background image

 

 

 

 

 

 

 

                                                               

      Benjamin Hoff

 

 

 

 

     

TAO Kubusia Puchatka

 

   

                                                   

        / tłumaczył Rafał T. Prinke /

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

                                            Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak.   

                                            Mucha nie kica, a fruwa ptak. 

                                            Daj mi zagadkę, a ja powiem tak:   

                                          „Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak. " 

 

                                       

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

                                                                     

Przedmowa

 

 

- Co ty takiego piszesz? zapytał Puchatek,    gramoląc się na biurko. 

- Tao Puchatka - odpowiedziałem. 

- Jak Puchatka? zapytał, rozmazując słowo,    które właśnie napisałem. 

- Tao Puchatka powtórzyłem i pacnąłem go    w łapkę ołówkiem. 

- To chyba coś więcej niż „Au"! Puchatka powiedział, pocierając łapkę. 

- Właściwie nie fuknąłem na niego rozdrażniony. 

-  A  o  czym  to  jest?  -  spytał  Puchatek,  wyciągając  się  do  przodu  i  zamazując  kolejne 

słowo. 

- O tym, jak zachować radość i spokój w każdych okolicznościach! -wrzasnąłem. 

- Chyba jeszcze tego nie czytałeś? 

Pewnego  razu  dyskutowaliśmy  w  gronie  kilku  osób  na    temat  Wielkich  Mistrzów 

Mądrości i ktoś powiedział, że    oni wszyscy przychodzą do nas ze Wschodu, a ja powiedziałem, 

że  tak  wcale  nie  jest,  ale  on  ciągnął  dalej  i  dalej,    tak  jak  ciągnie  się  to  zdanie,  aż  wreszcie 

zdecydowałem się    odczytać cytat z Mądrości Zachodu, aby udowodnić, że    świat ma więcej niż 

jedną połowę, i wyrecytowałem: 

- Powiedz, Puchatku - rzekł wreszcie Prosiaczek    co ty mówisz, jak się budzisz z samego 

rana? 

--  Mówię:  „Co  też  dziś  będzie  na  śniadanie"  odpowiedział  Puchatek.  -  A  co  ty  mówisz, 

Prosiaczku? 

- Ja mówię: „Ciekaw jestem, co się dzisiaj wydam ciekawego". 

Puchatek skinął łebkiem w zamyśleniu.    - To na jedno wychodzi - powiedział. 

- Co to ma być? - zapytał Niedowiarek. 

background image

 

 

- Mądrość Zachodniego Taoisty odpowiedziałem. 

- Wygląda raczej na cytat z Kubusia Puchatka    - Zgadza się. 

- Ale to nie jest o taoizmie. 

A właśnie że tak powiedziałem. 

- Na pewno nie -- zaprzeczył ponownie. 

- A ty myślisz, że o czym to jest? - zapytałem    - O głupim małym misiu, który chodzi tu i 

tam  zadając  niemądre  pytania,  układając  piosenki  i  doświadczając  różnych  przygód,  przez  co 

jednak  r    przybywa  mu  intelektualnej  mądrości,  ani  też  odchodzi  od  swego  prymitywnego 

pojęcia szczęści    Oto o czym to jest. 

- To na jedno wychodzi odparłem. 

Wtedy właśnie zacząłem o tym myśleć: żeby napisać książkę, która wyjaśniałaby zasady 

taoizmu poprzez Kubusia Puchatka, a Kubusia Puchatka poprzez zasady taoizmu. 

Naukowcy poinformowani  o moich zamiarach wykrzykiwali „To niedorzeczne!" i  temu 

podobne rzeczy. I    mówili, że to najgłupszy pomysł, o jakim słyszeli, i    chyba jestem niespełna 

rozumu. Niektórzy uważali,    pomysł jest ciekawy, ale zbyt trudny. „Jak chciałbyś    rozpocząć?" 

- pytali. Cóż, stare taoistyczne przysłowie    stawia sprawę tak: „Podróż na tysiąc mil zaczyna się   

pierwszego kroku". 

Myślę więc, że zaczniemy od początku. 

 

 

 

 

 

                                                     

 

 

background image

 

 

 

 

 

                                                         

        Jak Puchatka?

 

 

- Wiesz, Puchatku - powiedziałem - wielu ludzi zdaje się nie wiedzieć, czym jest taoizm... 

- Tak? - Puchatek zmrużył oczy. 

- I właśnie po to jest ten rozdział-żeby co nieco    wyjaśnić. 

- Aha, rozumiem - powiedział Puchatek. 

- A najłatwiej można by to zrobić, gdybyśmy    pojechali na chwilę do Chin. 

- Co? - zdziwił się Puchatek, otwierając szeroko oczy. - Teraz, zaraz? 

- Oczywiście. Musimy tylko usiąść wygodnie,    odprężyć się, i już jesteśmy. 

- Aha, rozumiem - powiedział Puchatek. 

Wyobraźmy sobie, że spacerując wąską uliczką w dużym chińskim mieście natknęliśmy 

się  na  mały  sklepik    z  klasycznymi  malowidłami  na  papierowych  zwojach.    Wchodzimy  do 

środka i prosimy o pokazanie nam czegoś alegorycznego, może nieco zabawnego, ale o jakimś 

Ponadczasowym Znaczeniu. Sklepikarz uśmiecha się. 

- Mam właśnie coś takiego - mówi. - Kopię „Smakujących Ocet"! 

Prowadzi  nas  do  dużego  stołu  i  rozkłada  zwój,  pozwalając  nam  dokładnie  mu  się 

przyjrzeć. 

- Przepraszam, ale muszę zająć się innymi sprawami. 

- Kłania się i wychodzi na zaplecze sklepu, zostawiając nas samych z malowidłem. 

Chociaż  widzimy,  że  jest  to  współczesna  kopia,  orientujemy  się  od  razu,  że  oryginał 

musiał być namalowany dawno temu - dokładnie nie wiadomo kiedy. Sam temat malowidła jest 

już obecnie dobrze znany. 

background image

 

 

Widzimy  trzech  ludzi  stojących  wokół  kadzi  z  octem.  Każdy  zanurzył  palec  w  occie  i 

posmakował  go.  Wyraz  malujący  się  na  twarzy  każdego  z  nich  pokazuje  ich  różne  reakcje. 

Ponieważ  malowidło  jest  alegoryczne,  mamy  przez  to  rozumieć,  że  nie  są  to  zwykli  ludzie 

próbujący ocet, ale postacie wyobrażające „Trzy Nauki" Chin, i że sam ocet, który smakują, to 

symbol Istoty Życia. Owi trzej mistrzowie to K'ung Fu-tse (Konfucjusz), Budda i Lao-tse, autor 

najstarszej istniejącej księgi taoistycznej. Pierwszy ma skwaszony wyraz twarzy, twarz drugiego 

robi wrażenie zgorzkniałej, ale trzeci z nich uśmiecha się. 

Dla  K'ung  Fu-tse  życie  wydawało  się  raczej  skwaśniałe.  Uważał  on,  że  teraźniejszość 

rozeszła  się  z  przeszłością,  a  ludzki  rząd  na  ziemi  nie  harmonizuje  z  Drogą  Niebios,  rządem 

wszechświata.  Podkreślał  on  zatem  część  dla  Przodków,  a  także  dla  dawnych  obrzędów  i 

rytuałów, w których cesarz, jako Syn Niebios, był pośrednikiem między bezgranicznym niebem i 

ograniczoną  ziemią.  W  konfucjanizmie  uprawianie  dworskiej  muzyki  o  precyzyjnym  metrum, 

wykonywanie  ściśle  określonych  kroków,  czynności  i  zwrotów  spowodowało  powstanie 

niezwykle  złożonego  systemu  rytuałów,  z  których  każdy  miał  ustalone  przeznaczenie  w 

wyznaczonym  czasie.  Jedno  z  przysłów  o  K'ung  Fu-tse  mówi:  „Jeżeli  mata  nie  była  należycie 

rozprostowana,  to  Mistrz  na  niej  nie  usiadł".  Powinno  to  dać  pojęcie  o  zakresie,  w  jakim 

wszystko było z góry    określone w konfucjanizmie. 

Dla  Buddy,  drugiej  postaci  na  naszym  malowidle,  życie  na  ziemi  było  gorzkie, 

wypełnione przywiązaniem i pragnieniami, które prowadziły do cierpienia. Świat widziany 

był jako wielka pułapka, generator złudzeń, wirujący krąg bólu dla wszystkich stworzeń. 

Aby odnaleźć spokój, buddysta uważał za konieczne wznieść się ponad „świat prochu" i osiągnąć 

Nirwanę,  co  dosłownie  oznacza  „brak  wiatru".  Chociaż  zasadniczo  optymistyczne  podejście 

Chińczyków znacznie zmieniło oblicze buddyzmu po sprowadzeniu go z Indii, pobożny buddysta 

często  jednak  uważał,  że  jego  droga  do  Nirwany  utrudniana  jest  przez gorzki  wiatr  codziennej 

egzystencji. 

Dla  Lao-tse harmonia istniejąca w naturalny sposób między niebem  i  ziemią od samego 

background image

 

 

początku mogła być odkryta przez każdego i w każdej chwili, ale nie przez przestrzeganie reguł 

konfucjanistów.  Jak  powiedział  w  Tao  Te  Ching,  „Księdze  Cnoty  Tao",  ziemia  jest  w  swej 

istocie  odbiciem  niebios,  podlegającym  tym  samym  prawom,  a  nie  prawom  ludzkim. Prawa  te 

oddziaływają nie tylko na krążenie odległych planet, ale także na zachowania ptaków w lesie i 

ryb  w  morzu.  Według  Lao-tse,  im  bardziej  człowiek  wkracza  w  naturalną  równowagę 

wytworzoną i rządzoną przez powszechne prawa, tym dalej harmonia ta się od niego odsuwa. Im 

więcej wysiłku, tym więcej kłopotów. Czy to ciężkie czy lekkie, mokre czy suche, szybkie czy 

wolne  -  wszystko  posiada  swą  własną  naturę  w  sobie  samym,  i  nie  można  jej  naruszać  bez 

powodowania trudności. Kiedy narzuca się z zewnątrz abstrakcyjne i sztuczne reguły, walka jest 

nieunikniona. I dopiero wtedy życie staje się skwaszone. 

Dla  Lao-tse  świat  nie  był  wielką  pułapką,  ale  wspaniałym  nauczycielem.  Jego  lekcje 

trzeba sobie przyswoić, tak jak trzeba przestrzegać jego praw - a wtedy wszystko będzie dobrze. 

Zamiast  odwracać  się  od  „świata  prochu",  Lao-tse  radził  innym,  by  „połączyli  się  z  prochem 

świata". To, co dostrzegał poza wszystkim na niebie i ziemi, nazwał Tao - „Drogą". Podstawową 

zasadą  nauk  Lao-tse  jest  niemożliwość  adekwatnego  opisania  słowami  owej  Drogi 

Wszechświata, a wszelkie próby dokonania tego byłyby obrazą tak dla jej nieograniczonej potęgi, 

jak i dla inteligencji ludzkiego umysłu. Możliwe jest jednak zrozumienie natury Tao, a ci, którzy 

najbardziej je szanują i nieodłączne od niego życie-rozumieją je najlepiej. 

Przez wieki klasyczne nauki Lao-tse były rozwijane i podzielily się na formy filozoficzne, 

klasztorne i religijności ludowej. Wszystkie z nich można uznać za aspekty tego samego taoizmu. 

Jednakże  podstawy  taoizmu,  którymi  się  tu  zajmujemy,  to  po  prostu  szczególny  sposób 

postrzegania,  uczenia  się  i  działania  w  tym  wszystkim,  co  przydarza  się  nam  w  codziennym 

życiu. Z punktu widzenia taoisty, naturalnym rezultatem takiego harmonijnego sposobu życia jest 

szczęście.  Można  by  powiedzieć,  że  radosna  pogodność  jest  najbardziej  rzucającą  się  w  oczy 

cechą  osobowości  taoisty,  a  subtelne  poczucie  humoru  jest  wyczuwalne  nawet  w 

najpoważniejszych pismach taoistycznych, takich, jak licząca sobie dwa i pół tysiąca lat Tao Te 

background image

 

 

Ching. W pismach drugiego co do ważności autora taoistycznego, Chuang-tse, łagodny śmiech 

zdaje się bulgotać niczym woda w fontannie. 

-  Ale  co  to  ma  do  octu?  -  zapytał  Puchatek.  -  Myślałem,  że  to  wyjaśniłem  - 

odpowiedziałem. 

- Nie wydaje mi się - powiedział Puchatek. - No dobrze, wobec tego wyjaśnię to teraz. - O 

to właśnie chodzi. 

Dlaczego Lao-tse uśmiecha się na malowidle? Przecież ocet symbolizujący życie musi z 

pewnością mieć nieprzyjemny smak, o czym świadczą wyrazy twarzy pozostałych dwóch osób. 

Jednak poprzez działanie w harmonii z okolicznościami życia, rozumienie taoisty zmienia to, co 

inni mogą postrzegać jako negatywne, w coś pozytywnego. Z 

punktu  widzenia  taoisty  kwas  i  gorycz  są  skutkiem  przeszkadzającego  i  nie 

rozumiejącego umysłu. Samo życie, kiedy się je właściwie zrozumie i wykorzysta, jest słodkie. 

Takie właśnie jest przesłanie „Smakujących Ocet". 

- Słodkie? Czy takie jak miód? spytał Puchatek. 

- No, może nie aż tak słodkie - odparłem. - To byłoby chyba trochę za dobrze. 

- Czy nadal jesteśmy w Chinach? - Puchatek zapytał ostrożnie. 

- Nie, już skończyliśmy wyjaśnienia i jesteśmy z powrotem przy biurku. 

- Aha. 

-  To  wróciliśmy  akurat  na  małe  Conieco  -  dodał,  odchodząc  w  stronę  kuchennego 

kredensu. 

Pewnego  wieczoru  dyskutowaliśmy  do  późna  nad  definicją  mądrości,  i  już  od  tego 

wszystkiego  zachciało  nam  spać,  kiedy  Puchatek  stwierdził,  że  jego  rozumie  zasad  taoizmu 

zostało mu przekazane przez pewnych Starożytnych Przodków. 

- Jak na przykład kto? - spytałem. 

- Jak Pu Chao-tek, słynny chiński malarz odpowiedział Puchatek. 

- Ale to był Wu Tao-tse. 

background image

 

 

- A może raczej Li Puch, znany poeta taoistyczny? - ostrożnie zapytał Puchatek. 

- Myślisz o Li Po - wyjaśniłem. 

- Hm - mruknął Puchatek, patrząc w dół na swoje stópki. 

Wtedy przyszło mi coś na myśl. 

-  Nie  jest  to  chyba  bez  znaczenia  -  powiedziałem  -  ponieważ  jedna  z  najważniejszych 

zasad taoizmu pochodzi od twojego imienia. 

- Naprawdę? - Puchatek wyraźnie się uradował. 

- Oczywiście P'u czyli Nieociosany Kloc. 

Prawie o nim zapomniałem - powiedział Puchatek. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

                                                                               

  Tao Puchatka

 

 

A więc mamy teraz spróbować wyjaśnić pojęcie P'u, Nieociosanego Kloca. Posługując się 

klasycznym podejściem taoistycznym, nie będziemy zbyt mocno starali się wyjaśnić zbyt wiele, 

ponieważ  spowodowałoby  to  jedynie  Konfuzję,  a  także  dlatego,  iż  moglibyśmy  odnieść 

wrażenie,  że  wszystko  to  jest  jedynie  intelektualną  koncepcją,  a  więc  można  to  pozostawić  na 

poziomie  intelektualnym  i  zignorować.  Można  by  wówczas  powiedzieć:  „Sama  koncepcja  jest 

dość ciekawa, ale co z tego wynika?" Tak więc, zamiast wyjaśniać, postaramy się pokazać, co z 

tego wynika, i to na różne sposoby. 

Przy okazji, P'u wymawia się podobnie jak początek Puchatka, ale ma nieco mniej „u" - 

jest to dźwięk, który wydaje się zdmuchując muchę z ręki w gorący, letni dzień. 

Zanim  poprosimy  naszego  Etatowego  Eksperta  o  kilka  oświecających  nas  wypowiedzi, 

wyjaśnijmy jeszcze coś. Istotą zasady Nieociosanego Kloca jest to, że wszelkie 

rzec~y w swej pierwotnej prostocie zawierają własną naturalną moc, która to moc może 

być  łatwo  zniszczona  i  utracona,  kiedy  zmienia  się  tę  prostotę.  Słownik  chiński  dla  pisanego 

znaku P'u podaje następujące znaczenia: „naturalny, prosty, zwykły, uczciwy".  P'u składa się z 

połączonych  dwóch  znaków  pisma:  pierwszy,  „źródłosłów"  dający  znaczenie,  to  „drzewo"  lub 

„drewno"; drugi, „rdzeń fonetyczny" dający dźwięk, oznacza „gęsto rosnący" lub „zagajnik". Tak 

więc z pierwotnego znaczenia „drzewo w zagajniku" lub „drzewo jeszcze nie ścięte" wywodzi się 

pojęcie „rzeczy w swym naturalnym stanie", co zwykle wyraża się w zachodnich wersjach pism 

taoistycznych jako „nieociosany kloc". 

background image

 

 

Ta  podstawowa  taoistyczna  zasada  odnosi  się  nie  tylko  do  rzeczy  w  ich  naturalnym 

pięknie  i  funkcji,  ale  także  do  ludzi.  Albo  Misiów.  Doprowadza  nas  to  do  Puchatka, 

Ucieleśnienia Nieociosanego Kloca. Jako ilustracja tej zasady może się nam wydać, że czasami 

ma on w sobie aż za dużo prostoty... 

- Zdaje się, że to będzie bardziej na prawo - odezwał się Prosiaczek niespokojnie. - A jak 

ty myślisz, Puchatku? 

Puchatek spojrzał na swe obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa, i wiedział 

jeszcze,  że  kiedy  się  już  ustaliło,  która  z  nich  jest  prawa,  to  druga  była  lewą,  ale  nigdy  nie 

wiedział, jak zacząć. 

- Więc... tego... - zaczął powoli. 

...ale,  bez  względu  na  to,  jakim  może  wydawać  się  w  oczach  innych,  szczególnie 

ogłupionych  zewnętrznymi  przejawami,  Puchatek,  Nieociosany  Kloc,  potrafi  osiągnąć  to,  co 

chce, ponieważ jego umysł jest prosty. Jak powie wam każdy stary taoista, jaki wyjdzie z lasu, 

prosty  umysł  niekoniecznie  oznacza  głupotę.  Jest  dość  znaczące,  że  ideał  taoizmu  to  cichy, 

spokojny,  refleksyjny  „umysł-zwierciadło"  Nieociosanego  Kloca,  i  jest  dość  znaczące,  że  to 

Puchatek,  a  nie  myślący  Królik,  Sowa  czy  Kłapouchy,  jest  prawdziwym  bohaterem  Kubusia 

Puchatka i Chatki Puchatka. 

- Trzeba to sobie powiedzieć, żeśmy trochę zbłądzili - powiedział Królik. 

Cała trójka przycupnęła w małym Piaszczystym 

Dołku  na  skraju  Lasu.  Ten  Dołek  trochę  już  zmęczył  Puchatka,  który  zaczynał 

podejrzewać, że jest taki Dołek, który chodzi za nimi krok w krok. Bo gdzie tylko szli, zawsze w 

niego  wpadali, i  za każdym razem,  gdy ten Dołek ukazywał  się przed nimi, Królik oznajmiał z 

tryumfem:  „Teraz  już  wiem,  gdzie  jesteśmy".  A  Prosiaczek  nic  nie  mówił,  tylko  próbował 

pomyśleć,  co  można  by  powiedzieć,  ale  jedynymi  słowami,  jakie  mógł  wymyślić,  było: 

„Pomocy!  Pomocy!  ",  a  było  trochę  niezręcznie  tak  mówić,  kiedy  był  razem  z  Puchatkiem  i 

Królikiem. 

background image

 

 

-  W  takim  razie  -  rzekł  Królik  po  długim  milczeniu,  podczas  którego  nikt  mu  nie 

dziękował za piękny spacer, jaki odbywali - może byśmy poszli, co? Tylko w którą stronę? 

- A co by było -- rzekł  Puchatek powoli --- gdybyśmy spróbowali odnaleźć nasz Dołek, 

jak tylko stracimy go z oczu? 

-  A  co  nam  z  tego  przyjdzie?  -  spytał  Królik.  -  Bo  my  ciągle  szukamy  Domu  i  nie 

możemy  go  znaleźć,  więc  pomyślałem  sobie,  że  jeżeli  zaczniemy  szukać  Dołka,  to  wtedy  na 

pewno go nie znajdziemy. I to jest Dobra Myśl, bo może wtedy znajdziemy coś, czego wcale nie 

szukamy, i może to będzie właśnie to, czego naprawdę szukamy. 

-  Nie  ma  w  tym  odrobiny  sensu  -  orzekł  Królik.  -  Gdybym  wyszedł  z  Dołka  i  potem 

chciał do niego wrócić, to z pewnością bym go znalazł. 

-  Tak,  ale  ja  myślałem,  że  może  byś  go  nie  znalazł  -  rzekł  Puchatek.  -  Tylko  tak  sobie 

myślałem. 

- Spróbuj - zaproponował nagle Prosiaczek a my na ciebie tu zaczekamy. 

Królik roześmiał się na znak, jak bardzo głupi jest ten Prosiaczek, i zniknął we mgle. Ale 

nie uszedł i stu kroków, gdy zawrócił i skierował się z powrotem... 

Po dwudziestu minutach czekania na niego Puchatek wstał i powiedział: 

- Zdaje mi się, Prosiaczku, że chyba pójdziemy do domu. 

- Ależ, Puchatku - zawołał Prosiaczek mocno wzburzony - przecież ty nie znasz drogi! 

-  Nie  znam  -  rzekł  Puchatek  -  ale  mam  w  spiżarni  dwanaście  garnczków,  które  wołają 

mnie już od godziny. Nie słyszałem ich dobrze przedtem, bo Królik ciągle mówił i mówił. Ale 

teraz, kiedy nic nie mówi, tylko mówią moje garnczki, zdaje mi się, Prosiaczku, że będę wiedział, 

skąd idzie ich głos. Chodźmy. 

I  powędrowali.  Prosiaczek  przez  dłuższy  czas  nic  nie  mówił,  aby  nie  przeszkadzać 

garnczkom.  Aż  nagle  wydał  z  siebie  bardzo  piskliwy  dźwięk  i  kiwnął  „ajaj"...  Bo  nagle 

zrozumiał,  gdzie jest, ale ciągle nie miał  odwagi  odezwać się  głośno, na wypadek,  gdyby było 

inaczej.  I właśnie w chwili, gdy stał się już tak pewny swego, że było już wszystko jedno, czy 

background image

 

 

garnczki wołają, czy nie - tuż przed nim rozległo się wołanie i z mgły wynurzył się Krzyś. 

Przecież gdyby najbardziej liczyła się Inteligencja, Królik byłby Numerem Pierwszym, a 

nie taki Miś. Ale to nie na tym polega. 

- Przyszliśmy, żeby złożyć ci życzenia Bardzo Szczęśliwego Czwartku - rzekł Puchatek, 

kiedy już wszedł i wyszedł kilka razy, żeby się upewnić, czy będzie mógł znów wyjść. 

-  Dlaczego?  A  co  ma  się  stać  w  czwartek?  -  spytał  Królik.  I  potem,  gdy  Puchatek 

wyjaśnił, o co chodzi, a Królik, którego życie składało się z samych Ważnych Spraw, powiedział: 

- A ja myślałem, żeście przyszli naprawdę w jakimś celu. - Posiedzieli troszkę... i wkrótce potem 

sobie poszli. Wiatr dął teraz z tyłu, więc nie musieli już krzyczeć. 

- O, Królik jest mądry - powiedział Puchatek w zamyśleniu. 

Tak - przyznał Prosiaczek - Królik jest mądry. - I ma Rozum 

  - rzekł Puchatek. 

- Tak - zgodził się Prosiaczek - Królik ma Rozum. Nastąpiło długie milczenie. 

- I myślę - ciągnął Puchatek - że on właśnie dlatego nigdy nic nie rozumie. 

Jeżeli  Mądry  Królik  nie  posiada  tego,  o  co  tu  chodzi,  to  Zrzędliwy  Kłapouchy  z 

pewnością też tego nie ma. A dlaczego nie? Ze względu na coś, co można by nazwać Podejściem 

Kłapouchego. Zasadniczo można powiedzieć, że celem Królika jest posiadanie Wiedzy, aby Być 

Mądrym,  Sowa  potrzebuje  Wiedzy,  aby  Uchodzić  za  Mądrą,  natomiast  Kłapouchemu  Wiedza 

konieczna jest do tego, by móc Na Coś Narzekać. Jak wie każdy, kto nie kieruje się Podejściem 

Kłapouchego,  przeszkadza  ono  takim  rzeczom,  jak  mądrość  i  szczęście,  a  szczególnie 

uniemożliwia prawdziwe Osiągnięcia w życiu. 

Kłapouchy, poczciwy, bury Osioł, stał nad brzegiem strumienia i patrzył na swoje odbicie 

w wodzie. 

- Patetyczne - powiedział. - To jest właśnie to słowo. Patetyczne. 

Obrócił się i powoli poszedł w dół strumienia. Potem z pluskiem przebrnął w bród wodę i 

zaczął iść z powrotem drugim brzegiem strumienia. I znowu spojrzał na swoje odbicie w wodzie. 

background image

 

 

- Tak jak przewidywałem - powiedział. - Wcale nie lepsze z tej strony. Ale mniejsza o to. 

Nikomu nic do tego. Patetyczne i basta. 

Nagle coś zaszeleściło w zaroślach i spośród wysokich paproci wyszedł Puchatek. 

- Dzień dobry, Kłapouniu! - powiedział Puchatek. 

--  Dzień  dobry,  Puchatku!  -  powiedział  Kłapouchy  ponuro.  -  -  Jeśli  ten  dzień  godzi  się 

nazwać dobrym. O czym wątpię - dodał. 

- Dlaczego? Co się stało? 

--  Nic,  Kubusiu  Puchatku,  nic.  Nie  wszyscy  mogą  i  któryś  z  nas  też  nie  może.  I  w  tym 

cała rzecz. 

Nie znaczy to, by Podejście Kłapouchego pozbawione było pewnego rodzaju zjadliwego 

humoru 

- Jak się masz, Kłapouchy! - zawołali obydwaj radośnie. 

- A - rzekł Kłapouchy - zabłądziliście? 

-  Właśnie  przyszliśmy,  żeby  się  z  tobą  zobaczyć  i  przekonać,  co  się  dzieje  z  twoim 

domem --- powiedział Prosiaczek. -- Spójrz, Puchatku, dom Kłapouchego wciąż jeszcze stoi na 

miejscu. 

-  Wiem  -  powiedział  Kłapouchy  -  to  bardzo  dziwne.  Ktoś  powinien  właściwie  przyjść  i 

wywrócić go. - Myśleliśmy, czy wiatr go czasem nie wywrócił powiedział Puchatek. 

-  Ach,  to  chyba  dlatego  nikt  z  was  się  tym  nie  zajął.  A  ja  już  przypuszczałem,  żeście 

zapomnieli. 

...choć  z  pewnością  nie  jest  to  straszliwie  dobra  zabawa.  W  przeciwieństwie  do  kilku 

innych sposobów patrzenia na życie, jakie znamy. Może jest to nieco zbyt skomplikowane albo 

coś takiego. A właściwie, co Puchatek ma takiego w sobie, że wszyscy go kochają? 

-  No  cóż,  przede  wszystkim...  -  zaczął  Puchatek.  Tak,  cóż,  przede  wszystkim  mamy 

zasadę Nieociosango Kloca. A co jest najbardziej atrakcyjne w Puchatku? I Cóż innego jak... 

No, cóż, przede wszystkim... 

background image

 

 

...prostota, Prostota Nieociosanego Kloca? A najpiękniejszą rzeczą w tej Prostocie jest jej 

użytkowa Mądrość w rodzaju co-można-by-tu-zjeść - mądrość, której można dotknąć. 

Mając to na uwadze, poprośmy Puchatka o opisanie natury Nieociosanego Kloca. 

- No dobrze, Puchatku. Co możesz nam powiedzieć o Nieociosanym Klocu? 

- O czym? - zapytał Puchatek, podnosząc się nagle i otwierając oczy. 

- O Nieociosanym Klocu. No wiesz... - Ach, o tym... Aha. 

- Co masz o nim do powiedzenia? 

- Ja tego nie zrobiłem - powiedział wreszcie Puchatek. 

- Ty... 

- To musiał być Prosiaczek - dodał. - Ja nie! - zakwiczał Prosiaczek. 

- Ach, Prosiaczku. Gdzie ty... 

-  Naprawdę,  to  nie  ja  -  upierał  się  Prosiaczek.  -  No  tak,  to  pewnie  Królik  -  orzekł 

Puchatek. - Z całą pewnością to nie ja! - nadal podkreślał Prosiaczek. 

- Czy ktoś mnie wołał? - zapytał Królik, wyskakując zza krzesła. 

- O, Królik - powiedziałem. - Rozmawiamy właśnie o Nieociosanym Klocu. 

- Nie widziałem go - powiedział Królik - ale pójdę zapytać Sowę. 

- Nie trze... - zacząłem. 

- Za późno - powiedział Puchatek. - Już go nie ma. 

- Nigdy nawet nie słyszałem o Nieociosanym Klocu - powtarzał żałośnie Prosiaczek. 

- Ani ja - powiedział Puchatek, pocierając uszko z zakłopotaniem. 

- To tylko taka przenośnia - powiedziałem. - Prze... co? - zapytał Puchatek. 

-  Przenośnia.  To  znaczy,  hm,  że  Nieociosany  Kloc  to  tak,  jakby  powiedzieć  „jak 

Puchatek". 

- Ach, to tylko tyle? - zdziwił się Prosiaczek. - Nie wiedziałem - powiedział Puchatek. 

Puchatek nie potrafi opisać Nieociosanego Kloca słowami - on po prostu nim jest. Taka 

jest właśnie natura Nieociosanego Kloca. 

background image

 

 

Znakomity opis. Dziękuję, Puchatku. Nie ma za co - powiedział Puchatek. 

Kiedy odrzucisz arogancję, komplikację i kilka innych rzeczy, które wchodzą ci w paradę, 

wcześniej  czy  później  odkryjesz  tę  prostą  i  mistyczną  tajemnicę,  znaną  dzieciom  i  innym 

Nieociosanym Klocom: Życie jest Radosne. 

Otóż w pewien jesienny poranek, gdy wiatr w nocy strząsnął już wszystkie liście z drzew 

i próbował połamać gałęzie, Puchatek z Prosiaczkiem siedzieli sobie w Kąciku Zadumy i dumali. 

-  Tak  sobie  myślę  i  myślę  -  odezwał  się  Puchatek  -  i  tak  sobie  pomyślałem,  żebyśmy 

poszli do Zakątka Puchatka i odwiedzili Kłapouchego. Bo może znowu wiatr rozwalił mu dom, a 

on by chciał, żebyśmy mu go znowu odbudowali. 

- A ja znów sobie myślę - rzekł Prosiaczek   

żebyśmy poszli odwiedzić Krzysia. - Tylko że nie zastaniemy go teraz w domu, więc nie 

możemy. 

-- Chodźmy do wszystkich - zaproponował Puchatek. -- Bo kiedy się tak chodzi na zimnie 

i  wietrze  i  nagle  się  wejdzie  do  czyjegoś  domu,  i  tak  ktoś  powie:  „Jak  się  masz,  Puchatku! 

Właśnie przychodzisz w samą porę, żeby zakąsić jakieś małe Conieco", i zakąsza się jakieś małe 

Conieco, to jest to coś, co nazywa się Miłym Dzionkiem. 

Prosiaczek  był  zdania,  że  po  to,  aby  chodzić  do  rozmaitych  osób,  trzeba  znaleźć  jakiś 

Powód,  jak  na  przykład  Szukanie  Małego  lub  Organizowanie  Przyprawy,  i  gdyby  Puchatek 

potrafił coś wymyślić... 

Puchatek potrafił. 

-  Będziemy  chodzić  z  tego  powodu,  że  dziś  jest  Czwartek  -  powiedział.  ---  Będziemy 

chodzić i życzyć każdemu Bardzo Szczęśliwego Czwartku. Chodźmy, Prosiaczku. 

Stan  Nieociosanego  Kloca  daje  umiejętność  radowania  się  tym,  co  proste  i  ciche, 

naturalne i oczywiste. Wraz z tym przychodzi umiejętność spontanicznego działania, które osiąga 

właściwy cel, choć może się to wielu osobom czasami wydawać dziwne. Jak ujął to Prosiaczek w 

Kubusiu Puchatku: „Puchatek nie ma wiele Rozumu, ale nigdy mu się nic złego nie przytrafia. 

background image

 

 

Robi rozmaite głupstwa i zawsze wychodzi mu to na dobre." 

Aby  zrozumieć  to  trochę  lepiej,  możemy  przyjrzeć  się  komuś,  kto  jest  zupełnym 

przeciwieństwem Puchatka komuś takiemu jak, powiedzmy, na przykład Sowa... 

 

 

 

 

                                                                   

  Jak się pisze wtorek?

 

 

Przez zagajnik i młode zarośla szedł sobie Miś. Wędrował przez polany porosłe jałowcem 

i wrzosem, poprzez kamieniste łożyska potoków, przez piachy i znów przez wrzosowiska, aż w 

końcu,  zmęczony  i  głodny,  dobrnął  do  Stumilowego  Lasu.  A  w  Stumilowym  Lesie  mieszkała 

Sowa Przemądrzała. 

- I jeśli ktokolwiek wie cokolwiek o czymkolwiek -powiedział sobie Miś--to tylko Sowa 

Przemądrzała - albo nie jestem Kubusiem Puchatkiem. A przecież nim jestem -- dodał. 

Tak  więc  teraz  przychodzimy  do  domu  Sowy,  co  niektórzy  z  nas  robili  już  wiele  razy, 

szukając odpowiedzi na takie czy inne pytania. Czy znajdziemy je tutaj? 

Zanim wejdziemy i rozejrzymy się wkoło, może się nam przydać kilka Ogólnych Uwag o 

tym  rodzaju  naukowca,  jaki  reprezentuje  Sowa,  w  związku  z  zasadami  i  podejściem  taoizmu, 

którymi się tu zajmujemy. 

Na początek należy zaznaczyć, że w Chinach naukowcy byli zasadniczo konfucjanistami, 

tak z wykształcenia, jak i ze sposobu myślenia, a zatem często mówili nieco innym językiem niż 

taoiści, którzy patrzyli na konfucjańskich naukowców jak na zabiegane mrówki psujące majówkę 

życia, pędzące tu i tam, żeby pozbierać okruchy spadającE Z góry. W końcowej części Tao Te 

Ching Lao-tse napisał: „Mądrzy nie są uczeni, uczeni nie są mądrzy", co jest 

background image

 

 

podejściem podzielanym przez niezliczonych taoistów po dziś dzień. 

Z taoistycznego punktu  widzenia, nawet jeżeli  naukowy intelekt może być przydatny w 

badaniu  pewnych  rzeczy,  to  sprawy  głębsze  i  szersze  są  poza  jego  ograniczonyrn  zasięgiem. 

Taoistyczny autor Chuang-tse wyraził to w następujących słowach: 

Studzienna  żaba  nie  może  wyobrazić  sobie  oceanu,  ani  też  letni  owad  nie  pojmie  lodu. 

Jak więc naukowiec może zrozumieć Tao? Jest on ograniczony przez swą własną uczoność. 

Wydaje  się  zatem  nieco  dziwne,  że  taoizm,  ścieżka  Całego  Człowieka,  Prawdziwego 

Człowieka,  Duchowego  Człowieka  (używając  kilku  określeń  taoistycznych)  jest  w  większej 

części  interpretowany  tutaj,  na  Zachodzie,  przez  Sowę  Przemądrzałą  -  przez  Mózg,  przez 

Akademika, przez nudnego jak flaki z olejem Roztargnionego Profesora. Różniąc się znacznie od 

taoistycznego  ideału  pełni  i  niezależności,  ten  niekompletny  i  niezrównoważony  stwór  dzieli 

wszelkie  rodzaje  abstrakcyjnych  rzeczy  na  maleńkie  kategorie  i  szufladki,  pozostając  raczej 

bezbronny  i  zdezorganizowany  w  życiu  codziennym.  Zamiast  uczyć  się  od  taoistycznych 

nauczycieli i bezpośredniego doświadczenia, on uczy się intelektualnie i pośrednio - z książek. A 

ponieważ  zwykle  nie  stosuje  zasad  taoistycznych  w  pratyce  i  na  co  dzień,  jego  wyjaśnienia 

najczęściej nie obejmują pewnych, raczej ważnych szczegółów, np. jak te zasady działają i gdzie 

można je zastosować. 

No i  wreszcie bardzo trudno jest znaleźć cokolwiek z ducha taoizmu  w mdłej  pisaninie 

pozbawionego  poczucia  humoru  Akademickiego  Grabarza,  którego  wyprane  Dysertacje 

Naukowe  nie  mają  w  sobie  więcej  z  charakteru  mądrości  taoistycznej  niż  muzeum  figur 

woskowych. 

Ale  właśnie  tego  możemy  spodziewać  się  po  Abstrakcyjnej  Sowie,  potomku 

konfucjańskiego Zasłużonego Naukowca, który w przeciwieństwie do swego Szlachetnego, choć 

raczej Pozbawionego Wyobraźni przodka, uważa, że posiada jakiś monopol na... 

- A co to takiego? - przerwał Puchatek: - Co co? - zapytałem. 

- To, co właśnie powiedziałeś - Konfuzjonista, Zasuszony Naukowiec. 

background image

 

 

-  Ach,  to.  Zobacz,  Konfuzjonista,  Zasuszony  Naukowiec  to  ten,  kto  bada  Wiedzę  dla 

samej  Wiedzy,  i  kto  zatrzymuje  to,  czego  się  nauczył,  dla  siebie  albo  dla  swojej  małej  grupy, 

pisząc  napuszone  i  pretensjonalne  artykuły,  których  nikt  inny  nie  może  zrozumieć,  zamiast 

pracować dla oświecenia innych. Jak to teraz brzmi? 

- Dużo lepiej - powiedział Puchatek. 

- Sowa posłuży nam za ilustrację Konfuzjonisty, Zasuszonego Naukowca - powiedziałem. 

- Rozumiem - powiedział Puchatek. 

Wracamy więc do Sowy. Zobaczymy, jak Królik pisze o Sowie. O, tutaj mamy właściwy 

fragment: 

...trudno nie mieć szacunku dla kogoś, kto potrafi napisać WTOREK, nawet jeśli ten ktoś 

nie pisze tego 

całkiem  prawidłowo.  Ale  pisanie  to  jeszcze  nie  wszystko.  Są  dni,  w  których  napisanie 

WTOREK wcale się nie liczy 

- A przy okazji, jak ty piszesz wtorek? - Co piszę? - zapytał Puchatek. 

- Wtorek. No wiesz - poniedziałek, wtorek.. - Mój drogi Puchatku - powiedziała Sowa __ 

każdy wie, że to się pisze przez ó zamknięte. 

- Tak? - zapytał Puchatek. 

- Oczywiście - powiedziała Sowa. - Przecież to jest wtóry dzień tygodnia. 

-  Ach,  więc  to  tak  działa?  -  :apytał  Puchatek.  -  No  dobrze,  Sowo  -  powiedziałem.  -  W 

takim razie co jest po wtorku? 

- Trzeciek - powiedziała Sowa. 

- Sowo, ty nam tu się mylisz - powiedziałem. -Dzisiaj jest dzień po wtorku, a to nie jest 

trze... to znaczy czwartek. 

-  W  takim  razie  co  to  jest?  -  zapytała  Sowa.  -  To  jest  właśnie  ten  dzień!  -  pisnął 

Prosiaczek. - Mój ulubiony dzień - powiedział Puchatek. 

Nasz  też.  Ciekawe,  dlaczego  naukowcy  wcale  o  nim  nie  myślą?  Może  dlatego,  że 

background image

 

 

wpadają w Konfuzję myśląc tyle o innych dniach. 

Jedną z bardziej drażniących rzeczy u naukowców jest  to,  że zawsze używają Wielkich 

Słów, których niektórzy z nas nie mogą zrozumieć... 

- Widzisz - odparła Sowa - najczęściej praktykowane postępowanie w takich wypadkach 

jest następujące... 

--- Ojej! przerwał jej Puchatek. Co znaczy 

najczęściej  polukrowane  postękiwanie?  Jestem  Misiem  o  Bardzo  Małym  Rozumku  i 

długie słowa sprawiają mi wielką trudność. 

_ To znaczy rzecz, którą ma się zrobić. 

__ No, jeśli to tylko to oznacza, to niech już będzie sZepnął Miś skruszony. 

..i czasami ma się wrażenie, że te straszliwe słowa są tam tylko po to, żeby powstrzymać 

nas  od  zrozumienia.  W  ten  sposób  naukowcy  mogą  wyglądać  na  Lepszych  i  nie  będą 

podejrzewani o to, że Czegoś Nie Wiedzą. Przecież z naukowego punktu widzenia nie wiedzieć 

wszystkiego to praktycznie zbrodnia. 

Ale czasami wiedza naukowca jest nieco trudna do zrozumienia, ponieważ nie wydaje się 

odpowiadać  naszemu  własnemu  doświadczeniu.  Innymi  słowy,  Wiedza  i  Doświadczenie 

niekoniecznie przemawiają tym samym językiem. Ale czy wiedza pochodząca z doświadczenia 

nie  jest  cenniejsza  niż  taka,  która  zeń  nie  pochodzi?  Niektórym  z  nas  wydaje  się  zupełnie 

oczywiste, że wielu naukowców powinno wyjść na dwór i pobrykać sobie - przejść się po t rawie, 

porozmawiać ze zwierzętami. Coś w tym stylu. 

- Wielu ludzi rozmawia ze zwierzętami - powiedział Puchatek. 

- Być może, ale... 

- Jednak niewielu słucha - powiedział. - To jest właśnie problem - dodał. 

Innymi słowy, można by powiedzieć, że w Wiedzy chodzi o coś więcej niż po prostu o 

poprawność. Jak pisał mistyczny poeta Han-shan: 

Uczony imieniem Wang   

background image

 

 

Wyśmiewal moje wiersze.   

Akcenty są złe, 

Powiedział, 

Za dużo akcentów; 

  Metrum jest slabe, 

A słownictwo przypadkowe. 

Ja śmieję się z jego wierszy, 

Tak jak on wyśmiewa się z moich. 

Czyta się je, jak 

Słowa ślepca 

Opisujcącego słońce. 

Bardzo często zmaganie się, niczym naukowiec, z względnie nieważnymi sprawami może 

spowodować,  że  wpadamy  w  coraz  większą  Konfuzję.  Puchatek  całkieIm  dobrze  opisał  stan 

umysłu Konfuzjonisty: 

W poniedzialek, w chmurny dzień,   

Rozmyślalem idcąc lasem: 

„Czemu tym jest zawsze ten, 

A ów owym - tylko czasem?" 

A we wtorek myślę tak 

  (Było ciepło i słonecznie):   

„To na pewno, tak czy siak,   

Ale tamto - niekoniecznie". 

Znów we środę padal deszcz, 

  Więc rozważam z niepokojem: „ 

Wasi naszym mogą też, 

Lecz nie mogcą twoi moim ". 

background image

 

 

W czwartek znów był mróz i szron... 

  Pomyślałem: „Coś tu będzie... 

Bo choć tutaj dzisiaj on, 

  Ale oni zawsze wszędzie". 

W pigątek... 

Tak, ale w ogóle to co tu będzie? Dla Zasuszonego Naukowca nadawanie rzeczom nazw 

jest  najważniejszą  działalnością  na  świecie.  Drzewo.  Kwiat.  Pies.  Ale  nie  masz  co  go  Prosić, 

żeby  ściął  drzewo,  zasadził  kwiat  czy  zajął  się  psem,  chyba  że  lubisz  Niemiłe  Niespodzianki. 

Żywe, rosnące rzeczy są poza nimi, jak się zdaje. 

Naukowcy  mogą  być  bardzo  użyteczni  i  niezbędni  w  typowo  dla  nich  nudny  i  mało 

zabawny  sposób.  Dostarczają  oni  wielu  informacji.  Chodzi  jednak  o  to,  że  jest  Coś  Więcej,  i 

właśnie to Coś Więcej jest tym, o co naprawdę w życiu chodzi. 

Uff. - Powiedz no, Puchatku, nie widziałeś mojego drugiego ołówka? 

- Widziałem, że Sowa go miała jakiś czas temu powiedział Puchatek. 

- O, tu jest. A co to takiego? Aardwarki i ich aberracje. 

- Co proszę? - zapytał Puchatek. 

- Aardwarki i ich aberracje - o tym pisała Sowa. - O, doprawdy? - powiedział Puchatek. 

- Zobacz, ten ołówek jest cały pogryziony. 

Jeszcze  jedna  zabawna  cecha  W  iedzy,  tej  naukowca  czy  kogokolwiek  innego:  ona 

zawsze chce ganić umysł Nieociosanego Kloca-czyli to, co ona nazywa Ignorancją= za trudności, 

które  sama  powoduje,  bezpośrednio  lub  pośrednio,  przez  swoje  własne  ograniczenia, 

krótkowzroczność czy lekceważenie. Przykładowo: jeżeli buduje się swój dom w miejscu, gdzie 

wiatr może go zniszczyć, a następnie pozwala mu się rozpaść na kawałki, zastanawiając się, jak 

się pisze Marmolada, to co się wtedy dzieje? Wiadomo. Każdy to wie. Jednak kiedy dom Sowy 

się rozleciał, to co ona miała do powiedzenia? 

  - Puchatku - powiedziała Sowa surowo 

background image

 

 

twoja sprawka?   

  - Nie - odparł Puchatek pokornie 

  - Więc czyja W takim razie? nie moża, Myślę, że chyba wiatru -- poWiedział Prosiaczek, 

- I zdaje się, że twój dom został zwiany na dół. 

Ach, czyż tak? Myślałam, że to sprawka puchatka. - Nie - powiedział Puchatek. 

Jako  konkluzję  tego  rozdziału  o  Wiedzy  dla  Wiedzy    przypomnijmy  sobie  zdarzenie  z 

Chatki Puchatha, Kłapouchy zajmował się straszeniem Prosiaczka za pomocą czegoś, co zrobił z 

trzech patyków... 

  - Cy wieszco znaczy A, maleńki Prosiaczku? ' - Nie, Kłapouszku, nie wiem. 

-- Otóż A oznacza Naukę, oznacza Wykształcnie, oznacza wszystkie te rzeczy, o których 

ani ty, ani Puchatek nie macie pojęcia. 

-. Oo... - rzekł znów Prosiaczek. - Chciałem powiedzieć, czy tak? - Wyjaśnił szybko. 

-  Więc  słuchaj,  co  ci  powiem.  Przychodzą  tu  rozmaici  do  tego  Lasu  i  mówią:  „To  jest 

tylko  Kłapouchy  i  co  się  nie  liczy",  Chodzą  tu  i  tam  i  mówią  „ha-ha  ,  ale  ci  ludzie  wiedzą 

cokolwiek  ?  Nic  nie  wiedzą.  Dla  nich  to  są  po  prostu  trzy  patyki.  Lecz  dla  Wykształconych,   

więc  nie  dla  rozmaitych  Puchatków  i  ProsiaczkóW,  jest  to  wielkie  i  wspaniałe  A.  Nie  coś 

takiego, na co każdy może wleźć i połamać. 

Wtedy nadszedł Królik... 

- Otóż jest jedna sprawa, o którą chciałem cię zapytać, Kłapouchy  - powiedział Królik. - 

Czy nie wiesz, co się dzieje z Krzysiem w ostatnich dniach rzed południem? 

- A co to jest, na co ja teraz patrzę? - spytał Kłapouchy, wciąż patrząc na to. 

- Trzy patyki - odparł szybko Królik. 

-  Widzisz?  -  powiedział  Kłapouchy  do  Prosiaczka,  po  czym  zwrócił  się  do  Królika: 

-Teraz odpowiem ci na twoje pytanie - rzekł uroczyście. 

- Dziękuję ci - powiedział Królik. 

-  Chcesz  wiedzieć,  co  robi  Krzyś  codziennie  przed  południem?  Uczy  się.  Kształci  się. 

background image

 

 

Wyczerpuje - zdaje się, że to jest słowo, którego użył - wyczerpuje czy czerpie Wiedzę. Na mój 

skromny sposób, ja też, jeśli użyłem właściwego wyrazu, robię to, co on. To na przykład jest... 

-  A  -  powiedział  Królik  -  ale  nie  bardzo  udane.  Ale  mniejsza  o  to.  Muszę  już  wracać  i 

zawiadomić wszystkich. 

Kłapouchy spojrzał na swoje patyki, a potem na Prosiaczka... 

- Wiedział? Myślisz, że jest to taka rzecz, o której wie Królik? 

- Oho, Kłapouszku, on jest mądry, ten Królik. - Mądry! - zawołał Kłapouchy z pogardą, 

ciężko  kładąc  kopyto  na  swoich  trzech  patykach.  -  Wykształcenie!  -  powyiedział  z  goryczą, 

skacząc na swych sześciu patykach. - Czym jest Wiedza? - zapytał podrzucając swe dwanaście 

patyków w powietrze. - Rzeczą, którą posiadł Królik. Ha! 

No i dobrze! 

- A ja wiem coś, czego nie wie Królik -- powiedział Prosiaczek. 

Tak? A co to takiego? --- zapytałem. 

-  Mmm,  nie  pamiętam,  jak  to  się  nazywa,  ale,  -  Ach  tak,  to  jest  to,  co  będzie  teraz  - 

powiedziałem. 

- Ale jak to się nazywa? - denerwował się prosiaczek, przebierając nóżkami. 

Zaraz zobaczymy... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                         

  Entliczek Pentliczek

 

 

Pamiętacie,  jak  Kanga  i  Maleństwo  pojawili  się  po  raz  pierwszy  w  Lesie?  Królik 

natychmiast uznał, że ich nie lubi, ponieważ są Inni. Potem zaczął zastanawiać się nad sposobem 

zmuszenia  ich  do  odejścia.  Na  szczęście  dla  wszystkich  jego  plan  zawiódł,  jak  to  się  zwykle 

dzieje z Inteligentnymi Planami wcześniej czy później. 

Inteligencja ma wszak swoje ograniczenia. Jej mechaniczne decyzje i błyskotliwe uwagi 

okazują się często  chybione wraz z upływem  czasu, przede wszystkim  dlatego, że nie stara się 

dojść  do  sedna  spraw.  Tak  jak  w  przypadku  Królika,  musi  później  zmieniać  swe  opinie  ze 

względu  na  to,  czego  nie  zauważała  formułując  je.  To,  co  czyni  kogoś  naprawdę  innym  - 

właściwie  niepowtarzalnym  -  jest  czymś,  czego  Inteligencja  nie  potrafi  w  żaden  sposób 

zrozumieć. 

W  dalszych  rozważaniach  będziemy  to  szczególne  Coś  nazywali  Wewnętrzną  Naturą. 

Ponieważ  intelekt  nie  potrafi  jej  zmierzyć  czy  zrozumieć,  poprosimy  Puchatka  o  Wyjaśnienie 

tego pojęcia, co też uczyni za pomocą 7asady Entliczka Pentliczka. 

- Eee... (odkaszlnięcie)... A-hm. 

background image

 

 

Bardzo przepraszam - jedna chwila. 

- A Więc, Puchatku? 

- Ja mam to wyjaśnić? - spytał Puchatek spoza swej łapki. 

- No, cóż... pomyślałem, że byłoby to miłe. - A dlaczego ty nie wytłumaczysz? - zapytał 

Puchatek. 

- No wiesz, myślałem, że byłoby jakoś lepiej, gdybyś ty to zrobił. 

- Nie sądzę, żeby to był bardzo dobry pomysł - rzekł Puchatek. 

- Dlaczego nie? 

- Ponieważ kiedy ja wyjaśniam różne sprawy, to one wchodzą w złe miejsca - powiedział. 

-- Oto dlaczego. 

- Już dobrze. Ja to wyjaśnię. Ale mógłbyś mi pomóc od czasu do czasu. Co ty na to? 

- To już brzmi znacznie lepiej - zgodził się Puchatek. 

Zobaczmy. Zasada Entliczka Pentliczka opiera się na mruczance, którą Puchatek śpiewał 

w Kubusiu Puchatku. Hmmm... 

- Wiesz co, Puchatku? Może byś ją teraz zaśpiewał, bo może ktoś nie pamięta? 

- Oczywiście - powiedział Puchatek. - Zaraz, jak to było... (e-hem). 

Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak, Mucha nie kica, a fruwa ptak. 

Daj mi zagadkę, a ja powiem tak: Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak. 

Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak, Ryba nie gwiżdże, ja nie wiem jak. Daj mi zagadkę, 

a ja powiem tak: Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak. 

Entliczek  Pentliczek,  Entliczek  Pak,  Dlaczego  kurczak,  tego  nie  wiem  wszak.  j~aj  mi 

zagadkę, a ja powiem tak: Entliczek Pentliczek, Entliczek Pah. 

- No to zacznijmy - ojej! Ach, tak. - To było naprawdę ładne, Puchatku. - Nie ma o czym 

mówić. 

Zacznijmy od pierwszej zwrotki: „Mucha nie kica, a fruwa ptak". 

Bardzo proste. Zgodzimy się chyba, że jest to oczywiste? A jednak zdziwilibyście się, ilu 

background image

 

 

ludzi łamie tę prostą zasadę każdego dnia swego życia, usiłując pogodzić wodę z ogniem. Zdają 

się  oni  nie  dostrzegać  oczywistej  prawdy,  że  Rzeczy  Są  Takie  Jakie  Są.  Zilustru  jemy  to 

fragmentem z pism Chuang-tse: 

Hui-tse powiedział do Chuang-tse: 

- Mam duże drzewo, którego żaden cieśla nie potrafi pociąć na deski. Jego gałęzie i pień 

są  powyginane  i  twarde,  pokryte  zgrubieniami  i  dziurami.  Żaden  budowniczy  nie  spojrzałby 

nawet na nie. Twoje nauki są takie same - bezużyteczne, pozbawione wartości. A zatem nikt nie 

zwraca na nie uwagi. 

- Jak wiesz - odparł Chuang-tse - kot jest bardzo zwinny w łapaniu swej ofiary. Skradając 

się  przy  ziemi  może  skoczyć  w  dowolnym  kierunku  za  tym,  co  chce  złapać.  Ale  kiedy  jego 

uwaga  skupiona  jest  na  tym,  bardzo  łatwo  złapać  go  w  siatkę.  Z  drugiej  strony,  nie  jest  łatwo 

złapać czy pokonać wielkiego bawoła. Stoi on twardo niczym kamień albo chmura na niebie. Ale 

mimo całej swej siły nie potrafi złapać myszy. 

- Narzekasz - ciągnął dalej - że twoje drzewo nie przedstawia wartości jako budulec. Ale 

możesz wykorzystać cień, który ono daje, odpocząć pod jego gałęzią, przespacerować się wokół 

niego,  podziwiając  jego  charakter  i  wygląd.  Ponieważ  nie  musi  obawi  siekiery,  cóż  mogłoby 

zagrozić jego istnieniu.    Jest on dla ciebie bezużyteczne tylko dlatego, że chciałby zamienić je w 

coś innego, a nie wykorzystać je we właściwy jego naturze sposób. 

Innyrru  słowy,  wszystko  ma  swoje  miejsce  i  funkcję  odnosi  się  to  też  do  ludzi,  choć 

wydaje  się,  że  niewielu  sobie  to  uświadamia,  pozostając  w  niewłaściwej  pracy,  niewłaściwym 

małżeństwie czy niewłaściwym domu. Kiedy poznasz i nabierzesz szacunku dla swej prawdziwej 

Wenętrznej Natury - będziesz wiedział, gdzie jest twoje miejsce. Będziesz też wiedział, gdzie nie 

jest twoje miejsce. Co jest dobre dla jednego człowieka  - może innemu szkodzić, a co jest dla 

niektórych wspaniałe i ekscytujące - dla innych może okazać się niebezpieczną pułapką. prZypa_ 

dek z życia Chuang-tse może posłużyć nam za przykład: 

Chuang-tse  siedział  nad  brzegiem  rzeki  P'u,  kiedy  podeszli  do  niego  dwaj  wysłannicy 

background image

 

 

księcia Ch'u, który chciał zaoferować mu posadę na swym dworze. Chuang-tse wpatrywał się w 

przepływającą wodę, jakby nic nie usłyszał. W końcu powiedział: 

- Mówiono mi, że książę ma świętego żółwia, który ma ponad dwa tysiące lat, i trzyma go 

w pudełku owiniętym w jedwab i brokat. 

- To prawda - odparli wysłannicy. 

-  Gdyby  żółwiowi  dano  do  wyboru  --  kontynuował  Chuang-tse  -  żyć  w  błocie  lub  być 

martwym w pałacu, to, jak myślicie, co by wolał? 

- Żyć w błocie, oczywiście - odpowiedzieli. 

- Ja również wolę błoto - poWiedział Chuang-tse. - Żegnajcie. 

- I ja lubię błoto - poWiedział Puchatek. - Tak... no cóż... 

- W gorący, letni dzień? Nie ma nic lepszego dodał. 

_ Ale chodzi o to, że... - Znakomicie chłodzi. 

- Ale to nie jest tu ważne, Puchatku - wyjaśniłem? - Spytał zaszokowany. 

- To znaczy, są inne sprawy, które trzeba... 

- A skąd ty wiesz? - zapytał Puchatek. - Czy kiedykolwiek próbowałeś? 

- Nie, ale... 

-  To  jest  najlepsza  rzecz  na  gorący,  letni  dzień  ciągnął  dalej,  odchylając  się  do  tyłu  i 

zamykając oczy. - Leżeć nad rzeką, w rzadkim błocie... 

- Posłuchaj, Puchatku... 

- Błoto jest milutkie - powiedział Prosiaczek, podchodząc do biurka i spoglądając na nas 

w górę. Dodaje koloru skórze. 

-  Nie  powiem,  by  mnie  kiedykolwiek  pociągało  -zauważyła  Sowa,  podlatując  i  siadając 

na lampie. - Przyczepia się do piór. Raczej za nim nie przepadam. 

- No widzisz? - powiedziałem. - Każdy jest inny. O tym właśnie mówiliśmy. 

- Myślałem, że mówiliśmy o błocie - zdziwił się Prosiaczek. 

- Ja też - powiedział Puchatek. 

background image

 

 

- Cóż, muszę wracać do mojej encyklopedii dodała Sowa. 

A  teraz,  jeżeli  można,  przejdźmy  do  drugiej  części  zasady:  „Ryba  nie  gwiżdże,  ja  nie 

wiem jak". 

Sformułowane przez mądry umysł takie stwierdzenie brzmiałoby: 

~,Mam  pewne  ograniczenia  i  wiem,  na  czym  polegają".  Taki  umysł  postępowałby  też 

zgodnie z tym stwierdzeniem. Nie ma nic złego w tym, że nie umie się gwizdać, 

szczególnie  jeśli  jest  się  rybą.  Ale  może  być  wiele  złego  W  bezmyślnym  próbowaniu 

robienia rzeczy, do których si nie nadajemy. Ryby nie żyją na drzewach, a ptaki nie spędzają zbyt 

wiele czasu pod wodą, jeżeli tylko mogą Niestety, niektórzy ludzie - tacy, co to zawsze myślą, że 

są inteligentniejsi od ryb i ptaków - nie są tacy rnądrzy co kończy się wieloma kłopotami dla nich 

i dla innych. 

Nie oznacza to, że nie mamy starać się zmieniać i udoskonalać samych siebie. Oznacza to 

jedynie, że musimy zawsze rozpoznawać, Co Jest Grane. Jeżeli uznasz fakt, powiedzmy, że masz 

słabe mięśnie, to możesz coś z tym zrobić i w końcu staniesz się silny. Ale jeżeli nie wiesz, Co 

Jest  Grane  i  próbujesz  wyciągać  samochód  z  rowu,  to  w  jakim  stanie  będziesz  za  chwilę?  A 

nawet jeżeli masz silniejsze mięśnie niż ktokolwiek na świecie, to i tak nie możesz przepychać 

się z pociągiem towarowym. Mądry zna swoje ograniczenia, a głupiec nie. 

Aby pokazać, co przez to rozumiemy, najlepszy będzie przykład Tygrysa, który nie zna 

swoich ograniczeń. 

O, przepraszam. On mówi, że teraz już je zna. 

No  dobrze,  w  każdym  razie  przypomnijmy  sobie,  jak  został  zmuszony  do  poznania 

jednego z nich. Maleństwo i  Tygrys szli sobie pewnego ranka przez Las i  Tygrys opowiadał  o 

wszystkich rzeczach, jakie Tygrysy potrafią robić... 

- A czy one potrafią fruwać? - spytało Maleństwo. - O, tak - rzekł Tygrys - to są bardzo 

dobrzy 

fruwacze. Tygrysy to są okropnie dobrzy, strasznie dobrzy fruwacze. 

background image

 

 

- Oo... - powiedziało Maleństwo. - A czy one umieją tak dobrze fruwać jak Sowa? 

- Tak - odparł Tygrys - tylko że one nie chcą. 

Takie rozmowy trwały przez jakiś czas, aż doszli do Sześciu Sosen. 

-    ja  umiem  pływać  -  rzekło  Maleństwo.  -  Raz  wpadłem  do  wody  .  Pływałem.  Czy 

Tygrysy umieją pływać? 

-  pewno,  że  umieją.  Tygrysy  wszystko  umieją.  -  A  czy  one  łażą  po  drzewach  lepiej  od 

Puchatka? - Spytało Maleństwo, zatrzymując się pod najwyższą Sosną i spoglądając w górę. 

- O, łażenie po drzewach to jest coś, co Tygrysy najlepiej potrafią - powiedział Tygrys - i 

jeszcze dużo lepiej niż Misie. 

Niedługo potem byli uwięzieni na szczycie najwyższej Sosny. No, no. Nic dobrego. 

Ale  zaraz  nadeszli  Puchatek  z  Prosiaczkiem  i  oczywiście  Puchatek  od  razu  zorientował 

się w sytuacji. No, może nie tak zupełnie od razu... 

- To jest Jagular - powiedział. 

- A co robią Jagulary? - spytał Prosiaczek z iskierką nadziei, że nic. 

-  One  zaczajają  się  w  gałęziach  drzew  i  spadają  na  tego,  kto  przechodzi  pod  spodem  - 

rzekł Puchatek. Krzyś mi o tym powiedział. 

-  Może  my  lepiej  nie  będziemy  przechodzić  pod  sPodem,  Puchatku?  Żeby  on  tylko 

przypadkiem nie zleciał i czegoś sobie nie zrobił... 

- One sobie nigdy niczego nie robią - rzekł pu_ chatek - bo to są Świetni Zlatywacze. 

Prosiaczek czuł w dalszym ciągu, że byłoby rzeczą nierozsądną znaleźć się pod Swietnym 

Zlatywaczem, i właśnie miał już zamiar prędziutko pójść z powrotem po coś, czego zapomniał, 

gdy Jagular zawołał do nich z góry: 

- Pomocy! Pomocy! 

-  Jagulary  zawsze  tak  robią  -  rzekł  Puchatek  mocno  zaciekawiony.  -  Wołają  „Pomocy! 

Pomocy", a kiedy patrzy się w górę, zlatują na dół na tego, kto patrzy. 

Ale  w  końcu  nadeszli  Krzyś  z  Kłapouchym  i  rozpięli  Ratunkową  Kurteczkę.  Potem 

background image

 

 

Maleństwo  skoczyło  i  zostało  Uratowane,  i  Tygrys  skoczył  (w  pewnym  sensie)...  ...i  został 

Uratowany (w pewnym sensie). 

Coś gruchnęło, coś trzasnęło, coś pękło i wszyscy zwalili się na ziemię. 

Krzyś,  Puchatek  i  Prosiaczek  podnieśli  się  pierwsi,  potem  wygramolił  się  Tygrys,  a  na 

samym spodzie leżał Kłapouchy. 

- W całkiem niezłe kłopoty wszystkich wpakowałeś, prawda, Tygrysku? 

- Ale nauczyłem się przez doświadczenie - odparł nieco wykrętnie. 

- Ach, naprawdę? 

- Oczywiście. Nie zobaczysz mnie już, jak robię coś takiego - odpowiedział z pewnością 

w głosie. 

- To bardzo dobrze - powiedziałem. - Czy wybierasz się gdzieś teraz? 

- Tak - odparł. - Maleństwo i ja idziemy Popływać. 

- Aha. Cóż, nie zapomnij zabrać liny. 

- Liny? A po co lina? - zapytał Tygrys. 

- Z.ak na wszelki wypadek, gdybyś widział, jak ktoś wpada do wody. 

_ No tak, ale dlaczego ja o tym nie pomyślałem? - zdziwił się Tygrys. 

W tym miejscu właściwe będzie przypomnienie maksymy chińskiej medycyny: 

„Jedna choroba -- długie życie; brak choroby - krótkie żyie"   

Innymi słowy, ci, którzy wiedzą, na co niedomagają i odpowiednio troszczą się o swoje 

zdrowie,  będą  żyli  znacznie  dłużej  niż  ci,  którzy  uważają,  że  są  bardzo  zdrowi  i  nie  zauważają 

swych  niedomagań.  Tak  więc,  przynaj,  mniej  w  tym  sensie,  jakieś  Niedomaganie  może 

wyświadczyć  ci  sporo  dobrego,  jeżeli  tylko  przyznasz  się  do  niego,  Tak  samo  jest  z 

ograniczeniami,  bez  względu  na  to,  czy  Tygrys  wie  o  tym,  czy  nie  -  a  Tygrysy  zwykle  nie 

wiedzą, To jest właśnie problem z Tygrysami: one potrafią robić wszystko. To bardzo niezdrowe. 

Kiedy  już  staniesz  twarzą  w  twarz  ze  swymi  ograniczeniami  i  zrozumiesz  je,  możesz z 

nimi współdziałać, aby one nie działały przeciwko tobie i nie wchodziły ci w drogę, a to właśnie 

background image

 

 

robią, kiedy je zignorujesz, bez względu na to,  czy uświadamiasz to  sobie, czy nie.  I wówczas 

okaże się, że w wielu przypadkach twoje słabości mogą być twoją siłą. 

Na przykład, kiedy dom Sowy zawalił się, komu udało się wydostać, chociaż ciężki konar 

zablokował drzwi, a jedyna droga wiodła przez otwór w skrzynce na listy? 

Prosiaczkowi, temu Bardzo Małemu Zwierzątku. 

No i wreszcie ostatnia część zasady: - Dlaczego kurczak, tego nie wiem wszak". 

Dlaczego kurczak robi to, co robi? Nie wiesz? My też nie wiemy. Nikt inny też tego nie 

wie.  Nauka  lubi  przechadzać  się  majestatycznie,  napuszona  jak  paw,  Udawać  Inteligencję  i 

nalepiać na wszystko swoje etykietki, ale kiedy przypatrzymy się im dokładniej - zobaczymy, że 

one niewiele wyjaśniają. Geny? DNA? To tylko skrobanie powierzchni. Instynkt? Wiadomo, co 

to znaczy: 

CIEKAWSKI: Dlaczego ptaki odlatują zimą na południe? 

NAUKA: Instynkt. 

To znaczy: „Nie wiemy". 

Ważne  jest  jednak  to,  że  my  wcale  nie  musimy  wiedzieć.  Nie  musimy  imitować 

Krótkowzrocznej  Nauki,  która  spogląda  na  świat  przez  mikroskop  elektronowy,  szukając 

odpowiedzi, których nigdy nie znajdzie, a w zamian znajdując jeszcze więcej pytań. Nie musimy 

bawić się w Abstrakcyjnego Filozofa, zadawać niepotrzebnych pytań i udzielać bezsensownych 

odpowiedzi. To, co musimy zrobić, to poznać naszą Wewnętrzną Naturę i widzieć Rzeczy Jakimi 

Są. Jeśli tego nie zrobimy, wpadniemy w kłopoty. 

Puchatek  i  Prosiaczek  odkryli  to,  kiedy  próbowali  złapać  Hohonia.  Nie  wiedząc 

dokładnie,  co  jedzą  Hohonie,  Prosiaczek  założył,  że  można  je  zwabić  żołędziami,  a  Puchatek 

uważał -- ale najpierw, czy pamiętacie, co to jest Hohoń? 

Pewnego dnia, gdy Krzyś z Puchatkiem i Prosiaczkiem gawędzili sobie pospołu, Krzyś, 

kończąc kawałek chleba z masłem który właśnie zajadał, powiedział z całym spokojem ~ 

- Widziałem dziś Hohonia, Prosiaczku. 

background image

 

 

'' - A co on robił? 

- Wygrzewał się na słońcu - odpowiedział Krzyś_ - Ale zdaje się, że on mnie nie widział. 

- I ja też widziałem kiedyś Hohonia - rzekł Prosiaczek - tylko nie wiem, czy to był Hohoń. 

i - I ja też widziałem--powiedział Puchatek, medytując, jak też może wyglądać Hohoń. 

- Nieczęsto spotyka się Hohonie - rzekł Krzyś tonem dorosłego człowieka. 

- W każdym razie nie teraz - wtrącił Prosiaczek. - Nie o tej porze roku - dodał Puchatek. 

i Taki właśnie jest Hohoń. A więc Puchatek i Prosiaczek 

postanowili go złapać. Plan miał dobry początek... 

Pierwszą  myślą  Puchatka  było  wykopać  Strasznie  Głęboki  Dół  i  wtedy  Hohoń,  idąc 

tamtędy, wpadnie do tego Dołu i wtedy... 

- Dlaczego? - zapytał Prosiaczek. 

- Co dlaczego? - powiedział Puchatek. - Dlaczego miałby tam wpaść? 

Puchatek  podrapał  się  w  nos  łapką  i  wytłumaczył  Prosiaczkowi,  że  Hohoń  może  sobie 

spacerować nucąc piosenkę i, patrząc w niebo, zastanawiać się, czy nie będzie deszczu, i w ten 

sposób  nie  zobaczy  Strasznie  Głębokiego  Dołu  aż  do  chwili,  kiedy  już  wpadnie  do  połowy  i 

będzie za późno. Prosiaczek powiedział, że to jest bardzo dobra Pułapka, tylko przypuśćmy, że 

deszcz już padał przedtem. Puchatek znów poskrobał się w nos i powiedział zafrasowany, że o 

tym nie pomyślał. Ale po chwili rozpogodził się i dodał, że gdyby deszcz już padał wcześniej, i,l, 

Hohoń  mógłby  patrzeć  w  niebo  i  zastanawiać  się,  czy  się  nie  wypogadza,  i  w  ten  sposób  nie 

zauważy Straszinie Głębokiego Dołu, dopiero  gdy  wpadnie do połowy...  I wtedy będzie już za 

późno. 

Prosiaczek powiedział, że kiedy ten punkt został już 

wyjaśniony  ma  wrażenie,  iż  będzie  to  naprawdę  Bardzo  Pomysłowa  Pułapka.  Puchatek 

był bardzo dumny, gdy    to usłszał, i czuł się tak, jakby Hohoń już był złapany, ale była jeszcze 

pewna  rzecz,  o  której  należało  pomyśleć,  a  mianowicie:  gdzie  się  wykopie  Strasznie  Głęboki 

Dół? 

background image

 

 

Prosiaczek powiedział, że najlepsze miejsce byłoby tam, gdzie będzie stał Hohoń akurat 

przed samym wpadnięciem, tylko o krok dalej. 

- Ale wtedy on nas zobaczy, jak będziemy kopali powiedział Puchatek. 

- Przecież on będzie patrzył w niebo. 

Jakie to łatwe, prawda? Zobaczmy. Najpierw kopie się dół... 

...upewniając się, że jest wystarczająco duży dla Hohonia. 

A najlepszym sposobem zwabienia Hohonia do Pułapki, kiedy już się ją wykopało, jest 

włożenie tam 

czegoś, co Hohonie bardzo lubią, jak na przykład paczki orzeszków, albo... 

- Miodu - powiedział Puchatek. - Miodu? 

- Garnczka miodu - powtórzył. - Jesteś pewien? 

- Dużego garnczka miodu - upierał się pucha_ tek. 

-  Czy  ktoś  kiedy  słyszał,  żeby  Hohonie  lubiły  coś  takiego  jak  miód?  Klejące,  ciągnące 

się... Jak by one mogły... 

- To jest najlepsza rzecz na świecie-powiedział Puchatek. 

No dobrze, niech będzie miód. Wstawia się miód do Pułapki i zanim się zorientujesz, już 

złapałeś... 

Hmmm. Coś nie tak. To wcale nie jest Hohoń. Ale co to może być? Może Prosiaczek to 

rozpozna, kiedy pójdzie zobaczyć, co jest w Pułapce. 

- Pomocy! Pomocy! - krzyczał Prosiaczek. - Hohoń, straszliwy Hohoń! - I zaczął uciekać 

ile sił w nogach, wciąż krzycząc na całe gardło: - Pomocy, pomocy! Honiwy Strachoń! Honiocy! 

Honiocy! Straniwy Hahoń! Słoniocy! Słoniocy! Pomocny Strach! 

I bez zatrzymania, wrzeszcząc wniebagłosy, przybiegł do domu Krzysia. 

- Co się stało, Prosiaczku? - zapytał Krzyś, który właśnie wstawał z łóżka. . 

-  Ho..,  ho,.,  -  bełkotał  Pros~.aczek  tak  zadyszany,  że  ledwo  mógł  mówić.  -  Hohoń... 

Hohoń. 

background image

 

 

- Gdzie? 

_ O tam - odpowiedział Prosiaczek, wskazując łapką. 

- A jak on wygląda? 

-  Jak...  jak...  ma  największy  łeb,  jaki  kiedykolwiek  w  życiu  widziałeś,  Krzysiu.  Wielki, 

olbrzymi jak nie wiem co. Ogromny, duży jak olbrzymie nie wiem co. Jak garnek. 

Tak więc miód nie był jednak najlepszą przynętą. Jakoś tak też nam się zdawało, że nie 

pasuje on do Natury Hohoni. 

Teraz, kiedy już znamy zasadę, możemy... - A, to ty, Puchatku. 

- Hmm hmmm Entliczek Pentliczek hmmm hmmm. 

- Przepraszam, ale nie rozumiem? 

- Powiedz im o Entliczku Pentlicźku, co to oznacza - szepnął Puchatek nieco wyraźniej. 

- Właśnie to zrobiłem - powiedziałem. 

- Ale powiedz im, co to symbolizuje - powiedział Puchatek wyczekująco. 

- Ach, oczywiście. Dziękuję, Puchatku. 

Puchatek  mówi  nam,  że  Entliczek  Pentliczek  znaczy  tyle  co  Wewnętrzna  Natura.  Tak 

więc, podstawiają ten termin w ostatniej linijce każdej zwrotki otrzymamy: 

Daj mi zagadkę, a ja powiem tak: „Wewnętrzna Natura ". 

Hmm. - Entliczek Pentliczek brzmi lepiej - powiedział Puchatek. 

- A co powiesz na to, Puchatku? 

Daj mi zagadkę, a ja powiem tak: „Rzeczy Są Jakie Są ". 

- Lepiej... Ale to się nie rymuje. - No, dobrze, a to? 

Daj mi zagadkę, a ja powiem tak: „Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak ". 

Właśnie tak - powiedział Puchatek. 

Teraz,  kiedy  już  znamy  zasadę,  możemy  przypatrzeć  się  jej  zastosowaniom.  Zapewne 

przyznamy już, że nie ma dwóch takich samych płatków śniegu, drzew czy zwierząt. Nie ma też 

dwóch takich samych ludzi. Wszystko ma swą własną Wewnętrzną Naturę. W przeciwieństwie 

background image

 

 

jednak  do  innych  form  życia,  ludzi  łatwo  odciągnąć  od  tego,  co  jest  dla  nich  dobre,  ponieważ 

ludzie mają Rozum, a Rozum można ogłupić. Wewnętrznej Natury, jeżeli się na niej polega, nie 

można  ogłupić.  Ale  wielu  ludzi  nie  widai  jej  ani  jej  nie  słucha,  i  w  konsekwencji  nie  bardzo 

rozumie  siebie  samych.  A  nie  rozumiejąc  siebie,  nie  mają  dla  siebie  szacunku,  i  są  podatni  na 

wpływy innych ludzi. 

Nie  powinniśmy  poddawać  się  okolicznościom  życia  i  manipulacjom  ze  strony  tych, 

którzy dostrzegają ignorowane przez nas słabości i nawyki. Przeciwnie - możemy wykorzystać te 

cechy  naszego  charakteru  i  panować  nad  naszym  własnym  życiem.  Droga  Polegania  Na  Sobie 

rozpoczyna się od akceptacji samego siebie i tego, na co nas stać i co jest dla nas najlepsze. 

- Jak byś ty to wyjaśnił, Puchatku? 

- Piosenką - odparł. - Małą mruczanką, którą właśnie ułożyłem. 

- No to proszę. 

- Oczywiście... (he-hmm) 

Jak daleko możesz biec, 

Skoro nie wiesz, Ktoś Ty Jest? 

  Jak osiągnć możesz coś, 

Jeśli nie wiesz,Czy Masz Dość? 

  A jak nie wiesz,Co Uczynić,   

Kiedy wybór cię nie minie,   

Wtedy wszystko, co uzyskasz, 

  Wrzucić możesz do ogniska. 

Da najlepszy wynik to, 

  Jeśli poznasz Kto, Czy, Co. 

- To tyle - zakończył, odchylając się do tyłu i zamykając oczy. 

- Doprawdy, Arcydzieło. 

- No, może lepiej niż tak sobie. Może. 

background image

 

 

Wcześniej  czy  później  z  pewnością  odkryjemy  w  sobie  jakieś  cechy,  które  się  nam  nie 

spodobają. Ale kiedy zdamy sobie z nich sprawę, możemy zdecydować, co z nimi zrobić. Czy 

chcemy  pozbyć  się  ich  zupełnie,  zmienić  na  inne,  czy  też  wykorzystać  dla  własnego  dobra? 

Ostatnie  dwa  podejścia  są  zwykle  najbardziej  Pożyteczne,  ponieważ  unikają  pełnego  konfliktu 

wewnętrznego,  a  zatem  minimalizują  zmaganie  się  z  niepożądanymi  cechami.  pozwalają  też 

dołączyć  owe  cechy,  po  ich  transformacji,  do  listy  tych  cech  naszej  osobowości,  które  nam 

pomagają W życiu. 

W  ten  sam  sposób  zamiast  usilnie  starać  się  wykorzenić  w  sobie  to,  co  nazywa  się 

niekiedy  negatywnymi  emocjami,  możemy  nauczyć  się  wykorzystywać  je  pozytywnie. 

Moglibyśmy  sformułować  odnośną  zasadę  następująco:  chociaż  stukanie  w  klawisze  pianina 

może dawać niemiły hałas, usunięcie ich nie będzie wcale pomocne w komponowaniu muzyki. 

Zasady Muzyki i Życia nie są wcale tak bardzo różne. 

- Czyż nie tak, Puchatku? 

- Co nie tak? -- spytał Puchatek, otwierając oczy. 

- Muzyka i Życie... 

- Na jedno wychodzi - powiedział Puchatek. 

Tak  też  myśleliśmy.  A  więc  zamiast  działać  przeciwko  samym  sobie,  w  wielu 

przypadkach wystarczy odpowiednio wykorzystać nasze słabości czy niezbyt miłe skłonności - w 

sposób inny niż to dotychczas czyniliśmy. 

Poniższe  zdarzenie,  odnotowane  przez  taoistę  Liu  An,  może  posłużyć  za  ilustrację 

naszego wywodu: 

W państwie Ch'u pewien włamywacz został żołnierzem w armii generała Tzu-fa, znanego 

z niezwykłej umiejętności wykorzystywania zdolności swych podkomendnych. 

Niedługo  potem  Ch'u  zostało  zaatakowane  przez  armię  państwa  Ch'i.  Wojsko  Tzu-fa 

starało  się  odeprzeć  atak,  ale  musiało  się  trzykrotnie  wycofywać.  StratedzyCh'u  nie  mieli  już 

żadnych koncepcji obrony, a siły wroga stale rosły. 

background image

 

 

Wówczas włamywacz wystąpił z własną propozycją obrony Ch'u. Generał wyraził zgodę. 

Tej  nocy włamywacz wślizgnął  się do obozu Ch'i,  wszedł  do namiotu  generała i  zabrał 

zasłonę z jego łóżka. Tzu-fa odesłał tę zasłonę następnego ranka przez Specjalnego wysłannika, 

wraz z informacją, że została znaleziona przez ludzi zbierających drewno na opał. 

Następnego  wieczora  włamywacz  zabrał  poduszkę  generała  wojsk  Ch'i,  która  została 

znów odesłana rano z identyczną wiadomością. 

Trzeciej  nocy  włamywacz  zabrał  generałowi  jego  turkusową  spinkę  do  włosów. 

Zwrócono ją również na drugi dzień rano. 

Tego dnia generał wojsk Ch'i zwołał swych oficerów i ostrzegł ich: „Jeszcze jedna noc, a 

ukradną moją głowę!" Oddziały Ch'i otrzymały rozkaz zwinięcia obozu i powrotu do domu. 

Nie  ma  więc  nic  takiego  jak  umiejętność,  która  byłaby  zbyt  bezużyteczna,  zbyt 

nikczemna  czy  zbyt  mała.  Wszystko  zależy  tylko  od  tego,  co  z  nią  uczynisz.  Jak  powiedział 

Lao-tse, zło może być surowcem dla dobra. 

A zatem bardzo często najlepszym sposobem pozbycia się Minusa jest zamienienie go na 

Plus. Czasami pewnie zauważasz, jak cechy, których usilnie starasz się pozbyć, w końcu jednak 

wracają. Ale jeżeli postępujesz właściwie, to wrócą we właściwy sposób. A czasami jakoś tak się 

dzieje,  że  akurat  te  cechy,  których  najbardziej  w  sobie  nie  lubisz,  pokazują  się  we  właściwy 

sposób  i  w  odpowiednim  momencie,  ratując  ci  życie.  Jeżeli  kiedyś  już  ci  się  to  przytrafiło, 

zastanowisz się poważnie, zanim postanowisz zupełnie się Odbryknąć. 

Co to znaczy Odbryknąć się? Chyba pamiętacie, jak t.o było z Tygrysem... 

- Jakeś ty tam wpadł, Kłapouchy? - spytał gró, lik wycierając go do sucha chusteczką do 

nosa Prosia_ czka. 

- Wcale nie wpadłem - odparł Kłapouchy. - Ale jak... 

- Po prostu ktoś mnie bryknął i zostałem WEPCHNIĘTY do wody. 

- O!... - zawołało Maleństwo z podziwem. - CZY ktoś cię popchnął? 

- Ktoś mnie WBRYKNĄŁ. Stałem właśnie nad brzegiem rzeki i rozmyślałem - jeżeli ktoś 

background image

 

 

z was wie, co oznacza to słowo - i nagle zostałem WBRYKNIĘZ`y do zimnej wody. 

- Ach, Kłapouszku! - wykrzyknęli wszyscy. 

- Czy jesteś pewien, żeś się nie ześlizgnął? - zapytał chytrze Królik. 

- Oczywiście, że się ześlizgnąłem. Bo jeśli ktoś sobie stoi nad śliskim brzegiem rzeki, a 

kto  inny  BRYKNIE na  niego z tyłu,  to  ten, co stoi na brzegu, musi się  ześlizgnąć. A  cóżeś ty 

myślał? 

- Ale kto to zrobił? - spytało Maleństwo. Kłapouchy nie odpowiedział. 

- Zdaje mi się, że to Tygrys - powiedział niespokojnie Prosiaczek. 

- Ale powiedz, Kłapousiu - spytał Puchatek - czy to był Żart, czy Wypadek? 

-  Sam  się  o  to  zapytuję,  Puchatku.  Nawet  na  dnie  rzeki  nie  przestałem  mówić  do  siebie 

samego:  „Czy to  był  Niecny Wybryk, czy też Najzwyklejszy Wypadek?" Właśnie wypłynąłem 

na powierzchnię wody i powiedziałem sobie: „To jest mokre". Jeśli wiesz, co mam na myśli. 

Wtedy,  aby  Odbryknąć  Tygrysa,  Królik  wymyślił  jeden  ze  swych  słynnych  planów: 

Królik, Puchatek i Prosiaczek mieli zabrać Tygrysa gdzieś do środka Lasu, gdzie Tygrys nigdy 

nie był, i tam go zgubić. I od tej chwili miał on stać się Potulnym i Smutnym Tygryskiem, który 

bywięceJ  nie  brykał.  Na  tym  kończyła  się  Inteligencja,  jak  by  to  ujął  Kłapouchy,  ponieważ 

wyszło na to, że Królik zgubił wszystkich, łącznie z samym sobą. To znaczy wszystkich, oprócz 

Tygrysa.  Tak  się  bowiem  składa,  że  Tygrysy  Się  nie  gubią,  nawet  we  mgle  w  samym  środku 

Lasu. I to właśnie okazało się bardzo Pożyteczne. 

Albowiem, chociaż Puchatek i Prosiaczek odnaleźli drogę po Pewnym czasie... 

- A gdzie jest Królik? 

- Nie wiem - odpowiedział Puchatek. 

- To nic - rzekł Krzyś. - Ale myślę, że Tygrys go znajdzie, bo właśnie poszedł, żeby was 

szukać. 

-  Ale  ja  muszę  już  wracać  do  domu  i  Prosiaczek  też  musi  wrócić  po  to  samo,  dlatego 

żeśmy jeszcze nic... - Pójdę z wami - odpowiedział Krzyś -- i będę was pilnował. 

background image

 

 

I poszedł do domu z Puchatkiem i Prosiaczkiem, i pilnował ich dość długo... a przez cały 

ten czas Tygrys gonił po Lesie. 

I wreszcie Potulny i Smutny Królik usłyszał go. I Potulny i Smutny Królik popędził przez 

mgłę,  zwabiony  tymi  dźwiękami,  które  nagle  zmieniły  się  w  Tygrysa:  Dobrego,  Wspaniałego 

Tygrysa,  Potężnego  i  Zbawczego  Tygrysa,  który  brykał  sobie  w  najpiękniejszy  sposób,  w  jaki 

tylko Tygrys potrafi brykać. 

- Ach, Tygrysku, cieszę się, że cię widzę -- zawołał Królik. 

Kiedy w bajce o Brzydkim Kączątku Brzydkie Kaczątko przestało czuć się Brzydkie. Gdy 

uświadomiło  sobie  że  jest  Łabędziem.  Każdy  z  nas  ma  w  sobie  coś  Szczególnego,  jakiegoś 

Łabędzia,  ukrytego  gdzieś  głęboko.  Ale  dopóki  nie  będziemy  pewni,  że  on  naprawdę  tam  jest, 

cóż możemy osiągnąć, rozchlapując jedynie wodę i człapiąc przy brzegu? Mędrcy są Tacy Jacy 

Są. Zadowalają się tym, co posiadają i robią to, co potrafią. 

Są  w  nas  oczywiście  cechy,  których  powinniśmy  się  pozbyć,  i  są  takie,  które  musimy 

zmienić.  Ale  jednocześnie  nie  możemy  być  zbyt  zdesperowani,  zbyt  niecierpliwi,  zbyt 

stanowczy.  Na  naszej  drodze  do  szczęścia  i  doskonałości  wiele  z  tych  cech  zmieni  się  bez 

naszego udziału, a nad innymi możemy pracować w trakcie naszej wędrówki. Pierwszą rzeczą, 

jaką musimy zrobić, to uświadomić sobie swą Wewnętrzną Naturę i zaufać jej, a potem nie tracić 

jej z oczu. Albowiem w Brzydkim Kaczątku kryje się Łabędź, w Brykającym Tygrysie drzemie 

nasz  Wybawiciel,  który  zna  Drogę,  a  w  każdym  z  nas  jest  coś  Szczególnego,  i  musimy  to 

Zachować. 

Długo potem w milczeniu patrzyli na rzekę wolno płynącą w dole, a rzeka też milczała i 

było bardzo cicho i spokojnie w to letnie popołudnie. 

- Tak naprawdę, to Tygrys jest w porządku powiedział Prosiaczek sennie. 

- Pewnie, że tak - powiedział Krzyś. 

- Tak naprawdę, to każdy jest - rzekł Puchatek. - Tak mi się zdaje - dodał - ale nie wiem, 

czy ja też jestem w porządku. 

background image

 

 

Pewnie, że jesteś - odparł Krzyś. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                           

  Droga Puchatka

 

 

Gdy  strumyk  dopłynął  do  skraju  Lasu,  zdążył  już  podrosnąć  na  tyle,  że  stał  się  prawie 

małą  rzeczką.  I  jako  ktoś  już  dorosły,  nie  pędził,  nie  skakał  i  nie  pienił  się,  jak  to  miał  w 

zwyczaju, kiedy był młodszy, tylko poruszał się wolniej, gdyż wiedział teraz, dokąd zmierza, i 

mówił  sam  do  siebie:  „Po  co  mam  się  spieszyć?  Któregoś  dnia  i  tak  dostanę  się  tam,  gdzie 

trzeba".  Dochodzimy  teraz  do  tego,  co  można  by  nazwać  najbardziej  charakterystycznym 

elementem  taoizmu  w  działaniu.  Po  chińsku  nazywa  się  to  Wu  Wei.  Jest  to  też  najbardziej 

charakterystyczny  element  w  działaniu  Puchatka.  W  języku  angielskim  nie  ma  to  jakiejś 

background image

 

 

szczególnej nazwy. Ponieważ wydaje się nam, że najwyższy czas, aby ktoś to zauważył i jakoś 

nazwał -nazwiemy to Drogą Puchatka. 

Dosłownie  Wu  Wei  oznacza  „bez  działania",  „powodowania"  lub  „zmuszania".  Ale  w 

praktyce znaczy to „bez wścibskiego, nachalnego lub egoistycznego wysiłku". Nie bez powodu 

ideogram Wei powstał z symboli oznaczających rozczapierzoną rękę i małpę, i stąd termin Wu 

Wei  oznacza  powstrzymanie  się  od  działania  niezgodnego  z  naturą  rzeczy,  od  przechytrzania 

harmonii świata, od Małpowania. 

Efektywność Wu Wei podobna jest zachowaniu wody °płYWającej skałę, wyszukującej 

sobie najłatwiejszą drogę - W przeciwieństwie do mechanicznego uderzania po linii prostej, co 

zwykle  kończy  się  gwałtowną  kolizją  z  prawami  przyrody.  Jest  to  podejście  wychodzące  od 

Wewnętrznej wrażliwości i wczuwające się w naturalny rytm rzeczy. 

Weźmy przykład z pism Chuang-tse 

W  Wąwozie  Lu  jest  wielki  wodospad,  wysoki  na  kilka  tysięcy  stóp,  a  rozpyloną  wodę 

widać na wiele mil wokoło. We wzburzonej wodzie u jego podnóży nie pojawia się żadna żywa 

istota. 

Pewnego  dnia  K'ung  Fu-tse  stał  nie  opodal  brzegu  owego  jeziora,  kiedy  ujrzał  starego 

człowieka  unoszącego  się  na  powierzchni  huczącej  topieli.  Zawołał  swych  uczniów  i  razem 

pobiegli  ratować  nieszczęśnika.  Ale  kiedy  dotarli  do  brzegu,  starzec  wyszedł  już  z  wody  i 

przechadzał się, podśpiewując. 

K'ung Fu-tse podbiegł do niego. 

-  Musiałbyś  być  duchem,  żeby  przeżyć  coś  takiego  -  powiedział  -  ale  wydajesz  się  być 

człowiekiem. Jaką tajemną moc posiadasz? 

- Nic takiego - odparł starzec. - Zacząłem uczyć się, kiedy byłem jeszcze bardzo młody, i 

dorastałem  stale  to  ćwicząc.  Teraz  jestem  już  pewien  swych  umiejętności.  Zanurzam  się  i 

wynurzam  wraz z wodą. Podążam  za nią i zapominam  o sobie. Potrafię przeżyć, ponieważ nie 

walczę z przewyższającą mnie potęgą wody. To wszystko. 

background image

 

 

Kiedy  nauczymy  się  współdziałać  z  naszą  Wewnętrzną  Naturą  i  z  prawami  natury 

działającymi  wokół  nas  osiągniemy  poziom  Wu  Wei.  Wówczas  będziemy  współdziałali  z 

naturalnym  porządkiem  rzeczy  i  kierowali  się  zasadą  najmniejszego  wysiłku.  Ponieważ  świat 

przyrody  kieruje  się  tą  zasadą,  nigdy  nie  popełnia  błędów.  Błędy  popełnia  człowiek  -  albo  też 

wydaje  mu  się,  że  je  popełnia  -  istota  z  przeładowanym  Rozumem,  która  separuje  się  od  tak 

pomocnego systemu praw natury przez ingerowanie weń i staranie się za wszelką cenę. 

W przeciwieństwie do Puchatka, najmniej wysilającego się Misia, jakiego zdarzyło nam 

się widzieć. 

- Jak ty to robisz, Puchatku? - Co robię? - Spytał Puchatek. - Tak się niewysilasz. 

- po prostu nie robię niczego zbyt wiele - powiedział Puchatek. 

- Ale wszystko, co zaczniesz, jakoś zawsze jest wykonane. 

- To się tak po prostu samo robi - wyjaśnił. - Poczekaj tylko. To mi przypomina fragment 

z Tao Te Chircg - poWiedziałem, sięgając po książkę. - O, mam - rozdział trzydziesty siódmy. W 

tłumaczeniu może to brzmieć mniej więcej tak: „Tao nic nie robi, ale wszystko jest zrobione". 

-  To  brzmi  jak  Zagadka-powiedział  Puchatek.  -  To  znaczy,  że  Tao  nie  forsuje  ani  nie 

przeszkadza,  ale  pozwala  sprawom  toczyć  się  na  swój  sposób,  aby  skutek  był  naturalnym 

wynikiem przyczyny. Wtedy wszystko, co ma być zrobione, jest zrobione. 

- Rozumiem - rzekł Puchatek. 

- Po chińsku zasadę tę nazwać można Wei Wu Wei - „Działaj Nie Działając". Z Wei Wu 

Wei  pochodzi  Tzu  Jan  -  „Samoistność".  Oznacza  to,  iż  rzeczy  stają  się  same,  jakby 

spontanicznie. 

- Ach, rozumiem - powiedział Puchatek. 

Aby  zilustrować  ten  najbardziej  podstawowy  element  Drogi  Puchatka,  przypomnijmy 

sobie  to,  co  zdarzyło  się  W  Chatce  Puchatka,  kiedy  Puchatek,  Prosiaczek,  Królik  i  Maleństwo 

grali w Misie-Patysie. Rzucali swoje patyki z mostu do rzeki i przechodzili na drugą stronę, żeby 

zobaczy czy paty wypłynie pierwszy. 

background image

 

 

Czekali właśnie już przez dłuższą chwilę, kiedy wypłynął... 

- Kłapouchy, Kłapouchy? 

- Nie wiedziałem, że ty też grasz - powiedziało Maleństwo. 

- Wcale nie gram - powiedział Kłapouchy. 

- Kłapouchy, co ty tam robisz? - zawołał Królik. - Co robię! Zgadnij, Króliku: może kopię 

dołki w ziemi Chyba nie. Może skaczę z gałązki na gałązkę młodego dębczaka? I to nie. Więc 

może  czekam  na  kogoś~  kto  mi  pomoże  wydostać  się  z  rzeki?  O,  to  właśnie.  Dajcie  tylko 

Królikowi trochę czasu do namysłu, a on zawsze zgadnie. 

Potem  Puchatek  wpadł  na  pomysł,  żeby  wrzucić  trochę  kamieni  do  rzeki;  kamienie 

zrobiłyby fale, a fale wyrzuciłyby Kłapouchego na brzeg rzeki. Królik uważał, że to bardzo dobry 

pomysł, ale Kłapouchy był odmiennego zdania. 

- A co będzie, jeśli trafimy go przez pomyłkę?    apytał Prosiaczek z niepokojem. 

- Albo co będzie, jeśli  nie traficie  go przez pomyłkę?  -  powiedział Kłapouchy.  -  Trzeba 

wszystko przewidzieć, Puchatku, zanim zaczniemy się bawić. 

Lecz Puchatek przydźwigał już największy kamień, jaki tylko mógł unieść, i trzymając go 

w łapkach, przechylił się przez poręcz. 

- Ja go nie rzucam, tylko go upuszczam, Kłapouszku - wyjaśnił. - I dlatego nie mogę źle 

trafić. To znaczy, że nie mogę cię uderzyć. Czy mógłbyś przestać na chwilę się kręcić, bo mnie to 

trochę myli? 

- Nie - rzekł Kłapouchy - ja lubię się kręcić. Królik poczuł, że nadeszła chwila, kiedy on 

powinien pokierować sprawą. 

- Uważaj, Puchatku - powiedział - jak powiem „już", możesz go upuścić. Kłapouchy! Jak 

powiem .,już", Puchatek upuści kamień. 

- Dziękuję ci, Króliku, ale spodziewam się, że będę o tym wiedział. 

  Czy  jesteś  gotów  ,  Puchatku?  Prosiaczku,  zrób  Puchatka  trochę  więcej  miejsca.  Cofnij 

się o krok, Maleństwo. Czy wszyscy gotowi? 

background image

 

 

- Nie - rzekł Kłapouchy.— Już! — zawołał Królik. 

Puchatek upuścił swój kamień. Rozległ się głośny plusk i Kłapouchy znikł pod wodą..

Nastąpiła  chwila  niepokoju  dla  widzów  na  moście.  Wszyscy  stali  i  patrzyli...  l  nawet 

widok Prosiaczkowego patyka, który ukazał się trochę wcześniej niż patyk Królika, nie ucieszył 

ich  tak  bardzo,  jak  można  się  było  tego  spodziewać,  l  właśnie  gdy  Puchatek  zaczął  już 

podejrzewać, że dla swego pomysłu wybrał zły kamień albo złą rzekę, albo zły dzień, coś szarego 

ukazało  się za chwilę na brzegu rzeki...  powoli  stawało  się  coraz większe.,, i  w końcu z wody 

wynurzył się Kłapouchy. 

Wszyscy, ilu ich było, z krzykiem pobiegli z mostu na brzeg i zaczęli go ciągnąć i ciągnąć 

z całych sił. Za chwilę potem Kłapouchy stał już między nimi na suchym lądzie. 

- Och, Kłapouszku, cały jesteś mokry - rzekł Prosiaczek dotykając go delikatnie. 

Kłapouchy  otrząsnął  się  i  poprosił,  by  ktoś  z  obecnych  wyjaśnił  Prosiaczkowi,  co  się 

dzieje z kimś, kto przez dłuższy czas przebywał w rzece, 

- To było wcale niezłe, Puchatku - rzekł z uznaniem Królik. - Nasz pomysł był naprawdę 

dobry. 

Inteligencja,  jak  zwykle,  przypisuje  sobie  wszystkie  możliwe  zasługi.  Ale  to  nie  dzięki 

Inteligentnemu Umysłowi wszystko się udaje. To dzięki takiemu umyslowi, który widzi, co ma 

przed sobą, i postępuje zgodnie z naturą rzeczy. 

Kiedy  działasz  zgodnie  z  Wu  Wei,  okrągły  kołek  wchodzi  w  okrągłą  dziurkę,  a 

kwadratowy w    kw,adratową. Bez napięcia, bez wysiłku. Egoistyczna Ządza stara się wepchnąć 

okrągły  kołek  w  kwadratową  dziurkę  a  kwadratowy  kołek  w  okrągłą  dziurkę.  Inteligencjaa 

próbuje wymyślić chytrzejsze sposoby, aby kołki weszły w takie dziurki, do których nie pasują. 

Wiedza  stara  się  ustalić,  dlaczego  okrągłe  kołki  pasują  do  okrągłych  dziurek,  a  nie  pasują  do 

kwadratowych. Wu Wei nie próbuje. Nie myśli o tym. Po prostu to robi. A kiedy to robi, zdaje 

się, jakby nic takiego nie robiło. Ale Wszystko Jest Zrobione, 

- Jakieś kłopoty, Prosiaczku? 

background image

 

 

- Przykrywka na tym garnczku się zacięła powiedział Prosiaczek zasapany. 

- Tak, ona... się... nie mogę. Ty to otwórz, Puchatku. 

(Pstryk.) - Dziękuję, Puchatku - powiedział Prosiaczek. 

- Nic takiego - odparł Puchatek. 

- Jak otworzyłeś tę przykrywkę? - zapytał Tygrys. 

- To proste - wyjaśnił Puchatek. - Po prostu trzeba nią obracać w ten sposób, aż już nie da 

się  dalej  obracać.  Potem  bierze  się  głęboki  wdech  i,  wypuszczając  powietrze,  obraca  dalej.  To 

wszystko. 

-  Ja  też  chcę  spróbować!  -  wrzasnął  Tygrys,  brykając  do  kuchni.  -  Gdzie  jest  ten  nowy 

słoik ogórków? O, tutaj. 

- Tygrysku - zaczął Prosiaczek nerwowo chyba lepiej, żebyś... 

- To nic takiego - odpowiedział Tygrys. - Po prostu obraca się i... 

BRZDFK. - No, tak, Tygrysku - powiedziałem. - Pozbieraj te ogórki z podłogi. 

- Wyślizgnął mi się z łapek - wyjaśnił Tygrys. 

- On za bardzo się starał-powiedział Puchatek. 

A  kiedy  starasz  się  za  bardzo,  to  nic  nie  wychodzi.  Spróbuj  złapać  coś  szybko  i 

precyzyjnie, kiedy masz napięte mięśnie; a teraz rozluźnij mięśnie i spróbuj jeszcze raz. Spróbuj 

zrobić coś z napiętym umysłem. Najpewniejszym sposobem stania się Napiętym, Niezdarnym i 

Skonfundowanym jest ukształtowanie sobie umysłu, który za bardzo się stara -- takiego, który za 

dużo  myśli.  Zwierzęta  w  Lesie  nie  myślą  za  dużo  -  po  prostu  Są.  Ale  do  znacznej  większości 

ludzi można odnieść parafrazę myśli pewnego starego zachodniego filozofa: „Myślę, więc jestem 

Skonfundowany".  Jeśli  porównać  Miasto  i  Las,  to  można  zacząć  się  zastanawiać,  dlaczego 

właśnie człowiek zaczął klasyfikować siebie jako Zwierzę Wyższe. 

- Wyższe od czego? - zapytał Puchatek. 

- Nie wiem, Puchatku. Próbowałem wymyślić, co by to mogło być, ale nic mi nie przyszło 

do  głowy.  -  Gdyby  ludzie  byli  Wyżsi  od  Zwierząt,  to  bardziej  by  się  troszczyli  o  świat  - 

background image

 

 

powiedział Puchatek. 

- To prawda - odparłem. 

Ale  przez  całe  stulecia  człowiek  wytworzył  w  sobie  umysł,  który  oddziela  go  od 

rzeczywistego świata, świata praw natury. Taki umysł za bardzo się stara, ulega zmęczeniu, i w 

końcu  staje  się  słaby  i  niechlujny.  Taki  umysł,  nawet  jeśli  jest  inteligentny,  nie  jest  wydajny. 

Kręci się to tu, to tam, naprzód i wstecz, nie potrafiąc skoncentrować się na tym, co właśnie robi. 

Pędzi ulicą w szybkim samochodzie, a myśli, że jest w sklepie i przegląda listę zakupów. Potem 

nie może zrozumieć, dlaczego zdarzają się wypadki. 

Kiedy  działasz w oparciu o Wu Wei,  nie masz  prawdziwych wypadków. Sprawy mogą 

czasami  potoczyć  się  nieco  Dziwnie,  ale  w  końcu  wszystko  wychodzi.  Nie  musisz  wcale  się 

starać,  żeby  wszystko  wyszło  -  po  prostu  pozwalasz,  by  tak  się  stało.  Dla  przykładu 

przypomnijmy sobie Poszukiwanie Małego. Mały - co, jak wiemy, jest skrótem od Bardzo Mały 

Żuczek - zniknął pewnego dnia podczas przechadzki po swoim krzaku. I nikt nie wiedział, co się 

z nim stało. 

A  więc  rozpoczęto  Poszukiwanie  i  zaraz  wszyscy  bardzo  się  starali  znaleźć  Małego. 

Wszyscy  byli,  oczywiście,  zorganizowani  i  kierowani  przez  Królika.  Wszyscy,  oczywiście, 

oprócz Puchatka: 

Bęc 1 

- Aj - coś zapiszczało. 

„To dziwne - pomyślał Puchatek. - Powiedziałem `aj' wcale nie ajając". 

No a kiedy ta sprawa została już wyjaśniona... 

-  Pomocy!  -  zakwiczał  piskliwy,  wysoki  głosik.  „To  znowu  ja  -  pomyślał  Puchatek.  - 

Miałem  Wypadek  i  wpadłem  do  studni,  i  mój  głos  stał  się  piskliwy,  i  wydobywa  się  ze  mnie, 

choć ja wcale tego nie chcę, ponieważ coś sobie zrobiłem w środku. Masz ci los!" -- Pomocy! 

Pomocy! 

„Znów to samo! Mówię rozmaite rzeczy, choć wcale nie mam zamiaru tego robić. Musiał 

background image

 

 

mi się wydarzyć bardzo przykry Wypadek". I potem pomyślał, że może, gdyby chciał naprawdę 

coś powiedzieć, wcale by tego nie potrafił. Więc aby się upewnić, powiedział głośno: - Bardzo 

Przykry Wypadek spotkał Kubusia Puchatka. 

- Puchatku! - pisnął głosik. 

- To Prosiaczek! - zawołał Puchatek. - Gdzie jesteś? 

- Pod spodem -- rzekł Prosiaczek w sposób bardzo podspodni. 

- Pod spodem czego? 

-  Puchatku!  -  zawołał.  -  Coś  ci  łazi  po  grzbiecie.  -  I  ja  też  tak  sobie  myślałem  -  rzekł 

Puchatek. - To Mały! - zawołał Prosiaczek. 

Tym,  którzy  postępują  zgodnie  z  Drogą  Puchatka,  stale  przydarzają  się  tego  rodzaju 

rzeczy.  Wytłumaczyć  to  można  jedynie  przykładami,  ale  to  działa.  Po  prostu  właściwe  rzeczy 

zdarzają  się  we  właściwym  czasie.  A  przynajmniej  jest  tak,  jeżeli  pozwalasz  się  im  zdarzyć, 

współdziałając z okolicznościami, zamiast mówić: „To się na pewno nie zdarzy w ten sposób" i 

starać się, aby zdarzyło się w inny sposób. Jeżeli jesteś w harmonii ze Sposobem W Jaki Rzeczy 

Działają, wówczas działają one tak, jak powinny, bez względu na to, co akurat w danej chwili o 

tym  myślisz. Później możesz spojrzeć wstecz i  powiedzieć:  „Ach, teraz rozumiem.  To musiało 

się zdarzyć, aby tamte rzeczy mogły się zdarzyć, a one z kolei musiały się zdarzyć, żeby to teraz 

mogło  nastąpić..."  I  wtedy  uświadamiasz  sobie,  że  nawet  gdybyś  próbował  tak  wszystkim 

pokierować,  żeby  wyszło  absolutnie  doskonale,  to  nie  mógłbyś  zrobić  tego  lepiej,  a  jeżeli  byś 

naprawdę próbował, to pogmatwałbyś całą sprawę. 

Weźmy  inny  przykład,  Jak  Rzeczy  Wychodzą:  przyjęcie  urodzinowe  Kłapouchego 

zorganizowane przez Puchatka i Prosiaczka. 

Puchatek  odkrył,  po  tym  jak  Kłapouchy  mu  powiedział,  że  był  to  dzień  urodzin 

Kłapouchego.  A  więc  Puchatek  postanowił  mu  coś  dać.  Poszedł  do  domu  po  baryłkę  miodu, 

który  miał  być  prezentem  urodzinowym,  i  omówił  wszystko  z  Prosiaczkiem,  który  postanowił 

dać  Kłapouchemu  balon  pozostały  po  jego  własnym  przyjęciu.  Kiedy  Prosiaczek  poszedł  po 

background image

 

 

balon, Puchatek skierował się w stronę mieszkania Kłapouchego z baryłką miodu. 

Ale po chwili poczuł się Głodny. 

Więc  przycupnął  i  zdjął  pokrywkę  z  baryłki.  „Całe  szczęście,  że  wziąłem  ją  z  sobą 

pomyślał. -- Nie każdy miś, wychodząc z domu w taki upał jak dzisiaj, pomyślałby o tym, żeby 

wziąć z sobą swoje małe Conieco". I zaczął zajadać. 

„A  teraz  zastanówmy  się  -  pomyślał,  gdy  wylizał  resztę  miodu  z  baryłki  -  dokąd  to  ja 

szedłem? Aha, do Kłapouchego". 

I wstał powoli. Wtemy przypomniał sobie, że prezent urodzinowy dla Kłapouchego został 

zjedzony! 

W  każdym  razie  jego  większość.  Na  szczęście,  nadal  rhiał  baryłkę.  A  ponieważ 

przechodził właśnie w pobliżu stumilowego Lasu, zaszedł w odwiedziny do Sowy i poprosił ją o 

napisanie  na  baryłce  „Z  powinszowaniem  urodzin".  Mimo  wszystko  była  to  zgrabna  baryłka, 

nawet kiedy była pusta. 

Tymczasem Prosiaczek wrócił do domu i wziął balonik dla Kłapouchego. Przycisnął go 

mocno  do  siebie,  tak  żeby  mu  nie  wyfrunął,  i  popędził  co  tchu,  żeby  zjawić  się  przed 

Puchatkiem. Zdawało mu się, że to będzie dobrze zjawić się pierwszemu z prezentem. 

I gdy biegł naprzód, myśląc o tym, jak się Kłapouchy ucieszy, nie patrzył, gdzie biegnie, i 

nagle potknął się o króliczą norkę, wywrócił się i upadł jak długi. 

BUMS!!1!???? 

No tak, cói, kiedy Prosiaczek wywrócił się na balon Kłapouchego, to on już nie był taki... 

hmm, był bardziej... to znaczy, był... 

- Balonik?-zapytałKłapouchy.-Powiedziałeś: balonik? Wielki, kolorowy przedmiot, który 

fruwa w powietrzu? Szaleństwo, śpiew i taniec? Hopsasa?! 

- Tak. Ale -- niestety - bardzo mi przykro, Kłapouszku, bo kiedy biegłem tutaj, żeby ci go 

przynieść, upadłem. 

-  Ajaj!  Co  za  nieszczęście!  Pewnie  biegłeś  za  szybko.  Czyś  się  aby  nie  potłukł,  mały 

background image

 

 

Prosiaczku? 

- Nie... Tylko balonik... Ach, Kłapouszku, ja go pękłem! 

Zapadła długa chwila milczenia. 

- Mój balonik? - zapytał wreszcie Kłapouchy. Prosiaczek skinął łebkiem. 

- Mój urodzinowy balonik? 

-  Tak,  Kłapousiu  -  odparł  Prosiaczek  z  lekka  pociągając  nosem.  -  Proszę.  I  składam  ci 

przy tym najserdeczniejsze życzenia. - I wręczył Kłapouchemu kawałek mokrej szmatki. 

- Czy to to? - zapytał Kłapouchy trochę zdziwiony. Prosiaczek znów skinął łebkiem. 

- Balonik? - Tak. 

I właśnie wtedy przyszedł Puchatek. 

- Przynoszę ci skromny upominek - powiedział Puchatek z przejęciem. 

-  Już  dziś  jeden  dostałem  -  rzekł  Kłapouchy.  Puchatek  przebrnął  wpław  strumieu  i 

podszedł do Kłapouchego. Prosiaczek siedział trochę z boku i, ująwszy głowę w obydwie łapki, 

cichutko siąkał nosem. - Jest to Praktyczna Baryłeczka - mówił Puchatek. - Proszę. A na niej jest 

napisane:  „Z  serdecznym  Powinszowaniem  Urodzin  od  szczerze  ci  oddanego  przyjaciela 

Puchatka". To jest właśnie napisane. A baryłeczka służy do przechowywania różnych różności. 

Proszę. Wówczas Kłapouchy stwierdził, że ponieważ balonik nie jest już tak duży jak Prosiaczek, 

można go łatwo włożyć do Praktycznej Baryłeczki i wyjmować, kiedy byłby potrzebny, czego z 

pewnością nie można by zrobić z typowym Nieporęcznym Balonem... 

-  Bardzo  się  cieszę  -  rzekł  Puchatek  uszczęśliwiony  -  że  podarowałem  ci  Praktyczną 

Baryłeczkę, w której można przechowywać Różne Różności. 

- Bardzo się cieszę - powiedział Prosiaczek uszczęśliwiony - że podarowałem ci Coś, co 

można włożyć do Praktycznej Baryłeczki. 

Lecz Kłapouchy nie słuchał. Wkładał balonik i wyjmował go z powrotem, szczęśliwy jak 

jeszcze nigdy w życiu... 

Tak więc wszystko się dobrze ułożyło. 

background image

 

 

Na swym najwyższym poziomie Wu Wei jest niemożliwe do zdefiniowania i praktycznie 

niewidoczne,  ponieważ  jest  działaniem  refleksyjnym.  Mówiąc  słowami  Chuang-tse,  umysł  Wu 

Wei „płynie jak woda, odbija jak zwierciadło i odpowiada jak echo". 

Tak jak Puchatek. 

- Ehm. Powiedziałem „Tak jak Puchatek". 

- C-co?-powiedział Puchatek, budząc się nagle i wypadając z fotela. - Co jest jak kto? 

- Co płynie jak woda, odbija jak zwierciadło i odpowiada jak echo? 

- A! To Zagadka - odparł Puchatek. - Ile razy mogę zgadywać? 

- No, nie wiem. Po prostu zobaczmy, jak to wyjdzie. 

- Co to może być? - mruczał pod nosem. Płynie jak woda... 

Stosując Wu Wei,  dostosowujesz się  do okoliczności i  słuchasz własnej intuicji. „Teraz 

nie jest najlepszy moment, by to zrobić. Lepiej pójdę inną drogą". Coś w tym rodzaju. Kiedy tak 

postępujesz,  ludziom  może  wydawać  się,  że  masz  Szósty  Zmysł  albo  coś  takiego.  Jednak 

wszystko  polega  wyłącznie  na  byciu  Wrażliwym  na  Okoliczności.  dest  to  po  prostu  naturalne. 

Staje się dziwne tylko wtedy, gdy nie słuchasz. 

Taka  Wrażliwość  na  Okoliczności  jest  całkiem  wygodna,  ponieważ  nie  musisz 

podejmować tak wielu trudnych decyzji. Wręcz przeciwnie - one podejmują się same. 

Przykładowo,  w  Chatce  Puchatka  jest  taki  fragment,  kiedy  Puchatek  chodził  tu  i  tam 

przez  cały  dzień,  próbując  podjąć  decyzję,  kogo  ma  odwiedzić.  Mógł  odwiedzić  Kłapouchego, 

którego  nie  widział  od  poprzedniego  dnia,  albo  Sowę,  której  nie  widział  od  dwóch  dni,  albo 

Kangurzycę, Maleństwo i Tygrysa, których nie widział już przez dłuższy czas. I jaka była jego 

decyzja? Usiadł na kamieniu na środku strumienia i zaśpiewał piosenkę. 

Potem wstał, znów pochodził tu i tam, zastanawiając się nad odwiedzeniem Królika, aż 

znalazł się pod swoimi 

drzwiami. Wszedł do środka, przekąsił coś i poszedł zobaczyć się z Prosiaczkiem. 

Tak  właśnie  jest,  kiedy  stosujesz  się  do  Drogi  Puchatka.  Nic  szczególnego.  Żadnych 

background image

 

 

napięć, żadnego zamieszania. Natomiast... 

- Strumień? - zapytał Puchatek. - Co? 

- Odpowiedź. Strumień płynie jak woda, odbija jak zwierciadło... 

- Ale nie odpowiada jak echo - zauważyłem. - A właśnie, że tak - powiedział Puchatek. 

- No cóż, jesteś blisko. Coś w tym rodzaju. Tak myślę. 

- Daj mi tylko jeszcze trochę czasu -- rzekł Puchatek. 

Podejście  Wu  Wei  do  rozwiązywania  problemów  można  zobaczyć  w  praktyce 

taoistycznej sztuki walki T'ai Chi 

Ch'uan,  której  podstawową  ideą  jest  zmęczenie  prZeciwnika  przez  skierowanie  jego 

energii z powrotem do niego, albo spowodowanie jej zboczenia, tak by osłabić jego siłę, wytrącić 

go z równowagi i zachwiać jego pozycję obronną. Nigdy sile nie przeciwstawia się siły, a wręcz 

przeciwnie pokonuje się ją poprzez ustąpienie. 

- Płynie jak woda, odbija jak zwierciadło... mruczał Puchatek, przechodząc obok. 

- Za dużo myślisz, Puchatku - powiedziałem. - Dam ci wskazówkę, może wtedy pójdzie 

łatwiej. - Mam nadzieję - rzekł Puchatek. -- Zaczyna mnie to już Drażnić. 

-  No  dobrze  -  aby  rozwiązać  tę  Zagadkę  musisz  pozwolić  swemu  umysłowi  popłynąć  i 

odbić to, co zobaczy. Wtedy będzie mógł odpowiedzieć rozwiązaniem. Rozumiesz? 

- Nie - odparł Puchatek. - No, tak. 

- Poczekaj tylko... płynie jak woda... -mruczał dalej Puchatek. 

Zasadę Wu Wei, leżącą u podstaw T'ai Chi Ch'uan, można zrozumieć uderzając w korek 

pływający po Wodzie. Im silniej w niego uderzasz, tym bardziej ustępuje im bardziej ustępuje, 

tym silniej wyskakuje z powrotem. Bez wydatkowania własnej energii taki korek może łatwo cię 

zmęczyć.  Tak  więc  Wu  Wei  pokonuje  siłę  poprzez  jej  neutralizowanie,  zamiast  dodawać  do 

konfliktu  Własną  energię.  Przy  innym  podejściu  można  zwalczać  ogień  ogniem,  ale  Wu  Wei 

zwalcza ogień wodą. 

- Wiem! - zawołał Puchatek. - Korek! - Co korek? 

background image

 

 

- Odpowiada jak echo! - powiedział z triumfem w głosie. 

- Ale nie płynie jak woda ani nie odbija jak zwierciadło - powiedziałem. 

- Uhm - odparł Puchatek. - To prawda. 

- Chyba lepiej już ci powiem. To Droga Puchatka. - Co to? 

- Rozwiązanie - powiedziałem. - Aha - powiedział Puchatek. 

- To nie była bardzo dobra Zagadka - dodał. - No dobrze, to ty zadaj jakąś. 

- Bardzo chętnie. Co jest całe czarne, białe i czerwone? 

- O nie. Tylko nie to. 

- Już to słyszałeś? - spytał Puchatek, lekko zaskoczony. 

- Oczywiście. To jest bardzo stare. Każdy zna odpowiedź - to gazeta. 

- Nie - powiedział Puchatek. - Zaczerwieniona zebra? 

- Nie. 

- No to... 

- Poddajesz się? - zapytał Puchatek z nadzieją. - Dobrze już, dobrze. Poddaję się. Co jest 

całe czarne, białe i czerwone? 

- Opalony pingwin. 

- Puchatku, to jest Bardzo Głupia Zagadka. - Lepsza niż twoja - powiedział Puchatek. 

- Dobrze, to  ja mam jeszcze jedną. Dotyczy przeciwieństwa Drogi  Puchatka. Co to  jest: 

biega przez cały dzień i nigdzie nie dochodzi? 

- Królik? - spytał Puchatek. 

- No, praktycznie można by to uznać. - Ach, już wiem. To jest... 

Ale o tym będzie już w następnym rozdziale. 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                                                 

Najęty Bryś

 

 

Królik pędził brzegiem Stumilowego Lasu, czując się z każdą chwilą coraz ważniejszy. I 

wkrótce przybył do drzewa, gdzie mieszkał Krzyś. Zastukał do drzwi i zawołał go raz czy dwa 

razy. Potem cofnął się o parę kroków i, zasłaniając się łapką od słońca, wołał w górę, a potem 

background image

 

 

zaczął obchodzić drzewo dookoła i wołać: 

- Hej, to ja, Królik! Tutaj, Królik!... - Lecz nikt nie odpowiadał. Wówczas zamilkł i zaczął 

nasłuchiwać i wszystko zamilkło i zaczęło nasłuchiwać razem z nim. Las był cichy i spokojny w 

blasku słońca, aż nagle, o sto mil, daleko, zaczął śpiewać skowronek. 

- Do licha! - powiedział Królik. - Nie ma go. Wyszedł. 

Więc wrócił jeszcze raz do zielonych drzwi frontowych tylko po to, żeby się upewnić, i 

już  miał  odejść,  czując,  że  cały  dzisiejszy  ranek  będzie  popsuty,  gdy  naraz  ujrzał  na  ziemi 

kawałek  papieru.  A  ponieważ  była  wpięta  w  niego  szpilka,  wyglądało  na  to,  jakby  go  ktoś 

niedawno przymocował do drzwi. 

- A - powiedział Królik radośnie - coś nowego. - I podniósł z ziemi kartkę, która głosiła: 

WY SZEJDŁEM BENDE ZARAZ 

JESTEM NAJFlTY BRYŚ 

Królik nie wiedział, kto to jest Najęty Bryś - mimo tego, że sam nim jest - a więc poszedł 

zapytać Sowę. 

Sowa też nie wiedziała. Ale nam się wydaje, że my wiemy, i chyba wielu innych ludzi też 

wie. Chuang-tse opisał go dość dokładnie: Bryś. 

Był  raz  człowiek,  który  nie  lubił  widoku  śladów  swych  stóp  i  swego  cienia.  Umyślił 

sobie, że ucieknie od nich. Ale kiedy tak biegł, pojawiało się coraz więcej śladów stóp, a cień bez 

wysiłku  dotrzymywał  mu  kroku.  Myśląc,  że  biegnie  za  wolno,  przyspieszał  coraz  bardziej,  nie 

zatrzymując się, aż wreszcie padł i umarł. 

Gdyby stał w miejscu, nie zostawiałby śladów stóp. Gdyby usiadł pod drzewem, jego cień 

by zniknął. Wydaje się, że można ich spotkać na każdym kroku. 

Praktycznie  w  każdy  słoneczny  dzień  widać  tłumy  Najętych  Krzysiów  pędzących  w 

panice  przez  park,  wydających  z  siebie  wszelkiego  rodzaju  Zadyszane  Głosy.  Jesz  sobie,  na 

przykład, piknik na trawie, a tu nagle jeden czy dwóch przebiega po twoim jedzeniu. 

Zasadniczo  jednak,  w  otoczeniu  drzew  i  trawy  jesteś  bezpieczny,  ponieważ  przeciętny 

background image

 

 

Bryś stara się ich unikać. Woli wysilać się na asfalcie i betonie, imitując maszyny do transportu, 

dla  których  te  twarde  powierzchnie  zostały  wymyślone.  Wdychając  trujące  spaliny  z 

samochodów, które muszą zbaczać, aby go nie potrącić, taki Najęty Bryś bełkocze do innego o 

tym, jak to się teraz dobrze czuje, kiedy wyszedł Na Dwór. Nazywa to życiem na łonie przyrody. 

Najęty Bryś prowadzi niemal rozpaczliwie aktywny tryb życia. Jeśli spytasz go, jakie ma 

Zainteresowania Życiowe, poda ci listę Cwiczeń Fizycznych, jak na przykład: 

Skoki ze spadochronem, tenis, jogging, jazda konna, narciarstwo, pływanie i narty wodne. 

Czy to wszystko? 

No, (uff, ah, uuu) tak sądzę - mówi Najęty 

Czy próbowałeś kiedyś ścigać samochody? 

- Nie, ja... nie, nigdy. 

- A zapasów z aligatorem? 

- Nie... Chociaż zawsze chciałem. 

- Zjazdów na wrotkach po klatce schodowej? - Nie, nigdy o tym nie pomyślałem. 

- A mówiłeś, że prowadzisz aktywny tryb życia. 

W tym momencie Najęty Bryś odpowiada z namysłem: 

- No wiesz... czy ty myślisz, że coś ze mną jest... nie tak? Może tracę energię? 

Po jakimś czasie na pewno traci. 

Bryś  Atletyczny  -  jedna  z  wielu  częstych  jego  odmian  -  zajęty  jest  swoją  kondycją 

fizyczną,  a  przynajmniej  tak  twierdzi.  Ale  z  jakiejś  przyczyny  uważa,  że  trzeba  ją  wtłaczać  z 

zewnątiz  zamiast  budować  od  wewnątrz.  Myli  więc  ćwiczenia  z  pracą.  Pracuje,  kiedy  pracuje, 

pracuje, kiedy ćwiczy,  a najczęściej też pracuje,  kiedy się bawi. Praca, praca, praca. Praca bez 

zabawy sprawia, że Najęty Bryś jest nudnym facetem. A jeżeli trwa to przez dłuższy czas, staje 

się też martwym facetem. 

No tak - oto nadchodzi Królik. 

- Dzień dobry, Króliku. Co nowego? 

background image

 

 

- Właśnie wracam od Sowy - powiedział Króik, lekko zadyszany. 

- Tak? Jakoś bardzo długo cię nie było. 

- No, tak... Sowa nalegała, by opowiedzieć mi historię o swoim wuju Robercie. 

- Ach, to dlatego. 

-  W  każdym  razie  Sowa  powiedziała,  że  też  nie  widziała  Nieociosanego  Kloca,  ale  że 

pewnie Maleństwo się nim bawi. Więc wstąpiłem do domu Kangurzycy, ale nikogo tam nie było. 

- Oni są w Lesie i ćwiczą skoki z Tygrysem - powiedziałem. 

- Aha. No to w takim razie już lecę. - Nie trzeba, Króliku, to tylko... 

Gdzie on popędził? Tak to właśnie jest - Najęty Bryś nie zna spoczynku. 

Możemy ująć to tak: jeżeli chcesz być zdrowy, odprężony i zadowolony - obserwuj, co 

robi Najęty Bryś i sam postępuj odwrotnie. Oto i następny: pędzi tam i z powrotem, pobrzękuje 

drobnymi  w  kieszeni,  nerwowo  spoglądakąc  na  zegarek.  Męczysz  się  samym  patrzeniem  na 

niego. Taki nieuleczalny egzemplarz Najętego Brysia gdzieś idzie, a przynajmniej sprawia takie 

wrażenie na zewnętrznym, fizycznym poziomie. Jednak nigdy nie wyjdzie na 

spacer - nie ma czasu. 

-  To  była  przyjacielska  pogawędka-rzekł  Kłapouchy.  -  Najpierw  jeden  powinien  coś 

powiedzieć,  a  potem  drugi.  A  ty  powiedziałeś  tylko  „Jak  się  masz!"  i  znikłeś  w  okamgnieniu. 

Widziałem twój ogon o sto kroków na wzgórzu, gdy rozważałem, co ci odpowiedzieć. Chciałem 

powiedzieć „Co?", ale było już, oczywiście, za późno. 

- Ach, byłem okropnie zajęty! 

- Żadnej z nikim Styczności-ciągnął ponuro Kłapouchy  -- żadnej Wymiany Myśli, tylko 

„Jak  się  masz"...  Myślę,  że  taka  rozmowa  do  niczego  nie  prowadzi,  zwłaszcza  jeśli  w  drugiej 

części rozmowy ukazuje się ogon tej osoby. 

Najęty Bryś jest zawsze W Biegu. Wydaje się zawsze mówić: 

WYSZEDŁEM   

BĘDĘ ZARAZ   

background image

 

 

JESTEM ZAJFTY 

KRZYŚ 

  albo dokładniej: 

WY SZEJDŁEM   

BENDE ZARAZ 

JESTEM NAJFTY BRYŚ 

Najęty Bryś zawsze dokądś pędzi, gdzieś, gdzie jeszcze nie był. Gdziekolwiek, tylko nie 

tam, gdzie właśnie jest. 

- Właśnie tak - poWiedział Królik. - Ale dokąd? - Może czegoś szuka? 

- Czego? - spytał Królik. 

- Właśnie to chciałem powiedzieć - rzekł Puchatek. A po chwili dodał: - Może on szuka... 

tej... 

Może szuka Nagrody. Nasz Najęty Bryś ma własną religię, naukę i etykę biznesu, które 

wszystkie  prześcigają  się  w  przekonywaniu  nas,  że  gdzieś  czeka  na  nas  Wielka  Nagroda  i  że 

musimy spędzić całe życie pracując jak wariaci, żeby na nią zasłużyć. Czy jest ona w niebie, czy 

za kolejną odkrytą molekułą, czy też kryje się w garniturze dyrektora - jakoś tak się dzieje, że jest 

to gdzieś daleko od nas - za następnym zakrętem, na końcu świata, po drugiej stronie księżyca, 

wśród gwiazd... 

- Ojej! - krzyknął Puchatek lądując na podłodze. 

- Takie są skutki zasypiania na brzegu biurka - powiedziałem. - Spada się. 

- I całe szczęście - odparł Puchatek. - Nie rozumiem? 

- Miałem okropny sen - wyjaśnił. - Tak? 

- Tak. Znalazłem garnczek miodu... - powiedział trąc oczka. 

- I co w tym okropnego? - spytałem. 

- On się ruszał - powiedział Puchatek. - A garnczki nie powinny się ruszać. Powinny stać 

spokojnie na miejscu. 

background image

 

 

- Tak, wiem. 

- Kiedy wyciągałem po niego łapkę, ten garnczek miodu uciekał gdzie indziej. 

- Koszmar - powiedziałem. 

- Ale wielu ludzi ma takie sny - dodałem uspokajająco. 

- Tak? - zdziwił się Puchatek. - O Nieosiągalnych garnczkach miodu? 

-  O  tego  typu  rzeczach-wyjaśniłem.  -Nie  jest  to  nic  niezwykłego.  Niezwykłe  jest 

natomiast, że niektórzy ludzie żyją w taki sposób. 

- Dlaczego? 

- Nie wiem. Pewnie dlatego, że daje im to Coś do Roboty. 

- Nie wydaje mi się to dobrą zabawą - powiedział Puchatek. 

I  też  nie  jest.  Filozofia  życia,  która  stale  powtarza:  „za  następnym  zakrętem",  „nad 

kolejnym  progiem",  działa  przeciw  naturalnemu  porządkowi  rzeczy  i  sprawia,  iż  tak  bardzo 

trudno jest być szczęśliwym i dobrym, że tylko niewielu dociera do tego miejsca, gdzie powinni 

być od samego początku - Szczęścia i Dobroci - a cała reszta 

poddaje się i zbacza z drogi, przeklinając świat, który przecież nie jest winien, a istnieje 

właśnie po to, by nam tę drogę ukazać. 

Ci, którzy myślą, że nagrody znajdują się gdzieś na drugiej stronie tęczy... 

- Przypalają swoją grzankę - powiedział Puchatek. 

- Co takiego? 

- Przypalają swoją grzankę-powtórzył Puchatek. 

- Oni... no tak. I nie tylko to... - Nadchodzi Królik. 

- A, tu jesteście - powiedział Królik. 

- Tu jesteśmy - odpowiedział Puchatek. - Tak, tu jesteśmy - potwierdziłem. 

- A ty jesteś tam - powiedział Puchatek. 

-  Tak,  jestem  tutaj  -  powiedział  Królik  z  niecierpliwością  w  głosie.  -  Przechodząc  do 

rzeczy, Maleństwo pokazało mi swoje klocki. Są ładnie ociosane i mają namalowane litery. 

background image

 

 

- Tak? - powiedziałem. 

- Właściwie to  są dokładnie takie, jakich można by się spodziewać  -  powiedział Królik, 

pocierając wąsy w zamyśleniu. - A więc drogą eliminacji - rzekł po chwili - wydaje się, że ma go 

Kłapouchy. 

-  Ależ  Króliku  -  zacząłem.  -  To  jest  tak...  -  Tak  -  przerwał  mi  Królik.  -  Odwiedzę 

Kłapouchego i dowiem się, co on o tym wie. To jest następny krok. 

- Już popędził - zauważył Puchatek. 

Spoglądając  nieco  wstecz  możemy  stwierdzić,  że  Najęty  Bryś  pojawił  się  w  Ameryce 

wraz z Purytanami, którzy    zapracowywali się na śmierć w polu, nie dostając wiele w zamian za 

ten  morderczy  wysiłek.  Praktycznie  głodowali,  dopóki  mądrzejsi  mieszkańcy  tej  ziemi  nie 

pokazali im, jak pracować w harmonii z rytmami ziemi. Raz się sieje, raz się odpoczywa. Raz się 

orze  pole,  raz  się  je  zostawia  odłogiem.  Purytanie  nigdy  prawdziwie  nie  zrozumieli tej  drugiej 

strony życia i nigdy w nią nie uwierzyli. I tak, po dwóch czy trzech stuleciach wyciskania czego 

się da z tej, 

i  niegdyś  urodzajnej,  ziemi,  i  po  kilku  dziesiątkach  lat  jeszcze  szybszego  niszczenia  jej 

energii syntetycznymi stymulantami - mamy teraz jabłka, które smakują jak karton, pomarańcze, 

które smakują jak piłki tenisowe, i gruszki, które smakują jak słodzony styropian. Wszystko to są 

produkty ziemi, której nie daje się odpocząć. Nie powinniśmy narzekać, ale tak po prostu jest. 

- Wiesz co, Puchatku, a dlaczego ty nie jesteś taki Najęty? - zapytałem. 

- Ponieważ jest ładny dzień - odparł Puchatek. 

- No tak, ale... 

-  Dlaczego  miałbym  go  zmarnować?  -  dodał.  -  Ale  mógłbyś  robić  coś  Ważnego  - 

powiedziałem. 

- Właśnie coś takiego robię - rzekł Puchatek. - Tak? A co? 

- Słucham - odpowiedział. - Czego słuchasz? 

- Ptaków. I tej wiewiórki, która tam siedzi. - I co one mówią? - zapytałem. 

background image

 

 

- Że jest ładny dzień - odpowiedział Puchatek. 

- Ale przecież to już wiesz - zauważyłem. 

- Tak, ale zawsze miło jest usłyszeć, że ktoś inny też tak myśli - wyjaśnił. 

-  No  dobrze,  ale  mógłbyś  spędzać  czas  zdobywjąc  Edukację  przez  słuchanie  Radia  - 

ciągnąłem dalej. 

- Tej skrzynki? 

- Oczywiście. A jak inaczej możesz dowiedzieć się, co się dzieje na świecie? 

-  Wychodząc  na  zewnątrz  -  odparł  Puchatek.  -  Hm...  tak...  (Pstryk.)  Posłuchaj  tylko, 

Puchatku. 

-  Trzydzieści  tysięcy  osób  zginęło,  kiedy  pięć  samolotów  pasażerskich  zderzyło  się  nad 

centrum Los Angeles... - ogłosiło Radio. 

- I co ci to mówi o świecie? - zapytał Puchatek. 

- Hmm. Właściwie masz rację. (Pstryk.) - A co teraz mówią ptaki? - spytałem. 

- Że jest ładny dzień - powiedział Puchatek. Rzeczywiście jest, nawet jeżeli Najęty Bryś 

jest zbyt zajęty, żeby się nim cieszyć. Ale skończmy nasze wyjaśnienia... 

Twardogłowi  wyznawcy  wspomnianej  wyżej  Wykańczającej  Religii  Pracy  nie  byli  w 

stanie  dostrzec  piękna  nieskończonych  lasów  i  kryształowo  czystych  wód,  jakie  pojawiły  się 

przed  ich  oczami  na  soczysto  zielonym  kontynencie  Nowego  Swiata.  Wręcz 

przeciwnie-spoglądali  na  raj,  jaki  tam  zastali,  i  żyjących  w  harmonii  z  nim  ludzi  jako  na  coś 

obcego  i  zagrażającego  im,  co  trzeba  zaatakować  i  podbić  -  ponieważ  stało  to  na  drodze  do 

Wielkiej Nagrody. Niezbyt lubili też śpiewać. W gruncie rzeczy... 

- Co? - wtrącił się Puchatek. - Nie śpiewali? 

- Puchatku, ja chciałbym to już skończyć. Ale to prawda - nie śpiewali. Nie lubili tego. 

- Jeżeli nie lubili śpiewać, to jaki był ich stosunek do Misiów? 

- Nie sądzę, żeby lubili Misie. - Nie lubili Misiów? 

- Nie. Przynajmniej nie za bardzo. 

background image

 

 

- Nie śpiewali, nie lubili Misiów... A co oni właściwie lubili? 

- Wydaje mi się, że nie lubili niczego, Puchatku. - Zatem nic dziwnego, że teraz wszystko 

jest tu takie Pomieszane. 

W każdym razie po Nieszczęsnym Purytaninie nadszedł  Niespokojny Pionier, a po nim 

Samotny Kowboj, zawsze jadący w kierunku zachodzącego słońca, szukając czegoś gdzieś dalej, 

na szlaku. Od takich właśnie przodków - obcych na tej ziemi i stale niezadowolonychpochodzi 

Najęty Bryś i, podobnie jak oni, nigdy naprawdę nie czuł się jak w domu, nie zaznał spokoju w 

tej Przyjaznej Ziemi. Będąc twardym, walecznym fanatykiem, zaciskający pięści Najęty Bryś jest 

po  prostu  zbyt  surowy  dla  siebie,  zbyt  surowy  dla  innych  i  zbyt  surowy  dla  świata,  który 

bohatersko usiłuje przetrwać mimo tego, co Bryś mu robi. 

Nie  jest  zatem  zaskoczeniem,  że  Najęty  Brvś  widzi  postęp  w  kategoriach  walki  i 

zwyciężania.  Oczywiście  prawdziwy  postęp  polega  na  wzroście  i  rozwoju,  co  obejmuje 

przemiany wewnętrzne, ale temu mało elastyczny Bryś jest raczej niechętny. Dążenie do wzrostu 

i  rozwoju,  obecne  we  wszystkich  formach  życia,  w  jego  umyśle  poddane  jest  perwersyjnej 

przemianie  w  ciągłą  walkę,  aby  zmienić  wszystko  (Bryś-Buldożer)  i  wszystkich  (Bryś-Bigot) 

oprócz niego samego, i mieszać się do wszystkiego, do czego nie powinien się mieszać, w tym do 

praktycznie każdej formy życia na ziemi. Mądrzejszym ludziom, żyjącym wokół niego, udaje się, 

przynajmniej  w  pewnym  ograniczonym  zakresie,  kontrolować  jego  zachowanie.  Ale,  podobnie 

jak rodzice nadaktywnego dziecka, mądrzy ludzie nie mogą być wszędzie jednocześnie. A taki 

Najęty grys jest jeszcze trudniejszy do upilnowania. 

- Znów idzie Królik - powiedział Puchatek. A z nim Kłapouchy. 

- O, Królik - powiedziałem. 

- I Kłapouchy - dodał Kłapouchy. 

- Pytałem Kłapouchego... - zaczął Królik. 

- To ja - wtrącił Kłapouchy. - Kłapouchy. - Tak, pamiętam - powiedziałem. - Widziałem 

ciebie w zeszłym roku, gdzieś na Bagnach. 

background image

 

 

-  Na  Bagnach?  -  odparł  Kłapouchy  z  oburzeniem  w  głosie.  -  To  nie  są  Bagna.  To 

Moczary. - Bagna, Moczary... 

- Co to są Moczary? - zapytał Puchatek. 

- Jeżeli zamoczysz sobie kostki, to to są Moczary - wyjaśnił Kłapouchy. 

- Rozumiem - powiedział Puchatek. 

- Natomiast - ciągnął Kłapouchy - jeżeli zapadasz się po szyję, to to są Bagna. 

- Bagna, dobre sobie - dodał zgorzkniałym głosem. - Ha! 

- W każdym razie, zapytałem Kłapouchego - mówił dalej Królik - a on powiedział, że nie 

ma zielonego pojęcia, o czym ja mówię. 

-  Zdaje  się,  że  nie  jestem  w  tym  osamotniony  -  wtrącił  Kłapouchy.  -  Ty  też  nie  masz 

zielonego pojęcia, o czym mówisz. Najwyraźniej. 

- Ale co to jest ten Nieociosany Kloc? - zapytał Królik. 

-- To ja - powiedział Puchatek. 

- Ty? - zdziwił się Kłapouchy. - Przeszedłem taki kawał drogi... 

- Z Bagien - dodałem. 

...z Moczarów, po to tylko, żeby zobaczyć Puchatka? 

- Dlaczego nie? - spytał Puchatek. 

-  Temu  Królikowi,to  byle  co  wystarczy,  żeby  zaraz  robić  wielką  aferę  -  powiedział 

Kłapouchy z sarkazmem. - Dosłownie byle co. 

Jest  raczej  dziwne,  że  Najęty  Bryś  i  jego  Towarzystwo,  oddając  się  wręcz  kultowi 

młodzieńczej  energii,  wyglądu  i  stylu  bycia,  nie  rozwinął  żadnych  efektywnych  metod  ich 

utrzymania.  Ich  braku  dowodzi  coraz  większe  podpieranie  się  nienaturalnym  Fałszywym 

Frontonem  za  pomocą  kosmetyków  i  chirurgii  plastycznej.  Rozwinął  on  natomiast  niezliczone 

sposoby  przełamywania  i  niszczenia  wszystkiego,  co  wiąże  się  z  młodzieńczością.  Taka 

niszczycielska działalność, która nie stanowi części poszukiwania Wielkiej Nagrody, może być 

określona jako Oszczędzanie Czasu. 

background image

 

 

Za  przykład  weźmy  klasyczne  miejsce,  gdzie  Najęty  Bryś  często  przebywa:  Budkę  z 

Hamburgerami. 

W  Chinach  mamy  Herbaciarnię.  We  Francji  -  Kawiarenkę.  Praktycznie  każdy 

cywilizowany  kraj  na  świecie  ma  takie  miejsce,  gdzie  ludzie  mogą  coś  zjeść,  odprężyć  się, 

pogadać  i  nie  martwić  się,  która  godzina,  ani  nie  muszą  wychodzić  zaraz  po  zjedzeniu  swego 

dania.  W  Chinach,  na  przykład,  Herbaciarnia  jest  w  zasadzie  instytucją  społeczną.  Przez  cały 

dzień rodziny, sąsiedzi i przyjaciele wpadają na herbatę i lekki posiłek. Siedzą, jak długo chcą. 

Dyskusje  mogą  ciągnąć  się  godzinami.  Trochę  dziwnie  byłoby  nazwać  Herbaciarnię 

nieekskluzywnym  sąsiedzkim  klubem  towarzyskim  -  takie  określenia  są  zbyt  Zachodnie.  Ale 

opisuje to w przybliżeniu część jej funkcji, przynajmniej z naszego, raczej zawężonego, punktu 

widzenia. 

„Jesteś ważny. Odpręż się i dobrze się baw." Taki jest przekaz Herbaciarni. 

A jaki jest przekaz Budki z Hamburgerami? Oczywiście: 

„Nie liczysz się. Jedz i znikaj." 

Nie tylko to jednak, bo jak każdy już teraz wie, taka okropna Budka z Hamburgerami jest 

również  zagrożeniem  dla  zdrowia  jej  klientów.  Niestety,  nie  jest  to  jedyny  przykład  działania 

zasady  Oszczędzania  Czasu.  Moglibyśmy  też  podać  Supersam,  Kuchenkę  Mikrofalową, 

Elektrownię Atomową, Trujące Chemikalia... 

Patrząc na to wszystko ze strony praktycznej, gdyby takie urządzenia oszczędzające czas 

naprawdę  go  oszczędzały,  to  powinniśmy  mieć  znacznie  więcej  czasu  niż  kiedykolwiek  w 

historii.  Tymczasem  wydaje  się,  że  mamy  go  mniej  niż  jeszcze  kilka  lat  temu.  Naprawdę 

przyjemnie jest pojechać gdzieś, gdzie nie ma urządzeń oszczędzających czas, bo wtedy okazuje 

się, że mamy naprawdę bardzo dużo czasu. Podczas gdy gdzie indziej musisz się bardzo starać, 

aby  móc  zapłacić  za  te  wszystkie  maszyny  mające  zaoszczędzić  twój  czas,  tam  nie  musisz tak 

ciężko pracować. 

Podstawowe nieporozumienie w tej obsesji Oszczędzania Czasu jest bardzo proste: czasu 

background image

 

 

nie  da  się  oszczędzić.  Można  go  jedynie  spędzać.  Ale  spędzać  go  można  mądrze  lub  głupio. 

Najęty Bryś praktycznie nie ma wcale czasu, ponieważ jest zbyt zajęty jego trwonieniem przez 

próbowanie  zaoszczędzenia  go.  A  chcąc  zaoszczędzić  każdą  jego  cząstkę,  kończy 

roztrwonieniem całości. 

Henry David Thoreau ujął to następująco w Waldenie: Dlaczego mielibyśmy żyć w takim 

pośpiechu  i  trwonić  życie?  Chcemy  zagłodzić  się,  zanim  poczujemy  głód.  Ludzie  mówią,  że 

jeden  szew  na  czas  zaoszczędza  dziewięciu,  a  więc  robią  dzisiaj  tysiąc  szwów,  żeby  jutro  nie 

zrobić dziewięciu. 

Aby  jeszcze  wyraźniej  ukazać,  jak  Najęty  Bryś  i  jego  Towarzystwo  niszczą  wszelkie 

przejawy  młodzieńczości,  wróćmy  na  chwilę  ponownie  do  Taoizmu.  Jedną  z  bardziej 

intrygujących jego idei jest to, że obok głębokiego szacunku dla starców i mędrców pojawia się 

też postać Nieśmiertelnego Młodzieńca. Tradycja taoistyczna pełna jest fascynujących opowieści 

(fikcji  literackiej)  i  przekazów  (faktów,  często  upiększonych)  o  osobach,  które  już  w  młodości 

odkryły Tajemnicę Życia. Bez względu na to, w jaki sposób dokonywali tego odkrycia, rezultat 

był zawsze ten sam: długie życie z wyglądem, powierzchownością i energią młodzieńca. 

Zresztą  taoistyczni  Nieśmiertelni  ze  wszystkich  grup  wiekowych  odznaczali  się 

tradycyjnie  młodzieńczym  stylem  bycia,  wyglądem  i  energią.  Nie  były  to  cechy  przypadkowe, 

ale rezultat praktyk taoistycznych. W Chinach przez całe wieki średnia długość życia wynosiła 

nie więcej niż czterdzieści lat, a ciężko pracujący chłopi i rozwiąźli arystokraci często umierali 

jeszcze  wcześniej.  A  jednak  bardzo  liczni  taoiści  dożywali  osiemdziesięciu  lub  dziewięć-

dziesięciu  lat,  a  bywali  i  tacy,  którzy  żyli  jeszcze  znacznie  dłużej.  Oto  jeden  z  naszych 

ulubionych przykładów. 

W  1933  roku  gazety  całego  świata  poinformowały  o  śmierci  człowieka  o  nazwisku  Li 

Chung  Yun.  Jak  oficjalnie  i  niepodważal,nie  odnotowały  to  rządowe  chińskie  rejestry,  i  jak 

potwierdziło  niezależne  i  rzetelne  badanie,  Li  urodził  się  w  1677  roku.  Kiedy  miał  ponad 

dwieście  lat,  wygłosił  na  jednym  z  chińskich  uniwersytetów  dwadzieścia  osiem  wykładów,  po 

background image

 

 

trzy godziny każdy, na temat długowieczności. Osoby, które widziały go wówczas, twierdziły, że 

wyglądał  na  pięćdziesiąt  lat,  miał  wyprostowaną  sylwetkę,  zdrowe  zęby  i  gęste  włosy.  Kiedy 

zmarł, miał dwieście pięćdziesiąt sześć lat. 

Kiedy  Li  był  dzieckiem,  opuścił  dom  rodzinny  i  przyłączył  się  do  grupy  wędrownych 

zielarzy. W górach nauczył 

Się  od  nich  tajemnic  medycyny  ziemi.  Poza  codziennym  stosowaniem  różnych 

odmładzających  ziół,  uprawiał  ćwiczenia  taoistyczne,  twierdząc,  że  inne  ćwiczenia,  które 

powodują wysiłek umysłu i ciała, skracają życie. Jego ulubionym sposobem podróżowania było 

„lekkie chodzenie". Młodzi  ludzie, którzy chodzili z nim na spacery, kiedy był  już w starszym 

wieku, nie potrafili dorównać mu kroku. Osobom, które pytały go o tajemnicę dobrego zdrowia; 

radził  „siedzieć  jak  żółw,  chodzić  jak  gołąb,  a  spać  jak  pies".  Natomiast  na  pytanie  o  swój 

największy sekret odpowiadał „wewnętrzny spokój". 

Mówiąc  o  takich  sprawach,  wróćmy  do  Chatki  Puchatha.  Krzyś  zadał  Puchatkowi 

pytanie: 

- Powiedz, Puchatku, co najbardziej lubisz robić na świecie? 

-  Co  lubię  robić  najbardziej?  -  rzekł  Puchatek,  a  potem  musiał  zatrzymać  się  i  trochę 

pomyśleć. Bo chociaż Jedzenie Miodu było bardzo miłym zajęciem, była taka chwila, tuż zanim 

się zaczęło jeść, kiedy było przyjemniej niż kiedy się już jadło. Ale nie medział dobrze, jak to się 

nazywa. 

Miód  nie  smakuje  tak  dobrze,  kiedy  się  już  go  zacznie  jeść;  cel  nie  ma  tak  dużego 

znaczenia, kiedy już się go osiągnie; nagroda nie jest tak cenna, kiedy już się ją zdobędzie. Jeżeli 

zsumujemy wszystkie nagrody, jakie dostaliśmy w życiu, to nie będzie tego aż tak dużo. Ale jeśli 

dodamy wszystkie okresy pomiędzy nagrodami, to otrzymamy już dość sporo. Wreszcie dodając 

razem nagrody i okresy między nimi uzyskamy wszystko - każdą minutę czasu, jaki spędziliśmy 

dla ich zdobycia. A co by było, gdybyśmy mogli cieszyć się nim całym? 

Prezenty Gwiazdkowe po ich rozpakowaniu nie dają już Takiej Radości, jaką dawały przy 

background image

 

 

ich podnoszeniu, potrząsaniu, rozwijaniu i zgadywaniu, co mogą zawierać. 

Trzysta  sześćdziesiąt  pięć  dni  później  próbujemy  ponow.  nie,  i  znów  rezultat  jest  taki 

sam. Za każdym razem, kiedy osiągamy cel, okazuje się, że to już Nie Taka Radość, i idziemy 

dalej, aby osiągnąć następny cel, a po nim kolejny, i jeszcze dalszy. 

Nie znaczy to wcale, że nasze cele się nie liczą. Są ważne przede wszystkim dlatego, że 

powodują  nasze  przejście  przez  pewien  proces,  i  to  właśnie  ten  proces  czyni  nas  mądrymi, 

szczęśliwymi,  albo  jakimiś  jeszcze.  Jeżeli  działamy  w  niewłaściwy  sposób  -  stajemy  się 

nieszczęśliwi, źli,  rozproszeni,  i  temu  podobni.  Cel  musi  być  dla  nas  odpowiedni,  a  także  musi 

być  dobroczynny,  aby  sam  proces  był  również  dobroczynny.  I  to  właśnie  sam  ten  proces  jest 

najważniejszy.  Radowanie  się  takim  procesem  jest  tajemnicą,  która  wyjaśnia  mity  Wielkiej 

Nagrody i 0szczędzania Czasu. Może też pomóc w wyjaśnieniu potocznego znaczenia słowa Tao 

- Droga. 

Jak  moglibyśmy  nazwać  ów  moment  przed  rozpoczęciem  jedzenia  miodu?  Niektórzy 

nazwaliby  go  oczekiwaniem,  ale  chyba  jest  w  tym  coś  więcej.  Raczej  nazwalibyśmy  go 

świadomością.  Jest  to  ta  chwila,  często  tylko  ulotny  moment,  kiedy  stajemy  się  szczęśliwi  i 

uświadamiamy to sobie. Przez Radowanie Się Procesem możemy rozciągnąć ową świadomość w 

taki sposób, że obejmuje nie tylko krótki moment, ale cały okres dochodzenia do celu. Wówczas 

możemy naprawdę dobrze się bawić. Tak jak Puchatek. 

A potem pomyślał, że być z Krzysiem też było bardzo przyjemnym zajęciem, i mieć przy 

sobie  Prosiaczka  było  również  miłym  zajęciem.  I  kiedy  tak  sobie  o  tym  wszystkim  pomyślał, 

odezwał się: - Najbardziej ze wszystkiego na świecie lubię, kiedy razem z Prosiaczkiem idziemy 

do ciebie, a ty mówisz: „Czy to nie pora na małe Conieco?", a ja mówię: „Owszem, nie mam nic 

przeciwko małemu Conieco, a ty, Prosiaczku?" I żeby to był Mruczankowy Dzień, i żeby 

ptaszki śpiewały. 

Kiedy  przystajemy,  aby  radować  się  naszym  otoczeniem  i  doceniać  fakt,  że  żyjemy, 

okazuje się, że nie mamy już czasu, żeby pędzić tu i tam jak Najęty Bryś. I to jest bardzo dobre, 

background image

 

 

ponieważ żyć tak, jak Najęty Bryś, jest okropną stratą naszego czasu. Jak pisał poeta Lu Yu: 

Chmury nad nami zlewają się i rozdzielajcą, 

  Wiatr na dziedzińcu ucieka i powraca. 

  Takie jest życie, więc dlaczego nie spoczcąć? 

Któż może nas powstrzymać od celebrowania go? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                                               

Taki właśnie Miś

 

background image

 

 

 

Rozmawialiśmy o Odzie do Radości, chóralnym finale Dziewiątej Symfonii Beethovena. 

- To jeden z moich ulubionych utworów - powiedział Puchatek. 

- Mój też - powiedziałem. 

- Najbardziej podoba mi się ten fragment - ciągnął Puchatek - gdzie śpiewają: 

Hejże ha! Niech żyje Miś! 

Ale... 

Miś Puchatek, chyba wiecie. Kubuś znany w cadym świecie. - Ale tam nie ma... 

Hejże ha! Niech żyje Miś! 

- Mój ulubiony fragment - dodał. 

-  Ale  w  Odzie  do  Radości  nie  śpiewają  „Hejże  ha!  Niech  żyje  Miś!"  -  zauważyłem 

wreszcie. 

- Nie? - Nie. 

- A dlaczego nie? 

- No, chyba dlatego, że o tym nie pomyśleli. 

- Co takiego? 

- Ani Ludwig van Beethoven, ani ten, kto napisał słowa Ody do Radości, nie umieścili w 

niej nic o Misiach. 

- Ach! Ja miałem na myśli Ludwiga van Misiovena. 

- Puchatku, nie ma żadnego Ludwiga van Misiovena. Ty sam napisałeś tę piosenkę. 

- Ja? 

- Tak jest. 

- O, to dlatego ją znam - powiedział Puchatek. 

W każdym  razie doprowadza nas to  do tematu,  który mamy omówić w tym  rozdziale  - 

radowania się życiem i własną Niepowtarzalnością. Każdy z nas jest Niepowtarzalny. 

- Niełatwo jest być odważnym - powiedział Prosiaczek, lekko pociągając noskiem - kiedy 

background image

 

 

jest się tylko Bardzo Małym Zwierzątkiem. 

Królik, który z wielkim skupieniem zabierał się do pisania, podniósł łebek i powiedział: 

- Właśnie dlatego, że jesteś Bardzo Małym Zwierzątkiem, możesz okazać się Przydatny w 

przedsięwzięciu, jakie mamy przed sobą. 

Prosiaczek  był  tak  przejęty  myślą  o  swojej  Przydatności,  że  zapomniał  się  bać,  i  gdy 

Królik oświadczył, że Kangury są Niebezpieczne tylko podczas zimowych miesięcy, a w innych 

okresach są Łagodnego Usposobienia, Prosiaczek ledwo mógł usiedzieć na miejscu, tak bardzo 

mu się spieszyło, żeby się przydać. 

- A co ja będę robił? - spytał Puchatek ze smutkiem. - Chyba nie będę mógł się przydać? 

- Nic nie szkodzi, Puchatku - rzekł Prosiaczek pocieszająco. - Może innym razem. 

- Bez Puchatka - powiedział Królik uroczyście,ostrząc szpic ołówka całe przedsięwzięcie 

będzie niemożliwe. 

-  Och  -  westchnąl  Prosiaczek  i  usiłował  nie  wygldać  na  rozczarowanego,  Puchatek  zaś 

poszedł do kącika i rzekł z dumą do siebie: 

-  Niemożliwe  beze  mnie.  Taki  właśnie  ze  mnie  Miś.  Bez  względu  na  to,  jak  Przydatni 

byśmy  nie  byli,  często  upływa  sporo  czasu,  zanim  zdamy  sobie  sprawę  z  własnej  wartości. 

Można to zilustrować chińską opowieścią o kamieniarzu: 

Był sobie kiedyś kamieniarr wielce niezadowolony z siebie i swojej pozycji życiowej. 

Pewnego dnia przechodził obok domu bogatego kupca i przez uchyloną bramę zobaczył 

wiele pięknych rzeczy i ważnych gości. 

„Jakże potężny musi być ten kupiec!" pomyślał kamieniarz. Poczuł wielką zazdrość i żal, 

że nie jest kupcem. Nie musiałby już wtedy wieść nędznego żywota kamieniarza. 

Wtem nagle, ku swemu zdziwieniu, stał się kupcem i posiadał więcej luksusów i władzy 

niż  mógł  kiedykolwiek  wymarzyć,  a  mniej  zamożni  zazdrościli  mu.  Ale  niedługo  potem 

zauważył wysokiego urzędnika, niesionego w lektyce, w otoczeniu służby i eskortowanego przez 

żołnierzy uderzających w gong. Każdy, bez względu na zamożność, musiał się nisko pokłonić na 

background image

 

 

widok tego orszaku. 

„Jakże  potężny  jest  ten  urzędnik!"  -  pomyślał  kupiec.  „Doprawdy  chciałbym  być 

wysokim urzędnikiem! " 

Wówczas  stał  się  wysokim  urzędnikiem,  noszonym  wszędzie  w  ozdobnej  lektyce, 

wzbudzającym  strach i  nienawiść we wszystkich  ludziach, którzy musieli oddawać mu  ukłony. 

Był akurat gorący, letni dzień i urzędnikowi zrobiło się duszno w zamkniętej lektyce. Spojrzał na 

slońce. Świeciło dumnie na niebie, niewzruszone jego obecnością. 

„Jakże potężne jest słońce! - poinyślal. „Chcia,łbym być słońcem!" 

I stał się słońcem, zalewając wszystkich swymi gorącymi promieniami, wysuszając gola, 

obiektem  przekleństw  rolników  i  robotników.  Ale  wtem  wielka,  czarna  chmura  przesunęła  s:ę 

między nim a ziemią, tak że jego promienie nie mogty już dotrzeć do wszystkiego. 

„Jakże potężna jęst ta chmura burzowa!" - pomyślał. „Chciałbym być taką chmurą!" 

Stał  się  zatem  chmurą,  zalewając  deszczem  pola  i  w,ie,  a  wszyscy  na  niego  wyrzekali. 

Wkrótce jednak poczuł, że jest przesuwany przez jakąś wielką siłę, i uświadomił sobie, że jest to 

wiatr. 

„Jakże jest on potężny" - pomyślał. „Chciałbym być wiatrem!" 

I  został  wiatrem,  zrywając  dachówki  z  domów,  wyrywając  drzewa,  znienawidzonym  i 

wzbudzającym postrach wszystkiego, co żyje. Lecz już po chwili natrafił na coś, co nie chciato 

mu ulec, bez względu na to, jak mocno dmuchał - wielki kamień. 

„Jakże potężny jest ten kamień!" - pomyślał. „Chciałbym być takim kamieniem!" 

Wtedy  stał  się  kamieniem,  bardziej  potężnym  niż  cokolwiek  na  świccie.  Ale  kiedy  tak 

stał, usłyszał odgłos młotka uderzającego w dłuto wchodzące w skałę, i poczuł, że się zmienia. 

„Cóż może być potężniejszego niż ja - kamień?" -pomyślał. Spojrzał w dół i zobaczył u 

swych stóp sylwetkę kamieniarza. 

-- O, przyszła poczta. , 

-  Patrz,  jest  coś  dla  ciebie,  Puchatku.  -  Dla  mnie?  -  zdziwił  się  Puchatek.  -  Dla  Pana 

background image

 

 

Kubusia Puchatka. 

-- Pana Kubusia Puchatka'? - Tak tu jest napisane. 

-  Pan...  Kubuś...  Puclzatek...  --  powtórzył  Puchatek  z  dumą  w  głosie.  -  I  co  dalej?  - 

zapytał, wdrapując się na biurko i zaglądając mi przez ramię. 

-  To  ze  sklepu  Finchleya.  „Ogłaszamy  naszą  trzecią  doroczną  wyprzedaż  butów. 

Wszystkie modele, wszystkie rozmiary". To nie jest nic dla ciebie, Puchatku. 

- A co piszą tam na dole? - nie ustępował Puchatek. 

- „Darmowa kawa". Jeszcze jeden powód, żeby tam nie iść. 

- Niech się temu przyjrzę dokładniej - powiedział Puchatek, zabierając list bliżej okna. 

Ażeby panować nad naszym własnym życiem i stworzyć coś o trwałej wartości, prędzej 

czy później musimy nauczyć się Wierzyć. Nie możemy przenosić naszej  odpowiedvialności na 

barki jakiejś deifikacji Duchowego Supermana czy siedzieć i czekać, aż Los zapuka do naszych 

drzwi.  Musimy  po  prostu  uwierzyć  w  potęgę,  jaka  tkwi  w  nas  samych,  i  używać  jej.  Kiedy  to 

zrobimy i przestaniemy naśladować innych, albo starać się ich prześcignąć sprawy obrócą się na 

naszą korzyść. 

Weźmy kilka przykładów: 

W  1927  roku  na  brzegu  jeziora  w  Parku  Lincolna  w  Chicago  stał  trzydziestodwuletni 

mężczyzna  z  zamiarem  skoczenia  w  czarną  toń  i  utopienia  się.  Jego  córka  umarła,  firma 

zbankrutowała, zrujnował sobie reputację, a na dodatek stawał się alkoholikiem. Patrząc w głąb 

jeziora, zadawał sobie pytanie: Co taki nic nie znaczący człowiek na jego miejscu może uczynić? 

I wtedy pojawiła się odpowiedź:  Był  teraz wolny i  mógł  podejmować różnego rodzaju  ryzyko, 

inicjować własne przedsięwzięcia i,  w ten sposób, pomagać innym  ludziom.  Wrócił do domu i 

poświęcił  się  pracy,  której,  jak  wierzył,  chciał  od  niego  wszechświat,  a  nie  takiej,  jakiej  został 

nauczony. Obserwował prawa świata przyrody i dostosowywal do nich swój tryb życia, w końcu 

zmieniając  całe  swoje  życie.  Te  prawa  inspirowały  i  umacniały  go  w  jego  największych 

osiągnięciach.  Ale  bez  wiary  i  podjęcia  szansy  nigdy  nie  powstałby  jego  wkład  w  rozwój 

background image

 

 

ludzkości, i nikt nie mówiłby z szacunkiem o czlowieku nazwiskiem Buckminster Fuller. 

W  1854  roku  ze  szkoły  w  Yort  Huron,  w  stanie  Michigan,  usunięto  chłopca  za 

„sprawianie kłopotów". Był tam przez trzy miesiące. Miała to być jedyna formalna edukacja w 

całym jego życiu. Później pracował jako laborant. utracił tę pracę, kiedy wysadził laboratorium w 

powietrze. Pracodawca wyrzucił go na bruk, mówiąc, że nic już z niego nie będzie. Ale on miał 

swój  plan  i  nie  zamierzał  poddać  się  jednemu  czy  dwóm  niepowodzeniom.  Chcial  poznać 

mechaniczne zastosowania praw przyrody.  I w końcu został największym wynalazcą w historii 

Ameryki,  mając  na  swym  koncie  ponad  tysiąc  trzysta  krajowych  i  zagranicznych  patentów,  a 

jego nazwisko stało się synonimem genialności w rozwiązywaniu problemów -- Thomas Edison. 

Ostrożnie grający w życie pesymiści nigdy niczego nie osiągają, ponieważ nie patrzą na 

pojawiające się sytuacje jasno i obiektywnie, nie wierzą w swe zdolności lub ich nie dostrzegają, 

a  przede  wszystkim  nie  rozwijają  tych  zdolności  tak,  by  pokonać  nawet  najmniejsze  ryzyko. 

Przykładowo,  kiedy  Maleństwo  wpadło  do  strumyka  podczas  słynnej  Przyprawy  do  Bieguna 

Północnego, co zrobił Ponurak Kłapouchy? Kiedy Maleństwo zostało już dawno zniesione przez 

prąd,  Kłapouchy  bez  przekonania  zwiesił  swój  ogon  nad  wodą,  aby  Maleństwo  mogło  się  go 

złapać i wyjść -- albo raczej po to, aby Kłapouchy zyskał uznanie za to, że próbował coś zrobić. 

Oczywiście on się wcale nie spodziewał, że to cokolwiek da - i faktycznie nic to nie dało. 

Kto  więc miał  uratować  Maleństwo? Panikarz Prosiaczek skakał  na brzegu i  wrzeszczał 

wniebogłosy.  Bezużyteczna  Sowa  dawała  Maleństwu  rady,  by  trzymało  głowę  nad  wodą. 

Zatroskana  Kangurzyca  stale  pytała,  jak  się  czuje.  Kapitan  Królik  wydawał  rozkazy...  A 

Pozytywny Puchatek przyjrzał się sytuacji, stwierdził, co może zrobić, i starał się pomóc. 

-  Mam,  mam!  -  wołał  Puchatek  z  daleka  i,  kołysząc  się  z  boku  na  bok,  przybiegł 

zdyszany,  trzymając  w  łapce  spore  drewienko.  Kangurzyca  chwyciła  jeden  jego  koniec  i 

przerzuciła  na  drugi  brzeg  w  poprzek  strumyka.  A  Maleństwo,  które,  prychając  dumnie, 

krzyczało: - Patrzcie, jak ja pływam! - zostało zniesione przez wodę na to właśnie drewienko. I 

ociekając wodą, przeszło sobie po nim, jak po mostku, na brzeg. 

background image

 

 

-  Widzieliście,  jak  pływałem?-wołało  Maleństwo  z  przejęciem,  gdy  tymczasem 

Mama-Kangurzyca  strofowała  je  i  wycierała  do  sucha.  -  Puchatku,  widziałeś,  jak  ja  pływałem? 

To  się  nazywa  pływać,  co  ja  robiłem!  Króliku,  widziałeś,  co  robiłem?  Pływałem!  Hej,  Prosia-

czku, słuchaj! Jak ci się zdaje, co ja robiłem? Pływałem! Krzysiu, czyś ty widział, jak ja... 

Ale  Krzyś  nie  słuchał.  Patrzył  tylko  na  Puchatka.  -  Puchatku  -  powiedział  -  gdzie 

znalazłeś to drewienko? 

Puchatek spojrzał na drewienko. 

  -  Po  prostu  znalazłem  -  powiedział.  -  Pomyślałem,  że  mogłoby  się  przydać,  więc  je 

przyniosłem. 

-  Puchatku  -  rzekł  Krzyś  uroczyście  -  Wyprawa    jest  zakończona.  Znalazłeś  Biegun 

Północny. 

Tak  jak  w  przypadku  Puchatka  i  Bieguna  Północnego,    kiedy  zobaczymy,  jaka  jest 

sytuacja i co w niej możemy zrobić, musimy wykorzystać wszystko, co nam podejdzie pod rękę, 

aby osiągnąć właściwy  cel.  Najczęściej wszystko, co potrzebne, mamy już pod ręką, i  musimy 

jedynie zrobić z tego właściwy użytek. 

Przykładowo, kiedy Prosiaczek został Otoczony Wodą... 

- To jest bardzo Niemiłe - mówił do siebie - być Bardzo Małym Zwierzątkiem Zewsząd 

Otoczonym Wodą. Krzyś z Puchatkiem mogliby się ratować Włażeniem na Drzewa, Kangurzyca 

mogłaby  się  ratować  Skakaniem,  Sowa  -  Fruwaniem,  Królik  -  Zaryciem  w  Norę,  Kłapouchy 

mógłby się ratować, dajmy na to, Wydawaniem Dzikiego Ryku, aż nadeszłaby jakaś Pomoc. A ja 

co? Siedzę bezradny, zewsząd otoczony wodą i nic nie mogę zrobić... 

Wtem  przypomniał  sobie,  co  Krzyś  opowiadał  mu  o  pewnym  człowieku  na  bezludnej 

wyspie i jak ten człowiek napisał karteczkę, włożył ją do butelki i butelkę wrzucił do morza. I 

Prosiaczek pomyślał, że gdyby i on napisał coś podobnego i w butelce wrzucił do wody, to może 

ktoś by się zjawił i przyszedł mu z pomocą! 

I tak też zrobił. 

background image

 

 

A  kiedy  butelka  Prosiaczka  przepływała  obok  Puchatka,  ten  odebrał  wiadomość.  Ale 

musiał iść do Krzysia, ieby dowiedzieć się, czego ona dotyczyła. 

Więc  opróżnił  swą  największą  baryłeczkę  z  miodem,  wrzucił  ją  do  wody  i  sam  za  nią 

skoczył. Po kilku próbach z tą łodzią popłynął do domu Krzysia, gdzie odczytano wiadomość i 

zaplanowano Ratunek. Wówczas jednak obaj zdali sobie sprawę z tego, że potrzebna im będzie 

większa łódź. I znów Puchatek miał pomysł: 

I w wyniku Wyprawy Ratunkowej Prosiaczek został uratowany przez nikogo innego jak 

tylko słynnego Kubusia Puchatka, Odkrywcę Bieguna Północnego. 

- Powiedz no, Sowo, czy widziałaś ostatnio Puchatka? 

- Zdaje mi się, że widziałam go, jak wkładał coś do szafy jakiś czas temu - odparła Sowa. 

- Jednak nie zwróciłam na to większej uwagi. 

- Do szafy? Niech zobaczę... - I co? - spytała Sowa. 

- Sowo, co tu robią te wszystkie pudełka? - Pudełka? 

- Popatrz tylko. Półbuty numer 8 i pół, Sandały numer 10, Lakierki numer 12 i pół... 

- Wszystkie modele, wszystkie rozmiary - zauważyła Sowa. 

- Sowo, nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że coś Podejrzewam. 

- Wygląda na to, że Puchatek jest podejrzanym - powiedziała Sowa przemądrzale. 

- Kiedy go zobaczysz, to mu powiedz, że chciałbym z nim pogadać. Dobrze, Sowo? 

- Absolutnie. 

Dwa  przypomniane  wyżej  przypadki  Bohaterskiego  Wyratowania  doprowadzają  nas  do 

jednego  z  najważniejszych  pojęć  taoizmu:  Tz'u,  co  można  przetłumaczyć  jako  „troska"  lub 

„współczucie",  a  który  zapisuje  się  ideogrmmem  pochodnym  od  znaku  „serce".  W 

sześćdziesiątym  siódmym  rozdziale  Tao  Te  Ching  Lao-tse  określił  to  jako  SWÓj  „największy 

skarb", a dalej napisał: „Z troski pochodzi dzielność". Możemy dodać, że pochodzi z niej także 

mądrość. Wydaje się znaczące, że ci, którzy nie mają w sobie współczucia, nie mają tei mądrości. 

Wiedzę - tak, rozsądek - może, mądrość - nie. Rozsądny umysł to nie serce. Wiedza o nic się w 

background image

 

 

gruncie  rzeczy  nie  troszczy.  A  mądrość  tak.  Jest  chyba  też  ważne,  że  „cor",  łacińskie  słowo 

oznaczające  „serce",  stanowi  rdzeń  angielskiego  słowa  „courage"  czyli  „odwaga".  Prosiaczek 

ujął to tak: „Kangurzyca nie jest wprawdzie Mądra, nie można tego 0 niej powiedzieć. Ale w tym 

wypadku  tak  bardzo  troszczyłaby  się  o  swoje  Maleństwo,  że  bez  namysłu  zrobiłaby  To,  Co 

Należy". Tz'u nie tylko uratowało Maleństwo, odkryło Biegun Północny i wybawiło Prosiaczka, 

ale  także  dało  Prosiaczkowi  odwagę,  by  mógł  sprowadzić  pomoc  dla  Puchatka  i  Sowy,  kiedy 

dom Sowy został zwiany. 

Chociaż Prosiaczek, jak wiadomo, jest Bardzo Małym Zwierzątkiem, i to bynajmniej nie 

Najodważniejszym, to kiedy dom Sowy spadł, Prosiaczek odkrył w sobie więcej odwagi, niżby 

sam się spodziewał. 

-  Dzień  dobry,  Sowo!  -  rzekł  Puchatek.  -  Mam  nadzieję,  żeśmy  się  nie  spóźnili  na...  a 

raczej,  chciałem  powiedzieć,  jak  się  masz,  Sowo!...  Właśnie  przychodzimy  z  Prosiaczkiem 

zobaczyć, jak się miewasz, bo to dziś Czwartek. 

- Siadaj, Puchatku, siadaj, Prosiaczku - rzekła Sowa uprzejmie. - Rozgośćcie się. 

Podziękowali jej i rozgościli się, jak tylko mogli. - Bo widzisz, Sowo - rzekł Puchatek - 

przybiegliśmy tutaj w te pędy, żeby zdążyć na...  to jest, żeby się z tobą zobaczyć, zanim sobie 

pójdziemy. 

Sowa uroczyście kiwnęła głową. 

-  Nie  jest  wykluczone,  że  się  mylę  –  powiedziała  -ale  czy  mam  rację,  sądząc,  że  mamy 

dziś wyjątkowo burzliwy dzień? 

- Bardzo-powiedział Prosiaczek, któremu powoli tajały uszki i który pragnął już z całego 

serca siedzieć bezpiecznie u siebie w domu. 

- Tak mi się właśnie zdawało - rzekła Sowa. - Otóż kiedyś, dawno temu, był właśnie taki 

burzliwy dzień jak dziś, gdy mój Wuj Robert, którego portret widzisz na ścianie po swojej prawej 

stronie, Prosiaczku, wracał pewnego przedpołudnia z... Co się stało? 

Nagle rozległ się okropny trzask. 

background image

 

 

- Uwaga! -  zawołał  Puchatek.  --  Ostrożnie, zegar!  Z drogi,  Prosiaczku! Prosiaczku, lecę 

na ciebie! - Pomocy! - zawołał Prosiaczek. 

- Puchatku -- rzekł Prosiaczek przerażony. - Co? - spytał jeden z Foteli. 

- Gdzie my jesteśmy? 

- Nie jestem zupełnie pewien - odparł Fotel. - Czy jesteśmy... czy jesteśmy u Sowy? 

- Myślę, że tak, bo mieliśmy właśnie dostać podwieczorek, a nie dostaliśmy go. 

-- Tak? - rzekł Prosiaczek. - A czy skrzynka do listów Sowy zawsze wisiała na suficie? 

Ale kiedy Fotel został zdjęty z Puchatka i ten się rozejtrzał, zaraz miał swój Plan. Sowa 

miała  podfrunąć  do  skrzynki  na  listy  z  kawałkiem  sznurka,  przewlec  sznurek  przez  druty  i 

sfrunąć  na  dół.  Wówczas  Prosiaczek  chwyciłby  się  jednego  końca  sznurka,  a  Puchatek  i  Sowa 

ciągnęliby za drugi... 

- I oto Prosiaczek już jest po tamtej strome - rzekła Sowa - jeśli sznurek nie pęknie. 

- A jeśli pęknie? - spytał Prosiaczek, chcąc poznać całą prawdę. 

- Wtedy weźmiemy inny sznurek. 

Nie było to bardzo pocieszające dla Prosiaczka. Bo chociaż można było w tym celu zużyć 

wiele kawałków sznurka, to zawsze tylko on, Prosiaczek, będzie tym, który spadnie. Lecz mimo 

to zdawało się, że jest to jedyne wyjście z sytuacji. Więc jeszcze jednym, ostatnim rzutem oka 

wstecz, dokonanym w duchu na wszystkie szczęśliwe godziny, jakie spędził w Lesie, nie będąc 

ciągnionym  do  sufitu  na  kawałku  sznurka,  skinął  łebkiem  Puchatkowi  i  powiedział,  że  jest  to 

Bardzo Mądry Po-po-pomysł. 

I w końcu... 

Prosiaczek  wciskał  się  i  przeciskał  z  całych  sił,  aż  przedostał  się  na  drugą  stronę. 

Uszczęśliwiony i przejęty, odwrócił się, by wykwiczeć uwięzionym ostatnią wieść ze świata. 

- Wszystko w porządku! - zawołał poprzez skrzynkę do listów. - Twój kasztan, Sowo, jest 

zupełnie zwalony. Pod samymi drzwiami leży wielka gałąź, ale możemy ją podnieść z Krzysiem. 

Zaraz pójdę i powiem mu, co się stało. A zejść na dół mogę z łatwością! To znaczy, że to jest 

background image

 

 

niebezpieczne,  ale  mogę  to  zrobić  swobodnie.  Więc  będziemy  tu  z  Krzysiem  za  jakieś  pół 

godziny.  Do  widzenia,  Puchatku!  -  I  nie  czekając  na  to,  by  usłyszeć  odpowiedź  Puchatka:  „Do 

widzenia, dziękuję ci, Prosiaczku!" - popędził co tchu. 

- Pół godziny... - poWiedziała Sowa sadowiąc się wygodnie w fotelu. - To mi wystarczy, 

by  skończyć  historię,  którą  zaczęłam  ci  opowiadać  o  moim  Wuju  Robercie,  którego  portret 

widzisz nad sobą. A teraz pozwól mi uprzytomnić sobie, na czym to ja stanęłam. Aha, tak. Otóż 

był taki burzliwy dzień jak dziś, gdy mój Wuj Robert... 

- Sowa powiedziała, że chcesz mnie widzieć odezwał się Puchatek. 

- Tak, Puchatku. Co w szafie robią te pudełka z butami? 

- Nie mogłem się powstrzymać - rzekł Puchatek. 

- Co to znaczy? 

- No, najpierw ten list dla Pana Kubusia Puchatka. A potem, kiedy wszedłem do sklepu, 

tylko tak, żeby popatrzeć... 

- Tak? 

- Sprzedawca był dla mnie taki miły. Powiedział: „Czym mogę Panu służyć?" Sprawił, że 

poczułem się Ważny. 

- Puchatku, ty wcale nie potrzebujesz tych butóW - powiedziałem. 

- Odniosę je z powrotem - odparł Puchatek. - To już lepiej. 

- Wydaje mi się, że wielu innych ludzi też będzie odnosiło różne rzeczy. 

- Co takiego? 

- Widziałem, jak ludzie kupowali rzeczy, których nie potrzebują. We wszystkich działach. 

- Bardzo możliwe - zauważyłem. - Ja nie byłem wyjątkiem. 

- Oczywiście, że nie, Puchatku. Wielu ludzi usiłuje kupić Szczęście i Ważność w taki sam 

sposób. Ale ty możesz być szczęśliwy i ważny bez tego. 

- Oni też - dodał Puchatek. 

Tak,  to  prawda.  Każdy  może.  I  wbrew  temu,  co  powiedział  kiedyś  Kłapouchy,  jeśli 

background image

 

 

chodzi  o  radowanie  się  życiem  i  korzystanie  z  tego,  czym  jesteśmy,  wszyscy  z  nas  to  mogą. 

Szkopuł jedynie w tym, że niektórzy tego nie robią. 

Siedząc  zadowolony  nad  brzegiem  Walden  Pond  kilka  lat  temu,  pewien  Mądry 

Obserwator  napisał:  „Ludzie  w  swej  masie  prowadzą  życie  spokojnej  desperacji".  Owa 

desperacja mogła być spokojna w tamtych czasach, jak się wydaje. Teraz jest ogłuszająca. Ale 

nie musimy być jej częścią. Możemy zaprzestać desperackiego trzymania się pustych namiastek 

życia i stać się wolnymi. Kiedy wykonamy pierwszy ruch, ten proces się rozpocznie. 

To prowadzi nas do Zasady Bim-Bom, która pochodzi z mruczanki Puchatka: 

Im bardziej pada śnieg (Bim-Bom) 

Im bardziej prószy śnieg (Bim-Bom) 

Tym bardziej sypie śnieg, (Bib-Bom) 

Jak bialy puch z poduszki. 

Czasami  nazywa  się  ją  też  Efektem  Kuli  Śnieżnej,  co  może  przypomnieć  wam  czasy, 

kiedy toczyliście śniegową kulkę, a ona stawała się coraz większa i większa, aż nie mogliście jej 

już  zatrzymać,  i  staczała  się  z  górki,  i  przygniatała  samochód  sąsiada,  a  wkrótce  wszyscy  w 

okolicy  mówili  o  Wielkiej  Kuli  Śnieżnej,  która  wymknęła  się  wam  spod  kontroli...  i  dlatego 

właśnie chyba lepiej, jeżeli będziemy to jednak nazywać Zasadą Bim-Bom. 

Zasada ta może działać negatywnie lub pozytywnie. Może wzmagać cynizm tak samo jak 

pobudzać  nadzieję.  Może  tworzyć  zatwardziałych  kryminalistów,  jak  i  dzielnych  bohaterów, 

głupich wandali i  niezwykłych twórców. Najważniejsze to  sprawić, by  działała ona na korzyść 

naszą i innych, albo stawić czoło Niemiłym Konsekwencjom. 

Działając  w  oparciu  o  Zasadę  Bim-Bom  wykorzystujesz  szacunek  dla  wzbudzenia 

Szacunku. Im bardziej pada śnieg, tym bardziej sypie śnieg: 

I Puchatek zaśpiewał mu wszystkie siedem zwrotek, a Prosiaczek nic nie mówił, tylko stał 

i  płonął.  Bo  jeszcze  nigdy  nikt  dotąd  nie  śpiewał  pieśni  pochwalnej  na  cześć  Prosiaczka 

(PROSIACZKA).  Gdy  Puchatek  skończył,  Prosiaczek  miał  ochotę  poprosić  go  o  powtórzenie 

background image

 

 

jednej ze zwrotek, ale było mu jakoś niezręcznie. Była to zwrotka zaczynająca się od słów: „O, 

dzielny! ", i Prosiaczek miał wrażenie, że był to bardzo niezwykły sposób rozpoczynania strofy. 

- Czy ja rzeczywiście wszystko to zrobiłem? - zapytał w końcu. 

- Widzisz - rzekł Puchatek - w poezji... w utworze poetyckim... oczywiście, że to zrobiłeś, 

Prosiaczku,  bo  w  wierszu  jest  o  tym  powiedziane.  I  właśnie  w  ten  sposób  Wszyscy  się  o  tym 

dowiadują. 

-- Aha - rzekł Prosiaczek. - Dlatego, że zdawało mi się, że jednak troszkę zbladłem, tylko 

na  początku,  a  w  wierszu  jest  powiedziane:  „Byłaż  taka  chwila,  byś  zadrżał,  zatrząsł  się  lub 

zbladł? O, nie!" Właśnie dlatego. 

- Tyś troszkę zbladł, ale tylko w sobie, w środku powiedział Puchatek - i to jest najwięcej, 

co może zrobić Bardzo Małe Zwierzątko, żeby nie zblednąć naprawdę. 

Prosiaczek westchnął i zaczął rozmyślać o sobie. Więc był DZIELNY... 

Więc kiedy później Niedoinformowany Kłapouchy odkrył nowy dom dla Sowy i okazało 

się, że jest to dom Prosiaczka... 

- Akurat dom dla Sowy. Czy nie sądzisz, Prosiaczku? 

A wówczas Prosiaczek zdobył się na Szlachetny Czyn. A zrobił to jakby we śnie, gdyż 

myślał w tej chwili o tych wszystkich cudownych słowach, jakie o nim Puchatek wyśpiewał. 

-- Tak, jest  to  akurat  dom  dla Sowy  - poWiedział.  -  I myślę, że Sowa będzie się w nim 

dobrze czuła. 

A potem dwa razy jakby przełknął ślinę, ponieważ on sam czuł się w nim bardzo dobrze. 

-- A jak się tobie zdaje, Krzysiu?  -- zapytał Kłapouchy trochę zaniepokojony, czując, że 

coś tu jest niezupełnie w porządku. 

Krzyś chciał najpierw o coś zapytać i zastanawiał się, jak to zrobić. 

- Tak -  rzekł w końcu -- jest to bardzo piękny dom.  I jeśli komu zawali się jego własny 

dom,  trzeba  pójść  gdzie  indziej,  nieprawda,  Prosiaczku?  Co  byś  ty  zrobił,  gdyby  twój  dom  się 

zawalił? 

background image

 

 

Nim Prosiaczek mógł pomyśleć, Puchatek odpowiedział za niego: 

- Poszedłby do mnie i zamieszkałby ze mną, prawda, Prosiaczku? 

Prosiaczek uścisnął mu łapkę. 

- Dziękuję ci, Puchatku - powiedział. - Strasznie bym chciał. 

Czy chcesz być naprawdę szczęśliwy? Może zacznij na początek doceniać to, kim jesteś i 

czym  dysponujesz.  Czy  może  chcesz  być  naprawdę  nieszczęśliwy?  Wówczas  zacznij  od 

niezadowolenia z siebie. Jak napisał Lao-tse: „Drzewo tak wielkie, że trudno je objąć, zaczyna 

się  od  maleńkiego  nasienia;  podróż  na  tysiąc  mil  zaczyna  się  od  pierwszego  kroku".  Mądrość, 

Szczęście i Odwaga nie czekają gdzieś daleko w linii prostej za horyzontem - one stanowią część 

cyklicznej  spirali,  której  początek  jest  właśnie  tutaj.  Nie  są  one  jedynie  kresem  wędrówki,  ale 

również  jej  początkiem.  Im  bardziej  pada  śnieg,  im  bardziej  prószy  śnieg,  tym  bardziej  sypie 

śnieg, jak biały puch z poduszki. 

Chuang-tse opisał to w następujący sposób: 

Jest  powszechnie  znanym  faktem,  że  waleczny  duch  pojedynczego  człowieka  może 

pobudzić  do  zwycięstwa  wielotysięczną  armię.  Jeśli  osoba  nastawiona  na  tak  przyziemny  cel 

może  uzyskać  taki  rezultat,  jakże  więcej  przyniesie  ten,  kto  troszczy  się  o  rzeczy  wyższe! 

(Oklaski.) Wznieśmy Toast! Za Wspaniałego Prosiaczka i Dzielnego Puchatka... 

Xejże ha! Hejże ho! 

Niechaj nam Prosiaczek (PROSIACZEK) żyje! Niech Dzielności swej nie kryje! 

Hejże ha! Niech żyje Miś! Miś Puchatek, chyba wiecie. 

Kubuś znany w całym świecie. 

Gdy wszyscy już sobie dobrze podjedli, Krzyś zastukał łyżką w stół i wszyscy zamilkli z 

wyjątkiem Maleństwa, które właśnie kończyło głośny atak czkawki i starało się zrobić taką minę, 

jakby się to wydarzyło jednemu z krewnych i znajomych Królika. 

- Dzisiejsze przyjęcie - poWiedział Krzyś - urządzone jest na cześć tego, co ktoś zrobił, i 

wszyscy wiemy, kto jest ten ktoś, i to jest jego przyjęcie, bo urządzone jest na cześć tego, co on 

background image

 

 

zrobił. A ja mam dla niego prezent i zaraz mu go dam. 

Potem rozejrzał się wokoło i szepnął: - Gdzie on mi się podziak? 

Kiedy Krzyś rozglądał się dokoła, Kłapouchy chrząknął znacząco i zaczął mówić. 

-  Przyjaciele  -  powiedział  -  i  wy,  licznie  tu  zgromadzone  drobnostki.  Jest  to  dla  mnie 

przyjemność,  a  raczej  była  do  tej  chwili  wielka  przyjemność  widzieć  was  na  przyjęciu 

urządzonym na moją cześć. To, co zrobiłem, to nic wielkiego. Każde z was na moim miejscu, z 

wyjątkiem  Królika  i  Sowy,  i  Kangurzycy,  zrobiłoby  to  samo.  No  i  Puchatka  też.  Nie  biorę  tu, 

oczywiście,  pod  uwagę  Maleństwa  ani  Prosiaczka,  bo  oni  są  jeszcze  za  mali.  Każdy  z  was, 

powtarzam, na moim miejscu zrobiłby to samo. Lecz właśnie przydarzyło się to mnie. Nie chodzi 

mi  wcale  o  to,  muszę  to  powiedzieć  z  całą  stanowczością,  za  czym  rozgląda  się  w  tej  chwili 

Krzyś - to mówiąc przyłożył przednią łapę do pyska i rzekł głośnym szeptem: - Spróbuj poszukać 

pod stołem - lecz o to, że powinniście wszyscy robić wszystko, aby sobie wzajemnie pomagać. 

Czuję, że powinniśmy wszyscy... 

Tak, tak, tak. No cóż... 

-Mam,  mam!  -  zawołał  Krzyś  z  przejęciem.  Podajcie  to  namilszemu,  poczciwemu 

Puchatkowi. To dla niego. 

- Dla Puchatka? --- spytał Kłapouchy. 

Oczywiście, że dla Puchatka. Ponieważ on jest Takim Właśnie Misiem. 

- A co właściwie jest takiego szczególnego w Puchatku? - spytał Kłapouchy z przekąsem. 

- Cóż, Kłapouszku, jeżeli przeczytasz następny rozdział, to może się dowiesz - odparłem. 

Jeżeli już muszę... - westchnął Kłapouchy. 

 

 

 

 

                                                                                              Nigdzie i Nic 

background image

 

 

 

Dokąd idziemy? - spytał Puchatek biegnąc za nim.   

- Donikąd - rzekł Krzyś. 

Więc zaczęli tam iść i gdy przeszli kawałek drogi, Krzyś zapytał: 

- Powiedz, Puchatku, co najbardziej lubisz robić na świecie? 

(Oczywiście to, co Puchatek lubił robić najbardziej, to przyjść do domu Krzysia i jeść, ale 

ponieważ cytowaliśmy już to, myślę, że nie ma potrzeby cytowania tego raz jeszcze. ) 

- Ja też to lubię --- odpowiedział Krzyś. - Ale co lubię robić najbardziej - - to Nic. 

- A jak to się robi? -- spytał Puchatek po dłuższym namyśle. 

  -  Więc  to  jest  tak:  kiedy  się  idzie,  żeby  to  robić,  a  właśnie  akurat  pytają  mnie:  „Co 

będziesz teraz robił, Krzysiu?", odpowiadam: „Ach, nic...", i wtedy idę, i to właśnie robię. 

- Aha, rozumiem - powiedział Puchatek. -- To właśnie takie nic, co teraz robimy. - Aha, 

rozumiem - powiedział Puchatek. 

-  To  znaczy,  po  prostu  chodzić  sobie  i  przysłuchiwać  się  wszystkiemu,  co  można 

usłyszeć, i o nic się nie martwić. 

Chuan-tse opisał to tak: 

Świadomość  powędrowała  na  północ  do  kraju  Ciemnych  Wód  i  wspięła  się  na 

Niedostrzegalne Zbocze, gdzie spotkała Niemego Nie-Sprawcę. 

-  Mam  trzy  pytania  do  ciebie  -  poWiedziała  Świadomość.  -  Po  pierwsze,  jakie  myśli  i 

starania  doprowadzą  nas  do  zrozumienia  Tao?  Po  drugie,  dokąd  musimy  pójść  i  co  musimy 

zrobić,  aby  znaleźć  pokój  w  Tao?  Po  trzecie,  z  jakiego  punktu  musimy  wyjść  i  jaką  drogą 

podążać, aby osiągnąć Tao? Niemy Nie-Sprawca nie udzielił żadnej odpomedzi. 

Świadomość skierowała się na południe, do kraju Jasnego Oceanu i wspięła się na Górę 

Pewności, gdzie zobaczyła Popędliwego Mówcę. Zadała mu te same pytania. 

-  Oto  odpowiedzi  --  odrzekł  Popędliwy  Mówca.  Ale  jak  tylko  zaczął  mówić,  wszystko 

pokręcił i zapomniał, o czym miał mówić. 

background image

 

 

Świadomość  wróciła  do  pałacu  i  zadała  te  same  pytania  Żółtemu  Cesarzowi,  który 

odrzekł jej: 

-  Nie  mieć  żadnych  myśli  i  nie  czynić  żadnych  starań  jest  pierwszym  krokiem  ku 

zrozumieniu Tao. Iść donikąd i czynić nic jest pierwszym krokiem ku znalezieniu pokoju w Tao. 

Nie  wychodzić  z  żadnego  punktu  i  nie  podążać  żadną  drogą  jest  pierwszym  krokiem  ku 

osiągnięciu Tao. 

To,  co  opisuje  Chuang-tse,  Krzyś  i  Puchatek,  jest  Wielkim  Sekretem,  kluczem 

otwierającym  wrota  mądrości,  szczęścia  i  prawdy.  Czym  jest  to  magiczne,  tajemnicze  coś? 

Niczym. Dla taoisty Nic jest czymś, a Coś - przynajmniej ten rodzaj, który wielu uważa za ważny 

- jest naprawdę zupełnie niczym. W naszym wyjaśnieniu postaramy się podać kilka wskazówek 

ukazujących to, co taoiści nazywają T'ai Hsu, czyli Wielkie Nic. 

Zaczniemy od ilustracji z pism Chuang-tse: 

Wracając z gór K'un-lun, Żółty Cesarz zgubił ciemną perłę Tao. Wysłał Wiedzę, aby ją 

odnalazła,  ale  Wiedza  nie  mogła  jej  zrozumieć.  Wysłał  Dalekowzroczność,  ale 

Dalekowzroczność  nie  potrafiła  jej  dojrzeć.  Wysłał  Elokwencję,  ale  Elokwencja  nie  mogła  jej 

opisać. W końcu wysłał Pusty Umysł i Pusty Umysł powrócił z perłą. 

Kiedy Kłapouchy zgubił swój ogon, kto go odnalazł? Inteligentny Królik? Nie. Był zajęty 

robieniem  Inteligentnych  Rzeczy.  Uczona  Sowa?  Nie.  Ona  go  nawet  nie  rozpoznała,  kiedy  go 

zobaczyła. Wszystkowiedzący Kłapouchy? Nie.  On nawet  nie wiedział, że go nie miał,  dopóki 

Puchatek mu nie powiedział. I nawet wtedy zabrało to dobrą chwilę, by go przekonać, że ogona 

naprawdę Tam Nie Było. 

Wtedy  Puchatek  poszedł  go  szukać.  Najpierw  zatrzymał  się  w  domu  Sowy,  a  Sowa 

powiedziała  mu  w  dwudziestu  pięciu  tysiącach  monotonnych  słów,  że  rzeczą,  którą  Należy 

Zrobić,  jest  Wyznaczenie  Nagrody,  i  że  polegałoby  to  na  napisaniu...  (aaa)...  ogłoszenia  i 

rozwieszeniu go... (AAA)... po całym... (mmm). Tak, tak - gdzie byliśmy? A, po całym Lesie. A 

wtedy wszyscy wyszli na zewnątrz... 

background image

 

 

I  Puchatek  spojrzał  na  kołatkę  i  napis  pod  nią,  a  potem  na  sznur  od  dzwonka  z 

chwościkiem i napis pod nirn, I im dłużej patrzył na chwościk, tym bardziej sobie przypomniał, 

że widział już kiedyś coś podobnego. 

- Ładny dzwonek, prawda? A jaki prześliczny chwościk, czy nie? - spytała Sowa. 

Puchatek skinął głową. 

-  Coś  mi  on  przypomina  -  powiedział  -  tylko  nie  mogę  sobie  przypomnieć  co.  Skąd  go 

masz? 

- Szłam akurat przez Las. Naraz patrzę, a to wisi na krzaku. Zdawało mi się, że tam ktoś 

mieszka, więc myślę sobie, zajrzę. I pociągnęłam, żeby zadzwonić. I nic. Więc zaczęłam dzwonić 

bardzo gwałtownie, aż mi to zostało w ręku... A że zdawało mi się, że to nikomu niepotrzebne, 

zabrałam do domu i... 

Aha.  A  wżęc  Puchatek  zwrócił  ogon  Kłapouchemu  i  po  wstawieniu  go  na  miejsce 

Kłapouchy poczuł się o wiele lepiej. 

Przynajmniej przez jakiś czas. 

Taki Pusty rodzaj umysłu jest przydatny do znajdywania pereł, ogonów i innych rzeczy, 

ponieważ on widzi 

to,  co  jest  przed  nim.  Przeładowany  umysł  jest  do  tego  niezdolny.  Podczas  gdy  Czysty 

umysł słucha śpiewu ptaka, umysł Napchany Wiedzą i Inteligencją zastanawia się, Jaki gatunek 

ptaka śpiewa. Im bardziej jest Napchany, tym mniej może usłyszeć na własne uszy i zobaczyć na 

własne oczy. Wiedza i Inteligencja skłonne są zajmować się niewłaściwymi sprawami, a umysł 

zmylony  przez  wiedzę,  Inteligencję  i  Abstrakcyjne  Idee  ugania  się  za  sprawami,  które  nie  są 

ważne, albo wcale nie istnieją, zamiast patrzeć, doceniać i wykorzystywać to, co jest tuż przed 

nim. 

Zajmijmy  się  na  chwilę  Pustką  jako  taką.  Co  sprawia,  że  krajobrazy  malarzy 

taoistycznych wydają się Wielu osobom takie orzeźwiające? To Pustka, przestrzeń, która nie jest 

zapełniona. A co to jest w przypadku świeżego śniegu, czystego powietrza, krystalicznej wody? 

background image

 

 

Albo dobrej muzyki? Jak wyraził to Claude Debussy: „Muzyka jest przestrzenią między nutami". 

„Ooo! Kochana! OOOuuu. KOCHANA! (Du-du du-du du-du.) 

Kochana, nie opuszczaj mnie! (Du-du du-du bbang-bang! ) 

Kochana, nie OPUSZCZAJ mnie!" (Pstryk.) 

Jak cisza po hałasie, albo czysta, chłodna woda w gorący, parny dzień, Pustka oczyszcza 

zabłocony umysł i ładuje baterie duchowej energii. 

A jednak wielu ludzi boi się Pustki, poniewai kojarzy im się z Samotnością. Wydaje im 

się,  że  wszystko  trzeba  wypełnić  -  terminarze,  zbocza  gór,  puste  działki  -  ale  kiedy  wszystkie 

wolne  przestrzenie  zostaną  zapełnione,  to  naprawdę  zaczyna  się  Samotność.  Przyłączamy  się 

wtedy do Grup, zapisujemy się na Kursy, kupujemy prezenty Dla Ciebie. Kiedy Samotność czai 

się pod drzwiami, włączamy Telewizor, aby ją przegonić. Ale ona nie odchodzi. Więc niektórzy 

z nas postępują inaczej i po odrzuceniu pustki Wielkiego Napchanego Bigosu odkrywamy pełnię 

Niczego. 

Jednym  z  moich  ulubionych  przykładów  ukazujących  wartość  Niczego  jest  przypadek  z 

życia  japońskiego  cesarza  Hirohito.  Być  cesarzem  w  jednym  z  najbardziej  fanatycznie 

konfucjańskich krajów na świecie niekoniecznie musi być tak bardzo odprężające. Od wczesnego 

ranka  aż do późnej  nocy praktycznie każda minuta czasu cesarza wypełniona jest spotkaniami, 

audiencjami,  wyjazdami,  inspekcjami,  i  nie  wiadomo  czym  jeszcze.  I  przez  taki  dzień, 

rozplanowany tak ciasno, że w porównaniu z nim kamienny mur wydawałby się otwarty, cesarz 

musi prześlizgiwać się niczym wielki okręt płynący na łagodnym wietrze. 

W  trakcie  jednego  ze  szczególnie  pracowitych  dni  cesarz  został  zawieziony  do  sali 

spotkań, gdzie ktoś miał złożyć mu wizytę. Ale kiedy wszedł, nie było nikogo. Cesarz wyszedł na 

środek  wielkiej  sali,  stał  przez  chwilę  w  milczeniu,  a  następnie  pokłonił  się  pustej  przestrzeni. 

Odwrócił się do swojej świty z szerokim uśmiechem na twarzy i powiedział: „Musimy planować 

więcej takich spotkań. Od dawna się tak dobrze nie bawiłem." 

W czterdziestym ósmym rozdziale Tao Te Chśrzg Lao-tse napisał: „Dla zdobycia wiedzy 

background image

 

 

- codziennie coś dodawaj. Dla zdobycia mądrości - codziennie coś odrzucaj". Chunag-tse opisał 

tę zasadę z typowym dlań humorem: 

- Uczę się - powiedział Yen Hui. - Jak? - spytał Mistrz. 

- Zapomniałem o regułach Prawości i poziomach Dobroczynności - odparł. 

- Dobrze, ale mogłoby być lepiej - powiedział Mistrz. 

Kilka dni później Yen Hui stwierdził: - Robię postępy. 

- Jak? - spytał Mistrz. 

- Zapomniałem o Rytuałach i Muzyce - odpowiedział. 

-  Lepiej,  ale  nie  doskonale  -  rzekł  Mistrz.  Jakiś  czas  później  Yen  Hui  powiedział 

Mistrzowi:  -  Teraz  już  siadam  i  zapominam  o  wszystkim.  Mistrz  spojrzał  na  niego  ze 

zdziwieniem. 

- Co to znaczy, że zapominasz o wszystkim? Spytał szybko. 

-  Zapominam  o  moim  ciele  i  zmysłach,  pozostawiam  wszystkie  przejawy  i  informacje 

poza sobą odpowiedział Yen Hui. - W środku Niczego łączę się ze Źródłem Wszechrzeczy. 

Mistrz pokłonił się. 

- Przekroczyłeś ograniczenia czasu i wiedzy. Jestem daleko w tyle za tobą. Ty znalazłeś 

Drogę! 

Zbieranie,  analizowanie,  sortowanie  i  gromadzenie  informacji  -  wszystkie  te  funkcje  i 

jeszcze  inne  mogą  być  wykonywane  przez  umysł  w  sposób  tak  autentyczny,  umiejętny  i 

pozbawiony  wysiłku,  że  w  porównaniu  z  nim  najbardziej  skomplikowany  komputer  będzie 

wyglądał jak plastikowa zabawka. Ale umysł może robić nieskończenie więcej. Wykorzystywać 

umysł tak, jak się go najczęściej wykorzystuje, dla tego rodzaju spraw, dla których on jest zwykle 

wykorzystywany, jest tak samo niewydajne i niestosowne, jak używanie magicznego miecza do 

otwierania  puszki  z  fasolką.  Potęga  czystego  Umysłu  nie  da  się  opisać.  Ale  może  ją  zdobyć 

każdy, kto potrafi docenić i wykorzystać wartość Niczego. 

Powiedzmy,  że  przyjdzie  ci  do  głowy  pomysł  -  albo,  jakby  to  Puchatek  właściwiej 

background image

 

 

powiedział,  złapie  cię.  Skąd  on  przyszedł?  Z  tego  czegoś,  które  przyszło  od  tamtego  czegoś? 

Jeżeli uda ci się prześledzić całą jego drogę aż do źródła, odkryjesz, że przyszedł z Niczego. A 

zdarza się, że im wspanialszy pomysł, tym prostszą drogą stamtąd przyszedł. Przebłysk geniuszu! 

To  niesłychane!  Rewolucyjne  podejście!  Praktycznie  każdy  miał  kiedyś  tego  rodzaju  pomysł, 

najprawdopodobniej po głębokim śnie, kiedy wszystko było tak jasne i wypełnione Niczym, że 

Pomysł nagle pojawił się w nim. Ale nie musimy kłaść się spać na kilka godzin, aby to się stało. 

Przeciwnie, możemy być na jawie - całkowicie na jawie. Proces ten jest jak najbardziej naturalny. 

Zaczyna się to, kiedy jesteśmy dziećmi, bezradnymi ale świadomymi, cieszącymi się tym, 

co nas otacza. Potem osiągamy  wiek młodzieńczy, wciąż bezradni,  ale próbujący przynajmniej 

wyglądać  na  niezależnych.  Kiedy  wyrośniemy  z  tego  okresu,  stajemy  się  dorośli  - 

samowystarczalni i wystarczająco dojrzali, ażeby pomagać innym tak samo, jak nauczyliśmy się 

pomagać sobie. 

Ale dorosłość nie jest najwyższym stadium rozwoju. Koniec cyklu to etap niezależnego, 

mającego  jasny  umysł  i  wszystko  widzącego  Dziecka.  Jest  to  poziom  określany  mianem 

mądrości. Kiedy Tao Te Ching i inne mądre księgi mówią takie rzeczy jak: „Wróć do początku; 

stań się znów dzieckiem", to właśnie mają na myśli. Dlaczego oświeceni wydają się przepełnieni 

światłem  i  szczęściem,  jak  dzieci?  Dlaczego  czasem  nawet  wyglądają  i  mówią  jak  dzieci? 

Ponieważ  są  nimi.  Mędrcy  są  Dziećmi  Które  Wiedzą.  Ich  umysły  zostały  opróżnione  z 

niezliczonych  małych  cosiów  małej  nauki,  a  napełniły  się  mądrością  Wielkiego  Nic,  Drogi 

Wszechświata. 

Szli tak sobie powoli, myśląc o Tym i o Owym, aż zaszli do Zaczarowanego Miejsca na 

samym końcu Lasu, miejsca, dokoła którego rosło sześćdziesiąt kilka drzew. Krzyś wiedział na 

pewno, że to miejsce jest zaczarowane, bo nigdy nikt nie mógł się doliczyć, ile rosło tam drzew, 

sześćdziesiąt  trzy  czy  sześćdziesiąt  cztery,  nawet  kiedy  po  przeliczeniu  przywiązywało  się 

kawałek sznurka do każdego z nich. Ponieważ nie było to zwyczajne miejsce, tylko zaczarowane, 

więc rosło tam co innego niż w Lesie. Nie jałowiec, paprocie i wrzos, tylko cicha, zielona trawa, 

background image

 

 

gęsta i jedwabista... 

Kiedy  tak  sobie  siedzieli  razem,  mieli  przed  sobą  szeroko  rozpostarty  cały  świat  aż  do 

miejsca,  w  którym  stykał  się  z  niebem,  i  cokolwiek  było  na  całym  świecie,  było  z  nimi  w 

Zaczarowanym Miejscu. 

Tutaj kończą się książki o Puchatku, w Zaczarowanym Miejscu na skraju Lasu. Możemy 

tam  iść,  kiedy  tylko  zechcemy.  To  niedaleko;  wcale  nie  jest  trudno  tam  trafić.  Po  prostu  idź 

ścieżką  Niczego  i  zmierzaj  Nigdzie,  aż  tam  dojdziesz.  Zaczarowane  Miejsce  jest  bowiem  tam, 

gdzie ty jesteś, i jeżeli jesteś Przyjacielem Misiów - znajdziesz je. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

                                                                       

  Tu i Teraz Puchatka

 

 

W  porannym  słońcu,  w  wieczornym  zmierzchu  --  mały  Miś  idzie  przez  Las.  Dlaczego 

szliśmy  za  nim,  kiedy  byliśmy  tacy  mali?  Przecież  on  jest  tylko  Misiem  o  Bardzo  Małym 

Rozumku.  Ale  czy  Rozum  jest  aż  tak  ważny?  Czy  naprawdę  Rozum  prowadzi  nas  tam,  gdzie 

musimy  iść?  Czy  czasem  nie  za  często  właśnie  Rozum  wysyła  nas  w  złym  kierunku,  idąc  za 

echem  wiatru  w  wierzchołkach  drzew,  o  którym  myślimy,  że  jest  prawdziwe,  zamiast  słuchać 

głosu wewnątrz nas, który mówi nam, gdzie mamy skręcić? 

Rozum  może  robić  przeróine  rzeczy,  ale  te  rzeczy,  które  on  może  robić,  nie  są 

najważniejszymi  rzeczami.  Abstrakcyjna  mądrość  umysłu  tylko  oddziela  myślącego  od 

rzeczywistego świata, a ten świat, Las Prawdziwego Życia, jest w fatalnym stanie z powodu zbyt 

wielu takich, którzy myślą zbyt dużo, ale zbyt mało ich wszystko obchodzi. Pomimo tego, w co 

wiele  umysłów  uwierzyło,  błąd  ten  nie  może  już  dłużej  trwać,  jeżeli  wszystko  ma  przetrwać. 

dedyną  szansą,  jaką  mamy  na  uniknięcie  katastrofy,  to  zmienić  nasze  podejście  i  nauczyć  się 

cenić mądrość i zadowolenie. Są to rzeczy, których poszukuje się tak czy inaczej, przez Wiedzę i 

Inteligencję,  ale  one  nie  pochodzą  z  Wiedzy  i  Inteligencji.  Nigdy  z  nich  nie  pochodziły  i 

pochodzić nie będą. Nie stać nas już na to, by z taką desperacją szukać czegoś w zły sposób i w 

złym miejscu. Jeżeli Wiedza i Inteligencja będą nadal wszystko niszczyły, niedługo zniszczą całe 

życie  na  Ziemi,  jakie  znamy,  a  jeżeli  nawet  coś  chwilowo  przetrwa,  nie  będzie  warte  nawet 

naszego spojrzenia, jeśli jakimś cudem moglibyśmy na to spojrzeć. 

Mistrzowie  życia  znają  Drogę,  ponieważ  słuchają  swego  wewnętrznego  głosu,  głosu 

mądrości i prostoty, głosu, który rozumuje poza Inteligencją i wie poza Wiedzą. Ten głos nie jest 

tylko mocą i własnością niewielu, ale dany został wszystkim. Ci, którzy zwracają nań uwagę, są 

zbyt często traktowani jak wyjątki od reguły, zamiast jako przykłady reguły w działaniu, reguły, 

background image

 

 

która może odnosić się do każdego, kto ją wykorzystuje. 

W  każdym  z  nas  jest  Sowa,  Królik,  Kłapouchy  i  Puchatek.  Za  długo  już  wybieraliśmy 

drogę Sowy i  Królika. Teraz, niczym  Kłapouchy, narzekamy na rezultaty. Ale przez to  nic nie 

osiągniemy. Jeśli będziemy rozsądni,  wybierzemy  drogę Puchatka. Jakby z daleka, woła on do 

nas  głosem  umysłu  dziecka.  Czasami  może  trudno  go  usłyszeć,  ale  niemniej  jest  to  ważna 

sprawa, bo bez niego nigdy nie odnajdziemy naszej drogi przez Las. 

Zamowa 

No i co o tym sądzisz, Puchatku? - zapytałem. - Sądzę o czym? - spytał Puchatek. - O Tao 

Puchatka, oczywiście. 

- Jak Puchatka? 

- Czy mam zacząć wszystko od początku? 

- Zacząć co od początku? - znów spytał Puchatek. 

- Tao Puchatka - odpowiedziałem. - A co to jest Tao Puchatka? 

- No wiesz - Nieociosany Kloc, Entliczek Pentliczek, Droga Puchatka, Taki Właśnie Miś, 

i tak dalej. 

- Aha - mruknął Puchatek. 

- A jak ty byś to opisał? - spytałem. 

- Hm... właśnie przyszło mi to do głowy - powiedział. - Zaśpiewam ci nową Mruczankę. 

- Dobrze. 

- No, to tak... (e-nmmm). 

Aby  poznać  Drogę,  Iść  tą  Drogą  mogę.  Także  czynić  Drogę,  Tak  jak  czynić  mogę, 

Rzeczy, które robię. 

Wszystko  jest  tuż  obok,  starczy  sięgnąć  ręką.  Ale  gdy  się  starasz,  bardzo  chcesz 

zobaczyć, Konfuzja cię zmyli, wszystko możesz stracić. 

Jak ja jestem  sobą, Tak ty jesteś tobą. Każdy to  widzi  jasno. Ale kiedy zaczniesz robić 

Rzeczy, które możesz zrobić, Znajdziesz wówczas Drogę, A Droga za tobą podąży. 

background image

 

 

- Wydaje mi się, że to tak właśnie jest - dodał na koniec. 

- Znakomicie - powiedziałem. - No, ale wiesz... - Co wiem? - spytał Puchatek. 

- To na jedno wychodzi. 

Ach - powiedział Puchatek. - W rzeczy samej. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

Spis treści 

Przedmowa                 

Jak Puchatka?                 

Tao kogo?               

  Jak się pisze wtorek? 

Entliczek Pentliczek                   

Droga Puchatka                 

Najęty Bryś               

Taki właśnie Miś                 

Nigdzie i Nic                 

  Tu i Teraz Puchatka