background image

KATHERINE ARTHUR

Posłuchaj swego serca

Listen To Your Heart

Tłumaczyła: Helena Kamińska

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Bertram Bellamy potrząsnął głową i, wzdychając ciężko dla podkreślenia 

swego zatroskania, powiedział do żony:

– Jamie powinna jednak zwolnić obroty i znaleźć w swoim życiu trochę 

miejsca na znajomość z jakimś przyzwoitym facetem. Zachowuje się tak, jakby 
wzięła ślub z tą swoją piekielną kwiaciarnią. Czas z tym wreszcie skończyć. 
Zaczynam żałować, że w ogóle ją tam wpuściłem.

Jamie Exeter zastygła bez ruchu z filiżanką kawy przy ustach i spojrzała 

na wuja z ukosa.

– Ciociu Marto, jeżeli to początek corocznego wykładu wuja Berta pod 

tytułem „Musimy wydać Jamie za mąż przed końcem tego roku”, to zaraz idę do 
domu – oznajmiła, zła na siebie za nieopatrzne przyznanie się, że nie jest z 
nikim umówiona na sylwestra. Po całym dniu pracy w kwiaciarni, od piątej rano 
do szóstej po południu, zupełnie nie miała ochoty na żadne zabawy.

– Ależ uspokój  się, kochanie. Wuj dobrze ci życzy – łagodziła  ciocia 

Marta. – To tylko z troski o ciebie.

–   Dziękuję,   ale   może   sobie   ją   darować.   Niczego   mi   do   szczęścia   nie 

brakuje   –   stwierdziła   Jamie,   przyjmując   uświęcony   długą   tradycją   sposób 
prowadzenia niemiłych rozmów za pośrednictwem ciotki. – Dyrektor powiedział 
mi  w   zeszłym  tygodniu,  że  Isaiah  Dunham   zamierza  pozwolić  właścicielom 
sklepów   pozostać   na   swoim   miejscu   po   ostatecznym   przejęciu   przez   niego 
hotelu. Chyba że okazaliby się zupełnie nieudolni. Zatem nie muszę się już 
martwić o moją dzierżawę. Co jak co, ale nieudolna na pewno nie jestem – 
roześmiała się, mając nadzieję, że to rozchmurzy wuja. – Jestem tylko trochę 
zmęczona. Sądzę, że to cena sukcesu, a ten zawdzięczam wyłącznie wujowi 
Bertowi.

– No, tak – wuj starał się nie okazywać, że mu to pochlebiło – wcale nie 

jestem tego taki pewien. Może jednak źle tobą pokierowałem.

–   Ciociu   Marto   –   jęknęła   Jamie   –   czy   możesz   przypomnieć   wujkowi 

Bertowi,   że   w   swoim   czasie   był   niezmiernie   zadowolony   z   tego,   że   ciężko 
pracuję i nie tracę czasu na uganianie się za chłopakami?

– Ależ, Bertie – rzekła uspokajająco Marta Bellamy – jestem przekonana, 

że   Jamie   wyjdzie   za   mąż   we   właściwym   czasie.   –   Tu   uśmiechnęła   się   do 
siostrzenicy. – Prawda, moje dziecko? Kiedy wreszcie znajdziesz tego jedynego, 
który ci będzie odpowiadał pod każdym względem?

– Oczywiście – przytaknęła Jamie. – Jestem po prostu bardzo wybredna. 

Ale pewnego dnia taki mężczyzna się pojawi. – Znowu uśmiechnęła się do wuja 
– Kto wie, może wkroczy do mojej kwiaciarni właśnie jutro?

– Czy jesteś pewna, że go rozpoznasz, gdyby rzeczywiście wkroczył? – 

background image

Wuj był sceptyczny. – Czy naprawdę wiesz, czego szukasz?

– W zasadzie ogólne wyobrażenie mam – wzruszyła ramionami Jamie. – 

No, takie podstawowe rzeczy. Ma być inteligentny i interesujący, z poczuciem 
humoru. Umiarkowanie przystojny, z dobrą posadą. Poza tym, nie mam pojęcia. 
Chciałabym na jego widok usłyszeć dzwony, ale to dziecinna zachcianka.

–   Nie   powiedziałbym   tego   –   odparł   wuj.   –   Gdy   ja   ujrzałem   moją 

wymarzoną dziewczynę – dzwony zabrzmiały. – Ujął rękę żony i uścisnął czule.

– Od pierwszego razu, gdy usłyszałam śmiech Berta i ujrzałam wesołe 

błyski   w   jego   dużych   brązowych   oczach,   wiedziałam,   że   to   on   jest   tym 
mężczyzną, na którego czekałam – powiedziała ciotka.

Jamie westchnęła na widok wzajemnego uwielbienia w oczach wujostwa. 

Po prawie pięćdziesięciu latach małżeństwa byli w sobie ciągle zakochani. Od 
czasu   do   czasu   przychodziło   jej   do   głowy,   że   widocznie   nie   jest   jej 
przeznaczony   taki   cudowny   związek   dwojga   dusz,   ale   odpędzała   taką   myśl 
szybko, z lekkim poczuciem winy. Przecież i tak wygrała los na loterii życia – 
swoją   ukochaną   kwiaciarnię.   Nie   miała   prawa   oczekiwać,   że   szczęście 
uśmiechnie   się   do   niej   po   raz   drugi   i   postawi   na   jej   drodze   wyśnionego 
mężczyznę.

– Jeżeli będę miała choć połowę waszego szczęścia, będę uważała, że mi 

się udało – oświadczyła.

–   Powinnaś   przemyśleć   dokładnie,   czego   oczekujesz   –   podkreślił   z 

naciskiem   wuj.   –   Środowisko,   pochodzenie,   zainteresowania,   nawet   wygląd 
twego wybranego. Wiedzieć, czego się chce – to połowa drogi do osiągnięcia 
celu.

Jamie podeszła do wuja, by uścisnąć go na pożegnanie i umieścić całusa 

na czubku jego łysiny.

– Wezmę do serca wszystkie twoje wskazówki – przyrzekła i ucałowała z 

kolei ciotkę. – Mam nadzieję, że Los przeznaczył mi równie idealnego męża jak 
twój.  A  teraz   muszę   iść.   Zapowiada   się   jutro   ciężki   dzień.   Dajcie   mi   znać, 
gdybyście potrzebowali czegoś jeszcze oprócz wina do noworocznego obiadu.

– Oczywiście, kochanie. Jedź uważnie, jest bardzo ślisko.
Ostrożnie prowadziła samochód lśniącymi po deszczu ulicami St. Louis. 

Przenikliwy   grudniowy   wiatr   pędził   przed   sobą   tumany   mgły.   Jadąc 
zastanawiała   się,   dlaczego   wujostwu   zaczęło   tak   bardzo   zależeć   na   jej   jak 
najszybszym   zamążpójściu,   skoro   jeszcze   parę   lat   temu   uszczęśliwiały   ich 
zupełnie jej sukcesy w prowadzeniu kwiaciarni. Być może sądzili, że i tak nie 
każe   im   długo   czekać   na   swój   ślub.   Ich   małżeństwo   przyniosło   im   tyle 
szczęścia, że po prostu nie byli w stanie wyobrazić sobie, by ktoś mógł być 
zadowolony   ze   swej   samotności.   Nie   było   żadnego   powodu   do   takich 
zmartwień. Da sobie świetnie radę sama, czy wymarzony mężczyzna pojawi się 
kiedykolwiek w jej życiu, czy nie. Nie miałaby nic przeciwko temu, żeby się 

background image

pojawił,   ale   marzenia   o   nim   nie   bardzo   chciały   się   urzeczywistnić.   No,   ale 
przypuśćmy, że ma szansę na spotkanie z wymarzonym ideałem. Jaki ma być? 
Na   pewno   nie   będzie   to   żaden   z   tych   ulizanych   sprzedawców,   spotykanych 
przez nią w hotelu, to wykluczone. Powinien być naprawdę wysportowany, ale 
dzięki temu, że lubi ruch na świeżym powietrzu, nie odpowiadałby jej żaden 
klubowy kulturysta. Mógłby być wysoki i mieć ciemne włosy. Uroda nie ma 
zasadniczego   znaczenia,   pożądana   jest   jednak   mocno   zarysowana   szczęka   i 
wydamy, zdecydowanie męski nos. Nie wiadomo dlaczego kształtne noski u 
mężczyzn   działały   na   nią   odpychająco.   Jednak   najważniejsze   będą   oczy.   Jej 
ulubionym kolorem był zielony. Zielone oczy pod silnie zarysowanymi brwiami, 
otoczone   zmarszczkami   od   śmiechu.   Ta   szmaragdowa   zieleń   oczu   z 
zapalającymi się iskierkami, kiedy na jego ustach pojawia się piękny, szeroki, 
ciepły uśmiech...

Portret   mężczyzny   stał   się   tak   żywy,   że   zamyślona   Jamie   w   ostatniej 

chwili zorientowała się, że mija skręt do swego bloku.

– Do licha – zaklęła, cudem wychodząc z poślizgu na zakręcie. Marzenia 

były nie tylko bezowocne, ale i niebezpieczne. Cała roztrzęsiona zaparkowała 
samochód na zwykłym miejscu za niewielkim blokiem mieszkalnym. Widok 
słabo oświetlonego podwórka w tumanach mgły, z jednym nagim drzewkiem 
smaganym wiatrem, podziałał przygnębiająco. Wpadła do budynku, śpiesząc do 
swego mieszkania na drugim piętrze. W przelocie zauważyła, że obrzydliwa, 
żółtobrązowa farba na ścianach klatki schodowej odpadła w kilku miejscach, a 
w   kilku   innych   jest   wysmarowana,   co   wyglądało   bardzo   niechlujnie.   W 
pierwszym   odruchu   zamierzała   złożyć   skargę   u   administratora,   ale   szybko 
zrezygnowała. Jeżeli w ogóle będzie jakiś skutek, to ograniczy się do położenia 
jeszcze jednej warstwy tej samej obrzydliwej farby. Znieruchomiała z kluczem 
w zamku, spoglądając na obskurną klatkę z nagłym niesmakiem. Może powinna 
zmienić mieszkanie albo nawet kupić dom. Dawno temu ustaliła, że najpierw 
małżeństwo  a   potem  dom,   ale  nie   musi   dłużej   się   tego  trzymać.   Stać  ją   na 
własny dom już teraz, cóż ją powstrzymuje?

–   Spodobałby   ci   się,   prawda?   –   zwróciła   się   do   Cyrana,   ogromnego 

białego kota, który natychmiast przybiegł i zaczął się ocierać o jej nogi. – Dom z 
własnym ogródkiem?

– Miau – odpowiedział Cyrano, drepcząc, pełen nadziei, do swej miski i 

spoglądając wielkimi, zielonymi oczyma.

– Ale nie aż tak, jak spodobałby ci się obiad. W porządku, wszystko po 

kolei. – Cisnęła płaszcz i torebkę na krzesło i wsypała kotu do miski jedzenie. – 
Gotowe – oznajmiła, po czym usiadła przy stole, przypatrując się jedzącemu 
zwierzęciu i rozważając swój nowy plan. Widok malutkiej kuchni tylko umocnił 
jej  nagłą   odrazę   do  tego   mieszkania.  Nic   dziwnego,   że  nie   zaprzątała   sobie 
głowy gotowaniem. Utrzymanie jakiegokolwiek porządku w tej ciasnocie było 

background image

niemożliwe.

– Mam więc rozejrzeć się za czymś sympatycznym za rozsądną cenę? – 

spytała kota, który wskoczył jej na kolana natychmiast po skończeniu posiłku. 
Zamruczał głośno. – Uważam to za zgodę – powiedziała Jamie. – Oczywiście, w 
najbliższym czasie nie uda mi się zrobić czegokolwiek w tej sprawie, a poza tym 
najpierw powinnam poważnie się zastanowić, jaki ma być ten mój wymarzony 
dom. – Uśmiechnęła się do siebie i podrapała Cyrana pod brodą. – Najpierw 
wymarzony mężczyzna, a teraz wymarzony dom. No, ale na sprawę domu mam 
jakiś   wpływ.   Obawiam   się   jednak,   że   nawet   pracując   dwadzieścia   cztery 
godziny na dobę nie zdołałabym mężczyzny z marzeń zamienić w prawdziwego, 
z krwi i kości.

Cyrano wpatrywał się w nią spokojnymi, zielonymi oczyma.
– Miau.
– Ach, tak – Jamie wykrzywiła się zabawnie do kota. – Czy mam przez to 

rozumieć, że twoim zdaniem potrafiłabym? Wiesz, że musi mieć takie same 
zielone oczy, jak ty. – Dotknęła czarnej łaty na nosie Cyrana. – A może to ty nim 
jesteś, wieki temu zamieniony w kota? Mam się przekonać? – Ujęła pyszczek 
zwierzęcia w obie dłonie i wycisnęła głośnego całusa na jego czole. – Do licha, 
właśnie   tego   się   obawiałam   –   zachichotała,   gdy   Cyrano   otrząsnął   się   z 
wyraźnym wstrętem i odmaszerował z godnością. – Pora spać. Muszę być w 
kwiaciarni o piątej, a to oznacza pobudkę o czwartej. Ale będę szczęśliwa, kiedy 
już minie sylwester!

Rano, po przejechaniu ciemnymi, wyludnionymi ulicami, Jamie dotarła 

do kwiaciarni gdy stary, rzeźbiony zegar w korytarzu hotelowym wybijał piątą. 
Jej   kwiaciarnia   „Kwiaty   prosto   z   serca”   mieściła   się   w   Chateau   St.   Louis, 
starym, ale bardzo eleganckim hotelu w śródmieściu. Początkowo należała do 
jej wuja Berta. Jamie pracowała w niej dorywczo, gdy była jeszcze w szkole 
średniej. Kiedy jej ojciec zmarł, a matka zdecydowała się przenieść do Arizony, 
wolała pozostać z ukochanym wujostwem. Ci zachęcili ją do ukończenia kursów 
prowadzenia przedsiębiorstwa, żeby mogła przejąć kwiaciarnię i ewentualnie ją 
kupić.   A   teraz,   dzięki   ciężkiej   pracy   i   umiejętnościom   kierowniczym,   jest 
właścicielką kwiaciarni i na najlepszej drodze do zostania także właścicielką 
domu. Kiedy więc jej księgowy wpadł wczesnym popołudniem, żeby odebrać 
kwiaty   do   sukni   dla   swej   żony,   Jamie   poprosiła,   by   przedstawił   jej   jak 
najszybciej stan finansów przedsiębiorstwa na koniec roku.

– Myślę o kupieniu domu w przyszłym roku, Ralph – oznajmiła mu.
– Niezła myśl – przytaknął. – A jakiego domu?
–   Tego   jeszcze   nie   przemyślałam   do   końca   –   odparła,   wręczając   mu 

piękną   orchideę   w   przezroczystym   plastykowym   pudełeczku.   –   Oczywiście 
wybieracie się dzisiaj na bal.

– Tak, będziemy się bawić tu, w hotelu – powiedział Ralph z pełnym 

background image

rezygnacji westchnieniem. – Moja żona usłyszała, że stary Isaiah Dunham oraz 
jego syn, Zack, także tu będą. Wyczytała gdzieś, że Zack i Cissie Bergstrom, ta 
piosenkarka, która występuje we własnym programie, mogą dziś ogłosić swoje 
zaręczyny,   co   starszego   pana   niewątpliwie   doprowadzi   do   szału.   Uważa,   że 
wydarzenia   mogą   mieć   dramatyczny   przebieg.   Zupełnie   mnie   nie   obchodzi 
życie uczuciowe sławnych osób, ale moja żona zaczytuje się plotkami o nich, 
więc   jeżeli   sprawia   jej   to   przyjemność...   –   Uśmiechnął   się   i   wzruszył 
ramionami.

– Jasne, najlepiej zaczynać Nowy Rok w zgodzie – Jamie pokiwała głową 

ze zrozumieniem.

–   Bardzo   słusznie   –   zgodził   się   Ralph.   –   No,   to   do   zobaczenia.   Nie 

przemęczaj się.

– Postaram się. Bywaj, Ralph – rzuciła Jamie, zwracając się w stronę 

następnego klienta, który, nerwowo się rozglądając, kupił pół tuzina czerwonych 
róż.

– Założę się, że nie kupił ich dla żony – rzekł jej podwładny, Barney 

Wakefield, po odejściu klienta.

– Nie bądź taki cyniczny – skarciła go Jamie. – Być może chce dobrze 

zacząć Nowy Rok, tak jak Ralph. Ciekawe, czy Isaiah Dunham jest tutaj. Hotel 
ma   przejąć   dopiero   po   piętnastym   stycznia   i   wątpię,   żeby   chciało   mu   się 
przyjeżdżać tylko po to, by pilnować syna. Zack Dunham jest już dorosły.

– Gdybym ja miał miliardy i jeden z moich spadkobierców zamierzał 

zrobić z siebie idiotę, wiążąc się z jakąś łowczynią majątku, na pewno miałbym 
na niego oko – stwierdził Barney ze śmiechem.

– Czy ja wiem. – Jamie miała wątpliwości. – Może też chce sprawdzić, 

jak   personel   radzi   sobie   z   dużymi   imprezami.   –   Spojrzała   na   zegarek.   – 
Najlepiej będzie, jeśli sama się upewnię, czy wszystko w porządku. Czas na 
ostatnie przygotowania. Nie zapomnij o orchideach do przypięcia w kotylionie.

–   Już   trzy   razy   mi   o   tym   przypominałaś   –   Barney   rzucił   jej   urażone 

spojrzenie.

– Wiem – westchnęła Jamie. – Strasznie cię przepraszam. To z nerwów. 

Tak mi zależy, żeby wszystko było bez zarzutu.

Pobiegła   do   tylnych   pomieszczeń   kwiaciarni,   gdzie   w   kontrolowanym 

aparaturą klimacie trzy inne pracownice przygotowywały z różowych i żółtych 
chryzantem, białych stokrotek, gałązek paproci i gipsofilii, zwanej „oddechem 
dziecka”, dekoracje stołów. Czwarta opracowywała kilka większych kompozycji 
do udekorowania sceny. Jamie starannie przejrzała listy zamówień, policzyła 
pojemniki z nie wykorzystanymi jeszcze kwiatami i w ogóle upewniła się, że 
wszystko jest na swoim miejscu. Wychodząc zatrzymała się przy drzwiach i 
omiotła ostatnim spojrzeniem pracownię. W chłodnym, wilgotnym powietrzu 
unosił się gorzki zapach chryzantem. Ubóstwiała go, na równi z cudownymi 

background image

zapachami, kolorami i kształtami innych kwiatów. Znowu przyszło jej na myśl, 
że miała dużo szczęścia – mogła robić to, co kochała. Nie potrzebowała żadnego 
mężczyzny ze snów, by żyć pełnią życia. Tylko skończona idiotka mogła chcieć 
czegoś więcej.

Późnym   popołudniem   ruch   zmalał   tak,   że   o   wpół   do   szóstej   zwolniła 

Barneya. Uprzątnęła półki, zdjęła zwiędłe kwiaty i ustawiła resztę pozostałych, 
gotowych   wiązanek   na   lustrzanej   półce   za   ladą.   W   środku   umieściła   małą 
wiązankę z pączków bladoróżowych róż i gipsofilii. Zawsze miała jedną taką na 
wystawie, ponieważ wprawiała ją w zachwyt delikatna uroda kompozycji. To 
było  właśnie  to   –  idealny  bukiet   dla   wyrażenia   głębi  romantycznych   uczuć, 
takiego oczekiwałaby od swego wymarzonego...

– Przestań się wygłupiać – zamruczała do siebie i schyliła się po kilka 

zapomnianych,   zielonych   listków.   Potem   spojrzała   zza   lady   na   światła 
pędzących samochodów. Pora na kolację, pomyślała. Wszyscy pędzą do domów. 
Na mnie też już czas.

Ruszyła,   by   zaryglować   drzwi   wejściowe,   gdy   pojawiła   się   w   nich 

ciemna, męska postać. Jamie zatrzymała się. Mężczyzna wszedł, a serce Jamie 
zamarło i przestało bić na tak długo, że wydało się, iż nigdy nie ożyje. Kiedy 
jednak   ruszyło,   zabiło   jak   oszalałe.   Albowiem   gdy   mężczyzna   się   zbliżył, 
ujrzała jego zielone oczy rozjaśnione iskierkami radości i najsympatyczniejszy 
uśmiech, jaki kiedykolwiek widziała.

Jamie zaczęła się cofać z ręką przy krtani, tak ściśniętej, że z trudem 

łapała oddech.

– Czczym mogę służyć? – wyjąkała, zastanawiając się, czy zjawa zniknie, 

gdy ona przemówi.

–   Zaraz   się   przekonamy   –   odpowiedział   mężczyzna   głębokim, 

dźwięcznym głosem, siejąc srebrne błyski spod gęstych, ciemnych rzęs.

Jamie umknęła w stosunkowo bezpieczne schronienie za ladą.
–   Czczego   pan   szuka?   –   zapytała   i   oblała   się   rumieńcem,   kiedy 

nieznajomy   uśmiechnął   się   w   odpowiedzi,   a   jego   spojrzenie   z   wolna 
powędrowało od ust Jamie w dół, do jej różowego sweterka z angory, a potem 
równie wolno wróciło do jej oczu.

–   Podobają   mi   się   te   różowe   róże   zmieszane   z   białymi   kwiatkami   – 

powiedział w końcu.

– Oddech dziecka – rzuciła Jamie, ciągle wpatrzona w mężczyznę.
– Co takiego? – Uniósł brwi pytająco.
– T-te białe kwiatki – wyjaśniła Jamie. – Nazywają się oddech dziecka. 

Bo są takie słodkie i delikatne.

–   Bardzo   ładnie   –   powiedział,   ciągle   z   tym   niewiarygodnie   ciepłym, 

pięknym uśmiechem na ustach.

W końcu Jamie z trudem oderwała wzrok od nieznajomego i odwróciła 

background image

się w stronę wiązanek. W lustrze widziała jednak odbicie mężczyzny, jego oczy 
śledziły każdy jej ruch. Ręce jej się trzęsły, kiedy sięgała po bukiet. Na litość 
boską, Jamie, weź się w garść, skarciła siebie w duchu, zaciskając dłonie na 
wazie. Niech ci się nic nie wydaje. On jest po prostu klientem.

– Proszę bardzo, gotowe – oznajmiła odwracając się i położyła kwiaty na 

ladzie. – Oddam je panu za pięć dolarów. I tak nie dotrwają do środy. Chyba że 
pan chce, żeby dostarczono je pod wskazany adres. W takim razie za dodatkową 
opłatą.

– To nie wchodzi w grę – odrzekł mężczyzna oddzielając pięciodolarowy 

banknot   od   grubego   zwitka,   który   wyciągnął   z   kieszeni   skórzanej   kurtki. 
Właśnie wtedy wyzywająca ruda piękność weszła do kwiaciarni. – Odpowiada 
ci to, Cissie? – zapytał, zwracając się do niej.

W pogrążoną w nierealnym świecie Jamie jakby piorun strzelił. No to 

masz z głowy mężczyznę swoich marzeń, pomyślała, starając się zignorować 
niemądre uczucie złości, które  ją nagle ogarnęło. Natychmiast  rozpoznała w 
kobiecie Cissie Bergstrom, piosenkarkę, o której mówił Ralph. A zatem tym 
zielonookim   czarusiem   musi   być   Zack   Dunham.   Jamie   zmierzyła   kobietę 
zimnym   spojrzeniem.   Nigdy   nie   miała   wysokiego   mniemania   o   jej   śpiewie, 
przypominającym   miauczenie   kota.   Pasował   jednak   do   twarzy,   która   miała 
niechętny, rozdrażniony wyraz, kiedy taksowała róże, bębniąc niecierpliwie o 
ladę jaskrawo polakierowanymi paznokciami.

– Są przesłodzone – orzekła. Wskazała na wazon na wystawie. – Proszę 

mi dać te czerwone goździki.

– Jak chcesz – mężczyzna wzruszył ramionami. – Mogą być czerwone 

goździki.

Jamie  rzuciła  mu  litościwe  spojrzenie  i  wzięła   róże,  by  umieścić  je  z 

powrotem w wazonie. Jak mógł się związać z taką kobietą? Czy on ma choć 
odrobinę zdrowego rozsądku? Nic dziwnego, że jego ojciec tak się niepokoi.

– Chwileczkę – powstrzymał ją. – Te róże także biorę.
Wręczył Jamie pieniądze z jeszcze jednym zniewalającym uśmiechem.
– Róże są dla pani – dodał miękko. – Jakoś do pani pasują.
Słowa te spowodowały suchość w ustach Jamie. Męskie palce dotknęły 

jej palców, gdy wciskał pieniądze w jej bezwładną dłoń. Poczuła, jakby między 
nimi   przeskoczyły   elektryczne   iskry.   Stała,   wpatrzona   w   niego,   bez   słowa   i 
poczuła ponowny zawrót głowy. Ostry, kobiecy głos sprowadził ją natychmiast 
na ziemię.

– Proszę, proszę, ależ z ciebie niepoprawny podrywacz – zakpiła kobieta, 

spoglądając na niego lodowato.

–   Daj   spokój,   Cissie   –   w   głosie   mężczyzny   zabrzmiało   wyraźne 

ostrzeżenie.

– Jaja nie mogłabym – Jamie zabrakło tchu. Pochwyciła wiązankę róż i 

background image

szybko   wstawiła   ją   z   powrotem   do   wazonu,   następnie   nerwowo   wybrała 
goździki i położyła gwałtownie przed kobietą. – Bardzo przepraszam – jęknęła z 
policzkami czerwonymi z zakłopotania.

– Nie daj mu się nabrać, moja droga – ostrzegła tamta. – Ile?
–   Hm,   piętnaście   dolarów   –   odpowiedziała   Jamie,   unikając   spojrzenia 

mężczyzny, który znów wbił w nią wzrok.

– Zapłać pani, Zack – rozkazała kobieta, potwierdzając przypuszczenia 

Jamie   co   do   tożsamości   mężczyzny,   sama   zaś   wzięła   wiązankę   i   ruszyła   w 
stroną drzwi do hotelu.

Zack Dunham podał Jamie dwudziestodolarowy banknot.
– Proszę zatrzymać resztę i zabrać te róże do domu. Chciałbym, żeby 

zostały z panią. Tak bardzo pasuje pani do tych różowych pączków i „oddechu 
dziecka”.

Jamie posłała mu wściekłe spojrzenie i wyjęła z szuflady pięć dolarów.
–   Nie,   bardzo   dziękuję,   ale   nie   trzeba,   panie   Dunham   –   powiedziała 

zimno, wręczając mu pieniądze. – To nie wypada.

Zack Dunham pochylił się ku niej, opierając łokcie na ladzie.
– No, no, czytuje pani kronikę towarzyskich plotek – pokręcił głową z 

naganą.  – Nie  powinna  pani wierzyć  w te  bzdury. –  Znowu  uśmiechnął  się 
ciepło, porozumiewawczo. – Kiedy będzie pani wolna, panno – panno, prawda?

– Panna Exeter! – rzuciła oschle Jamie. – I nie, z pewnością nie będę 

wolna. Powinien pan się wstydzić. To bardzo brzydko z pana strony wdawać się 
we flirt z jedną kobietą, gdy towarzyszy pan innej. Pomijam już fakt, że jest pan 
prawie zaręczony.

Zack roześmiał się serdecznie.
– Jak to cudownie spotkać kobietę, która mówi szczerze to, co myśli – 

oznajmił. – W zasadzie powinienem się teraz wstydzić, ale nie potrafię. Czy w 
przeciwnym razie mógłbym tu jeszcze być i rozmawiać z panią?

–  A  nie   powinien   pan   tego   robić.   Musi   pan   popracować   nad   swoim 

sumieniem – napomniała go surowo Jamie, pragnąc z całego serca, żeby jak 
najszybciej   opuścił   kwiaciarnię,   zabierając   pieniądze   i   ten   niepokój,   który 
towarzyszył   jego   obecności.   Bliskość   mężczyzny   powodowała,   że   jej   górna 
warga pokryła się kropelkami potu. Przysunęła mu bliżej banknoty.

– Wydaje mi się, że stanowczo powinien pan wyjść. Nim Jamie zdołała 

cofnąć rękę, Zack pochwycił ją i podniósł do ust.

– Mam nadzieję, że będzie miała pani udany wieczór, panno Exeter – 

powiedział, uśmiechając się ciągle, podczas gdy Jamie na próżno starała się 
uwolnić rękę z jego uścisku.

– A ja mam nadzieję, że nauczy się pan lepszych manier!
– odparowała. – Proszę już iść!
– Ani myślę, dopóki nie powie mi pani, jak pani na imię – odpowiedział. 

background image

– Panna Exeter brzmi nazbyt formalnie dla kogoś, kto chciałby poznać panią 
dużo bliżej.

– Ale ja nie życzę sobie poznawać pana bliżej – parsknęła Jamie.
Zack roześmiał się znowu, po czym rozejrzał się wokół.
– Aha! – wykrzyknął na widok pudełeczka z wizytówkami przy kasie i 

wziął jedną. – „Kwiaty prosto z serca”, Jamie Exeter, właścicielka – odczytał. – 
Jamie. Podoba mi się. Pasuje także do różowych róż i „oddechu dziecka”. – 
Wsadził wizytówkę do kieszeni, uniósł dłoń Jamie i złożył na niej pocałunek.

– Szczęśliwego Nowego Roku, Jamie – powiedział czule. – Bardzo bym 

chciał nie musieć jechać jutro do Nowego Jorku, a potem do Afryki, ale na 
pewno zobaczymy się, kiedy wrócę. Możesz na to liczyć.

– Proszę się nie trudzić. Absolutnie nie interesuje mnie ktoś tak... tak 

niesolidny   jak   pan   –   wypaliła   Jamie,   próbując   zignorować   omdlenie   dłoni   i 
przyspieszone bicie serca.

Po   raz   pierwszy   wyraz   nonszalancji   na   twarzy   Zacka   ustąpił   miejsca 

szczeremu niezadowoleniu.

– Ci przeklęci gazetowi plotkarze i ich bzdurne wymysły – burknął. – 

Mam tego dosyć.

–   Zack,   cóż   cię,   u   licha,   trzyma   tak   długo?   –   dopytywała   się   Cissie 

Bergstrom, zaglądając przez drzwi, a jej jaskrawo umalowane usta zacisnęły się 
nieprzyjemnie.

– Już idę – zawołał krzywiąc się. Ruszył do wyjścia, gdy nagle wrócił i 

przechylił się przez ladę do Jamie. – Od tej chwili – powiedział cicho – proszę 
nie wierzyć żadnym informacjom o mnie, póki nie powiem, że są prawdziwe. – I 
odszedł, pogwizdując z cicha.

Jamie   odprowadzała   go   wzrokiem   z   tym   samym   poczuciem 

nierzeczywistości,   jakby   spodziewała   się,   że   oboje   z   Cissie   rozpłyną   się   w 
niebycie, gdy tylko on przekroczy drzwi. Jednak wściekła twarz Cissie była 
najzupełniej rzeczywista i po szybkości, z jaką poruszały się jej usta, było jasne, 
że   Zack   wysłuchiwał   ostrej   reprymendy.   Jamie   potrząsnęła   głową   z 
westchnieniem. To, czego była świadkiem, zupełnie nie wyglądało na romans 
stulecia. No, ale wydaje się, że niektóre pary kochają sprzeczki.

– Nie miałabym zaufania do tego człowieka za żadne skarby świata – 

mruczała Jamie do siebie wkładając płaszcz, ostatnim rzutem oka kontrolując 
kwiaciarnię   i   gasząc   światło.   Wyobrażał   sobie,   że   złapie   ją   na   numer   o 
pragnieniu   poznania   jej   lepiej!   Czy   mu   się   wydaje,   że   jest   aż   tak   naiwna? 
Wychodząc   z   hotelu,   Jamie   omal   nie   zderzyła   się   w   drzwiach   z   wysokim, 
siwowłosym mężczyzną.

– Proszę mi wybaczyć – uśmiechnęła się przepraszająco usuwając się na 

bok.

– Proszę zaczekać. – Mężczyzna przytrzymał ją za rękaw. – Jestem Isaiah 

background image

Dunham. Czy pani Jamie Exeter? W pani kwiaciarni był przed chwilą mój syn?

–   No...   tak,   tak.   Był,   panie   Dunham.   –   Jamie   napotkała   spojrzenie 

najbardziej   przenikliwych   stalowych   oczu,   jakie   kiedykolwiek   widziała.   – 
Czyżby czegoś zapomniał?

– Niczego, o czym powinien – odparł Isaiah Dunham, a jego stalowe oczy 

przenikały ją na wskroś. Spojrzał jej prosto w twarz. – Ku mej wielkiej uldze 
Zack powiedział mi przed chwilą, że nie zamierza żenić się z tą Bergstrom. 
Kiedy   zapytałem   go,   co   sprawiło,   że   zmienił   zamiar,   powiedział   tylko,   że 
spotkanie z panią. Muszę przyznać, że jego gust się poprawia, niemniej niepokoi 
mnie to, że...

–   Chwileczkę,   panie   Dunham   –   przerwała   Jamie,   czując   wściekłość, 

wzrastającą   w   miarę   przedłużania   się   jego   przemowy.   –   Nie   mam   żadnych 
zamiarów   wobec   pańskiego   syna.   Nie   chciałabym   go   nawet   za   darmo. 
Powiedziałam mu, żeby się ode mnie odczepił. Obawiam się, że pana nabiera.

Oczy   Dunhama   zwęziły   się   ze   złości   i   Jamie   natychmiast   pożałowała 

swego   nietaktownego   wybuchu.   Ale   zanim   zdołała   zastanowić   się   nad 
usprawiedliwieniem,   twarz   starszego   pana   rozpogodziła   się   i   wybuchnął 
gromkim śmiechem.

– Właśnie zamierzałem powiedzieć, jak zmartwiło mnie jego igranie z 

uczuciami naiwnej kwiaciareczki, ale teraz widzę, że trafił na godnego siebie 
przeciwnika – powiedział z błyskiem rozbawienia w oczach. – Niech go pani nie 
osądza zbyt surowo. Naprawdę nie jest tak zepsuty, jak się wydaje, a właśnie 
pani należy do tego rodzaju młodych kobiet, z którymi powinien spotykać się 
jak najczęściej.

Jamie czuła, że głupotą będzie robić jakiekolwiek negatywne uwagi o 

Zacku, a nie przychodziły jej na myśl pozytywne. Uśmiechnęła się więc tylko 
słabo i nie rzekła nic, co spowodowało nowy wybuch śmiechu Dunhama.

– Jest pani wyjątkową młodą damą – stwierdził. – Większość ludzi w tych 

okolicznościach starałaby się wychwalać Zacka, mając świadomość, że wkrótce 
zostanę właścicielem tego hotelu. Doceniam siłę pani charakteru. Mam nadzieję, 
że Zackowi uda się zatrzeć to fatalne wrażenie, jakie na pani zrobił. – Wyciągnął 
do Jamie rękę. – Bardzo miło było mi panią poznać, panno Exeter. Oglądałem 
już salę balową, pani dekoracje są wspaniałe.

– Bardzo panu dziękuję. – Oszołomiona Jamie wymieniła uścisk dłoni i 

życzenia udanego wieczoru, po czym starszy pan odszedł. Przyszło jej nagle do 
głowy, że mówienie Dunhamowi, jakoby nie chciała jego syna nawet za darmo, 
było   absolutnym   szaleństwem.   Gdyby   zachowała   chociaż   odrobinę   swego 
zdrowego rozsądku, prawdopodobnie udałoby się jej powiedzieć coś miłego o 
Zacku.  Ten   facet   naprawdę   zalazł   jej   za   skórę.   Zwykle   najpierw   pomyślała, 
zanim coś powiedziała. Miała wyjątkowe szczęście, że Isaiah tak zareagował!

Późno w nocy Jamie siedziała w fotelu przed telewizorem, z kotem na 

background image

kolanach, prawie nie zauważając wspaniałej zabawy sylwestrowej na ekranie. 
Nieustannie przebiegała pamięcią wszystkie wydarzenia związane z poznaniem 
Zacka i jego ojca. To było takie deprymujące, to nagłe pojawienie się przed nią 
wyśnionego dzień wcześniej ideału. Przez moment wydawało się, że naprawdę 
słyszy   te   zaczarowane   dzwony.  A  potem   Cissie   Bergstrom   w   jednej   chwili 
wszystko   zniszczyła.   Tę   lekcję   powinna   zapamiętać   do   końca   życia.   Jeżeli 
mężczyzna wygląda jak ideał, to wcale nie znaczy, że nim jest. A Zack Dunham 
nie   jest   nim   na   pewno.   Żadna   kobieta   posiadająca   choć   trochę   godności 
osobistej   nie   związałaby   się   z   nim.   Tacy   Zackowie   fruwają   nieustannie   z 
kwiatka na kwiatek jak motyle – no, ale to już jej nie dotyczy. Bardzo wątpi, czy 
naprawdę zamierza wrócić. Ale gdyby jednak...

Jego   ojciec   nie   miał,   zdaje   się,   nic   przeciwko   temu,   żeby   Zack 

kontynuował znajomość z nią, a Isaiah Dunham, tak czy siak, miał w swoich 
rękach los jej kwiaciarni. Była to trudna sytuacja, ale Jamie postanowiła nie 
ulegać. Miała wystarczająco dużo silnej woli, żeby nie pozwolić narzucić sobie 
związku,   którego   nie   chce,   i   Isaiah   będzie   musiał   się   z   tym   pogodzić.   Nie 
sądziła, aby był tak małostkowy, żeby posunąć się do wymówienia dzierżawy, 
jeżeli odrzuci zaloty Zacka. A poza tym wcale nie przypuszczała, żeby Zack 
szczerze mówił o zamiarze poznania jej lepiej. Najprawdopodobniej nigdy go 
już   nie   zobaczy   i   właściwie   nie   wiadomo,   po   co   tak   się   tym   wszystkim 
przejmuje.

Dziki   hałas   wywołany   przez   trąbienie   i   gwizdy   uprzytomnił   jej,   że 

właśnie wybiła północ.

–   Szczęśliwego   Nowego   Roku,   Cyrano   –   westchnęła   Jamie.   –   Mam 

nadzieję,   że   to  prawdziwy   koniec  starego  roku,  a   nie  już   początek  nowego. 
Przejmowanie się Zackiem Dunhamem wyczerpało mnie bardziej, niż cały dzień 
pracy w kwiaciarni!

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Jamie wyłączyła telewizor i weszła do sypialni. Zdążyła rozpuścić włosy, 

które zwykle nosiła związane w ciasny węzeł na czubku głowy i włożyć piżamę, 
gdy rozległo się głośne pukanie do drzwi.

–   Pewnie   państwu   Breyers   zabrakło   lodu   –   powiedziała   do   Cyrana   i 

narzuciła różowy, welurowy szlafrok. Po wyłączeniu telewizora odgłosy zabawy 
u   sąsiadów   na   górze   słychać   było   bardzo   wyraźnie.   Pośpieszyła   do   drzwi 
zawiązując szlafrok. Chociaż była święcie przekonana, że to sąsiad, uchyliła 
tylko   drzwi   nie   zwalniając   łańcucha   i   ostrożnie   wyjrzała.   Natychmiast 
zatrzasnęła je z powrotem z bijącym głośno sercem.

–   To   absolutnie   niemożliwe   –   szepnęła   do   siebie.   –   Mam   jakieś 

przywidzenia.   –   Przecież   Zack   Dunham   nie   mógł   stać   pod   drzwiami   jej 
mieszkania   w   smokingu   i   czarnym   prochowcu,   z   włosami   i   ramionami 
pokrytymi topniejącym śniegiem.

Rozległo   się   jeszcze   głośniejsze   pukanie,   któremu   towarzyszył   niski, 

głęboki głos.

– Jamie, proszę, wpuść mnie. Nie zostanę długo. Trzęsącymi się rękami 

zwolniła łańcuch i otworzyła drzwi.

– Co pan tu robi? – zapytała Zacka Dunhama we własnej osobie.
–   Przecież   powiedziałem,   że   chcę   cię   jeszcze   zobaczyć   –   odrzekł   z 

ujmującym uśmiechem – postanowiłem więc nie czekać do mojego powrotu z 
Afryki i wyszedłem cię poszukać. – Przerwał. – Czy mogę wejść?

– No, cóż, m-myślę, że tak – zgodziła się Jamie. Naprawdę wyglądał na 

zziębniętego   i   nie   wydawało   się,   żeby   mógł   ją   skrzywdzić.   Cofnęła   się 
wpuszczając go do środka.

– Nie miałam pojęcia, że pada śnieg. Dlaczego szedłeś pieszo, na litość 

boską?

– Lubię spacerować. Poza tym padać zaczęło, kiedy byłem już w połowie 

drogi – odpowiedział Zack zdejmując płaszcz i trzymając go ostrożnie. – Jest 
zupełnie przemoczony.

– Trzeba go będzie zabrać do kuchni – zdecydowała Jamie. – Powieszę go 

przy grzejniku. – Ruszyła przed Zackiem do kuchni, rozmyślając, jak niezwykle 
rozpoczyna się ten nowy rok.

– Bardzo mi przykro, jeżeli cię zbudziłem. – Zack najwyraźniej dopiero 

teraz zauważył, że Jamie jest w szlafroku. Przypomnienie tego faktu wcale jej 
nie uspokoiło.

– Je-jeszcze się nie położyłam – wyznała. Wzięła jego płaszcz i, wieszając 

go na sznurze przy grzejniku, dziękowała w duchu swej szczęśliwej gwieździe, 
że akurat dzisiaj nie ma na nim jej bielizny.

background image

– Teraz – odwróciła się – powinien szybko wyschnąć. Zack obserwował 

ją   i   w   jaskrawym   świetle   kuchennym   wyraźnie   zobaczyła   dwa   czerwone 
zadrapania na jego lewym policzku.

– Ach, więc to tak – powiedziała patrząc na niego znacząco. – Cissie nie 

była zachwycona, gdy oznajmiłeś, że nie zamierzasz się z nią żenić.

– Skąd wiesz? – zapytał Zack. – Czy nie mogę zrobić kroku bez jakiegoś 

przeklętego dziennikarza...

– To od twojego ojca dowiedziałam się, że postanowiłeś się nie żenić – 

przerwała mu Jamie. – Domyśliłam się, że jej także to powiedziałeś. – Uniosła 
brwi i spojrzała na niego chłodno. – Czy dlatego tu przyszedłeś? Przysłał cię 
ojciec?

– O Boże, nie! – zaprzeczył podniesionym głosem, po czym zniżył go. – 

Kiedy spotkałaś mojego ojca? Co on ci naopowiadał? Mógłbym usiąść? – Wziął 
krzesło i usiadł przy kuchennym stole, nawet nie czekając na przyzwolenie.

– Spotkałam twojego ojca w holu – wyjaśniła Jamie i streściła Zackowi 

całą rozmowę. – Obawiam się, że nie byłam zbyt grzeczna – zakończyła. – 
Jestem winna przeprosiny wam obu.

–   Rzeczywiście,   świetnie   poradziłaś   sobie   z   ojcem   –   jęknął   Zack.   – 

Podobają mu się ludzie, którzy mówią co myślą, bez owijania w bawełnę. Ale 
przyjmuję   twoje   przeprosiny.   Należą   mi   się   za   to,   co   powiedziałaś   i   za 
przypuszczenie, że ojciec mnie tu przysłał. Cieszę się, że tym razem jest po 
mojej stronie, ale nie słucham jego rozkazów.

Nigdy nie słuchałem, dlatego niezbyt nam się układało. – Uśmiechnął się 

z przymusem i przeciągnął dłonią po mokrych włosach. – Czy nie moglibyśmy 
porozmawiać o czymś przyjemniejszym? Na przykład o tobie.

– Wcale nie jestem pewna, czy to jest przyjemniejsze – odparła nerwowo. 

Bardzo   chciała   uwierzyć   Zackowi.   Wydawał   się   mówić   szczerze.   I   po   cóż 
szedłby  pieszo  taki  kawał  w  padającym  śniegu?  Może  wypił  za  dużo  przed 
wyjściem z hotelu? Nie wyglądał na pijanego, ale nie była tego całkiem pewna. 
Jedyne,   czego   była   pewna,   to   jego   elektryzującej   obecności   wypełniającej 
malutką kuchnię i odbierającej jej odwagę.

–   Przydałby   ci   się   ręcznik   –   zauważyła,   kiedy   spostrzegła,   jak   po 

przeciągnięciu  dłonią  po  włosach  strząsa  wodę z  palców.  Szybko przyniosła 
gruby, miękki ręcznik z łazienki. – Chcesz grzebień? – zapytała jeszcze.

– Dziękuję, nie. Mam jakiś w kieszeni. – Wytarł energicznie włosy. Był 

teraz zupełnie rozczochrany, ale Jamie uznała, że przez to stał się niebezpiecznie 
pociągający – jak mężczyzna, który właśnie wyszedł spod prysznica.

Kiedy czesał włosy, Jamie rozpaczliwie szukała jakiegoś bezpiecznego 

tematu do rozmowy, co pozwoliłoby jej trochę ochłonąć.

– Yhm, może napijesz się czegoś ciepłego? – zaproponowała. – Kawy 

albo gorącej czekolady?

background image

– Czekolady z przyjemnością, jeżeli nie sprawi to za dużo kłopotu. – Zack 

znowu uśmiechnął się ujmująco.

– Absolutnie żadnego. Mam czekoladę instant – powiedziała Jamie z ulgą, 

że nareszcie ma coś do roboty. Postawiła czajnik na gazie i wyciągnęła pojemnik 
z torebkami czekolady. Przy okazji zrzuciła na podłogę pudełko z rodzynkami.

–   Wszystko   przez   tę   ciasnotę   –   zamruczała,   wciskając   rodzynki   z 

powrotem. – W moim nowym domu będę miała mnóstwo szafek w kuchni.

– W nowym domu? Czy jest już ktoś w twoim życiu?
–   Nie,   sama   kupuję   dom   –   odparła   krótko,   przyglądając   mu   się,   gdy 

wyjmowała   dwie   filiżanki.   W   jego   głosie   zabrzmiała   niepokojąca   nuta   i 
zastanowiła się, czy nie byłoby jednak mądrzej powiedzieć, że jest ktoś.

– To trochę dziwne – zauważył Zack – gdy kobieta sama kupuje dom.
O to chodzi, pomyślała Jamie.
– Być może tego nie dostrzegłeś – stwierdziła ironicznie – ale czasy się 

zmieniły.   Czyżbyś   ciągle   jeszcze   był   zwolennikiem   zasady   „domku   trzech 
misiów”?

–  Zasada  „domku  trzech  misiów”?  –  roześmiał  się  Zack,  a  jego  oczy 

otoczyły się zmarszczkami, które zmusiły Jamie do wysiłku skupienia się na 
przygotowywanej czekoladzie.

– No, tak. Pogląd, że w każdym domu powinni mieszkać mama miś, tata 

miś i dziecko miś – wytłumaczyła. – Wątpię, czy taka trójka mieszka choćby w 
połowie dzisiejszych, domów.

– To wielka  szkoda  –  stwierdził Zack.  – Masz  rację, uważam, że tak 

powinno być.

Jamie miała duże wątpliwości, czy Zack nadawałby się na tatę misia w 

przeciętnym   domu,   uznała   jednak,   że   nie   jest   to   najwłaściwszy   temat   do 
dalszego rozważania.

– Wspominałeś, że jedziesz do Afryki – powiedziała, nalewając wrzątku 

do  filiżanek.   – To   brzmi  bardzo  interesująco.  Założę   się,   że   nie  możesz   się 
doczekać wyjazdu.

– Nie wiesz o mnie zbyt wiele, prawda? – zachichotał Zack.
–   Tak   –   nachmurzyła   się   Jamie,   wręczając   mu   filiżankę   i   siadając 

naprzeciwko. – A skąd mam wiedzieć? Wbrew temu, co twierdziłeś wcześniej, 
nigdy nie czytuję gazetowych plotek. Gdyby ktoś mi dzisiaj przypadkiem nie 
wspomniał o twoim romansie z Cissie Bergstrom, nie miałabym o tym pojęcia.

–  To  cudowna   wiadomość   –   uśmiechnął  się   Zack.  –   Nie   będę  musiał 

wyjaśniać tych wszystkich fałszerstw na mój temat. Jesteś pewnie przekonana, 
że   jestem   nieokrzesanym,   niegodnym   zaufania   gburem.   A   to   wszystko 
nieprawda. Jego uśmiech mógłby stopić lód, pomyślała Jamie, wbijając wzrok w 
filiżankę.

– No to co z tą Afryką? – wróciła do przerwanego wątku.

background image

–   Bardzo   często   tam   jeżdżę   –   wyjaśnił   Zack.   –   Zarządzam 

„Fantastycznymi podróżami”, które są częścią imperium Dunhamów. Prowadzę 
osobiście   dziesięć   wycieczek   rocznie   –   do  Afryki,   na  Alaskę   lub   na   morza 
południowe.   Gdybym   naprawdę   był   takim   nieokrzesanym   gburem,   czy 
mógłbym prowadzić jedno z najlepszych biur podróży na świecie?

– To prawda,  nie  mógłbyś  – przyznała  Jamie, spoglądając  na niego z 

szacunkiem.

– Założę się, że uznałaś mnie za jednego z tych złotych, nic nie robiących 

playboyów – pokpiwał z niej Zack. – Może odtąd nie będziesz osądzała nikogo, 
zanim nie poznasz faktów.

– Postaram się – przyrzekła – Ale musisz przyznać, że ludzi sądzi się 

przede wszystkim po ich zachowaniu. Poza tym, jeżeli można na kimś polegać 
w interesach, to nie znaczy, że także w życiu osobistym.

– Masz rację. Nie zawsze – zgodził się. – Popełniłem wiele błędów.
Przechylił   głowę,   przyglądając   się   Jamie   uważnie.   –   A   jak   z   tobą? 

Dlaczego   taka   piękna   kobieta   spędza   sylwestra   sama   w   domu?   Nie 
spodziewałem   się,   że   cię   zastanę,   potrzebowałem   spaceru   dla   uspokojenia   i 
łudziłem   się,   że   może   jednak   będziesz.   Chciałem   się   upewnić,   że   nie   byłaś 
złudzeniem. No i nie jesteś.

–   Zaczęłam   dzisiaj   pracę   o   piątej   rano   –   wyjaśniła   Jamie,   próbując 

odpędzić zadowolenie wywołane jego komplementami. – Sylwester to jeden z 
najpracowitszych   dni   w   tym   zawodzie.   Wieczorem   jestem   zupełnie 
wykończona. Jedyne, o czym marzę, to usiąść i wyciągnąć nogi. Zazwyczaj 
drzemię przez godzinę, ale dzisiaj byłam zbyt spięta i nie mogłam się odprężyć.

I to przez ciebie, pomyślała, ale nigdy ci tego nie powiem.
– Już pierwsza. – Zack spojrzał na zegarek. – Byłaś na nogach ponad 

dwadzieścia godzin. Lepiej będzie, jak już sobie pójdę i pozwolę ci się położyć, 
zanim   ostatecznie   uznasz,   że   jestem   bezmyślny   i   nieczuły   dla   innych.   – 
Dokończył pić czekoladę i podniósł się. – Serdeczne dzięki za gorącą czekoladę 
i uratowanie mnie przed przeziębieniem. I za to, że tu jesteś, co mnie upewniło, 
że istniejesz naprawdę. Wydawało mi się, że spotkanie z tobą było tylko snem.

–  Ależ...   ależ   proszę   bardzo   –   wyjąkała   Jamie   zaskoczona   jego   nagłą 

decyzją odejścia. Od momentu jego wejścia miała dziwne poczucie, że czas 
zatrzymał się, a oni przebywają w innym wymiarze. – Czy twój płaszcz jest już 
suchy? Może zawołam taksówkę? – zaproponowała, gorąco pragnąc, aby mu się 
tak nie spieszyło. – Nie jest zbyt bezpiecznie chodzić ulicami o tej porze.

– Przestało padać i zawsze jest więcej patroli policyjnych w sylwestra – 

odparł   Zack   nakładając   płaszcz.   –   Dziękuję   za   troskę   o   mnie.   To   mi   daje 
nadzieję. A to kto? – wskazał na zbliżającego się Cyrana, który ziewał szeroko.

– To jest Cyrano – przedstawiła kota Jamie. – Nosi takie imię, bo przez tę 

plamę tutaj jego nos wydaje się olbrzymi. Właśnie spał w moim łóżku.

background image

– Ten to ma szczęście – Zack podniósł kota i trzymał go w ramionach. – 

Cześć, Cyrano. Czy mogę liczyć, że przypilnujesz, aby od tej chwili nikt inny 
nie dzielił łóżka z twoją panią?

–  Takie   rzeczy   nie   są   w   moim   stylu!   –   parsknęła   Jamie,   mierząc   go 

wściekłym spojrzeniem. – A poza tym to nie twoja sprawa.

Powinna była wiedzieć, mężczyzna z takimi oczami ma na myśli przede 

wszystkim łóżko.

Zack podrapał Cyrana pod brodę, patrząc na niego z zamyśleniem.
– Jeżeli to nie moja sprawa, to po co mi to szczerze wyznała? – spytał 

kota.

– Bo nie podobają mi się twoje dwuznaczne insynuacje – oświadczyła 

Jamie   zimno.   –   Żyjesz   w   świecie,   w   którym   wszystko   dzieje   się   znacznie 
szybciej, niż w moim. Powinnam była być na to przygotowana.

– Już ci mówiłem, żebyś nie wyciągała zbyt pochopnych wniosków co do 

mojej osoby. – Zack postawił kota na ziemi.

– No i co mi zrobisz? – natarła na niego.
Zack   wyprostował   się   i   przyglądał   Jamie   z   zastanowieniem.   W   jego 

oczach pojawił się dziwny, daleki wyraz zamyślenia, jakby patrząc na nią starał 
się jednocześnie zajrzeć w głąb jej duszy. Poczuła, jak ciarki przebiegły jej po 
krzyżu, jakby dotknął jakiegoś nerwu. Chciała zapytać, o czym myśli, czy za 
tymi ślicznymi, zielonymi oczami kryje się wątpliwość co do sensu jego wizyty 
i   czy   jest   zadowolony,   że   przyszedł.   Nagle   bardzo   zapragnęła,   żeby   był 
zadowolony. W końcu odetchnął głęboko i uśmiechnął się niewyraźnie.

– Sądzę, że starałem się coś ci uświadomić – zaczął. Wydawało się, że 

pytanie Jamie padło tak dawno, że ona sama prawie o nim zapomniała. Przez 
chwilę   patrzyła   na   niego   nieprzytomnie,   po   czym,   przypominając   sobie, 
zapytała:

– Uświadomić mi co?
– Nie jestem zupełnie pewien – odparł Zack. – Może to, że mógłbym stać 

tak wieki,  patrząc  na ciebie  i  pragnąc  się dowiedzieć, co  skrywają  te twoje 
śliczne,   błękitne   oczy.   Wydaje   mi   się   jednak,   że   musimy   to   zostawić   do 
następnego razu. Widzę, jaka jesteś zmęczona.

Schylił się i pogłaskał Cyrana, po czym ruszył prosto do drzwi. Jamie 

wyjrzała przez okno w pokoju. – Spadło mnóstwo śniegu – zwróciła się do 
Zacka. – Jesteś pewien, że obejdziesz się bez taksówki? Masz nieodpowiednie 
buty.

–   Nie   chcę   taksówki,   muszę   się   przejść   –   pokręcił   głową   Zack.   – 

Potrzebuję tego jeszcze bardziej niż przedtem.

To   stwierdzenie   zdziwiło   Jamie,   ale   uznała,   że   lepiej   zostawić   je   bez 

komentarza.

–   Idź   ostrożnie   –   powiedziała   wobec   tego,   odprowadzając   gościa   do 

background image

drzwi. – Pewnie jest bardzo ślisko.

– Życie jest śliskie – odparł z bladym uśmiechem. – Do głowy by mi nie 

przyszło, że tak zacznę Nowy Rok.

–   Mnie   też   –   dodała   Jamie.   Nie   była   pewna,   co   miał   na   myśli,   ale 

odczuwała podobnie. – Mam-mam nadzieję, że podróż do Afryki będzie udana.

– Zawsze jest wspaniała i interesująca, ale... – Głos Zacka zamarł, a on 

wpatrywał się w Jamie tak jarzącymi się zielonymi oczami, że nagle zaparło jej 
dech.  Delikatnie  pogładził ją   po  włosach  i  mogła  przysiąc,  że  dotknięcie  to 
wyzwoliło jakiś ładunek elektryczności, który przebiegł przez nią jak płomień. 
Była   pewna,   że   zamierza   ją   pocałować   i   całym   wysiłkiem   woli   walczyła   z 
pokusą zwilżenia językiem warg. Jej puls przyśpieszał, a w głowie myśli, że nie 
powinna mu na to pozwolić, walczyły z pragnieniem, żeby to jednak zrobił. 
Kiedy dotknął jej karku, zesztywniała, jakby panicznie przestraszona. Wyczuł to 
i   uśmiechnął   się   łagodnie,   a   ciepło   tego   uśmiechu   spowodowało   gwałtowne 
bicie serca.

– Czy bardzo się przestraszysz, jeśli cię pocałuję? – zapytał.
Słysząc   to   pytanie,   Jamie   oblizała   nerwowo   wargi   i   przełknęła   ślinę, 

czując tkwiącą w krtani wielką kulę.

– Ależ, ja – zaczęła, i straciła oddech, gdyż Zack pochwycił ją w ramiona 

przybliżając swoje usta do jej warg tak szybko, że nie miała czasu powiedzieć 
nic więcej. Potem już nic nie mogła z siebie wykrztusić, nawet gdyby bardzo 
chciała. Gwałtowny wstrząs przebiegł przez jej ciało tak, że straciła równowagę 
i musiała chwycić się Zacka, aby ją odzyskać. Jej umysł przestał pracować i 
czuła   jedynie,  jak   mężczyzna  przyciąga   ją   coraz  bliżej,   jakby  stapiali  się  w 
jedno. Wtem przerwał, równie gwałtownie, jak zaczął i cofnął się. Ciągle jednak 
trzymał ją blisko, a policzek przytulał do jej włosów. Słyszała jego nierówny 
oddech,   czuła   napięcie   w   muskularnym   ciele   i   silnych   ramionach.   Mogłaby 
powiedzieć, że walczy z ogromnymi emocjami i przyszło jej do głowy, że gdyby 
przerwał i znowu zaczął ją całować, poddałaby się mu bez walki. Ostrożnie 
wyswobodziła   się   z   jego   ramion   i   spojrzała   na   niego.   Ku   jej   zdziwieniu 
wydawał się równie oszołomiony, jak ona sama.

– Dobrze się czujesz? – zapytała.
Zack potrząsnął głową, wziął głęboki oddech i uśmiechnął się.
– Zdaje się, że na balu wypiłem o jeden kieliszek za dużo – stwierdził. – 

Przez chwilę czułem się tak, jakby ktoś zdzielił mnie w głowę. Zobaczyłem 
gwiazdy i usłyszałem dzwony.

–   Naprawdę   nie   powinieneś   wracać   pieszo   do   hotelu   –   zatroskała   się 

Jamie.

– Zimne powietrze mnie orzeźwi – zapewnił ją Zack. Położył rękę na 

klamce i zatrzymał się. – Skontaktuję się z tobą. Dbaj o siebie.

– Ty też – dodała.

background image

– Cały czas – zapewnił Zack, po czym otworzył drzwi i wyszedł nie 

obejrzawszy, się za siebie.

Jamie poczuła nagłą pustkę i ogromne zmęczenie. Co za dziwny człowiek 

z   tego   Zacka   Dunhama,   dumała   idąc   do   sypialni.   Nadal   nie   miała   pojęcia, 
dlaczego ją odwiedził i co teraz sobie o niej, po tej wizycie, myśli. Być może 
nigdy się o tym nie dowie, ale takie przypuszczenie sprawiło jej fizyczny ból.

– Coś mi się wydaje, że on mi się podoba – rzekła do Cyrana, który 

przyglądał   się   jej   z   ciekawością   przekrzywiając   łebek.   –   Jest   znacznie 
sympatyczniejszy   niż   myślałam.   –   Zgasiła   światło   i   w   ciemnościach   twarz 
Zacka stanęła jej przed oczami jak żywa. Otuliła się kołdrą i znowu poczuła, 
jakby jego ramiona objęły ją ciasno. Było jej tak lekko, że mogłaby unieść się w 
powietrze, prosto do nieba.

– A może, mimo wszystko, on naprawdę jest mężczyzną moich marzeń? – 

zamruczała i zapadła w sen.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

– Pomyślałam, że mam przywidzenia, wyglądał właśnie tak, jak sobie 

wyobraziłam w drodze do domu – opowiadała Jamie następnego dnia ciotce 
Marcie,   opisując   poznanie   Zacka   w   swej   kwiaciarni,   podczas   gdy   ciotka 
przygotowywała indyka do pieczenia na noworoczny obiad. – Zaczął ze mną od 
razu flirtować i nawet po wejściu Cissie Bergstrom nie przestał, chociaż było 
jasne jak słońce, że jest strasznie wściekła. Czułam się okropnie skrępowana. A 
kiedy wyszła, powiedział mi, żebym nie wierzyła gazetowym plotkom o ich 
narzeczeńskich zamiarach i zapytał, kiedy będę wolna. Odpowiedziałam mu, że 
nie będę i żeby przestał zawracać mi głowę. Po jego odejściu zjawił się jego 
ojciec, który oznajmił, że Zack nie ma ochoty poślubić Cissie, ponieważ spotkał 
mnie. Myślałam, że chce mi coś wyperswadować, więc szybko mu przerwałam, 
że nie chcę jego syna nawet za darmo i wtedy...

Marta Bellamy upuściła z hałasem wielką, metalową łyżkę.
– I ty to powiedziałaś Isaiahowi Dunhamowi? Dziecko, bój się Boga!
– Ależ nic się nie stało. Pan Dunham roześmiał się i powiedział, że Zack 

powinien częściej się ze mną spotykać. A później Zack pojawił się w moim 
mieszkaniu po północy i...

– Jamie, przerwij na chwilę! – rozkazała ciotka. – Bert, chodź posłuchać!
Kiedy wujek Bert wszedł do kuchni z pytającym wyrazem twarzy, jego 

żona wyjaśniła:

– Musisz posłuchać, co się wydarzyło Jamie zeszłej nocy. A teraz, Jamie, 

zacznij od początku i nie pędź tak. Musisz nam wszystko opowiedzieć.

Jamie   westchnęła   i   zaczęła   jeszcze   raz.   Szczegółowo   zrelacjonowała 

wizytę Zacka, ale pominęła jego pocałunek.

– Próbowałam namówić go na taksówkę, ale nie chciał. Stwierdził, że 

potrzebuje spaceru – zakończyła.

Wuj roześmiał się i pokręcił głową.
– Biedny facet, a to wpadł. Mogę coś o tym powiedzieć. Sam pamiętam, 

jak to było. – Mrugnął do żony. – To uczucie, jakby cię ktoś zdzielił po głowie.

– Och, wujku Bercie, przestań – jęknęła Jamie. – Czy to możliwe, żeby 

mężczyzna, który zwiedził cały świat z ludźmi ze śmietanki towarzyskiej, mógł 
zainteresować się mną? Przecież nie należę do jego sfery.

–   Nie   wpadaj   w   kompleksy,   kochanie   –   powiedziała   ciotka.   –   Jesteś 

wystarczająco ładna i inteligentna, by dać sobie radę w każdej sferze.

– Ale to i tak nie ma znaczenia – upierała się Jamie. – Bo znajomość z 

mężczyzną,   który   jest   nieustannie   w   podróży,   nie   ma   przyszłości.   Nie   mam 
najmniejszego zamiaru porzucać mojej kwiaciarni, żeby uganiać się za nim po 
świecie.

background image

– Widzę, że usilnie starasz się coś sobie wyperswadować – uśmiechnął się 

wujek. – A może powinnaś pomyśleć o kompromisie? Prawdziwa miłość często 
wymaga pójścia na kompromis, prawda, Marto?

– Bardzo często – potwierdziła żona.
– Uprzedzasz fakty – zaoponowała Jamie. – I to bardzo.
Nie mam pojęcia, czy Zack w ogóle wróci i czy ja mam na to ochotę.
– Założę się, że masz, i dałbym za to konia z rzędem, gdybym go posiadał 

– oznajmił Bert Bellamy.

Jamie pokręciła głową, po czym ucałowała go serdecznie w policzek.
– I tak cię kocham, mój zwariowany wujaszku. Czas wszystko wyjaśni.
Przez cały styczeń starała się powtarzać sobie to filozoficzne powiedzenie 

i   stwierdziła,   że   nie   jest   to   łatwe.   Dzień   św.  Walentego,   dzień   wyznawania 
miłosnych uczuć, był coraz bliżej i jej kwiaciarnię nieustannie wypełniał tłum 
zakochanych młodych mężczyzn. Wyglądali na pogrążonych w stanie będącym 
mieszaniną   szczęścia   i   bólu,   który   sama   odczuwała.   Rozmyślanie   o   Zacku 
Dunhamie   dawało   jej   mnóstwo   szczęścia,   ale   brak   wiadomości   od   niego 
przynosił wiele cierpień. I to cierpień zupełnie bez powodu, co powtarzała sobie 
surowo przynajmniej raz dziennie. Powiedział tylko, że się z nią skontaktuje, ale 
nie powiedział wcale kiedy, poza tym to mogło nic nie znaczyć. Oprócz tego, 
tłumaczyła sobie rozsądnie, prawdopodobnie jest niezwykle zajęty, a z miejsc, 
gdzie przebywał, nie było łatwo o kontakt. Ale na dnie duszy tkwiła uparta myśl, 
że gdyby mu naprawdę zależało – znalazłby sposób, żeby się do niej odezwać. A 
zatem   powinna   się   przyzwyczaić   do   myśli,   że   najpewniej   nigdy   już   go   nie 
zobaczy.

Cały wysiłek przyzwyczajania się do tej myśli przepadł po telefonie z 

biura   Isaiaha   Dunhama,   wzywającego   ją   na   spotkanie   w   sprawie   dzierżawy 
kwiaciarni,   które   wyznaczono   późno   w   poniedziałek   przed   Dniem   św. 
Walentego. Isaiah z miejsca przekazał jej wiadomość, że Zack przyjedzie za 
kilka dni, aby reklamować swoje wycieczki.

–   Nie   będziesz   miała   nic   przeciwko   temu,   gdyby   zechciał   się   z   tobą 

spotkać? – zapytał. – Byłbym ci bardzo wdzięczny, gdybyś dała mu jeszcze 
jedną szansę.

Jamie od razu zorientowała się, że Zack nie wspomniał ojcu o wizycie w 

jej   domu.   Uznała,   że   nie   do   niej   należy   informowanie   starszego   pana   o 
poczynaniach Zacka.

– Nie miałabym nic przeciwko temu – oświadczyła.
–   To   znakomicie!   –   rozpromienił   się   Isaiah,   po   czym   natychmiast 

spoważniał.   –   Nie   mów   mu,   że   rozmawiałem   z   tobą   na   ten   temat.   Będzie 
wściekły, mówiąc oględnie.

–   Oczywiście,   ani   słowa   –   zapewniła   Jamie,   myśląc   jednocześnie,   że 

mogłoby to być bardzo zabawne, gdyby nie było takie smutne. Ta niemożność 

background image

porozumienia się ojca i syna.

Isaiah wyraźnie się cieszył.
– A teraz, młoda damo, chciałbym, żebyś mi pokazała swoją kwiaciarnię, 

a potem, przy obiedzie, omówimy sprawę dzierżawy. Przejrzałem twoje księgi 
rachunkowe,  są   prowadzone  zadowalająco.  Zamierzam  przedstawić  ci  trochę 
inne warunki dzierżawy, ale sądzę, że dojdziemy do porozumienia.

Jamie była bardzo ciekawa tych nowych warunków, ale nie miała czasu, 

by   się   nad   tym   zastanawiać.   Musiała   wytężyć   całą   uwagę,   żeby   nadążyć   z 
informowaniem   Isaiaha,   który   zaprezentował   swoją   słynną   bystrość   w 
prowadzeniu interesów, wypytując szczegółowo o wszystko – od zasad reklamy 
do   wprowadzania   ulepszeń.   Wydawał   się   zupełnie   zadowolony,   kiedy 
oświadczył, że pora usiąść i omówić szczegóły.

–   Mam   mnóstwo   planów   związanych   z   tym   hotelem   i   wymagają   one 

twojej ścisłej współpracy – oznajmił przy obiedzie. I natychmiast zarzucił ją 
nowymi pomysłami dotyczącymi  dekoracji kwiatowych, zimowych  ogrodów, 
solarium. To były podniecające plany i Jamie przyłączyła się do nich, sugerując 
kilka własnych rozwiązań. Nie była pewna, jakie to na nim zrobiło wrażenie, 
dopóki w końcu nie przeszedł do omawiania warunków finansowych.

– Widzisz więc, Jamie, że nie prowadzę swoich hoteli w rutynowy sposób 

i   że   nie   będzie   to   zwykły   rodzaj   dzierżawy   –   rzekł.   –   Te   sklepy   tutaj   są 
nieodłączną częścią hotelu, zatem powinny mieć udział w ogólnych zyskach. W 
ten sposób wszyscy bierzemy udział i jesteśmy odpowiedzialni za powodzenie 
całego   przedsięwzięcia.   Stwierdziłem,   że   ten   sposób   daje   znacznie   więcej 
motywacji do pracy, chociaż tobie nie wydaje się to potrzebne. Czy gotowa 
jesteś rozważyć takie warunki?

– Ależ, oczywiście! – Jamie prawie nie wierzyła własnym uszom. – Jasne, 

że chciałabym poznać szczegóły...

–   Znakomicie   –   rozpromienił   się   znowu   Isaiah.   –   Powiem   mojemu 

finansiście, żeby omówił z tobą warunki kontraktu i przygotował dokument do 
podpisu.

Podniósł   się   od   stołu,   dając   Jamie   do   zrozumienia,   że   rozmowa 

skończona. Udało się jej pożegnać z wdziękiem, chociaż czuła straszny zamęt w 
głowie od prób nadążenia za tokiem myśli Isaiaha i jednoczesnego przeżywania 
wiadomości,   że   Zack   wkrótce   przyjeżdża.   Czuła   na   przemian   wielkie 
podniecenie i strach, kiedy wsiadała do samochodu. Wiedziała jedno – musi 
natychmiast porozmawiać z ciocią Martą i wujkiem Bertem.

–   Mój   Boże,   Jamie,   co   się   stało?   –   wykrzyknął   wuj   Bert,   gdy   Jamie 

wtargnęła do nich z takim impetem, że zadźwięczała porcelana w kredensie.

– Byłam na obiedzie z Isaiahem Dunhamem – wyrzuciła z siebie Jamie 

jednym tchem – i moja kwiaciarnia stanie się nieodłączną częścią hotelu i będę 
miała udział w jego zyskach i zrobimy fontannę w restauracji, i kwiaty będą 

background image

wszędzie, i... Zack przyjeżdża za kilka dni – dokończyła bez tchu.

– Czyżby się w końcu odezwał? – zapytała ciocia Marta.
– Nie, jego ojciec mi o tym powiedział – odparła Jamie, przekazując ciąg 

dalszy rozmowy z Isaiahem. – Teraz jestem całkowicie pewna, że to nie on 
wysłał Zacka do mnie wtedy wieczorem. No i wkrótce się dowiem, czy Zack w 
ogóle chce się ze mną spotkać. Jeżeli się nie odezwie, to będzie znak, że go 
wystraszyłam na dobre.

– Nie sądzę, abyś to ty go wystraszyła – uśmiechnął się znacząco wujek 

Bert. – Trzydziestokilkuletni przystojny mężczyzna, który z niejednego pieca 
chleb jadł, może wpaść w panikę tylko wtedy, jeżeli stwierdzi, że się naprawdę 
zakochał.

– Nie byłabym tego pewna – westchnęła Jamie. Ostatnio przyszło jej do 

głowy, że Zackowi nie przypadła do gustu znajomość, która nie przekroczyła 
progu sypialni.

– A ja się założę, że o nic nie chodziło – oświadczyła ciotka Marta. – Był 

po prostu bardzo zajęty. Daj nam znać, gdy tylko się odezwie.

– Jasne – przyrzekła Jamie, nie czując się w połowie tak pewna, jak wuj i 

ciotka. Wiedziała, że ich zdaniem żaden mężczyzna przy zdrowych zmysłach 
nie mógłby jej się oprzeć.

Szczęśliwie   następne   trzy   dni,   łącznie   z   Dniem   św.   Walentego,   były 

niezwykle pracowite. Jamie nie miała czasu myśleć o niczym innym, jak tylko o 
nadążaniu z robotą. Jednakże wieczorami z trudnością skupiała się na śledzeniu 
akcji najgłupszego serialu telewizyjnego, ponieważ jednym uchem stale była 
przy telefonie.

To ciągłe czekanie i zastanawianie się zaczęło jej działać na nerwy. Kiedy 

po szaleńczym dniu pracy w Dzień św. Walentego dotarła do domu, właśnie 
dzwonił telefon. Rzucając się w jego kierunku potknęła się o Cyrana i uderzyła 
boleśnie w goleń.

– Halo! – warknęła, rozcierając bolącą nogę.
– Słyszę, że jesteś wściekła – doszedł ją głos ciotki Marty. – Czy Zack już 

się odezwał?

–   Nie,   jeszcze   nie,   a   jestem   wściekła,   bo   potknęłam   się   o   Cyrana   i 

strasznie rąbnęłam się w goleń.

– No, to pewnie odezwie się wkrótce – powiedziała ciotka uspokajająco. – 

Jest w St. Louis. Dzisiejsza wieczorna gazeta zamieściła jego zdjęcie.

– Dziękuję za wiadomość – odparła Jamie sucho. – Jeżeli teraz się do 

mnie   nie   odezwie,   to   będzie   prawdziwy   cios.   Zadzwonię   do   ciebie   później, 
dobrze? Cyrano wpada w szał, bo nie dostał jeszcze swojej kolacji.

– Tak, tak, kochanie, już się rozłączam – powiedziała ciotka Marta tak 

znaczącym tonem, że Jamie instynktownie zrobiła grymas do słuchawki.

–  Wcale   nie  jestem   pewna,  czy  w   ogóle  chcę,  aby  Zack  Dunham  się 

background image

odezwał – przemawiała do Cyrana, który pałaszował z hałasem kolację. – Chyba 
powinnam dać sobie z nim spokój. Nie powiem, żeby było dużo do dawania. 
Przecież nie jestem w nim zakochana, ani nic w tym stylu.

Cyrano rzucił jej pogardliwe spojrzenie.
– Tylko ze mną nie zaczynaj – zmarszczyła się – bo zacznę ci kupować to 

tanie jedzenie, którego nie znosisz. A teraz zabieram się za gazetę. Już pora, 
żeby poważnie zacząć rozglądać się za nowym domem.

Jamie   powiesiła   płaszcz,   zrzuciła   pantofle   i   boso   pomaszerowała   po 

gazety do holu. Zwolniła łańcuch, otworzyła drzwi i odskoczyła wstrzymując 
oddech. Tam właśnie, przed jej drzwiami, stał Zack Dunham.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

– Zack! Skąd się tu wziąłeś? – zapytała Jamie, gdy tylko odzyskała trochę 

równowagi.   Wyglądał   tak   pięknie   z   błyszczącymi,   zielonymi   oczami 
jaśniejącymi   w   opalonej   twarzy.   I   znowu   przeżywała   to   uczucie 
nierzeczywistości,   jakiego   doznała   podczas   ich   pierwszego   spotkania.   Czy 
rzeczywisty, żywy mężczyzna wyglądałby tak doskonale, pomyślała wpatrując 
się   w   niego.   Płatki   śniegu   przylgnęły   do   jego   włosów   i   otaczającego   szyję 
futrzanego   kołnierza   skórzanej,   lotniczej   kurtki.   Przez   kilka   chwil   on   także 
wpatrywał się w nią z natężeniem, jakby również nie był całkiem pewien, że ma 
przed   sobą   żywą   osobę.   Wtem,   gdy   Jamie   zaczynała   się   już   zastanawiać, 
dlaczego   tak  się   jej  przygląda,   na  jego   usta   z   wolna  wpłynął   uśmiech,   a   w 
oczach pojawiło się znajome ciepło, które tak często wspominała.

– Cześć, Jamie – przywitał ją. – Musisz być jasnowidzem. Nawet nie 

nacisnąłem dzwonka. – Wyciągnął zza pleców mięciutkiego, pluszowego słonia 
z wielką czerwoną  kokardą wokół szyi. – Pomyślałem, że pewnie widziałaś 
dzisiaj wystarczająco dużo kwiatów, a ja jestem miłośnikiem słoni. Wszystkiego 
najlepszego w Dniu św. Walentego.

Jamie   spoglądała   to   na   Zacka,   to   na   słonia.   Szczerze   pragnęła   być 

jasnowidzem. Takie nagłe pojawienie się mężczyzny tuż przed nią ogłuszyło ją 
jak przysłowiowy grom z jasnego nieba, kręciło jej się w głowie i nie mogła 
złapać   tchu.  W  końcu   przyjęła   słonia,   uśmiechnęła   się   i   niepewnym   gestem 
zaprosiła Zacka do środka.

– Dziękuję. Strasznie ci dziękuję. To była... niespodzianka. Wejdź.
Przyjrzała   się   słoniowi   i   przytuliła   go   z   całej   siły,   zanim   położyła   na 

stoliku.

– Jest cudowny. Ja też jestem miłośniczką słoni.
– Tak mi się zdawało. – Zack zamknął za sobą drzwi i zaczął zdejmować 

kurtkę. – Wiem, że powinienem był napisać, ale nic mi nie przychodziło do 
głowy. Nie jestem zbyt dobry w pisaniu listów – uśmiechnął się niepewnie. – To 
mnie wcale nie usprawiedliwia, prawda?

Jamie była tak roztrzęsiona, że omal nie zerwała z niego kurtki.
–   Pomyślałam,   że   uznałeś,   iż   nie   byłam   dla   ciebie   zbyt   uprzejma   – 

odpowiedziała, wciskając kurtkę do swojej zapchanej szafy. – Obawiam się, że 
czasem jestem zbyt bezwzględna w swej szczerości.

–   O   nie,   wcale   tego   nie   pomyślałem   –   pokręcił   głową   Zack.   –   Ten 

sylwestrowy wieczór wydał się mi taki nierealny. Kilkanaście razy byłem o krok 
od zatelefonowania do ciebie, ale bałem się... – Przerwał, znowu przyglądając 
się Jamie tak uważnie, że poczuła dreszcz podniecenia przebiegający jej ciało. 
Jego oczy przyciągały ją jak magnes i zaczęła się do niego zbliżać.

background image

– Czego się bałeś? – spytała.
– Chodź tu – wyciągnął do niej obie ręce.
Jamie wyciągnęła swoje, a jej serce zabiło gwałtownie, gdy chwycił jej 

dłonie, przyciągając ją bliżej.

– Bałem się – wyznał – że kiedy znów cię zobaczę, to nie będzie już to 

samo. Że nie doznam tego nieodpartego pragnienia dotknięcia ciebie i że nie 
będę chciał cię pocałować tak bardzo, że to aż wywoła ból w całym ciele. Ale 
myliłem się. – Przyciągnął Jamie jeszcze bliżej, jego wzrok krążył po jej twarzy, 
by znowu zatopić się w oczach. – Strasznie się myliłem – wyszeptał. Uwolnił jej 
ręce, a swoimi z wolna objął jej szczupłą talię.

Ramiona   Jamie   otoczyły   go   machinalnie.   Uśmiechnął   się   i   szybko 

zacieśnił uścisk. Jamie była pewna, że słyszy jej łomocące głucho serce tuż przy 
swoim   i   bez   tchu   czekała   na   pocałunek,   który   miał   nastąpić.  Wcale   się   nie 
obawiała, że tym razem nie będzie tak cudownie. Nie obchodziło jej zupełnie, co 
Zack sobie o niej pomyśli. Później będzie się o to martwiła. I nagle stało się. 
Zmiażdżył ją w swym uścisku. Jego usta z niezwykłą siłą spadły na jej wargi.

Porzuciła   wszelką   myśl   o   rozsądku.   Pragnęła   poczuć   jego   moc, 

delektować się doznaniami atakującymi jej wyostrzone zmysły. Składały się na 
nie piżmowy zapach wody po goleniu, miodowa słodycz jego ust, wspaniała 
twardość mięśni ramion pod miękkim swetrem. Dotyk rąk, które pieściły jej 
plecy, parzyły ciało. Jego usta musnęły delikatnie jej policzek i schowały się w 
uchu.

– Och, Jamie – wyszeptał – Ciągle to sobie wyobrażałem, gdy byłem 

daleko od ciebie.

Jego usta powędrowały z powrotem do jej warg, a ręka wślizgnęła się 

pomiędzy ich ciała.

Pod wrażeniem tego rozkosznego dotyku Jamie dopiero po kilku dobrych 

chwilach zorientowała się, o co chodzi. Kiedy to pojęła, spróbowała odepchnąć 
Zacka, ale jego uścisk tylko się wzmocnił.

– Przestań! – krzyknęła, odpychając go z całej siły. Zack zwolnił uścisk, 

ale nie wypuścił jej z objęć. Pieszczotliwie odgarnął jej włosy z czoła, wpatrując 
się w nią z mieszaniną gniewu i frustracji w oczach.

– Czego się boisz, Jamie? – zapytał.
– Niczego się nie boję – zaprzeczyła gorąco. – Tylko nie życzę sobie, 

żebyś dotykał mnie w ten sposób. Puść mnie. Proszę.

–  Ą  jednak  się  boisz  –  stwierdził Zack.  Ujął  jej  twarz  jedną   dłonią   i 

trzymał mocno. – Śmiertelnie cię przeraża myśl, co to naprawdę znaczy być 
kobietą. Założę się, że jeszcze nigdy...

– Wystarczy! – parsknęła Jamie, uwalniając twarz szarpnięciem.
– O, nie – oznajmił Zack. – Nie całkiem.
Odchylił głowę i przyglądał się jej zmrużonymi oczami.

background image

– Przyjdzie czas i będziesz moja – powiedział czule. – Pragnę cię, a ty 

pragniesz mnie.

– Nie wydaje mi się – odparła Jamie, a głęboki smutek zajął miejsce 

dotychczasowej euforii. Powinna być mądrzejsza i nie czepiać się marzeń o 
mężczyźnie takim jak Zack, mężczyźnie nawykłym do olśniewających, uległych 
kobiet. Jej nigdy nie wystarczy dzielić z nim tylko łóżko. Chciałaby, aby należał 
do niej całkowicie i miała wątpliwości, czy w ogóle jest to możliwe.

– Potrwa to jakiś czas – Zack był o tym przeświadczony – ale będziesz na 

pewno.

Westchnął głęboko i puścił ją.
– Zamierzałem zaprosić cię do restauracji. Masz ochotę?
Jamie spojrzała w dół na bose stopy, wyzierające z nogawek czerwonych 

spodni i nagle poczuła się straszliwie zmęczona. I tak nigdy nie zadowoli Zacka 
w sposób, jakiego pragnął. Jaki więc sens ma przedłużanie tego wszystkiego?

– Miałam paskudnie długi, męczący dzień – zaczęła z wahaniem.
– No jasne, jak mogłem o tym zapomnieć. Przecież dzisiaj jest Dzień 

Zakochanych i na pewno harujesz od świtu – podjął natychmiast Zack. – Może 
byśmy   zamówili   telefonicznie   pizzę?   Masz   jakieś   wino?   Możemy   przecież 
spokojnie zjeść coś w domu. Nie musisz nawet nakładać pantofli.

Przez moment Jamie miała szczery zamiar wyprosić Zacka. Tak byłoby 

rozsądniej. Ale gdy spojrzała na jego uśmiechniętą twarz, słowa uwięzły jej w 
gardle.

– To-to dobry pomysł – powiedziała jakby wbrew swej woli. – Chyba 

mam chardonnay i cabernet. Które wolisz?

– Cabernet – zadecydował Zack. – Powiedz mi, gdzie jest, to je wyjmę, a 

ty pozwól odpocząć nogom.

Jednak   Jamie   pokręciła   przecząco   głową   i   sama   ruszyła   do   kuchni, 

starając się odpędzić od siebie myśl, że ma przed sobą wieczór opierania się 
zalotom Zacka, który sama sprowokowała, a w dodatku jej serce zupełnie nie 
słucha rozumu.

– Nie znajdziesz go – odpowiedziała. – Moja kuchenka jest jedną wielką 

zagadką. Poza tym tam jest telefon. Jaką chcesz pizzę? Mnie jest właściwie 
wszystko jedno.

–   To   zamówmy   sobie   taką   wielką   z   różnymi   dodatkami.   Umieram   z 

głodu.   Podczas   lunchu   miałem   spotkanie   z   grupą   pań,   na   temat  Afryki,   ale 
jedyne, co było do jedzenia, to kanapeczka  z kurczakiem i brokuły. – Zack 
skrzywił się z obrzydzeniem. – Nigdy nie próbuj karmić mnie brokułami. Tylko 
krowa może jeść coś takiego.

Jamie spojrzała na niego, ale nic nie powiedziała. Zastanawiała się, po co 

jej to mówi. Nie przewidywała karmienia go w najbliższej przyszłości.

Gdy tylko Jamie zapaliła światło w kuchni, Cyrano obudził się w swoim 

background image

koszyku i przeciągnął z głośnym miauczeniem.

– A, tu jest ten pieszczoch. – Zack schylił się i pogłaskał kota. – Cześć, 

Cyrano. Jak się masz, stary druhu? Założę się, że chciałbyś zobaczyć te koty, 
które widziałem ostatnio.

– Na pewno by chciał – rzekła Jamie. – Gdzież ja wsadziłam to wino?
–  Powiedz  mi,  gdzie  leży  książka  telefoniczna,  zadzwonię  po  pizzę  – 

zaofiarował się Zack.

–  Tutaj,   obok   telefonu,   jest   cała   lista   najlepszych   pizzerii   –   pokazała 

Jamie.   Sama   uklękła   przed   szafką   kuchenną   i   zaczęła   wyciągać   pudełka   z 
ryżem, krakersami oraz puszki.

– Jestem pewna, że to wino musi gdzieś tu być – mruczała do siebie.
Zack   skończył   właśnie   telefonować   i   przykucnął   obok,   zaglądając   do 

szafki.

– Zdaje się, że jest w tym najdalszym kącie – pokazał.
W chwili gdy Zack sięgał po wino, coś malutkiego i szarego wystrzeliło z 

ciemnej głębi szafki. Jamie wrzasnęła i cofnęła się, wpadając na Zacka, który 
usiadł gwałtownie na podłodze i chwycił ją w objęcia. Cyrano przeskoczył przez 
nich i jednym ruchem łapy złapał nieszczęsną mysz.

– Dobra robota – pochwalił Zack. – Szybszy niż lew polujący na gazelę. – 

Uśmiechnął się do Jamie, która z wyrazem obrzydzenia na twarzy obserwowała, 
jak Cyrano wykonuje na myszy wyrok śmierci.

– A już się obawiałem, że nie będzie mi dane dotknąć cię przez resztę 

wieczoru – zauważył.

Jamie   spojrzała   na   niego   zaskoczona,   uświadamiając   sobie   nagle,   że 

siedzi mu na kolanach. Jego rozbawione, zielone oczy były tuż przy jej twarzy, a 
ramiona oczywiście ją obejmowały. Spróbowała się uwolnić, ale Zack pokręcił 
tylko głową i wzmocnił uścisk.

– O, nie, nie ma mowy – oznajmił. – Opatrzność zesłała tę mysz i mam 

zamiar wykorzystać sposobność do końca. Potrzeba ci więcej całowania, już ja 
tego dopilnuję. Nie bój się, będę się zachowywał jak dżentelmen, choćby mnie 
to miało zabić.

– Nie... – zaczęła Jamie, ale usta Zacka zdusiły następne słowa. Przez 

moment próbowała  się opierać, ale gdy zalała ją fala pożądania, westchnęła 
tylko głęboko i poddała się naporowi jego ust. Czy w ogóle można oprzeć się 
temu mężczyźnie, pomyślała zdesperowana. W jego ramionach czuła się tak 
cudownie.

– Tu jest twoje miejsce, wiesz? – szeptał jej Zack do ucha i pokrywał jej 

usta delikatnymi pocałunkami.

Targana sprzecznymi uczuciami Jamie nie była w stanie wymyślić żadnej 

odpowiedzi,   gdy   dobiegło   ją   kilkakrotne,   ponaglające   miauczenie   Cyrana. 
Odchyliła głowę i spojrzała prosto w pociemniałe oczy Zacka.

background image

– Poradzisz sobie z martwą myszą? – zapytała. Chytry błysk zalśnił mu w 

oczach.

– Pod warunkiem, że później dostanę całusa – roześmiał się, gdy Jamie 

rzuciła mu groźne spojrzenie. Wymusił jeszcze jeden pocałunek, zanim pomógł 
jej wstać.

– Gdzie to wyrzucić?
–   W   tylnym   korytarzu   jest   pojemnik   –   pokazała   mu.   Kiedy   poszedł 

wyrzucić mysz, szybko wyjęła wino i wpakowała resztę rzeczy z powrotem do 
szafki.   W   trakcie   sprzątania   pomyślała,   że   chociaż   Zack   był   zadowolony   z 
pojawienia   się   myszy,   pewnie   uważa   ją   za   okropną   gospodynię,   po   czym 
zastanowiła się, dlaczego tak się tym przejmuje.

– Zanieśmy to do pokoju, tam będzie swobodniej – zaproponował Zack, 

gdy Jamie odnalazła, już z mniejszymi kłopotami, kieliszki i korkociąg. Zabrał 
wszystko i ruszył do wyjścia. Jamie pomaszerowała za nim, myśląc cały czas, 
czy kiedykolwiek poczuje się swobodnie w jednym pokoju z Zackiem. Kiedy 
stawiał wino i kieliszki na stoliku przed kanapą, szybko usiadła w bezpiecznej 
odległości w fotelu podciągając nogi.

Zack pokręcił głową.
– O, nie, masz usiąść tutaj – wskazał na róg sofy. – Mogłabyś mi położyć 

swoje zmęczone stópki na kolanach, a ja bym je rozmasował.

Dreszcz niepokoju przebiegł ciało Jamie i poczuła jednocześnie niemiłe 

ciepło   i   zimno.   Sytuacja,   w   której   położyłaby   stopy   na   kolanach   Zacka   i 
pozwoliła, aby jego silne dłonie je pieściły, wydała jej się niezwykle intymna. 
Nie ma wątpliwości, że to właśnie zaplanował.

– Jest mi bardzo wygodnie – oświadczyła najspokojniej, jak mogła. – 

Moje stopy świetnie tu wypoczywają.

– Mam cię przynieść? – Zack uniósł brwi, wyciągając korek.
–   Nie   zgrywaj   się   na   silnego   mężczyznę.   –   Jamie   spojrzała   na   niego 

krzywym okiem. – Nie znoszę tego.

– Więc przestań się zgrywać na nieśmiałą, niewinną panienkę, rusz tę 

swoją małą, śliczną wiesz-już-co i siadaj tutaj – odciął się Zack. Kiedy Jamie ani 
drgnęła, odstawił butelkę i ruszył w jej kierunku.

– Brutal – jęknęła, ale podniosła się i klapnęła w najdalszym rogu sofy, 

stawiając stopy twardo na ziemi.

Zack nalał wina i usiadł. Bez słowa wziął nogi Jamie i obrócił je tak, że 

jej stopy znalazły się na jego kolanach.

– A teraz – zaproponował, wręczając jej kieliszek – po prostu odpręż się. 

Opowiedz mi o sobie. Opowiedz, jak to się stało, że pracujesz w kwiaciarni.

Jamie zmierzyła go podejrzliwym spojrzeniem. Z  pewnością próbował 

osłabić jej samokontrolę. Do czego teraz zmierza?

– To nie jest zbyt ciekawe – wykręciła się. – Wolałabym posłuchać o 

background image

Afryce.

– Wszystko we właściwym czasie – nie dał się zbyć Zack.
– Ja byłem pierwszy. Zacznij od początku. Zaczął masować jej stopy. 

Jamie westchnęła z ulgą. Zack spojrzał i uśmiechnął się do niej.

– No i jak, dobrze? – Bosko – przytaknęła.

– Widzisz, jak bardzo się przydaję? – powiedział Zack. – Potrafię sobie 

poradzić ze wszystkim – od martwej myszy do śmiertelnie zmęczonych nóg. 
No, co z twoją historię?

– No dobrze – oświadczyła Jamie. – Sam tego chciałeś.
Opowiedziała   mu   o   swoim   dzieciństwie   w   małym,   białym   domku   w 

zamożnej okolicy. Była jedynaczką, dobrą uczennicą, która, gdyby nie śmierć 
ojca, prawdopodobnie poszłaby na studia.

– Wujek Bert potrzebował pomocy w kwiaciarni, więc zostałam z nim i 

ciotką Martą i zapisałam się na kurs prowadzenia przedsiębiorstw. Stopniowo 
brałam na siebie coraz więcej zadań, a wujek przeszedł na emeryturę pięć lat 
temu. Od tego czasu obroty kwiaciarni wzrosły dwukrotnie. To ciężka praca, ale 
kocham ją. Nie wyobrażam sobie innego zajęcia.

– Powiodło ci się – przyznał Zack. Przyjrzał się jej uważnie. – Żadnego 

mężczyzny w twoim życiu?

Jamie wzruszyła ramionami.
– Nic poważnego. Byłam zbyt zapracowana. Teraz ty opowiedz o sobie. – 

Za wszelką cenę chciała uniknąć dalszych osobistych pytań. Z jakichś powodów 
krępowała się wyznać właśnie jemu, że jeszcze nigdy nie przeżyła prawdziwego 
uczucia.

Zack rzucił jej domyślne spojrzenie, ale nie nalegał więcej, natomiast od 

razu zaczął swój życiorys.

–   Urodziłem   się   w   Filadelfii,   w   czerwcu   skończę   trzydzieści  pięć   lat. 

Mam starszego brata...

Usłyszeli dzwonek do drzwi.
–   Uratowała   mnie   pizza.   Idę   po   nią   –   oznajmił   Zack.   Kiedy   płacił 

dostawcy, Jamie zabrała pizzę do kuchni i przygotowała nakrycia, myśląc, że 
znacznie bezpieczniej będzie jeść w kuchni niż w pokoju, na sofie obok Zacka. 
Czuła niewyraźnie, jak zręcznie zadomawia się w jej życiu i podejmuje każdy 
wysiłek, aby spełniło się jego proroctwo, że będzie należała do niego. Nie miała 
wątpliwości, iż żadna kobieta nie opierałaby się długo.

– Zjedzmy w pokoju – zaproponował Zack, gdy pojawił się w kuchni 

chwilę później. – Wino już tam jest, a poza tym wolałbym siedzieć przy tobie.

Jamie  szybko odwróciła wzrok  od jego  wabiącego uśmiechu i  usiadła 

przy kuchennym stole. Postanowiła jasno uświadomić Zackowi, że nie zamierza 
dłużej pozwolić sobą manipulować.

background image

–   Czuję   się   tu   bezpieczniej   –   powiedziała.   –   Chyba   przyjąłeś   do 

wiadomości, że nie interesuje mnie ten... ten rodzaj znajomości, o jaki ci chodzi.

Zack przyglądał się jej uważnie z rękami na biodrach.
– Bezpieczniej – mruknął, niby do siebie. Po czym rzekł głośno:
– Sądzę, że zbyt duży kawał swego życia spędziłaś w przeświadczeniu, że 

masz   poczucie   bezpieczeństwa.   Czasami   to   bezpieczeństwo   jest   tylko 
złudzeniem. – To mówiąc, schylił się, złapał ją i przerzucił sobie przez ramię. 
Zaskoczona Jamie nie wydała głosu. – Rozumiesz, co mam na myśli? – zapytał.

– Natychmiast mnie puść! – Jamie próbowała kopać, ale Zack bez trudu 

przytrzymał jedną ręką jej nogi. – Puść mnie, bo będę krzyczeć!

– Nie zadawałbym sobie trudu na twoim miejscu – stwierdził Zack, niosąc 

ją do pokoju. – Z łatwością przekonam każdego, kto tu wejdzie, że nie grozi ci 
żadne niebezpieczeństwo. Bądź cicho i posłuchaj.

– Nie zamierzam niczego słuchać – wysyczała Jamie. – Jesteś nie do 

wytrzymania!

–   Nieprawda   –   zaprzeczył   Zack.   –   Chciałem   tylko   pokazać,   że 

wyniósłbym   cię   z   buszu,   gdybyś   przeraziła   się   atakującego   nosorożca   i 
zemdlała. Oczywiście najpierw odpędziłbym nosorożca. Bardzo się staram, żeby 
moi   klienci   nie   znaleźli   się   w   takiej   sytuacji,   ale   zdarza   się,   że   w   piękną, 
gwiaździstą noc oddalają się od obozowiska, myśląc, że są zupełnie bezpieczni. 
A nie są. – Zatrzymał się przy kanapie i jednym ruchem posadził Jamie tuż przy 
sobie. – Czasami w Serengeti – ciągnął, dotykając twarzą jej policzka – jest 
więcej   gwiazd   na   niebie   niż   nawet   w   twoich   oczach.   Panuje   taka   cisza,   że 
wydaje się, jakbyś był sam jeden na świecie, bezpieczny na swojej prywatnej 
planecie. I nagle tuż przed tobą staje to, co cię najbardziej przeraża. – Zack 
przerwał, objął mocno Jamie i znalazł jej wargi.

Jamie   wpatrywała   się   w   niego   z   rozchylonymi   ustami,   słuchając 

opowieści. W miarę jak mówił, łagodniał jej gniew, zmieniając się najpierw w 
niechętny podziw dla jego pomysłowości, a później w podziw dla intensywnego 
blasku jego zielonych oczu. Wręcz dostrzegała odbijające się w nich bezkresne 
przestrzenie Serengeti. Zdała sobie sprawę, jak sprytnie ją podszedł, ale to nie 
złość, lecz dreszcz podniecenia przebiegł jej ciało. Ich wzajemne przyciąganie 
się było tak silne, że błyskawicznie usuwało w cień wszystko oprócz poczucia 
jego bliskości. Otoczył ją ramionami, tym razem pokrywając jej usta znacznie 
natarczywszymi pocałunkami. Kiedy się odsunął, w oczach miał błysk triumfu.

– I twierdzisz, że cię to nie interesuje – zakpił. – Dlaczego tak uparcie 

starasz się oszukać samą siebie?

– Nie oszukuję się. – Jamie wzięła głęboki oddech, próbując uspokoić 

przyśpieszony puls. – Nie zaprzeczam, że fizycznie mnie pociągasz. Ale nie 
jestem zainteresowana znalezieniem się na tej samej liście, co Cissie Bergstrom 
i Bóg wie ile kobiet przed nią. Kiedy zwiążę się z jakimś mężczyzną, to już na 

background image

trwałe. Mówiąc szczerze, Zack, nie sądzę, abym ufała ci na tyle, by zdecydować 
się   na   związek   z   tobą.   Podróżujesz   po   całym   świecie   w   towarzystwie   tylu 
znakomitych osobistości.

W pierwszej chwili wydawało się, że Zack zrobi jakąś wściekłą uwagę, 

ale po chwili kącik jego ust uniósł się w słabym uśmiechu.

–   A   zatem   –   powiedział   –   rękawica   została   rzucona.   To   może   być 

interesujące.

–  Wcale   nie   traktowałam   tego   jak   wyzwania   –   zaprzeczyła   Jamie   ze 

smutkiem. – To miało być pożegnanie. Dlaczego nie weźmiesz tej pizzy i nie 
pójdziesz sobie? Nie jestem głodna.

–   Nigdy   w   życiu   –   burknął   Zack.   –   Poprosiłaś   mnie,   żebym   ci 

opowiedział o sobie i swojej pracy i zamierzam to zrobić. A ty masz zostać tu 
przy mnie. Zamierzam też zjeść pizzę i ty także masz ją jeść. Jesteś stanowczo 
za szczupła.

Wstał i poszedł do kuchni.
–   A   niech   to   licho!   –   Jamie   ze   złości   walnęła   pięścią   w   kanapę, 

przełykając łzy oburzenia. Powinna się była tego spodziewać, gdy pozwoliła mu 
zostać. Najwidoczniej jedynym celem jego życia było zdobycie każdej kobiety, 
która mu się spodobała. No, trudno, wysłucha jego opowieści, a potem wyrzuci 
go ze swego życia na zawsze. I nie będzie jadła żadnej pizzy!

Zack powrócił z pizzą i talerzami. Nałożył kilka kawałków dla siebie, po 

czym wziął jeden i podsunął Jamie pod nos.

– Ładnie pachnie? – zapytał. Kiedy Jamie w odpowiedzi tylko zacisnęła 

mocniej usta, uśmiechnął się. – Otwórz buzię. Umierasz z głodu i wiesz o tym.

Jamie jęknęła i ugryzła kawałek.
– Dlaczego się na mnie uwziąłeś? – poskarżyła się niewyraźnie.
– Bo tego ci trzeba – oświadczył spokojnie Zack, wręczając jej talerz z 

trzema wielkimi kawałami pizzy. – Nie jesteś ani w połowie tak samodzielna, 
jak   myślisz.   Na   czym   to   ja   skończyłem?   Wychowałem   się   w   Filadelfii   ze 
starszym   bratem   i   młodszą   siostrą,   byłem   nieszczęśliwym,   środkowym 
dzieckiem. Mój ojciec całą uwagę poświęcił bratu, który zawsze robił to, co 
trzeba,   a   mama   siostrze,   którą   wprowadzała   w   świat.   A   ja   szalałem.   W 
rezultacie, po skończeniu przeze mnie college’u ojciec oświadczył, że albo będę 
użyteczny dla imperium Dunhamów, albo zostanę całkowicie wydziedziczony. 
Już wtedy dobrze wiedziałem, kim naprawdę chciałbym zostać – biologiem, 
zajmować się zwierzętami żyjącymi na swobodzie. Ale poznałem też wartość 
pieniędzy. Uznałem, że na dłuższą metę więcej zrobię dla ochrony przyrody 
dostając spadek, niż nie mając pieniędzy. Uzgodniłem z ojcem, że umożliwi mi 
założenie biura podróży. Dał mi pięć lat na zdobycie powodzenia i, ku jego 
wielkiemu   zdziwieniu,   udało   mi   się.   Chyba   ciągle   ma   mi   to   za   złe.   Zack 
zachmurzył się i ze złością ugryzł kawał pizzy.

background image

–   Sądziłam,   że   raczej   jest   z   ciebie   dumny   –   zdziwiła   się   Jamie.   – 

Dlaczego uważasz inaczej?

– Bo ciągle mnie straszy wydziedziczeniem, jakby tylko czekał na moje 

potknięcie   –   odpowiedział   Zack   krzywiąc   się.   –   Trudno   się   pozbyć   starych 
nawyków.

– Czy chodzi ci o potknięcie w rodzaju małżeństwa z Cissie Bergstrom? 

Słyszałam, że był temu absolutnie przeciwny.

Zack kiwnął głową.
– Wcale nie miałem zamiaru się z nią żenić, ale uwierzył plotkom, a ja nie 

wyprowadzałem go z błędu. Jeżeli do tej pory się nie przekonał, że nie jestem 
taki głupi, to jego problem.

– Ale nie było to ładne zachowanie – stwierdziła Jamie.
–   Cissie   musiała   mieć   jakieś   podstawy,   aby   sądzić,   że   masz   poważne 

zamiary. Widać to było po tym, jak się zachowała w sylwestra.

–  Na   pewno   niczego   jej  nie   obiecywałem   –  odrzekł   Zack,   obrzucając 

Jamie dziwnie bacznym spojrzeniem. – Uwierzyła w to, w co sama chciała.

– Twierdzę, że zrobiłbyś dużo lepiej mówiąc i ojcu, i Cissie szczerze, o co 

chodzi. – Jamie spojrzała oskarżycielsko.

–   Czy   nie   sądzisz,   że   to   ty   masz   trudności   z   pozbyciem   się   starych 

nawyków?

Oczy Zacka rozszerzyły się ze zdziwienia, po czym na jego twarz z wolna 

wypłynął uśmiech.

– Masz dar trafiania prosto w sedno, prawda? – zauważył. – Słusznie, 

muszę się poprawić.

– Postaraj się – potwierdziła Jamie, myśląc, że Zack pojął, co miała na 

myśli i przyjął słowa krytyki lepiej, niż oczekiwała. Czy się naprawdę postara, 
to już inna sprawa.

– Opowiedz mi o Afryce – poprosiła, gdy Zack w zamyśleniu pochłaniał 

następny kawałek pizzy. – Czy rzeczywiście jest tak piękna, jak na obrazkach?

– O wiele bardziej – przyznał Zack. – Powinnaś pojechać i przekonać się 

o tym sama. Byłbym szczęśliwy mogąc ci ją pokazać.

– Może kiedyś – powiedziała Jamie niezobowiązująco. – Dokąd jeździsz?
–   Opiszę   ci   jedną   z   moich   zwykłych   wędrówek.   –   Zack   rozparł   się 

wygodnie   na   kanapie,   ze   wzrokiem   utkwionym   w   przestrzeń,   jakby   przed 
oczami   pojawiały   mu   się   miejsca,   o   których   opowiadał.   –   Wylatujemy   z 
Nowego Jorku wieczorem, mamy przystanek w Szwajcarii i lecimy następnego 
wieczoru do Nairobi. Stamtąd wyruszamy do rezerwatu...

Zack   opowiadał,   Jamie   zadawała   pytania.   Po   godzinie   była   pod 

ogromnym wrażeniem jego wiedzy o przyrodzie Afryki i głębokiej troski o jej 
ochronę.

–   Mówisz   bardziej   jak   naukowiec,   niż   przewodnik   wycieczek   – 

background image

skomentowała. – Chyba zrobiłbyś wiele dobrego łącząc te dwa zajęcia.

– To była najmilsza rzecz, jaką od ciebie usłyszałem – rozpromienił się. – 

Jedź ze mną na następną wycieczkę. Nawet w przybliżeniu nie wiesz, jakie cuda 
tam na ciebie czekają.

Jamie westchnęła w odpowiedzi.
–  Muszę  przyznać,  że  brzmi  to  niezwykle   kusząco,  ale  absolutnie  nie 

mogę sobie pozwolić na opuszczenie kwiaciarni na tak długo. – A poza tym, 
pomyślała sobie, musiałabym się dobrze zastanowić przed wyjazdem na trzy 
tygodnie do Afryki z równie kuszącym Zackiem.

– I tak powinnaś mieć kogoś, kto przejąłby część twoich obowiązków – 

powiedział Zack marszcząc brwi. – Stanowczo za ciężko pracujesz.

Spojrzał na zegarek.
– Chyba czas już na mnie. Muszę zdążyć na poranny samolot, a ty pewnie 

będziesz miała jutro następny ciężki dzień.

– Obawiam się, że tak – przytaknęła Jamie. Nagle zrobiło jej się bardzo 

przykro, że już odchodzi. Gdyby tylko przestał traktować ją jak jeszcze jedną 
zdobycz, mieliby sobie dużo do powiedzenia. Nie byłoby to całkiem to, czego – 
z różnych powodów – pragnęli, ale lepszy rydz niż nic. Podała mu kurtkę i w 
milczeniu patrzyła, jak się ubiera.

– Dokąd lecisz? – spytała, gdy zatrzymał się przy drzwiach, zbierając się, 

aby jej coś wyznać.

–   Do   Nowego   Jorku   –   odpowiedział.   –   Mam   spotkanie   z   ludźmi   w 

sprawie końcowego rozliczenia finansowego wycieczek. To strasznie nudne.

Przez chwilę przyglądał się Jamie w napięciu, po czym delikatnie ujął jej 

twarz w dłonie.

– Jamie – zaczął z powagą – mam nadzieję, że nie dokuczyłem ci dzisiaj 

zbytnio. Za żadne skarby nie myśl sobie, że chciałbym się tylko z tobą przespać. 
Jesteś...   wyjątkowym   stworzeniem.   Nie   zniósłbym,   gdybyś   uznała   mnie   za 
beznadziejnego łobuza, z którym nie warto się zadawać. To... to – przerwał i 
uśmiechnął się niepewnie – to by mi złamało serce.

Jamie wpatrywała się w niego, niepewna, czy istotnie mu na tym zależy. 

Tak bardzo chciała mu uwierzyć.

–   Wcale   tak   nie   myślę   –   powiedziała.   –   Naprawdę   sądzę,   że 

moglibyśmy... moglibyśmy zostać dobrymi przyjaciółmi.

– Przyjaciółmi? – Zack uniósł brwi.
Był tak zaskoczony, że Jamie nie mogła powstrzymać śmiechu.
– To się zdarza. Kobiety i mężczyźni mogą być przyjaciółmi.
–  Ale   my   me   możemy   –   zaprzeczył   stanowczo   Zack.   –   Prędzej   czy 

później dostalibyśmy szału, powinnaś to rozumieć.

– Nie rozumiem – nachmurzyła się Jamie. – Poza tym znasz moje zdanie. 

Nie widzę innej możliwości.

background image

Po twarzy Zacka znać było, że w głowie kłębią mu się myśli, których nie 

ośmiela się wypowiedzieć. Nagle wydal coś w rodzaju zduszonego skowytu i 
pochwycił   Jamie   w   miażdżący   uścisk,   całując   ją   z   taką   pasją,   że   podłoga 
zakołysała się jej pod stopami.

– Posłuchaj swego serca – powiedział, kiedy w końcu ją puścił. – Bije jak 

dzwon. Co ci mówi?

Jamie słyszała bicie swego serca, które mówiło jej, że pocałunki żadnego 

innego mężczyzny tak jej nie oszałamiały, że pragnęłaby, aby został i aby mogli 
poznać   się   lepiej,   i   że   potem   mogłoby   im   się   przytrafić   coś   naprawdę 
cudownego. Czuła też głuche bicie serca Zacka. Czy on zdaje sobie sprawę z 
tego, co mówi? – zastanawiała się.

– Może ty powinieneś posłuchać swojego? – szepnęła.
– A jak ci się zdaje, co robię? – zapytał.
– Może... słuchasz czegoś innego – odpowiedziała. Zack uśmiechnął się 

leniwie.

– Może tak, może nie. Dobranoc, Jamie. Odezwę się niedługo. I wyszedł, 

zamykając za sobą drzwi.

Jamie wpatrywała się w nie kilka chwil, trzymając palce na wargach, po 

czym wolno założyła łańcuch bezpieczeństwa.

Chciałabym założyć łańcuch bezpieczeństwa na moje serce, pomyślała. 

Czuła, że najchętniej pobiegłoby za Zackiem.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

–   Czy   zamierza   spotkać   się   z   tobą   po   powrocie   z  Afryki?   –   zapytał 

Bertram   Bellamy   po   wysłuchaniu   opisu   spotkania   z   Zackiem,   jaki   Jamie, 
niezbyt może dokładnie, przedstawiła wujostwu.

–   Nie   jestem   pewna   –   odpowiedziała,   chociaż   jeszcze   poprzedniego 

wieczoru   Zack   telefonował,   potwierdzając   swoją   wizytę.   Miała   do   siebie 
pretensję   za   te   wykręty,   ale   nie   chciała,   aby   te   dwie   romantyczne   dusze 
przeżywały tak bardzo romans, który, była o tym przekonana, nie prowadził do 
niczego.

– Po raz pierwszy nie mam ochoty na prowadzenie wycieczki – mówił 

Zack   przez   telefon.   –   Właśnie   zachorował   jeden   z   moich   najlepszych 
przewodników   i   muszę   prowadzić   obie,   jedną   zaraz   po   drugiej.  A  niech   to, 
chciałbym, żebyś mogła uczestniczyć chociaż w jednej z nich.

Jamie   zebrała   wszystkie   siły,   by   przemówić   sobie   do   rozumu   i 

wytłumaczyć, że to tylko jego gra. Chce ją teraz zmiękczyć, żeby po powrocie 
łatwiej mu było ją zdobyć.

– Będę u ciebie pierwszego kwietnia – zapowiedział – zaraz na drugi 

dzień po przylocie do Nowego Jorku. Nie planuj niczego na ten dzień. I trzymaj 
się z dala od mężczyzn w czasie mojej nieobecności.

– Pilnuj swoich wycieczek i nie martw się o mnie – oświadczyła chłodno 

Jamie.   –   Możesz   spotkać   tam   kogoś   o   wiele   bardziej   interesującego   niż 
skromna, mała kwiaciarka. Jeżeli po powrocie nadal będziesz chciał się ze mną 
zobaczyć – zadzwoń.

Zack zaklął soczyście.
– Chyba zwariuję, zanim nadejdzie ten pierwszy kwietnia – oznajmił i 

odwiesił słuchawkę.

Później Jamie długo przemierzała mieszkanie tam i z powrotem, mrucząc 

do siebie, aż zdenerwowało to Cyrana.

– Ten człowiek doprowadzi nas oboje do szaleństwa – stwierdziła Jamie i 

wzięła   kota,   głaszcząc   go   uspokajająco.   –   Dlaczego   on   myśli,   że   stanowię 
wyzwanie dla jego męskości?

Nadal uważała, że Zack prześladuje ją wyłącznie dlatego, iż uparła się nie 

ulec jego męskiemu czarowi.

A jeżeli jest inaczej? – odzywał się niekiedy nieśmiały głos w głębi duszy 

– a jeżeli naprawdę chodzi tu o trwale uczucie z jego strony?

Starała się zdusić tę słabą nadzieję przywołując w pamięci słowa Cissie 

Bergstrom, która nazwała go niepoprawnym podrywaczem. I natychmiast stawał 
przed nią obraz Zacka jadącego w otwartej furgonetce na safari i otoczonego 
rojem ponętnych pań w obcisłych szortach. Ten obraz wpędzał ją w chorobę.

background image

– Absolutnie sobie nie życzę, żeby po powrocie spotykał się ze mną – 

powtarzała teraz Jamie wujostwu. – Jaka przyszłość czeka mnie z mężczyzną, 
który nieustannie podróżuje dookoła świata?

Nawet jeśli znajomość z Zackiem okazałaby się poważna, mędrkowała 

chodząc   po   mieszkaniu,   to   jego   ciągła   nieobecność   powodowałaby   ogromne 
problemy.

– Możesz podróżować z nim – rzuciła ciotka Marta.
– Tak bym chciał zwiedzić przed śmiercią Afrykę – westchnął przeciągle 

wuj Bert. – Może, gdybyś wyszła za mąż za tego łobuza, dałby nam rabat na 
jedną z wycieczek.

– Łobuz to właściwe określenie – wybuchnęła Jamie. – Mam nadzieję, że 

nie wydacie mnie za niego w zamian za tańszą wycieczkę! A ja na pewno nie 
porzucę mojej kwiaciarni, po to, by jeździć za nim po świecie i mieć go stale na 
oku. Zack Dunham nie jest mężczyzną stworzonym dla mnie.

– Nie przesądzaj tego już teraz – odezwał się wuj. – Możesz przeszkolić 

kogoś na zastępcę na czas twojej nieobecności.

–   No   tak,   ale   ona   trwałaby   większą   część   roku   –   odparła   Jamie   z 

niechęcią. – Nie podoba mi się ten pomysł. Kwiaciarnia nie... nie byłaby już tak 
zupełnie moja.

– Niektóre kobiety świetnie sobie radzą z długą nieobecnością męża – 

zauważyła ciotka. – Pomyśl tylko o żonach marynarzy. Chociaż ja byłam bardzo 
zadowolona,   gdy   Bertie   zrezygnował   ze   służby   w   marynarce   po   skończeniu 
wojny. W tych czasach lubił oglądać się za kobietami.

Bertram Bellamy wyglądał jak wcielenie urażonej godności.
– Jak możesz tak mówić! Gdy poznałem ciebie, nigdy już nie spojrzałem 

na inną kobietę.

Był to jeden z rzadkich momentów, kiedy ta dwójka najeżyła się na siebie. 

Po chwili wybuchnęli śmiechem.

–   A   widzicie?   –   wytknęła   im   Jamie.   –   Nawet   wam   groziły 

nieporozumienia z tego powodu.

Przez   następny   tydzień   uparcie   o   tym   myślała,   chociaż   czuła,   że 

stanowczo niepotrzebnie obchodzi ją, co Zack teraz robi i z kim.

– Czy możesz sobie wyobrazić, co bym wyprawiała, gdybym naprawdę 

była w nim zakochana? – przemawiała do Cyrana sobotniego wieczoru, siedząc 
przy kuchennym stole i jedząc na obiad płatki na mleku. – Siedziałabym tu, 
usychała z tęsknoty i wyczekiwała telefonu. To nie ma sensu i już.

– Miauu – odparł Cyrano.
–  Dziękuję  za   przyznanie   mi  racji.  –   Postawiła   przed  Cyranem  resztę 

swojej   porcji.   –   Proszę,   zjedz   sobie.   Jesteś   moim   najlepszym   przyjacielem, 
zawsze pod ręką, gdy cię potrzebuję.

Nie znaczyło to, że potrzebuje Zacka Dunhama. Absolutnie. Wprowadzał 

background image

tylko zamieszanie.

Cyrano wylizywał mleko z takim zapałem, że wepchnął miskę pod stół. 

Jamie   kucnęła   i   nachyliła   się,   by   ją   stamtąd   wyciągnąć.   W   tym   momencie 
zadzwonił telefon, Jamie wyprostowała się gwałtownie i uderzyła głową o kant 
stołu. W oczach stanęły jej wszystkie gwiazdy. Ogłuszona, ruszyła do aparatu, 
jedną ręką rozcierając guza, a drugą chwytając słuchawkę.

– Kwiaciarnia „Kwiaty prosto z serca” – powiedziała automatycznie.
– Co takiego? Jamie, dobrze się czujesz? – doszedł ją znajomy, głęboki 

głos Zacka.

– Och, Zack! Cześć! – Nagle coś rozbłysło jej w głowie i serce zaczęło 

mocniej bić.

–   Czy   zdajesz   sobie   sprawę,   gdzie   jesteś?   –   Zack   był   rozbawiony.   – 

Rozumiem, że są ludzie, którzy zabierają robotę do domu, ale to idiotyczne.

–   Nie   ma   się   z   czego   śmiać   –   stwierdziła   Jamie.   –   Kiedy   zadzwonił 

telefon, byłam pod stołem i uderzyłam się w głowę. Nie wiedziałam, co mówię.

– Strasznie mi przykro, skarbie – w głosie Zacka zabrzmiała skrucha. – 

Tak bym pragnął być z tobą, żeby cię pocieszyć i wziąć w ramiona.

Jamie natychmiast wyobraziła sobie siebie w jego ramionach i kilka łez 

więcej spłynęło po jej policzkach.

– No, ale nie jesteś. Skąd dzwonisz?
– Z Nairobi – odpowiedział Zack. – Jest czwarta rano. Nie mogłem spać, 

więc   postanowiłem   zatelefonować   do   ciebie.   Coś   ty   właściwie   robiła   pod 
stołem?

– Wyciągałam miskę Cyrana – wyjaśniła Jamie. – Dlaczego nie mogłeś 

zasnąć? Czy tam jest gorąco?

– Nie, gorąco nie. Tęskniłem za tobą – odparł Zack. – Pomyślałem, że 

twój głos mnie pocieszy, ale tylko pogorszył sprawę. Jeszcze bardziej chcę być z 
tobą. Czy możesz coś na to poradzić?

– Nic nie poradzę – nachmurzyła się Jamie. – Jak zwykle pilnuję swej 

pracy.

– To jest problem – powiedział Zack. – Twoja praca jest stanowczo za 

daleko ode mnie. Potrzebuję cię tutaj.

– Najpierw chciałeś znaleźć się tutaj, a potem żebym ja znalazła się tam – 

stwierdziła Jamie. – Coś tu mieszasz.

Zack mruknął niezrozumiale.
– Nic nie mieszam – oznajmił z irytacją. – Nie obchodzi mnie, kto jest 

gdzie, pod warunkiem, że jesteśmy w tym samym miejscu. Czy spodziewam się 
zbyt wiele oczekując, że tobie też trochę na tym zależy?

– Trochę tak – przyznała niechętnie. Nie chciała mu okazać, że jej opór 

słabnie, ale myśl o jego bliskości była bardzo nęcąca. Po czym wyrzuciła z 
siebie myśli, które dręczyły ją cały tydzień: – ale te gorące życzenia niewiele 

background image

zmienią, prawda? Mam na myśli to, że twoja praca zatrzymuje cię długo z dala 
ode mnie, a moja zatrzymuje mnie tutaj. Nie wygląda na to, żebyśmy mogli 
często się widywać, prawda?

Po stronie Zacka zapadła długa cisza.
– Najwidoczniej coś się musi zmienić – powiedział w końcu. – Możesz 

być tego pewna po moim powrocie.

Ton   jego   głosu   zaniepokoił   Jamie.   Jeszcze   nie   podpisała   umowy   o 

dzierżawę kwiaciarni. A Zack był, mimo wszystko, synem Isaiaha Dunhama. 
Chyba nie przyszło mu do głowy wtrącać się w ich sprawy? Nie dopuści do 
tego. Przez chwilę zamierzała powiedzieć mu, żeby trzymał się od tej pory z 
daleka, ale stwierdziła, że lepiej będzie poczekać i nie uprzedzać faktów. Udało 
jej się powiedzieć ze spokojem:

– Niewiele możesz zrobić poza zmniejszeniem globu ziemskiego. Lepiej 

porozmawiajmy o czymś innym. A może powinieneś pójść do łóżka?

– To już nie ma sensu – odpowiedział Zack – Muszę szykować samochód 

do podróży. Zaraz po śniadaniu ruszamy do rezerwatu.

– A tak, pamiętam, mówiłeś mi o tym. Słonie, nosorożce i Kilimandżaro 

w tle. Pozdrów ode mnie słoniątko, jeżeli je spotkasz.

– Jamie – poskarżył się Zack – dlaczego tak mówisz?
– A cóż w tym złego? – zdziwiła się. – Kocham słonie, a słoniątka są takie 

urocze. Nie możesz pozdrowić jakiegoś ode mnie?

–   Chyba   się   w   jedno   zamienię   –   burknął   Zack.   Westchnął   głęboko   i 

ciągnął   kwaśno.   –   Ależ   mogę,   oczywiście.   Czy   mam   przekazać   coś   poza 
pozdrowieniami? To bardzo inteligentne zwierzęta. Może mi się uda nawiązać 
pogawędkę.

– Żarty sobie ze mnie stroisz – zganiła go Jamie. – Wydaje ci się, że 

jestem głupia, bo chcę, żebyś pozdrowił słoniątko.

– Wcale nie! – zaprzeczył namiętnie Zack. – Myślę, że jesteś absolutnie 

czarująca.   Tak   dziwnie   się   czuję   gdzieś   w   środku,   kiedy   opowiadasz   takie 
rzeczy. Jesteś niezwykłą kombinacją... – przerwał i wciągnął głęboko powietrze. 
– Tylko się znowu nie obrażaj. Podoba mi się ta kombinacja.

– Nie mam pojęcia, o co ci chodzi, ale się nie obrażam. – Jamie sama 

poczuła się dziwnie, gdy powiedział, że jest czarująca. Musi się lepiej pilnować, 
bo jeszcze mu uwierzy.

–  Wytłumaczę   ci,   kiedy   będę   potrafił   to   określić.   Która   jest   u   ciebie 

godzina? – zapytał.

– Siódma piętnaście – odparła Jamie. – Pewnie zapłacisz majątek za ten 

telefon – O to mi właśnie chodziło – Zack był rozdrażniony. – Raz jesteś słodka 
i   kapryśna,   drugi   raz   znowu   piekielnie   praktyczna...   To   nie   brzmi   zbyt 
sensownie, prawda?

–   Prawda   –   przyznała   Jamie.   –   A   poza   tym   każdy   człowiek   jest 

background image

wielowymiarowy,   inaczej   byłby   strasznie   nudny.   Jak   tam   twoja   grupa 
wycieczkowa? Są jacyś interesujący ludzie?

– Paru – odpowiedział Zack. – Jest, jak zwykle, kilka bogatych osób, 

które   próbują   uciec   od   nudy,   ale   jest   też   starszy   profesor   college’u   z   żoną, 
bardzo inteligentni i ciekawi, oraz dwie stare panny z Georgii, które przez lata 
oszczędzały na tę wycieczkę. Jedna to emerytowana kasjerka z banku, a druga 
prowadziła   butik.   Są   bardzo   sympatyczne   i   uprzejme.   Mam   nadzieję,   że 
wszystko się uda, właśnie ze względu na nie. To dla nich ogromne przeżycie.

– Zack, to bardzo miło z twojej strony – powiedziała Jamie – ja też mam 

taką nadzieję.

Poczuła się zawstydzona odkryciem, że nigdy nie podejrzewała Zacka o 

taką wrażliwość i uprzejmość. Niesłusznie sądziła, że jego ciepły, serdeczny 
uśmiech służy tylko do czarowania nieostrożnych kobiet. Teraz było jasne, że 
kryło się za nim wrażliwe, wspaniałomyślne serce.

Jakby czytając w jej myślach, Zack dodał:
– Dlaczego podejrzewasz, że interesuję się wycieczkami tylko ze względu 

na okazję do zabawy ze wspaniałymi kobietami, które  biorą w nich udział? 
Masz mnie stale za niepoprawnego drania, prawda?

Chociaż dzieliło ich pół świata, Jamie spłonęła rumieńcem.
– Ależ nie, ale sądziłam, że przywykłeś do... no, wiesz – wyjąkała. – 

Potrafisz być taki... czarujący i uwodzicielski.

Zack jęknął.
– Już na początku wszystko zepsułem, no nie? Tak strasznie chciałbym 

całą naszą znajomość zacząć od początku.

W sercu Jamie pojawił się promyczek nadziei.
– Tego się już nie da cofnąć, ale jestem skłonna zmienić zdanie.
– To ładnie z twojej strony – oświadczył Zack sucho.
– To wszystko, na co mnie stać – stwierdziła Jamie. Nie może przecież 

zapomnieć o tej masie kobiet, które pojawiały się w jego życiu. Jednego była 
pewna   –   że   chce   się   z   nią   przespać.   Może   postanowił   tylko   użyć   innego 
sposobu.

– Wiesz, większość kobiet, które spotkałem... – Zack przerwał i zamilkł 

na tak długo, że Jamie spytała w końcu:

– Co większość tych kobiet, które spotkałeś?
– Nic – mruknął Zack. – Większość z nich nie miała nic w głowie, to 

wszystko. Za to ty masz więcej, niż trzeba.

– I może właśnie dlatego się mną zainteresowałeś – zasugerowała Jamie. 

Znowu   zapadła   bardzo   długa   cisza,   podczas   której   jeszcze   raz   zaczęła   się 
zastanawiać, czy aby nie doszedł do wniosku, że nie potrzebuje kobiety, która 
ma za dużo w głowie – i ta myśl zmroziła ją.

– Bardzo mi przykro – powiedziała cicho – ale taka właśnie jestem.

background image

–   Jamie,   na   litość   boską!   –   wybuchnął   Zack   –   Wcale   cię   nie 

krytykowałem. No, może trochę, ale... ale to tylko dlatego, że jesteś... dlatego, 
że ja... – Wziął głęboki oddech. – Co za męka. Chcę się z tobą ożenić, Jamie.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Jamie poczuła, że podłoga zakołysała się pod stępami.
– C-co takiego? – wychrypiała. W najśmielszych marzeniach nie przyszło 

jej   do   głowy,   że   Zack   Dunham   mógłby   się   jej   oświadczyć.   Obraz   jego 
przystojnej, uśmiechniętej twarzy pojawił jej się przed oczami, gdy osunęła się 
na podłogę, kurczowo ściskając słuchawkę.

– Chcę się z tobą ożenić – powtórzył Zack. – Wiem, wiem, powiesz, że to 

za wcześnie, że nie znamy się jeszcze zbyt dobrze, czy coś równie sensownego. 
Jedyną sensowną rzeczą jest poślubienie mnie. Zdaję sobie sprawę, że zanim cię 
przekonam, miną lata, ale wytrzymam. Dlatego porzuć myśl o kupowaniu domu, 
a jeżeli spojrzysz na innego mężczyznę, to go rozerwę na strzępy, przysięgam. O 
Boże, dlaczego mówię ci to z tak daleka? Chyba oszalałem. Ale to wszystko 
prawda. Każde słowo.

Jamie potarła czoło, ciągle nie mogąc dać wiary własnym uszom. Co do 

jednego Zack miał rację. Za bardzo się pospieszył.

– Zack – zaczęła – jestem zaszczycona, ale...
–   Nic   nie   mów,   Jamie   –   przerwał   Zack.   –   Nie   chcę   teraz   żadnej 

odpowiedzi. Nawet nie będę tego słuchał. Porozmawiamy o tym, kiedy wrócę. A 
ty w tym czasie wymyśl jakiś sposób, jak najlepiej ułożyć nasze małżeństwo, a 
nie szukaj argumentów przeciw. Dobrze?

Myśli szalały jej w głowie. Oto Zack każe jej szukać sposobu, jak ułożyć 

ich małżeństwo, gdy ona nawet nie powiedziała, że go poślubi. A nawet nie jest 
pewna, czy tego chce. I nie zostawił jej żadnego wyboru. Po prostu jasno dał jej 
do zrozumienia, że on już się zdecydował, a jej zgoda to tylko kwestia czasu. 
Nie była tym zachwycona. Dopiero po dobrych kilku minutach ochłonęła na 
tyle, by rozumować jasno.

– Dałeś mi bardzo dużo do myślenia – rzekła w końcu. Ku jej zdziwieniu 

Zack roześmiał się z ulgą.

– Dzięki Bogu – oznajmił. – Już się bałem; że każesz mi pójść do diabła, 

choćby   przed   szarżujące   stado   słoni.   Słuchaj,   kochanie,   muszę   już   iść, 
obowiązki wzywają. Zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie, że jestem obok. 
Chcę cię pocałować.

Jamie przymknęła oczy i usłyszała odgłos pocałunku.
– Trzymaj się – powiedział. – Przez kilka dni nie będę mógł do ciebie 

dzwonić, ale będę o tobie stale myślał. Dobranoc, Jamie.

– Dobranoc, Zack – odpowiedziała cicho Jamie. – Ty też się trzymaj.
Po skończeniu  rozmowy,  Jamie  dalej  siedziała  na  podłodze gapiąc się 

przed siebie, a słuchawka kołysała się obok na sznurze. To wszystko stało się 
zbyt szybko. Pozbawiło ją tchu. Chciało jej się płakać i śmiać jednocześnie.

background image

Cyrano wpakował się jej na kolana i zaczął trącać wiszącą słuchawkę. 

Wstała z westchnieniem, odłożyła słuchawkę i mocno przytuliła kota.

– I co mam teraz zrobić? – spytała go. – Wydaje mi się, że zakochałam się 

w Zacku, nigdy jeszcze nie czułam czegoś podobnego. Ale nie jestem pewna, 
czy to dobrze. Nie widzę sposobu, jak ułożyć życie z kimś, kogo prawie cały 
czas nie ma. A ty widzisz?

To   samo   pytanie   Jamie   zadała   następnego   wieczoru   wujostwu,   po 

pechowym dniu, pełnym rozbitych wazonów i pomyłek w zamówieniach.

– Tego absolutnie nie da się ułożyć – odpowiedziała sama sobie. – Będę 

musiała   jakoś   mu   to   uświadomić.  Tylko   się   przez   niego   zdenerwowałam,   a 
bardzo tego nie lubię. Przeszkadza mi to w pracy.

–   Sądzę,   że   tak   właśnie   objawia   się   miłość   –   uśmiechnął   się   wuj 

dobrotliwie.   –   Zmienia   najrozsądniejszą   osobę   w   bujającego   w   obłokach 
marzyciela.

–   Bertie   zapomniał   nałożyć   spodnie   jednego   ranka,   tuż   po   naszym 

poznaniu się – zachichotała ciotka Marta. – Był już prawie na ulicy, kiedy to 
zauważył. Przyznał mi się do tego wiele lat później.

– Nic mi oboje nie pomagacie – jęknęła żałośnie Jamie. – Potrzeba mi 

rady, jak wybrnąć z tej sytuacji.

– Równie dobrze  możesz  prosić  słońce, żeby  wzeszło na  zachodzie – 

stwierdził wuj. – Lepiej zacznij myśleć o możliwych rozwiązaniach problemu 
tego małżeństwa, to łatwiej będzie coś ustalić, gdy twój wielbiciel wróci.

– Nie widzę żadnych – upierała się Jamie. – Krótko mówiąc, jedno z nas 

powinno porzucić pracę, a ja nie dopuszczam nawet takiej myśli. Zbyt wiele 
mnie   kosztowało   osiągnięcie   tego   wszystkiego.   Teraz   mam   wspaniałą, 
bezpieczną przyszłość w zawodzie, który kocham. Dlaczego miałabym porzucać 
to dla mężczyzny, który jest... który jest...

– Podniecający? Nieobliczalny? Przystojny? – podpowiadała ciotka.
– Otóż to – przyznała Jamie.
– No to nie mam pojęcia – oświadczyła ciotka, obdarzając męża pełnym 

uczucia uśmiechem.

–   Lepiej   pójdę   porozmawiać   z   Cyranem   –   powiedziała   zrezygnowana 

Jamie. – On mi bardziej pomoże niż wy, dwójko romantyków.

Między telefonami od Zacka Jamie omal siebie nie przekonała, że życie z 

nim   byłoby   niemożliwe.  Ale   kiedy   się   odezwał   i   znowu   głębokim,   czułym 
głosem mówił jej, jak bardzo pragnie mieć ją przy sobie...

–   Czuję   się   taki   samotny,   spędzając   czas   z   ludźmi,   którzy   mnie 

opuszczają, zanim zdążę poznać ich bliżej – narzekał.

W pierwszej chwili Jamie zamierzała powiedzieć mu, że to właśnie czeka 

ją  jako   jego   żonę,  lecz  powstrzymała  ją   skarga  w   jego  głosie.  Myśl   o  jego 

background image

samotności bolała. Być może sam w końcu pojmie, że samotność nieodłącznie 
towarzyszyłaby im obojgu, gdyby lekkomyślnie wplątali się w stały związek. 
Wolała   skierować   rozmowę   na   bezpieczniejsze   tematy,   jak   gdzie   był   i   co 
oglądał. Opowiedział je dowcipnie o dwóch damach z Południa, które pierwszy 
raz w życiu widziały żyrafę i o swojej rozmowie ze słoniątkiem. Zatęskniła za 
nim,   nie   wydawał   się   tym   płytkim   kobieciarzem,   za   jakiego   miała   go   na 
początku. Zapragnęła poznać go takim, jakim był naprawdę. Może jednak uda 
im się zbudować dobre małżeństwo? Może mogłaby podróżować z nim?

Po paru dniach bez telefonu wątpliwości wracały. Tak bardzo kochała 

kwiaciarnię, którą stworzyła i wypielęgnowała. Nie mogła zostawiać jej na tak 
długo, zaniedbywać. Kiedy już była zdecydowana, że nie może... nie powinna... 
wyjeżdżać, Zack telefonował znowu i wszystko zaczynało się od początku.

– Ciągle jestem miotana sprzecznymi uczuciami – żaliła się ciotce Marcie 

pewnej niedzieli, na tydzień przed powrotem Zacka.

– Rozum mówi ci co innego, a serce co innego – ciotka pokiwała głową 

ze zrozumieniem. – Chciałabym dać proste rozwiązanie twego problemu, ale 
obawiam się, że takiego nie ma. Miłości nie da się wytłumaczyć w kategoriach 
zysków i strat.

– Ale moją kwiaciarnię też kocham! – wykrzyknęła Jamie. – To nie jest 

tylko sprawa pieniędzy.

– Oczywiście – odpowiedziała ciotka. – Jednak pieniądze są namacalnym 

rezultatem   miłości   i   pracy,   które   włożyłaś   w   kwiaciarnię.   Nigdy   nie   ma 
pewności, co otrzyma się w zamian za miłość do kogoś. Kiedy minie pierwsze 
uniesienie,   rozpoczyna   się   praca   nad   utrzymaniem   małżeństwa.   Dwie 
indywidualności muszą włożyć wiele wysiłku w dopasowanie się do siebie i 
stworzenie   jedności.   Wydaje   mi   się,   że   trzeba   zapytać,   jak   bardzo   kochasz 
Zacka. Ile jesteś gotowa poświęcić dla stworzenia tej jedności?

–   Ciągle   mam   wątpliwości   –   westchnęła   Jamie.   –   Muszę   go   znowu 

zobaczyć. Nie spędziliśmy razem zbyt wiele czasu. Może tylko wymyśliliśmy 
sobie coś, co naprawdę wcale nie istnieje.

– Nie sądzę, aby to był ten przypadek – uśmiechnęła się Marta Bellamy. – 

Może jestem staroświecka, ale wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Ale 
rozumiem też, że powinnaś mieć czas do namysłu, żeby podjąć mądrą decyzję. 
To   już   nie   te   czasy,   gdy   kobieta   miała   do   wyboru   zamążpójście   lub 
staropanieństwo w zawodzie nauczycielki.

– Żałuję, że minęły – powiedziała Jamie. – Życie było o wiele prostsze.
Przez   następne   dni   Jamie   spróbowała   spojrzeć   na   swoją   kwiaciarnię 

obiektywnie.   Jej   mała   przestrzeń   była   wypełniona   wiosennymi   kolorami   i 
zapachami   tulipanów,   żonkili,   hiacyntów   i   białych   lilii.   Ale   czy   miało   to 
wystarczyć na resztę jej życia? Starała się wyobrazić sobie siebie, starzejącą się 
samotnie w domu, z Cyranem lub jego następcą. Czy o to jej chodzi? Wcale nie 

background image

była tego pewna. Wtedy odezwał się Zack.

– Będę w poniedziałek rano. Przygotowałem kilka niespodzianek, które 

mogą pomóc ci podjąć decyzję o wyjściu za mnie jak najszybciej – zapowiedział 
pełnym podniecenia głosem. – Możesz wyjechać po mnie na lotnisko?

– Oczywiście. Barney mnie zastąpi. – Serce Jamie zabiło w oczekiwaniu. 

Nagle nic nie było ważniejsze od znalezienia się w jego ramionach.

W kwiaciarni panował przedświąteczny ruch. Jamie właśnie próbowała 

zorganizować telefonicznie dodatkowe dostawy tulipanów przed Wielkanocą, 
gdy  wkroczył  Isaiah  Dunham.  Pomyślała,  że  może  w  sprawie  tak  przez  nią 
wyczekiwanej umowy o dzierżawę.

– Czym mogę panu służyć? – zapytała, odkładając słuchawkę.
–   Chodźmy   do   mojego   biura.   –   Isaiah   Dunham   poprowadził   ją   tam 

pośpiesznie. Usiadł w wielkim fotelu za ogromnym biurkiem i gestem wskazał 
krzesło Jamie, która nerwowo zaciskała dłonie, zaniepokojona jego surowym 
wyglądem.

–   Usiądź,   Jamie   –   rozkazał.   –   Chciałbym   porozmawiać   z   tobą   o 

Zachariaszu.

Zimny dreszcz przebiegł Jamie po krzyżu. To zabrzmiało bardzo serio. 

Usiadła   na   brzeżku   krzesła,   zastanawiając   się,   jak   dużo   Isaiah   wie   o   jej 
znajomości z Zackiem. Czy Zack zaczął już rozmawiać z ojcem, czy też Isaiah 
ciągle jeszcze snuje domysły?

–   Nie   bądź   taka   przerażona   –   zaczął   Isaiah   Dunham.   –   Nie   jestem 

ludożercą. Mam na względzie jedynie dobro twoje i mojego syna.

Mój Boże, teraz się zacznie, pomyślała Jamie, gdy przerwał, przyglądając 

się jej uważnie. „Jedynie dobro” ma na względzie ojciec, gdy chce powiedzieć 
dzieciom coś nieprzyjemnego. Próbowała wyczytać coś w stalowym wzroku, ale 
na nic.

–   Zachariasz   powiedział   mi,   że   chce   cię   poślubić,   ale   ty   jeszcze   nie 

wyraziłaś zgody – Isaiah przerwał rozmyślania Jamie. – Czy to prawda?

–   No,   hm,   tak   –   odpowiedziała.   Więc   Zack   powiedział   mu   o 

oświadczynach. Nie uszczęśliwiło to Isaiaha, jak można było sądzić z jego słów. 
Zack może pogodzić się z wtrącaniem się ojca w jego sprawy, ale ona nigdy.

– Kochasz go? – zapytał Isaiah.
Jamie zamrugała, zaskoczona. Isaiah pyta, czy kocha Zacka? Tego nie 

oczekiwała. Co go to obchodzi? Czy zamierza jej powiedzieć, żeby wybiła go 
sobie z głowy?

– No, Jamie – zniecierpliwił się Isaiah, gdy dziewczyna wpatrywała się w 

niego bez słowa. – Musiałaś jakoś okazać Zachariaszowi, że jego oświadczyny 
zostaną przyjęte. Odpowiedz na moje pytanie.

Zmieszanie Jamie zaczęło zamieniać się w złość.
– Nie zamierzam odpowiadać na żadne pytania, dopóki nie dowiem się, o 

background image

co   panu   chodzi,   panie   Dunham   –   oświadczyła   zimno.   –  To   bardzo   osobiste 
pytanie.

Usta Isaiaha skrzywiły się w słabym uśmiechu.
– W porządku, Jamie, wyłożę to jasno. Zack chce cię poślubić. Ja też 

chcę,   żeby   cię   poślubił.   Co   za   tym   idzie,   chcę,   abyś   ty   poślubiła   jego,   im 
szybciej, tym lepiej. Dlatego spytałem, czy go kochasz. Staram się zrozumieć, 
dlaczego zwlekasz z odpowiedzią. Czy to jasne?

Wyjaśnienia   Isaiaha   Dunhama   były   tak   odległe   od   tego,   czego   się 

spodziewała,   że   w   pierwszej   chwili   uznała,   że   się   przesłyszała.   Kiedy 
stwierdziła, że nie, nadal nie była w stanie się odezwać. Jej własne wątpliwości 
uniemożliwiały danie jasnej odpowiedzi.

–   N-nie   łatwo   wyjaśnić   to   wszystko   –   zawahała   się.   –   M-mogę 

przedstawić całą listę powodów.

–   Może   zaczniemy   od   pierwszego   pytania   –   zaproponował   Isaiah.   – 

Kochasz go?

–   No,   ja...   –   Jamie   oblizała   nerwowo   wargi.   Czy   powinna   mu 

odpowiedzieć? Czy musi mu odpowiadać? Ani Zack, ani ona nie wspominali o 
miłości – przynajmniej w słowach.

– Nie jesteś pewna? – Isaiah pochylił się ku niej w oczekiwaniu.
Jamie   nagle   przypomniała   sobie   swoje   twarde   postanowienie,   że   nie 

pozwoli mu się wtrącać.

– To sprawa moja i Zacka – powiedziała buntowniczo. – Tak samo, kiedy 

i   czy   za   niego   wyjdę.   Gdy   o   tym   zdecydujemy,   pan   będzie   bez   wątpienia 
pierwszą osobą, która się o tym dowie.

Przez chwilę Isaiah wyglądał na rozgniewanego. Potem schylił głowę i w 

zamyśleniu przyglądał się swoim rękom.

– A więc dobrze, Jamie – rzekł w końcu. – Mam dla ciebie nowinę. Po raz 

pierwszy w życiu Zachariasz wybrał kobietę, którą ja aprobuję, a chciałbym 
przed śmiercią być na jego ślubie. Albo więc poślubisz Zachariasza, albo nie 
przedłużę twojej dzierżawy. Daję ci miesiąc do namysłu.

Jamie stała z otwartymi ustami.
–   Pan   nie   może...   –   zaczęła,   ale   gdy   spojrzał   na   nią   z   chłodnym 

uśmiechem, wspomniała, jak groził Zackowi. – O tak, pan może.

– Uwierz w to – Isaiah kiwnął głową i wskazał ręką drzwi.
– Możesz odejść i pomyśl nad propozycją. Muszę wrócić do pracy.
Odrętwiała Jamie wstała i wyszła, ciągle nie mogąc uwierzyć, że Isaiah 

Dunham to powiedział. Początkowo chciała się rozpłakać, ale później zaczęła 
narastać w niej złość. Myślała, czy nie wrócić i nie powiedzieć mu, że prędzej 
na  Antarktydzie   zapanują   upały,   niż   ona   wyjdzie   za   jego   syna.   Jednak   gdy 
dotarła   do   kwiaciarni,   górę   wziął   rozsądek.   Musiała   najpierw   wszystko 
przemyśleć, a potem działać.

background image

– Idę do domu – powiedziała Barneyowi. – Mam dużo do myślenia.
– Coś nie w porządku? – spytał z wyraźną troską.
– Mnóstwo rzeczy – odparła – ale teraz nie mogę o tym mówić.
Do   domu   jechała   powoli,   wpadając   na   przemian   we   wściekłość   i 

przygnębienie. Jak on śmiał tak ją potraktować! Nie może się na to zgodzić! Ale 
jeśli mu się przeciwstawi, to straci i Zacka, i kwiaciarnię, przynajmniej w tym 
miejscu. Może ją oczywiście przenieść, ale mało prawdopodobne, by znalazła 
równie   dobre   miejsce.   No   i   Zack.   Z   tego,   co   wiedziała,   Isaiah   zagroził   mu 
wydziedziczeniem, jeśli nie poślubi jej w ciągu miesiąca. Może dlatego Zack 
mówił   o   niespodziankach,   które   mogą   przyspieszyć   jej   decyzję.   Czyżby 
zabrakło mu charakteru i nie umiał powiedzieć ojcu, żeby nie wtrącał się w nie 
swoje sprawy? I co, na litość boską, dzieje się z Isaiahem Dunhamem? Czyżby 
był przekonany, że może wszystkim rozkazywać?

– No i co mam teraz zrobić, Cyrano? – zapytała, gdy jej czworonożny 

przyjaciel powitał ją u drzwi. – Kocham Zacka, ale nie jestem pewna, czy to 
wystarczy do stworzenia dobrego małżeństwa. On będzie stale poza domem, a ja 
nie wiem, czy zniosę taką długą rozłąkę z moją kwiaciarnią. O ile w ogóle 
zechce, abym z nim podróżowała. – Wzięła Cyrana w objęcia i siadła w fotelu, 
patrząc   się   przed   siebie.   Czuła,   jakby   na   całe   jej  dotychczasowe   życie   padł 
wielki, czarny cień. Przez następne godziny rozważała różne możliwości, aż do 
zupełnego zmęczenia. Zapadł już mrok, gdy podjęła ostateczną decyzję – kocha 
Zacka, ale  nie  może wyjść   za niego  za  mąż.  Małżeństwo w  ciągu  miesiąca 
oznacza poddanie się i utratę przez nią twarzy. Małżeństwo w każdym innym 
czasie oznacza albo rozłąkę z kwiaciarnią, albo bardzo długą rozłąkę z mężem. 
Żaden   wybór   jej   nie   pociągał.   Będzie   musiała   przenieść   kwiaciarnię,   czyli 
zacząć od początku i zrezygnować na razie z kupna domu, ale jakoś to zniesie. 
Najtrudniej będzie powiedzieć o tym Zackowi.

W niedzielę, odwiedzając wujostwo, kierowała rozmowę na spodziewany 

powrót   Zacka   i   unikała   dyskusji   o   swych   problemach.   Później   wyjaśni   im 
wszystko. Resztę niedzieli i bezsenną noc spędziła na zbieraniu sił do spotkania 
z  Zackiem.  Nic  mu  nie  powie  na  lotnisku.  Wszystko  wytłumaczy  w  swoim 
mieszkaniu, możliwie najspokojniej. Ostatecznie zasłużył na to.

Następnego dnia Jamie, trzęsąc się ze zdenerwowania, oczekiwała Zacka 

na lotnisku. Udało jej się wprowadzić siebie w złość na niego i jego ojca za 
próbę manipulowania jej życiem. Kiedy jednak ujrzała przystojną, uśmiechniętą 
twarz Zacka, znalazła się w jego ramionach i poczuła jego wargi na swoich, 
ogarnęła ją słabość, a w oczach miała łzy frustracji. Dlaczego jej ciało zawsze ją 
zdradza, zastanawiała się wściekła.

– Kochanie, taki jestem szczęśliwy, że wróciłem. – Zack przytulił ją z 

całej siły i ukrył twarz w jej włosach. Słysząc łkanie, którego Jamie nie była w 
stanie powstrzymać, zajrzał jej w twarz. – Co się stało, malutka? – zapytał.

background image

– N-nic – wykrztusiła. – To z radości, że cię widzę. Masz dużo bagażu? 

Jadłeś śniadanie?

– Żadnego bagażu i prawie żadnego śniadania – odpowiedział.
–   No   to   jedźmy   od   razu   do   mnie   i   zrobię   ci   coś   do   jedzenia   – 

zaproponowała   Jamie.   Miała   nadzieję,   że   przy   tych   zwykłych   czynnościach 
odzyska swój dowcip i odwagę.

Ruszyli do wyjścia. Zack co chwila przytulał ją i obdarzał pocałunkiem. 

Przy samochodzie objął ją znowu i schylił głowę, żeby ją pocałować.

– Nie – wyswobodziła się z jego ramion Jamie. – Nie teraz, nie będę w 

stanie prowadzić.

– Nie wiedziałem, że moje pocałunki wywołują tak oszałamiający efekt – 

droczył się z nią Zack z olśniewającym uśmiechem.

–   Niebezpiecznie   oszałamiający   –   odparła.   Zaczynała   żałować,   że 

poprzedniego dnia nie wsiadła do innego samolotu i nie odleciała w przeciwnym 
kierunku, gdzieś daleko, gdzie mogłaby zacząć życie od nowa. Oznajmienie 
Zackowi   podjętej   przez   nią   decyzji   będzie   znacznie   trudniejsze,   niż   sobie 
wyobrażała, szczególnie, gdy znów zacznie ją całować.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Miała zamiar ugrzęznąć w kuchni natychmiast po dotarciu do mieszkania, 

ale nie było szans. Gdy tylko zamknęli za sobą drzwi, Zack upuścił torbę i wziął 
Jamie w ramiona.

– A teraz – oznajmił, pożerając jej twarz płonącymi oczami – zamierzam 

cię całować aż do zupełnego wyczerpania.

Kiedy usta Zacka dotknęły jej warg, Jamie usilnie starała się wzbudzić w 

sobie gniew, ale na próżno. Przytuliła się do ukochanego i objęła z całej siły. 
Rozchyliła usta na spotkanie jego ust. Zack nie przerywając pocałunku w jakiś 
sposób zdjął swój i Jamie płaszcz i zaniósł ją na kanapę, czego zupełnie nie 
miała mu za złe. Gdy jego ręce wślizgnęły się pod sweterek, parząc jej nagą 
skórę, westchnęła tylko, pragnąc, aby ten jeden raz mogła mu ulec. Zostać jego 
kochanką...

Kiedy jednak pieszczoty stały się bardziej intymne, stwierdziła, że nie 

może do tego dopuścić. Potem nie byłoby już dla niej odwrotu.

– Przestań, proszę – szepnęła, odpychając jego ręce. – To nie dlatego, że 

nie chcę, ale... nie uznaję seksu pozamałżeńskiego.

– Wiem – powiedział Zack urywanym głosem, moszcząc ją na kolanach. 

–   Staram   się   opanować,   ale   musimy   pośpieszyć   się   ze   ślubem,   bo   inaczej 
oszaleję.

Jamie powinna była wyznać mu wszystko teraz, ale słowa uwięzły jej w 

gardle. Zamiast tego przytuliła się do niego, połykając łzy. Że też ze wszystkich 
mężczyzn na świecie właśnie w nim musiała się tak beznadziejnie zakochać. To 
niesprawiedliwe. Przez kilka minut pozostała w jego ramionach, milcząc, po 
czym oderwała się od niego z wielkim wysiłkiem.

– Czas na śniadanie – powiedziała, unikając jego wzroku. – Co wolisz, 

jajka na bekonie czy omlet?

– Jajka na bekonie – odpowiedział Zack – ale zanim pójdziesz, mam coś 

dla ciebie. Pierwszą z niespodzianek.

Podszedł do swego płaszcza i wrócił, wyjąwszy przedtem coś z kieszeni. 

Trzymając dłoń za sobą, usiadł obok Jamie.

– Wyciągnij rękę – uśmiechnął się ciepło. Umęczone serce dziewczyny 

tłukło się nieszczęśliwie, zgadując, jaka to niespodzianka.

Wyciągnęła   posłusznie   dłoń   i   dostała   małe,   ślicznie   opakowane 

pudełeczko.

Lodowatymi  palcami  odwinęła opakowanie z  aksamitnego pudełeczka. 

Tego właśnie się bałam, pomyślała ze ściśniętym gardłem, i ostrożnie podniosła 
wieczko. Chociaż spodziewała się pierścionka, to widok olbrzymiego brylantu 
pozbawił ją tchu.

background image

– Nie do wiary! – Wstrząśnięta, spoglądała to na oślepiający kamień, to 

na równie oślepiający blask oczu Zacka.

– Rozumiem przez to, że ci się podoba – roześmiał się Zack, – No, dalej. 

Nałóż go.

Jamie przyglądała się temu niewiarygodnemu diamentowi przez dłuższą 

chwilę, po czym pokręciła przecząco głową.

–   Nie   mogę,   Zack   –   wyjąkała.   –   Naprawdę   nie   mogę.   To   za   wiele. 

Przecież   jeszcze   ci   nie   powiedziałam,   że   za   ciebie   wyjdę.   –   Zamknęła 
pudełeczko i włożyła mu z powrotem do ręki. – Nie mogę tego przyjąć, nie 
teraz. Powinieneś się najpierw upewnić.

Rozum usiłował zmusić ją do wyznania wszystkiego, ale gdy patrzyła w 

te płonące, pełne nadziei oczy – serce nie wyrażało zgody.

– Ależ ja jestem pewien, Jamie – uśmiechnął się Zack. – I myślę, że ty 

też, chociaż jeszcze nie chcesz się do tego przyznać. Zatrzymam pierścionek do 
chwili, gdy to zrobisz.

Bo musisz przyznać, że istnieje między nami jakaś zaczarowana więź.
Pomyślała   z  goryczą,   że   właśnie   ta   zaczarowana   więź   zamieniła   ją  w 

nędznego tchórza. Możliwe, że potrzeba jej więcej czasu na znalezienie jakiegoś 
wyjścia.

– Potrzebuję więcej czasu. Muszę być tak pewna, jak ty – uśmiechem 

spróbowała   dodać   sobie   odwagi.   –   Po   prostu   wolniej   się   decyduję.   Może 
napiłbyś się w kuchni kawy, jak będę robiła śniadanie? Przyznam się, że po tym 
brylancie wielkości młyńskiego koła boję się pomyśleć o drugiej niespodziance.

– Jest jeszcze większa i wiem, że bardzo ci się spodoba – roześmiał się 

Zack. – Chcesz zgadywać? Dwadzieścia pytań?

Serce Jamie zamarło. Nie mogła wyobrazić sobie niczego większego od 

brylantu.

– Nie jestem zbyt dobra w zgadywaniu. Czy mam zacząć od „zwierzę, 

roślina czy minerał”?

– Od tego właśnie. – Zack łyknął kawy – i wydaje mi się, że wszystkie 

trzy odpowiedzi są prawidłowe.

W końcu Jamie stwierdziła, że przedmiot zagadki jest zbyt wielki.
– Czy to się rusza? – badała, mając na myśli samochód.
– Tylko z największym trudem – Zack wyszczerzył zęby w odpowiedzi. – 

Poddajesz się?

–   Nie,   jeszcze   nie   –   upierała   się   Jamie.   Śniadanie   było   już   gotowe. 

Obserwowała siedzącego przy stole mężczyznę, jego obecność wypełniała małą 
kuchenkę.

– Czy to znajduje się tu, w Saint Louis?
– Tak – potwierdził. – No proszę, jaką jesteś znakomitą kucharką.
– Każdy potrafi zrobić jajka na bekonie – stwierdziła. Nie potrafiła już 

background image

wymyślić   innych   pytań.   Nie   mogła   jeść.   Mogła   tylko   siedzieć   i   patrzeć   na 
Zacka,   żałując,   że   już   podjęła   decyzję.   Kiedy   skończył   śniadanie,   znowu 
zapytał, czy się poddaje. Teraz – postanowiła – teraz musi wszystko powiedzieć. 
Wzięła głęboki oddech, spojrzała mu prosto w oczy i poczuła, jak jej serce 
znowu mięknie. Zack wyglądał jak mały chłopiec przynoszący najpiękniejszy 
bożonarodzeniowy prezent.

– Trudno, poddaję się. Co to jest? – zapytała, przeklinając się w duchu za 

swą słabość.

– Najpierw ci o nim opowiem – oznajmił, wstając i wyciągając ku niej 

rękę   –   a   później   zabiorę   cię   i   pokażę.   W   zasadzie   sam   jeszcze   tego   nie 
oglądałem, ale sądzę, że będzie się nam podobał. To jest dom, jeżeli jeszcze tego 
nie zgadłaś.

Jamie patrzyła na niego skamieniała.
– D-dom? – wychrypiała. Nigdy nie przyszłoby jej to do głowy. I nagle 

poczuła złość. Wielką złość. Kiedy Zack chciał ją do siebie przyciągnąć, biorąc 
jej zdziwienie za radość, cofnęła się potrząsając głową.

–   Nie   dotykaj   mnie!   –   wykrzyknęła   ze   łzami,   które   zaczęły 

niekontrolowanie   spływać   po   policzkach.   –   Co   cię   napadło,   kupować   dom, 
nawet nie pytając mnie o zdanie! I do tego ten – ten pierścionek! Czy ja nie 
mam zupełnie nic do powiedzenia? Jesteś taki sam, jak twój ojciec. O mój Boże! 
Najpierw on oświadcza mi, że nie będę mogła dostać dzierżawy na kwiaciarnię, 
jeżeli   nie   wyjdę   za   ciebie   za   mąż   w   ciągu   miesiąca,   a   teraz   ty   się   tak 
zachowujesz! Czy to on ci kazał, czy jesteś taki niemądry jak on? I tak to nie ma 
znaczenia, bo wcześniej postanowiłam, że za ciebie nie wyjdę. Nie zamierzam 
porzucać mojej kwiaciarni i włóczyć się z tobą po całym świecie. Ale przeniosę 
się z nią w inne miejsce, jeżeli będę musiała, nie martw się o to. Nikt mnie do 
niczego nie zmusi! Nikt! Odejdź i zostaw mnie wreszcie w spokoju!

Zack zbladł.
– Nie miałem pojęcia, co wymyślił mój ojciec, ale wierz mi, nie wykona 

swojej   groźby.   –   Jego   glos   był   ochrypły   ze   złości.   –   Nie   martw   się   o   to, 
kochanie. I jeżeli sama chcesz wybrać swój zaręczynowy pierścionek i swój 
dom, to tak będzie. Rozumiem, że jesteś tym zdenerwowana, ale uspokój się. 
Wszystko będzie dobrze. Coś wymyślimy...

– Nie. Nie mogę za ciebie wyjść Podtrzymuję to. Po prostu odejdź – łkała 

Jamie, obawiając się, że jeżeli zaraz nie odejdzie, to ona rozklei się kompletnie.

– Nie wiem, co powiedzieć. – Zack z niewesołą miną ruszył do drzwi.
– Nic nie mów. Idź sobie.
Nałożył płaszcz i patrzył na Jamie w zamyśleniu.
–   Musisz   mnie   naprawdę   nienawidzić,   jeśli   pozwoliłaś   mi   ciągnąć   to 

wszystko i robić z siebie idiotę. – Położył rękę na klamce. – Chociaż nasze 
pocałunki kazały mi wierzyć, że mnie kochasz. Chyba wszystko źle pojąłem.

background image

To mówiąc wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi tak szybko, że nie widział, 

jak Jamie zszarzała i wybuchnęła gorzkim płaczem.

– Ja cię nie nienawidzę, Zack, ja cię kocham – łkała. – Boże najdroższy, 

co mam teraz począć?

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Jamie podbiegła do okna i przez łzy patrzyła, jak Zack znika w głębi 

ulicy. Z pochyloną głową i rękami w kieszeniach wyglądał jak ktoś, kto chce, by 
mu   dano   spokój.   Zrezygnowała   z   pośpieszenia   za   nim   i   utonęła   we   łzach. 
Wszystko   zepsuła.   Człowiek,   którego   kochała,   odszedł   zapewne   na   zawsze. 
Przepaść między nim a ojcem jeszcze się powiększy. Czy da się znaleźć jakieś 
wyjście z tej okropnej sytuacji?

Przez   cały   dzień   szukała   odpowiedzi,   w   końcu,   zupełnie   rozbita, 

postanowiła odwiedzić wujostwo. Unikała sprawiania im kłopotu swoją osobą, 
ale dzisiaj potrzebowała kogoś bliskiego, była w takiej depresji.

– Na litość boską, dziecko, co się stało? – przywitała ją ciotka, widząc 

bladą twarz Jamie i zapuchnięte z płaczu oczy.

– Zack odszedł – odpowiedziała apatycznie. – Kazałam mu odejść.
– Zrobił coś, czego nie powinien? – zapytał wuj.
To pytanie wywołało nowy potop łez na wspomnienie wyrozumiałości i 

powściągliwości Zacka. Ciotka Marta objęła Jamie ramieniem.

– Chodź, usiądź sobie i wszystko nam opowiedz. Teraz uspokój się, a ja 

zrobię herbaty.

Przy herbacie Jamie opowiedziała wszystko po kolei, rozpoczynając od 

groźby Isaiaha.

– Byłam absolutnie przekonana, że w moim życiu nie ma miejsca dla 

Zacka   –   zakończyła   ponuro.   –   Ale   teraz   zrobiłabym   wszystko,   żeby   go 
odzyskać. Gdybyśmy spędzili więcej czasu razem... Był taki szczęśliwy, kiedy 
mnie zobaczył, a ja go tak zraniłam. Teraz myśli, że go nienawidzę. Nigdy nie 
uwierzy, że go kocham. Dlaczego mu to wszystko powiedziałam?

I Jamie znowu rozpłakała się żałośnie, kryjąc twarz w dłoniach. Ciotka 

pośpieszyła ją utulić.

– Ależ nie zadręczaj się tak, skarbie. Miałaś rację w jednym. Wszystko 

stało się za szybko. Nie mam pojęcia, dlaczego Zack uznał, że powinien kupić 
pierścionek i dom bez pytania cię o zdanie – to było bardzo niewłaściwe.

– Ale ja go kocham – powtarzała przygnębiona Jamie – i nie chcę z nim 

zrywać.

– Aha, o to chodzi – zauważył wuj Bert. – Czujesz, że zrobiłaś błąd. Ale 

czy naprawdę? Teraz powiedz szczerze: odpowiada ci taki sposób załatwiania 
spraw, w jaki zostały one załatwione?

– N-no, nie – wyjąkała Jamie – ale powinnam być rozsądna, prawda?
– Zakochani rzadko są rozsądni – westchnął wuj. – Spójrz na to z lepszej 

strony. Ty i Zack dokonujecie ważnych odkryć własnych charakterów i albo 
dojdziecie   do   porozumienia,   albo   nie.   Lepiej,   żeby   to   się   wyjaśniło   przed 

background image

małżeństwem, niż po.

– Nie wiem, czy to wytrzymam – jęknęła Jamie. – Jak wam się wydaje, 

jest szansa, żeby wrócił?

–   Jeżeli   naprawdę   cię   kocha,   to   wróci.   Jestem   tego   pewna.   –   Marta 

Bellamy starała się podnieść Jamie na duchu.

– Prawdziwy mężczyzna nie poddaje się łatwo – oświadczył stanowczo 

wuj Bert. – Wróci. A ty wróć do pracy, to ci dobrze zrobi.

– Na pewno – przytaknęła Jamie. – Kiedy Isaiah dowie się, co dzisiaj 

zaszło, będę miała mnóstwo zamieszania z przenoszeniem kwiaciarni. Wątpię, 
czy Zack będzie próbował mnie bronić.

Wcale   nie   była   zdziwiona,   gdy   następnego   ranka   znalazła   kartkę, 

wzywającą ją natychmiast do kierownika hotelu. Zaskoczył ją natomiast fakt, że 
jej umowa o dzierżawę była gotowa do podpisu.

– Pan Dunham z synem wyjechali wczoraj wieczorem do domu i polecili 

mi   dopilnować   jak   najszybszego   podpisania   umowy.   –   Kierownik   dodał 
następnie w zaufaniu: – Wydaje mi się, że młodszy pan Dunham przekonał w 
końcu ojca, by wziął trochę urlopu. Isaiah zapracowywał się tutaj przez ostatni 
miesiąc, a jego serce nie jest w dobrym stanie. Przeszedł już kilka operacji.

–   Nie   wiedziałam   o   tym   –   wyznała   Jamie,   czując   się   bardziej 

przygnębiona.   Może   Zack   miał   dostateczny   powód,   by   śpieszyć   się   z 
małżeństwem. Isaiah wspomniał coś o pragnieniu ujrzenia ślubu Zacka przed 
śmiercią. Myślała, że to tylko słowa. Jedynym jasnym punktem było wyraźne 
porozumienie między ojcem a synem. Podpisała umowę i oddała kierownikowi.

–   Młodszy   pan   Dunham   kazał   mi   wręczyć   to   pani   natychmiast   po 

podpisaniu umowy. – Kierownik podał jej zaklejoną kopertę.

Jamie otworzyła kopertę w zaciszu swojej kwiaciarni. Po przeczytaniu 

kartki, którą zostawił jej Zack, znowu wybuchnęła płaczem. „Mam nadzieję, że 
ty i twoja kwiaciarnia będziecie razem bardzo szczęśliwe” – głosiła kartka. Wuj 
Bert już ją ostrzegał przed małżeństwem z kwiaciarnią, najwyraźniej Zack też to 
dostrzegł.

W   ciągu   następnych   dni,   które   zamieniały   się   w   tygodnie,   Jamie   nie 

dostała   żadnych   wiadomości   od   Zacka.   Wbrew   rozsądkowi   oczekiwała   ich. 
Dziwiła ją także nieobecność jego ojca. Nawet rozpoczęcie remontu hotelu, w 
którym brała udział, nie dawało jej zadowolenia.

– Czy nigdy nie odzyskam spokoju? – pytała ciotkę Martę. Po wiośnie 

nadeszło lato, a ona ciągle nie mogła jeść ani spać.

– W pracy jakoś wytrzymuję, ale w domu nie mogę przestać myśleć o 

Zacku. W dodatku Cyrano zachorował i nie je, a weterynarz nie wie, co mu jest.

– Może zaraził się od ciebie – podsunął wuj Bert. – Spróbuj jeść razem z 

nim. To wam obojgu dobrze zrobi.

– Masz na myśli – z miski na podłodze? – zapytała Jamie. Kiedy wuj 

background image

potwierdził, roześmiała się. – Myślę, że warto spróbować. Gdyby coś się stało 
Cyranowi...

Tego wieczora Jamie leżała na podłodze i siorbała płatki na mleku ze 

swego talerza a obok stała miska z kocim pokarmem. Cyrano popatrzył na nią z 
wyniosłą obojętnością, po czym zanurzył pyszczek w jedzeniu i zaczął chrupać 
z zadowoleniem. Jamie roześmiała się, płacząc jednocześnie z radości.

–   Po   raz   pierwszy   od   wielu   miesięcy   śmiałam   się   tak   serdecznie   – 

wyznała wujkowi przez telefon. – Powinieneś widzieć Cyrana przy jedzeniu, był 
wspaniały. Ale czy mam odtąd stale jadać na podłodze?

– Nie wiem – odparł wuj. – Ale jeżeli to przywróci ci apetyt, jestem za. – 

Przerwał na chwilę i znowu podjął wątek. – Może nadszedł też czas, by coś 
zrobić w sprawie Zacka. Z Cyranem się udało. Wiesz, mężczyźni są bardzo 
dumni, a ty dałaś mu się nieźle we znaki. Może * przełkniesz trochę swojej 
dumy razem z tym jedzeniem na podłodze.

– Też mi się wydaje, że do tego dojrzałam – przyznała Jamie. – Mam 

nadzieję, że Zack także. Zastanowię się, co robić.

Po   odłożeniu   słuchawki   rozmyślała,   przechadzając   się   po   pokoju   z 

Cyranem w ramionach. Czy lepiej zatelefonować do Zacka, czy odnaleźć go i 
odwiedzić?

–   Myślę,   że   najlepiej   będzie   go   odszukać   i   zobaczyć   się   z   nim   – 

powiedziała   do   Cyrana.   –   Nawet   gdyby   był   na   drugim   końcu   świata.  Wolę 
stanąć z nim twarzą w twarz. Jutro spróbuję ustalić miejsce jego pobytu.

Ostatnio   zaczęła   szkolić   Barneya   na   swego   zastępcę.   Z   powodzeniem 

mógł ją zastąpić przez kilka dni.

Rano   Jamie   zadzwoniła   do   Nowego   Jorku,   gdzie   mieściło   się   biuro 

„Fantastycznych Podróży”, i spytała o Zacka.

–   Teraz   jest   w   Nowym   Jorku,   przy   łóżku   ojca   –   poinformowała   ją 

sekretarka. – Wczoraj zabrano go do szpitala. Stan jest krytyczny, ale bez zmian.

–   O   mój   Boże!   –   wykrzyknęła   Jamie.   –   Który   to   szpital?   Odwiesiła 

słuchawkę, zupełnie zagubiona. Zack pewnie bardzo martwi się o ojca. Czy w 
tej sytuacji powinna go teraz niepokoić? A jeśli nawet Zack nadal jej pragnie czy 
jest gotowa związać się z nim bez względu na konsekwencje?

Po   piętnastu   minutach   nerwowego   spaceru   Jamie   zadecydowała,   że 

wyjdzie   za   mąż   za   Zacka,   jeżeli   uda   im   się   spędzać   połowę   czasu   razem. 
Najpierw jednak musi do niego zadzwonić i powiedzieć, że go kocha. Jeżeli 
jemu   nie   będzie   zależało,   wszystko   inne   traci   sens.   Z   bijącym   sercem   i 
lodowatymi dłońmi zamówiła rozmowę.

– Halo, Jamie – odezwał się Zack – To miło, że dzwonisz. Brzmienie jego 

głębokiego dźwięcznego głosu wycisnęło jej z oczu łzy.

– J-jak się miewa twój ojciec? – wykrztusiła z trudnością.
– Nie najlepiej. Jakoś się trzyma, ale lekarze twierdzą, że serce ma bardzo 

background image

słabe.

– Zack, tak mi przykro. – Łzy popłynęły jej z oczu, w tej sytuacji nie było 

mowy   o   nawiązaniu   do   ich   kłótni.   Prowadzili   więc   nadal   zwykłą   w   tych 
okolicznościach rozmowę, a ona rozpaczliwie próbowała znaleźć jakiś sposób, 
by   powiedzieć,   jak   bardzo   jej   na   nim   zależy.   Jednak   uwagi   Zacka   były   tak 
uprzejme i zdawkowe, że ich rozmowa nadal toczyła się niezobowiązująco.

– A u ciebie wszystko w porządku? – zapytał Zack.
– Jak najlepszym – odpowiedziała Jamie. – Cyrano trochę chorował, ale 

już jest zdrowy.

– To znakomicie – stwierdził Zack. – A co mu było?
– Weterynarz nie bardzo wiedział. Kot nie chciał tknąć jedzenia. Wuj Bert 

zaproponował, żebym jadła razem z nim na podłodze, więc położyłam się z 
talerzem płatków obok jego miski i Cyrano natychmiast się do niej zabrał.

Po drugiej stronie telefonu zapadła długa cisza.
– Muszę ci coś powiedzieć, Jamie – odezwał się w końcu Zack ochrypłym 

z napięcia głosem. – Wiem, że zadzwoniłaś z powodu mego ojca i pewnie nie 
chcesz   tego   słuchać,   ale   i   tak   ci   powiem.   Kocham   cię.  Tak   bardzo,   że   nie 
potrafię myśleć o niczym innym. Właśnie zamierzałem zobaczyć się z tobą, 
żeby ci to powiedzieć, gdy mój ojciec zachorował i...

Przez sekundę miłosne wyznania Zacka zawisły w próżni, ale wtem Jamie 

ogarnęło radosne podniecenie.

– Nie mów nic więcej – krzyknęła w  słuchawkę. – Ja też bardzo cię 

kocham. – I zalała się łzami radości.

– Zack – załkała. – Tak bardzo chciałam to usłyszeć. Bałam się, że nigdy 

mi nie przebaczysz.

– Jamie – w głosie* Zacka była radość. – Kochanie... Do licha, znowu to 

samo! Tak strasznie daleko i nie mogę do ciebie pojechać. Muszę cię zobaczyć, 
koniecznie! Czy ty mogłabyś jakimś cudem...

– Oczywiście, że mogę! Przylecę pierwszym samolotem, na jaki zdołam 

się zabrać. – Jamie otarła łzy.

–   Daj   mi   znać,   kiedy   dotrzesz   –   poprosił   Zack.   –   Mogę   po   ciebie 

wyjechać. Nie  na wiele się  tutaj przydaję, a ten nieszczęsny  szpital nie jest 
dobrym miejscem na nasze powitanie.

Po czterech godzinach samolot Jamie lądował w Nowym Jorku. Cztery 

długie godziny, wypełnione tylko jedną myślą. Kochała Zacka i Zack kochał ją i 
na   pewno   coś   poradzą.   Sekundę   później   była   już   w   jego   ramionach.   Zack, 
którego zielone oczy płonęły radością, zacałowywał ją na śmierć.

– Jamie, Jamie, Jamie – szeptał jej do ucha. – Wymyślimy coś, żeby się 

nigdy nie rozstawać, nawet gdybym przez resztę życia miał zaopatrywać twoją 
kwiaciarnią w towar. Przeżyłem piekło w ciągu tych ostatnich miesięcy.

– Ja też. – Jamie przytuliła się do niego. – Ale nie obiecuj niczego za 

background image

szybko. Chcę oglądać z tobą świat, Afrykę, Alaskę i inne cudowne miejsca. 
Zobaczysz, podołamy wszystkiemu i prawie nigdy nie będziemy się rozstawać.

– Jasne, że podołamy – potwierdził Zack. – Jeżeli oboje się postaramy, 

wszystko nam się uda. Czy możemy jechać teraz do ojca? Strasznie chce cię 
zobaczyć. Masz jakiś bagaż?

Jamie pokręciła głową z zakłopotaniem.
–   Pojadę   z   tobą   wszędzie,   za   bagaż   mam   tylko   torebkę.   Kiedy 

powiedziałeś,   że   chcesz   mnie   zobaczyć,   myślałam   tylko,   jak   się   tu   dostać. 
Cyrana podrzuciłam ciotce Marcie w drodze na lotnisko.

–   Chociaż   raz   zapomniałaś   o   rozsądku   –   roześmiał   się   Zack.   –   Nie 

przejmuj się, w Nowym Jorku jest mnóstwo sklepów. – Wziął ją pod ramię i 
poprowadził   do   czekającej   limuzyny.   –   Należy   do   ojca.   Mieszkam   u   niego, 
kiedy jestem w Nowym Jorku. Tak rzadko tu bywam, że nie ma sensu trzymać 
mieszkania. Jest tam tyle pokoi, że znajdzie się i dla ciebie. Mam nadzieję, że 
nie zamierzasz wracać dziś do Saint Louis? – Uniósł brwi pytająco i, jak się jej 
wydało, z obawą.

– Zostanę tak długo, jak zechcesz – uśmiechnęła się. – Kupiłam bilet w 

jedną stronę. Barney zajmuje się kwiaciarnią.

Obawa Zacka znikła w szerokim, szczęśliwym uśmiechu, który napełnił 

jej serce radością.

– Zatem naprawdę jesteś przygotowana na robienie dalszych planów – 

powiedział całując ją. – Mamy mnóstwo do obgadania po wizycie u ojca. – 
Spojrzał na nią poważnie. – Tak się ucieszył z twego przyjazdu. Uważa, że 
pokłóciliśmy się z jego winy, chociaż tłumaczyłem mu tyle razy, że cała wina 
leżała po mojej stronie. Najpierw dałem ci odczuć, że interesuje mnie tylko flirt, 
chociaż w głębi duszy doskonale wiedziałem, że to mi nie wystarczy. Dlatego 
nie byłaś przekonana do końca, że może być ze mnie dobry mąż, i do tego te 
podróże dookoła świata w wytwornym towarzystwie, jak przypuszczałaś. Miałaś 
zapewniony bezpieczny byt w ukochanej kwiaciarni, po co ryzykować wszystko 
z osobnikiem, któremu nie ufałaś? Minęło trochę czasu, zanim ujrzałem to z 
twojej perspektywy. No i sprawa tego pierścionka i domu. Miałem ochotę stłuc 
siebie na kwaśne jabłko za to, że byłem takim idiotą. Przepraszam też za tę 
kartkę. Czy możesz mi wybaczyć?

– Stanowczo za bardzo obarczasz się winą – zaprotestowała Jamie. – Ja 

jestem idiotką, której trzeba wybaczyć. Wuj Bert dawno mnie przestrzegał, że 
zachowuję   się,   jakby   wzięła   ślub   z   kwiaciarnią.   Moim   niezbyt   dobrym 
usprawiedliwieniem jest tylko to, że nie spędziliśmy razem zbyt wiele czasu. 
Wszystko   wydarzyło   się   tak   prędko.   –   Ukryła   twarz   na   ramieniu   Zacka   i 
westchnęła. – Kiedy jestem z tobą, czuję, jak rozkwita cały świat. Do czego 
potrzebna mi jeszcze kwiaciarnia?

– Potrzebna ci. – Zack pocałował Jamie w czoło. – Kochasz ją i dobrze. 

background image

Pod warunkiem, że mnie kochasz także. – Przytulił ją. – Wiesz, jakie pytanie 
zadał  mi ojciec,  gdy tamtego  dnia  wdarłem  się  do jego biura? Zapytał,  czy 
wiesz, że cię kocham. Kiedy wyznałem, że nigdy tego nie powiedziałem, ale 
powinnaś to wywnioskować z faktu, że poprosiłem cię o rękę, powiedział mi 
parę słów do słuchu o mojej głupocie. To jeszcze jeden błąd, jaki popełniłem.

–   Czy   sądzisz,   że   pomoże   mu   wiadomość   o   naszym   zamierzonym 

małżeństwie? – zapytała Jamie.

–   Czyżbyś   mi   się   oświadczała?   –   Na   twarzy   Zacka   malowało   się 

zdziwienie.

– Chyba tak, jeśli pierwsza oferta jest już nieaktualna.
– Nie w swojej pierwotnej formie – stwierdził Zack. – A co powiesz na 

taką: Jamie, kocham cię, ubóstwiam cię. Czy zostaniesz moją żoną? Padłbym na 
kolana, ale w samochodzie się nie da.

– Zack, oczywiście, że się zgadzam – wyszeptała Jamie i pocałowali się 

długo i czule. W końcu, oddychając z trudem, zapytała: – czy masz jeszcze ten 
wspaniały pierścionek?

– Leży w sejfie w mieszkaniu ojca – skinął głową Zack. – Naprawdę ci 

się podoba, czy wolałabyś...

– Czy mi się podoba? To najpiękniejszy pierścionek, jaki widziałam – 

przerwała mu Jamie. – Sama nie wiem, jak mogłam wybrzydzać. Dom też mi się 
z pewnością spodoba. Kupiłeś go w końcu?

– Nie, to była tylko oferta. Ale znajdziemy inny. Razem. Będzie znacznie 

przyjemniej. Może powinniśmy też zapytać Cyrana?

– Nie wiem, czy mnie podobałby się dom z myszami. Jemu na pewno o 

taki chodzi – śmiała się Jamie.

– Milo wspominam mysz w twojej kuchni. Zgadzam się z Cyranem – 

żartował Zack.

Zobaczył przez okno, że podjeżdżają pod szpital.
–   Muszę   cię   uprzedzić,   że   ojca   podłączono   do   takiej   ilości   rurek   i 

przewodów, że ledwo go widać. To niezbyt przyjemny widok.

Jamie,   choć   przygotowana,   przeżyła   szok   widząc   tego   gasnącego 

człowieka, jeszcze niedawno tak pełnego życia i energii. Oczy mu rozbłysły, gdy 
ją ujrzał, i wyciągnął ku niej dłoń.

– Nie mogę zaczynać od powiedzenia ci, ile to dla mnie znaczy ujrzeć 

Zachariasza   znowu   tak   szczęśliwego   –   przemówił.   –   Moje   wtrącanie   się   w 
najlepszej wierze o mały włos nie spowodowało katastrofy, chociaż – na jego 
ustach pojawił się słaby uśmiech – chyba w końcu dopiąłem swego.

– Był pan mądrzejszy od nas – zapewniła Jamie. – Teraz proszę przyrzec, 

że wyzdrowieje pan przed naszym ślubem. Musi pan. Nie mogę poślubić Zacka, 
nie zapewniając naszym dzieciom kochającego dziadka.

– Zrobię, co w mojej mocy – przyrzekł Isaiah. – Ale nie zwlekajcie długo. 

background image

Zachariasz cię potrzebuje.

– Zaczął zdrowieć w oczach – mówił Zack w drodze do mieszkania ojca. 

–   Cudownie   potrafisz   z   nim   rozmawiać,   jak   zawsze.   Odkąd   cię   poznałem, 
przemyślałem tyle rzeczy, które dotąd w ogóle mnie nie obchodziły – moje 
stosunki z ojcem, co naprawdę chciałbym robić w życiu. Myślę, że warto było 
się pomęczyć, a na dodatek do mnie wróciłaś.

– A co chciałbyś robić przez resztę życia? – zainteresowała się Jamie. – 

Nie zamierzasz prowadzić swoich wycieczek?

– Tylko od czasu do czasu – odparł Zack. – Szkolę zastępców, aby mieć 

czas na zrobienie doktoratu z biologii dzikich zwierząt. Wydaje mi się, że z 
wiekiem   zaczyna   mnie   pociągać   praca   naukowa,   no   i   to   zapewnia   bardziej 
osiadły tryb życia, odpowiedni dla rodziny. – Jego oczy błysnęły kpiarsko. – 
Sądząc z tego, co powiedziałaś ojcu, będziemy mieli rodzinę.

– Możesz być tego pewien. – Jamie pocałowała go w opalony policzek. – 

Ja   także   zaczęłam   rozważać   możliwość   podróżowania.  A  także   poznawania 
egzotycznych roślin i botanicznych wycieczek z tobą. Nasze dzieci mogłyby 
podróżować razem z nami. Pomyśl, ile mogłyby się nauczyć. Możemy je uczyć 
sami, czemu nie?

– Czemu nie? – zgodził się Zack, zamykając ją w miłosnym uścisku. 

Zachichotał   cichutko,   a   na   pytające   spojrzenie   Jamie   wyjaśnił:   –   Właśnie 
wyobraziłem   sobie,   jak   leżysz   na   podłodze   obok   Cyrana   i   zmuszasz   go   do 
jedzenia. Kiedy mi to powiedziałaś, nie wytrzymałem. Pojawiłaś się przed mymi 
oczami   taka   słodka   i   czuła,   zamartwiająca   się   o   swego   ukochanego   kota. 
Chciałem zaczekać z wyznaniem miłości do naszego spotkania, ale to zmusiło 
mnie do powiedzenia, że cię kocham, właśnie wtedy.

– Dobrze, że tak się stało. Mój kot ma więcej szczęścia w kojarzeniu 

zakochanych par niż prawdziwy Cyrano – powiedziała Jamie.

Limuzyna zatrzymała się przed niezwykłym, nowoczesnym budynkiem, 

gdzie przywitał ich umundurowany portier. Zack ujął ramię Jamie i poprowadził 
ją do windy, która błyskawicznie zawiozła ich na szczyt budynku, a potem przez 
okazały   apartament   na   taras.   Rosnące   w   ogromnych   pojemnikach   rośliny   i 
kwiaty stwarzały wrażenie zawieszonego w przestrzeni ogrodu.

– Jak cudownie! – zawołała Jamie. – Jaki wspaniały widok!
Zack wzruszył lekceważąco ramionami.
– To nic w porównaniu z równinami Afryki lub dzikimi przestrzeniami 

Alaski.   –   Przyglądał   się   uważnie   Jamie.   –   Miejskie   życie   i   luksusowe 
mieszkania   nie   znaczą   dla   mnie   zbyt   wiele:   Czy   jesteś   pewna,   że   będziesz 
szczęśliwa z człowiekiem, który wolałby być tysiąc mil stąd i obserwować stado 
słoni przy wodopoju lub orła polującego nad rwącą rzeką?

– Bardzo szczęśliwa – wyznała Jamie walcząc z nagłą wilgocią w oczach. 

– Lubię miasto, ale jeszcze bardziej lubię oglądać nieznane rzeczy i dowiadywać 

background image

się czegoś nowego. Zdaje mi się, że czeka nas razem cudowne życie.

– I mnie też – przyznał Zack. Przyciągnął ją do siebie i całował, aż miała 

ochotę   frunąć   prosto   do   nieba.   Zack   Dunham   był,   o   czym   teraz   wiedziała, 
człowiekiem nadzwyczajnym i tak skomplikowanym, że może nigdy nie potrafi 
zrozumieć go do końca, ale warto było się o to starać.

–   Zack   –   szepnęła.   –   Tak   bardzo   cię   kocham.   –   Spojrzała   na   niego 

tęsknym wzrokiem. – To może trochę potrwać, zanim twój ojciec wyzdrowieje 
na tyle, by wziąć udział w weselu.

– Jestem gotów wziąć ślub w każdej chwili – uśmiechnął się do niej czule. 

– Może weźmiemy cichy ślub zaraz, a później wydamy wielkie przyjęcie dla 
wszystkich? Wiem, że mój ojciec to zrozumie. Zna moje szaleństwa. Czy ciotka 
Marta i wuj Bert zaakceptują ten pomysł?

– Te dwa gruchające gołąbki? – roześmiała się Jamie. – Będą zachwyceni.
Pocałowała Zacka namiętnie i spojrzała z uwielbieniem. – Zawsze można 

znaleźć rozwiązanie, gdy się trochę pokręci głową, prawda?

– I posłucha swego serca – przytaknął Zack.


Document Outline