background image

ACADEMIA MEDICA BIALOSTOCENSIS MCML  

 

AKADEMIA MEDYCZNA W BIAŁYMSTOKU  
 

 

KONTROWERSJE W PSYCHOLOGII  


FILOZOFII MEDYCYNY 

 

 

SKRYPT DLA STUDENTÓW 
MEDYCYNY I FARMACJI 

POD REDAKCJĄ 

DRA N. HUM. GRZEGORZA ZALEWSKIEGO  

 
 

Wydawnictwo Uczelniane  

Białystok 1997  

 
 

 

RECENZENCI NAUKOWI:  

Prof. zw. dr hab. med. Zdzisław FALICKI 
Prof. zw. dr hab. Wenancjusz PANEK 

 

Druk: Oficyna Wydawnicza AMB, zam. 9/97, n. 300 egz., f. B-5 

 
 

 

 

SPIS TREŚCI 
 

WPROWADZENIE 3 

CZĘŚĆ I. KONTROWERSJE PODSTAWOWE 7 

Dr n. hum. Teresa SKARZYŃSKA Fenomenologiczny zarys 

chrześcijańskiej postawy religijnej 
.............................................................. 9  

Prof. zw. dr hab. med. Zbigniew PUCHALSKI Refleksje chirurga  

na temat: Nie tylko skalpelem 

..................................................................... 24  
Mgr Robert TOMCZAK Sumienie w medycynie 

..................................... 36  

Dr n. med. Magdalena SZYMAŃSKA Uwagi polemiczne do artykułu "Sumienie w 

medycynie" - R. Tomczaka 
..................................................... 64  

Dr n. med. Magdalena SZYMAŃSKA Deontologia a prawo naturalne ... 68 

CZĘŚĆ II. KONTROWERSJE W PSYCHOTERAPII I PSYCHIATRII 91 

Prof. zw. dr hab. med. Zdzisław FALICKI Godność chorego w praktyce 
psychiatrycznej 

.........................................................................

........... 93  

Mgr Cezary GODLEWSKI Sumienie i superego. Konflikty moralne jako źródło 
zaburzeń psychicznych 

.............................................................. 100  

Dr n. hum. Grzegorz ZALEWSKI Terapia moralna - społeczności terapeutyczne 

jako uzupełnienie (alternatywa?) hospitalizacji pacjentów chorych na 
schizofrenię 

background image

.........................................................................

...... 114  

Prof. zw. dr hab. med. Zdzisław FALICKI, lek. med. Marek STANKIEWICZ 
Opieka rodzinna w gminie Choroszcz ............................ 136 

CZĘŚĆ III. KONTROWERSJE FILOZOFICZNE 143 

Mgr Joanna LUBOWICKA-KOS Czy brak zaangażowania, to ucieczka przed 

cierpieniem? - komentarze do filozofii stoickiej 
................................ 145  

Mgr Jacek BRECZKO Medycyna i zdrowie Utopian 

............................... 156  

Dr farm. Stefan ROSTAFIŃSKI Aspekty moralne zawodu farmaceuty .. 179 
CZĘŚĆ IV. PODSUMOWANIE I WNIOSKI OGÓLNE 209 

Prof. zw. dr hab. med. Zdzisław FALICKI Ocena skryptu pt. "Kontrowersje w 

psychologii i filozofii medycyny" 

................................................. 211 
 

 

 

 
WPROWADZENIE 

 

W czasie prowadzenia zajęć z psychologii, filozofii i deontologii 

lekarskiej oraz farmaceutycznej często przekazywana jest studentom wiedza 
podręcznikowa, wprowadzająca ich tylko w obszar zagadnień. Obok jednak 

tematów podstawowych i oczywistych z punktu widzenia prowadzących 

zajęcia; tematów, które w trakcie prowadzenia zajęć stają się także 

oczywiste dla studentów, pojawiają się trudne problemy i kontrowersje. 
Dotyczą one zagadnień, co do których istnieją sprzeczne opinie wśród 

lekarzy, psychologów i filozofów. 

W skrypcie tym przedstawiamy właśnie takie trudne problemy 

i kontrowersje, które pojawiają się w ostatnich latach w Akademii 
Medycznej w Białymstoku na zajęciach z psychologii, filozofii i 

deontologii. W zamieszczonych artykułach prezentowane są fakty i ich 

autorskie interpretacje, które następnie są analizowane w czasie zajęć. 

Skrypt ten jest więc trochę nietypowy, ponieważ obok tematów 
podręcznikowych prezentuje także problemy otwarte i kontrowersyjne. 
Pierwsza część skryptu rozpoczyna się od artykułu dr Teresy Skarzyńskiej 

Fenomenologiczny zarys chrześcijańskiej postawy religijnej. Filozofia 

chrześcijańska wyznacza paradygmat, na którym opierają się Refleksje 

chirurga na temat: Nie tylko skalpelem. Autorem tego artykułu jest pro@ 
Zbigniew Puchalski. Kontrowersyjny jest natomiast trzeci artykuł mgr 

Roberta Tomczaka - Sumienie w medycynie. Autor przedstawia w nim 

przykłady eutanazji, które są na tyle znane, że chyba stanowią już 

element historii medycyny. R. Tomczak dobudowuje jednak do nich swoistą 
filozofię, która próbuje częściowo usprawiedliwiać eutanazję. Być może 

bardziej trafnie należałoby zatytułować ten artykuł Brak sumienia w 

medycynie, ponieważ podważa on bezwzględnie obowiązującą normę dekalogową 

Nie zabijaj. Jako redaktor skryptu nie zgadzam się z poglądami R. 
Tomczaka, niemniej jednak 

 

zdecydowałem się na ich opublikowanie; zamieszczając poniżej dwa artykuły 
polemiczne, napisane przez dr Magdalenę Szymańską. 

W drugiej części skryptu przedstawione są zagadnienia dotyczące 

psychoterapii i psychiatrii. Prof. Zdzisław Falicki napisał o godności 

chorego psychicznie, a mgr Cezary Godlewski o konfliktach moralnych, jako 
źródle zaburzeń psychicznych. W swoim artykule napisałm o społecznościach 

terapeutycznych, jako możliwości uzupełnienia (alternatywie?) 

background image

hospitalizacji ludzi chorych na schizofrenię. Prof. Z. Falicki i lek. M. 

Stankiewicz przypomnieli natomiast czytelnikom, jak wyglądała opieka 

rodzinna w gminie Choroszcz. 
W trzeciej części skryptu przedstawione zostały szczegółowe kontrowersje 

filozoficzne. Mgr Joanna Lubowicka-Kos dostawiła pytanie : Czy brak 

zaangażowania, to ucieczka przed cierpieniem? - komentarze do filozofii 

stoickiej, a mgr Jacek Breczko przeanalizował Medycynę i zdrowie Utopian. 
O Aspektach moralrrych zawodu farmaceuty napisał natomiast dr Stefan 

Rostafiński. 

Ze względu na różnorodność, nowatorstwo i oryginalność przedstawionych 

tekstów mogą one stanowić materiał inspirujący studentów do twórczych 
dyskusji i wielu konstruktywnych postaw w przyszłej pracy zawodowej. 

Ocena skryptu KONTROWERSJE W PSYCHOLOGII I FILOZOFII MEDYCYNY, dokonana 

przez pro@ Zdzisława Falickiego, została przedstawiona w podsumowaniu i 

wnioskach ogólnych. 

 

 

 
 

CZĘŚĆ I 

 

KONTROWERSJE PODSTAWOWE 
 

 

 

 
FENOMENOLOGICZNY ZARYS CHRZEŚCIJAŃSKIEJ POSTAWY RELIGIJNEJ 

Teresa SKARZYŃSKA 

 

Religia chrześcijańska jest niewątpliwie doniosłym zjawiskiem w naszej 
kulturze europejskiej. Można ją badać z wielorakich pozycji. Stanowisko 

tu prezentowane to stanowisko filozofii religii, analiza z pozycji 

fenomenologiczno-hermeneutycznych. Zajmiemy się najpierw fenomenem 

religijności i symboliką religijną w ogólności, by później, poprzez 

lekturę Starego i Nowego Testamentu, zakreślić podstawy etyki 
chrześcijańskiej. Adresując ten tekst szczególnie do studentów Akademii 

Medycznej, postaram się też na końcu pokazać relację między etosem 

chrześcijańskim a zasadami obow~zującymi lekarza i innych pracowników 

zawodów medycznych. 
Wybór podejścia fenomenologicznego niesie za sobą pozostawienie otwartą 

sprawy podstaw i prawdziwości wiary religijnej, umożliwia natomiast 

analizę jej treści. Punktem wyjścia nie jest tu fakt istnienia Boga, lecz 

fakt istnienia wiary w Boga, fakt istnienia szczególnego "doświadczenia" 
sacrum (por.R.Otto, 1968). Fenomenolog opisuje zatem metodą ejdetyczną ( 

tj. biorąc pod uwagę istotę rzeczy, a nie jej przypadkowe przejawy), 

treść przeżyć, które pojawiają się w związku z odnoszeniem się człowieka 

do Boga, nie rozstrzygając przy tym sprawy jego istnienia ("zawieszając" 
tezę o istnieniu, czyli dokonując redukcji fenomenologicznej). 

Fenomenolog poprzestaje więc na ustaleniu więzi człowieka z Absolutem na 

poziomie intencjonalnym (myślnym). Nie interesują go psychologiczne 

motywy pojawiania się takich, a nie innych przeżyć religijnych w 
konkretnych przypadkach, lecz opisuje treści tych przeżyć, ich sens (por. 

M.Scheler, 1954). 

 
W jakich warunkach człowiek mówi "tak" w kwestii istnienia Boga? 

background image

Nie da się tego zbadać odnosząc się do aktualnych treści świadomości, 

ponieważ za zjawiskiem religijności stoi cała, długa historia jego 

powstawania oraz przekazu. Dlatego fenomenolog musi uprawiać jednocześnie 
hermeneutykę, czyli zająć się interpretacją mitów i symboli religijnych, 

jako szczególną sferą prze'zyć odziedziczoną po przodkach, a jednocześnie 

ciągle 

żywą, bo nadającą sens życiu współczesnego człowieka. 
Za symbole religijne uznaje się tu znaki, które odnoszą się do czegoś, co 

nie jest bezpośrednio dane; niosą one w sobie znaczenia, które pośrednio 

wyrażają to, co oznaczają. Symbole religijne przedstawiają przy tym swój 

przedmiot w podwójnym sensie - czynią go obecnym i zastępują jednocześnie 
(por.H.G.Gadamer, 1993, s.164). 

Co niosą za sobą symbole religijne? Znaczące są w tej materii analizy 

Eliadego, dla którego symbole religijne podtrzymują fundamentalne 

pragnienie człowieka: znieruchomienia czasu. Czas sakralny "unieważnia" 
czas świecki, jest tedy narzędziem, dzięki któremu człowiek zdolny jest 

wyzwolić się z własnej historyczności i dostąpić niejako wiecznej 

teraźniejszości" (por. M. Eliade, 1993, s. IV). Symbole religijne 

pozwalają człowiekowi radzić sobie z nieodwracalnym upływem czasu, 
umożliwiają wykroczenie poza przypadkowość własnego losu, są wyzwaniem 

rzuconym przemijaniu . 

Symbole ustawiają również człowieka wobec przemijalności 

ostatecznej. Kruche jest bowiem życie ludzkie, przesłonięte cieniem 
śmierci. Zaś religia, jak pisze Van der Leeuw, "jest zawsze ukierunkowana 

na zbawienie, nigdy na samo życie, takie, jakie jest dane" ( G. Van der 

Leeuw, 

1978, s. 722). 
Inny sens zostaje nadany również historii ludzkiej. Symbole religijne 

"odsłaniają człowiekowi pewne utajone rysy świata, które samą historię 

ludzką dozwalają rozumieć w relatywizacji do niehistorycznej realności 

sakralnej. Żyje w micie rodzaj nostalgii raju, mglista pamięć o 
niehistorycznym 

10 

 

doświadczeniu zaczątkowym, o protoinicjacji, która ukonstytuowała byt 

ludzki w jego wyjściu z przedludzkiej natury" (M.Eliade, 1993,s.IV). 
Religia zatem nadaje sens całości historycznego bytowania człowieka na 

ziemi. Mówi o jego początkach, które czynią tęsknotę za rajem czymś 

naturalnym, a także o mającym nadejść końcu, który będzie wyzwoleniem. 

Zmagając się z kwestiami ostatecznymi, niedostępnymi wprost dla rozumu 
ludzkiego, symbolika religijna musi usytuować się na poziomie 

pozaracjonalnym, musi wyjść poza jego granice. "Ta ostateczna 

rzeczywistość symbolicznie przyswajalna - pisze Kołakowski - przecieka 

przez sito dyskursywnej myśli, albowiem jest sprzeczna wewnętrznie i tym 
samym niedostępna konceptualizacji racjonalnej". (M. Eliade, 1993, s. 

IV). Nie świadczy to jednak o irracjonalnym charakterze treści 

religijnych, tylko o tym, że ten pierwotny, związany z rozszyfrowywaniem 

najwyższego sensu, sposób ludzkiego odbioru świata może jawić się dziś 
rozumowi jako niekonsekwentny i wewnętrznie sprzeczny. Dotyczy on bowiem 

odbioru świata zakorzenionego w pre-historii i odpowiada egzystencjalnym, 

a nie tylko poznawczym potrzebom i oczekiwaniom człowieka [np. potrzebie 

"bezwarunkowej zasady sensu" (Jaspers), czyli potrzebie wyjaśnienia 
tajemnicy istnienia, potrzebie "zatrzymania czasu" (Eliade), czy 

potrzebie rozumienia sensu cierpienia]. Jak pisze Armstrong: "religia 

zawsze była próbą odnalezienia sensu i wartości życia pomimo cierpień, 

jakim podlega ciało"(K. Armstrong, 1996, s. 23). 
Dla Eliadego symbole religijne niosą za sobą pierwotne doświadczenia 

egzystencjalne człowieka archaicznego, wnoszą niejako ludzką historię 

background image

doświadczania świata i poprzez mity oraz uczestnictwo w rytuałach 

religijnych wracamy jakby do tych prapoczątków i dzięki temu łatwiej 

odnajdujemy i zrozumiemy samych siebie (por. M. Eliade, 1993, s. 437). 
Jakie jest żródło symboliki religijnej? Według Dupre, na przykład, nie 

istnieje bezpośrednie doświadczenie religijne. Symbol jest jedynym 

sposobem, w jaki umysł przekracza to co empiryczne. Wiara nie opiera się 

zatem 
11 

 

na odczuciu czy uczuciu, lecz na świadomości istnienia wymiaru 

transcendentnego w stosunku do wszystkich doświadczeń życia, jest 
afirmacją głębszej rzeczywistości ukrytej pod rzucającą się w oczy 

postacią zewnętrzną (por. Dupre, 1991, s.130,131 ). Tak jak Eliade, Dupre 

twierdzi, iż symbole religijne wyrosły z pierwszych prób człowieka 

wyrażenia rzeczywistości, przy jednoczesnej świadomości istnienia wymiaru 
transcendenfiego. ' 

Symbole rozwijają się stopniowo w mity, czyniąc refleksyjnymi te treści, 

które przedtem były tylko "przeżywanymi". Ale chociaż formy mitu są 

świadome, "korzenie, z których wyrastają, tkwią głęboko w nieświadomej 
glebie" (por. L. Dupre, 1991, s. 189). Mity są przede wszystkim 

najpotężniejsrym narzędziem umysłu służącym egzystencjalnej integracji 

człowieka."Święta rzeczywistość - pisze Dupre - godzi konfliktowe 

elementy zwykłej rzeczywistości, integrując je wszystkie w wyższą 
organiczną jedność" (L. Dupre, 1991, s. 196). To mit uświadamia nam 

olbrzymią siłę jednoczenia przeciwieństw, jaką posiada sacrum, które 

odbierane jest jako "wprost przewyższające wszystkie inne byty" (por. M. 

Scheler, 1954, s. 159). 
Świadomość mityczna, mocą wewnętrznej dialektyki, przeobraża się w 

świadomość religijną. Mity zostają przy tym zachowane. Przechodząc z 

jednej wiary w drugą, włączane są w nowe struktury znaczeniowe. "Mit jest 

miejscem urodzenia bogów; zapoczątkowuje on ruch w kierunku 
transcendencji, uzupełniony i wykrystalizowany w religii formalnej. (L. 

Dupre, 1991, s. 203, 204). Ale niezależnie od cech specyficznych każdej 

religii i faktów, do których się odwołuje, religia, będąc historyczną, 

nadal potrzebuje mitów, ponieważ mit wprowadza "niezbędną świadomość 

czasu, której świadomość historyczna nie może dostarczyć. Wiara sięga po 
początek i koniec, które całkowicie przekraczają zakres historii. Każda 

próba zintegrowania początku i końca z resztą historii musi być mityczną. 

Ponadto (...) - pisze Dupre - symbole takie jak symbole upadku i 

odkupienia są nieodłączne od czasu, a jednak niedostępne historii, jako 
zapisowi i analizie 

12 

 

ludzkich zjawisk" (L. Dupre, 1991, s. 210). Dlatego odwoływanie się do 
mitu jest nieodłączną cechą myślenia religijnego. 

Współczesny człowiek nie może jednak nadal wierzyć w mity, skoro uznał je 

za mity właśnie i poprzez to zrelatywizował ich skuteczność. Może jednak 

nadal wierzyć poprzez mity - twierdzi Dupre - co czyni mit istotnym 
elementem refleksji religijnej. "W świadomości religijnej człowiek staje 

się refleksyjnie świadomym symbolicznego znaczenia mitu - nie przyjmuje 

już go jako samej rzeczywistości, lecz jako jej przedstawienie "(L. 

Dupre, 1991, s.211 ). Dzięki temu mity stają się niewyczerpywalnym 
żródłem interpretacji dla wielu myślicieli, ciągle "dają do myślenia" 

(por. P. Ricoeur, 1986, s.330-332). 

Dla dzisiejszego człowieka mit staje się płynącym z historii przesłaniem, 

ujawniającym sens ludzkiego bytowania na ziemi. Mit przychodzi z 
odpowiedzią i podpowiedzią wtedy, gdy załamuje się lub okazuje się być 

niewystarczającą racjonalna interpretacja świata, a życie domaga się 

background image

jednak odpowiedzi. "Istotnie - pisze Unamuno - jaka to różnica, czy cel 

ostateczny istnieje, czy nie istnieje? Czy jakaś sprzeczność logiczna 

zawiera się w tezie, źe świat nie jest przeznaczony do żadnego ludzkiego 
ani ponadludzkiego celu? Czyż myśl, że jedynym celem wszystkiego jest 

istnienie i przemijanie, jest w jakikolwiek sposób sprzeczna z rozumem? 

Tak się rzeczy mają dla tego, kto umieszcza się na zewnątrz siebie, lecz 

dla tego, kto wewnątrz samego siebie żyje, cierpi i pragnie... dla tego 
jest to sprawa życia albo śmierci". (M. Unamuno, 1984, s. 250, 251). A 

zatem, twierdzi, obiektywnie wiara jest absurdalna, egzystencjalnie 

jednak nieunikniona. Dlatego też tak ściśle wiąże się ona z problemami 

ludzkiego cierpienia. 
Do wielkich religii historycznych, tj. takich, które odwołują się do 

konkretnych faktów historycznych, należy niewątpliwie chrześcijaństwo. W 

religii tej, jak w każdej innej, przetrwały elementy mityczne, choć, gdy 

ona powstawała, nie istniała już mentalność mityczna. "Element mityczny w 
chrześcijaństwie - zauważa Dupre - był pierwotnie oprawą przyswojoną 

13 

 

i stworzoną w celu prryjęcia faktu Jezusa" (L. Dupre, 1991, s. 206). 
Opisy wydarzeń historycznych przeplatają się w Biblii z mitami i 

przypowieściami, które w sposób symboliczny, w nakreślonym powyżej 

sensie, oddają sens i charakter ludzkiego żywota. Sięgnijmy zatem do 

Biblii jako źródła etosu chrześcijańskiego. 
Chrześcijanin uważa człowieka za dziecko boże: Bóg stworzył człowieka i 

ciągle nad nim czuwa. Bóg jest ojcem sprawiedliwym i kochającym, dlatego 

człowiek powinien być pełen ufności wobec świata, bo wszystko. co mu się 

zdarza, przewidziane jest w zamyśle bożym. "Powierzając siebie i swoje 
życie Bogu, przyjmuj wszystko, co nastąpi" - pisze Murphy ( J. Murphy, 

1994, s. 210). Człowiek musi też doznawać bojaźni bożej, trwogi przed 

nieznanym wyrokiem boskim i to nie dlatego, pisze Ricoeur. żeby Bóg był 

zły - "dla człowieka grzesznego gniew jest obliczem świętości" (P. 
Ricoeur, 1986, s. 63). 

Dlatego nieszczęścia, niezawinione cierpienia i ból, spadające czasami 

na człowieka, osiągają tu sens głębszy, niejawny dla czystego rozumu. O 

tym, że człowiek z godnością, wytrwałością i nadzieją, powinien nieść 

brzemię swego losu, mówią Starotestamentowe przypowieści o Abrahamie i 
Hiobie. Abraham poprowadził swoje jedyne, tak drogie jego sercu, dziecko 

na śmierć, bo uważał, że taka jest wola Boga. Hiob nie zwątpił w 

istnienie Boga i sprawiedliwość bożą, pomimo niewyobrażalnych i niczym 

nie uzasadnionych cierpień, jakie go dotknęły w życiu. Obaj poczuli 
gorzki smak niezawinionego cierpienia, obaj też, czerpiąc siłę ze swej 

wiary, tj. ufając, że ma to sens, widoczny przynajmniej dla Boga, zdołali 

te cierpienia udźwignąć. Według Otto, Hiob jest przykładem człowieka, 

który odkrył tajemnicę boskości "w jej czystej irracjonalnej postaci" 
(por. R. Otto, 1968, s. 113-114), co pozwoliło mu wytrwać w jego ciężkiej 

próbie. 

Wiara nie tylko pomaga chrześcijaninowi godzić się ze swym losem. lecz 

jest także oparciem dla tych, co zbłądzili. Czerpią z niej nadzieję 14 
 

na oczyszczenie, na zmazanie winy, bo Bóg jako kochający jest też 

miłosierny, wybaczający. Chrześcijaństwo uczy zatem jak żyć dalej, pomimo 

zhańbienia czy poniżenia. 
W opisie bytowania ludzkiego schodzimy ciągle na poziom nieszczęść i 

cierpienia, jakie spotykają człowieka na ziemi, by pokazać, że religie 

wskazują, między innymi, jak je godnie znosić. Religia chrześcijańska, 

traktując człowieka jako dziecko boże, stworzone na obraz i podobieństwo 
Boga, musi uporać się jednak przez to z innym problemem: dlaczego 

człowiek w ogóle cierpi? Czyż nie powinien wieść dzięki temu żywota 

background image

szczęśliwego i beztroskiego? Problem ten porusza biblijna przypowieść o 

Adamie i Ewie i grzechu pierworodnym. 

Pierwsi ludzie zostali zatem stworzeni jako istoty wolne, mądre, wiodące 
szczęśliwe życie w Raju. Wolność swoją wykorzystali jednak przeciwko 

Bogu, łamiąc jego zakaz spożywania owocu z drzewa wiadomości dobrego i 

złego. Zostali za to ukarani w-y-gnaniem z Raju, dlatego właśnie ludzie 

muszą wieść ciężki żywot człowieka śmiertelnego. To nie Bóg odpowiada 
zatem za aktualną kondycję ludzką; jest ona "skutkiem serii błędów i 

grzechów popełnionych przez przodków. (...) Gatunek ludzki jest 

rezultatem swych własnych czynów" - konkluduje Eliade (M. Eliade, 1988, 

s. 116). Oznacza to faktycznie, że mamy pewną skłonność do czynienia zła, 
co ujawnia się już w poczynaniach pierwszych rodziców. Musimy mieć zatem 

świadomość własnej słabości i ułomności, jak też nieustannie się z nią 

zmagać. Wyrazem tego jest nasz stosunek do postaci Adama i Ewy. "Ich 

postępek - pisze Kołakowski - spotkał się z wyrozumiałością: bo i któż 
potrafi się zawsze opierać pokusie?" (L. Kołakowski, 1988, s. SO). 

Człowiek musiał zostać ukarany, bo od początku przejawiał skłonność 

dorównania Bogu. "Był to największy grzech - pisze Eliade - jakie 

stworzenie mogło popełnić przeciw swemu Stwórcy" (M. Eliade, 1988, s. 
118). 

15 

 

Jednakże mit upadku i wygnania nie jest do końca mitem pesymistycznym, 
choć czyni nas odpowiedzialnymi za nasz ciężki los. "Symbol wygnania - 

zauważa Kołakowski - zawiera też niewyraźną nadzieję Powrotu do 

utraconego domu i ufność, że ludzkie cierpienie nie okaże się mimo 

wszystko daremne, że coś ważnego zostało zyskane na ludzkiej drodze 
krzyżowej, coś, czego nie można by osiągnąć w inny sposób" (L. 

Kołakowski, 1988, s. 51). Wskazując na Raj jako miejsce utracone, mit 

ustańawia jednocześnie miejsce, do którego człowiek tęskni, miejsce, 

które może osiągnąć w przyszłości, jeżeli zniesie wszystkie ziemskie 
cierpienia i uda mu się poskromić własną naturę. Po raz kolejny 

cierpienie ludzkie zyskuje przy tym głębszy sens - będąc drogą pokuty, 

staje się drogą do zbawienia. 

Mając w sobie skłonność do zła, człowiek potrzebuje pomocy i wskazówek ze 

strony Boga; jak realizować swoje życie, aby zapewnić sobie szczęście 
wieczne. Religia chrześcijańska opiera się na objawieniu boskim, 

do czego nawiązuje Starotestamentowa przypowieść o Mojżeszu, któremu Bóg 

na górze Synaj objawił boskie przykazania - Dekalog. Normy w nim zawarte 

są wyrazem woli Boga, odbiciem odwiecznego prawa Bożego. "Bóg i bliźni 
pisze Paściak -zostali złączeni jako jeden przedmiot, a przekroczenia 

tych przykazań są grzechami przeciw Bogu, a nie tylko krzywdą przeciw 

ludziom" (J. Paściak, 1984, s. 169). Przykazania, obok opisu czynności 

kultowych, nawołują do ochrony rodziny (czcij ojca swego i matkę swoją, 
nie cudzołóż, nie pożądaj żony bliźniego), poszanowania prawa drugiego 

człowieka do życia (nie zabijaj), do prawdy (nie mów fałszywego 

świadectwa), do własności (nie kradnij, nie pożądaj rzeczy bliźniego) - 

wprost więc określają etos prawdziwego chrześcijanina, ustanawiają 
wartości, którym powinien służyć. Poprzez formę nakazów i zakazów, 

biblijny "Dekalog" jeszcze raz przypomina nam o ułomności naszej natury, 

która tylko poprzez stosowanie się do tych zasad, nie zaś samorzutnie, 

jest w stanie wydźwignąć się z upadku. Ale nie do końca. 
16 

 

Ludzie, podkreśla Kołakowski, nie mają dość siły, by sami uwolnić się od 

zła: piętno grzechu pierworodnego ciąży na nich nieuchronnie i nie można 
się go pozbyć bez pomocy zewnętrznej. (por. L. Kolakowski, 1984, s. 161). 

Nadzieja na uzykanie łaski bożej przenika postawę chrześcijańską. 

background image

Jednakże dopiero faktycznie męczeńska śmierć Jezusa, syna Bożego, 

odkupuje w religii chrześcijańskiej grzech pierworodny i to jest ta 

"pomoc zewnętrzna", na którą stawia chrześcijanin. 
Wprowadzając postać Chrystusa weszliśmy już na obszar Nowego Testamentu. 

To on daje nam dopiero możliwość ostatecznej interpretacji etosu 

chrześcijańskiego. "Każde życie prawdziwie chrześcijańskie - pisze 

Kłoczowski - jest naśladowaniem Jezusa" (Kłoczowski, 1984, s. 208), stąd 
', waga, z jaką traktuje się tu jego życie i naukę. 

W Nowym Testamencie Chrystus pojawia się jako zapowiadany wcześniej 

Mesjasz, który, będąc Bogiem - Synem Bo'zym, żyje jednak i cierpi jak 

zwykły śmiertelnik. Jezus przynosi "dobrą nowinę", czyli zapowiada rychłe 
nacwejście Królestwa Bożego i głosi potrzebę przygotowania się do niego, 

uczy miłości i przebaczenia, czyni też szereg cudów na ziemi. Przyciąga 

do siebie wyznawców, co wzbudza zaniepokojenie wśród władz Judei i 

doprowadza do skazania go przez Piłata na ukrryżowanie. Ostatnim 
widzialnym czynem Boga-człowieka jest jego zmartwychwstanie. 

Spojrzenie na życie i śmierć Jezusa nadaje nowy wymiar cierpieniu 

ludzkiemu. Syn Boży, jak człowiek, cierpiał na ziemi w imię miłości do 

człowieka. Wobec męczeńskiej śmierci Jezusa za grzechy ludzkie, bledną 
nasze ziemskie cierpienia. Każde doświadczenie życiowe odnoszone jest 

teraz do Chrystusa, którego męczeństwo staje się kryterium wszystkiego, 

co jest przez człowieka przeżywane. 

Nowy sens zyskuje też fakt śmierci człowieka. Chrześcijanin wierzy w 
zmartwychwstanie Chrystusa, która to wiara jest podstawą wiary w jego 

przyszłe zmartwychwstanie i życie wieczne (por. M. Unamuno, 1984, s. 84). 

17 

 
Przeobraża się zatem interpretacja sensu życia człowieka. Chrystus 

odkupił 

grzechy ludzkie i "pokazał", że życie po życiu jest możliwe. W tym 

świetle 
ziemski padół okazuje się być chwilką wobec perspektywy żywota wiecznego 

w pobliżu Boga. Dlatego tak wielką i budującą rolę odgrywa w życiu 

chrześcijanina tajemnica zmartwychwstania. Wiara wspiera się na tym 

fakcie wobec wątpliwości i ataków rozumu (Unamuno). . 

Historia Jezusa stanowi też nowy dowód miłości bożej. Skoro Bóg 
skazał syna swego na cierpienia i śmierć męczeńską, aby tą drogą odkupić 

grzechy nasze - to musi kochać ludzi. Również postawa Chrystusa - owo 

nachylenie się nad sprawami ludzi słabych i pokrzywdzonych, ludzi z 

marginesu, świadczy o wielkiej miłości Boga do człowieka. Człowiek może 
odwdzięczyć się tylko równie wielką miłością. Dlatego fundamentalną 

wartością w etosie chrześcijańskim jest miłość - i to miłość będąca 

miłością do Boga i do człowieka zarazem, bo - jak pisze Dodd - "kochać 

Boga to znaczy 'ryć jak Jego dziecko; a żyć jak dziecko Boga, to odnosić 
się do bliźniego tak, jak Bóg się do nas odnosi" (Ch. H. Dodd, 1983, s. 

64). Miłość do Boga powinna owocować zatem miłością do człowieka. Innego 

człowieka nie powinniśmy traktować jako kogoś obcego, lecz jako bliskiego 

właśnie, jako bliźniego. Każdy człowiek godzien jest naszej miłości, bo 
jest dzieckiem bożym. Stąd przykazanie: "kochaj bliżniego swego jak 

siebie samego". 

Życie Jezusa jest dla chrześcijanina przykładem życia przebaczającego 

i miłosiernego. W jego słowach i czynach ożywa obraz pasterza, 
troszczącego się o każdą, najbardziej nawet zbłąkaną owieczkę. Chrystus 

zdążał do najbardziej potrzebujących, do tych, którzy byli chorzy na 

ciele czy duszy, do tych, którzy przytłoczeni byli poczuciem winy bądź 

nieszczęścia. On ich uznawał, ich miłował, im odpuszczał grzechy, przez 
co przywracał im szacunek do samych siebie i wyzwalał energię moralną. W 

"Kazaniu na górze" Chrystus mówi o błogosławieństwach, jakie spłyną na 

background image

miłosiernych i ludzi czystego serca, na łagodnych i pokój czyniących, na 

tych, którzy się smucą i cierpią 

18 
 

prześladowania w imię sprawiedliwości. 

Jezus rzuca przy tym nowe światło na rozumienie samego zjawiska 

sprawiedliwości. Prezentuje bowiem postawę dobroci przekraczającej zasadę 
sprawiedliwości - przejawia życzliwość wobec tych, co upadli i nawołuje 

do miłowania nieprzyjaciół. Będąc przenikniętym miłością człowiek 

powinien wyrzec się zatem wszelkich myśli o zemście i nienawiści. Według 

Kołakowskiego w tym właśnie tkwi cała siła chrześcijaństwa, która 
"objawia się w tym, że potrafi ono w świadomości jednostek ludzkich 

budować zapory przeciwko nienawiści. Istotnie, - pisze - sama wiara w 

Jezusa-odkupiciela byłaby próżna i martwa, gdyby nie pociągała za sobą 

rezygnacji z motywu nienawiści, niezależnie od okoliczności; gdyby po 
słowach" i odpuść nam nasze winy" chrześcijanie nie mieli powtarzać słów 

"jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Żądanie rezygnacji z 

nienawiści było wyzwaniem rzuconym przez Chrześcijaństwo ludzkiej naturze 

i takim pozostało" (L. Kołakowski, 984, s. 162). 
Z jaką więc ostatecznie wizją natury ludzkiej oraz z jakim etosem, czyli 

zespołem norm i wartości, ustanowionych jako powinności wobec nas samych 

i innych ludzi, mamy tu do czynienia? Z natury swojej przejawiamy 

skłonność do zła, do niewłaściwego wykorzystywania danej nam wolności. 
Przepełnieni jednak uczuciem miłości, owocującym życzliwym stosunkiem 

człowieka do człowieka, jesteśmy w stanie powstrzymać najbardziej nawet 

negatywne uczucia, choćby zemsty czy nienawiści, jakie mogą się w nas 

rodzić i na tym polega nasza zasługa moralna. 
Przedstawione tu interpretacje niektórych wątków biblijnych są tylko 

jednymi z możliwych - z istoty symboli wynika, iż dają one ciągle na nowo 

"do myślenia". Skupiliśmy się tu szczególnie na sprawach ludzkiego 

cierpienia i śmierci, albowiem to one są, według wielu myślicieli, pra-
glebą myślenia religijnego, a poza tym wypracowanie właściwego stosunku 

do tych zjawisk jest czymś niesłychanie ważnym, jeśli idzie o zawód 

lekarza, ciągle 

19 

 
ocierającego się o nie w swoim życiu. Nie wypunktuję to oczywiście 

wszystkich cech właściwych dla etosu lekarskiego, bo jest to temat na 

odrębny 

artykuł, lecz zajmę się tylko tymi, na których pozytywny wpływ mają normy 
i wartości wypracowane przez chrześcijaństwo. Miało ono bowiem 

przeogromny wpływ na ukształtowanie się kultury europejskiej w ogóle, a 

jego wartości pretendują do miana wartości ogólnoludzkich i stanowią 

fundament 
współczesnego etosu. 

Moją, bynajmniej nie odkrywczą, tezą jest ta, iż chrześcijaństwo 

pogłębiło stosunek człowieka do tak ważnych, również dla lekarza, 

kwestii, jak: znaczenie życia ludzkiego, wartość i ważność drugiej osoby, 
rozumienie i sens cierpienia i bólu w życiu człowieka oraz w szczególny 

sposób ustawiło człowieka wobec problemu śmierci. To, że działa w ogóle 

poskramiająco wobec niedoskonałości i słabości naszej natury, że sprzyja 

wyrabianiu postaw pozytywnych, stawiając zapory szerzeniu się nienawiści 
i przemocy, ma oczywiście wartość dla człowieczeństwa każdego człowieka, 

nie tylko dla lekarza, farmaceuty czy analityka medycznego. 

Chrześcijaństwo krzewi postawę miłości i miłosierdzia wobec drugiego 

człowieka. Głosi przede wszystkim, wynikającą z tego, tezę o poszanowaniu 
'rycia drugiej osoby. Każde życie ludzkie jest samoistną wartością, każde 

ma swój indywidualny sens i wartość, pomimo cierpień, bólu, w jakich się 

background image

realizuje; każde powinno być chronione. Powinniśmy uważać każdego 

człowieka za bliźniego swego, traktować go na równi z sobą, nie wyrządzać 

mu krzywdy i wybaczać mu, nawet jeśli on nie wydaje się tego godzien. 
Religia chrześcijańska szerząc od wieków tezę o ważności drugiej osoby, 

przyczyniła się i stale się przyczynia do wprowadzania w życie 

humanitarnych stosunków międzyludzkich. Wskazując na wagę życia ludzkiego 

i na powinności człowieka wobec człowieka - bliźniego, wypowiada jakby 
wprost również najważniejsze powinności lekarza. 

20 

 

Chrześcijaństwo wypracowało też wiele cennych postaw, jeśli idzie o 
stosunek człowieka do cierpienia, własnego i cudzego. Uczy, jak znosić 

cierpienie, jak go dżwigać, jak żyć z nim i jak się z nim godzić. Czyni 

to poprzez nadanie mu sensu - cierpię, choruję, ponieważ, będąc istotą 

niedoskonałą, grzeszyłem, ale poprzez cierpienie właśnie mogę odpokutować 
swą winę. Cierpienie ma tu wartość oczyszczającą i uszlachetniającą. 

Jeżeli nie czuję się winny, to powinienem traktować cierpienie jako 

nieodgadnioną wolę bożą, bo tylko Bóg wie, dlaczego mnie tak boleśnie 

doświadcza. Istotą tego podejścia jest nie tylko usensownienie 
cierpienia, lecz także uczynienie wartością dzielne jego znoszenie 

(poprzez przywołanie faktu męczeństwa Chrystusa za grzechy ludzkie). 

Człowiek, znając sens swego cierpienia, nie tylko lepiej je znosi, ale 

także, dzięki takiemu pozytywnemu nastawieniu, ułatwia samoleczenie. 
Jeżeli cierpi drugi człowiek, to dzięki poznaniu sensu cierpienia w 

ogóle, można go lepiej rozumieć i prawdziwie współczuć, co też jest już 

pomocą w cierpieniu. Mając na co dzień kontakt z ludźmi cierpiącymi 

lekarz, dzięki takiej postawie, może w sposób bardziej humanitarny 
wykonywać swój zawód. 

Z postawą dzielnego znoszenia cierpienia wiąże się postawa nadziei, 

jaką zaszczepia człowiekowi wiara chrześcijańska, nadziei na powrót, 

dzięki ekspiacji, do Boga. Wpływa to również bezpośrednio na 
ukształtowanie się złagodzonego nieco stosunku do śmierci ludzkiej. 

Przestaje być ona czymś strasznym, tragicznym, nieodwracalnym, a staje 

się etapem na drodze do Raju. Równieź sam fakt bycia śmiertelnym znajduje 

tu swoje wytłumaczenie (skutek grzechu pierworodnego). Taka wizja pozwala 

człowiekowi łatwiej godzić się ze śmiercią. Lekarz, który się ciągle 
spotyka się z faktami śmierci i umierania, pod wptywem etosu 

chrześcijańskiego, ma bardziej przemyślany stosunek do tych spraw i 

dzięki temu w ogóle może funkcjonować w tym zawodzie, zachowując przy tym 

własne człowieczeństwo. 
21 

 

Lekarz-fachowiec, wrażliwy na lęki, ból i cierpienia drugiego człowieka, 

rozumiejący jego sytuację egzystencjalną, ma wszelkie podstawy ku temu, 
by być prawdziwym lekarzem. 

Oczywiście nie tylko religia, w tym religia chrześcijańska w 

szczególności, wyrabia pozytywne postawy życiowe. Ale to ona, w tym 

wypadku, była przedmiotem naszych analiz. Należy się cieszyć z faktu, że 
kultura europejska przeniknięta jest miłosiernym duchem chrześcijańskim. 

Wątpliwości wysunąć można co najwyżej wobec kwestii, czy nie za łatwo 

każe się ona godzić człowiekowi, (lekarzowi, pacjentowi) z losem, w tym 

również z ludzkim cierpieniem i przyjmować jako wolę bożą zdarzenia, 
które przy innym nastawieniu, w duchu walki i dążenia do zmiany sytuacji 

za wszelką cenę, dałyby się jednak odwrócić. Współczesna cywilizacja 

dysponuje całą paletą środków, które są w stanie pomóc ciężko chorym 

pacjentom; 
na przeszkodzie staje jednak często sam człowiek, w tym jego opory 

psychiczne, płynące czasami z przekonań religijnych. Jednakże, będąc w 

background image

zgodzie z etosem chrześcijańskim, możemy jednocześnie powiedzieć, iż 

"nieodgadniona jest wola boża", z czego wynika jednoznacznie, że wszelkie 

kontrowersyjne decyzje musi podejmować człowiek zawsze na własne ryzyko. 
Nie należy również oczekiwać, że w dzisiejszych czasach etos 

chrześcijański, choćby z racji swego historycznego uwarunkowania, udzieli 

odpowiedzi na wszystkie pytania, na jakie napotyka medyk w swoim 

zawodzie. Daje mu jednak dobrą podstawę do tego, by nowe problemy mógł 
on rozstrzygać już sam, we własnym sumieniu. 

BIBLIOGRAFIA 

1. Armstrong, K.,(1996). Historia Boga. Warszawa. Biblia Tysiąclecia, ( 

1989). Warszawa. 
2. Dodd, Ch. H.,(1983). Założyciel chrześcijaństwa. Znak, Kraków. 

22 

 

3. Dupre, L.,(1991). Inny wymiar. Filozofia religii. Znak, Kraków. 4. 
Eliade, M.,(1974). Sacrum, mit, historia. PIW,Warszawa. 

5. Eliade, M.,(1988). Historia wierzeń i idei religijnych, t, I. PAX, 

Warszawa. 

6. Eliade, M.,(1994). Historia wierzeń i idei religijnych, t.II. PAX, 
Warszawa. 

7. Gadamer, H. 6.,(1993). Prawda i metoda. Kraków. 8. Hildebrand, D.v.,( 

1985). Serce. Poznań. 

9. Kłoczowski, J .A.,(1984). W: Wobec wartości. "W drodze", Poznań. 
10. Kołakowski, L.,( 1984). Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych 

kazań. Aneks, Londyn. 

11. Kolakowski, L.,(1988). Jeśli Boga nie ma... .Znak, Kraków. 12. 

Murphy, J.,(1994). Potęga podświadomości. Warszawa. 
13. Otto, R.,(1968). Świętość. Warszawa. 

14. Paściak, J.,(1984). W: Wobec wartości. "W drodze", Poznań. 

15.y Rudziński, R.,(1980). Człowiek w obliczu nieskończoności. Warszawa. 

16. Ricoeur, P.,(1986). Symbolika zła. Warszawa. 
17. Scheler, M.,(1954). Probleme der Religion. W: Gesammelte Werke, t.V. 

Bern 

18. Unamuno, M.de.,(1984). O poczuciu tragiczności 'zycia. Wydawnictwo 

Literackie, Kraków-Wrocław. 

19. Van der Leeuw, 6.(1978). Fenomenologia religii. Warszawa. 
23 

 

REFLEKSJE CHIRURGA NA TEMAT: NIE TYLKO SKALPELEM 

Zbigniew PUCHALSKI , 
Kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej Akademii Medycznej w Białymstoku 

Dokonujący się niemal z dnia na dzień postęp w ogólnopojętej medycynie 

jest nieunikniony. Zjawisko to wynika z udoskonaleń głównie w zakresie 

techniki, wyraźnego rozwoju nauk biologicznych, w tym biologii 
molekularnej, genetyki i innych dziedzin paramedycznych. Czy te 

niewątpliwe osiągnięcia wystarczają w złożonym dziele niesienia pomocy i 

ulgi cierpiącym, a nam lekarzom, niezależnie od prezentowanego poziomu i 

zwyczajnych ludzkich wartości, pozwalają zamknąć się w świecie 
komputerów, maszyn oceniających różne wymierne parametry? Oczywiście, że 

nie. To co się w tej chwili dzieje nie tylko w polskiej medycynie, oprócz 

niewątpliwych walorów, niesie za sobą wyraźne potknięcia, może wręcz 

patologię. Jak sądzę, w obecnej dobie zaczyna brakować czegoś, co w 
ubiegłych latach było tak mocno podkreślane i przestrzegane, tj. 

funkcjonowania określonych szkół medycznych. "Mistrz i Jego Szkoła", 

"Mistrz i Jego Uczniowie" było czymś nie wyimaginowanym, co nie tylko 

stwarzało podstawy i warunki rozwoju młodego lekarza, w kierunku obranej 
specjalności, ale też kształtowało charaktery, postawy moralne i etyczne. 

Powoływanie się na "Mistrza" było zachowaniem tak znaczącym, wręcz 

background image

majestatycznym, także odnoszenie się do "Mistrza" wymagało nie tylko 

pełnego uznania, szacunku czy respektu, ale też pochylenia głowy. Przy 

czym nie były to ukłony służalcze, bezkrytyczne, ale wyrażające uznanie 
dla wiedzy, osobowości, powagi. 

24 

 

Czym charakteryzowali się "Mistrzowie"? Czy byli geniuszami, nieomylnymi, 
o nadprzyrodzonych przymiotach? Nie, skądże - byli normalnymi ludźmi, 

świetnie przygotowanymi do zawodu, swojej medycznej specjalności, 

krytycznie oceniającymi swoje potknięcia czy niepowodzenia, ba, otwarci 

na krytyczne uwagi. Jeśli się czymś wybijali szczególnie, to 
umiejętnością przekazywania swojej bogatej wiedzy i wzorowej postawy, 

uczniom i wychowankom. Nowoczesne zdobycze techniki medycznej 

wprowadzali chętnie, lecz nie bezkrytycznie czy żywiołowo, uważając, że 

"...mędrca szkiełko i oko..." to za mało jak na wymogi dokonującego się 
postępu. Nie odstępowali jednak od zasady, że chory człowiek jest 

najistotniejszym podmiotem lekarza. Czy działali w nadzwyczajnych, bądź 

optymalnych warunkach? Na pewno nie. 

 Większość "Wielkich Lekarzy", profesorów, ordynatorów, słowem 
 

nauczycieli, znanych mi z nazwiska, bądź z osobistych kontaktów - 

to ludzie   okręsu po II wojnie światowej, kiedy warunki pracy w 

klinikach czy szpitalach,   3:~ 

tylkłJ wyjątkowo mogły napawać optymizmem. Ale Oni byli pełni entuzjazmu. 
Dzięki temu przez daleko gorsze warunki niż te, które są naszym udziałem 

przechodzili niemal tryumfalnie. Przedkładając nad wszystko własny 

twórczy wysiłek, tym bardziej wierzyli w poprawę sytuacji. Ich życiowe 

"credo" było bardzo proste, a więc troska o chorych, przekazywanie swojej 
wiedzy i doświadczenia uczniom, a co o ich wielkości świadczyło 

najbardziej, to z pełną świadomością dążność do takiego stanu, w którym 

wychowankowie i następcy prześcigną ich w dziele medycznych poczynań. Tak 

oceniali miarę postępu w zakresie diagnostyki, metod leczenia i tych 
zachowawczych i zabiegowych. 

A my obecnie zapatrzeni w monitory, wskaźniki, liczne pomiarowe 

urządzenia, jakoś mniej pamiętamy nie tylko o pełnym życzliwości, i 

troski stosunku do chorego, ale też o swojej powinności w odniesieniu do 

młodych ludzi, których powinniśmy kształtować może nie w pełni na obraz 
 

i podobieństwo swoje. Zbyt często przekazujemy im wyłącznie parametry, 

podnosimy znaczenie "rzadkich przypadków, o niezwykłym umiejscowieniu", 

tak jakby chory człowiek był tylko przypadkiem. 
Wbrew niektórym obiegowym poglądom polska medycyna nie jest w totalnym 

ekonomicznym kryzysie. Jakkolwiek, generalnie, materialna sytuacja 

ochrony zdrowia jest daleka od jakiejś tam "średniej", to aparatury 

diagnostycznej i leczniczej, nawet tej z najnowszych generacji nie jest 
tak mało, nawet w niewielkich placówkach leczniczych. Skąd więc choroby 

polskiej medycyny ? 

Dążność do godziwego 'zycia, chęć dorównywania lepiej sytuowanym, wyzwala 

wśród pracowników polskiej medycyny, te same ludzkie odruchy, jak w 
każdym przeciętnym obywatelu naszego kraju. Stąd potknięcia, kryminogenne 

niekiedy postawy, oddalanie się od treści zawartych w przysiędze 

Hipokratesa. 

Wykruszanie się wzorców godnych naśladowania, zbytnia wiara 
w techniczne udoskonalenia medycyny, przy małej bądź żadnej, znajomości, 

czy chęci poznania ludzkiej psychiki, to dodatkowe objawy choroby, sądzę 

nie tylko polskiej medycyny. 

Czy ten stan sięga swoimi korzeniami w procesy przeddyplomowej edukacji? 
Pogląd o "biologicznej indoktrynacji" w szkoleniu przyszłych lekarzy 

jest, jak sądzę, dyskusyjny. Należy poczynić uwagę, że nauczyciele 

background image

akademiccy zbyt mało podnoszą problemy etyki i deontologii. To duże 

niedopatrzenie, jedna z podstawowych przyczyn w chorobie polskiej 

medycyny. Rola jednak nauk podstawowych w procesie dydaktycznym w 
medycznej szkole wyższej jest bezsporna. Bez tego elementu trudno 

zrozumieć cokolwiek w nowoczesnej klinicznej medycynie. A jeśli się tego 

nie wie, trudno zaplanować odpowiednie postępowanie diagnostyczne i 

stosowne leczenie. Większość nowoczesnych naukowych rozważań dotyczących 
np. procesów nowotworowych czy przewlekłych zapalnych opiera się o 

podstawy biologii molekularnej. Pomijanie 

26 

 
tego faktu to zdecydowany krok wstecz. Poznanie podstaw tych procesów na 

studiach medycznych, w oparciu o biologię, biofizykę, biochemię, 

fizjologię, to możliwość startu nie tylko do naukowych pracowni, ale teź 

do sal chorych. 
Z pewnym zrozumieniem zasad kształcenia lekarzy, ekonomicznej 

sytuacji polskiej medycyny, należy działać na rzecz takiego 

ukształtowania absolwenta wyższej uczelni medycznej, aby nie stanowił on 

tylko osoby z dyplomem. Winien on być też człowiekiem w pełni 
odpowiedzialnym za to co 

czyni, gdyż na wyniki jego poczynań oczekuje inny człowiek - jego 

pacjent. 

Niektóre problemy polskiej chirurgii. 
Chirurgia światowa, w tym i polska, zmienia swe oblicze bardziej 

w ciągu ostatniego czterdziestolecia niż w ciągu swojej całej historii. 

 Najdawniejsza 

część chirurgii, istniejąca i dzisiaj a polegająca na 

usuwaniu   clkorobowo zmienionych tkanek, wzbogacona została ostatnio o 
chirurgię   ja 

rekonstrukcyjną i fizjologiczną modyfikującą działanie poszczególnych 

narządów. 

W dobie obecnej nie można oddzielić chirurgii od ogólnej medycyny, 
a chirurg musi być lekarzem umiejącym operować. 

Minęły jednak czasy chirurgii dawnej, bojowej, opierającej się 

na błyskotliwości działania, szybkich decyzjach i manualnej taktyce. Brak 

dzisiaj miejsca na tzw. "złote ręce" chirurga czy "chirurgiczny 

temperament". Chirurg obecnie winien znać nie tylko anatomię, fizjologię 
i operacyjną takTykę ale też biologię, biofizykę, biochemię, elementy 

genetyki, cybernetyki czy elektroniki. Nowe specjalności zabiegowe, 

metody badawcze, diagnostyczne i lecznicze stały się codziennością. 

Chirurgia już dzisiaj posługuje się komputerami, laserem, elektroniczną 
kontrolą złożonych układów biologicznych. Pojawiły się nowe potężne leki, 

nowe możliwości anestezjologii, udoskonalenia techniczne związane z 

chirurgicznym postępowaniem. Rozwija 

27 
 

się biomedycyna, powstają nowe wąskie specjalności w ramach uprzednio 

rozumianej, ogólnej chirurgii. 

Postęp techniczny chirurgii jest więc zadziwiający. Niektórzy przewidują, 
że po 2000 roku powstanie chirurgia bez chirurga i skalpela, a operowanie 

polegać będzie na zasadzie odpowiednio zaprogramowanych, nieomylnie 

działających komputerów (I). ' 

Ten wspaniały rozwój chirurgii niesie za sobą niepodważalne korzyści. 
Chirurgia wkroczyła praktycznie do wszystkich narządów ciała ludzkiego. 

Transplantologia jako przykład chirurgii rekonstrukcyjnej postępuje 

dynamicznie. Czy jednak w tym imponującym technicznie rozwoju nie ma 

zagrożenia? Może być, o ile zmieni się stały problem medycyny - lekarz 
wobec ludzkiego cierpienia. Zagadnienie to musi mieć nadal podstawowe 

znaczenie w całej filozofii naszej specjalności. Chirurg styka się stale 

background image

z tyloma różnymi sytuacjami, ludzkimi indywidualnymi sprawami, że nie 

można sobie wyobrazić, by najbardziej precyzyjne i najdoskonalsze aparaty 

mogły by go zastąpić. Papież Jan Paweł II w przesłaniu do polskich 
chirurgów akcentując istotny w dobie obecnej rozwój techniki medycznej 

pisał: "...Wasze zadanie, drodzy chirurdzy, nie może ograniczać się tylko 

do poprawnej sprawności zawodowej, ale musi znaleźć oparcie w wewnętrznej 

postawie, którą nazywamy "duchem służby". Oznacza to, że pacjent, któremu 
ofiarujecie Waszą troskę, Waszą wiedzę i czas, nie jest anonimową 

jednostką, lecz osobą odpowiedzialną, która winna współuczestniczyć w 

poprawie własnego zdrowia". I dalej: "Jako chirurdzy stoicie wobec 

człowieka w całej prawdzie jego organizmu, jego ciała. Łatwo tutaj o 
wyizolowanie problemów technicznych związanych z postępowaniem w 

określonym stanie chorobowym od całościowego widzenia osoby chorego, 

obejmującego wszystkie aspekty podmiotu. Trzeba o tym przypomnieć, kiedy 

w naukach medycznych zauważa się dążenie do specjalizacji w dziedzinie 
każdej z dyscyplin. Rozwój jest nieunikniony. Niemniej jednak nie można 

ustawać w wysiłkach, ażeby 

28 

 
uwzględnić jedność istoty ludzkiej, jedność, która wyraża się nie tylko 

we współdziałaniu wszystkich funkcji cielesnych, ale także we 

współzależności zachodzącej pomiędzy sferą cielesną, uczuciową, 

intelektualną i duchową...". W dalszych rozważaniach Jan Paweł II zachęca 
usilnie chirurgów aby swoją specjalność coraz bardziej humanizować, aby 

więź z chorymi wychodziła poza formalny, profesjonalny stosunek. 

Kontynuując ten wątek Ojciec Święty stwierdza: "...W dobie dzisiejszych 

zwycięstw techniki istnieje pokusa, by swoją pracę lekarza chirurga 
potraktować wyłącznie jako zawód. Wydaje się, że wystarczy prawo 

wykonywania zawodu, ustawa o zawodzie lekarza. Z jednej strony 

supernowoczesna technika chirurgiczna, z drugiej strony zagubiony w 

świecie niepowtarzalny człowiek. I tu otwiera się problem. Przecież ta 
cała techniczna doskonałość powinna być dla człowieka, chorego człowieka. 

Człowiek chory nie może mieć przed sobą tylko maszyny czy komputera ale 

musi mieć przede wszystkim drugiego człowieka. Tym człowiekiem jest 

lekarz. Zaś lekarzowi, do zrozumienia chorego człowieka jest potrzebna 

nie tylko technika, ale jego własne sumienie, własna mądrość i 
bezgraniczna uczciwość. To tutaj właśnie potrzebna jest etyka, która 

reguluje to odniesienie...". 

W zakończeniu Jan Paweł II apeluje: "...Miejcie na uwadze zawsze godność 

ciała ludzkiego, które jest ciałem osoby. Jako chirurdzy, nie dopuśćcie, 
by ludzkie ciało traktowano jako prosty zespół biologiczny. Nie dopuśćcie 

do takiej sytuacj i, aby ciało było traktowane w sposób czysto 

instrumentalny, czy nawet komercyjny. W ten sposób Wasza działalność 

stanie się wyrazem wielkiego powołania" (2). Tyle Papież Jan Paweł II. 
W tym przesłaniu daje się jednoznacznie odczuć troskę Ojca Świętego, nie 

tylko jako zwierzchnika Kościoła, lecz także jako człowieka, któremu los 

nie poskąpił zwyczajnych, ludzkich doświadczeń, wielokrotnego poddawania 

się zabiegom chirurgicznym. Stąd też wynika proste przełożenie tych słów 
na naszą codzienną, chirurgiczną działalność. Brak przestrzegania 

zawartych 

29 

 
tam treści może prowadzić do choroby polskiej chirurgii. Nie trudno o tą 

przypadłość, zwłaszcza gdy musimy sprostać wyzwaniom współczesności. 

Jakże łatwo popaść w konflikt z własnym sumieniem, a może nawet prawem. 

Obecne problemy moralno-etyczne i deontologiczne chirurgii 

background image

są w olbrzymiej mierze zagadnieniami natury filozoficznej, w których 

przeszczepianie narządów ludzi budzi poważne wątpliwości i rozterki tej 

natury (1). 
Ogólnie pojęte sprawy transplantologii nabrały już obecnie rangi 

ogólnomedycznej, przy bardzo aktywnym udziale chirurgów. 

Wielospecjalistyczne zespoły dokonują pobierania i przeszczepiania 

narządów, oceny immunologicznej, postępowania okołooperacyjnego. Nie 
mniejsze problemy dotyczą jednak pozyskiwania narządów, w stanie śmierci 

pnia mózgu, osoby uznanej za zmarłą (3). 

Z tego zaczęły powstawać pytania dotyczące relacji pomiędzy działaniami 

lekarskimi związanymi z uzyskiwaniem narządów a etyką, z której wynika 
deontologia - nauka o powinnościach. 

Wynika z tego konieczność odpowiedzi na pytanie, czy lekarzowi wolno 

robić wszystko co stało się w medycynie możliwe ? 

Nakazuje to przypomnienie pojęcia "dobra najwyższego" - summum bonum, 
które funkcjonuje od stuleci, mimo zmian w koncepcjach filozoficznych. O 

ile uznajemy życie za najwyższe dobro, to każdy człowiek ma prawo do 

leczenia, w tym do tych jego najnowszych metod (4). W takich sytuacjach 

podejmując decyzję przeszczepu nerki od osoby zdrowej lekarz nie może 
nakłaniać kogokolwiek do podjęcia takiej decyzji. Wola dawcy winna być w 

pełni świadoma, a on sam poinformowany o ryzyku związanym z utratą nerki. 

W takich sytuacjach dawca uznaje za większe dobro możliwość ratowania 

kogoś bliskiego, lekarz obiera mniejsze zło, którym będzie ograniczenie 
wydolności biologicznej dawcy w zestawieniu z nieuchronną śmiercią innej 

osoby w sytuacji niewykonania przeszczepu (4). Pobieranie narządów 30 

 

 

do przeszczepów od zmarłych dawców napotyka na szereg, trudnych, 

niekiedy   do wyjaśnienia sprzeciwów. Wynika to między innymi z braku 

pełnego  

społecznego uświadomienia co do definicji śmierci. Do 

ustalenia śmierci  

mózgu (pnia mózgu) nie są potrzebne żadne 

wyszukane metody badawcze i jest   to możliwe w każdych warunkach. 
Rozpoznanie tego stanu nakazuje   przerwanie wentylowania zwłok, 

stosowania leków, technik medycznych  

i innych zbędnych już poczynań. Z 

etycznego i deontologicznego punktu  

widzenia stan taki pozwala, tam 

gdzie to możliwe, na szybkie pobranie   narządów do przeszczepów, jako 

moralnego obowiązku stosowania wszelkich  

metod leczniczych (4). 

Postępowanie z punktu widzenia biorcy leży w jego   żywotnym interesie, 

podczas gdy nie narusza najwyższych wartości dawcy,  

gdyż jest on 

osobą zmarłą. Nakazem chwili w takich sytuacjach jest, zgodnie  

prawdą, wyjaśnienie rodzinie losów zmarłego, jako ewentualnego dawcy 
 narządów. Są to sytuacje trudne, wymagające czasu, stosownej, 

spokojnej   rozmowy. Tylko takie postępowanie ma szanse skutecznego 

przekonania.  

Istotnym, z punktu widzenia deontologii lekarskiej, jest też postępowanie 
lekarzy, którzy zdając sprawę z faktu, iż chory nie żyje z powodu śmierci 

pnia mózgu, nie podejmują próby przekazania zwłok do pobrania narządów. 

Transplantologia jest współczesnym wyzwaniem dla lekarzy, 

prawników i zapewne najbardziej do społeczeństw, a więc do nas samych, 
jako potencjalnych dawców. Jak trudno poruszać się w tym zagadnieniu, jak 

łatwo o nieznajomość problemów związanych z ustaleniem kryteriów śmierci 

i innych dotyczących pobierania i przeszczepów. A przecież z drugiej 

strony jakie to wzniosłe i proste zarazem, że przez śmierć jednego 
człowieka można pokonać śmierć drugiego. Dopóki społeczeństwa, lekarze 

nie pojmą tej niezwykłej zależności, dotąd krążyć będą niepokojące wieści 

o sprzedawaniu narządów do przeszczepów, czy też braku skuteczności w 

postępowaniu leczniczym osób z ewentualną śmiercią mózgu. A tu już prosta 
droga do posądzenia o eutanazję. 

31 

background image

 

Świadome skrócenie 'zycia umierającemu jest z punktu widzenia prawa 

zakazane. Zadaniem lekarza jest leczyć i utrzymywać chorego przy życiu. W 
praktyce chirurgicznej bardzo często stajemy w sytuacjach ekstremalnych, 

kiedy właściwa, szybka decyzja poparta odpowiednim rozpoznaniem i 

właściwe wykonanym zabiegiem, jest w stanie odwrócić narastający postęp 

choroby. W odniesieniu jednak do niektórych stanów, chodzi tu głównie o 
nowotwory złośliwe z przerzutami, nie jesteśmy w stanie wiele pomóc. W 

tych sytuacjach, u niektórych chorych, zachodzi konieczność stosowania 

coraz to wyższych dawek środków narkotycznych. W stanie agonii 

przedłużanie aktu umierania nie jest celowe. W emitowanym przed laty 
przez polską telewizję niemieckim serialu "Schwarzwaldklinik", wśród 

dyskutujących lekarzy, na temat takich ekstremalnych sytuacji padło z ust 

profesora stwierdzenie "Obowiązkiem lekarza jest przedłużać źycie a nie 

przedłużać umieranie". Stosowanie zabiegów reanimacyjnych wobec 
nieuchronnej śmierci nie może być celem działania. W tych razach zadaniem 

lekarza jest uczynić koniec życia chorego możliwie wolnym od cierpień. 

Właściwa w tym wypadku pomoc, to pomoc w umieraniu. 

Sytuacje, o których mowa dotyczą najczęściej nieuleczalnie chorych, 
oczekujących od nas nie tylko pomocy w chorobie ale też słów otuchy i 

dających jakąś iskrę nadziei na przeżycie. Pojawia się tutaj trudne, w 

naszej polskiej rzeczywistości, zagadnienie - mówienia choremu prawdy o 

stanie jego zdrowia. Dotyczy to głównie chorych z nowotworami złośliwymi, 
z którymi chirurdzy mają do czynienia niezwykle często. Walka z tymi 

chorobami odbywa się przy pomocy posiadanej wiedzy i najnowszych zdobyczy 

techniki medycznej, metod operacyjnych, w atmosferze spokoju i powagi. 

Tak też winien przebiegać dalszy ciąg naszego postępowania, kiedy nasze 
działania, w ocenie chorych, ich rodzin i naszej, są dalekie od 

spodziewanych. Wtedy rodzą się wątpliwości i oczekiwania na wyjaśnienie 

braku poprawy, czy wręcz postępu choroby. Ma to miejsce np. w rozsianym 

procesie nowotworowym 
32 

 

jamy brzusznej, kiedy operacja ograniczyła się wyłącznie do jej otwarcia, 

czy pobrania wycinków. Informacja, której chory oczekuje winna być 

dobrana indywidualnie do psychiki chorego (5). 
Zdążając do powiedzenia prawdy choremu wypada ujawnić takie jej 

fragmenty, których on oczekuje, potrzebuje i które może spokojnie 

przyjąć. Każda informacja, w podobnych sytuacjach, może mieć moc 

krzepiącą, budzącą nadzieję, bądź może zabić. W praktyce niezwykle rzadko 
spotyka się chorych, którzy chcieliby znać całą prawdę o swojej chorobie, 

nie rokującej wyleczenia. 

Przedstawiona prawda, w sposób najbardziej oględny i umiejętny 

najczęściej powoduje reakcje trudne do przewidzenia od kompletnego 
psychicznego załamania do targnięcia się na własne 'zycie. Obowiązkiem 

nas, chirurgów jak i lekarzy innych specjalności jest dokładne 

informowanie rodziny o stanie zdrowia chorego i niepomyślnym rokowaniu 

(5). 
Mówienie prawdy choremu jest koniecznością moralną i 'zyciową, lecz czas 

i sposób jej podania ma na celu nie odebranie im resztek nadziei i 

uwarunkowany jest wieloma aspektami natury moralnej i ludzkiej. 

Postawa lekarza w dyskusji na temat filozofii medycznej polega na tym, iż 
nie zważając na przyjęte teorie filozoficzne stara się wysnuć wniosek 

praktyczny, nadający się do stosowania w praktyce lekarskiej. Tak rzecz 

się ma i w powyższych rozważaniach. 

Wśród wielu osobliwości oddziałów chirurgicznych znaczące miejsce zajmuje 
zagadnienie informowania chorych o stanie ich choroby. Chory oczekujący 

na operację pragnie wiedzieć nie tylko istotę swego schorzenia, ale 

background image

również powikłania związane z planowanym zabiegiem operacyjnym, czy też 

problem całkowitego iub częściowego wyleczenia. W tej sytuacji niezwykle 

istotna jest stosowna i spokojna rozmowa, jaką należy przeprowadzić z 
chorym przed operacją. Jest to niełatwe zadanie. Wszelkie wyjaśnienia 

winny być 

33 

 
prawdziwe, natomiast nie koniecznie należy wszystko powiedzieć o danej 

chorobie. Taka rozmowa winna przebiegać z użyciem odpowiednich słów, z 

zachowaniem właściwego zakresu informacji bez przesadnych obietnic o 

radykalnej poprawie zdrowia po zabiegu. Dotychczasowe badania w tym 
zakresie wskazują, że chirurdzy nie dość uwagi poświęcają 

przedoperacyjnym 

informacjom, bardziej wyczerpująco udzielając wskazówek chorym przed 

wypisem do domu (6). 
Powyższe refleksje mają charakter rozważań nad wielowątkowymi 

problemami z jakimi spotyka się chirurg w swojej codziennej pracy. 

Niezwykle łatwo pewne rzeczy pominąć lub starać się nie zauważać, 

narażając się niekiedy 
na krytyczne, mniej lub bardziej zasadne uwagi. Jakże łatwo o potknięcia. 

Chirurgia jest zawodem, w którym należy się stale doskonalić, wciąż 

trzeba się uczyć, uzupełniać swoje wiadomości, zdobywać nowe. 

Rozwój chirurgii jest tak niezwykły i dynamiczny, że trudno za nim 
nadążyć. Można łatwo pozostać w tyle. Techniczny postęp chirurgii wymaga 

też stosownych rozwiązań organizacyjnych, poprawy warunków pracy i 

modernizacji oddziałów chirurgicznych i szpitali jako całości. 

Odpowiednie 
zmiany dotyczyć muszą też nauczania chirurgii. 

Wszystko się zmienia: technika, aparatura, możliwości i zakres 

działania chirurga... ale nie zmienia się odwieczny problem - lekarz - 

wobec cierpienia człowieka. Odpowiednia w tym postawa musi mieć 
podstawowe znaczenie w filozofii naszej specjalności. A więc nie tylko 

skalpelem... tak przekazali nam nasi Mistrzowie. 

BIBLIOGRAFIA 

1. Nasiłowski W.: Refleksje na temat chirurgii. Pol. Przeg. Chir., 1981, 

53, 
9, 765-767. 

2. Jan Paweł II: W służbie zdrowia i życia ludzkiego (Słowo do chirurgów 

polskich). Pol. Przeg. Chir. 1992, 64, 7, 589-591. 

34 
 

3. Bogusz J.: Niektóre aktualne problemy etyczne chirurga. Pol. Przeg. 

Chir. 

1992 64 6 485-487. 
4. Sych M.: Aspekty etyczne pobierania narządów do przeszczepów. Pol. 

Przeg. Chir. 1992 64 3 191-209. 

5. Krokos J.: Mówić prawdę choremu. Pol. Przeg. Chir. 1992 64 8 667-687. 

6. Fibak J. i wsp.: Ocena przydatności podawanej chorym informacji. Pol. 
Przeg. Chir. 1994 66 11 1109-1114. 

3; 

 

SUMIENIE W MEDYCYNIE 
RobeM TOMCZAK 

Wstęp 

Każdy wie, że ma sumienie, bo skutków jego działania doznawał sam, 

najczęściej w postaci wyrzutów sumienia. A mogą być one niezwykle 
intensywne - u Greków przybierały one postać Erynii, zaś u Rzymian - 

background image

Furii. Intensywność wyrzutów sumienia może doprowadzić do samobójstwa, 

czego najbardziej znanym przykładem jest śmierć Judasza. 

Sokrates utożsamiał głos sumienia z głosem bóstwa:".. jakeście to nieraz 
ode mnie słyszeli, mam jakieś bóstwo, jakiegoś ducha(...). To u mnie tak 

już od chłopięcych lat: głos jakiś się odzywa, a ilekroć się zjawia, 

zawsze mi coś odradza, cokolwiek bym przedsiębrał, a nie doradza mi 

nigdy."' - mówił na procesie w swojej słynnej mowie obrończej. 
Skrupulatny Tomasz z Akwinu odkryłby niewątpliwie, że chodzi tu o 

sumienie przeduczynkowe. Na pewno jest ono poczciwsze i bardziej 

użyteczne niż sumienie pouczynkowe, które przysypia w momencie 

popełniania czynu niecnego, by potem bezlitośnie biczować wyrzutami i w 
nieskończoność pokazywać na ekranie pamięci jego skutki, które są nieraz 

nieodwracalne. 

Współczesne definicje sumienia niewiele odbiegają od sokratesowej, choć 

daleko im do platońskiego kunsztu wypowiedzi. Oto przykładowo przywołana 
definicja Allporta: "(Sumienie) jest to proces, który kontroluje doraźne 

impulsy i mechanizmy adaptacyjne w interesie odległych zamierzeń i 

zgodności z obrazem własnej osoby."' Przy czym nie jest takie ważne 

1 Platon, Obrona Sokratesa, Lwów- Warszawa, 1920, s. 49, 
'' Gordon W. Allport, Osobowość i religia, Instytut Wydawniczy Pax, 

Warszawa 1988, s. 58, 

36 

 
odróżnienie "odległych zamierzeń" i "obrazu własnej osoby", gdyż jak 

wynika z dalszych wywodów autora, w obu pojęciach chodzi o te same 

wartości. 

Widać wyraźnie, że obaj myśliciele, tak odlegli w czasie, mają na myśli 
to samo zjawisko z dziedziny moralności, choć jeden nazywa je głosem 

bóstwa czy dajmoniona, zaś drugi - procesami kontrolnymi. Ten głos czy 

proces zawsze nakazuje to samo - powstrzymać się od działań, których 

jedynym celem jest jakaś korzyść i gdy stoją one w sprzeczności z dobrami 
wyższymi. 

Obaj myśliciele, naleźący do różnych epok i klimatów myślowych, są zgodni 

co do tego, że sumienie występuje w psychice wszystkich ludzi, że należy 

ono do najbardziej znaczących zjawisk w dziedzinie moralności, zgadzają 

się, że jego funkcja polega na sprzeciwianiu się określonym czynom bez 
względu na konsekwencje i na karaniu wyrzutami, gdy nie usłucha się jego 

głosu. 

Różni myślicieli odpowiedź na pytanie, czym jest sumienie 

w płaszczyźnie ontycznej? Dla Sokratesa jest ono rzeczywiście głosem 
bóstwa, rozli~zmiewającym wyraźnie w duszy, choć w momentach trudnych 

decyzji trzeba było na ten głos czekać. U Tomasza z Akwinu, który w 

swoich poglądach na sumienie zbliżał się do Sokratesa, to prawo moralne 

wyznacza umysłowi i woli człowieka dążenie do Dobra Najwyższego, ale dąży 
się do niego przez konkretne czynności, których związku z Dobrem 

Najwyższym człowiek może nie dostrzegać. Właśnie sumienie jest tą 

instancją, która wskazuje człowiekowi wybór właściwych działań. Związek 

tych działań z Ostatecznym Dobrem może być przed człowiekiem ukryty, ale 
ufając światłu sumienia, człowiek niechybnie osiągnie Najwyższe Dobro. 

Ten głos czy światło sumienia jest człowiekowi wrodzone. 

Od czasów Freuda w psychologii przyjmowano teorię mówiącą, że sumienie 

kształtuje się u dziecka w trakcie jego wychowania - karania za czyny złe 
i nagradzania za czyny dobre. Przyjmowano w niej, że sumienie dziecka 

jest uwewnętrznionym głosem ojca, który stanowi źródło rozróżnienia 

37 

 
dobra i zła. U dorosłych głos ojca rozbrzmiewający w sumieniu zostaje 

zastąpiony przez głos społeczeństwa. To ono przez swoje różne instytucje, 

background image

takie jak opinia publiczna, a ostatecznie chyba i przez policję, wymusza 

na człowieku poszanowanie obowiązujących w społeczeństwie zasad. To 

strach przed karą, tak w przypadku dziecka, jak i człowieka dorosłego, 
spowodował powstanie w psychice instancji wewnętrżnego policjanta, 

nazywanej superego lub sumieniem. 

Współcześnie psychologia, a przynajmniej niektóre jej nurty i tacy 

psycholodzy, jak np. Gordon W. Allport, odchodzą od tej uproszczonej 
teorii. Zauważono, że system wartości, który wybiera człowiek i który 

uznaje za swój, nie kształtuje się pod wpływem lęku przed karą. Człowiek 

wybiera go z zupełnie innych względów i traktuje następnie, jak mówi 

choćby Kazimierz Dąbrowski3, jako swój ideał osobowy. Nie z obawy przed 
karą człowiek respektuje wartości tworzące jego ideał osobowy. On 

pozostaje wieEny wartościom nawet wówczas, gdy za wierność spotykają go 

kary i to niekiedy dotkliwe, jak choćby w wypadku Sokratesa. 

Sumienie więc to pewien proces zachodzący w psychice, w trakcie którego 
człowiek rozpatruje swoje zamierzone czyny w świetle akceptowanych przez 

niego wartości. W tym miejscu rodzi się pytanie: jak to się dzieje, że 

człowiek, który sam i dobrowolnie wybiera system wartości, jest w stanie 

wykraczać przeciwko nim? Sprzeniewierzać się temu, do czego żywi 
najwyższy szacunek? Ta skłonność człowieka do działania wbrew swemu dobru 

wydawała się tak paradoksalna, że tłumaczono ją działaniem demonów. 

Współcześnie zaś Władysław Witwicki odwołuje się do afektów, namiętności, 

zamroczeń, braku zastanowienia w chwili popełniania czynu niecnego.4 
3 Kazimierz Dąbrowski, Pojęcia żyją i rozwijają się (Ze studiów nad 

dynamiką pojęć), Gryf Publication LTD, London 1971, s. 102, 

4 Władysław Witwicki, Pogadanki obyczajowe, Warszawa 1960, PWN, s. 58, 38 

 
Wspomniałem Witwickiego, gdyż jak cały znaczący nurt w etyce, czyni on 

sumienie własnością rozumu. Logicznym następstwem takiego ulokowania 

sumienia jest przyjęcie, że wszystko to, co zakłóca funkcjonowanie 

rozumu, zakłóca również funkcjonowanie sumienia, które przestaje być 
skuteczną zaporą przeciwko czynom niezgodnym z dobrem człowieka. To 

jeszcze Sokrates uważał, że źródłem złych czynów jest głupota, nie zaś 

świadoma chęć czynienia zła. 

Jednak obok niego istnieje inny, równie znaczący nurt w etyce, którego 

reprezentantami byli m.in. Pascal, Max Scheler, Nicolai Hartmann. Jego 
przedstawiciele zakładają, że człowiek posiada intuicję moralną, pewien 

"organ moralny", działający niezależnie od rozumu. Pozwala on człowiekowi 

uchwycić wartości i a priori rozpoznać ich wyższość lub niższość. 

Pascalowskim pojęciem "porządku serca" i "logiki serca" posługiwał 
się Scheler. Hartmann mówił o "zmyśle wyczuwania wysokości wartości w 

hierarchii" i stwierdzał, że wykazuje on "zadziwiającą nieomylność ~ i 

siłę przekonywania". Zmysł etyczny nie ma nic wspólnego z poznaniem 

rozumowym. To swoisty rodzaj poznania, posiadający własne prawa. "Nie 
można go dowodzić intelektualnie - pisze Hartmann - lecz kpi on wręcz 

sobie z wszelkiej usiłującej go zakwestionować argumentacji 

intelektualnej. Przejawia się on wyraźnie nie tylko w postaci głosu 

sumienia, rzeczywistym braniu na siebie winy, świadomości winy i we 
wszelkim poczuwaniu się do odpowiedzialności, lecz także w 

niepowtarzalnym, zakazującym uczuciu wstydu, występującym przed 

spełnieniem określonego czynu."5 

Widzenie wartości, tak jak widzenie cielesne, może być lepiej lub gorzej 
rozwinięte. Może posiadać szereg defektów, analogicznie do wad wzroku, co 

szeroko analizował Scheler i czemu poświęcił oddzielną pracę "Resentyment 

a moralność" 6 Defekty te mają najczęściej charakter społeczny. 

5 Zbigniew Zwoliński, Byt i wartość u Nicolaia Hartmanna, Warszawa 1974, 
PWN, s. 360-361, 

6 Max Scheler, Resentyment a moralność, Czytelnik, Warszawa 1977, 

background image

39 

 

Krańcowym defektem jest ślepota jednostek i całych grup na pewne rodzaje 
wartości. Z drugiej strony Scheler zwraca uwagę na istnienie ludzi 

obdarzonych szczególnym wysubtelnieniem organu moralnego. To oni 

odkrywają nowe rodzaje wartości i wyznaczają nowe obszary moralności. Do 

takich postaci Scheler zaliczał Sokratesa i Chrystusa. 
Następną funkcją organu moralnego jest uchwytywanie wysokości wartości w 

hierarchii, co nosi nazwę preferowania wartości. W bezpośrednim oglądzie 

wartości jest dana nie tylko sama wartość, ale jej wyższość lub niższość 

w stosunku do innych wartości, więc jej miejsce w hierarchii wartości. 
Widzenie wartości i ich miejsca w hierarchii sprawia, że winniśmy 

odpowiedzieć działaniem na apel powinności, który kieruje się do nas z 

wartości wyższej. Ten apel zderza się jednak z naszymi materialnymi 

interesami, z różnorodnymi koniecznościami życiowymi, które są ważne dla 
naszego istnienia. Jednym słowem apel wartości wyższych zderza się z 

żądaniami wartości niższych, zaś sumienie organizuje opór przeciwko tym 

żądaniom i karze nas wyrzutami, jeśli ulegamy im. 

Wartości, które są dla nas szczególnie cenne, wchodzą w skład ideału 
osobowego, a on z kolei wyznacza nasz aksjologiczny horyzont poznawczy. 

Horyzont wyznacza naszą wrażliwość na określone rodzaje wartości i jakąś 

szczególną ślepotę na inne ich rodzaje. On sprawia, że niektórych 

wartości bądź w ogóle nie widzimy, bądź też - jeśli nawet widzimy - nie 
odpowiadamy działaniem na apel powinności w nich zawarty. Aksjologiczny 

horyzont poznawczy wyznacza długofalowe cele, do realizacji których 

zmierzamy nieraz przez całe życie. To on określa główne rysy osobowości, 

odciskając na niej piętno pospolitości, nikczemności bądź też 
szlachetności. 

Każdy ideał osobowości ma swoją siłę, dynamizm. U jednych, jak choćby u 

Sokratesa, ta siła może być niezniszczalna - wartości z ideału osobowego 

domagają się bezkompromisowego poszanowania bez względu na cenę, którą 
płaci człowiek. Inni są zdolni do kompromisów i za te 

40 

 

kompromisy płacą wyrzutami sumienia. Kompromis jest w rzeczywistości 

ugięciem się przed żądaniami konieczności 'zyciowych i klęską ideałów, 
które człowiek dobrowolnie zaakceptował. 

Polem, na którym szczególnie wyraziście widać walkę ideałów z 

koniecznościami życiowymi, które mogą przybierać niezwykle różnorodną 

formę, jest medycyna. Wydaje się, że bezwzględna realizacja jakiejkolwiek 
zasady, którą uznaje się za istotną w deontologii lekarskiej, nie musi 

prowadzić do dobra. Właśnie skutkiem jej bezwzględnej realizacji może być 

cierpienie pacjenta, jego bliskich, a więc zło. Ideały i konieczności 

życiowe waży sumienie lekarza. 
Jakie jest główne zadanie medycyny w płaszczyźnie aksjologicznej? Jaka 

zasada nie może być nigdy naruszona i winna być bezwzględnie 

respektowana? Odpowiedź na to pytanie nie jest wcale prosta, czemu dawali 

wyraz tacy wybitni lekarze, jak prof. Kielanowski czy prof. Miodański. 
Czy zadaniem tym może być przywracanie zdrowia? Wiadomo jednak przecież, 

żrw w wielu przypadkach nie może być ono realizowane. Wydaje się 

oczywiste, że zadaniem, które lekarz powinien bezwzględnie realizować, 

jest ochrona życia. Jak będę się starał wykazać, w pewnych sytuacjach 
zasady tej nie można przestrzegać bezwzględnie, a nawet należy 

zrezygnować z jej respektowania dla dobra pacjenta. Łagodzenie cierpień 

można by uznać za zasadę bezwzględną, gdyby nie wchodziła ona w kolizję z 

zasadą ochrony życia dawki środków uśmierzających ból nie można zwiększać 
w nieskończoność. 

Nie ulega wątpliwości, że zasadą, którą lekarz powinien kierować się 

background image

zawsze, jest dobro pacjenta. Można by ją uznać za obowiązującą lekarza 

bezwzględnie, ale zasada ta nie ma stałej treści. W niektórych 

przypadkach nakazywać ona może zwalczanie choroby, aktywne leczenie. W 
innych przypadkach nakazywać może zaniechanie leczenia i przyzwolenie na 

śmierć naturalną pacjenta. Kiedy indziej zalecać może skupienie się 

lekarza na złagodzeniu cierpień albo pocieszaniu. 

:l 1 
 

Na pewno zasadą obowiązującą lekarza bezwzględnie jest "nie szkodzić", 

choć jest to tylko inaczej sformułowana zasada dobra pacjenta. 

"Nie szkodzić" może przybierać takie same sformułowania, jak kierować się 
dobrem pacjenta. 

Zasadą, którą lekarz winien kierować się zawsze, jest nieodbieranie 

nadziei, co może się przejawiać w mówieniu pełnej prawdy o stanie 'jego 

zdrowia. Ale realizacja tej zasady może napotykać przeszkody. I tak np. w 
USA lekarze, którzy nie mówili pełnej prawdy o stanie zdrowia pacjenta i 

pacjent nie zdą'zył przed śmiercią uporządkować swoich spraw majątkowych, 

pozywani byli do sądu przez spadkobierców i wypłacali im olbrzymie 

odszkodowania. W tej chwili Stany Zjednoczone są krajem, gdzie lekarze 
mówią pacjentowi 

całą prawdę o stanie jego zdrowia, nie zwracając uwagi na to, że może ona 

obniżyć jego psychiczną mobilizację do obrony przed chorobą. 

W tej sytuacji należy się zgodzić z prof. Miodańskim, który mówi, 
że lekarz pociesza zawsze i uznać, że jest to jedyna, czy jedna z 

nielicznych zasad, której respektowanie obowiązuje go zawsze i 

bezwzględnie. Nie można jej jednak zrealizować wobec pacjentów 

nieprzytomnych. 
Sumienie lekarza 

Wydaje się nie budzić większych kontrowersji stwierdzenie, 

że głównym zadaniem medycyny i lekarza jest ratowanie i ochrona życia 

ludzkiego. Potwierdza to np. włoski kodeks etyki lekarskiej, w którym się 
stwierdza, że "naczelnym zadaniem (lekarza) jest zachowanie życia; nawet 

czynności dążące do przyniesienia ulgi w cierpieniu nie mogą stać w 

sprzeczności z tą zasadą."' W imię tej zasady lekarz nie może nigdy 

' Tadeusz Kielanowski, Problem niepotrzebnego cierpienia. O niepotrzebnym 

cierpieniu rodzonym przez postępy nauk medycznych. W:W kręgu życia i 
śmierci, moralne problemy medycyny współczesnej, KiW 1987, s. 151-152, 

42 

 

odmówić pomocy ani zrezygnować z wysiłków koniecznych do uratowania 
życia, nie można też sobie wyobrazić, że lekarz będzie zabijał, nawet 

powodowany miłosierdziem. Mówi wyrażnie już o tym fragment tekstu 

przysięgi Hipokratesa: "Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej 

trucizny ani nikomu nie będę jej doradzał".g 
Okazuje się jednak, że zasada ta, tak klarowna i oczywista w swoim 

sformułowaniu, w niektórych przypadkach nie da się zastosować. Niekiedy 

lekarz jest zmuszony do rezygnacji z jej stosowania na rzecz innej 

zasady, np.łagodzenia cierpień czy dobra pacjenta. Niekiedy cena, jaką 
lekarz czy medycyna każą płacić pacjentowi za ratowanie życia, okazuje 

się dla niego za wysoka, bo kłóci się z jego poglądami na jakość życia 

czy przekonaniami religijnymi. Niekiedy lekarz w imię dobra pacjenta czy 

łagodzenia cierpień występuje czynnie przeciwko zasadzie ochrony życia. 
Przypadek Kevorkiana, lekarza ze Stanów Zjednoczonych, stanowi jedynie 

najbardziej drastyczny i laagłośniony przez dziennikarzy przykład takiego 

działania, choć wcale nie ;. 

jest on odosobniony. Dr Jack Kevorkian zaprojektował i wielokrotnie 
zastosował "maszynę śmierci". Od roku 1990 do dnia dzisiejszego, jak 

background image

podawano w publikatorach, zastosował ją do czterdziestu osób 

nieuleczalnie chorych umożliwiając im rozstanie się z życiem. 

W sytuacjach, gdy zasada ratowania życia jest trudna w realizacji, bo 
nikt nie jest w stanie rozstrzygnąć, czy pacjent źyje, czy jest martwy, 

albo w sytuacjach, gdy należy wybierać między zasadą ratowania życia lub 

łagodzeniem cierpień, albo też w sytuacji, gdy pacjent nie godzi się na 

ryzyko terapii, nie akceptuje jakości życia po intensywnym leczeniu - w 
tych wszystkich sytuacjach lekarzowi nie są w stanie pomóc żadne kodeksy 

deontologiczne, żadne przepisy. Decyzję, jak postąpić rozstrzyga wówczas 

według swojej najlepszej wiedzy i sumienia. Jak mówi Viktor Frankl - "Jak 

$ Zbigniew Szawarski, Dwa modele etyki medycznej, w:W kręgu 'zycia i 
śmierci, j.w., s. 12, 

43 

 

to rozstrzygnie, musi rozważyć ze sobą i swoim Bogiem, którego 
mandatariuszem jest jego sumienie".9 

Zaprezentuję teraz przypadki z lekarskiej praktyki opisane w literaturze, 

w których decydujące znaczenie odgrywa sumienie lekarza. Rozstrzyga ono 0 

odstępstwach od zasady ratowania i ochrony życia pacjenta. 

Na skutek wypadku Karen Quilan nieodwracalnie utraciła świadomość - 

nastąpiło u niej rozległe uszkodzenie mózgu. Pozostawała u niej nadal 

żywa tylko ta część mózgu, która steruje procesami wegetatywnymi 
organizmu. Mogła ona 'zyć i żyła bez świadomości, odżywiana w sposób 

sztuczny, podłączona do aparatury wspomagającej oddychanie. W takim 

stanie przebywała ponad 10 lat - od 15 kwietnia 1975 roku do czerwca 1985 

roku. W tym czasie rodzice Karen doszli do wniosku, że dalsze 
podtrzymywanie ich córki przy życiu nie ma sensu. Jednak dopiero werdykt 

sądu skłonił lekarzy do odłączenia dziewczyny od aparatury, co 

spowodowało jej śmierć. 

Jak w tym przypadku mieli postąpić lekarze? Powszechnie przyjęte kryteria 
śmierci są następujące: brak reakcji na bodźce zewnętrzne, brak ruchów i 

oddechu, krzywa elektroencefalografu (EEG) wykazująca pracę mózgu płaska. 

Przyjmując te kryteria Karen była martwa. Jednak jej organizm wspomagany 

aparaturą 'zył. Żył tak, jak żyją rośliny. A przecież lekarz nie jest 

zobowiązany zasadami etyki do ochrony każdego życia, ale jedynie do 
ochrony życia ludzkiego. Co więcej, etyka lekarska jest tak 

homocentryczna, że dopuszcza eksperymenty na zwierzętach. Nie stawia 

żadnych ograniczeń w uśmiercaniu zwierząt dla uzyskania postępu w 

medycynie, dla ratowania życia ludzkiego. 
Przypadek Karen jest pouczający z tego względu, że wykazuje 

on, iż realizacja przez lekarzy zasady ochrony życia ludzkiego 

uzależniona jest 

9 Viktor E. Frankl, Homo patiens, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1984, 
s. 88, 44 

 

od odpowiedzi na pytanie, czym jest życie ludzkie. Innymi słowy od 

odpowiedzi na pytanie - jakie warunki musi spełniać życie, żeby uznać je 
za ludzkie? Wydaje się, że uprzednio musi zaistnieć cały szereg cech i 

dopiero po ich zaistnieniu, na ich podłożu pojawia się wartość, którą 

określamy jako życie ludzkie, którą to wartość lekarz zobowiązany jest 

bronić, ochraniać. Taką cechą jest na pewno świadomość - to dzięki niej 
człowiek zdaje sobie sprawę ze swego istnienia i nadaje mu założony 

kształt. Być może do cech, na podłożu których wyrasta życie ludzkie jako 

wartość, należy zaliczyć również prawidłowy przebieg pewnych czynności 

wewnętrznych. Czynności te mogą zostać zakłócone albo nawet mogą 
zaniknąć, i tak np. może nastąpić porażenie ośrodka oddechowego po 

chorobie Heinego-Medina, całkowita niewydolność nerek itp. Wydaje się, że 

background image

wartość 'zycia ludzkiego ulega obniżeniu, gdy człowieka można utrzymać 

przy życiu za pomocą kosztownych i bardzo skomplikowanych aparatów - 

instrumentalne oddychanie, tzw. sztuczna nerka itp. 
Czy odłączając Karen od aparatury lekarze przekroczyli zakaz "nie 

zabijaj"? Być może mieli taką świadomość i dlatego czekali na werdykt 

sądu, który zdejmował z nich odpowiedzialność. Współcześnie, o czym 

dowiedziałem się rozmawiając z lekarzami, z tego typu chorymi zwykle 
postępuje się w sposób następujący: na skutek leżenia bez ruchu następują 

u nich szybko różnego rodzaju infekcje. Nie leczy się ich, co powoduje 

ostateczną śmierć pacjenta. Pacjent umiera na skutek zaniechania 

intensywnej terapii. Taki sposób postępowania nie jest objęty oficjalnym 
kodeksem postępowania lekarza wobec pacjenta nieprzytomnego. 

II Każdy lekarz w swojej praktyce napotyka sytuacje, gdy cała jego wiedza 

medyczna, aparatura, którą dysponuje i środki farmakologiczne nie są w 

stanie uratować życia pacjenta. Rzeczywistość zmusza lekarza do 
rezygnacji 

45 

 

z podstawowej zasady medycyny. Pozostaje mu wówczas zasada inna, równie 
ważna jak pierwsza - łagodzenie cierpień. Viktor Frankl mówi nawet, że na 

lekarzu ciąży podwójny obowiązek i formułuje to tak: "Tam gdzie można - 

pomagać, tam, gdzie konieczne - łagodzić cierpienia".'° A więc łagodzenie 

cierpień jest równie ważnym zadaniem lekarza, jak ochrona 'zycia. Zwykle 
bywa tak - mówi Frankl - "że możliwość udzielenia pomocy zmniejsza się w 

takiej mierze, w jakiej zwiększa się konieczność łagodzenia cierpień."n W 

momencie kiedy zaczyna się agonia, lekarz skupia się jedynie na zadaniu 

łagodzenia cierpień i uprawniony jest do stosowania środków 
farmakologicznych uśmierzających ból nawet za cenę skrócenia życia. 

Określenie momentu , kiedy lekarz rezygnuje z ochrony 'zycia i skupia się 

na łagodzeniu cierpień, nie regulują żadne przepisy." Jest on zdany 

całkowicie na postępowanie indywidualne i improwizację, a żadna reguła 
nie zwolni go od własnej decyzji."'' Musi ją podjąć w swoim sumieniu i 

według swojej najlepszej wiedzy. 

Jeśli Frankl dopuszcza, że działania lekarza w celu łagodzenia cierpień 

mogą w pewnych przypadkach skracać życie, to sprzeciwia się on zarazem 

kategorycznemu stwierdzaniu włoskiego kodeksu etyki lekarskiej, który nie 
dopuszcza odstępstw od zasady ochrony życia. Nie tylko Frankl uważa 

sformułowania kodeksu za zbyt rygorystyczne. Kielanowski mówi o nich tak: 

"Gdyby lekarze włoscy stosowali się ściśle do tej zasady, (...), byłby 

los ludzi umierających w tym kraju godny pożałowania. Wiadomo bowiem, że 
środki uśmierzające ból fizyczny i moralny, narkotyki i środki nasenne 

nie przedłużają na pewno życia umierającym, a często je skracają. Lekarze 

włoscy aplikują konającym środki odurzające tak samo, jak wszyscy inni na 

świecie..."'3 
'o j.w., s. 87 a j.w., s. 88, 1' j.w., s. 88, 

'3 Tadeusz Kielanowski, j.w., s. 88, 46 

 

Sumienie lekarza, które jest rozstrzygające w tego typu przypadkach, ma 
pewne stałe punkty oparcia. Takim punktem zdaje się być ujawnione już 

~!' w I przypadku stwierdzenie, że życie ludzkie nie jest wartością 

pierwotną, daną lekarzowi bezpośrednio. Pojawia się ono po zaistnieniu 

określonych cech. To te cechy stają się podłożem, na którym wyrasta życie 
ludzkie jako wartość. Do cech tych z całą pewnością należy świadomość. 

Jeśli człowiek ją utracił, jeśli bezpowrotnie zostały zniszczone warunki 

jej istnienia, np. przez nieodwracalne uszkodzenie mózgu, wówczas życie 

ludzkie zdaje się tracić swoją wartość i lekarz nie jest zobowiązany do 
jego obrony. Sprowadza się ona zresztą do podtrzymywania życia przy 

pomocy skomplikowanej aparatury. 

background image

U Frankla w sytuacji, gdy w organizmie pacjenta proces chorobowy osiągnął 

takie stadium, że medycyna z jej wiedzą, środkami farmakologicznymi i 

aparaturą nie jest w stanie zahamować ani tym bardziej zlikwidować 
choroby, to wówczas życie ludzkie przestaje być dla lekarza wartością, 

którą zobowiązany jest bronić, a pozostaje mu jedynie łagodzić 

cierpienia. W tej sytuacji lekarz według Frankla powinien się zająć 

jedynie łagodzeniem cierpień, choć stosując intensywne środki terapii 
mógłby opóźnić przebieg ostatniego etapu choroby. W tym wypadku 

rezygnacja z działań opóźniających ostatni etap choroby podyktowana jest 

chęcią oszczędzenia cierpień pacjentowi. Cierpień, które są w tym sensie 

bezowocne, że nie mogą spowodować przezwyciężenia choroby i powrotu do 
zdrowia. Zajmując się tylko łagodzeniem cierpień lekarz kieruje się 

dobrem pacjenta. 

Następnym punktem oparcia jest przekonanie lekarza, że cierpienie samo w 

sobie nie ma żadnej pozytywnej wartości. Szczególnie chodzi tu o 
cierpienie wynikające z bólu fizycznego. Ból może mieć wartość pozytywną 

w diagnostyce - pomaga ustalić chorobę i jej zaawansowanie. Niekiedy 

cierpienie jest uzasadnione i uzasadniona jest chęć człowieka, gdy 

pragnie je przeżywać bez pomocy środków farmakologicznych, jest to np. 
cierpienie po stracie bliskiej osoby. Jednak wszelkie cierpienie 

47 

 

wynikające z bólu fizycznego nale'zy zwalczać i lekarz jest zobowiązany 
do jego zwalczania wszelkimi dostępnymi mu środkami farmakologicznymi lub 

operacyjnie, jeśli tylko da się on zwalczyć. Pacjent, który chciałby 

cierpieć niepotrzebnie, rezygnując z uśmierzania bólu oferowanego przez 

medycynę, jak uważa Franki - jest "masochistą". Zasada łagodzenia 
cierpień jest równie ważna w praktyce lekarza, jak ochrona życia, a w 

wielu przypadkach staje się ważniej sza. 

Pojawia się tu także nie wyrażona, ale wyraźnie obecna w tle chyba 

najpierwotniejsza zasada deontologii lekarskiej - dobro pacjenta. Zasada 
ta jest wyższa niż ratowanie życia - to przecież dla dobra pacjenta 

lekarz zawiesza realizację zasady ochrony życia. Dla dobra pacjenta 

lekarz może powstrzymać się od leczenia, co będzie widoczne w następnym 

przypadku. 

III 
"Osiemdziesięcioletni pacjent po wylewie. Skutkiem wylewu był niedowład 

połowiczny i głęboka afazja. Pacjent oczekuje na przeniesienie do domu 

opieki społecznej. Od kilku miesięcy nie stwierdza się żadnych zmian w 

stanie pacjenta. Pacjent rozpoznaje swoich krewnych, ale wszystko 
wskazuje na to, że nie rozumie co się do niego mówi. (...). Pewnej nocy w 

następstwie infekcji dróg moczowych pacjent znalazł się w stanie wstrząsu 

posocznicowego. Młody lekarz, który właśnie objął dyżur, polecił 

zastosować antybiotyki, infuzję plazmy i inne intensywne środki leczenia. 
Należy przypuszczać, że gdyby nie zastosowano tych środków, pacjent 

zmarłby. 

Casus ten stał się później przedmiotem specjalnej dyskusji personelu 

medycznego i każdy zgodził się, że w tej szczególniej sytuacji lepiej 
byłoby, gdyby pozwolono pacjentowi umrzeć."~4 

~° Filozofia medycyny, H. Wulff, S. Pedersen, R. Rosenberg, PWN, 1993, s. 

244, 48 

 
Przypadek ten miał miejsce w szpitalu w Danii, zaś książka, z której go 

zaczerpnąłem, została wydana w Anglii. Być może fakt, że zdarzenie miało 

miejsce w Danii wpłynął na stanowisko personelu medycznego. Być może w 

szpitalu w Polsce dyskusja taka nie mogłaby mieć miejsca. Na stanowisko i 
postępowanie lekarza ma wpływ kultura, w której żyje lekarz. Wpływ 

background image

kultury pominąłem jednak przyjmując, że taka dyskusja mogłaby mieć 

miejsce w każdym szpitalu na całym świecie. 

Przypadek ten wydaje się zaskakujący: działania lekarza wynikające z 
zasady ratowania życia nie spotykają się z aprobatą jego kolegów. A 

przecież 

działania te przedłużyły życie pacjenta. Czym kierował się personel 

medyczny, który nie aprobował działań lekarza? Autorzy cytowanej pracy 
mówią na ten temat tak: "Wartość naszego życia zależy od zdolności do 

krytycznej oceny 

i działania i jeśli zdolność ta nieodwołalnie zanika lub jest głęboko 

upośledzona, (...) wówczas możliwe jest moralne usprawiedliwienie 
powstrzymania się od aktywnego leczenia."~5 Okazuje się więc, że 

stanowisko lekarzy wyznaczone jest przez ich ocenę jakości 'zycia 

pacjenta. Jeśli jakość życia pacjenta ulega daleko posuniętej degradacji, 

to niecelowe staje się jego ochranianie. Listę czynników składających się 
na degradację jakości życia można zmodyfikować i uzupełnić, są to: brak 

pełnej świadomości, niesprawność fizyczna i psychiczna, brak 

jakiejkolwiek nadziei na wyleczenie. 

Z tego co zostało powiedziane, wynika następujący wniosek - lekarz nie ma 
obowiązku ratowania życia i to z dwóch powodów. Po pierwsze zobowiązany 

jest on do ratowania życia ludzkiego, ale jedynie takiego, które posiada 

cały szereg cech. Ten zespół cech nie jest skodyfikowany - stanowi on 

domenę sumienia lekarza. To lekarz kierując się swoją wiedzą i sumieniem 
określa cechy, które powinno zawierać życie ludzkie, aby było ono warte 

intensywnej obrony. I po drugie, to jego wiedza i sumienie decydują o 

tym, że rezygnuje on z intensywnej terapii w momencie stwierdzenia, że 

niemożliwy 
~s j.w., s. 245, 

49 

 

jest powrót pacjenta do zdrowia, gdyż proces chorobowy rozwijający się w 
organizmie pacjenta nie może być przez medycynę powstrzymany i prowadzi 

do śmierci. 

Autorry pracy "Filozofia medycyny" w komentarzu do opisywanego przypadku 

piszą tak: "Gdyby wszyscy lekarze traktowali takich pacjentów aktywnie, 

spowodowałoby to wiele niepotrzebnego cierpienia nie tylko wśród 
pacjentów i najbliższych osób, lecz także pośród innych starych 

pacjentów, którzy mogliby się obawiać, że jeśli zostaną przyjęci do 

szpitala, to nie pozwoli im się umrzeć śmiercią naturalną."'6 Okazuje 

się, że motywem nakazującym lekarzom powstrzymanie się od intensywnego 
leczenia jest chęć zaoszczędzenia niepotrzebnego cierpienia pacjentom, a 

więc motywem, który kieruje lekarzami jest dobro pacjenta. 

Skumulowanie poruszanych tu problemów następuje w klinice zajmują cej się 

noworodkami z ciężkimi powikłaniami. 
IV 

W Scheffild istnieje klinika dr 3ohna Lorbela, która specjalizuje się w 

leczeniu dzieci urodzonych z rozszczepem kręgosłupa. Przyczyny choroby 

nie są znane. Choroba polega na tym, że dziecko rodzi się z odkrytym 
rdzeniem kręgowym. Towarzyszy temu zazwyczaj porażenie dolnych kończyn, 

brak kontroli nad układem wydalania i spowodowane wodogłowiem głębokie 

upośledzenie umysłowe. W latach pięćdziesiątych dzieci takie nie miały 

szans przeżycia pierwszych kilku dni. Obecnie możliwe jest dokonanie 
operacji zamykającej rozszczepione kręgi. Możliwe jest osuszenie 

wodogłowia, a następujące kolejno infekcje są skutecznie pokonywane przez 

antybiotyki. 

Przez pierwsze 12 lat istnienia kliniki stosowano w niej pełne 
poszanowanie zdrowia i życia noworodków. Okazało się jednak, że połowa 

'6 j.w., s. 244, 50 

background image

 

z leczonych dzieci umiera nie przekroczywszy drugiego roku życia. Wobec 

tych rezultatów w klinice odstąpiono od zasady ratowania życia każdego 
dziecka. Dr Lorber uzasadniał to tak: "Ratowanie i przedłużanie życia nie 

może być najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich pacjentów i rzeczywiście 

może być działaniem na ich szkodę."~' 

W wyniku kolejno następujących po sobie ciężkich operacji, związanego z 
nimi cierpienia, kolejno następujących po sobie infekcji i ich likwidacji 

medycyna oferuje eolowie leczonych intensywnie dzieci z rozszczepionym 

kręgosłupem co najwyżej dwuletni okres wypełnionego cierpieniem 

istnienia. Jeśli więc ich życie w wyniku działań medycznych nie staje się 
nośnikiem żadnych pozytywnych wartości, to faktycznie nic nie 

usprawiedliwia tych działań i wysiłków. Są one daremne. Ich rezultatem 

jest raczej rozszerzenie obszaru cierpienia, nie zaś jego ograniczenie. 

Dr Lorber zaleca, aby intensywnym leczeniem nie obejmować v~szystkich 
noworodków, ale jedynie te, które mają największe szanse przeżycia. O 

tym, które dziecko leczone będzie intensywnie, jak i decyzję o 

zaniechaniu leczenia podejmować ma lekarz. Dr Lorber mówi na ten temat 

tak: "Współczesny chirurg (...) powinien zdać sobie sprawę z tego, jakie 
może być przyszłe życie dziecka. Jeśli dojdzie on do wniosku, że nie 

chciałby, aby jego własne dziecko, gdyby znalazło się w takiej samej 

sytuacji, miało dalej żyć, to (...) nie ulegnie pokusie zoperowania 

dziecka."gis Dopiero odwołanie się do rodzicielskiej miłości jest w 
stanie powstrzymać działania chirurga, zaoszczędzić cierpień dziecku i 

pozwolić mu umrzeć śmiercią naturalną. 

Stanowisko, żeby w niektórych przypadkach lekarz powstrzymał się od 

realizacji zasady obrony życia za wszelką cenę, jest raczej powszechnie 
akceptowane przez świat medyczny. Komisja do Badania Problemów 

~~ Zbigniew Szawarski, Moralne problemy dotyczące opieki nad dziećmi 

nieuleczalnie 

chorymi, w:W kręgu..., j.w., s. 2I9, 1g j.w., s. 219, 
51 

 

Etycznych w Medycynie oraz Studiów Behawioralnych powołana przez 

prezydenta USA stwierdza: "Nie istnieje obowiązek stosowania odpowiednich 

środków leczenia, jeżeli nie przyniosą one żadnego pożytku ciężko choremu 
dziecku. Jednakże rodzice, personel, instytucje medyczne oraz właściwe 

organizacje ubezpieczeń społecznych powinny zapewnić dziecku należytą 

opiekę."'9 "Zapewnienie należytej opieki" w wypadku dzieci z 

rozszczepiónym kręgosłupem, wobec których podjęto decyzję o zaniechaniu 
leczenia polega na tym, że do chwili ich śmierci, która następuje w ciągu 

kilku dni, są one regularnie karmione, przewijane, kąpane i traktowane 

tak, jak dzieci zakwalifikowane do dalszego leczenia. 

Jeśli istnienie dzieci z rozszczepionym kręgosłupem jest wypełnione 
cierpieniem i jeśli medycyna z całym swoim potencjałem w stosunku do 

wielu z nich nie jest w stanie dokonać niczego poza przedłużeniem okresu 

cierpienia, to nasuwa się myśl, że może przynajmniej skrócić okres 

cierpień. Jednak dr Lorber zdecydowanie wypowiada się przeciwko 
eutanazji: "Być może jest więc pewną niekonsekwencją lub wręcz hipokryzją 

przeciwstawiać się eutanazji czynnej, a jednocześnie wypowiadać się za 

zaniechaniem leczenia, co zwykło się niekiedy nazywać eutanazją bierną. 

Eutanazja czynna może prowadzić do osłabienia wrażliwości ludzi, którzy 
jej dokonują (...)."'° 

Jak widać z tej wypowiedzi, dr Lorberowi nieobca jest myśl o eutanazji. 

Pracując w tej klinice lekarz ciągle narażony jest na uleganie dwóm 

pokusom - po pierwsze, pokusie ratowania życia i respektowania 
kardynalnej zasady etyki medycznej. Oparciem przeciwko uleganiu jej jest 

doświadczenie, które mówi, że wysiłki medycyny owocują przedłużonym i 

background image

intensywniejszym cierpieniem. Zdolność oporu znajduje też lekarz w 

odwołaniu się do rodzicielskiej miłości, która nakazuje chronić własne 

dziecko przed cierpieniem. Po drugie, lekarz musi się bronić przed pokusą 
skrócenia cierpień 

'9 j.w., s. 222, ~ j.w., s. 219, 52 

 

niemowlęcia. Oparcie, żeby jej nie ulec lekarz znajduje w przekonaniu, że 
dokonując eutanazji przekroczy jakąś wewnętrzną granicę, po czym nastąpi 

zmiana w jego osobowości, którą dr Lorbel nazywa "osłabieniem 

wrażliwości". Jednak kierowanie się miłością w praktyce medycznej, do 

czego zachęca lekarzy Lorbel, niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo - 
ochrona swoich dzieci i swoich bliskich przed cierpieniem nie wyklucza, a 

może nawet nakazywać czynne skrócenie ich cierpień. 

Stanowi on rozwinięcie przypadku opisanego w III. Stanowisko lekarzy było 
tam następujące: w stosunku do pacjentów, którzy nie mają szans na 

wyzdrowienie, nie należy podejmować intensywnej terapii i pozwolić im na 

śmierć naturalną. Przypadek poniższy jest uzupełnieniem omówionego wyżej. 

Oto relacja dr Rona Andersom, przewodniczącego Teksańskiego Departamentu 
Zdrowia i dyrektora szpitala Parkland Hospital w Dallas w Teksasie: 

"Wezwano mnie do osiemdziesięciosześcioletniego mężczyzny, (...), który 

był leczony w innym szpitalu przez młodego lekarza. Miał (...) cukrzycę z 

powikłaniami naczyniowymi i trzeba mu było amputować nogi. Jakie mam 
szanse poprawy, jeśli utniecie mi nogi? - zapytał. No cóż, pięćdziesiąt 

na pięćdziesiąt - odpowiedzieli. A on na to: To za mało. Nie chcę być 

przykuty do łóżka. Przyszedłem na własnych nogach i tak chcę wrócić. 

Wiem, że mogę umrzeć, ale nie boję się śmierci. Postanowione. Tę sprawę 
biorę na siebie. (...). 

Lekarz nie mógł się z tym pogodzić, skierował więc pacjenta do naszego 

szpitala, gdzie zajęliśmy się nim i gdzie (...) miał poczucie własnej 

godności. A przecież umierał. Dla niego było to przecież zwycięstwo - do 
tego stopnia, że oboje z żoną dziękowali mi. Doceniali to, że uporaliśmy 

się z jego 

53 

 

bólem, że zajęliśmy się sprawami, którymi (...) należało się zająć. 
Bardzo niepokoiło go to, źe będzie ciężarem dla swojej rodziny i innych, 

ale przede wszystkim nie chciał się poddać amputacji. Nie tak chciał żyć. 

Dla młodego lekarza istniały tylko dwa wyjścia: życie albo śmierć. Ale 

dla starego człowieka była to kwestia wyboru życia na jego warunkach. On 
nie bał się śmierci, bał się niezdolności do życia."'' ' 

Pierwszym powodem odrzucenia przez pacjenta drastycznej kuracji jest za 

małe prawdopodobieństwo jej skuteczności. Jednak prawdziwy motyw odmowy 

kuracji polega na tym, że medycyna oferuje mu przedłużenie życia za cenę, 
która była dla niego za wysoka i nie do zaakceptowania. Pacjent za cenę 

przedłużenia życia miał stać się kaleką i byłby ciężarem dla rodziny taka 

sytuacja, w jego mniemaniu, pozbawiała go godności. 

Wiele razy odwoływałem się do jakości życia, którą lekarz musi brać pod 
uwagę analizując skutki terapii. Istotne obniżenie jakości życia może 

stawiać pod znakiem zapytania proponowaną terapię, jak też stawiać pod 

znakiem zapytania jakiekolwiek zabiegi lekarzy i nakazywać im rezygnację 

z realizacji zasady ochrony życia. Jednak w zaprezentowanym przykładzie 
pojawiają się nowe akcenty w pojęciu jakości życia. Pacjent nie akceptuje 

swojej sytuacji kaleki i uzależnienia od rodziny, gdyż w jego mniemaniu 

narusza to jego godność czy honor. Nie chce zaoferowanego mu przez 

medycynę życia, za które trzeba zapłacić utratą szacunku do samego 
siebie. Mamy więc tu _do czynienia z wartościami osoby ludzkiej. Okazuje 

się, że lekarz powinien je również uwzględnić w terapii. I dobry lekarz 

background image

je rzeczywiście w terapii uwzględnia, choć to komplikuje jego decyzje, 

gdyż wartości te nie poddają się pomiarom i wartości te mają indywidualny 

charakter - to, co według Jana narusza jego godność, według Piotra może 
jego godności 

nie naruszać. 

'' Bill Moyers, Umysł i uzdrawianie, Limbus, Bydgoszcz 1994, s. 66, 54 

 
Współczesne prądy w medycynie, które torują sobie drogę w świadomości 

lekarzy sprawiają, że lekarz przestaje traktować pacjenta przedmiotowo, 

co było charakterystyczne dla paternalistycznego modelu medycyny. Lekarz 

zaczyna traktować pacjenta jak partnera - obaj są zaangażowani w 
rozwiązanie problemu, który stoi przed nimi, a którym jest choroba 

pacjenta. Leczenie to wspólne ustalanie strategii, w ramach której lekarz 

jest bardziej otwarty przy omawianiu terapii i jej skutków, zagrożeń, 

które mogą wystąpić w jej przebiegu. Stara się w niej wykorzystać emocje 
pacjenta. Wygaszać lęki, pobudzać nadzieję. 

Odejście od paternalistycznego modelu medycyny to traktowanie pacjenta 

nie jako przedmiotu oddziaływań medycznych, ale jako osoby, której 

terapia nie może przebiegać bez aprobaty pacjenta. To większe liczenie 
się i uznawanie jego przekonań, wartości i wierzeń. Współczesna medycyna 

stara się respektować autonomię osoby pacjenta. Stara się respektować 

jego wolę. W tej sytuacji praca sumienia lekarza rozszerza obszar 

wartości, które bierze pod uwagę w terapii. I zdarza się, że dla 
poszanowania godności pacjenta, żeby mu nie odbierać szacunku do samego 

siebie, lekarz rezygnuje z ratowania życia i skupia się na łagodzeniu 

cierpień. Realizując w ten sposób dobro pacjenta i uświadamiając sobie, 

że dobro to może być sprzeczne z dążeniem do zachowania życia za wszelką 
ceną. 

Poszanowanie przekonań i wierzeń pacjenta lub jego opiekunów 

i uwzględnienie ich w terapii albo też w decyzji o jej zaniechaniu często 

nie jest dla lekarza łatwe. Najprostszym i najbardziej znanym przykładem 
dylematów lekarza jest pytanie o to, jak się ma ustosunkować do zakazu 

transfuzji krwi obowiązującego świadków Jehowy. Jeśli pacjent jest 

świadomy, to jego wola zdaje się być w tym wypadku rozstrzygająca, choćby 

lekarz uznał, że transfuzja 

jest konieczna. A jak ma postąpić lekarz w przypadku pacjenta 
nieprzytomnego, o którym wie, że sprzeciwia się transfuzji? W przypadku 

dziecka, którego rodzice ze względów religijnych nie akceptują 

transfuzji? 

SS 
 

W tym przypadku można sądownie pozbawić rodziców ich władzy nad 

dzieckiem. Bywa też i tak, że w przypadku, gdy o życiu pacjenta decyduje 

szybkość decyzji lekarza, dokonuje on transfuzji bez żadnych konsultacji 
bo nie ma na to czasu. Najczęściej wówczas rodzice akceptują działania 

lekarzy. O takim przypadku doniosła ostatnio prasa. 

Jak ma postąpić lekarz, gdy rodzice nowo narodzonego dziecka z zespołem 

Downa i niedrożnością dwunastnicy nie wyrażają zgody na wykonanie 
stosunkowo prostej operacji usuwającej niedrożność jelit? Wiadomo, że bez 

tej operacji dziecko nie będzie mogło być karmione i umrze. W przypadku, 

który rzeczywiście miał miejsce rodzice nie wyrazili zgody na operację. 

Matka, która była pielęgniarką, argumentowała w ten sposób, że byłoby 
niesprawiedliwe, żeby dwójka jej normalnych dzieci musiała się wychowywać 

z "mongołem". Zaakceptowano wolę rodziców (ojciec był prawnikiem) i nie 

odwołano się do sądu. Umieszczone w osobnym pokoju dziecko .zmarło po 11 

dniach na skutek wygłodzenia i odwodnienia organizmu." Czy śmierć ta 
obciąża sumienie lekarzy? Jest to pytanie retoryczne - w tym przypadku 

background image

obciąża ona sumienie lekarzy. Nie można chorego dziecka zostawiać w 

szpitalu i nie udzielać mu pomocy. 

Przypadek ten jednak nasuwa pytanie bardziej ogólne - jak ma postąpić 
lekarz, gdy uznana przez niego za konieczną terapia nie zostanie 

zaakceptowana przez pacjenta ze względu na jego przekonania lub wartości? 

Pokusa pierwsza, na którą wystawiony jest lekarz, to ratowanie życia za 

wszelką cenę, wbrew woli pacjenta i wbrew jego przekonaniom, na przekór 
doświadczeniu, które mówi, że podtrzymywanie życia prowadzi do 

powiększenia obszarów cierpienia, tak jak w przypadku ratowania 

wszystkich dzieci z rozszczepionym kręgosłupem. Zaś druga pokusa pojawia 

się wówczas, gdy lekarz już wie, że jego wiedza i aparatura są 
niewystarczające, aby uratować 'zycie pacjenta i pozostaje mu jedynie 

Zbigniew Szawarski, j.w., s. 202, 56 

 

z poczuciem bezsilności śledzić spustoszenia, których choroba dokonuje w 
organizmie. Pozostaje mu oczekiwanie na ich nieuchronny skutek i 

realizacja zasady łagodzenia cierpień dostępnymi sobie środkami. Pokusa 

ta przybiera postać chęci podjęcia radykalnych działań przerywających 

cierpienia pacjenta. Pokusę tę wzmaga wiedza lekarza o tym, że medycyna 
nie dysponuje dostatecznymi środkami do skutecznego uśmierzania bólu i 

jego przekonanie, że z ludzkiego punktu widzenia przedłużające się 

cierpienia pacjenta są zupełnie niepotrzebne. Pokusie tej lekarze 

niekiedy ulegają i wydaje się, że ich liczba stale rośnie. 
VI 

Dr Jack Kevorkian ze Stanów Zjednoczonych stanowi chyba najbardziej znany 

przykład lekarza, który uległ pokusie dokonania eutanazji  

dla uściślenia eutanazji czynnej, w przeciwieństwie do biernej, którą się 
stosuje w zakładach opieki zdrowotnej. Ponieważ prcypadek Kevorkiana 

został nagłośniony przez dziennikarzy, ograniczę sig teraz do 

prrypomnienia kilku 

najbardziej istotnych faktów. 
Kevorkian był lekarzem domowym i uśmiercił swoje dwie pacjentki 

nieuleczalnie chore. U każdej z nich w wyniku postępu choroby narastała 

degradacja fizyczna i psychiczna. Jej znanym z podręczników kresem było 

sprowadzenie ludzkiego istnienia do funkcji czysto wegetatywnych, z 

zanikiem świadomości, brakiem panowania nad naturalnymi odruchami. W obu 
wypadkach medycyna nie zna sposobu powstrzymania procesu patologicznej 

degradacji i następującej w jej wyniku śmierci. Jedna z pacjentek była 

chora na stwardnienie rozsiane. 

Uśmiercenie nastąpiło na wyraźną, wielokrotnie powtarzaną prośbę 
pacjentek. Pod naciskiem ich gróźb, że popełnią samobójstwo, z 

odwoływaniem się do jego sumienia - jako ich lekarz domowy miał 

57 

 
obowiązek w ich mniemaniu do udzielenia im pomocy w tej dziedzinie. 

Presję na lekana wywierały również rodziny pacjentek, które zostały przez 

nie przekonane do pomysłu ich uśmiercenia. Zmasowana presja na lekarza 

trwała pól roku. Kiedy uległ już naciskom, skonstruował maszynę, która 
umożliwiała popełnienie samobójstwa - to opadająca ręka pacjentki po jej 

zaśnięciu uruchamiała zastrzyk ze śmiercionośną trucizną. Nawet środek 

powodujący zaśnięcie pacjentki uruchamiały same. Umierającym kobietom 

towarzyszyli ich mężowie. Uśmiercenie pacjentek nastąpiło równocześnie. 
Kevorkian wiedział, że jeśliby uśmiercał je pojedynczo, już po pierwszym 

zabójstwie znajdzie się w więzieniu i nie będzie mógł pomóc drugiej 

pacjentce. Rzeczywiście został aresztowany i przez pewien czas przebywał 

w więzieniu, następnie uniewinniono go i zwolniono. 
Wszystko wskazuje na to, że Kevorkian ma czyste sumienie. W swoim 

background image

mniemaniu, w mniemaniu pacjentek i ich rodzin jego działaniami kierowała 

zasada realizacji dobra pacjenta. Było dla niego niewątpliwe, tak jak 

niewątpliwe jest dla wielu lekarzy, że życie wypełnione cierpieniem 
fizycznym i psychicznym, zdegradowane nieomal do roślinnego poziomu 

niewarte jest zabiegów jego podtrzymywania. Ale on, konsekwentnie i bez 

hipokryzji, parafrazując sformułowanie Lorbera, poszedł dalej i uznał, że 

może zostać zniszczone. Wszystko wskazuje na to, że Kevorkian doskonale 
zdawał sobie sprawę z konsekwencji swego czynu - że znajdzie się w 

więzieniu, zostanie mu odebrany dyplom lekarza, że zostanie pozbawiony 

dobrego imienia dziennikarze w Stanach Zjednoczonych nadali mu przydomek 

"Doktor Śmierć". Wszystko wskazuje na to, że Kevorkian dla realizacji 
dobra pacjenta zupełnie świadomie zapłacił tak wysoką cenę - ofiarował 

swoją wolność, możliwość wykonywania zawodu, swoją cześć. Czyn Kevorkiana 

zdaje się być dobrą ilustracją zasady miłości bliźniego. 

58 
 

Przypadek Kevorkiana ujawnia niebezpieczeństwa wynikające z faktu 

kierowania się przez lekarza w swojej praktyce zasadą miłości 

rodzicielskiej czy miłości bliźniego, do czego zachęcał lekarzy dr 
Lorber. 

Zakończenie 

W przypadkach, które przytoczyłem lekarze odstępowali od bezwzględnej 

realizacji zasady ochrony życia. Do odstępstwa zmuszała lekarza 
rzeczywistość, złożoność przypadku - musiał się on kierować pragmatyczną 

zasadą wyboru mniejszego zła. Mniejszym złem, w każdym z opisywanych 

przypadków, było zaniechanie intensywnego leczenia i pozwolenie 

pacjentowi na śmierć naturalną, większym natomiast było przedłużanie jego 
umierania przez intensywną terapię. W jednym z przytoczonych przypadków 

rozstrzygającą o zaniechaniu terapii okazała się wola pacjenta - chodzi o 

starca, cukrzyka. Zwolennik rygorystycznego przestrzegania przez lekarza 

zasady ochrony 'zycia za wszelką cenę zapewne i w tych przypadkach 
znajdzie powody do sprzeciwiania się jej naruszeniu. Rygorysta w imię 

zasady ochrony życia nie chciałby oszczędzić umierającemu ani minuty 

cierpienia. Skazywanie pacjenta na niepotrzebne cierpienie przychodzi mu 

tym łatwiej, że nie jest to j e s z c z e jego cierpienie. 

Żeby przezwyciężyć ten rygoryzm, tak beztrosko szafujący cudzym 
cierpieniem, dr Lorbel zaleca, aby na cierpiące niemowlę z rozszczepionym 

kręgosłupem lekarz spojrzał z rodzicielską miłością. Dopiero spojrzenie 

na cierpiące dziecko z rodzicielską miłością pozwala lekarzowi wyzbyć się 

traktowania go jako przedmiotu zabiegów medycznych i skutecznie oprzeć 
się p o k u s i e przedłużania jego życia za cenę cierpień. 

Odwołując się do miłości dr Lorber wyznaczył jej istotne ograniczenia - 

pozwala ona lekarzowi powstrzymać się od aktywnego leczenia, jednak nie 

może stanowić usprawiedliwienia eutanazji czynnej. On jednak wie, że 
między eutanazją bierną i czynną granica jest wąska, tak wąska, że 

zatrzymanie się 

59 

 
przed eutanazją czynną dr Lorber nazywa niekonsekwencją i hipokryzją. O 

minimalnej odległości oddzielającej eutanazję bierną od czynnej wiedzą 

chyba wszyscy lekarze, a piszą o tym choćby Frankl czy prof. Kielanowski 

w momencie gdy zaczyna się agonia, lekarz skupia się na walce z 
cierpieniem i rezygnuje z realizacji zasady ochrony życia. Stosuje 

wówczas wszystkie dostępne środki uśmierzające cierpienia, nie dbając już 

o to, że mogą one skracać życie. 

Odwołanie się do miłości może zapobiec pokusie przedłuźenia życia 
za wszelką cenę, ale jest też źródłem pokusy zwalczania cierpienia 

umierania przez eutanazję czynną. Dr Kevorkian jej uległ, a grzech jego 

background image

jest tym większy, że zapobiegała ona cierpieniom, które miały dopiero 

nadejść. 

Nie ulega kwestii, że w obecnej dobie lekarz jest poddawany niezwykle 
silnym naciskom popychającym go do przekroczenia granicy eutanazji 

czynnej. Odwoływanie się w tym względzie do kodeksu etyki Hipokratesa nie 

może stanowić dostatecznego punktu oparcia. W czasach Hipokratesa lekarz 

podejmował się leczenia jedynie w takim wypadku, który dawał szansę 
wyleczenia. W innych wypadkach, gdy nie widział takiej szansy, 

pozostawiał pacjenta samemu sobie. Co działo się z takimi ludźmi? Platon 

w "Państwie" mówił o tym wprost: "Należy pozwalać wymierać chorym na 

ciele, a mających duszę nikczemną nawet zabijać."'3 To już jednak nie 
interesowało ówczesnego lekarza. Lekarze nie stawali przed problemem 

leczenia noworodków okaleczonych - dzieci słabe, źle zbudowane i tzw. 

potworki w Sparcie i prawdopodobnie w innych krajach greckich zabijano po 

urodzeniu.'4 Dziś sytuacja lekarza jest inna - zobowiązany jest on do 
pomocy w każdym, nawet beznadziejnym przypadku. Do pomocy w umieraniu, do 

zwalczania bólu. Istnieją hospicja. Powstają kliniki, które zajmują się 

jedynie zwalczaniem bólu, środkami farmakologicznymi i operacyjnie. 

~ Platon, Rzeczpospolita, tłum. Stanisław Lisiecki, Kraków 1928, s. 181, 
'4 Tadeusz Kielanowski, j.w., s. 153, 

60 

 

Zakres pracy lekarza uległ rozszerzeniu, lekarze zajmują się 
umierającymi, ale oznacza to, że są za nich odpowiedzialni. 

Odpowiedzialni są za jakość ludzkiego umierania. To do lekarzy kieruje 

Witold Gombrowicz swoje pytania z "Dziennika". Stawiał on je wstrząśnięty 

widokiem umierającego od wielu miesięcy w szpitalu M., "któremu pozostało 
konania jeszcze na parę dobrych tygodni". Gombrowicz pytał: "Dlaczego 

śmierć ludzka jest wciąż jeszcze jak śmierć zwierzęca? Dlaczego agonie 

nasze są tak samotne i prymitywne? Dlaczego nie zdołaliście ucywilizować 

śmierci?" Dlaczego "mamy umierać, jak psy, w drgawkach i rzężeniach?" I 
pisał dalej: "Domagam się Domów Śmierci, gdzie każdy miałby do dyspozycji 

nowoczesne środki lekkiego zgonu. Gdzie można by umrzeć łatwo. (...). 

Gdzie człowiek znużony, zniszczony, skończony, mógłby oddać się 

przyjaznym ramionom specjalisty, aby została mu zapewniona śmierć bez 

tortury i hańby". 
To, że eutanazja nie jest akceptowana wynika według Gombrowicza z kilku 

względów. Po pierwsze, ze względów religijnych - kościół potępia 

zabójstwo jak i samobójstwo, z czego może się zresztą wycofać. Po drugie, 

z jakiejś afirmacji życia, która jest "ślepa" i "zupełnie już zwierzęca". 
Po trzecie, "z niesamowitej gruboskórności" oraz "głupiej 

lekkomyślności", która pozwala "znosić umieranie, bo ono jest j e s z c z 

e cudzym umieraniem i cudzym cierpieniem."'s 

Pytania Gombrowicza można ignorować i przechodzić nad nimi do zwykłego 
porządku rzeczy, tj. do bezradnego asystowania umieraniu, jak mówi 

Gombrowicz: "... z minami zakłopotanymi i nie wiedzącymi, co począć, 

oddzieleni od męczennika przeświadczeniem, że nie ma rady i trzeba 

doczekać, 
aż wyciągnie kopyta." 

Jednak, jak się wydaje, coraz większej ilości lekarzy nie odpowiada rola 

bezradnych asystentów umierania. Już w połowie lat osiemdziesiątych 

Witold Gombrowicz, Dziennik (1957-1961), Instytut Literacki Paryż 1971, 
s. 93, 94, 95, 

61 

 

wielu lekarzy i to o znanych nazwiskach, takich choćby jak Claude 
Barnard, człowiek, który po raz pierwszy dokonał udanego przeszczepu 

serca, opowiadało się za legalizacją eutanazji. Na Kongresie Towarzystwa 

background image

Eutanazji Dobrowolnej w 1984 roku tytuł głównego referatu dr Pietera 

Admiraala z Holandii brzmiał: "Jak pomagam pacjentom umrzeć?". Na tym 

kongresie pięciu francuskich lekarzy przyznało, że stosują w praktyce 
eutanazję Czynną, pomagając umrzeć tym pacjentom, którzy tego wyraźnie 

pragną.'6~: Już na początku lat osiemdziesiątych istniało na świecie 27 

organizacji domagających się legalizacji eutanazji. Skupione one były w 

Światowej Federacji Towarzystw Walczących o Prawo do Dobrej Śmierci. 
Federacja ta wydawała swój biuletyn i podręczniki będące instrukcją do 

popełniania samobójstwa. 

Tego typu fakty, a ich lista nie jest wyczerpująca, świadczą - jak się 

wydaje o tym, że medycyna zbliża się do granicy, przed której 
przekroczeniem się broni. Być może medycyna tę granicę już przekroczyła, 

niekiedy legalizując 

eutanazję, innym zaś razem stosując ją po prostu na życzenie pacjenta, co 

ujawniają referaty na zjazdach Towarzystw Dobrej Śmierci. 
Problem niepotrzebnego cierpienia jest niewątpliwym wyzwaniem, przed 

którym staje medycyna. Staje on również przed sumieniem lekarza i obciąża 

je wówczas, gdy lekarz jest jedynie biernym asystentem cierpień pacjenta, 

jak i wtedy, gdy podejmuje próbę mniej czy bardziej radykalną łagodzenia 
cierpień. 

BIBLIOGRAFIA 

1. Gordon W. Allport, Osobowość i religia, Insytut Wydawniczy Pax, 

Warszawa 1988, 
2. Kazimierz Dąbrowski, Pojęcia 'zyją i rozwijają się (Ze studiów nad 

dynamiką pojęć), Gryf Publication LTD, London 1971, 

~ Tadeusz Kielanowski, j.w., s. 160, 62 

 
3. Viktor E. Franki, Homo patiens, Insytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1984, 

 

4. Witold Gombrowicz, Dziennik (1957-1961); Instytut Literacki 

Paryż 1971,  

5. Tadeusz Kielanowski, Problem niepotrzebnego 

cierpienia. O nie potrzebnym cierpieniu rodzonym przez postępy nauk 
medycznych, w: W  kręgu życia i śmierci, moralne problemy medycyny 

współczesnej, KiW  

1987, 

6. Bill Moyers, Umysł i uzdrawianie, Limbus, Bydgoszcz 1994, 7. Platon, 

Obrona Sokratesa, Lwów-Warszawa, 1920, 

8. Platon, Rzeczpospolita, tłum. Stanisław Lisiecki, Kraków 1928, 
9. Max Scheler, Resentyment a moralność, Czytelnik, Warszawa 1977, 

10. Zbigniew Szawarski, Dwa modele etyki medycznej, w: W kręgu życia i 

śmierci, , 

11. Władysław Witwicki, Pogadanki obyczajowe, Warszawa 1960, 
12. ,Filozofia medycyny, H. Wulff, S. Pedersen, R. Rosenberg, PWN, 1993 

13. Zbigniew Zwoliński, Byt i wartość u Nicolaia Hartmanna, Warszawa 

1974, 

63 
 

UWAGI POLEMICZNE DO ARTYKUŁU "SUMIENIE W MEDYCYNIE" - R. TOMCZAKA 

Magdalena SZYMAŃSKA 

I. IMPLIKACJE MEDYCZNE NA TEMAT SUMIENIA 
Trudno zaprzeczyć istnieniu sumienia, a nawet jego powszechności. Jest to 

dar natury, wtórnie kształtowany przez kulturę. Z nim się człowiek rodzi, 

podobnie jak rodzi się ze zdolnością do myślenia, czy też odczuwania 

wstydu lub współczucia dla cierpiących. Niektórzy widzą w nim rodzaj 
instynktu. Nie jest to jednak słuszne. Instynkty bowiem ujawniają z góry, 

od urodzenia, ściśle zdeterminowany typ reakcji i działań, dają się więc 

stwierdzić tylko w czystej formie u zwierząt. Sumienie nie jest 

instynktem, przejawia bowiem dużą podatność na modyfikację i rozwój. 
Podobnie jak jaźń ludzka, sumienie spełnia kilka funkcji. Podstawową 

background image

z nich jest ocena moralna działania, osąd, czy jest ono dobre czy złe. 

Ponadto sumienie ostrzega lub zachęca, a co więcej, potrafi - i to z mocą 

autorytetu nakazywać lub zakazywać, a nawet czynić wyrzuty. Jest to zatem 
przeżycie duchowe złożone. Czynnik rozumowy łączy się w nim z elementem 

emocjonalnym, należącym do uczuć wyższych. Jako przeżycie, przejawia 

swoistą głębię, najwyraźniej zaś zaznacza się w reakcji na wyrządzoną 

komuś wielką krzywdę, na przykład krzywdzenie słabej i bezbronnej osoby 
lub zabicie człowieka niewinnego. 

Wypaczenie sumienia niekiedy idzie w kierunku zwanym sytuacjonizmem. Tak 

ukształtowane przejawia szczególnego rodzaju podatność na zmianę. Ten sam 

rodzaj działania ocenia dobrze lub źle w zależności od sytuacji, bez 
liczenia się z jakimikolwiek zasadami czy obiektywnymi wskazaniami etyki. 

Ludzie o takim sumieniu potrafią się korzystnie dla siebie 64 

 

urządzić w życiu społecznym, wnosząc w nie jednak wiele szkody. Dlatego 
też są często napiętnowani pogardą jako ludzie "bez zasad". 

Każdy człowiek, a więc również lekarc, powinien postępować zgodnie ze 

swym sumieniem. Nikt zaś, nawet państwo, nie może go zmuszać, aby działał 

wbrew własnemu sumieniu. Sumienie każdego człowieka jest dla niego 
prawomocną normą w ocenie postępowania. Jest jednak taką normą tylko dla 

niego samego. Nie wolno mu tego narzucać innym siłą Iub podstępem, choć 

może ją innym zalecać. On sam może iść za głosem sumienia, jeśli mu ono 

wskazuje w sposób pewny i jednoznaczny, jak ma postępować. 
II. POLEMIKA W ASPEKCIE ETYKI LEKARSKIEJ 

Autor nie rozróżnia pojęcia sumienia w rozumieniu psychologii i 

filozofii. I tak stawia na równi pojęcie sumienia u Greków, Rzymian 

(filozofia) oraz u Allporta, Frankla (psychologia). Pochodzenie tej 
zdolności, jaką jest sumienie utożsamia z funkcją, konsekwentnie do 

poprzednich założeń: 

np. "głos bóstwa" i "procesy kontrolne". 

Podobnie funkcję sumienia łączy z celem jego działania i rodzajem np. u 
Sokratesa głos bóstwa, u św. Tomasza sumienie przeduczynkowe i jego 

funkcje. 

Funkcja sumienia - to dla autora "sprzeciwianie się określonym czynom bez 

względu na konsekwencje". 

Nie spotkałam u św. Tomasza, że "sumienie jest wrodzonym dynamizmem 
psychicznym". Ponadto autor używa zamiennie pojęcia "osoba" 

i "osobowość". 

Należy postawić pytanie, co oznacza sumienie jako "organ moralny" w jakim 

znaczeniu został użyty przymiotnik "moralny": wartościującym czy będącym 
już wartością? 

65 

 

"Ideały" ścierają się tu z "koniecznościami 'zyciowymi", w wyniku czego 
tracą swój bezwzględny charakter. 

"Dobro pacjenta" powinno być widziane w kontekście jego całej osoby, a 

nie okoliczności życiowych. Lekarz powinien postępować przede wszystkim 

według norm etyki, a nie tylko norm prawa pozytywnego, które często może 
być niezgodne z etyką. 

Życie i jego zachowywanie powinno być rozumiane w pełńym wymiarze jako 

dobro obiektywne, stąd niekiedy nieprzedłużanie życia nie jest działaniem 

wbrew życiu. 
Takie pojęcia jak: "zachowanie życia", "dobro pacjenta", "łagodzenie 

cierpień" nie mogą być brane rozdzielnie, ale zawsze w odniesieniu do 

osoby. 

Lekarz, jak każdy człowiek, podejmując decyzję w swoim sumieniu powinien 
opierać się o racje etyczne, stąd twierdzenie: "lekarzowi nie są w stanie 

background image

pomóc żadne kodeksy deontologiczne" jest niezrozumiałe. Przypadek I. 

Życie Karen było życiem człowieka - ludzkim. 

Trzy różne pojęcia: wartość autonomiczna, elementarna i absolutna 
oznaczają coś zupełnie innego, a co autor traktuje równorzędnie. A 

starożytna zasada mówi: "Bonus philosophus, qui bene distinguit". 

Normy wiążą nas o tyle, o ile mamy możliwość (fizyczną lub moralną) ich 

wypełnienia. Do rzeczy niemożliwych nikt nie jest zobowiązany. Jeżeli 
więc lekarz nie ma już możliwości uratowania życia, to winien czynić to, 

co w danej chwili jest możliwe - np. łagodzić cierpienie. W ten sposób 

wypełnia obowiązek ochrony życia i wtedy ulga w cierpieniu nie jest 

sprzeczna z wymogiem ochrony 'zycia, bo stoi w służbie tej normy. 
Tzw. "sztuczne" przedłużanie życia nie równa się ochronie życia. 

Możliowść tub brak powrotu do zdrowia nie jest kwestią rozstrzygającą, 

czy życie jest wartościowe. Przypisywanie lekarzowi prawa do decydowania 

o życiu, tzw. pozytywne decydowanie (tzn. ja decyduję: 
66 

 

ma umrzeć), jest nieporozumieniem i to bardzo tragicznym. Czym innym 

jest, kiedy czegoś nie mogę, a czym innym - nie chcę, bądź chcę, aby 
umarł. . 

PIŚMIENNICTWO 

1. Brehant J., Thanatos, Warszawa 1993 

2. Chlewiński Z., Dojrzałość. Osobowość, sumienie, religijność, Poznań 
1991 3. Człowiek przed narodzeniem, Ośrodek Dokumentacji i Studiów 

Społecznych, Warszawa 1980 

4. Hebanowski N., Poradnik komunikowania się lekarza z pacjentem, 

i',j Warszawa 1994 
S. Heszen-Niejodek L, Lekarz i pacjenta, Kraków 1992 

6. Karta Pracowników Służby Zdrowia, Watykan 199522. 7, Jan Paweł II, 

Evangelium Vitae, Roma 1995 

8Kielanowski T., Etyka i deontologia lekarska, Warszawa 1985 9. Nuttin 
J., Struktura osobowości, Warszawa 1968 

10. Olejnik S., Etyka lekarska, Katowice 1995, str. 44, str. 113. 11. 

Podstawowe akty normatywne deontologii, Białystok 1991 12. Sarnowski S., 

Problemy etyki, Bydgoszcz 1993 

13. Sens choroby, sens śmierci, sens 'zycia, Kraków 1980 
14. Szafraniec J., Metakliniczne rozumienie cierpienia i śmierci 15. 

Szafraniec J., Psychokenoza, Białystok 1990 

16. Ślipko T., Granice życia, Kraków 1994 

17. Wojtyła K., Elementarz etyczny, Wrocław 1991 
18. Wulff H.R., Pedersen S.A., Rosenberg R., Filozofia medycyny, Warszawa 

1993 

19. Vordy P. Grosh P., Etyka, Poznań 1995 
67 
 

 

 

 
DEONTOLOGIA A PRAWO NATURALNE Magdalena SZYMAŃSKA 

 

 

WSTĘP 
Każda nowa sytuacja zawodowa wynikająca z postępu wiedzy winna stać się 

podstawą, sformułowania określonej normy postępowania. Postęp w 

medycynie, w naszej epoce jest tak szybki, że daleko wyprzedza refleksję 

prawniczą i etyczną. Potrzebą chwili jest więc wzbogacenie arsenału 
deontologicznego, aby ułatwić stworzenie właściwej płaszczyzny dla 

stosunków lekarz-pacjent. 

background image

Etyka lekarska wymaga bowiem od lekarza odpowiedniego stosunku do chorego 

nie dlatego, żeby go uchronić przed odpowiedzialnością, ale przede 

wszystkim w interesie cierpiącego, którego lekarz powinien ratować i mu 
pomagać. 

Absolutyzowana wolność w naszym zawodzie staje się szczególnie 

niszcząca, kiedy zostaje oderwana od prawdy, a sama prawda jest rozumiana 

utylitarnie. Zmianę tę łatwiej zauważyć, gdy porówna się współczesność z 
epokami wcześniejszymi. 

Kultura średniowieczna, która była znacznie zdrowsza od naszej, miała 

wyraźny walor kontemplacyjny. Człowiek nie uznawał siebie za twórcę, 

kreatora prawdy, gdyż wiedział, że prawda jest niezależna od niego, 
przekracza go i jest dana w ten sposób, że trzeba ją rozpoznać i przyjąć. 

Człowiek średniowiecza słuchał, przyjmował i podziwiał. 

Człowiek współczesny uznaje się za twórcę prawdy. Prawdziwe jest to, co, 

ja uznaję za prawdę; przestaję słuchać i przyjmować, a tylko chwytam w 
siatkę mych wyobrażeń i pragnień fakty, które je potwierdzają; przestaję 

podziwiać, bo tylko ja jestem godny podziwu, a prawda jest pragmatyczna, 

68 

 
czyli powinna mi służyć. Kultura współczesna tracąc walor kontemplacyjny, 

stała się kulturą utylitarną, kulturą użycia. 

Wybitny autorytet naszych czasów - Jan Paweł II wyraża się w 

następujących słowach: "Utrata obiektywnej prawdy prowadzi do 
subiektywizmu, kiedy to człowiek nie przyjmuje już prawdy o dobru i złu 

jako jedynego i niepodważalnego punktu odniesienia dla swojej decyzji, 

ale kieruje się wyłącznie subiektywną i zmienną opinią lub po prostu swym 

egoistycznym interesem i kaprysem". 
I. WARTOŚĆ I NIENARUSZALNOŚĆ ŻYCIA LUDZKIEGO 

Od chwili, w której następuje zapłodnienie, rozpoczyna się nowe życie, 

które nie jest 'zyciem ojca lub matki, lecz nowej istoty ludzkiej, która 

rozwija się niezależnie od nich. Nie stałaby się ona istotą ludzką, jeśli 
nie byłaby nią od samego początku. Najnowsza wiedza genetyczna bardzo 

jasno potwierdza to wśzystko, co zawsze było oczywiste. Pokazała ona, że 

istota żyjąca ma już od pierwszej chwili stałą strukturę, czyli kod 

genetyczny: jest człowiekiem, i to człowiekiem niepodzielnym jako 

jednostka, wyposażonym we wszystkie właściwe sobie cechy. 
Najnowsze osiągnięcia biologii ludzkiej potwierdzają, że "w zygocie 

powstałej z zapłodnienia tworzy się już tożsamość biologiczna nowej 

jednostki ludzkiej". Jest to jednostkowość własna bytu autonomicznego, 

wewnętrznie określonego, samorealizującego się ze stopniową ciągłością. 
Jednostkowość biologiczna, a więc osobowa natura zygoty, istnieje już od 

chwili poczęcia. 

Życie przedporodowe jest życiem w pełni ludzkim w każdej fazie swojego 

rozwoju. Pracownicy służby zdrowia są zobowiązani do okazania mu takiego 
samego szacunku, takiej samej ochrony i takiej samej opieki, jakie są 

należne każdej osobie ludzkiej. 

69 

 
Problematyka związana z 'zyciem budzi dziś wiele kontrowersji. Już moment 

poczęcia rodzi wiele problemów etycznych związanych z manipulacjami 

genetycznymi, sztuczną prokreacją czy metodami regulacji poczęć. Życie 

poczęte we wczesnych etapach swojego rozwoju bywa zagrożone zabójstwem, 
eufemistycznie nazywanym "aborcją". 

Każda interwencja na ciele ludzkim nie dotyczy tylko tkanek, narządaw 

i ich funkcji, lecz angażuje na różnych poziomach samą osobę. Działalność 

medyczna nie może nigdy zapominać o głębokiej jedności istoty ludzkiej, w 
oczywistej współzależności jej funkcji cielesnych, ale także w jedności 

jej wymiarów: cielesnego, uczuciowego, intelektualnego i duchowego. Nie 

background image

można wyizolować problemu technicznego postawionego przez traktowanie 

określonej choroby od uwagi, jaka powinna być okazana osobie chorego we 

wszystkich jej wymiarach. Jest dobrze pamiętać o tym właśnie wtedy, gdy 
wiedza medyczna zmierza do specjalizacji w każdej dyscyplinie. 

Ciało, będące wyrażeniem osoby, w swoim kształcie i dynamizmie 

biologicznym, jest podstawq i źródlem wymogów moralnych. To, co jest i 

dokonuje się na poziomie biologicznym nie jest obojętne, ale posiada 
znaczenie etyczne. Nie można abstrahować od ciała i podnosić psyche do 

rangi kryterium i źródła moralności; odczucia i pragnienia podmiotowe nie 

mogą górować nad obiektywnymi znaczeniami cielesnymi ani nie mogą nie 

brać ich pod uwagę. Tendencyjna przewaga tych pierwszych nad drugimi 
znajduje się u początku dzisiejszej psychologizacji etyki i prawa, która 

wyprowadza z pragnień indywidualnych (i z możliwości technicznych) 

dozwoloność postaw i interwencji na 'zyciu. 

Ciało uczestniczy, nierozdzielnie od ducha, w godności własnej i w 
ludzkiej wartości osoby: jest ciałem podmiotem, a nie ciałem-przedmiotem, 

a jako takie jest nierozporządzalne i nienaruszalne. Nie można dysponować 

ciałem jako przedmiotem posiadania. Nie można go fałszować jako rzeczy 

czy 
70 

 

narzędzia, którego jest się panami i arbitrami. Każda nadużywająca 

interwencja na ciele jest obrazą dla godności osoby. 
Nie dyskutuje się nad technikami samymi w sobie, ale nad ich założoną 

neutralnością etyczną. Możliwości techniczne powinny być oceniane ich 

dopuszczalnością etyczną, która ustala ich odniesienie do człowieka, 

czyli ich rzeczywiste znaczenie dla ochrony i szacunku dla godności osoby 
ludzkiej. 

Prawo do życia staje przed pracownikiem służby zdrowia w podwójnej 

perspektywie. Przede wszystkim nie przypisuje on sobie nad życiem, o 

które powinien się troszczyć, prawa-władzy, którego nie ma ani on, ani 
sam pacjent, i które nie może być mu przez niego przyznane. 

Prawo pacjenta nie jest władcze i absolutne, ale jest związane z celami 

ustalonymi przez naturę. Z ograniczeń wewnętrznych prawa podmiotu do 

dysponowania własnym życiem wynika ograniczenie moralne działania 

lekarza. 
Podstawowe i pierwszorzędne prawo każdego człowieka do życia, które 

zostaje uszczegółowione jako prawo do ochrony zdrowia, podporządkowuje 

zasady deontologiczne pracowników służby zdrowia. 

Choroba jest czymś więcej niż faktem klinicznym, który może być opisany w 
sposób medyczny. Pracownicy służby zdrowia powinni odnosić się do chorego 

zgodnie z tą integralnie ludzką wizją. Chodzi o to, by posiadali, wraz z 

odpowiednią kompetencją techniczno-zawodową, świadomość wartości i 

znaczeń, jaki nadają sens chorobie i ich pracy oraz czynią z każdego 
jednostkowego przypadku klinicznego spotkanie ludzkie. 

Ludzka tożsamość embrionu stanowi podstawowy argument, na którym opiera 

się prawo do życia, prawo fundamentalne i pierwszorzędne, chociaż nie 

absolutne. Chodzi o argumentację czysto laicką, która nie odnosi się do 
religijnych koncepcji dotyczących początku życia, a mimo to jest ona 

absolutnie w zgodzie z nimi. Ta właśnie argumentacja stanowi podstawę dla 

71 

 
tzw. etyki nienaruszalności 'zycia, którą zwykle przeciwstawia się etyce 

jakości życia. 

W rzeczywistości najbardziej właściwe podejście etyczne broniące jakości 

życia, nie może nigdy przewyższyć nienaruszalnego prawa do życia. Według 
współczesnej mentalności prawa tego nie tracą nawet przestępcy. [4] 

1. Niszczenie życia prenatalnego 

background image

Najbardziej rażącą osobliwością aborcji w porównaniu do innych zamachów 

na 'zycie ludzkie jest paradoksalnie fakt, że akt przeciw życiu 

wykonywany jest przez tych, którzy konstytucyjnie stoją na jego straży: 
matka, medycyna, prawo. 

Aboccja uderza nie tylko w matkę, lecz także w samą naturę macierzyństwa. 

Stąd też aborcja staje się pierwszym aktem przeciw istocie ludzkiej, 

zdradą pierwotnego zaufania istoty ludzkiej całkowicie zależnej od 
drugiego człowieka. 

Nie tylko sam lekarz, lecz i medycyna jako nauka nie służy obronie 

'rycia, ale powoduje śmierć. Po raz pierwszy w historii spotykamy się z 

faktem, który przeciwstawia się tradycyjnej etyce medycznej, 
przekazywanej przez pokolenia od przysięgi Hipokratesa, a opisywanej w 

wielu kodeksach deontologii lekarskiej, co przedstawiają wymienione niżej 

wersje: 

- Przysięga Hipokratesa: "Nigdy nikomu, ani na źądanie, ani na prośby 
niczyje nie podam trucizny, ani też nigdy takiego sam nie powezmę 

zamiaru, jak również nie udzielę żadnej niewieście środka poronnego". 

- Przysięga licencjatów medycyny Akademii Krakowskiej (XV w.): "Nie dam 

nikomu trucizny, nawet na jego prośbę, ani kobiecie ciężarnej nie podam 
napoju do zabicia płodu". 

- Deklaracja Genewska (1948): "Zachowam najwyższy respekt dla życia 

ludzkiego od chwili jego poczęcia; nawet pod wpływem groźby nie użyję 

mojej wiedzy lekarskiej przeciwko prawom ludzkości". 
72 

 

- Przyrzeczenie Lekarskie ( 1991 ): "Przyrzekam służyć 'zyciu i zdrowiu 

ludzkiemu od chwili poczęcia". [13] 
Wreszcie prawo, którego ostatecznym celem jest dobro wspólne, ale nie 

uwzględniające statusu prawnego embrionu, nie służy dobru powszechnemu. 

Rozpatrując przypadki szczególne, należy zwrócić uwagę na: 

- aborcję z przyczyn terapeutycznych, wykonywaną dla ratowania życia 
matki 

lub uniknięcia nieodwracalnego uszczerbku dla jej zdrowia. 

W żadnym razie nie można użyć słowa "terapeutyczny" do aborcji wykonanej 

w przypadku deformacj i płodu. Należy unikać uproszczeń w postaci: które 

'zycie wybrać - matki czy dziecka. Problem jest daleko bardziej złożony i 
dramatyczny. Teoretycznie mamy do czynienia z porównywaniem wartości, w 

którym przwciwstawia się prawo do życia dziecka prawu do życia matki, a 

także prawo dzieci już żyjących do zachowania matki przy 'ryciu. Z dużym 

prawdopodobieństwem można powiedzieć, że każda matka zaryzykuje sw.,oje 
życie dla ratowania życia dziecka już urodzonego np. w sytuacji pożaru, 

czy innego wypadku. 

W rozważaniach tych nie wchodzi w grę sytuacja terapii medycznej, mającej 

na celu uratowanie życia matki, która to terapia jako skutek uboczny 
niesie nieuniknione i trudne do przewidzenia uszkodzenie i śmierć płodu. 

Chodzi tu o chemioterapię oraz hysterektomię z powodu guzów nowotworowych 

macicy oraz aborcję z powodów eugenicznych, czyli o zabieg w celu 

uniknięcia urodzenia dziecka dotkniętego wadami lub obciążonego chorobą 
genetyczną. 

Pierwszym argumentem za taką aborcją jest swoiście rozumiana litość 

i współczucie, aby uniemożliwić przyjście na świat istoty nieszczęśliwej. 

Z pewnością czynnik emocjonalny odgrywa tu główną rolę, ale należy 
spojrzeć na to w sposób realny. Nie chodzi w tym przypadku o dobro 

drugiej istoty, ale o lęk przed własnym cierpieniem. Perspektywa życia u 

boku dziecka upośledzonego ze wszystkimi tego konsekwencjami: 

wyrzeczenie, poświęcenie, 
73 

 

background image

zaangażowanie, którego to dziecko wymaga jest przerażająca. Ale 

eliminacja problemu nie może wiązać się z fizyczną eliminacją tego, kto 

jest jego nosicielem, eliminacją osoby. 
Zapytajmy raz jeszcze, czy podobnie postąpiłaby matka z dzieckiem już 

narodzonym? Jedyna różnica polega na sytuacji emocjonalnej matki, która 

nie ma jeszcze trwałej więzi afektywnej z dzieckiem, którego jeszcze nie 

widziała a jedynie wyobraża je sobie w swoim łonie. 
Cała współczesna orientacja społeczno-kulturalna skierowana jest na 

integrację jednostek nietypowych, anormalnych, odmiennych. Zauważmy 

jednak jak sprzeczny jest wysiłek w celu akceptacji jednostek 

upośledzonych np. osób z zespołem Downa w szkole, pracy, a jednocześnie 
chęć ich eliminacji, gdy odkryje się ich upośledzenie przed narodzeniem. 

W przypadku aborcj po gwałcie - w typowym ujęciu emocjonalnym dą'zy się 

do eliminacji skutku agresji seksualnej, do zatarcia samego wspomnienia 

gwałtu, jak i jego owocu. Życie ludzkie nie uzyskuje wartości ze względu 
na intencję, w wyniku której powstało (nikt nie wie dokładnie, ile 

poczętych dzieci jest owocem gwałtu małżeńskiego). 

Aborcja jest próbą zastąpienia jednej przemocy inną. W tym wypadku chodzi 

o przemoc dokonaną z wyboru przez samą kobietę, także wobec samej siebie. 
Przyjęcie takiego 'zycia, mimo całego ciężaru trudności oznacza 

przekształcenie w miłość aktu zła, a to jest z pewnością czynem 

najbardziej godnym istoty ludzkiej. 

Czynnik ryzyka w badaniach prenatalnych dotyczy życia i integralności 
fizycznej płodu, a tylko częściowo matki, odnośnie różnych technik 

diagnostycznych i procentu ryzyka, jakie każda zawiera. W konsekwencji 

taka diagnoza jest dopuszczalna, jeśli stosowane metody, za zgodą dobrze 

poinformowanych rodziców, chronią 'zycie i integralność embrionu i jego 
matki, nie narażając ich na nieproporcjonalne ryzyko. 

74 

 

W prawie każdej patologii ciała została już wykazana obecność 
elementu psychologicznego zarówno jako jej współ-przyczyny jak również 

jako jej oddźwięku. Podejmuje to zagadnienie medycyna psychosomatyczna, 

która zajmuje się wartością terapeutyczną relacji lekarz-pacjent. 

Pracownik służby zdrowia powinien troszczyć się o relację z pacjentem w 

taki sposób, by jego zmysł humanitarny umacniał jego profesjonalność, a 
kompetencja stawała się skuteczniejsza przez zdolność rozumienia chorego. 

Pełny człowieczeństwa i miłości kontakt z chorym, pobudzany przez 

integralnie ludzką wizję choroby i dowartościowany przez wiarę, wpisuje 

się w tę skuteczność terapeutyczną relacji lekarz-pacjent. [4] 
Praktyki aborcyjne są obecne wśród wszystkich ludów, we wszystkich 

epokach historycznych. Już w archiwum chińskiego cesarza Shan-Nunga (3000 

lat p.n.e.) znajduje się recepta na aborcję. Tym niemniej wyczucie 

etyczne i świadomość medyczna wieków ubiegłych jednoznacznie przypisywały 
aborcji charakter "zła". Świadczy o tym Przysięga Hipokratesa, w miejscu 

gdzie mówi: "nie podam kobiecie środka aborcyjnego". Ten negatywny osąd 

towarzyszył całej tradycji zachodniej z jedynym zastrzeżeniem dotyczącym 

momentu "obdarzenia duszą", który przez wielu był uznawany, podobnie jak 
to ma miejsce dzisiaj, jako następujący po momencie zapłodnienia. 

Ta jednorodność osądu, nawet przy uwzględnieniu różnic spowodowanych 

kwestią "animacji", uległa zmianie w ubiegłym stuleciu. Dzieje się tak za 

sprawą przede wszystkim indywidualizmu liberalnoburżuazyjnego i 
materializmu w wydaniu radykalnie marksistowskim. W naszych czasach silny 

ruch opinii prezentuje głęboką rewizję tamtych poglądów, które można 

sprowadzić do dwóch zagadnień: depenalizacji (niekaralności) i 

legislacji. 
Niekaralność polega zasadniczo na nieuznawaniu za przestępstwo 

background image

(w określonych warunkach) aborcji z wyboru i jako taka nie podlega 

prawnemu karaniu zarówno tego, kto ją wykonuje, jak i tego, kto się jej 

poddaje. 
75 

 

Legislacja posuwa się dalej i domaga się, by aborcja na źądanie uznana 

została za prawdziwe i samodzielne prawo cywilne i w szczególny sposób 
prawo kobiety. Sama terminologia, którą się przyjmuje (przerwanie ciąży) 

kładzie akcent na osobę kobiety. Dziecko (embrion, płód, "produkt 

zapłodnienia") schodzi na drugi plan. 

Podstawowe cele, które stawia sobie ruch aborcyjny są następujące: 1) 
poszanowanie samodecydowania kobiety, 2) uniknięcie aborcji nielegalnej, 

3) zapobieżenie aborcji na żądanie w przyszłości. 

Zasadę decydowania o sobie kobiety dobrze streszcza slogan z lat 60 

tych: "mój brzuch należy do mnie i mogę o nim decydować". Jednak czy 
przerwanie ciąży nawet z powodów, które można uznać za zrozumiałe, jest 

auto- czy raczej hetero-determinacją? Faktycznie, nawet jeśli popełnia 

się aborcję, by uniknąć trudnej sytuacji egzystencjalnej, będącej 

skutkiem ciąży (warunki ekonomiczne, zdrowie, szacunek społeczny), gest 
tzw, autodeterminacji w rzeczywistości determinuje nie tylko własny los, 

ale nieodwracalnie także los dziecka. 

Uproszczeniem wydaje się stwierdzenie, że aby wykluczyć "podziemie 

aborcyjne", należy zalegalizować praktykę. W krajach, w których aborcja 
wykonywana jest legalnie, wcale nie przezwyciężono plagi "zabiegów" 

nielegalnych. 

Dzieje się tak z kilku powodów: 

1 ) wstydu i lęku przed opinią społeczną w sytuacj i kobiety w ciąży 2) 
ułatwienia samej praktyki aborcyjnej 

3) obiektywnych i subiektywnych trudności (konieczność hospitalizacji, 

niezbędnych badań, procedur biurokratycznych, np. rejestracji ) 

4) prawnej legalizacji aborcji, ułatwiającej przejście z poziomu prawnego 
(jest legalne) do poziomu etycznego ( jest dozwolone). [4] 

76 

 

2. Stan terwunulny pacjenta. Eutnnazjs~. 

Gdy warunki zdrowotne pogarszają się w sposób nieodwracalny i śmiertelny, 
człowiek wchodzi w końcowe stadium swojego ziemskiego istnienia. Życie 

staje się dla niego szczególnie i stopniowo niepewne i ciężkie. Do bólu i 

cierpienia dochodzi dramat psychologiczny oraz duchowy rozstania, jaki 

oznacza i zakłada umieranie. 
Śmiertelnie chory jest więc osobą potrzebującą ludzkiej opieki. Lekarze i 

pielęgniarki są powołani; by dać w tym względzie swój własny i nieodzowny 

wkład. Chodzi o realizację szczególnej opieki medycznej nad umierającym, 

ponieważ także umierając człowiek powinien być uznany i traktowany jak 
'ryjący. Nigdzie jak w bliskości śmierci i w samej śmierci należy 

celebrować i wywyższać życie. Powinno ono być w pełni szanowane, 

chronione i wspomagane także w tym, kto przeżywa jej naturalne 

zakończenie. Postawa wobec śmiertelnie chorego jest często bankiem prób 
zmysłu osądu i miłości, goidności ducha, odpowiedzialności i zdolności 

zawodowej pracowników służby zdrowia, począwszy od lekarry. 

Śmierć należy do życia jako jego ostatnia faza. Powinna być więc 

szanowana jako jego ostatnia chwila. Domaga się więc odpowiedzialności 
terapeutycznej pracownika służby zdrowia tak, jak każda inna chwila 

ludzkiego życia. 

Śmiertelnie chtiremu powinny być zastosowane zabiegi lecznicze, które 

pozwolą zmniejszyć ciężar śmierci. W tym wypadku wchodzą w grę tak zwane 
zabiegi paliatywne i symptomatyczne. Pierwszy zabieg polega na pełnej 

życzliwości obecności pełnionej przy umierającym. Jest to obecność ściśle 

background image

medyczna, która nie budząc u niego złudzeń, pozwala mu czuć się żywym, 

osobą pośród osób, ponieważ jest adresatem, jak każda potrzebująca 

istota, uwagi i troski. Ta ważna i troskliwa obecność, pobudza ufność i 
nadzieję w chorym oraz pojednuje go ze śmiercią. Jest jedynym w swoim 

rodzaju wkładem, jaki pielęgniarki i lekarze, z ich ludzką postawą, jaką 

wcześniej niż 

77 
 

to, co wykonują, mogą i powinni ofiarować umierającemu, by w miejsce 

odrzucenia weszła akceptacja, a nad strachem przeważyła nadzieja. 

Od eutanazji należy odróżnić decyzję o rezygnacji z tak zwanej 
ouporcrywej terapiio, to znaczy z pewnych zabiegów medycznych, które 

przestały być adekwatne do realnej sytuacji chorego, ponieważ nie są już 

współmierne do rezultatów, jakich można by oczekiwać lub też są zbyt 

uciążliwe dla samego chorego i dla jego rodziny. W takich sytuacjach, 
:gdy śmierć jest bliska i nieuchronna, można w zgodzie z sumieniem 

«zrezygpować z zabiegów, które spowodowałyby jedynie nietrwałe i bolesne 

przedłużenie życia, nie należy jednak przerywać normalnych terapii, 

jakich wymaga chory w takich przypadkach». 
Rezygnacja ze środków nadzwyczajnych i przesadnych nie jest równoznaczna 

z samobójstwem lub eutanazją; wyraża raczej akceptację ludzkiej kondycji 

w obliczu śmierci. [22] 

Chroni się w ten sposób śmierć ludzką przed ujmowaniem jej w kategoriach 
wyłącznie medycznych. Prawo do życia ukonkretnia się u śmiertelnie 

chorego jako prawo do umierania w spokoju, z zachowaniem godności 

ludzkiej. 

Nie może ono oznaczać prawa do zadania sobie śmierci lub zadawania 
śmierci, ale do przeżywania śmierci po ludzku oraz nieuciekania przed nią 

za wszelką cenę. Człowiek współczesny uświadomił sobie stopniowo to 

prawo, by bronić go w chwili śmierci przed technicyzacją, która niesie z 

sobą niebezpieczeństwo nadużyć. 
Medycyna dzisiejsza dysponuje rzeczywiście środkami będącymi w stanie 

sztucznie opóźniać śmierć, przy czym pacjent nie otrzymuje żadnej realnej 

korzyści. Jest po prostu utrzymywany przy życiu lub jest się w stanie dać 

mu jakiś czas 'zycia za cenę kolejnych i ciężkich cierpień. Określa się 

taki przypadek tak zwaną uporczywością terapeutyczną, polegającą na 
stosowaniu środków szczególnie wyniszczających i uciążliwych dla chorego, 

skazując 

78 

 
go na sztucznie przedłużaną agonię. 

Jest to sprzeczne z godnością umierającego i zadaniem moralnym przyjęcia 

śmierci oraz pozwolenia na jej naturalny przebieg. Śmierć jest 

nieuniknionym faktem życia ludzkiego; nie można opóiniać jej 
bezużytecznie, chroniąc się przed nią za wszelką cenę . 

Pracownik służby zdrowia, świadomy, że nie jest ani panem życia, ani 

osobą kompetentą w spowodowaniu śmierci, w ocenie środków powinien 

dokonać odpowiednich wyborów, to znaczy odnieść się do pacjenta i 
odpowiedzieć stosownie do jego rzeczywistej sytuacji. 

Terapia jest aktem medycznym w sensie ścisłym, skierowanym do zwalczania 

chorób w ich przyczynach, przejawach i skutkach. Terapia i rehabilitacja 

mają na celu nie tylko dobro i zdrowie ciała, lecz osoby jako takiej, 
której ciało zostało dotknięte chorobą. Każda terapia zmierzająca do 

integralnego dobra osoby nie jest uważana za wynik sukcesu klinicznego, 

ale włączenie działania rehabilitacyjnego polegającego na przywróceniu 

osoby jej samej, przez ponowne uaktywnienie i przywrócenie funkcji 
fizycznych 

ograniczonych przez chorobę. 

background image

W zależności od sytuacji chorego można uznać za zwyczajne te zabiegi, w 

których zachodzi relacja odpowiedniej proporcji między zastosowanymi 

środkami i osiągniętym celem. Gdzie nie zachodzi proporcjonalność, 
zabiegi należy uznać za nadzwyczajne. 

W celu integracji zdrowia osoby, w przypadku nieobecności innych środków, 

mogą być konieczne interwencje, które zakładają modyfikacje, okaleczenie 

i usunięcie narządów. Manipulacja terapeutyczna organizmu jest tu 
uprawniona przez zasadę ca~ościowości, i dlatego właśnie jest nazywana 

zasadq terapeutyczną, na mocy której każdy poszczególny narząd jest 

podporządkowany całości ciała i powinien być mu podporządkowany w 

przypadku konfliktu. 
79 

 

Stosuje tutaj wspomnianą już zasadę proporcjonalności zabiegów, którą 

należy tak sprecyzować: gdy zagraża śmierć, której w żaden sposób nie da 
się uniknąć przez zastosowanie dostępnych środków; wolno w sumieniu 

podjąć zamiar niekorzystania z leczenia, które może przynieść tylko 

bolesne 

przedłużanie życia, nie przerywając jednak zwyczajnej opieki, jaka w 
podobnych przypadkach należy się choremu. Nie stanowi to powodu, dla 

którego lekarz mógłby odczuwać niepokój, jakoby odmówił pomocy komuś 

znajdującemu się w niebezpieczeństwie. Pokarm i napój, podawane także 

sztucznie, należą do normalnych zabiegów zawsze należnych choremu, jeśli 
nie są ciężarem dla chorego; ich odmówienie może oznaczać prawdziwą i 

właściwą 

eutanazję. W przypadku lekarza i jego współpracowników nie chodzi 

o decydowanie o życiu lub śmierci jednostki. Chodzi po prostu o bycie 
lekarzem, czyli o poszukiwanie oraz decydowanie zgodnie z wiedzą i 

sumieniem, o zabiegu szanującym życie i śmierć powierzonego mu chorego. 

Ta odpowiedzialność nie wymaga zawsze i w każdym przypadku odwołania się 

do każdego środka. Może także wymagać rezygnacji ze środków, ze względu 
na pogodne i spokojne zaakceptowanie śmierci ściśle związanej z życiem. 

Może także oznaczać szacunek dla woli chorego, który odrzuciłby 

zastosowanie takich środków. 

Jeśli chodzi o powiedzenie umierającemu, i w ogóle tym wszystkim, którzy 

są dotknięci nieuleczalną chorobą, prawdy odnośnie rozpoznania i 
związanego z nim rokowania pojawia się problem przekazywania prawdy. 

Perpsektywa śmierci utrudnia i dramatyzuje przekazanie wiadomości, ale 

nie zwalnia od prawdomówności. Komunikacja między umierającym i tymi, 

którzy mu asystują nie może opierać się na udawaniu. Nigdy nie jest ono 
godne umierającego i nie przyczynia się do humanizacji śmierci. 

Istnieje prawo osoby, by byla informowana o swoim stanie zdrowia. To 

prawo nie zostaje pomniejszone wobec diagnozy i przewidywania choroby, 

80 
 

która prowadzi do śmierci, ale znajduje późniejsze motywy. Z taką 

informacją jest związana ważna i nieprzekazywalna odpowiedzialność. Jest 

to odpowiedzialność związana z terapiami, jakie należy wykonać za zgodą 
poinformowanego pacjenta. 

Zbliżanie się śmierci przynosi ze sobą odpowiedzialność wypełnienia 

odpowiednich obowiązków dotyczących własnych relacji z rodziną, 

uporządkowanie ewentualnych kwestii zawodowych, wypełnienia zobowiązań 
wobec innych. 

Nie można pozostawiać w nieświadomości osoby w decydującej godzinie jej 

'zycia, odsuwając ją od jej samej oraz jej ostatnich i najważniejszych 

decyzji. Śmierć stanowi zbyt istotną chwilę, by jej perspektywa była 
odrzucona. 

background image

Obowiązek przekazania prawdy śmiertelnie choremu wymaga od personelu 

medycznego wrażliwości i taktu ludzkiego. Nie może ono polegać na 

przekazaniu oderwanego i obojętnego w stosunku do diagnozy i związanego z 
nią przewidywania. Prawda nie powinna być przemilczana, ale nie powinna 

być również po prostu komunikowana w swojej brutalnej rzeczywistości. 

Powinna być powiedziana z pełną miłością przez tych, którzy z różnych 

racji asystują choremu. 
Relacja lekarz - pacjentka ma podstawowe znaczenie dla sposobu 

komunikacji interpsychicznej. W konsekwencji monitoruje ona proces 

leczenia kobiet z chorobą nowotworową: 

- Właściwa relacja ułatwia przekazanie pierwszej informacji o stanie 
zdrowia. Jej kształtowanie jest uwarunkowane obustronnymi relacjami. 

- Zakres udzielanych informacji winien być uzależniony: poznaniem 

osobowości pacjentki, jej oczekiwań, stosunkiem do przekazywanej 

informacji, czynnikami towarzyszącymi chorobie. 
81 

 

- Pacjentki prawidłowo poinformowane wykazują duźy stopień pozytywnego 

zaangażowania w procesie terapii, większą redukcję lęku, nie odczuwają 
obniżenia jakości 'zycia. 

Chodzi o ustalenie z nim takiej relacji ufności, przyjęcia i dialogu, 

która umie dobrać czas i słowa. Istnieje taki sposób powiedzenia, który 

umie rozróżnić i szanować samopoczucie chorego, dostosowując się do 
ńiego. Istnieje taki sposób mówienia, który umie przyjąć jego prośby, a 

ta4cże pobudzić je, by stopniowo ukierunkować go na poznanie jego stanu 

zdrowia. Kto stara się, by być obecnym obok chorego i być wrażliwym na 

jego los, umie znaleźć słowa i odpowiedzi, jakie pozwalają zasygnalizować 
prawdę. 

Perspektywa śmierci w tej relacji nie przedstawia się tak nieunikniona i 

traci swoją moc budzącą strach; pacjent nie czuje się porzucony i skazany 

na śmierć. Prawda, która jest mu komunikowana w taki sposób, nie zamyka 
go na nadzieję. Nie jest sam ze swoim cierpieniem; czuje się rozumiany w 

prawdzie, pojednany ze sobą i z innymi. Jego życie, mimo wszystko, ma 

sens i nabiera znaczenia, które przekraczą śmierć. 

Mentalność coraz mniej skłonna do uznania życia za wartość samą 

w sobie, niezależnie od sposobu istnienia w świecie; koncepcja jakości 
życia wyrażona w pojęciach skuteczności i użyteczności psychofizycznej, 

niezdolna do nadania znaczenia cierpieniu i upośledzeniu, a tym samym do 

ucieczki przed nimi za wszelką cenę i wszystkimi środkami; wizja śmierci 

jako absurdalnego końca życia, z którego jeszcze można korzystać lub jako 
wyzwolenia od istnienia uważanego za pozbawionego już sensu; wszystko to 

- w ramach kultury, która abstrahując od Boga czyni człowieka 

odpowiedzialnym tylko wobec siebie i praw dowolnie ustanowionych przez 

społeczność - jest terenem kultury eutanazji. Gdzie rozprzestrzeniają się 
te przekonania, może wydać się logiczne i ludzkie położenie "słodkiego" 

kresu życiu własnemu lub życiu innych, jeśli łączyłoby się ono tylko z 

cierpieniami lub poważnymi ograniczeniami. 

82 
 

W rzeczywistości jest to jednak absurdalne i nieludzkie. Eutanazja jest 

aktem zabójczym, do którego nie może upoważnić żaden cel. Przez eutanazję 

rozumie się czynność lub jej zaniechanie, która ze swej natury lub w 
zamierzeniu działającego powoduje śmierć w celu wyeliminowania wszelkiego 

cierpienia. Tak więc eutanazja wiąże się z intencją działającego oraz 

stosowanymi środkami. 

Litość wzbudzana przez ból i cierpienie wobec chorych umierających, 
dzieci upośledzonych, chorych umysłowo, starców, osób dotkniętych przez 

nieuleczalne choroby, nie upoważnia do żadnej eutanazji pośredniej lub 

background image

bezpośredniej. Nie chodzi w tym wypadku o udzielenie choremu pomocy, ale 

o zamierzone zabójstwo człowieka. 

Personel medyczny i paramedyczny - wierny zadaniu służenia zawsze życiu i 
opiekowania się nim aż do końca - nie może pomagać w żadnej 

praktyce eutanazji, nawet na żądanie zainteresowanego, a tym bardziej 

jego bliskich. Jednostka nie ma bowiem prawa do eutanazji, ponieważ nie 

ma prawa do samowolnego dysponowania własnym 'zyciem. Żaden pracownik 
służby 

zdrowia nie może więc stać się wykonawcą prawa, które nie istnieje. 

Inny jest przypadek wspomnianego już prawa do umierania z godnością 

ludzką. Jest to prawo rzeczywiste i uprawnione; personel medyczny jest 
powołany do strzeżenia go, troszcząc się o umierajacego i akceptując 

naturalne zakończenie życia. Zachodzi radykalna różnica między "zadaniem 

śmierci" 

i "zgodzeniem się na śmierć"; w pierwszym przypadku jest to akt zabójczy 
wobec życia, w drugim następuje przyjęcie go do końca. 

Prośby ciężko chorych, niekiedy domagających się śmierci, nie 

powinny być rozumiane jako wyrażenie prawdziwej woli eutanazji; prawie 

zawsze chodzi o pełne niepokoju wzywanie pomocy i miłości. Oprócz opieki 
medycznej, chory potrzebuje miłości, gorącego uczucia ludzkiego, którym 

mogą i powinni go otoczyć bliscy, rodzice i dzieci, lekarze i służba 

zdrowia. 

83 
 

Chory, który czuje się otoczony pełną miłości ludzką obecnością, nie 

popada w beznadziejność i strach, jak ten, kto czuje się samotnie zdany 

na cierpienie i prosi, by przerwano jego życie. Dlatego właśnie eutanazja 
jest zniewagą tego, kto o niej mówi, kto o niej decyduje i ją praktykuje. 

Eutanazja nie jest w źadnym przypadku aktem litości; jest indywidualnym i 

społecznym aktem ucieczki z sytuacji uznanej za nieznośną. 

Eutanazja burty relację lekarz - pacjent. Ze strony pacjenta, ponieważ 
zwraca się do lekarza jako do tego, kto może zapewnić mu śmierć. Ze 

strony lekarza, ponieważ nie jest on najbardziej absolutnym gwarantem 

życia: chory musi bać się zadania przez niego śmierci. Relacja lekarz - 

pacjent jest relacją zaufania wobec życia i taką powinna pozostać. 

Eutanazja jest przestępstwem, w którym w żaden sposób nie mogą 
współdziałać pracownicy służby zdrowia jako ci, którzy zapewniają zawsze 

i wyłącznie życie. 

Eutanazja oznacza dla wiedzy medycznej chwilę regresu i rezygnacji, 

oprócz obrazy dla godności umierającego i jego osoby. Jej rozszerzanie 
się, jako kolejna granica śmierci po przerywaniu ciąży, powinno być 

uznane za dramatyczne wezwanie do czynnej i bezgranicznej wierności wobec 

rycia [8]. 

Lekarz będąc gwarantem 'zycia musi przeciwstawiać się jakiemu 
kolwiek naciskowi moralnemu ze strony umierającego, jego rodziny, bądź 

społeczeństwa. W przeciwnym wypadku utraciłby zaufanie społeczne do jego 

etosu zawodowego. Ten obowiązek jest podstawą niepodważalną jego zadania, 

łagodzenia cierpienia i zapewnienia zdolności komunikowania, unikając w 
ten sposób izolacji społecznej pacjenta. 

Należy znaleźć równowagę w powyższych obowiązkach. Umierający ze swej 

strony, musi odczuwać bliskość fizyczną i uczuciową swojego otoczenia, 

szczególnie krewnych; jak pokazuje doświadczenie wyrażone pragnienie 
położenia kresu własnemu życiu, bardzo często nie jest niczym 

84 

 

innym jak krzykiem desperacji, będącej skutkiem już zaistniałej śmierci 
socjalnej. Dlatego też oczekuje się wrażliwej i uważnej współpracy 

wszystkich otaczających umierającego. Prawo do śmierci godnej człowieka 

background image

obejmuje towarzyszenie integralne wszystkich osób. W przypadku oczywistej 

nieuleczalności należy zapewnić podstawową opiekę medyczną. 

Trzeba też uwzględnić problem poinformowania, zakomunikowania prawdy 
umierającemu z uwzględnieniem jego zdolności percepcyjnej. Jest ona 

nabywana przez całe życie i stanowi wskaźnik dojrzałej i pogodnej odwagi. 

W większości przypadków takie zakomunikowanie okazuje się dobroczynne i 

staje się źródłem głębokiej pociechy. Natomiast wieloznaczność ciszy, 
wyrastająca wokół umierającego tworzy klimat wyizolowania i milczącego 

poniżenia. 

W każdym przypadku wymaga się znalezienia odpowiedniego momentu 

do przekazania prawdy. Prawda nie może przekroczyć nigdy sił moralnych 
stając się "prawdą zabijającą". 

Pozostają otwarte pewne zagadnienia. Pierwszym z nich jest trudność w 

określeniu granic reanimacji i utrzymania przy życiu chorego, szczególnie 

w przypadku głębokiej śpiączki negatywnie rokującej: czy należy 
rygorystycznie przestrzegać zasady - w przypadku wątpliwości - za życiem. 

Podobne problemy pojawiają się w zagadnieniach perinatologii w wypadku, 

gdy należy zdecydować czy wysiłek terapeutyczny, bądź reanimacyjny ma 

sens, gdy ma się pewność medyczną, że spowodujemy więcej szkody niż 
pożytku. 

Jakakolwiek byłaby sytuacja - niezmienna pozostaje logika obrony 'rycia 

[4]. 

II. ASPEKT CIERPIENIA W CHOROBIE 
Cierpienie w znaczeniu etymologicznym oznacza karę lub ból, które należy 

podjąć (łac. subferre). Towarzyszy ono człowiekowi wszystkich wieków 

85 

 
niezależnie od kultury, światopoglądu czy też miejsca zamieszkania. 

Wydaje się, że nale'zy do istoty natury człowieka; nikt nie może go 

uniknąć, bo w tej lub innej postaci nas dotyka. Mówiąc człowiek, nie 

możemy zapomnieć o cierpieniu. 
Dochodzi tu do głosu pogląd zwany pesymistyczną wizją egzystencji, 

rozumianej jako 'zycie w bezużytecznej nędzy, pozbawionej sensu. Nie 3est 

właściwe koncentrowanie się na czynniku cierpienia tak, jakby życie w 

swojej pełni nie było też nośnikiem wartości pozytywnych i pięknych. 

Cierpienie reprezentuje ciemną stronę "obrazu", który w swej całości jest 
ujmujący i pociągający. 

Osoba ludzka wciąż się staje, a na drodze jej wzrostu są momenty trudne i 

niezrozumiałe. Bóg nie jest obojętny na nasze cierpienia, zna je, 

przeżywa je w każdym z nas. Nie wyjaśnił tajemnicy cierpienia, ale 
zechciał pójść drogą 'zycia naznaczonego cierpieniem. Sens cierpienia nie 

ogranicza się tylko do wymiaru metafizycznego człowieka, ale także ma 

znaczenie dla jego 

życia na ziemi. 
Cierpienie jest szkołą wielkości moralnej i dojrzałości duchowej. 

Oczyszcza człowieka z jego słabości i dewiacji, prowadzi do 

samowyzwolenia. Jest trudnym doświadczeniem wypróbowującym człowieka, 

pozwala kosztować życia w pełni jego przejawów, jest potwierdzeniem 
wartości, radykalnym egzaminem poddającym w wątpliwość dotychczasową 

hierarchię wartości, odnoszącą się do wąskiej wizji życia sprowadzonego 

do sukcesu, pieniędzy, seksu. W cierpieniu uruchamia się reakcja 

łańcuchowa bolesna, ale pozytywna, którą można by określić jako: 
1) interioryzację i przemyślenie w świetle nowej rzeczywistości, 

2) stopniowe przechodzenie do nowej mentalności, reorientacji kierunku 

myślenia i postępowania, 

86 
 

background image

3) odrzucanie rzeczy błędnych na poziomie ideologii wartości i rodzenie 

się wrażliwości na wymagania etyczne i wymiary duchowe w dojrzałym 

wyborze dobra. 
Choroba jest czymś więcej niż destrukcją i rozpadem. Jest także 

pulsującym choć bardzo bolesnym życiem. Otóż o istocie choroby decyduje 

nie tylko cierpienie, lecz także zmaganie się z cierpieniem i zarazem 

postawa względem cierpienia. Choroba to nie tylko "pathos" (doznawanie 
cierpienia), 

ale także "ponos" (zmaganie się z cierpieniem) i "ethos" (postawa moralna 

względem cierpienia). 

Zdaniem Frankla - nie wolno lekarzowi za wszelką cenę dążyć 
do zapewnienia pacjentowi euforii, byłaby ona bowiem równoznaczna z 

częściową eutanazją. Cierpienie pociąga za sobą czujność moralną, 

psychiczną odporność i hart ducha. Dlatego też wymieniony autor upatruje 

sens ludzkiego bytu w odwadze do cierpienia. "Pati aude" - odważ się 
cierpieć. Nie pytaj dlaczego cierpienie dotknęło akurat ciebie, ale 

zastanów się, co z tego cierpienia uczynisz i jak go spożytkujesz. [23) 

Także w edukacji psychologicznej osoby dotkniętej upośledzeniem np. 

niepełnosprawnej fizycznie obecna jest koncepcja, że ból fizyczny 
zespolony z osobą i przyjęty z odwagą i bez niepotrzebnego rozczulania 

się nad sobą, może stać się podstawą sukcesu 'zyciowego, który prowadzi 

do pełnej realizacji siebie. Przykładem moźe być Franklin Delano 

Rooswelt, który jako prezydent U.S.A. poruszał się na wózku inwalidzkim. 
Wszyscy spotykają osoby niepełnosprawne, które stopniowo i z uporem 

nauczyły się przeciwstawiać nieprzychylnemu losowi, odnajdując w życiu 

satysfakcję. 

III. WNIOSKI KOŃCOWE 
1. Etos lekarski opiera się na zasadach postępowania wynikających z prawa 

naturalnego, jakim jest poszanowanie życia i zdrowia pacjenta. 

87 

 
2. Zasada powinności lekarskiej obowiązuje przed żądaniem czy prośbą 

pacjenta, opartą najczęściej o jego subiektywne dobro. 

 3. 

Życie ludzkie ma wartość z racji na samo człowieczeństwo i 

ludzką  

godność osoby, nie zaś ze względu na cechy mniej lub bardziej 

pozytywne.  4. Przed normą prawa stanowionego jest norma etyczna, którą 
jest prawo  naturalne, a w nim ochrona 'zycia. 

5. Nale'zy rozróżniać dobro pacjenta obiektywne i subiektywne. Dobrem 

obiektywnym jest całość 'zycia pacjenta (jego sens i wartość); dobro 

subiektywne jest pojmowane w sposób bardzo różny i zindywidualizowany. 
6. Należy brać pod uwagę rozróżnienie między podmiotem istnienia a jego 

przymiotami, np. świadomością, uzdolnieniami, wydolnością fizyczną czy 

psychiczną, intelektem itp. 

7. Decyzja lekarska może być podjęta we własnym sumieniu w oparciu o 
normy etyczne a nie samowolę. 

8. Niemoźliwość wypełnienia normy jest czym innym niż dobrowolne od niej 

odstąpienie. 9. Cierpienie pacjenta, chociaź trudne do wyjaśnienia, jest 

związane z samą 
naturą człowieka; stąd należy na nie spojrzeć w kontekście całego życia, 

a nie tylko fragmentarycznie. 

PIŚMIENMCTWO 

1. Brehant J., Thanatos, Warszawa 1993 
2. Chlewiński Z., Dojrzałość. Osobowość, sumienie, religijność, Poznań 

1991 3. Człowiek przed narodzeniem, Ośrodek Dokumentacji i Studiów 

Społecznych, Warszawa 1980 

4. K. Demmer, D. Casera, Dizionario di bioetica, Istituto Siciliano di 
Bio 

88 

background image

 

etica, Palermo 1994 Eutanasia, Sofferenza, s. 919, s. 370 

5. Hebanowski N., Poradnik komunikowania się lekarza z pacjentem, 
Warszawa 1994 

6. Heszen-Klemens L, Poznawcze uwarunkowania zachowania się wobec własnej 

choroby, Wrocław 1979 

7. Heszen-Niejodek L, Lekarz i pacjenta, Kraków 1992 8. Karta Pracowników 
Służby Zdrowia, Watykan 1995 

9. Kielanowski T., Etyka i deontologia lekarska, Warszawa 1985 

10. Kujawska-Tenner J., Zwalczanie bólów nowotworowych, Warszawa 1994 11. 

Nuttin J., Struktura osobowości, Warszawa 1968 
12. Olejnik S., Etyka lekarska, Katowice 1995, str. 44, str. 113. 13. 

Podstawowe akty normatywne deontologii, Białystok 1991 14. Sarnowski S., 

Problemy etyki, Bydgoszcz 1993 

15. Sens choroby, sens śmierci, sens życia, Kraków 1980. 16. Styczeń T., 
Wprowadzenie do etyki, Lublin 1993. 

17. Szafraniec J., Psychokenoza, Białystok 1990. 18. Ślipko T., Granice 

życia, Kraków 1994. 

19. Wojtyła K., Elementarz etyczny, Wrocław 1991. 
20. Wulff H.R., Pedersen S.A., Rosenberg R., Filozofia medycyny, Warszawa 

1993 21. Vordy P. Grosh P., Etyka, Poznań 1995 

22. Jan Paweł II, Evangelium Vitae, Roma 1995 

23. Szafraniec J., Metakliniczne rozumienie cierpienia i śmierci 
89 

 

 

 
 

CZĘŚĆ II 

KONTROWERSJE W PSYCHOTERAPII 

I PSYCHIATRII 
 

 

 

 

GODNOŚĆ CHOREGO W PRAKTYCE PSYCHIATRYCZNEJ 
Zdzisław FALICKI 

 

Godność to niewątpliwie określenie wieloznaczne. Dlatego na początku 

wypada zaznaczyć, że "godność" rozpatruję tu zgodnie z danymi 
słownikowymi, gdzie podaje się, że jest to poczucie-świadomość własnej 
wartości. Obserwując zaś ludzi - tak zdrowych jak i chorych - można chyba 

stwierdzić, że poczucie to jest zjawiskiem subiektywnym, czyli nie zawsze 

pokrywa się z oceną obiektywną. Są osoby, wartość których otoczenie 
ocenia bardzo wysoko, a one same mają przeciętne lub nawet niskie 

poczucie własnej wartości. Bywa też oczywiście i odwrotnie. 

W praktyce lekarskiej to subiektywne poczucie chorego nie ma dla nas 

większego znaczenia. My widzimy w każdym człowieku niewymierną wartość 
jego życia i zdrowia. Postrzegamy więc godność chorego jako coś 

najwyższego i zarazem niewymiernego. Dlatego wszystkie nasze wysiłki są 

temu podporządkowane, by utrzymać życie i przywrócić zdrowie - tak 

fizyczne jak i psychiczne. I nie traktujemy tego przedmiotowo. 
Subiektywna samoocena człowieka ma jednak swoje znaczenie. Samoocena ta 

może być bowiem nie tylko całościowa - globalna, ale i szczegółowa. I tu 

ocena subiektywna może być także różna od obiektywnej. Ktoś może wysoko 

oceniać swoją wartość jako intelektualisty, zaś swój wygląd czy stan 
fizyczny może oceniać bardzo nisko. I może to być zgodne z prawdą ale nie 

musi. Tego rodzaju subiektywizm może dotyczyć także oceny stanu zdrowia - 

background image

tak fizycznego jak psychicznego. I to może mieć istotne znaczenie w 

prakTyce lekarskiej. Lekarz może oceniać chorobę jako poważną, wymagającą 

intensywnego, systematycznego leczenia - a pacjent może chorobę 
93 

 

lekceważyć. W tych przypadkach przekonanie chorego, że nie ma racji, może 

być niekiedy trudne: trzeba chorego przekonać o konieczności leczenia, a 
równocześnie nie powinno się go zbyt jatrogenizować. W praktyce, 

szczególnie ambulatoryjnej, często bywa odwrotnie: pacjent czuje się 

osobą ciężko chorą, a lekarz nie dostrzega żadnej poważniejszej choroby. 

W takich przypadkach kategoryczne stwierdzenie, że choremu nic nie jest, 
pacjeńt niekiedy podświadomie - traktuje jako zarzut, że symuluje, 

agrawuje, kłamie że potwierdzenie u niego choroby chce wykorzystać dla 

sobie tylko wiadomych celów. I jeśli pacjent rzeczywiście odczuwa 

zgłaszane dolegliwości - a takie przypadki występują znacznie częściej 
niż świadoma symulacja - jego osoba doznaje niejako zniewagi. Pacjent 

czuje się obrażony, choć może tego nie okazywać. Niekiedy, w drastycznych 

tego rodzaju przypadkach, można by się nawet zastanowić, na ile zaszły tu 

warunki przewidziane art. 181 k.k., w którym mowa o znieważeniu innej 
osoby, przy czym znieważenie objaśnia się jako dotknięcie innej osoby w 

jej poczuciu godności osobistej. 

W przypadkach psychiatrycznych tego rodzaju niezgodność ocen zdarza się 

niestety dość często. Skargi uważane początkowo za hipochondryczne 
niejednokrotnie towarzyszą lub poprzedzają wystąpienie objawów innych 

chorób. Jest to częste tak w przypadkach narastającego zespołu 

psychoorganicznego, w przypadkach powoli rozwijającej się schizofrenii, w 

bardzo licznych zespołach depresyjnych, a także w wielu przypadkach 
nerwicowych oraz chorobach somatycznych. 

Pacjenci zgłaszają najróżniejsze objawy, które nie potwierdzają się w 

badaniu somatycznym. Są to najczęściej bóle w okolicy serca, uczucie 

duszności, dławienie w gardle, trudności w oddychaniu, poczucie ogólnego 
osłabienia, słabość - zwiotczenie kończyn (szczególnie dolnych), różnego 

rodzaju drętwienia, mrowienia itp. Często są to objawy rozgrywające się 

wyłącznie w sferze psychicznej. Należą do nich skargi na łatwą męczliwość 

psychiczną, trudności skupienia uwagi, trudności podjęcia decyzji, 

osłabienie 94 
 

pamięci, niechęć do wykonywania jakichkolwiek czynności, nerwowość, 

wybuchowość, różnego rodzaju lęki, zamartwianie się "na zapas", 

"niepotrzebne myśli". Zdarzają się też objawy, których istnienie można 
absolutnie wykluczyć. Zaliczyć tu należy np. skargi na całkowitą 

bezsenność trwającą od wielu dni a nawet tygodni. Pacjent twierdzi, że 

"nie zmrużył oka" od miesiąca, że w ogóle nie spał - a my wiemy, że jest 

to zjawisko niemożliwe. I najczęściej pacjent sypia właściwie dobrze - a 
nie ma poczucia snu. Podobnie jest ze skargami typu pamięciowego, kiedy 

pacjent twierdzi, że nic nie pamięta i nie jest w stanie nic zapamiętać - 

a równocześnie wszystkie jego wypowiedzi świadczą o tym, że ma dobrą 

pamięć. I nie można tu mówić, że pacjent chce nas wprowadzić w błąd. On 
ma poczucie utraty pamięci. 

Tego rodzaju przypadki - kiedy choroba dopiero się rozpoczyna trafiają 

zwykle do przychodni ogólnej. Gdy chory traf już do psychiatry, czasem 

opowiada, jakich upokorzeń doznał, gdy lekarz lekceważył a niekiedy i 
wyśmiewał jego dolegliwości. Albo też krótko zbywał twierdząc, że coś 

takiego nie jest chorobą, czy też dawał porady niemożliwe do 

zrealizowania, np. proszę na to nie zwracać uwagi, proszę się nie 

denerwować, niech się pan weźmie w garść itp. 
W tego rodzaju przypadkach niejednokrotnie cierpi godność chorego, ale 

czasem bywa też narażona i godność zawodu. Zdarza się, że już przed 

background image

udaniem się do lekarza pacjent dostrLegł związek występowania 

dolegliwości ze zdenerwowaniem i starał się nie denerwować. 

Niejednokrotnie też pacjent starał się nie zwracać uwagi na swoje 
dolegliwości, a mimo to one nie ustępowały. Zwrócił się więc do lekarza, 

a ten poleca mu to co nieskuteczne lub niewykonalne. 

Gdy tego rodzaju pacjent trafi już do psychiatry, niejednokrotnie okazuje 

się, że przyczyną dolegliwości jest przewlekła choroba somatyczna. Trzeba 
dodać, że psychiatra bywa tu zwykle w łatwiejszej sytuacji. Chory trafia 

do niego po tygodniach, a niekiedy i miesiącach trwania choroby, w czasie 

gdy 

95 
 

jej obiektywne potwierdzenie jest już znacznie łatwiejsze. Czasem zdarza 

się niestety, że choroba jest wtedy zbyt zaawansowana, a leczenie okazuje 

się spóźnione. Zdarza się to niejednokrotnie - niestety - w chorobach 
nowotworowych. 

Tak więc niedostrzeganie godności chorego w tym sensie, że nie wierzy się 

w jego dolegliwości, może zawa'zyć na ustaleniu rozpoznania i na dalszych 

losach chorego. 
Ma to także znaczenie dla przypadków ściśle psychiatrycznych. Jeśli 

u danej osoby rozwija się psychoza typu schizofrenicznego, pacjent swój 

pierwszy - nieudany kontakt z lekarzem może generalizować na wszystkich w 

ogóle lekarzy i jego niechęć do leczenia może narastać. Inaczej bywa w 
przypadkach, w których rozwija się depresja. Nieudany kontakt chorego z 

lekarzem może pacjenta umocnić w chorobliwym przekonaniu, że jest gorszy 

od innych i może to doprowadzić do tragicznych nawet skutków. 

W przypadkach, już rozpoznanych i prawidłowo zdiagnozowanych, nerwic i 
chorób psychicznych problem godności chorego ma bardzo istotne znaczenie. 

Z tym, że bywa to problem bardziej złożony. 

Gdy rozpoznanie nerwicy nie budzi wątpliwości i gdy wykluczyliśmy 

ich somatyczne pochodzenie, zdajemy sobie sprawę, że dolegliwości są dla 
chorego przykre i uciążliwe. Staramy się wytłumaczyć ich przyczyny i ew. 

mechanizm powstania tych dolegliwości a także przekonać chorego, że nie 

stanowią one istotnego zagrożenia dla 'zycia. Jest to także element 

psychoterapii. Wiemy też, że w wielu przypadkach tego rodzaju poczucie 

własnej wartości jest niejako zawyżone i współistnieje z egocentryzmem. 
Wtedy bardzo łatwo jest urazić chorego - a równocześnie trzeba korygować 

tę samoocenę. 

Odwrotnie jest w nerwicach z elementami depresyjnymi i depresjach w 

ogóle. Tu samoocena chorego jest bardzo pesymistyczna. Chory swą wartość 
ocenia bardzo nisko, niejednokrotnie uważa, że jego osoba przynosi tylko 

96 

 

szkodę rodzinie, że wszystko co robił było złe, że jest złą matką (czy 
złym ojcem) i dzieci na tym bardzo cierpią itp. Niejednokrotnie w tego 

rodzaju przypadkach chory dochodzi do wniosku, że jego życie nie ma już 

sensu. Dlatego tu uszanowanie godności chorego - i to nie tylko w 

słowach, ale 
i całym postępowaniu - ma istotne znaczenie. Bodźce pozytywne - mimo 

choroby - pomagają przetrwać okres, w którym środki antydepresyjne 

jeszcze 

nie przynoszą widocznego efektu. 
Inaczej jest w przypadkach typu hypomaniakalnego i maniakalnego. 

Chory ma podwyższone samopoczucie, a jego mniemanie o sobie i własnych 

możliwościach bywa niejednokrotnie wyolbrzymione. W tych przypadkach nie 

mówimy z chorym na temat wartości jego osoby, ale cierpliwie wskazujemy 
na elementy jego zwykle lekkomyślnego postępowania. No i oczywiście 

background image

stosujemy odpowiednie leczenie, które na ogół szybko normalizuje jego 

stan. 

Problem staje się bardzo złożony w wielu przypadkach schizofrenii, 
w których ocena samego siebie bywa niejako rozszczepiona. Pacjent w 

wypowiedziach często wykazuje bardzo obniżoną samoocenę, ale jego 

zachowanie wskazuje, że równocześnie czuje się najważniejszą osobą w 

grupie. Wypowiadając się, że jest najgorszą osobą w ogóle, zachowuje się 
właściwie dumnie i wyniośle - co słownikowo jest jednym z synonimów 

godnego zachowania. W takich przypadkach przede wszystkim leczymy 

chorego, a w codziennych kontaktach staramy się niwelować te różnice 

dotyczące samooceny. I musimy robić to stopniowo i bardzo taktownie. 
Łatwo bowiem w tych przypadkach zrazić pacjenta do siebie, a wtedy 

leczenie staje się jeszcze trudniejsze. 

Szczególnie trudne problemy jawią się w przypadkach leczenia 

uzależnienia alkoholowego. Bywamy tu sami niejako rozszczepieni. Z jednej 
strony wiemy, że uzależnienie alkoholowe jest chorobą i to chorobą, którą 

trudno jest wyleczyć i która prowadzi do licznych powikłań i przykrych 

następstw, a niejednokrotnie i szybkiego zgonu. Z drugiej strony w naszej 

97 
 

podświadomości tkwi przekonanie, że w tych przypadkach chory sam jest 

winien tego, że zachorował. Nie uświadamiamy sobie wtedy, że naszym 

zadaniem nie jest ustalanie winy. Nie myślimy o tym, że gdybyśmy 
dokładnie przeanalizowali niekiedy chorych somatycznie, to 

niejednokrotnie ich także moglibyśmy obwiniać za to, że zachorowali np. 

prowadzili niehigieniczny tryb życia, niewłaściwie się odżywiali, 

postępowali zbyt lekkomyślnie itp. Takiej analizy nigdy nie 
przeprowadzamy, ważne jest wyleczenie choroby, a ńie ustalanie tego 

rodzaju przyczyn. 

W przypadkach uzależnienia alkoholowego bywa na ogół inaczej. 

Bardzo trudne jest tu zachowanie - przez nas samych - neutralizmu 
uczuciowego. Uzależnienie alkoholowe zwykle automatycznie kojarzymy z 

"zawinionym" upojeniem alkoholowym, agresją, awanturnictwem, 

maltretowaniem rodziny itp. Nie odróżniamy wtedy uzależnienia 

alkoholowego od nadużywania alkoholu i poniekąd zapominamy, że "pijak, to 

człowiek, który moźe przestać pić - ale nie chce, osoba uzależniona 
natomiast to człowiek, który chce przestać pić a nie może". Często też 

nie zdajemy sobie sprawy, że nadużywanie alkoholu - które doprowadza do 

uzależnienia - w bardzo wielu przypadkach wynika z przykrych dla danej 

osoby cech charakteru jak np. nieśmiałość, nadmierna podatność na wpływ 
środowiska, poczucie niedowartościowania, przykre przezywanie wad 

fizycznych itp. Rzadko też pamiętamy, że nadużywanie alkoholu może być 

następstwem nerwic i chorób psychicznych - szczególnie jeśli objawy tych 

chorób mają zabarwienie depresyjne. I dzieje się tak nawet w przypadkach, 
o których wiemy, że są to osoby bardzo wartościowe. Bywają np. lekarze 

uzależnieni od alkoholu, którzy w stanie długotrwałej abstynencji - po 

leczeniu odwykowym - są podziwiani za swą dobroć, oddanie chorym i 

fachowość. 
Tak w przypadkach uzależnienia alkoholowego jak i we wszelkiego innego 

rodzaju uzaleźnieniach, a w szczególności w przypadkach 

sądowopsychiatrycznych, zachowanie neutralności uczuciowej jest 

konieczne, chociaż 98 
 

niekiedy bywa bardzo trudne. W tych przypadkach dużym ułatwieniem dla nas 

jest wyznawanie słusznej zasady, że "nie ma ludzi złych - są tylko 

nieszczęśliwi". 
Wypadałoby może jeszcze dodać, że psychiatria - w odróżnieniu od innych 

specjalności lekarskich - częściej obfituje w tego rodzaju kontrowersyjne 

background image

tematy. Trzeba by też zwrócić uwagę, że problem godności chorego 

człowieka bywa zbyt rzadko omawiany. Przyjmuje się niejako, że jest to 

wartość bezdyskusyjna i niejako automatycznie uświadamiana. I może 
dlatego bywa niekiedy pomijana, jak to się stało np. w obowiązującej od 

niedawna ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. Zakłada ona m.in. 

możliwość leczenia niektórych chorych wtedy, gdy zagrażają oni życiu lub 

zdrowiu otoczeniu lub zagrażają własnemu życiu. Myśląc o życiu chorych 
nie wspomina się o ich zdrowiu, co człowieka chorego - w świetle prawa - 

stawia niejako niżej od osób zdrowych. 

I na zakończenie chciałem też dodać, że słownikowe pojęcie godności 

człowieka - tak zdrowego jak i chorego - jest niewątpliwie pojęciem 
zawężonym i uproszczonym. Wykorzystałem je jednak dlatego, że omówienie 

tematu w aspekcie szeroko pojętej godności byłoby wręcz niemożliwe. 

99 

 
 

 

 

SUMIENIE I SUPEREGO. KONFLIKTY MORALNE JAKO ŹRÓDŁO ZABURZEŃ PSYCHICZNYCH 
Cezary GODLEWSKI 

 

W latach sześćdziesiątych obecnego wieku, amerykański psycholog i 

psychoterapeuta - O. H. Mowrer rozwinął interesującą tezę, iż istnieje 
pewna grupa zaburzeń psychicznych w szerokiej grupie zaburzeń 

nerwicowych, których zasadniczym źródłem powstawania jest słabość 

systemów wartości, reprezentowanych w psychice ludzkiej przez superego. 

Twierdził wręcz, że wszędzie tam gdzie psychoanaliza diagnozowała nerwicę 
jako skutek zbyt dużego nacisku norm społecznych i moralnych na proces 

decyzyjny i realizację potrzeb psychicznych, jest akurat odwrotnie. To 

właśnie, twierdził Mowrer, niedojrzałość ocen moralnych ujawniających się 

poprzez wartości superego powoduje powstawanie zaburzeń psychicznych, w 
tym także nerwic /Mowrer, 1961 /. Tak więc, nierespektowanie dojrzałego 

sumienia w osobowości tworzy dogodne warunki do powstania określonych 

zaburzeń emocjonalnych /por. Chlewiński, 1991 /. 

Punktem wyjścia do analizy przedstawionego wyżej problemu jest 

konieczność ustalenia zakresów treściowych przypisanych pojęciom: 
superego i sumienie. 

Można odnieść wrażenie, że słowo "superego" jest pojęciem bardziej 

naukowym, słowo "sumienie" zaś bardziej potocznym, ale w sumie oznaczają 

to samo. Jest to jednak wrażenie mylne. Oba pojęcia określają odrębne 
rzeczywistości. "Superego" jest słowem utworzonym przez twórcę 

psychoanalizy, Zygmunta Freuda. Jest to obok "id" i "ego" trzecia 

struktura ludzkiego aparatu psychicznego. Dla Freuda było oczywistym, że 

superego tworzy się w wyniku socjalizacyjnego wpływu rodziców na dziecko. 
Wpływ 100 

 

ten miał wg Freuda trwać całe życie, lecz zasadnicze "zręby" superego 

miały utrwalić się ok. 5 roku życia dziecka. Proces socjalizacji dziecka 
kończył się wbudowaniem w dziecko zbioru wzorców zachowań właściwych 

rodzicom i prżez nich przestrzeganych. Z prac Freuda wynika też, iż 

superego składa się z dwóch podsystemów: ego idealnego oraz sumienia 

/Jakubik, 1989/. Oba te systemy powstają w rezultacie aprobaty lub 
dezaprobaty społecznej /nie tylko rodzinnej/ w odniesieniu do zachowań 

człowieka i jego dążeń z okresu wczesnego dzieciństwa. Dzięki istnieniu 

mechanizmu psychicznego zwanego introjekcją /internalizacją/ czyli 

uwewnętrznieniem norm - formuje się nieświadoma część superego - 
sumienie. Ma ono zdolność karania poprzez wywołanie w człowieku poczucia 

winy. Ego-idealne z kolei, to świadoma część superego, wg Freuda rodzaj 

background image

wzoru osobowego ukształtowanego także poprzez wymagania rodzicielskie. Ma 

ono podobnie jak sumienie zdolność karania poprzez wywołanie poczucia 

nieadekwatności i z niespełnienia oczekiwań stworzonych przez samego 
siebie. Wynika z tego, że zarówno sumienie jak i ego-idealne mogą być 

źródłem lęku. Lęk zaś przyczyną zaburzeń nerwicowych /Jakubik, 1989/. 

Superego wg Freuda, decyduje o tym, co jest zgodne, a co sprzeczne 

ze społecznie przyjętymi normami. Jest zatem niezbędne w regulacji 
społecznych interakcji. Zadaniem superego w ujęciu psychoanalitycznym 

jest też rozpoznawanie i kontrolowanie popędów i potrzeb płynących z 

podświadomości. Podczas gdy struktura ego zaspakaja je zgodnie z zasadą 

rzeczywistości, superego wyhamowuje je stosując liczne mechanizmy 
obronne. Tak sumienie jak i ego-idealne, funkcjonują wg Freuda 

irracjonalnie. Reprezentują bowiem określony, uwewnętrzniony ideał a nie 

rzeczywistość. Dychotomia między światem realnym i idealnym jest tu 

wyraźna i nie do pogodzenia. Freud twierdzi, że superego walczy o 
osobowość doskonałą i dlatego podporządkowuje sprawy realne ideałom 

moralnym. Skutkiem zaś nadmiernej aktywności superego może być 

wyobcowanie człowieka 

101 
 

z rzeczywistości jak też "paraliż" naturalnych zachowań człowieka poprzez 

zakazy (i nakazy) moralne. W obu przypadkach rozwój psychiczny człowieka 

i jego zdrowie psychiczne zostanie zniekształcone i ustąpi miejsca 
pojawiającym się nerwicowym zaburzeniom charakteru. Dyskutując tak 

postawione tezy, należy najpierw wyakcentować sposób widzenia sumienia 

przez Freuda i psychoanalizę, gdyż jest to wciąż jeden z najbardziej 

wpływowych w psychologii i psychoterapii nurt antropologiczny. 
Zatem wg psychoanalizy: 

1. człowiek nie odkrywa praw moralnych zawartych w przyrodzie i w sobie, 

lecz ustala je na drodze umów społecznych, 

2. sumienie nie jest integralną, samosterującą, niezależną od emocji 
strukturą osobowości ludzkiej, lecz nieświadomą częścią struktury 

superego działającą zgodnie ze społecznymi wymaganiami i im się 

poddającą, 

3. osąd sumienia nie wypływa z autonomii człowieka, lecz jest w pełni 

zależny od wymagań i oczekiwań społecznych /zewnętrznych/, 
4. obawy wzbudzone przez sumienie nie są obawami przed czynieniem 

realnego zła, lecz jedynie irracjonalnymi lękami przed dezaprobatą 

społeczną. 

Tezom tym, jak też ich psychologicznym konsekwencjom przeciwstawia się 
pro@ Antoni Kępiński /1918 - 1972/ lekarz psychiatra. W kilku swoich 

monografiach - będących już dzisiaj klasyką psychiatrycznej literatury - 

podejmuje ten trudny /bo wiążący się z możliwością wydawania przez 

lekarza osądów/ - problem sumienia. Przede wszystkim wg Kępińskiego 
sumienie nie jest jedynie tworem społecznym, nie jest wbudowanym obcym 

ciałem w autonomiczności człowieka, przeciwnie jest wewnętrznym i 

jednocześnie najwyższym układem autonomicznej samokontroli człowieka. 

Najwyższym /najważniejszym/ gdyż w stosunkach z otoczeniem społecznym 
decydujące znaczenie dla każdego człowieka ma ocena spostrzegania 

obiektów tegoż otoczenia, w kategoriach dobra /atrakcyjności/ i zła 

/awersyjności/ 102 

 
a więc w kategoriach ocen moralnych. Sumienie i jego oceny moralne, są 

jednak w jakiejś mierze zależne od wychowania, środowiska, społeczeństwa. 

Kępiński w związku z tym mówi o trzech warstwach sumienia /Kępiński, 

1977/. 
Pierwsza z nich, najgłębsza, to sumienie "konstytucjonalne" strzegące 

naturalnych praw człowieka i innych istot żywych wg podstawowej zasady: 

background image

dobro - 'rycie, zoo - śmierć, dobro - rozwój, zto - rozpad, dobro - 

porządek, zoo chaos. Jest to ten układ samokontroli, który czuwa nad 

przestrzeganiem praw przyrody ożywionej. I jeżeli lęk można zawsze 
traktować jako emocjonalny sygnał ostrzegawczy przed niebezpieczeństwem, 

to za Kępińskim, lęk sumienia tak przed jak i podecyzyjny, wiązałby się z 

ostrzeżeniem płynącym z układu samokontroli przed naruszeniem praw 

moralnych tkwiących w przyrodzie. 
Lęk jest jednym z osiowych objawów nerwic /Kępiński, 1972/. Jeśli zatem 

źródłem lęku byłoby naruszenie praw moralnych, to i zaburzenie 

emocjonalne z kręgu nerwic nie mogłoby być właściwie zrozumiane i leczone 

bez odwoływania się do naturalnego i zasadnego w tym wypadku poczucia 
winy: "/.../ doświadczenie psychiatryczne ucry nas, jak wielką rolę w 

genezie zaburzeń psychicznych odgrywa niepokój sumienia" /s. 130, 

Kępiński, 1977/. Lęk moralny byłby zatem swoistą karą /czy też auto-karą/ 

za naruszenie porządku moralnego, nie ustanowionego przez człowieka. 
Porządek moralny jest najwyższą formą integracji aktywności ludzkiej i 

dlatego jego zakłócenie równa się naruszeniu integracji na najwyższym 

poziomie. "Na wiele zagadnień, zwłaszcza z terenu "psychiatrii małej", 

można spojrzeć z moralnego punktu widzenia. Gdy spojrzymy na nerwice, 
psychopatie, choroby psychosomatyczne, narkomanie - ukazują się nam one 

jako w pewnej mierze efekt naruszenia porządku moralnego tkwiącego w 

przyrodzie. Ludzi dotknięci tymi zaburzeniami znoszą piekło za życia za 

przekroczenie tkwiącego w przyrodzie prawa moralnego" /Kępiński,1977,s. 
126/. A zatem człowiek "skazany" jest na własne sumienie. Ono właśnie 

jest często przyczyną nerwicowego obniżenia 

103 

 
nastroju czy nastawienia hipochondrycznego, także depresyjnych myśli o 

sobie i szeregu innych objawów towarzyszących zaburzeniom emocjonalnym 

/Kępiński,1974/. 

Poczucie choroby i cierpienie z niej płynące jest wówczas karą, którą 
człowiek sam sobie zadaje. Przez to cierpiący człowiek jak gdyby godzi 

się z naturalnymi prawami moralnymi, które przekroczył, godzi się poprzez 

przyjęcie na śiebie choroby lub jakiejś jej części jako zadośćuczynienie 

wartościom, które przekroczył. Nie zawsze jednak przecież - nawet rzadko 

- mechanizm ten występuje w postaci świadomego poczucia winy. Byłoby to 
często zbyt du'zym obciążeniem emocjonalnym. Często więc poniżej progu 

świadomości przybiera postać histerycznych konwersji, uporczywych bólów, 

zaburzeń w relacjach małżeńskich i rodzinnych, psychosomatycznych 

sprzężeń zwrotnych czy też nieświadomego kierowania swego 'zycia do 
społecznej degradacji przez alkoholizm /Kępiński, 1977/. Także przez 

szereg innych uzależnień skoro wg definicji J. Bradshow'a uzależnieniem 

jest każdy patologiczny związek ze środkiem iobiektem/ zmieniającym 

samopoczucie. Tym środkiem może być praca, hazard, jedzenie i szereg 
innych aktywności /Bradshow, 1994/. Terapia, przede wszystkim 

psychoterapia ma na celu pomóc pacjentowi w zrozumieniu natury i źródeł 

jego niepokoju. Ma pomóc znieść cierpienia wynikłe z nadużyć wobec 

swojego sumienia i wartości przez nie chronionych. Musi też, choć nie 
zawsze, dotknąć tak delikatnej sprawy jak moralna ocena decyzji lub 

zachowań pacjenta, ocena nie osąd. Konieczne jest jednak, aby ocena ta 

nastąpiła w wyniku osobiście odkrytych przez pacjenta moralnych praw, 

które przekroczył. To wspólne /pacjenta i terapeuty/ odkrywanie w trakcie 
psychoterapii, oparte o dającą poczucie bezpieczeństwa więź, jest 

bezcenną wartością psychoterapii. Jest jednak przede wszystkim realną 

możliwością pomocy psychologicznej, gdyż umożliwia pacjentowi wydobycie z 

własnej nieświadomości realnych konfliktów swojego sumienia, zamienionych 
często na różnorodne objawy chorobowe. Pomaga skonfrontować się z nimi i 

nazwać 104 

background image

 

je, co jest niezbędne w dojrzałym przeżyciu winy. A przynajmniej proces 

ten uruchamia. 
Kępiński w swoich monografiach poświęca najwięcej miejsca omawianej wyżej 

warstwie sumienia naturalnego. Są jednak jeszcze dwie inne warstwy. Jedna 

z nich - społeczna - jest bardziej wynikiem socjalizacji dziecka, druga 

zaś wiąże się ze świadomym i osobistym kształtowaniem własnej osoby w 
kontekście norm osobiście przyjętych. W tej drugiej też więcej miejsca 

przyznaje Kępiński wolnemu wyborowi człowieka, świadomości różnorodnych 

możliwości, niezależności w decyzjach - choć w ramach określanego ideału 

własnej osoby. Geneza lęku w obu wyżej wymienionych warstwach sumienia 
jest różna. W pierwszej - społecznej, poczucie winy związane będzie z 

naruszeniem praw umowy społecznej, obyczajowości i narażeniem się w ten 

sposób na społeczny ostracyzm. Mechanizmem wzbudzającym lęk będzie więc 

tu nie tyle wyrzut sumienia, co poczucie niekonformizmu zachowań. 
W drugiej zaś warstwie - indywidualnej - sumienia niepokój wynika z 

niespełnienia oczekiwań w stosunku do samego siebie i rozczarowania 

płynącego z porównań z ideałem, który chciałoby się realizować, a nie 

realizuje się z powodu realnych niemożności. "/.../ Nerwicowe odchylenie 
układu samokontroli moralnej polega najczęściej na stworzeniu fałszywego, 

niezgodnego z rzeczywistością obrazu własnej osoby i otaczającego świata. 

Jest to zwykle infantylna idealizacja, obraz siebie nierealny a 

wywołujący poczucie winy" /Kępiński,1974, s. 139/. 
Poczucie porządku moralnego jest w świetle pism A. Kępińskiego najsilniej 

związane z pierwszą warstwą sumienia, nie zaś z drugą czy trzecią 

warstwą. Te ostatnie są faktycznie istotnym uzupełnieniem całości obrazu 

człowieka w kontekście układu samokontroli, ale podstawowy zrąb 
moralności - różnicowanie dobra i zła - jest niejako wbudowany w naturę 

ludzką. A być może także w naturę świata ożywionego - anima naturalier 

Christiana /Kępiński, 1974/. Ma to, jeśli chodzi o etiologię nerwic jak 

też psychoterapię, podstawowe 
105 

 

znaczenie. Stawia bowiem przed pacjentem i terapeutą trudne zadanie 

analizy źródeł i przebiegu zaburzeń nie tylko w kontekście ostrych lub 

przewlekłych zaburzeń emocjonalnych czy frustracji istotnych potrzeb 
pacjenta, lecz także w nie mniejszym stopniu decyzji i działań w 

kontekście moralnym - realnego zła lub dobra w odkrytych, a nie 

ustalonych prawach moralnych. Co więcej, istnieją wyraźne psychologiczne 

jak i psychiatryczne przesłanki ustayające związki między stopniem 
dojrzałości uczuciowej z dojrzałością mori~lną /Kępiński, 1977b, 

Chlewiński, 1991/. Ma to o tyle istotne znaczenie w psychoterapii 

zaburzeń emocjonalnych, gdyż nasilenie wyrzutów sumienia lub innych 

niepokojów sumienia zależy od związku uczuciowego pacjenta z otoczeniem. 
Im związek ten jest silniejszy i ma wyraźniejszy znak pozytywny, tym 

nasilenie ich jest większe iKępiński, 1977a/. Posiadanie zatem moralnej 

wrażliwości, a także właściwych ocen moralnych, jest niezbędne w 

tworzeniu trwałych związków z otoczeniem. Zdolność do przeżywania 
niepokojów sumienia wskazuje na istnienie w osobowości pacjenta 

pozytywnego kontekstu uczuciowego w jego relacjach z innymi osobami lub 

szerzej, ze środowiskiem. Właściwe rozpoznanie rozmiarów i adekwatności 

tychże niepokojów jest istotnym zadaniem pomocy psychologicznej. 
To zadanie to nie tylko nasilenie pomocy doraźnej, ulgi w bieżącym 

cierpieniu, lecz także pomoc długofalowa, zorientowana na rozwój 

dojrzałej, zintegrowanej osobowości. 

Podstawą dojrzałej struktury osobowości jest dojrzałość uczuciowa w 
powiązaniu z dojrzałością moralną. Zdolność do autentycznego przeżywania 

realnej winy jest podstawowym warunkiem dojrzałej, zintegrowanej 

background image

osobowości jednostki, której decyzje zależą od odkrytego i 

uwewnętrznionego układu wartości a nie od sankcji zewnętrznych 

/Chlewiński,1991/. 
Powstanie zaburzeń emocjonalnych na podłożu konfliktu moralnego może 

przybrać dwojaką postać: zaburzeń progresywnych i regresywnych 

/infantylizujących osobowość pacjenta. Te pierwsze będą wiązały się, 

zgodnie 106 
 

z koncepcją Kępińskiego, z niepokojem moralnym pierwszej warstwy 

sumienia, czyli sumienia naturalnego, podstawowego zrębu ludzkiej 

moralności. Zaburzenia emocjonalne powstałe na tym tle, dają szansę 
rozwoju osobowości pacjenta pod warunkiem przyjęcia i przeżycia winy. 

Niewypierania jej ze świadomości i nieunikania konfrontacji z nią. 

Zaburzenia zaś infantylizujące osobowość pacjenta, powstają na bazie lęku 

płynącego z naruszenia praw drugiej i trzeciej warstwy sumienia, choć 
rzeczywiście nie zawsze związek ten jest determinowany tylko przez ten 

lęk. Dzieje się tak dlatego, że człowiek doświadczający tych konfliktów 

nie rozpoznaje różnic i nie rozdziela zakresów każdej z trzech warstw 

sumienia. Problemy emocjonalne mają swe źródła w konfliktach warstw 
drugiej i trzeciej. Są wówczas traktowane przez pacjenta, jak gdyby 

pochodziły z podstawowej warstwy naturalnego sumienia. Są one 

zaburzeniami na gruncie konfliktów związanych z frustracją potrzeb 

afiliacji i akceptacji społecznej, nie zaś na gruncie konfliktów 
związanych z przekroczeniem lub niezrealizowaniem wartości podstawowych, 

właśnie konstytucjonalnych. 

Pojawia się tu wyraźne podobieństwo między pojęciem superego Freudowskim 

a warstwami sumienia wg Kępińskiego. Z tą jednak podstawową różnicą, iż 
Freud nie odnalazł, w przeciwieństwie do Kępińskiego, w psychice swoich 

pacjentów warstwy pozaspołecznej jak i pozaindywidualnej sumienia. 

Odpowiednikiem "sumienia" w superego Freudowskim byłoby sumienie 

społeczne u Kępińskiego. Pojęcie natomiast "idealnego-ego" u Freuda 
wiązałoby się z warstwą sumienia indywidualnego u Kępińskiego. 

W psychoanalizie realny konflikt sumienia był niemożliwy i zaburzenia 

stąd płynące rozpoznawane były jako skutek wpływu fałszywych, bo 

nieautonomicznych praw pozaindywidualnych. Problem tkwił w tym, że siłę 

do przetrwania wewnętrznego konfliktu, miał pacjent czerpać z obniżenia 
wagi, realizmu i obiektywności tych wartości, którym nie podołał. 

Psychoanaliza moralną słabość pacjenta, podnosiła do rangi zasady 

służącej wyzwalaniu 

107 
 

człowieka w kierunku jego autentyczności i autonomii. W jakimś sensie 

autonomizacja ta, dała przyzwolenie tworzenia moralności alternatywnych, 

obecnych we współczesnych totalitaryzmach. Niedługo potem Max Scheler 
odkrył i opisał zjawisko resentymentu, polegające na niekontrolowanym 

deformowaniu przez człowieka stosunku do wartości /Scheler, 1913, wyd. 

pol. 1977/. Resentyment to brak obiektywizmu w wartościowaniu, źródła zac 

tego mechanizmu leżą w moralnej słabości człowieka. Człowiek w celu 
obrany pozytywnego obrazu siebie i dobrego samopoczucia może 

deprecjonować wartości trudne do realizowania, pozbawiać ich cech 

wartości, a nawet uznawać je za fikcje /Chlewiński, op. cyt./. Nie 

odwołując się do sumienia naturalnego /spoza superego, nie sposób jest 
zrozumieć właściwych przeżyć pacjenta wypływających z lęku moralnego, 

czasami głęboko ukrytego z obawy przed samopotępieniem. Lęku związanego z 

przekroczeniem lub deformowaniem wartości obiektywnych i 

transcendentalnych. 
Winkler, jako skutek utraty tychże wartości - podaje możliwość powstania 

jednego z trzech rodzajów depresji lWinkler, 1958, cyt. za Pużyńskim, 

background image

1979/. Pierwsza, egzystencjalna w ścisłym sensie, druga, wynikająca z 

przewlekle utrzymującego się poczucia winy oraz trzecia, depresja 

"nihilistyczna", powstająca w wyniku zanegowania wszelkich wartości i 
celowości ludzkiego życia. Na marginesie, warto wspomnieć, że pojęcie 

depresji egzystencjalnej wprowadził do psychiatrii w roku 1954 Haefner, a 

wiąże się ona z poczuciem egzystencjalnego fiaska stawianych celów i 

potrzeb samorealizacji człowieka /Pużyński, 1979/. 
Na istnienie bezpośredniego związku między konfliktem sumienia a 

zaburzeniami depresyjnymi wskazują też wyraźnie, umieszczone w 

amerykańskim Diagnostyczno - Statystycznym Podręczniku Zaburzeń 

Psychicznych DSM-III-R, zespoły PADIPost Abortion Distress /i PAS/ Post 
Abortion Syndrom. Oba dotyczą zaburzeń sfery psychicznej kobiety 

występujących po przerwaniu ciąży. Zabieg ten, jako rzadko które 

doświadczenie ludzkie, jest 108 

 
przyczyną głębokiego konfliktu sumienia i płynących stąd lęków 

rozpoczynających błędne koło nerwicy. Oba wymieniane zespoły zaburzeń PAD 

i PAS - Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatrów, zalicza do szerokiego 

etiologicznie zespołu PTSD - Post Traumatic Stress Disorder /DSM-III-R, 
1987/. 

Jak wskazują nowe badania, powstanie i rozwój zespołu PAS, nie zależy od 

światopoglądu pacjentki, jej wyznania czy obyczajowości społecznej, którą 

przyjmuje i w której żyje /Ryś, 1993/. Zatem źródła tego zaburzenia muszą 
sięgać głębiej, tak jak wielu innych zaburzeń emocjonalnych - poza 

superego i poza sumienie indywidualne. Do praw i wartości 

nienaruszalnych, wspólnych wszystkim ludziom. Praw ogólnych i 

jednocześnie najgłębiej osobistych, strzeżonych przez najwyższy system 
integracji człowieka - sumienie: Tu jest właśnie miejsce na poczucie 

odpowiedzialności za siebie i swoje zdrowie, która rośnie wraz z 

wolnością wyboru. Musi być jednak spełniony podstawowy dla terapii 

warunek pełnej, choć niejednokrotnie trudnej prawdy o źródłach zaburzenia 
i realnych możliwościach uporania się z nimi w trakcie terapii. 

Wydaje się, że tak jak wg Kępińskiego porządek moralny jest rozszerzeniem 

biologicznego prawa zachowania gatunku - II prawo biologiczne, tak sam 

proces rozwoju moralnego, jest przechodzeniem od prawa zachowania 

własnego życia - I prawo biologiczne, do prawa zachowania gatunku. 
Dlatego wszelkie działanie czy zamierzenia dotyczące zamachu na życie 

ludzkie w każdej jego postaci - od płodowej do starczej - nie może 

dokonać się bez skutków poważnego zaburzenia emocjonalnego. Jedynym zaś 

sposobem powrotu do zdrowia po każdej lękotwórczej sytuacji konfliktu 
moralnego, jest przyjęcie i głębokie doświadczenie poczucia realnej winy 

jako nieodłącznej, choć w dalszej perspektywie, twórczej kary dojrzałego 

sumienia. 

Rozpatrując dynamikę powstawania i rozwoju konfliktów sumienia jako 
źródeł zaburzeń emocjonalnych, należy poczynić założenie o istnieniu w 

naturze człowieka jedności psycho-fizyczno-duchowej. Brak takiego 

109 

 
założenia nie odda w pełni wagi dylematów ludzkich, gdyż zagubi jeden z 

jego wymiarów. Tym wymiarem ważnym dla rozumienia człowieka w jego 

psychicznym cierpieniu, jest jego ustosunkowanie się do pozaindywidualnej 

i pozaspołecznej rzeczywistości, poprzez własne decydowanie. Jego 
ustosunkowanie się do niezmiennego porządku wartości, w tym także do 

nierelatywnego porządku moralnego. "Nie można zaprzeczyć, że człowiek 

istnieje zawsze w ramach określonej kultury, ale prawdą jest też, że nie 

wy~'aża się on cały w tej kulturze. Zresztą sam fakt rozwoju kultur 
dowodzi że w człowieku jest coś, co wykracza poza kulturę. To "coś" to 

ludzka natura: to ona jest miarą kultury i to dzięki niej człowiek nie 

background image

staje się więźniem żadnej ze swych kultur, ale umacnia swoją osobową 

godność, żyjąc zgodnie z głęboką prawdą swojego bytu" lJan Paweł II, 

1993, s. 83/. 
W niektórych formach psychoterapii, tę ludzką "trójjedność" 

sprowadza się do dwujedności psychofizycznej. Treści zawarte w sferze 

duchowej - prawa moralne i wartości - rozpatrywane są wtedy w kategoriach 

jedynie emocjonalnych i sprowadzone do jego sfery psychologicznej. 
Zakresy treściowe zaś potrzeb i wartości traktowane są mylnie, jaka 

pokrywające się ze sobą. Tak zaspokajanie potrzeb jak i realizacja przez 

człowieka wartości transcendentalnych, stanowi głębokie i porządkujące 

konteksty poznania człowieka przez siebie samego. Dopełniające się, ale 
autonomiczne. Jakkolwiek oba te porządki służą samorealizacji człowieka i 

oba są niezbędne do zdrowego funkcjonowania, to różnica między nimi jest 

taka, że potrzeby powstają w obrębie osobowości człowieka /często są też 

przez niego kreowane, wartości zaś, choć tworzą i wpływają na osobowość, 
to faktycznie pozostają poza osobowością i człowiek kreować ich nie może. 

Może je natomiast odkryć i realizować lub nie. 

W tym miejscu często rodzi się konflikt moralny, dotyczący decyzji wyboru 

między wartością a potrzebą w życiu człowieka lub pomiędzy samymi 
wartościami. Może też zrodzić się konflikt o podłożu emocjonalnym 

110 

 

/psychologicznym/ jeśli dotyczy wyboru między samymi potrzebami. 
Przedłużające się konflikty /lub powtarzające się/: wartość - wartość, 

potrzeba potrzeba, lub wartość - potrzeba, powodują w efekcie stany 

napięć, lęki, narastające zaburzenia czynnościowe będące wprost przyczyną 

rozwoju głębszych zaburzeń psychicznych. 
Psychoterapia tych zaburzeń nie może być jednak poprawianiem 

pacjenta w sposobach jego postępowania, czy też pouczaniem przez 

terapeutę o tym, co dla pacjenta jest bardziej zdrowe. Jest raczej 

mozolnym procesem towarzyszenia pacjentowi w rozwoju jego świadomości 
dotyczącej różnic między mobilizującymi potrzebami a pociągającymi 

wartościami, między porządkiem psychologicznym a duchowym. Psychoterapia 

jest także pomocą w przyjęciu i znoszeniu konsekwencji płynących z 

niezmienności określonych powinności człowieka wobec innych ludzi i 

własnego sumienia. 
Zadbanie o siebie, w sensie zaspokajania ważnych dla zdrowia psychicznego 

potrzeb, jest często trudne do pogodzenia z realizacją powinności 

wynikłych z wartości. Jest trudne i niekiedy niemożliwe. Co więcej, owo 

zadbanie o siebie jest przecież równie często związane z realizacją 
wartości, a nie tylko potrzeb. Groźną fikcją wyrządzającą krzywdę osobom 

z zaburzeniami emocjonalnymi o etiologii moralnej, jest zanegowanie przez 

psychologię i psychoterapię humanistyczną istnienia duchowego kontekstu 

realnych konfliktów wewnętrznych, nie dających się sprowadzić do 
konfliktów emocjonalnych. 

Trzy rodzaje wspomnianych wyżej dylematów egzystencjalnych człowieka, 

tworzy trzy różne źródła zaburzeń psychicznych i zacieranie różnic między 

nimi, może być jedną z istotnych przyczyn niskiej efektywności 
psychoterapii. Często w trakcie terapii pacjent nie uświadamia sobie 

trwającego w nim określonego rodzaju konfliktu np.: potrzeba - wartość. 

Nie doświadcza tego jako konfliktu sumienia, lecz jako konflikt emocji. 

Doświadczane wówczas poczucie winy pacjent może przyjmować jako 
zaburzenie domagające 

111 

 

się usunięcia, nie zaś jako głos naturalnego sumienia, wskazujący na 
realną drogę i cel terapii. 

background image

Często w trakcie leczenia trzeba podjąć decyzję i przejść proces 

przebaczenia sobie i innym ludziom. Dojrzałą drogę wyjścia z konfliktu 

sumienia jest decyzja pacjenta przyjęcia i doświadczenia realnej winy 
oraz decyzja zadośćuczynienia poprzez podjęcie określonego działania 

zgodnie z wartościami pozainduwidualnymi i pozaspołecznymi, aktualnymi 

zawsźe i wszędzie. 

Podjęcie decyzji o przebaczeniu /sobie lub innym/ nie tylko nie musi 
zatrzymywać emocjonalnego procesu przebaczenia, ale wręcz może ten proces 

uruchamiać. Może być on długotrwały i nie zawsze kończy się z chwilą 

zakończenia terapii. Przechodzi przez etapy bezradności, smutku i 

rozpaczy, ale też w trakcie ich trwania pacjent uwalnia się od ciężaru 
tłumionej winy, umożliwiając przez to poszukiwanie dojrzalszych sposobów 

realizacji swojego życia. Decyzja pacjenta dotycząca przebaczenia, 

uruchamia jego siły życiowe, angażuje motywację i odpowiedzialność za 

proces dochodzenia do zdrowia. 
Spotkanie się z prawdą o sobie w trakcie leczenia, jest postawą 

odpowiedzialną, choć trudną. Jest konfrontacją nie tyle potrzeb i 

wartości, które udało się pacjentowi ochronie, ale przede wszystkim 

konfrontacją wartości i potrzeb, których nie udało się zrealizować. 
Mimo że wartości tych nikt z ludzi, ani terapeuci, ani pacjenci, nie 

tworzy, to w głębi sumienia, aby wrócić w pełni do zdrowia, trzeba być im 

wiernym. Pacjent z pomocą terapeuty ma szansę je odkryć. Odkryć i 

doświadczyć jako niosącą wewnętrzny spokój dobrą niezmienność. 
BIBLIOGRAFIA 

1. Bradshow J., Zrozumieć rodzinę. Warszawa, 1994. JPZiT, wyd. I. 

2. Chlewiński Z., Dojrzałość. Osobowość, sumienie, religijność. Poznań, 

1991. W drodze, wyd. I. Diagnostic and Statistical Manual of Mental 112 
 

Disorders - Revised. DSM - III - R. Washington, 1987. APP, ed. I. 

3. Jakubik A., Podstawowe kierunki psychiatrii dynamicznej. Warszawa, 

1989. PZWL, wyd. I. 
4. Jan Paweł II, Veritatis splendor. Wrocław, 1993. TUM, wyd. I. S. 
Kępiński A., Lęk. Warszawa 1977a. PZWL, wyd. I. 

6. Kępiński A., Melancholia. Warszawa 1974. PZWL, wyd. I. 7. Kępiński A., 

Psychopatie. Warszawa 1977b. PZWL, wyd. I. 

8. Kępiński A., Psychopatologia nerwic. Warszawa 1972. PZWL, wyd. I. 
9. Mowrer O. H., The crisis in psychiatry and religion. New York, 

1961.Van Nostrand, ed. I. 

10. Pużyński St., Depresje. Warszawa, 1979. PZWL, wyd. I. 

11. Ryś M., Zespoły zaburzeń po przerwaniu ciąży. Warszawa, 1994. ISnR 
ATK, wyd. I. 

12. Scheler M., Resentyment a moralność. Warszawa, 1977. Czytelnik, wyd. 

I. 

113 
 

 

 

 
TERAPIA MORALNA - SPOŁECZNOŚCI TERAPEUTYCZNE JAKO UZUPEŁNIENIE 

(ALTERNATYWA?) HOSPITALIZACJI PACJENTUW CHORYCH NA SCHIZOFRENIĘ , 

Grzegorz ZALEWSKI 

 
Pod koniec XVIII wieku F. Pinel we Francji i W. Tuke w Anglii 

przeciwstawili się traktowaniu obłąkanych jak dzikich bestii, które 

należało przykuwać łańcuchami do ściany i trzymać w lochach. 

Zapoczątkowali proces podejścia do obłąkanych, jak do dzieci, które 
należy wychowywać. Zaproponowaną przez nich terapię nazwano moralną (por. 

Warner, 1994). Dziewiętnastowieczne społeczności terapeutyczne, stosujące 

background image

terapię moralną, istniały jednak przez krótki okres czasu. R. Warner 

uważa, że moralna terapia chorych na psychozę w Anglii miała miejsce 

tylko między 1850, a 1860 rokiem; w tym czasie nastąpiło w Anglii 
ożywienie gospodarcze i było duże zapotrzebowanie na pracowników, nawet 

prezentujących psychotyczne objawy. W pozostałych latach XIX wieku 

występowało w tym kraju duże bezrobocie i wobec tego "podleczeni" 

psychotycy nie mogli znaleźć pracy, co wpływało na nich demoralizująco. W 
USA natomiast terapia moralna była stosowana przez całą pierwszą połowę 

XIX wieku. Po rehabilitacji pacjenci bez trudu uzyskiwali pracę, ponieważ 

w tym okresie w USA utrzymywało się ożywienie gospodarcze i brakowało 

pracowników. Ekonomia polityczna wpływała więc na to, czy pacjenci 
psychiatryczni byli potrzebni, jako dodatkowa siła robocza (umożliwiano 

im wtedy pracę), czy też byli niepotrzebni (trzymano ich wtedy w 

szpitalach). 

W tym miejscu jeszcze raz wrócimy do współczesnego problemu 
wieloczynnikowej etiologii schizofrenii. Prawdopodobnie istotną rolę  

114 

 

w powstaniu tej choroby odgrywają: biologiczne predyspozycje pacjenta, 
doznane urazy psychiczne i jego kryzys duchowy. Lekarze psychiatrzy są 

przygotowywani zawodowo do badania biologicznych przyczyn schizofrenii i 

do ograniczania lub eliminowania ich wpływu. Jest więc naturalne, że 

psychiatrzy koncentrują się na czynnikach biologicznych i dziedzicznych, 
jako podstawowych przyczynach schizofrenii. Lekarze psychiatrzy nie mają 

obowiązku zbyt szczegółowego analizowania historii urazów psychicznych, 

których doświadczył pacjent; nie muszą poświęcać na to zagadnienie kilku 

miesięcy czy nawet lat, jak robią to psychoanalitycy. Rodziny pacjentów 
nie mają prawnego obowiązku informowania lekarzy o swoich konfliktach, co 

często uniemożliwia psychiatrom dotarcie do ukrytych, stresogennych 

relacji, istniejących aktualnie w rodzinach pacjentów. Ukrywane konflikty 

rodzinne są jednak niekiedy tak stresujące, że "najsłabsze ogniwo 
rodziny" pacjent, trafia do szpitala psychiatrycznego z rozpoznaniem 

schizofrenii (por. np. Lilienfeld, 1995). W istotny sposób do powstania 

schizofrenii może także przyczynić się utrata osób bliskich lub pracy. Z 

drugiej strony to właśnie choroba psychiczna często prowadzi do 

izolowania się psychotyka od ludzi i do utraty umiejętności wykonywania 
pracy. Schizofrenia jest więc problemem społecznym (por. Falicki, 1985). 

Katastrofy społeczne powodują ewidentne urazy psychiczne, których 
wpływ na powstawanie psychoz schizofrenicznych należy uwzględnić; urazów 

takich dostarcza np. wojna. Doświadczenia II Wojny Światowej doprowadziły 
do ukształtowania się określonej grupy pacjentów psychiatrycznych, o 

których nie można było już powiedzieć, że etiologia ich objawów jest 

nieznana lub głównie biologiczna. Z byłymi żołnierzami w Szpitalu 

Northfield w Birmingham, z których wielu prezentowało objawy 
schizofrenii, pracował T. Main, a z pacjentami z zaburzeniami charakteru 

w Szpitalu Henderson w Londynie pracował M. JoneS (1968). Tworzyli oni 

tzw. "społeczności terapeutyczne", w których psychiatrzy i pacjenci 

wspólnie organizowali środowisko szpitalne, 
115 

 

a otwarta i szczera komunikacja była nagradzana. Podstawowym celem takich 

społeczności było nauczenie pacjentów samokontroli, adekwatnej samooceny 
i przewidywania konsekwencji własnych zachowań. 

Początkowo tą formą oddziaływania nie byli objęci psychotycy. 

Dopiero w latach sześćdziesiątych w Szpitalu Littlemore w Oxfordzie 

powstała społeczność terapeutyczna gdzie ok. 10 osób personelu i 60 
chronicźnych pacjentów (lub znajdujących się w ostrej fazie psychozy) 

ustalało zasatdy funkcjonowania oddziału, oceniało zachowanie nowych 

background image

pacjentów, prowadziło rozmowy z rodzinami pacjentów, wpływało na proces 

leczenia i decydowało 

o wypisach. Tego typu zasady wzbudzały w pacjentach poczucie 
odpowiedzialności, ale niekiedy prowadziły także do organizacyjnego 

chaosu; wymagały więc od lekarzy psychiatrów elastyczności, tolerancji, 

niezwykłej 

cierpliwości i wyrozumiałości. 
Pewne elementy demokratyzacji zasad życia szpitalnego pojawiły się 

w 1949 roku w Szpitalu Dingleton w Melrose, Szkocja. W 1953 roku swoje 

oddziały psychiatryczne otworzyły: Szpital Mapperley i Warlingham Park w 

Londynie. Wprowadzanie społeczności terapeutycznych w wielu szpitalach 
psychiatrycznych wyprzedziło więc wynalezienie i wprowadzenie 

neuroleptyków (druga połowa lat pięćdziesiątych). O. Odegard (1964) 

udowodnił po przeprowadzeniu badań w 17 szpitalach w Norwegii, że te 

szpitale, które 
przed erą neuroleptyków wypisywały niewielu wyleczonych pacjentów, po 

wprowadzeniu neuroleptyków znacznie poprawiły swoje osiągnięcia 

terapeutyczne. Te szpitale natomiast, które kierowały się już zasadami 

społeczności terapeutycznych i wypisywały większą ilość wyleczonych 
pacjentów, nie zwiększyły ilości wypisów po wprowadzeniu leków 

antypsychotycznych (por. Tab. I). Odegard konkluduje, że w szpitalach, 

gdzie nie istniała terapia środowiskowa "leki były prawdziwym 

błogosławieństwem 
(...), ale w bardziej uprzywilejowanych instytucjach leki oznaczały po 

prostu, że jedna forma terapii została zastąpiona inną, równie skuteczną" 

(tamże, 

116 
 

s. 776). Wyniki powyższych badań są jednoznaczne; wszędzie tam, gdzie 

szpitale są przepełnione i brakuje pieniędzy lub motywacji lekarzy do 

wprowadzania społeczności terapeutycznych, stosowanie leków jest bardzo 
użyteczne. W nie przepełnionych szpitalach natomiast, gdzie pacjenci mają 

do wykonania społecznie pożądane zadania i czują się częściowo 

odpowiedzialni za siebie lub za te zadania, stosowanie leków może być 

znacznie ograniczone. Zaskakujący jest jednak fakt, że ogólnie efekty 

terapeutyczne, uzyskiwane w Norwegii przed erą neuroleptyków (1949-53) są 
podobne do tych, jakie uzyskano po ich wprowadzeniu (1955-9). Do 

podobnych wniosków doszedł N. H. Rathod (1958) na podstawie danych 

Szpitala Cane Hill w Surrey, USA. 

Tabela 1. Liczba wypisanych pacjentów i nie przyjętych ponownie na 100 
przyjęć we wszystkich szpitalach psychiatrycznych w Norwegii (Odegard, 

1964). 

  Szpital 1949-53 1955-9  % 

zmiany 

 

75.5 71.6 - 5.4 

 

67.1 65.5 - 2.4 

 

66.5 62.3 - 6.3 

 

60.2 57.6 - 4.3 

 

58.4 44.9 - 23.1 

 

57.0 49.8 - 12.6 

 

56.6 59.6 + 5.3 

 

54.4 49.0 - 9.9 

 9 

.53.8 

63.9 

18.8 

 

10 

53.6 53.6 0 

 

11 

52.0 51.2 - 1.5 

 

12 

51.1 51.4 +0.6 

 

13 

49.1 65.4 + 33.2 

 

14 

48.7 50.4 + 3..5 

 

15 

46.7 46.5 - 0.4 

background image

 

16 

44.4 51.4 + 15.8 

 

17 

34.2 41.4 +Z1.0 

117 
 

W 1963 roku liczba pacjentów w stanowych i okręgowych szpitalach 

psychiatrycznych w USA wynosiła 504 604, natomiast w roku 1969 

zmniejszyła się do 369 929. Na taki korzystny stan rzeczy miał 
niewątpliwie wpływ coraz szerszy zakres stosowania neuroleptyków i - w 

mniejszym stopniu - organizowanie nielicznych społeczności 

terapeutycznych. Jednak w tym samym czasie zwiększyła się gwałtownie 

liczba ludzi chorych psychicznie przebywających w domach opieki 
społecznej, do tego stopnia, że ogólna liezba rezydentów szpitali 

psychiatrycznych i domów opieki społecznej była w 1969 roku wyższa. W 

1963 roku wynosiła ona 726 325, a w 1969 roku już 796 712 (Warner, 1994). 

W tym miejscu powstaje ciągle aktualne pytanie: Czy prowadzimy ludzi 
chorych psychicznie w kierunku zdrowia psychicznego i samodzielności, czy 

też raczej przygotowujemy ich do roli rezydentów domów opieki społecznej? 

W pierwszym przypadku konieczne wydaje się podawanie pacjentom leków i 

tworzenie społeczności terapeutycznych, w drugim przypadku wystarcza 
podawanie leków. W 1969 roku w stanowych i okręgowych domach opieki 

społecznej w USA obok starszych ludzi przebywało także wielu względnie 

młodych (poniżej 65 roku życia), leczonych uprzednio w szpitalach 

psychiatrycznych. Ich liczba wzrosła między 1963, a 1969 rokiem o ponad 
25 000 osób (tamże, s. 89). Taki przeciętny, "podleczony" neuroleptykami 

pacjent szpitala psychiatrycznego, przeniesiony do domu opieki 

społecznej, "przebywał 8.46 godziny na dobę w łóżku, czas ograniczony 

głównie przez ciągłe usiłowanie sponsora utrzymania rezydenta poza 
sypialnią i 1.46 godziny na posiłkach. Resztę dnia spędzał on w 

całkowitej samotności, albo oglądając bezmyślnie telewizję (nieliczni 

rezydenci odpowiadali, że lubią oglądać telewizję; większość była 

zaskoczona pytaniem), albo wałęsając się bez celu w sąsiedztwie, czasami 
zatrzymując się na drzemkę na murku lub parkowej ławce" (Van Puttem Spar, 

1979, 461-2). 

Prawie każdego chorego na schizofrenię, znajdującego się w stanie ostrej 

psychozy, można lekami doprowadzić do poziomu takiego uspokojenia,  

118 
 

aby przyjął go dom opieki społecznej. Podawanie choremu wyłącznie leków 

nie jest jednak wszystkim, co jest możliwe, ani też nie jest 

terapeutycznym osiągnięciem zastąpienie jego przekonań (urojeń) poczuciem 
totalnej pustki. Znalezienie się chorego na schizofrenię w społeczności 

terapeutycznej daje mu szansę wypełnienia jego świadomości pozytywnymi 

treściami i nauczenia go konstruktywnych zachowań. 

W przypadku konieczności leczenia schizofrenii istnieją także dodatkowe 
problemy. Otrzymanie miejsca w szpitalu, a następnie w domu opieki 

społecznej jest dla wielu chorych bardzo trudne. Np. w 1981 roku na 

przyjęcie do szpitala stanowego w Denver, Colorado, oczekiwało ponad 100 

pacjentów chorych psychicznie. Szpital ten wypisywał jednego pacjenta w 
ciągu tygodnia lub dwóch, wobec tego oczekujący na końcu listy mogli 

otrzymać miejsce w szpitalu dopiero po dwóch lub czterech latach (Warner, 

1994, s. 90). Nieuzasadnione okazały się więc obawy tych wszystkich 

humanistów, którzy protestowali w XX wieku przeciwko przetrzymywaniu 
pacjentów w szpitalach psychiatrycznych wbrew ich woli. Konieczność 

ograniczania funduszy na opiekę społeczną (w tym na bezpłatną opiekę 

psychiatryczną) doprowadziła do sytuacji, że szczególnie bezdomni, 

nieubezpieczeni pacjenci, znajdujący się w okresie kryzysu psychotycznego 
są albo wcale nie przyjmowani do szpitali albo na względnie krótki okres 

czasu, a następnie odsyłani do stresogennych środowisk lub prosto na 

background image

ulicę. Sytuacja taka istnieje w Stanach Zjednoczonych, a w przyszłości 

prawdopodobnie pojawi się w Zjednoczonej Europie. W Polsce sytuacja jest 

być może trochę lepsza, ale bezdomnym schizofrenikom na dworcach również 
nikt nie zapewnia odpowiedniej opieki. 

Pewna grupa pacjentów jest przetrzymywana w szpitalach na całym świecie 

wbrew ich woli, natomiast inni pacjenci, głównie nieubezpieczeni, usiłują 

się tam dostać, aby na koszt podatników otrzymać podstawowe leki, nocleg 
w czystej pościeli i trzy posiłki dziennie. Nieliczni mają jeszcze 

119 

 

dodatkowo możliwość uczestniczenia w zajęciach społeczności 
terapeutycznych. Pacjenci ubezpieczeni z kolei funkcjonują w ramach tzw. 

"drzwi obrotowych". W razie potrzeby dostają się oni z reguły do szpitala 

psychiatrycznego, po okresie leczenia zostają wypisani, ale część z nich 

wraca ponownie do szpitala w ciągu tego samego roku. We wczesnych latach 
siedemdziesiątych sytuacja taka dotyczyła około połowy pacjentów 

psychiatrycznych, leczonych w USA (Warner, 1994, s. 90). 

Obecnie istnieją co najmniej cztery uzupełniające (alternatywne?) w 

stosunku do hospitalizacji sposoby leczenia ostrych faz psychozy: 
1. Pierwszą metodę opiszę na przykładzie Cedar House, Boulder, USA 
(za Warner, 1994, s. 267-69). Pacjenci hospitalizowani już co najmniej 

jeden raz, przechodzący kolejny kryzys psychotyczny, mają w Boulder 

możliwość dokonania wyboru: czy chcą być umieszczeni w szpitalu 
psychiatrycznym, czy też raczej w Cedar House. Koszt pobytu pacjenta w 

tej społeczności terapeutycznej jest trzykrotnie mniejszy, niż w 

prywatnym szpitalu psychiatrycznym; chorzy mogą przebywać w Cedar House 

od jednego dnia do roku - przeciętnie przebywają około dwóch tygodni. W 
społeczności tej żaden pacjent nie jest umieszczany, przetrzymywany, ani 

też leczony wbrew jego woli. Zrezygnowanie z przymusu jest wstępem do 

potraktowania pacjenta, jako klienta. Zgodnie z zasadami terapii moralnej 

częściowa samokontrola motywuje klienta do współpracy z lekarzem w 
procesie terapii. W Cedar House jest tylko piętnaście miejsc i pacjenci 

muszą czekać w kolejce na przyjęcie. Wykluczani ze społeczności są ci, 

którzy wychodzą bez pozwolenia, uciekają lub są agresywni fizycznie. 

Praktycznie wszyscy pacjenci z depresją psychotyczną, większość chorych 

na schizofrenię i wielu w fazie maniakalnej mogą być leczeni w Cedar 
House przez wszystkie fazy choroby. 

Budynek bardziej przypomina dom middle-class, niż szpital. Rezydenci i 

personel przynoszą do niego swoje maskotki. W jednym pokoju śpiewa ptak w 

klatce, w innym w fotelu siedzi pies; na podłodze są dywany, w kominku 
pali 

120 

 

się ogień, pacjenci jedzą posiłki wspólnie z personelem; na półkach stoją 
książki, rezydenci oraz goście wchodzą i wychodzą względnie swobodnie. 

Każdy z rezydentów ma także określone obowiązki, służące dobru całej 

społeczności. Ze względu jednak na psychiczny stan pacjentów, częste ich 

wypisy i przyjmowanie nowych, rezydenci częściej współuczestniczą przy 
wykonywaniu obowiązków, niż wykonują je samodzielnie. Profesjonalna 

opieka w Cedar House utrzymana jest na poziomie opieki szpitalnej. 

Terapeuta i pielęgniarka są obecni cały czas. W czasie weekendów 

dodatkowo pracuje z pacjentami dwóch doświadczonych terapeutów. 
Psychiatra jest obecny przez trzy godziny dziennie, team leader kieruje 

programem, a sekretarka prowadzi biuro i przydziela obowiązki domowe. 

Personel jest dobrany pod względem umiejętności twórczego rozwiązywania 

trudnych problemów, wysokiego poziomu empatii i tolerancji. Stosowane są 
wszystkie metody diagnostyczne i terapeutyczne, poza elektrowstrząsami. 

Pacjenci z ostrymi lub chronicznymi, organicznymi zaburzeniami mózgu, 

background image

korzystają z ośrodków diagnostycznych i laboratoriów lokalnych szpitali. 

W przypadku dolegliwości somatycznych konsultacji udzielają interniści. 

Podstawowa różnica między Cedar House, a szpitalem polega jednak na tym, 
że w czasie formułowania diagnozy lekarz nie koncentruje się na 

biologicznych, ale na społecznych uwarunkowaniach choroby. Stawia 

następujące pytania: Co spowodowało, że pacjent zachorował właśnie teraz? 

Gdzie pracuje i gdzie mieszka? Czy jego warunki pracy i mieszkania uległy 
ostatnio zmianie? 

Czy w jego rodzinie występują jakieś napięcia? Prawidłowa odpowiedź na 

powyższe pytania umożliwia takie zaplanowanie procesu terapeutycznego, 

aby pacjent po opuszczeniu środowiska terapeutycznego nie wrócił 
automatycznie do stresogennego środowiska i nie zareagował nawrotem 

objawów 

choroby. Paradoksalnie, stosunkowo łatwa jest terapia pacjenta żyjącego 

na ulicy, śpiącego w bramie i żywiącego się resztkami z pojemników na 
śmieci. . , U takiego człowieka często już po kilku dniach pobytu w Cedar 

House znikają 

121 

 
pozytywne objawy choroby psychicznej; umieszczenie go następnie w domu 

opieki społecznej rozwiązuje większość jego bytowych problemów. O wiele 

bardziej skomplikowana jest terapia pacjenta wracającego do domu, gdzie 

między członkami rodziny panuje wzajemna wrogość, a pacjent jest uważany 
za "kozła ofiarnego", albo traktowany jak "głupek". W takiej sytuacji 

konieczna jest moralna terapia całej rodziny.  

2. Kanadyjski psychiatra społeczny P. Polak rozwinął w raimach Southwest 

Denver Community Mental Health Services nową metodę terapii pacjentów 
znajdujących się w ostrej fazie psychozy (Brook i in., 1976). Program ten 

istniał w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, obecnie jest 

realizowany w innych ośrodkach. P. Polak porozumiał się z kilkunastoma 

rodzinami, mieszkającymi w sąsiedztwie, które zgodziły się przyjąć do 
siebie jednego lub dwóch pacjentów znajdujących się w ostrej fazie 

psychozy. Rodziny zostały dobrane pod względem panującego w nich 

emocjonalnego cieple i akceptacji ludzkiej odmienności. Każdy pacjent 

otrzymał własny pokój i był traktowany, jak gość; większość pacjentów 

starała się więc zachowywać jak zaproszeni goście i nie doprowadzała do 
konfliktów. Psychiatra, pielęgniarki i pozostali członkowie personelu z 

Southwest Denver Community współpracowali z "rodzinami zastępczymi", co 

umożliwiało przeprowadzenie procesu leczenia pacjentów w warunkach 

domowych. W procesie opieki i leczenia pacjentów uczestniczyły też często 
ich własne rodziny. Podawanie leków odbywało się wyłącznie po uzyskaniu 

zgody pacjenta. Przeciętnie pacjenci przebywali w "rodzinach zastępczych" 

10 dni. W tym czasie, w miarę możliwości, pomagali w pracach domowych i 

robieniu zakupów; po tym okresie często utrzymywali przyjazne kontakty ze 
swoimi "zastępczymi rodzicami" - składali im wizyty, kontaktowali się 

telefonicznie i listownie. 

Program terapeutyczny, który umożliwiał traktowanie pacjenta jak gościa 

lub nawet "członka rodziny", zapewniał mu maksymalny kontakt ze 
społeczeństwem i okazał się bardzo efektywny. Generalnie prowadził 

122 

 

do lepszych rezultatów, niż hospitalizacja. Autorzy artykułu nie 
analizują tego zagadnienia szczegółowo, wskazując tylko, ie pacjenci 

leczeni w "rodzinie zastępczej" czuli się w czasie terapii znacznie 

lepiej, niż pacjenci hospitalizowani.  

3. Amerykański psychiatra społeczny L. Stein, pracownik społeczny M.A. 
Test i ich współpracownicy z Madison, Wisconsin, objęli programem 

terapeutycznym chronicznie chorych psychotyków w ich własnych domach, 

background image

usiłując zapobiegać ostrym fazom choroby (Warner, 1994, ss. 270-272). 

Program był realizowany w latach siedemdziesiątych. Członkowie zespołu 

terapeutycznego mieli możliwość kontaktu z pacjentami (klientami) przez 
całą dobę, przez siedem dni w tygodniu. Pomagali im w wykonywaniu 

codziennych obowiązków domowych i porozumiewali się z rodzinami klientów, 

wspólnie rozważając możliwości zwiększenia aktywności społecznej swoich 

podopiecznych. Byli obecni, kiedy ich chronicznie chorzy klienci 
poszukiwali pracy i negocjowali z właścicielami wynajmującymi mieszkania. 

Kiedy któregoś dnia klient nie był w pracy lub nie zgłosił się po leki, 

terapeuci przychodzili do jego mieszkania, aby poznać przyczynę. Wczesne 

objawy nawrotu psychozy były więc szybko rozpoznawane i z reguły leczone 
w warunkach domowych; konieczność umieszczenia klienta w szpitalu 

pojawiała się bardzo rzadko. W ciągu roku działania programu tylko 6% 

klientów hospitalizowano, natomiast w tym samym czasie hospitalizowano aż 

58% pacjentów nie objętych programem. Społeczność terapeutyczna L. Steina 
skutecznie więc zatrzymała "drzwi obrotowe", tzn. częste rehospitalizacje 

pacjentów. Po roku leczenia klienci omawianej społeczności terapeutycznej 

prezentowali mniej symptomów, posiadali wyższą samoocenę i byli bardziej 

zadowoleni ze swojego życia, niż pacjenci leczeni standardowo; częściej 
też stawali się samodzielni oraz rzadziej trafiali do więzienia i 

popełniali samobójstwo. 

123  

Obecnie program terapeutyczny z Madison jest realizowany przez Mental 
Health Center w Boulder County; jest nim objętych ok. 20% psychotyków 

zagrożonych nawrotem choroby. Pomimo ogólnie dużej liczby klientów, jeden 

terapeuta zajmuje się tylko 12 - 15 ósobami. Kiedy zaistnieje taka 

potrzeba, opieka nad klientami może obejmować: 
* codzienny, dostosowany do sytuacji, nieplanowany wcześniej kontakt; 

* dwukrotne w ciągu dnia monitorowanie przyjmowania leków i efektów 

leczenia; 

* codzienne przydzielanie klientowi określonej sumy pieniędzy (terapeuta 
może być beneficjentem renty klienta); * superwizja i opłacanie 

mieszkania; 

* uczestniczenie i pomaganie w załatwianiu spraw w urzędach oraz innych 

formalności. Dzięki dwukrotnemu w ciągu dnia monitorowaniu przyjmowania 

leków 
zrezygnowano z domięśniowego podawania środków antypsychotycznych, 

posiadających długi okres działania, ale także powodujących uciąźliwe 

objawy uboczne. Klienci nadużywający dawniej alkoholu i narkotyków nie 

mieli obecnie z tym większych problemów, ponieważ otrzymywali codziennie 
od terapeuty niewielkie kwoty pieniędzy, wystarczające tylko na 

podstawowe zakupy. Ogólnie, dzięki sensownemu gospodarowaniu pieniędzmi 

klientów, uzyskano efekt, że w drugiej połowie miesiąca podopieczni nie 

byli głodni, bezdomni lub hospitalizowani. W przypadku pacjentów nie 
objętych programem i żyjących poza szpitalem, tego typu sytuacje zdarzają 

się często. W 1984 roku, przed włączeniem klientów do społeczności 

terapeutycznej, 28% było hospitalizowanych kilka razy w ciągu roku; sześć 

lat później zjawisko "drzwi obrotowych" dotyczyło już tylko 5% klientów. 
Przed 1984 rokiem tylko 4% klientów nie było rehospitalizowanych w ciągu 

dwóch lat; sześć lat później liczba ta wzrosła do 60%. 

124 

 
Interesujące okazało się porównanie klientów uczestniczących w programie 

terapeutycznym w Boulder z chronicznymi pacjentami oddziału 

psychiatrycznego szpitala ogólnego w Manchester. Przeciętny poziom 

psychopatologii okazał się wyższy u klientów z Boulder, ale jednocześnie 
oceniali oni jakość swojego życia znacznie wyżej, niż pacjenci oddziału 

psychiatrycznego w Manchester. Okazuje się, że chorzy potrafią żyć poza 

background image

szpitalem i cieszyć się ze swojego życia, pomimo poważnych zaburzeń w 

myśleniu i zachowaniu. Przyczyna wydaje się być prosta: niewielu ludzi, 

zdrowych czy chorych, lubi żyć w ramach instytucji - jeżeli mogą oni 
uzyskać taką samą pomoc poza szpitalem, to są bardziej zadowoleni. 

4. Na innych zasadach funkcjonowała Kingsley Hall - społeczność 

terapeutyczna, założona przez R. D. Lainga, D. Coopera i A. Estersona 

(Cooper, 1967; Laing, Esterson, 1971). Psychiatrzy ci i psychoterapeuci 
wypożyczyli budynek od władz Londynu. Zajmowali go od 1965 do 1970 roku. 

Budynek ten posiadał pewną wartość historyczną, ponieważ w przeszłości 

stanowił rezydencję Mahatmy Gandhiego, który mieszkając w nim, 

wynegocjował uniezaleźnienie się Indii od Wielkiej Brytanii. W 1970 roku 
umowa wynajmu nie została odnowiona, ale metoda leczenia, zaproponowana 

przez R. D. Lainga, była już na tyle znana, że powstało wiele nowych 

społeczności terapeutycznych, tzw. post-Kingsley Hall houses. W tym 

czasie od zespołu terapeutów odłączyli się Esterson i Cooper, ale 
pojawili się nowi ludzie, m. in. L. Redler, pierwszy Amerykanin; H. 

Crawford - szkocki psychoanalityk; J. Heaton - fenomenolog i brytyjski 

arystokrata oraz antropolog Francis Huxley, krewny Aldousa Huxleya (por. 

Thompson, 1995). 
R. D. Laing oparł swoją koncepcję terapii schizofrenii na wczesnych 

pracach Z. Freuda, szczególnie dużo uwagi poświęcając tzw. "wolnym 

skojarzeniom". Metoda ta polega na głośnym wypowiadaniu wszystkiego, co w 

czasie sesji terapeutycznej pojawia się w obrębie świadomości klienta, 
bez względu na to, jak bardzo są to treści osobiste, intymne lub 

wywołujące 

125 

 
negatywne emocje. "Wolne skojarzenia" mogą być stosowane w przypadku 

każdej nerwicy, kiedy nawet jej przyczyny są głęboko ukryte, a klient 

prezentuje wiele objawów - podstawowym warunkiem jest tylko, aby klient 

był szczery i chciał sobie pomóc. Bez względu na to, jak bardzo chory 
jest dany człowiek, odwołujemy się do jego zdrowej części (Biom 1961). 

W swoich wczesnych pracach Z. Freud uważał, że nerwića jest konsekwencją 

osobistych tajemnic (urazów), które neurotyk w jakiś spbsób ukrywa przed 

sobą. Tajemnice takie są wypierane ze świadomości, ponieważ dotyczą 

strasznych rozczarowań z okresu wczesnego dzieciństwa: np. doświadczania 
awantur, bicia, czy wykorzystywania seksualnego przez osoby bliskie, 

którym dziecko zaufało. Potwierdzeniem istnienia mechanizmu wyparcia 

pierwotnego jest wyparcie wtórne, kiedy to osoby już dojrzałe 

doświadczają urazu, a następnie o nim zapominają. Uraz taki, np, aborcja, 
zostaje wyparty ze świadomości, ale powoduje u danej osoby symptomy 

neurotyczne o pozornie nieznanej etiologii, np. objawy somatyczne, 

bezsenność lub koszmarne sny, lęki, trudności w koncentracji uwagi itp. 

Wyparcie jest stosowane przez neurotyka, ponieważ czasowo uwalnia go od 
cierpienia i frustracji. Dzięki psychoanalizie możliwe stało się dotarcie 

do pozornie zapomnianych urazów, dokładne ich uświadomienie i realne 

ustosunkowanie się do nich. Podstawą psychoanalizy jest jednak całkowita 

szczerość klienta z analitykiem, który poprzez autentycznie "wolne 
skojarzenia" klienta dociera do podświadomych, traumatycznych treści. 

Korzenie "psychicznej", freudowskiej terapii sięgają więc do terapii 

moralnej, ponieważ skuteczność leczenia zawiera się w gwarancji - z obu 

stron - bycia uczciwym, rzetelnym i prawym. 
Laing poszedł o krok dalej, niż zrobił to Freud. Przyjął on, że 

indywidualne wyparcie może być wzmocnione przez rodzinną taktykę 

ukrywania tajemnic jednego przed drugim. Np. między rodzicem a dzieckiem 

może istnieć następująca relacja: Wiem, co myślisz, ale odrzuć to i 
staraj się myśleć przeciwnie; lub między dzieckiem a rodzicem: Wiem, co 

czuję, ale ty domagasz  

background image

126 

 

się, abym czuł przeciwnie. Kiedy rodzinna mistyfikacja jest ekstremalna, 
sens rzeczywistości staje się zaburzony i dziecko nie wie, co naprawdę 

myśli i czuje (Laing, 1965). Może więc na taką sytuację zareagować 

autyzmem lub ostrymi objawami psychozy. Leczenie schizofrenicznego 

dziecka lub dorosłego nie powinno przebiegać w warunkach szpitalnych, ale 
w zbliżonych do domowych: Przedchorobowa mistyfikacja powinna być 

zastąpiona szczerością i poszanowaniem praw osoby do indywidualnego 

doznawania, także doświadczeń psychotycznych; nie przez godzinę w relacji 

z analitykiem, ale przez wiele tygodni lub miesięcy, w realnym życiu w 
wieloosobowej grupie. 

Laing utrzymywał, że cokolwiek jesteśmy w stanie doświadczać, nie może 

być patogeniczne, nawet kiedy są to doznania przerażające i powodujące 

lęk. Człowiek nie powinien uciekać od prawdy, oszukiwać samego siebie, 
dzielić doznania na możliwe do przyjęcia i takie, które należy tłumić. 

Wszystko, co pojawia się w świadomości, ma swoją przyczynę, a często i 

cel. Autentyczność doświadczania i w konsekwencj i realna ocena sytuacj i 

są więc motorem zmiany, wymagającym jednak czasu. Wyparcie doznań 
prowadzi natomiast do zaburzeń w świadomości, które przejawiają się 

następnie w postaci psychopatologii. To Freud pierwszy zwrócił uwagę na 

potrzebę analizowania doznań cierpiącego człowieka, werbalizowania jego 

doświadczeń. 
Laing stworzył takie miejsce, w którym chorzy na schizofrenię mogli żyć; 

mogli przeżywać swoje doświadczenia bez zewnętrznych ograniczeń, co w 

konsekwencji doprowadziło część z nich do wewnętrznej przemiany. 

Początkowo doznania chorych były z reguły chaotyczne i destruktywne, 
wobec tego, jeżeli następowała przemiana, to w kierunku porządkowania i 

konstruowania. Grupa była pozbawiona lidera. Znajdowali się w niej 

oczywiście terapeuci, ale podobnie jak analitycy w procesie 

psychoanalizy, nie korygowali oni doświaczeń pozostałych osób. Terapeuci 
nie "normalizowali" też zachowań członków grupy, bez względu na to, jak 

bardzo były one szalone; nie dopuszczano tylko do agresji fizycznej. 

Dozwolona była natomiast 

 
"brutalna szczerość", z którą każdy mógł wyrażać swoje opinie o 

wszystkich i o wszystkim. Prawdopodobnie korzystanie z "brutalnej 

szczerości" było jednak asymetryczne, tzn. terapeuta wysłuchiwał uwag 

pacjenta, natomiast pacjent nie zgadzający się ze zbyt krytycznymi 
uwagami na swój temat zawsze mógł zareagować, tzw. kryzysem 

psychotycznym, czyli wycofać się z realnego kontaktu. Terapeuci byli 

szczerzy, ale jeszcze bardziej musieli być cićrpliwi, wyrozumiali i 

odporni psychicznie. . 
W społeczności terapeutycznej Lainga w większym stopniu dbano o 

przeżywanie i ekspresję subiektywnych doświadczeń, niż o społecznie 

akceptowany obraz ego. Relacje, jakie istniały między ludźmi, były jednak 

bardziej personalne i mniej stereotypowe, niż w szpitalu psychiatrycznym. 
Sesje "terapii grupowej" nie były zaplanowane, ale powstawały 

spontanicznie, jako grupowa potrzeba kontynuowania rozpoczętej już 

rozmowy, np. w czasie obiadu. Było to więc przeniesienie freudowskich 

"wolnych skojarzeń" z diady na forum grupy; z godzinnej analizy na 
całodobowe, realne życie. 

ANALIZA PRZYPADKU JEROME'GO, 20-LETNIEGO MF~ZCZYZNY 

Któregoś dnia Jerome zamknął się w swojej sypialni i nie chciał z nikim 

rozmawiać. Rodzina tolerowała jego nietypowe zachowanie przez kilka dni, 
następnie podjęła kilka nieudanych prób nawiązania z nim kontaktu i 

wreszcie zwróciła się o pomoc do psychiatry. Jerome leżał w łóżku i nie 

background image

chciał rozmawiać z lekarzem; został przeniesiony do karetki pogotowia i 

umieszczony w szpitalu psychiatrycznym z rozpoznaniem schizofrenii 

katatonicznej z elementami depresji. Po serii elektrowstrząsów pacjent 
ponownie stał się "normalny" - pogodny i rozmowny. Po sześciu miesiącach 

nastąpił jednak nawrót choroby. Tym razem trzeba było zastosować dłuższą 

serię elektrowstrząsów, aby pacjent wrócił do zdrowia. Sytuacja taka 

powtórzyła się trzykrotnie w ciągu dwóch lat. W okresie remisji Jerome 
twierdził, że nie wie, dlaczego zachowuje się w taki sposób, ale czuje, 

że musi (za Thompson, 1995). 128 

 

Psychiatrzy leczący pacjenta uważali, że istnieje ryzyko, iż po czwartej 
hospitalizacji Jerome pozostanie w szpitalu na stałe. Kiedy pacjent po 

raz czwarty schował się do swojego pokoju, kolejny raz prowadzono z nim 

negocjacje. Niespodziewanie zgodził się na leczenie, ale tylko przez 

Lainga. Czytał niedawno jego książkę The Divided Self i uważał, że jest 
to jedyny psychiatra, któremu może zaufać. Prośba pacjenta została 

spełniona. Jerome został przyjęty do społeczności terapeutycznej w 

Portland Road. Potraktował ją dosłownie, jako azyl, tzn. zaproponował, że 

uda się do swojego pokoju i pozostanie tam tak długo, aż będzie w stanie 
wyjść na zewnątrz. Członkowie grupy terapeutycznej, raczej niechętnie, 

zgodzili się z propozycją Jeromego. Jego sytuacja była nietypowa, 

ponieważ uniemożliwił on grupie prowadzenie z nim jakichkolwiek rozmów. 

Jednak jego postępowanie mieściło się w ramach terapeutycznej filozofii 
Lainga: wolności i wierności doświadczania, bez względu na to, jak 

szalone lub absurdalne się ono wydaje. Jerome świadomie lub nieświadomie 

sprawdzał, czy głoszona przez Lainga filozofia jest realizowana w 

praktyce. Udał się do swojego pokoju i pozostał tam w samotności. Przez 
kilka dni nikt nie widział, aby Jerome korzystał z jadalni albo łazienki. 

Po sprawdzeniu okazało się, że nowy członek społeczności od momentu 

przybycia nic nie jadł, a potrzeby fizjologiczne załatwiał do łóżka. 

Mówiono mu: Z~amałeś umowę. Odpowiadał: Postępuję zgodnie z umową. Nie 
wydawał się być depresyjny, lękowy, "schizofreniczny", czy ogólnie 

cierpiący. Był raczej uparty. Na propozycję współpracy reagował 

obrażeniem. Potrzebował robić to, co robił, nawet jeżeli nie chciał lub 

nie mógł powiedzieć dlaczego; nie traktował też swojego postępowania, 

jako symptomu wymagającego zrozumienia. Podporządkował się swojemu 
doświadczaniu, a członowce społeczności zostali zmuszeni do doświadczania 

jego osoby, zachowującej się właśnie w taki sposób. Zgodził się jeść 

tylko kaszę, którą przynoszono mu do pokoju; po innych posiłkach 

wymiotował. Powoli tracił na wadze. Po wielu dyskusjach zdecydowano, że 
kiedy będzie miał odleżyny, 

129 

 

zostanie przeniesiony do szpitala. 
Po dwóch miesiącach pobytu Jeromego w Portland Road większość członków 

społeczności chciała się go pozbyć; tylko dwie czy trzy osoby karmiły go, 

myły i zmieniały mu codziennie pościel. Po sześciu miesiącach 

zdecydowano, że jeżeli Jerome nie chce kontaktować się z ludźmi, to 
ludzie przyjdą do niego. Jego łóżko wstawiono do pokoju dr Thompsona. W 

takiej sytuacji wszyscy członkowie społeczności zdecydowali, że będą 

opiekowali się kłopotliwym rezydentem i mówili do niego. Poświęcenie dr 

Thompsona, który zgodził się mieszkać z zanieczyszczającym się, 
wymiotującym i milczącym lokatorem, wzbudziło w rezydentach nadzieję, że 

Jerome wyzdrowieje. Po kilku tygodniach dr Thompson nie wytrzymał jednak 

napięcia psychicznego, przygnębienia i ciszy, jakie panowały w jego 

pokoju. Zaczął więc zapraszać najbardziej hałaśliwego i ruchliwego 
chorego na schizofrenię, który uważał, że jest Mickem 3aggerem. 

background image

Zaproszony rezydent śpiewał w pokoju doktora i Jerome'go dzień i noc. Z 

punktu widzenia dr Thompsona było to lepsze od totalnego milczenia. 

W ten sposób minął cały rok, a zachowanie Jerome'go nie zmieniło się. Na 
tym tle w społeczności powstało wiele różnic zdań i konfliktów, których 

jednak autor nie opisuje, tylko wspomina o nich. Wszyscy przyzwyczaili 

się do sytuacji opieki nad obłożnie chorym rezydentem i przestali się 

odzywać do niego. 
Po osiemnastu miesiącach pobytu w Portland Road Jerome pojawił się 

jednak na schodach, zszedł do toalety, niedbale z niej skorzystał, a 

wracając do swojego pokoju podniósł głowę i powiedział "cześć". Wszyscy 

byli całkowicie zaskoczeni. Po godzinie pojawił się ponownie i 
oświadczył, że jest głodny. Nigdy nie widziano go w tak dobrym stanie; 

był rozmowny, naturalny, trochę nieśmiały, ale nawiązujący kontakty 

społeczne. Wszyscy zastanawiali się, czy jest to trwała zmiana. 

Następnego dnia Jerome ubrał się i posprzątał pokój. Rezydenci chcieli 
koniecznie wiedzieć, co działo się z nim przez 

130 

 

te półtora roku, kiedy odciął się zupełnie od świata. Terapeuci 
przypuszczali, źe Jerome sam nie zna odpowiedzi. On jednak stwierdził, źe 

cały czas przebywał w łóżku, ponieważ musiał policzyć od jednego do 

miliona i następnie w odwrotnej kolejności od miliona do jednego. 

Zakończenie procesu liczenia uczyniło go wolnym i zdrowym. Przez cztery 
lata usiłował dokonać tego "dzieła", ale albo przeszkadzali mu rodzice, 

albo elektrowstrząsy zmuszały go do przerwania rozpoczętej pracy. Kiedy 

po kolejnych hospitalizacjach wracał do domu, myślał głównie o tym, aby 

rozpocząć liczenie i w jaki sposób spokojnie je dokończyć. Dopiero w 
Portland Road okazało się to możliwe. 

Zaskoczeni tym wyjaśnieniem członkowie społeczności pytali go, dlaczego 

liczenie do miliona i z powrotem zajęło mu w Portland Road tak wiele 

czasu - otrzymał przecież osobny pokój. Ciągle mu przeszkadzano, 
informował Jerome, mówiono do niego, śpiewano; kiedy dochodził do kilku 

tysięcy lub nawet kilkuset tysięcy, ktoś przerywał jego koncentrację i 

musiał zaczynać od początku. Oczywiście pojawiło się też pytanie, 

dlaczego nie powiedział członkom społeczności o konieczności realizacji 

swojego "dzieła"; nikt wtedy nie przeszkadzałby mu. "To by się nie 
liczyło" - odpowiedział. "Ważne było, że zaufaliście mi, że pozwoliliście 

mi robić to moim sposobem". Jego uwaga dotyczyła ostatnich kilku 

miesięcy, kiedy, paradoksalnie, członkowie społeczności praktycznie nie 

interesowali się nim, dbając tylko o jego potrzeby fizjologiczne. 
Doświadczali jego obecność i zachowania, jako czegoś oczywistego, a on 

wtedy mógł całkowicie podporządkować się swojemu doświadczaniu, 

czymkolwiek ono było. I doprowadził swoje liczenie do końca. 

Jerome nigdy więcej już nie chorował psychicznie; prowadził przeciętne 
życie. Nurtowało go tylko pytanie, co spowodowało, że w przeszłości czuł 

wewnętrzny przymus izolowania się od ludzi i liczenia. Poddał się więc 

indywidualnej psychoterapii (nie znamy jej wyniku). 

131 
 

W okresie dorastania młodzi ludzie często izolują się od rodziców, aby 

osiągnąć pewien poziom niezależności. Jerome jednak, aby osiągnąć 

niezależność, gotów był oddać życie. Paradoks psychozy polega być może na 
walce o własne życie kosztem własnego życia. Często izolacja rozpoczęta 

przez chorego w domu rodzinnym jest kontynuowana w szpitalu 

psychiatrycznym, aż do osiągnięcia stanu chronicznego i nieuleczalnego. 

Jakieś nieświadome siły podpowiadają przyszłemu pacjentowi destrukcyjni 
rozwiązanie osobistych problemów, które bezwolny pacjent realizuje z 

niezwykłą wytrwałością. Byłoby w tym coś niezwykłego, ale przecież 

background image

destrukcyjne, nieświadome siły mają podobny wpływ na tych ludzi zdrowych 

psychicznie, którzy np. nadużywają alkoholu, kradną, kłamią, współżyją 

seksualnie z dziećmi lub zabijają. 
F. W. Putnam ( 1989) na podstawie badań i długoletniej praktyki 

klinicznej doszedł do wniosku, że w zwielokrotnionej osobowości chorego 

mogą występować różne ośrodki "ja", które czasowo przejmują kontrolę nad 

osobowością pacjenta. Działają one często jak allen power, zmuszając 
pacjenta do postępowania sprzecznego z jego systemem wartości. We 

wczesnym okresie dzieciństwa pacjent był zdrowy; funkcjonował jako 

"osobowość oryginalna". W wyniku kumulowania się urazów została ona 

jednak zepchnięta do podświadomości, a na jej ontycznej podstawie 
ukształtowały się i rozwinęły inne ośrodki "ja", przede wszystkim tzw. 

"osobowość gospodarza". Kontroluje ona myślenie i zachowanie pacjenta 

przez większą część doby; jest depresyjna, lękowa, nieszczęśliwa, 

sztywna, zimna, kompulsywnie dobra, nawiedzana, masochistyczna i 
cierpiąca na wiele dolegliwości somatycznych - szczególnie bóle głowy. W 

2i3 przypadków pacjent nie wie o istnieniu innych osobowości i upływie 

czasu, kiedy inne ośrodki "ja" sprawują kontrolę nad jego ciałem. W 

pewnym momencie swojego życia chory może słyszeć głosy pomniejszające 
jego wartość i krytykujące go; grożące mu i sarkastycznie informujące 

pacjenta o ich całkowitej kontroli nad nim. W ten sposób ujawniają się 

destrukcyjne 

132 
 

ośrodki "ja", tzw. "wewnętrzni prześladowcy", którzy sabotują rycie 

chorego i dążą do jego zranienia lub zabicia. Być może to "wewnętrzni 

prześladowcy" zażądali od Jerome'go, aby przeszedł niezwykle trudny i 
ryzykowny proces inicjacji, zapewniający mu uniezależnienie się od 

rodziców i stanie się dorosłym człowiekiem. Wielu chorych nie przeszłoby 

tej próby; Jerome dokonał tego w Portland Road. 

Oczywiście można też przyjąć, że społeczne izolowanie się Jerome'go 
było spowodowane biochemicznymi zaburzeniami w pracy jego mózgu. Jakiego 

typu były to jednak zaburzenia, które doprowadziły do sytuacji, że liczył 

on od jednego do miliona i z powrotem, a nie np. do dwóch milionów? 

Dlaczego w momencie zakończenia liczenia ponownie stał się człowiekiem 

zdrowym psychicznie? Jak to jest możliwe, że wyzdrowiał bez farma 
kologicznego leczenia? Trudno jest odpowiedzieć na powyższe pytania. 

 

ZAKOŃCZENIE 

Szwajcarski psychiatra Manfred Bleuler (syn Eugena Bleulera, który 
wprowadził pojęcie "schizofrenia") napisał: "Przez większą część mojego 

życia mieszkałem w szpitalach, w których zajmowano się głównie trudnymi 

przypadkami schizofrenii, i od mojego niemowlęctwa do okresu dorastania, 

poważnie chorzy schizofrenicy przebywali nawet w naszym domu (...). 
Pokolenia psychiatrów uważały, że schizofrenia jest procesem 

psychotycznym prowadzącym do kompletnej degeneracji, jeżeli życie 

pacjenta jest wystarczająco długie, aby umożliwić procesowi dotarcie do 

końca (...). Dzisiaj jestem przekonany, że prawda jest inna" (M. Bleuler, 
1968, s. 3,6). M. Bleuler odkrył, że stan zdrowia wielu jego chronicznych 

pacjentów ulegał z biegiem czasu poprawie, a nie pogorszeniu; ustalił 

dodatkowo, że 25-35% chorych na schizofrenię (jeszcze przed erą 

neuroleptyków) wyzdrowiało po przejściu 
ostrego ataku psychozy. 

133 I -. 

 

Społeczności terapeutyczne istniały samodzielnie przez krótki okres 
czasu; głównie na początku XIX i w latach sześćdziesiątych XX wieku. Do 

ich 

background image

zorganizowania potrzebni byli i są ludzie zaangażowani, cierpliwi, chcący 

żyć oraz pracować razem z rezydentami. Cierpliwość terapeutów i 

materialne środki społeczności pojawiają się często niespodziewanie, ale 
równie niespodziewanie zaczyna ich brakować; dlatego społeczności 

terapeutyczne będąw przyszłości raczej uzupełnieniem hospitalizacji 

chorych na schizofrenię, niż alternatywą. 

 
 

 

BIBLIOGRAFIA 

1. Bion, W. R. (1961). Experiences in groups and other papers. New York: 
Basic Books. 

2. Bleuler, M. (1968). A 23-year longitudinal study of 208 schizophrenics 

and impressions in regard to the nature of schizophrenia. In D. 

Rosenthal, S.S. Kety, The transmission of schizophrenia. Oxford: 
Pergamon. 

3. Brook, B. D., Cortes, M., March, R., Sundberg-Stirling, M. (1976). 

Community families: An alternative to psychiatric hospital intensive 

care, Hospital and Community Psychiatry, 27, 195-7. 
4. Cooper, D. ( 1967). Psychiatry and anti-psychiatry. New York: 

Ballantine Books. 

5. Falicki, Z. (1985). Psychiatria społeczna. Warszawa, PZWL, wyd. III. 

6. Jones, M. (1968). Social psychiatry in practice. Baltimore: Penguin. 
7. Laing, R. D. ( 1965). Mystification, confusion and conflict. In I. 

Boszo 

rmengi-Nagy and J. Framo (Eds.), Intensive family therapy, 343-363. New 

York: Harper and Row. 
8. Laing, R. D., Esterson, A. (1971), Sanity, madness and family, 2d ed. 

New 

York: Basic Books. 

134 
 

9. Lilienfeld, S. O. (1995). Seeing both sides. Classic controversies in 

abnormal psychotogy. Brooks/Cole Publishing Company. 

10. Odegard, O. ( 1964). Pattern of discharge from Norwegian psychiatric 

hospitals before and after the introduction of the psychotropic drugs. 
American Journal of Psychiatry, 120, 772-8. 

11. Opoczyńska, M. (1996). Możliwości osobowego rozwoju w schizofrenii. 

Collegium Medicum UJ, Kraków. 

12. Putnam, F. W. (1989). Diagnosis and treatment of multiple personalny 
disorder. The Guilford Press, New York. Rathod, N.H. (1958). 

Tranquillisers and patients' environment. Lancet, 611-13. 

13. Thompson, M. G. (1995). Psychotic clients, Laing's treatmant 

philosophy, and the fidelity to experience in existential psychoanalysis. 
In K. J. Schneider, R. May (1995), The psychology of existence. An 

integrative, clinical perspective. McGraw-Hill, Inc, 233-47. 

14. Van Puttem T., Spar, J. E. (1979). The board and care home: Does it 

deserve a bad press? Hospital and Community Psychiatry, 30, 461-4. 
15. Zalewski, G. (1994). Psychologiczna analiza obłędu. Dział Wydawnictw 

Filii UW, Białystok. 

135 

 
 

 

 

OPIEKA RODZINNA W GMINIE CHOROSZCZ Zdzisław FALICKI, Marek STANKIEWICZ 
 

background image

Psychiatria środowiskowa i jej burzliwy rozwój w wielu krajach 

europejskich w ostatnich latach potwierdza nowe podejście do chórego i do 

postępowania terapeutycznego rozumianego w sposób bardziej kompleksowy. 
Rozwój ten wynika stąd, że uwzględnia się istotne różnice w pozornie 

jednolitej grupie przewlekle chorych psychicznie, głównie z rozpoznaniem 

schizofrenii. Różnice te powodują, że każdy chory powinien być traktowany 

indywidualnie tak w przebiegu leczenia jak i rehabilitacji. Jest to 
podejście ściśle lekarskie, które w tych przypadkach zostało zainicjowane 

i jest dopingowane względami ekonomicznymi. 

Tak więc ze względów lekarskich jak i ekonomicznych szpital 

psychiatryczny traci swą centralną pozycję w systemie lecznictwa 
psychiatrycznego. Szpital nie jest w stanie zapewnić wszystkich form 

rehabilitacji, a nawet przy największych wysiłkach chory i tak będzie 

przebywał w warunkach sztucznych - szpitalnych i będzie odcięty od 

zwykłego, przeciętnego środowiska. Ponadto leczenie szpitalne wymaga 
dużych nakładów finansowych, gdyż jest to najdroższa forma lecznictwa 

psychiatrycznego. 

Stąd w krajach europejskich burzliwy rozwój pośrednich form opieki i 

rehabilitacji, dla chorych, którzy nie muszą przebywać w szpitalu, a 
równocześnie niewystarczająca okazuje się opieka ambulatoryjna. 

Także w Polsce proponowane są reformy lecznictwa psychiatrycznego i 

zmierzają w tym samym kierunku. W planach tych przewiduje się tworzenie 

nowych oddziałów różnego profilu, ośrodków oparcia społecznego, 
środowiskowych domów samopomocy, hosteli, mieszkań grupowych. I jest to 

kierunek prawidłowy i pożądany. Szkoda tylko, że w naśladownictwie innych 

krajów 136 

 
zapominamy o własnych doświadczeniach i własnym dorobku, jakim jest 

opieka rodzinna, której początków na ziemiach polskich dopatrywać się 

można 

od połowy XIX wieku. 
Powstała w okolicach Wilna w gminach Dekszna i Lejpuny. 

W gminach tych większość ludności była pochodzenia żydowskiego, w dużej 

mierze uwzględniała zysk opiekuna. Od 1906 roku w Dziekance istniała 

pojedyncza wprawdzie, ale z dozorem lekarskim "służba rodzin dla chorych 

psychicznie". W latach 30-tych deficyt łóżek psychiatrycznych na 
wschodnich obszarach spowodował szybki rozwój patronatu rodzinnego takźe 

w Szpitalu 

Psychiatrycznym w Choroszczy. Na naszych terenach przyjęto model opieki 

adneksyjnej ściśle związanej ze szpitalem, obejmujący pacjentów z 
przewlekłymi chorobami psychicznymi, którzy byli uprzednio przebadani i 

przeleczeni w szpitalu. Otoczono ich lekarsko - pielęgniarską opieką 

ambulatoryjną. Każdy z chorych był raz w tygodniu dowożony do szpitala 

celem kontroli i wykonania czynności higienicznych. Organizacja tego 
systemu zabezpieczała pacjenta 

przed nadużyciami ze strony opiekuna i zmuszała do przestrzegania 

ustalonych z personelem medycznym zobowiązań. Ambicją opiekunów było 

wypaść 
możliwie korzystnie w ocenie pracowników szpitala jak i współmieszkańców 

danej wsi. Pozbawienie kogoś opieki uznawano za fakt kompromitujący. 

Opieka rodzinna miała wychowawczy wpływ na ludność, np. w przypadku 

alkoholizmu gospodarza pozbawiano go opieki nad chorymi. W przypadku 
większych awantur alkoholowych w danej wsi, zabierano wszystkich chorych, 

którzy w tej wsi przebywali. Wiązało się to ze stratą finansową, a także 

rzutowało na opinię wszystkich mieszkańców. 

W 1938 roku Choroszcz z liczbą 1100 chorych objętych opieką 

background image

rodzinną była największą w Polsce i jedną z większych w świecie. W tym 

czasie opieką rodzinną w Polsce objętych było 2500 chorych m.in. w 

szpitalach 
w Gostyninie, Warcie, Kocborowie, Rybniku. 

Podczas okupacji chorzy przebywający na opiece w większości 

137 

 
podzielili niestety los chorych leczonych w szpitalach. Część była 

ewakuowana na tereny wschodnie Związku Sowieckiego, część po wkroczeniu 

Niemców, tak jak i inni chorzy psychicznie, tragicznie zginęła, m. in. 

koło Nowosiółek w gminie Choroszcz rozstrzelano ok. 500 chorych. 
Niektórzy tylko uniknęli śmierci dzięki opiekunom, u których przebywali 

całą okupację. To oni i ich opiekunowie stworzyli podstawy pod przyszłą i 

teraźniejszą opiekę rodz'mną. 

Po drugiej wojnie światowej przez 15 lat w PRL-u opieka rodzinna nie była 
reaktywowana. Podstawy prawne normujące zasady i warunki opieki rodzinnej 

zostały stworzone dopiero w 1959 roku. Były one uzupełnione zarządzeniami 

w 1965 roku. W związku z tym w 1966 roku około 600 chorych zostało w 

Polsce objętych opieką w rodzinach, z czego ponad 300 przebywało w gminie 
Choroszcz. Dalszy ilościowy wzrost został ograniczony głównie względami 

finansowymi. Nie zwracano uwagi, że ówczesne opracowania na temat opieki 

rodzinnej potwierdzały korzystne znaczenie tej formy rehabilitacji osób z 

przewlekłą schizofrenią. 
Pozytywne doświadczenia podawały też szpitale w Wałbrzycach, Kocborowie i 

miejscowości Łysoloje. 

Dla pacjentów dotkniętych poważnymi przewlekłymi schorzeniami wprowadzana 

często zbyt późno terapia nie przynosiła zadowalających efektów. Własna 
rodzina pacjenta czasem ustosunkowała się do chorego dyskryminująco i 

wrogo. Poprzez opiekę rodzinną była szansa oderwania się od szpitala 

psychiatrycznego i powrotu do - wprawdzie nie własnego - ale naturalnego 

środowiska. 
W latach 70-tych wykazano w pracach i publikacjach ośrodka białostockiego 

zasadność opieki na terenie wiejskim jako metody rehabilitacji chorych na 

przewlekłą schizofrenię, którzy z braku rodziny lub jej niewłaściwego 

stosunku do chorego, nie mogli być ze szpitala wypisani. U przebywających 

na opiece pacjentów zmniejszyła się częstość nawrotów choroby, co 
potwierdzono podczas 2-letniej, a następnie S-letniej obserwacji. 

138 

 

Nie stwierdzono żadnych wypadków agresywności chorych wobec opiekunów czy 
otoczenia. Rejestrowano pojedyncze oddalenia. Znaczne poprawy 

zaobserwowano u chorych w zakresie dbałości o wygląd zewnętrzny, 

zaangażowanie pacjenta w pracę, większą podatność na oddziaływania 

otoczenia, kontakty społeczne. Stan fizyczny chorych był Lepszy niż 
przewlekle chorych przebywających w szpitalu na oddziałach (stwierdzono 

istotne statystycznie wyższe wartości hemoglobiny, erytrocytów, większą 

pojemność płuc, mniejsze przyśpieszenie akcji serca po próbie 

wysiłkowej). 
Pobyt chorego był niejednokrotnie dowodem przekonującym rodzinę chorego, 

że nie musi on bezwzględnie przebywać w szpitalu. 

Pod koniec lat 70-tych zmniejszała się stopniowo liczba chorych 

kwalifikowanych i przyjmowanych do rodzin zastępczych, z 330 osób w roku 
1970 do 230 w roku 1980. 

Na początku 1991 roku opieką objętych było już tylko 148 chorych, a w 

1996 92 chorych. Ludność okoliczna, która ponosiła skutki kryzysu i 

aktualnych przemian (m. in. bezrobocie, spadek realnych dochodów) nie 
była w stanie pomimo tradycji i licznych pozytywnych doświadczeń 

decydować się na kontynuacje tej humanitarnej idei. Otrzymywane przez 

background image

opiekuna w 1993 roku kwoty 240 tys. złotych (= 24 złote), czy też ok. 40 

złotych miesięcznie obecnie nie wystarczają nawet na zakup sezonowego 

obuwia. Jedynie silne więzy emocjonalne i przywiązanie opiekunów do 
chorych dawało szansę kontynuowania tej formy opieki. Warto tu wspomnieć, 

że obecnie opiekująca się rodzina otrzymuje miesięcznie równowartość 

mniejszą niż koszty jednego dnia pobytu chorego w szpitalu. W okresie 

międzywojennym otrzymywała równowartość ośmiu dni kosztów pobytu 
przewlekle chorego w oddziale psychiatrycznym. Tak więc w okresie 

międzywojennym szpitalnictwo oszczędzało na jednym chorym 22 osobodni, 

obecnie oszczędza 29 osobodni, ale przy liczbie 1100 chorych stanowiło to 

24 200 osobodni, obecnie przy 100 pacjentach tylko 2 900 dni. 
139 

 

Pragniemy zaznaczyć, że nikt z dotychczasowych opiekunów za kilkanaście, 

a nieraz za kilkadziesiąt lat opieki nie otrzymał od administracji Urzędu 
gminy, Wydziału Zdrowia podziękowania za sprawowanie opieki nad chorymi 

psychicznie. 

Podczas naszych kontaktów z rodzinami opiekującymi się chorymi 

otrzymywaliśmy informacje o gotowości przyjęcia chorych psychricznie do 
opieki domowej. Niestety, przy obecnych możliwościach finansowych,?inie 

mogli oni stworzyć właściwych i wymaganych przez wieloletnią tradycję 

warunków. Część rodzin akceptowała potrzebę stworzenia przepisów 

prawnych, które umożliwiałyby im przyjęcie chorego jako członka rodziny, 
zaś w przypadku ubezwłasnowolnienia chorego rodzina ta mogłaby być 

wyłącznym opiekunem. 

Wypada tu dodać, że w obowiązującej ustawie psychiatrycznej o opiece 

rodzinnej w ogóle się nie wspomina. 
Podczas prezentacji modelu opieki rodzinnej zorganizowanej przy Szpitalu 

Psychiatrycznym w gminie Choroszcz w kraju oraz za granicą powszechne 

uznanie budziła blisko wiekowa tradycja tej opieki na tych terenach, 

zaproponowany model "oferty życia od początku", podmiotowe traktowanie 
pacjentów przez gospodarzy i ich wielopokoleniowe rodziny. Akcentowano, 

by wobec chorych, którzy mają bliskich krewnych częściej proponować pobyt 

w miejscu zamieszkania oraz zmienić ich status pacjenta związanego z 

ośrodkiem psychiatrycznym na status pacjenta ambulatoryjnego, by mógł on 

korzystać ze środków finansowych opieki środowiskowej gminy, w której 
mieszka. Część uważała, że istniejąca opieka rodzinna jest działaniem 

"doraźnym", nie rozwiązującym problemu chorego dopóki przebywa on na 

stanie szpitala. Koledzy psychiatrzy z Niemiec, Belgii dziwili się, że 

dla rodzin, które zdecydowały się na przyjęcie chorego psychicznie nie są 
organizowane przez szpital systematyczne zajęcia terapii rodzinnej. My 

nie uważamy, by szkolenia takie były bezwzględnie konieczne. Koledzy z 

Zachodu 

140 
 

nie uwzględniali różnicy w podejściu człowieka do człowieka. Na naszych 

terenach stosunek ten jest bardziej serdeczny, ciepły i wyrozumiały niż 

na Zachodzie. Ponadto stwierdzane mankamenty są na bieżąco korygowane 
przez lekarza i personel pielęgniarski, często odwiedzający chorych. Nikt 

z kolegów z Zachodu nie potrafił zrozumieć dotychczasowego braku 

adekwatnego wsparcia finansowego, przez administrację i opiekę 

środowiskową dla tych naprawdę altruistycznych i charytatywnych działań 
miejscowych rodzin rolniczych. 

Tu się zgadzamy - my też nie możemy tego zrozumieć. 

Dla przykładu w Anglii w ostatnich latach utworzono na przedmieściach 

kilku miast ośrodki stałego pobytu o typie hosteli dla przewlekle chorych 
psychicznie. W Liverpoolu np. dzięki pomocy finansowej firm mających 

zobowiązania finansowe wobec miasta oraz dzięki kilku stowarzyszeniom 

background image

powstał tego typu hostel dla około 30 - 35 osób. Pacjenci mają zapewnioną 

dzienną opiekę, którą stwarza pracownik socjalny. Nie ma pokojów 

koedukacyjnych. Chorzy wykonują wspólnie działania na rzecz podstawowej 
egzystencji w ramach takiej wspólnoty, np. zakupy, posiłki. Większość 

chorych ma możliwość doraźnego korzystania z badań i opieki 

psychiatrycznej zgodnie z rejonizacją. Ta forma opieki nazywana jest 

rodzinną, chociaż jest to inny rodzaj opieki. Miesięczne koszty pobytu 
jednego chorego określane są kwotą około 500 - 880 funtów (2 - 3 tys. 

złotych). Czytelnik łatwiej zrozumie zanik u nas tej humanitarnej pomocy 

i rehabilitacji, jeśli sumę 2 - 3 tys. złotych porówna z naszymi 40 

złotymi. 
Na uwagę zasługuje fakt, że wszyscy koledzy z Zachodu uważali, 

że uczucia jakimi te rodziny darzą psychicznie chorych; ich spokój i 

zrównoważone zachowanie jest wartością, której nie można zaprzepaścić 

poprzez przedłużanie braku rozwiązania aspektów ustawowych tych form 
opieki i rehabilitacji. Należy ustawowo ustalić także sposoby 

finansowania tych form opieki. 

141 

 
Mając to wszystko na uwadze możemy sądzić, że organizowane 

przez Szpital Psychiatryczny w Choroszczy od blisko 64 lat formy 

rehabilitacji chorych nie są to - jak podają niektóre publikacje - 

jednokierunkowe inicjatywy czy wycinkowe działania z dziedziny 
psychiatrii środowiskowej. Opierają się one na wieloletnich 

doświadczeniach kadry medycznej, na etycznym i humanitarnym podejściu 

przez wiejskie rodziny do człowieka psychicznie chorego oraz na 

rozwiązaniach organizacyjnych, których model sięgający pół wieku w 
przeszłość oparł się próbie czasowej i obecnie w całej Europie uważany 

jest za zgodny z najoptymalniejszymi formami rehabilitacji przewlekle 

chorych z rozpoznaniem schizofrenii. 

142 
 

CZF~ŚĆ III 

KONTROWERSJE FILOZOFICZNE 

 

CZY BRAK ZAANGAŻOWANIA, TO UCIECZKA PRZED CIERPIENIEM-KOMENTARZE DO 
FILOZOFII 

STOICKIEJ 

Joanna LUBOWICKA - KOS 

WPROWADZEME 
Celem mojej pracy jest przekonanie studentów medycyny, którzy nie 

zetknęli się z oryginalnymi tekstami starożytnych filozofów, iż warto 

podjąć ten wysiłek, gdyż nagrodą zań jest prawdziwa żywa myśl, często nie 

dostrzegana i niedoceniana, ponieważ jest ukryta pod postacią 
zakorzenionych w języku potocznym banałów o "stoickim spokoju" i innych 

nudnych moralizatorskich haseł. Jest to filozofia dotykająca 

najgłębszych, najistotniejszych problemów egystencjalnych i moralnych, 

która zamiast zanudzać, powinna raczej porażać odbiorcę (czytelnika) swą 
niezrównaną siłą inteligencji, jasnością wyrazu i pięknem intencji. Chcąc 

oddać sprawiedliwość stoikom, twierdzę, iż postawa "nie angażowania się" 

nie ma nic wspólnego z uniknięciem cierpienia. Wręcz odwrotnie, postawa 

stoicka, to kształtowanie swojego losu przez cierpienie. Posłużę się 
słowami Viktora Frankla, który mówi, że życie ludzkie nabiera sensu 

właśnie przez cierpienie. I chociaż są też inne sposoby na "spełnianie 

sensu bytu ludzkiego" jak działanie, czyli kształtowanie świata oraz 

przeżywanie świata, czyli przyswajanie sobie jego piękna, to cierpienie 
jest tym, co cenić należy najwyżej w rozwijaniu własnej osobowości. Stoik 

potrafi cierpieć nie dlatego, że się taki urodził, bądź zmusza go do tego 

background image

sytuacja, w której się znalazł, lecz, że inaczej być nie może, gdyż taka 

jest kondycja ludzka. Może z większą oczywistością niż inni przyjmuje, że 

dzięki ciężkiej pracy nad sobą można nabyć takiej zdolności, po prostu 
nauczyć się cierpieć, traktując to jako coś nieodzownego, korzystnego 

' Viktor E. Franki, Homo Patiens, PAX, Warszawa, 1984, s. 69 

145 

 
w przyszłości dla siebie. To nie jest żadne skazywanie się na udrękę, 

gdyż ideałem stoickim jest bezcierpienie, czyli swoiście pojmowane 

szczęście, do którego warto próbować się zbliżyć, nie mając nawet 

gwarancji jego osiągnięcia. Wydaje się, że jedna jest droga do tego 
ideału - akceptacja różnych odcieni cierpienia w kolejnych etapach 

'zycia. Stoik jest tego świadomy - tylko że cierpienie nie stanowi dla 

niego istotnej przeszkody w dąźeniu do ćelu. O tym, że stoik niezbicie 

wierzy w taką drogę, przekonajmy się, analizuj~c niektóre zwierzenia 
sławnego stoika - Marka Aureliusza. 

1. Myśl pierwsza: 

"Wszystko to, do czego dojść pragniesz drogą okrężną, możesz mieć, gdybyś 

sam tego nie skąpił."' 
Według stoików głównym błędem człowieka jest poszukiwanie dobra tam, 

gdzie go nie może być - w świecie zewnętrznym, w wartościach 

instrumentalnych hedonistycznych. Drogi poszukiwania tych wartości, to 

błądzenie po manowcach, na których dusza spragniona prawdy i dobra nigdy 
nie zazna ukojenia. Błąd nasz polegałby więc na tym, iż zbyt pochopnie 

oddajemy się we władanie celom narzuconym nam przez nasze uczucia i 

pragnienia, celom, których osiągnięcie zależy od zmiennych, przypadkowych 

kolei losu. Tymczasem wszystko co istotne dla dobra jednostki znajduje 
się, wedle nauk stoickich, nie tyle w "naszych rękach", co po prostu w 

nas samych, w naszej duszy. Utrzymują oni bowiem, iż nic poza naszą wolą 

nie ma wpływu na wartość moralną naszej osoby. Żadne okoliczności 

zewnętrzne nie są w stanie nam pomóc ani też przeszkodzić w osiągnięciu 
celów, do których prawdziwie jest człowiek powołany. Stoicy odróżniając 

sprawy, na które mamy możliwość wpływu od spraw od nas niezależnych, 

jednocześnie uznają, iż ten rozdział pokrywa się z odróżnieniem sfery 

zjawisk wartościowalnych moralnie 

' Marek Aureliusz, Rozmyślania, PWN, Warszawa, 1984, s. 142 146 
 

od zjawisk obojętnych względem dobra i zła. A więc tylko to, co od nas 

zależy może być przedmiotem ocen moralnych, może być dobre bądź złe; 

natomiast zdarzenia, sprawy i zachowania, na które żadnego wpływu nie 
mamy zostają, przez stoików, wyjęte spod osądu moralnego jako moralnie 

obojętne. 

Stoicyzm jest nacechowany specyficznym optymizmem, bowiem jeżeli 

nikt i nic nie jest w stanie przeszkodzić nam w osiągnięciu dobra, to 
mogłoby się wydawać, że moralne problemy są czymś w rodzaju złudzenia, a 

zło czymś w rodzaju błędu, który przy pomocy właściwej wiedzy można 

będzie łatwo usunąć czy naprawić. I rzeczywiście, filozofia stoicka w 

zamierzeniu ma naprawiać błędy, ujawniać złudzenia, odkrywać przez to 
istotę człowieka i świata oraz naturę ich wzajemnej relacji, a także 

wynikające stąd prawdy o ludzkich powinnościach, gdyż właściwie wiedza o 

rzeczywistej sytuacji człowieka w świecie jawi się tutaj jako warunek 

konieczny dobrego postępowania. Jednakże optymizm stoicyzmu okazuje się 
daleko różnym od wszelkich potocznych wyobrażeń o łatwym osiąganiu celów. 

Z pozoru wygodny i może nawet nieco dwuznaczny moralnie podział na sferę 

rzeczy od nas zależnych i sferę niezależną (czyli taką, którą można się 

nie interesować) niesie ze sobą bardzo poważne, a często nie dostrzegane 
konsekwencje. Okazuje się, że zawiera on w swojej wewnętrznej logice 

konieczność wyciągnięcia takich wniosków, które jeśli je sobie w pełni 

background image

uświadomimy spowodują zastąpienie początkowego naiwnego optymizmu czymś 

co można nazwać dziwną mieszanką podziwu i przerażenia. Otóż, to prawda, 

że odpowiedzialność moralna dotyczy tylko spraw, na które mamy 
przynajmniej jakiś wpływ, lecz w stoicyzmie musimy się pogodzić z tym, iż 

za owe zależne od nas sprawy odpowiadamy totalnie, bezwzględnie, beź 

możliwości jakiegokolwiek usprawiedliwienia, a także bez przebaczenia. 

Ponosimy odpowiedzialność, z której nikt nie jest w stanie nas zwolnić, 
uchylić jej ani zawiesić. Za nasze dobro i zło nikt oprócz nas samych nie 

ponosi odpowiedzialności. Widzimy więc, że zanim stoik nauczy się 

dystansu 

147 
 

do świata zewnętrznego, musi włożyć niemały wysiłek w dokonanie 

prawidłowego rozdziału tego, co nie jest warte zachodu od tego, o co za 

bieganie ma sens. Odkrywanie sensu życia polega na wyrzekaniu się 
zmysłów, na preferowaniu powściągliwości, rezygnacji, cierpieniu. Walka 

ze złudze 

mami, dostarczanymi przez zmysły, nie jest łatwa i wymaga poświęcenia, 

do czego stoik stale się przygotowuje. 
2. Myśl druga: 

"Kto grzeszy, grzeszy przeciw sobie. Kto popełnia nieprawość, wobec 

siebie samego ją popełnia, bo robi się zły."3 

Mamy oto drugi pozorny paradoks. Okazuje się, iż ni mniej, ni więcej, 
nikomu poza sobą samym nie możemy żadnego zła (ani też dobra) wyrządzić, 

a co więcej, również i od nikogo ani dobra ani zła (w ściśle moralnym 

sensie 

tych pojęć) nie doświadczamy. Jeśli więc padnę ofiarą kradzieży albo 
wygram los na loterii spotkają mnie rzeczy przypadkowe, niezależne ode 

mnie, a zatem zdarzenia moralnie obojętne. Żadne dobro ani zło nie może 

mi się tak po prostu przytrafić, muszą one pochodzić z mojej woli, w niej 

się one rodzą i znikąd 
przyjść nie mogą. Zło i dobro możemy wyrządzić jedynie sobie samym, a 

zatem zło i dobro istnieją w świecie tylko w jeden sposób, poprzez 

ludzkie dusze, które stają się dobre bądź złe zależnie od tego, czy 

kierujemy się rozumem czy też nie. Człowiek według stoików, może albo 

zachowywać się zgodnie z ludzką powinnością, czyli zgodnie z rozumem, 
bądź też niszczyć swoją duszę 

niegodnymi rozumnej istoty uczuciami, zamiarami i czynami. 

Tamie, s. 105 

148 
 

3. Myśl trzecia: 

"(...) niezdobytą warownię przedstawia dusza wolna od namiętności. Nie ma 

bowiem człowiek żadnego silniejszego schronienia, dokąd uciekłszy byłby 
na przyszłość niezdobyty."' 

Wedle stoików, czyny dobre to czyny zgodne z naturą człowieka. Musi 

to oznaczać wiarę, że człowiek jest z natury dobry (i taki też w 

stoicyzmie jest), ale najciekawszy paradoks jest ukryty gdzie indziej. 
Otóż okazuje się, że zgodne z naturą człowieka są jedynie takie czyny, 

których motywami nie są uczucia. Dobro polega więc na wyeliminowaniu 

uczuć z kierowania naszym postępowaniem. Za takie konsekwencje odpowiada 

specyficzna stoicka wizja natury człowieka i natury świata. W stworzonym 
przez stoików modelu rzeczywistości, uczucia są czymś obcym, są właśnie 

"nienaturACADEMIA MEDICA BIALOSTOCENSIS MCML  

ra jest zdominowana przez przenikający wszędzie, nawet najmniejsze 

cząstki materii rozumny pierwiastek - "pneumę" nadający kształt tworzywu 
świata. W ten sposób Wszechświat jest zaprzeczeniem mechanicznej 

przypadkowości, staje się on ładem, krainą uporządkowania, w której 

background image

wszystko co istnieje zajmuje przeznaczone sobie przez logiczną strukturę, 

właściwe miejsce. Takiemu ładowi, człowieczy rozum - sam będący jedynie 

cząstką Rozumu Uniwersalnego, Rozumu Wszechświata może jedynie 
powiedzieć: "tak"; może tylko z nim się zgodzić. Mówiąc inaczej: jedyne 

zadanie, które stoi przed człowiekiem polega na tym, że nasz partykularny 

rozum może, i powinien, nauczyć się rozpoznać swą pokrewną duszę, czyli 

naturę Wszechświata ustanawiającą struktury istnienia. Stanie się przez 
to mądrzejszy i łatwiej zaakceptuje najwłaściwsze swoje odnalezione i 

uświadomione miejsce w świecie, odkrywając tym samym i pojmując siebie 

jako cząstkę Boskiego Ładu. 

4 Tamże, s. 98 
149 

 

Inne reakcje na byt oznaczają dla stoików, oddanie się ludzkiej osoby we 

władanie uczuciom, co musi oznaczać sprzeciw wobec rozumu Uczucia, z 
samej natury swojej, okazują się czymś w rodzaju próby "buntu" wobec 

rozumu, oznaczają przeciwstawienie się doskonałemu ładowi Wszechświata. 

Zawiść i pożądliwość, smutek i obawa, to nic innego niż objawy protestu, 

niezgody na rzeczywistość i tym samym próby przekroczenia czy też 
porzucenia, a więc dokonania swego rodzaju ucieczki od jednego możliwego, 

a więc koniecznego porządku rzeczy. Dla stoika tylko głupiec może 

sprzeciwiać się konieczności i jest to twierdzenie tautologiczne, gdyż w 

ich systemie rozum i konieczność są tożsame. Wszelkie więc wysiłki 
wyłamywania się z owego ładu - to znaczy uleganie uczuciom - są groźne 

nie tyle nawet przez to, że stanowią zło, lecz dlatego, że w istocie 

swojej są złudzeniami. Starają się zastąpić jedyną możliwą rzeczywistość 

światem wyimaginowanym. Uczucia kreują subiektywny świat przeciwstawny 
ładowi świata rzeczywistego. Taka wykreowana rzeczywistość ma zastąpić 

istniejącą, na którą się nie godzimy. Tymczasem mądrość polega, wedle 

stoików, na uznaniu, że rzeczywistość jest jedna tylko i żadnej innej 

nigdy nie będzie. Taka wizja życia, w której nie ma miejsca na uczucia i 
emocje wydawałaby się nam obca, gdybyśmy nie pamiętali, że stoicy byli 

mistrzami w budowaniu logicznych konstrukcji. Sformułowali teorię 

sylogizmu hipotetycznego i rozłącznego, a także odkryli ważną relację 

logiczną zw. implikacją materialną.s Tam, gdzie obowiązują prawa logiki, 

nie ma miejsca na to, by się rozczulać, a z doświadczenia wiemy, jakimi 
konsekwencjami w pewnych sytuacjach grozi nie zastosowanie się do tego, 

co mówi rozum. 

Bertrand Russei, Modrość Zachodu, PENTA, Warszawa, 1995, s. 11 I 

150 
 

a. Mysl ~Zwa~ta: 

"Pamiętaj, że wola staje się nieprzezwyciężona, gdy skupiwszy się w 

sobie, czuje dostateczne zadowolenie z siebie, że nie czyni, czego nie 
chce ~.._~"6 

Skoro świat jest nie do przezwyciężenia, to można mu dorównać 

jedynie odnajdując w sobie to, co może mierzyć się z koniecznością świata 

z "nieprzezwyciężoną wolą".' Dusza i świat spotykają się wówczas 
.,na równych prawach", odnajdując siebie nawzajem, poznając w sobie tą 

sama mądrość. Poznają, że Mądrość Świata jest tym samym, co wewnętrzny 

porządek duszy. 

Stoicki ideał wolności jest manifestem najdalszej możliwej 
niezależności od zewnętrznych ocen. Oto wolność jest możliwa i konieczna. 

Wszystko, co naprawdę istotne zależy od nas samych, jednakże również całą 

odpowiedzialność ponosimy tylko my sami. Skoro nic nie jest w stanie 

zdeterminować naszej woli, jeśli tylko postanowi ona czynić dobro, to 
konsekwentnie - nie znajdzie ona również poza sobą żadnej wymówki, 

żadnego usprawiedliwienia, jeśli dopuści się zła. Zajęcie takiego 

background image

stanowiska nakłada na człowieka niebywale ciężkie obowiązki. Załóżmy, że 

ktoś pod wpływem okrutnych tortur popełnił cryn, którego nigdy, w 

normalnych warunkach by się nie dopuścił. Postąpił tak jedynie pod 
wpływem bólu. Rzadko kto jest skłonny bezwzględnie potępić kogoś takiego, 

widząc w nim raczej ofiarę niż sprawcę Dzieje się tak, być może dlatego, 

iż prawie nikt z nas nie jest w stanie twierdzić, że na pewno sprostałby 

podobnej próbie. Tymczasem stoicka zasada nie kierowania się uczuciami w 
decyzjach moralnych odkrywa w tym wypadku cały swój lodowaty rygoryzm. 

Wniosek stoicki jest prosty: ten ktoś działał pod wpływem bólu. 

° Marek Aureliusz, Rozmyślania, j.w., s. 98 ' Tamże, s. 98 

151 
 

Ból zaś to tylko uczucie. Rozumna istota ulegająca bólowi zdradziła, 

zaprzepaściła swoją mądrość i godność. 

Widzimy, jak pozornie abstrakcyjna i niejasna zasada obojętności 
na uczucia, staje się aż nadto wyrazista i przerażająca. Łatwo jest 

wygłaszać slogany o stoickim spokoju, dopóki sobie nie uświadomimy, że 

spokój ów jest w konsekwencji bezwzględnym domaganiem się heroizmu od 

wszystkich i nie oferuje pośrednich możliwości między byciem bohaterem a 
łajdakiem. 

5. Myśl piąta: 

"(...) gdybyś się czuł strapiony , że nie możesz okazać swej działalności 

w sposób, który ci się zdaje rozumny, (...) życie nie przedstawia dla 
mnie 

wartości, gdy w tym kierunku nie będę pracował. Opuść więc życie z tą 

pogodą ducha z jaką umiera człowiek czynny (...)"g 

Zamanifestowana tu wolność może zafascynować i przerazić 
jednocześnie. Rzeczywiście, nie ma zbyt wielu systemów etycznych 

dopuszczających możliwość samobójstwa, jeszcze mniej jest takich, w 

których jest ono pochwalane. System stoicki nie cofa się jednak przed 

żadnymi konsekwencjami swoich fundamentalnych założeń. Głosi, iż są 
wartości znacznie wyższe niż zachowanie indywidualnego istnienia i jeśli 

dochodzi do dylematu: istnieć, czy zachować godność - wybór musi być 

tylko jeden. Okazuje się więc, aż nazbyt wyraziście , że nie istnieje 

nic, co mogłoby zwolnić człowieka z dochowania wierności standardom 

moralnym istoty rozumnej. 
6. Myśl szósta: 

"Jeżeli więc, zwłaszcza, gdy zdążasz ku schyłkowi, wszystko inne na bok 

usuniesz i jedynie wolę swą i pierwiastek boski w tobie tkwiący czcią 

otoczysz, a obawiać się będziesz nie tego, że żyć kiedyś przestaniesz, 
ale żeś 

Tamże, s. 97-98 

152 

 
jeszcze nie zaczął żyć według natury, będziesz człowiekiem godnym 

Wszechświata - rodzica i przestaniesz być obcym w swej ojczyźnie i dziwić 

się codziennym zdarzeniom, jakoby były niespodziewane (...)"9 

Okazuje się, że w myśl filozofii stoickiej jedyne, co człowiek ma na tym 
świecie do zrobienia, to stawać się dobrym lub złym. Dwie są tylko 

możliwości: albo sprostamy wymogom, jakie przed nami natura postawiła, to 

znaczy wytrwamy w przeznaczonym nam przez nią miejscu istoty rozumnej i 

mimo przeciwieństw losu, uda nam się zachować godność przypisaną do tej 
istoty, albo też utracimy przyrodzone miejsce, zsuwając się w niższe 

sfery bytu. Te niższe sfery bytu przynależą istotom, które nie są w 

stanie osiągnąć rozumnego oglądu rzeczywistości, a jedynie reagują na 

świat, nie potrafiąc go jednak rozumieć i nie będąc w stanie odczytać 
zaszyfrowanego w nim ładu. 

ZAKOŃCZENIE 

background image

Pora na wnioski ostateczne, podsumowujące stoicką wizję świata. Otóż 

utrzymuję, iż w filozofii tej, tak spójnej i konsekwentnej w sferze 

etycznej, występuje fundamentalna wada założeń kosmologicznych. Wada, 
która uniemożliwia koherencję między światem a wartościami moralnymi. 

Można bowiem przyjąć, iż w stoicyunie, wbrew pierwotnym założeniom, 

jedynie prawdziwą (w pełni zasługującą na to miano) rzeczywistością staje 

się sfera duszy i jej intencji, natomiast świat zewnętrzny, zdarzenia w 
czasie i przestrzeni zostają mocno odrealnione. Jest to sytuacja, której 

każdy stoik oczywiście chciałby uniknąć, lecz mocno wątpliwe jest, czy 

można jej uniknąć przy zachowaniu wszystkich pierwotnych założeń. 

Stoicyzm oferuje nam świat, w którym panuje jednolity porządek rozumnej 
opatrzności. W rzeczywistości jednak przypadkowe zbiegi okolicz 

9 Tamże, s. 142 

153 

 
pości, wydarzenia czysto losowe, stanowią jednak fakty, których nie da 

się wyeliminować z obrazu świata, zachowując przy tym zdrowy rozsądek. 

Nie dająca się usunąć bezzasadność zdarzeń przypadkowych jest 

najważniejszym problemem wszystkich systemów monistycznych, szczególnie 
tych oferujących "wszechwyjaśnienie". Dlatego w filozofii stoickiej 

deklarowany porządek rozumnej opatrzności jest pozorny. Opatrzność 

ogarniająca sobąwszystko,~"nie zezwalająca" na przypadek (to znaczy 

przemianowująca przypadek w łyd) przestaje być opatrznością. Nie chodzi 
tu wcale o to, że nie da się zatrzeć różnicy między sensownością 

opatrznościowego ładu, a bezzasadnymi wyskokami losu, lecz o to, że 

opatrzność rozumiana jako "obojętność" unieważnia ustanowienie tej 

różnicy lub też, inaczej mówiąc, że obojętna opatrzność od obojętnego 
przypadku niczym się realnie ani czysto logicznie, nie różni. 

Wydaje się, że wbrew najlepszym nawet stoickim intencjom, 

nieuniknione jest uznanie dwóch obrazów świata jako alternatywnych i w 

pełni rozłącznych (stoicy właśnie usiłowali je połączyć w jedno), a 
mianowicie: albo jednolity obraz bezzasadnego przypadku, albo dwoisty, 

"rozłamujący się" świat podzielony na sferę "prawdziwego" bytu 

opatrzności i "pozornego", bezzasadnego, bezrozumnego świata zjawisk. 

Inne próby skażone będą brakiem konsekwencj i. 

Stoicy, głosząc swój program, spotykali się z licznymi, gwałtownymi 
polemikami, jak np. atakami ze strony epikurejczyków, których doktryna 

etyczna była typowo hedonistyczna. Zakładała ona, że największym 

szczęściem jest doznawanie przyjemności, a ideałem stan zwany ataraksją, 

polegający na ukojeniu duszy i ciała.'° Szczytem osiągnięć na polu etyki 
u stoików była więc walkę z tym co dają zmysły, twierdząc, że mogą 

zawieść na manowce, epikure apatheia, czyli opanowanie pożądań i 

namiętności. Stoik programowo 

"' Problemy etyki, Wybór tekstów, BRANTA, Bydgoszcz, 1993, s. 37 154 
 

zakładał, epikurejczyk natomiast głosił pochwałę tego co zmysłowe, 

oczywiście z pewnymi ograniczeniami (rozum dokonywał gradacji potrzeb). 

Dzisiaj stoikami możemy być, jeśli chcemy; możemy próbować, jeśli 
stwierdzimy, że nie mamy wyjścia z jakiejś sytuacji. Pragnąć natomiast, 

aby ten program o tak niezwykle rygorystycznej wymowie stał się zasadą 

życiową, byłoby absurdem. Możemy stoicyzm analizować dzisiaj jako problem 

wielce złożony pod względem psychologicznym, podobnie jak lekarz 
diagnozujący chorobę i wtedy ta filozofia ma szansę spełnić rolę 

terapeutyczną. Stoik, zmierzając do stanu wolnego od cierpienia cały czas 

cierpi. Zadajemy sobie pytanie, czy nie tkwi w tym jakiś nonsens. "Nie ma 

jednak terapii bez diagnozy, poszukiwania sensu bez stwierdzenia 
nonsensu", a właśnie sens jest motorem wszelkiego rozwoju, także 

duchowego. Cierpienie może więc być podstawą do uświadomienia sobie 

background image

"choroby", a następnie terapią, lecząc przez poszerzanie obszaru sensu." 

Zupełnie innego znaczenia nabiera cierpienie w dobie rozwoju 

chrześcijaństwa, dzięki któremu stoicyzm zawdzięcza w dużej mierze swoją 
żywotność. 

BIBLIOGRAFIA 

1. Marek Aureliusz, Rozmyślania, PWN, Warszawa, 1984 2. Viktor E. Frankl, 

Homo Patiens, PAX, Warszawa, 1984 
3. Władysław Tatarkiewicz, Historia Filozofii, T.1, PWN, Warszawa, 1981 

4. Stanisław Soldenhoff, Wprowadzenie do etyki, PWN, Warszawa, 1972 5. 

Bertrand Russell, Mądrość Zachodu, PENTA, Warszawa, 1995 

6. Karol Matraszek..., Zarys dziejów, PWN, Warszawa, 1989 ii 
7. Problemy etyki, Wybór tekstów, BRANTA, Bydgoszcz, 1993 

Adam Grober, "Filozofia w poszukiwaniu sensu" w ZNAK, nr I (488) 1996, s. 

122 

155 
 

MEDYCYNA I ZDROWIE UTOPIAN 

Jacek BRECZKO 

WSTF~P '. 
Utopia to nazwa wyspy, na której w idealnym państwie żyją idealni ludzie. 

Słowo "utopia" wymyślił na początku XVI wieku Tomasz More (Morus) - 

angielski duchowny, humanista i mąż stanu. "Słowo "topia" (od greckiego 

topos) oznaczało miejsce. Poprzedzająca to słowo litera "u" mogła 
pochodzić [...] już to od greckiego eu, już to od greckiego ou. W 

pierwszym wypadku mielibyśmy do czynienia z eutopią (dobrym miejscem), w 

drugim outopią (miejscem, którego nie ma). Utopia była, oczywiście, 

jednym i drugim. " (Szacki, 1980, s. 10). Tomasz More wymyślił słowo, 
marzenie o idealnym społeczeństwie jest jednak dużo starsze. Platon 

kilkanaście wieków wcześniej - podał pierwszą szczegółową receptę. 

Utopie to istotny składnik europejskiej tradycji kulturowej. Można je 

różnie oceniać, nie sposób jednak zaprzeczyć, że siła ich oddziaływania 
bywała ogromna (szczególnie w oświeceniu i w czasach najnowszych). Tekst 

niniejszy kieruję do studentów medycyny. Stąd pomysł, aby opisać styk 

dwóch dziedzin: medycyny i utopii. Tym bardziej, że pytanie: "co utopiści 

sądzili o zdrowiu społeczeństw doskonałych?" - ujawnia poważny problem 

tkwiący głęboko w strukturze myślenia utopijnego. Mianowicie, jak 
pogodzić wyobrażenie idealnego społeczeństwa z chorobą, bólem i śmiercią? 

W idealnym państwie nie będzie nędzy i niesprawiedliwości - ten rodzaj 

cierpienia (zdaniem utopistów) ludzie zadają ludziom; jeśli się ich 

opowiednio wychowa i zorganizuje, zniknie jedno i drugie - ale co z 
cierpieniem, które ludziom zadaje natura? 

156 

 

Jeśli idzie o dydaktykę, temat utopii pojawia się przy omawianiu różnych 
koncepcji filozoficznych, nie jest jednak nigdy tematem głównym. 

Chciałbym uzupełnić tę lukę. 

Poglądy utopistów mogą bulwersować; szczególnie te dotyczące kontroli 

narodzin, eutanazji i samobójstwa. Pragnę wyjaśnić, że utopiści chcą 
zmiany radykalnej, chcą przebudować FUNDAMENT społeczeństw europejskich. 

Prawo rzymskie, grecki obiektywizm naukowy, etyka chrześcijańska to 

fundament społeczeństwa, które jest - ich zdaniem radykalnie chore. 

Kuracja nie może być powierzchowna. Etyka Hipokratesa jest składnikiem 
tego fundamentu. Nie jest dla utopistów kanonem, świętością. Dobro 

wspólnoty uważają za pierwotne wobec dobra jednostek. Liczy się 

doskonałość całości. Etyka Hipokratesa - jako etyka nakierowana na dobro 

jednostki - bywa w ostrym konflikcie z myśleniem utopijnym. 
1. ZDROWIE UTOPIAM. 

background image

W utopiach będzie mniej chorób. Utopiści podają różne zestawy chorób, 

które znikną. Oto jeden z nich: podagra, chiragra, nieżyty, bóle 

kulszowe, kolki, wzdęcia, wiatry (por. Campanella, 1954, s.98). Na 
pozostałe utopianie rzadko chorują. W wersji najbardziej optymistycznej - 

"nie będzie innych chorób prócz starości" (Dezamy, 1977, s. 270). Zdrowie 

to jednak nie tylko brak choroby, ale też pewne cechy pozytywne. 

1) Wzrost. Mieszkańcy państw idealnych są wysocy, a nawet bardzo 
wysocy; "postawa ludzka osiągnie średnią wysokość 7 stóp dla mężczyzn, 

ódpowiednio mniej dla kobiet" (por. Grabski, 1928, s.152). 

2) Siła. W porównaniu ze społeczeństwem realnym "siły [...] człowieka 

znacznie wzrosną" (Owem 1959, s.493). 
3) Długowieczność. W Utopii "ludzie najdłużej 'zyją (More, 1947, s.89). 

"Do stu lat, a wielu i do dwustu" (Campanella, 1954, s.97). 

157 

 
4) Witalność. Utopianie są "zwinni i żwawi" (More, 1947, s.89). Kobiety 

"dłużej zachowują młodość niż nasze" (Deschamps, 1967, s.363). 

Społeczeństwo doskonałe usuwa zatem "przyczyny, które czynią zbliżanie 

się płci mniej częstym" (Buonarroti, 1952. s.203). To spowoduje, że 
"Ziemia będzie znacznie bardziej zaludniona niż teraz" (Deschamps, 1967, 

s.376). 

Utopianie - jak widać - będą rzadko (albo wcale) chorować, będą wysocy, 

silni, witalni i żyć będą długo. Nie powinno to dziwić. Konstruuje się 
społeczeństwo doskonałe nie po to, aby było gorzej. Utopiści podają 

jednak różne przyczyny tej poprawy. Dzielą się w tej sprawie na dwie 

grupy. Jest to - z wielu powodów - podział fundamentalny. 

1) Jedni sądzą, że CYWILIZACJA JEST ZLEM. Sam moment 
"wejścia" w cywilizację był błędem lub nieszczęśliwym trafem (różne tutaj 

koncepcje). Należy wrócić do stanu natury. W naturze, jak zwierzę jest 

chore, to ginie. Cryli znika choroba. Cywilizacja i choroba to jedno. 

Cywilizacja jest chorym stanem. Gdy tylko ludzkość powróci do stanu 
natury, zniknie pojęcie choroby. "Lecznictwo zostanie prawie całkowicie 

zniesione" (Dezamy, 1977, s.137). Ludzie z natury chorowici wymrą, żyć i 

mieć potomstwo będą tylko ludzie zdrowi. "Nie powinno się leczyć 

człowieka" - pisze Platon - "który nie potrafi sam przeżyć ustalonego 

okresu". Bowiem "człowiek chorowity z natury [...] temu się życie nie 
optaca, ani jemu samemu, ani jego życie drugim - nie dla takich powinna 

być sztuka lekarska i nie trzeba ich leczyć" (Platon, 1958, s. 172). 

2) CYWILIZACJA NIE JEST ZŁEM. "Wejście w cywilizację" nie było błędem. 

Nie popełniono - jak sądzili tamci - błędu strategicznego, popełniono 
jednak mnóstwo błędów taktycznych. Skumulowały się one i osiągnęły masę 

krytyczną. Utopista to widzi i zna sposób naprawy. Dostrzega chorobę i 

zna receptę. Trzeba wszystko radykalnie lepiej ZORGANIZOWAĆ. Utopista nie 

zrywa z całym dorobkiem cywilizacji. Traktuje go wybiórczo. W tym 
podejściu "lecznictwo nie jest zniesione", przeciwnie, jest - jego 

158 

 

zdaniem - lepiej zorganizowane. 
Następny rozdział będzie próbą omówienia przyczyn polepszenia 

zdrowotności, co do których zgadzają się utopiści z pierwszej i drugiej 

grupy. 

2. ZDROWE OTOCZNIE PRZYRODNICZE I SPOŁECZNE. 
Z.I. Klimat, kaprysy pogody, zwierzęta. 

Utopiści, którzy nie pragną reformować konkretnego społeczeństwa (mogą 

zatem dowolnie wybierać miejsce, w którym chcieliby widzieć społeczeństwo 

doskonałe) decydują się zazwyczaj na "wyspę o niebie pogodnym i zdrowych 
wodach" (Mably, 1956, s.95). Zdrowy, umiarkowany klimat jest więc 

warunkiem wstępnym. Ci natomiast, którzy chcieliby, aby konkretne 

background image

społeczeństwo (albo cała ludzkość) stało się społeczeństwem doskonałym 

wykazują dużą pomysłowość: "przekształca się w ziemie uprawne spalone 

słońcem pustynie, nawet Saharę". następuje zatem "zmiana warunków 
klimatycznych poprzez jednolitą uprawę roli na całym globie ziemskim" 

(Dezamy, 1977, s.242, 244). "Petersburg, Ochock będą miały klimat taki, 

jakim dziś cieszą się Lombardia i Wenecja" (por. Grabski, 1928, s.153). 

Jeśli nawet nie uda się poprawić klimatu, to zło jakim są "kaprysy pogody 
całkowicie zniknie", gdyż np."wszystkie prace rolne będą wykonywane pod 

ruchomymi i nieprzemakalnymi namiotami, które będą odpowiednio ogrzewane 

i wentylowane" (Dezamy, 1977, s.145), a ulice zamienią się w "galerie 

zimą szczelnie zamknięte i dobrze ogrzewane za pomocą kaloryferów, latem 
zaś wietrzone za pomocą wentylatorów" (Dezamy, 1977, s.104). W myśli 

utopijnej daje się zauważyć niechęć do wielkich miast (szczególnie od 

XVIII wieku). Niezdrowe miejskie powietrze przestanie być problemem, 

ponieważ "nie będzie wielkich miast, niepostrzeżenie kraj pokryje się 
wioskami zbudowanymi w miejscowościach najzdrowszych" (Buonarroti, 1952, 

s.204). Niechęć do wielkich miast połączona jest z sympatią do przyrody. 

"Pałace otoczone ogrodami, parkami" 

159 
 

(Owen, 1959, s.486). Utopianie "z wielkim zapałem je pielęgnują" (More, 

1947, s.52). Prryroda (natura) nie jest jednak dzika; jest oswojona, 

uczłowieczona. "Burze, huragany, trzęsienia ziemi - we wspólnocie pełnej 
harmonii nigdy nie trzeba się będzie obawiać żadnych tego rodzaju 

nieszczęść, [...] także i wulkany przestaną być niezwyciężone" (Dezamy, 

1977, s.288-289). Niektórzy utopiści postulują wytępienie zwierząt 

drapieżnych. Na żiemi pozostałyby, na przykład, tylko zwierzęta 
trawożerne, podległe (udzidm. Znikają zatem niepotrzebne lub szkodliwe 

zwierzęta, znikają niepotrzebne 

rośliny; świat bez insektów, bez drapieżników i bez chwastów. Kula 

ziemska zamienia się w zadbany ogród o łagodnym klimacie. 
2.2. Zdrowe mieszkania, czystość, ciepto. 

Jak mieszkają Utopienie? Najczęściej w identycznych mieszkaniach. 

Identyczne mieszkania wyglądają jednak w różnych utopiach bardzo różnie. 

Począwszy od czegoś, co przypomina obozowe baraki, gdzie "sprzęty składać 

się będą jedynie z ławek, półek i stołów, gdyż dla zdrowia zamiast łóżek 
będą mieli tylko słomę ułożoną na podwyższeniu z desek, wzdłuż i po obu 

bokach wspólnych sal" (Deschamps, 1967, s.375), skończywszy na 

luksusowych osobnych apartamentach. W mieszkaniach - jakkolwiek będą 

wyglądały zawsze panuje najbardziej skrupulatna czystość. Zapewnia to np. 
"system kanalizacji i akweduktów" (Dezamy, 1977, s.105). Brud w utopiach 

nie istnieje. Utopie są czyste nie tylko moralnie, ale i lirycznie. 

Nikt w mieszkaniach nie marznie ani się nie przegrzewa, mieszkania 

bowiem są na różne sposoby - tutaj wielka pomysłowość - ogrzewane i 
chronione przed upałem. W ujęciu najprostszym "piece pośrodku wspólnych 

sal utrzymywać będą pożądane ciepło, drzewa bowiem będzie zawsze pod 

dostatkiem"; tak, że nawet "szyby będą im niepotrzebne" (Deschamps, 1967, 

s.375). 
160 

 

2.3. Ubrania, higiena osobista. 

Utopiści nie lubią mody. Ta wspólna niechęć wynika stąd, że moda to 
połączenie dwóch cech - w ich pojęciu - bardzo szkodliwych: 

indywidualizmu i małostkowości. Utopista żyje wielką ideą i nie lubi 

ludzi, którzy chcą żyć "małą ideą" i chcą - co gorsza - się w ten sposób 

wyróżnić. Złem w oczach utopisty - jest sama chęć wyróżnienia się, tym 
większym złem jest chęć wyróżnienia się "lekkomyślnością i fatałaszkami". 

Projektując dla Utopian strój należy zatem "mieć na względzie zdrowie i 

background image

rozwój organizmu, a nie modę i lekkomyślność" (Buonarroti, 1952, s. 207). 

Jaki strój jest zdrowy? Jedna wspólna odpowiedź: "czysty". Dbałość o 

czystość odzie'zy jest tak ważna, źe bywa zinstytucjonalizowana: 
"zrównowaźeni starcy czuwają nad czystością pościeli i odzieży" 

(Campanella, 1954, s.71). Nie tylko ubrania, ale też ciała powinny być 

czyste. Utopianie - w wersji najprostszej - powinni mieszkać tam "gdzie 

wody są w wielkiej obfitości", co umożliwi "wspólne kąpiele" (Dom 
Deschamps, 1967, s.380). W wersji bardziej wyrafinowanej urządza się "na 

sposób rzymski łaźnie". Są tam "olejki i inne tajemnicze środki" 

(Campanella, 1954, s.99). 

Warto podkreślić dwie sprawy. Po pierwsze, na długo przed odkryciami 
Pasteur'a utopiści podejrzewali, że w brudzie "czają się" choroby. Stąd 

powtarzająca się myśl, że zachowanie higieny radykalnie poprawi 

zdrowotność. Z drugiej strony trzeba odnotować zmianę kryterium 

czystości. Campanella, utopista żyjący w XVl wieku, twierdził, że aby 
zachować doskonałą czystość, wystarczy zmieniać ubrania cztery razy w 

roku (posiadać cztery ubrania) i prać je raz w miesiącu. Ubranie miało 

być, co więcej, obowiązkowo białe. 

2.4. Zdrowe pożywienie. 
To temat pasjonujący utopistów. Prawie każdy podaje dokładne spisy potraw 

nakazanych i zakazanych. Tak jak w sprawie mody jest pełna zgodność, 

tak tutaj utopiści dzielą się na dwa obory. Jedni sądzą, że "prostota i 

duchowi 
161 

 

i ciału zdrowie przynosi (Platon, 1958, s. 167). A zatem utopianie 

jedzenie proste i mniej więcej jednakowe spożywać będą w umiarkowanej 
ilości. "Nie używaliby ani mięsa, ani ryb, ani soli, ani korzeni, ani 

żadnych napoi wyskokowych" (Deschamps, 1967, s.381). "Zbytek" - natomiast 

- "w jedzeniu i piciu obowiązani są tępić surowo naczelnicy, sami służąc 

przykładem skromności" (Morelly, 1953, s.131 ). Wyraźna w tej grupie 
niechęć do przypraw i przekonanie o ich chorobotwóczych właściwościach. 

Inni pragną, aby pośiłki w społeczeństwie doskonałym były możliwie 

różnorodne - "obfitość wybornych i najdroższych dań widnieje na każdym 

stole" (Dezamy, 19?7, s.110). Opisują oni szczegółowo skomplikowane 

sposoby przygotowywania i podawania posiłków. Ich zdaniem różnorodność 
służy zdrowiu. Wspólna dla wszystkich utopistów jest myśl, że przejadanie 

się jest szkodliwe, oraz że posiłki powinny być przygotowywane i 

spożywane w czystości. Ze wszystkich utopii wykluczony jest tytoń, tabaka 

i narkotyki. Z alkoholem inaczej; od pełnej aprobaty u Fouriera, przez 
ostrożne, zależne od wieku dawkowanie u Campanelli, aż do zupełnego 

wykluczenia u np. Deschamps'a. 

2.5. Ład społeczny. 

Utopiści mają całościowe widzenie społeczeństwa. Pragnąc 
doskonałości nie mogą zajmować się tylko fragmentem, doskonałość jest 

albo w całości, albo nie ma jej wcale. Patrzą na społeczeństwo z góry, 

jakby z lotu ptaka. Cóż widzą? Otóż w społeczeństwie realnym panuje 

"bezład powszechny". "Lud staje się masą kapryśną, bezrozumną, hałaśliwym 
zbiorowiskiem mnogości sprzecznych aspiracji i uczuć, których wrzenie 

jest gwałtowniejsze od wzburzonych fal morskich" (Morelly, 1953, s.71). 

Ten "powszechny bezład" przenosi się do ludzkiego wnętrza. Ludzie zatem w 

takim społeczeństwie - "to istoty nieskoordynowane, pełne sprzeczności i 
bezsensów" (Owen, 1959, s.489). Natomiast społeczeństwo doskonałe 

przypomina ład Kosmosu. Zmiany są tam tak spokojne i regularne, że przy 

162 

 
pominają ruchy ciał niebieskich. "Periodyczność jest podstawowym prawem 

[...), a regularny tryb 'zycia jest potrzebny dla zdrowia" (Dezamy, 1977, 

background image

s.265). Ludzie przedstawiają tam "zwarty obraz ładu, piękna, harmonii" 

(Owen, 1959, s.489). 

2.6. Brak kłopotów. 
Utopiści radykalnie ograniczają, bądź likwidują sytuacje, w których 

dążenia Utopian napotykają na nieprzekraczalne przeszkody. Chcą też 

ograniczyć siłę samych dążeń. Zbędne są w społeczeństwie doskonałym stany 

silnego napięcia emocjonalnego. Nie ma powodu, aby ludzie się denerwowali 
i nie ma powodu, aby na czymś bardzo im zależało. Bo i na czym, skoro 

"wszystko jest na swoim miejscu", skoro wszystko jest doskonałe? 

Doskonałość to stan, który nie wymaga zmiany. Można rozróżnić dwa 

podejścia: jedni pragną zlikwidować tylko te stany silnego napięcia 
emocjonalnego, które mają dla doznającego zabarwienie ujemne. Nie mają 

natomiast nic przeciwko nawet bardzo silnym wzruszeniom w dniach np. 

"świąt państwowych" (co ciekawe, większość dotyczy - można tak to ująć - 

czczenia siebie samego; nie czci się bowiem źadnej świętości zewnętrzej, 
doskonałość społeczna w dni świąteczne czci sama siebie). Inni pragną 

zmniejszyć siłę wszelkich wzruszeń, a nawet zlikwidować wzruszenia w 

ogóle. Dni odświętne są ich zdaniem zbędne, bo każdy dzień w doskonałości 

jest równie doskonały. 
Mniejsza będzie również liczba potrzeb. Ludzie w społeczeństwie realnym 

potrzebują mnóstwa nieistotnych, zbędnych rzeczy. W utopii takie potrzeby 

znikną, za to przedmiotów do zaspokojenia potrzeb istotnych nigdy nie 

zabraknie. Utopianie są w stosunku do otoczenia mniej zaborczy, mniej 
agresywni. Znika chciwość, pożądliwość, zazdrość (rys stoicki). "Nie oni 

służą rzeczom, a rzeczy im" (Campaneiia, 1954, s.8i). Chciwość i 

pożądliwość znikają - między innymi - dlatego, że w otoczeniu, w którym 

żyją, te cechy są niepotrzebne. Albo znika własność prywatna (która - 
zdaniem utopistów  

163 

 

stworzyła i utrzymywała te cechy), albo, jeśli nawet własność pozostaje, 
nikomu nie brakuje "rzecry niezbędnych, ani tych, które sprawiają 

przyjemność" (Campanella, 1954, s.77). Znikają różne drobne obawy, 

kłopoty związane z życiem codziennym. "Nikt nie kłopotałby się o nocleg i 

dach nad głową. Nikt nie miałby kłopotu z wyżywieniem i ubraniem siebie i 

swoich dzieci" (Meslier, 195.5, s.347). Znika również pycha, próżność, 
potrzeba podkreślania własnej, indywidualnej wartości. Utopianie nie są 

ambitni kolejna przyczyna "silnych napięć". Znika niepokój o przyszłość 

materialną, jak też niepokój o pozycję w społeczeństwie. Albo nie ma w 

społeczeństwie pozycji lepszych i gorszych (pełna równość), albo, jeśli 
nawet są, nie jest możliwe, aby "wczorajszy bohater był całkowicie 

niepewny, czy jutro nie będzie pokonany" (Dezamy, 1977, s.264). 

Hierarchia opiera się bowiem na istotnych i bezbłędnie rozpoznanych 

cechach. Szczytem hierarchii bezbłędnych rozpoznań jest sam utopista. 
Nie będzie również nieszczęśliwie zakochanych. Utopianie w ogóle się nie 

zakochują, albo - jeśli nawet coś takiego się przydarzy - nie są możliwe 

zawody miłosne (np. wszystkie kobiety są podobne, łatwo znaleźć 

pocieszenie). Zastanawia powaga z jaką utopiści traktują tę sprawę. 
Dostrzegają tutaj istotne zagrożenie? Czyżby obawiali się destrukcyjnej 

siły miłości? 

2.7. Praca. 

W społeczeństwie realnym jest wiele prac szkodliwych dla zdrowia. 
W społeczeństwie doskonałym prace te są bądź zlikwidowane, bądź 

radykalnie ograniczone. W utopiach praca nie szkodzi zdrowiu. Staje się 

lekarstwem, środkiem wzmacniającym. Staje się lekarstwem na dwa sposoby: 

wzmacnia słabe jednostki, albo wzmacnia całość eliminując słabe 
jednostki. 

background image

W większości utopii wprowadzony jest powszechny obowiązek pracy. Zawarta 

jest tutaj pewna intuicja sprawiedliwości: "kto nie pracuje, ten nie je" 

i - zarazem - jest to broń przeciw lenistwu. Co jednak zrobić ze starcami 
164 

 

i ludźmi chorymi? Utopistom trudno pogodzić się z myślą, że ktoś - nawet 

najbardziej dotknięty przez los - może mieć coś za nic. Być zbyt 
łagodnym, to dopuścić wiele wyjątków. W końcu każdy leń może udawać 

chorego. Człowiek chory w utopiach jest podejrzany; "jeśli ktoś pluje lub 

charcze przynosi mu to wielki wstyd, gdyż [utopianie] twierdzą, że jest 

to oznaka niedostatecznych ćwiczeń albo opieszałości i lenistwa, albo 
nadużywania napojów" (Campanella, 1954, s.98). Choroba może być zatem 

przejawem 

chytrości, lenistwa, bądź słabego charakteru. Może być nawet traktowana 

jako działanie kontrrewolucyjne ("udajesz, bo chcesz popsuć harmonię 
spoteczną"). Należy dać choremu szansę. Powinien móc udowodnić, że jest 

naprawdę chory. Jeśli nie zwolni się go z pracy, a on umrze, udowodni 

swoją uczciwość. Jest to pogląd Platona, Deschamps'a i z pewnymi 

zastrzeżeniami Campanelli. 
Przypomina próbę wody stosowaną wobec czarownic. Przeważnie utopiści 

są bardziej wyrozumiali wobec chorych; godzą się, aby chory mógł uzyskać 

zwolnienie z obowiązku pracy. Zwolnienia daje się jednak niechętnie i z 

licz 
nymi zastrzeżeniami. 

2.8. Czystość obyczajów. Choroby płciowe. 

W utopiach (z jednym wyjątkiem ) "nie będzie istnieć prostytucja ani 

miejsca owych nieczystych rozrywek" (Dezamy, 1977, s.210). Utopianie 
zatem "nie znają żadnych domów rozpusty, żadnych zakładów uciechy, 

żadnych 

wszetecznic sprzedajnych, ani niczego podobnego" (Bacon, 1954, s.107). 

Utopiści wymieniają również liczne inne rozrywki, które będą zakazane. 
Zakazane mogą być np. zabawy i tańce, zakazane mogą być np. wszystkie 

gry, 

które rozgrywa się na siedząco*. 

W społeczeństwie doskonałym nie ma rozwiązłości. "Nie będzie już powodu 

do czynów występnych na tle życia seksualnego" (Owem 1959, s.468). 
* Chodzi zapewne o to, że w gry hazardowe gra się przeważnie 

na siedząco, a w gry mające na celu sprawność fizyczną na stojąco. 

165 

 
Tam - na przykład - gdzie panuje wspólnota kobiet, niemożliwe jest 

cudzołóstwo. Znikają zboczenia seksualne. "Nie można u nich spotkać ani 

gwałtów, ani kazirodztwa" (Campanella, 1954, s.64). 

Uzdrowienie intymnych kontaktów międzyludzkich ma wiele przyczyn. Na 
przykład: upodobnienie kobiet, łatwość nawiązywania kontaktów, tak, że 

"pożądania wszystkich mężczyzn zwracałyby się tylko ku kobietom" 

(Deschamps, 1967, s.326), odpowiednia organizacja instytucji małżeństwa, 

dozór wychowawców w okresie dojrzewania (wychowawcy np. obserwują 
młodzież podczas ćwiczeń i pozwalają nadpobudliwym i przedwcześnie 

rozwiniętym na zbliżenia), itp... Wszystko to razem spowoduje, że 

"choroby płciowe zostaną w krótkim czasie zwalczone" (Owen, 1959, s.468). 

2.9. Zdrowa rodzina, zdrowe dzieci. 
Określenie rodziny jako "podstawowej komórki społecznej" nie pasuje do 

utopii. Przeciwnie. To, że tradycyjna rodzina jest podstwą społeczeństwa 

psuje - zdaniem utopistów - społeczeństwo, czyni społeczeństwo chorym. W 

rodzinie, jak w soczewce, koncentrują się wady społeczeństwa realnego i 
odwrotnie, tradycyjna rodzina jest fundamentem zła społecznego; egoizm, 

ograniczenie, zamknięcie, wojna wszystkich ze wszystkimi. Rodzina 

background image

twierdzą, następna rodzina następną twierdzą i tak dalej. Zamiast 

naturalnego braterstwa między ludźmi nieustana wojna między rodzinami. 

Dlatego utopiści konsekwentnie zwalczają tradycyjną rodzinę. Konstruują 
nowe modele. Są trzy utopijne modele rodziny: 

1) Całe społeczeństwo ma być jedną wielką rodziną, nie ma rodzin 

mniejszych (tzw. wspólnota kobiet). Jeśli przyjąć, że rodzina jest 

podstawową komórką społeczną, społeczeństwo staje się - w takim wypadku - 
organizmem jednokomórkowym. 

2) Rodzina jest strukturą otwartą. Traci w stosunku do państwa 

autonomiczność. Powstaje nowy typ urzędnika państwowego - "ojciec". 

166 
 

Ojciec jest w swojej pracy kontrolowany i rozliczany przez urcędników 

wyżej od niego stojących w hierarchii. Rodzina pozostaje podstawową 

jednostką społeczną, przestaje jednak być komórką (traci "błonę 
komórkową"); rodzina upaństwowiona. 

3) Rodzina jest czysto prywatnym związkiem miłosnym; łatwa 

rozwiązywalność, zakaz wychowywania dzieci (rodzice obowiązkowo oddają 

dzieci do państwowych domów wychowawczych). Rodzina pozostaje komórką, 
nie jest jednak ani społeczna, ani podstawowa. 

Dzieci "rodzić się będą na pewno zdrowsze, silniejsze, z mniejszą groźbą 

dla 'zycia swych matek" (Deschamps, 1967, s.367). W zależności jednak od 

przyjętego modelu rodziny różne byłyby tego przyczyny. W modelu pierwszym 
państwo np. odpowiednio organizuje zapładnianie. Tutaj, z kolei, są dwa 

rozwiązania (dwa pomysły na hodowlę ludzi): elitarne Platona i egalitarne 

Campanelli. "Trzeba" - pisze Platon - "żeby najlepsi mężczyźni obcowali z 

najlepszymi kobietami jak najczęściej, a najgorsi z najlichszymi jak 
najrzadziej i potomków z tamtych par trzeba chować, a z tych nie" 

(Platon, 1958, s.263). Campanella natomiast chciałby, żeby urzędnicy 

dobierali partnerów w ten sposób, "aby z pożytkiem dopelniali się 

obopólnie", czyli np. "niewiasty rosłe i urodziwe z mężczyznami silnymi i 
ochoczymi, niewiasty otyłe z mężczyznami chudymi, a szczupłe z otyłymi" 

(Campanella, 1954, s.73). Nikt - albo prawie nikt - nie jest zatem 

odtrącony. 

W drugim i w trzecim modelu opieka państwa rozpoczyna się nieco później. 

Nie od zapłodnienia, a od momentu rodzenia. Położnictwo jest organizowane 
przez państwo; "wzrastać będzie liczba akuszerów i akuszerek, [...] 

wydzieli się także specjalne sale dla kobiet ciężarnych" (Dezamy, 1977, 

s.271 ). 

Utopiści wielkie znaczenie przywiązują do karmienia piersią. Niektórzy 
zdają się traktować to jako rodzaj panaceum. W modelu pierwszym i trzecim 

dzieci zaraz po urodzeniu są matkom odbierane; następnie żywione, 

167 

 
pielęgnowane i wychowywane w przeznaczonych do tego specjalnych domach. 

Matki odwiedzają dzieci i karmią je piersią. Są utopie, w których matki 

karmią dziecko wskazane przez urzędnika. Jeśli matka nie ma pokarmu, 

urzędnicy "starają się też o inne kobiety mające pokarm" (Platon, 1958, 
s. 265) i organizują zbiorowe karmienie piersią. W wersji radykalnej "nie 

będzie kobiet, które nie byłyby karmicielkami bądź dzieci, bądź STARCÓW 

(podkreślenie moje) - wzmacnialiby się oni i odmładzali ich mlekiem" (dom 

Deschamps, 1967, s.368). W modelu drugim (rodzina upaństwowiona) dzieci 
dorastają w domu rodziców, matka jednak "bez wyraźnych dowodów słabości, 

nie będzie mogła zwolnić się od karmienia piersią" (Morelly, 1953, 

s.140). Jest to - jak widać - obowiązek zawodowy. 

Dzieci są zatem zdrowe i silne. Ze zdrowych i silnych dzieci wyrasta 
zdrowa i silna młodzież. Utopiści dużo uwagi poświęcili temu zagadnieniu. 

Pojmowali kształcenie i wychowywanie młodzieży bardzo szeroko. Łączyli 

background image

zdrowie ciała ze zdrowiem duszy, a zdrowie duszy z dokładnym 

i bezkonfliktowym przyleganiem do całości społecznej. 

2.10. Ogólny pogląd utopistów na przyrodę. Podsumowanie. 
2.10.1. Natura jest plastyczna. Można nad nią zapanować. Utopiści są 

optymistami. Stąd - między, innymi - ich aktywizm. Można radykalnie 

zmienić kształt społeczeństwa, można też radykalnie przekształcić 

przyrodę. Zdają się nie wiedzieć, że przyroda stanowi skomplikowany 
system, że są w nim wielorakie powiązania i zależności; wystarczy wyjąć 

cegiełkę i gmach się chwieje (ekosystem, łańcuch pokarmowy). Optymizm 

połączony z brakiem wiedzy o złożoności świata powoduje, że są 

rewolucjonistami: pragną zmiany szybkiej i zupełnej. Nasuwa się tutaj 
analogia. Podobny stosunek do przyrody w XX - wiecznych państwach 

totalitarnych: wybijanie wróbli w Chinach, projekty przesunięcia biegu 

rzek syberyjskich i nawodnienia pustyń w ZSRR. 

168 
 

2.10.2. Natura jest przeciwnikiem człowieka. Trzeba z nią wałczy. pokonać 

i ujarzmić. Skoro ludzie mają żyć bezkonfliktowo, to cała energia 

negatywna, cała konfliktowość skierowana jest na zewnątrz. Skoro wsryscy 
ludzie są braćmi, wrogiem jest prryroda. Być może, w jakiś stopniu, jest 

to pomysł socjotechniczny: wzmocnienie więzi grupowej przez znalezienie 

wspólnego wroga. 

2.10.3. W efekcie tej walki prryroda jest pokonana; pozbawiona "kłów 
i pazurów" staje się składnikiem harmonii społecznej. Prryroda otaczająca 

społeczeństwo idealne staje się do niego podobna; nie dzika, pełna 

konfliktów, walk i wzajemnego pożerania się, a łagodna, uporządkowana, 

oswojona. Jak twórca utopii zdaje się panować nad ludźmi, tak ludzie - 
jakby w nagrodę  

dostają władzę nad przyrodą: 

2.10.4. Zdrowe otoczenie społeczne. Rysują się tutaj dwie tendencje. 

Powrót do stanu natury, który utopiści wyobrażali sobie jako prosty, 
surowy i dlatego zdrowy. Druga: nie rerygnuje się z dorobku cywilizacji, 

pragnie się tylko radykalnie lepiej ws~~~stko =orgarri~ować. Zwolennicy 

powrotu do stanu natury chcą, aby mieszkania, ubrania i jedzenie były 

maksymalnie uproszczone; wspólne baraki, jeden rodzaj ubrań, woda, chleb 

i nieliczne dodatki. Zwolennicy radykalnego poprawiania cywilizacji godzą 
się na większą różnorodność i złożoność. 

3. SZTUKA LEKARSKA W UTOPIACH 3.1. Organizacja lecznictwa. 

Utopiści, którry pragną zerwać z cywilizacją sądzą, że w stanie natury 

choroby znikną i - w związku z tym - ludzie żyć będą "zdrowo, ale bez 
lekarzy (Deschamps, 1967, s.358). W społeczeństwie doskonałym nie będzie 

więc ani specjalnej wiedzy medycznej, ani wyodrębnionego zawodu - lekarz; 

"wszyscy 

AKADEMIA MEDYCZNA W BIAŁYMSTOKU  
by przeprowadzać na ludzkim ciele łatwe zabiegi chirurgiczne, jedyne 

jakie będzie się przeprowadzało. Gdyby zdarzały się trochę trudniejsze, 

pozostawiano by je naturze" (Deschamps, 196?, s.387). Pozostali utopiści 

- ci, którzy chcą rewolucjonizować cywilizację - sądzą, że zarówno wiedza 
medyczna jak i lecznictwo pozostanie, i - co więcej - będzie 

to wiedza doskonalsza, a lecznictwo sprawniejsze. 

1 Jak zatem wygląda utopijna służba zdrowia? 

Jest to - przede wszystkim - odgórnie, solidnie zorganizowane lecznictwo 
państwowe. Wg Campanelli lecznictwem zajmuje się jeden z trzech zastępców 

władcy. "Minister zdrowia" to zatem jeden z trzech najważniejszych 

ministrów! 

Lecznictwo jest powszechne. Obejmuje równomiernie całe terytorium. Utopie 
mają bowiem zwykle ściśle jednolitą, proporcjonalną strukturę. Miasta 

(czy wioski) są jednakowej wielkości, w każdym mieszka tyle samo 

background image

mieszkańców, w każdym jest również tyle samo lekarzy. Możliwe są też 

okresowe koncentracje: "jeżeli jedna część kraju nawiedzona zostanie 

zarazą [...] inne części powezmą rychłą o tym wiadomość i przyślą pomoc" 
(Winstanley, 1959, s.178). 

Państwo utopijne zdecydowanie ingeruje w prywatne życie obywateli. 

Prywatność w większości utopii nie istnieje. Prywatność bowiem - zdaniem 

utopistów - wiąże się z egoizmem; egoizm z kolei jest swoistą chorobą 
natury 

ludzkiej (jest - jak piszą utopiści - sprzeczny z naturą); jest przyczną 

większości - jeśli nie wsrystkich - konfliktów i wojen (w jaki sposób 

ludzie, z natury altruiści i istoty społeczne, przekształcili się w 
egoistów i stróżów prywatności to odrębne zagadnienie). Likwidacja 

egoizmu to uzdrowienie natury ludzkiej. 

Utopista nie szanuje zatem prywatności, przeciwnie, zwalcza ją. Jeśli na 

przykład - uważa, że dokładne przeżuwanie posiłku służy zdrowiu, 
ustanawia urzędnika, który chodzi po sali jadalnej i sprawdza, czy 

wszyscy 

dokładnie przeżuwają. Utopijne lecznictwo państwowe jest więc nie tylko 

1?U 
 

powszechne, ale teź sięga głębiej. Lekarze mają dużo większe uprawnienia, 

inaczej mówiąc, duźo większą władzę. Mają prawo nie tylko zalecać, ale 

też NAKAZYWAĆ kurację. W niektórych utopiach lekarze decydują, kto z kim 
ma płodzić dziecko, kto może zawierać małżeństwo albo co wolno komu jeść. 

Nie poszczególny utopianin decyduje, że nie będzie, na przykład, używał 

ostrych przypraw. Naczelnik służby zdrowia decyduje za wszystkich. Ostre 

prryprawy znikają z państwa doskonałego. 
3.2. Szpitale, domy starców. 

Począwszy od Tomasza More'a, który zaplanował "na obwodzie miasta 

w pewnej odległości od murów cztery szpitale tak obszerne, że robią 

wrażenie jakby małych miasteczek" (More, 1947, s.63) prawie wszyscy 
utopiści opisująniekiedy szczegółowo - specjalne domy dla chorych. Zawsze 

zbudowane na uboczu i zawsze "przestronne i wygodne" (Moreny, 1953, 

s.126). Doświadczeni lekarze pielęgnują tam chorych z taką troskliwością, 

"że chociaż nikogo nie wyprawia się do szpitala wbrew woli, każdy jednak 

woli, niż w domu" (More, 1947, s. 64). Tym bardziej, że szpitale są 
obszerne, a chorych jest niewielu. To, że szpitale budowane są na uboczu, 

utopiści tłumaczą względami zdrowotnymi. 

Podobnie domy starców; również budowane na uboczu i również 

okazałe. Odgrywają one w utopiach ważną rolę. Jest ich dużo więcej niż 
w społeczeństwie realnym. Główna przyczyna jest prosta. Starcy w 

większości 

utopii nie mają rodzin; skoro matka wkrótce po porodzie ma obowiązek 

oddać dziecko do państwowego domu wychowawczego, to nic dziwnego, że 
dorosłe dziecko nie chce albo nie może opiekować się starymi rodzicami 

(często zresztą ich nie zna). Nie rodzina, a państwo opiekuje się 

starcami. Utopiści opisują szczegółowo jakim to "wspaniałym cudem pośród 

tylu innych cudów będzie owo miejsce zamieszkania dla starców" (Dezamy, 
1977, s.271 ), ("oranżerie, cieplarnie, ogród botaniczny, cieplice, 

specjalna biblioteka, instrumenty 

171 

 
muzyczne, przyrządy fizyczne a także wsrystkie gry, wszelkie możliwości 

prryjemnej rozrywki" (Dezamy, 1977, s.270)). Odnosi się wrażenie, 

że otaczając starców luksusem i zabawkami chcą ukryć beznadziejność 

samotnej starości. Starości pozbawionej wnuków i perspektywy 
transcendentnej; w większości utopii bowiem jedynym sensem życia 

ludzkiego jest sama utopia. Co więcej, domy dla starców budowane są w 

background image

"odosobniónych miejscach". Może w ten sposób chcą usunąć z oczu utopian 

starość, umieranie 

i śmierć; jedyną- ich zdaniem - skazę na doskonałości? 
3.3. Utopijne lekarstwa i wiedza medyczna. 

Utopiści - jeśli opisują stosowanie leków - opisują stosowanie leków 

niezwykłych, cudownych. Są to leki doskonałe; działają - podobnie jak 

recepta utopisty na uzdrownienie społeczeństwa - szybko i skutecznie. Są 
trzy rodzaje leków. Najszersza kategoria to leki naturalne. Często 

nieznane owoce i zioła. Trzeba podkreślić, że utopiści mają wielkie 

zaufanie do ziół. W utopiach "powrotu do stanu natury" są to jedyne 

lekarstwa. Następna kategoria: różne pigułki i płyny. W utopiach jest 
bardzo dużo "cudownych wynalazków", wśród nich pigułki leczące wszystko 

albo prawie wszystko (szkoda, że żaden utopista nie podaje szczegółowej 

receptury). Wreszcie, trzeci rodzaj: różne - mniej lub bardziej - 

magiczne sposoby. Kilka przykładów: "dłuższe gorączki leczą przez nagły 
przestrach", "chorobom wenerycznym zapobiegają często obmywając ciała 

winem i nacierając wonnymi olejkami, "jeśli gwiazdy wróżą komuś 

nieszczęście zamykają go do białego pokoju skropionego wonnościami i 

octem z róży; zapalają tam siedem świec, oraz wszczynają wesołą muzykę i 
pogodne rozmowy, aby rozproszyć zarodki nieszczęścia" (Campanelia, 1954, 

s.98 i s.123). 

Wiedza medyczna nie jest szczegółowo opisywana. Daje się jednak zauważyć 

tendencja do łączenia cudownych, magicznych sposobów leczenia z 
upowszechnieniem recept zdroworozsądkowych; takich np., że jedzenie 

powinno być proste, że nie należy się objadać i nale'ry przestrzegać 

higieny. 172 

 
W państwach doskonałych przestrzeganie takich recept sianie się 

powszechnym prawem. Wyłączony (albo drugorzędny) jest ten fragment wiedzy 

medycznej, który wiąże się z tradycyjnie pojętymi zdobyczami nauk 

medycznych. Odcięty' jest zatem środek, wzmocnione zostają skrajności: 
wiedza potoczna i środki magiczne. Utopijna medycyna to medycyna cudownie 

skuteczna. To co robią lekarze w realnym społeczeństwie, nie wydaje się 

cudowne, ludzie bowiem choć są leczeni - chorują i umierają. 

Można zaryzykować twierdzenie, że utopiści byli prekursorami tzw. 

 

medycyny alternatywnej, która zastosowana odgórnie (obowiązkowo) 

miała  

w znacznym stopniu poprawić zdrowie społeczeństwa. Nie to 

jednak było  

głównym lekarstwem utopistów. Mieli oni inną "cudowną 

broń" przeciw  

chorobom. Charakterystyczny i prekursorski wydaje się 

być tutaj pogląd  Platona: "gdy wychowanie stoi źle, zaczynają być 
poszukiwani lekarze"   (Platon, 1958, s.167). Jeśli wychowanie stoi 

dobrze - a jest to cecha wszystkich  

utopii - to "w żadnym kraju 

medycyna nie jest mniej potrzebna niż u nich"  

(Morus, 1947, s. 91). 

GŁÓWNYM LEKARSTWEM UTOPISTÓW JEST  ii 
ZATEM SAMA RECEPTA NA SPOŁECZEŃSTWO DOSKONAŁE. Zdrowie traktowane jest 

jak fragment większej całości. Składnikami zdrowia jest 

zdrowy tryb życia (praca, proste jedzenie, brak u'zywek, rozpusty), 

zdrowe środowisko przyrodnicze (zdrowy klimat) i społeczne (brak 
zmartwień, silnych napięć). Utopiści wydają się być zatem nie tylko 

prekursorami medycyny alternatywnej, ale też prekursorami medycyny 

holistycznej. Wpisane jest to niejako w strukturę myślenia utopijnego. 

Całe społeczeństwo ma być doskonałe, a nie tylko część. Stąd szukanie 
rozwiązań całościowych, załatwiających problem dokładnie, raz i na 

zawsze. Jak stworzy się ZDROWE społeczeństwo, to i ludzie będą zdrowi. 

Najważniejszym zatem - a bywa, że jedynym - lekarzem w utopiach jest sam 

utopista. On bowiem projektuje stan harmonii; a stan harmonii (między 
ludźmi) radykalnie wzmacnia - jego zdaniem - siłę społeczeństwa do walki 

z chorobami. 

background image

173 

 

4. UTOPIŚCI WOBEC PROBLEMU ŚMIERCI. 
4.1. Zwalczanie lęku przed śmiercią. 

Jest jedna nielikwidowalna i niewyleczalna choroba - śmierć. Żaden 

utopista nie posuwa się do tego, by mieszkańców tego "raju na ziemi" - 

jak pisze o państwie doskonałym jeden z nich - unieśmiertelnić. Śmierć 
jestskazą na doskonałości. Czy można zmniejszyć tę skazę? Czy można np. 

zmniejs`zyć (zlikwidować?) lęk przed śmiercią? "Aby rodzaj ludzki 

osiągnął szczęście, konieczne jest [...] nie bać się śmierci" (Owen, 

1959, s.451 i s.454). Utopiści, 
którzy dostrzegają ten problem, próbują znaleźć rozwiązanie. Oto - wydaje 

się cztery najważniejsze pomysły. 

1) Można zało'zyć, że człowiek jest zdolny bać się śmierci tylko wtedy, 

gdy odczuwa siebie jako coś indywidualnego i zarazem zdaje sobie sprawę, 
że on, jako indywiduum może umrzeć. Jeśli to prawda, to w utopiach 

kolektywistycznych, w zależności - oczywiście - od stopnia kolektywizmu, 

ludzie są mniej zdolni do lęku przed śmiercią. Jeśli jednostka odczuwa 

siebie jako cząstkę kolektywu, nie ma powodu lękać się śmierci. Człowiek 
umiera, wspólnota żyje dalej. Niektórzy sądzą, że ludzkość jest 

nieśmiertelna. Człowiek odczuwający siebie jako cząstkę ludzkości staje 

się nieśmiertelny. 

Lękamy się nie tylko własnej śmierci. Boimy się (martwimy się), 
że umrą ludzie nam bliscy. Pewien typ kolektywizmu likwiduje i tę skazę. 

Skoro całe społeczeństwo ma być jedną rodziną, czyli wszyscy są sobie 

RÓWNIE bliscy, człowiek "nie traciłby nic na skutek śmierci innego 

człowieka. Nie miałby więc żadnej przyczyny do żalu. "Bowiem" płaczemy 
nie nad zmarłym, lecz nad sobą, nad tym, co w nim tracimy" (Dom 

Deschamps, 1967, s. 390). 

2) "Starcy aż do śmierci, która przyjdzie niespodziewanie dla nich [...] 

pracować będą wedle swoich zdolności, a największa dbałość o wszystko, 
zapewni im zawsze cel pracy, [...] a brakować go nigdy nie powinno" (Dom 

174 

 

Deschamps, 1967, s.384). Ludzie są tak zajęci pracą, że nie mają czasu 

sil 
śmierci. Czas wolny rodzi lęki. Odebrać ludziom czas wolny, zniknie m.in. 

lęk 

przed śmiercią. 

3) "Prawie wszyscy Utopianie sądzą, że ludzi czeka po śmierci 
niezmierne szczęście, dlatego ubolewają nad chorobami, nigdy zaś nie 

opłakują niczyjej śmierci" (More, 1947, s.119). 

Argument ten ma ograniczone zastosowanie. Nie we wszystkich utopiach 

bowiem powszechna jest wiara w nieśmiertelność duszy. Przeciwnie, od 
XVIII wieku przeważają utopie, w których powszechna jest niewiara w 

nieśmiertelność duszy. 

4) Przedłużenie życia. Nawet do 200 lat. (Campanella jest tutaj 

rekordzistą). Nie likwiduje to jednak - jak się zdaje - problemu śmierci, 
a jedynie odsuwa w czasie. 

4.2. Problem samobójstwa i eutanazji. 

Epikur twierdził, że jeśli ból jest instensywny, to jest krótki, a jeśli 

jest długotrwały, to jest słaby. Wydaje się, że to nieprawda; są bóle 
długotrwałe i intensywne. Jeśli dodać do tego niemożność wyleczenia, ból 

taki staje się długotrwałym konaniem. Jak temu zaradzić? Utopiści podają 

proste rozwiązania. Pierwsze: "Każdy będzie mógł położyć kres swojemu 

życiu, jeżeli śmierć wyda mu się lepsza od 'rycia" (Dom Deschamps, 1967, 
s.388). Drugie: "gdy z nieuleczalną chorobą łączą się ustawiczne 

cierpienia, wtedy odwiedzają chorego kapłani i urzędnicy i wykazują mu, 

background image

że [...] winien odważnie umrzeć, niech więc z otuchą w sercu albo sam 

uwolni się od tego smutnego życia lub zgodzi się, by inni go wyzwolili". 

Tomasz More, on jest bowiem autorem drugiego fragmentu, akceptuje 
samobójstwo i dorzuca pomysł powszechnego 

stosowania eutanazji czynnej. Lekarze (urzędnicy, kapłani) pomagają 

choremu umrzeć, a nie jedynie zaprzestają podawać leki utrzymujące go 

przy życiu. Dodaje jednak: "wbrew woli nikogo nie pozbawiają życia" 
(More, 1947, s. 93 i 94). 

175 

 

Społeczne przyzwolenie dla samobójstwa i zgoda na eutanazję 
występuje w wielu utopiach. Jest to zarazem negacja istotnego elementu 

etyki chrześcijańskiej i etyki Hipokratesa. Nie powinno to dziwić. Jak 

pisałem 

we wstępie, utopiści postrzegają - najogólniej pojęte - społeczeństwo 
europejskie jako radykalnie złe, chore. Greckie i chrześcijańskie 

podejście do świata 

są fundamentem tego społeczeństwa. Nie są zatem kanonem, przeciwnie, w 

nich zawarty może być - zdaniem utopistów - błąd podstawowy. 
5. UWAGI KOŃCOWE 

5.1. Utopiści postrzegają realny świat jako chory. Próbują go wyleczyć. 

Są zatem LEKARZAMI CHOREGO ŚWIATA. Nasuwają się dwie uwagi: 

1) Pytanie: Czy to dobrzy lekarze? Czy nie stosują zbyt gruboskórnych 
metod. Czy - zamiast leczyć - nie uśmiercają? Diagnoza jest bardzo prosta 

i recepta jest bardzo prosta. W tym jej atrakcyjność, ale czy słuszność? 

2) Paradoks. Jeśliby utopiści zupełnie uzdrowili świat, stworzyliby niebo 

na ziemi. Zwyczajni lekarze i... teologowie okazaliby się niepotrzebni. 
Czyżby teologia i tradycyjna medycyna były sojuszniczkami, a utopizm był 

ich naturalnym wrogiem? Linia obrony teodycei: ten świat MUSI być 

chory, bo inaczej tamten świat, czyli mieszkanie Boga, straciłby dla 

Ludzi atrakcyjność. Ziemia nie może być rajem, jeśli niebo ma pozostać 
niebem. 

5.2. Medycyna alternatywna, medycyna holistyczna, renesans sposobów 

magicznych, szamańskich, niechęć do tradycyjnie pojmowanej nauki, czyli 

NEW AGE i POSTMODERNIZM to współcześnie silne i modne trędy kulturowe. 

Medycyna w utopiach, czyli medycyna wymyślona przez utopistów przypomina 
"utopijną medycynę" naszych czasów (o ite owe "new ago'wskie" tendencje 

można tak nazwać). Zastanawiająca jest ta zbieżność. Otwarte 

176 

 
pozostaje pytanie, na ile jest ona przypadkowa, a na ile wynika z 

głębszego powinowactwa obu nurtów i czy - w związku z tym - uprawnione 

jest 

przenoszenie negatywnego, bądź pozytywnego wartościowania z jednego na 
drugi. W szczególności: czy niechęć do utopii można słusznie przenieść 

na "medycynę new age'u". 

5.3. Podsumowanie. 

1 ) Stan zdrowia Utopian jest bardzo dobry. Co ma na to największy 
wpływ? Zdrowe środowisko przyrodnicze i społeczne - tutaj utopiści są 

zgodni. 

Następnie - to dotyczy tylko pewnej grupy - udoskonalona sztuka medyczna 

i doskonała organizacja służby zdrowia. 
2) Na czym polega doskonała organizacja służby zdrowia? Na centralizacji, 

upaństwowieniu, powszechności i zwiększeniu zakresu władzy. 

3) Na czym polega udoskonalenie wiedzy i sztuki medycznej? Na 

upowszechnieniu recept zdroworozsądkowych, leków naturalnych i sposo 
bów magicznych. Przypomina to tzw. współczesną "medycynę alternatywną". 

4) Charakterystyczne dla utopistów jest całościowe traktowanie 

background image

problemu zdrowia. Walka z chorobą to nie tylko technologia leczenia. 

Przypomina to współczesne koncepcje "medycyny holistycznej". 5) W etyce 

lekarskiej odejście od Hipokratesa. 
BIBLIOGRAFIA 

1. Bacon Franciszek, Nowa Atlantyda, Warszawa 1954. 

2. Buonarroti Philippe, Sprzysiężenie równych, Warszawa 1952. 3. 

Campanella Tomasz, Państwo Słońca, Warszawa 1954. 
4. Deschamps Dom, Prawdziwy System, Warszawa 1967. 

5. Dezamy Theodore, Kodeks Wspólnoty, Warszawa 1977. 

6. Grabski Władysław Jan, Karol Fourier - jego życie i doktryna, Warszawa 

1928. 
177 

 

7. Mably Gabriel, Pisma wybrane, Warszawa 1956. 8. Meslier Jan, 

Testament, Warszawa 1955. 
9. More Tomasz, Utopia, Poznań 1947. 

10. Morelly, Kodeks Natury, Warszawa 1953. 11. Owen Robert, Wybór Pism, 

Warszawa 1959. 12. Platon, Państwo, Warszawa 1958. 

13. Szacki Jerry, Spotkania z utopią, Iskry 1980. 
14. Winstanley Gerrard, Program ustroju wolności, Warszawa 1959. 

178 

 

ASPEKTY MORALNE ZAWODU FARMACEUTY 
Stefan ROSTAFIŃSKI 

Uchwalenie przez Walne Zgromadzenie Delegatów Polskiego Towarzystwa 

Farmaceutycznego 19 października 1995r. nowej wersji "Zasad etycznych i 

deontologicznych polskiego farmaceuty" [ 1 ] sprawiło, że w obliczu 
rozważań o możliwości uchwalenia Ustawy o wykonywaniu zawodu 

farmaceuty, dokument zasługuje na szczególną uwagę. 

Równolegle obowiązuje Kodeks Etyki Aptekarza RP [2], odnosi się on jednak 

tylko do członków Samorządu Aptekarskiego, poza którym pozostaje 
ok. 30% czynnych zawodowo farmaceutów. W przypadku uchwalenia przez 

parlament ustawy o wykonywaniu zawodu farmaceuty, istnieje gotowy zbiór 

zasad, na który z powodzeniem powołać się może ustawa. 

Zanim przejdę do omawiania podanego w tytule tematu, uważam za konieczne 

zdefiniowanie, czym są właściwie normy moralne? Czym 
odróżniają się one od norm prawnych? 

Bardzo często normy te mają takie samo brzmienie np. "nie zabijaj". 

Otóż normy prawne po takim zakazie dodają słowo ..bo". Nie czyń tego, 

bo..., 
po czym następują sankcje, grożące za złamanie tego zakazu. Jeżeli ktoś 

działa na szkodę życia ludzkiego w obawie grożącej mu kary (dotyczy to 

również kary w życiu pozagrobowym, o jakiej mówią religie). dowodzi tym, 

że życie ludzkie nie jest dla niego wartością moralną. Dopiero oderwane 
od jakichkolwiek sankcji, normy funkcjonują jako ściśle moralne [3). 

Zastanówmy się więc, czy do norm, jakich obowiązani jesteśmy 

przestrzegać, rzeczywiście przystaje 

nazwa "moralne"? Odpowiedź nie jest prosta. Za wykroczenia przeciw 
zasadom etyki grożą sankcje, które władne są wymierzyć sądy aptekarskie, 

zatem w myśl przytoczonej wyżej definicji, nie są one stricte 

"moralnymi". 

179 
 

Na specyfikę i odrębność odpowiedzialności za czyny sprzeczne z zasadami 

etyki i deontologii zawodowej zwracają uwagę autorytety prawnicze, 

podkreślając, że postępowanie w ich przedmiocie toczyć się może 
niezależnie od postępowania karnego bądź też dyscyplinarnego [4]. 

Wskazuje na to dobitnie art. 52 Ustawy o Izbach Aptekarskich [5], 

background image

stwierdzający że "postępowanie w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej 

o ten sam czyn toczy `się niezależnie od postępowania karnego lub 

dyscyplinarnego". 
Jakże więc określić takie normy? W swoim czasie pytanie to zaprzątnęło 

uwagę sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a efektem ich rozważań było 

postanowienie z dnia 7 października 1992 r. (U/1192) [5], dające 

definicję: "Jest to zbiór norm dookreślających normy prawne". Inne z 
kolei określenie Trybunału z dnia 17 marca 1993 r. (W/16/92) [7] stanowi: 

"Przepisy etyczne nie mają zastosowania w zakresie, w jakim istnieją 

nakazy lub zakazy obowiązujących ustaw". 

Każdy farmaceuta powinien wiedzieć, że istnieją obecnie w Polsce trzy 
dokumenty, pretendujące do regulacji norm etycznych w farmacji: 

I. "Zasady etyczne i deontologiczne polskiego farmaceuty" [1J, 2. Kodeks 

Etyki Aptekarza Rzeczpospolitej Polskiej [2], 

3. "Dobre obyczaje w nauce - zbiór zasad i wytycznych [8]. 
Pierwszy z tych dokumentów, jak wspomniano na początku, uchwalony został 

przez Walne Zgromadzenie Delegatów Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego 

w Warszawie 19 października 1995 r., drugi przyjęty był przez 

Nadzwyczajny ZjI 
d Aptekarzy w Lublinie, obradujący w dniach 24-26 kwietnia 1993 r., 

wreszcie trzeci ogłoszony został przez Komitet Etyki w Nauce przy 

Prezydium PAN w 1994 r. Zakres wymienionych zbiorów nie zawsze jest 

ściśle sprecyzowany. 
"Zasady etyczne i deontologiczne" dotyczą w zasadzie wszystkich 

farmaceutów. Ponieważ jednak nie ma dotąd ustawy, która określałaby, kto 

to jest farmaceuta i czym jest wykonywanie zawodu farmaceuty - zawieszone 

180 
 

 

są one niejako w próżni prawnej. Praktycznie zbiór ten dotyczy 

farrru~mó~,  

będących członkami Polskiego Towarzystwa 

Farmaceutycznego: św~i~dczy  o tym fakt, że jest on podstawą do orzekania 
przez Sąd Koleżeński PTFanm.  

Że zaś farmaceuci mogą być albo nie być 

aptekarzami jak również  

pracownikami nauki, w zasadach tych jest 

odniesienie do Kodeksu Etyki  

Aptekarza RP jak też do Dobrych 

Obyczajów w Nauce. O ścisłym związku tych  

dokumentów świadczy fakt, 

że Sąd Koleżeński PTFarm. ma w swoim  

regulaminie klauzulę, że jeśli sprawa dotyczy wykonywania zawodu 

aptekarza, Sąd ten może przekazać ją Naczelnemu Rzecznikowi 

Odpowiedzialności Zawodowej, tzn. "prokuratorowi" Naczelnej Izby 

Aptekarskiej. 
Kodeks Etyki Aptekarza RP odnosi się do konkretnej kategorii farmaceutów: 

do członków Samorządu Aptekarskiego, czyli osób wykonujących zawód 

aptekarza w myśl Ustawy o Izbach Aptekarskich (co obejmuje również 

hurtowników). 
Obydwa wymienione wyżej ściśle farmaceutyczne dokumenty oparte są na 

tradycji, a więc wzorowane na dawniejszych zbiorach zasad zarówno 

farmaceutycznych, jak i lekarskich. polskich i zagranicznych, jak również 

uwzględniają wskazania zawarte w dokumentach międzynarodowych. 
"Dobre obyczaje w Nauce" mają zakres bardzo szeroki i funkcjonują w 

środowiskach zajmujących się działalnością naukową, rozumianą jako 

"działalność, zmierzająca do tworzenia i upowszechnienia wiedzy zdobytej 

za pomocą metody naukowej" (cyt.). Tak więc, jak sformułowane jest to w 
"Zasadach etycznych i deontologicznych..." obowiązują one farmaceutów - 

pracowników nauki. 

Chciałbym tu zasygnalizować dwa aktualne zdarzenia (r. 1996): 

1. inicjatywę Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, aby Samorząd 
Aptekarski rozważył możliwość modyfikacji Kodeksu Etyki Aptekarza RP dla 

zbliżenia obu tekstów [9], 

background image

181 

 

2. podjęcie wstępnych prac nad sformułowaniem Kodeksu Etyki Marketingowej 
przez Stowarzyszenie Przedstawicielstw Firm Farmaceutycznych w Polsce. 

Ten ostatni ma być oparty na istniejącym dokumencie międzynarodowym, 

obejmującym tę problematykę [10]. 

Z uwagi na to, że większość czytelników niniejszego opracowania zamierza 
zostać aptekarzami, zakładam, że będą oni zainteresowani _prze~e 

wszystkim Kodeksem Aptekarza RP. Dlatego też skoncentruję się głównie na 

przybliżeniu spraw z nim się wiążącym, w sensie wątpliwości i implikacji, 

jakie zrodzić mogą pewne sformułowania. 
Tak np. cytatem ze wstępu do "Kodeksu" brzmiącym: "Aptekarz podejmując 

wykonywanie zawodu świadomie i dobrowolnie bierze na siebie obowiązek 

służenia chorym" posłużył się Krajowy Inspektor Farmaceutyczny [11], gdy 

zaistniała groźba odmowy realizacji recept lub całkowitego zamknięcia 
aptek przez aptekarzy, doprowadzonych do ostateczności brakiem 

refundacji. Krajowy Inspektor tak interpretuje ów wstęp: "Jakiekolwiek 

metody podejmowane w obronie własnych interesów nie mogą naruszać 

uprawnień 
pacjentów. Chory człowiek nie może być kartą przetargową między aptekami 

a Państwem, nawet przy założeniu słuszności sprawy". W swoim czasie 

napisałem artykuł zatytułowany: "Kodeks czy kontrakt? - o Kodeksie 

Aptekarzy inaczej" [12]. W artykule tym dowodziłem, że kodeks jest 
praktycznie kontraktem społecznym, który powinien zawierać przekaz: 

"Nakładamy na siebie liczne obowiązki, powściągamy w imię dobra chorego 

nasze apetyty na zysk, a w zamian zaufajcie nam, uwierzcie, że jesteśmy 

najlepsi, aby dostarczyć wam odpowiednie pod każdym względem leki". Ten 
kontrakt wypełniamy jednostronnie, nie mamy bowiem wyłączności w zakresie 

dystrybucji i zaopatrzenia w lek. Czy Państwo, postępując niezgodnie z 

normami prawa cywilnego, powinno używać jako straszaka wobec aptekarzy 

kodeksu etyki? 
182 

 

Pewne wątpliwości budzić może Art. 4, gwarantujący wolrwaś~ć postępowania 

zgodnego z sumieniem oraz swobodę działań zawodowy°ch stosowną do wskazań 

etycznych, aktualnego poziomu wiedzy i stanu prawnego. 
Artykuł ten mógłby budzić zaniepokojenie odnośnie do środków 

antykoncepcyjnych. Obawy te łagodzi jednak już dalsza część zdania, 

mówiąca o swobodzie działań stosownej do poziomu wiedzy i stanu prawnego. 

Nale'zy też wskazać na Art. 38 Ustawy z 10 października 1991 r. [13], 
zobowiązujący do prowadzenia sprzedaży środków antykoncepcyjnych. 

Gdybyśmy zatem, kierując się wolnością sumienia odmówili sprzeda'zy 

środków antykoncepcyjnych, postępowanie takie naruszyłoby prawa i 

wolności innych osób, wynikające z obowiązujących przepisów ustawy. 
Wyobraźmy sobie, pisze Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Tadeusz 

Zieliński [14], że np. sędziowie postanowiliby w swoim kodeksie etyki, że 

nie będą orzekali rozwodów. Czy taki kodeks może obowiązywać skoro jest 

sprzeczny z ustawodawstwem państwowym? Prawo i moralność można 
doprowadzić do zgodności, ale tylko w trybie legislacyjnym, 

ustawodawczym. 

Niepokój prawowiernych katolików odnośnie do środków antykoncepcyjnych 

musi budzić sformułowanie zawarte w "Karcie Pracowników Służby Zdrowia", 
wydanej przez Papieską Radę ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia [16]: 

"Dlatego więc, podczas gdy dozwolone jest z poważnych powodów korzystanie 

ze znajomości ptodności kobiety, wyrzekając się 

korzystania z małżeństwa w okresie ptodności, jest niedozwolone uciekanie 
się do środków antykoncepcyjnych". Jak się wydaje niejaką szansę dla 

pogodzenia prawa i moralności w tym aspekcie, dają wyprodukowane ostatnio 

background image

na Zachodzie proste testy, pozwalające zorientować się w okresie 

płodności kobiety. Wprowadzenie takich testów i powszechne uświadomienie 

społeczeństwa mogłoby postawić pod znakiem zapytania celowość stosowania 
środków antykoncepcyjnych, a zarazem przyczyniłoby się do rozwiązania 

dylematów sumienia aptekarzy. 

183 

 
Mimo przedstawionego wyżej zastrzeżenia, odnoszącego się do Art. 4, 

uważam, że należy on do najważniejsrych w całym kodeksie, gdyż zawiera 

przesłanie, że aptekarz ma prawo i obowiązek poszukiwania i znalezienia 

najwłaściwszego rozwiązania w każdym przypadku, którego prawo przewidzieć 
nie zdoła. Nie nale'ry działać poza ani ponad prawem; jednak tam, gdzie 

otwierają się obszary działania z konieczności nie objęte prawem `lub w 

prrypadkach wątpliwych - jedyną wyrocznią staje się sumienie zawodowe. 

Etyka zawodowa tym różni się od prawa, że głębiej sięga w sumienie 
człowieka, jest bardziej wymagająca niż normy prawne, nastawione na 

przeciętność postaw ludzkich. A właśnie "ponad przeciętnych" postaw 

oczekuje od farmaceutów-społeczeństwo. 

Polem do działania dla sumienia zawodowego jest m.in. Art. 10 
Kodeksu traktujący o zachowaniu tajemnicy zawodowej "z wyjątkiem 

prrypadków określonych prawem". Jakie to są te prrypadki? Pewną wskazówkę 

daje Art. 23 § I Kodeksu karnego: "Nie popełnia przestępstwa ten, kto 

działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru 
społecznemu lub jakiemukolwiek dobru jednostki, jeżeli niebezpieczeństwa 

nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone nie przedstawia wartości 

ocrywiście większej, niż dobro ratowane". Teraz właśnie powinno zadziałać 

wrażliwe sumienie aptekarza, który musi zadecydować, cry obowiązek 
zachowania tajemnicy zawodowej jest w konkretnym prrypadku dobrem 

mniejsrym, niż ratowane. 

Wątpliwości może budzić w zestawieniu z Art. 5 i 8 Kodeksu Art. 31, 

mówiący, że kierownik apteki lub hurtowni, który tę funkcję pełni w 
charakterze pracownika, zobowiązany jest zawrzeć z właścicielem umowę, 

która zapewniałaby mu możliwość wykonywania zawodu zgodnie z przepisami 

niniejszego Kodeksu. Istnieje w tym wypadku wyjaśnienie Rzecznika Praw 

Obywatelskich [IS], że koncesja na prowadzenie apteki - niezależnie od 

tego, komu jest wydana - zobowiązuje do prowadzenia apteki zgodnie z 
Ustawą 

184 

 

o środkach farmaceutycznych. Jednym z warunków jest to, że kieromikiem 
apteki musi być farmaceuta. Zatrudnienie farmaceuty stwarza obowiązek 

respektowania przez właściciela wszystkich przepisów, dotyczących tego 

zawodu, pod groźbą utraty koncesji [10]; wynika stąd, że osobna umowa 

jest właściwie zbędna. 
Praktyka wydaje się jednak zaprzeczać tej wypowiedzi. Ogromna większość 

wpływających do Rzeczników Odpowiedzialności Zawodowej spraw dotyczy 

praktyk stosowanych w aptekach i hurtowniach, których właścicielami są 

osoby nie będące farmaceutami. Jeżeli zatem Kodeks Etyki zawiera w Art. 
31 zapis o umowach, nale'zy je zawierać - umowa taka daje znacznie 

większą szansę np. na wysądzenie odszkodowania za utratę prawa 

wykonywania zawodu, niż logiczne rozważania na temat interpretacji ustawy 

zasadniczej. 
Art. 15 traktujący o "rzetelnej należności" za usługi aptekarza, budzi 

mieszane uczucie. Pierwotna jego wersja brzmiała: "Aptekarz powinien w 

każdym przypadku troszczyć się o to, aby należność za jego usługi była 

rzetelna. Niedopuszczalne, sprzeczne z etyką i dobrym obyczajem jest 
postępowanie, mające na celu uzyskanie nadmiernych korzyści 

materialnych". Ustanowienie takie było wyrazem uwzględnienia w naszym 

background image

kodeksie zasad tzw. "dobrej praktyki aptecznej", przyjętej przez 

międzynarodowe instytucje farmaceutyczne, a uznającej priorytet względów 

fachowych nad czynnikiem ekonomicznym. Bardziej ewidentne dla tego 
przekazu jest brzmienie Art. 9 "Zasad etycznych i deontologicznych 

polskiego farmaceuty": "Farmaceuta, wykonując obowiązki zawodowe 

przedkłada dobro chorego nad własne korzyści. Niedopuszczalne jest 

postępowanie, mające na celu uzyskanie niesłusznych korzyści 
materialnych". 

Art. 32 Kodeksu skłania do zastanowienia się, czym jest "rzetelna 

konkurencja" w zawodzie aptekarskim. Odpowiedź znajdujemy w Art. 21 

"Zasad etycznych i deontologicznych": "Jedyną uczciwą i dopuszczalną 
formą 

185 

 

konkurencji między farmaceutami jest konkurencja w zakresie dokształcania 
się i podnoszenia jakościowego i technicznego poziomu usług zawodowych". 

Za nieuczciwą konkurencję odpowiadać można z Art. 3 ust. 1 Ustawy o 

zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z 16 kwietnia 1993 r. [17]. Brzmi on: 

"Czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem i 
dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża, lub naraża interes innego 

przedsiębiórcy lub klienta". Ustanowienie to bywa podstawą postępowania 

podejmowanego przez Rzeczników Odpowiedzialności Zawodowej. 

W Nr 19/1994 ,.Farmacji Polskiej" ukazał się ważny artykuł Lidii Czajki: 
"Kodeks etyczny a nasze problemy" [18]. Autorka sygnalizuje, że kandydaci 

na koncesjonariuszy lub właścicieli aptek bardzo często nie są znani 

środowisku aptekarskiemu, przestało ono być bowiem środowiskiem 

hermetycznym. Grozi to niebezpieczeństwem doprowadzenia do sytuacji, 
kiedy właścicielem środków farmaceutycznych może stać się lekoman, 

psychopata lub grupa przestępcza. Wspomina o przypadkach, kiedy niektórym 

farmaceutom zabroniono pracy w aptece, okazali się bowiem lekomanami lub 

narkomanami. W zakończeniu autorka pisze: "Osobiście chciałabym wierzyć, 
że wiedza prawno-zawodowa naszych kolegów decydujących o farmacji będzie 

przyczyniała się do respektowania Kodeksu Etyki Aptekarza RP". 

Lektura zasad etycznych zawartych w kodeksach jest bardzo zalecana 

adeptom farmacji. Przekazują one bowiem ustanowienia sięgające 

zamierzchłej przeszłości, zarazem zaś najnowsze przekazy. Nie zastąpią 
wrażliwego sumienia, będą wszakże solidną busolą, którą można kierować 

się w życiu zawodowym, a przy okazji wskazują, jak postępować, by nie 

narazić się Rzecznikowi Odpowiedzialności Zawodowej. 

PIŚMIENNICTWO 
1. Zasady etyczne i deontologiczne polskiego farmaceuty. Farm. Pol. 52, 

(6), 245, 1996. 

186 

 
2. Kodeks Etyki Aptekarza Rzeczypospolitej Polskiej. W'yd. N~,:aełm~ P,a 

Aptekarska, Warszawa 1993. Także Farm. Pol. 49, ( 10), II-V'IIł. Y 993. 

3. Rostafiński S., Moska D. Etyka farmaceutyczna. PZWL, Warszaw-a 19'8b 

str. 83. 
4. Chromicki J. "Zasady odpowiedzialności zawodowej członków Samorr~pdu 

Aptekarskiego". Wyd. Naczelna Izba Aptekarska, Warszawa 1995. Wstęp oraz 

str. 16 i 20. 

5. Ustawa z dn. 19 kwietnia 1991 r. o izbach aptekarskich. Dz. U. RP Nr 
41 z dn. 14 maja 1991 r. poz. 179. 

6. Orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego w 1992 r. cz. II str. 157-162 

Zakład Wydawniczy Letter Quality, Warszawa 1993. 

7. Orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego w 1993 r. cz. I str. 156-165 
Zakład Wydawniczy Letter Quality, Warszawa 1994. 

background image

8. Dobre obyczaje w nauce - zbiór zasad i wytycznych. Komitet Etyki w 

Nauce przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk. Warszawa 1994. 

9. Polskie Towarzystwo Farmaceutyczne Zarząd Główny. Pismo L.dz. 1140/95 
z dn. 10.11.1995 r. Vv' archiwum autora. 

10. Stowarzyszenie Przedstawicieli Firm Farmacuetycznych w Polsce. Pismo 

z dn. 18.03.1996 r. Kodeks marketingu IFPMA (International Federation of 

Pharmaceutical Manufactures Association). Tłumaczenie polskie edycji 
IFPMA z r. 1994. W archiwum autora. 

11. Podsekretarz Stanu w MZiOS. Pismo z dn. 17.11.1994 r. Fal-O1-109/94 

do Woj. Inspektorów Farmaceutycznych. W archiwum autora. 

12. Rostafiński S. "Kodeks czy kontrakt - o Kodeksie Aptekarza inaczej?". 
Gazeta farmaceutyczna Nr. 4112 z 1993 r. 

13. Ustawa z dn. 10 października 1991 r. o środkach farmaceutycznych, 

materiałach medycznych, aptekach, hurtowniach i nadzorze farmaceutycznym. 

Dz. U. RP Nr 105 z dnia 19 listopada 1991 r. poz. 452. 
14. Zieliński Tadeusz. "Głos w dyskusji nad prawem i moralności na tle 

187 

 

kodeksów etyki zawodowej" w "Etyka w środowisku naukowym" 
Zieliński J., Tyszkiewicz L. Wyd. przez Komitet Etyki w Nauce PAN. 

Warszawa 1994 r. 

I5. Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Pismo RPO/128131931I1SA z dn. 

18.08.1993 r. W archiwum autora. 
16. Karta Pracowników Służby Zdrowia. Papieska Rada ds. Duszpasterstwa 

Służby Zdrowia. Watykan 1995. Tłumaczenie polskie staraniem Fundacji 

Polskiej Raoula Follereau - Warszawa 1995, str. 27. 

17. Ustawa z dn. 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej 
konkurencji. 

Dz. U. RP Nr 47 z dn. 18 czerwca 1993 r. poz. 211 

18. Czajka L. "Kodeks etyczny a nasze problemy". Farm. Pol. 50, (19), 91 

l, 1994. 
188 

 

KODEKS ETYKI 

APTEKARZA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIE3 

WST>F~P Aptekarz podejmując wykonywanie zawodu, świadomie i dobrowolnie 
bierze 

na siebie obowiązek służenia chorym. Wykazując troskę o zdrowie publiczne 

oraz posługując się niniejszymi wskazaniami w 'zyciu zawodowym i 

osobistym. 
Aptekarz w działalności swojej powinien kierować się wiadomościami 

fachowymi, wartościami humanistycznymi oraz tradycjami aptekarstwa 

polskiego. 

CZĘŚĆ OGÓLNA Art. 1 
Etyka aptekarska określa obowiązki moralne, wynikające z ogólnych zasad 

etycznych, stosowanych w zawodzie aptekarskim. 

Zobowiązuje ona aptekarza do ich przestrzegania i dbania o godność 

zawodu. Art. 2 
Naruszeniem godności zawodu jest każde postępowanie, które jest sprzeczne 

z etyką aptekarza i podważa tym samym zaufanie do zawodu. 

Art. 3 

Powołaniem aptekarza jest współudział w ochronie życia i zdrowia, 
zapobieganie chorobom, niesienie ulgi w cierpieniu. 

Art. 4 

Aptekarz wykonując swoje zadania musi posiadać wolność postępowania 

zgodnego ze swym sumieniem oraz swobodę działań zawodowych stosowaną do 
wskazań etycznych, aktualnego poziomu wiedzy i stanu prawnego. 

Art. 5 

background image

Aptekarz posiadający pełne uprawnienia zawodowe odpowiada zawsze 

osobiście za wykonywana pracę. Ma on obowiązek odmówić wykonania 

czynności niezgodnych z zasadami etyki, obowiązującymi ustaleniami 
prawnymi i naukowymi. 

Art. 6 

Czynność zawodowa aptekarza nie może być świadomym działaniem na szkodę 

zdrowia ludzkiego, ani też słu'zyć aktom bezprawnym. 
189 

 

Art. 7 

Aptekarz w swej praktyce zawodowej uwzględnia fakt, że środki 
farmaceutyczne i materiały medyczne stanowią niezbędny element opieki 

zdrowotnej i nie mogą być traktowane jak zwykły przedmiot obrotu 

handlowego. 

Art. 8 
Aptekarz nie pozwala nikomu narzucić sobie postawy zawodowej, która 

byłaby sprzeczna z jego zawodową niezależnością oraz przepisami 

niniejszego kodeksu. 

CZĘŚĆ SZCZEGÓŁOWA 
I. ZASADY POSTĘPOWANIA WOBEC CHOREGO 

Art. 9 

Aptekarz wykonujący swe obowiązki zawodowe zobowiązany jest do: 

1. udzielenia jednakowo troskliwej pomocy fachowej wszystkim zwracającym 
', się o nią osobom; 

2. udzielenia pierwszej pomocy w nagłych wypadkach w ramach posiadanej 

wiedzy fachowej; 

3. udzielania niezbędnych porad w doborze leków nie wymagających recepty 
lekarskiej; 

4. odmawiania wydawania środków farmaceutycznych, materiałów medycznych i 

innych artykułów, jeśli ma podstawę przypuszczać, że zostaną one użyte 

przez nabywcę, lub osoby trzecie z zamiarem zaszkodzenia zdrowiu; 
5. odmawiania wydania środków farmaceutycznych i innych materiałów 

medycznych na receptę, która budzi zastrzeżenia co do autentyczności lub 

prawidłowego wystawienia; 

6. w miarę posiadanych wiadomości udzielania pacjentowi rzetelnej i 

zrozumiałej informacji o środkach farmaceutycznych, materiałach 
medycznych oraz innych artykułach. 

Art. 10 

Aptekarza obowiązuje zachowanie w tajemnicy wszelkich wiadomości o chorym 

i jego otoczeniu, uzyskanych w związku z wykonywaniem czynności 
zawodowych, z wyjątkiem przypadków określonych prawem. 

190 

 

Art. 11 
Aptekarz ma prawo i obowiązek odmówić wykonania crynności Taw~odo~r~. 

jeżeli jego stan psychofiryczny ogranicza sprawność i pełną 

odpowiedzialr~ść za te crynności, lub też warunki wykonywania pracy 

zagrażają jakości sporządrónego 
bądź wydawanego leku. 

Art. 12 

W szczególnie uzasadnionych przypadkach aptekarz ma prawo w interesie 

chorego odmówić wydania leku. 
Art. 13 

Jeżeli odmowa wydania leku nastąpiła z przycryny formalno-prawnej, 

aptekarz powinien podać pacjentowi powody takiej decyzji i wskazać sposób 

umożliwiający nabycie danego leku. 
Art. 14 

background image

Aptekarz może za zgodą pacjenta zastąpić lek zapisany na recepcie lekiem 

synonimowym, informując zarazem zainteresowanego o różnicy w cenie. 

Art. 15 
Aptekarz powinien w każdym prrypadku troszcryć się o to, aby należność za 

jego usługi była rzetelna. 

II. ZASADY POSTĘPOWANIA WOBEC NAUKI 

Art. 16 
Aptekarz śledzi postęp nauki, stale uzupełnia swoje wiadomości i dba o 

utrrymanie umiejętności zawodowych na poziomie zgodnym z postępem nauki. 

Art. 17 

Aptekarz powinien dążyć do uzyskania specjalizacji i stopni naukowych, 
związanych z wykonywaniem zawodu. Powinien też stwarzać możliwości 

dokształcania zawodowego swoim kolegom i podwładnym. 

Art. 18 

Wszelkie odkrycia i spostrzeżenia związane z wykonywaniem swego zawodu 
aptekarz powinien publikować w prasie fachowej. 

191 

 

III. ZASADY POSTĘPOWANIA WOBEC ZAWODU 
Art. 19 

Aptekarz winien cenić i szanować swój zawód, chronić jego godność, a w 

pracy zawodowej i w 'zyciu prywatnym powinien postępować tak, aby budzić 

szacunek i zaufanie. ` 
Art. 20 

Aptekarz powinien powstrzymać się od jakiegokolwiek czynu lub działania, 

które mogłoby spowodować złą opinię o zawodzie, nawet gdyby nie było ono 

związane z jego praktyką zawodową. 
Art. 21 

Wszelkie profesjonalne wystąpienia i publikacje w środkach przekazu, 

powinny podnosić zaufanie do farmacji poprzez popularyzację wiedzy i 

zawodu, jak również szerzenie oświaty zdrowotnej. Publikacje takie 
powinny być rzetelne i pozbawione znamion sensacji i autoreklamy. 

Art. 22 

Aptekarz powinien dbać o to, aby informacja dotycząca działalności apteki 

lub hurtowni była rzetelna. 

Art. 23 
Aptekarz obowiązany jest otaczać szacunkiem historię i tradycję narodu i 

zawodu, wykazywać dbałość o zabytki kultury materialnej farmacji oraz 

zachowywać w stałej, dobrej pamięci Uczelnię, w której zdobywał wiedzę. 

IV. ZASADY POSTĘPOWANIA WOBEC CZŁONKÓW ZAWODU 
Art. 24 

Stosunki między aptekarzami powinny opierać się na wzajemnym szacunku, 

lojalności, koleżeństwie i solidarności. Powinni oni dzielić się swoimi 

doświadczeniami i służyć sobie wzajemną pomocą. Ocena innych aptekarzy 
powinna być sprawiedliwa, a krytykę należy formułować w sposób kulturalny 

i bezstronny dla osoby ocenianej. 

192 

 
Art. 25 

Na aptekarzach mających większe doświadczenie zawodowe ciąży obowiązek 

przekazywania młodszym kolegom swojej wiedzy i umiejętności oraz wzorów 

kulfon i poszanowania człowieka. 
Moralnym obowiązkiem jest również kształtowanie u rozpoczynających pracę 

zawodową kolegów poczucia odpowiedzialności za wykonywaną pracę, nawyku 

rzetelności, pracowitości i dokładności. 

Art. 26 
Aptekarz odpowiada za wszelkie czynności fachowe, które zlecił 

personelowi odbywającemu stai szkoleniowy oraz jest współodpowiedzialny 

background image

za czynności, jeżeli właściwe przepisy nie przewidują w tym przypadku 

samodzielnej odpowiedzialności średniego personelu farmaceutycznego. 

Art. 27 
Aptekarz w stosunku do współpracowników odnosi się po koleżeńsku, udziela 

im pomocy i wskazówek oraz dba o pogłębienie i poszerzenie ich wiadomości 

zawodowych. 

Art. 28 
Aptekarz kształcący studentów i słuchaczy techników farmaceutycznych, 

kieruje się najlepszą wiedza zawodowo-naukową, obiektywizmem, 

'zyczliwością oraz zaznajamia ich z zasadami etyki zawodowej. 

Art. 29 
Aptekarz powinien okazywać należny szacunek i nieść pomoc seniorom zawodu 

oraz niepełnosprawnym koleżankom i kolegom. 

Art. 30 

Aptekarz wspólnie z innymi współpracownikami dba o mienie placówki, 
będącej miejscem jego zatrudnienia, chroniąc je przed zniszczeniem i 

obniżeniem realnej wartości. 

Art. 31 

Kierownik apteki lub hurtowni, który pełni funkcję w charakterze 
pracownika, zobowiązany jest zawrzeć z właścicielem umowę, która 

zapewniałaby mu możliwość wykonywania zawodu zgodnie z przepisami 

niniejszego kodeksu. 

193 
 

Art. 32 

Moralnym obowiązkiem aptekarza jest przestrzeganie zasad rzetelnej 

konkurencji zawodowej. 
Art. 33 

Aptekarz wystrzega się współzawodnictwa niezgodnego z prawem i dobrym 

obyczajem. 

V. ZASADY POSTĘPOWANIA WOBEC PRZEDSTAWICIELI INNYCH ZAWODÓW OCHRONY 
ZDROWIA 

Art. 34 

Aptekarz współpracę z przedstawicielami innych zawodów medycznych 

powinien opierać na zasadzie partnerstwa i doceniania roli tych zawodów w 

opiece nad chorymi. 
Art. 35 

 

Stosunek aptekarza do pracujących w ochronie zdrowia członków 

zawodów  

niemedycznych, powinien opierać się na szacunku i uznaniu ich 

odrębnych kwalifikacji.  

Art. 36 

Aptekarz nie mole wobec pacjenta dyskredytować terapeutycznego 

postępowania lekarza. Uwagi o dostrzeżonych błędach powinien przekazywać 

zainteresowanemu lekarzowi, a w przypadkach braku reakcji i powtarzaniu 

błędów, poinformować o tym Samorząd Aptekarski. 
Art. 37 

Aptekarz powinien udzielać fachowym pracownikom ochrony zdrowia 

informacji o środkach farmaceutycznych i materiałach medycznych. 

VI. ZASADY POSTĘPOWANIA WOBEC SPOł,ECZEŃSTWA 
Art. 38 

Aptekarz powinien troszczyć się o racjonalną gospodarkę lekami, nie 

umniejszając praw chorego, zapobiegać w miarę motliwości ich nadu~ywania 

i marnotrawieniu. 
,' Art. 39 

Aptekarz powinien popularyzować kulturę zdrowotną, przeciwstawiając się 

praktykom i postawom szkodliwym dla zdrowia społeczeństwa. 

194 
 

Art. 40 

background image

Aptekarz powinien współdziałać w zakresie oświaty zdrowotnej. ~c oświatę 

farmaceutyczną, przeciwdziałać praktykom uznanym pnxz naukę za 

bezwartościowe i szkodliwe dla zdrowia, brać udział w zwalczaniu 
uzależnieni 

Tekowych, toksykomanii, alkoholizmu i dopingu farmakologicznego w 

sporcie. Art. 41 

Aptekarz powinien uczestniczyć w działaniach na rzecz ochrony środowiska 
naturalnego. 

Art. 42 

Aptekarz powinien brać udział w 'zyciu społecznym, przyczyniając się do 

rozwoju regionu i tym samym przysparzać prestiżu zawodowi. 
VII. ZASADY KOŃCOWE 

Art. 43 

Aptekarz powinien wspierać działalność swego samorządu i brać udział w 

pracach izb aptekarskich, mając wzgląd na zwiększenie autorytetu zawodu 
oraz zapewnienie mu właściwej pozycji w społeczeństwie i należytych 

warunków pracy i płacy jego członków. 

Art. 44 

W celu ochrony interesów zawodowch aptekarz nie czyni niczego, co byłoby 
korzystne dla ludzi bądź organizacji mających sprzeczne cele z zawodowymi 

i moralnymi racjami aptekarstwa. 

Art. 45 

W przypadkach nie przewidzianych w Kodeksie Etyki Aptekarza 
Rzeczypospolitej Polskiej, aptekarz powinien postępować zgodnie z 

zasadami sformułowanymi w orzecznictwie Naczelnego Sądu Aptekarskiego, w 

uchwałach władz samorządu aptekarskiego oraz dobrymi zwyczajami 

przyjętymi przez środowisko aptekarskie. 
Art. 46 

Izba Aptekarska, jako samorząd zawodowy, poprzez swoje organa jest 

powołana do przestrzegania Kodeksu Etyki Zawodowej i czuwania nad 

godnością zawodu przez wszystkich wykonujących zawód aptekarza w Polsce. 
ł95 

 

Art. 47 

Wszelkie zmiany niniejszego Kodeksu mogą być dokonane jedynie przez 

Krajowy Zjazd Aptekarzy. 
Art. 48 

Kodeks wchodzi w życie z chwilą uchwalenia przez Krajowy Zjazd Aptekarzy, 

podpisaniu przez Prezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej oraz opublikowaniu w 

organie urzędowym Izby. 
196 

 

KOMITET ETYKI W NAUCE PRZY 

PREZYDIUM POLSKIEJ AKADEMII NAUK 
DOBRE OBYCZAJE W NAUCE 

ZBIÓR ZASAD I WYTYCZNYCH 

Warszawa 1994 

Rozdział 1 ZASADY OGÓLNE 
Kto się zaciąga pod sztandar nauki. musi się wyrzec wszystkiego, 

co mogłoby go zepchnąć z drogi, sztandarem tym wskazywanej. Kazimierz 

Twardowski 

1.1. Pracownika nauki obowiązują zasady etyki ogólnoludzkiej, a ponadto 
zasady dobrych obyczajów w nauce. 

1.2. Pracownik nauki nie może żądać od swych współpracowników albo 

podwładnych zachowania sprzecznego z zasadami dobrych obyczajów w nauce. 

1.3. Pracownik nauki nie może usprawiedliwiać posłuszeństwem ani 
lojalnością 

swego zachowania sprzecznego z zasadami dobrych obyczajów w nauce. 

background image

1.4. W sytuacji, gdy zasady dobrych obyczajów w nauce popadają w kolizję 

z innymi ogólnie akceptowanymi systemami wartości, pracownik nauki 

powinien dokonywać wyboru na podstawie własnej refleksji moralnej i 
osobistej decyzji w każdym konkretnym przypadku moralnego konfliktu. 

1.5. Pracownik nauki uznaje naukę za ważny składnik kultury i broni jej 

przed 

nieuzasadnionymi zarzutami. 
1.6. Pracownik nauki jest obowiązany przeciwdziałać złemu. 

1.7. Pracownik nauki powinien ustawicznie poszerzać i pogłębiać svą 

wiedzę 

i doskonalić umiejętności. 
1.8. Pracownika nauki obowiązuje postawa krytyczna. 1.9. Pracownik nauki 

powinien bronić jej wolności. 

1. l0. Świadomy potrzeb społecznych i ograniczonych środków, pracownik 

nauki powinien unikać podejmowania problemów o niklej wartości poznawczej 
i zastosowawczej. 

197 

 

1.11. Pracownik nauki potępia stosowanie w nauce kryteriów pozanaukowych. 
1.12. Pracownik nauki nie działa złośliwie na szkodę reputacji zawodowej 

innego 

naukowca. 

1.13. Pracownik nauki nie uzależnia jakości swej pracy od wynagrodzenia. 
Pracownik nauki ma prawo domagać się godziwego wynagrodzenia za swą 

pracę. Jeżeli jednak podejmie się jakiegoś zadania, to stara się wykonać 

je jak najlepiej, nie oglądając się na korzyści. 

Rozdział 2 PRACOWNIK NAUKI JAKO TWÓRCA 
2.1. Pracownik nauki uznaje wyniki twórczości naukowej za osobiste dobro 

twórcy. 2.2. Pracownik nauki dba o to, aby uznanie za osiągnięcia naukowe 

przypadło 

temu, komu uznanie to rzeczywiście się należy. 
2.3. Główną motywacją pracownika nauki powinna być pasja poznawcza i chęć 

wzbogacenia dorobku naukowego. Główną jego nagrodą powinno być poznanie 

prawdy i uznania środowiska naukowego. 

2.4. Pracownika nauki obowiązuje lojalność wobec sponsora lub 

zleceniodawcy. 2.5. Badania naukowe należy prowadzić w sposób nie 
uwłaczający godności człowieka i nie naruszający zasad humanitarnych. 

2.6. Badania naukowe nale'zy prowadzić w taki sposób, aby nie uszkadzały 

środowiska naturalnego ani istniejących tworów człowieka. 

2.7. Pracownik nauki dzieli się z innymi swymi osiągnięciami i wiedzą. 
2.8. Pracownik nauki nie mno'zy publikacji naukowych wyłącznie w celu 

ilościowego wzbogacenia swego dorobku. 

2.9. Pracownik nauki jest obiektywny w ocenie w~asnych osicfgnięć. 

Rozdział 3 PRACOWNIK NAUKI JAKO MISTRZ 
3.1. Pracownik nauki angażuje i grupuje wokół siebie adeptów nauki 

jedynie na podstawie bezstronnej oceny ich kwalifikacji intelektualnych, 

etycznych i charakte 

rologicznych. 
3.2. Obowiązkiem pracownika nauki jest wyszukiwanie i otaczanie 

szczególną opieką uczniów wybitnie uzdolnionych i zachęcanie ich do 

podjęcia pracy naukowej. 198 

 
3.3. Pracownik nauki powinien słowem i prrykładem prLekazyw~ swym uczniom 

wiedzę, umiejętności i zasady dobrych obyczajów w nauce. 

3.4. Pracownik nauki traktuje swych współpracowników sprawiedliwie. 

3.5. Pracownik nauki nie przerzuca na współpracowników wykonywania zadań. 
które zgodnie z zakresem obowiązków powinien wykonać sam. 

background image

3.6. Pracownik nauki unika autokratycznych form kierowania podleglym 

zespolem. 

3.7. Pracownik nauki nie powinien odczuwać zazdrości o sukcesy swoich 
uczniów, gdyż są one także jego sukcesami. 

3.8. Pracownik nauki powinien zagrodzić drogę do świata nauki osobom nie 

mającym odpowiednich kwalifikacji. 

Rozdział 4 
PRACOWNIK NAUKI JAKO NAUCZYCIEL 

4.1. Pracownik nauki traktuje studenta z 'zyczliwością i należytym 

szacunkiem. 4.2. Pracownik nauki dba o ustawiczne doskonalenie jakości 

nauczania. 
4.3. Pracownik nauki rozwija samodzielność myślenia studenta, jego 

krytycyzm i szanuje prawo studenta do swobodnego wyrażania opinii takie w 

kwestiach naukowych. 

4.4. Pracownik nauki ocenia każdego studenta sprawiedliwie na podstawie 
jego osiągnięć. 

4.5. Pracownik naukowy traktuje jako poufne informacje natury osobistej, 

uzyskanie od studenta w ramach działalności dydaktycznej. 

4.6. Poza sferq slużbową pracownik nauki powstrrymuje się od wypowiadania 
negatywrrych opinii o swych studentach, jeżeli wypowiedź pozwalalaby 

aidentyfikować osoby oceniane. 

4.7. Pracownik nauki nie angażuje się w nieetyczne więzi ze studentami. 

4.8. Za swoją działalność nauczycielską pracownik nauki nie przyjmuje od 
swych studentów żadnego wynagrodzenia ani innych korzyści. 

Rozdział S 

PRACOWNIK NAUKI JAKO OPINIODAWCA 

5.1. Pracownik nauki wyraża swą opinię o cudzej pracy i dorobku naukowym 
wnikliwie, bezstronnie i konkretnie. 

199 

 

5.2. Pracownik nauki stara się przygotować swa opinię w terminie. 
5.3. Opiniując pracę przeznaczoną do publikacji, pracownik nauki powinien 

rozważyć swą kompetencję do oceny i stwierdzić właściwość przedmiotową 

pracy, jej wartość naukową i brak jawnych błędów. 

5.4. Ani promotor, ani opiniodawca rozprawy doktorskiej nie powinni 

angażować się w opracowanie jej treści w stopniu uprawniającym do 
współautorstwa rozprawy. 

5.5. Pracownik nauki dba o to, aby krytyka, dyskusja i polemika naukqwa 

prowadzone były z poszanowaniem zasad egalitaryzmu, rzeczowości i 

rzetelności. 
5.6. W swej działalności opiniodawczej i krytycznej pracownik nauki 

powinien oceniać i propagować stosowanie kodeksu dobrych obyczajów w 

nauce. 

Rozdział 6 
PRACOWNIK NAUKI JAKO EKSPERT 

6.1. Pracownik nauki podejmuje się opracowania ekspertyzy lub jej części 

tylko w zakresie swojej specjalności i tylko wtedy, kiedy może ją oprzeć 

na odpowiedniej wiedzy i doświadczeniu. 
6.2. Pracownik nauki poprzedza każdą ekspertyzę wyraźnym stwierdzeniem w 

cryim imieniu i dla kogo została ona opracowana. 

6.3. Pracownik nauki opracowuje każdą ekspertyzę rzetelnie i 

odpowiedzialnie, w oparciu o aktualny stan wiedzy naukowej i pełne 
rozpoznanie istotnych faktów i okoliczności. 

6.4. Przy opracowaniu ekspertyzy pracownik naukowy nie sugeruje się 

oczekiwaniami zleceniodawcy i nie dopuszcza, aby presja zleceniodawcy 

wywarła wpływ na merytoryczną zawartość ekspertyzy. 

background image

6.5. Aby uniknąć podejrzenia o stronniczość, pracownik nauki odmawia 

opracowania ekspertyzy, której część i końcowe wioski miałyby związek z 

jego interesem osobistym. 
W takim przypadku pracownik nauki powinien powiadomić zleceniodawcę o 

przycrynie odmowy. 

6.6. Informacji uryskanych w związku z opracowaniem ekspertyzy pracownik 

nauki nie wykorrystuje na szkodę zleceniodawcy ani dla osiągnięcia 
niesłusznych korzyści własnych. 

200 

 

Rozdział 7 
PRACOWNIK NAUKI JAKO KRZEWICIEL WIEDZY 

7.1. Pracownik nauki upowszechnia w spofeczeństwie rzetelne wiadomości o 

nauce i jej osictgnięciach, nie ukrywając prry tym jej ograniczeń. 

7.2. Pracownik nauki respektuje prawo człowieka do prawdy i stara się 
je urzeczywistnić. 

Rozdział 8 

PRACOWNIK NAUKI JAKO CZŁONEK SPOŁECZEŃSTWA 

8.1. W miarę swoich zainteresowań i możliwości pracownik nauki powinien 
wykorzystywać swq wiedzę, intelekt i autorytet w praktyce dziafalności 

dla dobra społecznego. 

8.2. Pracownik nauki powinien uczestniczyć w 'zyciu swego środowiska 

naukowego. 8.3. Pracownik nauki nie dopuszcza, aby autorytet nauki lub 
jego własny był 
wykorzystywany do celów reklamowych bądź propagandowych. 

8.4. Pracownik nauki na stanowisku państwowym lub administracyjnym nie 

może sprzeniewierzać się normom etycznym, obowiązującym w świecie nauki. 
201 

 

ZASADY ETYCZNE I DEONTOLOGICZNE POLSKIEGO FARMACEUTY 

WST~P Niniejsze zasady stosują się do farmaceutów, których działalność 
związana jest 

z produkcją, przechowywaniem, badaniem jakości oraz dystrybucją środków 

farmaceutycznych i materiałów medycznych. 

Zasady te stosuje się też do farmaceutów, którzy podejmują prace 

usługowe, badawcze, naukowe i dydaktyczne w zakresie farmacji i nauk 
pokrewnych, jak również w organach administracji państwowej na 

stanowiskach wymagających specjalistycznej wiedzy farmaceutycznej. 

Wyżej wymienione czynności w rozumieniu niniejszego dokumentu traktowane 

są jako wykonywanie zawodu farmaceuty. 
CZEŚĆ OGÓLNA Art. 1 

Etyka farmaceutyczna określa obowiązki moralne związane z wykonywaniem 

zawodu farmaceuty w zakresie przestrzegania praw człowieka i dbania o 

godność zawodu. 
Art. 2 

Zawodowe lub pozazawodowe postępowanie naruszające wiarygodność 

zawodu jest nanoszeniem etyki farmaceutycznej. 

Art. 3 
Farmaceuta, podejmując wykonywanie zawodu, świadomie i dobrowolnie 

przyjmuje obowiązek uczestniczenia w działaniu na rzecz zdrowia 

społeczeństwa w zakresie posiadanych uprawnień zawodowych. 

Art. 4 
Farmaceuta wypełnia swe zadania z szacunkiem dla życia i godności istoty 

ludzkiej. 

Art. 5 

Powołaniem farmaceuty jest udział w profilaktyce i bezpiecznej 
farmakoterapii, poprawiającej jakość życia człowieka. 

Art. 6 

background image

Farmaceuta odpowiada osobiście za wykonywaną pracę. 

202 

 
Jeżeli wlaściwe przepisy warunkujq uprawnienie do wykonywania czynno:~ci 

fachowych farmaceuty odbyciem praktyki podyplomowej, odpowiedzialność 

zawodowq za praktykanta reguluje Art. 23. 

Art. 7 
Farmaceuta, wykonując swoje zadania, musi mieć wolność postępowania 

zgodnego ze swym sumieniem. Nie powinien on pozwolić na narzucenie sobie 

postawy zawodowej niezgodnej z przepisami niniejszych zasad etycznych i 

deontologicznych i z aktualnym poziomem wiedzy. 
Art. 8 

Farmaceuta w pracy zawodowej powinien wnosić czynny wkład w zapewnienie 

opieki farmaceutycznej i kształtowanie właściwej polityki zdrowotnej. 

Art. 9 
Farmaceuta wykonujący obowiązki zawodowe przedkłada dobro chorego nad 

własne korzyści. Niedopuszczalne jest postępowanie mające na celu 

uzyskiwanie niesłusznych korzyści materialnych. 

CZĘŚĆ SZCZEGÓŁOWA 
Zasady postępowania farmaceuty-aptekarza Art. 10 

Apteka jest jednostką użyteczności publicznej, w której niejednokrotnie 

dochodzi do pierwszego kontaktu pacjenta z ochroną zdrowia. Dlatego też, 

obok realizacji recept, pełni ona doniosłą rolę społeczną w procesie 
samoleczenia ludności i upowszechnianiu prozdrowotnego trybu życia. 
Nakłada to na farmaceutę-aptekarza szczególne obowiązki etyczne i 

deontologiczne. 

Art. 11 
Obowiązki, o których mowa w Art. 10 zawiera Kodeks Etyki Aptekarza 

Rzeczypospolitej Polskiej i obowiązkiem farmaceuty-aptekarza jest 

przestrzeganie zasad tam zawartych. 

Zasady postępowania wobec zawodu 
Art. 12 

Farmaceuta powinien uczestniczyć w działalności narodowych, a za ich 

pośrednictwem lub osobiście - międzynarodowych organizacji i towarzystw 

naukowych i zawodowych, których celem jest wdrażanie postępu naukowego i 

technicznego oraz 
203 

~.,....r 

 

doskonalenie rozwiązań prawnych i filozoficznych w farmacji. Art. 13 
Farmaceuta powinien cenić i szanować swój zawód i dbać o jego godność. W 

pracy zawodowej i w 'zyciu prywatnym powinien postępować tak, aby budzić 

szacunek i zaufanie. 

Art. 14 
Wszelkie profesjonalne wystąpienia w środkach przekazu powinny podnosić 

zaufanie do farmacji poprzez popularyzację nauki i zawodu, jak również 

szerzenie oświaty zdrowotnej. Publikacje takie powinny być rzetelne i 

pozbawione znamion sensacj i. 
Art. 15 

Farmaceuta obowiązany jest otaczać szacunkiem historię i tradycję zawodu 

i nauki oraz wykazywać dbałość o zabytki kultury materialnej farmacji. 

Art. 16 
Farmaceuta dba o stan swego miejsca pracy i wyposażenia technicznego tak, 

aby pozwalały one na wykonywanie powierzonych zadań na właściwym 

poziomie. Zasady postępowania wobec nauki 

Art. 17 
Farmaceutę - pracownika nauki obowiązują zasady dobrych obyczajów w 

nauce, zawarte w dokumencie: " Dobre obyczaje w nauce - zbiór zasad i 

background image

wytycznych ", Warszawa 1994, przyjętym przez Komitet Etyki w Nauce 

Prezydium Polskiej Akademii Nauk. 

Art. 18 
W okresie działalności zawodowej farmaceuta ma obowiązek pogłębiania 

wiedzy poprzez śledzenie piśmiennictwa fachowego, jak również 

uczestniczenia w pracach Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego i innych 

towarzystw naukowych oraz dzielenia się osiągnięciami technicznymi i 
naukowymi o istotnym dla zawodu znaczeniu. 

Art. 19 

Farmaceuta powinien dążyć do uzyskania specjalizacji i stopni naukowych 

oraz stwarzać możliwości dokształcania zawodowego swoim kolegom i 
podwładnym, zwłaszcza jeżeli wyrażą oni wolę takiego dokształcania. 

204 

 

Art. 20 
Farmaceuta uczestniczący w przeprowadzaniu doświadczeń na zvr' powinien 

chronić je przed zbędnym cierpieniem i zapewnić im odpowiednie w bytu. 

Zasady postępowania wobec czionków zawodu Art. 21 

Farmaceuci powinni służyć sobie pomocą. Koleżeńską współpracę obowiązani 
są opierać na zasadzie wzajemnego szacunku, solidarności, lojalności i 

uczciwej konkurencji. 

Jedynq uczciwq i dopuszczalna formq konkurencji międry farmaceutami jest 

konkurencja w zakresie doksztalcania sig i podnoszenia jakościowego i 
technicznego poziomu ustug zawodowych. 

Art. 22 

Farmaceuci mający większe doświadczenie zawodowe mają obowiązek 

przekazywania młodszym kolegom swojej wiedzy, umiejętności praktycznych 
oraz zasad wspót'zycia społecznego i zawodowego. 

Art. 23 

Farmaceuta odpowiada za wszelkie crynności związane z lekiem, badaniem 

analitycznym, procesem technologicznym i innymi formami wykonywania 
zawodu, je~eli na powierzonym stanowisku zlecił je personelowi fachowemu 

odbywającemu stai szkoleniowy pod jego kierunkiem. Odpowiada on również 

za takie czynności zlecone średniemu personelowi fachowemu, jeżeli 

właściwe przepisy nie przewidują w tym 

wypadku samodzielnej odpowiedzialności średniego personelu. 
Art. 24 

Farmaceuta kształcący studentów i słuchaczy pomaturalnych szkół 

medycznych ma obowiązek kierowania się najlepsza wiedzą zawodowo-naukową, 

obiektywizmem, życzliwością i należytym szacunkiem, postępując Zgodnie z 
niniejszymi zasadami etycznymi i deontologicznymi. 

Art. 25 

Faemaceuta powinien okazywać należyty szacunek i nieść pomoc seniorom 

zawodu oraz niepełnosprawnym koleżankom i kolegom. 
205 

 

Zasady postępowania wobec przedstawicieli innych zawodów Art. 26 

Farmaceuta wspótpracę swoją z przedstawicielami innych zawodów medycznych 
i niemedycznych powinien opierać na zasadzie partnerstwa i doceniania 

roli oraz kompetencji przedstawicieli tych zawodów. 

PRZEPISY KOŃCOWE Art. 27 

Niniejszy zbiór zasad etycznych i deontologicznych jest podstawą do 
orzekania Sądu Koleżeńskiego Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego. 

Art. 28 

Polskie Towarrystwo Farmaceutyczne ma statutowy obowiązek propagowania 

zasad etyki i deontologii zawartych w niniejszym zbiorze. 
Art. 29 

background image

W przypadku nieprzewidzianych w niniejszym zbiorze zasad etycznych i 

deontologicznych, farmaceuta powinien postępować zgodnie z zasadami 

sformułowanymi w orzeczeniach Sądu Koleżeńskiego Polskiego Towarzystwa 
Farmaceutycznego oraz kierować się dobrymi obyczajami przyjętymi w 

środowisku farmaceutycznym. 

Art. 30 

Wszelkie zmiany niniejszych zasad etycznych i deontologicznych mogą być 
dokonywane jedynie przez walne Zgromadzenie delegatów Polskiego 

Towarzystwa Farmaceutycznego. 

Art. 3 I 

Niniejsze zasady etyczne i deontologiczne polskiego farmaceuty stają się 
obowiązujące po uchwaleniu ich przez Walne Zgromadzenie Delegatów 

Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, podpisaniu przez Prezesa 

Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego oraz opublikowaniu w "Farmacji 

Polskiej ". 
Art. 32 

Sankcje za naruszenie niniejszych zasad etycznych i deontologicznych nie 

mają zastosowania w tych przypadkach, w których zachowanie się farmaceuty 

jest zgodne z nakazem, zakazem lub dozwoleniem wynikającym z 
obowiązujących norm prawnych. 

206 

 

Art. 33 
Traci moc obowiązujący dokument "Zasady etyczno-deontologic=ne pols; 

farmaceuty" uchwalony przez Walne Zgromadzenie Delegatów Polskiego 

Towa~mstwa Farmaceutycznego w dniu 9 kwietnia 1983. 

Prezes Polskiego Towarcystwa Farmaceutycznego Prof. dr hab. farm. Witold 
Wieniawski 

ZA~i.ĄCZNIK DO ZASAD ETYCZNYCH 1 DEONTOLOGICZNYCH POLSKIEGO FARMACEUTY 

Przyrzeczenie magistra farmacji 

Z głęboką czcią i wdzięcznością przyjmuję nadany mi stopień magistra 
farmacji i ślubuję uroczyście wykonywać swe obowiązki zgodnie z prawem i 

według najlepszej wiedzy oraz przestrzegać tajemnicy zawodowej. 

W ciągu całego 'zycia nie będę szczędzić trudu nad doskonaleniem się w 

naukach farmaceutycznych, starając się prryczynić do jak największego ich 

rozwoju. Będę uważać za swój obowiązek podać do wiadomości świata 
naukowego wszystko to, co stanowi postęp w dziedzinie wiedzy 

farmaceutycznej. Ślubuję i przyrzekam, 2e nadaną mi godność zachowam 

nieskalaną i nie splamię jej nieprawością, a w postępowaniu swoim 

kierować się będę zawsze zasadami uczciwości i sumienności. 
SALUS AEGROTI SUPREMA LEX ESTO 

207 

 

czĘść Iv 
PODSUMOWANIE I WNIOSKI OGÓLNE 

 

OCENA SKRYPTU PT.: 

KONTROWERSJE W PSYCHOLOGII I FILOZOFII MEDYCYNY 
prof. zw. dr hab. med. Zdzisław FALICKI 

Najogólniej mówiąc, sam przegląd poruszanej tematyki wskazuje, że jest to 

opracowanie bardzo wszechstronne. Po zaznajomieniu się z treścią należy 

bezdyskusyjnie stwierdzić, że poruszane tu zagadnienia i problemy powinny 
stanowić podstawę wychowawczą przyszłych absolwentów Akademii Medycznej w 

Białymstoku. Ponadto wiele rozdziałów przedstawiono w sposób dyskusyjny i 

to powinno stanowić podstawę do rozmyślań studenta AMB nad problemami 

zasadniczymi, z którymi w przyszłości - bez względu na wybrany zawód czy 
specjalność - będzie się stykał na co dzień. 

background image

Jest także bardzo istotne, że tematyka została dobrana na podstawie 

doświadczeń w czasie praktycznych zajęć z zakresu psychologii, filozofii 

i dentologii lekarskiej oraz farmaceutycznej. Należy się także zgodzić z 
tym, co zostało podane we wstępie, że materiał ten będzie inspirujący do 

twórczych dyskusj i. 

Stąd nie ulega dla mnie wątpliwości, że całość winna być wydana 

drukiem, tak by każdy student mógł zaznajomić się z całością treści. 
Wypada nadmienić, że jest to drugi maszynopis który, oceniam. 

Pierwszy maszynopis i uwagi, które mi się nasunęły, został omówiony 

z autorami. Wiele tych uwag uwzględniono w drugim maszynopisie, ale przy 

lekturze drugiego maszynopisu nasunęły mi się dodatkowe uwagi. 
1. Fenomenologiczny zarys chrześcijańskiej postawy religijnej. 

Problem ten przedstawiony jest w miarę możliwości szeroko i nie 

wątpliwie poprawnie. Oczywistym jest, że autorka nie mogła cytować 

211 
 

wszystkich publikacji, które zajmują się tym problemem. Może więc 

należało dodać, dlaczego tych a nie innych autorów cytuje? 

Można by też zastanowić się, czy religia chrześcijańska jest doniosłym 
zjawiskiem w kulturze europejskiej, czy też jest podstawowym elementem 

tej kultury? Ponadto we wstępie autorka sygnalizuje, że na końcu przekaże 

relacje między etosem chrześcijańskim a tym co obowiązuje lekarza. Czy 

nie należałoby raczej zasygnalizować, że chodzi o ścisłą zależność - jak 
to wynika z końcowych rozważań. Można by też dyskutować, czy 

chrześcijaństwo należy do wielkich religii historycznych - czyli jak 

gdyby należało już do historii. Może raczej należałoby stwierdzić, że 

jest to religia, która ma długa historię. Można byłoby też dyskutować, 
czy Piłat skazał Chrystusa na ukrzyżowanie, czy też tylko nie sprzeciwił 

się wyrokowi, jaki został mu przedstawiony (umył ręce). 

Powyższe uwagi nie mają istotnego znaczenia, w sumie należy powiedzieć, 

że tekst jest bardzo dobry - i to jest bezdyskusyjne. 
2. Refleksje chirurga na temat: Nie tylko skalpelem. 

Zawarte tu są prawdy podstawowe, odwieczne i głębokie. Nale'zy 

zgodzić się z autorem, że nauczyciele akademiccy zbyt rzadko wskazują 

na problemy etyki i deontologii. A równocześnie przecież wiadomo, że 

każdy 
chirurg - i każdy lekarz - "styka się z tyloma różnymi sytuacjami, 

ludzkimi indywidualnymi sprawami, że nie można sobie wyobrazić, by 

najbardziej precyzyjne i najdoskonalsze aparaty mogły go zastąpić". 

Wśród wielu problemów znajdujemy stwierdzenia, o których się 
zapomina i ich nie docenia. Widzimy to nawet w ustawodawstwie. Autor 

słusznie stwierdza: "Informacja, na którą chory oczekuje, winna być 

dobrana indywidualnie do psychiki chorego", "W praktyce niezwykle rzadko 

spotyka się chorych, którzy chcieliby znać całą prawdę o swojej chorobie, 
nie rokującej wyleczenie", "Wszelkie wyjaśnienia winny być prawdziwe, 

natomiast nie 

212 

 
koniecznie należy wszystko powiedzieć o danej chorobie". Powinniśmy o tyn 

zawsze pamiętać i stosować się do tego, mimo że prawo tego nie docenia i 

jest bardziej rygorystyczne. Gdybyśmy stosowali się tu do zasad prawnych, 

zapominalibyśmy o człowieku i nie działalibyśmy w sposób 
psychoterapeutyczny lecz jatrogenizujący. 

Bardzo trafnie autor wybrał też cytaty z wypowiedzi Jan Pawła II. 

W sumie jest to krótkie i bardzo treściwe przedstawienie problemu, a 

równocześnie tekst może być uzupełnieniem innych tekstów. 
3. Sumienie w medycynie. 

background image

Jest to niewątpliwie tekst kontrowersyjny, chociaż mniej kontrowersyjny w 

porównaniu z tekstem pierwotnym. Tego rodzaju tekst skłania do myślenia i 

sam ten fakt zwiększa jego wartość. Dlatego dobrze się 
stało, że zamieszczono też teksty polemiczne. 

W tekstach polemicznych nie uwzględniono oczywiście wszystkiego. Np. opis 

dziecka z zespołem Downa, które potrzebowało do przeżycia zabiegu 

udrożniającego przewód pokarmowy. Rodzice nie zgodzili się na zabieg 
(matka - pielęgniarka, ojciec - prawnik). Matka nie chciała, by jej 

"normalne" dzieci wychowywały się "z mongołem". "Uszanowano wolę 

rodziców" (tu zamiast "uszanowano" może lepsze byłoby wyrażenie 

"podporządkowano się"). "Umieszczone w osobnym pokoju dziecko zmarło po 
11 dniach na skutek wygłodzenia i odwodnienia organizmu". "Czy śmierć ta 

obciąża sumienie lekarzy?" Z tekstu może wynikać, że jest to pytanie 

retoryczne. Dla mnie natomiast odpowiedź jest jednoznaczna. Obciąża i to 

bardzo! Z tekstu wynika, że dziecko przebywało w szpitalu w osobnym 
pokoju. Tak więc lekarze i cały personel patrzyli przez 11 dni na 

umierające dziecko! A przecież istniało inne rozwiązanie. Jeśli rodzice 

nie zgadzali się na zabieg ratujący życie dziecka, należało wziąć od nich 

pisemne oświadczenie i wypisać dziecko do domu (należałoby przy tym 
zawiadomić prokuraturę). Ponadto sądzę, że gdyby 

213 

 

rodzice widzieli męczarnie dziecka to po I-2 dniach zgłosiliby się z 
prośbą o wykonanie zabiegu. 

Tu też byłaby odpowiedź na zalecenie, by lekarz spojrzał na cierpiące 

dziecko z rodzicielską miłością. Wydaje mi się bowiem, że pojęcie miłości 

rodzicielskiej jest znacznie szersze i bardziej złożone niż to sugeruje 
autor. 

W innym przypadku autor powołuje się na Gombrowicza, który był 

wstrząśnięty widokiem umierającego od wielu miesięcy M, i domagał się 

istnienia "domów śmierci". Znamy więc postawę Gombrowicza - ale nie znamy 
postawy, jaką zajmował umierający M. A przecież wiemy, że rady dawać 

innym jest łatwiej i prościej. Inaczej zaś jest gdy chodzi o własna osobę 

i własną śmierć. 

Zgadzam się tu z redaktorem skryptu, który zdecydował się 

na włączenie tekstu. I który we wstępie zdecydowanie stwierdza, że nie 
zgadza 

się z poglądami autora. 

4. Uwagi polemiczne do artykułu "Sumienie w medycynie". 

Tekst jest rzeczowy i krótki. Trudno byłoby wymagać, żeby autorka podała 
wszystkie swoje zastrzeżenia. Można by jednak omówić np.: problem, który 

powyżej przedstawiłem, a może i inne. Np.: w poprzednio omawianym tekście 

podano "Dr Lorber zaleca, aby intensywnym leczeniem nie obejmować 

wszystkich noworodków, ale jedynie te, które mają największe szanse 
przeżycia". Nie podano natomiast na jakiej podstawie i na ile dokładnie 

lekarz byłby w stanie dokonać takiej selekcji. 

Niektóre, mniej istotne uwagi przekazałem bezpośrednio autorce. 

5. Deontologia a prawo naturalne. 
Rozdział ten został podzielony na podrozdziały: I Wartość i nie 

naruszalność życia ludzkiego, w tym I. Niszczenie życia prenatalnego, 2. 

Stan terminalny pacjenta. Eutanazja, II Aspekt cierpienia w chorobie. 

Zakończony jest wnioskami końcowymi (III). 
214 

 

Dobrze się stało, że jest to rozdział umieszczony prawie bezpośrednio po 

"Sumieniu w medycynie" oraz uwagach autorki rozdziału do tego tekstu. 
Omawiany rozdział stanowi przedstawienie w zasadzie tych samych 

background image

problemów, jakie znajdujemy w rozdziale, który wzbudza kontrowersje i 

jest chyba bardziej przekonujący. 

Nie ma tu żadnych uwag, poza tym, że niektóre problemy mogłyby być 
bardziej rozszerzone, a wtedy i bardziej przekonujące dla osób, które 

jeszcze nie podjęły pracy w zawodzie. 

Dla przykładu - aborcja tak w praktyce jak i zdaniem posłów, którzy 

uchwalili związaną z tym ustawę - jest dopuszczalna mniej więcej do 
trzeciego miesiąca ciąży. Powstaje pytanie, czy wynika to stąd, że 

rozstrzygnięto, iż płód przed trzecim miesiącem cią'zy nie jest jeszcze 

człowiekiem, nie jest 'zyciem ludzkim. Na pewno nie chodzi tu o tego 

rodzaju rozważania. Termin został ustalony na podstawie innych 
przesłanek, które nie mają nic wspólnego z rozważaniami, kiedy zaczyna 

się życie człowieka. Ten termin wynika z faktu, że aborcja w tym czasie 

jest względnie bezpieczna dla fizycznego zdrowia kobiety. Nie bierze się 

więc pod uwagę przesłanek odnoszących się do płodu. Bierze się pod uwagę 
doświadczenia praktyczne, które nie mają nic wspólnego z rozważaniami o 

'zyciu dziecka zabijanego. 

Jeśli myślimy w ten sposób - np. w prrypadku płodu z anomaliami, nie 

musimy dokonywać aborcji. Wystarczy tylko przywrócenie spartańskiego 
prawa, które nakazywało niemowlę ułomne zabijać (także skała Tarpejska). 

Można by się też zastanowić, dlaczego wiele kobiet decyduje się na 

aborcję, która jest sprzeczna z instynktem macierzyńskim? Tu pomocne 

byłyby spostrzeżenia położników: instynkt macierzyński istnieje w sensie 
ogólnym - ale instynkt macierzyński w odniesieniu do konkretnego dziecka 

powstaje - umacnia się w przypadku, gdy matka ujrzy dziecko. Dlatego 

położnicy podawali, by się zastanowić czy narodzone dziecko pokazywać 

matce, jeśli ta w czasie cią'zy zawarła umowę z inną osoba, że odda jej 
dziecko 

215 

 

po urodzeniu i zgodzi się na jego adopcję. Z praktyki wynikało, że jeśli 
matka ujrzała dziecko to - bez względu na swoje np. trudne położenie 

materialne  

odstępowała od umowy. 

W dyskusjach na ten temat niekiedy uźywam porównań, może zbyt 

uproszczonych. Jeśli kobieta ma w mieszkaniu kłopotliwego sublokatora, 
może zrobić wszystko, by się go pozbyć. Ale czy może go zabić? Czy jeśli 

subokator jest chory i niedołężny, czy może go wyrzucić w takie warunki, 

że umrze? 

W obu tych przypadkach będzie w kolizji jeśli nie z sumieniem to z 
kodeksem karnym. Nawet wtedy, gdy sublokator wprowadził się wbrew jej 

woli (anal. gwałtu). 

W podrozdziale o stanie terminalnym autorka mówi o prawie osoby, by była 

informowana o swoim stanie zdrowia i słusznie stwierdza, że przekazywanie 
prawdy wymaga wrażliwości i taktu. Stwierdzenie to znajduje swoje 

uzupełnienie we wcześniej omówionych "Refleksjach chirurga". 

Jeśli chodzi o przekazywanie prawdy osobie będącej w stanie terminalnym 

przypomina mi się własne przeżycie, gdy odwiedzałem w szpitalu starszą 
koleżankę, lekarza i samodzielnego pracownika naukowego. W czasie 

ostatnich odwiedzin, na 3 dni przed zgonem, powiedziała: "Wiesz, bardzo 

się cieszę, nogi moje stają się silniejsze i niedługo będę już mogła 

chodzić". Leżała na oddziale onkologicznym, była osobą doskonale znającą 
swą chorobę, lekarz 

leczący wiedział, że jej godziny są policzone. Czy w tej sytuacji miałem 

powiedzieć, że się myli? 

6. Sumienie i superego. 
Rozdział dobrze i ciekawie napisany. Szczególnie trafnie dobrane 

są cytaty z Kępińskiego. 

background image

Ważne jest zwrócenie uwagi, że zasadnicze zręby superego utrwalają się we 

wczesnym dzieciństwie i źe człowiek jest "skazany" na własne sumienie. 

Także zwrócenie uwagi na podobieństwo między pojęciem superego Freuda a 
warstwami sumienia Kępińskiego. 

216 

 

Znajdujemy tu też ważne uwzględnienie dot. aborcji, w powołaniu się na 
DSM-III-R (Post Abortion Distress i Post Abortion Syndrom). I wskazanie, 

że zabieg ten może doprowadzić do długoletniej i trudnej do wyleczenia 

nerwicy. (Dlatego mówiąc o względnym bezpieczeństwie aborcji dla zdrowia 

kobiety podkreślam, że chodzi o zdrowie fizyczne a nie psychiczne). 
7. Terapia moralna. 

Rozdział ten bardzo ładnie przybliża czytelnikowi różne społeczności 

terapeutyczne jako uzupełnienie lub alternatywę leczenia szpitalnego. 

Może tylko nie podkreślono tu dostatecznie, że lecznictwo i opieka 
psychiatryczna są bardzo uzależnione od sposobu myślenia psychiatrów, a 

także od kulturowych cech populacji, z której pochodzą pacjenci. 

Przykładowo, w naszym ośrodku lekarz psychiatra ma od dawna obowiązek 

szczegołowego analizowania historii urazów psychicznych, których 
doświadczył chory i które mogą być elementem wywołującym psychozę. 

U nas też - tak jak i na Zachodzie - rodzina nie ma prawnego 

obowiązku informowania lekarza o konfliktach wewnątrzrodzinnych. Tu 

wprowadzanie jakichkolwiek prawnych przepisów nic by nie zmieniło. U nas 
natomiast - jak się wydaje - prawne namiastki rozwiązywania tego rodzaju 

problemów (ujawnianie konfliktów) - nie są chyba w ogóle potrzebne. W 

zdecydowanej większości prrypadków rodzina sama stara się dociec, 

dlaczego nastąpiło zachorowanie i najczęściej swój punkt widzenia 
przedstawia w wywiadzie. I przy tym raczej wyolbrn~mia konflikty, a je 

nie ukrywa. 

To samo dotyczy demokratyzacji życia wewnątrzszpitalnego. Jest to dla nas 

tak oczywiste, że problemu tego nie poruszamy w jakichkolwiek dyskusjach. 
Autor wspomina tu, że na chorego pozytywnie oddziałuje wykonywanie 

społecznie pożądanych zadań. Jest to też u nas znane - chociaż od wielu 

lat utrudniane przez nieżyciowe przepisy. Jak mi przedstawiali to 

lekarze, którzy pracowali jako psychiatrzy w okresie międzywojennym, 

każdy szpital 
217 

 

miał własne gospodarstwo rolne i hodowlane. Przewlekle chorzy, nie 
posiadający żadnych opiekunów przebywali w szpitalu i sami chętnie 
wykonywali prace w rolnictwie. Nikt ich do tego nie zmuszał. W ten sposób 

postępowała ich rehabilitacja - a szpital miał środki na utrzymanie. Nie 

musiał kupować mięsa ani chleba, także wiele innych produktów miał ze 

swego gospodarstwa. 
Trzeba tu podkreślić, że autor bardzo słusznie zwraca uwagę na związek 

lecznictwa i rehabilitacji psychiatrycznej z sytuacją ekonomiczną Z tym, 

że - jak mi wiadomo - u nas lecznictwo psychiatryczne zawsze zmierzało do 

wyleczenia oraz do odpowiedniego przygotowania społecznego pacjentów. 
Oczywiście od sytuacji ekonomicznej zależało, czy łatwiej czy też 

trudniej było np. o zatrudnienie chorego po jego wyjściu ze szpitala. 

 Autor 

podkreśla tu trudną sytuację chorych bezdomnych. My dotych

 

czas prawie nie mieliśmy tu problemów - oczywiście liczymy się z 

tym,  że problem ten będzie narastał. W tego rodzaju sytuacjach na 

przeszkodzie  

w rozwiązywaniu tych problemów może stać obowiązujące 

obecnie  

ustawodawstwo - przepisy ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Jeśli 
chory nie będzie zagraźał swemu życiu lub 'ryciu i zdrowiu otoczenia i 

jeśli nie będzie chciał się leczyć w szpitalu - nie będzie możliwości 

background image

zmuszenia go do tego. I nie będzie osoby ani instytucji, która w takim 

przypadku zechce wszcząć postępowanie sądowe, jakie przewiduje ustawa. 

Przykładem dane z informacji telewizyjnych w czasie surowych mrozów. 
Podawano, że są przypadki zamarznięcia. Ale są też i instytucje, które 

starają się bezdomnych zabezpieczyć. Dodawano przy tym, że "jeśli jest to 

osoba chora psychicznie i nie zgadza się na pomoc - to na to nie ma 

rady". 
Oczywiście, jeśli chory tego rodzaju zgłosiłby się dobrowolnie do 

leczenia, nie wyobrażam sobie, by nie został przyjęty do szpitala. 

Tu autor słusznie zwraca uwagę na fakt na ogół pomijany. Chodzi o 

pacjentów, którzy nalegają na umieszczenie i pobyt w szpitalu z przyczyn 
218 

 

ekonomicznych. Ubogi, zwykle rencista, niejednokrotnie zgłasza się do 

szpitala lub nalega na przedłużenie pobytu, gdyż w ten sposób oszczędza. 
Pobyt w szpitalu pozwala mu na spłacenie np. długów. 

Autor podaje tu różne sposoby postępowania. które mają na celu nie tylko 

dobro chorego, ale i możliwość rozładowania przepełnionych szpitali 

psychiatrycznych. Mówi np. o kanadyjskim psychiatrze. który w latach 
siedemdziesiątych wprowadził opiekę rodzinną tzn. rodziny zamieszkujące w 

pobliżu szpitala zgadzały się przyjąć jednego lub dwu pacjentów, których 

w rodzinie traktowano jako gości lub członków rodziny (nie podano tu 

jednak jak wyglądało finansowanie tych rodzin - z różnych doniesień 
wynika, że w tego rodzaju przypadkach chodziło o sumę ponad 2 tysiące 

dolarów miesięcznie). Tego rodzaju opieka na ziemiach polskich znana była 

już w ubiegłym wieku. W szpitalu w Choroszczy jeszcze przed 20 laty, 

liczba takich chorych wynosiła 300 osób - przebywali oni u rodzin w 
okolicznych wsiach. Obecnie liczba ta znacznie zmalała i wynosi niewiele 

ponad 100 osób. I stale maleje. A wszystko dlatego, że zasady 

finansowania są tu źle pomyślane. Trudno się dziwić, że rodziny nie 

kwapią się, by przyjmować chorych, jeśli otrzymają za to sumę, która nie 
wystarcza na utrzymanie chorego. 

Wydaje się, że problem alkoholizmu i narkomanii został tu nieco 

uproszczony. Podano, że chorzy nadużywający uprzednio alkoholu, w opiece 

rodzinnej nie mieli z tym większych problemów, gdyż od terapeuty 

otrzymywali niewielkie kwoty, wystarczające tylko na podstawowe zakupy. 
Chyba w takich przypadkach problem nie opiera się na braku pieniędzy - 

wielu ludzi uzależnionych używa alkoholu lub narkotyków nawet w 

sytuacjach, gdy nie mają w ogóle pieniędzy. 

Opisany przypadek jest rzeczywiście niecodzienny i bardzo ciekawy. Szkoda 
tylko, że nieznane są wyniki jego dalszej psychoterapii indywidualnej. 

Nie wiadomo też, czy zastanawiano się nad ew. korektą rozpoznania. 

Pierwotnie w tym przypadku - kilkakrotnie rozpoznawano schizofrenię 

219 
 

katatoniczną z zaznaczonymi cechami depresji. Chory był z tego powodu 

kilka razy poddany kuracji elektrowstrząsowej. Czy jednak rozpoznania 

tego nie postawiono zbyt pochopnie? W trakcie opisywanego pobytu w grupie 
nie wydawał się być depresyjny, lękliwy, ani też "schizofreniczny". Był 

raczej uparty, obrażał się, gdy proponowano mu współpracę, jadł tylko 

kaszę po innych posiłkach wymiotował. Po wielomiesięcznym - 

niezrozumiałym  
chowaniu, wyjaśnił przyczyny tegoż zachowania. I opisywał przy tym w 

zasadzie myśli natrętne. Nie wiadomo, czy był badany w kierunku 

organicznego uszkodzenia o.u.n. Nie wiadomo też, czy był badany w 

kierunku chorób psychosomatycznych. 
Bardzo dobrze, że autor podaje za M. Bleulerem procent wyleczalności 

przypadków schizofrenii po przejściu ostrego ataku psychozy. 

background image

Na uwagę zasługuje, że uzupełnieniem tego artykułu są "Refleksje 

chirurga", które mają zastosowanie nie tylko w chirurgii, ale w każdej 

specjalności - w tym szczególnie w psychiatrii. 
8. Czy brak zaangażowania to ucieczka przed cierpieniem. 

Rozdział ten przedstawia filozofię stoicką i jest komentarzem do niej. 

Autorka słusznie zwraca uwagę, że potocznie używane wyrażenia np. 

"stoicki spokój" skłaniają do niewłaściwego pojmowania tej filozofii 
"która dotyka najgłębszych, najistotniejszych problemów egzystencjalnych 

i moralnych (i która przedstawia je) z niezrównaną inteligencją, 

jasnością i pięknem". Całość zagadnienia rozpatruje na podstawie sześciu 

myśli wybranych z Marka Aureliusza. I ostatecznie chyba trafnie ocenia tę 
filozofię jako podejście, które uniemożliwia koherencję między światem a 

wartościami moralnymi. Oraz, że w dobie rozwoju chrześcijaństwa 

cierpienie nabiera zupełnie innego znaczenia. 

220 
 

9. Medycyna i zdrowie utopian. 

Jest to szczegółowe omówienie różnych rodzajów utopii, a także różnic 

między rodzajami utopii. Problem na ogół mało znany i warto, by studenci 
AMB byli z tym zaznajomieni, tym bardziej, że utopia jawi się najczęściej 

jako coś jednolitego. Okazuje się natomiast, że jedni utopiści zakładają 

istnienie życia pozagrobowego - inni nie. Są także różnice w podejściu do 

samobójstwa i eutanazji. Jedni sądzą, że cywilizacja jest złem, inna 
grupa zaś, że nie jest złem. 

10. Aspekty moralne zawodu farmaceuty. 

Aspekty te zostały krótko a zarazem rzeczowo omówione. Załączono też 

pełne teksty Kodeksu Etyki Aptekarza Rzeczypospolitej Polskiej. Dobre 
obyczaje w nauce (zbiór zasad i wytycznych) oraz Zasady etyczne i 

deontologiczne polskiego farmaceuty. Jest to artykuł przybliżający te 

przepisy, które powinne być znane nie tylko farmaceutom, ale także i 

lekarzom. W artykule przedstawiono też problem chyba najważniejszy, a 
mianowicie jak pogodzić przepisy prawne i zasady moralności. Jest to 

problem, który w praktyce pojawia się coraz częściej, a rozwiązanie 

którego często napotyka na duże trudności. Dla mnie np. nie do przyjęcia 

jest określenie Trybunału Konstytucyjnego "Przepisy etyczne nie mają 

zastosowania w zakresie, w jakim istnieją nakazy lub zakazy 
obowiązujących ustaw" ( 17.III.1993). 

Całość tekstu jak najbardziej zasługuje na wydanie drukiem, co - moim 

zdaniem - dobrze przysłuży się dydaktyce. Wiadomości, a także problemy 

dyskusyjne, z którymi zapozna się student, będą mu także pomocne, gdy już 
podejmie pracę w swym zawodzie. 

221 

 

 
 

ERRATA 

 

 

numer strony 

jest  powinno być 

 

str 11 wers 2G 

.. zrozumiemy ... .. rozumiemy ... 

 

str 21 wers l3 

.. samoleczenie ... 

.. samo leczenie ... 

 

str 37 wers l7 

.. trzeba było na ten głos czekać ... 

.. trzeba 

było długo na ten głos czekać ... 
 

str 42 wers G 

.. przejawiać w mówieniu ... .. przejawiać w nie 

mówieniu ... 

 

str 48 wers 3 

.. da się on zwalczyć ... 

.. da się ono 

zwalczyć ... 
 

str 74 wers 13 

.. aborcj ... 

.. aborcji... 

background image

 

str 101 wers l4  .. nieadekwatności i z niespełnienia ... 

.. 

nieadekwatności z niespełnienia ... 

 

str t l2 wers 28 .. 1991. W drodze, wyd. I. Diagnostic 

... 1991. 

W drodze, wyd. I. 

 

 

and Statistical ... 

3. Diagnostic and Statistical ... 

 

str 146 wers 14  .. instrumentalnych hedonistycznych. ... 

.. 

instrumentalnych, hedonistycznych. ... 
 

str 150 wers 2 

.. wobec rozumu Uczucia, ... .. wobec rozumu. 

Uczucia, .., 

 

str 154 wers 2G, .. więc walkę z tym co dają zmysły, .. 

apatheia, czyli opanowanie pożądań 
 

27, str 155 wers 1 

twierdząc, że mogą zawieść na ma-  i 

namiętości. Stoik programowo zakładał 

 

 

nowce, epikure apatheia, czyli opano- 

więc walkę z tym co 

dają zmysły, 
  wanie 

pożądań i namiętości. Stoik  twierdząc, te mogą zawieść 

na manowce, 

  programowo 

zakładał, epikurejczyk  epikurejczyk natomiast 

głosił ... 
  natomiast 

głosił ...   

 

str l62 wers 7 

.. chorobotwóczych ... .. chorobotwórczych ... 

 

str I6G wers ( 4 .. podstwą ... 

.. podstawą ... 

 

str 172 wers l2  .. uzdrownienie ... 

.. uzdrowienie ... 

 str 

ł7G wers 24  . ,.new ago'wskie" ... .. "new age'wskie" ... 

 

str 187 wers 29  .. moralności ... .. moralnością... 

 

str 194 wers 27  .. nadużywania ... 

.. nadużywaniu ... 

 

str l99 wers 22  .. uzyskanie ... .. uzyskane ... 

 

str 2UG wers l4  .. przypadku ... .. przypadkach ... 

 

str 206 wers 21  .. walne Zgromadzenie delegatów ... 

.. Walne 

Zgromadzenie Delegatów ...