background image

CECILY VON ZIEGESAR

BO JESTEM

BO JESTEM

BO JESTEM

BO JESTEM

TEGO

TEGO

TEGO

TEGO

WARTA

WARTA

WARTA

WARTA

plotkara 4

plotkara 4

plotkara 4

plotkara 4

Przeklad Malgorzata Strzelec

Tytul oryginalu

BECAUSE I'M WORTH IT

- 1 -

background image

Kobieta od razu lepiej sie czuje,

gdy postanowi nie byc zdzira...

Ernest Hemingway Slonce tez wschodzi

*

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

Luty  jest  jak  dziewczyna  na  imprezie,  która  urzadzilam  w  zeszlym  tygodniu,  gdy  moi  rodzice

zafundowali  sobie  „drugi  miesiac  miodowy” w Cabo  (wiem,  to  smutne).  Pamietacie  te  dziewczyne,

która  zarzygala  cala  podloge  wylozona  hiszpanskim  marmurem  w  lazience  dla  gosci  i  nie  chciala

wyjsc? Musielismy wyrzucic do windy jej sakwe od Diora i haftowany plaszcz  z owczej  skóry  od Osca

ra de la Renta, nim  w koncu  dotarla  do niej  aluzja.  Jednakze  w przeciwienstwie  do wiekszosci  miast

na swiecie  Nowy Jork nie  popada  w lutowa  depresje  i  nie  staje  sie  zimny,  szary,  przygnebiajacy.  A

przynajmniej nie mój Nowy Jork.  My na  Upper  East  Side  znamy  doskonale  lekarstwo  na  ponuractwo:

jedna z szalonych, seksownych, imprezowych sukienek od Jedediaha  Angela,  czarne  satynowe  szpilki

Manola,  ta  nowa  czerwona  szminka  Ready  or  Not,  która  mozna  dostac  tylko  u  Bendela,  dobry

brazylijski  wosk  do okolic  bikini  i  gruba  warstwa  samooplacza  Estee  Lauder,  jezeli  opalenizna  z  St.

Barts, która  zdobylas  w ferie  bozonarodzeniowe,  w koncu  przyblakla.  Wiekszosc  z nas  zaczyna  drugi

- 2 -

background image

semestr  w ostatniej  klasie  -  wreszcie!  Nasze  podania  do college'ów  juz  zostaly  wyslane,  plan  zajec

zrobil  sie  luzniejszy  i  mamy podwójna  dluga  przerwe  w ciagu  dnia.  Mozna  wtedy  zerknac  na  pokazy

Tygodnia  Mody  albo  skoczyc  do  apartamentu  przyjaciólki,  zeby  wypic  cieniutkie  latte,  zapalic

papierosa  i  wybrac  ciuchy  na  wieczorna  impreze  pod  haslem  „olac  prace  domowe”.  Kolejna  rzecz

ratujaca  luty  to  mój  ulubiony  dzien,  który  powinien  byc  swietem  panstwowym  wolnym  od  pracy  -

walentynki.  Jesli  juz  masz  sympatie,  to  jestes  szczesciara.  Jesli  nie,  to  teraz  masz  szanse  wykonac

jakis  ruch  w strone  przystojniaka,  do którego  slinisz  sie  przez  cala  zime.  Kto  wie,  moze  odnajdziesz

prawdziwa milosc albo przynajmniej prawdziwe pozadanie i wkrótce kazdy dzien bedzie dla ciebie  jak

walentynki.  Albo  mozesz  siedziec  przed  komputerem,  wysylac  smutne  anonimowe  kartki  do  ludzi  i

jesc czekoladki w ksztalcie serduszek, az w koncu przestaniesz  sie  miescic  w ulubione  dzinsy.  Wybór

nalezy do ciebie...

Na celowniku

S i A trzymaja sie za rece, idac powoli Piata Aleja do baru w Compton Hotel, gdzie mozna  ich  spotkac

niemal  w  kazdy  piatek.  Pija  tam  litrami  drinki  z  red  bullem  oraz  szampanem  veuve  clicquot  i

chichocza do siebie, bo maja te upajajaca  swiadomosc,  ze  niewatpliwie  sa  najseksowniejsza  para  w

calym  barze.  B odmawia  wejscia  do  Veronique  -  sklepu  dla  matek  przy  Madison  -  ze  swoja  matka

obnoszaca  sie  z ciaza.  D i  V nosza  takie  same  czarne  golfy,  siedzac  ze  splecionymi  razem  nogami,

ogladajac  pokrecony,  przygnebiajacy  film  Kena  Mogula  w  centrum  filmowym  Angelika.  Sa  jak  dwie

polówki  jablka  -  oboje  dziwaczni  z  chorobliwymi  artystycznymi  ciagotami,  tak  do  siebie  pasuja,  ze

czlowiek  ma  ochote  krzyczec:  „Ej,  co  was  tak  dlugo  powstrzymywalo?!”   przy  Dziewiecdziesiatej

Szóstej  w autobusie  miejskim  uwaznie  studiuje  plakat  reklamujacy  operacje  zmniejszenia  piersi.  Ja

bez dwóch  zdan  zdecydowalabym  sie  na  operacje,  gdybym  nosila  tak  jak  ona  podwójne miseczki  D,

Jak zawsze sliczny N ujarany gra w golfa na lodzie  z chlopakami  na  lodowisku  Sky  Rink.  Najwyrazniej

nie przeszkadza mu brak dziewczyny. Nie zeby mial klopot w znalezieniu sobie nastepnej...

NO I WRESZCIE: KTO SIE DOSTANIE WCZESNIEJ?

W  tym  tygodniu  nieznosnie  mala  grupka  sposród  nas  sie  dowie,  czy  dostanie  sie  w  pierwszej

kolejnosci  do  najlepszych  college'ów  w  tym  kraju.  Nadchodzi  ten  moment.  Za  pózno,  zeby  twoi

rodzice  wybudowali  jeszcze  jedno  skrzydlo  biblioteki.  Za  pózno,  zeby  przekupic  jeszcze  jednego

szanowanego  absolwenta,  zeby  wyslal  dziekanowi  do  spraw  studenckich  list  z  rekomendacja.  Za

- 3 -

background image

pózno, zeby zostac gwiazda w kolejnym szkolnym przedstawieniu. Koperty juz wyslano.

Chcialabym  w  tym  momencie  zauwazyc,  ze  decyzje  zostana  podjete  calkowicie  losowo,  poniewaz

zasadniczo  wszyscy  jestesmy  idealnymi  okazami  -  sliczni,  inteligentni,  dobrze  wychowani,

elokwentni,  mamy  wplywowych  rodziców  i  doskonale  papiery  ze  szkól  (z  wyjatkiem  kilku  drobnych

wpadek, typu wyrzucenie ze szkoly z internatem lub podchodzenie do testów koncowych osiem razy).

Chce  takze  dac  rade  tym,  którzy  zostana  przyjeci  wczesniej:  postarajcie  sie  nie  mówic  o  tym  zbyt

duzo,  dobra?  Reszta,  czyli  my.  bedziemy  musieli  czekac  jeszcze  kilka  miesiecy  i  jesli  chcecie  byc

przez nas  zapraszani  na  imprezy,  to nawet  nie  wypowiadajcie  przy nas  slów  „Ivy  League”

*

.  Rodzice

juz dosc nam truli, pieknie dziekujemy. Nie zeby to byl jakis bolesny temat, nic w tym stylu.

Wszyscy  cierpimy  na  smiertelna  póznozimowa  nude  wyczekiwania  na  wiesci  z  college'ów.  Czas

troche  zaszalec!  Pomyslcie  tylko:  im  pózniej  sie  kladziemy,  tym  szybciej  plyna  dni.  Uwierzcie,

wszystko,  co  wyczyniamy,  zostanie  na  tej  stronie  przestawione  w  korzystnym  swietle,

przeanalizowane i rozdmuchane do absolutnej przesady  przez  nizej  podpisana.  Czy  kiedykolwiek  was

zawiodlam?

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

B oraz J dogaduja sie na temat rozmiaru biustu

- Poprosze  tylko  kilka  frytek  i  keczup  -  powiedziala  Jenny  Humphrey  do  Irene,  stuletniej,

brodatej kucharki, która stala za lada w stolówce w szkole dla  dziewczat  imienia  Constance  Billard.  -

Tylko  kilka  -  powtórzyla.  Dzis  byl  pierwszy  dzien  nowego programu  „Jak  równa  z równa” i  Jenny  nie

chciala, zeby dziewczyny z ostatniej klasy uznaly, ze obzera sie jak prosie.

„Jak  równa  z  równa”  to  program,  który  szkola  dopiero  wprowadzila  na  próbe.  W  kazdy

poniedzialek  w  porze  lunchu  dziewczyny  z  mlodszych  klas  mialy  sie  spotykac  w  piecioosobowych

grupach  z  dwiema  dziewczynami  z  najstarszych  klas  i  rozmawiac  o  presji  rówiesników,  odbiorze

wlasnego  ciala,  chlopcach,  seksie,  narkotykach,  alkoholu  i  w  ogóle  o  wszystkim,  co  moze  meczyc

mlodsze  dziewczyny  lub  co  starsze  uznaja  za  wazne.  Przyswiecala  temu  mysl,  ze  jesli  starsze

uczennice  podziela  sie  swoimi  doswiadczeniami  z mlodszymi  i  porozmawiaja,  okazujac  zrozumienie,

to  te  mlodsze  beda  podejmowac  madre  decyzje,  zamiast  popelniac  kretynskie,  rujnujace  szkolna

kariere bledy, których by sie wstydzili rodzice lub dyrekcja szkoly.

- 4 -

background image

Z  sufitem  z  belkami,  pokrytymi  lustrami  scianami  oraz  nowoczesnymi  siolami  i  krzeslami  z

brzozy  stolówka  przypominala  raczej  popularna  nowa  restauracje  niz  szkolna  jadalnie.  Zostala

wyremontowana  zeszlego  lata,  poniewaz  tyle  uczennic  jadalo  lunch  na  miescie  albo  przynosilo

wlasny,  ze  szkola  zaczela  tracic  pieniadze  na  marnujace  sie  jedzenie.  Nowa  stolówka  zdobyla

nagrode  za  rozwiazanie  architektoniczne  -  za  wspanialy  wystrój  i  nowoczesna  kuchnie.  Mimo  to

jedzenie  z  unowoczesnionego,  wyrafinowanego  amerykanskiego  menu  nadal  podawala  Irene  i  jej

zlosliwe, skape kolezanki o wiecznie brudnych paznokciach.

Jenny  lawirowala  miedzy  grupkami  dziewczyn  w  granatowych,  szarych  lub  bordowych,

welnianych, plisowanych spódniczkach, stanowiacych czesc uniformu  szkolnego.  Dziewczyny  skubaly

purgery z wedzonym tunczykiem  z zielonym  chrzanem  oraz  frytki  Red  Bliss  i  paplaly  o imprezach,  na

których  byly  w  miniony  weekend.  Jenny  postawila  tace  ze  stali  nierdzewnej  na  pustym  okraglym

stoliku,  który  zarezerwowano  dla  grupy  A,  i  usiadla  plecami  do  luster,  zeby  nic  musiec  patrzec  na

siebie, gdy je. Nie mogla sie  doczekac,  kiedy  zobaczy,  które  dziewczyny z ostatniej  klasy  zajmuja  sie

jej  grupa.  Prawdopodobnie  konkurencja  byla  ostra,  bo  zostanie  opiekunka  w  grupie  „Jak  równa  z

równa” to stosunkowo  bezbolesny  sposób  pokazania  college'om,  ze  czlowiek  nadal  angazuje  sie  w

sprawy szkolne, chociaz  podania  o przyjecie  juz  zostaly  wysiane.  Czlowiek  dostawal  dodatkowy  plus

za jedzenie frytek i gadanie o seksie przez piecdziesiat minut.

Kto by tak nie chcial?

- Czesc,  Ginny!  -  Blair  Waldorf,  najgorsza  wiedzma,  najbardziej  zarozumiala  dziewczyna  z

wszystkich uczennic najstarszej klasy (a  moze nawet  na  calym  swiecie),  postawila  tace  naprzeciwko

tacy Jenny i usiadla. Zalozyla za ucho falujace pasmo ciemnych wlosów, dlugich do ramion i. zerkajac

na swoje odbicie w lustrzanej scianie, mruknela: - Nie moge sie doczekac wizyty u fryzjera.

Spojrzala  na  Jenny,  wziela  widelec  i  zaczela  grzebac  w  bitej  smietanie  na  wierzchu

czekoladowej bezy.

- Jestem jedna z opiekunek grupy A. Jestes w grupie A?

Jenny  kiwnela  glowa,  sciskajac  kurczowo  siedzenie  krzesla  i  gapiac  sie  ponuro  w  talerz  z

zimnymi,  tlustymi  frytkami.  Nie  mogla  uwierzyc  w  swój  pech.  Blair  Waldorf  nie  tylko  nalezala  do

najbardziej  przerazajacych  dziewczyn  z  ostatniej  klasy,  ale  jeszcze  byla  eksdziewczyna  Nate'a

Archibalda. Blair i Nate  zawsze  tworzyli  idealna  pare.  Taka,  której  pisane  bylo  trwac  razem na  wieki

wieków.  A potem,  chociaz  to wydaje  sie  nieprawdopodobne, Nate  rzucil  Blair  dla  Jenny,  po tym, jak

poznali sie w parku i razem wypalili skreta.

To byl  pierwszy  skret  Jenny,  a  Nate  okazal  sie  jej  pierwsza  miloscia.  Nigdy  nie  marzyla,  ze

bedzie  miala  chlopaka  starszego od siebie,  nie  mówiac  o  kims  tak  przystojnym  i  wyluzowanym  jak

- 5 -

background image

Nate. Ale po dwóch miesiacach, które byly zbyt  piekne, zeby  okazaly  sie  prawdziwe,  Nate  znudzil  sie

Jenny i zlamal jej serce w najbardziej okrutny sposób  -  rzucil  ja  w sylwestra.  Wlasciwie  teraz  mialy  z

Blair  cos  wspólnego  -  obie  rzucil  ten  sam  chlopak.  Nie  zeby  to  cos  zmienialo.  Jenny  byl  pewna,  ze

Blair nadal nienawidzi jej z calego serca.

Blair  doskonale  wiedziala,  ze  Jenny  jest  cycata  nowicjuszka,  która  ukradla  jej  Nate'a,  ale

wiedziala  tez,  ze  Nate  darowal  sobie  Jenny  po tym, jak  w  Internecie  tuz  przed  sylwestrem  pojawily

sie wyjatkowo zenujace zdjecia z odslonieta pupa Jenny w stringach. Blair uznala,  ze  ta  mala  dostala

juz nauczke, i naprawde nie miala zamiaru zawracac sobie glowy niechecia do niej.

Jenny podniosla wzrok.

- A  kto  oprócz  ciebie  opiekuje  sie  grupa?  -  zapytala  niesmialo.  Chciala,  zeby  ta  druga

dziewczyna  juz  sie  pospieszyla,  nim  Blair  urwie  jej  glowe  swoimi  idealnie  opilowanymi  paznokciami

w kolorze opalizujacego rózu.

- Serena.  Juz  idzie.  -  Blair  przewrócila  oczami.  -  Znasz  ja.  Zawsze  sie  spóznia.  -  Przeczesala

palcami  wlosy,  wyobrazajac  sobie  strzyzenie,  które  sobie  zafunduje  w  czasie  drugiej  przerwy.  Kaze

sobie  zrobic  mahoniowa  plukanke,  zeby  pozbyc  sie  tych  miedzianych  pasemek,  a  potem obetnie  sie

krótko, w bardzo nowoczesny, stylowy sposób, jak Audrey Hepburn w Jak ukrasc milion dolarów.

Jenny  odetchnela  z  ulga.  Serena  van  der  Woodsen,  najlepsza  przyjaciólka  Blair,  byla

zdecydowanie mniej przerazajaca. Wlasciwie to wydawala sie calkiem mila.

- Czesc,  dziewczyny!  To  jest  grupa  A?  -  Tyczkowata,  piegowata  dziewczyna,  która  nazywala

sie Elise Wells, usiadla obok Jenny. Pachniala zasypka  dla  dzieci.  Wlosy  przypominajace  siano miala

obciete na pazia - dokladnie tak, jak obcielaby cie niania,  gdy  mialas  dwa  lata.  -  Powiem  wam  tylko,

ze mam problem z jedzeniem - oznajmila Elise. - Nie moge jesc w miejscach publicznych.

Blair  kiwnela  glowa  i  odsunela  swój  kawalek  czekoladowego  ciastka.  Na  treningu  dla

opiekunek  grup  ich  nauczycielka  od  higieny,  pani  Doherty,  powiedziala  im,  ze  maja  sluchac  i

próbowac  reagowac  z  wrazliwoscia,  stawiajac  sie  na  miejscu  mlodszej  kolezanki.  Co  ona  wie!  Na

zajeciach  z  dziewiecioklasistkami  mówila  tylko  o  facetach,  których  miala,  i  wszystkich  pozycjach

seksualnych,  które  wypróbowala.  Ale  tez  byla  jedna  z  nauczycielek.  która  dala  sie  namówic  na

wyslanie dodatkowej rekomendacji do komisji rekrutacyjnej w Yale i Blair naprawde  chciala  wyróznic

sie  jako  najlepsza  opiekunka  w  najstarszej  klasie.  Chciala,  zeby  jej  podopieczne  w  grupie

rzeczywiscie  ja  polubily  -  nie,  zeby  ja  uwielbialy  -  i  jesli  jedna  z  nich  ma  klopoty  z  jedzeniem  w

miejscach  publicznych,  to  Blair  nie  bedzie  siedziala  i  opychala  sie  czekoladowym  ciastkiem,

zwlaszcza ze i tak zamierzala je zwrócic zaraz po dzwonku.

Wyjela stos ulotek z czerwonej torby na kregle Louisa Vuittona.

- 6 -

background image

- Obraz  wlasnego  ciala  i  samoocena  to  dwie  kwestie,  o  których  dzis  porozmawiamy  -

poinformowala  Elise  i  Jenny  tonem  zawodowego  terapeuty.  -  O  ile  druga  opiekunka  i  reszta  grupy

zdecyduje  sie  tu  w  koncu  dotrzec  -  dodala  niecierpliwie.  Czy  to  bylo  fizycznie  mozliwe  dla  Sereny,

zeby kiedykolwiek zjawic sie na czas?

Najwyrazniej nie.

I  wtedy  wlasnie  nawalnica  golebioszarego  kaszmiru  i  lsniacych  jasnoblond  wlosów  -  czyli

Serena  van  der  Woodsen  -  posadzila  swoja  zgrabna,  opalona  pupe  na  krzesle  obok  Blair.  Pozostale

trzy mlodsze uczennice z grupy A ciagnely sie za nia jak kaczuszki za kaczka.

- Patrzcie,  co  nam  sie  udalo  wyciagnac  od  Irene!  -  pisnela  z  zachwytu  Serena,  stawiajac  na

srodku  stolu  stos  tlustych  krazków cebulowych.  -  Powiedzialam  jej,  ze  mamy  specjalne  spotkanie  i

umieramy z glodu.

Elise  patrzyla  krzywo  na  talerz.  Miala  niebieskie  oczy  ocienione  blond  rzesami,  który

wygladalyby calkiem ladnie, gdyby uzyla troche ciemnobrazowego wydluzajacego tuszu do rzes Stila.

- Spóznilas  sie  -  wytknela  Serenie  Blair,  podajac  jej  i  trójce  zóltodziobów  materialy.  -

Nazywam sie Blair - przedstawila sie. - A wy...?

- Mary Goldberg, Vicky Reinerson i Cassie Inwirth - odpowiedzialy chórem dziewczyny.

Elise dzgnela  Jenny  lokciem.  Mary,  Vicky  i  Cassie  byly  najbardziej  denerwujaca,  nierozlaczna

trójka w dziewiatej klasie. Zawsze czesaly sobie wlosy na korytarzach i  wszystko  robily  razem,  nawet

szly siusiu.

Blair zerknela na ulotke i przeczytala glosno:

- „Obraz ciala: akceptacja i ogarniecie tego. kim sie jest”. - Podniosla wzrok i usmiechnela sie

wyczekujaco do dziewiecioklasistek. - Czy któras z was ma jakis problem z obrazem wlasnego ciala, o

którym chcialaby porozmawiac?

Jenny poczula,  jak  krew  naplywa  jej  do szyi  i  twarzy,  gdy  odwaznie  zastanawiala  sie,  czy  nie

powiedziec im o tym, ze rozmawiala z lekarzem  na  temat  zmniejszenia  biustu.  Ale  zanim  zdazyla  cos

z siebie wydusic. Serena wpakowala sobie do slicznych ust ogromny krazek cebulowy i sie wtracila:

- Moge powiedziec cos pierwsza?

Blair  zmarszczyla  brwi,  ale  Mary,  Vicky  i  Cassie  pokiwaly  glowami  z  zapalem.  Sluchanie

czegokolwiek  z  ust  Sereny  van  der  Woodsen  bylo  ciekawsze  niz  dyskusja  o  jakims  glupim  obrazie

wlasnego ciala.

Serena  polozyla  lokcie  na  stosie  materialów  pomocniczych  i  oparla  idealnie  wyrzezbiona

brode  na  zadbanych  dloniach,  a  jej  wielkie  granatowe  oczy  zapatrzyly  sie  we  wlasne  rozmarzone

odbicie w lustrze.

- 7 -

background image

- Jestem zakochana - westchnela.

Blair  zlapala  widelec  i  znowu zaczela  grzebac  w swoim  czekoladowym  ciastku,  zapominajac,

ze miala nie jesc z empatii wobec Elise. Serena byla tak  cholernie  niewrazliwa.  Przede  wszystkim  tak

sie  skladalo,  ze  facet,  w  którym  najwyrazniej  byla  zakochana,  to  nowy  przyrodni  brat  Blair,  Aaron

Rose - pseudohippis  i  gitarzysta  z dredami.  Czysty  absurd.  Po drugie,  chociaz  Nate  rzuci!  Blair  wieki

temu - w listopadzie - to ciagle jeszcze z nim nie  skonczyla  i  wystarczylo  wspomniec  slowo  „milosc”,

zeby miala ochote eksplodowac.

- Chyba  powinnysmy  pomóc im  mówic  o ich  problemach,  a  nie  opowiadac  o  sobie  -  syknela

do  Sereny.  Oczywiscie,  gdyby  jej  przyjaciólka  raczyla  sie  pojawic  na  treningu  dla  opiekunek,

wiedzialaby o tym sama.

Serena  zerwala  sie  z treningu,  zeby  pójsc  do  kina  z  Aaronem,  a  Blair  jak  ostatnia  idiotka  ja

kryla.  Powiedziala  pani  Doherty,  ze  Serena  ma  migrene,  ale  omówia  wszystkie  wazniejsze  punkty

treningu. To typowe. Za kazdym razem, gdy Blair szla komus na reke, potem tego zalowala.

Co troche tlumaczylo, dlaczego zwykle zachowywala sie jak ostatnia jedza.

Serena wzruszyla idealnymi ramionami w bluzce bez pleców.

- I  tak  uwazam,  ze  milosc  to  lepszy  temat  niz  obraz  ciala.  W  koncu  omawialysmy  to  do

znudzenia  w  dziewiatej  klasie  na  higienie.  -  Rozejrzala  sie  po  twarzach  mlodszych  uczennic  przy

stole. - Nie?

- Uwazam, ze powinnysmy sie trzymac materialów - upierala sie Blair.

- To zalezy od was - powiedziala do dziewiecioklasistek Serena.

Mary,  Vicky  i  Cassie  czekaly  z  nastawionym  uszami  na  opowiesci  o  milosnych  przygodach

Sereny.  Elise  wyciagnela  reke  i  dzgnela  tlusty  krazek  cebulowy  obgryzionym  paznokciem,  a  potem

zabrala dlon, jakby sie sparzyla. Jenny oblizala usta posmarowane ochronna pomadka.

- Jesli powinnysmy rozmawiac o obrazie  ciala,  to chyba  mam cos  do powiedzenia  -  oznajmila

grupie drzacym glosem. Podniosla wzrok i zobaczyla, ze Blair kiwa glowa i usmiecha sie zachecajaco.

- Tak, Jenny?

Jenny  spuscila  wzrok  na  stól.  Dlaczego  im  o  tym  mówi?  Bo  musi  komus  o  tym  powiedziec.

Mówila dalej, mimo ze jej twarz plonela wscieklym rumiencem.

- W ten weekend prawie poszlam na rozmowe w sprawie zmniejszenia biustu.

Mary, Vicky i Cassie pochylily sie nad stolem, zeby lepiej slyszec. Grupa A to nie  tylko  szansa,

zeby  podlapac  najnowsze  trendy  w  modzie  od  najfajniejszych  dziewczyn  w  szkole,  ale  takze

wspaniale zródlo plotek!

- Umówilam  sie  -  ciagnela  Jenny  -  ale  nie  poszlam.  -  Odsunela  talerz  i  wypila  lyk  wody,

- 8 -

background image

próbujac  ignorowac  spojrzenia  pozostalych  dziewczyn.  Przyciagnela  uwage  grupy,  a  nielatwo  ja

oderwac od Blair i Sereny.

Elise podniosla krazek cebulowy i ugryzla odrobinke, a potem znowu upuscila go na talerz.

- Dlaczego zmienilas zdanie? - zapytala.

- Nie  musisz  odpowiadac  -  przerwala  im  Blair,  przypominajac  sobie,  co  pani  Doherty

powiedziala  w czasie  treningu:  nie  wolno  naciskac,  aby  czlonek  grupy  otwieral  sie.  gdy  jeszcze  nie

czuje sie gotów. Zerknela na Serene, ale ona byla zajeta ogladaniem rozdwojonych  konców  wlosów  z

rozmarzona mina.  jakby  nie  slyszala  ani  slowa  z rozmowy. Blair  odwrócila  sie  do  Jenny  i  próbowala

wymyslic  cos  pocieszajacego,  by Jenny  nie  czula,  ze  jest  jedyna  dziewczyna  w  tej  grupie,  która  ma

problem z piersiami.

- Zawsze  chcialam  miec  wieksze  piersi.  Nawet  calkiem  powaznie  zastanawialam  sie  nad

implantami. - To nie bylo stuprocentowe klamstwo. Blair nosila tylko B. a zawsze marzylo jej sie C.

A komu sie nie marzy?

- Serio? - zdziwila sie Serena, wracajac na ziemie. - Od kiedy to?

Blair  ze  zloscia  zjadla  kolejny  kawalek  ciastka.  Czy  Serena  celowo  próbuje  sabotowac  jej

wysilki?

- Nie wiesz o mnie wszystkiego - rzucila ze zloscia.

Cassie. Vicky  i  Mary  kopnely  sie  pod stolem.  Alez  to ekscytujace!  Serena  van  der  Woodsen  i

Blair klócily sie, a one slyszaly kazde slowo!

Elise przeczesala wlosy palcami z obgryzionymi paznokciami.

- Uwazam, ze... to naprawde  niesamowite,  ze  powiedzialas  nam  o tym, Jenny.  -  Usmiechnela

sie niesmialo. - I mysle, ze to odwazne, ze sie nie zdecydowalas.

Blair sie skrzywila.  Dlaczego  ona  nie  powiedziala  czegos  o odwadze  Jenny  zamiast  szokowac

zwierzeniami,  ze  myslala  o  implantach?  Co  te  glupie  zóltodzioby  powiedza  o  niej,  gdy  grupa  sie

rozejdzie? I wtedy przypomniala sobie cos jeszcze, o czym mówila pani Doherty na treningu.

- Chyba  powinnysmy  powiedziec  sobie  cos  o  poufnosci,  nim  zaczelysmy  rozmawiac.  No

wiecie, ze nic, co tu powiemy, nie moze wyjsc poza grupe.

Za pózno. W ciagu kilku minut w calej szkole dziewczyny beda gadac o zblizajacej  sie  operacji

piersi Blair Waldorf. „Slyszalam, ze czeka, az skonczy sie szkola...” i tak dalej.

Jenny wzruszyla ramionami.

- Nie  szkodzi.  Nie  obchodzi  mnie,  co  powiecie.  -  I  tak  nie  mogla  schowac  swoich  ogromnych

cycków. Po prostu tam byly.

Elise schylila sie i podniosla bezowy plecak Kenneth Cole.

- 9 -

background image

- Zostalo tylko osiem minut do dzwonka. Nie obrazicie sie, jesli juz wyjde i kupie  sobie  jogurt?

- zapytala.

Serena podsunela jej talerz z krazkami.

- Poczestuj sie - zaproponowala hojnie.

Elise pokrecila glowa, a jej piegowata twarz zalala sie rumiencem.

- Nie, dziekuje. Nie jem publicznie. 

Serena zmarszczyla brwi.

- Serio?  To  dziwne.  -  Skrzywila  sie,  gdy  Blair  szturchnela  ja  lokciem,  i  to  naprawde  mocno.  -

Auc! Boze, a to za co?

- Gdybys byla na treningu dla opiekunek, tobys wiedziala - warknela Blair.

- Moge juz isc? - zapytala znowu Elise.

Do Blair  dotarlo,  ze  dziewczyny  naprawde  by ja  pokochaly,  gdyby  puscila  je  wczesniej.  Poza

tym mogla wykorzystac dodatkowe osiem minut, zeby zdazyc do fryzjera.

- Wszystkie  mozecie  isc  -  powiedziala  ze  slodkim  usmiechem.  -  Chyba  ze  wolicie  zostac  i

posluchac, jak Serena opowiada o milosci do konca przerwy.

Serena przeciagnela sie, podnoszac rece nad glowe i szczerzac zeby do sufitu.

- Moglabym mówic o milosci caly dzien.

Jenny  wstala.  Odkad  Nate  ja  rzucil,  milosc  stanowila  dla  niej  bolesny  temat.  Zabawne  -

myslala,  ze  nie  bedzie  mogla  zniesc  Blair  jako  opiekunki,  a  okazalo  sie,  ze  trudniej  wytrzymac  z  Se-

rena.

Elise tez wstala, obciagajac obszerny rózowy golf, jakby byl na nia za ciasny.

- Bez obrazy, ale jesli nie zjem jogurtu przed koncem przerwy, zemdleje na geometrii.

- Pójde z toba go kupic - zaoferowala sie Jenny, wykorzystujac pretekst, zeby odejsc od stolu.

- A ja pójde z wami - ziewnela Blair, tez wstajac.

- Gdzie idziesz? - zapytala niewinnie Serena.

Zwykle  w poniedzialki  po lunchu  obie  cieszyly  sie  luksusem  drugiej  przerwy  w  Jackson  Hole,

gdzie pily cappuccino i snuly szalone plany na lato po koncu szkoly.

- Nie twój interes - odgryzla sie Blair.

Miala zamiar zaprosic Serene, zeby poszla do salonu  razem nia,  ale  przyjaciólka  okazala  sie

taka zapatrzona w siebie, jedzowata ksiezniczka, ze absolutnie nie wchodzilo to w gre. Blair odsunela

wlosy  na  plecy  i  przerzucila  torbe  przez  ramie.  -  Do  zobaczenia,  dziewczyny,  w  przyszlym  tygodniu  -

pozegnala  Mary,  Vicky  i  Cassie,  a  potem  ruszyla  za  Jenny  i  Elise  do  wyjscia  i  w  góre  tylnymi

schodami na Dziewiecdziesiata Trzecia.

- 10 -

background image

W gwarnej stolówce Vicky pochylila sie nad stolikiem.

- No wiec opowiedz nam - ponaglila Serene.

Mary upila lyk chudego mleka i pokiwala glowa z zapalem.

- Tak, tak, mów.

Cassie poprawila jasnobrazowe wlosy zebrane w kucyk.

- Powiedz nam wszystko.

bardzo nietypowa praca domowa

- Co chcesz sfilmowac na poczatku? zapytal  Daniel  Humphrey swoja  najlepsza  przyjaciólke  i

dziewczyne  od  szesciu  tygodni,  Vanesse  Abrams.  Dan  chodzil  do  renomowanej  szkoly  sredniej  dla

chlopców  w  Upper  East  Side  -  Riverside,  a  Vanessa  uczeszczala  do  szkoly  Constance  Billard,  ale

dostali  pozwolenie  na  wspólprace  przy  specjalnym  projekcie  pod  haslem  „Tworzenie  poezji”.

Vanessa,  obiecujacy  rezyser  filmowy,  miala  zamiar  sfilmowac Dana,  obiecujacego  poete  i  od  czasu

do czasu gwiazdora w filmach Vanessy, jak pisze i poprawia swoje wiersze.

To  nie  do  konca  kasowy  temat,  ale  Dan  byl  tak  slodki  z  tym  swoim  niechlujnym,

wymietoszonym  wizerunkiem  zzeranego  niepokojem  artysty,  ze  ludzie  pewnie  i  tak  chcieliby  to

obejrzec.

- Po  prostu  usiadz  przy biurku  i  napisz  cos  w któryms  z tych  swoich  czarnych  notatników,  jak

to zawsze  robisz  -  pouczyla  go  Vanessa,  zerkajac  przez  obiektyw  kamery  cyfrowej,  zeby  sprawdzic,

czy swiatlo jest dobre. - Mozesz sprzatnac troche ten burdel na biurku?

Dan  przejechal  reka  po blacie  i  zwalil  na  brazowy  dywan  olówki,  spinacze,  kawalki  papieru,

gumki,  ksiazki,  puste  paczki  po camelach  bez  filtra,  zapalki  i  puste  puszki  po  coli.  Krecili  w  pokoju

Dana,  poniewaz  tam  zwykle  pracowal.  Poza  tym ze  szkoly  Constance  Billard  przy  Dziewiecdziesiatej

Trzeciej  miedzy Piata  Aleja  a  Madison  mieli  tylko  kawalek  przez  park  do  mieszkania  Dana  na  rogu

Dziewiecdziesiatej Dziewiatej i West End Avenue.

- I moze zdejmij koszule - zasugerowala Vanessa.

„Tworzenie  poezji”  mialo  byc  artystycznym  filmem,  ukazujacym,  ze  to.  co  nie  wchodzi  do

wiersza, jest równie wazne jak to, co w koncu  sie  w nim  znajdzie.  Planowala  mnóstwo  ujec  z Danem

gniotacym kartki papieru i rzucajacym nimi wsciekle przez pokój. Vanessa chciala pokazac, ze pisanie

- czy  tworzenie  czegokolwiek  -  to nie  tylko  proces  umyslowy;  to  tez  wysilek  fizyczny.  Poza  tym  Dan

- 11 -

background image

mial takie wspaniale, drobne miesnie na plecach i nie mogla sie doczekac, zeby je sfilmowac.

Dan  wstal  i  sciagnal  czarna  koszulke,  rzucil  ja  na  nieposcielone  lózko,  na  którym  spal  stary,

tlusty  kot  Humphreyów,  Marks,  który  lezal  na  grzbiecie  jak  wyrzucony  na  brzeg  kudlaty  wieloryb.

Wszystko  w  mieszkaniu,  które  Dan  dzielil  ze  swoim  ojcem,  Rufusem,  wydawca  mniej  znanych

bitników,  i  mlodsza  siostra,  Jenny,  bylo  niesprzatniete,  rozpadajace  sie  albo  przynajmniej  pokryte

kocia  sierscia  i  klebami  kurzu.  W  tym  ogromnym,  wysokim  mieszkaniu  nie  sprzatano  porzadnie  od

dwudziestu  lat,  a  rozpadajace  sie  sciany  wprost  blagaly  o  nowa  farbe.  Dan,  jego  ojciec  i  siostra

rzadko kiedy cos  wyrzucali,  wiec  rozpadajace  sie  meble  i  porysowana  drewniana  podloge  pokrywaly

sterty starych gazet i czasopism,  stare  ksiazki,  niepelne  talie  kart,  zuzyte  baterie  i  polamane  olówki.

Kocia  siersc  ladowala  nawet  w  dopiero  co  zaparzonej  kawie  i  prawdopodobnie  Dan  musial  nie-

ustannie radzic sobie z tym problemem, poniewaz calkowicie uzaleznil sie od kofeiny.

- Mam  sie  odwrócic  w  strone  kamery?  -  zapytal,  siadajac  na  zniszczonym  krzesle.  -  Móglby

trzymac notatnik na kolanach i pisac w ten sposób. - Pokazal jej.

Vanessa  przyklekla  i  zerknela  przez  obiektyw.  Miala  na  sobie  szary,  plisowany  mundurek  i

czarne rajstopy. Brazowy dywan gryzl ja. w kolana.

- Aha, tak dobrze - mruknela.

Och, jaki blady i gladki byl tors Dana! Widziala kazde zebro i  te  sliczna  linie  plowego  meszku,

która biegla mu przez brzuch od pepka! Pochylila  sie  na  kleczkach  lekko  do przodu,  próbujac  podejsc

jak najblizej, ale zeby jednoczesnie nie zepsuc kadru.

Dan zagryzl koniec olówka, usmiechnal sie do siebie i napisal:

Ma ogolona glowe, caly czas ubiera sie na czarno, musi sobie kupic  nowe  glany,  nie  cierpi  sie

malowac.  Ale  to  jest  taka  dziewczyna,  która  wierzy  w czlowieka  i  po  kryjomu  zalatwia,  zeby  wydali

twój wiersz w „New Yorkerze”. Chyba moge powiedziec, ze ja kocham.

To pewnie  najbardziej  sentymentalna  rzecz,  jaka  kiedykolwiek  napisal,  ale  przeciez  nie  mial

zamiaru od razu publikowac tego w swoich Dzielach zebranych.

Vanessa jeszcze troche  przesunela  sie  do przodu,  próbujac  .  uchwycic  goraczkowa  biel  klykci

Dana, gdy pisal pospiesznie.

- Co piszesz? - Nacisnela przycisk nagrywania dzwieku na kamerze.

Dan podniósl wzrok, usmiechnal sie do niej szeroko spod potarganej grzywki. Jego  piwne  oczy

blyszczaly. - To nie jest wiersz. To historyjka o tobie. Vanessa poczula, ze robi jej sie cieplo.

- Przeczytaj na glos.

- 12 -

background image

Dan podrapal sie w zamysleniu po brodzie i odchrzaknal.

- Dobra. Ma ogolona glowe...

Vanessa sluchala i czerwienila sie coraz bardziej.  Upuscila  kamere  na  podloge.  Oparla  glowe

na kolanach Dana.

- Wiesz, ze ciagle gadamy  o seksie,  ale  nigdy  tego  nie  spróbowalismy?  -  szepnela,  dotykajac

ustami szorstkiego materialu jego zielonych bojówek. - A moze bysmy spróbowali teraz?

Poczula pod policzkiem, jak napial miesnie ud.

- Teraz?  -  Pogladzil  palcem  brzeg  jej  ucha.  Miala  w  uchu  cztery  dziurki,  ale  w  zadnym  nie

nosila  kolczyków.  Wzial  gleboki  wdech.  Czekal  z  seksem  na  chwile,  kiedy  to  bedzie  poetyckie  i

wlasciwe.  Moze to byla  wlasciwa  chwila,  spontaniczna  decyzja.  Pomysl  wydawal  sie  o  tyle  dobry  i

niepozbawiony ironii, ze dokladnie za godzine Dan musial znalezc sie z powrotem w Riverside. Bedzie

siedzial na  zaawansowanych  zajeciach  z laciny  i  sluchal,  jak  profesor  Werd  z przesadnym  akcentem

czyta Owidiusza.

Wprowadzenie  do  seksu  w  czasie  dlugiej  przerwy  -  najnowsza  propozycja  w  wiosennym

planie zajec.

- Dobra - zgodzil sie Dan. - Zróbmy to.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

WCZESNE ODRZUCENIE

Slyszalam,  ze  w tym roku najlepsze  college'e  uknuly  spisek,  zeby  nie  stracic  swojej  tajemniczosci  i

ekskluzywnosci  -  w tym roku  nikogo  nie  przyjma  wczesniej.  Moze  to  tylko  plotka.  Jezeli  jednak  nie

dostaniecie  sie  wczesniej,  spróbujcie  pomyslec  o  tym  w  ten  sposób:  moze  okazaliscie  sie  zbyt

idealni.  Oni  po  prostu  nie  mogli  tego  zniesc.  I  wyobrazcie  sobie,  jaki  bedziemy  mieli  ubaw,  jezeli

- 13 -

background image

wszyscy razem wyladujemy w tym samym college'u stanowymi.

ZROBIC SOBIE OPERACJE CZY NIE, OTO JEST PYTANIE

Pomysl,  zeby  chirurgicznie  zmienic  swoje  cialo,  zawsze  mnie  przerazal.  Owszem,  uwazam,  ze  Dolly

Parton  wyglada  wspaniale,  jakby  nie  miala  wiecej  niz  czterdziesci  lat,  a  musi  miec  juz  chyba  ze

dwiescie. Ale balabym sie, ze lekarze popelnia blad i jedna z piersi calkiem sflaczeje,  ze  zostawia  we

mnie  nozyczki  albo  cos  takiego.  Oczywiscie  jestem  tak  kobieca  dziewczyna,  jak  tylko  dziewczyny

bywaja, i wiem, jakie to wazne,  zeby  dobrze  czuc  sie  we  wlasnym  ciele.  Próbuje  patrzec  na  to w ten

sposób: wiesz, jak to jest, kiedy widzisz na ulicy  slicznego  chlopaka  i  mówisz  przyjaciólce:  „Spójrz  na

niego!”,  a  ona  sie  krzywi,  jakby  byl  paskudny?  Wszyscy  mamy  tak  rózne  gusta,  ze  na  pewno  ktos

spojrzy  na  ciebie  i  pomysli:  „mniam,  pychota”, niezaleznie  od tego,  co  ty myslisz  na  temat  swojego

wygladu. Musisz sie tylko nauczyc widziec to, co inni dostrzegaja w tobie dobrego.

Wasze e – maile

P: Droga P!

Slyszalem,  ze  juz  przyjeto  cie  do Bryn  Mawr  i  cala  jestes  podjarana,  bo  lubisz  chodzisz  do

szkoly dla dziewczat i jestes ogromna lesbijka grajaca w siatke. Chi, chi. 

Dorf

O: Czesc dorf!

Co to wlasciwie  za  imie,  dorf?  Odmawiam  znizania  sie  do twojego  poziomu  i  nie  powiem,

do  jakiego  college'u  zlozylam  papiery,  ale  moja  matka  i  siostra  chodzily  do  Bryn  Mawr  i

wiesz co? Obie sa superlaski!

P

Musze  pedzic  do domu i  sprawdzic,  czy  nie  przyszla  do  mnie  powaznie  wygladajaca  spora  koperta,

która moze zdeterminowac cale moje przyszle zycie. Trzymajcie kciuki!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

- 14 -

background image

ujarany ksiaze próbuje zalatwic towar

Francuski  po  ostatniej  przerwie  wreszcie  sie  skonczyl.  Nate  Archibald  pozegnal  kolegów  z

klasy w Szkole Swietego Judy pospiesznym  r demain  i ruszyl  na  Madison  Avenue,  do pizzerii  na  rogu

Osiemdziesiatej  Szóstej,  gdzie  pracowal  Mitchell,  niezawodny  diler.  Nate  mial  szczescie  -  Szkola

Swietego  Judy  byla  najstarsza  szkola  dla  chlopców  na  Manhattanie  i  zgodnie  z  tradycja  zajecia

konczyly  sie  w  niej  o  drugiej  po  poludniu  zarówno  dla  mlodszych,  jak  i  starszych  klas,  chociaz  w

wiekszosci  nowojorskich  szkól  lekcje  konczyly  sie  dopiero  o  czwartej.  Szkola  Swietego  Judy

tlumaczyla, ze dzieki temu uczniowie  maja  czas  na  uprawianie  sportów  i  odrabianie  ogromnych  prac

domowych, które zawsze im zadawano. Dzieki  temu mieli  tez  czas,  zeby  sie  zabawic  i  strzelic  dymka

przed, w trakcie albo po uprawianiu sportu lub odrabianiu pracy domowej.

Podczas  ostatniego  spotkania  diler,  noszacy  zawsze  czapke  z  Kangol,  zapowiedzial,  ze

niedlugo wraca do Amsterdamu. Dzisiaj Nate mial ostatnia szanse, by zalatwic  sobie  ogromny  worek

slodkiej  peruwianskiej  trawki,  która  dostarczal  tylko  Mitchell.  Blair  zawsze  narzekala,  ze  Nate  pali

trawe.  Jeczala,  ze  nudzi  jej  sie  patrzec,  jak  on  przez  dziesiec  minut  gapi  sie  w  perski  dywan  na

podlodze, podczas gdy mogliby  sie  poobsciskiwac  albo  zabawic  na  jakiejs  imprezie.  Nate  uwazal,  ze

jego  palenie  trawki  to tylko  zwykla  slabostka  -  jak  jedzenie  czekolady  -  i  ze  moze z  tym  skonczyc  w

kazdej  chwili.  I  zeby  to  udowodnic  -  nie,  zeby  musial  cos  jeszcze  udowadniac  Blair  -  mial  zamiar

calkowicie  trawke  odstawic.  Ale  po tym, jak  wypali  ostatnia  dzialke  z  ogromnego  worka,  który  kupi

dzisiaj.  I  jesli  bedzie  ostrozny,  to  ta  torba  powinna  mu  wystarczyc  na  bite  osiem  tygodni.  Do  tego

czasu wolal nie myslec o rzucaniu.

- Poprosze dwa kawalki zwyklej - powiedzial do chudego, lysiejacego  szefa  pizzerii,  który mial

na sobie  fioletowa  koszulke  z napisem  Witamy  we  Frajkrowie.  Oparl  lokcie  na  pokrytym czerwonym

linoleum  blacie,  odsuwajac  na  bok  pojemniki  z  sola  czosnkowa,  czerwonym  pieprzem  i  oregano.  -

Gdzie Mitchell?

W  tym  lokalu  drobne  interesy  na  boku  Mitchella  nie  stanowily  dla  nikogo  tajemnicy.  Szef

pizzerii uniósl krzaczaste czarne brwi. Nazywal sie chyba Ray, ale po tylu  latach  kupowania  tam  pizzy

i trawki Nate nadal nie byl pewien.

- Mitchell juz wyjechal. Mineliscie sie.

Nate poklepal tylna kieszen  w spodniach,  gdzie  trzymal  pekajacy  w szwach  portfel.  Ogarnela

- 15 -

background image

go panika  i  poczul,  jak  w gardle  rosnie  mu gula.  Jasne,  ze  nie  byl  uzalezniony,  ale  nie  lubil  ladowac

bez  ziela,  zwlaszcza  gdy  planowal  uprzyjemnic  sobie  popoludnie  solidnym  skretem.  I  jutrzejsze

popoludnie, i jeszcze nastepne...

- Co? Mówisz, ze juz wyjechal do Amsterdamu?

Ray  -  a  moze  Roy  -  otworzyl  lsniace,  chromowe  drzwi  pieca  do  pizzy,  jednym  fachowym

ruchem  wrzucil  dwa  kawalki  na  podwójny  papierowy  talerzyk  i  przesunal  go  po  ladzie  w  strone

Nate'a.

- Przykro  mi,  stary  -  powiedzial  bez  wiekszego  wspólczucia.  -  Od  dzis  sprzedajemy  pizze  i

napoje, i tylko pizze i napoje. Czaisz?

Nate  nie  mógl  uwierzyc,  ze  ma  takiego  pecha.  Wyciagnal  portfel  i  wyjal  z  grubego  pliku

banknot dziesieciodolarowy.

- Reszta dla ciebie - mruknal, rzucil banknot na lade i wyszedl z pizza.

Ruszyl  ulica  bez  celu,  w strone  parku.  Czul  sie  jak  zbity  pies.  Kupowal  u  Mitchella  trawe  od

ósmej  klasy.  Pewnego  majowego  popoludnia  z  Jeremym  Scottem  Tompkinsonem  weszli  do  pizzerii,

zeby  kupic  sobie  po  kawalku.  Mitchell  podsluchal,  jak  Jeremy  namawia  Nate'a,  zeby  zwedzil

pojemnik  z  oregano,  to  sobie  je  w  domu  wypala.  Zaproponowal,  ze  sprzeda  im  cos,  co  bardziej

poprawia  samopoczucie.  Od  tego  czasu  Nate  z kumplami regularnie  do niego  wracal.  Co  mial  teraz

zrobic?  Kupic  za  dziesiatke  torebke  od  któregos  z  podejrzanych  gosci  w  Central  Parku?  Ci  faceci

sprzedawali  gówniany,  suchy  towar  z  Teksasu,  a  nie  soczyste  zielone  liscie,  które  Mitchell  mial

prosto  z  Peru.  A  w  dodatku  Nate  slyszal,  ze  polowa  dilerów  w  Central  Parku  to  policjanci  i  tylko

czekaja, zeby dorwac takiego dzieciaka jak on. 

Wrzucil  niedojedzone  kawalki  pizzy  do  najblizszego  kosza  i  zaczal  grzebac  w  kieszeniach

plaszcza  od  Hugo  Bossa,  stylizowanego  na  wojskowy,  szukajac  resztek  skreta.  Znalazl  niedopalek,

przeszedl  przez  Piata  Aleje  i  przycupnal  na  lawce,  zeby  zapalic.  Zignorowal  grupe  chichoczacych

dziesiecioklasistek w granatowych mundurkach ze szkoly, które pozeraly go wzrokiem.

Ze  swoim  usmiechem,  który  mówi  „wiem,  jestem  przystojniakiem”,  zlocistymi  wlosami,

szmaragdowymi  oczami,  wiecznie  opalona  skóra  i  seksowna  umiejetnoscia  budowania  lodzi  i

scigania  sie  na  nich  Nate  Archibald  byl  najbardziej  pozadanym chlopakiem  na  Upper  East  Side.  Nie

musial dziewczyn szukac. One po prostu spadaly mu na kolana. Doslownie.

Zaciagnal sie  petem  i  wyciagnal  z kieszeni  komórke.  Problem polegal  na  tym, ze  jego  palacy

kumple  -  Jeremy  Scott  Tompkinson,  Charlie  Dem  i  Anthony  Avuldsen  -  tez  kupowali  towar  od

Mitchella. Mitchell byl  najlepszy.  Ale  warto  zadzwonic,  sprawdzic,  czy  którys  nie  zdazyl  kupic  wiecej

trawy, nim ich diler zniknal.

- 16 -

background image

Jeremy jechal  wlasnie  taksówka  do  miedzyszkolnego  klubu  squasha  przy  Dziewiecdziesiatej

Drugiej.

- Przykro mi, gosciu. - Jego  glos  trzeszczal  przez  zaklócenia  na  linii.  -  Przez  caly  dzien  jade  na

zolofcie

*

 matki. Moze kup za dziesiatke towar od goscia z parku?

Nate wzruszyl ramionami. W kupowaniu trawy w parku bylo cos... zalosnego.

- Niewazne - powiedzial kumplowi. - Do zobaczenia jutro. 

Charlie byl w megastorze Virgin. Kupowal DVD dla mlodszego brata.

- Ale wtopa - powiedzial, gdy Nate wyjasnil mu sytuacje. - Jestes kolo parku, nie? Kup tam cos

za dziesiatke.

- Aha, mniejsza z tym - odparl Nate. - Do jutra. 

Anthony  mial  lekcje  jazdy  w  nowym,  sportowym  bmw  m3,  prezencie  od  rodziców  na

osiemnaste urodziny.

- Zajrzyj do apteczki swojej matki - poradzil. - Rodzice to ostateczna deska ratunku.

- Zajrze.  -  Nate  rozlaczyl  sie  i  pociagnal  ostatniego  dymka.  -  Cholera!  -  zaklal,  rzucajac

malenki niedopalek na brudny snieg pod nogami.

W  tym  semestrze  kazdy  dzien  mial  byc  dwudziestoczterogodzinna  impreza.  W  listopadzie

rewelacyjnie wypadl na rozmowie w Brown i  byl  calkiem  pewny,  ze  jego  podanie  wstrzasnie  komisja

dosc,  by go  przyjeli.  No i  juz  nie  krecil  z Jenny  Humphrey,  która  byla  slodka  i  miala  supercycki.  lecz

zabierala mu od groma wolnego  czasu.  Przez  reszte  roku szkolnego  Nate  planowal  palic,  relaksowac

sie i az do rozdania  swiadectw  zyc  na  luzie,  ale  bez  zaufanego  dostawcy  ten  plan  to czysta  abstrak-

cja.

Nate  opadl  na  oparcie  zielonej  lawki  i  zapatrzyl  sie  na  okazale,  kryte  wapieniem  domy  przy

Piatej  Alei.  Po  prawej  stronie  widzial  naroznik  budynku  przy  Siedemdziesiatej  Drugiej,  gdzie  Blair

miala  mieszkanie.  W jej  penthousie  Kitty  Minky.  rosyjska  blekitna  kotka,  lezala  pewnie  wyciagnieta

na rózowej narzucie na lózku Blair i nie  mogla  sie  doczekac,  kiedy  jej  pani  wróci  do domu i  podrapie

ja pod broda paznokciami w kolorze koralowego rózu. Pod wplywem impulsu Nate przycisnal  guzik  na

komórce i wybral numer Blair. Dzwonek zadzwieczal szesc razy, nim wreszcie odebrala.

- Slucham? - zapytala ostro Blair.

Siedziala wlasnie w nowo otwartym  salonie  Garrena  przy Piecdziesiatej  Siódmej  Wschodniej,

który urzadzono  w stylu  sypialni  w tureckim  haremie.  Z  sufitu  zwieszaly  sie  chusty  z rózowej i  zóltej

gazy,  wielkie  rózowo  -  zólte  poduchy  porozrzucano  przypadkowo,  tak  by  klientki  mialy  na  czym

przysiasc  i  saczac  turecka  kawe,  czekac  na  swoja  kolej.  Przy  kazdym  stanowisku  sialo  ogromne,

- 17 -

background image

oprawione  w  zlocona  rame  lustro.  Gianni,  nowy  fryzjer  Blair,  wlasnie  rozczesal  jej  swiezo  umyte  i

potraktowane odzywka loki. Z komórka przycisnieta do mokrego ucha  Blair  gapila  sie  na  swe  odbicie

w lustrze. Nadeszla kluczowa chwila: czy odwazy sie obciac na krótko?

- Czesc. To ja, Nate - uslyszala znajomy glos mruczacy jej do ucha.

Byla  zbyt  oszolomiona,  zeby  odpowiedziec.  Nie  odzywal  sie  do  niej  od  sylwestra,  a  nawet

wtedy rozmowa zakonczyla sie fatalnie. Co sie stalo, ze Nate dzwoni do niej wlasnie teraz?

- Nate?  -  powtórzyla  Blair,  troche  zniecierpliwiona,  ale  i  zaciekawiona.  -  To  cos  powaznego?

Bo nie moge teraz rozmawiac. To naprawde nic najlepsza chwila.

- E,  nic  waznego  -  odparl  Nate,  jakby  próbowal  znalezc  logiczne  usprawiedliwienie,  dlaczego

w ogóle  do  niej  zadzwonil.  -  Pomyslalem,  ze  chcialabys  wiedziec.  Rzucam  palenie  trawki.  -  Kopal

grudke zmrozonego blota. Nawet nie byl pewien, czy to prawda. Czy naprawde rzuca? Na zawsze?

Blair  sciskala  telefon,  a  po  drugiej  stronie  zapadla  krepujaca  cisza.  Nate  zawsze  byl

nieprzewidywalny - zwlaszcza  gdy  sie  ujaral  -  ale  nigdy  az  tak.  Gianni  popukal  niecierpliwie  w opar-

cie szylkretowym grzebieniem.

- Cóz, tym lepiej dla ciebie - powiedziala w koncu. - Sluchaj, musze konczyc.

Wydawalo sie, ze jest  myslami  gdzie  indziej,  a  Nate  wlasciwie  nie  wiedzial,  dlaczego  do niej

zadzwonil.

- Do zobaczenia - wymamrotal i wsadzil telefon do kieszeni plaszcza.

- Czesc.  -  Blair  wrzucila  srebrna  nokie  do  czerwonej  kreglarskiej  torby  i  usiadla  prosto  na

obrotowym krzesle. - Jestem gotowa - oznajmila Gianniemu, próbujac powiedziec to pewnym glosem.

- Chce, zeby bylo krótko, ale kobieco.

Na opalonych,  lekko  zarosnietych  policzkach  Gianniego  malowalo  sie  rozbawienie.  Mrugnal

do niej brazowym okiem o dlugich rzesach.

- Jak Katerina Hepburne. Zgadza sie?

O nie!

Blair  poprawila  pasek  bezowego  szlafroka  dla  klientek  salonu  i  spiorunowala  wzrokiem

nadmiernie  wyzelowane  wlosy  Gianniego.  Miala  nadzieje,  ze  nie  okaze  sie  równie  glupi  i  nie-

kompetentny, jak to brzmialo. Moze to kwestia jezyka.

- Nie, nie jak Katherine Hepburn.  Jak  Audrey  Hepburn.  No wiesz,  Sniadanie  u Tiffany'ego.  My

Fair  Lady.  Zabawna  buzia.  - Blair  szukala  w  myslach  innych  znanych  osób,  kogos,  kto  mialby

przyzwoicie  obciete  na  krótko  wlosy.  -  Albo  jak  Selma  Blair  - dodala  desperacko,  chociaz  fryzura

Selmy byla zbyt chlopieca jak na jej gust.

Gianni nie odpowiedzial. Przeczesal palcami mokre loki Blair.

- 18 -

background image

- Takie piekne wlosy - westchnal tesknie, a potem wzial nozyczki i zebral jej wlosy w dlon. Bez

dalszych ceregieli odcial caly kucyk jednym brutalnym cieciem.

Blair zamknela oczy, gdy wlosy spadly na podloge. Prosze, niech wygladam ladnie, modlila sie

w duchu,  i  wyrafinowanie,  i  powaznie,  i  elegancko.  Otworzyla  oczy  i  spojrzala  z  przerazeniem  na

swoje odbicie. Jej mokra, pozbawiona wyrazu, dluga do uszu czupryna sterczala we wszystkie strony.

- Niech sie pani nie martwi - uspokoil  ja  Gianni,  odkladajac  duze  nozyczki  i  biorac  mniejsze.  -

Teraz zrobie fryzure.

Blair wziela gleboki wdech i zacisnela zeby. I tak juz za pózno, zeby cos zmienic.

- Dobra - ledwo wydusila z siebie. Telefon znowu zadzwonil i Blair schylila sie, zeby odebrac. -

Czekaj - powiedziala Gianniemu. - Slucham?

- Rozmawiam z Blair Waldorf? Córka Harolda?

Blair  przyjrzala  sie  sobie  w  lustrze.  Nie  byla  juz  pewna,  kim  jest.  Bardziej  wygladala  jak

swiezo upieczona wiezniarka, która strzygli  przed  wysianiem  do celi,  niz  jak  córka  znanego  prawnika

pracujacego  dla  najwiekszych  korporacji,  Harolda  Waldorfa,  z  którym  jej  matka  rozwiodla  sie  dwa

lata temu i który teraz  mieszkal  we  Francji.  Uprawial  winnice  ze  swoja  druga  polowa,  która  -  tak  sie

akurat zlozylo - byla mezczyzna.

Biorac  pod uwage  zawirowania  w jej  obecnym  zyciu,  Blair  chetnie  stalaby  sie  kims  zupelnie

innym i  po czesci  dlatego  postanowila  obciac  wlosy.  Zadowoli  sie  nawet  Katherine  zamiast  Audrey,

jesli dzieki temu bedzie wygladac jak nowa.

- Tak - odparla slabo.

- Mówi Owen Wells -  rzekl  facet  po drugiej  stronie.  Mial  gleboki  i  uwodzicielski  glos.  Trudno

bylo zgadnac,  ile  ma  lat.  Dziewietnascie  czy  trzydziesci  piec?  -  Twój  ojciec  byl  moim  mentorem  w

firmie,  gdy  zaczynalem.  Obaj  skonczylismy  Yale  i  rozumiem,  ze  ty  tez  jestes  zainteresowania

studiowaniem tam.

Zainteresowana? Blair nie byla po prostu zainteresowana pójsciem do Yale -  to byl  jedyny  cel

jej zycia. Po co inaczej chodzilaby na zaawansowane zajecia z az pieciu przedmiotów?

- Tak,  jestem  zainteresowana  -  pisnela  przez  zacisniete  gardlo.  Zerknela  na  Gianniego,  który

bezglosnie  wtórowal  Celine  Dion  w  piosence  plynacej  przez  glosniki  w  salonie.  -  Ale  troche

zawalilam rozmowe kwalifikacyjna.

Wlasciwie  to  opowiedziala  cala  swoja  ckliwa  historie  zycia  i  tak  jakby  pocalowala  faceta,

który z nia rozmawial, co bylo chyba czyms wiecej niz powazna wpadka.

- No  i  wlasnie  dlatego  dzwonie  -  odparl  Owen  Wells,  a  jego  seksowny  glos  rezonowal  jak

basowe  nuty  wiolonczeli.  -  Wsparcie  twojego  ojca  duzo  znaczy  dla  szkoly,  wiec  chca  ci  dac  druga

- 19 -

background image

szanse. Na ochotnika zglosilem sie jako ich  absolwent,  zeby  przeprowadzic  z toba  rozmowe. Komisja

rekrutacyjna po przejrzeniu twojego podania  juz  sie  zgodzila  i  wezmie  pod uwage  moja  opinie,  a  nie

te z listopada.

Blair  kompletnie  zatkalo.  Druga  szansa  -  to  zbyt  piekne,  zeby  bylo  prawdziwe.  Zmeczony

czekaniem  Gianni  upuscil  nozyczki  na  stolik  obok Blair,  zlapal  ostatni  numer „Vogue'a” z jej  kolan  i

odszedl poskarzyc sie na nia kolegom.

- Wiec kiedy mozemy sie spotkac? - dopytywal sie Owen Wells.

Teraz  -  miala  ochote  powiedziec  Blair.  Ale  nic  mogla  prosic  Owena,  zeby  siedzial  w  salonie,

patrzyl, jak Gianni obcina jej wlosy, i jednoczenie zadawal jej nudne, stereotypowe pytania typu: „Kto

mial najwiekszy wplyw na twoje zycie?”

- W  kazdej  chwili  -  zacwierkala.  Potem  zdala  sobie  sprawe,  ze  nie  powinna  okazywac,  jak

bardzo  jest  zdesperowana.  Warto  zrobic  wrazenie  genialnego  dzieciaka  z  nieprzytomnie  rozbudo-

wanym planem zajec. - Wlasciwie to dzisiaj jestem troche zajeta i jutro  tez  bedzie  trudno. Moglabym

w srode lub w czwartek po szkole.

- Zwykle  pracuje  do  pózna  i  w  tym  tygodniu  mam  od  cholery  spotkan,  ale  co  powiesz  na

czwartek wieczór? Okolo wpól do dziewiatej?

- Swietnie - odparla z zapalem. - Mam wpasc do biura?

Owen  zamilkl.  Blair  slyszala,  jak  pisnelo  jego  krzeslo.  Wyobrazila  sobie  jego  biuro  wedlug

projektu Philippe'a Starcka z widokiem na nowojorski port i zaczela  sie  zastanawiac,  czy  wypada  tam

sie spotkac. Wyobrazala sobie Owena jako wysokiego blondyna z opalenizna tenisisty - jak jej  ojciec.

Ale Owen Wells powinien byc co najmniej dziesiec lat mlodszy od jej ojca i w zwiazku z tym powinien

o wiele lepiej sie prezentowac. Zastanawiala sie, czy  wie,  jakie  to super,  ze  ma  „w” i  w imieniu.  i  w

nazwisku.

- A moze spotkamy  sie  w hotelu  Compton?  Maja  tam  przytulny barek,  w którym powinno  byc

dosc spokojnie. - Rozesmial sie. - Kupie ci cole, chociaz twój ojciec mówi, ze wolisz dom pérignon.

Blair sie zarumienila. Jej durny ojciec! Co jeszcze powiedzial?

- Och, nie, cola wystarczy - wyjakala.

- Dobrze. Do zobaczenia w czwartek wieczorem. Bede mial krawat z Yale.

- Nie  moge  sie  doczekac.  -  Blair  próbowala  zachowac  rzeczowy  ton.  -  Dziekuje  za  telefon.  -

Rozlaczyla  sie  i  zerknela  w  zlocone  lustro  przed  soba.  Jej  oczy  wydawaly  sie  wieksze  i  bardziej

niebieskie, gdy miala krótsze wlosy.

Gdyby  naprawde  byla  aktorka  grajaca  w  filmie  o  swoim  zyciu  -  jak  to  sobie  zawsze

wyobrazala  -  to  bylby  punkt  zwrotny:  dzien,  w  którym  zmienila  swój  wizerunek  i  dostala  sie  na

- 20 -

background image

przesluchanie  do  najwiekszej  zyciowej  roli.  Zerknela  na  zegarek.  Za  pól  godziny  powinna  byc  z

powrotem  w  szkole.  Nie  bylo  jednak  powodu,  zeby  tam  pedzic,  zwlaszcza  ze  Bendel  byl  tylko  trzy

przecznice  dalej,  a  nowa  sukienka  na  spotkanie  z  Owenem  Wellsem  w  czwartek  wieczór  juz  ja

wzywala. Zdecydowanie warto miec klopoty z powodu urwania sie z WF - u, jesli nowa fryzura  i  nowa

sukienka pomoga jej dostac sie do Yale.

Gianni pil kawe i flirtowal z chlopcami od mycia glów. Blair rzucila mu grozne  spojrzenie,  zeby

wzial sie do uporzadkowywania burdelu na jej glowie.

- Kiedy  tylko  bedzie  pani  gotowa!  -  zawolal  znudzonym  tonem,  jakby  absolutnie  go  nie

obchodzilo, czy obetnie jej wlosy, czy nie.

Blair  wziela  gleboki  oddech.  Kasowala  swoja  przeszlosc  -  nieudany  zwiazek  z  Nate'em.

odrazajacego nowego meza matki i  jej  klopotliwa  ciaze,  zawalona  rozmowe kwalifikacyjna.  Tworzyla

swój nowy wizerunek.  Yale  daje  jej  druga  szanse  i  od dzis  bedzie  pania  swego  przeznaczenia.  Sama

napisze scenariusz, wyrezyseruje i zagra w filmie, którym jest jej zycie. Juz widziala naglówki w „New

York  Timesie”  w  sekcji  z  moda,  gdzie  pokaza  jej  nowa  fryzure.  WYPRZEDZIC  SWÓJ  CZAS:  PRZE-

SLICZNA SZATYNKA OBCINA SIE PRZEZ DEBIUTEM W YALE!

Na  jej  twarzy  pojawil  sie  zwycieski  usmiech,  jakby  juz  cwiczyla  role  przed  spotkaniem  w

Owenem Wellsem w czwartek wieczór.

- Jestem gotowa.

wiersze o seksie to stek klamstw

- No  wiec...  -  powiedziala  Vanessa,  stukajac  kolanem  w uda  Dana,  gdy  lezeli  nago  i  patrzyli

na popekany sufit, oszolomieni po seksie. - I co myslales?

Vanessa  juz  dwa  razy  próbowala  seksu  ze  swoim  bylym  chlopakiem  Clarkiem,  starszym  od

niej  barmanem.  Spotykala  sie  z nim  przez  krótki  czas  na  jesieni.  W  tym  czasie  Dan  (razem  z  reszta

przewidywalnej  meskiej  populacji)  byl  zbyt  zajety  wzdychaniem  do  Sereny  van  der  Woodsen,  by

zauwazyc,  ze  Vanessa  sie  w  nim  zakochala.  Nawet  gdyby  to  byl  pierwszy  raz  dla  Vanessy,  tez

podeszlaby do tego  z nonszalancja,  bo do wszystkiego podchodzila  w ten  sposób.  Z  kolei  Dan  nigdy

niczego  nie  traktowal  lekko,  w  dodatku  to  on  stracil  dziewictwo.  Niecierpliwie  czekala  na  jego

zwierzenia.

- To  bylo...  -  Dan  gapil  sie  na  szara,  wylaczona  zarówke  u  sufitu.  Czul  sie  jednoczesnie

- 21 -

background image

sparalizowany i pobudzony. Ich biodra dotykaly sie pod cienkim  przescieradlem  w kolorze  burgunda  i

mial  wrazenie,  jakby  plynela  miedzy  nimi  elektrycznosc,  szarpiac  jego  place  u  stóp,  kolana,  pepek,

lokcie,  koncówki wlosów.  -  Nic  do opisania  -  powiedzial  w koncu,  bo naprawde  nie  znajdowal  slów,

którymi  móglby  opisac,  co  czul.  Nie  potrafilby  napisac  wiersza  o  seksie,  chyba  ze  ucieklby  sie  do

utartych  metafor,  takich  jak  wybuchajace  fajerwerki  albo  muzyczne  crescendo.  I  nawet  to  zupelnie

nie  pasowalo.  Te  porównania  nie  oddawaly  lego,  co  rzeczywiscie  sie  czuje,  ani  tego,  ze  seks  to

proces  poznawania,  w  którym  wszystko,  co  zwykle,  staje  sie  absolutnie  niesamowite.  Na  przyklad

lewa  reka  Vanessy;  nie  byla  to  oszalamiajaca  reka  -  dosc  pulchna  i  blada,  pokryta  brazowawym

meszkiem  i  usiana  piegami.  Ale  kiedy  sie  kochali,  nic  byla  juz  ta  zwykla  reka,  która  znal  i  kochal,

odkad  przez  nieuwage  zostali  z  Vanessa  zamknieci  na  imprezie  w  dziesiatej  klasie.  Stala  sie

przepiekna,  cenna,  nie  mógl  przestac  jej  calowac,  byla  podniecajaca  i  cudowna.  O  Boze!  Widzicie?

Wszystko, co potrafil wymyslic, aby opisac seks,  brzmialo  kulawo  jak  reklama  platków.  Nawet  slowo

„seks” bylo nieodpowiednie, a „kochanie sie” brzmialo jak z kiepskiej opery mydlanej.

„Elektryczny” - to bylo dobre slowa do opisania seksu, ale  jednoczesnie  zbyt  duzo wiazalo  sie

z nim  negatywnych  skojarzen,  typu  krzeslo  elektryczne  albo  przewód  elektryczny.  „Rojny”  -  kolejne

dobre slowo,  ale  co  wlasciwie  znaczy?  A  „drzacy”  brzmialo  zbyt  wysublimowanie  i  delikatnie  -  jak

przestraszona  myszka.  Jezeli  mialby  pisac  o  seksie,  chcialby  przywolywac  na  mysl  imponujace

zwierzeta, takie jak lwy i jelenie, a nie myszy.

- Ziemia do Dana! - Vanessa wyciagnela dlon i pogladzila go palcem po uchu.

- Apogeum - mruczal do siebie Dan nieprzytomnie. - Epifania.

Vanessa zanurkowala pod przescieradlo i cmoknela go glosno w blady brzuch.

- Halo? Jestes w szoku czy jak?

Dan usmiechnal sie szeroko i pociagnal ja w góre, zeby pocalowac ja w usta  ukladajace  sie  w

usmiech kota z Cheshire i w brode z doleczkiem.

- Zróbmy to jeszcze raz. 

Wow!

Vanessa zachichotala i potarla nosem o jego rozczochrane brwi.

- To znaczy, ze chyba ci sie podobalo?

Dan pocalowal ja najpierw w prawe, a potem w lewe oko.

- Mm - westchnal, a cale jego cialo zadrzalo z przyjemnosci i pozadania. - Kocham cie.

Vanessa  opadla  na  jego  piers  i  zamknela  oczy.  Nie  byla  bardzo  dziewczeca,  ale  kazda

dziewczyna mieknie, gdy pierwszy raz slyszy od chlopaka te dwa slowa.

- Ja tez cie kocham - odpowiedziala szeptem.

- 22 -

background image

Dan  mial  wrazenie,  jakby  cale  jego  cialo  sie  usmiechalo.  Kto by  pomyslal,  ze  ten  prozaiczny

lutowy poniedzialek okaze sie tak cholernie... wspanialy?

Tyle jesli chodzi o kwieciste opisy i poetyckie zwroty.

Nagle  komórka  Dana  zabrzeczala  zaskakujacym,  wibrujacym  dzwonkiem.  Lezala  na  nocnym

stoliku, tuz obok lózka. Dan byl pewien, ze dzwoni jego siostra Jenny, by znowu ponarzekac na szkole.

Odwrócil sie, zeby przeczytac  numer na  ekranie.  „Zastrzezony” rozblysla  wiadomosc,  co  zdarzalo  sie

tylko wtedy, gdy Vanessa dzwonila z domu.

- To  twoja  siostra.  -  Dan  podniósl  sie  na  lokciu  i  siegnal  po  komórke.  -  Moze  chce  ci

powiedziec, zebys wreszcie kupila sobie komórke - zazartowal. - Mam odebrac?

Vanessa przewrócila oczami. Ona i jej dwudziestodwuletnia siostra Ruby, gitarzystka  basowa,

mieszkaly  razem  na  Brooklynie  w  Williamsburgu.  Ruby  podjela  trzy  noworoczne  postanowienia:

codziennie cwiczyc joge, pic zielona herbate  zamiast  kawy  i  bardziej  sie  opiekowac  siostra  Vanessa,

poniewaz ich rodzice  byli  zbyt  zajetymi  soba  hippisowskimi  artystami,  zeby  zadbac  o samych  siebie.

Vanessa byla prawie pewna, ze Ruby dzwoni tylko po to, by zapytac,  kiedy  wraca  do domu i  na  kiedy

ma  przygotowac  klopsa  i  ziemniaki.  Jednak  to  bylo  takie  nietypowe,  by  Ruby  dzwonila  na  telefon

Dana w czasie lekcji, ze Vanessa nie mogla oprzec sie pokusie i postanowila odebrac. 

Wziela dzwoniaca komórke od Dana.

- Tak? Skad wiedzialas, gdzie mnie szukac?

- Dzien  dobry,  droga  moja  siostrzyczko  -  zaswiergotala  radosnie  Ruby.  -  Nie  pamietasz?

Przykleilas kartke ze swoim planem zajec na  lodówce,  zebym  jako  nowa,  poprawiona  wersja  starszej

siostry  wiedziala,  gdzie  jestes  i  o  czym  myslisz  w  kazdej  chwili.  Chcialam  ci  tylko  dac  znac,  ze

przyszla  do  ciebie  poczta  i  miedzy  innymi  podejrzanie  wygladajaca  koperta  z  Uniwersytetu

Nowojorskiego. Nie moglam sie powstrzymac i otworzylam. I wiesz co? Przyjeli cie!

- Jasna cholera! - Cialo Vanessy juz buzowalo od adrenaliny po slowach „kocham cie”, a  teraz

jeszcze to! Moze to zabrzmi czerstwo, ale to sie nazywa orgazm!

Nigdy  nie  byla  pewna,  czy  ma  szanse  dostac  sie  wczesniej  na  uniwersytet.  Zeby  pokazac

komisji  rekrutacyjnej  swoje  umiejetnosci  artystyczne  i  udowodnic,  ze  powaznie  mysli  o  filmie  jako

glównej  specjalizacji,  wyslala  wlasny  film  o Nowym Jorku,  który nakrecila  w  czasie  przerwy  w  Boze

Narodzenie. Kiedy juz go wyslala, bala sie. ze przez ludzi z komisji zostanie uznana za nadgorliwa. Ale

teraz  juz  nie  musiala  sie  martwic.  Spodobala  sie  im!  Przyjeli  ja!  Wreszcie  bedzie  mogla  na  dobre

zrzucic  nedzne  okowy szkoly  Constance  Billard  i  skupic  sie  na  swojej  pracy  w miejscu  odpowiednim

dla tak powaznego artysty jak ona.

Dan  patrzyl  na  nia.  Jego  piekne  brazowe  oczy  blyszczaly  nieco  mniej  entuzjastycznie  niz

- 23 -

background image

chwile wczesniej.

- Jestem  z  ciebie  taka  dumna  -  zagruchala  matczynym  tonem  Ruby.  -  Wrócisz  do  domu  na

obiad? Czytalam wlasnie ksiazki kucharskie ze wschodniej Europy. Chyba zrobie pierogi.

- Jasne - odparla cicho Vanessa,  nagle  martwiac  sie  o Dana.  Nie  zlozyl  wczesniej  podania  na

zadna  uczelnie,  wiec  bedzie  musial  czekac  jeszcze  kilka  miesiecy,  nim  sie  dowie,  co  bedzie  robil  w

przyszlym roku. Byl taki wrazliwy. Moze wpasc w depresje z braku poczucia bezpieczenstwa - a  wtedy

zamknie sie w pokoju i bedzie pisac wiersze o smierci w wypadku samochodowym albo cos takiego.  -

Dzieki, ze dalas mi znac - powiedziala szybko. - Zobaczymy sie pózniej, dobra?

Dan nadal patrzyl na nia wyczekujaco. Rozlaczyla sie i rzucila telefon na lózko.

- Dostalas  sie  na  uniwersytet  -  powiedzial,  nieskutecznie  próbujac  ukryc  nutke  oskarzenia  w

glosie. Och, jaki czul sie chudy, glupi  i  niepasujacy  do swiata!  Nie.  zeby  sie  nie  cieszyl,  ale  Vanessa

juz dostala  sie  na  uczelnie,  a  on byl  tylko  koscistym  chlopakiem,  który lubil  pisac  wiersze  i  którego

byc moze nigdy nie przyjma na uczelnie. - Super - dodal chrapliwym glosem. - To swietnie.

Vanessa przykryla ich przescieradlem. Byli spoceni, wiec teraz marzli.

- To nic wielkiego. - Próbowala bagatelizowac radosc, która tryskala jeszcze przed  chwila,  gdy

uslyszala wspaniala nowine. - Tobie zaraz wydadza wiersz w „New Yorkerze”.

W czasie  przerwy  swiatecznej  Vanessa  bez  wiedzy  Dana  wyslala  jego  wiersz  Zdziry  do „New

Yorkera” i przyjeto go do numeru walentynkowego. Powinien wyjsc pod koniec tego tygodnia.

- No tak - zgodzil  sie  Dan,  niepewnie  wzruszajac  ramionami.  -  Ale  nadal  nic  nie  wiem...  mam

na mysli swoja przyszlosc.

Przytulila policzek do jego bladej, koscistej piersi. Nadal  nie  mogla  uwierzyc,  ze  jesienia  idzie

na uniwersytet. To bylo pewne, to bylo jej przeznaczone. Nadal drzac z podniecenia,  próbowala  Dana

pocieszac.

- O  ilu  siedemnastolatkach  slyszales,  zeby  ich  publikowano  w  „New  Yorkerze”?  To

niesamowite. Gdy tylko w college'ach. do których  zlozyles  papiery,  dowiedza  sie  o tym, wszystkie  ko

misje rekrutacyjne cie przyjma. Pewnie nawet tam, gdzie nie wyslales podania.

- Moze - odparl bez przekonania Dan. Latwo jej mówic z taka pewnoscia. Ona juz sie dostala.

Vanessa  podniosla  sie  na  lokciu.  Byl  jeden  pewny  sposób,  zeby  poprawic  Danowi

samopoczucie przynajmniej na chwile.

- Pamietasz, co robilismy, zanim zadzwonila Ruby? - zamruczala jak kociak.

Dan  zmarszczyl  brwi.  Vanessa  uniosla  jedna  brew  w  zmyslowy  sposób,  a  jej  blade  nozdrza

lekko  sie  rozchylily.  Nie  sadzil,  ze  bedzie  jeszcze  mógl,  ale  jego  cialo  go  zaskoczylo.  Wciagnal

Vanesse na siebie i pocalowal mocno. Jezeli  dzieki  czemus  chlopak  mógl  poczuc  sie  bardziej  jak  lew

- 24 -

background image

niz jak mysz, to wladnie dzieki mruczeniu.

Miau!

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

MATURALNY KRYZYS

Slyszalam wyrazenie „maturalny kryzys” wiele razy, ale nigdy nie wiedzialam, co to wlasciwie  znaczy.

Teraz to jest jasne jak slonce. Maturalny kryzys ma  miejsce,  gdy  zrywasz  sie  z popoludniowych  zajec

i wracasz  do mieszkania  przyjaciólki,  zeby  zamówic  sobie  chinszczyzne,  wypic  chardonnay  i  wypalic

papierosa.  Albo  gdy  ladujesz  w  lózku  z  chlopakiem  o  trzeciej  po  poludniu.  Albo  odpuszczasz  sobie

matematyke,  zeby  zrobic  zapasy  obcislych  jedwabnych  sukienek  dzersejowych  na  prywatnej

wyprzedazy  u  Diane  von  Furstenberg.  Albo  kiedy  niechcacy  zasypiasz  i  budzisz  sie  dopiero  o

dziesiatej w czwartek. Ups! Przez ostatni semestr bylysmy takie milusie i grzeczne,  prymuski  i  lizuski.

W tym semestrze  jestesmy  jak  wrzód na  tylku.  Nam  tez  odbija  glupawka.  Jestem  pewna,  ze  polowa

dziewczyn  z  mojego  WF  -  u  calowala  sie  z  chlopakami  na  schodach  Metropolitan  Museum  of  Art.

Zamiast  cwiczyc  podciaganie  na  drazku.  Tak  trzymac,  dziewczyny  -  randkowanie  to  o  wiele  lepsze

cwiczenie!

Na celowniku

J i wysoka piegowata dziewczyna  z nieszczesliwie  dobrana  fryzura chichocza  w czasie  lekcji  tanca  w

Constance  Billard.  Chyba   ma  nowa  przyjaciólke.  N  i  jego  kumple  zamawiaja  chinska  herbate  w

Starbucks,  majac  nadzieje,  ze  bedzie  w niej  cos,  co  poprawia  samopoczucie.  V w  sklepie  firmowym

Uniwersytetu  Nowojorskiego kupuje  sobie  uniwersytecki  kubek,  bluze  i  czapke  z daszkiem.   mówi,

- 25 -

background image

ze  ja  takie  glupoty  nie  biora.   przeczesuje  kiosk  w  poszukiwaniu  wczesniejszego  wydania  „New

Yorkera”.   i   urzadzaja  kolejny  publiczny  pokaz  czulosci.   nigdy  wczesniej  nie  miala  chlopaka

dluzej  niz  piec  minut,  wiec  zobaczymy,  jak  dlugo  to  potrwa...  Dobra,  przyznaje.  Wlasnie  wagaruje,

gdy to pisze. Obiecajcie, ze mnie nie wsypiecie!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

S jest zakochana

Aaron Rose  stal  w zaspie  starego  sniegu  przed  szkola  Constance  Billard.  Czekal  na  Serene.

Mookie, jego bialo - brazowy bokser, siedzial obok na chodniku i  dyszal.  Pies  mial  na  sobie  kubrak  w

czerwono  -  czarna  krate,  który  Serena  kupila  mu  wczoraj  w  Burberry.  Aaron  trzymal  dwa  dymiace

kubki  ze  Starbucks.  Odkad  szesc  tygodni  temu  zeszli  sie  z  Serena  w  sylwestra,  stalo  sie  to  ich

rytualem. Aaron spotykal sie z Serena po szkole, szli spacerkiem Piata Aleja, ramie  w ramie,  pili  latte

z  mlekiem  sojowym  i  przystawali  co  pare  kroków,  zeby  sie  pocalowac.  W  sylwestra  sprawy  sie

rozegraly  spontanicznie,  na  zasadzie  „cholera, mamy na  to ochote,  to dlaczego  nie  spróbowac”, ale

przez ostatni  miesiac  spedzali  razem  kazda  chwile  po  szkole  i  teraz  juz  slyneli  jako  najladniejsza  i

najmilsza para w Upper East Side. A wlasciwie trójka, jesli wliczyc Mookiego.

Nagle  promien  zimowego  slonca  rozblysl  na  popielatych  blond  wlosach  Sereny,  która  wyszla

ze  szkoly  i  zbiegala  po  schodach  w  zamszowych  kozakach  Stephane  Kelian  i  granatowej  kurtce  o

marynarskim kroju.

- Czesc,  psino!  -  pisnela,  gdy  Mookie  wyrwal  sie  do  niej  i  zaczal  tracac  nosem  jej  dlonie  w

kaszmirowych rekawiczkach. Przykucnela i pozwolila, zeby pies lizal ja po twarzy.

- Slicznie dzis wygladasz. - Aaron patrzyl na nich ze spokojna duma. Yhm,  to moja  dziewczyna,

myslal. Yhm, prawda, ze sliczna?

Serena wstala, zarzucila Aaronowi rece  na  szyje  i  otoczyla  go  upajajacym  zapachem  na  bazie

drzewa sandalowego i patchouli - unikalnej mieszanki olejków, której uzywala zawsze.

- Wiesz,  o  czym  myslalam  przez  caly  dzien?  -  rozpromienila  sie,  przyciskajac  swoje  pelne,

pomalowane brzoskwiniowym blyszczykiem usta do waskich warg Aarona.

Omal nie rozlal kawy.

- O  mnie?  -  zgadywal.  Serena  nalezala  do  dziewczyn,  które  angazuja  sie  calkowicie  we

- 26 -

background image

wszystko,  co  je  interesuje  w danej  chwili,  a  teraz  akurat  skupila  sie  na  Aaronie.  Troche  mu  to  ude-

rzylo do glowy.

Zamknela  oczy  i  pocalowali  sie  znowu,  tym  razem  gleboko.  Za  ich  plecami  rozkrzyczane

dziewczyny  w  schludnych  welnianych  plaszczach  i  wysokich,  skórzanych  kozakach  wysypaly  sie  ze

szkoly.  Kilka  z  nich  stanelo  razem,  zeby  popatrzec  z  podziwem  na  Serene  i  Aarona,  którzy  nie

przestawali sie calowac.

- O mój Boze! - szepnela jedna z ósmoklasistek, prawie mdlejac na  widok  takiego  luzu  i  stylu.

- Widzicie to samo co ja?

Mookie dreptal po sniegu i skamlal niecierpliwie. Serena potarla policzkiem  o szorstka  alpake

szaro  -  fioletowej  czapki  w stylu  Szerpów,  która  kupila  Aaronowi  w  zeszly  weekend  w  sklepie  Kirny

Zabete w Sono. Uwielbiala jego ciemne dredy  wystajace  spod  nauszników.  Wszystko  w Aaronie  bylo

tak sliczne, ze doslownie zjadlaby go lyzka.

- Oczywiscie,  ze  myslalam  o tobie  -  powiedziala,  biorac  od niego  kubek.  Uchylila  pokrywke  i

wypila  odrobine  goracej,  slodkiej  kawy.  -  Myslalam  o  tym,  zebysmy  zrobili  sobie  tatuaz.  -  Urwala,

czekajac  na  reakcje  Aarona,  ale  w  jego  brazowych  oczach  malowalo  sie  tylko  zdziwienie,  wiec

ciagnela:  -  No wiesz,  z naszymi  imionami.  Zeby  pokazac,  ile  dla  siebie  znaczymy.  -  Znowu  upila  lyk

kawy i oblizala piekne, soczyste usta. - Zawsze chcialam miec  tatuaz,  o którym tylko  ja  bym wiedzia-

la. No wiesz, w dosc intymnym miejscu.

Aaron  usmiechnal  sie  z  wahaniem.  Bardzo  lubil  Serene.  Byla  upajajaco  piekna,  absolutnie

przeslodka  i  nie  stawiala  zadnych  wymagan.  Przerastala  wszystkie  dziewczyny,  jakie  kiedykolwiek

poznal.  Ale  nic  byl  pewien,  czy  chce  miec  tatuaz  z  jej  imieniem.  Wlasciwie  to  zawsze  uwazal,  ze

tatuaze sa w pewnym sensie brutalne, kojarzyly mu sie ze znakowaniem  bydla.  A jako  wegetarianin i

rastafarianin byl przeciwny wszelkim formom przemocy.

- Tatuaze sa  wbrew mojej  religii  -  oznajmil,  ale  gdy  zobaczyl  zmartwiona  buzie  Sereny,  dodal

szybko: - Ale przemysle to, dobrze?

Serena  nie  nalezala  do  osób,  które  chowaja  uraze,  a  juz  Z  pewnoscia  nie  wobec

najprzystojniejszego chlopaka na swiecie. Majac sprawe tatuazy juz za  soba,  pociagnela  go  za  reke  i

zaczeli isc w strone Piatej Alei. Niebo bylo ponure i  szare,  a  w twarz  wial  im  zimny  wiatr.  Za  godzine

zrobi sie ciemno.

- Co bedziemy robic? - zapytala.  -  Pomyslalam,  ze  moze fajnie  by bylo  pójsc  na  szczyt  Empire

State  Building.  Mieszkam  tu  cale  zycie  i  nigdy  tam  nie  bylam.  I  jest  tak  zimno.  Zaloze  sie,  ze  nikt

nawet nie mysli o wchodzeniu na Empire State Building o tej  porze  roku.  Bedzie  tam  zupelnie  pusto  i

romantycznie, jak na starym filmie.

- 27 -

background image

Aaron sie rozesmial.

- Zbyt duzo czasu spedzasz z Blair.

Jego  przyrodnia  siostra  zawsze  wszystko  zamieniala  w romantyczny,  czarno  -  bialy  film  z  lat

piecdziesiatych,  próbujac  swoje  zycie  uczynic  jeszcze  wspanialszym,  niz  bylo.  Gdy  skrecili  w  Piata

Aleje,  Mookie  pognal  przed  nimi,  ciagnac  za  smycz,  która  Aaron  mial  luzno  owinieta  wokól

nadgarstka.

- Ej, Mookie. wyluzuj!

Serena wsunela wolna dlon do kieszeni czarnej parki North Face'a Aarona.

- Blair  zachowywala  sie  naprawde  dziwnie  w trakcie  spotkania  grupy.  Chodzi  mi  o  ten  nowy

program, spotkania z zóltodziobami w czasie lunchu. A potem zniknela. Nie przyszla na WF.

Aaron wzruszyl ramionami i upil lyk kawy.

- Moze bolal ja brzuch. 

Serena pokrecila glowa.

- Martwie sie, ze jest troche zazdrosna. No wiesz, o nas. 

Aaron nic  nie  powiedzial.  W czasie  swiat  strasznie  sie  podkochiwal  w  Blair,  chociaz  to  jego

przyrodnia siostra. Odkad byl z Serena, nie pamietal juz o tym, ale  to dziwna  mysl  -  ze  Blair  moglaby

byc teraz zazdrosna, skoro on marzyl o niej przez tyle tygodni.

- Wiec idziemy na Empire State Building? - zapytala Serena, zatrzymujac sie na rogu  i  zerkajac

za siebie na Piata Aleje. Obok przyjechalo z rykiem kilka autobusów. - Bo jak tak, to lapmy taksówke.

Aaron zerknal na zegarek. Bylo dziesiec po czwartej.

- A moze zajrzymy do mnie i sprawdzimy poczte. - Usmiechnal sie wstydliwie, martwiac sie, ze

wychodzi na kujona. - W tym tygodniu rozsylaja listy do wczesniej przyjetych.

Blekitne oczy Sereny, okolone dlugimi rzesami, otworzyly sie szeroko.

- Dlaczego od razu tak nie mówiles? - Rzucila papierowy kubek do najblizszego kosza i  zaczela

biec.  -  Chodz,  Mook!  -  krzyknela  na  boksera,  który  skoczyl  radosnie  za  nia.  -  Idziemy  do  domu.

Zobaczymy, czy twój madralinski pan nie dostal sie do Harvardu!

B wyswiadcza J mala przysluge

Jenny zawsze miala trudnosci w zdobywaniu przyjaciól, ale udalo jej sie znalezc przyjaciólke w

pierwszy dzien programu „Jak równa z równa”.

- 28 -

background image

- Wiesz,  ja  rzeczywiscie  zauwazylam  twój...  rozmiar  stanika  -  mruknela  niesmialo  Elise,  gdy

pakowaly ksiazki do plecaków przed  wyjsciem  do domu. Obok  nich  dziewczyny  zamykaly z trzaskiem

metalowe drzwi szafek i krzyczaly do siebie, zbiegajac po schodach.

- Aha, jasne  -  odparla  sarkastycznie  Jenny,  próbujac  wcisnac  zeszyt  do geometrii  do torby Le

Sportsac w czerwono - - czarne pasy, miedzy czytanke do francuskiego a Anne Karenine.

Elise  zachichotala,  zawijajac  puszysty  rózowy szalik  wokól  szyi  i  zapinajac  czarne  aksamitne

guziki ugrzecznionego tweedowego plaszcza. Wygladala tak, jakby matka nadal co rano  wybierala  jej

ubrania.

- No dobra, zauwazylam. Ale nigdy nie sadzilam, ze ci przeszkadza.

Jenny odwinela za uszy krecone wlosy i zmruzyla oczy.

- Nie przeszkadza mi.

Elise  naciagnela  puszysta  rózowa  czapke  na  blond  pazia  i  zarzucila  plecak  na  ramie.  Byla

prawie trzydziesci centymetrów wyzsza od Jenny.

- Jestes teraz zajeta? Moze masz ochote, hm, cos porobic?

- Na  przyklad  co?  -  Jenny  zapiela  gruba  czarna  parke.  Teraz,  kiedy  juz  sie  nie  spotykala  z

Nate'em  ani  swoim  starszym  bratem,  Panem,  naprawde  potrzebowala  nowych  przyjaciól.  I  mogloby

byc milo  dla  odmiany  spedzic  troche  czasu  z  dziewczyna,  nawet  jesli  Elise  wydawala  sie  sztywna  i

niedojrzala.

- Nie wiem. Moze bysmy poszly kupic jakies kosmetyki do Bendela.

Jenny przechylila  glowe,  milo  zaskoczona.  Przez  chwile  bala  sie,  ze  Elise  zaproponuje,  zeby

poszly na lody albo do zoo.

- Z przyjemnoscia - zgodzila sie, zatrzaskujac drzwi szafki. - Idziemy.

Blair  nie  mogla  uwierzyc,  ze  zwykle  obciecie  wlosów  moze  ja  zmienic  tak  drastycznie.

Przymierzyla juz  wszystkie  seksowne bluzeczki  i  spódniczki  w linie  A.  jakie  mieli  u Bendela  -  zawsze

takie  nosila  i  w  takich  dobrze  wygladala,  ale  teraz  nic  nie  pasowalo.  Jej  nowa  fryzurka  byla

nienaganna, wyrafinowana i lobuzerska. To wymagalo calkowitej zmiany garderoby.

- Od dzis nosze tylko intensywne kolory, bez wzorów - szepnela Blair, gdy zapinala mundurek i

zakladala  na  wieszak  ostatnia  odrzucona  sukienke.  -  I  wszystko  musi  miec  kolnierzyk.  -  Odsunela

aksamitna  czerwona  zaslone  i  rzucila  szesc  zadrukowanych  topów  od  Diane  von  Furstenberg  w

ramiona  sprzedawcy.  -  Zmienilam  zdanie.  Szukam  prostych  kostiumów  w  kolorze  granatowym  albo

czarnym. I zwyklych bialych koszul z kolnierzykiem.

Chciala wygladac seksownie jak szykowna paryzanka,  która w prostej  czarnej  sukience  jedzie

- 29 -

background image

na rowerze  z  bagietka  pod  pacha.  Nate  zawsze  mial  bzika  na  punkcie  Francuzek.  Potrafil  nadlozyc

drogi tylko po to, zeby przejsc obok L'École Française  i  pogapic  sie  na  dziewczyny  w krótkich  szarych

spódniczkach, na wysokich obcasach i w obcislych czarnych swetrach w serek. Zdziry.

Po chwili Blair znalazla pierwszy element swojej nowej  garderoby i  idealna  rzecz  na  rozmowe

w czwartek wieczór: granatowa dzersejowa szmizjerke Lesa Besta z wyszywanym  koralikami  paskiem

i malym,  slicznym  kolnierzykiem  z koronki.  Sukienka  byla  oficjalna,  ule  intrygujaca  -  wlasnie  czegos

takiego szukala Blair, Zaplacila za nia i ruszyla na dól do dzialu  z kosmetykami  po granatowy  tusz  do

rzes  i  subtelny  blyszczyk,  który  nie  byl  tak  dziewczecy  ani  tak  wyzywajacy  jak  odcien  rózu  albo

ciemnej czerwieni, które zwykle wybierala.

- Patrz, kto tu jest - szepnela Jenny do Elise, gdy staly przed lada firmy Stila. - Czesc, Blair.

- Swietna fryzura! - dodala z entuzjazmem Elise.

Blair  odwrócila  sie  i  zobaczyla  dwie  dziewczyny  z  jej  grupy:  Ginny.  która  naprawde  powinna

zmniejszyc sobie biust, i Elise, która desperacko potrzebowala radykalnej zmiany stylu.  Chyba  tak  sie

nazywaly.  Obie  patrzyly  na  nia  z  podziwem.  Z  przerazeniem  zauwazyla,  ze  próbuja  cieni  do  oczu  i

szminki, których ona uzywala przez caly czas. Nie mogly sie trzymac Maybelline i aptek Rite Aid?

Elise zmarszczyla brwi, patrzac na pojemniczek z blyszczacym czarnym cieniem, który trzymala

w reku.

- Czy to jest dobre?

Dobre, pomyslala Blair. Ale naprawde jeszcze nie jestes na to gotowa.

Nie  mogla  sie  oprzec  pokusie,  zeby  dac  im  kilka  siostrzanych  rad.  Przewiesila  przez

nadgarstek firmowa torbe na zakupy Bendala w brazowo - biale pasy i wziela sie do roboty.

- Jesli idzie o kolory, to wybralabym cos  jasniejszego.  -  Siegnela  po próbke  bladosrebrzystego

zielonkawego  cienia  w  zelu.  -  To  wydobedzie  blekitne  tony  z  twoich  oczu  -  pouczyla  Elise,

zachwycajac sie tym, jak milo to zabrzmialo.

Elise nalozyla troche cienia na powieke. Byl  ledwo  widoczny, ale  odbijal  swiatlo  i  w cudowny

sposób sprawil, ze jej male, zbyt blisko siebie osadzone oczy wydaly sie jasniejsze i ladniejsze.

Wow! - szepnela, patrzac, w lustro jak zahipnotyzowana. 

Jenny siegnela po tubke.

- Moge spróbowac?

Blair natychmiast zabrala cien.

- W  zadnym  wypadku.  Potrzebujesz  czegos  w odcieniach  bezu  i  brzoskwini.  -  Blair  sama  nie

mogla  w to uwierzyc.  Najdziwniejsze  bylo  to,  ze  naprawde  swietne  sie  bawila.  Podala  Jenny  gruby

olówek do oczu w kolorze rdzy. - Wyglada delikatniej, nizby sie to moglo wydawac.

- 30 -

background image

Jenny  narysowala  ostroznie  linie  na  jednej  powiece  i  zamrugala,  patrzac  na  efekt.

Natychmiast zaczela wygladac na starsza,  a  jej  wielkie  brazowe  oczy  nabraly  bursztynowego  blasku.

Pochylila sie do lusterka,  zeby  narysowac  linie  na  lewej  powiece,  ale  cos  w odbiciu  przyciagnelo  jej

wzrok.

A wlasciwie ktos.

W  sklepie  bylo  pelno  klientów  tloczacych  sie  przy  zimowej  wyprzedazy,  ale  u  Bendela  sa

rzeczy tylko dla kobiet, wiec wszystkie kupujace to wlasnie kobiety. Oprócz niego.

Wygladal  na  szesnascie  lat.  byl  wysoki  i  szczuply,  mial  potargane  blond  wlosy,

czekoladowobrazowa sztruksowa marynarke i dzinsy,  które  wisialy  na  nim  luzno.  Chlopak  w stylu  fa-

ceta z reklamy Eternity for Men Calvina Kleina, tyle ze nie az taki przystojniak.

- Super - szepnela cicho Jenny.

- Prawda,  ze  swietnie?  -  wtracila  sie  Blair.  -  Rozmaz  troche  kreske  palcem.  I  uzywaj

brazowego tuszu. Dzieki niemu twoje oczy beda sie wydawaly jeszcze wieksze.

- Nie, mialam na mysli jego - wyjasnila Jenny. - Za mna.

Blair  zerknela  przez  ramie  i  zobaczyla  dziwacznego,  za  mlodego  dla  niej  blondyna,

przegladajacego torby firmowe Bendela z kosmetykami. Odwrócila sie z powrotem do Jenny.

- Co? Uwazasz, ze jest przystojny?

Elise zachichotala.

- Wyglada troche bezmyslnie.

Akcja Blair Pomaganie Beznadziejnym Przypadkom tracila impet.

- Jesli  robi  zakupy  u Bendela,  to  pewnie  jest  gejem.  Moze  podejdziesz  do  niego  i  zagadasz,

skoro tak ci sie podoba?

Jenny  byla  zazenowana.  Tak  po  prostu  podejsc  i  zagadac  do  niego,  jakby  byla

zdesperowanym, uganiajacym sie za facetami dziwadlem? W zyciu!

- No chodz. - Elise ja szturchnela. - Przeciez sama chcesz.

Jenny  ledwo  mogla  oddychac.  Za  kazdym  razem,  gdy  myslala,  ze  nabrala  pewnosci  siebie,

takie wydarzenie jak to udowadnialo jej, ze nadal byla niesmiala.

- Wyjdzmy  juz  -  mruknela  nerwowo,  jakby  Blair  i  Elise  próbowaly  ja  wciagnac  w  szemrany

interes  z narkotykami.  Podniosla  plecak  z podlogi.  -  Dzieki  za  pomoc  -  powiedziala  szybko  do  Blair.

Potem  zlapala  Elise  za  reke  i  wyciagnela  ja  ze  sklepu,  patrzac  prosto  przed  siebie,  gdy  mijaly

tamtego blondyna.

Zalosne.  Blair  westchnela,  patrzac  jak  wychodza.  Ale  byla  w  tak  dobrym  humorze  od  czasu

telefonu Owena Wellsa, ze nie  zaszkodziloby  jej,  gdy  pomogla  Jenny  jeszcze  troche,  bo najwyrazniej

- 31 -

background image

ta  mala  bardzo  potrzebuje  pomocy.  Wyjela  z  torby  rachunek  za  sukienke,  rdzawym  olówkiem

narysowala wielkie serce i adres e - mailowy Jenny na  konto w Constance  Billard.  Wszystkie  szkolne

adresy  byly  takie  same  -  inicjal  imienia  i  nazwisko,  wiec  latwo  bylo  odgadnac  adres  Jenny.  Potem

zgniotla  rachunek  w kulke  i  gdy  przechodzila  obok  chudego  blondyna,  strzelila  go  kulka  w  plecy,  a

potem wypadla przez obrotowe drzwi, nim zdazyl zobaczyc, kto to zrobil.

Blair  Waldorf  wysilila  sie,  zeby  zrobic  cos  milego  dla  innej  osoby?  Co  za  przemiana!  To  cos

wiecej  niz  nowa  fryzura.  Niczym  prawdziwa  gwiazda  miala  zamiar  wykorzystac  pelny  zakres  uslug

oferowanych w ramach weekendu na farmie pieknosci - lacznie z gruntowna przemiana duchowa.

jakby juz nie bylo mu dosc dobrze

Tak jak Aaron sie spodziewal, pod porcelanowym dzbankiem na mleko w biale róze, na  stoliku

w przedpokoju  apartamentu jego  ojca  i  macochy  przy  Siedemdziesiatej  Drugiej  Wschodniej  czekala

kremowa koperta z Harvardu.  Aaron  pozwolil  potwornie  spragnionemu  Mookiemu  popedzic  do kuch-

ni,  nie  zdejmujac  mu  nawet  smyczy,  i  wzial  koperte  sztywnymi  palcami.  Serena  czekala  za  jego

plecami, ale on wolal otworzyc koperte w samotnosci.

- A jesli mnie nie przyjeli?

Serena zdjela plaszcz i rzucila go na niebieskie krzeslo z delikatnym obiciem.

- Nadal bede cie kochac, chocby nie wiem co - powiedziala, ledwo lapiac oddech.

Aaron popatrzyl na koperte, zly na siebie, ze tak sie denerwuje.

- Pieprzyc to - mruknal pod nosem i rozerwal  zapieczetowana koperte.  Rozlozyl  ladnie  zlozona

kremowa kartke i przeczytal dwa razy wydrukowany na niej akapit. Potem spojrzal na Serene.

- O nie.

Posmutniala. To straszne, przez co musi przechodzic jej najdrozszy skarb!

- Och, moje biedactwo. Tak mi przykro.

Aaron poda! jej list. Zerknela na kartke niechetnie.

Drogi panie Rose,

przejrzelismy panskie podanie i z przyjemnoscia informujemy pana o przyjeciu  na  Uniwersytet

Harvarda na wydzial...

- 32 -

background image

Blekitne oczy Sereny nagle zrobily sie ogromne.

- Dostales sie! Kochanie, przyjeli cie!

Za ich plecami Myrtle, kucharka, szla szybko korytarzem, prowadzac na smyczy  sliniacego  sie,

dyszacego  Mookiego.  Jasnozólty  uniform  sluzacej  miala  spryskany  czyms  pomaranczowo  -

czerwonym i wygladala na wkurzona.

- Myrtle, Aaron dostal sie do Harvardu! - oznajmila z duma Serena. Objela  swojego  chlopaka  i

uscisnela mocno. - Niesamowite, prawda?

Na Myrtle nie zrobilo to wrazenia.  Rzucila  smycz  Aaronowi.  Na  tlustych  rekach  zadzwonily  jej

zlote bransoletki. Jej spracowane rece pachnialy cebula.

- Zabierz  ze  soba  psa  tam,  gdzie  sie  wybierasz  -  zbesztala  go  i  tupiac  nowymi  bialymi

tenisówkami Nike'a, wrócila do kuchni.

Serena i Aaron usmiechneli sie do siebie szelmowsko.

- To chyba trzeba uczcic,  prawda?  -  zasugerowal  Aaron,  gdy  ulga  blyskawicznie  zamienila  sie

w dume.

Serena potarla smuklym palcem swój sliczny piegowaty nos.

- Wiem, gdzie trzymaja szampana.

Blair  jechala  winda  do  penthouse'u  swojej  rodziny.  Okna  tego  mieszkania  wychodzily  na

Central Park  przy Siedemdziesiatej  Drugiej.  Kiedy  drzwi  windy  sie  rozsunely,  natychmiast  rozpoznala

granatowa  marynarska  kurtke  z kaszmiru  Sereny,  niedbale  rzucona  na  szezlong  w stylu  Ludwika  XVI

stojacy w holu. Dziwne, ze Serena kreci sie po domu, kiedy jej w nim nie ma.

- Blair? - Z dawnego pokoju goscinnego, który teraz nalezal do Aarona, dobiegl ja  glos  Sereny.

- Chodz tutaj. Gdzie bylas?

- Poczekaj! - odkrzyknela Blair.

Zdjela  jasnoniebieska  budrysówke  i  powiesila  ja  w  szafie.  Nie  miala  ochoty  tlumaczyc  sie  z

drastycznej  zmiany  wygladu  przed  Serena  i  Aaronem,  którzy  beda  siedzieli  w  samej  bieliznie  albo

robili cos równie  obrzydliwego,  ale  nie  wiedziala,  jak  sie  z tego  wyplatac.  Jesli  ich  zignoruje,  zaczna

walic do jej drzwi, skakac po jej lózku i domagac sie uwagi jak niedorozwinieci kretyni.

Zapach ziolowych papierosów unosil sie w powietrzu w korytarzu.

- Czesc! - krzyknela, stajac w uchylonych drzwiach.

- Wejdz - wybelkotal Aaron. Po dwóch kieliszka dom pérignon zawsze byl  lekko  podchmielony.

- Mamy mala impreze.

Blair  pchnela  drzwi.  Zmieniono  wystrój  pokoju  -  teraz  byl  w  kolorach  Aarona,  oberzyny  i

- 33 -

background image

blekitu. W oknach  zamiast  zaslon  wisialy  dziwaczne,  szare  metalowe  zaluzje  z lat  piecdziesiatych,  a

na podlodze  walaly  sie  ogromne  pufy.  Recznie  tkana  z  konopi  mata  zaslaniala  drewniana  podloge

uslana  kompaktami,  grami  komputerowymi,  plytami  DVD,  pismami  muzycznymi,  bibliotecznymi

ksiazkami  o  Jamajce,  kulturze  rastafarianskiej  i  calym  zlu  przemyslu  miesnego.  Serena  i  Aaron

siedzieli  na  wymietoszonym  lózku  z baldachimem  w stylu  Edwarda  VII,  pili  szampana  z  najlepszych

krysztalowych  kieliszków  mamy  i  mieli  na  sobie  tylko  bielizne,  tak  jak  sie  Blair  tego  spodziewala.

Wlasciwie  to  Serena  miala  na  sobie  za  duza  koszulke  Aarona  w  kolorze  ciemnego  khaki

przeslaniajaca satynowe biale figi La Perla.

Przynajmniej to byla ladna bielizna. 

Blair juz miala zapytac, co to za wielka okazja, kiedy Serena wypalila:

- Aaron sie dostal! Dostal sie do Harvardu!

Blair gapila sie na nich, czujac. jak rosnie jej  w gardle  gula.  Juz  samo  patrzenie  na  wspaniala

kaskade  jasnych  wlosów  Sereny, podczas  gdy  jej  wlasne  lezaly  w koszu  przy Piecdziesiatej  Siódmej,

okazalo  sie  dosc  trudne,  a  pelny  samozadowolenia  usmiech  na  denerwujacej,  okolonej  dredami

twarzy  Aarona  wystarczyl,  zeby  miala  ochote  gwaltownie  zwymiotowac  na  ten  jego  idiotyczny,

ekologiczny chodnik.

- Przysun  sobie  puf  -  zaproponowal  Aaron.  Wskazal  na  harwardzki  kubek  stojacy  na  biurku.  -

Ten kubek jest w miare czysty, jezeli masz ochote na szampana.

Serena pomachala kremowa kartka.

- Posluchaj tego. „Drogi panie Rose” - zaczela czytac na glos - „przejrzelismy panskie  podanie

i z przyjemnoscia informujemy pana o przyjeciu na Uniwersytet Harvarda na wydzial...”

Blair  nie  zjadla  lunchu  przed  pójsciem  do  fryzjera  i  na  widok  tej  fety  pod  haslem  „kochamy

Aarona”  zrobilo  jej  sie  slabo.  To  ona  powinna  otwierac  list  z  powiadomieniem  o  wczesniejszym

przyjeciu, ale po tym, jak schrzanila rozmowe kwalifikacyjna,  doradczyni  szkolna  w Constance  Billard

doradzila  jej,  zeby  nie  skladala  podania  wczesniej.  Dostanie  sie  do  Yale  bylo  jedynym  celem

zyciowym Blair - no moze jeszcze  wyjscie  za  maz  za  Nate'a  Archibalda  oraz  dlugie  i  szczesliwe  zycie

w porosnietym bluszczem ceglanym domu przy Piecdziesiatej, który juz sobie  wybrala.  Ale  teraz  musi

czekac  az  do  kwietnia  razem  z  reszta  debili  z  klasy,  zeby  dowiedziec  sie,  czy  ja  przyjeli.  Jakie  to

niesprawiedliwe!

- Przykro mi, Blair. - Aaron pociagnal lyk szampana. Zawsze bardzo uwazal, zeby nie  nadepnac

Blair  na  odcisk,  ale  dzisiaj  zbyt  wspaniale  sie  czul,  zeby  sie  nia  przejmowac.  -  Nie  bede  przepraszal

za to, ze sie dostalem. Zasluzylem sobie na to.

Jakby  olbrzymie  skrzydlo  dla  nauk  scislych,  które  wybudowala  firma  budowlana  jego  ojca  na

- 34 -

background image

kampusie Harvardu, nie mialo z tym nic wspólnego.

- Pieprz sie - odpowiedziala Blair. - Na wypadek gdybys  zapomnial,  mialabym  juz  odpowiedz  z

Yale, gdybys nie zmusil mnie do picia gównianego piwa i  jedzenia  okropnego  zarcia  w tym oblesnym

motelu przed rozmowa kwalifikacja.

Aaron przewrócil oczami.

- Nie kazalem ci calowac goscia z komisji.

Serena parsknela smiechem, a Blair spiorunowala ja wzrokiem.

- Przepraszam  -  powiedziala  szybko  Serena.  -  Daj  spokój,  Blair.  Jestes  najlepsza  uczennica  w

klasie. Na pewno sie dostaniesz. Musisz tylko poczekac do kwietnia, zeby sie o tym dowiedziec.

Blair caly czas piorunowala  ja  wzrokiem.  Nie  chciala  czekac  az  do kwietnia.  Chciala  wiedziec

teraz.

Aaron zapalil  nastepnego  papierosa  ziolowego  i  uniósl  brode w strone  sufitu,  zeby  wypuscic

kólko z dymu. Juz  wyczuwalo sie  w nim  cos  z rozleniwionego  poczucia  wyzszosci  -  mógl  przez  reszte

drugiego semestru pic szampana, a i tak dostanie sie do Harvardu. Pieprzony gnojek.

- Ej!  -  Ziewnal.  -  Musze  jechac  do Scarsdale,  zeby  pocwiczyc  z zespolem,  ale  potem  mozemy

gdzies wyjsc, zeby to uczcic.

- Swietnie! - Serena stanela  na  lózku  i  zrobila  pare  pajacyków,  jakby  naprawe  musiala  troche

pocwiczyc.

Sliczne wlosy Sereny unosily sie w powietrzu i opadaly kaskada na  jej  ramiona.  Aaron  siedzial

w klebach dymu. Nagle Blair poczula, ze nie wytrzyma z nimi w jednym pokoju ani minuty dluzej.

- Mam  prace  domowa  -  rzucila  zirytowana  i  podniosla  glowe,  zeby  poprawic  nowa  fryzure.

Odwrócila sie, zeby wyjsc.

- O mój Boze! - krzyknela Serena, zeskakujac z lózka Aarona. - Czekaj, Blair, twoje wlosy!

Milo, ze w koncu zauwazyla.

Blair  zatrzymala  sie  w  drzwiach  i  siegnela  dlonia  do  miejsca,  w  którym  jej  ciemne  wlosy

opadaly prosta linia na kark.

- Takie mi sie podobaja - odparla zaczepnie.

Serena  obeszla  ja,  jakby  Blair  byla  jednym  z marmurowych  greckich  posagów,  które  stoja  na

parterze w Metropolitan Museum.

- O  mój  Boze!  -  powtórzyla  i  poprawila  Blair  luzne  pasemko  wlosów.  -  Strasznie  mi  sie

podobaja! - krzyknela odrobine zbyt entuzjastycznie.

Blair zmarszczyla  nos  podejrzliwie.  Czy  Serena  mówi  prawde, czy  tylko  udaje?  Zawsze  trudno

bylo odgadnac.

- 35 -

background image

- Wygladasz dokladnie jak Audrey Hepburn - zauwazyl Aaron z lózka.

Blair  wiedziala  -  chcial  wynagrodzic  jej  to,  ze  zachowal  sie  jak  zadowolony  z  siebie  dupek  z

powodu  zawiadomienia  z  Harvardu.  Rozwazyla,  czy  powiedziec  o  spotkaniu  z  absolwentem  Yale

Owenem Wellsem w czwartkowy wieczór, ale postanowila zostawic te informacje dla siebie.

- Przepraszam - rzucila chlodno. - Mam pare rzeczy do zrobienia.

Serena  patrzyla,  jak  Blair  wychodzi,  a  potem  weszla  na  lózko  obok  Aarona.  Wziela  list  z

Harvardu, zlozyla go i ostroznie wsunela od koperty.

- Jestem z ciebie taka dumna - mruknela, wpadajac w ramiona Aarona i calujac go znowu.

W koncu  Aaron  odsunal  sie,  ale  Serena  nadal  miala  zamkniete oczy.  Oblizywala  z ust  slodki,

ziolowy smak jego pocalunku.

- Kocham cie. - Slowa jakby same wypadly z jej ust. Otworzyla rozmarzone oczy.

Aaron  nigdy  nie  mówil  dziewczynie,  ze  ja  kocha,  i  nie  zamierzal  mówic  tego  Serenie,

przynajmniej  nie  tak  od razu.  Ale  to byl  tak  niesamowity  dzien,  a  ona  wygladala  tak  olsniewajaco  z

zarumienionymi policzkami i idealnymi ustami zaczerwienionymi od pocalunków. Dlaczego by nie?  To

bylo  jak  zakonczenie  jego  potajemnej,  tandetnej  fantazji  o  gwiezdzie  rocka,  w  której  on  i  jakas

niewiarygodnie  piekna  dziewczyna  odjezdzaja  ku  zachodzacemu  sloncu  na  odlotowym,  ryczacym

harleyu.

- Ja tez cie kocham - odpowiedzial i znowu ja pocalowal.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

CZYZ NIE JESTESMY WYJATKOWI?

No wiec plotki o tym, ze najlepsze uniwersytety nie przyjma w tym roku nikogo wczesniej,  okazaly  sie

absolutnie  nieprawdziwe.  Hura!  Kilkoro  z  nas  przyjeto!  Wiem,  ze  czujemy  sie  wyjatkowi,  ale  jesli

- 36 -

background image

zaczniemy  imprezowac,  jakby  to  byt  sylwester  2099,  pic  szampana  przed  klasa  i  urywac  z  potowy

zajec,  to  okaze  sie,  ze  na  imprezach  jestesmy  tylko  my,  bo  przyjaciele  znienawidza  nas  z  calego

serca.  Spróbujcie  zostawic  radosc  dla  siebie,  przynajmniej  do  kwietnia,  gdy  reszta  klasy  dowie  sie,

gdzie sie dostala. Radze tak dla waszego dobra.

SLOWO NA M

Do  walentynek  niecaly  tydzien,  a  milosc  unosi  sie  w  powietrzu  doslownie  wszedzie.  Mamy  ja  na

koncu jezyka. O niej myslimy przed zasnieciem. Lapiemy  sie  na  tym, ze  sami  -  i  nasi  sasiedzi  z lawki

tez -  bazgrzemy  sentymentalne  serduszka  na  lekcjach  matematyki.  Ale  fakt,  ze  swiat  zamienil  sie  w

jedno gigantyczne czekoladowe serce z napisem „Badz mój”, nie oznacza, ze  mamy chodzic  i  skladac

obietnice,  których  nie  mozemy dotrzymac.  Uzywanie  slowa  na  M w  sytuacjach  intymnych  moze  byc

niebezpieczne.  Ja  wole  cos  bardziej  ogólnego,  jak  „kocham  was  wszystkich”.  I  naprawde  tak  czuje,

serio, serio.

Na celowniku

N czai sie przy Madison Avenue  z rekoma  w kieszeniach  plaszcza  i  wyglada  zupelnie  jak  nie  on; jest

spiety  i  zatroskany.  V i   caluja  sie  w  ksiegarni  Shakespeare  Books  w  poblizu  uniwersytetu  -  och,

jakie to slodkie. B przymierza buty w sklepie Sigersona Morrisona przy Houston Street. S w Fetch  przy

Bleecker Street  kupuje  kolejne przesliczne  ubranko  dla  psa.  J i  jej  nowa  przyjaciólka,  E,  chichocza  w

aptece  Duane  Reade  przy  pólkach  z  podpaskami  i  tamponami.  Ach,  dzieciaki.   robi  zapasy  w

malenkim  bezimiennym  sklepie  z  uzywanymi  plytami  reggae  przy  Trzeciej  Wschodniej.  Bedzie  mial

czego sluchac, obijajac sie przez reszte semestru.

Wasze e – maile

P: Droga P!

Slyszalem,  ze  diler,  który kiedys  pracowal  w pizzerii,  wpadl  w rece  policji  i  teraz  sam  jako

tajniak lapie swoich dawnych klientów. 

Dawg

O: Drogi Dawg!

- 37 -

background image

To  brzmi  jak  kiepski  film  z  TNT.  Mam  nadzieje,  ze  zadne  z  naszych  przyjaciól  w  nim  nie

zagra.

P

P: Droga plotkaro!

Zupelnie  zapomnialam  ci  o  tym  wczesniej  powiedziec,  ale  widzialam  te  mala  z  wielkimi

cyckami, jak czekala w poczekalni u chirurga kosmetycznego. Ogladala  ksiazke  pod tytulem

 Biusty gwiazd. Mówie powaznie. Pewnie wybierala sobie, jaki chce miec.

skarzypyta

O: Droga skarzypyto!

To bardzo interesujace, ale skoro juz jestesmy przy tym - dlaczego ty tam bylas?

P

JAKBY TEGO WSZYSTKIEGO BYLO MALO...

Teraz, gdy sprawe wczesniejszych przyjec mamy juz  za  soba,  mozemy skupic  sie  na  czyms  naprawde

waznym: Tygodniu Mody. Zaczyna sie w piatek i beda na nim wszyscy moi  ulubiency,  lacznie  ze  mna.

Do zobaczenia w pierwszym rzedzie!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

chudy poeta z westside poznaje smak slawy

We  wtorek  rano  po  drodze  do  Riverside  Dan  zatrzymal  sie  przy  kiosku  na  rogu

Siedemdziesiatej  Dziewiatej  i  Broadwayu,  zeby  kupic  walentynkowe  wydanie  „New  Yorkera”  i  duza

czarna  kawe,  która  smakowala,  jakby  ja  zrobiono  trzy  lata  temu  -  czyli  wlasnie  tak  jak  lubil.  Na

okladce  pisma  zamieszczono  ilustracje  przedstawiajaca  arke  Noego  przycumowana  przy  molo  w

nowojorskim porcie, ze Statua Wolnosci majaczaca w tle. Na burcie statku namalowano  slowa  Statek

Milosci, a wszystkie  zwierzeta  stojace  w kolejce  na  poklad  trzymaly  sie  za  lapy,  calowaly  i  tulily.  To

bylo  calkiem  zabawne.  Dan  stanal  na  rogu  i  zapali!  drzacymi  rekoma  camela  bez  filtra,  a  potem

- 38 -

background image

otworzyl pismo i zaczal przegladac spis tresci, zeby znalezc swój wiersz. I znalazl: w rubryce Wiersze -

 Dan  Humphrey,  strona  czterdziesta  druga,  Zdziry.  Otworzy!  na  tej  stronie,  zapominajac  o  palacym

sie w jego ustach papierosie. Na czterdziestej drugiej wypadala akurat dziewiata strona opowiadania

Gabriela  Garcii  Rhodesa  pod  tytulem  Amor  con  los  Galos  -  Milosc  do  kotów.  I  w  samym  srodku

opowiadania wydrukowano wiersz Dana.

Otrzyj resztki snu z moich oczu i nalej mi nastepna filizanke. 

Rozumiem, co próbowalas mi przez caly czas powiedziec.

Golac glowe i obchodzac sie ze mna (tak delikatnie) 

Za pomoca satyny i koronki:

 Jestes dziwka.

Na  dworze  bylo  lodowato  zimno,  ale  nerwowy  pot  splynal  Danowi  na  powieki.  Dan  wyplul

palacy sie papieros na chodnik, zamknal pismo i  wcisnal  je  do czarnej  torby.  Gdyby  zajrzal  na  strone

wspólpracowników, zobaczylby notatke:

Daniel Humphrey (wiersz, str. 42) jest w maturalnej  klasie  w nowojorskiej  szkole  sredniej.  To

jego pierwsze opublikowane dzielo.

Ale  Dan  nie  dal  rady  przegladac  pisma  chocby  minute  dluzej,  nie  kiedy  tysiace  ludzi  wlasnie

wertowaly „New Yorkera” i zatrzymywaly sie, zeby przeczytac jego brutalny, wsciekly wiersz.  Sam  nie

wiedzial, czy wiersz jest dobry.

Ruszyl  Brodwayem  do szkoly,  a  rece  trzesly  mu  sie  jak  szalone.  Gdyby  tylko  cos  zrobil  -  na

przyklad sabotowal prasy drukarskie „New  Yorkera”. Wtedy  musieliby  wycofac  walentynkowy  numer

wczoraj póznym wieczorem.

Tak jakby w ogóle mógl cos zmienic.

- Ej, koles! - uslyszal za soba znajomy, zadufany glos najmniej lubianego kolegi z klasy.

Zatrzymal sie i odwrócil. Zobaczyl Chucka Bassa, który przerzucil sobie przez  ramie  granatowy

kaszmirowy szalik z monogramem i przeczesal wymanikiurowanymi paznokciami wlosy,  ciemny  blond

z pasemkami.

- Czlowieku,  ladny  wiersz,  ten  w  „New  Yorkerze”.  -  Chuck  klepnal  Dana  w  plecy  w  ramach

gratulacji, a jego rózowy sygnet z monogramem  blysnal  w sloncu.  -  Kto by pomyslal,  ze  z ciebie  taki

ogier?

- 39 -

background image

Czy  w Chucku  Bassie  bylo  cos  ewidentnie  gejowskiego?  Moze  nie.  To,  ze  zrobil  sobie  jasne

pasemka,  nosil  waski,  welniany  kremowy  plaszcz  od  Ralpha  Laurena  plus  pomaranczowe  skórzane

buty Prady,  nie  znaczylo,  ze  przestal  molestowac  bezbronne, pijane  dziewczyny  na  imprezach.  Moze

po prostu wyrazal siebie.

Z pewnoscia nie bylo w tym nic zlego.

- Dzieki  -  wymamrotal  Dan,  bawiac  sie  plastikowa  przykrywka od kubka  z kawa.  Zastanawial

sie, czy Chuck ma zamiar isc  z nim przez  cala  droge  do szkoly,  zeby  rozmawiac  o wierszu.  Ale  wtedy

zadzwonila jego komórka, wiec nie  musial  odpowiadac  na  bezmyslne  pytania,  typu ile  lasek  zaliczyl,

nim napisal ten wiersz. No bo o czym lubi rozmawiac Chuck Bass rano w drodze do szkoly?

Dan przylozyl telefon do ucha, a Chuck znowu go klepnal i ruszyl przed siebie.

- Slucham?

- Moje  gratulacje,  Danielson!  -  krzyknal  Rufus  do sluchawki.  Ojciec  nigdy  nie  wstawal  przed

ósma,  wiec  to byl  pierwszy  raz,  kiedy  Daniel  rozmawial  z nim  rankiem.  -  Jestes  genialny,  po  prostu

rewelacja! „New Yorker”, jasna cholera, to „New Yorker”!

Dan  zasmial  sie  niepewnie,  troche  zawstydzony.  Niezliczone  notatniki  wypelnione  dziwnymi,

chaotycznymi  wierszami  ojca  lezaly  w  zakurzonym  pudle  w  schowku  na  szczotki.  Chociaz  wydawal

malo znanych bitników, sam rzadko kiedy cos publikowal.

- I w zyciu nie uwierzysz... - ciagnal Rufus, ale wtedy glos sie urwal. Dan uslyszal  w tle  odglos

spluczki. Typowe. Ojciec rozmawial z nim, siedzac na kiblu.

Dan, popijajac kawe, ruszyl do szkoly. Spóznilby  sie  na  chemie,  gdyby  sie  nie  pospieszyl.  Nie,

zeby to bylo cos strasznego.

- Tato? Jestes tam? - zapytal.

- Czekaj, synu - odpowiedzial roztargnionym glosem Rufus. - Mam zajete rece.

Dan mógl sobie wyobrazic, jak ojciec wlasnie wyciera dlonie w wystrzepiony czerwony  recznik

wiszacy na drzwiach lazienki, a potem wyciaga spod pachy zwiniety  egzemplarz  „New  Yorkera”, zeby

znowu przeczytac wiersz Dana.

- Dziekani od rekrutacji  z Brown  i  Columbii  wlasnie  do mnie  dzwonili,  zeby  powiedziec,  jakim

jestes  cudownym  dzieckiem  -  wyjasnil  Rufus.  Mówil  niewyraznie,  jakby  mial  cos  w  ustach.  Dan

slyszal plynaca wode. Czyzby ojciec myl zeby? - Az sie slinili, chciwe sukinsyny.

- Z  Brown  i  Columbii?  Naprawde?  -  powtórzyl  Dan  z  niedowierzaniem.  Chodnik  przed  nim,

witryny sklepowe i przechodnie rozmazali sie  w powolnie  falujacy  ocean.  -  Jestes  pewien,  ze  to oni?

Z Columbii i Brown?

- Jestem tego pewny, tak samo jak tego, ze nadal sikam na zólto - odparl beztrosko Rufus.

- 40 -

background image

Zwykle  Dan  bladl,  slyszac  takie  dosadne  porównania  ojca,  ale  tym  razem  zbyt  go  zaprzatal

wlasny  sukces.  Moze  jednak  warto  byc  publikowanym  poeta?  Przed  nim  zamajaczyly  czarne

metalowe drzwi wejsciowe  do szkoly  sredniej  Riverside.  -  Ej.  tato,  musze  isc  na  lekcje,  ale  dzieki  za

telefon. Dzieki za wszystko - wyrzucil z siebie pod wplywem naglego przyplywu uczuc.

- Nie  ma  za  co,  synu.  Niech  ci  woda  sodowa  nie  uderzy  do  glowy  -  zazartowal  Rufus,  nie

potrafiac ukryc dumy w zachrypnietym glosie. - Pamietaj, poeci to pokorna gromadka.

- Bede pamietal - obiecal szczerze Dan. - Jeszcze raz dziekuje, tato.

Wylaczyl sie i pchnal drzwi. Pomachal do Aggie, starej jak swiat  recepcjonistki,  która  kazdego

dnia  wkladala  do szkoly  inna  peruke,  i  wpisal  sie  na  liste.  Jego  telefon  komórkowy zapiszczal  i  Dan

zorientowal sie, ze kiedy rozmawial z ojcem, ktos  do niego  dzwonil.  Nie  mozna  bylo  uzywac  komórek

w szkole,  ale  zajecia  juz  sie  zaczely  i  korytarze  calkiem  pustoszaly.  Wdrapujac  sie  po  betonowych

schodach do laboratorium chemicznego, odsluchal poczte glosowa.

- Daniel  Humphrey?  Tu  Rusty  Klein  z  kancelarii  Klein,  Lowenstein  i  Schutt.  Czytalam  twój

wiersz  w  „New  Yorkerze”.  Zakladam,  ze  nie  masz  jeszcze  agenta.  Mam  zamiar  cie  reprezentowac.

Wpisalam  cie  na  liste  gosci  na  pokaz  Better  Than  Naked

*

 na  piatek  wieczór.  Porozmawiajmy  wiec.

Pewnie  jeszcze  o  tym  nie  wiesz,  ale  jestes  cholernie  dobry.  Czytelnicy  potrzebuja  powaznego,

mlodego  poety,  zeby  mogli  sie  poczuc  bezwartosciowi  i  powierzchowni.  A  teraz,  kiedy

przyciagnelismy  ich  uwage,  jestesmy  pewni  jak  cholera,  ze  trzeba  wykorzystac  ped,  którego

nabralismy. Jestes nastepnym Keatsem. Zrobimy z ciebie slawe tak szybko, ze bedziesz myslal,  ze  sie

taki urodziles. Nie moge sie doczekac. Ciao!

Dan  zachwial  sie,  gdy  przed  drzwiami  laboratorium  odsluchal  po  raz  drugi  halasliwa,

zadyszana  wiadomosc  od  Rusty  Klein.  Slyszal  juz  o  niej.  Rusty  wynegocjowala  milion  dolarów  za

ksiazke  szkockiego  dzokeja,  który  twierdzil,  ze  jest  nieslubnym  synem  ksiecia  Karola.  Dan  czytal  o

tym w „New  York  Post”. Nie  mial  pojecia,  co  to za  pokaz  Better  Than  Naked,  ale  to super,  ze  Rusty

wpisala go na liste gosci, chociaz nawet sie nie  znali.  I  spodobalo  mu sie,  ze  nazwala  go  nastepnym

Keatsem.  Keats  mial  najwiekszy  wplyw  na  niego  i  jezeli  Rusty  Klein  potrafila  to  dostrzec,  czytajac

tylko jeden jego wiersz, bardzo chcial, zeby go reprezentowala.

Wsadzil  telefon  do torby i  znowu  wyciagnal  „New  Yorkera”.  Tym  razem  zerknal  do  strony  o

autorach  i  przeczytal  swój  krótki  biogram.  Potem  znowu  wrócil  na  strone  ze  swoim  wierszem.

Przeczytal go od poczatku do konca i juz sie  nie  wstydzil,  ze  jego  dzielo  wydano  diukiem.  Rusty  Klein

uwazala, ze jest dobry. Rusty Klein! Wiec moze rzeczywiscie byl dobry.  Podniósl  wzrok i  zerknal  przez

okienko  w  drzwiach  do  sali.  Zobaczyl  rzedy  chlopiecych  glów  ustawionych  jak  pionki  twarzami  do

tablicy.  Szkola  nagle  wydala  mu  sie  trywialna.  On  zostal  stworzony  do  zdecydowanie  wiekszych  i

- 41 -

background image

nieskonczenie wspanialszych rzeczy!

Nagle  w drzwiach  laboratorium  stanal  zaskakujaco  niski  pan  Schindledecker.  Spojrzal  w góre

na Dana. Mial sztywne wasy i nosil brzydka dwurzedowa marynarke.

- Zamierza  pan  przyjsc  na  lekcje,  panie  Humphrey,  czy  woli  pan  zostac  tutaj  i  patrzec  na  nas

przez okienko?

- Juz  ide.  -  Dan  zwinal  „New  Yorkera”,  wsunal  go  pod  ramie  i  wszedl  do  laboratorium.

Spokojnie  przeszedl  na  koniec  sali.  Jakie  to  dziwne.  Nigdy  nie  robil  niczego  ze  spokojem,  ledwo

rozpoznal wlasny glos,  gdy  sie  przed  chwila  odezwal,  poniewaz  pobrzmiewala  w nim  bezczelna  nuta

arogancji, jakby cos w nim rozkwitlo i bylo gotowe, aby wyjsc na wolnosc.

To bylo jak w tym kawalku z wiersza Keatsa Dlaczego dzis sie smialem?

Wiersz, slawa, piekno doprawdy sa potezne...

I Dan wlasnie to poczul.

plotki w przerwie

- Wyjdzmy  na  papierosa  -  szepnela  Elise  do ucha  Jenny,  gdy  schodzily  do  stolówki  w  czasie

przerwy. Jedenasta rano, zaczela sie pauza na sok i ciastko. Tylko uczennice z najstarszej klasy mogly

w drugim semestrze wychodzic ze szkoly w czasie krótkiej  przerwy,  wiec  byla  to propozycja  zrobienia

czegos absolutnie zakazanego.

Jenny zatrzymala sie na schodach.

- Nie wiedzialam, ze palisz.

Elise  otworzyla  wewnetrzna  kieszonke  w  bezowym  plecaku  Kennetha  Cole'a  i  wysunela  do

polowy paczke malboro lights.

- Od czasu do czasu  -  wyjasnila,  chowajac  z powrotem paczke, na  wypadek  gdyby  szedl  jakis

nauczyciel. - Idziesz?

Jenny zawahala sie.  Jezeli  recepcjonistka  zauwazy,  ze  wychodza,  moze na  nie  nawrzeszczec  i

zadzwonic po wychowawce albo nawet po rodziców.

- Jak...?

- Po  prostu  chodz  -  ponaglila  ja  Elise.  Popedzila  schodami,  wlokac  Jenny  za  soba.  -  Chodz,

- 42 -

background image

chodz, chodz!

Jenny wstrzymala oddech. Przebiegly  przez  wylozona  czerwonym dywanem  recepcje  w strone

frontowych  drzwi.  Trina,  szkolna  recepcjonistka,  warczala  wlasnie  do  mikrofonu  telefonu  i

jednoczesnie  sortowala  poczte.  Nawet  nie  zauwazyla  dwóch  uczennic  z  mlodszej  klasy,  które

przemknely obok niej, nie zatrzymujac sie, zeby podpisac liste.

Blair  siedziala  sama  przy  Dziewiecdziesiatej  Czwartej  Wschodniej  na  werandzie,  ulubionym

miejscu  uczennic  z  ostatniej  klasy  szkoly  Constance  Billard.  Kopcila  jak  smok  merity  ultra  light  i

przegladala  pytania  zadawane  na  rozmowach  kwalifikacyjnych  do  college'ów,  do  których

przygotowywala sie od pazdziernika. Miala tylko dwa  dni  do spotkania  z Owenem  Wellsem  i  absolut

nie nie zamierzala spieprzyc tej rozmowy.

Opowiedz mi o swoich zainteresowaniach. Czym zajmujesz sie po szkole?

Jestem prezesem klubu francuskiego i zasiadam w radzie pomocy spolecznej w szkole.  Jestem

takze  opiekunka  grupy  w  programie  ,  Jak  równa  z  równa”  -  pomagam  mlodszym  uczennicom

rozwiazywac  problemy  natury  emocjonalnej.  Jestem  notowana  w  krajowym  rankingu  tenisistek  -

gram codziennie przez cale lato, zima dwa razy w tygodniu.  Pracuje  jako  wolontariuszka  w kuchniach

dla  biednych,  kiedy  tylko  moge.  Mniej  wiecej  osiem  razy  w  roku  jako  czlonkini  komitetu

organizacyjnego  przygotowuje  imprezy  charytatywne.  W  najblizsza  niedziele  mielismy  przygotowac

Bal  Walentynkowy,  z  którego  dochód  poszedlby  na  rzecz  Little  Hearts,  organizacji  pomagajacej

dzieciom  chorym na  serce,  ale  musielismy  go  odwolac  z powodu  Tygodnia  Mody.  Obawialismy  sie,

ze nikt sie  nie  zjawi.  Wyslalam  listy  do wszystkich  zaproszonych  i  mimo wszystko  zebralismy  trzysta

tysiecy  dolarów.  Zbieranie  funduszy  zawsze  bylo  moja  mocna  strona.  Mam  zamiar  pracowac  jako

wolontariuszka takze na rzecz Yale.

Blair  juz  sobie  wyobrazala,  jak  Owen  jest  zaskoczony  i  pod wrazeniem.  Jak  Yale  mogloby  jej

nie przyjac? Byla dziewczyna najwyzszej klasy.

Albo  raczej  klamczucha  pierwszej  klasy.  Praca  przy  obiadach  dla  biednych  to  kompletna

bujda.  Tak  samo  zapomniala  wspomniec  o  pozostalych  siedmiu  czlonkiniach  komitetu  orga-

nizacyjnego, które pomogly zebrac pieniadze na Little Hearts.

- Ej, Blair!

Serena szla  spacerkiem  w jej  strone.  Wlosy  upiela  w potargany kok,  na  kolanie  miala  wielka

dziure w kabaretkach. Wiekszosc dziewczyn wygladalaby jak ostatnia lafirynda, ale nie Serena - jej to

- 43 -

background image

uchodzilo,  bo  wygladala  swietnie  we  wszystkim.  Ulica  jechala  taksówka.  Kierowca,  przejezdzajac,

zagwizdal  przez  okno i  zatrabil.  Serena  byla  tak  przyzwyczajona  do gwizdów  mezczyzn  i  trabienia  na

nia samochodów, ze nigdy sie nie odwracala.

Usiadla obok Blair i  wyjela  z kieszeni  pognieciona  turkusowa paczke  american  spirit.  Zaczela

je  palic,  kiedy  zaczela  spotykac  sie  z  Aaronem,  poniewaz  mialy  niby  byc  calkiem  naturalne  i

nieuzalezniajace.

Jakby  byla  jakas  róznica  miedzy  naturalnym  tlenkiem  wegla  a  sztucznym  tlenkiem  wegla.

Dajcie spokój.

- Ciagle nie moge uwierzyc,  ze  tak  super  wygladasz  -  westchnela  Serena,  podziwiajac  fryzure

Blair. Zapalila papierosa. - Kto by pomyslal, ze tak zabójczo bedzie ci w krótkich wlosach.

Blair  dotknela  glowy  zazenowana.  Pomyslala,  ze  chyba  powinna  byc  wsciekla  na  Serene,  ale

nie mogla sobie przypomniec dlaczego. Fryzura wygladala zabójczo, nawet jesli to tylko jej zdanie.

Pochlebstwa potrafia zdzialac cuda.

- No  wiec  próbowalam  wymyslic  prezent  dla  Aarona,  rozumiesz,  zeby  mu  pogratulowac

dostania sie do Harvardu. Wiesz moze, co by naprawde chcial dostac albo czego potrzebuje?

Teraz  Blair  przypomniala  sobie,  dlaczego  byla  wsciekla  na  Serene.  Aaron.  Aaron,  Aaron...  To

bylo lak nudne, ze czlowiekowi robilo sie niedobrze.

- Nie bardzo - ziewnela w odpowiedzi. - Remont kapitalny?

- Bardzo smieszne - odparla Serena. - Ej, czy my nie znamy tych dziewczyn?

Po drugiej stronie ulicy Jenny i Elise szly skrepowane, wpadajac na siebie  co  krok -  w sposób,

w jaki czternastolatki podchodza do ludzi, których wstydza sie ich zagadnac.

W koncu obie przedreptaly przez ulice.

- Przynioslysmy wlasne papierosy - oznajmila Jenny nonszalancko,  wciaz  troche  przestraszona

tym, ze wymknela sie ze szkoly.

Elise  wyciagnela  z  plecaka  paczke  malboro,  ale  nim  zdazyla  poczestowac  Jenny,  Serena

rzucila jej paczke american spirit.

- Odlózcie tamte. Te sa dla was o wiele lepsze. 

Elise kiwnela glowa z powaga.

- Dzieki.

Wyciagnela  dwa  papierosy  i  wsadzila  je  sobie  do  ust.  Potem  wyjela  jaskrawozielona

zapalniczke Bica i zapalila oba. Jednego podala Jenny.

Jenny  zaciagnela  sie  z  wahaniem.  Po  tym  jak  Nate  z  nia  zerwal,  próbowala  zaczac  palic  w

ramach  nowego  wizerunku  doswiadczonej  przez  zycie  kobiety.  Miala  jednak  po tym tak  podraznione

- 44 -

background image

gardlo, ze rzucila palenie juz po kilku dniach.

- Sprawdzalas  dzis  e  -  maile?  -  zapytala  ja  Blair,  unoszac  tajemniczo  jedna  ze  swiezo

wyregulowanych brwi.

Jenny zakaszlala od dymu.

- Swoje e - maile?

Blair usmiechnela sie  do siebie.  Chociaz  tamten  blondyn  wygladal  troche  glupio,  stanowiliby

z Jenny naprawde ladna pare. Tyczka i piersiasty paczuszek.

- Zapomnij  -  odparla  jeszcze  bardziej  tajemniczo  Blair.  -  Tylko  pamietaj,  zeby  od  dzis

regularnie sprawdzac poczte.

Oczywiscie  Jenny  chciala  od razu  popedzic  z powrotem do szkoly  i  sprawdzic  poczte,  ale  nie

mogla tak po prostu zostawic Elise, zwlaszcza ze wlasnie szly w ich strone nastepne dwie  dziewczyny

z ostatniej klasy.

- Cholernie bola mnie nogi w tych botkach. Jakbym byla Japonka z zabandazowanymi  stopami.

-  Kati  Farkas  opadla  na  krzeslo  obok  Blair  i  rozpiela  niebieskie  botki  do  kostek  od  Charelesa

Jourdana.

- Przestan narzekac na buty - jeknela nieodlaczna towarzyszka Kati, Isabel Coates.

Isabel oparla sie  o metalowa  porecz  werandy  i  pociagnela  lyk  z papierowego  kubka  z goraca

czekolada  i  bita  smietana..  Miala  na  sobie  zielony  plaszcz  Dolce  &  Gabbana  z  weekendowej

wyprzedazy  próbek.  Nie  mial  guzików,  wiazalo  sie  go  w  pasie  grubym  czarnym  sznurem,  jak  mnisi

habit.

Nic dziwnego, ze nie sprzedal sie w pazdzierniku.

- Moze  gdybys  miala  tak  obwiazane  stopy  jak  Japonki,  moglabys  nosic  te  buty  bez  bólu  -

ciagnela Isabel. - Albo gdybys dala mi je kupic, bo w koncu to ja pierwsza je zobaczylam.

- Chinki.  -  Jenny  nie  mogla  sie  powstrzymac  przed  poprawieniem  ich.  -  W  Chinach

bandazowano kobietom stopy.

Kati i Isabel spojrzaly na nia bez wyrazu.

- Nie powinnyscie byc w szkole? - zapytala ostro Isabel.

- One  pala  z  nami  -  stanela  w  ich  obronie  Blair.  To  wlasciwie  bylo  zabawne  -  miec  dwie

mlodsze siostry w dziewiatej klasie. Nie, zeby chciala miec prawdziwa siostre,..

Kati  udawala,  ze  nie  zauwazyla,  ze  Blair  jest  mila  dla  tych  dwóch  zadzierajacych  nosa

czternastolatek.  Zarzucila  Blair  ramiona  na  szyje  i  ucalowala  ja  w  oba  upudrowane  policzki.  Cmok!

Cmok!

- Nie  moge  uwierzyc,  ze  jeszcze  nic  nie  powiedzialam,  ale  twoje  wlosy  to  calkowity  odlot.

- 45 -

background image

Podobaja mi sie, okropnie mi sie podobaja! - pisnela. - Ta fryzura  jest  bardzo  odwazna.  Slyszalam,  ze

mialas we wlosach gume. Dlatego postanowilas je sciac?

- Moge  ich  dotknac?  -  poprosila  Isabel.  Odstawila  goraca  czekolade  i  wyciagnela  reke,  zeby

niepewnie poklepac tyl glowy Blair. - Ale to dziwne uczucie. Jakbym dotykala chlopaka!

Blair  nagle  zaczela  zalowac,  ze  nie  wlozyla  do  szkoly  kapelusza  albo  jakiegos  turbanu.

Upuscila papierosa na schodek i przydeptala szpiczastym butem.

- Idziemy, dziewczyny! - zawolala, wstajac i wyciagajac dlonie w rekawiczkach  w strone  Jenny

i Elise, jak Mary Poppins, zabierajac dzieci z placu zabaw. - Odprowadze was do szkoly.

Jenny i Elise rzucily papierosy  w krzaki  przed  domem z czerwonego  piaskowca  obok.  Wstaly  i

zalozyly plecaki na  ramiona.  Teraz,  kiedy  spróbowaly,  jak  to jest  palic  papierosy  z maturzystkami  na

lodowato zimnej werandzie, nie wiedzialy za bardzo, co to za atrakcja.

- Myslisz,  ze  moje  wlosy  wygladalyby  równie  dobrze  tak  krótko  obciete?  -  zapytala  Elise,

spieszac sie, zeby dotrzymac kroku Blair.

Wszystko byloby lepsze od pazia, ale Blair nie miala serca i sily, zeby jej to powiedziec.

- Dam ci numer do mojej stylistki - odparla laskawie. 

Gdy skrecily  w Dziewiecdziesiata  Trzecia  Wschodnia,  Mary,  Vicky  i  Cassie  wybiegly  z drzwi  i

pomachaly do nich.

- Widzialysmy, ze zerwalyscie sie na przerwie!

- Wyszlysmy, zeby was zlapac.

- Nie chcialysmy, zebyscie mialy jakies klopoty.

Blair objela Jenny i Elise. Poprowadzila je do szkolnych  drzwi.  Dotarlo  do niej.  ze  tamta  trójka

jest obrzydliwe wscibska.

- Nic nam nie jest - odparla spokojnie. - Nie powinnyscie byc w klasie?

Mary, Vicky i Cassie popatrzyly na nie zdumione i urazone. One byly o tyle  fajniejsze  od Jenny

i Elise. Co musialy zrobic, zeby to udowodnic?

Serena siedziala na zimnym ganku,  malo  zachwycona  faktem, ze  zostala  sama  z Kati  i  Isabel.

Obejrzala  rozdwojone  konce  wlosów,  próbujac  wymyslic  idealny  prezent  dla  Aarona,  a  Kati  i  Isabel

czekaly podniecone na prawdziwe wyjasnienie nowej fryzury Blair.

- Miala jakies wszy, czy co?

- Slyszalam, ze przeszla kolejny epizod maniakalno - depresyjny i  obciela  je  sama  nozyczkami.

Potem musiala isc do salonu, zeby cos z tym zrobili.

- Uwazam, ze wyglada super - odparla rozmarzona Serena. 

Kati i Isabel  spiorunowaly  ja  wzrokiem,  zawiedzione.  Jezeli  Serena  nie  miala  zamiaru  niczego

- 46 -

background image

im zaserwowac, beda musialy cos wymyslic same.

Szczerze mówiac - bedzie o wiele zabawniejsze.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

PRZEDWCZESNY KRYZYS WIEKU SREDNIEGO U MEZCZYZN

O co  chodzi  z tymi  pasemkami  u  C?  Jasne,  ze  pasuja  do  jego  elastycznych  pastelowych  koszulek  i

pomaranczowych trampek  od Prady, ale  od kiedy  on jest  taki...  outré?  Slyszalam  tez,  ze  widziano  go

w poniedzialek wieczorem tanczacego w klubie  Bubble  w Greenwich  Village,  gdzie  wchodzi  sie  tylko

za zaproszeniem - w takim  miejscu  tylko  dla  chlopców,  wiecie,  co  mam na  mysli.  Czy  to mozliwe,  ze

skoro juz dowalal sie do wszystkich kobiet w miescie, teraz przerzucil sie na facetów?

Drugi  chlopak,  o  którego  troche  sie  martwie,  to  N,  mój  osobisty  faworyt.  Tak,  nadal  jest  tak

przystojny jak zawsze i zgadza sie, oddalabym  swoja  torebke  ze  sklepu  Hermes  Birkin,  zeby  byc  jego

ksiezniczka. Chcialabym tylko, zeby przestal  sie  czaic  przy Piatej  Alei,  ukradkowo  popijac  ze  srebrnej

piersiówki,  która  nosi  w  kieszeni,  i  wygladac  jak  znerwicowany  wrak  czlowieka.  Jesli  potrzebuje

kogos,  kto  go  potrzyma  za  reke,  to  wie,  gdzie  mnie  szukac.  Ale  najwieksza  przemiane  przeszedl

chudy,  niechlujny  D.  Jesli  nie  widzieliscie  go  od  dzisiejszego  ranka,  to  mam  niesamowite  nowiny:

ostrzygl  sie!  To  z  pewnoscia  robota  starego  fryzjera  z  rogu  Broadwayu  i  Osiemdziesiatej  Ósmej

Zachodniej,  ale  jego  sliczne  brazowe  oczy  wreszcie  sa  widoczne.  Zdecydowanie  wyglada  lepiej.  I

rysuja mu sie jakies seksowne baczki w stylu literata. Cos drgnelo!

TRZYMAC Z DUZYMI DZIEWCZYNKAMI

To bardzo  pochlebia,  gdy  czlowiek  trafi  pod skrzydla  starszej  dziewczyny  i  przez  chwile  czuje,  jak  to

- 47 -

background image

jest  byc  „takim  super,  ze  nie  trzeba  sie  nawet  starac”.  Ale  nie  daj  sie  poniesc  emocjom.  Nie  mysl

sobie,  ze  wspomniana  starsza  dziewczyna  zacznie  cie  zapraszac  do  kina.  Nie  zacznie.  Kiedy  tylko

zajmie sie swoimi dodatkowymi zajeciami, imprezami, kupowaniem sandalów czy czym  tam  wypelnia

sobie wolny czas,  zapomni  o tobie.  Moze nawet  zapomniec,  jak  sie  nazywasz.  Oczywiscie,  moge  sie

mylic.  Moze  zostaniecie  przyjaciólkami  i  bedziecie  sie  wzajemnie  polecac  do  country  clubu  w

Connecticut,  do którego  obie  wstapicie,  gdy  juz  wyjdziecie  za  maz  i  bedziecie  miec  dzieci.  Albo  nie.

Tylko nie mów, ze nie uprzedzalam.

s– maile

P: Droga

Jestem  calkiem  pewna,  ze  widzialam  A  z  Bronxdale  z  dziewczyna  z  naszej  klasy.  On  byly

caly w skowronkach, bo dostal sie do Harvardu, a ona  cala  zapatrzona  w niego.  Hm,  czy  on

nie ma juz dziewczyny?

w.w.c.w.

O: Droga W.W.C.W.!

A  co  to  wlasciwie  znaczy  W.W.C.W.?  Wierze,  w  co  widze?  Wrobiona  w  cos  wstretnego?

Wazniejszy  wyglad  czy  wiedza?  Jezeli  ci  sie  nie  wydawalo,  to  ja  jestem  W.RB.  -  wspól-

czujaca pewnej blondynce.

P

P: Droga plotkaro!

Slyszalam, ze B zostala przylapana  na  rozprowadzaniu  narkotyków w szkole  i  teraz  musi  po

kryjomu  odwalac  prace  spoleczne.  Jest  tez  na  odwyku  i  dlatego  sciela  wlosy.  Trzeba  tak

zrobic, no wiesz, jak w wiezieniu.

stokrotka

O: Droga Stokrotko!

To brzmi jak kawalek z kiepskiego serialu. Chyba sama w to nie wierzysz, co?

P

Ups! Spóznie sie na solarium i masaz w Bliss - a to jedyny sposób, zeby zachowac usmiech do lata!

- 48 -

background image

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

N kupuje dzialke za dziesiatke

We wtorek  po szkole  Nate  poszedl  do Central  Parku,  zeby  sprawdzic,  czy  na  Owczej  Lace  sa

dilerzy.  Cale  dwadziescia  cztery  godziny  nie  byl  na  haju,  ale  wcale  nie  czul  sie  jak  zdrowy  i  pelny

energii  czlowiek.  Nudzil  sie  do  bólu.  Lekcje  w  szkole  wydawaly  sie  dwa  razy  dluzsze  niz  zwykle.

Nawet oblesne, kulawe zarty Jeremy'ego Scotta Tompkinsona ledwo go smieszyly.

Póznym  popoludniem  slonce  wisialo  nisko  nad  horyzontem,  rzucajac  niesamowita  zlota

poswiate na zbrazowiala trawe. Dwóch zwalistych facetów w czarnych  dresowych  bluzach  z napisem

Pracownicy  na  plecach  podawalo  do siebie  pilke.  Starsza  pani  w  czerwonym  kostiumie  od  Chanel  i

etoli z lisa wyprowadzala swiezo ostrzyzonego biszona. Jak  zwykle  dilerzy  siedzieli  na  lawkach  wokól

laki  i  sluchali  radia  WFAN  na  discmanach  albo  czytali  „Daily  News”.  Nate  dostrzegl  znajomego

rudego  faceta  w  jasnoszarym  dresie  Pumy  i  dopasowanych  do  tego  bialo  -  szarych  butach  Pumy,

szarych okularach i we wlochatej czarnej czapce z Kangola.

- Ej,  Mitchell!  -  krzyknal  zachwycony.  Cholera,  jak  dobrze  go  widziec.  -  Czlowieku,  myslalam,

ze jestes juz w Amsterdamie.

Mitchell pokrecil powoli glowa.

- Jeszcze nie.

- Szukalem cie. Juz prawie kupilem któras z tych torebek ze smieciem. Masz cos. nie? -  zapytal

Nate.

Mitchell  kiwnal  glowa  i  wstal.  Ruszyli  razem  sciezka,  jak  dwóch  przyjaciól  wybierajacych  sie

na spacer po parku. Nate zamknal w piesci zlozony banknot studolarowy, gotowy  wsunac  go  do dloni

Mitchella, gdy tylko przejmie towar.

- Mam nowa dostawe  z Peru. -  Mitchell  wyciagnal  plastikowa torebke  Z  kieszeni  i  dyskretnie

wreczyl ja Nate'owi.

Gdybyscie akurat byli w parku i patrzyli  na  nich,  moglibyscie  pomyslec  -  ze  czestuja  sie  jakas

przegryzka. To znaczy, gdybyscie byli skonczonymi naiwniakami.

- Wielkie  dzieki.  -  Nate  podal  setke  i  wsunal  plastikowa  torebke  do  kieszeni  plaszcza.

Odetchnal z ulga.  Wielka  szkoda,  ze  nie  ma  przy sobie  bibulki,  bo móglby  od razu  na  miejscu  zrobic

- 49 -

background image

sobie duzego, grubego skreta.

- Wiec  -  zaczal,  uwazajac,  ze  wypada  pogadac  chwile  z Mitchellem,  zanim  sie  urwie  -  nadal

masz zamiar wyniesc sie do Amsterdamu?

Mitchell zatrzymal sie i rozpial kieszen kurtki Pumy.

- E  nie.  ugrzezlem  tutaj  na  jakis  czas.  -  Podciagnal  szara  ocieplana  koszulke  i  pokazal  naga,

piegowata klatke piersiowa. Mial do niej przylepione przewody.

Nate  widzial  dosc  odcinków  Prawa  i  bezprawia,  zeby  wiedziec,  co  te  kable  znacza.  Zatoczyl

sie do tylu. Zaraz zemdleje czy co? A moze to jakis zly sen?

Mitchell opuscil koszulke i zapial kurtke.

- Przykro mi, dzieciaku. Dorwali mnie. Pracuje teraz dla nich. - Kiwnal glowe w strone lawek za

ich  plecami.  -  Te  szczury  na  lawce  to  gliniarze,  jasne?  Nie  próbuj  uciekac.  Poczekamy  tu  teraz,  az

dam im  znak.  a  potem którys  z nich  odprowadzi  cie  na  posterunek  przy  Amsterdamie.  Amsterdam  -

cóz za ironia, nie?

- Jasne  -  odparl  odretwialy  Nate.  Rozumial,  ze  Mitchell  próbuje  go  rozbawic,  by  nie  czuc  sie

tak zle, skoro go wystawil policji.

Jak to sie moglo stac? Nigdy wczesniej nikt go nie wystawil i musial przyznac,  ze  to naprawde

paskudne wrazenie. Upuscil torebke z trawa na ziemie i kopnal ja.

- Cholera - mruknal pod nosem.

Mitchell  podniósl  torebke  i  polozyl  Nate'owi  reke  na  ramieniu.  Druga  dlon  uniósl  i  pomachal

do gliniarzy na lawce.  Obaj  wstali  i  ruszyli  szybko  w ich  strone.  Nie  wygladali  na  policjantów. Jeden

mial  czarne  dzinsy  Club  Monaco,  a  drugi  nosil  glupia  czerwona  czapke  z  pomponem.  Machneli

Nate'owi odznakami.

- Nie zalozymy ci kajdanek - wyjasnil ten w dzinsach. - Jestes niepelnoletni, tak?

Nate  pokiwal  glowa  ponuro,  unikajac  wzroku  policjanta.  Konczyl  osiemnascie  lat  dopiero  w

kwietniu.

- Na posterunku bedziesz mógl zadzwonic po rodziców. 

Na pewno sie uciesza, pomyslal z gorycza Nate.

Po  drugiej  stronie  laki  dwóch  gosci  grajacych  w  pilke  i  starsza  pani  z  bialym  puchatym

pieskiem  stali  razem  i  obserwowali  aresztowanie  Nate'a.  jakby  to  byl  pierwszy  odcinek  jakiegos

super reality show.

- Za  kilka  godzin  cie  wypuscimy  -  powiedzial  gliniarz  w  czerwonej  czapce,  zapisujac  cos  w

notatniku.  Nate  zauwazyl,  ze  nosi  w  uszach  zlote  kólka,  i  zdal  sobie  sprawe,  ze  mimo  szerokich

ramion  i  grubych  dloni  to  jest  kobieta.  -  Zaplacisz  grzywne  i  pewnie  wysla  cie  na  obowiazkowy

- 50 -

background image

odwyk.

Mitchell caly czas trzymal dlon na ramieniu Nate'a. jakby go chcial wesprzec moralnie.

- Masz szczescie - dodal.

Nate  nie  podnosil  glowy,  majac  nadzieje,  ze  nikl  go  nie  zobaczy.  Nie  czul  sie  specjalnym

szczesciarzem.

przedstawiamy nowego D

We  wtorek  po  poludniu  Vanessa  siala  przed  Riverside,  filmowala  zamarzniete  resztki

martwego  golebia  i  myslala  o  seksie,  czekajac,  az  zjawi  sie  Dan.  Zostawil  dla  niej  wiadomosc  w

recepcji  w  szkole  Constance  Billard:  To  pilne.  Spotkaj  sie  ze  mna  o  czwartej.  Straszny  dziwak,

pomyslala  czule.  Co  moglo  byc  tak  pilnego?  Pewnie  dostal  ataku  paranoi,  poniewaz  dzis  rano  jego

wiersz  wyszedl  w „New  Yorkerze”.  Albo  chodzi  o  to,  albo  jest  tak  podniecony,  ze  doczekac  sie  nie

moze, zeby  znowu to zrobic.  Zanim  jeszcze  wziela  prysznic,  Vanessa  pobiegla  na  dól  i  kupila  szesc

egzemplarzy „New Yorkera” w kiosku na rogu. Dzieki temu zawsze bedzie miala jakis  egzemplarz  pod

reka, zeby pomachac Danowi przed nosem, gdy poczuje sie wyjatkowo beznadziejny.

Jak  sie  dobrze  nad  tym zastanowic,  to raczej  ona  powinna  sie  denerwowac.  Wiersz  mówil  o

facecie, który obawia sie kobiet, a w szczególnosci swojej dominujacej dziewczyny.  Ludzie,  którzy ich

znaja,  pomysla,  ze  Vanessa  to prawdziwa  jedza.  Ale  ostatnia  linijka  byla  tak  slodka  i  seksowna,  ze

nie mogla narzekac.

Zaopiekuj sie mna. Wet mnie. Zaopiekuj sie. Wez mnie.

Kiedy  to  czytala,  miala  ochote  zerwac  z  siebie  wszystkie  ciuchy  i  wskoczyc  na  Dana.

Delikatnie, rzecz jasna.

I  wtedy  wlasnie,  przerywajac  jej  rozmyslania,  Dan  wypadl  przez  czarne  drzwi  z  Riverside.

Pomachal  pogniecionym  „New  Yorkerem”  do  Vanessy  i  popedzil  do  niej.  Mial  na  sobie  zniszczone

pumy i granatowe sztruksy. Cmoknal ja w usta - pocalunek byl ckliwy i mokry.

- To byl najlepszy dzien w moim zyciu! Kocham cie!

- Nie  musisz  byc  taki  romantyczny,  zeby  znowu  dobrac  sie  do  moich  majtek  -  zachichotala

Vanessa i pocalowala go znowu. - Jestem zawsze do dyspozycji. A tak przy okazji, tez cie kochani.

- 51 -

background image

- Super. - Dan usmiechnal sie do niej bezmyslnie. 

Vanessa  nie  mogla  uwierzyc,  ze  to ten  sam  Dan,  którego  widziala  wczoraj.  Nadal  byl  blady,

chudy  i  przesiakniety  kofeina,  ale  jego  brazowe  oczy  lsnily  i  na  policzkach  -  zwykle  ziemistych  -

rysowaly sie doleczki od usmiechu. Czekaj no. Od kiedy to widac jego oczy?

Wow, obciales wlosy! - zauwazyla i odsunela sie o krok, zeby mu sie przyjrzec.

Dan  poprosil  fryzjera,  zeby  obcial  go  krótko,  ale  zostawil  dlugie  baczki,  myslac,  ze  to  go

odrózni  od  reszty  przyglupich  uczniów  z  klasy.  Przeciagnal  dlonia  po  glowie,  zaklopotany.  Czul  sie

dziwnie,  ale  tez  jakby  czysciej  i  bardziej...  spójnie.  Wlasnie  tego  chcial  -  zeby  oceniano  go  po  jego

pracy, a nie po wlosach.

Vanessa  polozyla  rece  na  biodrach  przykrytych  czarna  parka.  We  fryzurze  Dana  bylo  cos

celowego,  jakby  naprawde  chcial  wygladac  jak  artysta,  czlonek  cyganerii,  a  nie  uzyskal  taki  efekt

przypadkowo.

- Wygladasz  inaczej  -  zastanawiala  sie  na  glos,  troche  teskniac  za  dawnym,  niechlujnym

Danem. - Ale chyba sie przyzwyczaje.

Za  ich  plecami  grupka  chlopców  z ósmej  klasy  wysypala  sie  ze  szkoly,  spiewajac  Hello  Dolly

na cale gardlo. Wlasnie wyszli z lekcji muzyki i byli jeszcze zbyt  mlodzi  i  niewinni,  zeby  zdawac  sobie

sprawe z tego, jak gejowsko to brzmi.

Hello, Dolly, Well hel - loo. Dolly!

It's so nice to have you back where you belong!

Dan  wyciagnal  paczke  cameli  bez  filtra  z  torby,  wlozyl  papierosa  do  ust.  Palce  drzaly  mu

straszliwe, gdy zapalal. No, przynajmniej to sie nie zmienilo. Podsunal paczke Vanessie.

- Chcesz jednego?

Vanessa zasmiala sie cicho z niedowierzaniem. 

- Od kiedy ja pale?

Dan wypuscil dym w powietrze nad jej glowa i przewrócil oczami.

- Przepraszam.  Sam  nie  wiem,  dlaczego  to powiedzialem.  -  Schowal  paczke  do  torby  i  zlapal

zmarzniete palce Vanessy. - Chodz, przejdzmy sie gdzies. Mam ci cos waznego do powiedzenia.

Gdy  ruszyli,  ze  szkoly  wyszedl  Zeke  Freedman,  kozlujac  jaskrawoniebieska  pilka  do  kosza.

Zeke  byl  wielki  i  ciezki,  ale  w Riverside  robil  za  gwiazde  koszykówki.  Czarne  krecone  wlosy  zapuscil

az  do  ramion.  Mial  na  sobie  nowa,  szara  kurtke  snowboardowa.  Zeke  i  Dan  byli  najlepszymi

przyjaciólmi od drugiej klasy, ale  przez  ostatnich  kilka  miesiecy  rzadko  sie  spotykali,  bo Dan  mial  co

- 52 -

background image

innego na glowie.

To znaczy kobiety i poezje.

Dan zdal sobie sprawe, ze nawet nie wie, do którego colleges Zeke zlozyl papiery. Oddalili  sie

od siebie glównie z winy Dana, który czul sie z tego powodu fatalnie.

- Czesc. Zeke! - zawolal.

Zeke  zatrzymal  sie.  W  nowej  kurtce  jego  masywna  sylwetka  wygladala  jeszcze  ciezej  niz

zwykle.

- Czesc,  Dan  -  odparl  z  niepewnym  usmiechem,  kozlujac  pilke  na  zamarznietym  chodniku.  -

Czesc, Vanessa.

- Co  myslisz  o nowej  fryzurze  Dana?  -  zapylala  Vanessa  z  rozbawieniem.  -  To  czesc  nowego

wizerunku Pana Drukowanego Poety.

- Tak?  -  Zeke  najwyrazniej  nie  wiedzial,  o  czym  Vanessa  mówi.  Zerknal  na  ulice  i  uderzyl

mocno w pilke. Odbila sie i w koncu ja zlapal. - Do zobaczenia.

- Nara - odpowiedzial Dan, patrzac, jak przyjaciel drybluje, pilka, odchodzac ulica.

- No, cóz to za nowiny? - zapytala Vanessa, gdy ruszyli na zachód Siedemdziesiata Ósma.

Zimny  wiatr  poganial  chmury  po  bladoszarym  niebie.  Patrzac  w  dól  przecznicy,  miedzy

galeziami pozbawionych lisci drzew Dan dostrzegl rzeke Hudson.

- Sluchaj  -  zaczai,  trzymajac  Vanesse  w napieciu  -  dzis  rano  zadzwonila  do mnie  na  komórke

ta slynna  agentka  literacka,  Rusty  Klein,  i  zostawila  mi  zwariowana  wiadomosc.  Uwaza,  ze  jestem

nastepnym  Keatsem,  i  powiedziala,  ze  nie  mozemy  tracic  rozpedu,  teraz,  kiedy  przyciagnelismy

uwage czytelników.

Wow!  Nawet  ja  ja  kojarze  -  odparla  Vanessa  najwyrazniej  pod  wrazeniem.  -  Ale  co  to

wlasciwie znaczy?

Dan wydmuchnal obloczek dymu.

- To chyba znaczy, ze chce mnie reprezentowac. 

Vanessa zatrzymala sie. I tak nie bardzo wiedziala, dokad ida.

- Przeciez zna tylko jeden twój wiersz. Co ma zamiar  zrobic?  Nie  chce  byc  zlym  prorokiem,  ale

musisz uwazac na takich ludzi jak ona. Dan. Moze próbowac cie wykorzystac.

Dan  tez  sie  zatrzymal.  Podniósl  kolnierz  wojskowego  plaszcza  z  czarnej  welny,  a  potem  z

powrotem  go  polozyl.  Dlaczego  Vanessa  jest  taka  pesymistka?  To  wszystko  bylo  takie  nieocze-

kiwane,  ale  tez  absolutnie  odlotowe.  Nie  mial  zamiaru  sie  sprzedac  i  zaczac  pisac  ograne  kawalki

tylko dlatego, ze ma agenta - jezeli tego wlasnie sie obawiala.

- Nie  wiem.  Mysle,  ze  chce  mi  pomóc  zrobic  kariere.  Moze  zloze  tomik,  a  ona  spróbuje  go

- 53 -

background image

opublikowac.

Vanessa chuchnela w dlonie i potarla zmarzniete uszy.

- Mozemy isc do ciebie? Tylek sobie odmroze. I moze bysmy popracowali tez nad filmem.

Dan rzucil niedopalek na chodnik.

- Ehm,  wlasciwie  to  myslalem,  ze  wróce  i  przejrze  notatniki.  Wiesz,  sprawdze,  czy  jakies

wiersze lacza sie w tematyczna calosc. Czy jest z czego zrobic tomik.

Vanessa  juz  chciala  sie  zaoferowac  jako  czytelnik,  ale  nie  wygladalo  na  to,  zeby  Dan

potrzebowal pomocy.

- Dobra - powiedziala spokojnie. - Zadzwon do mnie, jesli bedziesz czegos potrzebowal.

Dan  znowu  podniósl  kolnierz  plaszcza,  zapalil  nastepnego  papierosa,  eksperymentujac  z

nowym wygladem.

- Och,  czekaj.  Chcialem  cie  o cos  zapytac.  Rusty  Klein  zaprosila  mnie  do Better  Than  Naked.

Na jakis pokaz. Tak powiedziala. Wiesz, co to jest? Jakas kapela?

Better  Than  Naked  to  byla  marka  ubran  na  przekór  modzie.  Starsza  siostra  Vanessy,  Ruby,

wydawala na ich ciuchy wszystkie swoje pieniadze z koncertów.  Wiekszosc  tych  ubran  wygladala  jak

szmaty  ze  sklepu  z  uzywana  odzieza,  które  rozjechala  cala  flota  polewaczek  ulicznych.  Efekt  jak

najbardziej zamierzony. Bardzo nowojorska moda w stylu „pieprzyc nowe trendy”.

- W piatek zaczyna sie Tydzien Mody -  wyjasnila  mu Vanessa.  -  Najwyrazniej  zaprosila  cie  na

pokaz Better  Than  Naked,  o której  wiem  cos  tylko  dlatego,  ze  Ruby  zupelnie  zwariowala  na  punkcie

ciuchów  tej  firmy  i  ciagle  oglada  ich  pokazy  na  kanale  Metro.  Ale  nie  mam pojecia,  dlaczego  Rusty

Klein  uwaza,  zechcialbys  tam  pójsc.  Co  cie  obchodza  ciuchy?  Bedzie  tam  pelno  pozerów.  No  wiesz,

mialki swiatek mody.

Dan zamyslil sie, zaciagajac sie papierosem.

- Chyba sam to sprawdze.

Nie  mialby  nic  przeciwko,  gdyby  Rusty  Klein  zaprosila  go  na  walke  zawodowych  zapasników.

Chodzilo przeciez o jego kariere literacka.

Sfilmowanie  Dana  na  pokazie  Better  Than  Naked  to  fantastyczny  pomysl  do  jej  filmu,  ale

Vanessa nie chciala wtracac sie do spraw Dana, skoro mial spotkac  sie  z kims  tak  waznym  jak  Rusty

Klein.

- No  dobra,  Panie  Superpoeto.  Nie  zapomnij  o  swoich  starych  przyjaciolach,  kiedy  zaczniesz

jezdzic  limuzyna  i  pic  szampana  z  nagimi  modelkami.  -  Poglaskala  go  po  porzadnie  ostrzyzonych

wlosach. - Moje gratulacje.

Dan usmiechnal sie do niej szeroko.

- 54 -

background image

- To  naprawde  niesamowite  -  zgodzil  sie  z nia  szczesliwy.  A potem  pocalowal  ja  ostatni  raz.

slodko,  odwrócil  sie  i  ruszyl  Riverside  Drive  do  domu.  Gdy  szedl,  srebrzysty  znak  Pumy  blyskal  na

jego pietach.

Vanessa usmiechnela sie czule, widzac energie, z jaka idzie.

- Do zobaczenia.

S dostaje wlasnie to, czego chce

- Szukam  fajnej  kurtki  golfowej  w  jakims  odlotowym,  jaskrawym  kolorze.  Na  przyklad

jasnozóltym  albo  zielonym  -  wyjasniala  Serena  we  wtorkowe  popoludnie  sprzedawczyni  butiku  Lesa

Besta.  W czasie  francuskiego  przypomniala  sobie,  jak  spodobaly  jej  sie  nowe  kurtki  Lesa  Besta  w

pismie  „W”,  i  pomyslala,  ze  to  idealny  prezent  dla  Aarona.  Jeszcze  nie  znudzilo  jej  sie  kupowanie

Aaronowi prezentów. Wszystko,  co  mu kupila,  wygladalo  na  nim  slicznie.  To  przypominalo  ubieranie

lalki  -  jej  wlasnej,  cudnej  lalki  wielkosci  czlowieka,  z  dredami,  grajacej  na  gitarze  i  majacej

studiowac na Harvardzie.

Butik  znajdowal  sie  przy Czternastej  Zachodniej,  w dzielnicy rzezniczej,  gdzie  ulice  pachnialy

padlina  i  obornikiem,  zupelnie  jak  w  starych  rzezniach.  Trzeba  byc  Lesem  Bestem,  twórca

najpiekniejszych sportowych ubran na swiecie, by wymyslic, te w takiej okolicy warto otworzyc  sklep.

Pawilon  byl  ogromny.  Ozdabial  go  tylko  bialy  muslin  oraz  jedna  albo  dwie  jaskrawe  w  kolorze

sukienki  do  tenisa  i  kurtki  do  polo.  które  zwisaly  z  ogromnych  haków  wystajacych  ze  scian.  Klient

musial wiedziec cos wiecej na temat ubran, by kojarzyc, o co  pytac  -  w przeciwnym  razie  nie  mial  po

co tam zagladac.

- Obawiam  sie,  ze  sprzedalismy  juz  wszystkie  -  odparla  tleniona  blondynka  z  brytyjskim

akcentem.  Byla  ubrana  na  bialo.  Nawet  buty miala  z bialej  skóry.  -  Mój  kierownik  zostawil  ostatnia

dla siebie.

Serena przyjrzala sie wspanialej jedwabnej sukience do tenisa w bialo  -  czerwone  pasy,  która

zwisala z najblizszego haka.

- Cholera  -  mruknela  pod  nosem.  -  Caly  czas  widzialam  te  kurtki  w  róznych  pismach  i

pomyslalam,  ze  cos  takiego  to idealny pomysl.  -  Les  Best  to  jej  ulubiony  projektant,  ale  moze  jego

ubrania  sa  zbyt  w  stylu  haute  couture  jak  na  prezent  dla  Aarona.  On  nosil  sie  bardziej  w  stylu

skate'ów. Zarzucila ciemnozlota torebke Longchampa  na  ramie.  -  Dziekuje  za  pomoc -  rzucila,  majac

- 55 -

background image

nadzieje, ze zdazy przed zamknieciem do Xlarge, sklepu skate'ów przy Lafayette.

- Czekaj! - krzyknal ktos.

Serena zatrzymala sie w drzwiach i odwrócila. To bylo do niej?

Opalony  facet  obciety  na  jeza,  tleniony  na  blond,  w zielonej  kurtce  golfowej  (wlasnie  takiej,

jaka  chciala  kupic  Aaronowi)  stanal  w  otwartych  bialych  drzwiach  prowadzacych  na  zaplecze.

Usmiechnal sie i podszedl do niej.

- Mam  nadzieje,  ze  sie  nie  pogniewasz,  gdy  cie  o  cos  zapytam.  -  Przechylil  glowe  i  obrzucil

Serene spojrzeniem od stóp do glów. - Les prosil mnie, zebym rozejrzal sie za „prawdziwa  dziewczyna

” do pokazu w Bryant Park, w piatek. Zauwazylem cie dopiero przy wyjsciu,  ale  juz  wiem,  ze  pasujesz

idealnie. Widzialem twoje zdjecia w rubrykach towarzyskich. Nazywasz sie Serena, prawda?

Serena kiwnela glowa. Nie byla zaskoczona. Przyzwyczaila sie, ze ludzie rozpoznaja ja  ze  zdjec

z  rubryk  z  plotkami.  W  pazdzierniku  dala  sobie  nawet  zrobic  zdjecie  nieokreslonej  czesci  ciala

slynnym  braciom  Remi.  Fotografie  wybralo  nowojorskie  przedsiebiorstwo  transportowe  i  zostalo

rozlepione po calym miescie.

- Jestes  zainteresowana?  -  zapytal  facet,  z  nadzieja  unoszac  farbowane  na  blond  brwi.  -

Wygladasz dokladnie tak jak dziewczyna, której szukamy.

Serena  bawila  sie  troczkami  od  bialej,  kaszmirowej  czapki  z  nausznikami.  W  ten  piatek

planowali z Aaronem  spedzic  caly  wieczór  razem,  pójsc  cos  wypic  do Soap  w Lower  East  Side,  ogla-

dac telewizje póznym wieczorem w jej sypialni i... pobyc razem.

Cokolwiek to znaczy.

Tak,  jestem  zainteresowana,  pomyslala  Serena.  Mogli  spotkac  sie  z  Aaronem  w  dowolnej

chwili.  Mieli  dla  siebie  reszte  zycia!  A propozycja,  zeby  wziac  udzial  w pokazie  Lesa  Besta  w  czasie

nowojorskiego  Tygodnia  Mody,  zdarza  sie  raz  w  zyciu.  Nie  chciala  robic  kariery  jako  modelka,  ale

miala  szanse  pokazac  Lesowi  Bestowi,  jak  bardzo  docenia  jego  ubrania.  No i  bedzie  niezla  zabawa.

Aaron  na  pewno  to  zrozumie.  Wiecej,  to  taki  wspanialy  chlopak,  ze  pewnie  by  ja  jeszcze  do  tego

zachecal.

- Z  przyjemnoscia  -  odpowiedziala.  Zacisnela  swoje  niezbyt  pelne  i  niezbyt  waskie  usta,  a

potem  usmiechnela  sie  szeroko  na  mysl  o  swojej  bezczelnosci.  -  Ale  pod  warunkiem,  ze  dostane

pana kurtke. Szukalam wlasnie takiej dla mojego chlopaka, a wróble cwierkaja, ze pan wzial ostatnia.

Blondyn  blyskawicznie  sciagnal  z siebie  jaskrawozielona  kurtke i  fachowo  ja  zlozyl.  Podszedl

do kasy, zawinal kurtke w czarny papier i wsunal paczke do bialej reklamówki Lesa Besta.

- Prosze,  skarbie.  -  Podal  torbe  Serenie.  -  Nosilem  ja  raptem  przez  jakas  godzine.  Gratis,  to

prezent od nas.  Wiec  widzimy sie  w namiocie  Lesa  w Bryant  Park  w piatek,  punkt  czwarta,  dobrze?

- 56 -

background image

Bedziesz  na  liscie  i  mozesz  zaprosic  przyjaciól.  Szukaj  dziewczyn  z  notatnikami  i  sluchawkami.

Wyjasnia ci dokladnie, gdzie masz isc.

Serena wziela reklamówke. Udalo sie!

- Nie  musze  niczego  przymierzac  ani  cwiczyc  chodzenia  na  wybiegu,  nic  takiego?  -  zapytala,

naciagajac na uszy biala czapke.

Facet przewrócil oczami w teatralny sposób, jakby mówil „nie wyglupiaj sie”.

- Slonko,  jestes  naturalna.  Zaufaj  mi,  bedziesz  swietnie  wygladac,  niezaleznie  od  tego,  co

zrobisz.  -  Podal  jej  wizytówke.  Wydrukowane  na  niej  bylo:  Guy  Reed,  chief  d'Afhairs,  Les  Best

Couture.  -  Jesli  bedziesz  miala  jakies  pytania,  zadzwon.  -  Cmoknal  Serene  w policzek.  -  Ej,  czym  tak

pachniesz?

Usmiechnela sie. Przyzwyczaila sie tez, ze ludzie pytaja ja o ten zapach.

- Sama  mieszam  olejki  -  powiedziala  w  pelni  swiadoma  tego,  ze  jej  odpowiedz  jest  równie

tajemnicza, jak sam zapach.

Guy zamknal oczy i zaciagnal sie gleboko.

- Mm...  piekne!  -  Otworzyl  oczy.  -  Powiem  Lesowi  i  o  tym  zapachu.  Szukal  czegos

charakterystycznego.  -  Pociagnal  zartobliwie  troki  od  czapki  Sereny.  -  Do  zobaczenie  w  piatek,  la-

leczko.  Trzymaj  sie  cieplo.  I  nie  zapomnij,  ze  przyjecie  po  pokazie  jest  jeszcze  lepsze  od  samego

pokazu!

Serena  poslala  mu  pocalunek  i  wyszla  na  zimne  powietrze.  Nie  mogla  sie  doczekac  chwili,

kiedy  da  Aaronowi  prezent  i  podzieli  sie  nowinami.  Móglby  zalozyc  kurtke  na  pokaz,  a  potem

wpadliby razem na impreze, zeby mogla sie nim popisac.

Na  dworze,  nim  zdazyla  podniesc  dlon  w  jednopalczastej,  kaszmirowej  rekawiczce,  cztery

taksówki na Czternastej Zachodniej zatrzymaly sie z piskiem i zatrabily, zeby przyciagnac jej uwage.

Widzicie, jak trudno jest byc piekna?

V wstrzasa swiatem

Ruby  znowu  miala  faze  na  Marine  Stewart.  Kuszacy  zapach  swiezo  upieczonych  ciasteczek

zalecial  do  pokoju  Vanessy,  która  wlasnie  sortowala  materialy  przyslane  do  „Rancor”,  pisma

artystycznego  prowadzonego  przez  uczennice  szkoly  Constance  Billard.  Vanessa  byla  jej  redaktor

naczelna.  Goraco  bilo  od grzejników,  a  wycie  karetek  i  klaksonów  samochodowych  wlatywalo  przez

- 57 -

background image

dwa  otwarte  okna.  Podloga  z  golych  desek  byla  usiana  zgloszonymi  materialami  -  lezalo  tam

dwadziescia  jeden  bialo  -  czarnych  fotografii  przedstawiajacych  chmury,  stopy,  oczy  albo  psa,  trzy

nowele opowiadajace o nauce jazdy, kiedy autorka mimo szacunku  dla  rodziców  i  wdziecznosci  za  to

wszystko, co dla niej zrobili, poczula zew wolnosci, oraz siedem wierszy o znaczeniu przyjazni.

Nuda.

Po trzeciej nowelce Vanessa wziela z lazienki paste cukrowa Ruby do depilacji. Pasta cukrowa

byla  mazista,  z naturalnych skladników  i  „praktycznie  bezbolesna”  w  uzyciu.  Nakladalo  sie  na  nogi

brazowa maz”, przyklejalo pasek materialu, u potem odrywalo sie go razem z wloskami.

Bezbolesne? Aha, jasne!

Vanessa  zrzucila  czarne  legginsy  na  podloge,  rozlozyla  czarny  recznik  kapielowy  na  czarno  -

szarym patchworku pelniacym funkcje kapy i usiadla na nim. Polala blade, krepe lydki masa  cukrowa.

Czula sie jak gigantyczny lukrowany paczek. Zwykle absolutnie nie przejmowala sie takimi glupotami,

ale  teraz  Dan  bedzie  sie  zadawal  z  supermodelkami,  agentami  i  projektantami  mody,  wiec

pomyslala, ze trzeba  sie  troche  wysilic  i  zrobic  cos  z wlosami  na  nogach.  Poza  tym wiosna  tuz -  tuz.

Moze nawet cos Vanessie odbije i wlozy minispódniczke?

- Cholera! - pisnela, gdy oderwala pierwszy pasek gazy. Kto wpadl na pomysl, ze  kobiety  maja

miec  skóre  gladka  i  bez  wlosów  jak  male  dzieci?  Co.  do  cholery,  jest  zlego  w  malych  wloskach?

Wiekszosc mezczyzn jest nimi pokryta.

Oderwala kolejny pasek.

- Chryste!  -  No  dobra,  to  bylo  czyste  szalenstwo.  Miala  tak  zaczerwieniona  i  podrazniona

skóre, ze nie zdziwilaby sie, gdyby zobaczyla krew plynaca z mieszków wlosowych.

Zadzwonil telefon. Zlapala sluchawke i warknela:

- Jezeli to ty, Dan, to wiedz,  ze  wlasnorecznie  wyrywam  sobie  pieprzone  wloski  z ciala  i  robie

to dla ciebie. I musze przyznac, ze to jest cholernie romantyczne, jezeli chcesz znac moje zdanie!

- Slucham? Vanessa Abrams? Mówi Ken Mogul, rezyser. Wysialas mi swój film o Nowym Jorku

pare tygodni temu. Spotkalismy sie w parku na sylwestra, pamietasz?

Vanessa  usiadla  prosto  i  poprawila  sluchawke  przy  uchu.  Ken  Mogul  byl  jednym  z

najslynniejszych  niezaleznych  twórców filmowych.  W Boze  Narodzenie  natknal  sie  na  kawalek  filmu

Vanessy  w  Internecie.  Filmik  zrobil  na  nim  takie  wrazenie,  ze  przylecial  z  Kalifornii,  zeby  sie  z  nia

spotkac.  Znalazl  ja  dokladnie  o  pólnocy  w  sylwestra  i  w  tym  samym  momencie  zjawil  sie  Dan,  by

zafundowac jej  wielkiego,  tlustego,  noworocznego  calusa.  Nie  trzeba  wiec  tlumaczyc,  ze  Vanessa  w

pewnym sensie  olala  Kena  Mogula.  Ale  wysilila  sie  i  wyslala  mu  swój  film  o  Nowym  Jorku,  gdy  go

wreszcie skonczyla.

- 58 -

background image

- Tak, pamietam - odpowiedziala szybko, kompletnie zaskoczona tym, ze rezyser nadal chcial z

nia rozmawiac. - Co slychac?

- Mam  nadzieje,  ze  nie  bedziesz  miec  pretensji,  ale  pokazalem  twój  film  Jedediahowi

Angelowi,  który jest  moim bliskim  przyjacielem.  Chce,  zeby  twój  film  robil  za  tlo  do  jego  pokazu  w

Tygodniu Mody.

Vanessa  zawinela  czarny  recznik  wokól  nóg.  Byla  troche  zaklopotana  -  rozmawiala  z  Kenem

Mogulem niemal naga i wysmarowana brazowa cukrowa mazia.

- Jeremiah jaki? - zapytala.

Ken zawsze mówil jak w obcym jezyku -  po hollywoodzku  i  tym razem  Vanessa  absolutnie  nie

miala pojecia, o kim jest mowa.

- Jedediah  Angel.  To  projektant  mody.  Robi  ubrania  dla  marki  Cult  of  Humanity.  Bardzo

seksowne.  Jed  uwaza,  ze  jestes  nastepnym  Bertoluccim.  Twój  film  jest  jak  anty  La  Dolce  Vita.

Naprawde wstrzasa Swiatem.

Vanessa  usmiechnela  sie  szeroko.  Dlaczego  to  brzmi  tak  czerstwo,  gdy  komus  cos  sie  uda?

Ona wstrzasnela Swiatem?

- Super  -  odpowiedziala,  nie  wiedzac  za  bardzo,  co  powiedziec.  -  Czy  powinnam  cos  zrobic  w

zwiazku z tym?

- Przyjdz  tylko  na  pokaz  i  baw  sie  dobrze.  Oczywiscie  tez  tam  bede.  No  i  kilka  osób,  którym

chce cie przedstawic. Juz jestes boginia filmu, kotku. Naprawde wstrzasnelas calym swiatem.

- Super - powtórzyla Vanessa troche zaszokowana. Powiedzial jej, ze  wstrzasnela  swiatem  nie

raz, ale dwa razy! - Wiec jak nazywa sie ten projektant?

- Jedediah  Angel.  Marka  Cult  of  Humanity  -  powtórzy! powoli  Ken.  -  O  szóstej  po poludniu  w

piatek, przy Highway 1. To klub w Chelsea.

- Slyszalam o nim. - To bylo miejsce w typie  tych,  których  zwykle  unikala  jak  zarazy.  -  Dobrze,

spotkamy sie na miejscu.

- No to zajefajnie! - wykrzyknal Ken. - Ciao!

Vanessa  odlozyla  sluchawke  i  wytarla  krople  zastyglej  pasty  cukrowej  z  nadgarstka.  Potem

wziela telefon i wybrala numer do Dana, nawet nie patrzac na klawiature.

- Slucham? - Jenny odebrala juz po pierwszym dzwonku.

- Czesc Jennifer, tu Vanessa. - Zawsze mówila do Jenny Jennifer, bo Jenny ja o to poprosila.

- Nie  wiem,  czy  Dan  bedzie  z toba  rozmawial.  Nie  chcial  rozmawiac  ze  mna  i  zamknal  sie  w

pokoju, gdy tylko wrócil. To takie okropne. Dym papierosowy doslownie bucha spod jego drzwi.

Vanessa  rozesmiala  sie  i  opadla  na  czarne  poduszki.  Wszystko  w  jej  pokoju  bylo  czarne,  z

- 59 -

background image

wyjatkiem scian, które byly ciemnoczerwone.

- Skad wiesz, moze wlasnie naklada zel na wlosy? Jego nowa  fryzura  wyglada  na  wymagajaca

ukladania.

Zachichotaly.

- Zobacze, czy da sie go wyciagnac. Poczekaj.

- Co  jest?  -  Dan  podniósl  sluchawke  minute  albo  dwie  pózniej.  Slychac  bylo,  ze  myslami  jest

gdzie indziej. - Jenny powiedziala, ze to pilne.

Vanessa  podniosla  noge  i  pociagnela  za  nastepny  pasek.  Wyglada  na  to,  ze  przykleil  sie  na

stale do jej skóry. Tak a propos pilnych spraw!

- Pomyslalam,  ze  chcialbys  wiedziec.  Dzwonil  Ken  Mogul.  Powiedzial,  ze  jakis  projektant

Jedediah  Angel,  który  robi  ubrania  dla  Culture  of  Humanitarianism  czy  cos  takiego,  wykorzysta  w

piatek  mój film  jako  tlo  dla  pokazu.  Ken  powiedzial,  ze  naprawde  wstrzasnelam  swiatem  Jedediaha

Angela. - Parsknela smiechem. - Czy to nie jest zabawne?

- To fantastyczne - odparl szczerze Dan. - Powaznie. Moje gratulacje.

Fantastyczne?  Od  kiedy  Daniel  Humphrey  uzywa  takich  slów?  Vanessa  nie  wiedziala,  co

powiedziec. Dan w ogóle nie uslyszal sarkazmu  w jej  glosie.  Jakby  zadzwonila  do niego,  zeby  upajac

sie swoim sukcesem.

- No  dobra  -  powiedziala  w  koncu.  -  Pomyslalam  tylko,  ze  chcialbys  wiedziec.  Nie  bede  ci

dluzej  przeszkadzac,  wracaj  do  pracy.  -  Pomyslala,  czy  nie  zazartowac,  jak  to  pewnego  dnia  oboje

stana  sie  bogaci  i  slawni  i  beda  mogli  kupic  sobie  dwie  rezydencje  obok siebie  w Beverly  Hills.  Ale

zrezygnowala. Dan pewnie wzialby to na serio. - Zadzwon  do mnie  pózniej,  jak  bedziesz  mial  ochote,

dobrze?

- Dobrze  -  odpowiedzial  Dan,  najwyrazniej  myslami  juz  przy  wierszu  czy  nad  czym  tam

pracowal.

Vanessa  zerwala  sie  z  lózka.  Róg  czarnego  recznika  przykleil  sie  jej  pod  lewe  kolano.

Chwiejnym  krokiem  ruszyla  do  lazienki,  zeby  spróbowac  zmyc  pod  prysznicem  to  cukrowe  gówno.

Moze  pewnego  dnia  stanie  sie  obrzydliwie  bogata  i  slawna  i  bedzie  miala  wlasnych  ludzi  od

woskowania  i  nakladania  pasty  cukrowej,  ale  na  razie  musi  sie  pozbyc  reszty  wlosów  w  tradycyjny

sposób - za pomoca rózowej plastikowej maszynki do golenia.

- 60 -

background image

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

DZIEWCZYNA MIESIACA

Co  sie  stalo  z  ta  farbowana  blondynka  ze  sztucznym  biustem,  ksiezniczka  popu,  wiecznie  z  golym

brzuchem, której  piosenki  bez  przerwy grano  w radiu  rano,  kiedy  wstawalyscie,  tak  ze  chodzily  wam

po glowie  caly  dzien,  doprowadzajac  was  do szalu?  Bede  ja  nazywac  Sally,  zeby  nie  urazic  zadnych

jej goracych fanów, ale jestem pewna, ze wiecie, o kim mówie.  Slyszalam,  ze  przechodzila  zalamanie

nerwowe i  siedzi  na  leczeniu  w Palm  Springs.  Tak  jej  sie  tam  spodobalo,  ze  kupuje  sobie  ranczo  po

sasiedzku,  przemalowuje  je  na  odcienie  rózu i  ma  zamiar  nazwac  Kraina  Sally.  Jesli  bedziemy  mieli

szczescie, zostanie tam na zawsze. Wynurzy sie dopiero dobrze po szescdziesiatce,  zeby  wziac  udzial

w programie  kabaretowym  w  Vegas,  gdzie  bedzie  udowadniac,  ze  nadal  potrafi  zgrac  ruchy  ust  z

playbackiem mimo zaawansowanego wieku i zatrutego narkotykami mózgu.

A  co  z  nasza  ulubiona  dwudziestoparoletnia  aktorka,  która  miala  troche  problemów  z  prawem?

Chodzilo o wynoszenie  w reklamówkach  z bardzo  znanego  domu towarowego  mnóstwa  rzeczy,  które

wlasciwie  do  niej  nie  nalezaly.  Ona  tez  jest  na  leczeniu,  ale  nie  martwcie  sie  -  przemysl  filmowy

znajdzie  sposób,  zeby  do  nas  wrócila.  To  wlasnie  odróznia  dziewczyny  miesiaca  od  prawdziwych

gwiazd.  Te  drugie  chcemy  znowu  zobaczyc.  Chcemy  zobaczyc,  ze  istnieje  zycie  po  przyskrzynieniu.

Chcemy  zobaczyc,  jak  gwiazda  osiaga  kolejne  wyzyny,  a  zupelnie  nas  nie  obchodzi,  co  stanie  sie  z

Sally. Juz jako dziewietnastolatka nas znudzila.

SEKRETY ODWYKU

Odwyk  i  college  sa  do  siebie  bardzo  podobne  -  przynajmniej  jezeli  chodzi  o  status.  Jest  kilka

- 61 -

background image

wybranych, w których pelno slaw i dzieciaków bogaczy.  No i  jest  reszta,  dla  zwyklych  ludzi.  Nielatwo

dostac sie do tych najlepszych, ale kiedy juz ci sie to uda, to jestes tam  i  tyle.  Wiec  nie  martwilabym

sie o naszego drogiego N. Moze ma  klopoty,  ale  rodzice  nie  wysla  go  na  leczenie,  które  mialoby  ten

sam status co stanowy college.

Wasze e – maile

P: Droga P!

Jestem praktykantka w Les Best Couture i slyszalam, ze Les wyslal szpiegów do szkoly  S,  by

sprawdzili, jak wyglada. Troche sie wsciekl, ze zatrudniono ja, zanim sam ja obejrzal. 

lil – praktykantka

O: Droga

Ale zaloze sie, ze juz sie nie wscieka, racja?

P

P: droga plotkaro!

Co sie  dzieje,  ze  juz  nie  mówisz  o K i  I? Zaczynam  sie  zastanawiac,  czy  nie  jestes  jedna  z

nich. 

szpieg

O: Drogi szpiegu!

Tego nigdy nie powiem, wiec zastanawiaj sie dalej!

P

Na celowniku

K i I - prosze, wlasnie o nich wspominam - w Bryant  Park  odmrazaja  sobie  tylki  w kusych  dzinsowych

minispódniczkach  Blue  Cult  i  próbuja  namówic  praktykantów  pracujacych  przy  namiotach  Tygodnia

Mody,  zeby  zalatwili  im  miejsca  w  pierwszym  lub  drugim  rzedzie  na  piatkowe  i  sobotnie  pokazy,

zamiast  ich  zwyklych  miejsc  na  tylach.   po  raz  siedemnasty  wypozycza  w  Blockbuster  na  rogu

Siedemdziesiatej  Drugiej  i  Lex  Jak  ukrasc  milion  dolarów?  z  Audrey  Hepburn.  To  chyba  jeden  ze

sposób  na  przygotowanie  sie  do  rozmowy  Kwalifikacyjnej  z  absolwentem  Yale.   jechal  Merritt

- 62 -

background image

Parkway  w  kierunku  Connecticut  na  tylnym  siedzeniu  samochodu  rodziców  -  terenowego  czarnego

mercedesa. Moze jedzie na odwyk? V akurat w Barneys oglada wystrzepiony, czarny konopny plaszcz,

z drutem w szwach i zapinany na  haftki  od Jedediaha  Angela.  Chyba  troche  ja  kusi,  ale  za  taka  cene

lepiej podrzec wlasne ciuchy i pospinac je spinaczami do papieru. 

Mój problem  nie  polega  na  tym,  jak  dostac  sie  do  pierwszego  rzedu,  tylko  który  pokaz  wybrac.  Na

wszystkich mnie chca! Ech, popularnosc wymaga mnóstwa pracy.

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

J i E badaja klopotliwe obszary

- Jeszcze  piec  minut,  drogie  panie  -  oznajmila  pani  Crumb  uczennicom  na  lekcji  twórczego

pisania. Odsunela ciemne krecone wlosy i wygrzebala wosk z prawego ucha gumka na olówku numer

dwa. - Pamietajcie, niewazne, o czym piszecie, ale jak to opisujecie.

Zadna  z  dziewczyn  nie  podniosla  wzroku.  Byly  zbyt  zajete  pianiem,  poza  tym  naprawde  nie

chcialy zobaczyc, co pani Crumb robi, gdy mysli, ze one nie patrza. Juz zbyt wiele razy robilo im sie  od

tego niedobrze.

Wedlug  dziewczyn  wszystkie  nauczycielki  w  szkole  Constance  Billard  to  lesbijki,  ale  pani

Crumb byla  jedyna,  która  przyznawala  sie  do tego  oficjalnie.  Codziennie  do  szkoly  wpinala  teczowa

szpilke,  mieszkala  w  domku  na  wsi  w  New  Platz  z  piecioma  innymi  kobietami  i  czesto  mówila  o

swojej partnerce na przyklad tak: „Przedwczoraj wieczorem moja partnerka pila amstel lite  i  ogladala

Barbare  Walters,  w której  straszliwie  sie  podkochuje,  a  ja  siedzialam  w  kuchni  i  ocenialam  wasze

prace”. Co roku dziewiecioklasistki nie mogly sie  doczekac  zajec  z twórczego  pisania  z pania  Crumb,

bo zakladaly,  ze  bedzie  naprawde  wyluzowana  i  trzezwo  myslaca,  skoro  tak  otwarcie  mówi  o swojej

seksualnosci.  Ale  juz  po  pierwszej  lekcji  odkrywaly,  ze  nie  beda  siedzialy  przez  czterdziesci  piec

minut  i  gadaly  o  babskich  sprawach  z  kobieta,  która  woli  dziewczyny,  tylko  musza  codziennie  w

klasie  pisac  wypracowania,  czytac  je  na  glos,  a  pani  Crumb  i  reszta  kolezanek  komentuja,  i  to  nie

zawsze  w  mily  sposób.  Pani  Crumb  okazala  sie  niezla  brzytwa,  ale  jesli  idzie  o  sam  przedmiot,

twórcze pisanie i tak bylo o niebo lepsze od geometrii.

Dzisiaj  pani  Crumb  poprosila  uczennice,  zeby  wybraly  sobie  partnerke  -  w platonicznym  tego

slowa  znaczeniu  -  i  napisaly akapit  na  temat  jakiejs  czesci  ciala  tej  drugiej  dziewczyny.  Oczywiscie

- 63 -

background image

Elise i Jenny stanowily pare. Juz prawie wszystko robily razem.

Jenny pisala:

To dziwne, ze zdobimy uszy kolczykami i nie  próbujemy  ich  schowac.  Sa  równie  nieprzyzwoite

jak inne  czesci  ciala,  które  chowamy,  jak  nagie  dziury  prowadzace  prosto  do  wnetrza  naszych  glów.

Uszy mojej przyjaciólki,  Elise,  sa  bardzo  male,  pokryte  delikatnym,  jasnym  puszkiem.  Elise  ma  dobry

sluch, bo nigdy nie mówi „Co?” i nie prosi, zebym cos powtórzyla. Pewnie zawsze ma czyste uszy.

Jenny  podniosla  wzrok  i  postanowila  wykreslic  ostatnia  linijke,  bo  pani  Crumb  moglaby  sie

poczuc obrazona.

Myslami  powedrowala  do  e  -  maila.  Sprawdzala  poczte  regularnie,  tak  jak  jej  powiedziala

Blair,  ale  dostala  tylko  zart  od  Elise  i  jej  brata  -  napisali,  zeby  przestala  sprawdzac  poczte,  tylko

wziela sie do odrabiania  lekcji.  Zerknela  na  Elise,  które  gryzmolila  juz  druga  strone.  Jenny  zalowala,

ze  nie  ma  takiej  zylki  do  pisania  jak  Dan.  Lepsza  byla  w  drobiazgowych  rysunkach,  malowania  i

kaligrafii. Na górze strony narysowala zawily portret ucha  Elise  i  profilu,  majac  nadzieje,  ze  dostanie

dodatkowe  punkty  za  artystyczne  zaciecie,  nawet  jesli  esej  okaze  sie  do  bani.  Jej  mysli  znowu

poplynely w kierunku blondyna u Bendela. Czy on tez ma zaciecie artystyczne?

Zabrzmial  dzwonek,  oglaszajac  koniec  zajec.  Pani  Crumb  wstala  i  strzepnela  pyl  kredowy  z

ciemnoszarej  welnianej  sukienki  bez  rekawów,  która  wygladala,  jakby  ja  uszyly  zakonnice  w  jakims

zimnym i niemodnym kraju, na przyklad na Grenlandii.

- Czas sie skonczyl, drogie panie. Prosze odlozyc olówki.  Mozecie  oddawac  prace,  wychodzac.

- Wsunela stopy w bordowych rajstopach do czarnych chodaków. - Milego czwartkowego popoludnia!

- I  o  czym  pisalas?  -  zapytala  Jenny  Elise,  gdy  juz  spakowaly  ksiazki  i  ruszyly  do  drzwi

wyjsciowych.

- Nie twój interes. - Elise sie zarumienila.

- Nie mysl sobie, ze nigdy sie nie dowiem. Pewnie bedziesz  musiala  przeczytac  wypracowanie

na glos  w poniedzialek  -  przypomniala  jej  Jenny.  -  Ja  pisalam  o twoich  uszach,  ale  chyba  nic  mi  nie

wyszlo.

Obie dziewczyny schylily glowy, gdy wyszly na mrozny wiatr i ruszyly w strone  Lexington,  zeby

zlapac autobus  do Bloomingdale  przy Piecdziesiatej  Dziewiatej  Wschodniej.  Elise  zwerbowala  Jenny

do pomocy w szukaniu idealnej pary dzinsów za mniej niz osiemdziesiat dolarów, a Jenny - jak  zwykle

-  potrzebowala  nowego  stanika,  poniewaz  elastyczne  momentalnie  zuzywala,  a  we  wzmacnianych

lamala druty.

- 64 -

background image

Bloomingdale  to  tandetna  strefa  wojny,  pelna  turystów  w  nowych  dresach  i  sportowych

butach, które dopiero co kupili w centrum Nike'a, i  krecacych  sie  tam  stadami  lowców  okazji.  Jednak

tylko tam mozna kupic wyjatkowo duze  staniki  i  dzinsy  w przyzwoitej  cenie  -  poza  Macym,  miejscem

absolutnie  odstreczajacym.  Ci,  którzy  maja  lepszy  smak  i  wyzszy  limit  na  kartach  kredytowych,

chodzili  do Berdorfa,  Bendela  albo  Barneys,  ale  ludziom  takim  jak  Jenny  i  Elise  musialo  wystarczyc

Bloomingdale.

- Nie moge uwierzyc, ze mozesz je po prostu wlozyc i sa idealnej  dlugosci  -  powiedziala  Jenny

z zazdroscia, patrzac, jak Elise przymierza pierwsza pare dzinsów Paris Blue.

Jenny  miala  niecaly  metr  piecdziesiat  i  musiala  wszystko  skracac  -  Elise  byla  wysoka,  ale

nekaly  ja  inne  problemy,  na  przyklad  kompletnie  plaska  piers  i  tluszcz,  który  otaczal  jej  kosci

biodrowe i  dolna  czesc  pleców  jak  dodatkowy  tylek.  Skrzywila  piegowata  twarz  i  spojrzala  w  dól  na

walki wystajace nad pasem dzinsów o obnizonej talii.

- Widzisz,  dlaczego  nie  moge  jesc  przy  ludziach?  -  mruknela,  wciagajac  brzuch  i  usilujac

dopiac spodnie.  Dzinsy  mialy  dziewiec  procent  lycry,  ale  to w niczym  nie  pomagalo.  Elise  wypuscila

powietrze i sie poddala. - Dobra, zapomnij. Nastepna para.

Kiedy  Elise  wysunela  sie  powoli  z  odrzuconych  spodni,  Jenny  podala  jej  pare  slicznych,

ciemnych,  poszerzanych  dzinsów  Seven,  które  wylozono  na  wyprzedaz  i  gdyby  pasowaly,  Elise

trafiloby  im  sie  cos  naprawde  super.  Jenny  zauwazyla,  ze  Elise  nosi  niebieska  koronkowa  bielizne  i

szybko odwrócila wzrok, by kolezanka nie uznala, ze sie na nia gapi.

Elise wziela dzinsy, wsunela stopy, a potem podciagnela spodnie na biodra.

- O  mój Boze.  Nie  wierze,  ze  zapomnialam  ci  o  tym  powiedziec  -  zaczela,  podciagajac  talie

spodni  zapinanych  na  guziki.  -  Przed  zajeciami  z  twórczego  pisania  slyszalam  Kati  Farkas  i  Isabel

Coates,  jak  rozmawialy  w  szkolnej  lazience  o  Nacie  Archibaldzie.  Mówily,  ze  prawie  trafil  do

wiezienia,  bo go  przylapano,  gdy  sprzedawal  narkotyki  jakims  dwunastolatkom  w parku.  Jego  ojciec

musial  jechac  na  posterunek  i  wplacic  za  niego  kaucje,  ale  i  lak  Nate  ma  jechac  na  odwyk.  Nie

byliscie przez jakis czas razem? Slyszalas o tym? Czyste wariactwo, nie? 

Jenny nie  slyszala  i  nie  byla  pewna,  co  w zwiazku  z tym czuje.  Koniec  konców  Nate  darowal

sobie Jenny i opedzal sie od niej jak od nieznosnej muchy,  wiec  chyba  dostal  to,  na  co  zasluzyl.  Poza

tym  nalezal  do  facetów,  którzy  zawsze  wracaja  na  szczyt  bez  najmniejszych  obrazen.  Dlaczego

mialaby  jeszcze  tracic  czas  na  martwienie  sie  o  niego  czy  chocby  myslenie  o  nim?  Patrzyla,  jak

przyjaciólka  walczy  z miedzianymi  guzikami  dzinsów.  Wszedzie  poza  tym  lezaly  idealnie,  ale  w  talii

byly tak ciasne, ze Elise nie bedzie w stanie w nich usiasc.

- Dlaczego nie przymierzysz wiekszego rozmiaru?

- 65 -

background image

Elise  zmruzyla  oczy.  Czesto  tak  robila  i  Jenny  zaczela  sie  zastanawiac,  czy  Elise  nie  powinna

nosic okularów.

- Bo,  panno  rozmiar  zero,  nosze  siódemke,  a  nie  dziewiatke.  Podaj  mi  nastepna  pare.  I

przestan sie gapic na mój tluszcz.

- Nie  gapie  sie.  -  Jenny  podala  jej  rozciagliwa  pare  dzinsów  Lei,  które  przez  postrzepione

nogawki  i  dziury  w  kieszeniach  wydawaly  sie  troche  zbyt  przygnebiajace,  ale  za  to  mialy  szeroka

talie. - I nikt nie musi wiedziec, jaki rozmiar nosisz. Nikomu nie powiem.

Jenny natychmiast pomyslala o swoim problemie z rozmiarami. Nie chciala  zapraszac  Elise  do

kabiny,  gdy  bedzie  przymierzac  staniki.  Jasne,  staly  sie  bliskimi  przyjaciólkami,  ale  czy  Elise

naprawde  musi  wiedziec,  ze  Jenny  nie  nosi  po  prostu  D,  tylko  podwójne  D?  Ale  to  byloby  wredne,

gdyby sie nie odwzajemnila, skoro Elise poprosila ja, zeby pomogla jej przy mierzeniu dzinsów.

Elise zmarszczyla nos, patrzac na spodnie.

- Wygladaja za bardzo jak podróbka. 

- Wiec co zrobisz? - zapytala Jenny, rzucajac dzinsy na lawke waskiej przymierzalni.

Elise  zapiela  mundurek  i  wsunela  stopy  w  sztywne  czarne  buty  na  plaskim  obcasie.  To

zadziwialo  Jenny  -  dopóki  sie  nie  poznalo  Elise  blizej,  dopóty  mozna  bylo  ja  wziac  za  porzadna,

milutka uczennice.

- Wezme Seven. Wiem, ze nie pasuja, ale mam zamiar zrzucic z piec kilo do konca roku. I ty mi

w tym pomozesz.

Jenny  pokiwala  glowa.  Sama  nieraz  kupila  rzecz,  która  byla  na  nia  za  mala.  To  sie  nazywa

zakupy przyszlosciowe. Kazda dziewczyna z ambicjami to robi.

Przymierzalnia  w  dziale  z  bielizna  byla  brudna,  ciasna  i  zle  oswietlona.  Stajac  plecami  do

Elise,  Jenny  zdjela  przez  glowe  chabrowa  bluzke  w  serek  i  cisnela  ja  na  stolek  w  rogu.  Potem

sciagnela biala koszulke i rzucila ja na podloge, krzyzujac ze wstydem rece na piersiach.

- Który chcesz najpierw przymierzyc? - zapytala  Elise,  przegladajac  plastikowe  wieszaki.  -  Ten

czarny  z  koronki  ze  smiesznym  zapieciem  czy  ten  wygodny,  bialy,  z  bawelny  i  z  szerokimi

ramiaczkami?

- Daj  mi  ten  czarny  -  wymamrotala  Jenny,  siegajac  za  siebie,  zeby  zlapac  stanik.  Rozpiela

brzydki,  bezowy,  superwzmacniany  biustonosz  Bali  i  upuscila  go  na  podloge.  Zaczela  nerwowo

grzebac  przy  czarnym  staniku,  jednoczesnie  starajac  sie  trzymac  lokcie  przy  piersiach,  zeby  sie

zaslonic.  Ramiaczka  przy  czarnym  biustonoszu  byly  maksymalnie  skrócone,  a  zapiecia  zamiast

zwyklych  haftek  mialy  dziwny  mechanizm  ze  zlotego  metalu.  Jenny  zerknela  i  zobaczyla,  ze  Elise

przyglada jej sie w lustrze.  W przebieralni  lustra  wisialy  na  trzech  scianach,  wiec  Jenny,  odwracajac

- 66 -

background image

sie tylem, niewiele zmienila.

- Pomóc ci? - Elise podeszla krok.

Plecy  Jenny  zesztywnialy.  Mogla  zapomniec  o  wstydzie.  Elise  zobaczy  jej  cycki,  chocby  nie

wiem, jak sie starala. Opuscila rece i odwrócila sie przodem do Elise.

- Pomóz  mi  wydluzyc  ramiaczka,  dobrze?  -  poprosila,  próbujac  mówic  z  nonszalancja.  Podala

Elise biustonosz. Jej piersi zwisaly przed nia jak wyrosniete bochny nie wypieczonego chleba. Bylo  jej

troche lzej na duszy, ale poza tym czula sie potwornie skrepowana.

Elise wyregulowala ramiaczka i nawet nie próbowala udawac, ze nie gapi sie  jednoczesnie  na

piersi Jenny.

Wow! Naprawde sa duze -  zauwazyla.  -  Jak  to mozliwe,  ze  jestes  taka  drobna,  a  masz  takie

wielkie maryski?

Jenny  polozyla  dlonie  na  biodrach  i  spojrzala  na  Elise,  próbujac  wymyslic  jakas  cieta

odpowiedz, ale zamiast tego wybuchla smiechem.

- Maryski? - nie mogla opanowac chichotu.

Elise zaczerwienila sie i podala Jenny czarny stanik.

- Zawsze tak na nie mówilam, od malego. Jenny zalozyla ramiaczka.

- Mozesz mi pomóc?

Elise zapiela jej stanik i  Jenny  znowu sie  odwrócila.  Stanik  swietnie  trzymal  jej  piersi,  ale  tak

je przyciskal do siebie, ze rowek miedzy nimi wydawal sie na kilometr gleboki.

- Uwazasz,  ze  to  zbyt  zdzirowate?  -  zapytala  Jenny.  Zachichotala.  -  W  nim  moje  maryski

wygladaja na jeszcze wieksze.

Elise przestala mrugac, co zawsze robila, gdy nie mogla sie skupic.

- Pamietasz,  jak  zapytalas  mnie  o  dzisiejsze  zajecia  z  twórczego  pisania?  -  zapytala.  Jenny

kiwnela glowa. - No wiec, pisalam o tobie. O twoich maryskach.

Jenny znowu zesztywniala.  Gdy  facet  ci  mówi,  ze  pisal  o  twoich  piersiach,  to  wiesz,  ze  albo

dowala sie do ciebie,  albo  jest  zboczencem.  Ale  skoro  Elise  byla  dziewczyna  i  jej  przyjaciólka.  Jenny

nie wiedziala, co o tym myslec.

- Chyba  juz  skonczylam  -  powiedziala  szybko.  Podniosla  stary  stanik  z podlogi  i  wlozyla  go.  -

Wezme ten czarny.

Przyniosly do przebieralni z osiem staników, ale Jenny przymierzyla tylko jeden.

- Na  pewno  nie  chcesz  przymierzyc  innych?  -  zapytala  Elise.  Jenny  naciagnela  koszulke  i

wsadzila sweter pod ramie.

Nagle malenka przymierzalnia wydala jej sie wrecz klaustrofobiczna.

- 67 -

background image

- E,  nie  -  odparla,  odsuwajac  zaslone  i  wychodzac  z  przymierzalni  do  dzialu  z  bielizna,  który

caly  byl  zawalony  stanikami.  Milo  by  bylo  znalezc  sie  gdzies,  gdzie  piersi  nie  sa  glównym

przedmiotem zainteresowania.

Na przyklad na innej planecie.

B napala sie na starszego faceta

- Jeszcze jedna cole? - zapylal kelner w muszce.

- Nie, dziekuje - odpowiedziala Blair, nie spuszczajac z oczu drzwi.

Przez  caly  tydzien  myslala  tylko  o  rozmowie  z  Owenem  Wellsem.  Grzebala  troche  w

Internecie,  zeby  móc zadac  mu kilka celnych  pytan  na  temat  kancelarii  Wells,  Trachtman  i  Rice,  w

której byl  partnerem.  W koncu  nadszedl  czwartkowy  wieczór.  Siedziala  samotnie  przy stoliku  w rogu

w  barze  Leneman  hotelu  Compton  i  czekala  na  Owena.  Bar  byla  zatloczony.  Glównie  byli  tu

mezczyzni w srednim wieku, w garniturach szytych na miare, którzy zalatwiali  interesy  nad  burbonem

z lodem  albo  rozmawiali  z farbowanymi  blondynkami,  które  z pewnoscia  nie  byly  ich  zonami.  Dzieki

zlotym scianom,  wykrochmalonym  bialym  obrusom  i  jazzowej  muzyce  z  lat  czterdziestych,  bar  mial

opinie lokalu wyrafinowanego i seksownego.

Ostatnie  trzy  godziny  Blair  spedzila  na  przygotowaniach.  Jedna  zajal  jej  prysznic  i  ulozenie

wlosów  w  grzeczna,  nienaganna  fryzure,  która  okalala  jej  twarz  w  niewinny,  a  jednoczesnie

sugerujacy  intelektualne  zaciecie  sposób.  Druga  godzina  to  ubieranie  sie  w  nowa,  dzersejowa

sukienke  z paskiem  od Lesa  Besta  i  zakladanie  szczesliwej  pary  siedmiocentymetrowych  szpilek  od

Ferragamo,  zeby  dodac  sobie  troche  pewnosci  siebie  i  wzrostu.  Ostatnia  poszla  na  nalozenie

naturalnego  makijazu,  by nadal  jej  swiezy,  zdrowy blask  osoby,  która  zawsze  spi  dwanascie  godzin,

nigdy nie wychodzi wieczorem i nie zbliza sie na krok do papierosów i koktajli.

Dopiero  byla  za  kwadrans  dziewiata,  ale  gdyby  Blair  napila  sie  jeszcze  troche  coli,

zachcialoby jej sie siusiu. Tak naprawde miala ochote na kieliszek wódki, ale przy jej  szczesciu  Owen

Wells wejdzie dokladnie w chwili, gdy ona wypije alkohol. Potwierdzilaby jego obawy,  ze  jest  zwykla,

szurnieta,  imprezowa  dziewczyna,  która  chce  sie  dostac  do Yale  tylko  po  to,  zeby  sie  upic  i  uwiesc

kapitana druzyny,  przy lej  okazji  zachodzac  w ciaze  i  potem zmusic  niewinnego,  uczciwego  studenta

Yale  do malzenstwa  i  harowania  na  nia  jak  niewolnik,  zeby  do konca  swoich  dni  mogla  zyc  tak,  jak

sie przyzwyczaila.

- 68 -

background image

I  wtedy  wlasnie  wyjatkowo  zadbany  biznesmen  siedzacy  przy  barze  obrócil  sie  na  stoiku

barowym  pomalowanym  na  zloto  i  usmiechnal  sie  do  niej.  Mial  falujace  ciemne  wlosy,

jasnoniebieskie  oczy  z dlugimi  rzesami  i  wyraziste,  lukowato  wygiete  brwi.  Jego  twarz  i  dlonie  byly

mocno  opalone,  jakby  gral  w  tenisa  na  sloncu  przez  cale  zycie.  Byl  we  wspanialym  granatowym

garniturze z welny,  snieznobialej  koszuli  i  mial  proste  zlote  spinki  przy mankietach.  Blair  zwykle  nie

zwracala uwagi na starszych facetów, ale ten prezentowal sie rewelacyjnie.

- Jestes moze przypadkiem Blair Waldorf? - zapytal znajomym, glebokim glosem.

- Tak. - Blair kiwnela glowa niepewnie. 

Zsunal  sie  ze  stoika  i  podszedl  do  stolika,  zostawiajac  za  soba  przy  barze  pusta  szklanke.

Wyciagnal dlon.

- Jestem Owen Wells.

- Czesc!  -  Blair  skoczyla  na  równe nogi  i  wziela  jego  dlon,  czujac  sie  kompletnie  zagubiona.

Przede wszystkim  Owen  Wells  byl  kolega  jej  ojca,  wiec  powinien  byc  stary,  zle  ubrany,  lysiejacy  i

tlusty.  Nie,  zeby  jej  ojciec  taki  wygladal.  Codziennie  cwiczyl  z  osobistym  trenerem,  nosil  ubrania

najlepszych projektantów i mial  wspaniale  wlosy.  Ale  byl  gejem.  Po drugie,  Owen  Wells  powiedzial,

ze  zalozy  krawat  Yale.  a  ten  facet  w  ogóle  nie  nosil  krawata,  mial  biala  koszule  rozpieta  tak,  ze

mogla  dojrzec  brzeg  czystego  bialego  podkoszulka  na  muskularnej  klatce  piersiowej,  która  pewnie

byla tak samo opalona jak reszta ciala.

Nie, zeby Blair sie zastanawiala, jak wyglada reszta jego ciala.

Po trzecie, nie spodziewala sie, ze Owen Wells bedzie tak przystojny. Wygladal jak Cary Grant

Niezapomnianym  romansie  i  Blair  miala  ochote  rzucic  mu  sie  w  ramiona  i  powiedziec  mu,  zeby

zapomnial o Yale, bo nalezy do niego. Cala.

Wreszcie  oprzytomniala  i  zdala  sobie  sprawe,  ze  nadal  trzyma dlon  Owena.  Potrzasnela  nia,

starajac sie to zrobic  pewnie  i  mocno,  przerazona  tym, ze  absolutnie  nie  jest  w stanie  skupic  sie  na

czekajacym ja zadaniu. Spotykala sie z Owenem tylko z jednego powodu: zeby zrobic na nim wrazenie

i dostac sie do Yale.

- Dziekuje, ze zadal pan sobie tyle trudu i spotkal sie ze mna - dodala pospiesznie.

- Nie  moglem  sie  doczekac  -  odparl  meskim,  podniecajacym  glosem.  -  Wlasnie  sobie

przypomnialem,  ze  mialem  wlozyc krawat  z Yale.  Przepraszam.  Kompletnie  wylecialo  mi  to  z  glowy.

Nawet  widzialem,  jak  wchodzisz,  ale  nie  pomyslalam,  ze  to  mozesz  byc  ty.  Nie  spodziewalem  sie

ciebie tak wczesnie.

Blair  natychmiast  zaczela  sie  zastanawiac,  czy  zauwazyl,  ze  zaraz  po  wejsciu  spedzila

dwadziescia  minut  w  lazience  albo  ze  wycierala  nos  w  serwetke  koktajlowa  i  ogladala  twarz  w

- 69 -

background image

skladanym  lusterku  Stali,  by  sprawdzic,  czy  nic  pojawily  sie  jakiekolwiek  skazy,  jak  jeczmien  pod

okiem albo - Boze bron - pryszcz.

- Zwykle  przychodze  przed  czasem  -  odpowiedziala.  -  Nigdy  sie  nie  spózniam.  -  Nerwowo

pociagnela  lyk  coli.  Czy  to dobry  moment,  zeby  mu  powiedziec,  jakie  wrazenie  zrobila  na  niej  jego

praca  przy  sprawie  miedzy  firma  Home  Depot  a  stacja  edukacyjna  The  Learning  Channel?  Czy

powinna komplementowac jego garnitur? Wziela gleboki wdech i spróbowala sie skupic. -  Podoba  mi

sie  tutaj  -  powiedziala  i  natychmiast  pozalowala.  To  byl  mily  bar,  ale  powiedziala  to  tak,  jakby

chciala sie tu wprowadzic.

Owen odsunal krzeslo naprzeciwko niej i gestem wskazal, zeby usiadla.

- Wiec mozemy zaczynac?

Blair  byla  wdzieczna  za  jego  rzeczowe,  spokojne  podejscie.  Usiadla  na  brzegu  wyscielanego

krzesla i skrzyzowala grzecznie nogi.

- Tak! - rozpromienila sie do niego z entuzjazmem. - Kiedy tylko bedzie pan gotów.

Kelner zjawil sie, zeby zaproponowac Owenowi nastepnego drinka. Zamówil burbon z whisky  i

uniósl brew, patrzac na Blair.

- Moge  zamówic  dla  ciebie  cos  wiecej  niz  cole?  Obiecuje,  ze  nie  powiem  Yale  ani  twojemu

ojcu.

Blair  zacisnela  palce  u stóp  w czarnych  szpilkach  Ferragamo.  Jesli  powie  tak,  to  przyzna,  ze

naprawde ma ochote na drinka. Jezeli odmówi, moze wypasc zbyt pruderyjnie.

- Poprosze  kieliszek  chardonnay  -  powiedziala,  dochodzac  do  wniosku,  ze  biale  wino  to

najbezpieczniejszy i najbardziej elegancki wybór.

- Powiedz mi, dlaczego Yale powinno cie przyjac - zaczal Owen, gdy juz zamówil wino. Pochylil

sie nad stolikiem i znizyl glos. - Naprawde jestes tak bystra, jak twierdzi twój ojciec?

Blair usiadla prosto i zaczela pod obrusem obracac pierscionek z rubinem na palcu.

- Mysle,  ze  jestem  dosc  bystra,  zeby  pójsc  do Yale  -  odparla  spokojnie,  przypominajac  sobie

swoja mowe. -  Biore  udzial  we  wszystkich  zaawansowanych  zajeciach  w szkole.  Jestem  najlepsza  w

klasie.  Zasiadam  w  szkolnej  radzie  pomocy  socjalnej  i  przewodnicze  w  klubie  francuskim.  Jestem

opiekunka  grupy  w nowym programie  szkolnym  .Jak  równa  z równa”. Jestem  notowana  w  krajowym

rankingu  tenisistek.  I  w  ostatnim  roku  przewodniczylam  komitetom  organizacyjnym  pieciu  imprez

charytatywnych.

Zjawily sie ich drinki i Owen podniósl kieliszek.

- A dlaczego Yale? - Upil lyk. - Co Yale moze dla ciebie zrobic?

To bylo  dziwne,  ze  Owen  nie  robi  zadnych  notatek,  ale  moze  tylko  ja  sprawdzal  i  czekal,  az

- 70 -

background image

przestanie sie pilnowac i przyzna,  ze  jest  dziwadlem,  które  urodzilo  sie  ze  srebrna  lyzeczka  w swojej

dobrze wychowanej pupie i chce isc do Yale tylko po to, zeby imprezowac z chlopakami z bractwa.

- Jak pan wie. Yale ma znakomity program przygotowujacy do studiów prawniczych - zaczela, z

determinacja chcac udzielic  inteligentnej,  rzeczowej  odpowiedzi.  -  Chcialbym  w przyszlosci  zajac  sie

prawem medialnym.

- Wspaniale. - Owen pokiwal glowa z aprobata. Przysunal krzeslo do stolika i  mrugnal  do niej.

- Sluchaj,  Blair,  jestes  inteligentna,  ambitna.  Juz  wiem,  ze  idealnie  nadajesz  sie  do Yale.  i  obiecuje,

ze zrobie wszystko co w mojej mocy, by cie przyjeli.

Byl  tak  przystojny  i  mówil  tak  szczerze...  Blair  poczula,  ze  sie  czerwieni.  Upila  lyk  wina,  zeby

troche sie ochlodzic.

- Dziekuje.  -  Westchnela  gleboko  z  wdziecznoscia  i  ulga.  -  Dziekuje.  Dziekuje,  dziekuje,

dziekuje.

I wtedy  wlasnie  dwie  chlodne  dlonie  zakryly  jej  oczy.  Blair  wyczula  charakterystyczny  zapach

patchouli i drzewa sandalowego, ulubionej mieszanki olejków pewnej osoby.

- Zgadnij  kto!  -  uslyszala  szept  Sereny.  Dlugie  jasne  wlosy  polaskotaly  ja  w  ramie.  -  Co  jest

grane?

Za  Serena  stal  Aaron  i  glupio  szczerzyl  zeby.  Mial  na  sobie  bordowa  bluze  Harvardu.  Co  za

denerwujacy gnojek.

Blair zamrugala. Nie rozumieja, ze jest w trakcie najwazniejszego spotkania w jej zyciu?

- Mam na imie Serena. - Serena wyciagnela dlon do Owena. 

Owen wstal i wzial jej reke.

- Czarujaca. - Pochylil glowe. Wygladal przy tym jeszcze bardziej jak Cary Grant.

- Blair, przyjdziesz jutro, zeby zobaczyc mnie na pokazie Lesa Besta, prawda?

- Musisz  przyjsc  -  wtracil  Aaron.  -  Nie  pójde  sam  na  zaden  pokaz  mody. -  Zgodzil  sie  przyjsc,

ale  nic  byl  specjalnie  zachwycony.  Moda  to  futra  i  badania  na  zwierzetach.  Wszystko,  przeciwko

czemu protestowal.

- Twoje nazwisko jest na liscie - dodala Serena.

Owen  wygladal  na  kompletnie  zdezorientowanego  przebiegiem  rozmowy.  Blair  westchnela

rozdrazniona, wstala i odwrócila sie od Owena, zeby nie mógl jej slyszec.

- Moglibyscie zostawic nas samych? - syknela cicho. - Rozmawiamy  o Yale,  i  to jest  cholernie

wazna sprawa.

Aaron objal smukla talie Sereny, odciagajac ja.

- Przepraszamy - odpowiedzial protekcjonalnym szeptem, nadal wygladajac w bluzie  Harvardu

- 71 -

background image

na strasznie zadowolonego z siebie. -  Idziemy  do nowego  klubu  przy Harrison,  gdybys  chciala  potem

do nas dolaczyc.

Tanecznym  krokiem  wyszli  z baru.  Wygladali  tak  beztrosko  i  nonszalancko,  ze  to  bylo  wrecz

wkurzajace.

- Przepraszam  -  powiedziala  Blair,  siadajac  i  elegancko  splatajac  nogi  w  kostkach.  -  Moi

przyjaciele bywaja naprawde egocentryczni.

- Nic  nie  szkodzi.  -  Owen  zagapil  sie  w  swój  burbon  i  zamyslil,  mieszajac  kostkami  lodu  w

szklance.  W koncu  podniósl  wzrok.  -  Moge  zapytac,  co  tak  strasznego  zrobilas  na  swojej  pierwszej

rozmowie w Yale, ze pomyslalas, ze cie nie przyjma?

Blair upila lyk wina. I jeszcze jeden. Kiedy  tylko  to wyjasni.  Owen  na  pewno  zmieni  zdanie  na

jej temat.

- Mialam  zly  dzien  -  przyznala  sie.  Slowa  poplynely  z  jej  ust  strumieniem.  Nerwowo  krecila

pierscionkiem  wokól  palca.  Nie  chciala  wchodzic  w  drastyczne  szczególy  jej  schrzanionej  rozmowy,

ale wiedziala, ze jesli Owen ma jej pomóc, powinien znac  cala  prawde.  -  W nocy  prawie  nie  spalam.

Bylam  zmeczona  i  zdenerwowana.  I  strasznie  chcialo  mi  sie  siusiu.  Mój  rozmówca  powiedzial:

„Prosze  opowiedziec  mi  cos  o  sobie”,  i  zanim  zdazylam  pomyslec,  co  mówie,  zaczelam  mu

opowiadac,  ze  mój  ojciec  jest  gejem,  a  matka  ma  zamiar  poslubic  okropnego,  tlustego  faceta  o

czerwonej  twarzy,  który  ma  denerwujacego,  nastoletniego  syna  z  dredami.  Mial  pan  przyjemnosc

poznac go przed chwila. Powiedzialam mu, ze  mój chlopak.  Nate,  mnie  lekcewazy.  Potem zapytal,  co

ostatnio czytalam, a ja  nie  potrafilam  sobie  przypomniec  zadnego  tytulu.  Zaczelam  plakac,  a  potem,

na koniec  rozmowy, pocalowalam  go.  -  Blair  westchnela  dramatycznie,  zlapala  serwetke  ze  stolu  i

zaczela ja drzec na kolanach. - Tylko w policzek, ale  to i  tak  absolutnie  niestosowne. Chcialam  tylko,

zeby mnie  zapamietal.  No wic  pan,  ma  sie  tylko  kilka  minut,  zeby  zrobic  wrazenie,  ale  chyba  troche

przesadzilam. - Spojrzala Owenowi w oczy. - Nie wiem, co sobie myslalam.

Owen pil drinka w milczeniu.

- Zobacze, co da sie zrobic - powiedzial w koncu, ale w jego glosie pobrzmiewaly sceptycyzm  i

dystans.

Blair  przelknela  sline.  To  bylo  dosc  oczywiste  -  pomyslal  sobie,  ze  jest  beznadziejnie  glupia

albo szalona, O Boze! Jest zalatwiona.

Nagle wyszczerzyl snieznobiale zeby w demonicznym, szerokim usmiechu.

- Tylko  zartowalem,  Blair.  Nie  brzmialo  to  tak  strasznie.  To  pewnie  najbardziej  niezwykla  i

zabawna  rozmowa,  jaka,  kiedykolwiek  przeprowadzil  Jason  Anderson  III.  Cóz,  to  nie  jest  najbardziej

ekscytujacy  facet  na  swiecie,  a  prace  ma  bardzo  monotonna.  Pewnie  bylas  glówna  atrakcja

- 72 -

background image

jesiennych rozmów kwalifikacyjnych.

- Wiec  nie  uwaza  pan,  ze  sprawa  jest  beznadziejna?  -  zapytala  Blair  w  dramatyczny  sposób,

jak Audrey, która prosi o pomoc.

Owen  wzial  jej  drobna  dlon,  na  której  nosila  pierscionek  z  rubinem,  w  swoja  duza,  opalona

reke.

- W zadnym wypadku. - Odchrzaknal. - Czy kiedykolwiek ktos ci mówil, ze troche przypominasz

Audrey Hepburn?

Blair  zaczerwienila  sie  od  nasady  wlosów  po  palce  stóp.  Owen  najwyrazniej  dokladnie

wiedzial, co i kiedy nalezy powiedziec, i wygladal zupelnie jak Cary Grant  -  przez  to wszystko Blair  az

krecilo  sie  w glowie.  Gruba  zlota  obraczka  odcisnela  sie  mocno  na  kostkach  jej  dloni.  Zmarszczyla

brwi. Skoro jest zonaty, dlaczego trzyma ja za reke?

Owen cofnal dlon i poprawil sie na krzesle, jakby czytal w jej myslach.

- Tak, jestem zonaty, ale nie jestesmy juz razem.

Blair kiwnela glowa z wahaniem.  To  naprawde  nie  jej  sprawa.  Chociaz  jesli  Cary  -  znaczy  sie

Owen - chcialby sie z nia znowu spotkac, nie odmówi.

Spotkac sie z nia znowu? Czy zapomniala, ze to wlasciwie nic jest randka?

- Cóz,  jestem  pewien,  ze  powinnas  juz  wracac  do swoich  prac  domowych  i  tak  dalej.  -  Owen

znowu wzial ja  za  reke,  jakby  nie  potrafil  pozwolic  jej  odejsc.  -  Ale  nie  bedziesz  miala  nic  przeciwko

temu, jesli zadzwonie czasem?

Blair  miala  nadzieje,  ze  w  tym  momencie  wyglada  wlasnie  lak  jak  Audrey.  Tak,  Owen  byl

prawie  w  wieku  jej  ojca,  byl  prawnikiem  i  mezczyzna,  ale  nigdy  w  zyciu  nikt  nie  pociagal  jej  tak

bardzo. Po co  z tym walczyc?  To  byl  jej  drugi  semestr  w  klasie  maturalnej.  Pracowala  ciezko  przez

cala  szkole  i  -  miejmy  nadzieje  -  niedlugo  dostanie  sie  na  Yale.  Tak,  spotykanie  sie  ze  starszym

facetem bylo szalone i nieodpowiedzialne, ale nadszedl czas, zeby sie troche zabawic.

- Jasne.  -  Usmiechnela  sie  i  uniosla  teatralnie  prawa,  idealnie  wyregulowana  brew.  -  Z

przyjemnoscia z panem porozmawiam.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

- 73 -

background image

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

NASTOLETNIA DZIEDZICZKA SPRZEDAJE KONIE ZA NARKOTYKI!

Ostatniego  wieczoru  poszlam  do  nowego  klubu  przy  Harrison.  Saczac  popisowy  numer  klubu  -

„dorosla”  wersje  drinka  Shirley  Temple,  uslyszalam  najnowsze  plotki  na  temat  mojej  kolezanki  z

przedszkola. Chociaz dziedziczy najwieksza fortune tartaczna na swiecie, przylapano  ja,  jak  sprzedaje

wlasne  konie,  zeby  miec  pieniadze  na  narkotyki.  Najwyrazniej  nie  otrzyma  spadku,  dopóki  nie

ukonczy osiemnastu  lat.  i  na  razie  dostaje  tylko  „skromne”  miesieczne  kieszonkowe.  Brakowalo  jej

pieniedzy,  wiec  wystawila  na  aukcje  Guns'n'Roses  swojego  medaliste  w  skokach  i  za  zdobyte

pieniadze kupila sobie amfe czy czego tam potrzebowala. Jak bardzo to jest zalosne? Najwyrazniej  jej

osiemdziesiecioletnia  niania  (czy  kto  tam  sie  nia  teraz  opiekuje,  odkad  jej  ojciec  zmarl,  a  matka

wyprowadzila sie do Sandy Lane na Barbados)  dowiedziala  sie  o koniu  i  wyslala  moja  stara  znajoma

na odwyk. 

Wyglada na to. ze odwyk to popularne miejsce wypoczynku tej zimy!

TYDZIEN MODY: SZCZEGÓLY

Przygotujcie  sie  na  to,  ze  odmrozicie  sobie  tylki,  próbujac  zlapac  taksówke.  Spodziewajcie  sie,  ze

bedziecie czekac godzine  na  rozpoczecie  pokazu  i  wtedy  uslyszycie,  ze  opózni  sie  o kolejna  godzine.

Spodziewajcie sie, ze zobaczycie mnóstwo anorektyczek swiezo po botoksie  i  solarium,  które  próbuja

nie  zauwazac,  ze  wszystkie  sa  tak  samo  ubrane  na  kazdym  pokazie.  Spodziewajcie  sie,  ze  spotkacie

mnóstwo  gejów,  którzy  uzywaja  wiekszej  ilosci  perfum  od  dziewczyn.  Spodziewajcie  sie,  ze  sie

dowiecie,  ze  znowu  wraca  moda  na  bojówki,  w  których  tytek  wyglada  paskudnie  i  które  skracaja

nogi.  Spodziewajcie  sie,  ze  bedziecie  zazdroscic  modelkom  o  nadasanych  ustach  i  nogach  jak  u

zyrafy,  bo  one  naprawde  dobrze  wygladaja  w  bojówkach.  Spodziewajcie  sie,  ze  beda  was  wkurzac

kobiety w futrach  i  z tona  bagazu,  które  na  pokazy  zabiora  swoje  francuskie  buldozki  w obrozach  od

Louisa  Vuittona  i  dopasowane  do  nich  torebki  -  tez  od  Louisa  Vuittona.  Spodziewajcie  sie,  ze  nie

bedziecie  mogly  sie  doczekac,  kiedy  zacznie  sie  impreza  po  pokazie,  by  wreszcie  móc  zapalic.

Spodziewajcie  sie,  ze  imprezy okaza  sie  naprawde  odlotowe.  Spodziewajcie  sie,  ze  nie  bedziecie  na

drugi dzien rano pamietac, co sie dzialo.

- 74 -

background image

Wasze e – maile

P: Droga P!

Przechodzilam zeszlego wieczoru kolo  baru  w hotelu  Compton  i  zobaczylam  B  z mezczyzna,

który  mieszka  w  moim  domu.  Ten  czlowiek  ma  córke,  która  chodzi  do  mojej  szkoly,  do

dziewiatej, moze dziesiatej klasy. O co tu chodzi?

Tom

O: Droga Tom!

Kto  wie,  do  czego  jest  zdolna  B,  ale  przeciez  nie  mozna  jej  sobie  wyobrazic  w  roli  zlej

macochy jakiejs biednej dziewczynki, nie?

P

P: Droga P - jaciólko!

Musze powiedziec, ze potrafisz skopac tylek! Slyszalem tez, ze N idzie  na  odwyk do fajnego

miejsca w Greenwich. Mój kuzyn lam byt i wrócil jeszcze bardziej rozwalony, niz wyjechal.

F.B.

O: Drogi F.B.!

Dziekuje  za  komplement,  chociaz  nie  wiem,  czy  do  konca  rozgryzlam,  o  co  ci  chodzilo.

Cokolwiek przydarzy sie N na odwyku, nie odbiora mu duszy ani boskiej urody!

P

Na celowniku

N z rodzicami  zwiedza  nowa,  stylowa  klinike  w Greenwich.  C  robi  sobie  manikiur  w  Coin,  zakladzie

tylko  dla  mezczyzn  w  Chelsea.  Nie  zartuje.   wybiera  obcisla  koszulke  w  jednym  z  tych  miejsc  w

Chinatown,  gdzie  robia  T  -  shirty  na  zamówienie.  B stoi  przed  Tiffanym,  pije  z  papierowego  kubka  i

zajada  zapiekanke,  zupelnie  jak  Audrey  Hepburn  w  Sniadaniu  u  Tiffany'ego,  tyle  ze   ma  na  sobie

szary, szkolny mundurek, a nie czarna wieczorowa sukienke od Diora. K i I rozstawiaja  wokól  namiotu

Lesa  Besta  znaki  „Nie  krecic  sie”.  Wyglada  na  to,  ze  na  ochotnika  zglosily  sie  do  pomocy,  zeby

dostac lepsze miejsca.

- 75 -

background image

W  ten  weekend  snieg  ma  padac  jak  szalony,  ale  czy  to  nas  kiedykolwiek  powstrzymalo?  Do

zobaczenia w pierwszym rzedzie!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

bratnie dusze razem na odwyku

- Czy ktos slyszal o snieznej  zamieci?  Do  pólnocy  ma  spasc  ponad  metr dwadziescia!  -  Jackie

Davis,  terapeutka  grupy  Nate'a  w  Centrum  Odwykowym  Wyzwolenie,  zacierala  rece,  jakby

przysypanie  sniegiem  razem  z tymi  zaniedbanymi,  bogatymi  dzieciakami  bylo  dla  niej  rewelacyjnym

pomyslem na spedzenie wolnego czasu.

Nate'a  przyskrzyniono  w parku,  z posterunku  musieli  go  zabrac  ojciec  i  Saul  Burns,  rodzinny

prawnik.  Ojciec  Nate'a,  surowy, siwy  kapitan  marynarki,  radzil  sobie  z  nieoczekiwanymi  wypadkami

energicznie  i  rzeczowo.  Zaplacil  grzywne  wynoszaca  trzy  tysiace  dolarów  i  podpisal  zgode  na

natychmiastowe  zgloszenie  Nate'a  do  programu  leczenia  w  wymiarze  minimum  dziesieciu  godzin

tygodniowo. To  oznaczalo,  ze  Nate  musi  jezdzic  pociagiem  do Greenwich  w Connecticut  piec  razy  w

tygodniu na spotkania z psychologiem na terapie grupowa.

- Mysl o tym jak o pracy, synu - próbowal go pocieszyc Saul Burns. - Pracy po szkole.

Kapitan Archibald nic nie powiedzial. To bylo calkiem jasne, ze Nate kompletnie go zwiódl.  Na

szczescie  matka  Nate'a  pojechala  wlasnie  do  Monte  Carlo  -  odwiedzala  swoja  po  raz  trzeci

rozwiedziona siostre. Kiedy  Nate  przekazywal  jej  przez  telefon  zalosne  nowiny,  krzyczala  i  szlochala,

wypalila  piec  papierosów  jeden  po  drugim,  a  potem  stlukla  kieliszek  od  szampana.  Zawsze  byla

troche melodramatyczna. W koncu pochodzila z Francji.

- Dobrze. Usiadzmy w kregu - polecila radosnym glosem Jackie, jakby to byl ich pierwszy dzien

w przedszkolu.  -  Powiedzcie  nam  kolejno,  jak  sie  nazywacie,  i  wyjasnijcie,  dlaczego  znalezliscie  sie

tutaj. Prosze,  starajcie  sie  mówic  krótko.  -  Skinela  glowa  na  Nate'a,  poniewaz  siedzial  po jej  prawej

stronie.

Nate  poprawil  sie  na  krzesle  z Eames.  Wszystkie  meble  w  eleganckiej  klinice  odwykowej  w

Greenwich  w  Connecticut  byly  nowoczesne,  jak  z  XXI  wieku.  Pasowaly  do  minimalistycznie

urzadzonych  wnetrz,  utrzymanych  w  tonacji  bezu  i  bieli.  Podlogi  wylozono  wloskim  marmurem  w

odcieniu  kremowym,  okna  siegajace  od  sufitu  do  podlogi  przeslanialy  snieznobiale  plócienne

- 76 -

background image

zaslony,  a  pracownicy  nosili  bezowe  lniane  mundurki  zaprojektowane  specjalnie  przez  Gunnera

Gassa,  projektanta  dzinsowej  odziezy  w  latach  dziewiecdziesiatych,  bylego  pacjenta,  który  teraz

zasiadal w zarzadzie kliniki.

- Nazywam  sie  Nathaniel  Archibald,  ale  wszyscy  mówia  mi  Nate  -  mruknal  Nate.  Kopnal  w

noge  krzesla  i  odchrzaknal.  -  Przyskrzynili  mnie  kilka  dni  temu  w  Central  Parku,  gdy  kupowalem

trawe. Dlatego tu jestem.

- Dziekujemy ci, Nate - przerwala mu Jackie. Na jej pomalowanych  na  brazowo  ustach  pojawil

sie chlodny usmiech. - W Wyzwoleniu wolimy, kiedy uzywa sie prawidlowych nazw. W tym przypadku

chodzi  o marihuane.  Gdy  uzywasz  tych  nazw  konsekwentnie,  robisz  krok  naprzód  do  uwolnienia  sie

od uzaleznienia. - Znowu usmiechnela sie do Nate'a. - Móglbys spróbowac jeszcze raz?

Nate  zerknal  zaklopotany  na  reszte  frajerów  z  grupy.  Bylo;  ich  w  sumie  siedmioro  -  trzech

chlopaków i cztery dziewczyny. Wszyscy gapili sie na  podloge,  martwili  sie,  co  powiedza,  i  wygladali

na równie zaklopotanych jak on.

- Jestem Nate - powtórzyl mechanicznie. -  Gliny  zlapaly  mnie,  gdy  kupowalem...  marihuane  w

parku. Dlatego tu jestem.

Naprzeciwko  niego  w  kregu  siedziala  dziewczyna  o  ciemnobrazowych  wlosach  prawie  do

pasa,  krwistoczerwonych  ustach  i  skórze  tak  bladej,  ze  prawie  niebieskiej.  Spojrzala  na  niego

ujmujaco, jak Królewna Sniezka, tyle ze jadaca na kokainie.

- Lepiej  -  powiedziala  Jackie.  -  Nastepna  osoba.  -  Skinela  glowa  na  Japonke  siedzaca  obok

Nate'a.

- Nazywam  sie  Hannah  Koto.  Bralam  ecstasy  przed  szkola  dwa  tygodnie  temu  i  zostalam

zlapana, bo w czasie matmy polozylam sie na podlodze, zeby poczuc chodnik.

Wszyscy sie rozesmiali oprócz Jackie.

- Dziekuje, Hannah, wystarczy. Nastepny.

Nate  nie  sluchal  nastepnych  dwóch  osób.  Skupil  sie  na  tym, w jaki  sposób  Królewna  Sniezka

przytupywala  noga  -  zupelnie  jakby  bawila  sie  na  swoim  prywatnym  koncercie.  Miala  na  stopach

jasnoniebieskie zamszowe buty, które wygladaly jak nienoszone.

Nagle przyszla jej kolej.

- Nazywam sie  Georgina  Spark.  Wszyscy  mówia  na  mnie  Georgie.  Jestem  tutaj,  bo nie  bylam

dosc  mila  dla  mojego  ojca,  póki  nie  wykorkowal,  wiec  musze  czekac,  az  skoncze  osiemnascie  lat.

Dopiero wtedy bede mogla zyc tak, jak chce.

Reszta grupy zachichotala nerwowo. Jackie zmarszczyla brwi.

- Georgie, mozesz nazwac substancje, przy której uzywaniu cie przylapano?

- 77 -

background image

- Kokaina  -  odparla  Georgie,  pozwalajac  opasc  kurtynie  wlosów  na  twarz.  -  Sprzedalam

swojego  ulubionego  konia  medaliste,  zeby  kupic  piecdziesiat  gramów.  Pisali  o  tym  w  gazetach  i  w

ogóle. W „New York Post”, w czwartek, w lutym...

- Dziekujemy - przerwala jej Jackie. - Nastepna osoba, prosze.

Nadal  przytupujac,  Georgie  zerknela  przez  wlosy  i  spotkala  zaintrygowane  spojrzenie  Nate'a.

Usmiechnela sie szelmowsko.

- Suka - powiedziala bezglosnie, ewidentnie majac na mysl Jackie.

Nate usmiechnal sie szeroko i bardzo delikatnie kiwnal glowa. Saul Burns powiedzial mu, zeby

traktowal leczenie jak prace po szkole. Teraz mial powód, zeby ostro popracowac.

S obnosi sie ze swoja miloscia jak z koszulka

- Znasz  sie  z  ta  laska,  Serena,  nie?  -  zapytal  Chucka  Bassa  Sonny  Webster,  patykowaty

chlopak o wlosach czarnych jak wegiel z pasemkami  w kolorze  jasnego  brazu.  Siedzieli  razem  w dru-

gim  rzedzie  i  czekali  na  rozpoczecie  pokazu  Lesa  Besta.  Sonny  byl  synem  Vivienne  Webster,

brytyjskiej  projektantki  bielizny,  której  chlopiece  szorty  biodrówki  byly  teraz  na  topie.  Sonny i  Chuck

poznali sie zeszlego wieczoru w barze i juz sie zaprzyjaznili. Wlozyli nawet  podobne  mokasyny  z Tods

-  ciemnobrazowe  Z  jaskrawozielonymi  gumowymi  podeszwami.  Bardzo  w  stylu  miejskich  gejów

zeglarzy i totalnie niepraktyczne przy tej ilosci sniegu, jaka przewidziano na wieczór.

Chuck kiwnal glowa.

- Ma  sie  pokazac  naga.  Tak  slyszalem.  -  Potarl  niedawno  wycwiczony  brzuch.  -  Nie  moge  sie

doczekac - dodal bez wiekszego przekonania.

- Widzisz Chucka? - szepnela do Isabel Coates Kati Farkas. - Gada  z synem  Vivienne  Webster,

stuprocentowym gejem. Przysiegam, ze Chuck teraz woli chlopców.

Ona i Isabel zdolaly dostac sie do pierwszego  rzedu,  tak  jak  sobie  postanowily,  ale  nie  dzieki

kompletnie niepotrzebnej pracy na ochotnika przy rozwieszaniu  w Bryant  Park  znaków  Nie  krecic  sie,

tylko dzieki ojcu Isabel. Arthur Coates byl bardzo slawnym aktorem i  poskarzyl  sie,  ze  jego  córka  i  jej

przyjaciólka zasluzyly sobie na siedzenie w pierwszym rzedzie w tym roku, bo on juz  wydal  fortune  na

cala wiosenna kolekcje Lesa Besta.

- Moze jest bi - szepnela Isabel. - Nadal nosi ten rózowy sygnet z monogramem.

- Aha - zauwazyla Kati. - Jakby to nie bylo gejowskie.

- 78 -

background image

Ogromny  bialy  namiot  w  Bryant  Park  byt  wypchany  wydawcami  czasopism  z  moda,

fotografami,  aktorkami  i  innymi  slawami.  Z  glosników  dudnila  piosenka  Blondie  Heart  of  Glass.

Christina  Ricci  siedziala  w  pierwszym  rzedzie.  Przez  komórke  spierala  sie  ze  swoim  rzecznikiem  i

tlumaczyla  sie,  dlaczego  przyszla  na  pokaz  Lesa  Besta,  a  nie  Jedediaha  Angela,  który zaczynal  sie  o

tej samej porze w centrum.

- Patrz,  tam  jest  Flow  z 45!  -  pisnal  Sonny.  -  On  jest  taki  boski.  A tam  Christina  Ricci.  Mama

dopiero co dostala od niej olbrzymie zamówienie.

Kiedy  Chuck  rozgladal  sie  po  sali,  szukajac  innych  slaw  i  starajac  sie,  zeby  samemu  zostac

zauwazonym, dostrzegl Blair  jakies  dziesiec  krzesel  dalej,  w trzecim  rzedzie.  Poslal  jej  calusa,  a  ona

odpowiedziala krzywym usmiechem.

- Dlaczego  wlasciwie  tu  siedzimy?  -  ziewnela  do  Aarona.  Chociaz  przez  ostatnie  dni  Serena

denerwowala  ja  rzadko,  postanowila  przyjsc  na  pokaz,  zeby  sprawdzic,  czy  cos  z  jesiennej  kolekcji

Lesa  Besta  podpasuje  do  jej  nowego  wizerunku.  Teraz,  kiedy  wpakowano  ja  do  zatloczonego,

dusznego namiotu ze  zbyt  glosna  muzyka  i  porazajacym  zaduchem  perfum,  naprawde  miala  w nosie

ubrania i to, czy Serena okaze sie gwiazda pokazu. Tylko tego brakowalo Serenie,  zeby  udowodnic,  ze

jest pepkiem wszechswiata.

Zreszta  Blair  nie  musiala  zadawac  sie  ze  slicznymi  modelkami  ani  projektantami  mody.  Idzie

do  Yale,  najlepszej  na  swiecie  uczelni  oferujacej  wyzsze  wyksztalcenie,  a  ponadto  juz  niedlugo

zaprosi ja na spotkanie  starszy  facet  z klasa.  Czula  sie  niezwykle  spelniona  jak  na  tak  mloda  osobe.

Halas  i  blichtr  Tygodnia  Mody wydawaly  jej  sie  mniej  pociagajace  teraz,  gdy  jej  wlasne  zycie  stalo

sie  tak...  stymulujace.  Ponadto  siedzieli  w  trzecim  rzedzie,  co  bylo  jawna  obraza,  bo  zawsze,  na

wszystkich pokazach, na których wczesniej byla, siedziala w pierwszym albo najdalej drugim.

- Naprawde  nie  jestem  pewien,  dlaczego  tu  jestem  -  odparl  nadasany  Aaron.  Rozpial

jasnozielona  kurtke  Lesa  Besta,  która  podarowala  mu Serena,  i  zapial  z powrotem. Kurtke  uszyto  ze

sztywnego  bawelnianego  plótna,  które  glosno  szelescilo  przy kazdym  ruchu.  Byla  zbyt  krzykliwa  jak

na jego gust, ale zgodzil sie  ja  wlozyc,  bo Serena  sie  upierala,  ze  nie  moze przyjsc  na  pokaz  i  usiasc

w trzecim  rzedzie,  nie  majac  na  sobie  ubrania  od Lesa  Besta.  Podobal  mu sie  gwar  w  namiocie.  To

przypominalo  koncert  rockowy.  Ale  jednoczesnie  wydawalo  sie  takie  sztuczne  -  wszyscy  zgromadzili

sie w tym miejscu tylko po to, zeby popatrzec na... ubrania.

Od  dwóch  godzin  snieg  padal  na  jasno  oswietlone  miasto.  Blair  juz  sobie  wyobrazala,  jak

trudno  bedzie  po  pokazie  zlapac  taksówke,  kiedy  ten  tlum  zbyt  lekko  ubranych  i  odrobine  pod-

chmielonych  wyleje  sie  z  namiotu.  Kopnela  w  krzeslo  projektu  Nicky  Hilton  lakierkami  na  plaskim

obcasie od Lesa Besta.  Ziewnela  po raz  piecdziesiaty.  Nadal  miala  otwarta  na  cala  szerokosc  buzie,

- 79 -

background image

gdy przygasly swiatla i ucichla muzyka. Pokaz mial sie zaczac.

Pokazywano  kolekcje  na  nastepna  jesien,  a  motywem  przewodnim  byl  Czerwony  Kapturek.

Scena wygladala jak basniowy las -  z pniami  z ciemnobrazowego  aksamitu  i  nisko  zwieszajacymi  sie

galeziami  z  blyszczacymi,  szmaragdowymi  liscmi  z  jedwabiu.  Rozlegly  sie  wibrujace  dzwieki  fletu.

Nagle  na  scene  wyskoczyla  Serena  w  szarej  plisowanej  spódniczce  od  mundurka  szkoly  Consiance

Billard,  w czerwonych  zamszowych  kozaka  za  kolana,  z  czerwona  pelerynka  zawiazana  na  szyi.  Pod

peleryne wlozyla wlasna, biala, obcisla koszulke z czarnym napisem na  piersi  Kocham  Aarona.  Wlosy

zwiazala  w dwa  warkoczyki.  Nie  miala  zadnego  makijazu,  tylko  usta  pomalowala  jasna,  porazajaca

czerwienia. Przeszla po wybiegu z naturalna pewnoscia  siebie,  spódniczka  lekko  jej  falowala.  Serena

obrócila sie i zatrzymala na chwile dla fotografów, jakby robila to od lat.

Kim ona jest? - rozlegla sie setka zadnych plotek glosów. I kim jest Aaron?

Blair  przewrócila  oczami,  jeszcze  bardziej  znudzona  i  rozdrazniona,  gdy  pokaz  wreszcie  sie

zaczal.

- Kto to jest Aaron? - mruknal Sonny do Chucka Bassa.

- Jasna cholera, nie mam pojecia - odpowiedzial Chuck.

- Chodzi  o  Aarona  Sorkina?  No  wiesz,  tego  telewizyjnego  scenarzyste?  -  zapytala  sasiada

zaskoczona redaktorka w futrze. Pracowala dla „Vogue'a”.

- Ktokolwiek to jest, ma prawdziwe szczescie - stwierdzil fotograf.

- Slyszalam, ze ja rzucil. Chyba próbuje go odzyskac - szepnela do Kati Isabel.

- Nie patrz  teraz,  ale  to chyba  on.  Wyglada  na  wscieklego  -  syknela  w odpowiedzi  Kati.  Obie

dziewczyny odwrócily sie, zeby spojrzec.

Serena  poslala  Aaronowi  calusa,  ale  on  byl  zbyt  pochloniety  fala  goraca  i  zazenowania  z

powodu jej koszulki, zeby to w ogóle  zauwazyc.  Myslal,  ze  Serena  bedzie  nerwowo dreptac  po wybie

gu  razem  z  supermodelkami.  Podejrzewal,  ze  bedzie  potrzebowala  jego  wsparcia  moralnego,  ale

ewidentnie  bawila  sie  jak  jeszcze  nigdy  w  zyciu.  Pewnie  poczula  dreszczyk  emocji,  slyszac,  jak

wszyscy w namiocie szepcza jej imie. Ale  nie  on.  Pewnie,  ze  chcial  byc  slawny  -  jako  gwiazda  rocka.

Nie  zamierzal  slynac  z  tego,  ze  jest  chlopakiem  z  koszulki  Sereny.  Siegnal  do  kieszeni  kurtki  i  wy-

ciagnal papierosnice z ziolowymi papierosami. Nim zdazyl  ja  otworzyc,  facet  z ochrony  popukal  go  w

ramie.

- Nie wolno palic w namiocie, prosze pana.

- Jasna  cholera  -  mruknal  pod  nosem  Aaron.  Ale  nie  mógl  wstac  i  wyjsc,  skoro  Serena  byla

nadal na scenie.

Zerknal  na  Blair.  Przygryzala  warge  i  trzymala  sie  za  brzuch,  jakby  ja  meczyly  gazy.  Miala

- 80 -

background image

ochote  zatkac  uszy,  zeby  przestac  slyszec,  jak  wszyscy  szepcza  imie  Sereny.  „Te  oczy!”  „Te  nogi!”

„Te  fantastyczne  wlosy!” Robilo  jej  sie  od  tego  niedobrze,  a  impreza  po  pokazie  bedzie  wygladala

dokladnie  tak  samo.  Kiedy  tylko  Serena  pobiegla  sciezka  oznaczona  Do  babci  i  zniknela  za  scena,

zeby zmienic strój. Blair wstala.

- Chyba wyjde, nim ten cholerny snieg zrobi sie zbyt gleboki - oznajmila Aaronowi.

- Tak? - Aaron skoczyl na równe nogi. - Pomoge ci zlapac taksówke.

Serena  go  nie  potrzebowala.  Nawet  nie  da  rady  do niej  podejsc,  bo otoczy  ja  taki  wianuszek

wielbicieli.

Sniegu napadalo juz po kostki.  Przykryte  biala  kolderka  posagi  lwów  przed  biblioteka  miejska

wydawaly sie jeszcze wieksze i grozniejsze.

- Chyba  wskocze  do pociagu  do  Scarsdale  -  powiedzial  Aaron,  majac  na  mysli  przedmiescia

Westchester. Mieszkal tam z matka, nim  zeszlej  jesieni  zdecydowal  sie  przeprowadzic  do miasta,  do

ojca  i  jego  nowej  rodziny.  Otworzyl  zapalniczke  Zip  -  po  i  zapalil  ziolowego  papierosa.  -  Zawsze

zbieramy  sie  z kumplami  na  polu  golfowym,  gdy  zapowiada  sie  taka  zamiec  jak  dzisiaj.  To  swietna

zabawa.

- Brzmi jak absolutny odlot - odparla Blair bez najmniejszego zainteresowania.

Grube, zimne platki sniegu ladowaly na jej wytuszowanych rzesach.  Zmruzyla  oczy  i  schowala

dlonie  gleboko  do  kieszeni  wieczorowego  czarnego  plaszcza  z  kaszmiru  od  Lesa  Besta.  Rozgladala

sie za taksówka.

- Chcesz  jechac  ze  mna?  -  zaproponowal  Aaron,  chociaz  Blair  ostatnio  zachowywala  sie  jak

wredna jedza. W koncu byli przyrodnim rodzenstwem. Mogli chociaz próbowac zostac przyjaciólmi.

- Nie,  dzieki.  -  Blair  sie  skrzywila.  -  Mam  zamiar  zadzwonic  do  tego  mezczyzny,  z  którym

ostatnio  sie  widzialam.  Sprawdze,  czy  chce  sie  spotkac  na  drinka.  -  Strasznie  jej  sie  podobalo,  ze

slowo „mezczyzna” brzmi o tyle bardziej wyrafinowanie niz „facet”.

- Do  jakiego  mezczyzny?  -  zapytal  podejrzliwie  Aaron.  -  Nie  mówisz  chyba  o  tym  starszym

gosciu z Yale, z którym spotkalas sie wczoraj?

Blair  przytupywala,  bo palce  jej  marzly  w zupelnie  niepasujacych  do  pogody  butach  od  Lesa

Besta. Czy Aaron zawsze musi sie zachowywac z ta wkurzajaca wyzszoscia?

- Po pierwsze, moge myslec o kims innym. Po drugie, co to wlasciwie cie obchodzi? Po trzecie,

nawet jesli chodzi o niego, to co z tego? - Uniosla reke i pomachala niecierpliwie. Dochodzila dopiero

dziewiata. Gdzie, do cholery, podzialy sie wszystkie pieprzone taksówki?

Aaron wzruszyl ramionami.

- Nie  wiem.  Domyslam  sie.  ze  jest  jakims  wielkim  inwestorem  bankowym,  który  daje  Yale

- 81 -

background image

mnóstwo kasy,  a  ty z nim  flirtujesz,  bo  tak  strasznie  chcesz  sie  tam  dostac.  To  naprawde  zalosne,

skoro pytasz.

- Wlasciwie  to  nie  pytalam  -  warknela  Blair.  -  Ale  moze  powinnam  posluchac  pana.  który

kazdym  gestem  mi  mówi:  „Przyjeli  mnie  wczesniej  do  Harvardu,  chociaz  tylko  siedze  w  bieliznie,

zlopie  piwo  i  udaje,  ze  gram  W  naprawde  fajnej  kapeli,  która  tak  naprawde  jest  do  dupy”,  bo

najwyrazniej zjadles wszystkie rozumy.

Taksówka  zatrzymala  sie  z piskiem  opon  na  rogu  Czterdziestej  Trzeciej.  Ktos  z  niej  wysiadl.

Blair popedzila do samochodu.

- Nie osadzaj, do cholery, czegos, o czym  nie  masz  zielonego pojecia!  -  wrzasnela  do Aarona,

zatrzaskujac drzwi.

Aaron  zadrzal  w  cienkiej  bawelnianej  kurtce  i  skulil  sie,  gdy  zawial  zimny  wiatr.  Ruszy!  w

strone  Grand  Central  Station.  Milo  bedzie  dla  odmiany  spotkac  sie  z  chlopakami.  Kobiet  mial  juz

naprawde powyzej uszu.

Ale cóz, chyba jestesmy warte odrobiny poswiecenia, nie?

o niebo lepiej niz nago

Dan próbowal nie gapic sie na modelki, kiedy chodzily  po wybiegu  pokazu  Better  Than  Naked

w  brazowych,  plisowanych,  sztruksowych  minispódniczkach  bez  zadnej  góry.  Spódniczki  byly  tak

krótkie, ze  wystawaly  spod  nich  falbaniaste  biale  majtki -  staromodne  figi  malych  dziewczynek  z lat

piecdziesiatych  -  tak  obcisle,  ze  posladki  modelek  prawie  je  rozsadzaly.  Zamiast  siedziec  w

pierwszym  rzedzie,  gdzie  Rusty  Klein  zdolala  zalatwic  mu  miejsce  miedzy  Steve'em  Nicksem  a

topowa artystka Vanessa Beecroft, Dan stal na tylach sali w klubie  przy Harrison  Street.  Sciskal  swój

notes  w czarnych  skórzanych  okladkach  i  udawal,  ze  cos  pisze,  na  wypadek  gdyby  Rusty  Klein  byla

gdzies w poblizu i po kryjomu go obserwowala.

Pokazowi  towarzyszyla  dziwna,  ludowa  muzyka  z  Niemiec,  a  na  wybiegu  lezala  rozrzucona

sloma. Mali chlopcy obcieci na pazia  w bawarskich  skórzanych  spodenkach  prowadzili  beczace  biale

kozy  na  smyczach,  a  niewiarygodnie  wysokie  modelki  kroczyly  miedzy  nimi,  kolyszac  nagimi

piersiami.

Zwierzecosc  -  nabazgral  ukradkiem  Dan  w  swoim  notatniku.  Kozy  zalatwialy  sie,  gdzie

popadnie.  Zauwazyl,  ze  rabek  spódnic  byl  specjalnie  postrzepiony.  Na  policzkach  modelki  na-

- 82 -

background image

rysowano  polyskujace  niebieska  kredka  lzy.  Zasmucone  dojarki  - zapisal  Dan.  próbujac  nie  czuc  sie

jak czlowiek totalnie z innej bajki. Co on, do cholery, robi na tym pokazie mody?

Dwudziestoparoletnia  brunetka  stojaca  obok  niego  pochylila  sie  i  próbowala  przeczytac,  co

pisze.

- Skad  jestes?  -  zapytala.  -  Z  „Nylonu”? „Time  Out”? -  Nosila  spiczaste  okulary  w  rogowej

oprawie  z przymocowanym  do nich  staromodnym  zlotym  lancuszkiem.  Dan  jeszcze  nie  widzial,  zeby

ktos mial tak gesta grzywke. - Dlaczego nie siedzisz Z prasa?

Dan zamknal czarny notatnik, zanim zdazyla cos wiecej przeczytac.

- Jestem poeta - odpowiedzial z wyzszoscia. - Rusty Klein mnie zaprosila.

Na kobiecie nie zrobilo to wrazenia.

- Publikowales cos ostatnio? - zapytala podejrzliwie.

Dan wcisnal notatnik pod pache i wygladzil swiezo  zapuszczone  baczki.  Ktos  wypuscil  jedna  z

kóz. Zeskoczyla z wybiegu. Popedzilo za nia czterech gosci z ochrony.

- Jeden z moich najnowszych wierszy  zostal  wydrukowany  w tym tygodniu  w „New  Yorkerze”.

Ma tytul Zdziry.

- W  zyciu!  -  wyrzucila  z  siebie  kobieta  glosnym  szeptem.  Wziela  na  kolana  skórzana

lawendowa  torbe  na  zakupy  marki  Better  Than  Naked  i  wyjela  z  niej  egzemplarz  „New  Yorkera”.

Zaczela  go  kartkowac,  az  doszla  do strony  czterdziestej  drugiej.  -  Sluchaj,  czytalam  ten  wiersz  przez

telefon wszystkim moim przyjaciólkom. Nie moge uwierzyc, ze to napisales.

Dan nie wiedzial, co powiedziec. To bylo jego pierwsze spotkanie  z prawdziwa  fanka.  Czul  sie

jednoczesnie zaklopotany i podekscytowany.

- Milo mi, ze ci sie podobal - odparl skromnie.

- Podobal?  Zmienil  moje  zycie!  Mozesz  dac  mi  autograf?  -  poprosila,  wciskajac  mu pismo  na

kolana.

Dan  wzruszyl  ramionami  i  wyjal  pióro.  Daniel  Humphrey  -  nabazgral  obok  wiersza,  ale  sam

podpis  wygladal  zbyt  prosto  i  nieosobowo,  wiec  dodal  pod  spodem  maly  zawijas.  Wjechal  na  kilka

linijek opowiadania  Gabriela  Garcii  Rhodesa,  co  wydawalo  sie  swietokradztwem.  Ale  kto by sie  tym

przejmowal - dal wlasnie pierwszy autograf. Byl slawny. Jak prawdziwy, najprawdziwszy pisarz!

- Dziekuje  z calego  serca  -  powiedziala  kobieta,  zabierajac  pismo.  Wskazala  jego  notatnik.  -

Pisz dalej - szepnela z nabozenstwem. - Zapomnij, ze ci przeszkodzilam.

Ludowa  niemiecka  muzyka  przeksztalcila  sie  w  opere  i  mali  chlopcy  z  kozami  znikneli  z

wybiegu.  Wplynely  modelki  w  dlugich,  welnianych,  czarnych  pelerynach,  wysokich,  obcislych  ko-

zakach z zamszu w kolorze morskim i wlosach  przybranych  pawimi  piórami.  Wygladaly  jak  postacie  z

- 83 -

background image

dalszego ciagu Wladcy Pierscieni.

Dan  otworzyl  notatnik  i  zaczal  pisac.  Dobre  i  zle  czarownice  -  nabazgral.  Polujace  na

wyglodniale wilki. Zagryzl koniec pióra o dodal: Jasna cholera, szkoda, ze nie moge zapalic.

V pozuje na pozera

Z okazji  pokazu  Culture  of  Humanity  Jedediaha  Angela  w  klubie  przy  Highway  1  w  Chelsea

Vanessa zlamala  swój  zwyczaj  noszenia  tylko  czerni.  Pozyczyla  od Ruby  czerwona  bluzke  z glebokim

dekoltem  i  rekawami  trzy  czwarte.  Juz  ja  kiedys  wlozyla  i  uslyszala  wtedy  wiele  komplementów,

pewnie  dlatego  ze  bluzka  odslaniala  delikatny,  blady  rowek  miedzy  piersiami  i  rabek  czarnego

koronkowego  stanika  Vanessa  przyjechala  spózniona,  bo  siostra  nalegala,  zeby  wziela  taksówke,

która oczywiscie  utknela  w sniegu  kolo  Union  Square.  Kierowca  wrzeszczal  przez  komórke  na  firme

holownicza, a z glosników ryczala  stacja  Lite  FM. Vanessa  wysiadla  i  gdy  wreszcie  dotarla  do klubu,

wygladala jak chodzacy balwan. Pokaz mody juz sie  zaczal  i  byla  pewna,  ze  nie  przepusciliby  jej  przy

wielkich  drzwiach  do  garazu,  które  robily  za  wejscie.  Kiedy  jednak  podala  swoje  nazwisko

dziewczynie  przy drzwiach,  kazano  facetowi  z ochrony,  który  mial  latarke,  osobiscie  odprowadzic  ja

do jej siedzenia w samym srodku pierwszego rzedu. Na krzesle przyklejono kartke z napisem Christina

Ricci,  który  przekreslono  czarnym  markerem  i  dopisano  Vanessa  Abrams.  Vanessa  nigdy  wczesniej

nie czula sie tak specjalnie potraktowana.

Na sali  bylo  ciemno.  Palily  sie  tylko  zwykle  biale  swiece  po  obu  stronach  wybiegu.  Modelki

byly  ubrane  w granatowe  marynarskie  sukienki  przed  kolana  z biala  lamówka  i  zlotymi  guzikami  na

klapach. Trzymaly przy ustach  syreny  przeciwmgielne,  a  z glosników  buchal  ryk potwornego  sztormu

na  morzu.  Biala  sciana  za  ich  plecami  byla  oswietlona  pojedynczym  reflektorem.  Wlasnie  na  niej

wyswietlano  film  o Nowym Jorku Vanessy,  który wysiala  na  uniwersytet.  Film  byl  czarno  -  bialy  i  w

polaczeniu  z marynarskimi  sukienkami  modelek  nabieral  stylu  klasyki  z  lat  czterdziestych.  I  chociaz

wszyscy traktowali ten „morski pokaz” zdecydowanie zbyt powaznie, to Vanessa musiala przyznac, ze

fajnie jest ogladac swój film w ten sposób.

Chuda  jak  szczapa  kobieta  siedzaca  obok  Vanessy  otworzyla  swojego  palmtopa  i  wpisala

dlugimi  czerwonym  paznokciami  Genialne  tlo.  Miala  identyfikator  na  kaszmirowym  jasnobrazowym

swetrze  z  napisem  Vogue.  Brazowe  wlosy  byly  sciete  na  krótkiego  pazia  z  gesta  grzywka  z

miedzianymi pasemkami. Pisala dalej: Uwaga: zapytac Jeda, skad wytrzasnal ten film.

- 84 -

background image

Vanessa  zastanawiala  sie,  czy  nic  tracic  jej  lekko  i  nie  powiedziec:  „Ja  go  zrobilam”,  ale

pomyslala,  ze  zabawniej  bedzie  milczec  i  zobaczyc,  co  bedzie  potem.  Moze  komus  nic  spodoba  sie

film  i  narobi  wokól  tego  smrodu,  a  wtedy  Vanessa  zaslynie  jako  rezyserka,  której  gorzki,  szczery

portret Nowego Jorku zalatwil Tydzien Mody. Zastanawiala sie, jak Dan radzi sobie  na  pokazie  Better

Than Naked. Wyobrazala sobie, jak prosi te nowa, goraca brazylijska  modelke  -  Anike  czy  jak  jej  tam

- o ogien,  nawet  nie  wiedzac,  kim  jest.  To  Vanessa  najbardziej  uwielbiala  w  Danie  -  jego  anielska

niewinnosc.

W filmie  zaczal  sie  fragment,  kiedy  dwóch  staruszków  w  podobnych  welnianych  kurtkach  w

czerwono -  czarna  krate  i  w czarnych czapkach  gra  w szachy  w Washington  Square  Park.  Jednemu  z

nich  glowa  opadla  na  piers,  a  palace  sie  cygaro  zachwialo  sie  niebezpiecznie  na  opadajacej  dolnej

wardze.  Drugi  staruszek  strzelil  palcami,  zeby  upewnic  sie,  ze  partner  zasnal,  a  potem  przesunal

pionki i tracil go, zeby sie obudzil.

Odglosy  sztormu  przygasly  i  rozlegla  sie  halasliwa,  bigbandowa  muzyka.  Wielka  tekturowa

lódz zostala wywleczona na wybieg przez muskularnych modeli, którzy ciagneli  ja  za  grube  biale  liny.

Mieli  na  sobie  tylko  granatowe  slipki.  Lódz  zatrzymala  sie  i  spuszczono  trap.  Z  pokladu  zeszly

modelki,  parami,  musiala  byc  ich  chyba  z  setka  -  jak  zmiescily  sie  na  lodzi?  -  wszystkie  ubrane  w

satynowe  granatowe  biustonosze  i  figi,  biale,  azurowe  ponczochy,  biale  rekawiczki  do  lokci  i  biale

zamszowe  kozaki  do uda.  Gdy  zeszly  marszowym  krokiem  po  trapie,  zaczely  skomplikowany  taniec,

który  wygladal  jak  skrzyzowanie  gestów  kontrolera  ruchu  lotów  i  baletu  wodnego.  Nagle  miedzy

rzedami  modelek  pojawil  sie  wytworny  facet  o  kreconych  rudych  wlosach  do  ramion.  Mial

trzyczesciowy bialy garnitur. I wysadzana szlachetnymi kamieniami zlota laseczke. I stepowal.

Nie zartuje!

Stepujac, dotarl do konca wybiegu, zatrzymal  sie  gwaltownie  i  zaczal  oklaskiwac  publicznosc.

Za jego plecami modelki staly na jednej nodze, z druga uniesiona i zgieta w kolanie, jak  flamingi.  Tez

klaskaly. Potem muzyka ucichla i widownia oszalala.

Ten rudzielec to musial byc Jedediah Angel, doszla  do wniosku  Vanessa.  Stal  dokladnie  przed

nia. Uklonil sie  nisko.  W tym bialym  obcislym  garniturze  wygladal  troche  jak  czarnoksieznik  z Krainy

Oz.  Nagle  wskazal  na  nia,  zaczal  krzyczec  i  klaskac,  namawiajac  ja,  zeby  wstala.  Vanessa  pokrecila

glowa zaniepokojona, ale Jedediah Angel nie przestawal machac do niej.

- Wstan, skarbie! Wstawaj!

Tlum  teraz  calkiem  oszalal.  Nawet  nie  wiedzieli,  kim,  do  cholery,  jest  Vanessa,  ale  skoro

Jedediah  Angel  jej  sie  klania,  to musi  byc  kims.  Vanessa  poddala  sie  i  wstala  z  twarza  plonaca  ze

wstydu.  Z  drzacymi  ramionami  w nietypowym  dla  niej  ataku  nerwowego  chichotu  sklonila  sie,  zeby

- 85 -

background image

podziekowac za aplauz.

Prawie  uslyszala  szept  Kena  Mogula  „Przyzwyczajaj  sie  do  tego,  skarbie,  wstrzasnelas

swiatem!” I chociaz to bylo niesamowite - tylu ludzi zachowywalo sie, jakby ja uwielbialo -  nie  mogla

sie doczekac, zeby opowiedziec Danowi o calej tej farsie.

Chyba  ze  on  wlasnie  uciekal  na  poludnie  Francji  z  jakas  sliczna,  dziewietnastoletnia

brazylijska supermodelka.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

PADA, PADA SNIEG!

Spadlo  juz  jakies  trzydziesci  centymetrów.  I  oto  jestem,  zasypana  sniegiem  na  najgoretszym,

ekskluzywnym przyjeciu po pokazie Tygodnia Mody,  razem  z moim najulubienszym  projektantem,  set

ka  slicznych  modelek  i  smakowitych  aktorów,  z  najbystrzejszymi  w  tym  biznesie  dziennikarzami  z

magazynów mody i  piecioma  najbardziej  awangardowymi  fotografami  mody. Szczerze  mówiac,  mam

gdzies, czy snieg sparalizuje cale miasto. Nie mam zamiaru stad wychodzic!

Na celowniku

B czeka  na  swoja  randke  w kacie  malego,  romantycznego  baru  w nowym hotelu  przy Perry  Street.  S

rozdaje  autografy  na  imprezie  Lesa  Besta  w  Creme  przy  Czterdziestej  Trzeciej.  C  na  tej  samej

imprezie otoczony  przez  mlodszych  modeli  tez  rozdaje  autografy  -  udaje,  ze  niby  kim  jest?  N odwozi

do domu nasza ulubiona dziedziczke z Connecticut - czyli do jej posiadlosci  w Greenwich  -  jej  wlasna

limuzyna.  J  i  jej  nowa  najlepsza  przyjaciólka  pedza  przez  snieg,  zeby  zebrac  lup  w  Blockbuster  i

Hunan  Wok  na  Broadwayu,  w  poblizu  domu  J  -  wyglada,  ze  swietnie  sie  bawia.   oblegany  przez

- 86 -

background image

modelki  na  przyjeciu  po  pokazie  Better  Than  Naked  w  klubie  przy  Harrison  Street.  Braly  od  niego

papierosy  czy  rzeczywiscie  czytaly  jego  wiersz?   na  imprezie  Jedediaha  Angela  przy  Highway  1

udaje, ze ze wszystkimi flirtuje w ten wspanialy, typowy dla siebie, banalny sposób.

Mam  nadzieje,  ze  wszyscy  sa  równie  zachwyceni  tym,  ze  ugrzezli  tam,  gdzie  sa.  Nam  zaspy

niestraszne! Pamietajcie, nic tak nie rozgrzewa jak cieplo ciala drugiej osoby.

Ups,  ktos  robi  mi  zdjecie  do  sekcji  z  moda  na  ten  weekend,  a  moje  usta  zdecydowanie  potrzebuja

blyszczyku. Musze leciec!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

scena jak z titanica

- Wiec  jak  to jest,  ze  Dan  cie  nie  zaprosil?  -  zapylala  Elise,  gdy  maczala  parujacy  knedel  w

kaluzy sosu sojowego.

Zeby  przetrwac  sniezyce,  Elise  i  Jenny  zrobily  sobie  uczte  z  chinskiego  zarcia  i  wypozyczyly

kilka  filmów,  o których  w zyciu  nie  slyszaly,  bo  wszystko  inne  w  Blockbuster  bylo  juz  wypozyczone.

Teraz  ogladaly  relacje  z  Tygodnia  Mody  w  Nowym  Jorku  na  kanale  Metro,  siedzac  w  salonie

przestronnego,  sypiacego  sie  mieszkania  Jenny  w  Upper  West  Side.  Zeby  bylo  dziwniej,  kamera

wlasnie przejechala po publicznosci na pokazie Better Than Naked i na chwile zrobila  zblizenie  Dana,

który wsciekle cos notowal w swoim glupim czarnym notatniku.

- Bo  jestem  jego  mlodsza  siostra  -  odpowiedziala  Jenny,  oszolomiona  faktem,  ze  wlasnie

widziala na zywo w telewizji  ziemista,  okolona  bokobrodami  twarz  brata.  Wiedziala,  ze  Dan  wybiera

sie na pokaz, ale nawet nie pytala, czy moze pójsc z nim. Ledwo zauwazal jej istnienie, tak bardzo  sie

przejal, ze ma byc drugim Keatsem.

Potem  kamera  przeniosla  sie  do  namiotu  Lesa  Besta  w  Bryant  Park,  gdzie  Serena  van  der

Woodsen  kroczyla  dumnie  po  wybiegu  w  bialej  koszulce  z  napisem  Kocham  Aarona,  szarej,

plisowanej spódniczce od szkolnego mundurka, czerwonej pelerynie i w butach za kostke  Lesa  Besta.

Wygladalo to tak, jakby miala byc seksowna wersja Czerwonego Kapturka.

Czy ktokolwiek chcialby placic za szkolny mundurek od Lesa Besta?

- Ej, to nie jest opiekunka z naszej grupy? Serena van der Woodsen! - wykrzyknela Elise.

Jenny wsadzila  do  ust  cala  ekierke  i  kiwnela  glowa  z  rozepchanymi  policzkami.  To  byla  jak

- 87 -

background image

najbardziej Serena. Wygladala idealnie - jak zawsze.

- Szybko, zmien  program!  Nie  ma  sily,  zebym  jeszcze  cos  zjadla,  patrzac  na  te  nogi!  -  jeknela

Elise, rzucajac w telewizor aksamitna poduszka z kanapy.

Jenny  zachichotala  i  wylaczyla  telewizor.  Wziela  kubek  z  napisem  Kocham  Nowy  Jork  i

zerknela  ostroznie  na  uczte  rozlozona  na  starym  kufrze  podróznym,  który  robil  za  stolik  do  kawy.

Mieszkanie bylo tak brudne, ze bala sie, czy jakis obrzydliwy  karaluch  wielkosci  homara  nie  zrzuci  jej

prosto do makaronu  sezamowego  kawalka  tynku  z sufitu.  Zauwazyla,  ze  Elise  jedzenia  w  ogóle  nie

spróbowala.

- Nie mozesz jesc przy mnie? - Jenny wziela  paleczki  i  zakrecila  nimi  w kartonowym  pudelku  z

makaronem. - Obiecuje ze nie bede na ciebie patrzec.

Elise odgryzla polowe knedla.

- Wlasnie tak jest na stolówce w szkole  -  powiedziala  z pelnymi ustami.  -  Nie  moge  jesc  przy

tych wszystkich wychudzonych dziewczynach patrzacych na moje zwaly tluszczu.

- Nie jestes tlusta - odparla Jenny, chociaz przy Elise odzyskiwala apetyt,  bo taka  sie  przy niej

czula  szczupla.  Z  drugiej  strony  ulzylo  jej,  gdy  zorientowala  sie,  Elise  nie  cierpi  na  prawdziwe

zaburzenie  odzywiania,  tylko  brak  jej  pewnosci  siebie.  Tak  to wlasnie  jest  ze  zdobywaniem  nowych

przyjaciól - nigdy nie wiadomo, czy sie do konca kogos poznalo.

- Ty  to  namalowalas?  -  zapytala  Elise,  wskazujac  wiszacy  nad  kominkiem  portret  olejny

Rufusa  Humphreya  namalowany  przez  Jenny.  Rufus  mial  na  sobie  bialy  podkoszulek  z  wypalonymi

papierosem dziurami. Byl nieogolony. Jego sztywne, siwe wlosy sterczaly we  wszystkie  strony.  Piwne

oczy  patrzyly  dziko  Z  powodu  przedawkowania  kofeiny  i  zbyt  duzej  ilosci  kwasu  w  latach

szescdziesiatych. To byl calkiem trafiony portret.

- Aha.  -  Jenny  nawinela  sobie  wiecej  makaronu  na  paleczki.  Nie  malowala  od  grudnia,  kiedy

to  sportretowala  Nate'a  w  kazdym  stylu,  który  studiowala.  Byl  wiec  Nate  w  stylu  Picassa,  Nate

Moneta, Dalego, Nate Warhola i Pollocka.  Ale  Nate  zlamal  jej  serce  i  Jenny  spalila  wszystkie  obrazy

w  metalowym  koszu  przy  Dziewietnastej  Zachodniej.  To  byla  chwila  oczyszczajaca  -  ich  milosc

zamienila sie w popiól.  Wlasciwie  to teraz,  jak  sie  nad  tym zastanowila,  zalowala,  ze  nie  zachowala

popiolów  i  nie  wykorzystala  ich  jakos.  Na  przyklad  do  autoportretu  lub  uspokajajacego  krajobrazu

morskiego. Ale bylo za pózno.

Elise siegnela po nastepnego knedla.

- Namalujesz mnie?

Jenny  zerknela  przez  brudne  okno  salonu.  Snieg  padal  gesty,  jakby  w  niebie  eksplodowaly

gigantyczne poduszki z pierzem.

- 88 -

background image

- Jasne - odparla, wstajac po farby. Nie mialy nic lepszego do roboty.

- Super!  -  Elise  wrzucila  resztke  knedla  z powrotem do pudelka  i  rozpiela  zbyt  obcisle  dzinsy

Seven.  Potem sciagnela  rózowy golf,  zdejmujac  jednoczenie  zakladany  przez  glowe  sportowy stanik.

Kiedy Jenny wrócila z czystym bialym  plótnem,  Elise  lezala  wyciagnieta  na  kanapie,  z blond  wlosami

rozsypanymi na piegowatych ramionach, kompletnie naga.

- Co ty wyrabiasz? - zapytala zaskoczona Jenny. 

Elise oparla glowe na poduszce.

- Zawsze chcialam pozowac nago - powiedziala. - No wiesz, jak w lej scenie z Titanica.

Jenny siadla na podlodze po turecku naprzeciwko Elise i zamoczyla pedzel w wodzie.

- Jak chcesz - odparla i marszczac brwi, spojrzala na pelna zapalu, ponetna modelke.

Moze jej  przyjaciólce  nie  brakowalo  az  lak  bardzo  pewnosci  siebie,  jak  poczatkowo  myslala.

No i okazala sie o wiele bardziej zwariowana.

pól zartem, pól serio

Blair  siedziala  przy  stoliku  w  kacie  w  barze  Red  w  nowym,  romantycznym  i  przytulnym

hoteliku  przy Perry  Street.  Saczyla  absolut  z tonikiem  i  próbowala  nie  patrzec  na  relacje  z  Tygodnia

Mody na  kanale  Metro.  Miala  wrazenie,  ze  za  kazdym  razem,  gdy  podnosi  wzrok,  pokazuja  ten  sam

kawalek z Serena kroczaca po wybiegu na pokazie Lesa Besta  w tym jej  szkolnym  mundurku i  glupiej

koszulce z napisem Kocham Aarona. Nawet w barze Blair  slyszala  ludzi  mruczacych:  „Kim  ona  jest?”,

„Kim jest Aaron?” Juz to wystarczylo, zeby miala ochote  wgryzc  sie  w pokryte  czerwonym  aksamitem

sciany.

- Zalozylem  krawat  z  Yale  -  oznajmil  Owen  z  szelmowskim  usmiechem.  Mial  na  sobie

jasnobrazowy  prochowiec  Burberry  i  czarna  welniana  fedore,  w  której  wygladal  jeszcze  bardziej

mesko  i  zniewalajaco,  niz  kiedy  spotkala  go  za  pierwszym  razem.  Usiadl  na  pokrytej  czerwonym

welwetem  laweczce,  pocalowal  Blair  w policzek.  Jego  policzek  byl  wilgotny  i  zimny  i  pod  wplywem

tego dotyku cala zadygotala.

- Czesc, slicznotko.

Blair natychmiast zapomniala o Serenie. Byla z seksownym, starszym facetem, który mówil  do

niej „slicznotko”. Ha!

- Czesc.  -  Obrócila  pierscionek  z rubinem  kilka  razy  na  palcu  serdecznym.  -  Przepraszam,  ze

- 89 -

background image

wyciagam cie w taki wieczór. Ale... lak sie nudzilam.

Kelnerka  podeszla  do Owena,  który zamówil  martini  Bombay Sapphire  bez  lodu.  Wyciagnal  z

kieszeni  paczke  malboro  lights,  wlozyl  do  ust  dwa  papierosy,  zapalil  oba  i  podal  jednego  Blair.

Zmarszczyl geste brwi w zamysleniu.

- Nie masz zadnych klopotów, prawda?

Klopotów?  Zaciagnela  sie  papierosem.  Co  powinna  powiedziec?  Jesli  zadurzenie  sie  w

starszym,  zonatym  absolwencie  Yale  mozna  nazwac  klopotami,  to  tak,  wpadla  w  klopoty  po  same

uszy.

- Moze - odparla niesmialo. - A ty?

Kelnerka  przyniosla  Owenowi  martini.  Zjadl  zielona  oliwke  plywajaca  w  drinku  i  otarl  usta

serwetka. Cien popoludniowego zarostu widziala juz na jego mocno zarysowanym podbródku.

- Mialem dzis rano spotkanie przy sniadaniu. Jadlem cheerios z piecioma  innymi  prawnikami  i

myslalem o tobie - przyznal sie.

Blair przesunela paznokciem po kolanie ubranym w kabaretki.

- Serio?  -  zapytala  i  natychmiast  pozalowala,  ze  w  jej  glosie  dalo  sie  slyszec  tyle  zapalu  i

nadziei.

Owen podniósl kieliszek do ust. Jego oczy blyszczaly.

- Aha.  Mialem  zwariowany,  pelen  roboty  tydzien,  ale  obiecuje,  ze  wkrótce  przesle  raport  do

Yale, kiedy tylko dam rade.

Blair czula sie  zawiedziona.  Zamieszala  brazowa  slomka  w drinku.  Po raz  pierwszy  nawet  nie

pomyslala  o  Yale.  Kiedy  byla  z  Owenem,  czula  sie  ponad  Yale.  Byla  jego  slicznotka,  gwiazda  jego

przedstawienia. A moze tylko sie ludzila.

Za  oknem ledwo  widziala  zaparkowane  na  ulicy  samochody. Zamienily  sie  w  mase  bieli,  jak

wielkie  spiace  slonie.  Czula,  ze  Owen  jej  sie  przyglada,  gdy  zaciagala  sie  papierosem  i  wy-

dmuchiwala  blekitna  struzke  dymu ponad  ich  glowami.  W koncu zapytal,  czy  moze sie  z  nia  jeszcze

zobaczyc, nie? I nie zrobilby tego, gdyby mu sie nie podobala. Po prostu sie denerwowal, to wszystko.

W glowie Blair  zaczely  pracowac  kamery.  Byla  femme  fatale,  która  uwodzi  przystojnego,  uczciwego,

starszego prawnika. Yale to ostatnia rzecz, o której chciala teraz rozmawiac.

Zaciagnela sie papierosem po raz ostatni i zgasila go w chromowej popielniczce.

- Raz prawie wyladowalam w wiezieniu - oznajmila, próbujac go zaintrygowac.

To nie  byla  do konca  prawda.  Kilka  miesiecy  temu ukradla  kaszmirowe  spodnie  od  pizamy  z

meskiego dzialu  w Barneys,  zeby  je  podarowac  Nate'owi  -  mieli  wtedy  problemy.  Ale  kiedy  zerwal  z

nia ostatecznie, Serena przekonala Blair, zeby oddac spodnie z powrotem. Nawet jej nie zlapali.

- 90 -

background image

Owen  zasmial  sie  cicho  i  wzial  drinka.  Zalozyl  zlote  spinki  do mankietów  z blekitnym  Y,  zeby

pasowaly do zloto - niebieskiego krawata z Yale.

- Widzisz, jestes wlasnie taka dziewczyna, jakiej potrzebuja w Yale - zazartowal.

- I  jestem  dziewica  -  wypalila  Blair.  Zatrzepotala  rzesami,  gdy  zrozumiala,  jak  bez  zwiazku  z

rozmowa jest jej uwaga. To dziwne. Chociaz Owen byl nieziemsko  przystojny  i  strasznie  ja  ciekawilo,

jak to bedzie pocalowac sie z nim, troche ja przerazalo to, co wlasnie robila.

- Jestem  pewien,  ze  takie  dziewczyny  tez  przydadza  sie  w  Yale  -  rozesmial  sie  Owen.

Skrzyzowal i rozkrzyzowal nogi. Blair zauwazyla, ze denerwuje sie przy niej. a tego nie chciala.

Wlozyla reke pod stól i wsunela drzace palce do jego cieplej dloni.

- Nie  mialabym  nic  przeciw  temu,  gdybys  mnie  pocalowal  -  mruknela  gardlowo,  wlasnie  tak

jak Marilyn Monroe w Pól Zartem, pól serio.

Owen odstawil drinka.

- Chodz tu - powiedzial zachrypnietym glosem, obejmujac ja i przyciagajac do siebie.

Jego  policzek  klul  i  drapal  twarz  Blair,  ale  nigdy  w zyciu  nikt  nie  calowal  jej  tak  umiejetnie  i

mocno. NO i jeszcze delikatnie pachnial Hermes Eau D'Orange Verte, jej ulubiona woda kolonska.

Blair  myslala,  ze  gdy  tylko  ich  usta  sie  zetkna,  zjedza  ja  wyrzuty  sumienia.  To  przyjaciel

mojego ojca, przypominala sobie. I jest starszy. Ale Owen tak dobrze calowal, ze gdy tylko  zaczal,  nie

potrafila go powstrzymac.

S nie moze znalezc swojego chlopaka, ale co z tego?

- Powiedzialem jej, ze ma lepszy tylek niz jakakolwiek dziewczyna w tym biznesie  -  powiedzial

jeden ze stylistów  Lesa  Besta  fotografowi  z „W”. -  Szczuply,  chlopiecy.  Moglaby  po prostu  wskoczyc

w stare, brudne dzinsy swojego chlopaka i sprawilaby, ze wygladalyby swiezo i seksownie.

Serena  pokrecila  sliczna  blond  glowa  w  zyczliwym  protescie  i  zaciagnela  sie  american

spiritem.

- Mój  chlopak  nigdy  nie  nosi  dzinsów.  Uwaza,  ze  sa  przereklamowane.  Nosi  takie  zielone,

plócienne  bojówki.  No  wiecie,  takie  prawdziwe  wojskowe  spodnie  z  demobilu.  -  Rozejrzala  sie  po

zatloczonej, zadymionej sali w nowym, wspanialym klubie Creme przy Czterdziestej Trzeciej,  gdzie  na

calego rozkrecila sie impreza po pokazie. Jednak nigdzie Aarona nie  widziala.  Nie  przyszedl  za  kulisy,

gdy skonczyl sie pokaz, wiec myslala, ze spotkaja sie w klubie.

- 91 -

background image

- A  czy  twój  chlopak  nie  ma  przypadkiem  na  imie  Aaron?  -  zapytal  stylista.  Zachichotal  i

wskazal jej koszulke. - Powinnas pozwolic Lesowi Bestowi wypuscic  cala  linie  takich.  Wszyscy  by sie

na nie rzucili. Byloby prawdziwe szalenstwo!

- Odsun sie na chwile, zrobie jej zdjecie - poprosil styliste fotograf.

- A  moglabys  dac  mi  autograf  do  kolekcji  na  tym  polaroidzie?  -  poprosil  niski  staruszek  w

skórzanych spodniach o siwych, wystrzyzonych najeza wlosach.

- Ja tez poprosze! - zawolal ktos jeszcze.

Serena  podciagnela  bladoniebieskie  dzinsy  biodrówki  Lesa  Besta,  które  dostala  na  koszt

firmy, i wskazala na napis na koszulce Kocham Aarona, usmiechajac sie bezmyslnie do aparatu.

- Zaloze  sie,  ze  gdybys  teraz  sprzedala  te  koszulke  na  aukcji,  dostalabys  z  tysiac  dolarów  -

zazartowal fotograf, pstrykajac fotki. - Ale oczywiscie ty bys sie z nia nigdy nie rozstala.

Serena  zaciagnela  sie  papierosem,  a  ludzie  wokól  czekali  na  jej  reakcje.  Koszulka  byla

milutka,  ale  zrobila  ja  pod  wplywem  chwilowego  kaprysu,  myslac,  ze  Aaron  uzna  to  za  zabawne  i

dzieki  temu  poczuje,  ze  ten  wieczór  na  pokazie  mody  jest  ich  wieczorem.  Zawsze  kierowala  sie

chwilowymi  kaprysami  i  wlasnie  dlatego  pomysl  z  aukcja  wydal  jej  sie  ciekawy.  Moze  oddac

pieniadze  na  jakis  szlachetny  cel,  na  przyklad  na  organizacje  Little  Hearts,  która  miala  dostac

pieniadze z balu walentynkowego.

- Zróbmy to - zachichotala bez wahania.

Grupa wielbicieli krzyknela z zachwytu i ruszyla za nia do baru, jak pelne uwielbienia myszy  za

zaczarowanym fletem.

- Kto  chce  kupic  koszulke?  -  pisnela  radosnie,  wskakujac  na  bar  i  paradujac  po nim,  jakby  to

byl wybieg.

Oczywiscie cos takiego moglo ujsc na sucho tylko komus tak slicznemu jak ona.

Didzej przylaczyl sie do zabawy -  puscil  stary  przebój  Madonny Vogue  i podkrecil  go  glosniej.

Serena krecila tylkiem i wypinala piersi. Swietnie sie bawila. Wszyscy w klubie patrzyli na nia.

- Piecset dolarów! - krzyknal ktos.

- Ktos jeszcze? - prowokowala olsniony tlum Serena. - Pieniadze dostana chore dzieci.

- Siedemset! - Osiemset!

Serena przestala tanczyc, przewrócila oczami  i  wyciagnela  papierosy  z kieszeni,  jakby  chciala

powiedziec  „nudzi  mnie  wasze  skapstwo”.  Tlum  rozesmial  sie  i  z  pietnascie  zapalniczek  rozblyslo,

zeby  mogla  zapalic.  Schylila  sie,  zlapala  zapalniczke  jakiegos  szczesciarza  w  futrzanej  kamizelce  i

znowu  zaczela  tanczyc,  potrzasajac  biodrami  do  muzyki  i  zaciagajac  sie  papierosem.  Czekala,  az

licytacja pójdzie dalej.

- 92 -

background image

- Tysiac dolarów! - wrzasnal facet w kamizelce z futra. Stal dosc blisko Sereny, by wiedziec,  ze

warto dac tyle.

Serena  wyrzucila  rece  nad  glowe.  Krzyknela  radosnie  i  glosno,  zagrzewajac  innych,  zeby

przebili propozycje. Nie chciala sie do tego  przyznac,  ale  nie  zalowala,  ze  Aaron  sie  nie  zjawil.  Moze

go i kochala, ale bez niego bawila sie jak jeszcze nigdy w zyciu.

romans z wielbicielem trawki

- Mozemy  kazac  kamerdynerowi  rozebrac  sie  i  zagrac  dla  nas  na  fortepianie  -  powiedziala

Nate'owi Georgie. - Robi wszystko, co mu kaze.

Kiedy  terapia  grupowa  skonczyla  sie  i  nadszedl  czas,  zeby  pacjenci  wracali  do domu, zamiec

juz tak sie  rozszalala,  ze  Nate  nie  mógl  zlapac  taksówki.  Wobec  tego  Georgie  zaproponowala,  ze  go

podwiezie. Gdy dotarli na stacje, pociagi przestaly juz jezdzic, wiec  zawsze  pomocna  Georgie  zabrala

Nate'a  do domu swoim  range  roverem,  którego  prowadzil  ochroniarz.  Teraz  siedzieli  na  podlodze  w

ogromnej, luksusowej sypialni i jarali, patrzac, jak nad ich glowami na swietliku gromadzi sie snieg.

Dom  w  Upper  East  Side,  w  którym  Nate  dorastal,  mial  cztery  kondygnacje,  wlasna  winde  i

kucharza przez dwadziescia  cztery  godziny  na  dobe.  Ale  posiadlosc  Georgie  w Greenwich  miala  cos,

czego brakowalo w jego domu - ogromna przestrzen w srodku i cale akry ziemi wokól. Byla jak miasto

samo w sobie.  Georgie  miala  prywatny  okreg  miejski,  w którym mogla  robic  to,  co  jej  sie  zachcialo,

podczas gdy jej stara  jak  swiat  brytyjska  niania  ogladala  w lózku  amerykanska  wersje  BBC,  a  reszta

sluzby  zajmowala  sie  swoimi  sprawami  we  wlasnych  miasteczkach.  W  lazience  Georgie  stal  nawet

szezlong  w  rzymskim  stylu,  na  którym  mogla  sie  wyciagnac,  czekajac,  az  napelni  sie  jej

szesciometrowe marmurowe jacuzzi.

- Albo  moglibysmy  uprawiac  dziki,  strasznie  glosny  seks  na  schodach  -  dodala  Georgie.  -  To

naprawde doprowadza sluzbe do szalu.

Nate  oparl  glowe  o  wezglowie  królewskiego  loza  z  baldachimem  i  wlozyl  do  ust  skreta,

którego razem palili.

- Po prostu popatrzmy przez chwile, jak pada snieg. 

Georgie  obrócila  sie  na  plecy  i  oparla  glowe  na  kolanach  Nate'a.  Mial  na  sobie  granatowe

spodnie Culture of Humanity.

- Boze,  ale  jestes  wyluzowany.  Nie  jestem  przyzwyczajona  do  spedzania  czasu  z  kims  tak

- 93 -

background image

spokojnym.

- Jacy  sa  twoi  znajomi?  -  zapytal  Nate,  zaciagajac  sie  mocno skretem.  Trawka  wydawala  sie

lepiej smakowac i dzialac teraz, kiedy przez jakis czas musial radzic sobie bez niej.

- Nie  mam  juz  zbyt  wielu  znajomych  -  odparla  Georgie.  -  Wszyscy  mnie  sobie  odpuscili,  bo

jestem strasznie pokrecona.

Nate zaczal glaskac ja po wlosach. Miala niewiarygodnie miekkie, zmyslowe wlosy. 

- Kumplowalem  sie  z trzema  goscmi  z mojej  klasy  -  powiedzial.  -  Po  kilku  dniach  bez  trawki

jakos odechcialo mi sie z nimi spotykac, czaisz?

- To  wlasnie  Jackie  nazywa  negatywna  przyjaznia.  Pozytywna  przyjazn  to  taka,  kiedy  dobrze

sie  bawisz  i  robisz  konstruktywne  rzeczy  z  przyjaciólmi,  na  przyklad  pieczesz  ciastka,  robisz  kolaze

albo wspinasz sie po górach.

- Ja jestem twoim przyjacielem - zasugerowal cicho Nate.

Georgie potarla glowa o jego noge.

- Wiem.

Rozesmiala sie, jej piersi podskoczyly pod biala obcisla koszulka.

- Chcesz upiec pare ciastek?

Nate  przeczesal  palcami  jej  wlosy  i  pozwolil,  aby  pasmo  po  pasmie  opadly  mu  na  kolana.

Blair tez  miala  dlugie  wlosy,  ale  niebyly  tak  proste  i  jedwabiste  jak  wlosy  Georgie.  To  zabawne,  jak

dziewczyny potrafia sie od siebie róznic.

- Moge cie pocalowac? - zapytal, chociaz nie chcial, zeby to zabrzmialo tak oficjalnie.

- Dobra - szepnela Georgie.

Nate  pochylil  sie  i  przesunal  ustami  po  jej  nosie,  brodzie  i  w  koncu  dotknal  jej  warg.

Odpowiedziala gorliwie, a potem odsunela sie i oparla na lokciach.

- To wlasnie Jackie nazywa karmieniem  potrzeb.  Robisz  cos,  co  chwilowo  ci  pomaga,  zamiast

leczyc rany.

Nate wzruszyl ramionami.

- Dlaczego  chwilowo?  -  Wskazal  swietlik,  teraz  juz  calkiem  zasypany  sniegiem.  -  Nigdzie  sie

stad nie ruszam.

Georgie  podciagnela  pod siebie  nogi  i  wstala.  Zniknela  w  lazience.  Nate  slyszal,  ze  otwiera

drzwi  szafki,  brzeknela  butelkami  z  pigulkami  i  odkrecila  wode.  Potem  wyszla,  myjac  zeby,  a  jej

jasnobrazowe  oczy  rozblysly,  jakby  wlasnie  objawil  jej  sie  Bóg  albo  przynajmniej  jakby  wpadla  na

swietny pomysl.

- Na  strychu  jest  stary  powóz.  Mozemy  tam  pójsc  i  posiedziec  -  oznajmila  z  ustami  pelnymi

- 94 -

background image

piany.  Weszla  z  powrotem  do  lazienki,  by  wypluc  paste,  a  po  powrocie  wyciagnela  blada  dlon  do

Nate'a. - Idziesz?

Nate  wstal  i  wzial  ja  za  reke.  Zadrzal  pod  wplywem  trawki  i  gladkosci  skóry  Georgie.  Mial

ochote tylko na jedno - dalej ja calowac.

- Moge pokarmic jeszcze troche moje potrzeby tam na górze? - zapytal, czujac, ze jest  solidnie

upalony.

Georgie uniosla cienka czarna brew i oblizala ciemnoczerwone usta.

- Moze nawet pozwole ci uleczyc moje rany.

Nate  wyszczerzy!  zeby  w krzywym usmiechu  -  jak  zawsze  po  trawce.  Kto  by  pomyslal,  ze  ta

psychogadka moze byc taka podniecajaca!

nasze ciula, nasze dusze

- Reka  mi  dretwieje  -  poskarzyla  sie  Jenny,  gdy  skonczyla  malowac  glowe  i  szyje  Elise.  -

Skoncze reszte jutro.

- Zobaczmy efekty - powiedziala Elise, siadajac.

Miala  tak  male  piersi,  ze  Jenny  nie  mogla  przestac  sie  na  nie  gapic.  Jej  piersi  przypominaly

mlode kartofelki,  które  hodowali  ojciec  Jenny,  gdy  pewnego  lata  wynajmowali  dom  w  Pensylwanii.

Male, twarde i bezowo - rózowe.

- Wyglada  niezle  -  powiedziala  Elise,  patrzac  na  plótno  i  mruzac  oczy.  -  Ale  czemu

namalowalas moja twarz zielona?

Jenny nie cierpiala, gdy ludzie zadawali pytania na temat jej prac. Nie wiedziala, dlaczego i co

robila, po prostu to robila. A jej ojciec zawsze powtarzal: „Artysta nie  musi  przed  nikim  odpowiadac  -

tylko przed soba”.

- Bo mialam taki nastrój - odparla rozdrazniona.

- Zielony to mój ulubiony kolor - powiedziala zadowolona Elise. Wlozyla golf i  figi,  ale  dzinsy  i

stanik zostawila na podlodze.

- O  mój  Boze.  Ja  tez  mam  te  ksiazke!  -  pisnela,  wskazujac  gruby,  ciezki  tom  w  miekkich

okladkach, który stal na pólce za telewizorem. Podeszla do niej i wziela  ksiazke.  -  Ale  twoja  jest  taka

nowa. Nie czytalas jej wcale?

Jenny odgryzla  wierzch  ekierki  i  przeczytala  tytul  na  grzbiecie.  Nowe  wydanie  -  Moje  cialo  -

- 95 -

background image

dla kobiet.

- Ojciec kupil mi ja w zeszlym roku. Pewnie  myslal,  ze  jak  to przeczytam,  to juz  nic  nie  bedzie

mi musial tlumaczyc na temat seksu. Sama moge poczytac o wstydliwych rzeczach.

- Ale czy w ogóle do niej zagladalas? Niektóre kawalki sa naprawde obrazowe.

Jenny nie  miala  o  tym  pojecia.  Od  razu  odstawila  ksiazke  na  pólke  za  telewizorem,  tak  jak

inne  przypadkowe  poradniki  od  ojca,  których  nie  miala  zamiaru  czytac:  Przestrzen  oddechu:

buddyjskie  wskazówki  do  twórczego  zycia.  Siedem  sekretów  Mao  kobiety  stojace  za

przewodniczacym Mao, Odkrywanie wewnetrznego smoka: co jest twoja sztuka?

- W jakim sensie obrazowe? - pytala zaintrygowana. 

Elise wrócila na zniszczona skórzana sofe, usiadla i teatralnym gestem zalozyla noge na noge.

- Pokaze ci.

Otworzyla ksiazke. Jenny usiadla obok niej i przysunela sie blizej, zeby lepiej wiedziec.

Podrecznik byl otwarty  na  szczególowym  rysunku  kobiety  w kleku  podpartym,  pochylonej  nad

lezacym mezczyzna. Ksiazke napisano w latach siedemdziesiatych. Teksty od tego  czasu  poprawiono,

ale  rysunki  zostaly  stare.  Mezczyzna  mial  wlosy  do  ramion,  brode  i  nosil  paciorki.  Jego  penis  stal

prosto i znikal w ustach kobiety. Obie dziewczyny zaczely chichotac.

Fuj!

- Mówilam! - powiedziala Elise, zadowolona, ze od razu otworzyla na takiej perelce.

- Nie  moge  uwierzyc,  ze  nigdy  tego  nie  ogladalam!  -  wykrzyknela  Jenny.  Zabrala  ksiazke  od

Elise i zaczela przerzucac strony. - O mój Boze! - Az ja zatkalo na widok rysunku z ta sama para. ale w

innej pozycji. Kobieta nadal miala w ustach  penis  dlugowlosego  mezczyzny,  tym razem  jednak  lezala

na nim, z nogami rozlozonymi po obu stronach jego glowy. - Myslalam, ze to po prostu  nudna  ksiazka

o tym, ze dostane okres. Ale to jest prawdziwa ksiazka o seksie dla kobiet.

- Jest  chyba  tez  wydanie  dla  nastolatek.  Absolutna  nuda.  Mama  kupila  mi  te  przez  pomylke.

Nie moglam uwierzyc, kiedy zaczelam czytac!

Obie dziewczyny studiowaly uwaznie poradnik,  az  wpadly  na  rozdzial  dotyczacy  seksu  miedzy

przedstawicielami tej samej plci.

- Jak pani Crumb - zauwazyla Jenny. Wstep byl dlugi i zaczynal sie od linijki  „Twoje  uczucia  sa

szczere  i  nie  mozna  ich  ignorowac...”  Slyszala  na  dworze  przejezdzajacy  plug  sniezny.  Podniosla

wzrok i zobaczyla przez brudne okno w salonie nieprzerwanie padajacy snieg.

- Chcesz spróbowac? - zapytala Elise. 

Jenny wrócila do ksiazki.

- Czego?

- 96 -

background image

- Calowania - odpowiedziala Elise niemal szeptem. 

„Twoje uczucia sa szczere i nie mozna ich ignorowac”. 

Tak,  ale  Jenny  niczego  nie  czula  do  Elise.  Lubila  ja  i  w  ogóle,  ale  Elise  jej  nie  pociagala.  Z

drugiej strony, calowanie sie z dziewczyna brzmialo  ekscytujaco.  Nigdy  wczesniej  czegos  takiego  nie

robila  i  jesli  to by sie  okazalo  niemile,  to zawsze  moze zaczac  sobie  wyobrazac,  ze  caluje  sie  z  tym

wysokim blondynem, którego widziala u Bendela.

Zamknela  ksiazke  i  zlozyla  dlonie  na  kolanach.  Jej  twarz  byla  raptem  kilka  centymetrów  od

twarzy Elise.

- Dobra, zróbmy to.

To byl  tylko  eksperyment,  cos,  czego  mozna  spróbowac  w  nudny  wieczór  w  czasie  snieznej

zamieci.

Elise  pochylila  sie  i  polozyla  dlon  na  ramieniu  Jenny.  Zamknela  oczy  i  Jenny  swoje  tez

zamknela. Elise przycisnela usta do mocno zacisnietych warg Jenny. To wlasciwie nie byl  pocalunek  -

to bylo zbyt suche. Bardziej przypominalo szturchanie albo cos takiego.

Elise odsunela sie i obie otworzyly oczy.

- W ksiazce pisza, zeby sie odprezyc i dobrze sie bawic, zwlaszcza kiedy to twój pierwszy raz.

Co, ona znala te ksiazke na pamiec?

Jenny zebrala wlosy na czubku glowy i wypuscila powietrze przez nos.  Nie  wiedziala,  czym  sie

tak denerwuje, ale wolalaby, gdyby Elise wlozyla spodnie.

- Ubierz sie - poprosila. - Mysle, ze latwiej bedzie mi sie rozluznic.

Elise natychmiast zlapala spodnie.

- Teraz lepiej? - zapytala. Zostawila je rozpiete i usiadla na sofie.

- Dobra. Spróbujmy jeszcze raz - odparla Jenny, rozkrecajac sie. Zamknela  oczy  i  wsunela  dlon

we wlosy Elise, na kark, próbujac zachowywac sie mniej pruderyjnie.

W koncu byla artystka, a artysci robia rózne dziwne rzeczy.

nastepny keats poznaje swoja nastepna muze

Po pokazie  Better  Than  Naked  usunieto  z  wybiegu  swiece  i  po  czarnych,  obitych  welwetem

scianach  zaczely  przesuwac  sie  czerwone  i  niebieskie  stroboskopowe  swiatla.  Didzej  Sassy  puscil

mocne  rytmy  francuskie  house'u  i  caly  klub  przy  Harrison  zamienil  sie  w  dyskoteke  z  lat

- 97 -

background image

siedemdziesiatych  z  pólnagimi  czterdziestopieciokilogramowymi  modelkami,  pijacymi  szampana

Cristal prosto z butelek.

Dan stal samotnie przy barze, pijac koktajl z red bulla i nie  wiadomo  czego  jeszcze.  Smakowal

jak aspiryna dla dzieci. Dan pil go, bo barman obiecal, ze dzieki niemu nafaszeruje sie kofeina  i  jakas

tauryna. Gwarantowal, ze po tym sie nie zasnie przez cala noc.

Nagle  Dan  zauwazyl  niewiarygodnie  wysoka  kobiete  w  natapirowanej  peruce  w  kolorze

ognistej  czerwieni  -  to  musiala  byc  peruka  -  i  jaskraworózowa  szminka  na  ustach  i  w  ogromnych

szylkretowych okularach przeciwslonecznych. Stala posrodku zatloczonej sali z rekoma zlozonymi  przy

ustach.

- Daniel Humphrey!!! Wzywam Daniela Humphreya! - wrzeszczala. To byla Rusty Klein.

Dan  przychylil  glowe  i  dopil  drinka.  Zamrugal,  gdy  kofeina  -  i  co  tam  jeszcze  bylo  w  jego

drinku -  uderzylo  mu do glowy.  Niepewnym  krokiem  ruszyl  w  strone  kobiety.  Serce  mu  bilo  jeszcze

szybciej niz dudniacy rytm muzyki.

- Ja jestem Dan - wychrypial.

- No prosze! Nasz poeta! Jestes uroczy!  Idealny!  -  Rusty  Klein  przesunela  gigantyczne  okulary

na czubek  glowy  i,  brzeczac  ogromnymi  zlotymi  bransoletkami  na  koscistym  nadgarstku,  ucalowala

Dana  w  oba  policzki.  Jej  perfumy  pachnialy  oleisto  i  kwasno  jak  tunczyk.  -  Kocham  cie,  skarbie  -

zamruczala, sciskajac Dana mocno.

Dan  wzdrygnal  sie,  nieprzyzwyczajony,  zeby  tak  nim  poniewieral  ktos,  kogo  dopiero  poznal.

Nie  spodziewal  sie,  ze  Rusty  bedzie  tak  przerazajaca.  Brwi  miala  ufarbowane  pod  kolor  peruki.

Ubrala sie jak szermierz - w dopasowana czarna aksamitna kurtke z poduszkami  na  ramionach  Better

Than Naked i spodnie matadora od kompletu,  tez  z czarnego  aksamitu.  Na  koscistej  szyi  miala  sznur

czarnych perel.

- Próbowalem napisac wiecej wierszy - wypalil Dan. - No wiesz, do mojej ksiazki.

- Cudownie! - wykrzyknela Rusty, znowu rzucajac sie z ustami do niego  i  pewnie  smarujac  mu

cala twarz jaskraworózowa szminka. - Umówmy sie jakos w przyszlym tygodniu na lunch.

- Hm, w przyszlym tygodniu codziennie mam szkole, ale wychodze o wpól do czwartej.

- Szkola!  -  wrzasnela  Rusty.  -  Jestes  taki  milutki!  W  takim  i  razie  mozemy  spotkac  sie  na

herbacie.  Zadzwon  do  mojego  biura  i  kaz  Buckley,  mojej  asystentce,  nas  umówic.  O  cholera!  -

Zlapala  Dana  szponiasta  dlonia.  Jej  paznokcie  mialy  najmarniej  osiem  centymetrów  i  byly

pomalowane na pomaranczoworózowo. - Jest tu ktos, kogo absolutnie musisz poznac.

Puscila  Dana  i  wyciagnela  rece,  zeby  zlapac  chuda  dziewczyne  o pociaglej,  smutnej  twarzy  i

wlosach  ciemnoblond.  Dziewczyna  miala  przezroczysta  jasnorózowa  sukienke  bez  rekawów.  Jej  dlu-

- 98 -

background image

gie do pasa wlosy byly nierozczesane. Wygladala, jakby dopiero co wstala z lózka.

- Mystery  Craze,  to  Daniel  Humphrey.  Danielu,  to  Mystery  -  wymruczala  Rusty.  -  Mystery,

skarbie,  pamietasz  ten  wiersz,  który  dalam  ci  do  przeczytania?  Ten,  o  którym  powiedzialas...  O

cholera.  Sama  mu  to  powtórz.  A  teraz  przepraszam  was,  ide  podlizac  sie  mojemu  ulubionemu

projektantowi,  zeby  mi  dal  pare  nowych  ciuchów.  Uwielbiam  was  oboje.  Ciao!  -  krzyknela  i  odeszla

na dwunastocentymetrowych czarnych szpilkach.

Mystery  zamrugala  wielkimi,  szarymi,  zmeczonymi  oczami.  Wygladala,  jakby  przez  cala  noc

zmywala podlogi - niczym Kopciuszek.

- Twój  wiersz  ocali!  mi  zycie  -  zwierzyla  sie  Danowi  niskim,  chrapliwym  glosem.  W

wychudzonej dloni trzymala wysoki, waski kieliszek z plynem o jasnoczerwonym kolorze. - To  campari

- powiedziala, gdy zauwazyla, ze Dan przyglada sie kieliszkowi. - Chcesz spróbowac?

Dan nigdy nie pil niczego, co nie zawiera kofeiny, Pokrecil glowa i wsunal  czarny  notatnik  pod

ramie. Zapalil camela i  zaciagnal  sie  mocno.  O  tak,  od razu  lepiej.  Teraz  przynajmniej  mial  co  robic,

nawet jesli nie zdola wymyslic niczego, co móglby powiedziec.

- Wiec tez piszesz wiersze? - zapytal.

Mystery wlozyla kciuk do drinka i oblizala  go.  Kaciki  ust  miala  czerwone  od campari,  przez  co

wygladala jak dziewczynka, która wlasnie zjadla wisniowy sorbet.

- Pisze  wiersze  i  opowiadania.  Pracuje  nad  powiescia  na  temat  kremacji  i  przedwczesna

smiercia. Rusty mówi, ze jestem nastepna Sylvia Plain. A ty?

Dan  pociagnal  lyk  swojego  drinka.  Nie  byl  pewien,  co  miala  na  mysli,  mówiac  o

przedwczesnej  smierci.  Czy  kiedykolwiek  nadchodzi  wlasciwy  moment  na  smierc?  Zastanawial  sie,

czy móglby napisac o tym wiersz, ale Z drugiej strony nie chcial krasc pomyslów Mystery.

- Ja mam byc nowym Keatsern.

Mystery znowu zanurzyla kciuk w drinku i oblizala go.

- Jaki czasownik jest twoim ulubionym?

Dan  znowu  zaciagnal  sie  papierosem  i  wydmuchnal  dym.  Nie  byl  pewien,  czy  to  ten

zatloczony,  halasliwy  klub,  czy  muzyka,  kofeina,  czy  tauryna,  ale  czul,  ze  naprawde  zyje.  Bylo  mu  w

tym momencie  dobrze.  I  wlasnie  rozmawial  o slowach  z dziewczyna  o imieniu  Mystery,  której  ocalil

zycie. Naprawde mu sie to podobalo.

- Chyba  „umierac” -  odpowiedzial,  konczac  drinka  i  odstawiajac  pusta  szklanke  na  podloge.

Wiedzial, ze to pewnie brzmi, jakby chcial jej zaimponowac. W koncu  pisala  ksiazke  o przedwczesnej

smierci i kremacji. Ale to byla  prawda.  Praktycznie  kazdy  jego  wiersz  byl  o umieraniu.  O  umieraniu  z

milosci,  umieraniu  ze  zlosci,  umieraniu  z nudy,  z niepokoju,  o snie,  z którego  czlowiek  nigdy  sie  nie

- 99 -

background image

budzi.

Mystery usmiechnela sie.

- Mój  tez.  -  Jej  szare  oczy  i  pociagla,  szczupla  twarz  byly  w  surowy  sposób  piekne,  ale  zeby

miala krzywe i zólte, jakby przez cale zycie  nie  odwiedzala  dentysty.  Przechwycila  nastepnego  drinka

z red bullem z tacy kelnera i podala Danowi.

- Rusty  mówi,  ze  poeci  to  nastepne  gwiazdy  filmowe.  Kiedys  oboje  bedziemy  jezdzic

limuzynami  z  wlasnymi  ochroniarzami.  -  Westchnela  ciezko.  -  Jakby  dzieki  temu  zycie  stawalo  sie

prostsze. - Uniosla kieliszek i stuknela nim w szklanke Dana. - Za poezje - oznajmila  ponuro. A potem

zlapala  go  za  tyl  glowy, przyciagnela  go  do siebie  i  zmiazdzyla  mu usta  w glebokim,  przesiaknietym

campari pocalunku.

Dan  wiedzial,  ze  powinien  odepchnac  Mystery,  zaprotestowac,  bo  ma  dziewczyne,  która

kocha.  Nie  powinno  sprawiac  mu  przyjemnosci,  ze  podrywa  go  obca,  niemal  naga  dziewczyna  o

zóltych  zebach.  Ale  usta  Mystery  smakowaly  slodko  i  kwasno  jednoczesnie,  a  on  chcial  zrozumiec,

dlaczego  jest  taka  smutna  i  taka  zmeczona.  Chcial  ja  odkryc,  tak  jak  czasem  odkrywal  idealna

metafore w trakcie pisania wiersza. A zeby tego dokonac, musial dalej ja calowac.

- Jaki  jest  twój  ulubiony  rzeczownik?  -  wydyszal  jej  do  ucha,  gdy  oderwal  sie,  zeby  zlapac

oddech.

- Seks - odpowiedziala, znowu nurkujac w jego ustach. 

Dan usmiechnal sie szeroko, odwzajemniajac pocalunek. 

Moze to wina tauryny, ale czasem jest zbyt dobrze, by uznac, ze cos jest zle.

dziewczyna za kamera

- Wiec  to ty.  -  Przystojny  opalony  blondyn  w  workowatych  pomaranczowych  spodenkach  do

surfowania,  bialych  skórzanych  drewniakach  z  Birkenstock  i  brazowo  -  bialej  skórzanej  kamizelce,

pod która  nic  nie  mial,  usmiechnal  sie  do  Vanessy.  Blysnal  nieskazitelnie  bialymi  zebami.  Nazywal

sie Doric, a moze Duke i twierdzil, ze jest producentem filmowym. - Genialna rezyserka.

- To nastepny Bertolucci. - Ken Mogul poprawil Duke'a czy  jak  sie  ten  facet  nazywal.  -  Daj  mi

rok,  a  jej  nazwisko  beda  znali  wszyscy.  -  Ken  byl  ubrany  jak  miejska  odmiana  kowboja.  Wlozyl

srebrna kamizelke Culture  of  Humanity  na  czarna  koszule  z perlowymi  zatrzaskami  zamiast  guzików.

Krecone  rude  wlosy  schowal  pod  czarnym  stetsonem.  Wlozyl  nawet  czarne  kowbojki  i  rozszerzane

- 100 -

background image

dzinsy  -  tez  z  Culture  of  Humanity.  Przylecial  tego  wieczoru  do  Nowego  Jorku  prosto  z  Utah,  gdzie

wlasnie  pokazywal  swój  najnowszy  film  na  festiwalu  w  Sundance.  To  byl  ambitny  kawalek  o

gluchoniemym  mezczyznie,  który  pracowal  w  fabryce  konserw  na  Alasce  i  mieszkal  w  przyczepie  z

trzydziestoma szescioma kotami. Mezczyzna nie mówil  i  spedzal  mnóstwo  czasu,  piszac  e  -  maile  do

dziewczyn  ze  stron  internetowych  dla  samotnych,  wiec  Ken  musial  niezwykle  twórczo  wykorzystac

prace kamery, zeby akcja jakos szla naprzód. Jak do tej pory to byl jego najlepszy film.

- Gosciu,  ogladanie  twojego  filmu  to jak  ponowne  narodzenie  -  powiedzial  Vanessie  Dork.  -

Uszczesliwilo mnie.

Vanessa wykrzywila usta w usmiechu Mona Lisy - na wpól  rozbawionym,  na  wpól  znudzonym.

Nie byla pewna, jak ma sie czuc nazywana „gosciem”, ale cieszyla sie. ze uszczesliwila Dorka.

Przyjecie po pokazie Jedediaha Angela i Culture of Humanity bylo  jeszcze  wieksza  impreza  niz

sam pokaz. Klub przy Highway i ozdobiono jak namiot na hinduskim weselu. Ubrane w bikini  modelki,

które  nie  braly  udzialu  w  pokazie,  siedzialy  na  skórzanych  sofach,  popijaly  szafranowe  martini  i

tanczyly  do  dzwieków  bhangry.  Vanessa  obciagnela  czerwona  bluzke.  Trudno  nie  czuc  sie  tlustym

prosiakiem wsród tylu koscistych, majacych ponad dwa metry modelek.

- Dobra. Jest tu facet z „Entertainment Weekly” - powiedzial  Ken  Mogul,  obejmujac  ja  w talii.

- Usmiechnij sie. tu robia zdjecia!

Duke stanal po drugiej  stronie  Vanessy  i  przycisnal  opalony,  kanciasty  policzek  do jej  bladej,

delikatnej twarzy. Pachnial woda kolonska Coppertone.

- Powiedz salami!

Vanessa  z  zasady  nie  usmiechala  sie  na  zdjeciach,  kiedy  ja  zmuszano  do  pozowania,  ale

wlasciwie  czemu  nie?  Nie  istnialo  najmniejsze  niebezpieczenstwo,  ze  wesoly  Duke  porwie  ja  do

swojej  swiatyni  surfingu  i  piasku,  gdzie  zyliby  dlugo  i  szczesliwie  w chacie  ze  studiem  filmowym  na

plazy  w Malibu.  Za  bardzo byla  nowojorska  na  cos  takiego,  poza  tym nie  cierpiala  plaz.  Nie.  dzis  to

bedzie jej jedyny wieczór z tandeta, od jutra znowu stanie sie soba.

- Salami!  -  krzykneli  wszyscy  troje  i  blysneli  najbardziej  przeslodzonymi  usmiechami  do

aparatu.

Fotograf sobie poszedl, ale Duke nadal tulil sie do Vanessy.

- W  jaki  hotelu  sie  zatrzymalas?  -  zapytal,  zakladajac,  ze  jest  z  LA,  tak  jak  wszyscy,  których

znal.

Vanessa odkrecila butelke wody Evian i pociagnela lyk.

- Wlasciwie  to mieszkam  w Nowym Jorku,  w Williamsburgu,  razem  z  siostra.  Chodze  jeszcze

do szkoly. A ona gra w zespole.

- 101 -

background image

Dork strasznie sie ekscytowal.

- Gosciu!  -  krzyknal.  -  Ty  jestes  jak  ci  ludzie,  których  wymyslaja  scenarzysci,  wiesz?  -  Uniósl

palec  i  narysowal  w  powietrzu  cudzyslów.  -  „Buntownik  z  wielkiego  miasta”.  Tyle  ze  ty  jestes

prawdziwa. Ty jestes prawdziwsza niz prawdziwa. Jestes superwybuchowa.

Jak na faceta, który nazywa sie Dork

*

, to spostrzezenie bylo calkiem odkrywcze.

- Dzieki  -  powiedziala  Vanessa,  nie  wiedzac,  czy  to  byla  dobra  odpowiedz,  czy  raczej  nie.

Nigdy  wczesniej  nie  rozmawiala  z  kims  tak  glupim.  Poczula,  ze  ktos  ja  lapie  za  lokiec,  wiec  sie

odwrócila.

Starszy  mezczyzna  w  fioletowym,  aksamitnym  smokingu  i  okraglych,  ciemnych  okularach

usmiechal sie do niej.

- To ty jestes ta rezyserka, prawda? 

Vanessa kiwnela glowa.

- Chyba tak.

Pogrozil jej koscistym palcem.

- Nie traktuj swojego talentu zbyt powaznie - powiedzial i odszedl.

Duke pochylil sie do jej ucha i rzekl pospiesznie:

- Zatrzymalem sie w hotelu Hudson. Chcesz pójsc do mnie na drinka?

Vanessa wiedziala, ze powinna kazac mu spieprzac, ale  nigdy  nie  podrywal  jej  tak  przystojny,

glupi  surfer.  Mógl  przygruchac  kazda  modelke  na  tej  sali,  a  wybral  wlasnie  ja.  To  naprawde  jej

pochlebialo.  Czy  ten  starszy  gosc  nie  powiedzial  jej  wlasnie,  zeby  nie  traktowala  wszystkiego  zbyt

powaznie? Bogu dzieki, ze zadala sobie ten trud i skonczyla sprawe z wlosami na nogach.

- Moze pózniej - odparla, nie chcac go od razu splawic. - Na razie strasznie sypie snieg.

- Jasne. - Duke uderzyl sie w glowe i  zasmial  glupio.  -  To  moze zatanczysz?  -  Wyciagnal  reke,

a miesnie ramion napiely mu sie zachecajaco. Wygladal, jakby nigdy nie  opuscil  dnia  na  silowni  i  zyl

na diecie skladajacej sie z napojów proteinowych i kielków.

Vanessa  znowu  obciagnela  bluzke  i  wziela  dlon  Duke'a.  Ruszyla  za  nim  na  wibrujacy,

zatloczony parkiet. Nie mogla w to uwierzyc - nie cierpiala tanczyc! Ale przynajmniej nikt  znajomy nie

bedzie patrzyl.

Czyzby?

- 102 -

background image

audrey sie nie rozbiera

Poniewaz  padalo  tak,  ze  zupelnie  nie  dalo  sie  jezdzic  po  miescie  i  sniezyca  uwiezila  ich  w

centrum, Blair pomyslala, ze najlepsze wyjscie to wynajac pokój na górze.

- Mozemy poogladac telewizje i zamówic cos do pokoju - szepnela kuszaco Owenowi do ucha.

- Bedzie fajnie.

Pokój byl  luksusowy  -  iscie  królewskie  loze,  wpuszczone  w podloge  jacuzzi,  plaski,  plazmowy

telewizor  na  scianie,  a  za  oknem wspanialy  widok  na  zamarznieta,  pokryta  sniegiem  rzeke  Hudson.

Owen  zadzwonil  do obslugi  hotelowej  i  zamówil  butelke  veuve  clicquot,  poledwice,  frytki  i  ciasto  z

czekoladowym  musem.  Kiedy  przyniesiono  jedzenie,  polozyli  sie  na  lózku  i  karmiac  sie  nawzajem

ciastem, ogladali na TNT Top Gun.

- Jak to sie stalo, ze rozstales sie z zona? - zapytala Blair, wkladajac  Owenowi  do ust  kawalek

czekoladowego ciasta. Okruszki spadly na poduszki Z egipskiej bawelny.

Owen zanurzyl lyzeczke w lukier na ciescie i dal ja Blair do wylizania.

- My  nie...  -  zawahal  sie.  Zmarszczyl  sliczne,  ksztaltne  brwi.  jakby  zastanawial  sie  nad

odpowiedzia. - Wolalbym o tym nie rozmawiac.

Blair  usmiechnela  sie  wspólczujaco.  Czekoladowy  lukier  rozpuszczal  jej  sie  na  jezyku.  Lubila

grac  role  „tej  drugiej”.  Dzieki  temu  czula  sie  taka...  silna.  Na  drugim  koncu  pokoju,  na  wielkim,

plaskim ekranie telewizora Tom Cruise i Kelly McGillis jechali na motorze.

- Ona tez chodzila do Yale?

Owen  podniósl  pilota  i  skierowal  go  na  telewizor.  A  potem  odlozyl  go,  nie  zmieniajac

programu.

- Nie wiem - odpowiedzial dokladnie takim  samym  tonem,  jak  mlodszy  brat  Blair,  Tyler,  kiedy

ogladal telewizje, a matka go pytala, czy odrobil juz lekcje.

Blair zlapala pilota i zaczela  przeskakiwac  po programach.  Powtórka  Przyjaciól.  Zapasy.  MTV.

Nie byla pewna, czy podoba jej sie chlopieca strona Owena. O wiele bardziej wolala mezczyzne.

- Chodzila do Yale czy nie?

- Aha - odpowiedzial Owen, wkladajac sobie do ust wielka lyzke ciasta. - Na astronomie.

Blair uniosla brwi, patrzac, jak Sean „P. Diddy” Combs oprowadza gosci  po swojej  posiadlosci

w  Upper  East  Side.  Wygladalo  na  to,  ze  zona  Owena  to  geniusz.  W  koncu  jacy  ludzie  studiuja

- 103 -

background image

astronomie? Tacy, którzy chca zostac astronautami? Wolalaby, gdyby Owen  powiedzial,  ze  jego  zona

w ogóle  nie  studiowala,  tylko  siedziala  w  domu,  ogladala  programy  o  psach  i  zajadala:  paczki.  I

koniec konców zaczela wazyc cwierc tony, wiec  Owen  zostal  zmuszony  spac  w pokoju  goscinnym,  az

wreszcie sie wyprowadzil. Zabraklo juz dla niego miejsca.

Blair przelaczyla na AMC, jej ulubiony program ze starymi filmami. Leciala Casablanca z Ingrid

Bergman  i  Humphreyem  Bogartem.  Minela  juz  polowa  filmu.  Niemcy  wlasnie  wkroczyli  do  Paryza  i

Ingrid byla przerazona.

Blair ulozyla sie na poduszkach. Tesknila za swymi dlugimi  wlosami,  za  tym jak  rozkladaly  sie

w wachlarz wokól jej twarzy. w sposób - lak sobie wyobrazala - któremu nie mozna bylo sie oprzec.

- Czasem  udaje,  ze  zyje  w  tamtych  czasach  -  powiedziala  z  rozmarzeniem.  -  Wydaja  sie  o

wiele  bardziej  wyrafinowane,  prawda?  Nikt  nie  nosi  dzinsów,  wszyscy  sa  uprzejmi,  a  kazda  kobieta

ma nienaganna fryzure.

- Aha,  ale  wtedy  trwala  wojna.  Wielka  woja  -  przypomnial  jej  Owen.  Otarl  usta  biala  lniana

serwetka i oparl sie na poduszkach.

- I co z tego? - upierala sie Blair. - I tak bylo o niebo lepiej. 

Owen wzial ja za reke. Popatrzyla na jego profil.

- Wiesz, ze wygladasz zupelnie jak Cary Grant? - szepnela. 

- Tak uwazasz? - Odwrócil sie do niej, a jego blekitne oczy rozblysly seksownie.

- Obcielam wlosy,  zeby  wygladac  jak  Audrey  Hepburn.  -  Oparla  glowe  na  jego  meskiej  piersi

w snieznobialej koszuli. - Moglibysmy byc Audrey i Carym.

Owen pocalowal ja w glowe i przytulil lekko.

- Sliczny z ciebie dzieciak - mruknal.

Wolna  reka  zaczal  glaskac  ja  po  plecach.  Blair  czula,  jak  zlota  obraczka  uderza  ja  w  kregi

kregoslupa.

Za oknem rozpadalo sie jeszcze bardziej. Blair patrzyla  na  snieg  i  nie  mogla  sie  rozluznic.  Nie

potrafila  przestac  myslec  d  genialnej  zonie  Owena,  astronautce.  która  siedzi  samotnie  w  domu  i

pisze  niewiarygodne  równania  astronomiczne  na  tablicy,  przez  caly  czas  zastanawiajac  sie,  gdzie

podziewa  sie  jej  maz.  Nawet  gdyby  Blair  i  Owen  wygladali  identycznie  jak  Audrey  Hepburn  i  Cary

Grant, Blair byla calkiem pewna,  ze  mile  dziewczyny,  które  grywala  Audrey,  nie  tracily  dziewictwa  w

pokojach  hotelowych  ze  starszymi,  zonatymi  facetami,  chocby  nie  wiem  jak  padalo.  Moze  trzeba

skonczyc ten film, póki jest dobry?

Owen  oddychal  gleboko  i  przestal  glaskac  plecy  Blair.  Gdy  tylko  upewnila  sie.  ze  zasnal,

wymknela  sie  z  pokoju  i  poprosila  recepcjonistke  na  dole,  zeby  zamówila  jej  taksówke.  W  koncu

- 104 -

background image

musiala dbac o swoja reputacje. Zreszta Owena wcale nie rzucala.

Najlepszy sposób, zeby zaintrygowac faceta, to zniknac.

niektóre dziewczyny bawia sie jak nikt

- Walka  na  sniezki!  -  krzyknela  na  caly  glos  w  tlum  Serena.  Tanczyla  z  paczka  wstawionych,

pólnagich modelek Lesa Besta. Jej  blond  czupryna  splatala  sie  w jednolita  mase  na  karku,  jak  jeden

duzy dred - bardzo plazowy styl. Uwolnila sie  od koszulki  z napisem  Kocham  Aarona  za  jedyne  cztery

tysiace  dolców. Kupil  ja  stary  znajomy  -  Guy  Reed  z  butiku  Lesa  Besta.  Teraz  miala  na  sobie  tylko

seksowna rózowa bardotke La Perla, która wygladala jak góra od bikini.

- Sniezna siatkówka! - wrzasnal jakis facet  jeszcze  glosniej.  Mial  na  sobie  czarny  kombinezon

narciarski  z narciarskiej  serii  Lesa  Besta,  futrzane  czarne  buty  i  futrzane  czarne  nauszniki.  Wskazal

wielkie, okratowane okna, za którymi widac bylo rozwieszona nad osniezonym chodnikiem siatke.

W  ciagu  kilku  sekund  caly  gromada  spoconych,  roztanczonych  cial  zaatakowala  szafe  z

plaszczami.  Wszyscy  wyciagali  pierwsze  lepsze  kozuchy  Fendi  albo  puchowe  parki  Gucciego,  by

ochronic wychudzone ciala przed mrozem, a potem pedzili na dwór, zeby baraszkowac w sniegu.

Serena  chichotala,  wskakujac  w  bezowa,  wykonczona  welna  kurtke  z  kapturem  obszytym

futrem z bobra,  uszyta  chyba  na  olbrzymiego  Eskimosa.  Przez  ostatnie  dwie  godziny  wypila  wiecej

szampana  niz  w sylwestra.  Bylo  jej  cieplo  i  krecilo  sie  w  glowie.  Zanim  zdolala  zapiac  kurtke,  ktos

zlapal ja za reke i pociagnal za soba na zewnatrz.

Na  dworze  wszystko  bylo  przykryte  pierzynka  sniegu,  na  która  latarnie  uliczne  rzucaly  zlota

poswiate.  Bez  nieustannych  klaksonów  i  ryku  silników  samochodowych  w  miescie  panowal

przyjemny spokój  -  jakby  Nowy Jork  w  koncu  zasnal.  Banda  modelek,  stylistów  i  fotografów  brnela

przez  zaspy  po  uda,  piszczac  z  uciechy.  Wszyscy  zaczeli  scinac  sniezki  nad  siatka,  zupelnie  nie

zwazajac na sielski spokój.

- Prawda,  ze  jest  pieknie?  -  westchnela  Serena.  Zalowala,  ze  nie  ma  z  nia  Aarona,  bo  wtedy

moglaby  go  pocalowac  i  powiedziec,  jak  bardzo  go  kocha,  a  jednoczesnie  wrzucic  mu  za  koszule

wielka  sniezna  pigule.  Lecz  Aarona  nie  bylo  -  ponurak!  -  wiec  jakos  bedzie  musiala  sobie  poradzic

bez niego. Odwrócila sie do faceta, który trzymal ja za reke. To  ten  chlopak  w czarnym kombinezonie

narciarskim.  Byl  wysokim  blondynem  i  wygladal  rewelacyjnie.  Jak  wszyscy  na  tym przyjeciu.  Puscila

jego dlon i nabrala garsc sniegu.

- 105 -

background image

- Chodz tu - przywolala go. - Powiem ci cos w sekrecie. 

Zrobil krok w jej kierunku. Jego oddech zmienial sie w kleby pary.

- Co takiego?

Serena stanela na palcach i objela go za szyje. Potem pocalowala go w zimny, gladki policzek.

- Kocham  Aarona!  -  pisnela,  wsadzila  mu  sniezke  za  kolnierz  kombinezonu  i  uciekla  przez

snieg do bawiacych sie ludzi.

Facet  pobiegl  za  nia,  zlapal  ja  za  nogi  i  przewrócil  w  chwili,  gdy  dobiegli  do  siatki.  Gra  sie

urwala, tlum slicznych rozrabiaków zaczal ciskac sniezkami w baraszkujaca pare, przerywajac  czasem

na  papierosa  albo  zeby  ponownie  nalozyc  wazeline  na  usta.  Serena  wyla  ze  smiechu,  gdy  snieg

wlecial  jej  do  dzinsów.  To  wlasnie  jest  wspaniale  w  byciu  pieknym  i  beztroskim.  Niewazne,  z  kim

jestes  albo  jakie  glupoty  wyprawiasz  -  zawsze  bajecznie  sie  bawisz.  Wlasciwie  to  nie  musisz

zakochiwac sie tylko w jednej osobie, skoro juz caly swiat zakochal sie w tobie.

eksperymenty moga okazac sie mocno przereklamowane

Jenny i Elise nadal sie calowaly, gdy zadzwonil Rufus.

- Cholera! - Jenny odepchnela od siebie Elise, zeskoczyla  z kanapy  i  popedzila  do kuchni.  Nikt

ich nie widzial, ale i tak poczula sie przylapana na czyms niewiarygodnie zawstydzajacym.

- Wszystko w porzadku? - zapytal radosnie Rufus w sluchawce. - Ugrzezlem tu z Maksem,  Lyle

i  reszta  frajerów.  Sypie  jak  cholera.  -  Rufus  wiekszosc  piatków  spedzal  z  zaprzyjaznionymi

komunistycznymi  pisarzami  w starym  barze  w East  Village.  Glos  mial  wesoly,  jak  zawsze  po  dwóch

czy trzech kieliszkach Czerwonego wina. - A wy, dziewczyny, nie rozrabiacie?

Jenny zaczerwienila sie.

- E, nie.

- To  powiedz  swojej  przyjaciólce,  zeby  zostala.  Nikt  przy  zdrowych  zmyslach  nie  powinien

dzisiaj nigdzie wychodzic.

Jenny kiwnela glowa.

- Dobra. - Miala nadzieje, ze Elise wróci do domu, a ona wezmie goraca  kapiel  i  zbierze  mysli,

ale  nie  wypadalo  prosic,  by wyszla,  kiedy  na  ulicach  lezalo  ponad  metr sniegu  i  nadal  padalo.  -  Do

zobaczenia,  tato  -  powiedziala,  niemalze  zalujac,  ze  nie  moze  mu  powiedziec,  jaka  sie  czuje

zagubiona.  Moze  i  jest  rozkwitajaca  artystka,  ale  to  nic  znaczy,  ze  przez  caly  czas  musi

- 106 -

background image

eksperymentowac.

Odlozyla sluchawke.

- To  co  teraz  robimy?  -  zapytala  Elise,  wchodzac  do  kuchni  nadal  w  rozpietych  dzinsach.

Rozdzielila dwie polówki ekierki i wylizala krem ze srodka.

Chyba sugerowala, ze jest gotowa przejsc do nastepnego  rozdzialu  Mojego  ciala  dla  kobiet,

ale w zyciu! Jenny nie miala zamiaru sprawdzac, co jest dalej. Udala ziewniecie.

- Tata mówi, ze zaraz wraca - sklamala. - Zreszta jestem zmeczona.

Zerknela  przez  kuchenne  okno.  Wszystko  bylo  biale,  a  snieg  nadal  padal.  Wygladalo  to  jak

koniec swiata.

- Chodz.  -  Poprowadzila  ja  do  swojego  pokoju.  -  Tata  chce,  zebys  u  nas  nocowala.  -  Jenny

miala tylko pojedyncze lózko i  zdecydowane  nie  zamierzala  dzielic  go  z Elise.  Ta  dziewczyna  okazala

sie taka... napalona i nieprzewidywalna. - Mozesz spac na moim lózku, a ja przespie sie na sofie.

- Dobra - odpowiedziala Elise niepewnie. - Zadzwonie do mamy.  Nie  jestes  na  mnie  wsciekla,

prawda?

- Wsciekla? - odparla jakby nigdy nic Jenny. - A dlaczego  mialabym  byc  wsciekla?  -  Otworzyla

szuflade  komody i  wreczyla  Elise  za  duza  koszulke  i  spodnie  od dresu.  -  To  do  spania  -  polecila.  W

przeciwnym  razie  Elise  moglaby  spac  nago.  Glupio  by  wyszlo,  gdyby  Rufus  wrócil  do  domu  noca  i

wpakowal  sie  do  pokoju  Jenny,  zeby  walnac  jej  bezsensowne  kazanie  o  sensie  zycia.  Tak  sie

zdarzalo, gdy wypil za duzo wina. - Ide wziac prysznic. Mozesz zadzwonic do mamy z mojej komórki.

Elise wziela ubrania i zapatrzyla sie  na  obrazy  na  scianie  u Jenny.  Nad  lózkiem  wysial  portret

Marksa,  kota  Humphreyów,  drzemiacego  na  kuchence.  Jenny  namalowala  go  ciezkimi  olejnymi

farbami.  Marks  byl  ciemnoturkusowy,  a  kuchenka  czerwona.  Przy  oknie  wisial  portret  stóp  Jenny,  z

paznokciami pomalowanymi na pomaranczowo i koscmi zaznaczonymi na niebiesko.

- Jestes  naprawde  dobra.  -  Elise  zsunela  dzinsy  na  kolana.  -  Nie  chcesz  skonczyc  mojego

portretu?

Jenny zlapala rózowy szlafrok frotté, który wisial na haku na drzwiach.

- Nie  dzis  -  odpowiedziala  i  szybko  ruszyla  do  lazienki.  Wziela  dlugi,  goracy  prysznic,  majac

nadzieje,  ze  nim  wróci,  Elise  bedzie  juz  spac.  Jutro  rano  zjedza  grzanki,  pójda  na  sanki  do  parku  i

beda  wyglupiac  sie  jak  normalne  dziewczyny.  Wiecej  zadnych  eksperymentów.  Jesli  idzie  o  zdanie

Jenny, eksperymenty okazaly sie mocno przereklamowane.

- 107 -

background image

N pomaga wyzdrowiec pokreconej, osieroconej dziedziczce

- Trzymaj lejce w jednej rece, a bat w drugiej - pouczyla Nate'a Georgie.

Poszli  na  strych,  ale  zamiast  siedziec  we  wspanialym  starym powozie,  palic  trawke,  calowac

sie i rozluzniac, Georgie tryskala nadmiarem energii i zaczela uczyc Nate'a powozenia.

Strych  okazal  sie  niesamowity,  pelen  pieknych,  starych  rzeczy,  których  czasy  dawno  juz

minely, ale mimo to utrzymano je w doskonalym stanie, jakby  w kazdej  chwili  ktos  mógl  zniesc  je  na

dól i  nadal  ich  uzywac.  Powóz  byl  pomalowany  na  zloto  i  wykonczony  fioletowym  aksamitem.  Pod

siedzeniem  w  srodku  stal  maly  skórzany  kuferek  z  futrzanymi  pledami  i  mufkami,  zeby  dlonie  nie

marzly w trakcie przejazdzki. A najlepsze bylo to, ze w prawdziwej  skórzanej  uprzezy  od powozu stalo

osiem bialych karuzelowych koników z przymocowanymi do glów bialymi pióropuszami.

- No  dalej,  szybciej,  szybciej,  wio,  wio!  -  krzyknela  Georgie  na  karuzelowe  konie,  strzelajac  z

dlugiego skórzanego bicza i podskakujac na laweczce dla woznicy z czerwonej skóry.

Nate  usiadl  wygodnie  obok  niej  i  próbowal  zapalic  nastepnego  skreta,  ale  Georgie  tak

podskakiwala, ze joint wypadl mu z reki.

- Cholera! - krzyknal Nate wkurzony i wychylil sie z lawki, zeby  zobaczyc,  w którym miejscu  na

drewnianej, pomalowanej na bialo podlodze lezy  skret.  Strych  oswietlala  tylko  jedna,  slaba zarówka,

wiec niczego nie zobaczyl.

- Nie szkodzi. - Georgie zeskoczyla z powozu. - Chodz, cos ci pokaze.

Nate niechetnie poszedl na drugi koniec strychu, gdzie stala kupa drewnianych skrzyn.

- Tutaj  trzymam  mój  stary  sprzet  do  jazdy  konnej.  -  Georgie  otworzyla  skrzynie  stojaca  na

górze  i  wyciagnela  garsc  szarf,  które  wygrala  na  róznych  konkursach.  -  Bylam  naprawde  dobrym

jezdzca. - Podala wstegi Nate'owi.

Wszystkie  byly  blekitne.  Zlotymi  literami  wypisano  na  nich  nazwy  konkursów.  Wielkie

mistrzostwa klasyczne juniorów w Hampton - przeczytal Nate.

- Super - powiedzial, oddajac jej szarfy. Zalowal, ze nie znalazl tamtego skreta.

- Zobacz to. - Georgie wyjela ze skrzyni wielkie biale plastikowe pudelko i  wlozyla  je  Nate'owi

do rak.

Kiedy  je  obrócil,  cos  w  srodku  zagrzechotalo.  Na  boku  wydrukowano  nazwe  lecznicy

weterynaryjnej dla koni. Konska Lecznica w Connecticut. Nate spojrzal na Georgie pytajaco.

- 108 -

background image

- To  srodek  uspokajajacy  dla  koni.  Juz  to  bralam.  Pól  pigulki  wystarcza,  zeby  wyslac  cie  na

inna planete, przysiegam.

Nate zauwazyl delikatne kropelki potu nad górna warga  Georgie,  co  go  zdziwilo,  bo zmarzl  na

nieogrzewanym strychu. Wzruszyl ramionami i oddal jej pudelko, zupelnie niezainteresowany.

Georgie odkrecila wieczko i wysypala ogromne biale pigulki na spocona dlon.

- Tym  razem  wezme  cala.  A  moze  obydwoje  powinnismy  wziac  po  dwie  i  zobaczyc,  co  sie

stanie. - Ciemne wlosy opadly jej na oczy. Odgarnela je niecierpliwie, liczac pigulki.

Nate nagle zaczal sie bac. Byl calkiem pewien, ze Georgie wziela jakies pigulki, kiedy zniknela

wczesniej w lazience, a ze juz wczesniej byla upalona, zlym  pomyslem  bylo  dodanie  do tej  mieszanki

srodków  uspokajajacych  dla  koni.  Co  zrobi  wariatka.  która  przedawkowala  na  strychu  ogromnego

domu w Greenwich, w samym srodku najgorszej w historii Nowej Anglii zamieci snieznej?

- Ja  pasuje.  -  Wskazal  niewielki  metalowy  przyrzad  w  skrzyni,  majac  nadzieje,  ze  zdola

odwrócic jej uwage i Georgie zapomni o pigulkach. - Co to jest?

- Dlutko  do kopyt  -  odpowiedziala  szybko,  wyciagajac  dlon  z pigulkami.  -  Stajenny  czysci  tym

konskie kopyta. Ej, wez jedna.

Nate  pokrecil  glowa.  W  myslach  nerwowo  szukal  sposobu  wyprowadzenia  ich  z  tego

królestwa konskich pigulek na jakis bezpieczny teren.

- Georgie...  -  Popatrzyl  w  jej  ciemnobrazowe  oczy  swoimi  iskrzacymi  sie  i  szmaragdowymi.

Zlapal ja tak mocno za nadgarstek, ze pigulki rozsypaly sie po podlodze.  Objal  ja  i  pocalowal  w usta.

- Wracajmy na dól, dobra?

Georgie oparla bezwladnie glowe na jego piersi.

- Dobra - odparla niechetnie.

Jej ciemne  jedwabiste  wlosy  prawie  wlokly  sie  po podlodze,  gdy  Nate  niósl  ja  korytarzem  od

schodów prowadzacych na strych prosto do sypialni. Odwinal pluszowa biala koldre i  polozyl Georgie

na lózku. Zlapala sie go kurczowo.

- Nie zostawiaj mnie samej.

Nate nie mial zamiaru. Kto wie. co moglaby zrobic.

- Zaraz  wróce  -  powiedzial,  odrywajac  sie  od  niej.  Poszedl  do  lazienki.  Drzwi  zostawil

uchylone, zeby w razie czego móc zlapac Georgie, zanim zrobi cos glupiego. Na blacie obok umywalki

staly  obok siebie  trzy butelki  z lekami  na  recepte.  Nate  rozpoznal  percoset,  bo  uzywal  tego  srodka

przeciwbólowego  po  wyrwaniu  zeba  madrosci,  ale  nie  kojarzyl  nazw  pozostalych  dwóch.  Zadnej  z

recept nie wystawiono na nazwisko Georginy Spark.

Umyl  rece  i  wrócil  do  sypialni.  Georgie  lezala  na  brzuchu  w  bialej,  bawelnianej  bieliznie  i

- 109 -

background image

cicho posapywala. Wygladala calkiem niewinnie. Nate  siadl  obok i  patrzyl  na  nia  przez  chwile.  Kregi

wystawaly jej z pleców, unoszac sie i opadajac w rytm oddechu. Zastanawial sie, czy nie powinien do

kogos zadzwonic. Moze to calkiem normalne, ze Georgie bierze garsc prochów, a potem zasypia?

Tego dnia  na  spotkaniu  w Wyzwoleniu  Jackie  powiedziala,  ze  gdyby  kiedykolwiek  walczyli  ze

soba albo szukali dloni, której mozna sie zlapac, to zawsze moga do niej zadzwonic. Nate wyciagnal  z

kieszeni  komórke i  wybral  numer Jackie  -  nalegala  w czasie  sesji,  zeby  kazdy  go  sobie  wpisal.  Nate

pomyslal wtedy, ze w zyciu nie  bedzie  go  potrzebowal.  Wstal  i  wrócil  znowu do lazienki,  gdy  telefon

zaczal wybierac polaczenie.

Dlugo dzwonil, nim w koncu Jackie odebrala i odezwala sie wsciekla:

- Tak?

Nate spojrzal na zegarek i dopiero wtedy dotarlo do niego, ze jest druga w nocy.

- Czesc  -  powiedzial  powoli.  -  Mówi  Nate  Archibald  z  twojej  dzisiejszej  grupy  -  wyjasnil,

zalujac,  ze  po  glosie  slychac,  ze  sie  najaral.  -  Jestem...  ech...  w  domu  tej  dziewczyny,  Georgie.

Wlasnie  sie  zorientowalem,  ze  wziela  cala  garsc  pigulek  i  chyba  nic  jej  nie  jest,  teraz  spi,  ale

chcialem zapytac, no wiesz, czy nie powinienem czegos zrobic?

- Nate - rzucila pospiesznie Jackie tonem osoby,  która  wlasnie  wypila  dziesiec  filizanek  kawy.

- Przeczytaj mi etykietki na tych lekach i jesli mozesz, powiedz, ile ich wziela.

Nate odczytal nazwy z butelek. Nie wspomnial o konskich pigulkach, ale  byl  prawie  pewny,  ze

Georgie zadnej nie wziela.

- Nie wiem, ile lyknela - dodal bezradnie. - Nie patrzylem, kiedy brala.

- I jestes pewien, ze spi? Oddycha regularnie? Nie wymiotuje i nie krztusi sie?

Nate  popedzil  do  sypialni  zdenerwowany  jak  nigdy  w  zyciu,  ale  Georgie  nadal  spokojnie

spala.  Jej  zebra  unosily  sie  i  opadaly  delikatnie  przy kazdym  oddechu,  a  ciemne  wlosy  rozlozyly  sie

wachlarzem wokól glowy. Wygladala jak Królewna Sniezka.

- Aha - odpowiedzial z ulga. - Spi.

- Dobra.  Masz  tam  zostac  i  ja  obserwowac.  Pilnuj,  zeby  nie  zaczela  wymiotowac,  a  jesli

zacznie,  posadz  ja,  przelóz  sobie  przez  reke  i  klep  w plecy,  zeby  sie  nie  zakrztusila.  Wiem,  to  brzmi

okropnie, ale chyba chcesz, zeby jej sie nic nie stalo.

- Jasne  -  odpowiedzial  roztrzesiony  Nate.  Zerknal  znowu  na  Georgie,  modlac  sie,  zeby  nie

zrobila juz niczego dziwnego.

- Wysle  do was  karetke  z kliniki.  To  chwile  potrwa,  bo drogi  sa  wlasciwie  nieprzejezdne,  ale

chyba nie jestescie zbyt daleko, w koncu do was  dojada.  Nate,  wytrzymasz?  Pamietaj,  tego  wieczoru

ty jestes bohaterem, naszym ksieciem z bajki, rycerzem w lsniacej zbroi.

- 110 -

background image

Nate  podszedl  do  okna  sypialni  i  wyjrzal  na  zewnatrz.  Napadalo  tyle  sniegu,  ze  zwirowy

podjazd przed domem nie odróznial sie od ciagnacych sie  dalej  rozleglych  trawników.  Wcale  nie  czul

sie  jak  ksiaze  z  bajki  -  czul  sie  bezradny  jak  Zlotowlosa  uwieziona  w  wiezy.  Czy  nie  dosc  mial  juz

klopotów?

- Dobra  -  odezwal  sie  do  Jackie,  udajac  pewnego  siebie.  -  Do  zobaczenia.  -  Rozlaczyl  sie  i

schowal telefon do kieszeni.

Oczywiscie  ksiaze  z bajki  kompletnie  sobie  nie  zdawal  sprawy  z  tego,  ze  byc  moze  wlasnie

uratowal zycie Królewnie Sniezce. Jednak wlasnie w takich basniowych bohaterach, którzy wcale nimi

nie chca byc, zakochujemy sie wciaz od nowa pomimo ich niedoskonalosci.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

CZY NAPRAWDE MUSIMY WYGLADAC JAK CZERWONY KAPTUREK?

Przy  okazji  kazdego  Tygodnia  Mody  zadaje  sobie  to  samo  pytanie:  dlaczego  wszystkie  modelki  na

pokazach  nosza  kombinezony  kosmiczne,  ubrane  sa  jak  Jas  i  Malgosia  albo  wlasciwie  chodza  nago,

podczas  gdy  ja  bym w zyciu  nie  wyszla  tak  na  ulice?  Wtedy  musze  sobie  przypomniec,  ze  pokazy  to

przedstawienia  i  caly  sens  mody  polega  na  daniu  nam  rozrywki,  poruszeniu  nasza  wyobraznia  i

uczynieniu  swiata  lepszym  miejscem  do zycia.  Moda  to sztuka,  a  sztuka  nasladuje  zycie,  nie  ma  co

filozofowac. Im wiecej o tym mysle, tym bardziej nie moge sie doczekac, zeby ubrac sie  jak  Czerwony

Kapturek i zaczac krazyc po okolicy w poszukiwaniu wilków. Czas kupic sobie czerwona pelerynke!

CO SIE STALO ZE SNIEGIEM?

Jak  to  jest,  ze  za  kazdym  razem,  gdy  w  miescie  przydarza  sie  straszna  zamiec,  to  raptem  w  kilka

- 111 -

background image

godzin  caly  snieg  topnieje  i  wszystko  wraca  do normy dokladnie  przed  poniedzialkiem,  kiedy  trzeba

isc do szkoly? Mysle, ze to spisek, który ma na celu zmuszenie nas wszystkich  do pójscia  do szkoly  w

walentynki, które powinny byc ogólnonarodowym swietem wolnym od pracy. Chyba i tak  zrobie  sobie

wolne.  Jak  inaczej  bede  mogla  nacieszyc  sie  rózami,  czekoladkami  i  bizuteria,  które  dostane  od

tajemniczych wielbicieli?

Wasze e – maile

P: Droga P!

Jestem  zdolowany,  bo ta  dziewczyna,  która  lubie,  chyba  nie  lubi  mnie  tak,  jak  ja  ja.  Twoja

strona to jedyna pociecha.

smutas

O: Czesc, smutasie!

Skad  wiesz,  ze  cie  nie  lubi?  Zapytales  ja?  Pamietaj  jednak,  gdyby  tamta  dziewczyna  cie

zawiodla, ja zawsze bede tu dla ciebie.

P

P: droga p!

jestes super, bedziesz moja walentynka?

oskar

O: Drogi oskarze!

Dziekuje  za  mile  slowa,  niestety  jestem  juz  umówiona  i  mam  w  planach  niesamowicie

goracy wieczór. Ale jesli mimo wszystko  chcesz  mnie  zarzucic  prezentami,  to na  pewno  nie

bede narzekac.

P

Na celowniku

W  piatek  póznym  wieczorem   wychodzi  samotnie  z  hotelu  w  centrum  i  jedzie  metrem  na

przedmiescia  -  niewiarygodnie  szokujacy  pomysl.  Pewnie  myslala,  ze  to  jedyne  miejsce,  gdzie

zostanie  niezauwazona.  Blad.  S,  chief  d'Affairs  Lesa  Besta  i  sam  Lest  Best  w  swoim  firmowym

- 112 -

background image

czarnym  kombinezonie  narciarskim  stoja  przed  biurami  Little  Hearts,  organizacji  charytatywnej

dzialajacej na rzecz dzieci, i wygladaja, jakby przez  cala  noc  nie  spali.  S ma  na  sobie  rózowy stanik  i

kurtke narciarska jakiegos faceta. Co sie stalo z jej  chlopakiem?  N zjawil  sie  wczoraj  po poludniu  na

Grand  Central.  Wygladal  na  oszolomionego  i  zagubionego,  ale  nadal  prezentowal  sie  przeslicznie,

rzecz jasna. D wytacza sie z taksówki i idzie na zakupy do Agnes B. Homme. Ej, czy my mówimy o tym

samym  D?  No  cóz,  Agnes  B.  jest  chyba  Francuzka,  a  on  zawsze  wyobrazal  sobie,  ze  jest

egzystencjalista,  a  to  francuski  wynalazek...  stop,  odbiegam  od  tematu.   filmuje  bulteriera

sikajacego na zólto na bialy snieg. Cóz, milo zobaczyc, ze przynajmniej ona sie nie zmienila.

Niech wasze  walentynki  obfituja  w uwielbienie,  pieszczoty  i  pare  slicznych  sandalków  na  malenkich

obcasikach  od  Jimmy'ego  Choo,  które  przy  tej  pogodzie  sa  kompletnie  bezuzyteczne.  Pamietajcie

tylko: jestescie absolutnie tego warte.

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

lukier na torcie B

Przez  caly  poniedzialkowy  ranek  Blair  bala  sie  spotkania  z  grupa.  Nie,  zeby  miala  cos

przeciwko mówieniu o podrywaniu chlopaków albo presji ze strony rówiesników (czy o czym tam chca

rozmawiac  malolaty).  W koncu  to walentynki  i  wszystkie  dziewczyny  w szkole  mówily  o chlopakach.

Bala sie jednak, ze dziewiecioklasistki beda tylko pytac o pokaz Lesa Besta i udzial w nim  Sereny.  Jak

to  bylo  krecic  sie  przy  tych  wszystkich  slynnych  modelkach  i  takie  tam  bla,  bla,  bla.  Pewnie  beda

pytac  o te  jej  glupia  koszulke  Kocham  Aarona  i  co  jest  miedzy  nia  i  Aaronem,  bo  slyszalysmy,  ze...

bla. bla, bla. Jakby to bylo choc troche interesujace.

A nie bylo.

Dlaczego  swiat  jest  pelen  nasladowców,  skoro  zycie  oferuje  tyle  mozliwosci?  Blair  wrzucila

sobie  dodatkowy  kawalek  czekoladowego  ciasta  na  tace,  zeby  miec  co  robic,  kiedy  dziewczyny  z

grupy zanudza ja smiertelnie.

- Czesc.  -  Prawie  ziewnela,  siadajac  przy  zatloczonym  stoliku  kilka  minut  po  rozpoczeciu

grupy. - Przepraszam za spóznienie.

- Nie szkodzi - odparla radosnie Serena. Przed pokazem zafundowano  jej  darmowe  podcinanie

i pasemka, dzieki czemu teraz jej dlugie  wlosy  byly  jeszcze  bardziej  lsniace  i  idealne  niz  wczesniej.  -

- 113 -

background image

Wlasnie rozmawialysmy o problemach rodzinnych Elise. Podejrzewa, ze jej ojciec moze miec romans.

Dzisiaj  Elise  odgarnela  do  tylu  grube  wlosy  w  kolorze  slomy  i  podpiela  z  boku  glowy

malenkimi  rózowymi  spinkami  w  ksztalcie  serduszek.  Pod  jasnoniebieskimi  oczami  rysowaly  sie  jej

glebokie cienie, jakby przez cala noc nie spala, tylko sie zamartwiala.

- To fatalnie - stwierdzila wspólczujaco Blair. - Uwierz mi, wiem, jak jest.

Postanowila  nie  kontynuowac  tematu.  Grupa  to  moze  i  miejsce,  w  którym  maja  sie  dzielic

doswiadczeniami,  ale  nie  zamierzala  wchodzic  w szczególy  romansu  jej  ojca  z  innym  mezczyzna,  w

okresie gdy ciagle byl mezem jej matki.

Serena kiwnela energicznie glowa.

- Wlasnie  im  mówilam,  ze  wszystkie  rodziny  sa  totalnie  pokrecone.  Twoja  rodzina,  Blair,  to

doskonaly przyklad - dodala radosnie.

Blair sie najezyla.

- Wielkie dzieki, ale nie sadze, zeby wszyscy chcieli sluchac teraz o moich problemach.

Jenny  obgryzala  skórki  przy  paznokciach  i  nerwowo  stukala  noga  o  krzeslo.  Od  rana  sie

martwila,  ze  Elise  rzuci  sie  na  gleboka  wode  i  z  miejsca  zacznie  opowiadac  o  calowaniu  sie  z

dziewczynami. Bogu dzieki, Elise miala inne sprawy na glowie.

- W kazdym razie nie musimy mówic o naszych  pokreconych rodzinach,  jesli  to ci  przeszkadza

- powiedziala Blair do Elise, próbujac ja wesprzec.

Elise pokiwala glowa ze smutkiem.

- Wlasciwie to jest cos innego, o czym chcialabym porozmawiac.

Jenny skrzywila sie.

- Tak? - Blair skinela glowa zachecajaco. - Co takiego? 

Vicky  Reinerson  uniosla  reke.  Miala  na  sobie  czerwona  welniana  peleryne,  podobna  do  tej,

jaka nosila na pokazie Lesa Besta Serena,  tyle  ze  ta  wygladala  na  uzywana,  jakby  Vicky  pozyczyla  ja

od babci. Chyba nie zajarzyla, ze peleryny wracaja do lask dopiero jesienia, a nie juz tej wiosny.

- Och,  ale  kiedy  skonczy,  Serena,  opowiesz  nam  o  pokazie  Lesa  Besta?  Prosimy!  -  blagala

Vicky. - Obiecalas.

Serena  zachichotala,  jakby  byla  gotowa  opowiedziec  tony  zabawnych  historyjek.  Blair  miala

ochota ja trzepnac.

- Najbardziej  niesamowite  bylo  to,  ze  walczylam  na  sniezki  z  samym  Lesem  Bestem  i  nawet

nie wiedzialam, ze to on. - Serena zerknela na Blair, która piorunowala ja wzrokiem. - Opowiem o tym

na koncu, jesli zostanie troche czasu. - Wrócila do Elise. - O czym zaczelas mówic?

Elise zaczerwienila sie jak burak.

- 114 -

background image

- Ja... ja chcialam porozmawiac o calowaniu sie - wypalila. - O calowaniu sie z dziewczynami.

Jenny  kopnela  w  noge  krzesla  Elise.  Mary,  Cassie  i  Vicky  zasmialy  sie  i  zaczely  tracac

lokciami.  To  bedzie  cos  dobrego.  Niedawno  krazyly  plotki  o  tym,  ze  Blair  i  Serena  calowaly  sie  w

jacuzzi w apartamencie rodziny Chucka Bassa w hotelu Tribeca Star.

- Uwazam,  ze  kazdy  moze  calowac  kazdego  -  stwierdzila  Serena.  -  Calowanie  to  swietna

zabawa.

Blair wlozyla sobie do ust kawal czekoladowego ciasta, próbujac wymyslic cos,  czym  moglaby

przebic uwage Sereny.

- Chlopcy  lubia  patrzec  na  calujace  sie  dziewczyny  -  stwierdzila  z pelnymi  ustami.  -  Pokazuja

to ciagle  w  filmach,  zeby  nakrecac  facetów.  -  To  prawda.  Rozmawiali  nawet  o  tym  na  zajeciach  z

filmu u pana Beckhama.

- No  wiec,  Serena,  jak  to  bylo  nosic  ubrania  Lesa  Besta?  -  zapytala  Jenny,  desperacko

próbujac zmienic temat.

Serena wyciagnela dlugie, smukle ramiona nad sliczna blond glowa i westchnela rozkosznie.

- Naprawde  chcecie  wiedziec?  -  Wszystkie  dziewczyny  w  grupie  poza  Blair  i  Elise  kiwnely

entuzjastycznie glowami. - No dobra, to wam powiem.

Blair  przewrócila  oczami.  Szykowala  sie,  by  zamknac  Serenie  usta  informacja  o  swoim

goracym  romansie  z.  trzydziesto  -  osmioletnim  zonatym  mezczyzna,  co  bylo  o  niebo  ciekawsze  od

lazenia po wybiegu w kretynskich  ciuchach,  których  i  tak  nikt  nie  chcial  nosic.  Zerknela  na  stól.  przy

którym Elise zaciekle bazgrolila na kartce z zeszytu swoje imie raz za  razem.  Elise  Wells.  Panna Elise.

Elise Wells. Panna Elise Patricia Wells. E.P Wells.

Nagle  Blair  poczula,  ze  cala  zawartosc  zoladka  podchodzi  jej  do gardla.  Wells?!  To  nazwisko

Owena. A Elise wlasnie powiedziala,  ze  podejrzewa,  ze  jej  ojciec  ma  romans!  Owen  nie  mówil  nic  o

córce,  ale  jak  sie  teraz  nad  tym  zastanowila,  to  widziala,  ze  Elise  ma  takie  same  oczy  jak  on  i  na

ganku  zapalila  dwa  papierosy  dokladnie  w  taki  sam  sposób,  jak  Owen  w  piatek  w  barze.  Jezu!

Równie  dobrze  mógl  miec  dziesiecioro  dzieci,  tylko  akurat  zapomnial  jej  o  tym  wspomniec.  Jasna

cholera!

Blair  z  glosnym  szurnieciem  odsunela  krzeslo  i  pobiegla  do  gabinetu  pielegniarki,  który

znajdowal  sie  za  stolówka.  Dotarla  w  ostatniej  chwili,  zeby  zwymiotowac  czekoladowe  ciasto  na

wlasnorecznie zrobiony na szydelku  dywanik  siostry  O'Donnell.  Byl  to najszybszy  sposób,  aby  zostac

odeslanym do domu z powodu choroby.

Kiedy  tylko  wybiegla,  po  stolówce  rozlegl  sie  szmer  -  dziewczyny  obstawialy  rózne  wersje

wyjasnienia, co sie dzieje z Blair.

- 115 -

background image

- Slyszalam,  ze  chorowala  na  jakas  rzadka  chorobe.  Stracila  mnóstwo  wlosów.  To  tak

naprawde peruka - oglosila Laura Salmon.

- A  ja  slyszalam,  ze  jest  w ciazy  z jakims  starszym  facetem.  On  jest  zonaty  z  kims  z  rodziny

królewskiej  i  chce  sie  teraz  ozenic  z  Blair,  ale  zona  nie  zgadza  sie  na  rozwód  -  wyjasnila  Rain

Hoffstetter.

- O mój Boze! Wiec moglyby urodzic z matka w tym samym czasie! - pisnela Kati Farkas.

- Ona  nie  jest  w  ciazy,  idiotko.  To  bulimia  -  wyjasnila  dziewczynom  Isabel  Coates

konfidencjonalnym - szeptem. - Walczy z tym od lat.

Przy stoliku grupy Serena nieswiadomie wyjasniala cala sprawe:

- Poczuje sie lepiej, gdy ja przyjma do Yale.

apatia kontra poezja

- Wesolych  walentynek,  kochasiu!  -  powital  Dana  Zeke  Freedman,  tuz  przed  zajeciami  z

historii Stanów Zjednoczonych. Wreczyl Danowi rózowa reklamówke. - Aggie prosila,  zebym  ci  to dal.

Kurier wlasnie to przyniósl do recepcji.

Uszy  torby  przewiazano  czerwona  satynowa  wstazka.  Dan  pociagnal  za  kokarde  i  wysypal

zawartosc na lawke:  male  biale  pudelko  i  cienka  ksiazka  w okladkach  z czerwonej  skóry.  W pudelku

lezal  gruby  srebrny  dlugopis  na  srebrnym  lancuszku.  Dolaczona  karteczka  wyjasniala,  ze  to  jest

dlugopis  antygrawitacyjny  -  takich  uzywaja  astronauci  w kosmosie.  Dan  zalozyl  lancuszek  na  szyje  i

otworzyl ksiazke na pierwszej stronie, gdzie ktos nabazgral: Skop grawitacji tylek, czarusiu. Czujesz?

Kompletnie  oglupialy  Dan  przeczytal  jeszcze  raz  notke.  Zbyt  dziwaczne  jak  na  Vanesse,  wiec

to zdecydowanie musiala byc Mystery. W koncu rozlegl sie  dzwonek.  Pan  Dube  wmaszerowal  do sali

i  zaczal  scierac  tablice.  Dan  schowal  torbe  z  prezentem  pod  krzeslo,  otworzyl  zeszyt  i  udawal,  ze

slucha,  co  pan  Dube  opowiada  o  Wietnamie  i  apatii.  Szkola  wydawala  sie  taka  nieistotna  i  glupia

teraz, kiedy agentka  w prawdziwego  zdarzenia.  Rusty  Klein,  chciala  go  reprezentowac,  a  ewidentnie

blyskotliwa,  intrygujaca  i  seksowna  poetka  przyslala  mu  wyjatkowo  wyrafinowane  walentynkowe

prezenty.

Wtedy Dan przypomnial sobie o Vanessie i dlonie zaczely  mu drzec.  Niczego  jej  nie  wyslal  na

walentynki - nie, zeby  Vanessa  przepadala  za  takimi  „nastawionymi  na  komercje  pierdolami”, jak  to

lubila okreslac, ale nawet do niej  nie  zadzwonil.  A wlasciwie  najwiekszy  problem  polegal  na  tym, ze

- 116 -

background image

ja... zdradzil. Nie chodzilo tylko o to, ze calowal sie z inna. Naprawde ja zdradzil.

To byla  absolutnie  wina  Mystery.  Przez  te  przezroczysta  sukienke  i  te  jej  zólte,  krzywe  zeby

mial  wrazenie,  jakby  znalazl  sie  we  wlasnym  wierszu.  Calowal  czarujaca,  dziwna  dziewczyne,  która

stworzyl,  na  halasliwej,  odlotowej  imprezie,  która  wymyslil.  Nic  nie  mógl  na  to  poradzic,  ale  jego

wyobraznia zupelnie oszalala - wyslala go,  zeby  chwiejnym  krokiem  przez  zasypane  sniegiem  miasto

dotarl  do  mieszkania  -  atelier  w  Chinatown  i  kochal  sie  z  Mystery  w  najrózniejszych  dziwnych  po-

zycjach  jak  z jogi  na  niewygodnym  materacu  robiacym  za  lózko, podczas  gdy  slonce  wschodzilo  nad

smetnym,  bialym  miastem.  Prawie  jakby  sie  zadna  z  tych  rzeczy  nie  wydarzyla.  Jakby  to  byla  fikcja

literacka.

Tyle ze to nie byla fikcja. Naprawde zdradzil Vanesse.

Dan  mial  strasznego  kaca  przez  caly  weekend.  Tak  pograzyl  sie  w  egzystencjalnym  poczuciu

winy  i  pogardzie  dla  siebie,  ze  nie  mógl  odpowiedziec  na  niezliczone  wiadomosci,  które  Vanessa

nagrala na jego komórce.

Otworzyl  zeszyt  od historii  na  ostatniej  stronie.  A gdyby  dla  Vanessy  napisal  wiersz  i  wyslal

jej  e  -  mailem  w czasie  przerwy  na  lunch?  To  mialoby  wieksza  wartosc  niz  kwiaty,  czekoladki  albo

tandetne  walentynkowe  kartki.  A  najlepsze  bylo  to,  ze  pewnie  nie  musialby  z  nia  rozmawiac  i

przyznac sie do zdrady, bo w klamaniu nie byl dobry.

Pan Dube zaczal pisac cos na tablicy. Dan udawal, ze robi notatki w zeszycie.

Kredowe anioly - napisal. - Nadajace sens.

Potem pomyslal  o czyms,  co  Mystery  powiedziala  mu,  kiedy  pili  czwarty  albo  piaty  koktajl  z

red bullem. Cos o tym, ze jest zmeczona pisaniem zawiklanych wierszy, które  okrezna  droga  wyrazaly

to, co chciala przekazac. Odrzucic subtelnosc. Mówic wprost.

Pocaluj  mnie.  Badz  moja  -  napisal  Dan,  nasladujac  slogany  na  czekoladowych  sercach,

którymi popisywaly sie dziewczyny w walentynki. Superlaska!

Przeczytal slowa jeszcze raz, nie dostrzegajac ich tak naprawde.  Jego  umysl  ciagle  wypelnialy

obrazy z nocy  z Mystery.  Nie  potrafil  sie  skupic.  Jej  wlosy  pachnialy  tostami.  A  kiedy  dotknela  jego

nagiego  brzucha  chlodnymi,  wilgotnymi  dlonmi,  cale  jego  cialo  sie  wzdrygnelo.  Nie  zapytal  jej,  co

miala  na  mysli,  mówiac  o  przedwczesnej  smierci,  i  nie  zapytal  jej,  dlaczego  jego  wiersz  Zdziry

uratowal  jej  zycie,  ale  byl  tak  upojony  tauryna  z red  bulla  i  przerazajacymi,  zóltymi  zebami  Mystery,

ze pewnie i tak nie zapamietalby odpowiedzi.

Znowu  stracilem  dziewictwo  - napisal  Dan,  co  zreszta  bylo  prawda.  Robienie  tego  z  Mystery

rzeczywiscie okazalo sie kolejna utrata dziewictwa.  Czy  to mozliwe,  ze  bedzie  sie  tak  czul  za  kazdym

razem z nowa kobieta?

- 117 -

background image

Zanim  zdazyl  sobie  wyobrazic  te  kolejna  szczesciare,  zadzwieczal  dzwonek.  Dan  wyrwany  z

zamyslenia zamknal zeszyt i wsadzil go pod ramie.

- Ej!  -  zawolal  do Zeke'a.  -  Postawie  ci  sushi  na  lunch,  ale  zaczekaj  na  mnie,  tylko  wysle  e  -

mail.

- Dobra. - Zeke wzruszyl ramionami i staral  sie  nie  pokazac  po sobie,  jaki  jest  poruszony  tym,

ze jego  stary  kumpel  raczyl  po  raz  kolejny  tego  dnia  poswiecic  mu  troche  uwagi.  Od  kiedy  to  Dan

Humphrey, król tanich krokietów i kiepskiej kawy, jadal sushi?

- Slyszalem,  ze  poszczescilo  ci  sie  w  pianek  wieczór!  -  wrzasnal  do  Dana  Chuck  Bass,  gdy

mijali  sie  na  klatce  schodowej.  Chuck  wlozyl  na  gole  cialo  granatowy  sweter  w  serek  od  mundurka

szkoly Riverside. - Niezla robota.

- Dzieki  -  odmruknal  Dan,  pedzac  na  góre  do  sali  komputerowej.  Oszukiwal  sie,  myslac,  ze

Vanessa nie dowie sie o nim i Mystery, ale kiedy tylko dostanie jego najnowszy wiersz, na pewno  mu

wybaczy. W koncu jak to napisala Mystery - byl czarusiem.

dziewczyny glupieja z powodu tajemniczych wielbicieli

Vanessa czula sie troche idiotycznie, siedzac wsród  zdesperowanych  dziewczyn  w zatloczonej

i przegrzanej  sali  komputerowej.  Wszystkie  po raz  setny  sprawdzaly,  kto  przyslal  im  zalosna  kartke

walentynkowa  albo  wyslal  wiadomosc  na  strone  Tajemniczego  Wielbiciela  -  niepokojaco  malo

twórczy nowy zwyczaj, który pojawil  sie  w szkole  w ostatnie  walentynki.  Ale  Dan  zwykle  logowal  sie

przynajmniej  raz  dziennie,  a  w weekend byl  taki  zajety  spotkaniem  z  Rusty  Klein  na  pokazie  Better

Than  Naked,  ze  nawet  nie  mial  jak  oddzwonic,  wiec  doszla  do wniosku,  ze  pewnie  spróbuje  dzis  do

niej  napisac  e  -  mail.  W  koncu  to  walentynki.  Nie,  zeby  któres  z  nich  przejmowalo  sie  tymi

nastawionymi na komercje pierdolami...

Pewnie ze nie.

- Czesc!  -  uslyszala.  To  mlodsza  siostra  Dana.  Sprawdzala  swoja  strone  przy  sasiednim

stoliku.

- Czesc, Jennifer.

Jenny  odjechala  od  stolika  na  czarnym  krzesle  obrotowym,  a  potem  przysunela  sie  z

powrotem. Jej krecone brazowe wlosy byly  wymodelowane  suszarka.  Wygladala  powazniej  i  bardziej

wyrafinowanie niz zwykle.

- 118 -

background image

- Pewnie  swietnie  sie  bawiliscie  z Danem  na  pokazie.  Wrócil  do  domu  dopiero  w  sobote  po

poludniu.  Ojciec  zrzedzil,  jacy  oboje  jestesmy  zepsuci  i  nieodpowiedzialni,  ale  potem  zupelnie

zapomnial Dana objechac. Typowe.

Vanessa przejechala dlonia po ogolonej niemal na lyso glowie.

- Nie bylam na tym samym pokazie co Dan. Zostalam zaproszona gdzie indziej.

- Och! - Jenny wygladala na zaskoczona.

Vanessa wyczula, ze cos jest nie tak. Co Dan robil poza domem tak dlugo? Ale z drugiej strony

przez ten snieg wszystko sie pochrzanilo. Moze nocowal u Zeke'a. Zeke mieszkal w centrum.

Zalogowala  sie  jako  lysakotka,  wpisala  haslo  „miau”  i  zajrzala  do  skrzynki  odbiorczej.

Oczywiscie  czekala  na  nia  wiadomosc  od  Dana  i  -  cóz  za  niespodzianka  -  byla  to  poezja.  Vanessa

przeczytala  wiersz  z  zapalem,  ale  sie  zorientowala,  ze  Dan  nie  wlozyl  w  niego  zadnego  wysilku.

„Superlaska”? O co tu chodzi? „Znowu stracilem dziewictwo”? Kogo on, do cholery, oszukuje?

Nacisnela Odpowiedz i zaczela odpisywac:

Cha, cha. Usmialam sie. Splakalam sie. O co tu wlasciwie chodzi? Mielismy razem  zrobic  film,

pamietasz?

Kiedy czekala na odpowiedz Dana, zalogowala sie na  swoja  strone  Tajemniczego  Wielbiciela.

Ku jej zaskoczeniu znalazla cztery wiadomosci:

Nie  moge  przestac  piac  z zachwytu  na  twój  temat  przed  wszystkimi  znajomymi.  Nikt  tak  nie

laczy znaczenia i formy, jak ty, moja pani.

przystojniak

Ofiarowalas temu popieprzonemu swiatu nowy rodzaj piekna. Tak trzymaj.

d

Zyczenia wesolych walentynek dla mojej niezwyklej siostry w tym niezwyklym dniu. Ruby

Dasz  rade  pojechac  do Cannes?  Porozmawiamy  o  tym  przy  kawie  w  Brooklynie,  w  czwartek

wieczorem?

rezyser, który cie odkryl

Vanessa przewrócila oczami, gdy czytala ostatnia wiadomosc. Doceniala wszystko, co dla  niej

- 119 -

background image

zrobil Ken Mogul, ale na pewno jej nie odkryl. Ona tu byla przez caly czas.

Przelaczyla  sie  z powrotem na  skrzynke  e  -  mailowa,  ale  nie  bylo  odpowiedzi  od  Dana,  wiec

sie wylogowala.

- Do zobaczenia - szepnela do Jenny, która nie odrywala oczu od ekranu.

- Do  zobaczenia  -  odpowiedziala  Jenny,  nie  podnoszac  wzroku.  Na  jej  stronie  byly  az  trzy

wiadomosci.

przepraszam, ze nie  kupilam  ci  zadnych  czekoladek,  ale  nie  wiem,  jakie  lubisz,  kupmy cos  po

szkole, naprawde nie mam teraz ochoty wracac do domu.

smutna

a przy okazji - chcesz skonczyc ten obraz? znowu ja

Te  dwie  byly  zdecydowanie  od  Elise,  ale  trzecia  wygladala  na  wiadomosc  od  prawdziwego

chlopaka z krwi i kosci.

Przepraszam,  ze  tyle  to  trwalo,  ale  wczesniej  nie  mialem  odwagi  do  ciebie  napisac.  Jesli

chcesz  sie  ze  mna  spotkac,  wracam  ze  szkoly  autobusem  z  Siedemdziesiatej  Dziewiatej.  Nie

jestem  pewien,  jak  wygladasz,  ale  jezeli  zobaczysz  naprawde  wysokiego  chudego  blondyna

patrzacego  na  ciebie  w  autobusie,  usmiechnij  sie,  bo  to  pewnie  bede  ja.  Szczesliwych

walentynek, J. Humphrey. Nie moge sie doczekac, zeby cie poznac. Caluje, L.

Jenny przeczytala  wiadomosc  kilka  razy.  Wysoki  chudy  blondyn?  Zupelnie  jak  ten  chlopak  z

Bendela.  Ale  co  znaczylo  L?  Lester?  Lance?  Louis?  Nie,  te  imiona  brzmialy  zbyt  dziwacznie,  a

wiadomosc  nie  byla  dziwaczna,  tylko  slodka.  Ale  jak  zdobyl  jej  adres  e  -  mailowy?  A  kogo  to

obchodzi?! Nie mogla uwierzyc - on chcial sie z nia spotkac!

Natychmiast  usunela  wiadomosci  od Elise  i  pobiegla  do drukarki,  zeby  wydrukowac  te  od  L.

Oczywiscie  zamierzala  jezdzic  autobusem  z  Siedemdziesiatej  Dziewiatej  chocby  przez  caly  wieczór,

jesli zajdzie taka potrzeba. Ale gdyby -  nie  daj  Bóg  -  sie  nie  spotkali,  Jenny  bedzie  miala  chociaz  ten

list milosny, zeby sie nim cieszyc i zachowac do konca zycia.

A myslala, ze skonczyla z miloscia. Widzicie, jakie magiczne potrafia okazac sie walentynki?

- 120 -

background image

calusy zamiast narkotyków

- A  dlaczego  wlasciwie  nie  zadzwoniles  na  pogotowie?  -  zapytal  Nate'a  Jeremy  Scott

Tompkinson, gdy zawijal trawke w bibulke EZ Wider rozlozona na prawym kolanie.

- Daj facetowi spokój - rzucil Charlie Dern. - Byl najarany, zapomniales?

- Ja  bym  chyba  po  prostu  stwierdzil:  „To  na  razie,  pochrzaniona  laluniu!  Mam  gdzies,  czy

mialas zamiar tak przyhajcowac!”, i tyle - zazartowal Anthony Avuldsen.

Jeremy'emu  udalo  sie  zwinac  troche  trawki  starszemu  bratu,  który  przyjechal  do  domu  z

college'u, i teraz chlopcy cala czwórka przyczaili sie przy East End Avenue. Robili sobie przerwe przed

WF - em.

Nate chuchnal w dlonie i schowal je do kieszeni plaszcza.

- Nie  wiem.  -  Sam  nie  bardzo  rozumial  swojej  reakcji.  -  Chyba  chcialem  zadzwonic  do  kogos,

kto zna nas oboje. Do kogos, komu moge zaufac.

Jeremy pokrecil glowa.

- Gosciu, ci z odwyku chca, zebys tak wlasnie sie zachowywal. Juz cie zaprogramowali.

Nate  pomyslal  o  tym,  jak  Georgie  nasladowala  psychologiczny  belkot  Jackie  -  te  wszystkie

teksty  o  leczeniu  ran  i  negatywnych  przyjazniach.  Nie  wygladalo,  zeby  Georgie  zaprogramowali.

Nagle zaczal sie zastanawiac, czy byla zla na niego  za  to,  ze  powiadomil  Jackie,  ale  nie  mógl  do niej

teraz  zadzwonic  i  zapytac.  Zatrzymali  ja  w  Wyzwoleniu  na  stale  i  nie  wolno  jej  bylo  odbierac

telefonów, na wypadek gdyby dzwonil diler albo ktos taki. Mial nadzieje, ze spotka ja na grupie.

- A ile wlasciwie musisz chodzic na ten kretynski odwyk? -  zapytal  Charlie.  Wyciagnal  reke  po

skreta i sie sztachnal.

- Pól  roku  -  odparl  Nate.  -  Ale  przynajmniej  nie  musze  tam  mieszkac.  -  Pozostali  chlopcy

mrukneli wspólczujaco albo  ze  znudzeniem,  dajac  wyraz  zdegustowaniu.  Nic  nie  powiedzial.  Chociaz

nigdy  sie  do  tego  nie  przyznal,  wlasciwie  to  polubil  odwyk  i  spotkania  z  róznymi  dzieciakami  na

terapii, zwlaszcza z Georgie. Bedzie mu troche smutno, kiedy sie skonczy.

- Masz - rzucil Charlie, podajac Nate'owi skreta. Nate spojrzal i pokrecil glowa.

- Dzieki - mruknal pod nosem. Przed nimi  na  chodniku  lezalo  pogniecione  serce  z czerwonego

papieru. - Dzisiaj sa walentynki? - zapytal z roztargnieniem.

- Aha - odpowiedzial Anthony. - A co?

- 121 -

background image

Nate  wstal  i  strzepal  snieg  z  pleców  czarnego  plaszcza  od  Hugo  Bossa.  Odkad  pamietal,

zawsze w walentynki wysylal róze specjalnej dziewczynie.

- Musze cos zrobic. Zobaczymy sie na WF - ie, dobra?

Kumple patrzyli,  jak  Nate  brnie  przez  rozmokly  snieg  w  strone  Madison  Avenue,  az  w  koncu

zniknal  im  z  oczu.  Cos  sie  stalo  z  ich  starym  kumplem  Nate'em  Archibaldem.  Pierwszy  raz,  odkad

skonczyl dziesiec lat, nie chcial zaciagnac sie skretem.

Czy to mozliwe, czy moglo sie zdarzyc, ze sie... zakochal?

dla B dzien Walentego to dzien zaglady

Blair  przez  cala  droge  do  domu  trzymala  dlon  przy  ustach,  a  mysli  z  dala  od  Owena  -

wszystko,  zeby  nie  zwymiotowac  na  tylnym  siedzeniu  taksówki.  Ale  kiedy  wysiadla  z  wykladanej

boazeria  windy  i  weszla  do mieszkania,  poczula  mdlacy  zapach  róz  i  jej  zoladek  znowu  zlowieszczo

sie  skrecil.  Caly  przedpokój byl  zawalony  kwiatami.  Zólte  róze,  biale  róze,  rózowe  i  czerwone.  Blair

upuscila na podloge torbe i zaczela czytac bileciki dolaczone do bukietów.

A jestes moim misiaczkiem. Caluje, S - napisano na bileciku dolaczonym do zóltych róz.

Audrey,  moja  slodka  damo.  czy  bedziesz  moja  walentynka?  Caluje,  Cary  -  to  kartka  od

czerwonych róz.

Moja droga pani Rose! Niech nasza malenka córeczka bedzie równie piekna i cudowna jak ty  i

równie  beznadziejnie  szczesliwa  jak  ja  kazdego  dnia  przy  tobie.  Twój  kochajacy  maz,  pan  Rose  -

przeczytala na bileciku od bialo - rózowego bukietu.

Juz  jeden  taki  tekst  wystarczal,  zeby  wyrzygac  flaki,  a  musiala  zdzierzyc  trzy  równie

obrzydliwe.  Rzucila  plaszcz  na  podloge  i  zataczajac  sie,  wpadla  do pierwszej  lazienki  z  brzegu,  zeby

znowu opróznic zoladek.

- Mamo! - krzyknela, wycierajac usta w kremowy recznik dla gosci z monogramem R.

- Blair?! - odkrzyknela matka. Eleanor Waldorf szla  powoli  korytarzem.  Miala  na  sobie  rózowy

kostium  od Chanel  z filcowanej  welny,  poszerzony  w  pasie,  zeby  zmiescila  w  nim  pieciomiesieczna

ciaze. Rozjasnione wlosy obciete na pazia spiela w kucyk. Na nogach  miala  kapcie  z króliczego  futra,

a przy uchu  przenosny  telefon.  Jak  wiekszosc  gospodyn  z Upper  East  Side  przez  caly  czas,  kiedy  nie

wychodzila na lunch albo nie siedziala u fryzjera, wisiala na telefonie. - Co robisz w domu? -  zapytala

córke. - Zle sie czujesz?

- 122 -

background image

Blair zlapala sie za zoladek i próbowala nie patrzec na matke.

- Widzialam list od Cyrusa - wychrypiala. - To bedzie dziewczynka?

Matka rozpromienila sie, a jej blekitne oczy rozblysly ze szczescia.

- Czy to nie cudowne?! - wykrzyknela.  -  Dowiedzialam  sie  dzis  rano.  -  Objela  córke  za  szyje.  -

Cyrus  zawsze  chcial  miec  córke.  Kiedy  niedlugo  przyjedziesz  z  college'u,  bedziesz  miala  malenka

siostrzyczke do zabawy!

Blair wykrzywila sie, czujac, jak zoladek wywraca sie jej na dzwiek slowa „college”.

- Mam  nadzieje,  ze  nie  masz  nic  przeciwko  -  paplala  Eleanor -  ale  planujemy  zamienic  twoja

sypialnie na pokój dzieciecy,  bo brakuje  nam  juz  miejsca.  Ty  i  Aaron  niedlugo  wyjedziecie  sie  uczyc.

Zgadzasz sie, prawda, kochanie?

Blair  spojrzala  na  matke  pustym  wzrokiem.  Nie  chciala  miec  ani  brata  przyrodniego,  ani

ojczyma i z pewnoscia nic zyczyla sobie mlodszej siostry, a juz na pewno  nie  takiej,  która  zabierze  jej

pokój.

- Ide sie polozyc - powiedziala slabo.

- Powiem Myrtle, zeby przyniosla ci troche bulionu! - zawolala za nia matka.

Blair  zatrzasnela  drzwi  i  rzucila  sie  na  lózko,  chowajac  glowe  w  mieciutkich  poduszkach  z

pierza.  Kitty  Minky,  kolka  rasy  blekitnej  rosyjskiej,  skoczyla  jej  na  plecy  i  wbila  pazurki  w  czarno  -

bialy sweter z Fair Isle.

- Pomocy! - jeknela zalosnie Blair do kota. Gdyby  tylko  mogla  tak  lezec” do sierpnia,  a  potem

zabrano  by  ja  helikopterem  prosto  do  nowej  sypialni  w  Yale.  Gdyby  tylko  mogla  przeskoczyc

wszystkie kiepskie kawalki w scenariuszu jej zycia, kawalki, które nalezaloby napisac od nowa.

Z  przyzwyczajenia  wyciagnela  reke  i  wlaczyla  odsluchiwanie  automatycznej  sekretarki.

Sluchala z zamknietymi oczami.

- Czesc,  Blair,  mówi  Owen.  Owen  Wells.  Przepraszam,  ze  nie  odezwalem  sie  wczesniej.

Wiesz, co sie stalo? Obudzilem sie, a ciebie juz nie  bylo.  W kazdym  razie  wesolych  walentynek,  slicz

notko. Zadzwon, jak bedziesz miala chwile. Trzymaj sie.

- Czesc,  Blair,  tu  znowu  Owen.  Dostalas  moje  kwiaty?  Mam  nadzieje,  ze  ci  sie  podobaja.

Oddzwon, jak bedziesz miala chwile. Dzieki. Czesc.

- Czesc, Blair. Wiem, ze to w ostatniej  w chwili,  ale  moze masz  ochote  zjesc  ze  mna  kolacje?

Tu Owen, nawiasem mówiac. Plany w domu sie zmienily i jestem wolny jak ptak. Wiec co powiesz  na

Le Cirque dzis wieczór, slicznotko? Zadzwon.

- Czesc, Blair. Mam rezerwacje w Le Cirque...

Skopala automatyczna sekretarke ze  stolika.  Wtyczka  wypadla  z gniazdka.  Blair  miala  gdzies,

- 123 -

background image

ze Owen  ma  najseksowniejszy  glos  i  najlepiej  caluje  w  calym  Nowym  Jorku.  Nie  mogla  dluzej  grac

Audrey  i  widziec  w  nim  Cary  Grania.  Okazal  sie  klamliwym,  zdradzajacym  sukinsynem  i  tatusiem!

Miala  nawet  gdzies  to,  czy  Owen  powie  w  Yale,  ze  jest  glupia  siksa,  która  nie  utrzyma  sie  na

studiach dluzej niz dwa tygodnie. Pieprzyc Owena, pieprzyc Yale!

Zlapala  telefon  i  wybrala  numer  komórki  Owena.  To  jedyny  numer,  jaki  jej  podal,  pewnie

dlatego ze tylko ten telefon zawsze odbiera sam.

- Blair?  -  Owen  odebral  od  razu  po  pierwszym  dzwonku.  -  Gdzie  bylas?  Przez  caly  dzien

próbowalem cie zlapac!

- W  szkole!  Wiem,  ze  dla  ciebie  to  stare  czasy,  ale  szkola  to  takie  miejsce,  do  którego  sie

chodzi i gdzie ucza cie róznych rzeczy. Jestem teraz w domu tylko dlatego, ze sie zle poczulam.

- Och, to znaczy, ze pewnie sie nie zjawisz na kolacji?

Glos  Owena  nie  brzmial  nawet  w  polowie  tak  seksownie  teraz,  kiedy  juz  wiedziala,  jaki  z

niego dupek. Podeszla do wysokiego lustra i poprawila wlosy. Juz  wygladaly  na  troche  dluzsze.  Moze

niedlugo  odrosna.  A  moze  zetnie  je  jeszcze  krócej.  Odgarnela  zdecydowanym  ruchem  grzywke  z

czola, zeby zobaczyc, jak by wygladala, gdyby sie sciela naprawde króciutko.

- Wiem,  ze  masz  córke  -  syknela  do  sluchawki,  podchodzac  do  komody.  Zaczela  grzebac  w

górnej szufladzie, az znalazla  stare  srebrne  nozyczki  po babci,  z których  nigdy  nie  miala  specjalnego

pozytku.

- B - Blair... - wyjakal Owen.

- Pieprz sie.

Rzucila telefon na lózko. Potem zlapala garsc wlosów i zaczela je scinac malenkimi, srebrnymi

nozyczkami.

Do widzenia, Audrey Hepburn! Witaj, Mia Farrow z Dziecka Rosemary!

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

- 124 -

background image

NAJDELIKATNIEJSZY SPOSÓB NA POZEGNANIE

To smutne, ale prawdziwe - walentynki stawiaja zwiazkom pewne wymagania, którym czasem sie  nie

da rady  sprostac.  Co  macie  zrobic,  gdy  oboje  wiecie,  ze  to  koniec,  i  chcecie  juz  ruszyc  dalej,  zeby

wreszcie zaczac swietnie  sie  bawic,  placac  karta  kredytowa  za  prezenty  dla  siebie,  a  nie  dla  drugiej

potowy? Z mojego  bogatego  doswiadczenia  z bezbolesnym  zrywaniem  wynika,  ze  im  mniej  powiesz,

tym lepiej.  Nie  omawiaj  wszystkiego  ze  szczególami.  Prosty  gest  znaczy  o niebo  wiecej.  Propozycja,

zeby  zrobic  cos  cala  paczka  zamiast  tylko  we  dwoje.  Czuly  calus  w  policzek.  Machanie  reka  na

pozegnanie. I nie wazcie sie zwracac jakichkolwiek podarunków. One sa wasze! Zatrzymajcie je!

JEDNA RZECZ NA MÓJ TEMAT, Z KTÓREJ MOZECIE NIE ZDAWAC SOBIE SPRAWY

Jestem prawdziwa. A to znaczy, ze mam u rodziny. W nastepny poniedzialek  koncze  osiemnascie  lat  i

urzadzam  impreze,  na  która  wszyscy  jestescie  zaproszeni.  Wiem,  co  sobie  myslicie:  to poniedzialek.

Ale tak naprawde to co macie do roboty w poniedzialkowy wieczór?  Prace  zadana  z laciny?  Domowej

roboty maseczke? No i potem tydzien zleci momentalnie, obiecuje. 

Kiedy? W poniedzialek od dziewiatej wieczór do switu. 

Gdzie? W Gnomie. Nie martwcie sie, ze nigdy o nim nie slyszeliscie. Nikt nie slyszal. To nowiutki  klub

przy Bond Street, który polaczy swietowanie otwarcia wlasnie z moimi urodzinami. Czy to nie slodkie?

Co zabrac? Siebie, najpiekniejszych znajomych i rzecz jasna prezent!

Na celowniku

B nie ma w szkole drugi dzien z rzedu.  D czeka  w holu  hotelu  Plaza  w nowym, eleganckim  garniturze

od Agnes B. Wyglada na zdenerwowanego. S w pracowni Lesa Besta przymierza przesliczna  sukienke

w  kolorze  sloneczników  przed  sesja  zdjeciowa.   godzinami  jezdzi  autobusem  z  Siedemdziesiatej

Dziewiatej  tam  i  z powrotem. A gra  na  gitarze  w pociagu,  wracajac  z Scarsdale,  gdzie  siedzial  przez

kilka ostatnich dni. N biega po Central Parku - zycie bez trawki daje temu chlopakowi tyle energii!

Wasze e – maile

P: Droga plotkaro!

- 125 -

background image

Pocalowalam  dziewczyne,  ale  nic  nie  mialam  przy  tym  na  mysli.  Wlasciwie  to  podoba  mi

sie  pewien  chlopak.  Co  mam  powiedziec  tej  dziewczynie,  zeby  nie  zranic  jej  uczuc?  W

koncu jest moja przyjaciólka. 

strapiona

O: Droga strapiona!

Nigdy nie wierzylam w teorie, ze calujac  kogos,  przyrzekam,  ze  nie  pocaluje  nikogo  innego.

Calowanie  to przyjemnosc.  Dlaczego  ograniczac  sie  tylko  do jednej  osoby?  Dowcip  polega

na  tym,  zeby  osobie,  z  która  dobrze  sie  bawisz,  powiedziec,  ze  nie  zamierzasz  od  razu

wychodzic  za  maz  ani  nic  takiego.  A  tak  przy  okazji,  najlepiej  zrobic  to  przed,  a  nie  po

calowaniu sie.

P

P: Droga P!

Utknelam  na  odwyku.  Moge  korzystac  z  netu,  ale  pewne  konta  e  -  mailowe  mam

zablokowane,  wiec  nie  moge  wystac  wiadomosci  do chlopaka,  z którym  sie  spotykam  i  za

którym bardzo tesknie. Nawet przyslal mi róze!  Na  szczescie  moge  wejsc  na  Twoja  strone  i

powiedziec calemu swiatu, ze jestem zakochana. Moze kiedy stad wyjde, wypijemy,  zeby  to

uczcic. Ja stawiam. 

kociak na odwyku

O: Drogi kociaku!

Zamiast  po  wyjsciu  stawiac  nam  drinki,  powinnas  zalozyc  wlasna  strone.  Albo  napisac

ksiazke. To tylko sugestia.

P

Nie zapominajcie o mojej imprezie - niedlugo pojawi sie lista wymarzonych prezentów!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

- 126 -

background image

zycie slawnych i bogatych

W  srode  po  poludniu  Dan  stal  w  holu  hotelu  Plaza,  poprawiajac  kolnierzyk  marynarki

garnituru  Agnes  B.  i  sciskajac  czerwona ksiazeczke,  która  dostal  od Mystery  na  walentynki.  Wczes-

niej  byl  w  Plaza  tylko  raz,  kiedy  filmowali  z  Vanessa  skate'ów  w  Central  Parku  i  ona  musiala

skorzystac z toalety. Nawet w nowym, eleganckim garniturze czul, ze nie pasuje do tego  wystawnego

miejsca.

Powinien sie przyzwyczajac. W koncu mial sie stac bardzo slawnym pisarzem, który regularnie

umawia sie ze swoja agentka na herbate w drogich hotelach.

Zebrak w lustrzanym palacu, pomyslal, tworzac poczatek wiersza.

- Daniel!  -  uslyszal  Rusty  Klein  krzyczaca  przez  caly  korytarz.  Tym  razem  czerwona  peruke

uczesala  w  dwa  grube  warkocze  z  boków  glowy.  Swoje  metr  dziewiecdziesiat  z  kawalkiem  okryla

niezwykla,  czarna  w  drobne  biale  kwiaty  szata  w  stylu  japonskiej  gejszy.  Do  tego  wlozyla  czarne

zamszowe  kozaki  na  szpilkach,  jakby  juz  nie  byla  dosc  wysoka.  Mystery  stala  obok  niej  i  wygladala

jak zaglodzony duch w wystrzepionej, obcislej sukience w kolorze sliwkowym  i  brazowych  skórzanych

butach,  Jej  obojczyki  przy  chudej  szyi  wygladaly  niczym  skrzydla  samolotu.  Usta  miala  tak

spierzchniete, ze wydawaly sie niemal biale.

Szkielet ksiezniczki wynurza sie z obloku kurzu...

- Czesc! -  Dan  powital  je  zwyczajnie,  jakby  zawsze  spotykali  sie  w Plaza  po szkole.  Wsuniety

do  kieszeni  bialej  koszuli  od  Agnes  B.  dlugopis  antygrawitacyjny  od  Mystery  uderzyl  go  w  blada

piers. - Dziekuje za prezenty.

Rusty  zlapala  go  w  niedzwiedzi  uscisk,  duszac  oleisto  -  rybnym  zapachem  swoich  perfum  i

brudzac mu policzek pomaranczoworózowa szminka.

- Mystery  i  ja  az  za  dobrze  sie  bawilysmy,  kupujac  prezenty  dla  ciebie,  kochanie!  W  koncu

zmusilysmy sie, zeby przestac.

Mystery przejechala jezykiem po zóltych zebach.

- Wlasnie pilysmy martini i analizowalysmy Kafke jak  dwie  kretynki  -  wychrypiala.  Mówila  jak

pijana  i  sprawiala  wrazenie,  jakby  nie  spala  od tygodni.  Zamrugala.  -  Skoro  juz  jestes,  mozemy  cos

zjesc. Przez ciebie umieram z glodu.

Kosci owiniete w skrzydla cmy utkane z pajeczyny.

- 127 -

background image

- Tedy  -  zachichotala  Rusty,  ignorujac  dziwna  uwage  Mystery.  Poprowadzila  ich  ogromnym

holem  do  wielkiej  herbaciarni  pelnej  zloconych  luster,  dzwoniacych  krysztalów  i  zbyt  mocno

wyperfumowanych  kobiet  ze  swiezo  wymodelowanymi  wlosami.  Okragly,  przykryty  bialym  obrusem

stolik  zastawiono  srebrnym  serwisem  do  herbaty.  Trzypoziomowa  taca  pelna  byla  swiezo

upieczonych babeczek,  sloiczków  z domowym dzemem i  malenkich  kanapek  z ogórkiem  z chleba,  od

którego obcieto skórke. Na stole staly tez dwa niedopite kieliszki z martini.

- Swietowalysmy skromnie debiut Mystery - wyjasnila radosnie Rusty. Usiadla i dopila  jednym

haustem resztke drinka.

Królowa poezji kuszaco przyciaga.

Dan usiadl obok niej i polozyl ksiazke na stoliku.

- Jaki debiut?

Rusty  zlapala  babeczke  z  jagodami,  posmarowala  ja  maslem  i  wrzucila  w  calosci  do

ogromnych ust.

- Dobrze,  ze  przyniosles  swoja  ksiazke  do  obserwacji.  Zapisywales  wszystko?  Pamietaj,  nie

ma rzeczy nieistotnych! - Mrugnela do Mystery. - Kto wie? To wszystko moze sie zlozyc na ksiazke!

Mystery zachichotala i zerknela na Dana.

- Skonczylam moja powiesc - wyznala chrapliwym glosem.

Pali sie! Pali sie!

Dan  potarl  kciukiem  malenki  widelczyk,  trawiac  nowine.  Mystery  dokonczyla  ksiazke  w

niecaly tydzien, a on napisal jeden kiepski  wiersz  w walentynki  dla  Vanessy.  Nawet  nie  mial  odwagi

przeczytac odpowiedzi od Vanessy, bo wiedzial, ze wiersz wyszedl mu beznadziejny.

- Myslalem, ze dopiero ja zaczelas - powiedzial, czujac sie w dziwny sposób zdradzony.

- Zgadza  sie.  Ale  w niedziele  w nocy  zlapalam  wene,  wykorzystalam  rozped  i  zwyczajnie  nie

moglam  przestac  pisac,  dopóki  nie  skonczylam.  Wyslalam  ksiazke  e  -  mailem  do  Rusty  o  swicie,

kiedy wlasnie przyjechaly smieciarki. Juz przeczytala. Mówi, ze jestem nastepna Virginia Woolf!

- Myslalem, ze jestes nastepna Sylvia Plath - rzucil oskarzycielsko Dan.

Ksiezniczka cma czestuje sie skradzionym miesem.

Mystery  wzruszyla  chudymi  ramionami  i  wsypala  czubata  lyzeczke  cukru  do  martini,

pomieszala zamyslona, a potem wziela kieliszek w obie rece i wypila zawartosc jednym haustem.

- Dobra, porozmawiajmy  o tobie,  Danny  -  prawie  wykrzyknela  Rusty.  -  Och,  cholera.  -  Wyjela

rózowa  komórke  z  torebki,  nacisnela  kilka  guzików  i  podniosla  ja  do  ucha.  -  Poczekajcie,  skarby,

musze odsluchac wiadomosci.

Dan czekal, patrzac,  jak  Mystery  wrzuca  do drinka  tyle  lyzeczek  cukru,  ze  juz  nie  wyglada  jak

- 128 -

background image

martini,  ale  raczej  jak  jakies  popluczyny  ze  sklepu  na  stacji  benzynowej.  Nie  zauwazyl  tego

wczesniej, ale jej krzywe, poobgryzane paznokcie byly równie zólte jak zeby.

Rusty rzucila telefon na srodek stolu.

- Mysle,  ze  powinienes  napisac  pamietnik  -  powiedziala  Danowi,  siegajac  po  kolejna

babeczke i przelamujac ja na pól. - Pamietniki mlodego poety. Podoba mi  sie!  -  wykrzyknela.  -  Jestes

nastepnym Rilke!

Królowa blaznów wyciaga z wlosów rózowego królika.

Dan siegnal po anty grawitacyjny dlugopis. Chcial napisac  cos  o zóltych  paznokciach  Mystery

w swoim zeszycie do obserwacji i  o tym, ze  ku jego  zaskoczeniu  wcale  go  nie  odrzucaja.  Przeciwnie,

podniecaja go.

- Jak  moge  pisac  pamietniki,  skoro  tylko  chodze  do  szkoly?  - zapytal  zalosnie.  -  Nigdy  nic

wielkiego mi sie nie przydarzylo. - Siegnal po dzbanek drzacymi dlonmi i wlal sobie cieplej, pachnacej

herbaty Earl Grey do bialej filizanki. Ach, kofeino.

Rusty postukala w okladke notatnika dlugimi pomaranczowo - rózowymi paznokciami.

- Drobiazgi - kochanie. Drobiazgi. I moze przemyslisz  odlozenie  college'u,  zeby  przez  rok,  dwa

lata  popisac.  Jak  Mystery.  - Otarla  usta  serwetka  z bialego  plótna,  brudzac  ja  szminka.  -  Zapisalam

was  z  Mystery  na  czytanie  wierszy  do  klubu  poezji  Rivington  Rover  na  dzis  wieczór.  Buckley  juz

rozsyla ulotki. To bardzo na czasie. Wszystkie  stare  kluby  poezji  wracaja  do lask.  Musisz  byc  gotowy

do wystepu. Mówie ci. poezja to nastepny rock'n'roll!

Mystery zachichotala i kopnela  Dana  pod stolem  jak  pijany  osiol.  Dan  mial  ochote  jej  oddac,

bo wlasciwie to go zabolalo, ale nie chcial zachowywac sie niedojrzale.

Rusty strzelila dlugimi palcami i natychmiast zjawil sie kelner.

- Daj tym dzieciakom wszystko, czego zapragna ich serduszka - polecila. -  Musze  biec,  skarby.

Mama  ma  spotkanie.  -  Poslala  im  calusy,  a  potem  przedreptala  przez  sale  w  sukience  gejszy,

przyciagajac uwage wszystkich warkoczykami i imponujacym wzrostem.

Matka odlatuje z gniazda, zostawia ksiezniczke i zebraka z otwartymi dziobami.

Mystery dopila resztki martini Rusty i popatrzyla zmeczonymi, smutnymi oczami.

- Za  kazdym  razem,  gdy  Rusty  wymieniala  twoje  imie,  czulam  cieplo  plynace  po  udach  -

zwierzyla  sie  gardlowym  glosem.  -  Przez  caly  tydzien  tonelam  w  pozadaniu,  ale  udalo  mi  sie

skanalizowac  te  zwierzeca  energie  w  ksiazce.  -  Zasmiala  sie.  Jej  zólte  zeby  wygladaly  tak,  jakby

pomalowala je kredka. - Niektóre fragmenty sa doslownie radioaktywne.

Zebrak zamienia sie w ksiecia. Mówiac banalnie, dostalem korona po lbie.

Dan wrzucil do ust kanapke z ogórkiem.  Gryzl  gwaltownie,  nawet  nie  czujac  smaku.  Powinien

- 129 -

background image

wrócic  do  domu  i  pisac  pamietnik.  Powinien  zajac  sie  swoja  dziewczyna.  Powinien  uciekac  z

przerazeniem  przed  ta  nienormalna,  zóltozeba,  napalona  laska.  Ale  prawda  byla  taka,  ze  on  tez  byl

napalony. Stracil dziewictwo juz dwa razy i nie mógl sie doczekac trzeciego. I czwartego...

- Chodz  -  kusila  Mystery,  lapiac  go  dlonia  o  zóltych  paznokciach.  -  Zalatwie  nam  pokój  na

rachunek Rusty.

Dan  wzial  notatnik  i  ruszyl  za  nia  do  recepcji.  Niech  bedzie  przekleta  poezja!  Nie  mógl  sie

powstrzymac, zeby nie przeczytac nastepnego rozdzialu tej historii.

L jak luby

Jenny nie  miala  pewnosci,  czy  L,  który przyslal  jej  wiadomosc  w  walentynki,  to  rzeczywiscie

chlopak  z Bendela.  To  móglby byc  jakis  swir  albo  nawet  oblesny,  zboczony  facet,  ale  w  glebi  duszy

juz  byla  w  nim  zakochana.  Czula  sie  jak  dziewczyna  z  bajki  zadurzona  w  mezczyznie  w  masce.

Zamierzala  jezdzic  autobusem  tak  dlugo,  az  spotka  go  twarza  w  twarz.  W  poniedzialek  i  wtorek

siedziala w autobusie do siódmej wieczór, ale bez skutku. W Srode wziela z soba Elise.

- Nie  rozumiem.  Dlaczego  znowu  jedziemy?  -  zapytala;  Elise.  Skonczyla  juz  prace  domowa  i

gapila sie przez okno nad ramieniem Jenny, znudzona do bólu.

- Mówilam ci. Zostawilam dzis rano w tym autobusie moja ulubiona czapke i jesli bede  jezdzic

na tej linii, na pewno ja znajde - sklamala Jenny.

- Pewnie  ktos  ja  zabral  -  przekonywala  Elise.  -  Te  ladna,  puchata,  z  czerwonej  wlóczki?  Na

pewno ktos ja zabral.

Kobieta  w  srednim  wieku  ze  spuchnietymi  kostkami  i  w  niemodnym  plaszczu,  która  czytala

„Wall  Street  Journal”, spiorunowala  je  wzrokiem.  Dorosli  zawsze  tak  robia,  gdy  nastolatki  odzywaja

sie w miejscu publicznym. Jakby mówila: „Mozecie wylaczyc dzwiek?” Cóz, bardzo przepraszamy.

- Tylko  ten  jeden  raz  i  wracamy  do  domu  -  obiecala  Jenny,  chociaz  mówila  lak  juz  dwa

autobusy wczesniej.

Elise polozyla dlon na jej kolanie w czarnych rajstopach i zostawila ja tak.

- Nic  nie  szkodzi.  W  domu  i  tak  nie  mam  nic  do  roboty.  Jenny  poczekala,  az  Elise  zabierze

dlon.

- Co robisz? - szepnela dosc glosno.

- O co ci chodzi?

- 130 -

background image

- O twoja reke.

- W ksiazce pisali, zeby okazywac uczucia delikatnym dotykiem - oznajmila Elise.

- Ale  ja  tego  nie  chce.  A  poza  tym  siedzimy  w  autobusie  -  syknela  Jenny,  odpychajac  dlon

Elise.  Ostatnia  rzecz,  której  chciala,  to  zeby  L  zobaczyl,  jak  dotykaja  sie  z  Elise.  Boze!  Jakie  to

zenujace.

- A  co  w  tym  zlego?!  -  wykrzyknela  Elise,  popychajac  Jenny  akurat  w  chwili,  gdy  autobus

gwaltownie skrecil  na  wyboju.  Jenny  spadla  z siedzenia  na  podloge  i  wyladowala  tylkiem  na  butach

osoby siedzacej obok.

Zamknela oczy, zbyt przerazona, zeby  je  otworzyc.  Jesli  jej  tajemniczy  wielbiciel  patrzyl  teraz,

wiecej  juz  do  niej  nie  napisze.  Autobus  podskoczyl  na  kolejnym  wyboju,  kiedy  pedzil  przez  park,  i

piersi Jenny podskoczyly bezlitosnie. Jakby juz nie przeszla dosc upokorzen.

- Trzymaj. - Ktos zlapal ja za reke.

- Odpieprz sie - mruknela Jenny, calkowicie upokorzona.

Odepchnela  pomocna  dlon  i  jakos  wstala.  Pochylal  sie  nad  nia  blondyn.  Wysoki.  Z  ladnym

nosem. O piwnych oczach z jasnymi rzesami. To on! Chlopak z Bendela!

- Nic ci nie jest? - zapytal. - Na  koncu  jest  wolne  siedzenie.  Usiadziesz?  -  Chwycil  ja  za  reke  i

pociagnal przez tlum.

Jenny  wsunela  sie  na  twarde,  waskie  siedzenie  i  z  bijacym  sercem  spojrzala  na  chlopaka.

Wygladal na jakies szesnascie lal i byl idealny, po prostu idealny.

- Ty jestes L? - ledwo z siebie wydusila.

Usmiechnal  sie  niesmialo.  Jeden  z  przednich  zebów  mial  lekko  ukruszony.  To  bylo

niesamowicie slodkie.

- Tak, ja, Leo - odpowiedzial. 

Leo. No jasne.

- Ja jestem Jennifer! - prawie wykrzyknela Jenny, tak byla podekscytowana.

- Jennifer - powtórzyl Leo, jakby to byl najbardziej niezwykle i najpiekniejsze imie na swiecie.

Elise  podniosla  glowe  nad  tlumem  typowym  dla  godzin  szczytu  i  mruzac  niebieskie  oczy,

spojrzala na Jenny.

- Ej, przepraszam, ze cie pchnelam. Nic ci nie jest?

Leo  usmiechnal  sie  uroczo,  blyskajac  slodko  ukruszonym  zebem.  Zupelnie  jakby  chcial

powiedziec,  ze  wszyscy  przyjaciele  Jenny  sa  jego  przyjaciólmi.  W  pierwszym  odruchu  Jenny  miala

ochote  warknac  do  Elise,  zeby  splywala,  bo  wtedy  mogliby  sie  z  Leo  poznac  w  spokoju.  Ale  nie

chciala,  by  Leo  uznal  ja  za  wredna  jedze.  Facet  siedzacy  obok  niej  wstal,  wiec  Jenny  poklepala

- 131 -

background image

siedzenie.

- Siadaj.

Elise puscila porecz i opadla na siedzenie.

- Czesc  -  powiedziala,  zerkajac  na  Leo.  Stuknela  Jenny  w  kolano,  gdy  w  koncu  go  poznala.  -

Czesc.

- Elise,  to Leo,  Leo,  to Elise  -  przedstawila  ich  Jenny  slodkim  glosem.  Autobus  zatrzymal  sie

gwaltownie  i  Leo  zlapal  ja  za  ramie,  zeby  nie  stracic  równowagi.  O  Boze!  Dotknal  mnie!  Dotknal

mnie!

Jenny czula, ze Elise patrzy na nich i próbuje sie zorientowac, co jest grane.

- Tez  chodzisz  do  Constance  Billard?  -  zapytal  ja  Leo.  Elise  kiwnela  glowa,  zupelnie

zmieszana. Nagle Jenny zrobilo jej sie zal Objela ja ramieniem i usmiechnela sie do Leo.

- Jestesmy najlepszymi przyjaciólkami.

Elise zachichotala i oparla glowe na ramieniu kolezanki.

- Chyba znalazlas swoja czapke - szepnela cicho.

- Aha  -  odparla  za  smiechem  Jenny,  z  ulga  widzac,  ze  Elise  jest  dosc  wyluzowana,  by  nie

zadawac  zbyt  wielu  pytan.  Kiedy  beda  same,  wszystko  jej  wytlumaczy,  jak  to  powinno  byc  miedzy

najlepszymi  przyjaciólkami.  Podniosla  wzrok  na  cudnie  wyrzezbiona  twarz  Leo,  idealna  do

sportretowania. Prawie zemdlala, gdy znowu usmiechnal sie niesmialo.

- Wiedzialam, ze nie mozesz sie nazywac Lance.

V rezygnuje z szansy filmowania rozkladajacych sie ryb!

- Ciesze  sie,  ze  znalazlas  czas  i  wpadlas  -  powiedzial  w  srode  po  poludniu  Ken  Mogul.

Vanessa  siadla  obok niego  w lozy  w Chippies,  nowej  kafejce  w  Williamsburgu  przy  ulicy,  na  której

mieszkala.  Pchnal  w  jej  strone  parujacy  kubek  cappuccino.  -  Zamówilem  dla  nas  obojga.  Mam

nadzieje, ze nie masz nic przeciwko.

Vanessa  usiadla  w  czarnej  parce  i  zacisnela  obie  dlonie  na  kubku.  Dmuchnela  na  goraca

piane z mleka.

- Dzieki  za  wkrecenie  mnie  na  ten  pokaz  -  powiedziala.  -  To  byl  prawdziwy  czad.  -  Skrzywila

sie.  To,  co  wlasnie  powiedziala  do  Kena  Mogula,  zabrzmialo  fatalnie.  Zupelnie  jakby  byla  jakas

bezmyslna pozerka.

- 132 -

background image

Ken przesunal  ciemne  okulary  w szylkretowej  oprawce  na  zawadiacko  przyciete  rude  wlosy  i

pochylil sie nad stolikiem, gotowy, zeby przejsc do rzeczy.

- Chce,  zebys  na  wiosne  pojechala  ze  mna  do  Cannes.  Przedstawie  cie  kilku  wspanialym

niezaleznym  twórcom filmowym.  Moglibysmy  polaczyc  sily,  urzadzic  burze  mózgów.  Wstrzymaj  sie  z

college'em na rok, moze dwa lata, i zrób ze mna kilka filmów. To bedzie cos magicznego, czuje to.

W kawiarni puszczali Enye. Vanessa rozpiela kurtke i znowu ja zapiela. Nie cierpiala Enyi.

- Zaczalem  pracowac  nad  czyms  nowym  w  Ameryce  Poludniowej  -  ciagnal  Ken  Mogul.  -

Zaczyna sie nad morzem. Mewy karmia swoje mlode  rozkladajacymi  sie  rybami.  Potem jest  przejscie

do dzungli,  gdzie  goryle  opuszczaja  swoje  mlode.  A  potem  planuje  ciecie  i  pokaze  ulice  Rio.  gdzie

dzieciaki prostytuuja sie za narkotyki. Jeszcze nie zaczalem  krecic,  ale  pomyslalem,  ze  moglabys  tam

jechac i poznac pare tych dzieciaków, zaprzyjaznic sie z nimi, poznac ich historie. Znasz portugalski?

Vanessa pokrecila glowa. Kogo on oszukiwal?

- Hiszpanski? 

Znowu pokrecila glowa.

- Niewazne.  Zdobedziemy  tlumacza  albo  znajdziemy  dzieciaki,  które  mówia  po  angielsku.

Wszystkie twoje wydatki pokrywa firma Duke Productions. Pamietasz Duke'a z przyjecia po pokazie?

Vanessa  pokiwala  glowa  i  usmiechnela  sie  rozbawiona.  Jak  moglaby  zapomniec  Duke'a,

najglupszego faceta na swiecie?

- Mialabys  wlasny  samochód,  wlasne  mieszkanie,  sprzet  za  darmo  i  wszystko,  czego

potrzebujesz - dodal Ken. - Pojedziesz ze mna?

Vanessa  po raz  pierwszy  zauwazyla,  ze  Ken  Mogul  ma  bardzo  slabo  zarysowany  podbródek.

Wlasciwie prawie go nie mial.

- Zawsze  chcialam  pojechac  do Cannes  -  odpowiedziala,  z namyslem  saczac  cappuccino.  -  A

nowy  pomysl  brzmi  naprawde...  niesamowicie.  Ale  juz  mnie  przyjeto  na  Uniwersytet  Nowojorski.

Marzylam, zeby sie tam dostac, odkad skonczylam jedenascie lat. Nie ma mowy, zebym to odlozyla.

- Ale  co  z  moim  filmem?  Dziecieca  prostytucja!  Zwierzeta  porzucajace  swoje  mlode!  Te

sprawy porusza swiatem! – belkotal Ken Mogul, plujac po calym  stoliku.  Vanessa  pomyslala,  ze  gdy-

by mial podbródek, moze slina nie lecialaby lak daleko.

Nad  ramieniem  Kena  dostrzegla  przyczepiona  do  tablicy  z  ogloszeniami  jasnoniebieska

ulotke.

Otwarty wieczór w klubie poezji przy Rivington Rover

zaprasza na spotkanie

- 133 -

background image

z Danielem Humphreyem i Mystery Craze

czwartek. 20.00

Nic dziwnego, ze Dan olewal ja przez caly tydzien. Byl zajety slawa.

- Vanessa?  Sluchasz  mnie  jeszcze?  -  dopytywal  sie  Ken.  -  Pierwsza  lekcja  w  tym  biznesie

mówi, ze zegar nigdy nie przestaje tykac.

Vanessa  usmiechnela  sie  jak  Mona  Liza:  na  wpól  rozbawiona,  na  wpól  wkurzona.  Propozycja

jej pochlebiala, ale nie miala zamiaru stac sie mini -  Mogulem.  Chciala  stworzyc  wlasny  styl,  wlasna

kariere, a nie wkladac energie w cudza prace, chocby nie wiadomo jak blyskotliwa. Pokrecila ogolona

glowa.

- Przykro mi.

Ledwo widoczna broda Kena Mogula zupelnie sie zapadla.

- Nigdy  nie  proponowalem  nikomu  wspólpracy  -  powiedzial  ponuro.  -  To  okazja  jedyna  w

swoim  rodzaju  -  Daje  ci  szanse  zrobic  pelnometrazowy  film,  nim  skonczysz  dwudziestke.  To

nieslychane!

Starszy pan na pokazie  Culture  of  Humanity  poradzil  jej,  zeby  nie  traktowala  swojego  talentu

zbyt  powaznie.  Ken  najwyrazniej  traktowal  swój  o  wiele,  wiele  za  powaznie.  Vanessa  wstala  i

zerwala  jasnoniebieska  ulotke  z tablicy  nad  glowa  Kena.  Co  prawda  powinna  pracowac  nad  filmem

razem z Danem, ale jesli  wejdzie  ukradkiem  do klubu  i  nakreci  go  czytajacego,  gdy  nie  bedzie  o tym

wiedzial,  material  bedzie  jeszcze  lepszy.  Dan  zawsze  lepiej  wypadal,  gdy  nic  wiedzial,  ze  ktos  go

obserwuje.

- Dziekuje - powiedziala Kenowi Mogulowi. - Naprawde czuje sie zaszczycona. Ale pracuje nad

czyms nowym, moim wlasnym. Chyba chcialabym to skonczyc.

Ken Mogul zsunal okulary z powrotem na nos i wyjrzal wsciekly przez okno.

- Twoja strata.

- Dzieki  za  kawe  -  odparla  Vanessa,  chociaz  Ken  juz  na  nia  nie  patrzyl.  Zlozyla  ulotke  i

schowala ja do kieszeni. - Powodzenia w Cannes.

Ken  Mogul  zapial  obszywana  futrem  kurtke  Prady  i  zalozyl  kaptur,  jakby  chcial  sie  od  niej

odciac calkowicie.

- Czesc.

Vanessa  wrócila  do  domu,  zeby  uporzadkowac  sprzet  i  zorientowac  sie,  czego  bedzie

potrzebowala jutro wieczorem w klubie poezji. Kiedy Dan skonczy czytac, wyskoczy z tlumu i  poda  mu

ogromny  kubek  kawy  po  irlandzku,  jego  ulubionego  napoju.  A  potem  opowiedza  sobie  o  glupich,

- 134 -

background image

slawnych ludziach, których spotkali w zeszlym tygodniu. Pózniej zabierze go do domu i przypomni  mu,

co tracil. Pokaze mu, jak znowu stracic dziewictwo, tak jak napisal w tym zwariowanym wierszu.

Jakby trzeba mu to bylo pokazywac.

S ponownie odkrywa lze

- Chcesz wyprowadzic ze mna Mookiego na spacer? - zaproponowal Aaron.

Stal  pod  zamknietymi  drzwiami  sypialni  Blair.  Byla  sroda  po  poludniu,  a  Blair  siedziala  w

swoim  pokoju  od poniedzialku.  Otwierala  drzwi  tylko  po to,  zeby  wziac  bagietke  z brie  i  pomidorem

oraz goraca  czekolade,  które  przynosila  jej  Myrtle  o  dziesiatej  rano  i  piatej  po  poludniu.  Wyludzila

nawet  od  lekarza  rodzinnego  zwolnienie  ze  szkoly  na  tydzien.  Wlasciwie  nie  byla  chora,  tak

zapewnial  matke  lekarz.  Szkoly  takie  jak  Billard  Constance  po  prostu  zbyt  duzo  wymagaly  od

dziewczat,  zwlaszcza  w  ostatniej  klasie,  a  dochodzi  jeszcze  presja  zwiazana  z  dostaniem  sie  do

najlepszego college'u. Blair po prostu potrzebowala kilku dni odpoczynku i znowu wróci do siebie.

Cóz,  niezupelnie.  Blair  wykorzystywala  tych  pare  dni,  zeby  na  nowo  siebie  wykreowac.  Jak

Madonna.

Aaron  pchnal  drzwi  i  wsunal  glowe  do  pokoju.  Pachnialo  tam  ostro  mieszanina

papierosowego  dymu  i  mietowego  odswiezacza  do  ust.  Blair  zawinela  glowe  w  czarno  -  rózowa

chustke  od Pucciego,  lezala  na  lózku  w bialym  szlafroku  frotté  i  palila  merita  ultra  light  przez  dluga

czarna  fifke.  Wygladala  bardzo  w  stylu  ukrywajacej  sie  przed  swiatem  Grety  Garbo.  I  wlasnie  taki

efekt chciala uzyskac.

Na  drugim  koncu  pokoju  Robert  Redford  i  Mia  Farrow  grali  na  ekranie  telewizora  z

wylaczonym  dzwiekiem.  Blair  wypuscila  dym,  dramatycznie  zawieszajac  wzrok  w  przestrzeni.  Nie

mogla patrzec na Aarona, bo znowu mial na sobie bluze z Harvardu. Zupelnie jakby  specjalnie  tak  sie

ubieral,  zeby  ja  wkurzyc.  Zdazyla  juz  zerwac  wisiorek  z Yale  z baldachimu  nad  lózkiem i  wyrzucic  go

przez okno razem ze stara bluza ojca z Yale.

- lezeli nie masz nic przeciwko, prosilabym, zebys spadal z mojego pokoju.

- Juz wychodze - odparl Aaron. - Ej, rozmawialas ostatnio z Serena?

Blair pokrecila glowa. - A co?

- Tak pytam. - Aaron wzruszy! niepewnie ramionami. Hulal z kumplami ze Scarsdale  od piatku.

Od  pokazu  Lesa  Besta  nie  rozmawial  z  Serena.  Wyciagnal  paczke  ziolowych  papierosów  z  tylnej

- 135 -

background image

kieszeni spodni i rzucil je na lózko Blair. - Spróbuj tych - poradzil jej. - Sa w stu procentach naturalne  i

pachna o niebo lepiej niz to gówno masowej produkcji.

Blair skopala paczke na podloge.

- Milego spaceru.

Aaron  z  Mookiem  poszedl  do  parku  przy  Siedemdziesiatej  Drugiej  i  ruszyl  sciezka,  która

prowadzila  do  drewnianego  mostku  nad  strumykiem  plynacym  do  stawu.  Co  pewien  czas  Mookie

zatrzymywal sie i kopal zaciekle w sniegu,  jakby  szukal  zabawki,  która  zgubil  zeszlego  lata.  W koncu

odpuszczal sobie i biegl dalej.

Drobna  blondynka  w  ciemnych  okularach  i  niebieskiej  czapce  Jankesów  biegla  z  koszulka

Kocham  Aarona  na  czerwonej  bluzie  od  dresu.  Taka  sama  koszulke  miala  Serena  na  pokazie  Lesa

Besta.  Aaronowi  wydawalo  sie.  ze  ta  blondynka  to Renee  Zwingdinger  czy  jak  tam  sie  ona  nazywa,

ale nie mial pewnosci. To bylo dosc zabawne - mysl, ze znane aktorki i modelki mogil nosic  koszulki  z

jego  imieniem,  podczas  gdy  on  jest  calkiem  zwyczajnym  gosciem,  który  spotykal  sie  ze  sliczna

dziewczyna, ale - jak podejrzewal - juz wiecej nie bedzie sie z nia spotykal.

Przy drewnianym mostku zauwazyl mnóstwo ludzi ze sprzetem -  rozlozyla  sie  tam  jakas  ekipa.

Podszedl  blizej  i  zobaczyl,  ze  na  lodowato  zimnej  wodzie  naprzeciwko  mostu  facet  na  malym

pontonie ustawia na statywie aparat.

Puscil  Mookiego,  zeby  poganial  za  wiewiórkami,  a  sam  dalej  obserwowal  przygotowania.

Gromada  ludzi  na  moscie  rozstapila  sie  i  odslonila  dziewczyne  ubrana  w  kusa  zólta  sukienke  i

niebieskie  sandaly.  Jej  zlote  wlosy  rozdmuchiwal  lodowaty  wiatr.  To  oczywiscie  byla  Serena.  Nie

mozna jej bylo z nikim pomylic.

Nagle  Mookie  popedzil  przez  snieg  w strone  Sereny,  skamlac  z zachwytu  i  machajac  krótkim

ogonkiem.

- Mookie, nie! - wrzasna! Aaron. Wszyscy na moscie, lacznie z Serena, odwrócili sie.

- Mookie! - pisnela Serena. Przykucnela, zeby pocalowac  psa  w mokry nos.  Mookie  miotal  sie

radosnie miedzy jej nogami. - Co slychac, przystojniaku?

Aaron podszedl do mostku. Rece schowal gleboko w kieszeniach bojówek.

- Przepraszam - wymamrotal do stylistów i ludzi od makijazu.

- Nie  szkodzi  -  odparla  Serena,  prostujac  sie.  Podeszla  do  Aarona  i  pocalowala  go  lekko  w

policzek.  Na  zóltej  sukience  miala  namalowane  niebieskie,  mieniace  sie  ptaki,  a  jej  blyszczyk

pachnial arbuzem. - Robimy reklamówke perfum. Mozesz popatrzec, jesli chcesz.

Aaron  nadal  trzymal  rece  w  kieszeniach.  Mogla  powiedziec  milion  rzeczy,  zeby  poczul  sie

winny z powodu chowania sie w Scarsdale i niedzwonienia do niej, ale byla  ponad  to.  Byla  naprawde

- 136 -

background image

wspaniala  i  miedzy  innymi  z  tego  powodu  musial  pozwolic  jej  odejsc.  To  zbyt  duzy  wysilek

dopasowac sie do kogos tak cudownego jak ona.

- Nie chce cie zatrzymywac. - Otworzyl paczke papierosów  ziolowych  i  poczestowal  ja.  Wziela

jednego i wsunela miedzy koralowe usta, czekajac na ogien. - A, i dzieki za róze.

Serena wydmuchnela dym w zimne powietrze.

- Nie zrobilismy sobie tatuazy. 

Aaron usmiechnal sie czule.

- To chyba dobrze.

Idealna lza zaczela formowac sie w kaciku prawego oka Sereny i zadrzala na dolnej powiece.

- Zróbmy to! - krzyknal fotograf z pontonu.

Serena  odwrócila  sie,  zeby  mu pomachac.  Zólta  sukienka  zakrecila  sie  wokól  jej  kolan,  zlote

wlosy sie rozwialy. W tej samej chwili lza spadla na jej  sliczny  policzek,  tworzac  doskonala  ilustracje

wszystkich ludzkich emocji, które chcial zawrzec Les Best w nowej reklamówce  perfum.  Beda  musieli

wyretuszowac papieros w dloni Sereny i gesia skórke na jej rekach i nogach,  ale  bylibyscie  zdziwieni,

jakie to proste do zrobienia.

leczenie w nowym uzdrowisku

Po  obejrzeniu  dwa  razy  z  rzedu  Wielkiego  Gatsby'ego  Blair  wylaczyla  telewizor  i  wziela

telefon.  Chciala  z kims  porozmawiac,  dac  znac  swiatu,  ze  mimo  wszystko  zyje.  Problem  polegal  na

tym,  ze  koszmarnie  bala  sie  rozmawiac  z  kimkolwiek,  kogo  znala,  wlaczajac  w  to  ojca,  geja

mieszkajacego  we  Francji,  który  zawsze  potrafil  ja  pocieszyc.  Gdyby  byl  ktos  jeszcze,  ktos  nowy  i

inny, kto. ..

Wlasciwie byla jedna osoba, z która moglaby porozmawiac. I dlaczego, do cholery, mialaby do

niego  nie  zadzwonic,  skoro  on zadzwonil  do niej  ni  stad,  ni  zowad  w zeszlym  tygodniu,  gdy  wlasnie

obcinala wlosy?

Wybrala numer na komórke do Nate'a. Ku jej zaskoczeniu odebral.

- Natie?  -  wymruczala  do  telefonu.  -  Slyszalam,  co  sie  stalo.  Jak  sie  czujesz?  Wszystko  w

porzadku?

- Tak,  w  gruncie  rzeczy  mam  sie  doskonale  -  odparl  Nate,  jego  glos  brzmial  zaskakujaco

trzezwo. - Ojciec nadal strasznie sie wscieka z powodu tej historii i nie  wiem,  jak  to wplynie  na  moje

- 137 -

background image

przyjecie do Brown, ale niezle sie trzymam.

Blair wyprostowala palce stóp i  zmarszczyla  brwi,  patrzac  na  cukierkoworózowy  kolor  lakieru,

którym pomalowala paznokcie Z czystej nudy.

- Biedactwo - westchnela wspólczujaco. - Odwyk musi byc straszny.

- Hm,  wlasciwie...  Wiem,  to  zabrzmi  dziwacznie,  ale  zaczyna  mi  sie  tam  podobac  -  przyznal

Nate.  -  Szkoda,  ze  trzeba  tam  jechac  taki  kawal,  ale  to  jest  naprawde  fajny,  nowoczesny  osrodek  i

mozna tam, sam nie wiem... odpoczac, zrobic cos zupelnie innego niz w szkole.

- Serio?  -  Poprawila  sobie  poduszki  i  usiadla  na  lózku.  Leczenie  bylo  odpoczynkiem?  Moze

wlasnie  tego  potrzebowala?  Wytchnienia  od  trudów  codziennego  zycia.  Juz  wyobrazala  sobie,  jak

lezy  na  szezlongu,  zawinieta  w  miekki,  bialy,  uzdrowiskowy  szlafrok,  na  twarzy  ma  maseczke  z

zielonej  glinki,  w  stopach  i  dloniach  wbite  igielki  od  akupunktury.  Saczy  oczyszczajaca  ziolowa

herbate i gawedzi z uwaznym terapeuta ubranym w biala lniana tunike.

„Gdybys  chciala  byc  zwierzeciem,  to  jakim?”  -  zapytalby  ja  terapeuta.  Nic  zbyt

wymagajacego.

Leczenie.  Dlaczego  wczesniej  o tym nie  pomyslala?  Oczywiscie  to sie  laczy  z  psychoterapia,

ale nigdy nie miala problemów z mówieniem o sobie. A najlepsze  jest  to,  ze  Nate  tez  by tam  byl.  Ich

dwoje  razem,  daleko  od  miasta  i  calego  tego  balaganu.  Zawsze  marzyla  o  tym,  zeby  spedzic  z

Nate'em  weekend  za  miastem  w  jakims  przytulnym  hoteliku  na  Cape  albo  w  Hamptons.  Klinika  w

Greenwich  bylaby  niemal  równie  dobra.  Jasne,  Blair  planowala  calkowicie  usunac  ze  swojego  zycia

Nate'a,  tego  bezczelnego  zdrajce,  ale  wygladalo  na  to,  ze  on  teraz  calkowicie  sie  zmienil.  Ona

próbowala osiagnac dokladnie to samo!

- Jak  dostales  sie  na  leczenie?  Mozna  sie  samemu  zapisac  czy  trzeba  zostac  wyslanym?  -

zapytala  Blair.  Zerknela  na  siebie  w  lustrze  na  szafie.  Z  tymi  obcietymi  wlosami  i  blada  twarza

wygladala zupelnie jak uzalezniona od heroiny, wiec na pewno by ja przyjeli.

- Mysle,  ze  mozna  zapisac  sie  samemu,  ale  komu  by  tak  odbilo,  zeby  to  zrobic?  -  stwierdzil

Nate.

Blair sie usmiechnela.

- Chcesz sie jutro wieczorem spotkac? - zapytala. - Wiem,  ze  czasem  zachowuje  sie  jak  jedza,

Nate, ale zawsze za toba tesknie.

- Przykro  mi.  Musze  byc  na  grupie  w Wyzwoleniu  -  odparl  Nate.  Nie  widzial  sie  z  Georgie  od

tego wieczoru z zamiecia sniezna, a Jackie obiecala, ze Georgie  od jutra  wróci  na  spotkania.  -  Jezdze

pociagiem, wiec wracam do domu bardzo pózno.

- Jasne.  Ale  spotkajmy  sie  kiedys,  dobra?  -  powiedziala  Blair.  -  Wiesz,  ze  mnie  kochasz  -

- 138 -

background image

dodala kuszacym szeptem i sie rozlaczyla.

Zeskoczyla  z  lózka  z  nowa  energia.  Zdjela  chustke  z  glowy  i  zmierzwila  króciutkie  wlosy,

nakladajac  na  nie  troche  zelu  Bed  Head.  Potem  otworzyla  drzwi  do  sypialni  -  pierwszy  raz  w  tym

tygodniu.

- Mamo! - krzyknela w korytarz. - Chodz szybko. Potrzebuje twojej pomocy!

Czy  jest  lepszy  sposób  na  wielki  powrót  dla  gwiazdy,  jak  wyjscie  z  leczenia  w  odswiezonej,

odmlodzonej wersji z przystojnym gwiazdorem u boku?

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

LZY SERENY

Ludzie  Lesa  Besta  nie  marnowali  czasu,  wypuszczajac  nowa  reklame  perfum  -  mozna  ja  teraz

zobaczyc wszedzie. Magnifique, non? Perfumy bedzie mozna dostac  dopiero  w kwietniu,  no chyba  ze

ktos  tak  jak  ja  ma  dostep  do  rzeczy  nieosiagalnych  dla  reszty.  To  mocno  jasminowy  zapach  z

delikatnymi  nutami  drzewa  sandalowego  i  patchouli.  Wlasnie  ich  uzywam  i  musze  przyznac,  ze  sa

równie  boskie  jak  reklama.  Ale  skoro  zamieszana  jest  w  to  pewna  blondynka,  to  nie  moze  byc

inaczej, prawda?

NASTOLETNIA DZIEDZICZKA PRZEKAZUJE CZESC SWOJEGO SPADKU NA RZECZ ODWYKU

Najwyrazniej biedna bogata przyjaciólka N zarazila  sie  bakcylem dobroczynnosci.  Zeby  okazac  swoja

wdziecznosc tym, którzy jej  niedawno  pomogli,  zafundowala  Wyzwoleniu  olsniewajace  stajnie.  Beda

tam  mieszkac  konie,  a  takze  swinie,  kozy,  psy,  koty  i  kurczaki,  które  oczywiscie  posluza  celom

terapeutycznym.  Najwyrazniej  dojenie  kóz moze zdzialac  cuda  w  przypadku  zmaconych  narkotykami

- 139 -

background image

umyslów  kokainistów.  Miejmy  tylko  nadzieje,  ze  nasza  dziedziczka  trzyma  rece  z dala  od apteczki  w

stajniach!

Wasze e - maile

P: Czesc P!

Jestem  pacjentka  w  Wyzwoleniu  i  bylam  tam  dzisiaj,  kiedy  zjawila  sie  ta  dziewczyna  z

wystrzyzonymi dziwnie wlosami i w kozakach z futra. Rzucila  platynowa  karte  kredytowa  na

biurko  pielegniarki  w  recepcji  i  chciala  wynajac  pokój  na  dwa  tygodnie,  najlepiej  z

widokiem na fontanne! Powiedzieli jej,  ze  nie  moze zostac,  o ile  nie  jest  niebezpieczna  dla

siebie lub innych, ale moze dolaczyc do grupy nastolatków, jesli ma ochote.

slonko

O: Czesc, slonko!

Jestem zaskoczona, ze  nie  próbowala  zamówic  serii  maseczek!  Jezeli  nalezysz  do tej  grupy

nastolatków,  trzymaj  sie  od tej  dziewczyny  z  daleka.  Wyglada  na  to,  ze  wyznaczyla  sobie

misje.

P

Na celowniku

 i  jej  dwoje  nowych  przyjaciól  na  Bowlmor  Lanes.  Razem  wygladaja  tak  slodko,  ale  ja  to  znam  -

trójkaty  nigdy  nie  wychodza.   nie  chodzi  do  szkoly  -  choruje  w  domu  na  zapalenie  oskrzeli.  To  ja

oduczy noszenia letnich  sukienek  w lutym!  B robi  zakupy  z mysla  o leczeniu  w sklepie  ze  starociami

przy  Mulberry  Street.  Jezeli  chce  zdobyc  role  zdesperowanej  narkomanki,  musi  odpowiednio

wygladac.   cwiczy  w  metrze  przed  otwartym  wieczorem  w  klubie  poezji  przy  Rivington  Rover  -

szepcze do siebie zagluszany loskotem pociagu. 

Najwyzszy  czas  wyjsc  i  dla  odmiany  zrobic  cos  kulturalnego.  Do  zobaczenia  w  klubie  poezji  dzis

wieczorem!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

- 140 -

background image

przez wzglad na sztuka

- Ciesze  sie,  ze  tu  jestes  -  powiedzial  Dan  do  Mystery,  gdy  przeczesywala  mu  modnie

zmierzwione  wlosy  obgryzionymi  zóltymi  paznokciami.  Czystym  przypadkiem  zjawili  sie  w  klubie

dokladnie  w tym samym  czasie.  Przez  ostatni  kwadrans  palili  camele  bez  filtra  i  obmacywali  sie  w

kabinie w wymazanej  graffiti  lazience  dla  pan.  Próbowali  wejsc  w nastrój  przed  czytaniem.  -  Troche

sie denerwuje.

- Nie  martw sie.  -  Mystery  rozluznila  mu waski  czarny  krawat  i  klasnela  w  dlonie.  -  Idziemy.

Zobaczmy, co mamy.

Wyszli z toalety dlonia w dlon. Mystery w przezroczystej kanarkowej sukience z jedwabiu,  pod

która  doskonale  bylo  widac  czarna  bawelniana  bielizne.  Dan  szedl  w  nowym,  czarnym  garniturze.

Bonnie i Clyde poezji.

W malenkim klubie w piwnicy panowal juz tlok. Ludzie saczyli kawe,  rozsiadali  sie  na  starych,

podartych  sofach  rozstawionych  na  chybil  trafil.  Zablakana  kula  dyskotekowa  zwieszala  sie  z

czarnego sufitu, a przez glosniki Morrissey zawodzil przygnebiajaca piosenke z najnowszej plyty.

Swiatla  zamrugaly  dwa  razy  i  na  scenie  pojawila  sie  drobniutka  Japonka  ubrana  w  czarny

obcisly trykot i rózowe rajstopy do tanca.

- Witam  na  otwartym  wieczorze  w klubie  przy Rivington  Rover.  To  wspaniale  widziec  was  tu

wszystkich  -  szepnela  do  mikrofonu.  -  Dzisiaj  bedzie  recytowac  dwoje  najbardziej  niezwyklych

nowojorskich poetów. Mam zaszczyt powitac Mystery Craze i Daniela Humphreya!

Mroczna, zatloczona sala wybuchla oklaskami.

- Slyszalem, ze przez cala noc siedzieli na esce i napisali razem ksiazke - ktos szepnal.

- Slyszalam, ze to malzenstwo.

- Podobno to blizniaki rozdzielone po urodzeniu - zauwazyl ktos trzeci.

Vanessa stanela z tylu, przez nikogo niezauwazona.

Co to jest za imie i nazwisko. Mystery Craze? - zastanawiala sie, przykladajac do oka kamere  i

lapiac ostrosc.

Dan  byl  zlany  zimnym  potem.  Wszystko  dzialo  sie  tak  szybko.  Nawet  nie  mial  kiedy  sie

zastanowic,  jak  to  sie  stalo,  ze  od  pisania  dziwacznej,  posepnej  poezji  w  notatnikach  doszedl  do

czytania w modnym markowym garniturze  na  scenie  z prawie  slawna  dziewczyna  w superklubie.  Ale

- 141 -

background image

nie  mial  czasu  na  watpienie  we  wlasne  sily.  Gral  w  sztukach,  wystepowal  w  filmach  Vanessy.  Byl

nowym Rilke. Zdjal marynarke i podwinal rekawy. Da rade.

Mystery juz czekala na scenie. Zacisnela kosciste palce na mikrofonie  i  czekala.  Dan  zobaczyl

teraz, ze sa dwa mikrofony, po jednym dla kazdego.

- Jaki jest twój ulubiony rzeczownik? - zapytala Mystery niskim, chrapliwym glosem.

- Ciastko! - wykrzyknal z pierwszego rzedu ewidentnie pijany gosc z kucykiem.

- Jestes  antyteza  ciastka  -  syknela  Mystery,  gdy  Dan  wszedl  na  scene.  -  Chce  cie  zjesc

zywcem.

Dan odchrzaknal i siegnal po mikrofon, zeby zlapac sie czegos.

- Jaki  jest  twój  ulubiony  czasownik?  -  zapytal  w  odpowiedzi,  zaskoczony  tym,  jak  pewnym

glosem to powiedzial.

- Uprawiac seks - odparla Mystery. Opadla na kolana  i  na  czworakach  popelzla  w jego  strone

z mikrofonem w zebach. - Seks - powtórzyla, wczolgujac sie miedzy  jego  nogi,  a  potem wspinajac  sie

wzdluz jego  ciala,  az  w koncu  stali  twarza  w twarz.  Zólta  sukienka  sprawiala,  ze  jej  zeby  wydawaly

sie jeszcze bardziej zólte.

Kamera  zadrzala  w  dloniach  Vanessy.  Wiec  dlatego  Dan  w  ogóle  ostatnio  sie  do  niej  nie

odzywal,  nawet  w  sprawie  pracy  nad  „Tworzeniem  poezji”.  Dan  tworzyl  poezje  z  Mystery  Craze.  I

chociaz  to  bolalo,  gdy  patrzyla  jak  chlopak,  którego  kocha  od  prawie  trzech  lat,  ulega  czarowi

dziewczyny,  która  pewnie  tak  naprawde  nazywa  sie  calkiem  zwyczajnie  i  niepoetycko  (na  przyklad

Jane James), Vanessa nie mogla przestac filmowac. Z Danem dzialo sie  cos,  co  musiala  nakrecic.  Na

jej oczach odkrywal samego siebie.

- Nakarm  mnie  -  jeknal  Dan  do  mikrofonu,  podczas  gdy  Mystery  wila  sie  pod  nim.  -  Odslon

swoje nagie cialo na moim talerzu.

Tlum krzyczal  i  wyl  z zachwytu.  Dan  nie  mógl  uwierzyc,  ze  tak  doskonale  sie  bawi.  Byl  poeta

rock'n'rolla,  bogiem  seksu!  Zapomnijcie  o  Rilke,  byl  Jimem  Morrisonem!  Zanurzyl  sie  w  ustach

Mystery, calujac ja ostro i zarliwie.

Vanessa dalej  filmowala,  a  gorace  lzy  plynely  po jej  bladych  policzkach.  Nie  mogla  przestac.

To nie byla tortura. Robila to przez wzglad na sztuke.

Na scenie Dan rozpial koszule, a Mystery lizala mu piers.

- Och, tatusiu - szepnela chrapliwie. 

Och, bracie!

- 142 -

background image

wielkie wejscie gwiazdy

- Witam  wszystkich  -  powitala  Jackie  Davis  wszystkich  uczestników  grupy  dla  nastolatków  w

piatek  po poludniu.  -  Ciesze  sie,  ze  znowu  widze  nasza  stara  znajoma,  Georgine  Spark.  -  Popukala

olówkiem  w  notatnik.  -  Spodziewamy  sie  tez  dzisiaj  kogos  nowego,  ale  nim  sie  zjawi,  chcialabym

pochwalic  dwie  osoby  z  tej  grupy  za  odwage  i  pokazanie  nam  wszystkim  tego,  co  ja  nazywam

budowaniem zycia. - Rozpromienila sie zachecajaco do Nate'a. - Chcialabym, zebys opowiedzial nam,

co wydarzylo sie w zeszly piatek, teraz, kiedy wrócila do nas Georgie.

Nate przechylil sie z krzeslem  do tylu,  a  potem usiadl  normalnie.  Naprzeciwko  niego  w kregu

siedziala  Georgie.  Skrzyzowala  nogi.  Miala  na  sobie  krótkie  pomaranczowe  spodenki  z  satyny  i

pomaranczowe  skórzane  sandaly.  Dosc  dziwny  wybór  jak  na  srodek  lutego,  ale  ostatnio  nie

wychodzila  zbyt  czesto  na  dwór. Jej  zmyslowe  wlosy  otaczaly  twarz  Królewny  Sniezki.  Podniosla  na

niego wzrok i usmiechnela sie niesmialo.

Nate  wytarl  rece  o  oliwkowe  sztruksowe  spodnie  od  Ralpha  Laurena.  Boze,  tak  bardzo

chcialby  ja  pocalowac.  Reszta  grupy  czekala  zaciekawiona.  Wiedzieli,  ze  byla  niezla  wtopa,  ale  nie

znali jeszcze calej historii.

- No, dalej, Nate - ponaglala go Jackie.

- W  piatek  wieczór  bylem  u  Georgie  w  domu  i  swietnie  sie  bawilismy,  hm,  poznajac  sie  -

zaczal wyjasniac. -  Potem sie  zorientowalem,  ze  Georgie  ma  wlasne  prywatne  przyjecie  w apteczce.

Kiedy padla, zaczalem sie denerwowac. Wiec zadzwonilem do Jackie.

- To byl krzyk o pomoc - rzucila Georgie z udawanym entuzjazmem.

Nate zasmial sie cicho. Nadal byla  w lekkiej  rozsypce,  ale  mimo to za  cholere  nie  potrafil  sie

jej oprzec. Cieszyl sie, ze  musi  chodzic  na  leczenie  przez  pól  oku,  bo naprawde  chcial  jej  pomóc,  tak

jak ona pomogla jemu.

- Dowiezlismy  ja  do kliniki  w sama  pore.  Bedzie  tu przez  jakis  czas  mieszkala.  Na  razie  radzi

sobie doskonale, prawda, Georgie? - zachwycala sie Jackie.

Georgie kiwnela glowa. Na jej twarz wyplynal spokojny usmiech.

- Klops wczoraj na kolacje byl niesamowity.

- Zlapmy sie za  rece  i  pogratulujmy  im  odwagi!  -  krzyknela  Jackie.  Wszyscy  czlonkowie  grupy

wstali i zakrzykneli, lacznie z Georgie i Nate'em.

- 143 -

background image

- Czesc - bezglosnie powiedziala Georgie do Nate'a i oblizala krwistoczerwone usta.

- Czesc - odpowiedzial jej bezglosnie Nate.

- Prosze tedy.

Blair  wygladzila  swiezo  wyregulowane  brwi  i  roztarta  wargami  rózowy  blyszczyk.  Szla  za

ubrana  w len  pracownica  Wyzwolenia.  Miala  na  sobie  swiezo  kupiona,  obcisla,  czarno  -  czerwono  -

fioletowa  sukienke  Diane  von Furstenberg  i  ulubione  zamszowe  kozaki  do kolan  w szpic.  Doslownie

tryskala  entuzjazmem  na  mysl  o  wywnetrznianiu  sie  przed  zainteresowana  widownia,  w  tym  przed

Nate'em.

- Witamy  Blair  Waldorf  -  powitala  ja  pozbawiona  gustu  kobieta  z  brzydka,  brazowa  szminka

na ustach.  Podeszla  i  wprowadzila  Blair  do sali.  -  Nazywam  sie  Jackie  Davis.  Jestem  terapeutka  lej

grupy. Wejdz i usiadz, prosze.

Blair  przyjrzala  sie  grupie.  Byl  tez  i  Natie,  jej  Nate.  Wygladal  jak  zawsze  smakowicie,

zwlaszcza  w oliwkowych  sztruksach,  które  podkreslaly  kolor  jego  cudownych  zielonych  oczu.  Ku  jej

przerazeniu  jedyne  wolne  krzeslo  stalo  kolo  Jackie,  a  Blair  od razu  sie  zorientowala,  ze  to  potworna

nudziara.

- Mozecie  siadac  -  powiedziala  Jackie.  -  No  dobrze.  Kiedy  zjawia  sie  nowa  osoba  w  grupie,

kazdy  po  kolei  przedstawia  sie  i  mówi,  z  powodu  jakiej  substancji  tu  trafil.  Staramy  sie  mówic

konkretnie i zwiezle. Pamietajcie, nazwanie swojej slabosci to pierwszy krok, aby nad nia zapanowac.

Nie martw sie, Blair. - Jackie polozyla uspokajajaco dlon na jej ramieniu. - Nie  musisz  zaczynac.  Billy,

mozesz mówic pierwszy?

Przysadzisty, muskularny chlopak w bialej bluzie Dartmouth potarl rece nerwowo.

- Nazywam  sie  Billy  White.  Jestem  uzalezniony  od  podnoszenia  ciezarów  i  picia  napojów

zwiekszajacych mase miesniowa. Jestem tez bulimikiem.

Nate byl  nastepny.  Nie  mógl  uwierzyc,  ze  Blair  naprawde  zjawila  sie  w Wyzwoleniu,  ale  znal

ja dosc dlugo, zeby juz niczym sie nie dziwic.

- Nazywam  sie  Nate  i  kiedys  codziennie  palilem  marihuane,  ale  musze  powiedziec,  ze

ostatnio  nie  mialem  na  to  wcale  ochoty.  -  To  bylo  dosc  dziwne  przyznac  sie  do  tego  w  obecnosci

Blair, dziewczyny z okresu, kiedy caly czas chodzil najarany.

Blair uniosla brwi mile zaskoczona. Czy Nate naprawde sie zmienil. Czy robil to dla niej?

- Jestem Hannah Koto -  powiedziala  dziewczyna  siedzaca  obok Nate'a.  -  Odkad  zeszlego  lata

zdechl  mój  pies,  codziennie  rano  bralam  eske.  -  Zerknela  na  Jackie.  -  Przepraszam,  ecstasy  -

poprawila sie.

- 144 -

background image

- Nazywam  sie  Campbell  i  jestem  poczatkujacym  alkoholikiem  -  odezwal  sie  blondyn,  który

nie wygladal na wiecej  niz  dziesiec  lat.  -  Wyczyscilem  rodzicom  piwniczke  z win  w Darien  i  na  Cape

Cod.

- Jestem  Georgie  i  bralam  wszystko  -  stwierdzila  uderzajaco  piekna  dziewczyna  o  dlugich,

jedwabistych,  ciemnych  wlosach,  ogromnych  brazowych  oczach  i  ciemnoczerwonych  ustach.  Miala

na sobie  pomaranczowe  szorty  Miu  Miu  i  piekne  mandarynkowe skórzane  sandaly  Jimmy'ego  Choo,

co wzbudzilo  zazdrosc  w Blair.  -  Ostatnio  polubilam  pigulki.  Balam  sie,  ze  pewnego  dnia  zasne  i  juz

sie nie obudze. Ale teraz, kiedy wiem, ze mam rycerza w lsniacej zbroi... -  Zamrugala  dlugimi  rzesami

w strone Nate'a.

Blair poczula, ze sztywnieje.

- Dziekujemy  ci,  Georgie  -  wtracila  Jackie,  nim  Georgie  powiedzialaby  cos,  co  odebraloby  jej

panowanie nad grupa. - Nastepna osoba?

- Nazywam  sie  Jodia  i  tez  jestem  alkoholiczka  -  powiedziala  pulchna  dziewczyna  siedzaca

obok Blair. - Raz nawet wypilam perfumy.

- Ja  tez  -  weszla  jej  w  slowo  Blair,  chcac  przebic  wypowiedz  Georgie.  Rozkrzyzowala  nogi  i

skrzyzowala  je  z powrotem, blyskajac  seksownymi  czarnymi  kabaretkami  przez  rozciecie  sukienki.  -

Nazywam  sie  Blair  i...  -  zawahala  sie.  Od  czego  zaczac?  Wziela  gleboki,  dramatyczny  wdech.  -  Moi

rodzice  rozwiedli  sie  w  zeszlym  roku.  Okazalo  sie,  ze  mój  ojciec  jest  gejem  i  krecil  z  asystentem

mojej  matki,  który  mial  tylko  dwadziescia  jeden  lat.  Nadal  sa  razem  i  mieszkaja  teraz  w  domu  z

winnica  we  Francji.  Moja  matka  wlasnie  wyszla  za  maz  za  ohydnego,  tlustego  dziwaka,  który  ma

firme  budowlana  i  teraz  spodziewaja  sie  dziecka,  chociaz  matka  ma  chyba  ze  sto  lat.  To  bedzie

dziewczynka,  wlasnie  sie  dowiedzieli.  Mialam  zlozyc  podanie  o  wczesniejsze  przyjecie  do  Yale,  ale

zawalilam  rozmowe  kwalifikacyjna.  Wiec  ten  starszy  przyjaciel  mojego  ojca  powiedzial,  ze  jako

absolwent  Yale  przeprowadzi  ze  mna  rozmowe.  Byl  bardzo  atrakcyjny,  a  ze  nigdy  wczesniej  nie

chodzilam  ze  starszym  facetem,  zaczelam  sie  nim  spotykac.  -  Zerknela  przepraszajaco  na  Nate'a.

Wybaczy jej flirt, tak jak ona wybaczyla mu jego odejscie.

Jackie  sluchala  z  otwartymi  ustami.  Byla  przyzwyczajona  do  tego,  ze  dzieciaki  na  terapii  za

bardzo  wchodzily  w  szczególy,  ale  nigdy  nie  spotkala  osoby,  która  mówilaby  o  sobie  z  taka

przyjemnoscia.

- Mysle,  ze  obcielam  wlosy  po  czesci  dlatego,  ze  chcialam  sie  oszpecic,  chociaz  wtedy  nie

zdawalam  sobie  z tego  sprawy.  Myslalam,  ze  dobrze  bede  wygladac  z krótkimi  wlosami.  Ale  tak  sie

zastanawiam  -  moze chcialam  wydobyc  na  zewnatrz  cala  swoja  wewnetrzna  brzydote?  Przez  ostatni

tydzien nie chodzilam do szkoly. Nie bylam wlasciwie chora, po prostu nie moglam...

- 145 -

background image

- Przepraszam, ze ci  przerywam,  ale  gdybys  mogla  po prostu  okreslic  swój  problem...  -  Jackie

weszla jej w slowo, kiedy zdala sobie sprawe, ze Blair ma jeszcze daleko do konca.

Blair  zmarszczyla  brwi  i  obrócila  pierscionek  z  rubinem  na  placu.  Wygladalo  na  to,  ze  musi

okreslic swój problem, inaczej ja wywala.

- Czasem, kiedy sie zdenerwuje, co - zwazywszy na  to jak  wyglada  ostatnio  moje  zycie,  dzieje

sie  nieustannie  -  za  duzo  jem.  Albo  jem  cos,  czego  nie  powinnam.  A  polem  zmuszam  sie  do

wymiotów.

Prosze, to brzmialo przekonujaco. 

Jackie kiwnela glowa.

- Potrafisz nazwac ten problem, Blair? To ma swoja nazwe, wiesz.

Blair spiorunowala ja wzrokiem.

- Wymioty  wywolane  stresem?  -  odparla  przez  zacisniete  usta.  Wiedziala,  ze  Jackie  oczekuje

nazwy  „bulimia”,  ale  to  bylo  tak  wstretne  slowo,  ze  nie  chciala  go  wypowiadac.  Zwlaszcza  w

obecnosci Nate'a. Bulimia jest dla frajerów.

Reszta  grupy  zachichotala.  Jackie  chciala  jak  najszybciej  zaprowadzic  porzadek  w  grupie  po

monologu Blair.

- Cóz, mozna to i lak okreslic - zauwazyla i cos zanotowala.

Podniosla wzrok i przygladzila sztywne brazowe wlosy.

- Teraz moja kolej. Nazywam sie Jackie Davis i moim zadaniem jest pomóc wam  sie  wyzwolic.

-  Wyrzucila  piesc  w  powietrze  i  zakrzyknela,  jakby  grala  w  koszykówke  i  wlasnie  zdobyla  punki.

Czekala,  az  dzieciaki  z  grupy  zrobia  to  samo,  ale  tylko  gapily  sie  na  nia  pustym  wzrokiem.  -  No

dobrze. Teraz zróbcie male cwiczenie  w parach.  Lubie  je  nazywac:  „Idz  do piekla,  demonie!” Jedno  z

was ma byc rzecza, która wlasnie nazwaliscie, rzecza, od której  chcecie  sie  wyzwolic.  Chce,  zebyscie

staneli twarza w twarz z ta druga osoba i  powiedzieli  jej,  zeby  odeszla.  Powiedzcie,  co  tylko  chcecie,

ale z uczuciem. Niech to zabrzmi szczerze.  Dobierzcie  sie  w pary.  Jest  nas  siedmioro, wiec  ktos  musi

byc w parze ze mna.

Hannah podniosla reke.

- Chwileczke. Mówimy do demona tej drugiej osoby czy do swojego?

- Do swojego - wyjasnila Jackie. - To ci pomoze go wyegzorcyzmowac!

Blair  czekala,  az  Nate  podejdzie  do  niej,  ale  zanim  mial  szanse,  ta  blada  zdzira  w  zupelnie

niestosownych pomaranczowych szortach podeszla i wziela go za reke.

- Bedziesz moim partnerem? - Blair uslyszala jej marudzenie. Wszyscy inni mieli juz pary, wiec

Blair wyladowala z Jackie.

- 146 -

background image

- No,  Blair!  -  pisnela  do  niej  Jackie.  Uzywala  ciezkiego,  brazowego  tuszu,  przez  co  jej  oczy

przypominaly ropuchy. - Powiedzmy temu demonowi, gdzie ma sobie pójsc!

Nagle Blair nie byla juz pewna, czy len osrodek to naprawde dobre dla niej miejsce.

- Musze isc do lazienki - stwierdzila.

Miala nadzieje, ze gdy wróci, bedzie juz po cwiczeniu i moze nawet  uda  jej  sie  zlapac  miejsce

obok Nate'a, zanim wszyscy znowu usiada.

Jackie spojrzala na nia podejrzliwie.

- Dobra, ale szybko. Przypominam, ze wszystkie lazienki sa obserwowane.

Blair przewrócila oczami, pchnela drzwi i poszla korytarzem do toalety dla pan.  Oplukala  rece,

nalozyla blyszczyk, rozpiela sukienke i pokazala w lustrze  nagi  biust,  zeby  zafundowac  tani  dreszczyk

obserwujacej  ja  osobie.  Potem  ruszyla  korytarzem.  Uchylila  drzwi  do  sali,  zeby  sprawdzic,  czy

skonczyli juz cwiczenie.

Nate  i  ta  zdzira  w  spodenkach  Miu  Miu  stali  obok  drzwi.  Georgie  trzymala  rece  na  jego

ramionach, a ich twarze dzielilo raptem kilka centymetrów.

- Zastanawialam sie, jak ci podziekowac  za  te  róze  -  uslyszala  Blair  szept  zdziry  w szortach.  -

Chce ci zafundowac jazde na kucyku.

Najwyrazniej nie mówila do demona. Mówila do Nate'a.

Blair czekala, az Nate zareaguje z przerazeniem  i  niesmakiem,  ale  on tylko  wyszczerzyl  zeby  i

stal z wywalonym jezorem, jakby nie mógl doczekac sie na wiecej.

- Mam zamiar przykryc cie...

Blair  wolala  nie  czekac  na  reszte  zdania  Georgie.  To  bylo  calkiem  oczywiste,  dlaczego

Nate'owi  tak  bardzo  podobalo  sie  na  odwyku  i  dlaczego  nagle  tak  bardzo  chcial  sie  zmienic.  Od-

sunela  sie  od  drzwi,  wrócila  na  korytarz  i  wyjela  z  torebki  komórke,  zeby  zadzwonic  do  matki.

Samochód  mial  przyjechac  po  nia  za  dwie  godziny,  ale  nie  miala  zamiaru  czekac  tak  dlugo.  Ten

osrodek  nie  przypominal  uzdrowiska.  To  kolejna  sala  lekcyjna  z  banda  nieudaczników,  którym

brakowalo prawdziwego zycia.

- Tutaj nie mozna korzystac z telefonów! - krzyknela pielegniarka.

Blair  spiorunowala  ja  wzrokiem  i  ruszyla  do  holu.  Jedna  z  recepcjonistek  czytala  gazete  z

reklama Lez Sereny na tyle okladki.

Nagle  cos  do  Blair  dotarlo.  Nigdy  wczesniej  nie  myslala  o  Serenie  van  der  Woodsen  -  jej

rzekomo  najlepszej  przyjaciólce  -  jak  o  królowej  powrotów.  Zeszlej  jesieni  Serene  wywalili  z

francuskiej szkoly z internatem, wiec musiala wrócic do Nowego Jorku. Miala taka  reputacje,  ze  tylko

najbardziej  zdesperowani  nieudacznicy  z  nia  rozmawiali.  Ale  dzieki  kilku  blyskotliwym  zagraniom

- 147 -

background image

Serena  wszystkich  odzyskala,  lacznie  z  Blair,  a  teraz  byla  gwiazda  miedzynarodowej  kampanii

reklamowej perfum, tylko Serena mogla pomóc wrócic Blair na  szczyt  i  sprawic,  by wszyscy  znowu ja

pokochali.

Blair  wyszla  przez  szklane  drzwi  kliniki  i  stanela  na  marmurowych  schodach.  Zatkalo  ja  z

zimna. Szybko wybrala numer komórki Sereny.

- Blair!  -  Serena  krzyknela  przez  telefon.  Caly  czas  im  przerywalo.  -  Myslalam,  ze  jestes  na

mnie wsciekla. - Zakaszlala glosno. - Boze, jestem taka chora.

- Gdzie jestes? - dopytywala sie Blair. - W taksówce?

- Aha.  Jade  na  premiere  filmowa  z  jakimis  ludzmi,  których  poznalam  przy  okazji  reklamy.

Chcesz jechac ze mna?

- Nie moge - odparla Blair. - Serena, musisz przyjechac po mnie. Powiedz  taksówkarzowi,  zeby

pojechal  droga  I  -  95  do  Greenwich.  Zjazd  numer  trzy.  Przy  Lake  Avenue  jest  osrodek  Wyzwolenie.

Zapytaj kogos po drodze, gdzie to jest. Dobra?

- Greenwich?  Ale  to  bedzie  kosztowalo  kilkaset  dolców!  -  sprzeciwila  sie  Serena.  -  Co  sie

dzieje,  Blair?  Dlaczego  jestes  w  Greenwich?  Czy  to  ma  cos  wspólnego  z  tym  starszym  gosciem,  z

którym cie wtedy widzialam?

- Zwróce ci kase - przerwala jej niecierpliwie Blair. - I wszystko ci powiem,  jak  tu przyjedziesz.

To  co?  Zrobisz  to  dla  mnie,  S?  -  poprosila,  uzywajac  zdrobnienia,  którego  nie  wypowiadala  od

malego.

Serena  zawahala  sie,  ale  Blair  wiedziala,  ze  intryguje  ja  pomysl  przygody  ze  stara

przyjaciólka. Telefon zatrzeszczal, lecz bylo slychac, ze Serena podaje kierowcy nowe wskazówki.

- Musze  sie  rozlaczyc,  bo  telefon  mi  pada!  -  wrzasnela  Serena  -  -  Niedlugo  bede.  dobra?  A

przy okazji, rozstalismy sie z Aaronem.

Blair  zaciagnela  sie  zimny  powietrzem,  a  na  jej  swiezo  pomalowane  usta  wyplynal

szelmowski usmieszek, gdy docierala do niej nowinka.

- Pogadamy o tym, gdy przyjedziesz.

Rozlaczyla sie i usiadla na zimnych, twardych stopniach. Zapiela jasnoniebieska budrysówke z

kaszmiru  i  naciagnela  kaptur,  a  potem  zapalila  merita  ultra  light.  Gdyby  ktos  przejezdzal  wtedy

droga,  zobaczylby  tajemnicza  dziewczyne  w niebieskim  plaszczu  z kapturem,  zupelnie  pewna  siebie,

mimo rozsypki scenariusza, który trzeba napisac zupelnie od nowa.

- 148 -

background image

o czym gadamy, gdy nie gadamy o milosci

- Wezcie swoje plaszcze - powiedziala w poniedzialek  dziewiecioklasistkom  z grupy  A Serena.

- Zabieramy was na goraca czekolade do Jackson Hole.

- Nie  martwcie  sie,  mamy pozwolenie  -  dodala  Blair,  przegladajac  sie  w lustrze  na  stolówce.

Wrócila  do  salonu  fryzjerskiego,  zeby  poprawili  jej  wlosy,  i  teraz  wygladala  jak  Edie  Sedgwick  z

okresu fabryki Andy Warhola. Prawdziwa awangarda.

Wow! - zachwycila sie Jenny, gapiac sie na nia. - Wygladasz rewelacyjnie.

Jenny byla taka szczesliwa z powodu poznania Leo, ze kochala caly swiat.

Blair cos sobie przypominala.

- Sprawdzalas e - maile? 

Oczy Jenny sie rozswietlily.

- Och, tak. Tak, sprawdzalam!

Blair  pomyslala,  ze  smialo  moglaby  wytlumaczyc  Jenny,  komu  zawdziecza  ten  stan

absolutnego  szczescia,  ale  doszla  do  wniosku,  ze  jeszcze  zabawniej  jest  zostawic  ja  w  calkowitej

nieswiadomosci  i  obserwowac,  jak  promienieje.  Moze mimo wszystko  bycie  starsza  siostra  nie  jest

takie okropnie. Zauwazyla,  ze  Elise  Wells  ma  na  sobie  obcisla  czarna  bluzke  zamiast  jednego  z tych

swoich sztywnych rózowych sweterków na guziki. Dobrze. Moze matka w koncu zamordowala  jej  ojca

za to, ze okazal sie takim dupkiem.

- Jak sie ukladaja sprawy z twoim ojcem,  Elise?  -  zapytala  Serena,  niemal  czytajac  w myslach

Blair.

Ku zaskoczeniu Blair Elise usmiechnela sie wesolo.

- Dobrze. Wyjechali razem z mama w ten weekend.  -  Rozesmiala  sie  i  tracila  lokciem  Jenny.  -

Ale niewazne, co u mnie. Jenny ma chyba cos do powiedzenia.

Jenny wiedziala. Ze czerwieni sie jak burak, ale miala to gdzies.

- Zakochalam sie oznajmila.

Serena  i  Blair  wymienily  pogardliwe  spojrzenia.  Akurat  teraz  za  nic  nie  chcialy  rozmawiac  o

milosci.

- No dobra, zabierajcie plaszcze - poganiala dziewczyny Serena. - Spotkamy sie przed szkola.

Powietrze  w  Jackson  Hole  przy  Madison  Avenue  bylo  geste  od  zapachu  tluszczu  Z

- 149 -

background image

hamburgerów  i  rozchichotanych  ploteczek.  Kiedy  grupa  A  obsiadla  stolik  przy  wielkim  oknie,  Kati

Farkas  i  Isabel  Coates  skulily  sie  w  kacie  tak,  zeby  nikt  ich  nie  slyszal,  i  zaczely  dyskutowac  nad

najnowszymi wydarzeniami.

- Slyszalas  o Nacie  Archibaldzie  i  tej  dziewczynie  z Connecticut?  -  zapytala  Kati.  W  weekend

obciela wlosy na krótko i przez to jej germanski nos wygladal  na  dwa  razy  wiekszy.  -  Wyrzucili  ich  za

uprawianie  seksu  w schowku  na  szczotki  w klinice  i  teraz  Nate  musi  chodzic  na  prywatna  terapie  w

miescie.

- Czekaj,  myslalam,  ze  to  Blair  i  Nate  byli  w  tym  schowku.  -  Isabel  pociagnela  nosem.

Wyperfumowala sie próbka Lez Sereny, która matka zalatwila jej od znajomej dziennikarki z „Vogue'a

”. Przez te perfumy Isabel ciagle lalo sie z nosa.

- Nie, idiotko. Blair widuje sie z tym starszym  gosciem,  zapomnialas?  Ale  juz  nie  jest  w ciazy,

poronila. Dlatego opuscila tyle dni w szkole.

- Slyszalam,  ze  Blair  i  Serena  wyslaly  dzis  podania  na  Uniwersytet  Kalifornijski  -  stwierdzila

Laura  Salmon.  -  Maja  tam  taki  system  przyjec,  ze  juz  po  kilku  tygodniach  od  zlozenia  podania

wiadomo,  na  jaki  wydzial  cie  przyjma.  -  Uniosla  rudawe  brwi.  -  Ej,  moze  my  tez  tak  powinnysmy

zrobic!

Ani jedna, ani druga nie myslala naprawde o pójsciu na Uniwersytet Kalifornijski.

- Opowiedz,  jak  bylo,  kiedy  bralas  udzial  w  reklamie  perfum?  -  zapytala  Serene  Mary

Goldberg,  gdy  czekaly  na  goraca  czekolade.  Cassie  Inwirth  i  Vicky  Reinerson  nadstawily  uszu.

Wszystkie trzy obciely sie podobnie w czasie weekendu, a poniewaz zadna  z nich  nie  umówila  sie  do

Gianniego  w  Garren,  ich  fryzury  byly  nedznymi  imitacjami  starej  fryzury  Blair.  Zero  porównania  do

nowej.

- Zimno  -  odparla  Serena.  Wytarla  nos  w papierowa  serwetke,  a  potem zwiazala  dlugie  zlote

wlosy w kok na czubku glowy i wsadzila w nie olówek, zeby sie trzymaly.

Oczywiscie teraz wszystkie zalowaly, ze obciely wlosy.

- Wolalabym o tym nie mówic - dodala tajemniczo.

Blair pochylila sie nad stolikiem.

- Rozstali  sie  z  Aaronem  w  trakcie  zdjec  -  wyjasnila  scenicznym  szeptem.  Potem  znowu  sie

wyprostowala. - Koniec tematu.

Kelner przyniósl im goraca czekolade - wielkie parujace kubki z mnóstwem bitej smietany.

- Mozemy  teraz  porozmawiac  o  milosci?  -  zapytala  nerwowo  Jenny.  Zerknela  po  zatloczonej

sali. Gdyby miala szczescie, Leo móglby sie wlasnie zjawic i wtedy by sie nim pochwalila.

- Nie! - wykrzyknely jednym glosem Serena i Blair. Specjalnie przyprowadzily grupe do Jackson

- 150 -

background image

Hole,  zeby  nie  musialy  rozmawiac  o  chlopcach,  jedzeniu,  rodzicach,  szkole,  o  niczym.  Chcialy  tylko

saczyc goraca czekolade i cieszyc sie swoim towarzystwem.

Nagle  w restauracji  rozlegl  sie  -  szmer.  Tanecznym  krokiem  wszedl  Chuck  Bass  w  czapce  z

lisiego  futra,  jasnoniebieskim  plaszczu  w marynarskim  kroju  i  z  nieodlacznym  rózowym  sygnetem  z

monogramem. Zaczal rozdawac wszystkim ulotki.

- Macie  tam  byc.  bo  inaczej  wypadacie  z  gry!  -  wykrzyknal  i  wyszedl  otoczony  chmurka  Lez

Sereny równie nagle, jak wszedl.

Ulotki okazaly sie zaproszeniami na impreze urodzinowa w poniedzialek. W ciagu kilku sekund

w restauracji doslownie zawrzalo.

- Pójdziesz?

- Czekaj. Naprawde myslisz, ze Chuck ma zamiar ujawnic sie na tej imprezie?

- Nie. To jego urodziny. Nie potrafisz czytac?

- Cos  ty!  Chodzilismy  razem  do  przedszkola.  On  ma  urodziny  we  wrzesniu.  To  nie  jego

impreza. To jakiejs dziewczyny. On tylko rozdaje ulotki.

- Nadal  uwazam,  ze  on  jest  bi.  Widzialam  go  w  sobote  z  dziewczyna  z  L'École  Française.

Prawic to robili.

- Kim wlasciwie byl ten facet? - jeknela Cassie Inwirth.

- Znasz te strone www.plotkara.net? Mysle, ze to wlasnie on! - stwierdzila Mary Goldberg.

- Uwazasz, ze on to Plotkara? - dopytywala sie Vicky Reinerson.

- W zyciu! - wykrzyknely Serena i Blair.

Nigdy nie wiadomo.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

NIE, ZEBYM BYLA CHCIWA ALBO COS TAKIEGO

- 151 -

background image

Juz  wszyscy  widzieliscie  ulotki  z  zaproszeniem  na  moja  impreze  w  poniedzialek.  Jesli  nie,  to  gdzie

byliscie? Prosze, nie fatygujcie sie, jezeli nie przyjdziecie z jedna z ponizszych rzeczy:

Pudelek - maskotka w kolorze karmelu

Tyle butelek Lez Sereny, ile zdolacie uzbierac. Wiem, ze jest lista oczekujacych, ale uzaleznilam sie

Bilet na pierwsza klase do Cannes na maj

Brylanty

Wspaniale poczucie humoru

Kazdy cudny chlopak z waszych notatników z adresami

Na celowniku

N i  jego  superbogata  blada  dziewczyna  jada  powozem  po  Central  Parku.  Chyba  dostala  przepustke

na dzien  za  dobre  sprawowanie.   i   w  butiku  Lesa  Besta  przymierzaja  cala  jesienna  kolekcje.  V

przynosi  szara  koperte  do  kólka  teatralnego  w  szkole  sredniej  Riverside.  Chyba  nie  myslicie,  ze

naprawde  przekazala  ten  film  nauczycielowi  D,  nie?  Co  za  poswiecenie!   i  ta  zwariowana  poetka

wrzeszcza przez okno z jej atelier  w Chinatown.  Mala  J i  jej  nowy przystojniak  przegladaja  tatuaze  w

Stink, w salonie tatuazy w East Village. Miejmy nadzieje, ze tylko chcieli popatrzec.

A WRACAJAC DO PALACYCH KWESTII...

Czy N i jego niegrzeczna dziedziczka to bedzie cos na serio? 

Czy B kiedykolwiek odpusci sobie N? Czy  odrosna  jej  wlosy?!  -  Bogu  dzieki,  odpowiedz  nadejdzie  juz

niedlugo - czy dostanie sie do Yale?

Czy B i S pozostana przyjaciólkami... przynajmniej do konca szkoly?

Czy   zostanie  kolejna  bezbarwna,  niepotrzebna,  jedzaca  tylko  selery  supermodelka?  Czy

kiedykolwiek wytrzyma z jakims facetem dluzej niz piec minut?

Czy   z  nowym  chlopakiem  bedzie  zyc  dlugo  i  szczesliwie?  Czy  jej  nowa  przyjaciólka  spróbuje  ich

rozdzielic? 

Czy V kiedykolwiek spojrzy jeszcze na D?

Czy D bedzie dalej krecil z ta zóltozebna poetka? Czy jemu tez zzólkna zeby?  Czy  rzeczywiscie  napisze

pamietnik? 

- 152 -

background image

Czy reszta z nas tez dostanie sie do college'ów? A co wazniejsze, czy skonczymy szkole? 

Czy kiedykolwiek sie dowiecie, kim jestem? 

Niedlugo to stanie sie calkiem jasne.

Do zobaczenia na mojej imprezie w poniedzialek  wieczór.  I  nie  zapomnijcie  wziac  co  najmniej  jednej

z rzeczy wymienionych na liscie. Au revoir!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

- 153 -