background image

 

Ks. Piotr Pawlukiewicz 

 
 
 
 

DZIECIOM O 

SAKRAMENCIE POJEDNANIA 

w domu 

w kościele 

na katechezie 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Oficyna Wydawnicza „Liberton" 

Warszawa 1996 

background image

Wstęp 

 
 
 

Kiedy  kończyła  się  lekcja  religii  i  wszyscy  już 

przeżegnali  się  po  wspólnej  modlitwie,  z  końca  klasy 

odezwał się Darek: 

— Proszę  siostry  —  powiedział  głośno  —  a  jak 

wygląda piekło?! 

W klasie zrobiło się cicho, bo każdy był ciekaw, co 

siostra  katechetka  odpowie  na  takie  pytanie.  Wszystkie 
oczy zwróciły się w jej stronę. Twarz siostry zrobiła się 

bardzo  poważna  i  trochę  smutna.  Patrząc  gdzieś  w 

podłogę, powiedziała: 

— Wiesz,  Darku,  bardzo  trudno  odpowiedzieć  na 

to pytanie. Ale wydaje mi się, że piekło można porównać 

z takim miejscem, gdzie nie byłoby konfesjonałów, księży 
i sakramentu pojednania. 

Wszystkich  ta  odpowiedź  bardzo  zaskoczyła. 

Niektórzy myśleli, że siostra będzie mówić coś o diable, 
smole  i  cierpieniu,  a  tu  padły  takie  zwykłe  słowa  o 

spowiedzi. W klasie nadal panowała cisza i nikt jakoś nie 

wychodził z sali. Wreszcie z drugiej ławki  odezwała się 
Ewa: 

—  A  czy  to  znaczy,  proszę  siostry,  że  skoro  my 

możemy się spowiadać, to już żyjemy w niebie? 

background image

 

Teraz  siostra  uśmiechnęła  się  serdecznie  i  po-

wiedziała: 

—  No,  może  jeszcze  nie  w  samym  niebie,  ale  na 

pewno w jego  przedsionku. Bo kiedy ktoś się lubi Panu 

Jezusowi,  to  w  każdej  chwili  może  iść  do  spowiedzi, 

mocno  chwycić  Pana  Boga  za  rękę  i  przytulić  się  do 

Niego. Taki człowiek, chociaż chodzi po ziemi, to serce i 

głowę ma już rzeczywiście w Niebie. 

Po tych słowach ktoś energicznie otworzył drzwi i 

wszystkie 

dzieci,  radośnie  uśmiechnięte,  zaczęty 

wybiegać z klasy. 

background image

Na początek o grzechu słów kilka 

 

Grzesia, który miał dwanaście lat, zawsze bardzo 

dziwiło, kiedy do mamy przychodziły w gości ciocie czy 

sąsiadki  i  całymi  godzinami  rozmawiały  o  chorobach, 

lekarstwach  i  szpitalu.  Mama  często  chorowała  na 

kręgosłup  i  co  roku  jeździła  do  sanatorium.  Grześ  nie 

mógł jednak zrozumieć, jak tematy medyczne mogą być 

tak ciekawe, żeby rozmawiać o tym aż cały wieczór. 

Zdarzyło się pewnego letniego dnia, że Grzegorz w 

czasie meczu piłkarskiego na szkolnym boisku przewrócił 

się nieszczęśliwie i skręcił sobie nogę. Pan doktor orzekł, 

że to nic groźnego. Trzeba robić okłady i najlepiej kilka 

dni  wcale  nie  chodzić.  Chłopiec  zastosował  się  do  tych 

poleceń,  ale  po  kilku  dniach  noga  wciąż  bolała  i  ciągle 

była spuchnięta. Zaniepokojona mama jeszcze raz poszła 
z  Grzesiem  do  przychodni,  gdzie  lekarz  długo  oglądał 
chorą nogę, pukał w nią i stukał, aż w końcu kazał zrobić 

ponownie prześwietlenie. Kiedy następnego dnia obejrzał 

zdjęcie rentgenowskie, potwierdził, że to nic poważnego. 

Kazał jednak moczyć nogę w specjalnym płynie, a także 

przepisał  zagraniczną  maść.  Ale  po  trzech dniach noga 

wciąż bolała i Grzegorz 

background image

zaczął  się  martwić  nie  na  żarty.  Przecież  szybkimi 

krokami  zbliżały  się  mistrzostwa  szkoły,  a  on  był 
najlepszym  piłkarzem w klasie.  Nie wyobrażał  sobie,  że 

mógłby  nie  wziąć  w  nich  udziału.  Ale  cóż  było  robić? 

Noga jak na złość ciągle bolała. 

Kiedy w sobotę przyszły do mamy ciocia Isia i pani 

Jadzia z pierwszego piętra, od razu zaczną się rozmowa o 
chorej nodze Grzesia. W chwilę potem zaczęło się wspólne 

oglądanie  zbolałego  miejsca.  Gdy  tylko  ciocia  ujrzała 

spuchniętą kostkę, to wnet stwierdziła, że wujek Stacho 

miał kiedyś to samo, kiedy był jeszcze jej narzeczonym. 

Pamiętała,  że  przewrócił  się  wtedy  na  rowerze. 

Zapewniała, że wyleczyła mu to w dwa dni okładami ze 

specjalnego  zestawu  ziół.  Grzegorz  zaczął  wypytywać 

ciocię o wszystkie szczegóły: "Czy wujka mocno bolało? 

Ile potrzeba tych okładów? Czy wujek po dwóch dniach 

był  już zupełnie zdrowy?". Pani Jadzia zgadzała się, że 

zioła  mogą  pomóc,  ale  radziła  też  wkładać  pod  bandaż 

skórkę  kota.  To  podobno  bardzo  pomaga.  Kiedy  Grześ 

zapytał,  gdzie  taką  skórkę  można  zdobyć,  sąsiadka 

powiedziała, że zaraz mu przyniesie, bo jeszcze jej został 

mały kawałek. 

Grzesio poprosił mamę o szklankę herbaty i razem 

z paniami siedział aż dwie godziny, słuchając opowieści o 

różnych zwichnięciach nóg i sposobach ich leczenia. 

Kiedy  ciocia  i  pani  Jadzia  pożegnały  się  i  wyszły, 

Grzesio sam powiedział do mamy: 

— Nie wiedziałem, że rozmowy o chorobach mogą 

być takie ciekawe. 

Domowe sposoby, którymi Grześ zaczął się le- 

background image

 

czyć i kuracja pana doktora wreszcie pomogły i chłopiec 

zdążył wyzdrowieć przed mistrzostwami. Jego klasa nie 

zdobyła  wprawdzie  mistrzostwa,  ale  Grzesio  zdobył  aż 

dwanaście bramek i został królem strzelców turnieju. 

 
 

Sam Pan Jezus mówił, że to chorzy potrzebują lekarza. 

Jeśli ktoś nie wie, czym jest grzech, jeśli sam nie odczuje tej 

okropnej  choroby  serca,  to  wcale  nie  zainteresuje  się 

sakramentem pojednania i nie odkryje jego wartości. Tak jak 

Grześ, który — dopóki nie zachorował — nie interesował się 
chorobami, a rozmowy o lekarstwach uważał za wyjątkowo 
nudne. 

Ludzie często nie odczuwają potrzeby spowiedzi, bo 

wydaje im się, że są zupełnie wolni od jakiejkolwiek winy 

wobec Pana Boga. Dlatego teraz zastanówmy się, czym jest 
grzech. 

Jest  on  zawsze  sprzeciwem  wobec  miłości  dobrego 

Boga,  czyli  odrzuceniem  Jego  wyciągniętej  ręki.  Jest 

zarazem  przekroczeniem  Bożego  prawa  spisanego  na 

kartach  Biblii.  Aby  nie  popełniać  grzechów,  każdy 

chrześcijanin  powinien  znać  na  pamięć  dziesięć  Bożych 

przykazań i pięć przykazań kościelnych. 

Nie  każdy  uczynek,  który  z  pozoru  wygląda  jak 

grzech, jest nim w rzeczywistości. Jeśli Darek przez pomyłkę 

schował kiedyś długopis Ani do swojego piórnika, to wcale 

nie była to kradzież, bo przecież on nie chciał tego zrobić. 

Trzeba  też  pamiętać,  że  można  popełnić  grzech  w 

samym sercu, nawet bez żadnego uczynku. Andrzej chciał 

kiedyś zbić swojego małego braciszka, bo porwał 

 

background image

mu  taśmę  w  kasecie  magnetofonowej.  Wprawdzie  mama 
obroniła  malucha  i  do  bójki  nie  doszło,  jednak  Andrzej 
popełnił  grzech,  bo  w  jego  sercu,  za  jego  przyzwoleniem 
zrodziło się złe pragnienie, które chciał zrealizować. 

Można  również  zgrzeszyć,  myśląc  źle  o  innych  czy 

nawet przeklinając w myślach. 

 

Kiedyś Jola z dumą oświadczyła siostrze na religii, 

że  w  ten  pierwszy  piątek  to  chyba  nie  musi  iść  do 
spowiedzi,  bo  przez  cały  miesiąc  nie  zrobiła  nic  złego. 
Wszystkie pacierze odmówiła, żadnej mszy nie opuściła i 

cały  czas  była  grzeczna  w  domu.  Jednak  siostra 
zaskoczyła  ją  pytaniem:  „A  czy  choć  raz  odwiedziłaś 

chorą  Patrycję,  która  już  dwa  tygodnie  nie  chodzi  do 

szkoły? Przecież ona mieszka w bloku obok ciebie". Joli 

zrobiło  się  wstyd,  bo  tyle  razy  wybierała  się  do  chorej 

koleżanki,  ale  jakoś  zawsze  coś  przeszkadzało  w 

odwiedzinach. „To ja chyba jednak pójdę do spowiedzi" 

— powiedziała cicho pod nosem. 

 
 

Widzimy  zatem,  że  grzech  jest  nie  tylko  wtedy,  kiedy 

zrobimy  coś  złego,  ale  także,  gdy  zaniedbamy  spełnienie 

jakiegoś  dobrego  uczynku.  Na  każdej  mszy  świętej 

przepraszamy Pana Boga, że zgrzeszyliśmy: 

— myślą 

— mową 

— uczynkiem 

— zaniedbaniem. 

background image

Można jeszcze powiedzieć, że grzech jest wtedy, gdy 

opowiadamy się po stronie szatana, to znaczy, kiedy robimy 
to, do czego on nas namawia. Sama pokusa nie jest jeszcze 

grzechem.  Staje  się  nim  dopiero  wtedy,  kiedy  człowiek 

zacznie ją realizować. 

Zapewne  każdy  z  nas  spotkał  się  z  określeniami: 

„grzech lekki" i „ grzech ciężki." Jak zważyć grzechy, aby 

przekonać się, który jest lekki, a który ciężki? 

Po pierwsze: to, jaki jest grzech, zależy od tego, co się 

zrobiło. Jest różnica pomiędzy zabraniem koledze bez jego 

wiedzy kartki z bloku rysunkowego a zabraniem mu książki. 

Ten pierwszy uczynek to może nawet nie kradzież, ale brak 

kultury  /choć  też  jest  on  jakimś  grzechem/.  Drugi  jest  już 

oczywistym złamaniem siódmego przykazania. 

Nie  jest  grzechem  ciężkim,  kiedy  człowiek  tak  od-

kłada  wieczorny  pacierz,  że  aż  w  końcu  nie  odmówi  go 

wcale.  Ale  jest  już  grzechem  ciężkim  to,  gdy  w  niedzielę 

opuści mszę świętą. 

Przy rozróżnianiu grzechów bardzo ważne jest także 

to, czy ktoś dany grzech planował. 

 
 

Robert  z  Adamem  poszli  kiedyś  do  wielkiego 

sklepu  samoobsługowego.  Wzięli  przy  wejściu  koszyk  i 

spacerowali pomiędzy półkami pełnymi towarów. Kupili 

już  kilo  cukru,  o  które  prosiła  mama,  proszek  do 
pieczenia  i  kiedy  przechodzili  obok  stoiska  z  batonami 
Mars,  
Adam  szepnął  do  Rafała:  „Bierz  jednego  do 

kieszeni!" Rafał nawet się nie zastanowił, co robi, tylko 

szybko schował batonik do kurtki. Nikt tego nie dostrzegł 
i pani przy kasie też 

background image

 

nie  zauważyła,  że  chłopiec  wynosi  coś  ze  sklepu.  Kiedy 

byli już na klatce schodowej, Adam zaproponował, żeby 

się  Marsem  podzielić.  Ale  Rafał  odparł,  że  nie  ma  już 

ochoty na baton i oddał mu cały. 

Wieczorem  Rafał  długo  nie  mógł  zasnąć.  Prze-

wracał się z boku na bok, aż podjął ważną decyzję. Rano 

wyszedł  z  domu  trochę  wcześniej  i  zamiast  prosto  do 

szkoły,  pobiegł  szybko  do  sklepu.  Podszedł  do  kasy  i, 

patrząc  w  podłogę,  powiedział:  „Proszę  pani,  ja  tu 

wczoraj  nie  zapłaciłem  za  jeden  baton,  a-le  teraz 
przyniosłem  pieniądze".  Pani  kasjerka  uśmiechnęła  się 

na  to,  wzięła  pieniądze  i  ku  zdziwieniu  Rafała  nie 

kruczała wcale, a nawet dała mu jedną gumę do żucia. 

 

Czy  Rafał  popełnił  grzech  ciężki?  Na  pewno  nie. 

Wcale  nie  planował  tej  kradzieży.  Pod  wpływem  namowy 

Adama zrobił to prawie bezmyślnie. Co innego, gdy chłopcy 

wcześniej  planują  kradzież,  omawiają  jej  szczegóły  i  cały 

czas  doskonale  wiedzą,  że  robią  to,  czego  zabrania 

przykazanie.  Wtedy  mamy  już  do  czynienia  z  grzechem 

ciężkim. 

background image

10 

Jezus Chrystus wyzwala człowieka z grzechu. 

 

Na  wielu  klatkach  schodowych  w  naszych  blokach 

mieszkalnych można spotkać tabliczki z takim napisem: „Za 

szkody wyrządzone przez  dzieci odpowiadają rodzice". Te 

napisy nikogo chyba nie dziwią. Wszyscy wiemy, że nawet 

najmłodsze  dzieci  potrafią  wyrządzić  niemałe  szkody—na 

przykład  wybić  szybę  na  klatce  albo  pomazać  flamastrem 

ściany.  Jednak  byłoby  to  stanowczo  zbyt  mało,  gdyby 

dziecko po wyrządzeniu takiej szkody przyszło do dozorcy i 

powiedziało  ze  skruchą:  „Bardzo  serdecznie  pana 
przepraszam za to, że ośmieliłem się tak narozrabiać". Być 

może  pan  dozorca  wzruszyłby  się  nawet  takimi 

przeprosinami, ale nie zmienia to faktu, że ktoś musi zapłacić 
za wstawienie nowej szyby czy za zamalowanie zabrudzonej 

ściany.  A  przecież  małe  dzieci  nie  posiadają  swoich 

pieniędzy,  aby  naprawiać  wyrządzone  szkody.  I  dlatego 

powinni  zrobić  to  ich  rodzice,  którzy  muszą  zająć  się 

przywróceniem  należytego  porządku  na  podwórku  czy 
klatce schodowej. 

Z  ludzkimi  grzechami  jest  bardzo  podobnie.  Każdy 

człowiek  może  i,  niestety,  popełnia  grzechy,  ale  sam  nie 

potrafi  do  końca  naprawić  złych  skutków  swojego 

grzesznego postępowania. Owszem, kiedy na przykład jakieś 

dziecko nie pomoże mamie i nie pozmywa naczyń 

background image

11 

po obiedzie, to, być może, uda mu się jeszcze naprawić swoje 

zaniedbanie i przed kolacją wszystko w kuchni doprowadzić 

do  porządku.  Ale  przecież  pozostaje  jeszcze  sprawa 

obrażenia  Pana  Boga,  który  wymaga  od  nas  pomagania 

rodzicom.  Każdy  nasz  grzech  dotyka  boleśnie  ogromu 

miłości  i  dobroci,  jaką  darzy  nas  Pan  Bóg  i  my  sami  nie 

możemy tej szkody wyrównać. Co czynić w takiej sytuacji? 

Od tysięcy lat ludzie zdawali sobie sprawę, że grzeszą 

i często mieli w sercach gorące pragnienie, aby Pana Boga 

za  swoje  złe  uczynki  przeprosić.  Najczęstszym  sposobem 

przepraszania  Stwórcy  było  składanie  ofiar.  Nosiły  one 

nazwę  ofiar  przebłagalnych  i  składano  w  nich  różne 

zwierzęta. Aby taka ofiara była miła Panu Bogu, musiała iść 

w  parze  ze  szczerą  skruchą  człowieka.  Chociaż  Bóg 

życzliwie  patrzył  na  tych,  którzy  w  pokorze  składali  Mu 

przebłagalne  ofiary  za  grzechy,  to  jednak  nie  dokonywały 

one pełnego pojednania człowieka z Bogiem. Żadna bowiem 

ofiara nie wypływała z takiej miłości, która byłaby zdolna 

dorównać miłości Bożej. 

Już  wtedy,  w  czasach  Starego  Testamentu  prorok 

Izajasz  zapowiadał,  że  przyjdzie  ktoś,  kto  dokona  pełnego 

pojednania człowieka z Bogiem. Tak brzmią słowa z księgi 
proroka Izajasza: 

„Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, 

On dźwigał nasze boleści,/.../ 

Lecz On był przebity za nasze grzechy, 
Zdruzgotany za nasze winy. 
Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, 
A w Jego ranach jest nasze zdrowie./.../ 
Jeśli on wyda swe życie na ofiarę za grzechy, 
Ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży. 

background image

 

A wola Pańska spełni się przez Niego. Zacny mój 
Sługa usprawiedliwi wielu, Ich nieprawości On 
sam dźwigać będzie./.../ A On poniósł grzechy 
wielu, I oręduje za przestępcami. 

/Iz53,4a. 5.10. 11b. 12b/ 

Te  wszystkie  tęsknoty  ludzi  i  obietnice  proroków 

spełnił Jezus Chrystus. Jeszcze zanim się narodził, anioł we 

śnie powiedział świętemu Józefowi: „On bowiem zbawi lud 

swój od grzechów" /Mt 1, 21/. I już na początku, kiedy Jezus 

rozpoczął  swoją  misję,  Jan  Chrzciciel  —  kiedy  zobaczył 
Zbawiciela  —  powiedział  o  Nim:  „Oto  Baranek  Boty, 

który  gładzi  grzechy  świata"  /J1,29/.  I  tak  rzeczywiście 

było.  Jezus  wielokrotnie,  przemierzając  drogi  Palestyny, 

odpuszczał  ludziom  grzechy.  Jak  choćby  wtedy,  gdy  do 

domu  faryzeusza,  w  którym  przebywał  Chrystus,  wbiegła 

jawnogrzesznica. Zaczęła bardzo płakać, obmywała Mu no^ 

łzami i swoimi włosami wycierała je. Zbawiciel, widząc jej 

pokorę, rzekł do niej: „Twoje grzechy są odpuszczone". 

Musimy  postawić  sobie  jedno  pytanie:  czy  od-

puszczenie  grzechów  przez  Jezusa  powodowało,  że  potem 

człowiek taki już nigdy więcej nie grzeszył? Oczywiście, nie. 

Walka  z  grzechem  jest  stałym  zadaniem  chrześcijan, 

uwolnionych  już  od  grzechu,  ale  wciąż  przez  niego 

zagrożonych.  Kolejne  odpuszczenia  grzechów,  nieustanne 

nawracanie  się  —  są  to  stopnie  schodów  wiodących  do 

świętości, do domu Ojca, gdzie grzech nie będzie już miał 

żadnej władzy nad człowiekiem. 

background image

13 

Czy trzeba stać w kolejce do Pana Jezusa? 

 
 

Poprzedni rozdział zakończyliśmy stwierdzeniem, że 

człowiek  nieustannie  potrzebuje  odpuszczenia  grzechów, 

które, niestety, będą się pojawiać w jego życiu aż do śmierci. 

Cóż więc robić? Do kogo się udać? Przecież tylko sam Pan 

Jezus ma moc odpuszczania grzechów człowiekowi. Czyżby 

tylko  ludzie,  którzy  spotykali  Pana  Jezusa  wędrującego  z 

apostołami, mogli dostąpić darowania swoich win? 

Dobry  Zbawiciel  przed  odejściem  do  nieba  za-

troszczył się, aby każdy człowiek, bez względu na to, gdzie i 

kiedy będzie żyć, mógł otrzymać odpuszczenie grzechów i 

zacząć od nowa swoją drogę do świętości. Chrystus bowiem 

przekazał  władzę  odpuszczania  grzechów  apostołom,  czyli 

całemu  Kościołowi.  Oto,  co  powiedział  swoim  uczniom: 

„Pokój  wam!  Jak  Ojciec  Mnie  posłał,  tak  i  ja  was 

posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: 

Weźmijcie Ducha Świętego! Którym grzechy odpuścicie, 

są  im  odpuszczone,  a  którym  zatrzymacie,  są  im 
zatrzymane" 
/J 20, 21b - 23/. Od tej chwili każdy apostoł 

mógł mocą władzy udzielonej mu przez Syna Bożego uwal-

niać  ludzi  od  win,  które  na  nich  ciążyły.  Apostołowie 

przekazali otrzymaną od Jezusa władzę dalej — wszys 

background image

14 

tkim  biskupom  i  kapłanom.  Można  zatem  powiedzieć,  że 

przeogromny dar Bożego miłosierdzia rozlał się szeroko po 

całym świecie. 

Jak wspaniale Pan Jezus to wszystko urządził! Prze-

cież  gdyby  tylko  On  jeden  odpuszczał  grzechy,  to  nawet 

gdyby został z nami jako zwykły człowiek na zawsze — jak 

niewielu  ludzi  mógłby  wyspowiadać.  Aż  trudno  sobie 

wyobrazić, jak długa byłaby ta kolejka do spowiedzi do Pana 

Jezusa. Ileż kilometrów trzeba by przejechać, aby się w tej 

kolejce  ustawić!  A  przez  to,  że  władza  odpuszczania 

grzechów  została  udzielona  wszystkim  księżom,  każdy 

człowiek może iść do spowiedzi w swoim mieście czy swojej 

wiosce. Księża spowiadają codziennie, rano i wieczorem. W 

dużych  miastach  są  nawet  takie  kościoły,  gdzie  można 

przystąpić do sakramentu pojednania przez cały dzień. Kiedy 

człowiek  jest  chory  i  sam  nie  może  dotrzeć  do  kapłana, 

wtedy  ksiądz  przyjdzie  do  niego.  Każdego  dnia  tysiące 

księży przechodzi przez sale szpitalne, służąc chorym darem 
pojednania.  Podobnie  jest  w  więzieniach.  Ci,  którzy 
odbywają  tam  kary,  szczególnie  potrzebują  odpuszczenia 

win za złe uczynki popełnione przez siebie. Służą im swoją 

posługą kapelani więzienni. 

Pewien ksiądz opowiadał o tym, jak w czasie wojny 

był we Francji. Któregoś dnia wsiadł w jakiejś kamienicy do 

windy,  którą  Niemcy  wieźli  akurat  aresztowanego 

człowieka.  Kiedy  obok  siebie  zobaczył  on  kapłana,  cicho 

poprosił go o spowiedź. Mieli bardzo mało czasu, tylko te 

chwile,  kiedy  winda  wjeżdżała  na  piętro.  Więzień  zdołał 

szybko  wyrazić  swój  żal  za  grzechy  i  ksiądz  udzielił 

rozgrzeszenia.  Jak  widać,  w  sytuacjach  niecodziennych 

spowiedź może odbywać się nie tylko przy konfe- 

background image

 

sjonale.  Pan  Jezus  rozsyła  bowiem  swych  kapłanów  po 

całym  świecie,  w  najróżniejsze  miejsca,  aby  szukali  ludzi 

pragnących powrócić do Boga. 

background image

16 

Dlaczego niektóry ludzie nie chcą się spowiadać? 

 
 

Marek miał dziewiąte urodziny. Rodzice godzili się, 

aby zaprosił na skromne przyjęcie kolegów i koleżanki. 

Mama  upiekła  z  tej  okazji  szarlotkę,  a  babcia 

przygotowała  tak  wspaniałe  lody,  że  nawet  w  Hortexie 

takich  nie  mają.  Wszyscy  byli  zaproszeni  na  godzinę 
siedemnastą,  ale  pierwsi  goście  przyszli  nawet  przed 
czasem.  Najpierw  zjawili  się  Kamil  i  Radek.  Przynieśli 
Markowi  w  prezencie  najnowszy  katalog  samochodów. 

W  chwilę  potem  przyszła  Monika  i  wręczyła 

solenizantowi  mały  kalkulator  na  baterie  słoneczne. 

Goście przychodzili pojedynczo lub w małych grupach i 

kwadrans  po  piątej  było  już  o-koło  dziesięciu  osób. 

Marek zachwycał się prezentami i serdecznie dziękował 

za  nie  swoim  gościom.  Jednak  wyraźnie  było  widać,  że 

cały czas niespokojnie spogląda to na zegarek, to w stronę 
przedpokoju.  Koledzy  i  koleżanki  domyślali  się,  kogo 

Marek  wygląda  —  nie  przyszedł  jeszcze  jego  najlepszy 
kolega,  Łukasz.  Obiecał  nawet  Markowi,  że  prądzie 

wcześniej  i  razem  podłączą  kolorowe  żarówki  do  ma-

gnetofonu.  To  miała  być  dla  wszystkich  wielka 

niespodzianka,  że  na  tych  urodzinach  będzie  jak  w 
prawdziwej dyskotece. Czyżby coś się stało? 

background image

17 

pół do szóstej mama Marka zaprosiła wszystkich 

do dużego pokoju, gdzie na gości czekał pięknie nakryty 

stół. Wszyscy mieli wspaniałe humory prócz solenizanta, 

który nie potrafił ukryć swego zdenerwowania. Wiedział, 

że  już  przepadła  dyskotekowa  niespodzianka  i  żarówki 

trzeba  będzie  podłączać  przy  wszystkich.  A  przecież 

wspólnie z Łukaszem planowali, że nagle w pokoju gaśnie 

światło  i  zrobi  się  kolorowo.  Marek  mówił  ze  złością w 

głosie: 

— Nie,  to  nie!  Jak mu  się  nie  podoba,  to  może w 

ogóle nie przychodzić. Teraz się okazało, jaki to kolega! 

Dopiero  parę  minut  przed  szóstą  zadzwonił 

dzwonek. Mama otworzyła drzwi i zobaczyła zdyszanego 

Łukasza, który trzymał w rękach duże pudełko. Już od 
progu szybko mówił: 

— Przepraszam, że się spóźniłem, ale kończyłem z 

tatą  robić  prezent  dla  Marka.  To  najnowsi  model 

odrzutowca.  Razem  z  tatą  go  kleiłem  i  malowaliśmy 

jeszcze wojskowe emblematy, które długo schły. Wie pani 

—  mówił  po  cichu  Łukasz  —  Marek  to  mój  najlepszy 

kolega. Nie chciałem mu dawać na prezent byle czego, co 

mógłbym kupić w sklepie, ale coś, co sam zrobiłem. 

Kiedy  Łukasz  wszedł  do  pokoju,  trzymając  w 

rękach wspaniały model samolotu, wszyscy aż zaczęli bić 

brawo. Chłopiec podszedł do Marka i powiedział: 

— Przepraszam za spóźnienie, ale kończyłem robić 

prezent dla ciebie. Chciałem, żeby jak najlepiej wyglądał, 

a  nie  wiedziałem,  że  ten  kolorowy  lakier  schnie  aż  tak 

długo. Ale teraz jest już w porządku. 

background image

18 

więc przyjmij ode mnie ten samolot razem z serdecznymi 

życzeniami. 

Łukasz  wyciągnął  w  stronę  Marka  wspaniały 

model  i  nagle  stało  się  coś  zupełnie  niespodziewanego. 

Marek  odwrócił  się  bokiem  do  Łukasza  i  powiedział, 

patrząc w okno: 

— Od  spóźnialskich  nie  potrzebuję  życzeń  i 

prezentów. 

Zrobiła się cisza jak makiem zasiał. Łukasz zastygł 

w miejscu, trzymając samolot, który wyglądał, jakby za 

chwilę miał się wzbić do lotu. 

— Marek — cicho powiedział Łukasz  — przecież 

ja  nie  chciałem.  To  dla  ciebie  malowałem  te  wszystkie 
znaki... 

Marek gładził ręką obrus i patrzył w podłogę. 

— To  trzeba  było  wcześniej  zacząć  malować  — 

powiedział. 

— Mareczku, tak nie można — życzliwie wtrąciła 

się mama. — Łukasz naprawdę się starał. Każdemu może 

się zdarzyć, że coś się nieoczekiwanie przedłuży. 

Ale Marek uparcie powtarzał: 

— Ja się nie gniewam, ale nie chcę tego samolotu. 

Łukasz  opuścił  swój  prezent  i  jeszcze  ciszej  po-

wiedział tylko to jedno: 

— Szkoda... 

Zaczął  powoli  iść  w  stronę  przedpokoju.  W  tym 

momencie zadzwonił telefon. Mama podniosła słuchawkę 

i powiedziała do Marka: 

— To do ciebie. Dzwonił 

tata Łukasza: 

background image

19 

— Cześć  Marek!  Wszystkiego  najlepszego!  Mam 

nadzieję, że podoba ci się prezent od Łukasza. Robił go 

dla ciebie już kilka dni. Cały czas mówił, że to musi być 
najlepszy model, bo to dla najlepszego kolegi... 

Marek nagle odłożył słuchawkę na stolik i rzucił się 

w stronę przedpokoju, krzycząc: 

— Łukasz, zaczekaj! 
Dogonił kolegę już prawie w drzwiach. 

— Nie gniewaj się! Trochę się na ciebie zezłościłem, 

bo zależało mi na tych kolorowych światłach, ale teraz to 

już nieważne. Bardzo się cieszę, że jesteś, a samolot jest 
najwspanialszy, jaki w tyciu widziałem. 

Łukasz uśmiechnął się od ucha do ucha. 

— Cieszę się, że ci się podoba — powiedział. — A o 

światła  się  nie  martw.  Mój  tata  już  wszystko  w  domu 

zlutował i podłączymy je w twoim pokoju, zanim wszyscy 

skończą jeść lody. Nikt się nie zorientuje, że szykujemy 

taką niespodziankę... 

 

Całą  tę  historię  opowiedział  mi  Artur,  który  był  na 

tych urodzinach. Mówił mi: 

— Proszę  księdza,  wszystko  skończyło  się  dobrze. 

Marek  posadził  potem  Łukasza  na  honorowym  miejscu  i 

prosił babcię, by dała mu podwójną porcję lodów. Ale wie 

ksiądz, co? Ja do końca tycia nie zapomnę tego widoku, gdy 

Łukasz  stał  z  samolotem  w  wyciągniętej  ręce,  a  Marek 

odwracał  się  od  niego.  Aż  mnie  ciarki  przeszły!  Łukasz 

włożył  w  ten  samolot  całe  swoje  serce,  a  chyba  nie  ma 

większego bólu, jak właśnie odrzucić czyjeś ser- 

background image

 

ce, czyjś dar. 

Bardzo mnie zastanowiło to, co Artur powiedział: nie 

ma większego bólu, jak odrzucić czyjeś serce. Przypomniały 

mi  się  te  słowa,  kiedy  pracowałem  w  szpitalu  i  rano 

chodziłem  od  sali  do  sali,  pytając  chorych,  czy  chcą  się 

wyspowiadać.  Niektórzy  przystępowali  do  sakramentu 

pojednania,  ale  byli  tacy,  którzy  odwracali  się  ode  mnie 

plecami i nakrywali kołdrą aż po same uszy. Inni mówili, że 

jeszcze  nie  umierają  i  mają  czas.  Niekiedy  nawet 

denerwowali  się,  że  podchodziłem  do  ich  łóżka  i  mówili, 

żebym sobie poszedł. A przecież, proponując im spowiedź, 

chciałem im dać wielki dar Pana Jezusa—Jego pojednanie i 

przyjaźń. A oni mówili: "nie chcemy tego daru!". Łukasz stał 

z pięknym samolotem przed odwróconym Markiem, a dziś 
Pan  Jezus  stoi  ze  swoim  przebaczeniem  przed  wieloma 

ludźmi, którzy Mu mówią: „nie chcemy Cię, odejdź stąd!". I 
to nie tylko w szpitalu. Także wielu zdrowych ludzi omija z 
daleka  konfesjonał.  Nawet  dzieci  unikają  spowiedzi  jak 

ognia  i  nie  przystępują  do  sakramentu  pojednania  całymi 

miesiącami.  Jak  bardzo,  jak  ogromnie  przykro  musi  być 
dobremu Panu Jezusowi! 

Dlaczego tak się dzieje? Z jakiej przyczyny tak wiele 

osób  nie  chce  otrzymać  daru  Bożego  przebaczenia? 

Zastanowimy  się  nad  tym  w  dalszej  części  rozważań.  O-
powiem  wam,  co  mówili  mi  ci,  którzy  odrzucali  Boży  dar 
przebaczenia. 

background image

21 

a/ „Nie chodzę do spowiedzi, bo 

nie mam grzechów" 

Tak  właśnie  niektórzy  tłumaczą  się  z  tego,  że  nie 

potrzebują przebaczenia od Pana Boga. Czy rzeczywiście są 

ludzie, którzy nie mają grzechów? Pismo Święte mówi na ten 
temat  tak:,  Jeżeli  powiemy,  że  nie  mamy  grzechu,  to 
samych  siebie  oszukujemy  i  nie  ma  w  nas  prawdy"  
/l  J 

1,8/. Tak więc — z wyjątkiem samego Pana Jezusa i Matki 

Bożej  —  każdy  człowiek  ma  grzechy.  Nawet  najwięksi 

święci  chodzili  do  spowiedzi.  Dlaczego  zatem  niektórzy 

mówią, że nie mają grzechów? Czyżby kłamali? Na pewno 

są tacy, co kłamią, aleja spotkałem ludzi, którzy przysięgali 

na  wszystko,  że  oni  nie  mają  żadnego  grzechu.  Jak  to 

rozumieć? 

Posłuchajmy  takiego  przykładu:  kiedy  ktoś,  kto  ma 

niezbyt  czystą  koszulę,  będzie  stał  w  jakimś  mrocznym 

pomieszczeniu,  to  kiedy  popatrzy  na  swój  strój,  wtedy 

powie: „Ta koszula jest czysta. Nie widzę tu żadnej plamy". 

Ale kiedy podejdzie do lampy i stanie w jej świetle, wtedy 
okaże się, że jednak na tej koszuli jest wiele plam i brudu. 

Czy ktoś z was widział w kinie mocny snop światła, 

jaki  daje  projektor  filmowy?  Otóż  w  promieniach  tego 

światła  widać  setki,  a  nawet  tysiące  pyłków  kurzu,  które 

znajdują się w powietrzu. A przecież przed proje- 

background image

 

keją,  kiedy  ludzie  zajmują  swoje  miejsca,  zupełnie  ich  nie 

widać.  Dlaczego  tak  się  dzieje?  Po  prostu  żarówki,  które 

świecą  się  na  sali  kinowej  przed  seansem,  są  za  słabe, 

abyśmy mogli w ich świetle zobaczyć kurz. Do tego potrzeba 

mocnego reflektora. A zatem, aby zobaczyć brud, potrzeba 

odpowiedniego światła. Podobnie jest z naszymi grzechami. 

Jeżeli  ktoś  ma  sumienie  pogrążone  w  ciemności,  to  nie 

zobaczy swoich grzechów. Naszego sumienia jednak nie da 

się  oświetlić  mocnym  kinowym  projektorem.  Światłem, 

które  prześwietla  nasze  wnętrza,  jest  sam  Chrystus  i  Jego 

słowo. Kto  zbliża  się  do  Chrystusa,  wchodzi  w  blask jego 

prawdy. Kto się oddala od Chrystusa, zaczyna żyć w mroku, 
nie widzi brudu swojego sumienia i mówi — myśląc, że to 
prawda — Ja nie mam żadnych grzechów". 

Tu leży tajemnica, dlaczego wielcy święci spowiadali 

się i nierzadko były to bardzo długie spowiedzi. Nie znaczy 

to wcale, że mieli oni większe grzechy od naszych. Po prostu 

ci ludzie żyli tak bardzo blisko Jezusa, że swoje dusze mieli 

oświetlone Jego blaskiem i widzieli nawet najmniejszą skazę 
na swoim sumieniu. 

Dlatego,  jeśli  ktoś  z  nas  będzie  robił  rachunek  su-

mienia i dojdzie do wniosku, że nie ma grzechu, to dam mu 

taką  radę:  trzeba  iść  pilnie  do  spowiedzi  i  powiedzieć: 

„Proszę  księdza,  ja  chyba  tak  daleko  odszedłem  od  Pana 

Jezusa,  że  mi  się  wydaje,  iż  jestem  bez  grzechu".  Ksiądz 

wtedy na pewno poradzi, co zrobić, żeby stanąć w Bożym 

świetle, ujrzeć się takim, jakim się jest naprawdę i wyrzucić 
z serca to, co czyni nas niepodobnymi do Pana Jezusa. 

background image

23 

b/ „Bóg jest wszędzie, a więc można go przeprosić 

za grzechy także w lesie czy na łące" 

 

Są  tacy  ludzie,  którzy,  uznają  wprawdzie,  że  mają 

grzechy,  ale  mimo  to  wcale  nie  sądzą,  iż  powinni  iść  do 

spowiedzi. Mówią bowiem, że skoro Pan Bóg jest wszędzie, 

to  przecież  w  każdym  miejscu  usłyszy  człowieka.  Można 

więc — ich zdaniem — pojechać do lasu czy na łąkę i tam 

bardzo serdecznie przeprosić Pana Jezusa. Jednak ten sposób 

myślenia nie jest dobry. Przez takie prywatne przeproszenie 

możemy uzyskać odpuszczenie jedynie grzechów lekkich, o 

których  była  już  poprzednio  mowa.  Przebaczenie  takie 

możemy  uzyskać  poprzez  osobisty  modlitewny  żal  za 
grzechy  oraz  przez  odmówienie  wyznania  „Spowiadam  się 
Bogu Wszechmogącemu...". Jednak grzech ciężki może być 

zgładzony jedynie przez sakrament pojednania. 

Jeżeli ktoś nie popełnił nawet ciężkiego przewinienia, 

ale  już  dość  długo  nie  był  u  spowiedzi,  to  także  powinien 

przystąpić do konfesjonału. 

Zapytajmy  dla  pełnej  jasności:  dlaczego  nie  można 

samemu, jedynie w swoim sercu przepraszać Pana Boga za 

poważne  grzechy?  Dlaczego  trzeba  wyznać  je  księdzu  na 

spowiedzi? Cytowaliśmy już poprzednio fragment 

background image

 

Ewangelii,  który  mówił  o  tym,  jak  Pan  Jezus  przekazał 

władzę odpuszczania grzechów Apostołom. Przypomnijmy 

sobie raz jeszcze to jedno najważniejsze zdanie: „Weźmijcie 

Ducha  Świętego!  Którym  grzechy  odpuścicie,  są  im 

odpuszczone,  a  którym  zatrzymacie,  są  im  zatrzymane". 

Może  się  zdarzyć,  że  ktoś  nie  zasługuje  na  odpuszczenie 

grzechów.  Kiedy  tak  się  dzieje,  powiemy  sobie  później. 

Teraz chciałbym tylko postawić pytanie: po czym grzesznik 

pozna, że Pan Bóg przebaczył mu grzechy? Jeśli pojedzie do 

lasu  i  nawet  najpiękniej  powie  Panu  Jezusowi,  że  Go  za 

wszystko przeprasza, to skąd będzie miał pewność, że Jezus 

przyjął  jego  przeprosiny?  Czy  tam,  w  lesie  jakiś  ptaszek 

zaśpiewa  mu  do  ucha,  że  wszystko  jest  już  dobrze?  Otóż 

właśnie każdy, kto przystępuje do konfesjonału i otrzymuje 
od kapłana rozgrzeszenie, może być p e w n y, że Pan Jezus 

mu wszystko wybaczył. O ile, oczywiście, on sam dobrze się 
wyspowiadał,  ale  o  tym  powiemy  jeszcze  w  dalszych  roz-

ważaniach. 

background image

25 

c/  Skoro  obraziłem  samego  Pana  Boga,  to  po  co 

mam się spowiadać księdzu? 

 

Na to pytanie już sobie po części odpowiedzieliśmy, 

ale  teraz  trzeba  jeszcze  coś  dodać.  Najpierw  posłuchajmy 
pewnej historii. 

 

Mariusz przyszedł w niedzielę do kościoła na mszę 

świętą i jakoś dziwnie się uśmiechał. Stanął obok Krzyśka 

i kiedy tylko ksiądz wyszedł do ołtarza, Mariusz pokazał 

koledze,  że  ma  w  kieszeni  żywego  chomika.  Teraz  i 

Krzysiek  zaczął  się  śmiać.  Obaj  zaczęli  zaglądać  do 

kieszeni  kurtki  Mariusza,  z  której  wyglądał  śmieszny 

pyszczek  stworzonka.  Wkrótce  Łucja  i  Beatka,  które 

stały  za  chłopcami,  też  zauważyły  zwierzątko.  Kiedy 

zaczęły  ciekawie  wychylać  się  do  przodu,  jakaś  pani  z 

boku zwróciła im wszystkim uwagę, żeby zachowywali się 

grzecznie,  bo  są  na  ms^  świętej.  Dzieci  trochę  się 

uspokoiły, ale po kazaniu znów zaczęły oglądać chomika, 
a  kiedy  Krzysiek  chciał  go  na  chwilę  wziąć  do  ręki, 

zwierzątko wypadło z kieszeni na posadzkę kościoła. Nic 

mu  się  nie  stało  i  chomik  szybciutko  zaczął  uciekać 

pomiędzy nogami dzieci w stronę kaloryfera. Zrobiło się 

background image

26 

zamieszanie, aż ksiądz zwrócił uwagę dzieciom i prosił, 

żeby się w świątyni poprawnie zachowywały. Chomika w 

ostatniej  chwili  złapała  Marta  i  schowała  go  do  swojej 
kieszeni, gdzie spokojnie przesiedział do końca mszy. 

Po  powrocie  do  domu  tatuś  Mariusza,  który  wi-

dział z daleka całe zamieszanie w kościele i domyślił się, 

co się działo, powiedział do syna: 

— Porządnie narozrabiałeś dzisiaj w kościele! Pan 

Jezus  zaprosił  cię  do  siebie,  a  ty  w  ogóle  na  Niego  nie 
spojrzałeś i nawet chwilę z Nim nie porozmawiałeś. 

Chłopiec zrobił się czerwony. Uświadomił sobie, że 

rzeczywiście wcale się nie modlił na tej mszy świętej. 

—Wiesz  co,  tatusiu  —  powiedział—muszę  Pana 

Jezusa za to wszystko przeprosić. 

—To  bardzo  ładnie,  że  tak  postanowiłeś  —  po-

wiedział  tata  —  ale  czy  nie  powinieneś  przeprosić  też 

innych?  Przecież  wyrządziłeś  szkodę  także  tym,  którzy 

przez ciebie nie modlili się w kościele. 

— Ależ  tak!  —  zawołał  Mariusz.  —  Przeproszę 

Krzyśka, Łucję i Beatę! Tylko jak znajdę tę panią, która 

mi zwracała uwagę? Przecież w ogóle jej nie znam. 

— Kiedy pójdziesz do spowiedzi — uspokoił go tata 

— ksiądz pojedna cię nie tylko z Panem Bogiem, ale i z 

Kościołem,  to  znaczy  ze  wspólnotą  ludzi  wierzących. 

Ksiądz jest przedstawicielem całej parafii, a więc także i 

tej pani. Gdy zobaczy, że żałujesz swego postępowania, to 
przywróci  cię  do  jedności  nie  tylko  z  Bogiem,  ale  i  ze 
wszystkimi parafianami. 

background image

 

Musimy pamiętać, że każdy  grzech obraża nie tylko 

Pana  Boga,  ale  także  czyni  krzywdę  Kościołowi.  Dlatego, 

aby nastąpiło pełne pojednanie, grzesznik powinien poprosić 

księdza, przedstawiciela ludzi wierzących, aby pojednał go z 

całą wspólnotą. 

Nawet jeżeli ktoś nie modli się, albo, na przykład, w 

samotności  przeklina,  czego  nikt  inny  nie  słyszy,  to  wy-

rządza  szkodę  całej  wspólnocie,  bo  osłabia  świętość  Koś-

cioła. Dlatego trzeba wyraźnie powiedzieć: nie ma grzechów 

„prywatnych".  Każdy  grzech  wyrządza  szkodę  nie  tylko 

człowiekowi,  który  go  popełnił,  ale  i  innym  ludziom.  I 
właśnie z tej przyczyny prośbę o przebaczenie składamy na 

ręce drugiego człowieka. 

background image

28 

d/ „Może wprawdzie mam grzechy, ale przecież 

wszyscy postępują tak samo" 

 

W pewnej klasie pani od matematyki bardzo często 

robiła krótkie sprawdziany. Wszystkie dzieci narzekały, 

że to dla nich za trudne, że nie zdążą się nauczyć. Ale pani 

nie  ustępowała  i  mówiła,  że  jeśli  ktoś  choć  piętnaście 
minut  dziennie  pouczy  się  matematyki,  to  z  każdym 
sprawdzianem  poradzi  sobie  na  szóstkę.  Jak  tu  jednak 

uczyć  się  codziennie  przez  kwadrans,  kiedy  za  oknami 

bardzo ciepła jesień i wciąż tyle zabaw na podwórku, a 
do tego w telewizji ciekawe filmy. 

Pewnego dnia Arek z tajemniczą miną oznajmił, że 

ma  już  sposób  na  sprawdziany  z  matematyki.  Kiedy 
wszyscy  dopytywali  się,  co  to  za  sposób,  pokazał  im 

maluteńkie  ściągawki,  na  których  były  wszystkie 

potrzebne  wzory.  Ktoś  szybko  wpadł  na  pomysł,  żeby 

odbić te „pomoce" na kserografie, aby każdy mógł z nich 
korzystać.  Tak  też  się  stało.  Teraz  przy  
każdym 

sprawdzianie  wszyscy  uczniowie  chowali  w  piórnikach, 
pod  kartkami,  a  nawet  naklejali  na  długopisy  swoje 

ściągawki. 

Piotrek  był  ministrantem  i  często  rozmawiał  o 

wszystkim ze swoim księdzem opiekunem. Pewne 

background image

29 

go razu opowiedział mu o ściągawkach. Ksiądz był prawie 
oburzony. 

— Przecież  to  nieuczciwe!  To  nawet  oszustwo!  — 

powtarzał. 

Ale Piotrek upierał się, że to nic złego, bo przecież 

wszyscy  tak  robią.  Ksiądz  nie  dawał  za  wygraną  i 

powiedział  chłopcu,  żeby  przemyślał  całą  sprawę,  bo 

zbliżał  się  pierwszy  piątek  i  takiej  rzeczy  nie  można 

pominąć na spowiedzi. 

Tymczasem  do  klasy  przyszła  nowa  uczennica. 

Przyjechała  z  innego  miasta  i  miała  na  imię  Marzena. 
Wszyscy  serdecznie  ją  przyjęli,  a  przed  pierwszym 
sprawdzianem  z  matematyki  Arek  podszedł  do  niej  i 

wręczył  jej  komplet  ściągawek.  Jak  wielkie  było 

zdziwienie kolegów, gdy okazało się, że Marzena nie chce 

ich wziąć. 

— Weź — namawiali ją. — Bez nich nie dostaniesz 

dobrych stopni. 

Ale  Marzena  oświadczyła,  że  spróbuje  dać  sobie 

radę  sama  i  ściągawek  nie  wzięła.  Niektórzy  nawet 

obrazili się na nią. 

— Zobaczcie, jaka ważna — mówił ktoś. — Pewnie 

niezły z niej kujon! 

Ale  Marzena  nie  była  kujonem  i  z  pierwszego 

sprawdzianu  dostała  tylko  trójkę.  Wszyscy  myśleli,  że 

teraz już weźmie ściągawki, jednak ona nadal twierdziła, 

że  ich  nie  potrzebuje.  Z  kolejnych  sprawdzianów 

dostawała  czwórki,  nawet  piątki,  choć  czasem  zdarzały 

się  i  trójki.  Ale  jako  jedyna  w  klasie  nie  ukrywała 

ściągawek. 

Kiedy zbliżał się pierwszy piątek miesiąca. Piotrek 

powiedział na przerwie do kolegów: 

background image

 

— Wiecie, co? Wyrzucam swoje ściągi! One są jak 

branie środków dopingujących w sporcie. To po prostu 
nieuczciwe! 

Kiedy  Piotrek  opowiadał  o  wszystkim  księdzu 

przed mszą, to mówił: 

— To ta Marzena tak mnie zmobilizowała. A ja już 

myślałem,  że  po  prostu  nie  można  nie  ściągać.  Teraz 

wiem,  że  solidna  czwórka  daje  więcej  zadowolenia  niż 
nieuczciwie zdobyta szóstka. 

 

Wiele  osób  tłumaczy  się,  że  skoro  wszyscy  grzeszą, 

więc  oni  też  tak  robią.  Ale  to  jest  nieprawda!  Są  ludzie 

dobrzy  i  uczciwi,  którzy  zachowują  przykazania  Boże  i 

kościelne. Są tacy, którzy nigdy nie przeklinają /sam takich 

znam/.  Są  tacy,  którzy  zawsze  kasują  bilet  w  tramwaju  i 

autobusie  /też  takich  znam/.  Nie  są  oni  aniołami,  ale 

naprawdę  nie  popełniają  takich  grzechów,  które  dla  wielu 

stały się czymś zupełnie normalnym. 

Dlatego  nigdy  nie  powinniśmy  usprawiedliwiać  się 

tym, że wszyscy popełniają jakiś grzech i dlatego ja też mogę 

tak czynić. Bo Pan Bóg każdego z nas wezwał do świętości. 

background image

 

e/ „Po co się spowiadać, skoro 

potem i tak popełnia się te same 

grzechy?" 

 
 

Co  zrobić,  aby  nie  popełniać  ciągle  tych  samych 

grzechów?  O  tym  powiemy  sobie  dalej,  przy  omawianiu 

jednego  z  warunków  spowiedzi  -  postanowienia  poprawy. 

Teraz na to pytanie odpowiem także pytaniem: po co prać 

koszulę, skoro wiemy, że ona i tak się pobrudzi? 

background image

32 

Kiedy  należy  przystępować  do 
sakramentu pojednania? 

 

Myślę,  że  każdy  potrafi  odpowiedzieć  na  pytanie: 

kiedy należy iść do dentysty? Oczywiście wtedy, kiedy boli 

ząb. Podobnie jest i ze spowiedzią. Należy do niej przystąpić 

wtedy, kiedy w sercu pojawił się grzech. 

Chciałbym jednak, abyśmy na tak postawione pytanie 

opowiedzieli jeszcze inaczej. 

 
 

Pamiętam, było to późnym wieczorem w niedzielę. 

Odpoczywałem  po  całodziennej  pracy,  gdy  nagle  ktoś 

zadzwonił  do  drzwi  plebanii.  Otworkiem  bardzo 

ostrożnie  — tylu teraz różnych przestępców napada na 

kościoły  —  i  zobaczyłem  nieznajomego  mężczyznę. 

Zapytałem,  czego  sobie  tyczy.  Wtedy  on  powiedział,  że 

chce się wyspowiadać. Bardzo mnie to zdziwiło. 

—  Teraz? Tak późno? — zapytałem i nawet przez 

chwilę pomyślałem, czy nie jest pijany. Był jednak trzeźwy 

i prosił bardzo poważnie. — A co się stało? Ozy ma pan 

jutro ślub, czy może jest pan ojcem chrzestnym? 

—  Nie — odpowiedział. — Tylko, wie ksiądz. 

background image

33 

mam  poważny  grzech  na  sumieniu  i  chyba  teraz  nie 
potrafiłbym nawet zasnąć. 

Był  tak  smutny w tym, co  mówił,  że  bez wahania 

wyspowiadałem go w kancelarii parafialnej. 

 
 

Ten  człowiek  bardzo  mi  się  spodobał.  Tak  szybko 

chciał się wyspowiadać — nie mógł się uspokoić, póki miał 

świadomość ciążącego na nim grzechu. 

Czy  można  powiedzieć  swojemu  przyjacielowi,  któ-

rego  się  obraziło:  „Przeproszę  cię  za  miesiąc,  kiedy  będą 

twoje urodziny"? Oczywiście, nie. To byłby żart z drugiego 

człowieka. Jeśli naprawdę na kimś mi zależy, przepraszam 

go jak najszybciej. A co powiedzieć o ludziach, którzy obrażą 

Pana  Boga  i  mówią:  „Wyspowiadam  się  za  pól  roku,  na 

święta.  A  do  tego  czasu.  Panie Jezu,  będziemy  rozdzieleni 

moim grzechem". Niestety, wiele osób z grzechem ciężkim 
czeka na okazję do spowiedzi: na rekolekcje, na święta, na 

początek roku szkolnego. 

Wszyscy wiemy, że człowiek przez grzech ciężki traci 

łaskę  uświęcającą.  To  tak,  jakby  przez  skaleczoną  rękę 

wypływała  komuś  krew.  Czy  ranny  człowiek  może  wtedy 

powiedzieć: „Za tydzień będę przechodził o-bok pogotowia, 

to wstąpię na opatrunek, a teraz ta krew niech sobie leci"? 

Oczywiście, nie. Każdy człowiek poważnie zraniony biegnie 
jak najszybciej na pogotowie albo wzywa lekarza do domu. 

Tak  samo  powinno  być,  kiedy  zranimy  grzechem  nasze 
serce.  Trzeba  jak  najszybciej  założyć  na  nie  duchowy 

opatrunek kapłańskiego rozgrzeszenia. 

Jednak raz jeszcze postawmy pytanie: kiedy na- 

background image

 

leży chodzić do dentysty? Czy tylko wtedy, kiedy boli ząb? 

Może  widzieliście  w  poczekalni,  przed  gabinetem 

dentystycznym, plakat, który zachęca, aby przynajmniej raz 

na pół roku zgłaszać się na przegląd zębów. To uchroni nas 

od powstania dużych dziur. Podobnie jest i ze spowiedzią. 

Powinno  się  do  niej  przystępować  nawet  wtedy,  kiedy  na 

sumieniu  nie  ma  grzechu  ciężkiego,  a  tylko  lekkie 

przewinienia.  Taka  okresowa  „kontrola"  swojego  serca 

bardzo  pomaga  we  wzrastaniu  do  świętości.  Od  wielu 

wieków przyjął się w Kościele zwyczaj spowiadania się raz 

na miesiąc, w pierwszy piątek miesiąca. I to jest chyba dobry 

termin.  Można  tylko  podpowiedzieć,  że  nie  trzeba 

przystępować do sakramentu pojednania koniecznie w sam 

dzień  pierwszego  piątku.  Wtedy  zazwyczaj  są  kolejki  do 

konfesjonałów.  Można  więc  wyspowiadać  się  już  w 

czwartek  czy  środę,  a  w  pierwszy  piątek  przystąpić  do 

Komunii na mszy świętej. 

Podobnie nie należy odkładać na ostatnią chwilę 

spowiedzi wielkanocnej czy bożonarodzeniowej. 

background image

35 

Czy spowiedź może być nieważna, czyli o 

warunkach sakramentu pojednania 

 
 

Zapytajmy  na  początku:  od  czego  zależy  to,  żeby 

kuracja, którą stosuje lekarz wobec chorego, była skuteczna? 

Na  pewno  zależy  od  tego,  czy  pan  doktor  jest  dobrym 

fachowcem.  Jeśli  jest  dobrym  lekarzem,  właściwie 

rozpoznaje chorobę i zaleca odpowiednie lekarstwa, pacjent 

szybko wróci do zdrowia. Ale czy tylko od lekarza zależy, 

czy chory wyzdrowieje? Oczywiście, nie. To zależy także od 

samego pacjenta. Zwróćmy uwagę, że już nawet w trakcie 
samego  badania  w  gabinecie  chory  musi  współpracować  z 
doktorem. Lekarz prosi, aby się rozebrał, bo musi go zbadać. 

Jeśli ktoś powiedziałby, że nie zdejmie koszuli i swetra, to 

pan doktor nie mógłby osłuchać jego płuc, oskrzeli czy serca. 

Lekarz prosi chorego w czasie badania, by przez chwilę nie 

oddychał  lub  robił  to  bardzo  mocno,  prosi,  by  pacjent 

otworzył szeroko usta, by obejrzeć mu gardło. Widzimy, że 

jeśli chory nie spełni pewnych warunków, to nawet najlepszy 

lekarz nie pomoże. Podobnie jest ze spowiedzią. 

Każdy  biskup  i  każdy  ksiądz  może  odpuszczać 

grzechy,  ale  żeby  przy  konfesjonale  nastąpiło  rzeczywiste 

pojednanie  z  Bogiem,  człowiek,  który  przychodzi  się 

wyspowiadać, musi także spełnić kilka warunków. Mó- 

background image

 

wiąc w przenośni, musi otworzyć szeroko swoje serce. Jeżeli 
tego  nie  uczyni,  to  nawet  sam  papież  nie  będzie  mógł 

odpuścić mu grzechów. 

W  tym  rozdziale  spróbujemy  sobie  wyjaśnić,  jakie 

warunki powinien spełnić każdy z nas, aby spowiedź była 

ważna.  Jednym  słowem,  na  czym  polega  to  szerokie 
otwieranie serca przed Panem Bogiem. 

background image

37 

Warunek pierwszy 

— 

rachunek sumienia. 

 
 

Kiedy Patrycja wychodziła z rodzicami na imieniny 

do  wujka,  długo  stała  przed  lustrem  i  obracała  się  na 

wszystkie  strony.  Oglądała  swoje  buciki  i  rajstopy, 
patrzyła  pilnie  na  spódniczkę  i  bluzeczkę.  Starała  się 

nawet,  by  dokładnie  obejrzeć  z  tyłu  swoją  kamizelkę. 

Tatuś,  który  przyglądał  się  temu,  odezwał  się  z 

uśmiechem: 

— 

Nie wiedziałem, że z ciebie taka strojnisia! 

Patrycja zmieszała się trochę, ale zaraz powiedziała: 

— Ja się, tatusiu, nie stroję, tylko chcę się dobrze 

przyjrzeć,  czy  wszystko  jest  w  porządku.  Jakby  to 

wyglądało,  żeby  przyjść  do  wujka  w  pogniecionej 

spódniczce. 

 
 

Każdy z nas musi od czasu do czasu przejrzeć się w 

lustrze i zobaczyć, czy jest czysty i porządnie wygląda. Ale 

podobnie  każdy  z  nas  musi  oglądać  swoje  serce  i  pilnie 

uważać,  czy  nie  pobrudziło  się  grzechem.  Kiedy  to  robić? 

Najogólniej mówiąc, bez przerwy. To znaczy, że każdy z nas 
powinien mieć włączone „automatyczne ostrzeganie" przed 
grzechem, czyli sumienie. Jeśli w ja 

background image

38 

kimś domu jest system alarmowy i do mieszkania dostanie 

się  złodziej,  to  natychmiast  włącza  się  alarm.  Podobnie 

działa  dobre  sumienie.  Jeśli  ktoś  popełnia  grzech,  ono 

natychmiast włącza sygnał alarmowy — wyrzuty sumienia. 

Jest rzeczą bezcenną mieć dobre sumienie. 

Kiedyś  w  klasie  na  lekcji  religii  Mateusz  powiedział 

siostrze, że Pan Bóg mógł lepiej zrobić człowieka. To znaczy 

tak,  żeby  ludzi  nie  bolały  zęby.  Siostra  katechetka  była 
jednak innego zdania i odpowiedziała Mateuszowi: "Gdyby 

nie było bólu, to komuś mogłyby się zupełnie popsuć zęby, 

a on nic by o tym nie wiedział. W zębach robiłyby się dziury, 

a  człowiek  ten  cały  czas  by  się  uśmiechał.  I  nawet  przez 

głowę  by  mu  nie  przeszło,  że  już  dawno  powinien  iść  do 
dentysty". Ból jest po to, aby ostrzegać: uważaj, psuje ci się 

ząb!  Idź  szybko  do  dentysty!  Podobnie  ból  ostrzega 

człowieka: uważaj, chore jest twoje gardło! twoja wątroba! 

Jak najprędzej musisz się leczyć! Gdyby nie było bólu, wielu 
ludzi szybko by umarło. Ból, choć go bardzo nie lubimy, jest 
jednak potrzebny. Podobnie z wyrzutami sumienia. One nas 
ostrzegają, że choruje nasze serce i trzeba je leczyć. Dlatego 
musimy troszczyć się o sumienie, aby go nie rozregulować, 

żeby nas zawsze ostrzegało o chorobie naszej duszy. 

Czy można zepsuć swoje sumienie? Niestety, można. 

Może się tak stać, kiedy mimo jego ostrzeżeń nie będziemy 

chcieli  go  słuchać.  Ono  nam  mówi:  „źle  robisz,  że 

kradniesz", a my chcemy je zagłuszyć, wmawiając sobie, że 

inni też kradną. Sumienie jeszcze raz nam przypomina: „nie 

wolno ci kraść!", a my zagłuszamy je, mówiąc: „to przecież 

tylko małe drobiazgi". Sumienie, które jest tak zagłuszane, 

w końcu przestanie się zupełnie odzywać. 

background image

39 

Innym  sposobem  rozregulowania  sumienia  jest 

słuchanie ludzi, czytanie książek czy oglądanie filmów, które 

namawiają do grzechu. Jeśli ktoś słucha nieustannie takich 

wrogich  Panu  Jezusowi  głosów,  które  mówią:  „możesz 

łamać przykazania, w tym nie ma nic złego", to człowiek taki 

może poważnie uszkodzić swoje sumienie. 

Ten,  który  nie  ma  dobrego  sumienia,  jest  bardzo 

biedny, bo może mieć chorą duszę i nic o tym nie wiedzieć. 

I  wtedy  na  sądzie  ostatecznym  czeka  go  przykra  nie-

spodzianka.  Myślał,  że  jest  wspaniały  i  dobry,  a  Pan  Bóg 

pokaże mu całą prawdę o brzydocie jego grzechów. 

Kiedy jednak powinniśmy robić rachunek sumienia w 

sposób  szczególny?  Na  pewno  dobrze  jest  go  czynić 

wieczorem każdego dnia. Wtedy przypominamy sobie cały 

dzień i — zgodnie z tym, o czym mówiliśmy—zastanawiamy 

się,  czy  nie  obraziliśmy  Boga  złą  myślą,  niedobrym 

uczynkiem  lub  może  niespełnieniem  jakieś  dobra,  które 

powinniśmy uczynić. 

Jednak  porządny  rachunek  sumienia  należy  zrobić 

przede wszystkim przed każdą spowiedzią. Niestety, często 
widzi się dzieci, które wchodzą rozbawione do kościoła i bez 

chwili  zastanowienia  klękają  przy  konfesjonale.  Nie 

powinno tak być. Czy to jeszcze w domu, czy już w kościele 

trzeba  spokojnie  zastanowić  się  nad  swoją  postawą,  by  w 

czasie  wyznania  grzechów  powiedzieć  wszystko,  czym 

obraziliśmy Pana Jezusa. 

W jaki sposób zrobić rachunek sumienia? Na początku 

zawsze  musimy  poprosić  Boga,  żeby  oświecił  nas  swoim 

światłem. Łaska Boża jest nam potrzebna, aby spojrzeć na 

siebie oczami Pana Jezusa. Są to oczy, które wszystko widzą, 

ale  patrzą  zawsze  z  pełną  miłością.  Każdy  powinien  przy 

rachunku sumienia starać się dostrzec 

background image

40 

wszystkie grzechy, ale mimo to patrzeć na siebie z miłością. 

Ta miłość uchronić nas może' od przygnębiającego uczucia, 

że  po  tylu  grzechach  nic  już  nie  jesteśmy  warci.  Bowiem 

nawet  największy  grzesznik  nie  przestaje  być  ukochanym 
dzieckiem Pana Boga. Każdy z nas powinien powiedzieć do 

siebie  samego:  jaka  szkoda,  że  ja,  dziecko  Boże, 

pobrudziłem swą duszę grzechami. 

Jak  zrobić  dobry  rachunek  sumienia?  Należy  pa-

miętać,  że  niekiedy  w  książeczkach  do  nabożeństwa  są 
zestawy pytań, które mają pomóc każdemu z nas przejrzeć 

się  jak  w  lustrze.  Wtedy  trzeba  nad  każdym  z  tych  pytań 

solidnie się zastanowić, czy nie dotyczy ono właśnie mnie. 

Inni zadają sobie trzy najważniejsze pytania: 

- co było złego między mną a samym Panem Bogiem? 

/na przykład zaniedbywanie pacierza czy opuszczanie mszy 

świętej/; 

- co było złego w stosunku do drugiego człowieka /na 

przykład  nieposłuszeństwo  wobec  rodziców  lub  kłótnie  z 
kolegami/; 

- co było złego w relacji do samego siebie /na przykład 

niszczenie  swojego  zdrowia  przez  palenie  papierosów  czy 
bardzo niezdrowe siedzenie godzinami przed telewizorem/. 

Chciałbym  jeszcze  poddać  wam  jedną  myśl,  jak 

można  pomóc  sobie  w  rachunku  sumienia.  Spróbujcie  u-

klęknąć przed krzyżem Pana Jezusa lub nawet wziąć jakiś 

mały krzyżyk do ręki i powiedzieć sobie: te ciernie wbite w 

głowę  Pana  Jezusa  to  wszystkie  moje  kłamstwa,  które 

wypowiedziałem.  Ten  gwóźdź  w  lewym  ręku  to  moja 

bijatyka z kolegą na podwórku. Ta rana w boku Zbawiciela 

to  moje  niepotrzebne  oglądanie  filmu  dla  dorosłych.  Taki 
rachunek sumienia przypomina nam rzecz 

background image

41 

najważniejszą: każdy grzech zadaje ból samemu Jezusowi. 

Rachunek sumienia porównywaliśmy do oglądania się 

w lustrze, by sprawdzić, czy nie jesteśmy brudni na twarzy 

albo czy nie mamy plan na ubraniu. Ale możemy dowiedzieć 

się o tym także w inny sposób. 

Może widzieliście, jak ktoś mówi do kogoś po cichu: 

„pobrudziłeś się z tyłu na swetrze". Jak się wtedy przeważnie 

odpowiada?  Ludzie  dziękują  sobie,  bo  gdyby  nie  takie 

zwrócenie uwagi, to nadal chodziliby pobrudzeni, nic o tym 

nie wiedząc. 

Podobnie ma się sprawa z sumieniem. Zdarza się, że 

mama  mówi  do  swojego  dziecka:  „zrobiłeś  się  ostatnio 

bardzo niegrzeczny". Chłopiec czy dziewczynka mogą tego 

wcale nie dostrzegać. Myślą, że zachowują się dobrze. Ale 

mama wyraźnie mówi, że to nie jest dobre postępowanie. Jak 

bardzo  często,  zamiast  podziękować  mamie,  pani 

nauczycielce  czy  nawet  koledze,  którzy  zwracają  nam 

uwagę,  że  pobrudziliśmy  nasze  serce  złym  uczynkiem, 

obrażamy się, a nawet wybuchamy gniewem. „Ty sam nie 

jesteś lepszy"—mówimy do kolegi. „Ona jest niemądra" — 

mówimy  brzydko  o  pani  nauczycielce.  To  tak,  jakby  ktoś 

spojrzał  w  lustro,  zobaczył,  że  jest  brudny  na  twarzy  i 

zamiast  się  umyć,  zbił  lustro,  mówiąc:  „ono  źle 

pokazywało!". 

Musimy  być  bardzo  wdzięczni  ludziom  nam  życz-

liwym, którzy dla naszego dobra zwrócą nam uwagę. Mówi 

się nawet, że prawdziwego przyjaciela poznaje się po t3mi, 

że potrafi mówić rzeczy nie tylko przyjemne, ale i trudne do 

przyjęcia. Po to, by pomóc drugiemu stać się lepszym. 

Kiedy robimy rachunek sumienia, musimy przypo- 

background image

 

mnieć  sobie,  co  nam  mówili  inni,  czy  mieli  do  nas  jakieś 
zastrzeżenia.  Niektórzy  nawet  potrafią  zapytać  przyjaciela: 
„powiedz  mi,  czy  ty  widzisz  we  mnie  coś,  co  należałoby 
zmienić?". Kto potrafi tak zapytać, temu naprawdę zależy na 
swojej świętości. 

background image

43 

Warunek drugi 

— 

żal za grzechy. 

 
 

Jarek stał przy konfesjonale i robił jakieś dziwne 

miny. Widać było, że cały się wysila, aż zaciska pięści. Co 

chwila  też  dotykał  dłonią  lewego  i  prawego  oka,  a 

następnie  oglądał  pilnie  końce  swoich  palców.  Całą  tę 

czynność  powtarzał  wiele  razy.  Zauważył  to  wszystko 

ksiądz Bogusław, który podszedł do Jarka i zagadnął: 

— Co się dzieje? Co ty, Jarku, wyprawiasz w kościele? 

Chłopiec odpowiedział: 

— Proszę księdza, ja chcę wzbudzić w sobie żal za 

grzechy i wysilam się, jak mogę, ale nawet najmniejsza 

łza mi z oczu nie leci! 

 
 

Niektórym ludziom ciągle jeszcze wydaje się, że żal 

za  grzechy  to  uczucie  smutku.  Zatem  najlepiej  byłoby 

rozpłakać  się  choć  trochę.  Musimy  więc  wyraźnie  po-

wiedzieć, że żal za grzechy jest wtedy, kiedy człowiek uzna, 

że  to,  co  zrobił,  było  niedobre.  Ten  żal  to  jednocześnie 
pragnienie  zerwania  z  grzechem  i  zwrócenia  się  do  Boga. 

Każdy przystępujący do sakramentu pojednania musi jasno 

uświadomić sobie, że jego grzechy są złe i że 

background image

44 

chce za nie przeprosić Pana Boga. 

Jeśli ktoś przystąpiłby do spowiedzi, a myślałby sobie 

na przykład tak: „przezywałem kolegę, ale to mu się należało 
i bardzo dobrze, że tak zrobiłem", to wtedy taka spowiedź 
byłaby nieważna. 

Jest chyba oczywiste dla każdego, że wielkość żalu za 

grzechy  zależy  od  wielkości  naszego  przewinienia.  Jeżeli 

ktoś uderzył kolegę, to raczej będzie żałować bardziej niż w 
przypadku,  kiedy go tylko  brzydko przezywał. Ale czy  żal 

za grzechy zależy jedynie od tego, jak wielkie przewinienie 

ktoś popełnił? 

 

Pewien pan wracał samochodem do domu. Właśnie 

przed chwilą w jego miasteczku spadł ogromny deszcz i 

na  ulicach  były  wielkie  kałuże.  Kierowca  bardzo  się 

spieszył,  bo  umówił  się  w  domu  ze  swoim  serdecznym 
przyjacielem  i  nie  chciał  się  spóźnić.  W  czasie  szybkiej 

jazdy wąską uliczką wjechał w wielką kałużę. Spod kół 

trysnęła  fontanna  wody  i  ochlapała  jakiegoś  psa,  który 

biegł  chodnikiem.  Kierowca  spojrzał  w  lusterko  i 

zobaczył, że pies, któremu nic się nie stało, otrzepuje się z 
wody.  Skoncentrowany  na  jeździe,  już  za  chwilę  zapo-

mniał  o  prysznicu,  jaki  sprawił  bezpańskiemu  zwie-
rzakowi. 

Dwie  ulice  dalej,  zaraz  za  zakrętem,  stał  przed 

sklepem jakiś mężczyzna. Nasz kierowca nie zdążył ominąć 

kałuży i, niestety, także go ochlapał. Mokry przechodzień 

zaczął coś krzyczeć w stronę odjeżdżającego samochodu. 

Pan  kierowca  poczuł  się  nieswojo.  Wiedział,  że  to  była 

jego wina. Tłumaczył so 

background image

45 

bie jednak, że przecież nie przejechał tego człowieka i na 
pewno  szybko  wyschnie  mu  ubranie.  Jednak  pewien 

niesmak pozostał. 

Do domu było już bardzo blisko i kierowca widział 

z  daleka,  że  przed  furtką  czeka  przyjaciel.  Przycisnął 
mocniej  gaz  i  za  chwilę  z  piskiem  opon  zatrzymał  się 

przed domem. Nie przewidział, że i tu zebrała się spora 

kałuża. Woda spod kół trysnęła na stojącego kolegę. Pan 

kierowca  szybko  wyskoczył  z  auta  i  zaczął  serdecznie 

przepraszać  przyjaciela  za  swoją  nieuwagę.  Wyjął  z 

kieszeni chusteczkę i starannie wycierał jego kurtkę, choć 

ten powtarzał, że nic się nie stało. 

 

Kiedy bohater tej historii leżał już wieczorem w łóżku, 

zastanowiła go pewna rzecz. Jadąc samochodem, trzy razy 

kogoś ochlapał: psa, obcego człowieka i swego serdecznego 
przyjaciela. Za pierwszym razem zapomniał o tym prawie od 

razu.  Za  drugim  miał  wyrzuty  sumienia  —  takie  na  dwie 

minuty.  Kiedy  jednak  ochlapał  przyjaciela,  to  gorąco  go 

przepraszał,  wycierał  chusteczką  i  jeszcze  potem  w  domu 

powtarzał, że bardzo mu przykro. 

Widzimy więc, że żal za niedobry uczynek zależy nie 

tylko  od  tego,  jak  wielki  był  grzech,  ale  także  komu  go 

uczyniliśmy.  Czyli  od  tego,  kim  jest  dla  mnie  ten  po-
szkodowany.  Czy  jest jak pies, jak  obcy  czy  jak  serdeczny 
przyjaciel. 

Kędyś  byłem  po  kolędzie  u  pewnego  pana,  który 

mieszkał  sam  i  miał  dużego  psa.  W  rozmowie  wyznał  mi 

szczerze, że jest tak zapracowany, że nawet nie ma czasu na 

poranną modlitwę. Zapytałem go wtedy, czy wy- 

background image

 

chodzi rano z psem na spacer. Odpowiedział: „Oczywiście, 

przecież z psem muszę wyjść!". Sami powiedzmy, kto w tym 

domu był ważniejszy: Pan Bóg czy pies? Bardzo przykra to 

sprawa,  ale  dla  wielu  osób  pies  jest  ważniejszy  od  Pana 

Jezusa.  Widziałem  ludzi,  którzy,  gdy  zapomnieli 

wyprowadzić swojego ulubieńca na spacer, brali go potem 

na  kolana  i  ciepłym,  serdecznym  głosem  mówili:  „Niech 

piesek się nie gniewa na pana. Pan już będzie dobry i będzie 

kochał pieska". Widziałem nawet, jak przy tym całowali psa. 

Zastanawiałem  się  wtedy,  czy  oni  potrafią  tak  samo  się 

spowiadać,  tak  samo  przepraszać  dobrego  Boga  za  swoje 
uchybienia. 

Żal  za  grzechy,  który  zrodzi  się  w  naszym  sercu, 

będzie więc zależał od tego, czy Bóg jest dla nas najlepszym 

przyjacielem  czy  może,  niestety,  kimś  obcym.  Jeżeli 

naprawdę  kochamy  Stwórcę,  to  bardzo  mocno  będziemy 

przeżywać nawet mały grzech. 

background image

47 

Warunek trzeci 

— 

postanowienie poprawy. 

 

Nie ma prawdziwego przeproszenia tam, gdzie nie ma 

postanowienia poprawy. Ktoś, kto rzeczywiście pragnie się 

zbliżyć  do  Pana  Boga,  musi  podjąć  decyzję,  że  więcej  nie 

będzie  popełniać  grzechu.  Ktoś  zapyta:  A

 

skąd  mam 

wiedzieć,  że  uda  mi  się  nie  popełniać  tego  grzechu?" 

Rzeczywiście, nikt z nas nie jest na tyle mocny, by poprawić 

się jedynie własnymi siłami. Nasze postanowienie poprawy 

musi opierać się na zaufaniu do Boga, że On potrafi zmienić 

nasze serca. My ze swej strony powinniśmy jednak zrobić 

wszystko, na co nas stać. 

Postanowienie  poprawy  powinno  być  konkretnie 

określone.  Jeśli  ktoś  powie,  że  zmieni  się  na  lepsze  tak  w 

ogóle, to najprawdopodobniej nie zmieni się wcale. Dlatego 

dobrze  jest  postanowić  na  przykład:  po  tej  spowiedzi 

szczególną  uwagę  zwrócę  na  odmawianie  porannego 

pacierza.  Można  wtedy  nawet  powiedzieć  księdzu  przy 

następnej  spowiedzi:  „W  zeszłym  miesiącu  starałem  się 

poprawić swoją poranną i wieczorną modlitwę. To i to mi się 

udało, ale jeszcze zostały takie a takie braki. W następnym 

miesiącu  będę  starał  się  o  to,  by  grzecznie  odnosić  się  do 
mamy". 

Dzieci wymyślają niekiedy ciekawe sposoby, aby 

background image

48 

dobrze wypełnić postanowienie poprawy. 

Mama  Damiana  zauważyła  kiedyś  w  łazience 

przyklejoną w rogu lustra małą literkę M. Domyśliła się, 

że przykleił ją Damian, ale zapomniała zapytać chłopca o 

tę naklejkę. literka była na lustrze już od kilku tygodni, 
kiedy  mama  zobaczyła  na  drzwiach  do  mieszkania 

naklejoną literę G. Tym razem zapytała Damiana: 

—  Synku, co oznaczają te tajemnicze litery, które 

rozlepiasz po mieszkaniu? 

Chłopiec odpowiedział z bardzo tajemniczą 

miną: 

— To  jest,  mamusiu,  moja  droga  do  świętości! 

Zdumienie mamy było wielkie, więc Damian 

pospieszył z wyjaśnieniami: 

—  Ksiądz  na  spowiedzi  powiedział  mi,  że 

prawdziwa  poprawa  to  droga  do  świętości.  Ja  zawsze 

zapominałem, że mam być lepszy. Dlatego wpadłem na 

pomysł,  żeby  zrobić  sobie  małe  znaczki,  które 
przypomną  mi  o  podjętych  postanowieniach.  Na 

przykład ta literka M w łazience ma mi przypominać o 

modlitwie.  Kiedy  rano  idę  myć  zęby  i  spoglądam  w 
lustro,  to  przypomina  mi  się  nieraz,  że  przecież  nie 

odmówiłem jeszcze pacierza i modlę się zaraz po umyciu. 

—  A ta literka G na drzwiach? — zapytała mama. 

—  Ona jest po to, żebym był grzeczny, gdy wrócę 

do  domu.  Teraz  przed  drzwiami  mocno  postanawiam 

sobie, że będę w domu dobry dla wszystkich. Mamusia 

pamięta, że o tym często zapomi- 

background image

 

nałem — szczerze wyznał Damian. 

Ten  pomysł  bardzo  się  mamie  spodobał.  Jeszcze 

przez  długi  czas w  domu  Damiana  pewne literki  gdzieś 

znikały, a tu i ówdzie pojawiały się nowe. Ale mama już 

nigdy o nic nie pytała. Cieszyła się tylko tym, że jej  syn 

rzeczywiście  stawał  się  coraz  grzeczniejszy  i  bardziej 

życzliwy dla wszystkich. 

 

background image

50 

Warunek czwarty 

— 

wyznanie grzechów, czyli 

spowiedź 

 
 

Sama spowiedź, mówiąc dokładnie, jest tylko jedną z 

części  sakramentu  pojednania.  Zatem  dlaczego  ludzie 

mówią, że idą do spowiedzi, a nie do sakramentu pojednania 

czy sakramentu pokuty? Myślę, że stało się tak dlatego, bo 

ta część sakramentu jest przez nas najmocniej przeżywana. 

Kiedy mówimy o sakramencie pojednania, to on kojarzy się 
nam przede wszystkim z koniecznością wyznania grzechów. 
Dla  wielu  jest  to  najtrudniejszy  element  sakramentu,  który 

odstrasza ich od przystępowania do konfesjonału. 

Na  początek  zapytajmy:  dlaczego  trzeba  księdzu 

powiedzieć o swoich grzechach? Przecież kiedy przychodzili do 

Pana Jezusa grzesznicy, to On ich nie pytał, co złego zrobili. Tak, 

to prawda, ale przecież Syn Boży miał wgląd w serca ludzkie i 

od razu wiedział, co każdy ma na sumieniu. Takiego daru nie ma 

ksiądz  i  każdy,  kto  przychodzi  do  spowiedzi,  sam  musi  mu 

wyznać  swoje  grzechy.  Czy  to  jest  konieczne?  Tak.  Jezus 

Chrystus dał swoim Apostołom nie tylko władzę odpuszczania 
grzechów, ale także  możliwość ich zatrzymania. Każdy  kapłan 

musi  sam  osądzić,  czy  człowiek  zasługuje  na  odpuszczenie 

grzechów. Aby ksiądz mógł o tym zdecydować. 

background image

 

musi wiedzieć, o jakie grzechy chodzi. 

Kiedy wyznajemy swoje winy, nie trzeba opowiadać 

księdzu całych historii, jak ta, że pojechałem do babci, i tam 
wujek ma stary samochód, a płot się zawalił i wtedy spadł 

deszcz,  i  samochód  utkwił  w  błocie,  i  spóźniliśmy  się  do 

kościoła. Trzeba tylko jasno wyrazić to, co było przez nas 
zawinione. 

Warto  pamiętać,  kiedy  mówimy  o  wyznawaniu  na-

szych grzechów, żeby nazywać je po imieniu. Na przykład 

zamiast  mówić:  „nie  odmawiałem  paciorka",  można 

powiedzieć:  „nie  rozmawiałem  z  Bogiem".  Zamiast  „nie 

chodziłem  do  kościoła",  można  powiedzieć:  „kiedy  Jezus 

czekał na mnie w kościele, ja oglądałem telewizję". Jeśli ktoś 
wyspowiada  się  w  sposób  tak  dojrzały,  to  znaczy,  że  jest 

rzeczywiście przyjacielem Jezusa. 

Skoro  mówimy  o  wyznaniu  grzechów,  to  trzeba 

przypomnieć  sprawę  dla  wszystkich  —  mam  nadzieję  — 

oczywistą. Nigdy nie wolno oszukiwać w konfesjonale, za-

tajać jakiś grzechów. Nie można także pokrętnie wyznawać 

swoich przewinień. Gdyby ktoś miał takie zamiary, to lepiej 

już wtedy w ogóle nie przystępować do spowiedzi. Księdza 

jest  łatwo  oszukać,  ale  przecież  Pan  Bóg  i  tak  wie  o 

wszystkim. Taka nieszczera spowiedź nie tylko nie zbliża nas 
do  Pana  Boga,  ale  jeszcze  bardziej  zamyka  nas  w  niewoli 
grzechu. 

background image

52 

Warunek piąty - zadośćuczynienie 

 

Zadośćuczynienie  to  naprawienie  szkód,  które  wy-

rządziliśmy  naszymi  grzechami.  Możemy  tego  dokonać, 

zanim uklękniemy przy konfesjonale. Warto już wcześniej 

przeprosić  babcię,  do  której  się  brzydko  odezwaliśmy, 

oddać koledze flamastry, które zabraliśmy do swojej teczki, 

posprzątać w swoim pokoju, o co już dawno prosiła mama. 

Ale  zadośćuczynienie  nie  zwalnia  nas  z  obowiązku 

wyznania  tych  grzechów.  Każdy  grzech  obraża  przecież 

Pana Boga i przede wszystkim Jego trzeba za wszelkie zło 

koniecznie przeprosić. 

Zadośćuczynienie  jest  często  sprawdzianem,  czy  w 

sercu  człowieka  nastąpiło prawdziwe  nawrócenie.  Dlatego 
po spowiedzi nie wolno zapomnieć o odwiedzinach chorego, 

którego nie odwiedzaliśmy. Może komuś trzeba powiedzieć 

„przepraszam"  lub  napisać  list  do  samotnej  cioci.  Czasem 

mogą się jednak zdarzyć trudniejsze sytuacje. Przypuśćmy, 

że gdzieś wydarzyła się taka historia: 

 
 

Do  miasteczka,  w  którym  mieszka  Sławek, 

przyjechała  karuzela.  Wszystkie  dzieci  z  okolicy  całe 

godziny spędzały w małym lunaparku. Jedne jeź 

background image

53 

dziły  na  karuzeli,  na  diabelskim  młynie,  strzelały  na 

strzelnicy, ale inne tylko się przypatrywały, bo nie miały 

pieniędzy na bilety. Tak właśnie było ze Sławkiem. Było 

mu  przykro,  że  nie  może  pokręcić  się  na  karuzeli  z 

samolotami.  Kiedy  prosił  mamę  o  pieniądze, 

odpowiedziała  mu,  że  wypłatę  dostanie  dopiero 

pierwszego lipca i wtedy da Sławkowi parę złotych. „Cóż 
z  tego"  —  myślał  Sławek  —  „skoro  wtedy  karuzela 

dawno już odjedzie z naszego miasteczka". Chłopiec stał 

więc przy furtce, gdzie pan sprawdzał bilety i patrzył, jak 

inni chłopcy siadają do samolotów. W pewnej chwili panu 
bileterowi  wypadł  z  ręki  bilet.  Mężczyzna  schylił  się  po 

niego, a Sławek natychmiast, bez namysłu wślizgnął się za 

furtkę.  Zanim  się  ktoś  zorientował,  on  już  siedział 

skulony w samolocie. Za chwilę karuzela ruszyła i Sławek 
uniósł się w górę, skąd widział nawet dach swojego domu. 

Po skończonej przejażdżce chłopiec, odwracając głowę w 

drugą stronę, przeszedł obok pana biletera i zadowolony 

wrócił do domu. 

Pr^  najbliższej  spowiedzi  wyznał  księdzu,  że 

nieuczciwie  dostał  się  na  karuzelę.  Wtedy  spowiednik 

zadał pytanie, które bardzo Sławka zaskoczyło: 

— No, i jak ty to teraz naprawisz? 

Najlepiej byłoby iść i zapłacić za bilet, ale karuzeli 

nie  było  już  w  mieście.  Chłopiec  zupełnie  nie  potrafił 

odpowiedzieć  na  to  pytanie.  Kapłan  przyszedł  mu  z 

pomocą: 

— Wiesz  —  powiedział  —  jest  tu  u  nas  w  mias-

teczku taka starsza pani, której trzeba zgrabić ogródek 
przy  domu.  Może  zrobiłbyś  to  jako  symboliczne 

zadośćuczynienie za tamtą nieuczciwość? 

background image

 

Sławek  godził  się  chętnie  i  już  następnego  dnia 

poszedł pod wskazany przez księdza adres. Tak pięknie 

posprzątał  cały  ogródek,  że  starsza  pani  była 

zachwycona jego pracą. Na pożegnanie poczęstowała go 

ciastkiem i kompotem. Kiedy Sławek wracał do domu, to 

podskakiwał  tak  wysoko,  że  wydawało  mu  się,  iż  jest 

wyżej niż wtedy na karuzeli. 

 
 

Historia  Sławka  pokazuje,  że  za  zło,  które  po-

pełniliśmy,  a  którego  nie  da  się  już  naprawić,  możemy 

spełnić jakiś dobry uczynek. 

background image

55 

Czy odpusty są jeszcze potrzebne? 

 

Ciekawe, czy wiele z was widziało tradycyjny, wiejski 

odpust? Taki, na którym można kupić na straganach piłki na 

gumce, drewniane ptaki, które same machają skrzydełkami 

czy  wreszcie  watę  cukrową.  Na  odpustach  dziewczynki 

kupowały sobie kolorowe pierścionki, a chłopcy pistolety na 

korki  i  kapiszony.  Takie  odpusty  były  wielkimi 

wydarzeniami we wsiach i w małych miasteczkach. Dzisiaj 

nie wszędzie już tak jest. Odpusty wychodzą z mody. Dzieci 

bardziej  wolą  grać  na  automatach,  bawić  się  grami 

komputerowymi  niż  kupować  kolorowe  lizaki.  Czy  więc 

odpusty są już zupełnie niepotrzebne? 

Wszystkie  atrakcje,  o  których  tu  wspomnieliśmy,  to 

była tylko otoczka odpustu, a nie sam odpust. Czym więc on 
jest? 

Wcześniej  mówiliśmy  o  ważnej  sprawie,  jaką  jest 

zadośćuczynienie. Każdy, kto chce przeprosić Pana Boga za 

grzechy,  powinien  naprawić  skutki  złych  uczynków,  które 

popełnił. Jeśli jest to niemożliwe, powinien zadośćuczynić w 

inny  sposób  —  przez  spełnienie  dobrego  uczynku.  Ale  co 

zrobić,  kiedy  nie  można  naprawić  skutków  grzechu  ani 

zastąpić  tego  niczym  innym?  Pan  Bóg  jest  sędzią 
sprawiedliwym i nawet kiedy przebacza 

background image

56 

skruszonemu  człowiekowi  grzechy,  to  niejako  mówi: 

„Wybaczam  ci,  ale  musisz  ponieść  karę  za  złe  postę-
powanie". 

Kiedy  Włodek  przyznał  się  tatusiowi,  że  podkradał 

mu  z  portmonetki  drobne  pieniądze,  ojciec  wybaczył  mu. 

Powiedział  jednak  synowi:  „Nie  gniewam  się  na  ciebie  i 

cieszy mnie, że się sam przyznałeś, ale musisz być ukarany. 

Dlatego  przez  cały  tydzień  będziesz  zmywał  naczynia  po 
obiedzie". 

Powtórzmy  pytanie:  co  zrobić,  kiedy  człowiek  nie 

może naprawić swojego grzechu ani odbyć należytej kary za 

swoje złe postępowanie? 

 

W  rodzinie  zdarzyła  się  smutna  historia.  Tatuś 

wyprowadził  się  z  domu  i  Iza  została  z  mamą  sama. 
Mamusia bardzo płakała przez wiele dni, a gdy Iza pytała 

ją, kiedy tatuś wróci, to mówiła, że nie wie. Kiedyś nawet 

powiedziała  przez  łzy, że  może  nie  wróci  już  nigdy.  W 

jakiś  czas  potem  Iza  dowiedziała  się,  że  tatuś  wyjechał 
daleko, do Ameryki. I tak mijały lata. 

Kiedy  Iza  miała  już  12  lat,  to  zauważyła,  że  do 

mamy  przyszły  dwa  albo  trzy  listy  z  zagranicy.  Mama 

była  bardzo  przejęta,  kiedy  je  czytała,  ale  nie  chciała 

powiedzieć,  kto  je  przysłał.  Kilka  tygodni  potem  w 

niedzielę zadzwonił telefon i zaraz potem mama ładnie się 

ubrała i wyszła, mówiąc Izie tylko tyle, że wróci za dwie 
godziny. 

Kiedy  przyszła  wieczorem,  była  bardzo  uśmie-

chnięta, usiadła obok córki na tapczaniku, przytuliła ją 

do siebie i powiedziała: 

background image

57 

— Twój tatuś przyjechał do Polski i chce wrócić do 

nas. Chce razem z nami zamieszkać i być już na zawsze. 

Co ty o tym sądzisz? 

Iza zapytała mamę: 

— A ty, mamusiu, chcesz, żeby wrócił? 

—Tatuś bardzo prosił, żeby mu wybaczyć to, że nas 

tak  zostawił  na  tyle  lat.  Ja  mu  wybaczyłam  — 

powiedziała mama. 

— Ja też, mamusiu, bardzo chcę, żeby tatuś do nas 

wrócił. 

W niedzielę mama przygotowała wspaniały obiad i 

obie czekały na tatusia. Iza była ubrana w śliczną różową 

sukienkę i miała wielką kokardę we włosach. O godzinie 

drugiej ktoś zadzwonił do drzwi i do mieszkania wszedł 

wysoki, szczupły i lekko siwiejący pan. Pocałował mamę 

w rękę i oba policzki, dał jej wielki bukiet róż, a potem 

spojrzał  na  Izę  i  powiedział  tylko:  "Izuniu,  moja 

córeczko!".  Potem  przytulił  się  do  niej  i  zaczął  bardzo 

płakać. Iza widziała, że i mama płacze. Nawet na filmie 
nie  widziała,  żeby  dorośli  tak  płakali.  Ale  w  ramionach 

tatusia było jej bardzo dobrze. 

Mamusia  i  Iza  przebaczyły  tatusiowi,  że  kiedyś  je 

opuścił.  Z  pewnością,  kiedy  ojciec  Izy  wyspowiadał  się  z 

tego,  to  przebaczył  mu  także  Pan  Jezus.  Ale  jak  teraz 

zadośćuczynić za takie porzucenie rodziny? Za to, że ktoś na 

wiele lat zostawił bez opieki żonę i dziecko? Jak wielkiego 

zadośćuczynienia  potrzeba  za  takie  zło?  Nie  wystarczy 

odmówić  litanię  za  pokutę  lub  pozmywać  naczynia  po 

obiedzie. Nawet przez cały rok. Za tyle lat trwania grzechu, 

cierpienia najbliższych nie da się — 

background image

 

po ludzku biorąc — w żaden sposób zadośćuczynić. 

Aby  zrównoważyć  skutki  wszelkiego  zła  potrzebne 

będzie  jeszcze  oczyszczenie  po  śmierci,  w  czyśćcu.  To 

właśnie  czyśćcowe  cierpienia  będą  ostatecznym  za-

dośćuczynieniem za te winy, których skutków nie dało się 

naprawić  za  życia.  Chyba  że...  Właśnie,  chyba  że  ktoś 
uzyska odpust, czyli darowanie kary za grzechy. Odpust to 

wielki  dar,  który  otrzymać  może  każdy  człowiek  od  Pana 

Boga  za  pośrednictwem  Kościoła.  Jak  zatem  widzimy, 

odpusty są człowiekowi bardzo potrzebne. Kiedy się o nie 

zatroszczy,  nie  będzie  już  musiał  cierpieć  po  śmierci  za 

popełnione grzechy. 

Jak można uzyskać taki odpust? Najczęściej polega to 

na  nawiedzeniu  jakiegoś  kościoła  i  odmówieniu  tam 

określonej modlitwy. Odpusty uzyskuje się także w niektóre 

dni  /na  przykład  w  święto  patrona  parafii/.  I  co  jeszcze 

ważne,  odpust  można  otrzymać  dla  siebie  albo  dla  kogoś 

zmarłego.  Uproszenie  takiego  darowania  win  zmarłym 

możliwe  jest  zwłaszcza  w  Dzień  Zaduszny.  Wtedy 

zmarłemu człowiekowi zostaje darowane odbywanie kary za 

złe uczynki, które popełnił na ziemi. 

background image

59 

Kilka rad dla tych, którzy boją się spowiedzi 

 

Są ludzie, którzy zapewne rozumieją wszystko, co do 

tej  pory  zostało  tu  powiedziane,  a  mimo  to  na  sam  widok 

konfesjonału  oblewa  ich  zimny  pot.  A  może  i  tobie  się  to 
zdarza? Co wtedy robić? 

Przypomnij  sobie,  jak  ostatni  raz  chorowałeś.  Pa-

miętasz, jak mama okrywała cię kołdrą, gdy leżałeś w łóżku? 

Jak przynosiła ci na tacy śniadanie, jak starała się, by zrobić 
na obiad to, co najbardziej lubisz? Pamiętasz, jak czytała ci 

książkę, a w nocy wstawała, gdy chciało ci się pić? Twoja 

mama robiła to wszystko z miłości do ciebie. Otóż trudno to 

sobie  nawet  wyobrazić,  ale  Pan  Jezus  kocha  cię  jeszcze 

bardziej niż ona! Może tego nie dostrzegasz i nie odczuwasz, 

ale On też nosi cię nieraz na rękach, czuwa przy tobie w nocy, 

chce cię rozweselić, kiedy jesteś smutny. I właśnie do takiego 
dobrego  Pana  Jezusa,  twojego  najlepszego  przyjaciela 

idziesz do spowiedzi. Naprawdę, nie masz się czego bać! Ale 

jeśli  ktoś  powie:  A

 

ja  mimo  to  się  boję,  więc  co  mam 

zrobić?". 

Może wtedy iść do spowiedzi i zacząć od tego: „Proszę 

księdza,  przyszedłem  tutaj,  ale  cały  się  trzęsę  ze  strachu. 

Niech  mi  ksiądz  pomoże".  Spowiednik  na  pewno  znajdzie 

wyjście z tej sytuacji. 

Warto pamiętać jeszcze i o tym, że najtrudniej jest 

background image

 

przystąpić  do  spowiedzi  wtedy,  kiedy  chodzi  się  do  niej 

rzadko.  Ktoś,  kto  spowiada  się  często,  może  odczuwać 

niekiedy pewną tremę, ale nie będzie miał z nią większych 

kłopotów.  Spowiedź  jest  dla  niego  jak  wizyta,  u  dobrego 
pana doktora, który tak leczy, że to nic a nic nie boli. 

Na  koniec  naszych  rozważań  trzeba  powiedzieć,  że 

najtrudniejsza  jest  ta  spowiedź,  do  której  przystępujemy 
nieprzygotowani.  To  znaczy  wtedy,  kiedy  z  naszej  winy 

czegoś  brakuje  w  tym  sakramencie  pojednania.  Albo  nie 

było  solidnego  rachunku  sumienia,  albo  nie  ma 
postanowienia poprawy, albo — co nie daj Boże! — chcemy 

na spowiedzi coś zataić. Natomiast kiedy wszystko staramy 

się  uczynić  poprawnie,  to  spowiedź  nie  jest  trudna.  Jest 

piękna, a po niej... 

 

background image

61 

Zakończenie 

 

Marcin  wyskoczył  z  kościoła  jak  z  procy.  Nawet 

dwie  panie,  które  rozmawiały  przy  furtce,  spojrzały 

gorszone, a jedna powiedziała: 

— 

Jak to teraz te dzieci nie potrafią się za-

chowywać przy kościele! 

Ale Marcin już tego nie słyszał, tylko rozłożył ręce 

jak skrzydła samolotu i biegł chodnikiem raz lewą a raz 

prawą  stroną.  Gdy  mijał  zdziwionych  ludzi,  słyszeli 
wyraźnie,  jak  śpiewał  na  „la  la  la"  bardzo  radosną 

melodię. Nikt jednak nie wiedział, że była to jego własna 

kompozycja, którą właśnie w tej chwili ułożył. Nikt też nie 

mógł  zrozumieć,  dlaczego  Marcin,  przechodząc  przez 

osiedlową uliczkę, skakał na lewej nodze, a drewnianemu 
koniowi,  który  stał  na  placu  zabaw,  ukłonił  się  i  po-

wiedział „dzień dobry". Kiedy wpadł do domu, to zaraz 

pobiegł  do  kuchni  i  uściskał  mamę  tak,  że  zdziwiona 

zapytała: 

— Czyś ty wygrał miliard w totolotka? 

— Więcej, mamusiu, sto razy więcej! — krzyknął 

już ze swojego pokoju. 

Mama  wiedziała,  że  Marcin  wybierał  się  do 

kościoła, bo był to pierwszy piątek miesiąca. Ale 

background image

 

było  dla  niej  zagadką,  co  się  z  tym  chłopcem  stało. 

Zdziwiła  się  jeszcze  bardziej,  kiedy  radosne  okrzyki 

Marcina  nagle  ucichły.  Mama,  lekko  zaniepokojona, 

podeszła do drzwi i zajrzała do małego pokoju. Marcin 

stał przy  oknie, patrzył gdzieś w górę i jakby się lekko 

uśmiechał.  Nie  była  pewna,  ale  zdawało  się  jej,  że 

chłopiec  powiedział  sam  do  siebie:  „Więcej,  sto  razy 

więcej...". 

Mamusia cicho przymknęła drzwi... 

 
 

Spis treści 

Wstęp .................................................................................................................... 2 

Na początek o grzechu słów kilka ......................................................................... 4 

Jezus Chrystus wyzwala człowieka z grzechu. .................................................... 10 

Czy trzeba stać w kolejce do Pana Jezusa? ........................................................... 13 

Dlaczego niektóry ludzie nie chcą się spowiadać?............................................... 16 

Kiedy należy przystępować do sakramentu pojednania? ..................................... 32 

Czy spowiedź może być nieważna, czyli o warunkach sakramentu pojednania .. 35 

Warunek pierwszy 

— rachunek sumienia. ........................................................... 37 

Warunek drugi 

— żal za grzechy......................................................................... 43 

Warunek trzeci — postanowienie poprawy. .......................................................... 47 

Warunek czwarty 

— wyznanie grzechów, czyli spowiedź .................................. 50 

Warunek piąty - zadośćuczynienie ...................................................................... 52 

Czy odpusty są jeszcze potrzebne? ...................................................................... 55 

Kilka rad dla tych, którzy boją się spowiedzi ...................................................... 59 

Zakończenie ........................................................................................................ 61