background image
background image

Janice Maynard

Powiedz mi, co lubisz

Tłumaczenie: Grażyna Woyda

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: Upstairs Downstairs Temptation

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2020

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2020 by Janice Maynard

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o.,

Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin

Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji

części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek

podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych –

jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi

znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i

zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym

do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą

być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books

S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-7606-1

background image

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Farrell  Stone  nie  lubił  prosić  nikogo  o  pomoc.  Robił  to

rzadko  w  sprawach  zawodowych,  a  jeszcze  rzadziej  w  życiu
osobistym. Szedł własną drogą. Sam prowadził swoje interesy
i uważał się za swojego najlepszego doradcę.

Niestety  jego  asystentka,  Katie,  była  specjalistką  od

narzucania  mu  swojego  zdania…  i  właśnie  dlatego  odbywał
teraz osobliwą rozmowę z jej protegowaną.

Siedząca  po  drugiej  stronie  biurka  kobieta  była  szczupła

i  niezbyt  wysoka.  Jej  gęste  lśniące  włosy  o  barwie  mlecznej
czekolady  zostały  obcięte  tak  krótko,  że  podkreślały
wysunięty podbródek.

Ogromne, ozdobione długimi rzęsami oczy wydawały się

zbyt  duże  w  stosunku  do  twarzy.  Odbijała  się  w  nich
niepewność, ale i nadzieja. W jasnych tęczówkach lśniły złote
i zielone plamki.

Trudno byłoby ją uznać za klasyczną piękność, ale miała

w sobie coś pociągającego. Farrella zaintrygowała jej łagodna
kobiecość  zmieszana  z  pewnego  rodzaju  bezradnością.
Właśnie takie kobiety pociągały go fizycznie. A teraz czuł się
zaniepokojony swoją reakcją na jej wygląd.

Nauczył  się  ignorować  własne  potrzeby  erotyczne.  I  nie

zamierzał łamać swoich zasad.

background image

Ze  skąpego  CV,  które  trzymał  w  ręku,  wynikało,  że  Ivy

Danby  pochodzi  ze  stanu  Maine,  ale  spędziła  większość
minionych  dwudziestu  lat  w  Karolinie  Południowej.
Ukończyła  szkołę  średnią.  Pracowała  na  kilku  posadach.
Wyszła  za  mąż.  Koniec  informacji.  Choć  fakt,  że  trzymała
w ramionach śpiące dziecko, mógł dowodzić pewnych braków
w aktach osobowych.

Odłożył kartkę na biurko i zabębnił palcami po jego blacie.

- Cieszę się, że mogłem panią poznać, ale…

- Jestem  w  stanie  się  nauczyć  wszystkiego,  czego  będzie

pan  ode  mnie  wymagał  –  oznajmiła,  przerywając  jego
delikatną odprawę.

Jej determinacja i wiara w siebie wzbudziły jego uznanie,

ale  był  coraz  bardziej  przekonany,  że  nie  są  mu  potrzebne
komplikacje,  jakie  może  za  sobą  pociągnąć  fascynacja
potencjalną nową podwładną.

„Wszystkiego,  czego  będzie  pan  ode  mnie  wymagał…”.

Pewnie  tylko  jego  rozbudzone  libido  kazało  mu  się
dopatrywać w tych słowach ukrytego podtekstu.

-  Chyba  pani  zdaje  sobie  sprawę,  że  nie  ogłaszałem

w prasie potrzeby obsadzenia tego stanowiska, prawda?

-  Owszem  –  odparła,  kiwając  głową.  –  Ale  pana

asystentka,  Katie,  domyśla  się,  że  będzie  pan  kogoś  szukał.
I wie, że ja rozglądam się za posadą. Od niedawna wynajmuję
mieszkanie wspólnie z jej siostrą.

-  Moja  asystentka  jest  teraz  również  moją  bratową  –

oznajmił Farrell. – Trzy miesiące temu poślubiła mojego brata,
Quina.

background image

- A mimo to nadal przychodzi codziennie do pracy?

- Quin chyba zakładał, że ona zrezygnuje – odparł Farrell,

choć pytanie wydało mu się dość dziwne. – Ale Katie zawsze
robi co chce. Odnoszę wrażenie, że lubi kierować wydziałem
badań i rozwoju. Nie mam pojęcia, jak dałbym sobie bez niej
radę.

- Spotkałam ją tylko raz i z zachwytem wspominam naszą

rozmowę. Ona jest niezwykła.

-  To  prawda.  Posłuchaj,  Ivy…  Osoba,  która  dostanie  tę

posadę,  będzie  musiała  zamieszkać  w  północnej,  odludnej
części stanu Maine.

Farrell  był  inżynierem.  Wynalazcą.  Pracował  zwykle

w  supernowoczesnym  laboratorium  właśnie  na  tym  piętrze
budynku firmy, położonym w centrum Portland. Ale w ciągu
ostatnich dwudziestu czterech miesięcy zaprojektowane przez
niego wyroby pojawiały się na rynku, zanim zdążył rozkręcić
ich  produkcję.  Podejrzewał,  że  padł  ofiarą  szpiegostwa
przemysłowego.

- Podobnie jak moi bracia jestem właścicielem rezydencji

na  północnym  wybrzeżu.  Zbudowałem  niedawno  na  terenie
swojej  posiadłości  domek  gościnny  oraz  pracownię
i zamierzam przenieść tam niebawem swoją działalność.

- Czy mogę spytać dlaczego?

-  Niektóre  szczegóły  moich  projektów  są  ściśle  poufne.

Doszedłem do wniosku, że muszę położyć większy nacisk na
ochronę badań. A poza tym lubię pracować w samotności.

-  Więc  dlaczego  Katie  uważa,  że  powinien  pan  kogoś

zatrudnić?

background image

Farrell skrzywił się i przesunął dłonią po włosach.

-  Kiedy  pochłania  mnie  jakiś  projekt,  zapominam

o  wszystkim  innym.  Zdarzyło  mi  się  pracować  bez  przerwy
przez  trzydzieści  sześć  godzin.  Muszę  zatrudnić  kogoś,  kto
będzie prowadził dom i przygotowywał posiłki. Szukam osoby
dyskretnej i godnej zaufania.

-  Zapewniam  pana,  że  potrafię  uszanować  czyjąś

tajemnicę  –  odparła  Ivy,  a  on  postanowił  zadać  jej  pytanie,
które celowo odkładał na później.

-  Dlaczego  miałaby  cię  interesować  taka  posada,  Ivy?

Mamy  tam  na  północy  internet  i  telewizję,  ale  nic  więcej.
Nawet sklep spożywczy jest bardzo daleko.

Odniósł wrażenie, że  jego  rozmówczyni  silniej  przytuliła

dziecko, a w jej oczach odbił się niepokój, nawet lęk.

- Muszę panu wyznać całą prawdę, panie Stone – odparła

drżącym  głosem,  który  wydał  mu  się  bardzo  seksowny.  –
Jestem  w  rozpaczliwej  sytuacji.  Kilka  miesięcy  temu  zmarł
mój  mąż.  Nie  zostawił  mi  ani  centa.  Nie  miał  polisy
ubezpieczeniowej.  Dom  został  sprzedany,  a  pieniądze  się
rozeszły.  Moi  rodzice  nie  żyją,  nie  mam  żadnych  krewnych.
Muszę znaleźć pracę, która pozwoli mi zatrzymać przy sobie
Dolly.

- Dolly?

-  Ona  nazywa  się  Dorothy  Alice  Danby  –  odparła,

głaszcząc  dziewczynkę  po  głowie.  –  Wiem,  że  nie  pamięta
mnie  pan  z  czasów  naszego  dzieciństwa.  Chodziliśmy  do  tej
samej  szkoły.  Wszyscy  mieszkańcy  Portland  znają  pana
rodzinę…  pańskiego  ojca  i  braci,  Zachary’ego  i  Quintena.

background image

Firma  Stone  River  Outdoors  zatrudnia  kilkaset  osób.  Proszę,
żeby dał mi pan szansę. Potrafię ciężko pracować. A dziecko
nadal  przesypia  większość  dnia.  Mam  specjalne  nosidełko,
w  którym  mogę  trzymać  ją  na  plecach  podczas  gotowania
i sprzątania. Przysięgam, że nie będzie pan żałował, jeśli mnie
pan zatrudni.

Farrell  uświadomił  sobie,  że  już  zaczyna  żałować  swojej

decyzji.  Jego  życie  było  wystarczająco  skomplikowane  bez
obecności  tej  młodej  kobiety  o  niepokojącej  urodzie,
a w dodatku obarczonej dzieckiem. Mimo to westchnął ciężko
i przyznał się do porażki.

- Potrafisz  przekonująco  dowodzić  swoich  racji,  Ivy.  Ale

mylisz  się,  myśląc,  że  cię  nie  pamiętam.  Chodziliśmy  razem
do  trzeciej  klasy.  Miałaś  warkocze.  Siedziałaś  w  ławce  dwa
rzędy  za  mną.  Na  walentynki  dałem  ci  własnoręcznie
wykonany prezent.

-  Och,  więc  pan  mnie  pamięta  –  szepnęła,  szeroko

otwierając oczy i lekko się rumieniąc.

-  Daj  mi  dwadzieścia  cztery  godziny  do  namysłu.

Zadzwonię do ciebie jutro.

Poznał  po  wyrazie  jej  twarzy,  że  liczyła  na

natychmiastową  odpowiedź.  Otworzyła  usta,  jakby  chcąc
zaprotestować, ale zacisnęła je i zdobyła się na blady uśmiech.

- Rozumiem. Dziękuję, że poświęcił mi pan czas.

Gdy wyszła, Farrell nacisnął guzik interkomu i wezwał do

siebie  bratową.  Po  chwili  na  progu  jego  gabinetu  stanęła
niebieskooka  blondynka,  która  była  nie  tylko  piękna,  lecz
również bardzo kompetentna.

background image

Farrell  skrzyżował  ręce  na  piersi  i  spojrzał  na  nią

z wyrzutem.

-  Tym  razem  chyba  przesadziłaś,  Katie.  Matka  z  małym

dzieckiem?

-  Nie  bądź  takim  seksistą,  Farrell!  –  mruknęła,  zajmując

fotel  opuszczony  przed  chwilą  przez  Ivy.  –  W  dzisiejszych
czasach matki niemowląt mogą pracować.

- Jeśli mają dostęp do systemu opieki nad dziećmi. A mój

dom stoi na odludziu, w lesie nad urwiskiem, z którego widać
tylko ocean. Dlaczego ci tak zależy na tym, żebym zatrudnił
właśnie tę kobietę?

- Poznałam ją, kiedy wpadła wczoraj do mieszkania mojej

siostry na Kimball Street. W trakcie rozmowy okazało się, że
chodziliście razem do szkoły.

- To była szkoła podstawowa, a nigdy jej od tej pory nie

widziałem. Nie mam pojęcia, czy się do czegokolwiek nadaje.

- Ona wprowadziła się do mojej siostry z pustymi rękami –

oznajmiła  Katie,  dając  mu  do  zrozumienia,  że  nie  zamierza
skapitulować bez walki. – Żadnych mebli, żadnych sprzętów
domowych.  Miała  tylko  dwie  walizki,  przenośną  kołyskę
i  torbę  pełną  pieluch.  Nic  więcej.  Czy  nie  uważasz,  że  to
dziwne?

- Może tak, a może nie.

-  Ona  cierpi.  I  czuje  się  samotna.  Kto  jak  kto,  ale  ty

powinieneś ją zrozumieć. Wiedzieć, że utrata partnera stawia
cały świat na głowie.

Farrell przyjął ten atak ze stoickim spokojem. Tylko Katie

miała  dość  odwagi,  by  nawiązywać  do  przeszłości.  Nie

background image

pozwalali sobie na to nawet jego bracia, choć od śmierci Sashy
minęło już siedem lat.

-  To  był  cios  poniżej  pasa  –  mruknął,  a  Katie  podeszła

i pocałowała go w policzek.

- Ty i ja należymy teraz do jednej rodziny. Mam prawo się

wtrącać.  I  ja  cię  pokornie  błagam,  Farrell:  Ivy  Danby  musi
zacząć życie od nowa. Potrzebuje dachu nad głową i poczucia
bezpieczeństwa.  Czyli  właśnie  tego,  co  możesz  jej
zaoferować. Proszę cię, daj jej szansę.

Dziesięć  dni  po  wstępnej  rozmowie,  która  miała  miejsce

w  Portland,  na  terenie  głównej  siedziby  firmy  Stone  River
Outdoors,  Ivy  znalazła  się  w  luksusowym,  pędzącym  na
północ  samochodzie,  za  kierownicą  którego  siedziała  Katie
Stone.

Była  zaskoczona,  kiedy  skontaktował  się  z  nią  sam

dyrektor  naczelny.  W  ciągu  czterominutowej  wymiany  zdań
Farrell  Stone  zaproponował  jej  posadę  i  szokująco  wysoką
pensję.  Chwilę  potem  zatelefonowała  do  niej  Katie,  aby
omówić  szczegóły.  Jako  prawa  ręka  Farrella  znała  dobrze
zakres  jej  przyszłych  obowiązków.  Wiedziała  też,  że  Ivy  nie
ma samochodu, mebli ani pieniędzy.

Potrafiła  jednak  rozwiązać  wszystkie  problemy.

Oznajmiła,  że  zamierza  obejrzeć  dom  swojego  męża  będący
teraz także jej własnością,  więc chętnie zawiezie Ivy i Dolly
pod ich nowy adres.

Pierwszy  etap  podróży  upłynął  im  bardzo  przyjemnie.

Otworzyły  okna  i  rozkoszowały  się  powiewami  ciepłego
wiatru, a Katie wpadła w refleksyjny nastrój.

background image

-  Chciałabym  mieć  dzieci  –  wyznała  cichym  głosem,

patrząc  na  Dolly.  –  Ale  nie  wiem,  czy  mój  mąż  już  do  tego
dojrzał.

- Przecież jesteś zamężna dopiero od niedawna – odparła

Ivy. – Macie mnóstwo czasu.

- Wiem  o  tym,  ale  mimo  to  słyszę  głośne  tykanie  zegara

biologicznego. – Odpędziła komara, który usiłował wlecieć do
wnętrza  samochodu.  –  Skąd  wiedziałaś,  że  chcesz  zostać
matką?

-  Wcale  tego  nie  wiedziałam  –  odparła  Ivy,  lekko

sztywniejąc. – To po prostu się stało.

- W takim razie można powiedzieć, że miałaś szczęście.

-  Chyba  tak  –  wyszeptała  Ivy,  czując  ucisk  w  gardle

i  przypominając  sobie  po  raz  kolejny,  że  powinna  zachować
milczenie.  Na  tym  etapie  wydarzeń  skłonność  do  zwierzeń
może ją kosztować utratę atrakcyjnej posady.

Od  dłuższego  czasu  robiła  co  mogła,  by  panować  nad

emocjami.  Ale  tego  dnia  miała  powody  do  zadowolenia.
Zdobyła pracę, dach nad głową i pensję pozwalającą utrzymać
jej  nieliczną  rodzinę.  Ten  piękny,  słoneczny  jesienny  dzień
obudził w jej sercu iskrę nadziei.

W  miejscowości  Bangor  skierowały  się  na  południowy

wschód,  a  w  Ellsworth  skręciły  w  mniej  ruchliwą  drogę
prowadzącą w kierunku Stone River.

Tutaj  widać  było  tylko  lasy,  wielkie  pola  i  spokojne

jeziora. Sielska sceneria wpłynęła kojąco na Ivy i przyczyniła
się do rozproszenia jej lęków.

background image

-  Już  niedaleko  –  obwieściła  Katie.  –  Czy  domyśliłabyś

się, że jesteśmy blisko oceanu?

- Owszem. Mieszkałam długo w Charlestonie i nauczyłam

się wyczuwać w powietrzu zapach morza.

Nigdy  nie  była  w  tak  daleko  wysuniętym  na  północ

zakątku  Maine,  ale  widziała  w  gabinecie  Farrella  fotografie
trzech imponujących rezydencji wzniesionych na nadmorskich
skałach.

Niemal  dwieście  lat  wcześniej  przodek  Farrella  kupił

ogromny  kawał  pustkowia  i  nazwał  swoim  nazwiskiem
niewielką  rzekę  płynącą  przez  jego  posiadłość.  Następne
pokolenia  sprzedały  większość  ziemi,  ale  bracia  Stone  nadal
byli  właścicielami  kilkuset  kilometrów  kwadratowych  tego
terenu.  Cenili  swoją  prywatność.  Firma,  która  przyniosła  im
wszystkim  ogromne  bogactwo,  narodziła  się  w  tym
otoczonym lasami raju.

Katie  zjechała  z  głównej  drogi,  dotarła  do  masywnej

bramy,  wystukała  odpowiedni  kod  i  pokonała  następne
dziesięć  kilometrów,  mijając  podjazdy  do  rezydencji,  które
zbudowali Zachary i Quin.

-  Pokażę  ci  nasz  dom  przy  najbliższej  okazji  –  obiecała

Katie.  –  Wiem,  że  pewnie  chcesz  się  jak  najszybciej
zadomowić.  Czy  wolisz  zacząć  od  wizyty  w  rezydencji
Farrella, czy obejrzeć najpierw swoją chatę?

Mijając  wielki  dom  należący  do  Farrella,  Ivy  z  trudem

powstrzymała okrzyk zachwytu. Był zbudowany w typowym
dla Nowej Anglii stylu, jego duże okna wychodziły na ocean.

background image

Nieco  dalej  stała  ukryta  częściowo  w  cieniu  drzew

czarująca  chata  z  drewnianych  bali,  przypominająca  domek
dla lalek.

-  Jesteśmy  na  miejscu  –  oznajmiła  Katie,  gdy  wysiadły

z samochodu. – Czy myślisz, że będzie wam tu wygodnie?

Ivy spojrzała na nią z niedowierzaniem.

- Jak możesz o to pytać? Przecież tu jest cudownie.

Wnętrze zachwyciło ją jeszcze bardziej. Obejmowało ono

dwie przedzielone łazienką sypialnie, nowoczesną znakomicie
wyposażoną kuchnię i przestronny salon, w którym uwagę Ivy
przyciągnęły dwa stylowe fotele i piękny kominek.

Z  trudem  powstrzymała  napływające  do  oczu  łzy.

Wiedziała,  że  Katie  nie  zrozumie  powodów  jej  wzruszenia,
a  ona  nie  miała  ochoty  się  tłumaczyć.  Nie  teraz,  pomyślała.
Nie dziś. Może nigdy.

-  Czy  to  ty  kazałaś  tu  ustawić  dziecinne  łóżeczko?  –

spytała, a Katie potrząsnęła głową.

-  Nie.  To  był  pomysł  Farrella.  Uznał,  że  trzeba

zainstalować  tę  waszą  kołyskę  w  jego  domu,  żeby  Dolly
mogła  wygodnie  spać  w  obu  miejscach.  On  rozumuje  jak
typowy inżynier. Zawsze wszystko dokładnie planuje.

- To miłe, że o tym pomyślał – rzekła cicho Ivy, ponownie

czując  ucisk  w  gardle.  Życzliwy  gest  Farrella  utwierdził  ją
w przekonaniu, że ma do czynienia z dobrym człowiekiem.

Dolly  zaczęła  marudzić,  więc  Ivy  podbiegła  do

samochodu, otworzyła tylne drzwi i wzięła ją na ręce.

background image

- Nie płacz, kochanie – powiedziała. – Mam nadzieję, że

będziesz  tu  szczęśliwa.  –  Wzięła  głęboki  oddech,  usiłując
zebrać myśli. – Nie chcę cię długo zatrzymywać, Katie. I tak
już zrobiłaś dla nas bardzo dużo, więc może jedźmy od razu
do  tego  dużego  domu,  żeby  twój  szwagier  mógł  mi  pokazać
miejsce pracy i przedstawić zakres obowiązków.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Farrell odczuwał niepokój.

Może dlatego, że zmieniał w sposób radykalny całe swoje

życie  zawodowe.  Może  obawiał  się,  że  nowa  siedziba  nie
będzie  stymulować  jego  kreatywności  tak  bardzo  jak  dawna
pracownia w Portland.

A może nadal przerażała go wizja szpiegostwa. Po prostu

bał  się,  że  zostanie  okradziony  z  kolejnego  projektu
badawczego.

Był  człowiekiem  powściągliwym  i  rozważnym.  Ani  tak

lekkomyślnym  jak  jego  jeden  brat,  ani  tak  beztroskim  jak
drugi.  Jako  najstarszy,  musiał  kierować  się  poczuciem
odpowiedzialności.

Rozważywszy  i  odrzuciwszy  wszystkie  możliwe  źródła

własnych  obaw,  doszedł  do  wniosku,  że  niepokoi  go
perspektywa bliskości Ivy Danby.

Do diabła! – pomyślał. Przecież ona nie wprowadza się do

mnie. Ma przygotowywać posiłki i dbać o porządek. Ona i jej
córka nie będą gościły pod moim dachem. Będą miały własny
domek.

Należący do ciebie, szepnął wewnętrzny głos.

Od  chwili,  w  której  dostrzegł  samochód  Katie  na

podjeździe,  minęło  już  pół  godziny.  Najwyraźniej

background image

oprowadzała  Ivy  po  chatce  i  pomagała  jej  się  urządzić.
Wiedział, że niedługo się zjawią.

Kiedy  w  końcu  usłyszał  dzwonek,  nerwowo  przesunął

dłonią po włosach i otworzył drzwi.

- Cześć, Katie, dzień dobry, Ivy. Jak minęła podróż?

- Łatwizna – odparła Katie, lekceważąco machając ręką. –

Skończyli  już  remontować  ten  odcinek  autostrady  I-95,  więc
chyba  pobiłyśmy  rekord  szybkości.  Mam  w  bagażniku  dwa
ostatnie  pudła  twoich  dokumentów.  Jest  tam  na  pewno
wszystko, co może ci być potrzebne.

W  ciągu  minionych  czterech  dni  obaj  bracia  i  Katie

pomagali  mu  w  pakowaniu  całego  wyposażenia  pracowni.
Tylko oni znali przyczyny jego przeprowadzki. Nadal nie miał
pewności, czy była ona konieczna, ale wiedział, że wkrótce się
to okaże.

- Porozmawiajcie sobie spokojnie, a ja zajmę się tą małą

ślicznotką  –  powiedziała  Katie  i  wyszła  z  pokoju,  zabierając
ze sobą Dolly.

- Chyba powinniśmy zacząć od kuchni – oznajmił Farrell,

z trudem odrywając wzrok od wielkich oczu Ivy.

- Oczywiście.

Pokazał  jej  lodówkę  oraz  spiżarnię  i  wyjaśnił  szczegóły

dotyczące aranżacji przestrzeni. Potem wzruszył ramionami.

- Nie jestem wybredny. Nastawiam ekspres do kawy przed

pójściem  spać,  więc  nie  musisz  się  o  to  martwić.  Pracuję
zwykle  od  szóstej  do  ósmej,  a  potem  robię  przerwę  na
śniadanie.  Lubię  wszystko  oprócz  płatków  na  mleku,  więc
proszę wykreślić je z jadłospisu.

background image

-  Płatki  są  zdrowe  na  serce  –  mruknęła  Ivy,  po  raz

pierwszy zdobywając się na lekki uśmiech.

- Moje serce jest okej. Żadnych płatków.

-  Żadnych  płatków  –  powtórzyła,  przykładając  dłoń  do

czoła. – Zrozumiałam, panie Stone.

- Będziesz musiała mówić do mnie po imieniu.

- Dlaczego? – spytała, marszcząc brwi.

- Dlatego, że będziemy tu tylko we dwoje, a poza tym, do

cholery, znamy się od dawna.

-  Będziemy  tu  we  troje  –  poprawiła  go  stanowczym

tonem. – I nie życzę sobie, żebyś przeklinał w obecności mojej
córeczki.  Jeśli  jest  to  jakiś  problem,  możesz  mnie  od  razu
zwolnić.

-  Jeśli  mówisz  poważnie,  to  znaczy,  że  jesteś  cholernie

zasadnicza  –  mruknął,  patrząc  na  nią  ze  zdumieniem
zabarwionym irytacją. I zdał sobie sprawę, że przeklął już po
raz  drugi.  –  No  dobrze,  będę  się  kontrolował  w  obecności
twojej córki.

- Czyżbyś był człowiekiem wybuchowym, Farrell?

Wybuchowym?  Znów  spojrzał  na  nią  ze  zdumieniem.

Nigdy nikt nie użył w stosunku do niego tego słowa. Wiedział,
że  uchodzi  za  upartego.  Zbyt  skupionego  na  pracy.
Zamkniętego w sobie. Ale nie za wybuchowego.

Opanował frustrację i zaczął mówić trochę ciszej.

- Daję ci słowo, Ivy, że w opinii większości ludzi jestem

łatwy we współżyciu. Kiedy skupiam się na pracy, wszystko
inne wylatuje mi z głowy. Mogę od czasu do czasu zapomnieć

background image

o twojej obecności. Ale nasze stosunki służbowe będą oparte
na zasadzie równorzędnego partnerstwa. Pójdę teraz pogadać
z moją bratową, a ty rozejrzyj się po kuchni.

Katie  siedziała  na  frontowym  tarasie,  pokazując  Dolly

biegające po trawniku wiewiórki.

-  Ukrywamy  się  w  cieniu  –  oznajmiła  z  uśmiechem  na

widok  szwagra.  –  Wątpię,  czy  panna  Dolly  została
posmarowana kremem ochronnym.

- Powiedz mi, jak wygląda sytuacja Ivy – poprosił Farrell,

zniżając  głos.  –  Jak  dawno  umarł  jej  mąż?  Czy  zdążył
zobaczyć dziecko? Co właściwie się stało?

- Jej życie prywatne to nie nasza sprawa, Farrell – odparła

Katie,  poważniejąc.  –  Ona  na  pewno  nie  będzie  plotkować
o  twoich  problemach  zawodowych.  Jest  w  ciężkiej  sytuacji,
a ty jej pomagasz zacząć od nowa. Delanna zdradziła mi tylko
tyle,  że  Ivy  przeżyła  trudne  chwile,  ale  nie  wdawała  się
w  szczegóły.  Nie  musiała  zresztą  wiele  mówić,  bo  Ivy
wyglądała jak osoba, w której dom trafiła bomba.

-  Jak  się  miewa  twoja  siostra?  Czy  nie  jest  na  ciebie

wściekła o to, że pozbawiłaś ją współlokatorki?

-  Trochę,  ale  to  jej  przejdzie.  Znajdzie  kogoś  innego.

Teraz,  kiedy  pozbyła  się  tego  niewydarzonego  amanta,
doskonale  sobie  radzi.  Nawet  nie  prosi  mnie  o  pożyczki.
Jestem z niej bardzo dumna. – Poprawiła włosy dziewczynki
i  pocałowała  ją  w  czubek  głowy.  –  Czy  możesz  ją  chwilę
potrzymać? Ona jest słodkim dzieckiem, prawda, malutka?

Farrell  wziął  Dolly  na  ręce  i  odkrył,  że  jest  znacznie

lżejsza, niż się spodziewał. Jej ciepłe ciałko pachniało dobrym

background image

olejkiem  dla  niemowląt.  Poczuł  przyspieszone  bicie  serca.
Nigdy  nie  bolało  go  to,  że  nie  jest  ojcem.  Ale  teraz  przez
krótką  chwilę  współczuł  biednemu  mężczyźnie,  który  zmarł
i nie może śledzić procesu dorastania swojej córki.

-  Dziękuję  ci,  Katie  –  mruknął,  uśmiechając  się  do  niej

serdecznie.

- Za co? – spytała, spoglądając w kierunku oceanu.

- Za to, że przywiozłaś Ivy i pomogłaś jej się zadomowić,

ale głównie za to, że uszczęśliwiłaś Quina.

-  Czy  on  ci  powiedział,  że  wybieramy  się  w  grudniu  na

narty?  Nic  wielkiego,  tylko  kilka  zjazdów  w  Aspen,  żeby
naładować  akumulatory.  Wieczory  przy  ognisku,  gorąca
herbata z rumem i…

Farrell, wyraźnie przerażony, uniósł prawą rękę.

- Nie chcę słuchać relacji dotyczących twoich erotycznych

przeżyć z moim bratem.

- Skąd wiesz, co miałam zamiar ci powiedzieć? – spytała

z przewrotnym uśmiechem.

- Posłuchaj, Katie. Jestem naprawdę zadowolony, że będę

mógł  funkcjonować  w  zupełnie  nowym  otoczeniu.  Ta
wspaniale  wyposażona  pracownia  może  mi  podsunąć  jakieś
nowe pomysły.

-  Mam  nadzieję,  że  tak  będzie.  Stone  River  Outdoors

potrzebuje nowej siły napędowej. Te ostatnie lata były bardzo
trudne. – Wzięła z jego rąk dziecko i przytuliła je do piersi. –
Co zrobiłeś z Ivy?

background image

- Ona teraz poznaje tajniki tej nowoczesnej kuchni. Jestem

pewny, że wkrótce do nas dołączy.

Ivy  otworzyła  ogromną  lodówkę  i  zajrzała  do  jej

wypełnionego  po  brzegi  wnętrza.  Zastanawiała  się  przez
chwilę,  jak  daleko  będzie  musiała  jeździć  po  zakupy,  ale
potem  dostrzegła  przyczepioną  do  ściany  ulotkę  reklamową
firmy zaopatrzeniowej i doszła do wniosku, że Farrell potrafi
zadbać o własne interesy.

Kuchnia spełniała jej najskrytsze marzenia, a nauczyła się

gotować w ciągu wielu lat przeżytych u boku wymagającego
partnera.  Uznała,  że  praca  w  tych  warunkach  będzie
przyjemnością.  Wiedziała,  że  rodzina  Stone’ów  jest  bogata,
ale nie spodziewała się aż takiego luksusu.

A  przecież  to  jest  drugi  dom  Farrella.  Jego  rezydencja

w Portland musi wyglądać jeszcze bardziej imponująco.

To zresztą nie miało dla niej żadnego znaczenia. Chodziło

jej  tylko  o  to,  by  mogła  zapewnić  córeczce  troskliwą  opiekę
i dach nad głową. Skoro więc Farrell Stone chce pracować na
tym  leśnym  pustkowiu,  postanowiła  stać  się  dla  niego
niezbędna.

Drzwi  kuchni  otworzyły  się  gwałtownie  i  stanął  w  nich

Farrell w towarzystwie Katie.

Wyglądał jak zwykle bardzo atrakcyjnie i roztaczał wokół

siebie aurę męskości.

- Wszystko w porządku? – spytał.

-  Więcej  niż  w  porządku  –  odparła  Ivy,  przejmując

córeczkę z rąk Katie. – Ta kuchnia jest zachwycająca. A co ze

background image

sprzątaniem?  Jak  często  mam  myć  podłogi  i  wycierać  kurze
we wszystkich pomieszczeniach?

-  Będzie  lepiej,  jeśli  ja  odpowiem  na  twoje  pytanie  –

wtrąciła  Katie.  –  Mężczyźni  nie  mają  o  takich  sprawach
pojęcia. Farrell dość często przyjmuje gości, przynajmniej raz
na  miesiąc.  Są  to  przeważnie  jego  kontrahenci.  Na  każdym
z  dwóch  najwyższych  pięter  domu  mieszczą  się  cztery
sypialnie,  oczywiście  z  łazienkami  i  wszystkim,  co  można
sobie  wyobrazić.  Myślę,  że  powinnaś  je  trochę  posprzątać
przed  każdą  z  takich  imprez.  Poza  tym  nie  musisz  się
przejmować górnymi piętrami aż do wyjazdu gości.

-  Po  każdym  dużym  przyjęciu  będę  wzywał  ekipę

sprzątającą. To nie należy do obowiązków Ivy. Ustaliliśmy, że
będzie przygotowywać posiłki i trochę dbać o dom.

-  Jestem  w  stanie  sobie  poradzić  nawet  z  większym

sprzątaniem – oznajmiła Ivy.

- Nie. – Farrell zmarszczył brwi. – Decyzja w tej sprawie

należy do mnie, a nie do ciebie.

Otworzyła usta, aby zaprotestować, ale widząc jego minę,

zrezygnowała.

- W porządku – mruknęła. – Masz prawo wyrzucać swoje

pieniądze w błoto.

Emanująca z niego siła budziła respekt. Miał niemal dwa

metry  wzrostu,  więc  wysoka  jak  na  kobietę  Katie  wyglądała
przy  nim  jak  miniaturka.  Jego  ciemne  włosy  rozjaśniały
złotoczekoladowe  pasma,  więc  miał  na  głowie  intrygującą
mieszaninę  barw,  za  którą  zamożne  kobiety  gotowe  byłyby
zapłacić  fryzjerom  mnóstwo  pieniędzy.  W  jego  zielonych

background image

oczach  odbijała  się  życiowa  mądrość.  Sprawiał  wrażenie
poważnego człowieka, który nie kieruje się kaprysami.

Właśnie za takimi mężczyznami przepadała Ivy.

- Muszę lecieć – oznajmiła  Katie, zerkając na zegarek. –

Chcę przed szóstą wrócić do Portland.

Ucałowała  czoło  Dolly  i  czule  objęła  Ivy,  która  na

wiadomość o jej wyjeździe poczuła atak paniki.

-  Dziękuję  ci  za  wszystko,  co  dla  mnie  zrobiłaś,  Katie.

Naprawdę to doceniam.

-  Nie  ma  za  co.  Lubię  tu  przyjeżdżać.  Oboje  z  Quinem

zjawimy  się  niedługo  w  tych  stronach,  żeby  zobaczyć,  jak
sobie radzisz.

Farrell  wyszedł  z  kuchni,  aby  odprowadzić  bratową  do

samochodu,  a  Ivy  zaczęła  się  zastanawiać,  co  zrobić  na
kolację. Traktowała pierwszy posiłek jako poważne wyzwanie,
bo  nie  była  jeszcze  przyzwyczajona  do  funkcjonowania
w  nowej  kuchni.  Ponownie  zajrzała  do  lodówki,  a  potem  do
zamrażarki.

- Chyba będzie najlepiej, jeśli obie z Dolly spędzicie resztę

popołudnia na poznawaniu swojego nowego domu – oznajmił
Farrell, wchodząc do kuchni. – Ja przygotuję tymczasem coś
w rodzaju kolacji.

-  Nie  –  odparła  Ivy.  –  Nie,  Farrell.  Doceniam  twoją

gościnność,  ale  wynająłeś  mnie  po  to,  żebym  zajmowała  się
gotowaniem. Czy odpowiada ci godzina szósta?

Skrzyżował  ręce  na  piersi  i  spojrzał  na  nią  z  wyraźnym

niezadowoleniem.

background image

- Coś mi się wydaje, że od czasu do czasu będzie między

nami dochodziło do konfliktów. Czy mam rację?

- Nie potrzebuję twojej dobroczynności. Chcę zapracować

na swoje utrzymanie.

- W takim razie czy możesz mi wyjaśnić, dlaczego twoje

CV  nie  zawiera  ani  jednego  słowa  dotyczącego  działalności
zawodowej na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat?

-  Nie  –  odparła,  starając  się  panować  nad  głosem.  –  Nie

zamierzam  ci  niczego  tłumaczyć.  Czy  w  związku  z  tym
wycofujesz się z umowy?

- Mam zwyczaj dotrzymywać słowa, więc ta posada należy

do ciebie. Ale wymagam od pracowników, żeby stosowali się
do moich poleceń.

- Chyba chciałeś powiedzieć „słuchali moich rozkazów” –

warknęła  i  natychmiast  zdała  sobie  sprawę,  że  być  może
posunęła  się  za  daleko.  Zamknęła  oczy  i  wzięła  głęboki
oddech. – Przepraszam. Wiem, że powinnam zrobić wszystko,
aby  wywrzeć  na  tobie  dobre  wrażenie.  Dziękuję  ci  za
propozycję.  Dolly  sypia  o  tej  porze,  a  mnie  też  przyda  się
drzemka. Daj nam znać, kiedy mamy się zjawić na kolacji.

Farrell  obserwował  przez  okno  nową  pracownicę,  która

opuściła  jego  dom  i  zmierzała  w  kierunku  swojego  miejsca
zamieszkania  oddalonego  od  rezydencji  o  jakieś  trzydzieści
metrów.  Jego  nowa  pracownia  mieściła  się  w  podobnym
budynku, stojącym w pobliżu chatki.

Zamierzał zabrać się do przygotowywania kolacji dopiero

za kilka godzin. Ale z jakiegoś powodu był zbyt rozkojarzony,
żeby zamknąć się w pracowni.

background image

Wyszedł na taras, wniósł do domu dwa pudła przywiezione

przez  Katie  z  Portland  i  postawił  je  na  kuchennym  stole.
Potem  zaczął  wyjmować  z  nich  dokumenty  i  układać  je
w stosownym porządku.

Zastanawiał  się  chyba  po  raz  setny,  kto  i  w  jaki  sposób

zdobył dostęp do jego projektów i wyników badań.

Czy było to cybernetyczne przestępstwo? Czy też ktoś po

prostu włamał się do budynku i sfotografował dokumentację?
Szkicował zwykle swoje pomysły na żółtych kartkach. Kiedy
był  zadowolony  z  postępu  prac,  przenosił  wszystko  do
programu badawczego. Często zmieniał kody dostępu. Oprócz
niego  znał  je  tylko  Zachary,  który  zresztą  z  reguły  ich  nie
zapisywał, ufając swojej pamięci.

Firma  Stone  River  Outdoors  stosowała  przyjęte  środki

ostrożności  mające  chronić  jej  własność  intelektualną.  Ale
dwa  innowacyjne  produkty  zaprojektowane  przez  Farrella
pojawiły się na rynku, zanim zdążył je udoskonalić. Oba nie
spełniały  wymogów  dotyczących  jakości  i  zostały  poddane
surowej krytyce przez użytkowników internetu.

Nie zmieniało to faktu, że Farrell nie był w stanie zebrać

owoców  swojej  wielomiesięcznej  pracy.  Po  jakimś  czasie,
może  za  rok,  zamierzał  skierować  na  rynek  swoją  własną
wersję obu produktów. Ale wiedział, że kampania promocyjna
nie  będzie  miała  uroku  nowości  i  nie  wzbudzi  wielkiego
zainteresowania.

Starannie  ułożył  w  obu  pudłach  uporządkowane

dokumenty.  Postanowił  zanieść  je  nazajutrz  do  pracowni,
a  tymczasem  oswoić  się  z  obecnością  Ivy  w  posiadłości
i w jego życiu.

background image

Miał mglistą nadzieję, że jej pobyt pozwoli mu zapomnieć

o utracie Sashy.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Dolly  zapadła  w  sen  w  swoim  nowym  łóżeczku  tak

szybko,  jakby  sypiała  w  nim  od  urodzenia.  Ivy  była
zadowolona,  że  córeczka  błyskawicznie  adaptuje  się  do
nowego  miejsca.  Krótkie  życie  Dolly  obfitowało  w  burzliwe
wydarzenia.

Czy  małe  dziecko  może  kumulować  w  pamięci  tego

rodzaju doświadczenia? – pytała się w duchu. Czy mogą one
mieć trwały negatywny wpływ na jego psychikę?

Odsunęła  od  siebie  czarne  myśli.  Była  to  umiejętność,

którą udało jej się opanować do perfekcji. Zamiast grzebać się
w  przeszłości,  przeniosła  monitor  umożliwiający  obserwację
poczynań dziecka do drugiej sypialni i postawiła go na swoim
stoliku nocnym.

Nagle  odczuła  nieodpartą  potrzebę  snu.  Mentalne

i  fizyczne  zmęczenie  towarzyszyło  jej  od  pewnego  czasu
nieustannie. Wszyscy wiedzieli, że opieka nad niemowlęciem
jest  wyczerpująca.  Ale  liczne  nowe  matki  miały  kogoś  do
pomocy.  Mężów.  Innych  członków  rodziny.  A  ona
dysponowała tylko żalem i poczuciem winy.

Zdjęła dżinsy oraz lekką bawełnianą koszulkę i wśliznęła

się do pościeli. Nigdy dotąd nie leżała w tak wygodnym łóżku.
Rodzina Stone’ów była przyzwyczajona do luksusu. „Chata”,
którą Farrell zbudował na tym leśnym odludziu, przypominała
miniaturowy pałac.

background image

Ręcznie  wykonane  meble.  Kosztowna  stolarka.  Cenne

obrazy na ścianach. Domek zachował rustykalny charakter, ale
wszystkie  szczegóły  jego  wyposażenia  pochodziły
z najwyższej półki.

Zamknęła oczy, myśląc o Farrellu…

Obudziła  się  godzinę  później,  czując  gwałtowne  bicie

serca. Dolly! Zerwała się na równe nogi, ale ujrzawszy ekran
monitora, szybko opadła na łóżko. Córeczka beztrosko bawiła
się palcami stóp, wydając pogodne odgłosy.

Ivy  odetchnęła  głęboko  kilka  razy,  by  spowolnić  rytm

serca.  Wszystko  jest  dobrze.  Ani  jej,  ani  Dolly  nie  zagraża
żadne  niebezpieczeństwo.  A  ona  wiedziała,  że  musi  upłynąć
trochę  czasu,  zanim  ten  stan  rzeczy  utrwali  się  w  jej
świadomości.

Ubrała  się  szybko  i  zaczęła  przygotowywać  butelkę

z  pokarmem  dla  dziecka.  Potem  wzięła  córeczkę  na  kolana
i podsunęła jej smoczek.

-  Kocham  cię,  maleńka  –  wyszeptała  cicho.  –  Myślę,  że

będziemy tu szczęśliwe.

Kwadrans  przed  szóstą  zerknęła  po  raz  kolejny  w  lustro.

Miała na sobie te same wypłowiałe dżinsy i tę samą koszulkę.
Farrell nie sprawiał wrażenia człowieka, który przebiera się do
kolacji, mieszkając samotnie na tym odludziu.

Raz  jeszcze  spojrzała  w  lustro  i  uznała,  że  jest  zbyt

szczupła,  ale  poza  tym  wygląda  dość  atrakcyjnie.  Poprawiła
włosy, umalowała usta i wzięła na ręce córkę, a potem ruszyła
w  kierunku  dużego  domu.  Bez  trudu  pokonała  krótką
odległość dzielącą ją od drzwi frontowych.

background image

Z  łatwością  trafiła  do  kuchni,  z  której  dolatywały

smakowite zapachy. Nagle zdała sobie sprawę, że jest bardzo
głodna.

Kiedy stanęła na progu, Farrell uniósł głowę i spojrzał na

nią z uśmiechem.

-  To  świetnie,  że  już  jesteście!  –  zawołał.  –  Chciałem

właśnie  się  do  was  wybrać,  żeby  zobaczyć,  czy  wszystko
w porządku.

-  Jesteśmy  grzecznymi  dziewczynkami  i  nigdy  się  nie

spóźniamy.

- To świetnie – powtórzył, wsuwając do piekarnika blachę,

na  której  leżały  kromki  chleba.  –  Wszystko  jest  prawie
gotowe.  Dziś  po  południu  zamówiłem  dziecinne  krzesełko.
Przywiozą  je  jutro.  Przepraszam,  że  nie  pomyślałem  o  tym
wcześniej.

- Nie musiałeś tego robić – oznajmiła, potrząsając głową. –

Takie  foteliki  są  bardzo  drogie,  ale  oddam  ci  pieniądze
z pierwszej wypłaty.

Obrzucił  ją  chłodnym  spojrzeniem,  w  którym  dostrzegła

sporą dozę krytycyzmu.

-  Nie  –  powiedział.  –  Niczego  mi  nie  będziesz  oddawać.

Zamierzam  traktować  wydatki  związane  z  waszym  pobytem
jako  koszty  mojej  działalności  zawodowej.  Tak  samo  jak
zakup komputera czy drukarki. Czuję się w obowiązku zadbać
o to, żeby było wam tu wygodnie.

Ivy  chciała  zaproponować  mu  pomoc  w  kuchni,  ale

zauważyła,  że  stół  jest  nakryty.  Wkrótce  siedzieli  już  nad
talerzami  makaronu  z  pysznym  mięsnym  sosem.  Miłymi

background image

dodatkami do posiłku były mielony parmezan i przypieczony
chleb czosnkowy.

- To jest bardzo smaczne – oceniła Ivy. – Podziwiam twoje

umiejętności.

-  Niesłusznie  –  stwierdził  z  uśmiechem.  –  Pani  Peterson

zrobiła sos, a ja go tylko podgrzałem i wrzuciłem makaron do
wrzącej wody. To potrafi zrobić każdy głupek.

- Pani Peterson?

- Gospodyni Quina. Kiedy się dowiedziała, że mam zamiar

tu  mieszkać  i  pracować,  zaproponowała  mi  pomoc
w zaopatrzeniu kuchni i spiżarni. Jeśli zechcesz o coś zapytać,
a ja będę pogrążony w pracy, dzwoń do niej bez wahania, bo
sama o to prosiła.

Jedli  przez  chwilę  w  milczeniu,  ale  cisza  wydała  jej  się

nienaturalna.

-  Powiedz  mi  coś  o  swoich  braciach  –  poprosiła.  –  Jeśli

dobrze pamiętam, obaj są młodsi od ciebie, prawda?

Farrell wstał i napełnił ich kieliszki łagodnym czerwonym

winem.

- Urodziliśmy się w odstępie dwóch lat. Ja pierwszy, a po

mnie Zachary i Quin.

- Czy to Quin startował w olimpiadzie?

- Owszem – odparł Farrell, kiwając głową. – Zanim doszło

do wypadku, w którym zginął nasz ojciec, był światowej klasy
narciarzem.

-  Słyszałam  o  tej  katastrofie,  bo  czytuję  internetowe

wydanie gazety, która ukazuje się w Portland. Widziałam ten

background image

artykuł i nekrolog waszego ojca.

- Quin też siedział w tym samochodzie. Miał zmiażdżoną

nogę.  Przeszedł  kilka  operacji  i  długą  rehabilitację.  Teraz
potrafi już normalnie chodzić, ale oczywiście nie może marzyć
o wyczynowym uprawianiu narciarstwa.

- To okropne. Musiał być załamany.

-  I  był.  Wszyscy  przeżywamy  czasem  momenty,  które

zmieniają  całe  nasze  życie.  Na  szczęście  Katie  stanęła
natychmiast  u  jego  boku  i  pomogła  mu  się  pozbierać.  Mój
mały  braciszek  jest  teraz  dorosłym  mężczyzną  i  lepszym
człowiekiem.  Bardziej  zrównoważonym  i  pogodzonym  ze
światem.

- A Zachary?

- Zachary jest wolnym duchem. Wątpię, czy jakakolwiek

kobieta potrafi go poskromić.

Ivy  miała  ochotę  zapytać  o  nieżyjącą  żonę  Farrella.

Wiedziała  tylko,  że  jest  wdowcem,  ale  wkraczając  w  jego
prywatną sferę naraziłaby się na pytania dotyczące jej własnej
przeszłości, 

więc 

poskromiła 

swoją 

ciekawość

i skoncentrowała uwagę na makaronie.

Jej  nowy  szef  poruszył  jednak  w  delikatny  sposób  ten

temat.

- Wiem, że wyprowadziłaś się z Portland już dość dawno.

Co przywiodło twoją rodzinę do Karoliny Południowej?

Odetchnęła  z  ulgą,  gdyż  to  pytanie  dotyczyło  gruntu,  na

którym czuła się bezpiecznie.

background image

-  Mój  ojciec  był  poławiaczem  krewetek,  ale  miał  ciotki

i wujów na południu. Za ich pośrednictwem otrzymał posadę
kapitana łodzi czarterowej wożącej turystów na kilkugodzinne
albo  nawet  całodniowe  wyprawy  rybackie.  Mama  nie  lubiła
chłodnych  zim,  więc  spakowaliśmy  manatki  i  przenieśliśmy
się  na  drugi  koniec  świata.  Miałam  wtedy  dwanaście  lat
i byłam wściekła, że muszę się rozstać z przyjaciółkami. Ale
wszystko dobrze się skończyło.

Czując,  że jej rozmówca  zamierza  zadać  kolejne  pytanie,

pospiesznie zmieniła temat.

–  Czy  będziesz  jadał  posiłki  w  domu,  czy  mam  ci  je

przynosić do pracowni? Powiedziałeś, że kiedy skupiasz się na
pracy, zapominasz o wszystkim innym.

- To byłoby zbyt kłopotliwe – odparł, potrząsając głową. –

Zgódźmy się na kompromis. Mam w swoim nowym gabinecie
małą lodówkę. Jeśli możesz robić mi co rano jakąś kanapkę na
lunch, będę ją zabierał do pracy. I postaram się wracać tutaj na
kolację o szóstej trzydzieści. Czy taki układ ci odpowiada?

Ivy  pospiesznie  zebrała  myśli.  Kładła  zwykle  Dolly  do

łóżka  o  siódmej,  ale  mogła  przesunąć  porę  jej  zasypiania  na
ósmą. Miałaby wtedy dość czasu, żeby sprzątnąć kuchnię po
wieczornym posiłku.

-  Oczywiście  –  odparła.  –  I  proszę,  żebyś  zwracał  mi

uwagę, jeśli podam coś, czego nie lubisz. A teraz dziękuję ci
za poczęstunek. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, Dolly i ja
położymy  się  dziś  trochę  wcześniej.  Podam  jutro  śniadanie
punktualnie o ósmej, jeśli ta pora ci odpowiada.

-  Podchodź  do  tego  na  luzie,  Ivy.  To  nie  jest  fabryka,

w której musisz podbijać kartę o ściśle wyznaczonej godzinie.

background image

- Wiem, ale chcę, żebyś był zadowolony z moich usług. –

Zdała  sobie  sprawę,  że  ta  uwaga  mogła  zabrzmieć
dwuznacznie, więc odsunęła krzesło od stołu. – Czy możemy
już wrócić do siebie?

-  Oczywiście.  Postarajcie  się  odpocząć.  Jesteśmy  tu

bezpieczni, więc nie zamykam drzwi, ale na wszelki wypadek
dam ci komplet kluczy od waszej chaty. Zasypianie w nowym
miejscu zawsze bywa trudne. Poczujesz się lepiej, wiedząc, że
nikt nie zakłóci wam spokoju.

Pożegnała  się  pospiesznie,  wzięła  Dolly  na  ręce,  wyszła

z domu i uniosła głowę, aby spojrzeć na niebo. Lśniły na nim
miliony gwiazd, a ona, widząc ogrom wszechświata, poczuła
się nagle bardzo mała.

Otworzyła drzwi chaty i starannie zamknęła je za sobą na

klucz.  Potem  obeszła  wszystkie  pomieszczenia,  aby  się
upewnić, że obie z córką są zupełnie same.

Niektórzy  ludzie  nie  wierzyli  w  istnienie  zagrożeń.  Ona

jednak wiedziała swoje.

Obie  miały  za  sobą  długi  dzień,  więc  postanowiła  nie

kąpać  Dolly.  Przygotowała  dla  niej  butelkę,  a  potem  wzięła
córkę na ręce i zaniosła ją do dziecinnego pokoju.

Dopiero  teraz  zauważyła  stojącą  na  komodzie  elegancką

torbę  na  zakupy.  Do  jednego  z  uchwytów  przyczepiona  była
kartka  z  napisem:  „Nie  mam  dzieci,  więc  pozwól  mi
rozpieszczać naszą kochaną Dolly. Twoja przyjaciółka, Katie”.

Rozłożyła zawartość torby na łóżku i wydała cichy okrzyk.

Hojność  Katie  przeszła  jej  oczekiwania.  Dwanaście
kompletów dziecięcych ubranek pochodzących z luksusowych

background image

sklepów.  Połowa  z  nich  miała  idealne  rozmiary,  druga  była
o  numer  większa.  Katie  zdawała  sobie  sprawę,  że
dziewczynka  będzie  szybko  rosnąć,  więc  zadbała  o  to,  aby
niczego jej nie zabrakło.

Wiedziała,  że  Katie  jest  żoną  jednego  z  legendarnie

bogatych  braci  Stone,  więc  ten  wydatek  nie  nadszarpnął  jej
finansów. Mimo to poczuła głęboką wdzięczność.

Wzięła  do  ręki  telefon  i  pospiesznie  wystukała  esemesa:

„Znalazłam te ubranka! Jesteś dla nas za dobra! Obie z Dolly
bardzo Ci dziękujemy”.

Nakarmiła  dziewczynkę  i  utuliła  ją  do  snu,  a  wkrótce

potem  sama  też  położyła  się  do  łóżka.  Gdy  tylko  zgasiła
światło,  pokój  wypełniły  nieznane  jej  dotąd  dźwięki:
skrzypienie  drewnianych  belek,  szum  wiatru  i  drzew  oraz
stłumione okrzyki nocnych ptaków.

Kiedy  zamknęła  oczy,  wyobraźnia  nasunęła  jej  myśli

o  Farrellu.  Pamiętała  go  jako  małego  chłopca.  A  teraz  był
dorosłym, potężnie zbudowanym atrakcyjnym mężczyzną.

Na widok którego jej serce zaczynało bić o wiele szybciej.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Farrell  miał  zły  sen  dotyczący  Sashy.  Błądził  w  nim  po

szpitalnych  korytarzach,  szukając  jej  pokoju.  Napotkany
lekarz  spojrzał  mu  ze  smutkiem  w  oczy  i  powiedział:  „Ona
odeszła”.  Obudził  się  gwałtownie,  czując  szybkie  bicie  serca
i ucisk w żołądku.

Do diabła! – pomyślał. Przecież po siedmiu latach żałoby

powinienem mieć to już za sobą.

Przetarł  oczy  i  stwierdził,  że  budzik  ma  zadzwonić  za

piętnaście minut. Postanowił więc stawić czoło wydarzeniom
nadchodzącego dnia.

Wypił  dwie  filiżanki  mocnej  gorącej  kawy  mającej

pobudzić  jego  umysł.  Trzecią  wlał  do  eleganckiego  termosu
i zabrał do pracowni. Śpiew ptaków i szum poruszanych przez
wiatr  gałęzi  podziałały  na  niego  uspokajająco.  Szedł  powoli,
stopniowo budząc się do życia.

Lubił  pracować  w  Portland,  ale  musiał  przyznać,  że  ten

nowy układ ma swoje zalety. Kiedy umarł ojciec, on i bracia
przestali  być  dorywczymi  pracownikami  firmy  Stone  River
Outdoors,  a  stali  się  jej  pełnoetatowymi  właścicielami.  Nie
mieli wielu okazji do rozkoszowania się pięknem natury.

Stary  pan  Stone  był  twardym,  ale  sprawiedliwym

człowiekiem.  Po  śmierci  żony  wychowywał  synów  w  myśl

background image

swoich własnych zasad. Kiedy dorośli, pozwolił im wędrować
po świecie w poszukiwaniu przygód.

Farrell miał mniej przygód niż jego bracia. Młodo poślubił

ukochaną  Sashę.  Młodo  owdowiał.  Od  tej  pory  poświęcał
większość czasu i energii na pracę. Dzięki jego osiągnięciom
w dziedzinie badań na rzecz rozwoju założona przez dziadka
firma przeżyła okres wspaniałego rozkwitu.

Teraz  kierował  nią  Quin,  a  uzdolniony  matematycznie

Zachary  dbał  o  jej  równowagę  finansową,  więc  Farrell  mógł
poświęcić  wszystkie  siły  na  twórczą  realizację  nowych
projektów.

Metodycznie zabrał się do pracy. Naostrzył kilka ołówków,

uporządkował  blat  biurka.  Potem  patrzył  przez  chwilę
w  przestrzeń,  powracając  myślami  do  najnowszego
przedsięwzięcia.  Po  dwudziestu  minutach  był  już  całkowicie
pogrążony w jego szczegółach.

Kiedy  wrócił  do  rzeczywistości,  zerknął  na  zegarek

i  jęknął.  Dochodziła  jedenasta,  a  on  zapowiedział  Ivy,  że
będzie jadał śniadanie o ósmej.

Jest  pewnie  wściekła  i  rozżalona,  pomyślał.  Ale  ja  nie

mogę  pracować  o  głodzie.  Obiecam,  że  się  poprawię.  Będę
szanował jej pracę i czas.

Gdy wpadł do kuchni, Ivy i Dolly siedziały przy stole. Ivy

miała  na  sobie  białą  bawełnianą  bluzkę  i  te  same  dżinsy.
Rozpoznał je, bo zapamiętał, że były rozdarte na kolanie.

- Przepraszam – powiedział. – Obiecuję, że jutro przyjdę

punktualnie. Chyba nastawię sobie budzik.

background image

-  To  jest  twój  dom  i  twoje  jedzenie  –  stwierdziła  Ivy

chłodnym  tonem.  –  Masz  prawo  jadać  wtedy,  kiedy  ci  się
podoba.  A  moje  zadanie  polega  na  tym,  żeby  wszystko  było
gotowe  na  czas.  Smażyłam  jajecznicę  co  pół  godziny,  żeby
była gorąca. – Wstała od stołu. – Bekon można podgrzać, a ja
zaraz przygotuję kolejną jajecznicę.

Farrell  podszedł  do  kubła  na  śmieci,  uniósł  pokrywę

i zajrzał do jego wnętrza. Potem odwrócił głowę i stwierdził,
że nowa pracownica patrzy na niego z niepokojem.

-  Czy  nie  bałaś  się,  że  mogę  ci  mieć  za  złe  marnowanie

jedzenia? – spytał żartobliwym tonem.

Ivy zbladła i przez chwilę poruszała bezdźwięcznie ustami.

- Bardzo przepraszam – wymamrotała w końcu. – Muszę

zamówić  nowy  zapas  jajek.  Możesz  potrącić  ten  wydatek
z mojej pensji.

Cofnęła się o kilka kroków i stała teraz daleko od niego,

a on miał wrażenie, że jest występującym na scenie aktorem,
który  zapomniał  swoją  kwestię.  Był  przed  chwilą  bardzo
głodny, ale teraz gwałtownie stracił apetyt.

-  Widzę,  że  musimy  odbyć  poważną  rozmowę  –

oznajmił.  –  Najwyraźniej  uważasz  mnie  za  kogoś,  kim  nie
jestem.

Ivy  wzruszyła  lekko  ramionami,  przyciskając  dziecko  do

piersi w taki sposób, jakby było tarczą chroniącą ją przed jego
gniewem.

- Przecież ja cię wcale nie znam.

-  Więc  przyjmij  do  wiadomości,  że  nie  jestem

człowiekiem,  który  będzie  na  ciebie  krzyczał,  kiedy  jajka

background image

wystygną z powodu mojego spóźnienia. Czy to jest jasne?

Z  jej  twarzy  ustąpiła  bladość,  ale  w  oczach  nadal  tlił  się

lęk.

- Okej – powiedziała głośno. – Nie będziesz krzyczał. Ta

sprawa została wyjaśniona. A teraz powiedz mi, czy mam na
nowo zabrać się do smażenia?

-  Nie,  dziękuję.  Zrobię  sobie  kanapkę  i  zjem  wczesny

lunch.  –  Przerwał  na  chwilę  i  wzruszył  ramionami.  –  Być
może nie powiedziałem ci całej prawdy. Nie przyszłoby mi do
głowy,  żeby  krzyczeć  na  ciebie  z  powodu  jajecznicy,  ale
czasem wpadam w złość. Więc jeśli kiedyś zacznę wrzeszczeć,
to wiedz, że nie robię tego z twojego powodu.

Tym  razem  spojrzała  na  niego  tak  badawczo,  że  poczuł

dreszcz i spytał się w duchu, czy ona zawsze jest tak poważna
i zasadnicza.

- Czy chcesz powiedzieć, że zdarza ci się tracić panowanie

nad sobą? – spytała.

W  innych  okolicznościach  uznałby  takie  pytanie  za  mało

ważne.  Teraz  jednak  zdał  sobie  sprawę,  że  Ivy  traktuje  je
bardzo serio.

-  Przecież  każdemu  się  to  czasem  zdarza  –  odparł

z uśmiechem, usiłując rozładować sytuację.

- Nie każdemu – powiedziała cicho, potrząsając głową. –

Mnie nie. Ale należę chyba do mniejszości.

-  Ludzie  mają  różne  charaktery  –  stwierdził  łagodnym

tonem.  –  Niektórzy  rozładowują  stres,  zachowując  się
hałaśliwie. Ale to nie znaczy, że są źli lub niebezpieczni.

background image

Ivy wzdrygnęła się na dźwięk słowa „niebezpieczni”, a on

dostrzegł  jej  reakcję,  która  utwierdziła  go  w  przekonaniu,  że
musiała przeżyć coś dramatycznego.

- Rozumiem – mruknęła cicho, ale on wyczuł w jej słowie

niepewność i zdał sobie sprawę, że musi traktować ją bardzo
delikatnie.

- Czy masz ochotę obejrzeć dom, żeby poczuć się w nim

jak  u  siebie?  Możesz  zaglądać  do  wszystkich  pomieszczeń.
A ja zrobię sobie tymczasem kanapkę i wrócę do pracowni.

Po raz pierwszy dostrzegł w jej oczach coś, co można było

uznać za przebłysk poczucia humoru.

I  stwierdził,  że  kiedy  się  uśmiecha,  wygląda  o  wiele

młodziej.

- To byłby już trzeci posiłek, którego ci nie podałam, więc

mógłbyś  mnie  oskarżyć  o  zaniedbywanie  obowiązków.
Potrzymaj Dolly, a ja się wszystkim zajmę.

Zanim zdążył zaprotestować, dziecko znalazło się w jego

ramionach. Pachniało odżywką dla niemowląt i czymś, czego
nie potrafił zidentyfikować.

- W jakim ona jest wieku? – spytał, chcąc się dowiedzieć

jak najwięcej o przeszłości swojej nowej pracownicy.

Ivy ponownie przybrała poważny wyraz twarzy, odwróciła

się w stronę lodówki i zaczęła z niej coś wyjmować.

- Ma siedem miesięcy – odparła, nie patrząc w jego stronę.

- Czy ojciec zdążył ją poznać?

Ivy wyprostowała się i spojrzała mu prosto w oczy.

- Nie rób tego – powiedziała stanowczym tonem.

background image

- Czego?

- Nie próbuj się wtrącać do mojego życia ani życia Dolly.

Przyjechałam  tutaj  po  to,  żeby  wykonywać  określoną  pracę.
Nic  więcej.  Nasze  stosunki  mają  wyłącznie  charakter
służbowy.

Farrell zachichotał, czując się nagle o wiele lepiej.

-  Widzę,  że  jednak  czasem  tracisz  panowanie  nad  sobą.

Nie ma w tym nic złego.

Na  twarzy  Ivy  odmalowało  się  bezbrzeżne  zdumienie,

a  Farrell  zaczął  podejrzewać,  że  jej  zdolność  do  samooceny
jest ograniczona. A może zbyt długo tłumiła w sobie naturalne
reakcje  i  zatraciła  umiejętność  przeżywania  prawdziwych
uczuć tak pozytywnych, jak i negatywnych.

- Przepraszam za moje wścibstwo – dodał cicho. – Usiądę

teraz  z  panną  Dolly  na  tarasie  i  będziemy  patrzeć  na  ocean,
żebyś mogła spokojnie zabrać się do roboty.

Ivy przygotowywała lunch Farrella, trzęsąc się ze złości na

samą siebie. Nie miała pojęcia, jak mogła potraktować go tak
obcesowo. On jej płaci absurdalnie wysoką pensję, wymagając
bardzo niewiele. Powinna spełniać jego wszystkie zachcianki,
a nie odzywać się do niego takim tonem.

Ale  przysięgła  sobie  jakiś  czas  temu,  że  nie  będzie  już

nigdy  ustępować  mężczyznom.  Była  teraz  dorosłą  kobietą
mającą  prawo  do  własnych  poglądów  i  własnych  metod
postępowania. Właśnie taka postawa zapewniała jej poczucie
wolności.

Ozdobiła  kanapkę  plasterkami  pomidora  i  dorodnym

liściem  sałaty.  Chciała,  by  ten  lunch  przypominał  dzieło

background image

sztuki.  Umieściła  go  w  jednej  z  papierowych  toreb,  które
znalazła  w  kuchennej  szafce,  dodając  świeżo  umyte  jabłko.
Nie wiedziała, co pija o tej porze Farrell, ale w lodówce stało
mnóstwo  butelek  z  wodą  sodową,  mrożoną  herbatą  i  innymi
napojami, więc pozostawiła mu wybór.

Kiedy wszystko było gotowe, a w kuchni panował idealny

porządek,  ruszyła  w  kierunku  frontowych  drzwi.  Przystanęła
na chwilę przy jednym z okien, żeby przyjrzeć się Farrellowi
i  Dolly.  Odetchnęła  z  ulgą,  widząc  radosny  uśmiech
rozjaśniający twarz córeczki.

Podobno  psy  i  dzieci  potrafią  rozpoznać  dobrego

człowieka,  pomyślała.  Jeśli  tak  jest  istotnie,  to  Farrell  Stone
zdaje ten egzamin celująco.

Ale  ona  przekonała  się  w  bolesny  sposób,  że  niektórzy

potrafią ukazywać światu całkowicie fałszywe oblicze.

Nawet  teraz,  po  upływie  tak  długiego  czasu,  przeżywała

wstyd na myśl o tym, jak łatwo została oszukana. Wiedziała,
że  będzie  płacić  za  popełnione  przez  siebie  błędy  do  końca
życia.  Chciała  jednak  za  wszelką  cenę  wpoić  Dolly
umiejętność unikania pułapek zastawianych przez los.

Farrell  wybuchnął  nagle  śmiechem  i  pocałował

dziewczynkę  w  czubek  głowy.  Jego  niespodziewanie  czuły
gest zaskoczył Ivy i ją wzruszył. On traktował Dolly w sposób
naturalnie  życzliwy.  Czy  naprawdę  jest  człowiekiem,  na
jakiego wygląda?

Siedział  tyłem  do  niej,  więc  mogła  go  obserwować,  nie

przyciągając  jego  uwagi.  Miał  szerokie  ramiona  i  potężną
klatkę piersiową. Błękitna sportowa koszulka odsłaniała jego
wspaniałą  muskulaturę.  Emanowała  z  niego  aura  męskości.

background image

Ivy  zadrżała  nagle  pod  wpływem  czegoś,  czego  nie  chciała
zdefiniować.

Nieraz  odczuwała  pożądanie,  ale  jako  rozsądna  kobieta

potrafiła nad nim panować.

Farrell musiał poczuć, że jest obserwowany. Odwrócił się

w stronę okna i gestem zaprosił ją na taras, a ona niechętnie
spełniła jego życzenie.

Na  dworze  było  teraz  o  wiele  cieplej  niż  rano,  kiedy

otworzyła drzwi swojej chaty.

- Twój lunch jest gotowy – oznajmiła.

Dolly  nie  wyciągnęła  rąk  do  matki.  Była  najwyraźniej

zafascynowana swoim nowym przyjacielem.

Farrell kiwnął głową.

- Dziękuję – mruknął, nie odrywając wzroku od morza, na

którego błękitnej powierzchni tańczyły trzy białe jachty.

- Czy jesteś żeglarzem? – spytała.

-  Owszem.  Dlaczego  pytasz?  Czyżbyś  miała  ochotę  się

tego nauczyć? Chętnie zostanę twoim instruktorem.

-  Przepraszam  za  to,  co  powiedziałam  –  oznajmiła,

ignorując jego ofertę. – Że nie jesteśmy przyjaciółmi. To nie
było miłe.

Uśmiechnął  się,  błyskając  bielą  zębów,  a  ona  poczuła

lekkie ukłucie w żołądku.

-  Zawsze  wierzyłem  w  to,  że  każdy  zasługuje  na  drugą

szansę. Więc może zaczniemy od nowa? Mam na imię Farrell
i bardzo się cieszę, że jesteśmy razem na tym leśnym odludziu
w stanie Maine.

background image

- Naprawdę? – spytała, marszcząc lekko brwi. – Podczas

wizyty  w  twoim  biurze  odniosłam  wrażenie,  że  zatrudniasz
mnie pod przymusem.

Jego  policzki  poczerwieniały  i  można  było  podejrzewać,

że  się  zawstydził.  Ale  ona  wiedziała,  że  to  nie  wchodzi
w  rachubę.  Tacy  mężczyźni  jak  Farrell  Stone  dysponują
niewzruszonymi zasobami pewności siebie.

-  To  prawda,  że  kiedy  pracuję,  wolę  być  sam  –  odparł,

wzruszając  ramionami.  –  Przykro  mi,  jeśli  z  mojej  winy  nie
poczułaś się mile widziana.

-  Ja  nie  jestem  tutaj  gościem,  Farrell,  a  ty  wcale  nie

sprawiłeś,  że  poczułam  się  niemile  widziana.  Zapewniłeś  mi
wspaniałe mieszkanie i kupiłeś mojej córce łóżeczko. Jestem
twoją dłużniczką.

-  Nic  podobnego  –  rzekł  stanowczo,  marszcząc  brwi.  –

Nasza  umowa  przewiduje  partnerski  układ,  w  którym  obie
strony posiadają równe prawa. To, co możesz wnieść do tego
układu,  jest  dla  mnie  bardzo  ważne.  Chciałbym,  żebyś  to
zrozumiała.

- Czy mam potraktować twoje słowa poważnie? – spytała,

patrząc  w  jego  zielone  oczy,  w  których  odbijały  się  złote
promienie słońca.

Nadal nie była pewna, czy może mu zaufać.

-  Oczywiście.  Mam  swoje  wady,  ale  lubię  myśleć,  że

jestem człowiekiem, który dotrzymuje słowa.

Stali  tak  blisko  siebie,  że  dostrzegła  na  jego  podbródku

drobne  skaleczenie  i  z  niewiadomych  przyczyn  zadała  sobie

background image

pytanie, czy on, przebywając na tym odludziu, zawsze się goli,
czy też zrobił to tego ranka ze względu na jej obecność.

-  Nowy  początek  to  dobry  pomysł  –  oznajmiła

z uśmiechem, wyciągając prawą rękę. – Przypieczętujmy nasz
układ uściskiem dłoni.

Gdy  ich  palce  się  zetknęły,  poczuła  bijącą  od  niego  siłę.

Była  zadowolona,  że  wybaczył  jej  wcześniejszą  nieżyczliwą
uwagę  dotyczącą  ich  wzajemnych  stosunków.  A  zarazem
zdumiona,  że  tak  krótki  uścisk  dłoni  może  przyprawić  ją
o zawrót głowy. Uniosła wzrok w nadziei, że dostrzeże na jego
twarzy  przebłysk  sympatii,  ale  malowała  się  na  niej  jak
zwykle chłodna obojętność.

- Muszę wracać do pracy – oznajmił stłumionym głosem.

- Oczywiście – odparła, tłumiąc w sobie poczucie zawodu

wywołane jego słowami.

Nagle  zdała  sobie  sprawę,  że  chętnie  spędziłaby  w  jego

towarzystwie jeszcze kilka godzin. A może nawet cały dzień.
Ale  zdrowy  rozsądek  przypomniał  jej  brutalnie,  że  nie  może
sobie pozwolić na żaden kolejny życiowy błąd.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Farrell  potrafił  –  w  razie  konieczności  –  ignorować

wszelkie czynniki zewnętrzne i koncentrować się na pracy. Ta
właśnie  umiejętność  była  główną  przyczyną  jego  sukcesów
zawodowych. Twórczość – wynalazczość – wymagały spokoju
i otwartej przestrzeni.

Tu,  na  północnych  kresach  stanu  Maine,  dysponował

jednym  i  drugim.  Cisza  sprzyjała  procesowi  myślenia,
a piękno krajobrazu odświeżało jego duszę.

Mógł  więc  skupić  się  na  swoich  zamierzeniach  bardziej

niż  kiedykolwiek  dotąd.  Teraz,  przebywając  z  daleka  od
Portland,  nie  musiał  się  martwić  o  to,  że  jakiś  tajemniczy
intruz  przywłaszczy  sobie  jego  pomysły.  Mieszkał  na
pustkowiu,  a  zaprzyjaźnieni  z  nim  mieszkańcy  tych  okolic
natychmiast dostrzegliby pojawienie się obcego.

Odkrył jednak z niepokojem, że zbyt często wygląda przez

okno, a jego myśli rozbiegają się we wszystkich kierunkach.
I koncentrują się przeważnie na osobie Ivy.

Mieszkała  tu  już  od  niemal  trzech  tygodni,  a  ich

współpraca przebiegała według ustalonego porządku. Zgodnie
z obietnicą złożoną na samym początku pobytu zawsze zjawiał
się punktualnie w porze śniadania. Kiedy o ósmej wpadał do
domu, wszystko czekało już na stole.

background image

Ivy  była  dobrą  kucharką.  Nawet  bardzo  dobrą.  Ale

codziennie  mówiła  mu,  że  przełknęła  coś  w  porze  karmienia
dziecka,  więc  musiał  samotnie  zjadać  porcję  jajecznicy  lub
naleśników.  Wykorzystywał  tę  okazję,  aby  przejrzeć  pocztę
mejlową lub zajrzeć do „New York Timesa”.

Inaczej było w porze kolacji. Stanowczo zażądał, żeby Ivy

towarzyszyła mu w wieczornym posiłku.

Zamówione  przez  niego  dziecinne  krzesełko  zostało  już

dostarczone,  więc  zasiadali  we  troje  przy  stole  ustawionym
w kuchennej wnęce.

Kiedy Ivy usiłowała pewnego wieczoru podać mu kolację

w  eleganckiej  jadalni,  skrzywił  się  na  widok  wytwornego
nakrycia  na  jedną  osobę  i  przeniósł  wszystko  do  kuchni.
Ponowiła  próbę  następnego  dnia,  ale  gdy  zareagował  tak
samo, wywiesiła białą flagę.

Nigdy więcej nie spytał o jej męża. Oboje stosowali się do

zasad niepisanej umowy. On unikał osobistych tematów, a ona
go karmiła. Układ funkcjonował bez zakłóceń.

Dokuczało mu jednak przekonanie, że powinien skłonić ją

do ujawnienia prawdy dotyczącej przeszłości i jej pomóc.

Uważał  siebie  za  skrajnego  egoistę.  Po  śmierci  Sashy

obiecał  sobie,  że  nigdy  więcej  nie  zaangażuje  się  tak  mocno
w sprawy jakiejkolwiek innej kobiety. Utrata osoby, w której
kochał się od czasów szkolnych, zamieniła go w odpornego na
wszelkie zewnętrzne bodźce samotnika.

Ale  jego  świat  zaczął  się  w  końcu  ponownie  obracać

wokół własnej osi. Wspomnienia związane z Sashą stopniowo

background image

blakły. Czas uleczył rany, a przynajmniej ich większość. Zaś
życie okazało się pod wieloma względami całkiem znośne.

Nie  miał  jednak  ochoty  na  żadne  bliskie  związki

uczuciowe.  Kiedy  popęd  seksualny  zaczynał  go  rozpraszać,
znajdował  jakąś  kobietę,  która  ceniła  swoją  niezależność  tak
samo jak on, i przeżywał z nią krótką przygodę. Taka sytuacja
nie była idealna, ale spełniała jego potrzeby.

Ivy  budziła  w  nim  niepokój,  ponieważ  przyciągała  go

z ogromną siłą. Była zachwycająco naturalna. Chciał nawiązać
z  nią  intymne  kontakty  i  zwabić  ją  do  swojego  łóżka.
Podejrzewał  jednak,  że  jeśli  wkroczy  zbyt  daleko  w  jej
przeszłość, zaangażuje się uczuciowo. Przekroczy bezpieczne
granice, które sam sobie narzucił.

Perspektywa  jakiegokolwiek  trwałego  związku  budziła

w  nim  lęk.  Wiedział,  co  przeżywa  człowiek,  który  stracił
ukochaną osobę. I nie chciał skazywać się na takie cierpienia
po raz drugi.

Ivy  była  zadowolona  ze  swojej  posady.  Obie  z  Dolly

szybko przystosowały się do nowego otoczenia.

Minęły  dwa  dni,  zanim  poczuła  się  swobodniej

w  niezwykłej  kuchni  Farrella,  ale  i  ten  problem  zniknął  pod
koniec pierwszego tygodnia.

W piątek rano, tuż po śniadaniu, w rezydencji pojawiła się

niespodziewanie Katie. Przez godzinę rozmawiała z Farrellem
o  sprawach  dotyczących  firmy,  a  potem  złożyła  wizytę
w  chatce.  Ta  atrakcyjna  seksowna  blondynka  zawsze
przyprawiała Ivy o kompleks niższości. Oczywiście nie starała
się  o  to.  Była  jednak  kobietą  bardzo  piękną,  inteligentną
i szczęśliwą w niedawno zawartym małżeństwie. A przy tym

background image

wystarczająco  kompetentną,  aby  kierować  sprawami  firmy
pod nieobecność szefa.

-  Czy  to  możliwe,  że  ona  podrosła  od  czasu  naszego

ostatniego  spotkania?  –  spytała,  kiedy  Ivy  pokazała  jej
córeczkę.

-  Niewykluczone  –  odparła  Ivy.  –  Oddycha  tu  czystym

powietrzem i jest szczęśliwa.

- A ty?

- Ja… wszystko układa się bardzo dobrze – odparła cicho

Ivy, czując, że się czerwieni.

- Farrell mówi, że jesteś genialną kucharką.

- Cieszę się, że tak uważa.

- Czy znaleźliście wspólny język?

-  Mieliśmy  kilka  drobnych  konfliktów  na  samym

początku. Ale teraz osiągnęliśmy porozumienie.

-  To  dobrze.  Muszę  z  tobą  o  czymś  porozmawiać.  Ale

obiecaj mi, że nie dostaniesz ataku histerii.

- Zaczynasz tę rozmowę w sposób niezbyt zachęcający –

mruknęła  Ivy,  czując  ucisk  w  piersi.  –  Chodzi  o  Farrella,
prawda? Czy on zmienił zdanie, ale się boi powiedzieć mi to
w oczy?

Katie  spojrzała  na  nią  ze  zdumieniem,  a  potem

wybuchnęła śmiechem.

-  Farrell  Stone  jest  najbardziej  odważnym  człowiekiem,

jakiego znam… po moim mężu. Nie. Nie zmienił zdania. Ale
uprzedzałam  cię,  że  on  często  przyjmuje  gości,  prawda?  No
więc  podczas  przyszłego  weekendu  ma  nastąpić  ważne

background image

wydarzenie.  Oboje  z  Farrellem  przygotowywaliśmy  je  od
dawna,  ale  decyzje  zapadły  dopiero  wczoraj.  Stone  River
Outdoors  zamierza  nawiązać  współpracę  z  kilkoma
zagranicznymi firmami, żeby osiągnąć globalny zasięg.

-  Rozumiem  –  mruknęła  Ivy,  starając  się  nie  okazać

niepokoju.

- Tutaj, w rezydencji Farrella, odbędzie się „ spotkanie na

szczycie”,  w  którym  wezmą  udział  same  grube  ryby.
Szwajcarski  producent  zegarków.  Właściciel  słynnej  agencji
organizującej  safari  w  Namibii.  Dwaj  szefowie  biur
turystycznych  funkcjonujących  na  terenie  brytyjskich  Wysp
Dziewiczych.  Oraz  para  małżeńska  specjalizująca  się
w pieszych wycieczkach po Toskanii. Farrell, Zachary i Quin
chcą  ich  przekonać  do  korzystania  z  usług  naszej  firmy,
oferując  w  zamian  kampanie  reklamowe  promujące  każdego
z naszych partnerów.

- Więc czeka mnie mnóstwo gotowania.

-  Niekoniecznie  –  odparła  Katie,  opuszczając  wzrok.  –

Sprowadzamy  na  cały  weekend  zawodowego  szefa  kuchni.
Farrell chce, żebyś wystąpiła w roli pani domu. Moja siostra
obiecała,  że  przyjedzie  tu  ze  mną  i  zaopiekuje  się  Dolly.
Oczywiście tutaj, w waszej chatce, więc nie będziesz musiała
się o nią martwić.

Ivy zacisnęła ręce w pięści i potrząsnęła głową.

- Delanna? Och, nie! To się nie uda.

-  Będę  przez  cały  czas  na  miejscu  –  dodała  Katie.  –  To

znaczy  od  rana  do  wieczora,  bo  oboje  z  Quinem  będziemy
nocować we własnym domu.

background image

-  A  Zachary?  Czy  on  nie  ma  jakiejś  partnerki,  która

nadawałaby się do roli pani domu lepiej niż ja?

-  Zachary  jest  zatwardziałym  kawalerem  i  skacze

z kwiatka na kwiatek. Choć muszę przyznać – dodała szybko –
że bardzo się ustatkował po śmierci ojca. Zachary to geniusz
finansowy,  dzięki  któremu  firma  przynosi  dochody.  On  też
weźmie  udział  w  spotkaniu,  ale  będzie  mieszkał  w  swoim
własnym domu.

- Kiedy rozmawiałyśmy w Portland o tej pracy, sądziłam,

że masz na myśli wydawane co jakiś czas eleganckie kolacje –
wyszeptała  Ivy.  –  Nie  jestem  osobą,  której  potrzebujecie.
A poza tym nie mam nawet odpowiedniej garderoby.

Katie  uśmiechnęła  się,  sięgnęła  do  eleganckiej  skórzanej

torby i wyjęła z niej plik katalogów.

- Z tym nie będzie problemu. Zrobiłam listę niezbędnych

zakupów,  za  które  zapłaci  oczywiście  Farrell.  Jeśli  nie
spodobają ci się kolory albo fasony, bez wahania wybierz coś
innego.  Dostawa  musi  nastąpić  w  ciągu  najbliższych  dni,
abyśmy mogli zmienić zamówienie, gdyby się okazało, że coś
na ciebie nie pasuje.

Ivy  przerzuciła  katalogi  i  spojrzała  na  przyjaciółkę

z  podziwem.  Farrell  nie  przesadził,  chwaląc  jej  zdolności
organizacyjne.  Zaplanowała  tę  kampanię  jak  operację
militarną… Wytworne stroje wieczorowe. Elegancka bielizna.
Trzy suknie koktajlowe. Wygodne stroje sportowe.

- Nie mogę – jęknęła, potrząsając głową. – To nie jest mój

świat.  Ja  nie  jestem  taka  jak  ty.  Nigdy  nie  ubierałam  się  tak
szykownie.

background image

-  Dasz  radę  –  pocieszyła  ją  Katie.  –  Zanim  zostałam

członkiem  rodziny  Stone’ów,  też  uważałam,  że  to  nie  mój
świat.  Teraz  przyzwyczaiłam  się  już  do  życia  na  wysokiej
stopie. To jest o wiele łatwiejsze, niż myślisz.

- Przecież ja nawet nie znam dobrze twojej siostry.

- Mieszkałaś z nią.

- Tylko przez trzy dni. Dowiedziałam się z ogłoszenia, że

szuka współlokatorki.

- Zdążyła już pokochać Dolly. Moja siostra bywa czasem

irytująca, ale łatwo znajduje wspólny język z dziećmi. A poza
tym,  jak  już  powiedziałam,  będziesz  przez  cały  czas  na
miejscu, więc nie masz się o co martwić.

- Dlaczego obowiązków pani domu nie możesz pełnić ty?

-  Dlatego,  że  Farrell  wybrał  ciebie.  Quin  i  ja  chcemy  co

wieczór  wracać  do  swojego  domu,  a  ty  będziesz  na  miejscu
przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.

- Dwadzieścia cztery godziny? – powtórzyła Ivy, szeroko

otwierając oczy.

-  Czyżbym  zapomniała  ci  o  tym  wspomnieć?  –  spytała

Katie, po raz pierwszy tracąc pewność siebie. – Farrell chce,
żebyś zamieszkała w jednym z pokoi gościnnych. On uważa,
że  jesteś  wystarczająco  bystra,  aby  zadbać  o  dobre
samopoczucie jego gości.

Po  tej  rozmowie  Ivy  przestała  panować  nad  biegiem

wydarzeń. Musiała przyznać, że Katie jako asystentka Farrella
znakomicie organizuje cały weekend. Miała jej jednak za złe
to,  że  zmusza  ją  do  odgrywania  roli  bywalczyni  przyjęć.
A Farrell podczas lunchu pogłębił jeszcze bardziej jej obawy.

background image

-  Jestem  ci  bardzo  wdzięczny,  Ivy.  Wiem,  że  Katie

omówiła  z  tobą  szczegóły.  Oboje  z  Quinem  przylecą  tu
w czwartek rano, żeby pomóc w dopracowaniu naszego planu.
Zachary  zajmie  się  wynajmem  limuzyn,  które  odbiorą  gości
w piątek z lotniska i dowiozą ich na miejsce.

Ivy spojrzała kolejno na swojego szefa i na kobietę, dzięki

której otrzymała tę doskonale płatną posadę. Ku jej zdumieniu
oboje wydawali się pewni, że ona potrafi stanąć na wysokości
zadania. Miała ochotę uciec na koniec świata, ale czuła się ich
dłużniczką, ponieważ podali jej pomocną dłoń, gdy była bliska
rozpaczy.

- Zrobię, co będzie w mojej mocy – oznajmiła. – Ale mam

jeden warunek.

- Mianowicie? – spytał Farrell, unosząc brwi.

-  Będę  układała  Dolly  do  snu.  To  nie  trwa  długo,  a  nie

chcę, żeby myślała, że ją porzuciłam.

- Oczywiście – zgodziła się Katie, kiwając głową. – Oboje

z  Quinem  będziemy  jeszcze  o  tej  porze  na  miejscu,  więc
w razie potrzeby poradzimy sobie z każdą awaryjną sytuacją.

Farrell wcale nie był pewny, czy jego pomysł się sprawdzi.

Rolę pani domu odgrywała w przeszłości Katie i podjęłaby się
jej  ponownie,  gdyby  ją  o  to  poprosił.  On  jednak
z  niezrozumiałych  do  końca  powodów  wierzył,  że  Ivy  może
okazać  się  ważnym  elementem  nadchodzącego  wydarzenia.
Była  osobą  praktyczną  i  elastyczną.  A  zarazem  na  tyle
uczciwą,  aby  zgłosić  mu  swoje  ewentualne  zastrzeżenia
dotyczące przebiegu konferencji.

background image

W  tym  momencie  wydawała  się  lekko  zdezorientowana.

Katie zwaliła na nią liczne obowiązki, a ona musi wiedzieć, że
najgorsze jeszcze przed nią.

Czyżby wymagał od niej zbyt wiele?

Zanim zdążył odpowiedzieć sobie na to pytanie, Ivy wstała

i zaczęła sprzątać ze stołu.

-  Ja  się  zajmę  zmywaniem  –  oznajmiła  Katie.  –  Farrell,

wracaj do pracy. A ty, Ivy, połóż Dolly, bo zbliża się pora jej
popołudniowej  drzemki.  A  przy  okazji  przyjmij  moje
gratulacje. Ta sałatka z kurczaka była wyśmienita.

Ivy  wzięła  córeczkę  na  ręce  i  wyszła  z  kuchni,  a  Farrell

potrząsnął głową, spoglądając na Katie pytająco.

- Czy dała się łatwo namówić do wystąpienia w roli pani

domu?

- Nie bardzo – odparła Katie. – Musiałam ją przekonywać.

Ale  myślę,  że  miałeś  dobry  pomysł.  Ona  podczas  tego
weekendu  może  okazać  się  bardzo  cenna.  I  choć  jest
nieśmiała,  mam  nadzieję,  że  ta  maskarada  sprawi  jej
przyjemność.

Farrell  wrócił  do  gabinetu  i  zasiadł  do  pracy,  ale  nie  był

w  stanie  się  na  niej  skupić.  Nie  niepokoił  się  o  przebieg
„spotkania na szczycie”, bo wiedział, że wszystkie szczegóły
zostały dopracowane, ale nie mógł oderwać myśli od Ivy.

W ciągu ubiegłego tygodnia uważnie ją obserwował. I był

coraz  bardziej  zachwycony  jej  figurą,  kolorem  włosów
i przewrotnym błyskiem, jaki pojawiał się w jej oczach, kiedy
coś ją rozbawiło.

background image

Z  irytacją  odrzucił  ołówek  i  wstał.  Efektem  ostatniej

godziny  jego  pracy  były  tylko  nagryzmolone  na  kartce
niewyraźne esy floresy. Postanowił więc zrobić sobie przerwę,
a przy okazji zaspokoić swoją ciekawość.

Zapukawszy do drzwi chaty, wykorzystał wolną chwilę, by

się  jej  przyjrzeć,  czego  nie  zdążył  zrobić  od  zakończenia
budowy. Wydała mu się znakomicie zaprojektowana i bardzo
przytulna. Zastukał po raz drugi.

Drzwi otworzyły się gwałtownie i stanęła w nich wyraźnie

zaskoczona Ivy.

- Farrell… Czy jestem do czegoś potrzebna?

Zauważył na jej twarzy ślad odciśnięty niewątpliwie przez

poduszkę i zorientował się, że przyszedł nie w porę.

-  Do  diabła,  widzę,  że  przerwałem  ci  drzemkę.

Przepraszam. Porozmawiamy kiedy indziej.

Odwrócił  się,  ale  zatrzymał  go  głos  Ivy,  który  wydał  mu

się niezwykle seksowny.

- Możesz wejść, Farrell. I tak miałam zamiar już wstać.

- Czy obudziłem Dolly?

-  Nie,  będzie  spać  jeszcze  przez  co  najmniej  czterdzieści

pięć minut.

- Nie chciałem przeszkadzać – wybąkał niepewnie, ale Ivy

otworzyła drzwi trochę szerzej i cofnęła się o krok.

- Nic nie szkodzi. Wejdź.

Zaprowadziła  go  do  saloniku,  usiadła  na  wygodnym,

obitym  zielonym  aksamitem  fotelu  i  wskazała  mu  kanapę.
Farrell zorientował się, że w chacie panuje dotkliwy chłód.

background image

- Czy mam rozpalić w kominku?

- To byłoby bardzo miłe.

Czując na sobie jej badawcze spojrzenie, przyklęknął obok

paleniska i ułożył na nim najpierw mniejsze, a potem większe
kawałki drewna. Już po chwili usłyszeli trzask polan i odgłosy
buchającego ognia.

-  Zadanie  wykonane  –  oznajmił,  wstając  i  strząsając  ze

spodni cząsteczkę sadzy. – Czy to pierwszy kominek, z jakim
masz do czynienia?

Ivy kiwnęła głową i skrzywiła się z niechęcią.

-  Próbowałam  dwukrotnie  go  rozpalić,  ale  chyba  nie

mogłabym  zostać  piromanką.  Czy  nie  powinieneś  się  teraz
zajmować swoją twórczą pracą?

- Usiłowałem to robić, ale mam dziś pustkę w głowie. To

się czasem zdarza.

- Czy mogę zapytać, nad czym teraz pracujesz?

-  Oczywiście.  Próbuję  wymyślić  aktywowane  przez  ruch

urządzenie  nadające  sygnały  alarmowe.  Kiedy  dochodzi  do
wypadku  w  górach,  człowiek  zasypany  przez  lawinę  lub
poszkodowany  alpinista  nie  może  wezwać  pomocy  przez
telefon komórkowy, bo go zgubił albo ma za słaby zasięg.

- A może jest zbyt ciężko ranny, żeby po niego sięgnąć.

-  No  właśnie.  Urządzenie,  które  usiłuję  wynaleźć,  ma

reagować  na  gwałtowną  zmianę  wysokości.  Jego  sygnał
mógłby być odbierany na różnych częstotliwościach.

-  To  imponujące  –  szepnęła  z  podziwem  i  spojrzała  mu

w oczy. – A teraz powiedz mi, dlaczego chcesz, żebym pełniła

background image

obowiązki pani domu?

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Nie miała pojęcia, jak zdobyła się na odwagę, aby zadać to

pytanie, ale bardzo chciała poznać odpowiedź.

Farrell miał nieprzenikniony wyraz twarzy. Zerknął na nią

badawczo,  a  potem  wstał,  by  podsycić  ogień.  Dorzuciwszy
kilka  polan,  oparł  się  o  obudowę  kominka  i  spojrzał  jej
w oczy.

-  Można  powiedzieć,  że  moje  motywy  były

wielopłaszczyznowe.

Po  raz  nie  wiadomo  który  zdała  sobie  sprawę,  że  jego

uroda działa na nią porażająco.

Dzięki  wspaniałemu  wynalazkowi,  jakim  był  google,

poznała  liczne  fakty  dotyczące  braci  Stone.  Dowiedziała  się,
że  Quin,  mąż  Katie,  zdobył  srebrny  medal  w  zawodach
narciarskich,  ustępując  zwycięzcy  tylko  o  kilka  setnych
sekundy.  Widziała  fotografie,  na  których  uśmiechnięty
Zachary  uczestniczył  w  marokańskim  wyścigu  wielbłądów.
Jeśli  chodzi  o  Farrella,  to  można  było  dojść  do  wniosku,  że
objechał cały świat i dokonał niezwykłych rzeczy. Być może
wypędzał go z Maine ból po stracie żony. A może po prostu
lubił  trudne  wyzwania,  więc  wspinał  się  na  różne  góry
i przelatywał nad lodowcami.

- Wielopłaszczyznowe… to nie jest odpowiedź.

background image

-  No  dobrze  –  mruknął.  –  Po  pierwsze  myślałem,  że

będziesz się dobrze bawić.

-  Bawić?  –  powtórzyła  z  niedowierzaniem,  marszcząc

czoło. – Skąd ci przyszło do głowy, że chcę się bawić?

-  Każdy  człowiek  musi  się  czasem  rozerwać.  A  ja

słyszałem,  że  młode  matki  przeżywają  niekiedy  kryzysy
psychiczne,  bo  są  przytłoczone  wymogami,  jakie  stawia
dziecko  i  zaczyna  im  brakować  normalnych  kontaktów
z dorosłymi.

- Ja nie potrzebuję twojej opieki – oznajmiła z irytacją. –

Potrafię sama o siebie zadbać.

- Wiem o tym. Ale przyszło mi też do głowy, że ożywisz

ten weekend, bo nie jesteś pracownicą Stone River Outdoors.
Możesz zwrócić uwagę na szczegóły, których my – Zachary,
Quin, Katie i ja – nie dostrzegamy, bo brakuje nam dystansu.
Po wyjeździe gości mam zamiar odbyć z tobą długą rozmowę,
żeby się dowiedzieć, co o tym wszystkim myślisz.

- Och, to zmienia postać rzeczy. Jestem pewna, że będzie

to dla mnie fascynujące doświadczenie.

-  Wcale  nie  jesteś  tego  pewna  –  odparł  z  przewrotnym

uśmiechem  –  ale  podejrzewam,  że  jesteś  trochę  ciekawa.
I dlatego się zgodziłaś.

- Zgodziłam się, bo jesteś moim szefem.

-  Rozumiem  –  oznajmił  chłodnym  tonem,  a  potem  nagle

wstał  i  ruszył  w  stronę  drzwi.  –  W  takim  razie  zapomnij
o całej sprawie. Katie się wszystkim zajmie. Przepraszam za to
najście.

background image

-  Poczekaj!  –  zawołała,  a  potem  podbiegła  do  niego

i chwyciła go za ramię.

Jego  bliskość  przyprawiła  ją  o  zawrót  głowy.  Od  śmierci

męża nie miała kontaktu fizycznego z mężczyzną.

-  Przepraszam  –  wykrztusiła,  zmuszając  się  do  zrobienia

kroku  w  tył.  –  Masz  rację.  Byłam  ciekawa  i  choć  trochę  się
boję, jestem ci wdzięczna, że dajesz mi taką szansę.

- Nie potrzebuję twojej wdzięczności – warknął, a potem

przesunął  dłonią  po  twarzy  i  oparł  się  o  framugę  drzwi.  –
Ciężko mi to idzie, ale próbuję cię zrozumieć. Przekonać cię,
że nie jestem twoim wrogiem.

- Zdaję sobie z tego sprawę.

- Czy chcesz o tym porozmawiać?

Dostrzegła  w  jego  oczach  współczucie,  życzliwość,

a  nawet  troskę.  Marzyła  o  tym,  żeby  mu  opowiedzieć
o wszystkim, co wydarzyło się w jej życiu. Ale nie potrafiła
się na to zdobyć.

-  Nie  –  odparła.  –  Nie  dziś.  Może  nigdy.  Ale  doceniam

twoje zainteresowanie.

-  Ja  jestem  gotów  opowiedzieć  ci  o  Sashy,  jeśli

kiedykolwiek cię to zainteresuje. Bynajmniej nie na zasadzie
wymiany  informacji.  Moja  tragedia  jest  bardziej  odległa
w  czasie  niż  twoja.  Nie  żądam  od  ciebie,  żebyś  otworzyła
przede mną duszę.

Zdawała  sobie  sprawę,  że  słowo  „tragedia”  nie  jest

właściwie dobrane, ale nie zamierzała mu tego tłumaczyć.

background image

-  Teraz  –  wyszeptała.  –  Opowiedz  mi  o  niej  teraz.  Jeśli

masz na to czas.

- Mówię o niej bardzo rzadko. I niechętnie. Ale ty jesteś

człowiekiem, który chyba potrafi mnie zrozumieć.

- W takim razie usiądź.

Przesunął lekko palcem po jej policzku, a ona zdała sobie

sprawę, że ich wzajemne stosunki osiągnęły nowy wymiar. Że
Farrell  niespostrzeżenie  wdarł  się  do  jej  serca  i  zamierza
w nim pozostać dłużej.

-  Więc  jak  się  poznaliście?  –  spytała,  kiedy  wrócili  na

swoje miejsca.

- W szkole średniej. Najpierw stwierdziliśmy, że jest to coś

więcej niż szczeniacka miłość, a potem uznaliśmy, że chcemy
spędzić razem resztę życia. Wtedy wtrącił się mój ojciec, który
uważał,  że  Sasha  nie  pochodzi  z  tak  dobrej  rodziny  jak  ja.
Wysłał mnie do szkoły na zachodnie wybrzeże i manipulował
uczuciami Sashy. Ale my postanowiliśmy na siebie zaczekać.
Kiedy  oboje  skończyliśmy  dwadzieścia  jeden  lat,  ojciec  nie
był  już  w  stanie  rozbić  naszego  związku.  Tak  czy  owak,
w końcu się do niej przekonał. Spędziliśmy trzy cudowne lata.
Patrzę czasem w przeszłość i zadaje sobie pytanie, czy istotnie
były  tak  piękne,  jak  je  zapamiętałem.  Wszystko  układało  się
wspaniale, dopóki nie zdiagnozowano u niej rzadkiej i bardzo
agresywnej  odmiany  raka  piersi.  Walczyła  z  nim  przez
jedenaście miesięcy i zmarła, trzymając mnie za rękę.

-  Strasznie  mi  przykro,  Farrell…  –  wyszeptała,  a  on

potrząsnął  głową  w  taki  sposób,  jakby  chciał  zerwać  więzy
łączące go z przeszłością.

background image

- Nie wiem, czy twój mąż umarł niespodziewanie, czy też

zdążyłaś  się  z  nim  pożegnać,  ale  tak  czy  owak  śmierć  jest
okrutna. Bliska osoba znika za drzwiami, które zatrzaskują się
tak mocno, że nie jesteś w stanie ich uchylić.

Ivy  znalazła  się  w  trudnym  położeniu.  Farrell  okazał  jej

zaufanie, a ona z jednej strony nie mogła mu się odwzajemnić,
a z drugiej nie chciała go okłamywać.

- Rozumiem, co masz na myśli – wyszeptała. – Tak mi się

przynajmniej  wydaje.  Ale  moje  doświadczenia  różnią  się  od
twoich. Ty straciłeś miłość swojego życia, a ja nie mogę tego
powiedzieć  o  sobie.  I  w  odróżnieniu  od  ciebie  wcale  nie
opłakuję śmierci najbliższej mi osoby.

Farrell  usiłował  ukryć  zaskoczenie.  Nie  miał  pojęcia,  co

Ivy chce mu powiedzieć. Wyznanie dotyczące Sashy nie było
tak  bolesne,  jak  się  spodziewał.  Zdecydował  się  na  nie
w  przekonaniu,  że  słucha  go  ktoś,  kto  niedawno  przeżył
podobny  dramat.  Teraz  czuł  się  zdezorientowany.  Przerzucił
w myślach wszystkie znane mu fakty związane z Ivy i doszedł
do  wniosku,  że  jakiś  obszar  jej  życia  pozostaje  nadal  przed
nim ukryty.

- Rozumiem… – wybąkał niepewnie.

-  Nie  –  wyszeptała.  –  Na  pewno  nie  rozumiesz,  a  ja  nie

potrafię  ci  tego  wytłumaczyć.  Ale  cieszę  się,  że  miałeś
w swoim życiu kogoś takiego jak Sasha. Bez względu na to,
co  się  jeszcze  wydarzy,  nikt  nie  będzie  w  stanie  ci  tego
odebrać.

-  Nigdy  nie  nadużyłbym  twojego  zaufania.  Nie  należy

dusić w sobie ciężkich i bolesnych przeżyć.

background image

- Czyżbyś to wiedział z podręcznika psychologii? – spytała

z drwiącym uśmiechem.

-  Nie  –  odparł  po  chwili  namysłu.  –  Z  własnego

doświadczenia.  Po  śmierci  Sashy  byłem  tak  rozbity
wewnętrznie, że musiałem skorzystać z usług psychoanalityka.
Wychowano mnie w przekonaniu, że mężczyźni nie skarżą się
na  swój  los,  a  już  z  pewnością  nie  płaczą.  Ale  ja  byłem  na
skraju załamania. Do wizyty u tego specjalisty nakłonił mnie
Zachary. Dużo mu zawdzięczam. To znaczy, jemu i Quinowi.

Od strony monitora dobiegł nagle cichy płacz.

Farrell zerwał się na równe nogi, zadowolony z pretekstu

do ucieczki. Był na siebie wściekły o to, że w ogóle zaczął tę
rozmowę.

- Dolly się obudziła – powiedział – a ja muszę wracać do

pracowni. Nie odprowadzaj mnie do drzwi.

Resztę  popołudnia  pochłonęła  mu  praca  nad  nowym

projektem,  ale  nie  potrafił  się  na  nim  skupić.
Niezaangażowana  w  proces  twórczy  część  jego  myśli  stale
wracała do Ivy.

Co  miała  na  myśli,  mówiąc,  że  nie  rozpacza  po  stracie

męża?  –  pytał  się  w  duchu.  Czyżby  nadal  była  w  szoku?
Powiedziała  mi  przecież,  że  jej  mąż  nie  żyje  „od  kilku
miesięcy”.  To  może  znaczyć  od  trzech,  od  sześciu  albo  od
dziewięciu.  Kiedy  ją  spytał,  czy  ojciec  Dolly  zdążył  poznać
swoje dziecko, szybko zmieniła temat.

Na szczęście tego dnia na kolację mieli przyjechać Katie

i Quin. Gdyby nie ich obecność, Farrell musiałby  zasiąść do

background image

stołu  z  Ivy,  a  nie  miał  pojęcia,  jak  powinien  pokierować
rozmową.

Ale  wieczór  upłynął  w  bardzo  miłej  atmosferze.  Ivy

przygotowała  wspaniałego  Stroganowa  ze  szpinakiem
i domowym chlebem. Dolly, siedząc w swoim foteliku, bawiła
się sztućcami, a dorośli prowadzili ożywioną rozmowę.

Quin był zachwycony dzieckiem.

-  Ona  jest  naprawdę  czarująca  i  bardzo  bystra  –

powiedział, a Ivy wybuchnęła śmiechem.

-  W  ten  sposób  zostałeś  moim  najlepszym  przyjacielem.

Najłatwiej podbić serce kobiety, wychwalając pod niebiosa jej
dziecko.

-  To  wcale  nie  są  pochlebstwa,  tylko  szczera  prawda  –

zaprotestował Quin. – Czy ona już zaczęła chodzić?

-  Jeszcze  nie  –  odparła  Ivy.  –  Ale  ma  na  to  sporo  czasu.

Dzieci  zaczynają  zwykle  samodzielnie  się  poruszać  między
ósmym a piętnastym miesiącem życia.

Farrell  zerknął  na  Ivy,  która  beztrosko  gawędziła  z  jego

bratem i bratową i zdał sobie sprawę, że po raz pierwszy widzi
na jej twarzy naprawdę pogodny uśmiech.

Kiedy  wezwana  przez  niego  zjawiła  się  w  biurze  firmy,

miał  przed  sobą  delikatną,  sponiewieraną  przez  życie  istotę,
która sięgnęła dna. Zagubioną i przerażoną młodą matkę. Ale
on już wtedy dostrzegł w niej tryskającą energią i pewną siebie
kobietę.

Nie  chciał  się  zastanawiać  nad  przyczynami  jej

transformacji,  bo  nie  dysponował  wystarczającą  ilością
danych,  aby  dojść  do  jakichś  konkluzji.  Postanowił  zdobyć

background image

stopniowo  jej  zaufanie  i  nakłonić  ją  do  zwierzeń.  I  miał
wrażenie, że Ivy z dnia na dzień coraz bardziej mu ufa.

Tak  czy  owak  był  nią  zafascynowany.  I  miał  chwilami

wrażenie,  że  ona  również  odczuwa  do  niego  pociąg.  Ale  nie
był tego pewny. A nawet gdyby był, nie ośmieliłby się do niej
zalecać,  bo  wiedział,  że  obecny  stan  jej  psychiki  wyklucza
możliwość trafnej oceny sytuacji.

- Farrell! – zawołał Quin, przerywając jego rozmyślania. –

Dlaczego nawet własny brat nie występuje w mojej obronie?
Powiedz Ivy, jak świetnie spisywałem się w szkole średniej.

-  Pozwól  mi  się  zastanowić…  O  ile  pamiętam,  dostałeś

kiedyś  trójkę  z  chemii  i  trójkę  plus  z  arytmetyki.  Czy  tym
właśnie chciałeś się pochwalić?

Ivy  i  Katie  wybuchnęły  śmiechem,  a  Quin  spojrzał  na

brata z udawanym oburzeniem.

- W takim razie opowiedz jej o sukcesach, jakie odnosiłem

na boisku.

-  To  prawda  –  przyznał  Farrell,  mrugając  do  Ivy

porozumiewawczo. – Mój brat był wybitnym sportowcem.

- W takim razie powiedzcie mi obaj, jaki jest wasz trzeci

brat  –  poprosiła,  chcąc  zmienić  temat  i  oszczędzić  Quinowi
dalszych upokorzeń.

Zapadła krótka cisza, a Quin i Farrell wymienili znaczące

spojrzenia.

- Zachary… – zaczął Quin, pocierając dłonią podbródek. –

Zachary to człowiek, dla którego najważniejszą rzeczą w życiu
są kobiety.

background image

- Co za głupstwa! – zawołała Katie, potrząsając głową. –

Proszę cię, nie bądź śmieszny. Nie słuchaj go, Ivy. Zachary to
prawdziwy dżentelmen. Spotyka się z wieloma kobietami, ale
przecież to nie jest zbrodnia.

-  O  takich  ludziach  mówi  się,  że  mają  dziewczynę

w  każdym  porcie  –  mruknął  Quin,  wstając,  aby  napełnić
kieliszki winem.

-  Czy  mam  się  więc  domyślać,  że  przywiezie  tutaj  jakąś

młodą damę? – spytała z uśmiechem Ivy.

-  Nie  tym  razem  –  odparła  Katie.  –  Najbliższy  weekend

będzie  bardzo  ważnym  wydarzeniem  w  życiu  naszej  firmy.
A  większość  przyjaciółek  Zachary’ego  nie  potrafiłaby  nawet
poprawnie  napisać  słowa  „biznes”.  Och,  przepraszam.  Nie
powinnam silić się na złośliwości. Na pewno go polubisz, Ivy.
Potrafi być czarujący.

- Kto wie, może to on zachwyci się Ivy – zauważył Quin. –

Od  dawna  mówię,  że  powinien  w  końcu  poznać  jakąś
wartościową kobietę.

Farrell zesztywniał nagle pod wpływem bolesnego ukłucia

zazdrości.

-  Ta  rozmowa  jest  niestosowna  –  oświadczył  ostrym

tonem. – Ivy straciła niedawno męża.

W  pokoju  zapadła  cisza,  a  Ivy,  wyraźnie  zażenowana,

spojrzała na Farrella z oburzeniem.

-  Przecież  to  były  tylko  niewinne  żarty.  –  Wstała

i  uśmiechnęła  się  do  Katie  oraz  Quina.  –  Dziękuję  wam  za
miły  wieczór.  A  teraz,  jeśli  pozwolicie,  zaniosę  Dolly  do
naszej chatki i przygotuję ją do snu.

background image

-  Och,  nie  pozbawiaj  nas  swojego  towarzystwa  –

zaprotestowała  Katie.  –  Czy  nie  możesz  położyć  jej
w kołysce? Obiecuję, że we wszystkim ci pomogę.

- Bardzo cię przepraszam, Ivy – dodał Quin, uderzając się

w  pierś.  –  Obiecuję,  że  nie  pozwolę  sobie  więcej  na  żadne
głupie uwagi.

-  Ivy  jest  z  pewnością  zmęczona,  bo  ma  za  sobą  ciężki

dzień  –  powiedział  Farrell,  mając  z  wielu  powodów  dość  tej
wymiany  zdań.  I  natychmiast  zdał  sobie  sprawę,  iż  popełnił
nietakt, dając swojemu gościowi do zrozumienia, że chciałby
się go pozbyć.

Ivy  poczerwieniała,  a  Katie  spojrzała  ze  zdumieniem  na

szwagra, a potem poklepała ją przyjaźnie po ramieniu.

- Czy pozwolisz, że odprowadzę cię do chatki? – spytała,

unosząc  Dolly  z  krzesełka.  –  Od  dawna  marzę  o  tym,  żeby
z tobą spokojnie porozmawiać. Mam też nadzieję, że został ci
jeszcze choć kawałek tego pysznego ciasta.

Kiedy  kobiety  wyszły,  Quin  spojrzał  na  brata

z oburzeniem.

- Co się z tobą dzieje, chłopie?

-  Sam  nie  wiem.  –  Farrell  potarł  dłońmi  skronie,  czując

nadchodzący ból głowy. – Chyba nic groźnego. Zapomnijmy
o całej sprawie.

-  Zachowałeś  się  jak  cham.  Naraziłeś  Ivy  na  kłopotliwą

sytuację,  a  potem  de  facto  wyprosiłeś  ją  z  domu.  Nie  wolno
traktować pracowników w taki sposób.

- Dość tego, Quin – warknął starszy brat. – Wiem, że jesteś

obłędnie szczęśliwy, ale to nie daje ci prawa do lekceważenia

background image

uczuć innych ludzi.

Quin  patrzył  na  niego  przez  chwilę  szeroko  otwartymi

oczami, a potem nagle uśmiechnął się szeroko.

-  Do  diabła,  Farrell.  Od  tak  dawna  nie  interesowałeś  się

kobietami,  że  zapomniałem,  jak  wyglądają  objawy  twojego
zauroczenia. Ale zbyt dobrze się znamy, abym nie zauważył,
że  zadurzyłeś  się  w  Ivy  Danby  i  że  doprowadza  cię  to  do
szaleństwa.

-  Przyjmij  do  wiadomości,  że  nie  jestem  zainteresowany

ani tą, ani żadną inną kobietą – odparł Farrell.

Quin  spoważniał  nagle,  odchylił  krzesło  do  tyłu  i  splótł

ręce na brzuchu.

-  W  takim  razie  chyba  powinieneś  zmienić  swoje

stanowisko w tej sprawie. Małżeństwo to najlepsza instytucja
na świecie. Sam nie wiem dlaczego zwlekałem tak długo, żeby
się o tym przekonać.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Ivy czuła się upokorzona i dotknięta zachowaniem Farrella

podczas  piątkowej  kolacji.  Sama  nie  wiedziała,  czy  powinna
się  cieszyć  czy  martwić  wyjazdem  Katie  i  Quina,  którzy
wyruszyli w kierunku Portland w sobotę rano.

Ich  obecność  znaczyła  dla  niej  tyle,  że  nie  musiała

rozmawiać w cztery oczy z Farrellem. Z drugiej jednak strony
było jej łatwiej unikać szefa.

Kiedy  opowiadał  jej  o  swojej  zmarłej  żonie,  poczuła  coś

w  rodzaju  solidarności  zrodzonej  z  podobnych  doświadczeń.
To przelotne uczucie szybko jednak minęło.

Oznajmił  jej,  że  nie  oczekuje  od  niej  wyznań,  ale  nie

ulegało wątpliwości, iż chciałby się czegoś dowiedzieć. A ona,
choć  go  lubiła,  nie  zamierzała  ujawniać  przed  nim  swoich
tajemnic.

W  ciągu  następnych  kilku  dni  starała  się  przygotować

rezydencję na przyjazd gości. To zadanie nie było zbyt trudne.
W  momencie  jej  przybycia  panował  tam  niemal  idealny
porządek.  Musiała  więc  tylko  odkurzyć  kilka  dywanów
i przetrzeć powierzchnie paru mebli.

Co  rano  przygotowywała  mu  śniadanie  oraz  lunch,

a wieczorem gotowała kolację. Nie jadała jej już z nim przy
jednym stole. Wymyślała różne preteksty, a on przyjmował je
za dobrą monetę.

background image

Gdy  spotykali  się  na  terenie  rezydencji,  zachowywał

wobec  niej  chłodny  dystans.  Nie  uśmiechał  się  do  niej  i  nie
wygłaszał żartobliwych uwag. Miała wrażenie, że oboje stoją
na przeciwległych brzegach głębokiej przepaści. Na szczęście
znajdowała  pociechę  w  Dolly,  która  przez  cały  czas  tryskała
energią i radością życia.

Zgodnie  z  obietnicą  Katie  na  progu  chatki  pojawiło  się

w  poniedziałek  kilka  wielkich  pudeł,  więc  Ivy
wykorzystywała godziny drzemki Dolly, by przymierzać nowe
części garderoby.

Katie  pochodziła  z  niezbyt  zamożnej  rodziny,  ale  miała

nieomylny  gust  w  dziedzinie  mody.  Wszystkie  stroje  były
wytworne,  ale  nie  ekstrawaganckie  i  znacznie  poprawiły
samopoczucie Ivy.

Oczekiwała  na  nadchodzące  wydarzenie  z  radosnym

podnieceniem.  Mimo  ochłodzenia  stosunków  z  Farrellem
chciała, żeby był z niej dumny. Zainwestował w to przyjęcie
wiele czasu i pieniędzy, a ona zdawała sobie sprawę, że musi
stanąć na wysokości zadania.

We  wtorek  rano  otrzymała  mejla  od  Katie.  Przyjaciółka

informowała  ją,  że  szefowa  kuchni  przywiezie  wszystko  co
trzeba, ale chce wiedzieć, czy w domu jest odpowiednia ilość
półmisków.

Ivy obiecała, że to sprawdzi.

Gdy  nadeszła  pora  przedpołudniowej  drzemki  Dolly,

zaniosła ją w kołysce do gabinetu Farrella. Pod jego ścianami
stały  sięgające  sufitu  półki  z  książkami.  Niektóre  obrazy
wyglądały  na  bardzo  drogie,  ale  nie  znała  się  na  sztuce.
Wyszła  na  palcach  z  pokoju,  zabierając  ze  sobą  monitor.

background image

Przypominała  sobie  mgliście,  że  widziała  duże  półmiski
w  którymś  z  kredensów.  Postanowiła  je  policzyć  i  przesłać
Katie ich listę.

W  domu  Farrella  były  wysokie  sufity,  dzięki  czemu

kuchnia wydawała się nowoczesna i przestronna. Oznaczało to
jednak,  że  najwyższe  półki  kredensu  znajdowały  się  poza
zasięgiem Ivy. Jako osoba niezbyt wysoka musiała przez całe
życie wspinać się na palce lub prosić kogoś o pomoc.

Farrell był w pracowni, a ona nie chciała mu przeszkadzać,

zwłaszcza po tym, co zaszło w piątek. Od tej pory zamienili ze
sobą zaledwie kilka słów. Ich wzajemne stosunki można było
nazwać wymuszoną koegzystencją.

Zajrzała  do  spiżarni  i  znalazła  przenośne  dwustopniowe

schodki.  Przesuwając  je  wzdłuż  ścian  kuchni,  zajrzała  do
kolejnych kredensów i znalazła w końcu to, czego szukała.

Na  najwyższej  półce  stały  trzy  eleganckie,  zapewne

ręcznie wykonane półmiski ceramiczne. Domyślała się, że są
bardzo ciężkie, a była w stanie dotknąć tylko tego, który stał
najniżej.  Nie  mogła  więc  zrobić  nic,  nie  ryzykując  ich
potłuczenia. Czyli totalnej katastrofy.

Przez chwilę rozważała różne możliwości, ale rozwiązanie

podsunęła jej dopiero druga wizyta w spiżarni. Dostrzegła na
dolnej półce grubą starą książkę telefoniczną.

Starannie  ustawiła  stołek  kuchenny  obok  kredensu,

a potem ułożyła na nim tę książkę. Następnie wspięła się na
wynalezioną  przez  siebie  piramidę,  z  której  była  w  stanie
dosięgnąć  najwyżej  stojącego  półmiska.  Miała  nadzieję,  że
jeśli  go  zsunie  ze  stosu  i  zejdzie  ze  stołka,  będzie  mogła  go
odłożyć na bok i wrócić po pozostałe dwa.

background image

Farrell  nie  mógł  sobie  znaleźć  miejsca,  a  poza  tym

skończył mu się zapas kawy. Mimo chaosu panującego w jego
myślach praca nad nowym projektem szła mu bardzo dobrze.
Zdołał  oddzielić  od  siebie  na  kilka  godzin  dwa  aspekty
swojego życia, ale perspektywa spotkania z Ivy przyciągnęła
go z powrotem do rezydencji.

Kiedy  bezszelestnie  przebył  korytarz  i wszedł  do kuchni,

poczuł gwałtowne bicie serca. Drobna, delikatnie zbudowana
Ivy  stała  na  książce  telefonicznej,  z  trudem  utrzymując
równowagę  i  będąc  najwyraźniej  o  krok  od  skręcenia  sobie
karku.

-  Co  ty,  do  cholery,  robisz?  –  krzyknął.  –  Czy

zwariowałaś?

Podbiegł  do  niej  błyskawicznie,  chcąc  w  jakiś  sposób

złagodzić  jej  upadek,  który  wydawał  się  nieunikniony,  bo
ciężki  półmisek  trzymany  przez  nią  nad  głową  był  już
niebezpiecznie przechylony.

Gdyby była skazana na własne siły, może udałoby się jej

zrealizować  ryzykowny  plan.  Ale  przestraszona  jego
okrzykiem  straciła  równowagę,  a  on  zdążył  ją  chwycić
w  ramiona  w  ostatniej  chwili.  Ciężki  ceramiczny  półmisek
roztrzaskał się o podłogę.

Farrell  poczuł,  że  jego  odłamek  trafił  go  w  nogę,  ale  nie

zwrócił na to uwagi, bo bardziej przejął się stanem Ivy. W jej
oczach malowało się przerażenie graniczące z paniką.

Podniósł z podłogi monitor, a potem zaniósł Ivy do swojej

sypialni.  Było  to  najbliższe  pomieszczenie,  w  którym  stała
kanapa. Posadził na niej Ivy i przyklęknął przed nią.

background image

-  Ivy  –  wykrztusił  z  trudem.  –  Czy  myślałaś,  że  mam

zamiar cię uderzyć?

Była blada jak ściana i wyraźnie unikała jego wzroku.

- Tak – wyszeptała, a potem wybuchnęła płaczem.

Jej odpowiedź głęboko nim wstrząsnęła, ale równocześnie

wyjaśniła mu wiele rzeczy, których dotychczas nie rozumiał.

Nie chciał wzbudzić w niej jeszcze większego przerażenia,

ale nie mógł biernie obserwować jej załamania. Powoli wstał
z  kolan,  usiadł  obok  niej  i  otoczył  ją  ramieniem,  chcąc
zademonstrować swoje współczucie i sympatię.

Gdyby uchyliła się przed jego dotykiem lub w jakikolwiek

sposób  okazała  mu  niechęć,  natychmiast  wypuściłby  ją
z  objęć.  Ale  ona  odwróciła  się  w  jego  stronę  i  przylgnęła
twarzą  do  jego  piersi.  Jej  drobnym  ciałem  nadal  wstrząsały
paroksyzmy spazmatycznego płaczu.

Zacisnęła  rękę  na  jego  koszuli  ruchem  człowieka,  który

usiłuje  znaleźć  jakieś  oparcie  podczas  szalejącej  burzy.  Jej
palce znalazły się na wysokości jego serca.

Dopiero  teraz  zdał  sobie  sprawę,  jak  bardzo  jej  pragnie.

Kontakt z jej ciałem obudził w nim bolesne podniecenie. Nie
potrafił  zapanować  nad  pożądaniem,  ale  postanowił  go  nie
okazywać. A już za wszelką cenę nie narażać się na związek,
który na dłuższą metę musiał być dla niego destrukcyjny.

Ivy przestała płakać i wciągnęła głęboko powietrze.

-  Przepraszam  –  wyszeptała,  usiłując  się  podnieść,  a  on

natychmiast  wypuścił  ją  z  objęć.  –  Muszę  sprawdzić,  co
porabia Dolly.

background image

-  Nadal  mocno  śpi  –  oznajmił,  wskazując  wyświetlacz

monitora.  –  Porozmawiaj  ze  mną,  Ivy.  Ze  mną  albo  z  kimś
innym. Dla własnego dobra.

Otarła dłonią łzy, a potem zaplotła ręce na piersi i zagryzła

dolną wargę.

- To nie jest tak, jak myślisz – wyszeptała z trudem.

-  Czy  chcesz  mi  powiedzieć,  że  twój  mąż  nie  znęcał  się

nad tobą fizycznie?

- To długa historia… Czy na pewno chcesz jej wysłuchać?

Wcale nie był tego pewny, ale kiwnął głową.

-  Richard  był  o  dziesięć  lat  starszy  ode  mnie  –  zaczęła

cichym głosem. – Wykładał ekonomię w moim college’u. Nie
prowadził żadnych zajęć z moją grupą, ale spotkaliśmy się raz
czy dwa przy różnych okazjach. Kiedy moi rodzice zginęli na
jachcie, byłam studentką ostatniego roku. Richard pomógł mi
zmienić terminy egzaminów i uzyskać dyplom.

- Jakie były jego motywy?

- Wtedy myślałam, że jest po prostu dobrym człowiekiem.

Tonęłam  w  rozpaczy  i  czułam  się  bezradna.  Richard  zrobił
wszystko,  co  mógł,  żeby  mnie  od  siebie  uzależnić.  To  był
długi  i  powolny  proces.  Nie  zdawałam  sobie  sprawy,  że  on
stopniowo  izoluje  mnie  od  nielicznych  krewnych,  którzy
mogli  zastąpić  mi  rodziców.  To  samo  stało  się  z  moimi
przyjaciółkami z uczelni. Wkrótce po dyplomie nasze drogi się
rozeszły.  Zanim  się  obejrzałam,  Richard  był  jedynym  stałym
punktem odniesienia w moim życiu.

-  To  była  forma  psychicznego  molestowania  –  stwierdził

Farrell,  starając  się  zachować  spokojny  ton,  żeby  jej  nie

background image

narażać na jeszcze większy stres.

Jej  wargi  zadrżały,  ale  nie  potwierdziła  ani  nie  odrzuciła

jego opinii.

-  Zapraszał  mnie  na  kolacje  i  na  długie  rozmowy,  które

odbywały  się  w  jego  gabinecie.  Pewnego  dnia  mnie
pocałował.  Nasz  ślub  odbył  się  cztery  miesiące  po  rozdaniu
dyplomów.

-  A  potem  zaczął  cię  bić?  –  spytał  Farrell,  a  ona

uśmiechnęła się ze smutkiem.

-  Okazał  się  obsesyjnym  perfekcjonistą  usiłującym

nadzorować wszystkie aspekty naszego życia. Uczył mnie, jak
należy  umieszczać  w  uchwycie  rolki  papieru  toaletowego.
Wymagał,  żebym  codziennie  dokonywała  przeglądu
zawartości lodówki i szafek kuchennych. Oczekiwał, że będę
spełniać  wszystkie  jego  zachcianki,  a  ja  go  słuchałam,  bo
byłam mu wdzięczna za to, co dla mnie zrobił.

- Kiedy się zorientowałaś, że coś jest nie tak?

- Dwa lata po wypadku rodziców pogodziłam się w końcu

z ich śmiercią. Zaczęłam myśleć o przyszłości. Zdałam sobie
sprawę, że muszę znaleźć jakąś pracę.

- Jaki był twój kierunek studiów?

- Pedagogika dziecięca. Wypełniłam mnóstwo formularzy

zgłoszeniowych, a w lecie zaczęłam dostawać zaproszenia na
rozmowy  kwalifikacyjne.  Nie  powiedziałam  nic  Richardowi,
bo chciałam mu zrobić niespodziankę.

- Czy znalazłaś pracę?

background image

-  Przysłano  mi  kilka  wezwań  na  bardziej  zaawansowane

rozmowy,  ale  zanim  do  nich  doszło,  Richard  dowiedział  się
o  wszystkim  i  wpadł  w  szał.  Początkowo  znosiłam  jego
wrzaski,  ale  potem  zaczęłam  się  bronić,  a  on  uderzył  mnie
w twarz tak mocno, że wpadłam na ścianę.

-  Mój  Boże,  Ivy…  -  wykrztusił  Farrell,  a  potem

zaniemówił z wrażenia.

- To się zdarzyło tylko raz. Natychmiast mnie przeprosił.

Ale  zaczął  mi  wmawiać,  że  nasze  życie  rodzinne  ułoży  się
lepiej,  jeśli  zostanę  w  domu.  Że  jego  zarobki  zapewnią  nam
wygodną egzystencję.

- Zarobki nauczyciela college’u?

-  Miał  drugą  posadę,  która  zmuszała  go  często  do

dwudniowych  lub  trzydniowych  wyjazdów.  Zastanawiałam
się, czy to nie koliduje z jego rozkładem zajęć na uczelni, ale
nie zadawałam mu żadnych pytań, bo wiedziałam, że on tego
nie lubi.

-  Więc  nie  poszłaś  do  pracy?  –  spytał  Farrell,  marszcząc

brwi.

-  Nie.  Wmówiłam  sobie,  że  on  ma  sporo  racji,  bo  nie

powinnam  była  szukać  zatrudnienia  bez  uzgodnienia  z  nim.
Wiedziałam,  że  niektórzy  mężczyźni  chcą  być  jedynymi
żywicielami  rodziny,  bo  w  ten  sposób  uzależniają  od  siebie
żony. Nie było to życie, o jakim marzyłam,  ale tłumaczyłam
sobie,  że  w  każdym  małżeństwie  musi  być  miejsce  na
kompromis.

Usiadła niespodziewanie na krześle stojącym naprzeciwko

kanapy,  a  on  odniósł  wrażenie,  że  nogi  odmówiły  jej

background image

posłuszeństwa. Przez długą chwilę wpatrywała się bez słowa
w podłogę, a on miał dość zdrowego rozsądku, aby uszanować
jej  milczenie.  Wydała  mu  się  nagle  krucha  i  bezradna.
Wiedział  jednak,  że  kobieta,  która  doszła  do  siebie  po  tak
ciężkich  przejściach,  musi  dysponować  niezwykłą  siłą
charakteru.

- Wstydzę się o tym mówić – wyznała szeptem, patrząc mu

w oczy.

- Dlaczego, Ivy? Przecież nie zrobiłaś nic złego.

Milczała przez chwilę, a potem nagle wylał się z niej potok

słów.

- Nie odeszłam od niego… Wytrzymałam trzy lata. Potem

pięć.  Potem  sześć.  Śledził  moje  poczynania  za  pomocą
telefonu  komórkowego.  Wydzielał  mi  środki  na  życie.  Nie
mogłam podjąć stałej pracy, więc piekłam w tajemnicy przed
nim  ciasta  lub  torty  dla  sąsiadów  i  ukrywałam  zarobione
pieniądze w tajnym schowku.

- Czy wiedziałaś, że w końcu od niego odejdziesz?

- Być może. Podświadomie. Ale przeznaczyłam te zarobki

na  wizyty  u  psychoanalityczki.  Dzięki  jej  pomocy
zrozumiałam,  że  pomoc,  jakiej  mi  udzielał  po  śmierci
rodziców,  nie  była  bezinteresowna.  Że  była  dla  niego
narzędziem do podporządkowania mnie swojej woli, więc nie
jestem mu nic winna.

- To musiało być dla ciebie bardzo trudne.

Kiwnęła głową i odetchnęła z wyraźną ulgą.

-  Masz  słuszność.  Nie  byłam  pewna,  czy  potrafisz  mnie

zrozumieć.  Czułam  się  jak  idiotka.  Pozwoliłam  zapanować

background image

nad  swoim  życiem  człowiekowi,  który  był  w  gruncie  rzeczy
psychopatą. W ciągu kilkunastomiesięcznej terapii stopniowo
zaczęłam  dostrzegać  prawdę.  Nie  było  to  łatwe,  ale  jeszcze
trudniejszy okazał się proces wybaczania samej sobie…

- Co było dalej? – spytał Farrell.

-  Kiedy  wyznałam  mojej  terapeutce,  że  mam  zamiar  go

porzucić,  zaczęła  się  obawiać  o  moje  bezpieczeństwo.
Tłumaczyłam jej, że uderzył mnie tylko raz, ale ona uważała
go za człowieka mogącego się posunąć do przemocy.

Farrell wiedział, że najgorsze dopiero nadejdzie, ale starał

się zachować spokój.

- Więc w końcu od niego odeszłaś?

- Musiał coś podejrzewać, choć robiłam co w mojej mocy,

żeby  zachowywać  się  normalnie.  Pewnego  wieczoru  wrócił
z  podróży  służbowej  i…  -  Zamilkła,  przełknęła  ślinę
i  spojrzała  na  niego  z  rozpaczą.  –  Nie  będę  wchodzić
w  szczegóły,  ale  naruszył  moje  prawo  do  ochrony  przed
niepożądaną ciążą.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

- Ivy…

Współczucie,  które  dostrzegła  w  jego  spojrzeniu,

utwierdziło  ją  w  przekonaniu,  że  musi  mu  zademonstrować
swoją odporność na przeciwności losu.

-  To  było  straszne,  ale  dopiero  wtedy  zrozumiałam,  że

nasze małżeństwo straciło rację bytu.

- Więc od niego odeszłaś?

Potrząsnęła  głową,  przeżywając  na  nowo  upiorny  ciąg

bolesnych  wydarzeń  towarzyszących  temu  fragmentowi  jej
życia.

- Odkryłam, że jestem w ciąży.

Zanim  zdążył  zareagować,  zerknęła  na  wyświetlacz

monitora i zerwała się z miejsca.

- Dolly się obudziła – oznajmiła z wyraźną ulgą. – Muszę

do niej iść.

Pospiesznie  podbiegła  do  kołyski,  wyjęła  z  niej  córeczkę

i przycisnęła ją mocno do piersi.

- Przepraszam cię, kochanie – wykrztusiła przez ściśnięte

gardło, kiedy Dolly zaczęła głośno protestować.

Tłumiąc wybuch płaczu, pocieszała się myślą, że najgorsze

ma  już  za  sobą.  Rozmowa  z  Farrellem,  a  przynajmniej  jej
najważniejsza część, przypominała jakiś koszmarny sen.

background image

Teraz  czuła  się  kompletnie  wyczerpana,  ale  dziwnie

spokojna.

Choć  zdawała  sobie  sprawę,  że  postępuje  jak  tchórz,

wymknęła  się  bocznym  wyjściem  z  rezydencji  i  pobiegła  do
swojej chatki.

Swojej chatki, powtórzyła w myślach. Teraz zaczynała ją

traktować jak własny dom. A przecież nie wiedziała, jak długo
Farrell zechce się kryć na tym odludziu. Dwa miesiące? Trzy?
I  nie  miała  pojęcia,  co  zrobi,  kiedy  przestanie  mu  być
potrzebna.  Czy  on  zamierza  wrócić  na  święta  do  Portland?
I czy pozwoli im tu zostać?

Bardzo  pragnęła,  by  jej  córka  wychowywała  się

w  warunkach  przypominających  tradycyjne  życie  rodzinne.
Perspektywa spędzenia zimy na tym odludziu wydawała jej się
zachwycająca.  Wiedziała  jednak,  że  nieobecność  Farrella
odbierze temu pobytowi cały urok. Zdawała sobie sprawę, że
jest już uzależniona od jego poczucia humoru, jego wybuchów
śmiechu  i  przewrotnych  iskierek,  które  rozbłyskały  często
w jego oczach.

Kiedy Dolly rozpoczęła swoją popołudniową drzemkę, Ivy

zabrała  się  do  pieczenia  czekoladowych  ciasteczek.
Postanowiła  wręczyć  je  Farrellowi  jako  symbol  jej
pokojowych  intencji.  Lub  dowód  wdzięczności.  Ze  wstydem
wspominała moment, w którym on ratował ją przed upadkiem,
a ona odepchnęła jego ręce.

Widocznie  atawistyczny  instynkt  przetrwania  obudził

w niej jakieś mechanizmy obronne.

Nie wyznała Farrellowi całej prawdy, ale teraz nie miało to

już chyba większego znaczenia.

background image

Nagle przypomniała sobie o rozbitym półmisku. Powinna

była  go  uprzątnąć  już  dawno,  a  teraz  zbliżała  się  pora
przygotowań do kolacji.

Wzięła dziecko na ręce i ruszyła w kierunku dużego domu.

Kiedy  weszła  do  kuchni,  panował  w  niej  idealny  porządek.
Dwa pozostałe półmiski stały na blacie.

Odetchnęła  głęboko  i  wyruszyła  na  poszukiwanie  szefa.

Nie  obawiała  się  konfrontacji,  bo  przecież  nie  zrobiła  nic
złego. Znalazła go na tarasie. Naprawiał uszkodzony fragment
metalowej  bariery.  Kiedy  wyprostował  się,  słysząc  jej  kroki,
ponownie  zdała  sobie  sprawę,  że  jest  bardzo  atrakcyjnym
mężczyzną.

Wysokim. Silnym. Inteligentnym.

-  Przyniosłam  kilka  ciastek,  żebyś  nie  umarł  z  głodu,

zanim zrobię coś do jedzenia – oznajmiła drżącym głosem.

- Nie musisz nic gotować. Zamówiłem pizzę.

-  Chyba  żartujesz!  Przecież  najbliższa  pizzeria  jest

w  miasteczku  oddalonym  od  nas  o  co  najmniej  trzydzieści
kilometrów!

-  Trzydzieści  pięć.  Ale  byłabyś  zdumiona,  gdybym  ci

powiedział, jak silną motywacją jest obietnica studolarowego
napiwku.  Zamówiłem  trzy  rodzaje,  bo  nie  znam  twoich
upodobań.

-  Farrell…  -  wykrztusiła,  a  potem  nagle  zebrała  się  na

odwagę.  –  Nie  musisz  okazywać  mi  współczucia.  Prawdę
mówiąc,  wcale  tego  nie  chcę.  Potrafię  zapanować  nad
nerwami.

background image

-  Wiem,  ale  widzę,  że  jesteś  roztrzęsiona.  Właśnie

chwiejny  stan  twoich  nerwów  jest  jedyną  rzeczą,  która  mnie
powstrzymuje od tego, żeby cię pocałować.

Ivy  zastygła,  przytłoczona  wagą  tej  informacji,  a  Farrell

wziął na ręce Dolly, która natychmiast zaczęła ciągnąć go za
włosy.

- Czyżbym cię zszokował? – spytał z uśmiechem.

- Ja… To znaczy… Nie mogę w to uwierzyć.

- Dlaczego?

- Nie jestem piękna. Tacy mężczyźni jak ty i twoi bracia

spotykają się z pięknymi kobietami. To zasada obowiązująca
w środowisku miliarderów.

-  Moim  zdaniem  jesteś  piękna  –  odparł,  wyraźnie

rozbawiony  jej  stwierdzeniem.  –  Być  może  nie  mogłabyś
występować  na  wybiegu  dla  modelek.  Ale  masz  coś,  co  jest
o  wiele  cenniejsze.  Interesującą  twarz  i  zachwycające  ciało.
A  twój  uśmiech,  choć  rzadko  się  pojawia,  rozjaśnia  całe
otoczenie.  Uważam  cię  za  niezwykle  atrakcyjną  dziewczynę
i nie bardzo wiem, jak sobie z tym poradzić.

Dzwonek do drzwi zwolnił Ivy z obowiązku odpowiedzi.

Farrell wyjął z kieszeni plik banknotów.

- My z Dolly odbierzemy pizzę, a ty nakryj do stołu.

Wrócił  po  chwili,  niosąc  dziecko  i  dwa  duże  kartonowe

pudła.

Jedli  w  milczeniu,  udając,  że  skupiają  uwagę  na  Dolly,

która przez cały czas głośno szczebiotała. Ale Farrell nie mógł
się powstrzymać od ukradkowych spojrzeń na Ivy.

background image

Miała  na  sobie  swój  codzienny  strój,  czyli  spłowiałe

dżinsy i brązową bluzkę, której kolor korzystnie kontrastował
z jasną cerą jej twarzy.

Schował pozostałe kawałki pizzy do pudełka i umieścił je

w lodówce. Potem wrócił do stołu, usiadł i spojrzał jej w oczy.

-  Czy  mogłabyś  ułożyć  dziecko  do  snu  tutaj,  w  moim

gabinecie?  Nie  dokończyliśmy  naszej  rozmowy,  a  ja
chciałbym poznać dalszy ciąg twojej opowieści.

Milczała przez chwilę, a potem wstała i kiwnęła głową.

-  W  takim  razie  muszę  tu  przynieść  jej  piżamę  i  kilka

innych rzeczy.

-  Nie  ma  problemu.  Ta  młoda  dama  dotrzyma  mi

towarzystwa podczas twojej nieobecności.

Ivy  spędziła  w  chatce  dwadzieścia  pięć  minut.  Kiedy

wróciła do kuchni, nie zastała w niej nikogo. Idąc w kierunku,
z którego dochodziły głosy, dotarła do sypialni.

Zatrzymała  się  o  kilka  kroków  od  olbrzymiego

luksusowego łoża, na którym leżał Farrell, a Dolly siedziała na
nim  i  szarpała  go  za  włosy,  zanosząc  się  śmiechem.  Całe
wyposażenie  tego  pokoju  i  przylegającej  do  niego  dużej
łazienki  dowodziło  zamożności  właściciela.  Był  to  nieznany
jej dotąd świat ludzi bardzo bogatych.

-  Przepraszam  cię  za  kłopot  –  powiedziała  cicho,

wyciągając ręce po dziecko.

-  Nic  nie  szkodzi.  Ona  ma  mnóstwo  energii  jak  na  tak

małego człowieczka. Będę na ciebie czekał w salonie.

background image

Ivy  przebrała  córeczkę  w  piżamę  i  zaśpiewała  jej  na

dobranoc  ulubioną  kołysankę.  Kiedy  dziewczynka  zasnęła,
wyszła na palcach z pokoju i zatrzymała się w łazience, aby
poprawić  włosy.  Nadal  miała  na  sobie  stare  dżinsy
i  rozciągniętą  bluzkę.  Mogła  włożyć  któryś  z  przysłanych
niedawno  zestawów  eleganckiej  garderoby,  ale  nie  chciała,
aby Farrell pomyślał, że stroi się za jego pieniądze.

Nadal  nie  mogła  uwierzyć  w  to,  że  ma  ochotę  ją

pocałować.  Była  przekonana,  że  skłamał,  chcąc  podnieść  jej
samoocenę. Poza tym wiedziała dobrze, że wciąż kocha swoją
nieżyjącą żonę.

Kiedy  w  końcu  weszła  do  salonu,  na  dworze  było  już

ciemno.  W  ciągu  ostatniej  godziny  niebo  się  zachmurzyło
i  zaczął  siąpić  drobny  deszcz.  W  kominku  płonął  ogień
rozpalony  przez  Farrella.  Przodem  do  paleniska  ustawione
były dwa fotele, a pomiędzy nimi niski stolik, na którym stała
butelka wina.

- Czy już śpi? – spytał Farrell, podnosząc głowę.

- Jak suseł. Jest na szczęście łatwym dzieckiem, więc nie

mam z nią większych kłopotów. Czy mogę zadać ci osobiste
pytanie?

- Oczywiście – odparł, ale w jego oczach pojawił się błysk

niepokoju.

-  Dlaczego  zbudowałeś  taki  wielki  dom  tylko  dla  siebie?

Wiem,  że  lubisz  przyjmować  gości,  ale  czy  to  był  jedyny
powód?

Farrell przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ogień. Potem

rozsiadł się wygodniej w fotelu.

background image

-  Takie  było  życzenie  Sashy  –  wyszeptał.  –  Mieliśmy

zamiar  mieć  dużo  dzieci.  Była  zdolną  artystką…  jak  na
amatorkę. Pewnego dnia, już kiedy była chora, naszkicowała
ten dom. I powiedziała żartem, że mam go zbudować, nawet
jeśli ona tego nie dożyje. Traktowała to zajęcie jako rozrywkę,
zwłaszcza  wtedy,  kiedy  miała  ciężkie  dni.  Ale  rysowała
zawsze  tylko  elewację.  Mówiła,  że  właściciel  tak  pięknej
działki z widokiem na ocean powinien wznieść na tym cyplu
właśnie  taki  dom.  Kiedy  umarła,  spełniłem  jej  życzenie.  –
Wzruszył ramionami. – Mam nadzieję, że ona o tym wie.

Ivy poczuła ucisk w sercu. Do jej oczu napłynęły łzy. Nie

wyobrażała sobie, że mogłaby być kiedyś tak kochana.

-  Wybacz  mi,  jeśli  moje  pytanie  sprawiło  ci  przykrość  –

wykrztusiła. – Ja tylko…

- Nic nie szkodzi. To było dawno temu.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Zapadła  niezręczna  cisza.  Farrell  obwiniał  za  to  siebie.

Sam nie wiedział, po co przywołał temat Sashy. Mógł przecież
po  prostu  powiedzieć,  że  potrzebował  dużej  przestrzeni,  aby
urządzać przyjęcia.

-  Czy  napijesz  się  wina?  –  spytał,  chcąc  przełamać

milczenie.

- Chętnie.

Odkorkował  butelkę  syrah  i  napełnił  dwa  kieliszki.  Ivy

wypiła mały łyk i uśmiechnęła się niepewnie.

-  Nie  znam  się  na  czerwonych  winach  –  przyznała.  –

Powiedz mi coś na jego temat. Jest pewnie bardzo drogie.

-  Pochodzi  z  Francji,  z  doliny  Rodanu.  Cena  niektórych

butelek  przekracza  cztery  tysiące  dolarów,  ale  rocznik,  który
pijemy,  jest  o  wiele  tańszy.  Jeśli  ci  nie  smakuje,  to  zostaw
resztę w kieliszku. Ja się nie obrażę.

- Jest bardzo dobre, ale rzadko mam do czynienia z winem,

więc będę je piła małymi łyczkami.

-  Jak  sobie  życzysz.  Podczas  wizyty  naszych

zagranicznych gości będziesz miała o wiele większy wybór.

Po  tej  krótkiej  wymianie  zdań  znowu  zapadła  niezręczna

cisza, którą i tym razem przerwał Farrell.

background image

- Przerwałaś swoją poranną opowieść w miejscu, w którym

chciałaś odejść od męża, ale odkryłaś, że jesteś w ciąży.

-  Wiedziałam,  że  zrobił  to  celowo.  Był  pewny,  że  ciąża

powstrzyma  mnie  od  rozwodu.  Zdawał  sobie  sprawę,  jak
ważna jest dla mnie rodzina. Zakładał, że będę dążyła do tego,
aby  moje  dziecko  znało  swojego  ojca.  Ale  ja  byłam
przekonana, że on zechce dominować nad życiem tego dziecka
tak samo, jak dominował nad moim.

- I co zrobiłaś?

Ivy  wstała,  podeszła  do  kominka  i  zaczęła  grzać  dłonie

w jego cieple. Kiedy odwróciła się do Farrella, dostrzegł na jej
twarzy bolesne napięcie.

-  Nie  przewidziałam  porannych  napadów  fatalnego

samopoczucia. To było straszne. Straciłam na wadze dziewięć
kilo.  Bałam  się  o  życie  dziecka.  Wymiotowałam  kilka  razy
w ciągu dnia, a kiedy torsje mijały, byłam tak wyczerpana, że
nie mogłam się zmusić do wstania z łóżka.

- A co na to twój mąż?

- Znów zaczął znikać na dwa lub trzy dni, tłumacząc mi, że

są to wyjazdy służbowe. Wiedział, że nie zdobędę się na tak
wielki wysiłek, aby spakować swoje rzeczy i odejść. Niestety
miał  rację.  A  ja  z  każdą  godziną  odczuwałam  coraz  większe
wyrzuty  sumienia.  Zdawałam  sobie  sprawę,  że  narażam  na
niebezpieczeństwo swoje dziecko.

-  Chyba  oceniasz  siebie  zbyt  surowo.  Okazałaś  się

imponująco  wytrzymała.  Czy  poród  był  równie  ciężki  jak
ciąża?

background image

- Na szczęście nie. W szpitalu czułam się bardzo dobrze.

Wszyscy  traktowali  mnie  życzliwie.  I  miałam  przy  sobie
Dolly,  która  była  dla  mnie  słodką  pociechą.  Modliłam  się
codziennie,  żeby  nie  odziedziczyła  po  ojcu  jego  DNA.  A  on
zachowywał  się  dziwnie.  Tak  jakby  go  to  w  ogóle  nie
obchodziło.  Dawał  mi  do  zrozumienia,  że  Dolly  gra  w  jego
życiu marginalną rolę, a przeważnie ją ignorował.

Farrell  miał  ochotę  przerwać  tę  rozmowę.  Opowieść  Ivy

doszła  do  punktu,  w  którym  można  było  ją  zakończyć.  Ale
nadal  nie  wiedział,  dlaczego  jego  rozmówczyni  wylądowała
z  powrotem  w  Portland  samotna  i  pozbawiona  środków  do
życia.

- Czy twój mąż odebrał cię ze szpitala albo przynajmniej

był w domu, kiedy wróciłaś?

-  Nic  podobnego.  Zostawił  w  moim  szpitalnym  pokoju

kopertę, w której było tylko tyle gotówki, ile potrzebowałam
na  powrót  taksówką  do  mieszkania.  To  było  typowe.  Nie
pozwalał mi podjąć pracy i zawsze ograniczał moje wydatki.
Sprawdzał nawet rachunki ze sklepu spożywczego.

- Więc wróciłaś do domu taksówką?

-  Tak.  Miałam  dużo  szczęścia.  Z  biegiem  lat  poznałam

niektórych  sąsiadów.  Kiedy  zostałam  bez  opieki  z  małym
dzieckiem, zaczęli przynosić mi posiłki i robić drobne zakupy.
To było wzruszające. Richard starał się zawsze izolować mnie
od otoczenia. Wrócił do domu, kiedy Dolly miała już tydzień.

- Z pewnością był nią zachwycony?

- Nie. Narzekał na to, że ona często płacze. Żądał, żebym

podawała mu posiłki i dbała o porządek. A potem chyba zdał

background image

sobie sprawę, że wracam do zdrowia i z każdym dniem radzę
sobie coraz lepiej. Poczuł się zagrożony. Kiedy rok wcześniej
zamierzałam  go  porzucić,  udaremnił  moje  plany,
doprowadzając do ciąży. A teraz… atmosfera w domu stawała
się nieznośna. Robiłam, co mogłam, żeby nie odbiło się to na
Dolly. Ale…

- Nie musisz mówić nic więcej, Ivy – powiedział Farrell,

wstając  i  podchodząc  do  kominka.  –  Chciałem,  żebyś
otworzyła  przede  mną  swoją  duszę,  bo  byłem  na  tyle  głupi,
aby  myśleć,  że  to  ci  pomoże.  Ale  teraz  widzę,  że  moja
dociekliwość jeszcze bardziej pogarsza twój stan psychiczny.

-  Wiem,  że  miałeś  dobre  intencje,  Farrell  –  wyszeptała

z uśmiechem. – I doceniam to, że starasz się mnie zrozumieć.
Moje  przeżycia  są  nieodłącznym  elementem  mojej
osobowości.  Nie  jestem  już  kobietą,  jaką  byłam  przed
porzuceniem  Richarda.  Nabrałam  zaufania  do  siebie
i  wyzbyłam  się  lęku.  Tu,  w  Maine,  żyjąc  obok  ciebie,
odzyskałam spokój ducha. Pobyt na tym odludziu to dla mnie
nie tylko nowa praca, lecz również nowy początek.

-  Podziwiam  twoją  siłę  wewnętrzną  –  powiedział,

delikatnie  przesuwając  grzbietem  dłoni  po  jej  policzku.  –
Miałaś  dość  odwagi,  żeby  od  niego  odejść  z  dzieckiem  na
ręku.

- Było trochę inaczej. Młode matki nie powinny prowadzić

życia  erotycznego  przez  sześć  tygodni  od  chwili  porodu.
Richard ponownie mnie zgwałcił, czego skutkiem była groźna
infekcja wymagająca hospitalizacji. Straciłam mleko, więc nie
mogłam karmić Dolly.

background image

-  Kto  zajmował  się  nią  podczas  twojego  pobytu

w szpitalu?

-  Nie  wiem  –  odparła  drżącym  głosem.  –  Nie  chciał  mi

powiedzieć. Nie miałam pojęcia, czy jest chora, czy zdrowa,
szczęśliwa  czy  nieszczęśliwa.  Ta  nieświadomość  działała  na
mnie toksycznie.

- Co było dalej?

-  Dziesięć  dni  po  moim  wyjściu  ze  szpitala  dostał

rozległego  zawału  serca.  Lekarze  stwierdzili,  że  był  martwy,
zanim upadł na podłogę.

- O Boże, Ivy… - zawołał z niedowierzaniem. – Kiedy to

było? Pół roku temu?

-  Pięć  i  pół  miesiąca.  Wykorzystałam  karty  kredytowe,

które  znalazłam  w  jego  portfelu.  Zapłaciłam  za  prywatny
pogrzeb. Nie miałam pojęcia, kogo zawiadomić, więc nie było
na  nim  nikogo  oprócz  mnie  i  Dolly.  Kiedy  to  wszystko  się
skończyło,  dopadło  mnie  poczucie  winy,  ale  równocześnie
odczuwałam  ulgę,  bo  wiedziałam,  że  on  nie  może  mnie  już
w żaden sposób zranić.

- Chwała Bogu.

- Zaczęłam przygotowywać dom do sprzedaży. Kojarzyły

się  z  nim  same  smutne  wspomnienia.  Szybko  znalazłam
kupca. 

Wynajęłyśmy 

ładne 

mieszkanie 

niedaleko

uniwersytetu.  Zaczęłyśmy  chodzić  na  długie  spacery.
Wiedziałam,  że  będę  musiała  poszukać  pracy,  ale  chciałam
przedtem spędzić trochę czasu z dzieckiem.

- Czy twój mąż nie był ubezpieczony na życie?

background image

- Był, ale polisa nie obejmowała mojej osoby. Okazało się,

że  wcale  nie  wyjeżdżał  w  sprawach  zawodowych.  Mieszkał
pod  przybranym  nazwiskiem  w  miasteczku  oddalonym
o osiemdziesiąt kilometrów. Miał inną żonę i dwoje dzieci. Ta
kobieta  nie  wiedziała  o  moim  istnieniu.  Kiedy  jej  rzekomy
mąż zniknął, wynajęła prywatnego detektywa, który w końcu
trafił na mój trop.

- To wszystko przypomina jakąś kiepską operę mydlaną.

- Richard napisał testament, którego beneficjentką była ta

kobieta.  Zabrali  mi  wszystko,  co  miałam.  Lokaty  bankowe,
karty  kredytowe,  dochód  ze  sprzedaży  domu.  Ona  zażądała
nawet, żebym zwróciła pieniądze wydane na pogrzeb, ale ujął
się za mną sędzia, który wiedział, że jestem niewinną ofiarą,
więc przyznał mi pięć tysięcy dolarów. Wróciłam do Portland
i  znalazłam  w  gazecie  ogłoszenie  umieszczone  przez  siostrę
Katie,  która  poszukiwała  współlokatorki.  Dalszy  ciąg  już
znasz.

Farrell  uniósł  łagodnie  podbródek  Ivy  i  spojrzał  jej

głęboko w oczy.

-  Jesteś  najbardziej  niezwykłą  kobietą,  jaką  spotkałem.

Silną, pomysłową i odporną na przeciwności losu.

Pocałował  ją  delikatnie,  pragnąc  w  ten  sposób  wyrazić

swój podziw. Kiedy ich usta się zetknęły, Ivy poczuła, że brak
jej  tchu,  a  on  zapomniał  o  całym  świecie.  Gdy  odzyskał
panowanie nad sobą i usiłował zrobić krok do tyłu, przywarła
do niego całym ciałem, a jego zalała fala pożądania.

Objął drżącymi dłońmi jej twarz, a ona zarzuciła mu ręce

na  szyję.  Przycisnęła  swój  drobny  biust  do  jego  torsu,  a  on
położył dłonie na jej biodrach i przyciągnął ją do siebie.

background image

Ivy  poczuła  jego  nabrzmiałą  męskość.  Uznała,  że  chciał

dać jej to, na co oboje tak czekali.

- Ivy, ja cię pragnę – wyszeptał.

- A ja ciebie, Farrell.

Całowała jego podbródek, nos i brwi, a w końcu ponownie

znalazła drogę do jego ust. Kiedy wsunęła język między jego
wargi, odniósł wrażenie, że uginają się pod nim kolana.

-  Poczekaj  –  wykrztusił  ochrypłym  głosem,  usiłując

odzyskać panowanie nad sytuacją. – Nie przewidziałem tego.
Bardzo  cię  pragnę,  ale  musimy  być  pewni,  że  tego  chcemy.
I że ty rozumiesz obowiązujące zasady.

Po  raz  pierwszy  dostrzegł  w  jej  piwnych  oczach  błysk

zmieszanego z rozpaczą gniewu.

- Nie, Farrell – powiedziała. – To ty musisz coś zrozumieć.

Już  dawno  przestałam  wierzyć  w  bajki.  Ty  jesteś  szlachetnie
urodzonym  właścicielem  pałacu,  a  ja  mieszkam  w  piwnicy
i walczę o przetrwanie. Już dawno pozbyłam się złudzeń. Czy
mam ochotę się z tobą przespać? Tak, do cholery, mam. Ale
nie musisz się niepokoić. Jedyną rzeczą, na której mi zależy,
jest szczęście mojej córki. Nie potrzebuję opieki ani ochrony
ze  strony  żadnego  mężczyzny.  Mój  prześladowca  nie  żyje.
Więc prześpij się ze mną albo nie, ale bądź łaskaw zrozumieć,
że nie jestem naiwnym dzieckiem. Znam zasady.

- To była imponująca przemowa – stwierdził, zdając sobie

sprawę, że ta rozmowa nie będzie dla niego łatwa.

Ivy wzruszyła ramionami i spojrzała na niego ze złością.

- Lubię jasno stawiać sprawy.

background image

- Więc przyjmij do wiadomości, że ja cię pragnę, chociaż

wcale tego nie chcę.

Uniosła głowę i spojrzała na niego wyzywająco.

-  Wiem  o  tym,  Farrell.  Jesteś  nadal  zakochany  w  swojej

żonie.

Zanim  zdążył  odpowiedzieć,  odwróciła  się  i  ruszyła

w stronę drzwi.

-  Najwyższy  czas,  żebym  odniosła  Dolly  do  naszego

domku – rzuciła przez ramię. – Dobranoc, Farrell. Dziękuję za
wino i gotowość wysłuchania moich zwierzeń.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Nigdy  nie  doświadczyła  tak  wielu  różnych  emocji  w  tak

krótkim czasie. Opowiadanie Farrellowi o Richardzie było dla
niej  bardzo  trudne,  ponieważ  nadal  dźwigała  ciężar  wstydu
i  poczucia  winy  związanych  ze  świadomością,  że  straciła
dziesięć lat życia.

Ale  najsilniej  wstrząsnęło  nią  to,  że  Farrell  najpierw  ją

namiętnie  pocałował,  a  potem  potraktował  jak  głupią
nastolatkę błagającą o odrobinę zainteresowania.

Usłyszała  za  sobą  jego  kroki,  więc  zaczęła  iść  jeszcze

szybciej.

- Poczekaj, Ivy! Poczekaj, do diabła!

Odwróciła się i spojrzała na niego z oburzeniem.

- Nie potrzebuję twojej pomocy ani opieki!

Farrell  zacisnął  wargi,  a  w  jego  oczach  rozbłysły  ogniki

gniewu.

- Pada deszcz – powiedział. – Odprowadzę was.

-  Odprowadzę?  –  powtórzyła,  rzucając  mu  pogardliwe

spojrzenie. – Czy to jest dziewiętnasty wiek? Potrafię dotrzeć
do domu o własnych siłach przy każdej pogodzie.

Farrell  chwycił  ją  za  rękę.  Bijące  od  niego  ciepło

całkowicie ją obezwładniło.

background image

- Wyobrażam sobie twoją białą skórę – oznajmił drżącym

głosem.  –  Malinowe  sutki.  Drobne  kształtne  piersi  idealnie
pasujące do moich rąk.

Jego słowa podziałały na nią jak tajemne zaklęcie. Poczuła

ucisk w piersi. A on wplótł dłonie w jej włosy i przyciągnął ją
do  siebie.  Jego  pocałunek  był  tak  głęboki  i  gorący,  że
zapomniała o urazach. Miała ochotę rzucić mu się w ramiona
i otoczyć nogami jego biodra.

Wiedziała  dobrze,  że  gdyby  teraz  wypuścił  ją  z  objęć,

zaczęłaby  błagać  o  jego  względy.  Ale  on  nie  przerywał
pocałunku.  Nadgryzł  delikatnie  jej  ucho  i  wsunął  kolano
między  jej  uda.  Oboje  byli  ubrani,  więc  mogła  czuć  się
bezpieczna. Ale pożądała go tak bardzo, że nie panowała nad
sobą. Oderwał wargi od jej ust i zaczął głęboko oddychać.

- Powiedz mi całą prawdę – zażądała. – Czy po to kazałeś

mi nocować w swoim domu podczas tego weekendu, żeby się
ze mną przespać?

-  Co  za  głupstwa!  –  zawołał,  patrząc  na  nią

z  oburzeniem.  –  Dlaczego  miałbym  cię  uwodzić  właśnie
wtedy, kiedy po domu będą się kręcić tłumy gości? Zrobiłem
to  z  dwóch  powodów.  Potrzebuję  kogoś,  kto  będzie  pełnił
honory  pani  domu  i  liczyłem  na  to,  że  ty,  jako  osoba
z  zewnątrz,  poradzisz  mi,  jak  zaprezentować  naszą  firmę  jej
potencjalnym współpracownikom. Liczyłem też na to, że ten
weekend cię rozerwie, ale to miała być korzyść uboczna.

- Akceptuję to tłumaczenie i przepraszam.

- Idź po dziecko. Dokończymy tę rozmowę w chacie.

„Dokończymy tę rozmowę w chacie”.

background image

Dolly  nie  była  zadowolona  z  tego,  że  przerywają  jej

drzemkę, ale Ivy poklepała ją delikatnie po plecach.

- Chodź, kochanie. Pozwolę ci zasnąć już za chwilę.

Owinęła  dziecko  kocykiem,  wzięła  je  na  ręce  i  ruszyła

w stronę drzwi wyjściowych, przy których spotkała Farrella.

-  Pada  dość  silny  deszcz  –  oznajmił.  –  Pozwól  mi  nieść

Dolly, żebyś mogła rozłożyć parasol.

- Nie musisz iść ze mną.

- Ale chcę, Ivy. Jeśli nie masz nic przeciwko temu.

- To jest twoja chata.

-  Ale  twój  dom  –  odparł,  całując  ją  w  czoło.  –  A  ja  nie

powinienem wchodzić do niego bez zaproszenia.

- W takim razie czuj się zaproszony.

Podała mu dziecko i sięgnęła po parasol.

Kiedy otworzyli drzwi, do domu wdarł się powiew wiatru

przynoszący ze sobą zapach letniego deszczu i mokrej ziemi.
Burzliwa  pogoda  była  kontrapunktem  dla  emocji  Ivy.
Przekroczyła próg i wyszła w ciemną noc.

Gdy dotarli do chatki, pospiesznie zdjęła mokrą kurtkę.

-  Chcę  ją  jak  najszybciej  położyć  –  powiedziała,

wyciągając  ręce  w  kierunku  Dolly.  –  Ty  tymczasem  postaraj
się wysuszyć.

Kiedy odeszła, zdjął buty i stwierdził, że przemoczone są

nie tylko jego spodnie, lecz również skarpetki. Postanowił jak
najszybciej wypić coś ciepłego.

background image

Gdy  Ivy  weszła  do  kuchni,  był  pochłonięty

przeszukiwaniem szafek i szuflad.

- Zrobiłem gorącą czekoladę – oznajmił. – Czy zostały ci

jeszcze te imbirowe ciasteczka?

-  Masz  szczęście  –  odparła,  otwierając  jedną  z  szafek

i  wyjmując  plastikową  torbę.  –  Pani  Peterson,  która  robiła
zakupy, musi dobrze znać kulinarne upodobania braci Stone.

- Najlepiej zna Quina.

Napełnił  dwa  kubki  gorącym  napojem  i  wysypał  na

talerzyk garść ciastek. Kiedy usiedli przy stole, wypił duży łyk
czekolady, a potem cicho zaklął.

- Czyżbyś się oparzył? – spytała Ivy.

- Trochę. Za najbardziej impulsywnego uchodzi w naszej

rodzinie Quin, ale ja też potrafię zdobyć się na ryzyko.

- Czy mam z tego wnosić, że traktujesz również mnie jak

ryzykowny eksperyment? To nie byłoby zbyt pochlebne.

- Sam nie wiem, co do ciebie czuję. Ale chyba nie musimy

tego w tej chwili analizować.

- Coraz mniej cię rozumiem – wyznała Ivy. – Początkowo

uważałam cię za poważnego naukowca, skupionego na pracy.
A teraz podejrzewam, że jesteś w gruncie rzeczy hedonistą.

- Czy nie mogę być równocześnie jednym i drugim? Cóż

w  tym  dziwnego,  że  chcę  się  po  godzinach  pracy  przespać
z fascynującą kobietą?

-  Mam  nadzieję,  że  nie  będziemy  tracić  wiele  czasu  na

spanie  –  powiedziała  z  przewrotnym  uśmiechem.  –
Deszczowe wieczory zawsze pobudzają moją wyobraźnię. Ale

background image

nie  zwlekajmy  zbyt  długo,  bo  Dolly  budzi  się  bardzo
wcześnie.

Farrell  ruszył  za  nią  w  stronę  sypialni,  przypominając

sobie, że musi traktować ją łagodnie, gdyż przeżyła już wiele
aktów męskiej agresji. Kiedy podeszli do łóżka, zauważył, że
jej pewność siebie gwałtownie się kurczy.

- Nie bój się mnie, Ivy.

-  Nie  boję  się.  Obawiam  się  tylko,  czy  nie  będziesz

zawiedziony.  Richard  namącił  mi  w  głowie,  krytykując  na
różne sposoby mój stosunek do seksu. A ja nigdy…

-  Chcesz  powiedzieć,  że  nigdy  nie  spałaś  z  żadnym

mężczyzną oprócz męża?

- Nie – wyszeptała.

-  W  takim  razie  ustalmy  podstawowe  zasady.  W  tym

pokoju  jesteśmy  tylko  my  dwoje.  Nie  ma  tu  Sashy.  Nie  ma
Richarda. Nie ma żadnej bolesnej przeszłości. Mam zamiar się
z tobą kochać i zapomnieć o całym świecie. Mam nadzieję, że
ty zrobisz to samo.

- Okej – wyszeptała, kiwając głową.

Rozebrał  ją  delikatnie,  a  kiedy  była  już  naga,  odrzucił

kołdrę.

- Wskakuj do łóżka, bo jest tu dosyć chłodno – polecił jej

z uśmiechem, a potem zaczął się rozbierać.

Kiedy zdjął bokserki, Ivy szeroko otworzyła oczy. Patrzyła

na jego nabrzmiałą męskość z zachwytem.

- Posuń się. Obiecuję, że nie pozwolę ci zmarznąć.

background image

Położył  się  obok  niej,  a  ona  natychmiast  przylgnęła  do

jego  ciała.  Poczuł  gwałtowny  przypływ  pożądania,  ale
postanowił panować nad nim, żeby zadowolić Ivy.

- To jest cudowne – wyszeptał, przesuwając dłonią po jej

gładkiej skórze. – Od dawna o tym marzyłem.

-  Naprawdę?  –  spytała  ze  zdumieniem,  opierając  się  na

łokciu i patrząc mu w oczy. – Więc dlaczego nigdy tego nie
okazałeś?

-  Nie  miałem  pewności,  czy  to  byłoby  właściwe.  Nie

chciałem wykorzystywać tego, że jestem twoim pracodawcą…
Prawdę mówiąc, nadal czuję się winny.

- Nie mów głupstw – wyszeptała, ponownie przytulając się

do jego piersi. – Przecież ta praca ma charakter tymczasowy.
Oboje  o  tym  wiemy.  Kiedy  nadejdzie  właściwy  moment,  ty
wrócisz  do  głównej  siedziby  firmy,  a  ja  pojadę  do  Portland,
żeby  szukać  innej  pracy.  Wszystko  jest  w  porządku,  Farrell.
Poza tym ustaliliśmy przecież, że liczy się tylko ten pokój, to
łóżko, ta noc.

- Masz rację – przyznał, całując ją w czubek głowy.

-  Chciałabym  poznać  twoje  ciało.  Dowiedzieć  się,  co

lubisz, co sprawia ci przyjemność. Czy się na to zgadzasz?

-  Oczywiście  –  odparł,  choć  marzył  o  tym,  by  jak

najprędzej ją posiąść.

Uklękła  obok  niego  na  łóżku.  Jej  piersi  były  drobne,  ale

miały idealny kształt. Usiłował ich dotknąć, ale odsunęła jego
dłoń.

- Nie ruszaj się – rozkazała. – Załóż ręce za głowę.

background image

Wykonał  jej  polecenie,  choć  pożądanie  odbierało  mu

zdolność logicznego myślenia.

-  Kocham  twoje  ciało  –  wyszeptała.  –  Ono  tak  bardzo

różni się od mojego. – Pochyliła się nad nim i położyła obie
dłonie na jego obojczykach, a on poczuł na policzku jej ciepły
oddech. Z trudem powstrzymał głośny jęk, kiedy przesuwała
palcem po jego mostku.

Następnym  etapem  jej  erotycznej  wyprawy  były  biodra.

Potem  rozsunęła  jego  uda  i  pochyliła  się  nad  nabrzmiałym
członkiem.  Kiedy  wzięła  go  do  ust,  zadrżał  tak  gwałtownie,
jakby przeżywał atak tropikalnej febry. Zachwyciło go to, że
na jej twarzy maluje się taka niewinność, jakby była nieśmiałą
młodą dziewczyną z zaciekawieniem badającą szczegóły jego
anatomii.

Nagle  przeżył  orgazm,  który  przyprawił  go  o  wstyd

i najwyraźniej zaskoczył Ivy. Otarła usta i spojrzała na niego
szeroko otwartymi oczami.

- Do diabła, Ivy… - wykrztusił, czując, że się czerwieni. –

Przepraszam.  Podniecasz  mnie  tak  bardzo,  że  straciłem
panowanie nad sytuacją. W łazience są czyste ręczniki.

Zsunęła się z łóżka i włożyła szlafrok, a potem zniknęła za

drzwiami.  Farrell  ruszył  za  nią,  czując,  że  jego  erekcja
cudownie  się  odradza.  Kiedy  stanął  przed  nią  nagi,  na  jej
twarzy odmalowało się zdumienie.

-  Muszę  przyznać,  że  jesteś  atrakcyjnym  facetem  –

oznajmiła poważnym tonem. – Ale…

- Ale co?

background image

-  Jesteś  też  arogancki  i  apodyktyczny.  Chyba  nie  mam

ochoty się z tobą kochać.

- Naprawdę? – spytał z ironicznym uśmiechem. – Myślę,

że kłamiesz.

-  A  ja  myślę,  że  jesteś  obłąkanym  na  tle  seksu

neandertalczykiem.

Objął ją czule i pocałował w czoło.

-  To  twoja  ostatnia  szansa,  Ivy.  Musisz  się  zdecydować,

czy mnie pragniesz czy nie.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Była  nadal  oszołomiona.  Czyżby  naprawdę  podnieciła

Farrella  do  tego  stopnia,  że  stracił  samokontrolę?  Wydawało
się to mało prawdopodobne.

Kiedy  ją  objął  i  pocałował  tak  gorąco,  jakby  była  jego

ostatnią życiową szansą, ugięły się pod nią kolana. Poczuła na
skórze rozkoszny dotyk jego ciała.

- Zadałem ci pytanie, Ivy – przypomniał, pociągając lekko

kosmyk jej włosów.

- Nie przestawaj mnie całować – poprosiła.

- Zgoda, ale musisz przyznać, że mnie pragniesz.

Wsunął  dłoń  między  jej  uda  i  wszedł  w  nią  dwoma

palcami, a ona wydała jęk rozkoszy.

-  Jesteś  mokra  i  rozgrzana,  moja  droga.  Twoje  ciało  nie

kłamie, ale ja żądam słów.

Teraz ona z kolei znalazła się na granicy orgazmu. Drżała

z pożądania i marzyła o tym, by ją posiadł.

- Proszę cię, kochaj się ze mną, Farrell. Pragnę cię. Chcę,

żebyś…

-  Wiem,  czego  chcesz  –  oznajmił  z  uśmiechem,  kładąc

dłoń na jej ustach.

Rozwiązał  pasek  jej  szlafroka,  a  potem  wziął  ją  na  ręce,

zrobił dwa kroki i opadł wraz z nią na łóżko.

background image

Przychodziły  mu  do  głowy  tysiące  sposobów  ugaszenia

trawiącego ją żaru, ale postanowił zachować powściągliwość.
Zdawał sobie sprawę, że zgoda na spędzenie z nim nocy była
dla  niej  ważnym  krokiem.  Musiał  zrobić  wszystko,  by  nie
żałowała  swojej  decyzji.  Położył  prawą  dłoń  na  jej  płaskim
brzuchu  i  zaczął  delikatnie  pieścić  łechtaczkę,  a  ona  wydała
głośny jęk, który jeszcze bardziej go podniecił.

Nagle  przypomniał  sobie  coś,  o  czym  powinien  był

pamiętać.

-  Przepraszam  cię,  Ivy.  Zapomniałem  o  prezerwatywie.

Jest w kieszeni spodni.

-  Pospiesz  się  –  wyszeptała,  otwierając  oczy,  w  których

płonęło pożądanie.

Szybko zsunął się z łóżka, a kiedy wrócił chwilę później,

odkrył,  że  czeka  na  niego  niecierpliwie.  Mimo  to  zapragnął,
aby potwierdziła swoją gotowość słowami.

-  Czy  jesteś  pewna,  że  tego  chcesz,  Ivy?  –  spytał,  a  ona

zarzuciła mu rękę na szyję i wyszeptała:

- Jeśli każesz mi czekać jeszcze sekundę, to przysięgam, że

zatruję ci śniadanie.

Z trudem panując nad sobą, zaczął bardzo wolno się z nią

łączyć.  Choć  błagała,  żeby  się  pospieszył,  celowo  odsuwał
moment spełnienia. Kiedy w końcu dotarł do celu, przycisnął
policzek do jej twarzy.

-  Masz  cudowne  ciało,  Ivy.  Stworzone  do  tego,  żeby

dawać rozkosz tobie i mnie. Nigdy o tym nie zapominaj.

Nie  odpowiedziała,  a  on  dostrzegł  w  jej  oczach  cień

wątpliwości, więc postanowił dowieść słuszności swoich słów.

background image

Gdy delikatnie ucałował jej nabrzmiałe sutki, jęknęła. Mocno
naparł  na  nią  swoją  męskością  i  zaczął  się  powoli  poruszać.
Wyszeptała  głośno  jego  imię  i  przywarła  do  niego  jeszcze
mocniej. Poczuł na plecach ukłucie paznokci. Jej orgazm był
długi  i  gwałtowny,  a  on  też  zapomniał  na  chwilę  o  całym
świecie, wspinając się na szczyt radosnego spełnienia.

Nagle  zdał  sobie  sprawę,  że  odzyskał  dzięki  Ivy  chęć

korzystania z życia, a równocześnie uzależnił się od jej uczuć.
Ten stan rzeczy wydał mu się nieco niepokojący, ale wiedział,
że wstąpił na drogę, z której nie ma odwrotu. Zamknął oczy
i zasnął.

Ivy  obudziła  się  w  ciemności,  odruchowo  zerknęła  na

monitor  i  stwierdziła,  że  Dolly  śpi.  Dopiero  potem
uświadomiła  sobie,  gdzie  jest  i  co  niedawno  przeżyła.
Odetchnęła  głęboko,  usiłując  udawać  przed  sobą,  że  nie
zaprosiła Farrella do swojego łóżka.

Co ja najlepszego zrobiłam? – spytała się w myślach.

Delikatnie odsunęła kosmyk włosów, który opadł na czoło

Farrella.  Jej  pracodawca  wydawał  się  we  śnie  równie  męski
jak  zawsze,  ale  o  wiele  bardziej  przystępny.  Zaczęła  sobie
tłumaczyć, że nie powinna przywiązywać do tego wydarzenia
zbyt wielkiej wagi. Ona była samotna i tęskniła za fizycznym
kontaktem z mężczyzną, a on chciał przerwać swój seksualny
post.

Ale  wspominając  to,  co  zaszło,  uświadomiła  sobie,  że

w momentach miłosnego uniesienia czuła się po raz pierwszy
od dawna naprawdę szczęśliwa.

Zegarek  wskazywał  czwartą  trzydzieści,  więc  wiedziała,

że  Dolly  będzie  mocno  spała  jeszcze  przez  dwie  godziny.

background image

Delikatnie  oswobodziła  się  z  objęć  Farrella,  żeby  pójść  do
łazienki. Kiedy wróciła, był już na wpół obudzony.

- Wracaj do łóżka – poprosił z uśmiechem.

- Taki właśnie miałam zamiar.

Upuściła  szlafrok  na  podłogę  i  uniosła  kołdrę.  Farrell

natychmiast mocno ją objął i pocałował w szyję.

- Czy masz ochotę na więcej, Ivy?

- Tak – westchnęła. – Och, tak.

Tym  razem  obudziło  ją  dochodzące  z  głośnika  monitora

gaworzenie Dolly.

Przeciągnęła  się,  usiłując  odpędzić  resztki  snu.

Zerknąwszy na drugą stronę łóżka, stwierdziła, że jest pusta.
Na  poduszce  leżała  jednak  kartka.  Krótkie  i  bezosobowe
przesłanie:

„Droga  Ivy,  muszę  iść  do  pracowni.  Nie  martw  się

o śniadanie. Ukradłem banana z twojej kuchni.

Do zobaczenia, Farrell”.

Zmarszczyła  brwi.  Co  miał  na  myśli,  pisząc:  „Do

zobaczenia”?  Nie  bardzo  wiedziała,  jak  powinien  wyglądać
poranek po upojnej nocy, ale ta oschła notatka nie pasowała do
oglądanych przez nią romantycznych filmów.

No  cóż,  żadne  z  nich  nie  ukrywało  swoich  oczekiwań.

Jemu  zależało  na  seksie,  ona  marzyła  o  powrocie  do
normalnego życia. Erotyczna przygoda z takim mężczyzną jak
Farrell mogła stać się ważnym etapem jej rekonwalescencji.

Oboje osiągnęliśmy cel, pomyślała. Nie mam prawa czuć

się  smutna  albo  zawiedziona.  Dzisiejszy  dzień  nie  różni  się

background image

niczym od wczorajszego. Życie musi toczyć się dalej.

Ubrała  się  pospiesznie  i  przygotowała  butelkę,  a  potem

weszła  do  pokoju  Dolly,  która  powitała  ją  radosnymi
okrzykami.

Nakarmiwszy  córkę,  zdała  sobie  sprawę,  że  nie  może

dłużej odkładać wizyty w dużym domu.

Farrell  zrezygnował  ze  śniadania,  ale  mógł  wrócić  na

lunch.  Postanowiła  więc  ugotować  zupę  jarzynową,  która
uprzyjemni im chłodny i mglisty dzień.

Była  zdenerwowana.  Nie  miała  pojęcia,  jak  powinna  się

wobec  niego  zachować.  Przez  krótką  chwilę  kusiło  ją,  by
zapukać  do  drzwi  pracowni,  ale  odrzuciła  ten  pomysł  jako
niedorzeczny.  Farrell  niejednokrotnie  dawał  jej  do
zrozumienia, że nie lubi być odrywany od pracy.

Pora lunchu nadeszła i minęła. Ivy zjadła zupę i nakarmiła

dziecko, a potem ułożyła je w przenośnej kołysce. O drugiej
usłyszała  sygnał  oznaczający  nadejście  esemesa.  Komunikat
Farrella był równie lakoniczny jak jego poranne przesłanie:

„Ivy,  jestem  w  Portland.  Wydarzyło  się  tu  coś  ważnego.

Wrócę z Katie i Quinem jutro rano. Farrell”.

Wpatrywała  się  w  telefon,  czując  przyspieszone  bicie

serca.  Nie  miała  pojęcia,  czy  naprawdę  stało  się  coś
nieprzewidzianego, czy też Farrell wyjechał dlatego, że chciał
zbagatelizować wydarzenia ubiegłej nocy.

Czyżby myślał, że ona zbyt wiele sobie po niej obiecuje?

A  może  miał  poczucie  winy  wywołane  świadomością,  że
zdradził żonę, kobietę, którą nadal kocha?

background image

Pusty  dom  i  niewesołe  rozważania  wpłynęły  na  nią

przygnębiająco.

Przecież jeszcze niedawno była tu taka szczęśliwa. Nowa

praca. Nowy przyjaciel. Owszem, Farrell jest jej przyjacielem
mimo  wszystkiego,  co  się  wydarzyło.  Czy  będzie  musiała
wyjechać?  Skoro  jedna  noc  spędzona  w  jej  łóżku  obudziła
w nim tak negatywne uczucia, to chyba dalsza koegzystencja
nie będzie możliwa.

Perspektywa  powrotu  do  Portland  wydawała  jej  się

przerażająca. 

Pokochała 

siedzibę 

Farrella 

ukrytą

w  nadmorskich  lasach.  Inne  kobiety  tęskniłyby  pewnie  za
restauracjami, nocnymi barami i urokami wielkiego miasta, ale
ona nigdy nie zakosztowała takiego stylu życia. Dla niej pobyt
na odludziu był po prostu idyllą.

Postanowiła traktować Farrella w taki sposób, jakby w ich

stosunkach  nic  się  nie  zmieniło.  Dać  mu  od  początku  do
zrozumienia,  że  nie  jest  zaangażowana  uczuciowo
i ograniczyć ich kontakty do spraw służbowych.

Środa ciągnęła się w nieskończoność. Wiedziała, że jest to

wywołane nieobecnością Farrella. Że po prostu za nim tęskni.
W czwartek rano dostała mejla od Katie – od Katie, a nie od
Farrella – z wiadomością, że ona i obaj bracia Stone przyjadą
w  porze  lunchu.  Postanowiła  więc  przyrządzić  grillowane
piersi  kurczaka,  surówkę  i  sałatkę  owocową.  Niebawem
w kuchni zaczęły się unosić zachwycające zapachy.

Kiedy  usłyszała  odgłos  zatrzaskiwanych  drzwi

samochodu,  wyjrzała  przez  okno  i  zobaczyła  całą  trójkę
wysiadającą  z  dwóch  limuzyn.  Farrell  wydał  jej  się  młodszy
i wyższy od człowieka, którego zapamiętała.

background image

Gdy weszli do kuchni, powitała ich radosnym uśmiechem.

-  W  samą  porę  –  oznajmiła  pogodnym  tonem.  –  Mam

nadzieję, że jesteście głodni.

- Bardzo – odparł Quin, przeciągając się, aby rozprostować

kości. – Nie zdążyliśmy zjeść śniadania.

-  Wszystko  pachnie  niezwykle  apetycznie!  –  zawołała

Katie. – Czy mogę ci w czymś pomóc?

Farrell  nie  odezwał  się  ani  słowem.  Był  pochłonięty

przeglądaniem stosu listów.

-  Możesz  podać  obu  panom  coś  do  picia  –  odparła  Ivy,

kiwając  głową  w  kierunku  Katie.  –  Cała  reszta  jest  gotowa.
Nakryłam  tylko  na  trzy  osoby,  bo  zjadłam  lunch  przed
waszym  przyjazdem.  Dolly  zbudziła  mnie  o  świcie,  więc
byłam bardzo głodna.

Postawiła  jedzenie  na  stole,  wymknęła  się  z  kuchni

i otworzyła drzwi gabinetu.

Stwierdziwszy,  że  Dolly  nadal  mocno  śpi,  usiadła

w  wygodnym  fotelu,  zamknęła  oczy  i  pogrążyła  się
w niewesołych myślach.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

-  Czy  moglibyście  przydzielić  naszym  gościom

odpowiednie pokoje? – spytał Farrell, wręczając Katie arkusz
papieru. – Wpisałem ołówkiem kilka możliwych wariantów. Ja
poszukam  tymczasem  Ivy,  żeby  się  dowiedzieć,  co  jeszcze
pozostało do zrobienia.

Znalazł  ją  po  dłuższej  chwili.  Gdy  zajrzał  do  gabinetu,

zobaczył  uśpione  dziecko  i  jego  matkę,  która  również
wydawała się pogrążona we śnie.

Wśliznął  się  do  pokoju,  bezszelestnie  zamykając  za  sobą

drzwi. Ivy nie drgnęła. Musiała być bardzo zmęczona… albo
jego kroki zagłuszył pracujący wentylator.

Od  momentu,  w  którym  opuścił  jej  łóżko  poprzedniego

ranka,  upłynęło  jakieś  trzydzieści  godzin.  Wydawały  mu  się
wiecznością.

Zdawał sobie sprawę, że postąpił przed chwilą jak idiota,

ignorując jej obecność. Kiedy ją ujrzał, stracił pewność siebie.
Udawał, że przegląda tę cholerną pocztę, bo nie wiedział, jak
się zachować i co mówić.

Chyba powinien ją przeprosić.

Z  drugiej  strony,  jeśli  nie  miał  zamiaru  spędzać  z  nią

następnych nocy, to najlepszą metodą postępowania wydawało
się udawanie, że wszystko wygląda tak jak dawniej.

background image

Czy potrafi się na to zdobyć? Czy potrafi zachowywać się

tak,  jakby  noc  spędzona  z  Ivy  nie  była  dla  niego
najważniejszym przeżyciem na przestrzeni ubiegłych siedmiu
lat?

Minęło kilka minut. Ivy nadal się nie poruszała, a on uznał,

że  jest  to  znak  od  losu,  który  mówi:  „Zostaw  sprawy
własnemu biegowi”, „To już woda pod mostem”, „Nie oglądaj
się za siebie”, lub podsuwa inne, równie bezsensowne banały.

Nie  umiejąc  podjąć  decyzji,  nacisnął  klamkę  i  wyszedł

z pokoju.

- Omówiliśmy już chyba wszystko – powiedziała Katie. –

Firma  cateringowa  będzie  tu  o  ósmej  rano.  Jej  szefowa
przysłała  mi  propozycje  dotyczące  posiłków,  jakie  musimy
wydać  w  ciągu  weekendu.  Dwie  osoby  poprosiły  o  dietę
bezglutenową, jedna o dietę wegańską, a jedna ma alergię na
orzeszki  ziemne.  Jesteśmy  przygotowani  na  każdą
ewentualność.

- Czy ona nie jest niezwykła? – spytał Quin, całując żonę

w czubek głowy.

- Była moim doradcą do spraw zarządzania na długo przed

waszym  ślubem  –  oznajmił  z  uśmiechem  Farrell.  –  W  pełni
doceniam jej kwalifikacje.

-  Nie  wszystkie  –  mruknął  Quin,  mrugając  do  niego

porozumiewawczo i całując szyję żony.

-  Odejdź,  ty  gburze  –  warknęła  Katie,  odpychając  go  od

siebie.  –  To  jest  poważna  narada,  więc  spróbuj  zachowywać
się jak człowiek dorosły.

- Tak jest, proszę pani – obiecał Quin pokornym tonem.

background image

Farrell wstał i leniwie się przeciągnął.

- Widzę, że panujecie  nad sytuacją, więc chyba pójdę do

pracowni. Kiedy zacznie się to zamieszanie, nie będę mógł się
do niej wyrwać przez całe trzy dni.

- Jak idzie praca nad urządzeniem pomiaru wysokości? –

spytał Quin. – Czy doszło do przecieków?

-  Nie  słyszałem  dotąd  o  żadnym  przypadku  pogwałcenia

zasady  tajności  naszych  badań.  Wynika  z  tego,  że  obszarem
działalności szpiega było laboratorium w Portland.

-  Zachary  usiłuje  znaleźć  eksperta,  który  mógłby

przeanalizować funkcjonowanie wszystkich komputerów.

-  To  potwornie  trudne  zadanie  –  mruknęła  Katie.  –  Jeśli,

jak  mówisz,  praca  idzie  ci  tu  dobrze,  Farrell,  to  proponuję,
żebyś pozostał na miejscu, dopóki nie poznamy prawdy.

-  Najbardziej  złości  mnie  to,  że  możemy  jej  nigdy  nie

poznać – zauważył Farrell, marszcząc brwi.

-  Jeśli  w  naszej  firmie  pracuje  szpieg  przemysłowy  lub

haker,  czy  jak  tam  się  to  teraz  nazywa,  gwarantuję,  że  go
znajdziemy.

- Chciałbym w to wierzyć. Ale policyjne śledztwo utknęło

w miejscu z powodu braków kadrowych. A sprawca wypadku
drogowego, w którym zginął nasz ojciec, nie żyje. To był jakiś
włóczęga  i  narkoman.  Nie  ma  też  dowodów  na  to,  że  ta
katastrofa  była  w  jakikolwiek  sposób  związana  z  kradzieżą
moich  projektów.  Jeśli  obaj  z  Zacharym  wyrazicie  zgodę,
wynajmę prywatnego detektywa.

- To będzie cholernie kosztowne – mruknął Quin. – Mimo

to jestem za.

background image

- Ja też – rzekła Katie. – Ale mamy w tej chwili pilniejsze

rzeczy  na  głowie.  Jedźmy  do  naszego  domu,  Quin.  Powiedz
mi, Farrell, czy Ivy zna już wszystkie szczegóły?

- Z pewnością będzie ci wdzięczna za wszelkie dodatkowe

informacje – odparł Farrell. – Myślę, że obie z Dolly są teraz
w gabinecie.

-  Czy  to  nie  jest  dziwne?  –  spytała  Katie,  zerkając  na

męża,  gdy  tylko  Farrell  zamknął  drzwi.  –  Od  naszego
przyjazdu prawie się do siebie nie odzywali. Miałam nadzieję,
że do tej pory zdążą się zaprzyjaźnić.

-  Katie,  to  nie  powinno  obchodzić  ani  ciebie,  ani  mnie  –

oznajmił  jej  mąż  ostrzegawczym  tonem.  –  Namówiłaś  go,
żeby zatrudnił Ivy, i może postąpiłaś słusznie. Ale Farrell jest
samotnikiem.  Zmienił  się  po  śmierci  Sashy.  Stała  obecność
osoby prowadzącej dom i małego dziecka może go męczyć.

Ivy  stała  tuż  za  drzwiami  i  słyszała  całą  wymianę  zdań.

Czuła się zraniona. Czy to możliwe, by Farrell wolał żywić się
kanapkami z masłem orzechowym niż znosić towarzystwo jej
i Dolly? – myślała gorączkowo. Czy to możliwe, aby żałował,
że spędził z nią noc?

Pół  godziny  wcześniej  wcale  nie  spała,  kiedy  wszedł  do

gabinetu.  Wstrzymując  oddech,  czekała  na  jakiś  znak  lub
słowo.  Nie  miała  pojęcia,  czy  nie  przyszedł  po  to,  aby
oznajmić,  że  jej  obowiązki  dobiegną  końca  zaraz  po
najbliższym weekendzie, gdyż doszedł do wniosku, że wcale
nie potrzebuje osoby prowadzącej dom.

Z pewnością nie przyszedł po to, aby rozmawiać o tym, co

wydarzyło się owej nocy. Przecież nie zrobili nic złego. Oboje

background image

byli  dorośli  i  mieli  prawo  postępować  według  własnego
uznania.

Odetchnęła głęboko i weszła do kuchni.

-  Czyżbym  usłyszała  moje  imię?  –  spytała  z  pogodnym

uśmiechem.

Katie wydawała się zaskoczona, ale Quin zachował się jak

człowiek umiejący zapanować nad każdą sytuacją.

- Katie mówiła właśnie, że chce z tobą omówić szczegóły

nadchodzącego weekendu. Żebyś wiedziała…

- Jasne – przerwała mu Ivy. – Żebym wiedziała, na czym

właściwie ma polegać moja rola.

Katie wzięła na ręce Dolly i podała ją mężowi.

- Włóż jej płaszczyk, który wisi w korytarzu, i pospaceruj

z nią po ogrodzie. My musimy się naradzić.

Kiedy  zostały  same,  Ivy  usiadła  przy  kuchennej  wyspie,

a Katie podała jej swój notatnik.

- Sfotografuj tę listę gości swoją komórką. To ci pomoże

zapamiętać  nazwiska.  Na  drugiej  stronie  znajdziesz  wymogi
dotyczące  diety,  ale  z  tym  musi  sobie  poradzić  obsługa
cateringu.

-  Twój  szwagier  zaproponował  mi  wysoką  pensję,  więc

uważam,  że  powinnam  uczestniczyć  w  przygotowywaniu
posiłków.

-  Nonsens.  Farrell  powiedział  bardzo  wyraźnie,  że  chce,

abyś pełniła obowiązki pani domu.

- Nigdy czegoś takiego nie robiłam. Richard nie zapraszał

żadnych gości.

background image

- Po raz pierwszy wspominasz w mojej obecności o swoim

mężu. Czy wracasz już do siebie po jego utracie?

- Jakoś sobie radzę. To nie było udane małżeństwo.

Katie milczała przez chwilę, a potem wstała.

- Czy możemy na początek pójść do twojej chatki i wybrać

stroje na różne okazje związane z tym weekendem?

-  Och,  to  świetny  pomysł!  –  zawołała  z  entuzjazmem

Ivy.  –  Od  kilku  dni  męczą  mnie  wątpliwości  dotyczące
właśnie tej sprawy.

Kiedy  weszły  do  chatki,  Katie  rozejrzała  się

z zainteresowaniem po jej wnętrzu.

- Widzę, że zdążyłyście się tu już zadomowić. Uwielbiam

taki zorganizowany chaos.

Gdy dotarły do sypialni, Katie zaczęła przeglądać wiszące

w szafie nowe stroje.

- To zamówiłam z myślą o jutrzejszym lunchu – oznajmiła,

wskazując  elegancki  zestaw  złożony  ze  spodni  i  marynarki
oraz  pasującej  do  nich  biżuterii.  –  W  tym  stroju  na  pewno
zrobisz na wszystkich bardzo dobre wrażenie.

- A co będzie po południu?

-  Bracia  Stone  zaplanowali  czterokilometrowy  spacer.

Chcą  pokazać  gościom  posiadłość,  a  przy  okazji
zademonstrować  nasze  najbardziej  popularne  zestawy
wycieczkowe.  Pewnie  zauważyłaś,  że  zamówiłam  dla  ciebie
sportowe buty i spodnie, które szybko schną.

- Nie dziwię się, że Farrell zatrudnił firmę cateringową. Po

intensywnym marszu goście będą z pewnością bardzo głodni.

background image

-  Mam  taką  nadzieję  –  odparła  z  uśmiechem  Katie.  –  To

wybrałam dla ciebie na jutrzejszy wieczór obejmujący koktajl
party z widokiem na ocean i uroczystą kolację.

Wskazana  przez  Katie  suknia  była  bardzo  elegancka,  ale

kiedy Ivy przymierzyła ją przed kilkoma dniami, stwierdziła,
że przylega do ciała w sposób wręcz prowokacyjny.

- Ona jest strasznie… czerwona.

- I taka ma być. Doskonale pasuje do twojej karnacji. I jest

w gruncie rzeczy bardzo skromna. Tak atrakcyjna kobieta jak
ty może ją nosić z podniesioną głową.

- No dobrze – zgodziła się Ivy. – Rozwiązałyśmy problem

piątku,  a  co  dalej?  Nie  miałam  pojęcia,  że  będę  się  musiała
tyle razy przebierać.

-  Ten  zestaw  włożysz  w  sobotę  rano  –  odparła  Katie,

odwracając  się  w  stronę  szafy.  –  A  wieczorem  tę  błękitną
suknię.

Po krótkiej dyskusji podjęły niezbędne decyzje i powiesiły

wszystkie  części  garderoby  w  odpowiedniej  kolejności.  Ivy
była  nadal  onieśmielona,  ale  w  gruncie  rzeczy  cieszyła  się
z tego, że będzie miała okazję wystąpić w tak spektakularnych
kreacjach.

Potem  wybrały  się  na  poszukiwanie  Quina.  Znalazły  go

w  kuchni,  w  której  panował  przeraźliwy  nieład,  gdyż
powierzona jego opiece Dolly powyciągała z szafek wszystkie
garnki, patelnie i pokrywki.

-  Jak  mogłeś  do  tego  dopuścić,  Quin?  –  spytała  Katie,

opierając dłonie na biodrach. – Przecież w tym domu zaroi się
zaraz od ważnych gości. Gdzie ty masz głowę?

background image

- Ona chciała się zabawić właśnie w taki sposób, a ja nie

umiałem jej odmówić – odparł z promiennym uśmiechem.

-  Dobrze  cię  rozumiem,  bo  ja  też  zawsze  jej  ulegam  –

wtrąciła  Ivy.  –  Nie  martw  się,  Katie,  za  chwilę  zrobię  tu
porządek.  –  Dostrzegła  leżący  na  ladzie  plan  rozmieszczenia
gości i zmarszczyła brwi. – Dlaczego chcecie mnie umieścić
w  różanym  pokoju?  To  najpiękniejszy  apartament  w  całym
domu.  Okna  wychodzące  na  ocean.  Olbrzymie  łóżko.
Powinien go dostać któryś z gości. Ja mogę spać byle gdzie.

- I tak zostają nam jeszcze dwie wolne sypialnie – odparła

Katie,  zerkając  do  notatnika.  –  Farrell  zażyczył  sobie,  żebyś
mieszkała w luksusowych warunkach. To jego dom, więc ma
do tego prawo.

- Ale wydaje mi się to bezsensowne.

- Mój brat cię lubi i docenia wszystko, co dla niego robisz.

Skoro podjął taką decyzję, to na twoim miejscu nie robiłbym
z tego sprawy.

-  No  dobrze  –  powiedziała  Ivy,  choć  wcale  nie  była

przekonana.  –  Przepraszam,  że  zajęłam  wam  tyle  czasu.
O której wrócicie na kolację?

-  Mój  mąż  zaprosił  mnie  na  romantyczną  kolację  we

dwoje – odparła Katie, opierając głowę na ramieniu Quina. –
Ty i Farrell będziecie skazani na własne towarzystwo.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Ivy  wyniosła  Dolly  na  ganek.  Obie  pomachały  na

pożegnanie Quinowi oraz Katie, którzy wsiedli do samochodu
i odjechali.

Zdawała  sobie  sprawę,  że  ona  i  Farrell  muszą  sobie  coś

wyjaśnić  przed  rozpoczęciem  weekendowego  spotkania.  Ale
nie miała pojęcia, jak się do tego zabrać.

Wyjęła  z  kieszeni  komórkę  i  wysłała  wiadomość  do

swojego szefa:

„O której mam podać dziś kolację?”.

Odpowiedź nadeszła dopiero po dwudziestu minutach i nie

brzmiała zachęcająco:

„Nie  chcę  odrywać  się  od  pracy,  bo  dobrze  mi  idzie.

Zrobię  sobie  kanapkę.  Mam  nadzieję,  że  obie  z  Dolly
przyjemnie spędzicie wieczór”.

Zmarszczyła  brwi,  usiłując  czytać  między  wierszami.

Farrell wyraźnie jej unika. Nie ma innego wytłumaczenia.

Nie  wróżyło  to  dobrze  w  kontekście  nadchodzącego

weekendu,  ale  nie  może  przecież  wyciągnąć  Farrella
z pracowni i zmusić do konfrontacji.

Zaistniały  impas  przypomniał  jej  o  sprawie,  o  której  od

niedawna  myślała.  Obie  z  Dolly  potrzebowały  niedrogiego,
lecz  niezawodnego  środka  transportu.  Wysłała  więc  esemesa

background image

do Katie z pytaniem, czy ona i Quin znają jakiegoś agenta, od
którego  mogłaby  kupić  na  raty  używany  samochód.
I otrzymała od niej krótką, ale dobrze wróżącą odpowiedź.

Potem nie bardzo wiedziała, co ze sobą począć. W domu

panował  nieskazitelny  porządek.  Jej  pracodawca  nie  chciał
kolacji. Mogła więc spędzić spokojne popołudnie na zabawie
z Dolly, a wieczorem przestudiować jeszcze raz listę gości.

Nagle  poczuła,  że  jest  bardzo  głodna.  Nie  chcąc

ryzykować przypadkowego spotkania z Farrellem, włożyła do
koszyka  resztki  lunchu,  które  postanowiła  zjeść,  gdy  tylko
wróci  do  siebie,  a  wieczorem  zadowolić  się  krakersami
z serem.

Otwierając drzwi chatki, obejrzała się przez ramię i ujrzała

nad  koronami  drzew  dach  pracowni  Farrella.  Była  ciekawa,
jak  by  ją  potraktował,  gdyby  niespodziewanie  stanęła  na  jej
progu, ale nie miała dość odwagi, żeby się o tym przekonać.

Około  siódmej  ułożyła  Dolly  w  łóżeczku  i  opowiedziała

jej  bajkę  na  dobranoc.  Potem  wzięła  prysznic,  umyła  włosy,
włożyła  podkoszulek  oraz  spodnie  od  piżamy  pochodzące
z  okresu  jej  studiów  i  próbowała  przez  chwilę  oglądać
telewizję. Miała właśnie zamiar udać się na spoczynek, kiedy
usłyszała delikatne pukanie do drzwi.

Mogła je zignorować i udać, że już śpi, ale żadna siła nie

była w stanie powstrzymać jej od spotkania z Farrellem.

- Czy mogę wejść? – spytał, kiedy otworzyła drzwi.

- Oczywiście.

Zatrzymał się w korytarzu, dając jej szansę zapalenia kilku

lamp.  Kiedy  odwróciła  się  w  jego  stronę,  chwycił  ją  za  rękę

background image

i  przyciągnął  do  siebie,  a  potem  przytulił  twarz  do  jej
ramienia.

- Mój Boże, Ivy, bardzo cię przepraszam.

Wyczuwając  w  jego  głosie  autentyczną  rozpacz,

pogłaskała go delikatnie po głowie.

- Wszystko jest w porządku.

-  Wcale  nie  jest  w  porządku.  Spędziłem  z  tobą  noc,

a potem zniknąłem.

-  A  dlaczego  tak  postąpiłeś?  –  spytała  łagodnym  tonem,

wiedząc,  że  musi  sama  sobie  odpowiedzieć.  –  Bo  miałeś
wrażenie,  że  oszukujesz  żonę.  Podejrzewam,  że  przeżywałeś
takie  same  wyrzuty  sumienia,  nawiązując  intymne  stosunki
z jakąkolwiek kobietą na przestrzeni ostatnich siedmiu lat.

-  Tak  było  kiedyś,  ale  to  należy  już  do  przeszłości.  Nie,

Ivy. Nie uciekłem z twojego łóżka z powodu Sashy.

- Więc dlaczego, Farrell? I dlaczego zachowywałeś się tak

dziwnie dziś przed południem po przyjeździe Quina i Katie?

Opadł  na  krzesło  i  przez  dłuższą  chwilę  wpatrywał  się

w podłogę.

-  Wyszedłem,  ponieważ  budzenie  się  obok  ciebie  byłoby

czymś  zupełnie  naturalnym.  Ale  nie  mogę  sobie  na  to
pozwolić, Ivy. Nie mogę!

- Nie możesz się budzić obok mnie? – spytała, marszcząc

brwi. – Chyba nie rozumiem, co masz na myśli.

Zerwał  się  na  równe  nogi,  włożył  ręce  do  kieszeni

i spojrzał na nią ze smutkiem.

background image

-  Nie  mogę  się  w  tobie  zakochać,  Ivy.  Więc  uprawiając

z tobą seks, postępuję nieprzyzwoicie.

Czuła, że pęka jej serce, ale zdobyła się na uśmiech.

- Ja nie widzę w tym nic nieprzyzwoitego.

-  To  wcale  nie  jest  śmieszne  –  oznajmił  poważnym

tonem.  –  Po  śmierci  Sashy  byłem  bliski  załamania.
Przysiągłem sobie, że nigdy więcej nie zakocham się w żadnej
kobiecie. Straciłem żonę, ojca, a Quin ocalał tylko cudem. Nie
chciałem nigdy więcej być narażony na tak bolesne przeżycia.
Przyznaję, że łączy mnie z tobą jakaś szczególna więź, ale nie
chcę  się  angażować  w  żadne  bliższe  związki.  A  przede
wszystkim nie chcę zranić ciebie.

- Ale…

- Ale nie potrafię przezwyciężyć pożądania, jakie we mnie

budzisz.  Nie  umiem  go  w  sobie  stłumić.  Co  mogę  w  tej
sprawie zrobić?

Czy  on  naprawdę  oczekuje,  że  ja  odpowiem  na  to

pytanie? – pomyślała Ivy.

- To był tylko seks – mruknęła.

Farrell spojrzał na nią tak badawczo, jakby chciał dać do

zrozumienia, że przejrzał jej kłamstwo.

-  Nie.  Zapewne  chciałaś  się  przekonać,  czy  jesteś  nadal

seksualnie  atrakcyjna.  I  zdolna  do  odczuwania  rozkoszy.
Chyba oboje znaleźliśmy odpowiedzi na te pytania.

- A ty? – spytała szeptem. – Czy uważasz, że to było coś

więcej niż tylko seks?

background image

- Wzbudziłaś we mnie pożądanie. Nie spałem z kobietą od

niemal  roku.  Wytrącony  z  równowagi  przez  śmierć  ojca,
obrażenia  Quina  i  problemy  zawodowe,  skazałem  się  na
emocjonalną izolację. Wmawiałem sobie, że mnie na to stać,
ale  się  myliłem.  Kiedy  pojawiłaś  się  w  moim  świecie,
zapragnąłem czegoś więcej. Trwałego związku.

-  Ale  mimo  to  nie  kłamałeś,  mówiąc  mi,  że  nie  chcesz

mnie pragnąć.

-  Wiem.  Chyba  jestem  pomylony.  Powinnaś  uciec  ode

mnie jak najdalej.

- Posłuchaj – zaczęła Ivy, usiłując panować nad głosem. –

Przeżyłam ciężki okres, ale wyszłam już na prostą i zmierzam
w dobrym kierunku. Może pewnego dnia spotkam mężczyznę,
z którym połączy mnie wspólnota dążeń, ale najwyraźniej nie
będziesz  nim  ty.  Chciałabym  utrzymać  tę  pracę,  dopóki  nie
oszczędzę dość pieniędzy, żeby zająć się czymś innym. Boisz
się,  że  możesz  mnie  wykorzystać  lub  zranić,  ale  ja  wiem,
czego  chcę.  Mogę  się  zgodzić  na  seks  bez  żadnych
zobowiązań.

Zamilkła, czując na sobie jego zdumione spojrzenie, ale po

chwili mówiła dalej:

- Powiedziałam ci już wcześniej, że nie jestem delikatnym

niewinnym  stworzonkiem.  Zakosztowałam  w  życiu  dobrego
i złego, więc wiem, że seks z Farrellem Stone’em należy do tej
pierwszej kategorii. Ale szanuję twoje obawy. Nie musisz się
o  mnie  martwić.  Byłam  przez  dziesięć  lat  żoną  człowieka,
który  mnie  nie  kochał.  Mam  zbyt  wiele  szacunku  do  siebie,
żeby powtórzyć ten błąd.

background image

-  Powinnaś  być  prawnikiem  –  mruknął  z  rezygnacją

w  głosie.  –  Sam  nie  wiem,  co  właściwie  chcesz  mi
powiedzieć.

- Wybaczam ci, że ode mnie uciekłeś.

-  To  nie  była  ucieczka  –  odparł  z  lekkim  uśmiechem.  –

Raczej strategiczne przegrupowanie sił.

-  Wiem,  że  nie  mogę  rywalizować  z  twoją  żoną,  Farrell.

Nie  mam  zamiaru  nawet  próbować.  Nie  wymagam,  żebyś
mnie  kochał.  Zależy  mi  tylko  na  tej  pracy  i  na  twoim
seksownym  ciele.  Czyż  to  nie  jest  uczciwe  postawienie
sprawy?

-  Kiedy  cię  poznałem  –  powiedział,  robiąc  krok  w  jej

kierunku – myślałem, że jesteś nieśmiała i uległa. Teraz widzę,
jak bardzo się myliłem, prawda?

- Nie wiem. Chciałabym się tego dowiedzieć od ciebie. –

Oblizała palec i przesunęła nim po jego wargach, a on chwycił
ją w objęcia.

-  Nie  jestem  pewny,  czy  potrafię  się  obchodzić  z  tak

niebezpiecznym materiałem wybuchowym jak ty.

- Więc zrób, co potrafisz.

Stracił  panowanie  nad  sytuacją  w  momencie,  w  którym

zapukał  do  drzwi  Ivy.  Od  dwóch  godzin  zwalczał  w  sobie
pokusę  złożenia  tej  wizyty.  Miał  więc  dość  czasu,  aby
przemyśleć  całą  sprawę  i  dojść  do  wniosku,  że  po  siedmiu
latach  w  końcu  uwolnił  się  od  ciężaru,  jakim  były  dla  niego
wspomnienia o Sashy.

W  gruncie  rzeczy  pogodził  się  z  jej  śmiercią  już  dawno

temu.  Nie  mógł  jednak  znieść  dobrowolnie  narzuconej  sobie

background image

samotności,  której  źródłem  była  obawa,  że  może  ponownie
utracić kogoś bliskiego.

Delikatnie  wziął  Ivy  na  ręce  i  położył  ją  na  łóżku.

W  pokoju  panował  półmrok  rozjaśniony  tylko  przez  jedną
lampę stojącą na nocnym stoliku.

W  szeroko  otwartych  oczach  Ivy  dostrzegł  mieszaninę

lęku  i  nadziei.  Spod  jej  opiętego  podkoszulka  sterczały
nabrzmiałe  sutki.  Cienkie  spodnie  od  piżamy  podkreślały  jej
szczupłe uda i kształtne pośladki.

Zdawał sobie sprawę, że pewnie powinien coś powiedzieć,

ale  bezskutecznie  szukał  w  myślach  odpowiednich  słów.  Jak
mógł jej wytłumaczyć coś, czego sam do końca nie rozumiał?

Błyskawicznie się rozebrał i położył obok niej.

-  Farrell…  –  wyszeptała,  kładąc  dłoń  na  jego  biodrze.  –

Zanim zaczniemy, czy mogę zadać ci jedno pytanie?

-  Jasne  –  wykrztusił  ochrypłym  głosem,  usiłując

bezskutecznie opanować gwałtowne bicie serca.

Ivy oparła się na łokciu i spojrzała na niego badawczo.

- Katie powiedziała, że kazałeś mi przydzielić ten piękny

apartament  z  widokiem  na  ocean.  Doceniam  twój  gest,  ale
wolałabym  zostawić  go  któremuś  z  gości  i  zająć  małą
sypialnię położoną na tyłach domu.

-  Będziesz  przez  cały  weekend  ciężko  pracowała,  więc

pomyślałem…

Z uśmiechem położyła dłoń na jego ustach, powstrzymując

potok słów.

background image

-  Wysłuchaj  mnie  uważnie,  Farrell.  Ja  przecież  chcę  się

dowiedzieć,  czy  będę  mogła  spędzać  noce  u  ciebie.  Jeśli
chcesz  zachować  pozory,  chętnie  rozpakuję  moje  rzeczy
w pokoju gościnnym, ale miałam nadzieję, że ty i ja…

- Zgoda, to niezły pomysł.

Zamrugała nerwowo i spojrzała na niego z oburzeniem.

-  Niezły  pomysł?  Tylko  tyle?  Myślałam,  że  będziesz

zachwycony. W takim razie zapomnijmy o całej sprawie.

Chwycił jej rękę i przyciągnął ją do swojego członka.

-  Dotykaj  mnie  –  wyszeptał.  –  Owszem,  marzę  o  tym,

żebyś nocowała w moim pokoju podczas weekendu, ale teraz
też cię pragnę.

Wyczuła  chyba  jego  pożądanie,  bo  przywarła  policzkiem

do jego piersi i westchnęła:

- Ma pan zachwycające ciało, panie Stone. Jak to dobrze,

że różni się ono tak bardzo od mojego.

Zacisnęła  palce  na  nabrzmiałym  penisie  kochanka,

a  potem  zaczęła  dotykać  wszystkich  wrażliwych  stref  jego
ciała, budząc w nim podniecenie.

- Ivy – wyszeptał. – Czy mogę się teraz z tobą kochać?

-  Oczywiście,  Farrell  –  odparła  z  przewrotnym

uśmiechem. – Właśnie się zastanawiałam, na co czekasz.

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Obudziła  się  około  drugiej  w  nocy.  Farrell  siedział  na

krawędzi łóżka i leniwie się przeciągał.

-  Co  się  stało?  –  spytała,  kładąc  dłoń  na  jego  ciepłym

ramieniu.

-  Nic  –  odparł,  pochylając  się,  aby  ją  pocałować.  –  Po

prostu przyszedł mi do głowy pewien pomysł związany z tym
przyrządem  do  mierzenia  wysokości.  Przysięgam,  że  nie
ucieknę.

-  Wierzę  ci,  Farrell.  Idź.  To  może  być  ostatnia  szansa,

żebyś  popracował  przed  weekendem.  –  Chwyciła  jego  dłoń
i  złożyła  na  niej  pocałunek.  –  Ja  zamierzam  jeszcze  trochę
pospać. Do zobaczenia rano.

Był w świetnym nastroju. Podczas czterech godzin, które

spędził  w  pracowni,  miał  wrażenie,  że  pomysły  same  płyną
mu  do  głowy.  Niechętnie  opuścił  łóżko  Ivy,  ale  wiedział
z doświadczenia, że inspiracja spływa na niego w najbardziej
nieoczekiwanych momentach.

Wziął prysznic, przebrał się i odbył półgodzinną drzemkę

w  fotelu,  a  teraz  siedział  w  kuchni,  pijąc  trzecią  filiżankę
kawy. Quin z żoną przyjechali punktualnie, przywożąc siostrę
Katie.

- Gdzie jest pani Danby? – spytała Delanna, przywitawszy

się z Farrellem. – A dziecko? Jestem gotowa natychmiast się

background image

nim zająć. Podobno goście mają się niebawem zjawić.

- My z Quinem poczekamy na szefową firmy cateringowej

i pomożemy jej wszystko zorganizować – powiedziała Katie. –
A ty, Farrell, zaprowadź Delannę do chaty.

- Oczywiście – odparł, kiwając głową, zadowolony z tego,

że będzie miał okazję zobaczyć osobę, która w tym momencie
była dla niego najważniejsza.

-  Delanna!  –  zawołała  Ivy,  kiedy  dotarli  na  miejsce.  –

Dziękuję, że zgodziłaś się zająć Dolly. Nadal jest mi głupio, że
tak nagle opuściłam nasze wspólne mieszkanie. Czy znalazłaś
już nową współlokatorkę?

-  Owszem,  okazała  się  bardzo  sympatyczna.  Wszystko

ułożyło się jak najlepiej.

Kiedy Ivy przekazała nowej opiekunce córeczkę i omówiła

z nią szczegóły, Farrell odciągnął ją na bok.

-  Fantastycznie  wyglądasz  –  powiedział.  –  Ta  błękitna

bluzka przypomina mi barwy oceanu zalewającego wybrzeża
Martyniki.

-  Dzięki  –  odparła  bez  większego  przekonania.  –  Trochę

się  boję  Katie.  Wybrała  do  tego  zestawu  buty  na  płaskim
obcasie,  ale  ja  jej  nie  posłuchałam.  Kiedy  jestem  wyższa,
nabieram pewności siebie.

- Bądź po prostu sobą, Ivy – poprosił, całując ją w czoło. –

Chodzi  mi  tylko  o  to,  żebyś  przeanalizowała  przebieg  tej
konferencji i zgłosiła swoje sugestie dotyczące ewentualnych
zmian w programie.

-  To  jest  moje  pierwsze  przyjęcie  w  rezydencji

miliarderów. Nie będę w stanie wykrztusić ani słowa.

background image

Spojrzał na nią z ukosa i przewrotnie się uśmiechnął.

- Ja też jestem miliarderem, a mimo to miałaś mi wczoraj

dużo  do  powiedzenia.  „Och,  tak,  Farrell”  –  wyszeptał,
naśladując  jej  głos.  –  „Nie  przestawaj!  Więcej,  mocniej,
szybciej!”.

Ivy poczerwieniała i rozejrzała się wokół siebie.

-  Nie  bój  się  –  uspokoił  ją  Farrell.  –  Delanna  i  Dolly

wyszły  do  ogrodu,  żeby  popatrzeć  na  ptaki.  Czy  nie
powinniśmy wziąć stąd twojej walizki?

-  Zabiorę  ją  później,  kiedy  będę  się  przebierać

w popołudniową kreację. Możemy wracać do dużego domu.

Gdy dotarli na miejsce, w kuchni krzątali się pracownicy

firmy  cateringowej.  A  pierwsza  z  wynajętych  przez
Zachary’ego limuzyn zatrzymywała się właśnie na podjeździe.
Potem  w  całym  domu  zapanował  kontrolowany  chaos.  Nie
wszyscy  uczestnicy  spotkania  się  znali,  więc  trzeba  ich  było
sobie przedstawić.

Kiedy sytuacja została opanowana, trzej bracia – z pomocą

Katie i Ivy – zaczęli rozprowadzać gości do przydzielonych im
sypialni.

Farrell  dyskretnie  obserwował  Ivy,  chcąc  zobaczyć,  jak

sobie  radzi  w  nowej  dla  niej  sytuacji.  Ale  nie  musiał  się
martwić. Zachowywała się z wyszukaną swobodą, przyjaźnie
gawędząc z ludźmi, których widziała po raz pierwszy w życiu.

Stół  w  wielkiej  jadalni,  z  której  Farrell  rzadko  korzystał,

był już nakryty. Wszyscy mieli się przy nim spotkać na lunch
o  jedenastej  trzydzieści.  Kiedy  zjawił  się  tam  Farrell,

background image

stwierdził, że Ivy zabawia rozmową jedynego „pojedynczego”
uczestnika konferencji.

- Wcale nie żartuję – mówiła z uśmiechem. – Kiedy Farrell

powiedział,  że  poznam  szwajcarskiego  producenta  zegarków,
wyobraziłam  sobie  starszego  pana  z  długą  białą  brodą,
w  okularach  w  złotej  oprawie.  A  pan  wygląda  zupełnie
inaczej.

Luca Bain uniósł jej dłoń do ust i ucałował ją z europejską

galanterią.

-  Mam  nadzieję,  że  nie  jest  pani  zawiedziona,

mademoiselle.

Farrell poczuł ukłucie zazdrości. Wytworny i inteligentny

bywalec  światowych  salonów  był  co  najmniej  dwukrotnie
zamożniejszy niż trzej bracia Stone, a w dodatku miał opinię
czarującego uwodziciela.

Farrellowi nie przyszło dotąd do głowy, że Ivy może być

podatna  na  urok  osobisty  młodego  Szwajcara.  Ona  zaś
zareagowała  uśmiechem  na  pocałunek  gościa  i  wskazała  mu
miejsce przy stole.

-  O  ile  pamiętam,  oboje  siedzimy  pod  oknem  –

oznajmiła.  –  Jak  słyszę,  mówi  pan  po  francusku,  a  ja
spodziewałam się raczej niemieckiego akcentu.

- Moja rodzina pochodzi z zachodniej Szwajcarii, w której

prawie wszyscy znają francuski.

Rozmowa  potoczyła  się  dalej,  ale  Farrell  musiał  odejść,

aby  otoczyć  opieką  innych  gości.  Włoscy  uczestnicy
konferencji  przywieźli  ze  sobą  nie  tylko  szwajcarskiego
playboya, lecz również dwie swoje córki, dziewiętnastoletnie

background image

bliźniaczki,  które  trzeba  było  również  posadzić  przy  stole.
Kiedy  wszyscy  zajęli  swoje  miejsca,  pan  domu  powitał
zebranych  w  imieniu  firmy  Stone  River  Outdoors
i podziękował za przybycie.

-  Mam  nadzieję,  że  spędzimy  przyjemny  weekend,

podczas  którego  będziemy  mogli  lepiej  się  poznać  i  ustalić
zasady  przyszłej  współpracy.  –  Uniósł  w  górę  kieliszek
z  winem.  –  Wypijmy  za  pomyślność  naszych  krajów  i  za
udane wspólne przedsięwzięcie.

Ivy z zachwytem obserwowała Farrella. Był niewątpliwie

najbardziej  atrakcyjnym  mężczyzną  w  pokoju.  Potrafił
wytworzyć atmosferę życzliwości, dzięki której wszyscy czuli
się dobrze w jego pięknym domu.

Uwagę  Ivy  usiłował  przyciągnąć  siedzący  po  jej  prawej

stronie Luca Bain. Był przystojny, być może zbyt przystojny,
i trochę za bardzo pewny siebie.

Gdy  nadszedł  stosowny  moment,  zaczęła  rozmawiać  ze

swoim  drugim  sąsiadem,  pochodzącym  z  Namibii
dystyngowanym  czarnoskórym  dżentelmenem,  którego
organizująca safari firma należała do czołówki turystycznych
przedsiębiorstw  działających  na  kontynencie  afrykańskim.
Większość  jego  klientów  pochodziła  z  Europy,  więc
przyjechał do Stanów Zjednoczonych po to, aby rozbudować
swoje kontakty na terenie tego kraju przy pomocy Stone River
Outdoors.

Kiedy  goście  wstali  od  stołu,  Zachary  podszedł  do  Ivy

i odciągnął ją na bok.

- Dziękuję ci za wszystko, co zrobiłaś dla mojego brata.

background image

- Szczerze mówiąc, to ja powinnam być wdzięczna waszej

firmie. Katie wystawiła mi korzystną opinię, kiedy szukałam
pracy, a Stone River Outdoors dobrze mi płaci.

- Jak zapewne wiesz, mój brat stracił kilka lat temu żonę.

Bardzo  ciężko  to  przeżył.  Wszyscy  go  kochamy,  ale  boimy
się,  że  pewnego  dnia  utknie  w  tej  cholernej  pracowni  na
zawsze.  Chciałbym,  żeby  znowu  poczuł  się  szczęśliwy,
a przynajmniej otoczony troskliwą opieką.

Godzinę  po  lunchu  rozpoczęły  się  przygotowania  do

wycieczki,  której  głównym  organizatorem  był  Quin.
Wszystkim  uczestnikom  rozdano  plecaki,  w  których  były
butelki z napojami i kanapki.

Ivy  wykorzystała  wolną  chwilę,  by  przebrać  się  w  strój

sportowy. Kiedy zobaczyła przypiętą do kurtki metkę z ceną,
zakręciło jej się w głowie. Po raz kolejny stwierdziła, że braci
Stone interesują wyłącznie produkty najwyższej jakości.

Gdy cała grupa wkroczyła do lasu, okazało się, że wszyscy

goście są w doskonałej formie fizycznej i mają za sobą bogate
doświadczenia w dziedzinie aktywności ruchowej. Ivy odkryła
z radością, że nadąża za tempem marszu. Od chwili narodzin
Dolly  systematycznie  uprawiała  gimnastykę,  więc  szybko
odzyskała dawną sprawność.

Po upływie niecałej godziny uczestnicy konferencji dotarli

do  niewielkiego  wzniesienia,  z  którego  rozciągał  się
przepiękny  widok  na  ocean.  Kiedy  odpoczęli  w  powiewach
chłodnego  nadmorskiego  wiatru,  Quin  w  kilku  słowach
przedstawił im dzieje swojej rodziny i opowiedział, jak doszło
do zakupu całej posiadłości.

background image

- Wiem, że wszyscy odczuwacie różnicę czasu i zapewne

obudzicie  się  jutro  bardzo  wcześnie,  więc  zachęcam  was  do
obejrzenia wschodu słońca.

-  Czy  mój  mąż  nie  jest  wspaniały?  –  spytała  szeptem

Katie, podchodząc do Ivy.

-  Oczywiście,  że  jest,  a  w  dodatku  ma  wielkie  szczęście,

bo znalazł taką kobietę jak ty. Tworzycie idealną parę.

- Mam nadzieję, że to prawda – mruknęła Katie, a potem

nagle spoważniała. – Trochę się boję, że niebawem znudzi go
stan  małżeński.  Jego  dotychczasowe  życie  było  jednym
pasmem  przygód.  Jako  człowiek  wolny  i  dysponujący
nieograniczonymi środkami mógł czuć się panem świata. Czy
myślisz, że będzie w stanie zmienić swoje upodobania?

- Oczywiście, Katie. Przecież widzę, że cię uwielbia i jest

przy tobie szczęśliwy.

Moja  sytuacja  wygląda  zupełnie  inaczej,  pomyślała  ze

smutkiem. Farrell dał mi do zrozumienia, że chodzi mu tylko
o seks, więc nie mogę liczyć na trwały związek…

Podeszła  do  krawędzi  niewysokiego  klifu.  Spędziła

znaczną  część  swojego  dzieciństwa  w  Portland,  a  potem
mieszkała  w  okolicach  Charlestonu.  Morze  zawsze
przyciągało ją do siebie z magiczną siłą.

Zdawała sobie sprawę, że rozstanie z Farrellem będzie dla

niej ciężkie. Ale czuła się teraz silniejsza niż wtedy, kiedy po
śmierci  rodziców  poznała  Richarda.  I  była  przekonana,  że
potrafi  zapewnić  spokojne  życie  sobie  i  Dolly.  Usłyszała
donośny  śmiech  Farrella  i  spojrzała  w  jego  kierunku.  Z  tej

background image

odległości  wydawał  się  jej  równie  niedostępny  jak  amant
filmowy.

Przestań  się  łudzić,  szepnęła  w  duchu.  Miliarderzy  nie

żenią się z ubogimi wdowami obarczonymi małymi dziećmi.

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Nadeszło sobotnie popołudnie. Pogrążony w niewesołych

myślach  Farrell  pił  kawę  na  tarasie  rezydencji.  Z  punktu
widzenia  Stone  River  Outdoors  dotychczasowy  przebieg
konferencji  był  wielkim  sukcesem.  Jego  niepokój  dotyczył
wyłącznie spraw natury osobistej.

Poprzedniego wieczoru przeniesiono kolację z wykwintnej

jadalni  na  taras.  Ustawiono  tam  stoły  i  podawano  potrawy
reprezentujące najlepszą kuchnię amerykańską.

Gdy  nadszedł  późny  wieczór,  wszyscy  byli  bardzo

zmęczeni. Ivy wymknęła się na chwilę, by utulić Dolly do snu,
ale po jej powrocie Farrell nie miał okazji z nią porozmawiać.
Co  więcej,  choć  zapowiedziała,  że  będzie  nocować  w  jego
apartamencie, poszła na górę z dwiema młodymi Włoszkami,
aby  znaleźć  jakiś  program  w  ich  telewizorze,  i  wcale  się
u  niego  nie  pojawiła,  co  obudziło  w  nim  niepokojące
podejrzenia.

Sobotnie  przedpołudnie  upłynęło  wszystkim  na  ciężkiej

pracy. Uczestnicy konferencji zdążyli już się lepiej poznać, co
było  zgodne  z  intencjami  Farrella  i  umożliwiło
zorganizowanie  dwugodzinnej  konstruktywnej  narady,
w  czasie  której  zgłoszono  wiele  interesujących  koncepcji
dotyczących przyszłej współpracy.

Ivy  pojawiła  się  dopiero  podczas  lunchu,  a  Luca  Bain

usiadł  obok  niej  i  roztoczył  przed  nią  pawie  pióra  swojego

background image

europejskiego uroku osobistego. Farrell nie miał pojęcia, czy
zaloty Szwajcara robią na niej jakiekolwiek wrażenie, ale cała
sytuacja mocno go irytowała.

Po południu odbył się spływ kajakowy.

Ivy  dzieliła  łódkę  z  Zacharym,  który  jako  doświadczony

wodniak  oznajmił,  że  bardzo  chętnie  udzieli  jej  kilku  lekcji
wiosłowania.

Farrellowi przypadł w udziale kajak, w którym zastał jedną

z czarujących włoskich bliźniaczek. Była urocza i inteligentna.
Choć  jednak  z  zapałem  powitała  okazję  zaznajomienia  się
z  nową  dyscypliną  sportu,  nie  okazał  jej  najmniejszego
zainteresowania. Jedyną kobietą przyciągającą jego myśli była
Ivy,  a  ona  najwyraźniej  świetnie  się  bawiła  w  towarzystwie
Zachary’ego.

Dzisiejsza kolacja miała mieć uroczysty charakter. Musiał

włożyć  ciemne  ubranie  i  krawat.  Wydał  polecenie,  żeby  Ivy
posadzono obok niego.

Odwrócił  się,  by  wejść  do  domu  i  zauważył,  że  Ivy  stoi

niedaleko i bacznie go obserwuje.

-  Od  jak  dawna  tu  jesteś?  –  spytał,  zaciskając  palce  na

uchwycie pustego kubka.

- Od kilku minut – odparła, podchodząc bliżej. – Lubię na

ciebie  patrzeć.  Szczególnie  na  dworze.  Kiedy  świeci  słońce,
w twoich włosach pojawiają się złote błyski.

Zanim  zdążył  zareagować  na  ten  niewinny  komplement,

stanęła tuż obok niego.

- Byliśmy tak zajęci w ciągu ostatnich dni, że nie zdążyłam

cię zapytać o tę nową aparaturę, nad którą obecnie pracujesz.

background image

Czy wszystko idzie zgodnie z planem?

Miał ochotę chwycić ją w objęcia, ale powstrzymał się ze

względu na konieczność zachowania dyskrecji.

- Jestem bardzo zadowolony z przebiegu tego weekendu –

oznajmił,  zdając  sobie  sprawę,  że  nie  odpowiada  na  jej
pytanie. – Dziękuję ci za to, co dla nas robisz.

-  Cieszę  się,  że  mogłam  być  przydatna.  Wszyscy  twoi

goście są bardzo mili.

-  Czy  przyjdziesz  później  do  mojego  pokoju?  –  spytał

półgłosem.  –  Wczoraj  wieczorem  byłem  zawiedziony  twoim
niespodziewanym zniknięciem.

-  Było  już  bardzo  późno,  a  ja  poczułam  się  strasznie

zmęczona.

-  Jeśli  dziś  się  nie  zjawisz,  to  ja  wtargnę  do  ciebie  –

zagroził, przywierając kolanem do jej uda.

-  Farrell!  –  zawołała  zgorszonym  tonem,  rozglądając  się

wokół siebie. – Przecież ktoś może nas zobaczyć.

-  Nie  bój  się.  Przysięgam,  że  nie  narażę  cię  na

kompromitację. Ale moja przysięga przestanie obowiązywać,
kiedy znajdziemy się za zamkniętymi drzwiami.

Jego słowa nie uśmierzyły jej obaw. Choć powiedziała mu,

że  pragnie  dzielić  z  nim  łóżko,  zachowywała  wobec  niego
chłodny  dystans  od  chwili  przyjazdu  pierwszych  gości.  Nie
chciała,  żeby  jego  kontrahenci,  a  zwłaszcza  członkowie
rodziny, zaczęli się czegoś domyślać.

Teraz,  po  upływie  dwóch  dni,  czuła  się  w  swoich

eleganckich  strojach  o  wiele  lepiej.  Co  więcej,  przydały  jej

background image

one  pewności  siebie,  która  była  bezcenna  w  kontaktach
z uczestnikami konferencji. Ivy zakładała, że będą oni bandą
nadętych  snobów,  ale  okazali  się  normalnymi,  skromnymi
i sympatycznymi ludźmi.

- Chyba pójdę się przebrać – powiedziała. – Spotkamy się

o siódmej na uroczystym przyjęciu.

Farrell  rzucił  jej  spojrzenie,  które  mogłoby  roztopić

polarne lody.

-  Wolałbym  zrezygnować  z  tego  głupiego  przyjęcia  i  od

razu  pójść  z  tobą  do  łóżka.  Minęło  już  czterdzieści  osiem
godzin. Dlaczego mnie torturujesz?

-  Ja  też  cię  pragnę  –  wyszeptała,  nie  będąc  do  końca

pewna,  jak  powinna  zareagować  na  tego  rodzaju  pytanie
godna szacunku kobieta.

Farrell marzył o tym, aby ten weekend dobiegł końca, ale

wiedział,  że  będzie  mógł  pożegnać  swoich  gości  dopiero  po
niedzielnym lunchu.

Z  punktu  widzenia  firmy  dotychczasowy  przebieg

konferencji  był  niezwykle  udany,  jej  uczestnicy  okazali  się
inteligentni, czarujący i chętni do współpracy. Ale on miał już
wszystkiego dosyć. Chciał zostać z Ivy.

Stojąc  w  tłumie  popijających  szampana  gości,  zerkał  co

chwilę  w  stronę  drzwi.  Musiał  przyznać,  że  wielka  jadalnia
udekorowana  świeżymi  kwiatami  wygląda  imponująco
i przypomina baśniowy tajemniczy ogród.

Podszedł  do  Katie,  aby  jej  pogratulować,  ale  w  tym

momencie dostrzegł wchodzącą do sali Ivy.

- Mój Boże – wyszeptał z zachwytem.

background image

-  Chyba  przyznasz,  że  efekt  moich  starań  zasługuje  na

uznanie?  –  spytała  Katie,  uśmiechając  się  do  niego
przewrotnie.

- Nie jestem pewny – mruknął, widząc, że do Ivy zbliża się

Luca  Bain.  –  Powinniśmy  trzymać  z  dala  od  niej  tego
szwajcarskiego podrywacza.

-  Luca  jest  stuprocentowym  dżentelmenem  –

zaprotestowała bratowa, marszcząc brwi. – A ona jest dorosłą
kobietą.  Ma  prawo  decydować  o  tym,  kogo  uważa  za
interesującego mężczyznę.

-  To  miał  być  roboczy  weekend  –  wybąkał  Farrell

i natychmiast zawstydził się własnej małostkowości.

-  Nie  gadaj  bzdur.  Robocza  część  konferencji  dobiegła

końca.  Ivy  ma  prawo  się  zabawić.  Przeżyła  kilka  trudnych
miesięcy.  Nic  się  nie  stanie,  jeśli  Luca  będzie  ją  adorował
przez cały wieczór.

-  Po  moim  trupie  –  mruknął  Farrell,  nie  mogąc  oderwać

wzroku  od  Ivy,  która  istotnie  wyglądała  zachwycająco.
Czerwona  suknia  była  tak  dopasowana,  że  podkreślała  jej
znakomitą figurę i odsłaniała cudownie zgrabne nogi.

Wypił  łyk  szampana,  mając  nadzieję,  że  lodowaty  trunek

ochłodzi  jego  pożądanie  i  pocieszył  się  myślą,  iż  nawet
najbardziej uroczysta kolacja musi kiedyś dobiec końca.

Trzy  godziny,  powtarzał  sobie  w  duchu.  Za  trzy  godziny

wszyscy wrócą do swoich pokoi. A Ivy przyjdzie do mnie.

Posiłek 

był 

wyborny. 

Goście 

nie 

szczędzili

komplementów.  Szefowa  firmy  cateringowej  pękała  z  dumy.
Przy stole toczyła się interesująca konwersacja.

background image

A  Farrell  marzył  tylko  o  tym,  żeby  to  wszystko  się

skończyło.  Tłumaczył  sobie,  że  nie  powinien  się  za  bardzo
angażować  w  związek  z  Ivy,  uzależniać  od  jej  uczuć.
Podejrzewał,  że  kolejna  utrata  ukochanej  osoby  byłaby  dla
niego zabójcza.

W pewnym momencie postanowił wziąć sprawy w swoje

ręce.  Podszedł  do  Ivy,  która  siedziała  między  irlandzkim
przedsiębiorcą a szwajcarskim producentem zegarków.

- Ivy, czy możesz wstąpić na chwilę do mojego gabinetu?

Potrzebuję  twojej  pomocy.  To  nie  potrwa  długo  –  dodał,
uśmiechając się uprzejmie do obu mężczyzn.

Ivy wstała i wyszła za nim na korytarz.

- O co chodzi? – spytała, patrząc na niego ze zdziwieniem,

a on wciągnął ją do gabinetu i zamknął drzwi na klucz.

- O tę suknię.

- Miałam ją włożyć wczoraj, ale okazało się, że spędzimy

wieczór  na  dworze,  więc  wybrałam  niebieską.  Co  się  stało?
Mam nadzieję, że jej nie poplamiłam.

- Nic się nie stało – odparł ochrypłym głosem. – Po prostu

chciałem cię pocałować.

- Mieliśmy z tym zaczekać do wieczora.

- Nie mogę czekać. Ta suknia działa na mnie podniecająco.

Objęła twarz Farrella i przycisnęła usta do jego warg. Ten

pocałunek był gorący, powolny i bardzo słodki.

- Odrobinę cierpliwości, Farrell. Ci, którzy umieją czekać,

zawsze zostają nagrodzeni. Pamiętaj, że mamy przed sobą całą
noc.

background image

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Ivy  była  z  natury  prostolinijna  i  uczciwa.  Kiedy  jako

młoda  dziewczyna  wybrała  się  raz  na  wagary,  by  spędzić
dzień  na  plaży,  jej  rodzice  odkryli  prawdę  i  ukarali  ją
miesięcznym zakazem opuszczania domu.

I cóż mi z tego przyszło? – pomyślała ze smutkiem. Gdyby

nie  była  naiwna  i  nie  próbowała  ratować  małżeństwa,
przepędziłaby Richarda wkrótce po ślubie. Nie stałaby się na
wiele lat ofiarą jego kłamstw.

Farrell  jest  zupełnie  inny.  Od  początku  daje  jasno  do

zrozumienia,  że  nie  interesuje  go  żaden  trwały  związek.
Dzięki temu ona wie, na czym stoi. Doceniała jego uczciwość,
chociaż…

Przejrzała  się  w  lustrze  łazienki.  Miała  na  sobie  nocną

koszulę,  jaką  do  tej  pory  widywała  tylko  w  filmach.
Pospiesznie  narzuciła  na  nią  szlafrok  na  tyle  skromny,  że
mogła  w  nim  wyjść  na  korytarz,  ryzykując  przypadkowe
spotkanie z którymś z gości.

Jak  się  okazało,  jej  obawy  były  niepotrzebne.  Ani  na

schodach,  ani  w  korytarzu  wiodącym  do  pokoju  Farrella  nie
natknęła się na nikogo.

Zapukała lekko do drzwi i nacisnęła klamkę.

Na kominku płonął ogień. Farrell stał obok łóżka, mając na

sobie  tylko  granatowe  bokserki  pozostawiające  niewielki

background image

margines  wyobraźni.  Ivy  wciągnęła  gwałtownie  powietrze,
czując, że uginają się pod nią kolana. Zdała sobie sprawę, że
jest jej zimno w stopy, bo zapomniała o pantoflach.

- Podejdź do ognia, Ivy. Czy masz ochotę na drinka?

-  Nie,  dziękuję  –  odparła,  wiedząc,  że  alkohol  przytępia

zmysły  i  może  zakłócić  wieczór,  po  którym  tak  wiele  sobie
obiecuje.

Była  dotąd  przekonana,  że  znajomość  z  tym  mężczyzną

jest  interesującym  epizodem,  na  który  będzie  mogła  patrzeć
z perspektywy czasu, czując zadowolenie, że znała i kochała
Farrella Stone’a.

Teraz  nagle  uświadomiła  sobie,  że  rozstanie  z  tym

skomplikowanym,  życzliwym,  hojnym  i  niezwykłym
mężczyzną będzie dla niej katastrofą.

-  Czy  coś  się  stało,  Ivy?  –  spytał,  najwyraźniej

dostrzegając zmianę jej wyrazu twarzy.

- Nic… Jestem po prostu zdenerwowana.

- Uspokój się. – Podszedł do niej od tyłu i oparł podbródek

na czubku jej głowy. – Mamy przed sobą całą noc. Żadnych
nerwów.  Sama  przyjemność.  Powiedziałem  ci  wcześniej,  że
zabójczo prezentujesz się w tej czerwonej sukience. Ale teraz
wyglądasz  jeszcze  lepiej.  Jak  paczka,  którą  mam  ochotę
rozpakować.

-  Ja  też  tego  chcę  –  powiedziała,  rozwiązując  pasek

szlafroka i rzucając go na krzesło.

Wziął ją na ręce i ruszył w kierunku łóżka.

background image

Pragnęła mu wyznać, że go kocha. Ale nie była pewna, czy

taka  wiadomość  miałaby  dla  niego  jakiekolwiek  znaczenie.
Bała się, że jej nie uwierzy. Albo oświadczy, że Sasha nadal
niepodzielnie rządzi jego uczuciami.

Farrell  wyraźnie  się  spieszył.  Była  z  tego  zadowolona.

Jego  niecierpliwość  budziła  w  niej  pewność,  że  jest  godna
pożądania.  Pochwalił  jej  nową  nocną  koszulę,  ale  szybko  ją
z  niej  zsunął,  a  potem  zdjął  bokserki.  Kiedy,  oboje  nadzy,
znaleźli  się  w  łóżku,  przykrył  ich  kołdrą  i  przycisnął  Ivy  do
swojego  rozgrzanego  ciała.  Przesunęła  palcami  po  jego
plecach, zachwycając się wspaniałą muskulaturą.

-  Byłam  zazdrosna  o  tę  młodą  Włoszkę,  którą  zaprosiłeś

do  swojego  kajaka  –  wyznała  szeptem,  a  on  wybuchnął
głośnym śmiechem.

-  W  takim  razie  jesteśmy  kwita,  bo  ja  miałem  ochotę

przyłożyć  mojemu  bratu,  kiedy  zaproponował  ci  lekcje
wiosłowania.

Pożałował  swoich  słów,  zanim  jeszcze  skończył  mówić.

Nie  chciał  budzić  w  Ivy  przesadnych  nadziei,  przyznając  się
do uczuciowego zaangażowania.

- To nie było zaplanowane – dodał pospiesznie, wzruszając

ramionami.  –  Każdy  z  nas  miał  według  planu  zaprosić  na
pokład  jednego  z  gości.  Ale  niektóre  kobiety  wolały  płynąć
z  mężami  czy  partnerami,  więc  zrobiło  się  zamieszanie
i Zachary został przydzielony tobie.

- To wspaniały człowiek, ale nie jest Farrellem.

- Co masz na myśli?

background image

-  Jest  czarujący  i  zabawny,  ale  ty  bardziej  przypominasz

mnie, Farrell. Łatwo cię uszczęśliwić. Tak mi się przynajmniej
wydaje. Czy nie mam racji?

- Zawsze był uwielbiany przez kobiety.

- Ty też byłbyś uwielbiany, gdybyś nie zachowywał się tak

wyniośle i sztywno. Ale ja i tak cię lubię, bo masz inne zalety,
które potrafię docenić.

-  Rozumiem…  -  wykrztusił  z  trudem,  bo  jej  dłoń  objęła

jego nabrzmiałą męskość i zaczęła się miarowo poruszać.

- Ciężko harujesz, choć jesteś bajecznie bogaty – ciągnęła,

nie przerywając pieszczoty. – Jesteś hojny, choć podejrzewam,
że niechętnie się do tego przyznajesz. I umożliwiłeś mi powrót
do życia, przyjmując mnie do pracy.

-  Nie  chcę  twojej  wdzięczności  –  mruknął.  –  To,  co  się

dzieje  w  tym  łóżku,  nie  ma  nic  wspólnego  z  hojnością,
wdzięcznością  ani  czymkolwiek  innym.  Ja  ciebie  pożądam
i potrzebuję. Czy to rozumiesz?

- Tak – odparła cicho. – Chyba tak.

Położył  się  na  plecach,  a  potem  objął  ją  delikatnie

i posadził na sobie.

-  Jestem  twoją  własnością,  Ivy  –  wyszeptał.  –  Pokaż  mi,

czego pragniesz.

- Pragnę ciebie. Tu i teraz. I nie będę prosić o nic więcej.

Więc  kochaj  się  ze  mną,  Farrell.  Szybko  i  mocno.  Muszę
nadrobić wiele straconych lat. Ja też bardzo cię potrzebuję.

Słysząc  te  słowa,  stracił  panowanie  nad  sobą,  wtargnął

gwałtownie  do  jej  ciała  i  pozostał  w  nim  aż  do  momentu

background image

spełnienia.  Potem  w  pokoju  zapadła  cisza,  którą  przerywały
tylko ich przyspieszone oddechy i donośne bicie serc.

Farrell  zdawał  sobie  sprawę,  że  powinien  zdobyć  się  na

jakieś wyznanie, ale w ostatniej chwili zabrakło mu odwagi.

-  Czy  nie  jesteś  zmęczona,  Ivy?  –  spytał,  całując  ją

w ramię. – Mieliśmy ciężki dzień.

- Jestem – odparła, kiwając głową. – Wracam na górę.

- Po co? Jest druga nad ranem. Zostań u mnie.

Poklepała go po policzku, jakby był małym chłopczykiem

proszącym o cukierka.

- Wolę nie ryzykować spotkania z którymś z twoich gości.

Będę się czuła pewniej w swoim pokoju.

Błyskawicznie  włożyła  koszulę  nocną  oraz  szlafrok

i obdarzyła go promiennym uśmiechem.

- Śpij dobrze, do zobaczenia rano.

Obudziła  się  w  dobrym  nastroju,  choć  spała  tylko  pięć

godzin.  Miniona  noc  przywróciła  jej  wiarę  w  przyszłość.
Doszła  do  wniosku,  że  Farrell  nie  mógłby  być  tak  czuły
i namiętny, gdyby nie darzył jej choć odrobiną uczucia.

Poranek minął szybko. Zaraz po śniadaniu goście poszli do

pokoi,  żeby  się  spakować.  Zamówione  limuzyny  miały  się
pojawić o drugiej, aby zawieźć ich do Portland.

Quin,  Katie  i  Delanna  też  zamierzali  wyjechać,

zostawiając na tym odludziu tylko Farrella, Dolly i Ivy.

Uczestnicy  konferencji  zebrali  się  po  lunchu  na  ostatnią

naradę, a Katie i Ivy pomogły właścicielce firmy cateringowej
w pakowaniu sprzętu.

background image

Kiedy  w kuchni  zapanował  porządek,  Katie dołączyła  do

gości, a Ivy pobiegła na górę po swoje rzeczy.

Nie  wiedziała,  jakie  plany  ma  Farrell,  ale  zamierzała

wrócić na noc do chatki.

Wkrótce  potem  wszyscy  wyszli  na  taras,  żeby  się

pożegnać.  Luca  zaskoczył  Ivy,  chwytając  ją  w  ramiona
i serdecznie całując w usta.

-  Mademoiselle,  kiedy  przyjedzie  pani  do  Szwajcarii,

proszę się ze mną porozumieć, żebym mógł panią zaprosić do
najlepszej 

restauracji 

na 

świecie 

– 

powiedział

z uwodzicielskim uśmiechem.

- Będę pamiętała o pańskiej obietnicy – odparła, choć była

lekko oburzona jego zachowaniem.

- Widzę, że zyskałaś nowego przyjaciela – stwierdził Quin,

podchodząc do niej z Katie.

-  Posłuchaj,  Ivy  –  poprosiła  Katie,  biorąc  ją  pod  rękę.  –

Wiem, że masz zamiar zbierać pieniądze na samochód. Quin
przypomniał  sobie,  że  mój  stary  ford  stoi  bezużytecznie
w garażu. Ma duży przebieg, ale jest w niezłym stanie, więc
jeśli chcesz, to go weź.

-  Nie  mogę  przyjąć  takiego  prezentu.  Wolę  go  od  was

kupić.

-  Twoje  pieniądze  nie  są  środkiem  płatniczym  na  terenie

stanu Maine – oznajmił Quin, kręcąc głową. – Ja mam więcej
aut  niż  potrzebuję,  a  Katie  dostała  ode  mnie  tydzień  temu
nowego  land  rovera.  Będziemy  ci  wdzięczni,  jeśli  pomożesz
nam się pozbyć tego forda. – Sięgnął do kieszeni i wręczył jej
kluczyki. – Jest twój.

background image

Farrell, który podszedł do nich w tym momencie i usłyszał

ostatnie słowa Quina, zmarszczył brwi.

- Po co jej samochód? – spytał podejrzliwym tonem.

- Kobieta powinna być niezależna – odparła Katie. – Ivy

i Dolly muszą dysponować bezpiecznym środkiem transportu.

- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? – zapytał Farrell,

zwracając  się  do  Ivy.  –  Przecież  w  garażu  stoi  kilka
samochodów. Możesz sobie któryś wybrać.

Ivy  wyczuła  jego  irytację  i  zdała  sobie  sprawę,  że  Katie

i Quin nie wiedzą o ich romansie.

- Lepiej zmieńmy  temat – powiedziała. – Twoi goście są

gotowi do wyjazdu.

Farrell  odwrócił  się  na  pięcie  i  odszedł,  a  Katie  i  Quin

wymienili zdumione spojrzenia.

- Co go ugryzło? – spytał Quin.

- Kto to może wiedzieć? – mruknęła Ivy, czując na sobie

badawczy  wzrok  jego  żony.  –  Twój  brat  potrafi  być
nieprzewidywalny.

W tym momencie Zachary podniósł rękę, dając kierowcom

znak, że mogą ładować bagaże do limuzyn. Najmłodszy z nich
wziął chyba na siebie zbyt duży ciężar, bo gdy ruszył w stronę
schodów,  zatoczył  się  w  kierunku  Ivy,  a  ona  odruchowo
zrobiła  krok  do  tyłu,  ale  jej  noga  nie  natrafiła  na  żadne
oparcie.

Usiłowała  odzyskać  równowagę,  lecz  było  już  za  późno.

Poczuła zawrót głowy i runęła w dół.

background image

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Farrell  usłyszał  czyjś  głośny  okrzyk,  więc  odwrócił  się

gwałtownie i zobaczył, że Ivy spada ze stromych frontowych
schodów.

Zastygł  w  bezruchu,  mając  wrażenie,  że  jego  serce

przestało  bić.  Obawa  o  życie  Ivy  podziałała  na  niego
paraliżująco.  Odzyskał  świadomość  dopiero  wtedy,  kiedy
zobaczył, że Ivy otwiera usta i mówi coś do pochylonego nad
nią Zachary’ego.

- Nic się nie stało. Mam rozcięty policzek i jestem trochę

poobijana, ale to nic poważnego.

-  Mam  dyplom  ratownika  medycznego  –  oznajmił

Zachary,  a  potem  wziął  ją  na  ręce,  zaniósł  do  apartamentu
brata  i  położył  na  tym  samym  łóżku,  na  którym  poprzedniej
nocy przeżyła burzę miłosnych uniesień.

Potem zmierzył jej tętno i spojrzał głęboko w oczy.

-  Czy  uderzyłaś  się  w  głowę?  –  spytał  z  niepokojem

w głosie. – Powiedz prawdę.

-  Nie  –  odparła.  –  Zadrapałam  się  o  krawędź  jednego  ze

stopni, ale nie mam nawet bólu głowy. Najbardziej ucierpiało
moje udo. Dajcie mi jakąś tabletkę przeciwbólową, bo muszę
się zająć Dolly, żeby Delanna mogła wyjechać.

-  Teraz  opiekuje  się  nią  Katie,  więc  jest  w  dobrych

rękach – oznajmił Farrell. – Nie ruszaj się, do diabła! – dodał,

background image

widząc, że Ivy usiłuje wstać.

Ivy spojrzała na niego z wściekłością.

- Znam swoje ciało i powtarzam, że nic mi nie jest.

-  Być  może  –  odparł  Zachary  –  ale  musimy  być  tego

pewni. Zostań z nią, Farrell, a ja przyniosę jakiś opatrunek.

Wrócił  po  chwili,  oczyścił  ranę,  posmarował  ją  jakąś

maścią i zakleił plastrem.

Farrell  nie  mógł  oderwać  wzroku  od  Ivy.  Wydała  mu  się

nagle  bardzo  drobna  i  krucha.  Wmówił  sobie  jednak,  że
źródłem  jego  gwałtownych  uczuć  nie  jest  miłość,  lecz
naturalna troska o drugiego człowieka.

-  Leż  spokojnie  i  odpoczywaj  –  polecił  jej  stanowczym

tonem,  a  potem  zwrócił  się  do  brata.  –  Poszukajmy  Katie
i ułóżmy wspólnie plan działania.

Znaleźli  ją  w  kuchni.  Farrell  otworzył  lodówkę,  wyjął

piwo i wypił połowę butelki dwoma łykami.

-  Muszę  gdzieś  położyć  Dolly  –  oznajmiła  Katie.  –

Nadeszła pora jej popołudniowej drzemki. Co mam robić?

-  Postawcie  łóżeczko  w  gabinecie  i  przynieście  mi

monitor  –  odparł  Farrell.  –  Potem  wsiadajcie  do  samochodu
i spróbujcie dogonić całą grupę, zanim dojedzie do Portland.
Quin  będzie  potrzebował  pomocy,  bo  nie  wszyscy  goście
mieszkają w tym samym hotelu. Zachary, czy jesteś pewny, że
nic jej nie jest? Że nie ma wstrząsu mózgu?

-  Nie  widzę  powodów  do  niepokoju.  Przeżyłem  kilka

ciężkich  wypadków,  więc  znam  reguły  gry.  Ale  obserwuj  ją

background image

uważnie  w  ciągu  najbliższych  kilku  godzin.  A  ty,  Katie,
spotkaj się ze mną przy samochodzie za piętnaście minut.

Ivy  otworzyła  oczy,  usłyszawszy  skrzypnięcie  drzwi,

i wydała westchnienie ulgi na widok Katie. Nie miała ochoty
na kontakt z Farrellem, bo była obolała i roztrzęsiona.

Katie podeszła do łóżka i usiadła na jego krawędzi.

-  Położyłam  Dolly  w  gabinecie.  Farrell  ma  monitor.

Zachary  i  ja  jedziemy  do  Portland,  żeby  pomóc  Quinowi
w wyekspediowaniu gości.

- Przykro mi, że zakłóciłam wasze plany z powodu takiego

głupstwa.

- Trudno nazwać głupstwem upadek z wysokich schodów.

Czy jesteś pewna, że nie trzeba zawieźć cię do szpitala?

-  W  stu  procentach.  Nie  mam  żadnych  poważnych

obrażeń.  Jestem  samotną  matką,  więc  nie  zrobię  nic,  co
mogłoby  zagrozić  mojemu  życiu.  Wiem,  że  Dolly  mnie
potrzebuje.

- Jak wolisz. – Katie wstała i ruszyła w kierunku drzwi. –

Farrell zachowuje się dosyć dziwnie. Czy między wami…

- Między nami nic się nie wydarzyło – przerwała jej Ivy. –

Jest po prostu moim szefem. Ale wiesz przecież, że on bywa
nieprzewidywalny. Nie próbuj go rozgryźć, bo to do niczego
nie prowadzi.

- Chyba masz rację. Muszę już lecieć. Do widzenia.

Kiedy  w  domu  zapadła  cisza,  Ivy  wstała,  żeby  pójść  do

łazienki.  Na  widok  swojego  odbicia  w  lustrze  skrzywiła  się

background image

z  niesmakiem.  Była  blada  i  nieuczesana,  a  jej  policzek
zaczynał puchnąć.

Kiedy wróciła pięć minut później, Farrell stał obok łóżka

ze skrzyżowanymi na piersiach rękami.

- Powiedziałem ci, że masz spokojnie leżeć.

- Musiałam pójść do łazienki. Doceniam twoją troskę, ale

powtarzam  ci  jeszcze  raz,  że  jestem  dorosła  i  nie  potrzebuję
niańki.

-  Masz  odpoczywać  –  rzekł  rozkazującym  tonem.  –  Ja

będę obserwował monitor.

- To nie jest konieczne.

Podeszła  do  niego  i  położyła  dłoń  na  jego  ramieniu.

Widziała, że jest poirytowany, ale nie miała pojęcia, z jakiego
powodu.

- Wiem, że chciałbyś jak najprędzej wrócić do pracowni.

Znalazłam  w  szafce  w  łazience  tabletki  przeciwbólowe.  Jak
tylko  zaczną  działać,  poczuję  się  doskonale.  –  Przywarła
policzkiem  do  jego  piersi.  –  To  był  wspaniały  weekend,  ale
cieszę się, że wszyscy już wyjechali.

Farrell  gwałtownie  zesztywniał.  Delikatnie  odsunął  ją  od

siebie i ruszył w kierunku drzwi.

-  Masz  rację  –  mruknął,  unikając  jej  wzroku.  –  Muszę

wrócić do pracy. Ale wysyłaj do mnie co pół godziny esemesa,
żebym wiedział, jak się miewasz.

Nagle nie wiadomo dlaczego poczuła, że Farrell się od niej

oddala. Że go traci.

background image

- Dobrze – odparła cicho. – Czy chciałbyś przyjść dziś do

chaty  na  kolację?  Nie  spodziewaj  się  żadnych  wyszukanych
potraw, ale…

-  Będę  pracował  do  późna,  a  w  lodówce  jest  mnóstwo

jedzenia. Zobaczymy się jutro. Pamiętaj o esemesach.

Wyszedł, zostawiając ją w stanie dezorientacji. Nie mogła

zrozumieć przyczyn jego postępowania. Ubiegłej nocy kochał
się z nią tak gorąco, jakby marzył o tym, by zatrzymać ją przy
sobie  na  zawsze,  a  dziś  nie  raczył  zaszczycić  jej  ani  jednym
spojrzeniem.

Nie  wyobrażała  sobie  życia  bez  niego,  ale  wiedziała,  że

woli odejść, niż znosić huśtawkę jego nastrojów.

Chodził  po  pracowni  jak  lew  po  klatce.  W  jego  głowie

kłębiły się sprzeczne  myśli. Powtarzał  sobie po raz setny, że
nie kocha Ivy, a wstrząs, jaki przeżył, widząc jej upadek, był
tylko objawem troski o życie zaprzyjaźnionej pracownicy.

Nie  chciał  się  angażować  uczuciowo.  Nie  mógł  sobie

pozwolić na ryzyko utraty ukochanej osoby.

Ale w gruncie rzeczy wiedział, że okłamuje samego siebie.

I wstydził się własnego tchórzostwa.

Pragniesz  tylko  jej  ciała,  podpowiadał  mu  wewnętrzny

głos. Nie jest jeszcze za późno na to, żebyś się powstrzymał od
popełnienia okropnego błędu. Musisz się z nią rozstać…

Ivy  spała  nerwowo.  Poniedziałkowy  poranek  okazał  się

szary, chłodny i pochmurny. Można było odnieść wrażenie, że
natura  bierze  odwet  za  piękną  pogodę,  jaką  zapewniła
w czasie weekendu.

background image

Delanna  wzorowo  dbała  o  Dolly,  ale  w  chatce  panował

lekki nieład. Ivy wysprzątała ją dokładnie, dziękując Bogu za
to,  że  Dolly  bawi  się  spokojnie  na  podłodze  garnkami
i  pokrywkami.  Około  jedenastej  postanowiła  wybrać  się  do
domu Farrella i przygotować coś na kolację.

Po  hałaśliwym  weekendzie  wielka  rezydencja  wydała  jej

się cicha i pusta.

Kiedy weszła do kuchni, dostrzegła leżącą na stole kopertę

ze swoim imieniem.

Otworzyła ją drżącymi rękami.

„Ivy,  teraz,  kiedy  goście  wyjechali,  a  mój  projekt  jest

bliski  pomyślnego  zakończenia,  będzie  chyba  najlepiej,  jeśli
wrócisz do Portland. Załączam czek będący rekompensatą za
przedwczesne  zerwanie  umowy  o  pracę,  oraz  list  polecający,
który ułatwi ci znalezienie innej pracy.

Zamierzam  wrócić  do  domu  dziś  po  południu  około

drugiej.  Pomogę  ci  się  spakować.  Odwiozę  cię  do  Portland
dużym samochodem, do którego zmieści się dziecięcy fotelik
i przenośna kołyska. Porozum się z Katie, jeśli uznasz, że ona
może coś dla ciebie zrobić. F”.

Wpatrywała się w list przez dłuższą chwilę, usiłując zebrać

myśli.  Czuła  się  zdradzona,  oszukana,  wręcz  chora.  Była
obolała  po  wczorajszym  upadku,  ale  teraz  znacznie  bardziej
dokuczała jej rana w sercu. Nie potrafiła nawet zdobyć się na
wybuch gniewu.

Czyżby  Farrell  podejrzewał,  że  będzie  mu  się  narzucać

albo  wysuwać  jakieś  żądania?  Czy  dlatego  postanowił
zakończyć ich krótki romans, zanim narazi go on na kłopoty?

background image

Myślała  o  tym  z  rozpaczą,  powstrzymując  napływające  do
oczu łzy.

Kwota, na którą opiewał czek, była dla niej upokarzająco

wysoka,  ale  nie  mogła  się  zdobyć  na  to,  by  go  podrzeć
i ostentacyjnie zostawić strzępki na stole.

Więc wzięła na ręce Dolly i wyszła z domu.

Farrell chodził nerwowo po swoim gabinecie zajmującym

całe  najwyższe  piętro  głównej  kwatery  firmy  Stone  River
Outdoors w Portland, z trudem powstrzymując się od wybuchu
furii.  Obaj  jego  bracia  oraz  Katie  wpatrywali  się  w  niego  ze
współczuciem.

Ich  spojrzenia  budziły  w  nim  wściekłość,  ponieważ  tak

samo patrzyli na niego po śmierci Sashy. Jakby chcieli dać mu
do zrozumienia, że jego życie rozpadło się w gruzy.

Poszukiwał  Ivy  i  Dolly  od  pięciu  tygodni,  ale  one  jakby

zapadły  się  pod  ziemię.  W  końcu  poczuł  się  bezsilny  i  zdał
sobie  sprawę,  że  potrzebuje  pomocy,  więc  wezwał  swoją
rodzinę, aby wyznać jej prawdę.

-  Kiedy  zobaczyłem,  jak  spada  z  tych  schodów,

odzyskałem w ciągu sekundy zdolność logicznego myślenia –
wyjąkał  ochrypłym  głosem.  –  Zrozumiałem,  że  ją  kocham
i wpadłem w panikę.

- Więc postanowiłeś się jej pozbyć – mruknął Quin.

-  Wiedziałem,  że  nie  zniosę  po  raz  drugi  tragicznego

rozstania z ukochaną kobietą. Przecież ona mogła się na tych
schodach zabić.

-  Ale  przeżyła  ten  upadek  –  przypomniał  mu  Zachary.  –

A ty tak czy owak ją straciłeś.

background image

-  Pomóżcie  mi  ją  znaleźć  –  poprosił  błagalnym  tonem

Farrell. – Ona nie zabrała nawet wszystkich ubranek Dolly.

-  Mogę  się  tylko  domyślać,  co  musiała  przeżywać  –

powiedziała  Katie,  podchodząc  do  okna.  –  Taka  kobieta  jak
Ivy  nie  oddałaby  się  łatwo  żadnemu  facetowi.  Z  pewnością
była w tobie zakochana. Ale ukrywała to uczucie, bo sądziła,
że ty nadal szalejesz z rozpaczy po śmierci Sashy.

- Dlaczego miałaby tak sądzić?

- Bo wszyscy byliśmy tego pewni, Farrell – oznajmił Quin,

kładąc  rękę  na  ramieniu  brata.  –  Przecież  przez  siedem  lat
nawet  nie  spojrzałeś  na  żadną  kobietę.  Skąd  Ivy  mogła
wiedzieć, że ci na niej zależy, skoro kazałeś jej się wynosić?
Ale  możesz  liczyć  na  naszą  pomoc.  Jestem  pewny,  że  ją
znajdziemy.

- Nie mam pojęcia, co jeszcze mógłbym zrobić – wyznał

Farrell z rozpaczą w głosie. – Wynajęci przeze mnie prywatni
detektywi 

przeszukali 

wszystkie 

apartamentowce

w Charlestonie i w Portland. Bez rezultatu. Żyjemy w dużym
kraju, a ona może być wszędzie.

-  Bar  Harbor!  –  zawołała  Katie  w  nagłym  przebłysku

inspiracji. – Kiedy wiozłam Ivy i Dolly do twojej rezydencji,
mijałyśmy  zjazd  z  autostrady  z  napisem  Bar  Harbor,  a  ona
wspomniała,  że  zawsze  marzyła  o  tym,  żeby  tam  pojechać.
Odwiedziła to miejsce z rodzicami jako dziecko i zachwycił ją
wtedy tamtejszy park.

-  Więc  zaczynamy  od  Bar  Harbor  –  oznajmił  Farrell,

odzyskując  nagle  energię.  –  Jeśli  to  będzie  konieczne,
sprzedam  wam  część  akcji  naszej  firmy,  żeby  pokryć  koszty
poszukiwania.

background image

-  Nie  bądź  dupkiem  i  nie  obrażaj  nas,  kochany  bracie  –

powiedział  Quin,  wznosząc  oczy  do  nieba.  –  Jeśli  ta  sprawa
jest  dla  ciebie  tak  ważna,  możesz  liczyć  na  nasze
stuprocentowe poparcie.

background image

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Po  dziesięciu  dniach  przeszukiwania  okolic  Bar  Harbor

Farrell był tak zmęczony, że ledwo stał na nogach.

Od tygodni nie sypiał więcej niż trzy do czterech godzin

na  dobę.  Poczucie  wstydu  i  żalu  odbierało  mu  apetyt.
Przeżywał tortury, wyobrażając sobie, jak samotna Ivy walczy
o przetrwanie i o życie swojego dziecka.

Niezależnie  od  tego,  co  mogła  przynieść  przyszłość,

marzył o tym, by ją przynajmniej znaleźć i przeprosić.

Wyjeżdżając  z  Maine,  zostawiła  przenośną  kołyskę,

dziecięcy fotelik i całą wytworną garderobę, którą wybrała dla
niej  Katie.  Kobieta,  która  chciała  dzięki  niemu  zacząć  nowe
życie, opuściła jego dom z pustymi rękami, ponieważ została
przez niego brutalnie skrzywdzona.

Teraz liczył na to, że będzie mógł naprawić swoje błędy.

Zachary,  Quin  i  Katie  dotrzymali  słowa.  Poświęcili  wiele
czasu  i  wysiłku,  by  odnaleźć  kobietę,  która  nie  chciała  być
odnaleziona.

Nawet  w  tak  małej  społeczności  jak  Bar  Harbor  tego

rodzaju  poszukiwania  stanowiły  poważne  wyzwanie.  Teraz
wszystko było w jego rękach.

Zza  kierownicy  nierzucającego  się  w  oczy  wynajętego

samochodu obserwował obskurny motel.

background image

Stało przed nim dobrze mu znane auto Katie, którym teraz

posługiwała się Ivy. Zerknął na zegarek. Wpół do siódmej.

Wiedział,  że  o  tej  porze  Dolly  jest  już  zwykle  obudzona

i domaga się śniadania.

Wysiadł  z  samochodu,  zabierając  ze  sobą  kluczyki

i  telefon.  Kilkunastometrowa  odległość  dzieląca  go  od
tandetnie  pomalowanych  drzwi  wydawała  mu  się  trasą
maratonu. Nie miał pojęcia, jakich powinien użyć słów, żeby
naprawić  stosunki  z  Ivy,  które  sam  zepsuł.  Co  gorsza,  nie
wiedział nawet, czy takie słowa istnieją.

Ivy  wzdrygnęła  się,  słysząc  pukanie  do  drzwi.  Odkąd

zamieszkała w tej norze, parokrotnie dobijali się do niej jacyś
pijacy, którzy pomylili numery pokoi.

Wyjrzała przez judasza, a potem jęknęła głośno, oparła się

plecami o framugę i przycisnęła do piersi Dolly.

Domyśliła się, że miejsce jej pobytu zdradził zaparkowany

przed motelem samochód. Auto Katie. Ivy zamierzała za niego
zapłacić,  gdy  tylko  znajdzie  jakąś  pracę.  Koszty  utrzymania
pochłaniały jednak jej oszczędności w zastraszającym tempie.

- Ivy! Wiem, że tam jesteś. Otwórz drzwi!

Zapadła cisza. Ivy miała nadzieję, że Farrell zrezygnował

i odszedł, ale nie śmiała się poruszyć, dopóki nie będzie tego
pewna.  Stała  więc  nieruchomo,  rozpatrując  różne  warianty
działania.

Zanim zdążyła podjąć decyzję, pod drzwi została wsunięta

biała wizytówka. Po jednej stronie znajdowały się informacje
dotyczące Stone River Outdoors. Kiedy obróciła ją w palcach,
ujrzała dwa słowa: „Bardzo przepraszam”.

background image

Zdała  sobie  sprawę,  że  Farrell  nie  odejdzie  dobrowolnie,

więc  musi  zdobyć  się  na  odwagę  i  stanąć  z  nim  twarzą
w twarz.

To  nie  potrwa  długo,  pocieszyła  się  w  duchu.  Musi

wytrzymać  najwyżej  piętnaście  lub  dwadzieścia  minut.  On
uspokoi swoje sumienie. Ona mu wybaczy. Potem każde z nas
pójdzie własną drogą.

Ale czy ona zniesie ponowne rozstanie? Przecież tęskni za

nim tak bardzo, że nie może w nocy spać. A kiedy zasypia, on
pojawia się w jej snach.

- Otwórz te drzwi, Ivy! – zawołał Farrell, tym razem nieco

głośniej.

Spojrzała  na  swoje  odbicie  w  lustrze.  Miała  na  sobie

spłowiałe dżinsy i stary granatowy sweter. Jej strój w niczym
nie  przypominał  pięknych  kreacji,  jakie  nosiła  podczas
pamiętnego weekendu. Nie wspominając już o tym, że jeden
rękaw był poplamiony papką bananową, a drugi przetarty na
łokciu.

I tak wróciłam do roli kopciuszka, pomyślała z goryczą.

Wiedziała, że za chwilę wyczerpią się resztki jej odwagi,

więc  odruchowo  poprawiła  włosy  i  gwałtownym  ruchem
otworzyła drzwi.

- Witaj, Farrell. Co cię tu sprowadza?

Był bliski rezygnacji. Zdał sobie sprawę, że Ivy nie chce

go widzieć. Zastanawiał się, co w tej sytuacji może zrobić…
i nagle ją zobaczył.

- Ivy… - wyjąkał, zanim słowa uwięzły mu w gardle.

background image

- Wejdź – poprosiła, cofając się o krok.

Motelowy  pokój  był  obskurny,  nie  potrafił  znaleźć

łagodniejszego określenia. Natomiast Ivy prezentowała się jak
osoba, którą zapamiętał.

Migdałowe  oczy.  Wydatny  podbródek.  Niepomalowane

usta, które całował tak niedawno… nie, bardzo dawno.

Miał  ochotę  ją  objąć  i  nie  wypuścić  z  ramion  do  końca

świata,  ale  panujące  między  nimi  napięcie  działało  na  niego
obezwładniająco.

-  Nie  mogłem  cię  znaleźć  –  wymamrotał,  a  ona

zmarszczyła brwi.

-  Przecież  jestem  oddalona  od  twojego  domu  tylko

o godzinę jazdy samochodem.

-  Nie  kpij  sobie  ze  mnie.  Ukryłaś  się  bardzo  starannie.

Szukałem  cię  w  Charlestonie  przez  dwa  tygodnie,  a  potem
w całym Portland. Do diabła, nawet nie zarejestrowałaś auta,
więc ten trop prowadził donikąd.

- Przykro mi, że zostałeś narażony na takie trudności, ale

nie rozumiem, co ja mam z tym wspólnego.

Farrell  usiadł  na  jednym  z  dwóch  przykrytych  zielonymi

narzutami łóżek, a ona zajęła miejsce na drugim.

Zapadła niezręczna cisza. Dolly patrzyła na niego równie

chłodno jak jej matka. Czyżby nie pamiętała, ile razy się z nią
bawił? Śpiewał jej kołysanki i utulał ją do snu?

Ivy zerknęła na zegarek, a on, bliski desperacji, postanowił

wyłożyć wszystkie karty na stół.

background image

- Przysięgam, że nie jestem już zakochany w Sashy. Ona

była  moją  pierwszą  miłością  i  zawsze  będę  czcił  jej  pamięć,
ale należy już do przeszłości.

- Rozumiem – mruknęła Ivy obojętnym tonem.

Zdał  sobie  sprawę,  że  ta  uparta  kobieta  nie  zamierza

ułatwić mu zadania. Odetchnął więc głęboko i brnął dalej.

-  Przepraszam  za  to,  że  sprowokowałem  cię  do  odejścia.

To nie było miłe.

- Nie ma o czym mówić. Nie przejmuj się.

- Wróć ze mną do domu.

Tym razem dostrzegł w jej oczach błysk gniewu.

-  Wybacz,  że  nie  skorzystam  z  twojej  propozycji  –

powiedziała  ostentacyjnie  uprzejmym  tonem.  –  Dolly  i  ja
radzimy sobie zupełnie dobrze.

- Czy ty chociaż masz jakąś pracę? – spytał coraz bardziej

zrozpaczony.  –  W  dokumentach  urzędu  zatrudnienia  nie
znaleźliśmy żadnych śladów twojej zawodowej aktywności.

-  Co  to  znaczy  „my”?  –  wyszeptała,  zrzucając  z  siebie

nagle maskę obojętności. – Kogo masz na myśli?

-  Zachary’ego,  Katie  i  Quina.  Nie  mogłem  cię  znaleźć,

więc  poprosiłem  ich  o  pomoc.  Powiedziałem  im,  że  jestem
w tobie zakochany, ale zachowałem się okropnie, co skłoniło
cię do ucieczki.

Ivy zbladła, a Farrell odkrył, że szrama na jej policzku jest

nadal widoczna.

- To prawda – oznajmiła słabym głosem. – Ale znalazłam

inną pracę.

background image

- Co teraz robisz?

W gruncie rzeczy nie bardzo go to interesowało, ale czuł,

że jeśli ich rozmowa zostanie przerwana, będzie musiał wyjść.

- Pracuję jako kelnerka w miejscowym barze przez sześć

wieczorów w tygodniu. Moja zmiana zaczyna się o dziewiątej
wieczorem,  a  kończy  o  pierwszej  w  nocy.  Zostawiam  Dolly
pod opieką młodej kobiety, która też mieszka w tym motelu.
Dostaję niezłe napiwki, więc mogę jej płacić za to, że siedzi
w moim pokoju i ogląda telewizję.

Mój  Boże,  pomyślał  Farrell,  to  znaczy,  że  ona  musi

chodzić  w  nocy  po  ulicach.  Jest  z  jego  winy  narażona  na
niebezpieczeństwo.

Rozejrzał  się  po  pokoju.  Zobaczył  okropną  żółtą  tapetę

i  wytarty  poplamiony  dywan.  Miał  ochotę  się  rozpłakać
i  zrobiłby  to,  gdyby  nie  obawa,  że  Ivy  uzna  go  za  słabeusza
i nieudacznika.

Czy  ona  mu  kiedykolwiek  wybaczy?  Ten  nieżyjący  mąż

był draniem, ale przynajmniej zapewniał jej dach nad głową.
A on uczynił ją bezdomną.

- Podobno powiedziałeś Zachary’emu, Katie i Quinowi, że

mnie  kochasz  –  wyszeptała  Ivy  drżącym  głosem  –  więc
dlaczego nigdy nie powiedziałeś tego mnie?

W jej oczach pojawiły się nagle łzy.

-  O  Boże,  Ivy!  –  Podszedł  do  niej  i  przyklęknął  obok

łóżka,  a  potem  chwycił  jej  dłoń  i  przyłożył  ją  do  swojego
policzka.  –  Kocham  cię,  Ivy.  Pojawiłaś  się  na  moim  świecie
nie jak iskrząca kometa, lecz jak świecący łagodnym światłem

background image

księżyc. Z początku nie zwracałem na ciebie uwagi, a potem
zdałem sobie sprawę, że nie mogę bez ciebie żyć.

Na  jej  zapłakanej  twarzy  pojawił  się  przelotny  cień

uśmiechu.

- To dosyć oklepana metafora, Farrell. Lepiej wykorzystuj

swoją inwencję twórczą w sprawach zawodowych.

-  Moim  zdaniem  całkiem  niezła,  ale  możemy  się  o  to

spierać później.

Uniósł głowę, by na nią spojrzeć, a ona dostrzegła na jego

twarzy głęboką troskę, autentyczny żal i niezłomną nadzieję.

- Uwielbiam cię, Ivy. Wiedziałem o tym, spędzając z tobą

tę  ostatnią  noc,  ale  myślałem  wtedy,  że  uda  mi  się  uniknąć
zaangażowania.  Potem  spadłaś  z  tych  przeklętych  schodów,
a ja uświadomiłem sobie, jak łatwo mogę cię stracić. To mnie
przeraziło. Nie chciałem jeszcze raz przeżywać takiego bólu.
Więc cię odepchnąłem.

Oparł policzek na jej udzie, a po chwili poczuł, że jej palce

przesuwają  się  po  jego  włosach.  Zdjął  z  jej  kolan  Dolly,
zaniósł ją do łóżeczka i obsypał zabawkami.

-  Jeśli  wszystko  pójdzie  po  mojej  myśli  –  szepnął  –  na

piąte urodziny kupię ci konika.

Dziewczynka  wyglądała  na  zadowoloną,  więc  Farrell

wrócił do Ivy.

-  Wybaczam  ci,  Farrell  –  wyszeptała.  –  A  nawet  cię

rozumiem. Ale ja nie jestem kobietą, która mogłaby zastąpić
twoją Sashę.

background image

Farrell  chwycił  ją  za  ręce,  uniósł  do  pozycji  stojącej

i spojrzał jej w oczy.

-  Posłuchaj  mnie,  Ivy.  Ty  nie  jesteś  dla  mnie  artykułem

zastępczym  ani  nawet  nagrodą  pocieszenia.  Jesteś
zachwycająco  silna,  odważna  i  waleczna.  Potrafiłaś  stawić
czoło trudnej sytuacji i utrzymać na powierzchni siebie i swoją
córkę.

Potrząsnęła głową. Wyraz jej twarzy nie wskazywał na to,

by usłyszała jego słowa, a tym bardziej w nie uwierzyła.

- Nie musisz mnie ratować, Farrell. Ja już odbiłam się od

dna.  Mieszkam  w  tym  motelu  tymczasowo.  Zostałam
zaproszona  na  kilka  rozmów  kwalifikacyjnych  dotyczących
nowej pracy. Zaplanowałam swoją przyszłość. Seks z tobą był
cudowny, ale muszę iść dalej własną drogą.

-  Nie  okłamuj  mnie,  kochanie.  Przecież  ja  tam  byłem.

Oddałaś mi swoje ciało i sięgnęłaś po moje. Byliśmy jednością
w jak najszerszym znaczeniu tego słowa. Nie mogę bez ciebie
żyć.  Jeśli  okaże  się  to  konieczne,  wynajmę  sąsiedni  pokój
i  będę  co  wieczór  na  ciebie  czekał,  dopóki  do  mnie  nie
wrócisz.  Nie  zasługuję  na  ciebie,  ale  daj  mi  jeszcze  jedną
szansę.

Ivy uniosła rękę i pogłaskała go po policzku.

- Zaczynam wierzyć, że mówisz poważnie.

-  Nigdy  dotąd  nie  zaznałem  takiego  uczucia  –  odparł,

kiwając głową. – Kiedy poznałem Sashę, byłem bardzo młody.
Żadne  z  nas  nie  było  świadome  zagrożeń,  jakie  może
szykować  los.  Ale  ty  i  ja  jesteśmy  ludźmi,  którzy  przeszli
ciężkie  próby.  Nikt  nie  wie,  co  przyniesie  przyszłość,  ale

background image

przysięgam,  że  będę  cię  kochał  do  końca  życia  i  że
przeżyjemy razem wiele pięknych dni.

-  Ja  też  cię  kocham  –  wyznała,  zarzucając  mu  ręce  na

szyję.  –  Niemal  od  początku  naszej  znajomości.  Jesteś
najlepszym  człowiekiem,  jakiego  kiedykolwiek  poznałam.
Chcę zostać twoją żoną.

- Czy mam to traktować jako oświadczyny?

- Zabierz mnie do domu, Farrell. Zabierz mnie do swojej

leśnej chaty. W takich miejscach zaczynają się wszystkie moje
ukochane bajki. Będziemy żyli długo i szczęśliwie.

-  Możesz  być  tego  pewna,  kochanie.  Możesz  być  tego

pewna.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA

KARTA TYTUŁOWA

KARTA REDAKCYJNA

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI

ROZDZIAŁ TRZECI

ROZDZIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ ÓSMY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ROZDZIAŁ JEDENASTY

ROZDZIAŁ DWUNASTY

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

ROZDZIAŁ SZESNASTY

background image

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY


Document Outline