że  jego  podejście  jest 

niezupełnie naukowe. 

-  O,  przyjechał  pan  Matt!  -  zawołał  chłopiec.  -  Chce  pan 

zobaczyć? Już widać prawie całą szczękę. 

- To dobra wiadomość. Dzień dobry, Noelle. 

- Dzień dobry, Matt. 

-  Jeszcze  tylko  ten  kawałek  skały  i...  Już  się  daje  ruszyć! 

Naprawdę! - Jason natychmiast schylił się i wyciągnął rękę. 

background image

-  Zaczekaj!  -  odezwał  się  Matt.  -  Pani  Noelle  powinna  sama  tę 

kość wyciągnąć. 

Chłopcu zrzedła mina, lecz Noelle powiedziała: 

- Nie, Matt. Obiecałam mu, że on to zrobi. 

- Myślałem, że ty sama pragniesz tego zaszczytu. 

- Dla mnie to nie takie ważne - rzekła spokojnie. - Wezmę aparat, 

żebyśmy  mogli  tę  chwilę  uwiecznić.  Już,  kochanie.  Jestem  gotowa. 

Wyciągaj.  Ale  powolutku.  I  uważaj,  żeby  nie  upuścić.  Nie  wolno 

uszkodzić kości. Teraz delikatnie przesuń ją na brezent. 

-  Wiem,  proszę  pani  -  rzekł  Jason  z  pełnym  przekonaniem.  Nie 

mógł  się  jednak  opanować  i,  ignorując  leżący  tuż  obok  brezent,  z 

namaszczeniem  położył  szczękę  na  kolanach.  -  Proszę  popatrzeć!  - 

szepnął. 

Noelle  szybko  uwieczniła  jego  ekstatyczny  zachwyt  i 

niecierpliwym ruchem podała aparat Mattowi. 

- Posuń się, Jasonie. Ja też chcę się przyjrzeć z bliska. 

Przez  następną  godzinę  Noelle  i  Jason  czyścili  kość,  natomiast 

Matt robił zdjęcia. 

- Czy pani nadal uważa, że to jest Epanterias? 

- Tak. 

-  A  czy  kość,  którą  ja  znalazłem  może  być  częścią  tego  samego 

szkieletu? 

-  Nie  wiem...  O,  ten  kawałek  skały  powinien  zaraz  odpaść.  Już 

widzę szparę. Jeszcze trochę opukam... 

background image

Jason  chciał  schwycić  odpadający  odłamek,  lecz  Noelle  go 

uprzedziła i delikatnie oderwała dużą płytkę. Ukazał się rząd zębów. 

- Ale to piękne! - szepnął nabożnie przejęty Jason. 

-  Szkoda,  że  nie  mogę  od  razu  powiedzieć,  czy  mamy  całą 

szczękę. Ale i tak widzimy już dość dużo. I jakie to wspaniałe! 

- W jakim tempie będziesz mogła usuwać ten kamień? 

- Po kilka centymetrów dziennie. 

- Tak wolno? 

- Owszem. Chyba że wszystko będzie odchodzić tak łatwo, jak ten 

kawałek. To bardzo żmudna praca, ale mnie nie przeszkadza. 

- Nic więcej tutaj nie widzę. 

Noelle uśmiechnęła się. 

- Trudno codziennie odkrywać coś nowego. Teraz trzeba się zająć 

tym, co mamy. Owinąć w bandaż i pokryć gipsem. 

-  To  chyba  najmniejszy  problem  -  odezwał  się  Matt.  - 

Zastanawiam  się,  jak  to  zanieść  do  domu.  Proponuję,  żebyśmy  z 

Jasonem pojechali do domu konno, a potem wrócę samochodem. 

- Nie, to by było za długo, a obiecałam, że odwiozę Jasona przed 

siódmą. 

- Mógłbym przywieźć ci tę szczękę jutro. 

Noelle i Jason popatrzyli na niego z niedowierzaniem. 

- Czy pan oszalał? - wyrwało się chłopcu. 

-  Jason!  Jak  ty  się  zachowujesz!  To  była  tylko  propozycja 

pomocy. 

- Okazuje się, że bardzo kiepska - stwierdził Matt. 

background image

-  Ja  ten  skarb  muszę  zabrać  -  powiedziała  Noelle  i  zaczęła 

opróżniać plecak. - Już wolę zostawić tu wszystkie inne rzeczy. 

- Czułem, że tak zrobisz. Czy gips długo schnie? 

-  Niedługo.  Dotknij.  Jest  tak  przygotowany,  żeby  mógł  szybko 

zastygać. 

- To świetnie. Ja ten ciężar poniosę do domu. 

Noelle zawahała się. 

- Ale to duży odłamek skały. 

-  Przecież  i  ja  mogę  się  trochę  poświęcić  dla  nauki,  prawda? 

Oczywiście, jeżeli Jason się nie boi, że upuszczę wasz skarb. 

-  Nie  boję  się.  Pani  Dinozello,  ten  okaz  na  pewno  będzie 

bezpieczny w ręku pana Matta. 

- Dziękuję ci za wotum zaufania, synu. - Matt poklepał chłopca po 

plecach. - Tylko nie wiadomo, czy pani Dinozella we mnie wierzy. 

Noelle  z  radością  zauważyła,  że  obaj  odnoszą  się  do  siebie  z 

całkowitą  swobodą.  Jeszcze  przyjemniejsza  była  świadomość,  że 

między nią a Mattem zniknęło dotychczasowe przykre napięcie. 

- Wierzę ci i bardzo dziękuję. 

-  Jeszcze  mi  nie  dziękuj.  -  Matt  uśmiechnął  się  przekornie.  - 

Przecież będziesz musiała przez całą drogę prowadzić konia. 

Przerażone protesty Noelle zagłuszył śmiech Jasona. 

- Pan Matt tylko tak sobie żartuje. Ja konia poprowadzę. 

- Oczywiście. 

-  Widzę,  że  jeśli  chodzi  o  zatruwanie  mi  życia,  mogę  liczyć  na 

was obu - mruknęła Noelle. 

background image

Czekając,  aż  gips  zastygnie,  zrobiła  jeszcze  kilka  zdjęć  kości  i 

jedno ukradkowe zdjęcie Matta. 

- Wszystko gotowe? 

- Tak. 

- No to ruszamy. 

Dotarli dość szybko do domu, gdzie zastali państwa Swansonów. 

Jason pożegnał  się,  i  odjechał  bez  szemrania.  Słońce kryło  się  już  za 

wierzchołkami gór, gdy Matt odprowadził Noelle do samochodu. 

-  Mam  nadzieję,  że  oczyszczanie  tej  szczęki  nie  będzie  zbyt 

kłopotliwe. 

- To już drobiazg. Dziękuję ci, że ją  cały czas dźwigałeś. Jestem 

ci naprawdę  wdzięczna.  -  Urwała  i  dopiero  po  chwili  dodała:  -  Matt, 

to chyba nasze rozstanie aż do wiosny. 

-  To  jeszcze  nie  jest  ostateczne  pożegnanie,  bo  będziesz  musiała 

przyjechać po swoje rzeczy. 

- Szkoda, że je zostawiam, bo bez nich nie mogę nic zrobić.  

Odniosła wrażenie, iż sprawiła Mattowi przykrość. 

- Jeśli ci tak bardzo zależy, możemy zaraz po nie  wrócić. Dzięki 

temu nie będziesz musiała tu przyjeżdżać. 

- Ja... 

Zabranie  rzeczy  nie  było  w  tej  chwili  jedynym  pragnieniem 

Noelle. Posiadanie wspaniałej skamieniałości nie ułatwiało rozstania z 

Mattem, u którego prawie się zadomowiła przez te ostatnie tygodnie. 

- Ja... może faktycznie lepiej wszystko zabrać dzisiaj. 

background image

- Jak sobie życzysz - powiedział Matt chłodno. - Wezmę z domu 

kluczyki i skoczymy po twoje narzędzia. 

Noelle nieśmiało zapytała: 

- A czy nadal będziemy się kontaktować? 

- Chodzi ci o kontakty służbowe? - padło szorstkie pytanie. 

Wzięła głęboki oddech. 

- Nie. Osobiste. Oczywiście, jeśli masz ochotę... 

Uśmiech  Matta  był  odpowiedzią,  jakiej  pragnęła,  a  szybki 

pocałunek słodką premią. 

W  kilka  minut  później  zajechali  na  miejsce.  Matt  wysiadł 

pierwszy  i  Noelle  usłyszała  jego  zduszony  okrzyk.  Gdy  podeszła 

bliżej,  jej  oczom  ukazał  się  niesamowity  widok.  Całe  oznakowanie 

terenu  było  zniszczone.  Brezent,  którym  zabezpieczyła  miejsce 

odkrycia, podarto na kawałki i rozrzucono. Narzędzia... 

Noelle  opadła  na  kolana.  Wszystkie  precyzyjne  narzędzia 

potrzaskano w drobny mak. 

- Nie rozumiem, co się tutaj stało - szepnął Matt. 

- Ja też nie - rzekła Noelle drżącym głosem. 

Zniszczenia  dokonano  w  tak  perfidny  sposób,  że  to  było  aż 

przerażające.  Całe  szczęście,  że  skamieniałość  leżała  bezpiecznie 

zamknięta w samochodzie. Noelle wolała nie myśleć o tym, co by się 

stało  z  bezcennym  okazem,  gdyby  się  nie  uparła,  że  zabierze  go  od 

razu ze sobą. 

- W samochodzie mam latarkę. Czy mogę ci jakoś pomóc? 

- Nic tu nie można zrobić. Chyba tylko posprzątać. 

background image

- Noelle, tak mi przykro. 

- Trudno. Dobrze, że szczęka jest w samochodzie. 

- Kto mógł coś takiego zrobić? 

- Myślę... 

Słowa zamarły jej na ustach. 

- Mów, słucham cię. 

W głosie Matta było tyle niekłamanej troski, że Noelle poczuła, iż 

może mówić otwarcie. 

- Ciekawa jestem, gdzie twój brat był dziś wieczorem. 

-  Alex?  -  wybuchnął  Matt.  -  Sądzisz,  że  on  mógłby  coś  takiego 

zrobić? 

- Powinieneś jego o to zapytać - rzekła Noelle cicho. 

Zapadła długa, straszliwa cisza, która zdawała się nie mieć końca. 

Wreszcie  Matt  podniósł  się  i  Noelle  zobaczyła  go  w  świetle 

reflektorów. Jego twarz była nieprzeniknioną maską. 

- Pozbierajmy to, co zostało - powiedział schrypniętym głosem. 

Podniosła kilka drobiazgów. 

- Wracajmy do domu. 

Przez całą drogę panowało przykre milczenie. Kiedy dojechali na 

miejsce, Noelle spytała z wahaniem: 

- Mam iść z tobą, czy jechać do domu? 

-  Myślę,  że  mój  brat  ma  prawo  usłyszeć  z  twoich  ust,  o  co  go 

podejrzewasz. 

- Ale... ale ty mi wierzysz, prawda, Matt? 

background image

Nie otrzymała odpowiedzi. Weszli do pokoju, gdzie Alex oglądał 

telewizję. Matt wyłączył odbiornik. 

-  Właśnie  wróciliśmy  z  terenu  badań.  Ktoś  dokonał  tam 

bestialskiego zniszczenia. 

- To ja - rzekł Alex bez chwili wahania. - Chciałem to zrobić już 

wcześniej,  ale  długo  nie  mogłem  znaleźć  okazji,  żeby  tam  za  wami 

pójść. 

Noelle i Matt odezwali się jednocześnie: 

- Przyznajesz się? 

- Jak mogłeś? 

Alex ostentacyjnie zwrócił się tylko do brata: 

- Ona do nas nie pasuje. Ani do nas, ani do ośrodka. I obaj wiemy 

o  tym  od  samego  początku.  Czekałem,  żebyś  sam  się  jej  pozbył,  ale 

widzę, że doktor Forrest zupełnie cię usidliła swym urokiem. Więc ja 

zrobiłem  to,  co  ty  powinieneś  był  zrobić  już  wtedy,  gdy  Jason 

wygadał się o tamtej kości. 

- Jesteś z siebie zadowolony? Cieszy cię dokonane zniszczenie? - 

spytała Noelle. 

- Chciałem, żebyś dokładnie zrozumiała, o co chodzi. - Alex wbił 

w  nią  nieprzyjazny  wzrok.  -  Myślałem,  że  jak  ci  zniszczę 

skamieniałość, to się wreszcie wyniesiesz. 

Noelle poczuła ogromną ulgę na myśl, że prehistoryczna szczęka 

jest w samochodzie, poza zasięgiem niszczycielskich napędów Alexa. 

-  Matt  ma  obowiązki  wobec  pacjentów  -  podjął  Alex.  -  A 

tymczasem  stawał  na  głowie,  żeby  tobie  pomóc.  Nigdy  nie 

background image

przypuszczałem,  że  zobaczę  mojego  brata  w  roli  osła  dźwigającego 

jakieś  kamienie  i  gnaty.  To  wprost  żałosny  widok  i  w  dodatku 

świadczy o tym, jaka z ciebie niebezpieczna kobieta. 

- Podglądałeś nas? - ostro spytał Matt. 

Alex skinął głową i uśmiechnął się drwiąco. 

-  Pani  wdzięk...  i  powodzenie,  doktor  Forrest,  muszą  być 

niezwykłe. Ale ja zaraz przejrzałem panią na wylot. 

Noelle bezwiednie się cofnęła. 

- Tak czy owak, koniec jest jeden. Pani tu długo nie pozostanie. 

Alex odwrócił się i włączył telewizor. 

- Wybaczcie, ale chciałbym obejrzeć ten program do końca. 

Matt, z twarzą bez wyrazu, zwrócił się do Noelle: 

- Chciałbym porozmawiać z bratem w cztery oczy. 

- Chcesz, żebym  wyszła?  Ale ja nie mogę, bo to i mnie dotyczy. 

Co  będzie  z  dalszymi  poszukiwaniami?  Jak  zabezpieczyć  teren?  A 

moje narzędzia, które kosztowały mnóstwo pieniędzy? 

Zapadło  milczenie.  Noelle  uświadomiła  sobie,  że  Alex 

doprowadził  brata  do  tego,  że  musiał  wybierać  między  nią,  kimś 

obcym,  a  nim,  członkiem  rodziny.  Wiedziała,  czego  może  się 

spodziewać. Przyszła jej do głowy straszna myśl. 

- Ja za wszystko zapłacę - odezwał się Matt. 

Noelle na chwilę zaniemówiła. 

- Czyli pozwolisz, żeby mu to uszło na sucho, tak? 

- A co mam zrobić? Ustawić przy nim strażnika z bronią w ręku? 

Czy wezwać policję i kazać brata zaaresztować? 

background image

-  Może  nie  byłby  to  taki  zły  pomysł  -  szepnęła.  -  Alex  jest 

dorosłym  człowiekiem  i  powinien  odpowiadać  za  swoje  czyny. 

Przestań go tak ochraniać. 

- Jest moim bratem. 

Popatrzyła najpierw na jednego, potem na drugiego. 

- Ale u pacjenta byś nie tolerował takiego zachowania. 

- Alex jest kimś więcej niż pacjentem. To moja rodzina. 

- I on to w pełni wykorzystuje! Czy ty tego nie widzisz? Robisz z 

niego  jeszcze  większego  kalekę,  bo  nie  wymagasz  od  niego  prawie 

żadnej odpowiedzialności. 

Zapadła  martwa  cisza.  Twarz  Alexa  zrobiła  się  trupio  blada,  a 

oczy Matta przerażająco zimne. 

- Idź już. 

Noelle z trudem poznała jego głos, lecz twarz mówiła to samo, co 

słowa. Serce skoczyło jej do gardła. Odwróciła się i wyszła. 

Nigdy  później  nie  mogła  sobie  przypomnieć,  jak  dojechała  do 

domu.  Po  wyjściu  z  samochodu  nagle  poraziła  ją  myśl,  że  się 

rozpaczliwie  i  nieodwołalnie  zakochała.  Wiedziała,  że  najlepszym 

tego  dowodem  jest  rozpacz,  w  jaką  się  pogrążyła,  dlatego  że  Matt  ją 

odtrącił. 

Zresztą  wcale  nie  potrzebowała  dowodów.  Matt  pociągał  ją  od 

pierwszego  spotkania  i  trudno  było  mu  się  oprzeć.  Był  nie  tylko 

bardzo  przystojnym  i  atrakcyjnym  mężczyzną,  ale  ponadto  ujął  ją 

współczuciem dla rodziny i pacjentów. I mimo wielu zastrzeżeń, jakie 

początkowo miał, zrobił wszystko, aby jej pomóc.  

background image

Jej samej oraz Jasonowi. 

Niestety, Matt nie dał żadnego znaku życia ani następnego ranka, 

ani później. Powoli mijały pełne niepokoju dni i Noelle zaczęła tracić 

nadzieję,  że  on  kiedykolwiek  się  odezwie.  Czekając  na  telefon  od 

niego,  była  w  takim  stanie  ducha,  że  bezczynnie  marnowała  czas  i 

nawet nie zabrała się do oczyszczania znalezionej szczęki.  

Doszła  do  wniosku,  że  lepiej  w  ogóle  nie  podejmować  pracy 

wymagającej  skupienia.  Obawiała  się,  że  przez  nieuwagę  mogłaby 

uszkodzić cenną skamieniałość. 

Któregoś  dnia  wreszcie  odezwał  się  telefon,  lecz  to  dzwonił 

Jason, aby umówić się na następny wyjazd w teren. 

-  Obawiam  się,  że  w  najbliższym  czasie  nie  będzie  to  możliwe  - 

poinformowała go Noelle. 

-  Dlaczego?  -  zaniepokoił  się  chłopiec.  -  Czy  nie  mogę  już  pani 

pomagać? 

-  Oczywiście,  że  możesz.  -  Noelle  rozpaczliwie  zaczęła  szukać 

jakiejś  prawdopodobnej  przyczyny.  -  Postanowiłam,  że  najpierw 

oczyszczę to, co znalazłam. 

- A czy mogę przy tym pani pomagać? 

Noelle  uśmiechnęła  się.  Jason  był  jasnym  promykiem  w  każdej 

zawiłej sytuacji. 

- Pod warunkiem, że to się nie odbije na twoich stopniach. 

Chłopiec  musiał  się  zadowolić  taką  odpowiedzią  i  Noelle  miała 

nadzieję,  że  nie  będzie  jej  dręczył  kłopotliwymi  pytaniami.  Wreszcie 

sama zadzwoniła do ośrodka, lecz telefon odebrała rejestratorka. 

background image

-  Przekażę  wiadomość  od  pani,  ale  nie  mogę  obiecać,  że  pan 

Caldwell zadzwoni. 

Otrzymawszy 

taką 

odpowiedź, 

zrezygnowana 

włączyła 

automatyczną  sekretarkę  i  pojechała  do  studia.  Sala  jak  zwykle 

przepełniona była podnieconymi dziećmi, niecierpliwie oczekującymi 

spotkania z panią Dinozellą.  

Noelle  poprowadziła  program  z  entuzjazmem,  którego  nie  czuła. 

Audycja się udała i widzowie byli zachwyceni, natomiast ona dumna 

z tego, iż zdołała usunąć kłopoty osobiste na drugi plan. 

Dobry nastrój ją opuścił, gdy przed domem zauważyła samochód 

Matta i zobaczyła, kto przyjechał. Alex! Miał tak dzikie spojrzenie, że 

Noelle się wystraszyła. 

- Co się stało? Czy Matt jest chory? 

-  Mojemu  bratu  nic  nie  jest.  -  Głos  Alexa  nieomal  ociekał 

pogardą. - Cholera! Nie udawaj, że nie wiesz, co zrobiłaś! 

- Ja zrobiłam? Co takiego? 

-  Wejdźmy  do  środka  -  powiedział  Alex.  -  Co  się  tak  na  mnie 

gapisz? Umiem chodzić po schodach. 

Idąc  na  górę,  Noelle  zastanawiała  się,  co  go  mogło  sprowadzić. 

Dowiedziała się, gdy weszli do domu. Alex wyciągnął gazetę i zaczął 

czytać. 

-  Posłuchaj,  co  dzisiaj  piszą.  „Doktor  Forrest,  paleontolog  z 

Muzeum  Paleontologicznego  Stanu  Kolorado,  podała  wczoraj 

wiadomość  o  niezwykłym  odkryciu  kości  dinozaura.  Doktor  Forrest, 

background image

znana  jako  pani  Dinozella,  odkryła  szczękę  Epanterias,  nader 

rzadkiego dinozaura". 

Noelle  oniemiała.  Zakłopotana  patrzyła  na  Alexa,  który  nie 

przerywał  czytania.  Artykuł  niezbicie  świadczył  o  tym,  że  ktoś 

powiadomił prasę o ostatnim odkryciu. Lecz kto? 

„Zdaniem  doktor  Forrest  jest  bardzo  prawdopodobne,  że  w 

posiadłości pana Matta Caldwella znajduje się więcej skamieniałości. 

Już  wcześniej  znaleziono  tam  niewielką  kość,  którą  pan  Caldwell, 

terapeuta  zajmujący  się  rehabilitacją  ludzi  niepełnosprawnych, 

wspaniałomyślnie  przekazał  Muzeum  Paleontologicznemu  Stanu 

Kolorado". 

- Mam czytać dalej? - zapytał Alex. 

- Nie. Daj mi tę gazetę. 

-  Jakim  prawem  zawiadomiłaś  prasę,  skoro  dałaś  słowo,  że 

nikomu nic nie powiesz? 

- Ja tego nie zrobiłam. 

- Więc jak to wyjaśnisz? Jak wytłumaczysz fakt, że od rana nasz 

telefon się urywa, a przy bramie czatują dziennikarze? 

- Nic nie rozumiem. 

- To twoja sprawka! - Alex splunął. Zacisnął ręce na gałce laski. - 

Powiedziałem bratu, że jesteś zerem. On... 

-  To  nie  moja  wina.  Ja  nie  dzwoniłam  do  żadnej  gazety. 

Podejrzewam  jednak,  że  ciebie  byłoby  stać  na  zrobienie  czegoś  tak 

podłego.  Ty  mógłbyś  to  zrobić tylko  po  to,  żeby  potem  winę  zrzucić 

background image

na  mnie.  Przecież  od  samego  początku  złościł  cię  mój  pobyt  w 

waszym ośrodku. 

- Jeszcze próbujesz mnie w to wrobić! - wrzasnął. 

Noelle  spojrzała  w  jego  rozgorączkowane  oczy  i  uznała,  że 

mówienie czegokolwiek na swoją obronę nie ma sensu. 

-  Ta  rozmowa  nigdzie  nie  prowadzi,  więc  proszę,  żebyś 

natychmiast stąd wyszedł. 

- Nie wyjdę, zanim się nie przyznasz, że ty to zrobiłaś. 

- Nie przyznam się, bo jestem niewinna. 

- Kłamiesz! - krzyknął Alex ze złością. - Okłamałaś mojego brata. 

Przyznaj się. Przyznaj się, bo... 

Złapał  duży  młotek  i  podszedł  do  biurka,  na  którym  leżał  cenny 

okaz. 

Noelle zamarła. 

- Odłóż młotek. 

-  Dlaczego?  Ciebie  nie  obchodzi  nasz  ośrodek  rehabilitacyjny  i 

praca Matta. Czemu więc ja mam się przejmować twoją pracą? 

- Czy przyjechałeś po to, żeby mi grozić? 

-  No,  sławna  Dinozello,  przyznaj  się  do  wszystkiego!  -  rzekł 

szyderczo i uniósł młotek. 

Noelle przecząco pokręciła głową. 

-  Nigdzie  nie  dzwoniłam  -  wykrztusiła  z  trudem.  -  Odłóż  ten 

młotek. Przemocą niczego nie można osiągnąć. 

- Oj, chyba się mylisz. Ja akurat sądzę, że tylko gwałtowne środki 

wydobędą prawdę na jaw. 

background image

Zamachnął  się  i  uderzył.  Odpadł  kawałek  szczęki.  Noelle 

krzyknęła  przeraźliwie  i  schwyciła  młotek,  uniemożliwiając następne 

uderzenie. 

- Przestań! - wrzasnęła. - W tej chwili się uspokój! 

-  Nie.  -  Zaczęli  się  szamotać,  lecz  Alex,  pomimo  kalectwa,  był 

silniejszy.  -  Przez  to,  że  mieszkałaś  u  nas  Matt  stracił  głowę  i  teraz 

gada tylko o tobie. Ty i ten smarkacz zabraliście mi brata. 

Chciał znowu uderzyć młotkiem, lecz Noelle szarpnęła go za rękę 

i cios chybił. 

-  To  kłamstwo!  -  wykrztusiła.  -  Matt  zawsze  będzie  z  tobą.  Ale 

nawet,  gdyby  cię  zostawił,  możesz  żyć  samodzielnie.  Masz  więcej 

siły, niż przypuszczasz. A z mojej strony nie masz się czego obawiać. 

-  Czyżby?  Przecież  marzysz  o  tym,  żeby  znaleźć  więcej  kości  i 

nie  chcesz  czekać  do  wiosny.  Dlatego  zadzwoniłaś  do  tej  gazety. 

Przyznaj się! 

Musisz mi uwierzyć. Nigdzie nie dzwoniłam. 

Noelle  rozpaczliwie  próbowała  wyszarpnąć  młotek.  Po  krótkiej 

szamotaninie wyrwała go, ale się przy tym zachwiała i przewróciła. Z 

przerażeniem ujrzała, że Alex porwał skamieniałość i niesie w stronę 

okna.  Skoczyła  na  równe  nogi.  Schwyciła  Alexa  wpół  i  zaczęła  go 

szarpać.  Jej  wysiłki,  niestety,  okazały  się  bezskuteczne,  mężczyzna 

zbliżał się do okna, ciągnąc ją za sobą. 

- Pani Dinozello, ostatnia szansa. Albo się przyznajesz do tego, że 

dzwoniłaś  do  prasy,  albo  pożegnaj  się  ze  swoim  cennym 

znaleziskiem. 

background image

Zrozpaczona Noelle popatrzyła na dziko płonące oczy Alexa. Nie 

miała wątpliwości, że brat Matta spełni swą groźbę. 

- Ja obietnicy dotrzymałam i nikomu nic nie powiedziałam. Więc, 

proszę cię, nie niszcz tej skamieniałości. 

Rzuciła  się  na  Alexa  i  nieomal  wytrąciła  mu  okaz  z  ręki.  Nagle 

Alex  podniósł  laskę i uderzył  Noelle  w  twarz,  ona  zaś instynktownie 

zasłoniła  się  rękoma.  A  on  tylko  na  to  czekał.  Zamachnął  się  i 

wyrzucił szczękę dinozaura za okno. 

Noelle krzyknęła przeraźliwie. 

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

W pokoju zaległa cisza. Straszna, martwa cisza, która zdawała się 

trwać wieki.  

Nagle  Noelle  zerwała  się  na  nogi  i  wybiegła  z  mieszkania. 

Przeskakując  po  trzy  stopnie,  pędziła  na  dół.  Jeszcze  miała  nadzieję, 

że  stał  się  cud  i  skamieniałość  ocalała.  Niestety,  gdy  wybiegła  przed 

dom,  jej  złudzenia  się  rozwiały.  Ujrzawszy  roztrzaskaną  szczękę, 

krzyknęła przeraźliwie i jak martwa osunęła się na kolana. 

Po  pewnym  czasie  nadjechał  jakiś  samochód  i  Noelle  usłyszała, 

gdzieś  bardzo  daleko,  głosy  Matta  i  Alexa.  Nawet  nie  drgnęła. 

Martwym  wzrokiem  wpatrywała  się  w  ziemię.  Nie  mogła  oderwać 

wzroku od leżącej u jej stóp ruiny marzeń.  

Kątem  oka  dostrzegła  jednak,  że  Matt  podszedł  bliżej  i  zaczął 

zbierać  odłamki,  ale  szybko  dał  za  wygraną.  Poczuła,  że  delikatnie 

usuwa kawałki szkła leżące wokół jej kolan. 

background image

Dygotała od stóp do głów, lecz nadal nie była w stanie się ruszyć. 

Tak  oto  przepadła  jej  naukowa  przyszłość.  Nie  pozostało  jej  nic. 

Absolutnie nic. 

- Och, Noelle. Tak mi przykro. 

Nie  zwracała  na  niego  najmniejszej  uwagi.  Zaczęła  składać 

maleńkie odpryski kości na żałosną kupkę i przy tym skaleczyła się w 

palec. 

- Przestań. Pokaleczysz się. 

Matt ujął ją za rękę, lecz Noelle natychmiast ją wyrwała. 

- Nie dotykaj mnie! 

W tej chwili rozległ się zgrzyt hamulców. 

- Musimy wejść na chodnik, bo spowodujemy wypadek. 

Nawet  na  niego  nie  spojrzała.  Pomyślała,  że  on  powinien 

wiedzieć,  iż  jej  już  nic  gorszego  przydarzyć  się  nie  może.  Że  wśród 

odłamków  kości  na  jezdni  leży  jej  złamane  serce  i  pogrzebana 

nadzieja na przyszłość. 

-  Bardzo  cię  proszę.  -  Matt  ostrożnie  pomógł  jej  wstać.  - 

Chodźmy do domu. 

Noelle  usiadła  na  schodach  i  pustymi  oczami  wpatrywała  się  w 

dokonane przez Alexa spustoszenie. Wcale nie drgnęła, gdy przyszedł 

właściciel domu wezwany przez  zaniepokojoną sąsiadkę. Nie ruszyła 

się, kiedy przyjechał szklarz z nową szybą. Nie zareagowała i wtedy, 

gdy śmiertelnie blady Alex przyszedł z miotłą i śmietniczką. 

background image

Bez  słowa  obserwowała  go,  gdy  zmiatał  odłamki  kości  i  szkła. 

Kiedy zaś podszedł i niezdarnie położył torbę z odłamkami u jej stóp, 

odwróciła głowę.  

Wstała dopiero wtedy, gdy Matt przyniósł opatrunki. Nie chciała, 

żeby  jej  dotykał,  więc  wolała  wrócić  do  mieszkania.  Szklarz  jeszcze 

nie  skończył  pracy.  Noelle  weszła  do  sypialni  i  zamknęła  drzwi  na 

klucz. Usiadła na łóżku i przycisnęła dłonie do uszu, żeby nikogo nie 

słyszeć.  

Głosy  przycichły,  ona  zaś  gorąco  pragnęła,  by  Matt  wrócił  do 

siebie  i  zostawił  ją  w  spokoju.  Usłyszawszy  po  chwili  beztroskie 

pogwizdywanie  szklarza,  zapragnęła,  aby  i  on  już  wyszedł.  Chciała 

być sama. 

Po pewnym czasie usłyszała upragnione słowa: 

- Skończyłem, proszę pani! 

Trzasnęły  drzwi  wejściowe.  Noelle  wstała,  przekręciła  klucz  i 

otworzyła drzwi. Zastygła na progu, gdy  zobaczyła Matta siedzącego 

na  kanapie.  Nie  mogła  spojrzeć  mu  w  oczy.  Popatrzyła  na  nową 

szybę, czysty dywan i uprzątnięte biurko, na którym leżała plastykowa 

torba. Wzdrygnęła się. 

- Noelle... Jesteś cała zakrwawiona. 

Popatrzyła  na  rozdarte  rajstopy,  podrapane  kolana  i  umazane 

krwią ręce. 

- Pozwól, że ci założę opatrunek. 

Najpierw Matt delikatnie obmył jej ręce i obandażował.  

background image

Następnie,  gdy  przebrała  się  w  szorty,  zdezynfekował  i 

zabandażował  jej  kolana.  Noelle  przez  cały  czas  milczała,  nie 

odpowiadając nawet wtedy, gdy Matt wyciągał odłamki szkła i pytał, 

czy bardzo boli. 

- Nigdy się do mnie nie odezwiesz? - spytał zrozpaczony. 

Zapytała o jedyną rzecz, jaka ją interesowała. 

- Czy Alex sobie poszedł? 

- Tak. Czeka na mnie na dole. 

Matt miał głos zmieniony nie do poznania. 

- Wyrzucił... 

Dalsze słowa uwięzły jej w gardle. 

- Wiem. Przyznał się. 

- Naprawdę? 

-  Opowiedział  mi  o  skamielinie,  o  artykule  w  gazecie...  o 

wszystkim. Mówił też, że chciał cię uderzyć. 

- Nie chcę go więcej widzieć. Nigdy w życiu! 

-  Powiedział  mi,  żebym  cię  przeprosił.  Wiem  jednak,  że  to  nie 

przywróci tego, co on zniszczył.  

- Boję się go. Niech już jedzie do domu. I ty też. 

- Nie chcesz, żebym został? 

- Nie. 

Zapadło długie milczenie. 

- Nie mogę odejść. Muszę mieć pewność, że się dobrze czujesz. 

- Że czuję się dobrze? - Głos Noelle podniósł się o całą oktawę. - 

Po tym wszystkim, co się tutaj stało, chcesz, żebym się dobrze czuła? 

background image

Znowu zaległa cisza. Po chwili Matt zapytał: 

- Kolana... nie bolą cię? 

- Ani trochę. 

- A ręce? Czy będziesz mogła normalnie pracować? 

- Nad czym mam pracować? Nad tym? 

Wyciągnęła rękę i wskazała torbę na stole. 

- Noelle... 

Przerwała mu natychmiast. 

-  Na  pewno  będę  mogła  wypełniać  kwestionariusze  dla 

bezrobotnych  oraz  wnosić  poprawki  do  mojego  artykułu.  Tyle  tylko, 

że po dzisiejszym dniu nikt go nie przeczyta. 

-  Noelle,  Alex  chciał  tylko  usłyszeć,  że  jednak  zadzwoniłaś  do 

prasy.  Dlaczego  mu  tego  nie  powiedziałaś?  Wtedy  byś  nie  dopuściła 

do takiego zniszczenia. 

Matt palcem wskazał torbę z odłamkami kości. Zdumiona Noelle 

zobaczyła, że trzęsie mu się ręka. 

- To cena, jaką się płaci za wyznawane zasady. Ale sam widzisz, 

co ja za to mam. 

- Dlaczego? - dopytywał się Matt zduszonym głosem. - Na Boga, 

czemu? 

Noelle wreszcie spojrzała mu w oczy. 

-  Bo  myślałam,  że  w  tobie  odkryłam  rzecz  bardzo  cenną.  Coś 

znacznie  bardziej  wartościowego  niż  ten  okaz.  I  przewyższającego 

wszystko, co on reprezentował. Tak wiele się po tobie spodziewałam. 

- Głos się jej załamał. - Ale chyba się pomyliłam. 

background image

-  Czy  możesz...  czy  sądzisz,  że  można  ocalić  coś  z  tych 

kawałków, które Alex pozbierał? 

- Jak chcesz, to spróbuj. Mnie by chyba przy tym serce pękło. 

-  A  my?  -  ciągnął  Matt  przytłumionym  głosem.  -  Czy  można 

ocalić to, co było między nami? 

Noelle zwróciła na niego pełne niedowierzania oczy. 

- A co to było? Zaufanie? Przyjaźń? Może coś innego? Dzisiejszy 

wieczór  dość  jasno  pokazał,  że  nie  łączy  nas  nic,  na  czym  można 

cokolwiek zbudować, a cóż dopiero odbudowywać. 

Matt drżał na całym ciele, lecz wciąż stał jak wryty. 

- Twój brat czeka na dole. Idź już sobie. 

Nie ruszył się z miejsca. 

- Czy naprawdę myślisz, że stracisz pracę? 

-  Którą?  -  spytała  i  gorzko  się  uśmiechnęła.  -  W  muzeum  czy  w 

studiu? 

- Czy mógłbym ci jakoś pomóc? 

-  Już  i  tak  dużo  zrobiłeś.  -  W  jej  głosie  brzmiało  oskarżenie.  - 

Proszę cię, błagam, idź już. 

Matt zrobił krok w jej stronę, ale gdy zobaczył, że się wzdrygnęła, 

stanął i bezradnie zacisnął pięści. 

- I zabierz tę torbę - dorzuciła ostro. - Nic mnie nie obchodzi, co z 

nią zrobisz. Ja nie chcę jej widzieć! 

Kiwnął głową, wziął torbę i skierował się ku drzwiom. 

- Matt? 

Zatrzymał się w pół kroku. 

background image

-  Czy  naprawdę  myślałeś,  że  to  ja  zadzwoniłam  do  prasy?  I  czy 

dlatego tu przyjechałeś? Żeby się odegrać? Tak jak Alex? 

- Niezupełnie. Ale... 

Zawiesił  głos,  a  Noelle  wyczytała  odpowiedź  w  jego  oczach. 

Mimo to zadała kolejne dręczące ją pytanie: 

- Czy ty mi wcale nie ufałeś? 

- Ufałem, ale widocznie za mało. 

Odetchnęła tak głęboko, że aż poczuła ból w piersi. 

- Więcej razy już do tego nie wrócę, ale chcę zapewnić cię po raz 

ostatni,  że  nie  wiem,  kto  dzwonił.  Natomiast  wiem  jedną  rzecz  na 

pewno:  to  nie  ja.  -  Uniosła  głowę  i  popatrzyła  dumnie  -  Ja 

dotrzymałam danego słowa. 

- Teraz już wiem. 

- To dobrze. Jeśli cię ktoś będzie pytał, taką masz dać odpowiedź. 

Być  może  straciłam  wszelkie  szanse  na  wielkie  osiągnięcia 

zawodowe, ale  wciąż jeszcze  zależy  mi na opinii, jaką mam w moim 

środowisku. Niezależnie od tego, ile to warte. 

- To bardzo dużo, Noelle. - Oczy Matta przelotnie zalśniły. 

- Czyżby? - Wymownie popatrzyła na torbę, którą trzymał w ręce. 

- Naprawdę? 

Matt nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Położył dłoń na klamce. 

- Dobranoc, Matt. 

Oboje  doskonale  wiedzieli,  że  nie  jest  to  życzenie  dobrej  nocy, 

lecz ostateczne „żegnam". 

background image

Następnego dnia Noelle została wezwana na rozmowę do doktora 

Peabody. 

-  Doktor  Forrest,  muszę  pani  odebrać  klucze  do  muzeum  oraz 

plakietkę z nazwiskiem. Jest pani od dziś zawieszona w obowiązkach. 

Na miesiąc, bez pensji. 

Noelle podała zwierzchnikowi żądane przedmioty. 

- A po upływie tych trzydziestu dni? 

- Czy mam być zupełnie szczery? 

- Bardzo proszę. 

- Na pani miejscu zacząłbym już teraz szukać innej pracy. 

Wpatrywała się w nieprzyjazną twarz doktora Peabody. 

-  Niech  mi  pan  jeszcze  tylko  powie  jedną  rzecz.  Co,  pańskim 

zdaniem,  miałam  zrobić,  żeby  ocalić  ten  okaz?  Wyskoczyć  przez 

okno? 

-  Wszystko  jedno  co  -  padła  zjadliwa  odpowiedź.  -  Sądziłem,  że 

stać panią na to, by się poświęcić dla dobra muzeum. Szkoda, że to nie 

pani zadzwoniła do prasy. Wtedy nawet i zawieszenie w obowiązkach 

byłoby zbędne. 

Noelle patrzyła na szefa z niedowierzaniem

- Przecież takie postępowanie byłoby nieetyczne! 

-  Etyka  się  nie  liczy,  gdy  w  grę  wchodzi  coś  tak  cennego  jak 

szczęka  Epanterias.  Dotychczas  znaleziono  jedynie  niewielkie 

fragmenty  trzech  szkieletów.  Dla  ocalenia  takiego  okazu  prawdziwy 

paleontolog nie cofnąłby się przed niczym. 

background image

- Przed niczym? Czyli co, miałam kłamać? Kraść? Nie dochować 

tajemnicy? 

-  Oczywiście.  Utracenie  tego  okazu  jest  wprost  niewybaczalne. 

Jeśli  o  mnie  chodzi,  i  gdyby  to  było  konieczne,  mogłaby  pani  nawet 

przespać  się  z  właścicielem.  Cholera!  Gdybym  ja  był  kobietą,  na 

pewno bym to zrobił. 

Oniemiała. Jeden rzut oka na szefa wystarczył, aby ją przekonać, 

że dla takiego człowieka nie ma nic świętego. 

-  Żal  mi  pana,  jeżeli  pan  naprawdę  tak  myśli  -  powiedziała 

wreszcie.  -  W  tych  okolicznościach  nie  będę  czekać  z 

wypowiedzeniem  nawet  przez  miesiąc.  Jeszcze  dziś  definitywnie 

opuszczę muzeum. 

Doktor Peabody skinął głową. 

- Myślę, że bardzo mądrze pani robi. 

Noelle  okręciła  się  na  pięcie  i  wyszła.  Idąc  do  samochodu  z 

ostatnią paczką książek, odwróciła się i popatrzyła na gmach muzeum. 

Przez tyle lat biła głową o mur - zaciekle walczyła o to, by otrzymać 

pracę  w  terenie,  domagała  się  możliwości  badania  prawdziwych 

okazów,  a  nie  odlewów,  robiła  wszystko,  żeby  udowodnić,  iż  jest 

prawdziwym, poważnym paleontologiem. 

A  teraz  pozostawiała  owe  zmagania  na  zawsze  za  sobą.  Lecz,  o 

dziwo,  zamiast  smutku  i  uczucia  przegranej,  ogarnęła  ją  osobliwa 

ulga. Doszedłszy do samochodu, zauważyła, że już zdążono usunąć z 

okna samochodu specjalne oznakowanie uprawniające do korzystania 

background image

z  parkingu  obok  muzeum.  Tę  ostatnią  zniewagę  skwitowała 

uśmiechem pełnym ironii i politowania. 

Na  szczęście  dla  stanu  jej  umysłu  oraz  konta  bankowego,  ludzie 

pracujący  w  studiu  wykazali  więcej  zrozumienia.  Wszyscy  byli  pełni 

współczucia, a nawet oburzeni na gazetę, która zamieściła wiadomość 

z nie sprawdzonego źródła. 

Noelle została wezwana do dyrektora, który ją osobiście zapewnił, 

że  jej  praca  w  telewizji  jest  nadal  aktualna.  Dzięki  niestrudzonym  a 

wścibskim  dziennikarzom  całą  ponurą  historię  o  zniszczeniu  szczęki 

Epanterias  zdążono  zamieścić  już  w  porannym  wydaniu.  I  nawet 

dołączono komentarz muzeum. 

Czytając między wierszami, Noelle domyśliła się, że Matt właśnie 

tam  zaniósł  pozbierane  kawałki  kości.  Ucieszyła  się,  że  nie 

wymieniono  nazwiska  zamieszanych  w  całą  aferę  braci.  Jej  niestety 

nie  oszczędzono.  Z  artykułu  oraz  wypowiedzi  rzecznika  muzeum 

wynikało,  że  ona  sama  ponosi  całkowitą  winę  za  zniszczenie  cennej 

skamieniałości. 

Nie  wierzyła  własnym  oczom,  gdy  zobaczyła,  że  wiadomość  o 

wyrzuceniu  jej  z  pracy  zamieszczono  na  pierwszej  stronie.  Dyrektor 

studia  przejął  się  tym  wydarzeniem  bardziej  niż  jej  najbliżsi  krewni, 

którzy od razu wpadli w wojowniczy nastrój. 

- Nikt, kto panią zna, nie uwierzy w te brednie - pocieszał Woody. 

- Wie pani, zadzwoniłem do mojej znajomej, która pracuje w jednej z 

głównych  stacji  telewizyjnych.  Proszę  się  z  nią  skontaktować  i 

background image

przedstawić  swoją  wersję.  Ta  znajoma  nazywa  się  Beverly  Estrada. 

Mówiła, że da pani szansę wypowiedzenia się publicznie. 

Noelle zalała fala wdzięczności. 

- Nie wiem, jak mam panu dziękować. 

- Ależ nie ma za co. Gdybyśmy nie byli małą, lokalną stacją, sam 

bym  wystąpił  przed  kamerami  i  chwalił  panią  pod  niebiosa.  To 

muzeum,  zwalniając  panią,  postąpiło  podle.  Tak  mi  przykro. 

Naprawdę.  Ale  my  zyskaliśmy  na tym,  co  oni  stracili.  Rozmawiałem 

już  z  kilkoma  osobami  na  temat  rozszerzenia  zasięgu  „Przygody  z 

prehistorią".  Od  dawna  chcieliśmy  nadawać  więcej  audycji  z  pani 

udziałem i teraz nadarza się okazja. 

Z wyrazami współczucia i poparcia dzwonili rodzice słuchaczy, a 

nawet kilkoro dzieci. Lecz nie Jason Reilly. Było to bardzo przykre i 

zupełnie  niezrozumiałe.  Noelle  zadzwoniła  do  państwa  Swansonów  i 

dowiedziała  się,  że  chłopiec  nie  chce  z  nią  rozmawiać.  Wobec  tego 

pojechała do niego do domu - tylko po to, żeby usłyszeć to samo. 

-  Uważam,  że  powinna  pani  usunąć  się  zupełnie  z  jego  życia  - 

bezceremonialnie  oświadczył  pan  Swanson,  który  nawet  nie  zaprosił 

jej do środka. - Chłopiec szalał, gdy usłyszał, co się stało ze szczęką i 

teraz  nie  chce  pani  widzieć.  Ja  osobiście  uważam,  że  tak  będzie 

najlepiej. 

Po tych słowach zamknął jej drzwi przed nosem. 

Jeszcze  tego  samego  dnia  odbywało  się  nagranie.  Noelle 

ogromnym  wysiłkiem  woli  zdobyła  się  na  to,  aby  nie  myśleć  o 

przykrościach,  lecz  wyłącznie  o  programie,  i  pamiętać  o  widzach.  O 

background image

dziwo,  nagranie  udało  się  znakomicie  i  Noelle  była  z  siebie  bardzo 

zadowolona. 

Jej  dobry  nastrój  natychmiast  się  rozwiał,  gdy  zobaczyła 

wchodzącego  Alexa.  Postanowiła  szybko  zakończyć  rozdawanie 

autografów i z przepraszającym uśmiechem pożegnała dzieci. 

- Przykro mi, ale już musimy skończyć na dzisiaj. Dziękuję wam, 

dziewczynki i chłopcy, i żegnam do następnego spotkania. 

Chciała  niezwłocznie  wyjść,  lecz  Alex  położył  jej  dłoń  na 

ramieniu. 

-  Doktor  Forrest,  przepraszam  panią  za  to,  że  zniszczyłem  tę 

bezcenną skamieniałość. 

Noelle udała, że nie słyszy. 

- Przykro mi, że straciła pani pracę w muzeum. 

Nadal go ignorowała. 

- Matt chce z panią porozmawiać - dorzucił Alex. 

Teraz się odwróciła. 

- Sam nie może mi o tym powiedzieć? 

-  Może,  ale...  Noelle...  chciałem  panią  bardzo  prosić...  czy  nie 

moglibyśmy gdzieś spokojnie porozmawiać? 

-  Bardzo  się  mylisz,  jeśli  sądzisz,  że  jeszcze  raz  zostanę  z  tobą 

sam na sam. 

Wymownie  spojrzała  na  laskę.  Alex  tak  się  speszył,  że  się 

zachwiał  i  wypuścił  laskę  z  ręki.  Wyglądał  teraz  jak  mały  chłopiec, 

nawet  młodszy  od  Jasona.  Jego  widoczna  bezradność  zmiękczyła 

serce Noelle. Powiedziała z westchnieniem: 

background image

- Chodźmy. 

Po  chwili  znaleźli  się  w  jej  garderobie.  Alex  miał  bardzo 

nieszczęśliwą minę, lecz nie wzbudziło to najmniejszego współczucia 

Noelle. 

- Mam mnóstwo spraw na głowie - powiedziała sucho. - Mów, z 

czym przyszedłeś, bo chcę wrócić do swoich zajęć. 

Alex z trudem przełknął ślinę. 

- Przyszedłem przeprosić za to, że chciałem cię uderzyć. To było 

niewybaczalne.  Chcę  też  przeprosić  za  zniszczenie  tego  okazu. 

Postąpiłem bardzo głupio. 

-  Głupio?  Tak  łagodnie  określasz  swoje  postępowanie?  Przecież 

ty zniszczyłeś coś, co było kopalnią wiadomości sprzed milionów lat. 

Zaprzepaściłeś  bezcenne  informacje,  których  za  żadne  skarby  nie 

można  ani  odzyskać,  ani  odtworzyć.  Jak  śmiałeś  się  na  coś  takiego 

ważyć? 

Zapanowało długie milczenie, które Alex wreszcie przerwał: 

-  Nie  masz  pojęcia,  jak  ja  się  wszystkiego  potwornie  bałem. 

Myślę,  że  żyłem  w  takim  stanie  od  czasu  katastrofy.  Czułem  się 

bezpieczny  tylko  wtedy,  gdy  Matt był  w  pobliżu.  Ale  od  chwili,  gdy 

Jason znalazł tamtą kość, przestałem istnieć dla brata. 

- Więc tylko po to, żeby się mnie pozbyć, zdewastowałeś miejsce, 

gdzie znajdowały się skamieniałości? 

-  Tak.  A  potem,  kiedy  byłem  przekonany,  że  zadzwoniłaś  do 

prasy, postanowiłem skończyć z tym wszystkim raz na zawsze. - Alex 

background image

opuścił  głowę.  -  Więc  cisnąłem  tę  nienawistną  szczękę  przez  okno. 

Bardzo cię przepraszam. Pomyliłem się co do ciebie. 

Noelle miała ochotę głośno krzyczeć. 

-  Zastanów  się,  człowieku!  Przecież  ty  nie  tylko  zaprzepaściłeś 

kawał historii, ale dokonałeś jeszcze zupełnie innego spustoszenia. Ty 

wszystko  zniszczyłeś:  skamielinę,  moją  karierę  zawodową  i...  i  moją 

szansę  na  przyjaźń  z  Mattem.  A  Jason?  On  w  ogóle  ze  mną  nie 

rozmawia, nawet nie chce mnie widzieć. Pojechałam do niego, ale... 

Nie mogła mówić dalej i się rozpłakała. 

- Nie chcę do tego wracać. Zostaw mnie samą. 

Alex nie ruszył się z miejsca. 

- Po wyjściu od ciebie idę do szpitala, na oddział psychiatryczny. 

- To pomysł twojego brata? 

-  Nie,  mój.  Będę  tam  tak  długo  aż  się  jakoś  pozbieram,  a  potem 

poszukam  sobie  mieszkania.  To  też  mój  pomysł.  Bóg  tylko  raczy 

wiedzieć,  jak  sobie  będę  radził,  ale  już  czas  najwyższy,  żebym  się  o 

tym przekonał. 

Noelle  położyła  mu  dłoń  na  ramieniu.  Uznała,  że  zły  los  nie 

ominął też braci Caldwellów. Szczególnie młodszego z nich.  

Popatrzył jej prosto w oczy. 

- Wierz mi, że nic przyszedłem tu, aby się przed tobą wypłakiwać. 

Ani  po  to,  żeby  prosić  o  jakieś  szczególne  względy  dla  siebie. 

Przyszedłem ze względu na brata. 

- O? 

background image

-  Kiedy  tego  feralnego  dnia  wracaliśmy  do  domu,  myślałem,  że 

Matt będzie na mnie zły. Nawet wściekły. A on nic. Zamiast tego mój 

brat był... - Widać było wyraźnie, iż to wspomnienie sprawia mu ból. - 

Nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy. Wiem, że on wziął całą winę 

na siebie. 

- I przysłał cię po to, żebyś mi o tym powiedział? 

- Wcale nie. Ale wiem, że ma zamiar się z tobą spotkać.  

Słysząc to, Noelle poczuła żywsze bicie serca. Niestety, jej radość 

była przedwczesna. 

- W sprawie Jasona - dodał Alex. 

- Jasona? 

- Tak. Chłopiec odwołał wszystkie lekcje, a pani Swanson mówi, 

że w dodatku nic nie je i wcale nie śpi. Nie chce z nikim rozmawiać. 

Ani  z  opiekunami,  ani  z  siostrą  środowiskową.  Nawet  z  Mattem. 

Dlatego  obaj  się  o  niego  martwimy.  Więc  przyjechałem  cię  prosić, 

żebyś mojemu bratu nie zamykała drzwi przed nosem. 

- I tak bym tego nie zrobiła. 

- Czy pomożesz mu wyjaśnić kłopoty z Jasonem? Matt chce go tu 

przywieźć,  jeśli  Swansonowie  na  to  pozwolą,  choć  oczywiście  mogą 

odmówić. Czy zgodzisz się z nim porozmawiać? 

- O Jasonie, tak. 

- A o szczątkach dinozaurów? 

- Przestań! Po co mamy o tym rozmawiać? Dzięki tobie nie mam 

żadnej skamieniałości - rozgniewała się. 

- Ale może jest ich więcej? Może powinnaś szukać dalej. 

background image

Noelle pokręciła głową. 

- Ani mi się śni. 

- Chyba nie mówisz poważnie! Chcesz tak po prostu zrezygnować 

z szukania? 

-  Owszem,  bo  zupełnie  mi  to  zobojętniało.  Mam  wrażenie,  że 

gdybym  już  nawet  nigdy  w  życiu  nie  miała  zobaczyć  ani  kawałka 

nowej kości dinozaura, też by nie było tragedii. 

-  A  Matt?  Czy  to  samo  czujesz  w  stosunku  do  mojego  brata?  - 

spytał  Alex.  -  Wiem,  że  ci  na  nim  zależało.  Gdyby  było  inaczej,  na 

pewno  byś  skłamała,  byle  tylko  ocalić  tę  prehistoryczną  szczękę... 

Może ty go nawet... kochasz? - Noelle odwróciła głowę. - Proszę cię, 

och, bardzo cię proszę, odezwij się. 

- Tobie nie muszę nic mówić. 

-  Masz  rację.  Ale,  do  jasnej  cholery,  przecież  Matt  i  Jason 

zasługują  na  jakąś  odpowiedź.  Doktor  Forrest,  niech  mi  pani  powie 

jedno. Czy pani ma zamiar machnąć na wszystko ręką? 

Zrezygnowanie z wielkich osiągnięć w życiu zawodowym wydało 

się  Noelle  łatwe  w  porównaniu  z  odsunięciem  się  od Matta i  Jasona. 

Przecież  to  tak  samo,  jak  gdyby  wbiła  sobie  nóż  w  serce.  Ale  czy 

pozostawało jakieś inne wyjście teraz, gdy przepadło zaufanie Matta?  

A  uczucia  Jasona?  Jemu  widocznie  po  prostu  imponowały 

kontakty z osobą znaną z ekranów telewizyjnych. Natomiast z chwilą, 

gdy na jej sławę padł cień, chłopiec się jej wyparł. 

- Noelle? - W głosie Alexa była rozpacz. - Nie załamuj rąk. Może 

jeszcze wszystko da się odrobić. 

background image

Patrzyła  na  niego  bez  słowa,  zastanawiając  się,  czy  to 

rzeczywiście byłoby możliwe. 

 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

Noelle  obejrzała  program  nadany  przez  Beverly  Estrade  i 

wyłączyła telewizor. W tej samej chwili zadzwonił telefon. 

- Siostrzyczko, obejrzałam całą audycję i uważam, że spisałaś się 

doskonale! - Molly aż krzyczała z zachwytu. 

- Czy sądzisz, że całość wypadła dobrze? 

- Doskonale. Opłaciło ci się doświadczenie. 

- To zasługa Beverly Estrady, a nie moja. Ja tylko odpowiadałam 

na pytania. 

- Trzeba przyznać, że ona była świetnie przygotowana. A tamci... 

Ale się dostało muzeum i temu twojemu szefowi za to, że cię wylali. 

Powinnaś była jeszcze powiedzieć, jaką zbawienną radę dał ci doktor 

Peabody. 

- Zlituj się, Molly! O czymś takim moi mali wielbiciele nigdy nie 

powinni usłyszeć. 

-  Jak  chcesz.  Ale  przynajmniej  zadzwoń  do  adwokata.  Uważam, 

że masz podstawy, aby wytoczyć proces. 

- Bo ja wiem... - rzekła Noelle niepewnie. - Już ten wywiad dał mi 

satysfakcję.  Chciałam,  żeby  dzieci  wiedziały,  że  moje  postępowanie 

było uczciwe. 

-  Ten  cel  na  pewno  osiągnęłaś  -  stwierdziła  Molly  z 

przekonaniem.  -  Założę  się,  że  jutro  muzeum  zatonie  w  powodzi 

background image

listów i telefonów. Ale i tak powinnaś zaangażować prawnika i wrócić 

do pracy. 

- Może... 

Noelle  nie  wierzyła,  że  zdobędzie  się  na  to,  aby  z  prawnikiem 

omawiać rozwiązanie podsunięte przez doktora Peabody. 

-  Wiesz  -  ostrożnie  zaczęła  Molly  -  uważam,  że  zachowałaś  się 

wspaniałomyślnie.  Po  tym  wszystkim,  co  cię  spotkało,  powiedziałaś, 

że ośrodek nadal potrzebuje wsparcia. 

Noelle poczuła kołatanie serca, ale szybko się opanowała. 

- To Beverly Estrada zachowała się wspaniale, bo przecież mogła 

nie nadawać tego fragmentu wywiadu. 

- Jestem pewna, że reklama bardzo się ośrodkowi przyda. - Molly 

nagle  urwała,  lecz  po  chwili  dodała  ciszej:  -  Czy  w  ostatnich  dniach 

widziałaś się z Mattem? 

- Nie. 

- A czy on przynajmniej zadzwonił? 

- Nie. Może to i lepiej - westchnęła Noelle. 

-  Ale  on  powinien  się  dowiedzieć,  kto  zadzwonił  do  prasy.  I 

powinien dać mu łupnia. A potem ja bym temu komuś dołożyła. 

-  Czy  aby  nie  posuwasz  się  trochę  za  daleko  ze  swoją  siostrzaną 

lojalnością? 

- Dlaczego? Przecież zniszczono ci taki cenny okaz!  

Gorzej, że zniszczono mi całe życie, pomyślała Noelle z goryczą. 

Serce  się  jej  ścisnęło,  gdy  przypomniała  sobie  niedawne  marzenia. 

background image

Utraciła nie tylko aspiracje zawodowe, ale coś znacznie ważniejszego. 

Rozwiała się jej nadzieja na małżeństwo. 

- Molly, co dzieci teraz robią? Nie powinnaś do nich zajrzeć? 

-  Nie,  ale  zrozumiałam  aluzję.  Więc  kończę.  Zadzwoń,  jeśli 

będziesz czegoś potrzebować. Dobrze? 

Noelle wiedziała, że potrzebny jest jej tylko Matt. I Jason. 

- Dziękuję ci, ale na razie mam wszystko. 

-  Jesteś  pewna?  Bo  ja  w  każdej  chwili  mogę  podrzucić  dzieci 

mamie i przyjechać do ciebie. 

-  Jeszcze  raz  ci  dziękuję,  ale  teraz  muszę  już  kończyć.  Do 

usłyszenia, Molly. 

Odłożyła  słuchawkę  i  zasiadła  do  pracy  nad  scenariuszem 

najbliższego  programu.  Godzinę  później  nadal  męczyła  się  nad 

pierwszą  stroną.  Zniechęcona  tym,  że  wcale  nie  potrafi  się  skupić, 

wyłączyła komputer. 

Po  chwili  usłyszała  pukanie  do  drzwi.  Poszła  otworzyć, 

przekonana, że to ktoś z sąsiadów przychodzi skomentować artykuł w 

gazecie.  Wyjrzała  przez  judasza  i  z  wrażenia  zabrakło  jej  tchu. 

Natychmiast szeroko otworzyła drzwi. 

- Dzień dobry, Noelle. 

-  Matt...  Alex  mówił,  że  się  do  mnie  wybierasz...  -  Czuła  się 

zakłopotana  i  nie  bardzo  wiedziała,  co  mówić  dalej.  W  dodatku 

zauważyła  drugą  osobę,  której  nie  objął  wizjer.  -  Jason!  Ach,  jak  się 

cieszę, że przyszedłeś! Tak długo cię nie widziałam. 

Chłopiec nie odezwał się ani słowem. 

background image

- Czy możemy wejść? - zapytał Matt. 

- Oczywiście. Proszę. 

Matt  stanął  przy  oknie,  a  Noelle  i  Jason  usiedli  na  kanapie. 

Wszyscy  czuli  się  bardzo  skrępowani.  Wreszcie,  gdy  milczenie  stało 

się nie do zniesienia, Noelle spytała: 

- Z czym do mnie przyszliście? 

Matt  najwyraźniej  czuł  się  tak  nieszczęśliwy  jak  i  ona.  Miał 

ściągniętą twarz i podkrążone oczy. 

- Najpierw chciałbym ci podziękować za to, że podczas wywiadu 

wspomniałaś  o  moim  ośrodku.  Tyle  osób  wykazało  zainteresowanie 

tym,  co  robię,  że  telefon  wprost  się  urywa.  Będziemy  mogli  przyjąć 

jeszcze ośmiu pacjentów. 

-  Bardzo  się  cieszę.  Beverly  Estrada  obiecała,  że  tę  część  o 

ośrodku nada jeszcze raz wieczorem. 

- Poza tym muszę cię przeprosić za to, że ośmieliłem się wątpić w 

ciebie. 

Noelle chciała coś wtrącić, lecz Matt szybko dodał: 

- Teraz Jason ma ci coś do powiedzenia. 

Chłopiec  był  śmiertelnie  blady  i  przez  kilka  minut  uporczywie 

wpatrywał się w podłogę. Wreszcie przełknął z trudem ślinę, podniósł 

głowę i spojrzał Noelle prosto w oczy. 

- Doktor Forrest, ja też bardzo panią przepraszam. 

Słysząc,  że  ulubieniec  zwraca  się  do  niej  tak  oficjalnie,  Noelle 

zmartwiła się nie na żarty. 

- Ty? Za co? 

background image

-  Ja...  to  ja  zadzwoniłem  do  gazety  i  powiedziałem  o  szczęce 

znalezionej u pana Matta. 

- Ty? 

- Tak. 

Jason  miał  minę  prawdziwego  winowajcy.  Zdumiona  Noelle 

wpatrywała się w niego bez słowa. 

- Wytłumacz, dlaczego - odezwał się Matt. 

Chłopiec zwiesił głowę. 

-  Bo  chciałem  odkrywać  następne  skamieniałości,  a  pan  Matt 

zabronił  nam  kopać.  Myślałem,  że  jak  wszyscy  się  o  tym  dowiedzą, 

pan Matt zmieni zdanie. 

-  Jasonie!  Jak  mogłeś!...  Przecież  wiedziałeś,  że  nam  zależy  na 

utrzymaniu  tej  sprawy  w  tajemnicy.  Szkoda,  że  nie  zwróciłeś  się  z 

tym do nas. Gdybyś... 

- Tobyśmy nadal mieli tę szczękę, prawda? 

- Możliwe. Ale nie jest to takie pewne. 

- Na pewno byśmy mieli. Ja panią bardzo przepraszam. 

Jason  mężnie  walczył  ze  łzami  cisnącymi  się  do  oczu.  Noelle 

objęła go, lecz Matt nie miał zamiaru mu pobłażać. 

-  Wiedziałeś,  że  chcąc  na  mnie  wymusić  zmianę  decyzji, 

postępujesz  źle,  a  jednak postawiłeś  na  swoim.  Wiem,  że  wpajano ci 

inne zasady. 

Chłopiec bynajmniej nie przyjął tych krytycznych słów pokornie. 

Noelle zauważyła, że żachnął się i burknął coś pod nosem. 

- Co tam mruczysz? - ostro spytał Matt. 

background image

Jason hardo podniósł głowę. W jego oczach malował się bunt. 

- Powiedziałem, że pan też jest winien. 

- Ja? 

- Lepiej powiedz to najpierw mnie - wtrąciła Noelle. 

Chłopiec, nie panując już nad sobą, rzucił gniewnie: 

- Pan Matt myśli, że ja jestem małym dzieckiem. 

- Jestem pewna, że wcale tak nie uważa. 

-  A  właśnie,  że  tak  -  rzekł  Jason  podniesionym  tonem.  -  Jestem 

już bardzo dobrym jeźdźcem, więc mógłbym korzystać ze wszystkich 

tras. Ale pan Matt wciąż jest innego zdania. 

-  Niczego  na  ten  temat  nie  mówiłem  -  wtrącił  Matt  na  swoją 

Obronę. - Po prostu dbam o twoje bezpieczeństwo.  

- Przecież już sam mogę na siebie uważać. Nie potrzebuję niańki! 

Widać  było,  że  chcąc  odpowiedzieć  na  zarzuty,  Matt  starannie 

dobiera słowa. 

-  To  nie  jest  żaden  wstyd,  że  jeździsz  na  łatwiejszych  trasach. 

Przeniosę cię na trudniejsze, kiedy uznam, że już można. 

-  Dawno  już  można.  -  Chłopiec  patrzył  z  wyrzutem.  -  Pan  mnie 

traktuje  tak  jak  państwo  Swansonowie,  kiedy  wyszedłem  ze  szpitala. 

Jakbym był zupełnie bezradny. 

- Wcale tak nie postępuję. 

- Właśnie, że tak. Pan w ten sposób traktuje swojego brata. I mnie 

też. A ja tego nie cierpię. Więc zadzwoniłem do tej gazety. 

- Kochanie, wiesz przecież, że dziennikarze rzadko przejmują się 

historiami opowiadanymi przez dzieci. 

background image

-  Ale  mnie  wysłuchali.  Przedstawiłem  się  i  powiedziałem  im  o 

pani  audycjach.  Nawet  im  poradziłem,  żeby  zadzwonili  do  studia  i 

spytali, czy mówię prawdę. 

- To i tak nie wyjaśnia powodów, dla których zadzwoniłeś. 

-  Myślałem,  że  po  tym  pan  Matt  będzie  musiał  nam  pozwolić 

dalej  szukać.  I  będzie  musiał  mnie  wpuścić  na  nowe  trasy.  Tylko  ze 

wszystko  wyszło  na  opak.  Niechcący  doprowadziłem  pana  Matta  do 

wściekłości.  Potem  jego  brat  wpadł  w  furię  i  roztrzaskał  taką  cenną 

skamieniałość. Później panią wyrzucono z pracy. A to wszystko moja 

wina!  -  Jason  dał  za  wygraną  i  się  rozpłakał.  -  Pani  Dinozello,  ja 

bardzo panią przepraszam. I błagam, niech pani mną nie gardzi. 

Przytulił się do Noelle. 

-  No  wiesz,  coś  takiego  nawet  by  mi  do  głowy  nie  przyszło. 

Przestań płakać. Ja ciebie rozumiem. 

Teraz  stało  się  jasne,  dlaczego  chłopiec  jej  unikał.  Tuląc  go, 

spojrzała na Matta.  

-  Proszę  cię,  usiądź  przy  nas.  Myślę,  że  musicie  ze  sobą 

porozmawiać. 

Matt usiadł obok Jasona i przygarnął go do siebie. 

- Nie płacz. Masz rację, że to po części i moja wina. 

- Nie powinienem był do nikogo dzwonić - szlochał chłopiec.  

-  A  ja  powinienem  był  zauważyć,  że  czujesz  się  coraz  bardziej 

rozgoryczony. 

Jason podniósł głowę. 

background image

- Ciągle próbowałem panu podpowiedzieć, o co mi chodzi. Tylko 

że pan mnie nigdy nie chciał wysłuchać. 

-  Szkoda.  Inni  też  usiłowali  powiedzieć  mi  to  samo.  -  Matt 

spojrzał  na  Noelle.  -  Ten  wypadek,  w  którym  moi  rodzice  ponieśli 

śmierć na miejscu, a brat się o nią otarł, sprawił, że nie chciałem już 

nikogo więcej stracić. Stale się martwiłem o Alexa. 

- Ale pana brat nie jest już dzieckiem. A ja nie jestem maluchem - 

rzekł Jason, ocierając łzy. 

-  Masz  rację.  Wiem,  że  jeśli  chodzi  o  Alexa,  zrobiłem  się 

nadopiekuńczy. Ale z tobą nie chciałem tak postępować. 

-  No  to,  jak  do  tego  doszło?  -  spytał  Jason  drżącym  głosem.  - 

Przecież innych pacjentów pan tak nie traktuje. Może za sprawą pana 

Alexa nie może mnie pan znieść? 

Matt  przecząco  pokręcił  głową,  a  Noelle  nagle  domyśliła  się 

prawdziwych przyczyn takiego postępowania. 

-  Wiesz, Jasonie - odezwała się - myślę,  że jest zupełnie inaczej. 

W  grę  wchodzi  inne  uczucie.  Całkiem  różne  od  tego,  o  jakim  ty 

myślisz. Pan Matt tak bardzo cię lubi, że nie chce, aby ci się coś stało. 

Po prostu troszczy się o ciebie z miłości. 

- Naprawdę? - Chłopiec spojrzał na Matta pytająco. 

- Tak. 

- Te wszystkie zakazy były dlatego, że pan się o mnie bał? 

-  Tak.  Pani  Noelle  ma  rację.  Ja  traktuję  cię  jak  własnego  syna. 

Myślę  o  tobie  jak  o  moim  szczególnym  dziecku.  Kocham  cię.  Zdaję 

sobie sprawę z tego, że w kontaktach z pacjentami nie powinienem się 

background image

angażować emocjonalnie, ale w tym  wypadku uczucie było silniejsze 

ode mnie. No i potem zacząłem się martwić. 

Urwał. Po chwili podjął zdecydowanym tonem:  

- Może gdybym wcześniej to sobie uświadomił, sprawy inaczej by 

się potoczyły. Jasonie, nie rób sobie tak wielkich wyrzutów. 

Chłopiec  przestał  płakać.  Siedział  przytulony  do  Matta  i  teraz  z 

kolei popatrzył zmartwiony na Noelle. 

-  Pani  Dinozello,  co  będzie  z  pani  pracą?  Czy  wyrzucą  panią  z 

mieszkania? Czy będzie pani bezrobotna? 

-  Co  ty  wygadujesz?  Przecież  nadal  pracuję  w  telewizji.  O  mnie 

się  nie  musisz  martwić.  Na  pewno  zarobię  tyle,  że  po  zapłaceniu 

czynszu jeszcze zostanie mi trochę pieniędzy. 

-  Ale  przecież  każdy  paleontolog  musi  być  związany  z  jakimś 

muzeum. Sama pani o tym mówiła w jednej z audycji. 

- Może jednak pani Noelle dostanie z powrotem swoją pracę. 

-  Matt,  nie  rób  dziecku  nadziei  -  ostrzegawczo  rzuciła  Noelle.  - 

Prawdopodobnie nic z tego nie będzie. 

- Będzie, będzie, jeśli Molly i ja uznamy za konieczne się wtrącić. 

Noelle i Jason zapytali jednocześnie: 

- Molly? 

- Kto to taki? 

-  Pani  Molly  jest  siostrą  doktor  Forrest.  Zadzwoniłem  do  niej 

kilka  dni  temu  i  zapytałem,  czy  mogę  w  czymś  pomóc.  Tak  długo  o 

wszystko wypytywałem, że twoja siostra w końcu powiedziała mi o... 

o  pewnej  niemiłej  rozmowie  z  szefem.  -  Nie  będę tu  nic  powtarzać  - 

background image

rzekł  Matt  ostrym  tonem  -  a  tylko  ci  powiem,  że  dałem  wolną  rękę 

mojemu adwokatowi. 

- Twojemu adwokatowi? 

-  Tak.  Razem  z  nim  poszedłem  do  muzeum.  Nie  chciałem  ci nic 

mówić, zanim się z nim nie skontaktuję, ale jestem prawie pewien, że 

decyzja o zwolnieniu zostanie cofnięta. 

-  Naprawdę?  -  Jason  od  razu  poweselał.  -  Czy  ten  pan,  który 

wyrzucił panią Dinozellę, będzie miał nieprzyjemności? 

-  O  tak!  Już  ma.  A  pani  Dinozella  znajdzie  się  znów  tam,  gdzie 

jest jej miejsce. 

Noelle  wpatrywała  się  w  Matta,  nie  mogąc  uwierzyć,  że  na  jej 

rzecz zaangażował prawnika. Jason westchnął z ulgą. 

No i co? Czujesz się teraz lepiej? 

Chłopiec skinął głową. 

- Obiecuję ci, że wszystko ułoży się dobrze. 

Przez  chwilę  siedzieli  w  milczeniu.  Nagle,  słysząc  bicie  zegara, 

Matt powiedział: 

-  Jasonie,  czas  na  ciebie.  Poprosiłem  panią  Swanson,  żeby  o 

szóstej przyjechała po ciebie. Pewnie już czeka na dole i nie rozumie, 

dlaczego to wszystko tak długo trwa. 

Chłopiec wstał bez sprzeciwu. 

- Cieszę się, że przyjechałeś - odezwała się Noelle. - Do widzenia. 

- A ja się cieszę, że byłeś szczery - dodał Matt. - Dałeś mi bardzo 

dużo  do  myślenia.  Porozmawiamy  jeszcze  jutro.  Ale  uprzedzam,  że 

godzina, koń i trasa wciąż te same. 

background image

Zdumiony Jason zrobił wielkie oczy. 

- To pan się na mnie nie gniewa i będę mógł dalej przyjeżdżać do 

ośrodka? 

-  Jasne.  A  w  dodatku  niedługo  pozwolę  ci  jeździć  na 

trudniejszych trasach. - Matt wyciągnął rękę. - No jak, zgoda? 

Chłopiec z powagą uścisnął wyciągniętą dłoń. 

-  Zgoda.  -  Następnie  zwrócił  się  do  Noelle:  -  Jeszcze  raz 

przepraszam,  że  tak  wszystko  pogmatwałem.  Powinienem  był 

porozmawiać  albo  z  panem  Mattem,  albo  z  panią.  Pani  Swanson 

twierdzi,  że  ja  stale  najpierw  coś  robię,  a  dopiero  potem  myślę.  I 

mówi, że zawsze muszę napytać sobie biedy. 

Popatrzył na swe kule z głębokim smutkiem. 

- Więcej już taki nie będę - oświadczył z pełnym przekonaniem. - 

Wiem, że moje postanowienie poprawy nie sklei szczęki Epanterias i 

nie  wróci  pani  pracy,  ale  będę  się  starał  być  lepszy.  Specjalnie  dla 

pani. 

Wzruszona Noelle poczuła ucisk w gardle. 

-  Staraj  się,  kochanie,  ale  niekoniecznie  dla  mnie.  Rób  to  dla 

siebie. Ze względu na samego siebie. 

Chłopiec wpatrywał się w nią przez dłuższą chwilę. 

- Rozumiem. I obiecuję, pani Noelle. 

- No, chodź. Odprowadzę cię. 

- Do widzenia panu. 

- Do widzenia, Jasonie. 

Noelle odprowadziła go do samochodu i wróciła na górę. 

background image

- To wspaniałe dziecko. 

- Najlepsze na świecie. A co będzie z nami, Noelle? 

Nie otrzymał odpowiedzi. 

- Rozumiem - rzekł Matt po chwili przykrego milczenia. 

- Potrzebuję trochę czasu, żeby jeszcze raz wszystko przemyśleć i 

się zastanowić. 

-  Nie  musisz  się  tłumaczyć  powiedział  Matt  znużonym  tonem.  - 

Jestem wprawdzie głupi, ale nie aż do tego stopnia, żeby nie wiedzieć, 

co to znaczy. 

Noelle  przygryzła  wargę.  Żałowała,  że  nie  potrafi  natychmiast 

wymazać wszystkiego z pamięci. 

-  Przed  odejściem  chciałbym  cię  tylko  jeszcze  poinformować,  że 

możesz  prowadzić  dalsze  poszukiwania.  Postanowiłem  wyznaczyć 

inną  trasę  dla  początkujących,  więc  będziesz  mogła  rozkopać  dno  i 

brzegi tego wyschniętego potoku. 

- Ale co z pacjentami i końmi? Przecież mówiłeś... 

- Wiem, co mówiłem - przerwał jej Matt. - Ale konie są naprawdę 

dobrze wytresowane i jeśli się nimi odpowiednio pokieruje, szybko się 

przyzwyczają do nowych tras. A poza tym zmiana dobrze zrobi moim 

bardziej  zaawansowanym  uczniom.  Postanowiłem,  że  nigdy  nikomu 

nie będę ułatwiał życia, tak jak Alexowi i Jasonowi. Czas, żebym ten 

błąd naprawił.  

Noelle  z  uznaniem  oceniła  to,  że  Matt  umie  się  przyznać  do 

pomyłki. 

- Bardzo słusznie. 

background image

- Możesz kopać, kiedy chcesz. Tylko zadzwoń do biura. 

- Dziękuję. Może zabiorę się do tego wiosną. 

- Dopiero wiosną? 

Noelle  skinęła  głową.  Wydarzenia  ostatnich dni mocno  ostudziły 

jej zapał. Czuła się wyczerpana i fizycznie, i psychicznie. 

- Dlaczego chcesz tak długo czekać? Do mrozów jeszcze daleko. 

- Nie czuję się na siłach. - Była to szczera prawda. - Jestem teraz 

w takim nastroju, że mogłabym już nigdy w życiu nie oglądać żadnej 

skamieniałości. 

- Ale przecież szukanie ich i badanie jest twoją pasją. 

- Bo ja wiem. Zastanawiałam się nad tym. Może to już przeszłość 

-  szepnęła.  -  Wiesz,  Matt,  niech  lepiej  twój  adwokat  nic  nie  robi. 

Wolałabym,  żeby  żaden  z  was  nie  interweniował  i  nie  wdawał  się  w 

konflikt z muzeum. 

-  Ale  przecież  nie  możesz  pozwolić,  żeby  tak  po  prostu 

wyrzucono cię z pracy. 

- Nie chcę nikogo rzucać na pastwę dziennikarzom. To stanowczo 

za wysoka cena. 

- Noelle, musisz pomyśleć o sobie. Nie wycofuj się. 

- Przecież wcale się nie wycofuję. 

- Ale... 

- To moja osobista sprawa, nie twoja. Więc pozwól,  że rozwiążę 

ją po swojemu. 

- Jak sobie życzysz.  

Noelle otworzyła drzwi. 

background image

- Naprawdę doceniam to, że o mnie pomyślałeś, ale nic więcej już 

nie rób. 

Matt uśmiechnął się gorzko. 

- Twoja wdzięczność nie jest tym, czego bym sobie życzył. I, jeśli 

o mnie chodzi, między nami wcale nie wszystko skończone... jeszcze 

do końca daleko. 

Noelle wiedziała, że on czeka na jakąś reakcję z jej strony, ale nie 

uczyniła  najmniejszego  gestu.  W  końcu  Matt  odszedł,  nawet  się  nie 

obejrzawszy. 

 

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

„Wejście 

służbowe. 

Osobom 

niezatrudnionym 

wstęp 

wzbroniony". Noelle spojrzała na tabliczkę i wyjęła z kieszeni klucz.  

Poprzedniego  dnia  zadzwoniono  z  muzeum  i  ostrym  tonem 

zażądano, aby niezwłocznie oddała zapasowy klucz. Teraz, świadoma 

całej  ironii  tej  sytuacji,  otworzyła  sobie  drzwi.  Teoretycznie  rzecz 

biorąc,  nadal  pracowała  w  muzeum,  ponieważ  jeszcze  nie  doręczono 

dokumentów z wymówieniem.  

Idąc  do  gabinetu  szefa,  minęła  kilka  osób,  które  przyjaźnie  się 

uśmiechały.  Wydawało  się  to  nader  dziwne  i  wprawiło  Noelle  w 

lekkie zakłopotanie. Widocznie jednak nie wszyscy ją potępiali za to, 

że nie zdołała ocalić bezcennej skamieniałości. 

Speszyła  się  jeszcze  mocniej,  gdy  weszła  do  gabinetu  szefa  i 

zastała tam tylko jego bezpośredniego zwierzchnika. 

- Doktor Forrest, witam panią. 

background image

-  Dzień  dobry,  doktorze  Maddox.  Przyszłam,  żeby  oddać 

zapasowy klucz. Czy pan widział się z moim szefem? 

-  Doktor  Peabody,  no  właśnie...  Czy  może  pani  poświęcić  kilka 

chwil na rozmowę ze mną? O bardzo ważnej sprawie. 

-  Przykro  mi,  ale  nie  mam  czasu  -  chłodno  odparła  Noelle  i 

ostentacyjnie spojrzała na zegarek. - Wstąpiłam tu w drodze do studia. 

Czy mogę panu ten klucz przekazać? 

-  Doktor  Forrest,  mimo  wszystko  jestem  zmuszony  zabrać  pani 

kilka cennych minut. Otóż, widzi pani, rozmawiałem wcześniej z pani 

adwokatem. 

-  Nie  mam...  -  zaczęła  Noelle  i  urwała.  Najwidoczniej  Matt 

postawił na swoim. 

-  Doniesiono  mi  o  uwagach  pani  zwierzchnika  i  o  jego 

zachowaniu.  

- Doktor Maddox traktował sprawę bardzo poważnie. 

- Pragnę panią zapewnić, że w naszym muzeum nie pochwala się 

podobnego  postępowania.  To,  co  doktor  Peabody  sugerował,  było 

wysoce  niestosowne.  Wprost  skandaliczne.  Jego  nietakt  był  tak 

wielki, że ten człowiek już u nas nie pracuje. 

- Odszedł? 

- Wolał podać się do dymisji, niż narazić na skandal w wypadku, 

gdybyśmy wnieśli sprawę do sądu. Upoważniono mnie do tego, abym 

w  imieniu  władz  muzeum  wyraził  najgłębsze  ubolewanie  z  powodu 

całego  zajścia.  Polecono  mi  również,  abym  poprosił  panią  o  zajęcie 

stanowiska, które zajmował pani szef. 

background image

Noelle z wrażenia na chwilę zaniemówiła. 

- Mam zająć jego miejsce? Jako inspektor? 

-  Tak.  I  tutaj  w  muzeum,  i  w  terenie.  Mamy  nadzieję,  że  pani 

zechce przyjąć proponowane stanowisko. 

-  Mam  pracować  w  terenie  i  nadzorować  poszukiwania  oraz 

wykopaliska?  Trudno  mi  w  to  uwierzyć.  Czy  taką  decyzję  muzeum 

wymusił adwokat pana... mój adwokat? 

Doktor Maddox natychmiast pospieszył z zapewnieniem: 

-  To  jest  najzupełniej  uczciwa  propozycja  pracy,  a  nie  wybieg, 

aby pani zamknąć usta. 

- Czy pan istotnie chce, żebym zajęła tu wyższe stanowisko? 

- Tak. Pani etyka zawodowa jest bez zarzutu. Najwyższy już czas, 

aby  zrezygnowała  pani  z  telewizji  i  wzięła  czynny  udział  w  pracach 

macierzystego  muzeum.  Bardzo  żałuję,  że  wcześniej  się  nie 

zorientowaliśmy  w  pani  możliwościach.  Będziemy  naprawdę 

zaszczyceni, jeżeli zechce pani nadal pracować u nas. 

Noelle  kurczowo  zacisnęła  palce  wokół  klucza.  Nareszcie 

mogłaby osiągnąć upragniony szczyt marzeń.  

Odetchnęła głęboko i oświadczyła: 

-  Doktorze  Maddox,  pragnę  zapewnić,  że  doceniam  pańską 

propozycję, ale, niestety, muszę ją odrzucić. 

-  Odrzucić!?  -  Starszy  pan  wyraźnie  pobladł.  -  Nadal  zamierza 

pani wnieść sprawę do sądu? 

- Nie. Nie o to chodzi. 

W oczach zwierzchnika pojawiła się ulga i niepewność. 

background image

- Lecz... wie pani, ja czegoś tu nie rozumiem. Sądziłem, że będzie 

pani zadowolona. 

-  Ależ  ja  jestem  zadowolona.  Nawet  bardziej,  niż  pan 

przypuszcza. 

- Więc dlaczego nie chce pani przyjąć naszej propozycji? Przecież 

ma pani odpowiednie kwalifikacje. 

-  Wiem  o  tym.  Jestem  dobrym  paleontologiem,  ale  ostatnio 

uświadomiłam sobie, że jestem jeszcze lepsza w innej roli... 

- Przed kamerami? - niecierpliwie dopowiedział doktor Maddox. - 

Tak,  tak,  wszyscy  oglądamy  „Przygodę  z  prehistorią",  w  której  robi 

pani doskonały  użytek  ze  swej  wiedzy.  Nadszedł  jednak  czas,  aby  ją 

pani wykorzystała dla dobra muzeum. 

- Przykro mi, ale pan chyba wcale mnie nie zrozumiał. 

-  Jakże  to?  Nie  jest  pani  zdolnym  i  wykwalifikowanym 

paleontologiem? 

- Och, na pewno jestem. Ale mój główny talent leży gdzie indziej. 

- Co pani przez to rozumie? 

- To,  że jestem  również nauczycielką. Wprost znakomitą. A tego 

nie mogę... z tego nie chcę... nie zrezygnuję. 

Ogarnął  ją  wielki  smutek,  że  na  zawsze  rozstaje  się  z  tak  długo 

pieszczonym  marzeniem.  Uczucie  żalu  na  szczęście  ustąpiło,  gdy 

pomyślała  o  rozjaśnionej  twarzy  Jasona  i  o  wszystkich  dzieciach,  z 

którymi  się  zetknęła.  Uznała,  że  nadszedł  właściwy  moment,  aby  się 

rozstać z muzeum. 

background image

- Nie ma sensu, żebym wypierała się tego, kim i czym jestem. Ja 

nadal chcę prowadzić „Przygodę z prehistorią". 

-  Przedkłada  pani  występy  w  jakiejś  nędznej  telewizji  nad 

dożywotnią posadę kustosza lub inspektora w naszym muzeum? 

Głos zwierzchnika pełen był niedowierzania. 

- Tak. 

Noelle  położyła  klucz  na  biurku.  Starszy  pan  patrzył  na  nią  bez 

słowa,  tak  jakby  zrozumienie  jej  decyzji  wymagało  nadludzkiego 

wysiłku. 

-  Doktor  Forrest,  jest  pani  młodą  kobietą.  Niechże  pani  nie  robi 

takiego  głupstwa.  Żadna,  nawet  najlepsza  telewizja  nie  może  się 

równać z pensją i prestiżem stanowiska, jakie my pani oferujemy. 

- Mnie nie chodzi o pieniądze. 

- Ale przecież my proponujemy również pracę w terenie. 

-  Paleontologia  to  znacznie  więcej,  niż  szukanie  skamieniałości. 

Naprawdę mi przykro, ale moja decyzja jest nieodwołalna. 

- Proszę mi przynajmniej obiecać, że nadal pozostanie pani z nami 

związana. 

- Będę zaszczycona. 

Włożyła  klucz  do  torebki  i  wyciągnęła  rękę.  Doktor  Maddox  z 

ociąganiem uścisnął jej dłoń. 

- Gdyby jednak zmieniła pani zdanie... 

- Nie zmienię. Żegnam pana, doktorze Maddox. 

Zwierzchnik przyglądał się jej posępnym wzrokiem. 

- Do widzenia, doktor Forrest. 

background image

-  Ten  tytuł  jest  już  nieaktualny.  -  Noelle  uniosła  dumnie  głowę  i 

uśmiechnęła  się  promiennie.  -  Teraz  jestem  wyłącznie  panią 

Dinozellą. 

 

- Zmiana planów! - krzyknął reżyser i zajrzał do garderoby. 

- Mam nadzieję, że to pani nie sprawi różnicy. 

- Jaka znowu zmiana? 

- Audycja będzie na żywo. 

- Na żywo? Dlaczego akurat dzisiaj? 

- Bo tak się podoba naszemu nowemu sponsorowi. 

- Czy to ten facet, który opowiada o przejęciu mojego programu? 

-  Ten  sam.  Twierdzi,  że  audycje  na  żywo  są  bardziej 

spontaniczne. My potrzebujemy forsy, a on ją ma, więc... 

Noelle westchnęła. 

- No dobrze. 

- Wcale nie, bo jedziemy w teren. 

- W teren? Dokąd? 

- A tam, do tych koni. 

- Byle tylko nie do ośrodka Caldwellów. 

- O, właśnie tam. 

-  Nie  podpisywałam  zgody  na  żadne  audycje  poza  studiem. 

Czemu niczego ze mną nie uzgodniono? 

- Woody załatwił wszystko z panem Caldwellem. 

- To Matt był tu dzisiaj? 

background image

- Tak. Miałem pani powiedzieć, że będzie wśród widzów, razem z 

tym nowym sponsorem. Już tam pewnie na nas czekają. 

Noelle dołączyła do reszty ekipy i samochód ruszył. Perspektywa 

spotkania  z  Mattem  wywołała  miłe  podniecenie.  Jadąc  do  ośrodka, 

Noelle  zaczęła  się  zastanawiać,  czy  dobrze  zrobiła,  odrzucając 

propozycję  pracy  w  muzeum.  Ogarnął  ją  strach,  że  na  oczach Matta, 

szefa,  nowego  sponsora  i  wszystkich  widzów  popełni  jakieś  wielkie 

głupstwo. I wtedy na pewno straci pracę w telewizji. 

-  No,  jesteśmy  na  miejscu  -  oświadczył  kierowca.  -  Pani 

Dinozello, czy coś się stało? - spytał, widząc, że nie wysiada.  

- Nie, nie, nic takiego - odparła Noelle i szybko się opanowała.  

Idąc  do  biura  liczyła  na  to,  że  nie  zastanie  tam Matta.  W  środku 

nie było ani jednego pacjenta, natomiast przy biurku siedział szef we 

własnej osobie. 

- Witaj, Noelle. 

- O, Matt! - Skinęła głową, stropiona tym, że na jego widok serce 

zaczęło jej bić jak oszalałe. - Przyszłam omówić sprawę zdjęć. Czy z 

tobą mam uzgodnić warunki? 

- Owszem. 

-  Więc  powiedz  mi  tylko,  dokąd  ekipa  ma  się  udać  i  zaraz 

będziesz  mógł  wrócić  do  swoich  zajęć.  -  Rozejrzała  się  naokoło  i 

dodała: - Choć muszę przyznać, że jakoś tu pusto. 

- Tylko tyle masz mi do powiedzenia? 

- No, mogłabym jeszcze wymówić ci, że wtykasz nos w nie swoje 

sprawy  -  rzekła  poirytowana.  -  Za  moimi  plecami  wysłałeś  swojego 

background image

adwokata  do  muzeum,  a  potem  umówiłeś  się  z  kierownikiem 

produkcji na dzisiejsze zdjęcia w plenerze. 

- Audycja ma się odbyć tutaj, żeby ciebie rozsławić. 

-  Mart,  nie  wygłupiaj  się!  Na  to  trzeba  by  czegoś  specjalnego. 

Zdjęcia na tle pustego terenu nie zdziałają cudu. 

A jednak postanowiłem spróbować. Skoro przeze mnie straciłaś 

pracę, moim obowiązkiem jest pomóc, byś ją odzyskała. 

-  Nie  życzyłam  sobie,  żebyś  się  wtrącał,  ale  dzięki  interwencji 

twojego  adwokata  już  mi  zaproponowano  powrót  do  pracy.  I  to  z 

wyższą pensją oraz na wyższym stanowisku. 

- No, to bardzo dobrze się stało. W ogóle nie powinni byli dawać 

ci wymówienia. 

- Niepotrzebnie się cieszysz, bo ja im odmówiłam. 

- Odrzuciłaś taką pracę? - spytał z niedowierzaniem. 

- Tak. Bo się okazało, że mi na niej nie zależy. 

Matt był wyraźnie zaskoczony. 

- Po tym wszystkim, co się stało? Dlaczego? 

- Przemyślałam sobie rolę, jaką odegrałam w życiu Jasona. Praca 

w muzeum nie mogłaby dać mi tyle satysfakcji co kontakt z dziećmi, 

więc  z  niej  zrezygnowałam.  Ale  obiecałam,  że  nie  zerwę  wszystkich 

kontaktów z muzeum. 

- Dobrze, że masz choć tyle zdrowego rozsądku. Nie powiesz mi 

chyba, że już ci wcale nie zależy na nowych odkryciach. 

- Zdrowego rozsądku to ja mam bardzo dużo. I dlatego mi jeszcze 

trochę  zależy.  Ale  chcę  się  poświęcić  temu,  co  robię  najlepiej.  Jeśli 

background image

praca  w  terenie  będzie  kolidować  z  występami  w  telewizji,  zostawię 

ewentualne odkrycia innym paleontologom i na pewno to przeżyję. 

Matt skwitował te słowa kpiącym uśmiechem. 

- Byle tylko szanowna pani wiedziała, co robi. 

- Zapewniam cię, że świetnie sobie układam sprawy zawodowe. 

-  A  osobiste?  Czy  tu  też  się  wszystko  świetnie  układa?  Nie 

tęsknisz  za  Jasonem?  Albo  za  mną?  Bo  my  się  bardzo  za  tobą 

stęskniliśmy. 

- Ja... 

- Noelle... 

Wyciągnął rękę, lecz w tej chwili rozległ się klakson. 

- Wszyscy już się niecierpliwią. Rozumiem, że jedziemy na tamto 

stare miejsce. 

- Pojadę z wami i pokażę, gdzie można zaparkować. 

- Nie musisz się fatygować. 

Matt ze zdziwienia uniósł brwi, 

- Jestem aż tak źle widziany? Nawet u siebie? 

-  Przestań  mi  podpowiadać  coś,  czego  w  ogóle  nie  chciałam 

powiedzieć.  Wcale  nie  o  to  chodzi.  Ale  wiadomość  o  zdjęciach  w 

terenie zaskoczyła mnie zupełnie. Przygotowałam sobie scenariusz do 

pracy  w  studiu,  więc  na  pewno  beznadziejnie  głupio  tu  wypadnę.  I 

dlatego wolałabym, żebyś mnie przy tym nie widział. 

- Najdroższa, nie martw się. To nie powód do zmartwienia.  

Noelle  ogarnęło  zdumienie.  Najdroższa?  Nie  mogła  pojąć,  o  co 

chodzi. 

background image

- Ale... 

Znowu rozległ się klakson. Matt wstał i wyciągnął rękę. 

- Chodźmy już, pani Dinozello. Pora zaczynać audycję. 

Kiedy dojechali na miejsce, zdziwiła ją liczba samochodów. 

- Ale tłum się zebrał - zauważył jeden z kamerzystów. 

- I to jaki - dodał drugi. - Patrzcie, ten nowy sponsor siedzi obok 

Woody'ego.  Na  pewno  omawiają  nowy  tytuł  naszego  programu  i 

zmianę profilu. 

- Przecież na coś takiego zupełnie nie mamy pieniędzy - wtrąciła 

Noelle. 

-  Ale  będziemy  mieli,  jeśli  zostaną  sfinalizowane  pertraktacje  z 

siecią ogólnokrajową, która chce przejąć pani audycje. Niech się pani 

stara, żebyśmy dobrze wypadli. Jak pani dostanie podwyżkę, to może 

i nam coś skapnie. 

Noelle  oblała  się  zimnym  potem.  Podszedł  reżyser  i  zaczął 

wydawać polecenia. 

- Gdzie są moje fiszki? - spytała przerażona. 

-  Nie  będą  dzisiaj  potrzebne.  Proszę  tylko  dostosować  się  do 

Jasona. 

- Jasona Reilly'ego? 

- Tak. On też wystąpi. Wszystko przygotowane. 

Rozejrzała  się  i  zauważyła  uśmiechy  na  wszystkich  twarzach 

wokół. Wciąż nic nie rozumiała. 

- Mamy tylko dziesięć minut. Proszę wszystkich na miejsca.  

background image

Noelle,  mocno  przestraszona,  popatrzyła  na  dzieci  i  ich  widok 

dodał  jej  nieco  otuchy.  Idąc  we  wskazanym  kierunku,  zauważyła,  że 

to  wcale  nie  jest  znane  stare  łożysko  potoku.  Rozległy  się  coraz 

głośniejsze  okrzyki  dzieci.  Jason  Reilly,  stojący  nieco  z  boku, 

krzyczał najgłośniej. 

- Pani Dinozello, proszę tutaj. Musimy zejść na dół. 

Znów  się  przeraziła,  gdyż  nie  była  odpowiednio  ubrana.  Nie 

wyobrażała  sobie,  jak  zejdą  -  ona  na  wysokich  obcasach,  a  Jason  o 

kulach.  Nie  miała  wątpliwości,  że  oboje  się  przewrócą  i  ta  myśl 

jeszcze bardziej ją przygnębiła. 

- Proszę się pospieszyć. Zaraz zaczynamy. 

Zaczęła  dostrzegać  w  tłumie  coraz  więcej  znajomych  twarzy. 

Zauważyła  nie  tylko  siostrę  z  mężem  i  dziećmi,  ale  i  rodziców. 

Wszyscy uśmiechali się i radośnie machali rękoma. 

Noelle  rozejrzała  się  naokoło  i  zobaczyła  wiele  osób  z  muzeum 

oraz  ze  studia.  Poznała  niektórych  kolegów  Jasona  i  młodszych 

uczniów Matta. Wszyscy najwyraźniej na coś czekali. 

Doszła  wreszcie  do  samego  brzegu  i  wtedy  zrozumiała.  Widok 

był  zupełnie  niewiarygodny.  Całą  trasę,  która  tędy  przebiegała, 

zlikwidowano,  a  miejsce,  gdzie  się  znajdowała  szczęka  Epanterias, 

stanowiło  część  starannie  oznakowanego  terenu,  w  którym  widniały 

częściowo odsłonięte skamieniałości. 

-  Czy  zrobiliśmy  pani  niespodziankę?  -  krzyknął  podniecony 

Jason, który nieomal podskakiwał to na jednej, to na drugiej nodze. - 

Czy się nam udało? 

background image

Zdumienie  Noelle  nie  miało  granic.  Wpatrywała  się  w 

pieczołowicie  przygotowany  teren  badań  oraz  kości  doskonale 

widoczne w oślepiającym słońcu. 

Ja tu byłem kierownikiem robót - z dumą oświadczył Jason. -  I 

ja wszystkim mówiłem, co mają robić. 

- To twoje dzieło? 

-  No  pewnie.  Nawet  sam  też  trochę  pracowałem,  ale  głównie 

pilnowałem, żeby wszystko odbywało się jak należy. Pan Matt szukał 

skamieniałości, a pan Alex zorganizował grupę robotników. 

- Niemożliwe. 

-  Ale  to  prawda.  Kiedy  pan  Matt  znalazł  tu  pierwsze  szczątki, 

zadzwonił  do  mnie,  żebym  ułożył  plan  poszukiwań.  No  a  ja  jeszcze 

poprosiłem  wszystkich  chłopców  z  klubu  i  ośrodka,  żeby  nam 

pomogli. 

Noelle miała wrażenie, że śni. 

- Pan Matt szukał kości dinozaurów? 

- Jasne. Przyjeżdżał tutaj codziennie i pracował aż do zapadnięcia 

nocy. A pan Alex w tym czasie zajmował się całym ośrodkiem. Jak mi 

pani nie wierzy, może sama zapytać. 

Jason  wskazał  przeciwległy  brzeg.  Gdy  Noelle  zobaczyła 

stojącego tam mężczyznę, na chwilę przestało jej bić serce. 

- Matt, czy ty naprawdę to przygotowałeś? - krzyknęła. 

- Tak, ale nie sam. Wszyscy się do tego przyczynili. 

- Zrobiliście to dla mnie? 

background image

-  Oczywiście.  Bo  cię  kochamy  -  dobiegł  głęboki  głos.  -  A  ja 

najmocniej. 

- Ty?  

-  Oczywiście.  I  to  jeszcze  jak.  Długo  sądziłem,  że  nie  rozumiesz 

tego, co dla mnie znaczy moja praca. Potem bałem się, że nie mamy z 

sobą  nic  wspólnego.  Ale  się  myliłem.  -  Wskazał  siedzące  naokoło 

dzieci. - Bo mamy aż tyle wspólnego. 

Noelle objęła Jasona. 

-  Bardzo  dużo,  prawda?  -  powiedziała  głosem  drżącym  ze 

wzruszenia. 

- Cieszę się, że tak myślisz. - Matt uśmiechnął się. - Sądzę, że w 

takiej  sytuacji  powinniśmy  wznowić  nasze  pertraktacje.  Moja  oferta 

kompleksowa obejmuje mnie i skamieniałości. Nie dostaniesz jednego 

bez drugiego. A ponadto musisz mi obiecać, że twoja miłość do mnie 

będzie przewyższać twoje zafascynowanie dinozaurami. 

Wzruszenie  odebrało  Noelle  głos,  więc  odezwała  się  dopiero  po 

chwili. 

- Panie obszarniku, takie zastrzeżenie jest bardzo poważne. 

- To nie jest odpowiedź, na jaką czekam. 

Wszyscy  wytężyli słuch, lecz większość obecnych nie dosłyszała 

słów Noelle. Jednak wyraz jej twarzy mówił wszystko wyraźnie. 

- Kocham cię, Matt, ale muszę cię uprzedzić, że ja też mam swoją 

ofertę  całościową.  -  Znów  objęła  Jasona.  -  My  dwoje  stanowimy 

całość. Jason idzie tam, gdzie ja. 

background image

- Mogę łaskawie przystać na coś takiego. Widzę, że obie strony są 

siebie warte. - Uśmiech Matta dosięgnął oczu, w których pojawiły się 

wesołe  błyski.  -  Ale  istnieje  jeszcze  jeden  warunek.  Osoby 

zawierające  umowy  w  tym  miejscu  podpisują  kontrakty  dożywotnie. 

Ty, Jason i ja. Nie będzie żadnej furtki. Żadnej alternatywy. I nie ma 

odwołania. 

Noelle  spojrzała  na  stojące  obok  niej,  drżące  ze  wzruszenia 

dziecko. 

- Jasonie, co ty na to? Czy myślisz, że da się z tym jakoś żyć? 

Chłopiec  gorąco  ją  uściskał,  nie  mówiąc  ani  słowa.  Po  czym 

wszyscy  troje  zaczęli  schodzić  na dół,  a  gdy  się  spotkali,  uściskom  i 

pocałunkom nie było końca. Śmiali się i płakali jednocześnie. 

Po drodze Noelle złamała obcas, a Jason zgubił jedną kulę, ale nic 

teraz nie miało znaczenia poza tym, że nareszcie są razem. 

- Pani Dinozello, kocham panią - powiedział Matt, całując Noelle 

w skroń. - I ciebie też, synu. Jesteście dla mnie największym skarbem, 

jaki mi życie dało. 

-  Matt,  nie  myśl,  że  jestem  ideałem.  Mam  tysiące  wad,  jak 

wszyscy. 

- Więc nie pozwolisz, żebym cię postawił na piedestale?  

- Na piedestale? - Noelle roześmiała się. - Tylko nie to. Mam tego 

dość, jako pani Dinozella. Dla Jasona chcę być mamą, a dla ciebie po 

prostu Noelle. Czy to przeżyjesz? 

- Może, ale nie wiem jak - szepnął. Objął ją i złożył na jej ustach 

długi pocałunek. 

background image

- No, nareszcie - westchnął Matt z ulgą. - Myślałem już, że goście 

nigdy nie odjadą. 

- A ja myślałam, że Jason wcale nie pójdzie spać. 

- Wszyscy jakby szału dostali. Ale cyrk. 

-  Dla  Jasona  ten  dzień  był  pełen  cudownych  wrażeń  -  rzekła 

Noelle.  -  Wystąpił  w  programie  na  żywo,  został  zaangażowany  jako 

mój  asystent,  dowiedział  się,  że  my  się  pobierzemy  i  że  jego 

zaadoptujemy,  a  wreszcie  miarka  jego  szczęścia  się  przepełniła,  gdy 

się  zgodziłam,  aby  w  prezencie  ślubnym  nauczył  mnie  jeździć 

konno...  Wszystko  jednego  i  tego  samego  dnia.  Trudno  oczekiwać, 

żeby ktokolwiek - dorosły czy dziecko - mógł zasnąć po takiej porcji 

wrażeń. 

Mocno przytuliła się do Matta. 

- Chyba masz rację, ale ja nie mogłem się doczekać właśnie tego. 

-  Obsypał  ją  pocałunkami,  długimi  i  namiętnymi.  -  Wszystko  dziś 

było wspaniałe, ale jednak wolę cię mieć tylko dla siebie. 

-  Ja  też  -  zdążyła  szepnąć  Noelle,  nim  Matt  zamknął  jej  usta 

kolejnym gorącym pocałunkiem. 

-  Szkoda,  że  nie  robiliśmy  tego  wcześniej.  To  by  nam 

zaoszczędziło dużo przykrości. 

- Bo ja wiem - rzekła Noelle w zadumie. - I tak mamy szczęście, 

jeśli wziąć pod uwagę, jak to się wszystko gmatwało. 

- Nic mogę powiedzieć, żebym był z siebie dumny. 

background image

-  Robiłeś  to,  co  uważałeś  za  słuszne.  Ale  wreszcie  pozwoliłeś 

Alexowi  liczyć  wyłącznie  na  własne  siły.  Mówił,  że  będzie  miał 

konsultacje. To dobry pomysł. 

-  Tak  sądzę.  A  skoro  już  o  nim  mowa,  muszę  ci  powiedzieć,  że 

któregoś dnia długo rozmawialiśmy  bardzo poważnie i postanowiłem 

przekazać mu zarządzanie całym ośrodkiem. 

- A czy sobie poradzi? 

- I on, i terapeuta uważają, że tak. Spisał się całkiem nieźle, kiedy 

my z Jasonem pracowaliśmy w terenie. 

Noelle miała nadzieję, że Alex naprawdę ma szansę na całkowity 

powrót  do  równowagi  psychicznej.  Ze  względu  na  obu  braci  życzyła 

im, aby stało się to jak najszybciej. 

-  Alex  zawsze  był  lepszym  gospodarzem  ode  mnie.  Więc  teraz 

chętnie  poświęcę  cały  czas  pacjentom  oraz  pracy  społecznej  i 

Jasonowi.  Ale  przede  wszystkim  tobie.  -  Pocałował  Noelle  z 

czułością. - Czy popierasz takie rozwiązanie? 

-  Całym  sercem.  Wiesz,  ja  też  dużo  się  o  sobie  dowiedziałam  - 

szepnęła.  -  Tak  sobie  zaprzątnęłam  głowę  jednym  marzeniem,  że 

zupełnie ignorowałam drugie. A ono ściśle wiąże się z tobą i Jasonem 

oraz  z  moją  miłością  do  was.  Okazało  się,  że  jestem  dobrą 

nauczycielką  i  to  wy  pomogliście  mi  uświadomić  sobie,  że  uczenie 

jest tym, co robię najlepiej. 

- Więc dlatego rzuciłaś muzeum? 

-  Tak.  Dostaję  coraz  więcej  ciekawych  propozycji,  a  w  dodatku 

Jasonowi pozwolono występować ze mną na stałe. 

background image

Pani 

Dinozella, 

sława 

międzynarodowa! 

Oczywiście 

przyjmujesz te propozycje? - spytał Matt przepełniony dumą. 

-  Tak.  Kolorado  nie  jest  jedynym  miejscem  na  świecie,  gdzie 

można  odkryć  skamieniałości.  Pomyśl,  ile  dzieci  na  całym  świecie 

będę mogła uczyć! 

Matt komicznie zmarszczył brwi. 

- Wcale nie jestem pewien, czy mi odpowiada taka liczba rywali. 

Widzę, że trzeba dodać klauzulę do naszej umowy. 

- Mianowicie jaką? 

-  Chcę  otrzymać  gwarancję,  że  będę  sowicie  przez  ciebie 

nagradzany. Najhojniejz całej świty. 

Noelle uśmiechnęła się tajemniczo. 

- Może i na to przystanę. 

Matt objął ją i przytulił. 

- Więc przypieczętujmy naszą umowę.