background image

 

 

14 Akcja ratunkowa 
 

 

Lizzy biegła przodem. Starałam się za nią nadążyć chodź 

było to trudne. Miałam tylko nadzieje, że mała wie gdzie 
biegnie i gdzie ma dobiec, bo jeżeli nie to już nigdy nie 
zobaczę Jaspera… A tego to już nie przeżyje… Dlatego 
starałam się o tym nie myśleć… 
 

Nie wiedziałam ile czasu minęło, bo starałam się go nie 

liczyć… Wiedziałam, że z każdą chwilą Jasper jest coraz 

background image

bliżej śmierci… Na szczęście w końcu moim oczom ukazała 
się jakaś rudera. Lizzy stanęła. 
- To tu. – oznajmiła. 
Mnie też się tak wydawało… Kiedyś Jasper opowiadał mi o 
siedzibie tej całej armii i byłam prawie pewna, że to jest tu. 
- Mam nadzieję, że masz racje. – złapałam małą za rękę. 
- Mam! – upierała się mała. 
- A więc wystarczy już tylko wejść do środka i go znaleźć. – 
myślałam na głos. 
- I to nam się uda. – pocieszała mnie Lizzy. 
 

Miała racje musiałam stawić czoła przeznaczeniu, ale nie 

chciałam żeby przez to jej się coś stało. Tego bym sobie nie 
wybaczyła. 
- Ale ty tu na mnie poczekasz… – nie dała mi dokończyć. 
- Nic z tego! Nie zostawię cię samej! – zdenerwowała się 
Lizzy. 
- Ale jeżeli coś ci się stanie to będzie moja wina. – 
powiedziałam jej czego się boję. 
- Biorę tą odpowiedzialność na siebie. – Lizzy nie dawała za 
wygraną. 
- No dobrze… – zgodziłam się w końcu. 
 

Ja szłam przodem a za mną Lizzy. Musiałam przyznać, 

że nie była to miła okolica… Pogoda była brzydka, a do tego 
przy ziemi unosiła się mgła. Mimo, że byłam wampirem 
prawie nic nie widziałam. Byłam coraz bliżej wejścia do tej 
siedziby, która przypominała nawiedzony dom i coraz bardziej 
się bałam…Co mnie miało tam spotkać? Co miało spotkać 
Lizzy? I czy Jasper jeszcze w ogóle żyje? 
 

Nagle to wszystko przestało być ważne… Poczułam 

zapach jakiś obcych wampirów… Za wszelką cenę chciałam 
ocalić Lizzy… 
- Trzymaj się blisko mnie. – kazałam jej. 
- Ale co się dzieje? – wystraszyła się. 

background image

- Ktoś tu jest oprócz nas. – nie miałam jej o tym mówić, ale 
nie miałam wyjścia. 
 

Napięłam wszystkie mięśnie i przygotowałam się do 

skoku… Nikt jednak nie nadchodził. Chwyciłam małą za rękę 
i chciałam wejść do środka… Niestety to właśnie tam na nas 
czekali… Poczułam czyjś silny uścisk na mojej ręce i 
usłyszałam krzyk Lizzy. Ktoś przyciągnął mnie do siebie… 
Ugryzłam go w rękę… Mój przeciwnik krzyknął, ale to go nie 
powstrzymało tylko jeszcze bardziej rozwścieczyło… Trzymał 
mnie tak mocno w talii, że gdybym była człowiekiem i 
musiała oddychać już bym nie żyła… 
- Kogo my tu mamy? – usłyszałam jakiś męski głos… 
- Puść mnie!!! – pisnęła Lizzy. 
- Co tu robiłyście? – spytał ten co mnie trzymał i zaciągnął do 
środka… 
- Nie twój interes!!! – krzyknęłam i wtedy rzucił mną na 
ziemie…  
- Nie bądź taka niemiła… – zaśmiał się.  
- A gdzie ten twój koleszka?! Gdzie Lizzy?! – miałam już tego 
wszystkiego dość. 
- On się nią zajął… Nie martw się… – chyba dobrze się bawił, 
ale ja nie. 
- Tylko proszę nie róbcie jej krzywdy!!! 
- Może się zlitujemy jak powiesz co tu robisz… A jak nie to 
ciebie też się z chęcią pozbędę. – podszedł do mnie i spojrzał 
mi w oczy… 
- Szukam Jaspera. – przyznałam… 
- Tego Jaspera?! 
- O co ci chodzi? – zdziwiła mnie jego reakcja. 
- O to, że to ty jesteś tą jego księżniczką, którą woli od Marii! 
– A biedaczek myślał, że nie żyjesz i może już zginął. – udał 
zmartwionego. 

background image

- Muszę go znaleźć!!! – zerwałam się na równe nogi i 
chciałam biec go szukać, ale on mnie złapał… 
- Jak już to pójdziemy razem. – uśmiechnął się i chwycił za 
ręce ciągnąć za sobą. 
- Ale co z Lizzy? – przypomniało mi się. 
- Zamknij się. 
 

Prowadził mnie po schodach na górę… 

 

 

Nic już z tego nie rozumiałem! Maria najpierw chciał 

mnie zabić, a teraz znów zaczęła mnie całować… 
- Przestań! – próbowałem ją odepchnąć, ale tym razem już tak 
łatwo się nie dała… 
- Wiem, że ty też tego chcesz. – szeptała i zaczęła rozpinać mi 
koszulę… Tego już było za wiele! 
- Zostaw mnie, nie kocham cię! – denerwowałem się, ale jej to 
nie przeszkadzało…  
 

Nagle usłyszałem jakieś kroki… Ktoś tu szedł. Może 

wreszcie ten ktoś mnie zabije, bo jak na razie nikt nawet nie 
próbował… Maria nadal nie dawała za wygraną…  
- No proszę tu jest twój kochaś! – zaśmiał się ktoś za moimi 
plecami…  
 

Chciałem się odwrócić, ale nie mogłem… Maria nadal 

mnie całowała…  
- Jasper?! Co ty robisz?! – od razu poznałem ten piękny, 
dźwięczny głos… To była moja ukochana!  
Z całej siły odepchnąłem od siebie Marię i odwróciłem się… 
Moim oczom ukazała się Alice, była cała i zdrowa… Nie 
mogłem w to uwierzyć, a może to był jakiś anioł? 
- Jasper… – znów jęknęła… 
Dopiero teraz zrozumiałem, że widziała jak Maria mnie całuje 
i próbuje ściągnąć koszulę… 
- Alice, ja tego nie chciałem… – nie wiedziałem co jej 
powiedzieć… 

background image

Nic mi nie odpowiedziała… Zapadła cisza… 
- Jazz!!! – dopiero po chwili przeciął ją piskliwy krzyk 
Alice… Nie zrozumiałem o co jej chodzi… Wampir, który ją 
trzymał zatkał jej usta…  
 

Poczułem okropny ból… To Maria chciała mnie zabić… 

Chciała mnie porozrywać na kawałki i spalić… O nie… 
Pomyślałem sobie. Drugi raz się nie dam tak załatwić… 
Odwróciłem się i w kilka sekund to ona znalazła się w moim 
uścisku, a nie ja w jej. Miałem szczęście, że ona nie szkoliła 
się w walce, bo mogłoby być gorzej… 
- Nie rób tego bo pożałujesz. – zagroziła mi Maria kiedy 
chciałem oderwać jej rękę… 
 

Rozejrzałem się dookoła i zorientowałem się o co jej 

chodzi… Tamten wampir, który mnie tu wpuścił trzymał w 
mocnym uścisku Alice… Wystarczyłby jego jedyny ruch i 
moja ukochana mogłaby zginąć… W jego szponach wydała 
mi się jeszcze bardziej krucha niż w rzeczywistości była… Co 
teraz miałem zrobić? Jeżeli zadałbym ostateczny cios Marii to 
tamten wampir skrzywdzi Alice… 
 

Trwałem w bezruchu niewiedzą co mam zrobić… 

 

 

Widziałam przerażenie w oczach Jaspera… Chyba jednak 

naprawdę dalej mnie kochał i to Maria rzuciła się na niego, a 
nie on na nią… Byłam szczęśliwa z tego powodu… 
 

Postanowiłam mu jakoś pomóc i spróbowałam się 

wyrwać… Zaczęłam tak jak na początku gryźć go po rękach… 
- Chcesz gryzaczek?! – zdenerwował się w końcu i jęknął 
cicho z bólu… 
Wiedziałam, że teraz mi się uda… Czułam na sobie wzrok 
wściekłej Marii… 
To jednak nie robiło na mnie wrażenia… Czułam, że mój 
przeciwnik powoli nie daje rady… Gryzłam go dalej i 
kopałam… 

background image

W końcu wreszcie się poddał… Krzyknął głośno i 
zdenerwowany rzucił mną o ścianę… Uderzyłam strasznie 
mocno, aż ściana popękała, ale mnie nic nie było… Powoli 
podniosłam się z ziemi… 
- Nie daj jej uciec!!! – zdenerwowała się Maria… 
- Jazz, teraz!!! – teraz mógł ją zabić… Już nikt nie mógł mi 
zrobić krzywdy… Przynajmniej tak myślałam… 
 

Jasper wgryzł się w szyję Marii i po chwili ona nie miała 

już głowy… Leżała bezwładnie na ziemi, a na mnie znów 
rzucił się tamten wampir… Chciał ze mną zrobić to co Jasper 
z Marią, ale mój ukochany na to nie pozwolił… Rzucił się na 
tamtego zanim zdążył mnie dotknąć i porozrywał na kawałki 
jak Marię… Przyglądałam się tylko tej scenie z przerażeniem 
w oczach… W uszach słyszałam tylko dźwięk rozrywanych 
na kawałki wampirów… Po chwili ich porcelanowe ciała 
leżały na środku korytarza… 
 

Jasper wszedł do jakiegoś pokoju i po niecałej sekundzie 

z niego wyszedł… Przyniósł ze sobą zapałki. Zapalił jedną i 
rzucił na kawałki Marii i tamtego wampira… Ich ciała płonęły 
i po kilku minutach został z nich już tylko ich popiół… Jasper 
był z siebie dumny i uśmiechnął się sam do siebie.  
 

Po tym podszedł do mnie i przytulił. 

- Przepraszam, że musiałaś przez to wszystko przejść… Nie 
chciałem żeby tak się stało… Obiecałem ci, że będę cię 
chronić, że nic ci się nie stanie i cię nie zostawię… Nie 
dotrzymałem sło… – przerwałam mu w połowie słowa.  
- Nic już nie mów… – szepnęłam mu do ucha i zaczęłam 
namiętnie całować… Tak mi tego brakowało… Brakowała mi 
Jazza… Brakowało mi jego głosu, jego czułych gestów… 
- Ale może najpierw opuścimy to straszne miejsce? – poprosił 
Jazz wyrywając się z moich uścisków i patrząc na dogasające 
ognisko… 

background image

- Jasne. – zrobiło mi się głupio, że nie wpadłam na to, że on 
chciałby stąd jak najszybciej zniknąć. 
 

Biegliśmy schodami w dół i wtedy sobie o niej 

przypomniałam…  
- Co się stało? – wystraszył się Jasper. Musiał poczuć jak 
nagle ogarnął mnie straszny lęk… 
- Razem ze mną była mała wampirzyca Lizzy, to dzięki niej 
tak szybko tu trafiłam, ale potem nas rozdzielili… Tamten 
wampir zabrał mnie tam na górę, a Lizzy gdzieś indziej. – 
przecież miałam na nią uważać! 
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. – Jasper próbował mnie 
uspokoić swoim darem manipulowania uczuciami. 
 

Może trochę mnie to uspokoiło, ale nie do 

końca…Wybiegłam szybko na zewnątrz i wpadłam na 
tamtego wampira, który zabrał gdzieś Lizzy… Krzyknęłam, a 
on chciał się mnie pozbyć… Oczywiście Jasper zaraz znalazł 
się przy mnie. 
- Puść ją. – powiedział spokojnie. Wampir tylko się zaśmiał i 
mocniej ścisnął moje ręce. 
- Albo zrobisz to o co cię proszę albo inaczej pogadamy. – 
dopiero teraz zrozumiałam o co mu chodzi… Znowu zabawia 
się uczuciami tylko tym razem nie moimi…Wampir jak 
zaczarowany od razu mnie puścił. 
- A teraz powiedz mi jeszcze co zrobiłeś tej małej 
wampirzycy? – spytał spokojnie łapiąc mnie za rękę i 
przyciągając powoli do siebie. W jego ramionach czułam się 
bezpieczna. Teraz już nikt nie mógł mi nic zrobić… 
- Tam jest. – wskazał palcem na łąkę znajdującą się kilka 
metrów od nas. 
- Dziękuje ci za pomoc. – powiedział Jasper podchodząc do 
niego, a następnie oderwał mu głowę… Chyba chciał mieć już 
pewność, że nic nam nie zrobi. 

background image

 

Stałam jak wryta patrząc na te sceny rodem z horroru… 

Jazz wyczuł mój strach i zaczął powoli do mnie podchodzić. 
- Nic ci nie zrobię, nie bój się… Przecież wiesz, że musiałem 
to wszystko zrobić dla nas. – było mi głupio, że tak 
zareagowałam. 
- Wiem, przepraszam, ale po prostu za dużo tego wszystkiego 
na mnie spadło. – przytulił mnie. 
- Spokojnie… Teraz chodź poszukać Lizzy. 
 

Jasper szedł przodem, a ja trzymałam się go za rękę. 

Nagle potknęłam się o coś i prawie upadłam, ale Jasper mnie 
złapał.  
- O, Boże!!! – gdybym była człowiekiem zemdlałabym. 
Przewróciłabym się o rękę Lizzy – Jazz! – krzyknęłam. 
- Nic jej nie będzie wystarczy tylko trochę wampirzego jadu i 
będzie jak nowonarodzona. Nie zdążył jej spalić. – 
wytłumaczył mi. 
- Ale ja tego nie zrobię. – szepnęłam. 
- Ja się tym zajmę.  
- Dziękuje ci. 
 

Sama w sumie nie wiem co Jasper robił, ale liczył się 

efekt.  
 

Nagle miałam wizję… Znów zobaczyłam tamtą 

wampirzą rodzinę… Zobaczyłam jakieś małe miasteczko w 
którym mieszkali… Zobaczyłam siebie i Jaspera mijających 
znak ,,Witamy w Forks’’… A więc tam zakończymy wreszcie 
te błąkanie po całym świecie… Tam spokojnie będziemy żyć 
przez całą wieczność. Zdziwiła mnie tylko jedna rzecz. Czemu 
nie było z nami Lizzy? 
- Alice!!! – właśnie jej krzyk wyrwał mnie z zamyślenia. 
Rzuciła mi się na szyję i gdyby to było możliwe udusiła. 
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest. – uśmiechnęłam się. 
- A ja się cieszę, że znalazłaś swojego Romea. – zaśmiała się. 

background image

- Ja też. – przytuliłam ją mocno – No i przedstawiam ci 
Jaspera. 
- Cześć. – powiedziała mała. 
- A tobie Jasper Lizzy. 
- Cześć. – powiedział skłaniając się szarmancko. 
Lizzy przytuliła się do niego tak jakby go znała już długie lata. 
- No to dokąd teraz zmierzamy? – spytał Jasper gdy Lizzy już 
go puściła. 
- Już wiem gdzie szukać tamtej rodziny! Miałam wizję! 
Kierunek Forks! – ucieszyłam się. 
- No to świetnie! – ucieszył się Jazz i mnie przytulił. 
 

Zaczęliśmy iść w tym kierunku z którego biegłyśmy tutaj 

razem z Lizzy. Przez drogę Jasper opowiadał mi jak próbował 
mnie zaleźć, jak się poddał i jak strasznie czuł się myśląc, że 
mnie stracił… Ja też mu opowiedziałam wszystko co się ze 
mną działo… Pominęłam tylko kilka pocałunków do których 
zmusił mnie tamten wampir. A wszystko od momentu 
przemiany Lizzy opowiedziała ona sama z najdrobniejszymi 
szczegółami. 

Teraz dopiero czułam, że wszystko jest na swoim miejscu 

i że wszystko dobrze się skończy… 
- Alice… – odezwała się nagle niepewnie Lizzy. 
- Tak? – czy to jednak nie był koniec? 
- Pamiętasz jak udało mi się znaleźć drogę do Jaspera? Po 
prostu wiedziałam gdzie biec i po co… 
- No jasne, że pamiętam i co? – co ona kombinowała? 
- Czuję, że teraz też muszę znaleźć się w zupełnie innym 
miejscu niż wy idziecie… 
- Czy to znaczy, że chcesz iść swoją drogą? – czemu… 
Jakbym mogła to bym się rozpłakała… Jasper to poczuł i mnie 
przytulił. 

background image

- Jesteś na mnie zła? To ty mnie uratowałaś, więc jak będziesz 
chciała to zostanę. – o nie! Nie będę stawać na drodze do jej 
szczęścia. 
- Nie… Może tam ktoś ważny czeka na ciebie… – spróbowała 
się uśmiechnąć. 
- Dziękuje ci… Za wszystko i tobie Jazz też. – patrzyła na nas 
tymi słodkimi dziecinnymi oczkami… 
- Proszę… 
- A mogę cię jeszcze o coś poprosić Alice? – spytała. 
- Jasne. – zgodziłam się szybko. 
- Możesz spojrzeć w moją przyszłość… Chcę wiedzieć kto 
tam na mnie czeka. – poprosiła. 
- Mogę spróbować, ale wiesz, że nie mam wizji na żądanie. – 
ostrzegłam ją. Jasper trzymał mnie cały czas w swoich 
ramionach, nic nie mówił, ale bardzo mi pomagał. 
 

Skupiłam się na osobie Lizzy. Myślałam tylko o niej. 

Chciałam zobaczyć cokolwiek co dotyczyłoby jej. Nie wiem 
jak, ale mi się udało. Zobaczyłam mojego małego aniołka 
całującego się z jakimś chłopakiem… Nie mogłam jej 
zabronić tam iść, nie mogłam zakazać jej miłości… 
- Spotkasz tam swoją miłość. – powiedziałam krótko wtulając 
się w Jaspera. 
- Mogę tam iść? – spytała jeszcze raz. 
- Oczywiście… Miłość to najpiękniejsza rzecz w życiu, a 
zwłaszcza jeżeli ma być wieczne. – uśmiechnęłam się. 
- Dziękuje jeszcze raz, dziękuje za wszystko! – ucieszyła się. 
- Ale proszę cię o jedno… Odwiedź nas kiedyś. – miałam 
nadzieję, że dotrzyma tego słowa i że jeszcze kiedyś ją 
zobaczę. 
- Jasne i może ten mój dar mi w tym pomoże. – znów się 
uśmiechnęła. 
- Żegnaj! – pomachałam jej kiedy powoli zaczęła odchodzić. 
Przez chwile szła powoli odwracając się i machając nam na 

background image

pożegnanie, a potem pobiegła szybko jak błyskawica i już jej 
nie było. 
- Będzie mi jej bardzo brakowało. – wyznałam Jasperowi. 
- Na pewno, ale pomyśl… Może to tak miało być. Ona 
znajdzie szczęście z tamtym wampirem, a my razem w tej 
rodzinie w Forks. – pocieszał mnie. 
- Pewnie masz rację… – nie zdążyłam nic więcej powiedzieć, 
bo zaczął mnie całować. 
 

Właśnie tego chciałam, już niczego więcej nie 

potrzebowałam… Miałam ze sobą osobę, którą kochałam i 
razem zmierzaliśmy w stronę naszego nowego domu w 
Forks… Miałam tylko nadzieję, że już nic nas nie rozdzieli i w 
drodze do Forks nie spotkają nas już żadne niespodzianki… 
 
 

No i wreszcie skończyłam ten rozdział! Miałam go dodać już wczoraj, ale jakoś 
tak się jeszcze rozpisałam i tak wyszło  Mam nadzieję, że wam się podoba i od 
razu zabieram się do pisania kolejnego rozdziału Drugiej szansy  Chciałabym 
teraz dodawać te rozdziały szybciej, ale nie wiem czy mi się to uda. Trzymajcie 
kciuki. 
Dedykuje go oczywiście wszystkim moim czytelnikom, a najbardziej dziękuje 
BelliCullen24, która miała świetny pomysł na ten rozdział, którym mnie 
zainspirowała ;* Proszę jeszcze o szczere komentarze i każdy kto taki doda 
będzie mieć dedykację w kolejnym  Pozdrawiam ;*** 

                                                 Ewu$