background image

Zdenek Vana „Świat dawnych Słowian”
Przełożvł Antoni  Kroh
Tytuł oryginału czeskiego
«Objevy ve svetś davnych Slovanu»
Konsultacja naukowa Michał Parczewski
Indeksy opracowała Hanna Wachnowska
Okładkę i strony tytułowe projektował Ryszard Świętochowski
Diapozytywy kolorowe nr 1, 2, 3, 4, 5, 8 i na okładkę wykonała Teresa Żółtowska
Reprodukcje fotograficzne czarno-białe nr 12, 13, 14 wykonała Hanna Balcerzak
© Zdenśk Vańa, 1977
© Copyright for the Polish edition by Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985
ISBN 83-06-01126-0
Spis rzeczy
Wstęp..................         5
I. Przybysze ze Wschodu............         6
II. O czym Fredegar nie wspomina.........       16
III.  Legendy i archeologia............       24
IV.  Miasto, którego chwała sięga gwiazd........       33
V. Potężni rywale Przemyślidów..........       43
VI. Przeogromna warownia Rościsława........       52
VII. Siedziba   apostoła   Słowian?..........       60
VIII. Nomadzi i rolnicy w Kotlinie Karpackiej......       68-
IX. Dwie siedziby Pribiny............       76-
X. Od prymitywnego schronienia do pańskiej siedziby ....       84
XI. Drewniane grody  w  Meklemburgii........       92
XII. Wyspiarska   świątynia   Swiętowita........     10O
XIII.  Kupcy i piraci na Bałtyku...........     107
XIV.  Najstarsze miasta polskie...........      116
XV. Poszukiwania śladów najdawniejszych Słowian na Rusi .     .      124
XVI. Kijów  — nestor  ruskich  miast.........     133-
XVII. Metropolia  północy............      141
XVIII. Między  Morzem  Czarnym  a   Adriatykiem......     150
XIX. Jeden naród z dwóch............     159
XX. Trzy   metropolie   bułgarskie..........      167
Bibliografia         ................      177
Wstęp
W ostatnich czasach ukazało się wiele popularnonaukowych prac archeologicznych. Na ogół zajmują 
się one kolebkami cywilizacji europejskiej w basenie Morza Śródziemnego i na Bliskim Wschodzie, 
skąd   liczne   ekspedycje   badawcze   przywożą   wciąż   nowe   zabytki   rozwiniętych   cywilizacji 
starożytnych. Natomiast przejawy kultury plemion „barbarzyńskich", wśród nich także słowiańskich, 
na   pierwszy   rzut   oka   mniej   efektowne,   chociaż   pod   względem   historycznym   równie   doniosłe, 
pozostawały raczej w cieniu. Chciałbym więc przynajmniej częściowo wypełnić tę lukę i zapoznać 
Czytelnika z niektórymi ważnymi odkryciami i ustaleniami z czasów, gdy ludność słowiańska zaczęła 
wstępować   na   europejską   scenę   dziejową.   Dokonania   archeologów   z   państw   socjalistycznych 
pozwalają wypełnić wiele luk w najdawniejszej historii, a liczne jej stronice zapisać zupełnie od nowa.
Na niektóre z owych dokonań pragnie zwrócić uwagę ta książka; z wielkiej liczby prac badawczych 
—   zakończonych   lub   jeszcze   kontynuowanych   —   wybrano   jedynie   te,   które   przyczyniły   się   w 
zasadniczym   stopniu   do   poszerzenia   naszej   wiedzy   i   pozwoliły   ustalić   najważniejsze   cechy 
charakterystyczne kultur wczesnosłowiańskich. Całość ujęto w dwadzieścia rozdziałów, jak gdyby 
wypraw   reporterskich,   zapoznających   z   problematyką   poszczególnych   regionów   dawnej 
Słowiańszczyzny. Publikacja nasza, opierająca się na współczesnym stanie badań naukowych, podaje 
w lekkiej formie garść najważniejszych informacji; przeznaczona jest raczej dla czytelników spoza 
kręgu   specjalistów.   Wybór   literatury   fachowej,   umieszczony   na   końcu   książki,   umożliwi 
zainteresowanym orientację bardziej szczegółową.
*

background image

Praga, 1974 r.                                                                                            AUTOR         5
I. Przybysze ze Wschodu
„W Europie leży Germania, a na jej krańcach ku północy rozpościera się szeroko kraina, otoczona 
wokół górami, które tak dziwnie ciągną się na jej obwodzie, że aż wydaje się, jak gdyby jeden zwarty 
masyw górski cały ów kraj otaczał i chronił. Ziemię ową pokrywała wówczas wielka leśna głusza, nie 
zamieszkana przez ludzi... Gdy do owych pustkowi wstąpił człowiek, kimkolwiek by on był — a nie 
wiadomo, ilu miał ludzi ze sobą — szukając odpowiednich miejsc na ludzkie siedziby, przejechał by-
strym wzrokiem góry i doliny, równiny i zbocza, i chyba wokół góry Pdp, między dwiema rzekami: 
Ohrzą   i   Wełtawą,   pierwsze   założył   pomieszkania   i   radośnie   postawił   na   ziemi   bożków,   których 
przyniósł z sobą na ramionach."
Tak u progu XII wieku wyobrażał sobie początki osadnictwa słowiańskiego w Czechach pierwszy 
czeski dziejopis, Kosmas. Z jego wstrzemięźliwych sformułowań wnioskujemy, że była to raczej hi-
poteza   historyczna,   podana   w   średniowiecznej   postaci,   niż   wiadomość   oparta   na   jakimś   źródle 
pisemnym   czy   ustnym.   Z   pewnością   istniała   miejscowa   tradycja   o   pochodzeniu   Czechów, 
prawdopodobnie powiązana z terenem, ponieważ góra Rip swym charakterystycznym położeniem w 
centrum kraju prowokowała wprost do legend o praprzodku plemienia, który po długiej wędrówce sta-
nął na jej szczycie i wybrał okoliczną krainę na siedzibę swego ludu. Z tak dawnych czasów nie 
pozostało   jednak   nic   poza   mglistą   reminiscencją,   wciąż   uzupełnianą   i   upiększaną   przez   fantazję 
uczonych. Jedna tylko rzecz w relacji kronikarza jest realna — świadomość przybycia przodków do 
kraju. Kosmas wprawdzie nie wiedział nic o ich celtyckich i germańskich poprzednikach, odkrytych 
dopiero przez humanistów XVI wieku, studiujących auto-
6
rów antycznych — i dlatego sądził, że praojciec Czech osiedlił się w leśnej głuszy, nie zamieszkanej 
od czasów biblijnego potopu. Kosmas nie próbował zresztą nawet zgadywać, skąd przybyła gromada 
Czechów. Pozostawił to kronikarzom późniejszym, jak na przykład tzw. Dalimilowi z wieku XIV, 
który — rzecz zastanawiająca — jako praojczyznę Czechów wymienia Chorwację. Jeśli przekonanie 
to   było   pogłosem   jakiegoś   dawnego   podania,   to   rzecz   jasna   nie   mogło   tu   chodzić   o   dzisiejszą 
Chorwację, jak to najwyraźniej Dalimil sobie wyobrażał, lecz o tzw. Chorwację Wielką, czyli Białą, 
która leżała na północ od Karpat, w dzisiejszej południowej Polsce i zachodniej Ukrainie. Jak się 
niebawem okaże, jesteśmy tu blisko prawdy. Fakt, że Słowianie mieli podobną tradycję, dotyczącą ich 
praojczyzny,  potwierdza w IX wieku tzw. Geograf Bawarski, który mówi  co prawda o sąsiadach 
Chorwatów, Serbach (Zeriuani).
Historycy odnoszą się podejrzliwie do legend i ustnych przekazów. Toteż opierają się na autorach 
bliższych w czasie owym ruchom plemiennym, w wyniku których pierwsi Słowianie pojawiają się w 
sercu Europy. Lecz wysiłki wielu pokoleń dziejopisów niweczy w znacznej mierze ten prosty fakt, że 
o   osiedleniu   się   szczepów   słowiańskich   w   Europie   Środkowej   nie   znajdujemy   nigdzie   żadnej 
wzmianki.   Informacje,   albo   raczej   okruchy   informacji,   dotychczas   zebrane   i   przeanalizowane, 
przynoszą więcej pytań niż odpowiedzi. Brak źródeł nierzadko pobudza badaczy do usilnych prób 
wypełnienia białych plam, a skutek jest taki, że im uboższe są relacje o jakimś okresie dziejów, tym 
bogatsza   literatura   historyczna   na   jego   temat.   Nie   przygotowany   czytelnik   może   pobłądzić   w 
nieprzeniknionym   gąszczu   przeróżnych   subtelności   wariantów.   Dzisiaj   obalone   już   zostały 
przynajmniej teorie autochtonistów, popularne zwłaszcza w XIX wieku w środowisku historyków i 
archeologów, którzy z powodu braku dowodów na fakt przybycia Słowian starali się udowodnić ich 
nieprzerwaną obecność w Europie Środkowej od czasów najdawniejszych. Poglądy głoszące, że np. 
germańscy Suewowie to Slawowie, Marko-mani to Morawianie, że kwadzki władca Vannius oznacza 
słowiańskiego Wanię itd., pokutują dzisiaj tylko wśród dyletantów. Krytyka historyczna staje się coraz 
surowsza, stopniowo odrzucając jako niegodne zaufania liczne źródła, o których niegdyś zapisano całe 
hałdy papieru. Uwaga naukowców skupia się przede wszystkim na świadectwie dwóch autorów z VI 
wieku — Prokopa i Jorda-nesa.
7
Prokop z Cezarei, bizantyjski dziejopis z czasów Justyniana I (zmarł około 562 roku), towarzyszył 
jako sekretarz Belizariuszowi w jego wyprawach na plemiona germańskie, zapisując wszystko, co 
było godne pamięci. I tak w księdze VI traktatu  O wojnie gockiej  (De bello Gothico) opowiada o 
długiej wędrówce germańskich Herulów w roku 512 znad środkowego Dunaju, gdzie zostali pobici 
przez Gepidów, aż do ich praojczyzny w Skandynawii. Ich droga prowadziła „przez wszystkie ludy 

background image

Sklawinów" i znaczny obszar pustego kraju do germańskich Warnów zamieszkujących Połabie, a 
potem   przez   Danię   na   północ.   Prokop  nie   uznał   niestety  za   konieczne   podać   więcej   szczegółów 
(zapewne ich nie znał) na temat przemarszu Herulów; historykom nie pozostaje więc nic innego jak 
domyślać   się,   czy   ich   szlak   prowadził   przez   Czechy   i   Morawy,   czy   też   przełęczami   Karpat   na 
Słowacji.   Ta   ostatnia   ewentualność   jest   bardziej   prawdopodobna,   ponieważ   na   ziemiach   czeskich 
zderzyliby   się   z   kłopotliwą   przeszkodą   w   postaci   walecznych   Longobardów.   Tak   czy   owak, 
informację   ową   możemy   przyjąć   za   dowód,   że   około   roku   512   Słowianie   już   byli   w   Europie 
Środkowej;   najprawdopodobniej   jednak   nie   obsadzili   całego   terytorium,   na   jakim   widzimy   ich 
później. Stąd „znaczny obszar pustego kraju" u Prokopa.
Także i inna relacja tego autora nie może w pełni zaspokoić naszej ciekawości. Dotyczy ona wydarzeń 
związanych   z   zaciętymi   walkami   o   tron   longobardzki   w   latach   trzydziestych   i   czterdziestych   VI 
wieku.   Jeden   z   pretendentów   imieniem   Risiulf   został   zamordowany   na   wygnaniu   u   germańskich 
Warnów, mieszkających w Saksonii, w dolinie środkowej Łaby. Jego syn Hildi-gis znalazł schronienie 
u   Słowian,   z   pomocą   których   walczył   po   stronie   Gepidów   przeciw   Longobardom.   Gdy   zawarto 
przymierze i zachodziła obawa, że Hildigis może być wydany longobardzkiemu królowi Audouinowi, 
uciekł  on jeszcze  raz  do Słowian.  Następnie,  w roku 548,  wyprawił  się  na  czele  sześciu  tysięcy 
wojowników   słowiańskich  i   germańskich   na   Gotów,   do  północnych   Włoch,   odnosząc   sukcesy  w 
walkach   z   wojskiem   bizantyjskim   na   terytorium   weneckim.   Musiał   jednak   wrócić   do   swego 
słowiańskiego schronienia; powodem były niesnaski między sojusznikami.
Prokop   ani   razu   nie   określa   bliżej   słowiańskich   siedzib   przyjaciół   awanturniczego   Longobarda. 
Wiemy jednak, że Longobardowie zamieszkiwali w owym czasie dolinę Dunaju na terenie dzisiejszej 
Austrii i Węgier, oraz że Gepidowie (szczep germański,
8
pochodzący z Półwyspu Skandynawskiego) żyli na wschód odrach w dolinie Cisy; powinniśmy więc 
szukać gospodarzy Hil-digisa najprawdopodobniej w północnym sąsiedztwie obu szczepów, to znaczy 
na terenie dzisiejszej Słowacji lub Moraw. Z tego jednak nie da się wywnioskować, kiedy słowiańskie 
plemiona tutaj przywędrowały, ani jak daleko sięgały ich siedziby.
Obie  relacje Prokopa nasuwają nam nowe  wątpliwości;  podobnie ma  się  rzecz z  drugim naszym 
informatorem,  Jordanesem.   Jordanies   (lub  też  Jordanes)  był   początkowo  pisarzem gockiego  króla 
Gunthigisa, po czym został kapłanem i mieszkał w pobliżu greckiej Tessaloniki, gdzie w połowie VI 
wieku   napisał   oba   swe   dzieła   o   dziejach   gockich   i   rzymskich.   Nas   interesuje   przede   wszystkim 
pierwsze z nich; co prawda, Jordanes oparł się w nim dość bezkrytycznie na wcześniejszych tekstach 
Kasjodora, ale jednocześnie zanotował ważne świadectwo na temat Słowian. Nazywa ich licznym i 
zajmującym niezmierzone przestrzenie ludem Wenetów czy też Wenedów. Jest to bardzo interesujące, 
zwłaszcza gdy się zważy, że lud tak nazywany, mieszkający na terytorium dzisiejszej Polski, przede 
wszystkim na Pomorzu, wymieniali już. w I i II wieku n.e. autorzy antyczni, jak Pliniusz Starszy, 
Tacyt i Ptolomeusz. Mamy tu najwyraźniej do czynienia z imieniem wziętym razem z terytorium od 
niesłowiańskich Wenedów, którzy później przenieśli się na południe, do północnych Włoch,, gdzie do 
dnia   dzisiejszego   została   po   nich   pamiątka   w   nazwie   miasta   Wenecji.   Ale   do   niedawna   także 
Słowianie nazywani byli tak przez swoich niemieckich sąsiadów (die Wenden). Według Jordanesa owi 
słowiańscy Wenedzi dzielili się na wiele szczepów o różnych nazwach; najważniejszymi z nich byli 
Sklawinowie i Antowie. Jako mieszkańcy Europy Środkowej w grę wchodzą jedynie Sklawinowie; 
Jordanes lokuje ich siedziby między Wisłą, Dniestrem, miastem Novietunum a Jeziorem Mursiańskim. 
Jest więc o wiele bardziej szczodry w informacjach od Prokopa. Niestety, badacze natrafiają na liczne 
trudności, chcąc zlokalizować owo Jezioro Mursiańskie, jeden z punktów kluczowych tej relacji. Czy 
była to bagnista kraina koło Mursy w pobliżu Osi-jeka w Jugosławii, w miejscu, gdzie Drawa wpada 
do Dunaju, czy tereny wokół miejsca, gdzie Cisa łączy się z Dunajem, a może jezioro Balaton? Nigdy 
się już chyba tego nie dowiemy, chociaż wymienione miasto możemy utożsamić z antycznym Novio-
dunum w delcie Dunaju (dzisiejsza Issaccea w Rumunii). Ponieważ wiadomość Jordanesa dotyczy 
mniej więcej pierwszego trzy-      
9
dziestolecia VI wieku, kiedy Kotlina Karpacka i wschodnie pogórze Alp zamieszkane  były przez 
potężne   plemiona   germańskie,   Sklawinowie   Jordanesa   mogli   sięgać   do   Europy   Środkowej   tylko 
częściowo. O czasie i sposobie ich przenikania Jordanes nie wspomina ani słowem.

background image

Owa niemal beznadziejna sytuacja zmieniła się zasadniczo, gdy do dyskusji historyków wtargnął dość 
niespodziewany element: zwyczajny, a w porównaniu choćby do szlachetnych waz antycznych raczej 
niepozorny garnek. Przez dłuższy czas pozostawał w cieniu, chociaż wiedzieli o nim archeologowie 
niemieccy i czescy już na początku XX wieku, podejrzewając jego związek z dawną kolonizacją 
słowiańską. Częściowo zawinił tu chyba  fakt, że najczęściej   używali    go   jako   argumentu tzw. 
autochtoniści,  którzy widzieli   w   nim   typ   przejściowy   między   ceramiką   z   okresu rzymskiego 
(I—IV wiek n.e.)   a   właściwą   ceramiką słowiańską, zidentyfikowaną już w drugiej połowie XIX 
wieku.   Zasadniczy   zwrot   przyniosła   książka   praskiego   archeologa   Ivana   Borkovskie-go 
Staroslovanskd   keramika   ve   stfedni   Evrope  (Ceramika   starosłowiańska   w   Europie   Środkowej), 
wydana   w   1940   roku.   Narodziło   się   pojęcie     „typu   praskiego"     (z   powodu   szczególnego   na-
gromadzenia znalezisk w okolicach Pragi), które w ciągu następnych   dziesięcioleci   zaabsorbowało 
uwagę   badaczy,   usiłujących przeniknąć pomrokę dziejów.
Naczynia typu praskiego nie wyróżniają się niczym szczególnym pod względem estetycznym.  Ich 
wytwórcy modelowali je po domowemu, ręcznie, bez użycia koła garncarskiego, z gliny wymieszanej 
z piaskiem i żwirem, często pokrywając powierzchnię zewnętrzną szlachetniejszą glinką. Z reguły 
nadawali im formę prostych garnków o profilu jajowatym lub wazowatym, z niską, lekko wygiętą lub 
częściej zwężoną szyjką. Niekiedy naczynia te były nieco szersze i bardziej pękate. Zazwyczaj ich nie 
zdobiono,   jednak   z   biegiem   czasu   coraz   częściej   upiększano   ich   brzuś-ce   ornamentem   falistym, 
liniami   poziomymi,   nakłuciami   grzebykowymi,   zygzakami   albo   różnymi   typami   stempli.   Rzecz 
znamienna   —   były   to   motywy   już   dawniej   używane   powszechnie   w   pobliskich   prowincjach 
rzymskich;   przetrwały   one   jeszcze   w   burzliwej   epoce   wędrówki   ludów.   Wypalaniu   naczyń 
poświęcano niezbyt wiele uwagi — nie było widocznie po temu warunków podczas wielkich ruchów 
plemiennych.
Archeologów interesują   jednak   nie   tylko   przedmioty   mozol-     nie wydobywane  z ziemi, ale 
również i to, co określane jest mia-
10
nem „okoliczności znaleziska": zestaw faktów i zależności odkrywany w trakcie badań. One dopiero 
pozwalają przyjrzeć się bliżej zamierzchłym cywilizacjom. Praca archeologa przypomina  pod tym 
względem pracę detektywa: ważny jest tutaj każdy, nawet najmniejszy ślad, pozostałości organiczne, 
odpadki, ślady wkopów itd.; dopiero one umożliwiają odtworzenie, w naszym przypadku nie zbrodni, 
lecz form życia, gospodarki, mieszkania, pożywienia, higieny i poziomu kultury dawnych ludzi.
Również w wypadku ceramiki typu praskiego nie jest ważny sam tylko garnek, ale i otoczenie, w 
jakim został znaleziony. Może być ono w zasadzie dwojakiego rodzaju: grób lub mieszkanie. W gro-
bach   garnek   służył   najczęściej   jako   popielnica,   tj.   naczynie   na   spalone   kości   i   popiół   zmarłego. 
Wkładano tam również pewne przedmioty: sprzączki, noże, osełki, grzebienie, paciorki itd. Naczynie 
ze szczątkami zmarłego zakopywano w płytkiej jamie albo usypywano nad nim mogiłę. Jeśli zmarłego 
nie palono, co w owym czasie było wielką rzadkością, naczynie wkładano do grobu jako ofiarę. W 
znaleziskach osadowych skorupy naczyń razem z innymi przedmiotami walają się po podłodze albo w 
zasypisku jako odpadki, bądź też pozostawiono je, gdy mieszkańcy opuszczali swą siedzibę. Wszelkie 
takie   obserwacje   archeolog  starannie   sumuje,   porównując   je   z   informacjami   z   innych   podobnych 
stanowisk,   obiektami   współczesnymi   danemu   znalezisku,   wcześniejszymi   i   późniejszymi, 
pochodzącymi z sąsiedztwa, a także terenów odleglejszych; rysuje mapki i diagramy, dochodząc w ten 
sposób do wniosków ogólniejszych na temat charakteru osadnictwa oraz poziomu gospodarczego i 
kulturalnego w danym okresie.
W   ten   sposób   np.   wybitny   archeolog   czeski   Josef   Poulik   już   na   początku   swej   drogi   naukowej 
zauważył, że na cmentarzysku ciałopalnym w Velaticach koło Brna można wyodrębnić trzy zgru-
powania   grobów:   północne,   gdzie   znaleziono   nie   zdobione   naczynia   typu   praskiego;   środkowe, 
zawierające obok tych form również naczynia zdobione liniami falistymi i poziomymi — i wreszcie 
południowe, które charakteryzowały naczynia podobnie zdobione, a obok nich jednak pojawiła się w 
pełni rozwinięta ceramika słowiańska. Jest to klasyczny przykład tzw. stratygrafii horyzontalnej, która 
powstaje, kiedy cmentarzysko rozrasta się w jakimś określonym kierunku — a więc groby najstarsze 
są   w   jednym   jego   końcu,   a   najmłodsze   w   drugim.   Josefowi   Pouliko-wi   udało   się   w   ten   sposób 
udowodnić niezbicie związek ceramiki typu praskiego ze znaną już skądinąd ceramiką słowiańską. 
Po-      11

background image

twierdziły to również jego następne badania, m.in. na cmentarzysku w pobliżu miejscowości Lanżhot 
na   południowych   Morawach;   już   w   1934   roku   archeolog  austriacki   Richard  Pittioni   opublikował 
uzyskane tam znaleziska, określając je jako wczesnosłowiańskie.
Najdonioślejszego odkrycia dokonał jednak Josef Poulik w Pfi-tlukach na lewym brzegu rzeki Dyl 
Począwszy  od  roku  1952,   odsłonił   tu  na   łagodnym   wzniesieniu  436   grobów   —   od  zwyczajnych 
ciałopalnych   aż   po   birytualne   (tj.   z   ciałami   spalonymi   i   nie   spalonymi),   przykryte   mogiłami.   W 
pobliżu rozpościerała się osada o powierzchni około 1 km

2

; składała się ona z małych chat na planie 

kwadratu (3,5 — 4 m), częściowo zagłębionych w ziemi (tzw. półziemianki) z kamiennymi piecami w 
rogu pomieszczenia. Koncentracja ludności, którą to znalezisko dokumentuje, jest zupełnie niezwykła, 
ponieważ większość osad i cmentarzysk z ceramiką typu praskiego ma raczej niewielkie rozmiary.
Badania   Poulika   pozwoliły  na   ramowe   choćby  datowanie   znalezisk  typu   praskiego:   koniec   V  — 
początek VII wieku. Dla historyka stwierdzenie to jest ważne przede wszystkim z tego powodu, że 
właśnie w południowej części Moraw, gdzie znaleziska wczesnosłowiańskie rozsiane są gęsto,  aż  do 
połowy   VI     wieku   przebywała   ludność   germańska.   W   V   wieku   zamieszkiwali   tutaj   Rugianie, 
wdzierający się tu od strony doliny Dunaju, z terenów dzisiejszej Austrii, a po druzgocącej klęsce 
zadanej im przez Gotów w roku  488  tereny ich zajęli  waleczni  Longobardowie, których ślady w 
formie cmentarzysk szkieletowych z grobami wojowników   dokumentują   również   archeolodzy,  na 
przykład   właśnie   w   Velaticach,   Velkich   Pavlovicach,   Saraticaeh   i   innych   miejscowościach. 
Szczególnym obiektem z tego kręgu jest kurhan Żurań   koło   Brna,   na   którym Napoleon w roku 
1805   postawił swój główny namiot i skąd dowodził wielką bitwą pod Slavkovem (Austerlitz). Nie 
przeczuwał, że pod jego stopami kryją się groby innych, podobnych mu zdobywców, którzy wtargnęli 
na   Morawy   trzynaście   stuleci   przed   nim.   Nie   jest   wykluczone,   że   został   tu   pogrzebany   król 
longobardzki ze swą  małżonką;    ich   bogate wyposażenie  na życie  pozagrobowe zostało niestety 
splądrowane. Pozostały zaledwie mało ważne resztki. Jest jednak rzeczą zastanawiającą, że w jednym 
z grobów znaleziono skorupy naczynia  bardzo zbliżonego do typu praskiego. Stwierdzono więcej 
takich przypadków; świadczą one o pewnej formie współżycia słowiań-sko-germańskiego.
12
Właśnie owe zależności mogą  nam coś niecoś powiedzieć na temat  okresu przybycia  Słowian, o 
których źródła pisane milczą tak uparcie. Na Słowacji wzajemne przenikanie się kultury słowiańskiej i 
germańskiej skonstatowano w wielu osadach i cmentarzyskach, np. w Nitriańskim Hradku, Siladicach, 
Potvoricach, Kośutach, Małe nad Hronem i in. W Wyćapach-Opatovcach znaleziono naczynia typu 
praskiego obok ceramiki huńskiej, która nie mogła powstać później niż w drugiej połowie V wieku, 
kiedy  to  w   wyniku   klęski   na   Polach  Katalaunijskich  państwo  koczowniczych   Hunów   w  Kotlinie 
Karpackiej   przestało   istnieć.   Wymienione   znaleziska   znajdują   się,   jak   tego   dowodzi   słowacka 
archeolożka Darina Bialekova, na urodzajnych terenach południowo-zachodniej Słowacji, w dorzeczu 
Morawy, Dudwagu, Wagu, Nitry, Hronu i Ipoli. Jeszcze wcześniej szczepy słowiańskie przeniknęły 
na wschodnią Słowację, o czym świadczy tzw. typ preszowski, pochodny typu praskiego, który ma 
cechy  wspólne  z  barbarzyńską   ceramiką   rzymską   IV  i początku V  wieku.  W  ten sposób zwykłe 
garnki, badane w odpowiednim kontekście, wymownie dokumentują rozprzestrzenianie się żywiołu 
słowiańskiego w Europie Środkowej ze wschodu na zachód.
Jak więc sprawa ta przedstawiała się na rubieży zachodniej, tj. w Czechach i na środkowym Połabiu? 
Mówią   o  tym   m.in.   dwa   wybitne   stanowiska   archeologiczne,   na   których   badacze   skupili   uwagę: 
Bfezno koło miasta Louny na północny zachód od Pragi i Dessau-Mosigkau w Saksonii.
Gdy   w   roku   1955   młoda   pracownica   Instytutu   Archeologii   Czechosłowackiej   Akademii   Nauk   w 
Pradze, Ivana Pleinerova (wówczas jeszcze Hnizdova) penetrowała dolinę rzeki Ohrzy, poszukując 
śladów   osad   tzw.   kultury   unietyckiej   ze   starszej   epoki   brązu,   stanowiącej   wówczas   centrum   jej 
zainteresowań, nie przeczuwała zapewne, że natrafi na coś, co zasadniczo zmieni jej plany badawcze. 
Na tarasowym prawym brzegu Ohrzy w pobliżu wsi Bfezno, na zachód od miasta Louny,  oprócz 
śladów   pradawnego   osadnictwa,   które   tam   badała,   zaczęła   odkopywać   półziemianki   z   okresu 
wędrówki ludów. Natrafiła tu na ceramikę typu praskiego, sygnalizującą odkrycie, które w istotnej 
mierze mogłoby przyczynić się do poszerzenia naszej wiedzy o tamtym okresie. W latach następnych 
podjęto   więc   tutaj   systematyczne,   szeroko  zakrojone   badania,   dotychczas   kontynuowane.   Nie   za-
wiodły one oczekiwań.
Przede wszystkim stwierdzono, że istniała tutaj osada z koń-
13

background image

'
ca V i pierwszej połowy VI wieku, należąca do resztek ludności germańskiej, która wówczas niemal w 
całości   opuściła     Czechy,   przemieszczając   się   na   południowy   wschód   i   południowy   zachód. 
Mieszkańcy żyli   w  chatach na   planie   prostokąta,  częściowo  zagłębionych   w  ziemi,  o  konstrukcji 
drewnianej, wspartej na sześciu słupach ustawionych po węższych bokach chaty po trzy z każdej 
strony.   Używali   oni   zazwyczaj   naczyń   gUnianych,   formowanych   ręcznie,   prostych   bądź 
delikatniejszych, zdobionych — oraz innych przedmiotów   codziennego   użytku:   żelaznych noży, 
szydeł kościanych, drobnych   ozdób   z   brązu   i   kościanych   grzebieni. Z biegiem czasu osada 
przemieszczała się w kierunku wschodnim, na prawy brzeg potoku, który w tym miejscu wpada  do 
Ohrzy. W ciągu pierwszej połowy VI wieku pojawiają się jednak nowi przybysze, którzy — rzecz 
dziwna — nie mają złych zamiarów, ale osiedlają się w sąsiedztwie. Na słabo zaludnionych terenach 
Czech było widocznie dość ziemi dla spokojnych rolników i hodowców bydła, jakimi były obydwa 
ludy. Nie było więc powodów  do  konfliktów.   Owi  przybysze  to  pierwsi   Słowianie. Stylem życia 
i poziomem kultury nie różnili się oni zbytnio od germańskich sąsiadów i dlatego stosunkowo szybko, 
w ciągu zaledwie dwóch pokoleń, stopili się z nimi w jedną całość. Mieszkali oni również w prostych 
półziemiankach,  jednak raczej  na planie kwadratu. Podłogę stanowiło klepisko, zaś w północno-za-
chodnim kącie chaty z reguły znajdowało się palenisko; elementu tego brak w chatach germańskich. 
W   słowiańskich   gospodarstwach   domowych   dominował   garnek   typu   praskiego   w   odmianach   nie 
zdobionej i zdobionej. Współżycie obu plemion zaobserwować można w stopniowym mieszaniu się 
obu typów mieszkań i ceramiki. W miarę upływu czasu przesuwała się również osada słowiańska, 
przypuszczalnie w wyniku cyklicznego typu rolnictwa, zgodnie z którym część ziemi uprawnej przez 
pewien czas leżała odłogiem. Chaty, w liczbie około 7—10, grupowały się w półkole wokół pustego 
placyku — nawsia. A zatem liczbę mieszkańców można określić na około pięćdziesiąt osób.
Podobną osadę przebadał w latach 1962—1964 Bruno Kruger na wzniesieniu Zoberberg w pobliżu 
Dessau-Mosigkau   w   NRD.   Tam   również   daje   się   zaobserwować   kontakt   Słowian   z   pierwotną 
ludnością germańską, odzwierciedlający się w znaleziskach ceramiki i konstrukcji chat. I tu miało 
miejsce   stopniowe   przesuwanie   się   osady,   nawet   w   pięciu   fazach.   Wiele   szczegółów   jest 
analogicznych z Bfeznem, z jednym wszakże wyjątkiem; wszystko
14
to rozegrało się nieco później, bo dopiero w drugiej połowie VI wieku.
Tym   sposobem   znaleziska   typu   praskiego  —  omówiliśmy   tylko   niektóre   z   nich  —  dokumentują 
posuwanie   się   szczepów   słowiańskich   ze   wschodu   na   zachód.   Najwcześniejsze   spotykamy   na 
wschodniej Słowacji (typ  preszowski, IV—V w.), potem w południowo--zachodniej Słowacji i na 
południowych Morawach (koniec V w.),. następnie w Czechach (I połowa VI w.) i wreszcie między 
Łabą a Soławą (II połowa VI w.). Czego nie powiedzieli nam Prokop i Jordanes, żyjący w owym 
czasie,   powiedział   niemy   świadek   w   rękach   archeologów.   Jeśli   jakiś   praprzodek   Czechów   stanął 
kiedykolwiek na górze Rip, możemy być pewni, że przyszedł on ze wschodu, a swój prowiant niósł w 
naczyniach, które po tysiąc trzystu latach archeologowie nazwali „typem praskim".
II O czym Fredegar nie wspomina

Kronika   tzw.   Fredegara,   anonima,   tradycyjnie   nazywanego   tym   imieniem,   jest   jedynym   znanym 
źródłem pisanym  z VII wieku, rzucającym  nieco światła na słowiańską część Europy Środkowej. 
Dzieło   to   powstało   w   Burgundii   mniej   więcej   w   latach   640—660;   ma   ono   charakter   częściowo 
kompilacyjny,   częściowo   oryginalny   (zwłaszcza   tam,   gdzie   opowiada   o   Francji   Merowingów   u 
schyłku  VI  i   w   pierwszej   połowie   VII   wieku).   Fredegar   czerpał   wiadomości   o   Słowianach 
prawdopodobnie   z   relacji   kupców   frankońskich.   Jednym   z   nich   był   Samo,   który   przybył   na 
Słowiańszczyznę   za   panowania   Chlotara  II,  około  roku  623—624.   W   ówczesnych   niespokojnych 
czasach   takie   podróże   wymagały   nie   tylko   talentów   kupieckich,   lecz   także   wojskowych.   A   więc 
również i Samo wędrował na czele zbrojnej drużyny. Dotarł do Słowian akurat w momencie, kiedy 
powstali oni przeciwko nieznośnemu panowaniu Awarów. Natychmiast stanął po ich stronie i walczył 
tak   dzielnie,   że   po   zwycięstwie   Słowianie   okrzyknęli   go   swym   władcą.   Tak   powstało   państwo 
Samona, pierwszy słowiański organizm państwowy w Europie Środkowej, który ostał się zwycięsko 
we   wszystkich   następnych   starciach   z   Awarami,   osłabionymi   ponadto   druzgocącą   klęską   pod 
Konstantynopolem w roku 626. Silny organizm polityczny, powstały w bezpośrednim sąsiedztwie, stał 

background image

się   oczywiście   solą   w   oku   ówczesnego   zachodniego   mocarstwa   Franków,   tzw.   Austrazji,   której 
ekspansja kierowała się wówczas przede wszystkim na wschód. Jej władca Dagobert wykorzystał 
więc jako pretekst napadnięcie kupców frankońskich i upokorzenie przez Samona jego hardego posła 
Sychariusza —
i wyruszył na czele wielkiej armii przeciwko Słowianom, czyli
16
Wenedom,   jak   ich   nazywa   Fredegar,   wzorujący   się   na   swych   poprzednikach.   Główny   korpus 
Dagoberta spotkał się z Samonem opodal warowni zwanej Wogastisburgiem. „Kiedy jednak Austra-
zjowie obiegli twierdzę Wogastisburg — pisze Fredegar  — gdzie  pozostała  bardzo liczna  załoga 
dzielnych Wenedów, walczyli  z nimi  przez trzy dni; tutaj liczni woje Dagoberta zostali mieczem 
pobici. Austrazjowie uciekając porzucili wszystkie namioty i sprzęt, jaki mieli, i wrócili do swych 
siedzib."
Zgodnie z pożałowania godnym obyczajem najdawniejszych kronikarzy również i Fredegar udziela 
nam bardzo skąpych danych geograficznych. Nie przeczuwał zapewne, jakich kłopotów przysporzy 
historykom,   którzy  już   od   dwustu   lat   daremnie   usiłują   zgadnąć,   gdzie   właściwie   znajdowało   się 
państwo Samona i gdzie leżał ów wiekopomny Wogastisburg. Jeśli weźmie się pod uwagę wojny z 
Awarami, zamieszkującymi  Kotlinę Karpacką i przyległe tereny nizinne, oraz wojny z Frankami i 
Turyngami, na których terytorium wtargnęli Słowianie po zwycięskiej bitwie pod Wogastisburgiem, 
areny   owych   wydarzeń   szukać   należy   gdzieś   między   środkowym   Dunajem   a   górnym   Menem; 
niestety, każda próba uściślenia pozostaje dotychczas w sferze domysłów, chociaż nierzadko bardzo 
zręcznie   uzasadnianych.   Badania   archeologiczne   przynoszą   nam   informacje   uzupełniające,   przede 
wszystkim   negatywne,   wykluczające   niektóre   lokalizacje   Wogastisburga,   np.   w   miejscowości 
Staffelstein  w  Bawarii,  gdzie   rozpoznano  grodzisko  celtyckie,  a  więc   wcześniejsze,   lub  na  górze 
Tuhośt koło Domażlic albo we wsi IJhośtany koło miejscowości Kadań, które pochodzą z okresu 
późniejszego.   Mamy   również   archeologiczne   dane   pozytywne   —   stwierdzające   istnienie   na 
południowych Morawach ważnych centrów słowiańskich już w VII stuleciu, a więc właśnie za czasów 
Samona. Dotyczy to przede wszystkim Mikul-ćic, o których będzie mowa później.
Archeologa interesuje jednak w relacji Fredegara inny jeszcze fakt, oto spotykamy w niej pierwszą 
wzmiankę historyczną o istnieniu miejsc obronnych u Słowian. Co prawda, historycy nie są zgodni w 
kwestii, czy Wogastisburg był rzeczywistą warownią, czy też tylko prowizorycznie obwarowanym 
obozem wojskowym, twierdzą zbudowaną jedynie wobec doraźnej potrzeby, a następnie opuszczoną. 
Na tę drugą ewentualność wskazywałaby inna relacja Fredegara o oporze turyńskiego księcia Radulfa 
przeciwko   Frankom;   gdy   Radulf   dowiedział   się   o   nadciągających   wojskach   Sygiberta,   syna 
Dagoberta, wybudował nad rzeką Unstru-   
17
2 — Świat dawnych Słowian
tą gród, obwarowany palami, a nazywany przez Fredegara ,,ca-strum", podobnie jak Wogastisburg; 
Radulf   skrył   się   tam   z   całym   wojskiem,   kobietami   i   dziećmi   i   odparł   skutecznie   szturm   wojska 
frankońskiego.
Mimo że archeologowie zmuszeni są zagadnienie lokalizacji Wo-gastisburga na razie pozostawić nie 
rozstrzygnięte, mogą przecież udowodnić, że w VII—VIII wieku, tj. w czasach Samona i później, 
Słowianie   budowali   grody   już   jako   stałe   siedziby.   Technika   wznoszenia   obwarowań   była   im   z 
pewnością znana jeszcze przed wielką ekspansją — wskazuje na to min.  wspólne dla wszystkich 
języków słowiańskich określenie ogrodzonego, warownego miejsca: hrad, grad, gród, gorod, gard itd. 
W okresie wielkich ruchów plemiennych nie było co prawda czasu na takie pracochłonne budowle i 
nie było powodu, aby je wznosić; dlatego też nie znamy grodów z okresu ceramiki typu praskiego. 
Stały się one niezbędne dopiero wówczas, gdy utrwalił się osiadły tryb życia i gdy nowym siedzibom 
zaczęło grozić niebezpieczeństwo ze strony najeźdźców, jakimi byli Awarowie czy Frankowie. Trzeba 
było  również zabezpieczyć  się przed sąsiednimi,  sprzymierzonymi  plemionami.  Oprócz otwartych 
osad rolniczych, ściśle związanych z dobrymi glebami, należało więc budować umocnienia na trudniej 
dostępnych lub ukrytych miejscach, gdzie w razie niebezpieczeństwa można było schronić się wraz z 
całym   dobytkiem,   przede   wszystkim   ze   zbożem   i   bydłem.   Lecz   grody   miały   także   stałych 
mieszkańców, których zadaniem było strzeżenie tych ważnych miejsc. Z czasem przekształcili się oni 
w warstwę panującą (przewaga militarna od prawieków kusiła do jej nadużywania). Był to jednak 
długi proces społeczny, który osiągnął swe apogeum w IX—X wieku. Powiemy o nim później.

background image

O   owych   pradawnych   czasach   wiemy   jeszcze   stosunkowo   niewiele;   wykopaliska   archeologiczne 
odsłoniły jednak nieco rąbka tajemnicy, dając wgląd, że tak się wyrażę, w życie prywatne dawnych 
Słowian. W znacznej mierze przyczyniły się do tego badania czterech grodzisk, znajdujących się w 
niewielkim regionie, położonym około 35 kilometrów na wschód od Pragi. Płynie tam rzeka Sembera, 
która wspólnie z Vyrovką wpada do Łaby od strony południowej. Centrum tego niewielkiego terenu 
stanowi   dzisiaj   miasto   Cesky  Bród,   którego   nazwa   sugeruje,   że   stanowiło   ono   kiedyś   bramę   do 
pierwotnych Czech, plemiennego terytorium Czechów. W czasach przed zjednoczeniem kraju przebie-
gała tędy pradawna granica plemienna, którą tworzyły gęste la-
18
sy na dziale wodnym Sazawy, Wełtawy i Łaby; ich resztki zachowały się do dziś dnia. Oddzielały one 
Czechów od Zliczan; o ich kontaktach mówią legendy z X wieku, związane ze świętym Wacławem. 
Od strony wschodniej granica owa umocniona była o wiele dawniej, jeszcze w czasach, o których nie 
mamy nawet przekazów pisanych, na samym początku kolonizacji słowiańskiej w Czechach.
Najbardziej na południe wysunięte grodzisko z omawianej grupy — to Stare Zamky koło Doubravćic, 
usytuowane   na  trudno  dostępnej,  zalesionej  górze  nad malowniczą   doliną  górnego biegu  Divokej 
Sembery. Ludzie odkryli to miejsce już na początku epoki żelaza, obwarowując je dwiema liniami 
wałów z rowami. Słowianie dotarli tutaj w czasach, gdy używali ceramiki typu praskiego. Skorupy 
tych   naczyń   znaleziono   podczas   wykopalisk,   które   rozpoczęto   w   1961   roku   i   jeszcze   ich   nie 
zakończono.   Obwarowanie   zostało   jednak   wzniesione   nieco   później,   dopiero   w   czasach,   gdy   w 
gospodarstwach domowych tutejszych mieszkańców zapanowała prymitywna jeszcze, choć na ogół 
zdobiona ceramika charakterystyczna dla VII—VIII wieku. Wały o konstrukcji drewniano-ziemnej z 
rowem,  do dzisiaj widocznym,  przecinały umocnioną górę w poprzek, uniemożliwiając dostęp od 
równinnej strony południowej, podczas kiedy reszta grodziska chroniona była przez stromy stok i 
skromniejsze umocnienia z drewna. Z wnętrza grodu wybiegał naturalny jar, którym schodziło się do 
doliny Sembery po wodę. Jar oddzielał jednocześnie wschodnią część grodu, chronioną palisadą na 
kamiennej podwalinie; tutaj najprawdopodobniej było ostatnie schronienie o-brońców grodu. Nie jest 
także   wykluczone,   że   miejsce   to   służyło   również   do   celów   kultowych.   Wyraźne   ślady   pożaru 
potwierdzają wymownie, w jaki sposób gród uległ zagładzie. Wydaje się, że nie był on zbyt gęsto 
zaludniony; miał jednak od strony południowej podgrodzie i prawdopodobnie także otwartą osadę, 
której mieszkańcy chronili się wewnątrz grodu w razie niebezpieczeństwa. Po zagładzie, mniej więcej 
na przełomie VIII i IX wieku, gród został opuszczony i zapomniany. Dopiero w końcu XIV wieku na 
skalnym wierzchołku doubrawczyckiej skarpy wzniesiono średniowieczny zameczek Semberk.
Na północ od tego miejsca, w odległości około czterech i pół kilometra, na skarpie opadającej stromo 
do potoku Buśinec, lewego dopływu Sembery, znajduje się drugie grodzisko — Tismi-ce. Jak dotąd 
przebadano  je w niewielkim  stopniu; penetracje    
19
cząstkowe, prowadzone w roku 1960 i później, odkryły resztki umocnień oraz obiekty mieszkalne, 
współczesne   grodzisku   dou-brawczyckiemu.   To   samo   możemy   powiedzieć   o   gródku   koło 
miejscowości   Pfistoupim,   oddalonym   o   4,5   km   na   wschód   od   Tismic.   Stał   on   na   pagórku, 
wznoszącym się nad Jalovym Potokiem, następnym dopływem Sembery, i wedle wszelkiego praw-
dopodobieństwa umocniony był podobnie jak Tismice i Doubrav-ćice. Również ceramika, jaką się 
stamtąd dało uzyskać, jest analogiczna.
Najwięcej danych przyniosły badania grodziska leżącego opodal Klucova, na prawym brzegu dolnej 
Sembery,   i   wysuniętego   najdalej   na   północ   ku   Łabie.   Znane   ono   było   już   w   zeszłym   stuleciu; 
miejscowi amatorzy, którzy zbierali tu skorupy, zawsze określali to miejsce jako grodzisko, chociaż na 
powierzchni   ziemi   nie   widać   śladów   umocnień.   Jasność   w   tej   kwestii   wniosły   dopiero   badania 
Jaroslava Kudrnaća, który wiele zdziałał dla poznania całego skupiska grodzisk w dolinie Sembery. 
Jego pierwsze sondaże z roku 1949 natrafiały na bardzo liczne i prastare ślady osadnictwa na wzgórzu 
kluczowskim; kiedy zaś w roku następnym odkryto pierwsze ślady prymitywnych umocnień, stało się 
rzeczą   oczywistą,   że   mamy   tu   do   czynienia   ze   znaleziskiem,   które   może   przyczynić   się   w 
zasadniczym stopniu do poznania początków grodów czeskich.
Teren   w   tej   okolicy   jest   lekko   pofałdowany,   opadający   łagodnie   ku   Łabie.   Ów   sielski   pejzaż 
szczególnie wabił rolników, znajdujących tu odpowiednią glebę, pierwotnie porośniętą trawą oraz 
rzadko rosnącymi krzakami i drzewami z przewagą dębów i grabów. Po ich wykarczowaniu ziemia 
została   przekopana   i   zamieniona   w   pola   uprawne,   po  czesku   „vyklućena";   stąd  też   wywodzi   się 

background image

pradawna nazwa osady Klućov. Najazdy sąsiadów zmusiły tutejszych rolników, aby umocnili się na 
pagórku w pobliżu swych pól. Pagórek wznosił się co prawda zaledwie niecałe 50 m ponad poziom 
doliny   Sembery,   lecz   wzgórze   stanowiło   dogodny   punkt   obserwacyjny,   z   którego   można   było 
wypatrywać nadciągającego nieprzyjaciela.
Obwarowanie   to   istniało   bardzo   długo,   a   jak   udowodnił   Ja-roslav   Kudrnać,   przeszło   dwa   etapy 
budowlane. Pierwotnie wzniesiono jeden ciąg umocnień otaczający szczyt pagórka, gdzie znajdowały 
się pomieszczenia mieszkalne. Mimo  że umocnienia były stosunkowo prymitywne,  składające się 
tylko z rowu i glinia- nego wału, w który wpuszczono drewniany częstokół, skonstru-
20
uj-
owane były bardzo pomysłowo — umożliwiały bowiem skuteczną obronę, a wrogom utrudniały atak. 
I tak na przykład od strony płaskowyżu, skąd gród był najłatwiej dostępny, umocnienia wysunięte 
były do przodu, klinowato, aby łamać szyki nieprzyjacielskie i umożliwiać rażenie także z boków. 
Przed rowem zbudowano przeszkodę z pionowo wkopanych i skośnie w przód zaostrzonych pali, 
stanowiących dla atakujących pierwszą przeszkodę. Sforsować ją można było tylko w jednym miej-
scu, które jednak kryło pułapkę: była nią wąska i długa uliczka, prowadząca między przegrodą a 
rowem do bramy,  zorientowanej ukośnie; zanim wróg tam dotarł, jego szeregi ucierpiały wiele od 
strzał i kamieni obrońców.
Największym problemem wszystkich grodów budowanych na wzniesieniach była zawsze woda — 
szczególnie, kiedy na obwarowanym miejscu nie wytryskało źródło, a po wodę trzeba było schodzić 
do nie osłoniętej doliny.  W niektórych  grodach średniowiecznych,  np. na terenie Rosji, do wody 
znajdującej się u podnóża góry wykopywano tajemne korytarze, zamaskowane drewnem i gliną. Być 
może podobne rozwiązanie zastosowali także budowniczowie Klućova. Na północno-zachodnim stoku 
grodziska rysuje się bowiem wyraźnie wąski parów, który mógł służyć jako ukryte zejście do cieku 
wody podskórnej, bez której życie w grodzie i jego obrona nie byłyby możliwe.
Na płaskowyżu przed grodem wyrosła osada, której z czasem również trzeba było bronić, aby nie stała 
się łatwym łupem najeźdźcy. W późniejszej fazie jej egzystencji zmieniono ją więc w podgrodzie, 
otoczono podobnymi jak w grodzie właściwym drewnianymi wałami oraz rowem, łącząc obie fortyfi-
kacje w jeden system obronny. W nowszej części wałów brakowało tylko zapory z pali, lecz za to 
wzniesiono tu potężną bramę typu czołowego, wysuniętą przed linię wałów w miejscu przerwania 
rowu. Wyobrażenie o niej dają nam odciski drewnianej konstrukcji w ziemi, przecinające opuszczone 
starsze domostwo. Właściwie była to inna wersja zasady klina, rozbijającego siły napastników; rolę tę 
odgrywała  budowla, stojąca pośrodku bramy,  coś w rodzaju baszty rozdzielającej wejście na dwa 
węższe trakty. Jak się później przekonamy, ów element fortyfikacji stosowany był często również w 
czasach   późniejszych.   Prócz   tego   obronę   ułatwiała   jeszcze   inna   wieża   drewniana,   wzniesiona   na 
planie pięciokąta. Stąd można było kontrolować teren przed obwarowaniami i wewnątrz podgrodzia, 
jeśli napastnikom
21
udało się tam przedrzeć. Kiedyś rzeczywiście tak się zdarzyło; świadczą o tym ślady pożaru i liczne 
znaleziska żelaznych grotów w bezpośredniej bliskości fortyfikacji.
Stali   mieszkańcy   Klućova   zajmowali   małe   chatki,   budowane   mniej   więcej   na   planie   kwadratu, 
wpuszczone płyciej lub głębiej w ziemię (ziemianki i półziemianki). Ściany domów były zrębowe, a w 
celu izolacji cieplnej oblepione od zewnątrz gliną, uzyskaną podczas drążenia podłogi, którą stanowiło 
klepisko wymoszczone słomą. Dach siodłowy wspierał się na drewnianych słupach, a w rogu izby stał 
kopułkowy piec kamienny. Są to domostwa zbliżone do tych, z jakimi spotkaliśmy się w osadzie typu 
praskiego   w   Bfeznie   i   na   jakie   natrafiamy   w   różnych   miejscach,   nawet   bardzo   odległych, 
zamieszkiwanych w owym czasie przez Słowian. Obok tego typu domostw były również budowle nie 
zagłębione   w   ziemi   —   zostały   po   nich   tylko   ogniska   i   jamki   po   słupach.   Mieszkanie   otaczały 
podziemne jamy zasobowe o kształtach gruszkowatych, flaszowatych albo baniastych. Ściany ich były 
wymazane gliną, a górna część zwężona tak, by można ją było z łatwością zabezpieczyć wikliną, 
słomą,   gliną   i   kamieniami.   Tak   oto   powstawały   izolowane   magazyny   zboża.   Miały   one   różną 
pojemność — od 5 do 22 hektolitrów — a ich wielka liczba na terenie grodu i podgrodzia (ponad 
sześćdziesiąt) wskazuje na ścisły związek kluczowian z rolnictwem.
Dzięki   wykopaliskom   można   dokładniej   przyjrzeć   się   ówczesnej   gospodarce.   Do   orki   używano 
drewnianych radeł z żelaznym o-kuciem, tzw. radlić, ewentualnie bez okucia. Radła jedynie rozrywały 

background image

glebę, więc trzeba było orać dwukrotnie, na krzyż. Najlepiej nadawały się do tego pola kwadratowe; 
legenda głosi, że takie właśnie pole orał Przemysł, gdy przyszli do niego posłowie od Libuszy. Do 
radła   zaprzęgano   parę   wołów,   a   skiby   rozbijano   najprawdopodobniej   drewnianymi   bronami. 
Uprawiano proso, dwa gatunki pszenicy, jęczmień, żyto, owies i groch; zwęglone resztki tych roślin 
rozsypane   były   w   spichrzach   i   domach   mieszkalnych.   Wśród   roślin   uprawnych   był   także   len, 
obrabiany  domowym   sposobem  za   pomocą   wrzeciona   z   glinianymi   przęśli-kami.   Żęto   żelaznymi 
sierpami, a ziarno mielono na ręcznych kamiennych żarnach. Na obrzeżach pól pasło się bydło, przede 
wszystkim krowy, także wiele świń, rzadziej kozy, owce i kury. Stałymi towarzyszami człowieka były 
koń i pies. Mniejsze znaczenie w zdobywaniu żywności miały łowy, przede wszystkim na jelenie i 
sarny. Kluczowianie nie gardzili również zającami,
22
niedźwiedziami, rybami — kości tych zwierząt i ości ryb można znaleźć na całym zamieszkanym 
terenie.   Przedmioty   użytku   domowego,   jak   gliniane   garnki,   narzędzia   kościane   i   drewniane, 
wykonywano na miejscu; wymagania w tej mierze były bardzo skromne. Jedynie żelazo wytapiali 
wyspecjalizowani   hutnicy,   kuli   zaś   kowale,   wytwarzający   broń,   narzędzia   rolnicze   i   inne.   Nie-
wyszukaną biżuterię dla swych kobiet, na przykład paciorki i kolczyki z brązu, mieszkańcy Klućova 
uzyskiwali   poprzez   handel   wymienny,   którego   trasa   przebiegała   właśnie   tą   okolicą   —   szlakiem, 
zwanym   później   „trstenicką   ścieżką",   prowadzącą   z   Pragi   na   Morawy   i   Węgry.   Potwierdzają   to 
również znaleziska monet bizantyjskich z VII wieku (Kśely, Podebrady), a więc z czasów Samona. 
Widocznie wędrowali tędy kupcy ze wschodu i z zachodu.
Skupisko grodzisk nad Semberą, do którego zaliczamy także nieliczne osady nieobronne na terenach 
między grodami w dolinie Sembery i jej dopływów — ukazują pierwociny państwowości szczepów 
słowiańskich   w   Czechach   w   VII   —   VIII   wieku.   W  IX  wieku   organizacja   ta,   mało   jeszcze 
zróżnicowana pod względem społecznym, ulega gwałtownej zagładzie, a centrum polityczne przesuwa 
się bardziej na wschód, w okolice miejscowości Koufim. O tym jednak opowiemy w innym miejscu.
Na razie nie jesteśmy w stanie określić lokalizacji Wogastisburga. Dzięki badaniom archeologicznym 
mamy  już  jednak  pełniejsze  dane  o  tym,  co Fredegar  pominął:  jak  wyglądał   taki  gród  z czasów 
Samona i jego ewentualnych następców, a zwłaszcza, jak żyli ludzie w owych dawnych czasach.
III. Legendy i archeolo
.
Legendy, sagi i podania nieustannie przykuwają uwagę historyków, etnografów, historyków literatury 
—   a   także,   w   niemałej   mierze,   archeologów.   Legendy  zbierali   już   starożytni   dziejopiso-wie,   jak 
Herodot, Liwiusz, Tacyt, średniowieczni kronikarze, jak praski Kosmas, polski Gall Anonim, ruski 
Nestor czy islandzki Snorri Sturluson. Co prawda, owi autorzy traktowali legendy jako wdzięczny 
materiał,   przerabiając   je   zgodnie   ze   swym   gustem   lub   tendencjami   epoki;   odtworzenie   wersji 
pierwotnej tych dawnych utworów jest więc niekiedy przedsięwzięciem bardzo trudnym. Podczas gdy 
historyków literatury interesuje styl, kompozycja, pochodzenie poszczególnych motywów, etnografów 
zaś   zależności   kulturowo-historyczne   itp.,   historycy   usiłowali   dotrzeć   do   jądra   legend   i   poznać 
okoliczności, w których one powstały. Krytyka historyczna stawała się z biegiem lat coraz bardziej su-
rowa, aż sprawiła, że poważna część historyków zrezygnowała z legend jako źródła; co najwyżej 
docenia się pośrednią wartość podań, traktując je jako świadectwa czasów, w których zostały spisane. 
Szczególnie smutny los spotkał legendy czeskie, które należą do najpiękniejszych w Europie. Chyba 
nigdzie   indziej   podobny   skarb   kultury   narodowej   nie   został   tak   bezmyślnie   poćwiartowany,   a 
następnie   odrzucony,   jako   „kronikarski   wymysł,   zlepek   motywów   antycznych   i   biblijnych,   czyli 
tendencyjnych  opowiastek". A przecież podania są nierozerwalną częścią świadomości narodowej, 
dowodem twórczego ducha i mądrości ludu. Odegrały one pozytywną rolę w kulturze narodu, a do 
dnia dzisiejszego oddziałują na wielkich i maluczkich swym nieod-  partym urokiem.
24
gia


Punkt widzenia archeologa zbliżony jest do stanowiska historyka, z tą jednak różnicą, że archeolog na 
ogół   nie   jest   tak   skrajnym   sceptykiem.   Gdybyśmy   prześledzili   motywacje,   dla   jakich   wielu 
archeologów   wybrało   swój   fach,   nierzadko   odnaleźlibyśmy   rys   romantyzmu.   Archeolog   bywa 

background image

romantykiem także wówczas, gdy odnosi się krytycznie do swoich odkryć — ponieważ jego praca jest 
przygodą odkrywcy. Znajduje to także wyraz w podejściu do legend i sag; nierzadko bowiem jedynie 
archeolog ma szansę odkryć to, czego wymaga historyk — niezależne źródło, stanowiące materiał 
dowodowy, przemawiający za prawdziwością dawnych podań. Jego ukryte w ziemi kroniki i archiwa 
są   praktycznie   niewyczerpalne.   W   porównaniu   do   historyka,   którego   źródła   od   czasów 
najdawniejszych prawie się nie powiększają, archeolog znajduje się w znacznie lepszym położeniu,, a 
jego „romantyczny" optymizm jest uzasadniony.
Przykład   zapaleńca,   jakim   był   Heinrich   Schliemann,   jest   dostatecznie   znany;   pomylił   się   on 
wprawdzie,   określając   warstwy   Troi   i   datując   tzw.   Grób   Agamemnona   w   Mykenach,   lecz   jego-
odkrycia   w   zasadniczej   mierze   przyczyniły   się   do   poznania   tła   historycznego   wojny   trojańskiej, 
uważanej dotychczas za poetycką fikcję Homera, i poszerzyły wiedzę w nieporównanie większym 
stopniu   niż   prace   współczesnych   mu   sceptyków.   Moglibyśmy   przytoczyć   także   inne   przykłady, 
choćby odkrycia archeologów skandynawskich w Osebergu i Gokstadzie na terenie Norwegii albo w 
Uppsali (Szwecja), które wyraziście ilustrują teksty sag przekazywanych ustnie przez 300—400 lat, a 
następnie spisanych w początkach XIII wieku przez islandzkiego kronikarza Sturlusona. Lecz nas 
interesują przede wszystkim legendy czeskie. Przyjrzyjmy się więc bliżej niektórym z nich; badania 
archeologiczne rzuciły na nie nowe światło. Mamy tu na myśli przede wszystkim wykopaliska na 
terenie dwóch grodzisk — Li-buśina i Vlastislava.
Pierwsze z nich przenosi nas w czasy najdawniejsze, gdy nad czeskim plemieniem miała panować 
Libusza, najmłodsza z trzech córek Kroka. Była ona tak mądra, że po śmierci ojca została postawiona 
na czele plemienia. Kronikarz Kosmas utrzymuje, że wzniosła ona „gród wówczas najmocniejszy, pod 
lasem, który ciągnie w stronę wsi Ztibećna, a od swego imienia nazwała go Libusinem." Kosmas nie 
wymienia  już  potem  nazwy  zamku,  ale  z tekstu wynika,   że  Libusza  sądziła  w nim  zwaśnionych 
sąsiadów i że stąd wysłała poselstwo za góry, które „pokazała pal-     
25
cem" — tj. Średniogórze Czeskie (Ceske stfedohofi), widzialne z tego miejsca — do Przemyśla, który 
miał stać się jej małżonkiem i pierwszym czeskim księciem. Tutaj go także powitała i wyprawiła 
wesele. Podobno na tym miejscu założyła Pragę i wieściła jej chwałę. Dopiero późniejsza tradycja 
kronikarska,   począwszy   od   XIV   wieku,   przeniosła   siedzibę   Libuszy   na   Wyszehrad   *,   gdzie 
przechowywano   na   pamiątkę   łykowe   łapcie   Przemyśla;   ów   książęcy   gród   nie   powstał   jednak 
wcześniej niż w końcu X wieku, a zyskał znaczenie dopiero w następnym stuleciu. Sam Kosmas mówi 
o jego założeniu dopiero po śmierci Libuszy, kiedy kobiety zbuntowały się przeciw mężczyznom, a ci 
„postawili gród pośród chraści, który ludzie współcześni nazywają Wy-szehradem; wówczas jednak 
od chraści otrzymał miano Chvra-sten." Jednak pod wpływem obróbki literackiej legend czeskich i 
opery narodowej Bedficha Smetany pt.  Libusza  Wyszehrad wrył się w świadomość społeczną jako 
pierwotna siedziba Libuszy.
Jak to jednak było z Libuśinem? Gród tak dalece utonął w niepamięci, że dopiero Matej Kalina z 
Jathensteinu, jeden z pierwszych archeologów w Czechach, odkrył go na nowo. W roku 1835, gdy 
przeprowadzał   tu   badania,   natrafił   na   kamienne   jądro   wałów,   które   zgodnie   z   ówczesnymi 
wyobrażeniami   uznał   za   pogańskie   miejsce   składania   ofiar.   Następne   poważniejsze   wykopaliska 
przeprowadzono na tym miejscu dopiero w początkach XX wieku. Kierował nimi Josef Ladislav Pić, 
który odkrywszy fundamenty budynków średniowiecznych określił je mylnie jako pozostałości pałacu 
książęcego i romańskiego kościoła. Jednak znaleziska, jakie tu uzyskał, pochodziły z okresu znacznie 
późniejszego niż ten, w którym  można  by umieścić legendę o Libuszy.  Stanowiły one przedmiot 
ożywionej dyskusji między Emanuelem Simkiem a Karlem Guthem. Rozstrzygnięcie przyniosły nowe 
wykopaliska z roku 1929, prowadzone przez Jaroslava Bóhma, który stwierdził błędność argumentów 
Pica (np. tak zwany kopiec Libuszy okazał się śmietniskiem z  XV—XVI wieku), jednak niewiele 
wniósł nowego na temat samego grodziska. Dopiero następne badania Bóhma, prowadzone na wielką 
skalę w latach 1949—52 i 1956, a po śmierci Bóhma  ukończone i o-pracowane przez autora tej 
książki w latach 1970—1971 (częściowo we współpracy z Josefem Kabatem), przyniosły wyniki, 
które pozwalają wysnuć bardziej konkretne wnioski.
Wyszehrad  (właśc. Yyśehrad) — obecnie dzielnica  Pragi.  (Przyp.  tłum).
26
Jak większość warowni przemyślidzkich, gród Libuśin został zbudowany na płaskowyżu, chronionym 
stromiznami z trzech stron. Od strony zachodniej, najłatwiej dostępnej, wzniesiono trzy równoległe 

background image

wały. Pierwszy z nich, otaczający nie zamieszkane podgrodzie, stanowił tylko zwykły gliniany nasyp 
z fosą i zapewne z kamiennym murkiem lub palisadą na koronie. Umocnienia środkowe, wznoszące 
się do dziś dnia na wysokość czterech metrów, miały za fosą licowy mur kamienny kładziony na 
sucho i łączony drewnianymi kotwami, a ich drewniana część rusztowa wypełniona była przeważnie 
kamieniami:   drewniany  szalunek  tylnej   ściany  wspierał   się   na   pionowych   palach.   Wał   ten  został 
zniszczony przez pożar, a później naprędce wzmocniony na przedpiersiu murami  oporowymi.  Nie 
uzupełniono zaś u-bytków obwarowania pierwotnego.
Stosunkowo dobrze zachowało się także trzecie, wewnętrzne umocnienie, również z kamienną ścianą 
czołową i konstrukcją drewniano-ziemną. Badania wałów, jedne z najdokładniejszych, wykazały, w 
jaki   sposób   konstrukcję   umocnień   przystosowywano   do   różnych   warunków   terenowych   i 
zmieniających   się   ich   funkcji.   Na   przykład   wzmocniono   fragmenty   obok   bram,   podczas   gdy 
obwarowania nad stromiznami miały konstrukcję uproszczoną; zabezpieczono je kamiennymi murami 
oporowymi, podobnymi jak w wale środkowym. Nie znany nam strażnik grodu wyrył na kamiennym 
narożu wału wewnętrznego sylwetki koni i jeźdźców, a pośród nich księcia z wielką tarczą i długą 
włócznią, do której przymocowany był proporzec; nudzący się rzeźbiarz zapewne nie przeczuwał, że 
zostawia   po  sobie   unikalny  obiekt   plastyczny,   którego  rówieśne,   analogiczne   zabytki   znajdujemy 
dopiero w dalekiej Bułgarii. Do wewnętrznego grodu prowadziły dwie bramy, z których południowo-
wschodnia miała wejście boczne, rozdzielone kamienną basztą i ścianą z drewna. Północna zaś łączyła 
pierwotnie sektor środkowy z wewnętrznym,  lecz później ją przebudowano, by uzyskać dostęp do 
źródełka na północnym stoku płaskowyżu, które również otoczono kamiennym murem ze spoiwem 
ilastym.
Zaludnienie   ogromnego,   ponad   dwunastohektarowego,   tak   starannie   umocnionego   grodu   było 
zadziwiająco małe, sektor zewnętrzny nie był zamieszkany w ogóle, w środkowym znajdowały się 
tylko z rzadka rozrzucone chaty zrębowe lub słupowe. To samo dotyczy wewnętrznej części grodu, 
gdzie większość odkrytych obiektów powstała dopiero w średniowieczu albo na począ-     
27
tku czasów nowożytnych, a więc już po zagładzie grodu. Znaleziska mające bezpośredni związek z 
istnieniem   warowni   można   datować   na   okres   między   końcem  IX  a   początkiem  XI  wieku.   Gród 
Libuśin   powstał   więc   stosunkowo   późno   i   zapewne   pierwotnie   strzegł   granicy   plemiennej, 
oddzielającej Czechów od Łuczan, których  terytorium było  otoczone szerokim pasem leśnym.  Po 
wcieleniu krainy Łuczan do państwa Przemyślidów gród stracił na znaczeniu, ale wykorzystano go raz 
jeszcze   podczas   wyprawy   księcia   Old-rzycha   z   Henrykiem  II  w   roku   1004   przeciwko   polskim 
wojskom  Bolesława   Chrobrego,   okupującym   Pragę.   Najprawdopodobniej   z   tego   okresu   pochodzą 
naprawy uszkodzonych umocnień, jak również rysunki na kamieniach, przedstawiające jeźdźców i ko-
nie. Było to, co prawda, tylko chwilowe wykorzystanie grodu, nie pełnił on bowiem już potem żadnej 
funkcji, a w czasach Ko-smasa, na początku XII wieku, pozostała z niego tylko mała osada pośród 
resztek obwarowań. Wydawałoby się więc, że jakikolwiek związek z mitycznym okresem dziejów 
czeskich należałoby wykluczyć, gdyby...
...gdyby na tym miejscu nie dokonano znalezisk, które stawiają całe zagadnienie w innym świetle. Ku 
zaskoczeniu   badaczy   w   różnych   miejscach   grodu   wewnętrznego,   w   jego   wałach   i   sektorze 
środkowym,   znaleziono   rozrzucone   skorupy   znanej   już   nam   ceramiki   typu   praskiego,   która   ma 
związek z początkami kolonizacji słowiańskiej w Europie Środkowej  (VI—VII wiek). W warstwie 
kulturowej środkowego sektora grodziska znaleziono nawet nie uszkodzone naczynie należące do tej 
prymitywnej, formowanej ręcznie ceramiki. Stało się więc rzeczą bezsporną, że przed powstaniem 
grodu istniała na libuszyńskim płaskowyżu osada wczesnosłowiańska, położona raczej nietypowo, 
gdyż  ówcześni  rolnicy wybierali  na  miejsca   osiedlenia  urodzajne  doliny  rzek i  potoków.  A  więc 
zakładając osadę na płaskowyżu mieli chyba inny powód niż czysto gospodarczy. Zwraca także naszą 
uwagę obecność źródeł wody, które u wszystkich Słowian były przedmiotem kultu. Przypuszczenie, 
że mógł tutaj istnieć ośrodek kultowy, poparte jest także znalezieniem glinianego dysku, wykonanego 
z tego samego materiału co naczynia typu praskiego; po obu jego stronach wyobrażono święty symbol 
Słońca. Tak oto związek legendy z rzeczywistością nabiera konkretnych form, chociaż nie w tym 
sensie, by opisane wyżej znaleziska udowodniły autentyczność postaci Libuszy, która ma charakter 
raczej symboliczny niż historyczny. Było chyba odwrotnie:  miejscowa
28

background image

tradycja, dotycząca ośrodka kultowego, mogła zachować się wraz z nazwą aż do czasów założenia 
grodu, dając impuls  do powstania legendy,  która rozwinęła się pod piórem kronikarza Kosma-sa. 
Kosmas nie umiał wyobrazić sobie siedziby legendarnej Libuszy inaczej niż jako grodu — być może 
oglądał   nawet   jego   imponujące   ruiny.   Dlatego   więc   mówi   o   nim   jako   o   „grodzie,   wówczas 
najpotężniejszym", który wybudowała Libusza.
Historia   Libuszy  kryje   się   jednak   w   pomroce   legendy,   którą   badania   archeologiczne,   określające 
hipotetyczne tło jej powstania, rozproszyły w niewielkim tylko stopniu. Zgoła inaczej przedstawia się 
kwestia walk plemiennych  między Czechami  a Łucza-nami; jesteśmy tutaj znacznie bliżej faktów 
historycznych. W X wieku Czechy pojawiają się na scenie dziejowej jako państwo wczesnofeudalne, 
zjednoczone pod berłem dynastii Przemyślidów. Wyłoniło się ono po długich krwawych walkach, 
których aktem końcowym było wymordowanie Sławnikowiców w roku 995. Początki owego procesu 
historycznego musimy odnieść aż do IX wieku, do czasów przed przyjęciem chrześcijaństwa; dlatego 
pamięć   o   tych   wypadkach   mogła   zachować   się   tylko   w   formie   legend   przekazywanych   ustnie. 
Szczególnie głęboki ślad w pamięci pozostawiła bitwa Czechów, zajmujących w  IX  stuleciu tylko 
środkową część dzisiejszych Czech, z Łuczanami, którzy mieszkali w urodzajnym i od prawieków 
gęsto zaludnionym dorzeczu Ohrzy. Kronikarz Kosmas wspominał o nich w swym dziele literackim, 
które   jest   mieszaniną   motywów   bajecznych   i   realistycznych.   Do   tych   drugich   należy   np.   opis 
terytorium łuczańskiego, które dzieliło się na pięć krain: Hutną — w dorzeczu rzeczki o tej samej 
nazwie, Uzką — prawdopodobnie w pobliżu rzeczek Libocy i Leski, Bfeznicę — dzisiejsze pobrzeże 
Blsanki, Leśną — w zachodniej części Dżbanu i wreszcie Lukę nad Ohrzą. Od tej centralnej części 
pochodzi nazwa plemienia Łuczan.
Położenie   i   zasięg  owych   pięciu  krain   możemy   ustalić   na   podstawie   znalezisk  archeologicznych, 
konfrontując   je   ze   starą   toponomastyką   miejscową   i   warunkami   geograficznymi;   były   to   swego 
rodzaju gminy, których centrum zawsze stanowił gród. Na czele Łuczan stał butny książę Włościsław 
[Vlastislav],   który   żywił   chyba   podobne   ambicje   co   Przemyślidzi.   Ponieważ   sojusznikami   tych 
ostatnich byli północni i wschodni sąsiedzi Łuczan, książę wystawił „gród między dwiema górami, 
Medvezi i Pfipkem, na pograniczu dwóch krain, bilinskiej i Ktomierzyckiej, który od swego imienia 
nazwał Vlastislavem, i osadził w nim złych      
29
ludzi, aby czynili wstręty mieszkańcom obu tych krain — dlatego że stali po stronie Czechów." A 
więc znów konkretny fakt, który aż się prosi, by go zweryfikować.
Zadanie to wziął na siebie autor tej książki w latach 1953—1955 i 1957—1960. Między Biliną a 
Litomeficami, opodal wsi Vla-stislav, rzeczywiście znajduje się grodzisko znane już badaczom XIX 
wieku. Leży ono w bardzo pięknym zakątku Sredniogórza Czeskiego w dolinie rzeczki Modlej, pełnej 
sadów,   obramowanej   wznoszącymi   się   samotnie   stożkami   albo   rozciągniętymi   grzbietami   z 
trzeciorzędowej   magmy.   Malowniczości   przydają   krainie   ruiny   średniowiecznych   zamków   i 
zameczków z XIV—XV  wieku: Ostrego na północnym skraju doliny, Oltafika na zachodnim, Ko-
śtalu na południowo-wschodnim krańcu i Skałki na podwójnej turni, położonej w środku doliny. Stary 
gród został wzniesiony nieco na północ od Skałki, na płaśni oblewanej Modlą i umocnionej trzema 
wałami   poprzecznymi,   z   których   najlepiej   widoczny  jest   w  terenie   wał   zewnętrzny,   podczas   gdy 
pozostałe   są   prawie   doszczętnie   rozorane.   Wały  miały   zwyczajną   konstrukcję   z   licowym   murem 
kamiennym, kładzionym na sucho, w którym zakotwiona była drewniana konstrukcja rusztowa, zaś od 
strony   wewnętrznej   również   izbice;   tylną   ścianę   z   desek   podpierały   pale.   Podobne   umocnienia 
wzniesiono też z bocznych stron grodu, ponad stromymi stokami —- z tą różnicą, że były mniejsze i 
nie miały fosy, zbędnej w tym miejscu. Za to wały poprzeczne, usytuowane od strony równiny, miały 
nie tylko fosy, ale również tkwiące w nich drewniane zasieki, utrudniające napastnikom podejście do 
muru licowego.
Badania chemiczne gleby, prowadzone na całej powierzchni grodziska, umożliwiły orientację ogólną 
w sytuacji osadniczej. Wykonano regularną sieć wierceń, by pobrać próbki gleby — po czym poddano 
je analizie chemicznej, a w zależności od udziału związków fosforowych (P2O5) określono miejsca 
naznaczone   działalnością   człowieka.   W   ten   sposób   udało   się   określić   nie   tylko   u-sytuowanie 
pomieszczeń mieszkalnych, lecz również i bramy w bocznym obwarowaniu sektora wewnętrznego; 
łączyła   ona   gród   z   doliną   Modlej,   zapewniając   dostęp   do   wody.   Droga   do   grodu   była   bardzo 
przemyślnie   wytyczona:   atakujący   chcąc   dotrzeć   do   bramy,   posuwał   się   wzdłuż   wału,   nieco 
cofniętego, skąd był nieustannie rażony; potem natrafiał na wysunięte skrzydło umocnień z drugiej 

background image

strony bramy, a dopiero później mógł skrę- cić do wejścia właściwego, bronionego drewnianą wieżą. 
Zacho-
30
wały   się   po   niej   okrągłe   duże   jamy.   Gdy   napastnik   pokonał   wszystkie   te   bariery,   czekała   go 
niespodzianka w formie długiego, wąskiego drewnianego korytarza, gdzie mógł być rażony z obydwu 
stron. Lecz nawet tak starannie przemyślana budowla została wzięta szturmem i spalona; w warstwie 
popiołu u wejścia znaleziono tylko żelazny czop jako jedyną pozostałość bramy.
Domostwa na terenie grodu skupiały się w jego sektorze zewnętrznym, zwłaszcza w pasie wzdłuż 
wału zewnętrznego; sektor środkowy nie był zamieszkany w ogóle, wewnętrzny tylko sporadycznie. 
Za mieszkania służyły albo półziemianki na planie kwadratu, otoczone jamami do przechowywania 
żywności oraz spichrzami, lub też naziemne budynki słupowe, najczęściej na planie prostokąta, które 
spełniały funkcję zarówno mieszkalną (jeśli wyposażone były w paleniska), jak i gospodarczą (spi-
chrze, chlewy itd.). Na podstawie sondaży archeologicznych i badań ustalających skład chemiczny 
gleby, ogólną liczbę chat w grodzie można oszacować na 20—22, co określa liczbę mieszkańców na 
80—100 osób, w tym kobiety i dzieci. Tak szczupła załoga nie mogła obronić grodu o powierzchni 
6,5 ha, ufortyfikowanego wałami  o długości 700 metrów;  dlatego też  sądzić wypada,  że w razie 
potrzeby w obręb umocnień przybywali ludzie z okolicy.
Już samo zagęszczenie ludzkich siedzib wzdłuż najbardziej zagrożonego wału zewnętrznego wskazuje 
na   militarną  przede  wszystkim  funkcję   grodu.  Był   on usytuowany w  pobliżu  górskich przełęczy, 
którymi wiodły szlaki do Biliny i Litomefic; stał w górnej części dolinki, otwierającej się całkowicie 
tylko   na  południe,  w  stronę   rzeki  Ohrzy.   Miał  więc  wybitne  znaczenie  strategiczne.   Ustalenia   te 
pokrywają się w pełni z tym, co o roli grodu Vlastislav powiada Kosmas. Potwierdzają to również 
znaleziska dotyczące okresu od połowy IX do początku X wieku, tj. do czasu gdy proces zjednoczenia 
plemion czeskich, zagrożonych podwójnie — ze strony państwa wielkomorawskiego na wschodzie i 
państwa frankońskiego na zachodzie — wszedł w decydujące stadium. Później Przemyślidzi nie mieli 
już groźnego rywala w północno-zachodnich Czechach; niebezpieczeństwo pojawiło się w  X  wieku 
tylko we wschodniej części kraju (patrz rozdział V).
Czy   Włościsław   przegrał   bitwę   na   Turskim   Polu,   czy   też   gdzie   indziej,   czy   jego   rywalem   był 
bohaterski Tyro, zastępujący mało   walecznego   księcia   praskiego   Neklana   (chyba   przezwisko
31
któregoś z Przemyślidów o innym  imieniu) i czy jego synka spotkał tak tragiczny los, jak o tym 
mówią   legendy  —  nie   dowiemy   się   już   chyba   nigdy.   Można,   jeśli   wola,   dopatrywać   się   w   tym 
również   motywów   poetyckich;   lecz   badania   archeologiczne   dowiodły,   że   faktycznie   doszło   do 
konfliktu plemiennego w u-kładzie sił opisanym przez kronikarza Kosmasa i że odegrał w nim pewną 
rolę plemienny wódz Włościsław razem ze swym grodem.
IV. Miasto, którego chwała sięga gwiazd
Czechy  od  bardzo  dawna   nazywane   były   sercem  Europy  —  nie   tylko   z   racji   swego  położenia   i 
kształtu, tak przedziwnie obramowanego pasmami górskimi, jak chyba żaden inny kraj, ale być może i 
dlatego, że niczym ów czuły organ reagowały na każde drgnienie w burzliwych dziejach kontynentu.
Sercem   tego   serca   była   stolica,   dokąd   ze   wszystkich   stron   świata   zbiegały   się   aorty   szlaków 
handlowych i gdzie przędły się wątki losów całego kraju. Ponad tysiącletnia historia wycisnęła tutaj 
piętno   każdego   prawie   stulecia   i   wszystkich   głównych   kultur   europejskich   —   słowiańskiej, 
germańskiej i romańskiej. Tym także tłumaczy się czar tego miasta, ściągający nieprzerwane potoki 
przybyszów z całej Europy i sprawiający, że czuli się tu jak u siebie.
W ten sposób spełniło się proroctwo legendarnej założycielki Pragi, Libuszy, która według kronikarza 
Kosmasa będąc natchniona duchem wieszczym, tak oto prorokowała przed swym mężem Przemysłem 
i w obecności starszych ludu: „Widzę wielki gród, którego chwała sięgnie niebios"... Jego nazwę 
wyprowadzał Kosmas od progu chaty, który właśnie ciosał jakiś mężczyzna; przy tym zajęciu zastali 
go ludzie Libuszy i tu postanowili wznieść gród. W zdarzeniu tym dopatrywano się znaku opatrzności, 
zapowiedzi historycznego znaczenia miasta, które zawsze było bramą otwartą na ścieżaj dla kultur 
europejskiego   wschodu,   zachodu,   północy  i   południa.   Filologowie   wolą   jednak   w   nazwie   miasta 
widzieć oznaczenie miejsca suchego, wyprażonego, pustaci. Ale i tu nie ma całkowitej pewności.
Archeologowie  mają  nadzieję  dokładniej   odtworzyć  początl
33
3 — Świat dawnych Słowian

background image

Pragi — a właściwie przede wszystkim Zamku Praskiego, słynne go Hradu, który od swego zarania 
stanowił centrum stolicy; o dziesiątków  lat  poszukują  oni  najstarszych  pozostałości  Hradu w jego 
lochach i na dziedzińcach, o ile tylko jest to możliwe. Główną przeszkodę stanowi gęsta zabudowa 
Hradczan.
Zaczęło się od penetracji architekta zamkowego, Karla Fiali w latach 1919—1920; wykazały one 
potrzebę   szeroko   zakrojonyc"   badań   archeologicznych.   Przystąpiono   do   nich   w   roku   1925   po 
kierownictwem Karla Gutha. Od tego czasu wykopaliska sta ły się nieodłączną częścią wszystkich 
prac budowlanych na Hrad czanach. Po wojennej przerwie w latach 1939—1945 kierownic two prac 
objął Ivan Borkovsky, dawny asystent Gutha. Dzięk Borkovskiemu nasze wyobrażenia o najstarszej 
fazie rozwojowe Zamku  Praskiego   nabrały   bardziej   konkretnego   charakteru.
Okolica wokół dolnej Wełtawy, leżąca w samym środku kraju zaciszna i obronna, od najdawniejszych 
czasów nęciła do osie dlenia. Nic więc dziwnego, że już w czasach celtyckich na wzgó rzu Zavist koło 
Zbraslava,   opodal   miejsca,   gdzie   Berounka   wpa   da   do   Wełtawy,   wyrosło   rozległe,   obwarowane 
miasto. Nic rów nież dziwnego, że już pierwsi Słowianie, którzy zostawili p sobie naczynia typu 
praskiego,   zamieszkiwali   Kotlinę   Praską   a   zwłaszcza   tereny   dzisiejszego   Veleslavina,   Bubenća, 
Dejvic   i   Libni.   Jedno   z   ich   cmentarzysk   odkryto   na   dzisiejszym   plac   Loretańskim   [Loretanskś 
namesti] — wąskim, podłużnym wznie sieniu, na którego końcu stanął później Zamek Praski. Było t 
wprost idealne miejsce dla wzniesienia warownego grodu, po nieważ od strony północnej głęboki 
Jeleni Parów [Jeleni pfikop oddzielał je od błoni leteńskiej, od południa i wschodu opadał skarpy ku 
Wełtawie, ten zaś, kto chciałby dobywać grodu o strony wznoszącej się nieco równiny zachodniej, 
natknąłby   si   na   jar,   dziś   zasypany,   który   przebiegał   w   poprzek   równi   od   stro   ny   dzisiejszego 
zachodniego frontonu Zamku. Wewnątrz ta' ograniczonej przestrzeni wznosił się pagórek Żiżi, gdzie 
chyb   płonęły,   sądząc   po   nazwie,   ognie   ofiarne   starego   pogańskieg   miejsca   kultu.   Przodkowie 
Czechów grzebali tam swoich zmarłyc jeszcze w okresie przedchrześcijańskim. Nad jednym z nich 
usy pali kurhan kryjący szkielet wojownika w pełnej zbroi, to zna czy z mieczem, toporem, nożem i 
szyletem;  dodano jeszcze krze siwo do wzniecania ognia i drewniane, okute żelazem wiaderk na 
wodę.   Gdy   później   książę   Borzywoj   przyjął   z   Moraw   chrzest   postawił   celowo   na   pogańskim 
cmentarzysku i miejscu ofiarny
34
pierwszy chrześcijański kościół w Pradze, pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny.
Oprócz   wspomnianej   wyżej   legendy   nie   mamy   żadnych   przekazów   historycznych   z   czasów,   w 
których zakładano Hrad. Dotychczasowe ustalenia archeologów wydają się wskazywać, że mogło to 
nastąpić mniej więcej w ostatnich dziesięcioleciach  IX  wieku. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że 
tysiącletnie   różnego   rodzaju   ingerencje   w   terenie   i   wielokrotne   przebudowy   mogły   zniszczyć 
pozostałości najstarszych obwarowań i tym sposobem zubożyć dane, które dziś można by uzyskać 
dzięki   wykopaliskom.   Istnienie   pogańskiego   miejsca   kultowego   i   cmentarzyska,   a   zwłaszcza 
pradawne ślady osadnictwa  w pobliżu skarpy hradczańskiej i w podgrodziu na Malej Stranie,  na 
przykład osiedle z VII—VIII wieku na dzisiejszym  placu Malostrańskim,  [Malostranskś namesti], 
nasuwają wniosek, że miejsce, które swym ukształtowaniem wprost zachęcało do budowy umocnień, 
nie   mogło   pozostać   nie   zauważone.   Trudno   wyobrazić   sobie   pierwszy   chrześcijański   kościół 
Borzywoja   w   innym   miejscu   niż   w   obwarowanej   siedzibie   książęcej.   Musimy   więc   kwestię 
rzeczywistego początku Hradu pozostawić na razie otwartą, mimo wszelkich usiłowań badaczy.
Pewne jest jedynie to, że w końcu IX wieku Zamek Praski już stał i że otoczony był umocnieniami, 
które miały mur licowy zbudowany z kamieni kładzionych na sucho, oparty o wał z gliny, umocniony 
drewnianymi   rusztami,   które   wiązały   konstrukcję.   Wały   te,   obejmujące   cały   obwód   dzisiejszego 
Hradu, chroniły siedzibę książęcą, począwszy od Czarnej Wieży na wschodzie aż po wspomniany 
parów na dzisiejszym placu Hradczańskim na zachodzie, który służył jako fosa. Teren grodu dzieliły 
na trzy części dwa poprzeczne nasypy z palisadą i rowami; jednocześnie oddzielały one właściwą 
siedzibę książęcą od podgrodzia zachodniego i wschodniego. Odsłonięte resztki dróg wskazują, że 
główne wejście do grodu znajdowało się w jego części północno-zachodniej, tam gdzie dzisiaj jest 
dziedziniec, zwany >,Na baszcie". Do rogu wewnętrznego wchodziło się przez bracie z drewnianą 
wieżą,   której   resztki   odkryto   w   roku   1946   na   południowym   końcu   nasypu   ziemnego;   później   w 
średniowieczu, stały tutaj kamienne baszty „Złota" i „Biała".
Mury obronne, wzniesione pradawną techniką, należało często remontować. W południowej części 
grodu wewnętrznego odbyło się to dwukrotnie w ciągu X wieku, przy czym wały za każ-     

background image

35
dym   razem   przesuwano   niżej,   w   dół   stoku,   aby   uzyskać   dodatkową   powierzchnię   dla   pałacu 
książęcego, przyciśniętego do samego wału, i dla pomieszczeń książęcej czeladzi, której liczba wciąż 
rosła. Owo umocnienie południowe wyposażone było w o-sobne wyjście, prowadzące na Małą Stranę 
i do brodu na Wełtawie; wykorzystano w tym celu dalsze naturalne wądoły, przecinające południowy 
stok skarpy.  Opodal tego wyjścia pod kaplicą św. Wacława odkryto studzienkę wykutą  w skale i 
obmurowaną kamiennymi płytami. Wodę z niej czerpano wiaderkiem, którego szczątki znaleziono na 
dnie.
Siedziba   książęca   stała   mniej   więcej   w   tym   samym   miejscu   co   zachowany   do   dziś   dnia   pałac 
królewski. Liczne przebudowy sprawiły,  że nie jesteśmy dzisiaj w stanie określić jej pierwotnego 
kształtu; jedynie z odkrytych fragmentów przybudówek możemy wnioskować, że był to w zasadzie 
budynek zrębowy na kamiennych fundamentach, z podłogą wykładaną glinianymi płytkami. Zgodnie 
ze świadectwem legend z X wieku, związanych ze św. Wacławem, miał on co najmniej jedno piętro. 
Sam książę w owych czasach żył dość skromnie; tym bardziej możemy powiedzieć to o pozostałych 
mieszkańcach grodu. Istnienie ich zwykłych zrębowych chatek stwierdzono w kilku miejscach, przede 
wszystkim od zachodniej strony jaru prowadzącego do grodu. Mieszkała tam najprawdopodobniej 
służba.   Domki   miały   po   dwa   pomieszczenia   przedzielone   drewnianym   przepierzeniem   albo 
korytarzykiem.  Szczeliny między belkami  mszono,  podłoga była  niekiedy drewniana, ale na ogół 
stanowiło ją klepisko z gliny. Istnienie podobnych chatek stwierdzono także gdzie indziej; żyła w nich 
nie tylko służba i rzemieślnicy, ale również członkowie drużyny książęcej, obrońcy zamku i księża, 
których domostwa skupiały się w pobliżu kościołów.
Oprócz pomieszczeń mieszkalnych i przynależnych do nich budynków gospodarczych w wieku  X 
stały   również   na   terenie   Hradu   trzy   obiekty   sakralne.   Żaden   z   nich   nie   zachował   się   w   formie 
pierwotnej, a ich resztki ukryte w ziemi mogli odsłonić tylko archeologowie. Najdawniejszym z nich 
był  wymieniony  już   kościół  Najświętszej   Marii   Panny,   który,  jak  głosi  legenda  Krystiana,   został 
założony przez księcia Borzywoja po stłumieniu pogańskiego buntu Strojmira. Kościół przestał istnieć 
w wieku XIV; przez dłuższy czas nie udawało się go zlokalizować, chociaż średniowieczni kronikarze 
Kosmas i Dalimil podawali, że znaj- dował się koło bramy wjazdowej. Sądzono jednak, że owa brama
36
to wejście południowym jarem do książęcej siedziby; a więc kiedy w roku 1920, a następnie 1925 
rzeczywiście   odsłonięto   w   t>xn   miejscu   fundamenty   kościoła,   natychmiast   utożsamiono   je   z 
poszukiwaną budowlą. Następnie jednak okazało się, że kościół stał na fundamentach dawniejszych 
budowli   drewnianych,   a   v   szczególności   na   ruinach   drugiej   fazy   umocnień   południowych,   które 
powstały   później   niż   kościół   Najświętszej   Marii   Panny.   Dalsze   badania   wykazały,   że   odsłonięte 
podwaliny  prawdopodobnie   odnoszą   się   do  kościoła   św.   Bartłomieja   z   końca  XI  wieku.   Kościół 
Najświętszej Marii Panny, otoczony cmentarzem, udało się odkryć dopiero Ivanowi Borkovskiemu w 
latach 1950— 1951 na podgrodziu zachodnim, w miejscu, gdzie sądząc z przebiegu wymoszczonej 
drewnem drogi znajdowało się główne wejście do Hradu. Zachowały się fragmenty kościoła o dwóch 
fazach   budowlanych:   pierwotnie   wzniesiono   prostokątną   nawę   i   apsydę   o   trzech   zaokrąglonych 
bokach. Wielki murowany grobowiec wewnątrz tego kościoła — przeznaczony prawdopodobnie dla 
założyciela  — pozostał jednak pusty.  Po pożarze starego kościoła zbudowano odmienną  techniką 
nowy, większy, z apsydą całkowicie zaokrągloną. I tu również był murowany grobowiec; zachowały 
się w nim szkielety mężczyzny i kobiety. Mężczyzna opasany był rzemieniem, zdobionym srebrnymi, 
wyklepanymi   blaszkami,   przy   kobiecie   znaleziono   srebrne   kolczyki   winogronowate   i   srebrną 
zausznicę z oczkiem [tj. z jednym końcem zawiniętym w kółeczko — Michał Parczewski, dalej M.P.], 
czyli biżuterię, jaka była modna do pierwszej połowy X wieku. Można założyć, że grobowiec należał 
do księcia Spitygniewa I i jego małżonki. Spitygniew prawdopodobnie odrestaurował tylko budowlę 
swego   ojca   Borzywoja,   zniszczoną   z   nieznanych   przyczyn.   Dlatego   niektóre   łacińskie   legendy 
wymieniają Spitygniewa, zwolennika obrządku łacińskiego, jako założyciela Kościoła, milczą zaś na 
temat Borzywoja, który przyjął słowiańską formę chrześcijaństwa.
Drugą   okazałą   budowlą   był   kościół   św.   Jerzego   założony   o-koło   roku   920   na   terenie   grodu 
wewnętrznego przez księcia Wra-tysława I. Najprawdopodobniej nie był on ukończony, a zostały po 
nim tylko nieznaczne ślady.  Nowy kościół razem z pierwszym  czeskim klasztorem benedyktynek 
zbudował Bolesław II dla swej siostry Mlady, która została jego pierwszą przeoryszą. Na honorowym 

background image

miejscu   przed   ołtarzem   odnaleziono   grób   Bolesława,   który   został   tu   pochowany   wraz   z   innymi 
członkami rodu książęce-
37
go,   a   przede   wszystkim   ze   swoim   dziadkiem   i   poprzednikiem,   Wratysławem   I.   Ivan   Borkovsky 
przebadał   oprócz   kościoła   także   plan   budynku   klasztornego,   który   był,   podobnie   jak   bazylika, 
wielokrotnie przebudowywany, a więc tylko znikoma część jego murów pamięta czasy Mlady.
Trzecia,   najważniejsza   świątynia   poświęcona   była   Św.   Witowi,   a   zbudował   ją   książę   Wacław. 
Usytuował ją na północ od pałacu, pomiędzy pagórkiem Żiżi a kamiennym tronem, na którym według 
prastarego zwyczaju dokonywano intronizacji czeskich książąt. Fundamenty tego kościoła odkryto 
przy   rozbudowie   katedry   już   w   roku   1911,   a   po   późniejszych   badaniach   zrekonstruowano   na 
podstawie zachowanych fragmentów. Była to rotunda z czterema apsydami (zachodnia nie jest jednak 
pewna). Kiedy Wacław został zamordowany przez swego brata Bolesława I, a wkrótce potem zaczął 
być czczony jako święty i patron ziemi czeskiej, kościół, w którym złożono jego doczesne szczątki i 
który w XI stuleciu został przebudowany na bazylikę romańską, a następnie w XIV wieku na katedrę 
gotycką, stał się najważniejszą świątynią narodu, w której koronowano władców czeskich i gdzie na 
grobie Wacława złożono koronę królewską — symbol czeskiej państwowości.
W XI wieku wygląd Hradu uległ zasadniczym zmianom. Do stwierdzenia i określenia owych zmian 
przyczynili   się   archeolodzy,   poszukujący   w   podziemiach   fundamentów   i   ruin   starych   budowli. 
Zmiany wprowadził przede wszystkim mężny książę Brzetysław I (1034—1055) najprawdopodobniej 
po   niefortunnym   konflikcie   z   cesarzem   niemieckim   Henrykiem   III,   kiedy   to   spłonęły   stare 
obwarowania. Książę nie odbudował ich w formie dotychczasowej ciężkiej konstrukcji drewniano-
ziemnej z osłoną kamienną, lecz wzniósł nowe, sposobem zgoła nietradycyjnym — jako mur z grubo 
ciosanych kamieni, spojonych zaprawą. Była to nowość w świecie słowiańskim, która przyjęła się 
gdzie   indziej   nie   bez   wielkich   oporów,   a   rozpowszechniła   się   właściwie   dopiero   w   XIII   wieku. 
Trójdzielny układ grodu został wprawdzie zachowany, lecz jego powierzchnia jednak zmniejszyła się 
nieco, szczególnie na podgrodziu zachodnim. Musiały przy tym zniknąć niektóre starsze obiekty, na 
przykład piec przeoryszy klasztoru świętojerskiego, który porywczy syn Brzetysława, Spitygniew II, 
zepchnął pośród drwin do Jeleniego Parowu. Jednocześnie z u-mocnieniami obronnymi wzniesiono 
nowy, murowany pałac ksią-    żęcy, po którym jednak zostały tylko nieznaczne resztki. W XI
38
wieku murowaną siedzibę na pagórku Żiżi miał również biskup praski, ale i po niej zachowały się 
jedynie szczątki fundamentów, układanych w tzw. jodełkę (opus spicatum). Następną istotną zmianą 
w XI wieku była przebudowa rotundy Wacława, pod wezwaniem św. Wita, w bazylikę trójnawową o 
dwóch chórach i trzech wieżach. W roku 1060 zaczął ją budować książę Spitygniew II, a dokończył w 
roku 1074 jego brat i następca Wra-tysław II. Badania archeologiczne odkryły jej fundamenty w pod-
ziemiach katedry. Pierwotną formę budowli romańskiej przybliża nam rysunek z  Biblii Welisława 
XIV wieku. Wygląd Hradu uzupełnia sylwetka kościoła św. Bartłomieja, zbudowanego mniej więcej 
w końcu XI wieku, wznosząca się na zachód od pałacu książęcego.
Do nowych ingerencji doszło w wieku XII, przede wszystkim za księcia Sobiesława, który w roku 
1135 odnowił mury Brzetysława „na sposób miast łacińskich", jak to określił kronikarz, to znaczy 
wznosząc je z wielkich, starannie obrobionych ciosów; podwyższył je przy tym z 6 na 9—14 m i 
opatrzył od góry murem przedpierśnym oraz krytym  pomostem z drewna. Z tego okresu pochodzi 
również najstarsza zachowana wieża na skarpie wschodniej, tzw. Czarna. Nową formę otrzymał wów-
czas także pałac, zbudowany według wzorów nadreńskich pa-latiów, z kaplicą Wszystkich Świętych; 
z budynku pałacu zachował się cały parter, a z kaplicy, przebudowanej w czasach gotyckich, jedynie 
fundamenty. W roku 1142, podczas oblegania Hradu przez Konrada Znojemskiego, spłonął klasztor i 
kościół św. Jerzego, wkrótce potem odbudowany raz jeszcze za przeoryszy Berty. W tej formie, z 
wieżami, gotyckimi uzupełnieniami (kaplica św. Ludmiły) i po nadaniu mu barokowego wystroju w 
XVII wieku, trwa do dziś dnia. Również pałac biskupi został przebudowany w XII wieku. Jego mury 
zachowały się przede wszystkim od strony wschodniej, razem z oknami romańskimi i z fundamentami 
biskupiej kaplicy św. Maurycego [Mofice]. Na północ od bazyliki św. Wita przy dzisiejszej ulicy 
Vikar-skiej stała halowa budowla kapitulna, dobudowana do murów obronnych Sobiesława. Była tam 
siedziba kanoników praskich. Później ją rozebrano.

background image

Dla okresu późniejszego, który dokumentują źródła pisane albo stojące do dziś budowle, badania 
archeologiczne   wniosły   tylko   uzupełnienia:   na   przykład   dane   o   gruntownej   przebudowie   murów 
obronnych  w XIII  wieku za Przemyśla  Ottokara  II.  Wykopa- 
39
liska prowadzi się dalej; natrafiają one na coraz to nowe ślady przebogatych dziejów grodu praskiego. 
Ostatnim   interesującym   odkryciem   jest   cmentarzysko   za   Ujeżdżalnią   (Jizdarna)   nad   północnym 
stokiem Jeleniego Parowu, badane przez Zdeńka Sme-tankę i Ladislava Hrdlićkę. Cenne okazy złotej i 
srebrnej bi-j żuterii znajdowane w grobach pochodzą z drugiej połowy  IX  i początków  X  wieku; 
świadczą one o żywych kontaktach kulturowych z Wielkimi Morawami.
W rozdziale poświęconym grodowi praskiemu trzeba również wspomnieć o jego groźnych rywalach, z 
którymi musiał walczyć o pierwszeństwo. Są to przede wszystkim trzy grody, również przebadane pod 
względem archeologicznym: Wyszehrad [Vyśe-hrad], Levy Hradec i Budeć.
Owiany legendą Wyszehrad, widoczny z grodu praskiego, wznosił się dumnie na stromej skale na 
przeciwnym brzegu Wełtawy. Prawdopodobnie założono go w celu obrony południowego wejścia do 
kotliny praskiej, z biegiem czasu coraz gęściej zaludnionej. Jednak w drugiej połowie  XI  wieku, za 
panowania Wra-tysława  II,  na skutek konfliktu między księciem a biskupem przejął rolę siedziby 
głównej,   utrzymując   ją   przez   kilka   dziesięcioleci   aż   do   śmierci   księcia   Sobiesława   I   (1140). 
Przypuszczalnie ów krótki epizod stał się powodem do narodzin tradycji o starożytnym pochodzeniu 
Wyszehradu, w którym przechowywano łykowe łapcie założyciela dynastii Przemyślidów. Najstarsze 
źródła   nic   jednak  o  tym   nie   wspominają;   również   znaleziska   archeologiczne   świadczą   o  tym,   że 
Wyszehrad nie był zamieszkany wcześniej niż pod koniec X wieku. W XVII wieku budowa twierdzy 
zniszczyła  pierwotny wygląd  grodu,  z którego pozostały tylko  żałosne  szczątki  — dotyczy to na 
przykład rotundy św. Marcina z czasów Wratysława — a więc pole do popisu otworzyło się przede 
wszystkim dla archeologów. Już w roku 1903 odkryto tu szczątki trójnawowej bazyliki romańskiej 
pod wezwaniem Św. Wawrzyńca. Dokładną penetrację Wyszehradu przeprowadzono w latach 1924—
1935, koncentrując się przede wszystkim na zachodniej części grodziska, gdzie — jak przypuszczano 
— znajdowało się jego centrum. Nie odkryto tu jednak ani pałacu książęcego, ani innych budowli 
znanych ze źródeł historycznych. W roku 1968 badania ponowił Bofivoj Necłwatal, który na terenie 
dzisiejszych Karlachovych Zahrad stwierdził najstarsze ślady osadnictwa, a pod fundamentami ko-
ścioła św. Wawrzyńca odkrył plan dawniejszej budowli sakralnej
40
z   przełomu  X  i  XI  wieku.   Pod   ścieżkami   narodowego   cmentarza   Slavina   udało   mu   się   również 
odsłonić fundamenty gotyckiego poprzednika dzisiejszego nowożytnego kościoła św. Piotra i Pawła. 
Badania Nechvatala prowadzone są dalej, dlatego nie można jeszcze powiedzieć ostatniego słowa na 
ten temat.
Na północ od Hradu, wzdłuż biegu Wełtawy, stał drugi jego przejściowy konkurent — Levy Hradec. 
Jego początki sięgają czasów, kiedy Czechy podzielone były na plemiona, a władza Przemyślidów 
ograniczała się tylko do centrum kraju. Legenda głosi, że tutaj miał swą siedzibę Neklan; jego wojsko 
pod   dowództwem   Tyra   pokonało   na   pobliskim   Turskim   Polu   zaborczych   Łuczan.   Pierwszym 
historycznym księciem był tu Borzy-woj, który ochrzczony przez Metodego zbudował pierwszy ko-
ściół   w   Czechach.   Tutaj   w   roku   982   doszło   do   wyboru   drugiego   praskiego   biskupa,   Wojciecha. 
Badania Ivana Borkovskiego, prowadzone w latach 1947—1954, wykazały, że między początkiem IX 
a   pierwszą   połową  XI  wieku   istniała   tu   warowna   siedziba   książęca   z   podgrodziem,   która 
prawdopodobnie uległa zagładzie podczas wyprawy Henryka III na Brzetysława  I.  Umocnienia, na 
ogół o konstrukcji drewniano-ziemnej z kamiennym murem licowym, systematycznie wzmacniane i 
remontowane, opatrzone były na terenie podgrodzia podwójną bramą z basztą umieszczoną w środku. 
W   grodzie   właściwym   mieszkał   książę,   a   z   nim   jego   drużyna   i   służba.   Ich   siedziby  to   domy   o 
konstrukcji zrębowej i podłodze z desek, na ogół składające się z dwóch pomieszczeń i sieni. Na 
podgrodziu, którego teren oddzielony był od grodu jarem, stały prymitywniejsze chaty rolników i rze-
mieślników, wykonane z pali i żerdzi przeplecionych wikliną. Wśród nich wyróżniała się zagroda 
należąca do wolnego kmiecia, z kilkoma izbami i przybudówkami gospodarczymi. Nie udało się dotąd 
odnaleźć pałacu książęcego; nie jest jednak wykluczone, że mają z nim związek szczątki spalonej 
budowli (odkryte pod fundamentami średniowiecznego domu), o których dawniej mylnie sądzono, iż 
są śladami poszukiwanego pałacu. Resztki kościoła św. Klemensa [Klimenta], zbudowanego przez 
Borzy-woja,   odkryte   zostały   w   latach   1939—1940   wewnątrz   obecnego   kościoła   barokowego   z 

background image

gotyckim prezbiterium. Była to rotunda z półokrągłą apsydą, typ budowli przeniesiony do Czech z 
Moraw wraz z chrześcijaństwem. Na to samo pochodzenie wskazuje biżuteria, z którą mieszkańcy 
Levego'Hradca zostali pochowani w Żalowie, w dolinie pod grodem.                                                
41
Jeszcze   dalej   na   północ,   bliżej   legendarnego   Ripu,   kryje   się   najbardziej   tajemniczy   rywal   grodu 
praskiego — Budeć.  Właściwie znany jest on tylko z legend o świętym Wacławie. Wymieniają one 
księcia Spitygniewa jako budowniczego — mniej więcej na przełomie IX i X wieku — rotundy św. 
Piotra, a także Św. Wacława, który był tu wychowywany przez słowiańskiego księdza Ućena, i jego 
matkę Drahomirę, którą wysiedlono na Budeć po   nieporozumieniu   z   synem.     Wówczas     owa 
siedziba  książęca grała  już tylko rolę  drugorzędną  wobec  grodu praskiego,  lecz dawniej  mogła 
mieć  pozycję  bardziej   eksponowaną.   Wskazują na to choćby tylko wyjątkowe rozmiary warowni: 
Budeć, rozłożony na ponad dwudziestu hektarach, miał kilkakrotnie większą powierzchnię niż inne 
grodziska   Przemyślidów.   Dotychczas   jednak     prowadzono     w     nim       badania     na     stosunkowo 
niewielką   skalę.   W   wieku   XIX   przypadkowo   odkryto   tutaj   groby   z   bogatą   biżuterią     typu 
wielkomorawskiego,  usytuowane   zarówno   wokół istniejącej do dziś dnia rotundy, jak i w dolinie 
pod grodziskiem, na  terenie  wsi Zakolany.  W  początkach  XX  wieku J.  L.  Pić odkrył fundamenty 
drugiego   kościoła   pod   wezwaniem   Najświętszej     Marii     Panny;       zostały     one     następnie 
systematycznie  przebadane — łącznie z cmentarzyskiem, które  je otacza — przez Jaroslava Bohma i 
Karla Gutha w latach   1929 i   1931.   Kościół miał plan prostokąta z apsydą, a znalezisko monety 
ratyzbońskiej w jednym z grobów datuje go również na X wiek.  W latach 1941—1942   Milos   Solle 
przeprowadził     badania     umocnień     zewnętrznych,  w których stwierdził dwie fazy budowlane, 
odnajdując również ślady dawniejszego osiedla przed powstaniem umocnień.   Autor   tej   książki 
podjął  na  nowo  w  latach   1972—1973 prace badawcze wewnątrz grodziska, gdzie odkrył obiekty 
mieszkalne w kilku fazach od IX do XIII  stulecia.  Badania wciąż trwają i można  mieć nadzieję,  że 
rozszerzą  one  naszą  wiedzę na temat prastarej  siedziby książęcej,  a w szczególności odpowiedzą na 
pytanie,   czy  istniało   tu   pierwotne   centrum   plemienne   Czechów.   Jest   jednak   rzeczą   pewną,   że   w 
czasach historycznych Budeć nie zagrażał już prymatowi grodu praskiego. Tak oto spełniło się dawne 
proroctwo Libuszy.
V. Potężni rytuale Przemyślidów
Nie wiadomo dokładnie, kiedy mnich imieniem Krystian pisał legendę o św. Wacławie i św. Ludmile 
— czy było to w końcu  X  wieku, czy też nieco później. Nas interesuje przede wszystkim ostatni 
fragment, zaczynający się od słów: „Albowiem pewien gród, zwany Koufim, wówczas jeszcze ludny, 
wzburzył   się   i   próbował   wraz   z   księciem,   który  w   nim   mieszkał,   wznieść   bunt   przeciw   owemu 
świętemu." Dalej czytamy, jak po wielu walkach książę kourzimski, którego dopiero kronikarz z XIV 
wieku Da-limil nazywa Radslavem, postanowił wraz z księciem Wacławem, że ich spór rozstrzygnie 
pojedynek. Radslav poddał się jednak bez walki, ponieważ miał widzenie: ujrzał na czole Wacława 
jaśniejący krzyż. Jest to w zasadzie jedyna, czasowo najbliższa wzmianka o potężnym ongiś centrum, 
którego   właściwe   znaczenie   ustalono   dopiero   na   podstawie   długoletnich   badań   archeologicznych. 
Prowadził   je   w   latach   1948—1958   Milos   Solle,   który   po   ukończeniu   głównego   etapu   prac 
badawczych kontynuował aż do roku 1972 badania miejsc nazwanych imionami św. Jerzego i św. 
Klemensa.
Grodzisko Koufim leży na rozległym pagórku, należącym do północnych odnóg Wyżyny Czesko-
Morawskiej. Z południowej, zachodniej i północnej strony opływa go rzeka Koufimka żłobiąca dolinę: 
jej strome brzegi bronią dostępu do grodu. Od południa rzeka utworzyła ponadto tarasowaty ostrów 
oraz bagna, które w średniowieczu zostały zamienione w staw, zwany Stra-sik. Z najwyższego miejsca 
pagórka, gdzie dzisiaj stoi barokowa kapliczka, rozciąga się szeroki widok na dolinę Koufimki, roz-
szerzającą się ku północy w Nizinę Połabską. Tereny owe rów-     
43
nież   należały   do   grodu   kourzimskiego.   O   znaczeniu   tego   centrum   świadczy  jego   rozległy   teren, 
zajmujący w fazie szczytowej powierzchnię 44 ha, obwarowaną trzema pasami wałów. Co prawda, nie 
powstały one jednocześnie. Najstarsze z nich otaczały tylko sektor wewnętrzny grodu o powierzchni 
niecałych 5 ha; opierały się one o obwarowania starsze, eneolityczne, które wykorzystano jako ziemny 
nasyp pod palisadę, przed którą wykopano rów. Niewielki rów otaczał również miejsce kultowe u 
źródła Libuśinki w zagłębieniu gruntu na wschód od wału.

background image

W następnej fazie wzniesiono wały otaczające sektor środkowy wraz ze źródłem Libuśinki, ważnym 
dla grodu; tym sposobem jego powierzchnia zwiększyła się do prawie 20 ha. Wał ziemny o szerokości 
6—7 m z obu stron wspierały ściany z belek, wzmocnione ukośnymi przyporami i prawdopodobnie 
związane kotwami. W wądole przed Libuśinką, gdzie umocnienia tworzyły coś w rodzaju wklęsłego 
zakola, stała prosta brama: przejście, zwężające się do wewnątrz, obramowane było palami, które 
dźwigały konstrukcję wieży. Jednocześnie powstała brama południowa, łącząca sektor środkowy z 
doliną Koufimki. Miała ona podobny wygląd, z tą tylko różnicą, że przechodziła przez nią droga 
brukowana gęsto drobnymi kamieniami.
Nieco  później   wzniesiono  wały  sektora   zewnętrznego  i   wówczas   gród  osiągnął   swą   maksymalną 
powierzchnię. Miały one w zasadzie podobny charakter jak poprzednie, były jednak udoskonalone, 
ponieważ ich wnętrze składało się z komór wypełnionych ziemią, których ściany działowe wykonane 
były z żerdzi przeplatanych wikliną. Prócz tego część frontową obwarowań umacniała ława ziemna, 
opadająca skośnie ku fosie. W środku wału wygiętego łukowato stała ogromna brama z podwójnym, 
korytarzowym wejściem i centralną basztą ziemną o wyplatanych z wikliny ścianach.
Gdy wały środkowe zniszczył  pożar, mieszkańcy grodu odbudowali je, stosując jednak odmienną 
konstrukcję, bliską technice umocnień grodów przemyślidzkich — to znaczy z drewniano--ziemnym 
jądrem   i   licowym   murem   kamiennym,   układanym   bez   zaprawy.   Wnętrze   wałów   wzmocniono 
rusztami, miejscami w dolnej części zgęszczonymi przekładkową techniką kładzenia bierwion, znaną 
zwłaszcza z grodów polskich. Wały te miały schodkowate pomosty,  a tylną ścianę także osłoniętą 
murem kamiennym. Układ bramy środkowej został w zasadzie zachowany; uzupełniono   ją tylko o 
kamienne przedpiersie, analogicznie  jak
44
bramę południową. Podobnie w najpóźniejszych wałach zewnętrznych nie doszło do zasadniczych 
zmian, z wyjątkiem dodania kamiennego przedpiersia, wzmacniającego koronę.
Kolejnym   fazom   budowlanym     umocnień     Koufimi     odpowiada   rozwój     osadnictwa   w   grodzie. 
Jeszcze przed założeniem grodu stała w tym miejscu nieobronna osada, składająca się z prostych 
domostw;   jej   mieszkańcy   używali   ceramiki   typu   wczesnosłowiańskiego.   W   najstarszej   fazie 
budowlanej na wzniesieniu w sektorze środkowym zbudowano unikalny obiekt, wskazujący na prze-
wodnią rolę Koufimi — budynek o konstrukcji halowej. Miał on wydłużony zarys, po obu węższych 
stronach zamknięty półkoliście,  o niespotykanej  długości 89  m i szerokości 4—6  m, zwężający się 
w kierunku obydwu końców. Wysokość ścian można oszacować na około 4 m, biorąc za podstawę 
tego  domysłu   kąt   nachylenia   dołów   po  słupach.     Dłuższy  bok  budowli   przylegał   ściśle   do  wału 
środkowego,   po   przeciwnej   stronie   zaś   znajdowały   się   dwa   wejścia.   Nie   natrafiono   na   ślady 
przepierzenia wewnątrz  obiektu;   można   jednak  zaobserwować  wyraźną  różnicę między połową 
zachodnią, gdzie nie ma śladów zamieszkania, a wschodnią, służącą do celów mieszkalnych — jak to 
możemy sądzić na podstawie jam, zagłębień i znalezisk. Zarówno położenie, jak i wygląd budynku, 
dla  którego  najbliższe  analogie  z   tego samego  okresu  znajdziemy  na   północy  Europy i  w  Rosji, 
wskazują,       że       chodzi       tu     o     reprezentacyjną     część       siedziby  książęcej,   przeznaczoną   na 
zgromadzenia, biesiady i inne Uroczyste okazje. Na terenie Czechosłowacji jest to dotychczas jedyny 
odkryty obiekt tego rodzaju.
Następną niespodzianką badań kourzimskich było znalezienie miejsca kultowego w zagłębieniu koło 
źródła Libuśinki między wałem środkowym a wewnętrznym, na zachód od bramy środkowej. Źródło 
zasilała również woda deszczowa, spływająca po skalnym podłożu do parowu. Mieszkańcy grodu 
wykopali tutaj zbiornik wodny o wymiarach 40x70 m, którego ściany wzmocnili palami. Zbudowali 
również zejście do wody. O znaczeniu kultowym tego miejsca świadczy przede wszystkim fakt, że 
było   ono   otoczone   symbolicznym   rowem,   jaki   pogańscy   Słowianie   i   w   ogóle   Indoeuropejczycy 
wykopywali wokół swych miejsc ofiarnych albo świątyń. Być może funkcję ową spełniał półokrągły 
rowek, biegnący równolegle do wału wewnętrznego, a pochodzący z najdawniejszej fazy budowlanej. 
Później powstał tu większy rów, który go przecinał i zamykał obszar leżący nad północ-
45
no-zachodnim   brzegiem   jeziorka.   W   kilku   jamach,   położonych   między   nim   a   jeziorkiem, 
najprawdopodobniej płonęły ognie ofiarne na cześć bóstwa źródła. Nie jest wykluczone, że z lustra 
jeziorka także wróżono, jak to jest udokumentowane np. u Słowian Połabskich.
Na południowo-wschodnim   stoku   nad     jeziorkiem rozciągało się cmentarzysko, na którym przez 
czas   istnienia   grodu   chowano   członków  rodu  książęcego.   Najwcześniejsze   pochówki   układano   w 

background image

głębokich   jamach   grobowych,   wyłożonych   kamieniami   albo   szalowanych   drewnem, 
przypominających groby w krajach nad-dunajskich z czasów awarskich. Szczególne zainteresowanie 
archeologów wzbudził grób nr 55, który z pewnością należał do wybitnego przedstawiciela, a może 
nawet do założyciela rodu książęcego, pochowanego z uzbrojeniem.  Wyposażenie zmarłego było po 
części wschodnie, późnoawarskie (komplet masywnych złoconych okuć pasa, zdobionych motywami 
roślinnymi), po części zaś  zachodnie,  karolińskie  (jednosieczny  miecz,   zawieszony  na okutym 
pasie,   a   zwłaszcza   unikalne   zakończenie   włóczni   czy   proporca   —   ze   srebrną   tulejką,   zdobioną 
wgłębionymi   pozłacanymi   motywami   palmetowych   wici).   Właśnie   owo   połączenie   elementów 
późnoawarskich   i   karolińskich,   charakterystyczne   dla   stylu,   jaki   rozwinął   się   nad   Dunajem   na 
początku IX wieku jako tzw. grupa  blatnicko-mikulczycka,   umożliwia   chronologiczne  zaszerego-
wanie   cmentarzyska   i   grodu.   Nieco   młodsze   są   groby,   w   których   wyposażeniu   zanika   pierwszy 
element składowy, a uwydatnia się styl karoliński. Należy do nich grób książęcy nr 120, w którym 
znaleziono krótki miecz, zawieszony na pasie ze złoconymi okuciami i sprzączkami, a także ostrogi, 
platerowane pozłacaną blachą i unikalny, platerowany srebrem czekan pochodzenia wschodniego. Z 
grobem tym ma bezpośredni związek bogaty grób kobiecy nr 110, który krył w sobie srebrny guz, 
zdobiony,   podobnie   jak   ostrogi   z   grobu   poprzedniego,   podwójną   zawieszoną   palmetą;   były   tam 
również trzy pary srebrnych winogronowatych nausz-nic, naszyjnik z paciorków szklanych o kształcie 
oliwek   i   delikatnie   pleciony   srebrny   naszyjnik   z   główką   węża,   nawiązujący   do   późnorzymskiej 
tradycji     sztuki     złotniczej.     Łączność     ze     środowiskiem wielkomorawskim, które w  IX  wieku 
stanowiło na terytorium Czechosłowacji centrum życia politycznego i kulturalnego, przejawia się nie 
tylko   w   owych   najdawniejszych   znaleziskach   kourzimskich,   lecz   uwydatnia   się   także   w   fazie 
późniejszej,      kiedy to rozwija się, zwłaszcza w biżuterii kobiecej, swoisty styl
46
wielkomorawski. Zanikają wówczas głębokie groby, a ich miejsce na cmentarzysku zajmują proste 
jamy grobowe. Fazę szczytową tego stylu reprezentuje grób nr 106, w którym pochowano księżną 
wyposażoną   w   biżuterię:   miała   ona   trzy   pary   srebrnych   nausznic   z   wisiorkami,   pośród   których 
wyróżniają   się   nausznice   z   figurką   baranka,   a   także   parę   srebrnych   wisiorków,   zdobionych 
plastycznym   wyobrażeniem   trzykonnego   zaprzęgu,   granulowane   srebrzyste   perły,   dwie   pary 
srebrnych guzów, srebrną szpilę, żelazny sztylecik i wielką srebrną kaptorgę o delikatnym wystroju 
filigranowym,   służącą   prawdopodobnie   do   przechowywania   relikwii.   Księżna,   pochowana   w 
pierwszej połowie  X  wieku, należała do ostatnich przedstawicielek rodu panującego, a jej biżuteria 
świadczy już o produkcji miejscowej, nawiązującej do tradycji wielkomorawskiej.
Cmentarzysko   koło   jeziorka   Libuśinki   odzwierciedliło   dobitnie   dzieje   grodu   od   początku  IX  do 
pierwszej połowy X wieku; lecz także inne obiekty dokumentują przemiany, jakie zaszły w ciągu tego 
czasu. Przekonaliśmy się o tym, poznając technikę budowania umocnień; późniejsza przebudowa wału 
środkowego   z   licem   kamiennym   należy   do   tej   samej   fazy   co   późniejsze   groby   z   biżuterią 
wielkomorawską.   Zmieniła   się   również   sytuacja   osadnicza.   Budownictwo   skupiło   się   przede 
wszystkim   na   stoku   nad  jeziorkiem,   gdzie   możemy   doszukiwać   się   siedziby  książęcej,   otoczonej 
budynkami   gospodarczymi   i   wielką   liczbą   chat   o   drewnianych   podłogach,   spoczywających   na 
legarach podwaliny. Mieszkali w nich członkowie drużyny książęcej oraz służba.
Zmieniło się także miejsce kultowe wokół źródła Libuśinki; jego ogrodzenie w czasach późniejszych 
uzupełniono kamiennym murkiem, chroniącym nie tylko źródło wody, lecz także i spokój zmarłych. 
Zanikły jednak obrzędy pogańskie, ponieważ mieszkańcy grodu przyjęli chrześcijaństwo, zachowując 
jedynie kult dla źródła. Milos SoUe sądzi, że nie jest wykluczone, iż źródło to służyło za naturalne 
baptysterium,   w   którym   chrzczono   dorosłych   przez   zanurzenie.   Daremnie   jednak   szukał   w   tym 
miejscu   budowli   sakralnej,   podobnej   do   tych,   jakie   znamy   z  IX  wieku   z   Moraw.   Dopiero   po 
zakończeniu   badań,   rozpatrując   analogie   południowoniemieckie   z  VI—VIII   wieku,   doszedł   do 
wniosku, że prawdopodobnie stał tutaj drewniany kościółek, mianowicie na południowo-zachodnim 
krańcu cmentarzyska, nad brzegiem jeziorka, gdzie zostały po nim ślady pali.
Gdzieś w połowie X wieku gród kourzimski przestaje istnieć.
47
Możemy uznać ów fakt za archeologicznie udowodniony, chociaż nie będziemy za Milośem Solle 
łączyć jego końca ze zniszczeniem grodu nie wymienionego z imienia „podwładcy" Bolesława I, o 
którym   pod   datą   936   r.   wspomina   saski   kronikarz   Widu-kind;   lokalizacja   owego   grodu   nie   jest 
bowiem jednoznaczna, narzucają się więc tutaj również i inne możliwości interpretacji.

background image

Jest jednak rzeczą znamienną, że właśnie w tym okresie na plan pierwszy wysuwa się inny gród z 
terenu zliczańskiego, a mianowicie Libice. Punkt ciężkości przesuwa się na północ od Łaby, w nizinne 
dorzecze dolnej Cidliny.  Na temat  Libie mamy  o wiele lepsze informacje niż na temat  Koufimi; 
przychodzą nam tu bowiem z pomocą źródła z  X—XIII wieku, a więc z okresu kiedy ów ośrodek 
jeszcze   w   pełni   istniał   bądź   już   zamierał.   Są   to   legendy   poświęcone   życiu   wielkiego   libickiego 
ziomka, św. Wojciecha, syna księcia Sławnika, który został drugim biskupem praskim (pierwszym 
pochodzenia   czeskiego).   Niektórzy   z   autorów   spisujących   owe   podania   byli   współcześni 
Wojciechowi, jak Jan Kanapariusz z awentyńskiego klasztoru w Rzymie i hrabia Bruno z Kwerfurtu; 
inni niewiele późniejsi, jak anonimowy autor polski z pierwszej połowy XI wieku. Zresztą późniejszy 
kronikarz merseburski Thietmar oraz praski Kosmas również pozostawili cenne dane. Dowiadujemy 
się od nich o wielkich bogactwach i cnotach Sławnika, ojca Wojciecha, któremu udało się zjednoczyć 
pod swoim panowaniem rozległe tereny wschodnich i południowych Czech. Ich „metropolią" (według 
Kosmasa) były właśnie Libice. Gdy Wojciech jako mały chłopiec ciężko się rozchorował, położono 
go   na   ołtarzu   kościoła   Najświętszej   Marii   Panny   na   libickim   podgrodziu   i   poświęcono   stanowi 
duchownemu. Jako kapłan zaznaczył się wybitnie w dziejach trzech narodów — Czechów, Polaków i 
Węgrów.  Następcą   Sławnika   na   Libicach był  brat   Wojciecha,  Sobiesław,   który nawet  bił  własną 
monetę. Już choćby to wskazuje na stopień niezależności od Przemyślidów, którym ów potężny sąsiad 
musiał być solą w oku. Pozbyli się go więc podstępnie 27 września 995 roku, kiedy to wymordowano 
cały ród Wojciecha; ostał się tylko Sobiesław, przebywający wówczas w Polsce. Wrócił on do Czech 
razem z księciem polskim Bolesławem Chrobrym;  nie udało mu się jednak odrestaurować swego 
państwa, bowiem zakończył życie w roku 1004 podczas ucieczki Polaków z Pragi. Wojciech zginął 
śmiercią męczeńską z rąk pogańskich Prusów w roku 997. Na zamku libickim zaś w roku 1108 
zdarzyła się następna zbrodnia: wymordowano
48
Wrszowców,   innych   niewygodnych   rywali   Przemyślidów.   Gród   pozostawał   we   władaniu 
Przemyślidów aż do pierwszej połowy XII wieku, stopniowo jednak tracił na znaczeniu, aż pozostała z 
niego tylko wieś na podgrodziu.
A teraz przypatrzmy się, co do tego obrazu wnosi archeologia. Prace wykopaliskowe, które prowadził 
Rudolf   Turek,   głównie   w   latach   1948—1953,   uzupełniając   badania   aż   do   roku   1973,   ogromnie 
wzbogaciły naszą wiedzę o Libicach. Przede wszystkim udowodniły one, że gród powstał o wiele 
dawniej, nim stał się sławny, bo już u schyłku VIII wieku; wówczas najprawdopodobniej chroniła go 
tylko   palisada,   której   ślady   stwierdzono   na   podgrodziu.   W   odróżnieniu   od   większości   grodów 
czeskich   został   on   wzniesiony   na   równinie,   na   dwóch   niskich   tarasach   o   powierzchni   około 
dwudziestu   hektarów,   otoczonych   grzęzawiskami   i   mokradłami,   które   stanowiły   jego   ochronę 
naturalną   (tzw.   grodzisko   bagienne).   Gdzieś   w  X  wieku   zbudowano   wały,   stosując   powszechny 
wówczas   system   z   kamiennym   murem   licowym   i   z   komorową   konstrukcją   wału,   zastąpioną   po 
katastrofie, być może właśnie po roku 995, konstrukcją kotwową. W wieku IX i w pierwszej połowie 
X  stopniowo rośnie zaludnienie grodu właściwego i jego najbliższej okolicy. Pojawiają się proste, 
drewniane chaty, oblepione gliną, różne obiekty gospodarskie i wyroby rzemieślnicze, szczególnie na 
podgrodziu. Powstają cmentarzyska, a zmarli w wieczną wędrówkę zabierają ze sobą broń i ozdoby 
typu   wiel-komorawskiego   —   podobnie   jak   w   Koufimi,   jednak   w   liczbie   o   wiele   skromniejszej. 
Zasadniczą zmianę obserwujemy w drugiej połowie  X  wieku — a więc dokładnie w okresie, gdy 
Libice pojawiają się na scenie dziejowej. Mieszkańcy przenoszą się do podgrodzia i osad okolicznych, 
a  we  wschodniej  części  grodu  wewnętrznego wyrasta  siedziba  książęca,  w której  skład wchodził 
drewniany   zrębowy   pałac   z   podłogą   z   zaprawy,   mniejszy   budynek   podobnego   typu,   będący 
prawdopodobnie domkiem kapłana, i kościół emporowy w stylu ottońskim, z nawą poprzeczną i apsy-
dą, który zachował się tylko w niewielkich fragmentach, ale można go dobrze odtworzyć. Całość 
przypomina ówczesne zachodnie palatia.
Katastrofa z roku 995 pozostawiła widoczne ślady:  naruszoną ogniem podłogę świątyni, spękane, 
wmurowane w nawę poprzeczną i w podłogę tablice z napisami: jedynie to zachowało się z owych 
budowli. W szczątkach świątyni znaleziono wielkie, flaszkowate naczynie na wodę lub wino;  jest ono 
niemym świadkiem daw-
49
nej   tragedii.   W   wieku  XI  odbudowano   jedynie   książęcy   dworzec,   również   drewniany,   ale   na 
kamiennej   podmurówce.   Wokół   niego   powstały   inne   obiekty   mieszkalne,   niektóre   na   ruinach 

background image

świątyni. Wtedy jednak sława Libie zaczęła już gasnąć, zanim w wieku XII los grodu nie dokonał się 
całkowicie.
I właśnie w tym  okresie  znów pojawia się na scenie  — Kou-fim!  Ale  już  nie  w miejscu,  gdzie 
wznosiło się ongiś stare zli-czańskie grodzisko, którego wały powoli zarastały już trawą, lecz na 
niewielkim płaskowyżu pomiędzy nim a dzisiejszym miastem, oddzielonym odeń głęboką doliną Kouf 
imki.   W  XI—XII   wieku   stał   tutaj   gród   nieco   inny   niż   wznoszone   ówcześnie   w   tej   okolicy, 
reprezentujący zaś typ dobrze znany w przemyślidzkich Czechach Środkowych. Wybudowali go nowi 
władcy jako administracyjne centrum kraju, już bez reszty przyłączonego do państwa Przemyślidów. 
Miał   tu  swoją   siedzibę   ród  Dypoldziców;   byli  oni   boczną   linią.   Przemyślidów   i   dostali   w   lenno 
wschodnie   Czechy.   Ale   —   jak   gdyby   znowu   doszedł   do   głosu  genius   loci  buntu   —   ostatni   z 
Dypoldziców, Dypold III, zbuntował się przeciwko Przemysłowi Ottokarowi I i poległ w bitwie o 
Koufim w roku 1223.
Obraz archeologiczny tego najmłodszego grodu kourzimskiego przyniosły badania Milośa Sollego, 
rozpoczęte w roku 1961 i u-zupełniane z przerwami aż do roku 1972. Podczas wykopalisk odsłonięto 
konstrukcję   obu   wałów:   południowego,   który  zamykał   teren   grodu,   dostępnego   od   tej   strony  po 
równinie,   i   północnego,   który  oddzielał   cypel   płaskowyżu,   noszący  imię   św.   Klemensa.   Było   to 
umocnienie charakterystyczne dla grodów przemyślidzkich, lecz bardziej rozległe niż starsze obiekty 
tego typu. Rozproszone ślady osadnictwa, a wśród nich ziemianki i rozczłonkowany, obwarowany 
dworzec, analogiczny jak na Levym Hradcu, wskazują, że rozkwit grodu przypada na XII—XIII wiek. 
Do   tego   okresu   zaliczyć   także   można   najciekawsze   odkrycie:   fundamenty   kościoła   św.   Jerzego, 
zachowane   co   prawda   w   stanie   szczątkowym,   ale   mimo   to   pozwalające   wyróżnić   dwie   fazy  bu-
dowlane. Kościół starszy, zapewne z początku  XI  wieku, odnowiony w XII wieku, był budynkiem 
prostokątnym typu przedromańskiego, z apsydą i przybudówką na planie kwadratu; młodszy zaś, o 
nieco przesuniętej orientacji, składał się z szerszej, prostokątnej nawy, prezbiterium o pentagonalnej 
apsydzie   i   wąskiego,   prawdopodobnie   późniejszego   przedsionka.   Powstał   on   przypuszczalnie   w 
drugim trzydziestoleciu XIII wieku i stał nie-
50
mal   do   końca   XVIII   wieku.   Wówczas   jednak   od   dawna   już   otaczały   go   tylko   szczere   pola.   Po 
wygnaniu Dypoldziców założono tu w XIII wieku miasto królewskie, podczas gdy były gród opu-
stoszał i stał się grodziskiem. Tak oto snuły się dzieje — od archaicznych grodów typu Klućova w 
dolinie Sembery poprzez potężne centrum plemienne Koufim, książęce gniazdo Sławnikow-ców na 
Libicach, a po ich wymordowaniu znów Koufim, która pełniła rolę ośrodka pierwotnej administracji 
przemyślidzkiej, aż wreszcie na średniowiecznym mieście kończąc.
VI. Przeogromna inarotunia Rościsłaiua

Roczniki opactwa benedyktynów w Fuldzie — jedno z najważniejszych źródeł do historii IX wieku — 
głoszą,   że   w   roku   869   najmłodszy   syn   króla   frankońskiego   Ludwika   Niemieckiego,   Karol, 
„nadciągnął   z   wojskiem,   które   mu   powierzono,   pod   ową   przeogromną   warownię   Rościsława, 
niepodobną do wszystkich starodawnych". Nie ma mowy o tym, czy Karolowi udało się zdobyć ową 
twierdzę,   wzbudzającą   podziw   Franków   i   Alemanów.   Prawdopodobnie   został   odparty   i   musiał 
zadowolić   się   pustoszeniem  okolicy,   co  było   uważane   za   zwycięstwo.   Po  dwóch  latach  bratanek 
Rościsława,  Świętopełk,  wypuszczony  z  niewoli  frankońskiej,   wracał  na   Morawy  na  czele   wojsk 
drugiego syna Ludwika, Karlomana, rzekomo aby walczyć przeciwko zbuntowanym Morawianom. 
Kiedy  jednak  wkroczył   do   „starego   miasta   Rościsława",   jak  ów   nieznany  gród  nazywa   annalista 
fuldajski,   niespodziewanie   obrócił   się   wraz   z   Morawianami   przeciw   Bawarom   i   całkowicie   ich 
rozgromił.
Są  to dwie ważne  informacje,  świadczące  o istnieniu ośrodków państwowości  wielkomorawskiej. 
Można   do   nich   dołączyć   jeszcze   jedną   wiadomość,   dawniejszą,   z   roku   864,   kiedy   to   Ludwik 
Niemiecki „oblegał Rościsława w pewnym mieście, które w mowie owego narodu zwie się Dowina." 
Najprawdopodobniej chodzi tu o słynny Devin leżący w miejscu, gdzie Morawa wpada do Dunaju w 
pobliżu Bratysławy; badania archeologiczne rzeczywiście stwierdziły tam ślady obwarowań z czasów 
wielkomoraw-skich.   Pogląd,   że   informacja   ta   dotyczy   grodu   Petrova   Louka   koło   Strachotina   w 
punkcie,   gdzie   Svratka   łączy   się   z   Dyja,   jest     mniej   prawdopodobny.   Gdzież   więc   była   owa 
przeogromna wa-

background image

52
1
równia   i   owo   stare   miasto   Rościsława?   Historycy   długo   dyskutowali   na   ten   temat,   lecz   dopiero 
badania   archeologiczne   wniosły  szereg   nowych   argumentów,   naświetlając   bliżej   nie   tylko   to   za-
gadnienie, lecz również przyczyniając się do stworzenia pełniejszego obrazu pierwszego organizmu 
państwowego,   który   zjednoczył   plemiona   morawskie,   czeskie   i   słowackie,   i   wzbogacając   naszą 
wiedzę o jego poziomie kulturalnym, będącym dotychczas prawie zupełną niewiadomą.
Uwaga badaczy skupiała się początkowo na Starym Mieście [Starć Mesto] koło miejscowości Uherskś 
Hradiśte,   które   związane   było   z   tradycją   Cyryla   i   Metodego   i   gdzie   przeprowadzono   cząstkowe 
badania   już   w   okresie   międzywojennym.   Począwszy   od   1948   roku   rozwinięto   tam   szeroką, 
systematyczną   działalność,   która   przyniosła   zaskakujące   odkrycia   kamiennych   kościołów   i 
cmentarzysk z bogatymi  ozdobami. O tym jednak będziemy mówić w rozdziale następnym.  Teraz 
zajmiemy się obiektem,  który co prawda odkryto później, ale który zupełnie zaskoczył  badaczy i 
rzucił nowe, niespodziewane światło na najstarsze fazy rozwojowe Wielkich Moraw. Mamy tu na 
myśli   gród   Valy   koło   Mikul-ćic   nie   opodal   Hodonina,   ukryty   w   romantycznej   okolicy,   pośród 
podmokłych lasów w dolinie rzeki Morawy. Dzisiaj jest to zabytek, zwiedzany przez liczne rzesze 
turystów krajowych i zagranicznych.
Akademik   Josef   Poulik,   z   którego   postacią   związane   są   badania   mikulczyckie,   wspomina,   jak   z 
pewnym wahaniem przyjął zaproszenie kierownika szkoły w Mikulćicach, B. Trnki, do odwiedzenia 
tamtejszego grodziska, o którym archeologowie dotychczas sądzili, że pochodzi aż z XI wieku. Kiedy 
Josef  Poulik  zauważył,   że  wiele  miejsc   wewnątrz  grodziska  pokrywają  okruchy  tynku,  kamieni  i 
zaprawy, przypominające szczątki kościołów staromiejskich, zdecydował się przeprowadzić jeszcze w 
tym samym (1954) roku badania rozpoznawcze. Ich wynikiem było odkrycie pierwszego kościoła. 
Tak zaczął się okres niezwykle ważnych wykopalisk, które trwają do dziś dnia i będą trwać jeszcze 
wiele dziesięcioleci.
Grodzisko mikulczyckie imponuje już choćby swymi rozmiarami. Ulokowane jest ono wprawdzie na 
terenie równinnym, lecz chronionym przez naturę, głównie przez nurt Morawy, która wciąż jeszcze 
zalewa w okresach powodzi jego otoczenie, samo grodzisko pozostawiając nad powierzchnią wody. 
Siady po odnogach rzecznych wskazują, że w dawnych czasach Morawa two-     
53
rzyła tutaj wyspę; wybudowano na niej gród o powierzchni około 8 hektarów, wokół niego zaś zespół 
obwarowanych osiedli, których ogólną powierzchnię Josef Poulik szacuje na 200 hektarów.
Zespół ten nie powstał jednak od razu. Był on wynikiem długiego ciągu rozwojowego, na którego 
początku stała zwykła osada z ceramiką typu praskiego. Znaleziska tej ceramiki odkryto dopiero w 
ostatnich latach i nie są one, jak dotąd, zbyt liczne. O wiele większe znaczenie miała osada bądź grupa 
osad o domach zrębowych, wyjątkowo również półziemiankach, wzniesionych tu w ciągu VII i VIII 
wieku po zaniku osady poprzedzającej. Siedliszcze to, według dotychczasowych ustaleń, rozciągało 
się   na   około   50   hektarach,   czyli   zajmowało   obszar,   jak   na   owe   czasy,   niespotykanie   wielki.   W 
centrum stał gród obwarowany palisadą, gdzie mieściła się siedziba księcia i jego drużyny;  że tak 
było,   świadczą   liczne   znaleziska   starodawnych   ostróg   żelaznych   i   brązowych,   z   zaczepami 
haczykowato zagiętymi do wnętrza. W mieszkaniach z klepiskami i piecami z gliny nie występuje już 
ceramika typu praskiego, lecz naczynia o czarnej gładzonej powierzchni i wyświecanych motywach 
ornamentacyjnych,   nawiązujące   do   ceramiki   z   okresu   późnorzymskiego   i   wędrówek   ludów;   w 
późniejszej fazie pojawia się stosunkowo nieźle rozwinięta ceramika, wytwarzana na ręcznym kole 
garncarskim   i   zdobiona   ornamentem   falistym.   Oprócz   ostróg   pomocne   w   datowaniu   są   również 
znaleziska  odlewanych,  brązowych  okuć  o motywach  roślinnych  i zwierzęcych,  jak również  inne 
okazy ozdób z brązu, należących do kultury słowiańsko-awarskiej, która kwitła w Kotlinie Karpackiej 
w VII—VIII wieku. Przedmioty te jednak nie pochodziły z importu — wyrabiano je w Mikulćicach, 
jak o tym świadczą znaleziska małych tygielków w kamiennych piecykach. W pobliżu kościoła nr 5 
odkryto nawet pracownię o dwóch pomieszczeniach, ze śladami wytopu i obróbki miedzi, żelaza i zło-
ta. Świadczy to o starej, miejscowej tradycji złotnictwa wielko-morawskiego — chociaż ulegało ono 
wpływom ze wschodu, zachodu i południa.
Na przełomie VIII—IX wieku, kiedy Karol Wielki unicestwił potęgę Awarów, gród ulega zasadniczej 
przemianie. Otrzymuje kamienne mury obronne, opierające się na konstrukcji z drewnianych komór, 

background image

wzmocnionych kamieniami i gliną. Tak oto pojawia się typ muru, który na ziemiach czeskich rozwijać 
się będzie  przez  całe  wczesne   średniowiecze.   Podobnie   obwarowane
54      
były także okoliczne osady i siedziby wielmożów; w ten to sposób powstał ów rozległy, warowny 
kompleks osiedli, który na Morawach znajduje analogię tylko w Starym Mieście, a w całej reszcie 
Słowiańszczyzny tylko w Plisce i Presławiu, stolicach Pierwszego Państwa Bułgarskiego.
Do czasu badań w Starym Mieście i Mikulćicach wśród fachowców panował pogląd, że pierwsze 
kościoły   wielkomorawskie   były   drewniane,   a   ich   wznoszenie   miało   związek   z   misją   Cyryla   i 
Metodego.   Odkrycie   pierwszego   murowanego   kościółka   w   Starym   Mieście   uważane   było   z   tego 
powodu   za   zjawisko   wyjątkowe.   Kiedy   jednak   znalezisk   tych   przybywało,   zagadnienie   narodzin 
architektury  kamiennej   na   ziemiach   czeskich   należało   przemyśleć   od   nowa;   zmusza   nas   do   tego 
dziesięć dotychczas odkrytych kościołów mikulczyckich. Na ogół zachowały się one, niestety, tylko 
jako negatywy fundamentów, ponieważ okoliczni mieszkańcy aż do niedawna wykorzystywali ich 
ruiny jako materiał budowlany. W ten sposób uległa zagładzie większość budowli aż po fundamenty. 
Jednak i to, co zostało dla archeologów, stało się dzięki ich żmudnej pracy podstawą do stwierdzeń, 
które   nierzadko   umożliwiają   szczegółową   rekonstrukcję   pierwotnego   kształtu   owych   budowli. 
Wymienimy je tu kolejno według liczb porządkowych, które otrzymywały w miarę odkrywania.
Kościół nr 1 został odkryty równocześnie z kościołem nr 2 na samym początku badań. Zlokalizowany 
był   w   bezpośredniej   bliskości   bramy   wejściowej.   Pozostała   z   niego   tylko   część   planu.   Był   to 
prostokątny   budynek   z   ciosów,   który,   sądząc   z   sytuacji   stratygraficznej,   wzniesiony   został 
jednocześnie ze starszymi obwarowaniami mniej więcej na przełomie VIII i IX wieku.
Kościół   nr   2   przechodził   dwie   fazy   budowlane.   Budowla   starsza,   gorzej   zachowana,   miała   litą 
posadzkę z zaprawy, a jej wnętrze było rozczłonkowane. Plan kościoła późniejszego, nałożony na, 
starszą budowlę o tej samej orientacji, jest znacznie czytelniejszy: jego prostokątna nawa kończyła się 
węższym,   również   prostokątnym   prezbiterium   o   zaokrąglonych   wewnętrznych   narożnikach   z 
dobudowaną   prostokątną   zakrystią.   Zabytki,   znajdowane   w   grobach   z   tej   samej   warstwy 
archeologicznej, umożliwiają datowanie starszego kościoła. Szczególnie pożyteczne okazały się w 
tym względzie okucia pasa z grobu nr 108, z ornamentem częściowo tzw. późnoawarskim, częściowo 
zaś zachodnim, karolińskim, który mógł przenikać na Morawy mniej więcej na przełomie VIII i IX 
wieku. Na ten sam w przybliżeniu okres    
 55
wskazują   także   znaleziska   mieczów,   które   archeologowie   określają   w   zależności   od   kształtu   ich 
rękojeści, zwłaszcza głowicy, jako archaiczny miecz typu K z grobu wielmoży (nr 90) oraz miecz typu 
H z grobu (nr 265) pod posadzką z zaprawy — mimo że oba typy używane były jeszcze w pierwszej 
połowie  IX  wieku. Bogaty inwentarz grobów nr 44 i 100 ułatwia nam datowanie późniejszej fazy 
budowlanej. Pierwszy z nich krył pozłacane o-strogi, zdobione ludzkimi maskami, a także wykonane 
analogiczną techniką sprzączki i okucia. Są one przykładem stylu tzw. grupy blatnicko-mikulczyckiej, 
która rozwinęła się w środowisku słowiańskim po zaniku państwa awarskiego i łączyła  w sposób 
twórczy tradycje późnoawarskie z zachodnimi wpływami karolińskimi. Do tego kręgu należą również 
znaleziska z grobu chłopięcego nr 100; wśród nich zwracają uwagę pozłacane srebrne okucia z twarzą 
ludzką, okiem i ustami, wykonane techniką niello — z jednej strony, i z wyrytą sylwetką oranta z dru-
giej   strony.   Pośród   innych   przedmiotów   godne   uwagi   są   brązowe   zapinki   w   formie   par   ptasich. 
Wszystkie te i podobne im przedmioty wykonano już w pierwszej połowie  IX  wieku, a w grobie 
znalazły się z większym lub mniejszym opóźnieniem. Kościół, do którego należą wymienione groby, 
pochodzi w zasadzie z tego samego okresu. Znaleziska z innych grobów świadczą jednak o tym, że 
grzebano tu przez cały okres wielkomorawski.
Kościół   nr   3,   znajdujący   się   w   grodzie   wewnętrznym,   jest   największy   z   dotychczas   odkrytych 
kościołów   morawskich.   Była   to   bazylika   trójnawowa   z   wydłużoną   nieco   apsydą,   przedsionkiem 
(narteksem) i dziedzińcem (atrium). Do jej litej posadzki z zaprawy wpuszczono pięć murowanych 
grobowców, dziś niestety w większości obrabowanych; jedynie pozostałe resztki złotej, pozłacanej 
albo  srebrnej   biżuterii   oraz   broni   pozwalają   domyślać   się   pierwotnego  wyposażenia.   Nadzieje   na 
odkrycie   grobu   Metodego,   który,   jak   głosi   starosłowiańska   legenda,   miał   zostać   pogrzebany   w 
„stołecznej świątyni", nie spełniły się. Istnieją jednak poszlaki, że bazylika była świątynią biskupią, 
ponieważ   w   jej   pobliżu   odkryto   baptysterium   (kaplicę   chrzcielną)   z   cysterną.   Z   wielkiej   liczby 
znalezisk grobowych wokół bazyliki wymieńmy przynajmniej te najgodniejsze uwagi. W jednym z 

background image

grobów koło apsydy znaleziono pozłacane okucie, zdobione motywem żaby, wykonanym  techniką 
wycinania; na odwrocie wyryta jest postać oranta, prawdopodobnie z proporcem i rogiem, atrybutami 
księ-
56      
cia (interpretacja jest sporna). Okucie zdradza wpływy karolińskie i dlatego datuje budowę bazyliki na 
pierwszą połowę  IX  wieku. W dwa srebrne okucia innych grobów oprawiono antyczne gemmy — 
jedną z sylwetką Merkurego, drugą zaś z głową Zeusa, orłem i podobizną rzeźbiarza Fidiasza; również 
i w tym wypadku po drugiej stronie widzimy oranta, tym razem wyobrażonego w technice reliefu. 
Zaznaczono na nim strój, noszony prawdopodobnie przez wielkomorawskich dostojników. Swego 
rodzaju unikatem jest następne z serii okucie, wykonane ze złota i zdobione perłami oraz wielkim, 
ciemnoczerwonym   almandy-nem;   pochodzi   prawdopodobnie   z   Bizancjum,   którego   wpływy 
przejawiają się także w znaleziskach srebrnych i ołowianych krzyżyków oraz jedynej złotej monety 
Michała III. W odróżnieniu od wyżej wymienionych zabytków, pozłacany relikwiarz w formie książki 
do nabożeństwa świadczy o kontaktach z karolińskim zachodem. Dawni Morawianie przetwarzali w 
swoich pracowniach owe  obce  wzory,  tworząc oryginalny styl,  stanowiący symbiozę  wpływów  z 
Europy południowo-wschodniej i zachodniej.
Kościół nr 4 zbudowany był na planie niemal kwadratu z półokrągłą apsydą, oddzieloną od nawy 
murem fundamentowym. Uważa się go za mauzoleum, ponieważ w jego posadzkę wpuszczone były 
dwa   wielkie,   murowane   grobowce,   zapewne   wybitnych   wielmożów;   niestety,   również   zostały 
okradzione. Inwentarz u-boższych grobów wokół kościoła wskazuje na ostatnie trzydziestolecie  IX 
wieku.
Kościół nr 5 na planie prostokąta miał podłużne, zwężające się ku końcowi prezbiterium i kamienną 
posadzkę. Brak było przy nim cmentarza, ale ponieważ w pobliżu odkryto warsztat odlewniczy, który 
przestał produkować na przełomie VIII i IX wieku, kościół można datować na ten okres.
Kościół nr 6 stał na jednym z podgrodzi, na terenie zwanym Teśicka. Była to rotunda z dwiema 
apsydami, najstarsza ze znanych dotąd na ziemiach czeskich. Pozłacane ostrogi z garniturem okuć 
pasa,   zdobionych   techniką   wycinania,   które   znaleziono   przy   murze   kościelnym,   w   grobie 
możnowładcy, datują tę budowę na pierwsze ćwierćwiecze IX wieku.
Także kościół nr 7 wystawiono na podgrodziu, na terenie zwanym Stepnice. Rotunda o konstrukcji 
drewnianej i ścianach z wikliny, wylepionych z obu stron, miała płytką, segmentową apsydę i wejście 
osłonięte daszkiem. Ołtarz wyłożony był płytami porfirytowymi pochodzenia peloponeskiego, których 
fragmenty  od-   
57
kryto również w kościele nr 2. Stosunkowo uboższe znaleziska grobowe datują  budowlę  dopiero  na 
drugą  połowę  IX  wieku. W kościele nr 8 ku radości archeologów zachowały się mury iundamentów, 
a nie tylko ich negatywy, jak w pozostałych. Jego prostokątna   nawa   z   prostokątnym   prezbiterium 
reprezentuje wspólnie z kościołem nr 2 typ prawdopodobnie rozpowszechniony przez misje bawarskie 
w pierwszej połowie IX wieku, chociaż znaleziska z okolicznych grobów pochodzą raczej dopiero ze 
schyłku okresu wielkomorawskiego.  Pod  posadzką   prezbiterium,   pod kamieniem   ukryty   był   duży 
skład żelaznych narzędzi rolniczych i rzemieślniczych, które chowano tam w niespokojnych czasach. 
Kościół nr 9  na obwarowanym podgrodziu zwanym Kosteli-sko był trzecią rotundą mikulczycką. W 
ścianach   wewnętrznych   jej   potężnych   murów   znajdują   się   cztery   konchoidalne   nisze.   Sądząc   po 
odkrytej w pobliżu cysternie, ów centralny kościół służył pierwotnie jako baptysterium, w drugiej 
połowie IX wieku zaczęto tutaj grzebać zmarłych.
Kościół nr 10 był podobny do kościołów nr 2 i 8. Jego cechą szczególną były zewnętrzne przypory i 
dwa filary wewnętrzne, które prawdopodobnie niegdyś podtrzymywały emporę, co świadczyłoby o 
tym,  że był to kościół władcy. Nieliczne wokół groby pozbawione były wyposażenia. Budowlę tę 
datuje się metodą stratygraficzną na IX wiek.
Na   temat   pochodzenia   kościołów   rozwinęła   się   żywa,   dotychczas   nie   zamknięta   dyskusja. 
Wymieniano poglądy o ich ewentualnym związku z misjami irlandzkimi lub bawarskimi (typy z pro-
stokątnym   prezbiterium);   o   ich   pochodzeniu   południowym   z   obszarów   nadadriatyckich,   z   terenu 
patriarchatu   akwilejskiego   i   wybrzeża   dalmatyńskiego   (bazylika,   rotundy);   mówiono   o   wpływach 
bizantyjskich (tetrakonchos, bazylika) itd. Wydaje się jednak, że na formy owej architektury miały 
wpływ wszystkie trzy wymienione wyżej regiony, co jest w zgodzie z listem Rościsława do cesarza 
bizantyjskiego Michała III, w którym powiada się, że na Morawy przybywają misjonarze „z Włoch, 

background image

Grecji i Niemiec". Różnorodność typów  budowli jest tego wyraźnym  dowodem.  Wpływy te były 
jednak przetwarzane, ponieważ architektura morawska reprezentuje tylko bliższe lub dalsze analogie 
owych wzorów, nigdzie jednak nie znajdujemy typów identycznych.
Z kamienia   wznoszono  nie  tylko  kościoły,   lecz  również  pałace.  Na   razie  odkryto   tylko   jeden,  w 
grodzie wewnętrznym, o-podal bazyliki — prostokątny, rozczłonkowany budynek z posadz-
58
ką z zaprawy, kamiennym kominkiem i drewnianymi słupami nośnymi. Była to najprawdopodobniej 
siedziba książęca, ponieważ inni mieszkańcy zajmowali budynki  zrębowe z klepiskami, stojące w 
nieregularnych   rzędach   lub   tworzące   uliczki.   Josef   Poulik   szacuje   liczbę   mieszkańców   całego 
kompleksu   mikulczyc-kiego   na   dwa   tysiące   osób,   z   tego   co   najmniej   trzysta   osób   w   grodzie 
właściwym.
Chodzi tu więc o ogromny kompleks, który miał za sobą długi cykl rozwojowy i grał już istotną rolę, 
nim   na   widowni   dziejowej   pojawiły   się   Wielkie   Morawy.   Z   pewnością   był   siedzibą   Mojmira   i 
Rościsława,   a   jego   gęste   zaludnienie,   kamienne   mury   obronne   i   szereg   warownych   siedzib, 
połączonych   w   jedną   całość   z   pałacem   książęcym,   odpowiadają   całkowicie   owej   „przeogromnej 
warowni   Rościsława"   z   roczników   fuldajskich.   Rolę   swoją   spełniał   aż   do   końca   okresu 
wielkomorawskiego, kiedy przewaliła się przez niego fala pustoszącego najazdu węgierskiego, która 
pozostawiła za sobą tylko zgliszcza. Na tym pogorzelisku u schyłku X czy może raczej w XI wieku 
powstała uboga osada, istniejąca zresztą niedługo.
Pozostaje odpowiedź na pytanie: czy kronikarz fuldajski, mówiąc o „starym mieście Rościsława" miał 
na myśli Mikulćice, jak sądzi Josef Poulik, czy też inny gród, przede wszystkim Stare Miasto, jak jest 
o tym przekonany Vilśm Hruby? Aby na nie odpowiedzieć, trzeba zaznajomić się także z wynikami 
innych wielkomorawskich przedsięwzięć badawczych.
VII. Siedziba apostoła Słoiuian?
Stare Miasto jako centrum wielkomorawskie znane było o wiele wcześniej niż Mikulćice. Przyczyniła 
się   do   tego  tradycja   kościelna,   łącząca   pobliski   Velehrad  z   początkami   działalności   słowiańskich 
proroków, Cyryla i Metodego — a także zainteresowanie archeologów morawskich, którzy już w XIX 
wieku odnajdywali tu resztki dawnego centrum rozkwitającej kultury. Podczas różnych prac ziemnych 
natrafiano na groby ze złotymi i srebrnymi ozdobami — dowodzące, że ongiś było to miejsce o szcze-
gólnym   znaczeniu.   W   latach   1928—1932   badał   je   przede   wszystkim   Antonin   Zelnitius;   jednak 
systematyczne badania rozwinął dopiero w roku 1948 Vilem Hruby z Muzeum Morawskiego w Brnie. 
Jego uwaga skierowała się początkowo na teren „Na va-lach", znany z odkrycia grobów z ozdobami. 
Już w następnym roku między grobami wyłoniły się fundamenty świątyni cmentarnej   —   szczątki 
pierwszego   kościoła   wielkomorawskiego.      Co prawda,    oryginalne  mury   nie   zachowały się, 
ponieważ  zostały rozebrane niemal do fundamentów. Pozostały tylko mizerne resztki. W ich miejscu 
znaleziono jednak ułamki materiału budowlanego i okruchy zaprawy, które utworzyły coś w rodzaju 
negatywu   fundamentów.   Archeologowie   obniżyli   teren   sąsiedni,   oczyścili   go   starannie,   i   tym 
sposobem   odtworzyli   plan   budowli:   prostokątną   nawę   z   wydłużoną,   półokrągłą   apsydą.   Kościół 
otaczało rozległe   cmentarzysko,   na   którym   zaczęto   grzebać   zmarłych mniej więcej w połowie 
IX  wieku.    W środowisku  specjalistów  wywiązała  się  żywa  dyskusja  na  temat   pochodzenia  tego 
kształtu
60    
architektonicznego. W zasadzie zgodzono się jedynie na to, że
kościół powstał jeszcze przed przybyciem na Morawy braci sołuńskich — Cyryla i Metodego — i że 
jego forma ma najwyraźniejszy związek z którąś z misji, przybywających z południowo--wschodniej 
części dorzecza Dunaju.
W   Starym   Mieście,   na   terenie   zwanym   „Na   śpitalkach",   jeszcze   w   tym   samym   roku   doszło   do 
odkrycia drugiego kościoła. Archeologowie  zostali  zawiadomieni  zbyt  późno,  że  podczas  prac 
ziemnych   niszczone   są   groby   i   mury   piaskowcowe,   lecz   mimo   to   zdołali   jeszcze   uratować 
przynajmniej część zarysu fundamentów świątyni, która była w zasadzie tego samego typu co kościół 
„Na valach" — z tą tylko różnicą, że miała nieco płytszą apsydę, wewnątrz nawy po trzy filary z 
każdej strony, a od zachodu narteks, najwyraźniej dobudowany nieco później. Groby ze złotymi  i 
srebrnymi ozdobami, otaczające kościół, według Josefa Poulika, który tu prowadził badania, pochodzą 
z drugiej połowy IX wieku. Unikalnym znaleziskiem jest srebrna okrągła tarczka z grobu nr 15:  na 
jej   powierzchni,   na puncowanym tle,   wyobrażony     jest w płaskim reliefie sokolnik na koniu. 

background image

Wizerunek,  inspirowany przez  sztukę  bizantyjską,  wykonany jest  podobną techniką   jak orant na 
srebrnym   zakończeniu   pasa   z   grobu   nr   490   koło   bazyliki   trój-nawowej   w   Mikulćicach.   Orant   i 
sokolnik ubrani są podobnie — mają na sobie krótkie kabaciki i podciągnięte spodnie wpuszczone w 
miękkie półwysokie buty. Taki był prawdopodobnie typowy strój wielkomorawskich wielmożów.
Zachęcony tymi odkryciami Vilóm Hruby przeprowadził w latach 1953—1954 badania kontrolne w 
miejscowości Modra koło Velehradu, położonej około czterech kilometrów na południowy zachód od 
Starego Miasta. Tam bowiem archeolog-amator Jan Nevefi już w roku 1911 natrafił na fundamenty 
kościoła, o którym sądził, że jest związany z początkami chrześcijaństwa na Morawach. Vilóm Hruby 
odkrył   tu   prostokątny   zarys   fundamentowy   z   czterema   wewnętrznymi   filarami   i   wydłużonym, 
prostokątnym prezbiterium; był to nowy, dotychczas nie znany typ świątyni. Na nim skoncentrowano 
uwagę.   Zainteresowanie   to   zawdzięczamy   przede   wszystkim   znawcy   historii   Kościoła,   Josefowi 
Cibulce,   który   w   budowli   dopatrzył   się   przejawu   oddziaływania   misji   irlandzkich.   Jego   pogląd 
napotkał jednak sprzeciw historyków i archeologów, którzy na podstawie znalezisk grobowych wokół 
kościoła datują jego powstanie mniej więcej na drugie ćwierćwiecze  IX  wieku, kiedy działalność 
misyjna mnichów irlandzkich w Europie Środkowej nie była już prawdopodobna. Josef Cibu-
61
lka   przyjął   później   pogląd,   że   forma   kościoła   mogła   przeniknąć   na   Morawy   za   pośrednictwem 
misjonarzy   bawarskich,   podtrzymujących   tradycje   budowlane   z   czasów   irlandzkiej   działalności 
misyjnej   w   południowych   Niemczech.   Nie   jest   wykluczone,   że   penetracja   ta   odbywała   się   już 
wcześniej, to znaczy w ciągu pierwszego trzydziestolecia IX wieku; jest bowiem rzeczą pewną, iż w 
owym   właśnie   czasie   powstały   dwa   okucia   pasa,   odnalezione   w   grobie   nr   22:   jedno   typu 
karolińskiego,  drugie   późnoawarskie-go,  czyli   obu charakterystycznych   komponentów   mieszanego 
stylu blatnicko-mikulczyckiego, będącego wówczas w rozkwicie.
W pracy archeologów potwierdza się niekiedy tzw. prawo serii — gdy jedno niespodziewane odkrycie 
pociąga za sobą natychmiast   szereg   podobnych. Nie   ma   w   tym   nic   irracjonalnego, po prostu 
jedna sensacja powoduje, że na pewne kwestie zwraca się większą uwagę. W ten sposób Vilemowi 
Hrubemu udało się w roku  1959 odkryć na pagórku koło wsi  Sady,  położonej w odległości mniej 
więcej   czterech   kilometrów   na   południowy   wschód   od   Starego   Miasta,   budowlę   sakralną, 
najważniejszą z dotychczas odkrytych w tej okolicy. Jej skomplikowany plan powstawał stopniowo, w 
trzech   stadiach,   z   których   najstarsze   sięga   samego   początku  IX  wieku.   Ów   najstarszy   kościół 
zbudowany był  na planie równoramiennego krzyża  z prostokątnym  prezbiterium.  W drugiej fazie 
wzniesiono nawę zachodnią z półokrągłą apsydą: tak powstał podwojony, dwuchórowy kościół. W 
ostatnim etapie do ściany północnej nawy poprzecznej dobudowano kaplicę grobową z wydłużoną 
apsydą, mającą kształt podkowy, w środku której  znajdował się wpuszczony w posadzkę  grobowiec 
(okradziony).   Jednocześnie   z   tą   ostatnią   przebudową,   przeprowadzoną   mniej   więcej   w   ostatnim 
trzydziestoleciu IX wieku, w zachodniej  części  kościoła  wzniesiono  murek,  oddzielający  apsydę 
od reszty świątyni.  W sąsiedztwie kościoła postawiono wówczas o-krągłe baptysterium z posadzką z 
zaprawy. Szczątki elementów budowlanych, okruchy marmuru, fragmenty pokrycia dachu, posadzki, 
zdobionych   szklanych  płytek  i  malowanego  tynku   —  to tylko  mizerne   resztki  dawnej  świetności 
kościoła.   Wszystko   to   doprowadziło   Vilema   Hrubego   do   wniosku,   że   mamy   tu   do   czynienia   z 
reliktami   biskupstwa   lub   klasztoru,   o   czym   świadczyłyby   także   pobliskie   szczątki   budynków 
drewnianych z brukowanymi   uliczkami,   studnią   i   ogrodzeniem   pałowym   w   pobliżu, znalezisk 
żelaznych bądź kościanych rysików, którymi  ryło się na woskowych tabliczkach, a także odkrycie 
ołowianego krzyżyka
62
z   napisem   greckim.   Najstarsze   groby   wokół   kościoła   zawierały   broń   i   ozdoby   pochodzenia 
zachodniego, wykonane już w drugiej, połowie VIII wieku; według Josefa Cibulki zgadzałoby się to z 
wczesnokarolińskim charakterem budowli pierwotnej. Vilem Hruby sądził jednak, że dary te znalazły 
się w grobie dopiero na początku IX wieku, kiedy właśnie powstał kościół. Zagadnienie to pozostaje 
więc sporne, podobnie jak sprawa, do kogo należała świątynia — do biskupa czy do klasztoru, a także 
jej pochodzenie, wskazujące najprawdopodobniej na region dalmatyński. Jakkolwiek jednak pytania te 
rozstrzygniemy,  mamy tu do czynienia z architekturą, która jest świadectwem twórczego wykorzy-
stania obcych wzorów; ze zjawiskiem tym spotykamy się w wykopaliskach wielkomorawskich na 
każdym kroku. Kościół służył, swemu przeznaczeniu przez cały okres wielkomorawski, a nawet i 
później, ponieważ zmarłych grzebano wokół niego aż do XII

background image

wieku.
W roku 1962 prowadzono badania wewnątrz kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Michała w 
miejscu   „Na   dedine".   Celem   prac   było   stwierdzenie,   jak   dawne   są   jego   starsze   fazy  budowlane, 
ponieważ   już   uprzednio   odkryto   tu   kilka   warstw   bruku,   a   prócz   tego   wybór   patrona   świątyni 
świadczył  o czasach walk z resztkami  pogaństwa. Pod podłogą kościoła ujawniły się fundamenty 
rotundy z półokrągłą apsydą. Zbudowano je z łamanego piaskowca z wtórnym wykorzystaniem cegły 
rzymskiej,,   co   jest   typowym   zjawiskiem   także   w   innych   kościołach   wielkomorawskich.   Sytuacja 
stratygraficzna, a także kilka grobów, będących najwyraźniej resztką większego cmentarzyska, datuje 
kościół na drugą połowę  IX  wieku. Jest to rotunda innego typu niż mikulczycka, ale z pewnością 
mająca związek z misjami,  przybywającymi  z Włoch albo z Grecji. Jej prosta forma  jest jednak, 
czysto morawskim uproszczeniem obcych wzorów.
Nie   rozwiązaną   dotąd   zagadką   jest   kościół,   przebadany  w   latach  1961—1962  na   grodzisku  koło 
miejscowości   Osvetimany,   leżący   mniej   więcej   siedemnaście   kilometrów   na   zachód   od   Starego 
Miasta. Legendy kojarzą go z działalnością Cyryla i Metodego; przemawiałby za tym również fakt, że 
kościół   ma   za   patrona   św.   Klemensa.   Z   tych   powodów   kościół   już   w   przeszłości   budził 
zainteresowanie archeologów-amatorów, którzy starali się poznać jego tajemnicę. Niestety, zniszczyli 
oni   w   znacznym   stopniu   stratygraficzną   sytuację   kościoła,   uniemożliwiając   jej   ścisłe   określenie. 
Vilem Hruby mimo tych trudności jest jednak prze-    
63
konany, że plan dzisiejszego prezbiterium jest w zasadzie identyczny z kaplicą wielkomorawską, która 
miała   prostokątną   nawę   z   trójboczną   apsydą.   Hruby   szuka   pochodzenia   tej   formy   na   terenie 
bizantyjskim, uznając tym samym historyczną wartość legend.
Jest bardzo prawdopodobne, że w czasach wielkomorawskich na terenie Starego Miasta było więcej 
kościołów. Na razie można tylko, biorąc za podstawę źródła pisane lub obserwacje ar-cheologiczno-
topograficzne, stawiać hipotezy na temat istnienia kościoła św. Klemensa w miejscu zwanym „Na 
zerzavici", kościoła św. Wita w osadzie „Na kosteliku" albo kaplicy św. Jerzego w centrum miasta 
Uherske Hradiśte. Stare Miasto w porównaniu do Mikulćic ma sporą niedogodność dla archeologów 
— nieprzerwane zasiedlenie, które pokrywa i częściowo niszczy stare warstwy osadnicze lub utrudnia 
do   nich   dostęp.   Ogranicza   to   również   możliwości   systematycznych   badań,   które   nie   mogły   się 
rozwijać   w   całej   pełni.   Jednak   Vilemowi   Hrubemu   po   wieloletnich   wysiłkach   udało   się 
zrekonstruować dzieje osadnictwa całego terenu i uściślić pogląd o jego stanie w czasach wielko-
morawskich.
Centrum osadnicze stanowiły dwa sąsiadujące ze sobą cyplowa-te wzniesienia przy ujściu potoku 
Salaśka   do   rzeki   Morawy.   Najwcześniej   zasiedlony   był   teren   wysunięty   najbardziej   ku   północy, 
zwany „Na valach" (osada I), gdzie już w czasach kultury typu praskiego powstała osada rolników, 
założona u podnóża wzniesienia nad podmokłą doliną Morawy. W VIII stuleciu osada ta zmieniła się 
w gród, obwarowany rowami i palisadą, który stał się centrum kompleksu staromiejskiego i był nim 
przez cały okres wielkomorawski. Jego dokładniejsze poznanie uniemożliwia zabudowa współczesna i 
dlatego   sytuacja   osadnicza   zbadana   jest   tylko   częściowo.   Gród   zajmował   powierzchnię   około   18 
hektarów;   otaczała   go   osada   rolnicza   z   warsztatami   produkującymi   przedmioty   z   kości   i   rogu. 
Najdokładniej spenetrowano cmentarzysko o 1660 grobach (pozostałe ich setki zostały zniszczone), 
zajmujących całą środkową część grodu. W centrum cmentarza stał wspomniany już kościół.
Także drugi cypel, zwany „Na śpitalkach", czyli osada III w numeracji Vilema Hrubego, położona na 
południe od rzeczki Sa-laśki, przebyła długi ciąg rozwojowy, podczas którego kilka mniejszych osad 
połączyło się w gród o obszarze 32 hektarów, obwa- rowany palisadą od najłatwiej dostępnej strony 
zachodniej. Osad-
64
nictwo skupiało się zwłaszcza na obwodzie wzniesienia, podczas gdy centrum, położone nieco wyżej, 
było puste. W grodzie istniało wiele chat, zagłębionych i naziemnych,  obiekty gospodarcze, jamy 
zasobowe, piece do wytopu żelaza i metali nieżelaznych. O kościele i cmentarzysku, które wchodziły 
w skład owego kompleksu osadniczego, wspomnieliśmy wyżej.
Zachodnie przedpole północnego grodu tworzyły dwie osady:  „Na haltyfi  (osada  VI)  i „Padelky" 
(osada   VII).   U   schyłku   okresu   wielkomorawskiego   zostały   one   otoczone   wydłużonym   wałem   i 
wchłonięte przez warowny sektor Starego Miasta. Zachodnią część osady VI zamieszkiwali kuźnicy, 
którzy pozostawili po sobie piece do wytopu żelaza, paleniska, narzędzia pracy, odłamki rudy żelaznej 

background image

oraz żużel; w części wschodniej mieszkali odlewnicy, po których zostały domy zrębowe, jedenaście 
pieców glinianych do odlewania brązu, warsztaty, studnie i cmentarze ze znaleziskami grobowymi z 
drugiej połowy IX wieku. Także osada VII powstała stosunkowo późno. Oprócz chat odkryto w niej 
również murowane fundamenty na planie krzyża, które Vilćm Hruby uważa za pozostałości wiatraka.
Na wschód od wzgórza północnego, w stronę Jalubskiego Potoku, na wzniesieniach wynurzających 
się   z   podmokłej   doliny   rzeki   Morawy,   rozłożyły   się   trzy   osady:   „Na   dedine"   (osada  IV),  „Na 
kosteliku" (osada V) i „Na zahradkach" (osada VIII).
Pierwsza   z   nich  ma   charakter   osady  rolniczej   z   hodowlą   bydła   oraz   z   warsztatami   kowalskimi   i 
garbarskimi. Również ta osada dzieliła się na część mieszkalną i cmentarz, do którego należała także 
wspomniana   rotunda   św.   Michała.   Osada   powstała,   jak   potwierdzają   znaleziska,   już   w   pierwszej 
połowie IX wieku, a jej rozkwit przypadł dopiero na drugą połowę tego stulecia. Mieszkano tu jeszcze 
w XI—XII wieku.
Na północ od niej powstała osada „Na kosteliku" (V),  która o-trzymała swą nazwę od kościoła św. 
Wita, zburzonego dopiero w XVIII wieku. Osadę tę w znacznej części zniszczyła glinianka, badania 
mogły więc przynieść tylko niepełny obraz osadnictwa, które najwyraźniej nie trwało zbyt  długo. 
Vilem Hruby przypuszcza, że osada powstała u samego schyłku okresu wielkomorawskiego. Na ten 
okres datowane jest również założenie kościoła.
Po osadzie nr VIII „Na zahradkach" zostały tylko nikłe ślady, które świadczą o jej związku z osadą 
poprzedzającą, omówioną wyżej. Za to najdogodniej położona osada nr'II, „Na zerzavici", ulokowana 
na piaszczystym pagórku na lewym brzegu Ja-  
65
lubskiego Potoku, istniała bardzo długo. Powstała w drugiej połowie VIII wieku, prawie jednocześnie 
z grodem „Na valach", a stała jeszcze w XI—XII wieku, chociaż jej ciągłości przez cały ten okres nie 
udało się dotychczas udowodnić. Ona także miała kościół; według Vilema Hrubego świadczą o tym 
przekazy   historyczne,   wspominające   świątynię   św.   Klemensa   na   łąkach   w   pobliżu   grodu.   Jego 
istnienie jednak nie jest dotychczas udowodnione pod względem archeologicznym.
Rozległy   kompleks   osadniczy,   zajmujący   niemal   250   hektarów   ogólnej   powierzchni   z   szerokim 
zapleczem   rolniczym   i   dowodami   rozwiniętego,   wyspecjalizowanego   rzemiosła,   wytwarzającego 
również przedmioty zbytku, jak złote i srebrne ozdoby, delikatna ceramika o formach antycznych oraz 
inne świadectwa różnic społecznych w wyposażeniu grobów i w zróżnicowanych formach mieszkań, 
pozostałości   kamiennych   budowli   sakralnych   —   to   wszystko   dowodzi,   że   mamy   do   czynienia   z 
ośrodkiem, który musiał odgrywać znaczną rolę w politycznym i kulturalnym życiu Wielkich Moraw. 
Dlatego jest rzeczą zrozumiałą, że Vilśm Hruby uważa Stare Miasto za jedną z głównych siedzib 
książąt   morawskich,   a   nawet   za   stolicę   biskupią   —   i   przypuszcza,   że   wzmianka   z   roczników 
fuldajskich o „starym mieście Rościsława" {antiąua urbs Rastici) z roku 871 odnosi się do tej właśnie 
miejscowości.   Kwestii   tej   nie   można   jednak   rozpatrywać   w   oderwaniu   od   innych   ośrodków 
wielkomorawskich, przede wszystkim Mikuićic, gdzie właśnie ujawnia się bardzo wyraźnie horyzont 
znalezisk,   reprezentujących   czasy   Mojmira   i   Rościsława,   czy   nawet   dawniejsze.   A   więc   raczej 
Mikulćice   były   ową   „przeogromną   warownią   Rościsława"   —   między   innymi   dlatego,   że   ich 
obwarowania   o   kamiennych   murach   były   solidniejsze   niż   drewniana   palisada   Starego   Miasta, 
bronionego głównie przez bagniste łęgi rzeki Morawy. Wobec istnienia bazyliki trójnawowej musimy 
przyjąć,   że   w   Mikulćicach   istniało   również   chrześcijańskie   centrum   kościelne,   zwłaszcza   przed 
Cyrylem   i   Metodym,   z   którym   mają   związek   wszystkie   kościoły   mikulczyckie.   Nie   jest   jednak 
wykluczone,   że   teren   Starego   Miasta   stał   się   miejscem   szczególnie   ożywionej   działalności   braci 
sołuńskich, a może także siedzibą Metodego w okresie jego sporu ze Świętopełkiem. Taką hipotezę 
pozwala wysnuć tradycja dotycząca Velehradu, o dacie wprawdzie późniejszej, ale mogąca sięgać 
korzeniami w dawniejsze czasy.   Jest zresztą możliwe, że książęta morawscy mieli więcej sie-
66        
dzib i ośrodków, o które wspierała się ich władza.  Wiele  z nich zostało już przebadanych  przez 
archeologów, chociaż nie na tak wielką skalę, jak Mikulćice albo Stare Miasto. Mamy tu przede 
wszystkim na myśli Pohansko koło miejscowości Bfeclay, gród przy zbiegu Dyi z Morawą, gdzie 
Frantiśek   Kalousek   odkrył   plac   otoczony   palisadą   z   budowlami   mieszkalnymi   na   kamiennych 
podmurówkach i z kościołem na planie prostokąta, z półokrągłą apsydą. Wokół kościoła rozciągało się 
cmentarzysko z bronią i ozdobami typu nawiązującego do znalezisk ze Starego Miasta. W górę rzeki 
Dyi, w pobliżu Nejdka, istnieje inne jeszcze grodzisko o identycznej nazwie Pohansko, gdzie odkryto 

background image

budynki   mieszkalne   z  IX  wieku.   Jeszcze   dalej   w   górę   rzeki,   w   osadzie   Hradiśte   koło   Znojma, 
przebadano kolejną ogromną warownię, której początki sięgają aż VIII wieku. W tym okresie powstał 
także gród w Starych Zamkach koło Liśni opodal Brna, do którego w czasach wielkomorawskich 
należały  dwa   podgrodzia   i   cmentarz.   Po  rozpadzie   Wielkich  Moraw  powstał   tu  dwór   feudalny  z 
warowną osadą. Także pod klasztorem benedyktynów w miejscowości Rajhrad stał w IX wieku gród, 
który,  jak głosi średniowieczny dokument, za czasów Brzetysława  I był  już opustoszały.  W jego 
pobliżu   zaś,   koło   wsi   Rebeśovice,   natrafiono   na   rozległe   cmentarzysko   z   bogatymi   ofiarami 
grobowymi.
Ogniskiem   politycznym   i   kulturalnym   Rzeszy   Wielkomorawskiej   była   dolina   środkowej   i   dolnej 
Morawy.   Podlegały   jej   władzy   oraz   oddziaływaniu   kulturalnemu   również   austriackie   tereny 
naddunajskie,   Śląsk,   Czechy,   a   nawet   odległa   północno-wschodnia   Bawaria:   na   wschodzie   zaś 
terytorium dzisiejszej Słowacji i zachodnich Węgier. Terenom tym przyjrzymy się teraz uważniej.
VIII. Nomadzi i rolnicy w Kotlinie Karpackiej

Zanim   na   arenie   dziejowej   pojawiło   się   państwo   wielkomoraw-skie,   ludność   sąsiednich   terenów, 
położonych nad środkowym  Dunajem,  przeżywała  w VII—VIII wieku etap rozwoju kulturowego, 
który   archeologowie   określają   jako   słowiańsko-awarski.   Charakteryzuje   się   on   pewną   symbiozą 
dwóch grup etnicznych, żyjących na terytorium dzisiejszych Węgier i terenów przyległych, wraz z 
południowo-zachodnią   Słowacją.   Była   to   przede   wszystkim   symbioza   gospodarcza,   ponieważ 
Słowianie   występują   od   zarania   swych   dziejów   jako   ludność   rolnicza,   Awarowie   zaś   byli 
koczownikami i pasterzami, utrzymującymi się z hodowli bydła i     łupieżczych   najazdów;     także 
symbioza   polityczna,     w   której Słowianie występowali w różnorodnym charakterze — od dobro-
wolnych sojuszników aż do opłacających trybut, zależnych, a nawet bezwzględnie wyzyskiwanych 
plemion. Była to również symbioza kulturalna, w której ludność słowiańska, a zwłaszcza jej górna 
warstwa,     w   pewnym   stopniu   dostosowywała   się     do     gustu   nomadów,   szczególnie   w   stroju   i 
niektórych zwyczajach; sama jednak była elementem bardziej twórczym niż grabieżczy koczownicy, 
którzy raczej gromadzili wartości, niż je wytwarzali. Ta kwestia była w przeszłości zupełnie pomijana; 
dlatego   w   nacjonalistycznie   ukierunkowanej   literaturze   mówiono   tylko   o   kulturze   awarskiej,   bez 
zwracania uwagi na jej słowiański komponent.
Ogromne stepy ciągnące się od wnętrza Azji po Europę Wschodnią i sięgające odnogami aż do Łaby, 
Dunaju i Kotliny Karpackiej  od dawna stanowiły tereny zamieszkane przez ruchliwych 
68       
koczowników,  których  fale   od  czasu  do   czasu  przewalały  się wciąż w tym samym kierunku — 
ze wschodu na zachód. W starożytności byli to perscy Scytowie i Sarmaci, później przede wszystkim 
plemiona turkotatarskie i mongolskie: w  IV  wieku Huno-wie, w  VI  Awarowie, w VII Bułgarzy, w 
końcu  IX  Węgrzy, a w XIII wieku wielkie spustoszenie sprawił najazd Mongołów. Cechą wspólną 
wszystkich owych najeźdźców było to, że zajmowali oni na pewien czas rozległe terytoria, zakładając 
na nich potężne i groźne państwa. W większości nie trwały one jednak długo, ponieważ nomadzi, 
wprawdzie   silni   militarnie,   ale   nieliczni   i   nieproduktywni,   rychło   wchłaniani   byli   przez   element 
miejscowy. Jedynie Węgrzy — dzięki temu, że elastycznie dostosowali się do kultury europejskiej — 
utrzymali się jako naród i państwo aż do czasów współczesnych. Bułgarzy zaś pozostawili po sobie 
jedynie nazwę, która przeszła na plemiona słowiańskie, z którymi się stopili.
Pochodzenie Awarów, którzy odcisnęli tak silne piętno na życiu Słowian naddunajskich, okryte jest 
tajemnicą.   Historycy   wiodą   spory,   czy   byli   oni   częścią   plemienia   mongolskiego   bądź   tur-
kotatarskiego, czy też należeli do środkowoazjatyckiego związku plemiennego, który Chińczycy w VI 
wieku znali jako Żou-żan, a może mieli raczej związek z Heftalitami, czyli tzw. Białymi Hunami. Za 
tym ostatnim poglądem przemawiają nazwy dwóch plemion awarskich, War i Hunni, potwierdzone 
przez źródła bizantyjskie, a znane także na terenie kaukaskim, którędy to, dążąc na zachód, ciągnęli 
Awarowie. Zgodnie ze świadectwem historyka Priskosa Awarowie koczowali tu w V wieku, zaś około 
558 roku pojawili się nad Morzem Azowskim, a następnie szybko przemieszczali się na zachód przez 
terytoria  plemion   wschodnio-słowiańskich.  W  latach 561—562 ciągnąc  wzdłuż  Karpat  i  Sudetów 
wtargnęli   do   Turyngii,   która   wówczas   wchodziła   w   skład   państwa   frankońskiego.   Zostali   jednak 
odparci. Dopiero drugi najazd w latach 566—567 przyniósł im sukces, ponieważ udało im się wziąć 
do   niewoli   króla   Sygiberta.   Równocześnie   dotarli   do   dolnego   Dunaju,   a   stamtąd   w   górę   rzeki   i 
przełęczami Karpat w dolinę środkowego Dunaju i Cisy, gdzie wspólnie z Longobar-dami pokonali 

background image

germańskie plemię Gepidów, osiedlili się następnie na terytorium owego plemienia, między Dunajem 
a Cisą. Tam mieli swój własny ring —obóz warowny. Kiedy w roku 568 Longobardowie przenieśli się 
do północnych Włoch, Awarowie obsadzili Panonię — tereny położone na zachód-od Dunaju. Tak oto 
powstało rozległe państwo awarskie, sięgające od zachodnich     
69
Węgier   i   Słowacji   aż   do   południowej   Ukrainy,   poważnie   zagrażające   obydwu   ówczesnym 
mocarstwom: państwu Franków na zachodzie i Bizancjum na wschodzie.
Szczęśliwa gwiazda Awarów zgasła jednak stosunkowo prędko, bo już w drugiej ćwierci VII wieku. 
Pierwszy cios zadali im Słowianie środkowoeuropejscy, którzy podnieśli skuteczny bunt pod wodzą 
Samona   mniej   więcej   w   latach   623—624.   Jednocześnie   na   południu   wyzwolili   się   Chorwaci   i 
Serbowie,   a   w   roku   626   Awarowie   ponieśli   druzgocącą   klęskę   pod   Konstantynopolem.   Również 
bułgarskie   plemiona   Kutrigurów   i   Utigurów   pod   dowództwem   Kubrata,   które   dotąd   należały   do 
awarskiego związku plemiennego, oddzieliły się — i panowanie Awarów, ograniczone do terytorium 
dzisiejszych   Węgier,   zaczęło   stopniowo   upadać.   Ostatecznym   ciosem   były   wyprawy   Karola 
Wielkiego w latach 791—799; od południa zaś śmiertelny cios Awarom zadał bułgarski chan Krum. 
Od tego czasu nie słychać już o nich; ostatnie ich niedobitki zanikają w IX wieku.
Awarowie, przybywając na Wielką Nizinę Węgierską, stanowili pstrą mozaikę plemion połączonych 
w   związek   plemienny,   którego   jądro   tworzyły   dwa   tumeny   Awarów   właściwych,   czyli   około 
dwudziestu tysięcy ludzi. Drugą co do liczebności część składową stanowili bułgarscy Kutrigurowie i 
Utigurowie,   trzecią   zaś   tworzyły   drobniejsze   grupy   plemienne:   Ujgurowie,   Sabi-rowie,   Zalowie, 
Tarniachowie, Kotragirzy i Zabenderowie. Plemiona te pozostawały jednak w dość luźnym związku, a 
jedynie   podczas   wypraw   wojennych   centralną   władzę   sprawował   nad   nimi   chan.   Prócz   wyżej 
wymienionych   do   społeczności   awarskiej   należały   także   inne   grupy   etniczne,   przede   wszystkim 
Słowianie,   z   którymi   Awarowie   zetknęli   się   już   w   swym   pochodzie   na   zachód,   a   część   z   nich 
przyprowadzili ze sobą do Kotliny Karpackiej. Fakt ów spowodował, że niektórzy badacze mylnie 
sądzą, jakoby całe słowiańskie osiedlenie Europy Środkowej i Południowej było dziełem Awarów. W 
rzeczywistości ich wkład jest drugorzędny albo pośredni: niektóre plemiona słowiańskie ciągnęły z 
Awarami   jako   sojusznicy,   inne   ustępowały   przed   nimi,   jak   np.   wołyńscy   Dulebowie,   których 
pokonane oddziały rozproszyły się po Europie Środkowej i Południowej jeszcze przed przybyciem na 
te tereny Awarów. Oprócz Słowian Kotlinę Karpacką zamieszkiwały też resztki plemion germańskich 
i perskich, a także z pewnością pozostałości ludności rzymskiej, zwłaszcza w byłej 
70      
prowincji Panonii. Świadczą o tym np. znaleziska w Fenekpuszta nad Balatonem; miejscowość ta jest 
przypuszczalnie   tożsama   z   rzymską   Mogentianą.   Przetrwanie   niektórych   tradycji   antycznych   w 
złotnictwie,   kowalstwie   i   garncarstwie   aż   do   czasów   a-warskich,   a   nawet   późniejszych, 
wielkomorawskich, możemy wytłumaczyć  jedynie  obecnością zromanizowanej ludności, nielicznej 
wprawdzie, ale przydatnej zawodowo wszelkim zdobywcom.
W dziejach Awarów wiele jest jeszcze spraw nie wyjaśnionych, ponieważ pisemne relacje o nich są 
fragmentaryczne   i   można   je   niekiedy   różnie   interpretować.   Dlatego   przy   rozwiązywaniu   wielu 
zagadnień bardzo pomocne są liczne stosunkowo źródła archeologiczne, pozyskiwane zarówno na 
właściwym   terytorium   awarskim,   jak   i   w   krainach   ościennych,   dokąd   sięgały   awarskie   wpływy. 
Najbogatsze   są   znaleziska   grobowe,   których   liczba   sięga   już   dziesiątków   tysięcy.   Jako   pierwszy 
opisywał je i datował w roku 1905 archeolog węgierski József Hampel, który wyróżnił dwie grupy 
znalezisk: pierwsza, to ozdoby ze złotej, srebrnej lub brązowej wytłaczanej blachy, które uważał za 
wyłącznie awarskie; drugą grupę zaś, z odlewanymi okuciami i ozdobami brązowymi, określił jako 
sarmacką. Później jednak Paul Reinecke i Andras Alfóldi udowodnili, że również i ta druga grupa jest 
awarska.   Sporne   było   jedynie   umiejscowienie   czasowe   obydwu   grup.   Wreszcie   przyjęto   wspólny 
pogląd, że grupa z wytłaczanymi  ozdobami powstała w  VI,  a głównie w VII wieku, podczas gdy 
cmentarzyska z odlewanymi okuciami i ozdobami trwały od końca VII do schyłku VIII wieku.
W   obu   wypadkach   charakterystyczne   ozdoby   to   części   pasów,   suto   zdobionych   okuciami, 
naszywanymi  również na boczne, krótkie rzemyki. Na jednym końcu pasa przymocowywane było 
okucie w kształcie języczka, które przewlekano przez sprzączkę na drugim końcu. Dawniejsze okucia 
miały najróżniejsze kształty: koliste, trójdzielne, romboidalne, herbowate, podkowiaste, serco-wate i 
tarczowate. Zdobiły je wyklepywane wzory w formie pereł, lilii, kratek, plecionki oraz wkładki — 
oczka szklane itp. O wiele liczniejsze są młodsze, odlewane okucia z VII—VIII wieku. Są na nich: 

background image

wić roślinna, girlandy, lilie, palmety, trójlistki, a z motywów zwierzęcych najczęściej gryf, bajeczne 
zwierzę rodem z mitologii starożytnej, z korpusem lwa i głową orła, znane w kręgu antycznym  i 
orientalnym.   Oprócz   tego  stosowane   są   również   motywy,   zaczerpnięte   z   pierwowzorów   zarówno 
antycznych, jak i chrześcijańskich.
Badacze  nie  są  jednomyślni  w kwestii  pochodzenia  tych  o-      
71
zdób   i   rzemiosła   artystycznego,   które   je   wytworzyło.   W   grupie   starszej   uwydatniły   się   wpływy 
bizantyjsko-hellenistyczne, które rozprzestrzeniły się w kulturach stepowych nad Morzem Czarnym. 
Awarowie, posuwając się na zachód, stykali się z nimi. Mniej jasna natomiast jest zmiana mody, która 
nastąpiła w końcu VII wieku; odzwierciedla ją grupa brązowych ozdób odlewa nych. Wzorów dla niej 
poszukuje   się   na   wschodzie,   niekiedy  aż   na   Syberii,   upatrując   w   nich   dowód   przybycia   nowych 
koczowników z dorzecza Kamy. Źródła historyczne nie potwierdzają jed nak takiego domysłu. Zresztą 
wschodnie odpowiedniki w porównaniu do bardzo licznych znalezisk z Kotliny Karpackiej są tylko 
sporadyczne;   trudno   więc   opierać   się   na   nich,   rozważając   kwestię   pochodzenia.   Wydaje   się,   że 
wyroby te produkowano masowo w miejscowych warsztatach, transponując w sposób twórczy wpły-
wy bizantyjskie i nomadzkie, chrześcijańskie i antyczne, sasanidz-kie z Persji, a nawet koptyjskie z 
Egiptu.   W   ten   sposób   powstał   jednolity   styl,   który   co   prawda   w   swojej   osnowie   zdradza   gusta 
nomadzkie,   ale   z   pewnością   w   okresie   awarskim   rozprzestrzenił   się   także   pośród   innych   grup 
etnicznych — między innymi wśród Słowian.
Oprócz tych przedmiotów, wyrazistych pod względem stylu, archeolodzy znajdują w grobach również 
broń i części rzędu końskiego. Awarowie byli świetnymi jeźdźcami, a swe sukcesy militarne osiągali 
dzięki   szybkim   najazdom   na   koniach.   Dlatego   często   grzebano   ich   wraz   z   końmi   i   całym 
oporządzeniem. Typowe są zwłaszcza kute i odlewane ozdoby w kształcie kolistej tarczki, tzw. falery, 
bądź   strzemiona,   które   na   teren   Europy   Środkowej   zostały   przyniesione   przez   Awarów.   Bronią 
Awarów były szable, miecze jednosieczne i łuki z okładzinami wykonanymi z kości lub rogu, a do 
nich strzały o trójlistnym grocie. Słowianie zaś, jeśli występowali jako sojusznicy Awarów, walczyli 
raczej pieszo; ich typową bronią były topory, a także włócznie, łuki i maczugi. Lecz i Słowianie mieli 
swe oddziały jezdnych, wyposażonych w miecze, włócznie, strzemiona i ostrogi (z zagiętymi do tyłu 
zaczepami), których Awarowie nie używali.
Groby   kobiece   wyposażone   były   w   ozdoby   z   brązu,   srebra   i   złota,   wśród   których   przeważają 
zausznice o najróżniejszych formach, często wplatane we włosy; oprócz nich bransolety, pierścienie, 
dzwoneczki i naszyjniki z paciorków szklanych. Ozdoby te przeważnie wykazują wpływy złotnictwa 
bizantyjskiego, 
72     
powszechnie jednak wyrabiane były w warsztatach miejscowych  — jedynie  niektóre cenne okazy 
pochodziły z importu. Swiadczy o tym np. odosobnione znalezisko srebrnego skarbu z miejscowości 
Zemiansky Vrbovok, położonej w pobliżu jednej z głównych dróg, łączących Słowację z Małopolską. 
Skarb   ten   zawierał   dwie   pary   bransolet   z   tulejkowato   skręconej   srebrnej   blachy,   naszyjnik,   trzy 
zausznice, wisiorki i inne przedmioty, np. dwie srebrne miski z wyklepanym ornamentem, kielich i 
osiemnaście   monet   bizantyjskich,   które   datują   znalezisko  na   drugą   połowę   VII   wieku.   Skarb  ów 
przypuszczalnie zakopał kupiec bizantyjski bądź odlewnik.
Przyjrzyjmy   się   teraz   niektórym   typowym   cmentarzyskom,   przebadanym   systematycznie   przez 
archeologów słowackich lub węgierskich. Są one najważniejszym  źródłem informacji o strukturze 
socjalnej i poziomie kulturalnym epoki.
Szczególnie cenne informacje przyniosły m.in. badania cmentarzyska koło wsi Alattyan w komitacie 
szolnockim,   prowadzone   w   latach   1934—1938   przez   jednego   z   czołowych   znawców   kultury 
awarskiej, Nandora Fetticha, i opracowane w roku 1963 w szczegółowej monografii autorstwa Ilony 
Kovrig.   Odsłonięto   tu   ogółem   711   grobów,   dokumentujących   całą   epokę   awarską   od   przybycia 
Awarów aż do rozpadu ich państwa. Zmarłych wyposażano na pośmiertną wędrówkę, kładąc im do 
grobu przedmioty osobistego użytku, a nawet pożywienie, o czym świadczą kości bydląt, świń, owiec, 
drobiu,   skorupki   od   jaj,   a   także   naczynia   z   płynami.   Biorąc   jako   punkt   wyjścia   rodzaje   darów 
grobowych,  obrządku pogrzebowego i rozmieszczenia grobów, Ilona Kovrig wyróżniła trzy grupy 
nawiązujące do siebie czasowo. Dla obu starszych charakterystyczne były okucia pasów z blachy 
wytłaczanej, przy czym okucia pierwszej grupy wykazują analogie ze znaleziskami typu Martynowka, 
które z kolei mają  związek z wędrówkami  plemion z terenu Ukrainy do Kotliny Karpackiej i na 

background image

Bałkany, dla drugiej grupy typowe są okucia koliste i prostokątne, okucia końca pasa składające się z 
dwóch płytek,  zdobione niekiedy rytymi  plecionkami,  wycinaniem albo wkładkami  szklanymi.  W 
młodszej grupie okucia pasów wycięte były z grubej blachy brązowej albo odlane z brązu, zdobione 
motywami   gryfa   lub   wici   roślinnej.   Ilona   Kovrig   kojarzy   obie   młodsze   grupy   z   nowymi   falami 
przybyszów ze wschodu, chociaż identyfikacja etniczna jest bardzo trudna, ponieważ nawet analiza 
antropologiczna nie prowadzi do jednoznacznych wniosków. Ludzie pochowani w Alattyan stanowili 
mieszaninę typów śródziemno-      
73
morskich,   nordycznych,   perskich,   pamirskich   i   mongoloidalnych,   przy   czym   ci   ostatni,   rzekomo 
reprezentujący   czystych   Awarów,   stanowią   tylko   niewielki   procent.   Wydaje   się   więc,   że   potęga 
awarska   skupiała   wiele   różnorodnych   plemion,   które   formowały   się   zarówno   z   elementów 
wschodnich, jak i miejscowych.
Zasadnicze   znaczenie   dla   poznania   skomplikowanych   zagadnień   kulturowo-etnicznych   okresu 
słowiańsko-awarskiego   miały   badania   cmentarzyska   w   miejscowości   Devinska   Nova   Ves, 
prowadzone  w latach  1926—1933.  Jan Eisner  przebadał  tu 875 grobów z  początków  osadnictwa 
słowiańskiego;   27  z   nich  było   ciałopalnych,   94  kryło   jeźdźców,   35  wojowników   pieszych   itd.   Z 
cmentarzyskiem wiązała się osada na polu miejscowości Dalśie To-polite, a prawdopodobnie nie tylko 
ona jedna. Analizując znaleziska i formy pochówku, Jan Eisner doszedł do wniosku, że cmentarzysko 
jest dowodem bliskiego współżycia, a nawet mieszania się elementów słowiańskich z awarskimi, co 
poświadcza również kronika Fredegara. Żywioł słowiański miał tutaj przewagę liczebną.
Badania Instytutu Archeologii Słowackiej Akademii Nauk w Nitrze, prowadzone już po wojnie, w 
znacznym   stopniu   uzupełniły   i   wzbogaciły   naszą   wiedzę   o   tym   okresie.   Wykazały   one,   że 
cmentarzyska   typu   słowiańsko-awarskiego   znajdują   się   przede   wszystkim   na   terenie   południowo-
zachodniej Słowacji od Devinskiej Novej Vsi aż po Nitrę; nie są jednak zjawiskiem nieznanym także 
w   południowych   regionach   środkowej   i   wschodniej   Słowacji.   Na   niektórych   z   nich   grzebano 
nieprzerwanie przez cały okres awarska, jak np. w Holiarach, gdzie Anton Toćik w latach 1952—1955 
odkrył 778 grobów, w wyposażeniu których wystąpiły ozdoby głównych grup z ich fazą przejściową. 
Interesujący jest fragment końskiej uprzęży w formie brązowej główki dzika, zdobionej palmetkami 
na puncowanym tle; ozdoba ta anonsuje już styl blatnicko-mikulczycki, który rozwija się u progu 
okresu   wielkomorawskiego.   W   Holiarach   było   wprawdzie   26   grobów   jeźdźców,   jednak   ślady 
elementu   awarskiego   są   nader   nikłe,   bo   np.   analiza   antropologiczna   wykazała   tylko   4   procent 
mongoloidów.   Podobny   obraz   dało   również   cmentarzysko   w   miejscowości   Sturovo,   które   Anton 
Toćik przebadał w roku 1958. Tutaj również etos słowiański ma  absolutną przewagę, jak można 
sądzić   na   podstawie   obrządku   pogrzebowego,   charakteru   ofiar   grobowych,   w   których   przeważa, 
podobnie jak na 74      wszystkich stanowiskach słowiańskich, ceramika tzw. typu nad-
dunajskiego,   będąca   niewątpliwie   wytworem   słowiańskim   —   oraz   na   podstawie   analizy 
antropologicznej. To samo stwierdzono na cmentarzysku w miejscowości Prśa, które Anton Toćik 
badał w latach 1948—1954 i gdzie m.in. odkrył osadę z półziemian-kami, świadczącymi o osiadłej 
ludności rolniczej; a taką byli Słowianie, nie zaś koczowniczy Awarowie.
Najstarszą fazę, przypadającą na koniec  VI  i pierwszą połowę VII wieku, stwierdzono na Słowacji 
tylko nad Dunajem, podczas gdy cmentarzyska położone dalej na północ powstały nieco później, bo w 
drugiej połowie VII wieku. Dowodem tego jest wielkie cmentarzysko w miejscowości Nove Zamky, 
które w roku 1956 odkrył Anton Toćik, a które w latach 1961—1962 przebadała i opracowała Zlata 
Cilinska.   Znaleziono   tam   514   grobów,   pochodzących   dopiero   z   fazy  środkowej;   dla   tego   okresu 
typowe jest jednoczesne występowanie wyrobów z blachy i odlewanych, wśród których przeważa 
motyw   gryfa,   podczas   gdy   w   fazie   młodszej   z   ozdobami   odlewanymi   najczęściej   znajdują 
zastosowanie   motywy   roślinne,   geometryczne   i   figuralne.   Znaleziska   najmłodsze   mają   zaś   cechy 
mieszanego   stylu   blatnicko-mikulczyckiego,   w   którym   łączą   się   tradycje   miejscowe   z   wpływami 
karolińskimi; stanowi on przejście do sztuki okresu wielkomorawskiego.
W   ten   sposób   źródła   archeologiczne   obrazują   niezwykłą   symbiozę   plemion   koczowniczych, 
pasterskich   z   osiadłymi,   rolniczymi   w   Kotlinie   Karpackiej   w  VI—VIII   wieku;   świadczą   o 
ekonomiczno-politycznym   i   kulturalnym   współżyciu   różniących   się   grup   etnicznych,   z   których 
wyłonili się jako element nośny dalszego rozwoju osiadli słowiańscy rolnicy i rzemieślnicy, kierowani 
przez powstającą właśnie rodzimą warstwę wyższą. O tym jednak w następnym rozdziale.

background image

IX. Diuie siedziby Pribiny


Mniej  więcej w latach 870—873 powstał  w Salzburgu dokument  zwany  Libellus  de conversione 
Bagoariorum   et   Caranta-norum  
(Książeczka   o   nawróceniu   Bawarów   i   Karantan),   tendencyjny 
pamflet, skierowany przeciw słowiańskiemu chrześcijaństwu, wprowadzonemu przez misję Cyryla i 
Metodego,   a   podkreślający  zasługi   salzburskiej   metropolii   kościelnej.   A   więc   z   punktu   widzenia 
historii   krzewienia   wiary   nie   jest   to   źródło   szczególnie   wiarygodne;   zawiera   ono   jednak   wiele 
ważnych  informacji na temat  losów wschodniej części Wielkich Moraw, tj. dzisiejszej Słowacji i 
północno-zachodnich Węgier (dawnej Panonii), gdzie po rozpadzie państwa Awarów już w pierwszej 
połowie IX wieku nastąpiła interesująca ewolucja.
Wyrosło tutaj księstwo z ośrodkiem w Nitrze, a jego pierwszym znanym władcą był Pribina. Był on 
jeszcze poganinem, godził się jednak na działalność misji frankońskich, pozostawał bowiem z ich 
państwem   w   przyjaznych   stosunkach.   Arcybiskup   salzburski   Adalram,   towarzysząc 
wschodniofrankońskiemu królowi Ludwikowi Niemieckiemu w jego wyprawie na Bułgarów, których 
panowanie za chana Kruma i Omurtaga obejmowało znaczną część dorzecza Cisy, odwiedził także 
Nitrę. Należała ona wówczas do sfery działania misji metropolii salzburskiej; Adalram wyświęcił tu 
około   roku   828   pierwszy   kościół.   Świadczy   on   o   istnieniu   chrześcijaństwa   w   słowiańskiej 
społeczności okolic Nitry, chociaż wspólnotę chrześcijańską mogła także tworzyć niewielka kolonia 
kupców frankońskich. Adalramowi nie udało się jednak wówczas nawrócić samego Pribiny.
Był to prawdopodobnie jeden z powodów, dla którego Frankowie nie przyszli mu z pomocą, kiedy 
około 833—836 r. zaata-
76      
kował   go,   chrześcijański   już,   książę   morawski   Mojmir.   Wygnał   on   wówczas   Pribinę,   zjednoczył 
plemiona słowiańskie na terenie Moraw i Słowacji i utworzył silny organizm państwowy Wielkich 
Moraw. Pribina znalazł schronienie u Ratboda, zarządcy frankońskiej Marchii Wschodniej, gdzie na 
rozkaz Ludwika Niemieckiego został ochrzczony.  Dzięki Ratbodowi otrzymał  około roku 840 od 
Ludwika Niemieckiego część Panonii wokół Balatonu jako lenno. Wybudował tutaj zamek Mosaburg 
i   gorliwie   szerzył   chrześcijaństwo   —   aż   do   roku   860,   kiedy   to   został   zabity   podczas   najazdu 
morawskiego. Jego tron objął syn Kocelj.
Księstwo nitrańskie zachowało pewną samodzielność także jako część składowa Wielkich Moraw. Za 
panowania Rościsława rządził tu jego brataniec i następca Świętopełk, za czasów którego Nitra stała 
się w roku 880 siedzibą biskupa. Jak głosi dokument papieża Jana VIII, sakrę biskupią otrzymał 
zausznik Świętopełka i zaciekły wróg Metodego, Wiching. Źródła pisane milczą na temat dalszych 
losów Nitry — a więc znów jesteśmy skazani na wyłączne świadectwo danych archeologicznych.
Archeolodzy jeszcze przed drugą wojną światową zaczęli szukać w Nitrze siedziby Pribiny — jednak 
dogłębne,   systematyczne   badania   rozpoczęto   dopiero   w   roku   1957   dzięki   Bohuslavowi 
Chropovskiemu.   Koncentrowały   się   one   nie   tylko   na   terenie   dzisiejszego   miasta,   lecz   i   w   jego 
okolicach. Okazało się bowiem, że istniał tu nie jeden gród, lecz cały ich kompleks, zespół warowni 
broniących   nitrańskiej   krainy.   Właściwego   centrum   nie   udało   się   dotychczas   zlokalizować   i   nie 
wiadomo, czy był nim gród na Martinskim Vrchu — zboczu góry Zobor, która wznosi się nad Nitra 
— czy warownia, położona w środku dzisiejszego miasta, obecnie całkowicie zabudowana.
Gród na Martinskim Vrchu, obmurowany kamiennym wałem z fosą i potężną podwójną palisadą, miał 
powierzchnię dwudzies-stu hektarów i powstał, jak o tym świadczy charakter znalezisk, już w czasach 
przedwielkomorawskich. Dowodzi tego także cmentarzysko z grobami wojowników z VIII wieku, 
położone przed grodem; bez wątpienia byli tam grzebani członkowie drużyny wojskowej, mającej swą 
siedzibę w grodzie. Na podgrodziu mieszkali rolnicy, o których obecności świadczą jamy zasobowe 
— oraz rzemieślnicy, których mieszkania i warsztaty, zbudowane na planie kwadratu, ustawione były 
szeregami wzdłuż szerokiej, moszczonej drogi; znaleziska dokumentują produkcję hutniczą, kowalską 
i złotniczą, a także obróbkę kości i kamienia. Na te-      
77
renie grodu właściwego odkryto na razie tylko cmentarz, na którym grzebano od XI do XVIII wieku. 
Był   on   związany   z   romańskim   kościołem   św.   Marcina,   dzisiaj   już   nie   istniejącym.   Przy   jego 
fundamentach odkryto budowlę wcześniejszą, która swoim murem z piaskowca i dobrą, wapienną 

background image

zaprawą   różni   się   zasadniczo   od   architektury   romańskiej.   Miała   ona   prostokątną   nawę   z   trzema 
apsydami; dwie z nich stały po bokach, tworząc plan krzyża.
Znalezisko monety Karola Łysego datuje ową budowlę na IX wiek. Nie można jednak twierdzić z całą 
pewnością, że jest ona tożsama z owym kościołem, który około roku 828 wyświęcił Adal-ram, czy też 
chodzi tu o jakiś inny kościół, nie zaświadczony w źródłach pisanych. Przykład Mikulćic i Starego 
Miasta   wskazuje,   że   być   może   w   czasach   wielkomorawskich   istniała   tu   większa   liczba   budowli 
sakralnych.
Drugi gród, położony na terenie miasta Nitry, stał na skalnym wzniesieniu, opływanym przez rzekę 
Nitrę.   Jej   dolina,   systematycznie   zalewana   wodami   rzeki,   tworzyła   naturalną   zaporę   wokół   tego 
miejsca.   Ponadto   gród   obwarowany   był   podwójnym   ziemnym   wałem,   palisadą   i   głęboką   fosą. 
Prowadzenie   wykopalisk   w   dużym   stopniu   utrudniała   późniejsza   zabudowa,   która   zniszczyła 
większość obiektów. Mimo to jednak udało się odkryć cmentarzysko z IX wieku, a w grobach srebrne 
lub   pozłacane   ozdoby   i   narzędzia   żelazne   typu   wielkomorawskiego.   Analizując   umiejscowienie 
grobów   można   wnioskować,   że   w   zachodniej   części   grodu   stał   również   kościół.   Następne 
cmentarzysko   znaleziono   po   przeciwnej   stronie   grodziska,   odkrywając   jednocześnie   fundamenty 
wielkiej, jak dotąd, bliżej nie określonej budowli. Osadnictwo trwało tutaj jeszcze przez długi czas po 
rozpadzie państwa wielkomorawskiego, szczególnie w grodzie i na podgrodziu oraz wokół kościoła 
św. Stefana [Stepana]; najstarsze fazy tej ostatniej budowli sięgają  X  wieku i nawiązują do tradycji 
architektury wielkomorawskiej.
Dzisiejszy  zamek   nitrański   powstał   dopiero   w   późnym   średniowieczu   i   nie   ma   nic   wspólnego   z 
siedzibą   Pribiny.   Bohuslav   Chropovsky   odkrył   jednak   w   okolicach   Nitry   szereg   grodów,   które 
najwyraźniej służyły okolicznym mieszkańcom za schronienie, a jednocześnie strzegły dróg dojścia do 
właściwego centrum księstwa. Dostępu od południa bronił gród Borina, otoczony wałem ziemnym, na 
podgrodziu   kwitła   produkcja   szklarska,   po   której   zostały   piece,     wielka   ilość     szkła     i 
niedokończonych     wyrobów
78
szklanych. Jest to dowód, że przedmioty ze szkła nie były importowane, jak sądzono w przeszłości, 
lecz wyrabiano je na miejscu.
Gród Lupka, położony na północ od Nitry, obwarowany ogromnym wałem z kamienia oraz fosą, był 
ośrodkiem produkcji garncarskiej, która rozwinęła się na jego podgrodziu już w pierwszej połowie IX 
wieku.   Naczynia,   znalezione   w   piecach,   świadczą   o   wysokim   poziomie   technicznym   wyrobów 
garncarzy nitrańskich. Ich ozdoby, odkryte na niedalekim cmentarzysku, różnią się nieco od ozdób 
morawskich.
Funkcję wybitnie obronną miał gród na szczycie góry Zobor, otoczony potężnym wałem z bramami, 
dający się rozpoznać jeszcze obecnie. Na razie gród przebadano w stosunkowo niewielkim stopniu, 
podobnie  jak grodzisko  na   Żibrici,  które   najprawdopodobniej  strzegło innego  ważnego szlaku  do 
Nitry.
O znaczeniu okręgu nitrańskiego świadczy nie  tylko  owo niezwykłe  skupienie  grodów, ale  także 
koncentracja nieobronnych osad rolniczych i rzemieślniczych, których w okolicach Nitry odkryto aż 
dwanaście.   Władza   książęca,   rozciągająca   się   szeroko   wokół   Nitry,   opierała   się   o   sieć   grodów, 
rozmieszczonych w strategicznych miejscach po całej południowo-zachodniej Słowacji. Należy do 
nich np. Pobiedim na środkowym Poważu. Darina Bia-lekova odkryła tu potężny, otoczony wałami i 
chroniony   przez   bagniska   ośrodek   rzemieślniczo-handlowy   z   siedzibą   feudała   oraz   osadą   i 
cmentarzem, które były obwarowane nieco skromniej. Szczególnie istotne znaczenie miały grody w 
okolicach Bramy Bratysławskiej, gdyż prowadziły tamtędy ważne przeprawy przez Dunaj. Spośród 
nich   wyróżniał   się   Devin   oraz   inny   gród,   wznoszący   się   na   miejscu   dzisiejszego   Zamku 
Bratysławskiego.   Prastary  Devin u  zlewu  Morawy  z  Dunajem  spełniał   przede  wszystkim   funkcję 
wojskową;   prawdopodobnie   jest   on   tożsamy   z   Do-winą,   którą   w   roku   864   wymieniają   roczniki 
fuldajskie — w związku z tym, że tutaj Świętopełk ze swym wojskiem zatopił łodzie frankońskie. 
Północnego   przedpola   Devina   na   zachodnich   stokach   Małych   Karpat   strzegły   dwa   grody   koło 
Deyinskiej  No-vej Vsi  — „Na  pieskach" i „Nad łomom".  Gród bratysławski  wspomniany jest  w 
rocznikach salzburskich jako Brezalauspurc, pod którym w roku 907 rozegrała się decydująca bitwa 
między Bawarami a Węgrami. Badania odsłoniły drewniano-ziemne obwarowania, domy mieszkalne 
o kamiennych fundamentach, cmentarzysko, a zwłaszcza pozostałości trójnawowej bazyliki z ostat-
79

background image

•niego trzydziestolecia IX wieku, która stała na najwyższym miejscu grodu. Jej istnienie dowodzi, że 
gród bratysławski odgrywał już wówczas niepoślednią rolę i nie był zwykłą warownią przygraniczną.
Niektóre znaleziska słowiańskie mają wielkie znaczenie dla odtworzenia procesu przekształcenia się 
epoki słowiańsko-awarskiej w wielkomorawską. Na przykład na cmentarzysku z końca VIII wieku, 
znajdującym   się   koło   miejscowości   Żitavska   Toń   w   pobliżu   Komarna,   które   przebadali   Vojtech 
Budinsky-Krićka i Zlata Cilinska, po raz pierwszy pojawiły się elementy zdobnicze w formie masek 
ludzkich   (na   okuciu   uzdy);   jest   to   motyw,   który   stał   się   wielce   popularny   w   najstarszej   fazie 
wielkomorawskie-go   rzemiosła   artystycznego   w   pierwszej   połowie  IX  wieku.   Do   najbardziej 
typowych przykładów tego rodzaju należy wspaniały miecz i okucia pasa z Blatnicy w północno-
zachodniej  Słowacji.  Rękojeść  miecza  zdobiona  jest  wzorami  geometrycznymi   z maskami   na  pół 
ludzkimi, na pół zwierzęcymi, wykonanymi techniką platerowania i dziwerowania. Znalezisko to stało 
się punktem wyjścia do zidentyfikowania stylu przejściowego, blatni-cko-mikulczyckiego, o którym 
już   wspominaliśmy.   Ma   tutaj   zastosowanie   ornament   ryty,   zwykle   kombinowany   z   wybijaniem   i 
wcięciami oraz dziwerowaniem, do czego przede wszystkim używano srebra. Ulubionymi motywami 
były właśnie maski ludzkie, a także oranci, z którymi spotykaliśmy się już w Mikulći-cach. Nowsze 
badania wykazały, że przedmioty te powstały na przełomie VIII i IX wieku na terytorium morawsko-
słowackim jako przejaw nieprzerwanego rozwoju kulturalnego i etnicznego ludności słowiańskiej.
Wspomnieliśmy już o tym,  że książę Pribina po wygnaniu z Nitry założył  nad Balatonem zamek 
Mosaburg, skąd, zależny od państwa frankońskiego, władał Panonią. Po jego śmierci księstwo objął 
jego   syn   Kocelj,   który  odegrał   wybitną   rolę   w   działalności   misyjnej   Cyryla   i   Metodego   oraz   w 
szerzeniu   słowiańskiej   liturgii   i   piśmiennictwa.   Kocelj   był   gorliwym   chrześcijaninem.   Według 
świadectwa Conversio w jego państwie było prawie trzydzieści kościołów podlegających jurysdykcji 
biskupa   salzburskiego.   Kocelj   jednak   był   gorącym   zwolennikiem   słowiańskiego   pisma   i 
słowiańskiego obrządku; powitał więc bardzo przyjaźnie obu braci sołuńskich, wędrujących z Moraw 
do Rzymu 80
Zatrzymał ich w swojej siedzibie i powierzył im około pięćdziesięciu uczniów. Ambicją jego było 
założenie w Panonii samodzielnej diecezji. Dlatego też po śmierci Konstantyna (Cyryla) w Rzymie 
zabiegał o powrót Metodego, którego papież Hadrian  II  posłał w roku 869 do Panonii jako swego 
legata, nadając mu godność arcybiskupa panońskiego i morawskiego, z siedzibą w starym ośrodku 
kultowym Sirmium (dziś Sremska Mitrovica w północnej Jugosławii). Wzbudziło to zawiść biskupów 
bawarskich, którzy w latach 870—873 więzili Metodego. Sam Kocelj poległ w boju z Chorwatami w 
roku 876. Jego państwo opanował później morawski książę Świętopełk, który dzięki temu rozszerzył 
granice swego władztwa aż do Drawy.
Widownią owych dziejów był  Mosaburg Pribiny,  zbudowany w podmokłej dolinie rzeki Zala. Po 
długoletnich staraniach historyków i archeologów udało się utożsamić go z grodziskiem, leżącym w 
pobliżu miejscowości Zalavar, mniej więcej dziewięć kilometrów na południowy zachód od Balatonu. 
Jako pierwszy zwrócił uwagę na to miejsce w roku 1841 poeta i budziciel narodowego ducha, Jan 
Kollar. Drobne wykopaliska prowadzono tu już w XIX wieku, jednak znaczenie podstawowe miały 
dopiero   prace   badawcze   archeologów   węgierskich:   Aladara   Radnótiego   z   lat   1946—1948,   a 
szczególnie Gśzy Fehśra z lat 1951—1954. W tych ostatnich brała też udział Agnes Sós; ona to po 
śmierci   Fehera   opracowała   jego   badania,   opublikowała   je   w   roku   1963,   a   następnie   sama 
kontynuowała   wykopaliska   w   latach   1961—   —1967.   Informacje,   podane   niżej,   pochodzą   z   jej 
książek.
Gniazdo   Pribiny   i   Kocelja   było   świetnie   chronione   przez   rozgałęzione,   bagniste   ramiona   Zali,   z 
których wyłaniały się ostrowy, stanowiące dobre tereny do zamieszkania. Największy z nich, na który 
Fehśr   i   Sós   zwrócili   szczególną   uwagę,   nazywa   się   Var-sziget   (Wyspa   Zamkowa).   Inną   wyspą, 
zasiedloną w IX wieku, zbadaną tym razem przez Aladara Radnótiego, był Rśceskiit. Przekopywano 
również osadę Zalavar, gdzie odkryto domy i cmentarzysko z X—XI wieku, tj. z czasów, kiedy kraj 
był już zajęty przez Węgrów.
Badania na Varsziget utrudniał znacznie fakt, że wyspa była zamieszkana aż do XVII wieku, co było 
powodem częściowego zniszczenia najstarszych warstw osadniczych. Mimo to jednak można było 
rozpoznać resztki umocnienia drewniano-ziemnego z bramą od strony wschodniej, którą od zewnątrz 
chroniła baszta o identycznej konstrukcji, z jaką spotykamy się w ówczes-      81
6 — Świat dawnycSi Słowian

background image

nych   grodach   czeskich;   z   tą   jedynie   różnicą,   że   w   Mosaburgu   nie   użyto   kamienia.   Również 
mieszkania budowano z drewna. Były to połziemianki albo chaty naziemne, najczęściej o konstrukcji 
zrębowej.  Zostały  po  nich tylko   jamy  po  palach  albo miejsca  pokryte  popiołem  i  węgielkami.  Z 
cmentarzyska  z ozdobami  wielko-morawskimi  pozostał tylko jego skraj. Środka cmentarza należy 
doszukiwać   się   bardziej   na   zachód,   gdzie   najprawdopodobniej   stał   również   kościół   Pribiny   pod 
wezwaniem Najświętszej Marii Panny wymieniony w Conversio. Groby położone najdalej na wschód 
wpuszczone były w ruiny spalonych  domów.  Pożar musiał więc nastąpić już w  IX  wieku — jak 
można się domyślać, podczas któregoś z najazdów morawskich.
Najwybitniejszym   odkryciem   Aladara   Radnótiego   na   wyspie   Receskut   były   fundamenty   bazyliki 
trójnawowej,  kilkakrotnie  przebudowywanej.  Pierwotnie  była  ona  na  planie  prostokąta  z  filarami, 
rozdzielającymi nawy, z trójkonchowym prezbiterium i kwadratowym baptysterium, dobudowanym 
do południowo-za-chodniego naroża kościoła. Na mury, składające się z bloków i płaskich kamieni, 
użyto wtórnie, podobnie jak w kościołach morawskich, materiałów budowlanych z czasów rzymskich. 
Agnes Sós poddała później rewizji początkowe datowanie bazyliki  na czasy Pribiny.  Okazało się 
bowiem, że budowla kamienna przykrywa kościół starszy, drewniany, w którym wyróżniono dwie 
fazy: starsza, z przełomu VIII i  IX  wieku, miała prawdopodobnie związek z misjami z zachodu, a 
dopiero młodsza, o konstrukcji kamienno-drewnianej, może być utożsamiana z Pribinowym kościołem 
św. Jana Chrzciciela. Do tego kościoła należało cmentarzysko o typie identycznym jak na Varsziget. 
Bazylika kamienna zaś powstała dopiero w XI wieku.
Mosaburg-Zalavar stanowił centrum Panonii aż do schyłku  IX  wieku, kiedy to w stepach Wielkiej 
Niziny Węgierskiej pojawiają się nowi zdobywcy: koczowniczy Madziarzy. Jak wszyscy poprzedni 
nomadzi, przeniknęli oni tutaj przełęczami Karpat ze stepów ukraińskich, aby w Kotlinie Karpackiej, 
przede wszystkim w jej części wschodniej, założyć bazę, z której wychodziły ich łupieżcze najazdy, 
nękające   całą   Europę   Środkową   aż   do   południowych   Niemiec   i   północnych   Włoch.   Państwo 
Wielkomo-rawskie, rozdarte przez zwaśnionych następców Świętopełka, zostało unicestwione przez 
Madziarów; wszystkie silne i bogate ośrodki zanikły. Jest jednak rzeczą zastanawiającą, że najazdy 
węgierskie w zasadzie nie tknęły ówczesnej siedziby Pribiny i Ko-

eelja, położonej w bagnach Zali. Jak wykazały badania G. Fe-hera i A. Sós, ludność słowiańska nie 
opuściła   tego   miejsca,   chociaż   w   zmienionej   sytuacji   znacznie   zubożała.   Utrzymała   się   zarówno 
antropologicznie jak i kulturowo także w XI wieku, chociaż w tym czasie gdzie indziej doszło już do 
wymieszania elementu słowiańskiego z węgierskim, czego odzwierciedleniem archeologicznym jest 
tzw. kultura bijelobrdowska. Tamtejszy kościół prawdopodobnie także pełnił nadal swą funkcję; wiara 
chrześcijańska uległa chyba  jednak regresowi, bo przy pochówkach zmarłych  pojawiają się znów 
niektóre zwyczaje pogańskie. Gdy w końcu  X  wieku po ustaniu najazdów uformowało się państwo 
węgierskie,   a   koczownicy   osiedlili   się   i   za   pośrednictwem   Słowian   przyjęli   chrześcijaństwo,   na 
Varsziget w Mosaburgu za czasów króla św. Stefana zbudowano warowny klasztor, którego resztki 
odkopano podczas badań. Prócz tego odkryto kaplicę cmentarną, która swoim dobrze nam znanym 
planem   prostokąta   z   półokrągłą   apsydą   nawiązuje   do   dawnej   tradycji   naddunajskiej   i 
wielkomorawskiej. Tak oto Mosaburg Pribiny nawet w dwieście lat po śmierci swego założyciela 
wciąż jeszcze był ważnym ośrodkiem kultowym i politycznym,  stanowiącym słowiański wkład do 
kultury narodu węgierskiego.
X. Od prymitywnego schronienia do pańskiej siedziby
Dawno już minęły czasy, w których archeolodzy interesowali się jedynie obiektami atrakcyjnymi, 
znanymi z historii albo znaleziskami o wielkiej wartości artystycznej. Burzliwy rozwój archeologii i 
udoskonalenie jej metod badawczych sprawiły, że w ostatnich dziesięcioleciach zwrócono baczniejszą 
uwagę   na   problemy   ogólnohistoryczne   —   zwłaszcza   dotyczące   okresów   niedostatecznie 
naświetlonych przez źródła pisane. By przeniknąć mrok dziejów, nie wystarczy studiowanie zabytków 
architektury lub przedmiotów unikalnych. Trzeba gromadzić fakty, spostrzeżenia i obserwacje. Nie da 
się   ich   eksponować   w   muzealnych   gablotach,   lecz   mają   one   znaczenie   dla   poznawania   życia 
gospodarczego   i   społecznego   minionych   epok.   Źródła   archeologiczne   mogą   tu   udzielić   wielu 
informacji.   Dla   epoki   wczesnego   średniowiecza,   które   jest   przedmiotem   naszych   zainteresowań, 
ważnymi źródłami są grody i osady. Badania skupiają się tu nie tylko na problemach technicznych, 
dotyczących   budowy   umocnień   lub   mieszkań,   lecz   również   na   ich   rozplanowaniu,   wzajemnym 

background image

stosunku obiektów, dowodach różnic społecznych, systemie gospodarki itd. Dany obiekt trzeba więc 
badać w miarę możliwości kompleksowo, łącznie z całym jego zapleczem.
Przykładem  takiego  podejścia  do obiektu archeologicznego  są  badania  dolnołużyckiego  grodziska 
Tornow i osad je otaczających. Należało ono do plemiennego terytorium Łużyczan, które od północy 
ograniczały Błota (Spreewald), od południa pagórki Wału Łużyckiego, oddzielające Górne Łużyce od 
Dolnych,  na zachodzie rzeka Dahme, a na wschodzie zakole środkowej Sprewy koło Chociebuża 
(Cottbus). Jest to płaska, podmokła kraina, któ-
84
rą ongiś szerokie pasy leśne oddzielały od innych  terytoriów  plemiennych:  Milczan na południu, 
Sprewian na północy, Słubian (Selpuli) na wschodzie, Niżan na zachodzie. Łużyce, podobnie jak inne 
tereny niegdyś słowiańskie w tej części NRD, usiane są małymi  grodziskami na planie okrągłym, 
nierzadko o średnicy zaledwie 30—40 m, oddalonymi od siebie o 3—4 km. Na ogół pochodzą one z 
czasów, kiedy plemię Łużyczan było jeszcze niezawisłe, nim od X wieku stało się na przemian częścią 
niemieckiego bądź polskiego państwa feudalnego. O Łużyczanach (Lusizi) po raz pierwszy wspomina 
w połowie IX wieku tzw. Geograf Bawarski, który wylicza na ich terytorium dwadzieścia osad grodo-
wych; warto podkreślić, że liczba ta zgadza się (w odróżnieniu od innych jego danych) ze stanem, 
stwierdzonym   przez   archeologów.   Kronikarz   Thietmar   Merseburski   wymienia   ośrodek   grodowy 
Liubusua, który w roku 932 został zdobyty przez Henryka I. Nazwy pozostałych grodów nie są nam 
znane, lecz bez wątpienia jednym z nich był Tornow w powiecie Calau.
Bezpośrednim  impulsem   rozpoczęcia   badań  było   zagrożenie   miejsca   przez   odkrywkową   kopalnię 
węgla   brunatnego;   wymienione   grodzisko   leżało   w   samym   środku   terenu,   gdzie   planowano   in-
tensyfikację   prac   wydobywczych.   Dlatego   Instytut   Prahistorii   i   Wczesnego   Średniowiecza 
Niemieckiej Akademii Nauk w Berlinie podjął tu w latach 1961—1962 badania, prowadzone przez 
Joachima Herrmanna. Później, w latach 1965—1967, przebadano również okoliczne osady, uzyskując 
obraz zespołu osadniczego, który umożliwił  doniosłe konstatacje  na  temat  stosunków spo-łeczno-
ekonomicznych prasłowiańskich Łużyc.
Grodzisko   zostało   założone   na   piaszczystym   wzniesieniu   w   rozlewisku   rzeki   Schrake.   Badania 
paleobotaniczne i analiza pyłkowa ustaliły, że pierwotnie było to miejsce porośnięte krzakami, które 
wypalono.   Grodzisko   zachowało   się   w   stosunkowo   dobrym   stanie;   jeszcze   dziś   jego   umocnienia 
wystają  pięć metrów ponad okoliczny teren. Stwierdzono dwie fazy budowlane, przejawiające się 
zarówno w konstrukcji obwarowań, jak i w zabudowie. Starszy gród wzniesiono z grubo ciosanych 
dębowych   pni   i   bierwion,   układanych   techniką   rusztową   aż   do   wysokości   5—6   m,   przy   czym 
szczeliny między belkami wypełniano gliną. Od czoła na wysokości około 3,5 m przebiegał kryty 
pomost dla obrońców. Cała zewnętrzna strona umocnień oblepiona była gliną, która chroniła je przed 
wpływami atmosferycznymi i utrudniała nieprzyjacielowi wdrapanie się na wał lub podłożenie ognia. 
Przed
85
umocnieniem wykopano fosę, zaopatrzoną w palisadę, a sięgającą aż do wody podskórnej. Od strony 
południowej   korpus   umocnień   przerywała   brama   w   formie   tunelu,   do   której   wchodziło   się   po 
drewnianym moście, przerzuconym nad fosą. Od frontu brama ta zamknięta była potężnymi wrotami; 
można przyjąć, iż podobne zabezpieczenie istniało także od strony wewnętrznej, gdzie tunel kończył 
się załamaniem, biegnącym pod kątem prostym.
Dolna część wałów rozszerzała się od strony wewnętrznej, a w ich obwodzie krył się ciąg około 30—
35   pustych   komór,   coś   w   rodzaju   kazamatów,   służących   za   mieszkanie   tym,   którzy   w   razie 
niebezpieczeństwa kryli się w grodzie. O tymczasowości użytkowania tych pomieszczeń świadczy 
fakt,   że   nie   znaleziono   w   nich   śladów   trwalszego   zamieszkania.   Kazamaty   te   zmniejszyły 
powierzchnię   wewnętrzną   grodu  do  koła   o  średnicy  25  m.   Pośrodku  grodu  wydrążono   studnię   z 
oszalowaniem w formie prostokątnej skrzyni z dębowych belek, zapartych po rogach palami. Czystość 
dna zabezpieczała kamienna wykładzina. Niewielkie zagłębienie w pobliżu studni, zawierające grubą 
warstwę   zwęglonego   zboża,   pełniło   najwyraźniej   rolę   spichrza.   W   północno-zachodniej   części 
dziedzińca stał drewniany budynek na planie prostokątnym, którego nie można określić inaczej niż 
jako młyn, ponieważ w jego wnętrzu znaleziono jedynie kamienne żarna do mielenia zboża, tkwiące w 
niewielkiej jamie. Joachim Herr-mann stwierdził jedyne stałe mieszkanie w pobliżu bramy.  Był to 
również budynek drewniany, prawdopodobnie piętrowy; tutaj na piętrze przechowywano zboże i inne 
zapasy,  które podczas pożaru runęły na parter. Wielka liczba znalezisk na terenie tego domostwa 

background image

świadczy o jego stałym zamieszkiwaniu. Można się domyślać, że przebywała tu rodzina naczelnika 
albo administratora. Byli to jedyni stali mieszkańcy, podczas gdy ludzie z okolicznych osad chronili 
się w grodowych kazamatach tylko w razie nagłego niebezpieczeństwa.
Analiza zwęglonego zboża z budynku koło bramy poświadcza ciekawe realia życia gospodarczego. 
Wśród   ziaren   rozpoznano   żyto,   pszenicę   i   jęczmień,   zawsze   z   pewną   domieszką   wcześniejszych 
plonów zebranych na tym samym polu. Dzięki temu można było zrekonstruować cykl zasiewów w 
następującej kolejności: jęczmień-pszenica-żyto-proso. Zboże pochodziło co najmniej z czterech pól, a 
więc z różnych gospodarstw, które zaopatrywały mieszkańców grodu. Spostrzeżenie to potwierdza 
również ceramika, 
86      
wykonana   na   około   dziesięciu   różnych   kołach   garncarskich.   Takie   stwierdzenia   prowadzą   do 
określenia funkcji grodu i stosunków społecznych, jakich była ona odzwierciedleniem. Ostateczny 
wniosek można wysnuć, gdy gród starszy porówna się z jego młodszą fazą (wg Herrmanna Tornow 
B).
Gród pierwotny został pochłonięty przez pożar, i to chyba bardzo gwałtowny,  bo mieszkańcy nie 
zdążyli nawet wynieść zapasów, które spłonęły. Prawdopodobnie była to niespodziewana napaść, w 
momencie, gdy fortyfikacje nie były dostatecznie pilnowane — chociaż nie można także wykluczyć 
nieszczęśliwego wypadku. Nowy gród został  wybudowany dość szybko,  bezpośrednio na  ruinach 
poprzedniego.  Zachował  także   jego  ogólny  układ,  tylko   w  nieco  większej   skali.   Dokonało się   to 
przede   wszystkim   przez   zbudowanie   potężniejszych   obwarowań,   zajmujących   88   procent   całej 
powierzchni budowli, kosztem przestrzeni wewnętrznej, która zmniejszyła się. Nowe obwarowania 
opierały się o zachowane jądro dawnych umocnień, których ruiny zostały częściowo odrestaurowane, 
a cała konstrukcja rozszerzona w fundamentach do 12 metrów i podwyższona mniej więcej do 9 m. 
Górny pomost obmurowano z zewnątrz nie obrobionymi kamieniami. Prócz tych zmian konstrukcja 
fortyfikacji   zachowała   dawną   formę.   Również   wejście   do   grodu   zbudowano   w   kształcie   tunelu; 
przebito je tylko w innym miejscu i nieco wyżej, do bramy trzeba więc było wchodzić po rampie.
Najciekawszej   ewolucji   uległa   jednak   zabudowa   wewnętrzna.   Zamiast   kazamatów   powstało 
dziewiętnaście   spichlerzy   z   korytarzowym   obejściem,   zbudowanych   na   wewnętrznym   obwodzie 
murów   techniką   zrębową   i   palową.   Na   pięterkach  owych   spichlerzy  składano  kamienie   żarnowe, 
wielkie gliniane prażnice (rodzaj brytfanny), naczynia, drewniane skrzynie i beczki, kosze i wielkie 
zapasy zboża, częściowo nawet zmielonego. Jedynie trzy z tych obiektów w swym dolnym poziomie 
służyły jako pomieszczenia mieszkalne, reszta parteru nie nadawała się  do mieszkania  z powodu 
licznych pionowych słupów nośnych. Spichlerze zajmowały znaczną część wewnętrznej powierzchni 
grodu, która zmalała w ten sposób do kolistej przestrzeni o średnicy zaledwie 14—16 m.  Stał tu 
jedynie drewniany budyneczek ze studnią. Był on stosunkowo duży (7x4,5 m), postawiony na zrąb; 
miał dwie oszalowane piwniczki, małą dobudówkę przy ścianie zachodniej i wejście, zwrócone ku 
studni. Miał on również górne piętro, a w odróżnieniu od obiektów na obwodzie fortyfikacji służył 
przede wszystkim za mieszkanie.                                                                 
87
Joachim Herrmann twierdzi, że różnice między starszą a młodszą fazą Tomowa można wytłumaczyć 
jedynie   zmianą   stosunków   społecznych.   Większa   powierzchnia   wewnętrzna   starszego   grodu, 
strzeżonego tylko przez zarządcę i jego rodzinę, z możliwością chwilowego zamieszkania większej 
liczby ludzi wraz z ich dobytkiem, wskazuje na funkcję schronu dla okolicznej ludności rolniczej o 
niewielkim   jeszcze   zróżnicowaniu   społecznym.   W   drugiej   fazie   powierzchnia   grodu   zabudowana 
została tak, że dla dużej liczby osób nie było już miejsca. Centrum grodu zajmowała siedziba pana 
grodu i jego małej drużyny, składającej się z około dwudziestu ludzi, zajmujących trzy pomieszczenia 
na obwodzie wałów, podczas gdy reszta komór służyła jako magazyny żywności, głównie zboża, które 
prawdopodobnie   pochodziło   z   danin   podporządkowanej   ludności   okolicznej.   W   ten   sposób   zdo-
bywano również bydło (którego kości tworzą znaczny procent odpadków), miód, len, skóry, tekstylia i 
wyroby   rzemieślników   wiejskich,   przede   wszystkim   ceramikę,   narzędzia   żelazne   i   broń,   wyroby 
koszykarskie, bednarskie i ciesielskie. Dzięki stosunkom handlowym pozyskiwano kamienie żarnowe, 
prawie wszystkie wyrobione z porfiru występującego w okolicy Rochlitz w zachodniej Saksonii, na 
terytorium plemienia Chudziców (Chutizi).

background image

Joachim Herrmann, biorąc za podstawę analizę znalezisk, uzupełnioną analizą węgla radioaktywnego 
C14, datuje starszy gród w Tornow na VII—VIII wiek; młodszy zaś powstał w końcu VIII wieku i nie 
przetrwał pierwszej połowy IX wieku, kiedy to poszedł z dymem.
Badania grodziska umożliwiły wgląd w sposób życia Słowian łużyckich w VII—IX wieku. Na tym 
jednak nie zakończyła się praca archeologów. Już w początkowej fazie wykopalisk natrafiali oni na 
ślady   osadnictwa   poza   grodem,   na   polu   Borchelt   —   i   dalej,   na   południowy   zachód,   w   miejscu 
Lutjenberg, a także na terenie wsi Tornow, która leży na północ od grodu. Ponieważ cały ten obszar 
objąć miały prace górnicze, przebadano systematycznie wszystkie trzy stanowiska.
Miejsce Borchelt, leżące bezpośrednio przed fortyfikacjami grodu, zamieszkane było przez ludność 
germańską już w czasach rzymskich, czyli w III—IV wieku naszej ery. W skomplikowanej sytuacji 
stratygraficznej   archeologom   udało   się   rozróżnić   dwie   fazy   owej   starszej   osady   i   cztery   fazy 
późniejszej osady słowiańskiej, z której pierwsze dwie są w zasadzie tożsame z dwiema fazami grodu.
88
W   osadzie   najstarszej   (A)   stało   dwanaście   sporych   drewnianych   chat   o   konstrukcji   słupowej   ze 
ścianami z dyli lub bierwion; w niektórych wypadkach również plecionymi z wikliny. O-prócz tego 
znajdowała się tu większa liczba niewielkich obiektów słupowych, służących do celów gospodarskich, 
a także zasobowych, o ścianach wyplatanych  wikliną. Mieszkańcy czerpali wodę z dwóch studni: 
jedna z nich była obudowana przez wydrążony pień dębowy, wpuszczony w ziemię, druga zaś miała 
formę prostokątnej skrzyni. W północno-wschodniej części osady natrafiono na ślady wytwórczości 
garncarskiej   i   hutniczej   (piece);   prawdopodobnie   więc   pracował   tutaj   również   kowal.   Część 
mieszkalna zajmowała stosunkowo dużą powierzchnię, łącząc się wraz z innymi obiektami w osiem 
gospodarstw,   których   właścicielami   były   prawdopodobnie   poszczególne   wielkie   rodziny.   Joachim 
Herrmann,   biorąc   za   podstawę   ogólną   powierzchnię   mieszkalną,   szacuje   liczbę   mieszkańców   na 
trzysta osób.
Starsza   osada   spłonęła   razem  z   grodem  A.   Osada   B,   która   wyrosła   na   jej   miejscu,   chociaż   była 
podobnie rozplanowana, miała z gruntu odmienny typ mieszkań. Znikły wielkie domy słupowe, a ich 
miejsce   zajął   szereg   mniejszych   chat,   których   całkowita   powierzchnia   mieszkalna   była   prawie   o 
połowę mniejsza. Liczba mieszkańców wynosiła około 170 osób. O pewnej kontynuacji o-sadnictwa 
świadczy fakt, że i w nowym Siedliszczu warsztaty grupowały się tam, gdzie były przedtem, tj. w 
północno-wschodniej części osady. W zagrodach jednak nie gospodarzyły już wielkie rodziny, jak to 
było dawniej. Ogół mieszkańców stał się zawisły od pana grodu, którym najprawdopodobniej był 
dawniejszy zarządca; do niego to należało domostwo, położone w pobliżu bramy wjazdowej.
Gdy około pierwszej połowy  IX  wieku spłonął młodszy gród w Tornow, jego los podzieliła także 
osada B w Borchelt. Mimo że grodu nie odbudowano, życie w osadzie toczyło się dalej. Chaty trzeciej 
fazy rozwojowej (C), datowanej na  IX—X  wiek, prawie we wszystkich przypadkach zmniejszyły 
swoje   rozmiary  z   wyjątkiem   jednej   zagrody,   która   została   poszerzona   o  duży  dom  mieszkalny  z 
kamienną posadzką. Widocznie tutaj przeprowadził się dawny grododzierżca. Życie gospodarcze w 
pewnym stopniu przesunęło się w kierunku hodowli bydła. Stan ten utrzymał się aż do końca XII lub 
do początku XIII wieku (czwarta faza D).
Także osada Lutjenberg, leżąca na płaskim wzniesieniu na po-    
89
łudniowy   wschód   od   Tornowa   istniała   już   w   okresie   późnorzym-skim.   Osadnicy   germańscy 
pozostawili tu ślady swojego pobytu w III—V wieku. Po ich odejściu pojawia się w VI wieku pierw-
sza fala ludności słowiańskiej, która założyła w Liitjenbergu najstarszą osadę słowiańską w całym 
regionie   wokół   Tornowa.   Zostały   po   niej   owalne   jamy   bez   dołów   słupowych   jako   resztki   chat 
zrębowych oraz znaleziska prymitywnej, nie zdobionej ceramiki, bliskiej typowi praskiemu. Jeszcze w 
ciągu VI wieku przybywają tu następni Słowianie, mający doskonalszą ceramikę i inne typy domostw. 
Zakładają gród A z przyległą osadą Bor-chelt; w jakiś czas później wyrasta druga osada Liitjenberg, 
która zastąpiła osadę pierwszych przybyszów. Dzieliła ona losy grodu, chociaż zanikła wcześniej. W 
czasach,   gdy  już   stał   późniejszy  gród   i   osada   Borchelt   B,   czyli   w   pierwszej   połowie  IX  wieku, 
założono kolejne Siedliszcze w pobliżu wsi Tornow, na północ od grodu. Przetrwało ono upadek 
grodu i istniało aż do przełomu XII i XIII wieku, kiedy przybyli tu pierwsi koloniści zachodni.
Badania grodziska w Tornowie, jak również pobliskiego grodziska w Vorbergu, gdzie stwierdzono 
analogiczną   sytuację,   chociaż   prace   były   mniej   rozległe,   przyniosły   jednak   dalsze   rezultaty. 
Joachimowi Herrmannowi udało się wydzielić ceramikę typu tornowskiego. Jej zasięg upoważnia nas 

background image

do   niektórych   konstatacji   chronologicznych   i   etnologicznych.   Charakterystyczne   dla   typu 
tornowskiego   naczynia   dwustożkowe,   formowane   starannie   na   kole   garncarskim   i   zdobione 
najczęściej ornamentem pasowym, pojawiają się przede wszystkim na Łużycach i środkowym Nad-
odrzu — a więc w okolicach, które wówczas  pokrywały się z terytorium plemiennym  Łużyczan, 
Słubian,   Dziadoszan   i   być   może   także   Milczan.   Znaleziska   towarzyszące,   jak   ostrogi   z 
haczykowatymi  zaczepami  i inne wyroby metalowe z okresu słowiańsko--awarskiego umożliwiają 
nam datowanie tej ceramiki na VII— —VIII wiek. W wieku IX—X ceramika ta zanika. Jej geneza, 
zdaniem   niektórych   badaczy,   sięga   epoki   wędrówek   ludów   na   terenie   Śląska   i   Małopolski, 
dokumentując tym sposobem pewne przemieszczenia plemienne ku Odrze i Łużycom. Dopiero tam, w 
okresie swego rozkwitu, stała się przejawem odrębności kulturowej i społeczno-ekonomicznej pewnej 
grupy,   różniącej   się   od   kultur   sąsiednich   regionów,   jak   np.   serbskiej   nad   Łabą   i   Soławą,   ze 
znaleziskami   ceramiki   typu   praskiego,   która   przenikała   tam   z   Czech   doliną   Łaby.   Takich   grup 
kulturowych rysuje się 
90      
więcej   na   terenach   Słowian   Połabskich   i   Nadbałtyckich.   W   regionie   meklembursko-pomorskim 
rozpowszechnił   się   typ   zwany   feldberskim   (od   miejscowości   Feldberg),   reprezentujący   plemiona 
Chyżan,   Czrezpienian,   Dołężan   (Dolenców),   Redarów,   Morzyczan   i   Wkrzan   Od   niego   z   kolei 
odróżnia się grupa znalezisk znad środkowej Haweli i dolnej Sprewy, gdzie zamieszkiwali Hawela-
nie, Sprewianie i Płonie, a także grupy z zachodniej Meklemburgii i wschodniego Holsztynu, które 
były domeną bitnych plemion obodrzyckich.
Dzieło   Joachima   Herrmanna   i   jego   współpracowników,   wsrod   których   są   także   przyrodnicy, 
określający resztki roślin, minerały kości zwierzęce, warunki glebowe itd. stanowi dobitny przykład 
tego, jak kompleksowe badania archeologiczne, które me omijają zagadnień historycznych, nie tylko 
rekonstruują   złożone   procesy  osadnicze,   zaszłe   w   ciągu   stuleci,   ale   również   przyczyniają   się   do 
poznania   stosunków   etnicznych,   ekonomicznych   i   społecznych,   o   których   źródła   pisane   na   ogół 
milczą.
XI. Dreumiane grody 

TU

 Meklemburgii

Kiedy Ibrahim ibn Jakub, wykształcony Żyd z mauretańskiej Hiszpanii, a może z północnej Afryki, 
poseł kordobańskiego kalifa al Hakama II, podróżował w latach 965—966 po krajach zamieszkanych 
przez plemiona zachodniosłowiańskie, zanotował wiele interesujących obserwacji z życia codziennego 
tubylców,  które  dziś  dla  historyka  i  archeologa  są  niezwykle  cennym   źródłem wiedzy.  W  czasie 
podróży   z   dworu   cesarza   Ottona   I   przez   Magdeburg   do   siedziby   króla   Obodrzyców   Nakona   w 
Mechlinie widział wiele drewnianych grodów słowiańskich, które temu wychowankowi rozwiniętej 
kultury   śródziemnomorskiej   o   architekturze   kamiennej   musiały   wydać   się   nader   egzotyczne. 
Wysłuchał objaśnień, jak taka siedziba powstaje, i zapisał w diariuszu: „Słowianie budują większość 
swych grodów w ten oto sposób: idą na łąki bogate w wodę, wytyczają tam miejsce okrągłe albo 
czworograniaste w zależności od formy i powierzchni grodu, jaki zamierzają budować, kopią wokół 
rów i nawarstwiają wykopaną ziemię, umacniając ją żerdziami i palami na sposób baszt, aż wały 
osiągną   pożądaną   wysokość.   Wytyczają   również   bramę   do   grodu,   od   której   strony   chcą,   a   po 
drewnianym   moście   wchodzą   i   wychodzą"...   Świadectwo   Ibrahima,   którego   rękopis   odkryto   w 
pewnym konstantynopolitańskim meczecie dopiero w roku 1875, czekało na weryfikację niemal tysiąc 
lat.
Nigdzie   chyba   nie   ma   tylu   szczątków   grodów   wczesnośredniowiecznych,     co     na     słowiańskiej 
północy,   w   krainie   wymarłych Obodrzyców, Wieletów (Luciców); jedynie na niewielkim raczej 
terytorium Meklemburgii naliczono ich 194. Owi świadkowie dra-   matycznych, bohaterskich walk 
plemion nadbałtyckich i połab-
92
skich z nawałą Franków, Sasów, Duńczyków i Polaków należą do jednej z cech charakterystycznych 
pięknej Meklemburgii, gdzie rzeki, jeziora, wsie i miasta noszą do dziś słowiańskie nazwy. Z grodów 
pozostały   tylko   nasypy,   ukryte   na   zalesionych   pagórkach,   w   nieprzystępnych   mokradłach,   na 
półwyspach   i   wyspach   licznych   jezior,   ocienionych   melancholijnymi   sosnami   albo   podmokłymi 
lasami liściastymi. Pod zarośniętymi wałami kryje się jednak bardzo wiele...
Słowianie zasiedlili niepostrzeżenie te pierwotnie germańskie krainy gdzieś u schyłku epoki wędrówki 
ludów, kiedy impet plemion germańskich zwrócił się na zachód i południe, na tereny o wysokiej 
kulturze,  jeszcze  niedawno należące do imperium rzymskiego,  środkową  i wschodnią  Europę  zaś 

background image

szarpały   niszczycielskie   najazdy   koczowników   huńskich   i   awarskich.   Słowianie   zaczęli   budować 
grody   wkrótce   po   swoim   przybyciu,   tj.   w   VII—   —VIII   wieku,   najpierw   jako   schronienia   w 
niespokojnych   czasach   waśni   międzyplemiennych,   a   później   jako   ostoję   miejscowych   władców, 
organizujących   obronę   przeciw   niebezpieczeństwom   z   zewnątrz   i   rywalizujących   między   sobą   o 
panowanie nad rozdrobnionymi szczepami. Niebawem powstały dwa wielkie związki plemienne — 
Obodrzyców na zachodzie i Wieletów (Luciców) na wschodzie; pod ich przywództwem Słowianie aż 
do   XII   wieku   stawiali   opór   narastającej   przewadze   sąsiadów,   stojących   wyżej   pod   względem 
organizacji   politycznej   i   wojskowej.   W   tym   okresie   zamiera   życie   w   ich   grodach,   najczęściej 
wyrabowanych   i   spalonych.   Dopiero   w   połowie   XIX   wieku   zainteresowano   się   ruinami.   Jako 
pierwszy   dostrzegł   je   i   zaczął   opisywać   archiwista   schweriński   Georg   Lisch,   który   próbował 
identyfikować je z grodami wymienionymi w źródłach historycznych. Do jego idei nawiązał później 
Robert   Beltz;   gromadząc   wiele   informacji   o   zabytkach   dał   podstawy  do   poznania   pradziejowej   i 
słowiańskiej przeszłości Meklemburgii. Szczególną jego zasługą jest zlokalizowanie i naniesienie na 
mapę grodów słowiańskich. Jednocześnie analogiczną pracę na terytorium Pomorzan wykonał Otto 
Kunkel. Rzeczywiste badania, chociaż w ograniczonym zakresie, miały jednak miejsce dopiero po 
pierwszej wojnie światowej. Zainicjował je Karl Schuchhardt, który w roku 1921 przekopał gród ze 
sławną świątynią Swiętowita w Arkonie na wyspie Rugii, a w roku następnym gród Feldberg, który 
utożsamiał ze świątynią słowiańskiego boga Swarożyca, ze sławną Retrą. O tych obiektach powiemy 
w następnym rozdziale. Oprócz niego w roku 1935 pro-     
93
wadził badania na tym terenie Willi Bastian, a mianowicie w Alt--Gaarz, w domniemanym Reriku, 
spustoszonym   w   roku   808   przez   Duńczyków.   Jednak   właściwy  początek   systematycznych   badań 
słowiańskich   grodzisk   nadbałtyckich   stanowią   dopiero   rozległe   wykopaliska   archeologa 
schwerińskiego Ewalda Schuldta w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych bieżącego stulecia.
Schuldt   podjął   badania   nad   terytorium   jednego   z   głównych   plemion   związku   lutyckiego   — 
Czrezpienian (Circipani), którzy zamieszkiwali podmokłą krainę między rzekami Reknicą (Recknitz), 
Trebelem i Pianą (Peene). Stąd też wywodzi się ich nazwa, oznaczająca „tych, którzy mieszkają za 
Pianą".   Pierwsze   badania   podjął   Schuldt   w   latach   1950—1953   na   grodzisku   Teterów;   następne, 
szczególnie   doniosłe,   w   latach   1956—1961   w   Behren-Lubchin;   w   roku   1962   badał   grodzisko   w 
Sukowie, najstarsze z dotychczas znanych, a wreszcie w latach 1963—1964 kompleks grodowy w 
Neu-Niekóhr.   Oprócz   tego   Ewald   Schuldt   zrewidował   i   zasadniczo   uzupełnił   dawne   zestawienie 
Beltza,   a   to   umożliwiło   mu   wyróżnienie   czterech   grup   grodów   meklemburskich,   powstałych   w 
różnym   czasie.   Do   najstarszej   zaliczył   rozległe   fortyfikacje   wyżynne,   np.   Liepen,   Gross-Gornau, 
Penzlin albo Quadensch6nfeld, które koncentrują się głównie we wschodniej części kraju. Na ogół są 
to grody, o których nie ma jeszcze wzmianki w źródłach pisanych i które trzeba datować na VIII—IX 
wiek,   jeśli   nie   wcześniej.   Do   drugiej,   nieco   młodszej   grupy   należą   grodziska   pierś-cieniowate, 
niekiedy zaskakująco małe (30—50 m średnicy). Budowano je raczej na nizinach, nad brzegami rzek i 
jezior,   np.   w   Merkendorfie,   Gross   Raden   i   innych;   są   to   gniazda   rodowe   powstającej   szlachty 
plemiennej i stanowią odzwierciedlenie złożonych stosunków społecznych w  IX—X  wieku. Duże, 
rozczłonkowane grodziska trzeciej grupy, do których należy np. Mecklenburg, Schwerin, Werle, Neu-
Niekóhr, Garz i inne są częściowo współczesne grupie drugiej. Trwają jednak aż do XI—XII wieku, 
jak   o   tym   świadczą   znaleziska   ceramiki   późnosłowiańskiej.   I   wreszcie   ostatnim   typem   według 
Schuldta są grody, wznoszone na terenach trudno dostępnych, zwłaszcza na wyspach pośrodku jezior, 
jak  np.  Quetzin,  Kraków,  Teterów albo  Behren-Lubchin,  które  są  niemymi  świadkami   ostatniego 
rozpaczliwego oporu słowiańskich plemion w XI—XII wieku.
Przyjrzyjmy się teraz bliżej badaniom Schuldta, które wzbogaciły dotychczasową wiedzę na temat 
słowiańskich dziejów Me-     klemburgii o nowe, często zaskakujące fakty.
94
Gród Teterów wzniesiony został w malowniczym miejscu, na wydłużonej wyspie pośrodku jeziora o 
tej samej nazwie. Na północnym krańcu wyspy stał gród właściwy, stosunkowo niewielki, otoczony 
potężnym   wałem,   jeszcze   dziś   ośmiometrowej   wysokości,   wzniesionym   z   gliny,   piasku   i   żwiru, 
wypełniającego   drewniane   ruszty   i   komory.   Od   strony   zewnętrznej   chroniło   go   przed   pożarem 
licowanie kamienne i gruba warstwa iłu, okrywająca konstrukcję drewnianą. Rozległe podgrodzie, 
zaopatrzone w analogiczny wał, zasiedlone było przede wszystkim wzdłuż fortyfikacji, podczas gdy 
obszar grodu wewnętrznego zajmowały na całej powierzchni gęsto pobudowane chaty. W pozostałej 

background image

części wyspy stwierdzono ślady osady otwartej, od której do bagnistego brzegu prowadziła po grobli 
wykładana drewnem droga.
Wielkim zaskoczeniem dla archeologów było odkrycie, że właściwie droga ta stanowiła wylot mostu o 
długości 750 metrów, który nie tylko przerzucony był ponad wodami jeziora, ale również w znacznej 
części   ponad   bagnistym   lądem   stałym.   Niezwykle   dogodne   warunki   terenowe   sprawiły,   że   jego 
konstrukcja   przetrwała   w   stanie   niemal   idealnym,   tak   że   jeszcze   dzisiaj   mogłaby   służyć   swemu 
celowi.   Z   mostu   na   jeziorze   pozostały   tylko   pale   nośne,   jeszcze   dziś   wystające   czasem   nad 
powierzchnię wody przy niskim jej stanie; na lądzie stałym zaś, gdzie most został później przykryty 
groblą, zachował się niemal w całości — jedynie miejscami brakuje poręczy. Możemy więc dokładnie 
odtworzyć sobie tę budowlę. W dnie jeziora albo w bagnie tkwiły pale nośne z podporami, zawsze po 
dwa, na które nasadzone było jarzmo, zaopatrzone z obu stron w czworograniaste otwory. Pale nośne 
z podporami i jarzmami stały w odległości 1,5 — 2,5 m od siebie; połączone były belkami, które 
jednocześnie   stanowiły   podkład   dla   podłogi   mostu.   Deski   tej   podłogi   związane   były  za   pomocą 
drewnianych   klinów   wąskimi   listwami   dębowymi   na   obu   skrajach   mostu.   Owa   przemyślna 
konstrukcja,   świadcząca   o   wysokim   poziomie   techniki   i   organizacji   pracy   wymarłych   plemion 
nadbałtyckich, powstała w  IX  wieku, a w ciągu następnych stuleci była wielokrotnie remontowana. 
Fazę najpóźniejszą datować można na  XI  wiek; pomocne w tym było znalezienie duńskiej monety 
Hardeknuda.   Odkryty   most,   jak   również   wygląd   całego   grodu   jest   dokładną   ilustracją   cytowanej 
wiadomości   Ibrahima.   Nie   jest   także   wykluczone,   że   jednym   z   grodów,   które   odwiedził   Ibrahim 
podczas

 

swej

 

wędrówki,

 

był

 

właśnie

 

Teterów. 

95
Jeszcze gruntowniejszy wgląd w życie Czrezpienian przyniosły badania grodziska Behren-Liibchin, 
prawdopodobnie tożsamego z  urbs Lubekinca,  którą wymienia  pod rokiem 1184 duński kronikarz 
Saxo Grammaticus w związku z wyprawą duńskiego króla Knuda VI i Absalona, arcybiskupa Lund, 
na   słowiańskie   tereny   nadbałtyckie.   Wspólnie   z   Rugianami   (Ranami)   dotarł   on   w   bagnach 
czrezpieniańskich aż do miejsca, w którym wojsko rozbiegło się na rabunek. Grodzisko, wzniesione 
na   brzegu   wysuszonego   obecnie   jeziora,   składało   się   z   dwóch   oddzielnych   części,   połączonych 
drewnianym mostem: niewielki gród na wąskim półwyspie i rozleglejsze podgrodzie na lądzie stałym. 
Półwysep   był   często   zalewany   —   podniesiono   więc   jego   poziom,   kładąc   grubą   warstwę   pni 
brzozowych, dębowych i bukowych, na które narzucono torf i piaszczysto-glinianą ziemię, na której 
dopiero postawiono budynki *mieszkalne. Drewniane fortyfikacje zapadły się z czasem w chłonne 
podłoże, a więc gdzieniegdzie zachowały się niemal na całej wysokości: czasem do ich rekonstrukcji 
wystarczyło   jedynie   podnieść   obsunięte   fragmenty.   Dziś   więc   możemy   dokładnie   je   odtworzyć. 
Starszy wał zbudowany był z dwóch szeregów grubych belek dębowych, wpuszczonych pionowo w 
sztucznie   podwyższone   podłoże   i   połączonych   ze   sobą   innymi   belkami.   Pusta   przestrzeń   w   tak 
przygotowanej   drewnianej   konstrukcji   wypełniona   była   torfem,   gliną   i   kamieniami.   Od   czoła 
obwarowanie   wspierał   nasyp   ziemny,   a   przed   nim   szeroki   stopień   z   długich,   łupanych   pni   oraz 
podwójna ściana z belek. Z pierwszą linią obronną wiązała się szeroka ława ziemna, sięgająca swym 
licem aż do jeziora. Gdy to obwarowanie z czasem rozpadło się, postawiono nowe, o odmiennej 
konstrukcji, z zastosowaniem drewnianych komór i zewnętrznej okładziny kamiennej.
Wśród   wielkiej   liczby   tutejszych   znalezisk   szczególnie   cenne   są   przedmioty   drewniane,   które   w 
innych   warunkach   glebowych   na   ogół   się   nie   zachowują:   łopaty,   kije,   siekiery   z   toporzyskami, 
naczynia drewniane, wiaderka, koło od wozu, laski o zdobionych głowicach, rzeźbione figurki, np. 
głowa   smoka,   która   najprawdopodobniej   stanowiła   ozdobę   wozu  albo  sań,   oraz   inne   przedmioty, 
obrazujące poziom rzemiosła, a zwłaszcza snycerstwa, w XI— —XII wieku.
Badania w Behren-Liibchin miały się już ku końcowi, kiedy Ewald Schuldt otrzymał informację, iż w 
pobliżu grodziska Alten Burg koło Sukowa, w miejscu oddalonym zaledwie o 5 km na
96
północny wschód od Teterowa, natrafiono podczas prac melioracyjnych na starą, wykładaną drewnem 
drogę.   Ewald   Schuldt   już   wcześniej   interesował   się   tym   terenem   ze   względu   na   znaleziska, 
wskazujące   na   jedno  z   najstarszych   grodzisk  w   Meklemburgii;   zdecydował   się   więc   natychmiast 
podjąć   badania.   Stwierdził,   że   droga   miała   długość   1200   metrów   i   łączyła   gród   Alten   Burg, 
pobudowany   na   wzniesieniu   pośród   bagien,   z   nieobronną   osadą   w   pobliżu   dzisiejszej   wsi   Klein 
Marków. Drewniane moszczenie, wspaniale zakonserwowane w podmokłej glebie, odnawiane było 
kilkakrotnie. Droga pierwotna miała szerokość 3 m i składała się z dyli, ułożonych na podkładkach z 

background image

pni brzozowych, przytwierdzonych do pali, które tkwiły w bagnistym gruncie. Pagórek, na którym 
stała   pierwotna   budowla,   nie   był   jeszcze   w   owych   czasach   obwarowany,   a   służył   tylko   jako 
schronienie mieszkańcom osady. Później wzniesiono tutaj gród z fosą i prostym wałem ziemnym, 
umocnionym po bokach kilkoma warstwami nie obrobionych kamieni. Ponieważ dzięki temu wzrosło 
znaczenie miejsca — gród najprawdopodobniej stał się centrum o-kręgu grodowego, łączącego kilka 
osad — trzeba było wybudować nową drogę przez bagna. Ułożono ją bezpośrednio obok starej, dając 
jej solidniejsze podłoże z kilku warstw pni, ułożonych na krzyż; w poprzek spoczywały szerokie, 
starannie   obrobione   dyle,   przytwierdzone   z   obydwu   końców   do   dębowych   pali,   wbitych   w   dno 
trzęsawiska.   Wkrótce   potem   wyremontowano   w   podobny   sposób   również   starą   drogę   —   i   tym 
sposobem powstał dwukierunkowy trakt o szerokości 6 m, wysypany drobnym piaskiem, wznoszący 
się pół metra nad powierzchnią bagna. Jednak i on również zapadł się z czasem pod ciężarem wozów, 
a   wiosną   i   jesienią   najprawdopodobniej   w   wielu   miejscach   znajdował   się   pod   wodą.   Dlatego 
mieszkańcy grodu zdecydowali się na budowę trzeciej drogi, a mianowicie tak, że na obu poprzednich 
usypali   groblę   z   piasku,   i   dopiero   na   niej   położyli   nową   drogę,   wymoszczoną   drewnem   według 
tradycyjnej   techniki;   dzięki   temu   powstał   dwukierunkowy   gościniec,   umożliwiający   wozom 
jednoczesne wjeżdżanie i wyjeżdżanie z grodu. Ta ostatnia droga używana była aż do zaniku grodu, 
po jego opustoszeniu zaś zarosła i zachowała się niemal w pierwotnej formie aż do dnia dzisiejszego. 
Biorąc za podstawę znaleziska bogato zdobioną tzw. ceramikę feldberską gród należy datować na VIII
—IX  wiek.   Ewald   Schuldt   nie   wyklucza,  że   początki   osiedlenia   Sukowa   sięgają   VII   wieku   — 
ponieważ znaleziono tu wiele    
97
T — Świat dawnych Słowian
nie   zdobionych   prototypów   tej   ceramiki,   charakterystycznej   właśnie   dla   wyżynnych   osad 
meklemburskich.
Ukoronowaniem   intensywnej   działalności   archeologicznej   Schuldta   na   terytorium   plemiennym 
Czrezpienian było zbadanie podwójnego grodziska w Neu-Niekóhr. Już w roku 1874 pastor, dr Kruger 
z Boddina, odkrył mniej więcej w połowie drogi między Sukowem a Behren-Lubchinem, oddalone od 
tych   miejscowości   zaledwie   o   dziesięć   kilometrów,   resztki   grodu,   ukryte   w   podmokłym   lesie, 
zarośniętym starymi dębami i jaworami. Robert Beltz utożsamiał to grodzisko z ową urbs Lubekinca, 
o  której   mówiliśmy   wyżej   w  związku  z  Behren-Lubchinem.  Musiał   jednak bezsilnie   patrzeć,   jak 
ogromne fortyfikacje grodu są stopniowo niszczone podczas melioracji okolicznych mokradeł. Już 
wówczas   podziw   budziły   zachowane   resztki   konstrukcji   drewnianych,   nazywane   „tajemnymi 
korytarzami, kazamatami" itp. Stanowisko, badane przez Schuldta, było więc w znacznym stopniu 
naruszone. Mimo to udało mu się zrekonstruować pierwotną formę  osadnictwa i jej przemiany w 
ciągu stuleci. Najpierw stała tu nieobronna  osada, ale już w VIII  wieku na  jej miejscu powstały 
umocnienia, przede wszystkim pełniące funkcję schronu. Na początku  IX  wieku zbudowano tutaj 
niewielki gród na planie okrągłym o średnicy około stu metrów, z grubym wałem, który w ciągu 
dwustu lat był siedmiokrotnie odnawiany i wzmacniany, by wreszcie osiągnąć wysokość dziesięciu 
metrów.  Tak częste remonty były niezbędne, ponieważ Neu-Niekóhr  był  kilka  razy zdobywany i 
pustoszony. Wreszcie stracił na znaczeniu z powodu swego niezbyt dogodnego położenia, a jego rolę 
w  XI  wieku   przejął   Behren-Lubchin.   Z   uzyskanych   podczas   badań   znalezisk,   wśród   których   nie 
brakowało   narzędzi   pracy   (sierpy,   noże,   szydła,   osełki,   wędki,   przęśliki,   dłuta),   wyposażenia 
jeździeckiego (ostrogi, strzemiona, uzdy) i oczywiście broni (włócznie, groty strzał), ważne miejsce 
zajmują żelazne kajdany z zamkiem dla niewolników lub jeńców; podobne pęta znaleziono także w 
Behren-Lubchinie.
Wielecki związek plemienny, do którego należeli Czrezpienia-nie razem z Chyżanami, Doleńcami i 
Redarami, uformował się w roku 983 po zwycięskim powstaniu plemion słowiańskich nad Łabą i 
Bałtykiem   przeciwko   ekspansji   niemieckiej   i   odgrywał   znaczną   rolę   polityczną   i   militarną   aż   do 
połowy XI  wieku. Następnie doszło do bratobójczych walk między Chyżanami i Czrezpienianami z 
jednej strony, a Doleńcami i Redarami z drugiej
98
które skończyły się wcieleniem pierwszych dwóch plemion do państwa Obodrzyców. Jeszcze w roku 
1151   wybucha   nieudane   powstanie   obu   plemion   przeciwko   obodrzyckiemu   księciu   Niklotowi. 
Wkrótce   potem   podzieliły  one   los   wszystkich   Słowian   między   Łabą   a   Odrą,   definitywnie   tracąc 

background image

wolność, a w ciągu następnych dwóch, trzech stuleci także tożsamość narodową. O ich dawnej chwale 
świadczą tylko ruiny drewnianych grodów.
XII. Wyspiarska świątynia Śuriętoiuita
!,■•
Mitologia   pogańskich   Słowian   wyrosła   z   tego   samego   indo-europejskiego   pnia,   co   wyobrażenia 
starożytnych Greków, Rzymian, Celtów czy Germanów. Wiemy jednak o niej bez porównania mniej 
niż o życiu duchowym reszty dawnych Europejczyków. Dzieje się tak nie dlatego, że kultura duchowa 
Słowian była uboższa, lecz dlatego że weszli oni stosunkowo późno na widownię dziejów, nie istnieli 
zatem w świadomości  narodów cywilizowanych.  Nie mieli więc swego Cezara czy Tacyta,  który 
pisałby o nich bezstronnie, jak np. było to w przypadku Celtów albo Germanów.  Gdy Słowianie 
pojawili się na scenie, kulturalna Europa już była chrześcijańska i dlatego nie interesowała się zbytnio 
religiami barbarzyńców, na których patrzała z pogardą, starając się przyłączyć ich jak najszybciej do 
społeczności   chrześcijańskiej.   Dokonywało   się   to   czasem   tak   szybko   i   tak   całkowicie,   że   po 
wierzeniach pierwotnych nie pozostawało nic, oprócz przeżytków w folklorze. Tak było na przykład z 
przodkami Czechów, Słowaków, Polaków czy Jugosłowian. Bliższe informacje zachowały się jedynie 
o wschodnich Słowianach, bardziej wykształconych; znaleźć je można w miejscowych, już chrze-
ścijańskich   źródłach,   przede   wszystkim   w   jedenastowiecznym  Latopisie   Kijowskim.  Jednak 
stosunkowo najwięcej wiemy o religii wymarłych  Słowian połabskich i nadbałtyckich, chociaż na 
ogół za pośrednictwem obcych księży, którzy często nie rozumieli różnych subtelności; podawali więc 
informacje uproszczone lub niejasne, zwłaszcza jeśli idzie o istotę i funkcję poszczególnych bóstw. 
Zgadzają się oni np. co do tego, że najważniejszym ze wszy-
100
stkich słowiańskich bogów na północy, deus deorum, był Świę-towit, a ośrodkiem jego kultu wyspa 
Rugia,  gdzie   stała   przesławna  świątynia  w  Arkonie.   Proboszcz   z  Bożowa   (dziś  Bosau)  Helmold, 
żyjący w drugiej połowie XIII wieku w słowiańskiej Wagrii, nie opodal jeziora Płońskiego (dziś 
Plónersee),   opowiada   w   swojej  Chronica   Slavorum  (Kronika   Słowiańska),   że   wieszczby   kapłana 
Swiętowita cieszyły się największym zaufaniem, i dlatego do jego świątyni słano dary ze wszystkich 
ziem słowiańskich,  a  nawet  od  niesłowiańskich sąsiadów,  jak  o  tym   świadczy wspaniały puchar, 
darowany przez duńskiego króla Swena. Idolowi Swiętowita składano co roku także ofiary z ludzi, a 
mianowicie z pojmanych chrześcijan. Mieszkańcy Rugii mieli opinię najzatwardzialszych pogan; oni 
to najdłużej ze wszystkich Słowian bronili się przed chrześcijaństwem.
Dokładne dane o kulcie Swiętowita i jego zaniku podał duński ksiądz Saxo Grammaticus, który zmarł 
na   początku   XIII   wieku.   Spod   jego   pióra   wyszedł   sugestywny   opis   świątyni   postawionej   na 
płaskowyżu, pośrodku obwarowanego miasta Arkona, znajdującego się na północnym cyplu wyspy. 
Świątynię   otaczało   ogrodzenie   zdobione   starannie   wykonanymi   rzeźbami   i   nieporadnymi 
malowidłami. Było w nim tylko jedno wejście. Właściwą świątynię zbudowano z drewna; krył ją 
czerwony dach, wewnętrzne ściany zaś tworzyły wspaniałe tkaniny, zawieszone na czterech słupach. 
W środku stał drewniany bożek o nadludzkich wymiarach, mający cztery głowy,  z których  dwie 
zwrócone były w przód, a dwie w tył. W prawej ręce trzymał metalowy róg, który obsługujący kapłan 
napełniał corocznie winem, by potem wieszczyć zeń urodzaj w przyszłym roku. Obok posągu leżało 
wędzidło,   siodło   i   inne   liczne   atrybuty,   pośród   których   budził   podziw   ogromny   miecz   z   pięknie 
wyklepaną srebrną rękojeścią i pochwą. Oprócz tego Świętowitowi poświęcony był śnieżnobiały koń, 
na   którym   mógł   jeździć   tylko   kapłan.   Wierzono,   że   nocą   Swiętowit   odbywał   na   nim   wyprawy 
wojenne, ponieważ rano zastawano konia zgrzanego i ubłoconego, jak gdyby wrócił z dalekiej drogi. 
Za pomocą konia wróżono też zwycięstwo lub klęskę planowanych wypraw wojennych. Jeśli koń 
przekroczył rzędy włóczni, rozłożone przed świątynią, najpierw prawą nogą, był to dobry znak; w 
przeciwnym razie rezygnowano z wyprawy. Do świętego przybytku mógł wejść tylko jeden kapłan, 
ale nie wolno mu było tam oddychać — dla każdego nabrania powietrza musiał biec do wyjścia. Na 
ofiarę składano wino i wielki
101
okrągły miodowy placek, po zakończeniu zas obrzędu następowała wspaniała uczta, po której nikt nie 
mógł pozostać trzeźwy.  Dla swej ochrony miał Świętowit drużynę  trzystu konnych; do ich zadań 
należało również pomnażanie świątynnego skarbca. Świętowit przypomina więc swymi  atrybutami 
rzymskiego boga wojny Marsa, chociaż spełniał, jak na to wskazuje obrzęd z rogiem,  także inne 
funkcje.

background image

Ponieważ   lokalizacja   Arkony   jest   dobrze   znana   —   resztki   jej   masywnych   wałów   na   kredowych 
falezach przylądka Arkona do dnia dzisiejszego opierają się falom Bałtyku — nic więc dziwnego, że 
przykuwała   ona   uwagę   archeologów.   W   roku   1921   rozpoczął   tutaj   badania   jeden   z   czołowych 
archeologów   niemieckich,   Karl   Schuchhardt.   Kierując   się   opisem   Saxona,   penetrował   niewielkie 
wzniesienie w hipotetycznym  centrum grodu, o-becnie już w większej części pochłoniętym  przez 
morze. Schuch-hardtowi udało się ustalić fundamenty budowli na planie kwadratu z czterema słupami 
wewnętrznymi i śladem kamiennego cokołu idola; ogłosił więc bez najmniejszych wątpliwości, że ów 
obiekt   jest   poszukiwaną   świątynią.   Świat   naukowy   przyjął   ten   pogląd,   chociaż   wkrótce   zaczęły 
pojawiać się wątpliwości, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej, kiedy udoskonaliła się znacznie 
technika badawcza i system dokumentacji. Według pojęć dzisiejszych Karl Schuchhardt nie prowadził 
badań zbyt  precyzyjnie;  dokonywał  tylko wąskich cięć zamiast szerokoprze-strzennych odkrywek, 
dających dokładny wgląd w stanowisko archeologiczne. Owe wątpliwości sformułował konkretnie i 
stanowczo   w   roku   1959   archeolog   duński   Ejnar   Dyggve.   Poddał   on   wyniki   badań   Schuchhardta 
drobiazgowej   analizie,   min.   stwierdzając   znaczne   niezgodności   z   opisem   Saxona   Grammaticusa 
zarówno co do rozmiarów budowli, jak i jej architektury. Doszedł do wniosku, że obiekt odkryty przez 
Schuchhardta mógł być  co najwyżej resztkami duńskiej świątyni misyjnej, postawionej w miejscu 
pogańskiego ośrodka kultowego, jak to ówczesny Kościół powszechnie praktykował. Owa sporna 
kwestia   została   rozstrzygnięta   w   latach   1969—1970   przez   archeologa   niemieckiego   Hansdietera 
Berlekampa, który w miejscu sondaży Schuchhardta przeprowadził badania kontrolne stwierdzając 
jedynie resztki obwarowań zewnętrznych. Świątynia musiała więc znajdować się dalej na wschód — 
tam gdzie dziś przewalają się fale Bałtyku. Jej dokładnej lokalizacji nie ustalimy już nigdy i dlatego 
musimy zadowolić się opisem kronikarza duńskiego.
102
podobny   los   spotkał   również   inne   domniemane   odkrycie   Schuchhardta,   drugiej   co   do   ważności 
świątyni Słowian nadbałtyckich — Retry.  O tej głównej świątyni  plemienia Redarów donosi nam 
przede   wszystkim   biskup   merseburski   Thietmar,   który   zmarł   w   roku   1018.   Według   jego   opisu 
pośrodku   świętego   gaju   stała   wspaniale   zdobiona  świątynia   drewniana,   wzniesiona  na   rogach 
zwierzęcych,   a   w   niej   cały   zastęp   uzbrojonych   bożków.   Pośród   nich   wyróżniał   się   zwłaszcza 
Swarożyc,   uznawany   najprawdopodobniej   za   syna   boga   Słońca,   Swaroga,   znanego   również   z 
panteonu   Słowian   wschodnich.   Był   on   obok   Swiętowita   czczony   przez   wszystkich   Słowian 
północnych.  Składano mu  także  ofiary  z  ludzi,  np.  w  roku  1066  taki  los  spotkał  biskupa  Jana  z 
Marienburga. Również i Swarożycowi poświęcony był święty koń, służący kapłanom do wieszczby. 
W roku 1068, kiedy świątynię definitywnie zburzono, jechał na nim — ku hańbie pogan — biskup 
Burchard, wracając do swej siedziby w Halberstadt.
Thietmar  pisze niezbyt  jasno, że miasto Retra było „trzyrogie1  (tńcornis)  i że miało trzy bramy. 
Wobec wielkiej liczby grodów na północy, dość podobnych do siebie, archeologowie szukali Retry co 
najmniej w dwudziestu miejscach. Najpowszechniej jednak przyjął się pogląd Karla Schuchhardta, 
który w roku 1922 podjął niewielkie badania na obwarowanej Górze Zamkowej koło Feldbergu nad 
Jeziorem Feldberskim i ogłosił, że właśnie to miejsce jest poszukiwaną Retrą, której „trzyroga" forma 
da się według niego wytłumaczyć wieżami trzech bram.
Imponujące   położenie   Góry  Zamkowej,   gęsto  zarośniętej   lasem  bukowym,   narzucało  wprost   ową 
hipotezę, ale również zachęcało współczesnych nam archeologów do podjęcia badań kontrolnych. 
Rozpoczął   je   w   roku   1967   uczony   berliński   Joachim   Herr-mann;   jego   prace   rzeczywiście 
potwierdziły,   że   istniało   tu   ważne   centrum   plemienne,   w   którym,   sądząc   po   gęstości   zabudowy, 
mieszkało stale 600—1200 osób. Odkryto tu także świątynię, ale nie na szczycie Góry Zamkowej, jak 
przypuszczał Schuchhardt, lecz na bocznej odnodze wzniesienia nad jeziorem, w terenie oddzielonym 
fosą. Ale znaleziska wykazały w sposób niewątpliwy, że gród Feldberg istniał już w VII—IX wieku, 
podczas gdy po czasach największej chwały Retry, udokumentowanych historycznie, czyli z X—XI 
wieku, nie ma ani śladu. I w tym wypadku trzeba więc było — przynajmniej na razie — zrezygnować 
z wysnuwania ostatecznych wniosków i szukać dalej.
Jak widać, archeolodzy nie mieli szczęścia do pogańskich świą-
103
tyń północno-zachodnich Słowian — mimo że kronikarze z XI— —XII wieku pozostawili o nich tak 
wiele   konkretnych   informacji.   Również   badania   Herrmanna   w   Feldbergu   przyniosły   zaledwie 
stwierdzenie, że istotnie stała tam jakaś prostokątna budowla, rozczłonkowana na kilka pomieszczeń i 

background image

oddzielona rowem od grodu właściwego. Nieco dokładniejsze wyobrażenie mamy o anonimowych, 
prymitywnych miejscach ofiarnych, poświęconych kultowi lokalnych bóstw, których — jak twierdzą 
źródła pisane — było bardzo wiele. W latach 1931—1933 udało się Janowi Malotkiemu, kustoszowi 
muzeum   w  Trzebiatowie,   odkryć   dwa   takie   obiekty w  tej   miejscowości  na   Pomorzu  Zachodnim. 
Odkrył on mianowicie rowy, tworzące dwa owalne kręgi, oddalone od siebie o 65 m, a wobec swej 
niewielkiej   głębokości   (0,5—1   m)   i   szerokości   (1—1,5   m)   dające   ochronę   jedynie   symboliczną. 
Pośrodku mniejszego owalu (8X10 m) było tylko jedno palenisko, wewnątrz większego (10X13 m) 
mieściły  się  dwa  paleniska  oraz   trzy  jamy  słupowe,   prawdopodobnie   po posągach  wkopanych  w 
ziemię. Paleniska są pozostałością ogni ofiarnych, które, sądząc po znalezionych węgielkach, płonęły 
także w rowach. Oba miejsca ofiarne miały związek z osadą, datowaną znaleziskami na IX—X wiek. 
Podobny obiekt kultowy odkryli  archeologowie radzieccy we wschodniosłowiańskiej Pieryni  koło 
Nowogrodu Wielkiego. O nim jednak będzie mowa na innym miejscu.
Sprawa   wygląda   lepiej   ze   znaleziskami   rzeźbionych   wizerunków   bogów,   chociaż   archeologom 
nierzadko grozi niebezpieczeństwo, że padną ofiarą mistyfikacji. Znana jest np. historia tzw. idoli z 
Prillwitz,   metalowych   figurek   z   napisami   runicznymi,   które   w   końcu   XVII   wieku   miał   rzekomo 
odkryć pastor Gideon Sponholz w wielkim kotle na brzegu Jeziora Dołęskiego (Tollen-see). Już w 
roku 1834 Karl Lewezow udowodnił, że są to falsyfikaty; mimo to jednak obrońcy ich autentyczności 
pojawiali się jeszcze na początku XX wieku.
Za autentyczny można jednak uważać drewniany posąg, znaleziony na południowym brzegu jeziora 
Ruppiner opodal słowiańskiego grodu Altfriesack. Co prawda, z początku nie było pewne, czy bożek 
jest istotnie pochodzenia słowiańskiego; jednak archeologowie wezwali na pomoc fizyków, którzy w 
roku 1967, stosując metodę radiowęglową, datowali figurę na drugą połowę  VI  wieku  — czas, w 
którym rozpoczęło się słowiańskie osadnictwo tych terenów. Mimo woli przychodzą na myśl legendy 
sta-roczeskie, jak je zanotował praski kronikarz Kosmas, gdzie po-
104
wiada się o bożkach, niesionych na ramionach przez pierwszych Czechów, zajmujących kraj. Bóstwo 
z Altfriesack wyrzeźbione jest w dębowym drewnie; przedstawia ono zaskakująco szczupłą sylwetkę 
męską z otworem na fallus, wtykany okazjonalnie, zapewne jako atrybut bóstwa płodności. Podobne 
idole   znaleziono  w  pobliżu  znanego  nam  już   grodziska   w   Behren-Lubchine   oraz   w  Braaku  koło 
Eutina. Falliczny kult płodności, o którym mamy również wzmianki pisane na przykład u Słowian 
wschodnich, udowodniony jest znaleziskiem fallusa z drewna dębowego — w centralnej Polsce, w 
Łęczycy.
Bałwany wykonywano  także z innych  materiałów. Znany jest np. kamień Swiętowita, tkwiący w 
murze   kościoła   w   Altenkir-chen   opodal   Arkony,   przedstawiający   płaskorzeźbioną   postać   męską, 
trzymającą ogromny róg (naczynie do picia), symbol Swiętowita; również podobny kamień w Bergen 
na Rugii, także tkwiący w kościelnym murze, albo kamień Jarowita z Wołogoszczy (dziś Wolgast) z 
prymitywnym   wyobrażeniem   miejscowego   bóstwa,   dzierżącego   włócznię   jako   atrybut   funkcji 
wojskowej.
Obok   tych   wielkich  figur   z   pewnością   kultowy  charakter   miały  także   niewielkie   rzeźby,   jak  np. 
ołowiana figurka, znaleziona w grobie koło Weggun (pow. Prenzlau), brązowy posążek mężczyzny z 
nadodrzańskiego   grodziska   Schwedt   czy   kościana   główka   z   Merseburga   i   inne.   Nie   brak   także 
zwierząt kultowych; np. ołowiane amulety z wyobrażeniem ryby z Wustrow nad jeziorem Tollensee 
albo z Fergitz koło Prenzlau, wąż rzeźbiony w jelenim rogu, znaleziony w Górkę koło Anklam, a 
zwłaszcza   figurki   koni,   atrybuty   bóstw   wojny;   takim   prawdopodobnie   był   brązowy   konik   z 
Brandenburga.
Wiele uwagi poświęcono niedawnemu odkryciu dwóch idoli dębowych w obronnej osadzie, położonej 
na Fischerinsel (jezioro Tollensee, na południe od Neubrandenburga). Osada pochodzi z  XI—XII 
wieku. Jeden z posągów, o wysokości 165 cm, wyobraża bóstwo kobiece z głową jedynie naznaczoną, 
ale z wyolbrzymionymi cechami płci żeńskiej. Interesujące, że posąg wyrzeźbiono tak, by widz mógł 
patrzeć nań skośnie z przodu — a więc najpewniej jego miejsce, jako pomniejszego bóstwa, było w 
kącie świątyni. Drugi wyobrażał dwugłowe bóstwo męskie, wysokości 170 cm, stojące na graniastym 
słupie.   Obie   jego   głowy,   osadzone   na   wspólnych   ramionach,   odznaczają   się   przede   wszystkim 
wielkimi,   zwisającymi   wąsami.   Wielogłowość   bogów   należy   do   powszechnych,   ale   dotąd 
niezadowalająco wyjaśnionych cech po-
105

background image

gaństwa słowiańskiego nad Bałtykiem. Ze świadectw kronikarzy wiadomo, że Swiętowit i Porenut 
mieli po cztery głowy, Trzy-głów ze Szczecina, Wolina i Brandenburga — po trzy. Porewit pięć, a 
Rujewit — znany tylko z Gardźca (dziś Garz) na Rugii — aż siedem. W Europie zjawisko to jest 
raczej rzadkie, zdarza się np. u Celtów lub Rzymian — za to wielogłowe posągi bardzo przypominają 
stare bóstwa indyjskie, gdzie podobne wyobrażenia dotychczas są stosowane. Z tego więc powodu nie 
możemy   wykluczyć   związku   z   dawnym   pniem   indoeuropejskim,   którego   relikty   w   pogaństwie 
słowiańskim można prześledzić także w innych dziedzinach, np. w rytuale pogrzebowym.
Wierzenia religijne wymarłych Słowian północno-zachodnich, tak długo opierających się naporowi z 
zewnątrz i próbom chrystianizacji, są niewątpliwie jedną z najciekawszych kart historii europejskiej 
kultury  duchowej.   Jest   rzeczą   zrozumiałą,   że   obecność   zatwardziałych   pogan   w   centrum   Europy 
jeszcze   w  XI—XII   wieku  odczuwana   była   przez   zachodnie   chrześcijaństwo   jako  anomalia,   którą 
należało   jak   najszybciej   usunąć.   Stąd   wytrwałe,   ciągnące   się   przez   całe   stulecia   zabiegi,   by 
zlikwidować ów gorszący stan rzeczy. Najczęściej stosowano przemoc. W roku 1147 pod wpływem 
apelu św. Bernarda z Clairvaux zorganizowano nawet, zamiast do Ziemi Świętej, wielką wyprawę 
krzyżową   przeciw   Obo-drzycom   i   Wieletom.   Pod   dowództwem   Henryka   Lwa,   Albrechta 
Niedźwiedzia,   arcybiskupów   z   Magdeburga   i   Bremy,   papieskiego   legata   Anzelma   oraz   innych 
wybitnych wielmożów tamtych czasów u-czestniczyły w niej wojska saskie, duńskie (wraz z flotą), 
czeskie i polskie. Nie odniosła ona co prawda zbyt wielkich sukcesów militarnych — lecz pustosząc 
kraj i dziesiątkując ludność nadwerężyła potęgę plemion nadbałtyckich w takim stopniu, że w ciągu 
niewielu dziesięcioleci pokonano je zupełnie. Ich pogańska „ideologia" nie mogła w swej schyłkowej i 
atawistycznej formie utrzymać się wobec wyżej rozwiniętej cywilizacji chrześcijańskiej.
XIII. Kupcy i piraci na Bałtyku
Europę   Północną   od   niepamiętnych   czasów   zamieszkiwały w zasadzie te same narody co dziś: 
na północnym zachodzie Germanie,   do których   praojczyzny   należała   właśnie     Skandynawia i 
północna część Niemiec; południowe wybrzeże Bałtyku opanowali Słowianie, którzy, jak sądzi część 
badaczy, znani byli dziejopisarzom rzymskim pod imieniem Wenedów już w I wieku naszej ery; na 
wschód od nich rozpościerały się siedziby plemion bałtyckich, a na północnym wschodzie Finowie. 
Plemiona te dzieliło, a jednocześnie łączyło Morze Bałtyckie — teren odważnych penetracji, dalekich 
wypraw handlowych, widownia łupieżczych najazdów i bezlitosnych walk, rozgrywających  się na 
zachodzie i wschodzie. W VIII—XII wieku (była to epoka heroiczna, która pozostawiła w dziejach 
europejskich   głęboki   ślad)     dokonywano   niesłychanie   śmiałych   wyczynów   w   dziedzinie   żeglugi, 
wówczas budzących osłupienie, a dzisiaj podziw. W pierwszym akcie owego  dramatu  historycznego 
głównymi  aktorami  byli  germańscy wikingowie (VIII—X wiek), a w drugim Słowianie (XI—XII 
wiek).   Wyprawy   wikingów   i   Słowian   stały   się   podstawą   rozwoju   żeglugi   morskiej   na   Bałtyku. 
Sposoby   konstruowania   łodzi   i   umiejętność   żeglugi   były   wynikiem   wieloletnich   doświadczeń, 
zdobywanych   na   niezliczonych   wyspach,   w   zatokach,   na   jeziorach   i   rzekach   Skandynawii   oraz 
Pomorza, gdzie życie  bez żeglugi i rybołówstwa  nie byłoby możliwe. Dokumentują to znaleziska 
czółen   w   grobach   i   rozbitych   łodzi   na   morskim   pobrzeżu.   Najstarsze   świadectwo   słowiańskiej 
znajomości  żeglugi dał Cornelius Nepos w roku 62 p.n.e. (zacytował je później Pomponius Mela, a 
powtórzył także Pliniusz); uwieczniono w nim „Indów", tj. Wenedów, 
 107
którzy rozbili się na wybrzeżu galijskim w dzisiejszej Francji. Wielosetletnia obecność Słowian na 
morzu   i   niezależny  rozwój   ich   żeglugi   dokumentowany   jest   także   przez   słowiańską   terminologię 
nautyczną. Wiele określeń przejęli z niej również Skandynawowie, na przykład słowo  lodja  (łódź, 
prom).
Najstarsze łodzie na Bałtyku były wiosłowe, czasem zaopatrzone w niewielkie żagle. Łodzie żaglowe 
z kilem pojawiają się dopiero w VII wieku. Stanowią one kamień milowy dalszego rozwoju nautyki; 
ich   rozpowszechnienie   się   i   zadziwiające   udoskonalenia   w   VIII   wieku   zwiastowały   sławną   erę 
wikińską.   O  wyglądzie   tych   łodzi   mówią   nam  ryciny   na   kamieniach   runicznych,   hafty,   a  przede 
wszystkim znaleziska samych  łodzi, niekiedy dobrze zachowanych, np. w grobach królewskich w 
Gokstad i Ose-berg w Norwegii, w Askekarr w Szwecji i in. Szczególnie charakterystyczna jest łódź z 
Gokstad, wyróżniająca się elegancją, typową   dla   szkutnictwa   wikingów   krzywizną   dzioba   i 
korpu-pusu. Wykonana jest ona głównie z dębiny; mierzy 23 m długości, 5 m szerokości i niecałe 2 m 
wysokości, z jednym masztem na żagiel,  bocznym sterem i szesnastoma parami wioseł,  które jednak 
spełniały tylko funkcję pomocniczą, np. przy bezwietrznej pogodzie, ponieważ główną siłą napędową 

background image

był wiatr. Na takich łodziach, ważących około dwudziestu ton i zabierających średnio 35 ludzi załogi, 
której jedynym  schronieniem na otwartym  pokładzie   były   namioty,    wikingowie   wyruszali   w 
imponujące     rejsy  przez   Atlantyk  i  osiągali   sukcesy  militarne   w walkach z   o wiele  liczniejszym 
wrogiem. Umożliwiała to właśnie lekkość, zwrotność i szybkość ich łodzi.
Łodzie   słowiańskich   żeglarzy  morskich   z   owych   czasów   podobne   były   do   łodzi   wikingów   i   nie 
ustępowały im pod względem technicznym.  Nie były wprawdzie tak łatwe  w manewrowaniu jak 
wikińskie,  od  których  różniły się  bardziej   spłaszczonym   dnem  (czym   przypominały  raczej   łodzie 
fryzyjskie), mniejszym zanurzeniem i przesuniętym w przód ciężarem ożaglowania — lecz były za to 
stabilniejsze i bezpieczniejsze na wzburzonym morzu. Zdradzają to znaleziska całych wraków, części 
łodzi i różnych detali osprzętu, a nawet znaleziska modeli czółen i zabawek. Według tych reliktów 
polski archeolog Kazimierz Śląski rozróżnił trzy typy łodzi słowiańskich na Bałtyku w okresie od IX 
do XIII wieku.
Do pierwszej kategorii należą łodzie wojenne  (naves  longae),  szybkie  i smukłe,  odznaczające się 
płytszym zanurzeniem. Były
108
co prawda mniejsze niż wikińskie, lecz według kronikarza duńskiego Saxo Grammaticusa z XI wieku 
mogły zabrać na pokład 44 mężczyzn i jednego konia. Dwa wraki tego typu odkryto w roku 1931 w 
Oruni   koło   Gdańska.   Mają   one   długość   12—13   m   i   mogły   zabierać   18—20   wioślarzy. 
Prawdopodobnie   służyły   do   walk   na   wodach   przybrzeżnych   —   ponieważ   nie   należały   do   tych 
największych, pełnomorskich, o których mówią źródła historyczne, a których dotychczas jeszcze nie 
znaleziono.
Niewiele różniły się od nich łodzie drugiej grupy, służące do celów transportowych i handlowych. 
Były nieco szersze, miały głębsze zanurzenie, a prócz wioseł wyposażone były w maszt i żagiel. 
Przykładem może być największa z trzech łodzi z IX—X wieku, znalezionych w roku 1967 i 1968 w 
Ralswiek   na   wyspie   Rugii.   Miała   ona   13—14   metrów   długości,   3—4   metry   szerokości,   a 
skonstruowana była z dębowych listew, łączonych żelaznymi nitami i przytwierdzonych do szkieletu 
łodzi drewnianymi kołkami; szczeliny zapychano pakułami i zalewano smołą, Podobne wraki odkryto 
na polskim wybrzeżu w Żarnowsku, czyli Charbro-wie itd.
Trzeci typ stanowiły rozmaite czółna rybackie, zarówno dłubane z jednego pnia, jak i wyposażone w 
kil. Znaleziono ich sporo, iecz nie zawsze można je dokładnie datować. Znaleziska zabawek w formie 
małych promów, czasem nawet z żaglem, świadczą o istnieniu w owych czasach również tego typu 
statków.
Powojenne   badania   polskie   w   Gdańsku   i   Szczecinie   uzupełniły   wiedzę   o   wyposażeniu   łodzi 
słowiańskich. Jak się okazało, różniły się one od wikińskich również tym, że ich maszt przymocowany 
był  do środkowej wręgi łodzi za pomocą  specjalnego drewnianego spojenia, a żagle sporządzano 
wyłącznie z płótna. Jako ster służyło szerokie wiosło pokładowe, a kotwicę tworzył przewiercony 
kamień, osadzony niekiedy w drewnianej ramie.
Rozwój żeglugi morskiej na Bałtyku łączył  się z powstawaniem portów. Początkowo istniały nad 
morzem zwykłe grody plemienne. W wyniku rozkwitu handlu w ciągu IX wieku zaczęły wokół nich 
wyrastać miasta portowe, które stały się ośrodkami szerokiej wymiany towarowej. Niektóre z owych 
centrów   uzyskały   niezawisłość   od   sąsiednich   księstw   słowiańskich   i   stały   się   samodzielnymi 
republikami miejskimi, opanowanymi przez warstwę bogatych kupców.
Najstarsze przekazy mówią o słowiańskim porcie na terytorium Obodrzyców, którego nazwa „Rerik" 
znaczy po duńsku „szuwa-
109
ry". Najwyraźniej idzie tu o centrum obodrzyckie, które Sasi nazwali Mikelenberg, z czego powstała 
nazwa Mecklenburg. Nazwa słowiańska prawdopodobnie brzmiała Weligrad. Potęga Obo-drzyców 
wzrosła, zwłaszcza wówczas, gdy jako sprzymierzeńcy Karola Wielkiego walczyli przeciwko Sasom; 
w   zamian   uzyskali   tereny   aż   do   ujścia   Łaby,   do   dzisiejszego   Hamburga.   Od   tego   czasu   celem 
frankońskich   karawan   kupieckich,   wędrujących   od   Łaby   do   Bałtyku,   stał   się   właśnie   Rerik-
Mecklenburg. Ten handlowy konkurent nie był w smak duńskiemu władcy Godfredo-wi — w roku 
808 wtargnął on na terytorium Obodrzyców, zburzył Rerik, którego bogactwo było mu solą w oku, i 
przeniósł   tamtejszych   kupców   do   Haithabu,   miasta   portowego,   które   zbudował   na   wybrzeżu 
szlezwickim.   Od   tego   czasu   Haithabu   (badane   już   od   kilku   dziesięcioleci   przez   archeologów 
niemieckich) stanowiło centrum handlu wikińskiego z Europą Zachodnią. Rerik jednak wciąż trwał. 

background image

Stał się siedzibą książąt obodrzyckich, a wzmianki o nim pojawiają się jeszcze w XII wieku, chociaż 
wówczas stracił już swoją dominującą pozycję.
Plemieniem  Słowian  nadbałtyckich,  wysuniętym  najdalej   na zachód,  byli  Wagrowie.  Ich  stolica, 
Stargard,  zwana przez  zachodnich sąsiadów Aldenburgiem (dziś Oldenburg) powstała już w VII—
VIII wieku i rozwinęła się w miasto portowe, handlujące ze Skandynawią. Dowodzi tego między 
innymi mnogość skarbów    znalezionych    w    okolicy.    Podobnie    jak    Mecklenburg    czy inne 
miasta portowe, Stargard nie leżał na samym wybrzeżu, lecz w odległości około pięciu kilometrów od 
Zatoki Kilońskiej i około piętnastu kilometrów od Zatoki Lubeckiej, do których można było dopłynąć 
Rowem Oldenburskim.  W roku  968 założono tu biskupstwo   jako   ośrodek   misji,   działającej 
wśród   tamtejszych plemion słowiańskich. W  XI—XII wieku Stargard razem z całą Wagrią stał się 
częścią państwa obodrzyckiego, a następnie był powoli usuwany w cień przez rosnącą w siłę Lubekę, 
która   w   XII   wieku   przejęła   rolę   zarówno   Stargardu   (Oldenburg),   jak   i   Re-riku   (Mecklenburg). 
Rozkwit   Starej   Lubeki,   leżącej     około   czterech   kilometrów   na   północ   od   późniejszego 
średniowiecznego miasta,   łączy   się   z   panowaniem   obodrzyckiego   księcia   Henryka (1093—
1127),   który   uczynił   z   niej   swą   siedzibę.   Miejsce   to   stało   się   przedmiotem   szczególnego 
zainteresowania archeologów, którzy w latach 1947—1959 przeprowadzili tam wielkie wykopaliska. 
Gród właściwy otoczony był wałem pierścieniowatym obejmującym   powierzchnię     100X150   m. 
Wewnątrz  obwarowań  odkryto
110
fundamenty   kościoła   na   planie   prostokąta   z   apsydą   i   ośmioma   grobami   książęcymi,   w   których 
znaleziono jedenaście złotych bransolet i złotą szpilę. W pobliżu kościoła stała siedziba książęca, w 
której również znaleziono wiele cennych przedmiotów. Na południe od kościoła mieszkańcy grodu 
wydrążyli studnię i oszalowali ją drewnem; od strony wschodniej zbudowali magazyny i spichrze, 
wzdłuż   wału   —   stajnie   i   obory,   a   na   całym   terenie   pomieszczenia   mieszkalne.   Według   kroniki 
Helmolda miał tu być  dom kapłana i mieszkania dla załogi, badania archeologiczne zaś odsłoniły 
także ślady pracowni złotniczych i mennicy. Do grodu wchodziło się bramą południową, przez którą 
także   przeprowadzono   kanał   ściekowy,   oszalowany   drewnem.   Przed   bramą   rozłożyła   się   osada 
rzemieślników, przede wszystkim garncarzy, kowali i tokarzy drewna; o ich obecności świadczą ślady 
produkcji i warsztaty. Następną osadę, prawdopodobnie ludności służebnej, odkryto za kanałem, który 
łączył rzeki Trave i Schwartau; tak więc gród i osada rzemieślnicza znalazły się na wyspie. Trzecia 
osada powstała na południowym brzegu Trave. Tam mieszkali kupcy,  przede wszystkim duńscy i 
niemieccy, którzy według Helmolda wystawili także kościół. Rozkwit Starej Lubeki nie trwał długo. 
Jeszcze przed połową XII wieku osada zanikła razem z państwem Obodrzyców, zaś w roku 1158 
Henryk Lew założył niedaleko stamtąd miasto Lubekę.
Centrum   duchowne   Słowian   nadbałtyckich   stanowiła,   jak   o   tym   już   mówiliśmy,   wyspa   Rugia   z 
chramem Swiętowita w Arkonie. Położenie i kształt wyspy z wielką liczbą zatok, odpowiednich dla 
kotwiczenia statków, zachęcały Ranów do żeglugi morskiej. Jeden z ich portów odkryto w Ralswiek w 
Zatoce Jasmundzkiej. Osada, chroniona bagnami, miała ponad pół kilometra długości, a mieszkali w 
niej   nie   tylko   autochtoni,   lecz   także   cudzoziemscy   kupcy,   którzy   przywozili   tu   między   innymi 
skandynawskie zapinki i norweski talk. Pracowali tu również złotnicy, a znalezisko rylca dowodzi 
znajomości pisma.
Wielkie znaczenie miała grupa portów u ujścia Odry, chroniona wyspami Wolin i Uznam. Najstarszy 
z nich powstał w rejonie ujścia Piany koło Menzlinu, a założyli go prawdopodobnie w VIII wieku 
przybysze   skandynawscy   lub   piraci,   po   których   zostały   charakterystyczne   pochówki   w   łodziach. 
Obcoplemieńcy szybko stopili się z miejscową ludnością, a w X wieku rozwój ich portu przytłumiły 
pobliskie   centra   Wołogoszcz   (dziś   Wolgast),   U-znam   (dziś   Usedom),   które   przekształciły   się   w 
organizmy miej-   
111
skie. Żaden z nich jednak nie zaćmił sławy Wolina, słynnej Wine-ty, czyli Jómsburga z zachodnich 
kronik i północnych sag. Kronikarz Adam  Bremeński pisze  o tym portowym  mieście, rozkwitającym 
w IX—X wieku, położonym nad Dziwną na wyspie Wolin:  „Było to z pewnością miasto największe 
ze wszystkich, jakie  ma   Europa,   zamieszkane  przez   Słowian  przemieszanych z innymi narodami, 
Grekami [chodzi tu prawdopodobnie o Ru-sów, którzy należeli do wyznawców obrządku greckiego — 
Z.V.] i barbarzyńcami. Również przybyłym Sasom pozwolono tam mieszkać, jeśli tylko przez czas 
swego pobytu nie okazywali, że są chrześcijanami. Z pewnością wszyscy stali mieszkańcy aż do u-

background image

padku   swego     miasta     błądzili     w   pogańskiej     wierze;       jednak   nie   można   było   znaleźć   ludu 
godniejszego i lepszego pod względem obyczajów i gościnności.  Miasto owo,  opływając w towary 
ze wszystkich stron,   dostarczało   przeróżnych   rzeczy,   przyjemnych i wspaniałych"... Długoletnie 
badania archeologów niemieckich, a po drugiej wojnie światowej — polskich, wydatnie uzupełniły tę 
entuzjastyczną relację Adama Bremeńskiego. Stwierdzono, że miasto miało potężne obwarowania i 
port, którego resztki odkryto dzięki archeologii podwodnej, a który — jak twierdzą źródła pisane — 
wyposażony był także w latarnię morską. Stwierdzono piętnaście warstw osadniczych, utworzonych 
przez pozostałości  często  remontowanych   domów.   Drewniane   chaty  tworzyły wąskie uliczki, 
wymoszczone   drewnem.   Oprócz   kupców   mieszkali   w   nich   także   różni   rzemieślnicy:   garncarze, 
kowale,   złotnicy,   cieśle,   szklarze,   rogownicy,   specjaliści   zajmujący   się   obróbką   bursztynu   i   in. 
Znaleziska dokumentują — prócz rozwiniętej   produkcji     miejscowej     —     także     dalekosiężne 
kontakty   handlowe: z Nowogrodem Wielkim na wschodzie,  Nadrenią  na  zachodzie, na północy zaś 
ośrodkami skandynawskimi, zwłaszcza ze szwedzką Birką na jeziorze Malaren. Wolin był ważnym 
miejscem   przeładunku   towarów;   nic   więc   dziwnego,   że   po   obu   stronach   grodu,   wzdłuż   brzegu 
Dziwnej, ciągnęły się osady na odcinku długości aż czterech kilometrów.
W  XI  wieku Wolin musiał walczyć o swą niezależność z państwem pierwszych Piastów, któremu 
wreszcie uległ. Dobiły go w XII wieku najazdy duńskie. Tymczasem jego rolę przejął korzystniej pod 
względem strategicznym i gospodarczym położony Szczecin, który od  IX  wieku przechodził różne 
koleje losu: był na zmianę niezawisły bądź zależny od książąt polskich czy po-morskich, aby wreszcie 
stać się jednym z najznaczniejszych pol-
112
skich portów. Obwarowane miasto rozpościerało się na trzech pagórkach: na najwyższym z nich, w 
miejscu późniejszego grodu średniowiecznego, stała świątynia Trzygłowa i siedziba książęca. Liczbę 
mieszkańców w okresie największego rozkwitu tego portu, tj. w XII wieku, na podstawie powierzchni 
zasiedlonego terenu oszacować można na pięć tysięcy; jak na ówczesne stosunki, jest to rzeczywiście 
wielka liczba.
Wykaz bałtyckich portów słowiańskich zamykają Kamień Pomorski, Kołobrzeg i Gdańsk. Kamień 
Pomorski w XII wieku był stolicą pomorskiego księcia Warcisława. Za jego czasów pełnił tu misję 
św. Otto z Bambergu, który w Kamieniu Pomorskim wzniósł dwa kościoły.  Na podstawie badań, 
prowadzonych   od   roku   1958   stwierdzono,   że   miasto   wyrosło   w   miejscu   wcześniejszej   osady 
rybackiej, obok której w  X  wieku powstał niewielki gródek, stanowiący część systemu obronnego 
wolińskiego miasta-państwa. Największy jednak rozkwit Kamienia Pomorskiego nastąpił dopiero w 
XI—XII wieku, kiedy otoczony wałem gród wraz z podgrodziem stał się ośrodkiem wytwórczości i 
handlu morskiego. W XII wieku było tu nawet biskupstwo i mennica.
Drugim   ośrodkiem   pomorskim   był   Kołobrzeg   nad   brzegami   Parsęty,   położony   około   czterech 
kilometrów od jej ujścia do Bałtyku. W osadzie, która istniała tu już w VII—VIII wieku, zbudowano 
mniej więcej w połowie IX wieku gród z podgrodziem, w którym osiedli rzemieślnicy, rybacy i kupcy. 
Podobnie   jak   w   Kamieniu   Pomorskim   źródłem   ówczesnego   życia   gospodarczego   było   przede 
wszystkim zbieractwo jantaru i eksploatacja źródeł słonych. W roku 1000 Bolesław Chrobry założył w 
Kołobrzegu biskupstwo, podkreślając w ten sposób polityczne znaczenie miasta. Utrzymało ono swą 
ważną   rolę   także   po   przejściowym   odrodzeniu   pogaństwa,   którego   ogniskiem   była   świątynia, 
zburzona dopiero w roku 1124 przez św. Ottona z Bambergu, który wzniósł na jej miejscu kościół 
Najświętszej Marii Panny.
Ostatnim ku wschodowi większym ośrodkiem słowiańskim na wybrzeżu Bałtyku był Gdańsk, który w 
drugiej połowie X wieku rozwinął się z dawniejszej osady rybacko-rzemieślniczej w miasto portowe. 
Najstarszą pisemną wzmiankę o Gdańsku znaleźć można w Żywocie świętego Wojciecha z roku 997; 
to właśnie  z Gdańska  biskup praski wyruszył  w swą misję  do pogańskich Prusów, gdzie znalazł 
męczeńską   śmierć.   Jak   wykazały   długoletnie   badania   archeologiczne,   gród   i   siedziba   księcia 
pierwotnie znajdo-
113
8 — Świat dawnych Słowian
wały się na wyspie u zbiegu rzek Motławy i Wisły. Port usytuowany był na wewnętrznym, zachodnim 
brzegu wyspy, zwróconym w kierunku lądu stałego, z którym łączył go most. W XII wieku na zachód 
od portu, po drugiej stronie rzeki, powstało podgrodzie, port handlowy i rybacki — badania odsłoniły 
tu m.in. resztki drewnianych pomostów przystani. Obwarowany wałem drewnia-no-ziemnym Gdańsk 

background image

miał   w  X—XI  wieku   około   tysiąca   mieszkańców,   żyjących   w   chatach   zrębowych,   ustawionych 
wzdłuż uliczek. Po pożarze w końcu XI wieku miasto odbudowano. W XII wieku, gdy należało już do 
samodzielnego księstwa pomorskiego, rozrosło się znacznie, stając się ważnym centrum produkcji 
rzemieślniczej i handlu międzynarodowego. Gdańsk jest jednym z niewielu starych portów bałtyckich, 
który swą wybitną pozycję utrzymał do dzisiaj.
Fakt, że Słowianie nadbałtyccy byli dobrymi żeglarzami morskimi i że udało im się wybudować sieć 
obronnych i rozwijających handel portów, wyjaśnia, dlaczego wikingowie nawet w o-kresie swojej 
największej ekspansji nie opanowali południowych wybrzeży Bałtyku i nie osiedli na nich, jak zdołali 
to uczynić np. na wyspach brytyjskich, na Islandii, we francuskiej Normandii, na Sycylii  albo w 
Europie   Wschodniej.   W   odróżnieniu   od   wikingów   Słowianie   początkowo   nie   zajmowali   się 
piractwem.   Nie   mieli   po   temu   powodów,   bowiem   ich   kraj   był   urodzaj-niejszy   od   Skandynawii. 
Kroniki podają, że w XII wieku na Pomorzu uprawiano nawet winną latorośl. Produkty rolnicze, 
przewożone   statkami   słowiańskimi,   były   podstawowym   przedmiotem   handlu   ze   Skandynawami, 
którzy wymieniali je za broń, ozdoby, monety itp.; tą drogą docierało również do Słowian a-rabskie 
srebro. Jeszcze w  X  wieku żydowsko-arabski kupiec Ibrahim ibn Jakub, który zawędrował aż do 
Obodrzyców, nic nie wiedział o istnieniu słowiańskich piratów — pisał natomiast o rejsach Słowian 
morzem do Rusów, do Konstantynopola, a być może i na Atlantyk, ponieważ wspomina, że czasem 
łodzie słowiańskie rozbijały się o góry lodowe. W tym wcześniejszym okresie Słowianie występują 
raczej jako sprzymierzeńcy wikingów w walkach przeciw Sasom lub Anglom. Dopiero w drugiej 
połowie  XI  i w  ciągu XII  wieku  dochodzi  do  radykalnej  zmiany.  Po wyczerpujących  walkach  z 
Niemcami, Duńczykami i Polakami, zagrożeni na lądzie stałym z trzech stron, Słowianie nadbałtyccy 
zmuszeni byli opuścić swe spustoszone siedziby, u- ciec  na  morze  i   utrzymywać  się  z   rabunku. 
Niektóre  porty,
114

zwłaszcza na wyspie Fehmarn i na Rugii, zmieniają się w groźne gniazda pirackie, które stały się 
punktem wypadowym grabieżczych wypraw na słabo bronione wyspy duńskie, pobrzeża szwedzkie i 
norweskie, wyspę Gotlandię, a nawet do Lubeki, skolonizowanej przez Niemców. Załamanie przyszło 
dopiero w roku 1157, kiedy to opodal wybrzeży norweskich burza zatopiła wielką flotyllę słowiańską 
o 1500 statkach. Po tym wielkim zachwianiu morskiej potęgi Słowian król duński Waldemar mógł 
rozpocząć dziesięcioletnią wojnę przeciwko głównej twierdzy morskich łupieżców — Rugii. Arkona 
padła w roku 1168, zaś w roku 1184 koło wyspy Koos Duńczycy zadali druzgocącą klęskę pomorskiej 
flotylli Bogusława. Tak skończyły się czasy morskiej potęgi Słowian nadbałtyckich.
XIV. Najstarsze miasta polskie
Polska wkracza na widownię dziejów w sto lat po Czechach i Słowakach. Około roku 960 pojawia się 
w pełnym świetle Mieszko I, stojący na czele silnego państwa, zdolnego opierać się ekspansji potężnej 
Rzeszy Niemieckiej. Jest jednak pewne, że uformowanie się państwowości poprzedzał długi proces 
zjednoczeniowy; jego ośrodkiem krystalizacyjnym był szczep Polan, który dał reszcie plemion swe 
imię. Proces ten musiał przebiegać już w  IX  wieku, lecz z tego czasu znamy jedynie nazwy ple-
mienne,  często przekręcone nie do poznania, oraz legendy o pochodzeniu dynastii Piastów, która 
wydała Mieszka.
Z wieku  IX  zachowały się nieco dokładniejsze przekazy tylko na temat południowej części kraju, 
Małopolski. W drugiej połowie tego stulecia, gdy Wielkie Morawy były w pełnym  rozkwicie, w 
dorzeczu górnej Wisły powstało państwo Wiślan. Wymienia je  Geograf Bawarski,  wspominał też o 
nim jako o Wisle-landzie (Wisie lond), kraju na wschód od Moraw, anglosaski król Alfred Wielki 
(871—901).  Najdokładniej  jednak  mówi  o nim  Żywot  św.  Metodego,  legenda  z  końca  IX  albo z 
początku X wieku (patrz rozdział XI): „Pewien pogański książę silny wielce, mieszkający na Wiśle, 
lżył chrześcijan i czynił im szkody. Metody dał mu znać: «Będzie ci, synu, ku dobremu, jeśli dasz się 
ochrzcić dobrowolnie w swoim kraju, abyś nie był ochrzczony w pętach i wbrew swej woli na obcej 
ziemi,   a   wówczas   wspomnisz   słowa   moje.»   Tak  się   stało."  Wzmianka   ta   świadczy  o  kontaktach 
między   Morawami   a   państwem   Wiślan   —   kontaktach,   które   miały   przede   wszystkim   charakter 
konfliktów, ponieważ silny twór państwowy na północ od Bramy Morawskiej z pew- nością był dla 
książąt morawskich niemile widzianym sąsiadem.
116

background image

Trzeba   też   wziąć   pod   uwagę,   że   przez   kraj   Wiślan   prowadziły   szlaki   handlowe   łączące   Europę 
Środkową   i  Zachodnią   z  Rusią  Kijowską.   Prawdopodobnie   i  to  także   stało  się   przyczyną  gospo-
darczego i politycznego awansu Wiślan.
Badania archeologiczne, które w Polsce po drugiej wojnie światowej rozwinęły się na niebywałą 
skalę, mogą rzucić światło na to zagadnienie w o wiele większym stopniu niż skąpe dane pisane. 
Głównym celem tych badań było poznanie najstarszych polskich centrów osadniczych. Wydaje się, że 
na   początku   Wiślanie   mieli   wiele   takich   ośrodków.   Należał   do   nich   np.   wielki   gród   w   pobliżu 
Stradowa koło Kazimierzy Wielkiej, wybudowany w VIII wieku, Chodlik koło Opola Lubelskiego, 
którego początki według Aleksandra Gardawskiego sięgają nawet VI wieku, Szczaworyż koło Buska, 
który według Elżbiety Dąbrowskiej powstał w VII wieku, i inne.
Największe znaczenie stopniowo osiągał Kraków, który stanowił główne centrum Wiślan. Podanie 
głosi, że założył  go legendarny Krak, którego ogromny kopiec wznosi się na południe od miasta. 
Badania archeologiczne owego siedemnastometrowego, sztucznie wzniesionego nasypu nie objaśniły 
jednak funkcji kopca. Być może był to symboliczny grób albo obiekt kultowy, który na podstawie 
znalezisk   datować   można   na   VII   *   wiek.   Na   ten   okres   przypadają   również   początki   osadnictwa 
Wawelu — wzgórza dominującego nad całą okolicą Krakowa. W VIII— —IX wieku wybudowano na 
nim   obwarowanie   w   formie   wału   drewniano-ziemnego;   na   grzbiecie,   ciągnącym   się   w   kierunku 
północnym, na terenie zwanym „Okół" rozwinęło się podgrodzie, również obwarowane. Niewątpliwie 
w Krakowie miał swą siedzibę książę, o którym wspomina Żywot św. Metodego — a jego państwo, po 
zakończonej klęską bitwie ze Świętopełkiem, popadło w zależność od Moraw. Świadczy o tym relacja 
Ibrahima ibn Jakuba, mówiąca, że czeski książę Bolesław panował także w Krakowie (jest to w ogóle 
pierwsza wzmianka o Krakowie). Do władania Krakowem przez Bolesława mogło zapewne dojść 
jedynie w wyniku dziedzictwa po Wielkich Morawach. W końcu
X  wieku Kraków i całe terytorium byłego państwa Wiślan należały już do państwa polskiego. Gród 
nie stracił na znaczeniu: w roku 1000 stał się siedzibą biskupstwa, a od drugiej połowy
XI  wieku był rezydencją książąt i królów polskich, grając ważną
* Według badań polskich najwcześniej schyłek- VIII i początek IX w. (Przyp. M. P.)
117
rolę   w  kulturalnych  i  politycznych  dziejach państwa.   Przyczyniało się  do  tego również  centralne 
położenie Krakowa w urodzajnym,  rolniczym  regionie, na szlaku handlowym  między Kijowem a 
Pragą, bliskość salin i rozwój produkcji rzemieślniczej, zwłaszcza metalurgii. W XIII wieku Kraków 
był w ogóle największym miastem polskim. Powojenne badania archeologiczne przyczyniły się do 
poznania historii jego zabudowy i początków architektury murowanej. Odkryto tu resztki kościoła św. 
Salwatora,   a   na   Wawelu   rotundę   Najświętszej   Marii   Panny   ze   schyłku  X  wieku.   Kościół   św. 
Salwatora   miał   prezbiterium   kwadratowe,   a   rotunda   swymi   czterema   apsydami   i   planem   krzyża 
przypomina rotundę św. Wita na Hradczanach. W zachodnim skrzydle zamku wawelskiego zachowały 
się resztki bazyliki trój-nawowej typu saskiego, pochodzącej najprawdopodobniej z czasów Bolesława 
Chrobrego. Badania odkryły prócz budowli sakralnych również fundamenty budowli świeckich, wśród 
nich wielką salę o 24 kolumnach, która z pewnością należała do siedziby panującego.
Za jedno z centrów Wiślan uważano również Wiślicę, położoną na północny wschód od Krakowa, nad 
dopływem   Wisły,   Nidą.   Badania   Włodzimierza   Antoniewicza   i   Zofii   Wartołowskiej   udowodniły 
jednak,   że   wiślicki   gród   powstał   najwcześniej   na   przełomie  X  i  XI  wieku,   ponieważ   najstarsze 
znaleziska datuje czeska moneta Bolesława II lub Bolesława III.
Wielkopolska,   jako   centralna   część   kraju,   miała   decydujące   znaczenie   dla   rozwoju   polskiej 
państwowości. Była to ziemia Polan. Pod tą nazwą pojawiają się oni dopiero w X  wieku, przedtem 
plemię to występowało pod innymi nazwami — jeśli wierzyć przekazowi Geografa Bawarskiego, 
którym   wiarygodne   dane   przeplatają   się   z   informacjami   w   najwyższym   stopniu   wątpliwymi.   W 
zamieszczonym  w nim wykazie plemion na terenie Wielkopolski mieścili się Glopeani i Lendizi. 
Pierwsi mają prawdopodobnie związek z jeziorem Gopło na Kujawach — a więc Goplanie. Drudzy 
kojarzeni są z Lądem, Ostrowem Lednickim lub z jeziorem Jelonek koło Gniezna, którego część pół-
nocna ongiś również zwała się Lednicką; każda z wyżej wymienionych lokalizacji znajduje się na 
terytorium późniejszych Polan,  z którymi  Lendizi  (po polsku  Lędzice)  są  utożsamiani.*
*   Znaczna   część   badaczy   nie   zgadza   się   z   hipotezą   o   wielkopolskiej   lokalizacji   Lędziców, 
umieszczając ich siedziby we wschodniej Polsce. (Przyp. M. P.)
118

background image

Ich centrum stanowiło Gniezno, główną zaś siedzibą Goplan była Kruszwica.
Początki Gniezna, które w X wieku stało się pierwszą stolicą państwa polskiego, otoczone są legendą. 
Według   opowieści   kronikarza   Galla   Anonima   miał   tu   swoją   siedzibę   książę   Popiel,   który  został 
wygnany,   a   jego   miejsce   zajął   ubogi   oracz   imieniem   Piast,   założyciel   dynastii   Piastów. 
Prawdopodobnie legenda ta jest pogłosem dziejów Polan gdzieś w drugiej połowie IX wieku. Okres 
ten   mogły   częściowo   udokumentować   badania   archeologiczne   Gniezna.   Od   lat   dwudziestych 
bieżącego   stulecia   prowadzili   je   czołowi   polscy   archeolodzy,   jak   Józef   Kostrzewski,   Konrad 
Jażdżewski, Wojciech Kocka i Witold Hensel, zaś po drugiej wojnie światowej przede wszystkim 
Kazimierz Żurowski.
Już w końcu VIII wieku na niskim pagórku, zwanym Górą Lecha, otoczonym mokradłami, między 
Jeziorem Świętokrzyskim a Jelonkiem,  stał gród z obwarowanym  podgrodziem,  koło którego nad 
brzegami   Jelonka   mieściła   się   ponadto   nieobronna   osada.   Fortyfikacje   wybudowane   były   tzw. 
techniką przekładkową, typową dla umocnień polskich: belki były kładzione w gęstych rzędach, na 
przemian   wzdłuż   i   w   poprzek,   przesypywane   ziemią,   a   u   podstaw   związane   hakami   z   kłód   z 
zachowanymi   częściami   gałęzi.   Obwarowania   te   tworzyły   korpus   o   szerokości   około   12   m   i 
wysokości   około   8   m.   W   połowie  IX  wieku   zaszła   zmiana,   którą   można   odnieść   do   początków 
władztwa   Piastów.   Część   otwartej   osady   otoczono   wałami,   tworząc   drugie   podgrodzie;   resztę 
zabudowań zaś obwarowano palisadą. W okolicy powstało wiele osad, pełniących rolę gospodarczego 
zaplecza centrum. Naj-żywiej rozwijała się osada na wschód od grodu, leżąca na skrzyżowaniu dróg, 
gdzie prawdopodobnie znajdowało się targowisko i gdzie później wyrosło średniowieczne miasto. 
Również   wejście   państwa   polskiego   na   widownię   dziejów   w   drugiej   połowie  X  wieku   zostało 
udokumentowane w materiale archeologicznym. Stare obwarowania zostały wzmocnione, a palisadę 
osady przed grodem zastąpiono wałem, zbudowanym techniką przekładkową. W ten sposób powstał 
złożony kompleks, składający się z czterech części: wewnątrz była siedziba książęca i pierwszy chrze-
ścijański kościół św. Jerzego, na pierwszym  podgrodziu, w związku z założeniem arcybiskupstwa 
gnieźnieńskiego   w   1000   roku   Bolesław   Chrobry   wybudował   katedrę,   a   na   pozostałych   dwóch 
podgrodziach skupiała się produkcja rzemieślnicza. O jej rozwoju i wysokim poziomie świadczy nie 
tylko mnogość znalezisk, mię-    
119
dzy innymi  liczne przedmioty z drewna, skóry i kory,  które zachowały się tu dzięki korzystnym 
warunkom glebowym, lecz także informacja praskiego kronikarza Kosmasa o bogatych łupach, które 
zdobył w Gnieźnie czeski książę Brzetysław podczas najazdu na Polskę w roku 1039.
Stosunki z ziemiami czeskimi miały nie tylko charakter konfliktów. Chrześcijaństwo rozpowszechniło 
się w Polsce właśnie za pośrednictwem czeskim, zwłaszcza dzięki Dąbrówce, siostrze Bolesława II, a 
żonie Mieszka I, jak również dzięki biskupowi praskiemu, św. Wojciechowi, który po męczeńskiej 
śmierci w Prusach został pochowany w Gnieźnie. Nic więc dziwnego, że pierwsze kościoły w owym 
polskim centrum są pod tym samym wezwaniem, co najstarsze kościoły na praskich Hradczanach — 
św. Jerzego i Najświętszej Marii Panny. Jak dotąd nie udało się odkryć pierwotnych fundamentów 
tych   budowli   ani   fundamentów   katedry   arcybiskupiej;   zachowały   się   tylko   resztki   późniejszych 
przebudowań, w tym barwne mozaikowe podłogi z XI wieku, a przede wszystkim wspaniałe brązowe 
drzwi z XII wieku z pła-skorzeźbionymi scenami z życia św. Wojciecha. Gniezno utrzymało swoją 
dominującą   pozycję   także   i   później,   a   w   XIII   wieku   przekształciło   się   w   typowe   miasto 
średniowieczne.
Kruszwica, centrum Kujaw i jeden z filarów potęgi piastowskiej we wczesnym średniowieczu, została 
zbudowana na wąskim półwyspie [niegdyś wyspie — M.P.] jeziora Gopło. Legenda średniowieczna 
kojarzy ją również z mitycznym Popielem, który po swym wypędzeniu z Gniezna znalazł tu nędzną 
śmierć. Badania archeologiczne, prowadzone od roku 1948 pod kierunkiem Romana Jakimowicza, 
Witolda   Hensla   i   Aleksandry  Cofty-Bro-niewskiej   dały  obraz   dziejów,   sięgających   aż   do  czasów 
przed   powstaniem   państwa   polskiego.   Stwierdzono   tu   ślady   osadnictwa   już   z  VI  wieku.   Istniała 
wówczas tutaj jedynie osada rolnicza, po której zostały jamy zasobowe; nie zdobiona ceramika jest 
bliska typowi  praskiemu.  Osada ta nie leżała na półwyspie, lecz na zachód od niego, w miejscu 
dzisiejszego   rynku   staromiejskiego.   Siady  życia   na   półwyspie   datują   się   od  IX  wieku,   wyraźniej 
jednak   występują   dopiero   od   drugiej   połowy  X  wieku,   kiedy   istniał   już   gród   z   obwarowanym 
podgrodziem, gdzie kwitła produkcja hutnicza. Na początku XI wieku podgrodzie rozrosło się na dwie 

background image

części: mniejszą przed grodem (z kościołem) i większą z drewnianymi domami rzemieślników, przede 
wszystkim ku-   źników, szklarzy, kowali, cieśli, kamieniarzy, garncarzy itd. Jed-
120
nocześnie   na   obu   brzegach   jeziora   powstało   skupisko   osad,   przyczyniających   się   do   szybkiego 
rozwoju Kruszwicy, która stała się rezydencją książęcą, a za Mieszka  II  również siedzibą biskupa. 
Jednak w roku 1096 walki między Władysławem Hermanem i jego synem Zbigniewem spowodowały, 
że Kruszwica straciła swoje znaczenie polityczne. Gospodarczo jednak kwitła dalej; jej mieszkańcy 
zajmowali się między innymi produkcją szkła i przedmiotów glinianych z kolorową polewą.
Trzecim ważnym miastem we wczesnośredniowiecznych dziejach Polski był  Poznań, założony na 
Ostrowiu   Tumskim   na   rzece   Warcie.   Już   w  IX  wieku   w   północno-zachodniej   części   wyspy   stał 
gródek, a na południowym  cyplu otwarta osada. Poznań występuje na  plan pierwszy jako silne, 
obwarowane centrum dopiero w początkach panowania dynastii Piastów. Dokumentują to badania 
Witolda   Hensla,   Marii   Malinowskiej,   Jana   Żaka   i   innych.   W   roku   968,   wkrótce   po   przyjęciu 
chrześcijaństwa, Poznań stał się siedzibą biskupstwa misyjnego, a przez pewien czas przypuszczalnie 
również   stolicą   Mieszka  I.  Tradycja   głosi,   że   tu   właśnie   czeska   małżonka   Mieszka,   Dąbrówka, 
wzniosła kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny. Z powodu zabudowy terenu nie można w 
całej pełni rozwinąć badań i ustalić dokładnej topografii wczesnośredniowiecznego miasta. Jest jednak 
rzeczą pewną, że od strony wschodniej do grodu przylegało obwarowane podgrodzie. Jeszcze w ciągu 
drugiej   połowy  X  wieku   zbudowano   tu   biskupi   kościół   św.   Piotra,   którego   relikty   odkryto   pod 
dzisiejszą   katedrą.   Wokół   niego,   podobnie   jak   w   okolicznych   osadach,   stały   zrębowe   domy 
rzemieślników. Stolicą państwa polskiego stało się co prawda Gniezno, lecz Poznań zachował swą 
czołową rolę polityczną i kulturalną aż do późnego średniowiecza.
Oprócz owych głównych ośrodków władza Piastów opierała się o sieć grodów, których znaczenie w 
przeważającej mierze ustaliły dopiero badania archeologiczne. W wielu grodziskach zachowały się 
resztki budowli kamiennych  — pałacowych  i sakralnych.  Na  przykład  w Płocku, badanym  przez 
archeologów Jerzego Gąssowskiego i Włodzimierza Szafrańskiego, w XI wieku stał kamienny pałac 
książęcy i dwie rotundy, w XII wieku zaś przybyła biskupia bazylika trójnawowa.
Już w VIII wieku w samym środku Polski piastowskiej powstało na miejscu starej osady, otoczonej 
palisadą, inne ważne centrum, Łęczyca. Badania Andrzeja Nadolskiego pozwalają przy
121
puszczać,   że   Łęczyca   była   dawnym   ośrodkiem   plemiennym;   na   początku   XII   wieku,   za   czasów 
Bolesława Krzywoustego, została potężnie obwarowana. Opodal grodu, na prawym brzegu Bzury, 
odkryto fundamenty klasztoru z XI wieku.*
Niektóre   grody   polskie   mogą   poszczycić   się   konstrukcją   mostową,   z   jaką   spotkaliśmy   się   w 
Meklemburgii. Stwierdzono np. że gród, wzniesiony na początku X wieku na Ostrowie Lednickim w 
pobliżu   Gniezna   połączony   był   z   lądem   stałym   mostem   długości   600   m.   Badania   Gabrieli 
Mikołajczyk, Jerzego Łomnickiego i innych naukowców odsłoniły tutaj — prócz zwykłych półzie-
mianek  — fundamenty dwóch interesujących  budowli  kamiennych:  kościoła z  kwadratową  nawą, 
prostokątnym prezbiterium i kilkoma przybudówkami o niezbyt jasnym przeznaczeniu oraz palatium z 
kaplicą na planie krzyża, niegdyś z kopułą, podtrzymywaną czterema filarami.
Połączenie palatium z rotundą powtarza się w Polsce częściej; odkryto je np. w Gieczu, grodzisku na 
lewym   brzegu   rzeczki   Ma-skawy,   broniącym   dostępu   do   Gniezna   od   strony   południowej.   Jak 
wykazały   badania   Bogdana   Kostrzewskiego   i   Andrzeja   Wę-dzkiego,   budowla   ta   nie   została 
dokończona,   prawdopodobnie   z   powodu   najazdu   Brzetysława   I   w   roku   1039;   wówczas   to   część 
mieszkańców została przemocą uprowadzona do Czech, gdzie założyła wieś Hedćany. Następny pałac 
z rotundą, również z  XI  wieku, stwierdzono w grodzisku w Przemyślu. Równocześnie z pałacem 
powstała   tu   budowla   zupełnie   innego   typu   —   tzw.   cerkiew   Wołodara   na   planie   krzyża   rusko-
bizantyjskiego,   wpisanego   w   kwadrat.   Przemyśl   położony   na   pograniczu   polsko-ruskim   strzegł 
ważnego   szlaku   do   Kijowa;   często   też   bywał   obiektem   sporów.   Jego   znaczenie   dla   handlu 
międzynarodowego   dokumentuje   np.   skarb   monet   perskich   Samanidów,   znalezisko   bizantyjskiej 
gemmy, ołowianej pieczęci z Nikomedii, monety Ottona III z Kolonii i in.
Na tymże szlaku z Pragi do Krakowa i na Ruś znajdowała się ważna osada rzemieślniczo-handlowa, 
Opole,   leżąca   w   południo-wo-zachodniej   części   Polski.   Obwarowane   miasteczko,   zbudowane   na 
wyspie   na   rzece   Odrze,   zbadane   przez   Włodzimierza   Hołubo-wicza   **,   pierwotnie   stanowiło 
najprawdopodobniej centrum plemienia Opolan. W X wieku powstała tu osada, ufortyfikowana

background image

* Odkrycia  dokonano  pod   posadzką  romańskiej   kolegiaty  z  polowy   XII
wieku. (Przyp. M. P.)
** Także przez Rudolfa Jamkę i Bogusława  Gadigę.  (Przyp. M.P.)
122
wałem drewniano-ziemnym z trzema bramami. Zrębowe domy stały przy regularnych, moszczonych 
drewnem ulicach. O szerokich kontaktach handlowych osady świadczą znaleziska takich importów, 
jak:   jedwab   bizantyjski,   perła   z   Zatoki   Perskiej,   fragment   szklanej   misy   arabskiej,   zapinka 
skandynawska, ruskie pisanki i przęśliki, dzwoneczki, nadreńskie misy z brązu, morawskie naczynia 
grafitowe itd.
Spośród wielu polskich wykopalisk wspomnieliśmy tylko niektóre najważniejsze, umożliwiające nam 
wgląd w osiągnięcia archeologii polskiej podczas ostatnich dziesięcioleci. Grody Opole i Przemyśl 
skierowały nas na szlak, prowadzący na wschód. Udajmy się więc w tym kierunku, aby przyjrzeć się 
pracy archeologów na rozległych terenach wschodniej  Słowiańszczyzny.
XV. Poszukiwania śladów najdawniejszych Słowian na Rusi

Zagadnienie pochodzenia Słowian i szukanie ich pradawnych siedzib — to jeden z najtrudniejszych 
problemów   badawczych   w   naukach   historycznych.   Całe   pokolenia   historyków,   archeologów, 
językoznawców, antropologów, etnologów i in. usiłowały go rozwiązać. Starania te, w których nauka 
oprócz gorzkich porażek odniosła również cenne zwycięstwa, nie są dotychczas za- i kończone; lecz 
dzięki ofensywie prac archeologicznych mimo j wszystko udało się usunąć wiele białych plam na 
mapie najwcześniejszych dziejów i stworzyć tym sposobem punkt wyjścia do dalszych badań.
Największe   trudności   sprawiał   zawsze   fakt,   że   Słowianie   nie   występują   pod   swoim   właściwym 
imieniem wcześniej, niż w VI wieku n.e. Wówczas zajmowali już wielkie tereny Europy Środkowej i 
Wschodniej, napierając silnie na Bałkany. Tak wielka masa ludzka nie mogła nagle przywędrować 
skądś  z  Azji,  jak  sądzili  zwolennicy dawniejszych  teorii.  Dlatego od czasów  Lu-bora  Niederlego 
(1865—1944), jednego z czołowych słowiano-znawców, utrwalił się pogląd, następnie poddawany 
mniejszym lub większym korektorom, że punktem wyjścia ekspansji słowiańskiej był teren, położony 
na   północ   od  Karpat,   zachodniej   Ukrainy  i   południowej   Polski.   Do   podobnych   wniosków   doszli 
językoznawcy,   którzy   twierdzą,   że   Słowianie   rozwijali   się   językowo   gdzieś   między   Germanami, 
Bałtami, Ugrofinami i Persami. Musiało minąć wiele stuleci, zanim rozprzestrzenili się tak, jak to 
poświadczają źródła z  VI  wieku. A ponieważ dawniejsi autorzy nie wspominali nic o Słowianach, 
można przy- puszczać,   że  znali  ich   pod  innymi  nazwami.   W  grę   wchodz
124
np. liczny lud Neurów, których w VI w. p.n.e. wymienia He-katajos z Miletu, a także ojciec greckich 
historyków, Herodot, lokalizując ich mniej więcej między Kijowem a Wołyniem. Między Dnieprem a 
Donem   mieszkali   według   Herodota   Budinowie,   których   imię   także   brzmi   po   słowiańsku.   O 
słowiańskość podejrzewać również można „Scytów oraczy" Herodota, żyjących na północnym skraju 
stepów ukraińskich między górnym Bohem a środkowym Dnieprem; perski lud Scytów był przecież 
skądinąd znany ze swego wybitnie pasterskiego i koczowniczego trybu życia. Utożsamianie owych 
antycznych   plemion   ze   Słowianami   pozostaje   jednak   w   sferze   hipotez.   Na   mocniejszym   gruncie 
stajemy   dopiero   w   sześćset   lat   później,   w   I—II  wieku   n.e.,   kiedy   rzymscy   dziejopisarze   lub 
geografowie Pliniusz, Tacyt i Ptolomeusz mówią zgodnie o wielkim narodzie Wenedów za Wisłą, 
między   Zatoką   Wenedzką   na   Morzu   Bałtyckim   (prawdopodobnie   Zatoka   Gdańska)   i   Górami 
Wenedzkimi (Karpaty). W owym okresie najpewniej nie mógł już tutaj zamieszkiwać nikt inny niż 
Słowianie, których w  VI  wieku określano jako Wenedów; niemieccy sąsiedzi jeszcze do niedawna 
zwali ich „die Wenden". Miano to co prawda nie jest słowiańskie, więc nasuwa się hipoteza, że 
zostało przejęte od innego, zanikłego ludu — podobne wypadki nie są bynajmniej rzadkie — bo 
tożsamość starodawnych Wenedów ze Słowianami wydaje się być jednak dość prawdopodobna.
Ze   wszystkich   dyscyplin   naukowych,   zajmujących   się   pochodzeniem   Słowian,   największe 
perspektywy sukcesu ma  archeologia, której źródła wciąż ulegają pomnażaniu. Archeolodzy mają 
jednak pewne trudności metodyczne, które ograniczają wiarygodność ich ustaleń i prowadzą do różnic 
poglądów   między   poszczególnymi   badaczami   albo   szkołami.   Dotyczy   to   przede   wszystkim 
zagadnienia,   w   jakiej   mierze   kulturę,   którą   udało   się   określić   terytorialnie   lub   czasowo,   można 
utożsamiać   z   konkretną   grupą   etniczną   i   czy   kontynuacja   użytkowania   niektórych   przedmiotów, 
narzędzi, ozdób, typów mieszkań czy też podtrzymywanie określonych praktyk obrzędowych oznacza 

background image

ciągłość   demograficzną.   Odpowiedź   na   te   pytania   nie   jest   jednoznaczna,   ponieważ   niekiedy 
rzeczywiście można  uczynić  znak równości między grupą etniczną i kulturową, kiedy indziej zaś 
kształtowanie   się   jednolitego   stylu   kulturowego   wypływa   ze   współżycia   i   współpracy  kilku   grup 
etnicznych bądź też jedna i ta sama grupa rozpada się na kilka regionów kulturowych. Kwestia
125
tożsamości kulturowej jest bardzo niejednoznaczna, ponieważ zdobywcy przejmowali wyższą kulturę 
okupowanych   ziem   lub   odwrotnie   —   narzucali   tubylcom   swój   język   i   swoją   nazwę.   Badacz, 
podejmujący tak skomplikowany problem, jakim jest rekonstrukcja historycznych początków Słowian, 
musi to wszystko mieć  na uwadze. Proces, który nazywamy etnogenezą Słowian, odbywał się po 
większej   części   na   terytorium   obecnego   ZSRR.   Nic   więc   dziwnego,   że   wielkie   zasługi   w   jego 
dokładniejszym   poznaniu   położyła   przede   wszystkim   archeologia   radziecka,   która   szczególnie   w 
ostatnim trzydziestoleciu rozwinęła prawdziwą o-iensywę w odkrywaniu i analizie nowych źródeł. 
Najbardziej   wyróżnili   się   w   tej   dziedzinie   badacze:   B.   A.   Rybaków,   P.   N.   Trietiakow.   J.   W. 
Kucharenko, I. I. Lapuszkin, M. I. Artamonow, I. P. Ru-sanowa, W. W. Siedow, M. J. Brajczewski, 
W. N. Danilenko, D. T. Bieriezowiec, L. D. Pobol, W. D. Baran i inni. Opieramy się tutaj na wynikach 
ich prac.
W centrum zainteresowania znalazły się dwie wielkie grupy kulturowe z czasów przed historycznym 
wystąpieniem   Słowian   na   Ukrainie   Zachodniej   —   tzw.   kultura   zarubiniecka   i   czernia-chowska. 
Pierwsza wzięła swe miano od stanowiska w Zaru-bińcach w pobliżu Perejasławia, na południowy 
wschód od Kijowa. Już w roku 1899 badał tamtejsze cmentarzysko Vincenc  V.  Chvojka, archeolog 
czeski   mieszkający   w   Kijowie,   który   wniósł   duży   wkład   w   rozwój   badań   archeologicznych   na 
Ukrainie. Chvojka jako pierwszy określił znalezisko zarubinieckie jako słowiańskie, datując je na 
okres między  II  wiekiem p.n.e. a  II  wiekiem n.e. Datowanie umożliwiają zwłaszcza typy zapinek, 
przypominających   znaleziska   środkowoeuropejskie   lub   zachodnioeuropejskie,   których   wiek   jest 
znany.   Widać   w   nich   wpływy   celtyckie,   podobnie   jak   w   niektórych   narzędziach   żelaznych   lub 
naczyniach   ceramicznych,   chociaż   ceramika   na   ogół   jest   prosta   i   nie   zdobiona.   Na   szczególnie 
wysokim poziomie stała tutaj produkcja żelaza, z którego wykonywano również ozdoby. Podstawę 
gospodarczą tworzyło jednak rolnictwo i hodowla. Osady lokowano na brzegach rzek. Małe domki, 
przeznaczone dla jednej rodziny, budowane albo na powierzchni, albo częściowo zagłębione w ziemi, 
wyposażone były w piece gliniane lub kamienne. Poznanie kultury zarubinieckiej umożliwiły przede 
wszystkim   badania   Ilji   M.   Samojłowskiego   w   latach   1937—1941   w   osadzie   Korczewatoje   na 
południowym skraju Kijowa. Odkryto tu mia-
126
nowicie   cmentarzysko   z   grobami   ciałopalnymi;   prochy   zmarłych   składano   do   naczyń   albo 
bezpośrednio zakopywano w ziemi, podobnie jak czyniono to później wśród plemion słowiańskich. 
Tylko niewielki procent zmarłych chowano bez spalenia. Rzad-Kością były pochówki samych czaszek 
oraz kenotafy — groby,  wyposażone wprawdzie w przedmioty ofiarne, ale bez zwłok. Do innych 
wybitnych znalezisk kultury zarubinieckiej należy osada koło Kaniowa na prawym brzegu Dniepru, 
grodzisko koło Czaplina pod Homlem, z którym związana była rozległa osada, oraz cmentarzysko 
koło Poczepu nad rzeką Sudost' (prawy dopływ Desny). Osada poczepska, gdzie wytapiano żelazo z 
rudy darniowej, leży na północnym skraju terytorium zarubinieckiego, dokąd kultura ta dotarła w 
późniejszej   fazie.   Pierwotnie   rozpościerała   się   ona   przede   wszystkim   nad   środkowym   Dnieprem, 
dolną Desną i Prypecią, na zachodzie dotarła aż do Bugu, na południu do Bohu. W fazie późniejszej 
rozprzestrzeniła się na północ do dorzecza górnego Dniepru, Desny, Berezyny i Sudosti. Zajmowała 
więc w zasadzie teren lasostepu aż do północnych rubieży strefy stepowej i wdzierała się na północ, 
na tereny leśne, pierwotnie zasiedlone przez plemiona bałtyckie i ugrofińskie.
Do   największych   problemów,   związanych   z   kulturą   zarubiniecka,   należy  zagadnienie   jej   genezy. 
Archeolodzy   radzieccy   prowadzą   na   ten   temat   ożywioną   dyskusję.   Niektórzy,   jak   Aleksiej,   I. 
Tierienożkin i Piotr N. Trietiakow, szukają protoplastów kultury zarubinieckiej w grupach, które żyły 
na południe od Kijowa od końca epoki brązu i we wczesnej epoce żelaza (kultura biełogrudowska, 
czernoleska, żabotyńska, niemirowska). Inni,, m.in. Walentin N. Danilenko, uważają te kultury za 
trackie   i  podważają   znaczenie   północnych   grup  kulturowych,   miłogradz-kiej   i   podgorcewskiej,   w 
których   przeciwnicy   owej   teorii   widzą   poprzedników   plemion   bałtyckich   albo   mieszaną   ludność 
bałto--słowiańską   (P.   N.   Trietiakow).   Jurij   W.   Kucharenko   po   dokładnej   analizie   zdecydowanie 
odrzuca miejscowe pochodzenie kultury zarubinieckiej, wyprowadzając ją z dolnego dorzecza Wisły, 

background image

z   terenów   kultury   wschodniopomorskiej.   Według   niego   przedstawiciele   kultury   zarubinieckiej 
przemieścili   się   z   ziem   polskich  przez   Polesie   nad  Dniepr.   Z  tym   poglądem  zgadza   się   również 
Walentin W. Siedow, który poddał szczegółowemu rozbiorowi znaleziska z   terenów   nad   górnym 
Dnieprem  i  górną  Dźwiną;   wyciągnął
127
jednak wniosek, że kultura zarubiniecka bynajmniej nie jest słowiańska, lecz bałtyjska, czego mają 
dowodzić liczne bałtyjskie nazwy rzek na omawianych terenach.*
Podana wyżej  zwięzła informacja  obrazuje, jakie trudności napotykają  badacze radzieccy podczas 
prób   rozwiązania   zagadki   etnogenezy   Słowian.   Trzeba   podkreślić,   że   prasłowiańskie   dzieje 
rozgrywały się na wielkich przestrzeniach, a ich dokładniejsze odtworzenie wymaga długotrwałych, 
szczegółowych   badań.   Obrońcy   słowiańskiego   charakteru   kultury   zarubinieckiej   muszą   przede 
wszystkim wziąć pod uwagę wielką lukę czasową, jaka dzieli zanik osad i cmentarzy zarubinieckich w 
I—II  wieku n.e. od pierwszych niepodważalnych śladów istnienia Słowian na tym obszarze w  VI 
wieku.   Wprawdzie   w   północnej   części   terytorium   zarubinieckiego   spotyka   się   nieco   późniejsze 
znaleziska, ale i one nie są zdolne zapełnić czasowej przepaści, dzielącej kulturę zarubiniecka od 
kultury Słowian z epoki wędrówek ludów.
W II wieku n.e. w południowej części terytorium nie istniejącej już wówczas kultury zarubinieckiej i 
daleko poza nim, na rozległych przestrzeniach stepów ukraińskich aż do wybrzeża czarnomorskiego 
pojawia się nowa grupa kulturowa, która jest przedmiotem wnikliwych badań i bardzo żywej dyskusji. 
Nazwano ją kulturą czerniachowską — od rozległego cmentarzyska w Czermachowie pod Kijowem, 
które już w roku 1900 przebadał Vincenc  V.  Cłwojka. Od czasów Chvojki odkryto już setki osad, 
ciągnących się na ogół wąskimi pasami wzdłuż rzek, jak np. osada w Łuce Wrubleweckiej o długości 
aż 800 metrów oraz wiele cmentarzysk z mieszanym rytuałem pogrzebowym, ciałopalnym i szkie-
letowym, który zresztą na ogół przeważa. Typową dla tej kultury jest siwa albo czarna ceramika z 
ornamentem wyświecanym,  przykład dobrej roboty rzemieślniczej, a obok niej także prostsza, nie 
gładzona.  Wysoko   także  stała  produkcja  narzędzi  żelaznych   i ozdób  metalowych.  Docierały  tutaj 
również importy z imperium rzymskiego, ogromnie ułatwiające datowanie: monety, amfory, zapinki, 
lampki oliwne i szlachetna ceramika terra sigillata.
Najwięcej dyskusji i sporów wywołuje problem etnicznej przynależności kultury czerniachowskiej. 
Ponieważ kwitła ona w czasach, kiedy południoworuskimi stepami władali Goci, którzy przeniknęli tu 
w II wieku ze Skandynawii — więc niektórzy badacze, np. Michaił I. Artamonow, podkreślają przede 
wszystkim ich u
128
* Aktualnie na ten temat przeważają inne poglądy.  (Przyp. M.P.)
dział.   Inni   archeolodzy   dowodzą   zaś,   że   podstawowe   elementy   tej   kultury   uformowały   się   w 
miejscowym podłożu scytyjsko-sar-mackim jeszcze przed przybyciem Gotów, a z Gotami można bez-
pośrednio kojarzyć   co  najwyżej   późniejsze  cmentarzyska  na  Wołyniu,  z  nie  spalonymi  zwłokami 
(Jurij W. Kucharenko). Związek ze Słowianami przyjmuje się w północno-zachodniej (Kucharenko) 
albo w środkowej, naddnieprzańskiej, części terytorium kultury czerniachowskiej (Siedow). Wydaje 
się   zatem,   że   mamy   do  czynienia   z  przypadkiem,   gdy  w   formowaniu  skądinąd  bardzo  jednolitej 
kultury bierze udział większa liczba grup etnicznych, połączonych w jeden organizm gospodarczy i 
polityczny.
Upadek kultury czerniachowskiej i dalsze losy jej ludności okryte są tajemnicą. Około roku 400 na 
całym terenie owej kultury życie w osadach nagle się urwało. Wiele siedzib nosi ślady gwałtownej 
zagłady.   W   jednym   czasie   zaprzestano   chowania   zmarłych   na   cmentarzach,   zanikła   produkcja 
ceramiki toczonej na kole i wyrób metalowych ozdób. Najprawdopodobniej były to skutki najazdu 
koczowników huńskich, którzy w tym  okresie wdarli się przez Wołgę i Don na stepy ukraińskie, 
rozbili   gocki   związek   plemienny   i   założyli   w   Kotlinie   Karpackiej   bazę   do   dalszych   podbojów. 
Nosiciele kultury czerniachowskiej rozproszyli się przeważnie na zachód i na południe. W V wieku na 
ich byłym  terenie występuje przerwa osadnicza; jest więc ogromnie trudno wypełnić lukę między 
kulturą czerniachowską a niewątpliwie słowiańskimi znaleziskami z  VI  wieku, chociaż cała plejada 
badaczy usilnie o to
zabiega.
Powstaje więc pytanie: gdzie właściwie znajdowały się wówczas plemiona słowiańskie? Na północ od 
terenów kultury czerniachowskiej nie ma dla nich miejsca, ponieważ w III—V w. zamieszkiwała te 

background image

ziemie ludność bałtyjska (według stwierdzeń Wa-lentina W. Siedowa, Iwana I. Lapuszkina, Piotra N. 
Trietiakowa   i   innych)   —   jak   można   sądzić   na   podstawie   hydronimii   (nazw   rzek)   i   niektórych 
stanowisk archeologicznych (grupa Kołoczin-Tuszem-la nad górnym Dnieprem i jego dopływami). 
Joachim Werner, archeolog zachodnioniemiecki, czołowy europejski znawca okresu wędrówek ludów, 
który  przyczynił   się   także   do  ustalenia   niektórych   okoliczności   ekspansji   słowiańskiej,   proponuje 
interesujące rozwiązanie. Wskazuje przede wszystkim na fakt, iż w  VI—VII wieku na terytorium 
domniemanej grupy bałtyjskiej Kołoczin--Tuszemla pojawia się niezrozumiała luka w osadnictwie, 
którą wypełniają nowi przybysze  słowiańscy  dopiero w  VIII  wieku. 
 129
9 — Świat dawnych Słowian
Wymieniona grupa ma przy tym wiele cech wspólnych z kulturami słowiańskimi z  VI—VII wieku, 
które   rozprzestrzeniały   się   w   kierunku   południowym   i   południowo-zachodnim   (typy   Korczak   i 
Pieńkowka, o których będziemy jeszcze mówić), na przykład w typach budynków (półziemianki), w 
ciałopalnym  rytuale   pogrzebowym,  w  prostej,  ręcznie  robionej  ceramice   albo w  stroju kobiecym, 
spinanym jedną zapinką. Werner wnosi stąd, że grupa Kołoczin-Tuszemla nie jest bałtyjska, lecz że 
były   to   plemiona   słowiańskie,   które   w  II—V  wieku   zamieszkiwały  tereny  leśne   Białorusi,   a   po 
wyludnieniu stepów ukraińskich w V wieku przesunęły się na południe od Kijowa, gdzie w VI wieku 
wytworzyły   nową   formę   kulturową   —  typ   Pieńkowka.   W   VIII   wieku   nastąpiła   jednak  powrotna 
ekspansja słowiańska ku północy.
Teza   Wernera   wydaje   się   dość   logiczna,   chociaż   nie   przynosi   zadowalającego   rozstrzygnięcia 
wszystkich zagadnień, np. co do pochodzenia innej, niewątpliwie słowiańskiej grupy Korczak, co do 
relacji kultury Kołoczin-Tuszemla do bałtyjskiego kręgu kulturowego czy łączność typu Pieńkowka z 
wcześniejszą grupą kultury czerniachowskiej znad górnego Dniepru, na którą wskazuje np. Walentin 
W. Siedow. A zatem pytania dotyczące kultur słowiańskich, istniejących przed VI wiekiem, trzeba na 
razie pozostawić bez odpowiedzi — nawet gdy idzie o teren ich niewątpliwej praojczyzny. Punktem 
wyjścia do zbadania owych kwestii jest zapoznanie się z grupami kulturowymi, działającymi w VI—
VII wieku, których przynależność słowiańską można uznać, z uwagi na ich dalszy rozwój, za pewną. 
Są to grupy Korczak'i Pieńkowka.
Pierwsza otrzymała swoją nazwę od wsi Korczak w okręgu żytomierskim, gdzie podczas badań w 
latach 1919—1923 Siergiej S. Hamczenko po raz pierwszy natrafił na znaleziska tego typu kultury. 
Do ich dokładniejszego poznania przyczynił się również Jurij W. Kucharenko, który określił ich wiek 
i wykazał powinowactwo z wczesnosłowiańskimi znaleziskami typu praskiego w Europie Środkowej. 
Opracowanie   zbiorcze   i   szczegółowa   analiza   tych   znalezisk   jest   dziełem   Iriny   P.   Rusanowej. 
Rezultatem systematycznych badań archeologów radzieckich było naniesienie na mapy ponad dwustu 
stanowisk, grupujących się w dorzeczu Prypeci i sięgających na wschód po Dniepr, na zachód po Eug, 
a na południe aż po Dniestr. Niewielkie osady sytuowane były na niskich brzegach rzek, w miejscach 
z natury o-bronnych, z wygodnym dostępem do wody, nierzadko grupując
   się  w  skupiska   3—4  osad,  położonych  w  bliskim  sąsiedztwie.
130
W samym  Korczaku nad brzegami  rzeki Teterew zgrupowanych  było w ten sposób 14 osad oraz 
cmentarzyska: kurhanowe i płaskie. Zbadano również grody, jak Chotomel koło Brześcia czy Zimno 
na Wołyniu. Pierwszy z nich, opracowany szczegółowo w roku 1954 przez Jurija W. Kucharenkę, 
dostarczył ważnych przesłanek dla ratowania całej grupy. Gród ten otoczony pierścieniowym wałem, 
został wzniesiony na piaszczystej wydmie, pośrodku bagnistej niziny. Zimno zaś usytuowane było na 
cyplowatym wzniesieniu chronionym przez rowy i umocnienia drewniane. Za mieszkania w obydwu 
grodach służyły typowe półziemianki z kamiennymi piecami. Zwłoki były palone, a prochy składane 
w prostych, ręcznie formowanych i nie zdobionych naczyniach, nad którymi usypywano mogiły — 
albo   po   prostu   w   ziemi.   Ceramika   różni   się   tylko   nieznacznie   od   naczyń   typu   praskiego,   a   jej 
znaleziska   na   terytorium   Rumunii   i   Bułgarii   wytyczają   drogę   historycznej   ekspansji   plemion 
słowiańskich w kierunku południowym. Broń oraz odlewane ozdoby ze srebra i brązu, jak sprzączki, 
okucia pasów, wisiorki i bransolety, znane także z południoworosyjskich skarbów z  V—VII wieku 
umożliwiają datowanie; w grodzisku w Zimnie znaleziono również monety bizantyjskie z VI wieku. 
Następnym etapem rozwojowym grupy Korczak jest w VIII—IX wieku grupa Łuka Rajkowiec-kaja, o 
której opowiemy w następnym rozdziale.

background image

Zabytki   grupy  Pieńkowka   znajdowano   na   południowy  wschód  od  typu   Korczak,   między   dolnym 
Dnieprem   a   Dniestrem   oraz   w   dorzeczu   Bohu.   Prace   nad   nimi   zapoczątkowała   w   roku   1955 
kremieńczugska ekspedycja Instytutu Archeologii Akademii Nauk ZSRR koło osady Pieńkowka nad 
rzeką Tiasmin w rejonie ki-rowogradzkim. Dmitrij T. Bieriezowiec odkrył tu pięć osad, ciągnących się 
wzdłuż brzegów Tiasmina na odcinku siedmiu kilometrów. Były one zbliżone swoim charakterem, 
wyborem   miejsca   i   typem   domów   do   osad   grupy   Korczak.   Ręcznie   formowana,   nie   zdobiona 
ceramika podobna jest do korczakowskiej, od której różni się tylko przewagą form dwustożkowych. 
Pośród nielicznych przedmiotów metalowych szczególnie cenne są zapinki, umożliwiające datowanie 
na VI—VII wiek. Do innych ważnych stanowisk należy osada koło Stecowki, również w dolinie Tia-
smina,   przebadana   przez   Wiktora   P.   Piętrowa,   grodzisko   Pastyr-skoje,   które   zbadał   Michaił   J. 
Brajczewski, osada Semenki w dorzeczu Bohu w obwodzie Winnickim, osady Chucza i Chanska w 
radzieckiej  Mołdawii  i inne.  Pierwotny  pogląd  Dmitrija  T.    
131
Bieriezowca,   że   znaleziska   typu   Pieńkowka   reprezentują   wschod-niosłowiańskie   plemię   Uliczów, 
został   odrzucony  wobec   niezgodności   czasowej   i   terytorialnej;   Ulicze   bowiem   pojawiają   się   nad 
Bohem i Dniestrem dopiero w X wieku, a typ Pieńkowka znacznie przekracza granice ich terytorium 
plemiennego.  Podczas gdy Joachim Werner, jak wspomnieliśmy wyżej, w znaleziskach tego typu 
widzi   dowód   przemieszczania   się   ludności   słowiańskiej   z   terenów   leśnych   na   południe,   badacze 
radzieccy: Walentin W. Siedow, Erazm A. Symonowicz i inni szukają korzeni słowiańskich w grupie 
znalezisk czerniachowskich nad środkowym Dnieprem. Walentin W. Siedow łączy typ Pieńkowka ze 
słowiańskimi   Antami,   wymienianymi   w   źródłach   historycznych   z  VI  wieku   między   Dnieprem   a 
Dniestrem; według Siedowa była to zesla-wizowana ludność pochodzenia perskiego. Na początku VII 
wieku Awarowie rozbili antyjski związek plemienny i zmietli ich z widowni dziejowej.
Poszukiwania   śladów   najdawniejszych   Słowian   na   Rusi   nie   są   dotąd   zakończone.   Można   jednak 
stwierdzić, że archeolodzy radzieccy w ciągu ostatnich trzech dziesięcioleci odkryli już wiele śladów, 
dzięki którym dawne mgliste wyobrażenia nabierają wyrazistszych kształtów, pozwalając na wysnucie 
określonych   wniosków   historycznych.   Wprawdzie   poglądy  na   temat   pochodzenia   i  roli   dziejowej 
nowo odkrytych grup kulturowych nie są dotychczas zupełnie jednoznaczne, postępy badań stwarzają 
jednak szansę ich stopniowego uściślenia. Czas, kiedy hipotezy zmienią się w pewniki, nie jest już 
zbyt odległy.

XVI. Kijóiu-nestor ruskich miast
*!j
Bezkresne przestrzenie ziem ruskich pocięte są żyłkami niezliczonych rzek, zlewających się w kilka 
ogromnych   arterii,   u-chodzących   do   trzech   mórz:   Kaspijskiego,   Azowskiego   i   Czarnego.   Do   ich 
zlewisk należy większość dróg wodnych, łączących z dawien dawna plemiona  dalekiej północy z 
wielkimi kulturami południa. Słowiański lud kochał te rzeki-żywicielki i do dziś w swych pieśniach i 
bylinach nadaje im czułe imiona, jak „mateczka-Wołga" albo „ojczulek-Dniepr". Ich żyzne brzegi do-
starczały pożywienia, ich nurtem w ciągu długich stuleci płynął ludzki potok ze swej praojczyzny 
między Dnieprem i Dniestrem do słabiej zaludnionych obrzeży Europy Wschodniej. Tędy przybywali 
kupcy z dalekich krajów. Do najważniejszych rzek bez wątpienia należał DfliePr> przecinający sam 
środek   pierwotnego   terytorium   Słowian;   pod   nazwą   Borystenes   znany   był   starożytnym   Grekom, 
którzy" nad pobliskim Morzem Czarnym zakładali kolonie i kupieckie osady. Również w czasach 
bizantyjskich Dniepr stanowił szlak handlowy — zwłaszcza w IX wieku, gdy handlem zagranicznym 
zajęli się przedsiębiorczy skandynawscy Waregowie. Wówczas to większa część szlaku „od Waregów 
do Greków" prowadziła właśnie jego wodami. Trasy handlowe rozchodziły się również dopływami 
Dniepru na wschód i na zachód. Wcześnie więc zwrócono uwagę na korzystnie położone miejsce — 
na granicy stepów i terenów leśnych, w punkcie, gdzie krzyżowały się szlaki handlowe biegnące ku 
czarnomorskim wybrzeżom. Tutaj więc powstał Kijów, pierwsze wielkie centrum kulturowe plemion 
wschodniosłowiańskich i stolica Rusi w X— —XII wieku.
133
Jak wynika z danych archeologicznych, teren późniejszego Kijowa zamieszkany był już w czasach 
kultury zarubinieckiej i czerniachowskiej. Kultury te, jak już wspominaliśmy, znajdują się w centrum 
uwagi badaczy, zajmujących się prahistorycznymi  dziejami wschodnich Słowian. Znaleziska monet 
rzymskich   dokumentują   ówczesne   intensywne   kontakty   handlowe.   Nie   wiemy   wprawdzie,   gdzie 

background image

znajdowało się centrum Gotów, którzy między II a IV wiekiem n.e. zjednoczyli pod swym panowa-
niem różnorodną mieszaninę plemion na stepach czarnomorskich, lecz okolice późniejszego Kijowa z 
pewnością   należały   do   sfery   ich   wpływów   —   mimo   iż   zamieszkane   były   przez   inną   ludność, 
prawdopodobnie   Antów,   których   władca   Boz   poległ   w   roku   375   w   boju   przeciw   gockiemu 
Winitarowi. Trudno nam teraz rozstrzygnąć zagadnienie, czy Antowie byli plemieniem pierwotnie 
perskim, a później zeslawizowanym,  jak sądzi Walentin W. Siedow. Najazd Hunów u schyłku  IV 
wieku spowodował co prawda spustoszenie i odepchnął Gotów daleko na zachód, mimo to jednak 
obraz zasiedlenia zbytnio się nie zmienił: pozostali tu Antowie, w  VI  wieku już prawie na pewno 
słowiańscy,  o czym  świadczy imię  ich księcia Mezamira,  a  być  może  także określenie  „h.r.w.s." 
(Hros,   Ros),   zanotowane   przez   Syryjczyka   Pseudo-Zachariasza.   Zażarte   boje   Antów   z   nowymi 
koczowniczymi  najeźdźcami w latach 558—560 nie uszły uwagi Bizancjum, które utrzymywało z 
Antami  kontakty handlowe, czego dowodzą znaleziska monet  w okolicach Kijowa. Najprawdopo-
dobniej Antów reprezentuje archeologiczny typ Pieńkowka, o którym była już mowa w poprzednim 
rozdziale.   Kobiety   nosiły   zapinki   palczaste   określane   niekiedy   przez   archeologów   jako   typ 
Martynowka;  rozpowszechnienie się tych ozdób na Bałkanach Borys  Rybaków i Joachim Werner 
łączą ze słowiańską ekspansją na południe.
Dalszy   rozwój   w   wiekach   VIII—IX  charakteryzuje   się   przede   wszystkim   dwiema   grupami 
kulturowymi. Granica między nimi biegła mniej więcej linią Dniepru. Na prawobrzeżu rozwijał się 
typ Łuka Rajkowieckaja, nazwany tak od stanowiska w Rajkach, przebadanego przez Władimira K. 
Gonczarowa; zabytki tego typu znaleziono również na wielu innych stanowiskach, jak np. w o-sadzie 
Niezwisko nad Dniestrem (badania Galiny I. Smirnowej) albo Hlincea w północnej Rumunii. Jest to 
następny   stopień   rozwojowy   wczesnosłowiańskiej   grupy   Korczak,   z   którą   ma   podobny   zasięg 
terytorialny — aż do Rumunii i Bułgarii. Równo-
134
cześnie na wschód od środkowego Dniepru rozprzestrzeniła się grupa romeńsko-borszewska, którą 
wyróżnił   zaraz   po   pierwszej   wojnie   światowej   Mikołaj   Makarenko,   badając   grodzisko   Mona-
styriszcze   koło   miasta   Romny;   do   poznania   tej   grupy   przyczynił   się   także   Iwan  I.  Lapuszkin 
badaniami grodziska Nowotroickoje. Zdaniem Dmitrija T. Bieriezowca należy rozróżniać północną 
grupę borszewską, której reprezentantem było plemię Wiatyczów znad górnej Oki, skąd penetrowało 
okolice Riazania, oraz południową grupę romeńską, rozłożoną wokół Desny i jej dopływów, którą 
można utożsamić z Siewierzanami. Niektórzy badacze radzieccy, głównie Borys A. Rybaków i Piotr 
N. Tretiakow, próbują na podstawie źródeł archeologicznych rozróżnić pozostałe plemiona ruskie: 
Radymiczów,   Krywiczów   i   Słowienów,   którzy   uczestniczyli   w   północnej   ekspansji 
wschodniosłowiańskiej. Różnice między nimi nie były jednak zbyt wielkie, rychło więc zatarły się w 
procesie zjednoczenia politycznego.
W IX—X wieku wszystkie grupy stapiają się w jeden organizm kulturowy Rusi Kijowskiej, pierwszej 
formacji państwowej Słowian Wschodnich. Lecz warunki dla awansu Kijowa istniały dawno przed 
zjednoczeniem plemion. Już w VIII wieku historyk armeński Zenob zanotował legendę o najstarszych 
książętach Polan, trzech braciach o imionach Kij, Szczek i Choriw. Od pierwszego z nich podobno 
wywodzi   się   nazwa   Kijów.   Prawdopodobnie   podstawą   owej   legendy   jest   stwierdzony   przez 
archeologów fakt istnienia w VIII—X wieku trzech grodów na terenie dzisiejszego Kijowa: na Górze 
Andrejewskiej, czyli Kijowskiej (ten zyskał decydujące znaczenie), na wzgórzu Kisielewka oraz na 
północny  zachód   od   Góry  Andrejewskiej.   Grody  te   świadczą   o   miejscowym   rozwoju   społeczno-
politycznym; silnym impulsem dla niego było przybycie w drugiej połowie IX wieku Skandynawów 
Askolda i Dira. Ich następcy założyli pierwszą ruską dynastię, której udało się stopniowo zapanować 
nad   wszystkimi   plemionami   wschod-niosłowiańskimi.   Tak   powstała   Wielka   Ruś   —   nazwą   tą 
określani byli zarówno Słowianie, jak i przybywający tu Skandynawowie. Imię Rus wywodzi się — 
według niektórych badaczy — ze starej nazwy dopływu Dniepru Roś; według innych zaś z fińskiego 
ruotsi (wioślarze).
Największe   znaczenie   dla   rozwoju   Kijowa   miało   panowanie   dwóch   władców   —   Włodzimierza 
Wielkiego (978—1015) i Jarosława Mądrego (1019—1054). Przed nimi gród na Górze Andrejewskiej 
był raczej niewielki (ok. 2 hektarów); badania archeolo-
135
giczne   stwierdziły,   że   obok   niego   znajdował   się   wyłącznie   cmentarz,   nie   było   zaś   podgrodzia. 
Obszerny,  potężnie  obwarowany gród  wybudował  dopiero w  końcu  X  wieku Włodzimierz,  który 

background image

przebywał   tu   ze   swą   drużyną   i   bojarami,   po   przyjęciu   chrześcijaństwa   zaś   również   z   wyższym 
duchowieństwem. W latach 989—990 przy jego siedzibie została wzniesiona Diesięcinna cerkiew, 
pierwszy murowany budynek kościelny na Rusi, wówczas służący wyłącznie rodzinie książęcej. Była 
to bazylika na planie krzyża, z kopułą, wzniesiona przez budowniczych greckich z Konstantynopola i 
bogato zdobiona malowidłami i mozaikami. Bogactwo Kijowa rosło dzięki kupcom i rzemieślnikom, 
którzy osiedlali się na szybko rozwijającym się podgrodziu zwanym Padół, które rozciągało się na 
prawym brzegu Dniepru, na północny wschód od Góry Andrejewskiej i Kisielewki. W ten sposób 
wytworzyło  się, typowe  dla Kijowa, zróżnicowanie: Góra jako siedziba książęca i Padół jako jej 
zaplecze  gospodarcze.  Z  pierwotnej   wspaniałej   budowli,  zniszczonej   w  XIII   wieku,   zostały  tylko 
resztki fundamentów. Włodzimierz, zanim w roku 988 przyjął chrześcijaństwo, czcił Peruna i pięciu 
innych bogów (Chorsa, Dadźboga, Strzyboga, Siemargła i Mokosz), których figury stały, jak podają 
źródła   pisane,   w   jego   siedzibie.   Prawdopodobnie   ma   z   tym   związek   również   kamienne   miejsce 
ofiarne, tzw. kapisz-cze, które odkrył w roku 1908 Vincenc  V.  Cłwojka i które przebadał na nowo 
Michaił K. Karger w roku 1937.
Kijów   rozrósł   się   zwłaszcza   w   czasach   Jarosława   Mądrego,   kiedy   to   wprawiał   w   podziw 
cudzoziemskich   przybyszów   ze   wschodu   i   zachodu.   Właściwe   miasto   na   Górze   Andrejewskiej   z 
pałacem książęcym,  siedzibą metropolity, kościołami, klasztorami i pałacami bojarów obwarowane 
było wałem o szerokości 20 m, a długości aż 3,5 km. Jarosław, budując miasto, wzorował się na 
Konstantynopolu; dlatego stanęła tu np. Złota Brama ze świątynią Zwiastowania, będąca kopią bramy 
carogrodzkiej,   a   także   wspaniały   sobór   Sofijski,   analogia   świątyni   Konstantyna   pod   wezwaniem 
Mądrości   Bożej   (Hagia   Sofia).   Miał   on   typowy   bizantyjski   plan   krzyża,   wpisanego   w   kwadrat, 
rozczłonkowany   był   na   pięć   naw   i   sklepiony   trzynastoma   kopułami;   jego   sylwetce   przydawały 
malowniczości   niskie   galerie,   otaczające   budowlę   z   trzech   stron.   Tak   oto   adaptacja   architektury 
bizantyjskiej   znalazła   oryginalną   formę,   która   była   dziełem   miejscowych   artystów,   podobnie   jak 
bogaty wystrój wewnętrzny, gdzie obok zwyk-    łych przedstawień sakralnych znalazły się również 
motywy świe-
136
ckie (sceny myśliwskie, turnieje, błazny i in.). Kijowska świątynia stała się „matką ruskich świątyń"; 
według jej wzoru zbudowano następne sobory — nowogrodzki i połocki.
Inne liczne kościoły i klasztory wyrastały poza wałami  miasta. Największą sławę  zdobyła  Ławra 
Peczerska, położona około trzech kilometrów na południe od Kijowa. Pierwotna Ławra, to jaskinie na 
skalistym   brzegu   Dniepru;   mniej   więcej   w   połowie  XI  wieku   nad   tymi   jaskiniami   wzniesiono 
kompleks   świątyń   i   zabudowań   klasztornych.   Klasztor   ów   stał   się   ważnym   ośrodkiem   życia 
kulturalnego   i   politycznego   Rusi   Kijowskiej.   Był   on   niezawisły   i   utrzymywał   ścisłe   kontakty   z 
bizantyjską strefą kulturową, zwłaszcza z Górą Athos. Kwitło tu piśmiennictwo, przede wszystkim 
dziejopisarstwo.   Między   innymi   z   tego   środowiska   wyszła  Powiest'   wriemiennych   lat  (Powieść 
doroczna), zwana dawniej  Latopisem Nestora,  pierwsza wielka kronika ruska. Z tutejszych świątyń 
wyróżniał się wystrojem malarskim sobór Uspienski z roku 1089. Jego zburzenie podczas drugiej 
wojny światowej stanowi ciężką stratę dla kultury wschodniej Słowiańszczyzny.  Dzięki badaniom 
archeologicznym można było zrekonstruować pierwotny wygląd klasztoru. W  XI  wieku większość 
obywateli Kijowa mieszkała na podgrodziu Padół, gdzie biedne półzie-mianki pradawnego typu ostro 
kontrastowały   ze   wspaniałością   pałaców   i   świątyń.   Kwitł   tutaj   ożywiony   handel,   rosły   dzielnice 
cudzoziemskich kupców, przywożących towary z dalekich krajów. W XII wieku i tę część Kijowa 
obwarowano, jednak słabiej niż siedzibę książęcą. Wszystkie świadectwa autorów współczesnych — 
miejscowych, zachodnich, arabskich i bizantyjskich — mówią jednoznacznie o okazałości ludnego 
Kijowa. W ciągu XII wieku miasto zaczęło chylić się ku upadkowi. Tragiczny pożar w roku 1124, 
walki wewnętrzne, powstanie konkurencyjnych ośrodków i najazdy koczowników nadwerężyły jego 
potęgę jeszcze przed druzgocącym n^zdem tatarskim w roku 1240. Ukrainę opanowali nomadzi, punkt 
ciężkości Rusi przesunął się na północ.
Największe niebezpieczeństwo groziło państwu kijowskiemu od granic południowych, skąd często 
waliły hordy grabieżczych koczowników. Dlatego już za Włodzimierza I dostępu do Kijowa z tej 
strony   strzegło   kilka   linii   obronnych,   opierających   się   o   lewe   dopływy   Dniepru.   Pierwszą   Unię 
grodów wybudowano w odstępach 15—20 km nad rzeką Sułą, która przez długie stulecia stanowiła 
granicę między Rusią a koczownikami. Przy ujściu Su-   
137

background image

ły archeologom udało się odkryć warowny port, do którego w razie niebezpieczeństwa mogły skryć 
się statki, płynące Dnieprem. Następna linia obronna opierała się o rzekę Trubież z ważnym miastem 
Perejasławiem, dalsze zaś o Oster i Desnę w kierunku Czernihowa oraz o Stugnę (na prawym brzegu 
Dniepru)   w  stronę  Kijowa.  Na   skraju lasów otaczających   Kijów istniała   ostatnia   linia   z  grodami 
Wasylewem, Tumaszem, Triepolem, a zwłaszcza z Biełgorodem, który był czymś w rodzaju obozu 
wojskowego, gdzie gromadziły się wojska ruskie. Ważny stategicznie bród koło Wityczewa strzeżony 
był przez potężną twierdzę o dębowych umocnieniach, które stały tu już w końcu X wieku. Badania 
archeologiczne odkryły na najwyższym punkcie obwarowań pozostałości wieży sygnalizacyjnej, skąd 
dawano Kijowowi sygnały ogniem, gdy do brodu zbliżali się dzicy Pieczyngowie.
Północną   bramę   kijowską   stanowiło   miasto   Lubecz,   często   wymieniane   w   źródłach   pisanych,   a 
zbadane   w   latach   1957—1960   przez   Borysa   A.   Rybakowa.   Jest   ono   prawdopodobnie   tożsame   z 
miastem, które w roku 882 zdobył Oleg w czasie wyprawy na Kijów; wówczas jednak był to jeszcze 
niewielki gród, otoczony palisadą. Stąd pochodził Małko, ojciec Dobryni, a dziad Włodzimierza I. W 
roku 1015 rozegrała się tutaj bitwa między synami Włodzimierza — Jarosławem i Świętopełkiem. Jak 
wykazały badania, potężne wały na Górze Zamkowej na lewym brzegu Dniepru zostały wzniesione 
dopiero   w   drugiej   połowie  XI  wieku,   prawdopodobnie   za   czasów   Włodzimierza   Monomacha. 
Fortyfikacje z pni dębowych i usypanej ziemi otaczały nie tylko gród, ale i podgrodzie. Sam gród 
dzielił się na część pałacową (kreml) oraz miejsce dla załogi i pomieszczenia magazynowe (dietiniec). 
Od miasta oddzielała go fosa, którą przekraczało się po zwodzonym moście, do bramy, a  następnie 
wąskim,  wymoszczonym  drewnem  chodnikiem  do bramy głównej  o dwóch wieżach. Za nimi stała 
jeszcze   jedna, czteropiętrowa, największa wieża, jakaś analogia do zachodnich donżonów, będąca 
chyba siedzibą komendanta grodu i ostatnim punktem obrony. W jej piwnicach odkryto skarb złotych 
i srebrnych   ozdób, ukryty podczas oblężenia miasta.   Dopiero za tą wieżą było wejście do pałacu, 
trzypiętrowego budynku o trzech wieżach. Jego parter rozczłonkowany był na dużą liczbę niewielkich 
pomieszczeń,   służących   prawdopodobnie   jako   składy   i   mieszkania   służby.   Rodzina   książęca 
zajmowała bogato zdobione komnaty na drugim piętrze, gdzie znajdowała się również przestron-  na 
sala. To pewnie tutaj w roku 1097 zgromadzili się Ruryko-
138

wicze, aby uzgodnić wspólną linię obrony przed Połowcami  i rozdzielić między siebie władzę. Z 
pałacem miał także związek drewniany kościół o dachu krytym ołowianymi płytkami. Za kościołem 
natrafiono na podziemny korytarz, prowadzący poza gród — podobne ujawniono w pałacu i w jednym 
z   magazynów.   Stosunkowo   niewielkie   rozmiary   grodu   (100X35   m),   zniszczonego   w   roku   1147 
podczas   walk  książąt   kijowskich   z   czernihowskimi,   ułatwiły  archeologom   odkrycie   fundamentów 
wszystkich   budynków   i  oszacowanie   liczby  ludności   na   200—300  osób.   Rozmiary  magazynów   i 
zbiorników wody pitnej wskazują, że mieszkańcy mogli wytrzymać roczne oblężenie.
Lubecz był rezydencją książąt czernihowskich, często współzawodniczących o władzę z kijowskimi. 
Źródła   bizantyjskie   podają   zaś,   że   najważniejszym   po   Kijowie   miastem   Rusi   Kijowskiej   był 
Czernihów.   Odwiedźmy   więc   jeszcze   i   to   miasto,   które   również   przebadał   akademik   Borys   A. 
Rybaków.   Czernihów,   położony   na   prawym   brzegu   Desny,   na   pograniczu   terenów   stepowych   i 
leśnych, był kluczem do panowania nad całym lewo-brzeżem Dniepru i kontrolowania dróg do Morza 
Azowskiego i Czarnego. Już w VIII wieku stały tu cztery rodowe gródki z przylegającymi do nich 
osadami. W IX—X wieku z zespołów tych wyrósł obwarowany kompleks, zajmujący teren 1,2X1,3 
km,   którego   ośrodek   stanowił   gród   z   dwoma   podgrodziami.   Przed   zjednoczeniem   Rusi   był   on 
plemiennym centrum Siewierzan, w wieku XI  zaś, kiedy to wspaniale się rozwinął — zwłaszcza za 
panowania  Światosława  i Wsiewołoda  I  — został  stolicą  rozległego księstwa  czernihowskiego,  o 
zmieniającym się stopniu zależności od Kijowa. Za Mścisława Tmutorokańskiego był nawet przez 
jakiś   czas   stolicą   Rusi   (1024—1036).   Mścisław   wzniósł   tu   sobór   Spasopreobrażeński,   bazylikę 
trójnawową z pięcioma kopułami, najstarszą zachowaną ruską świątynię.
Również   pod   względem   kulturalnym   Czernihów   grał   wybitną   rolę,   zaraz   po   Kijowie.   O   jego 
bogactwie   świadczą   znaleziska   z   cmentarzysk   kurhanowych,   rozłożonych   w   okolicy  miasta;   wo-
jownicy byli w nich często grzebani w zrębowych komorach wraz z końmi, pełnym wyposażeniem i 
uzbrojeniem. Najsłynniejsze z nich są dwa ogromne kurhany, które zachowały się na podgrodziu, 
znane jako Czarna Mogiła i kurhan księżnej Czerny. Pierwszy z nich, o wysokości 11,5 i obwodzie 

background image

125 m, przekopywany był już w czasach Rosji carskiej. W drewnianej komorze wewnątrz kurhanu 
pogrzebany był książę czernihowski z małżonką i mało-    
139
letnim   synem.   Wraz   z   nimi   złożono   do   grobu   dwa   hełmy,   dwa   miecze,   dwa   kaftany   z   kolczej 
plecionki, jedną szablę, dziesięć włóczni, dwanaście strzał, cztery strzemiona, pięć noży, dwa noże 
rytualne, dwa rogi do picia ze srebrnymi  okuciami zdobnymi  w motywy figuralne i roślinne typu 
sasanidzkiego, brązową figurkę ludzką w postawie klęczącej i inne przedmioty, świadczące o wybitnej 
pozycji społecznej pogrzebanych osób.
Podobnie jak to dzieje się z Kijowem i innymi miastami Rusi Kijowskiej, w XII wieku znaczenie 
Czernihowa upada, a po niszczycielskim najeździe Tatarów gaśnie zupełnie. Polityczne i kulturalne 
centrum Rusi przesunęło się na leśne tereny włodzimier-sko-suzdalskie i nowogrodzkie. Zwróćmy 
więc uwagę na metropolię północy — Nowogród Wielki, na jego bowiem temat archeologowie mają 
szczególnie wiele do powiedzenia.
XVII. Metropolia północy
Bezbrzeżne równiny rosyjskie w jednym tylko miejscu fałdują się nieco, tworząc krainę niewysokich 
pagórków.   Leży  ona   mniej   więcej   pośrodku   trójkąta,   wyznaczonego   przez   Moskwę,   Leningrad   i 
Smoleńsk.   To  Wałdaj.   Biorą   tu   początek   wszystkie   wielkie   rzeki   rosyjskie   —   przede   wszystkim 
Wołga, Dniepr i Dźwina wraz z dopływami.  Bliskość rzek, płynących  we wszystkich kierunkach, 
umożliwiała   komunikację   między   Morzem   Bałtyckim,   Czarnym   i   Kaspijskim.   Lekkie   łodzie 
przewlekano w razie potrzeby lądem z rzeki do rzeki za pomocą włók-sań, zwykłych drągów albo 
drewnianych   walców.   Na   styku   owych   szlaków   wodnych   rozlewa   się   jezioro   Ilmen;   stąd   łodzie 
wypływały rzeką Woł-chow do jeziora Ładoga, a potem Newą do Zatoki Fińskiej na Morzu Bałtyckim 
albo Mstą przy użyciu włók do Wołgi, lub też po Łowati i włókami do Dźwiny i Bałtyku, ewentualnie 
Dnieprem   do   Morza   Czarnego.   Był   to   ów   słynny  put'   iz   Warjag   w   Greki,  o   którym   już 
wspominaliśmy. W najważniejszym punkcie tej sieci dróg wodnych leżało miasto Nowogród Wielki, 
legendarny   Holmgardr   ze   skandynawskich   sag   czy   Nemogardas   ze   źródeł   bizantyjskich.   Według 
uczonego cesarza Konstantyna Porfirogenety panował tu w X wieku książę ruski Sfendosthlabos, czyli 
Swiatosław, syn Igora, a ojciec Włodzimierza Wielkiego.
Miasto tak usytuowane nadawało się wyśmienicie do prowadzenia dalekosiężnego handlu. To właśnie 
handel stanowił podstawę gospodarczej egzystencji Nowogrodu i wywarł przemożny wpływ na jego 
rozwój polityczny; dzięki niemu miasto zdobyło zupełnie wyjątkową pozycję wśród ruskich grodów 
wczesnośredniowiecznych. Przez długi czas Nowogród istniał jako republika   
141
miejska, z oryginalnym, rzec by można demokratycznym ustrojem, w znacznej mierze niezawisły od 
książąt ruskich. Należały do niego wielkie tereny leśne północnej Rusi, skąd kupcy nowogrodzcy 
czerpali swój główny artykuł eksportowy: skóry i wosk.
Według kroniki Nestora Nowogród wybudowali Słowienie, szczep słowiański, zamieszkujący tereny 
między Wałdajem, jeziorem Pejpus (Czudzkim) a Ładogą, który wspólnie z Krywicza-mi ustawicznie 
przenikał na słabo zaludnione tereny plemion  fińskich i bałtyjskich. Punktem przełomowym  było 
przybycie skandynawskich Waregów, które Nestor opisuje jako wezwanie Ruryka do dobrowolnego 
złożenia władzy w jego ręce. Zdarzyło się to jakoby w roku 862, ponieważ nieco wcześniej Ruryk za-
łożył  miasto Ładogę (Aldegjuborg). Inne podania mówią  jednak o walkach między Słowianami  a 
Waregami, w czasie których Ruryk miał uśmiercić Wadima Chrobrego i wielu innych nowogro-dzian. 
Wszelkie   te   wiadomości   są   jednak   legendarne,   podobnie   jak   postać   pierwszego   nowogrodzkiego 
„posadnika" (starosty czy kasztelana) Gostomysła. Jeśli dane o Ruryku są odbiciem rzeczywistych 
faktów, to gród, który wystawił, znajdować się musiał w innym miejscu niż miasto Nowogród, w 
którym   badania   archeologiczne   nie   stwierdziły   osadnictwa   przed  X  wiekiem.   Trzeba   jednak 
zaznaczyć, że badania prowadzone były tylko w niektórych częściach miasta, przede wszystkim w 
dzielnicy Ne-rewskiej i Słowieńskiej, nie obejmując centrum. Za to mniej więcej 5 km od Nowogrodu, 
w miejscu zwanym Rurykowe Grodzisko, znaleziono ceramikę z  IX—X  wieku oraz różne importy 
bizantyjskie; nie jest więc wykluczone, że właśnie tutaj znajdowała się pierwotna siedziba książęca.
W   każdym   jednak   razie   Nowogród   w   czasach   państwa   kijowskiego   był   związany   z   dynastią 
Rurykowiczów. Panował tutaj np. także Włodzimierz Wielki, nim zdobył Kijów i stał się w roku 980 
władcą całej Rusi. Za jego panowania udzielnym księciem Nowogrodu był jego syn Jarosław, zwany 
później Mądrym. I właśnie nowogrodzianie po śmierci Włodzimierza pomogli Jarosławowi w roku 

background image

1019   zdobyć   tron   kijowski.   Władza   książęca   stopniowo   jednak   słabła   w   miarę   nasilania   się 
separatystycznych   tendencji   Nowogrodu,   który   zawsze   dążył   do   autonomii,   do   niezawisłości. 
Suwerenność przyniosło mu zwycięskie powstanie w roku 1136. Książęta byli tu tylko tolerowani, 
lepiej lub gorzej, i osadzani na tronie lub wypędzani w zależności od sytuacji politycznej. Tylko
142
niektórzy z nich byli rzeczywistymi  władcami miasta: np. Aleksander Newski, bohaterski obrońca 
Nowogrodu Wielkiego w czasie najazdu Szwedów i Zakonu Inflanckiego w XIII wieku.
Miasto kierowane było przez własny samorząd, którego niektóre elementy sięgały korzeniami czasów 
ustroju plemiennego; inne zaś swą dojrzałością znacznie wyprzedzały epokę. Na czele miasta stała 
„Rada Panów" (sowiet gospod), składająca się z biskupa lub arcybiskupa,  który był  jednocześnie 
„władyką", czyli przewodniczącym rady (w czasach zależności funkcję ową pełnił książę), następnie z 
„posadnika"   (starosty),   tysiącznika,   który   troszczył   się   o   bezpieczeństwo   miasta   i   czuwał   nad 
sądownictwem, a także z przełożonych poszczególnych dzielnic. Rada ta miała władzę wykonawczą 
oraz przygotowywała prawa i wnioski dla zgromadzenia miejskiego, zwanego wiecem, do którego 
należała władza ustawodawcza; wiec zatwierdzał prawa, wybierał biskupa i innych członków rady, 
powoływał  i  usuwał  książąt,  decydował  o wojnie  i pokoju.  Ten  przeżytek  plemienny  przybrał  w 
miejskiej organizacji politycznej nową formę i stanowił swego rodzaju republikańską przeciwwagę 
feudalnej władzy książęcej. Trafnie wyraża to zdanie, zanotowane w roku 1270 w Pierwszym latopisie 
nowogrodzkim: 
„Nie mamy księcia, lecz tylko Boga, prawdę i świętą Zofię." Administracja miejska 
podzielona była  na dzielnice (,końce" lub tzw. piatiny).  Na czele każdej z nich stał „kończańskij 
posadnik". Każda dzielnica miała dwie „sotnie", którymi kierował setnik, a te dzieliły się według ulic, 
które stanowiły najniższy szczebel. Warto podkreślić, że wszystkie te jednostki administracyjne miały 
również swoje wiece.
Podział Nowogrodu na pięć dzielnic (stąd „piatiny") uważany jest za relikt stosunków dawniejszych; 
prawdopodobnie odpowiada on pięciu plemionom Słowienów albo pięciu pierwotnym osadom, które 
zlały się w jedną całość. Kwestię tę mogą wyjaśnić tylko badania archeologiczne, które w połączeniu 
z zabytkami piśmiennictwa i starymi wizerunkami w dużym stopniu przyczyniły się już do poznania 
dawnej topografii miasta. Rzeka Wołchow dzieliła je na dwie części: zachodnią, zwaną Sofijską, i 
wschodnią, czyli Handlową. Łączył  je drewniany most, o którym pierwszą wzmiankę zanotowano 
wprawdzie dopiero w roku 1133, ale który musiał istnieć o wiele wcześniej.
Jądrem   części   zachodniej   był   kreml   albo   dietiniec,   już   w   czasach   najdawniejszych   obwarowany 
palisadą-i otoczony, podobnie jak całe miasto, rowem z wodą. Dominował nad nim sobór Sofij-   
143
ski, budowla pierwotnie drewniana, którą, według tradycji, wzniósł za czasów Włodzimierza pierwszy 
nowogrodzki biskup Akim. Jeszcze przed jej pożarem w roku 1049 biskup Łukasz Żidiata i książę 
Włodzimierz, syn Jarosława Mądrego, zaczęli budować nieco na południe od niej nową, kamienną 
świątynię. Wzorem był  niewątpliwie sobór Sofijski w Kijowie, od którego budowla nowogrodzka 
różni się jednak swym pięcionawowym planem krzyża z pięcioma kopułami. Zachowane malowidła 
są w większości późniejsze, jedynie postacie pary cesarskiej, Konstantyna i Heleny, pochodzą z  XI 
wieku.  Mistrzowskim dziełem stylu   romańskiego  są   tzw.  drzwi  korsuńskie   zwane  też   płockimi   z 
płaskorzeźbionymi   scenami   z   Ewangelii   i   podobiznami   swych   twórców.   Wykonali   je   artyści 
niemieccy w XII wieku.* Przy katedrze nowogrodzkiej powstał „dom św.Zofii", siedziba biskupa, a 
od roku 1165 arcybiskupa, najważniejszej postaci w nowogrodzkiej republice miejskiej. Najstarsze 
zachowane   fundamenty   owej   budowli,   do   której   należał   kompleks   budynków   z   mieszkaniami 
duchowieństwa,   urzędników,   rzemieślników   i   służby,   pochodzą   z   końca  XI  albo   z   początku   XII 
wieku.
Wokół kremla rozpościerały się trzy piatiny. Na południowym zachodzie leżała dzielnica Garncarska 
(Gonczarskij koniec), której sama nazwa wskazuje na określony profil wytwórczości. W XII wieku 
mieszkał tu również kupiec imieniem Sodko, który ufundował w roku 1165 kościół Borysa i Gleba na 
miejscu dawnej drewnianej świątyni św. Zofii; ów Sodko jest prawdopodobnie tożsamy z legendarną 
postacią Sadka z ruskich bylin i znanej opery Nikołaja Rimskiego-Korsakowa. W dzielnicy Zagorodz-
kiej na zachód od kremla (Zagorodskij koniec) mieszkali bojarowie i rzemieślnicy, głównie złotnicy i 
kowale.   Od   strony  północnej   do   kremla   przylegała   dzielnica   Nerewska,   która   stała   się   głównym 
obiektem badań archeologicznych.

background image

Centrum   Handlowej   strony   na   prawym   brzegu   Wołchowa   tworzył   tzw.   dwór   Jarosława.   Był   on 
pierwotnie siedzibą księcia; w pierwszej połowie XII wieku przekształcono go w ratusz, przed którym, 
na placu, gromadziły się wiece. Obok pałacu arcybiskupiego stanowił on drugi biegun miasta; swe 
bogactwo czerpał z pobliskiego portu, gdzie kotwiczyły łodzie pełne tkanin, drogich metali, żywności, 
przypraw i innych cennych towa-
144
rów i skąd wypływały w dalekie podróże statki, wiozące drogie futra i wosk. Kupcy nowogrodzcy 
zrzeszeni   byli   w   gildie;   niektóre   z   nich   miały   wielką   władzą   polityczną   i   gospodarczą.   Strona 
Handlowa składała się tylko z dwóch dzielnic, oddzielonych od siebie Potokiem Fiodorowym.  Na 
północy znajdowała się dzielnica Ciesielska (Płotnickij koniec); tutejsi cieśle sławni byli na całą Ruś i 
obok kowali z Sofijskiej Strony należeli do najbardziej wpływowych  cechów nowogrodzkich. Ich 
dziełem były drewniano-ziemne fortyfikacje miejskie i budynki mieszkalne. W dzielnicy południowej, 
Słowieńskiej, mieszkali kupcy i rzemieślnicy. Badania odkryły tu np. małe domki szewców i garbarzy.
Prace   archeologiczne,   związane   przede   wszystkim   z   nazwiskami   Artiemija   W.   Arcichowskiego, 
Borysa A. Kołczina i Walentina L. Janina, dały wgląd w środowisko i życie codzienne owego nie-
zwykłego   miasta.   Wykopaliska   rozpoczęły   się   tu   już   w   roku   1929,   zaś   w   roku   1951   grupa 
archeologów zorganizowała ekspedycję nowogrodzką, prowadzącą badania na wielką skalę. A nie jest 
to zadanie łatwe, ponieważ miasto rozwijało się intensywnie przez długie stulecia, drewniane domy i 
ulice były w ciągu każdego pokolenia odnawiane, nowe budowle powstawały na pozostawionych 
fundamentach albo warstwach domów starszych; w ten sposób teren podniósł się stopniowo, aż do 
wysokości 8,5 m. Archeologowie usiłują dzisiaj rozróżniać w nim kolejne warstwy, naniesione przez 
następujące po sobie stulecia, a nawet dziesięciolecia. W znacznej mierze ułatwia im to fakt, że dzięki 
wodom podskórnym zachowały się również substancje organiczne, jak drewno, tekstylia, skóry itd. 
Moszczenie z poprzecznie układanych bierwion na ulicy Wielkiej w dzielnicy Nerewskiej było odna-
wiane ogółem 28 razy. Nowe moszczenie układano po prostu na starym, które grzęzło w wilgotnej 
glebie, i tym sposobem powstawały grube warstwy dobrze zachowanego drewna. Datowano je za 
pomocą   tzw.   dendrochronologii.   Metoda   ta   polega   na   porównywaniu   słojów   przyrostu   rocznego 
ściętych   pni;   różnią   się   one   bowiem  w   zależności   od  zmian   warunków   klimatycznych   w   danym 
regionie. Jeśli dzięki dobrze datowanym znaleziskom uda się ustalić przebieg zmian przyrostu słojów 
w   określonym   czasie,   to   nowo   znalezione   przedmioty   drewniane   można   porównywać   z   tak 
wypracowaną skalą chronologiczną, datując moment powalenia drzewa z dokładnością do jednego 
roku. Tym sposobem Borys  A. Kołczin ustalił,  że  najstarsze  moszczenie ulicy   
145
10 — Świat dawnych Słowian
Wielkiej zostało ułożone w roku 953, a najmłodsze w roku 1462. W analogiczny sposób datowano 
znaleziska i współczesne z nimi drewno również w innych warstwach.
Ulice przecinały się niemal pod kątem prostym i biegły zgodnie ze stronami świata, co wskazuje na 
planową zabudowę i ma związek z systemem administracyjnym miasta. Nie były one zbyt szerokie 
(3,5 — 4,5 m), zatroszczono się jednak o ich odwodnienie i kanalizację, po której pozostały drewniane 
rury i beczki. Domy drewniane, wznoszone prawie wyłącznie techniką zrębową, miały po 1 do 3 
pomieszczeń, a nierzadko piętro, które było częścią mieszkalną budynku, podczas gdy parter służył 
zwykle do celów gospodarczych albo produkcyjnych. Znaleziska różnych odpadków, półproduktów i 
narzędzi pozwoliły rozróżnić warsztaty złotników, tkaczy, cieśli, szewców, bednarzy, garbarzy itd. 
Bogaci kupcy i bojarowie mieszkali we  dworach.  Mniejsze  budynki  skupiały się  wokół większej 
budowli, tworząc z nią jedną całość zasiedloną przez kilka rodzin. Na podstawie powierzchni miasta i 
gęstości zabudowy można oszacować liczbę mieszkańców Nowogrodu na dwadzieścia tysięcy w XI 
wieku i pięćdziesiąt tysięcy w XIII wieku. Istniała tu koncentracja o-sadnictwa, która nie ma analogii 
w ówczesnej Europie.
Rzecz oczywista, że dogodne warunki glebowe i grube warstwy kulturowe przyniosły archeologom 
bogate   plony   w   postaci   niezliczonych   znalezisk   przedmiotów   użytku   domowego,   narzędzi 
rzemieślniczych, krzesiw, zdobionych grzebieni, ozdób, resztek obuwia i odzieży,  które mogą być 
podstawą do studiów nad różnymi technikami produkcyjnymi i pewnymi zmianami mody. Działalność 
handlową dokumentują znaleziska monet, pieczęci, plomb, łodzi i sań. Mieszczanie spędzali wolne 
chwile na grze w szachy, warcaby, młynka albo grając na instrumentach muzycznych, np. „gusłach". 
Handel nie był możliwy bez wykazów rachunkowych, umów pisemnych i korespondencji. Pisano je 

background image

rylcem na płatach kory brzozowej, która w wilgotnej glebie dobrze się zachowała. To są owe słynne 
„gramoty", których w Nowogrodzie Wielkim odkryto już kilkaset, a wciąż ich przybywa. Dają nam 
one   dokładny   wgląd   w   stosunki   gospodarcze,   handlowe,   sądowe,   rodzinne   i   osobiste.   Jest   to 
nieocenione źródło do poznania codziennego życia miasta w XI—XV wieku, ale również do poznania 
dziejów   żywej   mowy   rosyjskiej,   ponieważ   pisane   są   językiem   mówionym   —   w   odróżnieniu   od 
współczesnego piśmiennictwa,     które     używało     języka     staro-cerkiewno-słowiańskiego.
146
W większości są to tylko fragmenty; jedynie niektóre zachowały się w całości, jak np. list Gostjaty z 
XI wieku, która skarży się Wasylowi na podłe zachowanie niewiernego męża.
Piśmiennictwo i sztuka kwitły w Nowogrodzie już w XI wieku, jak o tym świadczy np. Ewangeliarz 
Ostromira  
ze   wspaniałymi   miniaturami,   który   powstał   mniej   więcej   w   latach   1056—1057   na 
zamówienie   posadnika   Ostromira.   Z   połowy  XI  wieku   pochodzi   też  Pouczenie   k   bratii  biskupa 
Łukasza Żidiaty, zawierające nie tylko liczne przekłady z greckiego — przede wszystkim hymny, 
modlitwy, fragmenty muzyki liturgicznej itd. — lecz i samodzielne utwory literackie. Dla poznania 
dziejów miasta w czasach późniejszych niezwykle cenne są latopisy nowogrodzkie.
Życie   literackie   i   artystyczne   skupiało   się   głównie   w   monaste-rach,   które   miały   także   znaczenie 
gospodarcze   i   militarne;   tworzyły   bowiem   wokół   Nowogrodu   trzy   koncentryczne   kręgi,   pasma 
ochronne,   broniące   dostępu   do   miasta.   Pustelnicy   i   mnisi   klasztorów   nowogrodzkich,   szukający 
samotności w leśnej głuszy,  nierzadko byli  pionierami,  penetrującymi  dziewicze tereny północnej 
Rosji i rozpoczynającymi  proces kolonizacyjny. Legenda głosi, że jako pierwszy powstał monaster 
Pieryński, założony za Włodzimierza na miejscu świątyni Peruna. W XII wieku zasłynęły monastery: 
Antonowski,   Chutyński,   Juriewski,   Spaso-Nie-riedicki,   Swierinski   i   inne.   Do   czasu   najazdu 
mongolskiego   w   roku   1240,   którego   skutki   ominęły   Nowogród,   rozłożyło   się   wokół   miasta 
siedemnaście monasterów, a później było ich aż dwadzieścia cztery.
Początki chrześcijaństwa w Nowogrodzie są trudno uchwytne w czasie, z pewnością jednak sięgają 
epoki Włodzimierza. Nowo-grodzianie uparcie bronili się przed przyjęciem chrześcijaństwa i ustąpili 
dopiero   po  ciężkich  walkach.   Pierwszy  hierarcha   nowogrodzki,   Akim,   według   legendy  zwalił   do 
Wołchowa   posąg   Peruna,   wystawiony   ongiś   przez   stryja   Włodzimierza,   Dobrynię.   Tradycja 
umiejscowiała to zdarzenie we wsi Pierynia, leżącej w pobliżu Nowogrodu Wielkiego przy wypływie 
Wołchowa   z  jeziora  Ilmen.   Podczas  gdy filolodzy  protestowali  przeciwko  wyprowadzaniu  nazwy 
Pierynia od Peruna, archeologowi Walentinowi W. Siedowowi w latach 1948 i 1951—1952 udało się 
na terenie monasteru Pieryńskiego rzeczywiście odkryć resztki świątyni pogańskiej. Miała ona formę 
okrągłego rowu z ośmioma niewielkimi występami, w których ongiś płonęły ognie ofiarne; w środku 
kręgu stał posąg, po którym została tylko jama. Siady innych, podobnych krę
147
gów kultowych, z idolami pomniejszych bóstw, odkryto po bokach.
Z losami Nowogrodu ściśle związane były dzieje dwóch innych miast, odgrywających istotną rolę w 
handlu   międzynarodowym,   a   jednocześnie   osłaniających   zagrożoną   północną   i   zachodnią   rubież 
terytorium nowogrodzkiego. Była to Stara Ładoga nad rzeką Wołchow, położona około dwunastu 
kilometrów na południe od jeziora Ładoga, oraz Psków, leżący na południe od jeziora Pej-pus w 
widłach  Wielikiej   i   Pskowy.   Wprawdzie   osadnictwo   obu  tych   regionów   w   VIII—IX  wieku   było 
dziełem Krywiczów, lecz kiedy w  X  wieku powstały tutaj miasta, znalazły się one niebawem     w 
zależności     od     Nowogrodu     jako     jego     „prigorody"     — Psków już w pierwszej, a Ładoga w 
drugiej połowie  XI  wieku. W Ładodze, wysuniętej daleko na północ i znanej Skandyna-wom   jako 
Aldegjuborg,  zamieszkiwała  liczna  grupa Waregów. Według  legendy  miasto   założył  sam  Ruryk 
ze   swą     drużyną. Skandynawowie sprawowali władzę w Ładodze także za czasów późniejszych 
książąt ruskich, np. za Jarosława Mądrego, który pojął za żonę Ingegerdę, córkę szwedzkiego króla 
Olafa; Ładoga była jej posagiem i miała załogę złożoną z Waregów. Pamiątką po nich są napisy 
runiczne, patriarchalne domy typu skandynawskiego i kurhany z pochówkami w łodziach zgodnie z 
obyczajem wikingów. Badania W. I. Rawdonikasa i K. D. Lauszkina skupiły się przede wszystkim w 
dawnym grodzisku, w centrum miasta. Przy ujściu rzeczki Ładożki do Wołchowa leżał port, gdzie do-
konywano   przeładunku   towarów   ze   statków   morskich   na   rzeczne   i   odwrotnie.   W   miarę   rozwoju 
miasta zanikły wielkie domy,  a na ich miejscu pojawiły się mniejsze zrębowe siedziby kupców i 
rzemieślników, podobne do nowogrodzkich.

background image

Psków  nazywany  w  średniowieczu Pleskowem  często  odwiedzali  kupcy  z  Zachodu.   Docierali   do 
niego   Wieliką,   przy   której   ujściu   wybudowali   stanicę   handlową   Portus   Sanigallorum.   Następnie 
Psków stał się celem najazdu Zakonu Inflanckiego, który w roku 1242 pokonał książę Aleksander 
Newski w słynnej bitwie na zamarzniętym jeziorze Pejpus (Czudzkim), na północ od miasta. Jako 
„prigorod" Nowogrodu Wielkiego Psków cieszył się pewną autonomią. Miał podobną organizację, 
jaka istniała w mieście macierzystym; pskowianie reprezentowani byli w radzie miejskiej Nowogrodu. 
Psków   był   wybitnym   ośrodkiem   handlowym   i   kulturalnym;   szczególnie   słynęli   pskowscy 
budowniczowie i artyści. Badania archeologiczne Grigorija Grozdiłowa ujawniły tu-
148
taj   podobną   zabudowę   jak   w   Nowogrodzie   —   dwory   z   grupami   domów   zrębowych   (mieszkań, 
chlewów,  innych  budynków   gospodarczych)   gęsto uszeregowane  przy  wąskich uliczkach  z drew-
nianym   moszczeniem.   Jądro   miasta   stanowił   stosunkowo   niewielki   gród   („krom")   z   pałacem 
książęcym i katedrą św. Trójcy, pierwotnie drewnianą, od XII wieku kamienną. Wokół grodu roz-
łożyło   się   wachlarzowato   kilka   podgrodzi   z   ludnością   kupiecką   i   rzemieślniczą.   Podobnie   jak   w 
Ładodze, tak i tutaj kwitła przede wszystkim produkcja metalurgiczna, której początki są starsze niż 
samo miasto.
Nowogród   ze   swymi   „prigorodami"   i   z   rozległym   terytorium   kolonizacyjnym   rozwijał   się 
nieprzerwanie przez całe średniowiecze. Nie zaszkodził mu nawet pustoszący najazd Tatarów, ponie-
waż   Złota   Orda   ze   stolicą   w   Saraj   u  nad  Wołgą   była   zainteresowana   kontaktami   handlowymi   z 
Europą, a rolę pośrednika pełnił właśnie Nowogród Wielki. Upadek miasta był jednak przesądzony, 
gdy  na   Rusi   powstał   nowy  ośrodek   władzy,   Moskwa;   wyjątkowa   pozycja   Nowogrodu   utrudniała 
bowiem   realizację   centralistycznych   dążeń   carów   moskiewskich.   W   roku   1478   ciężki   cios 
przywilejom nowogrodzkim zadał Iwan III, a w sto lat później Iwan Groźny ukorzył  zupełnie to 
dumne miasto. Od tego czasu Nowogród zaledwie wegetował, aż jego rolę „okna na Europę" przejęło 
nowe miasto, założone w roku 1703 przez Piotra Wielkiego — Petersburg, dzisiejszy Leningrad.
149
XVIII. Między Morzem Czarnym a Adriatykiem

Widzieliśmy, na jakie skomplikowane problemy natrafiają archeologowie w Czechosłowacji, NRD, 
Polsce i Związku Radzieckim, badając początki Słowian w swoich krajach. Nie inaczej ma się rzecz w 
Rumunii, ale tu dochodzi jeszcze jedna zagadka historyczna — powstanie narodu rumuńskiego. W VI
—X  wieku   bowiem   terytorium   między  dolnym   Dunajem   a   Prutem,   między   Morzem   Czarnym   a 
Kotliną Karpacką było na ogół słowiańskie. Źródła pisane nie przynoszą żadnych informacji na ten 
temat,   ponieważ   uwaga   współczesnych   kronikarzy   bizantyjskich,   którzy   znajdowali   się   najbliżej, 
skierowana była bardziej  na Słowian bałkańskich,  Protobułgarów,  Awarów i  Rusów,  z  którymi 
Bizancjum   miewało   konflikty  polityczne   i   militarne.   Natomiast   na   ziemiach   dzisiejszej   Rumunii, 
znajdujących się wówczas na pograniczu sfer wpływów różnych potęg, nie powstał żaden organizm 
polityczny, jakim było np. państwo bułgarskie na południu, awarskie na zachodzie czy Ruś Kijowska 
na wschodzie. W czasach   rzymskich   mieszkali   tu   Dakowie,   z   którymi   Rzymianie wiedli 
zażarte boje, zanim na początku II wieku n.e. przyłączyli ich do swego imperium. Rzymska prowincja 
Dacja zajmowała jednak tylko zachodnią część dzisiejszej Rumunii, a już w roku 271, za cesarza 
Aureliana, Rzymianie zmuszeni byli pod naciskiem plemion barbarzyńskich  cofnąć  się  z powrotem 
za  Dunaj.  Na tereny dzisiejszej Rumunii garnęli się perscy Sarmaci, germańscy Gepidowie i Goci, 
turkotatarscy   Hunowie,   Awarowie   i   Pro-tobułgarzy,   a   przede   wszystkim   masy   Słowian,   które 
począwszy   od  VI  wieku   zalewały   Bałkany.     Pierwszą   konkretniejszą     wiadomość   na   ich   temat 
zanotował około pierwszej połowy VI wieku
150
Jordanes, który lokuje siedziby słowiańskie od miasta Novietu-num aż do Jeziora Mursiańskiego. Na 
temat umiejscowienia owego jeziora do dziś dnia trwają spory: nie wiadomo, czy Jordanes miał na 
myśli rejon zbiegu Cisy z Dunajem, Balaton, czy też miejsce zwane Mursą przy ujściu Drawy. Za to 
miasto   No-vietunum   zgodnie   utożsamia   się   z   Noviodunum,   leżącym   tuż   powyżej   bogato 
rozczłonkowanej delty Dunaju. Dzisiaj znajduje się tam osada Issaccea, w której badania archeologów 
rumuńskich potwierdziły ślady starego osadnictwa słowiańskiego na ruinach antycznego miasta.
Aż do niedawnych czasów nie wiedzieliśmy nic na temat zasięgu i charakteru kolonizacji słowiańskiej 
na obszarze Rumunii. Dopiero współcześni archeolodzy rumuńscy, przede wszystkim Maria Comsa, 

background image

Mircea Petrescu-Dimbovrj;a, Kurt Horedt, Ghe-orghe Ctefan, łon Nestor, Dan Gh. Teodor, Victor 
Teodorescu, Mircea Matei, Zoltan Szśkely i inni przyczynili się do ustalenia konkretniejszych danych, 
chociaż na temat nowych znalezisk ciągle prowadzone są dyskusje.
Najstarsze   znaleziska   słowiańskie   odkryto   w   Mołdawii,   północno-wschodniej   części   Rumunii, 
pomiędzy Prutem a Seretem.  Terytorium to znajduje się w bliskim sąsiedztwie najstarszych  grup 
słowiańskich na Ukrainie, które poznaliśmy jako typ Korczak i Pieńkowka. Dlatego jest rzeczą wielce 
prawdopodobną, że ich przedstawiciele już w drugiej połowie  VI  wieku przeniknęli do rumuńskiej 
Mołdawii, zostawiając po sobie osady z półziemiankami i cmentarzyska ciałopalne podobnego typu, 
jakie archeologowie radzieccy znajdują w dolinach Dniepru, Dniestru, Prypeci i Bohu. Pierwszego 
odkrycia dokonano w roku 1952 w osadzie Hlincea koło Jass; potem przyszła Spinoasa, Suceava i 
wiele innych miejsc. Dzisiaj na tym terenie znamy ponad czterdzieści stanowisk archeologicznych. 
Najstarsze z nich, położone w miejscu Crucea lui Ferentz niedaleko Jass, pochodzi — jak o tym 
świadczy znalezisko tzw. zapinki palczastej — z połowy VII wieku. Również pozostałe stanowiska 
datowane   są   na   drugą   połowę  VI  i   początek   VII   wieku   dzięki   znalezionym   tam   ozdobom   typu 
Martynowka, które dokumentują słowiańską ekspansję na Bałkany, oraz monetom bizantyjskim, prze-
ważnie z czasów Justyniana. Mieszkańcy tych najstarszych osad chętnie wybierali tereny bagniste, 
otoczone gęstymi lasami, które dawały schronienie w razie niebezpieczeństwa. Chaty były małe, 3X4 
m, zagłębione w ziemi około 55 cm. W jednym kącie izby    
151
stał   piec,   nierzadko   wydłubany   bezpośrednio   w   celowo   pozostawionym   bloku   ziemnym   podczas 
kopania jamy na chatę. Czasem stawiano piec kamienny, znane były również piece zewnętrzne. Dan 
Gh.   Teodor   doszedł   do   wniosku,   że   znaleziska   typu   Korczak   i   Pieńkowka   świadczą   o   tym,   iż 
członkowie   tych   grup   jeszcze   w   końcu  VI  wieku   przenikali   nie   tylko   na   południe,   do   Niziny 
Naddunajskiej, lecz i przełęczami karpackimi aż do Siedmiogrodu. Prócz tego w znaleziskach tych 
pojawiają się również elementy z północnych okolic Dniepru, Desny i Berezyny, charakterystyczne 
dla typu Kołoczin-Tuszemla. Można więc sądzić z dużą dozą prawdopodobieństwa, że w wędrówkach 
Słowian brały udział plemiona z całego terenu wschodniej Słowiańszczyzny.
Do najważniejszych znalezisk na Nizinie Wołoskiej należy wielkie cmentarzysko w Sarata Monteoru 
opodal Bukaresztu, badane w latach 1955—1956 przez łona Nestora i Eugenię Za-haria. Odkryto tam 
ponad tysiąc grobów ciałopalnych ze spalonymi szczątkami, złożonymi albo wprost w jamie, albo w 
popielnicy razem z drobnymi przedmiotami, pośród których są także zapinki palczaste i ozdoby typu 
Martynowka. Cmentarzysko datowane jest na koniec VI i na VII wiek. Podobnych odkryć dokonano 
także w Balta Verde koło miasta Krajowa, w Mihai Voda, Curtea Veche koło Bukaresztu i w innych 
miejscowościach.
Również późniejsze znaleziska słowiańskie z VII—IX  wieku (według Marii Comsy typ Hlincea  I) 
mają  formę   analogiczną  do współczesnych  im wykopalisk  na  wschodzie,  znanych   jako typ   Łuka 
Rajkowieckaja,   który   rozwinął   się   z   ceramiki   wczesnosłowiańskiej   typu   Korczak.   W   ten   sposób 
dokumentują one silny związek z plemionami wschodniosłowiańskimi, których osady w tym czasie 
rozprzestrzeniły się na całym terytorium dzisiejszej Rumunii.
W kolonizacji słowiańskiej terenów Rumunii wzięli również udział zachodni Słowianie, przenikający 
tutaj  w  wędrówkach  z  Europy Środkowej   do Siedmiogrodu.   Dokumentuje   to  m.in.   cmentarzysko 
mogiłowe   w   Nusfalau   koło   Oradei,   przedtem   mylnie   uważane   za   sarmackie.   Groby   ciałopalne 
zawierały tu jednak charakterystyczną ceramikę i przedmioty typu słowiańsko--awarskiego z VIII do 
początku IX wieku, podobne do tych, które znamy np. ze Słowacji. Analogiczne cmentarzysko odkrył 
w roku 1956 Mihail Macrea w Someseni opodal Klużu. W Cium-     brudzie zaś, w tymże regionie, 
przebadano cmentarzysko szkie-
152
letowe   z   przełomu  IX  i  X  wieku,   w   którym   znaleziono   różne   przedmioty   i   pozostałości   rytuału 
pogrzebowego, odpowiadającego staromiejskiemu i mikulczyckiemu z terenów wielkomorawskich. 
Być  może stanowią one pamiątkę po ludności, która uciekła w te strony przed hordami Węgrów, 
wdzierających się do Kotliny Karpackiej.
Archeologia   potwierdza   również   znany   fakt   historyczny,   że   od   początku  IX  wieku   terytorium 
rumuńskie   było   częścią   składową   pierwszego   państwa   bułgarskiego.   Dokumentują   to   znaleziska 
ciemnosiwej ceramiki z wyświecanym ornamentem typu sałtowskiego, którą turkotatarscy bułgarscy 
nomadzi   przynieśli   na   Bałkany   ze   swych   pierwotnych   siedzib   w   stepach   południo-woruskich; 

background image

dowodzą tego również odkrycia cmentarzysk (np. Blandiana, Sebes), znaleziska naczyń ze znakami 
protobułgar-skimi   przypominającymi   pismo   runiczne,   np.   w   Celei,   Bucovie   itd.   Najcenniejszym 
dowodem obecności Protobułgarów na tych terenach jest jednak skarb z pierwszej połowy IX wieku, 
znaleziony w roku 1799 w Sinnicolau Marę (wówczas Nagyszent-miklós) w dolinie rzeki Maruszy. 
Zawierał on dwadzieścia trzy złote naczynia, bogato zdobione motywami  roślinnymi i figuralnymi 
pochodzenia   antycznego   i   orientalnego.   Na   trzynastu   naczyniach   wyryto   osiemnaście   napisów, 
wprawdzie alfabetem greckim, ale w niezrozumiałej odmianie języka tureckiego, być może w języku 
protobułgarskim. Podobnie jak w Bułgarii właściwej, tak i na terytorium Rumunii mieszkali tureccy 
Protobułgarzy   w   symbiozie   z   ludnością   słowiańską,   której   obecność   zdradza   przede   wszystkim 
typowa   ceramika   i   ciałopalny   rytuał   pogrzebowy,   jaki   zaobserwowano   na   przykład   w   Histrii   w 
Dobrudży,   gdzie   pochowani   są   obok   siebie   Słowianie   i   Protobułgarzy.   Oprócz   nich   jednak 
stwierdzono w Dobrudży cmentarzyska czysto słowiańskie, np. w Satu Nou.
Jeden   z   najciekawszych   zabytków   owych   czasów   został   znaleziony   w   roku   1957   w   skałkach 
kredowych koło wsi Basarabi, leżącej około piętnastu kilometrów na zachód od Konstancy. Podczas 
wydobywania kredy robotnicy natrafili nie tylko na stare wyrobiska, lecz także na salki i korytarze, 
wyciosane w skale, zdobione rysunkami i napisami. Badania łona Barnea, przeprowadzone w latach 
1957—1958 i 1960—1961,  odkryły rozległy kompleks  katakumb,  galerii,  mieszkań,  grobów oraz 
sześciu   świątyń,   z   których   trzy   prawdopodobnie   służyły   jako   kaplice   grobowe.       Rysunki     na 
ścianach   wyobrażały  na  ogół   zwierzęta  
153
— konie, osły, jelenie, psy, smoki — ale także i postacie ludzkie, zwłaszcza jeźdźców i wojowników. 
Według wszelkiego prawdopodobieństwa   z     tymi     motywami   mają   związek     nie     odczytane 
dotychczas  napisy runiczne;  nie  jest  dotąd  wyjaśnione, kto  je wykonał — tureccy Protobułgarzy 
czy Pieczyngowie.  Chyba  ci drudzy, ponieważ autorzy niektórych rysunków usiłowali zbezcześcić 
pomieszczenia,   mające   pierwotnie   charakter   sakralny; Bułgarzy   zaś   od   dawna   byli   już  
chrześcijanami.     Inskrypcje w kaplicach,   przeważnie   o   treści   liturgicznej     i   pisane   prawie 
wyłącznie cyrylicą, są słowiańskie, a w jednym wypadku podają rok wyciosania świątyni — 992. 
Niektóre inskrypcje  zawierają także imiona, np. „Ajan" — co jest tureckim określeniem kapłana, 
prawdopodobnie Bułgara — „Dimian Maja", „Neklucz Si-meon". Nad grobem, w którym znaleziono 
szkielet, powtarzały się charakterystyczne wyrazy „ne rad', ne rad', ne rad' ". Tylko jedno   słowo 
zapisane  jest  głagolicą  i  prawdopodobnie  oznacza imię  „Iii"  (Eliasz).  Napis  grecki  jest  tylko 
jeden;   wyraża  on krótką modlitwę. Następny pisany jest cyrylicą i literami alfabetu greckiego. W 
innym miejscu ujrzeć można również litery arabskie. Warto zauważyć, że pomieszczenia sakralne 
naśladują   architekturę   wczesnobizantyjską,   lecz   mają   miniaturowe   wymiary;   największe   z   nich, 
imitujące plan bazyliki,  mierzy zaledwie 7X3,5 m.  łon Barnea uważa, że nie jest wykluczone, iż 
niektóre z nich powstały już w V—VI wieku, a więc kamieniołomy kredy eksploatowano w czasach, 
gdy Dobrudza, ongiś rzymska prowincja Scythia Minor, później bizantyjska tema Paristrion, wcho-
dziła w skład państwa bizantyjskiego. Temu poglądowi przeczy jednak niedostateczna liczba znalezisk 
o   charakterze   typowo   bizantyjskim.     Nie   tylko   napisy   słowiańskie,     lecz   i   szczątki   ceramiki, 
rozproszone  w katakumbach i kamieniołomach,  pochodzą przeważnie  z  X  wieku,  kiedy  Dobrudza 
należała   po   większej części do państwa bułgarskiego (pod panowaniem bizantyjskim znalazła się 
znowu dopiero w roku  1014). Jak więc można sądzić, w Basarabi mamy do czynienia z  zabytkami, 
pozostawionymi     przez     bułgarsko-słowiańską       wspólnotę       klasztorną,       której   podstawę 
gospodarczą   stanowiło   wydobycie   kredy;   prawdopodobnie pomieszczenia zostały spustoszone 
podczas walk z Bizancjum za czasów cara Samuiła i przez pewien czas były też zamieszkiwane przez 
Pieczyngów. Archeologowie rumuńscy  usiłują  prześledzić początki  narodu   rumuńskiego, między 
innymi biorąc za podstawę renesans pro-
154
wincjonalno-rzymskich   form   ceramiki,   rytuału   pogrzebowego   i   niektórych   cech   szczególnych   w 
typach mieszkań z  IX—X  wieku, w czym dopatrują się pierwszych objawów romanizacji ludności. 
Najwyraźniej   przejawiają   się   one   w   zachodniej   części   kraju,   gdzie   lokalizuje   się   kulturę 
„protorumuńską";   dla   części   wschodniej   charakterystyczne   jest   przenikanie   się   pierwiastków 
słowiańsko-protobułgarsko-bizantyjsko-romańskich,   określane   jako   „kultura   bałkańsko-dunajska". 
Dokładniejsze rozróżnienie etniczne znalezisk z obszarów wschodniej Rumunii natrafia jednak na 
wielkie trudności i wciąż jest przedmiotem żywej dyskusji. Geneza Rumunów nie została dotychczas 

background image

w pełni ustalona; jest jednak pewne, że wielki udział mieli tu Słowianie. Świadczy o tym nie tylko 
mnogość słów słowiańskich w języku rumuńskim i słowiańskich nazw geograficznych we wszystkich 
częściach Rumunii, lecz również zabytki archeologiczne.
Z początkami  słowiańskiego osadnictwa w Rumunii wiąże się przenikanie Słowian na terytorium 
dzisiejszej Jugosławii. Wprawdzie historycy i lingwiści do dziś prowadzą żywe dyskusje na temat 
udziału   Słowian   Wschodnich   i   Zachodnich   w   tej   ekspansji,   wydaje   się   jednak,   że   wywody 
słoweńskiego historyka Boga Grafenauera i polskiego językoznawcy Tadeusza Lehra-Spławińskiego 
są umotywowane najbardziej przekonująco. Według nich główny prąd migracyjny wyszedł z Dacji 
mniej więcej w połowie  VI  wieku i trwał aż do początku VII wieku, gdy na Bałkany ruszyła nowa 
nawała,   słowiańsko-awarska.   Punktem   wyjścia   słabszej   fali   słowiańskiej   były,   jak   możemy   się 
domyślać,  przede wszystkim siedziby Chorwatów w dorzeczu górnej Wisły,  skąd mniejsze  grupy 
plemienne  przenikały przez Morawy na południe. Konstantyn  Porfirogeneta, cesarz bizantyjski, w 
połowie  X  wieku określił informację o tych ruchach jako dawną tradycję. Już sam fakt, że szczepy 
jugosłowiańskie   noszą   nazwy   wzięte   właśnie   od   tej   stosunkowo   nielicznej   domieszki   zachod-
niosłowiańskiej, świadczy o tym, że Chorwaci i Serbowie odegrali ważną rolę w walkach z Awarami i 
że wówczas udało im się skupić wokół siebie związki plemienne, na które potem przeszła ich nazwa.
Jak dotąd, zabytki archeologiczne w bardzo niepełnym stopniu ilustrują ten problem; dokumentują one 
raczej poglądy Boga Grafenauera i Tadeusza Lehra-Spławińskiego niż wnioski innych    
155
badaczy,   którzy   zakładają   masową   imigrację   plemion   zachodnio-słowiańskich   na   Bałkany. 
Dotychczas na terytorium Jugosławii nie stwierdzono ani jednego zabytku typu praskiego, który po, 
twierdzałby   wędrówkę   plemion   z   Europy   Środkowej.   Znaleziska   ceramiki   wczesnosłowiańskiej, 
formowanej  ręcznie, zdarzają się tu w ogóle bardzo rzadko i zbliżone są do zabytków rumuńskich, 
które   są   pochodzenia   wschodniosłowiańskiego.   Za   przykład   niechaj   posłużą   wyniki   badań   Irmy 
Cremośnik z roku 1966 w o-sadzie Muśići nad brzegiem Driny. Na ruinach willi rzymskich odkryła 
ona   proste   półziemianki   owalnego   kształtu   ze   skorupami   naczyń   z  VI—VII   wieku,   niewątpliwie 
pochodzenia wschodniego.   Prócz   nich   były   tu   również   inne   pomieszczenia,   z   odmienną 
ceramiką,   która   chyba   nie   należała   do   Słowian,   lecz   raczej   do   resztek   ludności   miejscowej, 
zromanizowanej, stapiającej się stopniowo z nowo przybyłymi Słowianami. Podobne oznaki symbiozy 
stwierdzono również w innych miejscach, np. w Zabl-jaku koło Doboja; przejawiają się one także w 
typie późniejszej kultury materialnej Słowian, w której Djordje Mano-Zisi, Z denko Vinski i inni 
dostrzegają wiele elementów miejscowej tradycji antycznej.
Na silne związki z terenami południoworuskimi wskazują również  okazy   ozdób  znanego  nam  już 
typu  Martynowka,   które powstały w VI wieku na terenie Ukrainy jako wytwory miejscowe.  Są  to 
przede   wszystkim     zapinki   palczaste   z   maską     na   nóżce,   kolczyki   gwiaździste,   blaszane   figurki 
fantastycznych   zwierząt   oraz   postaci   ludzkich,   a   także   matryce   do   wytłaczania   tych   metalowych 
ozdób.     Występują     one     wszędzie     tam,     dokąd     przeniknęła   bałkańska   ekspansja   Słowian.   W 
Jugosławii skupiają się przede wszystkim nad Dunajem, a do najciekawszych znalezisk należy srebrna 
biżuteria z grobów książęcych   w   Cadjavicy — masywny naszyjnik, bransolety, kolczyki, ozdoby 
pasa i in. Podobne znaleziska tych wschodnich ozdób pochodzą m.in. z Bis-kupiji,  Carićinego Gradu, 
Velesnicy,   Kladova,     Starej     Palanki--Dubovaca,     Novich   Banovców,     Zagrzebia-Stenjevaca   i 
innych. Bardzo ważnym obiektem, dokumentującym kulturę słowiańską na Bałkanach, jest Carićin 
Grad koło wsi Lebane w południowej Serbii, który badał Djordje Mano-Zisi. Pierwotnie stało tu 
wielkie miasto bizantyjskie, prawdopodobnie Iustiniana Prima, które Słowianie zdobyli, a na jego 
ruinach założyli własną osadę. Na dawnych ulicach i w ruinach budowli stawiali z cegieł i kamienia, 
łączonego  zaprawą,  mury prostych  budynków
156   
mieszkalnych,   wyłącznie   jednoizbowych,   na   nieregularnym   planie   zbliżonym   do   kwadratu,   z 
klepiskiem i otwartym paleniskiem. Były tu również warsztaty rzemieślnicze, wśród nich np. kuźnia z 
wielką liczbą narzędzi żelaznych, zwłaszcza do uprawy roli i obróbki drewna. Interesujące są również 
znaleziska zapinek z maskami, monet bizantyjskich i słowiańskiej, nieco szlachetniejszej ceramiki, 
która  nawiązuje do miejscowej,  późnorzym-skiej  tradycji.  Carićin Grad jest  pierwszym  dowodem 
wielkiej osady słowiańskiej o charakterze swoistej aglomeracji, zbudowanej po przybyciu Słowian na 
tereny dzisiejszej Jugosławii. Podobne przykłady wczesnego osadnictwa słowiańskiego na ruinach 
miast antycznych znaleziono również i gdzie indziej, np. w Margum, rzymskim mieście przy ujściu 

background image

Morawy   do   Dunaju,   w   Crkvicach   w   Bośni-Hercegowinie,   w   Gamzigradzie,   a   nawet   w   samym 
Belgradzie — tam, gdzie ongiś stało pradawne miasto Singidunum.
Śladów bytności najstarszych Słowian w Jugosławii należy szukać także w zabytkach tzw. kultury 
wczesnoawarskiej   z  VI—   —VII   wieku,   dla   której   typowe   obok   broni   nomadów   są   ozdoby   z 
wytłaczanej blachy,  przeważnie pochodzenia bizantyjskiego z nawiązaniami  do typu  Martynowka. 
Kultura ta jest przejawem konglomeratu etnicznego, w którym prócz Awarów i Kut-rigurów znalazły 
się   także   resztki   zromanizowanej   ludności,   a   przede   wszystkim   Słowianie,   którzy   byli 
najważniejszymi  sojusznikami  Awarów w walkach z  Bizancjum.  Jeszcze  wyraźniejszy jest  udział 
słowiański w kulturze z czasów drugiego kaga-natu awarskiego, tzn. z końca VII — początku  IX 
wieku. Poznaliśmy już ją w rozdziale VIII jako kulturę słowiańsko-awar-ską. Jej znaleziska skupiają 
się w północnych regionach Jugosławii, szczególnie w dorzeczu Dunaju, Drawy i Sawy; trafiają się 
także czasem w Dalmacji. Wiele cmentarzysk ma  charakter całkiem niekoczowniczy,  np. Brodski 
Drenovac w Chorwacji. Tutaj obok dawnych elementów słowiańsko-awarskich pojawiają się nowe 
wpływy przenikające z zachodu w pierwszej połowie IX wieku.
W  IX  wieku   formują   się   lokalne   grupy   kulturowe,   w   których   można   dostrzec   wyróżniające   się 
żywioły:   słoweński   i   chorwacki.   Tereny   serbskie   nie   są   w   tym   względzie   jeszcze   dostatecznie 
poznane. Obie grupy wyrastają z miejscowych korzeni; stapiają się w nich pierwiastki słowiańsko-
awarskie, karolińskie i bizantyjskie,  a  także  tradycje  dawnej  ludności  miejscowej,  zro-     
157
manizowanej. Kultura starochorwacka rozwijała się przede wszystkim w Dalmacji, gdzie osiągnęła 
wysoki   poziom   nie   tylko   np.   w   wyrobie   biżuterii,   lecz   także   w   sztukach   plastycznych   i   w 
architekturze; jej wpływy dotarły aż do środowiska wiel-komorawskiego. Dla kultury słoweńskiej IX
—X  wieku, zwanej kóttlachską  (od stanowiska Kóttlach w Austrii)  albo karantań-ską,  typowe  są 
ozdoby ornamentowane wielobarwną emalią o wzorach geometrycznych, roślinnych i zwierzęcych. 
Centrum   tej   kultury   znajdowało   się   we   wschodnioalpejskim   regionie   Austrii   i   Słowenii,   skąd 
przenikała   ona   na   południe   do   Istrii   i   Friuli,<   i   na   północ   aż   na   południowe   Morawy,   gdzie 
dokumentuje ją cmentarzysko w Dolnich Vestonicach; wpływy jej rozciągały się także wzdłuż Dunaju 
aż do północno-wschodniej Bawarii, wówczas zasiedlonej jeszcze przez plemiona słowiańskie.
Prócz   obu   wyżej   wymienionych   grup   w  X  wieku   powstają   w   północnych   regionach   Jugosławii 
odrębne stylowo zabytki, nazwane kulturą bijelobrdowską — od ważnego odkrycia chorwackiego, 
przebadanego już na początku  XX  wieku. Stapiają się tutaj w nową całość elementy słowiańsko-
awarskie,   staro-chorwackie,   kóttlachskie   z   wpływami   wielkomorawskimi,   a   nawet 
wschodniosłowiańskimi. Do ich powstania przyczynił się także nowy czynnik historyczny w Kotlinie 
Karpackiej   —   Węgrzy,   którzy  po   doznanych   klęskach   musieli,   począwszy  od   drugiej   połowy  X 
wieku,   zbliżyć   się   bardziej   do   swego   słowiańskiego   otoczenia:   Dlatego   do   strefy   kultury 
bijelobrdowskiej   należały   również   całe   Węgry,   południowa   Słowacja   i   część   rumuńskiego 
Siedmiogrodu;   jej   wpływy   sięgały   także   na   sąsiednie   tereny   słowiańskie.   Charakterystyczne   dla 
kultury   bijelobrdowskiej   są   naszyjniki   i   bransolety,   plecione   z   brązowego   drutu,   dwuczęściowe 
blaszane wisiorki, bransolety z główkami węży, esowate zausznice i najróżniejsze typy pierścieni i 
kolczyków. Znaleziono je np. na cmentarzysku w Vukovarze, które w latach 1951—1953 rozkopał 
Zdenko Vinski, na cmentarzysku w Gomjenicy koło Prijedoru, gdzie w roku 1963 prowadziła badania 
Nada  Miletić,  a  także  w wielu innych   miejscach.  Formy  biżuterii  bijelobrdowskiej  przetrwały  na 
terytorium Jugosławii jeszcze długo, aż do późnego średniowiecza. Niektóre elementy tej kultury 
utrzymały się nawet do dziś w kulturze ludowej.
XIX. Jeden naród z dwóch
Bułgaria   należy   do   krajów   o   bogatej,   wielowiekowej   kulturze.   Już   w   epoce   brązu   mieszkali   tu 
Trakowie, szczep indoeuropejski, pokrewny z jednej strony Dakom, a z drugiej Grekom, z którymi 
Trakowie mieli szczególnie bliskie kontakty — przede wszystkim za pośrednictwem greckich kolonii 
nad   Morzem   Czarnym:   Apollonii   (obecnie   Sozopol),   Mesembrii   (Nesebyr)   i   Odessos   (Warna). 
Kolonie te założone były w  VI  w. p.n.e. przez Greków doryckich i jońskich. Owe stosunki były 
najżywsze w okresie hellenistycznym, kiedy za Filipa II i Aleksandra Wielkiego cała Tracja znalazła 
się pod panowaniem Macedończyków. Z owych czasów pochodzą niezmiernie cenne zabytki, jak na 
przykład   złoty   skarb   z   Panagjuriszte,   komplet   wspaniałych   naczyń   rytualnych,   dzieło   trackiego 
złotnika, ispirowanego rzemiosłem greckim, albo kopułowy grób w Kazanłyku opodal Seuthopolis, 
stolicy trackiego państwa Odryzów, z malowidłami ściennymi, które należą do szczytowych osiągnięć 

background image

malarstwa   hellenistycznego.   Wpływy   zresztą   były   obustronne:   np.   kult   Orfeusza,   a   szczególnie 
Dionizosa,   tak   rozpowszechniony   w   świecie   greckim,   jest   pochodzenia   trackiego.   Po   długim, 
krwawym  podboju rzymskim założono tu w czasach cesarza Tyberiusza dwie prowincje, które na 
wiele   stuleci   stały   się   pojęciami   geograficznymi:   Mezja,   na   północ   od   Starej   Płaniny   (Bałkan, 
ówczesny Haemus) aż do Dunaju, i Tracja właściwa, na południe od Haemusu, który przecina cały 
kraj   z   zachodu   na   wschód.   Tracja,   której   osią   była   rzeka   Hebros   (dzisiejsza   Marica),   a   stolicą 
Philipopolis (Płowdiw), była bogatsza i gęściej zaludniona od Mezji. Otwarta północna grani-     
159
ca Mezji przecinająca Nizinę Naddunajską, prowokowała częste najazdy plemion barbarzyńskich z 
północy, którym grabież prowincji rzymskich przynosiła bogate łupy. Punktem zwrotnym w dziejach 
Tracji   był   rok   395,   kiedy   to   po   podziale   cesarstwa   rzymskiego   obie   prowincje,   Tracja   i   Mezja, 
znalazły się w obrębie imperium wschodniego ze stolicą w Konstantynopolu. Państwo to jednak z 
trudem utrzymywało swój stan posiadania, walcząc z ustawicznym naporem barbarzyńców z północy. 
Kiedy w roku 488 Mezję opuścili Ostrogoci, którzy pod wodzą Teodo-ryka Wielkiego odciągnęli do 
Italii, pozostawili za sobą opustoszałą krainę. Od VI wieku przenikały na nią plemiona słowiańskie, 
które  miały  nadać  decydujący  kierunek  dalszym  dziejom.
Kronikarze   bizantyjscy   byli   wprost   oburzeni,   z   jaką   pewnością   siebie   Słowianie   osiedlali   się   na 
Bałkanach,   a   nawet   w   samej   Grecji,   jak   gdyby   terytoria   te   od   dawna   do   nich   należały.   Nowi 
nieproszeni   przybysze,   którzy   od   poprzedników   różnili   się   przede   wszystkim   liczebnością, 
wykorzystali słabość Bizancjum po śmierci Justyniana Wielkiego i niepowstrzymanym marszem na 
południe pod koniec VI i na początku VII wieku wbili klin między rzymski zachód a grecki wschód. 
Ludność miejscowa ostała się jedynie w miastach nadbrzeżnych, a odetchnęła dopiero na początku IX 
wieku, kiedy za Nicefora I rozgromiono Słowian pod Patras na Peloponezie, kończąc w ten sposób 
okres ich niezależności w Grecji. Natomiast na terytorium bułgarskim Słowianie osadzili się mocno, 
przede wszystkim na północ od Starej Płaniny, a niebawem także i w Tracji. Tam jednak musieli 
zdobywać się na wielki wysiłek, by ustawicznie bronić swej swobody przed naporem silnego sąsiada 
bizantyjskiego. Nie było to rzeczą łatwą, zwłaszcza że Słowianie nie umieli swego rozdrobnienia 
plemiennego własnymi siłami przekształcić w jednolite, dobrze zorganizowane państwo. W tym dziele 
pomógł   im   niebawem   nowy   czynnik   —   turkotatarscy   Protobułgarzy,   którzy   opuściwszy   swe 
pierwotne siedziby nad Wołgą, na północ od Morza Kaspijskiego i Azowskiego, posuwali się przez 
Ukrainę nad dolny Dunaj. W ostatnim ćwierćwieczu VII wieku pod dowództwem chana Asparucha 
weszli   do   Mezji,   gdzie   zawarli   sojusz   z   plemionami   słowiańskimi,   jednocząc   się   do   walki   ze 
wspólnym wrogiem — Bizancjum. Walki te zakończył tymczasowy pokój, zawarty w roku 681, w 
którym oficjalnie uznano istnienie państwa bułgarsko-słowiańskiego, leżącego na północ od Starej 
Płaniny. Data owa uważana jest także za początek Pierwszego Pań-
160
stwa   Bułgarskiego   (681—1018).   Jest   ono   interesującym   przykładem   symbiozy   i   stopniowego 
stapiania się dwóch całkiem odrębnych narodów, z których jeden wniósł do wspólnoty swój język, a 
drugi nazwę.
Archeolodzy bułgarscy odkryli w ostatnich dziesięcioleciach ślady pierwszych Słowian, osiedlających 
się w ich kraju od VI wieku. Zagadnieniu temu poświęciła się przede wszystkim Żiwka Wyżarowa, 
pracownica   naukowa   Muzeum   Archeologicznego   w   Sofii,   która   zebrała   już   wiele   cennych 
spostrzeżeń.   Najwięcej   znalezisk   ujawniono   dotychczas   na   północnych   obszarach   Bułgarii,   w 
starożytnej   Mezji;   np.   w  jej   północno-wschodniej   części   koło  Popina   i   Garwan  na   południowym 
brzegu   Dunaju   (okręg   Sili-stra)   odkryto   osadę   i   cmentarzysko;   niedaleko   stamtąd   —   osadę   na 
dunajskiej wyspie Momcziła, inne zaś koło wsi Nowa Czerna, Car Krum, Winica, Drumewo, Sini Wir 
(okręg  Szumen)   i  wiele   innych.   W   północno-zachodniej   części   kraju  przebadano,   jak  dotąd,   trzy 
znaleziska: Wyłczitryn, Beżanowo koło Plewen oraz Wraca. W południowej Bułgarii, dawnej Tracji, 
uzyskano dotychczas tylko pojedyncze okazy ceramiki. Znaleziono je koło Kiu-stendiłu na zachodnich 
rubieżach kraju i w Ljubenowie koło Chaskowa w dorzeczu Maricy.
Najstarsze osady słowiańskie zakładano nad rzekami, jeziorami albo wśród bagien. Mieszkania były 
proste, jak wszędzie w ówczesnym świecie słowiańskim: półziemianki albo ziemianki z kamiennym 
piecem w kącie, klepisko gliniane. Chaty grupowały się jakby w gniazda, a wokół każdej z nich, 
niekiedy również w izbach, wydrążone były jamy zasobowe. Do wyposażenia gospodarstw należała 
prosta, ręcznie formowana ceramika, garnki i misy na ogół nie najlepiej wypalone, przeważnie bez 

background image

ozdób   lub   tylko   zdobione   prymitywnie   na   wylewie   dołkami   palcowymi.   Jest   to   ceramika,   której 
używały   plemiona   słowiańskie   w   czasach   wielkich   wędrówek;   ogólnie   rzecz   biorąc,   bardziej 
przypomina ona wschodniosłowiańskie znaleziska typu Korczak niż praski typ z Europy Środkowej. 
To   również   określa   główny   punkt   wyjścia   plemion,   które   zaludniały   te   tereny.   Także   ceramika 
późniejsza,   staranniej   opracowana   i   zdobiona   liniami   falistymi   lub   poziomymi,   pochodzi   z   tego 
samego   źródła,   ponieważ   możemy  ją  utożsamić   ze   znaleziskami   z  Rumunii   (typ  Hlincea)   albo z 
Ukrainy (typ Łuka Rajkowieckaja), gdzie datowano ją na VII—VIII wiek. W słowiańskich chatach na 
terenie Bułgarii znajdujemy, prócz ceramiki, jedynie drobne przedmioty: żelazne no-   
161
11   - Świat dawnych Słowian
że, szydła kościane, kamienne osełki, gliniane przęśłiki, szklane paciorki, guziki z brązu itp.
W Bułgarii spotykamy się również z pierwotnym obyczajem słowiańskim palenia zmarłych. Prochy 
umieszczano   w   naczyniach   albo   zsypywano   do   niewielkich   jam.   Na   cmentarzysku   Starica   koło 
Garwanu   znaleziono   sześćdziesiąt   takich   grobów.   Obserwujemy   również   tendencję   do   grzebania 
członków jednej rodziny koło siebie, w odrębnych skupiskach.
Do grobu wkładano skromny majątek osobisty zmarłych, np. noże, groty strzał, sierpy, kosy, przęśłiki, 
guziki, pierścienie, grzywny brązowe, kolczyki,  paciorki szklane itp. Były one odzwierciedleniem 
niezbyt rozwiniętej kultury tamtejszych plemion słowiańskich VI—VIII wieku.
Znaleziska archeologiczne wyraźnie dokumentują okres Pierwszego Państwa Bułgarskiego dopiero od 
końca VIII wieku, gdy za rządów cara Kruma, rówieśnika Karola Wielkiego, państwo to stało się 
prawdziwym  mocarstwem;  obejmowało bowiem terytorium od Morza Czarnego po Adriatyk  i od 
Pocisia   na   Nizinie   Węgierskiej   aż   po   brzegi   Morza   Egejskiego.   W   tym   czasie   powstała   Pliska, 
pierwsza stolica Bułgarów, i wspaniały, równy miastom bizantyjskim Presław, który przejął jej rolę na 
przełomie  IX  i  X  wieku. O nich jednak będziemy mówić w rozdziale następnym. Teraz spróbujmy 
odtworzyć życie ludności, mieszkającej poza głównymi centrami — na tyle, na ile pozwalają wyniki 
badań   archeologicznych.   W   odróżnieniu   od   okresu   poprzedniego   zabytki   materialne,   dotyczące 
Pierwszego Państwa Bułgarskiego, są bogatsze i bardziej różnorodne.
Przede wszystkim oprócz Słowian pojawiają się w nich Pro-tobułgarzy;  tak nazywamy dawny lud 
turkotatarski, w odróżnieniu od współczesnych zeslawizowanych Bułgarów. Ich zabytki skupiają się 
w północno-wschodniej części kraju, w dawnej Me-zji wschodniej — bowiem charakter tutejszego 
środowiska naturalnego najlepiej odpowiadał koczowniczym Protobułgarom, zajmującym się przede 
wszystkim hodowlą bydła i rabunkami wojennymi. Mieszkali oni w jurtach, typowych schronieniach 
pasterzy wschodnich, które używane były na obszarach wschodnich Europy, aż po Azję Środkową. 
Ustawiano je na planie koła o średnicy 3—4 m, z ogniskiem mniej więcej pośrodku. Najwięcej śladów 
po jurtach znaleziono jak dotąd w Nowej Czernej i w Garwanie nad Dunajem (okręg Silistra), a także 
w okolicach Warny (Błyskowo),     Tołbuchina (Winica, Kładenci). Wygląd jurt protobułgarskich mo-
162
żemy odtworzyć na podstawie ich pozostałości w ziemi; zachował się także marmurowy model jurty, 
znaleziony  w   Dewni.   Zaznaczono  na   nim  wejście   i   dach,   a   od  strony  zewnętrznej   wyryto  scenę 
łowiecką, podobną do tych, z jakimi spotykamy się na kamieniach murów w Plisce albo w Presławiu.
O   obecności   Protobułgarów   świadczą   również   auły,   czyli   obwarowane   osady   albo   raczej   obozy 
wojskowe; niektóre z nich przekształciły się w miasta, np. Pliska albo Presław. Wiera An-tonowa 
przebadała taki  auł  koło wsi Car Krum opodal Szumenu,  utożsamiany z  aułem chana Omurtaga, 
okrutnego   prześladowcy  pierwszych   bułgarskich   chrześcijan   z   pierwszej   połowy  IX  wieku.   Wera 
Antonowa odkryła bramę z mieszkaniem strażnika, schody, obszerne budynki, które można określić 
jako koszary, a także wybrukowane cegłami place, służące prawdopodobnie jako miejsca zgromadzeń. 
O wojskowym przeznaczeniu aułów świadczą znaleziska broni i podków. Marmurowa rzeźba lwa, 
wykopana przy bramie, jest analogiczna do zabytku z Pliski; ma nawet taki sam znak na grzywie.
Również cmentarzyska wyraźnie wykazują odmienność Protobułgarów przed zmieszaniem się ich z 
ludnością słowiańską. W odróżnieniu od Słowian, dla których palenie zwłok było charakterystyczne 
aż   do   czasów   przyjęcia   chrześcijaństwa,   Protobuł-garzy   chowali   swych   zmarłych   nie   spalonych, 
najczęściej zwróconych głową na północ, niekiedy w jamach, wyposażonych w boczne nisze. Strach 
przed zmarłym jest typowy dla koczowników stepów wschodnich; nieboszczykowi utrudniano powrót 
między  żywych,   amputując   stopy,   przywalając   grób   wielkim   kamieniem  i   stosując   inne   podobne 
praktyki, znane etnografom, zajmującym się wampiryzmem. Pierwsze wielkie cmentarzysko tego typu 

background image

przebadał Stanczo Stanczew koło Nowego Pazaru w pobliżu Pliski, na brzegu Kriwej Reki. Mężczyzn, 
kobiety i dzieci wyposażano w pośmiertną wędrówkę mniej więcej w te same przedmioty: naczynia, 
noże, sprzączki, kolczyki, paciorki, igielniki kościane; w bogatych grobach męskich znajdowała się 
ponadto broń: strzały, tuły wzmacniane nakładkami z rogu, szable, włócznie, topory. W niektórych 
grobach znaleziono również amulety w postaci orlich szponów, psich albo zajęczych kości, które grają 
pewną rolę w animistycznych  i totemistycznych  wierzeniach stepowych  plemion  tureckich. Kości 
zwierząt   świadczą   o   tym,   że   zmarłym   składano  na   ofiarę   również   pokarm.   Częstokroć   razem   ze 
zmarłym chowano także jego konia. Na wielu szkieletach moż-   
163
na   zaobserwować   sztuczną   deformację   czaszek,   co   również   należało   do   praktyk   wschodnich 
nomadów.   Później   Protobułgarzy   pod   wpływem   Słowian   zaczęli   swych   zmarłych   spalać. 
Cmentarzyska protobułgarskie odkryto w miejscowości Cyrkwica, Dibicz i Zło-kuczen koło Szumenu, 
a pojedyncze groby znaleziono również koło Madary.
Protobułgarzy przynieśli z sobą ze wschodu ceramikę, która zdecydowanie różni się od słowiańskiej 
zarówno ciemnosiwym lub ciemnobrunatnym zabarwieniem, jak również formą i zdobnictwem. Są to 
np. kuliste garnki z wyświecanymi linearnymi albo kraciastymi wzorami i podobnie zdobione konwie 
(oinochoe),   dzbany,   amforki,   kociołki   i   miski.   Podobne   naczynia   znajdujemy   w   całym   regionie 
stepowym Ukrainy aż do Powołża i północnych stoków Kaukazu, gdzie koczowali Protobułgarzy lub 
gdzie   spotykali   się   z   tamtejszymi   ludami   Sarmatów,   Alanów   i   Chazarów   (według   nomenklatury 
archeologów   radzieckich   jest   to   tzw.   kultura   sałtowo-majacka).   Wprawdzie   niektóre   formy 
przypominają   wzory   antyczne,   ale   nie   w   ich   współczesnej   bizantyjskiej   postaci,   lecz   odmianach 
starszych,   które   utrzymywały   się   właśnie   wśród   plemion   stepowych,   pozostających   ongiś   pod 
wpływem greckich kolonii w basenie Morza Czarnego. Wpływy bizantyjskie przejawiły się raczej w 
ośrodkach miejskich, np. zielonkawa glazura ceramiki z Pliski i Presławia. Protobułgarzy wcześnie 
zaczęli używać ceramiki słowiańskiej, podobnie jak Słowianie protobułgarskie j; stopniowe stapianie 
się obu grup etnicznych  odzwierciedla się  najwyraźniej  w przemianach i wymieszaniu form tych 
zwykłych naczyń domowych.
Ludność słowiańska w IX—XI wieku mieszkała w takich samych osadach i w podobnych prostych, 
zagłębionych   w   ziemi   chatach   jak   w   okresie   poprzednim.   Prócz   tego   budowano   także   grody, 
obwarowane   wałami,   rowami,   a  nawet  murami   kamiennymi.  W   grodach  tych   obok półziemianek 
znajdowały się również domy naziemne, niekiedy z kamiennymi  fundamentami. Rozwój produkcji 
rzemieślniczej odzwierciedla się w występowaniu warsztatów kowalskich, szklarskich i garncarskich, 
wyposażonych   w   piece,   i   oczywiście   również   w   znaleziska   odpowiednich   wyrobów.   Wśród   nich 
naczelne miejsce zajmuje ceramika, która co prawda pod względem formy nawiązuje do okresów 
wcześniejszych, ale jest już staranniej wykonana z dobrze przemieszanej gliny z dodatkiem drobnego 
piasku, obtaczana na kole i zdobio-164     na ornamentem falistym oraz poziomymi pasmami.
Rytuał   pogrzebowy   Słowian,   w   odróżnieniu   od   Protobułgarów,   aż   do   czasów   przyjęcia 
chrześcijaństwa polegał na spalaniu zwłok. Popiół wsypywano bezpośrednio do wykopanej w ziemi 
jamy lub urny, niekiedy przykrytej kamieniem lub innym naczyniem. Czasem składano pochówek do 
skrzyni z rzecznych otoczaków, a nawet cegieł rzymskich; na ten typ grobu natrafiono m.in. podczas 
badań w miejscowości Razdełna koło Warny czy w Garwanie koło Silistry. Zmarłych wyposażano w 
noże, strzały,  strzemiona, narzędzia rolnicze, ozdoby, przęśliki, ale czasem również w przedmioty 
rzadkie, np. młoteczek złotniczy.
Po przyjęciu chrześcijaństwa w roku 865 ludność słowiańska zaczęła grzebać nie spalone ciała w 
jamach, wyłożonych kamieniami, otoczakami albo płytami kamiennymi. Dary grobowe znajdują się w 
większości tylko w grobach kobiecych; były to części odzieży albo ozdoby — szklane naszyjniki, 
bransolety, pierścienie, kolczyki winogronowate i półksiężycowate (lunulowate), krzyżyki, ozdobne 
guzy itd. Wiele okazów owej biżuterii bardzo przypomina  ozdoby z  IX—X  wieku, pochodzące z 
Europy Środkowej.
O ile w północnej Bułgarii można obserwować stopniową ewolucję od spopielania zwłok do grzebania 
szkieletowego, to w południowej części kraju wyraźnie dominował ten drugi sposób pochówku. Żiwka 
Wyżarowa przyjmując kryterium rytuału pogrzebowego i typu ozdób w grobach wyróżnia dwie grupy 
znalezisk, w których uwydatniają się wyraźnie różnice plemienne. Dla pierwszej, rozpowszechnionej 
w okolicach Chaskowa, Starej Zagory i Sofii, charakterystyczne jest grzebanie ciał w prostych jamach, 
a pośród przedmiotów,  znalezionych w grobach, przeważają kolczyki  winogronowate, pierścienie, 

background image

bransolety szklane i brązowe oraz szklane paciorki. Druga grupa obejmuje przede wszystkim kotliny 
Pirynu, Rodopów i po części dawną Trację. Zmarli grzebani byli tutaj w kamiennych komorach i 
otrzymywali   bogate   wyposażenie   w   ozdoby:   srebrne   filigranowe   kolczyki   o   formach 
winogronowatych i lunulowatych, brązowe albo posrebrzane naszyjniki z amuletami, sute naszyjniki z 
paciorków szklanych, bransolety z główkami zwierzęcymi albo z napisami greckimi (np. „Boże chroń 
tego,   który  ją   nosi")   i   in.   Monety  bizantyjskie,   znalezione   w   Ablanicy,   Owczarowie   i   w   innych 
miejscach datują te cmentarzyska na IX—X wiek. W kulturze plemion południowych, pośród których 
musimy szukać przede wszystkim Smolan, na ogół przejawiają się silniejsze wpływy bizantyjskie.
Mapa znalezisk archeologicznych kultury słowiańskiej i proto-   
165
bułgarskiej   daje   nam   interesujący   obraz   stosunków   osadniczych   w   VIII—XI  wieku.   Osady   i 
cmentarzyska  Protobułgarów pojawiają  się  w  północno-wschodniej  części  kraju,  od Warny  aż  po 
ujście   rzeki   Iskyr   do   Dunaju,   skąd   przechodzą   na   północ,   do   Rumunii.   Znaleziska   słowiańskie 
nakładają się tutaj na nie, występując jednak i w pozostałych częściach kraju, gdzie turkotatarscy 
Proto-bułgarzy nie zamieszkiwali. Jest rzeczą oczywistą, że taka ścisła symbioza etniczna musiała 
mieć wpływ na ewolucję kulturową. Istotnie: archeologowie bułgarscy znajdują coraz więcej stano-
wisk, które dokumentują zlewanie się w jedną całość obu grup etnicznych,  zwłaszcza w centrum 
państwa   bułgarskiego.   Dotyczy   to   zarówno   typów   mieszkań,   ceramiki,   ozdób,   jak   i   rytuału   po-
grzebowego. W wielu osadach (Garwan, Nowa Czerna, Winica, Brestak, Kładenci) stały obok siebie 
półziemianki słowiańskie i jurty protobułgarskie, obrazując przejaw zgodnego współżycia obu grup. 
W miarę jak Protobułgarzy przechodzili na osiadły tryb życia, przyswajali sobie również słowiański 
typ mieszkań, a nawet, w pewnych wypadkach, przejmowali ciałopalny rytuał pochówku. Słowianie 
używali   ceramiki   protobułgarskiej,   a   w   jurtach   i   aułach   nomadów   znajdujemy   naczynia   typu 
słowiańskiego. Wymownym przykładem współżycia są także wspólne cmentarzyska, np. w okolicach 
miasteczka   Dewnia   na   zachód  od   Warny,   znane   z   badań   Dimityra   Dimitrowa.   Lecz   im  dalej   na 
zachód, tym mniej elementów protobułgarskich; w północno-zachodniej Bułgarii Słowianie używali 
tylko swojej, miejscowej ceramiki, na południe zaś od Starej Płaniny w ogóle nie znajdujemy ani jed-
nego przedmiotu pochodzenia protobułgarskiego.
Wynikiem tego procesu, który przebiegał stosunkowo szybko, głównie w IX wieku, było powstanie 
słowiańskich  Bułgarów.   Archeologowie   stwierdzają   przy  tym,   że   Protobułgarzy  nie   stanowili   tak 
nielicznej grupy, jak sądzono pierwotnie. Do ich szybkiej slawizacji przyczyniła się jednakże nie tylko 
większa liczebność Słowian, lecz przede wszystkim ich przewaga gospodarcza. W ramach państwa 
bułgarskiego Protobułgarzy reprezentowali tylko czynnik wojskowy, podczas gdy Słowianie stanowili 
składnik   gospodarczy   i   administracyjny.   Nie   bez   znaczenia   była   również   przewaga   kulturalna 
Słowian,   uwydatniona   przyjęciem   słowiańskiej   formy   chrześcijaństwa   i   słowiańskiego   języka   li-
terackiego. Tak pojęcia Bułgara i Słowianina już w pierwszej połowie X wieku stały się tożsame.
XX. Trzy metropolie bułgarskie
Gdy opuścimy malowniczo położone miasto Szumen w północno-wschodniej Bułgarii i skierujemy 
się do Warny, zobaczymy po prawej stronie ogromny masyw skalny Madary. Nęci on turystów nie 
tylko swym naturalnym pięknem, lecz i wielką liczbą zabytków, z powodu których owo interesujące 
miejsce nazywane jest „bułgarską Troją". Możemy tam zwiedzić jaskinie niegdyś zamieszkane przez 
człowieka prehistorycznego, trackie nimfeum, rzymską willę, bizantyjską i średniowieczną twierdzę 
oraz liczne dalsze obiekty.  Znajdują się tu również pozostałości świątyni Bułgarów pogańskich, a 
przede wszystkim sławny Jeździec z Madary: relief naturalnej wielkości, wyciosany w skalnej ścianie 
razem z psem i lwem, którego jeździec przebija włócznią. Grecki napis głosi, że ta rzeźba skalna, 
wyraźnie inspirowana dawnym kultem trackiego herosa na koniu, walczącego z dzikimi zwierzętami, 
upamiętnia pomoc, jakiej w roku 705 udzielił protobułgar-ski chan Terweł bizantyjskiemu cesarzowi 
Justynianowi II w walkach o tron.
Gdy jednak za Madarą skręcimy z szosy w lewo, otworzy się przed nami szeroka, miejscami tylko 
słabo   pofałdowana   równina,   obramowana   dalekimi   pagórkami   —   kraj   jakby   stworzony   dla 
koczujących   pasterzy  i   ich   stad.   Tutaj   właśnie   osiadł   w   latach   siedemdziesiątych   VII   wieku   lud 
Protobułgarów, dowodzonych przez chana Asparucha, którzy po zwycięskich walkach z Bizancjum 
stworzyli   w   roku  681   wraz   ze   słowiańskimi   sojusznikami   pierwsze   centrum  państwowe.   Według 
apokryfu  Widzenie Izajasza,  pochodzącego z  XI  wieku, dokonał tego sam Asparuch; wydaje   się 
jednak,  że  pierwotnie  był  tu  jedynie  duży  warowny    

background image

167
obóz   wojskowy,   który  dopiero   później   został   przebudowany  w   prawdziwe   miasto   o  słowiańskiej 
nazwie Pliska. Z całą pewnością stało już ono za czasów chana Kruma (802—814), kiedy to państwo 
bułgarskie było uznaną potęgą. Co prawda w roku 811 cesarz bizantyjski Nicefor zniszczył Pliskę, ale 
rychło odbudowała się ona w nowej krasie, głównie za następcy Kruma, Omurta-ga (816—831). Przez 
cały  IX  wiek  Pliska   nie   miała   rywala;   nawet   gdy  za   cara   Symeona   około  roku  893  rolę   przejął 
Presław, pozostała ona ważnym ośrodkiem miejskim aż do końca XIV wieku, gdy Bułgarię zajęli 
Turcy. Wówczas miasto opustoszało i zarosło, a na jego miejscu ostała się tylko mała osada Aboba. 
Dopiero w roku 1886 badacz czeski Konstantin Jirećek rozpoznał resztki pierwszej stolicy Bułgarów 
w ruinach opodal wsi. Znaczny udział w poznaniu tego zabytku miał inny Czech, Kareł Skorpil. 
Zakochał   się   on   w   Bułgarii   i   jej   sławnej   przeszłości,   zamieszkał   tu   na   stałe   i   został   pionierem 
nowoczesnej   archeologii   bułgarskiej.   Gdy   w   latach   1899—1900   podjął   on   badania   wspólnie   z 
Fiodorem Uspienskim, dyrektorem Rosyjskiego Instytutu Archeologicznego w Istambule, doszło do 
zadziwiających   odkryć   monumentalnej   architektury,   świadczącej   o   wysoko   rozwiniętej   technice 
budowlanej   i   rozmachu,   jakim   wówczas   odznaczały   się   tylko   miasta   bizantyjskie.   Badania 
kontynuowano w następnych dziesięcioleciach; rozwinęły się one na wielką skalę zwłaszcza po roku 
1944   i   trwają   nieprzerwanie   do   dnia   dzisiejszego.   Nad   odtworzeniem   przeszłości   Pliski   pracują 
czołowi archeolodzy bułgarscy, jak Christo Mijatew, Stamen Michajłow, Stanczo Stan-czew, Nikoła 
Mawrodinow i wielu innych.
Sam obszar Pliski jest już niezwykły: miasto wraz z podgrodziem zajmowało obszar 23 km2. Miało 
ono kształt wydłużonego, nieregularnego prostokąta, o dłuższych bokach po 7 km i krótszych 3,9 oraz 
2,7 km. Teren ów chroniła prosta fortyfikacja zewnętrzna w formie nasypu ziemnego z rowem; w ten 
sposób ludy koczownicze obwarowywały obozy wojskowe. Mniej więcej w centrum rozpościerało się 
miasto wewnętrzne z kamiennymi murami obronnymi, również zbudowane na planie trapezoidalnym; 
w jego wnętrzu stała zaś cytadela, otoczona grubym ceglanym murem. Mury miejskie wzmocnione 
były licznymi wieżami; na rogach cylindrycznymi, w środku wałów zaś — pięciokątnymi. Bramy, 
przez które można było dostać się do miasta ze wszystkich czterech stron świata, były dodatkowo 
chronione czterema wie-   żami na planie kwadratu. Najważniejsza była brama wschodnia,
168
przez którą wiodła szeroka droga do Pałacu Tronowego. Mury obronne zbudowano z wielkich bloków 
kamiennych, kładzionych na przemian wszerz i wzdłuż, techniką opus  implectum,  przy czym bloki 
tworzyły jedynie zewnętrzne i wewnętrzne lico muru, podczas kiedy jego wnętrze wypełniała ziemia i 
kamienie. Wieże i bramy zbudowane były z pełnych bloków —  opus ąuadra-tura.  Jest to technika 
budowlana   znana   na   terytorium   Bułgarii   od   czasów   hellenistycznych,   i   dlatego   jest   rzeczą 
prawdopodobną,   że   jej   tradycję   utrzymywała   zhellenizowana,   a   następnie   zlaty-nizowana   ludność 
tracka. Dziś już porzucono dawniejsze hipotezy o sasanidzkim, wschodnim pochodzeniu architektury 
starobułgar-skiej, bowiem w pierwotnych siedzibach Protobułgarów na północ od Morza Czarnego i 
Kaspijskiego nie stwierdzono podobnego systemu budowy.
W   mieście   zewnętrznym   mieszkali   rzemieślnicy   i   rolnicy   —   w   zwykłych   ziemiankach   lub 
półziemiankach o słomianych strzechach, jakie znamy z otwartych osad na terenach słowiańskich. 
Pracowały tu warsztaty garncarskie, kowalskie, szklarskie, złotnicze, odlewnicze, prawdopodobnie 
ściśle zależne od warstwy panującej. Nędzą i niskim poziomem życia tutejsza ludność niewiele różniła 
się od wiejskiej.
Za to miasto wewnętrzne — to był zupełnie inny świat. Tutaj stały okazałe siedziby elity — cara i 
jego bojarów. Przede wszystkim wielki Pałac Tronowy, monumentalny piętrowy budynek o długości 
52   i   szerokości   26,5   m;   zbudowany  według   wzorów   antycznych   (przypomina   na   przykład   pałac 
Magnaura w Stambule) jako bazylika z północną apsydą, na której górnym piętrze stał tron carski. Do 
sali   audiencyjnej,   wyłożonej   płytami   marmurowymi,   wstępowało   się   z   południowej   sieni   po 
kamiennych   schodach.   Ściany   tworzyły   ogromne   ciosy,   między   którymi   można   znaleźć   wtórnie 
wykorzystane   nagrobki   rzymskie,   sklepienie   zaś   było   najpewniej   z   cegieł.   Pałac   pochodzi   chyba 
dopiero z czasów Omur-taga, bowiem archeologowie odkryli pod jego fundamentami starszą, jeszcze 
potężniejszą budowlę o wymiarach 74X59,5 m, rozczłonkowaną na 64 kwadratowe pomieszczenia i 
wyposażoną w cztery wieże. Strawił ją pożar, możemy więc domyślać się w niej pierwotnego pałacu 
Kruma, który został zniszczony w roku 811 podczas wyprawy Nicefora.

background image

Pałac   Tronowy   spełniał   rolę   przede   wszystkim   reprezentacyjną,   natomiast   budynki   mieszkalne 
władców Pliski zgrupowane były w cytadelę. Tzw. Mały Pałac, składający się z dwóch prawie iden-  
169
tycznych budynków, wzniesiony był  także z ciosów łączonych żelaznymi  klamrami, posadzkę zaś 
miał z kamiennych płyt lub cegieł. Były też w nim marmurowe kolumny, nierzadko pochodzące z 
rozebranych budowli antycznych.  W pobliżu pałacu znajdowały się łaźnie, ogrzewane za pomocą 
hypokaustu   jak   w   czasach   rzymskich,   a   także   wiele   innych   budowli,   łącznie   z   koszarami   załogi 
pałacowej i cysternami na wodę. Osobliwością Małego Pałacu są tajne korytarze, z których pierwszy 
wiódł   do   pałacu   Kruma   (Tronowego),   a   drugi   prowadził   do   miasta   zewnętrznego.   W   czasach 
pogańskich   obok   Małego   Pałacu   stała   świątynia,   po   której   zostały   fundamenty   o   planie   dwóch 
współśrodkowych prostokątów. Inna świątynia stała obok cytadeli, na zachód od Pałacu Tronowego; 
po przyjęciu chrześcijaństwa wzniesiono na jej miejscu bazylikę trójnawową, tzw. kościół pałacowy.
W mieście zewnętrznym odkryto ogółem trzydzieści kościołów, które należy łączyć  z mniejszymi 
osadami, siedzibami feudałów lub z klasztorami. Są one dwojakiego typu: bazyliki, charakterystyczne 
dla Pliski, lub jednonawowe cerkwie na planie krzyża; większość z nich pochodzi z XI—XIV wieku. 
Najstarsza jest tzw. Wielka Bazylika, największa tego typu budowla na Bałkanach (99 m długości i 30 
m szerokości). Związana jest z chrztem Bułgarów, powstała bowiem za cara Borysa I w okresie, kiedy 
jeszcze   miał   on   zamiar   przyjąć,   w   opozycji   do   Konstantynopola,   obrządek   łaciński;   stąd 
monumentalna forma bazyliki, dla której znajdziemy wzory raczej w Rzymie (np. bazylika św. Jana 
na   Lateranie)   niż   w   Konstantynopolu.   Olbrzymia   świątynia   miała   trzy   apsydy,   z   zewnątrz 
trapezowate,   od   wewnątrz   zaokrąglone,   trzy  nawy,   przedzielone   marmurowymi   kolumnami,   a   od 
zachodu dwa narteksy (przedsionki) i rozległe atrium (dziedziniec kolumnowy). Mury wykonano z 
kamienia łamanego, układanego na przemian z pasami cegieł. Strop, jak można się domyślić, był 
drewniany, dach kryty ołowianymi płytkami. Od bazyliki prowadziła szeroka brukowana droga do 
wewnętrznego miasta. Do świątyni należał klasztor, prawdopodobnie ten sam, do którego wstąpił u 
schyłku swego panowania car Borys.
Archeologowie,  prócz  odsłonięcia  fragmentów   budowli,  zebrali  w  Plisce  bogate  plony — drobne 
przedmioty, przede wszystkim ceramikę glazurowaną, pojawiającą się obok tradycyjnych wytworów 
słowiańskich i protobułgarskich, oraz znaleziska broni, narzędzi żelaznych, ozdób, ornamentowanych 
detali architektonicznych i rzeźb, wyrytych na kamieniach i cegłach rysunków wo-
170
jowników i zwierząt oraz dziesiątki napisów greckich na głazach i kolumnach, przeważnie z czasów 
chana Omurtaga i Małamira. Wszystkie one świadczą o wysokim poziomie kulturalnym mieszkańców 
Pliski.
Cechą charakterystyczną miast wczesnobułgarskich jest rozproszenie budynków na dużej przestrzeni, 
w odróżnieniu od współczesnych im miast bizantyjskich lub rzymskich z domami ciasno ustawionymi 
w uliczki. Uwaga ta dotyczy nie tylko Pliski, ale również i jej następcy w roli stolicy — Presławia.
Presław został stolicą Bułgarii w roku 893 za cara Symeona, który,  jak  głosi legenda,  budował to 
miasto przez   dwadzieścia osiem   lat.   W   rzeczywistości   była    to   raczej   tylko   przebudowa, 
ponieważ badania archeologiczne udowodniły w Presławiu istnienie   obwarowanego pałacu   (aułu) 
wcześniejszego  o  sto  lat  od grodu   Symeona,   nie   licząc pozostałości   osadnictwa   antycznego, 
które np. dokumentuje bazylika wczesnochrześcijańska z  V  wieku,   wybudowana     na   wzniesieniu 
Deli   Duszka.     Powodem,     dla którego przeniesiono stolicę z Pliski do Presławia, była najpraw-
dopodobniej   konsekwentna prochrześcijańska orientacja   Symeona, przeciwko której występowała 
część bojarów w Plisce. Sprzeciw ten przejawił się zwłaszcza w momencie, gdy Borys wstąpił do 
klasztoru i przekazał  władzę  starszemu  synowi  Włodzimierzowi,  który  stanął  na  czele  opozycji 
pogańskiej.     Jego     postępowanie   zmusiło   Borysa   do   ponownego   objęcia   władzy;   odsunął   tedy 
Włodzimierza, a zamiast niego osadził na tronie młodszego syna, Symeona, który postępował zgodnie 
z intencją ojca, a nawet dopełnił jego dzieło. Po wahaniach między Rzymem a Konstantynopolem 
Borys wykorzystał wielką szansę,  jaką było dla niego wygnanie z Moraw uczniów Metodego przez 
księcia  Świętopełka,  i  urzeczywistnił  na  terytorium  bułgarskim  ideę  księcia  Rościsława,  który po 
przychylnej Słowianom misji Cyryla i Metodego  spodziewał  się  pomocy  w  uzyskaniu politycznej 
samodzielności państwa wielkomorawskiego. Uczniowie Metodego, u-ciekinierzy z Moraw:  Kliment, 
Naum,  Angelary i inni znaleźli w  państwie  Borysa  warunki   do  pełnego   rozwoju   działalności 
misyjnej i literackiej, która położyła fundamenty pod słowiańskie  prawosławie.   Kliment  działał  w 

background image

macedońskiej   Ochrydzie, należącej wówczas do państwa  bułgarskiego;  drugie zaś ważne centrum 
piśmiennictwa słowiańskiego powstało właśnie  w Prasławiu,  gdzie   język  słowiański   za  Symeona 
stał  się   językiem państwowym i liturgicznym.  Ksiądz  Konstantyn  ułożył  tu  cy-    
171
rylicę, prostszy typ pisma niż głagolica Konstantyna-Cyryla, jakiej w dalszym ciągu używała szkoła 
ochrydzka. Cyrylica stała się podstawą alfabetu i piśmiennictwa wszystkich prawosławnych Słowian 
na Bałkanach i w Europie Wschodniej.
W X wieku, złotym wieku literatury bułgarskiej, Presław stanowił jej najważniejszy ośrodek.  Prócz 
Konstantyna,  który został później  biskupem  presławskim,  działał  tutaj   jeden  z  najpłodniejszych 
pisarzy swoich czasów, Joan Egzarcha, autor dzieł oryginalnych oraz licznych przekładów z greki, 
mnich Chrabyr, który wsławił się traktatem O literach poświęconym pochwale pisma słowiańskiego, i 
inni.   Spod   pióra   Joana   Egzarchy   wyszły,   zachowane   do   naszych     czasów,     słowa   podziwu   dla 
wspaniałego Presławia, budzącego zachwyt  w każdym przybyszu. Według jego świadectwa tuż za 
bramą  miasta  stały wielkie budynki  z wystrojem kamiennym,  drewnianym  i z malowidłami.  Gdy 
wędrowiec znalazł się w mieście wewnętrznym i ujrzał okazałe pałace i kościoły, bogato w środku 
zdobione marmurem, miedzią, srebrem i złotem, to osłupiały z podziwu o mało nie tracił rozumu. 
Dzisiaj   z   owych   cudów   pozostały   tylko   niepozorne   ruiny,   wydobywane   z   ziemi   przez   kolejne 
generacje archeologów, poczynając  od   Karla   Śkorpila   i  J.   Gospodinowa,   do   ich   osiągnięć 
nawiązali  Christo  Mijatew,  Wera  Iwanowa,   Stanczo   Stanczew, Dimityr Owczarow, Totiu Totew i 
inni. Dzięki ich pracy można  było odtworzyć  plan fortyfikacji, których linia zewnętrzna tworzyła 
nieregularny pięciokąt, zamykający teren 3,5 km 2, podczas gdy mury wewnętrzne chroniły kompleks 
pałacowy na obszarze 0,25 km2. Presław był więc mniejszy od Pliski, do której  jest bardzo  podobny, 
chociaż   wykazuje   również   wiele   różnic.   Na przykład nie wznosi się na równinie jak Pliska; 
zbudowano go na sposób miast bizantyjskich tarasowato nad rzeką Ticzą (dziś Kamczija)  na stoku 
góry Zybuite.  Otaczają  go  z  trzech  stron góry  lub  pagórki;   jedynie  od  północnego  wschodu 
rozpościera się szeroka dolina, zwieńczona na horyzoncie górami, pośród których dominuje skalny 
masyw Madary.
Mury obronne w Presławiu zbudowane są podobną techniką — opus implectum i opus ąuadratum — 
jak   w   Plisce.   I   tutaj,   w   mieście   wewnętrznym,   stał   piętrowy   budynek   hipotetycznego   Pałacu 
Tronowego (o rozmiarach 35X22,5 m) z podwójnymi ścianami z ciosów; przestrzeń oddzielająca obie 
ściany,   wewnętrzną   i   zewnętrzną,   wypełniona   była   łamanym   kamieniem   i   zaprawą.   W   mury 
wpuszczono rury wodociągowe.  Obecnie  jedynym re-
172
liktem   dawnej   chwały   jest   stercząca   kolumna   z   ozdobną   głowicą.   Nieco   wyżej,   w   kierunku 
zachodnim,  wznosił się na tarasie „Mały Pałac", budowla typu  bazylikowego  z apsydą  od strony 
południowej. Był on kilkakrotnie przebudowywany, a jego pierwotny kształt nadano prawdopodobnie 
w czasach Omurtaga. Spośród innych zabytków w mieście wewnętrznym przede wszystkim zwraca 
uwagę bazylika, położona na południe od Pałacu Tronowego oraz ogromny budynek o długości 107 m 
przy murach południowych, podzielony na osiemnaście identycznych pomieszczeń z samodzielnymi 
wejściami, który prawdopodobnie pełnił rolę ośrodka handlowego.
W   mieście   zewnętrznym,   zwłaszcza   w   jego   części   północnej,   skupiała   się   stojąca   na   wysokim 
poziomie produkcja rzemieślnicza z drogich metali, szkła, żelaza i gliny. Presław, podobnie jak Pliska, 
pełen był kościołów i klasztorów, rozsianych nie tylko po mieście, lecz i poza jego murami na brzegu 
Ticzy.   Prawdziwym   klejnotem   architektury   presławskiej   jest   Złota   Cerkiew   (zwana   też   Okrągłą 
Cerkwią)   Symeona,   rotunda   z   dwunastoma   półokrągłymi   konchami   i   dwunastoma   kolumnami 
marmurowymi  (symbolizującymi dwunastu apostołów) dźwigającymi kopułę. Od strony zachodniej 
miała   ona   trójdzielny   narteks   z   dwiema   wieżami,   do   którego   później   dobudowano   atrium   — 
kolumnowy   dziedziniec   ze   studnią.   Całe   rozplanowanie   wyraźnie   nawiązuje   do   wzorów 
późnorzymskich.   Pozostałe   kościoły   miasta   zewnętrznego   były   częściowo   bazylikowe,   częściowo 
kopułowe; trójnawowa bazylika w północno-wschodniej części miasta (Czereszeto) prawdopodobnie 
była cała drewniana.
Spośród klasztorów presławskich wymienić  trzeba Patlejnę, leżącą dwa kilometry na południe od 
miasta.   Sławne   były   jej   warsztaty,   produkujące   ceramikę   malowaną,   uwiecznioną   na   ścianach 
tamtejszego   kościoła   pod   wezwaniem   św.   Pantelejmona   (stąd   zniekształcona   nazwa   „Patlejna"). 

background image

Stosunkowo najlepiej zachowała się ceramiczna ikona św. Teodora, wspaniały zabytek artystycznej 
szkoły   presławskiej.   Klasztory   o   bogatym   zdobnictwie   architektonicznym   odkryto   również   w 
miejscach zwanych Awradaka i Pod Wyłkaszina. W części miasta zewnętrznego zwanej Seliszteto, 
zbadanej w roku 1952, znaleziono w kompleksie klasztornym  płytę  nagrobną z napisem cyrylicą, 
pochodzącą z X wieku. Inskrypcja głosi, że spoczywa tutaj niejaki Mosticz, który piastował funkcję 
tzw. czyrgubili przy carze Symeonie i jego synu Piotrze, a gdy dożył lat osiemdziesięciu, zrzekł się 
urzędu   
173
i   majątku,   a   resztę   życia   spędził   jako   mnich   w   klasztorze.   Takich   zabytków   epigraficznych, 
dokumentujących  pierwotny typ słowiańskiego pisma i przykłady języka mówionego,  znaleziono w 
Presławiu ponad  dwadzieścia;  najstarszym  z  nich  jest  pieczęć mnicha Georgiego. Prócz napisów 
słowiańskich zdarzają się również inskrypcje greckie, umieszczane m.in. na przedmiotach zbytku. Np. 
dno srebrnej czarki żupana Siwina z  IX—X  wieku, I zdobionej reliefem o antycznych  motywach 
roślinnych, nosi na- 1 pis:   „Boże,  dopomóż!   Siwin,  Wielki  Żupan  w  Bułgarii."   Owa czarka, 
wydobyta w roku 1962 z grobu w północnej części miasta zewnętrznego, jest wspaniałym przykładem 
toreutyki starobułgarskiej,  znajdującej  się pod wpływem  Bizancjum;  stamtąd przychodziły również 
importy,    jak np.     złoty    dysk    z   pierwszej   połowy  IX  wieku,   odkryty  koło bramy  południowej 
wewnętrznego miasta, a na nim werset z tekstów liturgicznych św. Jana Złotoustego.
Presław kwitł jeszcze w późniejszych stuleciach. Podczas panowania bizantyjskiego w XI—XII wieku 
umieszczono tu załogę  wojskową.  Po  wyzwoleniu  w  XIII  wieku  miasto  stało  siej rezydencją 
Piotra,   brata   cara   Asena,   miało   już   jednak   znaczenie   j   drugorzędne,   ponieważ   centrum   państwa 
przesunęło się w owym czasie na zachód — do Tyrnowa.
Przyczyną  owej   zmiany  był  nie  tylko  historyczny  fakt,   że właśnie tutaj  bojarzy tyrnowscy Piotr 
i  Asen rozpoczęli zwycięskie powstanie  przeciw  zwierzchnictwu bizantyjskiemu,  lecz i położenie 
Tyrnowa,   które   lepiej   odpowiadało   obronnym   wymaganiom   średniowiecznych   zamków   i   miast, 
wznoszonych w trudł no  dostępnych  miejscach,   chronionych  przez  naturę.   Tyrnowo spełniało 
doskonale  ten wymóg. Rzeka Jantra,  wijąca się  meandrami, wyżłobiła tu głębokie koryto, obnażyła 
urwiska skalne, tworząc  z  nich  w  dwóch  miejscach  wyniosłe   cyple,   Carewec I i Trapezicę, 
łączące się z lądem tylko wąskim przejściem.   Ich znaczenie strategiczne docenili już Rzymianie, 
którzy   wybudowali   tam   fortyfikacje;   podobna   budowla   powstała   również   na   pobliskim   wzgórzu 
Momina   Krepost,     gdzie   przedtem   stała   twierdza   tracka.   W  VI  wieku,     za   czasów   Justyniana, 
obwarowali się tu Bizantyjczycy przeciw  napierającym  Słowianom.  Tyrnowo  wysunęło się jednak 
na plan pierwszy dopiero w czasach Drugiego Państwa Bułgarskiego, zwłaszcza za następców Asena: 
Kałojana   i   Iwana   Asena  II.  Wówczas   pełno   tu   było   pałaców,   siedzib   bojarskich,   klasztorów   i 
kościołów; Tyrnowo słusznie zwano „kró-
174
lową miast". Zdobycie Tyrnowa przez Turków w roku 1393 było katastrofą nie tylko dla miasta, lecz i 
dla całego kraju, który popadł w wielowiekową niewolę. Z dawnej chwały pozostały tylko rozległe 
ruiny,   dziś   odsłaniane   łopatami   archeologów.   Długoletnie   wysiłki   badaczy,   które   zapoczątkował 
znany nam już Kareł Skorpil, przyniosły i wciąż jeszcze przynoszą bogate owoce. Dzięki archeologom 
i żmudnym pracom restauratorskim możemy dziś wyobrazić sobie, jak wyglądał ostatni bastion starej 
kultury bułgarskiej.
Koroną Tyrnowa był Carewec, carski gród, wznoszący się majestatycznie niczym baśniowa zjawa nad 
wąwozem Jantry.  Jedynego dostępu z południowego zachodu przez Seczeną Skałę strzegły cztery 
bramy,  z których  ostatnia jest dziś w znacznym  stopniu zrekonstruowana. Potężne mury obronne 
wzmocnione były przez baszty; w jednej z nich, obecnie w całości odrestaurowanej, na południowo-
wschodnim krańcu Carewca, był podobno więziony przywódca czwartej wyprawy krzyżowej, a potem 
cesarz Bizancjum, Baldwin, pokonany przez Kałojana w roku 1205 w bitwie pod Adrianopolem. Za 
murami   znajdowały   się   pomieszczenia   dla   obrońców,   stajnie,   magazyny,   cysterny   i   spichlerze. 
Najwyżej położona była siedziba patriarchy z soborem Wniebowstąpienia i monasterem, jako symbol 
duchowej   i   politycznej,   niezależności   Bułgarii.   Poniżej   klasztoru   znajdował   się   wielki   kompleks 
pałacowy   z   kościołami,   budynkami   gospodarczymi,   spichrzami,   cysternami,   piekarniami   itd. 
Znaleziska ornamentowanych detali architektonicznych, broni, lichtarzy, krzyży, medalionów i ozdób 
dają świadectwo bogatego życia i wysokiego poziomu kultury.

background image

Na przeciwległym cyplu skalnym,  zwanym Trapezicą, skupiły się siedziby bojarów z prywatnymi 
kościołami: archeologowie naliczyli ich ogółem siedemnaście. Między obiema górami na brzegach 
Jantry tłoczyły się warsztaty rzemieślnicze, a od strony wschodniej między Carewcem a Mominą 
Krepostią   wyrosła   dzielnica   kupców   cudzoziemskich,   „Franków",   z   którymi   ostro   konkurowała 
dzielnica   żydowska   za   Trapezicą.   Na   Świętej   Górze,   na   południe   od   Carewca,   stał   klasztor 
Bogurodzicy  Hodigitria,  wybitny  ośrodek bułgarskiego  piśmiennictwa  średniowiecznego i  miejsce 
odosobnienia pustelników.
Z licznych cerkwi tyrnowskich najsławniejszy był kościół św. Dymitra Sołuńskiego pod Trapezicą, 
związany z wybuchem powstania Asena i Piotra; była to świątynia jednonawowa z pięcio-
175
,kątną apsydą,  wewnątrz zaokrągloną, prawdopodobnie zwieńczona kopułą.   Słynny również   był 
kościół  Czterdziestu Męczenników  pod  zachodnim  zboczem  Carewca;   zachowała  się  w  nim 
kolumna   z   napisem   Iwana   Asena   II   oraz   kolumna   z napisem I Omurtaga,   przeniesiona tu 
widocznie z   Pliski.   Cerkiew ta ma    jeszcze   formę    bazyliki   trójnawowej,   rozpowszechnioną 
głównie   1   w   czasach   Pierwszego   Państwa   Bułgarskiego;     służyła     ona     jako   I   mauzoleum   rodu 
carskiego. Turcy zmienili ją później w meczet, więc  odtworzyć pierwotny  wygląd świątyni  mogli 
jedynie    archeolodzy,  którzy ponadto znaleźli tutaj liczne groby z bogatymi  .złotymi  i srebrnymi 
ozdobami. Bizantyjski typ kościoła na planie krzyża w kwadracie i z kopułą reprezentuje cerkiew św. 
Piotra   u   północno-zachodniego   podnóża   Carewca.   W   roku   1393,   po   zdo   byciu   Tyrnowa   przez 
Turków, patriarcha Eutymiusz  zamurował tu   liczne   wspaniałe   rękopisy   bułgarskie,   które   na 
nieszczęście  odkrył  i  zniszczył    grecki    metropolita  Tyrnowa    Hilarion,    usiłujacy  zhellenizować 
kościół bułgarski i fanatycznie niszczący każdy ślad kultury narodowej.
W   Tyrnowie   stara   cywilizacja   bułgarska   zakwitła   po  raz   ostatni,   a   jej   urok  do  dnia   dzisiejszego 
oczarowuje każdego przybysza. Tutaj kończy się bujny rozwój kultury, przerwany przez 1 najeźdźców 
tureckich tak skutecznie, że niekiedy jedynie praca I archeologów może odsłonić jej dawną potęgę.
I na tym miejscu kończymy wędrówkę po najważniejszych miejscach dawnego świata słowiańskiego, 
śladami   odkryć   archeologicznych,   które   umożliwiły   napisanie   nowych   rozdziałów   w   księdze 
średniowiecznych dziejów Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej.
Bibliografia
Bibliografia ogólna
M. Beranova, ZemedSlstvi starych Slovanu, Praha 1980
J. Czekanowski, Wstęp do historii Słowian, Poznań 1957
F. Dvornik, The Slavs, Boston 1956
J. Eisner, Rukovet, slovansk£ archeologie, Praha 1966
J. Gąsowski, Dzieje i kultura dawnych Słowian, Warszawa 1964
M. Gimbutas, The Slavs, London 1971
K. Godłowski, Z badań nad zagadnieniem rozprzestrzenienia Słowian w V—VII w. n.e., Kraków 1979
W.   Hensel,  Słowiańszczyzna   wczesnośredniowieczna,  Warszawa   1956;   Przekład   niemiecki:  Die 
Slawen im friihen Mittelalter, 
Berlin 1965
J. Herrman,   Zwischen   Hradschin  und   Vineta,   Leipzig-Jena-Berlin   1971
L. Leciejewicz,   Słowiańszczyzna   Zachodnia,   Wrocław-Warszawa-Kraków-
-Gdańsk 1976 H. Łowmiański,  Podstawy   gospodarcze   formowania   się   państw   słowiańskich,  
Warszawa 1953 J. Nalepa, Słowiańszczyzna Północno-Zachodnia, Poznań 1968 L. Niederle, Slovanski 
staroiitnostl 
I—IV, Praha 1901—1924 L. Niederle, Zivot starych Slovanu I—III, Praha 1911—1925 
L.   Niederle,  Rukovet'   slowanskych   staroiitnosti,  Praha   1953   W.   W.   Siedow,  Proischożdienije   i 
rannaja istorija Sławian, 
Moskwa 1979 Słownik starożytności słowiańskich, I—V (A—S), Wrocław-
Warszawa-Kra-
ków-Gdańsk 1961—1975 K. Treimer,  Ethnogenese der Slawen, Wien 1954 Z. Vańa, Einfiihrung in 
die Friihgeschichte der Slawen, 
Nieumunster 1970
177
Świat dawnych  Słowian