background image

Rozdział 9 

 

 

Michał zamarł, czując miękkie wargi Kilińskiego na swoich, a jego ciało tak blisko. Nie 

odsunął się jednak, tylko łaskocząc jego usta swoimi, zapytał: 

– Co robisz? 

Darek zamrugał. Słowa Sobolewskiego były dla niego niczym zimny prysznic. W jednej 

chwili opamiętał się. Odsunął się i kiedy miał wrócić do stolika, jego nadgarstek znalazł się w 

stalowym  uścisku.  W  tej  samej  chwili,  zanim  zareagował,  został  pociągnięty  za  rękę, 

przyciśnięty do ciała mężczyzny, a jego usta nakryte przez namiętnie całujące wargi. Michał 

nie był delikatny. Całował szorstko, mocno, co jakiś czas przygryzając jego  usta, bawiąc się 

nimi,  biorąc w swoje władanie. Odpowiedział  mu  ognistym pocałunkiem, dociskając się do 

lepiej  zbudowanego  ciała.  Starał  się  ignorować  dreszcze  przyjemności  płynące  po 

kręgosłupie.  Jego  serce  biło  mocno,  z  ekscytacją,  a  usta  doskonale  współpracowały  z  tymi 

drugimi.  

Pocałunek trwał, a  ich ręce ułożyły  się  na ciele drugiego mężczyzny. Dłonie sunęły po 

plecach,  ramionach,  podrażniając  każdą  komórkę  nerwową. Te  doznania  sprawiały,  że  obaj 

chcieli  więcej  kontaktu,  spragnieni  go,  głodni,  wytęsknieni.  Darek,  przechylając  głowę, 

rozchylił wargi, wpuszczając język Michała do ust. Dotknął jego języka swoim, oplatając go, 

liżąc.  Wsunął  palce  we  włosy  mężczyzny,  a  jedna  z  rąk  Michała  zacisnęła  się  wokół  jego 

pasa, jakby mężczyzna nie zamierzał go puścić. I niech go diabli wezmą, ale Darek nie chciał 

się odsuwać. Sensacje, które czuł, rozbudziły jego ciało, sprawiły, że na nowo zapragnął, aby 

ktoś  go  dotykał  i  aby  on  dotykał  ciała,  od  którego  miał  wrażenie,  że  biło  jeszcze  większe 

gorąco. 

Obaj ciężko oddychali. Michał całował szczuplejszego mężczyznę, uświadamiając sobie, 

że od bardzo dawna nie trzymał nikogo w ramionach. Nie całował, nie kochał się z nikim od 

wielu  tygodni,  które  ułożyły  się  w  długie  miesiące.  Skóra  mrowiła  mu  w  miejscach,  które 

dotykał  Kiliński.  Jego  ciało  rozbudziło  się.  Pragnął  zabrać  Darka  do  sypialni,  rozebrać  i 

kochać się z nim. Starał się jednak nie dopuszczać do głosu ciała, które na te myśli krzyczało 

background image

głośne „tak”. Pogłębił pocałunek, jedną ręką wciąż trzymając przy sobie mężczyznę, a drugą 

położył na jego szyi, gładząc kciukiem szczękę mężczyzny. Naparł mocniej na niego, a Darek 

odpowiadał na każdy jego ruch, jakby był dla niego zaprogramowany. Mężczyzna kurczowo 

zaciskał  palce  na  jego  włosach,  by  po  chwili  puścić  je,  schodząc  rękoma  w  dół  pleców, 

unosząc koszulkę i zakradając się pod nią. Michał westchnął głęboko, wciąż nie oderwawszy 

ust  od  swoich  towarzyszek.  To  chyba  obudziło  Darka,  bo  zabrał  dłonie  i  próbował  się 

wycofać. Pisarz jednak nie puścił go, przytrzymując ręką, ale też zębami łapiąc za jego wargę. 

Otworzył  oczy,  spoglądając  prosto  w  te  zielone,  będące  teraz  tak  blisko  niego.  Polizał 

pogryzioną  wargę  mężczyzny  i  dopiero  wtedy  go  puścił.  Zrobił  to  z ogromnym  trudem,  bo 

jeszcze chwila i posłuchałby potrzeb swojego ciała, odsuwając rozsądek na bok.  

– No. – Tylko tyle zdołał z siebie wydusić.  

Darek  zachwiał  się,  bo  zakręciło  mu  się  w  głowie.  Dla  równowagi  przytrzymał  się  rąk 

Sobolewskiego. Zaraz jednak je zabrał i przesunąwszy dłońmi po włosach, burząc nienaganną 

fryzurę, postarał się ochłonąć. Wypuścił ze świstem powietrze przez nos. Dopiero po chwili 

zdołał na niego spojrzeć. W oczach barwy burzowego nieba, bo tak je określał, nie potrafiąc 

jednoznacznie nazwać tego koloru, nie było smutku, tylko niepokój, ciekawość, pragnienie i 

ostrożność.  

– Tylko tyle potrafisz powiedzieć? 

–  A  co  chciałbyś  usłyszeć?  Tak,  kochanie,  jesteś  mój,  bierz  mnie?  –  prychnął  Michał, 

unosząc prawą brew.  

– Dupek – szepnął Dariusz, wracając do stolika. Starał się ukryć reakcję swojego ciała na 

słowa „bierz go”. – Może w takim razie pogadamy o twoim tekście?  

–  Najpierw  to  ja  wezmę  prysznic.  –  Potrzebował  tego  po  biegu  i…  bardzo  gorącym 

pocałunku. Wciąż czuł wargi Kilińskiego na swoich. Najchętniej podszedłby do niego i zrobił 

to,  co  robili  przed  chwilą.  Otrząsnął  się  jednak,  pozbywając  się  z  głowy  obrazu  ich  obu  i 

skierował swe kroki w stronę domu.  

Darek śledził go przez chwilę, a kiedy mężczyzna zniknął za drzwiami, opadł na krzesło 

z ulgą. Ukrył twarz w dłoniach. Po chwili znów zabrał się za czytanie. Nie mógł się jednak na 

tym skupić. Odłożył kartki i zapatrzył się na malwy.  

background image

– Coś ty, głupi, zrobił? Co się z tobą stało? Po prostu podszedłeś i go pocałowałeś, a on 

nie pozwolił ci odejść – szeptał do siebie jakby mówił do kogoś innego. Czasami zdarzało mu 

się  myśleć  na  głos.    – I  do  cholery,  masz  ochotę  znowu to  zrobić.  Opanuj  się.  Nie  możesz 

romansować. Jesteś w pracy. 

Nie miał pojęcia, ile tak siedział w bezruchu pogrążony w myślach, bo ocknął się dopiero 

wtedy, gdy wrócił Michał – umyty, przebrany, z lekko wilgotnymi włosami i stosem kanapek 

oraz herbatą.  

– Pomyślałem, że możesz być głodny.  

–  Może  nie  jesteś  takim  dupkiem  jak  sądziłem.  –  Tak,  odczuwał  głód  i  niekoniecznie 

miał na myśli swój żołądek.  

– Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak szybko zmieniasz o mnie zdanie, Kiliński.  

– Chcesz mnie nakarmić, a nie wyrzucić. To już coś. 

– Nadal uważam cię za kogoś w rodzaju dręczyciela, który nieporoszony wdziera się do 

czyjegoś życia – powiedział Sobolewski, zabierając się za jedzenie. 

– Miły jak zawsze. – Pochylił się w jego stronę. 

– Wyrzucić  cię  drzwiami,  to  włazisz  oknem,  Kiliński.  Pojawiłeś  się  z  moim  życiu, 

mieszasz w nim, a tego nie chcę.  

– Przykro  mi.  –  Udał  zasmuconego.  Jak  jeszcze  chwilę  temu  miał  ochotę  sięgnąć  do 

niego przez stół, złapać za koszulkę, przyciągnąć do siebie i ponownie pocałować, tak teraz 

pisarz swoimi słowami wylał na niego wiadro zimnej wody i ochota mu odeszła. – Jeszcze się 

ze mną pomęczysz.  

– To groźba? – Pisarz zmrużył oczy. 

– Obietnica.  –  Puścił  mu  oczko.  Wziął  jedną  kanapkę  z  zielonym  ogórkiem.  Ugryzł  i 

prawie zamruczał z przyjemności. – Dobre.  

– Zwykła kanapka, a niebo w gębie, co nie? Jestem mistrzem. 

– Na pewno nie ty, Sobolewski. Gdzie kupiłeś to masło?  

background image

– U gospodarza. Sam je wyrabia. Na pewno nie kupiłem tego cuda w sklepie.  

– Racja, to ze sklepu tylko z nazwy przypomina masło. A to… – urwał, bo nie musiał nic 

dodawać. Jego mina jasno świadczyła o tym, jak mu smakuje.  

Michał  patrzył  na  niego,  starając  się  nie  uśmiechać.  Cieszyło  go  to,  że  Kilińskiemu 

smakują  jego  kanapki.  Po  chwili  i  on  zabrał  się  za  posiłek.  Obaj  zjedli  w  spokoju,  nie 

dogryzając sobie. Pewnie dlatego, że w ogóle ze sobą nie rozmawiali. Dariusz zatonął w jego 

tekście,  zachowując  się  tak,  jakby  był  sam,  a  pisarz  obserwował  go  czujnie,  w  napięciu 

oczekując jego opinii. Nie przeszkadzał mu. Tym bardziej, że mógł bez problemów na niego 

patrzeć.  Z  czasem  powróciły  wspomnienia  pocałunku.  Chciałby  jeszcze  raz  poczuć  go  przy 

sobie.  Zastanawiał  się,  czy  to  dlatego,  że  po  prostu  trafił  na  chętnego  mężczyznę,  czy  to 

właśnie chodziło o niego konkretnie. Nie miał co przed sobą ukrywać. Od początku Kiliński 

mu  się  podobał.  A  teraz  w  dodatku  znajdował  się  na  wyciągnięcie  ręki.  Jagoda  pewnie 

powiedziałaby, aby brał to, co daje los. Tak, los, z jej pomocą, zesłał mu upartego korektora i  

nie było sposobu, aby się go pozbył.  

Posprzątał  po  śniadaniu.  Potem  usiadł  przy  jeszcze  nie  tak  dawno  niepotrzebnym  mu 

stoliku.  

– No  i?  Dalej  ci  się  podoba?  –  Pochlebiało  mu  to,  że  mężczyzna  czytał  z  takim 

zaangażowaniem.  Co  jakiś  czas  notował  lub  skreślał  coś  na  wydrukach,  dodając  na 

marginesach uwagi. Szło mu to sprawnie i Michałowi miło obserwowało się tego mężczyznę 

przy pracy. Mógłby tak zawsze… Potrząsnął głową na tę myśl.  

– Hm? A tak. Wybacz. Podoba. Nie wiem, dlaczego nie chcesz tego dokończyć. Bo jakiś 

debil powiedział, że coś takiego się nie sprzeda? A dlaczego? Bo wmieszałeś w świat fantasy 

miłość dwóch mężczyzn? Chyba czas rozwalić mur i pokazać ludziom, jak piękne mogą być 

takie historie. Nie rozumiem, dlaczego ludzie zaczytują się w hetero romansach, śliniąc się na 

opisywane w nich sceny erotyczne, a brzydzi ich piękny opis pocałunku dwóch facetów. Coś 

tu jest nie tak i trzeba to zmienić. Może właśnie na naszym rynku potrzebny jest autor, który 

przedrze się przez wszystkie przeszkody.   

–  I  co?  Sądzisz,  że  to  mógłbym  być  ja?  Ja  nie  piszę,  człowieku  –  warknął,  a  w  jego 

oczach poza smutkiem pojawił się lód. – Zapamiętaj to sobie. 

background image

– Jakoś nie wydaje mi się, że chcesz z tym skończyć. Masz blokadę, ale da się ją łatwo 

usunąć. Sam sobie robisz przeszkody.  

– Mówisz  tak,  bo  chcesz  mnie  zdobyć  dla  tego  twojego  przeklętego  wydawnictwa  – 

prychnął Michał.  

– Nie. Mówię tak, bo szkoda twojego talentu. Michał, ty to kochasz. W każdym zdaniu 

czuć twoją pasję. – Owszem chciał go ściągnąć dla Luny. Szef wciąż groził mu zwolnieniem, 

a on przecież  nadal  ma do spłacenia kredyt za  mieszkanie. Lecz o ile  na początku chodziło 

tylko o to, tak teraz dużo się zmieniło. Nie chciał, aby Sobolewski zmarnował swój talent.   – 

Posłuchaj. – Przesunął się z krzesłem bliżej pisarza. Wskazał ołówkiem na to, co zapisał. – To 

jest świetne, ale gdy rozwiniesz ten fragment, będzie genialne. Niepotrzebnie urwałeś w tym 

miejscu.  Zobacz  jeszcze  tutaj…  –  mówił  Darek  pochłonięty  swoją  korektorską  pasją.  Nie 

dostrzegał, że Michał patrzy na niego, a nie na tekst i na to, co pokazywał mężczyzna.  

Dopiero po dobrej chwili pisarz przesunął wzrok na kartki, nadal nieprzekonany do tego, 

aby wrócić do pisania. Po prostu czuł, że nie jest w stanie tego zrobić. Ale kiedy Kiliński tak 

mówił…  

Wszystko stawało się możliwe.  

 

 

 

Agnieszka  siedziała  na  tarasie  z  zamkniętymi  oczami,  delektując  się  słońcem.  Słyszała 

rozmowy  gości  motelu,  którzy  stali  niedaleko.  Gdzieś  szczekał  pies,  śmiały  się  dzieci.  Ona 

natomiast  nie  potrafiła  przestać  myśleć  o  Kubie.  Wczoraj  spędziła  z  nim  cudowne  chwile. 

Godziny z nim zarysowały w jej sercu swój ślad, a ten mężczyzna… Starała się nie myśleć o 

nim w ten sposób, w jaki podpowiadało jej serce. Przecież za tydzień wyjeżdżała. Nie chciała 

być jak swoja babcia – rozkochać kogoś w sobie, samej pokochać, a potem na zawsze opuścić 

tę osobę dla wyższego celu.  

A co jest wyższym celem od miłości?  

background image

Nie  była  jednak  niczego  pewna,  a  w  Warszawie  miała  stałą  posadę.  Kochała  pracę  w 

wydawnictwie. To ona miała kontakt z księgarniami, realizowała zamówienia. Tam czuła się 

w  swoim  żywiole,  ale  tutaj…  Tutaj  znajdował  się  ktoś,  w  stosunku  do  kogo  jej  serce 

wariowało.  

–  Z  problemami  zawsze  doskonale  radzi  sobie  świeżo  wyciśnięty  sok  z  pomarańczy.  – 

Malwina Potocka postawiła przed Agnieszką szklankę soku.  

– Aż tak widać, że coś mi leży na sercu?  – Otworzyła oczy, spoglądając na kobietę spod 

przymrużonych powiek. 

– Robisz  takie  miny,  że  nie  sposób  nie  zauważyć,  że  coś  cię  gryzie.  –  Usiadła  przy 

dziewczynie, która była od niej dużo młodsza. 

– Powinnam sama sobie poradzić z tym, co mnie męczy. – Sięgnęła po sok.  

– Czasami dobrze jest z kimś porozmawiać.  

– Domyślam  się. Zawsze radziłam sobie sama. Z ojcem  nigdy  nie byłam  blisko. Mamę 

wcześnie  straciłam.  Na  ogół  poświęcam  się  pracy  i  jestem  zwariowaną  dziewczyną,  ale 

tutaj…  W  Utopii  coś  się  we  mnie  zmieniło.  Jak  tylko  zobaczyłam  to  miasteczko…  –  Nie 

chciała  się  przyznać  przez  samą  sobą,  że  nie  tylko  pokochała  Utopię,  ale  i  widziała  siebie 

tutaj.  Siebie  spacerującą  uliczkami  miasteczka,  chodzącą  za  zakupy  do  tutejszych  sklepów. 

Mająca tutaj rodzinę. Czy tak trudno byłoby  jej po to  sięgnąć? A przecież nie tak dawno tu 

przyjechała. 

– Wiesz o tym, że gdybym tutaj nie zamieszkała, pozwoliłabym się pochłonąć depresji po 

śmierci męża – powiedziała Malwina. Nie zamierzała na siłę zmuszać Lisieckiej do rozmowy, 

ale za to mogła coś dać jej od siebie.  – To miasteczko nie jest idealne, tak jak każdy, kto w 

nim mieszka. Mogłabym ci z łatwością pokazać, kogo powinnaś unikać, kto jest największą 

plotkarą  w  Utopii,  kto  lubi  kopać  pod  kimś  dołki,  szkodzić.  Jest  jednak  tutaj  wielu  ludzi, 

którzy  potrafią  pomóc.  I  nie  chodzi  mi  o  fizyczną  pomoc,  ale  o  to,  że  po  prostu  są.  Jeden 

uśmiech  potrafi  sprawić,  że  człowiek  ma  ochotę  wstać  z  łóżka.  Gdy  tu  trafiłam,  chciałam 

wrócić do Krakowa. Powtarzałam, że tam jest moje życie, moja praca… A przecież tam już 

niczego nie miałam. Nie było tam mojego męża. Zrozumiałam jednak, że jest tutaj – położyła 

rękę  na  sercu  –  i  zawsze  będzie,  gdziekolwiek  nie  pojadę.  Wtedy  Utopia  stała  się  moim 

domem.  Dom  jest  zawsze  tam,  gdzie  twoje  serce.  Wyraźnie  widzę,  gdzie  podąża  twoje  i 

background image

bynajmniej nie jest to praca. Weź to pod uwagę. – Wstała i uśmiechając się do Agnieszki raz 

jeszcze, odeszła.  

–  Tylko  to  nie  takie  proste.  –  Napiła  się  soku.  Miała  zamiar  dalej  pogrążyć  się  w 

rozmyślaniach, kiedy kątem oka ujrzała znajomą postać przechodzącą przez lobby. Odstawiła 

szklankę  i  podniosła  się.  Szybkim  krokiem  podążyła  do  wnętrza  budynku,  aby  jeszcze  go 

złapać, zanim pójdzie na górę.  

Darek właśnie odbierał klucz do pokoju, kiedy obok niego stanęła Lisiecka.  

– Hej.  

– Hej. O której to się wraca? Zapomniałeś o mnie? 

– Na pewno doskonale sobie radzisz. – Skierował się w stronę schodów. – Jak randka z 

Kubą?  

–  Doskonale  i  to  nie  była  randka.  Tobie  chyba  dobrze  idzie  z  Sobolewskim,  skoro  nie 

wróciłeś na noc.  

Zatrzymał się, kiedy postawił stopę na schodzie.  

–  To  nie  to,  co  myślisz.  –  Poniekąd  zdradził  jej,  że  Michał  może  być  gejem,  ale  nie 

wątpił,  że  dziewczyna  wyczuła  to  dużo  wcześniej  niż  on.  –  Powiem  ci  jednak,  że  chyba 

przełamaliśmy jego niechęć do mnie.  

– Nie jest już dupkiem?  

– Jest.  Skurczybyk  –  burknął  pod  nosem.  –  Jednak  przez  ostatnie  godziny  dobrze  nam 

szło. – Przerobili połowę tekstu Michała. Tak ich to pochłonęło, że nawet nie zauważyli, jak 

minęło kilka godzin. Darek najchętniej to by tam został, ale musiał wrócić do motelu, aby się 

przebrać, umyć, ogolić. Zamierzał tam wrócić najszybciej jak się da. Ciągnęło go do domku 

pisarza jak ćmię do ognia. – Zjem jeszcze coś i tam wracam.  

– Sobolewski cię nie nakarmił? 

– Nakarmił rano, a mam ochotę na obiad. Zjesz ze mną?  

– Tak, ale w zamian za to pogadamy, zanim znów mi uciekniesz.  

background image

– Będę za pół godziny.  

– Poczekam na tarasie. 

– Mhm – mruknął, pokonując kolejne schody prowadzące na piętro.  

Agnieszka wróciła na taras, znów pozwalając sobie na pogrążenie się w myślach o Kubie 

i tym jak bardzo jej serce chciało zostać przy nim. Dzisiaj go jeszcze nie widziała, ale mieli 

zjeść  wieczorem  kolację.  Odetchnęła  i  przymknęła  oczy,  odchyliwszy  głowę  bardziej  na 

oparcie,  jakby  chciała  spojrzeć  w  niebo.  Zamknęła  się  przed  ludzkimi  dźwiękami 

dochodzącymi  z  zewnątrz,  skupiając  się  bardziej  na  odczuciu  ciepła  na  skórze  i  słuchaniu 

przyrody.  

  

 

 

Michałowi nie dane było chyba pobyć samemu, bo ledwie co wyjechał od niego Kiliński 

–  zapewniając  go,  że  wróci,  bo  jakżeby  było  inaczej  –  tak  ponownie  miał  gościa.  Tego  na 

szczęście nie miał ochoty wyrzucać. Podał rękę Jakubowi, witając się z przyjacielem. 

– Trudno cię ostatnio złapać. – Zaprosił go do przyjemnie chłodnej kuchni i podał wodę. 

– Na pewno nic więcej nie chcesz? 

– Coś ty, w taki upał woda jest najlepsza. A ostatnio byłem trochę zajęty. 

– Panną Lisiecką? Widziałem was. Spacerowaliście przy ruinach kapliczki.  

– No  tak.  Zapomniałem,  że  tamtędy  przejeżdżałeś.  –  Kuba,  zakłopotany,  poprawił 

okulary.  

– Nareszcie ktoś cię wyrwał z księgarni. Siedziałeś w niej zamknięty, jakby słońce miało 

zrobić ci krzywdę.  

–  Ej,  nie  jest  tak  źle.  Muszę  pracować  na  swoje  utrzymanie.  A  ty  jak  tam?  Agnieszka 

mówiła,  że  przyjechała  z  korektorem  z  wydawnictwa.  Mam  kilka  tytułów  z  Luny.  Wydają 

dobre książki.  

background image

–  I  ty,  Brutusie,  przeciwko  mnie?  –  Nie  było  to  jednak  oskarżenie.  –  Mówiąc  wprost, 

Kiliński to wrzód na dupie. Niechciany, a przyczepi się i boli.  

– To mu powiedz, żeby dał ci spokój. 

– Kuba,  co  ja  przed  chwilą  powiedziałem?  Jego  nie  da  się  pozbyć.  Próbowałem. 

Niedługo ma przyjechać.  

– Nawet na wrzody na dupie jest jakaś rada. – Nalał sobie jeszcze wody ze stojącej obok 

butelki. – Chyba że chcesz, aby do ciebie wracał.  

Michał  nie  odpowiedział,  bo  sam  na  to  pytanie  nie  znał  odpowiedzi.  Jeszcze  wczoraj 

chciał  się  go  pozbyć  na  dobre,  ale  dzisiaj…  Oczywiście  nie  przyzna  się  do tego,  ale  dobrze 

mu się z nim pracowało. Darek dawał mu dobre rady, rozumiał jego tekst, czuł świat, który 

Michał stworzył, postaci. Dzięki temu i w nim coś się rodziło. Chęć tworzenia nowych zdań, 

stron,  tekstu.  To  coś,  co  sądził,  że  już  nie  wróci.  Mimo  tego  nie  chciał  się  jeszcze  temu 

poddać.  

– Twoje milczenie jest dla mnie odpowiedzią.  

– Powiedz lepiej co z tą Agnieszką. Miałem okazję ją poznać.  

– Na pewno chcesz tego słuchać? 

– Trzeba jakoś zabić czas, a nie zamierzam opowiadać o sobie i bumerangu. 

– O czym?  

– O kimś, kto ciągle wraca.  

– Chyba o czymś – Kuba poprawił Michała.  

– Niech ci będzie. To co z nią? – Zdawał sobie sprawę, że teraz plotkowali jak kobiety, 

ale z Kubą mógł rozmawiać o wszystkim. To chyba była jedyna osoba, poza byłą żoną, przy 

której  był  sobą.  Dla  Kilińskiego  był  dupkiem,  niemiłym  skurczybykiem,  niegościnnym 

draniem, ale dla Jagodny i Kuby przyjacielem, któremu mogli powierzyć nawet swoje życie.  

Rozmawiał  z  Jakubem  ponad  godzinę,  a  więc  do  czasu,  kiedy  to  mężczyzna  musiał 

wracać, bo chciał przygotować się do spotkania z Agnieszką. Kuba nie musiał mu nic mówić, 

background image

ale jego uczucia było widać gołym okiem. One oraz strach, że dziewczyna wyjedzie. Mógłby 

mu  powiedzieć,  aby  ją  zatrzymał,  lecz  sam  rozumiał,  że  nie  można  zatrzymać  przy  sobie 

drugiej osoby. Jeżeli ktoś nie chce, nigdy nie będzie trwał u czyjegoś boku. Ludzie teraz nie 

wiedzieli, co oznacza wierność.  

Mimo tego co właśnie pomyślał, pewna osoba w ciągu ostatnich dni pokazała mu, że nie 

każdy tak myśli. Na pewno nie wówczas, gdy chodziło o wierność we wkurzaniu go. Darek 

Kiliński  przyjechał  punktualnie.  Odświeżony  i  gotowy  do  pracy.  Michał  z  trudem 

powstrzymał  się  przed  powiedzeniem  mu,  że  niepotrzebnie  się  ogolił.  Podczas  pocałunku 

dobrze  mu  było  czuć,  jak  zarost  mężczyzny  go  drapał.  Zamiast  tego  na  powitanie 

odpowiedział: 

– Bumerang wrócił. – Spotkało się to z obrzuceniem go wzrokiem mówiącym „dupek”. 

Na co się zaśmiał. Chyba polubi to „pieszczotliwe” słowo. 

– Zabieramy się do pracy – zarządził Darek, nie zamierzając dać pisarzowi chwili oddechu. 

Po pierwsze bał się, że mężczyzna znów zechce go wyrzucić, na co oczywiście by mu nie 

pozwolił, a po drugie znów naszła go ochota na wpicie się w jego usta, czemu także nie mógł 

ulec. Pod tym względem kolejne dni zapowiadały się bardzo ciężko.