background image

SANDRA CANFIELD 

Mąż do wynajęcia

 

przełożył Michał Tober 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

Drań był już spóźniony! 
Co więcej, Laura Bradford miała wrażenie, że mężczyzna, 

którego wynajęła, aby odegrał rolę jej męża, ulotnił się z dzie-
sięcioma tysiącami dolarów w kieszeni! Nie pozostawało nic 
innego, jak  tylko wyjaśnić licznie  zgromadzonym w salonie 
gościom,  że  została  porzucona  przez  pana  młodego  przed 
samym  ołtarzem.  Powinna  była  przewidzieć,  że  coś  takiego 
może się wydarzyć. Od samego początku wszystko szło jak 
po grudzie. James Buckner Callahan, który kazał nazywać się 
Bucky - nie potrafiła zrozumieć, jak dorosły mężczyzna mógł 
wybrać  sobie tak  idiotyczne  imię -  od pierwszego spotkania 
sprawiał same kłopoty. Co za  szczęście, że  podpisała  z  nim 
umowę. Nie od parady była przecież prawnikiem. Skoro Buc-
ky nie miał zamiaru wywiązać się ze swoich zobowiązań, to 
pozwie  go  do  sądu  i  wydusi  z  niego  ostatni  grosz,  choćby 
miała go szukać na końcu świata. O, tak...! Nie ujdzie mu to 
na sucho! 

Spojrzała po raz kolejny na  swój wysadzany diamentami 

rolex z nadzieją, że może poprzednio źle odczytała godzinę. 

Trzecia dwadzieścia pięć. 
Nie  mogło  być  mowy  o  pomyłce.  Bucky  powinien  być 

tutaj już dwadzieścia pięć minut temu. Zagryzła usta w bezsil-
nej złości i cisnęła ślubny bukiet na wytworne łóżko z balda-
chimem, w którym spała samotnie każdej nocy. Nie ma rady, 

background image

Mąż do wynajęcia 

7

 

za  chwilę  zejdzie  na  dół  i  wyjaśni  gościom,  że  ślubu  nie 
będzie. 

Tylko  jedno  napawało  ją  strachem.  Jak  wytłumaczy  to 

wszystko babci? 

Perspektywa rozmowy ze staruszką była gorsza od śmierci 

w okrutnych męczarniach. Co jej powie? 

Już miała podejść do drzwi, gdy rozległo się pukanie. 
-  Proszę. 

Mężczyzna, który wszedł do pokoju, był dla niej więcej 

niż przyjacielem, niemal  uosobiebniem brata, którego nigdy 
nie miała. Przez całe dzieciństwo marzyła o rodzeństwie. Mo-
że  dwójka  młodych  Bradfordów  poradziłaby  sobie  jakoś  z 
wiecznie kłócącymi się rodzicami? Samej Laurze nigdy się to 
nie udało. 

-  Spóźnia się? - spytał mężczyzna. 

Douglas Nelson miał jasne  włosy i trzydzieści sześć lat, 

a więc był starszy od Laury o rok. Oboje byli najmłodszymi 
pracownikami  w  najbardziej  prestiżowej  kancelarii  prawni-
czej w Baton Rouge -  „Wexell, Reese i Bauer". Douglas wy-
kładał także na Stanowym Uniwersytecie Luizjany. 

-  Nie da się ukryć - odpowiedziała Laura. 
-  Nie mam pojęcia, gdzie on może być. - Douglas zdawał 

się być równie przejęty jak ona. - To do niego zupełnie niepo-
dobne. 

-  Przestań, Doug. Przecież ty go prawie nie znasz. Wiemy 

o  nim  tylko  tyle,  że  uczęszcza  na  twoje  wykłady  i  bardzo 
potrzebuje pieniędzy. 

-  Sprawiał jednak wrażenie odpowiedzialnego... 
-  Więc dlaczego go tutaj nie ma? 

Douglas westchnął ciężko. Nie było sensu się dłużej spierać. 

-  Pomimo  najszczerszych  chęci  nie  potrafię  odpowie 

dzieć na to pytanie. 

background image

OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ.. .

 

tm ---------------------------------------------------------------------------------- ; -------------------------

 

Laura  dotknęła  wypielęgnowanymi  dłońmi  swoich  czar-

nych, pięknie ułożonych włosów. 

-  Powinnam się była domyślić, że nic z tego nie wyjdzie. 
Douglas uśmiechnął się niespodziewanie. 
-  Co się stało, panno Bradford? Czyżbyś zmieniła zdanie 

na temat swojego szalonego planu? 

Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Pomyślała o Buckym. 

Od samego  początku traktował ją wyniośle i obojętnie. Pod-
chodził do całej sprawy tak samo jak ona - chłodno i z wyra-
chowaniem. Gdyby nie wiedziała, że jest właśnie na ostatnim 
roku studiów prawniczych i należy do tych studentów, którzy 
otrzymują najlepsze oceny, to byłaby gotowa przysiąc, że jest 
prostym kowbojem z zabitej dechami wsi. 

Ubrany  w  wytarte  dżinsy,  stare,  zniszczone  buty  i  duży 

filcowy  kapelusz  -  stetson  -  wyglądał  na  postać  z  Dzikiego 
Zachodu. Kiedy po raz pierwszy zobaczyła go w swoim salo-
nie, miała wrażenie, że brud z jego butów wsiąka powoli w 
misternie  tkany  dywan  z  Aubusson.  Starała  się  być  miła  i 
uprzejma, ale trafiła na mur jego niechęci. 

Dzięki Bogu, to małżeństwo miało być jedynie na papie-

rze. Trwałoby dosłownie tyle, ile zajmuje podpisanie stosow-
nych  dokumentów.  Wszystko  skomplikowała jednak  babcia, 
która,  ku  zdumieniu  wszystkich,  a  zwłaszcza  swojego  leka-
rza, postanowiła wziąć udział w ceremonii i zatrzymać się u 
państwa  młodych  trochę  dłużej.  Nieszczęsna  farsa  musiała 
się więc przeciągnąć. 

-  Zadałem  ci  pytanie  -  powiedział  Doug.  -  Czyżbyś 

zmieniła zdanie? 

-  Oczywiście,  że  nie  -  odpowiedziała  pewnie,  ale  sama 

nie wiedziała, czy mówi prawdę. 

Cały  czas  miała  w  pamięci  rozmowę  z  lekarzem  babci, 

doktorem Reynoldsem. 

background image

Mąż do wynajęcia _____________________ 9

 

-  Będę z panią szczery -  powiedział  jej trzy  tygodnie te 

mu  w  rozmowie  telefonicznej.  -  Niepokoi  mnie  stan  pani 
babci. 

Słowa doktora wprowadziły ją w nieprzyjemny nastrój. Po 

śmierci  dziadka,  z  którym  przeżyła  pięćdziesiąt  lat,  babcia 
zmieniła się nie do poznania. Ze żwawej siedemdziesięciolat-
ki stała się nagle zniedołężnałą staruszką. Pewnego dnia poło-
żyła się do łóżka i nie wstawała z niego już trzeci miesiąc. 

-  Obawiam się - kontynuował doktor Reynolds - że pani 

babcia chciałaby bardzo podążyć w ślad za swoim mężem. 

Laura obawiała się tego samego. Jej dziadkowie, Alice i 

Eddy,  zawsze  byli  wzorową  parą.  Po  zaledwie  dwóch tygo-
dniach narzeczeństwa zawarli związek małżeński, w którym 
trwali szczęśliwie przez pięćdziesiąt lat. Czy można więc było 
teraz dziwić się starszej pani? 

Kochająca  wnuczka  postanowiła  działać.  Po telefonie  do-

ktora  Reynoldsa  niezwłocznie  pojechała  do  domu  babci  w 
Dallas,  aby  namówić  ją  na  przeprowadzkę  do  Baton  Rouge. 
Alice jednak nie chciała o tym nawet słyszeć. Nic nie mogło 
jej przekonać do opuszczenia domu, w którym  mieszkała ra-
zem  ze  swoim  ukochanym  Eddym,  Panie  świeć  nad  jego 
duszą. 

Laura nie potrafiłaby powiedzieć, kiedy dokładnie zrodził 

się w jej umyśle pomysł ślubu. Dość, że babcia była bardzo 
smutna i należało ją pocieszyć. A jej największym marzeniem 
było zawsze, aby jedyna wnuczka wyszła za mąż. Postanowi-
ła  więc  dać  babci  to,  czego  ta  tak  bardzo  pragnęła.  Może 
chociaż to przywróci jej chęć do życia i zwróci mu utracony 
sens? 

Ku  zaskoczeniu  wszystkich  babcia  postanowiła  przyje-

chać na ślub. Stwierdziła, że koniecznie musi poznać wybrań-
ca Laury. Bucky musiał więc zamieszkać razem z nią przynaj- 

background image

10 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... _______________

 

mniej do czasu, gdy Alice wróci do Dallas. Zgodził się na to 
po długich namowach, ale zażądał więcej pieniędzy. Ten kow-
boj-prawnik  chciał  dwa  razy  więcej  niż  początkowo  ustalili! 
A  do  tego  jeszcze  wciąż  go  nie  było!  Jak  mogła  być  aż  tak 
głupia, żeby dać mu całą kwotę przed wykonaniem zadania? 

Trudno.  Zawlecze  go  teraz  przed  oblicze  sprawiedliwości 

za  złamanie  umowy.  Wynajmie  wszystkich  detektywów  z 
Luizjany, aby go wytropili. Postara się, żeby... 

Nagle przez  otwarte okno  dobiegł jej uszu nieprzyjemny 

dźwięk. Odniosła wrażenie, jakby ktoś jednocześnie warczał, 
krztusił się i pluł. Rozsunęła zasłony. Od strony bramy do jej 
eleganckiego domu zbliżała się stara półciężarówka, wypusz-
czając z rury wydechowej  kłęby  czarnego  dymu. Stojące na 
podjeździe luksusowe limuzyny zdawały się spoglądać na nią 
z niesmakiem. 

-  O mój Boże! -jęknęła Laura. 
Nim zdążyła zasłonić okno, zobaczyła jeszcze, jak potężny 

samochód zatrzymał się i wysiadł z niego wysoki mężczyzna 
ze stetsonem na głowie. 

-  A  więc  będziemy  mieli  ślub  -  powiedział  Doug 

z uśmiechem. 

Nie  potrafiła  powiedzieć,  czy  przyjazd Bucky'ego  bardziej 

ją ucieszył, czy  przeraził. Pomyślała tylko, że ten stary grat, 
którym  przyjechał,  czym  prędzej  powinien  zająć  należne  mu 
miejsce na złomowisku. Kto wie,  może i wraz ze swoim wła-
ścicielem. .. 

Bucky  Callahan  patrzył,  jak  panna  młoda  z  bukietem 

kwiatów w dłoni zbliża się powoli do niego i pastora. Dźwięki 
Marsza Weselnego wypełniły salon, choć wcześniej nie obyło 
się bez małej wpadki.  Ktoś pomylił  płyty  kompaktowe i na 
początku wszyscy usłyszeli pierwsze takty niezbyt wesołego 

background image

_____________________Mąż do wynajęcia ___________________ 11

 

uttworu Roya Orbisona. Szybko naprawiono jednak ten błąd 
i ceremonia mogła się rozpocząć. 

Bucky  z  rozrzewnieniem  pomyślał  o  swoim  kapeluszu. 

Gdy tylko wysiadł z samochodu, Douglas Nelson, wespół z 
chudym jak tyczka lokajem, zabrał mu stetsona i zaprowadził 
do  salonu,  w  którym  czekali  już  goście  i  jowialnie  wyglą-
dający pastor. Jego Wielebność Clifford Sterns nie uśmiechał-
by  się  zapewne  tak  słodko,  gdyby  wiedział,  w  jakiej  farsie 
przyszło  mu  wziąć  udział.  Natomiast uśmiech  panny  młodej 
był tak sztuczny i wystudiowany, że Bucky poczuł się nieswo-
jo. Choć, kto wie... ? Może tylko tak mu się wydawało? Dla 
postronnych  obserwatorów  wszystko  w  każdym  razie  wyglą-
dało bez zarzutu. 

Laura  Bradford,  która  wedle  plotek  była  w  stanie  kupić 

wszystko i każdego, traktowała go równie beznamiętnie, jak 
on ją. Postanowiła kupić swojej babce odrobinę radości, a on 
był  do  tego  jedynie  środkiem.  Nie  odnosili  się  jednak  do 
siebie wrogo. Wszystkie słowa i gesty były aż do obrzydliwo-
ści uprzejme. 

Cóż za hipokryzja! Nie znosił tego. W głębi duszy czuł, że 

Laura traktuje go jak zużytą gumę do żucia, która przylepiła 
się do podeszwy jej drogich włoskich pantofli. 

Cóż, nie wywarła na nim najlepszego wrażenia. Już przed-

tem miał okazję poznać podobne jej osoby. Jedna z nich zruj-
nowała i okradła do reszty jego rodzinę. Wszystko, rzecz jas-
na, w majestacie prawa. Nie robiła na nim wrażenia kobieta, 
która oddawała boską cześć kartom kredytowym, żywiła się 
kanapkami  wielkości  krakersa  i  bywała  na  pretensjonalnych 
przyjęciach. Zresztą, wysoki status społeczny nie był  jedyną 
wadą  Laury.  Należała  do  tej  grupy  złotoustych  prawników, 
którym nigdy nie potrafiłby w pełni zaufać. 

Nie przejmuj się Callahan - powtarzał sobie w duchu, kie- 

background image

12 ____________OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ- ______________

 

dy zbliżała się do niego krok za krokiem. To małżeństwo nie 
jest prawdziwe. To tylko maskarada... 

Gdyby nie potrzebował  tak tych cholernych pieniędzy, to 

powiedziałby jej, żeby  schowała sobie drobiazgowo  spisaną 
umowę tam, gdzie słońce nigdy nie dochodzi! 

Musiał jednak  przyznać, że  kontrakt  został sporządzony 

z  prawdziwą  maestrią.  Laura  przewidziała  każdą  ewentual-
ność. Zawarła nawet klauzulę o tym, że nie dotyczą jej mał-
żeńskie obowiązki. Wcale nie palił się do konsumowania tego 
związku, ale ten zapis podrażnił jego męską dumę. 

Skarcił się za to w duchu. Przede wszystkim potrzebował 

pieniędzy. Ambicja powinna zejść na dalszy plan. Jeśli chciał 
skończyć  studia  jeszcze  w  tym  roku,  to  nie  wolno  mu  było 
zmarnować  tej  okazji.  Nie  był  w  stanie  uczyć  się  w  ciągu 
dnia,  a  nocami  jeździć  taksówką  jak  wielu  jego  młodszych 
kolegów. Po trzydziestce organizm stawał się coraz bardziej 
leniwy i wymagający. Nocami śnił o pokaźnej sumce, złożo-
nej na procent w banku, która pozwoliłaby mu skoncentrować 
się jedynie na nauce. 

Marsz Weselny zbliżał się do końca. Bucky uśmiechnął się 

do siebie. Jeśli na to odpowiednio spojrzeć, to cała ta historia 
była nawet zabawna. Dlaczego nie miałby skorzystać z okazji 
i nie  zabawić się trochę? Odrobina rozrywki nikomu jeszcze 
nie zaszkodziła. 

-  Wspaniale  wyglądasz,  pączuszku  -  powiedział,  kiedy 

stanęła tuż obok niego. - Zaczynamy? 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

-  Zebraliśmy  się tutaj  dzisiejszego  popołudnia,  aby  połą 

czyć  świętym  węzłem  małżeńskim  tego  mężczyznę  i  tę  oto 
kobietę... 

Laura  ledwie  słyszała  głos  pastora.  Miała  wrażenie,  jakby 

dobiegał hen, z oddali. Nie miała natomiast żadnych trudności z 
dosłyszeniem  złośliwego  powitania  Bucky'ego.  Nigdy  dotąd 
nie  miała  tak  ogromnej  ochoty  dać  komuś  w  twarz  jak   
właśnie w tamtym momencie. Jak on śmiał...! Jak mógł...! 

Poważnie zastanawiała się, czy nie przerwać całej ceremo-

nii,  gdy  nagle  spojrzała  na  babcię.  Alice  z  powodu  żałoby 
ubrana  była  na  czarno.  Ukradkiem  ocierała  łzy  koronkową 
chusteczką.  Wydawała  się  znacznie  szczęśliwsza  niż  przed 
kilkoma tygodniami. 

-  ... małżeństwo jest związkiem zawieranym wobec Bo- 

  ga i ludzi... 

Laura  spojrzała  na  swojego  przyszłego  męża.  Wyglądał 

tak, jakby zaraz po ceremonii miał zamiar udać się na obchód 
rancza.  Dzięki  Bogu,  dżinsy,  które  założył,  wyglądały  cał-
kiem nieźle i do tego jeszcze były świeżo wyprane. Również 
biała  podkoszulka  pod  beżową, tweedową  marynarką wyglą-
dała na czystą. A do tego jeszcze buty... Alleluja! Oczyścił je 
z kurzu i brudu! Pomimo swego „odświętnego" stroju Bucky 
pasował jednak wszędzie tylko nie na ślub. 

Z przerażeniem myślała o tym, co powiedzą goście. Nie 

background image

14

 

OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ...

 

znali, tak jak Doug, całej prawdy i zapewne zastanawiali się 
teraz, gdzie też mogła poznać takiego pajaca jak Callahan. 

-  ...  pobłogosław  Panie  młodą  parę  i  nas  tu  zgromadzo 

nych, którzy... 

Bucky nie wsłuchiwał się zbyt uważnie w słowa pastora. 

Jego uwagę zaprzątało teraz zupełnie coś innego. Laura była 
wyraźnie poirytowana. Trafił w dziesiątkę. Jego spóźnienie i 
strój wywarły piorunujące wrażenie. Wiedział, że gdyby tylko 
mogła, to udusiłaby go gołymi rękami. Lecz jej strój także go 
zirytował. Miała na sobie elegancką garsonkę w kolorze kości 
słoniowej,  która  kosztowała  zapewne  tyle,  co  czesne  za  rok 
jego  studiów.  Milionom  ludzi  nie  starczało  na  chleb,  a  ona 
wydawała pieniądze w sposób tak nierozsądny! Ta kobieta z 
pewnością nigdy nie myślała o nikim poza własną osobą. 

-  ...Jamesie  Buckner  Callahan,  czy  chcesz  wziąć  tę  oto 

kobietę za żonę i przysięgasz kochać, szanować... 

Podobnie  z  firmą,  w  której  pracowała.  Kancelaria  „We-

xell,  Reese  i  Bauer"  uchodziła  za  bardzo  dobrą,  ale  drogą. 
Ludzie  bez  większej  gotówki  nie  mieli  tam  czego  szukać. 
Nigdy nie chciałby pracować w takiej firmie. Ubogim  prze-
cież także należy się ochrona prawna. Ubodzy... 

-  Panie Callahan...? 

Podniesiony  głos  pastora  wyrwał  Bucky'ego  z  zadumy. 

Laura i wszyscy goście zamarli w nerwowym oczekiwaniu. 

-  Czy chce pan wziąć tę kobietę za żonę? - ponowił  pyta 

nie pastor. 

Bucky uśmiechnął się szeroko i poufale objął Laurę w pasie. 

-  Oczywiście, że tak. Nie pozwolę tej małej owieczce tak 

łatwo się wymknąć. 

Laura z trudem powstrzymała krzyk i z jej ust wydobył się 

tylko  zduszony  jęk.  Miała  wrażenie,  że  wszyscy  wstrzymali 
oddech. 

background image

Mąż

 

do

 

wynajęcia

 

15

 

-  Czy  ty,  Lauro  Bays  Bradford,  chcesz  wziąć  tego  oto 

mężczyznę za męża i przysięgasz go kochać, szanować... 

... i zabić przy pierwszej okazji - dokończyła w myślach. 

Ten  ślub  był  fatalnym  pomysłem.  Wątpliwe,  czy  poprawi 
babci nastrój, a do tego jeszcze ten prymityw może przypra-
wić staruszkę o atak serca. 

-  Panno Bradford? 
Laura spojrzała na pastora, tak jakby widziała go po raz 

pierwszy. 

-  Czy chce pani wziąć tego mężczyznę za męża? 
Laura nie była w stanie wydusić z siebie słowa, jęknęła 

tylko  bezradnie,  co  pastor  zrozumiał  zapewne  jako  „tak", 
gdyż poprosił o obrączki. 

Obrączki. Obrączki? 

Och, nie... Laura miała wrażenie, że za chwilę zapadnie się 

pod ziemię. W ferworze przygotowań zupełnie zapomnia-   ła o 
obrączkach. Przygotowała stosowne  dokumenty,  kupiła strój i 
kwiaty,  przygotowała  małe  przyjęcie,  ale  zupełnie  zapomniała 
o obrączkach. 

Krańcowo przerażona spojrzała na Bucky'ego. Przyglądał się 

jej z uśmiechem. Co za bestia! Już miała zamiar wyjaśnić całą 
sytuację, gdy nagle ściągnął coś z palca i podał pastorowi. 

Przez ułamek sekundy ich spojrzenia spotkały się. Po raz 

pierwszy stwierdziła, że Bucky ma całkiem ładne oczy, miłe 
oczy... 

Podobnie on. Przekonał się, że nawet w spojrzeniu Laury 

można odnaleźć czasem odrobinę ciepła. 

Pastor ze zdziwieniem spojrzał na sygnet studenta Uniwer-

sytetu Stanu Luizjana, ale nie skomentował tego. 

-  Niech ten pierścień będzie symbolem waszego związku 

małżeńskiego - powiedział wielebny Clifford Sterns i polecił 
Bucky'emu, aby nałożył sygnet pannie młodej na palec. 

background image

16 ___________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... ______________

 

Bucky wziął od Laury bukiet i nałożył jej na palec sygnet, 

powtarzając za pastorem: 

-  Niech ten pierścień będzie symbolem mojego szacunku, 

miłości i wierności małżeńskiej. 

Te słowa nie przychodziły łatwo. Wydawały się zbyt waż-

ne, aby rzucać je, ot tak, na wiatr. Nigdy dotąd nie powiedział 
czegoś równie uroczystego i wzniosłego. Otrząsnął się jednak 
szybko  z  ponurych  rozmyślań.  W  końcu  była  to  przecież 
część umowy. 

Laura także była poruszona ceremonią. Nagle poczuła, jakby 

ten niewielki sygnet był potwornym ciężarem, który przygniata 
ją do ziemi. Uświadomiła sobie, że wbrew temu, co dotychczas 
sądziła, małżeństwo nie jest jedynie formalnością. 

Ale  cóż...  Ten  ślub  nie  był  prawdziwym  ślubem,  a  mał-

żeństwo nie  miało być prawdziwym  małżeństwem. Należało 
jak najszybciej zakończyć tę farsę i o wszystkim zapomnieć. 

-  Ogłaszam was mężem i żoną! - oznajmił uroczyście pa 

stor  Sterns,  po  czym  zwrócił  się  do  Bucky'ego:  -  Możesz 
teraz pocałować pannę młodą, synu! 

Laura była równie przerażona jak wtedy, kiedy uświado-

miła sobie brak obrączek, tym bardziej że na twarzy Bucky'e-
go ponownie zagościł diabelski uśmieszek. 

Nie  powinien.  Nie  powinien  tego  robić,  ale  do  diabła  z 

tym!  Bez  wahania  objął  ją,  przyciągnął  do  siebie,  tak  że  jej 
stopy prawie nie dotykały podłogi i złożył na miękkich ustach 
namiętny pocałunek. 

Nagle  poczuła  się  tak,  jakby  spotkała  w  tunelu  pędzący 

pociąg.  Spodziewała  się  delikatnego  pocałunku  w  policzek, 
krótkiego zetknięcia warg, ale nie czegoś takiego. Nie przypu-
szczała, że Bucky może posunąć się aż tak... głęboko. Nie był 
to, bynajmniej, wulgarny pocałunek kowboja. Przeciwnie. Je-
go wyrafinowanie i namiętność przyprawiły ją o drżenie nóg. 

background image

Mąż do wynajęcia ___________________ 17

 

Nigdy  dotąd  nie  doświadczyła  czegoś  takiego.  Przerażona    
intensywnością  swoich  doznań,  za  wszelką  cenę  chciała  się 
uwolnić. Złapała  go za  rękaw  marynarki, lecz pod  materiałem 
wyczula twarde jak stal mięśnie. Bucky może sprawiał wrażenie 
nieopierzonego chłopaka, ale był bez wątpienia mężczyzną. 

Po krótkiej chwili puścił ją i postawił z powrotem na pod-

łodze. Drżały jej nogi i poczuła się nagle dziwnie opuszczona.    
Przez chwilę patrzyli jeszcze na siebie, ale zaraz rozdzielił ich 
tłum gości. 

-  Wszystkiego najlepszego, moja droga  - zawołała jakaś 

kobieta i serdecznie ucałowała Laurę. 

-  Co za oryginalna ceremonia - zauważył ktoś inny. 
-  Gdzie się poznaliście? - zapytał kolejny gość. 
Podobne pytania i uwagi padały jeszcze przez kilkanaście 

minut i Bucky miał wrażenie, że za chwilę umrze z nudów. 

 Nigdy nie przepadał za napuszonymi krezusami, ale nie spo-

dziewał się, że mogą być aż tak beznadziejnie nudni. 

Co  innego  Laura...  Tego  pocałunku  nie  można  było  na-

zwać  beznamiętnym.  Chociaż  uczestniczyła  w  nim  tylko 
bier- 

   nie, to był on... Bucky nerwowo szukał odpowiedniego sło-

wa. Intrygujący! Tak, intrygujący. Ciekawe, jak Laura całuje, 

  kiedy robi to z własnej woli? 

Otrząsnął się z tych rozmyślań. Nie powinien myśleć o jej 

łagodnych oczach i zmysłowych ustach. To tylko gra. Wkrót-
ce ich drogi rozejdą się. Teraz należało przeżyć jakoś to nudne 

  przyjęcie. 

-  Kanapkę, sir? 
Był to ten sam lokaj, który wespół z Douglasem pozbawił 

go kapelusza. 

Spojrzał na tacę pełną małych jak znaczki pocztowe kana-

peczek. To świństwo powinno być zabronione - pomyślał. 

background image

18 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... _______________

 

-  Dziękuję - odpowiedział uprzejmie. - Nie macie tu hot-

dogów? 

-  Hot-dogów? - zapytał z niesmakiem lokaj. 
Widać było, że z trudem przychodzi mu wypowiadanie tak 

plebejskich słów. 

-  Tak, hot-dogów.  No, wie pan. Przekrojona bułka z pa-

rówką w środku. 

-  Nie,  sir  -  odpowiedział  dumnie  lokaj.  -  Nie  mamy  tu 

niczego takiego. 

Kobieta, która pytała Laurę, gdzie ta poznała swego męża, 

podeszła teraz do Bucky'ego. 

-  Jestem Helen Horchow. - Nim zdążył cokolwiek odpo-

wiedzieć, zapytała: - Czy może jesteś spokrewniony z Willia-
mem Callahanem? Tym nafciarzem? - Uśmiechnęła się poro-
zumiewawczo. - Pół Baton Rouge należy do niego. 

-  Niestety, nie. Chciałbym być nafciarzem i mieć pół mia-

sta, ale nie jestem z nim spokrewniony. 

-  Rozumiem - odpowiedziała grzecznie kobieta i nie zra-

żona pytała dalej. - W takim razie może z Frederickiem Cal-
lahanem z Savannah? 

-  Też nie, chociaż bardzo żałuję. To ten słynny zapaśnik, 

prawda? 

Helen pobladła. 

-  Zapaśnik? 
-  No wiesz, wysoki, długowłosy blondyn w kostiumie w 

czarno-białe  pasy.  Lubi  chodzić  z  wężem  boa  na  szyi.  -  Za-
myślił się przez chwilę. - Och,  przepraszam, to Savage Bob 
Callahan. 

Helen Horchow wyglądała tak, jakby zaraz miała zemdleć. 

Tymczasem Buck  mówił dalej z perfidnym uśmieszkiem na 
swej chłopięcej twarzy: 

-  Tak właśnie poznałem Laurę. Na zawodach zapaśniczych. 

background image

______________________Mąż do wynajęcia ___________________ 19

 

     - Na zawodach zapaśniczych? 

     Bucky uśmiechnął się promiennie. 

      - Tak. Ona ma bzika na punkcie zapasów. 
      Helen jęknęła cicho i odwróciła się na pięcie. Tuż przed 

 nią stała Laura. 
      - Helen, poznałaś już Jamesa? 
        Helen nie odpowiedziała nic i odeszła. 
       Laura zmarszczyła brwi i spojrzała groźnie na swego 
  męża. 

-  Coś ty jej powiedział? 
Bucky wyglądał niewinnie jak małe dziecko. 
-  Nic szczególnego. 
-  O czym rozmawialiście? 
-  O zapasach. 
-  O zapasach? 
-  Powiedziałem, że poznaliśmy się na zawodach zapaśni-

czych - wyjaśnił jakby od niechcenia. 

Laurę wprost zamurowało. 
-  Bardzo lubisz mnie obrażać, prawda? 
Udawał, że się zastanawia. 
-  Tak, chyba tak. Tylko że to żadna frajda. - Uśmiechnął 

się tajemniczo. - Wy wszyscy zbyt łatwo się obrażacie. 

-  My wszyscy? 

 

-  Błękitna krew. 
Pokiwała głową. 
-  Widzę, że wychodzą na jaw długo skrywane kompleksy. 
-  To nie kompleksy. To prawda, pani Callahan. 
W Laurze aż zawrzało. 

 

-  Byłabym wdzięczna, gdybyś używał mojego prawdzi-

wego nazwiska. 

-  Zgoda, pączuszku. 
-  I nie nazywaj mnie pączuszkiem. 

background image

20 ____________ OGŁASZAM WAS  MĘŻEM  I  ŻONĄ... ________^__

 

-  A ty nie nazywaj mnie Jamesem. Mam na imię Bucky. 
-  Zgoda, Bucky. - Westchnęła ciężko. - Może podpisali-

byśmy akt małżeństwa. Moja babcia chciałaby cię poznać. 

-  Ty płacisz, ja wykonuję polecenia. 
-  Nie zapominaj o tym. 
-  Nigdy byś mi na to nie pozwoliła. 

Diabelski uśmieszek Bucky'ego uświadomił Laurze, że 

podjęła bardzo ryzykowną grę. 

background image

> ,

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

Alice  Bradford,  ubrana  od  stóp  do  głów  na  czarno,  wyglą-    

dała  jak  surowy  sędzia  Sądu  Najwyższego.  Siedziała  na  wy-    
godnym  fotelu,  a  tuż  obok  niej  stała  ubrana  w  uniform  pielęg-
niarka. Stare, pokryte niebieskimi żyłkami dłonie pani Bradford 
spoczywały  na  rzeźbionej  główce  eleganckiej  laski.  Na  jej 
trzonku  widniał  napis:  „Nie  boję  się  niczego,  więc  lepiej  nie 
wchodź mi w drogę". 

Starsza  pani  uważnie  przyglądała  się  Bucky'emu  przez 

swoje  okulary.  Wbrew  temu, co mówiła Laura i  lekarz, do-
strzegł w jej oczach ogromną wolę życia. Może i była smutna, 
ale  z pewnością nie wybierała się na spotkanie śmierci. Jesz-
cze nie teraz. 

-  Hmmm...  może  mi  powiesz,  gdzie  poznałeś  Laurę?  - 

przerwała w końcu kłopotliwe milczenie. Nim zdążył  odpo-
wiedzieć, dodała: - Nie wyglądasz jak ci truposze, z którymi 
się do tej pory zadawała. Oni uważają umawianie się z kobie-
tami  za  zbyt  czasochłonne  i  bezproduktywne.  Zamiast  tego 
wolą robić pieniądze i kariery, opalać się pod kwarcówką... 

Laura  chciała  zaprotestować,  ale  po  chwili  uświadomiła 

sobie, że babcia ma rację. Wszyscy mężczyźni, z którymi się 
umawiała, byli potwornie nudni. Rozmawiali jedynie o kolej-
nych  inwestycjach,  giełdzie,  luksusowych  rozrywkach  oraz 
zaletach  posiadania  prywatnego  lekarza  i  trenera.  Po  takich 
spotkaniach czuła potworną pustkę. A tymczasem potrzebo- 

background image

22 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... ______________

 

wała czegoś, czego nie potrafiła zdefiniować. Kogoś, kto 
wniósłby w jej życie coś nowego. 

Babcia Bradford zmierzyła Bucky'ego przenikliwym spoj-

rzeniem. 

-  Myślę, że nie zginiesz w życiu -  powiedziała z lekkim 

uśmiechem. 

Bucky  miał  wystarczająco  dużo  czasu,  aby  przyjrzeć  się 

starszej  pani.  Jej  strój  był  zapewne  równie  kosztowny,  jak 
strój Laury, ale na palcu miała tylko skromną, złotą obrączkę. 
Nie  zdjęła  jej  od  dnia  ślubu  i  pomimo  swego  bogactwa  nie 
zamieniła na coś kosztowniejszego. Zrobiło to na nim ogrom-
ne wrażenie. 

-  Pani chyba również  - odpowiedział bez namysłu, lecz 

życzliwie. 

Alice Bradford zachichotała. 

-  Podoba mi się twój cięty język, młody człowieku. - Po 

chwili spoważniała. -  A teraz powiedz  mi, Jamesie Buckner 
Callahan, czy kochasz moją wnuczkę? 

-  Babciu! - zaprotestowała Laura. 
-  W tej sytuacji to uzasadnione pytanie - wyjaśniła staru-

szka, przypierając Bucky'ego do muru. 

Zareagował  bez  wahania.  Objął  Laurę  w  talii  i  przytulił 

mocno do siebie. 

-  Czy  kocham  mojego  paczuszka?  - zapytał retorycznie, 

patrząc  prosto  w  przerażone  oczy  Laury.  -  Nie  mógłbym  ko 
chać jej bardziej, nawet gdyby mi za to płaciła. 

Laura roześmiała się fałszywie. 

-  On ciągle żartuje, babciu. 
-  Lubię mężczyzn, którzy nie biorą życia zbyt poważnie. 

Eddy  zawsze starał się mnie bawić. Śmiech jest ważny w mał-
żeństwie. Nie zapominajcie o tym. - Uśmiechnęła się ciepło. 
- Dotrzymaj mi towarzystwa, James... 

background image

Mąż do wynajęcia 

23

 

-  Bucky, proszę pani. Wszyscy nazywają mnie Bucky.      

Alice skinęła głową. 

-  Dotrzymaj mi towarzystwa, Bucky, a tymczasem moja  

wnuczka  przyniesie  mi  coś  do  jedzenia.  Cokolwiek,  Lauro,  
byle nie te mikroskopijne  kanapeczki. I zapomnij o szampa-
nie. Chcę sobie strzelić szkocką. 

 

-  Babciu! Pani Bradford! - zawołały jednocześnie Laura 

i pielęgniarka. 

-  Szkocka nikomu jeszcze nie zaszkodziła, ale skoro aż 

tak się o mnie boicie, to możecie dodać odrobinę wody. Byle 
nie  za  dużo.  -  Spojrzała  na  Bucky'ego.  -  Napijesz  się  ze 
mną? 

-  Chyba nie mam wyjścia. 
-  Nie masz. 
-  Pączuszku, przynieś babci coś do jedzenia. I nie martw 

się. Będę tu siedział przez cały czas. 

Niczego nie obawiam się bardziej - pomyślała Laura. Nim 

zdążyła się oddalić, usłyszała jeszcze głos Bucky'ego: 

Ona nie potrafi się ze mną rozstać nawet na minutę... 

Nie odwróciła się. Postanowiła nie robić mu tej satysfa 
kcji. Zdjęła z palca sygnet i schowała go do kieszeni. 

-  Chciałabym się czegoś o tobie dowiedzieć - powiedzia-

ła tymczasem Alice, marszcząc lekko brwi. 

-  Chyba nie ma zbyt wiele do opowiadania - odparł nie-

pewnie. 

-  Bzdura.  Zaczniemy  od  najistotniejszych  pytań.  Jesteś 

bogaty? 

-  Nie. 
-  Dobrze. Znasz się na giełdzie? 
-  Nie mam o tych sprawach zielonego pojęcia. 
-  Doskonale. Jak rozumiem, chcesz zostać prawnikiem. 
-  Tak. 

background image

24 

OGŁASZAM  WAS  MĘŻEM  I  ŻONA...

 

-  Ale nie będziesz prawnikiem, któremu zależy wyłącznie 

na pieniądzach? 

Bucky'ego zdumiało to pytanie. Przecież Laura... 
-  Nie. Nie jestem chyba na to wystarczająco sprytny. 
Alice uśmiechnęła się. 
-  Chyba cię polubiłam, Bucky Callahan. 
-  Ja też panią polubiłem - odparł bez  wahania i uświado 

mił sobie, że nareszcie powiedział coś, w co naprawdę wierzy. 

Nagle Alice spoważniała. Widać było, że chce mu powie-

dzieć coś bardzo ważnego. 

-  Widzisz,  Bucky...  Laura  bywa  czasem  bardzo  uparta. 

Ona  tak  naprawdę  nie  wie,  czego  chce.  Chociaż  nie...  Wie, 
czego chce, ale boi się tego. To cud, że udało ci się ją namówić 
na  ślub.  Odkąd  runęło  małżeństwo  jej  rodziców,  szczerze 
nienawidzi  tej  instytucji.  -  Staruszka  zamyśliła  się.  Widać 
było,  że  jest  myślami  w  dalekiej  przeszłości.  -  Nie  będę  ci 
wyjaśniała  szczegółów.  Laura  opowie  ci  wszystko  w  odpo 
wiednim  czasie.  -  Westchnęła.  -  Założę  się,  że  wykorzysta 
każdą  okazję, aby sobie udowodnić, że to małżeństwo także 
było błędem. Pamiętaj, nie pozwól jej na to. 

Bucky  poczuł  się nieswojo. Słowa  Alice wprawiły  go w 

nieprzyjemny 

nastrój. 

Dlaczego? 

Doskonale 

znał 

odpowiedź.  Oto  okazało  się,  że  Laura  nie  jest  bezduszną 
maszyną, ale istotą ludzką, która ma swoje tęsknoty, słabości, 
kompleksy... Łatwiej mu było, kiedy traktował ją jako praco-
dawczynię. Za sprawą słów staruszki spostrzegł jednak, że ta 
twarda, zdecydowana kobieta ma również swoje słabe strony. 
Przez chwilę pomyślał o łagodnym  spojrzeniu jej brązowych 
oczu i słodkiej miękkości jej pełnych ust. 

Do diabła - skarcił się w duchu. Chyba ci już zupełnie odbi-

ło! To układ czysto zawodowy. Z tą kobietą nic cię nie łączy 
i nigdy nie będzie łączyć. 

background image

_______

Mąż

 

do

 

wynajęcia

 

25

 

Laura wróciła z dwiema szklankami szkockiej i podała je 

babci oraz Bucky'emu.

 

-  Powinniśmy  wznieść  toast  -  powiedziała  Alice.  -  Za 

 małżeństwo!  Bądźcie  tak  szczęśliwi  jak  ja  i  mój  kochany 
Eddy!

 

Bucky'ego  niezbyt  ucieszył  taki  toast,  ale  skinął  głową  i 

stuknął  się  szklanką  z  babcią  Bradford.  W  oczach  staruszki 
pojawiły się łzy. Zamiast użalać się nad sobą i przepraszać za 
ten przypływ melancholii, wyjęła z torebki chusteczkę i otarła 
łzy zdecydowanym ruchem.

 

-  Wystarczy już wspomnień - powiedziała z uśmiechem.

 

-  Nie dałam wam jeszcze ślubnego prezentu.

 

-  Nie  potrzebujemy  niczego,  babciu  -  zaprotestowała 

Laura. 

-  Bzdura - powiedziała staruszka i spojrzała na zegarek. 

-  Za trzy kwadranse przyjedzie tutaj limuzyna  i zawiezie was 
na  lotnisko.  -  Nie  czekając  na  protesty,  ciągnęła  dalej:  - 
Wiem, że oboje uważacie urlop za stratę czasu, ale przecież to 
nonsens.  -  Wyjęła  z  torebki  kopertę,  w  której  były  bilety  lot 
nicze i podała ją Bucky'emu.  - Polecicie do Nowego Orleanu 
na  weekend  dla  nowożeńców.  Zarezerwowałam  dla  was  apar 
tament w tym samym hotelu, w którym ja i Eddy spędzaliśmy 
nasz miodowy miesiąc.

 

Bucky spojrzał na Laurę.

 

Nie  trzeba  było  być  specjalnie  przenikliwym,  aby  zo-

rientować się, że  jest  wściekły. Ona także nie  była zadowo-
lona.

 

-  Babciu,  naprawdę  nie  powinnaś  była  tego  robić  -  po 

wiedziała z udawanym  uśmiechem, ale  wiedziała, że protesty 
na  nic  się  tu  zdadzą.  Razem  z  Buckym  wpadli  w  pułapkę. 
Jako  szczęśliwe  i  kochające  się  małżeństwo  nie  mogli  prze 
cież odrzucić tak wspaniałego prezentu.

 

background image

26 ____________OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... ______________

 

Bucky także o tym wiedział. Zrobił to, co uważał za najsto-

sowniejsze w tej chwili. Jednym haustem opróżnił szklankę. 

-  Za  ten  wyjazd  powinienem  zażądać  specjalnego  wyna 

grodzenia. 

Laura  spojrzała  na  Bucky'ego,  który  siedział  w  drugim 

końcu limuzyny.  Pomiędzy nimi  znajdowały  się dwie  małe 
walizki i cała sterta dokumentów i podręczników. 

-  Słucham? 
-  Usłyszałaś, co powiedziałem. 
-  Owszem, usłyszałam, ale nie mogę uwierzyć, że miałeś 

czelność powiedzieć coś takiego po tym, jak spóźniłeś się na 
ślub i do tego jeszcze ubrałeś się w taki sposób. 

-  Popsuł mi się samochód. To nie moja wina. 
-  Może już pora zorganizować mu zasłużony pogrzeb. 
-  Muszę  przyznać,  że  to  świetny  pomysł,  ale  niezbyt 

uśmiecha mi się chodzić wszędzie pieszo. 

Uśmiechnęła się słodko. 

-  Zawsze możesz wezwać taksówkę. 
-  Jasne. A cóż takiego nie podobało ci się w moim stroju? 

Przysięgam, że założyłem czystą bieliznę. 

-  Wspaniale. Już wyobrażam sobie nagłówki w gazetach. 

„Panna  młoda  była  w  garsonce,  a  pan  młody  założył  czystą 
bieliznę". 

-  Chyba nie mówisz poważnie o prasie? - zapytał Bucky, 

chociaż myślał teraz zupełnie o czymś innym. Był zgorszony, 
że  Laura  założyła  tak  drogi  strój,  ale  jednocześnie  musiał 
przyznać, że garsonka leży na niej doskonale. 

-  Na szczęście to tylko ponury żart. 
Spojrzał  na  Laurę.  Była  blada.  Wiedział,  że  wolałaby 

znaleźć  się  na  liście  zmarłych  niż  razem  z  nim  w  artykule 
jakiegoś brukowca. 

background image

Mąż do wynajęcia 

27

 

 -  Nie  wiem,  czego  oczekujesz  po  tym  wyjeździe,  ale  ja  
muszę  się uczyć.  -  Wskazał na podręczniki leżące na siedze- 
niu.  -  W  poniedziałek  o  ósmej  mam  egzamin,  a  przede  mną  
jeszcze kilkaset stron tekstu. 

-  Nasza umowa jest chyba wystarczająco jasna. Niczego 

nie oczekuję po tym wyjeździe. 

      -  Ach  tak,  umowa...  To  nowoczesny  odpowiednik  pasa  
cnoty. 

 Laura złapała stetsona, który leżał na siedzeniu i cisnęła  
 nim w Bucky'ego. 

-  To prymitywny żart. 
-  Droga pani, czegóż się można spodziewać po  prostym 

kowboju? 

Westchnęła ciężko. 
-  Posłuchaj, prosty  kowboju. Nie przepadamy  za sobą i 

nic nie wskazuje na to, abyśmy mieli się polubić. Spróbujmy 
wytrzymać ze sobą trochę, a potem, zgodnie z umową, każde 
pójdzie w swoją stronę. Ten weekend to nic strasznego. Ty 
masz  przed  sobą  egzamin,  a  ja  muszę  przygotować  się  do 
procesu, który rozpoczyna się w poniedziałek. Mam nadzieję, 
że nie będziemy sobie nawzajem przeszkadzać. 

-  Doskonale - odparł nonszalancko Bucky. 
Wyjrzał  przez  okno.  Na  zewnątrz  zapadał  zmrok.  Co 

przyniosą  najbliższe  dni?  Mimo  szczerych  chęci  nie  potrafił 
odpowiedzieć na to pytanie. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

-  Chce pan powiedzieć, że nie ma więcej wolnych pokoi? 

-  zapytał  z  niedowierzaniem  Bucky.  Razem  z  Laurą  stali 
w  holu  jednego  z  najstarszych  i  najwytworniejszych  hoteli 
Nowego Orleanu. 

-  Niestety  -  odpowiedział  recepcjonista.  -  Mamy  tutaj 

międzynarodową konferencję i wszystkie pokoje są zajęte. 

Laura wyjęła z torebki książeczkę czekową i pióro. 

-  Ile pan potrzebuje, żeby znaleźć wolny pokój? - zapyta 

ła z uśmiechem. 

Recepcjonista rozłożył bezradnie ręce. 

-  Nawet gdyby dała mi pani milion dolarów, to i tak nic 

nie mógłbym zrobić. 

-  To znaczy, że będziemy musieli spać w jednym pokoju? 

-  zapytała z przerażeniem. 

-  Obawiam się, że tak - odparł recepcjonista i chrząknął 

cicho. - Nie sądziłem, że będą z tym problemy. Myślałem, że 
przyjechaliście tu państwo w podróż poślubną. 

-  Nie... - zaprotestowała Laura - to znaczy tak, ale... 
-  Ona  potwornie  chrapie  -  wyjaśnił  Bucky  i  wzruszył 

ramionami. - Właśnie dlatego chcieliśmy osobne pokoje. 

W  Laurze  aż  zawrzało.  Postanowiła  jednak  nie  dawać 

Bucky'emu satysfakcji. 

-  Trudno  -  powiedziała  z udawaną  nonszalancją.  - Poradzi 

my sobie jakoś. Proszę tylko wstawić do pokoju łóżko polowe. 

background image

Mąż do wynajęcia 

29

 

-  Oczywiście  -  odpowiedział  recepcjonista,  tak  jakby 

 wstawianie dodatkowego łóżka do sypialni nowożeńców było 
 czymś powszechnie przyjętym i naturalnym. 

Bucky wziął klucz i ruszyli w stronę windy. 
-  Posłuchaj - zaczęła - niezbyt mi to odpowiada, ale... 
-  Wystarczy, jeśli nie będziesz wchodzić mi w drogę. 
-  Ani ty mnie. 

Apartament  dla  nowożeńców  wyglądał  dokładnie tak, jak 

Bucky  to  sobie  wyobrażał.  Stylowe łóżko  z  błękitnym  balda-
chimem,  gustowne  zasłony,  złote  krany  w  łazience  -  wszy- 
stko  to  było  niezwykle  eleganckie  i  wytworne.  Czuł  się  jak 
ryba  wyrzucona na brzeg. Brzeg był bardzo piękny,  ale prze-
cież  żadna  ryba  nie  wytrzyma  bez  wody.  Za  to  Laura...  Ona 
czuła się tutaj jak u siebie w domu. 

Zdjęła buty, przeczesała dłonią swoje czarne włosy i rozej-

rzała się po pokoju. 

-  Podzielimy  go  na  dwie  części  -  oznajmiła.  -  Ty  weź- 

 miesz tę, a ja... 

-  Pączuszku,  jestem  pod  wrażeniem...  Cóż  za  hojność, 

zważywszy że po twojej stronie jest biurko i łóżko. 

-  Mówiłam ci już, żebyś nie nazywał mnie pączuszkiem. 

Co do biurka, to muszę napisać parę rzeczy, więc jest mi ono 

 potrzebne. Ty będziesz jedynie czytał. 

-  A łóżko? 
-  Sądziłam, że jesteś dżentelmenem; 
-  To niezbyt dobry argument - powiedział Bucky i rzucił 

swój kapelusz na  krzesło. Stetson  minimalnie  chybił celu i 
spadł na  podłogę.  -  Możesz  dostać  albo  biurko,  albo  łóżko. 
Wybieraj. Ja również muszę porobić trochę notatek. 

Najwyraźniej nie miał zamiaru podnieść swojego kapelu-

sza, więc Laura zrobiła to za niego. 

-  Skoro tak, to możesz wziąć biurko - powiedziała po 

background image

30 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM 1 ŻONĄ... _______________

 

krótkim  namyśle.  -  A  tam  -  wskazała  róg  pokoju  -  możesz 
wstawić swoją polówkę. 

Bucky aż poczerwieniał ze złości. 
-  A może od razu na korytarzu? Albo w windzie? 
-  Nie bądź śmieszny. 
-  To ty nie bądź śmieszna. Umowa umową, ale i bez niej 

mogłabyś się czuć przy mnie całkowicie bezpieczna. Nie je-
steś w moim typie. 

-  A  jakie  kobiety  są  w  twoim  typie?  -  zapytała  bez  wa-

hania. 

-  To proste. Takie, które nie są zimne jak martwe makrele. 
Zamurowało ją. Bucky zdobył się na chwilę szczerości 

i ona także powinna być wobec siebie szczera. Mężczyzn, z 
którymi się dotąd  umawiała,  uważała  za  zimnych i nie  mają-
cych w sobie za grosz życia. Fakt, że ktoś także ją oceniał w 
ten sposób, był... bolesny. Bardzo bolesny. 

Bucky  wiedział,  że  posunął  się  za  daleko.  Dlaczego,  u 

diabła,  tak  powiedział?  Nawet  jeśli  była  zimna  jak  martwa 
makrela,  to  nie  powinien  był  tego  mówić.  Nie  był  nawet 
pewien, czy rzeczywiście tak o niej pomyślał. Może zrobił to 
z desperacji? Od początku uważała go za prostaka. Nie miał 
ochoty udowadniać jej, że jest inny. 

-  Posłuchaj... -zaczął nieśmiało. 
-  Zapomnijmy o tym. 

Patrzyła na niego, a on na  nią. Odetchnęli z ulgą, kiedy 

ktoś zapukał do drzwi. Chłopiec hotelowy wtoczył łóżko po-
lowe, a kelner przyniósł tacę pełną jedzenia i butelkę szampa-
na - prezent od hotelu dla nowożeńców. 

Kiedy ponownie zostali sami, Bucky powiedział: 
-  Jestem  zmęczony  i  głodny.  Ty  zapewne  także.  Oboje 

musimy  dziś  popracować.  To  będzie  długa  i  męcząca  noc. 
Może zawrzemy pokój? 

background image

__________

Mąż

 

do

 

wynajęcia

____  

31

 

-  Zgoda. - Westchnęła z ulgą. 
Uśmiechnął się. 
-  Czy podpiszemy stosowny dokument? 
Laura także się uśmiechnęła. 
-  Myślę, że wystarczy uścisk dłoni. 
-  Doskonale. Uścisnęli sobie dłonie. Oboje starali się, 
aby nie trwało to 

zbyt długo. I nie trwało. Ich palce zetknęły się tylko w prze-
lotnym uścisku. Mimo to Laura poczuła, jakby poraził ją lekki 
prąd, a Bucky miał wrażenie, że dotknął czegoś gorącego, ale 
jednocześnie bardzo przyjemnego. Zakłopotani opuścili ręce. 
Nagle Laura drgnęła. 

-  Zupełnie  zapomniałam!  -  Sięgnęła  do  kieszeni.  -  Oto 

twój sygnet. - Podała mu go ostrożnie, aby ich palce nie 

     zetknęły się ponownie. - Dziękuję. Gdyby nie ty, trzeba by 

było przerwać uroczystość. 

-  Drobiazg. Znowu się 
uśmiechnęła. 
-  Nie będziesz żądał za to dodatkowego honorarium? 
Tak ładnie się uśmiechała... Poczuł przyjemne ciepło. 
-  Pomyślę o tym. 

Pomyśleli. Oboje. 
Oboje, chociaż osobno, doszli także do podobnych wnio-

sków. Zupełnie inaczej wyobrażali sobie noc poślubną. 

Bucky nigdy nie spodziewał się, że podczas tej nocy bę-

dzie się uczył. Państwo młodzi powinni zajmować się zgoła 
czymś innym niż wkuwanie do egzaminu. A co powinni ro-
bić? Pierwszą rzeczą, jaka przyszła mu do głowy był... seks. 

Nie chciał o tym myśleć, ale to było od niego silniejsze. 

Jaka  jest  pod  tym  względem  Laura?  Uległa?  Agresywna? 
Pozwala sobą kierować, czy sama lubi nadawać ton grze 

background image

32 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... ______________

 

miłosnej? Ta druga ewentualność była niezwykle podniecają-
ca. Mężczyźni lubią kobiety z inicjatywą, które wiedzą, czego 
chcą.  Mężczyźni  lubią  namiętne  pocałunki  i  pieszczoty. 
Mężczyźni, a Bucky był przecież jednym z nich, lubią gwał-
towne okrzyki rozkoszy... 

Z drugiej strony, kobiety trochę nieśmiałe i wstydliwe ma-

ją w sobie mnóstwo seksu. Jest coś niezwykle podniecającego 
w doprowadzaniu ich do westchnień i okrzyków rozkoszy na-
miętnymi  pieszczotami.  Każdy  mężczyzna  lubi  czuć  się  pa-
nem sytuacji. Każdy mężczyzna lubi być zniewalający. Bucky 
-  jak  każdy  mężczyzna  -  lubił  udowadniać  sobie,  że  potrafi 
przełamać opór każdej kobiety. 

Niewykluczone,  że  Laura  była  w  łóżku  równie  zdecy-

dowana  jak  generał  na  wojnie,  ale  miał  wrażenie,  że  ma 
trochę kompleksów i jest przesadnie ostrożna. Zapewne oba-
wiała się, że może  oddać mężczyźnie zbyt dużą cząstkę sie-
bie. Być może dlatego umawiała się z tymi „truposzami", jak 
ich określiła babcia Bradford. Oni z pewnością nie zagrażali 
jej ego. 

Hola, hola, Callahan! - skarcił się w duchu. To nie twoja 

sprawa. Nic jesteś psychologiem Laury Bradford. Jej proble-
my  nie  są  twoimi  problemami.  Najpierw  zastanów  się  nad 
sobą. Dlaczego sam nie dorobiłeś się jeszcze żony i gromadki 
dzieciaków? 

Odpowiedź  na  to  pytanie  była  banalnie  prosta.  Jeszcze 

nigdy  dotąd  nie  zakochał  się  tak  naprawdę.  Pożądał  wiele 
kobiet, wiele mu się podobało, kilka nawet go oszołomiło, ale 
żadnej nie pokochał. Szczerze mówiąc, pragnął wreszcie zwa-
riować dla którejś, i to tak na całe życie. 

Jego wybranką nie mogła być, oczywiście, kobieta, która 

myślała wyłącznie  o  sobie. A wszystkie bogate kobiety  my-
ślały tylko o sobie. Chociaż... Pomyślał o Alice Bradford. 

background image

Mąż do wynajęcia 

33

 

Ona  zadawała  kłam  jego  teorii.  Była  stokroć  bogatsza  od 
swojej wnuczki, a pomimo to dla swego męża niezwykle czu-
ła,  oddana  i  kochająca.  Może  nie  wszyscy  bogaci  kochają 
wyłącznie siebie? 

Spojrzał na Laurę. Jaka ona była naprawdę? Może nie aż 

tak samolubna, jak początkowo myślał? Co wtedy? To strasz-
ne! Nagle uświadomił sobie, że niczego nie boi się bardziej niż 
Laury, która mogłaby mu się spodobać. 

Laura nie spodziewała się, że będzie taka głodna. Jeszcze 

dziwniejsze zaś było dla niej to, że zdołali z Buckym wytrzy-
mać całe dziesięć minut bez skakania sobie do  gardeł. Wes-
tchnęła. Dziwny ten ich miesiąc miodowy.  Zresztą, nigdy nie 
tęskniła za rolą szczęśliwej panny młodej. Owszem, chciałaby 
się kiedyś zakochać, ale nigdy nie wyjdzie za mąż. Małżeń-
stwo wszystko psuje, powtarzała sobie. Zabija miłość. 

Zastanowiła się  nad słowami babci. Dlaczego umawiała 

się z „truposzami", facetami bez wyrazu i charakteru? Jej oj-
ciec był uroczy, miał ogromny temperament i... złamał matce 
serce. Może dlatego ona, Laura, unikała mężczyzn silnych i 
pełnych życia? 

Spojrzała na Bucky'ego. Jadł ze smakiem. On z pewnością 

miał w sobie mnóstwo temperamentu. Dla kobiet, które spot-
kał, oznaczało to zapewne same kłopoty. 

„Nie jesteś w moim typie." Tak powiedział 
A jakie kobiety są w jego typie? 
To proste. „Takie, które nie są zimne jak martwe makrele." 
Te słowa były bardzo bolesne. Starała się wyobrazić sobie 

kobietę w typie Bucky'ego. Czy była to zgrabna blondynka 
z małym móżdżkiem i ogromnym biustem? Być może. Kow-
boje nie  przepadali za intelektualistkami.  Choć  on  przecież 
nie  musi  wcale  być  głupi.  W  końcu  pozostał  mu  jedynie 
semestr do końca studiów prawniczych. 

background image

34 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... ______________

 

-  Wiem, że nim poszedłeś na prawo, studiowałeś coś jesz-

cze. Co to było? - zapytała. 

-  Literatura.  Literatura  amerykańska  i  literatura  porów-

nawcza. - Widząc zdumienie na twarzy Laury, zapytał: - Co 
się  stało,  pączuszku?  Sądziłaś,  że  taki  prostak  jak  ja  czyta 
tylko komiksy? 

-  Nie, ale... - Zawahała się. - Cały ten image kowboja... 

Czy to tylko gra? 

-  Ależ nie, pączuszku. Każdy mężczyzna ma w sobie od-

robinę z kowboja. 

Była wściekła. Wystrychnięto ją na dudka. 

-  Dlaczego grałeś ze mną w kotka i myszkę? 
-  Zachowywałem  się tak, jak tego oczekiwałaś. Napoleon 

wypowiedział kiedyś  bardzo  mądre zdanie: „Po  co niszczyć 
wroga, jeśli on sam robi to tak doskonale?" 

-  W  tym  przypadku  oznacza  to:  po  co  robić  ze  mnie 

idiotkę, skoro sama robię to tak świetnie? 

Bucky wzruszył ramionami. 

-  Wmówiłaś  sobie,  że  jestem  prymitywnym  pastuchem 

i uwierzyłaś w to. Ludzie widzą to, co chcą widzieć. 

Zapadło  kłopotliwe  milczenie.  Laura  odłożyła  sztućce  i 

wstała. 

-  Muszę się wziąć do roboty. 
-  Bogata prawniczka ma zamiar oskubać jakiegoś bogate-

go klienta? 

Uśmiechnęła się. 

-  Zgadza się... kowboju. 

Czuła  się bardzo  niepewnie. Oto  poznała nowe, znacznie 

bardziej skomplikowane oblicze Bucky'ego Callahana. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Pisanie nie szło Laurze najlepiej. Do tego jeszcze ta ulewa! 

Nie potrafiła się skupić, kiedy padało. Myślała o przeszłości. 
Myślała o tym wszystkim, co było złe i przykre. 

Odłożyła pióro i podeszła do okna. Kiedy rozsunęła zasłony, 

przywitał  ją oślepiający błysk i potworny grzmot. Zadrżała. 
W takich sytuacjach zawsze czuła się samotna i opuszczona, a 
obrazy z przeszłości stawały przed jej oczami jak żywe. 

-  Mam już tego dość! - słyszała głos swojego ojca przez 

jednostajny szum deszczu. - Słyszałaś, Ruthanne? Odchodzę. 
Mam już dość tego piekła, które nazywamy małżeństwem. 

Laura miała wtedy dwanaście lat. Zawsze kiedy rodzice się 

kłócili, chowała się w najdalszych zakątkach domu. Tę groźbę 
ojca słyszała już wiele razy. Tym razem wiedziała jednak, że 
słyszy ją po raz ostatni. Bardzo kochała matkę, ale to ojciec 
był jedynym słońcem jej życia. Bawił się z nią, dawał łakocie, 
zwalniał się wcześniej z pracy, żeby zabrać ją do kina. 

-  Przyślę kogoś po moje rzeczy - zawołał i otworzył na 

oścież drzwi rezydencji, którą Laura nazywała domem. Jesz-
cze dziś pamiętała, jak krople deszczu kapały na drogi dywan 
przywieziony z Włoch. 

-  Na  miłość  boską,  Garret,  zamknij  drzwi!  -  zawołała 

matka. - Zniszczysz dywan. 

-  To  twój  problem.  Zawsze  interesowało  cię  wszystko 

tylko nie nasze małżeństwo. 

background image

36 

OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ...

 

-  Co  do  naszego  małżeństwa,  to  nie  ma  już  się  chyba 

czym interesować. 

-  Nie ma i nigdy nie będzie. 

Oboje zmierzyli się ostrym wzrokiem, jakby badali szczerość 

swoich słów, po czym ojciec odwrócił się i wyszedł z domu. 

Laura  wyskoczyła  z  ukrycia  i  pobiegła  za  nim.  Pomimo 

potwornego deszczu uczepiła się rozpaczliwie jego nogi i bła-
gała, żeby został. 

-  Tatusiu, proszę, nie odchodź! 

Garret Bradford zatrzymał się. Jego oczy pełne były bólu. 

-  Muszę iść, kochanie. 
-  Nie, nie musisz! 
-  Muszę. Jak będziesz starsza, to zrozumiesz. - Przytulił 

ją mocno i pocałował. - Kocham cię. 

Po chwili wsiadł do swojego sportowego samochodu i od-

jechał. Padał deszcz,  niebo rozświetlały  przerażające  błyska-
wice, a samochód ojca stawał się coraz mniejszy i mniejszy. 
W końcu zniknął jej z oczu. 

Mała Laura płakała wtedy bez przerwy kilkanaście godzin. 

Teraz, wspominając tamten dzień, też zaczęła płakać. 

-  Hej! 

Głos Bucky'ego był miękki i spokojny, jednak usłyszawszy 

go, aż podskoczyła. Przyglądał się jej uważnie. Zbyt uważnie. 

-  Nic ci nie jest? - zapytał. 
-  Czuję się świetnie - odparła, przełykając łzy. - Dlacze-

go pytasz? 

-  Wydawało mi się, że krzyknęłaś. 
-  Chyba rzeczywiście ci się wydawało. 

Wróciła na swoje łóżko i z powrotem wzięła do ręki papiery. 

-  Jak ci idzie? - zapytał. 
-  Byłoby  świetnie...  gdyby  proces  zaczynał  się  za  ty-

dzień. 

background image

Mąż do wynajęcia ___________________ 37

 

-  Przykro mi. 
-  Posłuchaj, zajmij się swoim egzaminem, dobrze? - po-

wiedziała niezwykle ostro. - Sama będę się martwić o proces 
i swojego bogatego klienta. 

Bucky  rozparł  się  wygodnie  na  krześle,  położył  nogi  na 

biurku i pociągnął potężny łyk piwa z butelki. 

-  Jak sobie życzysz, pączuszku. 
Laura sama nie wiedziała, dlaczego zareagowała tak gwał-

townie. Deszcz i wspomnienia wyprowadziły ją  z  równowa-
gi, ale nie tylko to było przyczyną jej zdenerwowania. Bucky 
także miał w tym swój udział. 

Od początku wieczoru pozbywał się kolejnych części swo-

jej garderoby. Najpierw zdjął tweedową marynarkę, następnie 
kowbojskie buty. Po pewnym czasie rozpiął koszulę i podwi-
nął rękawy. Kiedy siedział tak z książką na kolanach i nogami 
na biurku, prawie wcale się nie poruszał. 

No...  może  nie  do  końca  była  to  prawda.  Jego  potężna 

klatka piersiowa podnosiła się i opadała z hipnotyzującą regu-
larnością. 

Wiedziała,  że  nie  powinna  na  niego  patrzeć.  Cóż  mogła 

jednak poradzić  na to, że Bucky  był taki... atrakcyjny? Nie-
sforny kosmyk włosów, opadający na czoło, nadawał mu wy-
gląd małego chłopca. Aż chciało się wstać i pogłaskać go po 
twarzy.  Nagle  przypomniała  sobie  pocałunek  podczas  cere-
monii i jej ciało przebiegł dreszcz. 

Zerwała się na równe nogi, odłożyła papiery i rozścieliła 

łóżko. 

-  Jest już późno i mózg odmawia mi posłuszeństwa. Idę 

spać - oznajmiła. 

Bucky uznał, że kiedy Laura zaśnie, to nareszcie będzie 

mógł się zająć nauką. Do tej pory myślał o wszystkim, tylko 
nie o poniedziałkowym egzaminie. 

background image

38____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ-_______________

 

Kiedy  zdjęła  ślubne  ubranie  i  założyła  koszulę  nocną, 

przeżył prawdziwy szok. Spodziewał się jedwabiu i koronek. 
Nic z tych rzeczy. Założyła prostą, bawełnianą koszulę. 

Starał  się  skupić  na  swoim  podręczniku,  ale  widział,  jak 

materiał opina zgrabne ciało Laury i podkreśla wszystkie jego 
zaokrąglenia i wypukłości. Do tego jeszcze jej kruczoczarne 
włosy... Nie były zbyt długie, ale kiedy pochylała się, opadały 
niesfornie  na  policzek.  Niech  to  diabli!  Za  każdym  razem 
miał ochotę podejść i odgarnąć je delikatnie za ucho! Niech to 
stu  diabłów!  Naprawdę  krzyknęła,  kiedy  stała  pod  oknem! 
Niech  to  tysiąc  diabłów!  Wciąż  nie  mógł  zapomnieć  o  ich 
jedynym - do tej pory - pocałunku! 

Rzucił  książkę  na  biurko  i  poszedł  do  łazienki.  Przemył 

twarz zimną wodą i odświeżony wrócił do pokoju. Laura już 
spała.  Lewa  noga  wystawała  jej  spod  kołdry,  a  prawa  ręka 
spoczywała wysoko nad głową. 

Uśmiechnął się. Miło było zobaczyć tę chłodną, doskonale 

zorganizowaną kobietę w lekkim nieładzie. Jeszcze chwila, 
a mógłby uznać, że ona jednak jest w jego typie. 

-  Wezmę prysznic - oznajmiła Laura. Bucky z ledwością 

otworzył  jedno  oko  i  spojrzał  na  nią  ze  swojego  polowego 
łóżka. Trzymała w ręku jakieś dokumenty i pióro. Wstała chy-
ba  już  o  świcie.  Sam  był  ledwo  żywy.  Położył  się  bardzo 
późno i gdyby tylko mógł, to spałby do południa. 

-  Mmmm... - mruknął zamiast odpowiedzi. 

Laura spojrzała na mężczyznę, z którym spędziła noc... w 

jednym  pokoju.  Leżał  wygodnie  wyciągnięty  na  plecach,  z 
jedną  ręką  zwisającą  przez  krawędź  łóżka.  Wciąż  miał  na 
sobie  dżinsy  i  rozpiętą  koszulę.  Dwudniowy  zarost  dodawał 
mu uroku i nie mogła tego nie zauważyć. Zmęczony i potar-
gany, wyglądał jeszcze seksowniej niż wieczorem. 

background image

Mąż do wynajęcia 

39

 

-  Dzień dobry, panie leniu - powiedziała z uśmiechem. 
-  Mmmm... - powtórzył od niechcenia i zamknął oczy. 
Weszła do łazienki i zamknęła za sobą drzwi. 

Po chwili stała już pod prysznicem i starała się odprężyć. 

Nie było to łatwe. Mieszkała z Buckym w jednym pokoju, a 
do  tego  jeszcze  za  dwadzieścia  cztery  godziny  miał  rozpo-
cząć się proces, do którego zupełnie nie była przygotowana. 

Bogata prawniczka ma zamiar oskubać jakiegoś bogatego 

klienta... 

Te słowa bardzo ją zabolały. Długo myślała o tym  przed 

zaśnięciem. Dlaczego  Bucky traktował ją w ten sposób? Dla-
czego  przy  każdej  okazji  odsądzał  ją  od  czci  i  wiary?  Czy 
sukces zawodowy i finansowy był przestępstwem? Nie skrzy-
widziła przecież nikogo dla własnej kariery. Nikogo nie wy-
korzystała. 

Poprzez szum wody nie usłyszała  telefonu, którego ostry 

dzwonek przeciął ciszę panującą w pokoju. 

Natomiast Bucky  zerwał się na równe nogi, jakby tuż obok 

jego polowego łóżka wybuchł granat. Nie spał już, ale nie był 
także całkowicie przebudzony. Cichy szum prysznica sprowa-
dził jego rozmyślania na  bardzo niebezpieczne tory. Wyobra-
żał sobie kuszące kształty. Kobiece kształty. Nagie kształty. 
W swej fantazji był już nawet bliski wtargnięcia do łazienki 
i  wejścia  pod  prysznic,  z  którego  korzystała  Laura.  Telefon 
przerwał jednak te przyjemne rozmyślania. 

-  Halo? - zapytał zaspanym głosem. 
-  Bucky? - Głos wydawał się znajomy. 
-  Tak, to ja. 
-  Mówi Doug Nelson. 
-  Ach, to ty... cześć Doug. 

-  Chyba traktujecie całą tę maskaradę bardzo poważnie. 

Wspólny wyjazd. No, no... 

background image

40 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... ______________

 

-  Powiedzmy, że babcia Laury ma dar przekonywania. 
Zapadło krótkie milczenie. 
-  Posłuchaj,  przykro  mi,  że  przerywam  wam  wypoczy-

nek, ale muszę porozmawiać z Laurą. To bardzo ważne. 

-  Ona  właśnie  bierze  prysznic  -  wyjaśnił  Bucky,  wciąż 

jeszcze  myśląc  o  ciele  Laury,  skąpanym  w  strumieniach 
wody. 

-  A niech to! To bardzo ważna sprawa. Chodzi o proces, 

który zaczyna się jutro. Koniecznie muszę z nią porozmawiać. 

-  Rozumiem. Zaczekaj chwilę. 
Bucky odłożył słuchawkę i ruszył w stronę łazienki. 
-  Telefon! 
Żadnej odpowiedzi. Tylko szum prysznica. 
-  Telefon! - Zastukał w drzwi. 
Nadal nic. 

Przystawił ucho do drzwi. Szum wody wydawał się coraz 

głośniejszy. 

-  Laura? 
Zaklął cicho i nacisnął klamkę. Wiedział, że to niebezpie-

czne, ale nie przypuszczał nawet jak bardzo. Dopiero, kiedy ją 
zobaczył, zrozumiał, że wpadł w pułapkę. W ustach nagle mu 
zaschło, a dłonie zaczęły się pocić. Przez na wpół przezroczy-
stą  zasłonę  ujrzał,  jak  Laura  się  myje.  Patrzył  na  jej  ciało. 
Wspaniałe,  harmonijnie  zbudowane,  kobiece  ciało.  Przez 
chwilę zatrzymał wzrok na okrągłościach piersi i ud. 

Nagle Laura zakręciła wodę. Zamknij drzwi, durniu - po-

myślał. Zza zasłony wysunęła się ręka i sięgnęła po ręcznik. 
Zamknij drzwi, idioto - powtarzał sobie w myślach. I wtedy 
stało się to, co najgorsze. Zasłony rozsunęły się. Było już za 
późno, żeby zamknąć drzwi. 

Laura krzyknęła cicho i owinęła się szczelnie ręcznikiem. To 

straszne. Nigdy dotąd nie czuła się taka bezbronna, taka... naga. 

background image

Mąż

 

do

 

wynajęcia

 

41

 

-  Czego chcesz? - zapytała drżącym głosem. 

Czego chciał? Wielu rzeczy. Przede wszystkim chciał, że-

by  serce  przestało  mu  tak  walić.  Chciał,  żeby  jej  usta  nie 
wyglądały tak kusząco. Chciał wejść pod prysznic, zerwać z 
niej  ręcznik  i  kochać  się  z  nią  aż  do  utraty  zmysłów.  Chciał 
wreszcie dobrego psychiatry, który wyjaśniłby mu jego idio- 

    tyczne myśli i zachowania.          
Przełknął nerwowo ślinę. 

-  Niczego  od  ciebie  nie  chcę,  pączuszku.  Doug  Nelson 

chce z tobą mówić. 

Najwyraźniej nie spodziewała się takiej odpowiedzi. 

-  Zaraz podejdę do telefonu, daj mi chwilkę. 
-  Całą wieczność, pączuszku. 
Uśmiechnęła się ironicznie. 
-  Nie śmiałabym cię o to prosić. W chwilę później Laura 
rozmawiała przez telefon, a Bucky 

stał pod chłodnym prysznicem. Nie chciał myśleć o jej ciele. Nie 
chciał myśleć o uczuciach, które w nim wzbudzała. Na pewno 
ustala teraz z Dougiem jakieś sprytne prawnicze posunięcia. Cie-
kawe, ile forsy wyduszą z nieszczęśnika, który im zaufał? 

Zrobiło  mu  się  trochę  lżej.  Tak  właśnie  powinien  o  niej 

myśleć. W końcu Laura jest  przecież  bogatą,  wyrachowaną, 
twardą kobietą. Nikim więcej. 

Wczesnym  popołudniem  wynajęty  samolot  zbliżał  się już 

do Baton Rouge. Po kilku godzinach wytężonej pracy Laura 
skończyła wreszcie pisać swoje wstępne wystąpienie. 

Westchnęła z ulgą i spojrzała na Bucky'ego. Wyglądał ku-

sząco jak sam diabeł. Wziął prysznic i zmienił ubranie, ale nie 
ogolił się. Ciemny zarost dodawał mu uroku i tajemniczości. 

-  Skończyłaś? - zapytał niespodziewanie. Na kolanach trzy 

mał podręcznik, z którego przygotowywał się do egzaminu. 

background image

42 ____________OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ- ______________

 

-  Tak. - Odwróciła wzrok, aby nie patrzeć na jego owło-

siony tors,  doskonale widoczny w  rozchyleniu rozpiętej  ko-
szuli. - Jak ci idzie nauka? 

-  Doskonale.  -  Wyglądała  pięknie,  kiedy  czarne  włosy 

opadały  jej  na  policzki.  -  Zostało  mi  już  tylko  pięćdziesiąt 
stron. 

-  Zdążysz przygotować się do egzaminu? 

 

-  Mam przed sobą całe popołudnie, wieczór i noc. 
Zamyśliła się przez chwilę. 
-  Dlaczego zdecydowałeś się pójść na uniwersytet? 
-  Chodzi ci o mój wiek? 
-  Nie. Nie jesteś przecież stary. 
-  Czasami  czułem  się  starszy  od  samego  Matuzalema. 

Szczególnie gdy musiałem jeździć całą noc taksówką, a rano 
iść na uczelnię. 

Laura poczuła nagle coś na kształt podziwu. Była na siebie 

wściekła.  Nie  chciała  go  podziwiać.  Byłoby  lepiej,  gdyby 
pozostał dla niej prostym kowbojem. 

-  Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. 
Wzruszył ramionami. 
-  Miałem już dość obijania się po kraju. Jeździłem z mia-

sta do miasta i łapałem  się różnych zajęć. Łowiłem homary 
w  Maine  i  pracowałem  w  fabryce  taśmy  klejącej  w 
Massachusetts. Poza tym... - Spoważniał nagle. - Mój ojciec 
zmarł. 

-  Bardzo mi przykro. 

 

-  Mnie też. Zapadło 
milczenie. 
-  I wtedy zdecydowałeś, że pójdziesz na studia? 

 

-  Tak. W tygodniu studiuję, a w weekendy pracuję na far-

mie mojego brata. Wykonuję tam zadania specjalne. 

-  To znaczy? 

background image

Mąż do wynajęcia ___________________ 43

 

-  Naprawiam  ogrodzenia,  zaganiam  do  zagrody  niepo- 

korne bydło... 

Laura uśmiechnęła się. 

-  Dlaczego wybrałeś prawo? 
-  Mój ojciec był prostym, niewykształconym czlowie- 

 kiem. Ufał ludziom i to go zabiło. 

Poruszyła się niespokojnie. 

-  Nie... nie rozumiem. 
-  Ludzie tacy jak ty tego nie zrozumieją. Zadrżała. To, co 

powiedział, było okrutne, niesprawiedliwe. 
-  Winien mi jesteś wyjaśnienie. 
Zamyślił się przez chwilę. 
-  Mój ojciec posiadał pięćdziesiąt akrów ziemi, na której 

wspólnie z moim bratem hodował bydło. Z ranczem mojego 
ojca sąsiadowała pięćsetakrowa posiadłość Wilsona Deridde- 
ra. Wilson był bardzo miłym staruszkiem. Przyszedł kiedyś do 
ojca  i  zapytał  go,  czy  nie  chciałby  kupić  stu  akrów  ziemi. 
Teren doskonale nadawał  się  pod hodowlę i  ojciec  bez waha 
nia wydał  ostatni grosz na jego  zakup. Mając więcej ziemi, 
mógł  hodować  więcej  bydła. Bank  obiecał nam  nawet  poży 
czkę na zakup nowych krów... 

Bucky przerwał na chwilę opowiadanie. 

-  Jak się domyślam, nic z tego nie wyszło - wtrąciła Laura. 
Roześmiał się złowieszczo. 
-  Cóż za przenikliwość, pani mecenas. Mój  ojciec i Wil 

son zawarli coś w rodzaju dżentelmeńskiej umowy. Podpisali 

      nawet jakiś dokument, ale nie poszli z nim do notariusza.       
Wkrótce okazało się, że zamiast ziemi ojciec kupił jedynie 
bezwartościową kartkę papieru. 

-  Jak to się stało? 
-  W rok później zmarł Wilson Deridder. Dopiero wtedy 

dowiedzieliśmy się prawdy. 

background image

44 

OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ...

 

-  Jakiej prawdy? 
-  Pochodził z bardzo bogatej rodziny. Na pogrzebie mie-

liśmy  okazję  poznać  jego  córkę.  Była  bardziej  żarłoczna  od 
hieny. Wynajęła sprytnego adwokata, który wykazał w sądzie, 
że stary Wilson był niespełna rozumu, że mój ojciec go wyko-
rzystał...  -  Roześmiał  się  gorzko.  -  Wilson  był  może  trochę 
dziwny,  ale  z  pewnością  nie  brakowało  mu  piątej  klepki. 
Mniejsza z tym. Dość, że ojcu nie tylko zabrali to, co kupił, 
ale i jego ziemię jako odszkodowanie. 

-  Twój ojciec stracił wszystko? 
-  Tak.  Ziemię  i  bydło,  które  na  niej  hodował.  Razem  z 

bratem  próbowali  jeszcze  ratować  rodzinny  interes,  ale  z 
mizernym skutkiem. Brat nadal próbuje. 

-  A co stało się z ojcem? - zapytała nieśmiało. 
-  W akcie zgonu napisane jest, że przyczyną śmierci było 

zapalenie płuc, ale ja sądzę, że zmarł z żalu i zgryzoty. 

-  I  w  związku  z  tym  nie  lubisz  sprytnych  adwokatów  i 

bogatych ludzi? - Westchnęła ciężko. 

-  Nie ufam im. Nie lubię ich. Są zbyt chciwi, jak na mój 

prostacki gust. 

Laura poczuła się nieswojo. 

-  Czy mnie także zaliczasz do tej grupy? 
-  Sama odpowiedz sobie na to pytanie. 

Samolot zdążył już wylądować w Baton Rouge, toczył się 

teraz powoli po pasie startowym, jeszcze  chwila i zatrzymał 
się. 

-  Czy  mogę dać ci pewną radę? - zapytała. Nie odpowie 

dział,  ale  nie  zraziło jej  to.  -  Jeden  z  moich  profesorów  mó 
wił, że nikogo nie należy oceniać po pozorach. 

Nie czekając na jego reakcję, wzięła swoje rzeczy i wy-

siadła z samolotu. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

-  Oto pański hot-dog - zakomunikował uprzejmie lokaj. 

Był poniedziałkowy wieczór. Bucky po ciężkim dniu (wy-

czerpujący egzamin, kilka godzin na wykładach i w bibliote-
ce) wrócił do  domu  Laury.  Ta jednak  nadal była w  sądzie, 
choć służący  powiedział,  że powinna  niebawem wrócić. Aby 
skrócić sobie oczekiwanie, Bucky oglądał wieczorne wiado-
mości. 

-  Wygląda  smacznie  -  stwierdził  z  uznaniem  i  wziął  z 

butelki spory łyk Pilsnera. Domyślał się, że w rezydencji pani 
Bradford  nie  będzie  czegoś  tak  pospolitego  jak  piwo,  więc 
sam je kupił na mieście. Hot-dogi także kupił w supermarke-
cie. Należało je jedynie odgrzać. - Dziękuję bardzo. 

-  Służę, sir. 
Lokaj ukłonił się  grzecznie i skierował w stronę kuchni. 

Kiedy  przechodził  obok  marmurowej  kopii  Wenus  z  Milo, 
stanął jak wryty. Antyczna bogini miała na głowie... stetsona. 

Po chwili w salonie pojawiła się babcia Bradford w towa-

rzystwie swojej pielęgniarki. 

-  Czy  mogę się do ciebie przysiąść? - zapytała Bucky'e- 

go. Chciał wstać, ale nie dała mu szansy. 

-  Siedź, siedź. Nie jestem aż tak staroświecka. 
Ruchem ręki wskazał krzesło. 
-  Ależ bardzo proszę. Będzie mi bardzo miło. 
Alice z zaciekawieniem spojrzała na hot-doga. 

background image

46_____________OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... ______________

 

 

Cóż ja widzę? Od kiedy to serwuje się w tym domu coś 

 

takiego? 

Uśmiechnął się. 
-  Sam je kupiłem. Mam także sześć butelek Pilsnera. 
-  Doskonale. Nie znoszę tych dietetycznych kanapeczek. 

-  Staruszka  odwróciła  się  do  swojej  pielęgniarki  -  Przynieś 
mi proszę jednego hot-doga. 

-  Hot-doga? 
-  Hot-doga i piwo. 

Pierwsza prośba zdziwiła pielęgniarkę, ale druga ją przera-

ziła. 

-  Piwo? Nie sądzi pani, że... 
-  Tak, sądzę, że mam ochotę napić się piwa razem z moim 

nowym zięciem-wnukiem. 

Jestem  zięciem-wnukiem,  pomyślał  z  niedowierzaniem 

Bucky.  Ale  już  niedługo.  Właśnie.  Już  niedługo...  Nie  wie-
dział, czy bardziej go to cieszy, czy martwi. 

Kiedy dziewczyna wyszła do kuchni, babcia Bradford ści-

szyła głos. 

-  Trudno dziś znaleźć dobrą pielęgniarkę. 
Bucky uśmiechnął się szeroko. 
-  Czy nazwał ktoś kiedyś panią „wystrzałową kobietą"? 
Alice Bradford pokiwała głową. 
-  Mój Eddy, Panie świeć nad jego duszą. Chociaż nie użył 

dokładnie tych słów. Powiedział, że jestem zabójcza jak pisto 
let. Szybkostrzelny pistolet. 

Alice jeszcze przez  kilkanaście minut opowiadała o prze-

szłości. Bucky nie przerywał jej. Widział, że starsza pani chce 
się z nim podzielić doświadczeniami swojego życia. Trzymał 
w  dłoni  butelkę  piwa,  słuchał,  uśmiechał  się  i  od  czasu  do 
czasu zadawał pytania. 

Tymczasem od dobrych paru chwil w drzwiach stała Lau- 

background image

Mąż do wynajęcia

 

47 

ra. Nikt jej nie zauważył. Ze zdziwieniem patrzyła, jak babcia 
opowiada coś z ożywieniem, a Bucky słucha. Właśnie. Słu-
cha... Ojciec był dla Laury wzorem, ale on nigdy nie potrafił 
słuchać matki. Był na to zawsze zbyt zajęty. Nie słuchał także, 
co ma do powiedzenia jego córka. Nie słuchał, kiedy błagała, 
aby  został...  Czy  Bucky  potrafiłby  ją  wysłuchać?  Po  całym 
dniu spędzonym w sądzie była wyczerpana. Potrzebowała ko-
goś więcej niż tylko uprzejmego, ale obojętnego lokaja. 

-  Zobacz, Laura! - zawołała nagle babcia. 
Laura już myślała, że ją zauważyli, ale babcia wskazywała 

na telewizor. 

Bucky nie  mógł uwierzyć własnym  oczom.  Tym  bardziej 

uszom.  Dziennikarz  mówił  o  kliencie  Laury,  Jimmym  Har-
ringtonie. Jego nazwisko było znane w całych Stanach Zjed-
noczonych. Zamordował ojca, który przez długie lata znęcał 
się nad nim i matką. Jedno było pewne. Jimmy Harrington był 
biedny jak mysz kościelna. Laura nie mogła od niego dostać 
nawet złamanego centa. 

Coś go tknęło i spojrzał w stronę drzwi. 

-  Och, Laura... Jesteś w telewizji... 
Zmierzyła Bucky'ego pełnym wyrzutu wzrokiem i weszła 

do salonu. 

-  Dziennikarze są wszędzie. 
Pochyliła się nad babcią i pocałowała ją. Nagle uświado-

miła  sobie,  że  powinna  także  pocałować  Bucky'ego.  Byli 
przecież  młodym,  kochającym  się  małżeństwem.  Przynaj-
mniej  formalnie.  Było  to  jednak  bardzo  ryzykowne.  Jeden 
krótki pocałunek mógł obudzić w niej chęć na następne. 

Bucky myślał o tym samym. Powinien teraz wziąć Laurę 

za rękę i  posadzić  sobie na  kolanach.  Tak nakazywały reguły 
gry. Ale czy tylko one? 

Skarcił się w duchu za takie myśli. Przecież ta kobieta 

background image

48_____________OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... ______________

 

nawet  mu się nie  podoba. Nie  jest w  jego typie...  Podobało 
mu się jedynie to, jak zdjęła czarne szpilki, jak usiadła na sofie 
tuż obok niego. Podobało  mu  się, jak  jej czerwona spódnica 
podwija się, odsłaniając cudownie długie i zgrabne nogi. Naj-
bardziej  podobało  mu  się  jednak  to,  że  podjęła  się  obrony 
Jimmy'ego Harringtona. 

Dlaczego nie powiedziała mu, że broni nie tylko bogatych 

klientów, kiedy niedwuznacznie jej to zasugerował? 

Zadał jej to pytanie kilkanaście minut później, kiedy bab-

cia Bradford taktownie wyszła z salonu. Laura miała niejasne 
wrażenie, że staruszka coś podejrzewa. 

-  Powiedziałam  ci, żebyś nie oceniał ludzi po pozorach. 

Nie możesz mieć do mnie żalu. Zachowałam się dokładnie tak 
samo jak ty. Nie wyprowadzałam cię z błędu. Wierzyłeś w to, 
w co chciałeś uwierzyć. 

-  Nie musiałaś robić ze mnie kompletnego idioty. 
Laura uśmiechnęła się. 
-  Ty też nie miałeś wobec mnie litości, kowboju. 
Bucky'emu nie pozostało nic innego jak odwzajemnić 

uśmiech. 

-  To prawda. Oboje się myliliśmy w swoich ocenach. Co 

teraz? 

Laura spoważniała. 

-  Nazywam  się  Laura  Bradford.  Mam  sto  sześćdziesiąt 

trzy  centymetry  wzrostu  i  ważę  pięćdziesiąt  jeden  kilogra-
mów. Jestem bogata, co stwierdzam z przykrością, ale wyko-
nuję swoją pracę sumiennie i sprawa honorarium nie zawsze 
jest dla mnie najważniejsza. Muszę nieskromnie stwierdzić, 
że jestem cholernie dobrym prawnikiem. 

-  Nazywam się Bucky  Callahan. Mam sto  osiemdziesiąt 

dwa centymetry wzrostu i zawsze ważyłem więcej, niż chcia-
łem. Nie potrafię nawet porządnie wymówić słowa „bogaty". 

background image

Mąż do wynajęcia

 

49

 

Uwielbiam czytać i studiuję prawo. W przyszłości będę cho-
lernie dobrym prawnikiem. 

Patrzyli na siebie przez dłuższy czas  w milczeniu. Oboje 

mieli  dziwne  wrażenie,  jakby  widzieli  się  po  raz  pierwszy. 
Spodobało  im  się  to,  co  zobaczyli,  i  byli  teraz  tym  faktem 
niezwykle zdumienieni. 

Milczenie dwojga wpatrzonych  w siebie  osób  przerwało 

ciche kasłanie. W drzwiach salonu stał lokaj. 

-  Czy mogę pani przynieść coś do jedzenia? 
-  Hmmm... - Laura spojrzała na pusty talerz Bucky'ego. 

- Zjem to, co mój mąż. 

-  Hot-doga? - zapytał z niedowierzaniem służący. 
-  Tak, przynieś jej hot-doga - odpowiedział Bucky. 
Lokaj spojrzał z lękiem na kobietę, która płaciła mu co 

miesiąc pensję. Skinął głową. 

-  Oczywiście, proszę pani. Zaraz przyniosę. 
-  Hej  -  zawołał  za  odchodzącym  Bucky.  -  Przynieś  jesz 

cze dwa piwa. Jedno dla żony i jedno dla mnie. 

W chwilę później na stoliku obok sofy pojawiły się dwie 

butelki piwa i hot-dog. 

-  Jak  poszedł  egzamin?  -  zapytała  Laura,  ze  smakiem 

pochłaniając plebejskie danie. 

Bucky wziął potężny łyk Pilsnera. 

-  Chyba dobrze, chociaż kilka razy musiałem się uciec do 

metody RNZ. 

-  RNZ? 

 

-  Ryzykowne Naukowo Zgadywanki. 
Pokiwała głową. 
-  Robiłam to na studiach i robię także teraz, w sądzie. 
Poruszył się niespokojnie. 
-  No właśnie... Jak tam dzisiejsze posiedzenie? 
Oczy Laury rozbłysły jak lampki na choince. 

background image

50 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ- _______________

 

-  Wspaniale.  Przysięgli  prawie  jedli  mi  z  ręki.  Kiedy 

skończyłam  wstępne  wystąpienie,  wiedziałam,  że  mam  ich 
w garści. Takie rzeczy się czuje. 

Bucky  po  raz  pierwszy  widział  Laurę  tak  szczęśliwą  i 

rozentuzjazmowaną. 

-  Sądzisz, że przyjmą twoją linię obrony? 
-  Tego nigdy nie można być pewnym. Jimmy Harrington 

popełnił morderstwo z premedytacją. Szanse są małe, ale... 

Oboje  rozmawiali  jeszcze  przez  dłuższy  czas,  gdy  nagle 

rozległ  się  cichy  gong.  Laura  spojrzała  na  tarczę  potężnego 
zegara. 

-  O Boże, już jedenasta? 
-  Niestety. 
-  Mam jeszcze trochę pracy.  - Niechętnie  podniosła się 

z sofy. 

Bucky wstał także. 

-  Ja również. - Przeszli razem przez salon. - Bardzo miło 

mi się z tobą rozmawiało. 

Uśmiechnęła się. 

-  Mnie również było bardzo przyjemnie. 

Z radością uświadomiła sobie, że naprawdę wierzy w to, 

co mówi. 

Kiedy doszli do jej sypialni, Bucky zatrzymał się. 

-  Cóż... Dobranoc. 
Właśnie  miała  się  odwrócić,  gdy  usłyszała,  jak  drzwi  od 

sypialni babci uchylają się. Niewiele myśląc, złapała Bucky-
'ego  za  rękę,  wepchnęła  go  do  ciemnej  sypialni,  szybkim 
ruchem  zamknęła  drzwi  i  przycisnęła  go  do  nich.  Czuł  na 
swojej szyi jej ciepły oddech i mógł przysiąc, że słyszy bicie 
jej serca. A może to jego serce tak łomotało? 

-  Ona coś podejrzewa - szepnęła cicho Laura. 
-  Kto? Twoja babcia? 

background image

Mąż

 

do

 

wynajęcia

 

51

 

-  Tak. 
-  Jesteś przewrażliwiona. 
-  Z początku też tak mi się wydawało, ale teraz jestem już 

pewna. Pamiętasz, jak szybko wyszła z salonu? Zdziwiło ją, 
że nie pocałowaliśmy się na powitanie. To był błąd. 

Bucky również o tym pomyślał. Teraz, kiedy ich uda sty-

kały  się  delikatnie,  każde  wspomnienie  jej  zmysłowych  ust 
było istną torturą. 

-  Dlaczego szepczesz? 
-  Ona może nas usłyszeć. 
-  Naprawdę jesteś przewrażliwiona. Nowożeńcy nie mu-

szą szeptać. Poza tym mogą także zapalić światło. -Teraz sam 
ściszył  głos.  -  Czasami  nawet  kochają  się  przy  zapalonym 
świetle. 

Wielu mężczyzn flirtowało z Laurą, ale nigdy nie usłyszała 

od  żadnego  czegoś  tak  ekscytującego.  Nagle  uświadomiła 
sobie  pewne  rzeczy,  których  dotąd  nie  zauważała.  Zapach 
wody kolońskiej, bliskość ciała Bucky'ego, przyjemne ciepło 
jego oddechu... Czy właśnie tak lubi się kochać? Przy zapalo-
nym świetle? 

Chciała go pocałować. Było to dla niej równie oczywiste, 

co śmieszne. Przecież to małżeństwo było jedynie maskaradą. 
Skąd takie myśli, skąd te uczucia? 

Odsunęła się od niego powoli. 

-  Nie  -  wyszeptała  zduszonym  głosem.  -  Nie  zapalaj 

światła.  - Nie  zobaczysz  przynajmniej  moich rumieńców,  do 
dała w myślach. 

Bucky'emu wydawało się przez chwilę, że Laura chce go 

pocałować, ale to wrażenie szybko prysło. Nie wiedział, czy 
ma się z tego cieszyć, czy martwić. 

-  Idę spać - powiedział zdecydowanie. - Albo tutaj, albo 

u siebie. Zdecyduj. 

background image

52____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM 1 ŻONĄ..._______________

 

-  Poczekaj jeszcze chwilę... 
-  Zdecyduj. 
-  Zgoda. - Wyjrzała na korytarz. Droga była wolna. - Idź, 

ale nie zapalaj u siebie światła. 

-  Nie jestem kotem. Nie widzę w ciemności. 
-  Nie obchodzi mnie to. Nie zapalaj po prostu światła. 
Zaklął cicho i poszedł do swojej sypialni. Po chwili rozległ 

się głuchy łoskot i zduszony jęk. Laura uśmiechnęła się. Mały 
chłopiec zapewne nabił sobie guza. Miała ochotę pocałować 
go teraz i pocieszyć. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Po tygodniu wspólnego mieszkania zdążyli się już do sie-

bie przyzwyczaić. Bucky całe dnie spędzał na uniwersytecie, 
a Laura dzieliła czas pomiędzy  swoje biuro i sąd. Wieczorem 
spotykali  się  w  domu,  jedli  obiad  w towarzystwie  babci,  po 
czym  rozmawiali  o  studiach  i  procesie.  Czasami  rozmowa 
schodziła jednak na bardziej osobiste tematy. 

W  piątek  obrady  sądu  odroczono  na  weekend,  a  Bucky 

otrzymał wyniki swojego egzaminu. Były celujące. Nie mieli 
innego wyjścia, jak tylko wybrać się gdzieś razem i uczcić to. 
Zdecydowali  się  na  przyjemną  restauracyjkę,  gdzie  można 
było także potańczyć. Spędzili w niej kilka uroczych godzin, 
dwie, trzy więcej niż się spodziewali. 

-  Powinniśmy już iść - powiedziała ze smutkiem, gdy wybi 

ła północ, a oni przytuleni do siebie wciąż tańczyli na parkiecie. 

-  Jeszcze nie. - Objął ją mocniej i przyciągnął do siebie. 
Wiedziała, że teraz wpadła po same uszy. Dotyk jego rąk, 

przyjemna bliskość ciała, ciepło oddechu były tak przejmują-
ce, że pozbawiały wszelkiej chęci oporu. 

On także  nie pozostawał obojętny. Pod elegancką  bluzką 

wyraźnie  czuł  przyjemną  miękkość  piersi  Laury.  Był  tym 
niezwykle podniecony, ale nieustannie powtarzał sobie w du-
chu, że musi zachować zimną krew. Kiedy skończył się taniec, 
delikatnie ucałował ją w rękę. 

-  Masz rację. Powinniśmy już iść. 

background image

54 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... ______________

 

Spojrzała  mu  głęboko w oczy. Wiedziała,  że  rozpoczyna 

niebezpieczną grę, ale postanowiła zaryzykować. 

-  A może... Zatańczmy jeszcze raz. 
Przez dłuższą chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć. Skąd 

ta nagła zmiana stanowiska? Gdyby tylko mógł, to tańczyłby 
z nią jeszcze przez sto lat, ale coś w duchu mówiło mu, że nie 
powinien tego robić. 

-  Chodź, już późno. 

W  niecałe  pół  godziny  byli  z  powrotem  w  domu.  Kiedy 

położył stetsona na głowie marmurowej Wenus z Milo, Laura 
zachichotała. 

Zatrzymali się przed drzwiami jej sypialni. 

-  Dziękuję  za  wspaniały wieczór -  powiedziała miękkim 

głosem. 

-  Mnie także było miło, pączuszku. 

Czuł  się  trochę  jak  nastolatek,  który  odprowadza  dziew-

czynę do domu. Randka skończona. Czyżby madszedł czas na 
pożegnalny pocałunek? Nawet o tym nie myśl, Callahan - po-
wtarzał sobie w duchu. 

Pomimo że nazwał ją pączuszkiem, tym razem Laura nie była 

zdenerwowana. Spodobało jej się to nawet. Mówił z taką serde-
cznością  i  czułością...  Spojrzała  na  jego  usta  Wyglądały  nie-
zwykle kusząco. Miała ogromną ochotę je ucałować. Dlaczegóż-
by nie? Przyjaciele przecież całują się na pożegnanie... 

-  Chyba  za  dużo  wypiłam  -  powiedziała  cicho,  zawsty 

dzona własnymi myślami. 

Bucky czuł, jak serce zaczyna mu bić szybciej. Spojrzał na jej 

lśniące, rozchylone wargi. Zdawały się wprost błagać o pieszczotę. 

-  Wypiłaś tylko dwa piwa - odparł zachrypłym z emocji 

głosem. 

-  W takim razie o dwa piwa za dużo... zupełnie straciłam 

głowę... 

background image

Mąż do wynajęcia      ________________ 55

 

O tak! On także stracił głowę! Nie zastanawiając się nad 

konsekwencjami,  wykonał  w  jej  stronę  krok  i  pochylił  spo-
kojnie głowę. Pachnące piwem wargi Bucky'ego dotknęły ust 
Laury. Po raz kolejny została urzeczona delikatnością tej pie-
szczoty.  Żaden  mężczyzna  nie  całował  jej  tak  delikatnie  i 
przejmująco zarazem. 

Westchnęła cicho. Drgnął na ten dźwięk. Przerwał pocału-

nek i spojrzał jej prosto w oczy. W  półmroku korytarza wy-
glądała przepięknie. Jej usta były słodkie jak żadne inne. Kto 
raz ich zasmakował, nie mógł już myśleć o innych. 

-  Jak na pocałunek z bogatą kobietą, było całkiem nieźle 

-  powiedział z uśmiechem. 

Także się uśmiechnęła. 
-  Jak na pocałunek z kowbojem,  również było nienajgo-

rzej. 

-  Nie uważasz, że powinniśmy spróbować jeszcze raz? 

-  zapytał niewinnie. - Niewykluczone, że twoja babcia nas 
teraz obserwuje. 

-  Masz rację. Niewykluczone, że nas obserwuje. 
-  Czy to oznacza „tak"? 
-  Jak najbardziej. 

Ich usta zetknęły się ponownie. Chociaż kolejny pocału-

nek także był czuły i słodki, to jednak wyczuwało się w nim 
gwałtowność i pożądanie, którego nie było poprzednio. Buc-
ky kosztował językiem smak ust Laury. Jęknęła cicho i zarzu-
ciła  mu  ręce  na  szyję.  Nigdy  dotąd  nie  była  aż  tak  śmiała. 
Czuła się trochę zawstydzona, ale było jej z tym dobrze. Na-
prawdę dobrze. 

Dobrze, Aż nazbyt dobrze, pomyślał Bucky. Taki pocału-

nek mógł być tylko początkiem. Rozbudzał zmysły. Powodo-
wał,  że  chciało  się  więcej  i  więcej.  Wiedział,  że  za  chwilę 
straci nad sobą kontrolę. Musiał działać bezzwłocznie. 

background image

56____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM 1 ŻONĄ- ______________

 

Delikatnie odsunął od siebie Laurę. 

-  Chyba oboje za dużo wypiliśmy - powiedział. 

Była skonsternowana. Spodziewała się teraz wszystkiego, 

ale nie tego. Chociaż... Chyba miał rację. 

Tak - szepnęła po krótkim namyśle. - Za dużo wypiliśmy. 

Odsunęli się od siebie i Bucky skierował się w stronę swo 
jej sypialni. 

-  Dobranoc. 
-  Dobranoc. 

Patrzyła, jak  znika za drzwiami. Chociaż szumiało  jej w 

głowie,  to  nie  czuła  się  pijana.  Tak  naprawdę,  to  nigdy  nie 
czuła się bardziej świadoma i trzeźwa. 

O  trzeciej  nad  ranem  Laurę  obudził  potworny  grzmot. 

Przerażona, zerwała się na równe nogi i podbiegła do okna. Po 
szybie spływały ogromne krople deszczu. Znowu burza, po-
myślała z lękiem. Kiedy kolejna błyskawica rozświetliła nie-
bo,  nie  potrafiła  powstrzymać  okrzyku  przerażenia.  Spokoj-
nie, tylko spokojnie. Ale ten głos... Wspomnienia. Nie dawa-
ły jej spokoju. 

„Tatusiu, nie odchodź. Proszę, nie odchodź!" 

-  Laura? 

Odwróciła  się  gwałtownie.  W  drzwiach  jej  sypialni  stał 

Bucky. Miał na  sobie  tylko  dżinsy. W pośpiechu  nie zdążył 
nawet zapiąć paska. Wyglądał bardzo pociągająco, ale nie to 
było  teraz  najistotniejsze.  Potrzebowała  jego  bliskości.  Jego 
opieki. 

-  Dobrze się czujesz? - zapytał  wyraźnie przejęty.  - Usły 

szałem twój krzyk. 

Dziwne. Nie krzyknęła przecież aż tak głośno. 

-  Nic  mi  nie  jest  -  wyjaśniła  trochę  uspokojona.  -  Po 

prostu bardzo boję się burzy, grzmotów, ulewy... 

background image

Mąż do wynajęcia 

57

 

Domyślił się tego już wcześniej, ale gotów był przysiąc, że za 
tym lękiem kryje się coś poważniejszego. Tylko co? Zamknął 
za sobą drzwi i podszedł do niej. 

-  Nie ma się czego bać. To tylko zwykła burza. 
-  I mnóstwo deszczu - dodała cicho. 
Uśmiechnął się. 
-  Nie bój się. Nie utoniesz. 

Próbowała odwzajemnić uśmiech, ale niezbyt jej to wyszło. 
-  Tego się nie boję. - Westchnęła ciężko. - Po prostu czu-

ję się czasem, jakbym była sama na świecie. 

-  Dlaczego?  -  Bucky  czuł,  że  odpowiedź  na  to  pytanie 

jest  kluczem  do  rozwiązania  zagadki,  jaką  wciąż  była  dla 
niego Laura. 

Zamyśliła się. Czy powinna mu odpowiedzieć? Nigdy do-

tąd nikomu się z tego nie zwierzała. Nadszedł chyba jednak 
odpowiedni moment. 

-  Kiedy  mój  ojciec  nas  zostawił,  za  oknem  szalała  bu 

rza... 

Bucky przypomniał sobie słowa Alice Bradford. Mówiła, 

że rodzice Laury rozwiedli się, nie bacząc na los córki. 

-  Widziałam  go  potem  wiele  razy,  ale  już  nie  byliśmy 

prawdziwą rodziną. 

-  Dzieci  to  bardzo  przeżywają,  ale  czasami  jest  lepiej, 

żeby ludzie, którzy przestali się kochać, rozeszli się. 

Laura spojrzała ze smutkiem na Bucky'ego. 

-  Oni  tak  naprawdę  nigdy  nie  przestali  się  kochać.  Po 

prostu nie potrafili ze sobą  żyć, nie raniąc się  wzajemnie. - 
Roześmiała się gorzko.  - Po rozwodzie  byli dla siebie  milsi 
niż w czasie trwania małżeństwa. A kiedy mama umarła, oj-
ciec był załamany. 

-  Ludzie są dziwni. Miłość jest dziwna. Ale ty chyba nie 

wierzysz w miłość, prawda? 

background image

58 ________  

OGŁASZAM WAS MĘŻEM 1 ŻONĄ..._______________

 

Poruszyła się niespokojnie. 
-  O, nie. Wierzę w miłość. Wierzę także w małżeństwo. 

Nie wierzę natomiast w miłość i małżeństwo razem. 

Pokręcił głową. 

-  Sama sobie przeczysz. 
-  Ależ nie. Znam ludzi, którzy się kochają i ludzi, którzy 

zawarli  związek  małżeński.  Nie  znam  natomiast  kochających 
się i szczęśliwych małżeństw. 

Poczuł nieprzyjemny chłód. Kolejna uwaga Laury nie po-

prawiła mu nastroju. 

-  Nigdy więc nie wyjdę za faceta, którego kocham. 

Po raz pierwszy nie wiedział, co odpowiedzieć. Wydarze-

nia  z  dzieciństwa  zaciążyły  na  całym  jej  dotychczasowym 
życiu. Nie można było tego, ot tak, po prostu, zmienić. Nawet 
najmądrzejsze słowa niewiele mogły teraz zdziałać. 

Niebo przecięła kolejna srebrna błyskawica, wypełniając po-

kój nieprzyjemnym światłem. Laura wetchnęła cicho i zadrżała. 

Niewiele myśląc, przytulił ją mocno do siebie. 
Nie prostestowała. Nie zaprotestowała także, kiedy wziął 

ją na ręce i przeniósł na łóżko. Czuła się taka samotna. Potrze-
bowała go. Potrzebowała jego bliskości. 

-  Nie opuszczaj mnie - wyszeptała. Rozpaczliwie szukała 

w kimś oparcia, a  on nadawał się  do tego najbardziej. Ufała 
mu. Ufała tak bardzo, że pokazała swoje słabe punkty. 

Nic nie odpowiedział, tylko uniósł kołdrę i położył się tuż 

obok  niej. Nie zastanawiając się, jak to może  być odebrane, 
objął ją czule i przytulił do siebie. 

-  Zaśnij - powiedział łagodnie. 

Wtuliła  się  mocniej  w  jego  ramiona  i  zrobiła  to,  co  jej 

polecił.  Na  chwilę  przed  zaśnięciem  pomyślała  jeszcze,  że 
nigdzie nie czuła się  bezpieczniej niż  w ramionach  mężczy-
zny, który według prawa i kościoła był jej mężem. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Wraz z nadejściem świtu deszcz ustał. Laura znajdowała się 

jakby w półśnie. Nie spała już, ale nie w pełni także rozpoznawała 
otaczającą  ją  rzeczywistość.  Tuż  obok  niej  spoczywało  męskie 
ciało. Wyczuwała przyjemne ciepło ramienia, dotykała owłosio-
nych  nóg  i  czuła  na  swoim  nagim  brzuchu  -  koszula  nocna 
podwinęła się podczas snu - męskie szorty. Coś w duszy mówiło 
jej, że nie powinna leżeć tak blisko, ale nie była w stanie odsunąć 
się choćby na centymetr. Poza tym, dlaczego miałaby to robić? 
Czy to nie Bucky całował ją wczoraj tak czule i namiętnie? Czy 
nie on przytulał ją przez całą noc? 

Bucky,  jak  przez  sen,  wyczuwał  na  swojej  piersi  kobiecą 

dłoń. Przyjemny oddech  muskał jego szyję. Cóż za przyjemny 
sen! - pomyślał. Położył dłoń na biodrze leżącej obok kobiety 
i przytulił ją mocniej do siebie. Tak... Cholernie przyjemny sen! 

Laura jęknęła cicho przez sen, kiedy poczuła twarde mę-

skie ciało. Śniła, że unosi lekko głowę i muska ustami szor-
stką, nieogoloną brodę Bucky'ego. Był taki pociągający, ta-
ki... kowbojski, a jej delikatne pocałunki doprowadzały go do 
rosnącego z sekundy na sekundę podniecenia. Wreszcie, nie 
mogąc się dłużej powstrzymywać, wsunął dłoń pod koszulę 
nocną  i  zaczął  upajać  się  gładkością  nagich,  kobiecych  po-
śladków. Nie prostestowała. Przytuliła się do niego mocniej 
i ułożyła tak, aby miał łatwy dostęp do jej piersi. 

O mój Boże, pomyślała przez sen, kiedy ujął jedną z nich 

background image

60 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM 1 ŻONĄ...____________ __

 

pełną dłonią. Robił to stokroć lepiej niż jej wszyscy dotych-
czasowi kochankowie razem wzięci. Dlaczego mu na to po-
zwala? Dlaczego... Przecież to tylko sen - uspokoiła się mo-
mentalnie. Nie chciała się teraz obudzić,  nie chciała przery-
wać tych słodkich marzeń. 

Westchnęła  cicho  i  wyruszyła  na  poszukiwanie  jego  ust. 

Nie musiała długo szukać. Ich oddechy zmieszały się, wargi 
połączyły we wspólnej pieszczocie. 

Och,  i sny  mogą być  czasem  miłe,  pomyślała  Laura. W 

rzeczywistości przecież nigdy nie byłaby aż tak śmiała. 

Pocałunek  był  długi,  namiętny,  słodki.  Wreszcie  Bucky 

westchnął ciężko, pchnął Laurę na plecy i, nie przerywając ani 
na chwilę, położył się na niej. 

Dopiero  teraz  zorientowała  się,  że  to  nie  sen.  Otworzyła 

gwałtownie oczy. 

-  Co robisz? - krzyknęła zdenerwowana, odepchnęła go 

i wyskoczyła z łóżka. 

Bucky  miał  wrażenie,  jakby  wylano  mu  na  głowę  kubeł 

zimnej wody. Patrzył ze zdumieniem na kobietę, która jeszcze 
przed chwilą go całowała, a teraz stała na środku sypialni w 
groźnej, wojowniczej postawie. 

-  Co ty robisz? - powtórzyła pytanie. 

Wiedział, że nie ma sensu się teraz kłócić. Usłyszałaby i 

tak tylko to, co chciałaby usłyszeć. 

Niedbale wsparł się na łokciu i powiedział: 

-  Usiłowałem się z tobą kochać. 

Ta odpowiedź niemal zwaliła ją z nóg. 

-  No właśnie! Usiłowałeś się ze mną kochać! 
-  Przecież wcale tego nie ukrywam. 

Spokojny i rzeczowy ton rozwścieczył ją jeszcze bardziej. 

-  Powinnam  pozwać  cię  do  sądu!  Podpisaliśmy  przecież 

umowę! 

background image

Mąż do wynajęcia 

61

 

-  Jak mógłbym o niej zapomnieć? Jako student ostatniego 

roku prawa potrafię jednak wykazać, że to ty doprowadziłaś 
do  jej  zerwania.  Podpisałem  kontrakt  w  dobrej  wierze,  a  ty 
podstępem zmusiłaś mnie do spędzenia z tobą nocy. Czyż nie 
tak, pączuszku? 

Wstał  z  łóżka  i  założył  dżinsy.  Laura  stała  jak  zahipno-

tyzowana  i  śledziła  każdy  jego  ruch.  Te  same  dłonie,  które 
zapinały  teraz guziki i pasek, pieściły ją jeszcze kilka minut 
temu. 

Niespodziewanie Bucky ruszył w stronę drzwi. 

-  Dokąd się wybierasz? - zapytała zdumiona. 
-  Idę wziąć zimny prysznic - rzucił przez ramię i skiero-

wał się w stronę drzwi. 

Chwilę później poczuł ostry ból pomiędzy łopatkami. Od-

wrócił się. Na podłodze leżał czarny damski pantofel. 

-  Nie  wyjdziesz stąd, dopóki wszystkiego sobie nie wy-

jaśnimy - oznajmiła stanowczym głosem. 

-  Co jest do wyjaśnienia? Oboje byliśmy blisko siebie i 

oboje mieliśmy na to ochotę. 

-  Mylisz się, kowboju. Wykorzystałeś mnie. Wykorzystałeś 

to, że byłam pijana. Wtargnąłeś do mojego łóżka, a potem... 

-  Hola, hola! - zawołał Bucky. - Nie byłaś wczoraj pija-

na.  Miałaś  raczej  szampański  humor.  Podejrzewam,  że  nie 
często zdarza ci się tak dobrze  bawić. Poza  tym, nie wtarg-
nąłem do twojego łóżka. Błagałaś mnie, abym cię nie opusz-
czał, a teraz jesteś wściekła, ponieważ spodobało ci się to, co 
zaszło między nami... 

Czy rzeczywiście tak było? Laura nie potrafiła odpowie-

dzieć sobie na to pytanie. Agresja i złość były najlepszą ucie-
czką w tej niepewnej sytuacji. 

Bucky  odwrócił się  na pięcie  i już miał dotknąć  klamki, 

gdy na drzwiach roztrzaskał się drogocenny wazon. Pokręcił 

background image

62 

OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ..,

 

ze zdumieniem głową i nie spojrzawszy nawet na Laurę wy-
szedł na korytarz. 

-  A więc, kiedy  dacie mi pierwszego  prawnuka? -  zapyta 

ła babcia przy śniadaniu. 

Laura omal nie udławiła się kęsem, który właśnie przeły-

kała. Złapała serwetkę i zakaszlała głośno. 

-  Nic ci się nie stało, kochanie? - zapytała dobrodusznie 

Alice. 

-  Pączuszku,  nie  denerwuj  się  -  uspokoił  ją Bucky  i  po-

klepał po plecach. - Babcia nie oczekuje przecież, że  ma to 
być od razu. Pyta po prostu: „kiedy?" 

Laura spojrzała na męża tak, jakhy chciała go zabić, ale to 

tylko jeszcze bardziej go rozbawiło. Tak, Bucky miał stanow-
czo zły wpływ na babcię. Kiedy weszła do jadalni, zobaczyła, 
jak serwuje staruszce Krwawą Mary. W jej wieku! 

Udając spokój, skrzyżowała ręce na piersiach. 

-  Nie zapominaj, babciu, że dopiero się pobraliśmy. 
-  A wy nie zapominajcie, że jestem starą kobietą. Chciała-

bym mieć jeszcze parkę prawnuków, nim dołączę do mojego 
ukochanego Eddy'ego. 

-  Ale moja kariera... 
-  Gwiżdż na  karierę. Jest  dobra, ale do czasu. Kiedy  po 

raz  pierwszy  weźmiesz  na  ręce  własne  dziecko,  będziesz 
uczyła  je  mówić,  chodzić,  to  przekonasz  się,  że  są  rzeczy 
ważniejsze od kariery. 

-  Nie kwestionuję tego, ale... 
-  Więc nie kwestionuj - przerwała jej Alice i jednym ły-

kiem opróżniła szklankę z Krwawą Mary. 

Laura  z  trudem  zachowywała  spokój.  Była  wściekła  na 

Bucky'ego, ale starała się tego nie okazywać. Nowożeńcy nie 
powinni się przecież kłócić. 

background image

_______________

Mąż

 

do

 

wynajęcia

____  

63

 

-  Poza tym, babciu, Bucky jest jeszcze na uniwersytecie. 
Starsza kobieta machnęła lekceważąco ręką. 
-  I co z tego? Czekasz, aż zacznie pracować i podreperuje 

ubogi budżet domowy? Moje dziecko, masz tyle pieniędzy, że 
nie  zdołają  ich  przejeść  nawet  twoje  wnuki.  Kiedy  umrę, 
będziesz  miała  jeszcze  więcej.  Możecie  sobie  pozwolić  na 
dziecko. 

Laura spojrzała błagalnie na Bucky'ego, jakby oczekiwała 

od  niego  pomocy.  Przyglądał  się  jej  z  tajemniczym  uśmie-
chem. Kto wie, może  miał rację? Może rzeczywiście spodo-
bało jej się to, co zaszło między nimi tego ranka? 

Bucky dostrzegł jej  milczącą  prośbę. Nie  myślał jednak 

o  tym,  jak  jej  pomóc.  Nie  potrafił  zapomnieć  o  delikatnej 
skórze i namiętnych ustach dziewczyny. 

Prowokacyjnie zmrużył oczy. 

-  Jeszcze  kilka  takich  nocy  i  Laura  już  wkrótce  będzie 

zmieniać  pieluszki  naszemu  maleństwu.  -  W  jednej  chwili 
twarz Laury stała się purpurowa. - Nie denerwuj się, pączusz-
ku - uspokoił ją - Babcia jest przecież dorosłą kobietą... 

-  Oczywiście,  że  jestem  dorosła  -  potwierdziła  Alice 

Bradford.  Krwawa  Mary  najwyraźniej  wprowadziła  ją  w 
przyjemny  nastrój.  -  Wiem  doskonale,  że  seks  to  wspaniała 
rzecz. Wy, młodzi, myślicie, że sami go wymyśliliście, ale to 
nieprawda. Był na świecie już dawno temu. Eddy i ja... 

-  Chcesz, babciu, odrobinę kawy?  - przerwała jej Laura 

i  zmierzyła  Bucky'ego  ostrym  wzrokiem.  -  Jak  mogłeś  ją 
upić? - zapytała szeptem. 

-  To tylko sok pomidorowy z odrobiną wódki - próbował 

się usprawiedliwiać. 

-  Wystarczy. W tej rodzinie wszyscy mają słabe głowy. 
-  Ale ty  wczoraj  nie  byłaś  pijana  -  powiedział  z  przeką-

sem. - Tym bardziej dzisiaj rano. 

background image

64 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... _______________

 

-  Och  -  westchnęła  babcia.  -  Byłaś  wczoraj  pijana,  ko-

chanie? 

-  Nie  -  odpowiedziała  Laura,  a  Bucky  uśmiechnął  się 

triumfalnie. 

-  Ja też nie jestem pijana - oznajmiła Alice. - Mam za to 

ochotę na trochę seksu... to znaczy, na jeszcze jednego drin-
ka... Poproszę ko... kolejną Mrawą Klary. 

Bucky podał staruszce filiżankę gorącej herbaty. 

-  Myślę, że jedna Mrawa Klary całkowicie wystarczy. 
-  Skoro tak mówisz - westchnęła ze smutkiem staruszka. 
Po kilku minutach babcia wstała od stołu i wspomagana 

przez pielęgniarkę poszła odpocząć do swojego pokoju. 

-  Nie  zapomnijcie  o  moich  prawnukach!  -  zawołała  na 

odchodnym. 

Bucky objął Laurę w talii i przytulił mocno do siebie. 

-  Spokojna głowa. Już my się o to postaramy. 
Aby  nie  psuć  sceny,  Laura  uśmiechnęła  się  słodko  do 

męża. Nie trwało to jednak długo. Wraz ze zniknięciem babci 
zniknął także jej uśmiech. 

-  Jesteś  okropny,  Callahan!  -  krzyknęła  i  uwolniła  się 

z jego objęć. - Jak możesz ją tak oszukiwać? Przecież wiesz 
dobrze,  że  nie  doczeka  się  prawnuków!  Mam  ciebie  dość. 
Chociaż jest sobota, pójdę do biura, aby na ciebie nie patrzeć. 

Uśmiechnął się pobłażliwie. 
-  Oszukujesz samą siebie. Nie uciekasz do  biura  przede 

mną, ale przed sobą. Boisz się, że gdybyś została, to naszłaby 
cię ochota, aby wrócić do tego, co przerwaliśmy rano. 

-  Nie  masz  nawet  o  czym  marzyć,  kowboju!  -  odparła, 

patrząc mu śmiało w oczy - Nigdy do tego nie wrócimy. 

Dni,  które  nadeszły  później,  były  prawdziwym  piekłem. 

Laura nigdy dotąd nie żyła w takim napięciu. Raz wydawało 

background image

Mąż do wynajęcia___________________ 65

 

jej się, że babcia  coś podejrzewa, kiedy indziej nie  była  już 
tego taka pewna. Tak. Niepewność. Ona była najgorsza. My-
ślała o tym bardzo długo, ale nie potrafiła powiedzieć, co tak 
naprawdę  czuje  do  Bucky'ego.  Czy  rzeczywiście  pragnęła 
jego  bliskości, pocałunków, pieszczot? Czy  chciała, aby  był 
zawsze przy niej? 

Kiedy przytulał ją tamtej nocy, czuła się taka bezpieczna. 

Jego opiekuńczość i ciepło znaczyły więcej niż jakiekolwiek 
słowa.  Kiedy  trzymał  ją  w  ramionach,  pozwoliłaby,  aby  za-
niósł ją nawet na koniec świata. Owej nocy uświadomiła so-
bie, że może jej na nim zależeć. I chyba rzeczywiście zależa-
ło. Zareagowała lękiem. Uciekła. Nie wiedziała tylko, co ma 
zrobić teraz. 

W następny piątek proces Jimmy'ego Harringtona dobiegł 

końca. Ława przysięgłych obradowała przez dwie godziny za 
zamkniętymi drzwiami i ostatecznie wydała wyrok uniewin-
niający oskarżonego. Laura była szczęśliwa i zadowolona, ale 
nie tak, jak mogłaby być. Na kameralnym bankiecie w restau-
racji byli wszyscy jej znajomi, wszyscy z wyjątkiem Bucky-
'ego.  Cieszyli  się  razem  z  nią,  gratulowali,  życzyli  dalszych 
sukcesów. Kiedy wróciła wieczorem do domu, on sam osobi-
ście złożył jej gratulacje. Ucieszyły ją bardziej niż wszystkie 
inne razem wzięte. Był to kolejny powód, dla którego powin-
na trzymać się jak najdalej od tego mężczyzny. 

Ale jak to zrobić? 
Szansa pojawiła się już wkrótce. W sobotę rano, przy śnia-

daniu,  babcia  oznajmiła,  że  ma  zamiar  wrócić  do  swojego 
domu  w  Dallas.  Przedstawienie  było  skończone.  Państwo 
młodzi mogli się nareszcie rozstać i doprowadzić tym samym 
do końca podpisaną wcześniej umowę. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

Laura  stała  na  ganku  i  patrzyła  na  gotową  do  odjazdu 

czarną  limuzynę.  Wyjazd  babci  wywołał  w  niej  mieszane 
uczucia.  Cieszyła  się,  że  nie  będzie  już  musiała  dłużej  uda-
wać, ale z drugiej strony czuła w sercu dojmującą pustkę. 

Dlaczego? Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. 

Babcia  wyglądała  znacznie  lepiej  niż  w  dniu,  w  którym 

przyjechała  do  Baton  Rouge.  A  więc  fikcyjny  ślub  odniósł 
jednak  pożądany  skutek.  Dzięki  Bogu,  można  już  było  o 
wszystkim zapomnieć. 

Otrząsnęła się z tych rozmyślań i spojrzała na babcię. Pie-

lęgniarka  odsunęła  się  taktownie,  aby  mogły  się  spokojnie 
pożegnać. 

-  Wszystko wzięłaś, babciu? - zapytała Laura. 
-  Chyba tak, ale jeśli  czegoś zapomniałam, to  prześlesz 

mi, dobrze? 

Laura uśmiechnęła się i uściskała staruszkę. 
Alice Bradford spojrzała na Bucky'ego. 

-  Opiekuj się moją wnuczką, słyszysz? 
Usłyszał.  Skinął  głową  na  znak  potwierdzenia,  ale 

wiedział, że zapewne nie  będzie  mógł spełnić swojej  obiet-
nicy. Od początku był świadomy tego, że ten moment w koń-
cu nadejdzie. Były chwile, w których chciał, aby nastąpiło to 
jak  najszybciej,  ale  teraz  czuł  się,  jakby  tracił  coś  bardzo 
cennego. 

background image

Mąż do wynajęcia

 

67 

-  A ty - babcia zwróciła się do Laury - opiekuj się moim 

zięciem-wnukiem. 

Laura również skinęła głową i nagle uświadomiła sobie, że 

chce  jej  się  płakać.  Skąd  ten  smutek?  -  pytała  sama  siebie. 
Chyba nie z powodu Bucky'ego? 

Po chwili babcia otworzyła drzwi i wsiadła do samochodu. 

W chwilę później limuzyna zniknęła za zakrętem drogi. 

Przedstawienie skończone. 
Laura  odwróciła  się  na  pięcie  i  weszła  do  domu.  Kiedy 

była już w połowie schodów, poczuła szarpnięcie za rękę. 

-  Musimy  porozmawiać  -  powiedział  Bucky,  chociaż 

sam nie wiedział, czego miałaby dotyczyć ta rozmowa. 

Laura zdecydowanym ruchem wyrwała dłoń z jego uścisku. 
-  To już koniec, kowboju. Pakuj się i wracaj do domu. 
Odwróciła się i ruszyła w górę schodów. Próbowała wziąć 

się w garść, zacisnęła zęby, ale i tak łzy płynęły jej po policz-
kach. 

Alice  Bradford  siedziała  na  tylnym  siedzeniu  limuzyny. 

Była  zmartwiona.  Czuła,  że  między  Laurą  i  Bucky'ym  nie 
układa się dobrze. Widziała ich spojrzenia, gesty, uśmiechy. 
Trudno było dostrzec w  nich miłość. Poza tym nie spali we 
wspólnej sypialni... Dziwne. Młodzi małżonkowie zazwyczaj 
chcą się sobą nacieszyć. 

Nagle uśmiech rozpromienił jej twarz. Rzeczywiście, mię-

dzy wnuczkami działo się coś bardzo dziwnego i tajemnicze-
go.  Ale  czy  to  od  razu  miałby  być  powód  do  zmartwień? 
Państwo młodzi po prostu zakochiwali się w sobie. To uczucie 
musiało  być  dla  nich  ogromnym  zaskoczeniem,  skoro  nie 
potrafili  sobie  dać z nim  rady. Oby  było na tyle  silne, żeby 
pokonać ich wzajemne lęki i uprzedzenia. 

background image

68 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ..._______________

 

Bucky wrzucił swoje ubrania do walizki i zatrzasnął ją z 

wściekłością. Rękaw koszuli wystawał na zewnątrz, ale to go 
nie obchodziło. Jedyne, czego  chciał, to jak  najszybciej  wy-
nieść się z tego domu i jak najszybciej pożegnać na zawsze 
Laurę Bradford. 

Serce  z  kamienia...  Zimna  jak  lód...  Tak  właśnie  o  niej 

myślał,  jednak  wcale  nie  robiło  mu  się  od  tego  lżej.  Tak 
naprawdę Laura nie była zimna. Udawała. Doskonale pamię-
tał  jej  pocałunki,  ciepły  oddech,  czuły  dotyk.  Bez  przerwy 
myślał o tamtej nocy. Kiedy drżącym głosem prosiła, aby nie 
odchodził,  był  gotów  zrobić  dla  niej  wszystko.  Była  wtedy 
taka bezbronna... 

Zaklął  pod  nosem,  wziął  walizkę  i  wyszedł  ze  swojego 

pokoju.  Zamiast jednak  zejść  po  schodach, skierował się  w 
stronę  sypialni  Laury.  Bez  pukania  otworzył  drzwi.  Była 
zaskoczona  jego  widokiem, ale  nie zwracał na to  uwagi. Po-
stawił  walizkę  na  podłodze  i  podszedł  do  szafy.  Bez  słowa 
wyciągnął  z  niej  dżinsy,  koszulę  i  damskie  tenisówki,  po 
czym rzucił wszystko na łóżko. 

-  Załóż to - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. 

- W przeciwnym razie sam cię w to ubiorę. 

Laura  sprawiała  wrażenie,  jakby  zobaczyła  ducha.  Oczy 

miała  szeroko  otwarte,  nieruchome.  Z  niejasnych  powodów 
opuściła ją nagle wszelka wola oporu. 

-  Dobrze - odpowiedziała lekko drżącym głosem. -Ale... 

Jesteś zupełnie szalony. 

-  Jeśli  jestem szalony, to  z twojej winy. Ubieraj  się. Za 

pięć  minut  spotkamy  się  na  dole.  -  Nim  wyszedł  z  pokoju 
powtórzył jeszcze: - Za pięć minut. 

Zeszła  na  dół  o  wyznaczonej  porze.  Bucky  stał  przy 

drzwiach z walizką w ręku i stetsonem na głowie. Kiedy tylko 
ją zobaczył, zawołał lokaja. 

background image

______

Mąż

 

do

 

wynajęcia

____  

69

 

-  Wrócimy późnym popołudniem. - oznajmił krótko. 
-  Tak, sir - odpowiedział posłusznie służący. 
-  Dokąd  mnie  zabierasz?  -  zapytała,  kiedy  wyszli  w 

chłód jesiennego poranka. 

-  Zobaczysz. - Spojrzał na nią wyzywająco. - Ja spędzi-

łem  dwa tygodnie  w twoim  świecie.  Wypadałoby,  żebyś  ty 
spędziła  chociaż  kilka  godzin  w  moim.  -  Otworzył  drzwi 
swojego samochodu. - Wskakuj. 

Kiedy wyjechali poza miasto, Laura wciąż szukała odpo-

wiedzi na dręczące ją pytanie. Dlaczego pozwoliła się, ot tak, 
zabrać  gdzieś  temu  mężczyźnie.  Choć,  czy  to  pytanie  było 
zasadne?  Nie  był  to  przecież  pierwszy  lepszy  mężczyzna. 
Bucky był jej mężem. 

Za  oknem  rozciągał  się  piękny  jesienny  krajobraz.  Laura 

czuła, jak napięcie ostatnich kilkunastu dni opuszczają powo-
li. To dziwne,  myślała, wystarczyło wyjechać z  miasta, popa-
trzeć na lasy i łąki, białe obłoki nad daleką kreską widnokrę-
gu, by zapomnieć o wzajemnych żalach i pretensjach. 

-  Jak  tylko  znajdę  pracę  po  zakończeniu  studiów,  to  od 

razu kupię  sobie nowy samochód  - powiedział ze śmiechem 
Bucky. On też wyraźnie się rozpogodził. 

Odwzajemniła uśmiech. 

-  Sądzisz, że staruszek wytrzyma jeszcze te kilka miesięcy? 
-  Nie ma innego wyjścia. 

Przyglądała mu się bacznie. Bez względu na okoliczności 

zawsze wyglądał równie atrakcyjnie i pociągająco. 

-  Jesteś pewien, że zawiezie nas tam, gdzie chcesz? 
-  Nie. Znasz się na silnikach? 
-  Chyba żartujesz... 
-  A więc módl się, żeby się nie popsuł. 

Zapadło milczenie. Po kilku minutach Bucky skręcił z szo-

sy w wiejską drogę i jechali tak przez kilka kilometrów. Po 

background image

70 

OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ...

 

prawej stronie minęli niewielki zagajnik,  po  kilku  minutach 
przejechali  przez  okazałą drewnianą  bramę,  by  chwilę  potem 
zatrzymać się przed skromnym, ale dobrze utrzymanym do-
mkiem. 

Bucky wyłączył silnik, ale nie wysiadł  z samochodu. Sam 

nie wiedział,  po  co  ją  tu  przywiózł.  Może  chciał,  aby  przed 
rozstaniem  poznała  prawdziwego  Bucky'ego  Callahana?  By 
wiedziała, że pochodzi z rodziny, która zarabia na chleb cięż-
ką  pracą...  Zresztą,  czy  dla  niej  ma  to  jakiekolwiek  znacze-
nie? 

-  Posłuchaj - odezwał się w końcu. - Nie najlepiej rozpo-

częliśmy  naszą  znajomość.  Mam  nadzieję,  że  przynajmniej 
dobrze ją zakończymy. 

-  Myślę,  że  to  możliwe  -  przyznała.  -  To  jest  wasza 

farma,  prawda?  -  zapytała  uprzejmie.  -  Chciałabym  poznać 
twojego brata. 

-  Będzie dopiero późnym wieczorem. Wyjechał na targ. 
Laura uświadomiła sobie nagle, że są tutaj zupełnie sami 

i serce zaczęło jej bić mocniej. 

-  Może oprowadzisz mnie po okolicy? 
Nie było to wcale tylko kurtuazyjne pytanie. Laura rzeczy-

wiście była ciekawa świata, w którym żył i pracował Bucky. 
Nigdy dotąd nie była na ranczu i wszystko, co zobaczyła, było 
dla niej  nowe i fascynujące. Ogromnie zaintrygowały ją kro-
wy,  które  porykując  z  rzadka  skubały  spokojnie  trawę.  Na 
widok małego cielęcia, które stało tuż obok matki, prawie się 
rozpłakała. Cielaczek był taki słodki, taki bezradny... Ledwie 
trzymał się na nogach. Bucky podszedł do niego, a ten z ufno-
ścią  ocierał  się  głową  o  jego  nogi.  Laura  miała  wrażenie, 
jakby ktoś rozlał ciepły miód na jej serce. 

Później Bucky przedstawił jej swojego ulubionego ogiera 

- Beowulfa. Laura i tym razem była zachwycona. 

background image

Mąż do wynajęcia 

71

 

-  Umiesz jeździć konno? - zapytał Bucky. 
Spojrzała  na niego. Puszyste i  zmierzwione, rozwiane na 

silnym  jesiennym  wietrze,  jego  włosy  wyglądały  jeszcze 
piękniej niż zwykle. Po raz już niewiadomo który miała ocho-
tę ułożyć je, odgarnąć z czoła. 

-  Nie - odpowiedziała nieco zażenowana. 

Jej włosy także zmierzwił wiatr. Bucky dałby wiele, aby 

móc teraz odgarnąć je z aksamitnego policzka za ucho. 

-  Chciałabyś  się  przejechać?  -  zapytał,  starając  się  nie 

myśleć o jej włosach. 

-  Bardzo, ale... - zawahała się. - Zupełnie nie wiem, jak 

to się robi. 

Nie  namyślając  się  długo,  Bucky  osiodłał  Beowulfa  i 

wskoczył na niego  z  gracją wytrawnego jeźdźca.  Pochylił się 
nad Laurą i nim zdążyła się zorientować, podniósł ją i posa-
dził przed sobą w siodle. 

Ruszyli przed siebie stępa. Już  po kilku chwilach Bucky 

zorientował  się,  że  popełnił  potworny  błąd.  Bliskość  jej 
zgrabnych pośladków, ocierających się o jego uda i podbrzu-
sze,  sprawiała,  że  myślał  o  rzeczach,  o  których  myśleć  nie 
powinien.  Delikatny  zapach  kobiecych  perfum  drażnił  go  i 
podniecał  jednocześnie.  Najgorsze  ze  wszystkiego  było  jed-
nak to, że trzymając lejce, ocierał dłońmi o jej piersi. Mimo że 
było dość chłodno i wiał wiatr, to pocił się, jak w największe 
upały. 

Po kilku minutach dotarli nad niewielki strumień. Powie-

działa, że chce zsiąść. Nie protestował. Kiedy myła ręce w zi-
mnej wodzie, odetchnął z ulgą. Następnym razem nie popełni 
tego błędu, bo... następnego razu nie będzie. Tak, najwyższy 
czas zakończyć tę przygodę, zapomnieć o Laurze, czym prę-
dzej się od niej oddalić, zniknąć z jej życia. Że tak właśnie 
powinien postąpić, było dla niego aż nadto jasne. Jednego 

background image

72 

OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ...

 

tylko  nie  mógł  zrozumieć.  Dlaczego  tak  sobie  przypadli  do 
gustu? Byli przecież tak różni. Czyżby przeciwieństwa przy-
ciągały się aż do tego stopnia? 

-  W poniedziałek rozpocznę starania  o unieważnienie  na 

szego małżeństwa - powiedziała pozornie obojętnym głosem. 

Zsiadł z konia i zwilżył twarz wodą. 
-  Doskonale. 
Starał się tego nie okazywać, ale był wściekły. Wściekły na 

siebie. Jak mógł aż do tego stopnia zadurzyć się w tej kobie-
cie? Jak mógł? 

-  Na  razie nie będę  o niczym  mówiła babci - dodała po 

chwili. - Niech minie trochę czasu. Potem coś wymyślę. 

Miała już przygotowanych kilka historyjek. O mężu, który 

zginął  w  wypadku  samochodowym,  utonął  podczas  kąpieli 
w  rzece,  umarł  na  niespodziewany  atak  serca...  Wszystkie 
miały sporo zalet. Babcia nareszcie przestanie myśleć o włas-
nych  zmartwieniach,  gdyż  będzie  musiała  pocieszać  swą 
zrozpaczoną po stracie męża wnuczkę. 

Historie  te  miały  jednak  i  wady.  Alice  bardzo  polubiła 

Bucky'ego  i zapewne  byłoby jej ciężko się pogodzić z jego 
śmiercią. 

-  Chciałabym już wrócić do domu - powiedziała cicho. 

Spojrzał jej prosto w oczy. To, co w nich zobaczył, zasko-

czyło  go.  Była  w  nich  ogromna  namiętność,  ale  był  także 
gniew. 

-  Rzeczywiście,  powinnaś  wrócić  do  domu  -  odparł  po 

krótkim  namyśle.  -  Powinnaś  wrócić  tam,  gdzie  twoje  miej 
sce. 

Powrotna droga była jeszcze gorsza. Starali się zachować 

zimną krew, lecz było to niezwykle trudne - ich ciała wręcz 
krzyczały  wielkim głosem niezaspokojonej namiętności.  Każ-
da sekunda, każdy następny krok był istną torturą pożądania. 

background image

_____________________ Mąż do wynajęcia __________________ 73

 

Kiedy wjechali wreszcie do stajni, owionął ich ciężki zapach 
świeżego siana. 

Bucky  zsiadł z konia i wyciągnął  ręce, aby pomóc zsiąść 

Laurze.  W  pośpiechu  o  mało  nie  spadła  z  siodła.  Złapał  ją 
jednak  mocno,  chroniąc  od  bolesnego  upadku.  Kiedy  pod-
niosła wzrok, zobaczyła parę wpatrujących się w nią ciemno-
niebieskich oczu. 

Stali tak przez chwilę w milczeniu, a czas odmierzały je-

dynie  mocne  uderzenia  ich  serc.  Laura  po  raz  kolejny  do-
świadczyła  tego  samego  uczucia,  co tamtej  przeklętej nocy. 
Wiedziała, że jest zbyt słaba, aby się bronić. Bucky mógł z nią 
teraz zrobić dosłownie wszystko. 

Wykorzystał to. Niewiele myśląc, pochylił się i z cichym 

westchnieniem złożył namiętny pocałunek na jej ustach. Nie 
broniła się. Pożądanie wzięło górę nad zdrowym rozsądkiem. 
Jazda konna, zapach siana, spojrzenie jego oczu - wszystko to 
sprawiło, że bez wahania poddała się pieszczocie jego warg. 

Mężczyzna był zdumiony jej zachowaniem. Nie  spodzie-

wał  się,  że  tak  chętnie  podejmie  miłosną  grę.  Przytulił  ją 
jeszcze mocniej i wsunął język w jej rozpalone usta, a ona od-
wzajemniła pocałunek ze zdwojoną siłą. Była gotowa dać mu 
teraz wszystko, czego oczekiwał. Oboje nie zastanawiali się 
nad konsekwencjami swojego zachowania. Na to miał przyjść 
czas później. 

Bucky wziął Laurę na ręce i przeniósł na siano. 
Wszystko odbyło się bardzo szybko.  Złączeni ze sobą w 

namiętnym  uścisku,  kochali  się,  jakby  to  był  jeden  jedyny 
raz, kiedy dane im było tego doświadczyć. Spieszyli się. Ich 
czas  dobiegał  końca.  Wkrótce  każde  z  nich  pójdzie  swoją 
drogą i zostaną im tylko wspomnienia.  Kiedy wreszcie  nade-
szło spełnienie, ich ciała przepełniła rozkosz, która mogła i 
musiała wystarczyć na całe życie. 

background image

74 ____________ OGŁASZAM  WAS  MĘŻEM  I  ŻONĄ...         __________

 

Przez chwilę leżeli bez ruchu. W ciszy starej stajni słychać 

było jedynie ich przyspieszone oddechy. Nagle Bucky uświa-
domił sobie, że  mimo  pośpiechu,  żalu, który wypełniał jego 
serce, prymitywnych warunków, w jakich przyszło im skon-
sumować  owo  małżeństwo na niby,  mimo tego wszystkiego 
nigdy nie było mu tak dobrze z żadną kobietą. To było szoku-
jące.  Podobnie  Laura.  Ona  również  zdała  sobie  sprawę,  że 
nigdy dotąd nie przeżyła czegoś podobnego. 

Nie było sensu dłużej się oszukiwać. 
Byli w sobie zakochani. 
-  Laura? - zapytał zduszonym głosem. 
Spojrzała mu prosto w oczy. Nareszcie mógł zrobić to, na 

co od dawna miał ochotę. Delikatnym ruchem odgarnął włosy 
z jej policzka. Były gładkie i miękkie jak jedwab. 

Laura także zrobiła to, o czym tak długo marzyła. Wsunęła 

palce pomiędzy włosy Bucky'ego i odgarnęła je z czoła. Były 
mocne, gęste. Mogłaby ich dotykać przez całą wieczność. 

-  Odwieź mnie do domu - powiedziała nagle. 
I to był koniec. Ostateczny i nieodwracalny. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

-  Nie  słuchasz, co do  ciebie mówię-  powiedział z wyrzu 

tem Douglas Nelson. 

Laura czuła się jak dziecko przyłapane na kradzieży konfitur. 
-  Ależ  słucham  -  odpowiedziała  płaczliwym  głosem, 

wiedząc doskonale, że mówi nieprawdę. 

Piątkowe  popołudnie  nie  należało  do  najprzyjemniej-

szych. Za oknem szalała burza. Laurze trudno było się skupić 
na rozmowie. Ostatni tydzień  przeżyła  w stanie przypomina-
jącym  schizofrenię.  Była  zupełnie  odrętwiała.  Nie  potrafiła 
wyartykułować swoich uczuć. Było ich zbyt wiele. 

-  Nie miałaś od niego żadnej wiadomości, prawda? 
-  Nie miałam - odpowiedziała wyraźnie naburmuszona i 

zdjęła  stertę  papierów  ze  swojego  biurka.  -  Nasza  umowa 
dobiegła końca. Nie muszę już otrzymywać od niego żadnych 
wiadomości. 

Rzeczywiście,  nie  musieli  się  już  ze  sobą  kontaktować. 

Procedura  rozwodowa  wymagała  jedynie  tego,  aby  oboje 
małżonkowie stawili się wspólnie w sądzie. Po tym, co wyda-
rzyło się na ranczu, rozwód był poza wszelką dyskusją. Była 
to  jedyna  szansa  na  ucieczkę  od  Bucky'ego  i  zachowanie 
własnej  tożsamości.  Laura  za  wszelką  cenę  starała  się  nie 
myśleć o tym, co wtedy zrobili, ale niezbyt jej się to udawało. 

-  No  dobrze,  dajmy  sobie  z  tym  spokój.  Wystarczy  na 

dzisiaj - powiedział Douglas i schował papiery do teczki. 

background image

76 ____________OGŁASZAM WAS MĘŻEM 1 ZONĄ... ______________

 

-  Poczekaj - zaprotestowała i podniosła się zza biurka. 

-  Nie musimy przerywać. A jeśli chodzi o mnie... Po prostu 
nie zwracaj uwagi. 

-  Daj  spokój,  Lauro.  Nie  ma  pośpiechu  -  uspokoił  ją 

Douglas - Sprawa trafi do sądu dopiero za kilka tygodni. 

-  Wstał i skierował się w stronę drzwi. - Jeśli cię to interesu 
je, to mogę ci powiedzieć, że Bucky wygląda równie żałośnie 
jak  ty.  Był  wczoraj  na  moich  zajęciach.  Prezentował  sobą 
tragiczny widok.  Myślę, że los chyba spłatał wam  figla, a z 
fikcyjnego małżeństwa na pokaz zrobiła się całkiem poważna 
sprawa. 

Zamknął za sobą drzwi i została sama. Podeszła do okna. 

Ogromne  krople  deszczu  spływały  po  szybie.  Obserwowała 
wąż  mokrych  samochodów  i  zastanawiała  się nad  wydarze-
niami ostatnich kilku tygodni. 

Wiele zmieniło się w jej życiu. 
Wiele zmieniło się w sposób nieodwracalny. Wbrew sobie 

zakochała się w Buckym. Czy on także czuł do niej coś więcej 
niż pożądanie? Czy bał się tak samo jak ona? Wiele razy w 
życiu czuła się samotna, ale nigdy tak bardzo jak teraz. 

Nagle drzwi jej gabinetu otworzyły się z hukiem. Usłyszała 

nerwowy głos sekretarki: 

-  Nie może pan tam wejść! 

Odwróciła się gwałtownie. W drzwiach stał... Bucky! 

-  Pani mnie przyjmie -  powiedział do sekretarki z uśmie 

chem. - Prawda, pączuszku? 

Laura  podniosła  dłoń  do  skroni,  jakby  chciała  uciszyć 

myśli, które wypełniały jej głowę. 

-  Tak...  Wszystko  w  porządku  -  zwróciła  się do  sekretar 

ki,  która  patrzyła  jeszcze  na  nich  przez  chwilę  w  niemym 
zdziwieniu, po czym zamknęła drzwi. 

Bucky jak zwykle miał na sobie dżinsy, koszulę i kowboj- 

background image

Mąż

 

do

 

wynajęcia

 

77

 

skie buty, a w dłoni trzymał nieodłącznego stetsona. Brak mu 
jednak było tak charakterystycznej nonszalancji.  Widać  było, 
że jest zmęczony. Ziemista cera i ciemne podkowy pod ocza-
mi wyjaśniały wszystko. Czyżby Douglas miał rację?

 

-  Cześć  -  powiedział  lekko  drżącym  głosem  i  rzucił  ka-

pelusz na krzesło. 

-  Cześć - odpowiedziała niepewnie, patrząc na usta, które 

niegdyś dały jej tyle rozkoszy. 

Bucky  usłyszał  jej  przyspieszony,  nerwowy  oddech.  Nie-

mal natychmiast przypomniał sobie, jak oddychała wtedy, w 
stajni...

 

Podszedł do biurka i usiadł na jego krawędzi.

 

-  Co u ciebie słychać? - zapytał, siląc się na uśmiech. 
Zawahała się. 
-  Wszystko dobrze. Doskonale. 
-  To  ciekawe.  -  Zrobił  krótką  pauzę.  -  Nie  wyglądasz 

najlepiej.  -  Nim  zdążyła  cokolwiek  powiedzieć,  dodał:  -  Ja 
także  nie  wyglądam  dobrze,  chociaż  to  akurat  pewnie  zupeł 
nie cię nie obchodzi.

 

Poruszyła się niespokojnie na krześle.

 

-  Czego chcesz? 
-  Chcę,  abyś  odwołała  rozwód.  -  Podniósł  słuchawkę.  -

Wykręć odpowiedni numer i odwołaj. 

Była przerażona. Nie wiedziała zupełnie, o co mu chodzi.

 

-  Dlaczego?

 

-  Ponieważ oboje nie chcemy tego rozwodu. 
Była zdumiona tą odpowiedzią. 
-  Skąd wiesz, czego ja chcę? 
-  Znam cię lepiej niż ty siebie.  Posłuchaj uważnie, ponie 

waż  powiem  to  tylko  raz.  Kocham  cię.  Wiem  także,  że  i  ty 
mnie kochasz. Nie chcieliśmy tego, ale stało się.

 

A więc jednak! Kocha ją! To wyznanie było dla Laury

 

background image

78 ____________OGŁASZAM WAS MĘŻEM I ŻONĄ... ______________

 

cudowne, wspaniałe, zachwycające, ale i  przerażające jedno-
cześnie.  Choć  minęło  tyle  lat,  małżeństwo  rodziców  wciąż 
kładło się cieniem na jej życiu. 

-  Nawet  jeśli  to  prawda  -  powiedziała  nieśmiało  -  to 

przecież znasz moje poglądy na temat małżeństwa. 

-  Czy  przestaniesz  wreszcie  gadać  bzdury?  Małżeństwo 

twoich rodziców było nieudane. No i co z tego? Za to małżeń-
stwo  twoich  dziadków  było  wspaniałe.  Przekonaj  się  sama, 
jakie będzie nasze. 

Zawahała  się.  Propozycja  była  niezwykła...  cudowna... 

wspaniała! Ale czy mogła ją przyjąć? 

-  Nie mogę odwołać rozwodu... 
-  Ależ oczywiście, że możesz. 
-  Nie mogę. 
-  Podaj  mi  chociaż  jeden  powód.  -  Bucky  był  wyraźnie 

poirytowany. 

Wzięła głębszy oddech. 

-  Nie mogę odwołać rozwodu, ponieważ nie rozpoczęłam 

jeszcze związanych z nim procedur. 

Był zdumiony tą odpowiedzią. 

-  Jak to? 
-  Nie potrafiłam się do tego zabrać. Każdego dnia powta-

rzałam sobie, że zrobię to jutro. 

-  Dlaczego? 

Spuściła głowę. Nie chciała, aby patrzył jej teraz w oczy. 

-  Nie wiem. Naprawdę nie wiem. 

Odłożył słuchawkę na widełki i podszedł do niej. Jego głos 

drżał z emocji. 

-  Sądzę, że wiesz, pączuszku. 
-  Wiem...  Kocham  cię  -  powiedziała,  nie  podnosząc 

wzroku. - Ale to tylko jeszcze jeden powód, aby się rozstać. 

-  Posłuchaj, zmienimy naszą umowę. Przez rok będziemy 

background image

Mąż

 

do

 

wynajęcia

 

79

 

mężem i żoną i żadna ze stron nie będzie mogła zerwać kon-
traktu. Po roku sama zdecydujesz, co dalej. Zgoda?

 

-  Pozwól mi pomyśleć...

 

Porwał Laurę w ramiona i przytulił do siebie. Te dwa sło-

wa  -  kocham  cię  -  które  usłyszał  przed  chwilą,  wciąż 
dźwięczały  w  jego  uszach.  Teraz  już  nic  nie  mogło  go  po-
wstrzymać na drodze do szczęścia. Wspólnego szczęścia.

 

-  Nie ma czasu na  myślenie, pączuszku.  Pokieruj się in-

stynktem. No to jak? Zgoda? 

-  Boję się - wyszeptała. 

Bucky odgarnął włosy z jej policzka.

 

-  Nie bój się. Już zawsze będę przy tobie.

 

Nie wiadomo kto zainicjował pocałunek, ale był on długi, 

namiętny  i  słodki  jak  nigdy  dotąd.  Przerwali  dopiero,  kiedy 
obojgu  zabrakło  oddechu.  Bucky  wykorzystał  to,  aby  wspo-
mnieć o renegocjacji umowy.

 

-  Co zaś się tyczy obowiązków małżeńskich, to...

 

Minął rok i nadszedł  czas  odnowienia  umowy. Laura  była 

już  matką  dwumiesięcznej  córki  -  Laury  Catherine  Callahan. 
Babcia Alice,  która odmłodniała przez ten  rok  i  zmieniła się 
nie  do  poznania,  przyjechała  na  chrzciny  swojej  pierwszej 
prawnuczki.  Bucky  skończył  studia  z  wyróżnieniem  i  praco-
wał jako adwokat,  broniąc  ludzi  biednych  i pokrzywdzonych 
przez los.

 

Tego wieczora malutka dziewczynka leżała na piersi swo-

jej  mamy  i  słodko  spała,  a  Bucky  głaskał  żonę  po  dłoni,  na 
której znajdowała się skromna, złota obrączka.

 

Kiedy zapytał, czy chce przedłużenia umowy, przytaknęła 

i dodała z tajemniczym uśmiechem, iż żąda wprowadzenia do 
niej dodatkowych warunków.

 

-  Jakie to warunki? - zapytał zaniepokojony Bucky.

 

background image

80 ____________ OGŁASZAM WAS MĘŻEM 1 ŻONĄ... _______________

 

-  Nie  chcę już klauzuli  rocznej - wyjaśniła. - Chcę prze 

dłużyć tę umowę na całe życie. 

Bucky miał ochotę skakać i tańczyć z radości. Rok, który 

wspólnie  przeżyli,  był  wspaniały.  Oboje  wiele  się  nauczyli. 
Bucky przekonał się, że pieniądze nie zawsze wywierają zły 
wpływ na tych,  którzy  mają ich pod  dostatkiem. Laura nato-
miast uwierzyła, że miłość i małżeństwo nie muszą się wyklu-
czać.  Co  więcej,  jeśli  idą  w  parze,  czynią  kochających  się 
małżonków najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem. 

-  Nie  mam  nic  przeciwko  temu,  pączuszku  -  wyszeptał 

czule.  -  Mogę  odgrywać  rolę  twego  męża  nawet  do  końca 
życia. Albo i dłużej. Wiesz co? W nowej umowie posłużymy 
się zwrotem: „bezterminowo". Tak będzie najlepiej