background image

Camden Benares 

ZEN BEZ MISTRZÓW ZEN 

w przekładzie Dariusza Misiuny 

background image

Przedmowa

 7 

Komentarz

 9 

1. Przewodnicy i kochani głupcy 13 

2. Praktyka osobista 33 

3. Zen seksu 53 

4. Świat iluzji 63 

5. Medytacje i ćwiczenia 75 

background image

Próbując zrozumieć istotę zen, często zadawałem sobie pytania: 

C z y m jest zen? Co  m o ż e mi dać?  J a k mogę się z  n i m zapoznać?  W y n i k ł y 
z  n i c h następujące spostrzeżenia. 

Zen to najbardziej radykalny  o d ł a m buddyzmu, który z historycznego 

p u n k t u widzenia stanowi mieszaninę buddyzmu i taoizmu.  W e d ł u g niek­
tórych legend zen powstał przed dwoma i pół tysiącami lat, kiedy Laozi 
spotkał się z Buddą. Ale większość badaczy uznaje, że zen wykształcił się 
w VI wieku w  C h i n a c h pod  w p ł y w e m kontaktów taoistów z przybyłymi 
z Indii misjonarzami. W  X I I i  X I I I wieku dotarł przez  C h i n y i Koreę do 
Japonii, a stamtąd  n a  Z a c h ó d  j u ż  n a początku  X X wieku. 

Dzięki tej praktyce samowyzwolenia udało mi się osiągnąć 

przejrzystość  u m y s ł u i zrzucić ze swej świadomości  j a r z m o ograniczeń. 
Z e n umożliwia bezpośrednie przeżywanie życia. Jest  m e t o d ą pozna­
wania siebie samego i swych najskrytszych pragnień. 

M o ż n a do niego podchodzić na dwa sposoby: formalnie, z asystą mis­

trza, i nieformalnie, na zasadzie indywidualnego  p r o g r a m u badawczego 
korzystającego z wszelkich dostępnych materiałów. Podejście niefor­
m a l n e wiąże się z czymś, co  n a z y w a m  „ z a c h o d n i m zenem". Uważam, 
że jest to kolejny etap w rozwoju tej radykalnej tradycji. Zen bez mistrzów 
zen

 stara się je popularyzować. 

N i e k t ó r y m czytelnikom przyjdzie pewnie do głowy pytanie, 

czy przedstawione w tej książce opowieści są prawdziwe. Jakkol­
wiek  m o g ł y b y one  b r z m i e ć nieprawdopodobnie, większość z nich jest 
wziętych z życia. Pozostałe stanowią przeróbkę autentycznych wydarzeń, 

które dostosowałem dla potrzeb tej książki lub zasłyszanych objawień 
o  r ó ż n y m stopniu wiarygodności. Zdecydowana mniejszość ma charak­
ter czystych przypowieści zen. 

background image

Jeśli zaś chodzi o wymiar praktyczny prezentowanych tu treści, pozwoliłem 

sobie umieścić jedynie te ćwiczenia, które sprawdziły się w  m y m indywidu­
alnym doświadczeniu, co, rzecz jasna, nie przesądza o ich uniwersalizmie. 
Kierujcie się wyłącznie swym własnym doświadczeniem. Nie zamierzam 
nikomu narzucać czegoś, co nie przynosi żadnych rezultatów. 

Jaki jest zatem cel niniejszej książki? Odpowiedź jest prosta: „czer­

panie  j a k największej radości z życia". Ale żadna z przedstawionych tu 
wskazówek i opowieści, ani  p ł y n ą c e z  n i c h znaczenie  s a m o w sobie nie 

jest zenem, ponieważ zen jest poza  w s z e l k i m znaczeniem. Niniejsza 

książka stanowi jedynie narzędzie pomagające cieszyć się jego istotą. 

background image

Wielu czytelników mojej trylogii  I l l u m i n a t u s ! głowiło się nad 

tym, skąd wzięły się dziwaczne litery  „ H . M . " i „S.H." występujące po 
nazwisku jego głównego bohatera, Hagbarda  C e l i n e a . W przeszłości 
u n i k a ł e m odpowiedzi na  p o d o b n e pytania, ponieważ nie  m i a ł e m 
pewności, czy  s a m Hagbard chciałby wyjawić tę tajemnicę.  T y m c z a s e m 
w Zen bez mistrzów zen  C a m d e n Benares bez ceregieli ujawnia wszel­
kie sekrety mistyki, a nawet pozwala sobie przytoczyć wczesny incydent 
z życia Hagbarda,  b ę d ą c y przyczynkiem do pojawienia się tych inicjałek. 
Znajdziecie go w opowieści o „Oświeceniu istoty poszukującej". 

Odpowiedź na inne, często pojawiające się w odniesieniu do Illumi-

natusa!

 pytanie, dotyczące pierwowzorów występujących w  n i m bo­

haterów, również pojawia się w niniejszej książce, ponieważ tajemniczy 
Malaklipsa  M ł o d s z y z Illuminatusa! to nikt  i n n y  j a k Mal z Zen bez mis­

trzów zen

 (zob. „Prawda wg  M a l a " ) . 

Przedstawiona w tej książce filozofia - nazywana „dyskordianiz-

mem", „eryzjanizmem", czy też nawet „marksizmem-lennonizmem" - jest 
dziełem zbiorowym, tak samo  j a k rzeczywistość. Nie wymyślił jej ani sam 
C a m d e n Benares ani Mal Ho Szi Zen, ani ja. Po prostu „się pojawiła",  j a k 
Topsy w powieści Chata wuja Toma, czy też otaczający nas świat. 

Niektórzy powiadają, że pierwszym ateologiem eryzyjskim był  Z e n o n 

z Elei. Filozof ten udowodnił, że strzała nigdy nie dociera do swego celu, 
ponieważ najpierw musi przebyć połowę dystansu do celu, lecz  z a n i m to 

nastąpi musi jeszcze przebyć połowę tego dystansu, czyli 1/4 pierwotnej 
odległości. A to nie wszystko, bo jeszcze wcześniej musi przebyć połowę 
tej drogi, czyli 1/8 całości. I tak w nieskończoność. 

Jeszcze inni uważają, że pierwszym eryzjaninem był tak naprawdę 

Sri Syadasti, indyjski mędrzec, autor słynnej sentencji powiadającej, 

background image

że wszystkie twierdzenia są  p o d  p e w n y m względem prawdziwe, pod 

p e w n y m względem fałszywe,  p o d  p e w n y m względem pozbawione sensu, 
pod  p e w n y m względem prawdziwe i fałszywe, pod  p e w n y m względem 
prawdziwe i pozbawione sensu, pod  p e w n y m względem fałszywe i poz­
bawione sensu, pod  p e w n y m względem prawdziwe i fałszywe i poz­
bawione sensu. Nie zgadzają się z  t y m ci badacze, według których Sri 

Syadasti nigdy nie istniał, ponieważ był  w y t w o r e m złowieszczego  u m y s ł u 
Ho Szi Zena. 

Nawet jeśli w pismach hinduistycznych nie pojawia się wzmianka 

o Sri Syadastim, pozostaje dobrze udokumentowanym faktem, że 
w 1849 roku do Zatoki Kalifornijskiej przypłynął misjonarz eryzyjski, 
Norton I, noszący tytuł „Cesarza Stanów Zjednoczonych i Protek­
tora Meksyku". Najsłynniejsze stowarzyszenie tajemne z San Francis­
co, obrządek Starożytnych i Akceptowanych Wolnomularzy, natych­
miast uznało go za istotę oświeconą, nadając mu 33°, najwyższy w ich hierar­
chii. Po jego śmierci w 1880 roku pochowano go na cmentarzu masońskim. 

N o r t o n I,  c h o ć był biedakiem,  m i a ł drzwi otwarte do najwytwor-

niejszych restauracji, gdzie żywił się za  d a r m o . I nawet jeśli z  p u n k t u 
widzenia  m e d y c y n y  m o ż n a by nazwać go szaleńcem, jego listy czytali 
z wielką uwagą  t a c y  p r o m i n e n c i  j a k  A b r a h a m Lincoln i Królowa Wik­
toria. Jakkolwiek jego życie było  p e ł n e szarlatanerii, w jego pogrzebie 
uczestniczyło trzydzieści tysięcy osób. 

Pewnego razu, gdy w San Francisco doszło do wystąpień straży obywa­

telskiej, usiłującej zrównać z ziemią dzielnicę chińską, Norton I przegnał 
chuliganerię, pogrążając się na  s a m y m środku ulicy w samotnej mod­
litwie. Jak powiada Laozi: „Kiedy właściwy człowiek nie robi nic (wu wet), 

jego myśli wibrują na przestrzeni dziesiątek tysięcy kilometrów". 

Istotny wkład  N o r tona I w rozwój filozofii eryzyjskiej dyskordia-

n i z m u docenił Malaklipsa I, pisząc w  s w y m dziele Principia Discordia: 

„Każdy  r o z u m i e Myszkę  M i k i . Tylko niektórzy rozumieją  H e r m a n a 
Hessego. Nieliczna grupka coś  t a m  r o z u m i e z Alberta Einsteina. I nikt 

nie rozumie  N o r t o n a I". Z kolei Mordechaj  G ł u p i e c ,  A r c y k a p ł a n  G ł ó w n e j 

Świątyni  I l u m i n a t ó w Bawarskich, wypowiada się o  N o r t o n i e z wielkim 

podziwem, radząc: „Bierzcie z niego przykład w życiu!" 

background image

Jaka istotna prawda kryje się za  m a r k s i z m e m - l e n n o n i z m e n i , eryzja-

n i z m e m , dyskordianizmem, zenem bez mistrzów zen? Co do tej kwestii 
istnieje  m i ę d z y naszymi ateologami zgoda i niezgoda (co nie powinno 
dziwić nikogo). Mal mówi zwyczajnie: „Bóg jest szaloną kobietą, której 
na imię Eris". Ho wyraża się bardziej abstrakcyjnie: „Prawo piekielne 
powiada, że Piekło jest zarezerwowane wyłącznie dla tych, którzy 

w nie wierzą".  C a m d e n woli zwięzłe wypowiedzi: „Jeśli będziemy  m o c n o 
w coś wierzyć, pojawi się wierzkolwiek. Czy naprawdę tego  c h c e m y ? " 
Mordechaj Głupiec nie  m ó w i  j u ż wcale, tylko krzyczy „Fnord!", bijąc 
patykiem każdego, kto zada mu pytanie. 

Powiedzmy sobie  j e d n a k  c a ł k i e m serio,  m o i  k o c h a n i (jak zwykł zaw­

sze mawiać  B o b Hope), że Zen bez mistrzów zen, podobnie  j a k pozostałe 
aspekty Operacji Obciągania  M ó z g u , nie jest wyrafinowanym żartem, 
przyobleczonym w nową formę buddyzmu. To nowa forma buddyzmu 
p o d a n a pod postacią wyrafinowanego żartu. Partyzantka ontologiczna. 
D ż u d o epistemologiczne. Jeśli nie potraficie się z tego śmiać, nie jesteście 
w stanie dotrzeć do sedna rzeczy. Jeśli traktujecie to tylko ze śmiechem, 
tracicie szansę na oświecenie. Ponieważ,  j a k to powiedział kiedyś Lich-
tenberg: „Ta książka jest zwierciadłem.  G d y zajrzy do niej  m a ł p a , nie 
wyjrzy z niej filozof". 

Hail Eris! 

O M ! 

Fnord? 

Robert Anton Wilson 

background image
background image

Na świecie żyje wiele  o s ó b wyzwolonych lub też sprawiających takie 

wrażenie. Niektórzy z nich poszukują uczniów, ponieważ nie dotarły do 
n i c h słowa Nietzschego: „Co?  M a r z ą  w a m się poplecznicy? Szukacie zer, 
bo chcecie się  r o z m n o ż y ć ? "  W a r t o je wysłuchać, ponieważ każda prak­
tyka samowyzwolenia sprawdza się tylko dla jednej osoby. 

Ho Szi Zen, gdy zadawano mu pytanie na temat mistrzów i nauczy­

cieli,  m i a ł tyle do powiedzenia: „Stary Lis  m o ż e nauczyć się więcej od 
M ł o d e g o  G ł u p c a , aniżeli  M ł o d y Głupiec od Starego Lisa". 

background image

Pewnego razu zapytano  M a l a ,  j a k traktować jego słowa - żartobliwie 

, czy  c a ł k i e m serio. Mal odpowiedział:  „ C z a s a m i  p o d c h o d z ę poważnie do 

żartu, a  c z a s a m i żartobliwie do poważnych rzeczy. W obu przypadkach 
nie ma to szczególnego znaczenia". 

Zadający pytanie uznał więc  M a l a za szaleńca. Ten zaś tylko się 

uśmiechnął i wyrzekł: „Pewnie, że  j e s t e m szalony! Ale nie odrzucajcie tych 
nauk ze względu na moje szaleństwo. Zwariowałem, bo zrozumiałem, że 
są one prawdziwe". 

B e n podkreślał w swych wykładach, że zen jest jego ścieżką, ponieważ 

dzięki niemu stał się sobą. Pozostałe drogi, mające doprowadzić go do 
stanu kosmicznej świadomości, były sprzeczne z jego naturą. Dlatego 
polecał wszystkim poszukującym, by przyglądali się dokładnie wyma­
ganiom poszczególnych systemów wobec swych kandydatów, pamiętając 
o tym, że: 

1. Każdy system namawia do wiary w to, czego sam nie jest w stanie 

udowodnić. 

2. Rzeczy przechowywane w tajemnicy mają większe znaczenie dla nauczy­
ciela, niż dla ucznia. 

3. Każda zakazana przez dany system praktyka, oferuje coś, czego on sam 
nie potrafi skutecznie zastąpić. 

W t e d y to  j e d n a ze słuchających go  o s ó b rzekła: „Czyżbyś naprawdę 

nie wierzył w to, że porzucenie przyjemności zmysłowych wprowadza 
w  o d m i e n n y stan  ś w i a d o m o ś c i ? " 

„Ależ skąd!" - odpowiedział  B e n - „Z własnego doświadczenia wiem, 

że jest to stan świadomości zwany fanatyzmem". 

background image

W a l d o popadł w pułapkę traktowania siebie zbyt serio, kiedy otoczył 

się prawdziwymi wyznawcami. Stał się  c h o r y i nieszczęśliwy. Nie 
wiedząc w  c z y m problem, zapytał o to Ralpha, jedynego swego ucznia 
rozumiejącego wieloznaczność jego opowieści.  O t o co usłyszał: „Dopadł 
cię wirus ortodoksji". 

Pewnego razu zapytano  B e n a ,  j a k  m o ż n a traktować serio jego nauki, 

skoro wywołują one salwy  ś m i e c h u u słuchaczy.  B e n odrzekł: „Śmiech to 

j e d y n a szczera forma aplauzu". 

background image

Ralph,  j a k wielu innych fałszywych guru, lubił wykorzystywać 

łatwowierność swych uczniów, zarówno dla zaspokajania swej próżności, 

j a k i utrwalania pozycji w grupie. Kiedy więc usłyszał pytanie,  j a k i m 

s p o s o b e m udało mu się zgromadzić olbrzymią  m ą d r o ś ć , odpowiedział, 
że żyje na  Z i e m i  j u ż od kilku stuleci. Jeden z uczniów spytał go wów­
czas w  n a g ł y m porywie inteligencji: „Niesamowite, że  m a s z w sobie tyle 
człowieczeństwa". Ralph odpowiedział mu bez chwili wahania: „Po paru 
tysiącleciach  m o ż n a do tego przywyknąć". 

background image

Kiedy Ho Szi Zen postanowił mieć uczniów, postawił przed wejściem 

do sali wykładowej brązową miseczkę z karteczką, na której widniał napis: 
„Jeśli chcecie złożyć w ofierze datki, zróbcie to przed przyjściem na zajęcia". 

Następnie stał w miejscu, z którego  m ó g ł obserwować wchodzących 

do sali uczniów. Zapytany o to,  c z e m u to robi,  w y t ł u m a c z y ł : „Jeśli któryś 
z uczniów złoży ofiarę trzy razy z rzędu, wyrzucę go ze swej grupy za 
zbytnią łatwowierność". 

background image

O m a r  m i a ł kiedyś współpracownika, dość niezwykłego czarnego 

mężczyznę, którego nazywał dr.  Z e n e m . Każdy,  k t o go spotykał, uważał 
go za odludka lub szaleńca.  O m a r był przekonany, że dr  Z e n to nie kto 
inny,  j a k adept chrześcijańskiego zenu. 

Kiedy więc usłyszał dr.  Z e n a  m i e n i ą c e g o się znawcą Biblii, spytał go, 

czy wiele razy ją przeczytał.  „ O c h " - usłyszał w odpowiedzi - „Nigdy nie 
c z y t a ł e m Biblii. Nie czuję takiej potrzeby. Wystarczy zrozumieć  j e d n o jej 
zdanie, by  p o z n a ć ją całą". 

„ M a s z na myśli  j a k i ś  k o n k r e t n y  c y t a t ? " - zapytał jego rozmówca. 

Dr Zen zbytnio się nie natrudził. Zacytował z pamięci: „Jezus płakał". 

Pewien  m n i c h zen żyjący w celibacie zapytał Ho Szi Zena, czy zdarzyło 

mu się kiedyś w życiu złożyć jakieś ślubowania mnisie. 

Ten zaś mu odpowiedział: „Gdy przebywa się w stanie Wielkiej Zgody, 

wszelkie ślubowania są  j a k szum w uszach". 

background image

Podczas imprezy w  d o m u  H y p o c a  M a i zwrócił uwagę na złoty kol­

czyk w  u c h u gospodarza. Zaintrygowany jego wyglądem, spytał, czy 
ktoś wie, dlaczego  m ę ż c z y ź n i noszą pojedynczy kolczyk tylko w lewym 
uchu. Jego pytanie  w y w o ł a ł o burzliwą dyskusję. I  t a k na przykład Bert 
powiedział, że w dawnych czasach żeglarze nosili kolczyk w lewym uchu, 
kiedy udało im się przekroczyć równik. Pozostali dyskutanci zaczęli więc 
rozważać symboliczne implikacje czegoś, co  m o ż n a by określić  m i a n e m 
przekroczenia swego osobistego równika. Niektórzy napomykali o tym, 
że kolczyk noszony w lewym uchu  m o ż e oznaczać wolność osobistą, 
czyli radykalny skręt w lewo od świata społecznego  k o n f o r m i z m u .  I n n i 
kojarzyli ten gest z okultystyczną ścieżką lewej ręki. 

Kiedy dyskusja dobiegła  k o ń c a ,  M a i podszedł do  H y p o c a i spytał, cze­

mu tak naprawdę nosi kolczyk w lewym uchu. Ten zaś mu odpowiedział: 

„Lubię spać na  p r a w y m boku". 

background image

Lucas, po nauczeniu się medytacji transcendentalnej, przekazywał tę 

prostą  t e c h n i k ę wszystkim zainteresowanym  o s o b o m . W odróżnieniu 
od wielu nauczycieli medytacji, nie pobierał za to żadnej opłaty. 
Prosił tylko o dobrowolne datki w postaci czegoś wartościowego. 
Z a m i a s t skomplikowanych rytuałów, odprawianych w  o b c y m 

języku, uczył swych uczniów prostych ćwiczeń opróżniania  u m y s ł u 

z wewnętrznych monologów. Wzbudziły one zdumienie w  j e d n y m 
uczniu, który nie omieszkał zadać pytania:  „ C z e m u  m a m opróżniać 
umysł z jego zawartości?" Lucas, posiłkując się słowami Lao-zi, dał mu 
następującą odpowiedź: „Trzydzieści szprych połączonych w piaście 
tworzy koło. W piaście nic nie istnieje - dzięki  t e m u istnieje zastoso­

wanie dla koła.  Ś c i a n k i naczynia formuje się z gliny.  P o m i ę d z y  ś c i a n k a m i 
nic nie istnieje - dzięki  t e m u istnieje zastosowanie dla naczynia". 

background image

Pewnego razu przyszedł do Otisa pewien doświadczony uczeń 

i powiedział: „Poznałem wielu wspaniałych nauczycieli. Pozbyłem się licznych 

przyjemności. Prowadzę głodówki. Żyję w celibacie. Praktykuję świadome 
śnienie. Daję z siebie wszystko, by tylko dostąpić oświecenia. Jednak nie 
otrzymuję w zamian nic poza cierpieniem. Co powinienem zrobić?" 

O t i s  m u odpowiedział: „Przestań cierpieć". 

Peter poszedł do miasteczka studenckiego na wykład mistrza zen 

z Japonii. Na początku, profesor filozofii przedstawił japońskiego 
mistrza i  j e g o  p o m o c n i k a . Następnie, mistrz zen powiedział  ł a m a n ą 
angielszczyzną, że będzie  m ó w i ł po japońsku, a jego  p o m o c n i k 
p r z e t ł u m a c z y wszystko na angielski. Peter, w geście kurtuazji, powiedział, 
że  m i s t r z mówi świetnie po angielsku, nie trzeba go więc  t ł u m a c z y ć , 
wystarczy uważnie słuchać. 

Spoglądając na Petera, mistrz zen zapytał:  „ K i m  j e s t e ś ? " 

Peter powiedział: „Aktorem". 

„A więc graj!" - powiedziawszy te słowa, mistrz zen wyszedł z sali, 

zostawiając puste miejsce na mównicy. 

background image

Życie Jeffersona było  p e ł n e rozterek. Niedawno  t e m u przeżył 

z a ł a m a n i e nerwowe, po  k t ó r y m ledwo odzyskał zmysły. Postanowił 
zabrać się za siebie. Jednoczył ciało z  u m y s ł e m . Kiedy dowiedział się 
od znajomego, że w pobliżu znajduje się klasztor zen, niezwłocznie  t a m 
pojechał. Ale strażnik nie chciał wpuścić go do środka. Powiedział, że 
skończył się odpowiedni czas na przyjmowanie  n o w y c h uczniów. Jeffer­
son nie czuł w sobie żalu. Wiedział, że to właściwy czas, tylko świątynia 
nie jest odpowiednia. 

Wsłuchując się uważnie w słowa nauczycieli i różnego rodzaju przy­

wódców, a  p o t e m robiąc i  t a k swoje, wystrzegając się  z a r ó w n o wiary, 

j a k i zwątpienia, wywracając do góry  n o g a m i pojawiające się pragnienia 

i przywiązania, udało mi się przezwyciężyć wszelkie pokusy i postępować 
zgodnie z dao. 

Nie było to  j e d n a k łatwe, ponieważ  p o r u s z a m się po grząskiej ścieżce, 

wiodącej przez strome urwiska i liczne zakręty. Poza tym, tak naprawdę, 
nikt nie wie, czy Buddowie i patriarchowie zen nie byli  t a k i m i głupcami, 
za  j a k i c h się uważali, oraz czy ich ścieżka rzeczywiście jest prosta i wąska. 

T a k czy inaczej,  W i e d z ą c y zawsze wie, że każda droga jest  z n a k o m i t ą 

nauczycielką, jeśli tylko przemierza się ją z  w e w n ę t r z n y m  o d d a n i e m . 

background image

Gladys udała się do japońskiego klasztoru w poszukiwaniu mistrza 

zen. Spędziła w  n i m kilka miesięcy. Za  k a ż d y m  r a z e m pytała mistrza: 
„ C z y m jest  z e n ? " i nie uzyskiwała odpowiedzi. 

C h c ą c dać dowód swego oddania, Gladys wyszorowała wszystkie toale­

ty. Nie pozyskała  t y m sympatii mistrza, przez co czuła się upokorzona. 

Kiedy wreszcie do niej dotarło, że jeśli chce czyścić toalety,  m o ż e to 

robić gdziekolwiek,  p o w i a d o m i ł a swego mistrza, że opuszcza klasztor. 
Ten zaś jej odrzekł:  „ O t o zen". 

background image

Pewien sfrustrowany artysta, któremu nic już nie wychodziło, udał się po 

poradę do Sama, terapeuty posiłkującego się zenem. Przed przystąpieniem 

do sesji terapeutycznej, zapytał go o cennik, wspominając o tym, że jako 
podupadły artysta nie cieszy się nadmiarem gotówki. Terapeuta powiedział 
mu, że w ramach zapłaty weźmie od niego dwa obrazy. Jeden przed 
rozpoczęciem terapii, zatytułowany Rozpacz, drugi, z nazwą i tematem 

wymyślonymi przez samego artystę, gdy dobrnie ona do końca. 

Artysta  n a m a l o w a ł Rozpacz.  D a ł ją w prezencie Samowi. Ten zaś 

spojrzał na nią i wrzucił do  k o m i n k a . Artysta wyszedł z pokoju.  W r ó c i ł 

po kilku dniach z  d r u g i m obrazem. 

Jane postanowiła zacząć pracować nad sobą. Pojechała więc na wieś, 

by wziąć udział w warsztatach z guru. Po,  j a k to zwykle bywa, sowitej 
opłacie za wikt, opierunek i nauki guru,  z m u s z a n o ją do niewolniczej 
pracy, mającej  r z e k o m o hartować jej ducha. Z upływem czasie  m i a ł a  j u ż 
wszystkiego dosyć. Kiedy cierpiało jej ciało, nie była w stanie wzbić się 
na wyżyny ducha.  O z n a j m i ł a wtedy guru, że ów trening to nic innego, 

j a k lubowanie się w cierpieniu, rozkoszowanie się  m a s o c h i z m e m . Ten 

polecił  j e j : „Musisz wznieść się  p o n a d doczesne przyjemności". Jed­
n a k Jane nie zamierzała go dłużej słuchać. Powiedziała: „Jeśli wydaje 

ci się, że  m o ż e s z wznieść się ponad doczesne przyjemności, nie mając 

wcześniej z  n i m i nic wspólnego, posiadamy dwa, całkowicie  o d m i e n n e 
tripy" i wróciła do domu. 

background image

O m a r zamierzał wejść w spółkę z  G i o v a n n i m , mającą im obu 

przynieść kokosy.  J e d n a k po głębszym zastanowieniu,  j a k bardzo 
pieniądze zmieniają ludzi, zaczął zadawać sobie pytania:  „ C o do diabła 
stanie się ze  m n ą , kiedy  j u ż zdobędę furę pieniędzy? Nie  m a m  o c h o t y 
przez to przechodzić". 

Słysząc rozterki swego kumpla,  G i o v a n n i powiedział: „Słuchaj, przy­

jacielu, zawsze dawałem ci dobre rady za  d a r m o , z których nigdy nie 

korzystałeś. Jeśli się wzbogacisz, zacznę dawać ci kosztowne rady.  M o ż e s z 

wreszcie z  n i c h skorzystać i pozbyć się  n a d m i a r u pieniędzy". 

„To  c a ł k i e m fajny  p o m y s ł " - stwierdził  O m a r - „Podaj mi najpierw 

jakiś przykład. Powiedzmy, że będę  m i a ł do wydania piętnaście tysięcy 

Co  m a m z  t y m  z r o b i ć ? " 

„Pamiętasz tego słynnego guru, który lubił jeździć szybkimi samo­

c h o d a m i ? Kupisz włoski sportowy  s a m o c h ó d . Podjedziemy do jego domu. 
W r ę c z y m y mu kluczyki, mówiąc:  ' T o twoje nowe auto.  M a m y nadzieję, 
że będziesz  m i a ł z niego radochę'. Kiedy poprosi nas o wyjaśnienie, czy 
nie ma do czynienia z żartem,  u p e w n i m y go w tym, że oddajemy mu 
auto. Zapyta: 'Czy  m o ż e w  z a m i a n coś dla nas zrobić?', powiemy 'Tak, 

jest pewna sprawa.  M o ż e s z nas podwieźć na najbliższy przystanek?' 

background image

S m i t t y wpadł na ciekawy pomysł,  j a k  m o g ł o b y wyglądać głosowanie 

i natychmiast przedstawił go  O m a r o w i : Przy nazwisku każdego kandy­
data na karcie wyborczej widniałyby dwie rubryki:  „ t a k " i „nie", dzięki 
c z e m u  m o ż n a by oddawać dwa głosy: „za" lub „przeciw"  j a k i e m u ś 
kandydatowi. Negatywny głos unicestwiałby wartość głosu pozyty­

wnego.  W e d ł u g Smitty'ego  u c h r o n i ł o b y to kandydatów na posłów przed 
n a d m i e r n ą pychą, wynikającą z faktu posiadania  m a n d a t u na podstawie 
lepszej socjotechniki. 

Słysząc ten pomysł,  O m a r ł odrzekł: „Nie uznaję głosowania, ponieważ 

działa  o n o demoralizująco.  Z a c h ę c a ludzi do kandydowania". 

background image

G i o v a n n i powiedział  O m a r o w i , że bardzo  c h c i a ł b y praktykować zen, 

ale przeszkadzają mu w  t y m dwie sprawy: po pierwsze, niewiele rozumie 
z tego, co pisze się na temat zenu; po drugie, nie wierzy w to, że byłby 
w stanie  p o c z y n i ć w swoim życiu tyle zmian, by  m ó c zająć się zenem. 

O m a r polecił mu lekturę książek  A l a n a Wattsa na temat zen, 

a następnie  p o n o w n e przeczytanie tego wszystkiego, czego wcześniej 
nie rozumiał. „W ten sposób zniknie twoja pierwsza przeszkoda na 
ścieżce" - powiedział -  „ D r u g a jest  z w y k ł y m złudzeniem. Nie musisz 
wcale podporządkowywać swych czynów jakiejś wyższej konieczności. 
Są odzwierciedleniem twojej natury. W zenie chodzi wyłącznie o to, byś 
zjednoczył się z  n i m i " . 

Potencjalny  s a m o b ó j c a przyszedł do Ho Szi  Z e n a z pytaniem, czy 

ma prawo  p o p e ł n i ć samobójstwo, jeśli takie jest jego pragnienie. Ho Szi 

Zen odpowiedział: „Każdy ma prawo coś robić, podobnie  j a k każdy ma 
prawo sprzeciwiać się temu". 

U c z e ń zapytał  H o : „Czy według ciebie  s a m o b ó j s t w o  m o ż e być 

c z y n e m  m o r a l n y m ? " 

T a k a była jego odpowiedź: „Każdy czyn, który nie szkodzi innym, 

jest uzasadniony moralnie. Ale  m o i m  z d a n i e m samobójstwo to symp­

t o m traktowania siebie zbyt poważnie". 

background image

Pewien aktor zabrał ze sobą autostopowicza, który wyznał mu, że 

jest  b y ł y m księdzem.  P o d r ó ż n y starał się  w y t ł u m a c z y ć mu swoją  o b e c n ą 

sytuację. Powiedział: „Od jakiegoś czasu  m i e s z k a m z kobietą, którą ko­
c h a m i pragnę poślubić. Dziś  r a n o przyszło do  m n i e dwóch przedsta­
wicieli kościoła. Kazali mi zjawić się na przesłuchaniu w  S a n Francisco, 

które ma rozstrzygnąć moje miejsce w Kościele. Powiedziałem im, że 
nie robię nic innego, tylko stosuję się do woli Bożej, ale nie chcieli mi 
uwierzyć. A ty co o  t y m sądzisz? Postępuję słusznie?" 

A k t o r odpowiedział: „Oczywiście, że  m a s z rację. Przygotowując się 

do swej roli aktorskiej, przeszedłem kurs zen, podczas którego pojąłem, 
że  B ó g zachowuje się niespójnie i irracjonalnie. To zrozumiałe, w  k o ń c u 
stara się dotrzeć do  j a k najszerszej publiczności". 

background image

Pewien poważny,  m ł o d y człowiek nie  m ó g ł poradzić sobie z problema-

mi, które trapiły  A m e r y k ę XX wieku. U wielu ludzi szukał rozwiązania 

gnębiących go konfliktów wewnętrznych, lecz nie opuszczało go 
zmartwienie. 

Aż tu pewnej nocy, przesiadując w kawiarni spotkał samozwańczego 

mistrza zen, który mu powiedział: „Idź do walącej się kamienicy, 
znajdującej się  p o d adresem, który ci napisałem, lecz nie  m ó w nic do 
mieszkających w niej ludzi. Musisz zachować milczenie aż do jutrzejsze­

go wschodu księżyca. Idź do dużego pokoju po prawej stronie głównego 
korytarza, usiądź w pozycji lotosu na kupie gruzu w  p ó ł n o c n o - w s c h o d ­
n i m kącie, zwrócony twarzą do kąta, i medytuj". 

M ł o d z i e n i e c usłuchał mistrza. Niestety, medytację przerywały mu 

niespokojne myśli.  M a r t w i ł się, czy rury z łazienki na  d r u g i m piętrze 
nie spadną na stertę rur i innych śmieci, na których siedział.  M a r t w i ł 
się, w  j a k i sposób ma się dowiedzieć o tym, czy  j u ż wzeszedł księżyc. 

M a r t w i ł się, co powiedzą o  n i m ludzie przechodzący przez pokój. Na­
gle,  j e g o zmartwienia i troski zostały niejako przerwane,  j a k b y w pró­
bie wiary, przez nieczystości spadające na niego z drugiego piętra. 
I niemal w tej samej chwili do  j e g o pokoju weszło dwóch ludzi. Pierwszy 
z  n i c h zapytał drugiego,  k i m jest ów siedzący człowiek, na to usłyszał 
odpowiedź: „Niektórzy mówią, że jest świętym.  I n n i , że kupą gówna". 
Kiedy ów człowiek to usłyszał, doznał oświecenia. 

background image

Ho Szi Zen, gdy go spytano,  j a k i jest cel zenu, odpowiedział: „Studiując 

zen  m o ż n a nauczyć się  p o m a g a ć ludziom lub, w razie porażki, przynajm­
niej się ich pozbyć

5

'. 

background image
background image

Wybór właściwej drogi życiowej wiąże się z optymalizacją 

swych możliwości. 

Kiedy znajduję się we właściwym miejscu, nie czuję potrzeby go 

zmieniać. Pragnę żyć własnym życiem. Nie oglądam się na innych. Nie 
sposób żyć życiem innych, ponieważ wtedy nie należy się do siebie. 

Najważniejsza praktyka w życiu dotyczy przemiany wewnętrznej. 

Można chwytać się różnych zajęć, byleby nie zapominać o tym celu. 
Ponieważ większość z nas szuka wskazówek w otoczeniu, zapomi­
namy o tym, co znajduje się w nas samych, o naszych lękach, a przez 
to bardzo często sami stajemy się tym, czego się boimy. Dlatego 
podstawowym warunkiem jakiegokolwiek rozwoju jest zmierzenie 
się ze swymi lękami. 

Nagłe oświecenie dokonuje się poprzez jakiekolwiek 

doświadczenie. Może je sprowadzić zwykła myśl, proste słowo, 
zdarzenie, koan, medytacja, cokolwiek, czego doświadcza się 
w pełni. Mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju nagłego sukcesu 
w szoł biznesie. Zazwyczaj poprzedzają go lata ciężkiej pracy. 

background image

Tylko ty odpowiadasz za ciągłość swego życia. Nasza uwa­

ga ma to do siebie, że kieruje się w różne strony, ale by w pełni 
przeżyć swe życie najlepiej koncentrować się na sobie jako punk­
cie obserwacji. Przyglądając się źródłom zdarzeń, warto pamiętać 
o tym, by nie zmieniać innych na siłę, tylko pracować nad sobą. 
Za każdym razem, gdy robi się coś nie dla siebie, należy ponownie 
przeanalizować swoje uczynki i sposób myślenia. Bo albo oszukuje 
się siebie, albo robi coś złego. 

Życie jest ciągłą zmianą. Opór przed nią rodzi ból i cier­

pienie, ponieważ przeciwstawia się zjawisku znajdującemu się 
u podłoża wszelkich rzeczy. Jedną z oznak niechęci do przemiany 
wewnętrznej jest przykry nawyk zmieniania innych na siłę, dzięki 
któremu można podtrzymywać się w złudzeniu, że samemu jest 

się niezmiennym. Ten styl życia pochłania sporo energii i nie daje 
niczego w zamian. Po co tracić energię na zmienianie innych, skoro 
można ją zużytkować na płynięcie z nurtem wewnętrznych prze­
mian i cieszyć się pełniejszym życiem? 

background image

Pralaya wiedział, że droga do prawdy wiedzie  n i e o c z e k i w a n y m szla­

k i e m .  Z d a r z a ł o się mu więc zapuszczać w ślepe uliczki w poszukiwaniu 
wyzwolenia. Spytany,  c z e m u się nie zniechęcał, odrzekł: „Gdy praktyku­

je się jogę zawiązywania sznurówek zębami, trzeba pogodzić się z  t y m , 

że czasem wyląduje się ze stopą w ustach". 

background image

Jesteś wyłącznym stwórcą przeżywanej przez siebie rzeczywistości. 

Każde zdarzenie nabiera znaczenia dopiero wtedy, gdy poświęcisz 
mu uwagę. W  c a ł y m  s w y m życiu poddawano cię  z ł o ż o n e m u 

warunkowaniu. Wybrałeś to, co uznałeś za istotne, czyniąc z tego 

swój  p r o g r a m życia. Kiedy ci się nie wiedzie, przyjrzyj się  t e m u pro­
gramowi, staraj się zauważyć, że jest on częścią twego biokomputera. 

E l e m e n t e m , który w każdej chwili  m o ż e ulec zmianie, ponieważ  s a m 

jesteś swoim programistą. 

background image

Życie tu i teraz wiąże się z przyjęciem odpowiedzialności za 

to, co się dzieje obecnie. Nie oznacza to ignorowania przyszłości, 

ale zrozumienia, że przyszłość jest niewiadomą. Zamiast zrzuca­
nia odpowiedzialności za swoje życie, w pełni akceptujemy to, kim 

jesteśmy, gdzie żyjemy i co robimy. Witajcie w tu i teraz. Całe wasze 

dotychczasowe doświadczenie doprowadziło was tutaj, nigdzie in­
dziej. Jeśli tego żałujecie, lepiej nie oglądajcie się za siebie. 

Życie tu i teraz nie oznacza wcale podporządkowywania się sta­

tus quo. Człowiek posiada niezmierzone moce adaptacyjne. Warto 
o tym pamiętać, kiedy jest się zbytnio przywiązanym do jakiegoś 
miejsca. Każde dostosowywanie się na siłę do nowych warunków 

nieuchronnie wiąże się ze zmianą swego położenia. 

background image

Nawet jeśli wydaje się nam, że nie mamy żadnego wyjścia 

z danej sytuacji, zawsze posiadamy jakiś wybór. Aby postąpić jak 
najlepiej, można spisać na karteczce wszystkie stojące przed nami 
możliwości, nie narzucając sobie przy tym żadnych ograniczeń. 
Kiedy już to się uczyni, trzeba pogrupować te opcje na dwie kate­
gorie. Do pierwszej z nich zaliczymy te wszystkie możliwości, które 
wymagają od nas zachęcania innych ludzi do naszego tripu. Do dru­
giej te, które zależą wyłącznie od naszej woli czynu. Jeśli okaże się, 
że nie jesteśmy w stanie  d o k o n a ć niczego  s a m e m u ,  m u s i m y 
p o n o w n i e przemyśleć całą sytuację. 

Wszyscy mamy do przerobienia w życiu jakieś lekcje. Z ko­

smicznego punktu widzenia to samo przydarza się każdemu. 
Każda jednostka ma coś do przeżycia, co wzbogaca jej osobowość. 
Każda musi wyciągnąć wnioski ze swych doświadczeń. Jeśli więc 

komuś stale zdarzają się jakieś przykrości, musi zrozumieć, jakie 
to schematy zachowań sprawiają, że popada w tarapaty. Będzie je 
powtarzał tak długo, aż pojmie ich istotę. 

background image

S a m decydujesz o  s w y m losie. Jesteś odpowiedzialny za swoje de­

cyzje. Jeśli potrafisz oszacować następstwa swych czynów, wiesz  j a k ą 
zapłacisz cenę.  M o ż e nią być  k o n i e c z n o ś ć  z m i a n y swego  w i z e r u n k u tak, 

by odpowiadał on twojej wewnętrznej naturze.  M o ż e nią być zrzucenie 
z siebie ciężaru dotychczasowej tożsamości,  k t ó r y zbytnio gniótł ciebie. 
T a k czy inaczej, wszystko jest w twoich rękach. Nikt nie zapłaci za ciebie 
rachunków. Każde takie dążenie jest zubożające. Staraj się wpływać na 

świat bezpośrednio. Przeżywaj go w pełni.  M a s z wtedy to, za co płacisz, 

G i o v a n n i e m u wszystko zaczęło iść gładko w życiu. Nie potrafił 

uwierzyć w to, co się dzieje. Spotykały go same dobre rzeczy. Z łatwością 
porzucał dawne złe nawyki. Wszystko zdawało się „za dobre, by było 
prawdziwe". Poprosił więc  O m a r a , by  p o m ó g ł mu zrozumieć to, co się 
z  n i m dzieje.  O m a r powiedział: „Nie  m a r t w się  n a d m i a r e m dobra, który 
cię spotyka. Kiedy nie jesteś w stanie ogarnąć tego wszystkiego, oznacza 
to, że działasz na najwyższych obrotach". 

Jerry, szykując się do napisania pracy naukowej, udała się na uczelnię, 

jeszcze do niedawna przyjmującej na studia wyznawców jednej jedynej 

religii.  Z m i a n a religijnego make-upu tej instytucji sprawiła, że studen­
ci zaczęli pytać się wzajemnie: „Jaka jest twoja religia?" Jerry zawsze 
odpowiadała prosto: „Jestem baptystką zen". Niektórzy słyszeli tylko, że 

jest „baptystką", odnosząc się do niej w stosowny do tego sposób.  I n n i 

słyszeli „zen". Ci wydawali się jej bardziej interesujący. Tylko nieliczni 
usłyszeli jej słowa dokładnie. Jerry odnalazła w nich bratnie dusze. 

background image

jesteś wolnym człowiekiem. Stale ciesząc się swą wolnością, nie będziesz 
pragnął kontrolować innych.  K t o wie,  m o ż e nawet pozbędziesz się 

s k ł o n n o ś c i do kontrolowania siebie. 

B o b , po przejściu gruntownej  p r z e m i a n y duchowej i psychicznej, 

czuł że znacząco różni się od większości spotykanych przez siebie ludzi. 
O s o b y z  n i m pracujące stale dawały mu o  t y m poznać. W  k o ń c u  s a m 
uwierzył w swoje dziwactwo. Był przekonany, że jego  o d m i e n n o ś ć bije 

mu z twarzy. 

C h c ą c zrzucić z siebie to  j a r z m o , wyprowadził się do  i n n e g o miasta, 

gdzie nikt go nie znał. Skierował swe kroki do agencji, w której chciał się 
zatrudnić. Lecz  z a n i m zdążył się odezwać, pokazał go  p a l c e m pewien 

mężczyzna rozmawiający z  m e n a d ż e r e m : „Patrzcie! Takiego człowieka 
właśnie mi  p o t r z e b a ! " 

M e n a d ż e r podszedł do  B o b a i spytał: „Orientujesz się w  t y m 

mieście?" 

„Nie". 

„Szkoda. Widzisz tego człowieka? Jest prywatnym detektywem. 

Potrzebuje kogoś do śledzenia innych ludzi. Przez  c a ł y dzień poszukiwał 

właściwej osoby, kogoś bez wyrazistego oblicza,  k t o  m ó g ł b y łatwo 
zmieszać się z  t ł u m e m " . 

background image

Twoje talenty i umiejętności powinny ci służyć, a nie mieć nad 

tobą władanie. Dostosowuj je do realnych wymagań danej sytuacji. 
Nie staraj się podporządkowywać im wymogów chwili. 

Zwyczajne widzenie jest możliwe dzięki absorpcji światła przez 

oko. Po jego wchłonięciu nie widzi się go w poprzednim kształcie. 
Jednak światło nie znika. Może nadal służyć nam do wewnętrznej 
iluminacji. 

Ciągle się zmieniasz. Nie ma w tobie niczego stałego. Twoje 

komórki co jakiś czas ulegają wymianie. Cały czas zmieniają się 
twe przemyślenia. W twojej istocie odbijają się twe doświadczenia. 

Płyń z nurtem. Nie bój się nowego. Nie musisz być tą samą osobą, 
która kiedyś bywała szczęśliwa. 

background image

Stawianie się w sytuacji, kiedy ma się wiele do stracenia, ozna­

cza brak szans na wygranie czegokolwiek. Odrobina ryzyka nadaje 
życiu pikanterii. Należy je jednak szacować pod względem tego, co 
stawia się na szali, a nie tego, co jest do wygrania. 

Dostajesz to, co dajesz. Podobne wibracje lubią się 

przyciągać. Jeśli doznajesz w życiu ciągle czegoś złego, zwróć 
uwagę na to, co od siebie dajesz. 

Na nic się zda jakakolwiek wiedza, jeśli nie towarzyszy jej 

osobiste doświadczenie. Taka powierzchowna mądrość nie dos­
tarcza solidnych fundamentów. Dlatego zen kładzie nacisk na 
bezpośrednie doświadczenie. Towarzyszy mu zrozumienie, że 
standard życia to nie to samo, co jego jakość. 

background image

Lucas dorastał w biedzie, przez co w  d o r o s ł y m życiu szukał  k o m ­

fortu. Po  o t r z y m a n i u solidnego wykształcenia i zdobyciu niezłej pracy 
nadal cenił sobie wygodę, lecz nie potrafił wykrzesać z siebie  s z a c u n k u 
dla wartości wyznawanych przez klasę średnią. I  c h o ć dla niego same­
go  j e d n o z  d r u g i m nie  c h o d z i ł o w parze, większość  o s ó b  p o s t r o n n y c h 
sądziło, że aspiruje tak do  j e d n e g o  j a k i drugiego. 

Nie czuł się z  t y m dobrze. Pragnął zrzucić z siebie  j a r z m o klasy 

średniej. Poszukiwał więc guru, który wprowadzi go na  n o w y po­
ziom świadomości. Wreszcie zrozumiał, że każdy  g u r u  n a m a w i a go do 
wyrzeczenia się rzeczy doczesnych, ponieważ nie potrafi cieszyć się  n i m i 
bez  j e d n o c z e s n e g o przywiązywania się do nich. Kiedy dotarło to do 
niego, porzucił swe poszukiwania. Zaczął wsłuchiwać się w siebie. 

Sue odnalazła dzięki praktyce medytacyjnej źródło swej wewnętrznej 

mocy.  Z m i e n i ł a swe życie w nieustające  p a s m o szczęścia i sukcesu. Nie 
czuje konfliktu  m i ę d z y potocznością a  s w y m frywolnym duchem.  P o ­
wiada: „Czuję się wolna tylko w strukturze". 

Poszukiwanie prawdy zaczyna się od zrozumienia, że niewiedza 

nie jest w stanie zagwarantować złudzenia bezpieczeństwa. Ale praw­
da nie jest czymś  t r w a ł y m .  P o d o b n i e  j a k pozostałe aspekty większej 
rzeczywistości, znajduje się w ruchu cyklicznym.  D a n y pomysł wyłania 
się z wielkiej pustki herezji, nabiera cech prawdy, starzeje się,  z a m i e n i a 
w  z a b o b o n i wraca do pustki. 

background image

K a r m a to siła wprawiana w ruch przez czyjeś uczynki. Jej działanie 

zależy od indywidualnych wierzeń. Stąd też  m o ż n a powiedzieć, że każda 
k a r m a jest instant. Wystarczy rozpuścić ją w wierze. 

background image

Wszystko, czego dowiadujesz się o świecie, mówi ci również 

o pracy twojego umysłu. Dzięki temu możesz zacząć dostrzegać sie­
bie w tym, co „nie jest tobą". Dogłębne zrozumienie tego procesu 
umożliwia zmianę świata poprzez przemianę wewnętrzną. 

Przystępując do zagłębiania się w najmroczniejsze zakamarki 

swego umysłu, warto mieć przy sobie ludzi wydzielających z sie­
bie światło akceptacji. Łatwo ich rozpoznać po dwóch cechach: po 
pierwsze, znają swoją naturę, po drugie, wiedzą, że wszystko da się 
pomyśleć. 

Istnieją dwa rodzaje podstawowych błędów. Błąd subiektywny, 

powiadający, że: „Jeśli coś sprawdza się dla mnie, będzie dobre 
również dla innych" oraz błąd obiektywny, powiadający, że: „Jeśli 
coś sprawdza się dla mnie, mogę przekonać o tym innych". 

background image

Posługuj się swą uwagą niczym precyzyjnym narzędziem. Twoja 

energia jest jak światło słoneczne, które można skupić przy pomocy 
uwagi, przypominającej szkło powiększające. 

W i e l k ą zaletą przeszłości są  m i ł e  w s p o m n i e n i a oraz 

m ą d r o ś ć  p ł y n ą c a wraz ze  z d o b y t y m doświadczeniem. 
Wszystko  i n n e jest zbytecznym bagażem, balastem psującym 
radość z  p o d r ó ż y życia.  D a w n e lęki, problemy i udręki nie 
mają  o b e c n i e znaczenia, jeśli nie  n o s i m y ich ze sobą. 

Nie traktuj całego dobra, które ci się przydarza, jako twej własnej 

zasługi. Wykażesz wtedy pokorę. Nie podchodź do negatywnych 
doświadczeń z poczuciem winy. Wykażesz wtedy pogodę ducha. 

background image

Życie  W i r g i n i i było  j e d n y m  w i e l k i m  p a s m e m kryzysów. Kiedy 

nie  m i a ł a problemów, wymyślała je sobie. Stała się ekspertką od 
samoudręczenia. A że była w  t y m wyśmienita, nie chciała porzucić swe­
go fachu. Jej specjalizacją było kopanie się w tyłek. Zawsze nieszczęsna 
i zasmucona, opowiadała swe żałosne historie każdemu, kto chciał ją 
wysłuchać. 

W s p ó ł p r a c o w n i c y mieli jej serdecznie dosyć. Jeden z  n i c h wpadł na 

pomysł,  j a k wytrącić ją z powtarzanych przez siebie schematów. Powiesił 
nad jej  b i u r k i e m plakat z następującym napisem: „Tak długo będziesz 
nieszczęśliwa,  j a k długo nie wyciągniesz z tego oczywistych wniosków". 

background image

Zen nie kładzie nacisku na wiarę w Boga czy Buddę, ponieważ koncen-

truje się na jedności doświadczenia. Wszystko, co sprzyja zwiększaniu dys­
tansu pomiędzy jednostką a jej świadomością odpowiedzialności za swoje 

czyny, przeszkadza w oświeceniu. Przeszkodą  m o ż e być nawet modlitwa, 

jak powiada George: „Nie myśl o Bogu. On  s a m ma dość własnych pro­

blemów. Wszystko, co stwarza, wcześniej czy później umiera". 

background image

Jedynym wymiarem życia, którego nie sposób w pełni 

kontrolować, jest jego długość. Zwracając uwagę na to, co robi się 
by je przedłużyć, zwiększa się prawdopodobieństwo swego suk­
cesu. Pamiętaj o tym, że miarą twego życia jest również głębokość 
i rozpiętość twego doświadczenia. 

Każdy czytający te słowa w końcu umrze. Prawdopodobieństwo 

śmierci wynosi sto procent. Mimo że jest to podstawowy fakt natu­
ry, z racji naszych kulturowych uwarunkowań zawsze traktujemy 
go z zaskoczeniem, jak intruza. Tymczasem do pełni szczęścia wys­

tarczy zrozumieć, że nasze ciało będzie żyć dopóki będziemy go 

potrzebować. Cieszcie się z tego, że można je w pełni zastąpić. Ciało 
posiada mądrość potrzebną na określoną ilość czasu. Z tej mądrości 
można uczynić swój program roboczy w obecnym życiu. 

background image

Wariatów prześladuje się, ponieważ trudno ich pokochać. Co 

do samego szaleństwa, jest to uczucie, w którym z braku czasu nie 
sposób się rozkochać. Jednak wystarczy, że wykrzeszemy z siebie tę 

miłość, a nie będziemy mieli na nic innego czasu. 

Czujemy przerażenie na myśl o tym, że otaczają nas szaleńcy. Ale 

w oszalałej cywilizacji szaleństwo to często jedyna oaza zdrowego 

rozsądku. Planeta Ziemia jest naszym przytułkiem. Korzystajmy 
ze sposobności, jaką daje nam nasze szaleństwo. Cieszmy się nim 
w pełni. 

background image

Siedząc przed grupą swych uczniów, Ho Szi Zen powiedział:  „ M ó w i o ­

no o  m n i e , że  j e s t e m heretykiem, szarlatanem, oszustem, tricksterem! 
Wszystko to prawda. Przyszedłem tu zastawić na was pułapkę, by zostać 
waszym najlepszym przyjacielem". 

G d y  J o a n n ę narodziła się córka, przyrzekła sobie, że nie będzie jej 

o k ł a m y w a ć . Nie spodziewała się jednak, że w przypadku tak inteli­
gentnego  p o t o m s t w a będzie to  w y m a g a ł o od niej  o g r o m n e j dyscypliny. 
Co więcej, nie oczekiwała, że będzie musiała przestać  o k ł a m y w a ć sie­
bie. A  j e d n a k trzymając się kurczowo prawdy, przeszła gruntowne fi­
zyczne,  e m o c j o n a l n e i intelektualne zmiany, które poprowadziły ją do 
oświecenia. 

background image
background image

Orgazm może pełnić funkcję swego rodzaju modelowego 

oświecenia, ponieważ podczas jego trwania osoba go doświadcza­

jąca jednoczy się z przedmiotem swego doświadczenia. Niektórzy 

nauczyciele, co prawda, przeczą temu, że można osiągnąć 
nirwanę poprzez seks. Ich zdaniem rzeczywistość po prostu jest 
i nie ma w niej niczego do osiągania. Niemniej jednak, to właśnie 
w ekstazie, wywołanej zjednoczeniem seksualnym, wszelkie role 
społeczne, wyobrażenia i abstrakcje rozpuszczają się w jedności 
doświadczenia. 

background image

Pewnego razu słynny immoralista odstąpił na chwilę od 

uprawianego przez siebie procederu, zastanawiając się nad życiem 
seksualnym innych ludzi. W ten oto sposób moralność przestała 
się wiązać z uświadamianiem sobie własnego podejścia do seksu. 
Zaczęto ją traktować jako wymówkę dla oceniania seksualności innych. 

background image

U c z e ń  B e n a spytał go,  j a k ma okiełzać swą wewnętrzną bestię. Ben 

powiedział: „Kiedy stawiasz czemuś opór, to coś nie ustaje w działaniu. 
C o chcesz  p o w s t r z y m a ć ? " 

„Jakże co? Zwierzęce  n a m i ę t n o ś c i " . 

„ M a s z na myśli seks?" 

„Jak najbardziej". 

„Nie bądź śmieszny.  W i ę k s z o ś ć zwierząt, za wyjątkiem delfinów 

i ludzi, tylko w określonych  p o r a c h roku wykazuje się aktywnością 
seksualną. Ten  n i e u s t a n n y głód seksu jest w naturze  c z y m ś wyjątkowym, 
dostępnym jedynie  g a t u n k o m o olbrzymich  m ó z g a c h i  w y s o k i m po­
ziomie inteligencji.  T a k więc nazywaj to czymkolwiek, tylko nie zwierzęcą 
n a m i ę t n o ś c i ą . Dzięki posiadanej przez siebie inteligencji  m o ż e s z cieszyć 
się swą wyjątkowością. Nie ma sensu jej przeczyć". 

background image

Jud założył grupę religijną, której  f u n d a m e n t e m była wolność seksu­

alna

. Wielu jej  c z ł o n k ó w nie  s t r o n i ł o też od psychodelików. Ich praktyka 

religijna polegała na  u m i e j ę t n y m łączeniu seksu i narkotyków. Podczas 

gdy w oczach  o s ó b  p o s t r o n n y c h tego rodzaju proceder jawił się okrop­

nym bluźnierstwem, uprawiający go adepci twierdzili: „Być  m o ż e , zata­
pianie się w modlitwie podczas psychodelicznego seksu nie jest najlep-

szym  s p o s o b e m na oświecenie, ale nie  z n a m y niczego lepszego". 

Z kolei Jud, spytany o  m o t y w a c j e kierujące  n i m podczas  z a k ł a d a n i a 

grupy, powiedział: „Pewnego razu ukazał mi się  a n i o ł i rzekł, że  m a m 
być  n o w y m  p r o r o k i e m .  S p y t a ł e m  ' C z e m u właśnie  j a ? ' Nie pozostawił mi 

złudzeń: 'Ponieważ jesteś cholernie łatwowierny'". 

Podczas  r o z m o w y na temat swobodnych zachowań seksualnych Jerry 

wyjaśniła, że bycie wyzwoloną oznacza dla niej posługiwanie się seksem 
w celu zaspakajania żądzy. Jej  z d a n i e m dzięki  t e m u wszystko jest jasne, 
unika się wzajemnego wykorzystywania. Usłyszała wtedy pytanie: „Jak 
radzisz sobie w sytuacji, kiedy ktoś oskarża cię o to, że nie jesteś wyz­
wolona seksualnie, ponieważ nie chcesz pójść z  n i m do  ł ó ż k a ? " 

„ M ó w i ę  m u , że  j e s t e m wystarczająco wyzwolona seksualnie, by spać 

z kimś, kto  m n i e  p o d n i e c a , a gdy nie ma kogoś takiego pod ręką,  s p e ł n i a m 
swe fantazje w  s a m o t n o ś c i , bez  p o c z u c i a winy". 

background image

Ho Szi Zen, podkreślając istotne znaczenie samoakceptacji w drodze 

do wyzwolenia, opowiadał się za wolnością seksualną.  I n n y m i słowy, 
chodziło mu o  k o c h a n i e się z każdym,  k t o również ma na to ochotę. 
Słysząc to, pewien uczeń zapytał,  c z e m u niektórzy guru i  p r o r o c y kładą 
nacisk na celibat  j a k o  w a r u n e k  k o n i e c z n y dla oświecenia.  W e d ł u g 
Ho taka reguła  m o g ł a  m i e ć sens w czasach, kiedy nie  z n a n o kontroli 

urodzeń.  O s o b y praktykujące celibat skutecznie  b r o n i ł y się przed po­
siadaniem dzieci, mając więcej czasu na własny rozwój. Co bardziej 
roztropni myśleli o wyzwoleniu  w e w n ę t r z n y m dopiero po wychowaniu 
dzieci. „Jeżeli o  m n i e  c h o d z i " - stwierdził Ho - „zgadzam się z  A n a t o l e m 
F r a n c e m , według którego czystość seksualna to najdziwniejsza z ludz­
k i c h perwersji". 

Ruszona  n a g ł y m uniesieniem,  J o a n n e postanowiła cieszyć się wolną 

m i ł o ś c i ą i eksperymentować ze swą  t o ż s a m o ś c i ą seksualną.  N a p o t k a ł o 
to poważny opór ze strony jej znajomych. Jeden z  n i c h oponował: „Nie 
m o ż n a tak postępować.  W y o b r a ź sobie, co stałoby się ze światem, gdyby 
każdy  m i a ł  n a  t o  o c h o t ę ? "  J o a n n e odpowiedziała: „Nie  m i a ł a b y m  n i c 
przeciw temu.  B y ł a b y m jeszcze bardziej spełniona". 

background image

Rachel poznała  E d a na spotkaniu grupy  s a m o p o m o c o w e j .  D o b r z e 

im się rozmawiało, więc poszli  r a z e m na kawę. Następnie rozmowa 
przeniosła się do jej mieszkania, gdzie zapalili ziółko Acapulco Gold. 
Nie musiało upłynąć sporo czasu, by wpadli sobie w oko. 

Swobodna atmosfera wypowiedzi nastrajała do wyznań osobistych. 

Ed zaczął opowiadać Rachel o swoim życiu. Im więcej o  t y m mówił,  t y m 

bardziej jego życie wydawało się mu puste. Dostrzegł w  n i m przerost 

formy nad treścią. Przeszył go dreszcz. Naszły go lęki. 

Widząc, że z  E d e m dzieje się coś złego,  R a c h e l objęła go  r a m i o n a m i , 

przycisnęła do siebie i wyszeptała: „To było kiedyś, dawno temu. Liczy 

się to, co teraz. Opowiedziałeś mi o tym,  k i m dawniej byłeś, a nie  k i m 

jesteś dzisiaj". 

Bliskość Rachel i ciepły ton jej głosu złagodziły lęki Eda, sprowadziły 

go do teraźniejszości. Czując, że otwiera się przed  n i m nowa perspektywa, 
zapytał ją: „Pójdziemy do  ł ó ż k a ? " 

Rachel wyrzekła: „Oczywiście! Nie  z a m i e r z a m się z tobą droczyć". 

I tak oto Ed na zawsze pozbył się swoich lęków. 

background image

J e d n y m z  k o c h a n k ó w  J e n n y był żonaty mężczyzna, nie zdający sobie 

sprawy ze swego szowinizmu. Próbując  u n i k n ą ć żałosnych komplikacji, 
J e n n y wyznała mu, że przysięgła  k o c h a ć się z każdym, kto jej się spo­
doba.  M ę ż c z y z n a chyba jej nie zrozumiał, ponieważ zadał pytanie: „Jak 
zapatrujesz się na związek  m o n o g a m i c z n y ? "  W t e d y  J e n n y mu odrzekła: 
„Nie  m a m nic przeciwko, jeśli stworzysz go ze swoją żoną. Chyba właśnie 

tego pragnie". 

Alberta nie  n a u c z o n o wiary w siebie, w związku z  c z y m pokładał 

zaufanie w  c a ł y m bagażu  o t r z y m a n y m wraz ze  s w y m  p o c h o d z e n i e m : 
religii, narodowości, kolorze skóry itd.  B ę d ą c przekonanym, że szczęście 
dać  m o ż e jedynie imitowanie kulturowego wzorca męskości, stał się 
stereotypem zamiast autonomiczną jednostką. 

J e d n a k ż e z czasem, nie  m o g ą c  j u ż  w y t r z y m a ć społecznych pre­

sji związanych z kultywowanym przez siebie stereotypem, zaczął 

poszukiwać lepszego stylu życia. Przez pewien czas wczytywał się 
w dzieła Gurdżijewa,  m i a ł  k r ó t k i okres fascynacji scjentologią, aż 
w  k o ń c u odnalazł się w zenie. 

G ł ę b o k i e zmiany w jego życiu wzbudziły ciekawość jego 

współpracowniczek. Jedna z  n i c h spytała: „Jak to się stało, że nagle 
porzuciłeś dawny styl życia". Alberto odrzekł: „Dowiedziałem się, że 

machismo

 oznacza w łacinie niepewność". 

background image

P e w n e g o razu Ho Szi  Z e n pogrążył się w rozpaczy, nie mogąc znaleźć 

partnerki podzielającej jego entuzjazm względem Dziesięciu Tysięcy Ce­
sarskich  P o z y c j i Seksualnych. Kiedy  j u ż przestał się rozglądać, w jego 
życiu zjawiła się nowa partnerka. O dziwo, czuli się ze sobą znakomicie. 

Pasowali do siebie idealnie. 

Po  p i ę c i u  d n i a c h spędzonych na łóżkowych potyczkach, Ho zdobył 

się na  s z c z e r o ś ć : „Przez całe życie szukałem tylko ciebie. Jesteś moją 
Smoczą  D a m ą , z którą  m o g ę stanąć do walki" 

„Nie  w y b i e r a m y się chyba na pole bitwy?" - zadźwięczały słowa ko­

c h a n k i . 

„ O  n i e !  W y s t a r c z ą  n a m łóżkowe  p o t y c z k i ! " 

W  d o m u  r o d z i n n y m  B e n a  m o d n a była muzyka pop i logika. Ben 

został  w i ę c  r o m a n t y c z n y m racjonalistą.  C h o c i a ż zajmował się zenem, 

nie  z m i e n i ł swego światopoglądu, jedynie go poszerzył. Pewnego razu 

J a n e  s p y t a ł a go o związek  p o m i ę d z y jego  r o m a n t y c z n y m racjonalizmem 

a seksem.  B e n odpowiedział: „Kiedy idę z  k i m ś do łóżka,  m a m nadzieję 

na  p o c z ą t e k długiej i zażyłej przyjaźni.  J e d n a k nie wybrzydzam, kiedy 
nic z tego  n i e wychodzi". 

Jane  p o s t a w a ta przypadła do gustu. Wyznała, że wielu jej znajomych 

m a bzika  n a  p u n k c i e  m o n o g a m i i .  B e n powiedział: „Nie  m a m nic przeci­
wko  m o n o g a m i i ,  p o d  w a r u n k i e m że jest spontaniczna". 

background image
background image

Podczas dyskusji  B e r t stwierdził, że istnieje wiele sposobów opisy­

wania rzeczywistości, a każdy z nas wybiera ten, który pasuje najlepiej 
do naszych indywidualnych zapatrywań i ograniczeń.  O m a r posunął się 

jeszcze dalej. Powiedział, że tzw. rzeczywistość obiektywna to fantazja 

podzielana przez większość ludzi, natomiast rzeczywistość subiektywna 
to fantazja osobista.  M a i nie  m i a ł wiele do powiedzenia. Spuentował 
k r ó t k o : „Rzeczywistość to pierwotny test  R o r s c h a c h a ". 

background image

M a m y dziś dla was dobre wiadomości.  M a m y też złe wiadomości. Za­

cznijmy od złych: nie będzie dobrych wiadomości.  M o ż e m y teraz przejść 
do dobrych: nie musicie słuchać złych wiadomości. 

background image

Na podstawie wieloletnich kontaktów z guru i ich  n a u k a m i Ralph 

doszedł do następującego wniosku: „Każdy system, mający prowadzić 
do oświecenia za  p o ś r e d n i c t w e m wskazówek i przykładów, dostarcza 
narzędzi, przy  p o m o c y których  m o ż n a wytworzyć złudzenie oświecenia. 
Jeśli posługujemy się  n i m i w sposób umiejętny,  t r u d n o odróżnić 
złudzenie od rzeczywistości". 

Słysząc to, Lucas orzekł: „Być  m o ż e , nie ma  m i ę d z y  n i m i różnicy". 

Wszystko jest pod  p e w n y m względem prawdziwe, pod  i n n y m 

fałszywe, a pod jeszcze  i n n y m pozbawione znaczenia. Wcielając tę wiedzę 
w praktykę  m o ż e m y czuć się zrelaksowani. I tak na przykład, jeśli ktoś 
powie o nas coś nieprawdziwego, nie  p o w i n n i ś m y się złościć, niezależnie 
od tego, czy są to  m i ł e czy  n i e m i ł e słowa.  P o d  p e w n y m względem są one 
prawdziwe, ponieważ wyrażają to, co dana osoba sądzi o nas. Stanowią 
więc jednostkową prawdę.  P o d  i n n y m względem nie są prawdziwe, 
ponieważ nie odzwierciedlają tego, co sami  m y ś l i m y o sobie. W  k o ń c u 
zaś i  t a k nie mają znaczenia, ponieważ nie wpływają na to,  k i m jesteśmy. 
Nasza  t o ż s a m o ś ć jest niezależna od opinii  i n n y c h ludzi. 

W ś r ó d wielu ról i masek, jakie przyjmujemy w  c o d z i e n n y m życiu, 

j e d n a z nich przedstawia kogoś całkowicie wiernego sobie. Nie bójcie się 
ją nosić. Domagajcie się tego, czego naprawdę pragniecie. Prawda, wiąże 

się z  t y m podwójne ryzyko. Po pierwsze, w ten sposób obnażacie przed 
sobą i  i n n y m i swą prawdziwą naturę. Po drugie,  m o ż e c i e rzeczywiście 
dostać to, czego chcecie. 

background image

G d y  O m a r  o t r z y m a ł zegar od swego dziadka, położył go w ekspono­

w a n y m miejscu na półce,  m i m o że jego prezent  c a ł y czas się spóźniał. 
Ale  O m a r cieszył się  j u ż  s a m y m jego widokiem. Nie traktował go  j a k o 
czegoś, co ma być użyteczne. 

W k r ó t c e zegar stał się ulubionym  t e m a t e m  r o z m ó w jego gości: „Hej, 

ten zegar nie pokazuje właściwej godziny!" „To prawda, że jest zepsu­
ty?",  „ C z e m u go  t r z y m a s z ? " 

Aż w końcu  O m a r wyznał Giovanniemu, że zamierza oddać zegar do 

warsztatu. Nie dlatego, by nagle zapragnął go naprawić. Po prostu, miał 
dość przytyków pod jego adresem. Słysząc to, Giovanni podszedł do zegara, 
usunął jego wskazówki i napisał słowo  T E R A Z w samym jego centrum. 

background image

Wyobraźnia, podobnie jak logika, to wartościowe, choć trochę 

ograniczone narzędzie. Choćbyś bowiem miał ją jak największą, 
nie jesteś w stanie sobie wyobrazić prostoty życia. 

Wszystkie tajemnice są jawne. Nie ma nic do ukrycia. Niczego 

nie da się odkryć. Mówi się nam to, co już wiemy. Co najwyżej, 
możemy nie uświadamiać sobie tego. 

Przeszłość jest zwykłym wspomnieniem, przyszłość czczą 

spekulacją. Miejsce, w którym się spotykają, nazywamy teraź­
niejszością. To właśnie w niej żyjemy. Naszym adresem zamieszka­
nia jest wieczne teraz. 

background image

Wyłapywanie sekwencji zdarzeń przychodzi nam, ludziom, bez 

trudu. Z łatwością opisujemy jedno zdarzenie jako następstwo, a inne 
jako jego przyczynę. I chociaż trudno podważyć tę logikę, nie świadczy 
to o jej słuszności. Czasami coś, co sprawia wrażenie zdrowego 

rozsądku, jest tylko zwyczajną głupotą, która weszła nam w nawyk. 

Dowiedziałem się dzisiaj o czymś, co nazywa się „wierzkol-

wiek" i zacząłem w to wierzyć. Jeśli uwierzymy w „wierzkolwiek" 
i sformułujemy jego spójną definicję, zgromadzenie wystarczającej 
ilości informacji, potwierdzających jego istnienie, przyjdzie nam bez 
trudu. Wystarczy odrobina wysiłku. Pytanie tylko, czy naprawdę 
tego chcemy? 

Nauka i magia są często bardzo różnymi mapami, opisującymi 

to samo terytorium. Nauka, która lubi podążać ścieżką naj­
mniejszego oporu, ignoruje magię jako drogę zbyt ciężką. 
Magia posługuje się mitem, nauka niejasną terminologią. 

Pod względem semantycznym, dotyczą tego samego. Każda 
z nich mówi o czymś nieznanym, robiącym coś dziwnego. 
Każda tworzy prawa, wedle których coś znowu się stało. 

background image

K e n posiadał wyjątkową umiejętność. Potrafił wyczuć, na podstawie 

dotyku, w  j a k i m nastroju jest dana osoba.  Z d a r z a ł o mu się to  n a g m i n ­
nie, nawet wbrew swoim  c h ę c i o m . Starając się zagłuszyć  n i e m i ł e aspekty 
swego talentu, popadł w pijaństwo. Kiedy alkohol nie dawał  j u ż rady, 

przerzucił się na środki uspokajające. Wreszcie życie stało się dla niego 
piekłem. Sięgnął po heroinę. 

Przez długi czas wiódł życie ćpuna, aż w  k o ń c u trafił na odwyk. 

Terapia zakończyła się sukcesem.  K e n wrócił do  n o r m a l n e g o życia. 
Powiada:  „ M u s i a ł e m zrozumieć, że wszystko będzie dobrze, jeśli tylko 
zacznę przebywać w towarzystwie ludzi, których dotyk wzbudza u  m n i e 
przyjemne uczucia". 

background image

Mary, leżąc na stole operacyjnym, w  o s t a t n i m przypływie świadomości 

doznała olśnienia. Starając się cokolwiek z niego zachować, ułożyła je 
w słowa, które wykrzyczała stojącym nad nią ludziom w białych kitlach. 
Chwilę później pogrążyła się w narkozie. 

Ale po przebudzeniu niczego nie pamiętała. Nie potrafiła nawet sobie 

przypomnieć, czego dotyczyły jej słowa. Spytała więc lekarza:  „ P a m i ę t a 
pan, czy przed zaśnięciem powiedziałam coś niezwykłego?" 

Lekarz przytaknął: „Rzeczywiście, było coś takiego". 

„ M ó g ł b y pan przytoczyć  m o j e słowa?" 

„ O b a w i a m się, że nie będzie to takie proste. Brakowało im spójności. 

Nic z nich nie zrozumieliśmy". 

background image

W s z e l k i e prawa dotyczące sytuacji, w  k t ó r y c h  d o c h o d z i do 

występku, lecz nie ma ofiary, są  w y t w o r a m i czyichś lęków. Co praw­

da, nie ograniczają naszej wolności, lecz  p o w i n n y być stosowane ze 
szczególną  o s t r o ż n o ś c i ą . Najtrudniej w naszej kulturze jest być wol­

n y m , a  j e d n o c z e ś n i e nie padać ofiarą czyichś niepokojów. 

Jeśli życie jest zagadką, jej rozwiązanie znajduje się w  n a s z y m umyśle. 

C z a s a m i nie jest łatwo je znaleźć.  M o ż e ubierać się w symbole lub 
ukrywać  p o d postacią mitów.  O d k r y w a m y je między  i n n y m i w  m i c i e 
Atlasa, pokazującym, że każdy z nas dźwiga świat na własnych barkach. 
A l b o w i e m to nasza głowa jest twórcą postrzeganego przez nas świata. 
W i e d z a o  t y m stanowi pierwszy  k r o k na drodze do uświadomienia so­
bie, że świat nie jest wcale ciężarem, tylko częścią nas samych. 

Zawierasz w sobie tysiące światów i olbrzymią mądrość.  K a ż d a 

z twych  k o m ó r e k potrafi się regenerować oraz zmieniać.  M i m o że nie 
uświadamiasz sobie wielu z zachodzących w tobie procesów, i tak są twoją 
nieodłączną częścią. To, co nazywasz zwyczajną świadomością, stanowi 
zaledwie fragmencik twojej istoty. Jest tylko przeważającą opinią,  j a k ą 
w danej chwili masz na temat swego doświadczenia. Zrównując swą 
t o ż s a m o ś c i ą z posiadanymi przez siebie opiniami, poważnie ograniczasz 
swoje możliwości i rzeczywistość. 

background image

K a ż d y człowiek jest artystą. Jego dziełem sztuki jest własne życie. 

W i ę k s z o ś ć artystów ma jeden problem -  j a k określić, kiedy skończyło 
się swoją pracę? Ale gdy zrozumie się, że życie jest formą sztuki,  n i k n ą 
tego rodzaju kłopoty. Śmierć  m ó w i  n a m o zakończeniu. Zupełnie jak­
by  n a t u r a chciała  n a m powiedzieć:  „ K o n i e c kropka.  U k o ń c z y ł e ś swoje 
dzieło. Teraz możesz odpocząć". 

W czasach powszechnej inflacji  m o ż e się wydawać, że wszystkie ceny 

idą w górę. To nieprawda. Jedna z  n i c h pozostaje  n i e z m i e n n a . To cena 
śmierci. Tym, którzy jej nie rozumieją,  m o ż e wydawać się zbyt wysoka, 
ale płaci się ją tylko raz w życiu. Na dodatek nigdy z zaliczką. 

Każdy, kto uważa, że znajduje się w lepszym  p o ł o ż e n i u od większości 

rzekomo racjonalnych istot, traktuje  j a k o  k o m p l e m e n t słowa, że jest 

szaleńcem. Dlatego nawet jeśli nie jesteśmy w stanie zdefiniować, 
czym jest szaleństwo, postarajmy się  c h o c i a ż zachować równe prawa 
dla wszystkich obłąkanych. Ludzie oskarżani o znalezienie się na 
skraju szaleństwa, nie znają żądnych ograniczeń. Wszystko jest dla nich 
możliwe. Wystarczy, że zrobią  k r o k dalej, a wkroczą w przestrzeń poza 
szaleństwem, gdzie czeka na  n i c h wielka  k o s m i c z n a tajemnica. 

background image
background image

Podstawowym  w a r u n k i e m ,  j a k i należy spełnić przed przystąpieniem 

do medytacji nad  o d d e c h e m , jest  t r z y m a n i e wyprostowanych pleców. 
Nie ważne, czy siedzi się na krześle, podłodze, czy poduszce. Po zajęciu 
odpowiedniej pozycji  m o ż n a  p r z y m k n ą ć oczy. Następnie trzeba 
poruszyć się w prawo i w lewo, by ciało znalazło swój  p u n k t ciężkości. 
Nasz kręgosłup powinien być słupem prowadzącym z ziemi do nieba. 
Przy  t a k wyprostowanej sylwetce  m o ż n a zająć się  p o d b r ó d k i e m .  N i e c h 
nie kieruje się ani ku dołowi ani do góry. Uszy mają być w jednej linii 
z  r a m i o n a m i . 

Z a c z y n a m y od koncentracji na oddechu. Obserwujemy powietrze 

wlatujące przez nozdrza, zstępujące do  p ł u c przez gardło.  W c z u w a m y 

się w poszerzającą klatkę piersiową.  Z w r a c a m y uwagę na nagły spokój, 

j a k i się pojawia w chwili, gdy  o r g a n i z m uzyskuje równowagę  m i ę d z y 

w d e c h e m i wydechem.  W c z u w a m y się w powietrze wylatujące z  p ł u c 
przez gardło i nozdrza.  W c z u w a m y się w opadające mięśnie przepony 
i zwężającą klatkę piersiową.  Z w r a c a m y uwagę na nagły spokój,  j a k i się 
pojawia w chwili, gdy organizm uzyskuje równowagę  m i ę d z y  w y d e c h e m 
i kolejnym wdechem. Jesteśmy  t y m  c a ł k o w i t y m  s t a n e m równowagi 
pojawiającym się na początku i  k o ń c u cyklu oddechowego. 

D l a ułatwienia sobie dalszej koncentracji na oddechu wypuszczamy 

z siebie wszelkie myśli wraz z  w y d y c h a n y m powietrzem. Po cichu li­
c z y m y każdy wdech, pomijając w swych obliczeniach wydech. Kiedy 
dojdziemy do dziesięciu,  z a c z y n a m y od nowa. Jeśli nasza uwaga uleg­
nie rozkojarzeniu,  p o n o w n i e skupiamy ją na oddechu. Jeśli zatracimy się 
w rachubach,  z a c z y n a m y liczyć od nowa. 

Dzięki tej medytacji  n a u c z y m y się koncentracji i rozwiniemy 

wewnętrzny spokój. Praktykujemy ją przez dwadzieścia, trzydzieści 
m i n u t o dowolnej porze dnia. Zazwyczaj raz dziennie. Po kilku ty­
godniach  p o z n a m y jej rezultaty i będziemy wiedzieć, czy warto ją 
kontynuować. 

background image

M e d y t a c j a w ruchu  w y m a g a prywatnej, spokojnej przestrzeni, 

wystarczająco rozległej, by  m ó c po niej spacerować. Przygotowujemy 
się do niej siedząc w ciszy, aż osiągniemy wewnętrzny spokój. Kiedy 

j u ż się wyciszymy, idziemy na środek pokoju. Stoimy  t a m przez chwilę. 

Następnie pozwalamy poruszać się  s w y m  m i ę ś n i o m , by zeszło z  n i c h 
napięcie. Niech inicjatywa wyjdzie z samego ciała. Nie wydawajmy mu 
rozkazów.  W s ł u c h u j m y się w jego wewnętrzne ruchy, znajdujące się na 

s a m y m skraju naszej świadomości. Te same ruchy, które układają ciało 
do snu lub umożliwiają mu znalezienie wygodnej pozycji na krześle. 

Podczas medytacji w ruchu nie powstrzymujemy ani nie inicjujemy 

myśli. Ponieważ zależy  n a m na pozbyciu się  n a d m i a r u napięcia, nie 
zajmujemy się  ć w i c z e n i e m umysłu.  S t a r a m y się rozluźnić w każdej pozy­
cji.  D o z w o l o n a jest każda forma ruchu,  p o d  w a r u n k i e m , że nie przerywa 
n a m usuwania napięcia zgodnie ze wskazówkami,  j a k i e otrzymujemy 
dzięki przesyłowi  z w r o t n e m u wiadomości w ciele. 

Pozbywając się świadomej kontroli nad  m i ę ś n i a m i , nasze ciało przyj­

muje najbardziej wygodną dla niego pozycję.  R o z l u ź n i a m y wtedy mięśnie 
gardła.  U w a l n i a m y z siebie dźwięki redukujące napięcie.  M o ż e m y też 
c z a s a m i poruszać głową na  b o k i w celu rozluźnienia mięśni szyjnych. 

background image

Podczas medytacji powtarza się każdy ruch, który wydaje się 

właściwy, wsłuchując się w głos ciała. W zależności od tego, co dyktują 
n a m uczucia,  m o ż e m y wstawać, chodzić,  p o ł o ż y ć się lub usiąść. Liczy się 
spontaniczność ruchu. 

Praktykując medytację w ruchu przez dwadzieścia do trzydzies­

tu  m i n u t dwa razy w tygodniu, większość osób luzuje swe mięśniowe 
napięcie, dzięki  c z e m u czuje się lepiej we własnej skórze. Medytacja 
ta służy też  p o m o c ą przy przezwyciężaniu fizycznych i umysłowych 

dolegliwości,  k t ó r y m jesteśmy poddawani w chwili stresu. 

P o ż y t k i e m  p ł y n ą c y m z medytacji w ruchu jest większa świadomość 

ciała, w  k o ń c u zaś większa akceptacja naszej konstytucji fizycznej 
dającej schronienie dla ducha.  W r a z z rozwojem tej praktyki  m o ż n a 
się przekonać, że jej subiektywna wartość zmienia się od czasu do cza­
su. Należy ją praktykować  t a k długo, aż odczuje się wynikające z niej 

korzyści i uzna, że jest warta zaangażowanego w nią czasu. 

Gdziekolwiek idziesz, miej świadomość  r u c h ó w swego ciała. Wczu-

waj się w stale przesuwający się jego  p u n k t ciężkości. Koncentruj się na 

s a m y m chodzie oraz informacjach dopływających z mięśni. 

Kiedy zjednoczysz się mentalnie z tą czynnością, odnajdziesz zależność 

między kolejnymi krokami a oddechem. Zainteresuj się ich rytmem. Możesz 
zacząć postrzegać napinanie i luzowanie mięśni  j a k o ruchy wykonywane 
podczas kosmicznego tańca. Ciesz się przepływem świadomości. 

Traktuj każdy spacer  j a k o proces, a nie przejście od miejsca do 

miejsca. Jeśli rozproszy ci się uwaga, sprowadź ją do działań czysto fizy­
cznych. Obserwuj swoje ruchy,  z m i a n y  p u n k t u ciężkości, chwile  m i ę d z y 
w d e c h e m a wydechem. 

Stopniowo, wraz ze  z g r o m a d z o n y m doświadczeniem, każdy ruch 

przyjdzie ci łatwiej. Będziesz  j a k chodziarz,  k t ó r y po przejściu tysięcy 
kilometrów, traktuje każdy kolejny  k r o k  j a k b y był pierwszym. 

background image

T e c h n i k i medytacji transcendentalnej są łudząco łatwe do nau­

czenia. Po prostu dwa razy dziennie, o w  m i a r ę  p u s t y m brzuchu, przez 
piętnaście do dwudziestu  m i n u t powtarza się w umyśle sylabę lub szereg 
sylab znanych  j a k o  m a n t r a . Należy to robić w spokojnym miejscu, z dala 
od wrzawy i innego rodzaju  z a k ł ó c e ń .  W a r t o medytować nago lub  m i e ć 
na sobie luźne ciuchy, pamiętając  j e d n o c z e ś n i e o przyjęciu  j a k najwy­
godniejszej, wyprostowanej sylwetki. 

Jeśli uda ci się wygospodarować około dziesięciu godzin na przestrzeni 

dwóch tygodni, możesz zacząć dostrzegać wymierne skutki tej praktyki. 

Zaczynasz ją od wyboru mantry. Ponieważ będziesz powtarzał ją 

w umyśle, musisz czuć się z nią dobrze. Nie  p o w i n n a wywoływać w to­
bie  k o n k r e t n y c h wyobrażeń czy przemyśleń. Jej celem jest uspokojenie 
umysłu.  M o ż e to być jakakolwiek pieśń lub słowo  n a p o t k a n e w toku twe­
go doświadczenia.  W a ż n e by niosło uspokojenie. Dla przykładu podaję 
niektóre  m a n t r y : 

Jeśli chce się naprawdę skorzystać z tej medytacji, należy ją 

praktykować przez mniej więcej dwa tygodnie. Do bardziej przyziem­
nych jej skutków zalicza się zwiększony poziom energii, zmniejszoną 
potrzebę snu, większą akceptację siebie i innych, lepsze radzenie sobie 
w trudnych sytuacjach oraz zwiększoną uważność. Subiektywne uczucia, 

background image

j a k i e wywołuje w nas ta medytacja, niekoniecznie muszą rozstrzygać o jej 

wartości. Jednak, kiedy po dwóch tygodniach nie zauważymy żadnego 
z niej pożytku,  m o ż e m y ją przerwać. Być  m o ż e , jest to nieodpowiednia 
dla nas  m e t o d a albo przypadła na niewłaściwy okres w  n a s z y m życiu. 

Najlepiej recytować  m a n t r ę wcześnie rano, zaraz po przebudzeniu, 

lub wieczorem, przed  o s t a t n i m posiłkiem.  Ż o ł ą d e k powinien by pusty, 
a umysł wolny od używek.  M a n t r ę powtarza się w  t y m  s a m y m rytmie. 
Jeśli zdarzy się  n a m odlecieć, koncentrujemy się  p o n o w n i e na słowach. 

Nie trzeba powstrzymywać myśli. Nasze myśli to przejawy funk­

cjonowania naszego umysłu. Nie mają większego znaczenia poza tym, 

j a k i e im nadajemy.  P r z e s t a ń m y o  n i c h myśleć. Po prostu je obserwujmy 

i pozwalajmy im znikać. Na przykład, gdy w trakcie  p o r a n n e j medytacji 
najdzie was myśl o jedzeniu,  m o ż e m y pójść jej  t r o p e m i wypędzić ją 
myślą „Przecież nie pora teraz na śniadanie. Potrzeba mi czasu na  m ó ­
wienie mantry".  W r a c a m y wtedy do  m a n t r o w a n i a , które kontynuujemy 
do  k o ń c a sesji. 

Podczas tego rodzaju praktyki medytacyjnej przydatny jest zegarek. 

W a r t o go  t r z y m a ć w  w i d o c z n y m miejscu. Co prawda, w trakcie me­
dytacji  m a m y oczy  z a m k n i ę t e , lecz nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy 
otwierali je dla kontroli upływającego czasu.  W r a z z rozwojem praktyki 
coraz rzadziej będziemy potrzebowali zegarka. Poprawi się nasze wy­
czucie czasu. Po zakończonej sesji wstajemy powoli, zupełnie  j a k b y ś m y 
budzili się ze snu. 

Upewnijcie się, że to, co dzieje się podczas waszej medytacji, jest dla 

was  c z y m ś  n o r m a l n y m , Po wyciszeniu  p o t o k u myśli  m o ż e c i e wkroczyć 
w stan mający coś ze snu. Należy przyjąć go z  p e ł n y m dobrodziejstwem 
inwentarza. Jeśli po zakończonej medytacji poczujecie senność, pozwól­

cie sobie na chwilę drzemki, chyba że  m a c i e do zrobienia coś pilnego. 
Często się zdarza, że osoby medytujące znajdują się nagle w  m i e j s c u 
m i ę d z y  s n e m a jawą. To bardzo dobre miejsce do praktyki,  p o d warun­

kiem, że ma się co do niego pewność. 

M o ż n a praktykować  s a m o t n i e albo w grupie. Na początku bardzo 

przydatne bywa wsparcie  i n n y c h osób. Sprzyjają  o n i wytworzeniu 

background image

Staraj się wykorzystać każdy dzień. Zwracaj uwagę na to, co robisz, 

i co to dla ciebie znaczy. Poświęcaj się całkowicie swoim przeżyciom. 
Zjednocz się ze swym doświadczeniem. Jeśli zdarzy ci się zabłąkać 
gdzieś w przeszłość lub zawędrować ku przyszłości,  p o w r ó ć do wydarzeń 
dziejących się obecnie. Żyj tylko  t y m dniem, a nie żadnym  i n n y m . 

w nas tego nawyku. Należy wszakże  p a m i ę t a ć o tym, by sesja medytacji 
nie była wyłącznie pretekstem, dzięki  k t ó r e m u kontroluje się inne osoby 
w grupie. Nie obwiniajmy ich za swe rozproszenie. Nie wywołujmy 
w nich poczucia winy. Jesteśmy  p a n a m i swego losu i nawet kiedy coś 

odwróci naszą uwagę,  m o ż e m y  w r ó c i ć do naszej mantry, ponownie 

koncentrując się na praktyce. Jeśli z  t r u d e m przychodzi  n a m odna­
lezienie spokoju we własnym mieszkaniu,  m o ż e m y medytować o świcie 
i tuż przed  p o ł o ż e n i e m się do snu. 

W i e l u naukowców, filozofów i przywódców religijnych zdążyło  j u ż 

docenić korzyści związane z  p r a k t y k o w a n i e m medytacji transcenden­
talnej. Pamiętajmy  j e d n a k o tym, że sami jesteśmy własną wyrocznią. 
C z e r p m y  m ą d r o ś ć z własnej praktyki.  M a m y tu do czynienia z prostą 
techniką. Poświęcajmy jej dziesięć godzin w ciągu kolejnych dwóch ty­
godni, a zauważymy płynące z niej korzyści. 

background image

Tylko ty jesteś odpowiedzialny za  g ł ę b o k o ś ć i rozległość swego 

doświadczenia.  S a m sobie narzucasz granice tego, gdzie się znajdujesz 
i z  k i m przebywasz,  m i m o sporego  w p ł y w u swojego  p o c h o d z e n i a , 
środowiska i doświadczenia. Następujące ćwiczenie  p o m o ż e ci w lep­
szym  p o z n a n i u swojej kultury, różnych subkultur i  i n n y c h kultur. 

Wybierz jakiś obszar kulturowy dla swej eksploracji. Zbierz na ten temat 

j a k najwięcej danych. Następnie ubierz się odpowiednio dla nowego otoczenia, 

wejdź w nie i zlej się jak najbardziej tylko potrafisz, bez kompromisów wobec 

swej wewnętrznej natury. Naucz się jak najwięcej z tego doświadczenia. 

Do tego ćwiczenia będzie ci potrzebna druga osoba. Zapal świeczkę 

i postaw ją  n i e c a ł e  p ó ł  m e t r a przed sobą. Spoglądaj w  p ł o m i e ń . Nie 
zwracaj uwagi na nic innego. Niechaj nie zwodzą cię żadne myśli ani 
n i c co się dzieje w najbliższym otoczeniu.  C a ł a twoja uwaga musi się 
k o n c e n t r o w a ć  n a  p ł o m i e n i u . 

Co  m i n u t ę lub dwie druga  o s o b a będzie zadawać ci pytanie: „Gdzie 

j e s t e ś ? " Nie odpowiadaj na nie, tylko  s a m zastanów się, gdzie w danej 

chwili znajduje się twoja uwaga. Jeśli zawędrowała daleko od świecy, 

musi do niej wrócić.  R e g u l a r n e powtarzanie tego ćwiczenia ułatwi ci 
osiąganie skupienia. 

background image

Jeśli  m a s z tak wielkie problemy z  p o d e j m o w a n i e m decyzji, że nie 

jesteś w stanie być spontanicznym, poniższe ćwiczenie ułatwi ci dokony­

wanie wyborów. Posłużysz się tutaj tzw.  t e c h n i k ą  C A N - noszącą nazwę 
od trzech jej podstawowych składników: chronologii, alfabetu i  n u m e ­
rów.  C A N  p o m a g a w  p o d e j m o w a n i u decyzji. Kiedy  m a m y z  n i m i kłopot, 
z a c z y n a m y od C - chronologii, czyli zabieramy się za to, co pojawiło 
się najwcześniej. Jeśli wszystkie elementy, z których  m a m y wybierać, 
pojawiły się równocześnie,  z a c z y n a m y od A - alfabetu, wybierając 
pierwszy w porządku alfabetycznym. Jeśli  t r u d n o zastosować to kry­
terium,  m o ż e m y  o d n i e ś ć się do porządku numerycznego, czyli wybrać 
rzecz posiadającą najniższą wartość numeryczną. Kiedy to, co  m a m y 
wybrać, nie posiada takowej wartości,  m u s i m y ją nadać i stosownie do 
tego dokonać wyboru. Tak czy owak, nic nie jest dla nas niedościgłe. 

Pamiętajcie  C A N równa się „możesz"! 

W y s u ń ręce prosto przed siebie z  d ł o ń m i skierowanymi równolegle 

do ziemi. Postaraj się wygiąć palce  j a k najbardziej ku górze. Następnie 
wyobraź sobie, że o twoje dłonie odbija się piłka. Szybko i regularnie. 
G d y wyobrażasz sobie, że piłka wpada w twe dłonie, gwałtownie je zacis­
kasz. Następnie ją wypuść, wyprostowując dłonie do poprzedniej pozy­
cji. Przez  c a ł y czas nie zapominaj o  g ł ę b o k i m i  r ó w n o m i e r n y m oddechu. 
Staraj się zaciskać i wyprostowywać dłonie  j a k najszybciej. Licz każde 
schwytanie piłki. Kiedy dojdziesz do pięćdziesięciu, możesz zakończyć 
sesję.  O t r z y m a s z w ten sposób dość energii, by zająć się tym, co masz do 
wykonania. 

background image

W y o b r a ź sobie, że jesteś podwieszony pojedynczą nicią wiodącą 

z czubka twojej głowy do nieba, zupełnie  j a k b y było to przedłużenie 
twego kręgosłupa. Stań na chwilę i przenieś swój  p u n k t ciężkości do 
góry,  j e d n o c z e ś n i e starając się nie odrywać stóp od ziemi. Ponieważ 
niewidzialna  n i ć nie tkwi w twych policzkach tylko czubku głowy, 
dostosuj do stanu nieważkości  m i ę ś n i e twarzy. Pracuj nad  t y m zaw­
sze i wszędzie, kiedy nie mówisz, nie pijesz, nie jesz itd.  N i e c h twe ra­
m i o n a zwisają bezwiednie zawsze, kiedy niczego nie dźwigasz. Pamiętaj, 
że nogi dają ci solidne oparcie. Wystarczy popracować nad ich  m o c ą . 
Tego rodzaju ćwiczenie wprowadzi więcej luzu w twoje życie. 

background image

Kiedy czujemy się rozdrażnieni, nasze ciało jest spięte. Przeszkadza to 

n a m we śnie i odpoczynku. W celu pozbycia się napięcia trzeba dotrzeć 

do jego istoty.  Z r o z u m i e n i e to  w a r u n e k konieczny dla wyzwolenia. 
Zaciśnijcie pięści. Wczujcie się w pracę swych mięśni.  G d y uświadomicie 
sobie ich działanie,  m o ż e c i e wyprostować palce. Świadome uwalnianie 
napięć to podstawa relaksacji. 

Następnie zróbcie to  s a m o z dużymi  m i ę ś n i a m i torsu i kończyn, za­

n i m przejdziecie do ćwiczeń nad  m n i e j s z y m i  m i ę ś n i a m i wokół gardła 
i twarzy. Za  k a ż d y m  r a z e m kurczcie je i rozluźniajcie. Im dłużej będziecie 

to robić z  n i e k t ó r y m i  m i ę ś n i a m i ,  t y m łatwiej przyjdzie  p o z o s t a ł y m 
odnaleźć stan relaksu. 

Na koniec opracujcie własną sekwencję rozluźniania mięśni. Relak­

sujcie się według obmyślonej przez siebie  t e c h n i k i za  k a ż d y m razem, gdy 
towarzyszy  w a m zdenerwowanie i napięcie. Staniecie się bardziej wylu-
zowani. Uspokoicie nerwy. 

Zrób masaż osobie, którą lubisz dotykać. Zacznij od jej głowy. Niech 

każdy twój dotyk będzie zdecydowany, lecz delikatny. Staraj się zachować 
p ł y n n o ś ć ruchów. Unikaj zaskoczenia. Jeśli korzystasz z olejku, ogrzej go 
w rękach. Nie odrywaj rąk od ciała. Koncentruj się na masażu. Nie angażuj 
się w zbyteczne rozmowy. Niech masowana przez ciebie osoba poczuje, że 

jej skóra łączy ją z resztą świata, że nie jest dzielącą ją od niego tarczą. 

background image

Z a d a n i e m tej medytacji jest osiągnięcie spokoju ducha lub przy­

gotowanie do dobrego  o d p o c z y n k u . 

Z a n i m  z a m k n i e s z oczy, zajmij  j a k najwygodniejszą pozycję. Następnie 

wyobraź sobie scenkę, w której nie ma ludzi, scenkę  m i ł ą  t w o i m 
o c z o m .  M o ż e to być jakiś  z n a n y ci obraz,  w s p o m n i e n i e z przeszłości lub 
całkowicie wymyślony krajobraz. 

Kiedy  j u ż postanowisz,  j a k ma  o n a wyglądać, przystąp do  j e g o kon­

struowania. Zachowuj się  j a k architekt lub  m a l a r z tworzący obraz. Daj 
sobie odpowiednią ilość czasu. Korzystaj z dostępnych sobie materiałów. 
Kiedy uda ci się odtworzyć go w umyśle z  z a c h o w a n i e m najdrobniejszych 
szczegółów, będziesz  m ó g ł do niego wracać w poszukiwaniu relaksu. 

background image

Przez jeden dzień traktuj wszystkie napotykane przez siebie osoby 

j a k b y były oświecone i wznosiły twą świadomość na wyższy szczebel 

ewolucji. Podejrzewaj, że wszyscy posiadają  j a k najlepsze intencje. Kiedy 
zaś poczujesz w sobie wewnętrzne napięcie, wykorzystaj je do pracy twór­

czej. Stwórz siebie od nowa tak, żebyś w ogóle się nie denerwował. Albo, 

jeszcze lepiej, wykreuj sytuację, w której nikt nie będzie się denerwował. 

Jeśli  b o w i e m zdołasz  p o k o c h a ć ludzi niezależnie od ich poglądów, tem­
p e r a m e n t ó w czy pochodzenia,  p o k o c h a s z również tę część siebie, która 
ich przypomina. 

W y o b r a ź sobie, że niedługo pożegnasz się ze swym życiem, oddając 

je swemu najlepszemu przyjacielowi. Odziedziczy on po tobie twój cha­

rakter, przekonania i najbliższe otoczenie. Znajdzie się w twojej skórze. 
Przygotuj się do tego dokładnie. Posprzątaj wokół siebie, fizycznie i men­
talnie.  Z m i e ń pozytywnie swoje życie,  j a k tylko to potrafisz. Przecież nie 
chcesz wprowadzać swego najlepszego przyjaciela do śmietnika? 

background image

Staraj się być szczery wobec siebie. Nie ukrywaj przed sobą swych 

prawdziwych oczekiwań. Nie idealizuj swojej osoby. Przez całe życie 
u c z o n o cię  t ł u m i ć twe prawdziwe uczucia, odczucia i przemyślenia. Pora 
wreszcie wyluzować. Niech dojdzie do głosu to,  c z y m jesteś naprawdę. 

Pamiętaj, że nie ma niczego takiego na świecie, czego nie  m o ż n a by 

pomyśleć. Przywróć właściwe miejsce  t w y m zmysłom.  N i e c h łączą cię 
z  t w y m doświadczeniem zamiast  n a r z u c a ć na nie filtry. Kiedy  j u ż sta­
niesz się szczery wobec siebie, postaraj się być szczerym wobec innych. 
Pamiętaj  j e d n a k przy tym, by nie  n a r z u c a ć  i n n y m swojej wizji życia. 

Dzięki  t e m u twój świat stanie się bardziej autentyczny. 

Przez dwa tygodnie zwracaj szczególną uwagę na wszystkie 

kierowane  p o d  t w y m adresem zaproszenia. Akceptuj tylko te, które nie 
zmuszają cię do  t ł u m i e n i a twych prawdziwych odczuć i nie wikłają cię 
w  n i e c h c i a n e układy. Sporządź ich listę, dzieląc zaproszenia na dwie 
grupy: przyjęte i odrzucone. 

Dzięki tej liście z łatwością poznasz rozmaite aspekty swej osobowości. 

Na podstawie dokonywanych przez siebie wyborów dowiesz się sporo 
o sobie.  P o d koniec tego okresu  p o n o w n i e przyjrzyj się sporządzonej 
liście i  s k u t k o m twych decyzji.  Z a s t a n ó w się, czy chcesz  k o n t y n u o w a ć 
tę praktykę. 

background image

W r a z z grupą znajomych usiądź w kręgu. Niechaj ktoś  j a k o pierwszy 

powie „ha", a następnie powtórzy to słowo osoba siedząca na lewo od 
niego. Kontynuujcie mówienie „ha", dopóki nie zostanie  o n o wypo­
wiedziane przez każdego w kręgu. Następnie niech ten sam inicjator 
powie „ha ha", a słowa te powtórzą kolejne osoby w kręgu. Kontynuujcie 
dodawanie „ha" po każdym  z a t o c z o n y m kręgu, aż w  k o ń c u wyzwolicie 
z siebie autentyczne salwy śmiechu.  M o ż e c i e nagrać całą tę sesję 

i puszczać ją znajomym. 

background image

Każdego dnia zastanawiaj się nad tym, czy chcesz być tą samą osobą co 

wczoraj. Tylko ty sam jesteś w stanie stwierdzić, czy pasują ci twoje wczo­
rajsze schematy zachowań i styl życia. Możesz je kontynuować lub zmienić. 
Wybór należy do ciebie. Z jego konsekwencjami zmierzysz się już dzisiaj. 

Jeżeli  c h c e się  o t r z y m a ć treściwą odpowiedź, trzeba zadać równie 

treściwe pytanie. W przeciwnym razie  m o ż n a czuć się rozczarowanym. 
Zadaj więc sobie następujące pytania: „Czy  m o j e zachowanie w danej 
sytuacji przynosi mi  w y m i e r n e  k o r z y ś c i ? " „Czy nie lepiej porzucić 
go  j a k o złego nawyku?", „Jakie są skutki wydatkowanej przeze  m n i e 
energii?", „Czy rzeczywiście działam we  w ł a s n y m interesie?" 

Uważnie przyjrzyj się swym odpowiedziom i wyciągnij z  n i c h 

wnioski. Kiedy powtórzysz to ćwiczenie, twoje pytania i odpowiedzi 
nabiorą większego znaczenia. Pamiętaj, że  t a k  j a k nie ma niczego ta­
kiego, o czym nie  m o ż n a by pomyśleć,  t a k nie ma takiego pytania, które­

go nie  m o ż n a by zadać. 

Przygotuj swoje mieszkanie na wizytę ważnego gościa. Udeko­

ruj je pięknie. Zapal kadzidła i świece. Kup wykwintne wino.  W ł ą c z 
ciekawą muzykę. Skorzystaj z zasobów wyobraźni dla wzbogacenia go 
o wyjątkowe piękno.  T y m  w a ż n y m gościem będziesz ty. 

Ustaw w swoim pokoju lustra. Przyglądaj się swemu ciału. Podziwiaj 

jego piękno. Nie porównuj go z  i n n y m i tylko traktuj  j a k o niezależne 

dzieło sztuki.  M o ż e s z  o d k r y ć piękno w zakrzywionej powierzchni 
swych paznokci, w gładkości mięśni,  w y p u k ł o ś c i żeber.  D o k ł a d n i e 

background image

zlustruj każdy jego fragment, wszystkie zagłębienia i wypukłości, po­

jedyncze włosy. Staraj się dojrzeć  p i ę k n o w tym, co wcześniej  u m y k a ł o 

twej uwadze. 

Nanieś na dłonie odrobinę  m a ś c i lub  p ł y n u nawilżającego. Następnie 

zacznij  n i m smarować całe ciało. Powoli przesuwaj się od  j e d n e g o do 
następnego jego fragmentu. Wczuj się w towarzyszące temu odczu­
cia. Masuj swe ciało raz lekko, raz intensywnie, odpowiednio stopniuj 
napięcie. Odkryj, które jego połacie są wrażliwsze. Rozbudzaj  z a m k n i ę t e 
w nich żądze. 

Kiedy  j u ż dobrze poznasz,  j a k wygląda twe osobiste pole rozkoszy, 

m o ż e s z zająć się masturbacją. Nie chodzi tu o pospieszne działanie, 
prowadzące do szybkiego orgazmu, tylko o stopniowe wzniecanie 

rozkoszy. Pobudzaj się  t a k długo, aż  t r u d n o ci będzie powstrzymać falę 
orgazmu. Zatrzymaj się tuż przed jej przypływem i po krótkiej chwili 

w r ó ć do swej praktyki. W ten sposób będziesz ciągle wznosił się wyżej, 
pokonując kolejne progi rozkoszy. Kiedy zaś uznasz, że nie ma  j u ż przed 
tobą powrotnej drogi,  m o ż e s z dać się  p o c h ł o n ą ć orgazmowi. Obserwuj 
przy  t y m uważnie, co doprowadziło cię do takiego stanu? Jakie obra­

zy,  p u n k t y na ciele, formy dotyku wzbudziły w tobie potężne podnie­
cenie. Dzięki  t e m u poznasz osobiste pole rozkoszy, przydatne w sztuce 
uprawiania  m i ł o ś c i w parze i w pojedynkę. 

Być  m o ż e wielu z was widziało ogród zen w naturze lub na zdjęciach, 

złożony z kamyków estetycznie poukładanych w zdobionych kraj­
obrazach z piasku. Jeżeli wcześniej nie zetknęliście się z  t y m zjawiskiem, 
postarajcie się je zbadać obecnie, przypatrując się jego kojącemu działaniu. 
Następnie spróbujcie odtworzyć ogród zen w swej wyobraźni. Nie czyńcie 
tego pospiesznie. Dobierajcie kamienie z precyzją. Układajcie je ze sma­

k i e m w fałdach piasku. Niech rytuał ten sprawia  w a m radość i satysfakcję. 
Modelujcie w umyśle łachy piasku tak, by cieszyły wasze oczy. Wasz ogród 
powinien być piękny, kiedy ogląda się go z każdej strony. 

background image

Po tak dobrze  w y k o n a n y m zadaniu  m e n t a l n y m , przejdźcie do tworze­

nia ogrodu zen w rzeczywistości.  M o ż e to być  m a ł y ogródek, stworzony 
z ziarenek soli i drobnych  k a m y c z k ó w w pudełku. Dajcie się ponieść 
swojej wyobraźni. Być  m o ż e podsunie  w a m pomysły, dzięki  k t ó r y m 
wasz ogród zen będzie piękniejszy niż tradycyjnie w Japonii. 

T a k czy owak, nawet jeśli nie uda się  w a m stworzyć ogrodu zen 

w rzeczywistości, pielęgnujcie go w umyśle, a przyniesie  w a m spokój 
i pogodę ducha. 

background image

Jeżeli  m a s z wrażenie, że nie otrzymujesz od życia tego, na co 

zasługujesz, dzięki niniejszemu ćwiczeniu dotrzesz do źródeł tego 
uczucia i wprowadzisz się w lepszy stan umysłu. Spisz na  k a r t c e wszystko, 
czego chcesz od życia, niezależnie od tego, czy  m a s z na myśli rzeczy 

k o n k r e t n e czy abstrakcyjne, materialne czy duchowe, uczuciowe czy in­
telektualne. 

Po sporządzeniu całej listy usuń z niej wszystko to, na co  s a m nie 

m a s z wpływu.  D l a przykładu,  m o ż e s z pragnąć pokoju na świecie, ale 

jego wprowadzenie nie zależy od ciebie,  w y m a g a więc narzucenia 

c a ł e m u światu twojego tripu. Skreśl tego rodzaju pozycje z listy. Zastąp 

je  c z y m ś bardziej osobistym, np. chęcią bycia  o r ę d o w n i k i e m pacyfizmu. 

Skreśl z listy również wszystkie pragnienia, które wymagają od ciebie 
z m i a n y przeszłości. Zastąp je  p r a g n i e n i e m zmiany swego podejścia do 

tego, co kiedyś zaszło lub  z m i a n y swego podejścia do teraźniejszości. Jeśli 

żadna z tych  z m i a n nie wydaje ci się możliwa, wpisz na listę pragnienie 
z m i a n y otaczających cię warunków. Pozbądź się z listy tych wszystkich 
celów, które wymagają  p o m o c y ze strony innych osób. W ten sposób 
u n i k n i e s z marnotrawienia swojej energii na  n a k ł a n i a n i e innych ludzi, 
by zaangażowali się w twoją sprawę. Następnie przemyśl wszystkie swoje 
potrzeby materialne, pamiętając o tym, że posiadanie czegoś dla samego 

posiadania to zbytek. Przestań pragnąć rzeczy jedynie komplikujących 

życie, nie dających  n i c w zamian. 

Kiedy  j u ż uda ci się uporządkować listę według powyższych kry­

teriów, uszereguj pozostałe na niej  p u n k t y zgodnie z ich hierarchią 
ważności.  O t r z y m a s z w ten sposób listę naprawdę upragnionych przez 
ciebie rzeczy. Dowiesz się na  c z y m  m a s z skupić swoją uwagę i w  j a k i m 
k i e r u n k u wydatkować swoją energię. 

Po  j a k i m ś czasie przejrzyj tę listę i wprowadź konieczne poprawki.  D o ­

daj nowe pragnienia, wykreśl te, które zdołałeś zrealizować lub uważasz 
za nieaktualne. Korzystaj z niej wtedy, gdy potrzebujesz zorientować się 

w swoich pragnieniach. 

background image

Jedna ze szlachetnych prawd Buddy powiada o tym, że życie  p e ł n e 

jest cierpienia. Niektóre formy cierpienia mają swe źródło w umyśle. Ich 

eliminacja  w y m a g a więc przewartościowania rodzących je idei, pragnień 
i oczekiwań.  I n n e formy cierpienia mają  c h a r a k t e r fizyczny.  M o ż n a je 
złagodzić przy  p o m o c y medytacji. 

C z a s a m i reagujemy na docierające do nas wrażenia tak,  j a k 

przygotowała nas do tego kultura. Nasze zachowania bywają wyuczone, 
zależą od  p o p r z e d n i c h doświadczeń, obecnych  w a r u n k ó w i konstrukcji 
mentalnych.  D l a przykładu, jeśli twą  d ł o ń ściśnie osoba bliska  t w e m u 
sercu, możesz odebrać ten gest  j a k o wyraz czułości. Potraktujesz go  j a k 
coś miłego. Nie będziesz odczuwał bólu. Wystarczy  j e d n a k , by to  s a m o 
zrobił ktoś  c a ł k i e m obcy, a możesz  p o c z u ć ból i zareagować gniewem. 
Jeśli zaczniesz dostrzegać to zjawisko, będzie ci łatwiej zmagać się z sze­
regiem nieprzyjemnych doznać fizycznych, utożsamianych z bólem. 

Powiedzmy, że nie udało ci się wyeliminować w sposób skuteczny 

jakiegoś uczucia kojarzącego ci się z bólem.  Z w r ó ć na nie uwagę. Klu­

c z e m do sukcesu w każdej medytacji jest całkowita koncentracja, a zatem 
skup się na bólu, wejdź w jego istotę. Oddychaj głęboko i powoli, coraz 
głębiej wczuwaj się w bolesne  b o d ź c e . Doświadczaj bólu  j a k o czegoś, 
co sam wybrałeś. Jeżeli wcześniej nie stracisz świadomości, rozpoznasz 

ból  j a k o  a u t o n o m i c z n ą rzeczywistość.  D o p i e r o wtedy będziesz  m ó g ł 
porządnie zająć się stwarzającymi go  w a r u n k a m i . 

background image

C o d z i e n n i e staraj się wykonywać przynajmniej  j e d n ą rzecz dla własnej 

przyjemności. Jeśli chcesz by była ona naprawdę wielka, nie  p o w i n n a 
przeszkadzać  i n n y m ludziom. Pamiętaj, że świat staje się rozkosznym 
miejscem, kiedy nie tylko ty, ale i inni odnajdują w  n i m przyjemność. 
Postaraj się dolać kilka kropel do  o c e a n u światowej rozkoszy. 

C o d z i e n n i e staraj się  p o m a g a ć jakiejś osobie, sprawiać by było jej 

lepiej w życiu.  R ó b to po cichu, potajemnie, by nie zauważyła twej in­
gerencji. Ciesz się z tego, że jesteś  t a j e m n i c z y m dobroczyńcą. Jeśli zosta­
niesz zdekonspirowany, możesz odzyskać swą  a n o n i m o w o ś ć , robiąc do­
bry uczynek dodatkowo dwa razy dziennie. 

Jeśli zdarza ci się korzystać z lekkich narkotyków, zaaplikuj je sobie 

w całkowitej samotności. Postaraj się wszystko zorganizować tak, żeby nikt 
ci nie przeszkadzał. Nie  m ó w nic, kiedy zaczniesz odczuwać ich działanie. 
Zjednocz się z  t y m doświadczeniem i naucz od niego  j a k najwięcej. 

Ćwiczenie to nawiązuje do tantryczno-taoistycznych praktyk seksu­

alnych, których istotą jest przedłużanie stosunku płciowego przy  j e d n o ­
czesnym  u n i k a n i u męskiego orgazmu. Tego rodzaju  t e c h n i k a , czasami 
nazywana karezzą, bywa niepotrzebnie  k o m p l i k o w a n a przez arbitralne 
wymogi i  t e c h n i c z n e podziały narzucane jej  d y n a m i c e . Przedłużony 

background image

Odpowiadasz w równej mierze za programowanie swojego umysłu,  j a k 

i ciała. Twoje ciało reaguje na bodźce, które często mu zadajesz, rozwijając 
zdolność wykonywania związanych z  n i m i zadań z większą łatwością. 
Jeśli wydaje ci się, że posiadasz jakieś niedobory fizyczne, pora zabrać się 
do pracy. Uzupełnisz je, podejmując odpowiednią aktywność fizyczną. 

Nawet jeśli uprawiasz kalistenikę, chodzisz na siłownię, regularnie 

biegasz i wykonujesz  p o r a n n e ćwiczenia,  n i c nie zaszkodzi, jeśli zde­
cydujesz się na specjalnie dostosowane do ciebie ćwiczenia fizyczne. 
Na początku zastanów się nad tym, czy istnieje  t a k a forma fizyczne­
go wysiłku,  n i e z b ę d n a w  t w o i m życiu, którą wykonuje za ciebie ktoś 
inny. Następnie uświadom sobie,  j a k wiele pracy fizycznej zastępujesz 
technologią. Kiedy  j u ż zorientujesz się w sytuacji, postaraj się robić to 

s a m e m u .  R o z w i ń swe  u m i e j ę t n o ś c i  t e c h n i c z n e do tego stopnia, że  c a ł y 

wysiłek fizyczny zacznie przychodzić ci bez trudu. Przygotuj się na 
poważne  z m i a n y w swoim życiu. Niczego się nie bój. 

stosunek seksualny to  c a ł k i e m ciekawa  t e c h n i k a medytacyjna. Wydaje 
się  j e d n a k , że za  z a k a z e m wieńczenia jej wytryskiem nie stoją żadne ra­
cjonalne przesłanki z wyjątkiem troski o kontrolę narodzeń. 

K l u c z e m do udanego stosunku seksualnego jest długa gra wstępna, 

niezbędna dla pobudzenia obojga partnerów, poza  t y m gotowość do 
eksperymentów i pauz potrzebnych do odwlekania męskiego orgazmu. 
N i e z m i e r n i e ważne jest robić wszystko bez pośpiechu, otwierać usta 
tylko podczas robienia laski i lizania łechtaczki, wydawać z siebie okrzyki 
i jęki tylko wtedy, gdy inaczej  j u ż nie  m o ż n a . Starajcie się nie  p o c i ć nad­
miernie. Wykorzystujcie różne pozycje. Nade wszystko, bądźcie zawsze 
gotowi  z ł a m a ć każdą regułę, gdy w grę wchodzi spontaniczność. 

Ćwiczenie libido ma większy związek z naszą postawą i podejściem, 

niż z zestawem gotowych  t e c h n i k seksualnych.  O z n a c z a traktowanie 
sztuki  k o c h a n i a  j a k o formy kontemplacji, dzięki której  m o ż n a lepiej 

p o z n a ć siebie.  D o p i e r o wtedy możliwe jest całkowite zjednoczenie ko­

c h a n k ó w  p o d względem nerwowym,  g r u c z o ł o w y m i psychicznym. 

background image

Dodawaj do niezbędnych zadań fizycznych prace wykonywane dla 

czystej przyjemności. Jeżeli mieszkasz w otoczeniu skalistym, możesz 
u k ł a d a ć własne struktury z  k a m i e n i i kamyków. Dbaj o to, by solidnie 
się namęczyć. Tego rodzaju  c o d z i e n n a porcja wysiłku potrafi być równie 
inspirująca co myślenie. 

Ponieważ wszystko ulega zmianie, nie  m u s i m y być ofiarami pro­

g r a m o w a n i a społecznego.  M o ż e m y przejąć nad  n i m stery.  D a w n e 
okoliczności, które przyczyniły się do wytworzenia naszych obec­
nych wzorów zachowań, nie muszą  m i e ć miejsca w przyszłości. Jeśli 
odważymy się przyjąć aktywną rolę w życiu,  m o ż e m y je zmieniać, podo­
bnie  j a k nasze reakcje. 

Przyjrzyjmy się swemu programowaniu.  W y ł a p m y te nawyki, które 

utrudniają  n a m życie, te skłonności, które łatwo przechodzą w nałogi, 
reakcje nieproporcjonalne w stosunku do zaistniałej sytuacji.  D o k ł a d n a 
analiza cech nadających się do  z m i a n y to klucz do sukcesu. 

Kiedy  j u ż wiemy, które  u w a r u n k o w a n i a  z a m i e r z a m y zmienić, napisz­

my na  k a r t c e swoją intencję. Nie szczędźmy przy  t y m informacji. Zad­

bajmy o rzetelność opisu. Następnie postarajmy się zgromadzić infor­
m a c j e przydatne do  d o k o n a n i a zmiany. Rozmawiajmy z  o s o b a m i , które 
m i a ł y kiedyś  p o d o b n y problem i  j a k o ś się z  n i m  u p o r a ł y Korzystajmy 

z mądrych porad i tekstów. 

Z a s t a n ó w m y się nad  t y m , co chcielibyśmy uzyskać w miejsce 

dawnych zachowań.  W y o b r a ź m y sobie, że  m a m y do czynienia z jakąś 
dawną sytuacją i zachowujemy się zupełnie inaczej. Kontemplujmy tego 

rodzaju obrazy, aż staną się dla nas rzeczywistością. A  p o t e m zacznijmy 
je wcielać w życie dla własnej radości. 

background image

C e l e m wszystkich zawartych w tej książce ćwiczeń jest osiągnięcie 

h a r m o n i i ciała i  u m y s ł u w odniesieniu do wybranego przez ciebie stylu 
życia. Jesteś wyłącznym ekspertem od swego życia,  p o d  w a r u n k i e m , 
że nie boisz się wsłuchiwać w siebie. Z tej właśnie racji na  s a m koniec 
czeka cię największe zadanie - opracowanie własnych ćwiczeń i  m e ­
dytacji, które  p o m o g ą ci wieść radosne życie. Postaraj się być oryginalny 
w swoich pomysłach. Dziel z  i n n y m i  p ł y n ą c e z nich korzyści.