background image

MARGIT SANDEMO
TAJEMNICE STAREGO DWORU
Z norweskiego prze

a

LUCYNA CHOMICZ-D BROWSKA
POL-NORDICA Publishing Sp. z o.o.
Otwock 1996
ROZDZIA  I
Ciep y powiew wiatru zwiastowa  nadej cie wiosny. Zmrok ju  zapada , kiedy Catharina szybkim krokiem zd

a do domu.  nieg pokrywaj cy dolin

przybra  niebieskoliliowy odcie  nieba, na jeziorze za  w miejscach, gdzie lód by  cienki i porowaty, widnia y czarne plamy.

- Nied ugo przyjdzie wiosna - szepn a dziewczyna sm tnym g osem. - Szkoda tylko,  e nie dla mnie.
Catharina Borg, najstarsza spo ród czterech córek w

ciciela kopalni, ró ni a si  od swych urodziwych i pe nych temperamentu sióstr, bryluj cych w

towarzystwie.

W d oniach, ukrytych pod d ug  peleryn ,  ciska a kopert . Nikomu nie poka

 tego listu, nikomu! my la a gor czkowo.

By a we wsi, kiedy zatrzyma  si  przed ni  wóz pocztowy. Wo nica zapyta , czy nie by aby tak mi a i nie odebra a poczty do dworu. „Jestem mocno

spó niony - t umaczy  - bo mój ko  okula . Zreszt  jest tu tak e list do panienki” - doda , kiwaj c zach caj co g ow .

Szarza o ju , gdy wesz a na le

 drog , ale nie mog a si  powstrzyma  przed otwarciem listu. Niecierpliwie rozerwa a kopert  i wyj a zapisan

kartk . W miar  pojmowania sensu przeczytanych s ów coraz wolniej stawia a kroki. Przystan a wreszcie na d ug  chwil , a potem ze  ci ni tym
sercem ruszy a w dalsz  drog .

Psotny wietrzyk rozwiewa  jej ciemne w osy. Odwróci a si  i popatrzy a w stron  osady. Tu i ówdzie w oknach niewielkich, ton cych w mroku chat

rozb ys y  wiat a. To moje rodzinne strony, pomy la a. Tylko tak  male

 cz stk  wielkiego  wiata jest mi dane pozna . Pi knie tu, ale ciasno niczym

w klatce, no i troch  nudno.

Spojrza a w bok w stron  okaza ego dworu z bia  fasad , góruj cego nad n dznymi domostwami.
Zastanawia a si , jak rodzina przyjmie tre

 tego listu, ale zaraz postanowi a,  e nic o nim nie powie. Stanowi by dla jej najbli szych zbyt dotkliwy

cios.
Przemierzywszy dziedziniec, wesz a na schody. Bardziej ni  kiedykolwiek odczuwa a dzi  swoj  marno

. By  rok 1861, rok bardzo pomy lny dla

ojca, wie cz cy jego wieloletni  prac . Wydobycie w kopalni dwukrotnie przekroczy o oczekiwane wyniki. Szcz

cie mu sprzyja o we wszystkim z

wyj tkiem najstarszej córki.

A teraz jeszcze takie zmartwienie.
Hol powita  dziewczyn  przytulnym ciep em, jakie nadawa y wn trzu czerwone tapety i pi kne boazerie. Matka urz dzi a dom z wielkim smakiem.
Catharina ukry a list w kieszeni spódnicy i odwiesi a peleryn . Wyg adzi a w osy, które by y mi kkie jak jedwab i z trudem udawa o si  je utrzyma  w

adzie. W niczym nie przypomina y wspania ych loków wij cych si  na g owach jej sióstr.

Trzymaj c w d oni pozosta e listy wesz a do salonu.
- Przynios am poczt , tato - dygn a.
Zebrani w salonie domownicy oderwali si  od swych zaj

 i popatrzyli na dziewczyn .

- Nie powinna  przebywa  tak du o na dworze - stwierdzi a matka. - To szkodzi twojej cerze.
- Nie jest zimno, w powietrzu czu  wiosn ! - odpowiedzia a Catharina, kieruj c si  w stron  swego pokoju. Ale najm odsza siostra Bella powstrzyma a

 ze skarg  w g osie:

- Catharino, mam ju  tego dosy . Je li ta sytuacja nie ulegnie zmianie, wszystkie zostaniemy starymi pannami.
Ci gle to samo. Co najmniej raz w tygodniu wys uchiwa a podobnych wyrzutów z ust coraz to innej siostry.
- Przesta  dr czy  Catharin  - upomnia a najm odsz  córk  matka.
- Ale ja chc  wyj

 za m

 - przerwa a jej Bella. - Mam ju  dwadzie cia jeden lat, Siri ma dwadzie cia trzy, a Lotta dwadzie cia pi

. Dlaczego nie

wolno nam po lubi  naszych narzeczonych?

- W tym domu przestrzegamy okre lonych zasad! Pierwsza za m

 wyjdzie najstarsza córka. Je li nie, pozosta e równie  nie zmieni  stanu

cywilnego.
Siri, naj adniejsza spo ród sióstr, o wiadczy a:
- Ale Catharina ma ju  dwadzie cia siedem lat i jako  dziwnie nie zanosi si  na  lub. Co prawda dostaje od narzeczonego prezenty na Bo e

Narodzenia i na urodziny, ale dlaczego on sam nigdy jej nie odwiedza?

- Dziedzic Järncrona mieszka daleko - mrukn a matka. - I jest bardzo zaj ty. Nie atwo...
- Je li chodzi o nas, mo emy wzi

lub w ka dej chwili - przerwa a jej niecierpliwie Lotta. - Obawiam si ,  e dalsza zw oka mo e tylko zniech ci

naszych narzeczonych.

- Wykluczone - odezwa  si  ojciec z ko ca sto u. - Zosta

cie zar czone ju  dawno z m odzie cami z najlepszych rodów. Wybierali my bardzo

starannie. Takie umowy mi dzy rodami szlacheckimi obowi zuj  nieodwo alnie obie strony.

- Wiemy, kochany ojcze - wtr ci a Bella, która potrafi a owin

 sobie ojca wokó  ma ego palca. - Doceniamy wasze starania. Nie s dzimy,  e nasi

wybrani nas zawiod , jednak d uga zw oka mo e sprawi ,  e zakochaj  si  w kim  innym. A wówczas przyjdzie nam 

 w zwi zku formalnym,

tolerowa  k amstwa i niewierno

.

Dwie siostry kiwa y g owami potakuj co.
- Niedoczekanie,  eby cie stan y przed o tarzem pierwsze przed Catharin ! Okry y ha

 biedaczk ! Dopiero by to by o, gdyby m odsze siostry

mia y m

ów i dzieci, gdy tymczasem ona...

- Mnie to nie przeszkadza - mrukn a dziewczyna niepewnie.
- Ale , drogie dziecko, twój wybrany nigdy nie cofn  s owa. Prosi  jedynie, by mu da  troch  czasu.
- Troch ? - rzuci a cierpko Siri. - Czy on tu czasem nie zawita  incognito, by obejrze , kogo... - przerwa a gwa townie.
Siostry Cathariny w

ciwie nie by y z gruntu z e. Do wybuchu Siri przyczyni a si  raczej niecierpliwo

 i gniew, ale atakowana u wiadomi a sobie

jasno,  e s owa, które pad y, oddaj  prawd  wszystkim znan : Catharin  jest zerem.

Bezwiednie popatrzy a na swe odbicie w wielkim rokokowym lustrze okolonym z ocon  ram , ozdobion  na górze dwoma pulchnymi amorkami.

Mimo du ej odleg

ci i nierównej, zniekszta caj cej obraz powierzchni zwierciad a dostrzega o si  jaskrawy kontrast pomi dzy siostrami. Przy tych

trzech boginkach Catharina wygl da a jak szara mysz.

Mia a jasne nie mia e oczy, blad  cer  i w osy barwy niezdecydowanego br zu. By a zbyt chuda i porusza a si  niezgrabnie, zapewne dlatego,  e

zupe nie brakowa o jej pewno ci siebie.

Gdyby kto  zada  sobie odrobin  trudu i popatrzy  dziewczynie w oczy, zobaczy , jak si  u miecha, porazi by go bij cy od niej blask. Któ  jednak

zwróci by na ni  uwag , zw aszcza je li pozna  jej urodziwe siostry?

- Chyba ju  pójd  na gór  - powiedzia a, a odchodz c czu a na plecach wspó czuj ce spojrzenia.
Kiedy wesz a po schodach, z do u doszed  j  szept Lotty strofuj cej m odsz  siostr :
- Siri, jak mog

 sprawi  jej tak  przykro

? Przecie  ta sytuacja na pewno i dla niej jest przygn biaj ca.

- Nie mia am nic z ego na my li - usprawiedliwia a si  Siri skruszona. - Wszystko przez te nerwy.
- O, tak, ja tak e ju  nie wytrzymuj  tego napi cia - przyzna a jej racj  Bella.
- Moim zdaniem on jest okrutny - stwierdzi a Siri. Wi cej Catharina nie us ysza a, bo zamkn a drzwi.

Usadowi a si  wygodnie w niewielkim, ale przytulnym pokoju, zapali a lamp  i wyj a kopert , na której widnia y s owa: Wielce szanowna panna

Catharina Borg. W  rodku oprócz listu do niej by a tak e mniejsza koperta zaadresowana do rodziców, ale nie zamierza a jej otwiera . Po raz kolejny
zacz a czyta  list, cho  ka de zdanie sprawia o jej ból.

Najmilsza Catharino,
Cho  nigdy si  nie spotkali my, od zawsze by

 obecna w moich my lach, zapewne tak jak ja w Twoich. Wszak zostali my sobie przyrzeczeni we

wczesnym dzieci stwie.

Pisanie tego listu przychodzi mi z wielkim trudem. Uwierz,  e nigdy nie mia em najmniejszego zamiaru Ci  zrani . Ale mo e w

nie dlatego musz

to uczyni . Zdaj  sobie spraw ,  e sprawia em Ci zawód, wielokrotnie przesuwaj c termin  lubu. Jednak zaistnia y ku temu powa ne powody.

A teraz, wbrew w asnej woli, musz  zerwa  umow  naszych rodziców. Czyni  to z ci

kim sercem. Pragn em bowiem sp dzi

ycie u boku  ony, a

Ty, jak mog  s dzi  na podstawie tych kilku listów i pozdrowie , jakie otrzyma em, jeste  osob  mi  i przyjazn .

Prosz , nie my l o mnie  le. Przyczyn  mej decyzji nie jest inna kobieta. Nigdy nie z ama bym przyrzeczenia z takiego powodu. Musisz mi uwierzy ,

e nie mia em wyboru, podejmuj c tak trudn  decyzj , i uczyni em to przede wszystkim dla Twojego dobra.

Od dawna mnie gn bi  wiadomo

,  e nigdy nie mia em okazji z

 Ci wizyty. Powinienem Ci  odwiedzi , jednak uwierz, by o to zupe nie

niemo liwe. Wi cej nie mog  wyjawi .

Za czam list do Twoich rodziców, w którym zwalniam Ci  z wszelkich zobowi za  wobec mnie. Niestety, im równie  nie mog  poda  powodu mej

bulwersuj cej decyzji.  udz  si  jedynie nadziej ,  e mo e pozna

 m

czyzn , którego pokocha

, a którego nie mog

 po lubi  z powodu danego

mi s owa. Teraz jeste  wolna.

Wiem,  e post puj  wobec Ciebie okropnie, i sprawia mi to prawdziwy ból. Pozostaje mi tylko prosi  Ci  pokornie o przebaczenie za wszystko.
Oddany
Malcolm Järncrona

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Catharina od

a list i nie ruszaj c si  z miejsca bezmy lnie zapatrzy a si  przed siebie. Znikn y gdzie

ciany pokoju, realny  wiat przesta  istnie .

Powoli zapada a si  we w asny - pe en bólu i straconych z udze .

ciwie nigdy nie widzia a Malcolma Järncrony, ale jako romantyczna panienka cz sto o nim marzy a. Wyobra

a sobie,  e jest m odym,

przystojnym blondynem i szaleje z mi

ci do niej, uwa aj c j  za najwi ksz  pi kno

. Wiedzia a,  e starszy od niej o pi

 lat narzeczony jest

cicielem wielkiego dworu Markanäs w Östergötland, który od pokole  pozostawa  w r kach przedstawicieli jego rodu.  aden z w

cicieli nie móg

go sprzeda , ci

 bowiem na nim obowi zek przekazania maj tku najstarszemu synowi. Teraz dziedzicem by  Malcolm. I na tym w gruncie rzeczy

ko czy a si  wiedza Cathariny o narzeczonym. Chocia  nie, przypomnia a sobie jeszcze,  e ciotka ze Sztokholmu, siostra matki, wspomnia a kiedy
mimochodem,  e o Markanäs kr

 nieprzyjemne plotki, jaka  historia z duchami czy kl twa, dok adnie nie pami ta a.

Ale Malcolm w swych krótkich listach zawsze odnosi  si  do niej przyja nie, nie bez pewnej galanterii, jak gdyby uznawa  i akceptowa  bez zastrze

umow  rodziców.

Teraz jednak porzuci  j , nie pozostawiaj c najmniejszej nadziei.
Poczu a nieprzyjemne ssanie w do ku, pal cy wstyd, a równocze nie ogarn  j  dr cz cy niepokój. Jak mog aby pomóc swym siostrom, które

niecierpliwie pragn  wyj

 za m

?

Niestety, nie mia a w zanadrzu  adnego wielbiciela, w którego ramionach znalaz aby wybawienie z tej nieprzyjemnej sytuacji.
Musi pogodzi  si  z przykr  prawd ,  e do ko ca dni przyjdzie jej 

 samotnie. Sko czy a ju  dwadzie cia siedem lat, a to sporo dla niezam

nej

dziewczyny. W swym  rodowisku nie zna a wielu m

czyzn, którzy ewentualnie mogliby stara  si  o jej r

. Oczywi cie, poza leciwymi wdowcami,

którzy zapewne radzi byliby j  po lubi  dla maj tku. Jej ojciec wszak by  w

cicielem poka nej fortuny. Catharina nie chcia a jednak si  wi za  z jakim

zniedo

nia ym starcem, który mia by dzieci w jej wieku. Nawet dla swych sióstr nie by a gotowa na takie po wi cenie. Ale je li ona nie wyjdzie za m

,

wówczas i one pozostan  starymi pannami. Takie niepisane prawo obowi zywa o w  rodowisku, z którego si  wywodzi a. Gdyby rodzice przewidzieli to
wcze niej, nie pozbawia aby sióstr mo liwo ci zam

pój cia. Rodzice jednak, przekonani,  e zabezpieczyli przysz

 swojej córce, nigdy nie pomy leli

o oddaniu jej do klasztoru. W wy szych sferach uciekano si  nierzadko do takiego rozwi zania chroni cego samotne kobiety przed wstydem

staropanie stwa.
Catharina zastanawia a si  gor czkowo, co zrobi  z listem adresowanym do rodziców. Nie mia a przecie  prawa go zagarn

. Postanowi a jednak

przetrzyma  go przez pewien czas, nim znajdzie jakie  wyj cie.

Na odg os kroków Lotty, z któr  dzieli a pokój, po piesznie ukry a kopert .
Tej nocy nie mog a spa . Z ca ych si  si  powstrzymywa a, by si  nie rozp aka . Dopiero gdy Lotta usn a, rozszlocha a si  w poduszk . Czu a

upokarzaj cy wstyd, a zarazem ci

ar odpowiedzialno ci za siostry. Ogarni ta bezsilno ci , szepta a:

- Bo e, wska  mi drog  wyj cia z tego koszmaru.
Mo e gdybym umar a, rozwa

a w duchu. Rozwi za oby to wszelkie problemy, tak e te osobiste. Ale przecie  nie mog  sprawi  najbli szym takiego

bólu. Wszak w gruncie rzeczy bardzo mnie kochaj .

Ta my l akurat teraz wyda a jej si  wielk  pociech . Tylko jak zdo a dalej 

 w takim upokorzeniu?

Z wolna jej chaotyczne my li zacz y si  uk ada  w pewien plan,  mia y, wr cz szalony. Uczepi a si  go jednak niczym ton cy brzytwy.
Wspomniana ciotka ze Sztokholmu, któr  panny Berg uwielbia y, cz sto zaprasza a siostrzenice do siebie. Nigdy jako  si  nie sk ada o, by mog a j

odwiedzi  Catharina. Dla m odej damy samotna podró  do odleg ej stolicy by a do

 niebezpieczna. Teraz jednak Catharina postanowi a napisa  do

ciotki list, uknu  z ni  spisek, by przekona  rodziców do wyjazdu. Musia a si  spotka  z Auror  osobi cie. Potrzebowa a kogo , komu mog aby si
zwierzy  i zaufa , kto wspar by j , gdy  sama nie by a w stanie przeprowadzi  swych planów.

Kiedy brzask poranka rozja ni  pokój, Catharina zdecydowa a ostatecznie, co zrobi.

Po kilku tygodniach nadesz a odpowied  od ciotki, pozytywna, aczkolwiek wielce zagadkowa. Aurora gor co zaprasza a siostrzenic , wyra aj c

nadziej ,  e wspólnie uwarz  z pewno ci  jak

 smaczn  straw . Matka Cathariny ze zdumieniem czyta a te s owa.

- Czy ciotka zamierza ci  uczy  gotowania? Przecie  wszystkiego nauczy

 si  w domu.

- Ale , mamo, wiesz przecie  doskonale,  e cioci  fascynuje francuska kuchnia i zna wiele wy mienitych potraw. Chyba pozwolisz mi jecha ?
- Moje dziecko, to tak daleko! Mo e wzi aby  ze sob  Lott , we dwie by oby wam ra niej.
- Nie tym razem! - zaprotestowa a Catharina, która ci gle jeszcze nie pokaza a rodzicom listu od Malcolma Järncrony i prawd  powiedziawszy nie

mia a odwagi tego uczyni . - Przecie  ciocia zaprasza tylko mnie, bo, jak pisze, z powodu remontu nie mo e przyj

 wi cej go ci.

Matka wyra nie zaczyna a si  waha .
- A czym tam dojedziesz?
- Kolej .
- Oszala

! Takie nowomodne wynalazki nie s  dla panien z dobrego domu! - oburzy a si , ale popatrzy a zamy lona na sw  najstarsz  córk .

Przyda oby si  jej troch  odpoczynku od ci

ych przytyków niezadowolonych sióstr. Sama tak e ch tnie oderwa aby si  od niespokojnych my li o

przysz

ci najstarszej córki.

- Mo e Nilsson móg by ci towarzyszy ? - rzek a w ko cu niepewnie, zerkaj c ponownie do listu. - Ale na ca y miesi c...
Nilsson by  ich starym oddanym kamerdynerem.
- Niech b dzie. Odwiezie ci  do Sztokholmu, a po miesi cu ci  odbierze - postanowi a matka. - Tylko co zrobi , je li w tym czasie nadejdzie

wiadomo

 od dziedzica Järncrony? Niewykluczone zreszt ,  e przyjedzie osobi cie.

- Nie s dz  - odpar a krótko Catharina, w  adnym razie nie przewiduj c takiej mo liwo ci. - Gdyby jednak tak si  sta o, powiadomcie go, gdzie
przebywam.
Matka w ko cu ust pi a i w par  dni pó niej  egna y si  na stacji. Catharina ubrana skromnie i praktycznie wspi a si  po wysokich stopniach do

wagonu przy dyskretnej pomocy Nilssona. Poci g ruszy . Lokomotywa kopci a okropnie, pokrywaj c siedzenia grub  warstw  sadzy, ale Catharina nie
przejmowa a si  niewygodami, bo oto wyrusza a na spotkanie swej wielkiej przygody.

Ciotka Aurora, przemi a, pe na m odzie czego wigoru dama, powita a siostrzenic  na dworcu w Sztokholmie dusz cym zapachem perfum i

nieprzerwanym szczebiotem.

Jednak na swobodn  rozmow  przysz a pora dopiero nast pnego dnia, kiedy odprawi y Nilssona w powrotn  drog .
Okaza o si ,  e ciotka nie zasypia a gruszek w popiele, oczekuj c przyjazdu Cathariny. Siadaj c do  niadania przy suto zastawionym stole, zdawa a

jej relacj  z tego, czego si  dowiedzia a.

- W Markanäs potrzebuj  s

cej. Stawiaj  jednak wysokie wymagania: dziewczyna musi mie  nienaganne maniery i do wiadczenie. Najlepiej, by

nie by a to jej pierwsza praca u ludzi z wy szych sfer.

- S

ca? - W oczach Cathariny pojawi  si  b ysk przera enia. - Nie wiem, czy podo am. Liczy am na posad  guwernantki!

- W Markanäs nie ma dzieci z wyj tkiem przyrodniej siostry Malcolma, Elsbeth, licz cej oko o szesnastu lat.
- To on ma przyrodni  siostr ? Nie mia am poj cia, zreszt  w ogóle niewiele wiem o cz owieku, którego mia am po lubi .
- No có , ja tak e nie zebra am zbyt wielu informacji o rodzinie Järncronów. S  bardzo skryci i nie udzielaj  si  towarzysko - przyzna a ciotka,

nak adaj c sobie na talerzyk kawa ek ciasta orzechowego.

Ciasto na  niadanie? Catharina patrzy a zaszokowana. Ciotka Aurora znana by a jednak z tego,  e zawsze robi a to, na co mia a ochot .
- Powiedz, ciociu, co mia

 na my li, wspominaj c kiedy ,  e nad dworem Markanäs ci

y przekle stwo?

- Ee, nic takiego, to jaka  bzdura.
- Bardzo mnie zaintrygowa

. Skoro mam tam mieszka , powinnam chyba wiedzie  jak najwi cej o tym dworze.

- Hmm... Musia abym sobie przypomnie . S ysza am o tym ju  tak dawno.
Ciotka Aurora zamy li a si . Catharina, obserwuj c jej wyrazist  twarz, zapragn a rozpaczliwie, by mie  tyle pewno ci siebie co ukochana ciotka.
- Chodzi o chyba o jak

 dziedziczk , w

cicielk  dworu z siedemnastego wieku... By a bardzo pi kna, ale 

dna w adzy i okrutna. Nie mog a znie

rz dów swych nast pczy . Powiadaj ,  e zamordowa a sw  rywalk  czy synow ... Wszystko w tej historii jest do

 niejasne. Pami taj,  e powtarzam

tylko pog oski kr

ce w ród tak zwanej elity towarzyskiej. W ka dym razie podobno w Markanäs straszy. Trudno stwierdzi , czy tkwi w tym ziarenko

prawdy, ale plotki nie rodz  si  bez powodu. Ta licz ca ponad dwie cie lat dama nie akceptuje  on kolejnych dziedziców... Catharino, czy jeste  pewna,

e chcesz tam pojecha ?

- Tak - odpowiedzia a zdecydowana. - Musz  si  dowiedzie , dlaczego mnie tak potraktowa . Uwa am,  e nie powinnam rezygnowa , nie próbuj c

zrozumie  motywów tej decyzji. Mo e Malcolm ma jakie  k opoty, finansowe albo osobiste? Mo e jest chory, niewidomy czy Bóg wie co jeszcze! Chc
mu pomóc!

Ciotka popatrzy a na Catharin  i rzek a:
- Masz racj , kobiety nie powinno si  tak traktowa ! Na twoim miejscu post pi abym dok adnie tak samo. W sumie jednak ci  podziwiam. Szczerze

mówi c, nie podejrzewa am ci  o tak  odwag . Zawsze wydawa

 mi si  cicha, nie mia a i chyba najbardziej zahukana spo ród moich ukochanych

siostrzenic. Ale wracaj c do rzeczy! - Aurora pocz stowa a Catharin  ciastem i dalej ci gn a sw  opowie

. - Moja wiedza o rodzinie Järncronów nie

ko czy si  na plotkach. Dowiedzia am si ,  e Malcolm, mimo  e jest dziedzicem, wcale nie by  najstarszym synem.

- A co si  sta o z jego bratem?
- O, to tragiczna historia. Zaledwie trzy dni po  lubie jego  ona spad a ze schodów i zabi a si . M ody dziedzic tak si  przej  jej  mierci ,  e pope ni

samobójstwo. Zastrzeli  si  z rewolweru.

- Uff... - wyszepta a Catharina, czuj c, jak dreszcz przebiega jej po plecach.
- O ile sobie dobrze przypominam, matka Malcolma umar a, gdy ch opcy dorastali. Niewiele o niej s ysza am. Ich ojciec natomiast o eni  si

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

powtórnie z pi kn  wdow  o imieniu Tamara, która mia a male

 córeczk , Elsbeth.

- W takim razie Malcolm i Elsbeth wcale nie s  przyrodnim rodze stwem!
- W rzeczy samej! Po kilku zaledwie latach w

ciciel dworu zmar , pozostawiaj c Tamar  z trojgiem dzieci. Co prawda ch opcy zd

yli ju  dorosn

,

ale córka by a jeszcze bardzo ma a.

- Tak wi c po  mierci brata i jego  ony Malcolm mieszka w Markanäs jedynie ze sw  macoch  i jej córk ?
- Przeprowadzi a si  te  do nich siostra Tamary, Inez, osoba niezwykle ofiarna.
- Innymi s owy, wdowa Tamara znalaz a  ask  w oczach okrutnej, 

dnej w adzy siedemnastowiecznej damy?

- Fe, Catharino, uwa am,  e troch  przesadzasz - skarci a j  ciotka, zdecydowanym krokiem podchodz c do gustownego sekretarzyka. - Popatrz,

wczoraj przygotowa am list polecaj cy, we miesz go z sob ! Napisa am,  e pracowa

 u mnie i wykonywa

 wszystkie swoje obowi zki bardzo

solidnie. Niestety z pewnych powodów natury osobistej zmuszona jestem wymieni  s

. Wspomnia am te ,  e jeste  uczciwa i zr czna... A propos,

moje dziecko, jeste  zr czna? No i  e masz nienaganne maniery. My

,  e w Markanäs nie zdo aj  domy li  si  pokrewie stwa mi dzy nami, nosz

bowiem nazwisko mojego  wi tej pami ci m

a. Jednak na wszelki wypadek nazwa am ci  Karin Bengtsdatter.

- Wielkie dzi ki, ciociu - Catharina dygn a.
- Tylko, na mi

 bosk , zachowaj ostro no

! - ostrzega a ciotka. - Postaraj si  nie rzuca  Malcolmowi w oczy. Co prawda nie wie, jak wygl dasz,

jednak na wypadek, gdyby si  okaza o,  e jednak mo ecie wzi

lub, lepiej, by si  nie dowiedzia ,  e go szpiegowa

.

- Rozumiem, ale co ze s

? Przecie  przed nimi si  nie ukryj .

- Tak, to rzeczywi cie problem. Mo e jednak zrezygnujesz z tej ryzykownej eskapady i zostaniesz u mnie?
Catharina nie odezwa a si  s owem, ale jej spojrzenie nie pozostawia o w tpliwo ci, jak  podj a decyzj . Ciotka westchn a ci

ko.

- Rozumiem ci , rozumiem doskonale.  ycz  powodzenia, kochanie.
- A co zrobimy, je li nadejdzie list od mamy?
- Zostaw to mnie. Zawsze potrafi am j  zagada , kiedy chcia am odwróci  jej uwag . Nie martw si , nikt si  nie dowie, czym si  zajmujesz.
- Dzi kuj . Ciesz  si ,  e rozumiesz moj  determinacj . Przez ca e  ycie nie istnia  dla mnie  aden inny m

czyzna prócz Malcolma. Chc  go

zobaczy , pozna  go.  udz  si ,  e mo e wcale go nie polubi , a wtedy nie b dzie mnie bola o,  e mn  wzgardzi . Samotne  ycie w gruncie rzeczy
mnie nie przera a, uwa am,  e mog oby by  równie warto ciowe. Ale gdy pomy

 o moich siostrach... Dla nich staropanie stwo oznacza oby

prawdziw  tragedi , bo kochaj  swych narzeczonych. Nie widzia am Malcolma na oczy, ale przyznaj ,  e lubi am jego krótkie li ciki, podoba  mi si  te
jego charakter pisma.

Ciotka popatrzy a na siostrzenic  i zamy li a si . W tych kilku zdaniach us ysza a nutk  nadziei, co j  zaniepokoi o. Wyj a elegancki ustnik i zapali a
papierosa.
Catharina spojrza a na ni  zgorszona. Co prawda rodzice rozprawiali kiedy  z ubolewaniem o zepsuciu kobiet w du ych miastach, ale  eby ciotka

Aurora zachowywa a si  tak jak m

czyzna? Chocia ... kiedy Catharina otrz sn a si  z szoku, uzna a,  e po ciotce mo na si  by o tego spodziewa .

Wszak zawsze lubi a nad

 za mod .

- A wi c ma

stwo ojca Malcolma i Tamary by o bezdzietne? - zapyta a, prze ykaj c  lin .

Aurora, wydmuchuj c przez nos chmur  dymu, westchn a:
- Có , do

 dawno temu kr

y plotki,  e Tamara jest ju  za stara na dzieci. Ich pierwsze dziecko, córeczka, 

o par  lat, drugie za  urodzi o si

martwe. Szkoda... Doprawdy dziwne rzeczy dziej  si  w tym dworze. Cz sto zmieniaj  s

, w towarzystwie bywaj  tylko od wielkiego dzwonu i

milczeniem zbywaj  pytania dotycz ce ich rodzinnych spraw. Tak, ten stary dwór kryje wiele tajemnic...

- Nie boj  si !
Ciotka zatopi a si  w rozmy laniach, nie zauwa ywszy nawet,  e zgas  jej papieros. Zza okien dochodzi  turkot przeje

aj cych doro ek.

Po chwili ockn a si  i poklepawszy siostrzenic  po d oni, zapewni a:
- Trzymam twoj  stron . Je li wpadniesz w jakie  tarapaty, odezwij si ! Uczyni  wszystko, by ci pomóc.
Wówczas nie przypuszcza y nawet, jak potrzebne oka e si  wsparcie ciotki.
ROZDZIA  II
I znów Catharina znalaz a si  na dworcu. Wsiad a do poci gu jad cego w kierunku Östergötland. Ciotka Aurora wystara a si  o osobny przedzia  dla

siostrzenicy, bo, jak twierdzi a, w tych nowoczesnych  rodkach lokomocji nigdy nie wiadomo, na jakich towarzyszy podró y si  trafi. Zanim poci g
ruszy , obsypa a dziewczyn  tysi cem przestróg. Wreszcie jej posta  zmieni a si  w ma y punkcik i znikn a w oddali. Poci g toczy  si  powoli po
rozmytych przez ulew  torach, coraz bardziej zwi kszaj c opó nienie.

Catharina siedzia a jak na szpilkach, wpatruj c si  w ciemniej ce wieczorne niebo, a w

ciwie w g st

cian  deszczu. W g owie l

y jej si

najczarniejsze my li Mo e na miejscu si  oka e,  e posada s

cej jest ju  zaj ta? A mo e mieszka cy dworu uznaj  przybycie bez uprzedniej

zapowiedzi za zbytni

mia

 z jej strony? Przera

o j ,  e dotrze tam w  rodku nocy. Markanäs wyda o jej si  nagle siedliskiem upiorów,

czyhaj cych z ka dego k ta, Malcolm za  bezwzgl dnym okrutnikiem, który wyp dzi j  gdzie pieprz ro nie.

Wreszcie poci g zatrzyma  si  na niewielkiej stacyjce. Catharina dostrzeg a przechadzaj cego si  wzd

 wagonów konduktora i stoj cego pod

okapem dachu murowanego budynku zawiadowc , który ostrym gwizdni ciem da  znak do odjazdu. Poci g ruszy , pozostawiaj c na peronie
przera liwie samotn  dziewczyn . Wbieg a pod dach, taszcz c ci

 walizk , i nim zawiadowca zd

 skry  si  w budynku, zawo

a zdyszana:

- Bardzo przepraszam, jak mog  si  dosta  do dworu Markanäs?
Zapytany popatrzy  na ni  szczerze zdumiony. W oddali by o s ycha  stukot kó  poci gu, strugi deszczu sp ywa y z dachu, tworz c wodn  zas on .
- Do Markanäs? - zdziwi  si . - Czy panienki tam oczekuj ?
- Tak, ale nie wiedzieli, niestety,  e przyjad  w

nie dzi  - odpowiedzia a, koloryzuj c nieco prawd .

Dziewczyna nigdy nie odczuwa a zak opotania w rozmowie z lud mi równymi sobie stanem, natomiast wobec ludzi z ni szych sfer przybiera a ton

usprawiedliwienia, jakby w obawie,  e zostanie pos dzona o wynios

 i zarozumialstwo.

Zawiadowca uchyli  czapki i podrapa  si  za uchem.
- Hmm, do Markanäs jest do

 daleko. Ale przed budynkiem stacji widzia em Johanssona, wi c je li si  panienka po pieszy...

- Johanssona?
- To w

ciciel konia i wozu. Czasem wozi ludzi, teraz te  przywióz  jakiego  podró nego.

Rzeczywi cie, Catharina zauwa

a,  e kto  wsiada  do poci gu. Z obaw  pomy la a o swych skromnych zasobach finansowych, nie mia a jednak

wyj cia. Wszak w tej ma ej miejscowo ci na pewno nie by o  adnego zajazdu, w którym by mog a przenocowa . Linia kolejowa przebiega a t dy od
niedawna. Ale jak zostanie przyj ta w Markanäs, je li zjawi si  o tak pó nej porze? Kiepski pocz tek!

Johansson zgodzi  si  podwie

 dziewczyn . Nie wiadomo, czy kierowa y nim szlachetne pobudki, czy wi kszy wp yw na jego decyzj  mia  brz k

monet. Mo e jedno i drugie?

Najpierw okry  dok adnie konia derk , a dopiero potem zatroszczy  si  o pasa erk . Nad g ow  Cathariny rozpostar  koc, innym os oni  jej baga e.

Sam schowa  si  pod obszern  peleryn  i cmokn  na zwierz . Wóz trzeszcz c i skrzypi c ruszy  w drog .

Jechali d ugo i koc nie na wiele si  zda . Gdy wreszcie w oddali mign o blado jakie

wiate ko, Catharina by a ca kiem mokra i zzi bni ta i

najch tniej by zawróci a. Wo nica nie odzywa  si  do niej, jego milczenie wyda o jej si  wielce wymowne. Sprawia  wra enie,  e ca kowicie dystansuje
si  od jej decyzji. Powinnam chyba potraktowa  jego zachowanie jako ostrze enie, pomy la a.

Dr

a z zimna, przemoczona do suchej nitki, ubranie klei o si  jej do ramion i kolan. Na dnie wozu utworzy o si  bajoro, unios a wi c nogi i opar a

stopy o kraw

. Nowe pantofelki z mi kkiej skórki przesi

y wod , ale gdy próbowa a os oni  nogi, deszcz la  si  strumieniami na walizk , co

wydawa o si  jej jeszcze gorsze.

Zbli

a si  pó noc, gdy znów co  zamigota o. Kiedy podjechali bli ej, okaza o si ,  e  wieci o si  w budce stró a pilnuj cego bramy. Wyszed  z

latarni  i po wieci  Catharinie w twarz. Wyja ni a,  e s ysza a o wolnej posadzie s

cej i przyjecha a. Niestety, z powodu ulewy poci g mia  opó nienie

i dlatego przybywa o tak pó nej porze.

- Pa stwo jeszcze nie  pi  - mrukn  stró  i nie kryj c zdziwienia popatrzy  na wóz Catharina u wiadomi a sobie,  e pope ni a pierwsz  gaf , bo czy

 by oby sta  na wynaj cie wozu?

Johansson zdecydowanie odmówi  wjazdu na teren posiad

ci. Przyj wszy zap at  zawróci  konia i po chwili znikn  w mroku.

Stró  chwyci  walizk , by pomóc dziewczynie, i skierowa  si  drog  pod gór  w stron  dziedzi ca. Dopiero teraz Catharina zobaczy a roz wietlone

okna. Oto dom, w którym od wielu lat powinnam mieszka , pomy la a, tymczasem nigdy nie b

 tutaj pani .

Zreszt  wcale mi si  nie podoba, pociesza a si  w duchu. Mroczny, ponury pa ac, w którym na domiar z ego straszy, nagle wyda  jej si  odpychaj cy.

Ale jej reakcja przypomina a troch  bajk  o lisie i kwa nych winogronach.

Weszli po kamiennych schodach i stró  zako ata  do ci

kich drzwi. Catharina, stoj c za nim, poczu a, jak krople deszczu  ciekaj  jej z kapelusza na

kark i sp ywaj  po plecach. Nie ma co, wspania e entrée, pomy la a w przyp ywie wisielczego humoru.

Otworzy a im kobieta w nieokre lonym wieku, trzydziesto-, mo e czterdziestoletnia, najprawdopodobniej ochmistrzyni, o bladej, pozbawionej wyrazu

twarzy i wydatnych ustach.

- Jaka  m oda kobieta twierdzi,  e szuka posady s

cej. Poci g mia  opó nienie - zameldowa  stró  ochryp ym g osem, po czym uk oni  si  i

wyszed  z powrotem na deszcz.

Catharina znalaz a si  w holu, który oszo omi  j  swym przepychem. St paj c po kamiennej posadzce popatrzy a na sklepienie tak wysokie,  e nie

rozja nia  go blask olejnych lamp roz wietlaj cych wn trze.

- Prosz  za mn ! - powiedzia a ochmistrzyni i poprowadzi a dziewczyn  do wielkiego salonu, wype nionego ciemnymi masywnymi meblami i

skórzanymi sofami. Jak bardzo ró ni  si  od przytulnych, jasnych pomieszcze  w jej rodzinnym domu...

Nasz a j  nag a ochota, by st d uciec i wróci  do swych bliskich. Wyjdzie za m

 za jakiego  starego wdowca,  eby siostry przesta y czyni  jej

wyrzuty. Ponure otoczenie sprawi o,  e taka perspektywa wyda a jej si  mniej przera aj ca.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Z fotela wsta a i podesz a do nich kobieta najwy ej czterdziestoletnia. Jasne, zaczesane do góry w osy ods ania y twarz niezwyk ej urody, ale jakby

naznaczon  zmartwieniami. Spojrza a  agodnym wzrokiem. Ochmistrzyni powtórzy a wyja nienie Cathariny.

- Ale przecie  w gminie zapewniano mnie,  e brakuje odpowiednich kandydatek - zdziwi a si  dama.
- Nazywam si  Karin Bengtsdatter - przedstawi a si  Catharina i dygn a. - Dowiedzia am si  przypadkiem w Sztokholmie,  e pa stwo potrzebuj

cej, a poniewa  w

nie straci am posad  i dach nad g ow , postanowi am spróbowa . Oto moje referencje - rzek a wr czaj c list polecaj cy

napisany przez ciotk  Auror .

Elegancka dama zatopi a si  w lekturze.
Nagle Catharina odkry a,  e w salonie znajduje si  jeszcze jedna osoba. Z ty u, w cieniu wielkiej barokowej szafy, sta  nieruchomo m

czyzna.

Pewnie dlatego nie zauwa

a go od razu. Ich spojrzenia spotka y si . M

czyzna podszed  bli ej akurat w chwili, gdy kropla deszczu kapn a

Catharinie z w osów na czubek nosa. Wytar a j  po piesznie, ale zauwa

a,  e m

czyzna wykrzywi  k ciki ust w lekkim u miechu.

Liczy  sobie oko o trzydziestu lat, by  wysoki, ciemnow osy, o melancholijnym spojrzeniu. Twarz mia  szczup , policzki zapadni te. Fascynuj ce

spojrzenie czarnych oczu i pe ne wyrazu usta czyni y ze  bardzo poci gaj cego m

czyzn .

Oto sta  przed ni  sam Malcolm Järncrona.
Uk oni a si , czuj c uk ucie w sercu. Szlachetne zamiary, by po wi ci  si  dla sióstr i po lubi  jakiego  sklerotycznego wdowca, znikn y niczym rosa

w promieniach s

ca. Chwyci  j

al,  e los pozbawia  j  takiego towarzysza  ycia. Bardziej ni  kiedykolwiek do tej pory zapragn a si  dowiedzie ,

dlaczego porzuci  j  z nieznanych powodów w trudny do zaakceptowania sposób.

Ale jak e zdo a gra  przed nim rol  obcej osoby, kiedy ju  przy pierwszym spotkaniu, zaledwie kilka minut po przybyciu do dworu, zawojowa  j  bez

reszty?  e te  mog y by  z ciotk  Auror  takie naiwne, by wierzy  w powodzenie tego szalonego planu!

Nagle Catharina przy apa a si  na tym,  e wpatruje si  w dziedzica, gdy tymczasem przyzwoito

 nakazuje spu ci  wzrok.

- Doprawdy bardzo pochlebna opinia, przeczytaj! - rzek a dama, podaj c list Malcolmowi, i wyja ni a Catharinie: - Na razie posada jest jeszcze wolna,

adna bowiem z kandydatek nie spe nia a naszych wymaga . Decyzj  pozostawiam jednak mojemu pasierbowi, on jest tu dziedzicem. W

nie

zamierza am uda  si  na spoczynek. Dobranoc.

Ochmistrzyni wysz a razem z ni , a Catharina zosta a w salonie sam na sam ze swym niedosz ym m

em.

Poczu a mrowienie w ca ym ciele. Zapewne d ugie lata oczekiwania sprawi y,  e ogarn o j  teraz jakie  dziwne podniecenie. Szkoda,  e wszelkie

nadzieje prysn y jak ba ka mydlana, a pozosta a jedynie rozpaczliwa t sknota. Dlaczego jest taki poci gaj cy? Jak trudno przyjdzie jej teraz pogodzi
si  z pora

!

Czyta  list, nie ruszaj c si  z miejsca, a Catharina nie  mia a podnie

 na niego wzroku.

- Oczywi cie znane s  ci obowi zki s

cej - odezwa  si  w ko cu, obrzucaj c j  spojrzeniem czarnych oczu

- Tak - odpowiedzia a niepewnie. Wiedzia a, co robi y s

ce w jej rodzinnym domu, ale w

ciwie nigdy nie przygl da a si  ich pracy.

- Najgorsze jest palenie w piecach. Dom jest du y i bardzo ch odny. Zim  musimy pali  ju  o pi tej rano.
Wielkie nieba! pomy la a. O pi tej rano jestem kompletnie nieprzytomna. Cz sto le

am w 

ku nawet do ósmej. G

no powiedzia a jednak:

- Jako  sobie z tym poradz . Czy pa stwo teraz jeszcze pal ?
- Oczywi cie! Ten dom jest taki zimny,  e palimy zwykle a  do maja.
Czeka a na dalsze wyja nienia, odnios a bowiem wra enie,  e dostanie posad . Mia a wprawdzie tylko jeden list z referencjami, ale to akurat

przemawia o na jej korzy

. Tylko czy aby ciocia nie przesadzi a w swych pochwa ach?

Zdawa  si  nie dostrzega  pop ochu w jej oczach i t umaczy  dalej:
- Oprócz tego b dziesz us ugiwa  przy stole, to zapewne dla ciebie nic nowego, ale... - zamy li  si  i po chwili rzek : - Podobno masz nienaganne

maniery, czy jednak potrafisz tak e zachowa  dyskrecj ? Na tym zale y nam szczególnie.

- Wydaje mi si ,  e pod tym wzgl dem nie mo na mi nic zarzuci .
- To dobrze. Pami taj, musisz zapomnie  o wszystkim, co zobaczysz czy us yszysz w tym domu!
- Mo e mi pan zaufa  - zapewni a z powag , zmuszaj c si , by nie pokaza  po sobie, jak bardzo przerazi y j  te s owa.
Zamy li  si  na chwil .
- Dobrze ci patrzy z oczu i wydaje mi si ,  e jeste  osob  kulturaln . S dz ,  e mo emy ci  przyj

 na prób . Szczegó ów dowiesz si  od Inez,

siostry mojej macochy. - Poci gn  za dzwonek i do salonu wesz a kobieta, któr  Catharina bra a za ochmistrzyni . Malcolm wyda  jej kilka krótkich
polece , po czym skin  g ow  na znak,  e uwa a rozmow  za sko czon .

A wi c to jest Inez, zdumia a si  w duchu dziewczyna. Typ m czennicy. Ciotka Aurora z pewno ci  nie powstrzyma aby si  przed wetkni ciem jej

jakiej  szpili, by okaza a cho  odrobin  temperamentu.

Catharinie przydzielono pokój na poddaszu. Kiedy wreszcie zosta a sama, zdj a mokre ubrania i rozwiesi a je na belkach podtrzymuj cych uko ne

stropy. Deszcz dudni  o dach i sp ywa  strugami po niewielkim oknie. W rogu przecieka  dach i krople kapa y na pod og . Wsta a wi c i podstawi a
miednic . D wi czne stukanie by o jeszcze bardziej denerwuj ce, ale nie chcia a, by zgni y deski pod ogowe.

Ogarnia o j  coraz wi ksze zniech cenie. Przez tyle lat snu a marzenia, w których g ówn  rol  odgrywa  Malcolm. Do tego stopnia si  zamartwia a,

e si  mu nie spodoba,  e nie pomy la a nigdy o tym,  e przeznaczony jej m

czyzna mo e si  okaza  niemi y i odpychaj cy. W jej wyobra ni by  czu y

i delikatny.  wiat marze  jest dla ka dego cz owieka cudown  oaz , bo pozostawia mi e wspomnienia, nawet je li rzeczywisto

 oka e si  ponura.

Z up ywem czasu coraz cz

ciej Catharina odczuwa a bolesne zdumienie.

Dlaczego po mnie nie przyje

a? zastanawia a si . Czy co  jest ze mn  nie tak? Mo e kto  go uprzedzi ,  e jestem brzydka?

W ko cu przysz o jej spojrze  w oczy brutalnej prawdzie. Ów list, w którym dziedzic Järncrona po

 kres czemu , co si  nigdy nie zacz o, nie

pozostawia

adnych z udze .

A teraz go spotka a, stan a z nim twarz  w twarz. Zrozumia a,  e tego m

czyzn  mog aby pokocha  dusz  i cia em. Ale czy zyska aby jego

wzajemno

? Mo e mimo wszystko lepiej,  e tak si  sta o?

Do

 tych ponurych roztrz sa . Teraz nie wolno jej o tym wszystkim my le . Postara si  wykonywa  dok adnie swe obowi zki, ch tnie nauczy si

nowych zaj

. Nikomu nie dostarczy powodów do narzeka . Zreszt  taka dewiza przy wieca a Catharinie od dawna.

Bardzo by a ciekawa, jak wygl da dwór Markanäs.

Nast pnego dnia zaspokoi a sw  ciekawo

.

Wydawa o si  jej,  e spa a zaledwie par  minut, gdy zobaczy a nad sob  pann  Inez, która potrz sa a j  za rami .
- Jest wpó  do pi tej - oznajmi a. - Dzisiaj ci  budz , ale ju  od jutra b dziesz musia a sama wstawa  o w

ciwej porze.

wi ci pa scy! Jak ja tego dokonam? pomy la a dziewczyna, zwlekaj c si  z 

ka. By a sztywna, nogi z trudem j  d wiga y, po omacku z

pó przymkni tymi powiekami powlok a si  w k t. Co to? Czy by zapomnieli ustawi  w jej pokoju misk  i dzbanek z wod ? Nie, przecie  misk  sama
przestawi a w miejsce, gdzie ciek o z dachu.

Obmywszy twarz, oprzytomnia a nieco. Po piesznie za

a przygotowany dla niej strój pokojówki: obcis y, bardzo twarzowy, czarny kostiumik i bia y

fartuszek. Wygl da a w nim szczup o i atrakcyjnie.

Panna Inez oprowadzi a j  po pa acu.
- Najpierw nale y napali  w jadalni, gdzie pa stwo b

 jedli  niadanie. Potem przejdziemy do sypialni.

- Czy jest ich du o?
- Tylko trzy: pana Malcolma, pani Tamary i panny Elsbeth. U siebie pal  sama. Potem kolejno napalisz w pozosta ych pokojach, z wyj tkiem dwóch

salonów, bo tam podk adamy do pieców o godzinie czwartej po po udniu. Sala balowa w

ciwie nie jest ogrzewana, chyba  e spodziewamy si  jakich

wa nych go ci.

Catharina usilnie stara a si  wszystko zapami ta , ale prze ladowa o j  nieprzyjemne uczucie,  e porusza si  na bardzo niepewnym gruncie. Bez

trudu poznaj ,  e jestem nowicjuszka, my la a zatrwo ona.

Najgorsze b

 pierwsze dni, z czasem mo e wszystko opanuje. Czy oni w ogóle przewiduj  dla niej jakie

niadanie? Mo e w powodzi informacji

czego  nie dos ysza a? Nie  mia a jednak o nic pyta  Inez.

Kiedy sz y wzd

 korytarza na pi trze, Inez wyj a p k kluczy i poda a dziewczynie.

- We , prosz  - powiedzia a. - To tylko cz

 tych, które ja nosz  przy sobie, ale otworzysz nimi wszystkie pomieszczenia, do których musisz mie

dost p. Unikniesz biegania za mn  za ka dym razem, gdy które  drzwi b

 zamkni te. Pami taj, pilnuj ich jak oka w g owie.

Catharina uroczy cie skin a g ow . Zatrzyma y si  w korytarzu.
- Nie pozwól nikomu ich tkn

. Nikomu! W dzisiejszych czasach nie mo na ufa  s

bie, w ka dym razie nie wszystkim. - Panna Inez pog adzi a

klucze, uwa nie obserwuj c Catharin  swymi b yszcz cymi oczami. Jej mina jednak nic nie zdradza a. Doda a z niech ci : - Do dwóch pokoi nie wolno
ci wchodzi . Jeden z nich znajduje si  za twoimi plecami.

Na d wi k ostatnich s ów Catharina odwróci a si  odruchowo, jakby w obawie,  e zza uchylonych drzwi wype znie jakie  ow osione monstrum. Drzwi

jednak nie ró ni y si  niczym od pozosta ych w korytarzu poza tym,  e pod oga przed nimi by a mniej zniszczona.

- Niech ci  ten pokój w ogóle nie interesuje - przykaza a Inez, starsza od Cathariny o jakie  dziesi

 lat. - Nie wolno ci te  otwiera  drzwi w sypialni

pana Malcolma, zreszt  do nich i tak nie masz kluczy. Poza tym...

- S ucham?
- Eee, nic takiego. Jeste  tu nowa...
- W

nie dlatego nie chcia abym pope ni  nietaktu.

Panna Inez potrz sa a g ow , jakby usi owa a przekona  sam  siebie,  e post puje w

ciwie. Jej twarz, z której trudno by o wyczyta  emocje,

przybra a jednak przyjazny wyraz.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Zdaj  sobie spraw ,  e zabrzmi to do

 dziwnie - zacz a lekko zak opotana - ale chcia abym ci  uczuli , by  by a ostro na. Szczególnie kiedy

znajdziesz si  w sali balowej.

- Ostro na? Dlaczego?
- Po prostu uwa 
aj na to, co mówisz i co robisz - t umaczy a niepewnie Inez. - Jej oczy  ledz  ka dy twój krok, a nie zawsze zyskuje si  jej

askawo

.

Catharina znowu poczu a dreszcze na plecach. „Nie wszyscy dost pi

aski...”

Zamek ksi cia Sinobrodego...
Dlaczego ni st d, ni zow d przysz a jej na my l ta ba

? Id c dalej korytarzem usi owa a wygrzeba  z pami ci zas yszan  w dzieci stwie opowie

.

Sinobrody zabroni  swej ósmej chyba z kolei  onie wchodzi  do jednej z komnat. Ale ona nie mog a oprze  si  pokusie. Przyci gana niczym  ma do

zapalonej  wiecy, otworzy a drzwi. Skutki okaza y si  katastrofalne, dok adnie jednak Catharina nie mog a sobie przypomnie , jaka spotka a j  kara.
Chyba zobaczy a poprzednie  ony Sinobrodego, le

ce w ka

y krwi.

Panna Inez wyrwa a j  ze  wiata ponurej ba ni.
- Tutaj znajduj  si  sypialnie - szepn a. - Pod nieobecno

 s

cej osobi cie pali am w piecach. Teraz ty przejmiesz ten obowi zek.

lizn y si  po cichu do pokoju pani Tamary, w którym unosi a si  s odkawa wo  perfum. W s abym  wietle  wiecy Catharina dostrzeg a gustowne

bia ob kitne mebelki ze z otymi ornamentami. 

ko sta o zapewne w g bi pomieszczenia, bo nie zauwa

a go, podchodz c do pieca kaflowego. Inez

rozpali a ogie , by pokaza , jak nale y to robi , i wysz y.

Nast pne drzwi prowadzi y do sypialni Malcolma. Okaza o si ,  e w

ciciel dworu zd

 ju  wsta  i si  ubra . Przygl da  im si  z boku, gdy

wk ada y drwa do pieca. Catharina nie  mia a spojrze  w jego stron , ale porusza a si  bardziej niezgrabnie ni  zwykle.

Dziedzic poprosi  pann  Inez, by zadba a,  eby podano mu jak najszybciej  niadanie, bowiem wcze nie musi wyjecha .
Catharina cofn a si  o krok, by przepu ci  Inez, i wówczas zauwa

a tamte drzwi. Znajdowa y si  tu  obok pieca, na tej samej  cianie. Ci

kie, z

elazn  sztab , zamkni te na przynajmniej dziesi

 k ódek i rygli. Na moment zakr ci o jej si  w g owie, ale szybko odwróci a wzrok.

Nast pnie wesz y do sypialni panny Elsbeth, córki pani Tamary z pierwszego ma

stwa. Dziewczynki nie by o wida , ale z g bi pokoju dobieg o

ich post kiwanie i odg os przewracania si  na drugi bok. Staraj c si  nie ha asowa , rozpali y ogie  w kominku i skierowa y si  ku wyj ciu. Nagle
dostrzeg y le

 na pod odze kartk  papieru. Równocze nie schyli y si , by j  podnie

, ale Inez by a szybsza. Zerkn wszy na kartk , zmi a j , z

trudem t umi c w ciek

.

- Okropne dziewuszysko - mrukn a gniewnie i wrzuci a papier do ognia.
Catharina zd

a jednak zauwa

 na nim rysunek nagiego m

czyzny i kobiety. Cho  wykonany dziecinn  nieporadn  kresk , emanowa

erotyzmem. Catharina obla a si  rumie cem, ale poczu a dziwne poruszenie.

Za enowana zesz a po schodach za pann  Inez, która pomog a jej wykona  pierwsz  prac . Dziewczyna zadr

a na my l o tym, jak sobie sama

poradzi ze wszystkimi obowi zkami.

ROZDZIA  III
Malcolm pojecha  w interesach do najbli szego miasta. Catharina tymczasem usilnie stara a si  wszystkim dogodzi . Wzi a sobie za punkt honoru

wykonywanie swojej pracy w taki sposób, by nikt nie mia  powodu si  na ni  skar

.

Zgarnia a w

nie szczoteczk  okruchy ze sto u w jadalni, kiedy przybieg a dziewczynka.

- Kim jeste ? - zapyta a.
- Nazywam si  Karin Bengtsdatter i jestem now  s

 - odpowiedzia a Catharina i dygn a.

Elsbeth przygl da a si  jej, przechyliwszy na bok g ow . Niemo liwe, by mia a szesna cie lat, pomy la a Catharina ze zdziwieniem. Da abym jej

najwy ej czterna cie. Zachowywa a si  dziecinnie i tak te  wygl da a. Cz

 w osów zwi za a w kucyk na czubku g owy, pozosta e opada y na uszy i

kark, skr cone w pi kne korkoci gi. Ubrana by a w lekk  powiewn  sukienk  w kolorze bia ym i eleganckie kapcie. Mia a piegi i zadarty nos, a usta
sk ada a w ciup. B kitne oczy spogl da y na Catharin  z naiwn  ciekawo ci .

Jest wyro ni ta, ale to przecie  jeszcze dziecko!
Chocia  czy to spojrzenie nie jest nazbyt niewinne? Trudno si  rozezna !
- Jeste  brzydka - stwierdzi a dziewczynka. - A w

ciwie mo e nie tyle brzydka, co nudna. Zostaniesz tu na d ugo?

- Mam tak  nadziej  - odpowiedzia a Catharina przygn biona zas yszanym „komplementem”.
- Aha. Nie widzia

 czasem mojej pi ki?

- Nie.
- To znaczy,  e zostawi am j  w sali balowej. Id  i mi j  przynie !
- Nie wiem, czy powinnam. Jeszcze tam nie by am - oci ga a si  Catharina.
- To tamte drzwi z rze bionym portalem w holu.
Có  by o robi ? S

ba musia a s ucha  polece  „pa stwa”, a Elsbeth wszak nale

a do domowników. Ze strachem otworzy a wskazane drzwi.

Uderzy  j  lodowaty ch ód ogromnej sali. Na przepi knej mozaikowej posadzce sta  pod  cian  rz d efektownych krzese , a nad nimi wisia y portrety
przodków. Wesz a do  rodka, ukradkiem prze lizguj c si  spojrzeniem po obrazach. Ca kiem zapomnia aby o pi ce, gdyby nie dostrzeg a b kitnej kulki
ze szmat i skóry pod krzes em ustawionym blisko okna. Powy ej wisia  obraz, który przyci gn  jak magnes jej wzrok.

- To jest Agneta Järncrona, prawdziwa pani Markanäs.
Na d wi k g osu dziewczynki drgn a przestraszona, bo nie s ysza a,  e za ni  wesz a. Zapatrzy a si  zafascynowana w pi kn  posta  w stroju

odpowiadaj cym kanonom pe nej przepychu mody siedemnastego wieku. Kobieta na portrecie mia a zaczesane do góry w osy, przyozdobione per ami, i
sukni  haftowan  szlachetnymi kamieniami. Spogl da a wynio le,  wiadoma swej w adzy, a w d oni dzier

a symboliczny p k kluczy. Twarz mia a

bardzo urodziw , ale jej wzrok, przewiercaj cy cz owieka na wylot, budzi  groz .

- Ona zabi a bratow  Malcolma - odezwa a si  ponuro Elsbeth. - Nie spodoba a jej si , wi c j  zwali a ze schodów. Ale mnie i moj  mam  lubi.
- Lecz m

czyznom z tej rodziny chyba nie zagra a? - Catharina zmusi a si , by zada  to pytanie.

- Przeciwnie. Ojca Malcolma te  nie lubi a i pozbawi a go  ycia. Matk  Malcolma chyba spotka  ten sam los, chocia  dok adnie nie wiem, bo to si

sta o, nim si  tu wprowadzi am.

Catharina poruszaj c wargami wyszepta a bezg

nie do damy z portretu:

- Mam przyjazne zamiary. Oka  mi swoj  przychylno

!

Agneta Järncrona patrzy a na ni  ch odnym, nieodgadnionym wzrokiem.
- Trzeba przyzna ,  e jest przera aj ca - powiedzia a pó

osem Catharina. - Ale chyba jej w adza nie si ga poza t  sal ?

- Ale  tak! Jej duch w druje tajnymi korytarzami po ca ym pa acu. Robimy, co mo emy, by j  odizolowa , ale ci gle zdarzaj  si  nieszcz

liwe

wypadki.
„Robimy, co mo emy, by j  odizolowa ?”
Catharina poczu a,  e w os jej si  je y. Podnios a pi

 i poda a j  Elsbeth, a potem pospieszy a ku wyj ciu. Raz jeszcze obejrza a si  za siebie.

Agneta Järncrona nie spuszcza a z niej wzroku. Zawsze portrety zdaj  si  wodzi  za widzem spojrzeniem, kiedy model patrzy  malarzowi prosto w oczy.

Catharina postanowi a,  e odt d unika  b dzie sali balowej, by nie narazi  si  na gniew surowej damy. Prawdziwej pani Markanäs.

W ci gu dnia wys ano Catharin  z jak

 spraw  do pobliskich zabudowa , gdzie mieszkali robotnicy dworscy.

nie przesta o pada , ale niebo wci

 zasnuwa y o owiane chmury.

Catharina wysz a na szeroki go ciniec prowadz cy od zaplecza pa acu do budynków gospodarczych dworu: obory, stajni, stodo y, i dalej do

dworskich czworaków.

Odwróci a g ow , by obejrze  Markanäs w ca ej krasie. Pot

ny pi trowy gmach, kompletnie pozbawiony architektonicznych upi ksze , wznosi  si

niczym kamienny kolos. Po bokach mia  dobudowane dwa skrzyd a, w jednym mie ci a si  sala balowa, a w drugim sypialnie domowników.

Tu  przy pa acu sta o kilka budynków, w których mieszka  zarz dca dworu i s

ba pa acowa. W jednym z okien dostrzeg a twarz mo e

dziesi cioletniego ch opca patrz cego w jej stron . Catharina pokiwa a mu r

 i u miechn a si . Uk oni  si  troch  zawstydzony, ale najwyra niej

zadowolony.

liczny ch opiec, pomy la a, lecz kiedy stan  bokiem, zauwa

a,  e ma na plecach garb. Serce  cisn o jej si  ze wspó czucia. Domy li a si , ile

drwin i szyderstw musia  znie

, nie tylko ze strony swych rówie ników, ale te  i doros ych. Sama wprawdzie nie d wiga a garbu w sensie dos ownym,

ale czy i ona nie by a dotkni ta pi tnem? Brzydula w otoczeniu sióstr, o promiennej urodzie?

Odwróci a si  wi c i raz jeszcze pomacha a do ch opca, jakby pragn c da  mu do zrozumienia,  e  czy ich wspólna tajemnica. Odpowiedzia  na jej

przyjazny gest, a kiedy potem znów spojrza a za siebie, dostrzeg a,  e ci gle kiwa jej z zapa em.

Nadesz a pora obiadu. Catharina po raz pierwszy mia a podawa  do sto u. Na posi ek zesz y wy cznie panie, gdy  Malcolm nie zd

 wróci  z

miasta.
Pani Tamara, obdarzona niezwyk  urod , okaza a si  gospodyni  z wielk  klas . Siedzia a na honorowym miejscu, prosta jak struna, i  agodnie, acz

stanowczo upomina a córk  grymasz

 przy jedzeniu i opieraj

okcie na stole. Nie rzuci a na Catharin  nawet jednego spojrzenia, a mimo to

dziewczyna czu a,  e jest bacznie obserwowana. Panna Inez z min  m czennicy nie odzywa a si  wiele, raz tylko zapyta a siostr , jakie nasiona letnich
kwiatów powinna zakupi  do ogrodu.

Catharina by a bardzo spi ta. Nie opuszcza a jej my l o w adczej Agnecie. Mia a wra enie,  e bia a dama stoi w rogu jadalni, pobrz kuj c p kiem

kluczy, i  ledzi ka dy jej ruch, rozwa aj c, czy ma wyda  na ni  wyrok, czy te  u askawi .

Wieczorem wyczerpana nerwowo z trudem dowlok a si  do 

ka. Ze zm czenia dos ownie pada a z nóg, ale by a z siebie zadowolona. Pierwszy

dzie  pracy min  bez potkni

, a nawet je li pope ni a jak

 drobn  gaf , to na szcz

cie Malcolm tego nie widzia , gdy  sp dzi  ca y dzie  poza

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

domem.
Najgorsze za ni 
; mia a nadziej ,  e z czasem b dzie sobie radzi  coraz lepiej.

Catharina poprosi a o po yczenie zegara, który melodyjnie wybija  godziny. Dzi ki temu nast pnego dnia obudzi a si , o dziwo, o w

ciwej porze,

chocia  ledwie  ywa.

Tego ranka matka z córk  planowa y wyjazd do pastora, aby omówi  dzia alno

 charytatywn  w parafii.

Catharina nie mia a poj cia, czy Malcolm jest w domu, bo nie spotka a go o  wicie, gdy pali a w piecu w jego sypialni. Pomy la a nawet, nie bez

uk ucia w sercu,  e nocowa  w mie cie. Co prawda w li cie zapewnia  j ,  e nie zrywa z powodu innej kobiety, ale mo e uciek  si  do k amstwa, by jej
nie rani ?

Uspokoi a si  jednak, kiedy wyjrza a przez okno i zobaczy a go w parku. A wi c po prostu by  rannym ptaszkiem.
Spacerowa  powoli alejk , trzymaj c za r

 jak

 dziwn  istot ... Nagle j  ol ni o. Przecie  to ch opiec, który kiwa  jej przez okno.

Usi owa a pozbiera  my li, ale nie mog a znale

 rozs dnego wyja nienia tej niecodziennej sceny. Dziedzic pot

nego maj tku spaceruj cy z

kalekim dzieckiem zarz dcy? Poczu a w sercu przyp yw ciep a. Malcolm Järncrona nie mo e by  z ym cz owiekiem, skoro sta  go na taki gest,
niezale nie od tego, czym jest on podyktowany. Zreszt  zawsze wydawa  jej si  kim  warto ciowym, cho  budowa a swój s d wy cznie na podstawie
listów, jakie do niej przez lata przysy

.

Na ka dym kroku widoczne ju  by y oznaki wiosny. W Östergötland zawita a znacznie wcze niej ni  w jej rodzinnych stronach na pó nocy Szwecji.

Malcolm pochyli  si  wraz z ch opcem nad k pk  przylaszczek, które wyziera y spod suchych zesz orocznych li ci. Wida  by o,  e obaj prowadz
powa

 rozmow .

Nie mog a oprze  si  wzruszeniu, gdy tak na nich patrzy a.
Trzeba by o si  jednak bra  za porz dki. Catharina u wiadomi a sobie,  e jest zupe nie sama w tym skrzydle pa acu. Malcolm spacerowa  po parku,

panna Inez pojecha a do pastora razem z pani  Tamar  i Elsbeth, a nikomu innemu spo ród s

by nie wolno by o przebywa  na pi trze.

Dr

cymi r kami dotkn a pobrz kuj cych kluczy. Tajemniczych drzwi w pokoju Malcolma nie odwa

aby si  forsowa , zreszt  nie mia a czym

otworzy  licznych k ódek i zamków. Ale drzwi w korytarzu?

Zamek ksi cia Sinobrodego...
Do

 tych dziecinnych bzdur! zdenerwowa a si  i niewiele si  namy laj c, podesz a do zakazanych drzwi. Rozejrza a si , wokó

ywej duszy... Po

kolei próbowa a klucze, a  w ko cu znalaz a w

ciwy. Chrobot w zamku...

Czu a pulsowanie w skroniach, a serce omal nie wyskoczy o jej z piersi. Ostro nie nacisn a klamk  i zajrza a do  rodka. Widok, jaki ukaza  si  jej

oczom, odebra  jej mow .

By  to pokoik dziecinny, pe en lalek i innych zabawek. W oknach wisia y zas onki w weso y wzór, sta y mebelki, 

ko, a obok, dla dekoracji, chyba

nigdy nie u ywany ko  na biegunach. Ten pokoik zosta  urz dzony dla m odszej córeczki Tamary, zmar ej w wieku dwóch lat, a pó niej mia o
zamieszka  w nim kolejne jej dziecko, które niestety urodzi o si  martwe. Pokój 

oby...

Catharina po cichutku zamkn a drzwi i przekr ci a klucz w zamku. Odesz a po piesznie, zawstydzona swym w cibstwem, a oczy zasnu y jej si

zami.

Jak dobrze,  e Tamara ma przynajmniej Elsbeth... Z dzieci, które urodzi a ojcu Malcolma, nie prze

o  adne...

Nagle dosz o j  wo anie z holu.
- Hej, jest tu kto? - us ysza a zdenerwowany glos Malcolma.
Zbieg a po piesznie po schodach i zobaczy a, jak dziedzic wchodzi, podtrzymuj c jakiego  m

czyzn .

- Karin - zwróci  si  do niej - przynie , prosz , z mojego gabinetu  rodki opatrunkowe. S  na szafie! Zarz dca zrani  si  siekier  w kolano!
Szybko ruszy a na gór , staraj c si  nie patrze  na krew. Pierwszy raz znalaz a si  w gabinecie dziedzica, ale bez trudu odszuka a to, o co prosi .

Wróci a do holu, gdzie Malcolm zd

 ju  posadzi  rannego na fotelu i w

nie usi owa  zdj

 mu z nogi but z cholew . W drzwiach sta  ma y ch opczyk

i patrzy  zal kniony.

- Tato - odezwa  si  cieniutkim g osikiem.
Zarz dca uczyni  lekcewa

cy gest.

- To nic gro nego - rzek . - Biegnij szybko do domu i uspokój mam . Powiedz,  e nic mi si  nie sta o.
Catharina wyj a z torby wszystko, co uzna a,  e b dzie potrzebne.
- Nie robi ci si  s abo na widok krwi? - spyta  j  Malcolm.
- Nie - odpowiedzia a, odwracaj c poblad  twarz. - Przynios  z kuchni ciep ej wody.
-  wietnie, ale prosz , nie opowiadaj nikomu o wypadku. Wola bym unikn

 tu t umu plotkuj cych gapiów.

Wróci a po chwili z wod  i zacz a przemywa  ran . Okaza o si ,  e nie jest tak g boka, jak by si  mo na obawia . Ostrze siekiery na szcz

cie nie

uszkodzi o rzepki.

- Trzeba to zszy  - stwierdzi a Catharina. - Sprowadz  doktora.
- Nie. Sam zawioz  zarz dc  do niego - zadecydowa  Malcolm. - Zaci nijmy jednak najpierw brzegi rany i zabanda ujmy kolano! Przytrzymaj, a ja
owin .
Delikatnie zacisn a ran , staraj c si  jak mog a najlepiej. Tak bardzo pragn a pomóc Malcolmowi. Ich d onie raz po raz dotyka y si , a za ka dym

mu ni ciem Catharina czu a bolesne uk ucie w sercu. Gdybym by a cho  troch

adniejsza, my la a, mo e wówczas zwróci by na mnie uwag ...

Có  za absurdalna my l, lepiej j  natychmiast porzuci ...
Sko czyli. Min y cudowne chwile wspólnej pracy i nie mia a ju  pretekstu, by dotyka  swymi d

mi jego r k.

Malcolm, podtrzymuj c zarz dc , poprowadzi  go ku stajni, gdzie w

nie zaprz gano konie. Wsiadaj c do bryczki, odwróci  si  i podzi kowa

Catharinie u miechem, który jeszcze bardziej zrani  jej krwawi ce serce.

Malcolm Järncrona! Ile  to razy powtarza a jego imi . Wydawa o jej si  takie pi kne. Marzy a o dniu, w którym przyjedzie po ni  i zabierze do siebie.
Niestety ten dzie  nigdy nie nast pi .
Teraz, kiedy go ujrza a i pozna a bli ej, jej  al i t sknota sta y si  tysi ckrotnie silniejsze.

Do obowi zków Cathariny nale

o sprz tanie trzech sypialni: Malcolma, pani Tamary i Elsbeth. Przez t  histori  z zarz dc  by a teraz mocno

spó niona, ale mia a nadziej ,  e pa stwo oka

 jej wyrozumia

.

Polecono jej robi  porz dki sprawnie i dyskretnie, niczemu si  nie dziwi  ani niczym nadmiernie nie interesowa . Jednym s owem, mia a zak ada

klapki na oczy.

Catharina stara a si  przestrzega  tej zasady i chodzi a ze spuszczonym wzrokiem. A jednak gdy przekroczy a próg pokoju Malcolma, ogarn o j

dziwne uczucie. W

ciwie wn trze niewiele mówi o o w

cicielu. Intrygowa y j  jednak drzwi zamkni te na cztery spusty. Cho  ba a si  nawet spojrze

w ich stron , to jednak przyci ga y jej uwag  jak magnes.

W ko cu nie wytrzyma a i podkrad a si  bli ej. Dotkn a  elaznej sztaby i cofn a gwa townie r

, jakby si  oparzy a. Szarpn a lekko wszystkie

ódki i potrz sn a g ow . To by a przeszkoda nie do przebycia.

W nag ym odruchu przy

a ucho do w skiej szpary. Poczu a powiew  wie ego powietrza na policzku, ale nie us ysza a najl ejszego nawet

szmeru. Zreszt , sk d jej przysz o do g owy,  e powinna co  us ysze ?!

Z ogromn  czu

ci  pos

ko Malcolma i wyg adzi a poduszk . By a pewna,  e mog aby pokocha  bez reszty tego m

czyzn , ale czy on by

odwzajemni  jej uczucie?

Raczej w tpliwe. Czym mog aby zwróci  jego uwag ? Nie wyró nia a si  niczym szczególnym. Nie by a ani  adna, ani nadzwyczaj inteligentna.

Uwa

a,  e brak jej wdzi ku, nie mia a te  innych zalet. Potrafi a jedynie troch  haftowa  i zajmowa  si  domem. Na có  mu taka  ona? Zdaje si ,  e

to, co si  sta o, jest najlepszym rozwi zaniem...

Z wielk  wyrazisto ci  powróci y do niej m odzie cze rojenia. U wiadomi a sobie z gorycz , jak bardzo by y nierealne. Jak mog a oczekiwa ,  e

po lubi z mi

ci kogo , kogo w ogóle nie widzia a na oczy? Czyste szale stwo!

Ockn a si  nagle, stwierdzaj c ze zgroz ,  e znów si  zamy li a, i po piesznie opu ci a pokój Malcolma.

Kiedy pó niej wysz a na dwór, popatrzy a w okna kamiennego gmachu. Orientowa a si  ju , do którego pokoju nale

 poszczególne okna. Na

samym ko cu skrzyd a znajdowa a si  sypialnia Malcolma. A wi c pomieszczenie, do którego prowadzi y tajemnicze drzwi, powinno dochodzi  do
samego szczytu. Tymczasem okna sypialni Malcolma by y ostatnie w tym rz dzie. Czy by wi c to by

lepy pokój? A mo e tamt dy wiedzie jaki

korytarz, tajemne przej cie jak w jakim  starym zamczysku?

Sk d bra  si  ten strumie  powietrza?
Przypomnia y jej si  s owa Elsbeth:
„Chodzi w asnymi drogami. Ale staramy si  j  odizolowa ...”
Zamkni ta komnata, ci

kie k ódki na drzwiach... Dreszcz strachu przebieg  Catharinie po plecach.

Kiedy przyby a do Markanäs, stary dwór skrywa  przed ni  trzy tajemnice. Dwie ju  pozna a: obejrza a sal  balow  z portretem w adczej Agnety i

pokoik dziecinny - pami tk  po zmar ych dzieciach Tamary. Ale tajemnica, jakiej strzeg y zaryglowane drzwi, ci gle jeszcze pozostawa a nie
wyja niona. Czu a,  e wi

e si  nierozerwalnie z decyzj  Malcolma o zerwaniu. Gdyby potrafi a j  rozwik

, dowiedzia aby si , czemu kaza  jej tak

ugo na siebie czeka  i dlaczego w ko cu zrezygnowa . Domy la a si ,  e nie atwo mu przysz o podj

 tak  decyzj . By  wszak d entelmenem w

ka dym calu.

Czemu tak zabarykadowa  te drzwi? Dlaczego nie chcia , by kto  wszed  do  rodka? A mo e, ol ni o j  nagle, chodzi o o to, by nie pozwoli  wydosta

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

si  komu  na zewn trz?
Nie, to by oby zbyt przera aj ce...
ROZDZIA  IV
Wieczorem rodzina zebra a si  przy kominku, by jak co dzie  wypi  herbat . Catharina, podaj c do sto u, nie mog a si  oprze  pokusie, by nie

spojrze  ukradkiem na Malcolma. Nie widzia a go z bliska od chwili, gdy pomaga a mu opatrzy  ran  zarz dcy.

Musia a przyzna  szczerze przed sam  sob ,  e im bli ej go poznawa a, tym bardziej j  fascynowa . Mimowolnie nachodzi y j  pragnienia, by

znale

 si  w jego ramionach, opuszkami palców dotyka  jego ust, poczu  na swoim ciele jego d onie. Z trudem koncentrowa a si  na swych

obowi zkach.
Na szcz

cie nikt nie zwraca  na ni  uwagi, bo przy stole toczy a si  rozmowa na temat wiosennych zasiewów. Malcolm i Tamara dyskutowali

zawzi cie, a panna Inez co jaki  czas wtr ca a krótkie uwagi. Elsbeth siedzia a na niskim sto eczku u stóp Malcolma i przys uchiwa a si  rozmowie.
Naraz wdrapa a si  na kolana swego przybranego brata i usadowi a wygodnie.

Panna Inez popatrzy a na ni  z gniewem, a matka dziewczynki odezwa a si

agodnie:

- Elsbeth, jeste  ju  troch  za du a, by siedzie  na kolanach.
- Ale Malcolm to lubi, prawda, Malcolmie?
- Oczywi cie - odpar  zak opotany.
- Zejd , prosz , natychmiast - powiedzia a pani Tamara, tym razem nieco surowszym tonem.
Elsbeth westchn a obra ona i z kwa

 min  usiad a z powrotem na sto eczku, co Malcolm przyj  z wyra

 ulg .

Catharina mia a ju  wyj

 z salonu, ale powstrzyma o j  wo anie pani Tamary. Odwróci a si  wi c i dygn a z najwy szym szacunkiem.

- S ucham, prosz  pani.
- Karin, odnosz  wra enie,  e kiedy podajesz do sto u, jeste  chwilami troch  zagubiona. Na przyk ad teraz: nie powinna  nalewa  herbaty do

fili anek, bo to nale y do mnie. Nakrycie sto u do obiadu pozostawia o tak e wiele do  yczenia.

Chyba zosta am zdemaskowana, pomy la a Catharina ogarni ta panik . Poczu a na sobie spojrzenia obecnych. Malcolm patrzy  ze zdziwieniem, a

we wzroku Inez czai a si  niech

. Elsbeth by a wyra nie rozbawiona.

Przestraszona uciek a si  do k amstwa.
- Prosz  mi wybaczy  - usprawiedliwia a si . - Pani, u której pracowa am, nale

a do osób do

 ekscentrycznych. Lekcewa

a ogólnie przyj te

normy, kieruj c si  wy cznie w asnym widzimisi . St d zapewne moje przyzwyczajenia mog  si  wyda  do

 dziwne. Postaram si  ich jak najszybciej

pozby .
Pani Tamara skin wszy  askawie na znak,  e przyjmuje wyt umaczenie, pozwoli a jej odej

, a Malcolm u miechn  si  przyja nie.

Niewiele brakowa o, odetchn a z ulg  Catharina, wróciwszy do pomieszczenia obok kuchni, gdzie przygotowywano potrawy na stó . Pocz tek by

zbyt sielankowy. Wybacz, ciociu Auroro! Chocia  kto wie, mo e wcale nie obrazi aby  si  na mnie za to,  e nazwa am ci  ekscentryczk ? Tylko patrze ,
jak przejrz  mnie na wylot. Co wówczas znajd  na sw  obron ?

Catharina czu a si  podle w roli szpiega, nie tylko dlatego,  e obawia a si , i  zostanie rozpoznana. Wrodzona uczciwo

 k óci a si  z tego rodzaju

post powaniem i po trzech dniach sp dzonych w Markanäs mia a po prostu do

. Gdyby tylko mog a, po

aby natychmiast kres tej 

osnej komedii.

Jeszcze tego samego wieczoru przy s abym  wietle  wiecy napisa a przejmuj cy list do ciotki Aurory. Le

c w 

ku, zm czona tak,  e z trudem

otwiera a oczy, da a upust swym wyrzutom sumienia. Na koniec zwierzy a si :

Mam w g owie kompletny chaos. Malcolm jest wspania ym cz owiekiem. Pomaga am mu opatrzy  zarz dc , który uleg  wypadkowi. Kiedy kl cza am

tu  obok niego, zapragn am z ca ego serca, by mie  w sobie co , co pozwoli oby mi go oczarowa . Zaraz jednak u wiadomi am sobie, jak
paradoksalne s  moje marzenia. Nie przecz , cudownie by oby, gdyby Malcolm zakocha  si  we mnie - Karin Bengtsdatter, ale przecie  tym samym
okaza by si  niewierny wobec mnie - Cathariny Borg, narzeczonej, z któr  nie chcia  lub nie móg  si  o eni . To czyste szale stwo! Przecie  nie mog
dopu ci  do tego, by mnie zdradzi  ze mn  sam . Korci mnie, by wyjawi  mu ca  prawd . Nie powinnam w ogóle powa

 si  na taki plan, Ciociu.

Szczerze 

uj  swej decyzji, cho  gdzie  w g bi duszy jestem szcz

liwa,  e mog am zobaczy  i pozna  bli ej tego wspania ego m

czyzn .

Wybacz mi, kochana Ciociu,  e pisz  tak niesk adnie. Ale jestem zm czona i nie mog  zebra  my li. Mam w g owie zupe ny m tlik!
A tak w ogóle, wydaje mi si ,  e radz  sobie ca kiem nie le. Oprócz wymówki, jak  uczyni a mi dzi  pani Tamara (wspomina am o tym na pocz tku

listu), nie us ysza am  adnej nagany.

Intryguje mnie Elsbeth, jest bardzo dziwna. Nie b

 opisywa  wszystkich jej wybryków, bo wiele z nich nie nale y do zbyt chwalebnych.

Zastanawiam si , czy jest opó niona w rozwoju, czy te  z wyrachowaniem udaje dziecko. Nie mam poj cia!

Trudno mi te  wyrobi  sobie zdanie o pani Tamarze. Na pozór: idea  w ka dym calu! Ale wydaje mi si ,  e pod mask  spokoju skrywa gwa towne

uczucia. W

ciwie ledwie mnie zauwa a, chyba  e pope ni  jaki  b d. Przecie  to niesprawiedliwe! Ona i Malcolm  yj  ze sob  w wielkiej przyja ni,

oboje  wietnie znaj  si  na zarz dzaniu dworem. Chocia  panna Inez, malkontentka o rybich oczkach, uwa a,  e to ona kieruje domem, nie siostra. W
pewnym sensie ma racj . Odnosz  wra enie,  e panna Inez nastawiona jest do mnie przychylnie, o ile ta osoba o pustym spojrzeniu w ogóle jest
zdolna do jakichkolwiek emocji.

Reszt  s

by spotykam tylko przy posi kach, ale traktuj  mnie bez zarzutu. Okazuje si ,  e nie atwo dosta  posad  w tym dworze, bowiem pa stwo

 do

 wybredni i nie zadowoliliby si  byle kim. Jednocze nie ludzie zdaj  si  unika  Markanäs. S ysza am raz w kuchni, jak szeptano po k tach,  e w

pa acu straszy, chocia  nikt nigdy nie natkn  si  na  adnego ducha. Domy lam si  jednak, o kim mówi . Agneta Järncrona jest naprawd  straszna,
Ciociu. Jej oczy zdaj  si  wyziera  z ka dego zakamarka.

Musz  ju  ko czy , bo powieki mi opadaj  ze zm czenia. Nie pisz do mnie, Ciociu, bo nie zabawi  tu d ugo. Moje sumienie mi na to nie pozwoli.

Catharina zaklei a list i z zamiarem oddania go nast pnego ranka pocztylionowi, od

a na stolik nocny. Zaraz te  zasn a niczym zdmuchni ta

wieca.

Nast pnego ranka, kiedy ju  nada a list, zabra a si  za sprz tanie pokoju Malcolma. Nagle od strony drzwi dobieg  j  jaki  g os.
- Co  ci wolno idzie! Ruszasz si  jak mucha w smole!
- Poderwa a si  przestraszona, a  z r ki wypad a jej miote ka, któr  odkurza a pó

 z ksi

kami. Na w asnej skórze do wiadczy a, co czuj

strofowane s

ce.

- Guzdra a! - prychn a Elsbeth i rzuciwszy spojrzenie na miote

, doda a: - Dlaczego u mnie nigdy nie sprz tasz tak dok adnie? Co tu w ogóle

robisz tak d ugo?

- Ju  ko cz  - wymamrota a Catharina.
- Pewnie te drzwi nie daj  ci spokoju, co? - zapyta a dziewczynka, przekraczaj c próg.
- Jakie drzwi? - Catharina udawa a zdziwion .
- Te, zamkni te na dziesi

 spustów - odpar a Elsbeth podchodz c bli ej. - Wiesz, co jest za nimi?

- Nie moja sprawa,  eby si  zastanawia  nad czymkolwiek w domu pa stwa - odpowiedzia a Catharina nie przerywaj c pracy, ale serce jej zabi o

gwa towniej. Mo e dowie si  w ko cu czego  nowego?

Ma a Elsbeth stan a tu  obok niej i wyszepta a:
- Prowadz  do piwnicy.
Catharin  ogarn  strach. Ciarki jej przesz y po plecach i najch tniej uciek aby gdzie pieprz ro nie. Nie wiedzia a, jak ma si  zachowa . Dziewczynka

co prawda tak e wygl da a na zal knion . Czego oczekiwa a od s

cej ta rozpieszczona i troch  niezrównowa ona panna? Czy powinna jej

odpowiedzie , czy te  potulnie milcze ?

Na szcz

cie Elsbeth rozwia a jej w tpliwo ci, ci gn c dalej:

- To tajemne przej cie. Malcolm zamyka dok adnie drzwi,  eby nikt si  stamt d nie wydosta .
- A któ by mia  t dy wyj

?

- Okropny upiór. Kto , kto umar  przed kilkuset laty, tak przynajmniej mówi .
- Kto tak mówi?
- Wszyscy, Malcolm te .
Catharina zadr

a. Czy to mo liwe, by Malcolm karmi  dziewczynk  takimi makabreskami? Nieprawdopodobne, mo e tylko przypadkiem co  mu si

wymkn o? Nie straszy by przecie  celowo dziecka.

A je li ta historia jest prawdziwa, to dlaczego nie przeniós  si  do innej sypialni? W pa acu by o przecie  mnóstwo wolnych pokoi, nie musia

zajmowa  najmniej przytulnego.

Co  si  za tym kryje, co  niepoj tego. A przecie  nie mo e prosi  nikogo o wyja nienie, bo zosta aby zdemaskowana.
Z zamy lenia wyrwa a j  Elsbeth, która podesz a do okna i patrzy a na co  z wyra nym zainteresowaniem. Catharina bezwiednie zbli

a si  do niej.

Przez park przechodzi a po piesznie pani Tamara, kieruj c si  w stron  zabudowa  s

by. W r ku trzyma a du y, chyba do

 ci

ki kosz.

- Mama znowu b dzie odgrywa  szlachetn  dam  - odezwa a si  cienkim g osem Elsbeth. - Twierdzi,  e wszystkim dzieciom rozdaje po równo, ale

ja doskonale wiem, kto jest jej pupilkiem.

Catharina nie  mia a przerywa .
- Faworyzuje tego ch opca dlatego,  e Malcolm go lubi. Niedobrze mi si  robi, kiedy widz , jak strasznie si  narzuca temu Malcolmowi. My li,  e on

si  w niej kocha, ale ja dobrze wiem,  e to nieprawda. Przecie  to ja dostaj  od niego naj adniejsze prezenty.

Catharina poczu a niesmak.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Jest mi ym bratem - wydoby a z siebie z trudem, wstrz

ni ta tym, co us ysza a.

- Sk d? Przecie  to nie mój brat! Popatrz! Mia am racj , idzie do Joachima.
- Do tego ch opca, który ma troch  krzywe plecy?
- Troch ? Przecie  to garbus! Po co ona tak demonstruje swoj  dobro ? Nie wystarczy jej,  e ma mnie?
Catharina jeszcze nigdy nie s ysza a takiego 

osnego tonu.

- Ale , panienko Elsbeth - rzek a z przekonaniem. - Mama przecie  bardzo panienk  kocha!
- Tak my lisz? - W b kitnych oczach ukaza a si  rado

.

- Ale  tak! Jestem tego pewna. Ona i pan Malcolm s  do panienki bardzo przywi zani.
- Wiesz - powiedzia a dziewczynka z u miechem - w

ciwie jeste  nawet mi a.  e te  nie zauwa

am tego od razu.

Wybieg a z pokoju radosna i uszcz

liwiona, a Catharina zamy li a si .

Biedne dziecko, samotne i kompletnie pozbawione poczucia w asnej warto ci. Przecie  ca a rodzina bardzo j  kocha a, ale ta dziewczynka

najwyra niej mia a w sobie tak siln  potrzeb  mi

ci,  e nigdy nie do

 jej by o uczu  najbli szych.

Przypomnia  jej si  rysunek, który znalaz y razem z pann  Inez pierwszego dnia w sypialni Elsbeth. A teraz ma a zdradzi a w swej naiwno ci,  e pani

Tamara darzy uczuciem swego pasierba.

Hmm... W

ciwie nie by o mi dzy nimi tak du ej ró nicy wieku, a kobiety po czterdziestce nierzadko  ywo interesuj  si  m odszymi od siebie

czyznami. S ysza a kiedy , jak matka rozmawia a o tym z przyjació kami. A pani Tamara jest naprawd  pi kn  i zapewne obdarzon  du ym

temperamentem kobiet , rozmy la a Catharina ze zbola ym sercem.

Zdaje si ,  e za tymi murami dziej  si  doprawdy dziwne rzeczy...
Postanowi a przesta  o tym my le  i z jeszcze wi kszym zapa em zabra a si  do porz dków. Omija a wzrokiem zaryglowane drzwi, ale chyba

dlatego tym bardziej j  wabi y i przyci ga y. Zdawa o jej si ,  e s yszy zach caj ce wo anie: „Chod , otwórz zamki! Mo e ci si  uda!”

Odwróci a si  si  woli i czym pr dzej zako czy a sprz tanie, po czym wybieg a, jakby goni  j  sam diabe , omal nie przewracaj c si  o próg.

Popo udniami na ogó  si  tak uk ada o,  e od obiadu do kolacji Catharina nie mia a co robi . Upewniwszy si ,  e nikt nic od niej nie potrzebuje,

dziewczyna wysz a na dwór. Poniewa  nie wypada o, by pokojówka spacerowa a po parku, ruszy a go ci cem w stron  zabudowa  s

by.

Dzie  by  pi kny, wiosenny. Catharina s ysza a bzyczenie owadów i ptasi chór w koronach drzew. Ciel ta wypuszczone na pastwisko podskakiwa y
rado nie.
Na  awce przed domem, oparty o nas onecznion

cian , siedzia  nad szachownic  ma y Joachim i najwyra niej rozgrywa  parti  z wyimaginowanym

przeciwnikiem.

Catharina ostro nie podesz a bli ej. Szachownica by a naprawd  pi kna, zapewne otrzyma  j  od mieszka ców pa acu. Ubrania chyba te , bo

wygl da  schludniej i porz dniej ni  pozosta e dzieci s

by i robotników dworskich. Najwyra niej Järncronowie interesowali si  nim szczególnie, wszak

by  synem zarz dcy.

- Witaj! - odezwa  si  ch opiec, rozpoznaj c Catharin . - Umiesz gra  w szachy?
- Umiem - odpowiedzia a z oci ganiem. - Tak mi si  przynajmniej wydaje.
- Naprawd ? - ucieszy  si . - Zagra aby  ze mn ? Tak nudno si  gra z sob  samym, a moja mama nie potrafi.
Usiad a naprzeciwko, pomy lawszy sobie,  e chyba nikt nie we mie jej za z e, i  rozweseli troch  chore dziecko.
- Jak si  czuje twój ojciec? - zapyta a.
Joachim popatrzy  na ni , jakby w pierwszej chwili nie rozumia , o co jej chodzi.
- A, ojciec - u miechn  si  w ko cu. - Dzi kuj , noga si  goi, cho  on okropnie narzeka.
- To typowe dla silnych m

czyzn. Uwa aj ,  e nikt nie cierpi bardziej od nich.

Ch opiec roze mia  si .
- Rzeczywi cie, te  to zauwa

em - odpowiedzia .

Obserwowa a go k tem oka, kiedy ustawiali figury na szachownicy. By

liczny i bardzo bystry. Czaruj co zawstydzony, a zarazem szczery i otwarty.

Otworzy y si  drzwi i wyjrza a jego matka, kobieta do

 bezbarwna, ale gdy zobaczy a,  e graj , cofn a si , ze zdziwienia marszcz c brwi.

Catharina nie mia a najmniejszego zamiaru wypytywa  ch opca o jego kontakty z mieszka cami pa acu. Pragn a jedynie przyjrze  si  dziecku, nad

którym zarówno Malcolm, jak i Tamara rozpostarli opieku cze skrzyd a. Faktycznie potrzebowa  opieki, z bliska dopiero mog a oceni  rzeczywisty
stopie  jego kalectwa. By o gorzej, ni  s dzi a, bo oprócz tego,  e mia  garb, nie porusza  jedn  r

. Ale za to by  bardzo pogodny i w czasie gry cz sto

si

mia .

- Ha! Ha! - zagrzmia a Catharina grubym g osem. - Porywam twoj  królow ! - I unios a dramatycznie r

 nad sto em.

Rozbawiony ch opiec za miewa  si  do utraty tchu.
- Widz , Karin,  e potrafisz gra  w szachy - us ysza a naraz za plecami szorstki g os Malcolma.
Ujrzawszy nad sob  surowe oblicze dziedzica, poderwa a si  gwa townie i dygn a.
- Tak, ja... - j ka a si  - cz sto musia am gra  z pani , u której pracowa am poprzednio, i troch  si  nauczy am. A poniewa  teraz mia am woln
chwil ...
- Grasz znakomicie - pochwali  dziewczyn , utkwiwszy wzrok w szachownicy. - B dziemy musieli kiedy  rozegra  parti  - doda  i odszed  w stron
pa acu.
Catharina popatrzy a zdruzgotana na Joachima.
- Pan Malcolm chyba by  niezadowolony - rzek  ch opiec przestraszony.
- Tak - potwierdzi a dziewczyna. - Wydaje mi si ,  e powinni my ju  ko czy . Nikt nie wygra .
- Przyjdziesz jeszcze kiedy ?
Wzruszy a si , s ysz c w jego g osie niem  pro

.

- Nie wiem, Joachimie, ale postaram si . Teraz jednak musz  si  spieszy .
Wraca a parkow  alej , bij c si  z my lami. Tak d

ej nie mo e trwa . Nie wolno mi ok amywa  tych zacnych ludzi, udawa  kogo  innego. Poczu a

obrzydzenie do samej siebie.

- Wszystko to fa sz i oszustwo - mrucza a pod nosem.
Najpro ciej by oby wyjecha , ale tchórzostwo nie le

o w charakterze Cathariny. Nie chc c dodatkowo pogarsza  sytuacji, któr  i tak ju  uwa

a za

okropn , postanowi a wszystko wyja ni .

W holu natkn a si  na Malcolma i pani  Tamar , która sta a wyprostowana jak struna, a na jej twarzy malowa a si  powaga.
- Karin, chod  tu, prosz  - powiedzia a.
Catharina pos usznie wykona a polecenie.
- Pan Malcolm powiedzia  mi,  e bawi

 si  z Joachimem.

- Tak, prosz  pani. Nie s dzi am,  e post puj  niew

ciwie.

Nie zmieniaj c wyrazu twarzy, wdowa ci gn a dalej:
- Przedyskutowali my to w

nie. Pan Malcolm twierdzi,  e twoja obecno

 pozytywnie wp ywa na ch opca. Od dzi  wi c czas poobiedni b dziesz

wykorzystywa  na zabawy z Joachimem.

- Dzi kuj ! - rzek a Catharina, nie posiadaj c si  ze zdumienia. - Uczyni  to z najwi ksz  rado ci . To taki mi y i m dry ch opiec.
Pani Tamara skin a g ow , ale z wyrazu jej twarzy Catharina wyczyta a,  e znów zachowa a si  niezgodnie z obowi zuj cymi konwenansami.

Jednak wdowa bez s owa odwróci a si  i uda a do salonu.

- Panie Malcolmie - odezwa a si  Catharina, prze kn wszy  lin  i nabieraj c powietrza w p uca. - Czy mo emy porozmawia  w cztery oczy?
- Oczywi cie, Przejd my do mojego gabinetu - odpowiedzia  po chwili namys u i zmarszczy  czo o, zdziwiony,  e nowa s

ca pozwala sobie na tak

wiele swobody.

Otworzy  drzwi do pokoju, do którego mia  wst p tylko on i zarz dca, i przepu ci  dziewczyn  przodem. W pomieszczeniu wype nionym po brzegi

ksi

kami i zepsutymi narz dziami unosi  si  lekki odór obory.

Catharina na co dzie  nie robi a tu porz dków, bo, jak j  u wiadomiono, by  to pokój typowo m ski. Wesz a do  rodka tylko raz: po torb  z
opatrunkami.
- S ucham, o co chodzi? - Malcolm spojrza  wyczekuj co, s dz c zapewne,  e chce porozmawia  o Joachimie.
- Panie Malcolmie, nie prosz  o pa skie wybaczenie, bo na nie nie zas

am. Prosz  jednak o wyrozumia

 w tej tak trudnej dla mnie sytuacji. W

tym wszystkim w

ciwie nie chodzi o mi tyle o siebie, co o moje siostry...

- O czym ty, na mi

 bosk , mówisz, Karin?

Zorientowa a si ,  e powinna zacz

 od pocz tku.

- Oszuka am pana i bardzo mi przykro z tego powodu. Nie mam na imi  Karin, lecz Catharina... Catharina Borg.
Na twarzy Malcolma odmalowa o si  przera enie. W jednej chwili znalaz  si  przy niej i zakry  d oni  jej usta.
- Ciii... - wyszepta a - Nie tutaj.
Dopiero gdy uzna ,  e min  pierwszy szok, zdj  z jej ust ciep , mocn  d

.

- Zejd  do piwnicy - szepta  dalej. - Klucz wisi za kuchennymi drzwiami. Spotkamy si  na dole, ale ja na wszelki wypadek zejd  innymi schodami. Tak

dzie bezpieczniej. - Potem wyprowadzi  j  z pokoju i w holu rzuci  g

no: - Tym razem, Karin, wybaczam ci. Ale prosz , by si  to wi cej nie

powtórzy o.
- Tak, prosz  pana - odpowiedzia a pokornie i ze zdziwion  min  patrzy a, jak znika w salonie.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Spodziewa a si  gwa townej reakcji z jego strony na wiadomo

,  e zosta  oszukany. Zaskoczy  j  jednak ca kowicie. Ten strach w jego oczach!

Mo e zatai ,  e jest zar czony z dziewczyn , która czeka na niego od wielu lat?
A mo e... Zadr

a zal kniona,  e przyczyna mo e by  ca kiem inna...

ROZDZIA  V
Zdumiona Catharina przekrad a si  z l kiem do kuchni. Nie zauwa ona przez nikogo wzi a klucze i ze  wiecznikiem w r ce zesz a do piwnicy.
Zatrzyma a si 
 na dole, bo nagle przypomnia y jej si  s owa Elsbeth: „Malcolm dok adnie zamyka drzwi,  eby okropny upiór nie wydosta  si  z

piwnicy”. Ciekawe, gdzie teraz kr

y duch despotycznej dziedziczki sprzed dwustu lat? pomy la a i ciarki przesz y jej po plecach.

Naraz us ysza a wyra nie odg os kroków i w odruchu przera enia omal nie rzuci a si  do ucieczki. Ale  agodny g os Malcolma, który poprosi , by

posz a za nim, przywróci  jej równowag . Ruszyli d ugim korytarzem, gdzie czu  by o st chlizn , a gdzieniegdzie nawet kapa a ze  cian woda, a  dotarli
do ci

kich masywnych drzwi. Kiedy Malcolm je otworzy , okaza o si ,  e to piwniczka, w której przechowuje si  wina.

- Teraz mo esz mówi . Tutaj nikt nas nie us yszy - powiedzia . - Czy naprawd  jeste  Catharin  Borg? Co to wszystko ma znaczy ?
- Tak, powinnam powiedzie  panu o tym wcze niej. Doprawdy wstyd mi,  e uciek am si  do podst pu.
- Ale dlaczego? Wyt umacz mi, czemu poda

 si  za kogo  innego?

- A czy pozwoli by mi pan zosta , gdybym powiedzia a, kim naprawd  jestem?
- Nie - odrzek  i westchn  ci

ko.

Catharin  rozejrza a si  wokó . W s abym blasku  wiec mign y rz dy butelek i kilka du ych g siorów z winem. Malcolm opar  si  o pust  beczk ,

która zadudni a g ucho.

- A wi c to ty - zacz  powoli. - Przyznaj ,  e inaczej sobie ciebie wyobra

em.

- No có  - powiedzia a matowym g osem. - Rozumiem pa skie rozczarowanie, moje siostry s yn  z urody... Zreszt , przybywam w

nie z ich

powodu.
- Wspomina

 o tym, ale, prosz , mów mi po imieniu, przynajmniej gdy jeste my sami. No, co wspólnego maj  z tym wszystkim twoje siostry?

- Moi rodzice s  do

 konserwatywni, a przy tym nale

 do wspólnoty religijnej, w której obowi zuje niepodwa alna zasada,  e w rodzinie pierwsza

musi wyj

 za m

 najstarsza z córek.

Obserwowa  j  uwa nie. W blasku dwóch  wiec ustawionych na drewnianej beczce prezentowa  si  wspaniale, jego blisko

 sprawia a dziewczynie

wr cz fizyczny ból.

- S ysza em ju  kiedy  o takich surowych zasadach - pokiwa  g ow .
- A wi c siostry czeka y na mnie. Najstarsza z nich oko o pi ciu lat, a pozosta e te  mniej wi cej tyle samo. Kiedy otrzyma am pa ski... to znaczy twój

list, stchórzy am. Nie mia am odwagi wyzna  im ca ej prawdy, przekre li  ich nadziei na wst pienie w zwi zek ma

ski.

- Jak to, wi c one nie maj  szans u

 sobie  ycia?

- W

nie.

- Wielki Bo e! - Malcolm zatopi  si  w rozmy laniach, a potem spyta  bezradnie: - A czy ty nie mog aby ...?
- Nie, nie mam nikogo - odpowiedzia a z prostot . - Pozostaje jeszcze takie wyj cie,  e po lubi  jakiego  starego wdowca, który dla pieni dzy zgodzi

si  zosta  moim m

em. Chyba w ko cu tak uczyni , ze wzgl du na siostry...

- Nie - przerwa  jej wyra nie poruszony. - Nie wolno ci tego robi . Nie tobie.
Popatrzy a na niego badawczo i rzek a z namys em:
- Dla mnie nigdy nie istnia  nikt poza tym, którego wybrali dla mnie rodzice. I w

nie dlatego tu przyjecha am. Nie pragn

ebra  o tw

ask  czy

wspó czucie. Chc  si  jednak dowiedzie , czym podyktowana by a twoja decyzja, by móc co  postanowi  na przysz

. By znale

 z tej sytuacji

wyj cie korzystne dla moich sióstr. Poza tym... - g os jej si  zacz

ama . - Ba am si , ze nie ud wign  tego wstydu...

Malcolm ukry  twarz w d oniach i rzek :
- Jestem zrozpaczony, Catharino! Przez tyle lat  udzi em si ,  e wszystko si  jako  u

y. Ale w ko cu musia em spojrze  w oczy smutnej prawdzie,

e z tej sytuacji nie ma wyj cia. Nic si  nie zmieni, nawet gdyby my czekali pi

dziesi t lat. Ten okropny list napisa em ze wzgl du na ciebie. Zreszt

zbiera em si  kilka miesi cy i wierz mi,  e sp dzi em nad nim wiele bezsennych nocy.

Czeka a,  e powie co  jeszcze, ale on zamilk , wi c po d

szej chwili odwa

a si  zapyta  nie mia o:

- Czy móg by  mi powiedzie , dlaczego?
Ods oni  twarz, która nagle wyda a si  Catharinie blada i zm czona, i pokr ci  przecz co g ow .
- Nie, Catharino. Nie mog . Wyznam ci jedynie,  e w Markanäs czyha na ciebie  miertelne niebezpiecze stwo. W

nie na ciebie.

- Gdybym zosta a twoj

on ?

- Tak. Zrozum, nie mog  si  o eni , mimo  e moim najwi kszym marzeniem by oby poprowadzi  ci  do o tarza. Czytaj c twoje listy, wyczuwa em w

tobie pokrewn  dusz . Wydawa o mi si ,  e jeste  wra liwa i masz takie bogate wn trze... Ale s ysza

 ju  zapewne, co si  sta o z moj  bratow .

Tylko przez trzy dni by a pani  Markanäs. A wkrótce potem dotkn o nas kolejne nieszcz

cie:  mier  mojego brata.

„Zabi a ich Agneta Järncrona” - przypomnia y si  dziewczynie s owa Elsbeth. - „Niewykluczone,  e zabi a równie  matk  Malcolma i jego ojca”.
- A co si  sta o twojemu ojcu? - zapyta a z oci ganiem. - Czy i on pad  ofiar  przekle stwa ci

cego nad Markanäs?

- Tak przypuszczam, cho  jego  mier  by a do

 zagadkowa. Zreszt  wiele niejasno ci nagromadzi o si  przez te wszystkie lata. Doprawdy,

Catharino, trudno by oby ci wszystko zrozumie .

- Dlaczego wi c st d nie wyjedziesz?
- Ten dwór od pokole  nale y do mego rodu i moim obowi zkiem jest tu zosta . Zreszt  wychowa em si  w Markanäs i w

ciwie jestem z nim

bardzo zwi zany. Kiedy  lubi em tu przebywa , niestety, teraz wszystko si  zmieni o.

- Rzeczywi cie, to cudowny zak tek - przyzna a z rozmarzeniem. A z jej tonu mo na by o wyczyta ,  e gdyby tylko Malcolm zechcia  j  po lubi ,

pokocha aby to miejsce.

Zapad a cisza. Oboje zatopili si  w rozmy laniach.
Malcolm mia  bardzo nieszcz

liw  min , ale wreszcie zebra  si  w sobie i machaj c nerwowo r

, rzek :

- Teraz nie mog  zosta  tu d

ej. Ale musimy jeszcze koniecznie porozmawia . Mo e spotkamy si  wieczorem. Wracaj na gór  t  sam  drog ,

któr  przysz

, i powie  klucz na miejsce. I, na mi

 bosk , pami taj, jeste  Karin Bengtsdatter.

Zdumia a si , bo nie s dzi a,  e Malcolm b dzie chcia  dalej odgrywa  t  komedi . Nie  mia a jednak o nic wi cej pyta  i skierowa a si  ku drzwiom.

Malcolm powstrzyma  j  jednak i obj wszy ramieniem, wyzna :

- Pragn  ci tylko jeszcze powiedzie ,  e... nie jestem rozczarowany.
- Naprawd ?
- Nie, a ty?
- Ja? Och, nie, wr cz przeciwnie... - urwa a speszona.
Sta  w drzwiach, jakby pragn  przed

 t  chwil , a dostrzeg szy zak opotanie Cathariny, u miechn  si  ciep o.

- Wiesz, nowa s

ca Karin uj a mnie sw  naturalno ci  i wra liwo ci . By

 taka dobra dla ma ego Joachima. Kiedy wyzna

 mi, kim jeste

naprawd , prze

em w pierwszej chwili szok. Ogarn  mnie  miertelny strach,  e co  ci si  mo e sta , a równocze nie poczu em gniew,  e mnie

oszuka

. Prawie natychmiast jednak po

owa em tego, przypomniawszy sobie, co ci uczyni em. Teraz, gdy us ysza em twoje wyja nienie, poczu em

si  bezgranicznie nieszcz

liwy,  e tak bardzo ci  skrzywdzi em. Ale je li chodzi o mój stosunek do ciebie... musz  wyzna ,  e jestem mile zaskoczony.

Na pewno by oby nam... Pasujemy do siebie i na pewno by my si

wietnie rozumieli. Skojarzone ma

stwa nie zawsze bywaj  udane, ale wydaje mi

si ,  e nam by si  uda o. A ty jak s dzisz? Czy odczuwasz to samo?

Skin a tylko g ow  uroczy cie, bo ze wzruszenia  cisn o j  w gardle.
Malcolm w odruchu bezsilno ci odchyli  g ow  i przymkn  oczy.
- Och, Catharino, kiedy my

 o tym, co si  stanie z Markanäs, chwilami ogarnia mnie czarna rozpacz. A teraz, gdy ju  wiem, czego zosta em

pozbawiony, b dzie mi jeszcze gorzej.

- Wzruszy

 mnie - szepn a.

- Wyzna em ci tylko szczer  prawd . Spróbujemy wspólnie znale

 jakie  wyj cie z tej beznadziejnej sytuacji, musimy pomóc twoim siostrom.

Niczemu nie zawini y, wi c dlaczego mia yby cierpie . Zreszt  ty tak e.

- A co z tob ? Przecie  i ty zas ugujesz na inny los - wyszepta a Catharina.

cisn wszy jej rami  powiedzia :

- Wiesz, poczu em ulg . Wprawdzie nie mog  ci wyjawi  prawdziwego powodu mojej decyzji z uwagi na kogo , kogo ta sprawa równie  dotyczy, ale

czuj ,  e zyska em w tobie sprzymierze ca.

- Mo esz zawsze na mnie liczy  - zapewni a go st umionym ze wzruszenia g osem. - Co mo emy uczyni ?
- Od wielu lat si  nad tym zastanawiam - westchn  ci

ko. - Ale porozmawiamy o tym wieczorem. Och, nie, ca kiem zapomnia em, dzi  wieczorem

musz  by  na jakim  nudnym zebraniu i wróc  pó no. A jutro nie b dzie mnie przez ca y dzie , bo zacz y si  ju  wiosenne prace w polu. Mo e wi c
umówimy si  na jutrzejszy wieczór? Dam ci znak!

Potwierdziwszy skinieniem g owy,  e si  zgadza, rozsta a si  z Malcolmem i wróci a do swych codziennych obowi zków. Na szcz

cie nikt nie

zauwa

 jej chwilowego znikni cia.

Serce rozsadza a jej rado

, bo Malcolm okaza  si  bardziej przyjazny, ni  przypuszcza a. Zyska a pewno

,  e jest wspania ym cz owiekiem, cho  w

zwi zku z tym jego decyzja wydawa a si  Catharinie jeszcze bardziej niezrozumia a.

Jak  to straszn  tajemnic  próbowano ukry  we dworze Markanäs?

Wieczorem, tu  przed za ni ciem, us ysza a na strychu czyje  kroki.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Strych podzielony by  na trzy cz

ci. W jednej, nad gmachem g ównym, przechowywano, jak to zwykle w takim miejscu, stare rupiecie. Nad

skrzyd ami pa acu mie ci y si  pokoje dla s

by. Kiedy Catharina przyby a do Markanäs, wszystkie pokoje na poddaszu w cz

ci nad sypialniami

domowników by y zaj te. Skierowano j  wi c do drugiego, zupe nie pustego skrzyd a. Obiecano jej,  e z czasem zamieszkaj  tam kolejni pracownicy.
Nie ukrywa a,  
e pragn a, by nast pi o to jak najpr dzej. Przera

a j  bowiem  wiadomo

,  e jest zupe nie sama nad wielk  sal  balow , w której

panowa a niepodzielnie okrutna Agneta Järncrona, od lat terroryzuj ca mieszka ców dworu.

A mo e ona kr

y podziemnymi korytarzami i tylko czasami nawiedza pokój Malcolma przez tajemnicze drzwi? zastanawia a si  Catharina.

Ciekawe, gdzie w

ciwie znajduje si  grób tej mo nej damy? Na ogó  szlacheckie rody maj  rodzinne krypty w pobliskich ko cio ach. A mo e w

przepastnych lochach tego starego dworu stoj  trumny ze szcz tkami przodków, a szczególnie ta jedna, w której spoczywa Agneta? Chyba nie odwa
si  tego sprawdza , pomy la a. Uff... Czemu n kaj  mnie takie my li, mimo  e uporczywie je od siebie odsuwam?

Silny wiatr uderza  gwa townie i pogwizdywa  pod okapem, cho  do uszu dziewczyny dociera y tak e inne odg osy...
Catharina le

a w 

ku, nie mog c zmru

 oka, gdy nagle us ysza a,  e co  si  poruszy o. Zrazu wydawa o si  jej,  e to szczury, i wzdrygn a si

z obrzydzeniem, ale kiedy po chwili rozpozna a odg os ludzkich kroków, obla  j  zimny pot.

Kto  podszed  do drzwi.
Mo e to przysz a panna Inez, by mnie powiadomi , jakie prace mam wykona  jutro rano, zastanawia a si .
Ale nie, panna Inez przecie  by si  nie skrada a.
Catharina zamar a, le

a cicho jak trusia, cho  serce omal nie wyskoczy o jej z piersi.

To na pewno Agneta Järncrona! my la a w pop ochu. Któ  inny kr

by po u pionym domu, zagl daj c w ka dy zakamarek? A mo e uda o jej si

wy ledzi , kim jest nowa s

ca, i nie spodoba o jej si  pojawienie kolejnej potencjalnej pani Markanäs? Mo e Catharina zd

a popa

 w nie ask ?

Przed drzwiami na moment ucich o, s ycha  jedynie by o t umiony oddech. Czy duchy oddychaj ? Chyba jedynie wówczas, gdy chc  kogo

przestraszy . Co  zaszele ci o... szeroka jedwabna suknia z siedemnastego wieku? Nie, znów s ycha  oddech przy dziurce od klucza.

Catharina zastanawia a si  gor czkowo, czy przekr ci a klucz w zamku. Pewna nie by a, ale wydawa o si  jej,  e tak.
To absurd, zgani a siebie w my lach. Przecie  duchy potrafi  przenika  przez mury!
Och, czemu to serce bije tak mocno, jeszcze zdradzi moj  obecno

!

Na szcz

cie  wiat o w pokoiku mia a zgaszone i przez dziurk  od klucza nic nie da o si  podejrze . Marna to pociecha, ale zawsze jaka .

Rzeczywi cie, tajemnicza istota za drzwiami wyra nie zrezygnowa a. Po chwili kroki si  oddali y.
Catharina odetchn a g boko, dr

c na ca ym ciele.

Mo e powinna zawo

: „Kto tam?” Niestety, sparali owana strachem, nie by a w stanie tego uczyni , jakby jaka  niewidzialna si a zaw adn a ni

bez reszty i pozbawi a woli.

Naraz przysz o jej do g owy,  e to mo e Malcolm sprawdza , czy si  jeszcze nie po

a, a poniewa  zobaczy ,  e jest ciemno, odszed , nie chc c jej

budzi .

Niemo liwe, kroki zdecydowanie nie nale

y do m

czyzny. Tak lekko st pa  mog a tylko kobieta. Zreszt  Malcolm nie patrzy by przez dziurk  od

klucza.
Zaskrzypia y drzwi na dole i Catharina us ysza a znajomy g os panny Inez:
- Elsbeth? Czy to ty?
Cisza. Ale zaraz potem g os rozleg  si  znów, tym razem bli ej schodów.
- Elsbeth! - wo

a surowo panna Inez, a w jej g osie wyczuwa o si  strach.

A potem zaleg a cisza.

ugo jeszcze Catharina nie mog a zasn

, mimo  e by a  miertelnie zm czona. Le

a, nas uchuj c, i rozmy la a o okrutnej Agnecie. Przypomnia a

sobie spojrzenie, jakim j  obrzuci a dama z portretu, gdy opuszcza a sal  balow ...

Nazajutrz okaza o si ,  e zupe nie niepotrzebnie tak si  jej ba a. Wszak duchy nie zostawiaj  kartek z nieprzyzwoitymi rysunkami, a tak  znalaz a

rankiem pod drzwiami. Zrozumia a, co oznacza  szelest, jaki s ysza a w nocy. Na kartce znów by  narysowany m

czyzna i kobieta, cho  tym razem z

mniejsz  dok adno ci  anatomiczn . Pod postaci  m

czyzny widnia a litera „M”, za  pod postaci  kobiety napisane by o dziecinnym nieporadnym

pismem „ja”. Catharina skrzywi a si  ze wstr tem i odwróci a kartk . Na odwrocie znajdowa  si  podpis: „Karin”. Pod spodem za  krótka informacja: „On
jest mój. Trzymaj si  z daleka, ty dziwko!” i jeszcze podpis: „Agneta Järncrona”, z b dem w imieniu.

Catharina zmi a ohydny papier, by go natychmiast wyrzuci . Có  innego mog a zrobi ? Za nic w  wiecie nie pokaza aby go Malcolmowi. Umar aby

raczej ze wstydu. A nie mia a tu nikogo innego, komu by mog a si  zwierzy .

A mo e powiedzie  o tym pannie Inez? przemkn o jej przez g ow , ale natychmiast porzuci a t  my l. Co prawda panna Inez odnosi a si  do niej

do

 przychylnie, ale wtajemniczaj c j , Catharina dzia

aby za plecami Malcolma, a tego wola a unikn

.

Zdecydowanym ruchem podar a kartk  na drobne kawa eczki i wrzuci a do pieca. W jednej chwili zamieni y si  w popió .
Ale nieprzyjemne wspomnienie nocnych wydarze  nie opuszcza o jej przez ca y dzie . Pilnie wywi zywa a si  ze swych obowi zków i wykonywa a

wszelkie prace bez zarzutu. Gdy kto  poci gn  za dzwonek, zjawia a si  natychmiast uprzejma i grzeczna, cho  pe na l ku,  e wszyscy widz , jak
nienaturalny jest jej u miech.

Po po udniu, kiedy wraca a o ywiona od Joachima, z którym rozmowy zawsze poprawia y jej humor, natkn a si  na Malcolma, kieruj cego si  do

budynków gospodarskich. Tego dnia widzia a go po raz pierwszy. Silny wiatr zdmuchn  mu w osy z czo a i Malcolm wyda  si  Catharinie jeszcze
przystojniejszy ni  zazwyczaj.

Dygn a, a on rzuci  przelotem:
- Dobrze, zachowuj si  tak, jakby si  nic nie wydarzy o. Jej oczy  ledz  nas z bocznego skrzyd a - powiedzia .
Boczne skrzyd o? Catharina zadr

a, patrz c w okna sali balowej. Po piesznie odwróci a wzrok, przypomniawszy sobie  widruj ce oczy Agnety.

Czy by Malcolm naprawd  wierzy  w z  moc tej damy? Jego strach sprawi ,  e przerazi a si  jeszcze bardziej.
Uderzenie wiatru porwa o niewielk  drucian  klatk  dla kurcz t, na szcz

cie pust . Niesiona alejk , uderzy a o  cian . Dziewczyna chwyci a j  i

odnios a na miejsce przy oborze.

Catharina nie obawia a si ,  e kto , kto podrzuci  list, odkry  jej zwi zek z dziedzicem. Ale nie mia a  adnych w tpliwo ci,  e ta osoba nie jest ca kiem

przy zdrowych zmys ach i ma obsesj  na punkcie Malcolma. Gotowa jest usun

 z drogi ka dego, kto si  tylko do niego zbli y.

Dziewczyna wyg adzi a w osy i wesz a do pa acu. W holu us ysza a rozdra niony g os pani Tamary, dobiegaj cy z salonu. Z t umionym gniewem
mówi a:
- I co z tego,  e rozmawiam z Malcolmem? Czy mi nie wolno?
- Zabraniam wam potajemnie szepta ! - krzykn a Elsbeth i doda a z pretensj : - Nic was nie obchodz . My licie tylko o sobie.
- Doskonale wiesz,  e to nieprawda. I powtarzam ci, Elsbeth, po raz ostatni. Zostaw Malcolma w spokoju i nie wtr caj si  do jego spraw! Ma prawo

sam wybiera  sobie przyjació . Wiesz dobrze,  e ci  bardzo kocha i zawsze mia  do ciebie anielsk  cierpliwo

.

- Tak, wiem - powtórzy a Elsbeth z dzieci cym uporem. - Sam mi to powiedzia ! Ale za du o czasu sp dzacie ze sob . Stanowczo za du o. Ty,

mamo, ci gle si  za nim uganiasz.

- Milcz, Elsbeth - odrzek a matka zbola ym g osem. - Co te  ci przychodzi do g owy?
Elsbeth wybuchn a p aczem i wybieg a z salonu. Jej b kitne oczy ton y we  zach. Kiedy mija a Catharin , zawo

a:

- Ona jest szalona! Zazdrosna o wszystko, wr cz niebezpieczna! - i znikn a.
Catharina z apa a si  na tym,  e bezwstydnie pods uchiwa a. Kiedy obejrza a si  za wybiegaj

 dziewczynk , z salonu wysz a pani Tamara. Na jej

poblad ej twarzy malowa o si  napi cie.

Sil c si  na oboj tny ton, zwróci a si  do s

cej:

- O, jeste  wreszcie, Karin. Czas podawa  do obiadu!
Catharina dygn a i skierowa a si  w stron  kuchni. Z trudem koncentrowa a si  na s owach kucharki, bo my lami kr

a wokó  zas yszanej

rozmowy.
W tym pa acu rozgrywa  si  jaki  dramat, mi osny trójk t. Jakie jednak uczucia by y tu wpl tane? Czy Elsbeth pragn a mie  matk  wy cznie dla

siebie, czy te  chcia a jako jedyna obdarza  Malcolma uczuciem? A mo e pani Tamara by a zazdrosna o sw  dorastaj

 córk ? Catharina ci gle nie

mog a si  zorientowa , ile w

ciwie lat ma Elsbeth. Czy jest starsza, ni  by to zdradza  jej wygl d, czy te  nad wiek dojrza a?

I jaka jest w tym wszystkim rola Malcolma? Catharin  mocno poruszy y pretensje dziewczynki do matki o nadmierne zainteresowanie jedynym w tym

domu m

czyzn . Czy by  to jedynie wymys  chorej wyobra ni dziecka, obawiaj cego si  utraty swej uprzywilejowanej pozycji, czy mo e tkwi o w tych

zarzutach ziarenko prawdy?

Malcolm wspomina  mimochodem o niezdrowej atmosferze panuj cej wokó  jego osoby. Ale twierdzi ,  e nic nie mo e zrobi , bo ma zwi zane r ce,

cho  nie chcia  wyjawi , dlaczego.

Catharin  przesz y dreszcze, bo nagle ca a ta sytuacja wyda a jej si  bardzo nieprzyjemna.
Zastanawia a si  te , co z tym wszystkim ma wspólnego Agneta Järncrona, dziedziczka Markanäs sprzed dwustu lat. No i czemu drzwi w pokoju

Malcolma s  tak starannie zaryglowane?

Chc c otrz sn

 si  z dr cz cych j  my li, przypomnia a sobie popo udnie sp dzone z Joachimem. Ch opiec si  bardzo do niej przywi za  i cieszy

si , kiedy przychodzi a si  z nim pobawi . Jego matka,  ona zarz dcy, by a prost , ale mi  kobiet . Z wdzi czno ci  odnosi a si  do Cathariny.
Joachim, najstarszy spo ród rodze stwa, by  bardzo samotnym dzieckiem. Nie atwo by o go zaj

. Matka wspomnia a,  e pan Malcolm w wolnych

chwilach stara  si  przerabia  z ch opcem lekcje, gdy  kalectwo uniemo liwia o Joachimowi nauk  w szkole. Na pro

 Malcolma równie  pani Tamara

otoczy a ch opca szczególn  opiek . A by o to niezwykle inteligentne i uzdolnione dziecko, tak jakby natura postanowi a zrekompensowa  mu fizyczne

braki.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Catharina poczu a ciep o w sercu.  wiadomo

,  e sprawia si  komu  rado

,  e jest si  potrzebnym, ka dego cz owieka podnosi na duchu. A przy

tym ten ch opiec zaskakiwa  j  swoj  wiedz . Chwilami wr cz nie nad

a za biegiem jego my li, ale nie dawa a tego po sobie pozna . Za nic w

wiecie nie przyzna aby si  do pora ki. Zreszt  w

nie ta cecha charakteru przywiod a j  do Markanäs.

Przy nakrywaniu sto u poplami a sokiem fartuszek, wi c szybko pobieg a do swego pokoju po czysty. Na pi trze zatrzyma a si  gwa townie, bo oto od

strony sypialni doszed  j  niepokoj cy odg os. Ws uchiwa a si  przez chwil  w rozdzieraj cy p acz której  z kobiet. Po chwili namys u odesz a, uznaj c,

e gdyby ona znalaz a si  na miejscu rozpaczaj cej, nie  yczy aby sobie pociechy ze strony s

by.

Kiedy potem podawa a do sto u, dok adnie przyjrza a si  obecnym. Bez trudu odgad a, która z kobiet p aka a - by a to pani Tamara....
Catharina zastanawia a si , w jaki sposób Malcolm zamierza powiadomi  j  o spotkaniu. A mo e o wszystkim zapomnia ? Albo, co gorsza, 

owa

tego, co jej wyzna , i b dzie jej unika ?

Jednak kiedy mijali si  przy drzwiach salonu po podaniu wieczornej herbaty, wsun  jej dyskretnie do r ki karteczk . Catharina ci gle nie pojmowa a,

dlaczego Malcolm zachowuje si  w taki sposób... Czy by by  przes dny? Chyba nie wierzy ,  e Agneta Järncrona nadal patrzy i nas uchuje z ka dego

zakamarka?
Ale li cik Malcolma bardzo j  uradowa . Kiedy znalaz a si  sama w spi arni, rozwin a karteczk  i przeczyta a wiadomo

: Czekaj na tylnych

schodach mi dzy kuchni  a przej ciem do sypialni o wpó  do jedenastej.

O wpó  do jedenastej? Tak pó no? Jak ja wytrzymam,  eby nie zasn

, zastanawia a si  Catharina, która wieczorami bywa a taka zm czona,  e

dos ownie pada a z nóg. Wiedzia a jednak,  e Elsbeth nie k adzie si  do 

ka wcze niej ni  o wpó  do dziesi tej, a matka musi wówczas tak e i

 do

sypialni. Dziewczynka bowiem nie mog a  cierpie ,  e co  si  dzieje pod jej nieobecno

. Panna Inez tak e przy cza a si  do nich.

Malcolm wi c chcia  mie  pewno

,  e kiedy spotka si  ze s

, wszystkie wspó mieszkanki dworu b

 ju  spa .

ROZDZIA  VI
Ale wieczór nie up yn  im tak, jak zaplanowali.
Rodzina zasiad a do herbaty, Catharina za  stan a dyskretnie z boku, gotowa w ka dej chwili us

, gdyby zosta a o to poproszona. Wszyscy z

niepokojem nas uchiwali szalej cej za oknami wichury. Od Ba tyku rozko ysanego wiosennym sztormem przewala  si  przez równin  Östergötland
prawdziwy huragan. Stary pa ac trzeszcza  w spojeniach.

Catharina rzuci a zatrwo one spojrzenie na Malcolma, ale jego widoczne zdenerwowanie spot gowa o jeszcze niepokój dziewczyny.
- W czasie ostatniej wichury zerwa o dachy w czworakach - mrukn .
- Pami tam - westchn a pani Tamara. - Có  to by  za  ywio !
Elsbeth wsta a od sto u i podesz a do okna.
- Spójrzcie na ksi

yc - odezwa a si  zafascynowana. - Gna gdzie  mi dzy chmurami. O, teraz znikn ... Nie, znowu  wieci! Na dworze jest

cudownie, wiatr szarpie drzewa, omal ich nie wyrywaj c z korzeniami, unosi w gór  wszystko, co da si  porwa  z ziemi. O, znów si

ciemni o niczym w

grobie.

W b kitnych oczach dziewczynki czai o si  dziecinne zdumienie nad si ami przyrody, ale nie okazywa a strachu, raczej zachwyt.
- Usi

, prosz , Elsbeth! - upomnia a córk  pani Tamara. - Jest ju  dostatecznie strasznie. Nie wywo uj wi c z ych mocy.

Ledwie sko czy a mówi , rozleg o si  g

ne walenie w drzwi frontowe. Wszyscy odruchowo zwrócili wzrok ku Catharinie, wi c posz a otworzy .

wiadomo

,  e w salonie siedzi Malcolm, doda a jej odwagi, inaczej pewnie by si  zawaha a.

Nacisn a klamk . Drzwi si  otworzy y tak gwa townie,  e omal nie wyrwa o jej r ki. Lampy oliwne o wietlaj ce hol zamigota y i zgas y. Zd

a

jednak rozpozna  zarz dc .

- Czy mog  porozmawia  z panem dziedzicem? - zawo

.

- Oczywi cie, wejd ! - odkrzykn  mu Malcolm. - Ale zamknij drzwi, na mi

 bosk ! Karin, czy mo esz zapali  lampy?

Zarz dca, kulej cy nieco po doznanym urazie kolana, przeszed  po omacku do salonu, w którym Malcolm kaza  zainstalowa  nowoczesne lampy

naftowe. Takie same zakupi  te  na pi tro i zamówi  nast pne z zamiarem umieszczenia ich w holu. Tego wieczoru przekonali si , jak bardzo s

przydatne.
Kiedy Catharina mozolnie rozpala a na nowo wszystkie lampy, us ysza a strz py rozmowy prowadzonej w salonie.
- Wszyscy si  boj  - mówi  zarz dca. - Dachy kilku chat trzeba by przymocowa  linami... zagroda dla  wi ... banda Torstenssona...
Przypomnia a sobie,  e w kuchni s

cy rozprawiali o bandzie, a w ich s owach strach miesza  si  z podziwem. Podobno by a to grupa

rzezimieszków otoczonych glori  bohaterów. Rabowali bogate domy, posuwaj c si  nawet do brutalnych mordów. Kilku cz onków bandy z apano i
osadzono w wi zieniu, ale natychmiast do czyli nowi, bo przynale no

 do gangu nobilitowa a niejako ka dego zbira.

- Pójd  z tob  - zadecydowa  Malcolm i ruszy  do wyj cia. Kiedy otworzy  drzwi, zapalone z takim trudem lampy oliwne znowu zgas y, ale m

czy ni

nawet tego nie zauwa yli. Poniewa  drzwi do salonu by y zamkni te, Catharina nagle zosta a sama w kompletnych ciemno ciach.

Krzykn a przestraszona. Zwabiona ha asem, do holu wesz a pani Tamara, a ujrzawszy, co si  sta o, nakaza a:
- Karin, id  na gór  i znie  wszystkie lampy naftowe z korytarza. Ja tymczasem zajrz  do kuchni,  eby sprawdzi , czy maj  zapas nafty. Widzia am,

e jedna z lamp jest ju  pusta.

Catharina po ciemku dosz a do schodów, ale w chwili, gdy ksi

yc rzuci  blad  smug , otworzy y si  drzwi do salonu i stan a w nich Elsbeth.

- Zamknij te drzwi, córeczko! - zawo

a pani Tamara. - Bo powstaje straszny przeci g, gdy równocze nie otwarte s  drzwi wej ciowe. Je li b dziesz

chcia a pój

 do kuchni, u ywaj tylnego wyj cia.

Elsbeth pos ucha a matki. Catharina tymczasem wesz a na pi tro i wzi a lamp , a potem znios a j  na dó  i postawi a na wielkim kufrze w holu.

nie wchodzi a ponownie na gór  po kolejn  lamp , gdy nast pi a seria nieoczekiwanych wydarze . Ksi

yc znów skry  si  za chmurami. Kiedy

Catharina znalaz a si  mniej wi cej w po owie schodów, poczu a naraz lodowaty u cisk wokó  kostki i silna d

 poci gn a j  po stopniach w dó .

Przera ona rozejrza a si  wokó  i wówczas zobaczy a dziwn  jasno

 na jednej z pobliskich  cian. W nast pnym u amku sekundy zrozumia a,  e drzwi

do sali balowej stoj  otworem i wylewa si  stamt d srebrzysta po wiata. Ale zaraz ksi

yc znów zaszed  za chmury i zapad y ciemno ci. W dzwoni cej

ciszy rozleg  si  przera liwy krzyk Cathariny.

cisk wokó ydki zel

, wi c dziewczyna wykorzysta a okazj  i wdrapa a si  po schodach. Dygocz c ze strachu wzywa a pomocy.

Z kilku stron wpadli do holu domownicy. Pani Tamara trzyma a  wiecznik w d oni i o wietlaj c sobie drog  wo

a:

- Co si  sta o? Czy to ty krzycza

, Elsbeth?

- Nie, mamo - odpowiedzia a córka z min  niewini tka.
- Ale , Bo e drogi - us yszeli g os panny Inez. - Dlaczego s  otwarte drzwi do sali balowej?
- To ja krzycza am - odezwa a si  Catharina schodz c z góry. - Kto  mnie napad , gdy wchodzi am po schodach.
- Napad ?
- Tak, jaka  lodowata r ka chwyci a mnie za nog .
Zgromadzeni na dole domownicy zamilkli w zdumieniu, jakby nie dowierzaj c s owom s

cej.

- Za nog ? Có  to znowu za bzdury? - zdziwi a si  panna Inez zgorszona absurdalnym oskar eniem Cathariny.
- To prawda - upiera a si  dziewczyna, z trudem powstrzymuj c si  od p aczu. - Prosz , czy mo esz, pani, zamkn

 te drzwi? Nie odwa

 si  nawet

zbli

 do nich.

Pani Tamara bez wahania zamkn a sal  balow  i zwróci a si  do s

cej ze s owami:

- Karin, co  ci si  musia o przywidzie . Ale, bardzo prosz , nie opowiadaj o tym w kuchni!

Nagle znowu otworzy y si  drzwi frontowe i gwa towny podmuch wiatru zgasi  p omienie  wiec.
- Drogi Malcolmie, nie otwieraj tak szeroko drzwi! - zawo

a z desperacj  w g osie pani Tamara. - Za ka dym razem gdy wychodzisz lub wchodzisz,

powstaje straszny przeci g. Nie nad

amy zapala  lamp.

Catharina dr

 r

 zapali a lamp  naftow  i w ciemnym wn trzu rozla a si  uspokajaj ca jasno

.

Malcolm od razu wyczu  napi

 atmosfer  i zapyta , co si  sta o.

Dok adn  relacj  zda a panna Inez, nie kryj c przy tym swego niedowierzania co do prawdziwo ci zdarze  przedstawionych przez Catharin . Ale

Malcolm, rzuciwszy przeci

e spojrzenie na twarz s

cej, poszed  dok adnie obejrze  schody.

- W którym miejscu to si  sta o? - zapyta .
Catharina usi owa a przypomnie  sobie, sk d czo ga a si  na gór , a Malcolm tymczasem poprosi  pani  Tamar :
- Mamo, czy mog aby  razem z Inez i Elsbeth obudzi  s

? Dzisiejszej nocy nie mo emy spa . Trzeba b dzie pomóc robotnikom dworskim i ich

rodzinom.
Pani Tamara skin a g ow .
- Czy wiatr wyrz dzi  du e szkody?
- Istnieje du e zagro enie - odrzek  krótko, a kiedy kobiety opu ci y hol, zwróci  si  do Cathariny: - Sta  w miejscu, gdzie to si  sta o!
Zrobi a tak, jak kaza , i odezwa a si  niepewnym g osem:
- To chyba tutaj.
Malcolm bez s owa zatrzyma  si  w k cie za schodami i prze

ywszy r

 przez balustrad , chwyci  dziewczyn  za nog .

- Tak? - zapyta  cicho.
- W

nie tak - wzdrygn a si  z l kiem. - Tyle  e r ka by a lodowata.

Rozejrza  si  dooko a. Pod schodami sta o wiadro, zostawione zapewne przez któr

 ze s

cych. Nie zastanawiaj c si  wiele, zanurzy  r

 w

brudnej wodzie, a potem wytar szy j  o spodnie chwyci  dziewczyn  ponownie. Tym razem jego d

 by a zimna jak lód.

- Tak! - omal nie krzykn a, a Malcolm tylko pokiwa  g ow . - Ale drzwi do sali balowej by y otwarte.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Pewnie kto  specjalnie je otworzy .
- S dzisz,  e...
- Nic nie s dz , póki co! - rzek  i doda  pe nym bólu g osem: - Och, Catharino, dlaczego nie mo emy by  razem? Przecie  jeste my dla siebie

stworzeni. Tak pragn  twej przyja ni, t skni  do twej... - nie doko czy .

- Wiem - odpowiedzia a cicho, domy laj c si , co chcia  powiedzie .
Ale oto us yszeli powracaj cych domowników, wi c Catharina zbieg a po piesznie ze schodów.
- Musisz st d wyjecha , najmilsza - szepn  rozgor czkowany. - Chocia  serce mi si  kraje na sam  my l,  e strac  ci  z oczu. Prosz  ci  jednak,

opu

 natychmiast Markanäs, wyjed  jutro rano! Kto  odkry  nasz zwi zek.

Catharina z trudem prze kn a  lin . Jak to? my la a rozdarta. Wyjecha  st d, teraz, kiedy go pozna a i do wiadczy a jego blisko ci? Po tym, jak j
obejmowa ?
- To zbyt niebezpieczne - szepta . - Boj  si  o ciebie. Je li ci si  co  stanie, nigdy sobie tego nie daruj .
Patrzy a z rozpacz  na twarz Malcolma, która na krótk  chwil  znalaz a si  tu  przy jej twarzy.
Kiedy Tamara z siostr  i córk  wróci y do holu, zasta y Catharin  pochylon  nad lamp , Malcolm za  kierowa  si  ku wyj ciu. Nim doszed  do drzwi,

rozleg o si  g

ne pukanie.

Za drzwiami sta  znowu zarz dca, ale tym razem nie sam. Za jego plecami t oczyli si  mieszka cy czworaków, a w bladob kitnej po wiacie

ksi

ycowej nocy wiosennej wida  by o ich przera one twarze.

- Prosz  o udzielenie im schronienia we dworze, panie Järncrona. Boj  si  siedzie  w chatach podczas tej okropnej wichury! Poza tym kr

 plotki,

e w okolicy grasuj  banda Torstenssona.

Malcolm spojrza  pytaj co na Catharin , ale szybko odwróci  wzrok na pani  Tamar .
Uwa a mnie za prawowit  pani  dworu, pomy la a nie bez dumy. Omal si  nie zdradzi .
Tamara skin a g ow  przyzwalaj co.
- Powiedz,  e wszyscy, którzy sobie tego  ycz , mog  si  schroni  w pa acu.
Malcolm wyda  si  Catharinie taki dostojny, kiedy wypowiada  te s owa. Jak e zaimponowa o jej to,  e wszyscy szukaj  u niego rady i wsparcia.
- Pozostali - mówi  dalej Malcolm - pójd  wraz ze mn  sprawdzi  stan chat i budynków gospodarskich.
- Wydaje mi si ,  e wytrzymaj  nawa nic  - rzek  zarz dca. - Najbardziej jest zagro ona zagroda dla  wi .
W kwadrans pó niej w holu zaroi o si  od przyby ych ludzi. Pani Tamara z siostr  stara y si  ulokowa  wszystkich w najwi kszym salonie. Elsbeth

sta a z boku i obgryzaj c paznokcie, obserwowa a z ciekawo ci  nieoczekiwanych go ci.

Panna Inez nie kry a swego niezadowolenia i w przeciwie stwie do Tamary podkre la a na ka dym kroku swoj  wy szo

.

- Witaj, Joachimie! - zagadn a w przelocie Catharina i cmokn wszy ch opca, po pieszy a do kuchni odnie

 herbat , o której w nat oku zdarze

wszyscy zapomnieli. Kucharce wydano ju  polecenie, by wszystkich przyby ych w miar  mo liwo ci nakarmi .

Catharina zauwa

a,  e w ród s

by zapanowa o poruszenie. Uwa ali si  za lepszych od robotników pracuj cych w polu i w obej ciu, dlatego z

oburzeniem przyj li polecenie, by serwowa  im jaki  posi ek, na domiar wszystkiego w salonie.

Catharina, wywodz ca si  z wy szych sfer, uzna a w pierwszej chwili sytuacj  za zabawn , zaraz jednak u wiadomi a sobie, jak niewiele wiedzia a o

yciu pospólstwa, jego pogl dach i zwyczajach. Mo e jednak, mimo wszystko, dni sp dzone w Markanäs przynios y jej jak

 korzy

? Pomog y

rozszerzy  horyzonty? Chyba by o mi to potrzebne, pomy la a samokrytycznie.

Wracaj c przez hol, natkn a si  na Malcolma, który si  po co  wróci . Korzystaj c z tego,  e wokó  panowa  nieopisany gwar, zapyta a:
- Czy mog  pój

 z tob ? Mo e si  na co  przydam?

Wida  by o,  e ch tnie widzia by j  u swego boku, czy to ze wzgl dów bezpiecze stwa, czy z innych powodów. Po chwili namys u odpar  jednak:
- Lepiej zosta  w domu. Za bardzo rzuci oby si  to w oczy. Tylko b agam ci , zachowaj ostro no

 i... nie zapomnij,  e mamy si  spotka  pó nym

wieczorem. Nie zd

ymy o wpó  do jedenastej, tak jak planowali my, ale mo e godzin  pó niej?

Kiwn wszy g ow  na znak zgody, odesz a.
By a nieopisanie szcz

liwa,  e Malcolm nada  pragnie spotka  si  z ni  sam na sam. Jej twarz rozpromieni  radosny u miech. Odwróci a si  i omal

nie zderzy a si  z pani  Tamar  stoj

 obok córki w drzwiach salonu. Elsbeth nie spuszcza a wzroku z Cathariny.

Nie mog y nic s ysze , na pewno nic nie s ysza y, pociesza a si  dziewczyna. Ale pewnie troch  si  dziwi ...
Odetchn wszy g boko, z udawanym spokojem min a obie damy i wesz a do salonu, który ca kiem zmieni  swój wygl d. Uderzy  j  w nozdrza odór

ubra  ch opów pracuj cych w oborze, wo  wilgotnej skóry i ca a gama obcych zapachów.

Dzieciaki, szczególnie dziewczynki, siedz c na kraw dzi krzese  patrzy y z rozdziawionymi buziami na gobeliny i aksamitne kotary. Ch opcy za  nie

mogli oprze  si  pokusie, by nie dotkn

 figurek ze z ota i ko ci s oniowej postawionych dla ozdoby na rokokowej komodzie. Raz po raz która  z matek

musia a klapsem powstrzyma  swe latoro le.

Catharina kr

a pomi dzy ch opskimi rodzinami, nape nia a pó miski, cz stowa a napojami i przyja nie zagadywa a wszystkich.

To ja powinnam by  wasz  dziedziczk , my la a rozczulona i zarazem zasmucona. Tymczasem widzicie mnie w ca kiem innej roli...
Podesz a do kolejnego stolika i a  podskoczy a, wyrwana gwa townie ze swych rozmy la . Który  z siedz cych tam podstarza ych ch opów,

niezdolnych ju  do pracy w polu, klepn  j  w po ladek i gwizdn  przeci gle. Pozostali  miali si  i mrugali do niej.

Catharina prze

a szok. W pierwszym odruchu chcia a przywo

 do porz dku bezczelnego gbura, ale zdo

a si  powstrzyma , ujrzawszy w

pobli u naburmuszon  pann  Inez. Ograniczy a si  jedynie do ostrego spojrzenia.

Wichura nie ustawa a, szyby dr

y pod naporem silnych podmuchów wiatru. Catharina us ysza a, jak jakie  kobiety z l kiem w g osie rozprawiaj  o

bandzie Torstenssona. Czego one si  w

ciwie boj ? pomy la a. Przecie  ich skromny dobytek na pewno nie stanowi pokusy dla takich z odziei.

W drzwiach frontowych pojawi  si  Malcolm i zawo

 g

no:

- Karin!
Po piesznie wysz a mu naprzeciw, k tem oka dostrzegaj c zatroskan  twarz pani Tamary i zagniewan  Elsbeth. Panna Inez patrzy a z wyra nym
zdumieniem.
- Karin, czy mog aby  opró ni  magazyn przy schodach kuchennych? Musimy tam przenie

 prosi ta. Zagroda dla  wi  runie lada moment. I

przynie  moj  kurtk  z gabinetu. Dasz j  staremu Svenssonovi.

Wyszed , nim zd

a cokolwiek odpowiedzie .

Trzy damy, które zaniepokoi o troch  zainteresowanie Malcolma s

, rozpogodzi y si  s ysz c,  e kierowa a nim jedynie troska o prosi ta.

Catharina znalaz a kurtk  Malcolma i zapyta a w salonie o Svenssona. Staruszek ruszy  ku wyj ciu, a tymczasem Catharina posz a do kuchni.

Wybra a okr

 drog  przez jadalni . Mimo panuj cego pó mroku przy kredensie ze srebrami dostrzeg a dwóch m

czyzn, którzy na odg os kroków

odwrócili si  gwa townie. Byli zbyt m odzi, by chroni  si  we dworze, poza tym ich twarze po yskuj ce w ciemno ciach wyda y jej si  ma o sympatyczne.

To banda Torstenssona, ol ni o j . Zdj ta l kiem, zmusi a si , by przybra  naturalny ton.
- Chyba s yszeli cie,  e macie siedzie  w salonie, a nie kr ci  si  po ca ym domu - ofukn a ich i posz a dalej, nie zwracaj c uwagi na przeprosiny,

jakie wymamrotali pod nosem. Kuchennym korytarzem pod

a bez tchu do wyj cia.

Silny podmuch wiatru uderzy  w dziewczyn , omal jej nie przewracaj c. W ostatniej chwili uczepi a si

ciany. Nie zdawa a sobie sprawy,  e wieje z

tak  si . W ciemno ciach straci a orientacj . Nieoczekiwanie z pomoc  przyszed  jej ksi

yc, który wychyli  si  zza postrz pionych chmur gnaj cych po

niebie i o wietli

cian  pa acu. Jej oczom ukaza y si  okna sali balowej, mign  rz d portretów. Odwróci a si  po piesznie, bo o

o w niej przykre

wspomnienie. Wiedzia a ju  jednak dok adnie, w którym miejscu si  znajduje.

Zgi ta wpó  przedziera a si  przez park. W oddali od strony zabudowa  gospodarskich us ysza a przera liwy kwik prosi t i g

ne przekle stwa

robotników. Z ciemno ci wy oni a si  wysoka posta  i doszed  j  g os Malcolma.

- Panie dziedzicu...
- Catharina? Karin? Co ty tu robisz? Mia

 przecie  ...

- Panie dziedzicu, widzia am w jadalni jakich  zbirów - mówi a zdyszana. - Wydaje mi si ,  e nale

 do bandy Torstenssona. Kradli srebro. Pewnie

wykorzystali zamieszanie, poza tym w holu tyle razy gas y lampy... A mo e dostali si  kuchennym wej ciem?

Ch opi zgromadzili si  wokó  nich i s uchali urywanych wyja nie  Cathariny.
- Ilu ich by o?- spyta  Malcolm, k ad c jej r

 na ramieniu.

- Widzia am dwóch - odpowiedzia a, czuj c ciep o w sercu.
- Ale mog o by  ich wi cej. Hans, wsiadaj na konia i czym pr dzej sprowad  tu lensmana. Wy trzej zajmiecie si  prosi tami, a pozostali pójd  ze mn

- zarz dzi  Malcolm. - Czy kto  ma strzelb ?

- Ja mam - rozleg  si  g os zarz dcy.
- Doskonale. Karin - zwróci  si  Malcolm do dziewczyny. - Pójdziesz do mojego gabinetu. Ty mo esz porusza  si  swobodnie po domu, nie

wzbudzaj c podejrze . W szufladzie biurka jest schowany pistolet, a w dolnej szufladzie w bocznej szafce le y pude ko z amunicj . Ukryj to wszystko
pod ubraniem i przynie  tutaj.

Malcolm by  przekonany,  e Catharina wybierze frontowe drzwi, gdzie kr ci o si  wiele osób i nic nie mog o jej zagra

, tymczasem dziewczyna

wróci a po piesznie t  sam  drog , któr  przybieg a. Znikn a w mroku i nikt nie zauwa

,  e pod

a w stron  kuchennego wej cia.

W sieni zderzy a si  z pi cioma drabami.
- Czy nie mówi am ju  wam,  e nie wolno pl ta  si  po ca ym domu? - zawo

a g

no w nadziei,  e kto  j  us yszy.

Tymczasem Malcolm, nie wiadom, któr dy posz a Catharina, zaczai  si  przy tym samym wej ciu.
- Odsu  si , dziewczyno! - zawo

 pogardliwie jeden z rabusiów na widok s

cej i popchn  j  na bok. Niemal jednocze nie otworzy y si  drzwi i do

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

rodka wtargn  Malcolm ze swymi lud mi.  atwo si  domy li , jakie uczucia nim ow adn y, gdy zobaczy  Catharin  szarpi

 si  z pi cioma

opryszkami. Zrozumia , ile znaczy dla niego ta drobna dziewczyna. Przeklina  w duchu sw  nieostro no

. Jak móg  j  wys

 po bro , nie upewniwszy

si ,  e wejdzie frontowymi drzwiami?

Nie namy laj c si  ani chwili, jeden z bandytów obezw adni  brutalnie Catharin  i przystawi  jej nó  do gard a.
- Jeden krok, a zad gam dziewczyn ! - wrzasn .
Malcolm sta  jak skamienia y, patrz c na rabusiów wycofuj cych si  w g b domu z Catharina jako zak adniczk .
Na szcz

cie kilku ch opów Malcolma wykaza o si  roztropno ci  i zosta o przed budynkiem. Kiedy us yszeli, co si  dzieje, wbiegli do  rodka

ównym wej ciem i zaskoczyli bandytów od ty u. Zarz dca, który tak e by  z nimi, podniós  nie nabit  strzelb  i zawo

:

- Pu

cie dziewczyn , i to natychmiast!

Przywódca, prawdopodobnie sam Torstensson, zakl  siarczy cie i poci gn  zak adniczk  w stron  drzwi, które mign y mu w pó mroku.
- T dy! Szybko! - krzykn .
- Nie! - zawo

a Catharina. - To piwnica!

Ale bandyci ju  otworzyli drzwi i wepchn wszy dziewczyn , przecisn li si  za ni . Catharina poczu a,  e ziemia usuwa jej si  spod stóp.
ROZDZIA  VII
Na szcz

cie schodzi a ju  kiedy  t dy i wiedzia a, z której strony mo na przytrzyma  si  por czy. Dwaj rabusie run li z hukiem w dó , dwóch innych

ch opi zd

yli pochwyci  w korytarzu, na schodach za , tu  obok Cathariny, zosta  tylko jeden. Zd

 jednak w ostatniej chwili zaryglowa  drzwi. Po co,

na mi

 bosk ,  elazna sztaba od strony piwnicy? zdumia a si  przera ona dziewczyna, s ysz c, jak Malcolm ze swymi pomocnikami szarpie ci

kie

wrota.
- Catharina! - us ysza a g os ukochanego.

 mego prawdziwego imienia, pomy la a. To znaczy,  e jest bardzo zdenerwowany.

- Tu jes... - nie doko czy a, bo jaka  silna d

 zas oni a jej usta i zosta a brutalnie poci gni ta w dó .

- Prowad  do wyj cia - warkn  rabu , którym by , jak s dzi a, sam Torstensson.
- Nie znam drogi - zdo

a wydusi  przez zas oni te usta. - Jestem tu nowa.

- Nie kr

! Idziemy, pospiesz si !

Nagle potkn li si  o opryszka, który spad  ze schodów i musia  si  mocno pot uc, bo zwija  si  z bólu.
- Wstawaj - rozkaza  mu Torstensson.
- Nie mog , a Kalla chyba si  zabi .
- Wstawaj, jak ci ka

 - zdenerwowa  si  szef bandy i zakl  siarczy cie.

Poszkodowany podniós  si  z j kiem.
- Prowad  nas do wyj cia, ma a!
W przyp ywie desperacji Catharina wyrwa a si  napastnikowi i pop dzi a na o lep, s ysz c z ty u gro ne nawo ywania, aby zawróci a.
Gdzie  tu musz  by  jeszcze jedne schody, my la a gor czkowo. Te, którymi zszed  Malcolm! Tylko gdzie?
Och, Malcolmie, ile jeszcze nieszcz

 spadnie na ciebie i twoje Markanäs? Czy nie do

 cierpisz, zmagaj c si  z przekle stwem ci

cym nad

dworem, od pokole  nale

cym do twego rodu? Trzeba by o jeszcze takich zbirów, by ci zatru

ycie? Dlaczego to dotyka w

nie ciebie, szlachetnego

i wra liwego cz owieka o wielkim sercu?

Catharina, opieraj c si  jedn  r

 o o liz y mur, posuwa a si  naprzód. Za plecami s ysza a g osy goni cych j  m

czyzn. Ranny, nie mog c

zapewne nad

, j cza  g

no:

- Poczekaj na mnie, Torstensson!
A wi c s usznie si  domy la a,  e to sam herszt bandy.
Jemu nie chodzi o to, by mnie z apa , pociesza a si , szuka po prostu wyj cia. Ciekawe, w jakim stanie jest ten drugi. Z pewno ci  nie jest z nim

dobrze, skoro tak g

no j czy.

Catharina znalaz a si  nagle w jakim  pomieszczeniu. Znikn  mur i odnosi o si  wra enie,  e wokó  jest wi ksza przestrze . Przykucn a pod  cian

tu  za rogiem, za ustawionymi w tym miejscu workami z w glem.

Potykaj c si , Torstensson min  j  z ha asem i znikn  gdzie  w piwnicznej otch ani. Ale co si  sta o z tym drugim? Z oddali dochodzi o jakie

powolne cz apanie. Czy by zab dzi , pogubi  si  w ciemnych korytarzach?

Có , ona tak e straci a ca kiem orientacj  i nie mia a poj cia, gdzie si  dok adnie znajduje.
Znów us ysza a jakie  dalekie odg osy. Pewnie Malcolm ze swymi lud mi zszed  drugimi schodami. Ale to musia o by  gdzie  na drugim ko cu

budynku! Pewnie w s siednim skrzydle. Gdyby jeszcze mog a wezwa  pomocy! Tymczasem ba a si  nawet pisn

, wiedz c,  e gdzie  w pobli u czyha

dwóch gro nych rabusiów. Jeden co prawda by  prawdopodobnie unieszkodliwiony, ale póki nie mia a ca kowitej pewno ci w tym wzgl dzie, wola a nie

ryzykowa .
Czy odwa y si  pój

 w kierunku dochodz cych z dala g osów? Chyba tak, napi te do granic wytrzyma

ci nerwy i tak nie pozwol  jej siedzie  w

jednym miejscu i czeka .

W piwnicznych korytarzach panowa y grobowe ciemno ci, kiedy jednak Catharina mimo l ku ruszy a po omacku naprzód, dotar a do przej cia

biegn cego zapewne wzd

 zewn trznej  ciany pa acu. Przez umieszczone wysoko trzy okienka s czy o si  ksi

ycowe  wiat o. Nie by a pewna, czy

powinno j  to cieszy . Wprawdzie widzia a teraz lepiej, ale równocze nie sama bardziej rzuca a si  w oczy.

skie g osy s ycha  by o coraz bli ej, kto  wo

 j  po imieniu, s ysza a te  Malcolma. Ba a si  jednak odpowiedzie  na te nawo ywania. Postanowi a

poczeka , a  m

czy ni podejd  ca kiem blisko. Minuty nerwowego oczekiwania ci gn y si  niemi osiernie, gdy nagle, ku swej rozpaczy i przera eniu,

us ysza a g osy spiesz cych jej na ratunek m

czyzn gdzie  na ukos za swymi plecami.

Pocz tkowo nic nie pojmowa a, zaraz jednak zorientowa a si ,  e przez t  ogromn  piwnic  prowadzi równolegle kilka korytarzy.
To znaczy,  e si  min li. Jak teraz zdo a dotrze  do Malcolma? Ju  mia a zawo

, gdy nieoczekiwanie us ysza a w pobli u tu  za sob  niepewne

kroki.
Bezwiednie wydoby a z siebie cichy zduszony krzyk, po czym niewiele si  namy laj c, poderwa a si  i pogna a przed siebie. Min a okienka i

przera ona do utraty zmys ów p dzi a dalej, r kami obmacuj c szorstkie mury. Nagle potkn a si  na nierównym kamiennym pod

u i upad a,

uderzaj c si  w g ow . Le

a, nie maj c si , by si  podnie

, poranione d onie piek y j  niemi osiernie.

Roz alona pomy la a sobie,  e na górze w salonie siedz  sobie spokojnie okoliczni ch opi z rodzinami, gdy ona tymczasem le y w ciemnej piwnicy...
Ale co to? Kroki pod

y w  lad za ni . Powolne, niepewne...

Catharina ca kiem straci a panowanie nad sob . Rzuci a si  do ucieczki, w mroku badaj c wyci gni tymi ramionami przestrze  wokó  siebie.

Tymczasem z otch ani dochodzi o ci

kie sapanie. Zatrzyma a si  na moment, po czym ruszy a w przeciwnym kierunku. Nie s ysza a ju  ani Malcolma,

ani jego pomocników, pewnie dotarli do schodów, przy których le

 bez ducha jeden z bandytów. Bieg a jak oszala a, nie zastanawiaj c si , czy w

dobr  stron . Nagle znów potkn a si  o kamie  i upad a. R kami wyczu a jakie  kraty,  elazn  furtk , czy co  w tym rodzaju. Ostro nie chwyci a za
pr ty i szarpn a lekko. Poczu a opór, ta krata musia a by  ogromna. Smuga ksi

ycowego  wiat a przedar a si  przez piwniczne okienka i rozja ni a

mrok. Za krat  znajdowa a si  jaka  wn ka. Ksi

yc schowa  si  za chmury i znowu zapanowa y egipskie ciemno ci. Ale Catharina zd

a zauwa

za  elaznymi pr tami wyprostowan  posta  kobiety, spogl daj cej na ni  z góry.

Krzykn a, przera ona do utraty zmys ów. Oderwa a d onie od pr tów i odwróciwszy si  na pi cie uciek a z tego miejsca. Wo

a Malcolma. Nie

wiedzia a, ile razy potyka a si  i przewraca a, nie zwraca a na nic uwagi. Wpad a na kogo , kto tylko zakl  i usi owa  j  z apa , ale ona wyrwa a si  i
bieg a dalej, wci

 s ysz c skrzypienie kraty. Gdzie  w oddali w s siednim korytarzu kto  wzywa  pomocy. I wreszcie us ysza a g os Malcolma.

- Catharina! - wo

.

Z p aczem pobieg a ku niemu, ale wpad a znów na jak

cian  czy drzwi i zrezygnowana osun a si  na ziemi , szlochaj c rozpaczliwie.

- Tutaj jest! - krzykn  kto  i chwyci  j  za ramiona. - Tu w  rodku!
- Pu

 mnie! Zostaw! - szlocha a.

- Dobrze, ju  dobrze, Karin - us ysza a g os zarz dcy. - To my, znale li my ci , ju  nie musisz si  ba !
Ale oto dobieg  Malcolm i obj  j  bezpiecznym ramieniem. Wtuli  policzek w jej w osy, chc c j  pocieszy . Kiedy uspokoi a si  troch , wymamrota a
niewyra nie:
- By a tam, widzia am j .
- J ? Chyba ich! Przecie  na dole skry o si  kilku rabusiów.
- Jeden spad  ze schodów i mocno si  poturbowa .
- Jeden le

 zabity - liczy  Malcolm. - Razem dwóch.

Kiwa a g ow , wtulona przez ca y czas w jego ciep  kurtk , i usi owa a opanowa  p acz.
- Torstensson jest gdzie  blisko. Przed chwil  si  z nim zderzy am.

czy ni ruszyli po piesznie we wskazanym przez dziewczyn  kierunku.

- Czy dlatego tak si  wystraszy

? - pyta  Malcolm.

- Nie, ale to by a ona... tam w krypcie... Agneta Järncrona. Zabierz mnie st d, Malcolmie. Wyprowad  mnie z tych ciemno ci!
Na nowo zala a si

zami.

- Nie, poczekaj! Jaka krypta? O czym ty mówisz?
- Kraty. Widzia am j  tam w blasku ksi

yca wpadaj cym przez dwa okienka.

Odezwa  si  zarz dca, który przez ca y czas sta  w pobli u:
- Dwa okienka? Wiem w takim razie, gdzie to by o.
- Ja tak e - powiedzia  Malcolm. - Chod , Catharino!

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Zarz dca zastanawia  si , dlaczego dziedzic uparcie nazywa s

 Karin innym imieniem, ale nie  mia  go o to zapyta .

- Nigdy! Nie wróc  tam za  adne skarby. Chc  st d wyj

.

- Tam ci nic nie grozi - uspokaja  Malcolm dziewczyn . - Pójdziemy razem, mamy lampy, nie ma si  czego ba .
Zrezygnowana apatycznie ruszy a za m

czyznami, kurczowo trzymaj c Malcolma za r

.

Nie uszli daleko, gdy dosz y ich jakie  przekle stwa i odg osy bójki.
- Z apali Torstenssona - stwierdzi  zarz dca. - Chyba zmusili go, by si  podda .
- Chc  na gór  - poj kiwa a zrozpaczona dziewczyna.
- Zaraz wyjdziemy - pociesza  j  Malcolm. - Tu niedaleko znajduj  si  drugie schody.
Jak oni si  orientuj  w tym labiryncie korytarzy? zastanawia a si  oszo omiona.
Ale piwnica o wietlona lampami nie wygl da a ju  tak strasznie.
Min li jednego z ch opów, który zdyszanym g osem meldowa ,  e z apali dwóch opryszków.
- Jeden jest nieszkodliwy - doda . - Wynie li my go kuchennym wyj ciem. Podobno lensman ju  przyjecha .
- Doskonale. W takim razie mamy ca  pi tk .
- Tak, band  Torstenssona w komplecie.
- Troch  si  wi c tu, w Markanäs, przys

yli my sprawie - orzek  z dum  Malcolm. - Ale to g ównie zas uga Karin!

Catharina jednak wcale nie zareagowa a na pochwa . Pragn a tylko jednego: wyj

 z piwnicy.

- Przepraszam,  e pytam - wtr ci  si  zarz dca. - Jak ona w

ciwie ma na imi , Karin czy Catharina?

Dopiero teraz Malcolm u wiadomi  sobie z przera eniem,  e si  wielokrotnie przej zyczy . Odpar  jednak przytomnie:
- Karin. Ci gle mi si  myl  te imiona.
- Dlaczego tak si  przerazi

? - spyta a go szeptem Catharina, kiedy zarz dca ich wyprzedzi .

- Ona czyha na ciebie - wymamrota  tylko i zamilk .
„Ona?” Czy by wi c Malcolm mimo wszystko wierzy ,  e Agneta Järncrona straszy w pa acowych korytarzach?
Zatrzymali si , gdy zarz dca odwróci  si  do nich i podniós  w gór  lamp . Catharina  miertelnie si  wystraszy a pod wietlonej postaci i zawróci a,

umi c okrzyk.

- Nie! Catharino, stój! - powstrzyma  j  Malcolm. - Tu nie ma nic gro nego! Czy to t  krat  widzia

?

- Tak - pisn a 

nie.

- K ódka nie powinna by  zamkni ta - powiedzia  z gniewem zarz dca.
- Nie. Ale przecie , kiedy t dy schodzili my, by a otwarta! - odpar  zdziwiony Malcolm i zwracaj c si  do dziewczyny, rzek : - Spójrz, to, co wzi

 za

krypt , jest wn

 ze schodami prowadz cymi na gór .

- Ale ja j  widzia am! Sta a za krat !
- Pos uchaj, Catharino! To znaczy Karin. W Markanäs nie ma  adnej krypty i nigdy nie by o. Wszyscy moi przodkowie zostali pochowani w pobliskim

ko ciele. Agneta Järncrona tak e.

Zarz dca spojrza  na Malcolma i potrz sn  g ow  w zamy leniu.
- Ona znów staje si  niebezpieczna - powiedzia .
- Tak, musimy co  zrobi  - potwierdzi  Malcolm.
- S usznie. Z jakiej racji wszyscy maj  cierpie  przez jedn  osob ? Zamkn a k ódk ,  eby Karin nie mog a si  wydosta ... - doda  tym samym tonem.
- Tak przypuszczam - westchn  Malcolm.
- To prawda, kiedy zbli

am si  do kraty, us ysza am jaki  trzask - wtr ci a Catharina.

- Hmm... - westchn  Malcolm nieobecny duchem. - Wyjd my st d!
Nareszcie upragnione s owa, na które tak czeka a.

czy ni otworzyli k ódk  i poprowadzili dziewczyn  schodami na gór . Z uczuciem ulgi wysz a z ciemnej piwnicy do holu, tu  przy schodach na

pi tro.

Na spotkanie wybieg y im pani Tamara i jej siostra.
- Moja droga, co z tob ? Biedactwo, przez co musia

 przej

! - lamentowa a.

W drugim ko cu holu sta a Elsbeth i obserwowa a oboj tnie zamieszanie. Catharina rozejrza a si  wokó , bo wyda o jej si ,  e w domu dziwnie

ucich o. A Tamara, która dostrzeg a zaskoczenie s

cej, wyja ni a:

- Wszyscy ju  sobie poszli. Kiedy dowiedzieli si ,  e z odziejska banda grasuje w pa acu, woleli wróci  do swych chat. Ale teraz chod , zaprowadz

ci  do kuchni,  eby  si  mog a troch  ogarn

. Wygl dasz okropnie.

Catharina popatrzy a na swe obola e d onie, pokryte zadrapaniami i kurzem. Pewnie twarz tak e mia a brudn . Co te  Malcolm sobie pomy li?
Ale on nie by  zbyt rozmowny.
- K ódka by a zamkni ta - wyja ni  tylko.
W drodze do kuchni Catharina us ysza a ciche s owa Inez, skierowane do siostry:
- Tamaro, d

ej tak nie mo na!

Pani Tamara nie odezwa a si , westchn a jedynie ci

ko.

W kuchni panowa  o ywiony ruch. Ch opi, którzy brali udzia  w  ciganiu bandytów, opowiadali swe prze ycia. Lensman aresztowa  czterech

przest pców, a cia o zabitego zabrano. Na widok gospodarzy przechwa ki ucich y i wszyscy ochoczo pomogli Catharinie umy  si  i doprowadzi  do

adu. Malcolm delikatnie opatrzy  jej otarcia na r kach. Wstydzi a si  mu jednak przyzna ,  e kolana tak e mocno pot uk a. Postanowi a pó niej sama

przemy  rany.

Elsbeth, stoj c w drzwiach, spogl da a na nich skwaszona.
- Te  mi zamieszanie! - prychn a pod nosem. - Z powodu jakiej  s

cej!

Panna Inez straci a cierpliwo

.

- Milcz! - krzykn a i szarpn wszy dziewczynk  za rami , wyprowadzi a. - Do 

ka!

Pani Tamara popatrzy a za nimi zatroskana, ale nie kiwn a nawet palcem, by przyj

 córce z odsiecz .

Histeryczne krzyki obra onej Elsbeth d ugo jeszcze rozlega y si  w ca ym pa acu.
- Dlaczego nikt si  o mnie nie troszczy? Przez chwil  zostawili cie mnie zupe nie sam  w salonie. Wiesz,  e Agneta mog a przyj

 i mnie zabra ,

kiedy Malcolm sobie biega  po piwnicy?

W kuchni nikt nie skomentowa  nawet jednym s owem zachowania dziewczynki.
- A co z prosi tami? - zapyta a nieoczekiwanie Catharina.
- Nie s yszysz ich? - u miechn  si  Malcolm.
Rzeczywi cie, teraz u wiadomi a sobie,  e docieraj  do jej uszu jakie  dziwne d wi ki; to by o pokwikiwanie prosi t, niespokojnych w nowym
miejscu.
Na podrapanej twarzy dziewczyny pojawi  si  promienny u miech.
- Umie cili cie je w magazynie? - zapyta a.
- Tak, zd

yli my wszystkie przenie

 dos ownie w ostatniej chwili, nim zagroda run a.

Catharina ws ucha a si  w hulaj cy za oknami wiatr. Uderza  w  ciany pa acu z nie s abn

 si , targa  koronami drzew i z wyciem przetacza  si

przez równin . Do piwnicy dochodzi y tylko st umione odg osy wichury, zreszt  uwag  mia a skupion  na czym  innym...

Znów przenikn  j  dreszcz l ku, wi c czym pr dzej porzuci a przykre wspomnienia.
Panna Inez wróci a do kuchni, trzymaj c w r ce kube  z wod .
Elsbeth st uk a doniczk  z kwiatami i zabrudzi a pod og  - powiedzia a wyra nie wzburzona. - Kaza am jej sprz tn

 i wynie

 wiadro z wod  do

kuchni. Ale my licie,  e pos ucha a? Odstawi a je ukradkiem do k ta pod schodami!

Pani Tamara milcza a, ale na jej twarzy malowa o si  przygn bienie. Malcolm tak e nic nie mówi .
- Pójd  chyba si  przebra  na gór  - przerwa a cisz  Catharina. - Bardzo dzi kuj  wszystkim za pomoc - doda a i dygn a.
- Mo esz si  ju  po

, Karin. Mia

 ci

ki dzie  - powiedzia a pani Tamara, a jej zazwyczaj pe en rezerwy g os zabrzmia  przyja nie. - W

ciwie

ju  wszyscy powinni my uda  si  do 

ek, bo zrobi o si  pó no.

Catharina z wdzi czno ci  przyj a jej s owa.
Malcolm popatrzy  na Catharin  wymownie, jakby pragn  jej da  do zrozumienia,  e ch tnie odprowadzi by j  do pokoju na poddaszu, ale

powstrzymywa a go obawa, co inni sobie pomy

. Poleci  jednak której  ze s

cych towarzyszy  Catharinie, co dziewczyna przyj a z wdzi czno ci .

Kiedy znalaz a si  w swoim pokoiku, spojrza a na zegar. Dochodzi a jedenasta. Zdziwi a si , bowiem wydawa o si  jej,  e w tej okropnej piwnicy

sp dzi a pó

ycia.

Umy a si  i przebra a, ale zamiast koszuli nocnej za

a sw  od wi tn  sukienk . W przyp ywie wisielczego humoru pomy la a sobie,  e mo e

dobrze si  sta o, i  nie jest  on  Malcolma. Nie mog aby tu spokojnie 

 ze  wiadomo ci ,  e w zakamarkach piwnicznych korytarzy czai si  duch

Agnety Järncrony. Nie znios aby tego!

Zaraz jednak ogarn  j

al, bo tak naprawd  odda aby wszystko, by móc by  blisko ukochanego.

Poczu a w sercu ciep o na my l o tym,  e za chwil  spotka si  z nim sam na sam. Nie mia a poj cia, o czym chce z ni  pomówi , ale przeczuwa a

niejasno,  e postanowi  nak oni  j  do wyjazdu.

ugo usuwa a z w osów paj czyny i kurz, 

uj c,  e nie ma do

 czasu, by umy  g ow . Zapragn a pi knie wygl da  i pachnie

wie o z

niejasnego powodu, do którego nie chcia a si  przyzna  nawet przed sob .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Kiedy w ko cu przejrza a si  w niewielkim, zmatowia ym lusterku, uzna a wynik swych stara  za zadowalaj cy. Wygl da a nie le, poza drobnymi

zadrapaniami na nosie, które, mia a nadziej , Malcolm jako  przeboleje.

Odetchn a g boko, próbuj c si  odpr

 i nabra  odwagi przed zbli aj

 si  chwil  spotkania. Dobry Bo e, modli a si , spraw, by nie kaza  mi

st d wyje

!

ROZDZIA  VIII
Kiedy zegary w pa acu wybi y wpó  do dwunastej, Catharina znalaz a si  na umówionym miejscu, na mrocznych schodach za kuchni . Serce wali o

jej ze strachu. Prze ladowa a j  my l,  e gdzie  z zakamarków wy oni si  nagle posta  bia ej damy.

Wprawdzie nikomu si  dot d nie ukaza a, ale wszyscy wiedzieli,  e kr

y po domu i zabija tych, których nie akceptuje, siej c powszechny strach!

Catharina w ko cu nie otrzyma a wyja nienia, kogo zobaczy a w piwnicy za  elazn  krat  ani te  kto j  chwyci  za nog , gdy wchodzi a po schodach.

Prawd  powiedziawszy, nic jej nie wyt umaczono.

ba po

a si  ju  spa . Catharina, wykonuj c pokornie polecenia kucharki i innych, cz sto przy apywa a si  na my li o tym, i  to jej powinni

ucha . Ciekawe, jak by zareagowali, gdyby si  dowiedzieli, kim naprawd  jest?

Ale nigdy nie us ysz  tego z jej ust, co napawa o j  ogromnym smutkiem. Bynajmniej nie z tego powodu,  e nie b dzie rozkazywa  kucharkom, ale

dlatego,  e nie po lubi Malcolma.

A tak bardzo tego pragn a! Teraz, gdy go pozna a, pokocha a go ca ym sercem.
Za plecami us ysza a jakie  skradaj ce si  kroki i cichy szept Malcolma:
-  ci gnij buty i chod !
Zrobi a, co jej kaza . Kiedy weszli po schodach na pi tro, chwyci  j  za r

 i poprowadzi  do swego pokoju.

Zdumia o j ,  e si  na to odwa

, i zadr

a na sam  my l,  e kto  by móg  ich teraz zobaczy .

Malcolm przekr ci  klucz w zamku i zwróci  si  do niej ze s owami:
- Musimy rozmawia  szeptem. Mam nadziej ,  e ci to nie przeszkadza.
- Nie, wcale - odpowiedzia a i wzdrygn a si , bo oto znów przerazi  j  widok zagadkowych drzwi zamkni tych na cztery spusty, o których w nat oku

ostatnich zdarze  ca kiem zapomnia a. Min  strach przed rabusiami Torstenssona i wichur , ale ze zdwojon  si  powróci  ów pierwotny l k. Jakie
tajemnice skrywa ten stary dwór? my la a z trwog .

W pokoju Malcolma Catharina bywa a codziennie. Nigdy jednak nie przychodzi a tu wieczorem. Nie wiedzia a, co powiedzie . J zyk, ba, i mózg

odmówi y jej pos usze stwa. Bo oto w ciep ym blasku lampy sta  przed ni  wspania y m

czyzna. Gdy Catharina patrzy a w jego ciemne, wyra aj ce

bok  trosk  oczy, gdy widzia a jego zdradzaj

 si , ale i wielk  wra liwo

 twarz, wyda  jej si  niezwykle poci gaj cy. By a pewna,  e mog aby go

pokocha  ca ym sercem, w

ciwie czu a,  e ju  si  to sta o. Chocia  czy to nie za wcze nie, by uczucie, które ni  zaw adn o, nazywa  mi

ci ?

Ale przecie  on tak e da  jej co  podobnego do zrozumienia. Na sam  my l o tym,  e ten cudowny m

czyzna odwzajemnia jej uczucia, dozna a

zawrotu g owy. W naj mielszych marzeniach nie przypuszcza a,  e ona, pozostaj ca w cieniu swych pi knych sióstr, spotka w ma

stwie prawdziw

mi

, ale zawsze pragn a by  dobr

on  i wspiera  swego m

a w trudach  ycia.

Ale tak by o, zanim zobaczy a i pozna a bli ej tego atrakcyjnego m

czyzn .

- Catharino, male ka - odezwa  si  czule. - Jeste  wspania a, nie zas ugujesz na taki los.
- Malcolmie, wyt umacz mi, o co w tym wszystkim chodzi?
- Niestety, kochana, nie mog  ci nic wyjawi , cho  pragn  tego ca ym sercem. Jestem zwi zany przysi

 - westchn  ci

ko. - Przez wiele lat

czu em si  rozdarty pomi dzy ow  przysi

 a zobowi zaniami wobec ciebie. W ko cu musia em dokona  wyboru. Nie s dzi em jednak... nie mia em

poj cia,  e ty i ja...  e my...  e b dzie to takie bolesne dla twoich sióstr, rodziców, no i przede wszystkim dla mnie. Bóg mi  wiadkiem,  e bardzo bym
pragn  mie  ci  u swego boku na zawsze! Ale ty mog aby  przyp aci  to  yciem, a tego nigdy bym sobie nie darowa .

- Dlaczego nie mo esz z ama  tej przysi gi?
- Bo z

em j  umieraj cemu, a konsekwencje dotkn yby nie mnie, lecz kogo  innego. Mam jednak pewien plan - szepn  prostuj c si . -

Domy lam si ,  e tobie, tak jak i mnie, b dzie trudno znie

 rozstanie. Wydaje mi si ,  e znalaz em wyj cie. Nie jest to, co prawda, rozwi zanie, które w

pe ni by mnie zadowala o, ale mam nadziej ,  e si  na nie zgodzisz.

- Powiedz, co wymy li

! - rzek a Catharina, zerkaj c k tem oka na tajemnicze zamkni te drzwi.

- Zrezygnujesz z posady. Przygoda w piwnicy mo e ci pos

 za pretekst. W Markanäs to nic nowego, wszystkie s

ce pr dzej czy pó niej

odchodz . Wyjedziesz do ciotki Aurory, która, s dz c z twoich opowie ci, jest osob  wyrozumia . Postaram si  przyjecha  do ciebie jak najpr dzej.
We miemy skromny  lub...

- Ale czy tym samym nie narazisz swego  ycia na niebezpiecze stwo?
- Moje  ycie jest pozbawione sensu - powiedzia  z gorycz . -  wiadomo

,  e gdzie  daleko mam pi kn

on ,  e odda em przys ug  jej i siostrom,

by aby dla mnie jak promyk s

ca.

- Dzi kuj , ale...
- Pomy la em te  o tobie. Pomieszkasz troch  u ciotki, a potem wrócisz do domu i og osisz,  e zosta

 wdow .

- Ale , Malcolmie!
- Ciii, nie tak g

no. Uwierz mi, tak b dzie najlepiej! Pragn  ci  prosi  tylko o jedno...

- S ucham.
- Daj mi potomka, Catharino. Chc  mie  komu przekaza  Markanäs, kiedy sko czy si  ju  ten koszmar. A je li si  nie sko czy, podpal  stary dwór i

zbuduj  nowy.

Catharina nie s ysza a ko cowych s ów. Dotar o do niej jedynie,  e Malcolm chce mie  z ni  dziecko. Czy to znaczy...
- Catharino, na mi

 bosk , co ci si  sta o? Zachwia

 si , omal nie upad

.

- Chyba mia am dzi  za wiele wra

.

- Ale odpowiedz mi, czy si  zgadzasz?
- Je li nie ma innego wyj cia, a z tego, co mówisz, wynika,  e nie ma, zgadzam si  na wszystko, o co mnie poprosisz. Malcolmie, ja... - urwa a nagle

i rozp aka a si . - Tak bardzo ci  ceni  - szlocha a. - Wydaje mi si ,  e zostali my dla siebie stworzeni. Nigdy nie marzy am,  e oka esz si  taki mi y, a
zarazem taki poci gaj cy. Nic na to nie poradz ,  e w ci gu tych kilku dni sp dzonych w Markanäs moje  ycie przemieni o si  w cudown  przygod .
Kocham ci ... Pewnie nie powinnam tego mówi , raczej zachowa  odwag  i godno

, ale moje serce jest przepe nione mi

ci  do ciebie.

- Catharino - szepn , ods aniaj c jej ukryt  w d oniach twarz.
- Jestem brzydka i nijaka.
- Jak mo esz tak mówi ! Jeste ... Cii! - Malcolm urwa  w pó  s owa i podkrad szy si  na palcach do drzwi, nas uchiwa . - Kto  tu przed chwil  by  -

szepn . - Wyjd  i sprawdz .

- Nie! Nie zostawiaj mnie tu samej z...
- Z kim? - Malcolm cofn  si  zaintrygowany.
Spojrzenie j  zdradzi o.
- A wi c chodzi ci o drzwi? - zdziwi  si  i zmarszczy  brwi. - Dobrze, chod  ze mn , ale trzymaj si  dyskretnie z ty u.
Catharina stan a wi c w progu, a on tymczasem wyszed  na korytarz. Wróci  po chwili uspokojony.
- To tylko Inez. Chyba musia a za atwi  potrzeb .
Panna Inez, poniewa  by a cz onkiem rodziny, mieszka a w tym samym skrzydle.
- Ju  wróci a do swego pokoju - oznajmi  i przekr ci  klucz. Potem odwróci  si  i powiedzia agodnie: - Catharino, my

,  e ju  najwy szy czas, by

uchyli  przed tob  r bka tajemnicy.

Ze zdumieniem ujrza a,  e Malcolm wyj  z kieszeni p k kluczy i po kolei zacz  otwiera  k ódki i zamki budz cych w niej przera enie drzwi. Z trudem

api c oddech próbowa a go powstrzyma . Uczepi a si  jego d oni.

- Nie! - krzykn a.
Ale Malcolm nie zwa

 na jej protesty i otworzy  wszystkie zamki.

Instynktownie chwyci a go za r kaw, a drug  r

 opar a o drzwi, jakby nie chcia a dopu ci , by co  si  stamt d wymkn o.

- Malcolmie - j kn a. - Nie znios  ju  dzisiaj wi cej okropno ci. Prosz  ci !
Ale on tylko si  u miechn  i nacisn  klamk . Wyobra

a sobie,  e drzwi zaskrzypi  upiornie, tymczasem otworzy y si  ca kiem bezg

nie.

Malcolm ze  wiecznikiem w jednej d oni uj  Catharin  za r

 i poci gn  do  rodka. Dziewczyna dr

a niczym li

 osiki. Z zaci ni tymi powiekami

pyta a sam  siebie w duchu, czemu si  na to godzi, kiedy us ysza a czu y, lekko rozbawiony g os Malcolma.

- Catharino, otwórz oczy!
Z zupe nie niezrozumia ych dla siebie powodów pos ucha a go. Pomieszczenie, do którego weszli, okaza o si  zwyk  garderob . Wprawdzie nie

wisia y tu ubrania, ale te  nie dostrzeg a  adnych schodów ani tajemnego przej cia. W  cianie znajdowa y si  otwory wentylacyjne, którymi dostawa o
si

wie e powietrze, mimo  e ptaki uwi y sobie tam gniazda.

Catharina rozszerzy a oczy ze zdumienia.
- Ale... - z trudem wydoby a g os.
Na  rodku sta  niewielki stó , a na nim le

y wszystkie drobne upominki, jakie mu przys

a na przestrzeni lat, oraz nie pochowane do kopert listy.

Odnosi o si  wra enie,  e kto  je cz sto czyta.

Poczu a,  e si  rumieni, wspomniawszy sw  niem dr  pisanin . Przez tyle lat wzajemnej korespondencji przyzwyczai a si  do Malcolma i pisywa a

do

 otwarcie, powierzaj c mu swe troski, przemy lenia, rado ci. Jej pseudofilozofia musia a go szczerze bawi , o ile w ogóle mia  cierpliwo

 czyta

do ko ca te gryzmo y. Skoro jednak zgromadzi  je w jednym miejscu, to mo e czyta .

- Oto moja tajemnica - rzek  powoli. - To, co uwa am za najdro sze skarby.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Pisa am takie g upstwa - wymamrota a.
- Ale  nie, Catharino!
- Najdro sze skarby, powiadasz, a przecie 
 ty mnie w ogóle nie zna

.

- Tak uwa asz? Twoje listy mi wiele o tobie powiedzia y.
Z niedowierzaniem potrz sn a g ow .
- By

 moim marzeniem - ci gn  dalej smutnym g osem. - Chc , by  wiedzia a,  e nie mia em innej kobiety. Lubi em twe listy, trafia y mi wprost do

serca. Obdarza

 mnie wielkim zaufaniem.

Kiedy jej szloch zmieni  si  w  kanie, doda  ciep o:
- Nie wolno ci mówi ,  e jeste  nijaka, nic nie warta, Catharino. Masz najpi kniejsze oczy, uwielbiam na ciebie patrze , ogarnia mnie wtedy taki

spokój, nawiedzaj  takie wznios e my li. Równocze nie jednak twoja obecno

 dziwnie na mnie wp ywa... Catharino, gdyby wszystko u

o si  tak,

jak powinno...

Patrzy a na niego zdumiona. Sam Malcolm Järncrona wyra

 si  o niej, szarej myszce, w tak cudowny sposób? A przy tym zdawa  si  mówi

szczerze.
- Chyba by

 bardzo samotny - rzek a cichym g osem.

- Tak - przyzna  wzdychaj c ci

ko. - Wiesz,  e nigdy nie zosta em przygotowany do roli dziedzica, wszak to mój starszy brat mia  obj

 rodzinn

posiad

, ja za  zamierza em studiowa . Ale kiedy on pope ni  samobójstwo, z dnia na dzie  ca a odpowiedzialno

 za dwór spad a na mnie. Nie

mia em zielonego poj cia o rolnictwie...

- Moim zdaniem  wietnie sobie radzisz.

miechn  si .

- Dzi kuj , ale nauka nie przysz a mi  atwo. Ile  to razy prze ywa em chwile niepewno ci!
Catharina doskonale rozumia a,  e Malcolma, m

czyzn  niezwykle wra liwego, kosztowa o niema o wysi ku, by sta  si  cz owiekiem twardym i

stanowczym, takim, jaki winien by  dziedzic. Ale nadal nie potrafi  nikogo skrzywdzi , czego dowodem by a jego postawa w obliczu tej trudnej sytuacji,
w jakiej oboje si  znale li. Mia  nadziej  znale

 takie wyj cie, które by wszystkich zadowoli o.

Ockn a si  z zamy lenia i spostrzeg a,  e Malcolm nie spuszcza z niej wzroku. Prze kn a nerwowo  lin .
- Dzi kuj  ci, Catharino,  e tu przyjecha

. Jestem szcz

liwy,  e mog em ci  bli ej pozna , cho  teraz o wiele trudniej przyjdzie mi znie

 roz

.

- Och, Malcolmie -  ali a si  nieszcz

liwa.

Bezwiednie wzi  j  w ramiona i przywar  ustami do jej warg. Dreszcz wstrz sn  jej cia em. Chcia a si  uwolni  z jego obj

, ale on j

agodnie

przytrzyma . Uleg a wi c i z  arem, który j  sam  zaskoczy , zarzuci a mu ramiona na szyj  i odpowiedzia a d ugim poca unkiem.

Wreszcie niech tnie oderwali si  od siebie.
- Powiedz - szepn  do g bi wzruszony, - Dasz mi dziecko?
- Tak - wyszepta a w odpowiedzi. - Je li tego pragniesz!

miechn  si .

- Chcia bym, by si  to sta o od razu, bo o niczym wi cej nie marz , jak spocz

 w twoich obj ciach, ale powinienem ci  wpierw poprowadzi  czyst

do o tarza.

Sama nie wiedzia a, sk d wzi a si  w niej taka odwaga, mo e to sprawi a nami tno

, która rozpali a w niej prawdziwy ogie , w ka dym razie z

zapartym tchem szepn a:

- Nie musimy czeka  do  lubu... B

 twoja, kiedy tylko zechcesz.

- Nie mów tak - ostrzeg . - Jestem za ciebie odpowiedzialny, ale boj  si ,  e strac  g ow . Tak d ugo by em samotny. Odk d wyjawi

 mi, kim jeste ,

chodz  jak b dny. Jeste  taka poci gaj ca!

Catharina rozpromieni a si .
- No có , nie wiedzia am, ale ch tnie pos ucham takich wyzna .
- Zdaje si ,  e zwariowa em na twoim punkcie - wyzna  z u miechem. - Od dawna ju  powinna  by  moj

on .

- Kochany - szepn a 

nie w odpowiedzi. - Przez wszystkie te lata t skni am do ciebie, ale nie da si  tego porówna  z t sknot , jak  b

odczuwa  teraz, gdy przyjdzie nam si  rozsta .

- Ze mn  b dzie tak samo - odpowiedzia  z g bok  powag .
Catharina wtuli a twarz w jego rami , ale on uniós  jej g ow  i d ugo patrzy  w oczy. Potem przywar  mocno ustami do ust ukochanej. Cofn  si

gwa townie, przera ony si  swego po

dania.

Ale by o ju  za pó no, rozpali  ich bowiem taki  ar,  e nie byli w stanie us ucha  g osu rozs dku.
Odnalaz  na nowo usta dziewczyny i z niepohamowan  nami tno ci  ca owa  jej szyj  i twarz. Niecierpliwe d onie sun y w dó . Nie przestaj c

ca owa  ukochanej, chwyci  j  na r ce i zaniós  do swego 

ka.

Catharina poczu a nag  ch

 ucieczki, ale kiedy po

 si  obok niej i delikatnie zacz  pie ci  jej cia o, dr

c od powstrzymywanej t sknoty,

zamkn a oczy i u miechn a si  lekko. Obj a go i przyj a z mi

ci .

Nie pad o ani jedno s owo, nawet wówczas, gdy ju  spokojni le eli w swych ramionach. W milczeniu ch on li siebie i rozkoszowali si  sw  blisko ci .
Wreszcie Malcolm poca owa  Catharin  w czo o i wsta . Zamkn  drzwi do garderoby na wszystkie k ódki i zamki.
- Dlaczego to robisz? - zapyta a.
-  eby ochroni  m  tajemnic  - odpowiedzia , odwracaj c si  do ukochanej. - I  eby ochroni  ciebie. Robi em tak przez wszystkie te lata. Bo moja

mi

 jest dla ciebie niebezpieczna. Gdyby zosta a odkryta, popad aby  w nie ask .

„W nie ask ?”
- Malcolm, czy ty naprawd  wierzysz w duchy? Wierzysz,  e Agneta Järncrona straszy w Markanäs?
- Agneta? Ale , Catharino, to jakie  stare bajdy. Daj spokój, mam do

 zmartwie  z  ywymi!

A wi c Elsbeth mia a racj , to pani Tamara zastawi a sid a na Malcolma.
- Czy jest k opotliwa? - zapyta a ze wspó czuciem.
- K opotliwa? To do

agodne okre lenie. Ona jest gro na! Chorobliwie mnie uwielbia i nie znosi rywalek. Sytuacja jest beznadziejna, nie mog  nic

zrobi , bo ona ma takie same prawo jak ja,  eby tu mieszka . Zreszt  wol  j  ca y czas mie  na oku, bo wiesz, Inez widzia a, jak ona zabi a moj

bratow .
Catharina wpatrywa a si  w niego rozszerzonymi  renicami.
- Ale w takim razie nie pojmuj , dlaczego...
- Przecie  to jeszcze dziecko. Co mamy zrobi ? Wys

 j  do zak adu dla ob kanych? Tamara by tego nie prze

a,

- Ale , Malcolmie, o kim ty mówisz, na mi

 bosk , o Elsbeth?

- Oczywi cie, a my la

,  e o kim? Kiedy ojciec umiera , przysi

em mu,  e pozwol  jej tu zosta , ze wzgl du na Tamar . Wówczas jednak nie

zdawali my sobie sprawy,  e z ni  jest tak  le...

Catharina, wstrz

ni ta do g bi, tylko pokr ci a g ow .

- My te  nie mogli my w to uwierzy  - powiedzia  Malcolm cicho. - Ale Inez, która jest jej opiekunk  i piel gniark , zreszt  bardzo oddan , by a

wiadkiem niejednego. Nie pozostaje wi c nawet cie  w tpliwo ci. Za ka dym razem, gdy uczyni co  z ego, zwala ca  win  na ducha Agnety.

- Tak, s ysza am - wyj ka a Catharina.
- Ale czy potrafisz zrozumie  Tamar ,  e mimo wszystko nie ma serca odes

 swego dziecka do zak adu?

- Rozumiem a  nazbyt dobrze. Kiedy  odwiedzi am taki zak ad i nie zapomn  do ko ca  ycia tych biednych ludzi... Nie, nie obwiniam za to Tamary.
- Rozumiesz wi c tak e, dlaczego nie mog em ci  tu sprowadzi . Gdyby Elsbeth wiedzia a, kim jeste , nie cieszy aby  si  d ugo  yciem. Musia em

ukry  w tym tajemniczym schowku najdro sze memu sercu przedmioty i listy i postraszy  troch  dziewczynk ,  e czasami wychodzi t dy duch Agnety.
Wszystko to zakrawa na grotesk . Catharino! Nie wyje

aj jutro - prosi  w przyp ywie rozpaczy.

- Przecie  to ty kaza

 mi wyjecha  - przypomnia a mu cicho.

- Ale teraz, po tym co razem prze yli my, nie znios  my li o rozstaniu. Jutro wieczorem porozmawiam z Tamar . U wiadomi  jej, ile osób cierpi

dlatego,  e ona chce zatrzyma  we dworze chor  córk . Nie mo e oczekiwa  ode mnie wi cej wyrzecze . Chyba wolno mi troch  pomy le  o dobru
innych i o sobie samym.

Catharina nie wiedzia a, co mu odpowiedzie . Serce kraja o si  jej na my l o biednej matce, cho  rozumia a reakcj  Malcolma.
Kilkunastoletnia Elsbeth zamkni ta na reszt

ycia w zak adzie dla ob kanych... Catharinie nie chcia o si  wierzy , by to, co us ysza a, by o prawd .

Nadal bardziej sk ania a si  ku wersji o strasznej Agnecie, która czai a si  gdzie  w pa acowych zakamarkach, gotowa zniszczy  ka dego, kto nie
znajdzie u niej  aski.

ROZDZIA  IX
Malcolm odprowadzi  j  na gór . Przemkn li na palcach przez korytarz na schody prowadz ce na poddasze. Dom trwa  pogr

ony w martwej ciszy.

Catharina otworzy a drzwi swego pokoju i razem weszli do  rodka. Malcolm by  troch  onie mielony, nie zdarzy o mu si  bowiem nigdy dot d
przekroczy  progu kobiecej sypialni. Bez s owa przytuli  narzeczon  na dobranoc.

- Wiesz - szepn  po chwili z rozbawieniem w g osie. - Musz  przyzna ,  e doskonale sobie radzi

 w roli s

cej, aczkolwiek od pocz tku wyda o

mi si  podejrzane,  e Karin odznacza si  tak  kultur  i klas .

Catharina, któr  przepe nia o uczucie szcz

cia, zachichota a leciutko.

- Mam ci tak wiele do powiedzenia - ci gn  Malcolm. - Najch tniej w ogóle bym si  z tob  nie rozstawa , ale niestety nie mog  tu zosta  d

ej.

Wiesz co? Jutro we miesz ma ego Joachima na spacer na pobliskie wzgórze. On od dawna o tym marzy.

- Ciii! - Catharina ostrzegawczo zakry a mu usta d oni , a on poca owa  j  czule. - Wiem, gdzie jest to wzgórze.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- W takim razie spotkamy si  na szczycie. Tam b dziemy mogli sobie swobodnie porozmawia .
- Dobrze, a teraz wracaj do siebie, Malcolmie. Nie uchodzi, by s

ca przyjmowa a w swym pokoju dziedzica.

Roze mia  si . Tak trudno mu by o odej

. Jeszcze jeden poca unek i jeszcze jeden...

A na poddaszu sta a nie zauwa ona przez nikogo kobieta. Na jej twarzy malowa a si  tak g boka nienawi

,  e mo e i lepiej, i  nikt jej w tej chwili

nie ogl da . Opu ci a ramiona i zacisn wszy pi

ci, mamrota a pod nosem:

- Tak d ugo! Co on robi u tej dziwki? Zwyk a s

ca...

Kobieta ze zdenerwowania dr

a na ca ym ciele.

- W ko cu zdoby am pewno

! Na w asne oczy si  przekona am! Ju  od dawna podejrzewa am,  e chce go usidli . Przeczucia mnie nie myli y. Ale

poczekaj, ty dziwko, nied ugo si  b dziesz radowa  swoj  zdobycz .

Drzwi si  otworzy y i z pokoju wyszed  Malcolm.
- Zamknij dok adnie - szepn  i poczeka , a  dziewczyna zasunie zasuwk . Potem, nie zauwa ywszy nikogo w pobli u, wróci  do siebie.

Nast pnego ranka Catharina wydawa a si  sobie dziwnie odmieniona. Sta a si  dojrza  kobiet , nale

a do m

czyzny, który mia  do tego

najwi ksze prawo. Czu a si  tak, jakby jej cia o by o  wi tyni .

- Jaka  ty dzisiaj rozpromieniona - zdziwi a si  kucharka, gdy dziewczyna stawi a si  do swych zwyk ych obowi zków.
- Czy to nie cudowne,  e wichura ucich a i wieje tylko lekki wiosenny wietrzyk?
- Och, prawda, prawda! Ale te  prze yli my nawa nic !
Catharina wyjrza a na dwór. Wichura poczyni a w okolicy wielkie szkody. W parku le

y powalone dwa drzewa i wiele po amanych ga zi. Ch opi

sprz tali obej cie. Mi dzy drzewami wida  by o zabudowania gospodarskie, ale po zagrodzie dla  wi  pozosta o tylko puste miejsce.

Malcolma Catharina nigdzie nie dostrzeg a. Uprzedza ,  e prawie ca y dzie  sp dzi poza domem. W blasku poranka dwór Markanäs wydawa  jej si

pe en niezwyk ego uroku. Teraz bez chwili wahania zgodzi aby si  tu zamieszka , jednak kiedy zapada y ciemno ci, pojawia  si  strach przed bia

dam .
Catharina nala a wody do wiadra, wzi a szczotk  i skierowa a si  na gór . W holu jednak zatrzyma a j  pani Tamara, która obrzucaj c dziewczyn

lodowatym spojrzeniem zapyta a:

- Czy to prawda, Karin,  e w nocy przyjmowa

 go ci w swoim pokoju?

O Bo e, ratuj! modli a si  w panice, ale nie da a po sobie pozna  zdenerwowania. Z udanym oburzeniem, cho  unikaj c bezpo redniej odpowiedzi,
rzek a:
- Ale , prosz  pani! Jestem zar czona i za nic w  wiecie nie zdradzi abym swego narzeczonego.
Pani Tamara obrzuci a j  spojrzeniem pe nym niedowierzania, ale powstrzyma a si  od komentarzy. Uprzedzi a jedynie:
- Panna Elsbeth ma kar . Zabroni am jej wychodzi  z pokoju. Prosz , postaraj si  by  taktowna, kiedy b dziesz u niej sprz ta !
- Oczywi cie, prosz  pani.
Pani Tamara odesz a z godno ci . Zachowa a si  jak zwykle nienagannie, cho  nie ulega o w tpliwo ci,  e jest wytr cona z równowagi.
Catharina dygn a i po piesznie oddali a si  w obawie przed kolejn  bur .
Czy by by a zazdrosna? zastanawia a si . Ciekawe, czy wie, kto mnie odwiedzi  dzi  w nocy? Zrobi o jej si  nieprzyjemnie. Czy mamy z Malcolmem

co  do ukrycia? Robimy przecie  tylko to, do czego od dawna mieli my prawo. Co prawda, powinni my mo e poczeka  na b ogos awie stwo pastora,
ale ostatecznie, czy tak wiele par staje przed o tarzem z kryszta owo czystym sumieniem?

Malcolm obieca ,  e wieczorem przeprowadzi powa

 rozmow  ze sw  macoch . Catharina bardzo si  tego obawia a. Po pierwsze, odczuwa a

przykro

 na my l,  e z jej powodu ma  Elsbeth czeka do ywotnia beznadziejna egzystencja w zak adzie dla ob kanych. Po drugie, ci gle nie mog a

uwierzy ,  e to w

ciwie jeszcze dziecko zdolne jest a  do takiej perfidii.

Bardziej sk ania a si  ku wersji o okrutnej Agnecie strasz cej w pa acowych korytarzach.
Sprz taj c, przystan a ko o drzwi zamkni tego pokoiku dziecinnego. Niech Bóg sprawi, bym mog a o ywi  to pomieszczenie, pomy la a, k ad c

 na klamce. Tak bym pragn a, aby nasze dzieci mog y wprowadzi  si  do tego s onecznego pokoiku i tu si  bawi .

Ze zdziwieniem u wiadomi a sobie,  e ju  jej nie przera a my l o pozostaniu w Markanäs. Skoro Malcolm tu mieszka, mo e mieszka  i ona.
Dostrzeg szy w ko cu korytarza pulchn  sylwetk  panny Inez, po piesznie odsun a si  od drzwi. Ale siostra pani Tamary zd

a zauwa

 jej

zainteresowanie.
- Co? Jeste  ciekawa? - spyta a g osem nie ca kiem pozbawionym sympatii.
- Troch  - przyzna a Catharina, u miechaj c si  z zak opotaniem. - Zakazany owoc najlepiej smakuje.
- Prawda. To jest pokoik dziecinny - wyja ni a Inez krótko. - Pewnie wiesz, jakie dzieci potrafi  by  zazdrosne o m odsze rodze stwo. To by a

straszna tragedia. Niestety, zjawi am si  za pó no.

Catharina udawa a,  e nie wie, o co chodzi, ale w g bi ducha dozna a kolejnego wstrz su. Czy to znaczy,  e Elsbeth zabi a... Nie, to niemo liwe!
- Dzi  ma kar  - ci gn a Inez. - Bardzo mi przykro,  e wczoraj wieczorem zosta

 nara ona na takie nieprzyjemno ci, Karin. Nie by am do

czujna.
Catharina wpatrywa a si  w pann  Inez, która nie spuszczaj c z niej wzroku, zapyta a mimochodem:
- A, prawda, s ysza am, jak pan Malcolm kilkakrotnie nazwa  ci  Catharina. Czy to twoje prawdziwe imi ?
- Nie - odpowiedzia a dziewczyna przytomnie. - Poprawi am pana Malcolma, ale twierdzi ,  e si  przej zyczy . Podobno jaka  jego znajoma nosi to
imi .
Panna Inez pokiwa a g ow .
- Zgadza si . Zna jedn  Catharin . To znaczy zna i nie zna... - westchn a ci

ko. - Biedny cz owiek! On chyba najbardziej si  po wi ci .

W g bi serca Catharina przyzna a jej racj .

W chwil  pó niej uchyli a drzwi do pokoju Elsbeth. Nie zamkn a ich jednak, wchodz c do  rodka, a klucz wetkn a do kieszeni.
Dziewczynka siedzia a przy oknie i podpar szy brod , wygl da a na dwór.
- Czy to przysz a g upia Karin? - zapyta a nie odwracaj c g owy.
- W ka dym razie Karin - odpowiedzia a Catharina.
- Przez ciebie do wieczora nie mog  st d wychodzi  - prychn a.
Catharina nie zareagowa a.
- Mówi ,  e by am wczoraj niegrzeczna.
- Naprawd ? - Catharina na moment przerwa a s anie 

ka. - Dlaczego?

- Mówi ,  e zesz am do piwnicy,  eby ciebie przestraszy . Wcze niej podobno wystraszy am ci  na schodach. Ale ja nic nie pami tam.
Catharina nie odzywa a si , widz c,  e dziewczynka chce powiedzie  co  jeszcze.
- Nigdy nie pami tam, kiedy zrobi  co  z ego.
Biedne dziecko! Ciekawe, czy to objaw choroby?
- W takim razie wcale nie jest pewne,  e to panienka zrobi a - odrzek a ze spokojem.
Elsbeth odwróci a si  i spojrza a na ni  zap akanymi oczami.
- Mnie si  te  tak wydaje - powiedzia a. - Ale domy lam si , kto naprawd  ponosi za to win .
- Kto?
Dziewczynka przy

a palec do ust i wyszepta a:

- Agneta Järncrona.
Catharina sk onna by a jej wierzy . Postanowi a trzyma  stron  tego czasami niezno nego, ale przecie  dziecka.
- Ja te  tak my

 - przyzna a.

- Naprawd ? - dziewczynka westchn a z ulg , a mo e w poczuciu bezsilno ci. - Nikt mnie nie kocha.
- Ale  tak! Wszyscy panienk  kochaj : mama...
- Mama? Ona uwa a,  e ma ze mn  same k opoty. Zale y jej jedynie na Malcolmie. Ugania si  za nim, a potem z

ci si  na mnie,  e si  tego

domy lam. A ciocia Inez bez przerwy mi wymy la. Pilnuje mnie jak stra nik wi zienny! - I westchn wszy znowu w bezgranicznym poczuciu
osamotnienia, doda a po chwili: - Tylko Malcolm jest dla mnie mi y. Kiedy dorosn , wyjd  za niego za m

.

Poniewa  Catharina nie zareagowa a na jej s owa, z uporem ci gn a swój wywód:
- Tak, zrobi  to, mog  go po lubi , bo nie jeste my ze sob  spokrewnieni. On zreszt  czeka, a  b

 pe noletnia.

- Sk d panienka o tym wie?
- Wiem! By  zar czony z jak

 star  prukw  z Norrland, ale jej nie chcia . Wyrzuci  wszystkie listy i podarunki, jakie od niej dosta . To znaczy,  e nic

go nie obchodzi a. Zreszt  skoro do tej pory si  z nikim nie o eni , to znaczy,  e czeka na mnie!

- A ile panienka ma w

ciwie lat?

- Pi tna cie.
Catharina westchn a, w g bi ducha nie mog c pozby  si  wspó czucia dla tego dziecka.
- Ciocia Inez uwa a,  e jestem niem dra, robi c sobie nadzieje - powiedzia a Elsbeth i wyjrza a przez okno. - Twierdzi,  e wcale mu na mnie nie

zale y, bo interesuje si  kim  innym, Ale kim? Mam ? Przecie  ona jest ju  stara i ma zmarszczki.

- Nieprawda, zmarszczek nie ma - zaprotestowa a Catharina. - My

 jednak,  e kiedy nadejdzie pora, pan Malcolm sam dokona w

ciwego wyboru.

- Tak, w ka dym razie zerwa  z t  g upi  bab  z pó nocy.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- A sk d panienka wie? i
- Sam mi kiedy 
 powiedzia  przy obiedzie. Mama i ciocia popar y jego decyzj . Powiedzia y,  e post pi  w

ciwie, bo mog oby si

le sko czy ,

gdyby si  z ni  o eni . Przyzna am im racj . Gdyby tu przyjecha a, osobi cie bym j  udusi a!

- Ale , panienko Elsbeth?!
- Ech,  artowa 
am tylko. Cz sto tak mówi . Kiedy mama urodzi a dzieci, to nagada am takich okropno ci,  e wszyscy patrzyli na mnie z

przera eniem. To by o nawet zabawne! Tylko  e pó niej bardzo si  na mnie gniewali, twierdz c,  e zrobi am dzieciom krzywd , ale ja zupe nie tego nie

pami tam.
- Ale przecie  drugie dziecko urodzi o si  martwe - stwierdzi a Catharina, dr

c na ca ym ciele.

- Nie, wypad o z wózka i umar o.
Catharina poczu a md

ci, szybko pochyli a si  nad 

kiem, by doko czy

cielenie. Po chwili jednak powiedzia a stanowczo:

- Nie wierz ,  eby panienka mog a to zrobi . Jestem pewna,  e i tym razem przy

a si  do tego Agneta Järncrona.

- Mnie si  te  tak wydaje.
Rozmowa z Catharina najwyra niej przynios a dziewczynce ulg . Gdy sypialnia by a ju  sprz tni ta, Elsbeth  askawie pokiwa a g ow  w cibskiej

cej. Catharina opu ci a pokój przygn biona. Zrozumia a, dlaczego najbli si postanowili roztoczy  nadzór nad dziewczynk  w domu. Przecie  ona

kompletnie nie kontrolowa a swego zachowania, nie pojmowa a niczego. Czy by aby w stanie zrozumie , dlaczego rodzina wys

a j  do okropnego

zak adu, w którym panowa by g ód i smród, gdzie spotka aby wy cznie ludzi chorych psychicznie?

A dzi  wieczorem Malcolm zamierza wyda  na ni  okrutny wyrok! Tylko po to, by Catharina mog a spokojnie 

 w Markanäs.

Serce  cisn o jej si  z bólu, dr czy y j  wyrzuty sumienia.
Wiedzia a jednak, podobnie jak i Malcolm,  e je li wyjdzie na jaw, i  to ona jest t  okropn  bab  z Norrland, Elsbeth znów uderzy, nie zdaj c sobie

sprawy ze swego czynu.

Uporawszy si  szybko z przedpo udniowymi obowi zkami, Catharina postanowi a wybra  si  na krótki spacer. Do spotkania z Malcolmem i

Joachimem na wzgórzu pozosta o jeszcze kilka godzin.

Skierowa a kroki do pobliskiego ko ció ka. Zamierza a wyja ni  par  spraw zwi zanych z pewn  dam , której pono  tam w

nie nale

o szuka .

Id c w stron  ko cio a Catharina widzia a wokó

lady wichury. Na drodze le

y suche li cie i ga zie, a tak e s oma i deski z pozrywanych strzech

okolicznych chat.

Nie by o ch odno. Wia agodny wiosenny wietrzyk. Pomy la a o swych rodzinnych stronach. Ciekawe, czy  nieg ju  stopnia , czy te  wci

 pokrywa

ocienione zbocza. Nie t skni a za domem, jeszcze nie. Zamierza a najpierw wyja ni  do ko ca tajemnice Markanäs i znale

 takie wyj cie, które by oby

korzystne dla jego mieszka ców, tak e dla Elsbeth. Tylko czy dziewczynka kiedykolwiek j  zaakceptuje?

Wszystko si  w Catharinie buntowa o na my l,  e trzeba by t  ma  umie ci  w zak adzie. Ci gle nie mog a do ko ca uwierzy  w win  dziewczynki,

mimo  e fakty zdawa y si  na to wskazywa . Przychyla a si  raczej do irracjonalnej wersji,  e win  za wszystko ponosi na wskro  z a Agneta Järncrona.

Ale Elsbeth mo e okaza  si  bardzo k opotliwa, g ównie z tego powodu,  e tak bardzo jest zauroczona Malcolmem i my li tylko o tym,  e go kiedy
po lubi.
Zamy lona Catharina dotar a do ko ció ka z bia ego kamienia i nacisn a klamk  drzwi wej ciowych. By o otwarte, wesz a wi c do  rodka i rozejrza a

si  wokó . Kiedy  ko cio y budowano w s siedztwie wielkich dworów. Jego mieszka cy mieli zwykle w asn

awk  tu  przy o tarzu i krypt , w której

chowano zmar ych.

Jest! Catharina bez trudu odnalaz a w bocznej nawie odgrodzone kratami zej cie do podziemi, gdzie znajdowa o si  miejsce spoczynku

przedstawicieli rodu Järncrona.

W pustej  wi tyni rozlega  si  g uchy odg os jej kroków. Catharina, ogarni ta naraz nieprzyjemnym uczuciem, zapragn a, by prócz niej kto  jeszcze

by  w ko ciele. Skoro jednak ju  znalaz a si  na miejscu, postanowi a wszystko dok adnie obejrze .

Podesz a do kraty i rozpoznawszy herb szlachecki Järncronów, pozby a si  ostatnich w tpliwo ci. Lekko szarpni ta k ódka da a si  otworzy  bez

trudu. Czy pope niam  wi tokradztwo, zak ócaj c spokój tego miejsca? pyta a sam  siebie. Niech si  dzieje, co chce! Wchodz .

W podziemiach zobaczy a ustawione trumny. Kiedy  zostan  tu umieszczone tak e szcz tki Malcolma, pomy la a i odp dzi a natychmiast t  przykr

my l. Wieka trumien zdobi y podobizny zmar ych, na niektórych umieszczono czaszki, symbol ulotno ci ludzkiego  ycia. Catharina odczytywa a tabliczki
z imionami i datami. 1780 rok - zbyt pó no, to nie mo e by  trumna Agnety, 1701 - blisko...

Catharina zwolni a kroku, czuj c nag y dreszcz, i ju  wiedzia a na pewno,  e ciemna trumna jest t , której szuka a. Wzi a si  w gar

 i podesz a

bli ej. Z trudem odczyta a wyryty napis: „Agneta Järncrona, 1608-1675”. A wi c tutaj spoczywa ta okrutna dziedziczka.

Catharina zakry a d oni  usta, jakby chc c powstrzyma  s owa, które jej si  cisn y na usta, a potem nie bez pewnych oporów z

a d onie jak do

modlitwy i wyszepta a:

- Kochana Agneto, b agam, oka  mi  ask . Je li wszystko dobrze si  u

y i b

 mog a wprowadzi  si  do Markanäs, chc , by  wiedzia a,  e

pragn  jedynie dobra i prawdy. Moim najwi kszym marzeniem jest uczynienie Malcolma szcz

liwym. B

 troszczy  si  o dwór, o to, by zawsze

panowa  tu porz dek, b

 czci  tw  pami

. Pozwól 

 mnie i moim bliskim w szcz

ciu i pokoju, a je li to mo liwe, spraw, by ma a Elsbeth

odzyska a rozum.

W po piechu omal nie powiedzia a: Amen, ale w por  u wiadomi a sobie,  e to nie jest modlitwa. Wysz a z krypty i ukl

a przed o tarzem, po czym

ywaj c prawie tych samych s ów skierowa a swe pro by do  agodnego, mi uj cego wszystkich ludzi Pana.

Kiedy opu ci a  wi tyni , odurzy  j  zapach wiosny.

Nadesz a pora obiadowa. Catharina czu a si  troch  zak opotana, podaj c do sto u. W jadalni by  ju  Malcolm, ale nie rzuci  nawet jednego

spojrzenia w jej stron . Pozwolono te  zej

 Elsbeth. Wyczuwa o si  napi

 atmosfer , tylko panna Inez rozprawia a swobodnie o zwyk ych

codziennych sprawach.

Pani Tamara z poblad  twarz  odpowiada a monosylabami. Catharina domy la a si ,  e przej a si  tym, co poprzedniego wieczoru powiedzia a jej

siostra,  e d

ej tak nie mo e trwa . Elsbeth jak zwykle by a naburmuszona i okropnie grymasi a przy jedzeniu. Catharin  korci o, by ni  solidnie

potrz sn

, i zdaje si ,  e nie j  jedn .

Ukradkiem popatrzy a na Malcolma. Te d onie obejmowa y j  i pie ci y, te usta j  ca owa y.
Czy to mo liwe? Teraz wydawa  jej si  taki obcy, taki nieprzyst pny.
Ale przecie  mia  za sob  ci

kie chwile, a w perspektywie trudn  rozmow  z macoch .

Wszyscy byli tacy podminowani. W

ciwie Catharinie ul

o, kiedy pani Tamara wybuch a gwa townie:

- No nie, Karin! Trzeci raz podajesz drugie danie. O czym ty w

ciwie my lisz, dziewczyno?

Hmm... Gdyby wiedzieli...
Na twarzy Cathariny pojawi  si  pe en rozpaczy grymas. Malcolmie, prosi a w duchu, nie mów o niczym pani Tamarze! Nie chc , by z mojej winy jej

jedyne dziecko musia o opu ci  ten dom.

Uczy my tak, jak proponowa

. We miemy cichy  lub w Sztokholmie, a ty tu wrócisz. Mo e kiedy urodz  dziecko, zechcesz nas zobaczy . Ach, nie,

prawda, mam uchodzi  za wdow ...

Natychmiast jednak targn  ni  gwa towny  al... Nie, Malcolmie, nie mog  od ciebie odjecha . Jeszcze nie teraz, nigdy! Nic nie jest dla mnie

wa niejsze, ni

eby by  blisko ciebie...

ROZDZIA  X
Catharina i Joachim wspinali si  pod gór

cie

 wij

 si  stromo w ród brzóz. Co krok natykali si  na powalone przez wichur  drzewa.  al im

ciska  serca, gdy patrzyli na delikatne p ki, które ju  nigdy nie rozwin  si  w li cie.

Poruszali si  powoli, poniewa  ch opiec by  do

 s aby.

- Popatrz! - zawo

 uszcz

liwiony. - Ile tu przylaszczek! Jak okiem si gn

 rozpo ciera si  b kitny dywan.

- Tak tu pi knie,  e a  cz owiekowi  zy si  kr

 ze wzruszenia - odpowiedzia a Catharina.

- Czuj  dok adnie to samo - rozpromieni  si  ch opiec. - Doprawdy, wiele nas  czy, jeste my do siebie bardzo podobni, prawda?
- Rzeczywi cie.
- Malcolm i ja tak e zgadzamy si  w wielu sprawach, ale to zrozumia e. Przecie  to mój starszy brat.
Catharina przystan a gwa townie, zaszokowana tym, co us ysza a.
- Co takiego?
Joachim przestraszony chwyci  j  za r

 i przyci gn  do siebie.

- Mam przykazane, by nikomu o tym nie mówi . Ale jeste  dla mnie taka mi a i tak mi si  jako  wymkn o. Nikomu tego nie powtarzaj, dobrze?
- Oczywi cie,  e nie!
Powoli wspinali si  coraz wy ej. Mi dzy ska ami zieleni a si  wiosenna trawa, ale Catharina straci a zainteresowanie pi knem przyrody.
Joachim jest bratem Malcolma! my la a. Teraz rozumiem, dlaczego ch opiec jest otoczony tak  opiek .
- Ale dlaczego nie mieszkasz w pa acu? - zapyta a, ci gle nie mog c otrz sn

 si  ze zdumienia.

- Nie mog . Gdyby ona si  dowiedzia a, grozi oby mi niebezpiecze stwo.
Nagle Catharina dozna a ol nienia. Na pewno ojciec Malcolma mia  romans z  on  zarz dcy, a pani Tamara nie zgodzi a si , by dziecko z tego

zwi zku zamieszka o z ni  pod jednym dachem. No, có , poniek d mo na j  zrozumie . Ale  eby tak nienawidzi  Bogu ducha winne dziecko?

Catharina nareszcie zrozumia a przyczyn  cz stych wizyt Malcolma w chacie zarz dcy. Oczywi cie chcia  spotyka  si  ze swym m odszym bratem.

Ale jak wyt umaczy  odwiedziny pani Tamary? Mo e próbowa a uciszy  wyrzuty sumienia, dbaj c, by ch opiec nie cierpia  niedostatku?

A je li zamierza a zrobi  ch opcu krzywd ? Niemo liwe, pani Tamara?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Catharina przypomnia a sobie poranek, kiedy po raz pierwszy zobaczy a Malcolma spaceruj cego z ch opcem po parku. Wtedy w pa acu nie by o

nikogo, bo pani Tamara wraz z siostr  i córk  pojecha y do pastora.

Nagle dziewczyn  porazi a pewna my l. Elsbeth w swej naiwno ci wyzna a,  e ojca Malcolma dotkn a kl twa ci

ca nad Markanäs.

Niewykluczone jednak,  e to Tamara zabi a swego m

a, kiedy wysz a na jaw jego niewierno

...

Nie, to zbyt daleko id ce podejrzenia. Przecie  pani Tamara jest tak  wytworn  dam ... ale bije od niej ch ód... Czy ona zagra a ch opcu? Czy to ona

nie mo e o niczym si  dowiedzie ?

W dole za plecami us yszeli wo anie.
- Hej! - zabrzmia  cienki g osik. - Mog  i

 z wami?

Odwrócili si  i w oddali ujrzeli jasn  czupryn  Elsbeth.
- Oczywi cie! - odkrzykn a Catharina, ale nagle oblecia  j  strach.
Jak ja sobie poradz ? pomy la a w duchu. A poza tym, czy w takiej sytuacji b dziemy mogli z Malcolmem swobodnie porozmawia ? Co  wymy limy,

pociesza a si . Mo e wy lemy dzieci,  eby nazrywa y przylaszczek? Co prawda zakrawa to troch  na egoizm, ale kiedy  wreszcie musz  pomy le  o

sobie.
Elsbeth.” Catharinie ci gle trudno by o uwierzy  w to, co us ysza a o dziewczynce. Pi tnastoletnie dziecko, którego rozwój z tych czy innych

powodów zosta  zahamowany, a równocze nie niebezpieczna zazdro nica, która tak ubóstwia a Malcolma,  e gotowa by a pozby  si  ka dego, kto sta
jej na drodze. Nie, to niemo liwe. Na pewno zasz a jaka  pomy ka!

Zatrzymali si  i poczekali na Elsbeth, która ubrana na bia o wygl da a jeszcze bardziej dziecinnie ni  zwykle. Spogl da a niewinnie swymi b kitnymi

oczami, a na domiar wszystkiego ssa a kciuk. Kolana i  okcie mia a poplamione na zielono od trawy. Zdawa a si  by  bardzo onie mielona, wi c
Catharina u miechn a si  do niej ciep o, mimo  e w g bi ducha marzy a o tym, by dziewczynka sobie posz a.

- Dok d si  wybieracie? - wysepleni a Elsbeth.
- Na szczyt - odpowiedzia  jej Joachim,  ciskaj c Catharin  za r

, jakby si  czego  panicznie l ka .

Dziewczynka popatrzy a z wyrzutem.
- Jak  mieli cie wybra  si  bez mojej wiedzy?
- Ja... - Catharina, zaskoczona tonem Elsbeth, straci a rezon i nie wiedzia a, co odpowiedzie .
- E tam, nie t umacz si ! I tak wiem. Na pewno znowu mama chcia a mnie pozbawi  odrobiny przyjemno ci.
Ale oto ku bezgranicznej uldze Cathariny na drodze ukaza a si  panna Inez.
- Elsbeth! - wo

a zadyszana. - Znowu wysz

 bez pozwolenia!

Catharina mia a ochot  u cisn

 t  nieco sztywn  w obej ciu kobiet , która po wi ci a si  ca kowicie opiece nad dziewczynk .

Wspólnie pokonali ostatni odcinek drogi na szczyt wzgórza i zatrzymali si  na skalnej kraw dzi nad urwiskiem.
Catharina zadr

a spojrzawszy w dó  i poczu a przyp yw wdzi czno ci dla panny Inez,  e jest z ni  i mocno trzyma Elsbeth za r

. Nie

przypuszcza a,  e b dzie tu tak wysoko i tak stromo. W

nie w takich miejscach w epoce wikingów spychano w dó  ludzi starych i chorych, pozwalaj c

im odej

 szybko i godnie, nie dopuszczaj c, by stali si  ci

arem dla rodziny. Ten, kto skoczy  w przepa

, móg  by  pewien,  e po  mierci trafi do

Walhalli, raju wikingów.

- Niesamowite - zachwyca  si  Joachim wyra nie podekscytowany. - St d wida  ca e Markanäs. Tam jest moja chata, a tam wasz pa ac. Ale  on
wielki!
- A co, zazdrosny? - spyta a Elsbeth, wyra nie szukaj c zaczepki.
- Nie - odpar  spokojnie. - Mnie jest dobrze u taty i mamy.
Catharina nie posiada a si  ze zdumienia,  e ch opiec z tak  konsekwencj  potrafi utrzymywa  w tajemnicy swoje pochodzenie. Nawet Elsbeth nie

wiedzia a,  e w jego 

ach p ynie krew Järncronów.

Inez odwróci a si  w stron  p askowy u i zagadn a Elsbeth zach caj co:
- Popatrz, ile dzwoneczków i z ocieni! Chod my tam!
Dziewczynka pobieg a we wskazanym kierunku, a w  lad za ni  pod

a opiekunka.

To niewiarygodne, pomy la a Catharina po raz nie wiadomo który. Jaka ona dziecinna! Czy to mo liwe,  e potrafi tak udawa ?
Z miejsca, w którym sta a z Joachimem, roztacza  si  malowniczy widok. W milczeniu ch on li pi kno krajobrazu. Nagle w dole Catharina dostrzeg a

sylwetk  Malcolma, który wo

 co  do niej wymachuj c r kami. Jednak ze sporej odleg

ci, jaka ich dzieli a, nie sposób by o nic us ysze . S owa

rozp ywa y si  w powietrzu.

Wiem,  e Elsbeth jest tutaj, odpowiada a mu w my lach dziewczyna, przypuszczaj c,  e t  w

nie wiadomo

 usi uje przekaza  jej ukochany. Na

szcz

cie przyby a tak e panna Inez i pilnie strze e ma ej. Zabra a j  gdzie  na bok, wi c nic mi nie zagra a.

Rozmawiaj c tak w duchu z Malcolmem, Catharina zauwa

a,  e od strony pa acu zbli a si  do niego jaka  kobieta. Bieg a, jakby goni  j  sam

diabe . Dopiero po chwili zorientowa a si ,  e to pani Tamara. Z daleka wygl da o to do

 zabawnie. Mo na by o odnie

 wra enie,  e Elsbeth nie bez

racji zarzuca matce, i  spragniona mi

ci nie panuje nad swymi zmys ami i ugania si  za Malcolmem.

Nagle Catharina za plecami wychwyci a lekki chrz st kamieni. Bezwiednie odwróci a si  i krzykn a przera ona na widok rozp dzonej kobiety, która z

wyci gni tymi r kami i morderczym b yskiem w oku kierowa a si  ku niej i Joachimowie jakby chcia a ich oboje str ci  w przepa

.

Catharina instynktownie odepchn a ch opca na bok i rzuci a si  za nim. Silny ból przeszy  jej rami  a  po obojczyk. K tem oka dostrzeg a,  e

Joachim straci  równowag  i z krzykiem osuwa si  w dó . Nie namy laj c si  ani chwili poda a mu r

, której ch opiec uczepi  si  rozpaczliwie.

Wykaza a przy tym du y refleks, drug  r

 przytrzymuj c si  niskiego krzewu, jednego z nielicznych porastaj cych strom  skaln  kraw

.

Tymczasem rozp dzona napastniczka napotkawszy pustk  nie zdo

a si  zatrzyma . Z przera liwym krzykiem run a w dó  i rozbi a si  o ska y.

Catharina le

a wychylona poza skaln  kraw

, kurczowo trzymaj c wisz cego nad przepa ci  ch opca. Nie mia a si y wci gn

 go na gór , ale za

nic w  wiecie nie zwolni aby u cisku.

- Elsbeth, ratunku! Po piesz si ! - krzykn a. - Joachimie, wytrzymaj! - prosi a ch opca. - Zaraz nadejdzie pomoc. Nie patrz w dó !
Nic nie odpowiedzia , tylko j kn  zatrwo ony, ale spogl da  jej prosto w oczy z ufno ci .
- Trzymam ci  mocno - uspokaja a go. - Musimy poczeka .
W rzeczywisto ci jednak czu a,  e d

, któr  chwyci a si  zaro li, ze lizguje si  niebezpiecznie.

Modli a si ,  eby korzenie okaza y si  dostatecznie silne, by krzak wytrzyma  ci

ar dwóch osób. Pragn a tego ze wzgl du na Joachima, który

dozna  w swym  yciu tyle z a...

Wreszcie pojawi a si  Elsbeth.
- Oj, co wy robicie? - spyta a zdziwiona.
- Elsbeth, po

 si  na brzuchu i chwy  mnie za kostki - j kn a Catharina. - Trzymaj mnie z ca ych si . Zaraz przyjdzie tu Malcolm i twoja mama.

Dziewczynka pos usznie zrobi a to, o co j  proszono.  cisn a Catharin  tak mocno,  e omal nie zdr twia y jej stopy.
- Gdzie ciocia Inez? - zapyta a.
Lepiej powiedzie  prawd , pomy la a Catharina i odrzek a:
- Spad a w przepa

.

- Oj...
Przez d

sz  chwil  trwa a cisza. Wreszcie dziewczynka odzyska a mow .

- Zreszt , wszystko mi jedno. I tak mia am jej do

. Ci gle tylko straszy a mnie okrutn  Agnet .

- Jak to? - pyta a zaskoczona Catharina.
- Mówi a,  e duch Agnety zabi  wiele ludzi i  e musz  uwa

,  eby i mnie to nie spotka o. Ciocia potrafi nap dzi  strachu!

O Bo e, kiedy oni przyjd ? zastanawia a si  zdesperowana Catharina. Czy naprawd  ten szczyt wznosi si  tak wysoko?
Pot perli  si  jej na czole, a spocone d onie jej i Joachima  lizga y si  niebezpiecznie.
W ko cu od strony p askowy u rozleg  si  odg os szybkich kroków.
- Bo e drogi - wymamrota  Malcolm. - Catharino, b agam ci , nie rozlu nij teraz u cisku!
Musz  wytrzyma  jeszcze t  krótk  chwil , powtarza a dziewczyna w my lach.
Malcolm u

 si  obok niej i chwyciwszy Joachima pod rami , wci gn  go powoli na gór .

Nadbieg a pani Tamara i rzuci a si  ku ch opcu, by go przytuli  i uca owa .
- Mój synku, mój ma y synku! - szlocha a.
Malcolm tymczasem pomóg  wsta  Catharinie, która oszo omiona wlepi a wzrok w sw  chlebodawczyni .
- Synku? - powtórzy a zdumiona. - S dzi am,  e Joachim jest synem ojca Malcolma!
- Bo jest! I moim tak e. To o nim rozpowiadali my wokó ,  e urodzi  si  martwy. Byli my zmuszeni tak post pi ,  eby zapewni  mu bezpiecze stwo.

Dzi kuj , Karin,  e go uratowa

. Z ca ego serca dzi kuj .

- Ona ma na imi  Catharina, mamo. To w

nie z ni  by em od lat zar czony.

- Ale , Malcolmie - wyrwa o si  pani Tamarze, a w jej oczach b ysn  strach. - Jak mog

 j  tu sprowadzi ? Sam widzisz, co si  sta o!

- Malcolm mnie tu nie  ci ga , przyjecha am na w asn  r

 - wtr ci a Catharina. - Ale, prosz , od

my ten temat na pó niej.

Pani Tamara cicho pop akuj c podesz a do Elsbeth i u cisn a j  serdecznie.
- Moja dzielna córeczka! Pomog

 ich uratowa . Czy wybaczysz nam?

- A co ja mam wam wybacza ? - zdumia a si  dziewczynka.
- Nie doceniali my ciebie - odpar  dyplomatycznie Malcolm. - Jeste  znacznie lepsza, ni  nam si  zdawa o.
A potem zwróci  si  ponownie do Tamary:
- Mamo, nie musisz tam i

. Je li chcesz, za atwi  to sam. Sprowadz  pastora i kilku m

czyzn. Wiesz, Catharino - zwróci  si  do narzeczonej. -

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Tamara zorientowa a si ,  e Elsbeth posz a za wami, i natychmiast wys

a po ni  Inez. Ta za  tak si

pieszy a,  e zapomnia a zamkn

 drzwi od

swego pokoju. Mama wesz a do  rodka i zainteresowa a j  wsuni ta do po owy pod poduszk  moja dawno zaginiona fotografia. Na stole za  le
otwarty pami 
tnik. Przeczyta a zaledwie kilka zda , ale to wystarczy o, by wszystko sta o si  dla niej jasne. Wybiegli my za wami jak szaleni, przera eni
my

,  e znów mo e przytrafi  si  nieszcz

cie...

Pani Tamara przytakiwa a, a potem chwyci a za r ce Elsbeth i Joachima.
- Chod cie, dzieci! Nareszcie b

 mog a mie  was oboje w domu. I wiecie co? Catharina, któr  tak lubicie, tak e zamieszka z nami. Zostanie  on

Malcolma. W Markanäs b dzie nas teraz pi cioro!

Elsbeth rozszerzy a oczy ze zdumienia.
- Karin wyjdzie za m

 za Malcolma? - zapyta a przeci gle i popatrzy a badawczo po twarzach obecnych.

- To ja jestem t  g upi  star  bab  z Norrland - o wiadczy a Catharina.
Dziewczynka z trudem prze kn a zas yszan  nowin .
- Mamo! - odezwa a si  w ko cu. - Przecie  ciocia Inez twierdzi a,  e to ty uganiasz si  za Malcolmem.
- A wi c to ona! - powtórzy a Tamara, przymykaj c oczy. - Elsbeth, zapewniam ci ,  e nigdy si  nie „ugania am” za Malcolmem. Przecie  on jest

moim pasierbem, a twoim przybranym bratem!

- To znaczy,  e nigdy si  ze mn  nie o enisz, Malcolmie? - zapyta a Elsbeth dr

cymi ustami.

- Jak e bym móg ? - u miechn  si  do dziewczynki. - Przecie  ty nie jeste  dla mnie. Kiedy doro niesz, b

 ju  stary. Gdzie  czeka na ciebie jaki

mi y i przystojny m odzieniec, który przyb dzie tu, by poprosi  o tw  r

.

Dziewczynka zamilk a, jakby rozwa aj c przedstawion  jej wizj  przysz

ci. Wreszcie stwierdzi a:

- Ale b

wiadomy,  e Karin, to znaczy Catharina, jest strasznie powolna w sprz taniu!

Te s owa ostatecznie udowodni y wszystkim,  e Elsbeth pogodzi a si  z pora

. A kiedy po chwili zapyta a, jak wygl da ten jej przysz y narzeczony,

wszyscy wybuchn li gromkim  miechem.

Tylko w oczach pani Tamary go ci  smutek. Wszak Inez by a jej rodzon  siostr .

Wieczorem Malcolm, Tamara i Catharina siedli w salonie,  eby porozmawia .
- Przeczyta am ca y pami tnik - powiedzia a zm czonym g osem pani Tamara. - Okazuje si , ze Inez ponosi win  za wszystkie czyny, które

przypisywali my Elsbeth.

- Zdaje si ,  e ona sama kierowa a podejrzenia na dziewczynk , prawda? - wtr ci a Catharina.
- Tak! Wielokrotnie zapewnia a,  e by a  wiadkiem zbrodni pope nionych przez Elsbeth. W

ciwie oprócz jej s ów nie mieli my innych dowodów, a

mimo to wierzyli my jej.

- Najpierw Inez zabi a mojego ojca - wyja nia  Catharinie Malcolm. - Nie mog a znie

 tego,  e jej siostra jest szcz

liwa. W tym czasie Tamara

oczekiwa a trzeciego dziecka. Chyba w

nie wtedy ulegli my ca kowicie sugestiom Inez. Przypomnia a nam nieoczekiwan

mier  dwuletniej córeczki

mojego ojca i Tamary. Powiedzia a,  e zanim si  to zdarzy o, Elsbeth by a przez chwil  sama z m odsz  siostrzyczk . Zazdro

 o m odsze rodze stwo

nie jest zjawiskiem wyj tkowym, a pi cio- czy sze cioletnia wówczas Elsbeth bardzo cz sto demonstrowa a wrogo

 wobec ma ej istoty, która odebra a

jej pozycj  jedynaczki. Mimo to nie chcieli my przyj

 do wiadomo ci sugestii Inez. Ale ona ogromnie strapiona przekonywa a nas,  e nie jest do ko ca

pewna, czy mój ojciec zmar  naturaln

mierci . Wtedy przerazili my si  nie na  arty, a kiedy na dodatek którego  dnia znale li my wyrzuconego z

eczka na ziemi  male kiego Joachima, który dozna  wówczas uszkodzenia kr gos upa, nie mieli my odwagi go zatrzyma .
W tym samym czasie  ona zarz dcy urodzi a martwe dziecko, wi c jej powierzyli my niemowl . Rozg osili my,  e ch opiec urodzi  si  martwy.
- Ale Inez musia a przecie  o tym wiedzie ?
- Nie, nic jej nie powiedzieli my,  e dziecko prze

o upadek. Sp dza a tyle czasu z Elsbeth,  e bali my si , i  mo e przypadkowo si  zdradzi . I

dzi ki Bogu,  e tak si  sta o.

- Ale jak w ogóle mogli cie uwierzy  w taki absurd,  e dziecko zabi o twego ojca, Malcolmie?
- No có , Elsbeth przywyk a do tego,  e mia a matk  tylko dla siebie. Mój ojciec by  wi c dla niej gro nym rywalem. Poza tym Inez wyzna a nam,  e

widzia a, jak ma a wsypa a mu do jedzenia trutk  na szczury.

Catharina poczu a ucisk w do ku. Doprawdy, pomy la a, ta kobieta musia a by  psychicznie chora, op tana zazdro ci  i nienawi ci  w stosunku do

tych, którym powodzi o si  lepiej.

- Potem na kilka lat zapanowa  spokój - ci gn  sw  opowie

 Malcolm. - Ale my czuli my si , jakby my siedzieli na beczce prochu. Kontrolowali my

z Tamar  ka dy krok Elsbeth. Kiedy wi c Inez z w asnej woli zadeklarowa a si ,  e przejmie nadzór nad dziewczynk , byli my szcz

liwi. Tamara

doczyta a si  w pami tniku,  e Inez pragn a w ten sposób zapewni  sobie mo liwo

 zamieszkania na sta e blisko mnie. Okazuje si ,  e  ywi a dla

mnie wielk  nami tno

.

Malcolm wzdrygn  si , wypowiadaj c te s owa, co Catharina doskonale rozumia a. Zaraz jednak podj  urwany w tek:
- Potem o eni  si  mój brat. Inez nie zaakceptowa a jego wybranki i w trzy dni po  lubie moja bratowa zabi a si , spadaj c ze schodów. Inez

twierdzi a,  e to sprawka Elsbeth, ale mój brat oznajmi  g

no,  e ma pewne podejrzenia. Zaraz po tym pope ni  samobójstwo w do

 zagadkowych

okoliczno ciach. Potem znowu na jaki  czas ucich o. Pilnowali my Elsbeth i dzi kowali my niebiosom,  e Inez z takim po wi ceniem strze e ma ej,
nawet na moment nie spuszczaj c jej z oczu. Jak mogli my by  tacy  lepi? Dlaczego jej wierzyli my?

- No có , Elsbeth nie jest taka jak jej rówie nice - przyzna a w zamy leniu Catharina.
- Tak - zgodzi a si  Tamara. - Nie rozwija si  prawid owo, trzeba spojrze  w oczy bolesnej prawdzie. A przy tym prze ywa teraz trudny wiek.
- To zrozumia e - wtr ci a Catharina. - Pami tam,  e kiedy mia am pi tna cie lat, wszystko wydawa o mi si  strasznie trudne. W gruncie rzeczy

zaczynam rozumie , dlaczego wcze niej nie przejrzeli cie Inez. Mnie samej, w ko cu osobie postronnej, ona tak e wydawa a si  godna zaufania i
podziwia am j  za to,  e z takim oddaniem pilnuje Elsbeth.

Malcolm ukry  twarz w d oniach i westchn :
- Gdybym wiedzia , kto naprawd  dopu ci  si  tylu morderstw, dawno ju  byliby my ma

stwem. Inez przekaza bym bez wahania organom

sprawiedliwo ci. Ale przecie  nie mog em odda  do zak adu dla ob kanych jedynej córeczki mojej macochy. Serce nam si  kraja o, wzi li my wi c z
Tamar  na swoje barki ci

ki obowi zek dozoru nad ni , byleby tylko uchroni  j  przed straszn  egzystencj  w takim okropnym miejscu. Kiedy w tego

typu instytucjach naucz  si  traktowa  chorych nieszcz

ników jak ludzi? Nie zdawa em sobie sprawy, Catharino, jak  cen  za moj  decyzj  p acisz ty i

twoje siostry.

- Wszystko to moja wina - powiedzia a z  alem w g osie Tamara. - Ale ja wci

 si  waha am. Omal ca kiem nie oszala am z tego zmartwienia. A przy

tym odczuwa am straszne wyrzuty sumienia wobec Joachima. T umaczy am sobie jednak,  e dzi ki temu ch opiec  yje i nie dzieje mu si  krzywda, a ja
mog  go cz sto widywa . Uwa

am,  e nie mog  odda  Elsbeth pod opiek  obcym ludziom. Ach, jaki straszny pope ni am b d. Catharino i Malcolmie,

czy wy i wasze dzieci kiedykolwiek zdo acie mi wybaczy ?

- Doskonale wszystko rozumiemy -  agodnym g osem zapewnia a Catharina. - Wiele o tym my la am. Zastanawia am si , co bym zrobi a, gdyby moje

dziecko... nie, nie mog  nawet mówi  o tym... Tak wi c Inez domy li a si  w ko cu,  e co  jest mi dzy nami, Malcolmie?

- Ca y dom huczy od plotek,  e sp dzi

 noc w pokoju Cathariny - rzek a surowo Tamara.

Malcolm pokiwa  g ow  zak opotany.
- Pewnie Inez pods ucha a,  e umówili my si  na wzgórzu. Wydaje mi si ,  e ju  wcze niej  ywi a jakie  podejrzenia w stosunku do Joachima. Tak

cz sto odwiedzali my go ja i jego matka.

- O, tak! - pokiwa a g ow  Tamara. - Przeczyta am jej notatki i musz  przyzna ,  e nigdy jeszcze nie spotka am si  z równie obrzydliw  lektur . Nie

chc  wchodzi  w szczegó y, ale zgadza si  to, o czym mówi

, Malcolmie. Inez traktowa a mnie jako swoj  w asno

, ale równocze nie chorobliwie mi

wszystkiego zazdro ci a. Nie mog a wi c znie

, bym pod jakimkolwiek wzgl dem mia a nad ni  przewag . Poza tym kocha a si  do szale stwa w

Malcolmie i wydawa o jej si ,  e z wzajemno ci . Wiesz, Catharino, nigdy dot d nie czyta am tylu obscenicznych zwrotów, jak te, których u ywa a
snuj c swe fantazje na jego temat. S dzi a,  e to przeze mnie Malcolm nie wyznaje jej swych uczu . Podejrzewa a,  e co  mnie z nim  czy...
Buntowa a Elsbeth przeciwko mnie, wmawiaj c jej,  e narzucam si  Malcolmowi. Prawda jest natomiast taka,  e zawsze stara am si  jak najlepiej
zast pi  mu matk  i traktowa am go jak rodzonego syna.

- Docenia em to - u miechn  si  ciep o Malcolm.
Catharinie przypomnia a, si  kartka z nieprzyzwoitymi rysunkami, któr  Inez znalaz a w pokoju Elsbeth pierwszego ranka, kiedy podj a prac

cej. „Niezno ne dziewuszysko” - mrukn a wtedy pod nosem. Najprawdopodobniej jednak sama upu ci a niechc cy t  kartk , gdy kucn y przy

piecu.
- A co z Agnet ? Czy t  histori  o duchach tak e wymy li a Inez?
- Oczywi cie! S ysza a gdzie  jakie  stare bajdy o okrutnej dziedziczce, powtórzy a je Elsbeth i pozwoli a, by dziecko rozg osi o wszem i wobec t

bzdur  o duchu Agnety. O ile mi wiadomo, nikt nigdy nie natkn  si  na bia  dam  tu w pa acu - u miechn a si  Tamara.

- Oczywi cie - potwierdzi  Malcolm. - W Markanäs nie ma  adnych duchów!
- Ca e szcz

cie - westchn a Catharina i doda a: - Krótko mówi c, tam na wzgórzu Inez zamierza a upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu?

Pozby  si  Joachima i mnie?

- Tak - odpowiedzia a Tamara. - Zreszt  jak wynika z jej zapisków, by a tak e zazdrosna o bratow  Malcolma. Pragn a zachowa  wszystkich

czyzn dla siebie. Ale kiedy brat Malcolma nabra  podejrze , zdecydowa a,  e i on musi zgin

. Wszystko w najdrobniejszych szczegó ach opisa a w

pami tniku. Jak podburza a Elsbeth przeciwko Joachimowi, jak pod

a pi

 pod portretem Agnety Järncrony, jak nastraszy a Catharin , zostawiaj c

otwarte drzwi do sali balowej, i jak obwini a Elsbeth za wypadek Cathariny na schodach i w piwnicy. Nie, nie mog  o tym d

ej rozmawia . Zbyt wielki

sprawia mi to ból.

- Teraz wszystko si  zmieni, mamo - pocieszy  j  Malcolm, przytulaj c Catharin , która poczu a si  od razu bezpiecznie i tak b ogo...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Kiedy nadesz o lato, w Borg odby o si  huczne wesele. Wszystkie cztery córki w

ciciela kopalni stan y w tym samym dniu na  lubnym kobiercu.

Elsbeth i Joachim razem z innymi dzie mi z rodziny zaj li miejsce w orszaku dru bów, z czego byli nies ychanie dumni.

Ciotka Aurora niczym dobra wró ka, która doprowadzi a do szcz

liwego fina u, nie kry a swego zadowolenia i osobi cie czuwa a, by uroczysto

odby a si  bez najmniejszych zak óce .

Wszystkie cztery panny m ode wygl da y jednakowo pi knie, ale oczy  adnej nie promienia y takim blaskiem jak Cathariny. Nie przejmowa a si

wcale tym,  e pierwsze dziecko urodzi si  w osiem miesi cy po  lubie. Ostatecznie og osz ,  e dziecko jest wcze niakiem. Nie oni pierwsi, nie ostatni!

Elegancki powóz wióz  do Markanäs nowo

ców, Tamar  i jej dwoje dzieci.

W drodze Elsbeth rozmarzy a si , wyobra aj c sobie w asny  lub.
Catharina promienia a. Zarz dca z  on  zgodzili si  na przeprowadzk  Joachima do pa acu. Mieli przecie  swoje dzieci, a poza tym wiedzieli,  e nie

strac  ch opca z oczu.

- Nareszcie pokój dziecinny o yje! - westchn a Catharina uszcz

liwiona.

- O, mam nadziej ,  e urodz  si  wam dzieci. Markanäs jest spragnione dzieci cego szczebiotu - powiedzia a Tamara.
- O, na pewno... - zacz a Catharina i urwa a gwa townie.
Tamara unios a swe pi kne brwi.
- Jak e to, Malcolmie? - spyta a ch odno, ale w jej oczach b ysn  weso y ognik.
- Mam tylko dwa  yczenia - zacz a Catharina i przytrzyma a si  mocno, gdy  powóz podskoczy  na wyboju
- Jakie?
- Czy mogliby my usun

 z sali balowej pewien portret?

- Ch tnie to uczyni  - oznajmi a Tamara. - Gdziekolwiek bym stan a, czuj  na sobie okropne spojrzenie Agnety. Ale co zrobimy z tym obrazem?
- Spalimy - zadecydowa  Malcolm. - Przecie  to nie jest  adne dzie o sztuki. Po co ma wprowadza  niepokój? Moim zdaniem nie nale y piel gnowa

niedobrych wspomnie  z historii rodu. Lepiej niech znikn  w mroku zapomnienia. A wracaj c do rzeczy, Catharino, pragn  zamówi  u pewnego
znakomitego artysty malarza twój portret. O ile, naturalnie, si  zgodzisz. Nie ma najmniejszego ryzyka,  e kto  kiedykolwiek w przysz

ci go spali.

- Dzi kuj , Malcolmie! Z przyjemno ci  b

 pozowa  - powiedzia a onie mielona. - Zapewniam was,  e nie zamierzam wpatrywa  si  w malarza,

by nikt nigdy nie czu  si  prze ladowany przez mój wzrok.

- To i tak niemo liwe - roze mia  si  Malcolm i obj  czule sw

on . - A jakie jest twoje drugie  yczenie?

- Mam nadziej  - rzek a przytulaj c si  do niego -  e zwolnisz mnie z obowi zku wstawania codziennie o godzinie wpó  do pi tej rano.
Jej s owa wywo

y gromki  miech. Tak, dla Markanäs nadchodzi y nowe czasy.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m