background image

  

Pino Pellegrino 

  

Gdy mówimy Jezus 

 

  Spis treści 
 
  

Nie był zjawą

 

 
  

JEGO WYGLĄD

 

 
  

Jego oczy

  

  

Oczy życzliwe

 

  

Oczy zachwycone

 

  

Oczy inteligentne

 

  

Oczy nienasycone

 

  

Oczy bystre

 

  

Oczy czyste

 

  

Oczy współczujące

 

  

Oczy drogocenne

  

 
  

Jego serce

 

  

Istota życia

 

  

Jego specjalność

 

  

Rewolucja

 

  

Jezus tworzy nową mentalność

  

 
  

Jego ręce

 

  

Ręce otwarte

 

  

Ręce wywołujące zgorszenie

 

  

Ręce spracowane

 

  

Ręce szczodre

 

  

Ręce przebite

 

 
  

Jego usta

 

  

Usta do jedzenia

 

  

Usta do mówienia

  

  

Mówił otwarcie

  

  

Mówił wiarygodnie

  

  

Mówił konkretnie

 

  

Mówił żarliwie

  

  

Mówił z hojnością

 

  

Usta modlące się

  

 
  

Jego umysł

 

  

Nie tykać człowieka!

 

  

Dawaj siebie

 

  

Żyć tak jak Bóg

 

  

Wszyscy są braćmi

 

  

Jezus pracował głową

  

 
  

Jego nogi

 

  

Wielki wędrowiec

 

background image

  

Styl wędrowania

 

  

Trzeba nauczyć się chodzić

  

 
  

Jezus... Jego dane osobowe

 

 
  

JEGO CHARAKTER

 

 
  

Wrażliwy

 

 

    

Pogodny

 

  

Przeciwny wszelkim dąsom

 

 
  

Wolny

  

  

Jego dwanaście wspaniałych wolności

 

  

Jezus wolny w myśleniu

  

  

Stanowczy

 

  

Charakter zdecydowany

 

  

Ogień

  

 
  

Jednolity

 

  

Prostolinijny

 

  

Niemożliwe?

 

 
  

Optymista

 

  

Najważniejszy aspekt jego charakteru

  

 
  

Niezłomny

 

  

Ani mało, ani dużo: wszystko!

  

 
  

Skupiony

 

  

Najpierw „serce", potem to, co zewnętrzne

 

 
  

Kochany

 

  

Uosobienie harmonii

 

 
  

Jezus... Jego dane osobowe

 

 
  

JEGO TAJEMNICA

 

 
  

Wyzwanie

 

 
  

Pięć poszlak wyjaśniających Jego Tajemnicę

  

  

Słowa szaleńca czy słowa Boga?

  

  

Ryzyko jest piękne

  

  

Druga poszlaka. Niezwykłe czyny

  

  

Trzecia poszlaka. Życie doskonałe

  

  

Czwarta poszlaka. Ekspert w dziedzinie znajomości     Boga   

  

  

• Bóg Jezusa

  

  

Piąta poszlaka. „Powstał martwych!" (Mk 16,6)

  

  

Dowód najbardziej przekonujący

  

 
  

Bóg niesłychany

 

background image

  

Nadzwyczajny Bóg Jezusa

  

  

Fotografia Boga w sześciu ujęciach

 

  

• Zobaczył go

 

  

• Wzruszył się

 

  

• Wybiegł naprzeciw niego

 

  

• Rzucił mu się na szyję

 

  

• Ucałował go

 

  

• Rzekł do swoich sług

  

  

Proszę...

 

  

Jezus żyje czy umarł? Wypracowanie Filipa

  

 
  

Jezus...Jego dane osobowe

 

  

Silny sercem dobrze ukształtowanym

 

 
  

Altruista

 

  

Charakter słoneczny: słońce obdarza, księżyc zabiera

 

 
 

 

Nie był zjawą 
 
Jezus nie był zjawą czy meteorytem, to jest fragmentem jakiejś gwiazdy, który spadł z nieba. 
Nie  wyglądał  jak  człowiek,  ale  był  nim  -  z  krwi  i  kości.  Mieszkał  w  domu  z  cegieł  wytwo-
rzonych  z  błota  wymieszanego  ze  słomą.  Spał  na  ziemi  albo  na  macie,  którą  wieczorem 
rozkładało się na podłodze, a rano zwijało. 
Jezus  jadł  potrawy,  którymi  wówczas  odżywiali  się  biedacy:  jajka,  mleko,  masło,  twaróg, 
oliwki, cebule, cukinię, bób; zawsze z gorzkimi ziołami. Pił naszą wodę, spoglądał na ten sam 
księżyc, który i my widzimy... Przemierzał nasze drogi, odczuwał głód (Mt 4,2), pragnienie (J 
4,7), zmęczenie (Mk 4,37); wiedział, jak buduje się dom (Mt 7,21-27), jak kobieta robi chleb 
(Mt 13,23), jak dzieci bawią się na placach (Mt 11,16-18). Odczuwał strach (Łk 22,44), płakał 
(Łk 19,41; J 11,35)...  
Oto Jezus - człowiek z krwi i kości.  
I taki Jezus nam się podoba. 
Wprawdzie  jest  to  obraz  niekompletny  (Jezus  jest  również  Bogiem:  nie  wolno  nam  o  tym 
zapominać), ale w każdym razie jest to Jezus, który ma nam tysiące rzeczy do powiedzenia i 
może nas nauczyć nieskończenie wiele.  
Od  Niego  bowiem  rozpoczął  się  właściwy  sposób  bycia  człowiekiem.  A  konkretnie:  sposób 
właściwego posługiwania się ustami, oczyma, rozumem, sercem, wszystkimi członkami. On 
jest wzorem, który powinniśmy naśladować!  
Gdyby  Jezus  się  nie  narodził,  brakowałoby  nam  odpowiedniego  wzoru,  byśmy  mogli  żyć 
naprawdę jak ludzie. Twierdził tak również wielki pisarz rosyjski, Fiodor Dostojewski: „Na 
ziemi  błąkamy  się  trochę  po  omacku  i  gdybyśmy  nie  mieli  przed  oczyma  drogocennego 
wizerunku Chrystusa, pobłądzilibyśmy i zagubili się całkowicie".  
To w stu procentach prawda!  
Oto przyczyna powstania tej książki.  
Czytaj ją spokojnie, czytaj ją z miłością, czytaj z radością. Jezus nie jest bajeczką dla dzieci. 
On  kształtuje  mocarzy.  Jezus  nie  jest  bibelotem:  jest  przyjacielem  nieporównywalnym  z 
nikim, nadzwyczajnym, który wprowadza ci do płuc tchnienie nieba. 
Nie! Nie przesadzamy ani trochę. 
Chcesz  dowodu  na  to,  że  to,  co  powiedzieliśmy,  jest  najprawdziwszą  prawdą?  Przewróć 
kartkę i zacznij czytać. Życzę ci niezapomnianych przeżyć. 
                                                                                                                                          Ksiądz 

background image

Pino 
 
JEGO WYGLĄD 
 
Jego oczy  
 

Oczy życzliwe 
 
Opowiada  się,  że  pewnego  dnia  Jezus  napotkał  grupę  mężczyzn,  którzy  przyglądali  się 
zdechłemu  psu.  „Co  za  ohyda!"  -  powiedział  jeden.  „Obrzydliwość!"  -  dodał  inny.  „Ale 
smród!" - dorzucił trzeci. 
Jezus posłuchał  tych  wypowiedzi i  powiedział:  „Spójrzcie,  jakie  piękne  zęby!"  Wszyscy  w 
biednym psie widzieli jedynie odrażające rzeczy. Życzliwe oczy Jezusa dostrzegły przynaj-
mniej jedną zaletę. 
Odwrotnie do tego, co prawie zawsze robimy my. Posłuchajcie o takim zdarzeniu. 
Pewnego  razu  profesor  wchodzi  do  klasy,  wyciąga  z  teczki  ładny,  biały  arkusz  papieru  z 
małą,  czarną  plamką  pośrodku.  Pyta  uczniów:  „Co  widzicie?"  Kilku  odpowiada:  „Plamę  z 
atramentu.  
Wówczas profesor głośno stwierdza: „Tacy są ludzie: dostrzegają małą, czarną plamkę, a nie 
widzą dużej, białej kartki". Wystarczy  jakiś mały brak, by stracić z oczu doskonałą całość. 
Odwrotnie  do  stylu  Jezusa  i  Jego  życzliwych  oczu.  Oczy  życzliwe  są  nadzwyczaj 
sympatyczne. Jeszcze jeden przykład. 
Pewien  człowiek  zakochał  się  w  słynnej  śpiewaczce  i  tancerce  niemieckiej,  Henrietcie 
Sontag. Wydawała mu  
się przepiękna. 
Pewnego  dnia  jakiś  kolega  powiedział  do  niego:  „Czy  nie  zauważyłeś,  że  ta  panienka  ma 
jedno  oko  mniejsze  od  drugiego?"  „Nieprawda!"-odpowiedział  zdecydowanie  wielbiciel.  - 
„Ona ma jedno oko większe od drugiego!" Oczy życzliwe są nadzwyczaj sympatyczne, gdyż 
zawsze coś dodają, a nigdy nie ujmują. 
Wielki malarz Pablo Picasso powiedział kiedyś: „Niektórzy ludzie zmieniają żółty punkcik w 
słońce, inni zmieniają słońce w żółty punkcik". 
Pierwsi to ci, którzy mają oczy życzliwe; oczy drugich są nieprzyjazne. 
Biedacy,  widzą  szklankę  w  połowie  pustą,  a  nie  do  połowy  wypełnioną.  Nieszczęśnicy! 
Zamiast poszukać świecy, narzekają na ciemności. 
Oczy życzliwe szukają zawsze jasnego punktu, jaki istnieje we wszystkich bez wyjątku. 
Jezus  swym  sposobem  patrzenia  przyznaje  rację  założycielowi  skautów,  Badenowi 
Powellowi, który mawiał: „W każdym człowieku jest przynajmniej 5% dobra. Trzeba tylko je 
dostrzec". 

 

Oczy zachwycone 
 

Oczy Jezusa umiały wyrazić zachwyt: „Och!"  
Były  oczyma  poety,  „łagodnego  wędrownego  poety",  jak  Go  określiła  reżyserka  filmowa 
Liliana Cavani. Zresztą skąd wzięły się 42 przypowieści zawarte w Ewangeliach, jeśli nie ze 
spoglądania  oczami  zdumionymi,  pełnymi  zachwytu,  podziwu?  Przypowieści  są  małymi, 
poetycznymi obrazkami. 
Zachwycone oczy Jezusa!  
Oto, dlaczego Jezus był zawsze młody.  
Utalentowany pisarz z ubiegłego wieku, Vittorio Rossi mawiał: „Chyba teraz ludzie rodzą się 
starzy". Dlaczego starzy? 
„  Dlatego  -  odpowiada  pisarz  -  że  już  w  dzieciństwie  tracą  zdolność  do  mówienia  «och!» 
ustami oraz sercem, które pragnie wyskoczyć z piersi niczym wróbelek z klatki".  

background image

Tracimy zdolność do zachwytu.  
Ogromna strata! 
Wszyscy  znamy,  przynajmniej  z  nazwiska,  Alberta  Einsteina,  jednego  z  największych 
uczonych  w  historii  ludzkiej.  Otóż  Einstein  był  przekonany,  że  „człowiek,  który  nie  jest 
zdolny do odczuwania zachwytu i zdumienia, jest jakby martwy". Jezus był martwy jedynie w 
chwili śmierci!  
Przedtem  był  zawsze  najbardziej  żywy  ze  wszystkich;  zachwycone  oczy  dostarczały  Mu 
ciągle  nowych  przeżyć  wewnętrznych,  rozszerzały  krainę  duszy,  wywoływały  poruszenie... 
Rozumiemy  już,  że  pozbawieni  umiejętności  zdumiewania  się,  żyjemy  połowicznie. 
Zrozumieliśmy, że oczy niezdolne do zdumiewania się są niczym perfumy bez zapachu; są jak 
transparent w porównaniu z tęczą. 
Szczęśliwy  chłopak, któremu  nie  wystarcza  być  ekspertem  komputerowym,  ale  jest  również 
zakochany w poezji.  
Błogosławiony  chłopak,  który  za  swoje  uznaje  motto  wielkiego  pisarza  niemieckiego, 
Johanna W. Goethego: „Istnieję, aby się zdumiewać!" 
 
Oczy inteligentne 
 
Jezus przenikał wzrokiem zewnętrzną powłokę ciała i docierał do głębi (Mk 10,21): miał oczy 
inteligentne.  Słowo  „inteligencja"  oznacza  bowiem  „czytanie  wewnątrz"  (z  łaciny:  intus 
legere). 
Ten,  kto  ma  oczy  inteligentne,  nie  dzieli  ludzi  na  ładnych  i  brzydkich,  na  sympatycznych  i 
antypatycznych,  na  bogatych  i  biednych;  kto  ma  oczy  inteligentne,  widzi,  że  wszyscy  są 
równi, że wszyscy są „ludźmi". Koniec, kropka! 
Jezus jest wielki również dlatego. Dla Niego nie liczy się wygląd, ale jakim się jest; nie to, co 
zewnętrzne, ale to, co znajduje się wewnątrz. Gdyby wystarczył wygląd, zupa z pięknej róży 
powinna być lepsza od zupy z brzydkiej kapusty! Występowanie przed publicznością to nie 
wszystko: osioł może tysiąc razy pojawić się w telewizji, ale nie stanie się przez to koniem. 
Wspaniałe lekcje patrzenia oczami Jezusa!  
Cóż  to  odkrył  Jezus  swymi  inteligentnymi  oczyma?  Odkrył  nadzwyczajną  prawdę:  to,  że 
wszyscy  jesteśmy  braćmi!  (Mt  23,8).  Jesteśmy  „braćmi":  swym  sposobem  widzenia  Jezus 
zmienił świat. Powrócimy jeszcze do tego podstawowego zagadnienia 
 
Oczy nienasycone 
 
Miał oczy dziecka, zawsze uważne.  
Oczy otwarte na cały świat. 
Rozkoszował się wszystkim. Patrzył tak, jakby jutro miał utracić wzrok. 
Obserwował  drzewa,  kwiaty,  chleb,  chmury,  winnice,  połatane  ubrania,  bukłak  na  wino, 
miski,  talerze,  drożdże,  ryby,  dzieci  bawiące  się  na  placach,  kury  z  kurczętami  pod 
skrzydłami... Patrzył, gdyż wiedział, że wszystko istnieje po to, by zostało zauważone. 
„Patrzcie na nas, mówią gwiazdy, pomyślcie o nas, jesteśmy tu, byście nas oglądali". 
Obserwował,  gdyż  wiedział,  że  patrzenie  jest  subtelnym  sposobem  miłowania.  Przypomina 
nam o tym z wielką delikatnością Primo Mazzolari: „Drzewka, krzaki, kwiaty muszą cierpieć, 
gdy  widzą,  jak  przechodzę  obok  nich  pospiesznie,  nie  zauważając  święta,  jakie  mi 
przygotowują,  radości,  jaką  mi  ofiarowują.  Odradzają  się dla mnie,  dla  mnie ubierają  się  w 
liście i kwiaty, rankiem rozsiewają dla mnie swe zapachy pomiędzy pocałunkiem rosy i słońca 
- a ja przechodzę roztargniony i nie pozdrawiam ich nawet: bez ukłonu, bez uśmiechu... jakby 
kwiaty z mojego ogrodu nie były książkami piękniejszymi od tych, które mam na stole". 
 
Oczy bystre 
 

background image

Pewnego razu,  gdy  znajdował się  w  świątyni  jerozolimskiej,  podniósł  oczy  i  „zobaczył,  jak 
bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam 
dwa pieniążki" (Łk 21,1-3). 
Jezus  miał  oczy  przenikliwe:  dostrzegał  szczegóły  i  jednostki.  Pośród  całego  rozgardiaszu, 
jaki powodowali odwiedzający świątynię, zauważył tę biedną, niepozorną kobietę. Są osoby, 
które  wydają  ogromne  sumy,  by  przemierzyć  wiele  krajów,  aby  ujrzeć  oceany,  a  nie 
zauważają kropli wody deszczowej na parapecie okna swego domu! 
Dla Jezusa tymczasem nie istnieją oceany; istnieją krople. Wprawdzie przemawiał do tłumów, 
ale spotykał się z poszczególnymi ludźmi, patrzył na każdego oddzielnie, kochał pojedyncze 
osoby. Mądry sposób postępowania, doskonale zrozumiany np. przez Matkę Teresę z Kalkuty, 
która  pisała:  „Jezus  nie  powiedział  «kochajcie  cały  świat»;  powiedział  «ko-chajcie  jeden 
drugiego». Można kochać tylko konkretnych ludzi. I nie pokocha się obcych, jeśli nie zacznie 
się od kochania własnej rodziny". 
 
Oczy czyste 
 
Totó, genialny komik, kazał powiedzieć jednemu ze swych bohaterów: „Proszę nie patrzeć na 
mnie tymi ślepiami... Pan tymi oczyma mnie rozbiera... Rozbieralnia!" Jezus wiedział, że są 
oczy bardziej niegodziwe od tych, o których mówił Totó. Powiedział: „Każdy, kto pożądliwie 
patrzy  na  kobietę,  już  się  w  swoim  sercu  dopuścił  z  nią  cudzołóstwa"  (Mt  5,28).  A  także: 
„Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle" 
(Mt  6,22).  To  tak,  jakby  chciał  powiedzieć:  jakie  piękne  jest  oko  czyste,  które  patrząc  na 
ciebie  nie  rozbiera  cię,  wprost  przeciwnie,  obdarza  ciebie  czymś,  pozwala  ci  coś  zobaczyć. 
Ma  rację  filozof  Louis  Lavelle  mówiąc:  „Największym  dobrem,  jakie  możemy  uczynić 
innym, nie jest przekazanie im naszego bogactwa, ale ujawnienie ich bogactwa". 
 
Oczy współczujące 
 
Nauczyciel  medytacji  chińskiej  Du  Ti  zwierzał  się:  „Budzę  się  rano  z  uśmiechem. 
Postanawiam  żyć  w  pełni  każdym  momentem  i  patrzeć  na  wszystkich  współczującymi 
oczyma".  
Tak jak czynił Jezus. 
Jego oczy nie oskarżały nigdy nikogo, nigdy nie upokarzały, raczej wyrażały ukrytą czułość, 
która sprawiała, że osoby rozczarowane zaczynały marzyć (Łk 7,36-50; Łk 23,43); spojrzały 
na kobietę pochwyconą na cudzołóstwie i odzyskały ją, oddając ją dobru i życiu. 
W oczach Jezusa było jakby zapisane Jego piękne imię, które oznacza Zbawiciela. Spojrzenie 
Jezusa było pełne miłosierdzia i współczucia. 
Jego oczy wyrażały nie co innego, jak tylko przebaczenie.  
Oto dlaczego Franciszek z Asyżu, święty, który realizował dosłownie Ewangelię, pozostawił 
nam takie przesłanie:  „Oby nie zdarzyło się, aby jakiś brat, spojrzawszy ci w oczy, odszedł 
bez przebaczenia". 
 
Oczy drogocenne 
 
Oczy Jezusa umiały też płakać (Łk 19,41 -42; J 11,35).  
Dlatego, a także po tym wszystkim, co już powiedzieliśmy, są tym bardziej cenne. 
Opowiada  się,  że  syn  cesarza  Marka  Aureliusza,  Commodo,  gdy  był  jeszcze  chłopcem, 
opłakiwał śmierć jednego ze swych niewolników, którego szczególnie lubił. Dworzanie starali 
się  go  pocieszyć.  Marek  Aureliusz  powiedział  wówczas:  „Pozwólcie,  by  mój  syn,  zanim 
zostanie cesarzem, był człowiekiem". Jezus był kimś więcej niż cesarzem. Był Bogiem. Ale 
był również w pełni człowiekiem, umiał więc płakać. Poeta francuski Alphonse de Lamartine 
mawiał:  „To,  co  człowiek  może  dać  najcenniejszego  po  własnej  krwi,  to  -  łza".  Giovanni 

background image

Raboni, również poeta, kazał powiedzieć grzesznicy Marii Magdalenie: „W płaczu znalazłam 
moją chwałę". Ten, kto płacze - pokazuje, że umie zejść z piedestału, być łagodny, bezbronny, 
bliski  wszystkim.  Nie  bez  powodu  poeta  libański  Kahlil  Gibran  zauważa,  że:  „Możesz 
zapomnieć osobę, z którą się śmiałeś, ale nigdy tej, z którą płakałeś". Łzy pozwalają poznać 
słabość człowieka, ale i dobroć jego serca. 
Ma  rację  Ernest  Hello,  który  mówi:  „Na  ziemi  są  ludzie,  którzy  uważają  łzy  za  coś 
niegodnego siebie. Nie wiedzą, że to oni są niegodni łez!" Oczy Jezusa były w pełni godne 
łez: te łzy wypływały z serca! 
 

Modlitwa oczu 
Panie, nie chcę żyć jak kury, 
które dziobią pokarm 
na powierzchni jednego metra kwadratowego kurnika, 
nie podnosząc nigdy głowy, aby popatrzeć 
na bezkresne niebo, na orły, które mogłyby 
podpowiedzieć im nieskończoną ilość myśli. 
Nie odpowiada mi spoglądanie na świat 
przez mały otwór w czaszce. 
Panie, oczyść moje oczy! 
Panie rozszerz moje oczy! 
Spraw, bym jak dziecko, które wspięło się 
na ogromny wiąz, patrzył zachłannymi oczami, 
oczami rozszerzonymi ze zdumienia, 
na to, co stworzyłeś! 
Spraw, bym nauczył się zbierać miód 
nawet z najbardziej dziwacznych kwiatów. 
Daj mi oczy głębokie, 
które potrafią dostrzec wszystkich braci. 
Naucz mnie patrzeć i nie tylko widzieć. 
Aby widzieć, wystarcza mieć oczy otwarte; 
aby patrzeć, trzeba mieć płonące serce. 
Pozwól mi zrozumieć, że mam prawo 
patrzeć na kogoś z góry jedynie wówczas, 
gdy pomagam mu podnieść się. Amen. 
 
 

Jak patrzą chrześcijanie 
Pewien misjonarz opowiada: „Niekończącymi się drogami leśnymi udawałem się do Tora, wsi 
oddalonej o 100 km od misji w Ndeda, w Kongu. 
W pobliżu mostu nad rzeką Yebu, w połowie drogi, jakiś mężczyzna woła do mnie: „Telema, 
mope!", to jest: „Zatrzymaj się, ojcze!" Prowadzi mnie do chaty. Pod dachem leży jakaś stara 
kobieta.  Widzę,  że  jest  trędowata.  „Ojcze,  znalazłem  ją  na  ścieżce,  wycieńczoną.  Chciała 
dotrzeć do ciebie. Ma ręce i kolana pościerane drogą, jaką przeszła". Siadam przy niej. Mówi 
mi: „Mope, chcę znaleźć się w misji. We wsi patrzą na mnie jak na starą trędowatą i mówią, 
że jestem czarownicą. Ja chcę być tam, gdzie są chrześcijanie: oni patrzą na człowieka tak, jak 
patrzy na niego Bóg". 
 
Zobaczyłem człowieka 
Przypowieść syryjska opowiada: 
„Narzekałem,  że  nie  mam  butów.  Przed  meczetem  w  Damaszku  zobaczyłem  człowieka 
pozbawionego nóg. Przestałem się skarżyć". 
 

background image

Czy wiedziałeś, że... 
Gołym okiem możemy zobaczyć sześć tysięcy gwiazd. We Włoszech istnieje nadzwyczajny 
teleskop:  znajduje  się  w  obserwatorium  w  Arcetri  (Florencja).  Jego  zbudowanie  pochłonęło 
40.660 godzin pracy. Ale było warto: nasz teleskop ma „wzrok" tak ostry, że mógłby dostrzec 
światła samochodowe na Księżycu! 
 
W nazistowskich obozach koncentracyjnych obowiązywało surowe zarządzenie, zabraniające 
więźniom  patrzeć  w  oczy  strażnikom.  Kto  przekroczył  to  zarządzenie,  natychmiast  był 
skazywany na śmierć. Skąd taki straszny zakaz? 
Ponieważ  patrzeć  jakiejś  osobie  w  oczy  oznacza  mówić  do  niej,  przekazywać  jej  tysiące 
przesłań:  „Widzisz,  jestem  tu,  jestem  podobny  do  ciebie;  dlaczego  traktujesz  mnie  w  ten 
sposób?  Zlituj  się,  okaż  mi  współczucie,  nie  niszcz  mnie!"  Natomiast  jeśli  strażnicy  nie 
widzieli oczu więźniów, ci jakby dla nich nie istnieli. Byli martwi, zanim zostali zabici. 
Powróćmy do Jezusa. 
Im bardziej człowiek zbliża się do źródła, tym woda 
staje się czystsza. 
 
Wybierz swój SMS  
 
Niebo jest niebieskie dla tego, kto otwiera oczy; jest czarne dla tego, kto je zamyka. 
Popatrz na jakąś gwiazdę i doczep do niej swój pług. 
Przysłowie afrykańskie 
Patrz  na  przewinienia  innych  przez  odwróconą  lornetkę.  Patrząc  na  swoje  przewinienia 
trzymaj lornetkę normalnie. 
Gandhi 
 
Niektórzy ludzie zamieniają żółty punkcik w słońce,- 
inni zamieniają słońce w żółty punkcik. 
Pablo Picasso 
 
Człowiek  jest  jedynym  stworzeniem  obdarzonym  oczami,  które  może  próbować  policzyć 
gwiazdy. 
Luigi Accattoli 
 
Zacznij podziwiać to, co Bóg ci pokazuje, 
a nie będziesz miał czasu na wyszukiwanie tego, 
co On przed tobą ukrywa. 
Aleksander Dumas 
 
Ważne jest nie tyle to, co widzimy, ile sposób, w jaki patrzymy. 
Lucjusz Anneaus Seneka 
 
Kto uważnie rozgląda się wokoło, przeżywa w ciągu dnia cały rok. 
przysłowie 
 
Bóg dal nam oczy do patrzenia, ale także powieki do zamykania ich. 
W dniu Sądu ważone będą jedynie Łzy. 
Emile Cioran 
 
Oko miłosierdzia jest jedynym, które widzi właściwie. 
Primo Mazzolari 
 

background image

Kto patrzy na drzewo, traci z oczu las. 
przysłowie 
 
Prawdziwa podróż odkrywcza 
nie polega na szukaniu nowych ziem, 
ale na postaraniu się o nowe oczy. 
Marcel Proust 
  
Jego serce 
 
Jezus  nie  wynalazł  niczego,  nie  dokonał  żadnego  odkrycia  naukowego...  a  przecież  „Jezus" 
jest imieniem  o  zasięgu  światowym,  imieniem,  które  od 2000 lat  jest na  ustach  wszystkich. 
Dlaczego? 
Odpowiedź  nie  nasuwa  żadnych  wątpliwości:  gdyż  Jezus  nauczył  kochać.  Był  geniuszem 
miłości, specjalistą w zakresie miłości. 
Dlatego jest większy od Napoleona, od Marksa, od Freuda, od Einsteina: od każdego. Miłość 
przewyższa wszelką wiedzę i potęgę. Słynny kanclerz niemiecki Otto von Bismarck mawiał: 
„Z  Kazaniem  na  Górze  nie  da  się  uprawiać  żadnej  polityki".  Bardzo  słusznie:  wykazała  to, 
niestety, wielka polityka dysponująca potęgą i wiedzą, ale pozbawiona miłości! 
 
Istota życia 
 
A więc Jezus od nauki i potęgi wolał miłość. 
Wybrał miłość, gdyż jest ona istotą życia! Kochać kogoś oznacza powiedzieć mu: „Jesteś dla 
mnie ważny", „Znaczysz coś dla mnie", „Ty jesteś!" 
Tymczasem  nie  będąc  kochanym  czujesz,  że  wszystko  jest  pozbawione  sensu.  Nie  warto 
spoglądać  na  drzwi:  nikt  nie  przyjdzie;  nie  warto  wychodzić:  nikt  nie  czeka  na  ciebie;  nie 
warto żyć! 
Rene  Spitz,  psycholog  szwajcarski,  przeprowadził  interesujące  badania:  obserwował 
porzucone dzieci w pewnym sierocińcu i dzieci z oddziału położniczego więzienia dla kobiet, 
w którym matki mogły mieć przy sobie dziecko przez pierwszy rok życia. Badacz stwierdził, 
że  podczas  gdy  w  określonym  czasie  żadne  ze  122  dzieci  w  więzieniu  nie  zmarło,  w 
sierocińcu  zmarło  30  dzieci  z  94.  Dzieci  w  więzieniu  z  witaminami  i  różnym  papkami 
otrzymywały  miłość  matczyną;  te  drugie  miały  wszystko  z  wyjątkiem  najpotrzebniejszej 
rzeczy: uczucia! Jest to jeden z wielu dowodów na to, że miłość czyni cuda. Sympatyczny Leo 
Buscaglia, który na uniwersytetach amerykańskich uczy sztuki miłowania, uważa, że: „gdyby 
każdy  miał  choć  jedną  osobę,  która  by  mu  powiedziała:  będę  ciebie  kochać,  nawet  jeśli 
okażesz się niemądry, jeśli zbłądzisz, jeśli popełnisz błędy, jeśli nie zachowasz się jak istota 
ludzka... ja kochać cię będę i tak - wówczas ludzie nie trafialiby do szpitali psychiatrycznych". 
Według  statystyk  we  Włoszech  co trzy  godziny  ktoś  popełnia  samobójstwo.  Prawie  zawsze 
powodem  są  dwie  przyczyny:  niemożność  kochania  i  to,  że  nie  jest  się  kochanym 
wystarczająco. 
Oto, dlaczego Jezus wszystko postawił na miłość. Pragnął być specjalistą w zakresie miłości 
 
Jego specjalność 
 
Jezus kochał delikatnie, w sposób najbardziej naturalny w świecie, nie na pokaz, przebaczając 
bez wahania. Do grzesznicy, która obmyła Mu nogi w domu faryzeusza Szymona, powiedział 
po prostu: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!" (Łk 7,50). 
Do kobiety pochwyconej na cudzołóstwie zwrócił się: „Nikt cię nie potępił?... I Ja ciebie nie 
potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!" (J 8,10). 
Do ukrzyżowanego dobrego łotra powiedział: „Dziś ze Mną będziesz w raju" (Łk 23,43). 

background image

Jezus  obdarzał  miłością  hojnie.  Mówił:  „Przyjdźcie  do  Mnie  wszyscy,  którzy  utrudzeni  i 
obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28). 
Nie było zła moralnego czy fizycznego, które by Go nie poruszyło: „Wszyscy, którzy mieli 
cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś... uzdrawiał ich" (Łk 4,40). 
Dobroć  Jezusa  obejmowała  wszystkie  kategorie  ludzi.  Kochał  dzieci:  kładł  na  nie  ręce  i 
błogosławił je (Mk 10,16). Kochał nastolatki: wskrzesił córkę Jaira, która miała „około 12 lat" 
(Łk 8,42). 
Kochał ludzi młodych: „Jezus spojrzał z miłością na niego" (Mk 10,21). 
Kochał ludzi dojrzałych: „Oto jak go miłował!" (J 11,36), mówili, widząc Go płaczącego przy 
grobie Łazarza. Jezus kochał bezgranicznie. Nawet tego, kto Go zdradził (Mt 26,50). 
Aż do łez (J 11,35; Łk 19,41). 
Aż po śmierć z miłości (J 11,35). Ukrzyżowany nie jest z drewna, jak krzyż. Jest z ciała. 
 
Rewolucja 
 
Jest więc oczywiste, że każda stronica wszystkich czterech Ewangelii krzyczy o miłości. 
Miłość jest istotą chrześcijaństwa. Dla Jezusa ideałem nie jest piękny i silny człowiek Greków 
ani zdyscyplinowany wojownik Rzymian, nie jest nim asceta hinduistów czy ktoś całkowicie 
podporządkowany Allachowi jak u muzułmanów. Dla Jezusa człowiekiem idealnym jest ten, 
kto kocha. Pisarz Giuseppe Prezzolini stwierdził: „W socjalizmie nie mówi się o dobroci, lecz 
o  prawie.  W  liberalizmie  nie  mówi  się  o  dobroci,  ale  o  interesie.  Nikt  nie  mówi  o  dobroci. 
Jedynie chrześcijaństwo mówi o niej". 
Gdy  Matka  Teresa  z  Kalkuty  spotkała  Fidela  Castro,  zaproponowała  mu  przysłanie  swoich 
misjonarek na Kubę, by zaopiekowały się biednymi. Fidel Castro odrzucił ofertę mówiąc, że 
na Kubie rząd zaopatruje lud we wszystko, czego mu potrzeba. Ona odpowiedziała po prostu: 
„Ale  rząd  nie  może  rozdzielać  miłości!"  I  dlatego  misjonarki  pojawiły  się  na  wyspie  i 
otworzyły domy, w których opiekują się biednymi i umierającymi. 
Otóż  Jezus  zakłada  królestwo  czułości,  miłosierdzia.  Primo  Mazzolari  zwierzył  się: 
„Przebywanie z biednymi jest chorobą, którą zaraziłem się od Chrystusa". 
 
Jezus tworzy nową mentalność 
 
•  Mentalność  osoby,  która  wie,  że  pierwszym  słowem  miłości  nie  jest  „pocałuję  cię",  ale 
„pomogę ci!" 
• Mentalność osoby, która nie pyta: „Ile zarabiasz?", ale „Czym się martwisz"? 
•Mentalność  osoby,  która  jest  przekonana,  że  „lepiej  jest  pokochać  i  utracić  niż  nigdy  nie 
kochać" (Cina   Lagorio). 
• Mentalność osoby, która wie, że miłość nie pasuje do leniwych. Miłość jest pracowita. Raoul 
Follereau,  człowiek,  który  poświęcił  całe  życie  niesieniu  pomocy  trędowatym,  mawiał: 
„Miłość nie jest słowem-motylkiem, który fruwa przy pachnących ustach - miłość jest pracą". 
Leo Buscaglia, którego już poznaliśmy, dodaje: „Trzeba koniecznie stać się jednostką bardziej 
wykształconą,  bardziej  wszechstronną,  bardziej  praktyczną,  gdyż  wówczas  jest  się  zdolnym 
do dawania tego wszystkiego". 
• 

Mentalność  osoby,  która  kocha  nie  tylko  sercem,  ale  również  umysłem.  Chrześcijanin 

nie  jest  człowiekiem  „poczciwym".  Jezus  też  takim  nie  był.  Cudzołożnicy  nie  powiedział: 
„Nic  się  nie  stało.  Wszyscy  tak  postępują..."  Ale  powiedział:  „Idź  i  od  tej  chwili  już  nie 
grzesz!" (J 8,11). Jezus rozumie 
grzeszników, ale ich nie uspokaja, nie głaszcze, nie staje się ich wspólnikiem. 
Mentalność osoby, która nie myśli o własnej sławie, o własnym sukcesie, ale jedynie o tym, 
by być dyspozycyjną. Kilku starych mnichów zapytało ojca pustyni o imieniu Poemen: „Jeśli 
zobaczymy, że ktoś śpi w czasie naszych kazań, co mamy robić?" Ojciec odpowiedział: „Ja 
podszedłbym do niego i zachęcił go, by położył głowę na moich kolanach". 

background image

Franco  Molinari  pisał  z  pewną  dozą  złośliwości:  „Chrystus  słodyczą  łowił  ludzi  na  morzu 
Galilei, a Kościół czasami przypiekał ich na stosie". 
•  Mentalność  kogoś,  kto  ma  się  na  baczności  przed  miłością  dotkniętą  nadwzrocznością. 
Miłość taka kocha ludzi dalekich, a nie tych, którzy są blisko. No tak, gdyż łatwo jest kochać 
Tatarów,  których  się  nie  spotyka,  a  wielkiego  trudu  wymaga  kochanie  tego,  kto  żyje  obok 
ciebie! • Mentalność osoby, która kocha z tak wielką delikatnością, że wręcz przeprasza za to, 
iż daje. Święty Józef Benedykt Kottolengo, prawdziwy specjalista od miłości chrześcijańskiej, 
zachęcał: „Czyńcie miłosierdzie w taki sposób, by biedni mogli je wam wybaczyć". 
«    Wreszcie  mentalność  osoby,  która  kocha  nawet  nieprzyjaciół.  Niektórym  się  to  udało. 
Pewien  bliski  przyjaciel  wielkiego  papieża  Pawła  VI  mawiał:  „Chcecie  być  kochani  przez 
Pawła  VI?  Bądźcie  jego  nieprzyjaciółmi!"  Oto  kilka  informacji  na  temat  miłości 
chrześcijańskiej.  A więc: co by  się stało,  gdyby  taka  miłość zaczęła  rozprzestrzeniać się  po 
całym świecie? 
Wydarzyłaby  się  największa  rewolucja  w  historii,  nieskończenie  bardziej  znacząca  od 
odkrycia ognia. Wybuchłaby rewolucja, która otworzyłaby wreszcie drzwi cywilizacji. Gdyż 
cywilizacja to miłowanie się wzajemne, a nie uzbrajanie się. 
 
Wszyscy braćmi jesteście 
„Wy  wszyscy  braćmi  jesteście"  (Mt  23,8).  Nie  „obywatelami",  nie  „towarzyszami",  ale 
„braćmi"!  Nie  Żydami  czy  Grekami,  mężczyznami  czy  kobietami,  wolnymi  czy 
niewolnikami, ale braćmi (Ga 3,28). W pełni braćmi, gdyż wszyscy jesteśmy wszczepieni w 
jedyne Ojcostwo Boga (Mt 6,8-15). 
Radośnie braćmi, bo „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu" (Dz 20,35). 
Dramatycznie  braćmi,  bo  od  braterstwa  zależy,  czy  prowadzimy  życie  wartościowe  (Mt 
25,31-46).  Pewna  opowieść  arabska  dobrze  ukazuje  ten  problem.  Pewien  człowiek  zaraz  po 
śmierci staje przed bramą nieba. Puka. Jakiś głos pyta: „Kim jesteś?" Człowiek na to: „To ja". 
„Nie  znam  cię"  -  i  brama  zamyka  się.  Człowiek  wraca  na  ziemię.  Żyje  okazując  miłość 
braterską. Po roku znów staje przed bramą nieba. Ten sam głos pyta: „Kim jesteś?" „Jestem 
tobą!" 
„Teraz cię poznaję!" I brama się otwiera. „Jestem tobą". 
Takie mogłoby być motto Jezusa: brat w pełni, brat każdego człowieka. 
 
Poznać Chrystusa 
„Podobno nawróciłeś się do Chrystusa?" „Tak!" 
„A  więc  musisz  wiedzieć  mnóstwo  rzeczy  o  Nim.  Powiedz  mi,  gdzie  się  urodził?"  „Nie 
wiem." „Ile miał lat, gdy umarł?" „Nie wiem." „Ile kazań wygłosił?" „Nie wiem." 
„Wiesz zdecydowanie za mało, by móc twierdzić, że nawróciłeś się do Chrystusa!" 
„Masz  rację,  wstydzę  się,  że  tak  mało  wiem  o  Nim.  Ale  oto,  co  wiem:  Przed  trzema  laty 
byłem pijakiem. Miałem pełno długów. Moja rodzina rozpadała się. Moja żona i moje dzieci 
drżały, gdy wracałem wieczorem do domu. A teraz przestałem pić, nie mamy długów, nasz 
dom  jest  szczęśliwy.  Moje  dzieci  z  utęsknieniem  czekają  na  mój  powrót  do  domu.  To 
wszystko zrobił dla mnie Chrystus. I to wiem o Chrystusie!" 
Anthony De Mello 
 
Najmocniejsza rzecz 
Na świecie istnieje 10 mocnych rzeczy. 
Mocne jest żelazo, ale ogień je topi. 
Ogień jest mocny, ale woda go gasi. 
Woda jest mocna, ale paruje i zamienia się w chmury. 
Chmury są mocne, ale wiatr przesuwa je daleko. 
Wiatr jest mocny, ale góry go zatrzymują.  
Góry są mocne, ale człowiek panuje nad nimi.  

background image

Człowiek jest mocny, ale strach go pokonuje.  
Strach jest mocny, ale sen go zwycięża.  
Sen jest mocny, ale śmierć go kończy.  
Śmierć jest mocna, ale miłość ją pokonuje.  
Miłość pozostaje na wieczność. 
Talmud 
 
Nawet za milion... 
Pewien  bogaty  człowiek  zapytał  siostrę  zajętą  opatrywaniem  ropiejących  ran  trędowatego: 
„Ile zarabiasz, lecząc te wraki ludzkie? Ja nie zrobiłbym tego nawet za milion dziennie". 
Siostra,  nadal  opatrując  rany  trędowatego,  odpowiedziała:  „A  ja  nie  robiłabym  tego,  nawet 
gdyby płacono mi milion za godzinę". 
„A więc kto siostrze każe to robić?" - zapytał człowiek. „Ten, Kto jest tam" - odpowiedziała 
siostra, wskazując na niebo. 
 
Mrówka w beczce 
Stara  bajka  buddyjska  opowiada,  że  pewnego  dnia  mrówka  wpadła  do  wielkiej  beczki  z 
deszczówką.  Zjawił  się  niejaki  Egoizm,  zauważył  owada  i  spytał:  „Co  robisz  w  mojej 
beczce?" Złapał mrówkę i odrzucił ją daleko. 
Nadeszła  wkrótce  druga  osoba,  o  imieniu  Tolerancja,  która  widząc  mrówkę  powiedziała  do 
niej: „Możesz tu zostać. Na zewnątrz jest gorąco, a mnie nie wyrządzasz żadnej szkody." 
Wreszcie  ktoś  trzeci  zobaczył  mrówkę:  dał  jej  cukru,  a  potem  umieścił  ją  na  drzewie,  z 
którego wcześniej spadła. Miał na imię Miłość. 
 
Jelenie 
„Mówi się, że gdy jelenie chcą udać się na pastwiska znajdujące się na wyspach i muszą do 
nich  dopłynąć,  każdy  kładzie  głowę  na  grzbiecie  płynącego  przed  nim  towarzysza.  Tylko 
jeden,  ten,  który  jest  na  początku,  trzyma  głowę  wysoko.  Gdy  jednak  zmęczy  się,  zajmuje 
ostatnie miejsce i wówczas również on może oprzeć się na towarzyszu. W ten sposób dzielą 
trud między siebie i docierają do upragnionej mety nie tonąc, gdyż miłosierdzie stanowi jakby 
ich okręt". 
św. Augustyn 
 
Wybierz swój SMS 
 
  
Diabeł nie pije, nie je, nie zażywa narkotyków, a jednak jest diabłem: bo nie kocha! 
 
Jeśli wszyscy ludzie są braćmi, dlaczego braćmi nie są ich portfele? 
 
Bóg jest szczególnym krawcem: bierze miarę tylko z serca. 
 
Pierwsze słowo miłości 
to nie „kocham cię", ale „pomogę ci!" 
Czułe słówka nie ugotują zupy. 
 
Życie bez miłości jest jak lawenda bez zapachu, jak Wenecja bez słońca. 
 
Ten, kto kocha, rezerwuje sobie miejsce w raju. 
Mt 25,31-46 
 
Czy bogaty, czy też biedny, gdy kocha, jest zawsze piękny. 

background image

 
Chrześcijaninem jest ten, kto podaje rękę. Kto nie pomaga, nie jest chrześcijaninem. 
Charles Peguy 
 
Mogę nie być wielki, ale mogę być dobry: to miłość czyni dobrym. 
 
Miłość jest jak słońce: słońce daje,księżyc odbiera. 
 
Ten, kto kocha, zawsze jest radosny. 
 
Nie być kochanym — to przykre;ale prawdziwą tragedią jest nie kochać. 
Albert Camus 
 
Gdy  kochacie,  nie  mówcie:  „W  moim  sercu  jest  Bóg";  mówcie  raczej:  „Ja  jestem  w  sercu 
Boga ". 
Kahlil Gibran 
 
Nie jesteś piękny, jeśli nie potrafisz kochać! 
 
Jego ręce 
 
Może nigdy o tym nie myśleliśmy, ale możemy osądzić jakąś osobę na podstawie sposobu, w 
jaki posługuje się rękoma. Zacieram ręce, trzymam rękę na pulsie, położyć na czymś rękę, z 
ręką  na  sercu,  trzymam  ciebie  za  rękę,  jestem  w  twoich  rękach,  ręce  złożone,  z  sercem  na 
dłoni... Również ręce Jezusa mówią - i dają nam Jego wspaniały obraz. 
 
Ręce otwarte 
 
Pisarz Stefano Jacomuzzi opisuje scenę przebaczenia jawnogrzesznicy i wkłada w usta Jezusa 
te piękne słowa: „A jednak ilu jeszcze schyli się po kamień, by rzucić go w Moim imieniu. 
Wstrzymuj zawsze swą rękę, Piotrze, powstrzymuj ręce wszystkich. Powiedz im, że w moim 
Prawie ręce otwierają się, by kogoś podnieść, a nie zamykają się, by uderzyć". Takie były ręce 
Jezusa: otwarte, aby gromadzić, podnosić; nigdy nie zaciskały się na kamieniu, by go rzucić i 
uderzyć  kogoś,  by  upokorzyć.  Otwarte  ręce  Jezusa,  ręce  nagie,  ręce  uwolnione  od 
wszystkiego: od pieniędzy, rzeczy, posiadania; ręce dalekie od wszelkiej zdobyczy. 
 
Ręce wywołujące zgorszenie 
 
Ręce  wywołujące  zgorszenie,  gdyż  dotykały  nieczystych.  Za  nieczystego  uznawano  np. 
trędowatego (Łk 13,45-46). Jezus go dotknął i uzdrowił. Mógłby go uzdrowić nie dotykając, 
ale dotknął go celowo (Mk 1,40). 
Jezus nie bał się ubrudzić sobie rąk. Nie używał miłości Boga jako pretekstu, by nie kochać 
ludzi,  by  nie  schylić  się  i  nie  umyć  im  nóg.  „Zaczął  umywać  nogi  uczniom  i  ocierać 
prześcieradłem, którym był przepasany" (J 13,5). To są właśnie te ręce: umywające nogi, ręce 
dające  nam  najpiękniejszą  definicję  miłości  chrześcijańskiej  zawartej  w  Ewangeliach.  Jezus 
nigdy  nie  definiował  miłości  słowami,  ale  zawsze  gestami.  Spośród  wszystkich  gestów 
(przytulanie  dzieci,  rozmnażanie  chleba  i  ryb,  uzdrowienia...)  ten  związany  z  umyciem  nóg 
jest  definicją  najlepszą:  kochać  -  znaczy  stać  się  niewolnikiem  innych  (założenie  fartucha  i 
mycie nóg było wówczas obowiązkiem niewolnika). 
 
Ręce spracowane 
 

background image

Jezus  posługiwał  się  rękoma.  Zawsze  ciężko  pracował  -  przez  całe  życie,  począwszy  od 
Nazaretu, gdzie był cieślą, aż po ostatnie lata, całkowicie wypełnione nauczaniem. I tak Jego 
ręce stały się jeszcze cenniejsze. Nie wystarczy bowiem mieć czyste ręce, ręce wolne; trzeba, 
by były one również spracowane. 
Raoul Follereau, apostoł francuski, który oddał całe swe życie trędowatym, opowiadał: „Śnił 
mi się człowiek, który stanął na sądzie Boga. - Widzisz, mój Panie - powiedział - zachowałem 
Twoje  prawo,  nie  uczyniłem  nic  nieuczciwego,  złego  czy  bezbożnego.  Panie,  moje  ręce  są 
czyste. - Bez wątpienia - odpowiedział mu dobry Bóg - ale twoje ręce są również puste". 
 
Ręce szczodre 
 
Dotykał oczu niewidomych i uzdrawiał je (J 9,13).  
Dotykał trędowatych i zostawali oczyszczeni (Łk 13,45-46).  
Ujmował  za  rękę  zmarłych  i  powracali  do  życia  (Mt  9,25).  Brał  w  objęcia  dzieci,  a  one 
uśmiechały się do Niego (Mk 10, 13-16). 
Na  oczach  wszystkich  nasze  czasy  przeżywają  niejeden  kryzys.  Dla  filozofa  Gianfranca 
Morry  najważniejszymi  kryzysami  są:  kryzys  ekologiczny  (całe  gatunki  zwierząt  i  roślin 
giną), kryzys energetyczny (w ciągu jednego roku zużywamy to, co natura stworzyła przez sto 
milionów  lat),  kryzys  atomowy  (broń  atomowa  może  zniszczyć  na  zawsze  życie  na  całej 
planecie),  kryzys  psychologiczny  (liczba  chorych  psychicznie  wzrasta  ogromnie),  kryzys 
genetyczny (istnieje możliwość manipulacji w strukturach życia; ta niebezpieczna możliwość 
przeraża nawet samych uczonych).  
Wszystkie te kryzysy są ogromnie poważne.  
Jednak najdramatyczniejszy ze wszystkich jest w pojęciu tego filozofa „kryzys solidarności", 
kryzys rąk, które nie starają się pomagać. Kryzys rzeczywiście dramatyczny, gdyż, jak mówi 
pisarz Guido Ceronetti, „ręce pozbawione pieszczot będą nacinać nadgarstki niczym żyletki". 
Kryzys braku dobrych, chrześcijańskich rąk. 
„Droga  mamo  -  pisał  pewien  misjonarz  -  moje  ręce  dzisiaj  dźwigały  tysiące  cegieł. 
Wieczorem bolą mnie tak bardzo, że ledwie mogę utrzymać pióro w ręku, ale mur szpitala, 
który wznoszę, powiększył się o kilka metrów". Takie są ręce chrześcijańskie. 
„Od  lat  nikt  mi  tak  nie  uścisnął  ręki"  -  powiedział  pewien  bezdomny  do  Matki  Teresy  z 
Kalkuty,  która  zwróciła  się  do  niego  z  radością  i  ciepłem,  jakie  charakteryzowało 
„chrześcijańskie" ręce Jezusa. 
 
Ręce przebite 
 
Ksiądz Primo Mazzolari napisał piękną modlitwę, która zasługuje na przemyślenie. 
 
Panie, 
są ręce, które chętnie liczą pieniądze; 
ręce, które związują ręce biednych; 
ręce, które oklaskują arogancję możnych; 
ręce, które ogałacają ubogich; 
ręce, które unieruchamiają, 
aby nikt nie sięgał po ich przywileje; 
ręce, które nie starają się oczyścić się z podłości; 
ręce, które piszą przeciwko prawdzie; 
ręce, które przeszywają serca. 
Gdybyśmy mogli zapomnieć o tych rękach, 
gdyby istniała woda mogąca umyć te ręce... 
Aby zapomnieć o moich rękach, muszę spoglądać na inne ręce, 
by zastąpić moje okrutne ręce przebitymi rękami Chrystusa. 

background image

 
Ręce, które podobają się Bogu 
 
Mówi Pan 
do człowieka, 
co puka do Jego królestwa: 
„Pokaż mi ręce, 
bo nie wiem, 
czy jesteś godzien wejścia." 
Robotnik pokazuje 
swe ręce 
szorstkie, stwardniałe; 
w ogniu, żelazie, metalach 
przez lata pracowały. 
Zniszczone, 
puste, ubogie, 
czarne, zmęczone, ciężkie. 
Mówi Pan: 
„Są mi drogie, 
takie są ręce świętych". 
 
                     Renzo Pezzani 
 
On jest szczytem! 
Psychologowie mówią: „Powiedz mi, z kim się utożsamiasz, a powiem ci, jak skończysz"; co 
oznacza:  „Powiedz  mi,  kto  jest  twoim  wzorem,  a  ja  ci  powiem,  jak  się  rozwiniesz,  o  ile  to 
nastąpi". 
Ten, kto bierze za wzór Jezusa, musi stać się człowiekiem do najwyższej potęgi. 
Chrystus jest wielkim kowalem osobowości. Nawet taki ateista jak Fryderyk Nietzsche musiał 
przyznać: „Poniżej Chrystusa istnieje tylko nizina". On jest szczytem! 
 
Podać rękę 
Ile rzeczy można zrobić rękoma! Jednak najcenniejszą i największą ze wszystkich jest podanie 
ręki.  Podanie  komuś  ręki  nie  oznacza  wręczenia  kilku  dekagramów  naszego  ciała, 
składających się z 21 kości, 18 stawów i około 40 mięśni. 
Podanie ręki jest czymś zupełnie innym: jest przekazaniem kawałka duszy! 
Podanie  ręki  oznacza  tysiące  rzeczy.  Oznacza:  jestem  bezbronny,  a  więc  jestem  twoim 
przyjacielem  (nawiasem  mówiąc,  kiedyś  miało  to  właśnie  takie  znaczenie:  w  ręce  nie  mam 
miecza, a więc jestem przyjaźnie usposobiony). Podanie ręki oznacza stwierdzenie: przynoszę 
pokój,  szanuję  cię,  czuję  się  z  tobą  dobrze,  kocham  ciebie.  Podanie  ręki  jest  arcydziełem 
kultury i dobroci. 
 
Ręce 
 
Bóg nie ma rąk: 
ma twoje ręce. 
Miłość nie ma rąk: 
ma twoje ręce. 
Chleb i woda nie mają rąk: 
mają twoje ręce. 
Muzyka nie ma rąk: 
ma twoje ręce. 

background image

Kolor nie ma rąk: 
ma twoje ręce. 
Brat nie ma rąk: 
ma twoje ręce... 
Ty masz ręce: 
pomagaj Bogu, 
który obdarzył ciebie rękoma. 
 
                       Autor nieznany 
 
Historia w rękach człowieka 
Na początku w żaden sposób żyć na ziemi się nie dało; To, że dziś tu można mieszkać, wiele 
trudu  kosztowało.  Przebyć  rzeki  było  ciężko,  bo  żadnej  z  nich  most  nie  spinał,  Nikt  też 
ścieżek  nie  wydeptał,  aby  góry  móc  zdobywać.  Chciałeś  spocząć?  Ale  ławki  nie  ujrzałeś 
nawet cienia. Nie istniało wtedy łóżko, choć padałeś ze zmęczenia. Jeszcze szewc nie uszył 
butów, by nikt sobie nóg nie ranił, 
A  gdy  ktoś  miał  słabe  oczy,  nie  sięgał  po  okulary.  Futbolu  wtedy  nie  znano,  bo  nie  było 
jeszcze piłki. Brakowało ognia, garnka, żeby gotować posiłki. A kto zresztą miał pojęcie, co 
można zjeść bez obawy? Niczego jeszcze nie było. Zero - no i nie ma sprawy! Ale ludzie już 
wiedzieli, że ręce służą do pracy. Udało im się powoli największym biedom zaradzić. Ciężkiej 
pracy na nas czeka jeszcze nieskończenie wiele. Zakasz rękawy: ty także możesz ulepszać tę 
ziemię! 
            Gianni Rodari 
 
Wybierz swój SMS 
 
Nie celuj w nikogo palcem,jeśli wpierw nie umoczyłeś go w miodzie. 
 
Miejscem,w którym najprędzej znajdziesz jakaś pomocną dłoń,jest koniec twojego ramienia. 
 
Ręce,które pomagają,są świętsze od ust,które się modlą. 
 
Podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą Iz 41,16 
 
Gdy jeden palec celuje w kogoś,cztery pozostałe zwracają się ku oskarżycielowi. 
 
Przy końcu życia ręce nie będą sądzone za to, że są brudne, ale że są puste. 
 
Nikt nigdy nie wypada z rąk Boga! 
 
Po pewnych oklaskach należałoby umyć sobie ręce. 
Antonio Mazzi 
 
Ten, kto daje, ma ręce pełne Boga.  
Gdy człowiek składa ręce, Bóg otwiera swoje. 
 
Ja jestem jedynie małym ołówkiem w rękach Boga. 
Matka Teresa z Kalkuty 
 
Jego usta 
 
Jezus wykorzystał maksymalnie całe swoje ciało: oczy, ręce, nogi, umysł, usta. 

background image

Tak, również usta: posługiwał się nimi jedząc, mówiąc, modląc się. Zobaczmy. 
 
Usta do jedzenia 
 
Jezus jadał właściwie, to jest nigdy zbyt dużo i nigdy samotnie. Nie jest słuszne bowiem, by 
jedne usta miały coś do jedzenia, gdy inne cierpią głód. Jezus rozdzielał więc chleby i ryby (J 
6,1-13). 
Jezus jadał z obowiązku, aby nie umrzeć z głodu, ale czasami jadał również dla przyjemności. 
Jest to bardzo piękne: ukazuje, że Jezus nie chciał udawać anioła, ale że był człowiekiem z 
krwi i kości. Człowiekiem, który cieszy się na weselu (J 2,1 -12), który lubi zjeść wieczerzę z 
przyjaciółmi (J 12,2). 
A więc rozkoszowanie się smacznymi potrawami, doznawanie przyjemności z dobrej kuchni 
nie  jest  czymś  złym.  Wprost  przeciwnie!  Mówił  to  z  wielkim  przekonaniem  nauczyciel 
żydowski Nachman z Bracławia: „Osoba, która nie czuje smaku pokarmu,  może myśleć, że 
Bóg jest z niej niezadowolony". 
 
Usta do mówienia 
 
Usta  służyły  Jezusowi  do  mówienia.  Przede  wszystkim  do  mówienia.  Pod  tym  względem 
Jezus  był  naprawdę  nadzwyczajny!  Mówił  porywająco;  przyznawał  to  nawet  Ernest  Renan, 
pisarz  francuski,  niezbyt  przychylny  Jezusowi.  Ludzie,  którzy  słuchali  Jezusa,  byli 
zachwyceni i twierdzili: „Nikt jeszcze nigdy nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia" 
(J  7,46).  Byli  spragnieni  słuchania  Go  i  czasami  „wielotysięczne  tłumy  zbierały  się  koło 
Niego, tak że jedni cisnęli się na drugich" (Łk 12,1). 
Jak wytłumaczyć takie oczarowanie?  
Odpowiedź jest bardzo łatwa.  
Jezus „mówił", a nie „gadał". 
„Mówić"  -  to  wypełniać  ciszę  ideami,  myślami.  „Gadać"  -  to  wypełniać  ciszę  pustymi 
dźwiękami: bla, bla, bla... Otóż Jezus zawsze i wyłącznie przemawiał, nigdy nie gadał: był tak 
uczulony  na  słowa  zbędne,  że  wręcz  uważał,  iż  pochodzą  od  samego  szatana  (Mt  5,37). 
Szkoda, że nie pamiętają o tym politycy, związkowcy, jak również niektórzy kaznodzieje w 
kościołach i nauczyciele! Im kto więcej wie, tym bardziej skraca swoje wypowiedzi! 
Jezus przekazywał maksimum prawdy przy użyciu jak najmniejszej ilości słów. 
Całe Ewangelie w oryginale greckim składają się tylko z 64.327 wyrazów. Jezus przemawiał 
treściwie,  gdyż  Jego  słowa  rodziły  się  z  głębokiego  milczenia.  Słowa  prawdziwe  bowiem, 
słowa,  które  po  2000  lat  pozostawiają  jeszcze  ślad,  są  niczym  czysta  woda,  która  rodzi  się 
albo na wysokiej górze, albo w głębi studni, zawsze jednak w ciszy. 
 
Mówił otwarcie 
 
Gdy mówił „pokój", myślał o pokoju, a nie o wojnie. Jezus nie igrał ze słowami, gdyż słowa 
są  o  wiele  potężniejsze  od  broni:  broń  może  cię  pokonać,  słowa-  przekonać!  Francuska 
pisarka Simone de Beauvoir mawiała: „Słowa mogą zabijać skuteczniej od komór gazowych". 
Oto, dlaczego Jezus nigdy nie posłużył się słowem, by kogoś zranić czy skompromitować. 
Co  więcej,  ostrzegał  przed  zniszczeniem  czyjejś  reputacji.  „A  kto  by  rzekł  swemu  bratu: 
Raka,  podlega  Wysokiej  Radzie.  A  kto  by  mu  rzekł:  Bezbożniku,  podlega  karze  piekła 
ognistego" (Mt 5,22). 
 
Mówił wiarygodnie 
 
Nie poprzestawał na słowach, ale poświadczał je życiem. Mawiał: „Bądźcie ubodzy" - i sam 
był ubogi (Łk 9,58). Mawiał: „Kochajcie się" i sam umiłował swoich aż do końca (J 13,1). 

background image

Mawiał: „Nie grzeszcie" i sam był bez grzechu ( 8,46). Jezus nie lubił przedstawień: wolał to, 
co psychologowie nazywają „metodą wiarygodności", to jest życie zgodne z tym, co pragnie 
się przekazać. 
Metoda ta dowodzi inteligencji osoby, która ją stosuje. Bowiem jeśli słowo jest dźwiękiem, 
przykład jest grzmotem. 
 
Mówił konkretnie 
 
W  słowach  Jezusa  można  poczuć  i  zobaczyć  winnicę  w  porze  owocowania,  kiełkujące 
nasionko, połatane ubrania, bukłaki wina, kobietę poszukującą zgubionej drachmy, pasterzy, 
czystą wodę, chleb, ryby... 
Jako  doskonały  znawca  człowieka  Jezus  nie  zna  rzucania  słów  na  wiatr,  nie  zna  dymnych 
zasłon  słów  przenikniętych  kadzidłem,  które  unoszą  się  nad  głowami  słuchaczy  i  po  paru 
minutach przemieniają aulę czy kościół w zaciszną sypialnię. 
 
Mówił żarliwie 
 
Wyznają to dwaj uczniowie, którzy rozmawiają z Nim w drodze do Emaus: „Czy  serce nie 
pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" (Łk 24,32).  
Są  osoby,  które  podczas  rozmowy  wydają  się  obejmować  słuchaczy.  Słowa  Jezusa  były 
uściskiem,  pieszczotą  psychologiczną:  „Idź  w  pokoju"  (Łk  7,50),  „Wstań"  (Mt  9,6),  „Ufaj, 
córko!" (Mt 9,22). 
 
Mówił z hojnością 
 
Człowiek  potrzebuje  słów.  Tak  bardzo  potrzebuje,  że  czasami  telefonujemy  do  przyjaciela, 
gdyż „chciałem cię tylko usłyszeć!" Człowiek tak bardzo pragnie słów, że niektórzy  mówią 
sami do siebie. Gdyby udało się nam zlikwidować głód na świecie, dokonalibyśmy wiele, a 
jednak zbyt mało. Człowiek jest istotą, którą nie tylko trzeba nakarmić, ubrać, której trzeba 
zapewnić  mieszkanie,  którą  należy  leczyć  i  zapewnić  jej  bezpieczeństwo.  Jest  również 
stworzeniem,  które  potrzebuje  oświecenia,  pocieszenia,  któremu  trzeba  poradzić,  dodać 
otuchy. 
Człowiek to istota, która nie może obejść się bez słów. Jezus wiedział o tym bardzo dobrze. 
Dlatego każdemu ofiarował doskonałe słowa. Z hojnością. 
 
Usta modlące się 
 
Jezus  posługiwał  się  ustami,  aby  modlić  się.  „Ojcze,  dziękuję  Ci,  żeś  Mnie  wysłuchał"  (J 
11,41). „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i 
roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom" (Mt 11,25). „Tak, Ojcze" (Mt 11,26). „Ojcze mój... 
jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich!" (Mt 26,39).  
Modlitwy  krótkie,  szczere,  zwięzłe,  świeże.  Modlitwy  doskonałe,  gdyż  wolne  od  wszelkiej 
interesowności  i  od  myśli  nie  będącej  uwielbieniem  i  wdzięcznością.  Modlitwy  synowskie: 
„Ojcze  nasz..."  (Mt  6,9-13).  Również  w  modlitwie  Jezus  był  specjalistą.  Wiedział,  jak  się 
modlić (właśnie to pokazaliśmy), gdzie się modlić i kiedy się modlić. 
Gdzie:  „...Wszedł  na  górę,  aby  się  modlić"  (Mt  14,23).  „On  jednak  usuwał  się  na  miejsca 
pustynne i modlił się" (Łk 5,16). Kiedy: W momentach ważnych, w momentach ostatecznych. 
Przed  dokonaniem  cudów  (Mk  6,41).  Przed  wyborem  Apostołów  (Łk  6,12);  w  godzinach 
pokusy (Łk 22,44); w godzinie śmierci (Łk 23,46). 
Niemożliwe,  by  taki duch  modlitwy,  jaki  charakteryzował Jezusa,  nie  miał dla  nas żadnego 
znaczenia.  Tak,  przesłanie  jest  jasne  i  mocne:  człowiek,  by  podnieść  się,  musi  uklęknąć; 
modlitwa  jest  dla  nas  deską  ratunku.  To  nie  bezładny  potok  słów  czy  starcza  przypadłość: 

background image

modlitwa jest energią. Modlitwa jest Wartością. 
 
Dekalog wypowiadania się w stylu Jezusa 
1. Nim zaczniesz mówić, sprawdź, czy włączyłeś rozum. 
2. Nie mów o sobie: pozwól, by inni ciebie odkryli. 
3.  Obdarzaj  dobrymi  słowami:  nauka  nie  wynalazła  jeszcze  leków  skuteczniejszych  od 
dobrych słów. 
4. Nie mów wszystkiego, o czym myślisz, ale myśl o wszystkim, co mówisz. 
5. Przytaczaj mocne argumenty, używając delikatnych słów. 
6. Gdy mówisz, pamiętaj o sałacie: jest dobra, jeśli jest w niej więcej oliwy niż octu. 
7.  Nie  wystarczy  mówić:  trzeba  porozumiewać  się  między  sobą.  Ten,  kto  mówi  w  sposób 
trudny, nie ułatwia porozumienia. 
8. Słuchaj! Słuchanie jest najbardziej subtelną formą mówienia. 
9. Gdy słyszysz o brakach innych, trzymaj język na wodzy. 
10.Mów jako ostatni: zostaniesz przypomniany jako pierwszy. 
 
Wybierz swój SMS  
 
Powodem, dla którego pies ma wielu przyjaciół, jest fakt, że porusza ogonem, a nie językiem. 
 
Modlitwa jest jak nakręcenie zegarka rano, by nie stanął po południu. 
 
Przekleństwa są niczym bobki królika w koszyku pięknych truskawek. 
 
Ten, kto się nie modli, podobny jest do tego, 
kto siedzi na fotelu bujanym: porusza się, 
ale nie posuwa się naprzód. 
 
Słowa, które parzą, ochładzają przyjaźnie. 
 
Modlić się — to klękać na problemach, aby móc je rozwiązać. 
 
Najpierw myślę, potem mówię, gdyż słowa nieprzemyślane powodują kłopoty. 
 
Jeśli nie będę się modlić, mój los może być podobny do losu Titanica. 
 
Na języku można powiesić człowieka szybciej niż na sznurze. 
 
Panie, nieś mnie na rękach, choć bardzo staram się Ciebie podrapać. 
 
Panie spraw, by moje słowa 
były czułe i mile, gdyż może zdarzyć się, 
że jutro do mnie wrócą. 
 
Modlitwa jest pukaniem do serca Boga. Dobre słowa są niczym skrawki nieba. 
 
Modlitwa jest ukojeniem. Kto na wszystko prycha, rozdyma 30 pycha. 
 
Jego umysł 
 
Jezus posługiwał się umysłem tak, jak tylko nieliczni to potrafią, a prawdopodobnie jak nikt 
inny. 

background image

Wprawdzie nie dokonał żadnego odkrycia technicznego, jednak stworzył idee tak liczne i tak 
nowe, że wywołują zawsze i u wszystkich zdumienie. Filozof Benedetto Croce powiedział, że 
„chrześcijaństwo było największą rewolucją, jaką ludzkość kiedykolwiek przeżyła. Wszystkie 
inne  rewolucje,  wszystkie  największe  odkrycia,  które  wyznaczają  epoki  w  historii  ludzkiej, 
nie  wytrzymują  porównania  z  nią".  Również  Fryderyk  Nietsche,  jeden  z  największych 
przeciwników chrześcijaństwa w ostatnich czasach, zwracając się do Jezusa wołał: „Patrzyłeś 
wyżej  niż  wszyscy!"  Pisarz  Giovanni  Papini  porównywał  cztery  Ewangelie  do  „czterech 
snopków zboża, które od siedmiuset milionów dni żywią i ubogacają miliony dusz". 
Jakie więc idee rewolucyjne wprowadził Chrystus, by zasłużyć na taki podziw?  
Musimy  ograniczyć  się  do  kilku  tylko  przebłysków  światła,do  kilku  szklaneczek  „młodego 
wina"  (Mt  9,17).  Wystarczą  cztery,  by  udowodnić,  że  Jezus  potrafił  wykorzystać  umysł  w 
sposób inny niż dzieje się to zazwyczaj. 
 
Nie tykać człowieka! 
 
„To  szabat  został  ustanowiony  dla  człowieka,  a  nie  człowiek  dla  szabatu"  (Mk  2,27).  Dla 
Jezusa  człowiek  jest  nietykalny:  nie  istnieje  tu,  na  ziemi,  nic  równie  wielkiego.  Wszystko 
można naruszyć, również szabat, dzień odpoczynku poświęcony Bogu, ale nie człowieka. 
Fakt, że Jezus obrócił w pył tabu szabatu, zdumiewa bardzo Idę Magli, jedną z najlepszych 
włoskich antropolożek szkoły świeckiej: „Skąd wziął się ten Jezus? Jak może istnieć w takim 
konflikcie ze środowiskiem?" Faktycznie, traktowanie szabatu nie jako „idola, którego należy 
się  lękać,  ale  jako  jednej  z  możliwości  ofiarowanych  człowiekowi,  jest  niezrozumiałe  dla 
antropologa,  który  nie  znajduje  wytłumaczenia  dla  tak  niesłychanej  postawy"  w  kontekście 
społeczeństwa, którego sposób myślenia był diametralnie odmienny. 
A więc dla Jezusa człowiek jest nietykalny. Nikomu nie wolno go wykorzystywać, nikt nie 
może wysługiwać się nim. W związku z tym Sobór Watykański II wypowiedział się: „Osoba 
ludzka  jest  i  powinna  być  zasadą,  podmiotem  i  celem  wszystkich  urządzeń  społecznych" 
{Gaudium etspes, 25). „Wszystkie rzeczy, które są na ziemi, należy kierować ku człowiekowi, 
stanowiącemu  ich  ośrodek  i  szczyt"  (Gaudium  et  spes,  12).  Myśliciel  marksistowski  Lucio 
Lombardo  Radice  musiał  przyznać,  że  „chrześcijaństwo  jest  jedyną  religią  świata 
dzisiejszego, która ma w swym centrum człowieka". 
 
Dawać siebie 
 
Wielki myśliciel grecki Sokrates mówił: „Poznaj samego siebie". Inni powiedzą: „Panuj nad 
sobą". Jezus przewyższa wszystkich i mówi: „Dawaj siebie". Kto nie daje siebie, żyje na opak. 
Kto traci siebie, odnajduje się; kto się zapiera samego siebie, wzrasta (Mk 8,35). 
Koncepcja  nowa  i  najprawdziwsza,  podjęta  potem  przez  wszystkich.  Kilka  potwierdzeń: 
Wiktor Franki, psycholog: „Realizujemy się jedynie w takim stopniu, w jakim dajemy siebie, 
obdarowujemy sobą". 
Erich  Fromm,  psychoanalityk,  utrzymuje:  „Pełna  dojrzałość  człowieka  dokonuje się  jedynie 
dzięki  jego  całkowitemu  wyzwoleniu  się  z  narcyzmu",  to  jest  dzięki  wyzwoleniu  się  z 
choroby  psychicznej,  jaką  jest  kręcenie  się  wokół  siebie  samego.  Martin  Buber,  filozof, 
konkluduje:  „Ja  tworzę  się  dzięki  tobie".  I  tak  jest  naprawdę!  Kto  zamyka  się  w  sobie,  kto 
spuszcza  żaluzje  i  nie  nawiązuje  kontaktów  z  innymi,  skazany  jest  na  śmierć  psychiczną. 
Niemcy mają bardzo trafne przysłowie: „Izolowanie się jest ubożeniem". Jest to przysłowie w 
100 % chrześcijańskie. 
 
Żyć tak jak Bóg 
 
„Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48). 
Oto  trzecia  nowa  i  wywrotowa  myśl,  która  zawiera  w  sobie  dwie  inne:  nazwanie  Boga 

background image

„Ojcem"  i  zaproponowanie  Co  jako  wzoru  do  naśladowania.  Psychologowie  mówią: 
„Powiedz mi, z kim się utożsamiasz, a ja ci powiem, jak skończysz". 
Według  Chrystusa  człowiek  powinien  naśladować  Boga.  A  więc  według  Chrystusa  Bóg 
porusza człowieka, budzi go. Gdzie tu opium?! Bóg zachęca do ciągłego podążania naprzód. 
Dlatego  Primo  Mazzolari  mawiał:  „Jeżeli  wierzysz  w  królestwo  Boga,  musisz  stać  się 
niespokojny", niezadowolony z tego, kim jesteś i z tego, co już zrobiłeś. Kto bowiem może 
powiedzieć, że upodobnił się do Wzoru? Trzeba uznać absolutną nowość tej myśli Jezusa: aby 
móc żyć jak człowiek, człowiek musi żyć tak jak Bóg. Według niektórych jest to najbardziej 
oszałamiająca idea chrześcijańska. 
Z pewnością jest najbardziej pobudzająca. Jest to myśl, która zachęca do wspinania się; idea, 
która  zakazuje  zamykania  duszy,  zwiniętej  jak  jakiś  koc,  w  szafie.  Jednym  słowem  jest  to 
najbardziej nieoczekiwana idea-wyzwanie, nigdy przedtem nie zaproponowana człowiekowi. 
 
Wszyscy są braćmi 
 
„Wy  wszyscy  braćmi  jesteście"  (Mt  23,8).  Wszyscy  są  równi.  Jean  Cardonnel  mawiał,  że 
„wiara  w  Jezusa  Chrystusa  oznacza  wystąpienie  przeciwko  wszelkim  przywilejom.  Np. 
przeciwko dominacji społecznej mężczyzn. Również i tu Jezus był innowatorem. Dzisiaj jest 
prawie niemożliwe wyobrażenie sobie, jakie tabu społeczne Jezus przełamał, pozwalając, by 
Maria Magdalena, Joanna, Zuzanna i inne kobiety towarzyszyły Mu, usługiwały Jemu i Jego 
uczniom (Łk 8,3). Więcej jeszcze, pozwolił się namaścić kobiecie z marginesu (Mk 14,3-9) i 
rozmawiał  z  heretyczką,  bo  za  takich  uważano  Samarytan  (J  4,7).  Jezus  zrewolucjonizował 
wszystko  to,  co  wówczas  dotyczyło  odnoszenia  się  do  kobiet.  Oto  tylko  dwa  przykłady:  W 
tamtych czasach pobożny Żyd dziękował Bogu, że nie uczynił go ani poganinem, ani kobietą. 
Najwyższa  pochwała,  jaką  ówcześni  Rzymianie  obdarzali  kobietę,  był  napis  na  grobie: 
Domimansit,  lanam  fecit  (W  domowym  zaciszu  przędła  wełnę).  Jezus  przełamuje  również 
(zgodnie ze słowami: „Wszyscy jesteście braćmi") barierę- powiedzmy-cywilną, społeczną. 
Wówczas  dzieci  były  uznawane  za  istoty  nic  nie  znaczące.  Platon,  jeden  z  największych 
myślicieli  starożytności,  uważał,  że  trzeba  pozwolić  umrzeć  dzieciom  z  biednych  rodzin. 
Arystoteles,  inny  z  największych  myślicieli  greckich,  uczył,  że  prawo  powinno  zakazywać 
wychowywania  dzieci  ułomnych.  W  Rzymie,  jak  i  w  Sparcie,  zabijanie  dzieci  słabych  nie 
tylko było dopuszczalne, ale nakazane. Jednym słowem, przed Chrystusem „dla nikogo dzieci 
nie miały wartości jako osoby" (Milan Machovec, filozof czeski). 
Pojawia  się  Jezus  i  zmienia  wszystko.  Postawa,  jaką  przyjmuje  wobec  dzieci,  ma  cztery 
aspekty: 
- Kocha je: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie" (Mk 
10,14). 
- Chroni je: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego 
z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać 
kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze" (Mk 9,42). 
- Stawia je za wzór: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie 
jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 
18,3). 
- Wreszcie (i to jest największe!) utożsamia się z nimi: „Kto 
przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje" (Mk 9,37). 
Stosunek Jezusa do dzieci poruszył nawet Karola Marksa. Jego córka Eleonora wspomina, że 
ojciec,  gdy  była  mała,  opowiadał  jej  historię  Cieśli,  który  został  zabity  przez  bogatych,  i 
między innymi mówił jej: „Chrześcijaństwu możemy wiele wybaczyć, gdyż nauczyło kochać 
dzieci".  
Oto kilka nowych myśli, jakie zrodziły się w umyśle Jezusa. Aby cieszyć się nimi, należałoby 
przeskoczyć  2000  lat,  uwolnić  się  z  naleciałości  20  wieków  historii  i  usłyszeć  je  po  raz 
pierwszy.  Wówczas  serce  w  nas  podskoczyłoby  i  Jezus  ukazałby  się  takim,  jakim  jest: 

background image

człowiekiem najcenniejszym, najlepszym przedstawicielem naszego rodzaju. 
 
Świat pogański, świat chrześcijański 
Pisarz  niemiecki  Heinrich  Boli  stwierdza:  „Nawet  najgorszy  świat  chrześcijański  zawsze 
będzie  lepszy  od  najlepszego  świata  pogańskiego.  Bowiem  w  świecie  chrześcijańskim  jest 
miejsce  dla  ludzi,  których  świat  pogański  nigdy  nie  akceptował:  dla  ułomnych,  chorych, 
starych  i  słabych.  Więcej  jeszcze,  nie  tylko  jest  miejsce,  ale  i  miłość  dla  tych,  którzy  dla 
świata  pogańskiego  wydawali  się  i  wydają  zbędni".  Na  potwierdzenie  tego,  co  mówi  Boli, 
posłuchajmy  największego  moralisty  spośród  filozofów  rzymskich,  Lucjusza  Seneki. 
Odpowiadając  pewnemu  przyjacielowi,  który  złościł  się  na  swego  niewolnika-próżniaka, 
Seneka  powiedział:  „Dlaczego  się  złościsz?  Gdy  rodzi  się  cielak  niekształtny,  co  robimy? 
Zabijamy  go.  A  gdy  rodzi  się  upośledzone  dziecko?  Topimy  je.  Co  masz  więc  zrobić  z 
niewolnikiem, który ci przeszkadza? Zabij go, zamiast się złościć!" 
A więc dla najbardziej wrażliwego myśliciela rzymskiego grzech polega na złoszczeniu się, a 
nie  na  zabijaniu.  Cywilizację,  w  której  liczy  się  tylko  troska  o  własne  ja,  Jezus  zastępuje 
cywilizacją, w której liczy się miłość bliźniego, wszystkich bliźnich, gdyż „wszyscy jesteście 
braćmi" (Mt23,8). 
 
Struś 
Struś przewyższa wzrostem inne ptaki: samiec może osiągnąć 2,5 m wysokości i ważyć 120 
kg.  Jest  on  jednym  z  najbardziej  nieproporcjonalnie  zbudowanych  zwierząt.  Ma  maleńką 
głowę z podejrzliwymi i bardzo ruchliwymi oczami, szyję, która wydaje się nie mieć końca, 
masywny korpus. Całość opiera się na dwóch nogach, silnych i grubych, zakończonych tylko 
dwoma palcami, skierowanymi do przodu. 
A wysoko, w główce, znajduje się mózg wielkości ziarnka grochu! 
Mózg mały, bez wątpienia, ale struś wykorzystał go w ciągu 800 milionów lat najlepiej, jak 
się dało. I oto dzisiaj jest jednym z rzadkich okazów fauny afrykańskiej, któremu nie zagraża 
wyginięcie. 
Mózg podpowiada mu, jak bronić się w niebezpieczeństwie: w momentach krytycznych ptak 
ten potrafi bardzo mocno kopać. Pewnego razu w Kenii struś, aby obronić swoje potomstwo, 
stawił czoło lwicy i zmusił ją do ucieczki! Mózg nie musi być wielki. Ważne jest, by spełniał 
swoją rolę. I żeby z niego korzystać! 
Ludzie,  nawet  najwięksi  geniusze,  wykorzystują  maleńką  część  możliwości  mózgu. 
Psycholog Rene Zazzo twierdzi: „Wszyscy jesteśmy niedorozwinięci". 
 
Franciszka 
Franciszka, pierworodna córka filozofa francuskiego Emanuela Mouniera, mając 7  miesięcy 
zachorowała po szczepieniu przeciw ospie. 
Choroba  powoli  przerodziła  się  w  zapalenie  mózgu.  Wkrótce  trzeba  było  pogodzić  się  z 
faktem,  że  dziewczynka  jest nieuleczalnie  chora,  że  została  skazana na  życie  w  tajemniczej 
nocy ducha aż do śmierci, która nastąpiła w wieku 16 lat. 
Oto,  co  Emmanuel  Mounier  pisał  do  żony:  „Co  za  sens  miałoby  to  wszystko,  gdyby  nasza 
córeczka  była  tylko  strzępem  ciała  pogrążonym  nie  wiadomo  w  czym,  odrobiną  życia 
dotkniętego klęską - a nie białą, małą hostią, przewyższającą nas wszystkich nieskończonością 
tajemnicy  i  miłości,  która  olśniłaby  nas,  gdybyśmy  widzieli  ją  twarzą  w  twarz?" 
Nieskończoność tajemnicy i miłości. Tak Jezus nauczył nas patrzeć na dzieci! 
 
Jestem piłką czy budyniem? 
Kolega zwraca się do drugiego: „Mogę rzucić się z 20. piętra wieżowca i nie roztrzaskać się!" 
„Jak to?" 
„Mogę ci to udowodnić: wystarczy skoncentrować się i poczuć się piłką!" 
I robi to. Za moment wstaje z chodnika bez najmniejszego zadrapania. 

background image

Jego przyjaciel decyduje się również spróbować. Koncentruje się i skacze. Ale na wysokości 
15. piętra ma chwilę wahania; przychodzi mu do głowy myśl: „A gdybym był budyniem?" 
I roztrzaskuje się na ziemi! 
Jest to wprawdzie dowcip, ale często dowcipy zawierają wielką prawdę. Jak ta: moc myśli jest 
ogromna! Idee mogą uratować, ale mogą też zabić. 
 
Jezus pracował głową 
 
Istnieje nie tylko praca fizyczna. Jest również praca umysłowa. Co więcej, właśnie ta ostatnia 
wprawia człowieka w ruch. „To nie wokół tego, kto powoduje nowy zgiełk, ale wokół tego, 
kto odkrywa nowe wartości, cicho obraca się świat" - twierdził Nietzsche. 
Emmanuel Mounier zwykł był mówić: „To nie przemoc wywołuje rewolucję, ale światło" - to 
znaczy idee. Idee zmieniają człowieka. Wynalazki techniczne co najwyżej „przedłużają" go, 
ale nie zmieniają. 
Bardzo  trafna  jest  refleksja  pisarza  Luciana  De  Crescenzo:  „Samochód  jest  przedłużeniem 
nóg, telefon  jest przedłużeniem ucha, telewizor  - oka, a komputer  - mózgu; ale żadne z tych 
„cudownych urządzeń" , o ile wiem, nie spowodowało zmiany wnętrza człowieka. 
Mijają lata i pomimo wprowadzania na rynek coraz to nowych  „przedłużaczy" ludzie nadal 
zachowują się tak jak dawniej. Czyżby dzisiaj nie było ludzi tak ambitnych jak  Alcybiades, 
zazdrosnych jak Menelaos czy walecznych jak Hektor? 
Tymczasem  Jezus  nie  stawiał  na  „przedłużacze",  ale  na  rozum,  gdyż  wszystko  bierze  się 
stamtąd.  Dobro  i  zło.  Komór  gazowych  nie  wymyślił  Hitler:  stworzyli  je  ci,  którzy  o  nich 
pomyśleli.  
Hitler jedynie zapalił zapałkę. 
 
Wybierz swój SMS  
 
Idee są silniejsze od mieczy. 
Napoleon Bonaparte 
 
Jaki jest sens urodzić się człowiekiem, by potem stać się osłem ? 
 
Aktywny umysł uaktywnia życie. 
 
Do szkoły lepiej jest wziąć głowę, a nie telefon komórkowy. 
 
„Szalone krowy" są skutkiem szaleństwa ludzi. 
 
Dzięcioł zawdzięcza życie pracy głową. 
 
Zastanów się, zanim podejmiesz decyzję. 
 
Stolarze mają bardzo mądrą maksymę: „Pomyśl dwa razy, bo uciąć można tylko razi" 
 
Nie wystarczy dobre serce, potrzebny jest też dobry rozum. 
Tonino Bello 
 
Ten, kto myśli tak jak ja, daje mi pewność. Kto myśli inaczej niż ja, przyczynia się do mojego 
rozwoju. 
 
Życie bez poszukiwań nie zasługuje na to, by je przeżyć. 
Platon 

background image

 
Podobają mi się myśli piękne, czyste, 
mocne, szlachetne, podniosłe: nic nie kosztują i nie są opodatkowane. 
 
Ryba zaczyna się psuć od głowy. Człowiek również. 
 
Używanie umysłu męczy nie mniej niż używanie młotka. 
  
 Jego nogi 
 
Jezus  miał  nie  tylko  dobry  umysł:  miał  również  dobre  nogi.  Moglibyśmy  powiedzieć,  że 
kochał  
niebo nad głową i drogę pod stopami. Do Chrystusa na pewno nie pasują ciepłe kapcie. 
 
Wielki wędrowiec 
 
„Jezus  wędrował  przez  całe  życie;  podróżował  nawet,  gdy  był  jeszcze  w  łonie  matczynym; 
Jego narodziny nastąpiły podczas podróży" (Carlo Cremona). 
Gilbert Chesterton określał Jezusa jako „Nauczyciela wędrownego". 
Skąd tak wielkie umiłowanie poruszania nogami?  
Jest wiele powodów ku temu.  
Pierwszy
 przypomniał nam pisarz francuski z XVIII wieku, Louis Sebastien Mercier, który  
mawiał, że „wszyscy genialni ludzie poruszają się pieszo. Inteligencja podróżuje w karetach, 
ale  geniusz  jest  spieszony".  Geniusz  jest  koczownikiem.  Może  nie  każdy  to  potrafi 
zaakceptować, ale po zastanowieniu człowiek stwierdza, że nie jest to tak dziwne i niezwykłe. 
Dowiedziono, że często  
najlepsze myśli przychodzą wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy; często właśnie, gdy  
wędrujemy. 
Ale jest i drugi powód, który tłumaczy tak częste wędrówki Jezusa: jeśli góra nie przychodzi 
do Mahometa, Mahomet idzie do góry. Jezus jest prorokiem. Otóż prorok nie może czuć się 
swobodnie w poczekalniach, jako jeden z oczekujących, ale czuje potrzebę wyjścia naprzeciw 
ludziom.  
Dlatego prorok jest zżyty z drogą. Jezus wędrował od miasteczka do miasteczka, od wsi do 
wsi,  nigdzie  na  dłużej  się  nie  zatrzymując.  Powiedział:  „Lisy  mają  nory,  ptaki  powietrzne 
gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8,20). 
Trzeci  powód,  jaki  tłumaczy  tajemnicę  podróży  Jezusa,  jest  o  wiele  głębszy:  to  Jego  zapał, 
gorliwość.  Gorliwość  uwalnia  nas  od  nas  samych,  „wypycha"  na  zewnątrz.  Każe  nam 
nienawidzić  wygodnictwa.  Oto,  dlaczego  Jezus  nigdy  nie  powiedział:  „Ja  jestem  krzesłem, 
usiądźcie  i  odpocznijcie".  Powiedział  natomiast:  „Ja  jestem  drogą"  (J  14,6).  To  gorliwość 
budzi  Go  wcześnie  (Mk  1,35),  każe  Mu  wracać  późnym  wieczorem  (Łk  4,40)  i  nigdy  nie 
ustawać (J 13,1).  
Pozostaje ostatni powód, który skłaniał Jezusa do poruszania się: plan, który miał zrealizować, 
cel,  który  zamierzał  osiągnąć.  Jezus  wiedział  dobrze,  dokąd  chciał  dotrzeć.  W  sobie  miał 
jakby  ogień  (Łk  12,49),  pasję,  która  popychała  Go  do  zrealizowania  woli  Ojca  (J  4,31)  - 
założenia królestwa Bożego na ziemi. Aby osiągnąć ten cel, Jezus nie oszczędzał się zupełnie: 
aby Go zatrzymać, musiano przybić Jego nogi do krzyża! 
 
Styl wędrowania 
 
Ale może bardziej od poznania powodów, dla jakich Jezus tak dużo wędrował, interesuje nas, 
jaki był styl Jego wędrowania. 
•  Otóż  Jezus  chodził,  ale  nie  pędził,  nie  był  zabiegany.  Zalecał:  „Nie  troszczcie  się...  Nie 

background image

troszczcie się więc" (Mt 6,25-31). 
Tylko raz posłużył się środkiem lokomocji, mianowicie gdy usiadł na osiołku (Mt 21,7), 
zwierzęciu powolniejszym od człowieka! 
Jesteśmy  pewni,  że  gdyby  Jezus  ukazał  się  dzisiaj  na  ziemi,  powiedziałby:  „Może  nie 
domyślacie  się,  ale  wasze  wzburzenie  wywołuje  śmiech  aniołów  w  niebie.  Jesteście  tak 
niespokojni,  że  spędzacie  dni  nie  ciesząc  się  nimi.  Spieszycie  się,  ale  jesteście  spóźnieni  w 
stosunku do siebie. Uspokójcie się, ludzie nerwowi, z trudem łapiący oddech, chaotyczni!  
Uspokójcie się! Pośpiech ukradł wam czas na to, by się spotkać, porozmawiać, pokochać.  
 Ukradł  wam  spotkania,  a  doprowadził  do  zderzeń  (myślę  o  prawie  300.000  wypadków 
drogowych  
rocznie: prawdziwa masakra!). Spokojnie! Nie liczy się pęd, ale kierunek". 
•  Jezus  szedł  i  nie  zatrzymywał  się,  by  zebrać  kamienie,  którymi  rzucano  w  Niego.  Często 
drogi, którymi przechodził, pełne były przeszkód, trudności, oskarżeń, insynuacji. Jezus szedł 
naprzód, nie zwracając uwagi na liczne prowokacje. Szedł jak człowiek wolny i pogodny. 
Później  podobnie  będzie  postępował  Jego  wierny  naśladowca,  papież  Jan  XXIII,  który 
powiedział: „Z obu stron drogi rzucano w nas kamieniami, ale nie zatrzymywaliśmy się, by je 
zbierać i odrzucać". 
Taki  jest  styl  wielkich  ludzi.  Mogą  w  ciebie  rzucać  kamieniami,  możesz  potykać  się  o 
kamienie,  ale  jeśli  jesteś  człowiekiem,  wszystkie  te  kamienie  mogą  ci  posłużyć  do 
zbudowania fundamentów twego domu!  
Jezus wędruje, ale również zatrzymuje się.  
Może wędrowanie nie polega tylko na unoszeniu nóg i stawianiu ich na ziemi? Jezus poruszał 
nogami, ale od czasu do czasu zdejmował nogę z pedału gazu, by odpocząć, by otrząsnąć się 
ze zgiełku tłumów (Mk 6,31).  
Był rozsądny! Wielki pisarz łaciński Cycero mawiał: „Wydaje mi się, że nie jest człowiekiem 
wolnym  ten,  kto  nie  pozwala  sobie  czasami  na  próżnowanie".  To  nierobienie  niczego,  o 
którym mówi Cycero, ubogaca: pozwala ci nacieszyć się miejscem, w którym się znajdujesz, 
czuć się dobrze z przyjaciółmi, odnaleźć siebie, być blisko Boga. Jest to bezczynność, która 
potrafi rozruszać duszę! Jeśli w czasie wędrówki to, co zewnętrzne, wypełni wnętrze, to gdy 
człowiek zatrzymuje się, wnętrze nadaje sens i wartość temu, czemu  
potem daje on wyraz na zewnątrz. 
 
Trzeba nauczyć się chodzić 

 

Nauczenie  się  właściwego  posługiwania  się  nogami  nie  jest  sprawą  bez  znaczenia.  Nogi 
bowiem  
dostarczają  materiału  dla  umysłu.  Biskup  Tonino  Bello  przypominał,  że  „jeśli  jesteś 
zamknięty  w  domu,  jeśli  nie  pozwalasz  zakłócić  sobie  spokoju,  nie  zrozumiesz.  I  to  jest 
grzech,  którego  nie  można  wybaczyć".  Harcerze  słusznie  uważają,  że  doświadczenie 
przechodzi od butów do umysłu. I to przypomina nam wypowiedź św. Bernarda z Clairvaux: 
„Odkryjesz więcej rzeczy przechadzając się po lesie niż przerzucając strony w książce". Nogi 
nie  tylko  dostarczają  materiału  dla  umysłu,  dają  również  okazję  sercu  -  by  kochać,  by  żyć. 
Przypomina  nam  to  za  pomocą  pięknego  obrazu  wielki  biskup  -  wędrowiec  czasów 
współczesnych,  Helder  Camara:  „Gdy  twój  statek,  zakotwiczony  dłuższy  czas  w  porcie, 
sprawia mylące wrażenie, że jest domem; gdy twój statek zacznie zakorzeniać się w bezruchu 
gruntu  -  wypłyń  na  otwarte  morze.  Trzeba  koniecznie,  za  wszelką  cenę  ocalić  duszę 
wędrowca w twoim statku i twoją duszę pielgrzyma".  
Ocalić duszę pielgrzyma!  
Wielki Pielgrzym pouczył nas wspaniale o motywach i o stylu. 
 
Jezus i kierowcy 
Słowa Jezusa ważne są o każdej porze roku i przy wszystkich okazjach.  

background image

Przykład?  
Nic prostszego! 
Gdyby  Jezus  znalazł  się  dzisiaj  na  wielkim  parkingu  samochodowym,  powiedziałby  mniej 
więcej tak: „Bracia, którzy siedzicie za kierownicą... słyszeliście, że powiedziano: oko za oko, 
ząb  za  ząb,  przekleństwo  za  przekleństwo,  wymuszenie  pierwszeństwa  za  wymuszenie 
pierwszeństwa,  oślepienie  za  oślepienie...  Aleja  wam  powiadam:  jeśli  ktoś  wymusza 
pierwszeństwo, które tobie prawnie się należy, przebacz mu i pozwól mu spokojnie odjechać; 
jeśli ktoś oślepia cię, nie rób tego samego również ty w stosunku do niego; jeśli ktoś ubliża ci, 
nie  czekaj  na  niego  przy  pierwszych  światłach,  by  oddać  mu  to  samo  z  odpowiednią  na-
wiązką... 
Gdyż nie tylko ten, kto zabija brata na pasach czy wyprzedza ryzykownie jest winien sądu, 
lecz  także  ten,  kto  złości  się  na  brata,  wrzeszczy  przez  okienko  obraźliwe  słowa,  poparte 
odpowiednimi  gestami...  Temu,  kto  odmawia  ci  pierwszeństwa,  pozostaw  miejsce  na 
parkingu; jeśli ktoś wozem słabszym od twojego stara się wyprzedzić cię, zwolnij, pozwól mu 
jechać... 
Bracia kierowcy... słyszeliście, że każdy kierowca jest waszym nieprzyjacielem, ale Ja wam 
powiadam, byście kochali się wzajemnie, byście kochali tych, którzy was wyprzedzają, którzy 
trąbią na was, którzy denerwują was swym postępowaniem, gdyż każdy kierowca jest synem 
Ojca waszego niebieskiego, który stworzył drogi tak dla dobrych, jak  i dla złych... (por. Mt 
5,3). 
 
Wybierz swój SMS 
 
Wystarczy mi jeden krok na raz. 
Gandhi 
 
Życie jest jak rower: jeśli nie porusza się — upada.  
 
Lepiej zużyć podeszwy niż poduszki i prześcieradła. 
Przysłowie niemieckie 
 
Wędruj, by poznać innych, zatrzymaj się, by poznać siebie samego. 
 
Przechadzając się po lesie, odkryjesz więcej rzeczy, niż przerzucając stronice książki. 
Św. Bernard z Clairvaux 
 
Liczy się nie tyle wygodne podróżowanie, ile dotarcie do dalekiego celu. 
 
Panie, spraw, bym — wzorem Trzech Króli — byl w ruchu 
 
Nie bój się wędrować samotnie: 
kto chodzi drogami uczęszczanymi przez wszystkich, 
nie upoluje wiele. 
 
Są tacy, którzy rodzą się lwami, zebrami czy końmi. 
Codziennie rano, gdy się budzisz, 
nie pytaj się, czy jesteś lwem, zebrą czy koniem, 
ale ruszaj do biegu! 
 
Twoje słowo jest lampą dla moich stóp, światłem na mojej ścieżce. 
Ps 119,105 
 

background image

Bóg nie nakazuje byśmy doszli, ale byśmy byli w drodze, gdy On przyjdzie. 
Albert Schweitzer 
 
Potknięcie się nie oznacza upadku. 
 
Jezus…Jego dane osobowe 
 
POZYCJA W RODZINIE: Syn. 
ZAWÓD: Nauczyciel. 
OCZY: życzliwe. Dostrzegają u każdego dobrą stronę. 
RĘCE: tulą dzieci i pielęgnują chorych. 
USTA: pewnych rzeczy nie mówią, ale mówią rzeczy pewne. 
CHARAKTER: pełen zapału. Opiera się pokusom i nigdy nie rezygnuje. 
TEMPERAMENT: sprzymierzeniec radości, odporny na wszelkie dąsy. 
ZALETY: bierze na siebie ciężary innych. 
WADY: każe czekać na siebie i nigdy nie podaje godziny przyjścia. 
SPORT: rybołówstwo. 
HOBBY: podróżowanie. 
NAWYKI: wyraża się w przypowieściach. 
IDEE FIXE: oddawanie życia za innych. 
 
 
JEGO CHARAKTER 
 
Wrażliwy 
  
Silny sercem dobrze ukształtowanym 
 
Jeśli istnieje cecha, która natychmiast określa charakter Jezusa, jest nią Jego wrażliwość.  
Jezus jest bardzo uczuciowy. 
Wyjaśnijmy  jednak: nie  ma  w  Nim  żadnej  ckliwości  ani przesłodzenia.  Jezus  jest  silny,  ale 
silny sercem dobrze ukształtowanym. 
Współczuje  (Mt  14,14),  płacze  (J  11,32;  Łk  11,41),  publicznie  i  lojalnie  przyznaje,  że 
wdzięczność  uzdrowionych  z  trądu  byłaby  dla  Niego przyjemna  (Łk  1 7,1 7-18). Jezus  jest 
emocjonalnie  całkowicie  wolny.  Pozwala  sobie  na  okazywanie  radości  (Łk  10,21),  smutku 
(Łk  19,41), gniewu  (Mk 3,15),  czułości  (Mk 10,21),  udręki  (Łk  12,50), podziwu (Łk  7,26), 
miłości (J 11,5). 
Tak, przede wszystkim miłości. „Można powiedzieć, że Chrystus jest protoplastą wszystkich 
wierzących w utopię miłości, którą trzeba zanosić wszędzie, nawet kosztem własnego życia" 
(L. Cian). 
Miłość  Jezusa  jest  skierowana  do  całego  człowieka:  nie  tylko  do  duszy,  ale  również  do 
żołądka: tym, którzy znajdują się na pustyni, ofiarowuje obfity posiłek z chleba i ryb (J 6,1 -
13).  Miłość  Jezusa  jest  uważna  na  drobiazgi:  po  wskrzeszeniu  dwunastoletniej  dziewczynki 
zatroszczył się o to, by zaraz dano jej coś do zjedzenia (Łk 8,55-56). Innym razem zachęcał, 
by tym najmniejszym spragnionym dać wody, i to „wody świeżej" (Mt 10,42).  
Charakter rzeczywiście wrażliwy. 
Oto, dlaczego Jezus patrzy na tych, na których nikt nie patrzy; oto, dlaczego wszystko jest dla 
Niego interesujące, a nie męczące, np. dzieci (Mk 10,12-13). 
Oto,  dlaczego  umie  też  rozgniewać  się  (Mk  21,12-13),  ale  nigdy  nie  nienawidzi,  nigdy  nie 
pogardza. Oburzenie jest uczuciem godnym, nienawiść - niskim. 
Jesteś silny, Jezusie! Żyłeś zawsze z sercem pałającym. Nie udawałeś uczuć. Wiedziałeś, że 
bez nich człowiek żyje połowicznie, przestaje być człowiekiem. 

background image

Umysł  to  nie  wszystko;  potrzebne  jest  ciepło.  Technika  nie  wystarcza,  potrzebne  jest 
miłosierdzie.  Ty  nie  znałeś  techniki:  nie  używałeś  nigdy  telefonu  komórkowego,  nigdy  nie 
widziałeś lodówki ani telewizora, ale znałeś litość, okazywałeś miłosierdzie. 
Jesteś  silny,  gdyż  miłosierdzie  ratuje  człowieka.  Pewnego  dnia  przyprowadzono  Ci  kobietę 
pochwyconą na cudzołóstwie (J 8,1-11). Mogłeś skazać ją na ukamienowanie, jak nakazywało 
prawo  Mojżesza  (Kpł  20,10;  Pwp  22,22);  Ty  jednak  przebaczyłeś  jej  -  wbrew  przepisom. 
Miłość  pozwoliła  Ci  znaleźć  trzecią  drogę  pomiędzy  potępieniem,  które  niczego  nie 
rozwiązuje, a permisywizmem, który nie pomaga odrodzić się. 
 „Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień... Nie potępili cię... Idź i odtąd nie grzesz 
więcej".  Kamienie  byłyby  szybsze,  ale  spowodowałyby  śmierć;  miłość  odrodziła  kobietę. 
Kamienie ocaliłyby zasady, miłość uratowała osobę. 
Dzisiaj  tak  jak  nigdy  potrzebujemy  Twojej  trzeciej  drogi,  Jezusie.  Najgorszą  szkodą,  jaka 
może zostać wyrządzona naszemu sercu, jest nie krwawienie, ale paraliż. 
 
 
Wielbłąd i dromader 
Pewnego  dnia  wielbłąd  spotkał  dromadera  i  zaczął  wyśmiewać  się  z  niego:  „Pierwszy  raz 
widzę  nieudanego  wielbłąda!  Zamiast  dwóch  garbów  masz  tylko  jeden!"  Na  to  dromader 
odpowiedział  mu,  śmiejąc  się  szyderczo:  „Udało  mi  się  zobaczyć  cud:  dromadera  z  dwoma 
garbami!"  Człowiek  pustyni,  ich  pan,  świadek  tej  ciętej  wymiany  zdań,  przerwał  im  i 
zawyrokował: „Mylicie się obaj: nie co do garbów, ale w sercu!" 
„Bardzo dawno temu żył Człowiek, który został ukrzyżowany, gdyż zbyt mocno Co kochano i 
był  zbyt  dobry.  Dziwne,  ale  wczoraj  spotkałem  Go  trzykrotnie.  Za  pierwszym  razem  prosił 
policjanta, by nie umieszczał w więzieniu pewnej prostytutki; za drugim - pił wino z pewnym 
żebrakiem, a przy trzecim - wyrzucał handlujących z kościoła". 
Kahlil Cibran 
 
Masz trudny charakter? Jesteś w dobrym towarzystwie 
Historia  pełna  jest  złych  charakterów,  które  budziły  podziw!  Michał  Anioł  miał  okropny 
charakter:  był  szorstki,  czasami  wręcz  brutalny.  Nie  robił  nic,  by  zyskać  sobie  sympatię 
ludzką; jego ubranie było prawie zawsze połatane, w strzępach; nie czesał się... 
Pisarz Giuseppe Papini był agresywny i wybuchowy. Konrad Lorenz, twórca etologii (wiedzy 
o  zachowaniu  zwierząt),  miał  bardzo  gwałtowny  charakter.  Wiele  by  można  powiedzieć  o 
niezrównoważonym  charakterze  pisarza  francuskiego  Leona  Bloya!  Mówi  się,  że  również 
Dante  był  jednym  z  najbardziej  drażliwych  ludzi  swego  czasu.  To  samo  opowiada  się  o 
Leonardzie  da  Vinci,  który  był  niespokojny  i  kapryśny;  o  malarzu  Caravaggiu, 
nieopanowanym i kłótliwym, o Napoleonie, Juliuszu Cezarze... 
A  co  można  powiedzieć  o  świętych?  Ojciec  Pio  miał  charakter  porywczy,  wybuchowy 
choleryczny,  zapalczywy.  Opowiada  się,  że  pewnego  razu  kopnął  jakiegoś  natrętnego 
pielgrzyma.  Josemaria  Escriva  de  Balaguer,  założyciel  znaczącego  ruchu  religijnego  „Opus 
Dei",  był  porywczy,  impulsywny.  Również  ksiądz  Bosko  miał  „charakter  uparty  aż  po 
zaciętość"  (taki  jest  pogląd  kompetentnego  Franciszka  Motty)...  Czytając  żywoty  wielu 
świętych  dochodzi  się  do  takiego  wniosku:  to  prawda,  że  zwyciężyli  diabła,  ale  przede 
wszystkim zwyciężyli siebie samych! 
„Okropne charaktery", jeśli są pod kontrolą, mogą naprawdę zadziwiać! 
 
Altruista 
 
Charakter słoneczny: słońce obdarza, księżyc zabiera 
 
Był człowiekiem całkowicie skoncentrowanym na innych, nigdy na sobie. 
Pewnego dnia dotarła do Niego straszna wiadomość o zabiciu Jego kuzyna, Jana Chrzciciela. 

background image

Król Herod Antypas (syn tego, który chciał zabić Dzieciątko Jezus) kazał ściąć głowę Jana, by 
spełnić życzenie tancerki Salome, córki Herodiady (Mt 14,1-12). 
Ta  zbrodnia  zasmuciła  bardzo  Jezusa  i  poczuł,  że  „musi  oddalić  się  stamtąd  na  miejsce 
pustynne, osobno" (Mt 14,13). Wszedł do łodzi, ale tłumy dowiedziały się o tym i podążyły za 
Nim pieszo. 
A Jezus zrezygnował ze swego odpoczynku i pozwolił się odnaleźć. Co więcej, zlitował się 
nad tłumem i mając 5 chlebów i 2 ryby nakarmił 5 tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci 
(Mt 14,13-21). 
Gandhi  mawiał,  że  „Chrystus  jest  najszlachetniejszym  przykładem  kogoś,  kto  pragnie  dać 
wszystko, nie żądając niczego". 
To  inni  byli  Jego  życiem,  Jego  pasją.  Kochał  ludzi  tak  bardzo,  że  Jego  krewni  mówili: 
„Odszedł  od  zmysłów"  (Mk  3,21).  Teolog  Karl  Rahner  zauważa:  Jezus  „istniał,  aby 
zapominać o sobie". 
Jego „ja" było tak gościnne, że w każdej sytuacji był bratem. Jezus jest przyjacielem (słowo 
„przyjaciel"  występuje  22  razy  w  Ewangeliach);  nie  odrzuca  nikogo,  chwali  nawet 
cudzoziemców (Łk 17,18). Jezus jest pełen miłości: myśli tylko o Bogu i o człowieku. Mówi, 
że „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć" (Mk 10,45). 
Jezus  jest  największym  arcydziełem  dobroci.  Można  powiedzieć,  że  był  przepełniony 
uczuciem  braterstwa,  dlatego  wszystko  opierał  na  miłości.  W  jego  epoce  normy  prawa 
żydowskiego stanowiły istny gąszcz: było ich 613. Jezus sprowadził je do jednej: „Będziesz 
miłował Pana, Boga swego... Będziesz miłował swego bliźniego" (Mt 22,36-40). 
Jezus-altruista:  skoncentrowany  na  innych.  Jest  osobowością  dojrzałą.  „Jedynie  rozszerzenie 
własnego ja jest znakiem dojrzałości" - podkreśla słusznie psycholog amerykański Cordon W. 
Allport. 
Jest osobowością zrównoważoną. Jednym z najważniejszych odkryć nowoczesnej psychologii 
było  udowodnienie,  że  miłość  ma  zdolność  zachowania  albo  przywrócenia  równowagi 
psychicznej.  Zapytano  ojca  psychoanalizy,  co  jest  tajemnicą  szczęścia.  Freud  odpowiedział: 
Lieben  und  arbeiten,  to  jest:  „kochać  i  pracować".  Dokładnie  to,  co  robił  Jezus.  Tak,  jesteś 
silny, Jezu! Masz charakter słoneczny: słońce daje, księżyc zabiera. 
Jesteś silny, Jezu! Nauczyłeś wielkiej prawdy: miłość więcej znaczy niż inteligencja. 
Zrozumiały to największe umysły. Jeden przykład z wielu: Albert Camus mawiał: „Gdybym 
musiał napisać traktat o moralności, miałby 100 stron. 99 z nich byłoby zupełnie czystych. Na 
ostatniej  napisałbym:  Znam  tylko  jeden  obowiązek,  a  jest  nim  obowiązek  kochania.  Na 
wszystko inne mówię: nie". 
 
Jezus — wychowawca olbrzymów 
1 września 1939 roku. 
Wojsko  niemieckie  napada  na  Polskę.  Jeden  z  franciszkanów,  ojciec  Maksymilian  Kolbe, 
zostaje  aresztowany  przez  Gestapo,  tajną  policję  nazistowską,  i  zesłany  do  obozu 
koncentracyjnego w Oświęcimiu. Tam jest zmuszony do noszenia ciężkich ładunków żwiru. 
Wieczór 20 lipca 1941 r. 
Na  apelu  brakuje  jednego  więźnia.  Za  każdego  uciekiniera  dziesięciu  więźniów  zapłaci 
życiem.  Dziesiątym  wybranym  przez  komendanta  Fritscha  jest  sierżant  Franciszek  Gajow-
niczek. 
Zrozpaczony, szlochając, cicho mówi: „Moja żona... moje dzieci..." 
Ojciec Kolbe występuje z szeregu i prosi komendanta, by mógł zastąpić Gajowniczka. Prośba 
zostaje  uwzględniona.  Dziesięciu  skazanych  wchodzi  do  bunkra  głodowego.  Jest  to 
podziemie, w którym w ciemnych celach zamyka się skazanych na śmierć głodową. Podczas 
gdy  poprzednio  skazani  okazywali  rozpacz,  tym  razem  dzieją  się  rzeczy,  które  zdumiewają 
straż  więzienną.  Zebrani  wokół  ojca  Kolbego  skazani  modlą  się,  czasami  nawet  śpiewają 
polskie  pieśni  maryjne.  Po  2  tygodniach  ojciec  Kolbe  jeszcze  żyje,  a  także  trzech  innych 
więźniów.  Cela,  w  której  są  zamknięci,  jest  potrzebna  dla  innych  skazanych.  Komendant 

background image

Fritsch wydaje rozkaz uśmiercenia więźniów. O godzinie 12. czternastego sierpnia 1941 r. do 
celi  wchodzi  sanitariusz  Bock:  podchodzi  do  więźniów  i  robi  każdemu  z  nich  w  ramię 
zastrzyk  z  trucizny.  Ciało  ojca  Kolbego  zostaje  wrzucone  do  krematorium  razem  z  ciałami 
jego towarzyszy. Jego prochy, razem z prochami trzech milionów pozostałych ofiar, zostają 
rozrzucone  na  polach  wokół  obozu  oświęcimskiego,  które  każdej  wiosny  pokrywają  się 
kwiatami. 
 
Pogodny 
 
Przeciwny wszelkim dąsom 
 
Nie  można  sobie  wyobrazić  Jezusa  znudzonego  i  narzekającego.  Wiele  razy  Ewangelie 
ukazują Go jako otwartego i radosnego. Święty Łukasz np. na określenie tych cech używa 5 
różnych czasowników, w 27 fragmentach swej Ewangelii.  
Jezus ma charakter pogodny.  
Dowody? Ograniczmy się do następujących: 
•  Gdyby  nie  był  pogodny  nie  można  by  wytłumaczyć  tych  słynnych  dziewięciu 
błogosławieństw, ogłoszonych z Góry Błogosławieństw (Mt 5,1 -12). 
• Gdyby nie był przyjacielem radości, nie można by wytłumaczyć tych wszystkich spotkań, o 
których mówią Ewangelie: począwszy od godów w Kanie (J 2,1 -12) po wieczerzę w Betanii, 
w  domu  Łazarza  (Mt  26,6-13),  od  wieczerzy  u  Zacheusza  (Łk  19,1  -10)  po  tę  u  Szymona 
Trędowatego (J 13,1; Mt 
14, 3-9); wreszcie aż po Ostatnią Wieczerzę (J 13,1 n). 
• Więcej jeszcze: gdyby Jezus nie był pogodny, jak mógłby przyciągać do siebie dzieci (Mk 
9,30)? Dzieci nie lubią osób gderliwych, płaczliwych, ponurych, odpychających! 
 
Przede  wszystkim,  gdyby  Jezus  nie  był  pogodny,  jak  można  by  wytłumaczyć  te  wszystkie 
recepty na szczęście, które znajdujemy w Ewangeliach? 
Oto ich krótki wykaz, który warto poznać, by potem korzystać z niego jak z gwarantowanych 
pigułek na nasze lęki, trudności, na nasze strachy: 
„Dosyć ma dzień swojej biedy" (Mt 6,34). 
 „Nie bójcie się!" (Mt 10,26). 
 „Ojciec sam was miłuje" (J 16,27). 
 „...Abyście się wzajemnie miłowali" (J 13,34). 
 „...Ale włos z głowy wam nie spadnie" (Łk 21,18). 
 „Albowiem wie Ojciec, czego wam potrzeba" (Mt 6,8).  
„Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?" 
(Mt 6,27). „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała" (Łk 7,47). 
Nie  ma  więc  wątpliwości:  Jezus  stoi  po  stronie  radości  i  pragnie  mieć  wokół  siebie  osoby 
radosne. Pewnego dnia powiedział: „Lecz z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest 
do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: Przygrywaliśmy 
wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili. Przyszedł bowiem Jan: nie jadł 
ani nie pił, a oni mówią: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: 
Oto żarłok i pijak!" (Mt 11,16-19). 
Posłuchajmy pięknego komentarza do tych słów Carla Marii Martiniego: „Jezus oskarża ludzi, 
że  są  zawsze  niezadowoleni,  że  ciągle  krytykują,  że  nic  im  się  nie  podoba.  On  przeżywa 
dramat tej niechęci, tego niezadowolenia ze wszystkiego, które gorsze jest od odrzucenia, od 
agresji,  gdyż  nie  wiadomo,  z  której  strony  do  niego  podejść."  Jezus  występuje  przeciwko 
takim dąsom. Poeta francuski Paul Claudel był pewien: „Chrześcijanie mają jeden obowiązek 
wobec  świata:  obowiązek  szerzenia  radości".  Współczesny  teolog  Harvey  Cox  mawiał: 
„Uśmiech  jest  naszym  sposobem  robienia  znaku  krzyża":  naszym  sposobem  bycia 
chrześcijanami. 

background image

Radość  bowiem  jest  jedną  z  niezbywalnych  wartości  chrześcijaństwa.  Potwierdził  to 
wspaniale papież Paweł VI: „Chrześcijaństwo nie zawsze jest łatwe, ale zawsze szczęśliwe". 
Stwierdzamy, że Jezus był człowiekiem pogodnym. Oznacza to również, że był inteligentny. 
Obecnie wszyscy bowiem, tak psychologowie jak i  lekarze, są przekonani, że kto się śmieje, 
jest po trzykroć mądry. 
Po pierwsze, ponieważ wydłuża sobie życie (dowiedziono, że ilekroć ktoś się śmieje, tylekroć 
wyciąga  gwóźdź  z  trumny!).  Po  drugie  -  lepiej  trawi,  nie  potrzebuje  „kontroli  oddechu", 
(udowodniono,  że  prawdziwe  jest  powiedzenie:  śmiech  tworzy  dobrą  krew).  Po  trzecie  - 
uśmiech  jest  najtańszym  sposobem  upiększenia  twarzy  (aby  zmarszczyć  czoło,  trzeba 
uruchomić 65 mięśni; aby się uśmiechnąć - tylko 15!).  
Do  tych  trzech  powodów,  które  sprawiają,  że  inteligentna  osoba  jest  pogodna,  możemy 
dołączyć spokojnie czwarty: ten, kto się śmieje, staje się sympatyczny dla wszystkich, tak jak 
Jezus: „Pełni zdumienia mówili: dobrze uczynił wszystko!" (Mk 7,37), a kobiety, widząc Go, 
wołały  -  może  trochę  z  zazdrością:  „Błogosławione  łono,  które  Cię  nosiło,  i  piersi,  które 
ssałeś!" (Łk 11,27). 
 
Dziewczynka i motyl 
Pewnego  razu  dziewczynka  zobaczyła  w  lesie  pięknego  motyla,  zaplątanego  w  jeżyny. 
Szlachetne  serce  podpowiedziało  jej,  by  wybawić  go  od  śmierci.  Uwolniła  go  delikatnie  i 
barwny  motyl  pofrunął.  Po  chwili  zamienił  się  w  śliczną  wróżkę.  „Uratowałaś  mi  życie, 
szlachetna dziewczynko. Co mogę dla ciebie uczynić?" Dziewczynka poprosiła o receptę na 
szczęście i wróżka przekazała jej tajemnicę nieustannej radości. Dziewczynka żyła zwykłym 
życiem, zawsze doskonale szczęśliwa. 
Gdy  stała  się  uśmiechniętą  staruszką  i  pełną  werwy  babcią,  krewni  zapragnęli  poznać 
przekazaną przez wróżkę tajemnicę, aby nie zeszła do grobu wraz z nią. Staruszka zgodziła się 
i powiedziała: Oto formułka szczęścia: „Pamiętaj, że każda osoba, nawet jeśli wydaje ci się 
bardzo pewna siebie, potrzebuje ciebie". 
 
Jezus jest jak... 
Jezus jest jak słońce: ogrzewa wszystkich (Igor Man).  
Jezus jest jak góra: zmusza do patrzenia wzwyż.  
Jezus jest jak wycieraczka szyby: rozjaśnia drogę życia. 
Jezus jest jak palma: temu, kto ciska w nią kamieniami, zrzuca najsłodsze daktyle. 
Jezus jest jak sól i jak diament: najbardziej rozpowszechniony i najcenniejszy. 
Jezus jest jak nugat i jak babka: im bardziej ich próbujesz, tym bardziej masz na nie ochotę. 
 
Wolny 
 
Jego dwanaście wspaniałych wolności 
 
Jezus jest w pełni wolny, najbardziej wolny.  
Wolny  od  wszystkiego.  Wolny  od  rzeczy,  od  dobrobytu:  nie  ma  nawet  stałego  miejsca 
zamieszkania (Łk 9,58). Wolny od krewnych: w pewnym momencie zostawił dom rodzinny i 
rozpoczął  swoją  przygodę.  Wolny  od  lenistwa:  zawsze  intensywnie  pracował,  od  rana  (Mk 
1,35) aż po wieczór (Łk 4,40). Wolny od siebie samego: „Chrystus nie szukał tego, co było 
dogodne dla Niego" (Rz 15,3); przedkładał nad wszystko wolę Boga Ojca (J 4,34). 
Wolny od pesymizmu: nigdy nie ugiął się przed trudnościami, zawsze wierzył w uratowanie 
wszystkich,  począwszy  od  Zacheusza  (Łk  19,9),  po  łotra  (Łk  23,43).  Wolny  od  lęku  przed 
mówieniem: „Idźcie i powiedzcie temu lisowi (Herodowi)" (Łk 13,31); „Biada wam, uczeni w 
piśmie", „Podobni jesteście do grobów pobielanych" (Mt 23,13-28).  
Wolny od lęku przed ludźmi: nie był uzależniony od spojrzeń ludzkich: „Nie bójcie się ludzi" 
(Mt 10,26). 

background image

Wolny od tradycji, przeszłości: wiele razy mówił: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom... 
ale Ja wam powiadam..." (Mt 5,22.28-34). 
Wolny  od  poklasku:  ucieka  od  takich  sytuacji:  „Gdy  więc  Jezus  poznał,  że  mieli  przyjść  i 
porwać Co, aby obwołać Go królem, sam usunął się znów na górę" (J 6,15).  
Wolny  w  wędrówce:  ojczyzna  Jezusa  nie  była  wielka:  około  25.000  km2,  jak  Sycylia. 
Czasami Jezus opuszczał terytorium żydowskie i szedł do Samarii, do Tyru i Sydonu (obecnie 
w Libanie), do miejscowości za Jordanem (Dekapol). W tych właśnie miejscach następowały 
znaczące  postoje.  Wolny  od  grzechu,  gdyż  „każdy,  kto  popełnia  grzech,  jest  niewolnikiem 
grzechu" (J 8,34). I jest to niewola najbardziej niebezpieczna i poniżająca. 
Wolny  od  wszelkiej  formy  władzy.  Vittorino  Andreoli,  neurolog  i  psychiatra,  mówi: 
„Chrystus  jest  jednym  z  wielkich  humanistów  współczesnych.  Tak,  gdyż  jest  wolny  od 
wszelkiej  formy  władzy.  Zawsze  uważano,  że  najbardziej  rozpowszechnioną  chorobą 
psychiczną  jest  schizofrenia.  Ale  to  nieprawda:  schizofrenia  dotyczy  zaledwie  0,51  % 
chorych. Ci, którzy dotknięci są obłędem władzy, są o wiele liczniejsi. Stanowią wręcz 95% 
chorych". 
Oto Jezus ze swymi wspaniałymi 12 wolnościami!  
Jezus  wolny;  tak,  ale  wolny,  gdyż  się  wyzwolił.  Również  On  bowiem,  jak  każdy  człowiek, 
musiał zapracować sobie na wolność siłą woli, zapałem. 
Urodził  się  zdolny  do  wyzwolenia  się  i  uwolnił  się  cały,  rozwinął  swoje  Ja,  stał  się 
człowiekiem pełnym, „człowiekiem doskonałym", jak mówi Sobór Watykański II (Gaudium 
et  spes,  41).  Jezus  ujął  w  ręce  swe  życie  i  kierował  nim.  Człowiekiem  bowiem  nie  kierują 
gwiazdy („urodziłem się pod nieszczęśliwą gwiazdą"), nie kierują nim chromosomy („taki już 
jestem");  człowiek  nie  jest  produktem  środowiska  („w  takiej  szkole  jak  ta  nie  można  się 
niczego  nauczyć").  Człowiek  jest  produktem  siebie  samego.  Pisarz  francuski  Georges 
Bernanos ostrzegał, że „najgorsza groźba dla wolności nie polega na zgodzie na odebranie jej 
sobie, gdyż zawsze można ją ponownie odzyskać, ale na tym, że się jej nie rozumie". Otóż by 
nauczyć  się  wolności,  by  nie  zgubić  wolności,  będziemy  musieli  odnieść  się  do  Chrystusa. 
Inny  pisarz,  Francois  Mauriac,  był  przekonany,  że  Jezus  jest  „największym  twórcą 
osobowości,  jaki  kiedykolwiek  istniał  na  świecie".  To  logiczne:  człowiek  tak  bardzo  wolny 
musi  być  wyzwolicielem.  Dlatego  prawdziwy  chrześcijanin  usiłuje  Go  naśladować. 
Chrześcijanin  żyje  w  świecie,  ale  nie  jest  omotany  światem;  kocha  wszystkich,  ale  nie  jest 
niczyim  niewolnikiem.  Żyje  w  ciele,  ale  nie  jest  według  ciała;  napotyka  przeszkody,  ale 
śpiewa i wędruje dalej... Chrześcijanin jest człowiekiem wolnym. 
 
Jezus wolny w myśleniu 
 
Jezus lubił być przekorny. Czy wszystkie błogosławieństwa (Mt 5,1-12) nie są takie, nie „idą 
pod prąd"? Jezus nie uznawał konwencjonalnego myślenia, które powtarza tylko to, co mówią 
inni. 
Nie,  On  miał  odwagę  wypowiadać  własne  opinie.  Wielokrotnie  powtarzał:  „Słyszeliście,  że 
powiedziano...  A  Ja  powiadam...;  Powiedziano  również...  A  Ja  wam  powiadam...  (Mt  5,27-
43). Jezus umiał posługiwać się swoim rozumem, nie poddawał się niczyjemu wpływowi. 
Dlatego był całkowicie wolny. Kto bowiem chroni rozum, ocala korzenie wolności. Mówi o 
tym mocna i jasna poezja pisarza niemieckiego Bertolda Brechta: 
„Generale, twój czołg jest potężną maszyną: zrównuje z ziemią las i miażdży stu ludzi.  
Ale ma wadę: potrzebuje czołgisty.  
Generale, twój bombowiec jest potężny.  
Lata szybciej od burzy i unosi ciężary większe niż słoń.  
Ale ma pewien brak: potrzebuje mechanika.  
Generale, człowiek robi wszystko. Może latać i może zabijać. Ale ma pewien defekt: może 
myśleć".  
Jakże  prawdziwy  jest  ten  nasz  „defekt"  największy  i  najpotężniejszy:  możliwość 

background image

samodzielnego  myślenia.  Również  pod  tym  względem  Jezus  jest  dla  nas  wspaniałym 
przykładem. 
A więc na co jeszcze czekam i dlaczego nie odbieram rozumu, pozostawiając go we władzy 
telewizji i tego, kto krzyczy najgłośniej? 
 
Wolny od wszystkiego 
Jeden z Apokryfów (to jest Ewangelii, których Kościół nie uznaje za inspirowane przez Boga) 
opowiada:  „Jezus,  Mesjasz,  nosił  ze  sobą  jedynie  grzebień  i  dzban.  Pewnego  razu zobaczył 
człowieka,  który  czesał  brodę  palcami.  Wyrzucił  więc  grzebień.  Innym  razem  zobaczył 
człowieka, który pił ze strumienia, posługując się rękoma - i wyrzucił również dzban". 
„Chrystus jest największym źródłem mocy duchowej, jaką człowiek poznał kiedykolwiek". 
 
Stanowczy 
 
Charakter zdecydowany 
 
Był niezwykle stanowczy. 
Wystarczy pomyśleć o sile, z jaką atakował faryzeuszów i uczonych w Piśmie: „Biada wam, 
uczeni  w  Piśmie  i  faryzeusze,  obłudnicy...  Biada  wam,  przewodnicy  ślepi...  którzy 
przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda... podobni jesteście do grobów pobielanych, które 
z  zewnątrz  wyglądają  pięknie,  lecz  wewnątrz  pełne  są  kości  trupich  i  wszelakiego 
plugastwa....  węże,  plemię  żmijowe..."  (Mt  23,13-33).  I  dalej  w  podobnym  tonie:  siedem 
straszliwych  przekleństw!  Jeszcze  bardziej  stanowczy  wydaje  się  Jezus,  gdy  przechodzi  od 
słów do czynów. 
Pewnego dnia wszedł do majestatycznej świątyni w Jerozolimie. Ujrzał tam ludzi kupujących 
i sprzedających. Oburzony, powywracał stoły zmieniających pieniądze oraz ławki tych, którzy 
sprzedawali gołębie. Wołał: „Mój dom ma być domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego 
jaskinię zbójców!" (Mt 21,13). 
 
Wspaniale  byłoby  być  świadkiem  tego  emocjonującego  wydarzenia,  w  którym  Jezus 
rozprawił się z całym tym handlem, z całym tym „złotym interesem". 
Jezus miał charakter pełen ognia, wolny, czysty, wysokiej klasy. Filozof hiszpański Miguel de 
Unamuno mawiał, że „irytowanie się na ludzi może stać się nakazem sumienia".  
Taki  jest  przypadek  Jezusa.  Jego  gniew  był  „zdrowy",  nie  był  gniewem  „chorym"  ludzi 
gwałtownych,  despotycznych,  słabych.  Jezus  mógł  krzyczeć,  gdyż  nie  skrzywdziłby  nawet 
muchy!  
Gniew Jezusa rodził się z oburzenia spowodowanego zdradą prawdy, wartości. Oto, dlaczego 
nawet Piotrowi dał gniewną odpowiedź: „Zejdź Mi z oczu, szatanie!" (Mk 8,33).  
Na tym polega wielkość stanowczości Jezusa: „Człowiek jest tak wielki  - mówił poeta Paul 
Valery - jak wielkie są sprawy, które wywołują jego gniew". 
A dzisiaj? Dzisiaj „brakuje zdolności do oburzania się. Często mówi się, że opinia publiczna 
jest  oburzona.  Może  to  i  prawda:  rano.  Wieczorem  wszyscy  oglądamy  mecz!"  (Indro  Mon-
tanelli). 
A  dzisiaj?  Dzisiaj  brakuje  Twego  cudownego  charakteru,  Jezu.  Charakteru,  który  jest 
przeciwieństwem  naszych  charakterów  słabych,  bez  ikry,  zmiennych,  niezdecydowanych, 
lękliwych, zimnych, obojętnych... 
Jesteś silny, Jezu. Twój charakter jest stanowczy, nie chwiejny. Porywczy, ale nie agresywny. 
Obrazą dla Twojej wielkości jest przedstawianie Ciebie nadal z oczyma błękitnymi i złotymi 
puklami  włosów  opadających  na  ramiona.  Panie,  ocal  nas  od  przesładzania.  Ocal  nas  od 
egzaltacji. Nie należy polewać wodą płonącego lontu, jakim jesteś. 
Nie  wolno  Ciebie  zdradzać,  próbując  złagodzić  Twój  święty  gniew,  usiłując  Ciebie  uśpić  i 
uczynić wspólnikiem naszego porządku wątpliwej wartości. 

background image

Nie wolno czynić Ciebie antypatycznym! Jedynie silny jesteś prawdziwym Jezusem.  Takim 
Jezusem,  jaki  nam  odpowiada.  I  to  wszystkim.  Spytano  Maurizia  Costanza,  prezentera 
telewizyjnego:  „Czy  kiedyś  wzywał  pan  Chrystusa?"  Odpowiedział:  „Tak!  Mój  Jezus  jest 
pełen życia, silny, aktywny. Zawsze był obecny w licznych momentach mojego cierpienia". 
Jesteś zbyt silny, Jezu! W porównaniu z Tobą wydaję się torebką z pudrem. 
 
Towarzysz podróży 
Pewnego  razu  matka  powiedziała  do  syna:  „Dorosłeś  już  do  tego,  by  wyruszyć  w  trudną 
podróż. Powiem ci, kto będzie twoim niezawodnym przewodnikiem". „Kto to jest?" zapytał 
chłopak. Matka szepnęła mu coś do ucha, po czym chłopak wyjechał. 
Wkrótce  napotkał  jakąś  zjawę,  która  spytała  go:  „Czy  chcesz  mnie  mieć  za  przewodnika?" 
„Jak  się  nazywasz?"  „Jestem  Sławą".  „Nie  takie  imię  podała  mi  moja  matka".  Po  jakimś 
czasie  pojawiła  się  inna  zjawa  i  miłym  głosem  spytała:  „Czy  chcesz,  bym  była  twoim 
przewodnikiem?"  „Jak  się  nazywasz?"  „Jestem  Przyjemnością".  „Nie  o  takim  towarzyszu 
mówiła mi moja matka". Chłopak kontynuował swą długą i trudną podróż. Przy brzęku monet 
i  wesołej  muzyce  usłyszał  znów  głos:  „Chcesz,  bym  ci  towarzyszył  w  podróży?"  „Jak  się 
nazywasz?" „Jestem Bogactwem, które zaspokaja wszelkie pragnienia". Chłopak zrezygnował 
i z tego towarzysza, i oddalił się. 
Był już wieczór, gdy jakiś zdecydowany głos powiedział do niego: „Czy mogę pójść z tobą?" 
„Jak się nazywasz?" „Jestem Odwagą". Chłopak uściskał ją i powiedział: „Chodź, oto imię, 
jakie  wyjawiła  mi  moja  matka!"  W  towarzystwie  Odwagi  chłopak  dojrzewał  i  stał  się 
mężczyzną wielkim -nie tylko pod względem wzrostu. 
 
Ogień 
 
„Ogień" - oto właściwe słowo! 
Nie  ma  innego  określenia,  które  by  lepiej  pozwalało  nam  zrozumieć  tajemnicę  osobowości 
Chrystusa.  Ogień  jest  zadomowiony  w  Ewangelii.  „Przyszedłem  rzucić  ogień  na  ziemię  i 
jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął!" (Łk 12,49). 
Pisarz Carlo Cremona tak komentuje: „Wyobrażamy Co sobie jako Osobę dobrą i spokojną, 
wypowiadającą  święte  słowa,  czyniącą  gesty  cudownej  pobożności,  okazującą  cierpliwość, 
tolerancję,  modlącą  się...  Tymczasem  ten  Jezus  musiał  mieć  w  sobie  jakiś  wulkan,  skoro 
wybuchnął takimi zatrważającymi słowami, godnymi piromana. 
Kto  wie,  ile  wysiłku  kosztowało  Co  utrzymanie  na  wodzy  Jego  energii  wewnętrznej  i 
przekazywanie jej w niewielkich dawkach biednym ludziom otaczającym Co".  
Ale od czasu do czasu ten ogień wybuchał i wówczas płynęły łzy nad Jerozolimą (Łk 19,41 -
42),  nad  grobem  Łazarza  (J  11,35).  Wówczas  też  zdarzały  się  wybuchy  gniewu  wobec 
handlujących w świątyni (Mt 21,12-13). 
Wielki Jezusie! Ty mówisz nam, że ten, kto nie płonie, nie żyje! 
 
Wstrząs dla duszy 
Pragnę mieć mój własny, osobisty charakter, a nie jakąś imitację. Pragnę mieć charakter, który 
daje odwagę oddzielenia się od grupy, gdy ta staje się stadem. Nie chcę być konwencjonalny: 
chcę żyć i być „poza stadem". 
 
Jednolity 
 
Prostolinijny 
 
Inteligencję człowieka mierzy się rozmaitymi  miarami. Jedną z nich jest zwartość własnego 
„ja".  
Człowiek dojrzały stanowi spójną całość.  

background image

Taki był Chrystus. 
Oskarżano Go, że jest żarłokiem i pijakiem (Mt 11,19), że lubi towarzystwo grzeszników (Łk 
15,2), zarzucono Mu nawet, że jest niespełna rozumu: „Odszedł od zmysłów" (Mk 3,21). Nikt 
Go jednak nigdy nie oskarżył o dwulicowość. Jezus żył tak, jak mówił. Zachęcał do ubóstwa i 
sam był biedny (Łk 9,58). Mówił o dobroci: „do końca ich umiłował" (J 13,1). Nie maskował 
się, gdyż nie był „rozdwojony". Jezus jest „jeden". 
Miał odwagę powiedzieć „Ja": odwagę określić się, narazić się, okazać własną odmienność. 
Był  sobą.  Nie  należał  do  tych,  co  mówią:  „Przecież  wszyscy  tak  robią".  Ten,  kto  czyta 
Ewangelię,  wielokrotnie  napotyka  słowa:..  Ja  jestem...Ja  jestem...  (J  6,5;  J  10,9;  J  10,11;  J 
14,6;  J  18,37).  Chrystus  jest  stały  i  odpowiedzialny.  Nigdy  nie  okazywał  niezadowolenia, 
złości,  braku  akceptacji  siebie.  Jezus  z  pewnością  bez  trudu  wykonywałby  ćwiczenie 
zaproponowane  przez  Leo  Buscaglię:  wziąć  od  czasu  do  czasu  lustro,  spojrzeć  na  siebie  i 
powiedzieć: „To jestem ja... gratulacje! Podobam się sobie i tak powinno być!"  
Oto „ja" w pełni zdrowia psychicznego, „ja" zdrowe. Szaleniec mówi: „Jestem Napoleonem". 
Neurotyk  mówi:  „Chciałbym  być  Napoleonem".  Człowiek  zdrowy  mówi:  „Jestem  sobą  i  ty 
jesteś sobą!" 
„Ja" Chrystusa było „jedno" i zdrowe.  
Wprawdzie czasami mógł robić wrażenie, że jest niezrównoważony, że lekceważy normy. Ale 
na tym właśnie polegało Jego pełne zdrowie. 
Wielki filozof grecki Heraklit mówił, że „ogień jest mądry". Może miał na myśli to, że życie 
ma znaczenie jedynie wówczas, gdy jest pełne ognia. Nieprzypadkowo używa się określenia 
„zgaszony" w stosunku do kogoś, kto jest apatyczny, pozbawiony energii. 
Jezus był przeświadczony, że życie jest kwestią entuzjazmu, a nie kalkulacji. Uważał, że kto 
nie płonie - nie żyje.  
Oto  dlaczego ogień  jest  zadomowiony  w  Ewangelii:  „Przyszedłem  rzucić  ogień na ziemię  i 
jakże  bardzo  pragnę,  żeby  on  już  zapłonął!"  (Łk  12,49).  „Ogień"  jest  słowem  może 
najbardziej właściwym dla zrozumienia czegokolwiek z osobowości i elektryzującego uroku 
Chrystusa.  
Swym ogniem Jezus zapalił historię: wystarczyły Mu trzy lata, by zmienić oblicze świata. 
Może Jezus pragnąłby, by każdy Jego naśladowca nazywał się i był „Ignacym" (z łaciny ignis 
- ogień).  
Z ognia rozumianego tak, jak go rozumiał Jezus, rodzi się odwaga i entuzjazm; z ognia rodzi 
się wszystko to, co jest niezbędne do tego, aby życie było udane. Dokładnie takie, jakie było 
życie Jezusa. 
Odwaga  i  entuzjazm  nie  są  jedynie  dwoma  aspektami  charakteru  Chrystusa,  ale  tkwią  tak 
głęboko w Nim, że stanowią jakby Jego drugie i trzecie imię. 
Usunąć odwagę i entuzjazm - to odebrać Ewangeliom ich istotę, to wyzerować Chrystusa. 
 
Przepis 
Gdy czytasz przepis na jakąś sałatkę czy lody, nie możesz poczuć ich smaku: aby go poznać, 
musisz tych potraw spróbować. 
To samo odnosi się do Jezusa: możesz odczuć, jaki jest piękny, jaki jest dobry, jaki jest wielki 
jedynie wówczas, gdy Nim żyjesz, gdy Go doświadczasz. 
„Ten Człowiek jest najbardziej szlachetny ze wszystkich, jacy kiedykolwiek żyli na ziemi. To 
On  nadaje  sens  życiu.  Cały  kosmos  ze  wszystkim,  co  zawiera,  byłby  czystym  szaleństwem 
bez tego Człowieka". 
                                                                                                                                           Fiodor 
Dostojewski 
 
Niemożliwe? 
 
To  prawda:  Jezus  nie  jest  dla  ludzi  krótkowzrocznych  i  pozbawionych  zapału.  Nie  jest  dla 

background image

tych, którzy widzą tylko niziny, którzy lubią ciepłe kapcie. 
Jezus jest ciasną bramą (Łk 13,14). Ale trzeba natychmiast dodać: jest bramą zawsze szeroko 
otwartą! Chrystus nie żyje w obłokach, samotnie, na niedostępnych szczytach. 
Dowodem na to jest fakt, że otaczał się ludźmi każdego rodzaju. Czyż w Ewangelii nie ma 
całej geografii kontynentu o nazwie człowiek? 
Jest  tam  altruista  (Maria)  i  zazdrośnik  (starszy  brat  z  przypowieści  o  synu  marnotrawnym). 
Jest  plotkarka  (służąca  oskarżająca  Piotra),  są  osoby  poświęcające  się  (kobiety,  które 
towarzyszą  Jezusowi),  jest  zdrajca  (Judasz),  jest  człowiek  umywający  ręce  (Piłat)  i  gracze 
(żołnierze, którzy rzucali losy o tunikę Chrystusa)... 
Jezus żyje wśród całej tej ludzkiej mozaiki, towarzyszy jej i kształtuje ją od wewnątrz. 
Jezus bowiem ma odniesienie do każdego człowieka! Jezus jest dostępny dla wszystkich! Te 
słowa  nie  są  tylko  piękną  wiadomością,  ale  przede  wszystkim  wyzwaniem.  Wyzwaniem 
najbardziej potrzebnym i ważnym. 
Czyż sensem życia nie jest stały rozwój, ciągłe rodzenie się, aż do samego końca? 
Otóż  jeśli  chcemy,  by  śmierć  spotkała  nas  na  drodze  wiodącej  pod  górę,  musimy  podążać 
jedyną drogą: niekończącą się drogą Chrystusa. 
Chrystus jest dostępny dla każdego, ale nikt nie jest w stanie Go wyczerpać. 
 
Optymista 
 
Najważniejszy aspekt Jego charakteru 
 
Był przeświadczony, że pod błotem może kryć się czyste źródło. 
Wydobywał perły również z mułu. 
Jezus  zawsze  był  nastawiony  pozytywnie,  nigdy  katastroficznie.  W  „Ojcze  nasz"  jest  tylko 
jedna prośba negatywna, wszystkie inne są pozytywne. 
Niesłychane i zdumiewające jest zaufanie, jakie Chrystus pokłada w tych, którzy Co akceptują 
i naśladują: „Wy jesteście solą dla ziemi... Wy jesteście światłem świata" (Mt 5,13-14). Jezus 
jest  tak  wielkim  optymistą,  że  niektóre  Jego  wypowiedzi  wydają  się  być  pozbawione 
rozsądku: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48); 
„...abyście  się  wzajemnie  miłowali  tak,  jak  Ja  was  umiłowałem"  (J  13,34).  A  słynne 
błogosławieństwa (Mt 5,1-12) - czy nie są może propozycją prawie że szaloną?  
Optymizm jest dominującym aspektem charakteru Chrystusa. 
• Taki charakter bowiem wszędzie zanosi nadzieję, jest zdolny do ożywienia zawiedzionych, 
do napełnienia radością serc pustych i zgaszonych. 
 
•  Taki  charakter  promieniuje  energią.  Wszyscy  odczuwamy,  że  istnieją  ludzie,  którzy 
„odbierają"  energię  (są  to  smutni,  rozczarowani,  tacy,  których  obecność  stanowi  dla  innych 
ciężar) i tacy, którzy nas „naładowują". Jezus należy do tych drugich. 
 
Ewangelista Łukasz mówi, że cały tłum „starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła z 
Niego  i  uzdrawiała  wszystkich"  (Łk  6,19).  Łukasz  również  przypomina  piękny  epizod  z 
kobietą chorą na upływ krwi, która dzięki dotknięciu szaty Jezusa została uzdrowiona ze swej 
choroby, gdyż „moc wyszła z Niego" (Łk 8,44-46). 
Z pewnością moc Boska, ale również energia ludzka, pozytywny ładunek żywotności. 
 
•  Przede  wszystkim  jednak  optymistyczny  charakter  Jezusa  zawiera  nieograniczone  zasoby 
odwagi. Kiedyś uczył w synagodze (synagoga jest domem modlitwy wspólnoty żydowskiej) 
w szabat. Znajdowała się tam pewna kobieta chora od 18 lat. Była pochylona, nie mogła się 
wyprostować.  Jezus  ją  zobaczył,  przywołał,  powiedział:  „Niewiasto,  jesteś  wolna  od  swej 
niemocy"  i  włożył  na  nią  ręce.  Ale  przełożony  synagogi,  oburzony  tym,  że  Jezus  w  szabat 
uzdrawia (w szabat religia żydowska zabraniała wykonywania jakiejkolwiek pracy), rzekł do 

background image

ludzi: „Jest sześć dni, w których należy pracować. W te dni więc przychodźcie i leczcie się, a 
nie w dzień szabatu". Pan mu odpowiedział: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie od-wiązuje w 
szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi go,by go napoić? A tej córki Abrahama... nie 
należało  uwolnić  od  tych  więzów  w  dzień  szabatu?"  Święty  Łukasz  notuje,  że  gdy  Jezus 
mówił  te  słowa,  wstyd  ogarnął  Jego  przeciwników,  a  lud  cieszył  się  ze  wszystkich 
wspaniałych czynów dokonywanych przez Niego" (Łk 13,10-17). 
 
Oto, do czego prowadzi optymizm Jezusa: do wyzwania, do odwagi! 
Jezus-jak  już  powiedzieliśmy-zaproponował  wręcz,  by  obrać  Boga  za  wzór  życia:  „Bądźcie 
więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48). A więc Jezus zachęca 
nas  do  ciągłego  wędrowania  pod  górę.  Któż  bowiem  może  powiedzieć,  że  jest  dobry, 
sprawiedliwy,  pogodny...  jak  Bóg?  Nikt!  Oto,  dlaczego  Primo  Mazzolari  mówił:  „Ten,  kto 
wierzy w Boga, musi być wiecznie niezadowolony": z tego, jaki jest i z tego, co robi. 
I dlatego nikt nie może powiedzieć, że Bóg jest opium, które nas usypia. Bóg Jezusa jest Tym, 
Kto  nas  budzi,  jest  najwyższym  celem,  który  nas  zachęca  do  nieustannego  postępu!  Bóg 
Jezusa  jest  najlepszą  „kuracją"  człowieka.  Już  wiemy,  że  psychologowie  mówią:  „Powiedz 
mi, z kim się utożsamiasz, a ja ci powiem, jak skończysz". Innymi słowy: „Powiedz mi, kogo 
bierzesz sobie za wzór, a ja ci powiem, czy i jak będziesz się rozwijał!" 
Kto  bierze  Boga  za  wzór,  staje  się  człowiekiem  o  najwyższej  mocy.  „Gdyby  ludzie  ciągle 
spoglądali w niebo, w końcu mieliby skrzydła" - powiedział pisarz francuski Gustaw Flaubert. 
Jezus  zachęca  do  spoglądania  w  niebo,  do  dążenia  na  szczyt.  Optymizm  bezmierny! 
Optymizm,  który  wydaje  się  przekraczać  wszelki  rozsądek.  I  rzeczywiście  rozsądek  nie 
zadomowił się w Ewangelii. 
 
Na szczęście! 
Rozsądek służy bowiem „jedynie do uporządkowania" (Valentino Bompiani); jest sposobem 
utrzymania rzeczy wstanie niezmiennym. 
To nie rozsądek zadomowiony jest w Ewangelii, ale odwaga. Również dlatego Jezus nigdy się 
nie  zestarzeje.  Z  całą  śmiałością,  jaka  krążyła  w  jego  żyłach,  Jezus  mówi  nam,  że  jedyną 
klęską jest zrezygnowanie z walki. 
Mówi nam, że można zestarzeć się w każdym wieku, nawet mając 16 lat: wystarczy poddać 
się! 
Mówi  nam,  że  bez  odwagi  niczego  się  nie  dokona.  Ma  rację  kapłan  Antonio  Mazzi:  „Bez 
odrobiny odwagi nie można nawet napisać przepisu na risotto z grzybami!" 
 
Dwie żaby 
Pewnego  razu  dwie  żaby  wpadły  do  miski  z  mlekiem.  Pierwsza  zaczęła  krzyczeć:  „O,  ja 
biedna, topię się!" - i poszła na dno. 
Druga  żaba  powiedziała  sobie:  „Nie  chcę  umrzeć  w  misce!"  Zaczęła  przebierać  nogami, 
poruszać się, miotać. Poruszała się tak energicznie, że mleko zamieniło się w masło. I w ten 
sposób znalazła się na małej, twardej platformie: odbiła się i skoczyła. Uratowała się! 
 
Jezus sympatyczny 
• Jesteś gwiazdą poranną (2 P 1,19).  
• Jesteś skałą (1 Kor 10,4).  
• Jesteś blaskiem dobra.  
• Jesteś drogą, która nas prowadzi.  
• Jesteś Tym, który „przeszedł dobrze czyniąc" (Dz 10,38). 
• Jesteś doskonałym trenerem w zawodach życia. 
• Jesteś prawdziwym przyjacielem.  
• Jesteś Człowiekiem każdego czasu.  
• Jesteś wychowawcą olbrzymów.  

background image

• Jesteś wyzwaniem wzbudzającym zachwyt.  
• Jesteś sympatyczny, Jezusie! 
 
Wstrząs dla duszy 
Ktoś  rodzi  się  lwem,  ktoś  gazelą,  ktoś  inny  mrówką.  Ważne  jest,  by  starać  się  dojść  jak 
najwyżej. Ma rację pisarz i filozof Jean Paul Sartre mówiąc: „Nie jesteś odpowiedzialny za to, 
że jesteś, ale jesteś odpowiedzialny za to, co robisz z tym, że jesteś". 
 
                                                                              * 
 
Wygodnie jest mówić: „Taki już jestem! Nic na to nie poradzę!" 
To  zdanie  należy  zostawić  dla  ludzi  zmęczonych,  którzy  nie  chcą  podarować  sobie 
interesującego życia. 
 
Niezłomny 
 
Ani mało, ani dużo: wszystko! 
 
Wstawał  wcześnie  rano  (Mk 1,35), przez cały  dzień  wędrował  z  miejsca na  miejsce,  często 
nawet nie miał czasu, by coś zjeść (Mk 3,20; 6,31). Chorzy przychodzili do Niego i otaczali 
Go, a z chorymi również ludzie złośliwi, przeciwnicy, faryzeusze i saduceusze: rozpoczynały 
się  wówczas  denerwujące  dyskusje,  ostre  wymiany  słów,  niebezpieczne  walki  i  pułapki 
słowne. 
Ale Jezus był zawsze pełen życia, w formie, czujny, uważny, odporny. 
Szedł  naprzód,  realizował  swój  plan.  Nie  wymagał  od  siebie  wiele,  nie  wymagał  też  mało: 
wymagał wszystkiego.  
Enzo Biagi mówi, że Ewangelia „zobowiązuje cię, abyś powiedział «tak» albo «nie», podczas 
gdy my przeżywamy dni, w których mówimy: «może»". Dla tego, kto chce iść za Chrystusem, 
nie  są  możliwe  wahania:  „Ktokolwiek  przykłada  rękę  do  pługa,  a  wstecz  się  ogląda,  nie 
nadaje się do królestwa Bożego" (Łk 9,62). 
Niedopuszczalne  są  półśrodki:  „Kto  kocha  ojca  lub  matkę  bardziej  niż  Mnie,  nie  jest  Mnie 
godzien"  (Mt 10,37-39). Nie  ma  mowy  o  kompromisach:  „Jeśli twoja  ręka lub noga  jest dla 
ciebie  powodem  grzechu,  odetnij  ją  i  odrzuć  od  siebie!"  (Mt  18,8).  Ewangelia  nie  jest  z 
pewnością książką do czytania dla zabicia czasu albo sentymentalną powieścią. Jest książką 
dla  ludzi  z  rozmachem,  dla  ludzi  żywotnych,  takich  jak  jej  bohater  -Jezus,  który  znał  i  żył 
wielką  prawdą:  lepiej  się  zużyć  niż  zardzewieć.  Jak  to  możliwe,  że  Benito  Mussolini  mógł 
określić  Chrystusa  jako  „Żyda,  który  podarował  światu  teorie  osłabiające  i  pozbawiające 
energii"? 
Miał rację Benedetto Croce, który mówił, że słowa są jak prostytutki:  godzą się usłużnie na 
wszystko!  Ale  posłuchajmy  komentarza  pisarza  Italo  Alighiero  Chiusana  na  temat  „teorii 
osłabiających". 
„Te osłabiające teorie" pozwoliły przyjąć śmierć protestanckiemu pastorowi Bonhoefferowi, 
niezmordowanemu  i  genialnemu  bojownikowi  o  wolność;  one  również  doprowadziły 
franciszkanina Kolbego do oddania życia za ojca rodziny w łagrze nazistowskim, w którym 
łatwo  było  można  stać  się  egoistyczną  bestią.  Te  same  „teorie  osłabiające"  w  dzisiejszych 
czasach  w  Salwadorze  popchnęły  arcybiskupa  Romero  do  nieustraszonej  walki  o  prawa 
bezbronnych,  ciemiężonych  terrorem  i  przemocą,  za  co  zapłacił  śmiercią  w  katedrze,  jak  w 
czasach dawnych męczenników". 
„Osłabiające teorie", które kształtują bohaterów, które nadal porywają serca i skłaniają je do 
najwznioślejszych  gestów!  Montalembert,  polityk  i  wielki  pisarz  francuski,  miał 
dwudziestoletnią  córkę,  która  była  chlubą  rodziny.  Pewnego  dnia  dziewczyna  powiedziała 
ojcu, że pragnie wstąpić do klasztoru. Ojciec był poruszony i zaniepokojony: „Czy czegoś ci 

background image

w  domu  brakuje?".  „Nie,  tatusiu,  ale  to  ty  swoją  książką  o  zachodnich  mnichach nauczyłeś 
mnie,  że  Bogu  nie  ofiarowuje  się  serca  przygnębionego  ani  rozbitej  duszy".  Pisarz  był 
zdumiony: „Kim jest ten ukrzyżowany Oblubieniec, który kradnie nam córki?" 
 
Demostenes 
Początek kariery Demostenesa, jednego z największych mówców starożytności, nie był zbyt 
szczęśliwy. Wyśmiewano go za styl, za język, za gesty i wymowę. Ale on się nie załamał. 
Wycofał  się  z  życia  publicznego  i  przez  wiele  lat  uczył  się  na  pamięć  przemówień 
najsłynniejszych mówców. Biegał po pagórkach, aby zwiększyć pojemność płuc i by nauczyć 
się regulować oddech. 
W celu poprawienia wymowy i nauczenia się panowania nad wrzawą tłumów udawał się nad 
brzeg morza, gdzie próbował przekrzyczeć szum wzburzonych fal. Wkładał nawet kamyki do 
ust, aby ulepszyć dykcję. Gdy ponownie stanął przed publicznością w czasie debat w sądach i 
na  zgromadzeniach,  uzyskał  powszechną  aprobatę  i  stał  się  najsłynniejszym  i  ogólnie 
podziwianym mówcą greckim. 
 
Ty jesteś jedyny 
Jezusie  Chrystusie,  Ty  jesteś  jedyny.  Jesteś  Tym,  który  narodził  się  z  Maryi  na  5  czy  6  lat 
przed  erą  chrześcijańską  (wyznaczoną  błędnie  w  VI  wieku przez  Dionizego  Małego na 753 
rok ery rzymskiej). Żyłeś w Palestynie przez mniej więcej 33 lata. Zostałeś ukrzyżowany pod 
Poncjuszem Piłatem. Zmartwychwstałeś i ukazałeś się niewiastom, Apostołom i „więcej niż 
pięciuset  braciom  równocześnie"  (1  Kor  15,6).  Jezusie  Chrystusie,  Ty  nie  podlegasz 
reinkarnacji. Nikt nie może zabronić Ci ukazywania się, kiedy, gdzie, jak i komu chcesz. Ale 
pozostają  Twoje  słowa,  wypowiedziane  do  Tomasza:  „Ponieważ  zobaczyłeś  Mnie, 
uwierzyłeś:  błogosławieni  ci,  którzy  nie  widzieli,  a  uwierzyli!"  Jezusie  Chrystusie,  nie 
pobiegnę nigdy za kimś, kto będzie się podawał za takiego jak Ty. 
Za  kimś,  kto  łudzi  siebie  i  innych,  że  jest  równy  Tobie.  Za  bigotami  i  bigotkami,  którzy 
wymagają tego, czego Ty nie wymagasz ode mnie: zrezygnowania z wolności, woli i zmysłu 
krytycznego. 
Jezusie  Chrystusie,  jesteś  obecny  w  Kościele,  w  sakramentach,  w  Słowie,  w  braciach  i  w 
siostrach.  Tylko  tam  będę  Cię  szukać.  Nie  pobiegnę  za  innymi  „obecnościami".  Jezusie 
Chrystusie, Ty jesteś jedyny! Ty mi wystarczasz! 
                                                                                                                                                 
Tonino Lasconi 
Skupiony 
 
Najpierw „serce", potem to, co zewnętrzne 
 
Jezus należy do tej kategorii osób, które mają nadzwyczajną zdolność milczenia. 
Ewangelie piszą, że kochał ciszę nocy, że lubił usuwać się w miejsca odosobnione (Łk 5,15-
16; Mk 1,38; Mt 14,23; J 6,15). 
Wszyscy  dzisiaj  wiedzą,  że  umiejętność  zachowania  milczenia  jest  niezawodnym 
wskaźnikiem wysokiego ciężaru gatunkowego człowieka. 
Posłuchajcie, jak wyraził tę prawdę słynny autor Małego Księcia, Antoine de Saint-Exupery: 
„Pasteur który powstrzymuje oddech nad swym mikroskopem, cały jest skupieniem. Pasteur 
nigdy  nie  jest  tak  bardzo  człowiekiem,  jak  wtedy,  gdy  obserwuje.  Wówczas  posuwa  się 
naprzód. Wówczas przyspiesza. Wówczas, choć nieruchomy, posuwa się krokami olbrzyma i 
odkrywa rozległe obszary. Podobnie Cezanne,nieporuszony i milczący przed swym szkicem, 
jest  obecny  w  sposób  niezwykle  intensywny.  Nigdy  nie  jest  tak  bardzo  człowiekiem  jak 
wtedy,  gdy  milczy,  próbuje,  ocenia.  Wówczas  jego  płótno  staje  się  dla  niego  większe  od 
morza".  
Także Jezus jest obecny w sposób skupiony, intensywny.  

background image

Jezus żyje „wewnątrz", a nie „na zewnątrz", docenia serce, a nie powierzchowność. Jeśli jest 
coś, czego nie może znieść - to hipokryzja. Zawsze zastanawia sposób, w jaki On, który był 
„cichy  i  pokorny  sercem"  (Mt  11,29),  traktował  uczonych  w  Piśmie  i  faryzeuszów  - 
„obłudnych".  Jeśli  chcecie  posłyszeć  słowa  pełne  ognia,  słowa  oburzenia,  otwórzcie 
Ewangelię Mateusza 23,13-32 i przeczytajcie te wersety jakby po raz pierwszy: przekonacie 
się,  że  gdyby  Kościół  zdecydował  się  ogłosić  świętym  Jezusa,  „adwokat  diabła"  znalazłby 
obfity materiał do zgłoszenia sprzeciwu.  
Nie,  Jezus  nie  lubi  dyplomacji,  napuszoności,  złotych  krzyży,  kadzidła,  kadzielnic,  mitr... 
Jezus kocha pełnię, a nie to, co puste. Przedkłada prawdę nad próżność.  
Jesteś  silny,  Jezu.  Ty  wiesz,  że  ludzka  przygoda  rozgrywa  się  wewnątrz  nas,  a  nie  na 
zewnątrz. Cała woda oceanu nie może zatopić okrętu, jeśli nie dostanie się do Jego wnętrza. 
Ty wiesz, że to nie habit świadczy o zakonniku, że to nie broda czyni filozofa, to nie biały 
fartuch czyni lekarza.  
Jesteś silny,  Jezusie. Zachęcasz, by  przebić  się przez zewnętrzną skorupę,  aby  nie wpaść  w 
pułapkę wyglądu. Z pewnością pasowałyby doskonale do Twych ust dwa przysłowia: „Ubierz 
wiązkę chrustu, a wyda ci się królową", „Ubierz dynię, a wyda ci się baronem". W świecie, w 
którym  można  być  „łajdakiem,  przeciętniakiem,  nawet  głupcem,  ale  właściwy  krawat  i 
odpowiednie perfumy rozwiązują wszystko" 
(Michele Serra); w świecie, w którym bardziej liczą się włosy od myśli, które pod nimi się 
znajdują, potrzebujemy ludzi podobnych do Ciebie, którzy by przekonali nas, że każdy krok 
naprzód musi być poprzedzony krokiem do wnętrza, aby nie przekształcił się w krok wstecz. 
Potrzebujemy ludzi podobnych do Ciebie, sama obecność których jest już wzniosła. 
Jedynie tacy ludzie będą mogli dokonać czegoś.  
Prawdziwa  siła  wywodzi  się  z  wewnątrz,  z  głębi.  Pisarz  Charles  Peguy  słusznie  mówił: 
„Wielcy ludzie, których działanie powoduje rewolucyjne skutki, są refleksyjni, pogrążeni w 
kontemplacji.  Ludzie  zwróceni  na  zewnątrz  nie  wywołują  rewolucji;  wzbudzają  je  ludzie 
zwróceni ku wnętrzu".  
Ludzie  jak  Ty,  silny  Jezusie:  zbudowałeś  milczenie,  a  milczenie  zbudowało  Ciebie: 
skupionego, głębokiego, młodego. Cesare Pavese trafił w sedno pisząc: „Spędzanie czasu w 
milczeniu odmładza jednostki i ludy". 
 
Modlitwa o poprawę mego charakteru 
 
Wszyscy uważają, że jestem mało wart. 
Zapalam się jak zapałka, 
gdy ktoś mnie choć trochę obrazi; 
reaguję jak bokser, jeśli ktoś mnie tylko lekko dotknie; 
atakuję jak bawół, gdy ktoś ze mnie zażartuje. 
Nawet przebywanie w grupie staje się trudne: 
prawie nikt nie może ze mną wytrzymać. 
Bieda w tym, że nie wiem naprawdę, co zrobić. 
Jedno jednak zrozumiałem: 
muszę się zmienić, muszę stać się lepszy, 
aby nie spędzić życia samotnie, 
bez przyjaciół i bez nikogo kochającego. 
Tak, muszę się zmienić; muszę od czegoś rozpocząć. 
Czytając te strony zrozumiałem, 
że mogę wybrać Ciebie, Jezu, za towarzysza drogi. 
Wydam Ci się trochę egoistą, 
ale muszę zacząć od czegoś. 
Zaczynam od Ciebie! 
Ty miałeś doskonały kościec moralny, 

background image

charakter pierwszej klasy. 

 

Wezmę Ciebie za wzór. 
A więc dzień po dniu 
mój charakterek zacznie się zmieniać. 
Stanie się fascynujący, zachwycający, 
taki cudowny, jaki jesteś TY, Jezu! Amen. 
 
Kochany 
 
Uosobienie harmonii 
 
Pewnego dnia faryzeusze musieli przyznać, że „świat poszedł za Nim" (J 12,19). 
Jezus był niczym magnes, był czarodziejem (Mt 4,18-22).  
Dlaczego? 
Może  właściwą  odpowiedzią  będzie  następująca:  gdyż  Jezus  miał  „ja"  muzyczne,  „ja"  - 
symfonię. Był uosobieniem harmonii. 
Był łagodny, ale nie słaby.  
Wytrwały, ale nie uparty.  
Aktywny, ale nie niespokojny.  
Zajęty, ale nie zaabsorbowany. 
Stanowczy, ale czuły jak ptak, który zbiera pod skrzydła swe pisklęta (Mt 23,37).  
Spokojny i porywający.  
Silny i delikatny.  
Dumny i pokorny.  
Zwarty i prosty.  
Naturalny i mądry.  
Człowiek ognia i łez. 
Człowiek adoracji i działania.  
Człowiek chlebów i ryb oraz wzniosłych myśli. Przyciągało Go niebo, a On patrzył na ziemię.  
Kochał słowo i praktykował milczenie.  
Przygarniał dzieci i smagał batem handlujących w świątyni.  
Miał  postać  królewską,  a  umywał  nogi  uczniom.  Oto  „ja"  muzyczne,  pełne  harmonii  „ja" 
Jezusa. Taka osobowość była zachwycająca. Dlatego kochano Jezusa.  
Albo  lepiej:  oto,  dlaczego  Jezus  „jest"  kochany.  Giuseppe  Ric-ciotti,  kończąc  swoje  Życie 
Jezusa  napisał:  „Z  pewnością  Jezus  nigdy  nie  był  tak  żywy  jak  dzisiaj.  Wszyscy  Go 
potrzebują: by Go kochać, ale również by bluźnić przeciwko Niemu; obyć się bez Niego nie 
mogą... Nikt z żyjących nie jest tak żywy jak Jezus". 
Istnieją osoby, które dla Niego porzucają wszystko, a przecież są inteligentne. 
Istnieją osoby, które dla Niego zapracowują się, a jednak są szczęśliwe. 
Istnieją osoby, które dla Niego porzucają wszystko, a przecież wszystko odnajdują!  
Jezus nadal jest wezwaniem. 
Wezwaniem, gdyż Jezus nie jest nieprzystępnym bohaterem, ale dostępnym przyjacielem. 
To  prawda,  że-jak  już  powiedzieliśmy-jest  wąski  mi  drzwiami  (Łk 13,24),  jednak drzwiami 
szeroko otwartymi. Przejście przez nie zależy od nas.  
Jedno jest pewne: warto! 
Ongiś  Gandhi  powiedział:  „Chrystus  jest  największym  źródłem  duchowym,  jakie  poznał 
człowiek. Chrystus nie należy tylko do chrześcijaństwa, ale do całego świata". 
Dzisiaj  filozof  Norberto Bobbio  wyznaje: „Dla  niewierzącego takiego  jak  ja Jezus pozostaje 
przykładem,  może  największym  przykładem  wielkości  moralnej,  jaki  dała  nam  historia 
ludzkości". 
Oto  dlaczego  Chrystus  nigdy  nie  będzie  zabytkiem.  W  każdym  człowieku  istnieje  jakby 
pewien rodzaj „instynktownej tęsknoty za Chrystusem". 

background image

Jezus ukazał w sposób tak fascynujący i prawdziwy piękno i cud bycia człowiekiem, że jeśli 
zaistnieje przyszłość, będzie musiała być chrześcijańska. 
Poeta  i  dziennikarz  Alberto  Bevilacqua  wyjaśnia  to  lepiej:  „Przyszłość  należy  do 
chrześcijaństwa;  nie  w  wyniku  jakiegoś  przewrotu  umysłowego  czy  czegoś  innego.  Ale 
ponieważ to będzie jedyny ratunek". 
Dlatego Jezus będzie nie tylko „gwiazdą zaranną" (2 P 1,19) dla tysiąclecia, które co dopiero 
rozpoczęliśmy, ale dla wszystkich wieków, które nadejdą. 
 
Nie odchodź 
 
Jeśli, o Jezu, znajdziesz drzwi mojego serca 
zamknięte, 
wyważ je i wejdź do środka. 
Ale...nie odchodź, 
proszę Cię, Jezu! 
Jeśli struny mojej gitary zapominają 
Twojego imienia, o Jezu, 
proszę Cię, zaczekaj, poprowadź moje palce, 
ale nie odchodzi 
I gdy Twoje wezwanie nie przerwie mojego lenistwa, 
poraź mnie Twoim bólem, 
ale...nie odchodź, Jezu! 
Wreszcie, gdy umieszczam innych 
na Twoim tronie, 
jakim jest moje serce, 
o Królu mego życia, proszę Cię jeszcze raz, 
Jezu: 
zaczekaj, potrząśnij mną, ale nie odchodź! 
                                                                       Antonio Ribołdi 
 
Jezus...Jego dane osobowe 
 
WYGLĄD  ZEWNĘTRZNY:  dobrze  zbudowany.  Przewraca  stoły  bankierów  i  ławki 
sprzedających w świątyni jerozolimskiej. 
USTA: mówi jasno i poruszająco Nie lubi zdań przesłodzonych. 
ULUBIONY STRÓJ: fartuch, by móc służyć. 
STYL: nie rozgłasza swych pięknych czynów. 
CHARAKTER:  mocny,  ale  nie  gwałtowny;  miły,  ale  nie  zniewieściały;  stanowczy,  ale  nie 
arogancki. 
ZWYCZAJE: wyróżnia biednych i grzeszników. 
PRACA: buduje drogi. Wymyślił drogi pewne na 100%. 
SPECJALIZACJA:  trener.  Wychowuje  ludzi  wielkich  (ale  nie  pod  względem  wymiarów 
ciała). 
ZALETY: wpaja wolę bycia dobrym. 
BRAKI: zbyt wymagający. Żąda wszystkiego od chcących Go naśladować. 
NAJWIĘKSZE OSIAGNIĘCIE: śmierć z nadmiaru miłości.  
WIEK: czuje się dobrze jak na 2000 lat. 
 
Jego tajemnica 
 
Wyzwanie 
 

background image

Od początku Jezus stanowił problem. „Kimże On jest?" (Mt 8,27) pytali już ludzie, którzy Go  
widzieli i słyszeli. „Kim Ty siebie czynisz?" (J 8,53). 
Jezus  jest  problemem,  który  podzielił  ludzi  na  dwa  bloki:  z  jednej  strony  są  ci,  którzy  nie  
potrafią ukryć entuzjazmu: „Nie widziano nigdy czegoś podobnego w Izraelu!"; z drugiej ci,  
którzy krzyczą: „Zbluźnił!" (Mt 26,65), „Jesteś opętany przez złego ducha! (J 7,20). 
Jakby  to  nie  wystarczyło,  Jezus  nalega:  „A  wy,  za  kogo  Mnie  uważacie?"  (Mk  8,29).  Za 
proroka?  Za czarownika, który czyni cuda? Za egzaltowanego? Za Boga, który zszedł z nieba 
na ziemię? 
Jezus  jest  wyzwaniem.  Wyzwaniem  najbardziej  poważnym  w  całej  historii  świata. 
Rzeczywiście,  bowiem wszystko zależy od tego, jaką odpowiedź daje się na pytanie: „Kimże 
On jest?" Jeśli  Jezus jest tylko człowiekiem, choć nawet nadzwyczajnym, to jednak zawsze 
biednym człowiekiem,  który nie ma prawa żądać od nas, by MU wierzyć i pójść za Nim. Ale 
jeżeli jest Bogiem? 
Wówczas  wszystko  należałoby  zmienić  od  podstaw:  byłby  naszym  punktem  odniesienia, 
sensem  naszych dni, naszą nadzieją. 
A więc odpowiedź na to pytanie nie jest dla nikogo luksusem: jest zagadnieniem życiowym. 
Musimy przyjąć wyzwanie Chrystusowe! Musimy zdecydować się, czy Mu wierzyć, czy nie: 
chcemy  być    ludźmi  wierzącymi,  ale  nie  łatwowiernymi.  Chcemy  wejść  do  Kościoła  bez 
nakrycia głowy, ale nie  bez rozumu! 
Właśnie  dlatego  zostały  napisane  stronice,  które  teraz  następują:  aby  stwierdzić,  czy  
chrześcijaństwo jest kłamstwem mającym 2000 lat, czy też ma niewzruszoną podstawę. Otóż 
jeszcze  raz powtarzamy: wszystko zależy od tego, kim jest ten tajemniczy Jezus. Dla jasności 
i z  szacunku mówimy od razu, że dla nas istotą Jezusa jest Jego Boskość. Jezus poza tym, że 
jest  fenomenem ludzkim, jest Bogiem samym! Dowody? 
Oto  w  Ewangeliach  mamy  „informacje",  bardzo  mocne  „poszlaki",  które  prowadzą  nas  do 
konkluzji,  że Jezus jest naprawdę Bogiem. 
 
Jakie informacje? 
• Pierwszymi informacjami są Jego słowa: Jezus wielokrotnie powiedział, że jest Bogiem. A 
Jezus był tak poważny, tak prawdomówny (zobacz Jezus: Jego charakter), że nie można MU 
nie wierzyć. 
 
• Drugą informacją jest fakt, że Jezus dokonał rzeczy nad zwyczajnych (cuda), których tylko 
Bóg może dokonać. 
• Trzecim dowodem jest Jego życie, które całe było arcydziełem dobroci. Życie Boże! 
•  Czwarty  dowód:  fakt,  że  Jezus  dostarczył  nam  informacji  tak  szczegółowych  o  Bogu,  że 
zmusza  to do myślenia o Nim jako o Bogu. 
•  Piąty  dowód:  Jezus  wymknął  się  śmierci.  Zmartwychwstał!  To  jest  dowód  najsilniejszy,  
decydujący. Jedynie Bóg jest mocniejszy od śmierci, jedynie Bóg jest panem życia! 
•    Pozostaje  szósty  dowód,  który  nie  znajduje  się  w  Ewangelii,  ale  który  może  być  bardzo  
przekonujący:  Jezus  nadal  najbardziej  pociąga  ludzi.  Jezus  nadal  zachwyca  i  przemienia 
miliony  osób. 
 
Dla zwykłego człowieka nie czyni się tylu gestów heroicznych! Dla Boga - tak! 
Takie są więc „poszlaki", takie są „dowody" Bóstwa Jezusa. Ale to nie koniec niespodzianek. 
Jezus pozwolił nam  poznać  Boga  zaskakującego, niesłychanego.  Tak  wielkiego,  że  musimy 
przyznać,  iż nie zasługiwaliśmy na takiego! 
Oto,  dlaczego  nie  mogliśmy  Go  trzymać  zamkniętego  w  szufladzie.  Czuliśmy  potrzebę  
przedstawienia Go. Bóg Jezusa jest tak nadzwyczajny, że może zmienić życie: nadać mu sens 
i  utrzymywać je w ciągłej radości! Właśnie strony, które zamykają tę książkę, są bardziej od  
pozostałych godne przeczytania i cieszenia się nimi. 
 

background image

Pięć poszlak wyjaśniających Jego tajemnicę 
 
Słowa szaleńca czy słowa Boga? 
 
Zacznijmy od refleksji na temat zaskakujących wypowiedzi 
Jezusa. 
Jezus utrzymuje, że żył, zanim powstał świat (J 17,5); że „zstąpił 
z nieba" (J 6,51), że widział Boga (J 3,11). 
Oświadczył: „Beze Mnie nic uczynić nie możecie" (J 15,5); „Kto we Mnie wierzy, choćby i 
umarł,  żyć będzie" (J 11,25); „Dana Mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi" (Mt 28,18). 
Przyrzekł  niesłychane rzeczy: „Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie 
miał światło  życia" (J 8,12); „Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym" (J 6,55). 
Ma  niesłychane  wymagania:  żąda,  by  kochano  Go  bardziej  od  ojca  i  matki  (Mk  10,37), 
bardziej od  samego życia (Mt 10,39). To jeszcze nie wszystko. 
A  to,  co  przechodzi  wszelkie  pojęcie  -  Jezus  zmienia  nawet  Pisma:  „Słyszeliście,  że 
powiedziano  przodkom... A Ja wam powiadam..." (Mt 5,21 n). Odpuszcza grzechy (Mk 2,1-
12),mówi,  że  „kto  Mną    gardzi,  gardzi  Tym,  który  Mnie  posłał"  (Łk  10,16),  że  „kto  Mnie 
zobaczył, zobaczył także Ojca"  (J 14,9-10), gdyż „Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (J 10,30).  
Co  powiedzieć  o  tych  zdumiewających    stwierdzeniach  Jezusa?  Możemy  mieć  tylko  dwie 
odpowiedzi:  albo  mamy  do  czynienia  z  szaleńcem,    albo  Ten,  kto  je  wypowiedział,  jest  w 
posiadaniu jakiejś tajemniczej prawdy. Nie ma innego  wyjścia. Słowa szaleńca. Faktycznie, 
czy  można  ocenić  inaczej  kogoś,  kto  chwali  się,  że  jest    Bogiem,  a  nim  nie  jest?  Jak  nie 
uśmiechnąć  się  z  pobłażaniem  wobec  człowieka,  który  oświadcza,    że  odpuszcza  grzechy, 
podczas gdy nie ma takiej władzy?  
Jeśli  natomiast  nie  są  to  słowa    egzaltowanego  szaleńca,  muszą  zawierać  coś  bardzo 
głębokiego.  
A więc? Za jaką wersją się  opowiemy?  
Za szaleństwem czy za tajemnicą? 
Odpowiedź,  jaka  wydaje  się  nam  najbardziej  logiczna,  jest  taka:  gdyby  Jezus  pozostawił  
podejrzenia  co  do  swej  równowagi  umysłowej,  mielibyśmy  prawo  wątpić  w  bulwersujące 
deklaracje  dotyczące Jego Boskości. 
Ale  Jezus  jest  zrównoważony,  prostolinijny,  szczery,  inteligentny;  nie  może  nas  oszukiwać  
stwierdzeniami o tak decydującym znaczeniu. 
Nie  istnieje  podwójny  Chrystus:  jeden  poważny  i  wiarygodny,  gdy  mówi  np.,  że  „szabat 
został    ustanowiony  dla  człowieka"  (Mk  2,27),  i  inny,  który  przed  najwyższym  kapłanem 
Kajfaszem,   stawiającym Mu oficjalnie pytanie:  „Powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjasz, Syn 
Boży?" - odpowiada  uroczyście: „Tak, Ja nim jestem!" (Mt 26,62-64). 
Ktoś  taki  jak  Jezus,  zakochany  w  prawdzie  i  zdecydowanie  przeciwny  wszelkiej  hipokryzji 
(Mt  23,13-26), nie może skłamać nawet jeden raz. Oto więc pierwszy, mocny „znak", który 
skłania nas  do stwierdzenia, że Jezus musiał mieć w sobie coś tajemniczego. Człowiek tak 
doskonały, jak to  wykazaliśmy w dwóch poprzednich rozdziałach, nie może być oszustem, 
kimś fałszywym, kłamliwym,  gdy mówi, że jest Bogiem. 
 
Gdybym nie poznał Chrystusa... 
Gdybym nie poznał Chrystusa, Bóg byłby dla mnie słowem pozbawionym sensu. 
Bóg filozofów i erudytów nie zająłby żadnego miejsca w moim życiu moralnym. 
Trzeba  było,  by  Bóg  zanurzył  się  w  ludzkości  i  by  w  określonym  momencie  historii,  w 
określonym    miejscu  globu  i  jako  istota  ludzka  z  krwi  i  kości  wypowiedział  pewne  słowa, 
dokonał pewnych  czynów, bym ja upadł na kolana. 
                                                                                                                                         Francois 
Mauriac 
 

background image

Ryzyko jest piękne 
 
Na  tych  stronach  znajdujemy  argumenty  dotyczące  Boskości  Jezusa.  Nie  oczekuj  jednak 
„dowodów"  matematycznych, jasnych i dokładnych, które zmuszą cię do wierzenia. W religii 
dowody  matematyczne nie mają sensu.  
Faktycznie, gdyby udało nam się udowodnić z pewnością  matematyczną, że Jezus, poza tym, 
że jest prawdziwym człowiekiem, jest również prawdziwym  Bogiem, nie mielibyśmy żadnej 
zasługi w zaufaniu Mu, nie moglibyśmy wierzyć. Wiara wymaga  zawsze czegoś niejasnego: 
nie  wierzy  się  w  światło  słońca  podczas  letniego  dnia;  nie  wierzy    się,  gdyż  się  je  widzi. 
Wielki matematyk i filozof francuski Blaise Pascal (1623-1662)  mawiał,  że wiara musi być 
roztropna: „mądra i szalona". „Mądra" - ponieważ muszą istnieć dobre motywy,  by wierzyć; 
„szalona",  gdyż  te  motywy  nie  mogą  być  wystarczające,  by  same  mogły  doprowadzić  do  
wiary.  
Podobnie tutaj: mamy bardzo silne przesłanki na rzecz Boskości Jezusa, które sprawiają,  że w 
swojej wierze nie jesteśmy bezkrytyczni; jednak te przesłanki nie zmuszają nas do  wierzenia: 
aby zaistniała wiara, potrzebny jest skok w ciemność, akt zaufania Jezusowi. 
I  tak  wiara  pozostaje  wolnym  i  odważnym  aktem;  pełnym  szacunku  aktem  człowieka. 
Również aktem  pięknym! Już Platon, największy filozof grecki (427-347 przed Chr.) mawiał, 
że „ryzyko jest  piękne!" Czyż nie jest może pięknie mieć zaufanie do przyjaciela rozumnego i 
dobrego, do  przyjaciela sympatycznego i nadzwyczajnego - jak Jezus? 
 
Zapytano  pisarza  Luigiego  Santucciego,  co  zarzuciłby  Bogu,  gdyby  spotkał  Go  twarzą  w 
twarz? 
Odpowiedź  brzmiała:  „Zarzuciłbym  Mu,  że  kazał  mi  urodzić  się  o  2000  lat  za  późno;  w 
Mediolanie,  a nie w Palestynie!" 
 
Druga poszlaka. Niezwykłe czyny 
 
Istnieje druga „poszlaka" wskazująca na Boskość Jezusa: Jego 
nadzwyczajne czyny. 
• Pewnego dnia jakiś trędowaty zbliżył się do Niego i poprosił o uzdrowienie. Jezus nakazał, 
by  został oczyszczony, i trędowaty natychmiast został uzdrowiony (Mt 8,3). 
• Innego dnia pewien setnik poprosił Go o uzdrowienie sługi. Jezus spełnił jego prośbę, nie  
udając się nawet do domu chorego (Mt 6,7). 
• Człowiekowi o imieniu Jair umarła dwunastoletnia córeczka. Jezus przywrócił ją do życia 
(Mk  5,23n). To samo zdarzyło się, gdy wchodził do miasteczka, skąd wynoszono zmarłego 
syna  wdowy.    Jezus  zatrzymał  orszak  żałobny,  dotknął  zwłok  i  powiedział:  „Młodzieńcze, 
powiadam ci, wstań!"  - i „zmarły siadł i począł mówić, a Jezus oddał go matce" (Łk 7,14-15). 
•  Umarł  Łazarz,  Jego  przyjaciel.  Został  pochowany.  Przybył  Jezus  i  nakazał:  „Usuńcie 
kamień".    Marta,  siostra  zmarłego,  powiedziała:  „Panie,  już  cuchnie.  Leży  bowiem  od 
czterech  dni  w    grobie".  Jezus  odrzekł  jej:  „Czyż  ci  nie  powiedziałem,  że  jeśli  uwierzysz, 
ujrzysz  chwałę    Bożą?"  Wówczas  odsunęli  kamień.  Jezus  zawołał  donośnym  głosem: 
„Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!" I  wyszedł zmarły, mając ręce i nogi powiązane opaskami, a 
twarz jego była zawinięta chustą. Jezus  rzekł im: „Rozwiążcie go i pozwólcie Mu chodzić" (J 
11,39-44). 
• Pewnego dnia wielka burza rozpętała się  nad jeziorem  Tyberiadzkim.  Życie Jezusa i Jego  
uczniów było w niebezpieczeństwie. Jezus jednym słowem uciszył burzę (Mk 4,39). 
Czyny niesłychane, nadzwyczajne, które oszałamiają. Kim jest Ten, który uzdrawia chorych i  
wskrzesza  umarłych?  „Kimże  On  jest,  że  nawet  wichry  i  jezioro  są  Mu  posłuszne?"  (Mk 
8,27).  Czy    człowiek  może  dojść  aż  tak  daleko?  Czy  ten  Jezus  nie  ukrywa  bezmiernej 
tajemnicy? 
 

background image

Podążam za królem 
Pewnego  dnia  na  początku  lata  król  Persji  postanowił  udać  się  do  swego  letniego  domu  w 
górach.    Zabrał  ze  sobą  giermków,  dworzan,  służbę,  cały  dwór.  Wyruszył  karawaną 
wielbłądów i koni,  wioząc ze sobą szkatułę pełną cennych pereł i kosztowności. Podczas gdy 
zdążał i ścieżką  górską, wielbłąd, który niósł szkatułę, potknął się o kamień. Szkatuła spadła i 
tocząc się  uderzyła w głaz. Rozbiła się. Drogie kamienie rozsypały się na wszystkie strony: 
diamenty,  szafiry, rubiny, szmaragdy... Błyszczały w słońcu. Karawana stanęła. Król obejrzał 
się i  zobaczył, co się stało. Gestem wielkodusznej obojętności, wyciągając rękę powiedział: 
„Weźcie  je sobie". Wszyscy rzucili się, by pozbierać te błyszczące kamienie. Król na swym 
koniu wolno  podążył dalej. W pewnym momencie usłyszał za sobą odgłos kopyt końskich, 
jednego  konia.    Odwrócił  się  zaciekawiony:  był  to  giermek,  szesnastoletni  chłopiec.  Król 
spojrzał na niego  zdumiony. „Nie zatrzymałeś się, by pozbierać klejnoty?" 
A chłopiec z godnością odpowiedział: „Ja podążam za królem!" 
„Bóg, który byt przez 30 lat murarzem i cieślą, da sobie radę z gruzami mojej duszy". 
                                                                                                                             Hans  Urs  von 
Balthazar 
 
Trzecia poszlaka. Życie doskonałe 
 
Idźmy dalej. Jest jeszcze wiele rzeczy, które zdumiewają, gdy mówi się o Jezusie, np. o stylu  
Jego życia. Jezus był bezmiarem światła, miłości, pokoju, radości. W życiu zawsze szedł na  
całość: z całą dobrocią, szlachetnością. 
Gdziekolwiek się pojawiał, wnosił ze sobą falę świeżości, pogody ducha, entuzjazmu. 
Jego słowa zawierały energię zdolną wstrząsnąć umysłami i sercami. Pewnego dnia zobaczył  
człowieka  pobierającego  cło  i  powiedział  do  niego  po  prostu:  „Pójdź  za  mną!"  (Mt  9,9). 
Człowiek    (na  imię  miał  Mateusz)  wstał  i  poszedł  za  Nim.  Jedno  zdanie,  które  ukrywało 
nadludzką moc,  spowodowało, że rozpoczął nadzwyczajną przygodę!  
I dalej. 
Jezus  miał  w  sobie  nieskończenie  wiele  czułości.  Uczył,  że  miłość  znaczy  więcej  od  
inteligencji. Kochał wszystko za wyjątkiem grzechu i nijakości. Należał do wszystkich. Nie  
unikał towarzystwa ludzi przegranych. Wysłuchiwał ich, przebaczał, odradzał, podnosił. 
Domenico Sigalini przyrównuje Jezusa do huraganu wszelakiego dobra. Posłuchajmy go. 
„Przychodzi  jak  gospodarz  domu:  wyrzuca  uzurpatora,  zamiata  dom,  porządkuje  klepisko. 
Rodzina    ludzka  odnajduje  pokój,  dobrobyt.  Ślepi  widzą,  chromi  chodzą,  trędowaci  zostają 
uzdrowieni,    głusi  słyszą,  radość  i  szczęście  powracają  na  twarze  biedaków.  Odrzuceni, 
prostytutki,  grzesznicy, celnicy zostają przywróceni społeczności ludzkiej, natura nie stanowi 
więcej    zagrożenia,  grzesznicy  zostają  zdemaskowani,  ale  uzyskują  przebaczenie,  słabi  są 
przygarniani,    a  nie  potępiani,  głosi  się  sprawiedliwość,  prawdę,  szanuje  się  szczerość. 
Upadają  przeszkody,    ludzie  łączą  się,  podmuch  miłości  odświeża  życie,  stare  kości  znów 
ożywają.  Można  by  długo    kontynuować  wymienianie  znaków,  jakie  Jezus  pozostawił  tam, 
którędy przechodził. Znaki huraganu  o nazwie Jezus".  
Rzeczywiście Jezus był nadzwyczajny. Był jedynym, który zrealizował całkowicie  wielkość 
człowieczą. Oto, dlaczego czuje się dobrze pomimo swych dwóch tysięcy lat.  
Oto,  dlaczego nigdy się nie starzeje. Takiego Jezusa szuka się za wszelką cenę! Jak można 
nie szaleć  za Nim? Był tak doskonały, że aż Boski. Był święty: absolutna niewinność. 
Piłat nie znalazł powodu, by Go skazać (Mk 15,14). Jeden z łotrów ukrzyżowanych razem z 
Nim    musiał  przyznać:  „My  znaleźliśmy  się  tu  słusznie,  bo  odbieramy  zapłatę  za  uczynki 
nasze, lecz  On nie uczynił nic złego" (Łk 23,41).  
Nawet duchy nieczyste nazywały Go „Świętym Boga" i  krzyczały: „Przyszedłeś nas zgubić!" 
(Mk 1,24). Jezus - święty do najwyższej potęgi!  Wystarczyło zobaczyć, jak się modlił: musiał 
robić  wrażenie,  że  jest  tajemnicą  gorejącą,  skoro    kiedyś  uczniowie,  widząc  Go  modlącego 
się, błagali: „Panie, naucz nas modlić się" (Łk 11,1). 

background image

Ale Jezus był święty przede wszystkim dlatego, że chciał pełnić tylko wolę Boga. 
Pierwsze  słowa,  jakie  Ewangelista  wkłada  w  Jego  usta,  to:  „Czy  nie  wiedzieliście,  że 
powinienem  być w tym, co należy do mego Ojca?" (Łk 2,49). 
Jego ostatnie słowa na krzyżu są też akceptacją woli Bożej: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam  
ducha mojego" (Łk 23,46). Czynienie woli Boga stanowiło Jego pracę, Jego trud, Jego radość!  
Święty  Jan  porównuje  pragnienie  Chrystusa  wypełniania  woli  Ojca  do  pokarmu:  „Moim 
pokarmem jest  wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał" (J 4,34). W tym zdaniu zawarta jest 
tajemnica, która  ujawnia, że Jezus był Świętym Świętych. 
W  związku  z  tym  poważny  uczony  zadał  pytanie:  „Kim  jest  ten  Jezus,  który  modli  się  tak 
święcie,    który  żyje  w  tak  wielkiej  zażyłości  z  Bogiem,  który  umie  umrzeć  tak  niewinnie? 
Wszystkie  ludzkie miary zawodzą w tym wypadku" (Karl Adam). 
 
Jezus piosenkarza Luki Carboniego 
„Od  momentu,  w  którym  poznałeś  Jezusa  Chrystusa,  nie  możesz  nie  brać  Go  pod  uwagę 
dokonując  jakiegokolwiek wyboru, jakiegokolwiek kroku. 
Mogę określić się jako chrześcijanin, ponieważ pragnę nim być i dlatego, że przy całej mojej  
ignorancji czuję, że posłanie Chrystusa jest największe, najgłębsze, najbardziej rewolucyjne,  
jak  również  najpiękniejsze  spośród  wszystkich,  jakie  otrzymałem  w  życiu,  i  które  uznaję  za  
prawdę.  To  posłanie  jest  we  mnie  żywe,  onieśmiela  mnie,  zachęca  mnie  do  refleksji,  do  
nieustannego zmieniania się; każe mi przeżywać sprzeczności i niepokoje. Czasami daje mi 
pokój,  czasami mnie przeraża. 
Czuję głęboko tę obecność Boga; uciekam od niej, powracam, zapominam o Nim, odczuwam 
Co...  Warto poświęcić życie, aby podążać za prawdą Chrystusa". 
 
Jestem Ojcem 
W samotnie stojącym domu w nocy wybucha nagle ogień. Wszyscy wybiegają na zewnątrz, 
na  łąkę.  W    łunie  płomieni,  rozglądając  się  wokoło,  rodzice  zauważają,  że  brakuje 
najmłodszego,  pięcioletniego chłopca. W ogólnym popłochu również i on zszedł z innymi, 
ale  znalazłszy  się    jako  ostatni  na  końcu  schodów,  przed  drzwiami  opanowanymi  już  przez 
płomienie, w panice wrócił  na górę. I oto ukazuje się w oknie na piętrze, przerażony, płacząc 
rozpaczliwie. Jego ojciec  dostrzega go i krzyczy do niego: „Skacz!" Chłopiec rozpoznaje głos 
ojca, ale nie widzi go: jest  zbyt dużo dymu i strasznych płomieni.  
„Nie widzę cię, tatusiu!" 
„Ja ciebie widzę i to  wystarczy. Skacz na dół!"  
Dziecko posłusznie skacze i ląduje w ramionach ojca. 
 
Bóg jest Ojcem: zawsze widzi nas, choć my Co nie widzimy. Kocha nas zawsze, nawet gdy 
my  zapominamy Co kochać! 
  
Czwarta poszlaka. Ekspert w dziedzinie znajomości Boga 
 
Pozostają  jeszcze  dwie  oznaki,  świadczące  o  Boskości  Jezusa.  Jedna  z  nich  dotyczy 
wiadomości,  jakie On sam dostarcza nam na temat Boga. 
Jezus przekazuje nam informacje, tak szczegółowe, właśnie o Bogu, że rodzi się spontanicznie  
pytanie: czy ktoś tak szczery jak Chrystus może mówić takie rzeczy o Bogu, jeśli sam nie jest  
Bogiem? 
Odczytajmy  więc  dowód  Boskiej  tożsamości  Jezusa:  jest  zbyt  oryginalny,  rewolucyjny  i  
pokrzepiający, by nie radować się nim. Bóg Jezusa jest Bogiem wszystkich: „...On sprawia, że  
słońce  wschodzi  nad  złymi  i  nad  dobrymi  i  On  zsyła  deszcz  na  sprawiedliwych  i  
niesprawiedliwych" (Mt 5,45). Bóg Jezusa nie faworyzuje nikogo. Jest katolicki, uniwersalny:  
szuka również „ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych" (Łk 14,16-24). 
Bóg  Jezusa  jest  Bogiem  radosnym.  Wyprawia  uczty  sam  i  zaprasza  innych,  by  czynili 

background image

podobnie (Mt  22,1-14; Łk 15,7.9.23). Nieważne, że majątek został roztrwoniony. Ważne, że 
syn  powrócił:    „Będziemy  ucztować  i  bawić  się!"  (Łk  15,23).  Bóg  Jezusa  nawet  oszczędza 
nam  trudu  związanego  z    powrotem  gdyż  „gdy  ją  [owcę]  znajdzie,  bierze  z  radością  na 
ramiona" (Łk 15,5). 
Bóg Jezusa jest Bogiem bliskim: wie, czego potrzebujemy (Mt 6,8-32). 
Nikt  nie  może  być  wymazany  z  Jego  pamięci:  „nawet  włosy  nasze  na  głowie  wszystkie  są 
policzone"  (Mt 10,30). 
Mało tego: rzeczą najbardziej zaskakującą jest, że Bóg Jezusa jest Bogiem Ojcem (Mt 6,9).  
Nowość absolutna! Nikt nigdy nie ośmielił się zwrócić do Boga nazywając Go „Abba-Ojcze". 
„Abba"    było  zwrotem  pieszczotliwym,  jakim  dzieci  żydowskie  nazywały  swego  ojca,  a 
odpowiadał  on  mniej    więcej  słowu  „tatuś".  „Nikomu  nie  przyszło  na  myśl  -  pisze  teolog 
Leonardo  Boff-  używać  takiego    bezpośredniego  i  pospolitego  określenia  w  stosunku  do 
Boga". 
Byłoby  to  jednoznaczne  z  brakiem  szacunku  wobec  Jahwe  i  spowodowałoby  zgorszenie 
pobożnych  osób. A jednak Jezus we wszystkich modlitwach, które dotarły do nas, zwraca się 
do Boga w taki  właśnie sposób: „Abba". Ewangelie wkładają 170 razy to słowo w usta Jezusa 
(4 razy u Marka, 15  u Łukasza, 42 u Mateusza, 109 u Jana). 
Nowy  Testament  zachowuje  zwrot  „Abba",  aby  podkreślić  nowość  w  podejściu  Jezusa  do 
Boga. 
Nie  do  Boga  małostkowego,  wyrachowanego,  ale  Boga-Miłości.  Boga,  który  jest  cierpliwy 
wobec  wszystkich, tak wobec tych, którzy są zmuszeni jeść strąki, jak i wobec tych, którzy 
pozostają  w domu, a potem okazują gniew (przypowieść o synu marnotrawnym, Łk 15,11  -
32);  Boga,  który  tak    bardzo  chce  kochać,  że  udaje  się  na  poszukiwanie  nawet  jednego 
potrzebującego pomocy (Mt  18,10-14). 
 
Niestety, analizując dowód Boskiej tożsamości Jezusa, można nie docenić Jego uroku; przede  
wszystkim  ryzykuje  się  niezrozumienie  tej  wielkiej  prawdy:  jeśli  osoba  tak  poważna  i 
wiarygodna  jak Jezus mówi tyle i takich rzeczy o Bogu, sama musi być Bogiem. 
 
Bóg Jezusa 
 
Pewnego  razu  ktoś  poszedł  do  Buddy  prosząc  go,  by  powiedział  mu  coś  o  Bogu.  Budda 
podniósł  prawą rękę, położył palec wskazujący na ustach i zachował milczenie. Mądry Budda 
nie mógł nam  dać bardziej jasnej lekcji: o Bogu lepiej milczeć niż mówić. 
Tego  samego  uczył  w  XIX  wieku  filozof  duński  Soren  Kierkegaard,  gdy  mówił:  „Bóg  jest  
tajemnicą. Zamilknij!" Racja! Próbować zrozumieć Boga jest jak starać się zrozumieć jakieś  
słowo, analizując czcionki użyte do napisania go.  
Jednak na szczęście pewnego dnia zszedł na  ziemię wiarygodny Ekspert, który wyjawił nam, 
kim jest Bóg. Bóg jest przytuleniem, Bóg jest  pocałunkiem. Bóg jest Tym, kto biegnie nam 
naprzeciw. Bóg nas wzrusza. Bóg zaprasza nas na  ucztę (Łk 15,11-32). 
A więc Bóg nie jest straszny, groźny, zagniewany, jakim tyle razy przedstawiali Go ludzie. 
Bóg  Jezusa jest urzekający. Dzięki Ci, Jezusie! 
 
Wielki konkurs 
Pewnego  dnia  szach  ogłosił  konkurs  dla  wszystkich  artystów  swego  wielkiego  królestwa. 
Chodziło  o przedstawienie twarzy króla. 
Zjawili  się  Hindusi  z  cudownymi  farbami,  których  tajemnicę  znali  tylko  oni;  następnie 
Ormianie,    którzy  przynieśli  specjalną  glinkę,  potem  Egipcjanie  z  dłutami  nigdy  dotąd 
niewidzianymi  i    wspaniałymi  blokami  marmuru.  Na  koniec,jako  ostatni  zjawili  się  Grecy, 
którzy przynieśli  jedynie woreczek proszku. 
Wszyscy zostali zamknięci na całe tygodnie w osobnych salach pałacu królewskiego. 
W oznaczonym dniu przybył król. Podziwiał cudowne malowidła Hindusów, modele Ormian i 

background image

posągi  Egipcjan.  
Na  koniec  wszedł  do  sali  Greków.  Wydawało  się,  że  oni  nie  zrobili  niewielkiego:  swym  
miałkim  proszkiem  oczyścili  i  wypolerowali  marmurową  ścianę  sali  w  taki  sposób,  że  gdy 
król  wszedł do pomieszczenia, mógł podziwiać doskonałe odbicie swojego oblicza.  
Naturalnie Grecy  wygrali konkurs. Zrozumieli, że jedynie król mógł być obrazem króla. 
 
 
Jedynie ten, kto naśladuje Boga, może być jego obrazem. Bóg jest wiarygodnym programem,  
wiarygodnym  stylem  życia:  „Bądźcie  więc  wy  doskonali,  jak  doskonały  jest  Ojciec  wasz 
niebieski"  (Mt 5,48). 
Bóg chrześcijański nie jest Bogiem, o którym trzeba rozmyślać, ale którym trzeba żyć! 
 
Wybierz swój SMS 
 
Cała planeta ze wszystkim, co się na niej znajduje, bez tego Człowieka jest szaleństwem. 
 
Cud polega na tym, że świat nie miał nigdy i nigdy nie będzie miał kogoś takiego jak On. 
Fiodor Dostojewski 
 
Dopóki  choć jedna  osoba  umiera  z głodu,  a  ja  nie staję  się  chlebem  dla niej; dopóki  jeden 
człowiek pozostaje w więzieniu, a ja nie zrywam jego łańcucha, dopóki mam brata, który jest 
sam, a ja go nie zauważam, Chrystus jeszcze się dla mnie nie  narodził. 
Gandhi 
 
Każdy jest malarzem własnego życia: 
wola jest twórcą dzieła; kolorami są cnoty; 
Jezus Chrystus jest oryginałem, który należy odtworzyć. 
Grzegorz z Nyssy 
 
 Piąta poszlaka. „Powstał z martwych!" (Mk 16,6) 
 
Pozostaje „ratyfikacja" Boskości Jezusa: Jego zmartwychwstanie. Na grobie Juliusza Cezara, 
na  grobie Napoleona, króla Wiktora Emanuela, i na wszystkich innych można napisać: „Tu 
spoczywa".    Na  grobie  Jezusa  należałoby  napisać:  „Tu  nie  spoczywa".  Jezus  otwiera  grób  i 
zmartwychwstaje.  „Powstał z martwych, nie ma Go tu" (Mk 16,6). 
Zmartwychwstanie mówi nam, że Jezus nosił w sobie moc Boga. Starano się Go unicestwić, 
ale  On    powstał  z  martwych,  bardziej  żywy  niż  kiedykolwiek.  Chrystus  jest  Życiem,  które 
zwycięża  śmierć. Jest Światłem, które wypędza ciemności, jest Radością, która przezwycięża 
smutek.    Zmartwychwstanie  jest  najpiękniejszym  weekendem  w  całej  historii!  Bez 
zmartwychwstania  bowiem    panowałoby  jedynie  rozczarowanie.  Zmartwychwstanie 
Chrystusa  jest  wielkim  punktem  odniesienia    całego  chrześcijaństwa:  jest  wydarzeniem,  z 
którego  wywodzi  się  cała  nasza  wiara.  Jest    największym  ze  wszystkich  cudów,  gdyż 
potwierdza  wszystkie  inne  cudy.  Jest  największym  ze    wszystkich  słów,  gdyż  uwiarygodnia 
wszystkie.  Wiedzieli  o  tym  dobrze  Apostołowie,  którzy  (można    powiedzieć)  głosili  tylko 
Zmartwychwstanie Chrystusa (Dz 2,32; 3,15; 4,8-10). 
Szkoda,  że  ta  wiadomość  po  2000  lat  utraciła  swą  moc!  Jak  można  np.  głosić 
Zmartwychwstałego ze  smutnymi twarzami? Starożytny tekst apostolski „Pasterza z Ermy" z 
II wieku mówi: „Wszystkie  osoby pogodne czynią dobro. Człowiek smutny natomiast zawsze 
czyni zło". Oto, dlaczego św.  Paweł nalega: „Zawsze się radujcie" (1 Te 5,16); „Radujcie się 
zawsze w Panu!" (Flp 4,4). 
Z pewnością pierwsi chrześcijanie umieli się radować więcej 
od nas. 

background image

Czuli się odpowiedzialni za prawdziwą radość świata: za tę 
przyniesioną przez Jezusa (J 15,11). Widocznie nie oddalili 
się od Zmartwychwstania. Dlatego zarażali innych radością. 
 
Zmartwychwstał, gdyż jest Bogiem 
Święta Wielkanocne obchodzi się prawie zawsze w kwietniu. W kwietniu rozkwita naprawdę  
wszystko:  świat  okrywa  się  trawą,  kwiatami,  niezliczonymi  młodymi  pędami,  rozbrzmiewa 
śpiewem  ptaków... 
Kwiecień jest zaproszeniem do świętowania Paschy- uczestnictwa w „Wielkim Przejściu"! 
Dokonać tego Przejścia - to wyjść na światło, nie żyć w ukryciu. 
Być uczestnikiem Paschy to skończyć z siedzeniem w fotelu i użalaniem się. 
Świętować Wielkanoc to wierzyć, że słońce czeka na ciebie poza pieczarą. 
Świętować Wielkanoc to wyrzucić do śmietnika czarne okulary. 
Świętować  Wielkanoc  to  mieć  radosną  wiarę.  Świętować  Wielkanoc  to  mniej  się  lękać,  a 
więcej  ufać. Świętować Wielkanoc to nie tracić nigdy chęci rozkwitania na nowo. 
Świętować Wielkanoc to myśleć: śmierć mija, życie pozostaje. 
Świętować Wielkanoc to organizować zmartwychwstanie świata. 
Im bardziej będę świętować Wielkanoc, tym bardziej głosić będę wielką prawdę: nasz Jezus  
zmartwychwstał, gdyż nasz Jezus jest Bogiem! 
 
                                                                                   * 
Chrystus  był  Miłością.  Głosił  słodycz  łez  i  piękno  braterstwa.  Protestował  przeciwko 
nienawiści  i kłamstwu. Rozlał smutek pokonanego na góry, lasy, brzegi mórz.  
Był  lilią  i  jeziorem,    bezmiarem  i  kwiatem  leśnym,  sercem  i  zdumieniem  nad  nieznanym. 
Widział i płakał. Jego oczy  patrzyły i przekonywały. 
Szedł  przez  pola  głosząc  miłość  do  wszystkich  istot.  Pouczał  o  równości  i  był  pełen 
współczucia  dla ubóstwa... dlatego ubodzy Go kochali... I odszedł. 
                                                                                                                Federico Garcia Lorca 
 
Dowód najbardziej przekonujący 
 
Po  tym  wszystkim,  co  powiedzieliśmy,  możemy  jeszcze  podać  ostatni  dowód  na  korzyść 
Jezusa-Boga.  Dowód, który może być najbardziej przekonujący, a z pewnością najłatwiejszy 
do  zrozumienia.  Tym    dowodem  jest  świadectwo  tych  (a  są  ich  miliony),  którzy  żyją  dla 
Chrystusa. 
To ludzie, którzy pracują za darmo, a są przecież inteligentni.  
To ludzie, którzy harują, a  jednak są pogodni.  
To ludzie, którzy niosą krzyż, ale nie obarczają nim innych.  
To ludzie,  którzy walczą, ale nie zabijają.  
To ludzie cisi, ale nie słabi. 
To ludzie szczęśliwi i niezrezygnowani.  
To ludzie, którzy cierpią, a mimo to śpiewają i idą  naprzód.  
To ludzie prości, którzy jednak mają styl Boga.  
Kto  ich  przemienił  w  sól  ziemi  i    światło  świata?  -Jedynie  moc  Boska  powoduje  takie 
przemiany! 
Dlaczego  tak  się  zachowują?  Nikt  nie  odgrywałby  przypowieści  o  dobrym  Samarytaninie 
codziennie  i przez wszystkie godziny - dla zwykłego człowieka. Dla kogoś przeciętnego nie 
umywa się nóg  drugiemu człowiekowi. Za zwykłego człowieka nie oddaje się życia! 
Oto świadectwo najbardziej wymowne Boskości Jezusa. Świadectwo pokorne, biedne, wolne, 
dobre,  które napotykasz np. w Cottolengo w Turynie, w brazylijskich dzielnicach nędzy, w 
domach, w  których ratuje się narkomanów, w „Domach--rodzinach"... 
Świadectwo twoje i moje; wszystkich, którzy w życiu codziennym kochamy Jezusa, gdyż jest 

background image

nie  tylko naszym Bratem i Wzorem, ale Kimś o wiele większym: jest naszym Bogiem. 
  
Wybierz swój SMS 
 
Z miłości Bóg na ziemię przyszedł. 
Miłością było Jego życie. 
Z miłości swoje życie oddał. 
Dzięki Miłości zmartwychpowstał. 
 
Proszę was, młodzi ludzie, zapomnijcie o słowie „Ewangelia", 
jeśli dla was znaczy ono jedynie obowiązki, ofiarę, smutek. 
Jezus nigdy nie pragnął mieć wokół siebie niezadowolonych. 
Czynił wręcz cuda, aby budzić zadowolenie, 
a pierwszym, jaki uczynił, była przemiana wody w wino. 
Gdyby dzisiaj powrócił, czyniłby podobnie. 
 
Nauczył nas mówić nie: „Ojcze nasz, jeśli jesteś w niebie", 
ale: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie". Twój Bóg, Jezu, 
jest Bogiem pewnym, bezpiecznym. Na Nim mogę oprzeć 
moje życie jak na skale (Pwt 32,4). 
 
Dzisiaj  wiem,  że  twarz  ludzka,  choćby  nie  wiem  jak  nędzna,  spoliczkowana  —  staje  się  
natychmiast twarzą Jezusa. 
Michel Tournieri 
 

 

To do ciebie się zwraca 
„Przede  wszystkim  uderza  mnie  to,  że  przesłanie  Chrystusa  jest  zwrócone  do  jednostek,  do  
poszczególnych osób. „Ty" dla Chrystusa zawsze ma przewagę nad „wy". On zwraca się do 
osoby.    Już  samo  to  jest  faktem  niezwykłym  dla  kultury  żydowskiej,  całej  nastawionej  na 
wspólnotę,  na    lud.  Ale  również  dla  innych  kultur  religijnych  starożytności  nie  jest  typowy 
przywódca    religijny,  kierujący  swe  przesłanie  do  poszczególnych  osób.  Również  dlatego 
nowoczesny  Zachód    jest  nie  do  pomyślenia  bez  Ewangelii:  jest  ona  tam,  gdzie  działa  ta 
Osoba, która zwraca się nie  do masy ludzkiej, ale do każdego z osobna i mówi: „ty musisz"; 
jest tam, gdzie tworzy się  pojęcie „ja", indywidualności, podmiotu, osoby. Wielcy myśliciele 
starożytności nie potrafili  zobaczyć osoby jako całości, tak jak my ją rozumiemy i jak została 
przedstawiona jedynie w  Ewangeliach, skąd ten współczesny jej obraz się wywodzi". 
                                                                                                                                                   
Ida Magli 
 
Rozpowszechniać Wielkanoc 
 Był świt. Kobieta o imieniu Maria udała się do grobu Jezusa. Ale grób był pusty!  
Co się stało z  Jezusem?. 
Odpowiedź  dali  dwaj  aniołowie  w  lśniących  szatach.  „Dlaczego  szukacie  żyjącego  wśród 
umarłych?  Nie ma Go tu, zmartwychwstał!" 
W  średniowieczu  często  przedstawiano  Zmartwychwstałego  zasłoniętego  chmurami,  ale 
nogami    widocznymi,  skierowanymi  ku  ziemi.  Miało  to  oznaczać:  Jezus  zniknął,  ale  nie 
odszedł,  znajduje    się  wszędzie.  Te  nogi  są  niczym  aniołowie  mówiący  do  Apostołów: 
„Dlaczego stoicie i patrzycie w  niebo? Idźcie na cały świat i głoście, że Chrystus żyje!" Otóż 
to: Jezus ma nogi poniżej  obłoków, abyśmy kontynuowali Jego wędrówkę. Wstąpił do nieba, 
ale nogi pozostawił na ziemi.  Nasze nogi.  
A więc...idźmy! 
Wielkanoc 

jest 

zadaniem; 

Wielkanoc 

jest  zobowiązaniem:  zobowiązaniem  do 

background image

rozpowszechniania  życia, pokoju, radości. 
 
Modlitwa nietoperzy 
 
Panie, Ty, który powiedziałeś o nas 
„moje baranki"; 
może popełniłeś błąd. 
My jesteśmy nietoperzami 
kochającymi noc, gdyż obawiamy się wolności Dnia, 
który nam dałeś. 
Dnia pełnego światła, zmartwychwstania, 
o niekończących się horyzontach, 
oczyszczonego wiatrem Ducha 
bez granic. 
Dnia oślepiającego, 
w którego bezmiarze 
można się zagubić. 
Dnia pełnego chwały, 
kiedy to taniec i świętowanie 
są obowiązkowe. 
Dnia rozbrzmiewającego... 
A my, mimo cudowności 
jutrzenki, która pragnie 
nas sobą upoić, 
milczący wracamy do domu, 
by zawisnąć głową w dół 

nie widzieć tego światła, które zakłóca 

nasze odrętwienie, 
i które mogłoby przemienić nas w orły. 
Obudź nas, Panie: 
za bardzo staliśmy się nietoperzami! 
                                                                 Piero Gribaudi 
 
Bóg niesłychany 
 
Nadzwyczajny Bóg Jezusa 
 
Właśnie dlatego, że Jezus był Bogiem, umiał tak dobrze mówić o Bogu. Zawsze, na każdej 
stronie    Ewangelii.  Raz  jednak  był  szczególnie  wspaniałomyślny:  objawił  nam  praktycznie 
wszystko  to,  co    musimy  wiedzieć  o  Bogu.  Było  to  w  dniu,  w  którym  opowiedział 
przypowieść najpiękniejszą ze  wszystkich, najważniejszą ze wszystkich czterdziestu dwóch, 
jakie  nam  przekazał:  przypowieść    nazywaną  przez  nas  często  przypowieścią  o  synu 
marnotrawnym, ale tak naprawdę powinna nosić  tytuł: „O Bogu Ojcu" (Łk 15,11-32). Może 
nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy, ale tego dnia  ludzkość otrzymała największy dar. 
Przypowieść o Bogu Ojcu jest cenniejsza od wszystkich odkryć, od wszystkich wynalazków, 
od    wszystkich  ksiąg,  wszystkich  powieści,  wszystkich  filmów.  Jest  nie  tylko  arcydziełem 
literackim  (stwierdzają to ludzie kompetentni); jest przede wszystkim kopalnią wiadomości 
pięknych,  ożywczych. Wprawdzie nie uczy nas robienia pieniędzy, wprawdzie nie służy do 
rozwiązywania  problemu zanieczyszczenia środowiska, nie zamyka dziury ozonowej, która 
nam grozi... jednak  przypowieść ta pozwala nam zobaczyć rzeczy w inny sposób; pozwala 
żyć również wtedy, gdy słońce  mocno pali. Ta przypowieść pozwala nam znosić śmierć! Bez 
niej ludzkość byłaby biedniejsza i  smutniejsza.  

background image

Ale dość wstępu. Przejdźmy do radowania się nią. 
 
Chrześcijanin i poganin 
Pewnego  dnia  chrześcijanin  i  poganin  spotykają  się  z  biednym  człowiekiem.  Chrześcijanin 
daje mu  swój płaszcz. Wówczas poganin mówi: „Widocznie sądzisz, że jest Bogiem!" 
Chrześcijanin odpowiada mu: „Nie, po prostu wiem, że jest człowiekiem!" 
 
Fotografia Boga w sześciu ujęciach 
 
Pewnego  dnia  syn  poprosił  ojca  o  przypadającą  na  niego  część  majątku.  Ojciec  natychmiast  
spełnił  prośbę.  Syn  zabrał  wszystko  i  odjechał  w  dalekie  strony,  a  tam  roztrwonił  swój 
majątek,  żyjąc rozrzutnie. 
Gdy zaczął cierpieć niedostatek, najął się do pracy u kogoś, kto posłał go na pole do pasania  
świń. Był tak głodny, że zazdrościł świniom strąków, którymi się żywiły, lecz nie dostawał  
nawet tego. 
Wtedy  przypomniał  sobie  dom  swego  ojca.  Powrócił  tam...  Tutaj,  po  części  mrocznej, 
zaczyna się  część jasna przypowieści (Łk 15,11 -32). Na scenę wkracza Ojciec. 
Jezus, by wyryć w oczach i sercu obraz Protagonisty, używa sześciu czasowników, które są 
niczym  sześć uderzeń dłuta artysty, wykuwającego posąg Boga nadzwyczajnego!  
Sześć czasowników, które  należy smakować osobno, jeden po drugim. 
  
Dla mnie jest... 
 
Jezus jest dla mnie: 
Słowem, które trzeba wypowiedzieć. 
Prawdą, która musi być głoszona. 
Drogą, którą musimy podążać. 
Światłem, które należy zapalać. 
Miłością, którą trzeba kochać. 
Radością, którą trzeba się dzielić. 
Darem, który trzeba ofiarować. 
Pokojem, który należy szerzyć. 
Chlebem, który trzeba spożywać. 
Głodnym, którego należy nakarmić. 
Spragnionym, którego pragnienie należy ugasić. 
Osamotnionym, którego trzeba przygarnąć. 
Starcem, któremu musimy pomóc. 
Jezus jest moim Bogiem. 
Jezus jest moim Oblubieńcem. 
Jezus jest moim Życiem. 
Jezus jest moją jedyną Miłością. 
Jezus jest moim Wszystkim. 
Jezus jest dla mnie Jedyny. 
                                                    Matka Teresa z Kalkuty 
 
Zobaczył go 
 
Syn był jeszcze daleko, ale Ojciec już go zobaczył (Łk 15,20). Bóg dostrzega jako pierwszy. 
Bóg    jest  zawsze  czujny,  nigdy  nas  nie  opuszcza.  Bóg  patrzy  na  nas,  by  nam  pomóc:  „Oto 
oczy Boga nad  tymi, którzy się Go boją, nad tymi, co ufają Jego łasce, aby ocalił ich życie od 
śmierci i  żywił ich w czasie głodu" (Ps 33,18-19). 
Bóg  nie  jest  szpiegiem,  nie  jest  policjantem  zawsze  gotowym  do  wlepienia  nam  mandatu! 

background image

Oczy  Boga   są  jak oczy  ojca  z  przypowieści,  który  wyczekuje  i długo  wypatruje, marząc  o 
powrocie syna. 
Oczy  Boga  są  oczyma,  które  szukają  nas  z  zatroskaniem.  Istnieje  bardzo  wymowna 
opowiastka  na    ten  temat.  Pewnego  dnia  dwaj  bogaci  kupcy  postanowili  rozpocząć 
poszukiwanie najcenniejszej  rzeczy na świecie. Mieli się spotkać po znalezieniu takiej rzeczy. 
Pierwszy  nie  miał    wątpliwości:  wyruszył  na  poszukiwanie  klejnotu.  Przemierzył  morza  i 
pustynie,  był  na  szczytach    gór,  odwiedzał  miasta.  Wreszcie  znalazł:  był  to  klejnot,  który 
błyszczał najpiękniej pod  słońcem. Powrócił więc do ojczyzny i czekał na przyjaciela.  
Minęło wiele lat, nim przyjaciel  powrócił. Nic dziwnego: wyjechał na poszukiwanie Boga! 
Radził się największych mistrzów,  czytał, studiował, ale Boga nie znalazł.  
Pewnego  dnia,  gdy  po  tak  długim  poszukiwaniu  siedział    nad  brzegiem  rzeki,  zobaczył 
kaczkę,  która  pośród  trzcin  szukała  swoich  piskląt,  które  oddaliły    się  od  niej.  Małe  były 
liczne, a do tego bardzo swawolne. 
Kaczka szukała ich aż do zachodu słońca, kiedy to wreszcie doprowadziła ostatnie kaczątko 
pod  swoje skrzydła. 
Wówczas człowiek uśmiechnął się i powrócił do kraju.  
Gdy  przyjaciel  go  zobaczył,  pokazał  mu    swój  klejnot  i  z  niepokojem  zapytał:  „A  ty,  co 
cennego znalazłeś? Pewnie coś wspaniałego, jako  że tyle lat cię nie było. Widzę to po twoim 
uśmiechu..." 
„Szukałem Boga" - odpowiedział zapytany.  
„I znalazłeś Co?" - spytał zaciekawiony przyjaciel.   
„Odkryłem, że to On mnie szukał!" 
Oczy  Boga:  oczy  poszukujące!  Więcej  jeszcze:  oczy,  które  płaczą  ze  wzruszenia.  Ujawnia 
nam to   
drugi czasownik z przypowieści. 
  
Jesteś na mojej drodze 
 
Jezu, jesteś na mojej drodze, 
spotykam Cię każdego dnia. 
Jesteś w ludziach, którzy się spieszą, 
w towarzyszach zabaw, 
w nauczycielach, którzy mnie uczą, 
w rodzicach, którzy mnie upominają, 
w dziadkach, którzy czekają na mnie, 
w policjantach, 
którzy zatrzymują mnie przy światłach, 
w kierowcy ciężarówki, 
która blokuje mi drogę, 
w piłkarzu, którego podziwiam, 
w katechecie, który mówi mi o Tobie, 
w cudzoziemcu, który czuje się prześladowany. 
Spraw, bym Cię rozpoznał, 
nim zapadnie mroki 
 
Wzruszył się 
 
Gdy tylko ojciec ujrzał syna, jego serce zadrżało: wzruszył się (Łk 15,29). Bóg Jezusa nie jest  
Bogiem  zimnym,  Bogiem  oschłym,  jakim  wyobrażali  Go  sobie  najinteligentniejsi  poganie. 
Bóg  Jezusa jest Bogiem namiętnym, płomiennym: Bogiem pełnym zapału, ognia! 
Zresztą  włoskie  słowo  „Dio",  określające  Pana  nieba  i  ziemi,  pochodzi  od  „div",  co  w  
sanskrycie,  starożytnym  języku,  oznaczało"  światło",  „splendor",  „ciepło".  Nie  bez  powodu  

background image

pierwsi chrześcijanie byli nazywani „synami światła".  
Ale powróćmy do naszej przypowieści.  
A  więc Ojciec wzruszył się. Wzruszył się, gdyż jego serce jest niejako podwójne: ojcowskie i  
matczyne zarazem! „Jak się lituje ojciec nad synami, tak Bóg lituje się nad tymi, co się Go  
boją" (Ps 103,13). „Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę" (Iz 66,13).  
Aby    lepiej  zrozumieć  podwójną  naturę  serca  Ojca,  wielki  malarz  holenderski  Rembrandt, 
żyjący w XVII  wieku, w jednym ze swych wspaniałych obrazów, przedstawiającym właśnie 
„Powrót syna  marnotrawnego", namalował Ojca o dwóch różnych rękach: jednej szczupłej i 
delikatnej jak ręka  kobieca, drugiej masywnej jak ręka mężczyzny.  
Krytyk  Natale  Maffioli  komentuje:  „Ręka,  która    pieści,  ręka  która  uzdrawia,  ręka  która 
pociesza, która karmi, ręka, która dodaje otuchy, która  mówi „dobranoc"; ręka Boga podobna 
do ręki matki. Ręka, która wyczekuje, ręka wyciągnięta,  ręka, która chroni, ręka, która karci, 
ręka, która tworzy, która podnosi - ręka Boga podobna do  ręki ojca!"  
Pewna  dziewczynka  napisała  w  wypracowaniu:  „Bóg  jest  tatusiem,  który  kocha  tak  jak  
mamusia".  Jezus  mówi  nam  po  prostu,  że  „Bóg  jest  Ojcem".  Koniec,  kropka.  Bóg  jest 
kochającym  Ojcem. I czeka na nas. 
Czeka  na  nas,  tak  bardzo  pragnąc  naszego  powrotu,  że  gdy  tylko  z  daleka  nas  dostrzega, 
zaczyna  biec... I tak znaleźliśmy się przy trzecim czasowniku. 
 
„Chrystoterapia". Ale co to jest? 
Na  pewnym  średniowiecznym  obrazie  malarz  przedstawił  Chrystusa  za  stołem  w  aptece.  Z 
czułym i  budzącym zaufanie wyrazem twarzy podaje swoim klientom słoiki z napisem: „Lek 
na każdą  chorobę". Jezuita amerykański Bernard J. Tyrrel pod wpływem tego obrazu napisał 
książkę i  zatytułował ją:  
„Chrystoterapia". 
Ten tytuł oznacza, że Jezus stanowi najlepszą kurację, jest dla człowieka najlepszym lekiem 
na   
świecie.  
To stuprocentowa prawda! 
Gdyby  choć  jedna  kropla  krwi  Chrystusa  znalazła  się  w  naszych  żyłach,  świat  umyłby 
wreszcie  twarz i ziemia zaczęłaby się obracać we właściwym kierunku. 
 
Wybiegł naprzeciw niego 
 
W  świecie  wschodnim  osobie  starszej  nie  wypadało  biegać.  A  jednak  Ojciec,  gdy  tylko 
zobaczył    syna,  „wybiegł  naprzeciw  niego"  (Łk  15,20).  Miłość  uzewnętrznia  się  i  podrywa 
Co.  Gdyby  Jezus    nie  opowiedział  tej  przypowieści,  którą  teraz  z  radością  rozważamy,  nie 
wiedzielibyśmy,  że    człowiek  bardziej  przyciąga  Boga  niż  magnes  żelazo.  Boga,  który  nie 
bawi  się  w  subtelności:    najważniejsze  jest  zbawienie  syna,  nawet  jeśli  musi  przy  tym 
zlekceważyć  obowiązujący  „savoir    vivre".  Bez  tej  przypowieści  nie  wiedzielibyśmy,  że 
mamy  Boga,  który  wybiega  naprzeciw  każdemu,    również  naprzeciw  „biednym,  kalekom, 
niewidomym, chromym" (Łk 14,16-24). Boga, który biegnie i  dociera do każdego człowieka 
nieprawdopodobnymi drogami. 
Jeden  tylko  przykład.  Do  Jacquesa  Loewa,  najpierw  adwokata,  potem  dokera  w  porcie  w 
Marsylii    przez  13  lat,  wreszcie  dominikanina  i  założyciela  „misji  robotniczej"  we  Francji, 
Bóg dotarł w  płatku śniegu: „Biorąc płatek śniegu i widząc jego doskonałość, jego piękno, 
różniące go od  wszystkich innych płatków, odczułem (to nie było rozumowanie) intensywnie, 
że Ktoś stał za tym  małym płatkiem śniegu! Było takie piękno, taka wielkość, a jednocześnie 
taka inność w rzeczy  tak nietrwałej, że jakaś inteligencja, jakaś myśl,  miłość- musiała stać 
również za tym małym  płatkiem śniegu, który roztopił się, gdy tylko wziąłem go do ręki". 
 
Piękny czy brzydki 

background image

„Chrystus  mógł  być:  piękny,  brzydki,  jasnowłosy,  wysoki,  niski,  śródziemnomorski, 
oliwkowy,    surowy,  serdeczny.  I  każdy  ma  prawo  przedstawiać  Go  w  sposób,  w  jaki 
Ewangelie go inspirują.  Chrystusa określa przede wszystkim to, co powiedział i zrobił, kim 
jest i będzie. Chrystus jest  kluczem, nadzieją, gwarancją, sensem dni, mocą. Jest Bogiem". 
                                                                                                                                              
Ciorgio Torelli 
 
Rzucił mu się na szyję 
 
 Bóg  wie,  że  w  gruncie  rzeczy  wszyscy  cierpimy  z  braku  czułości:  wszyscy  potrzebujemy 
kogoś,  kto    by  nas  przytulił.  Obojętnie  -  mali  czy  duzi:  wystarczy  być  człowiekiem,  by 
potrzebować  miłości.    Poeta  Giacomo  Leopardi  w  liście  do  brata  Carla  z  listopada  1822  r. 
wołał:  „Kochaj  mnie,  na    Boga!  Potrzebuję  miłości,  miłości,  miłości!"  A  w  lipcu  1828  r. 
powtarzał:  „Nie  potrzebuję    sławy,  szacunku  ani  innych  podobnych  rzeczy,  ale  potrzebuję 
miłości!" 
W  czasie  potrzebnym  czytelnikowi,  by  przeczytać  do  końca  ten  wers,  urodzi  się  na  świecie 
czworo    dzieci.  Otóż  gdyby  od  razu  umiały  mówić,  wiecie,  co  by  powiedziały? 
Powiedziałyby:  „Nie    jesteśmy  kamieniami  i  nie  wystarcza  nam  istnienie;  nie  jesteśmy 
roślinami  i  nie  wystarcza  nam    oddychanie.  Nie  jesteśmy  zwierzętami  i  nie  wystarcza  nam 
jedzenie.  Jesteśmy  dziećmi,  jesteśmy    malutkimi  ludźmi  i  potrzebujemy,  by  ktoś  się  o  nas 
troszczył!" 
Człowiek ma wrodzoną potrzebę przynależności: nikt nie chce być dzieckiem niczyim! 
Ojciec o tym wie: dlatego nas przytula, dlatego pozwala ponieść się emocji i rzuca się synowi  
na szyję (Łk 15,20). W ten sposób - proszę zauważyć - nie dopuszcza do tego, by syn ukląkł i  
prosił  go  o  przebaczenie.  Delikatność  Ojca!  Delikatność,  która  dotyczy  nas  wszystkich  i 
zawsze. 
Może o tym nie myślimy, może wręcz nie wydaje się to nam prawdziwe, gdy sprawy układają 
się  źle, ale również wówczas Bóg otacza nas swym ramieniem.  
Przypomina nam o tym pewien nieznany  Brazylijczyk w tym pięknym wyznaniu: „Miałem 
sen.  Śniło  mi  się,  że  szedłem  po  piasku  w    towarzystwie  Pana,  a  na  ekranie  nocy  były 
wyświetlane wszystkie dni mojego życia. Spojrzałem za  siebie i zobaczyłem, że przy każdym 
dniu mego życia, wyświetlanym na filmie, ukazywały się  cienie na piasku: jeden mój i jeden 
Pana. Wreszcie wszystkie dni się wyczerpały. Wówczas  zatrzymałem się. Patrząc za siebie 
zauważyłem,  że  w  niektórych  miejscach  był  tylko  jeden  cień.    Te  miejsca  pokrywały  się  z 
najtrudniejszymi  dniami  mego  życia.  Powiedziałem  do  Pana:  „Czyż  nie    przyrzekłeś  mi,  że 
będziesz  ze  mną  przez  wszystkie  dni?  Dlaczego  pozostawiłeś  mnie  samego  w    najgorszych 
momentach?"  
A Pan odpowiedział: „W dniach, w których widziałeś jeden cień na  piasku, Ja niosłem ciebie 
na rękach".  
Bóg bierze nas na ręce, by móc nas pocałować. I tak  dochodzimy do piątego czasownika. 
 
Wybierz swój SMS 
 
O Boże, dla Ciebie doświadczenie Ojca, a dla mnie radość syna. 
 
O Panie, 
pragnę myśleć o Tobie teraz, a nie w dziewięćdziesiątej minucie. 
 
Spraw, bym nigdy nie utracił zaufania do Ciebie! 
Byłbym zagubiony jak mewa, 
która utraciła morze. 
 

background image

Nie wystarcza mi wiara w Ciebie: to zbyt mało. Ja Ciebie kocham! 
 
Ucałował go 
 
Ojciec „ucałował go" (Łk 15,20). Uściskać  - to już dużo. Ale ucałować znaczy więcej! Bóg 
zawsze    angażuje  się  bez  reszty.  Nie  dawkuje  miłości  kroplomierzem.  On  wie,  że  miarą 
miłości jest  miłość bez miary. 
A więc zamiast oburzać się na syna-egoistę i marnotrawcę, ucałował go. 
Pocałunek  z  przypowieści  o  synu  marnotrawnym  jest  najważniejszy  ze  wszystkich 
pocałunków,  jakie    znajdujemy  w  Ewangelii:  zostawmy  (co  oczywiste)  pocałunek  Judasza 
(Mk 14,45) i pomyślmy o  pocałunku skruszonej grzesznicy, która całowała stopy Jezusa (Łk 
7,45). 
Pocałunek  Ojca  jest  najważniejszy  ze  wszystkich,  gdyż  przedstawia  szczyt  tego,  co  Jezus 
chce,  byśmy wiedzieli o Bogu: szczyt Jego przesłania teologicznego. Pocałunek bowiem jest 
gestem  pełnym znaczeń. Całując jakąś osobę przekazuje się tysiące pozytywnych przesłań: 
Czuję  się    dobrze  z  tobą,  kocham  cię,  jesteśmy  bliskimi  przyjaciółmi,  jestem  bardzo  blisko 
ciebie... 
Słusznie  w  świętej  księdze  muzułmanów,  w  Koranie,  czyta  się:  „Bóg  jest  bliżej  ciebie  niż 
twoja  aorta" (50,16). Przypomina nam to również Karol J. Jung, jeden z ojców psychoanalizy, 
który na  drzwiach swego domu w Zurychu kazał wyryć takie zdanie: „Bez względu na to, czy 
Boga wzywamy,  czy nie, On zawsze jest obecny". Obecny w naszym sercu, jak nam objawił 
Jezus:  „Jeśli  Mnie  kto    miłuje,  będzie  zachowywał  moją  naukę,  a  Ojciec  mój  umiłuje  go  i 
przyjdziemy do niego, i  będziemy w nim przebywać" (J 14,23).  
Nie można sobie wyobrazić Boga bardziej bliskiego! Dlatego  niektórzy teologowie, zamiast 
mówić o Trójcy,  mówią o „Czwórcy", to jest o czterech osobach:  czwarty byłby człowiek, 
włączony w Trójcę. 
Ale pocałunek Ojca prowadzi nas do kolejnego spostrzeżenia. Osobie, która nas całuje, trudno  
mówić „pan"; raczej: „ty". Z osobą, która nas całuje, nie możemy rozmawiać z lękiem. A więc  
dlaczego  nie  zmienić  w  liturgii  Mszy  świętej  tego,  co  mówimy  tuż  przed  modlitwą  „Ojcze 
Nasz"?    Szczerze  mówiąc,  niezrozumiały  jest ten  wstęp:  „Wezwani  zbawiennym  nakazem  i 
oświeceni  pouczeniem Bożym, ośmielamy się mówić". 
Nie,  nie  „ośmielamy  się"  mówić,  ale  „pragniemy"  mówić.  Z  Ojcem  tak  bliskim,  jakim 
przedstawił  nam Go Jezus, rozmawia się z wielką chęcią, z miłością, a nie ze skrępowaniem. 
Bardziej niż  obawiać się Boga, trzeba Go kochać. Kochać, gdyż On kocha nas bezgranicznie!  
Rzeczywiście  wspaniałomyślność Boga jest niesłychana!  
W  samej  naszej galaktyce, na  Drodze  Mlecznej  istnieje   ponad sto  miliardów gwiazd: około 
18  na  każdego  mieszkańca  ziemi!  Ale  to  nie  jest  największa    hojność.  Istnieje 
wspaniałomyślność mniej  widoczna, ale nieskończenie  większa,  delikatniejsza.    Obrazuje  ją 
króciutkie  opowiadanie:  „Mówi  się,  że  Bóg  trzyma  każdą  osobę  na  nici.  Otóż  gdy  ktoś  
popełnia błąd, grzech, nić zrywa się. Wówczas Bóg związuje zerwaną nić. I dzieje się tak, że 
im  bardziej ktoś oddala się od Niego, tym bardziej Bóg przybliża go do siebie. Aż może go  
pocałować!" 
 
Nasze jedyne wybawienie 
„Odkryto antybiotyki. Wynaleziono statek kosmiczny, samochód, lodówkę. Ale człowiek tak 
samo  cierpi na straszne choroby ciała i ducha jak wówczas, gdy pojawił się na ziemi. 
Musimy wydobyć ten diament, który ukrywamy w sobie. Wynalazki techniczne spowodowały 
utratę    prawdziwych  wartości.  Wybawienie  polegać  będzie  na  odzyskaniu  rzeczy,  które 
utraciliśmy po  drodze.  
A  to  oznacza  konieczność  odkrycia  ponownie  Jezusa.  Jego  słowo,  czas  spędzony  tutaj,  
pomiędzy ludźmi, będzie naszym jedynym zbawieniem". 
                                                                                                                                            

background image

Valeria Moriconi 
 
Rzekł do swoich sług 
 
Ojciec rzekł do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też  
pierścień  na  rękę  i  sandały  na  nogi!  Przyprowadźcie  utuczone  cielę  i  zabijcie:  będziemy  
ucztować i bawić się" (Łk 15,22-23). 
Co za rozrzutność! Z pewnością syn nie mógł sobie wyobrazić takiego przyjęcia. Wydaje się, 
że  Ojciec przesadza. Ojciec, który odrzuca wszelką rozwagę, zdrowy rozsądek. A jednak taki 
jest  zamysł Jezusa. Bowiem również inną przypowieścią Jezus pragnął przekonać nas, że Bóg 
przebacza  bez miary: chodzi o przypowieść o słudze nielitościwym (Mt 18,23-35). 
Dłużnik  winien  był  królowi  10.000  talentów.  Suma  przeogromna!  Wystarczy  pomyśleć,  że 
suma    podatków,  jakie  płaciły  Rzymianom  wszystkie  prowincje  Palestyny,  wynosiła  800 
talentów. A oto  król (Bóg) darowuje taki ogromny dług w całości. Co oznacza taki sposób 
postępowania Boga?   
Oznacza, że co było - to było: może nawet i ogromny występek. Ale zacznij od nowa! Bóg 
odradza!    Nie  chce,  by  pozostawały  krwawiące  rany  czy  blizny.  On  przebacza:  darowuje 
całkowicie. Nie  powraca do grzechów co wieczór!  
Goethe  mawiał,  że  „Nawet  błoto  błyszczy,  gdy  słońce  świeci."  I    nawet  głazy  miękną,  gdy 
miłość Boga przebacza i odradza. Wówczas wszystko się zmienia: nastaje  radość. „Będziemy 
ucztować i bawić się" (Łk 15,32). 
Po  tej  wspaniałej  przypowieści  powinno  stać  się  jasne,  że  drugim  imieniem  Boga  jest  
„Szczęście". „Człowiek myśli, Bóg śmieje się", mówi przysłowie żydowskie. A św. Augustyn  
komentuje: „Niktnie jest tak szczęśliwy jak Bóg, nikt nie uszczęśliwia tak jak Bóg". 
W  „Życiu  błogosławionej  Umiliany  de  Cerchi"  brat  Vito  da  Cortona  pisze:  Podczas  gdy 
Święta  spoczywała na swym łóżku w celi w wieży, jakieś czteroletnie dziecko o przepięknej 
twarzyczce  bawiło się obok niej. Gdy Je zobaczyła, odczuła wielką radość i powiedziała do 
Niego:  „O  słodka    miłości,  o najdroższe Dziecko,  czy  umiesz  tylko  bawić  się?"  A  Dziecko 
odpowiedziało: „A co  chciałabyś, bym robił?" Błogosławiona Umiliana powiedziała: „Chcę, 
byś powiedział mi coś  pięknego o Bogu". A Dziecko na to: „Czy uważasz, że to wypada, by 
ktoś mówił o sobie samym?" I  zniknęło.  
Bóg, który bawi się, Bóg, który świętuje.  
Czy może być Bóg wspanialszy, Bóg  sympatyczniejszy? 
 
Choć nie myślę o Tobie nieustannie, 
Ty nie przestajesz myśleć o mnie. 
Choć Ciebie nie kocham, 
Ty nie przestajesz mnie kochać. 
Jak bardzo jesteś szlachetny! 
Jestem dumny, że mam Boga takiego jak Ty. 
 
Jeśli Bóg Jezusa wzbudził w tobie miłość 
Pewien kapelan więzienny opowiadał: 
 „Jakiś więzień z izby chorych prosił, bym go odwiedził.  Powiedział mi: „Mam 78 lat i muszę 
pozostać  w  więzieniu  jeszcze  3  lata.  W  ciągu  życia  tyle  nabroiłem,  że  zawsze  sobie 
powtarzam: Jeśli Bóg istnieje, nie może mi przebaczyć.  
Otóż wczoraj  dowiedziałem się, że siostra zakonna, która prowadzi tę izbę chorych od 15 lat, 
w  pewnym  sensie    jest  tu  dobrowolnie  uwięziona.  To  nie  jest  czymś  zwyczajnym  dla 
człowieka.  Znaczy  to,  że  Bóg    istnieje  i  może  mi  przebaczyć”.  Ten  staruszek  poprosił  o 
chrzest". 
 
Nazywacie Mnie... 

background image

 
Nazywacie Mnie Zbawicielem, ale nie pozwalacie się zbawić. 
Nazywacie Mnie Światłem, ale nie widzicie Mnie. Nazywacie Mnie Drogę, ale nie idziecie za 
Mną.  Nazywacie Mnie Życiem, ale nie pragniecie Mnie. Nazywacie Mnie Nauczycielem, ale 
Mi nie  wierzycie. Nazywacie Mnie Mądrością, ale nie pytacie Mnie. Nazywacie Mnie Panem, 
ale Mi nie  służycie. Nazywacie Mnie Wszechmocnym, ale Mi nie ufacie. Jeśli pewnego dnia 
was nie poznani,  nie dziwcie się! 
                                                                                                                               Napis 

na 

katedrze w Lubece 
Ty jesteś... 
Ty jesteś Bogiem. 
Ty jesteś jednym z Ojcem. 
Jesteś Synem Maryi. 
Urodziłeś się w Betlejem, 
zostałeś owinięty w pieluszki 
i położony w żłobie 
pełnym słomy. 
Trzymano Cię w cieple 
oddechu osiołka, 
który przyniósł Twoją Matkę z Tobą w łonie. 
Ty jesteś synem Józefa, którego 
ludzie Nazaretu znali jako cieślę. 
Ty jesteś zwykłym Człowiekiem. 
                                                    Matka Teresa z Kalkuty 
 
Jeśli wierzysz w Boga Chrystusa... 
 
Weź uśmiech i podaruj go komuś, 
kto nigdy go nie miał. 
Weź promień słońca 
i pozwól mu polecieć tam, 
gdzie króluje noc. 
Odkryj źródło; 
umyj w nim tego, kto żyje w błocie. 
Weź odwagę i umieść ją w sercu tego, 
kto nie umie walczyć. 
Kochaj życie; 
opowiedz o nim temu, 
kto nie potrafi go zrozumieć. 
Weź nadzieję i podaruj ją temu, 
kto nie ma światła. 
Weź dobroć i podaruj ją temu, 
kto nie umie obdarowywać. 
Weź miłość i spraw, by świat ją poznał. 
                                                                Gandhi 
 
Proszę... 
 
A więc proszę, porzućmy Boga ograniczonego!  
Proszę,  dajmy  sobie  spokój  z  twierdzeniem,  że    „musimy  zachowywać  przykazania  Boże, 
gdyż są nałożone przez Niego, Pana Najwyższego" (Katechizm  Piusa X, 166).  
Nie można nie przyznać racji temu, kto powiedział, że „to ludzie wymyślili Boga  groźnego i 

background image

zawsze  zagniewanego.  Potem,  by  uwolnić  się  od  Niego  i  przeżyć,  musieli  uciec  się  do  
ateizmu" (Tonino Lasconi). 
Czyż  nie  jest  prawdą,  że  wierzący  często  wierzyli  tak  słabo,  że  spowodowali  istnienie  
niedowiarków? Mamy Boga - przyjaciela pokoju, a kazaliśmy Mu poświęcać broń. 
Mamy  Boga  serdecznego,  a  przedstawialiśmy  Go  jako  oschłego-Mamy  Boga  żywego,  a 
uczyniliśmy Co  Bogiem papierowym. 
Mamy  Boga  prostego,  a uczyniliśmy  Go  łamigłówką.  Mamy  Boga o  mocy  wyzwalającej,  a  
przedstawiliśmy Go jako gnębiciela. 
Mamy Boga-Miłość, a sprowadziliśmy Go do poziomu poborcy podatkowego. 
Mamy  Boga,  który  nie  zmusza  nikogo  do  wyczekiwania  w  poczekalni,  a  uczyniliśmy  Go 
biurokratą.    Mamy  Boga  wzruszająco  bliskiego,  a  zamknęliśmy  Go  w  „teologezie" 
(„Teologeza" jest  abstrakcyjnym i zawiłym językiem wielu teologów, którzy, wydaje się, że 
mówią nie wiadomo o  czym!). 
Mamy Boga sympatycznego, a uczyniliśmy Go antypatycznym. 
Mamy Boga radosnego, a uczyniliśmy Go nudnym.  
Proszę, przestańmy złorzeczyć, źle-życzyć Bogu!   
Czyż nie należy bezzwłocznie powrócić do Ewangelii, by zacząć błogosławić: dobrze mówić 
o Bogu?   
Czyż nie powinniśmy jak najprędzej odświeżyć nasze pojęcia o Nim? 
Ma  zupełną  rację  poeta  Dawid  Maria  Turoldo,  wypowiadając  się  z  taką  pewnością  i 
zdecydowaniem:  „Pomylić się co do Boga jest dramatem, jest najgorszą rzeczą, jaka może się 
nam przydarzyć,  gdyż potem mylimy się co do świata, historii, człowieka, nas samych. Całe 
życie staje się  pomyłką".  
Te  stronice  powstały,  aby  nie  pomylić  się  co  do  Boga.  Strony  te  zostały  napisane  ze  
spokojem  wewnętrznym,  w  wolności  od  zamętu  myślowego.  Ten,  kto  opiera  się  na 
Chrystusie,  jest    chroniony  przed  odstępstwami,  nie  może  powiedzieć  o  Bogu  niczego 
nieprawdziwego; to oczywiste. 
Strony te zostały napisane z wewnętrzną radością; przecież mówiliśmy o Bogu, który również  
dzisiaj bierze nas za rękę i 

mówi: „Trzeba się weselić i cieszyć" (Łk 15,32). 

Z takim Bogiem radość musi przeniknąć każdy zakątek naszego życia, każde nasze działanie. 
Co    więcej,  z  takim  Bogiem  można  wiele  znieść,  można  nawet  umrzeć!  Możemy  być 
nieskończenie    wdzięczni  Chrystusowi,  że  On  sam  jest  Bogiem  i  że  podarował  nam  Boga, 
jakiego żaden umysł  ludzki nigdy nie mógłby nawet sobie wyobrazić. 
 
 Jezus jest w moich rękach 
Aktor Paolo Carlini przed śmiercią zapisał myśli, które zostały odczytane na jego pogrzebie  
przez  przyjaciela  Giancarla  Maestriego.  Są  to  myśli  proste,  ale  głębokie.  Przede  wszystkim  
zobowiązują  nas,  każą  nam  odczuwać  odpowiedzialność  za  Jezusa.  Myśli,  które  warto 
przeczytać i  rozważyć. 
„Byłem przekonany, że Jezus został zabity,  
a dzisiaj widziałem, jak całował trędowatego.  
Byłem  przekonany, że wymazano Jego imię,  
a dzisiaj słyszałem je na ustach jakiegoś dziecka.  
Byłem  przekonany, że ukrzyżowano Jego miłosierne ręce,  
a dzisiaj widziałem je, jak opatrywały ranę.   
Byłem przekonany, że przebito Jego nogi,  
a dzisiaj widziałem Go, jak wędrował po drogach  biedoty.  
Byłem przekonany, że zabito Go po raz drugi bombami,  
a dzisiaj słyszałem Go mówiącego  o pokoju.  
Byłem przekonany, że stłumiono Jego braterski głos,  
a dzisiaj usłyszałem Go, jak  mówił do człowieka, który Go bił: „Za co, bracie?"  
Byłem przekonany, że Jezus umarł w duszach  ludzi i że został pogrzebany w niepamięci,  

background image

ale zrozumiałem, 
że Jezus zmartwychwstaje również dzisiaj,  
ilekroć jakiś człowiek okazuje miłosierdzie innemu  człowiekowi". 
 
Jezus żyje czy umarł? Wypracowanie Filipa 
 
Pewna  nauczycielka  amerykańska  na  początku  2002  roku  zadała  swym  uczniom 
wypracowanie na temat:  „Serdeczny list do osoby, która zmieniła twoje życie".  
Wszyscy uczniowie napisali więc listy do  osób, które miały wpływ na ich egzystencję. Jeden 
z chłopców, Filip Vaccaro, zaadresował swój  list do Jezusa z Nazaretu.  
Nauczycielka odrzuciła wypracowanie.  
Skonsternowany Filip spytał:  „Dlaczego pani nie uznała mojego wypracowania?" „Ponieważ 
nie zrozumiałeś tematu!"  odpowiedziała nauczycielka. 
„Jak to - nie zrozumiałem?" „Miałeś napisać do osoby żyjącej. Ty napisałeś do kogoś, kogo 
już  nie ma".  
Fakt  ten  zdarzył  się  w  gimnazjum,  w  miasteczku  Brookfield  w  Ohio,  w  Stanach  
Zjednoczonych. 
Do protestu chłopca dołączyła się matka, która stwierdziła, że ona również jest przekonana, że  
Jezus  istnieje  naprawdę  i  że  wpłynął  bardzo  na  osobowość  jej  syna.  Tak  bardzo  jest 
przekonana o  swej racji, że oddała sprawę do sądu!  
Nie wiemy, jak skończy się ten konflikt.  
Wiemy jedno:  postawa nauczycielki jest nie do przyjęcia! To przykre, ale całkowicie musimy 
ją odrzucić! Kto  bowiem powiedział, że za żywych można uznawać jedynie tych, których się 
widzi, słyszy, dotyka?  Mój ojciec, moja matka, moi dziadkowie - choć zmarli, są żywi: żywi 
w swym przykładzie,  naukach, w miłości. 
Jezus jest żywy ze swymi ideami, propozycjami, które nadal przyciągają miliony osób.  
Już o tym  fakcie wspominaliśmy, ale jest tak piękny i wymówny, że należy przytoczyć go 
powtórnie: jego  wymowa jest znacząca. 
Montalembert, polityk i wielki pisarz francuski z XVII wieku, miał dwudziestoletnią córkę, z  
której cała rodzina była dumna. Pewnego dnia dziewczyna powiedziała ojcu, że chce wstąpić 
do    klasztoru.  Ojciec  był  tym  bardzo  poruszony  i  zaniepokojony.  „Czy  w  domu  brakuje  ci 
czegoś?"  „Nie, tatusiu, ale to ty twoją książką o mnichach Zachodu nauczyłeś mnie, że Bogu 
nie  ofiarowuje się serc przybitych, dusz złamanych". Montalembert tak zakończył rozmowę: 
„Kim  jest    ten  ukrzyżowany  Oblubieniec,  który  kradnie  nam  córki?"  Nie  idzie  się  za 
umarłymi, ale za  żywymi!  
Brawo, Filipie! Swoim wypracowaniem chciałeś uświadomić wszystkim, począwszy od twej  
nauczycielki, że Jezus jest zawsze żywy! 
Twoje wypracowanie należy zaakceptować od pierwszej do ostatniej linijki! 
 
Dziękuję, Jezu! Na takiego Boga naprawdę nie zasłużyłem! 
 
Dziękuję, Jezu, 
że nauczyłeś mnie 
nazywać Boga 
wzruszającym imieniem Ojca. 
Ty objawiłeś mi 
Boga nadzwyczajnego. 
Boga, który nie może być już większy! 
Boga, który nie musi 
przymilać się: 
kocha zawsze, kocha wszystkich. 
Boga, który nie pokazuje nikomu 

background image

czerwonej kartki, 
by go wykluczyć 
z meczu życia. 
Objawiłeś mi Boga, 
który umie tylko przytulać. 
Boga, który nie jest klatką, 
ale szczytem. 
Boga zdolnego 
do kształtowania gigantów. 
Boga, który zachęca 
do świętowania. 
Jezu, dziękuję Ci! 
Na takiego Boga 
naprawdę nie zasłużyłem! 
 
Jezus...Jego dane osobowe 
 
ZNAKI  SZCZEGÓLNE:  jest  chlebem  dla  zaspokojenia  naszego  głodu,  jest  winem  dla 
uczczenia naszego  święta; jest bogactwem dla wszystkich. 
CECHY CHARAKTERYSTYCZNE: chodzi po błocie i piachu, ale Jego serce jest w niebie. 
JEGO SPECJALNOŚĆ: kształtowanie wielkich osobowości. 
JEGO ULUBIONY CZASOWNIK: „wędrować", „świadczyć dobrodziejstwa". 
JEGO NAJWSPANIALSZY POGLĄD: miarą człowieka nie jest inteligencja, ale serce. 
JEGO ANTYPATIE: nuda, pleśń, letniość.  
JEGO SYMPATIE: radość, ogień, przygoda. 
ULUBIONE KOLORY: błękitny, czerwony; całkowite odrzucenie szarości. 
ZWIERZĘ NAJMNIEJ KOCHANE: kameleon. 
PRACA:  uzdrawia  trędowatych,  przywraca  wzrok  niewidomym,  wskrzesza  umarłych, 
rozmnaża chleb i  ryby, przemienia wodę w wino. 
JEGO MOCNA STRONA: zachwyca swymi wypowiedziami. Jego marzenie: zapukać do serc 
wszystkich.    NAJWIĘKSZE  OSIAGNIĘCIE:  przezwyciężenie  śmierci.  Ocena  całościowa: 
jest Boski! 
 
Jezus zawsze budzi sympatię od pierwszego wejrzenia, zawsze urzeka i przyciąga.  
Nikt nie jest  tak żywotny jak Jezus! 
Życie  poza  Nim  i  bez  Niego  jest  monotonne  i  szare.  Dlatego  przyjaźń  z  Jezusem  jest 
szczytowym  osiągnięciem rodzaju ludzkiego. 
Nic więc dziwnego, że człowiek od wieków instynktownie tęskni za Chrystusem! 
Jezus jest naszym Bratem, naszym Wzorem, naszym Bogiem: oto, co pragną ukazać te strony. 
Książka adresowana jest szczególnie do ludzi młodych, niezadowolonych z życia, chcących  
zaistnieć. Jest adresowana do tych, którzy pragną poddać duszę gimnastyce!  
Przemawia  językiem    konkretnym,  prostym,  swobodnym;  takim,  jaki  przystoi  Protagoniście 
każdego wiersza tej książki. 
 
Giuseppe  Pellegrino  ukończył  filozofię  teoretyczną  na  Uniwersytecie  Katolickim  w 
Mediolanie.    Jest  specjalistą  z  zakresu  psychologii  i  pedagogiki.  Napisał  około  40  książek, 
setki  broszur  i    licznych  artykułów  o  charakterze  przede  wszystkim  psychologicznym  i 
pedagogicznym.  Obecnie    wykłada  filozofię  teoretyczną  i  psychologię  religii  w  Wyższym 
Instytucie Nauk Religijnych  prowincji Cuneo, w Fossano. 
 
 
Wydawnictwo Salezjańskie 

background image

 


Document Outline