background image

 

 

Dr. Rudolf Steiner 

 
 
 
 

SEDNO KWESTJI SPOŁECZNEJ 

 
 
 
 

 

DIE KERNPUNKTE DER SOZIALEN FRAGE 

in den Lebensnotwendigkeiten  

der Ge gen wa rt und  Zukunft. 

 

GA 23 

 
 
 
 
 
 
 

Spis rzeczy:   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                  str. 

 
 

Przedmowa i wstęp do nowego wydania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 2 

Uwagi o zamierzeniach niniejszej pracy    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 

I. Prawdziwa postać kwestji społecznej w życiu nowoczesnej ludzkości    . . . . . . . . . . . . .    9 

II. Próby rozwiązania problemów i konieczności społecznych, w myśl wymagań życia . . 16 

III. Kapitalizm i idee społeczne

   

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 26 

IV. Międzynarodowe stosunki organizmów społecznych    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 42 

Aneks: Odezwa do Narodu Niemieckiego i całego Świata Kulturalnego    . . . . . . . . . . . . . 47 

Uwagi do polskiego wydania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Wydano staraniem Polskiego Towarzystwa Antropozoficznego 

w autoryzowanym przekładzie M. O. i M. W. – Warszawa 1938 

 
 

 

background image

PRZEDMOWA I WSTĘP DO NOWEGO WYDANIA. 

 

Zadań,  wysuniętych  przez  nowoczesne  życie  społeczne,  nie  zdoła  poznać  człowiek,  który 

przystępuje  do  nich  z  myślą  o  jakiejkolwiek  utopji.  Wychodząc  z  pewnych  poglądów  i  uczuć, 
możemy  wierzyć,  że  takie  czy  inne  urządzenia,  które  sobie  obmyśliliśmy,  uszczęśliwią  ludzkość. 
Wiara  ta  może  nawet  nabrać  bojowej  siły  przekonywującej.  A  jednak  z  wiarą  tego  rodzaju  można 
łatwo przeoczyć to, co stanowi dziś istotę “kwestji” społecznej. 

Twierdzenie powyższe nie trudno doprowadzić dziś do pozornego absurdu, wszakże pozostaje 

ono  słusznem.  Przypuśćmy,  że  ktoś  posiadł  teoretycznie  doskonałe  “rozwiązanie”  kwestji 
społecznej. Pomimo to wierzyłby on w coś całkiem nierealnego, gdyby chciał narzucić ludzkości to 
wymyślone  przez  siebie  “rozwiązanie”.  Nie  żyjemy  już  bowiem  w  czasach,  kiedy można mniemać, 
że w ten sposób da się cośkolwiek zdziałać w życiu publicznem. Układ duszy ludzkiej nie jest taki, 
żebyśmy w stosunku do życia społecznego mogli powiedzieć: oto macie człowieka, który wie, jakie 
urządzenia społeczne są potrzebne; uczyńmy więc tak, jak on sądzi. 

W  taki  sposób  ludzie  nie  chcą  wcale  przyjmować  idej  społecznych.  Z  faktem  tym  liczy  się 

niniejsza praca, która znalazła już dość szerokie rozpowszechnienie. Ci z pośród czytelników, którzy 
przypisali  jej  charakter  utopijny,  zgoła  nie  zrozumieli  jej  podstawowych  zamierzeń.  A  najgłośniej 
twierdzili to ci, którzy sami nie umieją myśleć inaczej, niż utopijnie. U innych dopatrują się tego, co 
stanowi najbardziej istotną cechę ich własnych przyzwyczajeń myślowych. 

Dla  człowieka  myślącego  realnie  należy  już  do  doświadczeń  w  dziedzinie  społecznej,  że 

jakakolwiek  idea  utopijna,  choćby  najbardziej  przekonywująca,  nie  prowadzi  do  niczego.  Jednak 
wielu  ludziom  wydaje  się,  że  np.  w  dziedzinie  gospodarczej  powinni  szerzyć  wśród  swych  bliźnich 
takie  idee.  Muszą  się  jednak  przekonać,  że  trudzą  się  napróżno.  To,  co  głoszą,  bliźnim  na  nic 
przydać się nie może. 

Fakt  ten  należałoby  traktować  jako  nabyte  doświadczenie,  wskazuje  on  bowiem  na  ważny 

objaw  współczesnego  życia  publicznego,  mianowicie  na  to,  że  myśli  nasze  są  obce  wymaganiom 
rzeczywistości  gospodarczej.  Czyż  można  spodziewać  się,  że  zdołamy  opanować  zawiłe  stosunki 
życia społecznego, jeśli przystępujemy doń z myśleniem, które jest obce temu życiu? 

Zagadnienie to bynajmniej nie może liczyć na popularność. Wymaga bowiem przyznania się, że 

myślimy w sposób obcy życiu. A jednak, jeżeli tego nie uczynimy, pozostaniemy również dalecy od 
“kwestji  społecznej”.  Jedynie  bowiem  pod  warunkiem,  że  zagadnienie  to  traktować  będziemy  jako 
ważną  sprawę  całej  współczesnej  cywilizacji,  uzyskamy  jasną  świadomość  potrzeb  życia 
społecznego. 

Kwestja  ta  wskazuje  na  sposób,  w  jaki  ukształtowało  się  współczesne  życie  duchowe. 

Ludzkość  nowoczesna  rozwinęła  w  taki  sposób  życie  duchowe,  że  jest  ono  w  wysokim  stopniu 
uzależnione od urządzeń państwowych i sił gospodarczych. Człowiek już od dzieciństwa otrzymuje 
wychowanie  i  nauczanie  państwowe.  Może  on  korzystać  z  takiego  tylko  wychowania,  na  jakie 
pozwalają warunki gospodarcze otoczenia, wśród którego wyrasta. 

Możnaby  mniemać,  że  dzięki  temu  wszyscy  powinni  być  dobrze  przystosowani  do  obecnych 

warunków  życiowych.  Państwo  bowiem  ma  możność  kształtowania  urządzeń,  poświęconych 
wychowaniu i nauczaniu, które stanowią podstawowy czynnik życia duchowego społeczeństwa, tak, 
aby  jak  najlepiej  służyły  ogółowi.  I  również  łatwo  możnaby  sądzić,  że  człowiek  stanie  się  możliwie 
najlepszym  członkiem  społeczności  ludzkiej,  jeżeli  otrzyma  wychowanie  zgodnie  z  możliwościami 
gospodarczemi,  z  których  wyrósł,  oraz  jeżeli  wychowanie  postawi  go  na  to  stanowisko,  które  mu 
wyznaczają owe możliwości gospodarcze. 

Praca  niniejsza  podjąć  musi  niepopularne  dziś  zadanie  wykazania,  że  przyczyną  zamętu 

naszego życia publicznego jest uzależnienie życia duchowego od państwa i sił gospodarczych. Ma 
ona  dowieść,  że  wyzwolenie  życia  duchowego  z  tej  zależności  stanowi  część  rozwiązania  palącej 
kwestji społecznej. 

Książka  niniejsza  występuje  zatem  przeciw  szeroko  rozpowszechnionym  błędom.  Przejęcie 

przez  państwo  działu  wychowania  i  nauczania  uważane  jest  oddawna  za  coś  zbawiennego  dla 
postępu  ludzkości.  A  ludzie  myślący  socjalistycznie  nie  mogą  sobie  nawet  tej  sprawy  wyobrazić 
inaczej,  niż  w  ten  sposób,  że  społeczeństwo  ma  wychowywać  jednostkę  na  swoją  modłę  tak,  aby 
mu służyła. 

Nie  łatwo  godzimy  się  na  pogląd,  który  jest  w  tej  dziedzinie  bezwarunkowo  konieczny, 

background image

mianowicie, że w dziejowym rozwoju ludzkości w epokach późniejszych błędem stać się może to, co 
we  wcześniejszych  było  słuszne.  Na  to,  aby  życie  ludzkości  mogło  ukształtować  się  nowocześnie, 
konieczne  było  odebranie  kierownictwa  wychowania,  a  co  zatem  i  kierownictwa  duchowego  życia 
publicznego  tym  sferom,  które  zajmowały  się  tem  w  średniowieczu,  oraz  powierzenie  tegoż 
państwu. Ale dalsze utrzymywanie tego stanu rzeczy jest już ciężkim błędem społecznym. 

Wyjaśni to pierwsza część niniejszej pracy. W ramach państwowych życie duchowe dorosło do 

wolności;  nie  będzie  jednak  w  stanie  z  niej  korzystać  we  właściwy  sposób,  o  ile  nie  nada  mu  się 
całkowitego  samorządu,  życie  duchowe  w  swej  obecnej  postaci  wymaga,  aby  stanowiło  całkiem 
samodzielny  składnik  organizmu  społecznego.  Zarząd  dziedziny  wychowania  i  nauczania,  z  czego 
przecież wyrasta całe życie duchowe, przejść musi w ręce ludzi, którzy sami wychowują i nauczają. 
Czynniki państwowe lub gospodarcze nie powinny mieszać się do spraw tego kierownictwa słowem 
lub  czynem.  Nauczaniu  pedagog  winien  poświęcać  tylko  taką  część  swego  czasu,  aby 
równocześnie mógł także zarządzać w swej dziedzinie pracy. Dzięki temu sam nauczyciel załatwiać 
będzie sprawy związane z zarządzaniem tak samo, jak sam naucza i wychowuje. Rozporządzeń nie 
będzie  wydawał  nikt,  kto  równocześnie  nie  jest  sam  czynny  w  żywem  nauczaniu  i  wychowywaniu. 
Żaden  parlament,  żaden  dostojnik,  który  kiedyś,  być  może,  był  nauczycielem,  ale  obecnie  już  nim 
nie  jest,  nie  będą  tu  mieli  głosu.  To  co  w  nauczaniu  zdobywa  się  drogą  bezpośredniego 
doświadczenia,  będzie  wywierało  wpływ  także  na  sposób  zarządzania. Wynika  stąd  naturalnie,  że 
warunki  tego  rodzaju  sprzyjać  będą  rozwojowi  rzeczowości  i  tężyzny  zawodowej  w  możliwie 
najwyższym stopniu. 

Można zapewne zauważyć, że i przy takim samorządzie  życia duchowego także nie  wszystko 

będzie doskonałe. Ale w życiu rzeczywistem nie można żądać doskonałości. Dążyć trzeba tylko do 
realizowania  rzeczy  możliwie  najlepszych.  Zdolności,  rozwijające  się  w  człowieku-dziecku,  będą 
dopiero wówczas wzbogacały społeczeństwo, gdy pieczę nad niemi obejmą jednostki, które potrafią 
opierać  swe  decyzje  na  motywach  duchowych.  Pogląd  na  to,  jak  dalece  rozwijać  należy  dane 
dziecko  w  tym  czy  owym  kierunku,  powstawać może  jedynie  w  niezależnym  zespole  duchowym.  I 
on  tylko  jest  powołany  do  decydowania  o  sposobie  urzeczywistniania  tych  zamierzeń.  Od  tego 
samorządu życie państwowe jakoteż i życie gospodarcze czerpać będą siły, których same nie są w 
stanie wytworzyć, gdy na podstawie swych założeń kształtują także i życie duchowe. 

Zgodnie  z  poglądem,  wyłożonym  w  tej  książce,  sprawa  urządzeń  i  programów  uczelni,  które 

służą potrzebom państwa i życia gospodarczego, również winna spoczywać w rękach kierownictwa 
niezależnego  życia  duchowego.  Szkoły  dla  przyszłych  prawników,  handlowców,  przemysłowców, 
rolników  też  kształtować  winno  niezależne  życie  duchowe.  Praca  niniejsza  musi  z  konieczności 
wywołać wiele zastrzeżeń, gdy z jej założeń wyprowadzi się tę słuszną konsekwencję. Ale z czego 
to wypływają owe zastrzeżenia? Rozpoznamy ich ducha antyspołecznego, gdy zdamy sobie sprawę 
z  tego,  że,  w  gruncie  rzeczy,  wynikają  one  z  nieuświadomionej  wiary  w  niepraktyczność  życiową 
wychowawców.  Niepodobna  tedy  oczekiwać  po  nich,  że  powołają  do  życia  urządzenia,  które  we 
właściwy sposób będą służyły praktycznym dziedzinom bytu. Takie urządzenia muszą pono tworzyć 
ludzie,  którzy  sami  biorą  udział  w  życiu  praktycznem;  wychowawcy  zaś  mają  tylko  postępować 
według linij wytycznych, które im zgóry narzucono. 

Ten, kto tak myśli, nie spostrzega, że wychowawcy, którzy nie potrafią sami nadawać sobie linij 

wytycznych, poczynając od najdrobniejszych szczegółów, a kończąc na rzeczach najważniejszych, 
właśnie skutkiem tego stają się obcy życiu i niepraktyczni. Można narzucić im zasady, pochodzące 
nawet  od  jednostek  pozornie  najbardziej  związanych  z  życiem  praktycznem,  a  jednak  nigdy  nie 
wychowają oni ludzi życiowo prawdziwie praktycznych. Antyspołeczne stosunki powstają stąd, że w 
życiu  zbiorowem  brak  ludzi,  którzyby,  dzięki  otrzymanemu  wychowaniu,  nauczyli  się  odczuwać 
społecznie.  Ludzi  uspołecznionych  wychowywać  mogą  jedynie  pedagodzy,  którzy  sami  posiadają 
zmysł  społeczny.  Nigdy  nie  dotrzemy  do  sedna  kwestji  społecznej,  jeśli  nie  uznamy  spraw 
wychowawczych  i  duchowych,  jako  jednego  z  jej  najważniejszych  składników.  Stosunki 
antyspołeczne powstają nietylko z winy urządzeń gospodarczych, ale także skutkiem tego, że ludzie 
w  ramach  tych  urządzeń  postępują  antyspołecznie.  I  powierzanie  wychowania  tudzież  nauczania 
młodzieży  ludziom,  których  czyni  się  obcymi  życiu,  wskutek  narzucania  im  zzewnątrz  kierunku  i 
treści ich działania – jest rzeczą antyspołeczną. 

Państwo  otwiera  wydziały  prawne. Wymaga,  aby  wykładano  tam  zasady  tego  prawodawstwa, 

na  którem  ono,  ze  swego  punktu  widzenia,  oparło  swą  konstytucję  i  administrację.  Instytucje  zaś, 
które  powstaną  całkowicie  na  gruncie  niezależnego  życia  duchowego,  czerpać  będą  treść 

background image

prawodawstwa  właśnie  z  tego  życia.  Państwo  zasilane  będzie  tem,  co  mu  to  niezależne  życie 
duchowe przekaże; będą je zapładniały żywe idee, które jedynie z takiego źródła duchowego mogą 
wypływać. 

Ale  w  samej  tej  dziedzinie  duchowej  będą  ludzie,  którzy,  każdy  ze  swego  punktu  widzenia, 

oddadzą  się  życiu  praktycznemu.  Życiowo  praktycznem  nie  może  stać  się  to,  co  pochodzi  z 
urządzeń  szkolnych  wprowadzonych  przez  “praktyków”,  i  gdzie  nauczają  ludzie  obcy  życiu,  ale 
wyłącznie  to,  co  dają  wychowawcy,  którzy  rozumieją  życie  i  praktyczność  ze  swego  punktu 
widzenia.  O  tem,  jak  zarządzanie  niezależnem  życiem  duchowym  winno  kształtować  się  w 
szczegółach, pomówimy w niniejszej pracy, przynajmniej w ogólnych zarysach. 

Wśród ludzi, skłonnych do utopij, książka ta obudzi rozmaite wątpliwości. Zaniepokojeni artyści 

i inni pracownicy umysłowi powiedzą: dobrze, ale czy talenty będą mogły rozwijać się lepiej wśród 
tego  niezależnego  życia  duchowego,  niż  w  obecnych  warunkach,  kiedy  znajdują  się  pod  opieką 
państwa  i  potęg  gospodarczych?  Tacy  oponenci  pamiętać  winni,  że  praca  niniejsza  nie  ma  nic 
wspólnego z utopją. Dlatego nigdzie nie znajdziemy w niej twierdzeń teoretycznych: to powinno być 
tak  urządzone,  czy  inaczej.  Natomiast  znaleźć  w  niej  można  pobudkę  do  tworzenia  takich 
społeczności  ludzkich,  któreby  były  zdolne  we  własnem  współżyciu  wytwarzać  pożądane  warunki 
społeczne. Kto sądzi życie nie według teoretycznych uprzedzeń, lecz z własnych doświadczeń, ten 
powie sobie: człowiek, który tworzy na podstawie swych niczem nieskrępowanych uzdolnień, będzie 
wówczas mógł liczyć na właściwą ocenę swej działalności, kiedy powstanie niezależna społeczność 
duchowa, która będzie wywierała wpływ na życie, kierując się wyłącznie własnemi założeniami. 

“Kwestja społeczna” nie jest czemś, co w naszych czasach  wyłoniło  się z  życia ludzkiego i  co 

grupka  ludzi,  czy  też  parlamenty  będą  mogły  rozwiązać  i  wreszcie  rozwiążą.  Jest  ona  częścią 
składową całej nowoczesnej cywilizacji i skoro już powstała, taką pozostanie. W każdym momencie 
rozwoju  dziejowego  musi  ją  ludzkość  na  nowo  rozwiązywać.  Życie  człowieka  bowiem  weszło  w 
ostatnich  czasach  w  taką  fazę,  kiedy  same  urządzenia  socjalne  rodzą  stale  tendencje 
antyspołeczne.  Trzeba  je  nieustannie  opanowywać  na  nowo.  Podobnie  jak  organizm  po  pewnym 
czasie  po  nasyceniu,  znów  powraca  do  stanu  głodu,  tak  samo  organizm  społeczny  z 
uporządkowanych stosunków wpada w bezład. Na uporządkowanie stosunków społecznych niema 
uniwersalnego  lekarstwa  podobnie,  jak  niema  takiego  pokarmu,  któryby  nasycił  organizm  raz  na 
zawsze.  Ale  ludzie  tworzyć  mogą  takie  spólnoty,  których  współdziałanie  stale  dawać  będzie  życiu 
nowe  impulsy  w  kierunku  socjalnym.  Taką  spólnotą  jest  samorządny  człon  duchowy  organizmu 
społecznego. 

Podobnie  jak  dla  życia  duchowego  z  doświadczeń  teraźniejszości  wyłania  się  wymaganie 

autonomji  społecznej,  tak  samo  dla  życia  gospodarczego  wypływa  postulat  pracy  zrzeszeniowej. 
Gospodarka  społeczna  składa  się  dziś  z  produkcji,  obiegu  i  spożycia  dóbr,  które  zaspakajają 
potrzeby  ludzkie.  Każdego  wiążą  z  życiem  gospodarczem  jego  interesy;  każdy  musi  się  z  niem 
sprzęgnąć  zapomocą  takiego  udziału  w  pracy,  jaki  jest  dlań  dostępny.  Tylko  sam  człowiek  może 
wiedzieć  i  odczuwać,  czego  naprawdę  potrzebuje;  sam  też,  na  zasadzie  własnego  zrozumienia 
warunków życia społeczeństwa, musi rozstrzygać o tem, co powinien spełniać. Nie zawsze tak było 
i  jeszcze  nie  wszędzie  tak  jest,  ale  wśród  cywilizowanych  ludów  świata  zasadniczo  panują  takie 
stosunki. 

Z  biegiem  rozwoju  ludzkości  zasięg  działania  jednostek  gospodarczych  rozszerzył  się.  Z 

zamkniętej  gospodarki  domowej  rozwinęła  się  gospodarka  miast,  a  z  niej  gospodarka  narodowa. 
Dziś stoimy wobec gospodarki światowej. Wprawdzie ze starego porządku wiele jeszcze pozostało 
w nowym ustroju; w dawnem życiu natomiast tkwiło już w zarodku dużo elementów przyszłości. Ale 
losy ludzkości zależne są od tego, że ta kolejność rozwojowowa w pewnych warunkach życiowych 
uzyskała wpływ decydujący. 

Nonsensem  jest  chcieć  organizować  siły  gospodarcze  jako  abstrakcyjną  spólnotę  światową. 

Poszczególne jednostki gospodarcze z biegiem rozwoju wytworzyły w szerokim zakresie gospodarki 
państwowe.  Wszakże  twory  państwowe  powstały  z  działania  innych  jeszcze  sił,  nietylko 
gospodarczych.  Właśnie  chęć  przekształcenia  państw  w  społeczności  gospodarcze  spowodowała 
chaos czasów  najnowszych. Życie gospodarcze dąży do kształtowania się na  podstawie  własnych 
sił,  niezależnie  od  urządzeń  państwowych  oraz  od  politycznego  sposobu  myślenia  państwowego. 
Ale  w  taki  sposób  będzie  ono  mogło  ukształtować  się  tylko  wtedy,  gdy  na  czysto-gospodarczem 
podłożu  powstaną  zrzeszenia,  obejmujące  przedstawicieli  spożycia,  obiegu  i  produkcji.  Warunki 
życiowe, same przez się, regulować będą rozmiary tych zrzeszeń. Za małe zrzeszenia byłyby zbyt 

background image

kosztowne, za duże zaś – nie dość przejrzyste w pracy gospodarczej. Każdemu zrzeszeniu życiowe 
potrzeby wskażą łatwo drogę do stałych stosunków z innemi zrzeszeniami. Nieuzasadnioną byłaby 
obawa,  że  owe  zrzeszenia  będą  krępowały  tych  członków,  których  warunki  życia  zmuszają  do 
częstych zmian miejsca zamieszkania. Znajdą oni łatwo drogę od jednego zrzeszenia do drugiego, 
jeżeli  takie  przejścia  powodować  będą  interesy  gospodarcze,  a  nie  przepisy  państwowe.  W 
organizacji  zrzeszeniowej  dadzą  się  pomyśleć  urządzenia,  które  działać  będą  z  łatwością  obiegu 
pieniężnego. 

Dzięki fachowości i rzeczowemu traktowaniu, w takiem zrzeszeniu panować może daleko idąca 

harmonja interesów. 

Nie  prawa  mają  regulować  produkcję,  obieg  i  spożycie  dóbr,  ale  sami  ludzie,  na  podstawie 

własnego,  bezpośredniego  orjentowania  się  w  tem  oraz  własnych  interesów.  Udział  w  życiu 
zrzeszeniowem umożliwi im zdobywanie w tym kierunku niezbędnego zrozumienia. Skutkiem tego, 
że, drogą układów  wzajemnych, poszczególne interesy muszą się wzajemnie wyrównywać, towary 
uzyskają  w  obiegu  swoje  odpowiednie  wartości.  Taka  współpraca  z  motywów  gospodarczych 
będzie czemś zupełnie innem, niż to, co odbywa się n. p. w nowoczesnych związkach zawodowych. 
Związki  te  rozwijają  swą  działalność  w  życiu  gospodarczem,  ale  nie  powstają  z  przesłanek 
gospodarczych.  Są  one  naśladownictwem  zasad,  które  ukształtowały  się  w  nowych  czasach,  pod 
wpływem  racyj  państwowych  i  politycznych.  A  więc  politykuje  się  w  tych  związkach,  zamiast 
rozważać  z  punktu  widzenia  gospodarczego,  jakie  świadczenia  jeden  człowiek  czynić  winien 
drugiemu.  W  owych  zrzeszeniach  zaś  nie  będą  zasiadać  “najemnicy”,  którzy,  z  tytułu  swej  siły, 
żądają  od  przedsiębiorcy  możliwie  wysokich  płac.  Będą  natomiast  tu  współdziałali  pracownicy 
fizyczni  z  duchowymi  kierownikami  produkcji  oraz  ze  spożywcami,  zainteresowanymi  daną  gałęzią 
wytwórczości,  aby  kształtować  odpowiednio  wzajemną  wymianę  świadczeń,  przy  pomocy 
regulowania  cen.  Tego  osiągnąć  się  nie  da,  parlamentując  na  zgromadzeniach.  Od  tej  gadaniny 
należałoby społeczeństwo uwolnić. Któż bowiem miałby pracować, jeśliby niezliczone zastępy ludzi 
traciły  czas  na  rozprawianiu  o  pracy?  Drogą  umów  człowieka  z  człowiekiem,  zrzeszenia  ze 
zrzeszeniem,  wszystko  to  załatwiać  się  będzie  obok  pracy.  Na  to  potrzeba  jedynie,  aby  takie 
porozumienie odpowiadało poglądom pracujących oraz interesom spożywców. 

Nakreślony  tu  obraz  nie  jest  utopją.  Nie  twierdzimy  bowiem  bynajmniej,  że  coś  ma  być 

urządzone  tak,  czy  inaczej.  Wskazujemy  jedynie  na  to,  jak  ludzie  własne  sprawy  sami  załatwiać 
będą, działając przy pomocy zrzeszeń, odpowiadających ich zapatrywaniom i interesom. 

O  to,  aby  ludzie  łączyli  się  w  takie  zespoły,  troszczy  się  sama  natura  ludzka,  o  ile  ingerencja 

państwa nie stawia jej w tem przeszkód – natura bowiem budzi potrzeby. Prócz tego troszczyć się o 
to  będzie  niezależne  życie  duchowe,  ponieważ  za  jego  sprawą  powstawać  będą  takie  właśnie 
poglądy,  jakie  powinny  działać  w  społeczeństwie.  Człowiek,  myślący  na  podstawie  doświadczenia 
życiowego,  musi  przyznać,  że  istnieje  możliwość,  by  omawiane  tu  zrzeszenia  powstały  w  każdej 
chwili,  że  niema  w  tem  nic  utopijnego.  Ich  powstaniu  nic  nie  stoi  na  przeszkodzie  prócz  tego,  że 
człowiek  współczesny  usiłuje  “organizować”  życie  gospodarcze  z  zewnątrz,  zasugestjowany  ideą 
“organizacji”.  Od  takiego  organizowania,  które  z  zewnątrz  dąży  do  łączenia  ludzi  w  celu  produkcji, 
różni  się  biegunowo  organizacja  gospodarcza,  oparta  na  niezależnych  zrzeszeniach.  Na  drodze 
asocjacji  człowiek  łączy  się  z  człowiekiem,  a  planowość  całości  wynika,  dzięki  zdrowemu 
rozsądkowi jednostki. 

Możnaby  powiedzieć:  na  co  się  zda,  że  jakiś  biedak  zrzeszy  się  z  człowiekiem  majętnym? 

Można uważać za lepsze “sprawiedliwe” regulowanie z zewnątrz całej produkcji i spożycia. Ale taka 
zorganizowana  regulacja  krępowałaby  siły  twórcze  jednostki  i  pozbawiałaby  życie  gospodarcze 
tego,  czego  dostarczać  mu  mogą  te  twórcze  siły.  Niechajby  ludzie,  mimo  wszelkich  uprzedzeń, 
uczynili  raz  próbę  zrzeszenia  się  nawet  w  dzisiejszych  czasach  biedaków  z  bogaczami!  Jeżeli  nie 
wmieszają  się  do  tego  żadne  inne  siły  prócz  gospodarczych,  to  z  konieczności  posiadający  z 
nieposiadającymi będą musieli wyrównywać wzajemne świadczenia. Dziś mówi się o tych rzeczach 
nie  na  podstawie  instynktów  życiowych,  które  wypływają  z  doświadczenia,  lecz  pod  wpływem 
nastrojów  i  to  powstających  nie  z  potrzeb  gospodarczych,  lecz  z  interesów  klasowych  i  innych. 
Nastroje  te  zaś  rozwijać  się  mogły  dlatego,  że,  wobec  coraz  większej  złożoności  życia 
gospodarczego,  niepodobna  było  w  ostatnich  czasach  nadążyć  za  niem  przy  pomocy  idej 
czysto-gospodarczych.  Stało  temu  na  przeszkodzie  skrępowanie  życia  duchowego.  Ludzie,  czynni 
w  życiu  gospodarczem,  zakrzepli  w  rutynie;  siły,  kształtujące  to  życie,  nie  są  dla  nich  przejrzyste. 
Pracują,  nie  orjentując się  w  całokształcie  życia  ludzkiego. W  zrzeszeniach  zaś  jeden  od  drugiego 

background image

dowie  się  tego,  co  niezbędnie  musi  wiedzieć.  Ludzie  ci  zdobędą  doświadczenie  o  tem,  co  jest 
gospodarczo możliwe dzięki temu, że każdy z nich przyniesie znajomość rzeczy i doświadczenie ze 
swego odcinka pracy; decydować zaś będą wspólnie. 

Podobnie  jak  w  niezależnem  życiu  duchowem  czynne  są  wyłącznie  siły,  które  znajdują  się  w 

niem  samem,  tak  też  i  w  systemie  gospodarczym,  opartym  na  zrzeszeniach,  występować  będą 
wyłącznie  wartości  gospodarcze,  które  powstają  dzięki  tym  zrzeszeniom.  Każdy  uświadomi  sobie 
zadania, jakie przypadają nań w dziedzinie gospodarczej, dzięki jego współżyciu z ludźmi, z którymi 
jest zrzeszony gospodarczo. Skutkiem tego osiągnie on na sprawy  ogólno-gospodarcze ściśle taki 
wpływ, do jakiego będą go uprawniały jego świadczenia. W dalszych rozdziałach wyjaśnimy, w jaki 
sposób  ludzie  niezdolni  do  pracy  zostaną  włączeni  do  życia  gospodarczego.  Chronić  słabych  od 
przemocy  potężnych  może  jedynie  taki  ustrój  gospodarczy,  który  ukształtował  się  wyłącznie  w 
oparciu o swoje własne siły. 

W  ten  sposób  organizm  społeczny  rozłoży  się  na  dwa  samodzielne  człony,  które  się  wzajem 

wspierają, dzięki temu, że każdy z nich posiada swój własny samorząd, oparty na właściwych sobie 
siłach twórczych. Ale pomiędzy temi dwoma członami działać musi jeszcze trzeci. Jest nim właściwy 
dział  państwowy  organizmu  społecznego.  W  nim  przychodzi  do  głosu  wszystko  to,  co  powinno 
zależeć  od  sądu  i  odczucia  każdego  pełnoletniego  obywatela.  W  niezależnem  życiu  duchowem 
każdy bierze udział w miarę swych specjalnych uzdolnień, w życiu gospodarczem winien zajmować 
takie  stanowisko,  jakie  wynika  z  jego  roli  w  zrzeszeniu. W  prawno-politycznem  zaś  życiu  państwa 
dochodzi  do  głosu  jego  czysto  ludzka  istota,  niezależnie  od  uzdolnień,  które  ma  on  możność 
rozwijać  w  życiu  duchowem,  i  niezależnie  od  wartości,  jaką  dobra,  przez  niego  wytwarzane, 
uzyskują w życiu gospodarczem opartem na zrzeszeniach. 

W  niniejszej  książce  wykazujemy,  że  zagadnienie  pracy,  jej  czasu  i  rodzaju  należy  do 

kompetencji działu prawno-politycznego. Tutaj wszyscy obywatele są równi, gdyż dział ten obejmuje 
sprawy, co do których każdy człowiek posiada jednakową zdolność sądu. W tym członie organizmu 
społecznego regulowane będą prawa i obowiązki obywateli. 

Jedność tego organizmu jako całości powstanie z samodzielnego rozwoju jego trzech członów. 

Praca  niniejsza  wykazuje  jak  drogą  współdziałania  powyższych  trzech  członów  może  się 
ukształtować  działalność  kapitału  ruchomego,  środków  produkcji,  prawa  użytkowania  ziemi.  Kto 
chciałby “rozwiązać” kwestję społeczną zapomocą wymyślonego lub powstałego w jaki inny sposób 
systemu  gospodarowania,  ten  książki  tej  nie  uzna  za  praktyczną.  Ale  kto  pragnie  na  zasadzie 
doświadczenia  życiowego  pobudzić  ludzi  do  takiego  współżycia,  które  najlepiej  pozwoli  poznać 
zagadnienia  społeczne  i  oddać  się  im,  ten,  być  może,  nie  zaprzeczy,  że  dążenia  autora  są 
naprawdę życiowe. 

Książka ta po raz pierwszy ukazała się w druku w kwietniu 1919 r. Uzupełnieniem jej był szereg 

artykułów,  publikowanych  w  czasopiśmie  “Dreigliederung  des  sozialen  Organismus”,  które 
następnie  zostały  wydane  w  książce  p.  t.  “In  Ausführung  der  Dreigliederung  des  sozialen 
Organismus”.

1

 

Łatwo  zauważyć,  że  w  obu  tych  pracach  mniej  się  mówi  o  “celach”  ruchu  społecznego,  niż  o 

drogach,  po  których  kroczyć  należy  w  życiu  społecznem.  Kto  myśli  na  podstawie  doświadczenia 
życiowego,  ten  wie,  że  jeden  i  ten  sam  cel  występować  może  w  różnych  postaciach.  Tylko 
człowiekowi  żyjącemu  w  abstrakcjach  myślowych  wszystko  przedstawia  się  w  formie  ściśle 
zarysowanej.  Gani  on  często  to,  co  jest  życiowe,  gdyż  uważa,  że  nie  jest  dostatecznie  wyraźne  i 
dostatecznie “jasno” wyłożone. Wielu wśród nas, mających się za ludzi praktycznych, myśli takiemi 
właśnie abstrakcjami. Nie liczą się oni z tem, że życie przybierać może najróżnorodniejsze formy, że 
jest  ono  elementem  płynnym.  I  kto  chce  za  niem  nadążyć,  musi  w  myślach  swoich  i  odczuciach 
przystosować się do tej jego cechy płynności. Tylko taki sposób myślenia pozwala ujmować zadania 
społeczne. 

Z obserwacyj życia zdobyte zostały idee pracy niniejszej – oby też z tego stanowiska znalazły 

zrozumienie! 

 

                                                            

1

  Założona w kwietniu r. 1919 organizacja p. n. “Bund für Dreigliederung des sozialen Organismus" miała na 

celu wprowadzenie w życie myśli, zawartych w tych pracach. 

background image

UWAGI O ZAMIERZENIACH NINIEJSZEJ PRACY. 

 

Dzisiejsze  życie  społeczne  stawia  przed  nami  poważne  i  rozległe  zadania.  Wyłaniają  się 

żądania  nowego  ukształtowania  tego  życia,  wskazujące  na  konieczność  szukania  do  rozwiązania 
tych zagadnień nowych dróg, o jakich dotychczas nie myślano. Dziś znajdzie już, być może, posłuch 
ten,  kto  na  zasadzie  doświadczeń  życiowych,  popartych  przez  obecny  stan  rzeczy,  doszedł  do 
przekonania,  że  ów  brak  myślenia  o  koniecznych  nowych  drogach  doprowadził  do  obecnego 
zamętu społecznego. Na tem założeniu opierają się wywody niniejszej pracy. Ma ona mówić o tem, 
co powinno nastąpić, aby  żądania, jakie stawia dziś  większa część ludzkości, sprowadzić do sfery 
świadomej celu woli społecznej. Czy wymagania te podobają się albo nie poszczególnej jednostce, 
nie ma to wielkiego wpływu na tworzenie się takiej woli. One istnieją i trzeba się z niemi liczyć, jak z 
faktami życia społecznego. Powinni wziąć to pod uwagę ludzie, którym, z punktu widzenia osobistej 
sytuacji życiowej, nie podoba się sposób,  w jaki autor niniejszej pracy  w swych  wywodach traktuje 
żądania proletarjatu, gdyż, zdaniem ich, zbyt jednostronnie wskazuje on na nie, jako na coś, z czem 
wola społeczna musi się liczyć. Autor wszakże pragnąłby mówić na podstawie pełnej rzeczywistości 
życia  teraźniejszego,  o  ile  jest  ona  dostępna  jego  poznaniu.  Stoją  mu  przed  oczami  fatalne 
następstwa  w  razie,  gdyby  człowiek  nie  zechciał  dostrzec  faktów,  które  wyłoniły  się  z  życia 
nowoczesnej ludzkości, i gdyby ignorował, liczącą się z temi faktami, wolę społeczną. 

Mało  zadowolone  z  wywodów  autora  będą  przedewszystkiem  te  osoby,  które  uważają  się  za 

praktyków  życiowych  w  sensie,  w  jakim  rozumiane  jest  dziś  to  pojęcie  pod  wpływem  pewnych 
ulubionych  przyzwyczajeń  myślowych.  Powiedzą  one,  że  z  kart  tych  przemawia  człowiek  życiowo 
niepraktyczny. Tymczasem autor mniema, że to one  właśnie muszą  przekształcić gruntownie swój 
sposób  myślenia.  Sądzi  on  bowiem,  że  o  błędnej  praktyce  życiowej  tych  ludzi  świadczą 
bezsprzeczne  fakty,  jakie  obecnie  ludzkość  musi  przeżywać.  Te  właśnie  błędy  poprowadziły  do 
fatalnych  następstw.  Zmuszeni  oni  będą  uznać  za  praktyczne  to,  co  wydawało  im  się  fałszywym 
idealizmem.  Punkt  wyjścia  tej  książki  wydawać  im  się  może  chybiony  z  tego  względu,  że  w 
pierwszej  jej  części  więcej  jest  mowa  o  życiu  duchowem,  aniżeli  o  życiu  gospodarczem 
nowoczesnej  ludzkości.  Na  zasadzie  poznania  życia,  zdobytego  przez  autora,  musiał  on  dojść  do 
przekonania,  że  do  popełnionych  błędów  dojdą  niezliczone  nowe,  jeśli  ludzie  nie  zdecydują  się 
kierować swej uwagi właśnie na życie duchowe. 

Ale  i  ci,  którzy  w  przeróżnych  formach  głoszą  frazesy  o  konieczności  wyrzeczenia  się  przez 

ludzkość  zainteresowań  czysto-materjalnych  i  wkroczenia  na  drogę  “ducha”,  “idealizmu”,  nie  będą 
zadowoleni z niniejszej pracy. Autor bowiem nie przywiązuje wagi do samego tylko wskazywania na 
“duchowość” i nie prawi mglisto o świecie duchowym. Uznawać on może jedynie taką duchowość, 
która  staje  się  własną  treścią  życiową  człowieka  i  skuteczność  swą  okazuje  zarówno  w 
opanowywaniu  praktycznych  zadań  codziennych,  jak  i  w  tworzeniu  poglądu  na  świat  i  życie, 
zaspakajającego  potrzeby  duszy.  Nie  to  bowiem  jest  ważne,  abyśmy  o  duchowości  coś  wiedzieli, 
lub  łudzili  się,  że  coś  wiemy,  ale  to,  aby  ta  duchowość  przejawiała  się  także  w  praktyce,  przy 
ujmowaniu zagadnień rzeczywistości. Wówczas towarzyszyłaby ona tej rzeczywistości nie tylko jako 
coś dodatkowego, przeznaczonego wyłącznie dla wewnętrznego życia duszy. 

Wywody tej pracy wydadzą się przeto ludziom “uduchowionym” bezduszne, “praktykom” zaś – 

obce  życiu.  Autor  natomiast  jest  przeświadczony,  że  współczesnemu  życiu  służyć  może  na  swój 
sposób, dzięki właśnie temu, że nie przytakuje ludziom obcym rzeczywistości, uważającym się dziś 
za “praktyków”, a także, że nie może uznać deklamacji o duchowości, stwarzającej iluzje życiowe. 

“Kwestję  społeczną”  rozpatruje  niniejsza  praca  jako  zagadnienie  gospodarcze,  prawne  i 

duchowe.  Autor  sądzi,  że  poznał,  jak  z  potrzeb  życia  gospodarczego,  prawnego  i  duchowego 
wyłania  się  jej  “prawdziwa  postać”.  Jedynie  z  tego  rodzaju  poznania  wypłynąć  mogą  impulsy  dla 
zdrowego ukształtowania się tych trzech dziedzin ładu społecznego. 

W  dawnych  czasach  rozwoju  ludzkości  same  instynkty  społeczne  troszczyły  się  o  to,  aby  w 

całokształcie życia zbiorowego rozczłonować te trzy dziedziny w sposób, jaki odpowiadał ówczesnej 
naturze  ludzkiej.  Obecnie  do  tego  rozczłonowania  dążyć musi  koniecznie  celowo  skierowana  wola 
społeczna.  W  czasach,  dzielących  ową  dawną  epokę  od  chwili  obecnej,  w  krajach,  które  pod  tym 
względem  wchodzą  przedewszystkiem  w  rachubę,  działały  w  sposób  pogmatwany,  stare  instynkty 
wraz z nową świadomością, a to już zupełnie nie odpowiada potrzebom współczesnej ludzkości. W 
niejednym  objawie,  który  uważa  się  dziś  za  celową myśl  społeczna,  żyją  jeszcze  w  dalszym ciągu 
dawne  instynkty i to jest przyczyną słabości tego myślenia  wobec żądań rzeczywistości. Wszystko 

background image

co  nie  jest  już  dziś  zdolne  do  życia,  człowiek  musi  odrzucić  i  zrobić  to  gruntowniej,  niż  niejeden  z 
nas to sobie wyobraża. 

Jak  życie  gospodarcze,  prawne  i  duchowe  powinno  kształtować  się  według  nowych  wymagań 

zdrowego ustroju społecznego, może – zdaniem autora – uświadomić sobie jedynie człowiek, który 
zdobędzie  się  na  dobrą  wolę  uznania  doniosłości  wyrażonych  tu  poglądów.  Autor  pragnąłby  w  tej 
pracy  poddać  pod  sąd  ogółu  to,  co  uważa  za  potrzebne  powiedzieć  o  tem  niezbędnem 
przekształceniu.  Pragnie  on  dać  podnietę  do  znalezienia  drogi,  wiodącej  ku  celom  społecznym, 
zgodnym  z  obecną  rzeczywistością  i  koniecznościami  życia,  mniema  bowiem,  że  jedynie  we 
wskazanym  kierunku  możliwe  jest  przezwyciężenie  fantastyki  i  utopizmu  w  dziedzinie  woli 
społecznej. 

Kto jednak w tej pracy doszuka się czegoś utopijnego, tego autor chciałby prosić, aby rozważył, 

jak  bardzo  –  dzięki  pewnym  wyobrażeniom,  które  urabiamy  sobie  o  możliwościach  rozwojowych 
ustroju  społecznego  –  oddalamy  się  dziś  od  rzeczywistości  i  popadamy  w  fantazjowanie.  I  to  jest 
powodem,  że  za  utopję  bywają  brane  koncepcje  pracy  niniejszej,  które  wywodzą  się  z 
rzeczywistości  i  doświadczenia  życiowego.  Niejeden  dopatrzy  się  w  tych  wywodach  czegoś 
“abstrakcyjnego”,  gdyż  konkretne  jest  dla  niego  wyłącznie  to,  o  czem  przywykł  myśleć,  za 
abstrakcyjne zaś uważa wszystko, o czem dotąd nie myślał, chociażby było konkretne.

2

 

Autor wie, że ludzie, trzymający się ślepo programów partyjnych, nie będą narazie zadowoleni z 

jego  wywodów.  A  jednak  wierzy,  że  niebawem  wielu  z  tych,  co  należą  do  stronnictw  politycznych, 
dojdzie  do  przekonania,  że  obecne  fakty  rozwojowe  daleko  już  wyrosły  ponad  programy  partyjne  i 
że wytworzenie sobie niezależnego od tych programów sądu o najbliższych celach woli społecznej 
jest palącą koniecznością. 

 

Rudolf Steiner. 

W początkach kwietnia 1919 roku. 
 

                                                            

2

  Autor  unikał  świadomie  w  swych  rozważaniach  ścisłego  trzymania  się  terminologji,  używanej  w  literaturze 

ekonomicznej. Wie  on  dokładnie,  które  ustępy  tej  pracy  “fachowy”  ekonomista  uzna  za  dyletantyzm.  Taki  sposób 
wyrażania swych myśli wybrał on nie tylko dla tego, aby zrozumieli go ludzie, którzy nie znają naukowej literatury 
ekonomiczno-społecznej,  ale  głównie  z  przeświadczenia,  że  większość  z  tego,  co  w  tej  literaturze  uchodzi  za 
fachowe, w przyszłości okaże się jako jednostronne i niedostateczne, nawet pod względem formy. Ktoby sądził, że 
autor  powinien  był  też  wspomnieć  o  ideach  społecznych  innych  pisarzy,  których  myśli  w  tej,  czy  innej  sprawie 
wydają  się  być  zgodne  z  wyżej  wyłożonemi,  tego  proszę,  aby  rozważył,  że  istotną  rzeczą  w  praktycznem 
zastosowaniu danych impulsów są punkty wyjścia i drogi powstania omawianego poglądu, które autor zawdzięcza 
kilkudziesięcioletniemu doświadczeniu, nie zaś tylko myślom w taki, czy inny sposób ukształtowanym. Jak widać z 
rozdziału  IV-go,  autor  rozmyślał  nad  praktycznem  urzeczywistnieniem  tych  poglądów  już  wówczas,  gdy  pozornie 
podobnych myśli o tej czy innej sprawie jeszcze nie zauważono. 

background image

I. 

PRAWDZIWA POSTAĆ KWESTJI SPOŁECZNEJ 

W ŻYCIU NOWOCZESNEJ LUDZKOŚCI. 

 

Czyż katastrofa wojny światowej nie ujawnia w faktach nowoczesnego ruchu społecznego, jak 

bardzo  niedostateczne  były  założenia myślowe,  któremi  ludzie  łudzili  się  w  ciągu  dziesięcioleci,  że 
rozumieją wolę proletarjatu? 

Do  postawienia  tego  zagadnienia  zmusza  nas  to,  co  z  tłumionych  dotychczas  żądań 

proletarjatu  i  w  związku  z  niemi,  wydobywa  się  na  powierzchnię  życia.  Siły,  które  zwalczały  te 
żądania,  poczęści  zostały  zniszczone.  I  jedynie  człowiek,  nie  zdający  sobie  sprawy  z  tego,  jak 
niezmożone  są  tego  rodzaju  dążenia  natury  ludzkiej,  mógłby  pragnąć  utrzymania  nadal  tego 
samego  ustosunkowania  się  owych  sił  do  impulsów  społecznych,  ujawniających  się  w  znacznej 
części ludzkości. 

Wiele osób, którym stanowisko życiowe dawało możność wpływania słowami czy to radą na siły 

życia  europejskiego,  prące  w  r.  1914  ku  katastrofie  wojennej,  ulegało  co  do  tych  sił  największym 
złudzeniom.  Wierzyły,  że  zwycięztwo  orężne  ich  kraju  zdoła  uspokoić  wrzenia  społeczne.  Musiały 
jednak  później  stwierdzić,  że  właśnie  skutkiem  ich  takiego  stanowiska  popędy  społeczne  miały 
możność  ujawnienia  się  w  całej  pełni.  Istotnie,  ostatnia  katastrofa  światowa  okazała  się  tem 
wydarzeniem  dziejowem,  dzięki  któremu  owe  skłonności  nabrały  pełni  siły  bojowej.  W  ostatnich 
latach ciężkich przeciwności losu zarówno jednostki, stojące u steru rządów, jak i sfery kierownicze 
były  zmuszone  uzależniać  swe  postępowanie  od  nastrojów  socjalistycznych,  nurtujących  w 
szerokich  kołach  ludności.  Nieraz  chętnie  postąpionoby  inaczej,  gdyby  można  było  się  z  tem  nie 
liczyć. W postaci, jaką przybrały współczesne wydarzenia, żyją nadal skutki tego wszystkiego. 

A teraz, gdy to, co przez dziesiątki lat przygotowywało się w rozwoju ludzkości, wchodzi w fazę 

rozstrzygającą,  okazuje  się  tragicznem  zrządzeniem  losu,  że  myśli  ludzkie,  towarzyszące 
powstawaniu  tych  faktów,  do  nich  nie  dorosły.  Wielu  ludzi,  którzy  poglądy  swe  kształtowali  na 
rozwoju  tych  faktów,  by  służyć  żyjącemu  w  nich  celowi  społecznemu,  stoją  dziś  zupełnie,  albo 
prawie zupełnie, bezsilni wobec zagadnień losowych, jakie stawia im faktyczny stan rzeczy. 

Wprawdzie  niejeden  z  nich  jeszcze  wierzy,  że  to,  co  oddawna  uważał  za  konieczne,  w  celu 

przekształcenia  życia  ludzkiego,  urzeczywistni  się  i  okaże  dość  silne,  aby  faktom,  które  domagają 
się rozwiązania, nadać życiowo możliwy kierunek. Pominąć zaś można zupełnie tych, którzy jeszcze 
teraz  mniemają,  że,  naprzekór  żądaniom  poważnej  części  ludzkości,  stary  porządek  da  się 
utrzymać. Wystarczy wziąć pod uwagę ludzi, przekonanych o konieczności nowego ukształtowania 
życia.  Niepodobna  wszakże  zaprzeczyć,  że  dawne  poglądy  partyjne  błąkają  się  wśród  nas,  jakby 
mumje,  które  odtrąca  bieg  wydarzeń.  Ten  stan  rzeczy  wymaga  rozstrzygnięć,  do  jakich  postarzałe 
partje nie są przygotowane. Rozwijały się one wprawdzie równocześnie z faktami, ale nie nadążyły 
za  niemi  ze  swemi  przyzwyczajeniami  myślowemi.  Przeświadczenie,  że  to,  co  powyżej 
zaznaczyliśmy, wynika z obecnego biegu wydarzeń światowych, nie będzie chyba zarozumiałością 
autora  wobec  poglądów,  które  dziś  jeszcze  są  miarodajne.  Wolno  z  tego  wyciągnąć  wniosek,  że 
właśnie  nasza  teraźniejszość  będzie  wraźliwa  na  próbę  podkreślenia  w  życiu  społecznem 
nowoczesnej  ludzkości  tego,  co  dzięki  swemu  swoistemu  charakterowi,  pozostaje  obce 
przyzwyczajeniom myślowym nawet ludzi zorjentowanych społecznie, a także kierunków partyjnych. 
Mogłoby bowiem okazać się, że tragizm, ujawniający się w próbach rozwiązania kwestji społecznej, 
pochodzi  właśnie  z  niezrozumienia  istotnych  dążeń  proletarjatu.  Z  takiem  niezrozumieniem 
spotykamy  się  nawet  u  ludzi,  których  poglądy  wyrosły  z  tych  dążeń.  Człowiek  bowiem  nie  zawsze 
wyrabia sobie właściwy sąd o swoich zamierzeniach. 

Dlatego  też  uzasadnione  okaże  się  pytanie:  czego  w  istocie  żąda  współczesny  ruch 

proletarjacki? Czy dążenia jego są zgodne z tem, co zwykle mniemają zarówno proletarjusze, jak i 
nieproletarjusze? Czy prawdziwa postać “kwestji socjalnej” objawia się w tem, co wielu ludzi o niej 
myśli?  Czy  też  może  jest  rzeczą  niezbędną  zupełnie  inaczej  skierować  myślenie?  Wobec  tego 
zagadnienia niepodobna zająć postawy bezstronnej, o ile los nie dał nam sposobności wniknięcia w 
życie  duchowe  nowoczesnego  proletarjatu,  a  zwłaszcza  tego  jego  odłamu,  który  bierze  najżywszy 
udział w kształtowaniu obecnego ruchu społecznego. 

Rozprawiano wiele o rozwoju współczesnej techniki i współczesnego kapitalizmu. Pytano, jak w 

łonie  tego  rozwoju  powstał  dzisiejszy  proletariat  i  jak,  drogą  postępu  nowoczesnego  życia 
gospodarczego,  doszedł  on  do  swoich  postulatów.  Jest  dużo  słuszności  w  tem  wszystkiem,  co 

background image

10 

mówiono.  Że  to  jednak  nie  rozstrzyga  istoty  rzeczy,  jasno  wynika  dla  każdego,  kto  nie  dał  się 
zahypnotyzować  poglądowi,  jakoby  warunki  zewnętrzne  nadawały  życiu  człowieka  swoiste  piętno. 
Istota  rzeczy  objawia  się  temu,  kto  zachował  nieuprzedzony  wgląd  w  impulsy  duszy,  działające  z 
głębi  wewnętrznych.  Zapewne,  żądania  proletarjatu  rozwinęły  się  w  epoce  techniki  i  kapitalizmu 
nowoczesnego,  ale  zrozumienie  tego  faktu  nie  wyjaśnia  jeszcze,  co  w  tych  dążeniach  żyje  jako 
właściwe  czysto-ludzkie  impulsy.  Dopóki  zaś  nie  wnikniemy  w  życie  tych  impulsów,  dopóty  nie 
zdołamy zbliżyć się do istotnej postaci “kwestji społecznej”. 

Pewien termin, często powtarzany w świecie proletarjackim, może wywierać silne wrażenie na 

każdym,  kto  umie  wnikać  w  głębsze  pobudki  woli  ludzkiej.  Jest  to  powiedzenie,  że  współczesny 
najemnik  doszedł  do  “uświadomienia  klasowego”.  Już  się  on  nie  poddaje  poniekąd  instynktownie 
nieświadomie impulsom innych klas; wie, że należy do odrębnej klasy i chce kształtować stosunek 
tej swojej klasy do innych klas w życiu publicznem w sposób zgodny z jej interesami. Jeśli potrafimy 
ujmować  głębsze  prądy  duszy,  to  wyrażenie  “uświadomiony  klasowo”,  tak,  jak  go  używa 
współczesny  proletarjusz,  wskaże  nam  najważniejsze  fakty  w  społecznem  rozumieniu  życia  tych 
klas  pracujących,  które  zrosły  się  z  rozwojem  nowoczesnej  techniki  i  nowoczesnego  kapitalizmu. 
Musimy  zwrócić  uwagę  przedewszystkiem  na  to,  jak  teorje  naukowe  o  życiu  gospodarczem  i  jego 
stosunku do przeznaczeń ludzkich rozpaliły duszę proletarjatu. Tu właśnie dotykamy faktu, o którym 
wiele  osób,  umiejących  tylko  myśleć  o  proletarjacie,  ale  nie  razem  z  nim,  posiada  pogląd  bardzo 
mglisty, a wobec powagi ostatnich wydarzeń – szkodliwy. Mniemanie, że marksizm a w następstwie 
pisarze proletarjaccy przewrócili w głowie “nieoświeconemu” robotnikowi, oraz tym podobne często 
powtarzane  frazesy,  nie  doprowadzą  do  tak  dziś  niezbędnego  zrozumienia  dziejowej  sytuacji 
świata.  Podobne  twierdzenie  dowodzi  braku  woli  do  skierowania  uwagi  na  momenty  istotne  we 
współczesnym  ruchu  społecznym.  A  takim  istotnym  momentem  jest  przesnucie  świadomości 
klasowej  proletarjatu  pojęciami,  których  charakter  zapożyczono  z  nowoczesnego  rozwoju 
naukowego.  W  tej  świadomości  działa  w  dalszym  ciągu  nastrój,  który  ożywiał  mowę  Lassala,  na 
temat “Nauka i Robotnicy”. Niejednemu z tych, co się uważają za “ludzi praktycznych”, takie sprawy 
wydawać  się  mogą  nieistotne.  Wszakże  ten,  kto  pragnie  zdobyć  rzeczywiście  owocny  pogląd  na 
współczesny  ruch  robotniczy,  musi  skierować  na  to  swą  uwagę.  W  żądaniach,  jakie  stawiają  dziś 
umiarkowane  i  radykalne  koła  proletarjackie,  nie  odzwierciadla  się  bynajmniej  życie  gospodarcze, 
przekształcone  w  impulsy  ludzkie,  jak  to  sobie  wielu  wyobraża,  lecz  żyje  w  nich  wiedza 
gospodarcza, która opanowała świadomość proletarjatu. Występuje to nader wyraźnie w literaturze 
ruchu  robotniczego,  zarówno  w  pracach  naukowych  jak  i  w  dziennikarstwie.  Zaprzeczać  temu  – 
znaczyłoby  zamykać  oczy  na  fakty  rzeczywiste.  A  faktem  podstawowym,  który  warunkuje  obecną 
sytuację społeczną, jest to, że treść świadomości klasowej proletarjatu określają pojęcia naukowe. 
Choćby robotnik, pracujący przy maszynie, był najbardziej daleki od “nauki”, słucha on wyjaśnień o 
swem położeniu socjalnem od ludzi, którzy argumenty czerpią z tej “nauki”. 

Wszelkie  te  rozważania  o  nowoczesnem  życiu  gospodarczem,  o  epoce  maszynizmu,  o 

kapitaliźmie  jakkolwiek  przekonywająco  przedstawiają  podłoże  ruchu  robotniczego,  to  jednak 
rozstrzygające  wyjaśnienie  obecnej  sytuacji  społecznej  nie  wynika  bezpośrednio  z  faktu,  że 
robotnika  postawiono  przy  maszynie  i  wprzęgnięto  w  ustrój  kapitalistyczny.  Wypływa  to  stąd 
mianowicie,  że  pewne  zupełnie  określone  myśli  rozwinęły  się  w  jego  świadomości  klasowej,  w 
związku  z  maszynizmem  i  uzależnieniem  od  gospodarki  kapitalistycznej.  Współczesne 
przyzwyczajenia  myślowe  nie  pozwalają,  być  może,  wielu  ludziom  uznać  w  całej  pełni  doniosłości 
tego faktu, a w jego podkreślaniu dopatrują się oni jedynie djalektycznej gry pojęć. Na to jest jedna 
tylko  odpowiedź:  ludzie,  którzy  nie  są  w  stanie  dostrzegać  rzeczy  istotnych,  nie  mają  żadnych 
danych  do  twórczego  udziału  w  życiu  społecznem.  Kto  chce  rozumieć  ruch  robotniczy,  musi 
przedewszystkiem  wiedzieć,  jak  proletarjat  myśli.  Ruch  proletarjacki  bowiem,  poczynając  od  jego 
umiarkowanych  dążeń  reformatorskich,  a  kończąc  na  najbardziej  niebezpiecznych  zboczeniach, 
tworzą  nie  “siły  poza-ludzkie”,  ani  nie  “impulsy  gospodarcze”,  lecz  ludzie  z  ich  wyobrażeniami  i 
impulsami woli. 

Idee  kierownicze  i  siły  woli  współczesnego  ruchu  społecznego  leżą  nie  w  tem,  co  maszyny  i 

kapitalizm  wpoiły  w  świadomość  proletarjatu.  Ruch  ten  szukał  swych  źródeł  myślowych  w  nowych 
kierunkach naukowych, gdyż maszyna i kapitalizm nie były w stanie dać mu nic takiego, coby mogło 
wlać w jego duszę treść godną człowieka. Taką treść rzemieślnik średniowieczny czerpał ze swego 
zawodu.  Dzięki  temu,  że  jako  człowiek  swoje  życiowe  konsekwencje.  Epoka  techniki  i  kapitalizmu 
dotknęła  go  inaczej,  niż  przedstawiciela  klas  przodujących.  Ten  pozostawał  jeszcze  w  ustroju 
życiowym,  ukształtowanym  przez  impulsy,  które  dają  duszy  oparcie.  Leżało  w  jego  interesie,  aby 

background image

11 

wszelkie  nowoczesne  zdobycze  włączyć  w  ramy  owego  ustroju.  Z  tego  zaś  porządku  życiowego 
dusza proletarjacka została wyrwana. Ten porządek rzeczy nie był w stanie obudzić w niej poczucia, 
któreby  życie  jej  mogło  prześwietlać  treścią  godną  człowieka.  Odczucie  tego,  kim  jest  on  jako 
człowiek, mógł dać proletarjuszowi jedynie pogląd na życie, pełen siły budzącej wiarę i powstały, jak 
się zdawało, ze starego porządku świata. Był nim naukowy sposób myślenia. 

Ta  “naukowość”  poglądów  proletariatu,  wywoła  zapewne  u  niejednego  czytelnika  ironiczny 

uśmiech. Kto pod “naukowością” nie umie wyobrazić sobie nic innego, jak uczoność, zdobywaną w 
ciągu długoletniego przesiadywania w “zakładach naukowych”, i kto taką “uczoność” przeciwstawia 
uświadomieniu najemnika, który “niczego się nie uczył”, może się uśmiechać. Uśmiechem zbywa on 
fakty,  które  decydują  o  losach  współczesnego  życia.  A  fakty  te  świadczą  o  tem,  że  niejeden  z 
wysoce  wykształconych  ludzi  żyje  pomimo  to  w  sposób  nienaukowy,  gdy  tymczasem  nieuczony 
proletarjusz  swój  pogląd  na  życie  opiera  właśnie  na  nauce,  której,  być  może,  wcale  nie  posiada. 
Człowiek  wykształcony  zdobył  wiedzę i zamknął ją w jednej z przegródek  wnętrza swej duszy. Ale 
tkwi  on  wśród  stosunków  życiowych  i  według  nich,  a  nie  według  nauki,  orjentuje  swoje  uczucia. 
Warunki zaś życiowe proletarjatu narzucają mu takie pojmowanie bytu, jakie odpowiada sposobowi 
myślenia  
tej  nauki.  Od  tego,  co  inne  klasy  nazywają  “naukowością”  może  on  być  bardzo  daleki; 
jednak  jej  kierunek  pojęciowy  nadaje  orjentację  jego  życiu.  Dla  innych  klas  decydujące  znaczenie 
mają  podstawy  religijne,  estetyczne,  czy  ogólno-duchowe;  dla  niego  zaś  wiarą  życiową  staje  się 
nauka,  i  to  często  w  jej  ostatecznych  wynikach  myślowych.  Niejeden  z  przedstawicieli  klas 
“przodujących"  uważa  się  za  człowieka  “oświeconego”  i  “wolnomyśliciela".  Niewątpliwie  w 
wyobrażeniach  jego  żyją  przekonania  naukowe;  w  jego  uczuciach  jednak  pulsują,  w  sposób  dlań 
niedostrzeżony, pozostałości tradycyjnej wiary. 

Naukowy sposób myślenia nie przejął ze starego porządku świata świadomości, że myśl, będąc 

natury  duchowej,  źródło  swe  posiada  w  świecie  duchowym.  Tego  charakteru  naukowości 
współczesnej  przedstawiciel  klas  przodujących  mógł  nie  brać  w  rachubę,  życie  jego  bowiem 
przepełniają  stare  tradycje.  Dla  proletariusza  zaś  nie  było  to  możliwe;  jego  bowiem  nowa  sytuacja 
życiowa  wykorzeniła  mu  dawne  tradycje  z  jego  duszy.  Jako  spuściznę  po  klasach  panujących 
przejął  on  naukowy  pogląd  na  świat.  Dziedzictwo  to  stało  się  podstawą  jego  poglądów  na  istotę 
człowieka.  Ale  nie  wiedział  że  ta  “treść  duchowa”  jego  duszy  pochodzi  z  prawdziwego  życia 
duchowego. To, co proletarjat mógł przejąć od klas panujących, jako życie duchowe, wyrzekało się 
swego pochodzenia z dziedziny ducha. 

Wiem  dobrze  jakie  wrażenie  wywrą  powyższe  myśli  na  przedstawicielach  proletarjatu,  jak 

również i na nieproletarjuszach, którzy, uważając się za “praktycznie” obeznanych z życiem, traktują 
wszystko,  o  czem  tu  mowa,  jako  poglądy  obce  życiu.  Fakty,  które  w  obecnym  stanie  rzeczy 
przychodzą na świecie do głosu, będą coraz bardziej wykazywały złudę tych zapatrywań. Kto potrafi 
bezstronnie obserwować te fakty, musi spostrzec, że poglądowi na życie, który liczy się jedynie z ich 
zewnętrzną stroną, dostępne są w końcu tylko takie wyobrażenia, które z rzeczywistością nie mają 
już nic wspólnego. Panujące idee tak długo trzymały się “praktycznie” faktów, aż wreszcie zatraciły 
wszelkie  do  nich  podobieństwo.  Pod  tym  względem  katastrofa  wojny  światowej  mogłaby  mieć  na 
wiele  osób  wpływ  wychowawczy.  Jak  bowiem  wyobrażano  sobie  dalszy  bieg  wydarzeń?  A  co 
nastąpiło? Czyż ma stać się coś podobnego z myśleniem społecznem? 

Podobnie ze strony  wyznawcy poglądu proletarjackiego słyszę  w duchu zarzut,  wypływający  z 

jego  psychicznego  nastawienia:  oto  więc  mamy  jeszcze  jednego,  który  właściwie  chciałby  sedno 
kwestji społecznej zwekslować na tory wygodniejsze dla umysłu burżuazyjnego. Otóż taki krytyk nie 
dostrzega, w jaki sposób los zgotował mu jego dolę najmity, ani, jak usiłuje poruszać się w ramach 
życia  proletarjackiego  ze  swojem  myśleniem  odziedziczonem  po  klasach  “panujących”.  Żyje  po 
proletarjacku, ale myśli, jak przedstawiciel burżuazji. Nowe czasy wymagają bezwarunkowo, aby nie 
tylko orjentować się w nowem życiu, ale również w nowych myślach. Naukowa metoda wyobrażania 
sobie rzeczy wówczas dopiero zdoła stać się oparciem dla duszy, kiedy w swoisty sposób rozwinie 
podobną  siłę  rozpędową  przy  kształtowaniu  pełnego  ludzkiej  treści  życia,  jak  to  na  swój  sposób 
czyniły dawne poglądy na świat. 

Tak  tedy  wskazaną  zostaje  droga,  która  prowadzi  do  znalezienia  prawdziwej  postaci  jednej  z 

części  składowych  nowoczesnego  ruchu  robotniczego.  U  kresu  tej  drogi  z  duszy  proletarjackiej 
rozbrzmiewa przekonanie: dążę do życia duchowego. Ale to życie duchowe jest ideologją, jest tylko 
odbiciem  w  ludziach  zewnętrznych  wydarzeń  świata;  nie  wypływa  z  odrębnej  dziedziny  duchowej. 
Światopogląd proletarjacki odczuwa jako ideologję to, w co przekształciło się dawne życie duchowe, 

background image

12 

przechodząc  do  czasów  nowożytnych.  Żeby  móc  zrozumieć  nastroje  duszy  proletarjackiej,  trzeba 
zdawać  sobie  sprawę  z  tego,  jaki  wpływ  może  wywrzeć  pogląd,  jakoby  życie  duchowe  było 
“ideologją”. Można na to zauważyć: ale co przeciętny robotnik wie o tych poglądach, które kołaczą 
się  mętnie  po  głowach  jego  przywódców,  mniej  lub  więcej  wykształconych?  Kto  tak  mówi,  ten  w 
słowach  i  czynach  przechodzi  mimo  prawdziwego  życia.  Nie  wie,  co  zaszło  w  życiu  proletarjatu  w 
ostatnich dziesięcioleciach, nie wie, jakie nici snują się pomiędzy poglądem na życie duchowe jako 
na ideologię, a żądaniami i czynami radykalnych socjalistów – których uważa za nieoświeconych – 
jak również postępowaniem tych, którzy, idąc za głuchym popędem życiowym “robią rewolucję”. 

W  tem  właśnie  leży  tragizm  ujmowania  współczesnych  wymagań  społecznych,  że  w  wielu 

kołach brak jest zupełnie zrozumienia tego, co z nastrojów duszy szerokich mas wydostaje się ma 
powierzchnię życia; że nie widzimy tego, co naprawdę się dzieje w duszach ludzkich. Przedstawiciel 
burżuazji z przerażeniem słucha żądań proletarjatu; dowiaduje się, że jedynie przez uspołecznienie 
środków  produkcji  robotnik  może  uzyskać  warunki  bytu  godne  człowieka.  Ale  nie  umie  wyobrazić 
sobie, jak to klasa społeczna, do której sam się zalicza, w okresie przejścia z dawnej epoki do nowej 
nie  tylko  wprzęgła  robotnika  do  pracy  przy  pomocy  środków  produkcji,  nie  będących  jego 
własnością,  ale  nadto  pracy  tej  nie  potrafiła  nadać  treści  duchowej,  krzepiącej  duszę.  Ludzie, 
których  poglądy  i  postępowanie  w  powyższy  sposób  mijają  się  z  życiem,  mogą  zapewne 
utrzymywać,  że  przecież  robotnik  pragnie  tylko  poprostu  takich  samych  warunków  bytu,  jakiemi 
cieszą  się  klasy  posiadające.  Jakąż  więc  rolę  odgrywa  tu  treść  duszy?  Gdyby  nawet  sam  robotnik 
twierdził,  że  nic  nie  żąda  od  innych  klas  dla  swej  duszy,  prócz  tego,  by  go  nie  mogły  nadal 
wyzyskiwać; by tylko ustały różnice klasowe – byłoby to jednak dalekie od istoty kwestji społecznej. 
Nie  odsłaniałoby  wcale  jej  prawdziwego  oblicza.  Jeśliby  bowiem  sfery  pracujące  były  świadome 
tego, że odziedziczyły po klasach panujących prawdziwą treść duchową, to stawiałyby swe żądania 
społeczne  w  całkiem  inny  sposób,  niż  to  czyni  współczesny  proletarjusz,  nie  widzący  w 
przekazanem mu życiu duchowem nic innego, jak tylko ideologję. Proletarjat ten jest przekonany o 
ideologicznym  charakterze  życia  duchowego,  co  powoduje,  że  staje  się  on  coraz  bardziej 
nieszczęśliwy.  A  skutki  tego  nieszczęścia,  których  on  sobie  nie  uświadamia,  pomimo  że  je 
intensywnie przeżywa, mają bez porównania większą doniosłość w obecnem życiu społecznem, niż 
wszelkie, skądinąd uprawnione, żądania, zmierzające ku polepszeniu zewnętrznych warunków bytu. 

Klasy  panujące  nie  poczuwają  się  do  tego,  że  stały  się  przyczyną  powstania  tej  orjentacji 

życiowej,  która  obecnie  im  się  przeciwstawia  w  bojowych  nastrojach  proletarjatu.  A  jednak  one  są 
sprawcami tego; przekazały bowiem proletarjatowi ze swego życia duchowego tylko to, co musi być 
przezeń odczuwane jako ideologja. 

Nowoczesnemu  ruchowi  społecznemu  nadają  istotną  cechę  nie  żądania  zmiany  położenia 

jednej  klasy  społecznej  –  jakkolwiek  wydawaćby  się  to  mogło  naturalne  –  lecz  sposób,  w  jaki 
żądania  tej  zmiany  z  impulsów  myślowych  tej  klasy  przekształcają  się  w  rzeczywistość.  Spójrzmy 
choć  raz  bez  uprzedzeń  na  fakty  z  tego  punktu  widzenia.  Dostrzeżemy  wówczas,  jak  osoby, 
zorjentowane po-proletarjacku, uśmiechają się drwiąco, gdy jest mowa o tych, którzy tem, czy owem 
dążeniem  duchowem,  pragną  przyczynić  się  do  rozwiązania  kwestji  społecznej.  Wyśmiewają  to, 
jako  ideologję,  czy  też  jałową  teorję.  Gdy  wychodzi  się  ze  świata  myśli,  z  życia  wyłącznie 
duchowego,  niepodobna  –  według  ich  mniemania  –  przyczynić  się  w  czemkolwiek  do  rozwiązania 
palących  zagadnień  społecznych  doby  obecnej.  Ale  jeżeli  przyjrzymy  się  sprawie  bliżej,  to  narzuci 
się  nam  fakt,  że  właściwy  nerw,  właściwy  impuls  podstawowy  współczesnego  ruchu  robotniczego 
bynajmniej nie leży w tem, co dzisiejszy proletarjusz mówi, lecz w tem, co myśli

Nowoczesny  ruch  robotniczy,  jak,  być  może,  żaden  z  pokrewnych  mu  ruchów  na  świecie, 

poczęty został z myśli. Występuje to nadzwyczajnie jasno, gdy bliżej się temu przypatrywać. Nie jest 
to  tylko  moim  poglądem,  zdobytym  drogą  rozmyślań  o  ruchu  społecznym.  Jeśli  wolno  mi  dodać 
uwagę  o  charakterze  osobistym,  muszę  zaznaczyć,  że  przez  długie  lata  wykładałem  różne 
przedmioty  w robotniczej ogólno-kształcącej szkole. Poznałem tam, jak sądzę, to, co żyje  w duszy 
robotnika  i  ku  czemu  on  dąży.  Dało  mi  to  także  sposobność  poznania  impulsów,  działających  w 
związkach  robotniczych  różnych  zawodów  i  kierunków.  Chcę  przeto  stwierdzić,  że  nie  wychodzę 
wyłącznie ze stanowiska teoretycznego, lecz wypowiadam to, co jak mniemam, zdobyłem na drodze 
prawdziwego doświadczenia życiowego. 

Kto poznał współczesny ruch proletarjacki tam, gdzie on wyrasta ze środowiska robotniczego – 

co  wśród  przodujących  sił  intelektualnych  zdarza  się  niestety  bardzo  rzadko,  –  ten  zrozumie 
doniosłość tego zjawiska, że pewien kierunek myślowy zawładnął w sposób niezmiernie intensywny 

background image

13 

duszami  wielkich  mas  ludzkich.  Dzisiejsza,  tak  minimalna  możliwość  wzajemnego  zrozumienia  się 
klas  społecznych  utrudnia  zajęcie  postawy  właściwej  wobec  problemów  społecznych.  Klasom 
burżuazyjnym  sprawia  wielką  trudność  wniknięcie  w  duszę  proletarjatu  i  zrozumienie  jak  do  jego 
jeszcze młodego intelektu może mieć dostęp taka koncepcja, jak Karola Marxa, która – niezależnie 
od ustosunkowania się do jej treści – stawia myśleniu ludzkiemu najwyższe wymagania. 

System  myślowy  K.  Marxa  jedni  mogą  oczywiście  przyjąć,  a  inni  odrzucić  z  przyczyn,  które 

wydają  się  jednakowo  słuszne.  Mógł  on  ulec  rewizji  przez  tych,  którzy,  po  zgonie  K.  Marxa  i  jego 
przyjaciela  F.  Engelsa,  ujmowali  życie  społeczne  z  innego  punktu  widzenia,  niż  ci  przywódcy.  Nie 
zamierzam  wcale  zajmować  się  tu  treścią  marksizmu.  Nie  wydaje  mi  się  to  bynajmniej  rzeczą 
najważniejszą  we  współczesnym  ruchu  robotniczym.  Najbardziej  doniosły  jest,  zdaniem  mojem, 
fakt,  że  najpotężniejszym  impulsem  wśród  klasy  robotniczej  okazał  się  system  myślowy  wogóle. 
Można  powiedzieć,  że  nigdy  jeszcze  ruch  o  charakterze  praktycznym,  ruch  nawskroś  życiowy, 
związany z najcodzienniejszemi żądaniami ludzkiemi, nie opierał się na podstawie czysto-myślowej 
tak,  jak  współczesny  ruch  proletarjacki.  Jest  to  nawet  poniekąd  pierwszy  na  świecie  ruch  tego 
rodzaju,  który  oparł  się  na  podstawie  czysto-naukowej.  Ale  na  ten  fakt  należy  zapatrywać  się  we 
właściwy  sposób.  O  ile  uwzględnia  się  wszystko,  co  robotnik  współczesny  może  świadomie 
powiedzieć  o  swoich  myślach,  woli  i  uczuciach,  to  to,  co  zostało  wyrażone  w  programach,  przy 
przenikliwej obserwacji życia, bynajmniej nie okaże się rzeczą najważniejszą. 

Natomiast za moment istotnie ważny przyjąć należy to, że podstawy myślowe poglądu na życie, 

które  u  innych  klas  społecznych  wiążą  się  z  jednym  tylko  członem  ich  psychiki,  w  odczuwaniu 
proletarjatu  stały  się  rozstrzygające  dla  całej  istoty  ludzkiej.  Lecz  proletarjusz  nie  może  świadomie 
uznać tego, co  żyje  w  nim  w ten sposób, za  wewnętrzną rzeczywistość. Powstrzymuje go od tego 
przekonanie, że życie myślowe zostało mu przekazane jako ideologja. Buduje w rzeczywistości swe 
życie  na  myślach,  jednak  myśli  te  odczuwa  jako  nierzeczywistą  ideologję.  Niepodobna  zrozumieć 
poglądu  robotniczego  na  życie  i  realizacji  tegoż  w  postępowaniu  jego  przedstawicieli,  jeśli  nie 
weźmiemy pod uwagę tego faktu w całej jego doniosłości dla nowoczesnego rozwoju ludzkiego. 

Ze sposobu, w jaki przedstawiliśmy powyżej obecne duchowe życie robotnika, wynika jasno, że 

jego  charakterystyka  zajmować  musi  pierwsze  miejsce  w  obrazie  prawdziwego  oblicza  ruchu 
proletarjackiego.  Jest  bowiem  rzeczą  istotną,  aby  robotnik  odczuwał  przyczynę  swej 
niezadowalającej  sytuacji  życiowej,  tudzież  usiłował  ją  usunąć  w  taki  sposób,  aby  życie  duchowe 
nadawało  kierunek  zarówno  temu  odczuwaniu,  jak  i  tym  dążeniom.  A  jednak  dziś  nie  potrafi  on 
jeszcze  reagować  bez  drwin  lub  gniewu  na  pogląd,  że  w  tych  duchowych  podstawach  ruchu 
społecznego kryje się potężna siła rozpędowa. Jakże jednak mógłby on odczuwać życie duchowe w 
tej  roli,  skoro  musi  traktować  je  jako  ideologję?  Nie  można  oczekiwać  od  życia  duchowego,  tak 
odczuwanego,  aby  znalazło  ono  wyjście  z  sytuacji  społecznej,  która  nadal  pozostaje  nie  do 
zniesienia. Nie tylko nauka, ale także sztuka i religja, moralność i prawo stały się dla współczesnego 
robotnika  ideologją,  skutkiem  jego  naukowego  sposobu  myślenia.  W  tych  gałęziach  życia 
duchowego nie widzi on nic z rzeczywistości, składającej się na jego byt, która mogłaby zaważyć na 
jego życiu materjalnem i cośkolwiek doń dodać. Są one dlań jedynie odbłyskiem, czy odbiciem życia 
materjalnego. Wprawdzie skoro już powstały, mogą w drodze okólnej oddziaływać  znowu na życie 
materjalne  jako  wyobrażenia  lub  impulsy  woli,  ale  pierwotnie  powstają  właśnie  z  tego  życia  jako 
twory  ideologiczne.  Nie  mogą  one  nic  dać  z  siebie,  coby  prowadziło  do  usuwania  trudności 
społecznych. To, co wiedzie do celu, powstać może jedynie w obrębie faktów materjalnych. 

Kierownicze  klasy  ludzkości  przekazały  proletarjatowi  nowoczesne  życie  duchowe  w  formie, 

która  pozbawiła  je  mocy  w  świadomości  tej  klasy.  Gdy  szuka  się  sił,  które  mogą  przynieść 
rozwiązanie kwestji społecznej, trzeba przedewszystkiem zrozumieć powyższy fakt. Gdyby obecny 
stan  rzeczy  trwać  miał  nadal,  życie  duchowe  skazane  byłoby  na  bezradność  wobec  postulatów 
społecznych  teraźniejszości  i  przyszłości.  Większa  część  współczesnego  proletarjatu  jest  istotnie 
przeświadczona  o  tej  bezradności;  znalazło  to  swój  wyraz  w  koncepcjach  marksowskich  i  im 
podobnych. Powiadają, że nowoczesne życie gospodarcze z dawniejszych form wyłoniło obecną – 
kapitalistyczną.  Rozwój  ten  wtrącił  proletarjat  w  położenie  nie  do  zniesienia.  l  rozwój  ten  ma 
postępować dalej; zapomocą sił działających w samym kapitaliźmie ma zadać mu cios śmiertelny, a 
z  tego  upadku  wyniknie  pono  wyzwolenie  proletarjatu.  Temu  przeświadczeniu  nowsi  myśliciele 
socjalistyczni  odjęli  charakter  fatalistyczny,  jakiego  nabrał  był  dla  pewnej  grupy  marksistów.  Istota 
rzeczy  wszakże  pozostała  i  tutaj  bez  zmiany.  Wyraża  się  to  w  tem,  jakoby  dla  człowieka,  który 
pragnie  myśleć  prawdziwie  socjalistycznie,  niepodobieństwem  byłoby  zgodzić  się,  że  gdyby 
gdziekolwiek  z  impulsów  chwili  bieżącej,  ze  źródeł  rzeczywistości  duchowej  ujawniło  się  mocne 

background image

14 

życie  duszy,  stanowiące  dla  niej  podporę,  promieniowałaby  zeń  siła,  któraby  nadała  właściwą 
podnietę także i ruchowi społecznemu. 

Właśnie  ta  niemożność  pokładania  tego  rodzaju  nadzieji  w  obecnem  życiu  duchowem  nadaje 

podstawowy nastrój duszy człowiekowi współczesnemu, zmuszonemu do proletarjackich warunków 
życia.  Potrzeba  mu  więc  życia  duchowego,  z  któregoby  promieniowała  siła,  dająca  jego  duszy 
poczucie  godności  ludzkiej. Wówczas  bowiem,  gdy  wciągnięty  został  do  ustroju  kapitalistycznego, 
najgłębsze  potrzeby  jego  duszy  wskazywały  mu  na  takie  życie  duchowe.  Ale  wartości  duchowe, 
przekazane  mu  przez  klasy  kierownicze  jako  ideologja,  spustoszyły  jego  duszę.  Działająca  w 
żądaniach  współczesnego  proletarjatu  tęsknota  za  innym  stosunkiem  do  życia  duchowego,  niż 
możliwy  jest  w  obecnym  ustroju,  nadaje  współczesnemu  ruchowi  społecznemu  jego  siłę 
kierowniczą.  Ale  ani  burżuazja,  ani  proletarjat  nie  zrozumiały  tego  faktu  we  właściwy  sposób. 
Albowiem  nieproletarjacka  część  ludzkości  nie  cierpi  z  powodu  ideologicznego  charakteru  życia 
duchowego,  który  sama  spowodowała.  Proletarjat  zaś  cierpi  skutkiem  tego.  Życie  duchowe  o 
charakterze  ideologicznym,  które  odziedziczył,  pozbawiło  go  wiary  w  krzepiącą  siłę  wartości 
duchowych,  jako  takich.  Od  zrozumienia  tego  faktu  zależy  możność  znalezienia  drogi,  która 
wyprowadzi  ludzkość  z  obecnego  chaosu  społecznego.  Dostęp  do  niej  został  zamknięty  z  winy 
ustroju  społecznego,  który  powstał  pod  wpływem  klas  panujących  w  zaraniu  nowożytnych  form 
gospodarczych. Musi być zdobyta siła, aby dostęp ten znów umożliwić

Skoro  ludzie  potrafią  odczuć  we  właściwy  sposób  doniosłość  faktu,  że  tam,  gdzie  życie 

duchowe działa jako ideologja, społeczność ludzka pozbawiona zostaje siły, nadającej organizmowi 
zbiorowemu zdolność do życia, będą zmuszeni przemyśleć na nowo to, co myśleli dotychczas w tej 
dziedzinie.  Organizm  obecny  choruje  skutkiem  bezsilności  życia  duchowego.  A  choroba  zaostrza 
się  w  miarę  tego,  jak  wzbraniamy  się  przyznać  jej  istnienie.  Dzięki  zaś  przyznaniu  tego  faktu, 
zdobędziemy odpowiednie podłoże do rozwinięcia myślenia, zdolnego do ujęcia ruchu społecznego. 

Robotnik  współczesny  mniema,  że  dotyka  jednej  z  podstawowych  sił  swej  duszy,  gdy  mówi  o 

swem  uświadomieniu  klasowem.  W  istocie  jednak  od  chwili,  kiedy  go  wprzęgnięto  do  ustroju 
kapitalistycznego,  poszukuje  on  życia  duchowego,  któreby  dawało  mu  pokrzepienie  duszy  oraz 
świadomość godności ludzkiej. Świadomości tej dać mu nie może życie duchowe, odczuwane jako 
ideologja.  Poszukiwał  on  takiej  świadomości,  wreszcie  zastąpił  to,  czego  nie  mógł  znaleźć, 
świadomością klasową, zrodzoną z życia gospodarczego. 

Jak  gdyby  jakaś  potężna  siła  sugestyjna  skierowała  wzrok  proletarjusza  wyłącznie  na  życie 

gospodarcze. I odtąd nie jest już zdolny wierzyć, aby poza niem w dziedzinie ducha, czy duszy mógł 
powstać  impuls  do  tego,  co  z  konieczności  nastąpić  musi  w  dziedzinie  społecznej.  Wierzy  on,  że 
jedynie  przez  rozwój  życia  gospodarczego,  pozbawionego  współdziałania  ducha  i  duszy,  da  się 
osiągnąć  taki  stan,  jaki  on  odczuwa  za  godny  człowieka.  W  ten  sposób  zmuszony  został  do 
szukania  ratunku  dla  siebie  w  przekształceniu  wyłącznie  życia  gospodarczego.  Narzucono  mu 
pogląd,  że  jedynie  skutkiem  reformy  życia  gospodarczego  zaniknie  wszelkie  zło,  które  wyrządza 
działalność  przedsiębiorstw  prywatnych,  egoizm  kapitalistów  i  niemożność  dla  poszczególnego 
przedsiębiorcy  zaspokojenia  wymagań  godności  ludzkiej,  jakie  żyją  w  duszy  robotnika.  W  ten 
sposób  najemnik  współczesny  przyszedł  do  przekonania,  że  jedynem  zbawieniem  dla  organizmu 
współczesnego  byłoby  powierzenie  prywatnych  środków  produkcji  przedsiębiorstwom  społecznym
a  nawet  oddanie  ich  na  własność  społeczną.  Taki  pogląd  powstał  skutkiem  odwrócenia  uwagi  od 
wszystkiego,  co  dotyczy  duszy  i  ducha,  oraz  skierowania  jej  wyłącznie  na  procesy 
czysto-gospodarcze. 

Stąd  powstały  te  wszelkie  sprzeczności,  jakie  znajdujemy  we  współczesnym  ruchu 

robotniczym.  Najemnik  współczesny  mniema,  że  z  gospodarstwa,  z  samego  życia  gospodarczego 
rozwinąć  się  musi  to  wszystko,  co  wreszcie  zapewni  mu  pełnię  jego  praw,  jako  człowieka.  A  o  tę 
pełnię praw walczy. Wśród jego dążeń występuje jednak coś takiego, co w każdym razie nie może 
być  wynikiem  wyłącznie  samego  gospodarowania.  Jest  to  rzecz  doniosła,  pełna  wymowy,  że 
właśnie  w  samym  ośrodku  zagadnień  społecznych,  powstałych  z  konieczności  rozwojowych  doby 
obecnej, występuje zjawisko, o którem się mniema, że jest wynikiem życia gospodarczego; lecz ono 
nigdy  nie  mogło  wyłącznie  z  niego  wypływać.  Leży  to  raczej  na  linji  rozwojowej,  wiodącej  poprzez 
niewolnictwo  starożytne  i  poddaństwo  feodalne  do  nowoczesnego  proletarjatu.  Podobnie,  jak  w 
ostatnich  czasach  ukształtował  się  obieg  towarów  i  pieniędzy,  kapitał,  własność,  sprawa  agrarna 
itp., w ramach życia gospodarczego powstało również to zjawisko, o którem nie mówi się wyraźnie, 
ani  którego  proletarjat  nie  może  odczuć  świadomie,  a  jednak  stanowi  ono  właściwy  podstawowy 

background image

15 

impuls  jego  woli  społecznej.  Chodzi,  mianowicie,  o  to,  że  dzisiejszy  ustrój  kapitalistyczny  w  swej 
dziedzinie  zna,  w  gruncie  rzeczy,  wyłącznie  towary.  Ma  do  czynienia  z  kształtowaniem  się  ich 
wartości w organizmie gospodarczym. A w nowoczesnym ustroju kapitalistycznym towarem stało się 
coś, co robotnik odczuwa, że towarem być nie powinno

Trzeba  sobie  wreszcie  uświadomić,  że  jednym  z  podstawowych  i  mocnych  czynników  całego 

ruchu robotniczego jest, żyjąca w instynktach, w podświadomych odczuciach najemnika, odraza do 
sprzedawania  przedsiębiorcy  swej  siły  roboczej  tak  samo,  jak  na  rynku  sprzedaje  się  wszelkie 
towary.  Odczuwa  on  odrazę  do  tego,  że  pracą  jego  na  rynku  rządzi  prawo  podaży  i  popytu 
podobnie,  jak  prawu  temu  podlega  wszelki  towar.  Gdy  więc  zrozumiemy,  jakie  znaczenie  w 
nowoczesnym  ruchu  społecznym  ma  ów  wstręt  do  traktowania  pracy,  jako  towaru,  jeżeli  bez 
uprzedzeń  zdamy  sobie  sprawę  z  tego,  że  moment,  który  tu  działa,  nie  jest  uwzględniany  dość 
dobitnie i radykalnie nawet w teorjach socjalistycznych – wówczas obok pierwszego impulsu: życia 
duchowego,  odczuwanego  jako  ideologja,  odkryjemy  drugi,  o  którym  powiedzieć  należy,  że  on  to 
właśnie czyni dziś kwestję społeczną tak naglącą, a nawet palącą. 

W starożytności istnieli niewolnicy. Cały człowiek był sprzedawany jako towar. Nieco mniej, ale 

w  każdym  razie  część  istoty  ludzkiej,  była  również  włączana  do  procesów  gospodarczych  przez 
poddaństwo.  Kapitalizm  stał  się  potęgą,  która  jeszcze  w  dalszym  ciągu  narzuca  charakter  towaru 
pewnej  części  istoty  ludzkiej,  mianowicie,  jej  sile  roboczej.  Bynajmniej  nie  twierdzę,  że  faktu  tego 
dotąd  nie  dostrzeżono.  Przeciwnie,  w  teraźniejszem  życiu  zbiorowem  odczucie  to  stanowi  fakt 
podstawowy  i  jest  niezmiernie  ważkim  czynnikiem  ruchu  społecznego.  Ale  rozpatruje  się  go 
wyłącznie  z  punktu  widzenia  gospodarczego.  Sprawę  traktowania  pracy,  jako  towaru,  stawia  się 
wyłącznie  na  płaszczyźnie  gospodarczej.  Mniema  się,  że  z  samego  życia  gospodarczego  muszą 
wyłonić  się  siły  i  one  to  wywołają  taki  stan  rzeczy,  dzięki  któremu  proletarjat  nie  będzie  odczuwał 
włączenia  swej  siły  roboczej  do  organizmu  społecznego,  jako  coś  poniżającego.  Widzimy  jak 
współczesna forma gospodarki wyłoniła się w nowej fazie rozwoju ludzkości i jak nadała ona pracy 
ludzkiej charakter towaru. Ale nie  dostrzegamy tej  właściwości  życia  gospodarczego,  że  wszystko, 
co zostaje doń włączone, musi z konieczności nabierać cech towaru. Życie gospodarcze polega na 
wytwarzaniu  i  celowem  zużywaniu  towarów.  Niepodobna  więc  siły  roboczej  człowieka  pozbawić 
charakteru towaru, jeśli się nie znajdzie sposobu oderwania jej od procesu gospodarczego. Wysiłek 
ku przekształceniu procesu gospodarczego winien pójść nie w kierunku doprowadzenia w nim pracy 
do korzystania z jej własnych praw, ale ku temu jak znaleźć sposób, aby wyłączyć ją z tego procesu 
i  oddać  pod  kierownictwo  sił,  któreby  nie  utożsamiały  jej  z  towarem.  Proletarjat  tęskni  do  takiego 
ustroju gospodarczego, w którym praca jego zajmie należne jej stanowisko. Tęskni doń dlatego, bo 
nie  dostrzega,  że  charakter  towaru,  narzucony  jego  pracy,  pochodzi  skutkiem  jej  całkowitego 
wprzęgnięcia  w  proces  gospodarczy.  Skutkiem  tego,  że  procesowi  temu musi  dostarczać  swą  siłę 
roboczą, pogrąża się  weń całą swą istotą ludzką. Proces gospodarczy zaś na mocy swoistego mu 
charakteru,  będzie  zawsze  dążył  do  wykorzystania  w  najbardziej  celowy  sposób  siły  roboczej  tak 
samo,  jak  zużywa  krążące  w  nim  towary,  dopóki  regulowanie  warunków  pracy  należeć  będzie  do 
jego  własnej  dziedziny.  Mamy  więc  wzrok  skierowany  wyłącznie  na  siły  gospodarcze.  Potęga 
nowoczesnego życia ekonomicznego hypnotyzuje nas. Tą drogą nie znajdzie się nigdy sposobu na 
to,  aby  siła  robocza  przestała  być  towarem.  Albowiem  wszelkie  inne  formy  gospodarki  także 
nadawałyby pracy charakter towaru, z tą tylko różnicą, że w zmienionej formie. Zagadnienia pracy w 
jej prawdziwej postaci niepodobna uczynić częścią kwestji socjalnej, dopóki nie zrozumie się, że w 
życiu  gospodarczem  wytwarzanie,  wymiana  i  spożycie  towarów  odbywa  się  według  praw, 
ustanawianych  z  punktu  widzenia  interesów,  których  władza  nie  powinna  rozciągać  się  na  siłę 
roboczą. 

Myśl  współczesna  nie  nauczyła  się  jeszcze  rozróżniać  zupełnie  odmiennych  sposobów 

włączania  się  do  życia  gospodarczego  dwóch  rzeczy:  z  jednej  strony  tego,  co  jest  związane  z 
człowiekiem,  jako  jego  siła  pracy,  z  drugiej  zaś  –  tego,  co,  zgodnie  ze  swem  pochodzeniem, 
niezwiązane  z  człowiekiem,  porusza  się  po  drogach,  po  jakich  musi  krążyć  towar  od  swego 
powstania  aż  do  spożycia.  Jeżeli,  dzięki  zdrowemu myśleniu  działającemu  w  tym  kierunku,  ujawni 
się  prawdziwa  postać  zagadnienia  pracy  –  to  równocześnie  wyjaśni  się  też,  jakie  stanowisko  w 
zdrowym organizmie społecznym zająć winno życie gospodarcze. 

Już  z  tego  widać,  że  “kwestja  społeczna”  rozpada  się  na  trzy  odrębne  kwestje.  Zadaniem 

pierwszej  jest  wskazanie  zdrowej  postaci  życia  duchowego  w  organizmie  społecznym;  przedmiot 
drugiej stanowi stosunek do pracy i włączenie jej do życia społecznego we właściwy sposób, trzecia 
zaś ma na celu wyjaśnienie, jak czynnik gospodarczy winien działać w tem życiu zbiorowem. 

background image

16 

 

II. 

PRÓBY ROZWIĄZANIA PROBLEMÓW I KONIECZNOŚCI SPOŁECZNYCH, 

W MYŚL WYMAGAŃ ŻYCIA. 

 

To,  co  w  nowych  czasach  doprowadziło  sprawę  społeczną  do  jej  szczególnej  postaci,  można 

scharakteryzować  w  ten  sposób:  życie  gospodarcze,  dźwignięte  przez  technikę  oraz  współczesny 
kapitalizm  działały  z  pewną  naturalną  koniecznością,  wnosząc  do  dzisiejszej  społeczności  pewien 
ład  wewnętrzny.  Te  zdobycze  techniki  i  kapitalizmu  nie  tylko  pochłonęły  uwagę  ludzi,  lecz 
równocześnie odwróciły ją od innych dziedzin, od innych członów organizmu społecznego. O ile ten 
organizm  ma  być  zdrów,  świadomość  społeczna  koniecznie  musi  wyznaczyć  i  tym  członom 
prawidłową działalność. 

Niechaj mi będzie wolno wziąć za punkt wyjścia porównanie, aby jasno wyrazić to, co mam tu 

właśnie  scharakteryzować,  jako  pobudkę  do  wyczerpującego  i  wszechstronnego  zbadania  kwestji 
społecznej.  Zastrzegam  się  jednak,  że  nie  należy  nadawać  temu  porównaniu  żadnego  innego 
znaczenia; ma ono być tylko porównaniem. Taka analogja może dopomóc myśli ludzkiej, nadając jej 
należyty  kierunek,  do  wyrobienia  sobie  poglądu  na  sprawę  uzdrowienia  organizmu  społecznego. 
Rozpatrując  z  obranego  tu  punktu  widzenia  najbardziej  skomplikowany  organizm  naturalny  – 
organizm ludzki, musimy zwrócić uwagę na to, że w istocie, wykazuje on istnienie trzech systemów, 
działających  obok  siebie,  z  których  każdy  posiada  pewną  samodzielność.  Systemy  te  określić 
można, jak następuje: pierwszy z nich obejmuje życie nerwów i zmysłów. Możnaby go też nazwać 
systemem głowy od najważniejszej części ciała, w której życie nerwów i zmysłów jest do pewnego 
stopnia scentralizowane. 

Za  drugi  człon  organizmu  ludzkiego  należy  przyjąć,  o  ile  chcemy  zdobyć  prawdziwe  jego 

zrozumienie, to, co nazwałbym systemem rytmicznym. Składa się on z oddychania i obiegu krwi, a 
więc ze wszystkiego, co wyraża się w procesach rytmicznych tego organizmu. 

Trzecim  systemem  będzie  wreszcie  to  wszystko,  co  jako  organa  i  funkcje  ma  związek  

właściwą przemianą materji

W tych trzech systemach zawarte jest wszystko, co w zdrowy sposób utrzymuje ogólny proces 

życiowy człowieka, o ile ich wzajemny stosunek jest należycie skoordynowany.

 

3

 

W  mojej  książce  p.  t.  “Von  Seelenrätzeln”,  usiłowałem  w  pełnej  zgodności  z  tem,  co  badania 

przyrodnicze mają już w tej sprawie do powiedzenia, przedstawić, na razie przynajmniej szkicowo, 
tę  trójczłonność  organizmu  człowieka.  Świadom  jestem,  że  w  najbliższej  przyszłości  biologja, 
fizjologja  i  cała  wiedza  przyrodnicza  zmierzać  będą  do  tego  rodzaju  badań  organizmu  ludzkiego, 
które  pozwolą  przejrzeć  jak  te  trzy  części  składowe:  system  głowy,  system  krążenia  albo  klatki 
piersiowej  oraz  system  przemiany  materji,  utrzymują  w  równowadze  ogólne  procesy  w  organizmie 
ludzkim.  A  wszystko  to  dzięki  temu,  że  działają  z  pewną  samodzielnością,  że  nie  ma  w  tym 
organizmie absolutnej centralizacji i że każdy system posiada odrębny, swoisty stosunek do świata 
zewnętrznego. System głowy – przez zmysły, system krążenia, czyli rytmiczny, – przez oddychanie, 
zaś system przemiany materji – przez organa odżywiania oraz ruchu. 

Metody przyrodoznawstwa nie stoją jeszcze dziś na takim poziomie, aby to, co tu zaznaczyłem, 

a  co  z  założeń  wiedzy  duchowej  stosować  próbuję  do  nauk  przyrodniczych, mogło już  teraz  liczyć 
na  ogólne  uznanie  wśród  przyrodników,  jakby  to  z  punktu  widzenia  postępu  poznania  było 
pożądane. To znaczy, że nasze przyzwyczajenia myślowe, nasz cały sposób przedstawiania sobie 
świata  nie  są  jeszcze  całkowicie  dostosowane  do  tego,  co  np.  w  organizmie  ludzkim  ujawnia  się 
jako  wewnętrzna  istota  działania  przyrody.  Możnaby  na  to  zauważyć:  poczekajmy,  a  nauki 
przyrodnicze zczasem osiągną swój ideał, dojdą zapewne kiedyś do podobnego sposobu patrzenia 
na  rzeczy.  Ale,  gdy  chodzi  o  rozważania,  dotyczące  organizmu  społecznego,  a  zwłaszcza  jego 
funkcjonowania  –  to  z  tem  nie  można  czekać.  Świadomość  conajmniej  instynktowną  tego,  co  jest 
potrzebne,  muszą  mieć  nie  tylko  fachowcy,  ale  wszystkie  dusze  ludzkie,  albowiem  każda  z  nich 

                                                            

3

  Nie  należy  rozumieć  powyższego  rozczłonowania  jako  rozgraniczenia  przestrzennego  w  organizmie 

ludzkim, lecz jako podział według czynności (funkcyj) organizmu. Terminu “system głowy” używać należy wyłącznie 
w tem rozumieniu,  że  w głowie scentralizowane jest  przeważnie  życie nerwów  i  zmysłów.  Ale  w głowie  odbywają 
się,  oczywiście,  również  zjawiska  rytmiczne  i  przemiany  materji,  podobnie  jak  w  innych  częściach  ciała  działa 
system nerwowo-zmysłowy. Pomimo to te trzy rodzaje czynności są, co do swej istoty, ściśle wyodrębnione. 

background image

17 

bierze udział w życiu organizmu społecznego. Zdrowy sposób myślenia i odczuwania, zdrowa wola i 
pragnienie kształtowania organizmu społecznego mogą rozwinąć się jedynie wówczas, gdy zdawać 
sobie będziemy sprawę choćby mniej lub więcej instynktownie, że, o ile organizm społeczny ma być 
zdrów, musi być, podobnie jak organizm naturalny, również trójczłonowy. 

Od  czasu  kiedy  Schäffle  napisał  swą  książkę  o  budowie  organizmu  społecznego,  próbowano 

doszukiwać się analogji pomiędzy organizacją istoty żywej – powiedzmy organizacją człowieka – a 
społeczeństwem  ludzkiem,  jako  takiem.  Usiłowano  wykazać  czem  są  w  organizmie  komórki, 
kompleksy komórek, czy tkanki! Jeszcze niedawno wyszła książka Merey'a pod tyt. “Weltmutation”, 
w której pewne fakty i prawa przyrodnicze zostały poprostu przeniesione na domniemany organizm 
społeczeństwa  ludzkiego.  Otóż  z  tem  wszystkiem,  z  tą  całą  grą  analogij,  nie  ma  absolutnie  nic 
wspólnego to, o co tu chodzi. A ktoby mniemał, że i w naszych rozważaniach nadużywa się analogij 
pomiędzy  organizmem  naturalnym  a  społecznym,  da  jedynie  dowód,  że  nie  wniknął  w  ducha  tych 
rozważań.  Nie  dążymy  bowiem  tutaj  do  przeflancowania  jakiejś  prawdy  z  dziedziny  faktów 
przyrodniczych do organizmu społecznego, ale chodzi o coś całkiem innego. Chodzi, mianowicie, o 
to,  aby  człowiek,  rozpatrując  organizm  naturalny,  nauczył  się  myśleć  o  możliwościach  życia  i 
odczuwać je, a następnie, aby ten sposób odczuwania stosował do organizmu społecznego. Jeżeli, 
jak  się  to  często  zdarza,  przenosimy  poprostu  na  społeczeństwo  to,  co,  według  naszego 
mniemania, nauczyliśmy się z obserwacji organizmu naturalnego, – okazujemy tem tylko brak chęci 
do  przyswojenia  sobie  zdolności  badania  organizmu  społecznego,  na  podstawie  swoistych  jego 
praw  z  samodzielnością,  jaka  jest  niezbędna  dla  zrozumienia  przyrody.  Zajmijmy  tylko  względem 
organizmu  społecznego,  jako  czegoś  samodzielnego,  postawę  objektywną,  w  celu  odczucia  jego 
własnych  praw; postawę, jaką przyrodnik  zajmuje  względem organizmu naturalnego  – a  wówczas, 
wobec wagi zadania, zaniechamy wszelkiej taniej analogji. 

Mniemaćby  też  można,  że  wywody  niniejsze  opierają  się  na  wierze,  że  organizm  społeczny 

winniśmy “budować”  według jakiejś “suchej” teorji, zapożyczonej od  przyrodoznawstwa. Taka myśl 
jednak  jest  od  autora  daleka,  jak  tylko  być  może.  Chodzi  mu  o  zwrócenie  uwagi  na  coś  zupełnie 
innego.  Współczesny  kryzys  dziejowy  ludzkości  wymaga,  aby  w  duszy  każdego  człowieka 
powstawały  pewne  odczucia,  by  wychowanie  i  szkoła  pobudzały  go  do  tych  uczuć  tak  samo,  jak 
dziś  szkoła  daje mu możność  opanowania  czterech  działań  arytmetycznych.  To,  z  czego  wynikały 
stare  formy  organizmu  społecznego  bez  świadomego  udziału  sił  duchowych  człowieka,  w 
przyszłości  już  nie  będzie  działało.  Nowe  impulsy  rozwojowe,  których  wprowadzenia  do  życia 
ludzkiego domaga się teraźniejszość, cechuje wymaganie, aby wspomniane odczucia obowiązywały 
każdą jednostkę, podobnie, jak już oddawna obowiązuje ją pewne wykształcenie szkolne. Człowiek, 
zgodnie  z  wymaganiem  czasów  obecnych,  musi  nauczyć  się  odczuwać,  w  jaki  sposób  siły 
organizmu  społecznego  muszą  działać,  aby  uczynić  go  zdolnym  do  życia.  Niezbędną  staje  się 
świadomość, że bez takiego nastawienia duszy, udział w tym organizmie byłby czemś niezdrowem, 
antyspołecznem. 

Słyszy się dziś o “socjalizacji”, jako o konieczności naszych czasów. Socjalizacja ta nie uzdrowi 

organizmu  społecznego,  lecz  przeciwnie  stać  się  może  nawet,  jako  fuszerski  zabieg  leczniczy, 
procesem  zniszczenia,  jeżeli  do  serc  ludzkich,  do  dusz  ludzkich  nie  dotrze  choćby  instynktowne 
poznanie  konieczności  rozczłonowania  organizmu  społecznego  na  trzy  dziedziny.  Organizm  ten, 
jeśli ma funkcjonować w sposób zdrowy, musi rozwinąć prawidłowo takie trzy człony. 

Jeden z tych członów – to życie gospodarcze. Od niego rozpoczynamy nasze rozważania, a to 

dlatego,  że,  dzięki  nowoczesnej  technice  i  kapitalizmowi,  ukształtowało  się  ono  wyraźnie  w 
organizmie społecznym jako panujące nad wszelkiemi innemi dziedzinami. Życie gospodarcze musi 
być  w organizmie społecznym członem samodzielnym, właściwie  względnie samodzielnym tak, jak 
względnie samodzielny jest system nerwowo-zmysłowy w organizmie ludzkim. Ma ono do czynienia 
z tem wszystkiem, co dotyczy wytwórczości, obiegu i spożycia towarów. 

Za  drugi  człon  organizmu  społecznego  uważać  należy  życie  publiczno-prawne,  czyli  właściwe 

życie  polityczne.  Należy  doń  wszystko,  co,  w  sensie  dawnych  koncepcyj  prawnych,  określićby 
można, jako właściwe życie państwowe. Podczas gdy życie gospodarcze obejmuje to wszystko, co 
człowiek czerpie z przyrody i z własnej swej wytwórczości, a zatem towary, ich krążenie i spożycie, 
to  ten  drugi  człon  organizmu  społecznego  służyć  może  tylko  temu,  co,  wypływając  z  pra-głębi 
czysto-ludzkich, odnosi się do stosunków człowieka do człowieka. Dla poznania części składowych 
organizmu  społecznego  jest  rzeczą  istotną  uświadomić  sobie  różnicę,  jaka  istnieje  pomiędzy 
systemem  prawa  publicznego,  który  ma  do  czynienia  wyłącznie  ze  stosunkami,  zachodzącemi 

background image

18 

pomiędzy  ludźmi,  a  systemem  gospodarczym,  gdzie  odbywa  się  wyłącznie  wytwarzanie,  obieg  i 
spożycie  towarów.  Trzeba  tę  różnicę  w  życiu  odczuwać,  aby  na  skutek  tego  życie  gospodarcze 
wyodrębniało  się  od  życia  prawnego,  tak,  jak  w  organizmie  ludzkim  czynność  płuc,  w  celu 
przetwarzania zewnętrznego powietrza, wyodrębnia się od procesów życia nerwowo-zmysłowego. 

Jako trzeci człon, który narówni z dwoma poprzedniemi zająć winien stanowisko samodzielne, 

uważać  należy  to  wszystko,  co  odnosi  się  do  życia  duchowego.  Ponieważ  określenie  “kultura 
duchowa”,  albo  wszystko  to,  co  odnosi  się  do  życia  duchowego,  nie  jest  bynajmniej  dokładne, 
powiedziećby można ściślej: wszystko, co pochodzi z przyrodzonych uzdolnień indywidualnych i co 
zasilać musi organizm społeczny na podstawie tych naturalnych uzdolnień indywidualnych, zarówno 
duchowych jak i fizycznych. 

Pierwszy  system,  gospodarczy,  ma  do  czynienia  ze  wszystkiem  tem,  co  istnieć  musi,  aby 

człowiek mógł regulować swój stosunek materjalny do świata zewnętrznego. Drugi dotyczy tego, co 
organizm  społeczny  musi  koniecznie  w  sobie  zawierać  ze  względu  na  stosunki  między  ludźmi. 
Trzeci zaś obejmuje wszystko, co wytryska z poszczególnych indywidualności i powinno włączać się 
do organizmu społecznego. 

Jest  rzeczą  niewątpliwą,  że  nowoczesna  technika  i  nowoczesny  kapitalizm  nadały  swoiste 

piętno  życiu  społecznemu,  zwłaszcza  w  nowszych  czasach.  Niemniejszą  prawdą  i  koniecznością 
jest  również,  aby  rany,  które  ten  stan  rzeczy  zadał  organizmowi  społecznemu,  zagoiło  właściwe 
ustosunkowanie  się  ludzi,  ich  zbiorowego  życia  do  trzech  członów  tego  organizmu.  Życie 
gospodarcze,  poprostu  samo  z  siebie,  wytworzyło  w  ostatnich  czasach  całkiem  określone  formy. 
Skutkiem tego, że działalności jego nie przeciwstawiała się żadna inna, zajęło ono w życiu ludzkiem 
szczególnie  potężną  pozycję.  Oba  pozostałe  człony  organizmu  społecznego  nie  były  dotychczas 
zdolne  z  taką  samą  łatwością  wprząc  się  doń  w  odpowiedni  sposób,  zgodnie  ze  swemi  własnemi 
prawami.  Stało  się  więc  konieczne,  aby  każdy  człowiek,  idąc  za  swem  odczuwaniem  rzeczy, 
przystąpił do pracy nad rozczłonowaniem społecznem, każdy na swojem stanowisku, gdziekolwiek 
się  w danym czasie znajduje. W myśl bowiem omawianej tu próby rozwiązania kwestji społecznej, 
każdy ma pewne zadanie do spełnienia dziś i w najbliższej przyszłości. 

Pierwszy  człon  organizmu  społecznego,  życie  gospodarcze,  opiera  się  przedewszystkiem  na 

podłożu  przyrody,  podobnie,  jak  punktem  wyjścia  dla  rozwoju  człowieka  są  fizyczne  i  duchowe 
zdolności  jego  organizmu,  od  których  uzależnione  jest  to,  do  czego  zdoła  on  dojść  przy  pomocy 
wychowania  i  wykształcenia.  To  podłoże  naturalne  wyciska  poprostu  swoje  piętno  na  życiu 
gospodarczem,  a  tem  samem  na  całym  organizmie  społecznym.  Te  warunki  materjalne  są  dane  i 
niepodobna,  aby  uległy  one  zasadniczej  zmianie,  skutkiem  takiej  czy  innej  organizacji  społecznej, 
lub  socjalizacji.  Trzeba  przyjąć  je  za  podstawę  życia  społecznego  tak,  jak  wychowanie  każdego 
człowieka  opierać  się  musi  na  jego  różnorodnych  zdolnościach,  na  jego  przyrodzonej  tężyznie 
fizycznej  i  duchowej.  Wszelkie  próby  socjalizacji,  wszelkie  wysiłki,  zmierzające  do  nadania 
współżyciu  ludzi  ukształtowania  gospodarczego,  liczyć  się  muszą  z  podłożem  naturalnem.  U 
podstawy  bowiem  wszelkiego  obiegu  dóbr,  wszelkiej  pracy,  jak  również  każdego  przejawu  życia 
duchowego znajduje się to, co, jako elementarny pra-czynnik, wiąże człowieka z określoną piędzią 
ziemi. Zależność organizmu społecznego od podłoża naturalnego należy uwzględnić tak samo, jak 
w  dziedzinie  nauczania  liczyć  się  trzeba  z  uzdolnieniami  jednostki.  Najłatwiej  uprzytomnią  to  nam 
krańcowe  wypadki.  Wystarczy  n.  p.  zwrócić  uwagę  na  to,  że  w  pewnych  krajach,  gdzie  banany 
stanowią główne pożywienie człowieka, niezbędna praca gospodarcza ogranicza się do transportu 
tych owoców  z miejsc pochodzenia do punktów przeznaczenia, aby uczynić je artykułem gotowym 
do spożycia. Jeżeli porównamy ilość pracy ludzkiej, którą poświęcić trzeba, aby banany dostarczyć 
spożywcy,  z  tą  ilością  pracy,  jaką  pochłania  uprawa  pszenicy  n.  p.  w  naszych  warunkach 
środkowo-europejskich,  okaże  się,  że  banany  wymagają  conajmniej  trzysta  razy  mniej  pracy,  niż 
pszenica. 

Niewątpliwie jest to przykład krańcowy. Jednak różnice  w  ilościach niezbędnej pracy,  zależnie 

od  warunków  podłoża  naturalnego,  występują  we  wszelkich  gałęziach  produkcji,  spotykanych  w 
różnych  krajach  Europy.  Różnice  te  wprawdzie  nie  ujawniają  się  w  sposób  tak  jaskrawy,  jak  w 
wypadku  bananów  i  pszenicy,  niemniej  jednak  istnieją.  Tak  tedy  z  samej  istoty  organizmu 
gospodarczego  wypływa,  że  ilość  pracy  ludzkiej,  której  wymaga  proces  gospodarczy,  zależy  od 
podłoża  naturalnego.  Wystarczy  następujące  porównanie:  w  Niemczech  na  gruntach 
średnio-urodzajnych  zbiory  pszenicy  dają  plon  siedmio-ośmiokrotny,  w  Chile  –  dwunastokrotny,  w 
północnym 

Meksyku 

– 

siedemnastokrotny, 

Peru 

– 

dwudziestokrotny 

(Jentsch. 

background image

19 

“Volkswirtschaftslehre”, str. 64). 

Cały ten kompleks ściśle ze sobą związanych zjawisk, obejmujący wszystko to, co zaczyna się 

od  stosunku  człowieka  do  przyrody  i  ujawnia  się  dalej  w  tem,  co musi  on  czynić,  aby  przetworzyć 
dar  przyrody  w  produkt  gotowy  do  spożycia  –  i  to  wyłącznie  tylko  te  procesy  –  tworzą  w  zdrowym 
organizmie  społecznym  jego  człon  gospodarczy.  Zajmuje  on  w  nim  takie  stanowisko,  jakie  w 
organizmie  ludzkim  głowa,  od  której  uwarunkowane  są  uzdolnienia  indywidualne.  Podobnie  jak 
system głowy zależny jest od działania klatki piersiowej, tak samo system gospodarczy zależny jest 
od pracy ludzkiej. Ale tak, jak głowa nie jest w stanie samodzielnie regulować oddychania, tak samo 
siły czynne w życiu gospodarczem nie powinny regulować organizacji pracy ludzkiej. 

Człowieka  z  życiem  gospodarczem  wiąże  jego  interes  osobisty,  którego  podłoże  stanowią 

potrzeby jego ducha i duszy. Jak zadośćuczynić temu w sposób najbardziej celowy, aby organizm 
gospodarczy  możliwie  najlepiej  zaspokajał  potrzeby  wszystkich,  a  równocześnie,  aby  każdy 
zajmował  w  życiu  gospodarczem  stanowisko  najbardziej  użyteczne?  Zagadnienie  to  musi  zostać 
rozwiązane  praktycznie  w  urządzeniach  gospodarczych.  Rozwiązanie  to  jest  możliwe  tylko  pod 
warunkiem,  że  potrzeby  będą  mogły  ujawniać  się  naprawdę  swobodnie  oraz,  że  obudzi  się  wola  i 
możność  czynienia  tego,  co  jest  niezbędne  dla  ich  zaspokajania.  Budzenie  się  zaś  potrzeb  leży 
poza obrębem dziedziny gospodarczej. Powstają one wraz z rozwojem duszy i ciała istoty ludzkiej. 
Zadaniem  życia  gospodarczego  jest  organizowanie  urządzeń,  celem  zaspokajania  tych  potrzeb. 
Urządzenia te nie powinny mieć do czynienia z niczem innem, jak tylko z wytwarzaniem i wymianą 
towarów,  to  znaczy  dóbr,  które  nabierają  wartości  dzięki  potrzebom  ludzkim.  Towar  ma  wartość 
dzięki  temu,  kto  go  zużywa.  Skutkiem  tego,  iż  towarowi  wartość  nadają  spożywcy,  zajmuje  on  w 
organizmie społecznym zupełnie odrębną pozycję, niż wszystko inne, co ma wartość dla człowieka, 
jako członka tego organizmu. Należy bezstronnie przypatrzeć się życiu gospodarczemu, w którego 
skład  wchodzi  produkcja,  wymiana  i  konsumcja  towarów.  Wówczas  nie  ograniczymy  się  tylko  do 
zaobserwowania  istotnej  różnicy,  jaka  istnieje  między  stosunkiem  człowieka  do  człowieka,  gdy 
jeden  dla  drugiego  wytwarza  towary,  a  tem  wszystkiem,  co  opierać  się musi  na  gruncie  prawnym. 
Od  obserwacji  przejdziemy  do  żądań  praktycznych,  do  całkowitego  wyodrębnienia  w  organizmie 
społecznym  życia  prawnego  od  gospodarczego.  Z  działalności  w  ramach  jedynie  urządzeń, 
służących  wytwarzaniu  i  wymianie  dóbr,  nie  mogą  bezpośrednio  rodzić  się  możliwie  najlepsze 
impulsy  dla  stosunków  prawnych,  jakie  winny  panować  między  ludźmi.  W  obrębie  urządzeń 
gospodarczych zwraca się człowiek do człowieka, gdyż jeden służy potrzebom drugiego; na gruncie 
zaś prawnym stosunki pomiędzy ludźmi są zasadniczo odmienne. 

Mniemaćby można, że temu wyodrębnieniu, którego wymaga życie, stałoby się zadość, gdyby 

w  ramach  urządzeń  gospodarczych  troszczono  się  również  o  prawa,  jakie  winny  obowiązywać 
między  ludźmi,  objętymi  sferą  gospodarczą  w  ich  wzajemnych  stosunkach.  Takie  mniemanie  mija 
się jednak z rzeczywistością życia. Stosunki prawne, jakie powinny istnieć pomiędzy ludźmi, mogą 
układać  się  we  właściwy  sposób  jedynie  w  sferze  nie-gospodarczej,  na  gruncie  całkowicie  od  niej 
wyodrębnionym.  Dlatego  to  w  zdrowym  organizmie  społecznym  obok  dziedziny  gospodarczej 
rozwijać się musi w zupełnej samodzielności inna dziedzina, gdzie powstają i są regulowane prawa 
jednego  człowieka  w  stosunku  do  drugiego.  A  to  życie  prawne  stanowi  właściwą  sferę  polityczną 
państwa.  Gdy  zaś  z  prawodawstwem  i  zarządzeniami  państwa  ludzie  mieszają  swe  osobiste 
interesy, którym służyć muszą w sferze gospodarczej, to prawa, które w tych warunkach powstają, 
są  jedynie  odbiciem  tych  interesów  gospodarczych.  Państwo,  które  samo  gospodaruje,  zatraca 
zdolność  do  regulowania  życia  prawnego.  Albowiem  jego  zarządzenia  i  instytucje  muszą  służyć 
zapotrzebowaniu  na  towary,  a  w  ten  sposób  spychają  na  dalszy  plan  impulsy,  organizujące  życie 
prawne. 

Obok  życia  gospodarczego  zdrowy  organizm  społeczny  wymaga,  jako  drugiego  członu, 

samodzielnego  życia  prawno-politycznego.  W  samodzielnym  organie  gospodarczym  ludzie  przy 
pomocy  sił  gospodarczych  stworzą  urządzenia,  które  służyć  będą,  możliwie  jak  najlepiej, 
wytwarzaniu  i  wymianie  towarów.  W  organie  zaś  polityczno-państwowym  powstaną  instytucje,  w 
celu  regulowania  wzajemnego  stosunku  pomiędzy  ludźmi  i  ich  grupami  w  sposób  odpowiadający 
poczuciu prawnemu człowieka. 

Żeby  dojść  do  postulatu  całkowitego  wyodrębnienia  państwa  od  dziedziny  gospodarczej, 

spojrzeć  musimy  na  tę  sprawę  z  głębi  prawdziwego  życia  ludzkiego.  Takiego  punktu  widzenia  nie 
zajmie  człowiek,  który  chce  związać  życie  gospodarcze  z  życiem  prawnem.  Ludzie,  czynni  w 
dziedzinie  gospodarczej,  posiadają,  oczywiście,  poczucie  prawa,  ale  wówczas  jedynie  będą  mogli 

background image

20 

kierować  się  w  sprawach  ustawodawczych  i  administracyjnych  wyłącznie  tem  poczuciem,  nie  zaś 
osobistym  interesem  gospodarczym,  gdy  temi  sprawami  zajmować  się  będą  na  gruncie  państwa, 
jako  organu  prawnego.  Ten  dział  zaś,  jako  taki,  nie  będzie  brał  bezpośrednio  udziału  w  życiu 
gospodarczem.  Posiadać  on  będzie  własne  ciało  ustawodawcze  i  administracyjne,  działające  na 
zasadach nowoczesnej świadomości prawnej, a więc opierając się na impulsach, które zwiemy dziś 
demokratycznemi.  Dziedzina  gospodarcza,  na  podstawie  impulsów,  wypływających  z  życia 
gospodarczego,  wytworzy  własne korporacje ustawodawcze i  administracyjne. Niezbędne stosunki 
pomiędzy zarządami obu dziedzin: państwa i gospodarki będą miały mniej więcej taki charakter, jaki 
obecnie istnieje pomiędzy rządami państw suwerennych. Dzięki takiemu rozczłonowaniu, organa te 
będą  mogły  wzajemnie  na  siebie  oddziaływać  we  właściwy  sposób.  Oddziaływanie  zaś  to  jest 
zahamowane,  o  ile  każda  dziedzina  sama  usiłuje  rozwijać  u  siebie  to,  co  powinna  otrzymywać  od 
drugiej. 

Z  jednej  strony  więc  życie  gospodarcze  jest  uzależnione  od  warunków  podłoża  naturalnego 

(klimatu, położenia geograficznego, bogactw naturalnych i t. d.) z drugiej zaś warunkują je stosunki 
prawne,  które  ustanawia  państwo  pomiędzy  gospodarującymi  ludźmi  i  ich  grupami. W  ten  sposób 
zakreślone są granice tego, co może i powinna obejmować działalność gospodarcza. Podobnie, jak 
przyroda stwarza pra-warunki, które człowiek musi przyjąć jako rzecz daną i na nich budować swą 
gospodarkę,  tak  samo  w  zdrowym  organizmie  społecznym  to  wszystko,  co  w  dziedzinie 
gospodarczej  stanowi  stosunek  prawny  człowieka  do  człowieka,  winien  regulować  dział  prawmy, 
który,  na  równi  z  podłożem  naturalnem,  przeciwstawia  się  życiu  gospodarczemu,  jako  czynnik 
samodzielny. 

W  organizmie  społecznym,  który  ukształtował  się  w  dotychczasowym  rozwoju  historycznym 

ludzkości i stał się, na skutek rozkwitu techniki i nowoczesnego kapitalizmu, czynnikiem nadającym 
charakterystyczne  znamię  ruchowi  społecznemu,  życie  gospodarcze  zajmuje  znacznie  więcej 
miejsca,  niż  w  zdrowych  warunkach  zajmowaćby  winno. W  obrocie  gospodarczym,  gdzie  powinny 
znajdować się wyłącznie towary, obiega dziś także siła pracy ludzkiej, obiega również prawo. To też 
w gospodarce, opartej na podziale pracy można dziś wymieniać nie tylko towar na towar, ale także 
towar  na  pracę  ludzką,  tudzież  towar  na  prawo.  (Towarem  nazywam  każdą  rzecz,  która,  dzięki 
pracy  ludzkiej,  stała  się  zdatną  do  użytku  tam,  dokąd  człowiek  ją  dostarczył.  Określenie  to 
niejednemu ekonomiście wydać się może rażąco niedostateczne, niemniej jednak jest pożyteczne w 
celu  porozumienia  się  co  do  zakresu  życia  gospodarczego).

4

  Gdy  ktoś  drogą  kupna  staje  się 

posiadaczem  kawałka  gruntu,  to  w  tym  akcie  widzieć  musimy  wymianę  ziemi  na  towar,  zamiast 
którego  występuje  tu  pieniądz  kupującego.  Ziemia  sama  w  sobie  nie  odgrywa  jednak  w  życiu 
gospodarczem roli towaru. Wchodzi ona do organizmu społecznego na mocy prawa, które pozwala 
człowiekowi użytkować grunt. Prawo to jest czemś zasadniczo rożnem od stosunku producenta do 
wytworu jego pracy. Ten stosunek bowiem, zgodnie ze swą istotą, nie wkracza bynajmniej do sfery 
zależności  pomiędzy  ludźmi,  która  powstaje,  gdy  komuś  przysługuje  wyłączne  prawo  użytkowania 
kawałka  gruntu.  Właściciel  ziemi  uzależnia  od  siebie  ludzi,  którzy  muszą  w  pracy  na  roli  szukać 
środków  utrzymania  lub  też  tam  zamieszkiwać.  Przy  wymianie  wzajemnej  rzeczywistych  towarów, 
które wytwarzamy, czy też spożywamy, nie powstaje pomiędzy ludźmi zależność tego rodzaju. 

Dla  umysłu  nieuprzedzonego  stanie  się  jasnem,  że  ten  fakt  życiowy  musi  znaleźć  odpowiedni 

wyraz w urządzeniach zdrowego organizmu społecznego. Dopóki w życiu gospodarczem wymienia 
się tylko towar na towar, wartość ich kształtuje się niezależnie od stosunków prawnych, jakie istnieją 
pomiędzy  jednostkami  i  grupami.  Skoro jednak  towar  wymieniam  na  prawo,  sam  stosunek  prawny 
pomiędzy  ludźmi  zostaje  tem  dotknięty.  Nie  chodzi  tu  o  wymianę  samą  w  sobie.  Jest  ona 
niezbędnym elementem życiowym obecnego, opartego na podziale pracy, organizmu społecznego. 
Lecz  ważne jest to, że przy wymianie prawa na towar samo prawo, o ile powstaje w obrębie życia 
gospodarczego,  staje  się  skutkiem  tego  towarem.  Zapobiec  temu  może  jedynie  powstanie  w 
organizmie  społecznym  urządzeń,  mających  wyłącznie  na  celu,  jak  najbardziej  celowy  obieg 
towarów,  a  ponadto  –  urządzeń  regulujących  prawa  wytwórców,  pośredników  i  spożywców,  które 
powstają  przy  wymianie  towarów.  Te  prawa  w  istocie  swej  nie  różnią  się  wcale  od  innych  praw, 
niezbędnych  w  stosunkach  pomiędzy  ludźmi,  które  są  zupełnie  niezależne  od  wymiany  towarów. 
Gdy  skutkiem  sprzedaży  jakiegoś  towaru  narażam  mego  bliźniego  na  stratę,  lub  też  oddaję  mu 

                                                            

4

  W wywodach, które służyć mają  życiu, nie chodzi o  definicje,  wywodzące się  z jakiejś teorji, ale  właśnie o 

idee,  uzmysławiające  to,  co  w  rzeczywistości  odgrywa  pełną  i  żywotną  rolę.  Termin  “towar”,  użyty  w  powyższym 
sensie,  wskazuje  na  coś,  co  człowiek  przeżywa.  Jakiekolwiek  inne  pojęcie  o  “towarze”,  albo  coś  ze  swej  treści 
opuszcza, albo dodaje, tak, że pojęciu temu nic odpowiada rzeczywista istota zjawisk życiowych. 

background image

21 

przysługę,  to  należy  to  do  tej  samej  dziedziny  życia  społecznego,  co  szkodzenie  mu  czy 
dopomaganie  jakimkolwiek  innym  czynem  lub  zaniechaniem  tegoż,  nie  wyrażającym  się 
bezpośrednio w wymianie towarów. 

W  życiu  jednostki  zbiegają  się  działania  urządzeń  prawnych  oraz  gospodarki.  W  zdrowym 

organizmie  społecznym  muszą  one  płynąć  z  dwóch  różnych  źródeł.  Kierownicy  organizacyj 
gospodarczych  zdobywać  będą  potrzebną  orjentację  drogą  specjalnego  wykształcenia  tudzież 
praktycznych  doświadczeń  w  danej  gałęzi  gospodarczej.  W  organizacji  prawnej  zaś  za  pomocą 
prawa i administracji urzeczywistniać się będzie w stosunkach pomiędzy jednostkami i zespołami to, 
czego  domaga  się  poczucie  sprawiedliwości.  Organizacja  gospodarcza  pobudzi  jednostki,  mające 
podobne  interesy  zawodowe,  spożywcze,  czy  też  jakiekolwiek  inne  do  zawiązywania  zrzeszeń, 
których wzajemne stosunki wytworzą całość życia gospodarczego. Będzie ona oparta na zasadach 
zrzeszeniowych  oraz  na  stosunkach  zrzeszeń  pomiędzy  sobą.  Zrzeszenia  te  zajmą  się  wyłącznie 
działalnością  gospodarczą.  Podstawy  prawne  dla  swej  działalności  otrzymają  od  organizacji 
prawnej.  Jeżeli  zrzeszenia  gospodarcze  mieć  będą  możność  obrony  swych  interesów 
gospodarczych  za  pomocą  własnych  organów  przedstawicielskich  i  kierowniczych,  nie  będą 
odczuwały  potrzeby  wywalczania  sobie  wpływu  na  prawodawstwo  i  zarządzenia  państwowe  (n.  p. 
jako 

związek 

rolników, 

partja 

przemysłowców, 

lub 

gospodarczo 

nastawiona 

partja 

socjaldemokratyczna),  aby  zdobywać  tam  to,  czego  nie  mogą  osiągnąć  w  ramach  życia 
gospodarczego. A gdy państwo, jako organ prawny, nie będzie czynne w żadnym dziale gospodarki 
społecznej, zajmie się wyłącznie tworzeniem urządzeń ugruntowanych na poczuciu prawnem swych 
obywateli. I nawet jeśli w organie przedstawicielskim państwa zasiadać będą ci sami ludzie, którzy 
są  czynni  w  życiu  gospodarzem  –  co  jest  łatwo  zrozumiałe  –  to,  dzięki  rozczłonowaniu,  dział 
gospodarczy  nie  będzie  wywierał  na  dział  prawny  wpływu,  podkopującego  zdrowie  organizmu 
społecznego.  A  tak  właśnie  dzieje  się  wówczas,  kiedy  organizacja  prawna  zawiaduje  sama 
gałęziami  gospodarstwa  i  kiedy  przedstawiciele  życia  gospodarczego  w  izbach  ustawodawczych 
uchwalają prawa z pobudek ekonomicznych. 

Typowym  przykładem  pomieszania  życia  gospodarczego  z  prawnem  może  służyć  państwo 

austryjackie  w  latach  sześćdziesiątych  XIX-go  stulecia.  Członkowie  parlamentu  tego  kraju  byli 
wybierani z czterech działów gospodarczych: wielkiej własności rolnej, izb handlowych, miast, osad i 
ośrodków  fabrycznych  oraz  gmin  wiejskich.  Widać  stąd,  jak  przy  ustanawianiu  takiego  składu  ciał 
przedstawicielskich kierowano się zasadą, że życie prawne winno wynikać z istniejących stosunków 
gospodarczych. Zapewne, że do rozpadu Austrji przyczyniły się walnie siły odśrodkowe jej różnych 
narodowości.  Jest  jednak  rzeczą  niewątpliwą,  że  gdyby  organizacja  prawna  miała  możność 
rozwinięcia  swego  działania  obok  organizacji  gospodarczej,  doprowadziłaby  do  nowego 
ukształtowania  organizmu  społecznego  na  podstawie  poczucia  prawnego,  coby  umożliwiło 
współżycie owych narodowości. 

Człowiek  współczesny,  interesujący  się  życiem  publicznem,  zwraca  zazwyczaj  swą  uwagę  na 

sprawy  o  drugorzędnem  znaczeniu  społecznem;  na  mocy  bowiem  przyzwyczajeń  myślowych 
traktuje on organizm społeczny jako twór jednolity. Dla takiego tworu niepodobna wynaleźć wogóle 
odpowiedniego systemu wyborczego, gdyż przy każdym systemie interesy gospodarcze muszą się 
kłócić  w  izbach  ustawodawczych  z  impulsami  prawnemi.  A  w  konsekwencji  tarcia  te  prowadzić 
muszą  do  wstrząsów  organizmu  społecznego.  Obecnie,  jako  niezbędny  cel  życia  publicznego 
należy postawić w pierwszym rzędzie dążenie do gruntownego wyodrębnienia życia gospodarczego 
i organizacji prawnej. Skoro ta reforma wejdzie w życie, wyodrębnione organizacje potrafią znaleźć 
ze  swych  własnych  założeń  najlepszy  sposób  wybierania  swych  ustawodawców  i  administratorów. 
Problem  systemu  wyborczego,  aczkolwiek  posiada  zasadnicze  znaczenie,  to  jednak  wobec 
zagadnień,  domagających  się  dziś  rozstrzygnięcia,  schodzi  na  drugi  plan.  Tam,  gdzie  dawne 
stosunki  jeszcze  się  utrzymują,  należałoby  dążyć  do  ich  przekształcenia  w  myśl  omawianego 
rozczłonowania.  Tam  zaś,  gdzie  się  już  rozpadły  lub  znajdują  się  w  trakcie  rozkładu,  jednostki  i 
grupy  ludzi  powinny  podjąć  inicjatywę  nowego  ich  kształtowania  we  wspomnianym  kierunku. 
Przekształcenie  życia  publicznego  z  dnia  na  dzień  nawet  rozsądni  socjaliści  uważają  za  mrzonkę. 
Spodziewają  się  oni,  że  uzdrowienie  społeczne,  do  którego  dążą,  nastąpi  drogą  stopniowych 
rzeczowych  przekształceń.  Że  jednak  dziejowe  siły  rozwoju  ludzkości  domagają  się  skierowania 
całej  rozumnej  woli  ku  stworzeniu  nowego  porządku  społecznego,  o  tem  uczą  każdego 
nieuprzedzonego człowieka niezmiernie wymowne fakty. 

Ten,  kto  za  “praktycznie  wykonalne”  uważa  jedynie  to,  do  czego  przywykł  w  swym  ciasnym 

widnokręgu  myślowym,  zaliczy  wyłożone  tu  poglądy  do  rzeczy  “niepraktycznych”.  O  ile  taki 

background image

22 

człowiek,  mając  możność  wywierania  wpływu  na  jakąbądź  dziedzinę  życia,  nie  zmieni  swoich 
poglądów, to będzie działał  nie ku uzdrowieniu organizmu społecznego, ale przeciwnie  w kierunku 
dalszego pogłębiania jego choroby tak samo, jak ludzie tegoż pokroju myślowego przyczynili się do 
wytworzenia obecnego stanu rzeczy. 

Dążenie  kierowniczych  sfer  ludzkości  do  upaństwowienia  pewnych  gałęzi  gospodarczych 

(poczta,  koleje  żelazne  itp.)  muszą  ustąpić  koncepcji  wprost  przeciwnej:  wyłączenia  z  dziedziny 
polityczno-państwowej  wszystkiego,  co  dotyczy  gospodarowania.  Ludzie  ożywieni  dobrą  wolą, 
którzy  wierzą,  że  zmierzają  ku  uzdrowieniu  organizmu  społecznego  wyciągają  z  tych  dążeń  do 
upaństwowienia  najdalej  idące  wnioski.  W  dziedzinie  gospodarczej  żądają  oni  uspołecznienia 
wszelkich  środków  produkcji.  Zdrowy  rozwój,  ich  zdaniem,  nada  życiu  gospodarczemu 
samodzielność, państwu politycznemu zaś – zdolność oddziaływania za pomocą aparatu prawnego 
na  organizm  gospodarczy  w  taki  sposób,  żeby  poszczególna  jednostka  nie  odczuwała  swego 
włączenia do organizmu społecznego, jako sprzecznego z jej poczuciem prawa. 

Możemy  się  przekonać  o  ile  przedstawione  tu  myśli  znajdują  grunt  w  rzeczywistem  życiu 

ludzkiem, jeśli skierujemy uwagę na pracę, którą człowiek przy pomocy sił fizycznych wykonywa dla 
organizmu  społecznego. W  ustroju  kapitalistycznym  do  organizmu  społecznego  włączono  pracę  w 
taki  sposób,  że  przedsiębiorca  nabywa  ją  od  robotnika,  jak  towar.  Odbywa  się  wymiana  pieniądza 
(reprezentującego  towary)  na  pracę.  Ale  w  rzeczywistości  wymiana  tego  rodzaju  nie  jest  możliwa. 
Rzecz  odbywa  się  tylko  pozornie.

5

  W  rzeczywistości  przedsiębiorca  nabywa  od  robotnika  towary, 

których  powstanie  wymaga  jego  pracy.  Z  równowartości  tego  towaru  robotnik  otrzymuje  jedną 
część, przedsiębiorca zaś drugą. Wytwarzanie towarów jest wynikiem współdziałania przedsiębiorcy 
z  robotnikiem.  Dopiero  produkt  tego  wspólnego  działania  wchodzi  do  obiegu  gospodarczego.  Przy 
wytwarzaniu  niezbędny  jest  stosunek  prawny  pomiędzy  przedsiębiorcą  a  robotnikiem.  W  ustroju 
kapitalistycznym  jednak  stosunek  ten  przybrać  może  postać,  która  jest  wyrazem  przewagi 
gospodarczej przedsiębiorcy nad robotnikiem. W zdrowym organizmie społecznym stanie się rzeczą 
jasną, że praca nie może być przedmiotem kupna. Praca bowiem nie może uzyskać w porównaniu z 
towarem  wartości  gospodarczej.  Wartości  takiej  nabiera  dopiero  wytworzony  dzięki  pracy  towar  w 
stosunku  do  innych  towarów.  Sprawę  jakości  i  ilości  pracy,  która  obowiązywać  winna  każdego 
obywatela  na  rzecz  organizmu  społecznego,  należy  regulować  na  podstawie  jego  uzdolnień  oraz 
warunków,  odpowiadających  godności  człowieka.  Postulat  ten  będzie  mógł  być  spełniony  jedynie 
wówczas,  gdy  normowanie  pracy  znajdować  się  będzie  w  rękach  państwowych,  niezależnie  od 
kierownictwa organizacyj gospodarczych. 

Dzięki  temu  normowaniu,  towar  otrzyma  podstawę  swej  wartości,  która  daje  się  porównać  z 

inną  podstawą,  wynikającą  z  warunków  naturalnych.  Podobnie  jak  wartość  jakiegobądź  towaru 
wzrasta  w  porównaniu  z  innemi  na  skutek  większych  trudności  wydobywania  surowca,  tak  samo 
wartość  ta  zależeć  winna  od  rodzaju  i  ilości  pracy,  którą  będzie  wolno  poświęcać,  na  jego 
wytworzenie zgodnie z przepisami prawnemi.

6

 

W  ten  sposób  z  dwóch  stron  życie  gospodarcze  poddane  jest  niezbędnym  warunkom:  od 

podłoża  naturalnego,  które  człowiek  musi  przyjąć  jako  rzecz  daną,  tudzież  od  podstawy  prawnej, 
która winna powstawać z poczucia prawa na gruncie polityczno-państwowym, niezależnym od życia 
gospodarczego. 

Nie  trudno  dostrzec,  że  przy  takim  kierunku  organizacji  społecznej  dobrobyt  gospodarczy 

będzie  wzrastał  lub  malał,  zależnie  od  normowanej  przez  świadomość  prawną  ilości  wykonywanej 
pracy. Tylko takie uzależnienie zamożności jest niezbędne w zdrowym organizmie społecznym i ono 
jedynie może zapobiec, by życie gospodarcze nie wyzyskiwało człowieka, inaczej odczuwa on swój 
byt  jako  niegodny  istoty  ludzkiej.  A  taki  stan  rzeczy  jest  istotną  przyczyną  wszelkich  wstrząsów  w 
organizmie społecznym. 

Na  wypadek  zaś  zbytniego  ograniczenia  dobrobytu  społecznego  ze  strony  prawnej,  będzie 

można  stosować  podobne  środki,  jak  celem  ulepszenia  podłoża  naturalnego.  Wydajność  gruntu 

                                                            

5

  Zjawiska  życiowe  mogą  być  nie  tylko  błędnie  wyjaśniane,  ale  również  mogą  odbywać  się  niezgodnie  z 

prawdą. Pieniądz i praca nie są wartościami, które dają się wymieniać, lecz jedynie pieniądz i wytwór pracy. Jeżeli 
zatem  wzamian  za  pracę  daję  pieniądz,  fałszuję  rzeczywistość.  Wywołuję  zjawisko  pozorne.  W  rzeczywistości 
bowiem pieniądz można dawać wyłącznie wzamian za wytwór pracy. 

6

  Taki stosunek pracy do porządku prawnego spowoduje, że zrzeszenia gospodarcze będą musiały się liczyć 

z  tem,  co  jest  “słuszne”  (sprawiedliwe)  jako  z  niezbędnem  założeniem.  Dzięki  temu  organizacja  gospodarcza 
będzie uzależniona od człowieka, nie zaś odwrotnie: człowiek od organizacji gospodarczej. 

background image

23 

mało  urodzajnego  podnieść  można  przy  pomocy  środków  technicznych  –  podobnie  w  razie  zbyt 
silnego spadku dobrobytu można będzie wprowadzić zmiany w systemie pracy i jej normach. Zmian 
tych  jednak  nie  powinien  dyktować  bezpośrednio  obieg  gospodarczy,  lecz  muszą  one  wynikać  z 
rozważań na gruncie prawnym, niezależnym od życia gospodarczego. 

Na  wszystko,  co  w  organizmie społecznym  powstaje  pod  wpływem  życia  gospodarczego  oraz 

świadomości  prawnej,  oddziaływują  siły,  pochodzące  z  trzeciego  źródła,  mianowicie,  z 
indywidualnych  uzdolnień  jednostki.  Ta  dziedzina  obejmuje  wszystko:  od  najwyższych  poczynań 
duchowych  aż  do  mniejszej  czy  większej  zdolności  człowieka  do  świadczeń,  które  służą 
społeczeństwu. To, co pochodzi z tego źródła, musi przenikać do organizmu społecznego w całkiem 
inny sposób, niż to, co się przejawia  w  wymianie towarów, lub też powstaje z  życia państwowego. 
Istnieje  jedna  tylko  możliwość,  aby  to  przenikanie  odbywało  się  w  sposób  zdrowy:  pozostawienie 
tego  swobodnej  wraźliwości  człowieka  oraz  impulsom,  pochodzącym  z  samych  zdolności 
indywidualnych.  Jeżeli  na  działalność  ludzką  wynikłą  z  tych  uzdolnień  sztucznie  oddziaływa 
dziedzina  gospodarcza,  lub  organizacja  państwowa,  to  pozbawiają  one  ją  w  znacznym  stopniu 
prawdziwej  podstawy  jej  własnego  życia.  Taką  podstawę  tworzyć  może  wyłącznie  siła,  którą 
działalność ludzka musi rozwijać samorzutnie. Jeżeli zapotrzebowanie na świadczenia tego rodzaju 
będzie  uzależnione  bezpośrednio  od  życia  gospodarczego  lub  też  zorganizowane  państwowo,  to 
swobodna wraźliwość człowieka zostanie skrępowana. Tymczasem jedynie ona potrafi wprowadzać 
wartości  duchowe  w  zdrowej  formie  do  organizmu  społecznego.  Dla  życia  duchowego,  w  którym 
niezliczonemi  nićmi  związany  jest  rozwój  innych  indywidualnych  uzdolnień  ludzkich,  istnieje  jedna 
tylko możliwość zdrowego rozwoju, mianowicie, pozostawienie jego twórczości własnym impulsom; 
ci  wszyscy  zaś,  którzy  korzystają  z  owoców  tej  twórczości,  winni  okazywać  dla  niej  pełne 
zrozumienie. 

Wskazanych tu warunków zdrowego rozwoju duchowego obecnie nie dostrzega się, gdyż jasny 

wgląd  w  te  sprawy  mąci  spojenie  się  znacznej  części  życia  duchowego  z  państwowem  życiem 
politycznem. Nastąpiło to w ciągu ostatnich stuleci i przywykliśmy już do tego. Mówi się wprawdzie o 
“niezależności wiedzy i nauczania”, ale uważa się za rzecz zrozumiałą samo przez się, że państwo 
zarządza  tą  “niezależną  wiedzą”  i  tem  “niezależnem  nauczaniem”.  Nie  wyczuwa  się  wcale,  jak 
skutkiem  tego  państwo  uzależnia  życie  duchowe  od  swych  potrzeb.  Panuje  przekonanie,  że 
państwo  stwarza  tylko  uczelnie,  a  ci,  którzy  obejmują  katedry,  mają  możność  rozwijania 
niezależnego  życia  duchowego.  Przywykłszy  do  takiego  poglądu,  nie  bierze  się  pod  uwagę,  jak 
ściśle treść życia duchowego wiąże się z najwewnętrzniejszą istotą człowieka i jak rozwój tego życia 
jedynie wówczas może być niezależny, gdy nie łączy się ono z organizmem społecznym za pomocą 
żadnych  innych  impulsów  prócz  tych,  które  pochodzą  z  niego  samego. Wspomniane  stopienie  się 
jego  z  życiem  państwowem  wycisnęło  w  ostatnich  stuleciach  swe  znamię  nie  tylko  na  sposobie 
zarządzania nauką oraz na związanem z nią życiu duchowem, ale również i na samej ich treści. Na 
twórczość  w  zakresie  matematyki  lub  fizyki,  państwo  nie może  oczywiście  wywierać  bezpośrednio 
wpływu.  Ale  pomyślmy  o  historji,  o  innych  naukach  humanistycznych.  Czyż  nie  stały  się  one 
odbiciem  tego,  co  powstało  ze  związania  się  ich  przedstawicieli  z  życiem  państwa  i  jego 
potrzebami?  Właśnie  skutkiem  tego  narzuconego  im  charakteru  proletarjat  odczuł  współczesne 
poglądy  nauki  na  życie  duchowe  jako  ideologję.  Dostrzegł  on,  że  potrzeby  państwa,  które 
uwzględniają  interesy  klas  wyższych,  narzucają  myśli  ludzkiej  pewien  charakter.  Myślące  rzesze 
proletarjackie  widziały  w  niej  odzwierciadlenie  interesów  materjalnych  i  walk  tych  interesów.  To 
zrodziło w nich odczucie jakoby całe życie duchowe było jedynie ideologją, odbiciem gospodarczej 
organizacji społeczeństwa. 

Taki pogląd, pustoszący życie duchowe, ustępuje z chwilą, kiedy człowiek może odczuć, że w 

dziedzinie  duchowej  panuje  rzeczywistość,  zawierająca  swą  własną  treść,  wyrastającą  ponad 
zewnętrzne  życie  materjalne.  Niepodobna  tego  odczuć,  gdy  życie  duchowe  nie  ma  swobodnego 
rozwoju  i  możności  rządzenia  się  z  własnych  pobudek  w  organizacji  społecznej.  Tylko  pod 
warunkiem wolności i samorządu życia duchowego, przedstawiciele jego mieć będą siłę nadania mu 
odpowiedniej  wagi  w  społeczeństwie.  Sztuka,  nauka,  pogląd  na  świat  i  wszystko,  z  tem  związane, 
wymaga  takiego  samodzielnego  stanowiska  w  społeczności  ludzkiej.  W  życiu  duchowem  bowiem 
wszystko  jest  ze  sobą  powiązane. Wolność  poszczególnej  jednostki nie  jest możliwa  bez  wolności 
innych. I jakkolwiek potrzeby państwa nie wywierają bezpośrednio wpływu na treść matematyki lub 
fizyki,  to  jednak,  o  ile  państwo  zarządza  dziedzinami  życia  duchowego,  rozstrzyganie  kwestyj, 
dotyczących tego, co w nich należy rozwijać, co ludzie sądzą o ich wartości, jaki wpływ wywiera ich 
pielęgnowanie  na  ogólną  kulturę  duchową  i  wiele  innych  spraw  zależeć  będzie  od  tych  potrzeb. 

background image

24 

Inaczej ma  się  rzecz,  gdy  nauczyciel  szkoły  początkowej  podlega  wpływom  życia  państwowego,  a 
inaczej  gdy  otrzymuje  impulsy  od  samoistnej  organizacji  duchowej.  Socjaldemokracja  i  w  tej 
dziedzinie  przęjęła  jedynie  spuściznę  przyzwyczajeń  i  szablonów  myślowych  po  sferach 
kierowniczych.  Uważa  ona  za  ideał  podporządkowanie  życia  duchowego  organizmowi 
społecznemu, zbudowanemu na podłożu gospodarczem. Gdyby ten cel osiągnęła, mogłaby kroczyć 
dalej  jedynie  po  drodze,  na  której  życie  duchowe  zatraca  swą  wartość.  Żądając,  by  religia  była 
sprawą  wyłącznie  osobistą  jednostki,  socjaldemokracja  zbyt  jednostronnie  ujęła  to  słuszne 
poczucie.  Całe  bowiem  życie  duchowe  w  zdrowym  organizmie  społecznym  winno  być  w  stosunku 
do  państwa  i  gospodarki  “sprawą  osobistą”  w  powyższem  znaczeniu.  Ale,  wysuwając  ów  postulat, 
partja  ta  nie  wychodzi  bynajmniej  z  założenia,  że  tą  drogą  wartościom  duchowym  zapewni  się  w 
organizmie społecznym pozycję, umożliwiającą im pożądany wyższy rozwój, niż to jest możliwe pod 
opieką  państwa.  Organizm  społeczny,  według  jej  przekonania,  powinien  własnemi  środkami 
pielęgnować jedynie to, co stanowi dla niego potrzebę życiową. A taką potrzebą owa religijna treść 
duchowa  jakoby  wcale  nie  jest.  W  ten  sposób  jednostronnie  usunięta  z  życia  publicznego  jedna, 
dziedzina  duchowa  nie  może  rozwijać  się  pomyślnie,  o  ile  inne  dziedziny  życia  duchowego 
pozostają  skrępowane.  Religijność  nowoczesnej  ludzkości,  łącznie  z  całem  wyzwolonem  życiem 
duchowem, rozwinie siłę, dającą pokrzepienie duszy. 

Nie tylko sama twórczość duchowa, ale także i sposób, w jaki ludzkość z niej korzysta, opierać 

się  musi  na  nieskrępowanej  potrzebie  duszy.  Nauczyciele,  artyści  i  t.  d.,  będący  na  swych 
stanowiskach  w  bezpośrednim  kontakcie  z  prawodawstwem  i  zarządzeniami,  które  wypływają 
wyłącznie  z  samego  życia  duchowego  i  jego  impulsów,  potrafią  swą  twórczością  rozbudzić  u  ludzi 
zainteresowanie.  Państwo  zaś,  działające  ze  swych  własnych  założeń,  chronić  będzie  każdego 
obywatela od przymusu nadmiernej pracy, zapewniając mu prawo do korzystania z wolnego czasu, 
co  obudzi  w  nim  zrozumienie  dla  wartości  duchowych.  Ludzie,  którzy  uważają  się  za  “praktyków 
życiowych”  powiedzą,  może,  że  jeżeli  państwo  będzie  troszczyło  się  o  wolny  czas  dla  swych 
obywateli,  a  uczęszczanie  do  szkoły  pozostawi  ich  uznaniu,  to  poświęcą  oni  te  godziny  wolne  od 
pracy  na  pijaństwo  i  nastąpi  powrót  do  analfabetyzmu.  Możnaby  tym  pesymistom  poradzić,  aby 
poczekali na to, co się będzie działo, kiedy świat wyzwoli się z pod ich wpływu. Zbyt często kierują 
się oni pewnem uczuciem, które im podszeptuje myśl, jak to oni sami spędzają swe wolne chwile i 
czemu zawdzięczają, że zdobyli “nieco wykształcenia”. Nie mogą oni liczyć się z tą płomienną siłą, 
rozpalającą dusze, jakiej udziela organizmowi społecznemu życie duchowe naprawdę samodzielne, 
albowiem ta skrępowana myśl, jaką znają, nigdy nie mogła oddziaływać ma nich w podobny sposób. 

Zarówno  państwo  polityczne,  jak  i  życie  gospodarcze  otrzymywać  będą  niezbędny  dla  nich 

dopływ  wartości  duchowych  od  autonomicznej  dziedziny  duchowej.  Praktyczne  wykształcenie  w 
zakresie  gospodarczym,  również  dopiero  przy  swobodnym  współudziale  organizacji  duchowej, 
będzie  zdolne  rozwinąć  pełnię  swych  sił.  Ludzie  odpowiednio  wykształceni  mieć  będą  możność 
ożywienia  zdobytych  doświadczeń  na  polu  gospodarczem,  dzięki  sile  płynącej  z  wyzwolonych 
wartości  duchowych.  Pracownicy  o  bogatem  doświadczeniu  gospodarczem  znajdą  dostęp  do 
organizacji  duchowej  i  będą  w  niej  oddziaływali  twórczo  na  wszystko,  co  takiego  zapłodnienia 
wymaga. 

Dzięki takiemu swobodnemu oddziaływaniu wartości duchowych na państwo, powstaną w nim 

niezbędne,  zdrowe  poglądy.  Pod  wpływem  tych  wartości  przedstawiciel  pracy  fizycznej  uświadomi 
sobie  z  zadowoleniem  rolę,  jaką  jego  praca  odgrywa  w  organizmie  społecznym.  Dojdzie  do 
przekonania,  że  społeczeństwo  nie  mogłoby  go  utrzymać,  gdyby  nie  istniało  kierownictwo, 
organizujące  w  sposób  celowy  pracę  fizyczną.  Potrafi  on  odczuć  istniejącą  współzależność 
pomiędzy  swą  własną  pracą  a  siłami  organizującemi,  mającemi  swe  źródło  w  zdolnościach 
indywidualnych.  Na  gruncie  państwowym  będzie  kształtował  prawa,  które  zapewnią  mu  udział  w 
dochodzie z wytworów jego pracy, tudzież dobrowolnie dostarczać będzie organizacjom duchowym 
środków  w  celu  umożliwienia  powstawania  wartości  duchowych,  z  jakich  korzysta.  W  dziedzinie 
życia duchowego twórcy jego wartości będą mieli możność utrzymywania się ze swych świadczeń. 
To,  co  w  sferze  duchowej  człowiek  uprawia  sam  dla  siebie,  pozostaje  jego  sprawą  najściślej 
prywatną, za to zaś, co wytwarza dla społeczeństwa, będzie otrzymywał dobrowolne wynagrodzenie 
od  tych,  którzy  odczuwają  potrzebę  tych  wartości  duchowych.  O  ile  wynagrodzenie  z  tego  źródła 
okaże  się  dla  kogoś  niedostateczne,  będzie  on  musiał  szukać  zatrudnienia  bądź  w  dziedzinie 
państwowej, bądź też gospodarczej. 

Idee,  zasilające  życie  gospodarcze  w  zakresie  techniki,  mają  swe  źródło  w  dziedzinie  ducha. 

Pochodzą one stamtąd również i wtedy, gdy bezpośrednio powstają w głowach przedstawicieli życia 

background image

25 

państwowego  lub  gospodarczego.  Stamtąd  też  płyną  wszelkie  idee  organizacyjne  i  siły,  które 
zapładniają  życie  gospodarcze  i  państwowe.  Kompensata  za  ten  dopływ  do  obu  dziedzin 
społecznych  odbywać  się  będzie  również  drogą  dobrowolnego  wynagradzania  ze  strony 
konsumentów  tych  wartości,  bądź  też  według  postanowień  prawa,  wydawanych  przez  państwo. 
Środki finansowe, niezbędne państwu na pokrycie kosztów jego utrzymania, pobierać ono będzie na 
zasadzie  prawa  podatkowego.  Prawo  to  wyniknie  ze  sharmonizowania  wymagań  świadomości 
prawnej z możliwościami życia gospodarczego. 

W  zdrowym  ustroju  społecznym  obok  organizacji  politycznej  i  gospodarczej  działać  musi 

samoistna  organizacja  duchowa.  Na  trójczłonowość  całości  organizmu  społecznego  wskazuje 
kierunek  rozwojowy  sił  nowoczesnej  ludzkości.  Dopóki  do  kierowania  życiem  społecznem 
wystarczały  siły  instynktowne  znacznej  części  ludzkości,  dążenie  do  takiego  niewątpliwego 
rozczłonowania  jeszcze  nie  występowało.  W  stanie  pewnego  przytłumienia  życia  społecznego 
współdziałało ze sobą wszystko to, co, w gruncie rzeczy, zawsze pochodziło z trzech źródeł. Czasy 
nowe  wymagają  od  człowieka,  aby  zajął  świadome  stanowisko  w  organizmie  społecznym. 
Świadomość  ta  wówczas  jedynie  będzie  mogła  zdrowo  kształtować  postępowanie  i  całe  życie 
ludzkie, jeśli zda sobie sprawę z tych trzech kierunków. Ku tej orjentacji dąży współczesna ludzkość 
z  podświadomych  głębi  swej  duszy,  a  to,  co  wyżywa  się  w  ruchu  społecznym,  jest  tylko  mętnym 
odblaskiem tego dążenia. 

Z innych założeń, niż te, wśród których żyjemy, z głębokich pokładów natury ludzkiej rozległ się 

u  schyłku  XVIII-go  stulecia  głos,  domagający  się  nowego  ukształtowania  organizmu  społecznego. 
Hasłem  tych  przemian  były  trzy  słowa:  Braterstwo,  Równość,  Wolność!  Otóż,  kto  bezstronnie  i  ze 
zdrowem poczuciem człowieczeństwa wniknie w rzeczywistość rozwoju ludzkiego, ten, oczywiście, 
musi  ustosunkować  się  z  pełnem  zrozumieniem  do  wszystkiego,  co  wyrażają  te  słowa.  A  jednak 
znaleźli  się  w  XIX-em  stuleciu  wnikliwi  myśliciele,  którzy  zadali  sobie  trud,  by  dowieść,  że 
urzeczywistnienie  idej  Braterstwa,  Równości  i  Wolności  w  jednolitem  społeczeństwie  nie  jest 
możliwe.  Twierdzili,  że,  gdyby  te  trzy  impulsy  miały  urzeczywistnić  się  w  organizmie  społecznym, 
musiałyby  znaleźć  się  ze  sobą  w  sprzeczności.  Z  wielką  przenikliwością  dowiedli  oni  np.  że  przy 
realizacji  równości  niepodobna  byłoby  zapewnić  niemniej  koniecznej,  przyrodzonej  każdej  istocie 
ludzkiej  wolności.  Trzeba  przyznać  rację  tym,  którzy  podnoszą  tę  sprzeczność,  a  jednak 
równocześnie,  o  ile  czujemy  po  ludzku,  niepodobna  nie  mieć  sympatji  dla  każdego  z  tych  trzech 
ideałów. 

Sprzeczność  ta  pochodzi  stąd,  że  prawdziwe  znaczenie  społeczne  tych  trzech  ideałów 

występuje dopiero po zrozumieniu konieczności rozczłonowania organizmu społecznego. Owe trzy 
człony  nie  powinny  być  ze  sobą  spojone  i  scentralizowane  w  jakimś  teoretycznym,  abstrakcyjnym 
parlamencie  lub  innem  ciele  zbiorowem.  Mają  one  być  żywą  rzeczywistością.  Każdy  z  tych  trzech 
działów  należy  scentralizować  w  nim  samym,  a  z  ich  żywej,  wspólnej  i  równoległej  działalności 
powstać może dopiero jedność organizmu społecznego, jako całości. W rzeczywistem życiu bowiem 
pozorne  przeciwieństwa  składają  się  właśnie  na  jedność.  Dlatego  też  dopiero  wówczas  będziemy 
mogli  dojść  do  prawdziwego  ujęcia  życia  organizmu  społecznego,  gdy  zdołamy  przeniknąć 
rzeczywiste  jego  ukształtowanie  pod  względem  braterstwa,  równości  i  wolności.  Przekonamy  się 
wówczas,  że  współdziałanie  ludzi  w  życiu  gospodarczem  opierać  się  winno  na  braterstwie,  które 
powstaje  dzięki  zrzeszaniu  się. W  drugim  członie,  w  systemie  prawa  publicznego,  gdzie  mamy  do 
czynienia z czysto ludzkiemi stosunkami człowieka do człowieka, dążyć należy do urzeczywistniania 
idei  równości.  A  w  dziedzinie  duchowej,  która  w  organizmie  społecznym  zachowuje  względną 
niezależność, chodzi o realizację impulsu wolności. W takim ujęciu ukazuje się rzeczywista wartość 
tych  trzech  ideałów.  Nie  mogą  one  jednak  zrealizować  się  w  chaotycznem  życiu  zbiorowem,  gdyż 
odpowiednim  gruntem  jest  dla  nich  jedynie  zdrowy,  trójczłonowy  organizm  społeczny,  żaden 
abstrakcyjnie  scentralizowany  twór  narodowy  nie  może  urzeczywistnić  w  swoim  nieładzie  ideałów 
wolności,  równości  i  braterstwa;  każdy  natomiast  z  trzech  członów  organizmu  społecznego  może 
czerpać swe siły z jednego z tych impulsów i wówczas będzie mógł współdziałać w sposób owocny 
z pozostałemi członami. 

Ludzie,  którzy  przy  końcu  XVIII-go  wieku  rozwinęli  sztandar Wolności,  Równości  i  Braterstwa, 

także  ci,  którzy  później  poszli  ich  śladami,  odczuwali  niewyraźnie  tendencje  rozwojowe  nowych 
czasów.  Jednak  nie  potrafili  przezwyciężyć  w  sobie  wiary  w  jednolite  państwo.  Z  punktu  widzenia 
takiego  państwa  te  ich  trzy  idee  są  pełne  sprzeczności.  Pomimo  to  nie  wyrzekli  się  ich,  gdyż  w 
podświadomych głębiach ich dusz działał pęd ku trójczłonowości organizmu społecznego, gdzie ta 
troistość ideowa może dopiero utworzyć wyższą jedność. Życie współczesne wymową swych faktów 

background image

26 

domaga  się,  aby  siły  rozwojowe  nowożytnej  ludzkości,  prące  ku  rozczłonowaniu  organizmu 
społecznego, stały się świadomą wolą społeczną. 

 

III. 

KAPITALIZM I IDEE SPOŁECZNE. 

(Kapitał i praca ludzka). 

 

Niepodobna wyrobić sobie właściwego sądu o tem, co należy przedsięwziąć w życiu zbiorowem 

wobec  alarmujących  nas  wydarzeń,  o  ile  brak  nam  woli  oparcia  tego  sądu  na  wniknięciu  w 
podstawowe  siły  organizmu  społecznego.  Usiłowaliśmy  uczynić  to  w  poprzednich  rozdziałach 
niniejszej  pracy.  Opierając  się  na  poglądzie,  zdobytym  w  wąskim  kręgu  obserwacyj,  niepodobna 
znaleźć już dziś środków do owocnego działania. Wszystko to, co ujawnia ruch społeczny, dowodzi, 
że  zaburzenia  dotknęły  podstaw  tego  organizmu,  a  bynajmniej  nie  tylko  jego  powierzchni.  To  też 
koniecznem jest zdobycie takich poglądów, któreby również docierały do podstaw. 

Gdy mowa dziś o kapitale i kapitaliźmie, dotyka się tego, co proletarjat współczesny uważa za 

przyczynę swego pognębienia. Do owocnego poglądu na sposób, w jaki kapitał działa dodatnio, czy 
też  hamująco  w  procesach  organizmu  społecznego,  dojść  będziemy  mogli  dopiero  wówczas,  gdy 
uwzględnimy,  jak  indywidualne  zdolności  ludzkie,  system  prawny  oraz  siły  gospodarcze  tworzą  i 
zużywają kapitał. 

Gdy  zaś  mowa  o  pracy  ludzkiej, ma  się  na myśli  to,  co,  łącznie  z  podłożem  naturalnem  życia 

gospodarczego  tudzież  z  kapitałem,  tworzy  wartości  gospodarcze  oraz  zapomocą  czego  robotnik 
uświadamia  sobie  swe  położenie  społeczne.  Pogląd  na  to,  jakie  miejsce  należy  się  pracy  w 
organizmie  społecznym,  aby  poczucie  ludzkiej  godności  u  robotnika  było  szanowane,  wyłonić  się 
może  jedynie  pod  warunkiem,  że  weźmiemy  pod  uwagę  stosunek,  w  jakim  znajduje  się  praca 
człowieka;  po  pierwsze,  do  rozwoju  zdolności  indywidualnych,  po  wtóre  zaś  –  do  poczucia 
prawnego. 

Całkiem słusznie stawiamy pytanie: co jest dziś najbardziej palące do zrobienia, aby zaspokoić 

żądania  ruchu  społecznego,  ale  i  tych  najpilniejszych  zadań  nie  potrafimy  wypełnić  owocnie, jeżeli 
nie będziemy wiedzieli, w jakim stosunku to, co ma być wykonane, znajdować się winno do podstaw 
zdrowego organizmu społecznego. Wiedząc zaś to, potrafimy dostrzec zadania, które  wypływają  z 
rzeczywistości, na każdem stanowisku, na jakiem zostaliśmy postawieni, lub które zdołaliśmy zająć. 
Zdobyciu  poglądu  tego  rodzaju,  o  jakim  tu  mowa,  przeciwstawia  się,  wprowadzając  w  błąd  myśl 
nieuprzedzoną,  to,  co  w  ciągu  długiego  czasu  przeszło  z  woli  ludzkiej  do  urządzeń  społecznych. 
Ludzie zżyli się do tego stopnia z temi urządzeniami, że na ich podstawie wyrabiają sobie pogląd na 
to,  co  w  nich  zachować,  a  co  zmienić  należy.  Myśl  naszą,  dostosowujemy  do  tych  faktów,  gdy 
tymczasem  ona  przecież  właśnie  winna  je  opanować.  Dziś  jednak  już  koniecznie  musimy 
zrozumieć,  że  niepodobna  w  inny  sposób  zdobyć  poglądu,  któryby  dorósł  do  rzeczywistości,  jak 
przez powrót do pra-myśli (Urgedanken), stanowiących podstawę wszelkich urządzeń społecznych. 

Jeżeli  nam  brak  właściwych  źródeł,  skąd  do  organizmu  społecznego  stale  przypływałyby  siły, 

wytryskujące  z  tych  twórczych  idej,  to  urządzenia  społeczne  przybierają  formy,  które  nie  sprzyjają 
rozwojowi  życia,  lecz  przeciwnie  hamują  to  życie.  Ale  te  idee  społeczne  żyją  stale  w  impulsach 
instynktownych  człowieka  w  stanie  mniej  lub  więcej  podświadomym,  nawet  wówczas,  gdy  nasze 
zupełnie  świadome  myśli  błądzą  i  stwarzają,  lub  już  stworzyły  fakty,  będące  zaporami  dla  życia.  I 
właśnie  te  pra-myśli,  które  przejawiają  się  w  sposób  chaotyczny  w  stosunku  do  świata  faktów, 
hamujących życie, są tem, co w sposób jawny lub zamaskowany dochodzi do głosu w zaburzeniach 
rewolucyjnych organizmu społecznego. Te wstrząsy dadzą się uniknąć jedynie wtedy, gdy organizm 
społeczny  ukształtuje  się  tak,  że  będzie  zawsze  zdolny  do  stwierdzenia,  gdyby  gdziekolwiek 
zachodziły odchylenia  od urządzeń  wskazanych przez owe pra-myśli, i gdy jednocześnie posiadać 
będzie możliwość przeciwdziałania tym odchyleniom, zanim nie staną się fatalną mocą. 

W naszych czasach odchylenia od wymagań owych zasadniczych idej społecznych w szerokim 

zakresie życia ludzkiego osiągnęły poważne rozmiary. A życie impulsów, zrodzonych przez te idee, 
ujawnia się w duszy ludzkiej w formie krytyki pełnych wymowy faktów, zachodzących w organizmie 
społecznym  w  ostatnich  stuleciach.  Niezbędną  jest  przeto  dobra  wola,  by  powrócić  w  sposób 
zdecydowany  do  tych  społecznych  pra-myśli  oraz  zrozumieć,  jak  dziś  właśnie  szkodliwe  jest 
pomijanie  ich  w  życiu  ludzkiem, jako  “niepraktycznych”  ogólników.  Życie  i  postulaty  proletarjatu  są 

background image

27 

żywą  krytyką  tego,  co  w  ostatnich  czasach  uczyniono  z  organizmu  społecznego.  Zadaniem  tedy 
naszych  czasów  jest  przeciwdziałanie  jednostronnej  krytyce  przez  to,  że  w  społecznej  pra-myśli 
odnajdziemy kierunek, w którym mamy świadomie zwracać fakty. Minął już bowiem ten okres, kiedy 
ludzkości starczyć mogło to, co dotąd osiągała przy pomocy kierownictwa instynktownego. 

Jednym  z  kardynalnych  zagadnień  wyłaniających  się  ze  współczesnej  krytyki  jest  to,  w  jaki 

sposób  byłoby  możliwe  usunięcie  wyzysku  proletarjatu  przez  kapitał  prywatny.  Posiadacz  lub 
zarządzający kapitałem ma możność użycia pracy fizycznej robotnika by służyła temu, co zamyśla 
produkować. W stosunkach społecznych, powstających ze  współdziałania kapitału i  pracy ludzkiej, 
rozróżniać  należy  trzy  ogniwa:  działalność  przedsiębiorcy,  która  opierać  się  winna  na  podłożu 
zdolności  indywidualnych  jednostki,  lub  ich  zespołów;  stosunek  przedsiębiorcy  do  robotnika,  który 
koniecznie  powinien  być  stosunkiem  prawnym;  wreszcie  samo  wytwarzanie  dóbr,  które  w  obrocie 
gospodarczym  uzyskują  wartość  towarów.  Działalność  przedsiębiorcy  w  organizmie  społecznym 
może odbywać się w zdrowy sposób jedynie wówczas, gdy w życiu tego organizmu czynne są siły, 
które  pozwalają  uzdolnieniom  indywidualnym  przejawiać  się  w  możliwie  najpełniejszy  sposób.  Aby 
mogło  to  nastąpić,  musi  istnieć  w  organizmie  społecznym  dziedzina,  która  jednostce  obdarzonej 
zdolnościami  pozostawia  swobodną  inicjatywę  czynienia  z  nich  użytku,  innym  zaś  ludziom, 
rozumiejącym  rzecz,  pozwala  zdolności  te  swobodnie  oceniać.  Widzimy  zatem,  że  ta  działalność 
społeczna człowieka, gdzie  zachodzi użycie kapitału, należy do dziedziny organizmu społecznego, 
w  której  życie  duchowe  troszczy  się  o  prawodawstwo  i  zarząd.  Jeśli  do  tej  dziedziny  wtrąca  się 
państwo ze swoją polityką, to z konieczności musi ono wykazywać brak zrozumienia dla zdolności 
indywidualnych. Państwo bowiem musi opierać się na założeniu, że każdy człowiek ma jednakowe 
prawo  do  życia  i  musi  ono  założenie  to  realizować.  Winno  ono  również  dawać  każdemu 
obywatelowi  możność  wypowiadania  się.  Dla  zadań,  jakie  spełnia  państwo  polityczne,  jest  bez 
znaczenia czy odnosi się ono ze zrozumieniem do zdolności indywidualnych obywatela, czy też nie. 
Z tego też powodu to wszystko, co odbywa się w jego obrębie, nie powinno wywierać jakiegokolwiek 
wpływu na działanie indywidualnych uzdolnień ludzkich. 

Również  i  widoki  na  korzyści  gospodarcze  nie  powinny  decydować  tam,  gdzie  działają 

zdolności  indywidualne  przy  pomocy  kapitału.  Niejeden  z  obrońców  kapitalizmu  przypisuje 
korzyściom  tym  ogromne  znaczenie,  mniemając,  że  jedynie  one  mogą  być  motorem  do 
uruchomienia  tych  zdolności.  Jako  ludzie  “praktyczni”  powołują  się  oni  na  “niedoskonałość”  natury 
ludzkiej,  którą,  jak  sądzą,  znają  dobrze.  Rzeczywiście  w  ustroju,  który  doprowadził  do  stanu 
obecnego, bodziec korzyści materjalnych niewątpliwie nabrał ogromnego znaczenia, ale właśnie ten 
fakt  jest  w  nie  małym  stopniu  przyczyną  stosunków,  jakie  przeżywamy  obecnie.  Stosunki  te  naglą 
do  rozwinięcia  innego  bodźca  pobudzającego  zdolności  indywidualne.  Powinien  on  rodzić  się  ze 
zrozumienia idei społecznej, pod wpływem zdrowego życia duchowego. Wychowanie, szkoła, dzięki 
mocy,  którą  czerpać  będą  z  niezależnego  życia  duchowego,  udostępnią  człowiekowi,  skutkiem 
właśnie  wspomnianego  zrozumienia,  urzeczywistnienie  tego,  ku  czemu  prą  jego  zdolności 
indywidualne. 

Takie  mniemanie  dalekie  jest  od  marzycielstwa,  które  niewątpliwie  wyrządziło  nieobliczalne 

szkody w dziedzinie woli społecznej, jak również i w innych dziedzinach. Pogląd bowiem, o którym 
mowa, nie polega, jak widać z powyższego, na złudnej wierze w to, że “duch ludzki” zdziałać może 
cuda,  o  ile  ci,  którzy  mniemają,  że  są  nim  obdarzeni,  będą  o  nim  jak  najwięcej  rozprawiali,  lecz 
wypływa on z obserwacyj swobodnego współdziałania ludzi w dziedzinie duchowej. Współdziałanie 
to z istoty swej nabiera cech społecznych, o ile ma możność rozwijania się naprawdę niezależnie. 

Te  cechy  społeczne  nie  mogły  się  dotychczas  ujawnić  jedynie  skutkiem  uzależnienia  życia 

duchowego.  Siły  duchowe  ukształtowały  się  w  taki  sposób  wśród  sfer  kierowniczych,  że  działanie 
ich  zamykało  się  antyspołecznie  w  obrębie  pewnych  ograniczonych  kół.  Owoce  ich  twórczości 
można było udostępnić warstwom proletarjackim, jedynie w sposób sztuczny. Warstwy te nie miały 
możności  czerpania  z  życia  duchowego  jakichkolwiek  sił,  które  stanowią  pokrzepienie  dla  duszy, 
gdyż nie brały one rzeczywiście udziału w powstawaniu tych dóbr duchowych. Instytucje, mające na 
celu  “oświatę  ludową”,  “udostępnienie  ludowi  sztuki”  i  t.  p.,  nie  są  naprawdę  środkami 
rozpowszechniania  wartości duchowych  wśród ludu, dopóki mają one taki charakter, jaki przybrały 
w czasach ostatnich. “Lud” bowiem nie bierze wewnętrznego udziału swą istotą ludzką w życiu tych 
wartości duchowych. Umożliwia mu się jedynie spoglądanie na nie jakby od zewnątrz. 

A  to,  co  dotyczy  życia  duchowego  w  ściślejszym  sensie,  ma  również  znaczenie  w  tych 

przejawach  działalności  duchowej,  które  przy  pomocy  kapitału  sięgają  do  dziedziny  gospodarczej. 

background image

28 

W  zdrowym  organizmie  społecznym  najemnik,  pracujący  przy  maszynie,  nie  powinien  być  zajęty 
wyłącznie jej obsługą, podczas gdy sam tylko przedsiębiorca zna losy wyprodukowanych towarów w 
obiegu  gospodarczym.  Robotnik  w  pełnem  zrozumieniu  uświadamiać  sobie  winien  własny 
współudział  w  życiu  społecznem,  wynikający  z  tego,  że  pracuje  przy  wytwarzaniu  dóbr. 
Przedsiębiorca  powinien  zwoływać  regularnie  narady  z  pracownikami,  któreby  zaliczano  do  spraw 
również  niezbędnych  dla  fabryki,  jak  samą  pracę,  a  to  w  celu  rozwijania  kręgu  wspólnych 
wyobrażeń,  zarówno  u  tych,  którzy  pracę  organizują,  jak  i  u  tych,  którzy  jej  dostarczają.  Zdrowe 
oddziaływanie tego, rodzaju będzie budziło w robotniku zrozumienie, że należyte spełniane funkcyj 
zawiadywania  kapitałem  jest  rzeczą  pomyślną  dla  organizmu  społecznego,  a  przez  to  i  dla  niego 
samego,  jako  jego  członka.  Dla  przedsiębiorcy  taka  dobrowolna  jawność  prowadzenia 
przedsiębiorstwa będzie bodźcem do wzorowego postępowania. 

Nie  doceniać  tego  może  jedynie  człowiek,  który  nie  rozumie  doniosłości  wspólnych  przeżyć 

wewnętrznych przy zbiorowej pracy. Kto zaś to rozumie, dostrzeże również jak bardzo sprzyjającym 
dla  wydajności  produkcji  byłoby  kierownictwo  gospodarki  opartej  na  kapitale,  gdyby  czerpało  swe 
idee  z  niezależnego  życia  duchowego.  Jedynie  przy  takiem  założeniu  możliwe  jest  zastąpienie 
obecnego stosunku człowieka do kapitału i  wzrostu tegoż – który to stosunek opiera się  wyłącznie 
na  motywie  zysku  –  rzeczowem  zainteresowaniem  się  samą  sprawą  wytwarzania  dóbr  i 
świadczenia usług. 

Współcześni socjaliści dążą do przekazania społeczeństwu zarządu środkami produkcji. To, co 

w  tych  dążeniach  jest  uzasadnione,  da  się  osiągnąć  jedynie  drogą  powierzenia  tego  zarządu 
ludziom  czynnym  w  dziedzinie  niezależnego  życia  duchowego.  Uniemożliwi  to  przymus 
gospodarczy, odczuwany jako poniżający człowieka. Przymus ten wywiera kapitał, kiedy działalność 
swą rozwija z sił wyłącznie gospodarczych. I wówczas zdolności człowieka nie będą paczyły się, co 
jest rzeczą nieuniknioną, gdy zarządza niemi państwo polityczne. 

Dochód  z  zatrudniania  kapitału  i  zdolności  indywidualnych,  podobnie  jak  z  wszelkich  usług 

natury  duchowej,  musi  być  w  zdrowym  organizmie  społecznym  zarówno  rezultatem  swobodnej 
inicjatywy  działającego  człowieka,  jak  i  dobrowolnego  zainteresowania  ludzi,  którzy  pożądają  tych 
świadczeń.  W  tej  dziedzinie  pozostawić  należy  swobodnej  inicjatywie  pracownika  oznaczenie 
wynagrodzenia,  jakiego  żąda  za  swą  pracę,  zależnie  od  przygotowań,  kosztów  i  t.  p.,  których  ona 
wymaga. Zadośćuczynić tym żądaniom będzie można jedynie o tyle, o ile jego świadczenia obudzą 
dla siebie zrozumienie. 

Dzięki  urządzeniom  społecznym,  zgodnym  z  powyższemi  wytycznemi,  powstanie  grunt  dla 

istotnie niezależnego układu stosunków  pomiędzy kierownikiem a wykonawcą pracy. Stosunek ten 
nie  będzie  polegał  na  wynagrodzeniu  towarem  (względnie  pieniędzmi)  za  pracę,  ale  na  ustaleniu 
udziału należnego każdej z obu stron, wytwarzających wspólnie towar, w wynikach pracy. 

To,  co  w  organizmie  społecznym  dokonywa  się  za  pomocą  kapitału,  zależy  w  swej  istocie  od 

sposobu działania w nim zdolności indywidualnych. Właściwe impulsy rozwojowe tych uzdolnień nie 
mogą  pochodzić  skądinąd,  jak  tylko  z  niezależnego  życia  duchowego.  Nawet  w  takim  organizmie 
społecznym,  gdzie  rozwój  uzdolnień  uzależniony  jest  od  państwa  lub  sił  gospodarczych,  wszelką 
prawdziwą  twórczą  produkcyjność,  wymagającą  kapitału,  zawdzięczamy  tym  indywidualnym, 
niezależnym  siłom,  które  zdołały  przebić  się  poprzez  krępujące  je  urządzenia.  Tylko,  że  w  takich 
warunkach rozwój ich nie może być zdrowy. Stosunki, które sprawiają, że siła pracy człowieka musi 
stawać  się  towarem,  wynikły  nie  skutkiem  swobodnego  rozwoju  zdolności  indywidualnych, 
działających  przy  pomocy  kapitału,  lecz  drogą  ujarzmienia  tych  sił  przez  państwo  lub  obieg 
gospodarczy. Bezstronne wniknięcie w tę sprawę stanowi w obecnych czasach niezbędne założenie 
dla  tego  wszystkiego,  czego  należy  dokonać  w  dziedzinie  organizacji  społecznej.  W  ostatnich 
czasach  bowiem  powstał  przesąd,  że  reformy,  mające  uzdrowić  organizm  społeczny,  muszą 
pochodzić  od  państwa,  lub  od  życia  gospodarczego.  Jeżeli  będziemy  kroczyli  dalej  po  drodze 
wytkniętej przez ten przesąd, urządzenia, które powstaną, nie poprowadzą ludzkości ku celom, do 
jakich  dąży,  lecz  przeciwnie  –  ku  nieograniczonemu  spotęgowaniu  ucisku,  od  którego  pragnie  się 
ona wyzwolić. 

O  kapitalizmie  nauczono  się  myśleć  w  czasach,  kiedy  wtrącił  on  już  organizm  społeczny  w 

chorobę.  Przeżywamy  proces  patologiczny;  rozumiemy,  że  trzeba  mu  przeciwdziałać.  Ale  należy 
wiedzieć  więcej.  Koniecznem  jest  uświadomić  sobie,  że  źródło  choroby  tkwi  w  tem,  że  obieg 
gospodarczy  pochłania  siły,  czynne  w  kapitale.  Jedynie  człowiek,  nie  poddający  się  złudnemu 
poglądowi,  jakoby  myśl  zarządzania  kapitałem  przez  wyzwolone  życie  duchowe  miała  być 

background image

29 

“niepraktycznym idealizmem”, może działać w kierunku, którego obecnie zaczynają się energicznie 
domagać siły rozwojowe ludzkości. 

Dziś wprawdzie jesteśmy słabo przygotowani do tego, aby ideę społeczną, która ma skierować 

kapitalizm  na  zdrowe  tory,  powiązać  bezpośrednio  z  życiem  duchowem.  Nawiązujemy  do  tego,  co 
wchodzi w obręb życia gospodarczego. Widzimy, jak nowoczesna produkcja towarów doprowadziła 
do wielkiego przemysłu, a ten do obecnych form kapitalizmu. Tę formę gospodarczą winna zastąpić 
spółdzielczość,  pracująca  w  celu  zaspakajania  potrzeb  wytwórców.  Ale  ponieważ,  oczywiście, 
pragnie  się  utrzymać  przytem  nowoczesną  technikę  produkcji,  żąda  się  połączenia  wszystkich 
placówek  przemysłowych  w  jedno  wielkie  stowarzyszenie.  Panuje  mniemanie,  że  w  takiem 
zrzeszeniu,  gdzie  każdy  produkować  będzie  na  zlecenie  społeczności,  nie  będzie  wyzysku, 
niepodobna bowiem, aby społeczeństwo wyzyskiwało samo siebie. A ponieważ pragniemy, czy też 
jesteśmy zmuszeni nawiązywać do tego, co już istnieje, zwracamy się ku współczesnemu państwu 
z myślą przekształcenia go w taką wszystko obejmującą organizację. 

Nie  dostrzega  się  przytem,  że  rezultaty  oczekiwane  od  zrzeszenia  tego  rodzaju,  tem  trudniej 

dadzą  się  osiągnąć,  im  większe  będą  jego  rozmiary.  O  ile  zdolności  indywidualne  nie  odegrają  w 
organizacji  zrzeszeniowej  tej  roli,  jaką  tu  wskazaliśmy,  to  wspólne  zarządzanie  pracą  nie 
doprowadzi do uzdrowienia organizmu społecznego. 

Brak zdrowego poglądu na udział życia duchowego  w organizmie społecznym, pochodzi stąd, 

że  obecnie  ludzie  przywykli  wyobrażać  sobie  pierwiastek  duchowy  jako  coś  niezmiernie  dalekiego 
od wszystkiego, co materjalne i praktyczne. Wyłożony tu pogląd, że w działaniu kapitału na terenie 
gospodarczym  widzieć  musimy  przejaw  pewnej  dziedziny  życia  duchowego,  niejednemu  wyda  się 
wręcz  śmieszny.  Będzie  to  dziwaczne  zarówno  dla  przedstawicieli  dotychczasowych  klas 
kierowniczych,  jak  i  dla  myślicieli  socjalistycznych.  Aby  zrozumieć  znaczenie  dla  uzdrowienia 
organizmu  społecznego  tego,  co  się  w  ten  sposób  ośmiesza,  należy  zwrócić  uwagę  na  pewne 
współczesne  prądy  myślowe,  które,  jakkolwiek  wypływają  z  rzetelnych  w  swoim  rodzaju  impulsów 
duszy, niemniej jednak hamują powstawanie prawdziwie społecznego sposobu myślenia wszędzie, 
dokąd docierają. 

Te  prądy  myślowe  stronią,  mniej  lub  więcej  nieświadomie,  od  tego,  co  daje  właściwą  siłę 

rozpędową przeżyciom wewnętrznym. Dążą one do zdobycia poglądu na świat, do życia duszy, do 
myślenia,  poznania  naukowego,  ale  w  taki  sposób,  że  to  wszystko  stanowi  jakby  wysepkę  w 
całokształcie życia człowieka. Skutkiem tego nie są one w stanie przerzucić pomostu pomiędzy tem 
wszystkiem a życiem, do którego wprzęga człowieka codzienność. Widzimy, jak w mniemaniu wielu 
współczesnych,  należy  do  “wewnętrznej  dystynkcji”  rozmyślanie,  choćby  nawet  w  sposób 
abstrakcyjno-szkolny,  o  różnych  problemach  etyczno-religijnych  na  niebosiężnych  wyżynach 
marzeń.  Możemy  obserwować,  jak  ludzie  rozmyślają  o  sposobie  doskonalenia  się,  o  tem,  jak 
człowiek  winien  miłować  swych  bliźnich,  jak  może  zdobyć  łaskę  “wewnętrznej  treści  życia”.  Ale 
stwierdzamy  przytem  całkowitą  bezsilność  urzeczywistniania  wszystkiego  tego,  co  się  uważa  za 
dobre,  pełne  miłości,  życzliwe,  słuszne,  moralne  w  warunkach  otaczających  człowieka,  a  więc  w 
jego  życiu  codziennem,  w  działaniu  kapitału,  płacy  roboczej,  spożyciu,  produkcji,  obiegu  towarów, 
kredycie, bankach i giełdzie. 

Można  dostrzec,  jak  dwa  prądy  światowe  płyną  obok  siebie  także  w  przyzwyczajeniach 

myślowych człowieka. Jeden z nich usiłuje trzymać się jak gdyby na wyżynach bosko-duchowych i 
nie pragnie wcale budować pomostu pomiędzy impulsami duchowemi a życiem codziennem. Drugi 
zaś  prąd  –  żyje  bezmyślnie  w  codzienności.  Ale  życie  –  to  nierozdzielna  jedność.  Pomyślnie 
rozwijać  się  będzie  mogło  dopiero  wówczas,  gdy  poruszające  je  siły  natury  etyczno-religijnej  będą 
oddziaływały  na  najcodzienniejsze  pospolite  sprawy,  te  właśnie,  które  wielu  ludziom  wydają  się 
mniej  podniosłe.  Jeżeli  bowiem  zaniedbujemy  połączenia  tych  dwu  dziedzin,  to  w  życiu  religijnem, 
moralnem  oraz  w  myśleniu  społecznem  wpadamy  w  czyste  marzycielstwo,  całkiem  obce 
rzeczywistości codziennej. I wówczas ta rzeczywistość mści się w pewien sposób. Człowiek bowiem 
wtedy  pod  wpływem  impulsu  “duchowego”  dąży  do  wszelkich  możliwych  ideałów,  do  wszystkiego, 
co  nazywa  “dobrem”.  Natomiast  jako  pozbawionym  “ducha”  oddaje  się  instynktom, 
przeciwstawiającym  się  tym  “ideałom”,  a  które  stanowią  podstawę  zwykłych  codziennych  potrzeb 
życiowych, zaspokajanych  w dziedzinie gospodarczej. Nieznaną mu jest jakakolwiek droga realna, 
wiodąca  od  pojęcia  duchowości  do  spraw  dnia  powszedniego.  Skutkiem  tego  to  życie  codzienne 
przybiera  postać,  nie  mającą  nic  wspólnego  z  impulsami  etycznemi  wzniosłych  wyżyn  duszy  i 
ducha.  Ale  wtedy  codzienność  mści  się  w  ten  sposób,  że  życie  etyczno-religijne  staje  się 

background image

30 

kłamstwem  wewnętrznem  w  życiu  człowieka,  gdyż  niepostrzeżenie  stroni  od  powszedniości,  od 
bezpośredniej praktyki życiowej. 

Jak  liczni  są  dziś  ludzie,  którzy  z  motywów  pewnego  etyczno-religijnego  dostojeństwa, 

wykazują  najlepszą  wolę  ku  dobremu  współżyciu  z  bliźnimi  i  pragną  okazać  to  jak  najlepszemi 
uczynkami.  Zaniedbują  oni  jednak  kształcenia  w  sobie  wrażliwości,  któraby  to  naprawdę 
umożliwiała,  gdyż  nie  potrafią  przyswoić  sobie  wyobrażeń  społecznych,  urabiających  praktyczne 
przyzwyczajenia życiowe. 

Do  tej  kategorji  należą  ci,  co  w  tym  dla  świata  historycznym  momencie,  kiedy  problemy 

społeczne  stały  się  tak  palące,  przeciwstawiają  się  hamująco  prawdziwej  praktyce  życiowej,  są 
bowiem marzycielami, mimo, iż uważają się za ludzi praktycznych. Szerzą oni taki np. pogląd: ludzie 
muszą  się  wznieść  ponad  materjalizm,  ponad  zewnętrzny  świat  fizyczny,  które  wtrąciły  ich  w 
katastrofę  wojny  światowej  i  w  całe  to  nieszczęście;  muszą  więc  zwrócić  się  ku  duchowemu 
ujmowaniu życia. Wskazując w ten sposób drogi ku życiu duchowemu, nie przestają powoływać się 
na jednostki, które  w przeszłości otaczano czcią z racji ich  uduchowionego sposobu myślenia. Ale 
człowiek,  który  właśnie  usiłuje  wskazywać,  że  to,  co  duch  ludzki  musi  dokonać  w  życiu  naprawdę 
praktycznem,  jest  niezbędne  w  niemniejszym  stopniu,  jak  wytwarzanie  chleba  powszedniego, 
spotka  się  z  uwagą,  że  obecnie  najważniejszą  rzeczą  jest  znów  doprowadzić  ogół  do  uznania 
czynnika  duchowego.  Dziś  jednak  chodzi  o  to,  aby  przy  pomocy  sił  duchowych  odnaleźć  linje 
wytyczne  uzdrowienia  organizmu  społecznego.  A  do  tego  nie  wystarcza  zajmować  się  tylko 
odświętnie  sprawami  duchowemi.  Światło  duchowe  musi  koniecznie  przenikać  cały  byt  codzienny. 
Skłonność  do  szukania  dla  życia  “duchowego”  dróg  pobocznych  doprowadziła  do  tego,  że  sfery, 
dzierżące dotychczas w swych rękach ster rządów, są zadowolone z warunków społecznych, które 
wywołały obecny stan rzeczy. 

Obecnie w życiu społecznem ściśle związane są ze sobą dwie rzeczy: zarządzanie kapitałem w 

produkcji  towarów  oraz  własność  środków  produkcji,  czyli  także  kapitału.  A  jednak  stosunek 
człowieka  do  kapitału  w  obu  tych  formach  jest  całkiem  różny  pod  względem  działania,  jakie  to 
wywiera  na  organizm  społeczny.  Zarządzanie  kapitałem  na  podstawie  zdolności  indywidualnych, 
zastosowane  celowo,  wzmaga  dobrobyt  organizmu  społecznego,  co  jest  zgodne  z  interesem 
wszystkich,  należących  do  tego  organizmu.  W  jakiemkolwiek  położeniu  znajduje  się  człowiek,  jest 
on zawsze zainteresowany w tem, aby wypływające z natury ludzkiej indywidualne zdolności, które 
celowo współdziałają przy powstawaniu dóbr niezbędnych w życiu ludzkiem, nie marnowały się. Ale 
rozwój  tych  zdolności  wymaga,  aby  obdarzeni  niemi  ludzie  z  własnej  swobodnej  inicjatywy 
pobudzali je do działania. To, co z tych źródeł nie ma możności wypływać swobodnie, zostaje jakby 
odjęte  pomyślności  ogółu,  a  przynajmniej  do  pewnego  stopnia.  Kapitał  jednak  jest  środkiem, 
umożliwiającym  aktywizację  takich  zdolności  w  rozległych  dziedzinach  życia  społecznego. 
Najistotniejszy  interes  każdego  człowieka  w  ramach  organizmu  społecznego  wymaga,  aby  w 
pewnym  kierunku  uzdolnione  jednostki,  lub  szczególnie  nadające  się  do  określonych  prac  zespoły 
miały  możność  rozporządzania  kapitałem  według  własnej  inicjatywy.  Każdy  obywatel,  od 
pracownika umysłowego do rękodzielnika, o ile bez uprzedzeń rozumie własny interes, musi sobie 
powiedzieć:  chciałbym,  żeby  dostateczna  liczba,  zdolnych  jednostek  lub  zespołów  mogła  nie  tylko 
swobodnie  dysponować  kapitałem,  ale  aby  także  miała  możność  dojścia  z  własnej  inicjatywy  do 
posiadania  kapitału.  Jedynie  bowiem  oni  mogą  sądzić  o  tem,  jak  przy  pomocy  kapitału,  ich 
indywidualne zdolności potrafią celowo wytwarzać dobra dla organizmu społecznego. 

W ramach niniejszej książki nie ma potrzeby przedstawiać, jak z biegiem rozwoju ludzkości, w 

związku  z działaniem indywidualnych uzdolnień ludzkich,  własność prywatna  wyłoniła się  z pośród 
innych  form  posiadania  w  organizmie  społecznym.  Własność  ta  kształtowała  się  aż  do  ostatnich 
czasów pod wpływem podziału pracy. Omówimy tutaj obecny stan rzeczy tudzież jego nieodzowny 
dalszy rozwój. 

Jakkolwiek  własność  prywatna  powstała  drogą  przemocy,  podbojów  itp.,  jest  ona  również 

wynikiem twórczości społecznej, związanej z indywidualnemi zdolnościami ludzi. Wszakże, zdaniem 
myślicieli  socjalistycznych,  usunięcie  ucisku,  wywieranego  przez  własność  prywatną,  jest  możliwe 
jedynie drogą przekształcenia jej we własność społeczną. Przyczem stawiają oni sprawę w sposób 
następujący:  jak  można  przeszkodzić  powstawaniu  prywatnej  własności  środków  produkcji,  aby 
położyć  kres  uciskowi,  który  ona  wywiera  na  klasy  nieposiadające?  Kto  tak  stawia  sprawę,  nie 
uwzględnia  faktu,  że  organizm  społeczny  znajduje  się  w  stanie  nieprzerwanego  powstawania  i 
rozrostu.  
W  stosunku  do  czegoś,  co  się  rozwija,  nie  należy  pytać,  jak  je  najlepiej  urządzić  mamy, 

background image

31 

aby dzięki temu pozostało na przyszłość w takim stanie, jaki uznaliśmy za doskonały? Myśleć w taki 
sposób można jedynie o rzeczy, która, poczynając od pewnego momentu, działa dalej zasadniczo w 
niezmienny  sposób.  Nie  stosuje  się  to  do  organizmu  społecznego.  Wszystko,  co  w  nim  powstaje, 
podlega  ciągłym  zmianom  w  procesie  samego  życia.  Jeżeli  tedy  chcemy  nadać  mu  najlepszą, 
według  naszego  mniemania,  formę,  w  którejby  miał  nadal  trwać,  podkopujemy  warunki  jego 
istnienia. 

Jednym  z  warunków  rozwoju  organizmu  społecznego  jest,  aby  jednostki,  mogącej  służyć 

ogółowi  swemi  zdolnościami,  nie  pozbawiać  możności  czynienia  tego  z  jej  własnej,  niezależnej 
inicjatywy.  Tam,  gdzie  taka  działalność  wymaga  rozporządzania  środkami  produkcji,  zapory, 
stawiane  tej  inicjatywie,  przyniosłyby  szkodę  dobru  ogólnemu.  Zazwyczaj  wysuwany  w  tej  sprawie 
argument,  że  przedsiębiorca  musi  mieć,  jako  bodziec  dla  swej  działalności,  widoki  na  zysk, 
związany  z  własnością  środków produkcji, nie  ma tu znaczenia. Kierunek bowiem myśli, z którego 
wypływa wyłożony w tej książce pogląd na dalszy rozwój stosunków społecznych, widzi możliwość 
usunięcia  tego  rodzaju  pobudek  drogą  wyzwolenia  życia  duchowego  z  zależności  politycznej  i 
gospodarczej.  Wyzwolone  życie  duchowe  samo  z  siebie  rozwijać  będzie  zrozumienie  społeczne, 
stąd  zaś  wynikną  bodźce  zupełnie  innej  natury,  niż  te,  które  opierają  się  na  widokach  korzyści 
materjalnych.  Ale  nie  o  to  jedynie  chodzi,  z  jakich  powodów  ludzie  są  przywiązani  do  prywatnego 
władania  środkami  produkcji,  ale  o  to,  co  lepiej  odpowiada  warunkom  życiowym  organizmu 
społecznego:  rozporządzanie  środkami  produkcji  w  sposób  nieskrępowany,  czy  też  regulowany 
przez  społeczeństwo.  Przytem  należy  zawsze  pamiętać,  że  przy  rozważaniach  warunków 
życiowych obecnego organizmu społecznego, nie należy brać pod uwagę tego, co istniało, według 
naszego  mniemania,  w  społeczeństwach  pierwotnych,  ale  wyłącznie  to,  co  odpowiada  obecnemu 
szczeblowi rozwoju ludzkości. 

Na  dzisiejszym  stopniu  rozwojowym  zdolności  indywidualne  nie  mogą  działać  owocnie  przy 

pomocy  kapitału,  o  ile  nie  mają  możności  swobodnego  rozporządzania  nim  w  obiegu 
gospodarczym.  Płodna  działalność  w  zakresie  produkcji  wymaga  zapewnienia  jej  nieskrępowanej 
dyspozycji  kapitałem,  nie  z  racji  korzyści,  jakie  to  przynosi  poszczególnej jednostce  lub  zespołowi, 
ale dlatego, że  w ten sposób najlepiej służyć ona może ogółowi, o ile zmysł społeczny towarzyszy 
temu w sposób celowy. 

Człowiek  związany  jest  poniekąd  z  tem,  co  produkuje  sam,  lub  razem  z  innymi  ludźmi  w 

podobny  sposób,  jak  ze  sprawnością  organów  własnego  ciała.  Ograniczenie  wolności 
rozporządzania  środkami  produkcji  porównać  można  do  krępowania  człowieka  w  swobodnem 
posługiwaniu się członkami jego ciała. 

Otóż własność prywatna nie jest niczem innem, jak pośrednikiem takiego właśnie swobodnego 

rozporządzania. Przy rozpatrywaniu własności prywatnej ważne jest dla organizmu społecznego to 
tylko,  żeby  właściciel  posiadał  prawo  rozporządzania  nią  według  własnej  inicjatywy.  W  życiu 
społecznem  połączone  są  ze  sobą,  jak  widzimy,  dwie  rzeczy,  które  mają  całkiem  odmienne  dlań 
znaczenie:  swobodne  rozporządzanie  kapitałem,  jako  podstawą  wytwarzania  społecznego,  oraz 
stosunek prawny człowieka, rozporządzającego kapitałem względem wszystkich pozostałych ludzi, 
którzy skutkiem tego pozbawieni są możności korzystania z tego kapitału. 

Do  szkodliwych  następstw  społecznych  prowadzi  nie  pierwotne  prawo  swobodnego 

rozporządzania  kapitałem,  lecz  jedynie  dalsze  trwanie  w  mocy  tego  prawa  także  i  wówczas,  kiedy 
już  przestały  istnieć  warunki  wiążące  w  sposób  celowy  to  prawo  ze  zdolnościami  ludzkiemi. Kto  w 
organizmie  społecznym  widzi  twór  żywy,  rozwijający  się,  zrozumie,  o  co  tu  chodzi.  Będzie  szukał 
możliwości takiego zarządzania tem, co z jednej strony służy życiu, aby z drugiej strony nie stawało 
się to dlań szkodliwe. Wszystko, co żyje,  żadną miarą nie może być urządzone  w sposób, któryby 
zapobiegał powstawaniu także pewnych szkodliwych przejawów w procesie swego rozwoju. I jeżeli 
sami mamy współpracować z czemś, znajdującem się w procesie powstawania, tak, jak nas do tego 
zmusza organizm społeczny, to nasze zadanie nie może bynajmniej polegać na niedopuszczaniu do 
wytworzenia  się  jakiegoś  koniecznego  urządzenia  z  obawy  przed  jego  ujemnemi  następstwami. 
Tem bowiem podkopuje się możliwości rozwojowe organizmu społecznego. Chodzi jedynie o to, aby 
interwenjować we właściwym momencie, kiedy celowe urządzenia przekształcą się w szkodliwe. 

Zdolnościom  indywidualnym  należy  pozostawić  możność  swobodnego  rozporządzania 

kapitałem;  lecz  związane  z  nim  prawo  własności  trzeba  móc  zmieniać  w  chwili,  kiedy  staje  się 
środkiem  bezprawnej  przemocy.  W  naszych  czasach  urządzenia,  uwzględniające  ten  postulat, 
istnieją  jedynie  w  stosunku  do  t.  zw.  prawa  autorskiego.  Po  pewnym  czasie  po  zgonie  autora 

background image

32 

przechodzi ono na własność społeczeństwa. Urządzenie to opiera się na zasadzie zgodnej w istotą 
współżycia  ludzkiego.  Jakkolwiek  bowiem  powstanie  jakiejś  wartości  czysto  duchowej  wiąże  się 
ściśle  z  indywidualnemi  zdolnościami  człowieka,  to  jednak  wartość  ta  stanowi  rezultat  współżycia 
społecznego i w odpowiednim momencie powinna doń powrócić. Nie inaczej rzecz się ma z innemi 
rodzajami własności. Nieodzownym warunkiem tego, aby jednostka przy pomocy własności, mogła 
wytwarzać  coś  dla  ogółu,  jest  współdziałanie  tegoż  ogółu.  Prawo  swobodnego  rozporządzania 
własnością  nie  może  być  przeto  oddzielone  od  interesu  społeczeństwa.  Nie  chodzi  więc  o 
znalezienie sposobu zniesienia prawa posiadania kapitału, ale o to, aby zarządzanie nim odbywało 
się w sposób dla społeczeństwa najbardziej pożyteczny. 

Otóż  taki  sposób  znaleźć  można  w  trójczłonowym  organizmie  społecznym.  Złączeni  w  tym 

organizmie  ludzie  działają  jako  całość,  zapomocą  członu  prawno-państwowego.  Aktywizacja 
zdolności indywidualnych należy do organizacji duchowej. 

Dla  każdego,  kto  jest  obdarzony  zmysłem  rzeczywistości  i  nie  pozwala,  opanować  się 

subjektywnym  sądom,  teorjom,  życzeniom  itp.,  wszystko  w  organizmie  społecznym  wykazuje 
konieczność układu trójczłonowego. Przedewszystkiem jednak konieczność tę ujawnia zagadnienie, 
dotyczące stosunku zdolności ludzkich do kapitału, jako podstawy gospodarczej, tudzież do  prawa 
własności tego kapitału. Państwo nie powinno stawiać przeszkód powstawaniu własności prywatnej 
i  zawiadywaniu  nią  dopóty,  dopóki  zdolności  indywidualne  pozostają  związane  z  kapitałem  w 
sposób pomyślny dla całości organizmu społecznego. W stosunku do własności prywatnej państwo 
spełniać  będzie  rolę  ściśle  prawną.  Nigdy  nie  będzie  przejmowało  jej  w  swoje  posiadanie, 
ograniczając  się  do  wydawania  zarządzeń,  aby  w  odpowiednim  momencie  nastąpiło  przekazanie 
danego  objektu  takiej  jednostce  lub  zespołowi,  które,  dzięki  swym  właściwościom  indywidualnym, 
ustosunkują się doń w sposób pożądany. Będzie to korzystne dla organizmu społecznego z dwóch 
całkiem  różnych  względów.  Państwo,  mające  do  czynienia  z  tem,  co  wszystkich  ludzi  jednakowo 
dotyczy, dzięki swym demokratycznym zasadom, potrafi czuwać nad tem, aby prawo własności nie 
stało  się  z  biegiem  czasu  bezprawiem.  Skutkiem  tego,  że  państwo  nie  będzie  samo  zarządzało 
własnością,  lecz  troszczyć  się  będzie  jedynie  o  przekazywanie  jej  indywidualnym  zdolnościom 
ludzkim, zdołają one rozwinąć w pełni swe owocne siły na pożytek całości organizmu społecznego. 
Przy  takiej  organizacji  prawa  własności  oraz  zawiadywania  nią,  pozostawać  ona  będzie  w  jednym 
ręku  tylko  tak  długo,  jak  to  okaże  się  celowe.  Przypuszczalnie  zarządzenia  państwowe  co  do 
przechodzenia własności z rąk do rąk będą ulegały z biegiem czasu dużym zmianom. Dziś, kiedy w 
szerokich  kołach  zapanowała  głęboka  nieufność  do  wszelkiej  własności  prywatnej,  myśli  się  o 
radykalnem  przekształceniu  jej  we  własność  kolektywną.  Ale  gdybyśmy  na  tej  drodze  poszli  dość 
daleko,  przekonalibyśmy  się,  jak  skrępowałoby  to  możliwości  rozwojowe  organizmu  społecznego. 
Nauczeni  doświadczeniem  ludzie  obraliby  później  inną  drogę.  Byłoby  jednak  bezsprzecznie  lepiej 
wprowadzić  już  obecnie  urządzenia,  któreby,  w  duchu  powyższych  wywodów,  zapewniły  zdrowie 
organizmowi społecznemu. 

Dopóki  jednostka,  oddzielnie  lub  w  zespole,  kieruje  działalnością  produkcyjną  przy  pomocy 

zgromadzonego  przez  nią  kapitału,  dopóty  mieć  powinna  prawo  rozporządzania  przyrostem 
pierwotnego  kapitału  zakładowego,  o  ile  ten  przyrost  przeznacza  się  na  dalszy  rozwój  produkcji. 
Skoro tylko jednostka ta przestanie spełniać swe funkcje kierownicze, kapitał winien przejść do rąk 
innej  osoby,  czy  zespołu,  aby  umożliwić  prowadzenie  podobnej  lub  innej  placówki  wytwórczej, 
służącej organizmowi społecznemu. Również i kwoty uzyskane z produkcji, a nie przeznaczone na 
jej  rozbudowę,  winny  być  odrazu  kierowane  na  tę  drogę.  Za  własność  osobistą  zarządzającego 
uważać należy to tylko, co przypada mu na zasadzie warunków, jakie, ze względu na swe zdolności 
indywidualne,  uznał  za  właściwe  postawić  przy  obejmowaniu  tego  stanowiska.  Uzasadnienie  tych 
żądań opiera się na tem, że dzięki zaufaniu, jakiem się cieszy, powierzano mu zarządzanie pewnym 
kapitałem.  Jeżeli  zarządzający  swą  działalnością  przyczynił  się  do  powiększenia,  kapitału,  to  na 
jego korzyść powinna przypaść taka część tego przyrostu, aby jego pierwotne dochody powiększyły 
się procentowo w tym samym stopniu, w jakim powiększył się kapitał. 

Kapitał zakładowy przedsiębiorstwa, zgodnie z wolą pierwotnych jego właścicieli, może przejść 

w  ręce  nowego  zarządzającego  wraz  z  wszelkiemi  ciążącemi  nań  zobowiązaniami,  albo  także  do 
nich powrócić wówczas, gdy pierwszy kierownik nie będzie mógł, albo też nie będzie chciał spełniać 
nadal tych zadań. 

Przy takiem urządzeniu mamy do czynienia z przekazywaniem praw. Ustalanie form prawnych 

tego przekazywania będzie zadaniem organizacji prawno-państwowej. Również należeć doń będzie 

background image

33 

czuwanie  nad  ich  wykonywaniem,  oraz  zarządzanie  temi  sprawami.  Przewidywać  można,  że 
rozporządzenia,  normujące  przekazywanie  własności,  przybierać  będą  różne  formy,  zależnie  od 
poczucia  świadomości  prawnej.  Sposób  wyobrażania  sobie  rzeczy  jaki  tu  wyłożyliśmy,  musi  być 
zgodny  z  rzeczywistością,  nie  może  więc  wskazywać  nic  więcej  ponad  kierunek,  w  jakim 
wspomniane  urządzenia  mogłyby  się  rozwijać.  Jeżeli  w  tym  duchu  postępować  będziemy  ze 
zrozumieniem  rzeczy,  to  zawsze  w  każdym  konkretnym  wypadku  znajdziemy  celowy  sposób 
działania.  Przy  poszukiwaniu  tedy  właściwego  rozwiązania  w  życiu  praktycznem  należy  zawsze 
uwzględniać  szczególne  warunki  i  ducha  samej  rzeczy.  Im  bardziej  czyjś  sposób  myślenia 
odpowiada rzeczywistości, tem mniej skłonny on będzie w poszczególnym wypadku do narzucania 
jakichkolwiek  zgóry  powziętych  przepisów  i  reguł.  I  takie,  czy  inne  rozwiązanie  wyłoni  się  samo  w 
sposób  wyraźny,  właśnie  jako  konieczność  z  samego  ducha  tego  rodzaju  myślenia.  Stąd  też 
wyniknie  przeświadczenie,  że  państwo,  zawiadując  przekazywaniem  praw  własności,  nigdy  nie 
powinno samo przejmować funkcji rozporządzania kapitałem. Ma się ono troszczyć wyłącznie o to, 
aby  wybór  jednostki  lub  grupy,  w  których  ręce  zostaje  przekazany  kapitał,  uzasadniały  zdolności 
indywidualne  wybranych.  Z  tego  założenia  wychodząc,  obowiązywać  winna  przedewszystkiem 
ogólna zasada, że każdy, kto z powyższych względów chce przekazać swój kapitał, ma prawo sam 
decydować  o  swoim  następcy.  Będzie  mu  pozostawiona  możność  wyznaczenia  osoby,  czy  też 
grupy  osób,  albo  przekazania  owego  prawa  jakiejś  korporacji,  należącej  do  organizacji  życia 
duchowego. Kto bowiem oddał organizmowi społecznemu usługi celowem zarządzaniem kapitałami, 
ten  również,  dzięki  swym  indywidualnym  zdolnościom,  potrafi  ze  zrozumieniem  społecznem 
zadecydować  o  dalszych  losach  tych  kapitałów.  Poszanowanie  tej  zasady  będzie  dla  organizmu 
społecznego  bardziej  pożyteczne,  niż  jej  ignorowanie  i  pozostawianie  regulowania  tych  spraw 
osobom, które nie są z niemi w bezpośrednim związku. 

Takie  regulowanie  praw  własności  będzie  stosowane  do  kapitałów,  przekraczających  pewną 

sumę,  a  zgromadzonych  przy  pomocy  środków  produkcji,  łącznie  z  ziemią,  przez  jednostkę  czy 
grupę  osób,  które  to  kapitały  nie  przeszły  we  własność  prywatną  z  tytułu  pierwotnego 
wynagrodzenia indywidualnych uzdolnień. 

Dochody  z  tego  źródła  oraz  wszelkie  oszczędności,  pochodzące  z  własnej  pracy,  do  chwili 

zgonu  ich  właściciela,  lub  do  pewnego  późniejszego  terminu,  pozostają  w  jego  osobistem 
posiadaniu, względnie jego potomków. Do tego też czasu ciułacz, o ile przekazał swe oszczędności 
na cele produkcyjne, otrzymywać będzie oprocentowanie pewnej wysokości, wynikające z poczucia 
prawnego,  według  stopy  ustalanej  przez  państwo. W  ustroju  społecznym,  opartym  na  powyższych 
zasadach, możliwe  będzie  ścisłe  rozgraniczenie  dochodów,  które  zawdzięcza  się  działalności  przy 
pomocy  środków  produkcji,  od  tych,  których  źródłem  są  zaoszczędzone  kwoty,  zdobyte  pracą 
osobistą  (fizyczną  i  duchową).  Takie  rozgraniczenie  zgodne  jest  z  poczuciem  prawnem  oraz  z 
interesem  społeczeństwa.  Oszczędności  osobiste,  przekazane  celom  wytwórczości,  służą  dobru 
powszechnemu.  To  bowiem  jedynie  umożliwia  zdolnościom  indywidualnym  kierowanie  produkcją. 
Przyrost,  jakiego  doznaje  kapitał  dzięki  środkom  produkcji  –  po  potrąceniu  uprawnionego 
oprocentowania  –  zawdzięcza  swe  powstanie  współdziałaniu  całego  organizmu  społecznego. 
Powinien  więc  doń  powrócić  w  opisany  sposób.  Zadanie  członu  prawnego  ograniczy  się  do 
wydawania  zarządzeń,  aby  przekazywanie  kapitałów  odbywało  się  w  powyższy  sposób,  ale  nie 
będzie należało do jego kompetencyj rozstrzyganie do jakiej gałęzi produkcji natury materjalnej, czy 
duchowej  przekazany,  czy  też  pochodzący  z  oszczędności  kapitał  ma  być  użyty.  Prowadziłoby  to 
bowiem do tyranji państwa nad dziedziną produkcji duchowej i materialnej. Indywidualne zdolności 
ludzkie będą kierowały temi sprawami w sposób najbardziej korzystny dla organizmu społecznego. 
W  razie  zaś,  jeśli  ktoś  nie  zechce  sam  wybrać  swego  następcy  w  zawiadywaniu  kapitałem,  który 
powstał  dzięki  jego  działalności,  będzie  mógł  przekazać  to  prawo  którejbądź  korporacji,  należącej 
do dziedziny duchowej. 

Również  i  majątek,  pochodzący  z  oszczędności  wraz  z  odsetkami,  przejdzie  po  śmierci  jego 

właściciela lub nieco później, na mocy jego ostatniej woli, wyłącznie w ręce takiej jednostki lub grupy 
osób,  które  są  czynne  w  wytwórczości  natury  duchowej  lub  materjalnej;  nie  otrzyma  zaś  go  nigdy 
człowiek  nieprodukcyjny,  u  którego  kapitał  przekształciłby  się  w  rentę.  Jeżeli  właściciel  nie  ma 
możności  dokonania  wyboru  bezpośrednio,  będzie  uprawniony  także  i  w  tym  wypadku  do 
przekazania  prawa  rozporządzania  tym  majątkiem  korporacji  z  dziedziny  duchowej.  Jedynie 
wówczas,  gdy  właściciel  nie  pozostawi  pod  tym  względem  żadnych  dyspozycyj,  wyręczy  go 
państwo, które powierzy dokonanie wyboru organizacji duchowej. 

Przy  takiem  unormowaniu  ustroju  społecznego  uwzględniona  będzie  zarówno  swobodna 

background image

34 

inicjatywa jednostki, jak i interes ogółu, który uzyska pełne zadośćuczynienie właśnie skutkiem tego, 
że inicjatywa ta będzie mu służyła. Każdy, kto pracę swą powierzy kierownictwu innego człowieka, 
przy  takiem  urządzeniu  będzie  miał  przeświadczenie,  że  to,  co  wspólnie  z  nim  wytwarza,  zostaje 
użyte w sposób najbardziej owocny dla organizmu społecznego, a zatem także i dla niego samego. 
W tak pomyślanym porządku społecznym powstanie: po pierwsze, zgodny ze zdrowem poczuciem 
człowieka  stosunek  pomiędzy  sprawiedliwie  regulowanem  prawem  rozporządzania  kapitałem, 
ucieleśnionym  w  środkach  produkcji,  a  pracą  ludzką;  po  wtóre  zaś,  –  zdrowy  stosunek  pomiędzy 
cenami towarów wytwarzanych przez oba te czynniki. 

W  tem  przedstawieniu  rzeczy  niejeden  znajdzie  zapewne  niedoskonałości.  Mniejsza  o  nie! 

Myślenie zgodne z rzeczywistością nie kusi się o kreślenie “programów”, któreby były doskonałe raz 
na zawsze. Ono wyznacza tylko kierunek, w jakim należy pracować. Podane tu zarysy służyć mają 
jedynie za przykład, oświetlający bliżej ten kierunek. Możnaby przykład ten udoskonalać. O ile tylko 
nastąpi to w zaznaczonym kierunku, będzie można osiągnąć cel owocny. 

Przy  pomocy  takich  urządzeń  dadzą  się  sharmonizować  uzasadnione  impulsy  osobiste,  lub 

rodzinne  ze  względami  na  dobro  powszechne.  Pokusa,  aby  swój  majątek  przekazać  jeszcze  za 
życia  swemu  potomstwu,  niewątpliwie  działać  będzie  bardzo  silnie.  Potomstwo  to  możnaby  nawet 
wychować  na  jednostki  pozornie  produktywne,  niedorównujące  jednak  pod  względem  dzielności 
innym, któreby powinny właśnie zająć ich miejsce. Wszakże w ustroju, gdzieby działały wspomniane 
urządzenia, pokusę tę możnaby osłabić do minimum. Wystarczyłoby bowiem, aby państwo wydało 
zarządzenie,  w  myśl  którego  majątek  przekazany  członkowi  rodziny,  musiałby  bezwarunkowo 
przejść  do  rozporządzenia  jakiejś  korporacji  duchowej  po  pewnym  czasie  od  chwili  zgonu  jego 
pierwotnego  właściciela.  Albo  też  w  jakiś  inny  sposób  prawo  będzie  mogło  zapobiec  obchodzeniu 
powyższej  zasady.  Państwo  będzie  troszczyło  się  jedynie  o  to,  żeby  takie  przekazanie  majątku 
nastąpiło.  Wybór  zaś  obywatela,  który  przejmie  spadek,  dokona  odpowiednia  instytucja  duchowa. 
Wprowadzenie w życie takich założeń rozbudzi w rodzicach zrozumienie potrzeby wychowywania i 
kształcenia  swych  dzieci  na  jednostki  społecznie  pożyteczne.  Przestaną  oni  wyrządzać 
społeczeństwu  szkodę,  skutkiem  pozostawiania  kapitałów  jednostkom  nieprodukcyjnym.  Człowiek, 
ożywiony prawdziwym zmysłem społecznym, nie może pragnąć, aby kapitał, z którym związał swoją 
pracę,  dostał  się  następnie  w  ręce  osób,  lub  grup,  które  nie  usprawiedliwiają  tego  swemi 
uzdolnieniami. 

Nikt  nie  zaliczy  powyższych  wywodów  do  czystej  utopji,  o  ile  tylko  ma  poczucie  tego,  co  jest 

naprawdę  praktycznie  wykonalne.  Wskazujemy  tu  bowiem  na  urządzenia,  które  bezpośrednio 
powstać  mogą  z  obecnie  istniejących  na  każdem  miejscu.  Trzeba  tylko  pogodzić  się  z  tem,  że 
państwo  musi  rezygnować  stopniowo  z  zarządzania  zarówno  życiem  duchowem  jako  też  i 
gospodarczem.  Nie  powinno  więc  ono  przeciwdziałać,  gdy  zacznie  się  urzeczywistniać  to,  co  stać 
się  powinno,  mianowicie,  gdy  powstawać  będą  szkoły  prywatne,  a  życie  gospodarcze  oprze  się 
samorzutnie  na  własnych  podstawach.  Nie  ma  jednak  potrzeby  zamykać  z  dnia  na  dzień  szkół 
państwowych,  ani  likwidować  państwowych  urządzeń  gospodarczych.  W  miarę  urzeczywistniania 
skromnych  być  może  zaczątków,  dostrzeżemy  możliwości  stopniowej  redukcji  aparatu 
państwowego w dziedzinie oświaty i gospodarki. Potrzeba jednak przedewszystkiem, aby jednostki, 
które  są  przeświadczone  o  słuszności  powyższych  lub  pokrewnych  idej,  zajęły  się  ich 
rozpowszechnianiem.  Jeżeli  idee  te  znajdą  zrozumienie,  to  obudzą  zaufanie  do  możliwości 
zdrowego przekształcenia obecnych stosunków w taki sposób aby pozbawić je ich cech ujemnych. 
Takie zaufanie jest jednak jedynem źródłem, z którego płynąć może naprawdę zdrowy rozwój. Kto 
bowiem  zdobędzie  to  zaufanie,  będzie  musiał  uświadomić  sobie  sposób,  w  jaki  nowe  urządzenia 
dadzą się praktycznie nawiązać do dotychczasowych. Istotną cechą idej, które tu rozwijamy, wydaje 
się  być  właśnie  to,  że  ku  lepszej  przyszłości  nie  dążymy  przez  niszczenie  rzeczy  istniejących  w 
stopniu  jeszcze  większym,  niż  to  już  dzieje  się  obecnie,  ale  realizujemy  te  idee,  budując  dalej  na 
tem,  co  już  istnieje,  w  przeświadczeniu,  że,  budując,  burzymy  wszystko,  co  niezdrowe. 
Uświadamianie,  któreby  nie  budziło  zaufania  w  tym  kierunku,  nie  osiągnęłoby  celu,  jaki 
bezwarunkowo  osiągnąć  trzeba:  taki  dalszy  rozwój,  przy  którym  nie  będzie  się  marnowało,  lecz 
troskliwie  chroniło  wartość  dóbr,  wytworzonych  dotychczas  przez  ludzi,  oraz  nabytych  zdolności. 
Nawet  człowiek  myślący  radykalnie  może  również  nabrać  zaufania  do  takiego  przekształcenia 
społecznego,  które  oszczędza  odziedziczone  wartości.  Musi  on  tylko  zapoznać  się  z  ideami, 
zdolnemi rzeczywiście zapoczątkować zdrowy rozwój. Będzie też musiał zrozumieć, że żadna klasa 
obywateli,  któraby  doszła  do  władzy,  nie  zdoła  usunąć  zła,  o  ile  jej  impulsów  nie  będą  przenikały 
idee, darzące organizm społeczny zdrowiem i zdolnościami do życia. Wątpić czy dostateczna liczba 

background image

35 

ludzi wykaże zrozumienie dla takich idej, nawet wśród obecnego chaosu – o ile tylko szerzeniu ich 
poświęci się dostateczną energję – znaczyłoby nie wierzyć we wrażliwość natury ludzkiej na impulsy 
zdrowe  i  społecznie  celowe.  Nie  należałoby  wogóle  stawiać  tego  pytania  o  możliwości  zwątpienia; 
trzeba natomiast postawić pytanie inne; co czynić, aby jak najprędzej spotęgować świadomość idej, 
które budzą zaufanie. 

Skutecznemu rozpowszechnianiu przedstawionych tu idej przeciwdziałać będzie na razie to, że 

współczesne przyzwyczajenia myślowe nie dojdą z niemi do ładu z dwóch zasadniczych przyczyn: 
albo  podniesiony  będzie  w  jakiejkolwiek  formie  zarzut,  że  niepodobna  wyobrazić  sobie  możliwości 
rozdarcia jednolitego życia społecznego, bo przecież opisane tu trzy dziedziny są zawsze ze sobą w 
rzeczywistości  złączone;  albo  też  wysuną  twierdzenie,  że  i  w  państwie  jednolitem  każdy  z  tych 
trzech  działów  osiągnąć  może  również  niezbędne  samodzielne  znaczenie  i  że  właściwie  pogląd 
powyższy zawiera mrzonki ideowe, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. 

Pierwszy  zarzut  wynika  z  myślenia  niezgodnego  z  rzeczywistością.  Przyjmuje  się,  że  ludzie, 

współżyjący  ze  sobą,  są  zdolni  wytworzyć  jedność  życia  dopiero  wówczas,  gdy  zostanie  ona 
wprowadzona  drogą  zarządzeń.  Czegoś  wręcz  przeciwnego  wymaga  jednak  rzeczywistość 
życiowa.  Jedność  powstać  winna  jako  rezultat,  muszą  ją  wkońcu  wytworzyć  działania,  zbiegające 
się z różnych stron. Ewolucja czasów ostatnich biegła naprzekór tej idei, zgodnej z rzeczywistością. 
Dlatego  buntowało  się  to,  co  w  ludziach  żyje,  przeciwko  “porządkowi”,  narzuconemu  z  zewnątrz  i 
doprowadziło społeczeństwo do obecnego stanu. 

Drugi przesąd pochodzi z niemożności dostrzeżenia radykalnej różnicy, istniejącej  w sposobie 

działania  każdego  z  trzech  członów  organizmu  społecznego.  Nie  widzi  się  tego,  jak  człowiek 
ustosunkowuje się w szczególny sposób do każdego z tych trzech działów, które jedynie wówczas 
mają  możność  rozwijania  swych  właściwości,  gdy  w  rzeczywistem  życiu  znajdą  dla  siebie  grunt, 
gdzie  każdy  z  nich  będzie  mógł  kształtować  się  odrębnie  od  dwóch  pozostałych,  aby  z  nimi 
współdziałać. Jeden z poglądów przeszłości, pogląd fizjokratów, głosił, że zarządzania gospodarcze 
państwa,  albo  przeciwdziałają  samorzutnemu  rozwojowi  życia  ekonomicznego  i  wówczas  są 
szkodliwe,  albo  też  dążą  one  w  tym  samym  kierunku,  co  samo  życie,  gdy  nie  jest  krępowane,  a 
wtedy  są  zbyteczne.  Teoretycznie  pogląd  ten  został  przezwyciężony,  ale  jako  przyzwyczajenie 
myślowe  błąka  się  jeszcze  dotychczas,  szerząc  spustoszenie  w  głowach  ludzkich.  Panuje 
mniemanie, że jeżeli jakiś dział życia unormujemy według właściwych mu praw, to z dziedziny tej już 
wszystko  powinno  wyniknąć,  co  jest  niezbędne  dla  całokształtu  życia.  Jeśliby  np.  zdołano 
uregulować życie gospodarcze w taki sposób, aby ludzie normy te odczuwali jako zadowalające, to 
z  tego  uporządkowanego  podłoża  winny  jakoby  wyniknąć  zdrowe  warunki  również  i  dla  życia 
prawnego oraz duchowego. Nie jest to jednak możliwe. Jedynie człowiek, który myśli w sposób obcy 
rzeczywistości, może uważać to za ziszczalne. Obieg gospodarczy nie zawiera w sobie nic takiego, 
coby  samorzutnie  stanowiło  pobudkę  do  regulowania  stosunku  człowieka  do  człowieka,  w  sposób 
zgodny  ze  świadomością  prawną.  I  jeżeli  stosunek  ten  zechcemy  wyprowadzić  z  motywów 
gospodarczych, to proces gospodarczy  wchłonie całkowicie człowieka  wraz z jego pracą i prawem 
rozporządzania środkami produkcji. Staje się on kółkiem takiego życia gospodarczego, które działa 
jak mechanizm. Życie gospodarcze posiada tendencję do poruszania się stale  w jednym kierunku, 
wymaga  więc  ono  interwencji  z  innej  strony.  Nie  wtedy  zarządzenia  prawne  są  pożyteczne,  kiedy 
idą  w  kierunku,  który  wytycza  życie  gospodarcze,  ani  też  nie  wtedy  są  szkodliwe,  gdy  mu  się 
przeciwstawiają.  I  dopiero  wówczas  człowiek  zajmie  w  życiu  gospodarczem  stanowisko, 
odpowiadające  jego  godności,  kiedy  prawa,  mające  na  widoku  wyłącznie  człowieka,  jako  takiego, 
będą  bezustannie  modyfikowały  samorzutny  kierunek  życia  gospodarczego.  I  tylko  wtedy  życie 
gospodarcze  mieć  będzie  możność  rozwijania  się  w  sposób  dla  człowieka  pomyślny,  gdy 
indywidualne  zdolności  ludzkie  wyrastać  będą  ze  swoistego  podłoża  i  zapewnią  temu  życiu  stały 
dopływ sił, których ono samo z siebie nie jest zdolne wytworzyć. 

Zdumiewający  jest  fakt,  że  tylko  w  dziedzinie  życia  czysto  zewnętrznego  łatwo  dostrzega  się 

korzyści  podziału  pracy.  Nikt  nie  zechce  utrzymywać,  że  krawiec,  aby  mieć  mleko,  powinien 
koniecznie  sam  hodować  krowę.  Gdy  chodzi  natomiast  o  bardziej  rozległą  dziedzinę  życia,  ogół 
sądzi, że tylko jednolity ustrój może być dla niej zbawienny. 

●    ●    ● 

Że  społeczny  kierunek  myślowy,  zgodny  z  rzeczywistem  życiem,  musi  właśnie  zewsząd 

wywołać  zarzuty  –  jest  zrozumiałe  samo  przez  się.  Rzeczywiste  bowiem  życie  wytwarza 
przeciwieństwa. I kto nadąża myślą za tem życiem, musi pragnąć wyrównywania jego sprzeczności, 

background image

36 

tkwiących w wytworzonych przezeń urządzeniach, zapomocą innych urządzeń. Nie wolno mu łudzić 
się,  że  jakieś  urządzenie,  które  wyobraża  sobie  jako  “idealne”,  w  razie  urzeczywistnienia,  nie 
wykaże  żadnych  sprzeczności.  Żądanie  współczesnego  socjalizmu,  aby  nowoczesne  urządzenia, 
służące do wytwarzania w celach osobistego zysku, zastąpić innemi, któreby wytwarzały dobra dla 
zaspakajania  potrzeb  ogółu,  jest  całkowicie  uzasadnione.  Ale  ten  właśnie,  kto  żądanie  to  
zupełności 
uznaje, nie będzie mógł zgodzić się z ostatecznym wnioskiem tego socjalizmu, że zatem 
środki  produkcji  muszą  przejść  z  rąk  prywatnych  we  władanie  wspólne.  Przeciwnie,  będzie  on 
musiał  dojść  do  całkiem  innego  wniosku,  mianowicie,  że  to,  co  wyprodukowano  prywatnie,  dzięki 
zdolnościom indywidualnym, musi we właściwy sposób być oddane do użytku ogółu. 

Nowoczesna gospodarka ujawnia tendencję do tworzenia zysków drogą masowej produkcji. W 

przyszłości  zaś  trzeba  będzie  dążyć  do  tego,  aby  przy  pomocy  zrzeszeń  i,  wychodząc  z  potrzeb 
spożywcy,  znaleźć  najlepsze  sposoby  produkcji,  tudzież  drogi  wiodące  od  producenta  do 
konsumenta.  Urządzenia  prawne  stać  będą  na  straży  tego,  aby  każda  wytwórnia  pozostawała 
dopóty  tylko  pod  zarządem  jakiejś  osoby  lub  grupy  osób,  dopóki  to  usprawiedliwiają  ich  zdolności 
indywidualne.  Zamiast  wspólnej  własności  środków  produkcji,  będziemy  mieli  obieg  ich  w 
organizmie społecznym, doprowadzający je stale do ludzi, którzy, dzięki swym zdolnościom, potrafią 
w  najlepszy  sposób  czynić  z  nich  użytek  dla  dobra  powszechnego.  W  ten  sposób  pomiędzy 
jednostką  a  środkami  produkcji  powstawać  będzie  na  pewien  czas  taki  stosunek,  jaki  dotychczas 
istniał  w  warunkach  prywatnej  własności.  Albowiem  tym  to  środkom  produkcji  kierownik 
przedsiębiorstwa  i  jego  zastępcy  zawdzięczać  będą,  że  zdolności  ich  przyniosą  im  dochody, 
odpowiednie  do  ich  wymagań.  Nie  zaniedbają  oni,  o  ile  możności,  udoskonalać  produkcję,  bo, 
aczkolwiek wzrost tejże nie przyniesie im całkowitego przyrostu czystego dochodu, to jednak pewną 
jego część. Zysk bowiem, w myśl tego cośmy powiedzieli wyżej, przechodzi na ogół nie w całości, 
lecz dopiero po odliczeniu na rzecz wytwórcy pewnego procentu z powodu zwiększonej produkcji. Z 
ducha poprzednich wywodów wynika również, że w razie kurczenia się produkcji dochód wytwórcy 
ma  się  zmniejszać  w  takim  samym  stopniu,  w  jakim  ulega  powiększeniu  przy  jej  wzroście.  W 
każdym  razie  jednak  dochody  kierownika  przedsiębiorstwa  mieć  będą  swe  źródło  w  jego 
działalności duchowej, nie zaś w zysku, wynikającym ze współdziałania sił życia zbiorowego. 

Będzie  można  przekonać  się,  że  skutkiem  urzeczywistnienia  takich  idej  społecznych, 

urządzenia, które istnieją obecnie, nabiorą zupełnie nowego znaczenia, a własność przestanie być 
tem,  czem  była  dotychczas.  Nie  powróci  ona  też  do  przeżytej  już  formy  własności  wspólnej, 
przybierze  natomiast  całkiem  nową  postać.  Objekty  własności  dostaną  się  w  nurt  życia 
społecznego.  Jednostka  nie  będzie  mogła  rozporządzać  się  niemi  do  swych  prywatnych  celów  ze 
szkodą dla ogółu, ale też i ogół nie będzie mógł rządzić się biurokratycznie ze szkodą dla jednostki; 
natomiast  odpowiedni  człowiek  znajdzie  zawsze  dostęp  do  własności,  aby  przy  jej  pomocy  służyć 
ogółowi. 

Dzięki  urzeczywistnieniu  tych  impulsów,  które  sprawę  produkcji  postawią  na  zdrowych 

podstawach  i  uchronią  organizm  społeczny  od  niebezpieczeństw  kryzysów,  może  rozwijać  się 
zrozumienie  dobra  powszechnego.  Zarząd,  mający  do  czynienia  wyłącznie  z  obiegiem 
gospodarczym, będzie  miał również możność  niezbędnego  wyrównywania  zakłóceń, powstających 
w  tym  obiegu.  Jeżeli  np.  jakieś  przedsiębiorstwo,  uznane  za  społecznie  pożyteczne,  nie  będzie  w 
stanie  wypłacać swym wierzycielom odsetek od ich  wkładów  oszczędnościowych, pochodzących z 
pracy, będzie ono mogło uzyskać pomoc od innych placówek gospodarczych, za zgodą wszystkich 
osób,  biorących  w  nich  udział.  Zamknięty  w  sobie  obieg  gospodarczy,  otrzymujący  zzewnątrz 
podstawy prawne oraz korzystający ze stałego dopływu ujawniających się indywidualnych zdolności 
ludzkich, będzie miał do czynienia  wyłącznie  z gospodarowaniem. Pozwoli to na taki podział dóbr, 
który  każdemu  zapewni  to,  co  w  miarę  dobrobytu  społecznego  sprawiedliwie  mu  się  należy.  Jeśli 
zaś korzystać będzie pozornie z większych dochodów, to jedynie dlatego, że to “więcej”, dzięki jego 
indywidualnym zdolnościom, przyniesie korzyści ogółowi. 

●    ●    ● 

W  organizmie  społecznym,  ukształtowanym  zgodnie  z  przedstawionemi  tu  wyobrażeniami, 

środki  finansowe,  niezbędne  na  utrzymanie  urządzeń  prawnych,  będą  normowane  na  podstawie 
porozumienia  pomiędzy  zarządami  organizmu  prawnego  i  gospodarczego.  Fundusze  zaś  na 
potrzeby  organizacji  duchowej  wpływać  będą  od  poszczególnych  osób,  biorących  udział  w 
organizmie społecznym, na zasadzie dobrowolnego porozumienia. Ta organizacja duchowa opierać 
się będzie na zdrowych podstawach, dzięki temu, że indywidualna inicjatywa jednostek, zdolnych do 

background image

37 

pracy duchowej, dochodzić będzie do głosu w wolnem współzawodnictwie. 

Jedynie  w  takim  organizmie  społecznym  kierownictwo  działu  prawnego  znajdzie  niezbędne 

zrozumienie  dla  sprawiedliwego  podziału  dóbr.  Organizm  gospodarczy,  który  korzystać  będzie  z 
pracy  ludzkiej  nie  w  zależności  od  potrzeb  poszczególnych  gałęzi  produkcji,  ale  wyłącznie  w 
granicach  dopuszczalnych  przez  prawo,  będzie  wyznaczał  wartość  dóbr  według  świadczeń  ludzi. 
Nie  dopuści  do  tego,  aby  wytwarzano  takie  dobra,  których  wartość  powstaje  bez  liczenia  się  z 
dobrobytem  i  godnością  człowieka.  Taki  organizm  będzie  ustanawiał  prawa,  wynikające  z  czysto 
ludzkich  stosunków.  Dzieciom  przysługiwać  będzie  prawo  do  nauki.  Robotnik,  ojciec  rodziny, 
otrzymywać  będzie  wyższe  wynagrodzenie,  niż  robotnik  samotny.  To  “więcej”  otrzyma  on  przy 
pomocy  urządzeń,  które  powstaną  na  drodze  porozumienia  wszystkich  trzech  organizacyj 
społecznych. Urządzenia te będą mogły realizować prawo do nauki w ten sposób, że kierownictwo 
działu  gospodarczego  oznaczy,  na  podstawie  ogólnego  położenia  gospodarczego,  wysokość 
środków,  które  będzie  można  przeznaczyć  na  nauczanie;  dział  zaś  prawno-państwowy,  zgodnie  z 
opinją organizacji duchowej, ustanowi prawa poszczególnej jednostki. 

Znów  wypada  zaznaczyć,  że  w  duchu  myślenia  zgodnego  z  rzeczywistością,  uwagi  tego 

rodzaju mają wyłącznie na celu wskazanie, jakby na przykładzie, kierunku, w jakim takie urządzenia 
rozwijaćby się mogły. Jest rzeczą bardzo możliwą, że w poszczególnych wypadkach zupełnie inne 
urządzenia  uznane  będą  za  właściwe.  Ale  to  “właściwe”  da  się  jedynie  odnaleźć  na  drodze 
celowego współdziałania trzech samodzielnych członów organizmu społecznego. Sposób myślenia, 
na  którym  opierają  się  powyższe  rozważania  –  w  przeciwieństwie  do  tego,  co  dziś  uchodzi  za 
praktyczne, ale w istocie nim nie jest, – dąży do urządzeń naprawdę praktycznych, mianowicie, do 
takiego  rozczłonowania  organizmu  społecznego,  któreby  pobudzało  żyjących  w  nim  ludzi  do 
postępowania celowego pod względem społecznym. 

Podobnie  jak  dzieci  korzystają  z  prawa  do  nauki,  tak  starcom,  inwalidom,  wdowom  i  chorym 

przysługuje  prawo  do  zaopatrzenia.  Środki  finansowe  na  te  cele  powinny  dopływać  do  obiegu  w 
organizmie  społecznym  w  ten  sam  sposób,  jak  wspomniane  fundusze  na  nauczanie  tych,  którzy 
jeszcze  niezdolni  są  do  zarobkowania.  Istotną  cechę  tych  wszystkich  urządzeń  stanowi  to,  że 
ustalanie wysokości dochodu osób, które same nie zarobkują, nie powinno wynikać ze stanu życia 
gospodarczego,  lecz  naodwrót,  życie  gospodarcze  musi  być  pod  tym  względem  uzależnione  od 
orzeczeń  świadomości  prawnej.  Pracujący  w  danym  organizmie  gospodarczym  korzystać  będą  z 
tem  mniejszej  części  dochodu  z  własnej  pracy,  im  więcej  przeznaczy  się  zeń  na  rzecz 
niezarobkujących.  Ale  to  “mniej”  obciążać  będzie  równomiernie  wszystkich,  biorących  udział  w 
organizmie  społecznym,  o  ile  omawiane  tu  impulsy  społeczne  zostaną  zrealizowane.  Dzięki 
wyodrębnieniu  spraw  państwowych  z  życia  gospodarczego,  zagadnienie  wychowania  młodzieży 
oraz  zaopatrzenia  niezdolnych  do  pracy  –  co  stanowi  powszechny  problem  ludzkości  –  wejdą 
rzeczywiście  do  programu  działania,  ponieważ  dziedzina  prawna  obejmie  te  sprawy,  w  których 
mogą zabierać głos wszyscy pełnoletni obywatele. 

Organizm  społeczny,  ukształtowany  według  rozwijanych  tu  wyobrażeń,  będzie  przekazywał 

nadwyżkę  wydajności  pracy  jednostek  szczególnie  uzdolnionych  na  rzecz  ogółu,  tak  samo,  jak  od 
tegoż  ogółu  czerpać  będzie  środki  na  pokrycie  niedoborów  wydajności  pracowników  mniej 
uzdolnionych,  w celu zapewnienia im uprawnionego poziomu utrzymania. “Nadwartość” nie  będzie 
obracana  na  nieusprawiedliwione  używanie  jednostek,  lecz  na  wzmożenie  sił,  które  organizmowi 
społecznemu  przysporzą  dóbr  duchowych  lub  materjalnych,  a  także  na  pielęgnowanie  tego,  co  z 
łona tego organizmu powstaje, a nie może mu odrazu bezpośrednio służyć. 

Kto byłby skłonny mniemać, że wyodrębnienie trzech członów organizmu społecznego posiada 

jedynie  wartość  ideową,  że  może  wyniknąć  “samo  przez  się”  w  jednolicie  ukształtowanym 
organizmie państwowym czy też w państwie, obejmującem zrzeszenia gospodarcze, które są oparte 
na  wspólnej  własności  środków  produkcji  –  ten  powinien  zwrócić  uwagę  na  szczególny  charakter 
urządzeń  społecznych,  jakie  powstać  muszą  przy  urzeczywistnianiu  trójczłonowej  organizacji. 
Ustanawianie  pieniędzy,  jako  prawnego  środka  płatniczego,  naprzykład,  nie  będzie  należało  do 
funkcji  władz  państwowych.  Będzie  to  zadanie  kierownictwa  organizacji  gospodarczej.  Pieniądz 
bowiem w zdrowym organizmie społecznym nie może być niczem innem, jak przekazem na towary 
wytworzone  przez  innych  ludzi,  a  które  mamy  prawo  otrzymać  z  ogólnego  obrotu,  dzięki  temu,  że 
sami  wprowadziliśmy  doń  dobra  przez  nas  wyprodukowane.  Dzięki  obiegowi  pieniężnemu  obszar 
gospodarczy  staje  się  jednolitem  gospodarstwem.  Za  pośrednictwem całości  życia  gospodarczego 
każdy  wytwarza  dla  każdego.  W  dziedzinie  gospodarczej  mamy  do  czynienia  wyłącznie  z 

background image

38 

wartościami  towarów.  W  tej  dziedzinie  charakteru  towaru  nabierają  również  świadczenia, 
powstające  w  dziedzinie  duchowej  tudzież  w  dziedzinie  państwowej.  Świadczenia,  których 
nauczyciel udziela swym uczniom, są dla obiegu gospodarczego towarem. Nauczycielowi nie płaci 
się  za  jego  zdolności  indywidualne,  podobnie  jak  nie  płaci  się  robotnikowi  za  siłę,  użytą  do  pracy. 
Obaj mogą otrzymywać wynagrodzenie jedynie za to, co pochodzi od nich i w obiegu gospodarczym 
staje  się  towarem.  Jak  musi  działać  swobodna,  inicjatywa  oraz  prawo,  aby  powstał  towar,  leży  to 
poza obrębem obiegu gospodarczego tak samo, jak oddziaływanie sił przyrody na plony zboża przy 
zbiorach  obfitych czy skąpych. Zarówno organizacja duchowa, jak i państwo są  z punktu  widzenia 
swych  świadczeń  producentami  towarów.  Tylko,  że  to,  co  one  produkują,  w  ich  własnych 
dziedzinach  nie  jest  towarem;  staje  się  nim  dopiero  wówczas,  gdy  dostaje  się  do  obiegu 
gospodarczego.  Organizacje  te  nie  gospodarują  we  własnych  dziedzinach,  lecz  ich  świadczeniami 
rozporządza kierownictwo organizacji gospodarczej. 

Wartość  czysto-gospodarcza  danego  towaru  (lub  usługi),  o  ile  wyraża  się  ona  w  pieniądzach 

jako  jej  równoważniku,  zależeć  będzie  od  celowości  zarządzeń  organizacji  gospodarczej.  Od 
działalności  jej  zarządu  uzależnione  będą  wyniki  gospodarcze  opierające  się  na  podstawach 
prawnej  i  duchowej,  wytworzonych  przez  oba  tamte  człony  organizmu  społecznego.  Wówczas 
wartość  pieniężna  towaru  będzie  wyrazem  tego,  że  w  aparacie  gospodarczym  organizmu 
społecznego  wyprodukowano  ten  towar  w  ilości,  odpowiadającej  potrzebom.  O  ile  założenia 
przedstawione  w  tej  pracy  urzeczywistnią  się,  to  w  organizmie  gospodarczym  decydującym  stanie 
się  nie  impuls,  dążący  wyłącznie  do  powiększania  produkcji  gwoli  gromadzenia  bogactw,  lecz 
wytwarzanie  stosować  się  będzie  do  potrzeb  ludzkich,  dzięki  współpracy  zrzeszeń  spółdzielczych, 
które  powstaną  i  łączyć  się  będą  ze  sobą  w  przeróżny  sposób.  Skutkiem  tego  wytworzy  się  w 
organizmie  społecznym  odpowiadający  tym  potrzebom  stosunek  pomiędzy  wartością  pieniężną  a 
urządzeniami produkcyjnemi.

7

 

Pieniądz  w  zdrowym  organizmie  społecznym  będzie  istotnie  tylko  miernikiem  wartości.  Poza 

każdą bowiem monetą, czy banknotem ukrywa się świadczenie w postaci towaru, wzamian którego 
dojść można jedynie do otrzymania pieniądza. Z samej istoty takich stosunków staną się konieczne 
urządzenia,  które  pozbawiać  będą  pieniądze  wartości  dla  ich  posiadacza  z  chwilą,  w  której  utracą 
one  wyżej  wymieniony  charakter.  Na  urządzenia  tego  rodzaju  już  poprzednio  zwróciliśmy  uwagę. 
Pieniądze po pewnym określonym czasie przechodzić będą w odpowiedniej formie ma rzecz ogółu. 
Aby  zaś  pieniądze,  które  nie  są  zatrudnione  w  wytwórczości,  nie  były  przetrzymywane  przez  ich 
posiadaczy  drogą  obchodzenia  zarządzeń  organizacji  gospodarczej,  wskazaniem  będzie 
przeprowadzać  od  czasu  do  czasu  nowe  bicie  monet,  albo  nową  emisję  banknotów.  Z  takiego 
układu  stosunków  bezwątpienia  wyniknie  między  innemi  również  i  to,  że  oprocentowanie  kapitału 
będzie  z  biegiem  lat  stale  się  zmniejszało.  Pieniądz  podlegać  będzie  zużyciu  tak  samo,  jak 
zużywają się towary. Jednak takie zarządzenie będzie całkowicie usprawiedliwione. 

“Procenty  od  procentów”  nie  będą  dopuszczalne.  Kto  złożył  oszczędności,  musiał  wprawdzie 

wykonać  jakąś  pracę,  uprawniającą  go  do  żądania  w  przyszłości  pewnego  równoważnika  w 
towarach  tak,  jak  jego  teraźniejsze  świadczenia  dają  mu  prawo  do  wymiany  na  inne  równoważne 
świadczenia.  Jednak  roszczenia  takie  mogą  być  uznane  tylko  do  pewnych  granic.  Albowiem 
uprawnienia,  pochodzące  z  przeszłości,  można  zaspakajać  jedynie  świadczeniami  pracy 
teraźniejszej.  Roszczeniom  tego  rodzaju  nie  wolno  stać  się  środkiem  przemocy  gospodarczej. 
Urzeczywistnienie  powyższych  założeń  postawi  sprawę  walutową  na  zdrowych  podstawach. 
Niezależnie bowiem od tego, jak skutkiem innych warunków kształtuje się forma pieniądzawaluta 
rękach  kierownictwa  całego  organizmu  gospodarczego  stanie  się  rozsądnem  narzędziem  obrotu. 
Państwo nie rozwiąże  nigdy sprawy  walutowej  w sposób  zadowalający  zapomocą ustaw. Państwa 

                                                            

7

  Jedynie,  dzięki  takiemu  zarządzaniu  organizmem  społecznym,  jakie  powstaje  z  nieskrępowanego 

współdziałania  trzech  jego  członów,  może  wyniknąć  zdrowy  stosunek  wzajemny  pomiędzy  cenami  wytwarzanych 
dóbr.  Musi  się  on  tak  układać,  żeby  pracujący  otrzymywał  za  wytwór  swej  pracy  taką  równowartość,  któraby 
pozwoliła mu  zaspokajać wszystkie jego  potrzeby, oraz potrzeby jego rodziny  aż  do czasu, kiedy  wytworzy  nowy 
produkt  tego  samego  rodzaju.  Takiego  wzajemnego  ustosunkowania  się  cen  niepodobna  normować  drogą 
rozporządzeń urzędowych. Może ono wyniknąć jedynie jako rezultat żywego współdziałania zrzeszeń, czynnych w 
organizmie  społecznym,  ale  wyniknie  dopiero  wtedy,  gdy  to  współdziałanie  oprze  się  na  zdrowej  współpracy 
wszystkich trzech członów tego organizmu. I musi to nastąpić z taką samą pewnością, jak wytrzymałość mostu jest 
niezawodnym  wynikiem  konstrukcji,  zgodnej  z  prawami  matematyki  i  mechaniki.  Można,  oczywiście,  wysunąć 
zarzut, że życie społeczne nie podlega swym prawom w taki sam sposób, jak most. Ale takiego zarzutu nie postawi 
ten, kto spostrzegł, że w niniejszej pracy, jako podłoże życia społecznego, pomyślane są właśnie prawa żywe, nie 
zaś matematyczne. 

background image

39 

współczesne zdołają sprawę tę rozwiązać dopiero wówczas, gdy same zrezygnują z jej rozwiązania 
i przekażą ją wyodrębnionemu organizmowi gospodarczemu. 

●    ●    ● 

Wiele  się  rozprawia  o  nowoczesnym  podziale  pracy,  o  jego  wpływie  na  ekonomję  czasu, 

podniesienie jakości towarów, ich wymianę i t. p., ale mało zwraca się uwagi na wpływ, jaki podział 
pracy  wywarł  na  stosunek  poszczególnego  człowieka  do  wytworu  jego  pracy.  Kto  pracuje  w 
społeczeństwie,  opartem  na  podziale  pracy,  ten  właściwie  nigdy  sam  nie  zdobywa  dla  siebie 
środków  do  życia,  ale  je  otrzymuje  dzięki  pracy  ogółu  ludzi,  czynnych  w  organizmie  społecznym. 
Krawiec, który sporządził ubranie dla własnego użytku, znajduje się doń w całkiem innym stosunku, 
niż  człowiek  pierwotny,  który  sam  dla  siebie  wytwarza  wszystko,  czego  potrzebuje.  Krawiec  szyje 
dla siebie ubranie w tym celu, aby móc robić ubrania dla innych. Wartość, jaką jego własne ubranie 
dlań przedstawia, zależy w zupełności od świadczeń na jego korzyść innych ludzi. Ubranie jest dla 
niego  właściwie  środkiem  produkcji.  Niejeden  powie,  że  są  to  tylko  finezje  pojęciowe.  O  ile  jednak 
zwróci  uwagę  na  kształtowanie  się  wartości  towarów  w  obiegu  gospodarczym,  nie  będzie  mógł 
myśleć  w  ten  sposób.  Zrozumie  bowiem  wówczas,  że  w  organizmie  gospodarczym,  opartym  na 
podziale pracy, niepodobieństwem jest pracować dla siebie. Każdy z nas może pracować tylko dla 
innych, wszyscy zaś ci inni – dla każdego z nas. Tak samo jak niepodobna samego siebie zjeść, nie 
można również pracować samemu dla siebie. Ale można tworzyć urządzenia, które przeczą istocie 
podziału  pracy.  Dzieje  się  to  wówczas,  gdy  wytwarzanie  dóbr  skierowane  jest  wyłącznie  w  celu 
przekazywania na własność prywatną poszczególnym jednostkom rezultatów ich działalności, które 
przecież zawdzięczają one wyłącznie stanowisku, jakie zajmują w organizmie społecznym. Podział 
pracy  wymaga  takiej  organizacji  społeczeństwa,  aby  każdy  żył  w  niem  zgodnie  z  ogólnemi 
warunkami tego organizmu jako całości. Podział pracy zatem wyłącza gospodarczo egoizm. Jeżeli 
pomimo  to  egoizm  utrzymuje  się  w  postaci  przywilejów  klasowych  itp.,  powoduje  to  stan  pod 
względem społecznym nie do zniesienia, co musi doprowadzać do wstrząsów. W takich stosunkach 
żyjemy dzisiaj. Niejednemu wyda się, być może, bez znaczenia żądanie, aby stosunki prawne i inne 
odpowiadały podziałowi pracy, wolnemu od egoizmu. Ale niech wyciągnie konsekwencje ze swych 
założeń:  wówczas  nic  wogóle  nie  możnaby  zrobić;  ruch  społeczny  nie  doprowadziłby  do  niczego. 
Jeżeli rzeczywistości odmawia się jej praw, niepodobieństwem jest, aby ten ruch zdziałał cośkolwiek 
pożytecznego.  Kierunek  myślenia,  przyświecający  niniejszej  pracy,  dąży  do  ułożenia  działalności 
człowieka w organizmie społecznym w sposób, wynikający z warunków życiowych tego organizmu. 

●    ●    ● 

Kto potrafi kształtować swe poglądy jedynie na zasadzie takich urządzeń, do których przywykł, 

przerazi  się,  słysząc,  że  regulowanie  stosunku  pomiędzy  kierownikiem  przedsiębiorstwa  a 
robotnikiem  ma  być  wydzielone  z  organizmu  gospodarczego.  Wyda  mu  się  bowiem,  że  takie 
wyodrębnienie  prowadzi  z  konieczności  do  dewaluacji  pieniądza  i  nawrotu  do  prymitywnych  form 
gospodarczych.  (Dr  Rathenau  w  książce  swej  “Nach  der  Flut”  broni  tego  poglądu,  który  z  jego 
punktu 

widzenia 

wydaje 

się 

usprawiedliwiony). 

Lecz 

powyższemu 

niebezpieczeństwu 

przeciwdziałać  będzie  trójczłonowy  układ  organizmu  społecznego.  Samodzielny  organizm 
gospodarczy  łącznie  z  organizmem  prawnym  zupełnie  wyodrębnią  stosunki  pieniężne  od 
stosunków,  dotyczących  pracy,  które  będą  oparte  na  prawie.  Stosunki  prawne  nie  będą  mogły 
wywierać  bezpośrednio  wpływu  na  stosunki  pieniężne.  Te  ostatnie  bowiem  będą  wynikiem 
zarządzeń  organizacji  gospodarczej.  Stosunek  prawny  pomiędzy  kierownikiem  przedsiębiorstwa  a 
robotnikiem  nie  będzie  mógł  wyrażać  się  jednostronnie  w  wartości  pieniężnej,  gdyż  po  usunięciu 
płacy  najemnej,  która  wyraża  stosunek  wymienny  pomiędzy  towarem  a  siłą  pracy,  ta  wartość 
pieniężna stanie się wyłącznie miarą wzajemnej wartości towarów (i usług). Rozważając skutki, jakie 
trójczłonowy układ pociągnie za sobą w organizmie społecznym, musimy dojść do przeświadczenia, 
że takich urządzeń, do jakich to doprowadzi, nie znały dotychczasowe formy ustrojów państwowych. 

Dzięki zaś tym urządzeniom usunięte zostanie to, co dziś odczuwamy jako walkę klas. Walkę tę 

bowiem  powoduje  wtłoczenie  płacy  roboczej  w  obrót  gospodarczy.  Praca  niniejsza  daje  obraz 
takiego  ukształtowania  organizmu  społecznego,  w  którym  pojęcie  płacy  roboczej  ulegnie  zmianom 
niemniejszym  niż  dawne  pojęcie  własności.  Ale  skutkiem  tego  przekształcenia,  stosunki  pomiędzy 
ludźmi  nabiorą  form  bardziej  zdolnych  do  życia.  Tylko  dla  powierzchownego  sądu  może  wydawać 
się, że  zrealizowanie powyższego nie pociągnie innych  zmian prócz tych, iż płacę za czas  zastąpi 
płaca  od  sztuki.  Jednostronny  pogląd  na  tę  sprawę  prowadzi,  być  może,  do  takiego  wniosku.  Ale 
takiego  jednostronnego  poglądu  nie  przedstawiamy  tutaj.  Rozpatrujemy  natomiast  konieczność 

background image

40 

zastąpienia  dotychczasowych  form  wynagrodzenia  za  pracę,  opartych  na  umowie,  podziałem 
wyników  wspólnej  działalności  kierownika  i  robotników  w  związku  z  całokształtem  urządzeń 
organizmu  społecznego.  
Kto  część  dochodu  przedsiębiorstwa,  przypadającą  na  robotnika,  uważa 
za płacę akordową, nie dostrzega, że taka “płaca akordowa” (która jednak właściwie nie jest płacą) 
wyraża się w wartości rezultatu pracy w taki sposób, że położenie społeczne robotnika w stosunku 
do  reszty  społeczeństwa  układa  się  całkiem  inaczej,  niż  przy  jednostronnie  uwarunkowanej 
gospodarczo przewadze klasowej. W ten sposób spełni się żądanie zaprzestania walki klas. 

Kto  zaś  jest  wyznawcą  poglądu,  cieszącego  się  popularnością,  zwłaszcza  w  kołach 

socjalistycznych,  jakoby  sam  rozwój  przynieść  miał  rozwiązanie  kwestji  społecznej  tudzież  jakoby 
nie należało narzucać koncepcyj, które mają być urzeczywistnione, temu trzeba zwrócić uwagę, że 
zapewne  rozwój  musi  przynieść  to,  co  jest  konieczne,  ale  w  organizmie  społecznym  impulsy 
myślowe człowieka są rzeczywistościami. A gdy z biegiem czasu urzeczywistni się to, co dziś może 
być jedynie przedmiotem rozmyślań, wówczas takie ziszczenie będzie właśnie zawarte w rozwoju. A 
ci, którzy liczą się jedynie z “rozwojem”, a nie z powstawaniem płodnych idej, niechaj zaczekają ze 
swym  sądem  aż  do  czasu,  kiedy  to,  co  dziś  jest  myślą,  stanie  się  “rozwojem”.  Tylko,  że  wtedy 
będzie może już zapóźno na dokonanie pewnych rzeczy, których już wymagają dzisiejsze warunki. 
Niepodobna obserwować objektywnie rozwoju społecznego tak, jak obserwujemy przyrodę. Rozwój 
społeczny  trzeba  powodować.  Z  tego  względu  fatalną  rzeczą,  jest  dla  zdrowego  myślenia 
społecznego,  że  przeciwstawia  mu  się  panujące  obecnie  poglądy,  które  żądają  “dowodów”  dla 
wykazania  tego,  co  jest  społecznie  konieczne  tak,  jak  w  przyrodoznawstwie  stosuje  się  metodę 
“dowodzenia”.  “Dowód”  w  społecznem  ujęciu  życia  ujawnić  się  może  jedynie  człowiekowi,  który  w 
poglądach swoich uwzględnia nie tylko to, co istnieje, ale także to, co tkwi w zarodku w impulsach 
ludzkich – często niedostrzeżone – i co prze do realizacji. 

●    ●    ● 

Jednym  z  wyników  trójczłonowej  organizacji  społeczeństwa,  który  wykaże,  jak  jej  założenia 

wypływają z samej istoty życia społecznego ludzkości, będzie oderwanie sądownictwa od urządzeń 
państwowych.  Do  kompetencji  organów  państwowych  należeć  będzie  ustanawianie  praw,  jakie 
mają obowiązywać jednostki i grupy w ich wzajemnych stosunkach. Wydawanie natomiast wyroków 
sądowych  przypadnie  urządzeniom  organizacji  duchowej.  Orzekanie  o  winie  jest  w  znacznym 
stopniu  uzależnione  od  tego,  czy  sędzia  ma  możność  odczucia  i  zrozumienia  indywidualnego 
położenia  podsądnego.  Warunki  te  mogą  być  spełnione  tylko  wtedy,  gdy  zaufanie,  jakim  ludzie 
darzą  urządzenia  organizacji  duchowej,  będzie  również  istniało  do  ustanawianych  sądów. 
Prawdopodobnie  zarząd  organizacji  duchowej  wyznaczać  będzie  sędziów  z  różnych  zawodów 
dziedziny duchowej, a po upływie pewnego czasu powrócą oni znowu do swych zajęć zawodowych. 
Wówczas każdy obywatel mieć będzie, w pewnych granicach, możność wyboru z pośród sędziów, 
wyznaczonych na przeciąg pięciu czy dziesięciu lat, tego, do którego czuje dostateczne zaufanie, by 
poddać się jego wyrokowi w sprawie karnej czy cywilnej. W okręgu miejsca zamieszkania każdego 
obywatela  będzie  zawsze  dostateczna  liczba  sędziów,  aby  umożliwić  taki  swobodny  wybór. 
Skarżący więc zwracałby się zawsze do tego sędziego, którego wybrał oskarżony. 

Pomyślmy,  jak  doniosłe  byłoby  takie  urządzenie  w  dawnej  monarchji  Austro-Węgierskiej.  W 

dzielnicach  mieszanych  pod  względem  językowym  oskarżony  jakiejkolwiek  narodowości  miałby 
możność  obrania  na  swego  sędziego  –  rodaka.  Kto  znał  dawne  stosunki  w  Austrji,  zrozumie,  w 
jakim  stopniu  takie  urządzenie  przyczyniłoby  się  do  wyrównania  tarć,  wynikających  ze  współżycia 
odrębnych  narodowości.  I  nie  tylko  na  sprawy  narodościowe,  ale  także  na  inne  rozległe  dziedziny 
życia wpływ urządzeń tego rodzaju byłby dodatni. 

Do  pomocy  wybieranym  w  ten  sposób  sędziom  i  sądom  delegowanoby  urzędników, 

specjalistów w dziedzinie prawnej. Oni również byliby wyznaczani przez organizację duchową, lecz 
nie wykonywaliby sami czynności sędziowskich. Ta sama organizacja powoływałaby do życia sądy 
apelacyjne. 

Istotną  cechę  ustroju  opartego  na  powyższych  założeniach  stanowić  będzie  to,  że  sędzia 

potrafi  głębiej  wejrzeć  w  przyzwyczajenia  i  uczucia  oskarżonego,  gdyż  poza  urzędowaniem 
sędziowskiem,  któremu  poświęci  tylko  pewien  okres  czasu,  będzie  obeznany  ze  sferą  życia 
obwinionego. 

Zdrowy  organizm  społeczny  we  wszelkich  swych  urządzeniach  rozwijać  będzie  u  swych 

obywateli  poczucie  społeczne,  a  więc  i  sądownictwo  nie  będzie  pozbawione  tego  wpływu. 
Wykonanie wyroków będzie należało do funkcyj działu prawnego. 

background image

41 

●    ●    ● 

Na  razie  nie  ma  potrzeby  omawiania  innych  urządzeń  poza  wspomnianemi,  które,  w  razie 

realizacji  powyższych  zasad,  stałyby  się  konieczne  w  innych  dziedzinach  życia.  Opisanie  ich 
wymagałoby tu, rzecz naturalna, o wiele więcej miejsca. 

Z  przedstawionych  tu  poszczególnych  urządzeń  życiowych  wynika,  że  ideą,  z  której  zostały 

wyprowadzone, nie ma nic wspólnego – jak to możnaby mniemać i jak to faktycznie przypuszczano 
tu  i  ówdzie  na  moich  wykładach,  poświęconych  tej  sprawie  –  ze  wznowieniem  trzech  stanów: 
żywicieli,  wojowników  i  mędrców  (Nährstand,  Wehrstand  und  Lehrstand).  To,  do  czego  się  tu 
zmierza,  jest  przeciwieństwem  ustroju  stanowego.  Ludzie  nie  będą  podzieleni  społecznie  ani  na 
klasy,  ani  na  stany;  natomiast  sam  organizm  społeczny  zostanie  rozczłonowany.  Dzięki  temu 
właśnie  człowiek  będzie  mógł  być  naprawdę  człowiekiem.  Rozczłonowanie  to  bowiem  sprawi,  że 
człowiek z każdym z trzech działów będzie życiowo związany. Z działem organizmu społecznego, w 
którym pracuje zawodowo, wiązać go będą sprawy rzeczowe, z pozostałemi zaś utrzymywać będzie 
żywe  stosunki,  gdyż  ustrój  ten  będzie  go  do  tego  pobudzał.  Trójczłonowy  zatem  będzie  organizm 
społeczny, tworzący wyodrębnioną podstawę życia ludzkiego, każdy zaś człowiek, jako taki, stanie 
się łącznikiem pomiędzy jego trzema członami. 

 

background image

42 

IV. 

MIĘDZYNARODOWE STOSUNKI ORGANIZMÓW SPOŁECZNYCH. 

 

Wewnętrzne  rozczłonowanie  zdrowego  organizmu  społecznego  spowoduje  również 

trójczłonowość  stosunków  międzynarodowych.  Każda  z  trzech  dziedzin  ustosunkuje  się 
samodzielnie do odpowiednich dziedzin innych organizmów społecznych. Na stosunki gospodarcze 
pomiędzy  dwoma  krajami  nie  będą  bezpośrednio  wywierały  wpływu  stosunki  prawno-polityczne, 
istniejące  pomiędzy  ich  rządami.

8

  I  odwrotnie,  stosunki  pomiędzy  temi  rządami  kształtować  się 

będą,  w  pewnych  granicach,  całkiem  niezależnie  od  stosunków  gospodarczych.  Dzięki 
niezależnemu  powstawaniu  tych  stosunków,  w  razie  konfliktów  będą  one  zdolne  działać 
wyrównująco. Pomiędzy poszczególnemi organizmami gospodarczemi  wytworzą się skutkiem tego 
sploty  interesów,  które  sprawią,  że  dla  współżycia  ludzi  granice  terytorjalne  już  nie  będą  miały 
wielkiego znaczenia. 

Organizacje  duchowe  poszczególnych  krajów  zawiążą  między  sobą  stosunki,  wynikające 

jedynie ze wspólnoty życia duchowego całej ludzkości. Życie duchowe, uniezależnione od państwa, 
oparte na sobie samem, wytworzy stosunki, które nie są możliwe wówczas, gdy ocena działalności 
duchowej  zależy  nie  od  kierownictwa  instytucyj  duchowych,  ale  od  władz  państwowych.  Pod  tym 
względem  nie  ma  żadnej  różnicy  pomiędzy  usługami,  które  wyświadcza  nauka,  mająca 
bezsprzecznie  międzynarodowy  charakter,  a  tem  co  wytwarzają  inne  dziedziny  duchowe.  Do 
dziedziny  duchowej  należy  także  mowa  ojczysta  narodu  i  wszystko,  co  jest  z  nią  bezpośrednio 
związane. Sama świadomość narodowa należy również do tej dziedziny. Ludność pewnego obszaru 
językowego nie wpadnie w nienaturalne konflikty z innemi, o ile nie zechce wywierać nacisku przez 
swą  organizację  państwową  lub  potęgę  gospodarczą  w  celu  wzmożenia  wpływów  swej  kultury 
narodowej.  Jeżeli  dana  kultura  narodowa  w  porównaniu  z  inną  posiada  większą  siłę  ekspansji  i 
twórczości duchowej – rozszerzanie się jej będzie usprawiedliwione i może odbywać się na drodze 
pokojowej, o ile urządzenia, służące temu celowi, zależne będą wyłącznie od organizacji duchowej. 

Obecnie trójczłonowość organizmu społecznego dozna jeszcze silnego oporu ze strony skupień 

ludzkich, które rozwinęły się na podłożu wspólnej mowy i kultury narodowej. Opór ten jednak musi 
załamać się wobec celu, jaki ludzkość, jako całość, zmuszona będzie sobie stawiać coraz bardziej 
świadomie.  Ludzkość  odczuje,  że  każda  jej  cząstka  wówczas  tylko  zdoła  osiągnąć  byt  naprawdę 
godny  człowieka,  gdy  zwiąże  się  w  sposób  żywotny  z  wszystkiemi  pozostałemi  częściami.  Obok 
innych  impulsów  przyrodzonych  skupienia  narodowe  stanowią  przyczyny  ukształtowania  się  w 
dziejach  zespołów  prawnych  i  gospodarczych.  Ale  siły,  powodujące  wzrost  kultury  narodowej, 
powinny  rozwijać  się  we  wzajemnem  na  siebie  oddziaływaniu,  niehamowane  przez  stosunki,  jakie 
powstają  pomiędzy  organizacjami  państwowemi  i  kompleksami  gospodarczemi.  Osiągnie  się  to 
wówczas,  gdy  skupienia  narodowe  przeprowadzą  trójczłonowość  w  ramach  swych  organizmów 
społecznych  w  taki  sposób,  aby  każdy  z  ich  członów  mógł  samodzielnie  rozwijać  swe  stosunki  z 
innemi organizmami społecznemi. 

Pomiędzy  narodami,  państwami  i  ciałami  gospodarczemi  powstaną  skutkiem  tego 

wielokształtne powiązania, które każdą cząstkę ludzkości skojarzą z pozostałemi w taki sposób, że 
każda z nich w swym własnym interesie odczuwać będzie życie innych. Z elementarnych impulsów, 
zgodnych  z  rzeczywistością,  powstanie  Związek  Narodów.  Nie  będzie  potrzeba  “ustanawiać”  go  z 
góry, na podstawie jednostronnych poglądów prawnych.

9

 

Każdy,  kto  myśli  realnie,  musi  przypisać  szczególne  znaczenie  okoliczności,  że  aczkolwiek 

wyłożone  tu  cele  mają  znaczenie  dla  całej  ludzkości,  to  jednak  każdy  poszczególny  organizm 
społeczny może je realizować niezależnie od tego, jak na razie ustosunkują się do tej sprawy inne 
kraje.  Jeżeli  którykolwiek  organizm  społeczny  rozczłonuje  się  naturalnym  porządkiem rzeczy  na  te 
trzy  dziedziny,  przedstawiciele  ich,  jako  jednolite  korporacje  będą  mieli  możność  nawiązania 

                                                            

8

  Kto podniesie zarzut, że jednak stosunki prawne i gospodarcze w rzeczywistości tworzą całość i niepodobna 

ich od siebie wyodrębnić, nie zdaje sobie sprawy z istoty rozczłonowania, o którem tu mowa. W ogólnym procesie 
wymiany działają, oczywiście, te dwa rodzaje stosunków jako całość. Ale jest zupełnie co innego, gdy kształtujemy 
ustawodawstwo,  wychodząc  z  potrzeb  gospodarczych,  czy  też  z  elementarnego  poczucia  prawa  i  temu,  co  stąd 
powstaje, pozwalamy współdziałać z życiem gospodarczem. 

9

  Kto  w  sprawach  tych  dopatruje  się  “utopji”,  nie  dostrzega,  że  w  istocie  rzeczywistość  życiowa  zmierza  do 

tych urządzeń, które on uważa za utopijne, i że zło, które powstaje w tej rzeczywistości, pochodzi właśnie z braku 
tych urządzeń. 

background image

43 

stosunków  międzynarodowych  z  innemi  organizmami  nawet  wówczas,  jeżeli  trójczłonowość  nie 
została  tam  jeszcze  wprowadzona.  Kraj,  który  pod  względem  trójczłonowości  wyprzedzi  inne, 
będzie  działał  dla  wspólnego  celu  całej  ludzkości.  To,  co  musi  być  dokonane,  dokona  w  znacznie 
większym  stopniu  siła,  która  wykazuje  w  życiu  cel,  mający  swe  źródło  w  prawdziwych  impulsach 
ludzkości,  aniżeli  wszelkie  uchwały  kongresów  czy  pertraktacje  dyplomatyczne.  Cel  ten  został 
pomyślany  na  podstawie  rzeczywistości  i  w  życiu  realnem  da  się  osiągnąć  w  każdej  zbiorowości 
ludzkiej. 

Kto śledził wydarzenia ostatnich dziesięcioleci w życiu narodów i państw z punktu widzenia, jaki 

tu obraliśmy, mógł zdać sobie sprawę z tego, jak te w biegu dziejów wytworzone twory państwowe z 
ich  centralizacją  życia  duchowego,  prawnego  i  gospodarczego  doprowadziły  do  takich  stosunków 
międzynarodowych,  które  siłą  rzeczy  parły  ku  katastrofie.  Ale  taki  obserwator  mógł  również 
dostrzec, jak siły przeciwstawne, pochodzące z nieuświadomionych impulsów ludzkich, wskazują na 
trójczłonowość.  Stanie  się  ona  środkiem  leczniczym  przeciwko  wstrząsom,  które  spowodował 
fanatyzm  jednolitości.  Ale  nastawienie  życiowe  “miarodajnych  sfer  kierowniczych  ludzkości”  nie 
pozwoliło im dostrzec tego, co się oddawna przygotowywało. Jeszcze na wiosnę i w początkach lata 
1914  roku  można  było  słyszeć  oświadczenia  “mężów  stanu”,  że  dzięki  wysiłkom  rządów,  według 
przewidywań ludzkich pokój  w Europie jest zapewniony. “Dygnitarze” ci zupełnie nie zdawali sobie 
sprawy z tego, że słowa ich i czyny nie miały już nic wspólnego z biegiem rzeczywistych wydarzeń. 
A jednak uchodzili oni za “praktyków”. Za “fantastę” natomiast uważany był człowiek, który, jak autor 
niniejszej  pracy,  wbrew  opinji  “mężów  stanu”  wyrobił  sobie  w  ciągu  ostatnich  dziesięcioleci 
odmienne zapatrywania i wypowiadał je jeszcze na wiele miesięcy przed katastrofą wojenną wśród 
szczupłego grona słuchaczy w Wiedniu. (Szersze audytorjum byłoby go niezawodnie wyśmiało). O 
grożącem niebezpieczeństwie mówił on mniej więcej tak: Panujące obecnie tendencje życiowe będą 
coraz bardziej wzmagały się na siłach, aż wreszcie same siebie zniszczą. Kto wzrokiem duchowym 
przenika życie społeczne, dostrzega, jak wszędzie powstają skłonności do tworzenia się strasznych 
wrzodów  społecznych.  Budzi  się  w  nim  wielka  troska  o  kulturę  ludzkości.  Jest  to  rzecz  okropna, 
działająca  tak  przygnębiająco,  że  nawet  gdybyśmy  potrafili  stłumić  w  sobie  wszelki  entuzjazm  do 
poznawania zjawisk życiowych drogą wiedzy duchowej, musielibyśmy uderzyć na alarm, wskazując 
całemu  światu  środki  lecznicze.  O  ile  organizm  społeczny  rozwijać  się  będzie  dalej  tak,  jak 
dotychczas,  wywiąże  się  stan  chorobliwy  kultury,  podobny  do  tworzenia  się  raka  w  organizmie 
ludzkim.  Tymczasem  pogląd  na  świat  kół  panujących  wytworzył  ma  tem  podłożu  życia  –  którego 
one  nie  mogły  i  nie  chciały  dostrzec  –  impulsy,  prowadzące  do  niewłaściwych  zarządzeń,  zamiast 
takich, któreby ugruntowały zaufanie wśród różnych ugrupowań ludzkich. 

Kto  mniema,  że  wśród  bezpośrednich  przyczyn  obecnej  katastrofy  wojennej,  społeczne 

konieczności  życiowe  nie  odegrały  żadnej  roli,  zastanowić  się  winien  nad  tem,  co  wynikłoby  z 
politycznych impulsów państw, które parły ku wojnie, gdyby ich “mężowie stanu” byli uwzględnili te 
konieczności  społeczne  w  zakresie  swej  woli.  Niechże  rozważy  także,  czego  dałoby  się  uniknąć, 
gdyby  w  swym  czasie  te  osobistości  były  skierowały  swą  wolę  na  inny  cel,  niż  na  gromadzenie 
materjału palnego, który musiał wreszcie doprowadzić do eksplozji. 

Jeżeli  ową  chorobę  raka,  która  w  ciągu  ostatnich  dziesięcioleci  toczyła  stosunki  pomiędzy 

państwami,  uważać  będziemy  za  konsekwencję  społecznej  postawy  sfer  kierowniczych  ludzkości, 
zrozumiemy,  jak  pewien  myśliciel,  ożywiony  ogólno-ludzkiemi  zainteresowaniami  duchowemi, 
obserwując  przejawy  woli  tych  sfer,  już  w  r.  1888  mógł  powiedzieć:  “Cel  ten  –  to  uczynić  całą 
ludzkość  w  jej  ostatecznym  rozwoju  społecznością  braterską,  gdzie  ludzie,  powodując  się  jedynie 
najszlachetniejszemi pobudkami, kroczyliby wspólnie naprzód. Kto śledzi dzieje, chociażby tylko na 
mapie  Europy,  może  dojść  do  przeświadczenia,  że  w  naszej  najbliższej  przyszłości  musi  dojść  do 
ogólnego  mordowania  się  wzajem  narodów.  Jedynie  myśl  o  konieczności  odnalezienia  drogi  do 
prawdziwych  wartości  życia  ludzkiego,  pozwoli  zachować  wiarę  w  godność  człowieka.  A  myśli  tej 
niepodobna pogodzić z niesłychanemi zbrojeniami u nas i u naszych sąsiadów. Wierzę w nią jednak 
i  musi  ona  nam  przyświecać,  o  ile  nie  uznamy  za  coś  lepszego  zakończenia  życia  ludzkiego 
zbiorowem samobójstwem, skutkiem powziętego wspólnie postanowienia w oficjalnie wyznaczonym 
dniu”. (Tak pisał Hermann Grimm w r. 1888 w swej książce: “Aus den letzten fünf Jahren”, str. 46). 
Czemże  innem  były  “zbrojenia  wojenne”,  jeśli  nie  dążeniem  do  utrzymania  nadal  państw  jako 
ustrojów  jednolitych,  mimo,  że,  wobec  współczesnego  rozwoju,  forma  ta  stała  się  zaprzeczeniem 
istoty  zdrowego  współżycia  narodów?  A  takie  zdrowe  współżycie  można  osiągnąć  jedynie  w 
organizmie społecznym, który ukształtuje się zgodnie z nowoczesnemi koniecznościami życiowemi. 

Już  zgórą  od  pół  wieku  austrjacko-węgierski  kompleks  państwowy  domagał  się  nowego 

background image

44 

ukształtowania. Jego życie duchowe, będące wyrazem mieszanego składu państwa pod względem 
narodowościowym,  wymagało  formy,  dla  której  zaporę  stanowiło  państwo  jednolite,  ukształtowane 
pod  wpływem  przestarzałych  impulsów.  Konflikt  serbsko-austrjacki,  jako  punkt  wyjścia  katastrofy 
światowej,  jest  najlepszym  dowodem,  że  granice  polityczne  tego  jednolitego  państwa  od  pewnego 
momentu  dziejów  powinny  były  przestać  być  granicami  kulturalnego  życia  jego  narodów.  Gdyby 
życie  duchowe,  oparte  na  sobie  samem,  niezależne  od  państwa  i  jego  granic,  miało  możność 
rozwijania  się  poza  te  granice  w  sposób  harmonijny  z  celami  narodów  –  konflikt,  który  miał  swe 
źródło  w  życiu  duchowem,  nie  musiałby  wyładować  się  koniecznie  w  katastrofie  politycznej.  Ale 
rozwój  tego  rodzaju  wydawał  się  zupełną  niemożliwością,  a  nawet  absurdem  każdemu,  kto  w 
Austro-Węgrzech mniemał, że myśli zgodnie z “racją stanu”. Przyzwyczajenia bowiem myślowe tych 
ludzi  nie  dopuszczały  innego  poglądu,  jak  tylko  ten,  że  granice  państwowe  muszą  się  zlewać  z 
granicami  spólnot  narodowych.  Uznanie  możności  powstawania  ponad  granicami  politycznemi 
organizacyj życia duchowego, obejmujących szkolnictwo i inne gałęzie działalności duchowej, było 
czemś niedopuszczalnem dla ich rutyny myślowej. A przecież właśnie to rozwiązanie, uchodzące za 
coś  “nie  do  pomyślenia”,  jest  wymaganiem  czasów  nowych  w  życiu  międzynarodowem.  Człowiek, 
myślący  praktycznie,  nie  powinien  zniechęcać  się  pozorną  niemożliwością  i  mniemać,  że 
wprowadzanie urządzeń w myśl tych wymagań, natknie się na niezwalczone trudności – przeciwnie, 
trzeba  właśnie,  aby  kierował  swe  wysiłki  do  ich  przezwyciężania.  Zamiast  nadawania  myśleniu 
“mężów  stanu”  kierunku  zgodnego  z  wymogami  nowoczesnemi,  usiłowano  tworzyć  urządzenia, 
które, naprzekór tym wymaganiom, miały utrzymywać jednolitą postać państwa. Skutkiem tego takie 
państwo  stawało  się  tworem  coraz  bardziej  obcym  życiu.  I  znalazło  się  ono  w  drugiem 
dziesięcioleciu  XX-go  wieku  przed  alternatywą:  albo  oczekiwać  swego  końca,  wobec 
niepodobieństwa  utrzymania  nadal  swej  dawnej  formy,  albo  też  powierzchownie  ratować 
bankructwo ustroju wewnętrznego drogą przemocy, którą dawało się uzasadnić stanem wojennym. 
W 1914 r. austrjacko-węgierscy “mężowie stanu” nie mieli innego wyboru: albo mogli skierować swe 
wysiłki  ku  tworzeniu  warunków  realizacji  zdrowego  organizmu  społecznego  i  oświadczyć  to  światu 
jako  swą  wolę,  zdolną  wzbudzić  nowe  zaufanie,  albo  też  zmuszeni  byli  rozpętać  wojnę  w  celu 
utrzymania  dawnego  stanu  rzeczy.  Myśleć  więc  sprawiedliwie  o  winie  za  to,  co  się  stało  w  roku 
1914,  można  tylko  wówczas,  gdy  uwzględnia  się  to  głębsze  podłoże  wypadków.  Wobec  wielu 
narodowości,  jakie  wchodziły  w  skład  monarchji  austrjacko-węgierskiej,  jej  przedewszystkiem 
postawione było dziejowe zadanie ukształtowania zdrowego organizmu społecznego. Zadania tego 
nie zrozumiano. Ten grzech przeciwko duchowi dziejów wpędził Austro-Węgry w wojnę. 

A  Rzesza  Niemiecka?  Powstała  ona  w  okresie,  kiedy  nowoczesne  żądania  zdrowego 

organizmu  społecznego  zmierzały  ku  swemu  urzeczywistnieniu.  To  urzeczywistnienie  mogło 
stanowić  dla  niej  rację  istnienia.  Impulsy  społeczne  skupiły  się  w  tem  państwie 
środkowo-europejskiem,  jakby  w  środowisku  przeznaczonem  do  tego  posłannictwa  dziejowego. 
Myślenie  społeczne  występowało  tu  i  ówdzie;  ale  w  państwie  niemieckiem  przybrało  ono  postać 
szczególną,  która  pozwalała  rozpoznać  dokąd  zmierza.  To  powinno  było  nadać  temu  państwu  cel 
pracy  i  przed  jego  przywódcami  postawić  te  problemy.  Gdyby  nowo  założone  państwo  otrzymało 
taką  treść  dla  swej  pracy,  jakiej  wymagały  same  siły  dziejowe,  dowiodłoby  ono  racji  bytu  swego 
istnienia  w  nowoczesnem  współżyciu  narodów.  Ale  zamiast  przystąpić  z  tem  posłannictwem  do 
wielkich  zagadnień,  zadowolono  się  reformami  społecznemi,  dostosowanemi  do  potrzeb  dnia 
bieżącego  i  cieszono  się,  gdy  zagranica  podziwiała  wzorowość  tych  reform.  A  obok  tego  opierano 
coraz więcej światową moc narodu na formach, pochodzących z najbardziej przestarzałych pojęć o 
potędze  i  splendorze  państwowym.  Ukształtowano  państwo,  które  podobnie  jak  austro-węgierski 
twór,  było  w  zasadniczej  sprzeczności  z  tem, co  historycznie  zapowiadało  się  w  siłach  narodu.  Sił 
tych  nie  dostrzegali  wcale  jego  sternicy.  Ustrój  państwowy  według  ich  pojęcia  mógł  opierać  się 
jedynie  na  sile  militarnej.  To  zaś,  czego  wymagały  dzieje  nowoczesne,  musiałoby  opierać  się  na 
urzeczywistnieniu  impulsów,  zmierzających  do  budowy  zdrowego  organizmu  społecznego.  Gdyby 
go  zrealizowano,  państwo  niemieckie  znalazłoby  się  w  innej  sytuacji  wśród  narodów,  niż  było  w  r. 
1914.  Polityka  niemiecka,  skutkiem  niezrozumienia  nowoczesnych  wymagań  życia  narodowego, 
stanęła  na  martwym  punkcie.  Polityka  ta  w  ciągu  ostatnich  dziesięcioleci  nie  dostrzegła  nic  z 
dojrzewających  wydarzeń.  Zajmowała  się  ona  wszystkiem,  co  nie  leżało  w  zakresie  rozwoju  sił 
nowoczesnych i co, skutkiem tego braku treści, musiało “runąć, jak domek z kart”. 

Gdyby zechciano ściśle zbadać i przedstawić światu fakty, które zaszły w miarodajnych kołach 

Berlina w końcu lipca i pierwszego sierpnia 1914, powstałby wierny obraz tego, co jako tragiczny los 
państwa niemieckiego wyłoniło się z biegu wydarzeń. To, co się wówczas działo, mało jest jeszcze 

background image

45 

znane  zarówno  w  kraju,  jak  i  zagranicą.  Kto  to  wszystko  poznał,  wie,  jak  ówczesna  polityka, 
niemiecka  była  podobna  do  domku  z  kart  i  jak,  osiągnowszy  martwy  punkt  swej  działalności, 
musiała  całkowicie  przekazać  władzom  wojskowym  decyzję  w  sprawie,  czy  i  jak  rozpocząć  wojnę. 
Czynniki,  decydujące  w  sferach  wojskowych,  nie  mogły,  z  militarnego  punktu  widzenia,  postąpić 
inaczej,  niż  postąpiły
,  gdyż  z  tego  punktu  widzenia  sytuacja  mogła  przedstawiać  się  tylko  tak,  jak 
one  ją  widziały.  Doprowadzono  bowiem  do  takiej  sytuacji,  że  jakakolwiek  inicjatywa  poza  sferami 
wojskowemi  nie  była  już  możliwa.  Wszystko  to  byłoby  dziś  faktem  historycznie  ustalonym,  gdyby 
znalazł się człowiek, któryby zagłębił i wydobył na światło dzienne wydarzenia, zaszłe w Berlinie  w 
końcu  lipca  i  1-go  sierpnia,  a  zwłaszcza  to  wszystko,  co  się  wydarzyło  31-go  lipca  i  1-go  sierpnia. 
Wciąż  jeszcze  ulegamy  złudzeniu,  że,  o  ile  znamy  wcześniejsze  fakty  przygotowawcze,  poznanie 
owych wydarzeń nic dać nam nie może. Nie wolno jednak ich pomijać, jeżeli chcemy poruszać t. zw. 
obecnie “zagadnienie winy”. Zapewne, że też i w inny sposób zapoznać się można z przyczynami, 
które  istniały  o  wiele  wcześniej,  ale  poznanie  ostatnich  wydarzeń  wskazuje,  w  jaki  sposób  te 
przyczyny wywarły działanie. 

Poglądy,  które  wówczas  wciągnęły  sterników  Niemiec  do  wojny,  w  dalszym  ciągu  działały 

zgubnie. Stały się one opinją publiczną. Nie dopuściły one, aby u ludzi, dzierżących w swych rękach 
władzę,  rozwinęło  się  nawet  w  tych  strasznych  latach  po  gorzkich  doświadczeniach  zrozumienie 
tego,  co  wtrąciło  kraj  w  położenie  tragiczne.  Licząc  na  wrażliwość,  jaką  wydarzenia  wojenne 
powinny  były  obudzić,  autor  niniejszych  rozważań  usiłował,  w  momencie  zdawało  się  najbardziej 
odpowiednim,  zapoznać  z  ideą  zdrowego  organizmu  społecznego  te  osobistości  w  Niemczech  i 
Austrji,  których  wpływ  mógł  był  jeszcze  spowodować  uznanie  tych  impulsów.  Jednostki,  które 
odnosiły się uczciwie do losów narodu niemieckiego, brały wówczas udział w tej akcji. Ale wysiłki te 
okazały  się  daremne.  Rutyna  myślowa  wzbraniała  się  przed  przyjęciem  impulsów,  które  dla 
wyobrażeń,  zorjentowanych  wyłącznie  militarystycznie,  wydawały  się  niezdatne  do  niczego. 
Znajdowano  w  tem  co  najwyżej  oddzielenie  szkoły  od  Kościoła.  Tak,  to  byłoby  już  coś.  Po  tym 
właśnie  szlaku  biegły  już  oddawna  myśli  ludzi  nastawionych  “państwowo”,  ale  niepodobna  było 
nadać im kierunku bardziej skutecznego. Ludzie życzliwi radzili mi, żebym myśli te “opublikował”. W 
owej  chwili  rada  ta  była  najmniej  celowa.  Cóżby  to  pomogło,  gdyby  w  dziedzinie  “literatury”  wśród 
wielu innych zagadnień poruszył ktoś sprawę tych impulsów i to jakiś szary cywil? Przecież, zgodnie 
z  naturą  tych  impulsów,  znaczenie  ich  zależało  wówczas  tylko  od  tego,  skąd  zostaną  wysunięte. 
Gdyby  był  wystąpił  z  niemi  odpowiedni  autorytet,  narody  środkowo-europejskie  dostrzegłyby 
możliwość  urzeczywistnienia  zmian,  odpowiadających  ich  skłonnościom,  mniej  lub  więcej 
uświadomionym.  A  narody  rosyjskiego  Wschodu  w  tym  momencie  napewno  zorjentowałyby  się  w 
możności zniesienie caratu w imię tych nowych idej. Wątpić w to mógłby jedynie ten, kto nie zna tej 
wrażliwości na zdrowe idee społeczne, jaką posiada młody jeszcze intelekt Wschodu europejskiego. 
Zamiast deklaracji, w myśl tych idej, podyktowano pokój w Brześciu n/B. 

Fakt, że myślenie w duchu militarnym nie było w stanie odwrócić katastrofy Europy środkowej i 

wschodniej,  mógł  ukryć  się  właśnie  tylko  przed  takiem  myśleniem.  Przyczyną  klęski  narodu 
niemieckiego było to, że nie chciano uwierzyć w możliwość zapobieżenia katastrofie. Nikt nie chciał 
widzieć,  że  ludzie,  którzy  mieli  prawo  rozstrzygania  o  wszystkiem,  zupełnie  nie  rozumieli 
konieczności  dziejowych.  Kto  je  choć  trochę  rozumiał,  ten  wiedział  też,  że  wśród  narodów 
anglo-saskich znajdują się jednostki, zdające sobie sprawę z tego, co nurtowało w siłach środkowej 
i  wschodniej  Europy.  Można  było  poznać  przeświadczenie  tych  osób,  że  w  tych  częściach  Europy 
dojrzewa coś, co musi wyładować się  w potężnych  przewrotach społecznych. Takie przewroty, jak 
mniemano, dla narodów anglo-saskich nie były już ani dziejowo-konieczne, ani możliwe. Zgodnie z 
tym  poglądem  kierowano  własną  politykę.  Natomiast  w  środkowej  i  wschodniej  Europie  nic  nie 
wiedziano o tem wszystkiem i stosowano stare metody w ten sposób, że wreszcie wszystko runąć 
musiało,  jak  “domek  z  kart”.  Grunt  pod  nogami  mogła  wówczas  mieć  jedynie  polityka, 
uwzględniająca fakt, że  w krajach anglo-saskich liczono się z temi koniecznościami dziejowemi na 
wielką skalę i w sposób samo przez się zrozumiały z angielskiego punktu widzenia. Zachęta jednak 
do takiej zmiany polityki wydawała się, zwłaszcza “dyplomatom”, czemś najzupełniej zbytecznem. 

Zamiast  prowadzić  politykę,  któraby  mogła  wpłynąć  dodatnio  również  i  na  Europę  środkową  i 

wschodnią  przed  wybuchem  wojny  światowej,  szachując  posunięcia  w  wielkim  stylu  polityki 
angielskiej,  kroczono  dalej  ścieżką  udeptaną  przez  dyplomatów.  Z  gorzkiego  doświadczenia 
okropności  wojennych  nie  potrafiono  wyciągnąć  nauki  o  konieczności  przeciwstawienia  zadaniu, 
które  światu  postawiła  Ameryka  w  swych  politycznych  enuncjacjach,  innego  problemu,  własnego 
problemu Europy, zrodzonego z jej własnych sił życiowych. A koncepcję, wysuniętą przez Wilsona z 

background image

46 

amerykańskiego punktu widzenia, można byłoby pogodzić z tą, która, jako impuls duchowy Europy, 
dałaby o sobie znać wśród huku armat. Wobec konieczności dziejowych wszelkie inne pertraktacje 
były pustą gadaniną. 

Ale  ludziom,  których  fala  wypadków  wyniosła  w  Rzeszy  niemieckiej  na  stanowiska  naczelne, 

zbywało  na  zdolnościach do postawienia sobie zadań, uwzględniających nowe  prądy, budzące się 
w życiu ludzkości. I dlatego to jesień r. 1918 musiała przynieść to, co przyniosła. Załamaniu się siły 
militarnej  towarzyszyła  kapitulacja  duchowa.  Zamiast  zdobyć  się  wówczas  przynajmniej  na 
zamanifestowanie z woli Europy impulsów duchowych narodu niemieckiego, nie uczyniono nic poza 
podporządkowaniem  się  czternastu  punktom  Wilsona.  Wobec  Wilsona  znalazły  się  Niemcy,  które 
nie  miały  nic  do  powiedzenia  od  siebie.  Jakkolwiek  Wilson  wyobrażał  sobie  swoje  czternaście 
punktów, mógł on był Niemcom przyjść z pomocą jedynie w tem, ku czemu one same dążyły. Musiał 
przeto  czekać  na  ujawnienie  się  tej  woli.  Nicość  polityki  niemieckiej  na  początku  wojny  uzupełniła 
nicość  tejże  polityki  w  październiku  r.  1918  tudzież  okropna  kapitulacja  duchowa  za  sprawą 
człowieka, w którym wielu pokładało w Niemczech ostatnie nadzieje. 

Na  sytuację  w  Europie  środkowej  złożyły  się:  brak  wiary  w  światło  kierownicze  sił  dziejowych, 

tudzież  odraza  do  uwzględniania  impulsów,  płynących  z  poznania  współzależności  duchowych. 
Obecnie  na  skutek  katastrofy  wojennej,  wytworzyła  się  nowa  sytuacja.  Charakteryzuje  ją  istnienie 
idei  impulsów  społecznych  ludzkości,  jak  je  przedstawiliśmy  w  pracy  niniejszej.  Te  impulsy 
społeczne  mają  swą  wymowę,  która  stawia  przed  całym  światem  cywilizowanym  swoje  zadanie, 
Czyż myśl o tem, co się musi stać, ma dziś znów wobec społecznych zagadnień dojść do martwego 
punktu,  tak  samo,  jak  to  uczyniła  w  obliczu  ówczesnych  zadań  polityka  środkowo-europejska  w  r. 
1914?  Kraje,  które  wobec  aktualnych  wówczas  spraw  mogły  się  były  trzymać  na  uboczu,  nie 
powinny obecnie postępować w ten sam sposób względem kwestji społecznej. W stosunku do tego 
problemu  nie  powinno  być  ani  przeciwników  politycznych,  ani  ludzi  obojętnych;  trzeba,  aby  cała 
ludzkość  zjednoczyła  się  w  powszechnem  działaniu,  czujna  na  ducha  czasu  i  stosująca  doń  swe 
postępowanie. 

Z  przedstawionych  w  tej  pracy  zamierzeń  czytelnik  zrozumie  dlaczego  już  nieco  wcześniej 

autor jej napisał “Odezwę do Narodu Niemieckiego i całego Świata Kulturalnego”, zamieszczoną w 
rozdziale  następnym.  Odezwę  tę  ogłosił  światu,  a  przedewszystkiem  narodowi  niemieckiemu 
komitet,  który  tę  sprawę  dobrze  rozumiał.  Dziś  mamy  już  odmienne  warunki,  niż  wówczas,  kiedy 
rzeczy te można było poruszać tylko w węższych kołach. Wcześniejsze opublikowanie uczyniłoby z 
nich  niechybnie  “literaturę”.  Dziś  podanie  tych  rzeczy  do  powszechnej  wiadomości  powinno 
spowodować to, co do niedawna nie było możliwe, mianowicie, zjednanie tej idei ludzi rozumnych, 
pragnących  pracować  w  jej  duchu,  jeśli  uznają,  że  zasługuje  na  zrozumienie  i  realizację.  To 
bowiem, co obecnie powstać winno, może powstać jedynie za sprawą takich ludzi. 

 

background image

47 

ANEKS. 

ODEZWA DO NARODU NIEMIECKIEGO I CAŁEGO ŚWIATA KULTURALNEGO. 

 

Naród  niemiecki  był  przeświadczony,  że  jego,  przed  pół  wiekiem  wydźwignięte,  państwo 

posiada  budowę  trwałą  po  wsze  czasy.  W  sierpniu  1914  r.,  stojąc  wobec  rozpętania  katastrofy 
wojennej, mniemał, że państwo to okaże się niezwyciężone. Dziś stoi nad jego gruzami. Po takiem 
doświadczeniu  musi  nastąpić  opamiętanie.  Doświadczenie  to  bowiem  wykazało,  że  poglądy 
panujące  w  ciągu  pół  wieku,  a  zwłaszcza  powszechna  opinja  w  latach  wojennych  były  błędem, 
którego następstwa okazały się tragiczne. Gdzież szukać przyczyn tego fatalnego błędu? Pytanie to 
powinno  zmusić  członków  narodu  niemieckiego  do  zastanowienia  się  nad  sobą.  Możliwość  jego 
zdolności do życia zależy od tego, czy znajdzie siłę na takie zastanowienie się. Przyszłość narodu 
niemieckiego  zależy  od  tego,  czy  potrafi  on  z  całą  powagą  zadać  sobie  pytanie:  w  jaki  sposób 
popełniłem  ten  błąd?  Jeżeli  uczyni  to  dziś,  uświadomi  sobie,  że  przed  pół  wiekiem  stworzył 
wprawdzie  swe  państwo,  lecz  zaniedbał  postawić  przed  nim  zadania,  wypływającego  z  istotnej 
treści niemieckiego ducha narodowego. 

Założono państwo. W pierwszych czasach jego istnienia usiłowano regulować jego wewnętrzne 

możliwości rozwojowe, zgodnie z wymogami, jakie ujawniały się z roku na rok ze starych tradycyj i 
nowych  potrzeb.  Następnie  zabrano  się  do  umacniania  i  wzmagania  jego  zewnętrznej  potęgi, 
opartej  na  siłach  materjalnych.  Połączono  z  tem  zarządzenia,  mające  na  celu  zaspokajanie 
nowoczesnych  żądań  socjalnych.  Wprawdzie  tą  drogą  uwzględniono  niejedno  z  tego,  co  doba 
obecna  wykazała  jako  konieczność,  ale  nie  przyświecał  temu  wielki  cel,  jaki  winien  się  wyłonić  z 
poznania  sił  rozwojowych,  ku  którym  współczesna  ludzkość  musi  się  koniecznie  zwrócić.  W  ten 
sposób  państwo  niemieckie  weszło  do  spólnoty  światowej,  nie  posiadając  istotnego  celu, 
usprawiedliwiającego jego byt. Przebieg zawieruchy wojennej wykazał to bardzo boleśnie. Do chwili 
jej wybuchu cały świat poza-niemiecki nie mógł dostrzec w postępowaniu Rzeszy nic takiego, coby 
budziło  przekonanie,  że  sternicy  tego  państwa  spełniają  posłannictwo  dziejowe,  któremu  nie  godzi 
się  przeciwdziałać.  Niezdolność  tych  przywódców  do  uświadomienia  sobie  podobnej  misji  musiała 
doprowadzić  państwa  poza-niemieckie  do  poglądu,  który  dla  ludzi  orjentujących  się  naprawdę  w 
sytuacji, stanowi głębszą przyczynę upadku Niemiec. 

Otóż,  bezstronne  uświadomienie  sobie  tego  stanu  rzeczy  byłoby  nieskończenie  ważne  dla 

narodu niemieckiego. W nieszczęściu powinno było powstać to zrozumienie, którego nie wykazano 
w ostatniem pięćdziesięcioleciu. Drobne troski, o najbliższy dzień powszedni powinien był zastąpić 
szeroki  pogląd  na  życie,  któryby  potęgą  myśli  dążył  do  poznania  sił  rozwojowych  współczesnej 
ludzkości  i  poświęcił  im  wolę  pełną  odwagi.  Musiałoby  ustać  to  małostkowe  dążenie  do 
obezwładniania, jako niepraktycznych idealistów, wszystkich tych, którzy kierują swą uwagę na owe 
siły  rozwojowe.  Musiałaby  ustąpić  zarozumiałość  i  pycha  osób,  uważających  się  za  praktyków 
życiowych,  które  spowodowały  jednak  nieszczęście,  zasłaniając  ciasnotę  swych  mózgów 
płaszczykiem rzekomej praktyczności. Należało także uwzględnić to wszystko, co ludzie, okrzyczani 
za  idealistów,  lecz  myślący,  w  gruncie  rzeczy,  naprawdę  życiowo,  mieli  do  powiedzenia  o 
nowoczesnych potrzebach rozwojowych. 

“Praktycy”  wszelkich  kierunków  dostrzegali  wprawdzie  od  dawna  pojawienie  się  całkiem 

nowych  postulatów  ludzkości.  Ale  żądaniom  tym  chcieli  uczynić  zadość  w  ramach  przyzwyczajeń 
myślowych i urządzeń,  przekazanych  przez dawne czasy. Żądania te  wysunęło nowoczesne  życie 
gospodarcze.  Zaspokojenie  ich  na  drodze  inicjatywy  prywatnej  wydawało  się  niemożliwe. 
Zastąpienie przedsiębiorczości prywatnej – społeczną w poszczególnych dziedzinach narzucało się 
jednej  klasie  społecznej,  jako  konieczność.  Postulat  ten  urzeczywistniono  tam,  gdzie,  zdaniem  tej 
klasy,  wydawało  się  to  korzystne.  Radykalne  przekształcenie  wszelkiej  inicjatywy  prywatnej  w 
społeczną  stało  się  celem  innej  klasy,  która,  skutkiem  rozwoju  nowoczesnej  gospodarki,  nie  widzi 
swego interesu w utrzymaniu dotychczasowej przedsiębiorczości prywatnej. 

Wszelkie dążenia, które zmierzały dotąd do zaspokojenia nowoczesnych postulatów ludzkości, 

opierają się na wspólnem podłożu. Prą one ku uspołecznieniu prywatnej własności i liczą na to, że 
przejmą ją ciała publiczne (państwo, gmina). Te ciała jednak powstały z założeń, nie mających nic 
wspólnego  z  owemi  postulatami.  Lub  też  bierze  się  pod  uwagę  nowsze  formy  organizacyjne  (np. 
spółdzielnie),  które  utworzyły  się  niezupełnie  w  sensie  tych  nowych  żądań,  lecz  wedle 
odziedziczonych przyzwyczajeń myślowych, jako naśladownictwo starych form. 

W rzeczywistości jednak żadna organizacja, utworzona na modłę takich starych przyzwyczajeń 

background image

48 

myślenia,  nie  może  podjąć  się  tego,  czego  się  po  niej  spodziewamy.  Siły  czasu  prą  ku  takiej 
strukturze  społecznej,  któraby  miała  na  widoku  zupełnie  coś  innego,  niż  ma  obecna.  Dotychczas 
formy  współżycia  społecznego  powstawały  po  większej  części  z  instynktów  socjalnych  ludzkości. 
Przeniknięcie ich sił pełnią świadomości – oto zadanie czasów naszych. 

Organizm  społeczny,  tak  samo  jak  naturalny,  składa  się  z  członów.  I  podobnie  jak  organizm 

naturalny  musi  myśleć  zapomocą  głowy,  nie  zaś  płuc,  tak  też  i  organizm  społeczny  wymaga 
rozczłonowania na układy. Żaden z nich nie może podejmować się funkcji innego, natomiast każdy 
musi współdziałać z pozostałemi, utrzymując własną samodzielność. 

Życie  gospodarcze  może  rozwijać  się  pomyślnie  jedynie  wówczas,  gdy  kształtuje  się  według 

własnych  sił  i  praw,  jako  samodzielny  człon  organizmu  społecznego  i  w  swej  dziedzinie  nie 
dopuszcza  zamętu,  który  powstaje  skutkiem  tego,  że  pozwala  się  w  niem  rządzić  siłom  innego 
członu  tegoż  organizmu,  mianowicie,  politycznego.  Dział  państwowo-polityczny  zaś  powinien 
rozwijać się w pełnej samodzielności, obok działu gospodarczego tak, jak w organizmie naturalnym 
system  oddychania  obok  systemu  nerwowo-zmysłowego.  Niepodobna  osiągnąć  zdrowego 
współdziałania obu tych członów drogą regulowania ich z jednego centrum władzy prawodawczej i 
administracyjnej, lecz każdy z nich mieć musi w tym celu własne organa, które będą ze sobą żywo 
współdziałały.  Albowiem  system  polityczny  niszczy  życie  gospodarcze,  gdy  chce  przejąć  jego 
funkcje. System gospodarczy zaś traci swe siły życiowe, gdy bierze się do polityki. 

Te  dwa  systemy  organizmu  społecznego  uzupełnić  musi  trzeci,  ukształtowany  zupełnie 

samodzielnie  według  własnych  możliwości  życiowych  –  mianowicie,  twórczość  duchowa.  Wchodzi 
ona również i do obu poprzednich systemów, które otrzymują jej podniety od organizacji duchowej, 
posiadającej  własne  organa  zarządzające.  Trzeci  ten  dział  nie  może  być  przez  oba  tamte 
zarządzany,  ani  podlegać  ich  wpływom  w  inny  sposób,  niż  tak,  jak  oddziaływują  na  siebie 
poszczególne organa, działające obok siebie w całokształcie organizmu naturalnego. 

To, co powiedzieliśmy tu o koniecznościach organizmu społecznego, można już dziś uzasadnić 

naukowo  i  rozwinąć  ze  wszelkiemi  szczegółami.  W  niniejszych  rozważaniach  mogliśmy  nakreślić 
jedynie wytyczne dla wszystkich tych, którzy skłaniają się do uznania tych konieczności. 

Powstanie  Rzeszy  Niemieckiej  przypadło  na  okres,  kiedy  te  konieczności  już  się  ujawniły 

współczesnej  ludzkości.  Kierownicy  państwa  nie  potrafili  postawić  przed  niem  zadania, 
wynikającego  ze  zrozumienia tych konieczności. Takie zrozumienie zapewniłoby państwu nie tylko 
spoistość  wewnętrzną,  lecz  nadałoby  również  jego  polityce  zagranicznej  uzasadniony  kierunek. 
Dzięki takiej polityce naród niemiecki miałby możność współżycia z innemi narodami. 

W  nieszczęściu  ludzie  powinniby  przecież  dorosnąć  do  poznania.  Trzeba  skierować  wolę  ku 

ukształtowaniu  organizmu  społecznego,  zdolnego  do  życia.  Wobec  świata  zewnętrznego  nie 
powinnyby  występować  te  Niemcy,  które  już  nie  istniały,  lecz  przedstawiciele  dziedziny  duchowej, 
politycznej  i  gospodarczej,  jako  samodzielne  delegacje.  Im  to  należało  pertraktować  z  tymi,  co 
zwyciężyli te Niemcy, które, na skutek poplątania trzech członów swego organizmu, wyrodziły się w 
twór społeczny, niezdolny do życia. 

Przeczuwamy już objekcje “praktyków”, którzy rozwodzić się będą nad złożonością tego, co tu 

było  powiedziane.  Dla  nich  samo  już  myślenie  o  współdziałaniu  tych  trzech  członów  byłoby 
uciążliwe,  nie  chcą  bowiem  nic  wiedzieć  o  prawdziwych  żądaniach  życia,  lecz  wszystko 
dostosowują  sobie  wygodnie  według  wymagań  własnego  myślenia.  Powinni  jednak  zrozumieć,  że 
albo  będą  musieli  podporządkować  swe  myślenie  wymogom  rzeczywistości,  albo  też,  nie 
wyciągnąwszy  żadnej  nauki  z  nieszczęścia,  wzmagać  będą  w  nieskończoność  sprowadzone  już 
klęski dalszemi katastrofami. 

 

Dr. Rudolf Steiner 

 

background image

49 

UWAGI DO POLSKIEGO WYDANIA. 

 

Kto  w  dziedzinie  wydawniczej  poszukuje  przedewszystkiem  nowości,  będzie  zapewne  niemile 

ździwiony,  że  praca,  którą  w  przekładzie  udostępniamy  społeczeństwu  polskiemu,  w  oryginale 
ukazała się niemal przed dwudziestu laty (1919 r.). 

Czynimy  to  w  przeświadczeniu,  że  podstawowe  myśli  i  impulsy,  w  tej  pracy  zawarte,  nic  nie 

straciły  na  swem  znaczeniu  i  aktualności,  bodaj  raczej  wręcz  odwrotnie.  Albowiem  minione  dwa 
dziesiątki  lat  przyniosły  bogaty  plon  gorzkich  rozczarowań  i  smutnych  doświadczeń, 
potwierdzających  bezpłodność  wszelkich  utopijnych,  nie  opartych  na  głębszej  rzeczywistości 
idealizmów  i  sztucznych  programów.  A  tymczasem  ogrom  piętrzących  się  trudności  i  zawiłość 
problemów, oczekujących rozwiązania, ciągle się dalej groźnie potęguje. 

Czytelnikowi,  któryby  czuł  potrzebę  pracowania  dalej  w  kierunku  niniejszej  pracy,  należy 

zwrócić  uwagę  na  inne  prace  społeczno-ekonomiczne  Dr.  R.  Steinera,  a  przedewszystkiem  na 
“Kurs Ekonomji Społecznej”, wydany w przekładzie polskim w 1935 r., a także na broszurę Dr. Emila 
Anderegga, działacza samorządu kantonalnego w St. Gallen, p. tyt. “Wirtschaftliche Verständigung”, 
która  stanowi  próbę  praktycznego  zastosowania  założeń  układu  trójczłonowego  do  życia 
społeczno-gospodarczego Szwajcarji. 

M. O. 

Warszawa, 12 listopada 1938 r. 
 
 
 
 

 
 
 
 
 

 
 

 

LISTA MAILOWA ANTROPOZOFIA 

 

Osoby  zainteresowane  zagadnieniem  trójczłonowości  organizmu  społecznego 

oraz filozofią Rudolfa Steinera zapraszamy do udziału w liście mailowej Antropozofia. 

 

http://g roups.ya hoo. com/g roup/antropo zof ia/