background image

 

Alexandra Sellers 

 

Zawód: milioner 

 

background image

Rozdział 1 

 
Poszukuję milionera
   
Jesteś  bogaty,  a  chcesz  być  jeszcze  bogatszy?  Naukowiec-wynalazca  bez 

ś

rodków  do  pracy  poszukuje  osoby  gotowej  zainwestować  w  kilka  obiecujących, 

potencjalnie  bardzo  dochodowych  projektów.  Referencje.  Kontakt:  Vancouver 
Herald, skrytka 1686. 

 
–  MoŜe  w  tym  tygodniu  będziesz  miała  więcej  szczęścia  –  powiedziała  Bel, 

odkładając  „Heralda"  na  bok.  Ale  myślę,  Ŝe  powinnaś  spróbować  zamieścić 
ogłoszenie w ogólnokrajowych gazetach. 

Jej siostra Tallia przełknęła ostatni kęs śniadania i skinęła głową. 
–  Masz  rację.  Jeśli  nie  dostanę  Ŝadnej  odpowiedzi,  to  w  przyszłym  tygodniu 

spróbuję  to  zrobić.  Ale  jestem  przekonana,  Ŝe  mam  większe  szanse  tutaj,  w 
Vancouverze. 

Ludzie  na  wschodzie  –  mówiąc  to,  miała  na  myśli  Toronto,  a  nie  Kalkutę  – 

sądzą, Ŝe na zachodzie mieszkają same półgłówki. 

Bel uśmiechnęła się lekko. 
–  A  piękna  blondynka  z  zachodniego  wybrzeŜa  nie  moŜe  być  bardziej 

inteligentna niŜ... 

– NiŜ ogrodowy szpadel – dokończyła Tallia. Obydwie siostry zazwyczaj jadały 

ś

niadanie w mieszkaniu Bel, gdzie przed południem balkon skąpany był w słońcu. 

Mieszkanie  Tallii  znajdowało  się  w  tym  samym  budynku,  lecz  o  piętro  wyŜej  i 
miało  balkon  wychodzący  na  zachód,  tam  więc  spotykały  się  na  kolacjach  kilka 
razy  w  tygodniu,  jeśli  Tallia  nie  była  akurat  zajęta  w  laboratorium,  a  Bel  nie 
siedziała w uniwersyteckiej bibliotece. Ostatnio jednak Tallia nie miała juŜ zajęć w 
laboratorium, toteŜ wspólne kolacje stały się częstsze. 

–  Opowiedz mi, jak ci poszło z  Melem  Carterem  –  poprosiła Bel.  Odgadła,  Ŝe 

spotkanie  nie  było  udane,  chciała  jednak  poznać  szczegóły.  Odkąd  jej  siostra 
zaczęła  umieszczać  w  gazetach  swoje  ogłoszenie,  Bel  codziennie  mogła  liczyć  na 
dawkę dobrej zabawy. 

Tallia zazgrzytała zębami i zmarszczyła nos. 
–  Mel  Carter  ma  więcej  ramion  niŜ  ośmiornica.  Doszło  do  tego,  Ŝe  musiałam 

pozbyć się go siłą. 

Bel otworzyła szeroko oczy. 

background image

– Coś takiego! I jak on zareagował? 
– Powiedział, Ŝe znajomość karate w świetle prawa uznawana jest za broń i Ŝe 

zaskarŜy mnie o napaść. 

– Ale przecieŜ ty nie znasz karate! – zdumiała się Bel. 
– Co mu właściwie zrobiłaś? 
Tallia tylko wzruszyła ramionami. 
– Powiedziałam mu, Ŝe to nie było karate, tylko desperacja kobiety, która wie, 

czego nie chce. Był wściekły, ale ja teŜ. 

Bel  spojrzała  przelotnie  na  rowek  między  piersiami  siostry,  który  na  chwilę 

ukazał się znad rąbka znoszonej zielonej piŜamy, i tylko pokiwała głową. 

– Nawet nie moŜesz spokojnie wzruszyć ramionami – stwierdziła beznamiętnie. 

– Biedny facet musiał być kompletnie ogłuszony. 

Jej  siostra  była  piękna.  Nawet  rodzina  musiała  to  przyznać,  choć  tego  rodzaju 

nieskromność  nie  leŜała  w  charakterze  Kanadyjczyków.  Od  końców  naturalnie 
jasnych  włosów  aŜ  po  palce  u  stóp  dwudziestosześcioletnia  Tallia  Venables  była 
bez  skazy.  Jej  włosy,  stopy,  łydki,  dłonie,  usta,  zęby  i  oczy,  a  takŜe  całe  ciało, 
wielokrotnie pojawiały się w reklamach. Jasne włosy, gęste i miękkie, opadały na 
ramiona.  DuŜe  oczy  miały  niezwykły,  błękitnozielony  kolor,  na  widok  którego 
męŜczyźni  zaczynali  śnić  o  tropikalnych  morzach.  Nosa  Tallii  nie  powstydziłaby 
się  rzeźba  Michała  Anioła,  usta  były  naturalnie  pełne,  bez  pomocy  zastrzyków  z 
kolagenem,  a  głowa  osadzona  na  długiej,  smukłej  szyi.  Piersi,  bujne  i  jędrne,  jej 
agentka uwaŜała za nieco zbyt duŜe, męŜczyźni jednak byli odmiennego zdania. Do 
tego  dochodziła  szczupła  talia  i  fascynująco  zaokrąglone  biodra  oraz  długie, 
smukłe nogi. 

Bel nie była zazdrosna o urodę siostry. Nikt z rodziny Venables nie był brzydki 

i  Bel  mogła  się  wydawać  przeciętna  jedynie  w  obecności  Tallii.  Trudno  było 
zresztą  zazdrościć  siostrze  urody,  która  przysparzała  jej  tylu  kłopotów.  Bel  zdała 
sobie  z  tego  sprawę  dopiero  od  niedawna,  odkąd  zaczęła  studia  i  zamieszkała  w 
tym samym budynku co Tallia. Dzięki temu siostry znów stały się sobie bliskie, tak 
jak w dzieciństwie. 

Właśnie  uroda  była  powodem,  dla  którego  Tallia  przed  kilku  laty  opuściła 

rodzinę. Agentka przypadkiem zobaczyła jej fotografię, przyjechała do miasteczka, 
gdzie mieszkała rodzina Venables, i namówiła dziewczynę, by zamiast wstępować 
na uniwersytet, zajęła się sprzedawaniem swego wyglądu. 

–  Mózg  ci  nie  zginie  –  przekonywała.  –  Ale  jeśli  chcesz  wykorzystać  swój 

wygląd, musisz to zrobić teraz. Potem będzie za późno. 

background image

Tallia  miała  wtedy  siedemnaście  lat.  Dała  się  namówić,  a  rodzice  wyrazili 

zgodę pod jednym warunkiem: Ŝe przez dwa lata pozostanie w Vancouverze, a jeśli 
po tym okresie okaŜe się, Ŝe jej zajęcie przynosi przyzwoite dochody, a ona sama 
wciąŜ spragniona jest rozgłosu i uznania, to będzie mogła opuścić rodzinne strony. 
Toronto, Hollywood i Nowy Jork muszą jednak poczekać, choć agentka straszyła, 
Ŝ

e  gdy  Tallia  ukończy  dwadzieścia  lat,  jej  szanse  na  karierę  w  tych  miejscach 

zmaleją do zera. 

Okazało  się,  Ŝe  rodzice  zachowali  się  bardzo  rozsądnie,  a  inteligencja  Tallii 

stała  się  ich  sprzymierzeńcem.  Dwa  lata  pozowania  z  pustym  uśmiechem  pod 
nazwiskiem  Natasha  Fox,  które  wybrała  dla  niej  agentka,  śmiertelnie  znudziły 
dziewczynę.  Owszem,  duŜe  zarobki  łagodziły  minusy  tego  zawodu,  ale  sława, 
nawet lokalna, szybko stała się cięŜarem. Gdy Tallia skończyła dziewiętnaście lat, 
wróciła  na  studia,  do  swej  pierwszej  miłości  –  nauk  stosowanych.  Nie  zarzuciła 
zupełnie  pozowania,  traktowała  je  jednak  wyłącznie  jako  sposób  na  opłacenie 
nauki.  A  gdy  jej  siostra  Bel  zaczęła  studia  na  tym  samym  uniwersytecie,  Tallia 
mogła  równieŜ  i  ją  wesprzeć  finansowo.  Tylko  to  trzymało  ją  jeszcze  przy 
zawodzie modelki. 

Ale  przede  wszystkim  Tallia  była  wynalazcą,  a  w  tej  dziedzinie  jej  uroda 

stawała  się  nieznośnym  cięŜarem.  Odczuła  to  szczególnie  dotkliwie,  gdy  utraciła 
posadę  na  uniwersytecie  za  przyczyną  swojego  przełoŜonego,  który  nie  mógł 
ś

cierpieć, Ŝe Tallia odrzuciła jego awanse. Teraz miała wybór: mogła przyjąć ofertę 

pracy  w  laboratorium  badawczym  pewnej  fabryki  i  robić  to,  co  interesowało  jej 
pracodawców,  albo  zająć  się  tym,  co  interesowało  ją  samą  –  do  tego  jednak 
potrzebowała środków finansowych. 

Dlatego  właśnie postanowiła  dać to  ogłoszenie.  Niestety, Tallia przekonała  się 

szybko,  Ŝe  myśli  o  seksie  nie  były  obce  nawet  zachłannym  milionerom,  którzy 
pragnęli  przekształcić  swoje  miliony  w  miliardy.  Choć  opowiadanie  o  wieczorze 
spędzonym  w  towarzystwie  Mela  Cartera  brzmiało  zabawnie,  w  głosie  Tallii 
dźwięczała desperacja. 

–  Bel,  co  ja  mam  zrobić,  Ŝeby  przekonać  tych  ludzi,  Ŝe  potrafię  myśleć?  – 

westchnęła w końcu. 

–  Nie  w  tym  rzecz  –  odrzekła  Bel,  która  po  matce  odziedziczyła  zmysł 

praktyczny. – Oni wierzą, Ŝe potrafisz myśleć, tylko Ŝe bardziej interesuje ich seks. 
MoŜe mogłabyś jakoś ukryć swoją urodę. 

– Ale jak? Widziałaś przecieŜ, jak wyglądałam wczoraj wieczorem! – oburzyła 

się Tallia. – Bez makijaŜu, włosy związane w koński ogon, skromny kostium... 

background image

Bel skinęła głową, myśląc o czymś intensywnie. 
– Marlon Brando – powiedziała w końcu. 
– Co? – zdumiała się Tallia. 
–  Pucołowate  policzki.  Pamiętasz  ten  stary  film,  który  widziałyśmy  parę 

miesięcy  temu  w  Art  Cinema?  Brando  miał  tam  wkładki  w  policzkach. 
Przeczytałam  to  w  programie.  Brak  makijaŜu  nie  wystarczy.  Musisz  zbrzydnąć. 
Ten charakteryzator, który zajmował się tobą w „Północnej opowieści", na pewno 
potrafiłby ci pomóc. 

Tallia przez chwilę patrzyła na siostrę, a potem potrząsnęła głową. 
– Nic z tego nie wyjdzie. Film to nie jest zwyczajne Ŝycie. 
–  AleŜ  oczywiście,  Ŝe  wyjdzie!  –  śmiała  się  Bel,  coraz  bardziej  podniecona 

własnym pomysłem. – MoŜemy ci dorobić garb albo... 

Urwała,  słysząc  znajome  stuknięcie  listów  wpadających  do  mieszkania  przez 

szparę w drzwiach. Tallia równieŜ je usłyszała i zerwała się na równe nogi. 

– Listonosz! – zawołała, biegnąc do drzwi. Otworzyła je i wykrzyknęła: – Lee! 
Listonosz  był  juŜ  przy  następnych  drzwiach.  Na  dźwięk  swojego  imienia 

obejrzał się przez ramię i na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. 

– Cześć, Tallio! – zawołał z entuzjazmem. 
– Masz coś dla mnie? – zapytała dziewczyna. 
– Wiesz, Ŝe nie wolno mi tego robić. Mógłbym stracić pracę. 
– Ale przecieŜ obydwoje wiemy, Ŝe ja to ja, prawda? – przekonywała go Tallia, 

podchodząc bliŜej. – Natalia Venables. Więc kto niby miałby na ciebie donieść? 

Listonosz  wzruszył  ramionami,  jakby  od  początku  wiedział,  Ŝe  stoi  na 

przegranej pozycji. 

– Poczekaj chwilę – rzekł, przeglądając plik listów trzymanych w dłoni. – Same 

rachunki. Zdaje się, Ŝe znów nie napisał. 

Podał  jej  kilka  kopert.  Tallia  rzuciła  na  nie  okiem  i  wbiegła  do  mieszkania 

siostry, z podnieceniem wołając od progu: 

– Poczta! Jest coś z gazety! 
– Otwórz! – ponagliła Bel, podnosząc wzrok znad własnych rachunków. 
Tallia  nie  potrzebowała  zachęty.  Rozdarła  brązową  kopertę  z  nagłówkiem 

„Heralda". Wypadła z niej następna koperta, podłuŜna i biała. 

–  Nie  wierzę  własnym  oczom!  –  szepnęła  Tallia,  spoglądając  na  podpis  na 

kopercie. 

– Od kogo to? – zaciekawiła się Bel. 
Tallia wzięła głęboki oddech. 

background image

– Od Brada Slingera – szepnęła. – Och, Bel! 
– Jake, nie ma najmniejszego sensu, Ŝebym tam szedł – oznajmił Brad Slinger. 

–  Mogę  ci  od  razu  powiedzieć,  Ŝe  nie  zainwestuję  nawet  pięciu  centów  w  Ŝaden 
film, nawet gdyby to miał być nowy Francois Truffaut. 

–  Widzisz,  na  tym  właśnie  polega  twój  problem  –  odrzekł  jego  przyjaciel, 

prawnik,  a  od  czasu  do  czasu  równieŜ  doradca  inwestycyjny  w  jednej  osobie.  – 
KaŜdy powiedziałby raczej: Steven Spielberg. Jesteś uprzedzony do komercyjnych 
filmów. 

–  Jestem  uprzedzony  do  wszystkich  filmów  –  sprostował  Brad  z  łagodnym 

uśmiechem. – I nic nie jest w stanie tego zmienić. 

–  Ale  przecieŜ  mówimy  o  kanadyjskim  filmie.  To  nie  jest  inwestycja,  tylko 

darowizna.  Damon  Picton  najprawdopodobniej  wpadłby  w  panikę,  gdyby  się 
dowiedział, Ŝe jego film ma szanse na sukces kasowy. Uznałby, Ŝe szwankuje jego 
inteligencja. 

– Ha! 
– Brad, muszę ci to powiedzieć – westchnął w końcu Jake. – WciąŜ prześladuje 

cię matka. 

Jego przyjaciel zmarszczył brwi. 
–  Jak  moŜe  mnie  prześladować  matka,  której  praktycznie  nie  widziałem  od 

trzeciego roku Ŝycia? 

Jake był pewien,  Ŝe ma  rację,  ale poniewaŜ  nie potrafił tego wyjaśnić,  zmienił 

temat. 

– Posłuchaj. Film to znaczy: kobiety. Wspaniałe kobiety. Brad, przecieŜ lubisz 

wspaniałe kobiety. Idź tam po prostu po to, Ŝeby się rozejrzeć. 

–  Owszem,  lubię  wspaniałe  kobiety,  ale  nie  wtedy,  gdy  są  aktorkami.  Bo...  – 

Przerwał mu dzwonek telefonu. – – Przepraszam – mruknął i podniósł słuchawkę. 
– Tak, Lindo? 

–  Dzwoni  kobieta  o  nazwisku  Tallia  Venables.  Mówi,  Ŝe  jest  wynalazcą  i  Ŝe 

napisałeś do niej list z prośbą o rozmowę. 

– To kobieta? – zdziwił się Brad. – Dobrze, połącz ją. 
W słuchawce odezwało się szczęknięcie, a po chwili wyraźny, czysty głos: 
– Czy pan Slinger? Dzień dobry. Czy sekretarka powiedziała panu, kim jestem? 
– Tak. Tallia Venables. Przyznam się jednak, Ŝe to dla mnie niespodzianka. 
– Prosił pan przecieŜ w liście, Ŝebym zadzwoniła – zdziwiła się Tallia. 
– Owszem, ale spodziewałem się raczej Aleksandra Grahama Bella. 
Tallia zaśmiała się krótko. Brad z opóźnieniem zdał sobie sprawę, Ŝe zapewne 

background image

juŜ nieraz zetknęła się z podobną reakcją. 

– No cóŜ, tu mówi Aleksandra Graham Bell. 
Po chwili swobodnej rozmowy Brad poczuł sympatię do swojej rozmówczyni. 
– Na pewno jest wiele rzeczy, których nie uda nam się omówić przez telefon – 

powiedział po kilku minutach. 

–  Niestety,  zanim  przejdziemy  do  powaŜnej  rozmowy,  będzie  musiał  pan 

podpisać  umowę  o  dochowaniu  tajemnicy  –  rzekła  Tallia  rzeczowym,  lecz 
przyjaznym tonem. 

– W takim razie moŜe się spotkamy? Kiedy ma pani czas? 
– Mam duŜo czasu. Nie pracuję juŜ w laboratorium. Kiedy pan zechce. 
–  Chwileczkę.  –  Brad  przełączył  rozmowę  na  oczekiwanie  i  wcisnął  guzik 

interkomu. – Lindo, znajdź mi jakiś wolny termin podczas lunchu w tym tygodniu 
– poprosił. Sekretarka odezwała się po chwili: 

– MoŜe pan odwołać piątkowe spotkanie z Brianem Holdissem. I tak szukał pan 

pretekstu – dorzuciła sucho. 

–  Jesteś  nieoceniona  –  zaśmiał  się  Brad  i  wrócił  do  rozmowy  z  Tallią.  –  Pani 

Venables, czy odpowiada pani lunch w piątek? 

– Jak najbardziej. Gdzie się spotkamy? 
– Proszę podać adres mojej sekretarce. Przyśle po panią samochód. 
OdłoŜył słuchawkę i zwrócił się do Jake'a: 
– Widzisz, to właśnie kobieta z rodzaju, który podziwiam. 
–  A  co  to  za  rodzaj?  –  zapytał  Jake  z  niedowierzaniem.  –  PrzecieŜ  nawet  nie 

widziałeś jej na oczy? 

–  Co  z  tego.  Jest  inteligentna  i  ton  jej  głosu  świadczy  o  tym,  Ŝe  nie  handluje 

seksem. 

– MoŜe nie ma czym handlować. 
– No to co? 
Jake spojrzał na niego podejrzliwie. 
–  Brad,  jesteśmy  przyjaciółmi  od  szóstego  roku  Ŝycia  i  nigdy  jeszcze  nie 

widziałem  cię  z  kaszalotem  u  boku.  Gdy  pojawiasz  się  gdzieś  z  dziewczyną, 
zawsze jest na co popatrzeć. 

– MoŜe czas to zmienić. Sądzę, Ŝe to właśnie jest mój problem. 
– Problem? Masz jakiś problem z kobietami? Od kiedy? 
–  Jake,  nie  potrzebuję  psychoanalityka,  Ŝeby  wiedzieć,  Ŝe  nie  potrafię  zaufać 

pięknej  kobiecie,  dlatego  Ŝe  moja  piękna  matka  zostawiła  mnie  i  ojca  i  pojechała 
do  Hollywood,  gdy  miałem  trzy  lata.  Ostatnio  się  nad  tym  zastanawiałem.  Jak 

background image

myślisz, dlaczego do tej pory się nie oŜeniłem? 

Przyjaciel patrzył mu prosto w oczy. 
– Nie oŜeniłeś się, bo, po pierwsze: masz dopiero trzydzieści trzy lata, a to zbyt 

młody  wiek  na  małŜeństwo,  a,  po  drugie:  lubisz  sobie  poszaleć.  Musisz  się 
wyszumieć, jak mawiała moja babcia. I trzeba przyznać, Ŝe nie Ŝałujesz na to czasu 
ani energii. 

– Ale teraz zrozumiałem, Ŝe byłbym szczęśliwszy ze zwykłą kobietą – odrzekł 

Brad z uporem. – W kaŜdym razie mógłbym jej zaufać, Ŝe mnie nie opuści. MoŜe 
nawet udałoby mi się w niej zakochać. 

– Czyś ty zupełnie postradał zmysły? Skąd to nagłe gadanie o zakochiwaniu się 

i dlaczego właściwie miałbyś się zakochać w brzydkiej kobiecie? 

– Nie powiedziałem, Ŝe musi być brzydka – obruszył się Brad. – Po prostu, gdy 

stanąłem przed tym dylematem, naraz zacząłem widzieć wszystko jaśniej. 

Jake nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać. Nie był pewien, czy przyjaciel 

mówi  powaŜnie,  czy  tylko  go  nabiera,  szósty  zmysł  podpowiadał  mu  jednak,  Ŝe 
zbliŜa się koniec wspaniałej epoki. 

– Przed jakim dylematem? – zapytał z rozpaczą. 
–  Widzisz,  z  jednej  strony  są  twoi  nie  ustatkowani  przyjaciele  ze  świata  filmu 

oraz cała masa pięknych kobiet, a z drugiej powaŜna, inteligentna, prawdopodobnie 
bardzo  przeciętnej  urody  kobieta-naukowiec.  Obie  strony  szukają  funduszy.  A  ja 
nagle zrozumiałem, po której stronie lokują się moje prawdziwe zainteresowania. 

Jake uśmiechnął się z ulgą. 
– Aha! W takim razie cieszę się, Ŝe to ustaliliśmy. Powiem Damonowi, Ŝe moŜe 

oczekiwać  cię  na  premierze.  Poproś  Lindę,  Ŝeby  odwołała  to  spotkanie  z  panią 
Venables. 

Brad spojrzał na niego ze zdumieniem. 
– Widzisz, to z kolei jest twój problem, Jake. Nie potrafisz rozmawiać ze mną 

powaŜnie. 

– Ale skąd, Brad – zawołał Jake w przypływie paniki. – Daj spokój! Po prostu 

przyjdź na tę premierę. Dobrze nas tam nakarmią, więc co masz do stracenia? 

Brad westchnął ze znuŜeniem. 
– Dobrze, skoro mają ochotę marnować na mnie łososia i szampana, to proszę 

bardzo.  Ale  jeszcze  nigdy  w  Ŝyciu  nie  zainwestowałem  w  Ŝaden  film  i  nie  mam 
zamiaru teraz tego robić. 

–  Znakomicie  –  mruknął  Jake,  podnosząc  się  z  miejsca.  –  Do  zobaczenia  w 

ś

rodę wieczorem. 

background image

Zamierzał zaraz zadzwonić do Damona Pictona i uprzedzić go, Ŝe na premierze 

musi  się  znaleźć  jakaś  olśniewająca  piękność,  której  zadaniem  będzie 
dotrzymywanie Bradowi towarzystwa przez cały wieczór. 

 
Tallia odłoŜyła słuchawkę i zaczęła tańczyć na środku pokoju. 
– Mamy pieniądze, tra la la la – zanuciła, ciągnąc Bel za rękę. – Będziemy mieć 

ś

liczne nowe laboratorium, tra la la la! 

Razem okrąŜyły pokój, tańcząc i śpiewając na dwa głosy. 
– Wspaniale! Masz pieniądze, będziesz miała sekretarkę i telefon komórkowy! 

– improwizowała Bel w dziwnej tonacji. Naraz zatrzymała się i zapytała trzeźwo: – 
A dlaczego właściwie jesteś taka pewna, Ŝe Brad Slinger da ci te pieniądze? 

– Bo jest właścicielem sieci klubów sportowych – uśmiechnęła się Tallia. 
–  Naprawdę?  Wydawało  mi  się,  Ŝe  jest  właścicielem  sieci  sklepów 

komputerowych czy tym podobnych. 

– Sklepy komputerowe teŜ posiada. Ale ma równieŜ sieć siłowni. 
– Myślisz, Ŝe spodoba mu się ten pomysł z rzeczywistością wirtualną? 
–  UwaŜany  jest  za  człowieka,  który  lubi  innowacje.  Gdybym  o  tym  wcześniej 

pomyślała i gdyby wystarczyło mi odwagi, to poszłabym do niego od razu. 

Bel spojrzała na zegarek i poderwała się, chwytając w biegu torbę z ksiąŜkami. 
– O rany, muszę juŜ lecieć na zajęcia! Zamkniesz drzwi? 
–  Ja  teŜ  juŜ  wychodzę  –  odrzekła  Tallia.  Zgarnęła  koperty  i  obie  wyszły  na 

korytarz. 

Ledwie  przestąpiła  próg  swojego  mieszkania,  zadzwonił  telefon.  Rzuciła  listy 

na stolik i podniosła słuchawkę. 

– Natasha? 
– Cześć, Damonie! – uśmiechnęła się. – Jak ci leci? 
–  Świetnie,  Natasho.  Nie  moŜe  być  lepiej.  Posłuchaj,  przyjdziesz  jutro  na 

premierę? Mam nadzieję, Ŝe tak. Bardzo na ciebie liczę. 

– Owszem, przyjdę. A co się stało? 
– Mam dla ciebie coś specjalnego. Jest pewien gość, który ma więcej pieniędzy, 

niŜ potrafi wydać, tylko Ŝe z zasady nigdy nie inwestuje w filmy. Ale przyjdzie tu 
jutro z przyjacielem. Znasz Jake'a Drummonda, tego prawnika, który spisywał dla 
mnie kontrakty? To właśnie on ma go przyprowadzić. 

–  A  co ja  mam z  tym  wspólnego? –  zapytała Tallia z rezygnacją,  wyczuwając 

pismo nosem. 

– On podobno lubi piękne kobiety. 

background image

– Oj, Damon! – jęknęła. 
– Musisz tylko siedzieć obok niego podczas kolacji i roztaczać swoje wdzięki – 

tłumaczył  Damon  błagalnym  tonem.  –  I  powtarzać  mu,  jak  waŜne  są  nasze  filmy 
dla kanadyjskiej kultury. Kochanie, obiecaj, Ŝe to zrobisz. 

– Damonie... 
– Natasho, nie proszę cię, Ŝebyś z nim poszła do łóŜka. Tylko odrobinę poflirtuj 

z  tym  facetem.  Rozluźnij  go  trochę  –  nalegał  Damon.  –  Obiecuję  ci  za  to,  Ŝe  w 
moim następnym filmie dostaniesz rolę inteligentnej i zupełnie pozbawionej biustu 
kobiety.  MoŜesz  nosić  okulary  i  ucharakteryzować  się  na  intelektualistkę,  i  wcale 
nie  będziesz  musiała  się  rozbierać...  No  nie,  trochę  się  zagalopowałem.  Jest  tam 
taka  jedna  scena,  moŜe  banalna,  ale  niezmiernie  fascynująca,  gdy  brzydkie 
kaczątko niespodziewanie ukazuje swój cudowny biust... 

– Damonie, sam sobie kopiesz grób – ostrzegła Tallia ponuro. 
– Kochanie, jest absolutnie konieczne, Ŝebyś to zrobiła. 
– Dobrze, zastanowię się nad tym – mruknęła Tallia i westchnęła z rezygnacją. 

Damon naprawdę był świetnym reŜyserem, a ona sama doskonale wiedziała, co to 
znaczy potrzebować pieniędzy na wyśniony projekt. 

Damon natychmiast wyczuł jej kapitulację. 
–  Jesteś  cudowna.  Posłuchaj,  moŜe  trochę  ułatwimy  ci  zadanie?  Przebierzemy 

cię za Honey. MoŜesz grać jej rolę przez cały wieczór. 

Tallia odetchnęła z ulgą. Honey Childe, którą grała w ostatnim filmie Damona, 

była śpiewaczką country, kobietą o łagodnym charakterze, seksownym wyglądzie i 
zmysłowym  głosie.  Tallia  nosiła  do  tej  roli  bujną  perukę  i  wypchany  biustonosz, 
który znacznie powiększał i podnosił jej piersi. 

– Och, Damonie, naprawdę dałoby się to zrobić? Czy myślisz, Ŝe on niczego nie 

zauwaŜy? 

–  Natasho,  ci  bogaci  biznesmeni  w  sprawach  filmu  są  naiwni  jak  dzieci.  On 

będzie się spodziewał zobaczyć Honey. Byłby rozczarowany, gdyby jej nie spotkał. 
Poproszę Marie, aby przyniosła twoją perukę i całą resztę i Ŝeby ci pomogła zrobić 
odpowiedni makijaŜ. 

– Damonie, wiedz, Ŝe to będzie tylko ten jeden raz, dobrze? Mam nadzieję, Ŝe 

nie będę musiała spotykać się z nim później? 

–  Natasho,  to  zaleŜy  tylko  od  ciebie.  MoŜe  się  przecieŜ  zdarzyć,  Ŝe  on  ci  się 

spodoba...  albo  jego  pieniądze.  Ale  wtedy  będziesz  się  musiała  ze  mną  nimi 
podzielić.  Postarasz  się  ze  względu  na  mnie,  prawda?  –  dopytywał  się  Damon 
niespokojnie. 

background image

– Powiem mu, Ŝe jesteś drugim Francoisem Truffautem. 
Dopiero po odłoŜeniu słuchawki Tallia zorientowała się, Ŝe nawet nie zapytała 

o nazwisko tego bogatego naiwniaka. Ale to nie było waŜne. I tak miała je wkrótce 
poznać. 

 

background image

Rozdział 2 

 
W  filmie  Damona  Pictona  Natasha  Fox  grała  rolę  Honey  Childe,  słynnej 

amerykańskiej  śpiewaczki  country.  Subtelna,  choć  niezbyt  inteligentna  Honey 
przybyła  pewnego  dnia  na  rodzinną  wysepkę  naleŜącą  do  Kolumbii  Brytyjskiej  i 
tam  uwiodła  młodego  chłopca  na  oczach  zakochanej  w  nim  młodej  dziewczyny, 
głównej bohaterki  filmu.  W dziesięć  lat później,  na  wieść  o  samobójstwie  Honey, 
bohaterka wspomina tamto przepełnione cierpieniem lato. 

Rola  Honey  była  prawdziwą  perełką.  Choć  niezbyt  rozbudowana,  stwarzała 

wielkie  moŜliwości  aktorskie.  Na  scenie  Honey  była  olśniewająca,  jednak  gdy  z 
niej  schodziła,  stawała  się  wraŜliwą,  cięŜko  doświadczoną  przez  Ŝycie  kobietą 
nieustannie  poszukującą  utraconej  niewinności.  Z  potarganymi  włosami  i 
wspaniałymi  nogami była  ciepła, uwodzicielska,  seksowna  i jednocześnie  smutna. 
Na jej widok męŜczyznom topniały serca. 

Nie inaczej było z Bradem. Przez cały film powtarzał sobie, Ŝe to przecieŜ tylko 

rola, a grająca ją aktorka w Ŝyciu na pewno jest kimś zupełnie innym, nie potrafił 
jednak  oprzeć  się  fascynacji.  Sceny,  w  których  Honey  biegła  boso  po  wysokiej 
trawie, śmiała się w pełnym słońcu, pochylała w krótkich dŜinsowych szortach nad 
muszelką  lub  całowała  pierś  młodego  bohatera,  zbyt  wyraźnie  przywodziły 
Bradowi  na  myśl  jego  własne  pierwsze  doświadczenia  erotyczne.  Co  prawda 
kobieta  z  jego  wspomnień  niezbyt  przypominała  Honey  Childe,  ale  dojmująca 
intensywność  młodzieńczych  pragnień  była  uniwersalna.  Przez  cały  film  Brad 
niecierpliwie czekał na kolejne sceny z udziałem Honey. 

Gdy  w  końcu  pojawiły  się  napisy,  poszukał  wzrokiem  nazwiska  aktorki,  która 

grała Honey. Natasha Fox. Od razu było widać, Ŝe to fałszywe nazwisko. Podobnie 
jak  grana  przez  nią  postać,  pomyślał  Brad  ze  zniechęceniem.  Nieprawdziwa 
osobowość,  nieprawdziwe  włosy,  nieprawdziwe  oczy,  nieprawdziwe  usta, 
nieprawdziwe... no nie, chyba nie nogi. Tego juŜ nie moŜna dorobić sztucznie. 

– Wychodzę – powiedział do Jake'a, gdy oklaski zaczęły cichnąć. 
Przyjaciel chwycił go za ramię. 
– Zwariowałeś? Nie widziałeś jej? Jest absolutnie doskonała! 
– Kogo miałem widzieć? – mruknął Brad obojętnie. 
–  Dobrze  wiesz,  kogo.  Zaprosili  ją  tu  dzisiaj  specjalnie  dla  ciebie!  Będzie 

siedziała  obok  ciebie  przy  kolacji!  Nie  bądź  głupi!  –  wołał  Jake,  ciągnąc  go  za 
rękaw  do  holu,  gdzie  Damon  Picton  przyjmował  gratulacje  przyjaciół.  Jake 

background image

wepchnął  Brada  w  krąg  otaczający  reŜysera  i  szybko  go  przedstawił.  Damon 
natychmiast skupił na nim uwagę. 

–  Miło  mi  pana  widzieć!  –  zawołał  i  mocno  potrząsnął  dłonią  milionera.  – 

Podobał się panu film? 

–  Bardzo  dobry  –  odrzekł  Brad  krótko.  Zawsze  czuł  się  niezręcznie  w 

towarzystwie ludzi, którzy mówili do jego pieniędzy. 

–  Damonie,  ten  film  był  niesamowity!  –  zawołała  bardzo  szczupła, 

ciemnowłosa aktorka o ostrych rysach twarzy. – Teraz juŜ rozumiem, dlaczego nie 
mogłeś obsadzić – mnie w roli Honey, chociaŜ wcześniej byłam na ciebie wściekła. 
– Szybko pocałowała reŜysera w policzek. – Natasha była doskonała w tej roli. To 
boski film! 

– Dziękuję. Naprawdę jestem ci bardzo wdzięczny – wymamrotał Damon. 
– Mam na imię Harmony – przypomniała mu aktorka. Brad wpatrzył się w nią 

bez słowa. Nigdy jeszcze nie widział osoby noszącej równie nieodpowiednie imię. 
Bardziej pasowałaby Niezgoda, pomyślał. 

Damon  pozbył  się  aktorki  i  ujął  Brada  pod  ramię,  jakby  się  obawiał,  Ŝe  ten 

ucieknie mu przy pierwszej sposobności. 

–  Gdzie, do diabła, podziewa się  Nash? –  wymruczał do kogoś  przez ramię. – 

Czy ktoś widział Natashę? – zapytał głośniej. 

–  Tu  jestem,  Damonie,  skarbie –  odezwał  się  głos,  na  dźwięk  którego  krew  w 

Ŝ

yłach  Brada  zaczęła  krąŜyć  szybciej.  Rozejrzał  się  dokoła.  Tak,  to  była  Honey 

Childe – te same błękitnozielone oczy, które przed chwilą widział w powiększeniu 
na ekranie, do połowy odsłonięte piersi i szczupła talia, która aŜ się prosiła o to, by 
otoczyć  ją  dłońmi.  –  Co  mogę  dla  ciebie  zrobić?  –  zapytała  dziewczyna.  Nawet 
głos był ten sam. Aksamitnie miękki, gardłowy, z wyraźnym akcentem z południa 
Stanów. 

– Natasho, chciałbym, Ŝebyś kogoś poznała – powiedział Damon. 
Dziewczyna ukazała w uśmiechu białe, równe zęby. 
–  Oczywiście  –  rzekła  i  spojrzała  na  Brada,  on  zaś  poczuł,  Ŝe  serce  na  chwilę 

przestało mu bić. 

–  Brad,  to  jest  Natasha  Fox.  Widziałeś  ją  na  ekranie.  Nash,  poznaj  Brada 

Slingera. 

Pod makijaŜem twarz Natashy zbielała i straciła wszelki wyraz. 
– Brad Slinger? – powtórzyła szeptem. Brad był pewien, Ŝe usłyszał w jej głosie 

przeraŜenie.  Wypowiedziała  jego  nazwisko  bez  odrobiny  południowego  akcentu  i 
zachwiała się na nogach, a poniewaŜ była w butach na bardzo wysokich obcasach, 

background image

upadłaby, gdyby Brad jej nie podtrzymał. 

–  Dziękuję  –  szepnęła  oszołomiona,  powtarzając  sobie  w  myślach:  pamiętaj, 

jesteś Natashą Fox i grasz rolę Honey Childe. 

– Wszystko w porządku? – zapytał Brad ze współczuciem. 
– Co się stało, Nash? – zdziwił się Damon. – Zwichnęłaś sobie nogę? 
– Nie – odrzekła Tallia głosem Honey Childe. – Tylko zahaczyłam obcasem o 

dywan. 

Damon  skinął  głową,  a  potem  mruknął  coś  pocieszającego.  ZauwaŜył  jednak, 

Ŝ

e coś jest nie tak, i zaklął w duchu. Jeśli tych dwoje kiedyś coś ze sobą łączyło... 

Spojrzał  na  Brada,  próbując  przeniknąć  wyraz  jego  twarzy,  ale  dostrzegł  na  niej 
jedynie  ciekawość  i  wyraźne  zainteresowanie,  typowe  dla  męŜczyzn,  którzy 
spotykali Natashę po raz pierwszy. 

– Dziękuję za to, Ŝe uchroniłeś mnie przed upadkiem – powiedziała Natasha do 

Brada. 

–  Cała  przyjemność  po  mojej  stronie  –  odrzekł  z  galanterią,  mocniej 

przyciskając  do  siebie  jej  ramię.  Z  kaŜdym  uśmiechem  Natashy  trudniej  mu  było 
myśleć jasno. 

– Zawsze moŜesz się na mnie oprzeć – dorzucił. 
Tallia  miała  ochotę  krzyczeć  ze  złości.  Dlaczego  nie  zapytała  Damona  o 

nazwisko tego milionera? Czemu nikt jej wcześniej nie powiedział, Ŝe Brad Slinger 
jest  taki  przystojny?  Wiedziała,  Ŝe  jest  młody,  czytała  o  nim  w  gazetach,  ale 
fotografie  nie  oddawały  rzeczywistości.  Nie  pokazywały  jego  magnetycznego 
spojrzenia ani błękitu oczu, ani męskiego zapachu... 

W  kilka  minut później znalazła  się  wraz z nim  na  tylnym  siedzeniu limuzyny, 

która wiozła ich na kolację, i nadal nie miała pojęcia, co robić dalej. Jako Natasha 
Fox  powinna  dołoŜyć  wszelkich  starań,  by  przekonać  Brada  do  finansowania 
następnego  filmu  Damona.  A  w  piątek,  jako  Tallia  Venables,  miała  się  z  nim 
spotkać,  by  go  namówić  na  zakup  sprzętu  do  swojego  laboratorium.  Wszystko 
wskazywało na to, Ŝe tylko jedna z nich dostanie pieniądze. Ta myśl była okropna. 
Nie  mogła  przecieŜ  ni  stąd,  ni  zowąd  powiedzieć:  och,  tak  się  składa,  Ŝe  jestem 
równieŜ obiecującym wynalazcą i naprawdę nazywam się Tallia Venables. To było 
wykluczone.  MęŜczyźni  lekcewaŜyli  jej  intelekt  nawet  wtedy,  gdy  widzieli  ją  w 
zwyczajnym  ubraniu,  teraz  zaś,  w  stroju  Honey  Childe  z  biustonoszem 
powiększającym  jej  piersi  o  jakieś  dwa  numery,  nie  miała  Ŝadnych  szans,  by 
przekonać  Brada  o  swoim  intelektualnym  potencjale.  Pomyślała,  Ŝe  znacznie 
łatwiej będzie mu to wyjaśnić w piątek, gdy wróci do swojego zwykłego wyglądu. 

background image

Najprościej było odłoŜyć decyzję o dwa dni; i tak właśnie zrobiła. 

– Podobał ci się film? – zapytała z uwodzicielskim uśmiechem. 
– Bardzo – odpowiedział Brad natychmiast. – Szczególnie twoja rola. 
Tallia wygładziła sukienkę na kolanie. 
– Naprawdę? 
– Naprawdę – powtórzył sucho. – PrzecieŜ dlatego tu jesteś. 
Tallia badawczo spojrzała na jego twarz. 
– Jak to? 
–  PrzecieŜ  jesteś  najbardziej  seksowną  aktorką  w  całym  filmie,  czyŜ  nie? 

ZałoŜę się, Ŝe Damon ma juŜ dla ciebie przygotowaną następną rolę. 

– Och... nie wiem. Ale co z tego wynika? 
– Bo skoro tak, to w twoim interesie jest namówić mnie, Ŝebym zainwestował 

w ten film. 

–  Zrobiłabym  to  całkiem  bezinteresownie  –  odrzekła  Tallia.  –  Damon  jest 

bardzo dobrym reŜyserem i zasługuje na swoją szansę. 

Brad uśmiechnął się szeroko. 
– No cóŜ, jest moŜliwe, Ŝe „Północna opowieść" odniesie sukces komercyjny i 

Damon nie będzie potrzebował wsparcia finansowego. 

–  Mam  nadzieję,  Ŝe  tak  się  stanie  –  rzekła  Tallia,  spoglądając  na  Brada  z 

zaciekawieniem.  –  Czy  to  znaczy,  Ŝe  juŜ  podjąłeś  decyzję  i  nie  dasz  mu  Ŝadnych 
pieniędzy? 

– Aha – mruknął Brad. 
– Ale dlaczego? – zdumiała się Tallia. – PrzecieŜ przed chwilą powiedziałeś, Ŝe 

film ci się podobał! 

– Owszem, podobał mi się, ale ja nie inwestuję w filmy. 
– Nigdy, w Ŝadnym wypadku? 
– Nigdy, w Ŝadnym wypadku – powtórzył stanowczo Brad i zdziwił się, widząc 

uśmiech na twarzy Natashy. 

– Ale dlaczego? – dopytywała się. – Boisz się, Ŝe zainwestowane pieniądze się 

nie zwrócą? 

– Niezupełnie o to chodzi – mruknął Brad i naraz uświadomił sobie, Ŝe nie ma 

ochoty  rozmawiać  z  tą  dziewczyną  o  pieniądzach.  Chciał  ją  pocałować,  ale 
wydawało mu się, Ŝe nie powinien się zbytnio spieszyć. Po chwili jednak pomyślał: 
a  czemu  nie,  do  diabła,  i  pochylił  się  w  jej  stronę,  wdychając  zapach  cięŜkich 
perfum. 

–  Chcę  cię  pocałować  –  powiedział  napiętym  głosem,  z  twarzą  tuŜ  nad  jej 

background image

twarzą. 

Tallia  wstrzymała  oddech.  Zdziwiło  ją  nie  tyle  zachowanie  Brada  –  do  tego 

typu  męskich  reakcji  zdąŜyła  juŜ  bowiem  przywyknąć  –  lecz własne  podniecenie. 
MęŜczyźni,  zwłaszcza  natrętni,  nigdy  tak  szybko  nie  wzbudzali  w  niej  odzewu; 
zwykle ją irytowali. 

– Zdaje się, Ŝe uwaŜasz to za komplement – rzekła, siląc się na spokój. 
– UwaŜam to za stwierdzenie faktu – odpowiedział Brad. – Pocałuj mnie. 
– Nie! – zawołała Tallia z oburzeniem. 
– PrzecieŜ chcesz tego. 
– Dlaczego jesteś taki pewny siebie? 
Brad  bez  słowa  przesunął  palcem  po  jej  szyi.  Tallia  zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  na 

jej skórze pojawiła się wyraźna gęsia skórka, i odsunęła się szybko. 

– Pieniądze dają ci wielką pewność siebie – rzuciła sucho. 
Brad  wyprostował  się,  zdumiony.  Co  mu  się  właściwie  stało?  Nie  miał 

najmniejszego  zamiaru  pozwolić  się  sprowokować  jakiejś  aktorce,  szczególnie  o 
takiej  aparycji  jak  Natasha.  Na  pierwszy  rzut  oka  widać  było,  Ŝe  jest  to  kobieta, 
która  przy  najbliŜszej  sposobności  ucieknie  do  Hollywood.  Dziwne  tylko  było  to, 
Ŝ

e taka sposobność jeszcze jej się nie trafiła. 

– Przepraszam – powiedział szorstko. – Sądziłem, Ŝe tego właśnie oczekujesz. 
Tallia badawczo patrzyła mu w oczy. 
–  Nie  wyglądasz  na  męŜczyznę,  który  zwykle  robi  to,  czego  inni  od  niego 

oczekują – odrzekła. – Chyba Ŝe zgadza się to z twoimi własnymi celami. 

Brad musiał się roześmiać. Ta aktoreczka nie była taka głupia. Dlatego właśnie 

naleŜało jak najszybciej się jej pozbyć. 

– Masz rację, to była wyłącznie moja wina. Jeszcze raz przepraszam. 
Limuzyna  zatrzymała  się  przy  krawęŜniku  i  Tallia  przyłączyła  się  do  grupy 

osób, które wysiadły z drugiego samochodu. Jeśli jednak miała nadzieję, Ŝe uda jej 
się  uwolnić  od  towarzystwa  Brada,  to  była  w  błędzie.  Gdy  tylko  zauwaŜył,  Ŝe 
dziewczyna  próbuje  się  od  niego  odsunąć,  instynkt  myśliwego  przewaŜył  nad 
zdrowym  rozsądkiem.  W  progu  restauracji  Tallia  poczuła  dłoń  obejmującą  ją  w 
pasie i nie musiała odwracać głowy, by się przekonać, kto stoi obok niej. 

Poza  tym  Damon  pilnował,  by  nic  nie  pokrzyŜowało  jego  planów.  Natasha  i 

Brad  nie  mieli  Ŝadnej  moŜliwości  uniknięcia  swojego  towarzystwa.  Przy  stoliku 
Tallia miała po jednej stronie Brada, a po drugiej charakteryzatorkę, której Damon 
surowo nakazał, by pod Ŝadnym pozorem nie próbowała odciągnąć uwagi Natashy 
od  milionera.  Brad  z  kolei  miał  po  swej  drugiej  stronie  kierownika  produkcji, 

background image

którego  uwaga  skupiona  była  wyłącznie  na  tym,  by  tych  dwoje  nie  przerywało 
rozmowy. 

Ani  Brad,  ani  Natasha  nie  zdawali  sobie  sprawy  z  tej  perfekcyjnie  uknutej 

intrygi,  zauwaŜyli  tylko,  Ŝe,  praktycznie  rzecz  biorąc,  skazani  są  na  rozmowę  ze 
sobą. 

Szampan  lał  się  strumieniami.  Jeszcze  przed  kolacją  wszyscy  wypili  co 

najmniej  po  dwie  lampki.  Była  to  ta  sama  marka,  która  pojawiała  się  w  filmie,  i 
producent sponsorował równieŜ drinki serwowane podczas kolacji. Przypominały o 
tym  karteczki  dyskretnie  rozmieszczone  na  stołach.  W  filmie  była  scena,  gdzie 
niewinny,  choć  przepełniony  młodzieńczym  poŜądaniem  bohater  zawędrował  do 
sklepu  z  alkoholem  i  poprosił  sprzedawcę  o  pomoc  w  wyborze  czegoś  naprawdę 
nietuzinkowego  na  wieczór  z  Honey.  Sprzedawca  zaproponował  mu  szampana. 
Marka  wywarła  odpowiednie  wraŜenie  na  Honey.  Ze  zmysłowym  śmiechem 
stwierdziła, Ŝe szampan bardzo na nią działa... 

Brad był światowcem odpornym na tego typu haczyki, a jednak i on z zapartym 

tchem  patrzył,  jak  Natasha  Fox  pije  szampana  duszkiem  tak,  jak  czyniła  to  na 
ekranie. 

– Lubisz szampana? – zapytał. 
– Och, tak – odrzekła Tallia szczerze. Polubiła szampana właśnie przy kręceniu 

tej sceny. 

– Działa na ciebie? 
– Czasami. 
– W takim razie pocałuj mnie – rzekł Brad władczo i znów pochylił twarz w jej 

stronę. 

– Przestań! – syknęła Tallia. 
– Pocałuj mnie. 
– Nie! Brad zaklął. 
– Tu jest parkiet taneczny. Czy będą tańce? 
Tallia  wiedziała,  Ŝe  chodzi  mu  o  to,  by  jej  dotknąć.  Równie  dobrze  mogła  od 

razu pójść z nim do łóŜka. 

– Nie – odparła stanowczo, po chwili jednak zmitygowała się: – Nie wiem. Ale 

nawet jeśli będą, to nie zatańczę z tobą. 

Spojrzenie Brada wyraźnie wskazywało na to, Ŝe jej nie uwierzył. 
– Jak daleko Damon Picton pozwolił ci się posunąć? 
  – zapytał. – Jakiego rodzaju władzę ma nad tobą? 
Sam nie mógł uwierzyć, Ŝe tak się zachowuje, ale nie potrafił się powstrzymać. 

background image

–  Jak  śmiesz!  –  wykrzyknęła  Tallia  i  zerwała  się  z  krzesła.  Brad  mocno 

pochwycił jej rękę. 

– Nie! – zawołał ze złością. – Jeśli stąd wyjdziesz, to ja wyjdę za tobą. 
–  Powiedziałeś przecieŜ,  Ŝe  Damon  i tak nic od  ciebie nie dostanie – szepnęła 

Tallia z wściekłością, ale usiadła. 

Brad zignorował jej słowa. 
–  Jesteś  do  tego  przyzwyczajona  –  rzekł  gniewnie.  Na  pewno  wszyscy 

męŜczyźni  zachowują  się  podobnie  w  twojej  obecności.  Dlaczego  akurat  przede 
mną odgrywasz niewiniątko? PrzecieŜ przyznaję, Ŝe wygrałaś. 

Jedną z cech charakteru Tallii było to, Ŝe nie potrafiła nikomu urządzić sceny. 

Wiedziała,  Ŝe  powinna  po  prostu  wstać  i  wyjść,  ale  nie  była  w  stanie  się  na  to 
zdobyć. Ich sąsiedzi przy stoliku starannie ignorowali tę wymianę zdań. 

– Nigdy w Ŝyciu nie spotkałam większego grubianina i aroganta! – wy buchnęła 

Tallia. 

– Pragnę cię – odrzekł Brad, wpatrując się w nią uporczywie. – Co masz zamiar 

z tym zrobić? 

– Chyba zwariowałeś! 
–  Owszem  –  zgodził  się,  nie  spuszczając  wzroku  z  jej  ust.  –  Czy  bierzesz 

zastrzyki z kolagenem? 

–  Oczywiście,  Ŝe  nie!  –  zirytowała  się.  Na  szczęście  w  tej  chwili  kelner 

postawił przed nią przystawkę. Tallia z ulgą sięgnęła po widelec. 

– Wszystko w tobie jest naturalne, tak? 
–  Nawet  gdyby  to  nie  była  prawda,  to  i  tak  nie  miałbyś  okazji  przeŜyć 

rozczarowania  –  powiedziała  przeciągle,  przypominając  sobie  o  południowym 
akcencie.  Nie  była  –  pewna,  czy  pod  wpływem  wzburzenia  nie  zaczęła  mówić 
normalnie. 

– Nie bądź taka pewna. Mam wielkiego sprzymierzeńca w twoim obozie. 
Tallia utkwiła w nim wzrok. 
– Jeśli sądzisz, Ŝe Damon ma... 
– Mówię o tobie – przerwał jej. 
Tallia  pochyliła  głowę.  Wiedziała,  Ŝe  Brad  ma  rację.  Była  wobec  niego 

bezbronna, nie miała jednak zamiaru poddawać się tak łatwo. 

– Wielu męŜczyzn pragnęłoby w to wierzyć. 
Brad  nagle  oprzytomniał.  Co,  u  diabła,  go  dziś  napadło?  Zachowuje  się  jak 

nastolatek.  PrzecieŜ  niejednokrotnie  widywał  męŜczyzn,  którzy  mylnie  oceniali 
wraŜenie wywarte na upatrzonej kobiecie, i takie sceny nieodmiennie napawały go 

background image

niesmakiem.  Nie  mógł  uwierzyć,  Ŝe  sam  zniŜył  się  do  poziomu  tych  Ŝałosnych 
podrywaczy. 

– W takim razie zaklep mi kolejkę – mruknął oschle. 
Tallia rzuciła mu lodowate spojrzenie. 
–  Jesteś  taki  sam  jak  wszyscy!  –  rzekła  pogardliwie  i  odwróciła  się  do 

charakteryzatorki. 

Do końca kolacji nic juŜ nie było w stanie zmusić Tallii, by zamieniła z Bradem 

jeszcze  choć  jedno  słowo.  On  zaś  na  próŜno  powtarzał  sobie,  Ŝe  im  szybciej  ta 
kobieta zejdzie mu z oczu, tym lepiej dla niego. 

Wyszła po chwili i wróciła do domu taksówką. Brad odprowadził ją wzrokiem, 

ale  nie  próbował  zatrzymywać.  NaleŜała  do  tego  gatunku  kobiet,  z  którymi 
absolutnie nie powinien się zadawać. 

 

background image

Rozdział 3 

 
Tallia  bardzo  źle  spała.  Wstała  o  świcie  i  niespokojnie  chodziła  po  pokoju, 

próbując znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. O wpół do ósmej zadzwoniła do siostry. 

– Uhm? – mruknęła Bel w słuchawkę. 
–  Bel,  strasznie  mi  przykro,  Ŝe  cię  budzę,  ale  mam  ogromny  problem  – 

powiedziała Tallia przepraszająco. 

–  Zaraz  do  ciebie  przyjdę  –  rzekła  Bel  juŜ  zupełnie  przytomnie.  W  razie 

potrzeby potrafiła się rozbudzić w dwie sekundy. Po pięciu minutach stała juŜ pod 
drzwiami mieszkania Tallii. 

– Co się stało? – zapytała z miejsca. 
Tallia westchnęła głęboko. 
–  Ten  milioner,  którego  Natasha  Fox  miała  namówić  na  finansowanie  filmu 

Damona, to Brad Slinger – wypaliła. 

Bel szeroko otworzyła oczy. 
– O rany boskie! Naprawdę? Ale numer! I co, będzie finansował ten film? 
– Powiedział, Ŝe nigdy nie inwestuje w filmy. 
–  A  ty  co  mu  powiedziałaś?  Jak  wyjaśniłaś,  Ŝe  jesteś  aktorką  i  naukowcem  w 

jednej osobie? 

– W ogóle nie wyjaśniłam. Stchórzyłam. 
Bel przez dłuŜszą chwilę patrzyła na nią w milczeniu. 
–  Nie  powiedziałaś  mu,  Ŝe  Natasha  Fox  to  Tallia  Venables  i  Ŝe  jesteś  z  nim 

umówiona na jutro? – zapytała w końcu. 

Tallia tylko machnęła ręką. 
– Nie. 
– Nie wierzę własnym uszom! – zawołała Bel. – Więc on nic nie wie? A co mu 

powiesz jutro? 

–  Po  to  cię  właśnie  zawołałam.  Musimy  coś  wymyślić.  Widzisz,  to  nie  było 

takie  proste.  Napalił  się  na  Natashę  jak  głupi.  Oczywiście,  był  to  czysto  fizyczny 
pociąg. Gdy pomyślę, jak byłam ubrana, to mam ochotę dać sobie kopniaka! 

– PrzecieŜ nie wiedziałaś, z kim się spotykasz – jęknęła Bel. 
– On pewnie myśli, Ŝe nie potrafię zliczyć do trzech. A juŜ na pewno nie zechce 

słuchać  moich pomysłów, gdy  będzie  miał  w  głowie  tylko  seks.  Wyłączy umysł i 
skupi się na wraŜeniach wzrokowych. Chyba Ŝe zgodzę się pójść z nim do łóŜka. 

– A mogłabyś to zrobić? – zapytała Bel ze zdziwieniem. 

background image

– Nie! – wykrzyknęła Tallia. – Oczywiście, Ŝe nie! Bel zmarszczyła nos. 
– Czy on jest stary i okropny? 
– Nie – westchnęła Tallia znad ekspresu do kawy. Jest młody i... 
– I bardzo przystojny? – dokończyła Bel. Tallia milczała. 
– Umówił się z tobą, to znaczy z Natashą? 
–  Nie.  Bardzo  jasno  dał  mi  do  zrozumienia,  Ŝe,  jego  zdaniem,  w  końcu  i  tak 

wylądujemy w łóŜku, ale nie zaproponował kolacji ani teatru na początek. A potem 
się pokłóciliśmy i juŜ więcej z nim nie rozmawiałam. 

– Pokłóciliście się? Pokłóciłaś się z milionerem, który jest twoim potencjalnym 

sponsorem? Tallio! Jak mogłaś? 

–  Sama  się  nad  tym  zastanawiam  –  mruknęła  dziewczyna,  nalewając  kawę  do 

kubków. – I co ja mam teraz zrobić? 

Bel beznadziejnie wzruszyła ramionami. 
– MoŜe mogłabyś odłoŜyć to spotkanie o parę dni. 
– I co by to dało? 
– Sama nie wiem. MoŜe zapomniałby, jak wyglądasz. 
–  Od  razu  pozna,  Ŝe  jestem  Natashą  Fox.  Naraz  Bel  wyprostowała  się  i 

odstawiła kubek. 

– A moŜe właśnie nie. 
– Daj spokój, Bel, przecieŜ... 
–  Nie!  Pamiętasz,  o  czym  rozmawiałyśmy  parę  dni  temu?  Trzeba  sprawić, 

Ŝ

ebyś zbrzydła! 

Tallia wpatrzyła się w siostrę z nadzieją. 
– Naprawdę myślisz, Ŝe to mogłoby się udać? Nie poznałby mnie? 
–  Rzecz  w  tym,  Ŝe  jeśli  będziesz  wyglądać  nieatrakcyjnie,  to  on  w  ogóle  nie 

będzie ci się przyglądał. Największy problem to głos. 

Tallia uśmiechnęła się szeroko. 
–  AleŜ  skarbie,  ja  wczoraj  mówiłam  z  akcentem  Honey  Childe  –  szepnęła 

zmysłowo i skrzywiła się. A w kaŜdym razie mam nadzieję, Ŝe tak było. 

 
Bel  opuściła  poranne  zajęcia.  O  dziesiątej  rano  obie  siostry  rozpoczęły 

wędrówkę  po  sklepach.  Do  południa  kupiły  wszystko,  czego  potrzebowały,  i 
wróciły do domu na próbę generalną. 

– Zacznijmy od podstawowych rzeczy – stwierdziła Bel. – Umyj włosy. 
Zdecydowały, Ŝe Tallia nie powinna nosić peruki. PoniewaŜ Natasha wystąpiła 

w peruce, Brad nie widział włosów ani uszu Tallii. Kupiły czarną płukankę, która 

background image

miała się zmyć po kilku tygodniach i od której włosy Talii przybrały mysi odcień. 

–  Świetnie!  –  zachwyciła  się  Bel  po  zakończeniu  operacji.  –  Ten  kolor  jest 

absolutnie nieatrakcyjny. 

Tallia  spojrzała  w  lustro  i  musiała  przyznać  siostrze  rację.  Płukanka  była  zbyt 

słaba,  by  drastycznie  zmienić  kolor  jej  włosów,  nadała  im  tylko  błotnisty, 
niezdrowy odcień. 

–  Teraz  biustonosz  –  zakomenderowała  Bel.  To  był  jej  pomysł,  by  Tallia 

spłaszczyła sobie biust, owijając go szerokim bandaŜem elastycznym. W efekcie jej 
tułów stał się zupełnie bezkształtny. 

Tallia  kupiła  tani  kostium  ze  spodniami  ze  sztywnego  poliestru  w 

jasnobrązowym  kolorze.  śakiet  był  o  jeden  numer  za  mały,  a  spodnie  z  kolei  za 
duŜe.  Ich  krój  zniekształcał  linię  bioder  Tallii.  Do  tego  włoŜyła  okropną 
poliestrową  bluzkę  barwy  jaskrawopomarańczowej,  z  wielkim  Ŝabotem,  przy 
którym  jej  szyja  wydawała  się  zbyt  cienka.  Całości  dopełnił  makijaŜ,  stwarzający 
złudzenie nie istniejących w rzeczywistości cieni na twarzy. 

Kolor  oczu  Tallii  zmienił  się  na  brązowy  za  sprawą  kosmetycznych  szkieł 

kontaktowych. PoniewaŜ nie było czasu, by zrobić je na receptę, Tallia musiała je 
ukryć  pod  parą  starych  okularów,  których  nie  uŜywała  od  czasu,  gdy  skończyła 
piętnaście lat. DuŜe soczewki i cięŜkie oprawki niegdyś uchodziły za ostatni krzyk 
mody,  teraz  jednak  wyglądały  po  prostu  nieatrakcyjnie.  W  dodatku  oprawki  były 
zdecydowanie  za  małe,  przez  co  oczy  Tallii  wydawały  się  osadzone  zbyt  blisko 
siebie. 

Bel cofnęła się o krok i przyjrzała siostrze krytycznie. 
–  Hm!  W  tych  okularach  nie  wyglądasz  zbyt  inteligentnie  –  mruknęła  z 

powątpiewaniem. 

–  Nie  szkodzi  –  uśmiechnęła  się  Tallia  z  podnieceniem,  czując  powiew 

wolności.  Dlaczego  nigdy  wcześniej  nie  przyszło  jej  to  do  głowy?  Na  własnych 
oczach zmieniała się w szarą mysz. Pozostało jeszcze tylko kilka drobiazgów. 

W  mgnieniu  oka  zmieniła  kredką  rysunek  brwi,  które  stały  się  czarne  i  gęste. 

Do tego makijaŜ w niewłaściwych barwach. Brązy i pomarańcze zdecydowanie nie 
pasowały do karnacji Tallii. Wyglądała w nich niezdrowo. 

Ostateczny  szlif  nadały  jej  twarzy  zęby.  Tallia  przypomniała  sobie  o  wkładce 

ortodontycznej, którą zrobiono jej kiedyś dla potrzeb reklamy prezentującej efekty 
działań  ortodontów.  Wkładka  z  cienkiej  emalii,  nakładana  na  górną  szczękę, 
sprawiała,  Ŝe  jej  zgryz  stawał  się  krzywy,  a  górne  zęby  wystawały  do  przodu,  co 
zupełnie zmieniało zarys ust. Prawdziwe zęby Tallii w tej reklamie ukazywały stan 

background image

po  korekcie  zgryzu.  Producent  zapewniał,  Ŝe  reklama  nie  jest  fałszywa,  gdyŜ 
ortodonci  rzeczywiście  potrafią  uzyskać  obiecywane  efekty,  tylko  Ŝe  trzeba  na  to 
wielu miesięcy, a nawet lat. PoniewaŜ wkładka była zrobiona specjalnie dla Tallii, 
mogła ją później zatrzymać. 

Na koniec obie dziewczyny stanęły przed lustrem, podziwiając swe dzieło. Nie, 

Tallia absolutnie nie była brzydka. Stała się po prostu nieatrakcyjną kobietą, która 
nie potrafiła podkreślać swych zalet i nie umiała się odpowiednio ubrać, ale bardzo 
się  starała,  by  poszczególne  części  garderoby  pasowały  do  siebie.  Widać  było 
jednak  jej  ignorancję  w  kwestii  mody  i  fryzury,  a  poza  tym  strój,  który  nosiła, 
postarzał ją. 

– Nie rozumiem, jak moŜesz wyjść w czymś takim na ulicę – zdziwiła się Bel. 
Tallia promieniała. 
–  Nie  uśmiechaj  się  tak  do  niego  –  ostrzegła  ją  Bel  –  bo  pomimo  zębów  ten 

uśmiech cię zdradzi. Uśmiechaj się z zamkniętymi ustami. 

– Dobrze – zgodziła się Tallia. 
–  I  zachowuj  się  jak  kobieta  pozbawiona  pewności  siebie.  Przygarb  trochę 

ramiona. Chód i postawa równieŜ mogą cię zdradzić. 

Tallia  skinęła  głową  i  kilkakrotnie  przemierzyła  pokój,  ćwicząc  nowy  sposób 

chodzenia. Na dźwięk dzwonka telefonu drgnęła nerwowo. 

– Ciekawe, kto to? 
–  Nash?  –  odezwał  się  głos  w  słuchawce.  Tallia  natychmiast  rozpoznała 

Damona Pictona. 

– Cześć, Damonie – odrzekła, zastanawiając się, czy reŜyser ma zamiar czynić 

jej wyrzuty z powodu ostatniego wieczoru. 

– Posłuchaj, chciałem cię przeprosić. 
– Nie ma za co. PrzeŜyłam to jakoś. 
–  Aha,  to  znaczy,  Ŝe  juŜ  dzwonił?  Próbowałem  ostrzec  cię  z  samego  rana,  ale 

nikt nie odbierał telefonu. 

Tallia zmarszczyła brwi. 
– Przed czym próbowałeś mnie ostrzec? 
–  Brad  Slinger  wyłudził  ode  mnie  wczoraj  twój  numer  telefonu  –  przyznał 

reŜyser zgnębionym głosem. 

– Och, Damonie! – wykrzyknęła Tallia z rozpaczą. 
– Wiem, wiem. Naprawdę bardzo cię przepraszam. 
– Mam nadzieję, Ŝe przynajmniej obiecał ci za to jakieś fundusze – rzekła Tallia 

z goryczą. 

background image

– Nie! – oburzył się Damon szczerze. – To nie było – tak! Podziałała na mnie 

siła  jego osobowości.  Mówię  szczerze,  Nash.  Nie  potrafiłem  mu odmówić.  Wiesz 
sama,  Ŝe  są  tacy  ludzie.  JuŜ  rozumiem,  dlaczego  on  ma  tyle  pieniędzy.  Skarbie, 
proszę, powiedz, Ŝe mi wybaczasz! 

–  A  niech  to!  –  mruknęła  Tallia  z  rezygnacją.  Gdy  Damon  rozłączył  się, 

powtórzyła rozmowę siostrze. 

– I co ja mam teraz zrobić? – jęknęła. – Jeśli jutro dam mu swój numer telefonu, 

to na pewno zauwaŜy, Ŝe to ten sam! 

Bel skrzywiła się. 
– Owszem, jeśli będzie dzwonił do was obydwu, musi to zauwaŜyć. 
– Niech diabli wezmą tego Damona! Co to znaczy, Ŝe nie potrafił odmówić? 
Bel uniosła brwi. 
–  No  cóŜ,  na  twoim  miejscu  przyjęłabym  ostrzeŜenie.  Tobie  prawdopodobnie 

teŜ trudno będzie temu facetowi odmówić. MoŜe lepiej podaj mu mój telefon. 

–  Mam  przeczucie,  Ŝe  to  wszystko  skończy  się  jakąś  katastrofą!  –  jęknęła 

Tallia.  –  Chyba  wolałabym,  Ŝeby  Slinger  zadzwonił  i  odwołał  to  jutrzejsze 
spotkanie. 

 
Brad  Slinger  jednak  nie  odwołał  spotkania.  W  południe  następnego  dnia,  po 

całej  nocy  spędzonej  na  niespokojnych  rozmyślaniach,  zdenerwowana  Tallia 
wysiadła  z  samochodu,  który  Brad  po  nią  przysłał,  i  przestąpiła  próg  drogiej, 
modnej  restauracji.  Stoliki  nakryte  były  adamaszkowymi  obrusami,  srebrem  i 
kryształami,  zaś  wszyscy  bez  wyjątku  kelnerzy  byli  Francuzami  albo  teŜ  udawali 
Francuzów. 

– Jestem umówiona z panem Slingerem – powiedziała Tallia do kelnera, który 

skinął głową w wystudiowany sposób. 

– Witam panią, madame. 
Tallia juŜ kilkakrotnie była w tej restauracji, kelner jednak nie uczynił Ŝadnego 

gestu  świadczącego  o  tym,  by  ją  rozpoznał.  Wiedziała,  Ŝe  personel  tego  rodzaju 
lokali stara się pamiętać twarze gości, toteŜ odetchnęła z ulgą. 

Za jej plecami drzwi znów się otworzyły i Tallia wyczuła narastające napięcie. 

To był Brad Slinger. Siła jego osobowości w połączeniu z jedyną w swoim rodzaju 
atmosferą  pieniędzy  sprawiała,  Ŝe  nigdzie  nie  mógł  się  pojawić  nie  zauwaŜony. 
Kelner obdarzył go ukłonem zarezerwowanym dla wybranych gości. 

– Pan Slinger! Zawsze miło nam pana widzieć. Ta pani właśnie o pana pytała. 

Proszę tędy. 

background image

Brad ubrany był w garnitur z krawatem. 
– Pani Venables? – rzekł, wyciągając dłoń na powitanie. 
Po doświadczeniach ostatniego wieczoru Tallia poczuła się nieco zbita z tropu 

jego  chłodną  postawą,  szybko  jednak  wzięła  się  w  garść  i  podała  mu  rękę.  Po 
długich, ciemnoczerwonych paznokciach ani po biŜuterii nie było juŜ śladu. Płaskie 
obcasy  sprawiały,  Ŝe  Tallia  była  o  pięć  centymetrów  niŜsza  niŜ  Natasha  Fox. 
ZauwaŜyła, Ŝe Brad Slinger patrzy na nią bez śladu seksualnego zainteresowania, i 
poczuła się pewniej. 

– Miło mi pana poznać – rzekła spokojnie. 
Usiedli i przejrzeli karty dań. 
– Czego się pani napije? – zapytał Brad, nie podnosząc na nią wzroku. 
– Proszę o sok pomidorowy. 
Dopiero po złoŜeniu zamówienia Brad spojrzał na twarz Tallii. Uśmiechnęła się 

z zamkniętymi ustami i podniosła do ust szklankę z sokiem. 

No cóŜ, Jake miał rację, pomyślał Brad. Ta kobieta nie stawiała na swą urodę, 

bo  nie  miała  na  co  stawiać,  choć  był  pewien,  Ŝe  gdyby  się  odrobinę  postarała, 
mogłaby wyglądać znacznie lepiej. Widział, Ŝe uśmiecha się z zamkniętymi ustami, 
by zasłonić krzywe zęby. Ale te zęby wcale nie były takie złe. Powinna wiedzieć, 
Ŝ

e dałoby się je wyprostować. 

Brad był dobrze obeznany w cenach damskiej garderoby, ale to, co Tallia miała 

na sobie, zadziwiło go. Nigdy jeszcze nie widział podobnej kreacji. MoŜe kupiła ją 
w sklepie z uŜywaną odzieŜą. Pomyślał ironicznie, Ŝe jeśli ma zainwestować w nią 
pieniądze,  to  powinien  się  cieszyć,  iŜ  nie  jest  rozrzutna.  Czuł  jednak  irytację. 
Marnotrawstwo  talentów  i  niedbalstwo  zawsze  go  złościło,  a  ta  kobieta 
zdecydowanie nie troszczyła się o swoją urodę. 

Przypomniał sobie, jak mówił Jake'owi, Ŝe chciałby się zakochać w zwyczajnej 

kobiecie.  Chyba  jednak  miał  na  myśli  kogoś  zupełnie  innego,  jakąś  szczupłą, 
ciemnowłosą  dziewczynę,  w  gruncie  rzeczy  interesującą,  a  nie  bezbarwną.  Kogoś 
zupełnie  niepodobnego  do  tej  kobiety  o  oczach  osadzonych  zbyt  blisko  siebie, 
nijakich  włosach  zebranych  w  nieporządny  warkocz  w  stylu  ciotki  Mary,  ze  zbyt 
cienką szyją i niezdrową cerą. 

Ale  gdy  zaczęli  rozmawiać,  Brad  poczuł  sympatię  do  nieznajomej.  Była 

inteligentna – a tę cechę zawsze bardzo cenił w ludziach – i dziwną ulgę sprawiło 
mu przebywanie w towarzystwie kobiety, która nie starała się mu za wszelką cenę 
spodobać.  Miała  bardzo  bezpośredni  sposób  mówienia  i  to  równieŜ  mu  się 
podobało,  chociaŜ  w  duchu  przyznawał,  Ŝe  manipulantki,  takie  jak  Natasha  Fox, 

background image

bardzo pobudzały jego zmysły. Podejrzewał, Ŝe wszystko w Nataszy było fałszywe, 
oprócz bystrości umysłu – tego nie mogła udawać. 

W  pewnej  chwili  Brad  przyłapał  się  na  zastanawianiu,  czy  potrafiłby  się 

zakochać w kimś takim jak Tallia Venables i siłą woli wyrzucić Natashę ze swoich 
myśli.  Zmarszczył  brwi.  To  nie  było  w  jego  stylu.  Nigdy  nie  oceniał  kaŜdej 
napotkanej  kobiety  jako  potencjalnej  zdobyczy,  szczególnie  jeśli  była  to  osoba,  z 
którą łączyły go interesy. Tallia Venables była wynalazcą i szukała pieniędzy. Nic 
nie wskazywało na to, by szukała równieŜ męŜa. 

– Jak to się stało, Ŝe straciła pani posadę na uniwersytecie? – zapytał w końcu, 

przerywając zdawkową wymianę zdań. 

Tallia wzruszyła ramionami. 
–  W  zasadzie  chodziło  o  seksualne  molestowanie  powiedziała  bez  namysłu.  – 

Powiedziałam „nie" mojemu przełoŜonemu o jeden raz za duŜo. 

Brad opuścił wzrok na talerz. 
– Skoro tak było, to dlaczego nie skieruje pani swojej sprawy do sądu? 
–  Bo  wyrobiłam  juŜ  sobie  nazwisko  –  rzekła  Tallia.  –  Nie  chcę  rozgłosu,  jaki 

dałaby mi sprawa w Komisji Praw Człowieka. Takie sprawy wloką się latami. Poza 
tym  w  gruncie  rzeczy  jestem  zadowolona,  Ŝe  nie  pracuję  juŜ  z  Henrym.  Zawsze 
obawiałam  się  powiedzieć  mu,  nad  czym  pracuję,  Ŝeby  nie  ukradł  mi  pomysłu,  a 
przy badaniach taka sytuacja działa bardzo hamująco. 

Brad  skinął  głową,  usatysfakcjonowany  tym  wyjaśnieniem.  CóŜ,  pomyślał, 

gusta  bywają  róŜne.  Zapewne  istnieją  męŜczyźni,  którzy  lubią  stosować  przymus 
wobec  kobiet  niezaleŜnie  od  ich  fizycznej  atrakcyjności,  po  to  tylko,  by  poczuć 
władzę.  JednakŜe  słowa  o  molestowaniu  seksualnym  w  ustach  kobiety  o  takiej 
aparycji brzmiały dość dziwnie. Przeszło mu przez myśl, Ŝe moŜe Tallia ubiera się 
niedbale właśnie ze względu na swoje przeŜycia. To równieŜ wydawało mu się do 
przyjęcia. 

– Nad czym pani pracuje? – zapytał. 
Tallia przez chwilę milczała. 
–  Mam  kilka  projektów,  ale  pana  chyba  najbardziej  zainteresuje  ten,  który 

dotyczy rzeczywistości wirtualnej. 

Zresztą  jest  on  równieŜ  w  najbardziej  zaawansowanym  stadium.  –  Talia 

odłoŜyła  widelec  i  sięgnęła  do  stojącej  przy  stoliku  teczki.  –  Mam  tu  dokument 
napisany przez prawnika. 

Dokument  stwierdzał,  Ŝe  Brad  Slinger  po  raz  pierwszy  usłyszał  opisane  w 

załączniku pomysły od... i tak dalej. Brad sięgnął po pióro i skinął na kelnera. 

background image

– Czy zechciałbyś być świadkiem podpisania tego dokumentu, Francois? 
Odsunął talerz, połoŜył papier na stoliku i podpisał. Kelner dopisał niŜej swoje 

nazwisko i adres, spojrzał na Tallię z zaciekawieniem i zniknął. 

– W porządku – powiedział Brad. 
–  Wirtualne  wakacje  –  rzekła  cicho  Tallia.  –  Mógłby  pan  to  zainstalować  w 

swoich  klubach.  Oferujemy  wyczerpanym  stresem  ludziom  godzinę  w  tropikach, 
tutaj, w Vancouverze. 

Brad wyprostował się na krześle. 
– A jak dokładnie miałoby to wyglądać? 
– Co pan wie o technikach rzeczywistości wirtualnej? 
– Kilka razy miałem na głowie hełm i strzelałem do jakichś najeźdźców. Dzieci 

mojego kuzyna są tym zafascynowane. 

–  Aha.  No  cóŜ,  jeśli  chodzi  o  wirtualne  wakacje,  widziana  w  hełmie  scena 

przedstawia tropikalną plaŜę. Znajduje  się  pan  w  sali z  basenem,  dno pokryte  jest 
piaskiem, a oświetlenie ma charakterystykę pełnego widma, czyli odtwarza światło 
słoneczne na tyle wiernie, na ile to tylko moŜliwe. 

– Czy to nie jest niebezpieczne? – zapytał Brad. 
– Brak pełnego widma powoduje stany depresyjne – wyjaśniła Tallia. – Światło 

nie  będzie  tak  silne  jak  słońce  w  tropikach,  ale  przy  uŜyciu  lamp  cieplnych 
wraŜenie  powinno  być  podobne.  Nie  będziemy  przesadzać  z  promieniami 
ultrafioletowymi, więc to światło nie będzie opalać. 

–  Wygląda  na  to,  Ŝe  przemyślała  pani  juŜ  większość  szczegółów.  Co  jeszcze 

pozostało? 

–  Jest  kilka  problemów  logistycznych.  Po  pierwsze,  trzeba,  Ŝeby  światło 

docierało  do  oczu,  bo  badania  dowodzą,  Ŝe  to  właśnie  oczy  najbardziej  cierpią  z 
powodu braku pełnego widma, choć nie ma Ŝadnych wątpliwości, Ŝe ciało równieŜ 
go  potrzebuje.  Światło  musi  więc  jakoś  przeniknąć  przez  hełm  i  tu  leŜy  pewna 
trudność.  Po  drugie,  muszę  znaleźć  jakiś  sposób,  Ŝeby  zgrać  wirtualną  scenę  z 
ruchem prawdziwych fal i piasku. Rozumie pan, o czym mówię? 

Brad skinął głową. 
– W hełmie widać nadchodzącą falę i w tej samej chwili fala uderza w stopy. 
– Właśnie – rozpromieniła się Tallia. – To chyba największy z pozostałych do 

rozwiązania problemów. 

Zamilkła,  zostawiając  swemu  rozmówcy  czas  do  namysłu.  Po  chwili  Brad 

skinął głową. 

–  Ile  czasu  i  jakiego  sprzętu  trzeba,  by  zrealizować  ten  projekt?  –  zapytał. 

background image

Pomysł  był  nietypowy,  ale  spodobał  mu  się.  Tallia  miała  rację.  Coś  takiego 
powinno  cieszyć  się  powodzeniem  w  jego  klubach.  Największym  wydatkiem,  po 
badaniach, byłyby baseny z falami. Trzeba sporządzić kosztorys. Ale nawet gdyby 
Brad nie zdecydował się na wprowadzenie tego pomysłu w Ŝycie, rozmowa z Tallią 
przekonała go, Ŝe warto wyposaŜyć jej laboratorium i dać wolną rękę. 

Rozmawiali  o  niezbędnym  sprzęcie,  prawdopodobnych  kosztach  i  czasie, 

koniecznym, by przygotować prototyp. Gdy zamówili kawę, Brad zorientował się, 
Ŝ

e jest juŜ spóźniony na spotkanie w biurze. Poprosił o rachunek. 

– Czy moja sekretarka ma pani numer telefonu? – zapytał. 
– Chyba nie – odrzekła szybko Tallia. 
–  Proszę  do  niej  zadzwonić  i  podać  jej  numer.  Muszę  juŜ  wracać  do  biura  – 

rzekł, rzucając na stolik hojny napiwek. – Podoba mi się ten pomysł. Zadzwonię do 
pani za dzień lub dwa. Mówiła pani coś o jeszcze innych projektach. 

– Jeśli odrzuci pan wirtualną plaŜę, to mogę zaproponować coś zupełnie innego, 

ale  to  by  wymagało  więcej  czasu.  Na  przykład  środki  transportu  niezaleŜne  od 
paliw kopalnych. I kilka innych rzeczy – dorzuciła pośpiesznie. 

Brad skinął głową. 
– Dobrze. Przykro mi, Ŝe teraz nie mam juŜ czasu. 
Skontaktuję się z panią w najbliŜszych dniach. 
Wstał, dotknął czoła palcem wskazującym i rzekł do kelnera: 
– Francis, przywołaj taksówkę pani... pani, która wymyśla przyszłość, dobrze? 

Dopisz to do mojego rachunku. 

– Oczywiście – skłonił się kelner, ale Brada juŜ nie było. 
– Czy napije się pani jeszcze kawy, madame? – zapytał – kelner z szacunkiem, 

którego nie było w jego głosie przed godziną. 

– Dziękuję, chętnie – uśmiechnęła się Tallia. 
Siedziała  przy  stoliku  jeszcze  około  dziesięciu  minut,  przepełniona  nadzieją. 

Dlaczego właściwie wcześniej nie wpadła na ten pomysł? Brad Slinger przez cały 
czas  traktował  ją  jak  naukowca,  a  nie  jak  kobietę.  Szanował  jej  intelekt  i  był  w 
stanie skupić się na jej słowach, bo myśli o seksie nie rozpraszały jego uwagi. Ani 
na chwilę w jego wzroku nie pojawiła się intensywność uczuć, którą Tallia poznała 
jako Natasha Fox. 

Westchnęła cięŜko. To tylko dowodziło, Ŝe jego reakcja na Natashę była czysto 

fizyczna.  Brada  nie  interesowała  jej  inteligencja  ani  osobowość.  Tallia  nie  była 
pewna,  dlaczego  ta  myśl  ją  przygnębiła.  W  końcu  potwierdzała  tylko  to,  o  czym 
wiedziała juŜ wcześniej. 

background image

 

background image

Rozdział 4 

 
– Spotkaj się ze mną. 
Rozkaz  wydany  był  niskim,  cichym  głosem,  w  którym  jednak  dźwięczało 

wyraźne napięcie. Tallia poczuła gęsią skórkę na całym ciele. 

–  Nie  –  odrzekła  chłodno  i  przypomniała  sobie  o  akcencie.  –  Skąd  właściwie 

wziąłeś mój numer? 

– Dobrze wiesz, skąd. Twój przyjaciel mówił, Ŝe cię uprzedzi. 
– Nie powinien dawać ci mojego numeru, a ty nie powinieneś go o to prosić. 
– I co z tego – odrzekł krótko Brad. – Proszę tylko o wspólną kolację. Czy masz 

czas dzisiaj wieczorem? 

– Dla ciebie w ogóle nie mam czasu. 
– Dlaczego? 
Nie mogła odpowiedzieć na to pytanie, nie mówiąc przy tym całej prawdy, więc 

milczała. W słuchawce rozległ się cichy śmiech Slingera. 

– Bo nie jesteś w moim typie – odrzekła w końcu, ale było juŜ za późno. 
– To nieprawda – odrzekł Brad. 
–  Widocznie  myślisz,  Ŝe  za  pieniądze  moŜesz  mieć  wszystko  –  powiedziała 

sucho i natychmiast poŜałowała swego tonu, który za bardzo mógł mu się skojarzyć 
z  Tallią  Venables.  Nie  potrafiła  jednak  pohamować  irytacji.  Gdyby  dostawała 
dolara  za  kaŜdego  męŜczyznę,  który  powtarzał  –  jej:  „PrzecieŜ  wiem,  Ŝe  bardzo 
tego chcesz", to nie musiałaby teraz szukać sponsora dla swoich badań. 

– Nie uwaŜam, bym mógł mieć wszystko za pieniądze – odrzekł Brad z cieniem 

złości w głosie. – Czy mam to potraktować jako wskazówkę? 

– Co takiego? – zdumiała się Tallia. – Nie! 
– Nie załoŜyłbym się – mruknął z ironią. 
– Jak śmiesz! – oburzyła się Tallia. 
– W końcu jesteś aktorką. 
Z wściekłością odłoŜyła słuchawkę, ciesząc się zarazem, Ŝe Brad tak jej ułatwił 

sprawę. 

 
Brad  trzymał  słuchawkę  w  dłoni  i  w  myślach  obrzucał  się  obelgami.  Co  to  za 

ton  w  rozmowie  z  kobietą?  Natasha  Fox  wzbudzała  w  nim  jednak  dziwne 
instynkty.  Przez  całe  Ŝycie  Brad  trzymał  się  zasady,  by  nigdy  nie  umawiać  się  z 
aktorkami, i oto nagle, gdy raz postanowił złamać tę zasadę, okazało się, Ŝe dostał 

background image

kosza! Co za frustracja! 

Nie  był  to  pierwszy  otrzymany  kosz  w  jego  Ŝyciu,  choć  prawdę  mówiąc, 

kobiety coraz rzadziej mu odmawiały, w miarę jak rosło jego konto w banku. Brad 
powtarzał  sobie,  Ŝe  w  przypadku  Natashy  chodzi  mu  tylko  o  zranioną  ambicję. 
Najprościej  byłoby  zapomnieć  o  niej  na  zawsze.  Na  świecie  jest  wiele  pięknych 
kobiet, na pewno znacznie więcej niŜ bogatych męŜczyzn. Niech idzie do diabła! 

–  Och,  fantastyczne!  –  zawołała  rozpromieniona  Tallia  i  rzuciła  Bradowi 

radosny uśmiech, przypominając sobie w porę, by nie odsłaniać przy tym zębów. – 
Absolutnie cudowne! 

To  było  laboratorium  jej  marzeń.  Dwa  razy  większe  niŜ  Ŝyczyła  sobie  w 

rozmowie,  pełne  światła  i  przestrzeni,  z  wysokimi  sufitami,  wielkimi  oknami  i 
znakomitym  oświetleniem.  Stały  tu  komputery,  o  których  w  czasach  pracy  na 
uniwersytecie  Tallia  mogła  jedynie  pomarzyć.  Stoły  do  rysowania,  wygodne 
biurka... i jej własne biuro. Po prostu czysta poezja! 

– Jestem rad, Ŝe ci się podoba – rzekł Brad. 
–  Ale  to  laboratorium  jest  takie  wielkie!  Nie  spodziewałam  się  aŜ  tak  duŜych 

pomieszczeń. To znaczy, myślę o kosztach... 

– Chciałbym, Ŝeby wszyscy przestali wreszcie mówić o pieniądzach! – zawołał 

Brad  z  irytacją,  ale  natychmiast  się  zmitygował.  –  Przepraszam.  Coś  mi  się 
przypomniało – mruknął. Od telefonicznej rozmowy z Natashą Fox minęły juŜ dwa 
tygodnie, ale Bradowi jeszcze nie udało się wybić jej sobie z głowy. – Nie martw 
się  o  swój  budŜet  –  dodał.  –  Nie  obejmuje  on  czynszu.  Jestem  właścicielem  tego 
budynku i mogę to sobie odpisać od podatku. 

– To wspaniale! – powtórzyła Tallia któryś raz z rzędu. 
– Nie masz pojęcia, ile to dla mnie znaczy. 
Pogładziła powierzchnię deski kreślarskiej takim ruchem, jakby dotykała skóry 

kochanka.  Patrząc  na  tę  scenę,  Brad  przypomniał  sobie  nagle  rozmowę  z  Jakiem. 
Powiedział  wtedy,  Ŝe  chciałby  się  zakochać  w  kimś  takim  jak  Tallia,  chociaŜ 
wówczas  jeszcze  jej  nie  znał.  Gdyby  nie  spotkanie  z  Natashą  Fox,  moŜe 
rzeczywiście byłby do tego zdolny. 

– Chciałabyś pójść ze mną na kolację? – zapytał niespodziewanie. 
Tallia, stojąca teraz przy komputerze, skierowała na niego zdumione spojrzenie. 
– Co powiedziałeś? – zapytała jednym tchem. 
– Czy masz czas dzisiaj wieczorem, Ŝeby zjeść ze mną kolację? 
Spod kiepskiej fryzury o mysim kolorze spojrzały na niego brązowe oczy w źle 

umalowanej  twarzy.  Brad  nigdy  jeszcze  nie  spotykał  się  z  równie  nieatrakcyjną 

background image

kobietą.  Tallia  była  swego  rodzaju  Ŝeńskim  odpowiednikiem  roztargnionego 
profesora. 

– Na jakich zasadach, Brad? – zapytała cicho. – Czy chodzi o interesy? 
– Nie! Dla czystej przyjemności, a w kaŜdym razie mam nadzieję, Ŝe byłaby to 

przyjemność! – mruknął. – Pytam po prostu, czy zjesz ze mną kolację? 

Serce Tallii waliło mocno, a umysł na chwilę przestał działać. Patrzyła na niego 

z otwartymi ustami. Jak to moŜliwe? Chyba się nie przesłyszała? Brad Slinger chce 
się  z  nią  umówić?  Pomimo  tego  wyglądu?  Wygięła  kąciki  ust  w  uśmiechu  i  juŜ 
miała  się  zgodzić,  ale  opamiętała  się  w  ostatniej  chwili.  Nie,  to  byłoby  zbyt 
ryzykowne. A gdyby Brad naprawdę chciał się do niej zbliŜyć? Tallia była pewna, 
Ŝ

e przy pocałunku wyczułby aparat ortodontyczny. 

– Przykro mi, Brad – powiedziała cicho – ale nie. 
Brad  przypomniał  sobie,  Ŝe  Tallia  opowiadała  mu  o  molestowaniu  na 

uniwersytecie.  W  jej  oczach  zauwaŜył  dziwny  lęk  i  zaczął  się  zastanawiać,  jak 
naprawdę wyglądało to molestowanie. 

– Dlaczego nie? – zapytał łagodnie. 
– Bo ja nie... nigdy nie umawiam się z męŜczyznami – wykrztusiła wreszcie z 

nadzieją, Ŝe te słowa brzmią wystarczająco stanowczo. 

Brad  w  jednej  chwili  zrozumiał  wszystko.  A  więc  to  dlatego  ubierała  się 

nieatrakcyjnie  i  nie  chciała  podkreślać  zalet  swej  urody.  Uciekała  przed  własną 
seksualnością i była to wina jakiegoś męŜczyzny. Brad poczuł, Ŝe w tej chwili nie 
powinien na nią naciskać. 

– Przykro mi to słyszeć – rzekł i zaczął mówić o zaangaŜowaniu sekretarki dla 

Tallii. 

Przyjął  tę  odmowę  o  wiele  spokojniej  niŜ  odmowę  Natashy,  pomyślała  Tallia 

cynicznie i serce jej się ścisnęło na myśl, Ŝe zmarnowała być moŜe jedyną w Ŝyciu 
szansę na randkę z męŜczyzną, który naprawdę podziwiał jej intelekt. 

 
Jake sięgnął po kolejną ostrygę i rozłupał ją z głośnym trzaskiem. 
– Widzę, Ŝe znakomicie radzisz sobie z kobietami zauwaŜył. – A więc rzuciłeś 

się na nią na tylnym siedzeniu limuzyny, a teraz ona nie chce z tobą rozmawiać. – 
Potrząsnął  głową  i  uśmiechnął  się  szeroko.  –  Gdzie  byłeś,  gdy  uczono  dobrych 
manier? 

Brad z irytacją zmarszczył czoło. 
–  Wiem,  na  czym  polegają  dobre  maniery,  i  sam  nie  mam  pojęcia,  co  mi  się 

stało. To chyba te jej perfumy. 

background image

Jake z namysłem oglądał następną ostrygę. 
– Dlaczego nie przyznasz, Ŝe chodziło raczej o rozmiar biustonosza? Poza tym 

włosy, oczy i nogi... Jesteś stracony, chłopcze. I co zamierzasz teraz zrobić? 

– Przejdzie mi – mruknął Brad. 
–  Dopiero  wtedy,  gdy  uda  ci  się  zaciągnąć  ją  do  łóŜka.  MoŜe  mógłbym  ci  w 

tym pomóc – dodał z nadzieją. 

– Trzymaj się od tego z daleka – ostrzegł Brad. 
–  Ha!  Widzisz?  Jesteś  zazdrosny!  Wiesz  co,  Brad?  –  uśmiechnął  się  Jake 

złośliwie.  –  Coś  mi  się  zdaje,  Ŝe  twoje  kawalerskie  dni  naleŜeć  juŜ  będą  do 
przeszłości. W takich momentach zaczyna się pisać kiepskie wiersze. 

–  Nie  jestem  zakochany  w  Ŝadnej  aktorce  ani  nie  mam  zamiaru  się  w  niej 

zakochiwać – rzekł Brad z uporem. 

–  Jest  w  tym  pewien  psychologiczny  rezonans,  który  mi  się  podoba  –  ciągnął 

Jake, jakby go nie usłyszał. 

– A juŜ na pewno nie będę pisał Ŝadnych wierszy – parsknął Brad. 
– Zawsze uwaŜałem, Ŝe masz kompleks matki, i właśnie... 
– Bardziej prawdopodobne jest, Ŝe zakocham się w Tallii. 
– Mówiłeś, Ŝe jest brzydka – przypomniał mu Jake bezlitośnie. 
– Wcale tak nie mówiłem. Nie jest brzydka, tylko brakuje jej pewności siebie. 
– Wydaje mi się, Ŝe jednak czegoś więcej. MoŜe mogłaby poŜyczyć od Natashy 

Fox trochę tego towaru, który tamta upycha w biustonoszu. Mogłaby tym obdzielić 
jeszcze ze dwie inne kobiety. 

– Jake, przecieŜ nigdy jej nie widziałeś. 
– Nie muszę jej widzieć, by mieć pewność, Ŝe gdybyś postawił je obok siebie, 

to bez wahania wybrałbyś Natashę. Bądź szczery wobec siebie i przyznaj, Ŝe mam 
rację. 

– To tylko kwestia powierzchowności. Po bliŜszym  poznaniu  chyba  wolałbym 

Tallię. 

Jake rzucił na stół nóŜ do ostryg i wyciągnął obie ręce przed siebie. 
– No, dobra! O ile chcesz się załoŜyć? 
– Nash, skarbie, to ja. 
– Cześć, Damonie! – zawołała Tallia. – Jak ci idzie zdobywanie funduszy? 
Nastąpiła  chwila  milczenia  i  Tallia  natychmiast  poŜałowała,  Ŝe  zadała  to 

pytanie. 

– Widzisz, Nash, mogłoby być świetnie. Ale to zaleŜy równieŜ od ciebie. 
– Co tym razem? – zapytała Tallia niepewnie, ogarnięta złymi przeczuciami. 

background image

– Właśnie wróciłem ze spotkania z twoim przyjacielem Bradem Slingerem. 
Tallia znów poczuła gęsią skórkę na całym ciele. Brad dzwonił do niej trzy razy 

z rzędu. Za kaŜdym razem odkładała słuchawkę. 

– Nie chcę o nim słyszeć, Damonie. 
– Ale nie wiesz jeszcze, co on proponuje. 
–  Nic  mnie  to  nie  obchodzi!  Nie  dam  się  przekupić  człowiekowi,  któremu 

zaleŜy tylko na jednym, jak mawiała moja babcia. 

–  Powiedział  mi,  Ŝe  wystarczy  mu  tylko  twoje  towarzystwo  –  nie  ustępował 

Damon. 

Tallia z dreszczem przypomniała sobie scenę w samochodzie. 
– Kłamał. On mi proponuje zwykłą prostytucję. Wiesz, kim ty się stajesz w tej 

sytuacji? 

–  Skarbie,  Nash,  proszę,  posłuchaj  tylko,  co  on  zaproponował.  Po  prostu 

posłuchaj, dobrze? 

Tallia westchnęła z rozpaczą. 
– I tak się na nic nie zgodzę, ale skoro juŜ musisz, to mów. 
–  Dostanę  pięćdziesiąt  tysięcy  za  kaŜde  spotkanie  z  tobą,  pod  warunkiem,  Ŝe 

zgodzisz się na pięć spotkań – rzekł Damon szybko. 

Tallia omal się nie zakrztusiła. 
– Co takiego?! Czy to on zwariował, czy ty? A moŜe ja? 
–  Natasho,  to  jest  ćwierć  miliona  dolarów!  Przy  takim  udziale  Brada  Slingera 

nie  będę  miał  kłopotu  z  gwarancjami  dla  banków.  Mógłbym  zrobić  swój  film 
jeszcze w tym roku. Proszę cię! 

Tallia  nie  zapytała,  o  jakim  filmie  Damon  mówi,  bo  wszyscy  jego  znajomi 

dobrze  wiedzieli,  Ŝe  jest  to  film  jego  marzeń,  który  reŜyser  zamierzał  zrobić,  gdy 
zbierze  dość  pieniędzy.  Niezbędny  był  do  tego  co  najmniej  milion.  Nurtowało  ją 
jednak  inne  pytanie:  jak  ta  propozycja  Brada  ma  się  do  przyszłości  jej 
laboratorium?  Ile  pieniędzy  Brad  Slinger  przeznaczył  na  dotacje?  Czy  te  ćwierć 
miliona dolarów miały być odliczone z przyznanego jej budŜetu? A jeśli nie zgodzi 
się  na  spotkania?  Czy  wtedy  Brad  podniesie  stawkę  i  zabierze jej  jeszcze  więcej? 
Omal nie oszalała ze zdenerwowania. Gdyby wiedziała, Ŝe do tego dojdzie, to bez 
względu na ryzyko zgodziłaby się na spotkanie z Bradem juŜ wcześniej. 

–  Damonie,  proszę,  nie  kaŜ  mi  spotykać  się  z  tym  człowiekiem.  Nie  masz 

pojęcia, co to za typ – błagała. 

ReŜyser  milczał.  Tallia  równieŜ  zamilkła,  myśląc  o  tym,  jak  wiele  mu 

zawdzięcza. Poznała go jako niewinna, wychowana na prowincji siedemnastolatka, 

background image

zaraz  po  przyjeździe  do  Vancouveru,  i  miała  masę  szczęścia,  Ŝe  w  tutejszym 
ś

rodowisku  teatralnym  trafiła  akurat  na  niego.  Była  jednak  pewna,  Ŝe  Damon  jej 

tego nie przypomni. 

–  Pomyślę  o  tym  –  powiedziała  w  końcu,  gdy  milczenie  stało się  nieznośne,  i 

nie słuchając przedwczesnych podziękowań, odłoŜyła słuchawkę. 

– O rany! – zawołała Bel. – I co teraz zrobisz? 
–  Nie  mam  pojęcia  –  jęknęła  Tallia.  –  Zupełnie  nie  rozumiem,  jak  ja  się  w  to 

wszystko wplątałam. 

– Och, jakŜe misterną sieć utkałaś. 
– Bel, potrzebuję pomocy, a nie cytatów z Szekspira. 
– Z Waltera Scotta – sprostowała Bel. – To z „Marmiona". 
– Jego teŜ nie potrzebuję. 
–  Tal,  przecieŜ  nie  moŜesz  umawiać  się  z  Bradem  Slingerem,  więc  po  prostu 

powiedz: nie. 

– Nie wiesz, ile zawdzięczam Damonowi. 
– To prawda, nie wiem. Więc co mu właściwie zawdzięczasz? 
Tallia przez chwilę siedziała w milczeniu, wspominając dawne lata. 
– Od kiedy poszłam na pierwsze przesłuchanie, męŜczyźni nie dawali mi chwili 

spokoju – powiedziała. 

Na szczęście prawie od razu poznała Damona, a ten w jednej chwili zrozumiał, 

co  się  dzieje,  i  zanim  Tallia  zdąŜyła  zorientować  się  w  sytuacji,  ona  i  Damon 
zaczęli  udawać,  Ŝe  są  zaręczeni.  Dzięki  temu  liczba  dwuznacznych  propozycji 
otrzymywanych  przez  Tallię  znacznie  zmalała.  Wszyscy  wiedzieli,  Ŝe  Damon 
Picton ma silny charakter i dobrą pamięć. 

Teraz  zdawała  sobie  sprawę,  Ŝe  uchronił  ją  wówczas  przed  bardzo 

nieprzyjemnymi doświadczeniami. W tamtych czasach była zbyt niedoświadczona, 
by to zrozumieć, i zbyt uprzejma, by móc się skutecznie bronić. 

Damon  nie  prosił  o  nic  w  zamian.  Po  kilku  miesiącach,  gdy  Tallia  mocniej 

stanęła na nogi, zaręczyny niepostrzeŜenie odeszły w niepamięć. 

–  A  co  on  właściwie  z  tego  miał?  –  zdziwiła  się  Bel.  –  Czy  jest 

homoseksualistą? 

– Nie, jestem pewna, Ŝe nie jest – odrzekła Tallia, myśląc, Ŝe Bel jest znacznie 

mniej  niewinna,  niŜ  ona  sama  była  w  jej  wieku.  –  Wtedy  teŜ  się  nad  tym 
zastanawiałam. 

–  Myślałam,  Ŝe  moŜe  przeŜył  nieszczęśliwą  miłość  albo  coś  w  tym  rodzaju  i 

chce się w ten sposób bronić przed kobietami. Ale właściwie nie miałam Ŝadnych 

background image

podstaw, by tak przypuszczać. To chyba wynikało po prostu z jego charakteru. 

– I teraz masz wraŜenie, Ŝe jesteś mu coś winna. 
–  Damon  nigdy  by  mi  tego  nie  wypomniał  i  zresztą  to  nie  jest  największy 

problem.  Tylko  skąd  mają  pochodzić  te  pieniądze?  Czy  z  budŜetu  przyznanego 
mojemu laboratorium? 

–  Masz  rację.  Nawet  Brad  Slinger  nie  moŜe  być  aŜ  tak  bogaty,  Ŝeby  szastać 

milionami  –  zamyśliła  się  Bel.  –  O  kurczę,  jesteś  w  sytuacji  nie  do 
pozazdroszczenia!  Przepraszam,  siostro,  ale  muszę  cię  o  coś  zapytać:  jakim 
sposobem ty się wplątujesz w takie kabały? 

Tallia złowieszczo przymruŜyła oczy. 
–  Po  części  przez  to,  Ŝe  słucham  mojej  młodszej  siostry.  PrzecieŜ  to  był  twój 

pomysł! 

–  Jakie  jedzenie  lubisz  najbardziej?  –  zapytał  Brad,  starannie  maskując  nuty 

triumfu w głosie. 

– KaŜde, byle w miejscu, gdzie jest duŜo ludzi – odrzekła chłodno Natasha Fox. 

–  Chcę  ci  wyraźnie  powiedzieć,  Ŝe  nasza  umowa  nie  obejmuje  intymnych 
kolacyjek ani zaproszeń do domu, panie Slinger. 

– Masz tak złe zdanie o wszystkich męŜczyznach czy tylko o mnie? 
– Sam chyba rozumiesz, Ŝe to zwykły szantaŜ. 
Na drugim końcu linii telefonicznej zapadła cisza. 
–  SzantaŜ?  –  zapytał  w  końcu  Brad  ze  zdumieniem.  –  A  kto  cię  szantaŜuje? 

Damon Picton? 

–  Na  litość  boską,  ty!  –  wykrzyknęła  Tallia.  Bardzo  –  trudno  było  się  złościć, 

mówiąc  z  południowym  akcentem.  MoŜe  dlatego  kobiety  z  Południa  zawsze 
wydawały się takie miłe. 

– Ja nikogo nie szantaŜuję – rzekł stanowczo Brad. 
– Kto ci o tym powiedział? 
–  Ja  sama  tak  twierdzę!  Pięćdziesiąt  tysięcy  za  kaŜde  spotkanie  ze  mną.  Jak 

inaczej moŜna to nazwać? 

– Ja bym to nazwał przekupstwem – rzekł Brad. 
– Wybacz, ale nie dostrzegam róŜnicy. 
– A jednak jest pewna róŜnica. Być moŜe ją dostrzeŜesz, kiedy padniesz ofiarą 

prawdziwego szantaŜysty. Miejmy nadzieję, Ŝe nigdy do tego nie dojdzie. 

–  Jedynym  powodem,  by  mnie  szantaŜować,  moŜe  być  to,  Ŝe  umawiam  się  z 

tobą za pieniądze! – wy buchnęła Tallia. – Muszę ci powiedzieć, Ŝe wolałabym to 
zachować w tajemnicy. 

background image

–  Jeśli ktoś cię  spróbuje  szantaŜować z  tego powodu, to przyślij go do  mnie – 

zaproponował Brad. 

Tallia  tylko  prychnęła  lekcewaŜąco.  Brad  zdał  sobie  sprawę,  Ŝe  ona  ma  rację. 

Gdyby  ta  historia  miała  wyjść  na  jaw,  on  sam  zrobiłby  z  siebie  idiotę.  A  jak  by 
wyglądała Natasha Fox? Oczywiście, jeszcze gorzej. 

–  Dobrze  –  powiedział.  –  Jeśli  dasz  mi  słowo,  Ŝe  pojawisz  się  na  pięciu 

spotkaniach, to powiem twojemu reŜyserowi, Ŝe to był tylko Ŝart, i od razu wyłoŜę 
pieniądze  –  obiecał,  zastanawiając  się,  do  czego  jeszcze  nakłonią  go  te  przeklęte 
hormony.  MoŜe  juŜ  zaczyna  się  starzeć?  Powinien  znaleźć  sobie  miłą  kobietę  i 
ustatkować się. MoŜe mógłby się oŜenić ze swoją wynalazczynią, oczywiście, o ile 
ona by go zechciała. 

– Dam ci słowo, jeśli ty teŜ mi je dasz – zgodziła się Natasha Fox. 
– Co mam ci przyrzec? 
– Seks nie jest częścią umowy. Obiecaj, Ŝe pod Ŝadnym pozorem nie będziesz 

próbował  mnie  pocałować  ani...  ani  zrobić  niczego  więcej.  Kupujesz  sobie  tylko 
moje towarzystwo przy pięciu kolacjach. 

Brad wpatrzył się w przestrzeń i głęboko westchnął. 
– Powiedzmy, Ŝe nie zrobię nic bez twojego przyzwolenia. 
Natasha zaśmiała się, szczerze rozbawiona. 
–  Och,  nie!  MęŜczyźni  zawsze  wyobraŜają  sobie,  Ŝe  mają  przyzwolenie 

kobiety.  „Twoje  usta  mówią:  nie,  ale  twoje  oczy  temu  zaprzeczają...  "  Czy  nigdy 
nie uŜywałeś takich słów? 

Brad  skrzywił  się  boleśnie.  Owszem,  zdarzało  mu  się  to,  choć  w  odległej 

przeszłości. 

– Niech będzie! Nie zrobię nic, o co mnie nie poprosisz. 
– Muszę cię poprosić wyraźnie – sprecyzowała Tallia łagodnie. 
–  Dobrze.  Niech  będzie  –  zgodził  się  Brad  z  irytacją,  gdyŜ  ta  obietnica 

zdecydowanie  krzyŜowała  jego  plany.  DąŜył  z  tak  wielką  determinacją  do 
spotkania  z  Natashą  nie  ze  względu  na  zakład  zawarty  z  Jakiem,  lecz  dlatego,  Ŝe 
wiedział,  iŜ  tego  rodzaju  kobieta  moŜe  prześladować  męŜczyznę  do  końca  Ŝycia. 
Nie  chciał  stać  się  jednym z  facetów, którzy  kiedyś  spotkali  kobietę  swego Ŝycia, 
lecz  w  odpowiednim  momencie  nie  przystąpili  do  działania  i  Ŝałowali  tego  przez 
resztę  swoich  dni.  Brad  zawsze  uwaŜał,  Ŝe  takim  męŜczyznom  w  zupełności 
wystarczają  fantazje  i  gdyby  zdobyli  swoją  wyśnioną  wybrankę,  marzenie 
zginęłoby,  przytłoczone  cięŜarem  rzeczywistości.  On  zaś  chciał  świadomie 
zniszczyć swoje marzenie. 

background image

– Czego ty właściwie chcesz? – zapytała Tallia po chwili. Nie czuła satysfakcji. 

Miała nadzieję, Ŝe Brad nie zgodzi się na jej warunki, dając jej tym samym pretekst 
do  wycofania  się  z  umowy.  –  Co  tych  pięć  spotkań  ma,  twoim  zdaniem, 
udowodnić? 

– To juŜ moja sprawa. • 
–  Przypuszczam,  Ŝe  ktoś  na  tym  finansowo  ucierpi  –  powiedziała  Tallia.  – 

Inwestycje,  sierotki  albo  coś  jeszcze  innego?  –  Słyszała,  Ŝe  Brad  Slinger 
przeznaczał  duŜe  sumy  na  dobroczynność,  chociaŜ  nigdy  nie  nadawał  temu 
rozgłosu. 

– To są wolne pieniądze, nie przeznaczone na Ŝaden inny cel, więc nie musisz 

się  martwić  –  usłyszała.  –  Moje  sierotki,  jak  to  ujęłaś,  są  zabezpieczone.  Dokąd 
mam po ciebie przyjechać? 

 

background image

Rozdział 5 

 
– To dosyć ryzykowne, prawda? – spytała Bel. 
Tallia,  zajęta  przyklejaniem  sztucznych  rzęs,  spojrzała  na  odbicie  siostry  w 

lustrze. 

– Owszem, dość niebezpieczne – zgodziła się z ironią. 
– A co, twoim zdaniem, powinnam zrobić? 
Nie oczekiwała odpowiedzi, Bel jednak zaczęła nerwowo skubać zębami dolną 

wargę. 

– MoŜe będziesz udawać zupełną kretynkę, Ŝeby znudziły mu się te spotkania, 

zanim przejrzy twój kamuflaŜ? 

– To mi się podoba. Dowód pełnego zaufania rodziny Venables. 
–  Tal,  to  całkiem  rozsądne  wyjście.  Im  częściej  będziesz  się  z  nim  widywać, 

tym mniejsze masz szanse, Ŝe cię nie rozpozna. I to nie ma nic wspólnego z twoimi 
umiejętnościami aktorskimi. 

– Zaraz, powoli. Nie zapominaj, Ŝe mówisz o moim Ŝyciu. 
– W takim razie wyznaj mu prawdę! MoŜliwe, Ŝe będzie się po prostu śmiał. 
– Tak, przez całą drogę do banku, gdzie zablokuje mi kredyt. 
– Ale... 
–  MęŜczyźni  nie  znoszą,  kiedy  ktoś  robi  z  nich  idiotów  –  rzekła  Tallia, 

obracając się na stołku. – Jak wyglądam? 

– Jak dziewczyna roku „Playboya". 
– Miejmy nadzieję, Ŝe nie będzie próbował niczego mi oderwać – uśmiechnęła 

się Tallia, kryjąc zdenerwowanie. 

Bel miała rację. Natasha wyglądała tego wieczoru jak karykatura samej siebie. 

Dobrane  do  koloru  jedwabnej  sukni  jaskrawobłękitne  szkła  kontaktowe  zupełnie 
maskowały  wyraz  jej  oczu.  Sukienka  opinała  się  na  ciele,  ale  Ŝakiet  zasłaniał 
ramiona  i  kark.  Perukę  Tallia  natarła  Ŝelem  i  ułoŜyła  w  pierścionki  opadające  na 
twarz  i  ramiona,  co  maskowało  kształt  twarzy  i  uszy.  Wypchany  biustonosz 
powiększał jej piersi o jakieś dwa numery, a wysokie obcasy dodawały jej dziesięć 
centymetrów wzrostu. 

Najtrudniej  było  z  rękami.  Nie  potrafiła  ich  zmienić,  więc  tylko  nalepiła  na 

paznokcie  jaskrawe  tipsy,  nałoŜyła  dwie  cięŜkie  bransolety  i  mnóstwo 
pierścionków. 

–  To  jest  moja  siostra,  Bel  –  powiedziała  w  kilka  minut  później,  gdy  Brad 

background image

zastukał  do  drzwi.  –  Mieszkamy  razem  –  dodała  na  wypadek,  gdyby  zamierzał 
odprowadzić  ją  do  domu.  Mieszkanie  Bel  miało  odgrywać  rolę  mieszkania 
Natashy. Młodsza siostra starannie pochowała wszystkie swoje zeszyty podpisane: 
Annabel Venables. 

Bel uśmiechnęła się promiennie do Slingera. 
– Dzień dobry – powiedziała. – Wie pan chyba, Ŝe jeśli spadnie jej choćby włos 

z głowy, to będzie pan miał do czynienia ze mną. 

– Wiem – uśmiechnął się Brad. – Kogoś mi pani przypomina. 
Bel wydęła usta i odgarnęła włosy do góry. 
– Zapewne moją siostrę. 
– To nie to – potrząsnął głową Brad. – Kogoś innego. 
– To chyba nie był komplement – zasmuciła się dziewczyna. – Przykro mi, ale 

nie  wiem,  kogo  jeszcze  mogła–  bym  przypominać.  Mamy  duŜą  rodzinę,  ale  nasi 
krewni rzadko przyjeŜdŜają do miasta. 

Natasha nagle zaczęła się śpieszyć do wyjścia. Brad z uśmiechem ruszył w ślad 

za nią. Był absolutnie zdeterminowany dotrzymać słowa, toteŜ w drodze do windy 
w ogóle jej nie dotknął i starał się nie patrzeć na rowek między jej piersiami, gdy 
wsiadała  do  jego  porsche.  Jak  na  kobietę  zupełnie  nie  zainteresowaną 
towarzyszącym jej męŜczyzną, Natasha ubrana była bardzo wyzywająco. Niebieska 
sukienka opinała jej ciało we wszystkich właściwych miejscach. Brad zauwaŜył, Ŝe 
sukienka ma cienkie ramiączka, i zastanawiał się, czy w restauracji będzie na tyle 
ciepło,  by  Natasha  zdjęła  Ŝakiet.  Ale  gdy  usiadł  za  kierownicą,  ona  natychmiast 
odsunęła kolana jak najdalej od dźwigni zmiany biegów. 

– Smakuje ci jedzenie? 
– Och tak, dziękuję – odrzekła Natasha, spoglądając na Brada przelotnie. Przez 

cały  wieczór  wydawała  się  zupełnie  zaabsorbowana  własną  osobą.  Odzywała  się 
tylko  wtedy,  gdy  Brad o  coś  ją  pytał.  Głowę  miała  pochyloną  nad  talerzem,  więc 
podczas  niemal  całej  kolacji  widział  wyłącznie  jej  włosy.  Ciekaw  był,  dlaczego 
Natasha  tak  bardzo  nie  chciała  się  z  nim  spotykać.  Zaczynał  juŜ  być  zły.  Przy 
pierwszym  spotkaniu  sprawiła na nim  wraŜenie  całkiem  interesującej osoby, teraz 
jednak  próbował  zacząć  rozmowę  na  kilka  tematów  i  za  kaŜdym  razem  słyszał 
tylko: „Aha, to bardzo ciekawe" albo „Naprawdę nic o tym nie wiem". 

Właściwie powinien się z tego cieszyć. Znacznie gorzej byłoby, gdyby Natasha 

rzeczywiście  zaczęła  mu  się  podobać.  Tymczasem  zanosiło  się  na  to,  Ŝe  jedna 
randka  wystarczy,  by  skutecznie  wybić  ją  sobie  z  głowy.  Czuł  się  jednak 
zaintrygowany.  Był  pewien,  Ŝe  Natasha  ukrywa  przed  nim  swoją  prawdziwą 

background image

osobowość, i chciał wiedzieć, dlaczego. 

Tallia  wzięła  sobie  do  serca  radę  Bel,  by  udawać  idiotkę,  a  na  to  były  dwa 

sposoby – gadać bez przerwy o niczym albo w ogóle się nie odzywać. To pierwsze 
byłoby  łatwiejsze,  ale  Tallia  uznała,  Ŝe  im  mniej  będzie  mówić,  tym  trudniej 
Bradowi będzie rozpoznać jej głos. Odpowiadanie monosylabami nie przychodziło 
jej  jednak  łatwo,  tym  bardziej  Ŝe  Brad  był  inteligentniejszy  niŜ  przeciętny 
męŜczyzna  i  miał  własne,  głębokie  przemyślenia  na  wiele  tematów.  Tallia  starała 
się jak najczęściej uśmiechać bezmyślnie, pokazując przy tym wszystkie zęby. 

–  Ile  masz  rodzeństwa?  –  zapytał  nagle  Brad.  Spojrzała  na  niego  ze 

zdziwieniem. 

– Pięcioro. To znaczy, razem jest nas pięcioro. 
– Twoja siostra nie ma tak wyraźnego akcentu jak ty – zauwaŜył. 
–  Młodsze  rodzeństwo  wychowało  się  tutaj.  Ale  ja  byłam  starsza,  gdy  tu 

przeprowadzili się nasi rodzice, i często odwiedzam rodzinne strony. 

To  wszystko  były  kłamstwa,  ale  co  miała  robić?  W  ten  sposób  udało  jej  się 

wyjaśnić,  dlaczego  czasami  gubi  południowy  akcent.  Wiedziała  jednak,  Ŝe  musi 
zmienić temat. 

– A czy ty teŜ pochodzisz z duŜej rodziny? – zapytała. 
–  Nie,  jestem  jedynakiem.  Moja  matka  opuściła  nas,  gdy  miałem  trzy  lata,  a 

ojciec  dopiero  niedawno  oŜenił  się  powtórnie.  Jego  Ŝona  ma  dzieci,  ale  nie  znam 
ich zbyt dobrze. 

– Matka cię zostawiła? Och, to straszne! Dlaczego? 
– Brad wpatrywał się w blat stolika. 
– Chciała poszukać szczęścia w Hollywood. 
– Och! – powiedziała Natasha i umilkła. Po chwili spojrzała Bradowi prosto w 

oczy, pochylając głowę na bok. – Co w takim razie robisz tutaj ze mną? 

– Podobasz mi się. 
Gdy  powiedział  to  w  ten  sposób,  bezpośrednio,  patrząc  jej  w  oczy,  poczuła 

dreszcz na całym ciele. Był bardzo męski. Czarne włosy opadały mu na oczy, twarz 
miał gładko ogoloną i pachniał dobrą wodą kolońską. Tallia wzięła się w garść. 

– Czy nienawidzisz swojej matki za to, co zrobiła? 
Brad wzruszył ramionami. 
–  Dlaczego  miałbym  jej  nienawidzić?  Zrobiła,  co  chciała,  a  tak  się  podobno 

powinno Ŝyć. 

– W moich stronach ludzie myślą inaczej – odrzekła Tallia stanowczo. Miała na 

myśli  Whistler,  miasteczko  w  górach,  ale  Brad  oczywiście  sądził,  Ŝe  chodzi  jej  o 

background image

Alabamę albo Tennessee. 

– Moja matka wyszła za mąŜ, gdy miała dziewiętnaście lat. W rok później ja się 

urodziłem. Powiedziała mi kiedyś, Ŝe wtedy jeszcze nie miała pojęcia o Ŝyciu i nie 
czuła  się  szczęśliwa.  Była  bardzo  ładna  i  jakiś  łowca  talentów  przekonał  ją,  Ŝe 
powinna poszukać szczęścia w Hollywood. 

– I jak jej poszło? – zapytała Natasha ironicznie. – Czy znam jej nazwisko? 
–  Nie  znasz,  ale  szczęście  jej  dopisało.  śyje  otoczona  luksusem  i  wygląda  na 

dziesięć lat starszą od ciebie. Nie potrafiła wyrzec się kariery dla rodziny, ale bez 
namysłu  zrobiła  to  dla  pieniędzy.  Wyszła  po  raz  drugi  za  mąŜ  za  bogatego 
producenta,  dwa  razy  od  siebie  starszego,  który  –  w  tej  chwili  ma  około 
siedemdziesięciu pięciu lat i nadal świetnie prosperuje. 

Brad  wymienił  znane  nazwisko  i  czekał  na  nieuniknioną  reakcję  Natashy, 

ciekaw, ile minut minie, zanim ona go poprosi, by ją poznał ze swoim ojczymem. 
Zerknął na zegarek. 

– Czy mają dzieci? 
–  Nie.  Mojej  matce  jedno  wystarczyło.  Ojczym  ma  kilkoro  z  poprzednich 

małŜeństw. 

– Pewnie nie widujesz ich zbyt często. 
Aha,  pomyślał  Brad.  Ta  chwila  nadchodzi.  Zerknął  na  zegarek.  Minęły 

trzydzieści dwie sekundy. 

– Niezbyt często – przyznał. 
–  Powinieneś  poznać  moją  matkę  –  rzekła  Natasha.  –  Twierdzi,  Ŝe  skoro  juŜ 

zdecydowała  się  załoŜyć  rodzinę,  to  uznała,  Ŝe  naleŜy  pójść  na  całość.  Dlatego 
urodziła aŜ pięcioro dzieci. Polubiłbyś ją. 

Gratulacje za nietypowy wstęp, pomyślał Brad. Pięćdziesiąt jeden sekund. 
– Dziękuję. Bardzo bym tego chciał – rzekł natychmiast. 
Naraz  Tallia  zdała  sobie  sprawę  z  tego,  co  powiedziała.  Jak  mogła  się  tak 

zapomnieć? 

– No, tak. Przypuszczam, Ŝe... – wyjąkała, zmieszana. 
Minuta trzydzieści. Postanowił wybawić ją z kłopotu. 
–  MoŜe  chciałabyś  kiedyś  poznać  mojego  ojczyma?  Na  pewno  byłby  tobą 

zachwycony. 

Natasha zmarszczyła czoło. 
– Ojczyma? 
– Tak. Nie chciałabyś go poznać? 
Tallia wzruszyła ramionami, zastanawiając się, o co Bradowi chodzi. 

background image

– Dziwne, Ŝe chcesz mnie zapoznać ze swoim ojczymem, a nie z ojcem. 
– Mój ojciec nie jest słynnym producentem z Hollywood. 
Tallia spojrzała na niego ze zdumieniem. 
– Nie zbieram autografów znanych osób. 
– Ale jesteś aktorką – zdziwił się Brad. 
Zarumieniła się i zasłoniła twarz rękami. 
– Och! Och! Tak, rozumiem! Nie przyszło mi to wcześniej do głowy. 
Brad nie wierzył własnym uszom. Czy Natasha rzeczywiście była tak niewinna, 

czy po prostu ślepa na szanse, które zsyłał jej los? 

– Pomyśl o tym – zaproponował łagodnie. MoŜe najlepiej byłoby ją wysłać do 

Hollywood. Co z oczu, to z serca. W kaŜdym razie wiedziałby, na czym stoi. 

Tallia uśmiechnęła się, pozorując zainteresowanie. 
– Dziękuję ci. To bardzo miło, Ŝe o tym pomyślałeś. 
MoŜe kiedyś skorzystam z tej okazji – rzekła mgliście. 
Ciekawość  Brada  znów  została  rozbudzona.  Natasha  Fox  miała  w  sobie  coś 

tajemniczego. Jego zainteresowanie nią rosło z minuty na minutę. 

W drodze do domu Brad włączył radio w samochodzie i poszukał stacji, która 

nadawała  romantyczną  muzykę.  Zmrok  w  lipcu  zapadał  późno  i  Brad  specjalnie 
przedłuŜał kolację, czekając, aŜ się ściemni. Opuścił szybę i wybrał okręŜną drogę 
wzdłuŜ zatoki, a potem zatrzymał samochód na nadmorskim bulwarze. 

„Czy mogę być pewien? Muszę to wiedzieć", śpiewał rzewnie wokalista. Tallia 

westchnęła, ale miała się na baczności. 

–  To  ulubiona  piosenka  moich  rodziców  –  przyznała,  ogarnięta  nagłą  tęsknotą 

za domem. Wizyty w domu zawsze napełniały Tallię energią. Sprawiała to miłość 
jej  rodziców,  która  przetrwała  lata,  dobre  i  złe  chwile,  i  pozwalała  im  zachować 
pogodę  ducha  nawet  w  najgorszych  momentach.  Naraz  Tallia  zatęskniła  za  taką 
miłością dla siebie. 

Brad milczał, dopóki nie przebrzmiały ostatnie nuty piosenki, a potem zapytał: 
– Masz ochotę na spacer? 
– Dobrze – szepnęła Tallia. 
Jej  buty  zupełnie  nie  nadawały  się  na  spacery  po  plaŜy,  toteŜ  zdjęła  je  i 

zostawiła  w  samochodzie.  Dzień  był  upalny.  Nagrzany  słońcem  chodnik  pod  ich 
stopami jeszcze nie wystygł. Brad zdjął marynarkę i wrzucił ją do samochodu. 

Bulwar  był  pełen  ludzi,  ale  zmrok  zapewniał  im  intymność.  Brad  milczał, 

zadowalając  się  samą obecnością  Natashy, zapachem  jej perfum  i  morza.  Wysoka 
fala rozbijała się o betonowe nabrzeŜe, zraszając spacerowiczów deszczem słonych 

background image

kropel.  Po  drugiej  stronie  bulwaru,  w  wysokiej  trawie,  jakaś  para  całowała  się 
namiętnie. Obok nich przeszedł ktoś z cicho grającym radiem. 

„Zapach  jej  czarnych  włosów  –  pełnych  szeptanych  przeze  mnie  słów", 

usłyszeli słowa piosenki. 

Wydawało  się,  jakby  cały  świat  spiskował,  by  pchnąć  ich  w  swoje  ramiona, 

gdyŜ  utrzymywany  przez  nich  dystans  stanowił  wykroczenie  przeciwko  prawom 
natury. 

– Jesteś boso? – zapytał Brad głosem pełnym napięcia. 
Tallia przełknęła ślinę. 
– Tak. W tych butach nie da się tu spacerować. 
Skinęła  głową  i  w  jej  włosach  odbiło  się  światło  księŜyca.  Brad  przysunął  się 

bliŜej, wdychając ich zapach. 

– Chcę cię pocałować – szepnął ochryple. 
– Brad, dałeś słowo – odrzekła cicho Tallia. 
– To prawda. Zwolnij mnie z niego. Chcę cię pocałować. – Zamilkł na chwilę. – 

Chcę... chcę leŜeć z tobą w tej trawie. Tu jest tak ciepło. 

Na swoje szczęście Natasha w porę przypomniała sobie o peruce. Była pewna, 

Ŝ

e gdyby Brad zanurzył dłonie w jej włosach, peruka zostałaby mu w rękach. 

– Obiecałeś – wymamrotała. 
– Ale dlaczego? – niecierpliwił się Brad. – Dlaczego nie mogę cię pocałować? 
– Mówiłam ci, dlaczego. 
– Powiedz mi to jeszcze raz. 
– Bo ja tego nie chcę. 
– Kłamiesz – rzekł z brutalną szczerością. Natasha zatrzymała się w miejscu. 
– Odwieź mnie do domu. 
Brad ujął ją za rękę i obrócił twarzą ku sobie. 
– Poproś mnie, Ŝebym cię pocałował. Powiedz: Brad, pocałuj mnie. 
Natasha  wyrwała  mu  rękę.  W  tej  samej  chwili  wysoka  fala  opryskała  ją 

deszczem kropel. Zachwiała się, ale Brad wyciągnął rękę i przytrzymał ją w porę. 

Na  chwilę  znieruchomieli,  przemoczeni  i  wstrząśnięci,  patrząc  sobie  w  oczy. 

Brad ukazał białe zęby w uśmiechu. 

– Pięknie wyglądasz, kiedy jesteś mokra – rzekł, wiedząc, Ŝe to, o czym marzył, 

w końcu musi się wydarzyć. 

A  skoro  juŜ  był  tego  pewien,  to  mógł  sobie  pozwolić  na  czekanie.  Tylko 

głupiec  chwyta  pośpiesznie  to,  co  i  tak  naleŜy  do  niego.  Zanim  minie  umówiony 
termin, Natasha sama będzie go o to błagać. 

background image

–  Brad,  proszę...  puść  mnie  –  powiedziała  Tallia  z  pozornym  spokojem, 

opanowując wewnętrzne drŜenie. 

– Mamy duŜo czasu – rzekł Brad i odsunął się od niej. – Na taką kobietę jak ty 

warto poczekać. 

Tallia  wyprostowała  się  i  wygładziła  przemoczoną  sukienkę.  Choć  noc  była 

ciepła, drŜała na całym ciele. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, Ŝe sprawiły to 
słowa Brada, a nie wilgoć. 

 

background image

Rozdział 6 

 
– Wyglądasz wspaniale – rzekł Brad z uznaniem. 
Tallia  drgnęła  nerwowo.  Brad  uznał  to  za  przejaw  jej  nieśmiałości  wobec 

męŜczyzn,  w  gruncie  rzeczy  chodziło  jednak  o  to,  Ŝe  Tallia  poczuła  się 
zaniepokojona,  widząc  go  w  drzwiach  swojego  mieszkania.  Miała  zamiar  spotkać 
się z nim na dole. 

No  cóŜ,  moŜe  tak  było  lepiej.  W  kaŜdym  razie  Brad  przekonał  się  na  własne 

oczy, Ŝe Tallia i Natasha Fox zajmują dwa róŜne mieszkania. 

–  Dziękuję  –  rzekła,  zadziwiona  łatwością,  z  jaką  to  kłamstwo  wyszło  z  jego 

ust. Wcale nie wyglądała wspaniale. W gruncie rzeczy wciąŜ nie mogła uwierzyć, 
jak okropnie moŜna wyglądać w tanich, źle dopasowanych ubraniach, z niewielką 
pomocą niezdrowej cery, krzywego zgryzu oraz nie uczesanych włosów. 

Od  jakiegoś  juŜ  czasu  nie  przebierała  się  za  „Tallię".  Na  początku,  obawiając 

się,  Ŝe  Brad  moŜe  niespodziewanie  zajrzeć  do  laboratorium,  stosowała  pełny 
kamuflaŜ kaŜdego dnia. Potem jednak, gdy przekonała się, Ŝe biuro Brada znajduje 
się  daleko,  a  on  sam  rzadko  zagląda  do  laboratorium  i  zawsze  zapowiada  swoje 
wizyty,  trochę  sobie odpuściła.  A  jeszcze  później  zatrudniła  sekretarkę  i  przestała 
zawracać sobie głowę przebierankami, pozostawiając tylko wkładkę ortodontyczną 
i  brązowe  szkła  kontaktowe.  Ubierała  się  prosto  i  schludnie  i  nie  nosiła  do  pracy 
makijaŜu. 

Brązowa  płukanka  zdąŜyła  juŜ  zmyć  się  z  włosów,  więc  tego  wieczoru  Tallia 

nałoŜyła perukę w nijakim kolorze, pewna, Ŝe Brad nie będzie jej się przyglądał na 
tyle  uwaŜnie,  by  dostrzec  róŜnicę.  Najczęściej  porozumiewali  się  przez  telefon  i 
bardzo  jej  to  odpowiadało.  KamuflaŜ  nie  dawał  jej  juŜ  takiego  poczucia  wolności 
jak na początku. Prawdę mówiąc, zaczęło ją juŜ draŜnić to, Ŝe Brad prześlizguje się 
po  niej  wzrokiem  bez  większego  zainteresowania.  Wolała  nie  słuchać  fałszywych 
komplementów,  którymi  czuł  się  zobowiązany  ją  obdarzać,  gdy  spotykali  się 
osobiście. 

– Czy twój prawnik jest na dole? – zapytała. 
– Nie, będzie na nas czekał w restauracji. 
Aby zaprosić Tallię na kolację, Brad uŜył prostego podstępu. Powiedział jej, Ŝe 

konieczne jest spotkanie z prawnikiem. Niczego by jednak nie wskórał, gdyby nie 
to, Ŝe gdy zadzwonił, Tallia była akurat zaabsorbowana pewnym odkryciem. 

–  Chodzi  o  kąt  odbicia  promieni  w  stosunku  do...  –  tłumaczyła  mu  z 

background image

podnieceniem.  Brad  nic  z  tego  nie  rozumiał,  ale  znał  kobiety,  toteŜ  pozwolił  jej 
mówić. 

–  To  bardzo  obiecujące  –  stwierdził  w  końcu,  gdy  odniósł  wraŜenie,  Ŝe  Tallia 

wyczerpała juŜ temat. – Wiem, Ŝe chcesz jak najszybciej wrócić do pracy. Będziesz 
pracować  przez  cały  wieczór,  czy  teŜ  uda  ci  się  wyrwać  na  kolację?  Chciałbym, 
Ŝ

ebyś poznała Jake'a Drummonda. 

Tallia nie spuszczała wzroku z ekranu komputera. 
– Dzisiaj wieczorem? Dobrze. Gdzie mam się z nim spotkać? 
–  Mamy.  Ja  teŜ  tam  będę  –  wtrącił  Brad  gładko.  Przyjadę  po  ciebie.  Moja 

sekretarka zna twój adres. 

Do Tallii chyba w ogóle nie dotarło to, co powiedział. 
– Dobrze – powtórzyła machinalnie. 
– O siódmej? 
Wiedział, Ŝe Tallia zupełnie o nim zapomniała, nim jeszcze odłoŜył słuchawkę. 

Ostatnie tygodnie bardzo nadweręŜyły jego męską ambicję. Obrał sobie za cel dwie 
kobiety i Ŝadna z nich nie miała dla niego czasu. 

Sam  nie  wiedział,  dlaczego  tak  bardzo  zaleŜy  mu  na  spotkaniu  z  Tallią.  Jake 

miał  rację,  Brad przez całe  Ŝycie  gustował  w  pięknych kobietach. Jednak  w Tallii 
było coś, co go intrygowało. Sam nie wiedział, co to takiego. Miał wraŜenie, Ŝe pod 
chłodną  maską  kryje  się  kobieta,  którą  mógłby  polubić,  gdyby  tylko  mu  na  to 
pozwoliła. 

Ona  jednak  juŜ  dwukrotnie  odrzuciła  jego  zaproszenie  na  kolację  i  doszło  do 

tego, Ŝe musiał uciec się do wybiegu. 

W  drodze  do  windy  połoŜył  rękę na  jej  plecach.  Tallia  zdała  sobie  sprawę,  Ŝe 

umowa o wystrzeganiu się kontaktu fizycznego dotyczyła wyłącznie Natashy. 

Przy  krawęŜniku  stał  czerwony  porsche.  Tallia  westchnęła  z  podziwem, 

przypominając sobie w porę, Ŝe dotychczas widziała ten samochód wyłącznie jako 
Natasha. 

Brad  zawiózł  ją  do  tej  samej  restauracji,  w  której  przed  kilkoma  dniami  jadł 

kolację z Natashą. Tallia wiedziała, Ŝe ten lokal jest modny, była jednak pewna, Ŝe 
wielu męŜczyzn za Ŝadne skarby nie pokazałoby się tutaj z kobietą taką jak ona w 
swoim „naukowym" wcieleniu. Brad zarobił u niej kilka punktów. 

Gdy  zbliŜali  się  do  stolika,  Tallia  uśmiechnęła  się  w  odpowiedzi  na  jakiś  Ŝart 

Brada, zapominając, Ŝe powinna nie otwierać ust. Dzięki temu Jake juŜ na wstępie 
mógł dokładnie obejrzeć jej krzywy zgryz. Miał takŜe czas, by naleŜycie ocenić jej 
figurę  i  stwierdził,  Ŝe  jest  wysoka,  ale  dziwnie  bezkształtna.  Jej  strój  był  wręcz 

background image

niewiarygodny,  a  włosy  miała  poskręcane  w  pierścionki.  Wyglądała  jak  postrach 
szkolny ze zdjęć maturalnych ojca Jake'a. 

–  Cześć  –  powiedział,  potrząsając  jej  dłonią.  –  Brad  mówił  mi,  Ŝe  zbijasz  dla 

niego kolejną fortunę. 

To wydawało mu się zupełnie moŜliwe. Kobieta do tego stopnia nie dbająca o 

swój wygląd musiała być geniuszem. 

Obecność Jake'a przy kolacji była tylko zasłoną dymną. Za pół godziny prawnik 

miał  dostać  pilne  wezwanie  przez  telefon  i  szybko  wyjść  z  restauracji.  Aby  nie 
budzić  podejrzeń,  na  wstępie  miał  zadać  Tallii  kilka  pytań,  a  potem  pozwolić,  by 
rozmowa toczyła się swobodnie. 

Jake  jednak  miał  własne  plany  i  po  pierwszym  spojrzeniu  na  Tallię 

zdecydowanie postanowił wprowadzić je w czyn. Owszem, pod jednym względem 
Brad miał rację: ta kobieta mogłaby wyglądać o wiele lepiej, gdyby tylko zechciała 
poświęcić  swojej  prezencji  odrobinę  uwagi.  Jake  jednak  od  pierwszego  rzutu  oka 
był  pewien,  Ŝe  nie  będzie  nawet  próbowała.  Brad  mógł  zapomnieć  o  roli 
Pigmaliona.  Nawet  gdyby  ją  zaprowadził  do  najlepszych  butików  i  salonów 
piękności, to i tak ta kobieta po tygodniu wróciłaby do dawnego wyglądu. Jake zaś 
nie  miał  zamiaru  pozwolić,  by  jego  najlepszy  przyjaciel  wpadł  w  sidła  kogoś 
takiego.  Dokoła  przecieŜ  mnóstwo  było  kobiet  inteligentnych,  a  do  tego  nie 
pozbawionych  wyczucia  stylu.  Gdyby  Brad  związał  się  z  kimś  takim  jak  Tallia 
Venables, na pewno bardzo szybko poczułby się nieszczęśliwy. 

Jake  za  wszelką  cenę  chciał  uchronić  przyjaciela  przed  popełnieniem 

okropnego błędu, toteŜ gdy  Brad przeglądał kartę  win,  prawnik  otworzył  walizkę, 
wyjął z niej Ŝółty notatnik i ukradkiem wyłączył telefon, gotów złoŜyć ten wieczór 
na ołtarzu prawdziwej przyjaźni. 

Okazało  się  jednak,  Ŝe  rozmowa  z  Tallią  nie  była  z  jego  strony  Ŝadnym 

poświęceniem.  Przekonał  się  szybko,  Ŝe  Tallia  jest  bardzo  inteligentna,  a  ponadto 
ma  silną  osobowość.  Trochę  go  to  zdziwiło,  gdyŜ  w  pierwszej  chwili  sprawiała 
wraŜenie nieco nieśmiałej. Po godzinie Ŝółty notatnik pełen był zapisków na temat 
zasad  odpowiedzialności  prawnej  związanych  z  wprowadzeniem  wirtualnych 
wakacji,  a  Tallia  i  Jake  zanosili  się  śmiechem  jak  starzy  przyjaciele.  Zirytowany 
Brad  rzucił  przyjacielowi  znaczące  spojrzenie  spod  przymruŜonych  powiek,  ten 
jednak tylko lekko wzruszył ramionami, jakby sam nie rozumiał, dlaczego telefon 
nie dzwoni. 

Tallia  równieŜ  bawiła  się  znakomicie.  Jake  Drummond  naleŜał  do  tego  typu 

męŜczyzn, którzy zwykle uprzykrzali jej Ŝycie, gdyŜ mówiąc do niej, zaglądali jej 

background image

w dekolt, zamiast patrzeć w oczy. Fakt, Ŝe ktoś taki traktował ją jak ludzką istotę, 
sprawiał  jej  wielką  przyjemność.  Poza  tym,  rozmawiając  z  Jakiem,  nie  musiała 
patrzeć  wprost  na  Brada.  Dzięki  temu,  Ŝe  widział  tylko  jej  profil,  zmniejszała  się 
szansa, Ŝe ją rozpozna. Natashę widywał zwykle en face. 

A  poza  tym  jako  Tallia  nie  musiała  się  tak  bardzo  mieć  na  baczności.  Sposób 

mówienia  i  zachowania  Natashy  był  udawany,  natomiast  tego  wieczoru  Tallia 
mogła  być  sobą.  Dlatego  nie  zmartwiła  się  za  bardzo,  gdy  wino  zaszumiało  jej  w 
głowie. Nie rozumiała tylko, dlaczego z twarzy Brada nie znika ponury wyraz. 

Jedynym  minusem  wieczoru  było  jedzenie.  Wkładka  ortodontyczna  trzymała 

się  mocno,  ale  Tallia  wolała  nie  ryzykować  zamawiania  czegoś,  co  wymagałoby 
gryzienia albo Ŝucia, wybrała więc filet z soli z ryŜem. Nawet w dobrej restauracji 
ta  potrawa  była  pozbawiona  smaku.  Nic  jednak  nie  zmieniało  jej  twarzy  równie 
skutecznie jak ten krzywy zgryz; zmieniał nie tylko zarys szczęki, ale równieŜ głos. 
Mimo to wkładka była irytująca. Prawdziwa Tallia skorygowałaby zgryz juŜ wiele 
lat temu. 

Przy  deserze  prawnik  schował  notes  i  długopis  do  teczki  i  ukradkiem  włączył 

telefon.  Jak  się  spodziewał,  sygnał  odezwał  się  juŜ  po  kilku  minutach.  Jeden  z 
pracowników biura otrzymał polecenie, by wykręcać numer Jake'a co dwadzieścia 
minut, aŜ do skutku. 

– Dobrze, dobrze – powiedział do słuchawki. – Chyba powinienem tam zajrzeć. 

Do zobaczenia za dwadzieścia minut. Nie róbcie nic, dopóki nie przyjadę. 

– Przepraszam was, ale muszę wyjść – odezwał się do Tallii i Brada, chowając 

telefon. 

–  Przykro  mi  to  słyszeć  –  rzekł  Brad  z  pogróŜką  w  głosie.  Był  pewien,  Ŝe 

telefon zadzwonił zaraz po tym, jak Jake sięgnął do teczki. 

–  Jest  pewien  problem  w  biurze,  którym  muszę  się  zająć.  Cieszę  się,  Ŝe  cię 

poznałem, Tallio. Sądzę, Ŝe niedługo znów się spotkamy. 

–  Po  co?  –  nie  wytrzymał  Brad,  choć  nie  miał  pojęcia,  dlaczego  tak  go 

zirytowało zachowanie przyjaciela. Jake Drummond przez całe swoje Ŝycie nawet 
nie  spojrzał  na  kobietę  ubraną  tak  jak  Tallia.  –  Wydaje  mi  się,  Ŝe  wszystko  juŜ 
wyjaśniliśmy. Nie ma Ŝadnego powodu, Ŝebyście musieli się znów spotykać. 

Jake tylko uśmiechnął się znacząco, skinął im głową i zniknął. 
– Twój przyjaciel jest bardzo miły – stwierdziła Tallia. 
– Zdawało mi się, Ŝe nie umawiasz się z męŜczyznami – mruknął Brad ponuro. 
Tallia osłupiała. 
– Ale przecieŜ to nie była randka, tylko spotkanie w interesach – wyjąkała. 

background image

– Ale wychodząc, Jake zaproponował ci randkę! – oburzył się Brad. – Sądzę, Ŝe 

po  doświadczeniach  z  twoim  przełoŜonym  powinnaś  umieć  rozpoznawać 
podrywaczy! 

Tallia otworzyła usta ze zdumienia. 
–  Jake  Drummond  w  niczym  nie  przypomina  Henry'ego  Clubbinsa!  Czyś  ty 

zwariował? 

MoŜliwe.  Brad  sam  nie  był  pewien,  czy  jest  przy  zdrowych  zmysłach  i  skąd 

wzięła się jego nagła zaborczość. 

– Jake zmienia kobiety znacznie częściej niŜ samochody. 
– Piękne kobiety – sprostowała Tallia. – Chyba się nie mylę? 
–  Dobrze  wiesz,  Ŝe  mogłabyś  być  bardzo  atrakcyjna  –  parsknął  Brad.  –  Czy 

myślisz, Ŝe Jake nie potrafi przejrzeć takiego kamuflaŜu? 

Tallia zamarła. 
– K... kamuflaŜu? – wyjąkała. 
Brad sam nie wiedział, co w niego wstąpiło, ale musiał brnąć dalej. 
–  Nie  wiem,  czy  twój  uraz  spowodowany  jest  doświadczeniem  z  Clubbinsem, 

czy  czymś  innym,  co  zdarzyło  się  wcześniej,  a  moŜe  zresztą  był  to  cały  łańcuch 
róŜnych nieprzyjemnych zdarzeń, ale czy naprawdę sądzisz, Ŝe to najlepszy sposób, 
by sobie z nim poradzić? 

Tallia  odzyskała  juŜ  równowagę  wewnętrzną,  ale  niebezpieczeństwo 

bynajmniej nie minęło. 

– Obawiam się, Brad, Ŝe musisz to pozostawić do mojego uznania. Radzę sobie 

z Ŝyciem po swojemu i bardzo cię przepraszam, ale to tylko moja sprawa. 

– Pewnego dnia moŜe się okazać, Ŝe ta sprawa interesuje takŜe kogoś innego. 
– Nie przypuszczam. 
–  A  jeśli  ktoś...  Jeśli  komuś  się  spodobasz?  –  zapytał  Brad  niezręcznie,  nie 

chcąc uŜywać niebezpiecznego wyraŜenia: jeśli ktoś się w tobie zakocha. 

Tallia  ze  zdenerwowania  głośno  przełknęła  ślinę.  Skąd  u  Brada  to  nagłe 

zainteresowanie Ŝyciem emocjonalnym brzydkiego kaczątka? 

– Jeśli spodobam się komuś taka, jaka jestem, to po co miałabym się zmieniać? 
Ma  rację, pomyślał Brad.  Coś  tu  się  jednak nie  zgadzało,  chociaŜ nie  wiedział 

dokładnie, co. 

–  No  dobrze  –  odrzekł.  –  Ale  mogłabyś  się  stać  atrakcyjną  kobietą,  nie  tracąc 

przy tym niczego ze swojej inteligencji. To byłaby znakomita kombinacja. 

Tallia zaśmiała się ze szczerym rozbawieniem. 
–  Pozwól,  Ŝe  wyznam  ci  pewną  tajemnicę.  MęŜczyźni  widzą  w  kobiecie  albo 

background image

urodę, albo inteligencję. Jeśli widzą urodę, stają się ślepi na wszystko inne. Spróbuj 
porozmawiać o czymś interesującym z kimś, kto uwaŜa, Ŝe jesteś mniej więcej na 
tym samym poziomie umysłowym co główka kapusty. 

Brad spojrzał na nią uwaŜnie. 
– Czy to dlatego ty... – nie dokończył. 
Zza brzydkich okularów spokojnie patrzyły na niego brązowe oczy. Pomyślał z 

roztargnieniem, Ŝe te oprawki zupełnie zniekształcają jej twarz. 

– Brad, snujesz mnóstwo przypuszczeń, ale nie masz Ŝadnych dowodów na to, 

Ŝ

e są prawdziwe. Sądzę, Ŝe chciałeś mi powiedzieć komplement, gdy mówiłeś, Ŝe 

nie potrafię eksponować swoich atutów. Nie było to jednak zbyt przyjemne. 

Ona ma rację, pomyślał Brad. Zachował się jak zupełny idiota. Zaprosił kobietę 

na kolację i powiedział jej, Ŝe nie potrafi się ubrać ani umalować. 

–  Przepraszam  –  potrząsnął  głową.  –  Zdaje  się,  Ŝe  nie  zachowałem  się  jak 

dŜentelmen. 

Tallia  zerknęła  na  zegarek  i  oznajmiła,  Ŝe  chciałaby  juŜ  wrócić  do  domu.  W 

pięć minut później znaleźli się w samochodzie. Brad opuścił szybę. 

– Pojedziemy brzegiem zatoki? – zapytał. – Noc jest taka piękna. 
Instynkt  podpowiedział  Tallii,  Ŝe  Bradowi  najłatwiej  byłoby  rozpoznać  ją  w 

mroku. 

–  Nie,  jestem  zmęczona  –  odparła  pośpiesznie.  –  Wolałabym  juŜ  wrócić  do 

domu. 

To  kłamstwo  nie  przyszło  jej  łatwo.  Towarzystwo  Brada  sprawiało  jej 

przyjemność  i  chętnie  znów  wybrałaby  się  z  nim  na  spacer.  Pomyślała  jednak,  Ŝe 
być moŜe zaryzykuje, gdy wcieli się w skórę Natashy. 

– Musisz przestać spotykać się z nim jako Natasha stwierdziła Bel stanowczo. – 

To zbyt niebezpieczne. 

– Nie mogę. Obiecałam mu pięć spotkań, a do tej pory odbyliśmy tylko jedno. 
– Damon będzie musiał oddać mu pieniądze. 
–  Przestań.  To  nie  jest  omawianie  roli  do  odegrania.  Mówisz  o  Ŝywych 

ludziach. 

–  W  takim  razie  opowiedz  mu  wszystko  teraz,  zanim  wkopiesz  się  jeszcze 

bardziej. 

– JuŜ się wkopałam. Powiem mu, ale dopiero wtedy, – gdy projekt wirtualnych 

wakacji zostanie wprowadzony do realizacji. Wtedy Brad będzie musiał się dobrze 
zastanowić,  zanim  zablokuje  moje  fundusze.  Nie  będzie  mógł  mnie  wyrzucić  z 
pracy w trakcie instalacji. 

background image

– Siostro, jak na geniusza zachowujesz się bardzo głupio. 
Jakaś  część  umysłu  Tallii  przyznawała  rację  słowom  Bel,  ale  inny  głos 

podpowiadał jej, Ŝe największy lęk budzi w niej perspektywa przerwania spotkań z 
Bradem. Ten głos przewaŜył. 

–  Bel,  potrzebuję  twojej  rady.  Co  mam  zrobić,  Ŝeby  on  nie  skojarzył  ze  sobą 

tych dwóch osób, które udaję? 

Bel  zrozumiała,  Ŝe  nie  uda  jej  się  wbić  siostrze  do  głowy  ani  odrobiny 

rozsądku,  i  cięŜko  westchnęła.  Było  jasne  jak  słońce,  Ŝe  Brad  pewnego  dnia 
odkryje ten kamuflaŜ, ale do Tallii ta prosta prawda nie docierała. 

– No cóŜ, to ty jesteś aktorką, a nie ja. Co moŜesz zrobić, Ŝeby te dwie osoby 

zaczęły się jeszcze bardziej od siebie róŜnić? 

– Masz rację. Natasha musi się stać bardziej... 
– Głupia, to chyba chciałaś powiedzieć. 
–  To  teŜ,  ale  równieŜ...  powinna  być  bardziej  zmanierowana.  Muszę  robić 

rzeczy,  których  nigdy  nie  robię  jako  Tallia.  Marszczyć  nos  albo  potrząsać  głową, 
czy coś takiego... 

– Przypuszczam, Ŝe uŜywasz dwóch rodzajów perfum – wtrąciła Bel. 
– Jako Tallia nie uŜywam Ŝadnych. 
–  A  chyba  powinnaś. Zapachy bardzo  działają  na  podświadomość,  a poza tym 

musisz ukrywać swój naturalny zapach. Gdyby Brad kiedyś miał okazję sprawdzić, 
jak pachnie Natasha nie uperfumowana, to przekonałby się, Ŝe ma zapach Tallii. 

– Tallia jęknęła. 
– O rany, masz rację! MoŜe coś lekkiego i kwiatowego. 
– I taniego. Drogie perfumy mają bardzo charakterystyczny zapach. 
–  Co  ja  bym  bez  ciebie  zrobiła,  siostrzyczko?  –  zaśmiała  się  Tallia.  –  Jest 

jeszcze  jedna  moŜliwość,  bardzo  przekonująca,  ale  do  tego  będę  potrzebować 
twojej pomocy. 

– Co to takiego? 
– On musi zobaczyć oba moje wcielenia jednocześnie. To przewaŜy szalę. 
 

background image

Rozdział 7 

 
– Piknik? – wyjąkała Natasha. 
– W moim domku – wyjaśnił Brad gładko, jakby ta propozycja była wynikiem 

nagłego  natchnienia,  a  nie  starannie  zaplanowanym  krokiem  w  kampanii 
zdobywania  Natashy.  Swobodna  atmosfera  i  wiele  wspólnie  spędzonych  chwil... 
był pewien, Ŝe w takiej sytuacji dziewczyna się rozluźni. 

– Popływamy, zjemy coś, a potem odwiozę cię do domu – zapewnił ją. 
–  Och,  ja...  chyba  nie...  –  mamrotała  Tallia nieskładnie, rozpaczliwie  szukając 

jakiegoś  pretekstu,  by  odmówić.  Wypoczynek  na  łonie  natury?  To  oznaczało: 
kostium  kąpielowy,  brak  makijaŜu  i  mokre  włosy.  –  Właściwie  to  o  czymś 
zapomniałam, moŜesz mi uwierzyć? Jestem z kimś umówiona. Mam to zapisane w 
kalendarzu...  –  mówiła  z  coraz  większą  determinacją,  Brad  jednak  nie  zwracał 
uwagi na jej słowa. 

–  W  takim  razie  zobaczymy  się  w  niedzielę  –  powiedział  stanowczo, 

uśmiechając się lekko. Ha! Najwyraźniej jest na właściwym tropie. Panika w głosie 
Natashy  mogła  oznaczać  jedynie  to,  Ŝe  dziewczyna  przeczuwała,  iŜ  w  takiej 
sytuacji nie będzie bezpieczna. 

Tallia  pomyślała  Ŝałośnie,  Ŝe  gdyby  odmówiła,  Brad  po  prostu  przełoŜyłby 

piknik na następny weekend. Trzeba było wykazać się większym refleksem, gdy po 
raz  pierwszy  zaproponował  spotkanie  po  południu,  i  stwierdzić  stanowczo,  Ŝe 
umowa  dotyczyła  wyłącznie  kolacji.  Teraz  jednak  na  to  było  juŜ  za  późno.  Nie 
chciała wzbudzać w nim podejrzeń. 

– Dobrze, spotkajmy się w niedzielę – westchnęła. – A jeśli będzie padać? 
– To zajmiemy się czymś innym. Ale nie będzie padać. 
– Chcesz mi powiedzieć, Ŝe masz większościowe udziały w niebie? 
– Nie, ale wierzę w prognozy pogody. 
Tallia  modliła  się  o  deszcz.  Natasha  równieŜ  modliła  się  o  deszcz.  Bel 

zachowywała obojętność. 

– Przygotuj się na najgorsze – poradziła praktycznie. 
  –  Modlitwy  nie  mogą  ci  zaszkodzić,  ale  co  będzie,  jeśli  nie  zostaną 

wysłuchane? 

 
Brad  zatrzymał  samochód  przed  domem  i  zauwaŜył  Tallię  Venables,  która 

wyszła z budynku i skręciła na ulicę. Nie widziała go. Odetchnął z ulgą. Nie po raz 

background image

pierwszy  przyszło  mu  do  głowy,  Ŝe  spotykanie  się  z  dwiema  kobietami 
mieszkającymi w jednym budynku moŜe spowodować pewne problemy. Pomyślał, 
Ŝ

e coś trzeba będzie z tym zrobić. 

–  Zaraz  schodzę  –  odezwała  się  Natasha  przez  domofon.  Brad  dobrze  znał 

obyczaje  pięknych  kobiet,  toteŜ  wrócił  do  samochodu,  usadowił  się  wygodnie  i 
włączył radio, przygotowany na dłuŜsze czekanie. Po chwili znów zobaczył Tallię. 
Wracała do domu, ale wyraźnie śpieszyła się i wbiegła po schodach tak szybko, Ŝe 
nie usłyszała, jak za nią zawołał. Na schodach minęła się z Natasha. 

Na  widok  Natashy  Brad  poczuł  rozczarowanie.  Absolutnie  nie  przypominała 

dzisiaj  Honey  Childe,  ale  raczej  Jayne  Mansfield  w  filmie  z  lat  pięćdziesiątych. 
Ubrana  była  w  bawełniane  spodnie,  wielki  słomkowy  kapelusz  z  powiewającą 
szarfą,  okulary  słoneczne  ozdobione  diamencikami  i  sandały  na  wysokich 
obcasach.  Na  ramieniu  miała  słomianą  torbę.  Brad,  nie  ogolony,  w  skórzanych 
klapkach  na  bosych  stopach,  znoszonych  szortach  i  bawełnianym  podkoszulku, 
poczuł  się, jakby  był  z  zupełnie  innego  filmu.  No  cóŜ,  w kaŜdym razie  samochód 
Brada pasował do stroju Natashy. 

Otworzył  jej  drzwiczki.  Natasha  kokieteryjnie  wsunęła  się  do  środka, 

wypełniając 

wnętrze 

samochodu 

zapachem 

cięŜkich 

perfum, 

zupełnie 

nieodpowiednich  na  upalny  dzień.  To  były  te  same  perfumy,  których  uŜywała  na 
wieczór. Widocznie uwaŜała je za coś w rodzaju swojej wizytówki. 

– Cześć! – uśmiechnęła się szeroko. – Piękny dzień, prawda? 
Przydech  w  jej  głosie  nie  był  spowodowany  wyłącznie  wymogami 

południowego  akcentu.  Tallia  czuła,  Ŝe  ze  zdenerwowania  brakuje  jej  tchu.  Bała 
się,  Ŝe  Brad  zbyt  wcześnie  zauwaŜy  Bel  i  zdąŜy  ją  zatrzymać,  by  zamienić  kilka 
słów. 

– Znasz Tallię Venables? – zapytał Brad, zapalając silnik samochodu. 
Natasha uroczo zmarszczyła nos. 
– Chyba nie. Kto to taki? 
– Właśnie ją minęłaś. Mieszka w tym samym domu co ty. 
– Och! Chodzi ci o tę dziwną kobietę-naukowca z czwartego piętra? 
– Dlaczego uwaŜasz, Ŝe jest dziwna? 
–  W  kaŜdym  razie  nie  jest  zbyt  atrakcyjna,  prawda?  –  rzekła  Tallia  z  lekkim 

odcieniem złośliwości. 

–  Chyba  nie.  Ale  za  to  jest  bardzo  inteligentna.  Ciemne  szkła  okularów 

zwróciły się w jego stronę. 

– Znasz ją? 

background image

– Jest wynalazcą. Spotykam się z nią. Sądzę, Ŝe powinnaś o tym wiedzieć. 
–  Z  nią?  –  powtórzyła  Natasha  z  mieszanką  przeraŜenia  i  niedowierzania  w 

głosie.  –  PrzecieŜ  ty  nie...  –  urwała,  uświadamiając  sobie  nagle,  Ŝe  chciała 
powiedzieć:  przecieŜ  ty  się  z  nią  nie  spotykasz.  Jedna  kolacja  z  prawnikiem, 
poświęcona  interesom,  nie  dawała  Bradowi  prawa,  by  tak  mówić!  Dlaczego 
kłamał? CzyŜby chciał wzbudzić w niej zazdrość? No cóŜ, ona mu jeszcze pokaŜe! 
Jak mogłaby być zazdrosna o taką... 

Brad obrzucił ją zagadkowym spojrzeniem. 
– A dlaczego by nie? 
– Ona ma wystające zęby! 
– Ale ja nie inwestuję w jej zęby – zaśmiał się Brad. 
– Aha, więc to tak! – rozpromieniła się Natasha. – Myślałam, Ŝe spotykasz się z 

nią  prywatnie!  A  moŜe  ona  zawarła  z  tobą  taki  sam  kontrakt  jak  ja?  Dostaje 
pieniądze na badania w zamian za spotkania z tobą? 

– Niezmiernie mi pochlebiasz. MoŜe będziesz zaskoczona, jeśli ci wyznam, Ŝe z 

reguły  nie  muszę  przekupywać  kobiet,  by  chciały  się  ze  mną  spotkać.  Niektóre 
wręcz uwaŜają to za wyróŜnienie. 

–  Płacisz  tylko  mnie  i  Tallii,  tak?  Więc  po  co  to  robisz,  skoro  jest  tak  wiele 

innych chętnych? 

– Nie płacę Tallii Venables za spotkania ze mną – rzekł Brad z irytacją. 
–  A  całujesz  ją?  –  zapytała  Natasha,  chcąc  się  przekonać,  jak  daleko  Brad 

posunie się w kłamstwach. 

– Jeszcze nie – odrzekł z uśmiechem. 
–  Tallia  zadrŜała  na myśl,  Ŝe  Brad  nie  odrzuca  zupełnie  myśli  o  całowaniu  jej 

pomimo  krzywych  zębów,  brzydkiej  cery  i  okropnego  ubrania.  Do  rozpaczy 
doprowadzała ją myśl, Ŝe oto znalazła wreszcie męŜczyznę, który ceni ją dla zalet 
charakteru,  a ona  w Ŝaden  sposób nie  moŜe  tego  wykorzystać.  Gdyby  tylko udało 
się znaleźć jakieś wyjście z tej pułapki... 

– Dlaczego właściwie mówisz mi o tym? 
Brad usłyszał w jej głosie przygnębienie. 
– Bo spotykam się z tobą i chcę, Ŝebyś wiedziała, Ŝe nie jesteś jedyna. 
–  O  co  ci  właściwie  chodzi?  Próbujesz  wybrać  między  urodą  a  inteligencją? 

Sprawdzasz,  co  jest  ci  bardziej  potrzebne?  –  wybuchnęła  Tallia,  sama  zdziwiona 
własnymi słowami. 

Brad spojrzał na nią z szacunkiem. Przyszło mu do głowy, Ŝe moŜe Natasha nie 

jest inteligentna w klasycznym znaczeniu tego słowa, ale ma instynkt, gdy chodzi o 

background image

relacje międzyludzkie. ZauwaŜył to juŜ nie po raz pierwszy. 

– Chyba coś w tym rodzaju – przyznał. 
– ZałoŜyłeś się z kimś czy co? 
Teraz Brad był naprawdę zdumiony. Jakim cudem Natasha to odgadła? On sam 

nigdy w Ŝyciu by się do tego nie przyznał. 

– Oczywiście, Ŝe nie! – odrzekł z chłodnym oburzeniem. 
–  Bardzo  cię  przepraszam,  ale  wydajesz  ćwierć  miliona  dolarów  na  pięć 

spotkań, a jednocześnie widujesz się z kimś innym! Czy to nie jest dość dziwne? 

Na to Brad nie potrafił znaleźć odpowiedzi. 
–  Och,  sama  nie  wiem,  czemu  o tym  mówię.  – Tallia  wzruszyła  ramionami. – 

MoŜesz  się  umawiać,  z  kim  tylko  chcesz,  a  ja  nie  mam  tu  nic  do  gadania. 
Zawarłam z tobą kontrakt, podobnie jak Tallia, i to wszystko. Po dzisiejszym dniu 
zostaną  nam  jeszcze  trzy  spotkania,  a  potem  moŜemy  o  sobie  zapomnieć  na 
zawsze. 

Pod warunkiem, Ŝe uda mi się wybić cię sobie z głowy, pomyślał Brad. 
 
Domek  Brada  był  zupełnie  inny,  niŜ  się  Tallia  spodziewała.  Zamiast  letniej 

rezydencji  bogatego  biznesmena  zobaczyła  surową  chatę  z  drewnianych  bali  z 
prymitywną kuchnią i łazienką. Nie było tu wypolerowanych drewnianych podłóg 
ani  koronkowych  firaneczek.  Większą  część  domu  stanowił  duŜy  pokój  z 
kominkiem.  Były  takŜe  trzy  małe  sypialnie  i  łazienka.  Meble,  z  wyjątkiem 
wytartych  sof,  wyglądały  tak,  jakby  ktoś  w  wolnych  chwilach  pozbijał  je  z 
przypadkowych kawałków drewna. 

Dom stał na brzegu prywatnego jeziora, otoczony lasem. W szopie był kajak. Z 

brzegu  prowadził  w  głąb  jeziora  drewniany  pomost,  przy  którym  kołysała  się 
rybacka łódka. PlaŜa była porośnięta trawą, a woda bardzo czysta. 

Tallia  oddałaby  wszystko,  by  móc  po  prostu  zrzucić  ubranie  i  zanurzyć  się  w 

jeziorze.  Natasha  jednak  musiała  udawać,  Ŝe  boi  się  słońca  i  nie  lubi  wody.  Brad 
nie próbował jej przekonywać, tylko rozebrał się do spodenek i wskoczył do wody. 

W  końcu  jednak  uległa  pokusie.  Upięła  włosy  wysoko  i  w  okularach  i 

kapeluszu  przepłynęła  kilka  metrów  Ŝabką.  Brad  patrzył  na  to  w  milczeniu, 
obiecując sobie, Ŝe któregoś dnia zerwie z niej to idiotyczne przebranie. Tak piękna 
kobieta  nie  musiała  się  martwić  o  wygląd.  Byłaby  piękna  nawet  wtedy,  gdyby 
zaczęła się topić. 

A  moŜe  nie?  Po  raz  pierwszy  Brad  zaczął  się  zastanawiać,  jak  wyglądałaby 

twarz  Natashy,  gdyby  wsadzić  tę  aktoreczkę  pod  kran  z  zimną  wodą  i  porządnie 

background image

wyszorować. Miał na to wielką ochotę. Chciał ją zobaczyć bez makijaŜu. 

Ale  jeśli  wydawało  mu  się,  Ŝe  zauwaŜył  w  niej  przebłysk  inteligencji,  to  albo 

się  pomylił,  albo  te  przebłyski  nie  zdarzały  się  często.  Przez  całe  popołudnie 
Natasha  była  skupiona  wyłącznie  na  sobie.  Słuchała  go  z  szeroko  otwartymi 
oczami, a potem mówiła coś, co dowodziło, Ŝe w ogóle go nie rozumiała. 

Zapytała go o sieć klubów sportowych. Brad odpowiedział krótko, nie chcąc się 

wdawać w rozwaŜania o interesach, zaraz jednak przekonał się, Ŝe nie musi się o to 
martwić. Natasha słuchała go z fascynacją, a potem powiedziała z zadowoleniem: 

–  Ja  ćwiczę  regularnie,  ale  nigdy  nie  przesadzam.  Kobieta  nie  powinna  mieć 

zbyt twardych mięśni, prawda? 

Słońce, woda i obecność pięknej kobiety wprawiły Brada w erotyczny nastrój, 

powstrzymał się jednak od komentowania tych słów. Natasha najwyraźniej grała w 
jakąś grę, a on nie miał zamiaru jej w tym przeszkadzać, dopóki się nie przekona, o 
co  jej  naprawdę  chodzi.  Zastanawiał  się,  czy  wymyśliła  to  wszystko  razem  z 
Damonem Pictonem specjalnie po to, by wyciągnąć od niego pieniądze. Słyszał, Ŝe 
kiedyś byli zaręczeni, a potem Ŝadne z nich nie zawarło małŜeństwa... moŜe nadal 
łączył ich potajemny związek. No cóŜ, to się wyjaśni później. 

Natasha  ani  na  chwilę  nie  zdjęła  kapelusza,  nawet  podczas  przygotowywania 

posiłku. Zjedli około siódmej, gdy słońce zaczęło juŜ kryć się za wzgórzem, a nad 
jeziorem powiał chłodny wietrzyk. 

Ten  wietrzyk  okazał  się  zgubny  dla  Natashy.  Rondo  jej  kapelusza  załopotało. 

Dziewczyna  instynktownie  wyciągnęła  ręce,  by  je  przytrzymać,  i  natrafiła  dłonią 
na gorący garnek. Krzyknęła z bólu i przyłoŜyła dłoń do ust. 

Brad  szybko  wysypał  lód  ze  szklanki i przyłoŜył  kostkę do obolałego  miejsca. 

Oparzenie było rozległe. Przyniósł apteczkę z samochodu, posmarował je maścią i 
zabandaŜował.  Na  koniec  zakleił  opatrunek  plastrem  i  dopiero  wtedy  uświadomił 
sobie, Ŝe wbrew umowie dotknął Natashy. 

Obydwoje zaczerwienili się i przez pięć długich sekund patrzyli sobie w oczy. 

Brad modlił się w duchu, by Natasha zwolniła go z obietnicy. Wystarczyłoby jedno 
słowo.  Czekał  na  nie  z  niecierpliwością.  Tallia  nie  była  w  stanie  się  odezwać. 
Wiedziała, Ŝe jeśli otworzy usta, powie nie to, co trzeba, milczała więc, przełykając 
ś

linę. 

– Natasho, powiedz to – prosił Brad. Zacisnął dłoń na jej ramieniu, a drugą ręką 

przesunął  po  jej  włosach.  Ten  gest  wyrwał  Tallię  z  hipnotycznego  transu.  To  nie 
były włosy, tylko peruka. 

– Brad, obiecałeś – szepnęła, odsuwając się od niego. 

background image

Usiedli  po  przeciwnych  stronach  okrągłego  cedrowego  stołu  do  kolacji 

składającej  się  ze  steków  i  pieczonych  kartofli.  Brad  nie  spuszczał  wzroku  z  jej 
twarzy.  Pod  jego  palącym  spojrzeniem  coraz  trudniej  było  Tallii  mieć  się  na 
baczności. 

–  Peruka  –  wymamrotała  pod  nosem,  nie  uświadamiając  sobie,  Ŝe  mówi  do 

siebie. 

– Co takiego? – zdziwił się Brad. 
– Powiedziałam, Ŝe... Ŝe pora chyba juŜ wracać – mruknęła zmieszana Tallia. – 

O której jest ostatni prom? 

Niech to diabli! pomyślał Brad, zerkając na zegarek. 
*** 
Kto  by  pomyślał,  Ŝe  ta  ślicznotka  okaŜe  się  Ŝelazną  damą?  Nigdy  jeszcze  nie 

spotkał się z podobnym oporem. 

–  Za  godzinę  –  odrzekł  kwaśno.  Miał  zamiar  spóźnić  się  na  ten  prom  o  kilka 

minut.  Natasha  miała  jednak  niezwykły  instynkt.  Brad  pomyślał,  Ŝe  chyba  musi 
zmienić  zdanie  na  temat  jej  inteligencji.  Sprawiała  wraŜenie  osoby,  która  nie 
potrafi  zliczyć  do  trzech,  a  jednak  odznacza  się  niekiedy  niezwykłą 
przenikliwością. 

Tallia zerwała się z miejsca. 
– W takim razie musimy się śpieszyć. Trzeba tu jeszcze posprzątać. 
Starannie obmyślone plany Brada znów wzięły w łeb. 
 

background image

Rozdział 8 

 
Następnego  ranka  Tallia  z  niedowierzaniem  patrzyła  na  czerwony  ślad  po 

oparzeniu na grzbiecie dłoni. Nie było sposobu, by go ukryć. A dzisiaj umówiona 
była  z  Bradem  w  jednym  z  jego  klubów,  gdzie  mieli  przygotowywać  próbną 
instalację.  W  jaki  sposób  Tallia  Venables  miała  wyjaśnić  pochodzenie  blizny 
identycznej, jaką ma po oparzeniu Natasha? 

– Nie wiadomo, co z tym zrobić – stwierdziła Bel. – Bez Ŝadnych wątpliwości 

widać, Ŝe to jest oparzenie. Nie moŜesz się dzisiaj z nim spotkać, chyba Ŝe nałoŜysz 
ś

redniowieczną suknię z okrywającymi dłonie rękawami. 

–  Myślałam  o  tym,  Ŝeby  zakleić  rękę  plastrem  i  powiedzieć,  Ŝe  oddawałam 

krew. 

– Naprawdę myślisz, Ŝe krew pobiera się z wierzchu dłoni? – zdziwiła się Bel. 
– A nie? 
– Tal, Ŝyły by ci popękały! 
– To co ja mam zrobić? 
– Zachorować na grypę. 
– Ale to bardzo waŜne spotkanie! Mamy omawiać instalację! 
– Serce mi krwawi – mruknęła Bel bez odrobiny współczucia. – Ale jeśli chcesz 

mieć to nowe laboratorium, to lepiej, Ŝeby Brad Slinger nie odkrył, w co grasz. 

–  Będziesz  musiała  wyrzec  się  dzisiejszej  przyjemności  na  rzecz  przyszłych 

rozkoszy. Talia wzdrygnęła się. 

– BoŜe, jak ja się w to wpakowałam? 
– Tak samo jak zawsze – rzekła bezlitośnie jej siostra. 
– Z tchórzostwa. 
W końcu Tallia zadzwoniła do laboratorium i powiedziała sekretarce, Ŝe leŜy w 

łóŜku  przeziębiona.  Do  Brada  nie  zadzwoniła  w  ogóle.  Chciała  go  ukarać  za 
kłamstwa,  jakie opowiadał  Natashy poprzedniego dnia.  Brad spotyka  się  z Tallią? 
Niech  się  w  takim  razie  przekona,  Ŝe  ona  zupełnie  zapomniała  o  spotkaniu  w 
sprawie instalacji. 

Bel miała zupełną rację. Tallia znów pakowała się w kłopoty. 
 
O  pierwszej  ktoś  załomotał  do  drzwi,  a  potem  Tallia  usłyszała  zgrzyt  klucza 

obracanego w zamku. 

– Tal! – wykrzyknęła jej siostra, wpadając do kuchni. 

background image

–  Bogu  dzięki,  Ŝe  jesteś  w  domu!  Brad  dzwonił!  Zaraz  tu  przyjedzie  w 

odwiedziny! 

Przemiana Tallii jeszcze nigdy nie dokonała się w tak oszałamiającym tempie. 
– On myślał, Ŝe rozmawia z tobą! – wysapała Bel, wklepując podkład w twarz 

siostry,  pokrywając  róŜem  jej  nos  i  nasadzając  na  głowę  perukę.  Jednocześnie 
Tallia  mocowała  na  zębach  wkładkę  i  pogrubiała  brwi  czarną  kredką.  –  Gdy 
odebrałam  telefon,  oczywiście  pomyślał,  Ŝe  ja  to  ty.  Co  miałam  zrobić?  Nie 
wyprowadzałam go z błędu! 

Pomyłka Brada nie była niczym nadzwyczajnym. Nawet rodzina nie odróŜniała 

głosów sióstr mówiących przez telefon. 

– Gdzie ten bandaŜ do piersi? 
Po  pięciu  minutach  Bel  ostroŜnie  wyjrzała  na  korytarz  i  upewniwszy  się,  Ŝe 

Brad  jeszcze  nie  stoi  za  progiem,  pomknęła  do  swojego  mieszkania.  Tallia  zaś 
rzuciła  na  sofę  poduszkę  i  koc,  przygotowując  się  do  wejścia  w  rolę  chorej.  Na 
szczęście  dzień  był  mglisty  i  dŜdŜysty.  W  szarym  świetle  wszystko  wyglądało 
nijako,  równieŜ  ona  sama,  ale  Tallia  przed  Ŝadną  jeszcze  rolą  w  Ŝyciu  nie  czuła 
takiej  tremy.  Na  szczęście  jej  szlafrok  miał  długie,  zawinięte  mankiety,  które  po 
odwinięciu  zasłaniały  jej  dłonie.  Mimo  wszystko,  gdy  odezwał  się  brzęczyk 
domofonu, zadrŜała ze zdenerwowania. 

–  Brad,  naprawdę  jestem  chora  i  nie  mam  ochoty  na  towarzystwo  – 

powiedziała, ale on szybko jej przerwał: 

– Nie zostanę długo. 
Gdyby  rzeczywiście  była  chora,  moŜe  by  go  nie  wpuściła,  ale  nic  tak  nie 

zmienia  naturalnego  zachowania  jak  poczucie  winy.  W  chwilę  później  Brad 
przestąpił próg jej mieszkania. 

– Brad, co ty tu robisz? – zapytała Tallia niepewnie. 
Podał jej bukiet kwiatów. Wzięła je niezręcznie, jedną ręką. 
–  Dziękuję,  są  piękne  –  powiedziała,  chowając  w  nich  twarz.  Bała  się  jednak 

wstawić je do wody, by Brad nie dostrzegł jej dłoni, toteŜ połoŜyła bukiet na sofie. 
– Ale zarazisz się ode mnie. 

– Ja nigdy nie łapię wirusów. Jak się czujesz? 
Tallia  pociągnęła  nosem.  ZdąŜyła  wcześniej  wpuścić  sobie  do  oczu  krople,  od 

których zawsze dostawała kataru. 

– Nie jest tak źle. Za dzień lub dwa wrócę do pracy. 
– Jadłaś coś? MoŜe ugotować ci jakąś zupę? 
– Wiem, Ŝe świetnie gotujesz, ale dziękuję, nie potrzebuję niczego. 

background image

Brad zmarszczył brwi. 
– A skąd wiesz, Ŝe umiem gotować? 
Tallia  zamarła.  PrzecieŜ  to  Natasha  była  świadkiem  kulinarnych  popisów 

Brada! A w dodatku dopiero wczoraj. 

– Znasz Natashę Fox? – zapytał Brad, przechylając głowę na bok. 
Tallia  miała  ochotę  odpowiedzieć,  Ŝe  nie,  ale  jak  wówczas  wyjaśniłaby,  skąd 

wie o jego kulinarnych talentach? Spojrzała na niego z oburzeniem. 

–  Powiedziałeś  jej,  Ŝe  się  ze  mną  spotykasz  i  Ŝe  przekupiłeś  mnie  funduszami 

na laboratorium! 

Brad miał ochotę wymierzyć sobie kopniaka. Naraz zrozumiał, skąd się wzięła 

nagła grypa Tallii. Wszystko robił na opak! 

– Wyciągnęła zbyt daleko idące wnioski. Była zazdrosna – dodał desperacko. 
–  Zazdrosna?  –  powtórzyła  Tallia  z  niedowierzaniem.  PrzecieŜ  nie  była 

zazdrosna! 

Brad potrząsnął głową. BoŜe, co za galimatias! Zapomniał, jak podejrzliwa jest 

Tallia wobec męŜczyzn. 

–  A  dlaczego  nie  miałaby  być  o  ciebie  zazdrosna?  Jesteś  od  niej  znacznie 

inteligentniejsza. 

– Jest za głupia, Ŝeby zazdrościć mi inteligencji – burknęła Tallia. 
– Nie ma tak bystrego umysłu jak ty, ale w Ŝadnym wypadku nie nazwałbym jej 

głupią – odparł Brad. Wiedział, Ŝe postępuje wbrew wszelkim zasadom, ale coś go 
zmuszało, by brnąć coraz dalej. – Znasz ją dobrze? 

Tallia przypomniała sobie, Ŝe jako Natasha mówiła Bradowi, iŜ tylko mijają się 

w  korytarzu.  Muszę  prowadzić  szczegółowe  notatki  z  kaŜdego  spotkania, 
pomyślała. 

– Przyszła tu wczoraj wieczorem pod jakimś pretekstem. Bardzo się zdziwiłam, 

gdy usłyszałam, Ŝe uwaŜa mnie za rywalkę. 

Brad  spojrzał  jej  prosto  w  oczy  w  sposób,  od  którego  jej  serce  zaczęło  bić 

mocniej. 

– Tallio, nie moŜesz się ukrywać do końca Ŝycia. 
Tallii zaschło w ustach. Poruszyła się nerwowo na sofie i strąciła kwiaty. Gdy 

się pochyliła, by je podnieść, stało się najgorsze – bandaŜ opinający jej ciało zsunął 
się  aŜ  do  pasa  i  uwolnione  piersi  zafalowały  pod  szlafrokiem.  Tallia  zdrową  ręką 
szybko pochwyciła poły szlafroka i zakryła dekolt, ale było juŜ za późno. Osłupiały 
Brad wpatrywał się w piersi, których jeszcze przed chwilą nie było. 

– Tallio, co ci się stało? – wyjąkał. 

background image

– To nowy wynalazek! – wymyśliła naprędce. – Eksperymentowałam na sobie! 
–  Wymyśliłaś  sposób  na  powiększenie  piersi?  Dobry  BoŜe,  w  ciągu  jednego 

dnia stałaś się milionerką! Sprzedasz mi prawa do wprowadzenia tego preparatu na 
rynek? 

–  Brad,  muszę  jeszcze  dopracować  wiele  szczegółów.  MoŜe  się  okazać,  Ŝe  to 

niebezpieczny środek. 

–  Czy  to  jest  jakiś  lek?  Nie  powinnaś  eksperymentować  na  sobie  z  lekami!  – 

rzekł surowo. 

– Nie, to jest... to jest... na razie nie mogę ci tego powiedzieć – wymamrotała, 

ogarnięta paniką. – Nie jestem jeszcze pewna, czy skutki będą trwałe, czy nie. 

– Czy dlatego zostałaś dzisiaj w domu? 
– Tak... Nie. Brad, wolałabym, Ŝebyś juŜ sobie poszedł. 
– Czy zawarłaś juŜ umowę z kimś innym? Czy w tym leŜy problem? 
–  Nie, nie!  – zapewniła go pośpiesznie  Tallia.  –  Jeśli  się okaŜe,  Ŝe  środek jest 

skuteczny,  to  ty  będziesz  go  –  produkował,  ale  nie  jestem  jeszcze  pewna...  – 
urwała, zdając sobie sprawę, jak głupio brzmią jej słowa. 

Brad patrzył na nią z uśmiechem. Był pewien, Ŝe wreszcie wszystko zrozumiał. 

UwaŜał jednak, Ŝe Tallia nic nie zyska, udając i kłamiąc, niezaleŜnie od wszelkich 
psychologicznych problemów, jakie mogły ją gnębić. 

–  Posłuchaj,  Tallio,  to  niczego  nie  zmienia.  Czy  ci  się  to  podoba,  czy  nie,  na 

swój sposób jesteś bardzo atrakcyjna i piersi nie mają tu nic do rzeczy. Jest w tobie 
coś, co podoba się męŜczyznom. 

Tallia wpatrzyła się w niego ze zdumieniem. 
– Tobie teŜ? 
– Mnie teŜ. – I Jake'owi, dodał w myślach, nie miał jednak zamiaru mówić jej 

tego. 

– Och, nie! – jęknęła Tallia. 
–  Tallio,  proszę,  nie  wpadaj  w  panikę.  Nie  mam  zamiaru  rzucać  się  na  ciebie 

ani  cię  przekupywać.  Ale  chyba  powinnaś  wiedzieć,  Ŝe  twoje  wysiłki,  by  stać  się 
jak najmniej atrakcyjną, nie są w stanie ukryć twojej prawdziwej osobowości. 

– Myślisz, Ŝe męŜczyzn pociąga moja osobowość? – zapytała Tallia z goryczą. 
– Owszem. Wszystkich męŜczyzn wartych zachodu. 
– A co z Natashą Fox? Czy w niej równieŜ męŜczyzn pociąga osobowość? 
Brad uśmiechnął się szeroko. A więc jednak Tallia była zazdrosna. 
–  Przyznaję,  Ŝe  trudniej  jest  przejrzeć  kogoś  przez  zasłonę  tak  oszałamiającej 

urody. Ale wydaje mi się, Ŝe w Natashy jest coś więcej. Gdy przestaje mieć się na 

background image

baczności,  okazuje  się  inną  osobą,  nie  taką,  jaką  chce  się  wydawać.  A  poza  tym 
obdarzona  jest  pewnego  rodzaju  instynktem,  którego  nawet  ty  nie  powinnaś 
lekcewaŜyć. Ona rozumie ludzi. 

Tallii  zbierało  się  na  płacz.  Oto  wreszcie  znalazła  męŜczyznę,  jakiego  szukała 

przez całe Ŝycie – męŜczyznę, który potrafił zignorować pozory. I w Ŝaden sposób 
nie mogła powiedzieć mu prawdy o sobie, zarazem go nie tracąc. 

– Musimy coś wymyślić! – powiedziała z rozpaczą do Bel. – PomóŜ mi! 
Siostra  pojawiła  się  u  niej  w  chwilę  po  tym,  jak  Tallia  powiadomiła  ją 

telefonicznie,  Ŝe  Brad  juŜ  wyszedł.  Teraz  leŜała  na  podłodze,  wygodnie 
rozciągnięta na kilku poduszkach. 

–  Ciekawe,  Ŝe  nigdy  nie  słuchasz  moich  rad,  zanim  wpakujesz  się  w  kłopoty, 

ale zawsze chcesz, Ŝebym ci powiedziała, jak masz się z nich wyplątać – zauwaŜyła 
spokojnie, wygładzając supełek na bawełnianej bluzie. 

– Mniejsza o to! – zawołała Tallia, nie chcąc w tej chwili wypominać siostrze, 

Ŝ

e cała ta intryga była jej pomysłem. – Co ja mam zrobić? Wyznać mu wszystko? 

– Oczywiście, Ŝe moŜesz to zrobić... 
– Naprawdę tak myślisz? 
–  ..  .  jeśli  chcesz  stracić  laboratorium  i  nigdy  więcej  nie  zobaczyć  Brada 

Slingera  –  dokończyła  Bel.  –  Jasne,  Ŝe  teraz  nie  moŜesz  mu  wszystkiego 
powiedzieć!  W  tej  chwili  on  sam  nie  jest  pewien,  która  z  was  podoba  mu  się 
bardziej, a ty chcesz go przekonać, Ŝe nie chce Ŝadnej? 

Tallia westchnęła cięŜko. 
– Masz rację. Więc co jeszcze mogę zrobić? 
– Chyba musisz grać na zwłokę. 
– I co mi to da? 
– Bel charakterystycznym gestem uniosła rękę. 
– Poczekaj chwilę! Mam pewien pomysł. 
Tallia zawsze uwaŜała, Ŝe to Bel jest geniuszem w rodzinie. Patrzyła na siostrę 

niespokojnie. Bel kilkakrotnie skinęła głową, a potem wsunęła kosmyk włosów za 
ucho. 

–  JuŜ  wiem.  Trzeba,  Ŝeby  Brad  zaangaŜował  się  emocjonalnie.  Wówczas, gdy 

wszystko się wyda, nie będzie mógł cię tak po prostu zostawić. 

Tallia z powątpiewaniem zmarszczyła brwi. 
–  Czy  nie  sądzisz,  Ŝe  im  bardziej  się  zaangaŜuje,  tym  bardziej  będzie  później 

zraniony i wściekły? 

–  Tak,  ale  jeśli  cię  pokocha,  to  będzie  musiał  do  ciebie  wrócić.  Nie  jest  tak 

background image

łatwo odejść od miłości. 

Na dźwięk słowa „miłość" Tallię przeszył dreszcz. Czy Brad rzeczywiście mógł 

się  zakochać  w jednym z  jej  wcieleń?  Naraz zrozumiała,  jak bardzo tego pragnie. 
Utrata laboratorium nie była najgorszą rzeczą, jaka mogła jej się przytrafić. 

– Och, Bel, tak się boję! 
–  Nie,  nie,  to  się  musi  udać!  Musimy  po  prostu  stopniowo  zbliŜyć  do  siebie 

obydwa twoje wcielenia. 

– Jak to? 
–  Natasha  musi  stać  się  bardziej  inteligentna  albo  Tallia  musi  wypięknieć  – 

mówiła Bel w transie. – A potem ta druga zniknie. 

– Zniknie? – powtórzyła Tallia, nie rozumiejąc. 
– Zniknie z jego Ŝycia. W której, twoim zdaniem, Brad powinien się zakochać? 
– Nie wierzę, Ŝeby mógł się zakochać w którejkolwiek. PrzecieŜ on uzna, Ŝe ja 

go wykorzystałam! MoŜe jednak lepiej byłoby wyznać mu prawdę? 

– Siostra patrzyła na nią spokojnym, stanowczym wzrokiem. 
– Jeśli powiesz mu o tym teraz, to obie go stracicie. 
Jej głos brzmiał jak wyrocznia. Tallia zadrŜała i przycisnęła dłonie do powiek. 
– Niech będzie! 
–  Musisz  tylko  zdecydować,  czy  wolisz,  Ŝeby  się  zakochał  w  Natashy,  czy  w 

Tallii. 

– Myślisz, Ŝe ten wybór naleŜy do mnie? 
–  PrzecieŜ  on  juŜ  ci  powiedział,  Ŝe  uwaŜa  Tallię  za  atrakcyjną,  a  Natashę  za 

inteligentną!  Jeśli  męŜczyzna  jest  w  stanie  do  tego  stopnia  przejrzeć  kobietę,  to 
znaczy, Ŝe juŜ jest w niej zakochany! Więc jak wolisz? 

–  Chyba  wolę  Tallię.  To  jestem  prawdziwa  ja.  Ale  Bradowi  znacznie  bardziej 

podoba się Natasha. 

– Mniejsza o to, co jemu się podoba. W końcu przecieŜ i tak dostanie was obie! 

W takim razie zaczynamy kampanię upiększania Tallii. Zrobiłaś juŜ bardzo dobry 
początek z tym biustem. 

–  Chcesz  powiedzieć,  Ŝe  nie  powinnam  go  krępować?  Miałam  zamiar 

powiedzieć Bradowi, Ŝe skutki mojego eksperymentu nie okazały się trwałe. 

– Nie, tego nie moŜesz zrobić. To zbyt dobra okazja. 
– Ale on będzie chciał zdobyć patent na mój preparat! Powiedział, Ŝe mogę na 

tym zarobić miliony! 

Bel tylko machnęła ręką. 
–  Musisz  go  przekonać,  Ŝe  testy  rynkowe  byłyby  zbyt  niebezpieczne.  I 

background image

natychmiast zafunduj sobie aparat ortodontyczny. 

– PrzecieŜ taka korekta trwa całe lata! Chcesz powiedzieć, Ŝe nie mogę... 
–  Tal,  nie  będziesz  musiała  czekać  latami  na  to,  by  –  znów  mieć  proste  zęby. 

Musisz  tylko  przekonać  go  teraz,  Ŝe  jesteś  piękna,  tak  Ŝeby  wybrał  ciebie,  a  nie 
Natashę,  i  to  wszystko.  Nie  zapominaj,  Ŝe  na  koniec  i  tak  mu  wyznasz  prawdę  i 
wtedy  będziesz  mogła  zdjąć  aparat.  A  na  razie  wspomnij  mu,  Ŝe  być  moŜe 
przefarbujesz sobie włosy. 

–  Mam  to powiedzieć  Bradowi?!  Dlaczego  miałabym  mu  wspominać o  czymś 

takim? śadna kobieta by tego nie zrobiła! 

–  Och,  daj  spokój.  Zachowuj  się  jak  kobieta,  która  chce  wybadać  grunt. 

Powiedz coś w rodzaju: „Ciekawa jestem, jak bym wyglądała jako blondynka?" – 
zapytała Bel piskliwym głosem, kokieteryjnie przechylając głowę na bok. 

– Ale on mi na pewno powie, Ŝebym tego nie robiła, bo podobam mu się taka, 

jaka jestem – odrzekła Tallia stanowczo. – I co wtedy? 

– Uśmiechnij się z wdzięcznością, podziękuj mu za komplement, a potem i tak 

zrób  swoje,  jak  normalna  kobieta.  A  co  do  Natashy,  to  zaczniesz  się  trochę 
zaniedbywać. On nie powinien jej podziwiać, tylko być nią znudzony. 

–  Wiem,  ale  tak  mi  jakoś  wyszło.  Wiesz,  zawsze  dotychczas  starałam  się 

udowadniać wszystkim, jaka jestem bystra pomimo swojego wyglądu, i nauczyłam 
się  intuicyjnie  unikać  zachowań  głupiej,  ale  zmysłowej  blondynki.  Ale  kiedy  nie 
próbuję niczego udowadniać, odzywa się we mnie to, czego wciąŜ unikam. 

– Co ty właściwie chcesz powiedzieć? 
–  Sama  nie wiem! MoŜe  to,  Ŝe  w gruncie rzeczy naprawdę jestem  taką osobą, 

jaką nigdy nie chciałam być – głupią, ale obdarzoną intuicją blondynką. 

–  Nikt,  kto  by  się  dowiedział,  w  jaką  kabałę  się  wplątałaś,  nie  mógłby  w  to 

wątpić, siostrzyczko – pocieszyła ją z uśmiechem Bel. 

– Niepotrzebnie się w to wszystko wplątywałem zŜymał się Brad. – Mówię ci, 

Jake,  zakochałem  się  w  dwóch  kobietach  naraz,  a  w  kaŜdej  z  nich  podoba  mi  się 
zupełnie coś innego. 

– Przyznaję, Ŝe w obliczu inteligencji Tallii męŜczyzna moŜe przymknąć oko na 

pewne jej niedostatki  fizyczne – zgodził  się niechętnie Jake.  On  równieŜ  Ŝałował, 
Ŝ

e dał się wmieszać w tę całą historię. Bez jego udziału Brad prawdopodobnie juŜ 

dawno  zapomniałby  o  swych  intencjach  względem  Tallii.  Tymczasem  wyglądało 
na  to,  Ŝe  wmieszanie  się  Jake'a  ściągnęło  na  Brada  los,  od  którego  przyjaciel 
najbardziej  pragnął  go  uchronić.  –  Pomyśl  jednak,  o  ile  łatwiej  jest  zapomnieć  o 
braku inteligencji Natashy, gdy się widzi jej urodę. 

background image

–  Nic  nie  rozumiesz.  To  właśnie  w  Tallii  podoba  mi  się  uroda,  a  w  Natashy 

inteligencja. 

Nastąpiła długa chwila milczenia. 
– Musisz mi to powtórzyć jeszcze raz. Chyba się zamyśliłem i źle usłyszałem – 

powiedział wreszcie Jake. 

– Wiem, Ŝe to z pozoru nie ma Ŝadnego sensu. Ale... To prawda, Ŝe Tallia jest 

absolutnie  przeciętna,  ale  jest  coś  w  jej  ruchach...  pewien  nieświadomy  wdzięk, 
którego brakuje Natashy. Natasha jest tak zaabsorbowana własną urodą, Ŝe przez to 
prawie zupełnie ją traci. 

Jake tylko wzniósł oczy do nieba. 
–  Widziałeś  ją  jedynie  w  tym  filmie.  Gdybyś  się  z  nią  kilka  razy  spotkał, 

zrozumiałbyś,  o  czym  mówię.  Jasne,  Ŝe  ona  mnie  podnieca.  Takiego  ciała  nie 
widuje  się  codziennie.  Ale  jej  wygląd  nie  wpływa  na  moje  uczucia.  Te  wielkie 
piersi sprawiają wraŜenie, jakby były wyjęte prosto z marzeń kaŜdego męŜczyzny, 
ale jeśli się nad tym zastanowisz, to zmienisz zdanie. Z drugiej strony, piersi Tallii 
–  oczywiście,  wszystko,  co  mi  opowiadała  o  ich  powiększeniu,  to  kupa  bzdur; 
spłaszczała je, Ŝeby nie zwracać na siebie uwagi męŜczyzn – ale one są prawdziwe, 
rozumiesz?  Zupełnie  by  mi  wystarczyły.  Z  kolei  w  Natashy  naprawdę  podoba  mi 
się  swego  rodzaju  kobieca  intuicja.  Ona  patrzy  na  ciebie,  a  potem  mówi  coś,  co 
odkrywa  prawdziwe  motywy  twojego  działania.  Za  kaŜdym  razem,  gdy  to  się 
zdarza, jestem wstrząśnięty. To na mnie działa, rozumiesz? 

–  Stary,  nie  rozumiem  absolutnie  nic  z  tego,  co  powiedziałeś.  Ale  mów  dalej. 

Jestem pewien, Ŝe dobrze ci to zrobi. Zawsze mogę ci wystawić rachunek za seans 
psychoterapeutyczny. 

–  Gdybym  mógł  dać  Natashy  wygląd  Tallii,  albo  Tallii  umysł  Natashy  – 

westchnął Brad. 

 

background image

Rozdział 9 

 
Pod  wpływem  rad  Bel  Tallia  zdecydowała,  Ŝe  najlepiej  będzie,  jeśli  jej 

naukowe wcielenie zacznie pięknieć dopiero wtedy, gdy Natasha zakończy juŜ całą 
serię pięciu spotkań z Bradem. 

–  A  poza  tym  –  mówiła  Bel  –  nie  zaszkodziłoby,  gdybyś  go  wcześniej 

przygotowała na zniknięcie Natashy. 

–  Jak  mam  to  zrobić?  Powinnam  zacząć  mówić  o  samobójstwie?  –  zapytała 

Tallia ironicznie. 

–  Nie  Ŝartuj  –  odrzekła  siostra  ponuro.  –  Powinnaś  mu  powiedzieć,  Ŝe 

wyjeŜdŜasz  na  czas  nieokreślony  na  zdjęcia  do  jakiegoś  filmu,  więc  musicie 
przyśpieszyć pozostałe spotkania. Zaraz, poczekaj, juŜ wiem! – Bel aŜ podskoczyła 
z  podniecenia.  –  Och,  to  świetny  pomysł,  naprawdę  genialny!  Musisz  mu 
powiedzieć, Ŝe wybierasz się do Hollywood, Ŝeby poszukać tam szczęścia! 

Tallia patrzyła na nią jak ogłuszona. 
– Naprawdę mam tak powiedzieć? 
– Jasne! Co mogłoby być dla niego bardziej zrozumiałe niŜ to, Ŝe Natasha Fox 

pragnie zrobić wielką karierę? I to załatwia cały problem! WyjeŜdŜasz i nie ma cię. 
Finko! 

Tallia wiedziała, Ŝe Bel ma rację, ale mimo wszystko... 
–  Jego  matka  wyjechała  do  Hollywood  –  powiedziała  cicho.  –  Chyba  nie 

myślisz... 

– śe co? 
–  Och,  sama  nie  wiem.  Tylko  Ŝe  jeśli  naprawdę  podoba  mu  się  Natasha,  to 

będzie się czuł bardzo zraniony. 

– Jak na geniusza, jesteś czasami wyjątkowo tępa – odrzekła Bel z uczuciem. – 

Nie rozumiesz? Pocieszy się Tallią! 

 
Brad  patrzył  na  kobietę  siedzącą  po  drugiej  stronie  stolika,  zdumiewając  się 

tym,  jak  bardzo  podnieca  go  przesadnie  eksponowana  kobiecość.  DłuŜsze  od  rzęs 
Natashy  były  tylko  jej  ciemnoczerwone  paznokcie.  Biust  zajmował  połowę  blatu 
stolika, a włosów miała tyle, Ŝe prawie nie było widać spod nich twarzy. 

Brad  nigdy  nie  przywiązywał  przesadnej  wagi  do  Ŝadnego  z  tych  atrybutów  i 

dlatego  tak  zirytowało  go  odkrycie,  Ŝe  mimo  wszystko  reaguje  jak  typowy 
męŜczyzna. Były to cechy zewnętrzne, być moŜe sztuczne, a jednak jego poŜądanie 

background image

rosło  z  chwili  na  chwilę.  Dlaczego  kobieta  tak  piękna  jak  Natasha  nie  mogła  po 
prostu  zaufać  swojej  urodzie?  Po  co  podkreślała  ją  tak  ostentacyjnie?  Nie 
pojmował tego. 

–  Policzmy  –  mówiła  właśnie  Natasha,  odliczając  na  palcach.  Ruchy  jej  dłoni 

były wystudiowane, ale pozbawione naturalnego wdzięku. Brad przypomniał sobie 
ruchy  Tallii  i  pomyślał,  Ŝe  tamta  mogłaby  udzielać  Natashy  lekcji  prawdziwej 
kobiecości. 

– To jest nasze trzecie spotkanie, tak? 
A  w dodatku liczy! Teraz juŜ  Brad był  zupełnie pewien, Ŝe  jedyny  sposób, by 

uwolnić  się  od  obsesji,  to  zaciągnąć  tę  ślicznotkę  do  łóŜka.  Dlatego  dzisiaj 
przyprowadził  ją  do  niewielkiej,  lecz  piekielnie  drogiej  restauracyjki,  którą  znali 
tylko wybrani członkowie miejscowej elity. W karcie dań królowały afrodyzjaki, a 
pianista mógłby poruszyć kamień. 

–  Chyba  powinnam  ci  powiedzieć,  Ŝe  za  trzy  tygodnie  wyjeŜdŜam,  więc  nie 

mamy wiele czasu na te dwa pozostałe spotkania. 

– MoŜemy się spotkać, gdy wrócisz. 
Natasha uśmiechnęła się szeroko. 
– Jeśli wszystko ułoŜy się po mojej myśli, to juŜ tu nie wrócę. 
– A dokąd wyjeŜdŜasz? – zapytał Brad z nagłym niepokojem. 
– Do Los Angeles! – oznajmiła Natasha z satysfakcją. 
–  A  niech  to  –  mruknął  Brad,  potrząsając  głową.  –  Zdawało  mi  się,  Ŝe  nie 

interesuje cię Hollywood. 

–  Tak  mówiłam?  Ach,  prawda!  Twój  ojczym!  –  przypomniała  sobie  Tallia.  – 

Zupełnie o nim zapomniałam. 

Brad  uśmiechnął  się  smutno.  No  cóŜ,  to  było  oczywiste  od  samego  początku. 

Wiedział, Ŝe ten moment w końcu nadejdzie. 

– Oczywiście chciałabyś poznać Gartha. 
Natasha westchnęła i obdarzyła Brada promiennym uśmiechem. 
– Och, Brad, mógłbyś to dla mnie zrobić? 
Mógłbym  to  zrobić  za  seks,  pomyślał  Brad,  ale  natychmiast  odrzucił  ten 

pomysł.  Nigdy  jeszcze  nie  płacił  kobiecie  za  seks  i  nie  miał  zamiaru  robić  tego 
teraz. Być moŜe był to najlepszy sposób, by się zniechęcić do kobiety, ale skoro nie 
mógł  zdobyć  Natashy innymi  metodami, to  wolał  się obejść bez niej.  Pięćdziesiąt 
tysięcy  dolarów,  które  płacił  jej  za  kaŜde  spotkanie,  to  było  co  innego:  ofiara 
złoŜona na ołtarzu sztuki. 

– Oczywiście. Zadzwonię do niego jutro i powiem mu, Ŝe przyjeŜdŜasz. 

background image

Natasha wyraźnie okazywała mu wdzięczność i Brad pomyślał melancholijnie, 

Ŝ

e dzisiejszy wieczór moŜe uznać za stracony. Nawet gdyby okazała się chętna, to 

Brad nie Ŝyczył sobie, Ŝeby poszła z nim do łóŜka z wdzięczności. 

Tallia  zauwaŜyła,  Ŝe blask  w  oczach  Brada zgasł.  Wiedziała,  Ŝe powinno ją to 

cieszyć, jednak od tej chwili wieczór stracił dla niej cały urok. 

– Zaraz, czy ja cię na pewno dobrze rozumiem –  mówił Jake. – Masz świetny 

argument i nie chcesz go uŜyć? 

– Nigdy nie marzyłem o seksie z poczucia obowiązku – mruknął Brad. 
– Ale marzyłeś o Natashy Fox. 
Brad nic na to nie odpowiedział. Jake przyjrzał mu się uwaŜnie. 
–  Wiesz,  co  to  jest?  Zwykła  duma.  Jesteś  wkurzony,  Ŝe  nie  udało  ci  się  jej 

poderwać na twój męski urok, tylko na znajomości. 

– Zamknij się – rzekł krótko Brad i zajął się stekiem. 
Jake potrząsnął głową. 
–  Wietrzę  tu  niebezpieczeństwo.  Gdy  męŜczyzna  pragnie,  Ŝeby  kobieta 

poŜądała  jego  samego,  a  nie  jego  pieniędzy  i  wpływów,  to  zaczynam  słyszeć 
weselne dzwony! A przy okazji, coś mi się zdaje, Ŝe wygrałem zakład. 

– PrzecieŜ ona jedzie do Hollywood. 
Jake pochylił się nad stolikiem i szepnął konfidencjonalnie: 
– Wiesz co? MoŜesz sprawić, Ŝeby została. Wystarczy, Ŝe ją o to poprosisz. 
– Dlaczego tak sądzisz? 
–  MoŜesz  to  nazwać,  jak  chcesz.  –  Przyjaciel  wzruszył  ramionami.  –  Nie 

zdziwiłbym  się,  gdyby  się  okazało,  Ŝe  –  ten  pomysł  ma  na  celu  wyłącznie 
sprowokowanie cię do wyznania jej swoich uczuć. 

– W takim razie wybrała nieodpowiedniego męŜczyznę i nieodpowiedni sposób 

działania. Nie mam zamiaru jej prosić, Ŝeby została. 

– Nie? 
–  Jeśli  ciągnie  ją  do  Hollywood,  Jake,  to  prędzej  czy  później  to  pragnienie 

zwycięŜy.  Nie  chcę  być  ojcem  jej  dzieci,  gdy  ten  dzień  nadejdzie.  Wolę  zamknąć 
sprawę teraz. 

– Jeśli potrafisz – odrzekł Jake. 
 
Projekt  wirtualnych wakacji  był juŜ na  ukończeniu.  Brad  rozbudował jeden  ze 

swoich klubów i zainstalował w nim mały basen z falami. Ściany dokoła ozdobiono 
widoczkami  z  mórz  południowych.  Tu  miał  być  zamontowany  prototyp  sprzętu  z 
próbnym  programem  autorstwa  Tallii.  Zmuszało  ją  to  do  częstych  spotkań  z 

background image

Bradem. 

– Widzę, Ŝe ten środek na powiększenie biustu daje trwałe efekty – zaŜartował 

Brad pewnego dnia. 

Tallia uśmiechnęła się nieśmiało. 
– Na to wygląda. 
–  Cieszę  się,  Ŝe  wreszcie  nabrałaś  do  mnie  zaufania.  MoŜe  pewnego  dnia 

zostawisz w domu tę perukę? 

Tallia przypomniała sobie rady Bel. 
– Kto wie? MoŜe nawet rozjaśnię włosy! 
Na twarzy Brada pojawił się szybki błysk, który jednak natychmiast zniknął. 
– Och, nie rób tego – powiedział. 
On się kocha w Natashy, pomyślała Tallia z goryczą. Gdy tamta zniknie, ja nie 

będę miała Ŝadnych szans. 

Nic  jednak  nie  była  w  stanie  z  tym  zrobić.  Nie  mogła  zabić  Tallii  i  na  resztę 

Ŝ

ycia przedzierzgnąć się w Natashę. 

– Zjesz ze mną dzisiaj kolację? – zapytał Brad. 
– PrzecieŜ właśnie jemy lunch – zdziwiła się Tallia. 
– Teraz rozmawiamy o interesach.  Na kolację chciałbym  cię zabrać  wyłącznie 

dla przyjemności – uśmiechnął się. 

–  Och,  Brad!  –  zawołała  Tallia  ze  skrępowaniem.  Bel  miała  rację.  Najpierw 

trzeba było pozbyć się Natashy, by nie dawać mu zbyt wielu okazji do porównań. – 
Wolałabym, Ŝebyś na razie mnie o to nie prosił! 

– Powiedz mi, dlaczego tak się mnie boisz. Tallia zwiesiła głowę. 
– Nie boję się ciebie, Brad. 
To była prawda, ale zabrzmiała jak kłamstwo. 
– Skoro tak, to zjedz ze mną kolację. 
–  Dlaczego  chcesz  mnie  zaprosić?  –  zapytała,  patrząc  na  niego  brązowymi 

oczami w sposób, który trochę przypominał mu Natashę. 

Dobre  pytanie,  pomyślał  Brad.  Bo  pociągasz  mnie  w  jakiś  dziwny  sposób, 

bardziej niŜ inne piękne kobiety, a skoro tak, to chciałbym, Ŝebyś się mną bardziej 
zainteresowała. Nie powiedział tego jednak głośno z obawy przed jej reakcją. 

– Tallio, nie kaŜdy męŜczyzna jest potencjalnym gwałcicielem – rzekł tylko. 
Tallia spojrzała na niego ze zdumieniem. CzyŜby sądził, Ŝe ona tego właśnie się 

obawia? 

– Nigdy cię nie uwaŜałam za potencjalnego gwałciciela! – zawołała. 
– Nie? 

background image

–  Oczywiście,  Ŝe  nie!  Nigdy!  Nawet  tamtego  wieczoru...  –  Zamilkła  nagle, 

przypominając  sobie,  Ŝe  ma  na  myśli  pierwszy  wieczór,  jaki  Brad  spędził  z 
Natashą. 

– Którego wieczoru? – zdziwił się Brad. 
– Mniejsza o to. Po prostu nigdy tak o tobie nie myślałam. 
– Wszyscy męŜczyźni zbijają cię z tropu? 
–  Wolałabym,  Ŝebyś  mi  nie  zadawał  takich  pytań  –  powiedziała  Tallia  ze 

smutkiem. – MoŜemy wrócić do tej rozmowy... 

– Kiedy? 
– Za kilka tygodni. Jeśli nadal będziesz chciał – dodała. 
Brad  usłyszał  w  jej  głosie  smutek,  ale  nie  miał  pojęcia,  jakie  mogły  być  jego 

przyczyny.  MoŜe  Tallia  była  w  trakcie  terapii  albo  w  jej  Ŝyciu  pojawił  się  jakiś 
męŜczyzna  z  przeszłości?  Ktokolwiek  to  był,  Brad  miał  ochotę  zabić  go  za  to,  Ŝe 
rozbudzał jej lęki. 

Zabawne,  Ŝe  w  jego  Ŝyciu  pojawiły  się  jednocześnie  dwie  kobiety,  z  których 

Ŝ

adna  nie  chciała  związać  się  z  nim  powaŜnie,  i  Ŝe  on  sam,  choć  był  pewien,  Ŝe 

zmienił się bardzo głęboko, nie potrafiłby określić, która z nich była przyczyną tej 
zmiany. I Ŝadna nie chciała mu pomóc tego zrozumieć. 

MoŜe więc to on potrzebował psychiatry. 
 
Na  czwartym  spotkaniu  Brad  zabrał  Natashę  na  wyścigi  konne.  Jeśli  jednak 

miał  nadzieję,  Ŝe  w  upalny  dzień  na  torze  wyda  mu  się  mniej  atrakcyjna  niŜ 
wieczorem w klubie, to się pomylił. 

Natasha była dobra w typowaniu zwycięzców. 
–  Stawiam  na  Patsy  Pokabout.  Podoba  mi  się  to  imię  –  oznajmiła  przed 

pierwszym  biegiem  i  oczywiście  Patsy  Pokabout  przeszedł  linię  mety  o  kilka 
długości  przed  innymi  końmi.  Pięćdziesiąt  dolarów  wygranej  sprawiło  jej  więcej 
radości  niŜ  innym  kobietom  zegarek  wysadzany  brylantami.  Brad  zmarszczył 
czoło, próbując zanalizować jakąś myśl. 

– Jesteś bardzo podobna do swojej siostry – powiedział w końcu. 
– Do której, Bel? – zapytała Tallia, trzeźwiejąc nagle. 
– Nie znam innych twoich sióstr. 
Od tej chwili Tallia bardzo pilnie wystrzegała się spontaniczności. 
Cztery randki mamy za sobą, pomyślała. Jeszcze jedno spotkanie, a potem Brad 

nigdy  więcej  nie  zobaczy  Natashy.  Ostatnia  szansa,  by  doświadczyć  jego 
namiętności. 

background image

Och, BoŜe, co ona powinna zrobić? 
 

background image

Rozdział 10 

 
Próbował  juŜ  przekupstwa,  powrotu  do  natury,  intymności  i  afrodyzjaków,  a 

takŜe podniecenia hazardem. Nadszedł czas na ostatnią pułapkę. 

Starannie przygotował się do piątego spotkania z Natasha. Tym razem musiało 

się udać. Tego wieczoru musiała powiedzieć: „Pocałuj mnie, Brad". Był pewien, Ŝe 
dalej  juŜ  sobie  poradzi.  Gdy  raz  otrzyma  pozwolenie,  by  jej  dotknąć,  Natasha  nie 
będzie  dłuŜej  protestować.  Wiedział,  Ŝe  ją  pociąga,  i  nie  miał  pojęcia,  dlaczego 
Natasha  tak  się  opiera,  ale  gotów  był  załoŜyć  się  o  wszystkie  swoje  pieniądze,  Ŝe 
czyni to wbrew sobie. 

Tańce!  To  było  to!  Ten  pomysł  przyszedł  mu  do  głowy  nagle,  jak  większość 

dobrych pomysłów. Trzeba Natashę wyciągnąć na parkiet gdzieś, gdzie gra bardzo 
dobra orkiestra... 

– Czy mogę cię objąć? – zapytał Brad, gdy melodia zmieniła się z szybkiej na 

wolną. Natasha odruchowo przysunęła się bliŜej. Za nic na świecie nie potrafiłaby 
mu teraz odmówić. Nie wiedziała, ile wina wypiła ani ile zjadła homara, ale czuła 
się  lekko  i  zmysłowo,  szczególnie  gdy  patrzyła  w  jego  stanowcze,  błękitne  oczy, 
przepełnione  pragnieniem  i  namiętnością.  Musiała  co  chwila  odwracać  wzrok,  by 
zaczerpnąć tchu. 

Chyba nie powinna się była zgadzać na dzisiejsze spotkanie, ale Ŝadne z obu jej 

wcieleń  nie  widziało  Brada  od  tygodnia  i  tęskniła  juŜ  do  jego  towarzystwa.  Nie 
powinna  się  była  godzić  na  tańce,  ale  Brad  wyciągnął  ją  na  parkiet,  gdy  muzyka 
była szybka, ona zaś nie przewidziała w porę niebezpieczeństwa albo teŜ wolała o 
nim nie myśleć. Z drugiej strony jednak taniec w zatłoczonej salce powinien chyba 
być bezpieczny? 

Uśmiechnęła  się,  odrzucając  głowę  do  tyłu.  Tego  wieczoru  nie  nosiła  peruki. 

Gdyby  Bel  była  w  domu,  nie  uszłoby  jej  to  na  sucho,  ale  siostra  wyjechała  na 
weekend  do  rodziny,  a  Tallia  zmęczona  juŜ  była  ciągłym  kamuflaŜem.  Błękitne 
szkła  kontaktowe  i  sztuczne  rzęsy  równieŜ  zostały  w  domu.  Z  całego  rynsztunku 
Natashy pozostał tylko wypchany biustonosz. 

„Czy mogę być pewien? Muszę to wiedzieć" – śpiewał wokalista aksamitnym, 

zmysłowym głosem. Brad na pewno zamówił tę piosenkę. 

– Powiedz to – poprosił, chociaŜ brzmiało to raczej jak rozkaz. 
– Co mam powiedzieć? 
– Powiedz: „dotknij mnie, Brad. Obejmij mnie". 

background image

– Dotknij mnie, Brad. Obejmij mnie – wyszeptała Tallia posłusznie. 
Gdy otoczył ją ramionami, z wraŜenia zaparło jej dech. 
– Brad! – szepnęła. 
– Tak, to ja. A ty kim jesteś? – szepnął jej do ucha. 
Tallia  juŜ  wcześniej  zdjęła  szpilki  na  wysokich  obcasach,  które  przeszkadzały 

jej w tańcu, i teraz była boso. Jej głowa znajdowała się na wysokości szyi Brada. 

– Czy chcesz, Ŝebym cię pocałował? – zapytał, dotykając jej szyi. – Tutaj mogę 

to zrobić. Chcesz tego? 

– Och, Brad! 
Brad  odetchnął  z  ulgą.  Teraz  juŜ  Natasha  była  jego.  Usłyszał  w  jej  głosie 

charakterystyczny ton i wiedział, Ŝe zwycięŜył. To jednak nie wystarczało. Natasha 
musiała powiedzieć to wyraźnie. Czekał na te słowa juŜ wystarczająco długo. 

– Czy mam to zrobić? 
– Brad! 
–  Powiedz  to!  –  jęknął.  Jego  ciało  było  napięte  z  podniecenia  i  wiedział,  Ŝe 

Natasha dobrze sobie zdaje z tego sprawę. Wie, na co ma się zgodzić. Nie będzie 
miała prawa wypierać się tego później. 

Tallia  jeszcze  nigdy  w  Ŝyciu  nie  czuła  tak  obezwładniającego  pragnienia. 

Rozpaczliwie  próbowała  oszacować  ryzyko.  Chciała,  by  Brad  ją  pocałował,  tylko 
ten jeden raz... ale jak to się skończy? Jeśli nie będzie umiała oprzeć mu się tutaj, 
wśród tłumu, to czy będzie w stanie powiedzieć „nie" później, gdy zostaną sami? 

Nie  była  jednak  w  stanie  myśleć  logicznie.  Pragnęła  Brada.  JuŜ  od  zbyt  wielu 

tygodni opierała się poŜądaniu. 

– Czego chcesz, Brad? – zapytała bezradnie. 
–  Chcę  cię  połoŜyć  na  tym  stole  i  kochać  się  z  tobą  –  odrzekł  posępnie, 

przeszywając  ją  wzrokiem.  –  Ale  tego  nie  zrobię.  Na  tyle  jeszcze  potrafię  się 
kontrolować. Nic więcej nie mogę ci obiecać. 

Natasha drŜała. 
–  Będziemy  się  dzisiaj  kochać  –  mówił  Brad.  –  W  samochodzie,  na  plaŜy,  u 

mnie  albo  u  ciebie...  Pogódź  się  z  tą  myślą,  bo  nie  chcę,  Ŝebyś  później  Ŝałowała. 
Pragnę  cię,  ty  teŜ  mnie  pragniesz  i  to  jest  nasza  noc.  A  teraz  poproś,  Ŝebym  cię 
pocałował. 

„Czy miłość trwa wiecznie?" – śpiewał wokalista. 
MoŜe  sprawiło  to  wielokrotnie  powtarzane  pytanie  śpiewaka,  ale  Tallia 

poczuła, Ŝe juŜ dłuŜej nie jest w stanie się opierać. 

– Czy miłość trwa wiecznie? – zapytała szeptem. 

background image

–  Nic  nie  trwa  wiecznie  –  odrzekł  Brad.  –  Ale  na  pewno  nasza  namiętność 

przetrwa tę noc. 

Natasha  spojrzała  mu  w  oczy.  Jego  ciało  znajdowało  się  tuŜ  przy  jej  ciele. 

Czuła  przepływające  między  nimi  fale  gorąca.  Podniosła  głowę  i  spojrzała  mu 
prosto w oczy. 

– Pocałuj mnie, Brad – szepnęła i zanim jeszcze skończyła mówić, poczuła na 

swoich ustach jego gorące wargi. 

 
Brad  nie  pamiętał,  kiedy  wyszli  z  klubu  po  tym  pocałunku.  Uświadomił  sobie 

za  to,  Ŝe  mylił  się,  sądząc,  iŜ  jego  poŜądanie  Natashy  nie  jest  zbyt  głębokie. 
Przekonał  się,  Ŝe  tym,  co  go  do  niej  przyciągało,  nie  była  fizyczna  uroda  ani 
kobiecy instynkt, lecz sama istota jej osobowości. 

Gdy  muzyka  przestała  grać,  Brad  oderwał  usta  od  warg  Natashy,  oddychając 

cięŜko. Nie zeszli z parkietu; mocno objęci stali pośrodku sali. Tallia równieŜ czuła 
się  jak  zahipnotyzowana.  Widziała  jedynie  jak  przez  mgłę  niebieskie  oczy  Brada 
nad swą twarzą. Jego ciało pociągało ją w niekontrolowany sposób. Nigdy jeszcze 
nie  czuła  takiego  podniecenia,  tak  głębokiej  potrzeby,  by  posiąść  ciało  i  duszę 
drugiego człowieka. 

– Wyjdźmy stąd – powiedział Brad ochryple. 
Trzymając ją za rękę, poprowadził do stolika, gdzie zebrał ich rzeczy i rzucił na 

blat  kilka  banknotów.  Kelner  zgiął  się  w  ukłonie,  Brad  chyba  jednak  nawet  nie 
zauwaŜył, ile pieniędzy zostawił, ogarnięty jednym pragnieniem: zostać wreszcie z 
Natashą sam na sam. 

Noc  była  deszczowa.  Skóra  Natashy  lśniła  w  świetle  lamp.  Bradowi  było 

zupełnie  wszystko  jedno,  dokąd  ją  zabierze.  Jeśli  ona  zechce  pojechać  do 
Hollywood,  on  pojedzie  za  nią,  jeśli  zapragnie  urządzić  sobie  laboratorium  w 
ś

rodku  dŜungli,  to  on  spełni  jej  zachciankę...  Zaraz,  zaraz,  zreflektował  się, 

przecieŜ tu chodzi o inną kobietę. Było jednak w tej sytuacji coś, co nie podlegało 
regułom logicznego myślenia. Brad wiedział tylko, Ŝe wreszcie odnalazł to, czego 
przez całe Ŝycie szukał. 

–  Jedziemy  do  ciebie?  –  zapytał.  Wiedział,  Ŝe  kaŜda  kobieta  czuje  się 

bezpieczniej  na  swoim  terytorium,  a  chciał,  Ŝeby  Natasha  czuła  się  bezpiecznie. 
Przypomniał sobie o jej siostrze, ale poniewaŜ Natasha powiedziała juŜ: 

„tak",  pojechali  do  niej.  MoŜe  Bel  nie  nocuje  dzisiaj  w  domu,  pomyślał  Brad, 

naciskając guzik w windzie. 

Tallia  prawie  nie  zauwaŜyła,  Ŝe  Brad  nacisnął  trójkę.  Oprzytomniała  dopiero 

background image

wtedy, gdy drzwi windy otworzyły się i wyszli na korytarz. Na śmierć zapomniała, 
gdzie mieszka  Natasha!  Gdyby  Brad nie nacisnął guzika pierwszy,  zawiozłaby  go 
do  swojego  mieszkania,  które  on  znał  jako  mieszkanie  Tallii.  Uderzona  tą  myślą, 
stanęła  pośrodku  korytarza,  usiłując  sobie  przypomnieć,  kiedy  przestała  mówić  z 
południowym akcentem. 

–  Co  się  stało?  –  zapytał  Brad  z  uśmiechem.  Przyciągnął  ją  do  siebie  i  znów 

pocałował, a potem prawie zaniósł do drzwi mieszkania Bel. 

Tallia  chyba  od  samego  początku  wiedziała,  Ŝe  tak  się  to  musi  skończyć. 

Pragnęła  Brada  i  jako  Natasha  mogła  go  mieć.  Trzeba  było  tylko  wykorzystać 
szansę. Nie miała pojęcia, co przyniesie jej przyszłość. 

Otworzyła  drzwi  kluczem  i  weszli  do  środka.  Zaraz  za  progiem  Brad  znów 

pochwycił ją w ramiona. 

– Gdzie jest sypialnia? – jęknął, podnosząc ją do góry. 
Tallia poczuła, Ŝe świat wokół niej zawirował. Dokonała wyboru. Teraz juŜ nie 

było odwrotu. 

 

background image

Rozdział 11 

 
Tallia  obudziła  się  i  przeciągnęła  ze  zmysłowym  uśmiechem.  A  więc  to  jest 

szczęście. Tego  właśnie  szukała, to  było dane jej  rodzicom,  dzięki  temu  udało  im 
się wytrwać razem nawet w najtrudniejszych chwilach. 

To była miłość! Kochała Brada chyba juŜ od pierwszego spotkania, choć wtedy 

była zbyt zdenerwowana i przejęta kamuflaŜem, by to zauwaŜyć. Uśmiechnęła się 
do tej myśli, zdumiona cudem miłości. 

ŁóŜko obok niej było puste. Przewróciła się na bok i wtuliła twarz w poduszkę, 

na której spał Brad, chłonąc jego zapach. 

– Brad? – zawołała. 
Jego zegarek leŜał na stoliku pod lampą. Była dziewiąta. Przez szyby do pokoju 

wlewało  się  światło  słońca.  Deszcz  przestał  juŜ  padać.  Tallia  leniwie  wzięła 
zegarek  do  ręki  i  nałoŜyła  go  na  swój  przegub,  ciesząc  się  jego  wielkością  i 
cięŜarem. Przypominał kajdanki. Była teraz przykuta do Brada, ale to zniewolenie 
paradoksalnie  obdarzało  ją  nowym,  nie  znanym  dotychczas  poczuciem  wolności. 
Miała wraŜenie, Ŝe gdyby chciała, mogłaby pofrunąć. 

– Brad? – zawołała jeszcze raz, spoglądając na drzwi. 
Miłość  wszystko  zmieniła,  pozwoliła  jej  dostrzec  rzeczy,  które  powinna  była 

zauwaŜyć juŜ wcześniej. Teraz musi mu tylko wszystko wyjaśnić. Po ostatniej nocy 
była  pewna,  Ŝe  Brad  ją  kocha,  czuła,  Ŝe  chciał  jej  to  powiedzieć...  ona  równieŜ 
pragnęła  mu  wyznać  swoją  miłość,  ale  zachowała  to  wyznanie  na  później.  Teraz 
jednak nie mogła juŜ dłuŜej czekać. 

Wyskoczyła  z  łóŜka,  naga  w  porannym  słońcu,  czując,  Ŝe  jej  ciało  nigdy  nie 

było piękniejsze, Ŝe nigdy nie było naprawdę piękne, dopóki on go nie dotknął. 

– Brad? 
Drzwi do łazienki były otwarte. Tallia poszła w stronę salonu i kuchni. 
Mieszkanie było puste, a łańcuch zdjęty z drzwi. Brad zniknął. 
 
Na pewno  wyszedł tylko po  gazetę  albo bułeczki  na  śniadanie,  myślała Tallia, 

krzątając się po kuchni. Zaparzyła kawę i nakryła stół na balkonie. Piła swoją kawę 
w porannym słońcu, przeglądając wczorajszą gazetę. Kawa w dzbanku zdąŜyła juŜ 
wystygnąć,  a  Brada  nadal  nie  było.  Po  raz  setny  Tallia  spojrzała  na  zegarek: 
dziewiąta czterdzieści. 

Przyszło jej coś do głowy i sprawdziła całe mieszkanie, szukając jakiejś kartki, 

background image

ale niczego nie znalazła. Gdyby Brad miał jakieś waŜne spotkanie w niedzielę rano 
albo inny powód, by ją opuścić, to przecieŜ zostawiłby wiadomość? 

Zaczęła  się  martwić,  Ŝe  zdarzył  mu  się  wypadek.  Przyszło  jej  do  głowy,  by 

zadzwonić na policję, wyobraziła sobie jednak, jak wyjaśnia, kim jest i co się stało: 
„Ostatniej nocy, po kilku tygodniach nalegań, po raz pierwszy poszłam do łóŜka z 
pewnym  męŜczyzną.  Wyszedł  dzisiaj  wcześnie  rano  z  mojego  mieszkania,  nie 
zostawiając Ŝadnej wiadomości, i do tej pory nie wrócił". Powiedziała te zdania na 
głos i wyobraziła sobie reakcję policjanta, który by je usłyszał, po czym skrzywiła 
się boleśnie. 

O dziesiątej zadzwonił telefon. Tallia natychmiast pochwyciła słuchawkę. 
– Halo? – zawołała z nadzieją. 
– Tallia? – odezwał się głos Brada. ZadrŜała w szoku, przypominając sobie, Ŝe 

Brad znał ten numer jako numer Tallii. 

– Cześć, Brad! Co słychać? 
– Czy masz dzisiaj czas? 
Zaskoczona, zamrugała oczami. 
–  Czy  mam...  Tak,  chyba  tak  –  odrzekła  niepewnie.  Po  raz  pierwszy  Brad 

zadzwonił do niej do domu. Zawsze kontaktował się z nią w pracy. 

– To świetnie. Czy moglibyśmy się spotkać w moim klubie za pół godziny? 
– Tak, ale co... – Zreflektowała się jednak i powiedziała szybko: – Dobrze, do 

zobaczenia – a potem odłoŜyła słuchawkę. 

Przez chwilę stała nieruchomo, patrząc w przestrzeń. Co się właściwie działo? 

Brad nigdy wcześniej nie prosił jej, by pracowała w weekendy, choć Tallia czasami 
robiła  to  z  własnej  woli.  Naraz  jednak  dotarła  do  niej  świadomość,  Ŝe  jeśli  Brad 
dzwonił do Natashy, to wiadomość jest w jej własnym mieszkaniu, na górze! 

Pobiegła  do  siebie  i  włączyła  sekretarkę,  niecierpliwie  czekając,  aŜ  taśma  się 

przewinie.  Na  pewno  Brad dzwonił do  Natashy, a  poniewaŜ nie było  jej  w  domu, 
postanowił popracować! 

– Cześć! To ja – odezwał się z taśmy głos Bel. – Nie zostanę tu dzisiaj na noc, 

wieczorem będę w domu. Pogadamy, gdy wrócę. 

To była jedyna wiadomość. Tallia wpatrzyła się w sekretarkę, która wyłączyła 

się  bezlitośnie.  Nie  miała  jednak  czasu  na  rozmyślania.  Pół  godziny  to  bardzo 
niewiele czasu. 

 
Musiała  się  przebrać  za  Tallię,  choć  miała  zamiar  dzisiaj  wyznać  Bradowi 

prawdę.  Nie  mogła  jednak  pokazać  mu  się  we  własnej  skórze  bez  Ŝadnego 

background image

ostrzeŜenia, toteŜ starannie umocowała wkładkę na zębach i włoŜyła brązowe szkła 
kontaktowe.  Zanosiło  się  na  upalny  dzień.  Wepchnęła  włosy  pod  czapkę 
baseballową,  ubrała  się  w  dŜinsy  i  biały  podkoszulek.  Spojrzała  w  lustro  i 
stwierdziła, Ŝe jeśli będzie nadal w tym samym tempie pozbywać się kamuflaŜu, to 
juŜ niedługo Brad bez Ŝadnej pomocy zdoła dodać dwa do dwóch. 

Podszedł  do  niej,  ledwie  stanęła  w  progu  klubu,  ale  nie  poprowadził  jej  do 

piwnicy,  gdzie  instalowano  urządzenie  do  przebywania  w  wirtualnej 
rzeczywistości,  lecz  do  windy,  a  stamtąd  na  dach  budynku.  Na  małym  lądowisku 
stał helikopter. Brad ujął ją pod rękę i pomógł wsiąść do kabiny. 

–  Brad,  gdzie  my  właściwie...  –  zaczęła  Tallia,  ale  on  bez  słowa  usiadł  na 

miejscu pilota i włączył silnik. 

Unieśli  się  wysoko  nad  miastem  i  skierowali na zachód,  w  stronę  lśniącego  w 

promieniach  słońca  morza.  Po  chwili  znaleźli  się  nad  wodami  zatoki.  Tam  Brad 
skręcił  na  północ.  Tallia  siedziała  w  całkowitym  milczeniu  przez  kwadrans,  a 
potem nagle zrozumiała, dokąd zmierzają. 

Obróciła się do niego i wykrzyknęła: 
– Czy lecimy do... 
Urwała  jednak,  uświadamiając  sobie,  Ŝe  nie  moŜe  zapytać:  Czy  lecimy  do 

twojego domku? bo to przecieŜ Natasha była tam gościem Brada. 

Ale tam właśnie zmierzali. Z kaŜdą minutą Tallia była tego bardziej pewna. Nie 

miała tylko pojęcia, co ta wyprawa ma oznaczać. Zapewne Brad miał w tym jakiś 
interes.  Ale  jaki?  Gdyby  wybierał  się na wyspę dla  przyjemności,  zabrałby  raczej 
Natashę. 

To wszystko nie miało sensu! 
Wkrótce helikopter zaczął zataczać kręgi nad jeziorem. Ryk silników zamilkł i 

w uszach Tallii zadudniła cisza. 

– Brad, co się właściwie dzieje? 
Od jego uśmiechu stopniało jej serce. 
– Obydwoje ostatnio cięŜko pracowaliśmy – odrzekł. 
  – Czas na mały odpoczynek. 
Wyciągnął  kilka  toreb  z  zakupami  i  wygramolił  się  z  helikoptera.  Tallia 

siedziała nieruchomo, dopóki nie otworzył drzwi po jej stronie. 

– Chodź! – rzekł i wziął ją za rękę. – Woda jest doskonała! 
–  Nie  mam  kostiumu  kąpielowego  –  zaprotestowała  Tallia,  idąc  za  nim  do 

domku.  W  kuchni  Brad  postawił  torby  na  stole  i  podał  jej  plastikową  torebkę  z 
emblematem jednego z najdroŜszych sklepów w Vancouverze. 

background image

–  W  środku  znajdziesz  kilka  róŜnych  kostiumów.  Któryś  powinien  na  ciebie 

pasować – rzekł i zajął się upychaniem zakupów w lodówce. 

Tallia nie mogła dojść do siebie ze zdumienia. 
– Brad, myślałam, Ŝe dzwonisz w sprawie pracy! 
–  W  niedzielę?  –  zdziwił  się,  nie  przerywając  swego  zajęcia.  –  Ja  nigdy  nie 

pracuję  w  niedzielę.  Ludzie,  którzy  nie  przeznaczają  jednego  dnia  w  tygodniu  na 
wypoczynek,  umierają  na  atak  serca.  Poza  tym  zdobywają  pieniądze  kosztem 
wszystkich innych rzeczy w Ŝyciu, a pieniądze nie są aŜ tak waŜne. 

– Tak, ale... 
Brad podniósł na nią wzrok. 
– Idź do tamtego pokoju i przebierz się – nakazał, popychając ją lekko w stronę 

drzwi.  Na  poŜegnanie  klepnął  ją  w  pośladek.  Tallia  rzuciła  mu  przez  ramię  pełne 
zdumienia  spojrzenie.  Jego  stosunek  do  niej  wyraźnie  się  zmienił.  Zawsze 
traktował  ją  delikatnie  i  z  dystansem,  teraz  jednak  –  Tallia  sama  nie  mogła  w  to 
uwierzyć – zachowywał się jak drapieŜnik. 

Tym razem to Tallia miała otrzymać swoją porcję zalotów Brada. 
Wszystkie  kostiumy  kąpielowe,  które  znalazła  w  torebce,  były  dwuczęściowe. 

Wybrała  ten,  który  zasłaniał  najwięcej  ciała,  choć  i  on  nie  ukrywał  zbyt  wiele. 
Kostium  był  w  tropikalne  wzory,  błękitnozielony  z  dodatkiem  róŜowego.  Gładko 
przylegał  do  ciała,  miał  wysoko  wycięty  dół  i  górę  na  szerokich  ramiączkach. 
Tallia  związała  włosy  w  węzeł  na  czubku  głowy  z  nadzieją,  Ŝe  Brad  nie  od  razu 
zauwaŜy zmianę ich koloru. 

– Och, ufarbowałaś włosy! – zawołał jednak z aprobatą, gdy pojawiła się przed 

domkiem. – Wyglądasz bardzo atrakcyjnie. 

– Dziękuję – wyjąkała. 
Brad rozebrał się juŜ i był tylko w spodenkach. Tallia wpatrzyła się w niego z 

podziwem. Nie wiedział, Ŝe ona zna juŜ jego ciało. Na widok mocnych ramion i ud 
westchnęła i pochyliła głowę, by Brad nie zauwaŜył jej znaczącego uśmiechu. 

– To pachnie bardzo apetycznie – powiedział, odsuwając przykrywkę z grilla. – 

Idziemy popływać? 

Pochwycił ją za rękę i wbiegli do wody. Jednocześnie ruszyli kraulem w stronę 

ś

rodka  jeziora.  Płynęli  obok  siebie;  Tallia  była  pewna,  Ŝe  Brad  zwalnia  tempo  ze 

względu na nią. Po kilku minutach zatrzymali się na mieliźnie i Tallia dopiero teraz 
zauwaŜyła przed sobą niewielką wyspę. 

– Och! Nie widziałam tej wyspy, gdy... – ugryzła się w język. – Gdy byliśmy na 

brzegu – dokończyła. 

background image

–  Występuje  tu  pewnego  rodzaju  złudzenie  optyczne  –  wyjaśnił  Brad.  – 

Opłyniemy ją dokoła? 

Po  kilku  okrąŜeniach  wyspy  Tallia  poczuła  się  zmęczona.  Wyszli  na  stromy 

brzeg i opadli na ciepłe kamienie. LeŜeli obok siebie, tak jak ostatniej nocy, dysząc 
ze zmęczenia. 

– Wspaniałe! – powiedziała Tallia, gdy jej oddech trochę się wyrównał. – Co to 

za  przyjemność  popływać  dla  odmiany  w  czystej  wodzie!  Zazdroszczę  ci,  Ŝe  to 
jezioro naleŜy do ciebie! 

Znów  ugryzła  się  w  język.  Tallia  nie  powinna  wiedzieć  o  tym,  Ŝe  Brad  jest 

właścicielem  całego  jeziora.  On  jednak  chyba  nie  zwrócił  na  to  uwagi.  Mimo 
wszystko czas było juŜ skończyć tę grę. Usiadła, podciągając kolana pod brodę. 

– Brad – zaczęła – co do Natashy Fox, to... 
On równieŜ usiadł i uśmiechnął się w sposób, od którego po całym ciele Tallii 

rozlało się przyjemne ciepło. 

– Tallio – powiedział cicho – nie martw się o Natashę. 
Ona zupełnie nic dla mnie nie znaczy i juŜ się z nią nie widuję. 
Tallia zamrugała powiekami. 
– Jak to? 
–  Natasha  Fox  naleŜy  do  tych  kobiet,  na  których  punkcie  męŜczyzna  moŜe 

zwariować na jakiś czas, ale potem, pewnego dnia, to po prostu mija. 

– Minęło ci? – powtórzyła oszołomiona. – Jakim sposobem? 
Ciekawa była, czy Brad przyzna, Ŝe minęło mu, bo w końcu zaciągnął Natashę 

do łóŜka. Poczuła wzbierający gniew. 

– NiewaŜne, jak – powiedział Brad autorytatywnie. 
Nigdy jeszcze Tallia nie słyszała u niego takiego tonu. 
Uśmiechał się do niej, jakby wiedział, skąd się biorą jej wątpliwości, i chciał ją 

zapewnić, Ŝe to tylko głupie kobiece lęki. Takiego uśmiechu równieŜ nie widziała 
wcześniej  na  jego  twarzy.  Przez  chwilę  zastanawiała  się,  czy  Brad  dopasowuje 
swój sposób bycia do osobowości kobiety, w której towarzystwie akurat przebywa. 

– Czy Natasha wie, Ŝe to juŜ koniec? 
Brad skinął głową. 
– Umawialiśmy się na pięć spotkań. Ostatnie było wczoraj wieczorem. 
–  Rozumiem.  A  teraz  moja  kolej,  tak?  Ile  spotkań  masz  w  planie?  –  zapytała 

Tallia ironicznie. 

Brad uśmiechnął się zagadkowo. 
– Wydaje mi się, Ŝe jesteś zdenerwowana. Dlaczego? 

background image

– Nie jest mi szczególnie przyjemnie odkryć, Ŝe znalazłam się na liście twoich 

potencjalnych  zdobyczy,  a  poniewaŜ  kobieta  przede  mną  została  wykreślona,  to 
przyszedł  czas  na  mnie  –  rzekła  przez  zaciśnięte  gardło.  Nagle  wstała,  weszła  do 
wody  i  zaczęła  płynąć  do  brzegu.  W  głowie  jej  wirowało.  A  więc  ostatnia  noc  z 
Natashą  nic  dla  niego  nie  znaczyła!  Podczas  gdy  ona  zaczynała  go  kochać,  dla 
Brada było to tylko wybijanie sobie Natashy z głowy! BoŜe, i co teraz? Jasne było, 
Ŝ

e teraz Brad spróbuje w podobny sposób wybić sobie z głowy Tallię. Jak miała się 

bronić? 

– Potrzebowała czasu do namysłu, ale Brad właśnie tego nie zamierzał jej dać. 

On równieŜ wszedł do wody i płynął za nią. Wkrótce się z nią zrównał. Tallia miała 
wraŜenie, Ŝe Brad pilnuje jej jak pies, i po raz pierwszy przyszło jej do głowy, Ŝe 
to,  co  brała  za  zrozumienie  jej  lęków,  było  po  prostu  strategią  męŜczyzny,  który 
zachowywał całą swoją amunicję na decydujące starcie. 

Brzeg  był  coraz  bliŜej,  a  Tallia  nadal  nie  miała  pojęcia,  co  robić.  Nie  mogła 

wyładować  na  Bradzie  gniewu,  nie  ujawniając  zarazem,  jak  wiele  wie  o  całej  tej 
historii z Natashą. A wyznanie mu prawdy w tej chwili nie wchodziło w grę. Brad 
powiedział  juŜ  przecieŜ,  Ŝe  nie  ma  zamiaru  więcej  widywać  się  z  Natashą.  Skoro 
Tallia  pomyliła  się  w  ocenie  uczuć  Brada  do  Natashy,  równie  dobrze  mogła  się 
mylić  w  ocenie  jego  uczuć  do  siebie.  Była  pewna,  Ŝe  uczucia  te  nie  mogą  być 
silniejsze. Wyglądało na to, Ŝe skazana jest na podwójnie złamane serce. 

Trzeba jakoś przetrwać ten dzień, a potem zastanowić się, co robić dalej. W tej 

chwili  miała  zbyt  wielki  zamęt  w  myślach.  Wyszła  na  brzeg,  a  Brad  tuŜ  za  nią. 
Zanim  zdąŜyła  się  zorientować,  co  on  robi,  objął  ją  od  tyłu  ramionami  i  mocno 
przycisnął do siebie. 

– Jesteś taka piękna, Tallio – szepnął, całując ją w kark. 
Tallia poczuła dreszcz przeszywający całe ciało. Chciała się odsunąć od Brada, 

ale na wspomnienie ostatniej nocy poczuła, Ŝe nogi odmawiają jej posłuszeństwa. 

– Puść mnie, Brad – zaprotestowała bez przekonania. W odpowiedzi jego usta 

przesunęły się dalej, na ramię, a palce odsunęły ramiączko kostiumu. 

– Zrelaksuj się i ciesz się pogodnym dniem – wymruczał Brad. 
–  Dlaczego  nie?  szepnął  zdradziecki  głos  w  jej  duszy.  To  wymarzony 

kochanek, który ciebie poŜąda. 

Kolana  ugięły  się  pod  nią  i  opadła  na  płócienny  leŜak,  próbując  pozbierać 

myśli.  Brad  pragnął  jej,  bo  uwaŜał  ją  za  nową  zdobycz,  ona  jednak  wiedziała,  Ŝe 
tak nie jest. Kochał się juŜ z nią ostatniej nocy. Gdyby teraz powiedziała mu, kim 
jest, na pewno juŜ by jej nie chciał. Tylko w ten sposób mogła się uchronić przed 

background image

kolejnym rozczarowaniem. 

Z drugiej strony nadal pragnęła Brada i jeśli chciała go mieć, to musiała trwać 

w  kłamstwie.  Po  co  miałaby  przyśpieszać  to,  co  i  tak  jest  nieuniknione?  Lepiej 
będzie  odwlekać  tę  chwilę  jak  najdłuŜej.  Niech  Brad  wierzy,  Ŝe  Tallia  jest  jego 
kolejną zdobyczą. 

BoŜe, co robić? 
 

background image

Rozdział 12 

 
Brad zawinął dwa ziemniaki w folię i wsunął je pod rozŜarzone węgle grilla. 
– To potrwa mniej więcej godzinę – oznajmił. – Napijesz się czegoś? 
Nie  czekając  na  odpowiedź,  zniknął  w  domku  i  po  chwili  wrócił  z  butelką 

szampana  i  dwoma  kieliszkami.  Ze  swobodą,  jaka  mogła  być  wynikiem  tylko 
długiej  praktyki,  otworzył  korek  tak,  Ŝe  piana  nie  wylała  się  z  butelki,  i  napełnił 
kieliszki. 

– Za obopólne zadowolenie! – rzekł, podając jej jeden z nich. 
Zachowywał  się jak Casanovą!  Tallii nie podobało  się to,  ale jednocześnie nie 

potrafiła  się  oprzeć  jego  fizycznemu  urokowi.  Brad  był  najatrakcyjniejszym 
męŜczyzną, jakiego do tej pory spotkała. Podniecał ją sam jego wygląd, a teraz w 
dodatku  wiedziała,  Ŝe  jest  on  wyrafinowanym  kochankiem,  jakby  specjalnie  dla 
niej  stworzonym.  Wyraźnie  jednak  rozumiała,  Ŝe  jest  to  równieŜ  męŜczyzna 
pozbawiony skrupułów, jeśli chodzi o uwodzenie kobiet. Przypomniała sobie jego 
słowa, Ŝe Jake Drummonds zmienia kobiety częściej niŜ samochody, i miała ochotę 
krzyczeć. Wyglądało na to, Ŝe Brad zmienia kobiety po kaŜdych pięciu kolacjach! 

Ale  jeśli  w  łóŜku  zawsze  zachowywał  się  tak  jak  ostatniej  nocy,  to  trzeba 

przyznać, Ŝe zasłuŜył na swoje sukcesy, pomyślała z goryczą. 

Pierwszy kieliszek szampana wypiła stanowczo za szybko. Chciało jej się pić i 

właściwie powinna zacząć od szklanki wody. Brad natychmiast ponownie napełnił 
jej  kieliszek.  Siedzieli  w  słońcu,  z  nogami  opartymi  na  stoliku.  Tallia  robiła  się 
coraz bardziej senna. 

–  RozłoŜymy  ten  leŜak  i  nasmaruję  cię  olejkiem,  a  potem  odpoczniesz  i 

popatrzysz,  jak  przygotowuję  obiad  –  rzekł  Brad,  gdy  Tallia  wysączyła  drugi 
kieliszek cudownie chłodnego szampana. 

Uśmiechnęła  się  sennie.  Ton  głosu  Brada  sugerował,  Ŝe  nie  zacznie  gotować, 

dopóki  się nie upewni,  Ŝe Tallia odpręŜyła  się naleŜycie, nie była jednak  w  stanie 
się  opierać.  Nie  jadła  śniadania,  rano  wypiła  tylko  kawę.  Dwa  kieliszki  szampana 
na  pusty  Ŝołądek  w  piękny,  upalny  dzień...  W  takiej  sytuacji  niezmiernie  trudno 
było odrzucić zaloty przystojnego, seksownego, półnagiego męŜczyzny. Posłuchała 
polecenia Brada i połoŜyła się na brzuchu na rozłoŜonym leŜaku. 

Usłyszała  stuknięcie  plastikowej  zakrętki  i  poczuła  zapach  kokosów  i  banana. 

Brad  odpiął  pasek  jej  stanika,  odsłaniając  plecy.  Jego  dłonie,  śliskie  od  olejku, 
dotknęły  jej  ciała.  Palce  odnalazły  twarde  mięśnie  karku  i  zaczęły  je  delikatnie 

background image

masować.  Tallia  poczuła,  jak  zesztywnienie,  będące  skutkiem  długich  godzin 
spędzonych  przy  komputerze,  ustępuje.  Brad  nie  śpieszył  się,  powoli  jednak  jego 
dłonie  przesunęły  się  na  ramiona  i  Tallia  pojęła,  Ŝe  jego  celem  wcale  nie  jest 
nasmarowanie jej olejkiem. To był pełny masaŜ. Westchnęła z rozkoszy. 

Jego  dłonie  przesuwały  się  wzdłuŜ  kręgosłupa,  masując  kaŜdy  kręg  i 

przyczepione do niego mięśnie. Brad zaczął od dołu pleców i powoli wędrował do 
góry.  Masował  kciukami  krzyŜ,  opierając  pozostałe  palce  na  biodrach  Taili.  Na 
przemian  gładził  i  ugniatał  jej  mięśnie.  KaŜdy  jego  ruch  był  dla  Tallii  rozkoszą. 
Zapach olejku kokosowego, palące słońce i silne dłonie Brada... Opór Tallii malał 
w zastraszającym tempie. 

Od  pleców  Brad  przeszedł  do  ramion,  łokci,  przegubów  i  dłoni.  Wsunął  palce 

między  jej  palce,  rozsuwając  je  szerzej  gestem  tak  erotycznym,  Ŝe  Tallia  jęknęła. 
Brad jednak nie reagował na wydawane przez nią odgłosy, toteŜ po chwili umilkła i 
skupiła się na przeŜywaniu przyjemności. 

Przesunął dłonie znów na jej plecy, a stamtąd na wewnętrzną stronę ramion i na 

boki  odsłoniętych  piersi,  a  potem  znów  na  biodra.  KaŜdy  ruch  jego  palców  był 
magiczny.  Tallia  topniała  jak  wosk.  Jej  ciało  stało  się  zupełnie  bezwolne,  zanim 
jeszcze Brad dotknął jej nóg. 

Zaczął  od  stóp,  mocno  przytrzymując  jedną  i  jednocześnie  wbijając  kciuk  we 

wraŜliwy punkt na podeszwie drugiej. Potem zajął się palcami, przeszedł do pięt i 
kostek  i  powoli,  niespiesznie  wędrował  w  górę  po  łydce.  Tallia  cała  drŜała  w 
oczekiwaniu na to, co miało nastąpić dalej. Wreszcie dłonie Brada znalazły się na 
jej udzie,  zataczając kręgi od kolana do biodra.  Końce palców przelotnie  muskały 
jej  bikini.  Brad  systematycznie  rozbudzał  w  niej  poŜądanie,  którego  jednak  nie 
ś

pieszył  się  rozładować.  Gdy  zaczął  masować  jej  pośladki,  czubki  jego  palców 

jakby przypadkiem wsuwały się pod materiał kostiumu. 

Wrócił  do  drugiej  stopy.  I  znów  to  samo:  długie,  powolne  muśnięcia. 

Niecierpliwość Tallii rosła z chwili na chwilę. I znów posmarowane olejkiem palce 
znalazły się na jej udzie, ocierając się przelotnie o najwraŜliwsze miejsce jej ciała. 

Potem  Brad  połoŜył  jedną  dłoń  na  kaŜdym  udzie  Tallii,  masując  ich 

wewnętrzną stronę aŜ do linii kostiumu. 

– Obróć się – powiedział łagodnie. 
Tallia nie była w stanie wykrztusić ani słowa. Uniosła się, przytrzymując jedną 

ręką stanik kostiumu, i połoŜyła się na plecach. 

Brad  zaczął  od  jej  twarzy,  delikatnie  głaszcząc  czoło,  oczy,  policzki  i  wargi. 

Tallia  na  chwilę  otworzyła  oczy,  on  jednak  nie  zwrócił  na  to  uwagi,  skupiony  na 

background image

płatkach uszu. Gdy dotarł do ramion, bez słowa odrzucił stanik na bok. 

Gładził jej piersi lekkimi, lecz pewnymi ruchami, obejmował je dłońmi, aŜ stały 

się  obolałe  z  nie  rozładowanego  poŜądania.  Nagle  poraziło  Tallię  uderzenie 
ciepłego  gorąca  i  otworzyła  oczy.  Usta  Brada  otaczały  czubek  jej  piersi.  Tallia 
westchnęła  i  odrzuciła  głowę  do  tyłu.  Brad  ucałował  z  kolei  drugą  pierś, 
zatrzymując  na  niej  usta  przez  dłuŜszą  chwilę.  Potem  przyszła  kolej  na  brzuch,  a 
później Brad znów wrócił do stóp i powoli posuwał się coraz wyŜej. 

Tallia  z  trudem  tłumiła  jęki  rozkoszy.  Dawno  juŜ  minęła  ostatnia  chwila,  w 

której  mogła  stawić  opór.  Teraz  miała  ochotę  błagać  go,  by  nigdy  nie  kończył. 
Brad  rozsunął  jej  uda,  by  zyskać  dostęp  do  ich  wewnętrznej  strony.  Ten  ruch, 
nacisk jego dłoni, podnieciły Tallię jak nic dotąd w Ŝyciu. 

Jego kciuk  zatrzymał  się na  wzgórku między jej  udami i przez  cienki  materiał 

kostiumu gładził wraŜliwe miejsce. Tallia poczuła, Ŝe kręci jej się w głowie. Miała 
wraŜenie,  Ŝe  za  chwilę  zasłabnie.  Pod  zamkniętymi  powiekami  nie  widziała  juŜ 
ś

wiatła, lecz czarne kręgi. 

Palce  Brada  odsunęły  na  bok  elastyczną  tkaninę.  Tallia  była  naga.  Nic juŜ  nie 

mogło powstrzymać doznań, które ogarniały całe jej ciało, od czubka głowy aŜ po 
palce stóp. 

Wykrzyknęła,  wstrząsana  dreszczem  rozkoszy.  Kciuk  Brada  nie  przestawał  jej 

gładzić, dopóki drŜenie nie minęło. Tallia uśmiechnęła się leniwie. 

–  Dziękuję  –  powiedziała,  ale  zamilkła,  gdy  dłonie  Brada  zatrzymały  się  na 

brzegu  jej  kostiumu  i  ściągnęły  go  przez  biodra.  Teraz  naprawdę  była  naga.  Brad 
jeszcze szerzej rozsunął jej uda i w następnej chwili Tallia poczuła ciepło jego ust. 

Rozkosz,  która  na  nowo  budziła  się  w  jej  ciele,  była  zupełnie  inna  i  dotąd  nie 

znana. Pochodziła z głębin, o których Tallia nie miała wcześniej pojęcia. Czuła się 
tak,  jakby  za  chwilę  miała  eksplodować.  W  końcu  krzyknęła  coś  dziwnym, 
gardłowym głosem. Wszystkie jej myśli uleciały gdzieś daleko. 

 
Nie  była  pewna,  jak  długo  juŜ  tu  jest  i  czy  spała.  Otworzyła  oczy  i  zobaczyła 

nad  sobą duŜy  plaŜowy parasol. Wokół roznosił  się  zapach  steków pieczonych  na 
grillu. Usiadła, przyciskając do siebie duŜą koszulkę, którą nakrył ją Brad. 

– Dobrze spałaś? – zapytał. 
Tallia  poczuła  onieśmielenie.  Odkryła  przed  nim  tę  część  siebie,  której  nikt 

jeszcze nie widział. 

– Jak długo spałam? 
–  Obiad  jest  juŜ  prawie  gotowy.  Jeśli  chcesz  popływać,  to  w  tej  chwili  masz 

background image

ostatnią szansę. 

Jezioro wyglądało kusząco. Woda była świeŜa i przejrzysta. Kostium kąpielowy 

Tallii  wisiał  na  poręczy  leŜaka,  ona  jednak  nie  miała  ochoty  się  ubierać.  Wstała, 
przytrzymując  koszulkę,  którą  się  okrywała,  weszła  na  drewniany  pomost  i 
wskoczyła do wody. 

Woda była  niebiańska.  Tallia po  raz pierwszy  w  Ŝyciu poczuła się  jednością  z 

całym  wszechświatem.  Była  wodą  i  pływającą  w  niej  rybą,  blaskiem  słońca  na 
falach,  niebem  i  powiewem  wiatru.  Leniwie  płynęła  w  stronę  wyspy,  a  chłodna 
woda pieściła jej ciało. 

Brad  dał  jej  nie  tylko  fizyczną  przyjemność,  ale  takŜe  radość  duszy.  Powinna 

chyba martwić się, dokąd to uczucie ją doprowadzi. W tej chwili jednak nie miała 
ochoty na myślenie. OdłoŜyła to na później. 

 
Wytarła  się  do  sucha,  nałoŜyła  bikini  oraz  koszulkę  i  usiadła  przy  stole,  na 

którym  Brad  ustawił  talerze  z  sałatką,  czosnkowymi  stekami,  pieczonymi 
ziemniakami oraz miseczkę ze śmietaną. 

– Jeśli będę spędzać więcej czasu w twoim towarzystwie, to na pewno utyję – 

zauwaŜyła, krojąc delikatne, wspaniale soczyste mięso. 

Brad uniósł brwi. 
– Gotujesz tak świetnie, Ŝe nie sposób oprzeć się łakomstwu – wyjaśniła. 
– Jesteś taka szczupła, Ŝe kilka obfitych posiłków z pewnością ci nie zaszkodzi. 
Tallia juŜ otwierała usta, by mu powiedzieć, Ŝe jest o wiele za gruba, bo nowe 

trendy w modzie wymagają drastycznie chudych modelek, ale w porę ugryzła się w 
język. 

–  Będę  musiała  sporo  poćwiczyć  w  następnym  tygodniu,  Ŝeby  zrzucić  te  dwa 

ostatnie posiłki, które... 

Znów  urwała  w  pół  słowa.  KaŜdy  temat  wydawał  się  niebezpieczny.  Brad 

patrzył na nią badawczo. Tallia wzruszyła ramionami. 

– Wolę ćwiczyć, zamiast katować się dietami – wyjaśniła obojętnym tonem. – 

Gdzie się nauczyłeś tak gotować? 

–  Co  chciałaś  powiedzieć?  –  Brad  nie  dał  się  zwieść.  –  Dwa  ostatnie  posiłki, 

które... 

– Wczoraj wieczorem jadłam kolację z kimś, kto równieŜ próbował... 
– Stępić twoją czujność smacznym jedzeniem? 
Tallia  uśmiechnęła  się  i  znów  wzruszyła  ramionami.  To  właściwie  nie  było 

kłamstwo, ale sprawiło, Ŝe nie czuła się dobrze. 

background image

– A czy mu się udało? – zapytał Brad, przeŜuwając kawałek steku. 
Tallia zaczerwieniła się. 
– Co za pytanie! To nie twoja sprawa! 
Brad uśmiechnął się bez śladu zazdrości. 
– No cóŜ, jesteś bardzo atrakcyjną kobietą i jestem pewien, Ŝe czeka nas jeszcze 

wiele miłych przeŜyć. 

– W kaŜdym razie tak długo, dopóki będziesz tego potrzebował – odparowała. 
– A dlaczego myślisz, Ŝe lubię szybkie podboje? 
– Twój stosunek do mojej poprzedniczki dał mi wiele do myślenia. 
– Ale moŜe to właśnie tobie uda się zatrzymać przy sobie na dłuŜej moje serce. 
Tallia  wiedziała,  Ŝe te  słowa nic nie znaczą, a  jednak  serce zabiło jej  mocniej. 

Uśmiechnęła się do Brada. 

–  Ale  nie  wiadomo, czy  to  właśnie  tobie uda  się  zatrzymać  mnie  przy  sobie  – 

odrzekła. 

Natychmiast jednak poŜałowała tych słów, bo oczy Brada pociemniały i pojawił 

się w nich ten sam wyraz, który jako Natasha widziała ostatniej nocy. 

 

background image

Rozdział 13 

 
– A więc – rzekł Jake, wyjmując z lodówki dwie puszki piwa – więc jak ci idzie 

z twoją... wynalazczynią i z królową piękności? 

Rzucił jedną puszkę Bradowi. Siedzieli przy basenie Jake'a i oglądali telewizję. 
– Tak się składa, Ŝe przed przyjazdem tutaj odwiozłem Tallię do domu. 
– Tallia to ta o przeciętnej urodzie, ale inteligentna, tak? 
– To twoje zdanie – odrzekł ze spokojem Brad. 
– Spędziłeś z nią cały dzień? 
Brad skinął głową i podniósł do ust garść chipsów. 
– I jak było? 
– Mniej więcej tak, jak planowałem. 
– Więc dlaczego teraz jesteśmy tu sami? 
–  Jake,  wiesz,  Ŝe  umówiliśmy  się,  Ŝeby  obejrzeć  mecz.  Postawiłem  pięć 

dolarów na Lionsów. 

– Oni nie wygrają tylko dlatego, Ŝe ty będziesz na nich patrzył. 
– Nigdy nic na pewno nie wiadomo – mruknął Brad. 
–  Spędziłeś  z  Tallią  cały  dzień,  a  potem  odwiozłeś  ją  do  domu  o  szóstej  po 

południu  po  to,  Ŝeby  przyjść  tutaj  i  oglądać  mecz?  –  zapytał  Jake  z 
niedowierzaniem. 

– Jake, twój problem polega na tym, Ŝe jesteś zbyt zachłanny. Brakuje ci finezji. 

Zawsze  trzeba  zostawić  kobietę  w  takim  stanie,  Ŝeby  miała  ochotę  na  więcej  – 
stwierdził Brad. 

–  Ja  uwaŜam,  Ŝe  jeśli  zostawisz  ją  w  takim  stanie,  to  weźmie  sobie  więcej  od 

jakiegoś innego faceta. 

– Nie Tallia. 
– A czy sprawa Natashy nadal jest aktualna? 
– Przyznaję, Ŝe nie tak miało być, ale jestem ciekaw, czy ona zechce się ze mną 

jeszcze zobaczyć. 

– Nie chcesz przypadkiem, Ŝebym zdjął ci ten kłopot z głowy? 
Brad odstawił puszkę z piwem i rzucił przyjacielowi groźne spojrzenie. 
–  Jake,  dobrze  wiesz,  Ŝe  obie  te  kobiety  są  mi  koniecznie  potrzebne  do 

szczęścia,  i  zatłukę  cię  na  śmierć,  jeśli  spróbujesz  którejkolwiek  z  nich  choćby 
uścisnąć dłoń. 

– I ty śmiesz nazywać mnie człowiekiem zachłannym? 

background image

– Jest pewna róŜnica między zachłannością a koniecznością. 
–  Rzucasz  się  na  głęboką  wodę,  chłopcze  –  ostrzegł  go  Jake  nie  bez  pewnego 

rodzaju satysfakcji. – Czy one... Ach, nie wiem, jak powinienem to ująć... Czy one 
wiedzą o sobie nawzajem? 

– Naturalnie – odrzekł z uśmiechem Brad. – Mieszkają w tym samym domu. 
– I jak to moŜliwe, Ŝe się wzajemnie nie pozabijały? 
– Natasha mieszka z siostrą. Jake potrząsnął głową. 
– Podobno znają się tylko z widzenia – dodał Brad. 
–  Chłopcze,  angaŜujesz  się  w  niebezpieczne  gry.  Powinieneś  dać  sobie  z  tym 

spokój. Jak to się skończy? 

Brad sięgnął po pilota i ściszył telewizor. 
–  Zgodnie  z  moim  Ŝyczeniem  –  oznajmił  z  uśmiechem,  po  czym  nagle 

spowaŜniał. – A w kaŜdym razie mam taką nadzieję. 

– Natasha? 
– Brad?! 
– Tak, to ja. Co u ciebie słychać? 
Serce Tallii zaczęło bić tak głośno, Ŝe ledwie słyszała głos swojego rozmówcy. 
– Co... Hm, wszystko w porządku. A dlaczego pytasz? 
–  Jak  to,  dlaczego?  Nie  powinnaś  chyba  się  dziwić,  Ŝe  po  ostatniej  nocy  chcę 

cię zapytać, jak się czujesz? 

– Och! Nie, ale... 
–  Przepraszam,  Ŝe  cię  zostawiłem  samą,  ale  bardzo  wcześnie  rano  dostałem 

pilną wiadomość i nie chciałem cię budzić. Przez cały dzień pracowałem. 

–  Naprawdę?  –  zapytała  Tallia,  z  trudem  kryjąc  oburzenie.  Miała  ochotę 

powiedzieć  temu  bezczelnemu  kłamcy,  Ŝe  właśnie  spotkała  w  korytarzu  jego 
współpracowniczkę i tamta wyjawiła jej, iŜ spędziła cały dzień w domku Brada, ale 
uznała, Ŝe lepiej będzie pozwolić mu na łgarstwo. 

–  Tak.  Miałem  spotkanie  na  temat  strategii  działania.  –  No  cóŜ,  moŜna 

powiedzieć,  Ŝe  rozmawiał  z  Jakiem  o  strategii.  –  Mam  nadzieję,  Ŝe  nie  dzwonię 
zbyt późno. Czy jesteś zajęta? 

– Nie. Oglądałam mecz – odrzekła Tallia. 
–  Naprawdę?  Oglądasz  kanadyjski  futbol?  Postawiłem  na  jedną  z  druŜyn  pięć 

dolarów. Czy Lionsi wygrali? 

–  Obawiam  się,  Ŝe  straciłeś  swoje  pieniądze.  Roughridersi  przerobili  ich  na 

szmaty. 

Brad zachłysnął się. 

background image

–  Czy  ty  oglądałaś...  –  zaczął,  ale  urwał,  bo  uświadomił  sobie,  Ŝe  chciał 

zapytać: czy oglądałaś ten sam mecz co ja? Patrzył na słuchawkę ze zmarszczonym 
czołem.  Lionsi  wygrali  mecz  dwudziestu  ośmiu  punktami  do  siedemnastu!  Był  to 
najlepszy dotychczas mecz w sezonie. Dlaczego Natasha kłamie? Co ona właściwie 
robiła od chwili gdy... – Czy oglądałaś mecz do końca? 

– Tak. Dopiero teraz wyłączyłam telewizor. 
Tallia  uśmiechnęła  się  nerwowo  do  Bel,  która  robiła  głupie  miny.  Sama  nie 

wiedziała, dlaczego kłamie. MoŜe po to, by nauczyć Brada, Ŝe nie tylko on potrafi 
prowadzić  podwójną  grę.  Skoro  nie  oglądał  meczu,  chociaŜ  podobno  właśnie 
dlatego odwiózł ją do domu, to co robił przez cały wieczór? 

Oglądała mecz wyłącznie ze względu na niego. Wiedziała, iŜ on równieŜ będzie 

go oglądał, i wydawało jej się, Ŝe w ten sposób będzie z nim w kontakcie. Czy Brad 
okłamywał Tallię, czy Natashę? I dlaczego? 

– Aha. No to straciłem pięć dolarów. 
– Myślę, Ŝe jakoś to przeŜyjesz. 
– Stratę dla kieszeni, owszem. Gorzej z dumą. 
– No cóŜ, Brad, bardzo mi miło, Ŝe zadzwoniłeś. 
– Natasho, kiedy znów się zobaczymy? – zapytał Brad szybko. 
Tallia zaniemówiła. 
– Jak to, zobaczymy się? – powtórzyła ze zdumieniem. 
– Dlaczego tak się dziwisz? 
–  Bo...  –  Bo  przecieŜ  powiedziałeś  Tallii,  Ŝe  juŜ  więcej  nie  będziesz  widywał 

się z Natashą, pomyślała. – PrzecieŜ nasza umowa juŜ wygasła – rzekła stanowczo. 

– Nie mów tak, Natasho. PrzecieŜ nie moŜemy tak tego zostawić – rzekł Brad 

przekonująco. – Jadłaś juŜ coś? Pojedźmy gdzieś na kolację. 

– Dzisiaj jestem na diecie. Nie będę jadła kolacji. 
– W takim razie napijemy się czegoś. 
– Brad, alkohol teŜ ma kalorie. 
– To napijesz się wody mineralnej – przekonywał. 
– Brad, wczoraj wieczorem złamaliśmy ustaloną zasadę i popraw mnie, jeśli się 

mylę, ale chyba dostałeś to, za co zapłaciłeś, prawda? – rzekła z goryczą. 

– Natasho, nie patrz na to w ten sposób. To nie jest tak. 
Tallia  desperacko  pragnęła  znów  się  z  nim  zobaczyć  i  gdyby  w  tej  chwili 

występowała  w  swoim  drugim  wcieleniu,  przyjęłaby  zaproszenie  na  kolację  bez 
wahania.  Nie  miała  zresztą  wątpliwości,  Ŝe  jeśli  Natasha  odmówi,  Brad  zadzwoni 
do Tallii. 

background image

– Brad, bardzo mi przykro... 
Zamilkła  jednak  w  pół  zdania.  A  co  będzie,  jeśli  Natasha  odmówi,  a  Brad  nie 

zadzwoni do Tallii? Skoro mówił jej kłamstwa o Natashy, to moŜe kłamał równieŜ 
w  kwestii  swoich  uczuć  dla  niej?  MoŜe  jedynie  jako  Natasha  miała  szansę  znów 
zaznać jego bliskości? 

– Dobrze – odrzekła ze smutkiem. 
– Przyjadę po ciebie za pół godziny. 
– Jak długo jeszcze masz zamiar ciągnąć tę grę? – zapytała siostrę Bel. 
– Dopóki Brad będzie miał ochotę widywać się z jedną z nas. 
– To playboy. Złamie ci serce i zostawi na lodzie. 
–  JuŜ  mi  złamał  serce.  Jeśli  przestanę  się z  nim  widywać,  w niczym  mi  to nie 

pomoŜe.  Wiem,  Ŝe  kiedyś  będę  musiała  się  nauczyć  Ŝyć  bez  Brada  Slingera,  ale 
chcę odwlec tę chwilę jak najdłuŜej. 

– Czy ty nie masz Ŝadnego poczucia godności? 
– Oczy sióstr spotkały się w lustrze. 
–  Nie  rozumiesz  tego,  Bel,  bo  nie  jesteś  zakochana.  Gdy  naprawdę  kogoś 

kochasz, duma staje się zupełnie niewaŜna. 

– W takim razie mam nadzieję, Ŝe nigdy się nie zakocham! 
Tallia potrząsnęła głową. 
–  Nie,  nic  nie  rozumiesz.  To  się  po  prostu  zdarza  i  nic  nie  moŜesz  na  to 

poradzić. 

– Dlaczego mu wszystkiego w końcu nie powiesz? 
–  Wcześniej  obawiałam  się,  Ŝe  zabierze  pieniądze  mnie  i  Damonowi.  Teraz 

wiem,  Ŝe  nawet  by  sobie  tym  nie  zawracał  głowy.  śadną  z  nas  nie  interesuje  się 
powaŜnie.  Obawiam  się  jednak,  Ŝe  jeśli  wyjdzie  na  idiotę,  to  przestanie  się 
widywać z nami obydwiema. To by za bardzo zraniło jego dumę. 

Bel poszła za siostrą do sypialni i patrzyła, jak Tallia się ubiera. 
– Po co nakładasz ten biustonosz? On juŜ przecieŜ wie, Ŝe jest wypchany. 
Tallia mimo wszystko włoŜyła pełny rynsztunek. 
–  Bo  teraz  juŜ  widział  figurę  Tallii,  a  niezaleŜnie  od  tego,  co  juŜ  wie,  w  ten 

sposób trudniej mu będzie mnie rozpoznać. 

–  Naprawdę  myślisz,  Ŝe  on  nie  pozna  twojego  ciała,  gdy...  –  Bel  potrząsnęła 

głową. To wszystko wydawało jej się coraz bardziej tajemnicze. Nigdy jeszcze nie 
widziała siostry w takim stanie. 

Natasha, ubrana juŜ do wyjścia, spojrzała na nią spod rzęs. 
– Natasha kocha się tylko w ciemnościach, skarbie szepnęła gardłowo. 

background image

– PrzecieŜ on musi zauwaŜyć, Ŝe obie, Tallia i Natasha mają identyczne ciała! 
–  Wcześniej  lub  później  –  rzekła  Tallia  z  pociemniałymi  nagle  oczami.  – 

Postaram się, by to stało się jak najpóźniej. 

– Jak pięknie dzisiaj wyglądasz. 
Siedzieli  na  tarasie  apartamentu  połoŜonego  na  ostatnim  piętrze  wieŜowca  i 

patrzyli  na  słońce  zachodzące  nad  zatoką.  Apartament  ze  wszystkich  stron 
otoczony  był  szerokim  tarasem,  przypominającym  podniebny  ogród.  Na  jednym 
jego  końcu  zbudowano  nawet  szklarnię.  Tallia  była  tu  po  raz  pierwszy,  ale 
natychmiast poczuła się jak w domu. 

– Piękno fizyczne nie świadczy o zaletach charakteru. 
  –  Tallia  uśmiechnęła  się.  –  Czy  zastanawiałeś  się  kiedyś,  jaka  jestem 

naprawdę? 

– Owszem. Opowiedz mi o sobie. Gdzie się wychowałaś? 
Tallia  miała  ochotę  dać  sobie  kopniaka.  To  była  ostatnia  rzecz,  o  której  miała 

ochotę mówić. Z uśmiechem wzruszyła ramionami. 

– Miałam bardzo zwyczajne dzieciństwo. 
– śadnych historyjek o biedzie i opuszczeniu? 
–  Obawiam  się,  Ŝe  nie  –  zaśmiała  się.  –  Czy  właśnie  coś  takiego  chciałbyś 

usłyszeć? Mój tato uczy w szkole średniej, a mama daje lekcje gry na pianinie. A 
ty? Wychowałeś się tutaj, w Vancouverze? 

Skinął głową. 
– Gdybym miał lornetkę, mógłbym stąd dostrzec dom mojego dzieciństwa. 
– Czy twój ojciec nadal tam mieszka ze swoją nową rodziną? 
– Nie. Sprzedał ten dom po ślubie. A twoja rodzina gdzie teraz mieszka? 
–  CóŜ  za  irytujący  facet.  Wszyscy  inni  byliby  zachwyceni,  mogąc  mówić  o 

sobie. 

–  Och,  coś  mi  się przypomniało!  Mam  twój  zegarek! Zostawiłeś  go  u  mnie! – 

zawołała i sięgnęła do torebki. Brad wziął od niej zegarek i połoŜył go na stole. 

– Gdy nie wracałeś, pomyślałam, Ŝe moŜe zostawiłeś go specjalnie, jako coś w 

rodzaju pamiątki – wyznała. 

– Miałaś ochotę go zatrzymać? 
Natasha zmarszczyła brwi. 
–  Niewiele  brakowało,  a  wrzuciłabym  go  do  sedesu.  Ale  zdrowy  rozsądek 

zwycięŜył. 

– Bel wspominała chyba, Ŝe twoja rodzina mieszka w... 
–  Och,  spójrz!  Co  to  za  wspaniała  chwila,  gdy  słońce  wreszcie  dotyka  wody  i 

background image

zabarwia fale na złoty kolor! Nie lubisz tego widoku? 

–  Oczywiście,  Ŝe  lubię  –  uśmiechnął  się  Brad.  –  Zapomniałem  juŜ,  ile  masz 

rodzeństwa? 

Natasha zamilkła na chwilę, udając, Ŝe napawa się zachodem słońca. Dlaczego 

Brad  nie  mógł  się  zamknąć  i  na  przykład  jej  pocałować?  Czy  nie  miał  ochoty  na 
fizyczny  kontakt?  Jeśli  nie  miał,  to  dlaczego  usiadł  tak  blisko  niej?  W  końcu 
przypomniała  sobie,  Ŝe  Bel  jest  siostrą  Natashy,  a  zatem  jako  Natasha  moŜe  się 
przyznać do czworga rodzeństwa. 

–  O  co  pytałeś?  Aha,  mam  czworo  rodzeństwa.  Jest  nas  pięcioro  – 

odpowiedziała nieobecnym głosem. 

Brad  przysunął  się  jeszcze  bliŜej.  Natasha  siedziała  na  leŜaku  z  nogami 

opartymi  wysoko,  on  zaś  na  zwykłym  krześle  obok.  Oparł  łokcie  na  kolanach  i 
pochylił się nad nią. 

– Jak się nazywają twoi bracia i siostry? – zapytał łagodnie. 
– Ach... Poznałeś juŜ Bel. Jest jeszcze... – Z trudem przypominała sobie imiona 

rodzeństwa,  a  juŜ  zupełnie  nie  pamiętała,  czy  przypadkiem  wcześniej  nie  podała 
Bradowi fałszywych. – Mhm, Russ, który tak naprawdę nazywa się Cyrus, ale nie 
lubi tego imienia. Następni bracia to Dom i Jordan. 

– ... ? 
Natasha  ujrzała  tuŜ  nad  sobą  jego  błękitne  oczy  i  uświadomiła  sobie,  Ŝe  na 

chwilę ogłuchła. 

– Co powiedziałeś? – wydyszała. 
– Powiedziałem... 
– Brad – przerwała mu. 
– Natasha? 
– Pocałuj mnie wreszcie. 
Brad nie spodziewał się takiej prośby, choć czekał na najmniejszy sygnał z jej 

strony. Odstawił szklankę na stolik i pochylił się nad jej twarzą. 

Tallia  zarzuciła  mu  ramiona  na  szyję,  wzdychając  z  satysfakcją.  Brad  stracił 

równowagę  i  potknął  się.  Na  chwilę  obydwoje  znieruchomieli.  Słońce  znikało  w 
falach  oceanu,  zabarwiając  go  na  złoty  kolor.  Wszystko  lśniło  złotem:  metalowa 
barierka  tarasu,  rośliny,  nawet  lód  w  zapomnianej  szklance.  Brad  czuł  się  jak 
Midas:  wszystko,  na  co  spojrzał,  zmieniało  się  w  złoto.  Zatrzymał  wzrok  na 
kobiecie, którą trzymał w ramionach. Jej skóra i włosy równieŜ lśniły złotem, ale to 
złoto było Ŝywe, ciepłe. Bez słowa wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. 

O  wiele,  wiele  później  Tallia  wypręŜyła  się  w  łuk  pod  jego  dotykiem  i  takim 

background image

tonem, jakby wyznawała Bogu swój sekret, szepnęła: 

– Kocham cię! 
Te słowa sprawiły, Ŝe Brad zapomniał o całym świecie i ze stłumionym jękiem 

zatracił się w doznawanej rozkoszy. 

 

background image

Rozdział 14 

 
Tallia po omacku odnalazła słuchawkę i wymruczała coś niezrozumiałego. 
– Uciekłaś ode mnie – powiedział łagodnie Brad. Natychmiast oprzytomniała i 

usiadła na łóŜku. 

Ostatniej  nocy  leŜała,  słuchając  jego  spokojnego  oddechu  i  zmuszając  się,  by 

nie  zasnąć.  Gdy  juŜ  była  pewna,  Ŝe  Brad  mocno  śpi,  wysunęła  się  z  jego  objęć, 
pozbierała  porozrzucane  ubranie  i  wyszła  do  salonu.  Tam  ubrała  się  przy  świetle 
księŜyca  i  zjechała  na  dół  prywatną  windą.  Na  dole  portier  bez  zdziwienia 
zadzwonił po taksówkę. 

– „Mój panie, cóŜ za qui pro quo" – zacytowała gładko. 
Nastąpiła chwila ciszy. 
– MoŜesz to powtórzyć? 
Tallia wybuchnęła śmiechem. 
– W języku Szekspira znaczy to: ząb za ząb – wyjaśniła. 
– Aha – mruknął Brad. – A jak chcesz się wytłumaczyć? 
–  Wcześnie  rano  dostałam  pilną  wiadomość  i  nie  chciałam  cię  budzić  – 

wyrecytowała. 

– Czy to dokładny cytat? – zapytał Brad sucho, rozpoznając własne słowa. 
– Podobno szybko się uczę. 
– Czy to znaczy, Ŝe zapamiętujesz wszystkie głupstwa, – jakie ludzie mówią, a 

potem wykorzystujesz je przeciwko nim? 

– Coś w tym rodzaju – zaśmiała się Tallia. 
– Czy zobaczymy się dziś wieczorem? – zapytał Brad, zmieniając taktykę. 
Tallii nagle zabrakło tchu. 
– Och, Brad – wymamrotała. 
– Tylko mi nie mów, Ŝe nie chcesz się ze mną więcej widzieć. 
– Tego ci nie powiem, ale mam wiele rzeczy do zrobienia. 
–  Na  przykład:  co?  –  zapytał  ostro.  Tallia  uśmiechnęła  się  w  duchu.  W  tym 

pytaniu wyraźnie brzmiała zazdrość. 

– Brad, mam jeszcze innych przyjaciół. 
– Czy to męŜczyźni? 
Nie odpowiedziała. 
– Dlaczego widujesz się z innymi męŜczyznami? – dopytywał się Brad. 
Natasha musiała się roześmiać. 

background image

– Brad, a czy ty widujesz się z innymi kobietami? 
– Nie! 
Serce zamarło jej w piersi. 
–  A gdybym  ci powiedziała,  Ŝe  twoja  wynalazczym  wspomniała  mi,  Ŝe była  z 

tobą wczoraj w domu nad jeziorem? 

Nastąpiła chwila milczenia, a potem cięŜkie westchnienie. 
– Ach, tak. Zupełnie o tym zapomniałem – rzekł Brad Ŝałośnie. 
– Czy masz zamiar się z nią nadal widywać? 
– Natasho, nie będę kłamał. Mam taki zamiar. 
– Jak długo? 
– Nie potrafię tego powiedzieć. 
–  Brad,  gdybyś  w  tej  chwili  musiał  wybrać  jedną  z  nas,  to  która  byłaby  tą 

szczęściarą? 

Brad znów westchnął. 
– Muszę przyznać, Ŝe w tej chwili nie byłbym w stanie podjąć takiej decyzji. 
Tallia nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać. 
– W takim razie moŜe zadzwonisz do niej i sprawdzisz, czy ma dzisiaj czas. 
–  Posłuchaj,  Natasho,  jest  coś,  co  chcę  ci  dzisiaj  wyjaśnić.  I  chciałbym,  Ŝebyś 

kogoś poznała. Proszę, zgódź się, dobrze? 

Gdy tak ją prosił, była zupełnie bezbronna. 
– No dobrze – wyjąkała. 
– O siódmej? – zapytał, skrywając uczucie triumfu. 
– Halo? 
– Czy to Tallia? 
Nastąpiła chwila podejrzliwego milczenia. 
– Przepraszam, a kto mówi? 
– Brad. 
– Och, Brad! Cześć! Co u ciebie słychać? 
– Obawiałaś się, Ŝe to kto? 
– Po prostu ktoś, z kim nie mam ochoty rozmawiać. Wiesz, jak to bywa. 
– Henry Clubbins? 
–  Henry?  Och,  nie!  Chyba  Ŝartujesz.  Henry  ani  razu  nie  próbował  do  mnie 

dzwonić,  odkąd  odeszłam  z  poprzedniej  pracy.  Gratuluję,  twoja  druŜyna  wygrała. 
A moŜe juŜ ci to mówiłam? 

Brad zmarszczył brwi. 
– Oglądałaś wczorajszy mecz? 

background image

– Tak, z moją... 
– Z kim? 
– Co za mecz! – zaśmiała się. – Widziałeś tę ostatnią akcję? 
– Widziałem – przyznał z entuzjazmem. – To był naprawdę znakomity mecz. 
– Powiedz, dlaczego dzwonisz? 
– Tallio, chciałbym cię dzisiaj zaprosić na kolację. Masz czas? 
– Naprawdę? Och, to świetnie! 
– Jesteś pewna? – zapytał Brad po chwili milczenia. 
– Oczywiście, a dlaczego pytasz? Brad odchrząknął. 
– Bardzo chciałbym, Ŝebyś kogoś poznała. 
– Dobrze, oczywiście. Kto to taki? 
– Jestem pewien, Ŝe spodoba ci się ta osoba. 
– Dobrze. 
– O siódmej? – zapytał Brad. 
– Coś ty zrobiła?! – zawołała przeraŜona Tallia. – Bel, jak mogłaś! 
– Daj spokój. Co miałam powiedzieć? Kto oprócz ciebie mógł odebrać telefon o 

ósmej  rano?  –  oburzyła  się  Bel.  –  Chyba  nie  chcesz,  Ŝeby  on  pomyślał,  iŜ  jesteś 
lesbijką! 

– Mogłaś powiedzieć, Ŝe musisz się zastanowić! 
–  Mogłam  równieŜ  odmówić!  Nie  wiedziałam,  co  mam  zrobić,  więc  podjęłam 

decyzję! 

Tallia wyskoczyła z łóŜka i pobiegła do salonu. 
– BoŜe, Bel, i co ja mam teraz zrobić? PrzecieŜ to okropne! 
Bel szła za nią, niczego nie rozumiejąc. 
– Tal, na litość boską, o co ci właściwie chodzi? 
Myślałam, Ŝe umierasz z pragnienia, Ŝeby się z nim zobaczyć! 
Tallia obróciła się w miejscu i dramatycznie wyrzuciła przed siebie ramiona. 
– Bo Natasha właśnie zgodziła się zjeść dzisiaj kolację z Bradem! 
Bel poczuła, Ŝe nogi się pod nią uginają. Szybko usiadła na najbliŜszym krześle. 
– Och! O rany! O rany boskie! Przepraszam cię, siostro! A myślałam, Ŝe jestem 

taka  bystra!  BoŜe,  jaka  jestem  głupia!  Nawet  nie  pomyślałam...  zaraz,  zaczekaj 
chwilę, Tal! Zaczekaj! Dlaczego... 

–  Dlaczego  Brad  umówił  się  jednocześnie  z  Tallią  i  z  Natashą?  –  zapytały 

jednogłośnie  i  przez  dłuŜszą  chwilę  patrzyły  na  siebie,  coraz  szerzej  otwierając 
oczy. 

– Powiedział mi, Ŝe... 

background image

– śe chce cię z kimś poznać? – wykrzyknęła Tallia. Bel skinęła głową. 
– W co on gra? Po co chce, Ŝebyśmy się spotkały? 
– MoŜe ma nadzieję, Ŝe się zaprzyjaźnicie. 
–  Czy  znasz  jakiegoś  faceta,  który  by  chciał,  Ŝeby  dwie  jego  dziewczyny 

zaprzyjaźniły się ze sobą? 

– Mahomet. Czytałam o tym. Chciał, Ŝeby wszystkie jego Ŝony pozostawały w 

dobrych stosunkach. 

Tallia spojrzała na siostrę ponuro. 
– Wróć na ziemię! Mahomet był prorokiem. Zwyczajni faceci nie mają ochoty 

na to, Ŝeby kobiety, z którymi romansują, wymieniały spostrzeŜenia na ich temat. 

– No cóŜ, jest tylko jeden sposób, Ŝeby się przekonać, o co mu chodzi. 
Tallia zastygła i wzięła głęboki oddech. 
– Tylko jeden... Czy ty myślisz o tym, o czym ja myślę? 
– Chyba tak – odrzekła Bel, potrząsając głową. – Ale zastanawiam się, jak się 

to  wszystko  skończy.  Pamiętasz,  co  zawsze  powtarzała  nam  mama,  gdy  byłyśmy 
małe i wymyślałyśmy głupie zabawy? „Dziewczynki, to się skończy łzami". 

– Wiedziałem, Ŝe to się źle skończy – powiedział Jake. 
– Co masz na myśli? To się jeszcze wcale nie skończyło. 
–  Owszem,  Brad  –  rzekł  przyjaciel.  Siedzieli  w  restauracji  przy  jednym  z 

klubów  sportowych  Brada.  Rzadko  tu  jadali,  ale  tego  dnia  Brad  się  uparł.  – 
Skończyło  się  tym,  Ŝe  zupełnie  straciłeś  rozum.  Zawsze  ci  to  przepowiadałem. 
Czyś ty zwariował? Co ty w ogóle wygadujesz? 

–  A  co  w  tym  jest  takiego  dziwnego?  Mnóstwo  ludzi  tak  robi.  Mahomet  miał 

chyba z dziesięć Ŝon. 

–  W takim  razie  musiał  mieć piekło  w domu! – odparował  Jake. –  MoŜesz  mi 

wierzyć! 

Brad poskrobał się w ucho. 
– Właściwie to masz rację. Te jego Ŝony ciągle knuły przeciwko sobie intrygi. 

Opowiadały mu, Ŝe zawsze śmierdzi czosnkiem, gdy wychodzi z domu Ŝony numer 
trzy i temu podobne rzeczy. 

– Naprawdę? Skąd wiesz? 
– Widzisz, Jake, ja czasami czytuję coś jeszcze oprócz artykułów o ekonomii i 

finansach. 

– Ale to tylko potwierdza moje słowa. 
– Mahomet miał dziesięć Ŝon. Ja chcę mieć tylko dwie. 
– Zdaje się, Ŝe Mahomet był prorokiem, a ty jesteś zwykłym człowiekiem. Jeśli 

background image

ośmielisz się zaproponować – im coś takiego, to wydrapią ci oczy albo zrobią coś 
jeszcze gorszego – wzdrygnął się Jake. – Nie rozumiem. PrzecieŜ istnieje znacznie 
lepsze wyjście. 

– Chyba nie. 
–  I  co  chcesz  im  zaproponować?  śebyście  we  trójkę  zamieszkali  u  ciebie? 

„Mam tyle miejsca, Ŝe kaŜde z nas dostanie osobną sypialnię i jeszcze będzie gdzie 
pofiglować"? 

– Zobaczę, co zaproponują mi Tallia i Natasha. 
– Czy one wiedzą, Ŝe zamierzasz nakarmić je obydwie za jednym zamachem? 
Brad uśmiechnął się. 
– Och, chyba tak. Nie zapominaj, Ŝe czasem ze sobą rozmawiają. 
– Za to po dzisiejszym dniu Ŝadna z nich nie będzie chciała rozmawiać z tobą. 

MoŜe kup sobie kota, bo od jutra kobiety nie będą miały z ciebie Ŝadnego poŜytku. 

– Chcesz się załoŜyć? 
– I naprawdę Ŝadna z nich nie odwołała dzisiejszego spotkania? 
– Na razie nie. Sprawdzałem pocztę głosową. 
Jake potrząsnął głową i uwaŜnie przyjrzał się przyjacielowi. 
– Czy jesteś pewien, Ŝe to najlepszy sposób wyjścia z sytuacji? A jeśli stracisz 

je obie? Kobiety nie lubią takich zagrywek... 

Urwał, słysząc za plecami okrzyk. 
– Cześć, Brad! Nie wiedziałam, Ŝe tu jadasz! 
Odwrócił  się  i  zobaczył  Tallię  Venables,  która  właśnie  podchodziła  do  ich 

stolika. 

– Cześć, Tallio – uśmiechnął się Brad. – Pamiętasz Jake'a? 
– Oczywiście. Cześć, Jake. 
– Przy siądziesz się do nas? Czekamy na kawę, ale... 
–  A  nie  będziesz  miał  mi  za  złe,  jeśli  usiądę  gdzie  indziej?  –  uśmiechnęła  się 

Tallia.  –  Umówiłam  się  tu  z  projektantem  wnętrz.  Mamy  kilka  spraw  do 
omówienia. 

– Oczywiście. 
–  Zresztą  zobaczymy  się  wieczorem.  Czy  ta  osoba,  którą  mam  poznać,  to 

Natasha Fox? 

Brad zaniemówił. 
– Hm, no tak. To ona. 
Tallia uśmiechnęła się szeroko. 
– Mówiła mi, Ŝe coś podejrzewa. Spotkałam ją dzisiaj rano w windzie. W takim 

background image

razie do zobaczenia. 

Pomachała im ręką i poszła do innego stolika, radosna jak szczygiełek. Brad ze 

zmarszczonym czołem odprowadził ją wzrokiem. 

–  No, no, no! –  rzekł  z  podziwem  Jake.  –  Węglem  w  kominie zapisać!  Chyba 

spodziewałeś się raczej małej rewolty? 

Brad skinął głową, głęboko zamyślony. 
– Byłem pewien, Ŝe jedna z nich odwoła spotkanie. Sądziłem, Ŝe zrobi to Tallia. 

Wówczas wyjaśniłbym wszystko Natashy, jako światowej kobiecie, i namówiłbym 
ją, Ŝeby mi pomogła przekonać Tallię do mojego pomysłu. 

Jake z niedowierzaniem potrząsał głową. 
– Chłopcze, ty naprawdę igrasz z ogniem. 
– Muszę się zastanowić, co to oznacza. 
– Właśnie dlatego tu jesteśmy – domyślił się Jake. – śeby dać Tallii okazję do 

odwołania  spotkania.  „Och,  Brad,  muszę  dzisiaj  dłuŜej  popracować!"  Czy  mam 
rację? 

– Brad jednak był tak zamyślony, Ŝe go nie usłyszał. WciąŜ patrzył na Tallię. 
– Co ona takiego wymyśliła? – zapytał z zadumą. 
– Nadal uwaŜam, Ŝe ja powinnam się przebrać za Tallię, a ty za Natashę. 
–  Nie  gadaj  głupstw!  –  oburzyła  się  Tallia.  –  Czy  sądzisz,  Ŝe  on  by  tego  nie 

zauwaŜył? 

–  MęŜczyźni  nigdy  nie  zwracają  na  mnie  uwagi,  gdy  ty  jesteś  w  pobliŜu  – 

powiedziała Bel ze smutkiem. – Sądzę, Ŝe Brad jest taki sam. 

– Brad zna mnie jako Tallię. Oczywiście, Ŝe będzie na mnie patrzył! To znaczy 

na  ciebie!  –  odrzekła  Tallia  z  irytacją.  Nie  podobała  jej  się  myśl,  Ŝe  Brad  woli 
Natashę,  ale  w  głębi  serca  obawiała  się,  Ŝe  tak  jest.  Przy  Natashy  zupełnie  tracił 
głowę, natomiast  przy Tallii  nad  jeziorem  był  tak opanowany, Ŝe  nie  była pewna, 
czy to, co wówczas zrobił, nie było podyktowane litością. 

– A jeśli umrze na atak serca, gdy cię zobaczy? 
– Bel, Brad ma trzydzieści trzy lata i jestem pewna, Ŝe nie choruje na serce. A 

poza  tym  jeśli  naprawdę  marzy  mu  się  Ŝycie  w  trójkącie,  to  zasłuŜył  sobie  na 
odrobinę szoku – stwierdziła Tallia ponuro. 

Bel tylko wzruszyła ramionami. 
– Ty wiesz najlepiej – rzekła bez przekonania. – Więc co zamierzasz zrobić? 
Tal uśmiechnęła się. 
–  Tym  razem  przebiorę  się  za  siebie  i  zobaczę,  za  którą  mnie  weźmie.  Bo  ta, 

którą zobaczy, gdy ujrzy prawdziwą mnie, będzie tą, która podoba mu się bardziej. 

background image

Bel schowała twarz w dłoniach. 
–  Rany  boskie,  ale  z  ciebie  psycholog!  Nigdy  w  Ŝyciu  bym  nie  zgadła,  Ŝe 

studiowałaś nauki ścisłe! 

 
Minuta  po  minucie,  w  domu,  w  którym  mieszkała  Tallia,  tego  wieczoru 

rozległy się dwa dzwonki. W mieszkaniu Tallii rezydowała Bel. 

–  Cześć,  Brad  –  powiedziała,  starając  się  jak  najwierniej  naśladować  głos 

siostry. – JuŜ schodzę. 

W mieszkaniu Bel odpowiedziała Tallia jako Natasha. 
– Gotowa jesteś, Natasho? – zapytał Brad. 
–  JuŜ  idę  –  odrzekła  śpiewnie  i  nacisnęła  guzik  domofonu,  by  wpuścić  gościa 

do holu, a potem podeszła do telefonu i nakręciła własny numer. 

– Zadzwonił? – zapytała, gdy Bel podniosła słuchawkę. 
– Przed chwilą. Schodzisz na dół? Tallia wzięła głęboki oddech. 
– Aha. 
– Mogę teŜ zejść i popatrzeć na rozlew krwi? 
– Bel, proszę cię, przestań. I tak jestem wystarczająco zdenerwowana! 
– Przepraszam! Powodzenia. 
Brad  stał  przy  oknie,  patrząc  na  popołudniowe  słońce.  Gdy  nadjechała  winda, 

obrócił  się  i  wpatrzył  w  wychodzącą  zeń  kobietę.  Tallia  uśmiechnęła  się  na 
powitanie, ale nic nie powiedziała, Ŝeby nie zdradził jej głos. 

Jej długie jasne włosy były czyste, lśniące i luźno opuszczone na ramiona. Brad 

po  raz  pierwszy  widział  ją  w  tej  prostej  fryzurze.  Oczy,  teraz  koloru tropikalnego 
morza,  były  lekko  podmalowane.  Wysokie,  wygięte  w  łuk  brwi  nadawały  jej 
twarzy  otwarty,  niewinny  wyraz.  Na  pełnych  ustach  lśniła  róŜowa  szminka. 
Doskonałe ciało ubrane było w obcisłą u góry, szeroką u dołu bawełnianą sukienkę 
w kolorze oczu, na którą Tallia narzuciła małe, białe bolerko. Na szyi miała złoty 
łańcuszek,  a  na  stopach  jasnobrązowe  sandałki  na  niskich  obcasach.  Do  tego  w 
ręku  trzymała  jasnobrązową  torebkę.  Paznokcie  u  rąk  nie  były  pomalowane. 
Całości  dopełniały  kolczyki  w  kształcie  skarabeuszy  i  złota  bransoletka  na 
delikatnym  przegubie  ręki.  Była  doskonała.  Absolutnie  doskonała.  Kobieta  z  jego 
snów. 

Wiedział o tym wcześniej, a jednak obawiał się, Ŝe to nie moŜe być prawda. 
Uśmiechnął się i podszedł bliŜej, by ją powitać. 
– Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką widziałem w Ŝyciu – rzekł niskim głosem. 

– Ale teraz cię nie pocałuję. 

background image

Wolę nie zaczynać. 
Tallia wpatrzyła się w niego. 
– Kim jestem, Brad? – szepnęła. 
Zaśmiał się i mimo wszystko pocałował ją w usta. 
–  Jesteś  moją  Ewą  –  stwierdził.  –  Kobietą  z  moich  marzeń.  A  teraz  wyjdźmy 

stąd, bo ta sofa zaczyna mi się za bardzo podobać. 

– Nie poczekamy na... ? 
Brad uśmiechnął się zagadkowo. 
–  Jak  na  dziewczynę  z  najwyŜszym  ilorazem  inteligencji  na  swoim  roku, 

myślisz dosyć powoli – zauwaŜył i z przyjemnością obserwował jej zdumienie. 

– Brad! – wykrzyknęła. – Ty wiedziałeś! 
Zaśmiał się z satysfakcją. 
–  Oczywiście,  Ŝe  wiedziałem,  kochanie.  Czy  naprawdę  myślałaś,  Ŝe  jestem  aŜ 

tak głupi? 

Otworzył drzwi i wyprowadził ją na zewnątrz. 
–  Ale...  kiedy?  Kiedy?  –  dopytywała  się  Tallia.  –  Niczego  po  sobie  nie 

pokazałeś! 

Brad pochylił się, by otworzyć drzwiczki samochodu. 
–  Musimy  wyjaśnić  wiele  spraw  –  zapewnił  ją.  –  Ale  mamy  na  to  mnóstwo 

czasu. 

 
Podczas  jazdy  Brad  nie  chciał  rozmawiać  na  powaŜne  tematy,  toteŜ  Tallia, 

drŜąc  z  niecierpliwości,  musiała  odczekać  długie  dziesięć  minut.  W  końcu  Brad 
zaparkował samochód przed restauracją, do której po raz pierwszy zabrał Natashę, 
a potem Tallię. 

– Dzień dobry pani. Dzień dobry, panie Slinger – witał go kelner, kłaniając się 

nisko. – Bardzo miło znów państwa... – urwał. Zatrzymał wzrok na Tallii, zawahał 
się  nieco,  po  czym  natychmiast  z  jego  twarzy  znikł  wyraz  ciekawości  i  znów  się 
ukłonił. 

–  Dziękuję  –  odrzekła  Tallia,  idąc  za  kelnerem  do  stolika.  Był  niewielki, 

dwuosobowy, skryty w zacisznym kącie osłoniętym parawanem. 

Brad  usiadł  plecami  zwrócony  do  sali.  Przed  sobą  miał  tylko  Tallię.  Zamówił 

potwornie  drogiego  szampana,  a  gdy  kelner  spełnił  jego  Ŝyczenie,  podał  Tallii 
kieliszek, a sam uniósł drugi. 

– Za co pijemy? – zapytała. 
–  Za  przyszłość  –  uśmiechnął  się  Brad.  –  Mam  nadzieję,  Ŝe  będzie  ona  nieco 

background image

mniej zwariowana niŜ kilka ostatnich tygodni, ale nie mniej interesująca. 

Serce Tallii zabiło mocniej. 
– Dobrze, zgadzam się na taki toast. 
Wypili,  patrząc  sobie  w  oczy.  Brad  odstawił  kieliszek  i  mrugnął  do  niej 

porozumiewawczo. 

– Powiedz mi, kochanie, jak długo jeszcze zamierzałaś odgrywać tę maskaradę 

i dlaczego sądziłaś, Ŝe przez tyle czasu niczego się nie domyśle? 

– To długa historia – odrzekła Tallia. 
– Jestem pewien, Ŝe równieŜ niezwykle interesująca. 
Tallia bardzo chciała wszystko mu wyjaśnić. Była pewna, Ŝe podejrzenia Brada 

są  znacznie  gorsze  od  prawdy.  Zaczęła  jednak  niepewnie,  zacinając  się  i  jąkając. 
Opowiedziała mu o ogłoszeniu i odpowiedziach, jakie otrzymywała. 

–  Znasz  Marielle  Humphries?  –  zapytała  naraz.  Było  to  nazwisko  znanej 

dziedziczki fortuny wyrosłej na sprzedaŜy uŜywanych samochodów. 

– Owszem, znam. 
– OtóŜ nawet ona nie zauwaŜyła we mnie niczego więcej oprócz tego, Ŝe jestem 

atrakcyjna. Jakby jasne włosy i... i... 

– I doskonale zgrabne ciało – dokończył Brad. 
–  No  właśnie.  Równie  dobrze  mogłabym  mieć  na  czole  wytatuowany  napis 

„Głupia blondynka". A potem Damon prosił mnie, Ŝebym... 

Opowiedziała mu o Damonie i o swoim przeraŜeniu, gdy odkryła, kim jest ów 

bogaty facet, którego obiecała uwieść. 

–  Więc  to  przeraŜenie,  które  dostrzegłem  na  twojej  twarzy,  gdy  się  po  raz 

pierwszy spotkaliśmy, było prawdziwe? – uśmiechnął się Brad. 

– Och, tak. Zupełnie nie wiedziałam, co zrobić! Mimo wszystko wydawało mi 

się, Ŝe powinnam ci powiedzieć, ale potem, w samochodzie... byłeś taki napalony! 

– Owszem – wtrącił, uśmiechając się do swoich wspomnień. 
–  I  wtedy  pomyślałam,  Ŝe  skoro  nie  dostrzegasz  nic  oprócz  wypchanego 

biustonosza,  to  na  pewno  nie  będziesz  –  chciał  słuchać  tego,  co  mam  ci  do 
powiedzenia. Razem z Bel wymyśliłyśmy, Ŝe powinnam wyglądać jak najgorzej na 
spotkaniu z tobą. 

–  Niezupełnie  ci  się  to  udało  –  rzekł  Brad.  –  Tallia  równieŜ  mi  się  podobała, 

chociaŜ dłuŜej trwało, zanim to odkryłem. 

– A więc udało mi się zmylić cię na jakiś czas? 
– Och, tak. 
– A kiedy odgadłeś prawdę? 

background image

Z twarzy Brada nie znikał tajemniczy uśmiech. 
–  Kochanie,  czy  naprawdę  myślisz,  Ŝe  mógłbym  się  z  tobą  kochać  i  nie 

odgadnąć, Ŝe trzymam w ramionach jednocześnie Tallię i Natashę? 

Tallia szeroko otworzyła oczy. 
– Wtedy?! Ale w takim razie... Czy to dlatego zostawiłeś mnie rano samą i nie... 

Brad, czy byłeś bardzo zły? 

–  Owszem, przez pierwszych kilka  godzin.  Poszedłem  na  plaŜę  i przeklinałem 

kobiety oraz własną łatwowierność. 

– Czy zamierzałeś się ze mną wciąŜ widywać? 
– Nie. A w kaŜdym razie tak wtedy myślałem. Oczywiście nie byłbym w stanie 

dotrzymać tego postanowienia. 

– I co się potem stało? 
–  Siedziałem  sobie  na  plaŜy,  na  kłodzie  drewna,  wschodziło  słońce,  a  ja 

przeklinałem  cały  świat  i  wtedy  pewien...  bezdomny,  do  którego  sypialni 
przypadkiem wtargnąłem, wstał i przyłączył się do moich narzekań. 

Tallia wybuchnęła śmiechem. 
– Naprawdę? 
–  Owszem.  A  gdy  juŜ  dokładnie  omówiliśmy  perfidię  kobiet,  które  przed 

niczym się nie zawahają, byle zdobyć – to, czego pragną, wtedy on powiedział coś 
bardzo mądrego. Później zresztą odkryłem, Ŝe inni bezdomni nazywali go Mądrym 
Williamem. 

–  I  cóŜ  takiego  mądrego  powiedział  Mądry  William?  –  zapytała  Tallia,  nie 

spuszczając wzroku z twarzy Brada. 

– Jeśli nadal będziesz tak na mnie patrzeć, to nie doczekasz kolacji – ostrzegł ją. 

– Powiedział coś takiego: „Popraw mnie, jeśli się mylę, ale chodzi o to, Ŝe są dwie 
kobiety, między którymi nie potrafisz wybrać, i właśnie się przekonałeś, Ŝe te dwie 
kobiety  to  jedna  i  ta  sama  osoba,  i  zastanawiasz  się,  dlaczego  ona  to  zrobiła?" 
Odpowiedziałem, Ŝe wszystko się zgadza, a on na to: „A co cię obchodzi, dlaczego 
to zrobiła?" Kochanie, nie potrafiłem mu odpowiedzieć. Miał rację! NajwaŜniejsze 
było  to,  Ŝe  znalazłem  coś,  czego  prawdopodobnie  nie  znalazł  Ŝaden  inny 
męŜczyzna  na  świecie  –  dwie  połówki  idealnej  kobiety  w  jednej  osobie.  Po  co 
miałbym się gryźć tym, jak to się stało i dlaczego? I naraz uświadomiłem sobie, co 
mnie  właściwie  najbardziej  gryzło.  OtóŜ  bałem  się,  Ŝe  to  wszystko  to  tylko  jakiś 
kawał  i  Ŝe  nie  podobam  się  ani  Natashy,  ani  Tallii,  a  wcześniej  byłem  zupełnie 
pewien, Ŝe podobam się wam obydwu. 

Uśmiechnął się i wziął Tallię za rękę. 

background image

–  Stwierdziłem,  Ŝe  tak  naprawdę  to  powinienem  się  zastanawiać,  jak  sprawić, 

Ŝ

ebyś mnie pokochała. I jeszcze zauwaŜyłem, Ŝe mam w ręku jeden mocny atut. 

– A co to takiego? 
Brad ucałował przegub ręki Tallii i uśmiechnął się z zadowoleniem na widok jej 

reakcji. 

– Właśnie to – rzekł z satysfakcją. – Pomyślałem, Ŝe w najgorszym razie mogę 

cię uzaleŜnić od siebie fizycznie. A miłość moŜe przyjdzie później. 

–  A  co  chciałeś  zrobić  dzisiaj  wieczorem?  Dlaczego  umówiłeś  się  z  nami 

obydwiema na tę samą godzinę? 

–  No  cóŜ,  byłem  pewien,  Ŝe  tylko  jedna  z  was  się  pojawi,  chyba  Ŝe  znowu 

zaangaŜujesz Bel. 

– To teŜ odgadłeś? 
–  To  było  całkiem  oczywiste.  Sądziłem  jednak,  Ŝe  nie  zechcesz  ryzykować 

powtórki w zbliŜeniu. Chciałem więc powiedzieć tej, która się pojawi, Ŝe kocham 
was obydwie i chcę, Ŝebyśmy zamieszkali razem we trójkę. 

Tallia poczuła, Ŝe brakuje jej tchu. 
– Brad, dlaczego chciałeś to powiedzieć? – szepnęła. 
–  Bo  naprawdę  tak  myślę.  Tallio,  czy  zamieszkasz  ze  mną?  –  zapytał  z 

pociemniałymi oczami. 

– Och, Brad, czy ty mówisz powaŜnie? 
– Chcę cię pocałować – rzekł porywczo. – Po co ja cię przyprowadziłem do tej 

restauracji? 

Tallia z niedowierzaniem wpatrywała się w jego oczy. 
– Brad, czy ty... czy ty mnie kochasz? 
–  Tak,  kocham  cię.  Jako  Natashę  i  jako  Tallię.  Kocham  cię  jako  piękną, 

inteligentną  kobietę  i  będę  cię  kochał,  gdy  staniesz  się  piękną,  inteligentną  starą 
kobietą. W zdrowiu i w chorobie. Proszę, Tallio, daj mi odpowiedź. 

Tallia  uśmiechnęła  się  i  bezwładnie  odchyliła  głowę  do  tyłu,  gdy  Brad  znów 

ucałował przegub jej ręki. 

 

background image

EPILOG   

 
– Czy to moŜe Bel? – zapytał głęboki, męski głos. 
– We własnej osobie – odrzekła Bel wesoło. 
– Hm... jak mam to ująć? Nazywam się Jake Drummond. Jestem przyjacielem 

Brada Slingera. Myślę, Ŝe go pani zna. 

Te słowa natychmiast rozbudziły czujność Bel. 
–  Owszem,  spotkałam  go  kilka  razy,  ale  raczej  nie  powiedziałabym,  Ŝe  go 

znam. 

– Czy pani siostra spędza ten wieczór z nim? 
– Która... Ach... To znaczy... – zawahała się Bel. – Tak, chyba tak. To znaczy, 

wyszła z nim jakieś dwie godziny temu. 

– I jeszcze nie wróciła? Bel znów poczuła niepokój. 
– Czy coś się stało? 
– Nie, przepraszam, jeśli się pani zdenerwowała. O ile wiem, nic się nie stało. 

Zastanawiałem się tylko, czy wróci do domu z rękami splamionymi krwią mojego 
przyjaciela. 

– Aha – westchnęła Bel ze zrozumieniem. 
– No właśnie. 
– Chce pan powiedzieć, Ŝe Brad juŜ o wszystkim wie, tak? 
–  Hm,  właściwie  chciałem  powiedzieć  coś  innego,  ale  jest  pani  bardzo  bystra. 

Zresztą niewątpliwie powinienem się tego spodziewać po siostrze Tallii. 

– Mnie teŜ zŜera ciekawość, ale naprawdę nic nie wiem – rzekła Bel, pewna, Ŝe 

Jake Drummond przeŜywa w tej chwili dokładnie to samo co ona. 

– Nie ma ich u Brada. MoŜe pani wie, dokąd poszli na kolację? 
– Nie. Ale... 
–  Ale  ten  czerwony  porsche  jest  bardzo  charakterystyczny  –  dokończył  Jake, 

tknięty tą samą myślą. – MoŜemy go poszukać. Nie jest pani przypadkiem głodna? 

– Będę gotowa za piętnaście minut. 
– Poczekam przed pani domem. 
 
Brad  znów  odwoził  Tallię  do  domu  okręŜną  drogą  wzdłuŜ  zatoki.  Zatrzymał 

samochód  tuŜ  nad  wodą.  Tallia  zrzuciła  sandały.  Trzymając  się  za  ręce,  poszli  na 
spacer po plaŜy. 

– Czy to tu spotkałeś Mądrego Williama? – zapytała w pewnej chwili. 

background image

– Spotkałem go nieco dalej stąd. 
– Czy myślisz, Ŝe teraz tam będzie? Chciałabym go poznać. 
– On juŜ tu nie mieszka. Teraz pracuje w moim dziale kadr. 
Tallia spojrzała na Brada z uśmiechem. 
– Naprawdę dałeś mu pracę? 
– PrzecieŜ nie mogłem pozwolić, by taki filozof marnował się, Ŝyjąc pod kłodą. 

Byłaby to niepowetowana strata dla świata. 

– Chyba ja teŜ wiele mu zawdzięczam. Gdyby nie on, pewnie nadal byłbyś na 

mnie wściekły. 

– Wolę myśleć, Ŝe sam teŜ bym w końcu zmądrzał. 
PlaŜa stawała się coraz bardziej kamienista. Tallia i Brad wspięli się na skały i 

usiedli nad wodą, wspominając wieczór, gdy znaleźli się tu pierwszy raz. 

–  Dlaczego  wtedy  nie  pozwoliłaś,  Ŝebym  cię  pocałował?  –  zapytał  Brad.  – 

Byłem pewien, Ŝe chcesz tego, ale uparłaś się. 

Tallia roześmiała się. 
–  Miałam  wtedy  na  głowie  bardzo  cięŜką  perukę.  Obawiałam  się,  Ŝe  jeśli  ją 

pociągniesz,  to  spadnie  mi  z  głowy,  a  wtedy  cały  kamuflaŜ  natychmiast  by  się 
ujawnił. 

Brad  równieŜ  się  zaśmiał.  Potem  wstał  i  oboje  ruszyli  brzegiem  plaŜy.  Zza 

chmur wyszedł złoty księŜyc. O skały pod nimi rozbijały się fale oceanu. 

Oboje zatrzymali się jednocześnie. 
–  Brad  –  szepnęła  Tallia  głosem  Natashy  –  tak  bym  chciała,  Ŝebyś  mnie 

pocałował! 

Brad bez słowa chwycił ją w ramiona. Na chwilę zapomnieli o całym świecie. 
W końcu oderwał usta od twarzy Tallii i głośno westchnął. 
– Wracajmy do domu – szepnął. 
– Tak – powtórzyła Tallia. – Wracajmy do domu.