background image

KATEDRA  EKONOMETRII  I STATYSTYKI

Uniwersytet  Szczeci ski

________________________________________________________________

STOWARZYSZENIE  „POMOC I ROZWÓJ”

J DRZEJ  PORADA

KULTURA I SOCJOLOGIA

MORSKA

W DOBIE GLOBALIZMU

WYBRANE   ESEJE

Szczecin

Czerwiec 2004

background image

2

2

Projekt  okładki :  autor ksi ki

Recenzent:

prof. zw. dr hab. Robert B. Wo niak

Instytut Socjologii Uniwersytetu Szczeci skiego

© Copyright by Józef Hozer

Szczecin 2004

Wydawca : EKOSTAT

Katedra Ekonometrii i Statystyki Uniwersytetu Szczeci skiego

ISBN  83-907053-4-6

background image

3

3

SPIS TRE CI

       Od autora

       Przedmowa

1.

  Problemy socjologiczne kultury narodowej i morskiej wobec globalizmu

2.

  Współczesne problemy egzystencjalne i socjologiczne ludzi morza

3.

  Rodzina bez ojca

4.

  Socjologiczne problemy marynarza globalnego

5.

  Narkotyki na statku

6.   Wychowawczy aspekt  ycia , pracy i wypoczynku na    aglowcach.

7.   Twórcy i programy nawigacyjne Wy szej Szkoły Morskiej w Szczecinie.

8.   Tematyka morska i społeczna w publikacjach autora

background image

4

4

 

OD  AUTORA

      Z  globalizmem  jako  systemem  politycznym  i  gospodarczym,  marynarze  obcuj   na  co  dzie .

Globalnie  rozwi zywane  s   obecnie  problemy  eglugi  np.  w  zakresie  nawigacji,    bezpiecze stwa,

ratownictwa  na  morzu,  a  tak e  bardziej  szczegółowe  zagadnienia  dotycz ce:  zarz dzania  jako ci ,

standardów  kwalifikacyjnych,  wyposa enia  statków,  ł czno ci  morskiej  i  inne.  Tylko  w  sposób

globalny  mo na  rozwi za   wiatowe  problemy  pokoju,  bezrobocia,  głodu,  ubóstwa,  terroryzmu  itp.

W  praktyce  mo na  jednak  dostrzec  ró norodne  zagro enia  jaki  niesie  ze  sob   globalizm  w  sferze

ekonomii,  cywilizacji , kultury i moralno ci.

     Polska kultura narodowa i morska oparta została na cywilizacji łaci skiej kształtuj cej współ ycie

społecze stw, pa stw i narodów, uznanie ich inno ci,  uznaj cej podmiotowo  człowieka, niezale nie

od  wyznania,  narodowo ci  czy  rasy.    Wchodz c  jednak  na  globalny  rynek  pracy  i  stosunków

ekonomicznych  spotykamy  si ,    nie  tylko  na  morzu  z  cywilizacjami    których  kultury  nie  uznaj

wa no ci  dobra  poszczególnego  człowieka,  jego  podmiotowo ci,  przeciwstawiaj c  mu  np.:  tylko

dobro gromadne, b d  dobro  prywatne anonimowych władców.

      Manipulowanie  prawem  stanowionym,  jak  to  si   obecnie  dzieje,  stwarzanie  jednolitych

standardów  walutowych,  bankowych,  informacyjnych  i  kulturowych,  ponadrz dowych  struktur

organizacyjnych i dyspozycyjnych,  nie zbuduje globalnej cywilizacji do czego si  zmierza. B dzie to

tylko  mieszanka  nie  tworz ca  jedno ci.  Mieszanka,  któr   trzeba  b dzie  utrzymywa   w  zało onych

granicach zarówno pałk  ekonomiczn  jak i militarn .

     Jako  marynarze  mamy  stanowi   w  miar   jednorodn   mieszanin   członków  wynarodowionych

społecze stw  oczekuj c   przez  kilka  pokole   na  cud  stworzenia  cywilizacji,  która  jako  jedyna  nie

mog c  z  kimkolwiek  rywalizowa   ulegnie  degeneracji.  B d my  jednak  optymistami,  mamy  własn

kultur   narodow   i  morsk ,  wspaniał   tradycj   i  korzenie  historyczne,  mamy  twórców  i

wychowawców  morskich.  Pomimo  braku  własnej  floty,    mamy  kadr   dobrze  wyszkolonych

dowódców morskich i marynarzy ,  którzy nawet jako najemnicy nigdy nie dadz  si  ”zglobalizowa ”.

     Niektóre aspekty tych zagadnie  poruszone zostały w kilku wybranych esejach napisanych przez

autora  w  latach  2000-2003,  w  wi kszo ci  opublikowanych  ju   i  dyskutowanych  w  rodowisku

socjologów morskich i ludzi morza.

    Szczególne podzi kowanie składam Panu  prof. zw. dr hab. Robertowi B Wa niakowi za zach t , i

pomoc merytoryczn  oraz  Panu prof. dr hab. Józefowi Hozerowi za inspiracj  i pomoc wydawnicz .

                                                                                                dr in . J drzej Porada

                                                                                                             kpt. .w.

background image

5

5

WST P

      W    wybranym  zbiorze  esejów  autor  nie  ograniczył  si   do  samego  opisu  społeczno  –

kulturowych  zjawisk  w  rodowisku  ludzi  morza.  Podkre la,  i   wiat  wszedł  w  faz

globalnych przekształce , z którymi polska gospodarka morska nie mo e sobie poradzi .

       Przedstawione problemy daj  poczucie zmierzchu jednej epoki i rodzenia si  nowej wizji

ludzi morza kształconych w Wy szej Szkole Morskiej w Szczecinie i pracy, jak okre la autor

„marynarza globalnego”.

     Warto uwypukli  równie ,  na ogół niezauwa alne problemy egzystencjalne i socjologiczne

„ludzi  morza  „    prezentowane  w  pracy.    Kiedy  autor  wchodzi  na  grunt  opisu  „rodziny  bez

ojca”, daje wyraz subtelnej analizy rodziny marynarzy oraz specyficznej atmosfery jej  ycia.

     Do wiadczenia  te  rodz   wielorakie  konsekwencje,  o  których  pisze  Autor  analizuj c

problem narkotyków na statkach.  Powiewem pi kna morza i wychowania morskiego s   agle

jako szkoła  ycia i pi kna.

     Osi  wokół której zbudowana jest cała ksi ka, s  wiec morze, kultura i rodzina osadzona w

megastrendach  współczesno ci.  Owe  megastrendy  marynizacji  s   w  prezentowanej  pracy

powi zane w osobliwy sposób:  pewne jej elementy sprzyjaj  rozprzestrzenianiu si  idei morza

i wizji  wiata,  inne-  pokazuj   ograniczenia  dla  tego  modelu  ycia,  z  po ytkiem  dla  praktyki

oraz my li nautycznej i socjologicznej.

                                                                     prof. zw. dr hab. Robert B. Wo niak

background image

6

6

PROBLEMY SOCJOLOGICZNE KULTURY NARODOWEJ I MORSKIEJ

WOBEC GLOBALIZMU

l. KULTURA NARODOWA NA MORZU I NA L DZIE

Marynarze  wcze niej  ni  ogół  społecze stwa  zetkn li  si   ze  zjawiskiem  globalizmu  w  sferze  polityki,

ekonomii,  kultury  i  moralno ci.  Zmuszeni  do  pracy  w  mi dzynarodowych  załogach  pod  „tani   bander ",

staj   si   coraz  bardziej  kosmopolitami,  trac   wi   narodow   i  rodzinn ,  pogł biaj c  tzw.  syndrom

bezdomno ci marynarskiej. Podstawow  rol  w tym procesie maj  mi dzynarodowe korporacje władaj ce

polskimi  mediami,  które  dla  wielu  bezkrytycznych  odbiorców  stały  si   autorytetem  moralnym,

kulturowym, j zykowym, wpływaj  na psychik  ludzk  i stanowi  powa ne wyzwanie cywilizacyjne

1

.

W  ka dej  grupie  zawodowej,  wspólnocie  czy  w  narodzie  obowi zuj   pewne  tradycje  i  zasady,  które

umo liwiaj   zdobywanie  umiej tno ci  bycia  człowiekiem  oraz  ycia  jak  człowiek,  wzajemnego

zrozumienia,  odczuwania  i  realizacji  wspólnych  celów.  Cz sto  mówi  si   wówczas  o  kulturze  pracy,

stosunków mi dzyludzkich, kulturze osobistej, zawodowej, narodowej, europejskiej, chrze cija skiej, itp.

Jednak kultura nie tkwi jedynie w uczono ci, zamo no ci, wspaniałych osi gni ciach współczesnej techniki

i  cywilizacji.  Kultura  to  cały  człowiek,  jego  sposób  ycia,  sposób  mówienia,  jego  stosunek  do  innych,

jego codzienna sfera my li i naczelne d enia duchowe

i

. Nie wytwarza si  ona sama przez si , trzeba nad

ni  pracowa . A pracuj  nad ni  twórcy imienni i bezimienni, bohaterowie, duchowni, odkrywcy i pro ci

marynarze,  ci  wszyscy,  którzy  tworz   nauk ,  sztuk ,  kształtuj   mow ,  stosunki  mi dzyludzkie  oraz

wychowuj ,  o  ile  ich  praca  rozwija  w  społecze stwie  zmysł  do  prawdy,  bezinteresowny  stosunek  do

otaczaj cych zjawisk. Jak podkre lał Artur Górski:

2

Kultura jest zjawiskiem pewnego rodzaju rytmu i pewnej tonacji przemawiaj cych zwłaszcza przez ludzi

przoduj cych  i  wypadki  naczelne  w  yciu  społecze stw  i  narodu.  Gdzie  ten  rytm  nie  jest  utrzymany,  tam

powstaje hałas i na ladownictwo na o lep. Ale jarmark nie jest kultur .

Kultura  umo liwia  człowiekowi  funkcjonowanie  w  danym  rodowisku  dzi ki  przekazanej  mu

wiedzy i umiej tno ciom b d cym owocem wysiłku i pracy nie jednego, ale wielu pokole . Dzi ki

temu dziedzictwu na przestrzeni dziejów tyle dziesi tków milionów Polaków poznaje i podziwia

geniusz  naszych  narodowych  i  obcych  pisarzy,  muzyków,  malarzy,  uczonych,  odkrywców,

zdobywców, przywódców duchowych i politycznych. Równocze nie kultura narodowa nie jest izo-

lowana,  lecz  potrafi  wchłania   zdobycze  innych  narodów  i  wzbogaca   innych  własnymi

warto ciami. Tak było w ostatnich dziesi tkach tysi clecia, lecz czy tak b dzie?

Podobnie jest z kultur  morsk , na któr  składa si  ju  siedemdziesi ciowiekowy dorobek my li i

praktyki  słu cej  rozwojowi  eglugi,  zawsze  jednak  adekwatny  do  ówczesnego  stopnia  rozwoju

kultur wspólnotowych czy narodowych, np. Egipcjan, Fenicjan, Chi czyków, Greków, Rzymian itd.

Nasze  aspiracje  morskie  od  Piastów  do  ko ca  XIX  w.  nie  wykraczały  poza  obszar  bałtycki.  Nie

brali my udziału w konkurencji kolonialnej atlantyckich pa stw Europy w dobie odkry  geograficz-

nych  w  XVI  i  XVII  w.,  ale  dysponowali my  obszernym  programem  polityki  morskiej  ju   za

panowania króla Zygmunta Augusta. „Trzymajmy si  morza" nawoływał Stanisław Staszic w 1790

r.,  w  tym  te   okresie  zesłaniec  na  Sybir  hr.  Maurycy  August  Beniowski  na  porwanym  okr cie

rosyjskim pod flag  polsk  przemierzył dwa oceany i panował jako król na Madagaskarze, a generał

Józef Kope  w czasie swego zesłania opisywał Kamczatk  i Morze Ochockie. W ten sposób z trudem i

entuzjazmem  budujemy  nasz   kultur   i  tradycj   morsk   na  l dzie  i  na  morzu,  od  czasów  Piastów,

przez  I  i  II  Rzeczpospolit   do  dni  dzisiejszych.  Budujemy  j   nie  tylko  przez  odkrycia,  badania,

wiedz   i  praktyk   morsk ,  lecz  przede  wszystkim  przez  cało   tego,  co  umo liwia,  a  nast pnie

rozwija i pogł bia tworzenie relacji mi dzyludzkich, zarówno na statku, jak na l dzie we wspólnocie

ludzi zwi zanych z morzem. Jak podkre la Ojciec  w., na tak rozumian  kultur  składaj  si  cztery

                                                          

1

 

J. P o r a d a, Kultura narodowa na morzu i na l dzie, „Krajowy Biuletyn Duszpasterstwa  Ludzi Morza" 1999, nr 5, s. 25-

28; „Nowy Przegl d Wszechpolski. Dwumiesi cznik Polaków w Kraju i na Obczy nie” 1999, nr 1/2, s. 37-38.

2

 

A. Gór s k i, Na nowym progu.Lwów-Warszawa 1923, s  13.

background image

7

7

wielkie  sfery  ludzkiego  działania:  poznanie  (nauka),  wytwarzanie  (sztuka),  warto ciowanie

(moralno ),  a  te  wszystkie  zwie cza  religia  jako  poszukiwanie  ostatecznego  celu  egzystencji

człowieka.

Polsk  marynarsk  wspólnot  kulturow  dotychczas tworzyli ludzie wychowani w naszej tradycji

zawodowej,  dziedzicz cy  duchowo-materialn   spu cizn   narodow ,  która  pomimo  setek  lat  niewoli

kształtowała,  humanizowała  i  rozwijała  ludzkie  mo liwo ci  i  motywacje.  Niew tpliwie

mi dzynarodowa  specyfika  zawodu  marynarskiego  wywiera  coraz  wi kszy  wpływ  ró nych  kultur

narodowych i cywilizacji na polsk  kultur  morsk  budowan  na fundamentach cywilizacji łaci skiej

naszego  narodu.  Wiadomo  tak e,  e  „kultura"  jako  słowo  o  etymologii  łaci skiej  oznacza

„uprawia ",  „czci ",  "opiekowa   si ",  a  wi c  stanowi  o  tym,  jacy  s   ludzie  przebywaj cy  wiele

miesi cy razem na morzu, jakie jest ich oblicze i społeczno , z której si  wywodz . Na ka dym z nich

odbiły  swoje  pi tno  wspomniane  wcze niej  czynniki  kulturotwórcze,  takie  jak  mowa,  sztuka,

wychowanie, gniazdo rodzinne i jego obyczaje, historia narodowa i tradycja.

W mi dzynarodowej załodze do wiadcza si  cz sto zderzenia ró nych cywilizacji i kultur, które

determinuj   ycie zbiorowe, a tym,  co ró ni je, jest na przykład  ródło praw i stosunek do etyki.

Tam  wła nie  próbuje  si   globalnej  organizacji  na  podstawie  ł czenia  ró nych  cywilizacji,  nie

kr powania  jak kolwiek  etyk ,  drwi  si   z  cnót  oraz 

da  tylko  jednolitego  wykształcenia

zawodowego.

Z  ka dym  rokiem  ubywa  starych  marynarzy  wychowanych  na  dobrych  tradycjach  i  solidarno ci

morskiej,  a  przybywaj   młodzi  ludzie,  cz sto  w  ogóle  nie  przygotowani  ani  wiadomi  tego,  co  w

zakresie  socjologii  i  kultury  morskiej  oraz  narodowej  powinni  wiedzie .  Dzi   na  morze  wyruszaj

przedstawiciele  społecze stwa  masowego,  infostrady  globalnej,  bezkrytyczni  odbiorcy  satelitarnej

sieci  telewizyjnej,  wychowani  i  wykształceni  na  obrazkach  telewizyjnych  i  symulatorach

elektronicznych, najcz ciej bez etosu i poczucia wi zi narodowej i marynarskiej, bo s  tylko najem-

nikami  pod  obc   bander .  Bezpo redni   przyczyn   tego  s   gwałtowne  i  niekorzystne  zmiany

strukturalne we flocie polskiej, objawiaj ce si  „wyflagowywaniem" polskich statków i przenoszeniem

ich  ze  wzgl dów  ekonomicznych  pod  tzw.  „tanie  bandery

1

'  oraz  konieczno   szukania  pracy  przez

naszych marynarzy w wielonarodowych załogach na mi dzynarodowym rynku taniej pracy.

Wydaje  si ,  e  w  polskich  i  wiatowych  badaniach  socjologicznych  nie  dostrzega  si

niebezpiecze stwa  i  degradacji,  jakie  zjawiska  te  poci gaj   za  sob   w  sferze  tradycyjnego

obszaru  kultury  morskiej  i  narodowej.  Z  jednej  strony  wi e  si   to  z  ograniczeniem  dost pu  lub

wstrzymaniem  rodków  finansowych  na  kultur ,  i  t   na  statku  morskim,  i  t   na  l dzie  (co

obserwujemy ju  w Szczecinie), a z drugiej strony przez niekorzystne tendencje, którym kultura

podlega.  To,  co  prawdopodobnie  spotka  nas  niedługo  w  Polsce,  marynarze  do wiadczaj   ju   od

wielu  lat  na  morzu,  to  jest  globalizm  kulturowy,  prymitywne  standardy  rozrywkowe  i

manipulowana  informacja,  oparte  na  liberalnej  teorii  wolno ci  producentów  oraz  zaprzeczaniu

tradycyjnym warto ciom, na jakich zbudowana została nasza cywilizacja. Przykładem tego jest  wiat

kolorowych  mediów  dost pnych  na  statkach  i  na  l dzie,  pochłaniaj ca  nas  kultura  masowa

wspierana  technologi   cywilizacji  elektronicznej  i  komputerowej.  Dotychczas  kultura  szerzyła  si

przez wzory, przez wielkich ludzi i wielkie wydarzenia narodowe, które działaj  wprost na wol

i  przez  któr   uszlachetnia  si   rodowisko  zawodowe,  społeczne,  obyczaje  i  ludzki  os d  ycia

oraz  pracy,  przez  pryzmat  wielkich  ideałów

3

.  Dzi   na  morzu  i  na  l dzie  tym  no nikiem  kultury

maj  by  proponowane standardy informacyjne, kulturowe i rozrywkowe.

Poza kilkoma kanałami na wszystkich pozostałych ogl damy te same zespoły, filmy, informacje,

konkursy,  seriale,  reporta e  z  tych  samych  miejsc,  styl  bycia,  mod   itd.  Telewizja  zaczyna

kształtowa   nasze  potrzeby  kulturowe,  wpływa   na  nasze  oceny  faktów  kulturowych,  dostarcza

„prawdziwych"  kanonów  moralno ci,  relatywizowa   i  laicyzowa .  To  wszystko  tak  łatwo  jest

przenie   na  grunt  dzisiejszej  i  przyszło ciowej  globalistycznej,  mi dzynarodowej  załogi,

funkcjonuj cej ju  w ramach dziesi tków, nawet setek przepisów (tzw. chek list) zredukowanej do

bezosobowych elementów w konfrontacji z przepisami - zasadami ich funkcjonowania.

Z  podstaw  socjologii  wynika,  e  zasadniczy  kanon  komunikacji  mi dzyludzkiej  oparty  jest  na

                                                          

3

  J. Porada, Wychowanie nie tylko morskie. „My l Polska” 1998,nr 26,s.II.

background image

8

8

słowie, gdy  to ono przez odwołanie si  do  wiadomo ci jest podstaw  my lenia.

Obraz

 medialny neutralizuje intelektualne władze człowieka z zaplanowan  precyzj  i odwołuje

si

 do sfery zmysłowej, a wyobra nia odbiorcy zostaje ukierunkowana nie na rzeczywisto  i fakty, lecz na

konstruowane  obrazy.  Model  my lenia  obrazami  utrudnia  odbiorcy  rozró nienie  prawdy  od  fałszu,  a

nadawcy  otwiera  mo liwo ci  wpływania  na  zachowanie  widzów,  prowadz ce  do  syndromu  uzale nienia

telewizyjnego (wg Stanisława Papie a).

wiat  obrazów  telewizyjnych  mo e  hipnotyzowa   widza  ukryt   wizualn   perswazj ,  silnie

atakuj c   pod wiadomo .  Powoduje  to  rozbrojenie  władz  poznawczych  człowieka:  pozbawia

samokontroli,  uruchamia  złudzenia  współuczestnictwa  w  tocz cej  si   np.  akcji  filmowej  jako

elementów  własnych  prze y .  Wielokrotnie  obserwowałem  te  objawy  w  czasie  wicze   na

multimedialnym  elektronicznym  morskim  symulatorze  manewrowym.  Ocenia  si ,  e  skuteczno

słowa  mówionego  i  pisanego  na  wykładach  oscyluje  w  granicach  30-40%,  podczas  gdy

audiowizualnego  60-70  %.  W  ten  sposób  zahipnotyzowany  kolorowymi  obrazkami  odbiorca

pochłania  nierzeczywisty,  spreparowany  wiat  fikcji,  mitów,  utopii,  rozbudzonych  potrzeb,

podbudowanych liberaln  ideologi  i nieograniczon  wolno ci  kosmopolitycznych producentów i

„twórców". To sprawia,  e na morzu i na l dzie jeste my wszyscy jednakowo poddawani jej działaniu

i stajemy si  masowymi (czyli jednakowymi) odbiorcami tych mass mediów. Tej medialnej agresji i

propagandzie  nowego  globalnego  ładu  wiatowego  towarzyszy  naiwno   i  brak  krytycyzmu  po

stronie  odbiorców tre ci  medialnych,  co  sprawia,  e  techniki  manipulowania  staj   si   nadzwyczaj

skuteczne.  Wszystko  przedstawia  si   jako  wzgl dne,  niejasne,  niejednoznaczne  i  dyskusyjne,  tak

aby  zatrze   fundamenty  i  wprowadzi   czytelnika  i  odbiorc   w  stan  „niewa ko ci

wiatopogl dowej".

Wydaje  si ,  e  zbli amy  si   do  futurologicznej  wizji  wiata  Alvina  i  Heidi  Toef-flerów

(Budowa  nowej  cywilizacji:  polityka  trzeciej  fali,  wyd.  USA  1993  r.),  w  której  „kosmiczny"

obywatel  wiata czy Europy nie b dzie potrzebował narodu, wiary w Boga i tradycyjnych warto ci

wynikaj cych  z  wielowiekowej  kultury.  Wchodzimy  w  cywilizacj ,  w  której  ju   nie  tylko

marynarz,  lecz  ka dy  człowiek  mo e  by   wyrwany  z naturalnego  rodowiska  ycia i kr y  jak

wolny atom, wypełniony pustk  i poczuciem osamotnienia. T  duchow  pustk  ma wypełni  nie

kultura  buduj ca  wi   i  solidarno   mi dzyludzk   opart   na  personalistycznej  wizji  człowieka,

lecz  rozrywka  i  konsumpcja,  natomiast  moralno   ma  zast pi   tylko  atrakcyjno

przekazywanych  tre ci.  St d  uzasadniony  postulat  u wiadamiania  i  aktywizacja  rodowisk,  nie

tylko marynarskich, w celu przełamania postawy ignorancji i bierno ci.

Mamy jeszcze dzi  szans  obrony przed pot g  współczesnych  rodków komunikacji „obcego

ducha" i kultury. Jak twierdzi  ekspert  w dziedzinie  edukacji do  mediów  Len  Masterman,  trzeba

tego  uczy   szczególnie  młodzie ,  jak  przez  aktywno   w  krytycznym  odbiorze  i  formacj

odbiorców  przekazów  medialnych  oraz  informacj   o  technice  i  metodach  manipulacji,  mo na

ograniczy  ich wpływ na ludzi oraz pobudzi  zdolno  do wyra ania własnych os dów. Z moich

do wiadcze   dydaktycznych  i  morskich  wynika,  e  młodzi  ludzie,  którzy  staraj   si   odkry

„j zyk" poszczególnych  mediów,  cz ciej  ni   ich  rówie nicy potrafi   poza  warstw   sensacji  i

rozrywki znale  inne przesłania, warto ci i antywarto ci.

2. SYNDROM BEZDOMNO CI MARYNARSKIEJ JAKO ELEMENT SOCJOLOGII I

KULTURY MORSKIEJ

Zazwyczaj  poj cie  bezdomno ci  kojarzy  si   ze  skrajnym  ubóstwem  materialnym  i  moralnym  osób

najcz ciej  chorych,  uzale nionych,  starych  i  bezradnych,  które  przytłoczone  problemami  yciowymi,

opuszczone  lub  wyp dzone  z  domu,  znalazły  si   na  dworcu  i  tam  wegetuj   w  nieludzkich  warunkach.

Ludzie  tacy  potrzebuj   natychmiastowej  pomocy  rzeczowej,  psychicznej  i  duchowej  oraz  stałej  opieki

społecznej.  Mo na  jednak  stwierdzi ,  e  pomimo  wzrostu  kr gu  osób  i  instytucji  zajmuj cych  si

niesieniem takiej pomocy liczba bezdomnych wcale nie maleje. Przez bł dn  polityk  społeczn  pa stwa,

faworyzuj c   na  przykład  bezdomnych  narkomanów  i  ludzi  z  marginesu,  obserwuje  si   postawy  wr cz

roszczeniowe. W efekcie tylko dora nych form pomocy, jak dokarmianie czy zaopatrywanie w odzie , nie

popartych  prac   wychowawcz   czy  resocjalizacj ,  wzmacnia  si   i  sankcjonuje  istnienie  tej  patologii

społecznej.

background image

9

9

Zjawisko bezdomno ci ma jednak znacznie bardziej zło ony obraz, ró ne odmiany,  ródła i przyczyny,

bez  których  rozpatrzenia  trudno  ustali   długofalow   strategi   działa   zapobiegawczych.  Przyczynkiem  do

takiego rozpoznania mog  by  uwagi na temat syndromu bezdomno ci marynarskiej, bezdomno ci z wyboru,

najcz ciej  ego-centrycznej,  egoistycznej  i  duchowej  bezdomno ci  psychicznej,  w  której  nie  ma  za-

sadniczego problemu materialnego

4

W wi kszo ci portów morskich na całym  wiecie znajduj  si  o rodki lub kluby marynarskie, w których

załogi  statków  przebywaj cych  w  porcie  mog   znale   schronienie  i  pomoc  w  załatwieniu  podstawowych

spraw egzystencjalnych czy duchowych. O rodki takie prowadzone s  przez ko cioły i organizacje ko cielne,

np.  kluby  duszpasterstwa  Ludzi  Morza  „Stella  Maris"  prowadzone  przez  Ko ciół  katolicki  czy  kluby

„Flying  Angel"  prowadzone  przez  Ko ciół  protestancki.  Obok  opieki  duszpasterskiej  i  pomocy  prawnej

sprawowanej  przez  inspektorów  Mi dzynarodowego  Zwi zku  Transportowców  (ITF)  o rodki  te  oferuj

usługi  hotelarskie  we  własnych  lub  wydzielonych  „Domach  Marynarza".  Tam  cz sto  „na  kredyt"  yj

marynarze  z  całego  wiata  b d cy  „na  biczu",  to  znaczy:  oczekuj cy  na  prac ,  na  ofert   armatorów,  na

powrót  swojego  statku  ze  stoczni  itp.  Tam  te   sp dzaj   swoje  samotne  wi ta  czy  urlopy.  Wielokrotnie

przebywałem w tej mi dzynarodowej grupie włócz gów morskich, cz sto nie maj cych własnych domów i

rodzin.  Najbli sz   wspólnot   jest  dla  nich  przypadkowa  załoga  statku  z  kolejnego  9-miesi cznego

kontraktu. Równie  w naszych „Domach Marynarza" i „Domach Rybaka" w Szczecinie i Gdyni samotnie

sp dzaj   wi ta  i  krótkie  urlopy  bezdomni  polscy  marynarze.  Najcz ciej  s   to  m czy ni,  którzy  —jak

twierdz - „nie  maj  dok d  pój ".  Gdzie   pozostawili  rozbite mał e stwa, czasem płac  alimenty, ale nie

odczuwaj  potrzeby zakładania trwałych odpowiedzialnych zwi zków lub tworzenia domu. Zadowalaj  si

niczym  nie 

skr powan   wolno ci ,  wystarczaj   im  przelotne  przyja nie  oraz  standardowy  poziom

egzystencji na statku.

Na tak  sytuacj , postaw  i uczucie bezdomno ci w ród marynarzy składa si  szereg czynników, cz sto

wspólnych dla całego zjawiska społecznego okre lanego jako tzw. bezdomno  z wyboru. Obserwowane

nasilanie  si   tego  zjawiska  w  Polsce  i  na  wiecie  mo e  nasun   nast puj ce  wnioski  o  pewnych

charakterystycznych uwarunkowaniach kulturowych i socjologicznych ich wyst powania:

-

 osłabienie wi zi rodzinnej i społecznej w skali globalnej;

-

 systematyczne 

deprecjonowanie 

znaczenia 

rodziny 

tradycyjnego 

mał e stwa

oraz ich roli w kształtowaniu osobowo ci, warto ci moralnych, społecznych i religijnych;

-

 ukształtowanie  si   pewnych  liberalnych  rodowisk  i  grup  patologicznych  narzucaj cych  normy

obyczajowe sprzeczne z systemem warto ci społecznie akceptowanych;

-

 polityka  tolerancji  społecznej  wobec  zachowa   sprzecznych  z  tradycyjnymi  normami  współ ycia

społecznego;

-

 preferowanie postawy wolno ci bez odpowiedzialno ci.

Wymienione  uwarunkowania  s   konsekwencj   przyj cia  przez  nasze  pa stwo  konsumpcyjnego

modelu cywilizacji o profilu hedonistycznym. W Polsce mo na zaobserwowa  nie tylko programowe

wycofywanie  si   pa stwa  z  funkcji  wychowawczych  w  szkole,  ograniczanie  praw  przysługuj cych

rodzinie i wyszydzanie tradycyjnych moralnych norm chrze cia skich, ale aktywn  obron  pornografii,

wprowadzanie do szkół wychowania seksualnego i tolerancj  dla narkotyków mi kkich.

Mo na  dostrzec,  e  w  skali  globalnej  bezdomno   psychiczna  zwi zana  jest  równie   z  owym

charakterystycznym zagubieniem współczesnego młodego pokolenia, tzw. człowieka nuklearnego, jak go

nazywa Henri Nouwen

5

, „który stracił naiwn  wiar  w mo liwo ci, jakie niesie technika, i ma bolesn

wiadomo ,  e te same siły, które umo liwiaj  człowiekowi stworzenie nowego stylu  ycia, zawieraj  w

sobie  mo liwo   samozagłady".  Historyk  psychologii  Robert  Jay  Lifton  dostrzega  ten  problem  w

„historycznym  rozbiciu"  pewnej  cz ci  społecze stwa,  polegaj cym  na  „zerwaniu  wi zi,  jakie  ludzie

przez długi czas odczuwali z  yciodajnymi i o ywczymi symbolami ich tradycji kulturowej; z symbolami

dotycz cymi  rodziny,  systemu  idei,  religii  i  cyklu  ycia  w  ogóle".  Skoro  mog   by   tylko  podrz dnym

najemnikiem  u  obcego  armatora,  niepewny  jutra,  to  po  co  eni   si ,  studiowa ,  rozwija   nowe  idee.

Jednak  u  podstaw  zjawiska  analizowanego  syndromu  bezdomno ci  marynarskiej  le   najcz ciej

zaburzenia  w  rozwoju  emocjonalnym  i  osobowo ciowym  nabyte  lub  ukształtowane  w  rodzinie,  w

rodowisku pracy na morzu, we wspólnocie marynarskiej.

                                                          

4

  J. P o r a d a,  Syndrom bezdomno ci marynarskiej . Referat wygłoszony podczas I Ogólnopolskiej Konferencji

„Bezdomno  – stan i perspektywy”. Wrocław, 10-11.04.1997r,. „Nowy Kurier”, nr 28.s.11,19.

5

  J.M. N o u w e n, Zraniony uzdrowiciel, I: Zagubienie człowieka nuklearnego, Pozna  1993, s.17.

background image

10

10

1. rodowisko rodzinne

Od  dawna  wiadomo,  e  adna  wychowawcza  instytucja  pa stwowa  czy  społeczna  nie  jest  w  stanie

zast pi   zdrowej  tradycyjnej  rodziny  w  zakresie  przynale nych  jej  nast puj cych  zada ,  do  których

zalicza si :

1.

 Zaspokajanie potrzeb psychicznych człowieka, a zwłaszcza potrzeby wi zi i wzajemnej przynale no ci,

poczucia własnej warto ci, bezpiecze stwa, rodzicielstwa,  yczliwo ci i potrzeby własnego domu.

2.

 Mo liwo   rozwoju  osobowego  przez  konieczno   przystosowania  si   do  warunków  ycia

wynikaj cych z intymnej blisko ci drugiego człowieka i przyj cia odpowiedzialno ci za jego los i los

dzieci.

3.

 Humanizacj   seksualizmu  i  erotyzmu  ludzkiego  mo liw   tytko  w  trwałym  zwi zku  partnerskim  i

wspólnym prze ywaniu kolejnych etapów rozwoju uczuciowego przez miło , przyja  i opieku czo .

4. Humanizacj   staro ci  przez  stworzenie  człowiekowi  słabn cemu  warunków  spokojnego

do ywocia, tolerancji, szacunku i czuło ci.

        5. 

Stworzenie 

rodowiska 

dla 

rozwoju 

dojrzewania 

dzieci stwie.

        Skompromitowały  si   ju   dostatecznie  i  ukazały  granice  swych  mo liwo ci  wszystkie  inne

systemy  wychowania  dzieci  pozbawionych  własnej  rodziny,  poniewa   nikt  poza  rodzicami  nie  jest  w

stanie tak akceptowa  dziecka jako indywidualno ci i nie daje mu takiego udziału we własnym  yciu, jaki

jest niezb dny dla jego pełnego rozwoju społecznego i moralnego. Mo na postawi  pytanie, czy współ-

czesna  polska  rodzina  jest  w  stanie  zaspokoi   te  podstawowe  potrzeby  składaj ce  si   na  fizyczne,

psychiczne  i  duchowe  poj cie  „domu".  Zaniechanie  realizacji  jednego z  wymienionych  zada   powoduje

okre lone  konsekwencje  osobiste  i  społeczne  oraz  mo e  wywoła   poczucie  bezdomno ci,  które

towarzyszy nie tylko marynarzom, ale i mieszka com „Domów Starców", „Domów Dziecka", „Domów

Opieki Społecznej" i hoteli robotniczych. Nawet dobrze utrzymane takie „getta" dla bezdomnych nie s

w stanie zast pi  skromnego  rodowiska  ycia, miło ci i ofiary w rodzinie.

2. rodowisko pracy i  ycia na morzu

Samotno  marynarska w czasie drugiego oceanicznego rejsu tylko w pocz tkowej fazie mo e dawa

satysfakcj   prze ywania  wolno ci.  Z  upływem  czasu  ta  samotno ,  wolna  od  bezpo redniej  troski  o

najbli szych,  pozostaj cych  na  l dzie,  o  innych  ludzi  i  sprawy,  które  tam  pozostały,  nieskr powana

codziennym  yciem  pełnym  ofiar,  ust pstw,  konfrontacji,  samotno   daj ca  swobod   w  dysponowaniu

czasem i pieni dzmi, samotno  zaakceptowana i usprawiedliwiona, jest zagro eniem rozwoju człowieka.

Jest to sytuacja człowieka, który sam mieszka na co dzie , ma ograniczony kontakt z innymi lud mi, jest

jakby  samowystarczalny  psychiczne  niezale nie  od  tego,  czy  yje  w  luksusowej  kabinie  współczesnego

statku  czy  w  ubóstwie  dworcowej  poczekalni.  Z  innymi  lud mi  wi

  go  tylko  kontakty  formalne,

przelotne znajomo ci. Kr enie stale w zasi gu własnych spraw, brak w polu widzenia w  yciu codziennym

innych ludzi zacie nia pole widzenia, skłania do powstawania i utrwalania si  złudze  na temat  własnej

osoby.  Taka  samotno   okre lana  jest  cz sto  jako  samotno   społeczna,  a  owocem  jej  jest  izolacja,

zerwanie wi zi wspólnotowej z lud mi. Mo na wówczas usłysze  charakterystyczne zdanie; „ eby nikt

ode mnie niczego nie chciał i  ebym ja nikogo o nic nie musiał prosi ..." Ro nie mur mi dzy „ja" a „oni".

W sytuacji przesadnego dystansu, jaki zachowuje kapitan i oficerowie wobec braku równoprawnych

zda  innych członków załogi, utrwalaj  si  wcze niejsze złudzenia i bezkrytyczne przekonanie o sobie,

utrwala si  egocentryzm. Ludziom dotkni tym samotno ci  społeczn  wydaje si ,  e s  takimi, za jakich

si  uwa aj , zmienia si  równie  k t widzenia ludzi i  wiata. Oczywi cie, własny k t widzenia staje si

absolutnie  słuszny i  niepodwa alny, natomiast  inni  ludzie  i  ich  opinie  przestaj   si   liczy .  To  kalectwo

psychiczne  spotykane  cz sto  nie  tylko  u  marynarzy,  grozi  izolacj   społeczn ,  utrudnia  tworzenie

trwałych zwi zków i wi zi emocjonalnych, wywołuje gorzkie poczucie pustki i  alu za przemijaj cymi

dniami  w ród  monotonnej  morskiej  szaro ci  oraz  prze wiadczenie  o  ludzkiej  niewdzi czno ci,

niedocenianiu  czy  opuszczeniu.  W  ten  sposób  narasta  chyba  najwi ksze  zagro enie  człowieka

osamotnionego  i  bezdomnego  -  brak  miło ci  i  otwarto ci,  niech   do  ofiary  na  rzecz  innych  ludzi,

wej cie w bł dne koło wyobcowania i alienacji społecznej.

3.  rodowisko wspólnoty marynarskiej

Praca na morzu, a szczególnie na statkach pod obc  tzw. tani  bander  w ród mi dzynarodowej załogi,

stwarza cz sto sytuacje rozwi zywane sprzecznie z prawem, zasadami moralno ci i etyki zawodowej. Takich

background image

11

11

sytuacji do wiadczaj  cz sto nasi marynarze, gdy  wiadomie lub nie wiadomie uczestnicz  na przykład w

przemycie,  nielegalnym  handlu,  oszustwach  podatkowych  itp.  Narzucane  przez  rodowisko  reguły  mog

prowadzi  do poczucia anomii, czyli subiektywnego przekonania,  e aprobowane zachowania s  konieczne

do osi gni cia okre lonych celów. Ka da nowa załoga, nowa rzeczywisto  społeczna mo e oferowa  du

ró norodno  warto ci, ich inn  hierarchi , ale i sprzeczno ci z dot d uznawanymi. Je li takich sprzeczno ci

jest  wiele i trwaj  one  zbyt  długo,  człowiek  po  prostu  traci  wiar   w  jakiekolwiek  warto ci, pojawia si

poczucie bezsensu i gł bokiej frustracji. Wieloletnie  ycie i praca na statku morskim w charakterystycznych

warunkach specyficznej izolacji społecznej, ograniczonej przestrzeni  yciowej i personalnej, ograniczonego

dost pu  do  rodków  informacji,  kultury  i  posługi  duchowej,  ci głego  zagro enia  ycia  i  zdrowia  oraz

destrukcyjnego  wpływu  fizycznych  i  psychicznych  warunków  pracy,  pogł bia  uczucie  owego  syndromu

bezdomno ci i niepokój egzystencjalny, kompleksy i przekonanie o bezwarto ciowym upływie czasu.  ycie

w warunkach, które odbieraj  człowiekowi poczucie autonomii, a wi c przekonanie o mo liwo ci wpływu

na  obecn   sytuacj ,  sprzyja  przyjmowaniu  tzw.  prowizorycznej  postawy  ycia.  Tak   postaw   przyjmuj

cz sto młodzi ludzie, nie tylko marynarze, unikaj cy podj cia odpowiedzialnego  ycia z my l  o przyszło ci

na rzecz wykorzystania mo liwie ka dej okazji do u ycia.

 

4. Ogólne wnioski

Na  przykładzie  problemów  egzystencjalnych  marynarzy  i  towarzysz cego  im  syndromu  fizycznej,

psychicznej  i  duchowej  bezdomno ci  mo na  stwierdzi ,  e  na  rozszerzaj cy  si   obszar  bezdomno ci  w

Polsce maj  wpływ ró ne formy alienacji wyra one:

- w regułach  ycia obowi zuj cych we współczesnym społecze stwie;

- w uznawanych warto ciach i własnych przekonaniach;

- w obecno ci innych ludzi.

Dora ny  wysiłek  i  odwoływanie  si   do  inicjatyw  obywatelskich  i  „solidarno ci  społecznej"  w

opanowaniu  społecznej  patologii  bezdomno ci,  nie  mo e  przynie   trwałych  efektów  bez  zmiany  polityki

społecznej i wychowawczej pa stwa, bez preferencji dla rodziny jako podstawowej komórki społecznej i

rodowiska  wychowawczego,  bez  zapewnienia  Ko ciołowi  katolickiemu  szacunku  i  ochrony  w  jego  nie

zast pionym  dziele  kształtowania  zasad  moralnych,  społecznych  i  patriotycznych.  Narzucony  system

antywarto ci  liberalnych  sprzecznych  z  tradycyjnymi  warto ciami  wi kszo ci  społecze stwa  polskiego,

stwarza gł bokie poczucie powszechnej alienacji, oderwania od własnych przekona  i chaosu zasad ładu

społecznego, a w konsekwencji prowadzi do poczucia anomii oraz gwałtownego przyrostu zjawisk patologii

społecznych, n dzy moralnej, fizycznej i bezdomno ci.

Mo na zauwa y  du e podobie stwo pomi dzy efektami duchowymi totalitarnego modelu  ycia i pracy

na statku a obecn  polityk  pa stwa w zakresie rozwi zywania  spraw  społecznych.  Nale y  jednak  wci

u wiadamia  kadrze dowódczej statków i armatorom,  e ci y na nich obowi zek działa  terapeutycznych,

w jaki wyposa ona jest nasza kultura i tradycja morska, polegaj cych mi dzy innymi na:

-

  umo liwianiu i zach caniu do udziału w imprezach o charakterze kulturalnym;

-

  umo liwianiu udziału w praktykach religijnych;

-umo liwianiu jak najcz stszych kontaktów z rodzin ;

-udzielaniu  wsparcia  psychologicznego  maj cego  na  celu:  przywracanie  godno ci  ludzkiej,  nauk

przebywania w zbiorowiskach ludzkich (współpraca, pomoc wzajemna solidarno ), przystosowania do  ycia

w  rodowisku  totalitarnym  na  statku  i  w  społeczno ci  l dowej,  nauk   zaspokajania  potrzeb  w  sposób

aprobowany społecznie.

3. TRE  WOLNEGO CZASU NA STATKU

Jeszcze kilkana cie lat temu zagadnienie wolnego czasu na statku i na l dzie było uwa ane za jeden z

wa niejszych  problemów  społecznych,  wzbudzaj cych  zainteresowanie  socjologów,  psychologów  i

pedagogów. Pami tam socjalistyczn  wizj  rewolucji naukowo-technicznej, zgodnie z któr  miał nadej

wkrótce powa ny wzrost materialny poziomu  ycia i czasu wolnego społecze stwa. Zastanawiano si , jak

zapewni   racjonalne  wykorzystanie  czasu  wolnego,  którego  ilo   uzale niano  od  poziomu  wydajno ci

pracy i efektywno ci ekonomicznej produkcji

6

.

                                                          

6

 J. P o r a d a, Wolny czas na statku, „Akademickie Aktualno ci Morskie. Dwumiesi cznik Wy szej Szkoły Morskiej

background image

12

12

To były czasy, gdy ba niowo   ycia marynarskiego, tworzona i podtrzymywana równie gorliwie przez

tych co na morzu, jak i tych co na l dzie, była naturalnym wynikiem izolacji społeczno-obyczajowej, jakiej

podlegali marynarze od wieków. Narosłe od lat mity i legendy  ywotne s  i dzisiaj, chyba dlatego  e maj

tak   atrakcyjn   tre .  Wielu  naszym  studentom  wy szych  szkół  morskich  powracaj cym  z  długiego

kontraktu, zwłaszcza pod „tani  bander ", trudno pogodzi  si  z inn  mniej urocz  rzeczywisto ci , ci k

wielogodzinn   prac ,  nierzadko  niszcz c   zdrowie  fizyczne  i  psychiczne,  z  yciem,  któremu  nieobce  s

obsesje i załamania. We flocie obiecywana rewolucja naukowo-techniczna wcale nie przysporzyła czasu

wolnego, lecz przyczyniła si  do zmniejszenia załogi. Pozostała jeszcze szcz tkowa cz  dawnej załogi, ma

teraz  du o  wi cej  pracy  i  mniej  owego  czasu  wolnego.  Mo na  równie   zaobserwowa   w

przedsi biorstwach  armatorskich  zaniechanie  działa   na  rzecz  poprawy  warunków  pracy,  jej

uprzyjemnienia  lub  uatrakcyjnienia.  Zamiast  wysiłków  zmierzaj cych  do  ograniczenia  procesu

odhumanizowania  sprowadza  si   prac   najemn   na  morzu  wył cznie  do  roli  rodka  zabezpieczaj cego

egzystencj . W ten sposób doszli my do 12-godzinnej wachty morskiej i pracy cz sto 16-godzinnej na dob ,

pozostawiaj c odpoczynek na „dni wolne" sp dzone na l dzie.

Czas  egzystencji  morskiej  wyznaczony  jest  swoistym  rytmem  wacht,  a  obecno   marynarskiej  pracy

czuje si  wsz dzie wokoło: przez wibracje kadłuba, stukot maszyny, hałas wentylatorów, uderzenia fal i

lodu  o  kadłub  statku.  Nie  mo na  od  tego  uciec  w  czasie  wolnym  i  w  czasie  odpoczynku,  tote   ka dy

człowiek wyruszaj cy na morze musi znale  odpowied  na dwa podstawowe pytania:

-jak  prze y   owe  15-20  lat  pracy  na  morzu  bez  upo ledzenia  zdrowia  fizycznego  i  psychicznego,

degradacji duchowej, intelektualnej i osobowo ciowej?

- co mo na w tej sprawie zrobi , jak si  tego nauczy ?

W  yciu ka dego z nas na morzu i na l dzie musi by  czas wolny od aktywno ci zawodowej, czas nie

tylko  konieczny  do  odpoczynku  fizycznego  i  psychicznego,  lecz  równie   do  rozwoju,  doskonalenia  si   i

zaspokajania  tych  potrzeb,  których  nie  mo e  zaspokoi   praca.  Chodzi  o  czas,  w  którym  znajd   miejsce

ró ne zachowania społeczne, zwi zki rodzinne i kole e skie, praktyki religijne i refleksja nad otaczaj c

rzeczywisto ci . W tym czasie mie ci si  te  cały zwi zek człowieka z kultur , jej odbiorem i tworzeniem.

Jest to równie  czas na rozrywk , sport i turystyk . Wolny czas jest niezb dny dla harmonijnego rozwoju,

dlatego nie bez znaczenia s  wypełniaj ce go tre ci.

Na  morzu  i  na  l dzie  po  intensywnej  pracy  ludzie  najch tniej  szukaj   intensywnej  rozrywki  daj cej

zapomnienie od monotonii codziennych zaj . Na statkach polskich podczas rejsu podstawowym  ródłem

rozrywki jest tradycyjne ogl danie zestawu kaset magnetowidowych oraz obcych programów telewizyjnych.

Lansowane przez nie tre ci naznaczone s  najcz ciej zwykle konformistycznym pi tnem aktualnie panuj -

cej  mody  i  obyczaju,  a  w  powodzi  popularnych  wzorów  i  schematów  trudno  doszuka   si   jakich

gł bszych my li czy ambitniejszych tre ci. Na l dzie i na morzu ogl damy zazwyczaj tzw. czarn  sztuk , w

której  panuje  przemoc,  gwałt  i  zbrodnia,  a  gdy  przestajemy  by   na  nie  wra liwi  -  pozostaje  niedosyt  i

poszukiwanie  coraz  mocniejszych  „dreszczowców".  W  ten  sposób  narasta  fala  zm czenia,  frustracji  i

wyobcowa

nia  człowieka,  a  to  mo e  by   pocz tkiem  bolesnego  uczucia  pustki  egzystencjalnej.

Takie  objawy  ju   przed  wielu  laty  zaobserwowano  u  młodych  Amerykanów  i  oni  te   pierwsi

nazwali tak  rozrywk  „szczurzym wy cigiem", ko cz cym si  depresj , agresj  i uzale nieniem.

Szczególnie młodzi ludzie, którzy zazwyczaj nie znaj  jeszcze pełnej prawdy o sobie, staj  si

biernymi  odbiorcami  masowej  kultury  poznanej  za  po rednictwem  TV,  gdzie  przedstawia  si

jednostronny  i  jak e  cz sto  spaczony  obraz  ludzkiej  natury.  Je li  wi c  tylko  taka  rozrywka

stanowi tre  wolnego czasu, łatwo jest zagubi  sens i osobisty cel  ycia. Po prostu czynimy to,

co czyni  inni, a nawet jeszcze gorzej: robimy to, co inni chc  aby my robili, nie bacz c na to,  e

obie postawy uwłaczaj  godno ci człowieka.

W polskiej flocie gwałtownie zanika tradycja społecznej działalno ci kulturalnej. 0 ile jeszcze w 1981

r.  działalno   ta  w  Polskiej  egludze  Morskiej  była  obserwowana  na  58  statkach  (czyli  na  około

połowie statków tego armatora), to ju  w r.1986 tylko na 17 statkach, a w 1998 r. na 9 statkach. Coraz

trudniej  namówi   ludzi  do  wspólnego  działania  kulturalno-o wiatowego,  amatorskiej  twórczo ci,

czynnego uprawiania sportu itp. Brak jest zainteresowania, poparcia oraz inspiracji dla tego rodzaju

                                                                                                                                                                                     

w Szczecinie" 1999, nr 9, s. 16-17.

background image

13

13

stara   ze  strony  wi kszo ci  kapitanów,  brakuje  te   animatorów  ycia  kulturalnego.  Niestety  takich

inicjatyw nie wykazuj  studenci i młodzi absolwenci WSM. Nikt ich do tego wcze niej nie zach cał i

nie przygotował. W rzeczywisto ci jednak, je li na statku znajdzie si  człowiek z inicjatyw , wówczas

przy  poparciu  kapitana  znajd   si   te   ch tni  do  współpracy      koledzy  i  szczególnie  w  trakcie

długotrwałych rejsów pozytywny program wypełniaj cy czas wolny od pracy nabiera charakteru nie

tylko  ogólnej  terapii  psychicznej.  Zawsze  to  bezpieczniej  dla  statku  i  armatora,  je li  marynarze

zaabsorbowani s  po pracy swoim hobby, po wi caj  czas wspólnym zainteresowaniom kulturalnym,

turystycznym,  sportowym,  a  nie  szukaj   odpr enia  w  alkoholu.  Wydatek  po wi cony  na  ten  cel

zawsze opłaca si  załodze i armatorowi.

     Z  własnego  do wiadczenia  wiem,  e  najlepszym  sposobem  zagospodarowania  wolnego  czasu  na

statku jest po prostu twórczo . Mo e to by  np. film zrobiony własn  kamer , fotografika, grafika,

malarstwo,  ró ne  r kodzieła,  rze ba  w  drewnie  i  metaloplastyka,  modelarstwo,  szkutnictwo,  poezja,

reporta ,  pomysły  na  lekk   muz ,  a  wi c  piosenki,  zgaduj-zgadule  itp.  Pami tam  kapitana,  którego

pasj   była  budowa  ró nych  kajaków  i  modeli,  artyst   spawalnika,  który  potrafił  tworzy   wspaniał

metaloplastyk ,  filmowców,  których  filmy  po ka dym  postoju  w  porcie  były  najwi ksz   atrakcj   w

czasie  eglugi  do  nast pnego  portu.  Tylko  marynarze  potrafi   oceni   warto   i  symbolik

„papudraków"  i  trud  wło ony  w  budow   pi knych  modeli  aglowców  wło onych  do  butelki.

Oczywi cie,  zawsze  jest  mo liwo   nauki  i  po wi cania  czasu  „hobby",które  mog   sta   si   pasj

yciow .  Mam  przyjaciela,  starszego  mechanika,  wybitnego  znawc   kultury  staro ytnej  Greków  i

Rzymian,  ochmistrza  biegle  władaj cego  pi cioma  j zykami,  czy  kapitana,  autora  kilku  bardzo

interesuj cych  ksi ek  pularnonaukowych  i  mi dzynarodowego  eksperta  w  sprawach  dawnych

przyrz dów  nawigacyjnych.  Niedawno  ze  wzruszeniem  obejrzałem  pi kny  ilustrowany  pami tnik

emerytowanego kpt. .w. Wiktora Czappa, b d cy buduj c  kronik  pracowitego  ycia, napisan  dla

dzieci kontynuuj cych morsk  tradycj  zawodow .

Mo na  tam  było  znale   opis  452  odwiedzonych  portów,  w  tym  113  po  kilka  razy,  refleksje  z  82

odwiedzanych  krajów,  opis  wielokrotnych  przej   przez  wszystkie  oceany,  kanały,  cie niny  i  najwi ksze

rzeki  wiata. To jest kronika naszej przemijaj cej  wietno ci morskiej i ludzi, którzy j  tworzyli.

Przykładem zrozumienia i zaanga owania w sprawy polskiej kultury marynarskiej jest organizowany od

25 lat Morski Turniej Kultury, stanowi cy podsumowanie w czasie Dni Morza ( 26-30 czerwca) rocznej pracy

organizatorów  i  twórców  na  statkach,  głównie  Grupy  P M.  Na  wystawie,  co  roku  organizowanej  w  Sali

Admiralskiej szczeci skiego Domu Marynarza, warto zobaczy , co mo na robi  w wolnych chwilach na

statku  w  dziedzinie  kultury  i  wypoczynku,  zaprezentowa   swoje  marynarskie  talenty  i  inicjatywy.  Słu y

temu  rywalizacja turniejowa w  ramach  zazwyczaj  9  konkursów  w  dziedzinie:  malarstwa,  rze by,  grafiki,

metaloplastyki, literatury (reporta , poezja), fotografiki, filmu, gazetek statkowych, zrealizowanych imprez

(sportowych,  turystycznych  i  rozrywkowych)  itp.  Wynikiem  tej  szlachetnej  rywalizacji  jest  uhonorowanie

zwyci zców:  Złot ,  Srebrn   i  Br zow   Latarni   oraz  zaszczytnymi  wyró nieniami.  Mo na  zauwa y ,  e

w ród  laureatów  turniejów  bywaj   te   pracownicy  WSM  (m.in.  autor  jest  zdobywc   Złotej  i  Br zowej

Latarni). Jednak na szczególne podkre lenie zasługuj  wyró nienia przyznawane dla kapitanów pływaj cych

nie tylko  pod  polsk   bander ,  którzy  byli  inicjatorami  i  opiekunami  takiej  działalno ci,  a w ród  nich

najbardziej znani: Wojciech Drobnik, Jerzy Niemiec.

Z  niepokojem  my l ,  czy  nasi  studenci,  przyzwyczajani  od  najmłodszych  lat  do  biernego  odbioru

„papki  telewizyjnej",  s   w  ogóle  przygotowani  do  zagospodarowania  tej  pozostaj cej  jeszcze  do  ich

dyspozycji resztki wolnego czasu. Czy s  zdolni do samodzielnego i krytycznego odbioru przesyłanych drog

radiow   na  statki  wyselekcjonowanych  tre ci  „Gazetki  Marynarskiej",  pism  wiadomego  pochodzenia

(„Polityka"  i  „Wprost"),  rozrywkowych  programów  nagrywanych  przez  TYP  oraz  ksi ek  o

jednostronnym  nastawieniu  lewicowo-liberalnym.  Mo na  mie   powa ne  w tpliwo ci  co  do  warto ci  i

obiektywizmu  szczególnie  programów  informacyjnych  i  profesjonalizmu  ich  przygotowania,  a  kształtuj

one opini  publiczn  i marynarsk  bardzo skutecznie. Wielu marynarzy zabiera na statki Bibli , ciekawe

i  warto ciowe  publikacje,  których  najcz ciej  nie  ma  czasu  przeczyta   na  l dzie,  a  które  samotne

chwile  na  statku  podnios   do  rangi  spotkania  z  nieprzemijaj cymi  warto ciami,  nadaj cymi  sens  naszej

egzystencji. Warto zatroszczy  si  o to, rozmawia  i wymienia  pogl dy z innymi, bo je li tego nie zrobimy

dzi , jutro staniemy  si  w  mi dzynarodowej  załodze  biernymi  kosmopolitami  bez  własnej  kultury,  wiary,

background image

14

14

przekona , warto ci, ojczyzny, staniemy si  bezkrytycznymi „mediotami"

7

.

Samodzielna  organizacja  wolnego  czasu  w  długich  rejsach  morskich  wymaga  wi c  szczególnej

aktywno ci,  polegaj cej  na  stawianiu  sobie  celów  i  narzucaniu  pewnej  dyscypliny  oraz  wewn trznej

wolno ci wobec pokus i łatwizny. Tylko wówczas zdołamy w sobie odkry  wy sze potrzeby duchowe, a

czas nam dany przez Boga nie b dzie zmarnowany.

                       Roczniki Socjologii Morskiej, t. 13, 2000 PL ISSN 0860-6552

                                                          

  

7

  M. C z  a r n e c k i, W niewoli mediów. Przewodnik dla odbiorców prasy, radia, kina, wideo,

 

Szczecin 1997 (Wydawnictwo UNA staraniem i nakładem PRO Szczecin).

background image

15

15

WSPÓŁCZESNE PROBLEMY EGZYSTENCJALNE I

SOCJOLOGICZNE LUDZI MORZA

1. POTRZEBA  WIADOMO CI WYRZECZE  I OFIARY LUDZI

MORZA

Bezpowrotnie  min ły  czasy,  gdy  morze  było  miejscem  pracy  i  ycia  wybra ców  -  ludzi  obdarzonych

nieprzeci tn   odwag ,  ciekawo ci ,  fantazj ,  zdrowiem  fizycznym  i  psychicznym.  To  był  sprawdzian

m sko ci, ryzyko i przygoda, ale i tradycja rodzinna czy narodowa. Ci ludzie, podejmuj c prac  na morzu,

godz c si  na los morskiego włócz gi, wiedzieli, co ich czeka. Od najmłodszych lat  yj c w marynarskim

rodowisku rodzinnym i portowym, poznawali zasady funkcjonowania tego  rodowiska, swoiste reguły  ycia,

marynarsk   etyk ,  solidarno   zawodow   i  społeczn ,  opart   na  tradycyjnych  zasadach  i  warto ciach

chrze cija skich.  Obecnie  morze  stało  si   miejscem  pracy  wielu  milionów  ludzi  (nikt  nie  prowadzi

dokładnego rejestru), cz sto do tego nieodpowiednio przygotowanych i zakwalifikowanych, a problemy ich

specyficznej egzystencji dotycz  kilkudziesi ciu milionów ludzi nazwanych - zgodnie z definicj  Papieskiej

Rady ds. Duszpasterstwa Emigrantów i Podró nych - „lud mi morza"

81

. Na to szerokie poj cie składaj  si

nast puj ce kategorie osób:

a)

 pływaj cy  -  to  ci,  którzy  w  danym  momencie  znajduj   si   na  morzu  i  doznaj   bezpo redniego

wpływu morskiego  rodowiska  ycia i pracy, nara eni na degradacj  psychospołeczn , moraln  i duchow

oraz utrat  wiary w Boga, utrat  zdrowia i  ycia;

b)

 marynarze  -  to  osoby  pracuj ce  zazwyczaj  na  morzu,  aktualnie  przebywaj cy  w  porcie,  emeryci,

uczniowie szkół morskich i pracownicy portowi, armatorzy i pracownicy administracji zwi zani z obsług

statków;

c)

 ludzie morza - to osoby pływaj ce i marynarze oraz ich najbli sze otoczenie rodzinne, doznaj ce

bezpo redniego wpływu tej charakterystycznej egzystencji morskiej na l dzie.

Ka da  z  osób  zaliczonych  do  której   z  tych  kategorii  musi  zdawa   sobie  dokładnie  spraw   z

odpowiedzialno ci  wynikaj cej  ze  swojego  powołania  chrze cija skiego  oraz  solidarno ci  i  obowi zku

wiadczenia wzajemnej pomocy tym, którzy s  na morzu.

Nigdy w dotychczasowej historii  eglugi i rybołówstwa nie pracowało na morzu tylu ludzi. Ten swoisty

rekord jest głównie rezultatem pracy najemnej pod tzw. „tani  bander ". Na pocz tku 1996 r. około 16 000

statków  zarejestrowanych  było  pod  tani   bander ,  co  stanowiło  ponad  20%  wszystkich  statków  i  45%

wiatowego  tona u.  Obecnie  liczby  te  wzrosły.  Najistotniejszy  jest  jednak  fakt,  e  mimo  czterokrotnie

wi kszej  liczby  zatoni   statków  pod  tani   bander ,  zaledwie  na  jednej  czwartej  wszystkich  tych  statków

przyj to  zbiorowy  układ  pracy  zgodny  z  wymogami  Mi dzynarodowej  Federacji  Transportowców  (ITF),

okre laj cy; minimalne wynagrodzenie, ubezpieczenie na wypadek  mierci i kalectwa, a tak e warunki pracy.

Ta alarmuj ca statystyka wynika z samej istoty taniej bandery, której pa stwa bardziej zainteresowane s

pobieraniem opłat rejestracyjnych ni  kontrol  statków i armatorów.

Bardzo powoli dociera do społecze stw pa stw postkomunistycznych obraz zmieniaj cych si  na gorsze

realiów  ycia marynarskiego zarówno w wymiarze społecznym jak i indywidualnym. Jeszcze kilkana cie lat

temu praca pod obc  bander  była tam tylko dla wybra ców z protekcj  partyjn , bo i wynagrodzenie było

wielokrotnie wy sze ni  w narodowej flocie. Obecnie w ramach transformacji ustrojowej ka dy obywatel

mo e otrzyma  paszport i podj  prac  za granic . Armatorzy krajowi musieli podnie  płace, aby utrzyma

                                                          

8

 

List apostolski „motu propio" papie a Jana Pawła II o duszpasterstwie ludzi morza, Papieska Rada ds. Duszpasterstwa

Emigrantów i Podró nych, Rzym 31 stycznia 1997 r.

background image

16

16

załogi. Pa stwo natomiast pragnie czerpa  wył cznie zyski z wolnego rynku, rezygnuj c nie tylko z pewnych

dopuszczalnych form protekcjonizmu w stosunku do tak strategicznych dziedzin gospodarki, jak przemysł

okr towy  i  transport  morski,  ale  wprowadzaj c  niesłychanie  wysokie  restrykcje  podatkowe,  celne  i

kredytowe,  co  prowadzi  do  upadku  gospodarki  morskiej.  Szczególnym  tego  skutkiem  jest  masowy

proceder rejestrowania  statków narodowych armatorów  tych  krajów (w tym tak e polskich) pod obcymi

banderami.  Wówczas  podatki  i  opłaty  rejestracyjne  wpływaj   do  krajów  taniej  bandery,  ale  te   tylko

wówczas mo na uzyska  z obcych banków tanie kredyty na nowe statki bez ryzyka egzekucji pa stwowej

hipoteki. W ten sposób wyflagowano ju  60% polskiej floty morskiej. Jednak podstawowy zysk pod tani

bander   wynika  równie   ze  znacznie  mniejszych  wymaga   dotycz cych  standardów  socjalnych  i

bezpiecze stwa. Na przykład werbowani w wielu miastach centralnej Polski ludzie do pracy na morzu na

ogół nie  zdaj   sobie  sprawy z ceny społecznej, psychicznej i zdrowotnej, jak  trzeba b dzie zapłaci  za

obiecane dolary. Na nie wiadomo ci, dotycz cej m.in. procedur prawnych zwi zanych z warunkami pracy,

ubezpieczenia,  płacy  itp.,  eruje  około  100  polskich,  nie  zawsze  uczciwych  po redników  zagranicznych

armatorów, którzy ch tnie wr czaj  „bezpłatny" bilet na nieznany statek do egzotycznego kraju. Spo ród

nich tylko szesnastu jest oficjalnie zarejestrowanych i posiada odpowiednie licencje na tak  działalno .

Tak rozpoczyna si  najcz ciej pierwsze zatrudnienie na obcym statku, w ekstremalnych warunkach, bez

wystarczaj cego odpoczynku, z wydłu onym do granic mo liwo ci fizycznych czasem pracy. Nie zawsze na

starym, wysłu onym czy wr cz niebezpiecznym statku, ale zawsze u armatora nastawionego na maksymalny

zysk, w ród zbieraniny marynarskiej z całego  wiata, zawsze pod dowództwem kapitana dyspozycyjnego

w  stosunku  do  nieuczciwego  najcz ciej  armatora.  Owa  nieuczciwo   polega  nie  tylko  na  omijaniu

niewygodnych  norm  prawnych,  podatkowych,  płacowych,  technicznych,  socjalnych,  a  wi c  i  norm

moralnych przyj tych w cywilizowanym  wiecie, ale i na traktowaniu człowieka jak towaru, przedmiotu.

Przyj cie  przez  narodowe  ministerstwa  pracy  i  polityki  socjalnej  proponowanych  od  dawna  przez

zwi zki  zawodowe  uregulowa   prawnych  dotycz cych  zasad  funkcjonowania  i  wymaga   stawianych

po rednikom  i  armatorom,  uporz dkowałoby  sytuacj   na  rynku  pracy  dla  marynarzy,  ograniczyło

bezprawie i ogrom osobistych dramatów marynarzy i ich rodzin. Dzi  ka da rodzina marynarska musi

mie   wiadomo   ci głych  zmian  na  rynku  pracy  i  zmian  technologicznych  w  transporcie  morskim,

musi  odpowiedzie   sobie  na  pytanie:  na  jak  długo  wystarczy  tych  zarobionych  dzisiaj  dolarów,  jak

ubezpieczy   si   na  przyszło ,  na  wypadek  utraty  pracy  na  morzu?  Nie  mniej  wa na  jest  jednak

wiadomo   innych  istotnych  czynników  ró ni cych  prac   na  morzu  od  podobnych  czynno ci

wykonywanych  na  l dzie,  a  pozostawiaj cych  trwałe  lady  w  yciu  społecznym,  rodzinnym  i

indywidualnym marynarza.

Specyficzne  problemy  egzystencjalne  marynarzy  s   niestety  na  ogół  nieznane  ludziom  nie

zwi zanym z gospodark  morsk  i kandydatom do pracy na morzu

9

. Wbrew znanym regułom psychologii

pracy, nowoczesna technika wkraczaj ca do przemysłu, a szczególnie na współczesne statki, ma na celu

w  maksymalnym  stopniu  wyeliminowa   człowieka  i  sprowadzi   go  do  roli  samotnego  operatora

yj cego  w  warunkach  zapewniaj cych  tylko  konieczne  standardy  podyktowane  fizjologiczn   i

psychospołeczn  stron  egzystencji. Tak jest i we flocie morskiej, gdzie podstawowe potrzeby bytowe,

kulturalne, rekreacyjne, rodzinne oraz psychospołeczne nie s  w zadowalaj cym stopniu uwzgl dniane

przez wszystkich armatorów i cz sto zwi zki zawodowe musz  je w drastyczny sposób egzekwowa .

Sytuacja w tym zakresie ulega systematycznie pogorszeniu, a marynarze s  wci  jedn  z najbardziej

podatnych na wyzysk grup społecznych na  wiecie. Do wiadczaj  tego równie  polscy marynarze za-

trudnieni u obcych armatorów, gdzie napotykaj  stresogenne warunki, wynikaj ce m.in. z powodu:

-

 bariery kulturowej i j zykowej w wielonarodowo ciowych załogach,

-

 nieuczciwych praktyk armatorów,

-

 złych  warunków  pracy  i  ycia  na  statkach  (złe  lub  niewystarczaj ce  wy ywienie,  niskie  płace,

niebezpieczne i szkodliwe warunki pracy itp.).

                                                          

9

 

J. P o r a d a, The need for awareness of renouncements and sacrifices among seafaring people - obszerne fragmenty referatu

przygotowanego na XX  wiatowy Kongres Apostolatus Maris w Davao na Filipinach w 1997 r

.

background image

17

17

Opisane warunki  ycia i pracy na statkach rzutuj  w istotny sposób na cechy osobowo ciowe (tj.

konstytucjonalne i wyuczone wzory zachowa ), staj c si  przyczyn  licznych stresów marynarzy i ich

rodzin.  S   te   w  coraz  wi kszym  stopniu  przeszkod   w  adaptacji  do  zmieniaj cych  si   warunków

otoczenia.  Objawem  tego  jest  znany  powszechnie  syndrom  „niepokoju  marynarskiego".  Na  morzu

ci gle towarzyszy im t sknota i niepokój o najbli szych, a w domu ju  po kilku tygodniach odzywa si

t sknota  za  statkiem...  W  efekcie  narasta  zjawisko  charakterystycznej  bezdomno ci  marynarskiej,

obejmuj ce  widoczn   ju   we  wszystkich  portach  grup   marynarzy  bez  rodziny,  któr   utracili  albo

nigdy jej nie zało yli, nie odczuwaj c potrzeby budowania trwałych, odpowiedzialnych zwi zków.

Na morzu dochodz  do głosu małe i wielkie dramaty ludzkie, w tpliwo ci, ambicje i zahamowania,

rodz   si   pytania,  na  które  nie  ma  odpowiedzi...  Do  takich  nale   pytania  o  sens  marynarskiej

egzystencji,  o  wiar   w  Boga  i  warto ci  nieprzemijaj ce.  Praca  na  morzu  daje  jednak  szans   pogł bionej

refleksji nad  yciem, miło ci , przyja ni , samotno ci  i wiar . Tam cz sto jest wi cej mo liwo ci na takie

rozmy lanie i mniej trosk, z którymi spotykamy si  codziennie na l dzie.

Problem wła ciwego wykorzystania wolnego czasu na statku nabiera szczególnego znaczenia w sytuacji

jego  ograniczania  i  wci   niezaspokojonych  potrzeb  psychicznych  marynarzy  na  statku,  np.,  potrzeby

kontaktów społecznych, rozwoju, potrzeb religijnych, twórczo ci itp. W tym czasie mie ci si  cały zwi zek

marynarza z kultur , jej odbiór i tworzenie. To jest czas na refleksj , zrozumienie swego miejsca i stosunku

do  wiata  i  innych  ludzi.  Tymczasem  obserwuje  si   gwałtowne  naciski,  aby  praca  na  statku  była  coraz

dłu sza oraz intensywniejsza. W załogach 4—6-osobowych praktycznie nie ma  adnego kontaktu osobistego,

a praca trwa nierzadko po 16 godzin na dob . Po takich kontraktach marynarze zazwyczaj powracaj  ubo si

duchowo, oddaleni od Boga i ludzi, cz sto pora eni egocentryzmem i uzale nieniami.

Ka dy  statek,  ka da  załoga,  w ród  której  sp dza  si   sze ,  dziewi   i  wi cej  miesi cy,  to  nowa

rzeczywisto   społeczna,  która  narzuca   mo e  inn   hierarchi   warto ci,  reguły  ycia,  zasady  moralne  i

obyczaje, cz sto sprzeczne z dot d uznawanymi. To prowadzi  mo e do poczucia anomii i alienacji, utraty

wiary w jakiekolwiek warto ci oraz pojawienia si  poczucia bezsensu, gł bokiej frustracji i zagubienia.

To tylko ogólne hasła, którymi trzeba si  zaj , aby u wiadomi  mo liwo  powstania i zapobiegania

indywidualnej  degradacji  osób  pływaj cych.  Oczywi cie  społeczny  wymiar  wyrzecze   i  deprywacji,  jaki

dotyka  marynarzy  i  ich  rodziny,  mo na  odnie   równie   do  innych  grup  zawodowych,  dla  których

charakterystyczna  jest  długotrwała  rozł ka  z  rodzin   i  samotne  borykanie  si   z  problemami

wewn trznymi  i zewn trznymi.  Jednak  nowym,  narastaj cym  zjawiskiem  jest  post puj ca  dehumanizacja

ycia  na  statkach  i  podporz dkowywanie  całej  aktywno ci  ludzkiej  wył cznie  wysokim  zyskom

ekonomicznym.  Dlatego  tak  wa na  jest  wiadomo   zasygnalizowanych  problemów  oraz  koncentracja

zwi zków  zawodowych,  duszpasterstwa,  klubów  i  portowych  rad  opieku czych  na  pomocy  nie  tylko

prawno-bytowej,  ale  i  wychowawczo-duchowej,  dostosowanej  do  ka dej  z  wymienionych  na  wst pie

kategorii osób obj tych okre leniem „ludzie morza".

W  polskich  o rodkach  marynarskich  „Stella  Maris"  dostrzega  si   od  dawna  piln   konieczno

systematycznej  formacji  kulturalno-społecznej  i  religijnej  marynarzy,  daj cej  przygotowanie  do  samotnego

odbioru kultury masowej, ograniczaj cej degradacj  sfery intelektualnej, moralnej i osobowo ci marynarzy.

Formacj   tak   realizuje  si   we  wspólnotach  Duszpasterstwa  Ludzi  Morza  w  Gdyni,  Gda sku,

winouj ciu i w Szczecinie przy wydatnej pomocy Marynarskich Rad Opieku czych, powołanych w 1993

r. dzi ki wsparciu federacji ITF.

Od  niedawna  dopiero  w  Polsce  o  tych  sprawach  pisze  si   nie  tylko  w  zwi zkowych  biuletynach

marynarskich i biuletynie „Stella Maris", lecz w codziennej prasie, dyskutuje si  na statkach i spotkaniach w

klubach  „Stella  Maris".  W  przyszło ci  nale y  wzi   pod  uwag   zwi kszenie  oddziaływa   formacyjnych

w ród studentów wy szych szkół morskich i uczestników oficerskich kursów kwalifikacyjnych oraz dalsze

oddziaływanie  na  armatorów  i  biura  werbunkowe.  wiadomo   solidarno ci,  wyrzecze   i  ofiary

zwi zanej z prac  na morzu musi by  powszechna i dotyczy  zarówno pracobiorców, jak i pracodawców

wraz z całym morskich zapleczem duszpasterskim, kulturowym i administracyjnym.

2. REALIA I MITY O PRACY NA MORZU

Przez wiele lat opini  o pracy na morzu kształtowały mity i piosenki o marynarzu, który drwi ze swego

losu, ma du o dolarów, nie pracuje zbyt ci ko, du o si  bawi i  pi. Z tych utworów i opowie ci wynikało,

e  wszyscy  pracuj cy  na  morzu  powinni  by   bezgranicznie  szcz liwi.  Jeszcze  przed  15-20  laty  byli my

background image

18

18

zgodni co do tego,  e warunki bytowe marynarzy na polskich statkach s  znacznie lepsze ni  marynarzy

flot  zachodnich.  Równie   stosunki  słu bowe  i poza  słu b   układały  si   lepiej.  Z  tego  byli my  wówczas

dumni, to przyci gało ludzi do Polskiej Marynarki Handlowej.

Do szerszego ogółu naszego społecze stwa nie dociera jednak fakt,  e nawet przy obecnym wysokim

poziomie techniki, wygodnych, niemal luksusowych warunkach bytowych i udogodnieniach rozrywkowych

i kulturalnych, nie mo na zapewni  marynarzowi mo liwo ci pełnego  ycia i rozwoju. Poza prac  na morzu

nigdzie wykonywany zawód nie wpływa tak gł boko i kompleksowo na  ycie człowieka. Chc c si  dowiedzie ,

jak negatywnie wpływa na marynarza jego praca i  ycie na statku, trzeba dokona  porównania z miejscem

pracy i pobytu człowieka na l dzie. Gdyby statek nie opuszczał portu (jest tak na przykład podczas postoju w

stoczni), wówczas jego załoga stanowiłaby cz  społeczno ci l dowej w specyficznym miejscu pracy. Po

odcumowaniu i wyj ciu w morze załoga przestaje uczestniczy  bezpo rednio w  yciu społeczno ci l dowej i

staje  si   mikrospołeczno ci   o  odr bnych  cechach  oraz  warunkach  bytu.  Czynniki  charakteryzuj ce

sytuacj  na statku s  nast puj ce:

-

 coraz dłu sze przebywanie na morzu i krótszy postój w portach, z dala od rodziny i bliskich;

-

  ycie  i  praca  na  poruszaj cym  si   obiekcie,  przy  czym  ten  ruch  zale y  równie   od  dynamiki

powierzchni morza powoduj cej zmienne przyspieszenia o małej amplitudzie (kołysanie statku);

-

 zmienne warunki zewn trzne, strefy czasowe i klimatyczne, ale równie  szara jednostajno  morska

oraz monotonia;

-

 ci głe drgania, wstrz sy, wibracje i hałas;

-

 poczucie uwi zienia na zamkni tej przestrzeni i konieczno  długotrwałego przebywania z tymi samymi

lud mi;

-

 nowoczesna technika, eliminuj ca nie tylko ryzyko podró y morskich i ci k  prac  fizyczn , ale

równie  liczb  załogi;

-

 traktowanie człowieka jako doskonale wyszkolonego samotnego operatora, co prowadzi do monotonii

pracy i  ycia oraz pozbawia zawód marynarza atrybutów „m skiej przygody";

-

 zagro enie promieniowaniem mikrofalowym i podczerwonym, wywołanym ci gł  prac  komputerów,

urz dze  nawigacyjnych, radarów oraz urz dze  radiowych;

-

 stany poczucia zagro enia  ycia, gdy statek jest w niebezpiecze stwie.

    Do  najszkodliwszych  uci liwo ci  marynarskiego  ycia  w  trampingu  oceanicznym  nale   ci głe  zmiany

stref  czasowych  i  klimatycznych.  W  czasie  6-miesi cznego  kontraktu  takich  zmian  mo e  by   trzy  do

czterech, np. na trasie Brazylia - Murma sk za kołem polarnym lub Odessa - Zatoka Meksyka ska. Trudno

te  marynarzowi przyzwyczai  si  do normalnego  ycia l dowego, je li podczas rejsu odbywał swoje wachty

nawigacyjne wył cznie noc .

Rozpatruj c funkcje socjalne statku, nale y podkre li ,  e przez dziesi tki lat uwzgl dniano tylko te,

które miały na celu zapewnienie załodze minimum warunków okre laj cych fizjologiczn  stron  egzystencji.

W miar  post pu społecznego zacz to uwzgl dnia  inne potrzeby psychospołeczne, np.:

-

 bytowe, tj. materialno-przestrzenny standard  ycia;

-

 kulturalne, w tym te  o wiatowe, wypoczynek po pracy, realizacj  pozazawodowych zainteresowa ,

samokształcenie, czyli rozwój osobowo ci;

-

 rekreacyjne,  tj.  konieczno   aktywnego  wypoczynku  w  celu  regeneracji  sił  fizycznych  i

psychicznych;

-

 rodzinne, tj. kontakt z rodzin , potrzeb  opieki, miło ci i seksu;

-  społeczne,  wynikaj ce  z  potrzeby  samorealizacji  rozumianej  jako  d no   do  samookre lenia  si

wobec grupy, spełnienia swoich aspiracji zawodowych i społecznych.

Wbrew  oczekiwaniom  wymienione  potrzeby  nie  s   w  zadowalaj cym  stopniu  uwzgl dniane  przez

armatorów  i  cz sto  w  drastyczny  sposób  s   wymuszane  przez  zwi zki  zawodowe.  Sytuacja  w  tym

zakresie ulega systematycznie pogorszeniu ze wzgl dów ekonomicznych i z powodu chciwo ci armatorów,

rejestruj cych swoje stare statki pod tzw. tani  bander . Zjawisko to  w  wypadku  polskich  armatorów  ma

równie  inne przyczyny, o których pisałem wcze niej

10

.

                                                          

10

 

J. P o r a d a, Realia i mity o pracy na morzu, „Wiatr od Morza" 1997, nr 8, s. 8; to , „My l Morska" 1998, nr 43, s. IV.

background image

19

19

Badania osobowo ci marynarzy wykonane przez pracowników Wy szej Szkoły Morskiej w Szczecinie

na kwestionariuszu R.B. Cattella obj ły 146 marynarzy zatrudnionych w Polskiej  egludze Morskiej i 91

osób zatrudnionych na l dzie (stanowi cych grup  porównawcz ). Pozwoliły one na stwierdzenie ró nic i

podobie stw w nast puj cych cechach osobowo ciowych obu grup:

1)

 Cyklotymia. Marynarzy w przeciwie stwie do osób spoza zawodu charakteryzuje pow ci gliwo  w

kontaktach  z  lud mi,  dystans  społeczny,  du a  selektywno   w  doborze  towarzystwa  oraz  pewien  chłód

uczuciowy i sztywne formy zachowania. Cechy te wyst puj  zdecydowanie u 25,6% marynarzy i tylko u

8,1% osób spoza zawodu.

2)

 Dojrzało  uczuciowa. Marynarze w porównaniu z osobami spoza zawodu s  bardzo pobudliwi, maj

mał   odporno   na  frustracj ,  ulegaj   chwilowym  nastrojom(s   kapry ni),  s   zmienni  w  swoich

pragnieniach, l kliwi, maj  gorzej zorganizowan  osobowo . Dotyczy to 24,4% marynarzy i tylko 8,6%

osób spoza zawodu.

3)

 Dominowanie. Marynarze s  bardziej ulegli, niepewni siebie, mało odporni na przeciwie stwa, skłonni

do zahamowa , a w sytuacjach deprywacyjnych łatwo rozładowuj  napi cie w zachowaniach zast pczych.

Cecha te zdecydowanie wyst puje u 28% marynarzy i u 11,6% osób spoza zawodu.

4)

 Odporno   psychiczna.  Jest  to  składnik  temperamentu  zmieniaj cy  si   pod  wpływem  wieku  i

do wiadcze .  Marynarzy  charakteryzuje  du e  zahamowanie,  pow ci gliwo ,  skryto ,  brak  zaufania  do

siebie, nadwra liwo , mała odporno  na sytuacj  zagro enia, skłonno  do reakcji unikowych. Wyj tkowo

nisk  odporno  stwierdzono u 21% marynarzu i u 7,6% badanych nie uprawiaj cych zawodu morskiego.

5)

 Wra liwo . Marynarze s  bardziej wra liwi ni  ludzie spoza zawodu. Charakteryzuje ich pewien

romantyzm, niecierpliwo , du a wra liwo  na warto ci estetyczne, du a skłonno  do refleksji. Bardzo

wysok  wra liwo ci  odznaczało si 19,5% marynarzy i tylko 9,1% pozostałych badanych.

6)

 Podejrzliwo . Marynarze s  bardziej podejrzliwi, skryci, nadmiernie krytyczni, nieufni wobec innych,

skłonni  do  przejawiania  agresji  i  niepokoju.  Bardzo  wysok   podejrzliwo ,  ju   o  charakterze

patologicznym,  stwierdzono  u  23,2%  marynarzy  i  18,2%  niemarynarzy.  Skrajne  nat enie  tej  cechy

znacz co  wpływa  na  jako   stosunków  mi dzy  lud mi  i  odbija  si   ujemnie  na  ogólnej  atmosferze

panuj cej w ród załogi.

7)

 Napi cie nerwowe. Marynarze w porównaniu z osobami spoza zawodu uzyskali znacznie wy sze

wyniki.  wiadczy  to  o  du ym  napi ciu  (stresie)  z  powodu  niezaspokojonych  potrzeb.  Towarzyszy  temu

nieumiej tno  odpr ania si  i wypoczynku, mała tolerancja na frustracj , uczucie przem czenia, brak zaufania

do  siebie,  skłonno   do  załama   nerwowych  (nerwic).  W  sytuacji  wysokiego  napi cia  nerwowego

znajdowało si  26,8% marynarzy i 7,6% niemarynarzy.

Przedstawione  wyniki  bada   wskazuj ,  e  osobowo   marynarza  ró ni  si   od  osobowo ci  człowieka

pracuj cego  na  l dzie.  Zdaniem  kierownika  zespołu  badawczego,  znanego  w  szczeci skim  rodowisku

psychologa Zbigniewa Piłasiewicza jej cechy charakterystyczne to:

-

 pow ci gliwo  w kontaktach z lud mi i zarazem du e pragnienie tych kontaktów,

-

 wysoka sprawno  intelektualna,

-

 du a pobudliwo  i wra liwo ,

-

 niska odporno  na frustracj  i deprywacj ,

-

 umiarkowana ekspansja,

-

 przeci tne poczucie odpowiedzialno ci,

-

 bardzo wysoka podejrzliwo ,

-

 du a depresja (patologiczna),

-

 znaczne poczucie mniejszej warto ci,

-

 wysokie napi cie wewn trzne.

Oceniaj c powy sze z punktu widzenia higieny psychicznej, mo na powiedzie ,  e zdrowie psychiczne

marynarzy  nie  jest  najlepsze.  Stale  wyst puj ce  w  pracy  na  morzu  czynniki  utrudniaj ce  lub

uniemo liwiaj ce realizacj  celów indywidualnych wywoływa  b d  wzmo one stresy. Coraz cz ciej si

zdarza,  e ludzie werbowani w Polsce do pracy na obcych statkach maj  ju  zdeformowan  osobowo , a

praca na morzu utrwala i pogł bia ten stan. Badanie osobowo ci kandydatów do pracy na morzu i zwi zków

przyczynowych mi dzy struktur  osobowo ci a prac  na morzu to nast pny pilny temat badawczy.

Uzupełniaj ce  badania  psychologiczne  wykazuj ,  e  w  miar   przedłu ania  si   pobytu  na  morzu

                                                                                                                                                                                     

background image

20

20

zakłóceniu ulegaj  stosunki interpersonalne zarówno na poziomie słu bowym, jak i nieformalnym. Zmianom

ulega  postawa  wobec  rodziny,  której  zarzuca  si   brak  zrozumienia,  „eksploatatorskie"  podej cie,

ograniczenie roli marynarza do dostarczania  rodków materialnych itp. Przedłu aj cy si  pobyt w morzu

wyzwala w stosunku do siebie poczucie mniejszej warto ci, depresj , l ki j poczucie winy. Wi kszo  badanych

marynarzy  nie  była  zadowolona  z  wykonywanego  zawodu,  uwa aj c  wybór  swej  profesji  za  najwi kszy

bł d  yciowy.  Badani  twierdzili  jednak,  e  pracy  na  morzu nie  zamierzaj   porzuci , gdy   nie  widz  dla

siebie perspektyw w  yciu na l dzie. W czasie rejsów  rednich i krótkich objawy takie nie wyst puj . Nie

zaobserwowano  te   depresji  i  jawnych  konfliktów  personalnych.  S dzi   mo na,  e  długi  czas  pobytu  w

morzu (ponad 6 miesi cy) wyzwala wspomniane niezrównowa enie emocjonalne, depresj  i l ki oraz obni a

tolerancj  na sytuacje stresowe. Niestety, nie wszyscy armatorzy obcy to dostrzegaj  i wci  wymuszane s

kontrakty 9-miesi czne, a w praktyce cz sto przedłu ane do 10-12 miesi cy.

3. OSAMOTNIENIE SPOŁECZNE I EMOCJONALNE MARYNARZY

We  współczesnym  zurbanizowanym  i  przemysłowym  społecze stwie,  yj cym  w  coraz  szybszym

tempie, s  jednostki i grupy, które w szczególny sposób nara one s  na stresy zwi zane z osamotnieniem.

Nie mo na uciec od tych problemów, które wynikaj  z  ycia w ró nych warunkach izolacji czy deprywacji.

Wi e si  to nie tylko z wykonywan  prac  czy zawodem, ale równie  z pewn  postaw   yciow . Nega-

tywnych skutków osamotnienia (chocia  nie zawsze u wiadamianych) do wiadcza nie tylko dotkni ta  nim

osoba,  ale  i  jej  otoczenie.  Nale y  jednak  wyra nie  odró ni   poczucie  osamotnienia  od  samotno ci,  czyli

bycia samym. Te uczucia nie pokrywaj  si  i nie zawsze pozostaj  we wzajemnym zwi zku. W naszym

otoczeniu znamy wiele osób samotnych, które wcale nie czuj  si  osamotnione i na odwrót - wiele osób utrzy-

muj cych rozległe zwi zki z innymi lud mi do wiadcza poczucia osamotnienia. Samotno  społeczna jako

negatywne  uczucie  alienacji  mo e  wyst powa   zarówno  w  sytuacji  osamotnienia  sytuacyjnego,  jak  i

emocjonalnego.

Osamotnienie  sytuacyjne  wynika  najcz ciej  z  okre lonego  odosobnienia  zwi zanego  z  dłu sz

nieobecno ci   w  podstawowym  rodowisku  rozwojowym.  Dotyczy  to  na  przykład  marynarzy  i  rybaków

dalekomorskich skazanych na długotrwał , cyklicznie si  powtarzaj c  rozł k  z rodzin . Dyskutowali my o

tym  na  Konferencji  Telefonu  Zaufania  w  Cz stochowie

11

.  Wówczas  starałem  si   przekaza   swoje

do wiadczenia  marynarskie.  Obecnie  bogatszy  jestem  o  dalsze  lata  pracy  w  telefonie  zaufania  i  pragn

podj  prób  pewnych uogólnie  do wspólnych wniosków na temat mechanizmów adaptacyjnych skutecznego

radzenia sobie z tym negatywnym stanem psychicznym.

W  wypadku  marynarzy  podstawowym  ródłem  uczucia  osamotnienia  jest  wspomniana  cykliczna

nieobecno  w domu rodzinnym oraz warunki  ycia i pracy, np. zwi zane z ograniczon  przestrzeni   yciow ,

brakiem  zwykłych  wi zi  emocjonalnych,  seksualnych,  kulturalnych.  Do  tego  dochodzi  ograniczenie

przestrzeni psychologicznej, sfery intymno ci i utrudnienie lub uniemo liwienie komunikacji z najbli szymi

osobami. To wszystko mo na rozpatrywa  w perspektywie oddziaływa  krótkotrwałych i długotrwałych, ale

chyba przede wszystkim w aspekcie indywidualnych uwarunkowa , kompetencji osobistych i społecznych

oraz  w  aspekcie  posiadanych  zasobów  psychologicznych,  np.  w  zakresie  systemu  warto ci,  struktury

osobowo ci, wsparcia itp.

Jak  podkre la  wielu  badaczy  problematyki  stresu  zwi zanego  z  osamotnieniem  przymusowym  i

dobrowolnym,  podstawowym  czynnikiem  charakterystycznym  jest  izolacja  emocjonalna  i  społeczna  jako

forma  subiektywnego  odczuwania  skutków  do wiadczania  tej  sytuacji

12

.  Poj cie  izolacji  w  potocznym

znaczeniu  wi e  si   z  okre lon   trudn   sytuacj ,  z  istnieniem  ró nego  rodzaju  barier  fizycznych,

społecznych  i  psychicznych,  odgradzaj cych  od  „ wiata  zewn trznego",  spowodowanych  okre lonymi

zmianami sytuacyjnymi i podmiotowymi. Sytuacj  izolacji mo na wi c rozumie  jako okre lony układ relacji

mi dzy jednostk  a otoczeniem w jaki  sposób dla niej zamkni tym. W tym szerokim znaczeniu mo e to by

separacja od  rodowiska, do którego człowiek był uprzednio przystosowany, sytuacja ograniczenia swobody

                                                          

11

 

J. Po r a d a, Problemy egzystencjalne marynarzy - referat na Mi dzynarodowe Sympozjum nt. „L ki współczesnego

człowieka", TZ Cz stochowa 16-18IX 1995 r.

12

 M. P l o p a , Stres w izolacji morskiej – psychospołeczne uwarunkowania. Wyd. Uniwersytetu Gda skiego . Gda sk

1996r.

background image

21

21

działania  (wi zienie,  koszary,  statek,  szpital  itp.),  a  tak e  pozbawienie  normalnych  ródeł  informacji  i

stymulacjiWyst puj ca wówczas pewna forma niedopasowania, zachwiania relacji jest sytuacj  obiektywnie

trudn ,  wywołuj c   okre lone  stany  emocjonalne,  np.  l k,  niepokój,  depresj   i  osamotnienie.  Dla

uszczegółowienia  poj cia  sytuacji  trudnych,  maj cych  bezpo redni  wpływ  na  uczucie  gł bokiego

osamotnienia, mo na w tym miejscu przytoczy  propozycj  T. Tomaszewskiego dotycz c  klasyfikacji sy-

tuacji trudnych

13

:

-Deprywacje to sytuacje braku czy znacz cego dla człowieka ograniczenia dopływu okre lonych

stymulacji o charakterze fizycznym (np. pokarmu) lub psychicznych (np. kontaktu z osobami znacz cymi).

-Przeci enia  to  sytuacje,  w  których  stawiane  jednostce  zadania  czy  wymagania  nie  s

dostosowane  do  jej  mo liwo ci  czy  warunków  działania.  Mog   one  wyst powa   w  ró nych  układach

odniesienia, w których funkcjonuje człowiek ( rodowisko rodzinne, szkolne, zawodowe).

-Utrudnienia  to  sytuacje,  w  których  wyst puj   zmiany  zwykłych  warunków  funkcjonowania

wskutek  pojawienia  si   ró nych  przeszkód,  ogranicze   o  charakterze  wewn trznym  (np.  choroba)  czy

zewn trznym (niemo no  opuszczenia pomieszczenia), powoduj cych stan frustracji.

-Zagro enia  to  sytuacje,  w  których  wyst puje  wi ksze  ni   zazwyczaj  prawdopodobie stwo

nara enia na szwank okre lonych warto ci o charakterze fizycznym (np. dobra materialne) i psychicznym

(np. pozycja zawodowa) szczególnie cenionych przez okre lonego człowieka.

- K o n f l i k t y to ten typ sytuacji, w których na człowieka oddziałuj  ró ne przeciwstawne  siły o

charakterze fizycznym, społecznym i moralnym, powoduj ce trudno ci w wyborze okre lonego sposobu

post powania.

Z  własnego  do wiadczenia  wiemy,  e  jakiekolwiek  z  tych  wydarze ,  które  burzy  czy  ogranicza  w

istotny sposób dotychczasowy układ stosunków interpersonalnych lub społecznych (wypłyni cie w daleki

rejs,  podj cie  pracy  za  granic ,  rozstanie,  rozwód  itp.),  mo e  by   rozpatrywane  jako  potencjalny  czynnik

wywołuj cy  poczucie  osamotnienia  czy  napi cia  emocjonalnego.  Ostatecznie  jednak  na  skal

subiektywnego  odczuwania  osamotnienia  i  izolacji  -  oprócz  zmiennych  podmiotowych  -  maj   wpływ

zró nicowania  indywidualne  w  zakresie  spostrzegania,  oceniania,  warto ciowania  i  reagowania  w

aktualnym  rodowisku społecznym.

W ród  specjalistów  ugruntowało  si   przekonanie,  e  w  takich  jak  powy sze  sytuacjach  trudnych,

wynikaj cych z nieco odmiennych braków w zakresie potrzeb interpersonalnych, mog  wyst powa  dwa

odmienne typy poczucia osamotnienia:

-

  izolacja społeczna, czyli osamotnienie społeczne;

-

  izolacja emocjonalna, czyli napi cie emocjonalne (osamotnienie emocjonalne).

a) OSAMOTNIENIE SPOŁECZNE

Skutki izolacji mog  by  odczuwane jako gł bokie uczucie osamotnienia, uto samiane z subiektywnym

do wiadczeniem wyizolowania człowieka w stosunku do tego, co go otacza i kto go otacza, jako nast pstwo

niezadowalaj cych  oczekiwa   pod  tym  wzgl dem.  Osamotnienie  w  tym  znaczeniu  jest  niepo danym

uczuciem utraty lub braku towarzystwa bliskich osób, warto ciowych i cenionych kontaktów interpersonal-

nych

14

. Podkre la si ,  e znaczny wpływ na przyspieszenie poczucia osamotnienia społecznego  mog   mie

nast puj ce okoliczno ci zwi zane z brakiem lub zerwaniem:

-

  zwi zków o charakterze romantycznym;

-

  zwi zków mał e skich;

-

  zwi zków przyja ni;

-

  zwi zków w obr bie kontaktów interpersonalnych z aktualnymi grupami społecznymi.

Mo na zauwa y  tutaj ow  charakterystyczn  negatywn  rozbie no  mi dzy aktualnymi zwi zkami, w

których  człowiek  trwa,  a  tymi,  które  chciałby  nawi za ,  oraz  wyra ny  brak  do wiadczenia  wła ciwego

odniesienia  do  rodowiska  społecznego.  Ten  typ  poczucia  osamotnienia  jest  wi c  reakcj   na  okre lony

deficyt ilo ciowy i jako ciowy w zakresie  ycia społecznego. Jak to podkre la specjalista w zakresie stresów

marynarskich  M.  Plopa

15

,  chodzi  tu  o  psychologiczn   kondycj   danej  jednostki  b d c   nast pstwem

okre lonych strat w zakresie systemu wsparcia społecznego, obni enia si  poziomu i ewentualnie zakresu

                                                          

13

 T. Tom a s z e w s k i, Człowiek i otoczenie,[w:]Psy chologia, red.   T. T o m a s z e w

 s k i , Warszawa 1980.

14

 J. R o s t o w s k i, Dezintegracja socjologii rodziny, Warszawa 1998,s.191-207

15

 

M. P l o p a, op. cit.

background image

22

22

uczestnictwa  w  działaniach  społecznych,  grupowych,  a  tak e  pomniejszenie  społecznej  samorealizacji.

Poczucie  wyobcowania,  nudy,  bezcelowo ci  i  bezsensu  bierze  si   z  braku  dost pu  do  okre lonej  grupy

społecznej.  Człowiek  osamotniony  wierzy,  e  w  tej  wła nie  grupie  czułby  si   jej  integraln   cz ci   i

pozostawałby  w  licznych  relacjach  z  członkami  grupy,  dziel c  z  nimi  podobne  zainteresowania  i  formy

działalno ci społecznej.

Takie uczucia towarzysz  nie tylko marynarzom, lecz wszystkim wkraczaj cym  w nowe  rodowisko

społeczne. S  wi c zwi zane ze zmian  szkoły, miejsca zamieszkania, miejsca pracy, zawodu itp. Wówczas

najtrudniejszy  bywa  okres  przej ciowy  do  czasu  nawi zania  i  ukształtowania  si   nowych  wi zi

towarzyskich i społecznych.

Jednocze nie  uczucie  osamotnienia  społecznego  mo e  wynika   z  braku  odpowiednich  dyspozycji

danej osoby do wiadczaj cej owej izolacji lub niekorzystnych wobec niej postaw pozostałych członków

okre lonej grupy społecznej, do której dana osoba chciałaby przynale e .

Z dotychczasowych obserwacji na morzu i analizy rozmów z członkami załogi oraz ze studentami

Wy szej Szkoły Morskiej wynika,  e te uwarunkowania sytuacyjne, osobiste i grupowe maj ce wpływ

na powstanie uczucia osamotnienia społecznego odnosz  si  do tych osób, które z ró nych przyczyn s

oderwane od swojego  rodowiska rozwojowego

16

.

b)OSAMOTNIENIE EMOCJONALNE

Osamotnienie emocjonalne, okre lane niekiedy jako izolacja emocjonalna, mo e by  zdefiniowane

jako  do wiadczenie  l ku,  depresji,  alu,  t sknoty  oraz  poczucia  wyobcowania  jako  nast pstwa  braku

obecno ci  cenionej  osoby  czy  osób,  jak  równie   braku  lub  utraty  jakiej   formy  intymnego  zwi zku,

emocjonalnego przywi zania, kontaktu, bardzo wa nego i cenionego w uj ciu subiektywnym przez dan

osob

17

. Osamotnienie emocjonalne jest po prostu prze ywaniem braku tej formy intymno ci, na której

danej osobie naprawd  zale y. Nie mo na odnie  tego uczucia tylko do nieobecno ci osoby b d cej

przedmiotem  przywi zania.  Jest  ono  tak e  wynikiem  braku  z  jej  strony  na  przykład  oczekiwanych

form intymno ci. Wiemy z licznych rozmów w telefonie zaufania,  e osamotnienie emocjonalne jest

nie tylko nast pstwem du ej wra liwo ci i podatno ci na zranienie emocjonalne, lecz i rozbie no ci w

kontek cie  społecznym  mi dzy  ró nymi  aspektami  obrazu  samego  siebie  w  odmiennych  systemach

warto ci, cechach osobowo ci i zmiennych socjologicznych.

Poczucie  napi cia  emocjonalnego  i  osamotnienia  mo na  rozpatrywa   tak e  jako  stan,  w  którym

człowiek,  pozostaj c  w  zwi zkach  rodzinnych,  mał e skich  czy  przyjacielskich,  jednocze nie

do wiadcza  bł dnej,  nieuzasadnionej  czy  nadmiernej  potrzeby  innych  ludzi.  Taki  stan  mo e  by

manifestowany na przykład nadmiern  koncentracj  na swoich emocjach i problemach.

Na  podstawie  dotychczasowych  obserwacji  ludzi  na  morzu  wiemy,  e  ze  znacz cym

prawdopodobie stwem  mo na  wskaza   okre lone  preferencje,  warto ci  i  struktury  osobowo ci  osób

bardziej podatnych na poczucie izolacji emocjonalnej lub społecznej. A wi c w tych samych sytuacjach

samotno ci  sytuacyjnej  ró ne  osoby  w  odmienny  sposób  mog   do wiadcza   przykrych  stanów

osamotnienia  i  napi cia  emocjonalnego  (l ku,  niepokoju,  beznadziejno ci)  o  ró nej  intensywno ci  i

ró nym czasie trwania.

c) SPOŁECZNE OSAMOTNIENIE SYTUACYJNE

Sytuacje  izolacji  społecznej  i  zwi zane  z  tym  osamotnienie  mo e  ró ni   si   zarówno  czasem

trwania, miejscem, przyczyn  jej zaistnienia i motywacj  do uczestniczenia w niej. Wielu badaczy tego

problemu  zwraca  uwag   na  czynnik  instytucjonalny  (instytucji  zamkni tych  czy  totalnych)

uniemo liwiaj cy lub utrudniaj cy człowiekowi kontakt ze  wiatem, doprowadzaj cy do zatarcia ró nic

mi dzy  yciem  publicznym  a  prywatnym,  gdzie  cała  aktywno   człowieka  przebiega  na  oczach

innych  w  rytmie  narzuconym  przez  regulamin

18

.  W  naszym  yciu  społecznym  funkcjonuje  kilka

                                                          

16

 

J.  P o  r  a  d  a, Samotno  społeczna marynarzy

 - referat na Mi dzynarodowe Sympozjum nt. „L ki współczesnego

człowieka", TZ Cz stochowa 16-18IX 3 995 r.

17

 J. R  o  s  t  o  w  s  k  i, op. cit.

18

  A. 

P  o  d  g  o  r  e  c  k  i

,  Społeczno ci  wyizolowane  -  referat  na  IX  Kongres  Obrony  Społecznej  w

Warszawie w 1977 r.

background image

23

23

rodzajów instytucji totalnych, np.:

-

 instytucje powołane do opieki nad lud mi, którzy nie potrafi  z ró nych wzgl dów funkcjonowa

samodzielnie (domy starców, przytułki itp.);

-

 instytucje  powołane  dla  osób,  które  maj   ograniczon   zdolno   troszczenia  si   siebie

jednocze nie  (nie  z  własnej  winy)  stanowi   zagro enie  dla  społecze stwa  szpitale  psychiatryczne,

sanatoria przeciwgru licze itp.);

-

 instytucje  powołane  do  ochrony  społecze stwa  przed  lud mi,  którzy  zagra aj   mu  w  sposób

bezpo redni i  wiadomy (wi zienia, zakłady poprawcze itp.);

-

 instytucje, które powołane s  do realizacji istotnych dla pa stwa zada , np. obronno ci, szkolnictwa,

gospodarki itp., gdzie uczestnictwo jest dobrowolne, a sens ich istnienia sprowadza si  do okre lonych

warto ci gospodarczych, społecznych, naukowych czy religijnych.

   ycie w takich  rodowiskach izolacji zawsze charakteryzuj  nast puj ce wspólne  cechy:

a)

 separacja  od  dotychczasowego  rodowiska,  do  którego  człowiek  był  uprzednio  w  jaki   sposób

przystosowany,  maj ca  zazwyczaj  charakter  okre lonej  bariery  fizycznej(np.  wysokie  mury,  przestrze

wodna, przestrze  psychiczna oddzielaj ca poprzedni  wiat od obecnego);

b)

 ograniczenie  swobody  działania  (element  uwi zienia  na  małej  przestrzeni),  uniemo liwiaj ce

zarówno wej cie, jak i wyj cie z okre lonego  rodowiska;

c)

 separacja od normalnych (codziennych, typowych)  ródeł stymulacji i zwi zana z tym deprywacja

potrzeb informacyjnych, kulturalnych, społecznych i emocjonalnych.

Z uwagi na stopie  tolerancji, koszty ponoszonej adaptacji i sposób funkcjonowania człowieka w

trudnej  sytuacji  osamotnienia  społecznego  istotny  jest  czas  oraz  powód  bycia  w  takiej  sytuacji

(dobrowolno   czy  przymus).  Wymuszony  typ  izolacji  wyst puje  na  przykład  w  wi zieniach  i

niektórych zakładach przymusowego leczenia lub w ka dej innej sytuacji, w której ludzie pozbawieni s

mo liwo ci ucieczki z miejsca zagro enia. Problematyka izolacji penitencjarnej jest szeroko opisana i

wyja nia proces tzw. stygmatyzacji standaryzacji wi nia jako zwi zany z poczuciem przynale no ci

do okre lonej mniejszo ci społecznej i utrat  swojej godno ci i indywidualno ci.

d)DYNAMIKA POCZUCIA OSAMOTNIENIA

Izolacja morska jest szczególnym typem sytuacji trudnej, w której w sposób dobrowolny uczestniczy

pewna  grupa  ludzi  realizuj ca  okre lone  zadania  w  warunkach  obiektywnie  zakłócaj cych  zdrowie  i

ycie  oraz  im  zagra aj cych.  Długotrwałe  przebywanie  w  takich  warunkach  mo e  prowadzi   do

wzrostu wra liwo ci i podatno ci na do wiadczenie poczucia osamotnienia. Uogólniaj c wyniki bada

Mieczysława  Plopy  dotycz cych  stresów  marynarskich,  mo na  stwierdzi ,  e  na  poziom  i  dynamik ,

odczuwanego l ku i osamotnienia nie tylko marynarskiego maj  wpływ trzy podstawowe czynniki:

1)

 P o z i o m  r o z w o j u i dotychczasowe do wiadczenie  yciowe osoby, które okre la

zasoby  psychiczne  i  duchowe,  uruchamiane  w  ró nych  sytuacjach,  a  szczególnie  w  sytuacjach

trudnych. Ten czynnik, okre lany jako demograficzny, obejmuje na przykład: wpływ wieku, łatwo

adaptacyjn ,  poziom  wykształcenia  i  aspiracji  zawodowych,  poczucie  mo liwo ci  kontroli  wydarze

itp. Zarówno na l dzie, jaki na morzu mo na stwierdzi ,  e starsze osoby sytuacj  izolacji prze ywaj

jako do wiadczenie l ku i szybsze zm czenie psychofizyczne, natomiast młodsi - jako do wiadczenie

poczucia osamotnienia zwi zane z czasowym zerwaniem znacz cych dla nich  wi zi społecznych.

2)

 C e c h y  o s o b o w o   c i oceniane s  w psychologii takim miernikiem, jak s i ł a ego,

zakres  kompetencji  osobowo ciowych,  okre lany  jako  twardo ,  oraz  wymiar  spójno ci

osobowo ci,  czyli  poczucie  koherencji.  Cechy  osobowo ci  maj   bezpo redni  wpływ  na  tzw.

sprawno   społeczn ,  polegaj c   na  odpowiednim  modyfikowaniu  spostrzegania  sytuacji  trudnych,

dzi ki  czemu  nadaje  si   im  odpowiedni  status  sensowno ci  i  akceptowalno ci.  W  praktyce

umiej tno   dobrego  funkcjonowania  w  grupie  społecznej  wi e  si   z  takimi  cechami,  jak:

otwarto ,  spontaniczno ,  odpowiedzialno ,  wra liwo ,  co  ma  równie   podstawowe  znaczenie  w

przetrwaniu sytuacji trudnych.

W przeciwie stwie do niskiej samo wiadomo ci, wysokie ego człowieka w trudnej sytuacji izolacji

chroni  przed  nasilaniem  si   stanów  l kowych  i  poczucia  osamotnienia  oraz  pozwala  na  bardziej

plastyczne funkcjonowanie. Codziennie spotykamy takich osamotnionych ludzi skar cych si  na ró ne

                                                                                                                                                                                     

background image

24

24

dolegliwo ci,  oczekuj cych  okre lonych  form  wsparcia,  a  jednocze nie  ujawniaj cych  ci głe

„pretensje"  do  wszystkich  i  o  wszystko,  nastawionych  tylko  na  prymitywn   form   redukcji

prze ywanego  napi cia.  Pozytywne  poj cie  „twardo ci"  (cz sto  uto samiane  z  m sko ci )  charakte-

ryzuje  osoby,  które  w  przykrym  doznaniu  osamotnienia  społecznego  i  emocjonalnego  zachowuj

pozytywn   wiar   w  mo liwo   kontroli  sytuacji,  wydarze   i  swoich  emocji.  Wykazuj   wi ksz

tolerancj   na  zagro enia  i  ich  konsekwencje,  co  zmniejsza  intensywno   przykrych  stanów

emocjonalnych, l ków i niepokojów.

Mo na  stwierdzi ,  e  osoby  o  spójnej  osobowo ci,  charakteryzuj cej  si   poczuciem  sensu  ycia,

hierarchi   warto ci,  poczuciem  kontroli,  postrzegaj   wiat  jako  bardziej  sensowny,  przewidywalny  i

kontrolowany. Te cechy mobilizuj  zasoby energii do walki z trudno ciami, nadaj  wi kszy sens pracy,

umo liwiaj  lepsze funkcjonowanie w izolowanej grupie społecznej i wsparcie dla innych osób.

Koszty  obci e   emocjonalnych  osób  prze ywaj cych  długotrwałe  osamotnienie  s   ci le

powi zane  z  okre lonymi  dyspozycjami  osobowo ciowymi,  a  wi c  ze  spostrzeganiem  i

warto ciowaniem swojej sytuacji oraz tworzeniem warunków zaradczych.

3) W s p a r c i e  s p o ł e c z n e  w postaci wi zi z kim  bliskim, rodzin  i mał onkiem

dostarcza sił i motywacji w zmaganiu si  ze stresami wewn trznymi i zewn trznymi, sprzyja zaufaniu do

siebie i innych ludzi. Osoba  yj ca w bliskiej wi zi rodzinnej jest w  stanie  wspiera   emocjonalnie  w

trudnych warunkach innych, ograniczaj c własne doznawanie przykrych stanów emocjonalnych. Poczucie

wi zi z najbli szymi prowokuje marynarzy do cz stego my lowego powrotu do nich, co jest sposobem na

odreagowanie przykrych stanów emocjonalnych wynikaj cych z warunków izolacji morskiej.

W szerszym znaczeniu wsparcie społeczne mo e by  rozumiane jako mo liwo  zaspokojenia swoich

potrzeb  czy  jako  ich  zaspokojenie  poprzez  kontakt  z  osobami  znacz cymi  lub  grupami  społecznymi.

Mo na te  zauwa y ,  e wsparcie takie jest warto ci  nie tylko wtedy, gdy ludzie uzyskaj  pomoc, ale te

e brak jego mo e by   ródłem stresu. Ma ono realne znaczenie dla wielu ludzi w ka dym czasie, bez wzgl du

na  aktualny  stan  samopoczucia  czy  prze ywanych  problemów,  mo e  pochodzi   z  ró nych  ródeł,  np.  ze

strony  rodziny,  romantycznego  partnera,  przyjaciela,  współpracowników,  kierownika  w  miejscu  pracy,

ró nych instytucji, organizacji i oczywi cie tak e od telefonu zaufania.

e) SPOSOBY RADZENIA SOBIE Z UCZUCIEM OSAMOTNIENIA
Na  podstawie  dotychczasowych  bada   zjawiska  stresu  w  warunkach  osamotnienia  sytuacyjnego  nie

tylko na morzu mo na przyj ,  e pomimo ró nych reakcji ludzkich na trudn  sytuacj  ich zachowanie da

si   mniej  wi cej  przewidzie .  To  stwierdzenie  posłu yło  do  podj cia  próby  usystematyzowania

sposobów  radzenia  sobie  z  tym  problemem

19

.  W  rzeczywisto ci  poczucie  osamotnienia  w  warunkach

izolacji  jest  procesem  bardzo  zło onym  i  wci   dyskutowanym.  Na  statku  morskim,  gdzie  dochodzi  do

izolacji psychofizycznej, praktyczne znaczenie mo e mie  kilka popularnych sposobów radzenia sobie ze

stresem w sytuacji osamotnienia społecznego i emocjonalnego. Nale  do nich:

-

 poszukiwanie informacji w celu zdobycia wiedzy potrzebnej do podj cia odpowiednich działa  lub

przyj cia postawy obronnej;

-

 powstrzymanie si  od działania, co niekiedy mo e by  najskuteczniejsz  form  post powania;

-

 bezpo rednie działania na zmian  sytuacji lub funkcjonowania własnego „ja";

-

 podtrzymanie szacunku dla siebie, redukuj ce zagro enie własnego  „ja" (metody samouspokojenia);

-

 zwracanie si  o pomoc do innych (poszukiwanie wsparcia).

Te  propozycje  dały  pocz tek  licznym  badaniom  empirycznym  dotycz cym  wyboru  jednej  z  dwóch

podstawowych strategii obronnych:

a)

 zorientowanej  na  zmian   relacji  jednostka  -  rodowisko  przez  stosowanie  aktywnych  działa

nastawionych na pokonanie trudno ci (strategie problemowe);

b)

 zorientowanej na zmian  relacji jednostka -  rodowisko przez koncentracj  na unikaniu negatywnych

emocji (strategie emocjonalne).

Podkre la  si ,  e  strategie  problemowe  s   bardziej  efektywne,  je li  mo liwa  jest  kontrola  sytuacji,

natomiast w razie braku kontroli korzystniejsze s  strategie emocjonalne (dystansowanie si , fantazjowanie,

                                                          

19

 

Z. R a t a j c z a k, Psychologiczne koszty a stres i radzenie sobie - referat na ogólnopolsk  konferencj  w Wi le w 1994 r.

background image

25

25

pozytywne my lenie, podtrzymywanie poczucia własnej warto ci).

Ponadto w warunkach osamotnienia społecznego i emocjonalnego na statku morskim i w ogóle w  yciu

mo na zauwa y  jeszcze dwie strategie radzenia sobie z tym przykrym uczuciem. Prof. Suchodolski nazywa

to  yciem na poziomie:

- s a t y s f a k  c  j  i,  skoncentrowanym na tera niejszo ci,  w której  wspomnienia  przeszło ci  bledn ,  a

przyszło  i zwi zane z ni  oczekiwanie s  złudne;

-z a p o b i e g l i w y m, zgodnie z którym tera niejszo  - nawet jako trudna sytuacja losowa -

uwa ana jest za mało wa ny okres przej ciowy z przeszło ci do przyszło ci.

W pierwszym wypadku człowiek poszukuje mo liwo ci szybkiego zaspokojenia swoich pragnie  w jak

najprostszy, bezpo redni sposób, nie nastawia si  na wytworzenie po danych warto ci, ale odnajdywanie

ich  w  gotowej  rzeczywisto ci.  Taka  prowizoryczna  postawa  wobec  ycia  charakteryzuje  cz sto  ludzi  w

warunkach  izolacji,  szczególnie  młodzie ,  np.  uczniów,  młodych  marynarzy,  ołnierzy,  korzystaj cych  z

ka dej okazji do u ycia.

ycie  zapobiegliwe  to  skupienie  si   wył cznie  na  swoich  sprawach,  ucieczka  w  wir  aktywno ci,

daj cej zapomnienie i oderwanie od gł bokiego  uczucia  osamotnienia.  Taka  postawa grozi  jednak utrat

bie cych  chwil,  nie  daje  okazji  bycia  dla  innych,  uniemo liwia  doskonalenie  komunikowania  si   i

uczestniczenia  we  wzajemnym  wsparciu.  U  podstaw  ka dej  strategii  wychodzenia  z  osamotnienia  le

odwieczne dylematy wymagaj ce rozstrzygni cia: czy chc  rz dzi , czy słu y ?; ile bra  dla siebie, a ile

ofiarowa  innym?

4. NIEOBECNY OJCIEC MARYNARZ

Po  wielomiesi cznym  rejsie,  rado ciach  i  łzach  powitania  zaczyna  si   wymarzony  urlop,  wolne  dni

wypracowane ci ko we wszystkie  wi ta, niedziele i soboty na morzu. Nie zawsze łatwe jest to wej cie

powracaj cego  ojca  marynarza  w  ustalony  program  zaj   i  obowi zków  marynarskiej  rodziny,  o  czym

wielokrotnie  ju   pisałem.  Aby  znów  by   ojcem,  m em  i  głow   rodziny,  mie   wpływ  na  wychowanie  i

kształtowanie  tej  najbli szej  wspólnoty,  która  daje  marynarzowi  najsilniejsze  oparcie  duchowe,  moralne  i

psychiczne, trzeba zrozumie  role poszczególnych jej członków. Powracaj cy ojciec musi nadrobi  te straty

wychowawcze, które poniosły dzieci i zwi zek mał e ski. Warto wi c zrozumie , co si  dzieje w rodzime

bez  ojca,  szczególnie  teraz,  gdy  problem  „społecze stwa  bez  ojca",  wyst puj cy  dotychczas  wyra nie  w

wysoko rozwini tych społecze stwach przemysłowych, zaczyna dotyczy  równie  społecze stwa polskiego.

W  naszej  wiadomo ci  społecznej  wychowanie  w  rodzinie  kojarzy  si   przede  wszystkim  z  osob   matki,

natomiast nie dostrzega si , jak powa ne reperkusje wychowawcze ma niedostateczna obecno  fizyczna i

duchowa ojca w  yciu dziecka. Od dawna wiadomo,  e ojciec jako wychowawca oraz „element  rodowiska

wychowawczego" nie mo e by  zast piony przez matk .

Je li jednak ojciec ma sta  si  ideałem dla dziecka, sam musi posiada  ideały i wiernie im słu y .

To nie mo e by  „Ludwik do rondla" czy „ wierszczykowy tatu ", bez władzy i autorytetu lub tak ch tnie

widziany  przez  współczesn   mam   jako  „partner"  do  prac  kulinarnych,  gospodarczych,  do  nia czenia  i

prania, nijaki pantoflarz zanurzony w domowym ciepełku. Powracaj cemu z morza ojcu musi by  „zwrócony"

przysługuj cy mu autorytet, bo w nim, w jego sile - dzieci znajduj  oparcie i spokój. Oczywi cie nie

chodzi  o  autorytet  wynikaj cy  z  przemocy  czy  pozycji  w  rodzinie,  ale  z  osobowych  warto ci  i

kompetencji,  oparty  na  prze wiadczeniu,  e  jest  on  kim   uczciwym,  e  za  najwa niejsze  uwa a  warto ci

naprawd  wa ne,  e umie wybra  i by  konsekwentnym i odpowiedzialnym.

Niestety, przedstawiony tutaj model rodziny, oparty na uczuciu matki i autorytecie ojca, jest w naszych

czasach coraz mniej popularny, a post puj ca feminizacj  i bierno  wychowawcza ojców nie wró y nic

dobrego.  Za  szczególnie  szkodliw   trzeba  uzna   bierno   ojców  marynarzy  w  sferze  wychowania

religijnego, bo wła nie  wiat warto ci idealnych powinien by  reprezentowany najbardziej przez ojca.

Inspiracj  do napisania tych refleksji była ksi ka Ewy  Pi tkowskiej  pt. Mój  ojciec, któr  znalazłem

przed  laty  na  statku  i  przeczytałem.  Stanowi  ona  obszerne  podsumowanie  ogłoszonego  w  gazecie

młodzie owej konkursu zatytułowanego „Ojciec i ja". Odpowiedzi sterowane były seri  zadanych pyta

odnosz cych si  do zawodu ojca, sposobu zwracania si  do niego, jego zainteresowania nauk  dziecka i

wychowaniem,  dotycz cych  udziału  w  pracach  domowych  i  form  sp dzania  wolnego  czasu,  konfliktów

rodzinnych i ich  ródeł. Pytano tak e o rodzaj stosowanych przez ojca kar w stosunku do dzieci, o stosunek

dziecka do ojca (strach, imponowanie), o to, jakie zmiany byłyby u ojca po dane. Najcz ciej na pytania

background image

26

26

konkursowe odpowiadały dzieci, które miały jakie  kłopoty rodzinne - obiektywne lub cho by jedynie w

wiecie prze y ,  ale  zawsze  ukazuj ce  istotne  problemy  nurtuj ce  współczesne  rodziny,  wymagaj ce

działa   koryguj cych.  Naszym  dzieciom  marzy  si   zgrana,  harmonijna  i  z yta  rodzina,  w  której  ka dy

miałby swoje miejsce, prawa i obci enia, ale w której dzi ki temu byłby czas na rozmow , zwierzenia,

bliski  kontakt,  bo  najbole niejsza  nie  jest  ta  morska nieobecno  fizyczna, ale nieobecno   duchowa

ojca, który jest w domu

20

. O tych istotnych dla rodzin marynarskich problemach staramy si  pisa  i

uczy  oraz dyskutowa  w klubach „Stella Maris" w Gdyni, Szczecinie i  winouj ciu. Tam te  mo emy

wspomóc si  nawzajem własnym do wiadczeniem i modlitw , aby lepiej rozumie   motywy  własnego

post powania w rodzinie, aby znale  czas na te rodzinne „intymne rozmowy", bo w przeciwnym razie

dom zmienia si  w dworzec lub poczekalni  kolejow , w której sp dza si  przerwy mi dzy jednym a

drugim kontraktem morskim.

                                                                                      Roczniki Socjologii Morskiej, t. 12, 2000 PL ISSN

 0860-6552

                                                          

20

 J. P o r a d a,  Nieobecny ojciec marynarz. „Akademickie Aktualno ci Morskie”, nr 4, s.8-10; 1998r

.

background image

27

27

RODZINA BEZ OJCA

      Społecze stwo  nasze  przyzwyczaiło  si   ju   do  codziennego  widoku  samotnych  kobiet

borykaj cych  si   z  ró nymi  trudno ciami,  głównie  wychowawczymi,  szczególnie  po  rozpadzie

mał e stwa. Lecz nie tylko rozwody s  przyczyn  braku ojca w rodzinie polskiej.

Badania z lat osiemdziesi tych wskazywały,  e w Polsce co dziesi te dziecko rozpoczynaj ce nauk

szkoln  pochodziło z rodziny niepełnej. Udział procentowy dzieci wychowywanych tylko przez matk

był zró nicowany i zale ny od przyczyny osamotnienia matki

21

:

  w rodzinie rozbitej przez rozwód lub porzucenie (55%),

  w rodzinie zakładanej przez kobiety niezam ne (12 %),

  w rodzinie rozbitej przez  mier  ojca (33%).

Mo na zauwa y ,  e istotn  przyczyn  pozbawienia dzieci ojcostwa jest znaczna nadumieralno

m czyzn w naszym kraju (czterokrotnie wi ksza ni  kobiet), pomimo to jak równie  pod wzgl dem

ilo ci rozwodów i porzuce  jeszcze nie „dogonili my”  wiatowych statystyk ilo ci rodzin bez ojców.

Z drugiej strony małe zaanga owanie w sprawy domowe w rodzinach pełnych, ojcowie tłumacz

tym,  e  w  wi kszej  mierze  zaj ci  s   sprawami  utrzymania  rodziny,  odpowiedzialno ci   i  bardziej

absorbuj c  prac  zawodow . Jest to faktycznie nieobecno  duchowa, mo e gorsza od nieobecno ci

fizycznej.

 Dramatyczny  zanik  ojcostwa  w  jeszcze  wi kszym  stopniu  prze ywaj   rodziny  w  krajach

zachodnich.  Wymown   ilustracj   sytuacji  w  USA  jest  zacytowany  ni ej  fragment  z  ksi ki  Davida

Blankenhorna „Fatherless American” (Ameryka bez ojca) wydanej w 1995 r.:
„Stany  Zjednoczone  zmieniaj   si   w  społecze stwo  bez  ojców.  Dzisiejszej  nocy  ok.  40%  dzieci

ameryka skich b dzie spało w domu, gdzie ju  nie mieszka ich ojciec. Połowa naszych dzieci skazana

jest na sp dzenie znacznej cz ci swego dzieci stwa w oderwaniu od rodziców. Nigdy przedtem w tym

kraju, tyle dzieci nie było dobrowolnie porzuconych przez ojca i nigdy tyle dzieci nie wychowywało

si , nie wiedz c co to znaczy mie  ojca.

Nieobecno  ojca jest najbardziej niebezpieczn  tendencj  demograficzn  obecnego pokolenia i jest

główn   przyczyn   pogorszenia  si   sytuacji  dzieci.  Jest  równie   czynnikiem,  który  wpływa  na

zaostrzenie si  pilnych problemów społecznych, poczynaj c od ci y nieletnich do gwałtów domowych

lub przest pczo ci ulicznej. A jednak pomimo tak powa nych nast pstw społecznych, cz sto ignoruje

si  brak ojca, lub próbuje si  temu zaprzecza . ... Dziecko w latach czterdziestych mogło powiedzie :

mój  ojciec  musiał  mnie  opu ci   na  jaki   czas  dla  czego   wielkiego.  Dziecko  lat  dziewi dziesi tych

jest zmuszone powiedzie : mój ojciec mnie opu cił, bo mu si  tak podobało ...
W swojej ksi ce Blenkenhorn podejmuje nie tylko problemy sieroctwa dzieci, ale krytyk  kultury bez

ojca, bo trac c ojców, tracimy co  wi cej: nasz  ide  ojcostwa. W ró nych momentach naszej historii,

na przykład w czasie wojny, równie  nie było ojców w domu; ale obecnie mamy do czynienia z czym

wi cej  ani eli  zwyczajn   fizyczn   i  psychiczn   utrat   ojców  w  wielu  domach.  Potwierdza  to  status

rodzinny dzieci w USA

22

 , które pozostaj  z:

                                                          

21

 

M. Z  i em  sk a, Psychospołeczne aspekty patologii rodziny. Prace Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji 7:

100-75, 1982

22

 J.  J a r c o,  Brak ojca. „Ład. Katolicki” tygodnik społeczny. W-wa 19.11.1995 r. Rok XIII Nr 47(580)

wkładka – „Ład w rodzinie”. str. II (cytat z artykułu)

background image

28

28

 1960 

1980 

1990 

2010

23

  ojcem i matk  

80,6 % 

62,3 % 

57,7 % 

~ 50 %

  sam  matk  

7,7 % 

18,0 % 

21,6 % 

~ 25 %

  samym ojcem 

1,0 % 

1,7 % 

3,1 % 

~ 6 %

  ojcem i macoch  

0,8 % 

1,1 % 

0,9 % 

~ 1 %

  matka i ojczymem 

5,9 % 

8,4 % 

10,4 % 

~ 14 %

-  bez rodziców 

          3,9 % 

     5,8 %         4,3 % 

       ~ 4 %

      Na podstawie powy szych danych, mo na z du ym prawdopodobie stwem przewidzie   wiatowy

trend sytuacji dzieci w rodzinach nie pełnych u progu XXI wieku, z którego wynika,  e tylko połowa

dzieci b dzie wychowywana przez matk  i ojca, 25% tylko przez sam  matk . Wzro nie ilo  dzieci

wychowywanych  przez  samych  ojców  do  ok.  6%  oraz  wzro nie  ilo   tzw.  zwi zków

zrekonstruowanych (matki z ojczymem), które b d  wychowywały ok. 14% dzieci. Zacznie równie

pojawia  si  problem wychowania adoptowanych dzieci przez „mał e stwa” jednopłciowe.

1. Przyczyny i skutki zaniku ojcostwa

     W  wi kszo ci  mediów  polskich  lansuje  si   zachodnie  propozycje  i  wzorce  kulturowe,  które

niweluj  tradycyjne atrybuty m sko ci i kobieco ci, kwestionuj  komplementarno , współzale no  i

współprac  płci, zwłaszcza w tworzeniu normalnej rodziny. Przy tym ogólny cie  odpowiedzialno ci

za nieudane zwi zki spada na m czyzn, którym automatycznie przypisuje si  autorytarno , d enie

do konkurencji i przemocy, a tym samym brak odpowiedzialno ci, bezu yteczno  i apati . Ukrywany

wstydliwie,  dotkliwy  zanik  ojcostwa  i  m sko ci  w  bogatych  krajach  europejskich  i  w  Ameryce

Północnej, zast powany jest „problemami” feminizmu, przemocy wobec kobiet, trwog  w zwi zku z

plag  rodzin niepełnych itp. Ró ne jednak głosy – czy to z punktu widzenia antropologii, ekonomii,

socjologii, czy te  zdrowego rozs dku – zaczynaj  zwraca  uwag  na konsekwencje upadku ojcostwa.

Według  Blankenhorna  ojcostwo  zacz ło  doznawa   coraz  wi kszego  uszczerbku,  kiedy  wraz  z

rewolucj   przemysłow   zostało  oddzielone  miejsce  pracy  od  ogniska  rodzinnego.  Od  tamtego

momentu  m czyzna  coraz  bardziej  realizuje  si   poza  rodzin .  Ojciec  pozbył  si   tak  ywotnych

funkcji jak wychowawcy moralnego i niezast pionego opiekuna, ograniczaj c si  do rutynowej głowy

rodziny  i  jej  podpory  finansowej.  Tymczasem  ojcostwo  w  znacznie  wi kszym  stopniu  ani eli

macierzy stwo jest „inwencj ” kulturaln , poniewa  biologiczny wkład ojca ogranicza si  do chwili

pocz cia.  Z  punktu  widzenia  antropologicznego  ojcostwo  bardziej  stanowi  to,  co  autor  uwa a  za

„problem konieczny”.

We  wszystkich  kulturach  dobro  dziecka  i  wła ciwy  bieg  społecze stwa  wymagaj   wzmo onego

wysiłku ojcowskiego. A dzisiaj, bardziej ni  kiedykolwiek, doro li m czy ni nie chc , albo nie mog

zdoby   si   na  taki  wysiłek.  Kulturalna  dewaluacja  ojcostwa  jest  tak  wielka,  e  m sko   wraz  z

ojcostwem jawi  si  jak co  , co nale y raczej przezwyci a  ani eli odzyskiwa . Charakterystyczna

dla  tego  „m skiego”  wzorca  jest  szerzona  przez  telewizje,  filmy  i  literatur ,  aspiracja  m czyzn  do

stosunków  seksualnych  bez  odpowiedzialno ci  rodzicielskiej.  Historia  ojcostwa  ł czyła  zawsze

ojcostwo  biologiczne  z  ojcostwem  społecznym  w  dumnej  to samo ci  m skiej.  W  miar   jak  w ród

m czyzn  wzrastała  rola  ojca,  stawała  si   mo liwa  realizacja  przez  nich  innych  pilnych  i  wa nych

zada  zbiorowych, jednak obecnie znamiennym rezultatem procesu zanikania ojcostwa, jest rozbicie

naszego  społecze stwa  na  odizolowane  od  siebie  jednostki,  którym  obce  s   aspiracje  i  potrzeby

wspólnego  przynale enia  do  rodziny,  wspólnoty  i  narodu  –  pisze  Blankenhorn  o  społecze stwie

ameryka skim.

Istotn   przyczyn   tak  alarmuj cych  skutków  zaniku  ojcostwa  w  wymiarze  indywidualnym  dla

członków  rodziny,  jest  rozpowszechniany  oficjalnie  liberalizm  etyczny  i  hedonizm,  uznaj cy

przyjemno  

rozkosz 

za 

najwy sze 

dobro

i  cel  człowieka.  Dla  społecze stwa  skutkiem  tego  jest  narastaj cy  wzrost  kosztów  na  pomoc

społeczn , pogorszenie si  sytuacji dziecka i wzrost patologii społecznej, przemocy m skiej zwłaszcza

                                                          

23

  Przewidywania autora.

background image

29

29

w stosunku do kobiet. Badania przeprowadzone przez Departament Sprawiedliwo ci USA. wskazuj ,

e na ka d  kobiet  zam na, która jest maltretowana przez  m a, przypadaj  trzy kobiety samotne

maltretowane przez swych konkubinów.

W tygodniku „The Economist” coraz cz ciej sygnalizowane s  dramatyczne nast pstwa ekonomiczne

rozwodu  i  urodze   pozamał e skich  dla  dzieci  i  kobiet.  Podkre la  si   równie   wpływ  ró nych

systemów  podatkowych,  zatrudnienia  i  pomocy  społecznej  na  to  negatywne  zjawisko.  W  Anglii  na

przykład  stwierdzono,  e  opieka  społeczna  przyczyniła  si   do  tego,  e  samotne  matki  o  niskich

dochodach wol  by  zale ne od pa stwa, ani eli od m a. Z drugiej strony korzystny dla mał e stwa

system  podatkowy  w  Niemczech  prowadzi  do  tego,  e  pary  si   eni   i  maleje  liczba  urodze

pozamał e skich.

Sytuacja jest trudna szczególnie dla m czyzn, którzy posiadaj  niskie dochody, małe wykształcenie, a

zostali wychowani w przekonaniu,  e główn  rol  m czyzny jest utrzymanie rodziny. Cz sto zdarza

si   w ród  Brytyjczyków,  Amerykanów  i  w  Polsce,  e  ci,  którzy  nie  potrafi   zapewni   rodzinie

godziwego bytu, odrzucaj  sam  ide  mał e stwa dla siebie. „The Economist” konkluduje,  e rozkwit

rodzin  niepełnych,  jednorodzicielskich  kryje  w  sobie  niebezpieczne  nast pstwo:  z  mapy  kulturalnej

Zachodu wymazuje si  ojców, co pogł bia powa ne problemy społeczne, jak przemoc młodzie owa,

przemoc  domowa,  wzrost  młodocianych  ci   i  liczby  dzieci  urodzonych  poza  mał e stwem,

wykorzystywanie seksualne nieletnich, i wzrastaj c  marginalizacj  ekonomiczn  kobiet i dzieci.

Nie  bez  znaczenia  na  t   sytuacje  miał  feminizm  lat  sze dziesi tych,  kład cy  szczególny  nacisk  na

wyzwolenie  seksualne  kobiety,  co  przyczyniło  si   do  rozpowszechnienia  nieodpowiedzialno ci

seksualnej  i  wrogo ci  do  macierzy stwa  oraz  rodziny,  skierowany  w  stron   lesbinizmu  i  obrony

homoseksualizmu,  oraz  tworzenia  tzw.  „kultury  kobiecej”,  która  przezwyci yłaby  patriarchat.

Tymczasem wkroczenie kobiety w  wiat, w którym rz dz  reguły na miar  m czyzn, zmusza je do

upodobniania  kobieco ci  do  m sko ci.  Nic  jednak  nie  zapewnia  równowagi  mi dzy  pierwiastkiem

m skim  i  kobiecym  pomimo  tego,  e  dzisiaj  kobieta  ju   nie  jest  zwi zana  w  sposób  konieczny  z

macierzy stwem. Z jednej strony nie potrzebuje dzieci, by jej istnienie miało sens, ani nie potrzebuje

o enku,  by  zapewni   sobie  utrzymanie  i  dobr   opini .  Z  drugiej  strony  mo e  utrzymywa   stosunki

płciowe praktycznie bez ryzyka zaj cia w ci

, mo e planowa  ci e, mo e je usuwa  .

Mo na powiedzie ,  e kobieta faktycznie znajduje si  w sytuacji ostatecznego wyzwolenia si

od  swojej  natury,  od  macierzy stwa,  a  z  tak   kobiet   trudno  m czy nie  przetrwa   całe  ycie..  By

móc porusza  si  w  wiecie m skim, kobieta musi wyrzec si  swej kobieco ci, przesta  by  kobiet ,

gdy  w tym  wiecie jako kobieta nie mo e by  równa m czy nie. Tendencja do jednolito ci prowadzi

do schematu dyskryminuj cego w stosunku do kobiet, gdy  stawia m czyzn  jako kryterium i miar

rzeczywisto ci.

2. Wychowawcze konsekwencje psychospołeczne

    W  naszej  wiadomo ci  społecznej  wychowanie  w  rodzinie  kojarzy  si   przede  wszystkim  z  osob

matki, natomiast nie dostrzega si , jak powa ne reperkusje wychowawcze ma niedostateczna obecno

fizyczna  i  duchowa  ojca  w  yciu  dziecka.  Jest  to  po  cz ci  rezultat  realnej  sytuacji  i  nie yczliwej

atmosfery  społecze stw  krajów  zachodnich  do  rodziny,  pomimo  tego,  e  od  dawna  wiadomo,  e

ojciec jako wychowawca nie mo e by  zast piony przez matk .

    Badania psychologiczne, które bior  pod uwag  zmian  postaw matki pod wpływem nieobecno ci

ojca,  podkre laj   jej  nadopieku czo   w  stosunku  do  dziecka.  Stwierdza  si ,  e  osamotnione  matki

po wi caj   dziecku  wi cej  uwagi  ni   samym  sobie,  i  te  nadmiernie  skoncentrowane  na  dziecku

zachowania,

w  wi kszym  stopniu  decyduj   o  niedostatkach  społecznego  przystosowania  dziecka,  ni   sama

struktura niepełnej rodziny. Dla 75% matek celem  ycia staje si  dziecko, co najcz ciej obci a je

nadmiernym baga em niespełnionych d e  i nadziei matki

24

.

                                                          

24

 B. B a l c e r z a k – P a r a d o w s k a,  Matka niezam na –  wiadoma decyzja czy lekkomy lno  (w:) D.

Graniewska, K. Krupa, B. Balcerzak-Paradowska: Samotne matki, samotni ojcowie. W-wa Instytut Wydawniczy

Zwi zków Zawodowych, 1986 r.

background image

30

30

W  oparciu  o  psychospołeczn   analiz   konsekwencji  braku  udziału  ojca  w  wychowaniu  dzieci

Tadeusza Doktora

25

, mo na zauwa y ,  e problemy wychowawcze wynikaj ce ze zmniejszania si roli

ojca  w  rodzinie  odnosz   si   w  ogóle  do  współczesnej  rodziny.  Dotyczy  to  zarówno  rzeczywistej

postaci ojca, który jak wspomniano, obecnie cz sto praktycznie w ogóle, lub w bardzo ograniczonym

stopniu  zajmuje  si   wychowywaniem  dzieci,  jak  i  ojca  jako  pewnego  symbolu  i  zwi zanych  z  nim

warto ci takich jak: prawo, porz dek, dyscyplina, samokontrola, moralno  czy odpowiedzialno .

    Wyniki  bada   S.  Nowaka  i  K.  Krzeminskiego  dotycz ce  młodzie y  polskiej,  które  przywołuje  w

swojej pracy Tadeusz Doktor, wskazuj  na do  powszechnie deklarowany brak gł bszej i pozytywnej

wi zi  z  ojcami,  poniewa   praktycznie  nie  zajmuj   si   oni  wychowaniem  dzieci,  ani  nie  zapewniaj

rodzinie stabilizacji emocjonalnej. S  na ogół obcy własnym dzieciom, lub wr cz budz  ich wrogo .

Rol  autorytetu spełniaj  zatem matki, zmuszone do wykonywania jednocze nie wielu innych ról i w

konsekwencji  niezdolne  do  wybrni cia  z  powodzeniem  ze  swych  zada .  Potwierdzaj   to  równie

do wiadczenia autora z rozmów z młodzie  i matkami w Telefonie Zaufania.

     Młodym  ludziom  brak  jest  pozytywnego  do wiadczenia  autorytetu  ojca  –  jako  kogo ,  kto  chce  i

potrafi dawa  wsparcie, a jednocze nie eksponuje w relacjach silne, niezale ne ego. Mo na stwierdzi ,

e długofalowym skutkiem tego stanu, mo e by  kształtowanie si  osobowo ci młodzie y o słabym

ego, braku jasnego poczucia siebie, braku wiary we własne siły, niepewno ci co do własnych warto ci.

Obserwuj   to  cz sto  w ród  młodzie y  akademickiej  z  rodzin  rozbitych  i  marynarskich.  Nieco

odmiennie  prze ywana  jest  sytuacja  długotrwałej  cyklicznie  powtarzaj cej  si   rozł ki  z  ojcem  w

rodzinie, np. marynarskiej. W tym przypadku rozł ka nie zawsze wpływa na osłabienie, lub zerwanie

bezpo rednich  wi zi  psychicznych  i  duchowych,  ale  te   cz sto  dochodz   do  głosu  przejmuj ce

uczucia t sknoty, nostalgii, osamotnienia, prze ywane zarówno przez ojca na statku jak i przez  on

na  l dzie.  Z  własnego  do wiadczenia  wiem,  e  dotkliwo   tego  uczucia  ujawnia  si   szczególnie  u

dzieci  starszych  i  bardziej  wra liwych  córek.  Jak  zauwa a  Ludwik  Janiszewski,  wówczas  mog

ujawni   si   symptomy  typowe  dla  „sieroctwa  psychicznego”,  charakteryzuj cego  si   kompleksem

opuszczenia.

26

27 Jednak, aby by  znów ojcem, m em i głow  rodziny, mie  wpływ na wychowanie i

kształtowanie  tej  najbli szej  wspólnoty,  która  daje  najsilniejsze  oparcie  duchowe,  moralne  i

psychiczne, musi by  zrozumienie ról poszczególnych jej członków rodziny.

Powracaj cy  po  długiej  nieobecno ci  ojciec,  musi  nadrobi   te  straty  wychowawcze,  które  poniosły

dzieci i zwi zek mał e ski, musi mie  „zwrócony” przysługuj cy mu autorytet, bo w nim w jego sile

dzieci  znajduj   oparcie  i  spokój.  Oczywi cie  nie  chodzi  o  autorytet  wynikaj cy  z  przemocy,  czy

pozycji

w  rodzinie,  ale  z  osobowych  warto ci  i  kompetencji,  oparty  o  to,  e  jest  kim   uczciwym,  e  za

najwa niejsze  uwa a  warto ci  naprawd   wa ne,  e  umie  wybra   oraz  by   konsekwentnym  i

odpowiedzialnym.

  Za  szczególnie  szkodliw   trzeba  uzna   nieobecno   ojca  w  sferze  wychowania

religijnego  dzieci,  bo  wła nie  wiat  warto ci  idealnych  powinien  by   reprezentowany  najbardziej

przez ojca. Je li jednak ojciec ma sta  si  ideałem dla dziecka, sam musi posiada  ideały i wiernie im

słu y . To musz  zrozumie  ojcowie dopóki dzieci s  małe, bo jak podrosn , b dzie ju  za pó no ...

    Przedstawiony  tutaj  model  rodziny  oparty  na  uczuciu  matki  i  autorytecie  ojca,  jest  w  naszych

czasach coraz mniej popularny, a post puj ca feminizacja i bierno  wychowawcza ojców nie wró y

nic  dobrego.  Niestety  cz sto  energiczne  ony  d

  równie   do  „wychowania  sobie”  m a,  co  jest

kontynuacj  d enia do spełnienia przedmał e skich oczekiwa . Je li dopasowanie si  mał onków nie

dokonało  si   niejako  automatycznie  (z  powodu  długich  okresów  rozł ki),  wtedy  frustracja  dyktuje

działania zmierzaj ce do tego, aby partner „zmienił si ”, by stał si  takim, jakim si  „chce go mie ”.

Zawsze  jednak  u  „wychowywanego”  mał onka  pozostaje  nie  zaspokojone  pragnienie  akceptacji,

a  wiadomo   braku  prawa  do  spontaniczno ci,  cz sto  powoduje  stopniowe  wycofywanie  si

psychiczne  i  duchowe  ze  wspólnoty,  unikanie  „wymagaj cej”  partnerki,  i  ucieczk   psychiczn   i

                                                          

25

  T. Doktor,  Nieobecni ojcowie. Nowiny Psychologiczne Nr 3/4, 1991. Wyd. PTP, str. 83.

 

26

 L. J a n i s z e w s k i , Rodziny ludzi morza w okresie przemian. „Roczniki Socjologii Rodziny” 1989 r.

background image

31

31

fizyczn  ze zwi zku np. na morze.

     Nieobecno   m a  w  domu  stwarza  sytuacje  w  której  „głow   rodziny”  jest  ona,  w  praktyce

realizuj ca  równie   funkcje  opieku czo-wychowawcze  ojca.  Powoli  jednak  zatraca  si   gdzie   owa

charakterystyczna misja duchowa  ony, wobec dzieci i m a. Z drugiej strony niedostatek bycia razem

ze  sob ,  na  dobre  i  złe  chwile,  ogranicza  poznanie  prawdy  o  sobie,  mo e  rodzi   brak  zaufania,

akceptacji  i  miło ci.  Z  do wiadcze   marynarskich  wynika,  e  po  rocznej  nieobecno ci  w  domu,

mał onkowie  mog   ju   by   sobie  zupełnie  obcy.  Ona  nauczyła  si   y   bez  niego,  zahartowana

ci głymi kłopotami wychowawczymii domowym, cz sto staje si  twarda, autorytatywna, aby podoła

powa nym obowi zkom rodzinnym. On po kilku dniach rado ci powrotu i beztroski, musi spotka  si

z realiami codziennego  ycia rodzinnego reprezentowanymi przez  on . A przecie  oboje s  równie

obarczeni  balastem  swoich  samotnych  prze y ,  mo e  egocentryzmem,  oraz  przyzwyczajeniami

zwi zanymi z  yciemw samotno ci, z aktywno ci  zawodow  i zarobkow .

     Na podstawie własnych obserwacji marynarskich mał e stw, mog  stwierdzi ,  e w ród licznych

zagro e  ich zwi zku, nale  bł dne oczekiwania kobiet dyktowane marzeniami, wpływami mitów o

trakcyjnym  zawodzie,  presti u,  wykształceniu,  zamo no ci  itp.  oraz  wpływem  kultury  masowej.  To

jest owa nadzieja otrzymania na własno  człowieka, któremu z góry dyktuje si ,  e ma by  tylko „dla

mnie”  i  spełni   wszystkie  oczekiwania.  Cały  ten  proces  wej ciaw  mał e stwo,  bez  umiej tno ci  i

ugruntowanych  tradycyjnych  zasad  moralnych,  ale  za  to  z  całym  zasobem  nierealnych  oczekiwa ,

poprzez  próby  realizacji  wspólnego  ycia  według  wydumanych  osobno  recept,  narastaj ce

rozczarowanie oraz nieumiej tno  i niech  rozwi zywania trudnych sytuacji, prowadz  do rozej cia

si  po kilku latach.

    Badania  ankietowe  na  które  powołuje  si   znana  doktor  psychiatrii  –  El bieta  Sujak  wiadcz ,  e

jedna  trzecia  rozwiedzionych  mał onków  po  pi ciu  latach  od  rozwodu,  gorzko  ałuje  swojego  zbyt

pochopnego uznania zwi zku za nieudany, uznaje  e straciła przez to warto ci, których nie potrafi w

dalszym  yciu odtworzy .

   Je li  współ ycie  w  rodzinie  oparte  jest  na  solidnych  podstawach,  miło ci,  zaufaniu,  oraz

zrozumieniu  odr bno ci  swoich  zada   i  obowi zków,  wówczas  okresowa  nieobecno   ojca  nie

wpływa ujemnie na trwało  rodziny, jednak nie pozostaje bez wpływu na format  yciowy dzieci, ich

osobowo  i  wiat, w którym b d  si  obracały. Wyczekiwany z ut sknieniem ojciec marynarz, to nie

tylko kto  najbli szy, ale nie taki jak mama, której mówi si  wszystko, do której biegnie si  z ka d

bied ,  i  która  zawsze  jest  ...  on  jest  kim   nale cym  jednocze nie  do  rodziny  i  do  wiata,  on

symbolizuje jego atrakcje i uroki, on reprezentuje sob  przygod  i sił , to on wyprowadza dzieci na

pierwszy daleki spacer.

3. Zakłócenie rozwoju poznawczego i emocjonalnego

Z bada  psychospołecznych Pedersena, na które powołuje si  T. Doktor, wynikaj  zauwa alne ró nice

w rozwoju poznawczym dzieci bez ojca, ju  w wieku 5 – 6 miesi cy w stosunku do ich rówie ników

wychowywanych  razem  z  ojcem28.  Z  obserwacji  własnych  trojga  dzieci  mog   powiedzie ,  e  w

okresie dłu szego, kilkumiesi cznego wspólnego pobytu w domu, mogłem zaobserwowa  jak bardzo

stabilizował si  ich stosunek do szkoły i nauczycieli, jak stawały si  bardziej wra liwe na otoczenie

społeczne  i  poprawiała  si   ich  umiej tno   funkcjonowania  w  rodowisku  rówie ników.  Wówczas

dzieci stawały si  pewniejsze, dojrzalsze w swoich os dach i zachowaniu, tak jakby łatwiej im było

dostrzec zwi zki pomi dzy ich własnym zachowaniem a jego skutkiem.

W  szerokiej  skali  społecznej,  mo na  łatwo  stwierdzi   u  dzieci  pozbawionych  ojca,  wy szy  poziom

agresji, jakby buntu przeciwko sytuacji, która zmusza je do podejmowania roli człowieka dorosłego,

zanim  b d   do  tego  przygotowane.  Z  drugiej  strony  szczególnie  w ród  studentów  pozbawionych

opieki ojcowskiej obserwuj  cz sto tendencj  do zani onej oceny samego siebie. A wi c mo liwo

identyfikacji uczuciowej i fizycznej z ojcem, daje dzieciom w ka dym  wieku  ow   pewno   siebie  i

ochron  przed l kiem. Zazwyczaj ta zale no  pomi dzy ograniczonym udziałem ojca w wychowaniu

swoich dzieci, a ubo szym rozwojem poznawczym, jest zapewne kompensowana przez inne czynniki,

                                                          

28 

jak p.

str. 84.

background image

32

32

np. motywacyjne i emocjonalne w rodzinie.

     Podstawow  sfer  ojcowskiego oddziaływania na dzieci jest na ladownictwo i odtwarzanie przez

nie „m skich ról” pełnionych przez własnego ojca. Dzieci ucz  si  tych ról w sposób spontaniczny,

obserwuj c  naturalne  niewyre yserowane  zachowania  ojca  w  domu,  w  rodowisku  zawodowym  i

społecznym, obserwuj c jego zaanga owanie religijne, postawy etyczne i  wiatopogl dowe, przyj t

hierarchie  warto ci.  Ocenia  si ,  e  oddziaływanie  matki  w  tym  zakresie  jest  du o  mniejsze.  Ojciec

bowiem  w  wi kszym  stopniu  ni   matka  wywiera  nacisk  na  dziecko,  aby  post powało  w  sposób

wła ciwy dla jego płci, zgodnie z pewnym stereotypem roli płciowej. W ten sposób chłopcy ucz  si

ról  ojca,  m a,  ról  dojrzałego  m czyzny  w  kontaktach  z  innymi  lud mi,  by  pó niej

w swoim dorosłym  yciu móc te wszystkie role odtworzy . St d cz sto bior  si  dobre i złe obyczaje

wyniesione z domu, np. skłonno ci alkoholowe, zaanga owanie w sprawy domowe, aktywno , albo

oboj tno  religijna, oraz społeczna itp.

Dziewcz ta obserwuj c ojca i zarazem m a swojej matki, tworz  sobie obraz swego przyszłego

m a  i  ojca  własnych  dzieci,  a  tak e  obraz  m czyzny  w  ogóle  i  ich  pó niejszych  relacji  z  innymi

m czyznami. Jednak rola ojca jako modelu jest wa niejsza dla chłopców, gdy  dziewcz ta modeluj

swoje zachowanie zwi zane z płci  głównie w oparciu o posta  matki. Łatwo zauwa y ,  e panny z

marynarskich rodzin cechuj  si  zdecydowaniem,  miało ci , a cz sto apodyktyczno ci  jak ich matki.

Tak  cz sto nieu wiadomion  postaw  matkiw stosunku do dzieci i deformacj  wzajemnych relacji na

skutek  nieobecno ci  ojca,  zaobserwowali  współcze ni  psychologowie  ameryka scy  (np.  Christopher

Lasch). Wówczas, jak twierdz  wbrew pozorom, nie matka zajmuje miejsce ojca, lecz samo dziecko.

Konsekwencj   tego  mo e  by   ukształtowanie  si   w  dziecku  zespołu  cech  charakterystycznych  dla

osobowo ci narcystycznej, objawiaj cych si  np.:

  trudno ci  do nawi zania i podtrzymania znacz cych zwi zków z innymi osobami;

  zaburzeniami w sferze seksualnej i tendencj  hipochondryczn ;

  zachowaniami przest pczymi i brakiem empati;

  tendencj  do ataków niekontrolowanej agresji.

Sprawa  obecno ci  i  postawy  ojca  jako  m skiego  wzorca  w  procesie  wychowania  naszego  młodego

pokolenia,  nabiera  szczególnego  znaczenia  w  czasach  współczesnych,  w  zwi zku  ze  zdecydowan

feminizacj  

zawodów 

zwi zanych

z opiek , kształceniem, wychowaniem, słu b  zdrowia, handlem, usługami itp. Dziecko napotyka w

swoim  yciu  mnóstwo  wzorów  kobiecych,  przy  jednoczesnym  niedostatku  wzorów  zwi zanych  z

czynn   egzystencj   dojrzałego  m czyzny.  Wszyscy  wiemy  jak  t   luk   wypełnia  negatywnie

telewizja.  Mo na  jednak  zauwa y ,  e  kulturowy  stereotyp  roli  kobiecej  maj cy  przewag   np.  w

rodzinie  marynarskiej,  objawia  si   cz sto  u  dorosłych  m czyzn  bardziej  wszechstronnymi  i

elastycznymi  cechami  zachowania,  i  wi ksz   skłonno ci   do  podporz dkowywania  si   autorytetom.

Przewaga kobiecego wzorca funkcjonowania poznawczego, predysponuje tak  młodzie  bardziej  do

działa  twórczych, zazwyczaj osi ga ona lepsze wyniki w skalach werbalnych ni  ilo ciowych. Taka

młodzie  m ska z rodzin marynarskich, lub wychowywana bez ojca, stanowi ju  20% – 30% całego

naboru na Wydział Nawigacyjny Wy szej Szkoły Morskiej w Szczecinie

29

.

4. Patologie społeczne członków rodziny bez ojca

      Na  podstawie  bada   socjologicznych  dostrzega  si   wyra ny  wpływ  braku  kontaktu  z  ojcem  na

zachowania  przest pcze  o  podło u  agresywnym  u  m czyzn,  oraz  przest pstwa  o  podło u

wynikaj cym  z  niewła ciwego  przyswojenia  roli  kobiecej.  Blankenhorn  potwierdza,  e  w ród

młodych Amerykanów, którzy s  wychowani bez ojców i których dzieci stwo było w tpliwej jako ci,

wzrasta skłonno  do wyobcowania, marginalizacji, przemocy i zbrodni.

     Ju   na  pocz tku  ubiegłego  wieku  stwierdzono  bezpo redni  zwi zek  pomi dzy  brakiem  opieki

ojcowskiej  a  pojawieniem  si   tendencji  przest pczych.  Zarówno  w ród  nieletnich  przest pców  w

                                                          

29

 J.  P o r a d a, Nieobecny ojciec marynarz. Z oprac.: Współczesne problemy egzystencjalne i socjologiczne

ludzi morza. Roczniki Socjologii Morskiej PAN, t.12, 2000 r., str. 41-44.

background image

33

33

wieku  od  8  do  17  lat,  a   35  %  było  osieroconych  przez  jedno  z  rodziców  oraz  a   80%  wi niów

prze yło separacj  z jednym lub obojgiem rodziców, a najcz ciej z ojcem

30

. Badania przeprowadzone

Progres  Policy  Instytute  w  Stanach  Zjednoczonych  potwierdzaj ,  e  młodzie owe  zbrodnie  maj

wi kszy  zwi zek  z  rodzinami  jednorodzicielskimi,  ani eli  z  przynale no ci   do  rasy  lub  z  n dz

materialn

31

.  Istotny  jest  tutaj  wiek  dziecka  i  przyczyna  utraty  kontaktu  z  ojcem.  W ród  badanych

przest pców posiadaj cych ojców, zjawisko recydywy wyst powało w 12%, za  w ród przest pców

którzy utracili ojca przed uko czeniem szóstego roku  ycia, recydywa pojawia si  u 39%, natomiast

gdy ojca utracili po szóstym roku  ycia – w ród 10%.

     Dzieci  osierocone  charakteryzuje  l kliwo   i  neurotyczno ,  za   z  rodzin  rozwiedzionych  –

agresywno  i zachowania antyspołeczne, które mog  si  pó niej przeradza  w czyny przest pcze –

jak  podkre la  Tadeusz  Doktor.  Ponadto  zachowania  przest pcze  zwi zane  cz sto  z  nadu ywaniem

alkoholu  i  narkotyków,  s   zdecydowanie  cz stsze    w ród  młodzie y  wychowywanej  tylko  przez

matk .  Zdaniem  autorów  bada   stwierdzaj cych  t   zale no ,  wskazuje  to  na  istotn   rol   ojca  w

procesie transmisji warto ci i zapobieganiu kształtowania si  niekorzystnych wzorców zachowa .

   Wielu badaczy zaobserwowało równie ,  e 50% narkomanów oraz ok. 60% alkoholików pochodzi z

rodzin pozbawionych jednego z rodziców, a najcz ciej ojca. Brak udziału ojca  w  wychowaniu  jest

równie  

istotnym 

czynnikiem

w etiologii alkoholizmu u kobiet – zdaniem niektórych autorów istotniejszym ni  u m czyzn.

Z zanikiem ojcostwa i wzrastaj c   liczb   dzieci  yj cych  z  m czyznami,  którzy  nie  s   ich  ojcami,

ro nie ilo  nadu y  seksualnych na dzieciach. Blankenhorn przyznaje,  e chocia  s  ojcowie, którzy

popełniaj  nadu ycia seksualne wobec swoich dzieci, ich proporcja jest jednak znacznie ni sza ani eli

winowajców, którzy nie s  ojcami. Przyczyn  tego jest słabsza wi  jak  ojczym czy okazjonalny, lub

formalny narzeczony matki mo e nawi za  z dzie mi, w stosunku do wi zi, jak  zazwyczaj  ywi do

własnego dziecka ojciec.

Brak ojcostwa powoduje wzrost ci y nieletnich i pozamał e skich. Zjawisko to zrodziło si  nie tylko

dlatego,  e  młodzi  ludzie  s   urzeczeni  ide   seksu  bez  odpowiedzialno ci  i  nie  maj   najmniejszego

zamiaru  by   rodzicami  i  anga owa   si ,  ale  tak e  dlatego,  e  niektóre  kobiety  zgodziły  si   na  tak

rol .  Dziewczyna  wychowana  bez  ojca  posiada  mniejsz   pewno   siebie,  mały  szacunek  dla  siebie,

wymaga mniej od m czyzn, natomiast łatwo ulega pierwszym pozorom, lub obietnicom sporadycznej

miło ci. „Kiedy dziewczyna nie mo e kocha  ani ufa  pierwszemu m czy nie swego  ycia, jakim jest

jej ojciec, pó niejsze jej stosunki z m czyznami s  nadszarpni te i uszkodzone” twierdzi Blankenhorn.

Harmonijny  rozwój  młodego  człowieka,  polega  nie  na  tak  modnej  dzi   „samorealizacji”,  a  na

wyrobieniu zdolno ci panowania nad sob , lecz nie jako tyranii wobec własnych d e  i pragnie , ale

na „władaniu” sob  i podejmowaniu takich decyzji i działa , które nie krzywdz  i nie niszcz  własnej

osobowo ci  oraz  nie  godz   w  godno   drugiego  człowieka.  Jest  to  zatem  problem  umiej tno ci

podejmowania  wła ciwych  decyzji,  w  pełni  odpowiedzialnych.  Owa  odpowiedzialno   i

zdecydowanie,  których  tak  brak  młodzie y  wychowywanej  bez  ojca  oraz  wielu  ojcom,  zakłada  nie

tylko  wiadomo   działania,  leczi  umiej tno   przewidywania  skutków  tych  działa ,  jak  i  realn

zdolno   do  ponoszenia  konsekwencji  swoich  czynów.  Dlatego  zdecydowana  postawa  i

zaanga owanie ojców w przeciwstawianiu si  ww. współczesnym zagro eniom wychowawczym jest

obecnie  bardzo  potrzebne  dla  wiarygodno ci  ojcowskiej  wobec  własnych  dzieci,  siebie  i  wspólnoty

rodzinnej.

Wnioski:

1.

  Patrz c  realnie  trzeba  stwierdzi ,  e  w  Polsce  i  na  wiecie  nadal  ro nie  liczba  rozwodów  i

urodze   pozamał e skich.  Coraz  wi ksza  ilo   dzieci  ju   nie  b dzie  znała  swych  ojców.

                                                          

30

 jak p.

22 

str. 89.

31

 J. J a r c o,  Zanik ojcostwa. Ład, Katolicki tygodnik społeczny. W-wa 19.11.1995 r. Rok XIII Nr  47(580)

wkładka – Ład w rodzinie, str. II.

background image

34

34

Niewiele  mo na  zrobi   aby  nagle  zmieni   t   tendencj .  Jednym  z  rozwi za   jest  u mierzanie

pewnych  konsekwencji  tego  zjawiska  np.:  poprzez  niesienie  wi kszej  pomocy  ubogim

dzieciom, wi ksz  solidarno  z samotnymi matkami, lepsze warunki rozwodu, wi ksza pomoc

na utrzymanie dzieci, wi cej programów maj cych na celu zast pienie ojców itp.

2.

  Konieczna  jest  wi ksza  wiadomo   konsekwencji  społecznych,  wychowawczych  i

psychicznych jakie ponosi dziecko w rodzinach bez ojca. Perspektywicznym nast pstwem takiej

sytuacji  b dzie  rozczłonkowanie  naszego  społecze stwa  na  jednostki  odizolowane  od  siebie,

którym  obce  b d   aspiracje  i  obowi zki  zwi zane  z  przynale no ci   do  rodziny,  rodowiska,

narodu.

3.

  Z  naszych  dotychczasowych  do wiadcze   wynika,  e  problem  braku  ojca  nie  mo e  by

rozwi zany  wprowadzaniem  zast pczych  modeli,  jak  „nowego”  ojca,  ojca  „odwiedzaj cego”

(po  rozwodzie)  „ojczyma”  itp.  Nale y  innymi  rodkami  społecznymi  odzyskiwa   posta

prawdziwego i dobrego ojca – i prawdziwego m czyzny, a wi c takiego, który swoj  rodzin

stawia 

na 

pierwszym 

miejscu. 

Rodzina 

jest 

komórk  

społeczn ,

w której zaanga owanie ojca i matki ma du y wpływ na rozwój nast pnych pokole , ale cech

wyró niaj c  rodzin  musi by  współpraca, a nie rywalizacja m czyzny i kobiety.

         Szanse i zagrozenia współczesnej rodzin, II Konferencja  rodowiskowa PTPT w Szczecinie  24.11.2001

background image

35

35

SOCJOLOGICZNE PROBLEMY MARYNARZA GLOBALNEGO

Dzisiejszy  wiat  stoi  wobec  wielu  wezwa   globalnych,  takich  jak  problemy  ywno ciowe,

demograficzne,  zatrudnienia,  bezrobocia,  ruchów  migracyjnych,  bezpiecze stwa  itp.  Jednak

rozwi zanie tych problemów wymaga poniesienia wysokich kosztów przez wszystkie społecze stwa

na  rzecz  przyszłych  pokole ,  a  nade  wszystko  solidarno ci  mi dzynarodowej,  W  rzeczywisto ci

mo liwo   rozwi zania  problemów  globalnych  cz sto  mylnie  ł czy  si   ze  zjawiskiem  globalizacji,

która  staje  si   nowym  systemem  społeczno-ekonomicznym  nie  tylko  nie  rozwi zuj cym

wymienionych problemów, lecz je pogł biaj cym. Ekonomi ci nazywaj  to niebezpieczne dla ubogich

krajów  zjawisko  kapitalizmem  neoliberalistycznym,  czyli  powrotem  do  nieludzkiego  kapitalizmu

dziewi tnastowiecznego  z  wykorzystaniem  najnowszej  techniki.  Najbogatsze  kraje,  wbrew  własnym

deklaracjom i nawoływaniu do demokracji oraz wolnego rynku i konkurencji, cechuje troska o własny

interes  oraz  traktowanie  ubo szych  s siadów  (w  tym  te   Polski)  jako  ródła  taniej  siły  roboczej  i

surowców oraz niewybredne rynki zbytu. Zasadniczym celem globalizacji jest uzyskanie przez coraz

mniejsze grono wybra ców,  coraz  wi kszych  i  coraz  mniej  uzasadnionych  merytorycznie  i  moralnie

zysków.  Olbrzymie  ponadpa stwowe  korporacje  eglugowe,  przemysłowe,  handlowe  i  bankowe

charakteryzuje:

-  anonimowo ;

-  bezwzgl dny priorytet zwi kszania zysku;

-  sprowadzenie człowieka do roli towaru czy narz dzia w procesie technologicznym;

-  niszczenie  redniej warstwy gospodarczej przez nieuczciw  konkurencj .

      Samo zjawisko globalizacji jest ze swej natury antyhumanistyczne i antyludzkie,

gdy  usiłuje operowa  masami ludzkimi, które maj  mie  podobn   wiadomo , reagowa  identycznie

(przede wszystkim na bod ce finansowe) i które musz  by  w tym kierunku w sposób ci gły specjalnie

indoktrynowan

32

. Twórcy globalistycznego społecze stwa  zakładaj ,  e  b dzie  ono  funkcjonowa   w

ramach  dziesi tków,  a  nawet  setek  tysi cy  przepisów,  co  mo na  sprawdzi   zapoznaj c  si   bli ej  z

materiałami Unii Europejskiej lub procedurami edukacyjne-organizacyjnymi IMO

33

. Mo na przewidy-

wa ,  e  społecze stwo  ludzi  zredukowanych  do  bezosobowych  elementów  w  konfrontacji  z

przepisami-zasadami jego funkcjonowania, jest z góry skazane na samozagład  a hasło propaguj ce

swobodny  przepływ  osób  sprowadza  si   do  tego,  e  potencjalni  bezrobotni  staj   si   rzeczywistymi

bezrobotnymi  na  morzu  i  na  l dzie.  Wobec  tych  procesów  społecznych,  kształtowania  si   nowych

form  ycia  zbiorowego  we  flocie  morskiej  oraz  zachodz cych  zmian  w  tych  zbiorowo ciach  i  ich

wpływie  na  marynarzy,  stoi  obecnie  socjologia  morska.  Nowa  sytuacja  społeczna  na  statkach

morskich,  zarówno  wówczas,  gdy  zostaje  narzucona  przez  okoliczno ci  ycia  (widmo  bezrobocia  i

rola  najemnika  w  mi dzynarodowej  załodze),  jak  i  wówczas,  gdy  podejmowana  jest  dobrowolnie,

prowadzi  stopniowo  do  zmiany  to samo ci  marynarza,  a  bardziej  konkretnie  do  zmiany  sposobu

widzenia  i  oceniania  wiata.  Wydaje  si ,  e  jednym  z  mitów  naszej  kultury  morskiej  jest  trwało

indywidualnej to samo ci marynarskiej, która pełni wa n  funkcj  społeczn  i zawodow , wspieraj c

potrzeb   konsekwencji  w  post powaniu  i  gwarantuj c  tym  samym  porz dek  i  bezpiecze stwo  na

morzu  i  na  l dzie.  Jest  ono  tak e  ródłem  przekonania,  e  po  utracie  czego ,  co  stanowiło  warto

dotychczasowego  ycia,  człowiek  nigdy  nie  b dzie  si   ju   mógł  w  pełni  pod wign   psychicznie  i

odzyska  poczucia zadowolenia z pracy na morzu w nowych warunkach społecznych.

 Autor  przekonany  jest,  e  jedn   z  dróg  rozwi zania  narastaj cych  problemów  globalizacji  jest

                                                          

32

  J. P o r a d a, Problemy socjologiczne kultury narodowej i morskiej wobec globalizmu. „Roczniki Socjologii

Morskiej PAN. T. XIII, 2000, s.10

33

 IMO - International Maritime Organisation; Mi dzynarodowa Organizacja Morska ~ agenda ONZ.

background image

36

36

zwrócenie si  w kierunku nowych warto ci i budowanie odmiennej to samo ci, opartej o prawdziw

solidarno  i warto ci transcendentne.

1.

  MARYNARZ GLOBALNY

    Współcze ni marynarze zatrudnieni na globalnym rynku pracy nie maj  w ramach swego zatrudnienia

adnego  statusu  politycznego,  gdy   pracuj   oni  pod  jurysdykcjami  nie  przewiduj cymi  z  powodów

praktycznych  ich  istnienia  jako  podmiotów  zainteresowania.  Tak  twierdził  prof.  T.  Lane,  dyrektor

Mi dzynarodowego Centrum Badawczego Marynarzy w Cardiff, w swoim referacie wygłoszonym w

dniu 17 marca 1998 r. w Akademii Transportu, Combridge, W. Brytania

34

. On jest te  autorem trafnego

okre lenia „marynarz globalny".

Obecnie  stosowany  w  Polsce  niesłychanie  restrykcyjny  system  podatkowy  i  celny  oraz  ograniczony

dost p  do  kredytów  wymusił  na  polskich  armatorach  wyflagowa-nie  ponad  70%  statków  z

narodowego  rejestru  do  rejestru  „tanich  bander".  Jeszcze  dzi   na  dawnych  statkach  Polskiej  eglugi

Morskiej  pod  bander :  Cypru,  Malty,  Wysp  Marshalla,  Yanuatu  itp.  pływaj   polskie  załogi,  ale  co

b dzie za rok lub dwa przy napływie ta szej siły roboczej wschodnioazjatyckiej? Obecnie szacuje si

(nikt nie prowadzi dokładnej ewidencji),  e pod „tani ", zwan  te  „wygodn ", bander  FoC (Flag of

Convenience)  pływa  najcz ciej  z  konieczno ci  ok.  80%  wszystkich  polskich  marynarzy.  Do

podstawowych  problemów,  jakich  mog   do wiadczy   nasi  marynarze  i  studenci  WSM,  nale y  brak

równorz dnych  praw,  jakie  przysługuj   im  na  statkach  pod  polsk   bander ,  a  jakich  nie  maj   pod

bander  FoC, np. pa stw: Anti-gua and Barbu, Bahamas, Barbados, Belize, Berrauda (UK), Burma,

Canary  Islands  (SPAIN),  Caiman  Islands  (UK),  Cook  Islands,  Cyprus,  Gibraltar  (UK),  Honduras,

Lebanon,  Liberia,  Malta,  Marshall  Islands,  Mauritius,  Nitherlands  Antilles,  Panama,  Sri  Lanka,  St.

Yincent & The Grenadines, Tuvalu, Yanuatu i inne

35

. Wszystkim entuzjastom globalizacji morskiego

rynku  pracy  mo na  zadedykowa   słowa  prof.  T.  Lane:  „Globalizacja  bran y  eglugowej,  mo liwa

dzi ki  legalno ci,  ale  te   politycznej  i  socjalnej  absurdalno ci  «tanich  bander»,  obaliła  podstawowe

zasady ładu społecznego i zno nej egzystencji ludzi".

Charakterystycznym elementem FoC jest to,  e prawie niezmiennie przypisane s  one pa stwom lub

uasi-pa stwom nie maj cym własnej  eglugi i nie mog cym dostarcza  załóg na statki korzystaj ce z

ich bander. Z bada  przeprowadzonych przed kilkoma laty wynikało,  e w ród 17 500 marynarzy na

statkach  pod  bander   panamsk ,  bahamsk   i  liberyjsk   nie  było  adnego  Panamczyka,  Bahamczyka

ani  Liberyjczyka.  Zaledwie  13%  marynarzy  na  statkach  NIS  (otwarty  rejestr  norweski)  stanowili

Norwedzy.  Powszechny  brak  marynarzy  z  krajów  bandery  FoC  niesie  za  sob   dwie  powa ne

konsekwencje:

1.  Z  powodu  braku  krajowego  rodowiska  zawodowego  w  krajach  bandery  FoC

nie istniej  instytucje lub organizacje zainteresowane promowaniem interesów marynarzy.

      2.  Załogi  utworzone  z  migruj cych  marynarzy  s   najcz ciej  pozbawione  jakichkolwiek

wpływów na sprawy polityczne, ekonomiczne, socjalne i musz  polega  nalasce armatora, a nie

na  prawie  bandery.  Praktycznie  nie  maj   dost pu  do  instytucjipa stwowych  lub  procedur

umo liwiaj cych im dochodzenie sprawiedliwo ci w sytuacji nadu y , poniewa  kodeksy prawne

wielu  z  wymienionych  krajów  (FoC)  w  zakresie  prawa  pracy  s   albo  bardzo  ogólne,  albo  nie

zawieraj   adnych postanowie  .Brak te  jest odpowiednich instytucji i urz dów reguluj cych te

sprawy.

    Oczywi cie,  ka dy  marynarz  ma  prawo  zwrócenia  si   o  pomoc  do  przedstawicielstw

dyplomatycznych  własnego  kraju,  je li  takie  s .  Jednak  krótkie  postoje  w  portach,  trudno ci  w

odnalezieniu  i  motywowaniu  pracowników  konsularnych,  długotrwało   post powania

dyplomatycznego,  brak  odpowiednich  mechanizmów  pa stwowych  w  wi kszo ci  krajów  FoC

zniech ca marynarzy do korzystania z tej formy pomocy.

   Kolejnym  obszarem  „niedoskonało ci"  w  zakresie  zatrudniania  marynarzy  jest  brak  instytucjonalnej

kontroli  i  nadzoru  nad  organizacj   poda y  marynarzy.  W  tradycyjnych krajach  morskich  załogi  pod

                                                          

34

 T. L a n e:  Społecznei polityczne koszty tanich bander.  „Biuletyn Marynarski”  ITF,  1996, nr 12, s.35-37.

35

  Tanie bandery (FoC), „ Biuletyn Marynarski” ITF 1996, nr 10.

background image

37

37

narodow  bander  werbuj  armatorzy współpracuj cy ze zwi zkami zawodowymi, natomiast pa stwo

nie b d ce stron  umów mo e nadzorowa  przestrzeganie zawartych umów o prac .

    Pojawienie  si   globalnego,  mi dzynarodowego  rynku  pracy  na  morzu  spowodowało  powstanie

wielu  prywatnych  agencji  po rednictwa  pracy,  najcz ciej  nierejestrowanych.  Na  przykład  w  Polsce

jest  ok.  100  agencji  po rednictwa  pracy  na  morzu,  reprezentuj cych  interesy  obcych  kompanii

eglugowych i operatorów statków FoC, z czego tylko 20% działa legalnie. W tym zakresie Polska nie

spełnia wymogów raty-

fikowanej  Konwencji  MOP  (Mi dzynarodowej  Organizacji  Pracy)  Nr  179,  dotycz cej  rekrutacji  i

po rednictwa pracy z 1996 r. Konieczno  stworzenia wyodr bnionego systemu po rednictwa pracy

dla  marynarzy  i  rybaków  w  Polsce  pod  nadzorem  kompetentnej  władzy  ma  zaspokoi   obietnica

Ministra  Pracy  i  Polityki  Socjalnej  reaktywowania  działalno ci  Rady  ds.  zatrudnienia  marynarzy  i

rybaków  przy  Krajowym  Urz dzie  Pracy.  Wszystko  jednak  pozostało  w  sferze  planów.  Je li  taka

sytuacja istnieje w praworz dnym pa stwie w  rodkowej Europie, to jak musi by  w krajach FoC i

Wschodniej Europy ?

    Od  połowy  lat  70.  prywatny  i  niekontrolowany  wynajem  marynarzy  stał  si   norm .  Na  wszystkich

statkach  FoC  umowy  o  prac ,  nie  stanowi ce  przedmiotu  regulacji  pa stwa  bandery,  cechuj   si

znacznym zró nicowaniem i chocia  po rednicy nie pobieraj  na wst pie okre lonych opłat jak dawniej,

to jednak najcz ciej proces opłacania ich rozci ga si  na cały okres zatrudnienia na statku.  Oszustwa

płacowe marynarzy na statkach FoC nale  wci  do reguły z powodu braku zarówno nadzoru pa stwa,

jak i krajowego mechanizmu stworzonego przez bran  nadzoruj c  umowy.

    Według  oceny  Mi dzynarodowej  Federacji  Transportowców  (ITF)  jedynie  wymuszanie  na

armatorach  statków  FoC  podpisania  i  przestrzegania  układu  zbiorowego  ITF  okre laj cego  minimalne

stawki  wynagrodzenia  warunki  bezpiecze stwa  i  ycia  na  tych  statkach  mo e  poprawi   los  marynarza

globalnego  i  zniech ci   armatorów  do  ucieczki  pod  „tanie  bandery".  Na  arenie  politycznej  bardzo

skuteczne okazały si  naciski ITF zwi zane z wymogiem „wywi zywania si  pa stwa bandery" (zasady

FIS), zaakceptowane przez IMO, oraz wprowadzenia nowych konwencji o normach morskich w ramach

MOP  i  IMO.  Du e  znaczenie  ma  równie   inspekcja  „pa stwa  portu"  dokonana  cz sto  na  podstawie

sygnałów  inspektorów  ITF  o  substandardowych  statkach  w  porcie.  Jednak  pomimo  narastaj cej

dyskryminacji statków FoC przez czarteruj cych władze portowe, ITF, banki i ubezpieczycieli wi kszo

armatorów nie podpisała układu zbiorowego ITF i czerpie korzy ci w m tnej wodzie globalizmu

2.

  POLSCY STUDENCI I MARYNARZE POD TANI  BANDER

    Armatorzy  tanich  („wygodnych")  bander  FoC  najcz ciej  z  ch ci  zysku  (lub  na  skutek

niewła ciwej  polityki  fiskalnej  pa stwa,  jak  w  Polsce)  wybieraj   dla  swych  statków  fałszyw

przynale no  pa stwow . Statki ich, pływaj ce np. pod bander  Panamy, Liberii, Wysp Bahama itp.,

nie maj   adnego rzeczywistego zwi zku z tymi krajami, które oferuj c swoj  bander , nie stawiaj

nawet  minimalnych  wymogów  w  zakresie  spraw  socjalnych  oraz  praw  zwi zkowych.  Gdyby  to

robiły, armatorzy bardzo szybko przestaliby si  nimi interesowa .

    Kraje, z których marynarze pochodz , niewiele mog  zrobi  dla ich ochrony, poniewa  w  wietle

prawa  mi dzynarodowego  na  pokładzie  statku  obowi zuj   przepisy  pa stwa,  w  którym  jest  on

zarejestrowany.  W  tej  sytuacji  zupełnie  szczególn   rol   i  mo liwo ci  ma  Federacja  Zwi zku

Zawodowego Transportowców (ITF), zało ona

ponad 100 lat temu przez europejskie zwi zki marynarzy i portowców. Dzi  ITF skupia ponad 4 mln

członków  w  422  zwi zkach  zawodowych  z  92  krajów  i  jest  jedyn   organizacj   mog c   skutecznie

interweniowa  bezpo rednio w stosunki pracy na statkach, których armatorzy postanowili działa  pod

„tani  bander " - „wygodn  bander " FoC (Flag of Convenience).

Od kilku lat na los „globalnego marynarza" skazanych jest co roku równie  około 100-150 studentów

WSM  z  Gdyni  i  Szczecina,  którzy  zmuszeni  s   szuka   pracy  na  statkach  FoC,  aby  odby

obowi zkow   6-miesi czn   praktyk   nawigacyjno-eksploatacyjn .  Mo na  to  zauwa y   w  tabeli

opracowanej  przez  autora  na  podstawie  sprawozda   z  praktyk  morskich  studentów  Wydziału

Nawigacyjnego, specjalno ci Transport Morski i Połowy Morskie WSM w Szczecinie.

,

background image

38

38

Rok

Liczba

Statki polskie Statki FoC

1995

99

92%

8%

1996

78

90%

10%

1997

98

91 %

9%

1998

96

74 %

26%

1999

111

33%

67%

2000

121

34%

66%

    W  praktyce  zarówno  studenci,  jak  i  inni  polscy  marynarze  nie  maj   adnych  niemal  mo liwo ci

regresu  w  stosunku  do  armatorów  czy  kapitanów  statku  FoC,  z  wyj tkiem  przypadku,  gdy  statek

zawinie  do  portu  polskiego,  jak  to  podkre la  autor  jedynego  w  Europie  Wschodniej  poradnika  dla

oficerów  i  marynarzy  -  kandydatów  do  zatrudnienia  pod  obc   bander ,  napisanego  przez  kpt. .w.

Jerzego Puchalskiego

36

. Pocieszaj cy jest jednak fakt,  e główne firmy po rednicz ce w zatrudnieniu

marynarzy na obcych statkach działaj  legalnie na szczeci skim i gdy skim rynku pracy w imieniu

armatorów,  którzy  podpisali  układ  zbiorowy  ITF  dotycz cy  minimalnych  warunków  płacowych,

bezpiecze stwa  i  ycia  na  swoich  statkach.  Jednak  80%  po redników  w  Polsce  nie  jest  dot d

zarejestrowanych i działa nielegalnie

37

.

Marynarze  cz sto  s   przedmiotem  nadu y   ze  strony  firm  po rednicz cych  (które  zainteresowane

własnym zyskiem, mog  rozwa nie wprowadzi  w bł d co do statku, warunków czy płac), armatora

lub  kapitana.  Niestety,  obrona  swoich  praw  w  takich  sytuacjach  jest  niezwykle  trudna,  poniewa

wymaga  do wiadczenia,  szerokiej  wiedzy  (w  tym  prawniczej)  i  dobrej  znajomo ci  j zyka

angielskiego.  Wiadomo  równie ,  e  w  Polsce  wła ciwie  nie  istniej   wyspecjalizowane  firmy

prawnicze,  które  mogłyby  poszkodowanemu  pomóc  w  dochodzeniu  jego  roszcze ,  warto  wi c

przytoczy  kilka podstawowych zasad zalecanych przez Krajow  Sekcj  Morsk  Marynarzy i Rybaków

NSZZ „Solidarno " (zgłoszonych prezesowi Krajowego Urz du Pracy)

38

:

   1. Umowa o prac  (kontrakt) powinna by  podpisana jeszcze w Polsce przed skierowaniem do pracy

na obcym statku.

   2.  Je li  to  jest  niemo liwe,  po rednik  musi  w  umowie  cywilno-prawnej  da   gwarancj   dotycz c

maksymalnego czasu, w  jakim  kontrakt  b dzie  przedstawiony do  podpisu z zaznaczeniem,  e tre

jego nie mo e by  ró na od proponowanych wst pnie warunków.

   3. Ka dy agent lub po rednik obcego armatora musi posiada  odpowiednie po wiadczenie prezesa KUP

upowa niaj ce do legalnej działalno ci,( o co trzeba zapyta ).

    4. W  adnym wypadku marynarz nie powinien płaci  za usług  po rednictwa pracy.

   W praktyce marynarz lub student, którego słuszne, oparte o postanowienia kontraktu, postulaty nie

s  realizowane (uwzgl dniane), ma do wyboru trzy drogi

39

:

     1)    Dezercj   -  prawnie  zdefiniowan   jako  „opuszczenie  statku  przed  upływemkontraktu  bez

zgody kapitana i bez wa nego powodu, bez ch ci powrotu na niego", co mo e powodowa  naruszenie

prawa  kraju  bandery,  pa stwa,  w  którym  zdezerterowano,  kraju  pochodzenia  marynarza  lub  kraju

rejestracji  armatora.  Dezercja  jest  zawsze  naruszeniem  przepisów  emigracyjnych,  zwykle  bardzo

rygorystycznie przestrzeganych w krajach, gdzie obywateli polskich obowi zuj  wizy. Jest to stateczne

rozwi zanie tylko w przypadku bardzo powa nego zagro enia.

     2)  Przedterminowe rozwi zanie kontraktu - ma prawo podj  marynarz na podstawie naruszenia

klauzul zawartych w umowie lub kontrakcie, a dotycz cych:

- stosowania kar nie przewidzianych kontraktem, zwłaszcza okrutnych;

- braku odpowiedniego, zgodnego z warunkami kontraktu wy ywienia;

- warunków pracy i  ycia zagra aj cych zdrowiu i bezpiecze stwa;

- niemo no ci zagwarantowania przez kapitana koniecznej opieki lekarskiej;

                                                          

36

 J. P u c h a l s k  i, Pod obc   bander . Poradnik dla oficerów i marynarzy, Wyd. Trademad, Gdynia 1992

37

  J.  M  a  c  i  e  j  e  w  i  c  z,  Po rednictwo  pracy,  „Biuletyn  Morski".  Kwartalnik  Krajowej  Sekcji

 

Morskiej

Marynarzy i Rybaków NSZZ „Solidarno " 1996, nr 4, s. 10

38

  Ibid

39

   Ibid.

background image

39

39

- nieotrzymania nale nego wynagrodzenia;

- braku w sposób ewidentny zdolno ci statku do  eglugi.

  Wszystkie  wymienione  przypadki  mog   by   niejednoznacznie  sformułowane  w  kontrakcie,

obarczone  subiektywn   ocen   zainteresowanych  stron  i  szczególn   sytuacj   eksploatacyjn   statku,

dlatego  decyzja  marynarza  nie  mo e  by   pochopna.  Szczególnie  w  przypadku  negatywnej  oceny

zdolno ci  statku  do  eglugi  celowe  jest  dyskretne  skontaktowanie  si   z  przedstawicielem  ITF  lub

administracji morskiej pa stwa portu w celu nakłonienia ich do kontroli. W ka dym przypadku za-

miar zerwania kontraktu wraz z uzasadnieniem powinien by  oficjalnie przedstawiony kapitanowi,

poniewa   tylko  on  ma  mo liwo   podj cia  oficjalnych  kroków  w  urz dzie  emigracyjnym,

umo liwiaj cych  odesłanie  studenta  czy  marynarza  do  kraju.  W  przypadkach  jakichkolwiek

w tpliwo ci  dobrze  jest  skontaktowa   si   przy  najbli szej  okazji  -  ale  przed  podj ciem

jakiegokolwiek  działania  -  z  kapitanem  Polakiem  z  innego  statku  lub  osobami  duchownymi  z

portowych klubów marynarskich „Stella Maris", „Flying Angle" czy „Mission to Seaman". S  tam

osoby  doskonale  obeznane  z  problemami  marynarzy,  miejscowymi  stosunkami  czy  zwyczajami.

Znaj   odpowiednich  ludzi,  w  tym  prawników,  s   yczliwi  i  ch tnie  słu   dyskretn   pomoc   czy

konsultacj .

     3)   Szukanie pomocy z zewn trz - szczególnie wezwanie inspektorów ITF - niestety ko czy si  w

ka dym  przypadku  zerwaniem  kontraktu  indywidualnego  z  armatorem,  a  ponadto  cz sto  powoduje

wci gni cie  marynarza  na  tzw.  „czarn   list ",  jak   posiada  wielu  armatorów  statków  FoC  i  firmy

po rednicz ce.

    Na  całym  wiecie  istnieje  rozbudowana  sie   inspektorów  ITF,  którzy  odwiedzaj   głównie  statki

FoC w celu inspekcji, cz sto na wniosek samych marynarzy. W razie stwierdzenia braku umowy lub

niewywi zywania si  armatora ze swoich umownych zobowi za , podejmowane s  nieraz drastyczne

działania wł cznie z bojkotem statku przez pracowników portowych stowarzyszonych w tym samym

zwi zku. W portach, gdzie tego rodzaju akcje s  zabronione (np. w W. Brytanii, Holandii), działalno

inspektorów  ITF  ogranicza  si   do  kontroli  kontraktów,  natomiast  ewentualne  sankcje  s

przeprowadzone w kolejnych portach zawini . W przypadku polskich marynarzy i studentów WSM

pomoc  inspektorów  ITF  mo e  by   konieczna,  poniewa   wi kszo   naszych  firm  po rednicz cych  w

swych umowach z marynarzami zrzuca z siebie odpowiedzialno  za niewywi zywanie si  armatorów

ze zobowi za .

    Od  15  lat  polskie  uczelnie  morskie  nie  dysponuj   ju   statkami  szkolno-eksploatacyjnymi

zapewniaj cymi  wymagan   praktyk   eksploatacyjn ,  wiadomo  te ,  e  adna  uczelnia  morska  na

wiecie  nie  dysponuje  własn   flot   zaspokajaj c   w  pełni  te  potrzeby  bez  cisłej  współpracy  z

armatorami  floty  narodowej.  W  Polsce  ginie  flota  narodowa,  zmieniły  si   równie   drastycznie

stosunki  własno ciowe  i  mo liwo ci  zatrudnienia  studentów  na  stanowiskach  marynarskich.  W  tej

sytuacji  od  kilku  lat  konieczne  jest  poszukiwanie  przez  studentów  pracy  pod  bander   FoC.  Do  tej

konieczno ci  musz   by   przygotowani  zarówno  studenci,  jak  i  uczelnie,  które  powinny  mie

rozeznanie,  kto  po redniczy  w  werbunku  naszych  studentów  i  do  jakich  armatorów  trafiaj .  Na

uczelni  morskiej  spoczywa  wi c  nie  tylko  moralny,  lecz  i  prawny  obowi zek  troski  o  wiadomo

studentów  i  kandydatów,  konsekwencji  zaniku  polskiej  bandery  i  ryzyka  zwi zanego  z  podj ciem

pracy na globalnym rynku pracy morskiej pod bander  FoC. Wyruszaj c na morze studenci jeszcze nic

nie  wiedz   o  zwi zkach  zawodowych,  a  najwi cej  informacji  na  temat  realiów  o  przyszłej  pracy

dostarcza im kontakt z marynarzami obcych bander i wspólnot  duszpastersk  w szczeci skim Klubie

„Stella Maris". Trzeba równie  uczy  studentów, jak mog  pomóc sobie i innym oraz gdzie mog  tak

pomoc uzyska  w sytuacjach trudnych i konfliktowych na obcych statkach. Niestety takich zagadnie

nie  przewiduje  w  wystarczaj cym  stopniu  program  nauczania,  dlatego  nale y  umo liwi   studentom

WSM  stały  kontakt  z  przedstawicielem  zwi zków  zawodowych  i  Duszpasterzem  Ludzi  Morza,  na

przykład w Domu Studenckim.

3.  OBRONA PRZED ANOMI  I ALIENACJ  MARYNARZY

    W  naszym  społecze stwie  l dowym  coraz  cz ciej  mo na  zaobserwowa   niepokoj ce  zjawisko

podobne  do  tego,  jakiego  doznaj   marynarze.  Zjawisko  to  okre lane  jest  jako  anomia,  czyli

background image

40

40

subiektywne przekonanie,  e aprobowane i narzucane w danym  rodowisku zachowania s  konieczne

dla  osi gni cia  okre lonych  celów.  Takich  sytuacji  do wiadczaj   cz sto  marynarze  zatrudnieni  pod

„tani   bander ",  gdy  wiadomie  lub  nie wiadomie  uczestnicz   w  przemycie,  nielegalnym  handlu,

oszustwach  podatkowych,  w  procesie  pracy  niezgodnym  z  ich  kwalifikacjami,  w  rodowisku  spo-

łecznym  z  inn   hierarchi   warto ci  itp.  Wymuszane  w  takich  sytuacjach  reguły  ycia  sprzeczne  z

prawem,  poczuciem  sprawiedliwo ci,  zasadami  moralno ci  i  etyki  zawodowej,  zasadami

zwyczajowymi  i  dobrymi  obyczajami  mog   prowadzi   do  poczucia  anomii.  Z  konformistyczn   i

słu alcz  postaw , niekiedy wymuszon , spotykali my si  dawniej i spotykamy si  coraz cz ciej w

nowej polskiej rzeczywisto ci społecznej. Czasem przynosi ona krótkotrwałe korzy ci, ale te  zawsze

degradacj  osobowo ci i gł bokie poczucie alienacji w sytuacji zmuszaj cej do zaprzeczenia własnym

pogl dom lub wygłaszania tez sprzecznych z własnymi przekonaniami.

    Zdaniem  specjalistów,  dla  zdrowia  psychicznego  człowieka  doznaj cego  anomii  i  ró nych  form

alienacji  najgro niejsze  jest  „oderwanie  si "  od  własnych  pogl dów  i  towarzysz ce  temu

samowyobcowanie  oraz  poczucie  bezradno ci  jako  braku  posiadanego  wsparcia  w  samym  sobie.  Te

negatywne  uczucia  s   obserwowane  u  marynarzy,  którzy  bez  ukształtowanej  osobowo ci,

przygotowania  i  wiadomo ci  swoich  psychicznych  mo liwo ci  decyduj   si   na  prac   na  morzu.

Wówczas to wszechogarniaj ce uczucie osamotnienia, anomii i alienacji mo e doprowadzi  do aktów

samoagresji, ko cz cych si   mierci .

    Uczucia  tego  doznaj   nie  tylko  ludzie,  którzy  maj   ograniczon   mo liwo   realizacji  własnych

elementarnych  potrzeb,  brak  poczucia  autonomii,  zmuszeni  do  przebywania  w  rodowisku

totalitarnym, jakim jest statek, koszary czy wi zienie, ale równie  wiele zawodowych grup społecznych

i  osób  zatrudnionych  czasowo  za  granic ,  poza  miejscem  zamieszkania,  a  nawet  młodzi  ludzie  w

obcym  i  nieprzyjaznym  sobie  najbli szym  rodowisku.  Opisany  typ  wyobcowania  fizycznego,

psychicznego i duchowego wchodzi w skład szerokiego kompleksu problematyki osamotnienia spo-

łecznego,  opisanego  przez  M.  Plop

40

,  A.  Podgoreckiego

41

  i  innych  socjologów.  Był  równie

przedmiotem  publikacji  autora

4213

,  jednak  ostatnie  lata  przyniosły  wzrost  nat enia  tych  zjawisk  w

zwi zku z globalnym rynkiem pracy, na który musieli wej  Polacy, a szczególnie marynarze.

     Nowa rzeczywisto  społeczna mo e oferowa  du  ró norodno  warto ci, ich inn  hierarchi , ale

i  sprzeczno ci  z  dot d  uznawanymi.  Je li  takich  sprzeczno ci  jest  wiele  i  trwaj   one  zbyt  długo,

człowiek  po  prostu  traci  wiar   w  jakiekolwiek  warto ci,  pojawia  si   poczucie  bezsensu,  gł bokiej

frustracji  i  zagubienia.  Z  mojego  do wiadczenia  marynarskiego  wiem,  e  tylko  wybór  warto ci

chrze cija skich  mo e  uchroni   człowieka  przed  degradacj   duchow ,  zagubieniem  i  bezsensem  w

sytuacji  osamotnienia  sytuacyjnego  w  cz sto  nieprzyjaznym  i  obcym  duchowo  marynarskim

rodowisku społecznym „pod tani  bander ”.

    Powszechnie  preferowany  konsumpcyjny  styl  ycia  oraz  towarzysz ce  mu  postawy  egoistyczne  i

wrogie wobec „obcych" czy emigrantów znajduj  równie  swoje

odbicie  na  statkach  w  sferze  kontaktów  interpersonalnych,  nie  stymulowanych  ju   przez  uczucia

wzajemnej  yczliwo ci, sympatii, przyja ni, poczuciem solidarno ci. Jednak ka dy człowiek w takiej

sytuacji społecznej  potrzebuje  kontaktu  z  innymi  lud mi,  bo  zawsze  w  yciu  na  morzu  i  l dzie  b d

istniały  trudne  sytuacje,  gdy  zwykła  otwarto   i  yczliwo ,  gotowo   do  przyjaznego  słuchania

innego  człowieka  mo e  by   terapi   nie  do  zast pienia.  Dlatego  marynarz  wyruszaj cy  w  morze

powinien  rozwija   w  sobie  zdolno ci  pomagania  samemu  sobie  i  innym,  umiej tno ci  do  czerpania

wi kszej rado ci z dzielenia si  ni  posiadania. Stara terapeutyczna zasada mówi,  e naprawd  mog

zrobi  dla innych tyle, ile zrobiłem w  yciu dla siebie. Jest jednak w tej ch ci i skuteczno ci pomagania

innym co , czego nie da si  uj  w psychoterapeutyczne schematy, co  co pokazuje si  osobie, której

chcemy pomaga  - nazwijmy to wiar . Mo e to jest wiara w Boga, w człowieka, w samego siebie, w

lepsz  przyszło ...

                                                          

40

  M. P l o p a, Stress w izolacji morskie. Psychospołeczne uwarunkowania, Gda sk 1996

.

41

A.  P  o  d  g  o  r  e  c  k  i,  Społeczno ci  wyizolowane.  Referat  na  IX  Kongres  Obrony  Społecznej

w Warszawie, 1977.

42

 J. P o r a d a, Współczesne problemy egzystencjalne i socjologiczne ludzi morza, „Rocznik

Socjologii Morskiej” PAN t.12,2000,s.27-44.

background image

41

41

     W  czasie  długich  rejsów  oceanicznych  wi cej  jest  zapotrzebowania  na  spokojn   rozmow   o

niepokojach, bólu i stresie, wi cej potrzeby wypowiedzenia si , „wyrzucenia", zrelacjonowania swoich

osobistych kłopotów. Pami tam wiele takich nocnych wacht upływaj cych na nawigacji i słuchaniu o

ludzkiej  biedzie.  Ka dy  yczliwy  człowiek  niezale nie  od  narodowo ci,  zawodowej  profesji  i

stanowiska  na  statku  mo e  wyrobi   w  sobie  zdolno   dobrego  kontaktu,  spostrzegawczo ,

umiej tno   nazywania  własnych  i  spostrzeganych  u  innych  emocji,  zró nicowania  ich  i  panowania

nad  ich  jaskrawszymi  przejawami,  bez  uprzedze   i  fanatyzmu  -  w  sensie  tolerancji  dla  odr bnej  ni

własna  hierarchii  warto ci,  kultury,  narodowo ci.  Jednak  w  spontanicznej  ch ci  niesienia

nieprofesjonalnej pomocy psychicznej, której mo na udzieli  innej osobie, nale y odró ni :

  -  koncentracj  na problemie, konkretnej trudno ci lub prze ywaniu konkretnej sytuacji,

  -  koncentracj  na osobie, tzn. w jaki sposób ta druga osoba prze ywa swój problem.

    Pierwsza  koncentracja  kryje  w  sobie  zagro enie  wkraczania  z  konkretnymi  radami,  gotowymi

rozwi zaniami i uzale nieniem od siebie rozmówcy. Je li problem, który przedstawiono,  spotyka  si   z

naszymi kompetencjami zawodowymi, wówczas pomoc wydaje si  bardzo konkretna. Jednak nale y

zdawa  sobie spraw  z ograniczonej mo liwo ci pomocy wobec depresji i cierpienia psychicznego na

morzu.  Wówczas  koncentracja  na  osobie  szukaj cej  pomocy  mo e  spowodowa   rzeczywiste

zwrócenie uwagi na jej własne post powanie i mo liwo ci zmiany sytuacji.

    Tak   zdolno   zwrócenia  uwagi  na  innych  i  gotowo   do  pomocy  psychicznej  przez  przyjazne

słuchanie nazwałbym duchow  go cinno ci . Nie przychodzi to łatwo, pochłoni ci bowiem jeste my

własnymi potrzebami, kłopotami, d eniami, które utrudniaj  nabranie dystansu wobec samych siebie.

Jednak  marynarz, który  potrafi  pogodzi   si   ze  swoim  osamotnieniem,  zamieni   postaw   „mie "  na

„by " równie  dla innych, odnajdzie si  na statku jak we własnym domu i mo e by  te  gospodarzem

przyjmuj cym go ci. Daje innym t  przyjazn  przestrze  duchow , gdzie inni mog  swobodnie przyj

i odej , by  blisko, albo zachowa  dystans, odpoczywa  albo bawi  si , rozmawia  lub milcze .

   W  rzeczywisto ci  taka  „go cinno   duchowa"  wymaga  pewnej  wolnej  przestrzeni  w  sercu

gospodarza,  w  której  go   mo e  si   odnale .  To  jeszcze  nie  likwiduje  bólu  i  osamotnienia,  ale

zach ca,  by  odnale   je  na  poziomie,  na  którym  mo na  dzieli   si   nimi  z  drugim  człowiekiem  na

morzu i na l dzie.

4.  WSPARCIE WSPÓLNOTY RELIGIJNEJ I NARODOWEJ W OBCYM  PORCIE

    Marynarskiej egzystencji na statku w wielonarodowej załodze cz sto towarzyszy charakterystyczne

poszukiwanie  własnej  wspólnoty  narodowej  czy  religijnej  w  obcym  porcie.  Polskich  marynarzy

mo na spotka  w ko ciołach katolickich - w tym najpewniejszym i najniezb dniejszym  ródle ducha

chrze cija skiego.  Ch   zbli enia  człowieka  do  Boga  mo e  by   przedmiotem  gł bokiej  t sknoty

marynarza wierz cego i  ródłem nadzwyczajnej aktywno ci, ofiary, po wi cenia oraz terapii dalekich

w drówek pieszych, rowerowych czy autostopowych w niedzielny poranek w poszukiwaniu ko cioła i

wspólnoty  chrze cija skiej.  Pisali  o  tym  marynarze  w  Katolickim  Biuletynie  Informacyjnym

Duszpasterstwa Ludzi Morza - „Stella Maris" wydawanym w Szczecinie, proponuj c publikowanie

na  łamach  tego  Biuletynu  informacji  o  spotkaniach  w  obcych  portach  polskich  kapłanów,  adresów

ko ciołów katolickich i chrze cija skich klubów portowych oraz  wspólnot polonijnych.

    Wspólnotowyw  ymiar  uczestnictwa  we  Mszy  w.  ma  szczególne  znaczenie  dla  osób,  które

wiedz , co si  naprawd  dzieje na ołtarzu nawet wówczas, gdy nie rozumiej  obcego j zyka i nie

znaj  ludzi wpółuczestnicz cych.

   W  obcych  portach  zachodnich  nasi  marynarze  cz sto  s   mile  zaskoczeni  yczliwym

zainteresowaniem,  gdy  po  nabo e stwie  proboszcz  egnaj c  na  progu  ko cioła  swoich  parafian

spostrzega nieznan  mu osob . Wówczas, nawet gdy nie jest to wspólnota polskich emigrantów, nie jest

to polski ksi dz - najcz ciej marynarze polscy witani s  z rado ci  jako przybysze z kraju, który dał

wspaniałego  Ojca  wi tego,  gdzie  tylu  ludzi  deklaruje  swoje  przywi zanie  do  warto ci

chrze cija skich  i  wiary  katolickiej.  To  s   miłe  i  zobowi zuj ce  spotkania,  szkoda  jednak,  e  taka

pi kna  deklaracja  polsko ci  i  wiary  potwierdzona  nasz   obecno ci   nierzadko  w  bardzo  odległym

ko ciele nie jest u wiadamiana przez wszystkich polskich marynarzy.

    W  obcych  portach  wschodnich:  Litwy,  Łotwy,  Estonii,  Rosji  i  Ukrainy  katolickie  wspólnoty  s

background image

42

42

mniejsze,  biedniejsze  i  uwa nie  przypatruj ce  si   nieznanym  osobom.  Jednak  i  tu  polski  marynarz,

który odwa y si  porozmawia  z proboszczem, witany jest z  yczliwo ci  i ufno ci . Dla nas jest to

okazja  do  wsparcia  odradzaj cej  si   parafii  np.  skromn   opłat   w  postaci  zamówionych  intencji

mszalnych, do pozostawienia warto ciowej prasy czy ksi ek. W ka dym porcie na  wiecie s  Polacy i

je li trafimy do katolickiego ko cioła, proboszcz jest w stanie natychmiast wskaza  ich, obecnych na

Mszy  w. lub zamieszkałych w pobli u.

    Chocia   czasem  kontakty  naszych  rodaków  z  ko ciołem  maj   niestety  charakter  głównie

komercyjny  lub  te   s   to  grupy  skłóconej  emigracji  przed-  i  powojennej,  najcz ciej  marynarz  z

Polski witany jest z  yczliwo ci  i zainteresowaniem.

    Ko ciół katolicki na całym  wiecie, a w szczególno ci wspólnota parafialna była

i  jest  ambasadorem  Polaków.  Takim  ambasadorem  naszej  kultury,  tradycji,  wiary  katolickiej  i

patriotyzmu mo e by  ka dy marynarz polski, który poprzez wspólnot  parafialn  trafia do  rodowisk

polonijnych i indywidualnych Polaków zamieszkałych w obcych portach. Wówczas cz sto nawi zuj

si   nowe  spontaniczne  znajomo ci,  czasem  trwale  i  warto ciowe  przyja nie  umo liwiaj ce  lepsze

poznanie  obcych  krajów  i  losów  spotykanych  ludzi  oraz  opinii  innych  o  naszym  kraju,  wierze,

gospodarce i polityce. To bardzo wzbogaca monotoni  wielomiesi cznej pracy na morzu i daje okazj

do refleksji,  e tak naprawd  tylko we wspólnocie  chrze cia skiej polski marynarz mo e by  dumny ze

swej przynale no ci narodowej i religijnej.

   W tym roku upływa 140 lat, gdy na pokładzie małego kutra rybackiego anglika ski duchowny John

Ashley  zbudował  skromn   kaplic   i  rozpocz ł  prace  duszpastersk   w  małych  portach  na  wybrze u

Anglii. Dzi  mamy rozbudowane na całym  wiecie duszpasterstwo ludzi morza oraz wyodr bnion

Komisj   Papiesk   ds.  Migracji  i  Ludzi  w  Drodze.  W  wielu  portach  na  wiecie  s   o rodki  „Stella

Maris" (Gwiazda Morza) oraz „Flying Angel" (Lataj cy Anioł), których adresy i telefony s  na stat-

kach i w polskim Modlitewniku dla marynarzy. Nale y jednak podj  trud odnalezienia tych o rodków,

ko ciołów  oraz  wspólnoty  chrze cija skiej  marynarzy,  która  wspomaga  i  czeka  na  nasze  wiadectwo

wiary w Boga i w człowieka.

   Szczególn   rol   w  pomocy  prawnej,  psychicznej  i  duchowej  polskim  marynarzom  i  studentom  w

obcych portach maj  do odegrania  rodowiska polonijne oraz indywidualne rodziny polskie, skupione

najcz ciej wokół lokalnego Ko cioła katolickiego. Marynarze polscy oderwani przez wiele lat pracy

zawodowej  na  obcych  statkach  od  naturalnego  rodowiska  kształtuj cego  kultur ,  patriotyzm  i

wiatopogl d  religijny,  nara eni  na  ci gł   konfrontacj   odr bnych  postaw  etyczno-moralnych,  trac

poczucie  wspólnoty  narodowej  i  kulturowej  oraz  potrzeby  ycia  sakramentalnego.  Ponadto  w

specyficznej izolacji społecznej na statku morskim mog  pogł bi  si  nasze narodowe wady, takie jak:

- brak konsekwencji w wierze;

- du a rozbie no  pomi dzy wiar  i  yciem;

- przesadna tolerancja wobec siebie samych;

- pragnienie zamiany wolno ci na dobrobyt.

    Wielu  marynarzy  uwa a,  e  dobrobyt  ogl dany  w  portach  zachodniej  Europy  to  jest  wszystko,

czego człowiek potrzebuje do szcz cia. Tak rodzi si  zoboj tnienie i zlaicyzowany, poga ski sposób

patrzenia na  wiat, na Polsk , Ko ciół i  ycie pomimo deklaracji wiary w Boga. Nie dostrzegaj ,  e tak

naprawd  to pieni dze i bogactwo staj  si  prawdziwym bo kiem, któremu wielu z nich oddaje si  w

niewol .  Praca  na  statku  morskim  mo e  pochłon   człowieka  bez  reszty,  szczególnie  gdy  jej

motywacj   jest  niepohamowana  ch   i  mo liwo ci  zysku  materialnego.  Z  czasem  ró ne  w tpliwo ci  i

analfabetyzm religijny i historyczny marynarza przeradzaj  si  w kosmopolityzm, zupełn  oboj tno ,

a nawet wrogo  wobec ksi y i Ko cioła. Wówczas krytykuje si  ch tnie marginesy wiary i to, co w

religii tak naprawd  jest nieistotne.

    Z  własnego  do wiadczenia  wiem,  e  niemal e  w  ka dej  wspólnocie  katolickiej,  nawet  w

najmniejszych portach europejskich i ameryka skich, mo na spotka   yczliwych rodaków ch tnych do

wszelkiej pomocy, go cinnych i serdecznych, maj cych

cz sto  doskonałe  rozeznanie  w  miejscowej  administracji  portowej.  W  wielu  portach  wiata  przez

Ko ciół  katolicki,  uczestnictwo  we  Mszy  w.  poznałem  wspaniałych  Polaków-emigrantów,  w ród

których  sp dzałem  wi ta  i wolne  od  pracy  chwile.  Wspólnie wzbogacali my si   wspomnieniami  z

dalekiej Ojczyzny, nasz  narodow  tradycj , kultur , wiar  i nadziej .

background image

43

43

    O  tak   powinno   zwrócenia  uwagi  na  innych  Polaków,  na  samotnych  wyobcowanych  polskich

marynarzy w obcym  rodowisku nale y apelowa  do naszych rodaków emigrantów. To jest sprawdzian

naszego poczucia to samo ci, solidarno ci i kultury narodowej

43

. Chrze cija ska pomoc psychiczna, któr

mo emy  obdarowa   innych,  polega  te   na  dawaniu  nadziei.  Ona  to  sprawia,  e  mo liwe  staje  si

spojrzenie  poza  spełnienie  dora nych  ycze   i  nagl cych  potrzeb,  a  tak e  daje  wizj   wykraczaj c

poza ludzkie cierpienie, a nawet  mier . Nadzieja chroni nas przed kurczowym trzymaniem si  tego,

co mamy, pozwala na pój cie drog  Chrystusa, który wchodz c w  mier , „nie miał niczego prócz

czystej  nadziei"  (Henn  J.M.  Nouwen).  Takiej  nadziei  solidarno ci  i  otwarto ci  na  potrzeby  innych,
musi nauczy  si

 marynarz globalny.

                                                                                  Roczniki Socjologii Morskiej, t. 14, 2002 PL ISSN 0860-6552

                                                          

43

  J.  P  o  r  a  d  a,  Bro my  polskiego  marynarza,  „Nowy  Przegl d  Wszechpolski".  Dwumiesi cznik  Polaków  w

Kraju i na Obczy nie 2000, nr 7/8, s.30-32

background image

44

44

NARKOTYKI   NA   MORZU

WPROWADZENIE

    W  społecze stwie  coraz  bardziej  współzawodnicz cym,  zwi ksza  si   danie  coraz  to  wy szego

poziomu aktywacji i pobudzenia. Redukcji ulega siła wi zów rodzinnych i upada przekonanie co do

słuszno ci  dawnych,  tradycyjnych  przekona ,  systemów  wi zi  rodzinnych  i  społecznych.  Z  drugiej

strony  eksponowan   w  rodkach  masowego  przekazu  "kultur   marginesu"  szermuj c   prawami

swobody i wolno ci decydowania o swoich działaniach bez uwzgl dniania potrzeb oraz uwarunkowa

społecznych  i  moralnych  -  charakteryzuje  bardzo  tolerancyjny  stosunek  do  u ywania  rodków

uzale niaj cych.

    Narastaj cy  trend  nadu ywania  amfetamin  i  podobnych  rodków  pobudzaj cych,  jest

charakterystycznym  rysem  społecze stw  37  wysoko  uprzemysłowionych  krajów  głównie

europejskich, gdzie liczba osób stale u ywaj cych t  substancje przekroczyła ju   6 milionów. Pozorne

zniesienie uczucia głodu i zm czenia u ytkowników tych  rodków,  mo e prowadzi  do wyniszczenia

organizmu  z  powodu  złego  od ywiania,  wyczerpania  i  nagłych  zapa ci  ,  które  bywaj   przyczyn

miertelnych wypadków komunikacyjnych  kierowców TIR-ów, i członków załóg statków morskich

u ywaj cych  ró ne narkotyki.

    Wi kszo  narkotyków na  wiecie musi zosta  przewieziona z "zagł bia narkotykowego", a wi c z

krajów  Dalekiego  Wschodu, Ameryki Łaci skiej i Afryki, do Europy i Ameryki Północnej. Droga

morska tym transporcie jest w najbardziej uprzywilejowana z uwagi na mo liwo  przewozu bardzo

du ych  partii  takiego  "towaru"  obsługiwanego  przez  wyspecjalizowane  gangi,  oraz  trudno   jego

wykrycia w olbrzymim obrocie legalnych ładunków.

   Na  39  sesji  Komisji  rodków  Odurzaj cych  ONZ,  w  1997r.    po  dokładnym  omówieniu

pogarszaj cej  si     sytuacji  w  zakresie  narkomanii    na  całym  wiecie,  podkre lono,  e  wymiar

sprawiedliwo ci w wi kszo ci krajów, jest zbyt pochłoni ty  ciganiem drobnych przest pstw zamiast

wielkich zorganizowanych grup przest pczych. Komisja podj ła dwie wa ne decyzje:

44

1. Uchwalono,  e najwi kszy wysiłek wspólnych działa  mi dzynarodowych ma by  skierowany na

zwalczanie  popytu,  tj.  na  zmniejszenie  zapotrzebowania  na  narkotyki  i  ograniczenia  ch ci  ich

u ywania    Niezb dne  jest  u wiadomienie  decydentom,  a  tak e  całemu  społecze stwu,  e  wszelkie

próby tzw. legalizacji u ywania  "mi kkich" narkotyków prowadzi zawsze do zwi kszenia u ywania

innych i zwi kszenia przest pczo ci.

2.  Uchwalono wniosek o zwołanie specjalnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ  w celu przyj cia

ogólno wiatowej  deklaracji  o  podejmowaniu  działa   i  sposobach  zmniejszenia  popytu  na  rodki

odurzaj ce  i  uzale niaj ce  rodki  psychotropowe,  oraz  kontroli  tzw.  "prekursorów"  tj.  substancji

wyj ciowych  potrzebnych  do  syntezy  i  wyrobu  licznych  rodków  uzale niaj cych.  To  wymaga

istotnych zmian w konwencjach mi dzynarodowych dotycz cych np. leków.

Nale y  jednak  postawi   podstawowe  pytanie,  dlaczego  wci   ro nie  popyt  na  narkotyki  w ród

młodzie y  na  całym  wiecie  ?  Na  jakie  pokusy  i  sytuacje  kontaktu  z  narkotykami  nara eni  s

szczególnie marynarze uczestnicz cy w owym ła cuchu transportu narkotyków drog  morsk  ?  Te i

inne problemy przedstawione tutaj skrótowo

45,  46

  były tre ci  kilku felietonów autora  skierowanych

do studentów Wy szej Szkoły Morskiej  w Szczecinie.

                                                          

44

 T.  C h r u   c i e l , Współczesne problemy narkomanii, scena lekowa w Polsce i nawa Ustawa o przeciwdziałaniu

narkomanii.  Post py Medycyny S dowej i Kryminologii . Tom IV. Pomorska Akademia Medyczna - Szczecin 1998r. str. 23

45

 J.  P o r a d a.  Narkotyki na morzu i na ladzie . Cz.1 Akademickie Aktualno ci Morskie. Dwumiesi cznik Wy szej Szkoły

Morskiej w Szczecinie ,lipiec-sierpie  2000r. Nr.16. str. 18-19.

46

 J. Po r a d a,     Narkotyki na  morzu  i na  l dzie.   Cz.2 Akademickie  Aktualno ci  Morskie.  Dwumiesi cznik

background image

45

45

1.

  TECHNO,  ECSTASY  I  KULTURA  STUDENCKA

    Młodzie  marynarska zazwyczaj bardziej zaj ta i zdyscyplinowana na morzu i na l dzie, ma mniej

czasu na odwiedzanie  "Przystanków Woodstock", a w lokalnych "rykowiskach" techno, uczestniczy

cz sto w charakterze ochroniarzy...Jednak nawet na morzu  w TV i du ych portach na całym  wiecie,

mo e ogl da , lub uczestniczy  w gigantycznych imprezach techno przyci gaj cych miliony młodych

entuzjastów.  Renomowani  did eje  prowadz   gigantyczne  happeningi,  niepowtarzalne,    jedyne  w

swoim  rodzaju    "psychodelic  experience",  co  obiecuj   wabi ce  "kosmicznymi  bytami  "  plakaty.  O

zagro eniu  psychologicznym  i  somatycznym  ,  jakie  techno  potencjalnie  niesie  za  sob   ,  mówi  si

rzadko i raczej niech tnie.  Oczywi cie identyfikacja z tym nurtem subkultury i konieczno  wtopienia

si   w  tło,  wymusza  specyficzn   mod ,  akcesoria,    zachowanie,  oraz  słownictwo,  niekiedy  skrajnie

wulgarne,  krzykliwe - dostosowane do inwazyjnej wszechobecno ci ogłuszaj cego hałasu.

    S   to  imprezy  dla  wszystkich  -  chłopaka  z  zawodówki  ,  studenta  czy  młodego  biznesmena

znudzonego  całotygodniowym  udawaniem  kogo ,  kim  nie    jest    naprawd ,  który  raz  w  tygodniu

przebiera si  w szalonego  "rawera"  ( czy "rawerk " ) i rzuca si  w "oko cyklonu". Ł czy ich jedno -

aktywno   tak  intensywna,  e  tzw.  zwyczajny  człowiek  nie  jest  w  stanie  wytrzyma   jej  bez

"wspomagania".  Konieczne  s   wi c  jaki   "dopalacze",  których  du y  wybór  jest  w  ka dej  dyskotece

techno,  a  wi c  ró ne  "  grzybki  ",  "trawki"  ,  papierki  ,  nalepki  i  plastry,  pigułki,  spraye,  lakiery  do

włosów,  kremy  a  nawet  perfumy  zawieraj ce  rodki  zmieniaj ce  wiadomo .    Dost pne  s   te

techno-drinki  ,  stanowi ce  przypadkow   mieszanin   rozmaitych  rodków  dopinguj cych  i

narkotyków.  Stosowane s  te  powszechnie dost pne  "niewinne " Ecstasy, a  to wszystko razem z

odpowiednio  dobran   wibracj   muzyki  o  cz stotliwo ciach  psychoaktywnych  i  wizualizacj   barw,

oraz  obrazów  (  w  tym  i  reklam),  rzutowanych  na  ta cz cych,    ma  spowodowa     "odjazd  w

rzeczywisto  wirtualn ".  Tak najcz ciej zaczyna si  pierwszy kontakt z narkotykami.

   Wielu młodych ludzi, w tym i studentów  WSM, eksperymentuje z narkotykami  przez ciekawo ,

lub dlatego,  e s  one zakazane, i element ryzyka wydaje im si  ekscytuj cy. Uwa aj ,  e jednorazowe

u ycie  nie  zrobi  z  nich  nałogowców,  tak  jak  "drink"  nie  zrobi  z  nikogo  alkoholika.  Nara eni  s

równie  na naciski ze strony przyjaciół ( grupy rówie niczej ), lub staraj  si  uciec od problemów, o

których " ty nic nie wiesz". Jednak narkotyków nie mo na u ywa  " kulturalnie",  podobnie jak to si

robi z alkoholem. W tym przypadku ka de u ycie jest ju  nadu yciem  i najprawdopodobniej sko czy

si   uzale nieniem  psychiki  i  ciała.  Nałóg  pojawia  si   niezale nie  od  tego,  kto  i  z  jakich  powodów

bierze  rodki odurzaj ce.

     Jeszcze nie tak dawno mówiono o "lekkich" i "twardych" narkotykach. Te pierwsze ( marihuana,

haszysz,  speed,  ecstasy),    maj   wci   swoich  wyznawców  w ród  pisarzy,  plastyków,  polityków  i

studentów.  Te  twardsze  (LSD,  opium,  heroin   ,  kokaina  ,  amfetamin   )  zostawiano  "marginesowi",

który te  zaczynał od tych  "lekkich". Próbowano udowadnia  zbawienny skutek narkotyków w terapii

psychicznej,  wpływ  na  poszerzenie  horyzontów  my li,    wyobra ni  i  szybszy  rozwój    przy  pomocy

sztucznej  substancji.  Wiadomo  jednak,  e  człowiek  rozwija  si   tylko  przez  prac   i  tworzenie,  a

narkotyki uniemo liwiaj  jedno i drugie, czego objawem jest zanik aktywno ci twórczej, woli  ycia i

ucieczka  bez   szansy na rozwój.

    Zanim  jednak  kto   zejdzie  do  narkotycznego  piekła,  wierzy,  e  istnieje  wy sza  racja  ,  aby  bra ,

pali , wstrzykiwa . Wydaje si  wówczas,  e znikaj  dylematy moralne, problemy i konflikty.
W  hali  dyskotekowej  z  muzyk   techno,  celem  staje  si   ogłuszanie  i  ekstaza,  w  której  znika    "ja",

wył czone s  uczucia. A wi c nale y skupi  si  na ciele, podda  ta cowi , wpa  w trans, bo główna

zasada  w  yciu  to  przyjemno ,  a  narkotyk  ma  stymulowa   o rodek  przyjemno ci  w  mózgu.  Ale

narkotyk jest substancja zaborcz  ,  da pełni władzy nad człowiekiem.  Dlatego, kiedy si  pojawi ,

znika wszystko inne. Po chwilach euforii i ekstazy przychodzi marazm i pustka... Zapełni  j   mo e

                                                                                                                                                                                     

Wy szej Szkoły Morskiej w Szczecinie ,wrzesie  -pa dziernik  2000r. Nr.17. str. 18-19.

background image

46

46

kolejna dawka narkotyku - nigdy prawdziwe  ycie... Dlatego  ka dy  narkoman  tworzy  własn   teori

uzasadniaj c   "konieczno  " si gania po haszysz , opium, LSD, a w ko cu po inne bardziej jeszcze

niebezpieczne narkotyki.
    Nie ma dwóch takich samych narkomanów, podobnie jak i ró ne s  powody,  które  "zmuszaj " do

brania. Ogólnie mo na powiedzie ,  e zawsze pojawia si  jaki  brak. Ile  takich braków i powodów

do frustracji  znajdzie si  na statku, w wielomiesi cznym rejsie morskim...Najcz ciej tam i na l dzie

jest to brak wiary w samego siebie, w mo liwo ci innego  ycia, lub we własne siły twórcze.
    Uogólniaj c  problem  proponowanej  pop-kultury  i  zachowania  si   młodzie y,  mo na  przytoczy

jeszcze  raz  stwierdzenia  psychologów  (np.    R.  J.  Lifton),  którzy  przyczyn   takich  reakcji  widz   w

"historycznym rozbiciu" pewnej cz ci społecze stwa. Do wiadczaj  tego młodzi ludzie wychowani

bez  wiadomo ci  znaczenia  podstawowych  no ników  tradycyjnej  kultury  narodowej.  Manifestuj

wówczas zerwanie wi zi, jak  ludzie starszego pokolenia,  przez całe  ycie odczuwali z  yciodajnymi

i  o ywczymi  symbolami  naszej  tradycji  kulturowej,  symbolami  dotycz cymi  rodziny,  systemu

warto ci, religii i cyklu  ycia w ogóle.  Bo po co  eni  si , rozwija  nowe idee, skoro w tpi  , czy

b dzie jutro, które mogłoby gwarantowa  warto  ludzkiego wysiłku...  Charakterystyczny jest tu brak

poczucia  ci gło ci  historycznej,  który  jest  tak  istotny  dla  twórczego  ycia.  Młodzi  ludzie  w  techno,

odnajduj  si  jako cz stka "nie historii", w której tylko krótka chwila, tu i teraz jest cokolwiek warta.

W ten sposób zabija si  wiar  w cokolwiek, co byłoby zawsze i wsz dzie prawdziwe i wa ne.

       Współczesna  antykultura  proponuje  ycie  chwil   bie c ,  a  ta  fragmentaryczna  ideologia  ma

ustrzec przed staniem si  fanatykiem, który jest gotów umrze  dla idei. Mamy by  lud mi otwartymi i

y   małymi  fragmentami,  które  w  danej  chwili  wydaj   si   ofiarowa   najlepsze  rozwi zanie.

Paradoksalnie mo e to jednak prowadzi  do wielkiego wyobcowania i egzaltacji, w których człowiek

zdaje si  całkowicie poddawa  błyskotliwym impresjom swego otoczenia.    Taki  człowiek  nie  mo e

stworzy  owej wewn trznej przestrzeni dla innego człowieka i dla "Tego, którego serce jest wi ksze

ni  jego własne, którego oczy widz  wi cej ni  jego i którego r ce mog  uleczy  wi cej ni  jego" ( P.

Nouman)

    Przekonujmy młodzie ,  e pop-kultura "techno", oderwana od naszej polskiej tradycji narodowej i

morskiej, od  historii, od ziemi i przyrody, kultura  typowo miejska , jest ju  kultur  z drugiej r ki,

jakby bez korzeni. To nasza ziemia , góry, wybrze e morskie  i pokład statku pod polsk  bander  na

morzu, dostarczały wci  inspiracji twórczych,  ale i ofiar  ycia, bohaterstwa obro ców i zdobywców.

Proponowana  nam  codziennie  antykultura  globalna,  ma  zabi   poczucie  wi zi  z  podstaw   naszej

to samo ci,  usian  grobami naszych przodków.

2. REALNY  KONTAKT  NA STATKU

     Niestety - l dowy problem narkotyków nie omin ł równie  studentów  Wy szej Szkoły Morskiej w

Szczecinie, czego wyrazem był jednogło nie przyj ty przez Senat WSM w dn. 26.01.2000r. wniosek

Prorektora  ds.  Nauczania,  dotycz cy  wyrywkowego  badania  losowo  wybranych  studentów  na

obecno   narkotyków  w  organizmie.  Inicjatywa  okazała  si   skuteczna  i  jako  jedyna  tego  typu  w

Polsce, realizowana konsekwentnie do dzi  ( stycze  2002 r.)  Jest to równie  kolejna przestroga dla

wszystkich  studentów  tej  Uczelni,  którzy  doskonale  wiedz ,  e  spo ywanie  alkoholu,  u ywanie,

rozprowadzanie,  a    nawet  posiadanie    narkotyków  jest  zabronione  pod  gro b   wyrzucenia

bezpowrotnego ze studiów i z  pracy na morzu. Nie mo na jednak wykluczy ,  e cz

 kandydatów na

Wydział  Nawigacyjny  i  Mechaniczny  nie  zetkn ła  si   ju   wcze niej  z  narkotykami,  st d  tak  ostra

kontrola  wymogów  regulaminowych    była  konieczno ci   wyprzedzaj c   nowelizacj   liberalnej  i

nieprecyzyjnej Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii z 1997r..

    Młodzie   szczeci skiej  WSM  mo e  si   spotka   z  narkotykami  ju   na  pierwszej  praktyce

studenckiej    podczas  II  roku  studiów    na  "szlaku  skandynawskim",  dlatego  wydaje  si ,  e  obok

wspomnianych  wy ej  słusznych  działa   prewencyjno-odstraszaj cych,  powinien  by   podj ty

systematyczny  program  wychowawczo-u wiadamiaj cy  i  organizacyjny  z  udziałem  samych

studentów,  aby  dotrze   do  wła ciwej  populacji  młodzie y  najbardziej  zagro onej,  ale  chc cej

pracowa  na morzu i w gospodarce morskiej.

background image

47

47

    Nie  od  dzi   miasta  portowe,  a  szczególnie    województwo  szczeci skie  jest  terenem  tranzytu

narkotyków  z  Polski  za  granic     (Skandynawia  ,  Niemcy),  miejscem  ich  przechowywania  i

przeładunku  przed  wywozem  do  Europy  Zachodniej,  jak  równie   chłonnym  rynkiem  zbytu

zatrzymuj cym  od  5  do  15%  narkotyków  przechodz cych  przez  ten  obszar.    Obrotem  narkotykami

zajmuj  si  coraz cz ciej profesjonalnie działaj ce struktury o charakterze zorganizowanym. A  75%

czynów przest pczych zwi zanych z obrotem, przemytem lub produkcj  narkotyków w województwie

Zachodnio-Pomorskim,  popełnionych  zostało  na  terenie  Szczecina.  Obok  tranzytu  produkuje  si   tu

przede  wszystkim    "polsk   heroin   "  ,  wprowadza  si   do  obrotu  głównie  amfetamin ,  haszysz,

sporadycznie  za   kokain   i  heroin . 

47

    Analizuj c  ujawnione  dotychczas  przypadki  przemytu

narkotyków  przez  szczeci skie  morskie  i  l dowe  przej cia  graniczne,  uwzgl dniaj c  nadawc   i

odbiorc  narkotyków , mo na wyodr bni  przynajmniej dwa szlaki przemytu narkotyków prowadz ce

przez Szczecin:

- szlak prowadz cy  do pa stw skandynawskich przez  winouj cie;

- szlak przebiegaj cy z Ameryki Łaci skiej , Dalekiego Wschodu  ( Złoty Trójk t, Złoty Półksi yc i

Uzbekistan) przez i z WNP do Europy Zachodniej.

Ponadto  obserwuje  si   przypadki  nielegalnego  przewo enia  przez  granice  narkotyków  (  głównie

amfetaminy)    na  krótszych  odcinkach  stanowi cych  odgał zienie  w/w  szlaków  zasadniczych  do

Holandii, Danii i innych pa stw Europy Zachodniej. Wiadomo równie ,  e takie egzotyczne narkotyki

jak  haszysz    i    heroina,  wykryte    na  szczeci skich  przej ciach  granicznych,  pochodz   z  krajów

afryka skich  i  azjatyckich,  sk d    drog   morsk   w  kontenerach  docieraj   do  du ych  portów

europejskich  takich  jak  Hamburg  czy  Rotterdam,  a  stamt d    przywo one  s   transportem

samochodowym do szczeci skich przej  granicznych.

    Niestety  w  przemycie  narkotyków  uczestnicz   równie   załogi  statków  pod  polsk   bander ,  a

jeszcze  wi ksza  pokusa  łatwego  zarobku  istnieje  w  mi dzynarodowej  załodze  pod  "tanimi

banderami".    Nie  ma  miesi ca,  aby  słu by  celne  lub  Stra y  Granicznej  nie  odkryły  na  polskich

statkach  znacznych  ilo ci  przemycanych  narkotyków  ;  ilo ci  tak  wielkich,  e  na  pewno  nie

przeznaczonych  tylko  na  polski  rynek.  Polskie  porty  s   dla  przemytników  głównie  miejscem

tranzytu.

48

    Sposobów transportu narkotyków drog  morsk  jest wiele, cz sto bez udziału i  wiadomo ci załogi.

Wówczas  s   to  na  przykład  oficjalne  standardowe  partie  ładunku    np.  beczki  i  inne  opakowania

niczym  nie  ró ni ce  si     od  innych  zawieraj cych  deklarowany  bezpieczny  ładunek.  W  tym  celu

powstaj  specjalne przedsi biorstwa pakuj ce oraz fikcyjne firmy w kraju nadania i odbioru. Ponadto

aby  utrudni   wykrycie  takiej  partii    "towaru",  jest  on  wielokrotnie  w  ró nych  krajach

przeładowywany.  Mog  to by  równie  kontenery z plombami celnymi z parti  narkotyków, równie

starannie jak i inne, bez podejrze ,  dostarczone przez załog  do portu przeznaczenia.  Przewóz takich

du ych  partii  ładunków  jest  oczywi cie  przedmiotem  zainteresowania  Interpolu  i  lokalnej  policji,

natomiast marynarze i dokerzy dowiaduj  si  o tym w chwili przypadkowego uszkodzenia unosu lub

pojedynczego  opakowania  i  wysypania  si   jego  zawarto ci  .  Inny  sposób  wprowadzenia  na  statek

partii  narkotyków,  polega  na  podczepianiu  ich  w    małych  opakowaniach  do  standardowych

kontenerów lub palet. Zazwyczaj dokonuj  to wyspecjalizowane gangi portowe w magazynach, lub na

placach    portowych,  wypełniaj c  po  otwarciu  kontenera,  wszystkie  wewn trzne  i  zewn trzne

zakamarki  narkotykami.  W  tym  celu  wymontowuje  si   np.  wywietrzniki  i  wentylatory,  a  nawet

wycina si  otwory w kontenerach i innych opakowaniach, a po umieszczeniu tam narkotyków zaciera

si    lady ingerencji

49

.

     Na  wielu  statkach  znajduj   si   instrukcje  dla  załogi  dotycz ce  sposobu  sprawdzania  tych

zewn trznych  zakamarków,  co  w  praktyce  podczas  bardzo  szybkiego  załadunku  olbrzymich    ilo ci

kontenerów jest  najcz ciej nierealne. W  przemycie narkotyków tym sposobem, prawdopodobna jest

                                                          

47

  B.  K  o  l  a  s  i    s  k  i  ,  Zwalczanie  przest pczo ci  narkotykowej  w  wietle  praktyki  prokuratorów  województwa

szczeci skiego. Post py Medycyny S dowej i Kryminologii Tom IV. Szczecin 1998r. PAM  Zakład Medycyny S dowej w

Szczecinie . str.26.

48

  Informacja redakcyjna  z Biuletynu Polskiej  eglugi Morskiej   Nr. 7 /1995r. s. 82 "Narkotyki na statkach".

49

 J.  H a j d u k , Narkotyki na statku.  Akademickie Aktualno ci Morskie . Dwumiesi cznik Wy szej Szkoły Morskiej w

Szczecinie . Nr. 18. Listopad -grudzie  2000r. str. 24.

background image

48

48

współpraca wybranych członków załogi z "nadawcami" narkotyków, lecz generalnie wpływ załogi na

przeciwdziałanie takiemu przemytowi jest znikomy.

    Znane s  sposoby jeszcze bardziej przemy lne, polegaj ce na podczepianiu do metalowego kadłuba,

lub  elementów  konstrukcji  podwodnej  w  okolicy  steru,  ruby  i  st pek  przechyłowych,  szczelnych

opakowa   z  narkotykami.  Mo na  temu  zapobiec  przez  starann   kontrol   przez  załog   otoczenia

własnego statku oraz przez kontrol  podwodnej cz ci kadłuba bezpo rednio przed wyj ciem statku w

morze, przez płetwonurków wojskowych na zlecenie administracji rz dowej.  Takie czynno ci nale

ju  do stałych procedur kontrolnych w  portach krajów zaliczanych do  "zagł bia narkotykowego"  np.

Kolumbia, Ekwador, Kostaryka i Honduras.

     Najbardziej  popularny  sposób  szmuglowania  na  statku    narkotyków  (  podobnie  jak  i  innych

przemycanych  towarów)  polega  na  umieszczaniu  niewielkich  opakowa   narkotyków  w  ró nych

schowkach  znajduj cych  si   w  ogólnie  dost pnych  pomieszczeniach,  magazynkach  i  ładowniach.

Wówczas    narkotyki na  statek  zazwyczaj  wnosi  członek  załogi    zwabiony  przez  gang  narkotykowy

mo liwo ci   du ego  zarobku.  Marynarz  taki  nadzoruje    "towar"  w  czasie  rejsu  i  przekazuje  go  w

porcie docelowym. Proceder taki zazwyczaj trwa bardzo krótko - do pierwszej "wpadki", która mo e

by   zupełnie  przypadkowa,  wówczas  los  takiego  "ł cznika"  jest  przes dzony.    W  podobny  sposób

niewielkie  ilo ci  narkotyków  przemycane  s   przez  marynarzy  we  własnej  kabinie,  lub  w  innych

pomieszczeniach  wewn trznych  na  statku.    Jest  to  zazwyczaj    narkotyk  do  u ytku  własnego  ,  aby

"spróbowa " i przy okazji zarobi . Taki sposób przemytu jest zazwyczaj łatwo wykrywalny, poniewa

nawet minimalne ilo ci  ladowe, s  wykrywane przez psa tropi cego podczas standardowej kontroli,

podobnie jak    lady narkotyku w organizmie ludzkim pozostaj  przez długi czas i mog  by  wykryte

przy  pomocy  testu.  Oczywi cie  konsekwencj   posiadania  w  kabinie  i  obecno ci  w  organizmie

narkotyku jest mi dzy innymi, bezpowrotna  utrata pracy na morzu.

      Do  najbardziej  brutalnych  metod  przemytu  dochodzi  w  przypadkach  siłowego  przej cia  statku,

kutra  rybackiego,  czy  jachtu  przez  gang.  Metoda  ta  stosowana  jest    zazwyczaj  na  jedn   podró     z

ładunkiem  narkotyków  i  załog     składaj c   si   z  członków  gangu.  Jednostka  taka  zaopatrzona  w

fałszywe dokumenty staje si  statkiem "widmem" na usługach mafii

50

.

      Opisane sposoby transportu narkotyków na statku  z  udziałem  członków  załogi  i  kontakt  z  nimi,

niezale nie  od  tego  jakie  s   motywacje  np.    poprawa  samopoczucia,  lub    mo liwo   chwilowego

zwi kszenia  wydolno ci  organizmu,  albo  ch   zarobku,    prowadz   ostatecznie  do  tego  samego

nieodwracalnego rezultatu - nerwicy, frustracji, uzale nienia   i szybkiej nieoczekiwanej  mierci.

3.  PSYCHO-SPOŁECZNE  I  BIOLOGICZNE   SKUTKI  UZALE NIENIA

     Ze  zjawiskiem  przest pczo ci  narkotykowej  wi e  si   nieodł cznie  problem  narkomanii  i

zaka ania wirusem HIV, szczególnie w du ych portowych aglomeracjach miejskich. Co roku wzrasta

o ok. 50 % liczba osób uzale nionych od narkotyków, które w zwi zku z uzale nieniem dopu ciły si

przest pstw, jednocze nie przewiduje si ,  e około 10% ludzi jest podatnych na uzale nianie si  od

narkotyków

51

.    Ju   pobie na  analiza  w/w  niebezpiecze stw  wyja nia  dlaczego  narkotyki  na  morzu

dyskwalifikuj   zawodowo,  zdrowotnie  i  moralnie  marynarza  na  ka dym  stanowisku.  Tam  nie  ma

mo liwo ci realizowania wzniosłej zasady liberalnej:  "leczy  zamiast kara ".

     Według  danych  Ministerstwa  Zdrowia,  rocznie  ponad  40  tys.  osób  ma  kontakt  z  narkotykami    z

czego cz

 z nich uzale nia si  od nich ju  po pierwszym za yciu; liczby podawane przez policj  s

trzykrotnie wi ksze. 

52

. Około 50 % wzrost ilo ci osób leczonych stacjonarnie w ostatnich 4 latach,

wiadczy nie tylko o rozpowszechnianiu si  zjawiska narkomanii, ale równie  o wi kszej dost pno ci

tych  rodków  dla  osób  ju   uzale nionych.  Biuro  ds.  Narkotyków  Komendy  Głównej  Policji

odnotowuje rozszerzaj ce si  zjawisko dystrybucji narkotyków w szkołach , uczelniach i skupiskach

młodzie owych; to wida  na codzie ..

                                                          

50

 Informacje zaczerpni te z :  Fairplay Vol. 327  1996-02-22 s. 27/28" Violent attacks increase";Lloyd's List No. 56 113

1995-08-12 s. 10  "Seafarers seek crackdown on raiders";

51

   Informacja na stronie internetowej  http://www.reitox.net.pl/pdis00pi.htm

52

  J.  M a z a n,   Za ilo ci  ladowe musi by  kara. Nasz Dziennik 18.04.2000r str. 9.

background image

49

49

  Jednak  marynarz  wyruszaj cy  w  wielomiesi czn   podró   z  dala  od  specjalistycznych  o rodków

medycznych, musi zdawa  sobie spraw  z ogólnego zagro enia zdrowia i  ycia, oraz  skutków jakie

za ywane  narkotyki wywieraj  na efektywno  pracy i sprawno  umysłow  samotnego nawigatora

na  stanowisku  dowodzenia  statkiem.  Wówczas  obok  zwykłych  objawów  zatrucia  narkotycznego

takich  jak:  zwolnienie  procesów  my lenia,  ot piało ,  niemo no   skupienia  uwagi  i  senno   -

przedawkowanie  narkotyku,  lub  jego  nagłe  odstawienie,    mo e  by   przyczyn   mierci,  natomiast

skutki  ci głego za ywania narkotyków s  nast puj ce

53

:

Narkotyk

Niebezpiecze stwo:

Opium, Morfina, Heroina

Psychodegeneracja,  uszkodzenie  mózgu,  w troby,  zapalenie

w troby,  ółtaczka, zatory, zakrzepy

Kokaina

Urojenia  prze ladowcze  i  stany  deliryjne,  zaburzenia  i  zmiany

osobowo ci  w  tym  zanik  uczu   wy szych  ,  przygn bienie  z

mo liwo ci  zamachów samobójczych

Marihuana, Haszysz

Halucynacje,  osłabienie  hamulców  wewn trznych,  upo ledzenie

zapami tywania  i  koncentracji  uwagi  ,  astma,  ch   si gania  po

silniejsze narkotyki

LSD

Tendencje samobójcze, zaskakuj ce raptowne zmiany zachowania.

Ci głe  za ywanie  powoduje  uszkodzenie  mózgu,  zmiany

chromosomalne

Amfetaminy

Rozwój  depresji  psychicznych  z  my lami  samobójczymi,

wyst pienie  paranoi,  drgawek,  zapa ci,  pi czki,  a  w  skrajnych

przypadkach  mier

Barbiturany

Halucynacje, okresowe psychozy, anemia, bezsenno  , skłonno ci

samobójcze,

     Od  grudnia  1999r.  roku  wszyscy  marynarze  kierowani  do  pracy  na  polskich  i  zagranicznych

statkach musz  w ramach bada  specjalistycznych potwierdzaj cych zdolno  do pracy na morzu, a

wi c    (  niezale nie  od  funkcji  )  przej   równie   testy  alkoholowo-narkotyczne.  Testy  te  wykonuje

Pracownia Toksykologii PAM w Szczecinie przy szpitalu na Pomorzanach.  Takie wymogi nakładaj

na  armatorów  rozporz dzenia  Ministerstwa  Zdrowia  i  Opieki  Społecznej  ,    Mi dzynarodowa

Konwencja STCW 95 opracowana przez IMO, a tak e przepisy administracji morskiej krajów bandery

pod  którymi  s   zarejestrowane  statki  Grupy  P M.

54

 

,55

  A  zatem  osoba  uzale niona  od  narkotyków

uwa ana jest za niezdoln  do pracy na morzu i nie otrzyma  wiadectwa zdrowia.

W praktyce ka dy marynarz i student  Wy szej Szkoły Morskiej  mo e zetkn  si  w porcie, lub na

statku  z  narkotykami,  propozycj   za ycia,  propozycjami  łatwego  zarobku,  lub  mo e  by   równie

wmieszany  w  zorganizowany  przemyt  narkotyków.    W  takiej  sytuacji  powinien  mie     pełn

wiadomo  :

-    uczestniczenia  w  przest pczej  działalno ci  polegaj cej  na  posiadaniu,  uczestniczeniu  w  sieci

dystrybucji,  wwozie  i  wywozie  statkiem  narkotyków,  które  wykryte  spowoduj     ruin   ycia

zawodowego, społecznego i rodzinnego w zwi zku z 10-cio letni  odsiadk  w wi zieniu

- du ego ryzyka uzale nienia si  wraz z konsekwencjami zawodowymi, zdrowotnymi i konieczno ci

dalszego handlu narkotykami w celu finansowania własnego nałogu

-    dylematów  moralnych  wynikaj cych  z  łatwego  zarobku  "brudnych  pieni dzy"  za  narkotyki,  jako

                                                          

53

 Opracowanie autora na podstawie informacji zawartych na stronie internetowej : 

http://www

. narkotyki. pl/edu.

Aktualizacje - 14.06.1998r.informacja z/od: identyfikator  rodków uzale niaj cych . Towarzystwo Zapobiegania Narkomanii

54

 Marynarskie badania i poszerzone testy. Bryza . Biuletyn Informacyjny P M. Nr. 12/442/ Szczecin,. Grudzie  1999r.

str.18

55

  Konwencja  STCW : Standards on Training Certification, and Watcheeping for Seafarers. Mi dzynarodowa Konwencja o

wyszkoleniu marynarzy,  wydawaniu  wiadectw i pełnieniu wacht.  International Maritime Organization (IMO) Londyn 1978

z poprawkami 1995r.

background image

50

50

współudziału w  mierci tysi cy ofiar osób uzale nionych.

Stosunek  poszczególnych  krajów  europejskich  do  narkomanów  jest  podobny.  Stosowane  jest  np.

przymusowe leczenie odwykowe w Szwecji, lub kara wi zienia  za u ywanie narkotyków "twardych"

w Holandii, i  wszelkich  w  Niemczech.  Wsz dzie  s   alternatywne  mo liwo ci  poddania  si   leczeniu

odwykowemu  (  na  ogół  z  małym  skutkiem).  Wszystkie  jednak  kraje  zgodnie  z  zaleceniami  ONZ

podj ły  zdecydowan   walk   z  "dealerami"  i  przemytnikami  narkotyków.  W  szczególno ci

niedozwolone jest: posiadanie narkotyków, oferowanie ich do sprzeda y, rozpowszechnianie, kupno,

przewóz, sprzeda , dostarczanie na jakichkolwiek warunkach, po redniczenie, wysyłanie, przesyłanie

w  tranzycie.  Czyny  te  uznawane  za  "powa ne  przest pstwa"  podlegaj   karze  wi zienia  do  10  lat.

Przewidziana  jest  te   karalno   czynów,  usiłowania  ich  popełnienia,  czynno ci  przygotowawcze  i

recydywa mi dzynarodowa.
     Powinni mie   wiadomo  tego równie  marynarze przekraczaj cy granice morskie wielu pa stw,

stosuj cych ró ne metody przeciwdziałania narkotykom. Stosowane s  metody bardziej liberalne  (np.

w  Holandii)  lub  bardziej  restrykcyjne    (np.  kara  mierci    za  posiadanie  nawet  minimalnej  ilo ci

narkotyku  w Singapurze lub Emiratach Arabskich ).
    Narkotyki w latach 20-30-tych naszego wieku, były zjawiskiem o zakresie lokalnym, a ich zasi g

rozpowszechniania  był  niewielki  i  zale ny  od  specyfiki  geokulturowej.  Obecnie  jest  to  zjawisko  o

zasi gu  wiatowym i nie mo na do niego podej  inaczej ni  globalnie, poniewa  rozmiar problemu i

trudno ci jego rozwi zania przekraczaj  mo liwo ci indywidualne  poszczególnych krajów. Do walki

musi wł czy  si  cała społeczno  mi dzynarodowa i to w sposób wysoce skoordynowany, a wi c i

marynarze.....
    Niestety dotychczasowe konwencje ONZ z lat 1961, 1971, 1988r. oraz traktat z Schengen z 1985r.

dopuszczaj   zró nicowane  podej cie  do  popytu  i  poda y  narkotyków,  pomimo  mi dzynarodowego

nacisku  w  kierunku  zwi kszenia  restrykcyjno ci  i  represyjno ci    oraz  konieczno ci  zmniejszenia

zakresu suwerenno ci pa stw w tym zakresie.
    Rosn ce bezrobocie w ród młodych ludzi, alienuje ich od starszego pokolenia bardziej wra liwego

na  problem  narkotyków.  Społecze stwo  nie  dostarcza  kulturowych  i  religijnych  elementów

niezb dnych dla harmonijnego rozwoju osobowo ci młodego człowieka "

nie dostrzegaj cego zwi zku

pomi dzy  patologi   mierci  wywołan   przez  narkomani   a  patologi   ducha  ,  która  prowadzi  do

ucieczki  od  siebie  samego  i  poszukiwania  iluzorycznych  przyjemno ci  w  ucieczce  od  wiata

realnego"    (  Ojciec  w.  Jan  Paweł  II)..  Nale y  to  bra   pod  uwag   w  programach  prewencyjnych

ka dego  poziomu,    gminnych,  wojewódzkich,  regionalnych  i  zawodowych  .    Zawód  marynarza  ze

wzgl du  na  jego  miejsce  pracy  i  rodowisko,  wewn trzne  stressy  i  pokusy,    oraz  wci   mo liwy

kontakt  z  narkotykami,  wymaga  szczególnej  wiadomo ci    i  odporno ci  na  współczesne  zagro enia

narkotykowe i inne uzale nienia..

                                                                                  Roczniki Socjologii Morskiej, t. 15, 2004 PL ISSN 0860-6552

background image

51

51

SOCJOLOGICZNY  I  WYCHOWAWCZY   ASPEKT

YCIA,  PRACY  I  WYPOCZYNKU  NA   AGLOWCACH

     W  ostatnim  dziesi cioleciu  mo na  zaobserwowa   na  wiecie  wyra ny  wzrost  zainteresowania

pływaniem  po  morzu  pod  aglami,  wzrost    ilo ci    zarejestrowanych  małych  morskich  jednostek

aglowych:  sportowo  -  rekreacyjnych  i  turystycznych.  Ro nie  popyt  na  rejsy  morskie  na  du ych

aglowcach  pasa erskich.  To  nowe  zjawisko  zainteresowa     morskich    mo e      sta   si   ciekawym

przedmiotem    bada   i  analiz  socjologii  morskiej,  oraz    struktur  i  interakcji    b d cych  rezultatem

aktywno ci  gospodarczej,  a  tak e  działania  wielu  zło onych  czynników  i  potrzeb  społecznych.

Dotyczy to zarówno zwi zków przyczynowych okre lonych zainteresowa   ludzi  oraz   oczekiwa  i

skutków    ycia,  pracy  i  wypoczynku  pod  aglami  małych  i  du ych  jednostek  morskich.  Z  drugiej

strony  działalno   społeczno-  komercyjna  oraz    turystyczno-kulturalna    zwi zana  z  obsług ,

eksploatacj  i bezpiecze stwem ruchu  aglowców spowodowała powstanie wielu wyspecjalizowanych

globalnych i lokalnych instytucji, w ród których  wa ne miejsce przypada instytucjom edukacyjnym

odpowiedzialnym za wła ciwe przygotowanie przyszłych kadr morskich.
      Dotychczasowe  zainteresowania socjologii morskiej kształtowała głównie refleksja naukowa nad

yciem i prac  ludzi morza na statkach komercyjnych i rybackich , oraz sposób  ycia i kształtowanie

si   stosunków  społecznych  na  l dzie  w  rodowisku  ludzi  pracuj cych  na  morzu  i  na  rzecz  morza.

Obecnie  to  zaw one  poj cie  ludzi  morza  i  zainteresowanych  morzem    osób  mo na  bardziej

rozszerzy   o entuzjastów  eglarstwa rekreacyjnego i komercyjnego, oraz rosn ce rzesze ludzi, którzy

okresowo  mustruj   na  du e  i  małe  aglowce,  aby  prze y   "trud  istnienia"  i  autentycznej  walki  z

ywiołem morskim nieska onym  współczesn  łatwizn .

1.   FENOMEN WSPÓŁZAWODNICTWA  I  PRZYJA NI  EGLARSKIEJ

     W połowie lat  pi dziesi tych ubiegłego stulecia londy ski prawnik Bernard Morgan zainicjował

zgromadzenie pozostaj cych jeszcze "przy  yciu" wielkich  aglowców. Dzi  mo na oceni ,  e była to

szansa  ostatniej  chwili  dla  tych  statków,  poniewa   wysokie  koszty  ich  eksploatacji  i  utrzymania

stawały si  coraz wi ksze. Ilo  pozostałych jeszcze starych  aglowców zbudowanych w ko cu XIX i

na pocz tkach XX wieku spadała drastycznie, a nowych wówczas  nie  budowano.  Jednak nie zagin ł

jeszcze duch  eglarskiej rywalizacji pomimo tego,  e ostatnie rywalizuj ce ze sob  wielkie  aglowce

towarowe na trasie Australia -Europa, zako czyły swój  ywot przed 100  laty.  ciganie si  na morzu

liczy sobie prawdopodobnie tyle samo lat co samo  eglarstwo.
     Po  dwuletniej  pracy  organizacyjnej  udało  si   w  1956  roku  doprowadzi   do  zlotu  20  du ych

aglowców  i  ich  startu  do  regat  z  Torbay    do  Lizbony.  Odniesiono  wówczas  wielki  sukces

propagandowy, o yło zainteresowanie du ymi  aglowcami. Powołany do tych regat mi dzynarodowy

Komitet Regatowy przekształcono w instytucj  o stałym charakterze , ale obok tego zarejestrowano

now  organizacj  o skrócie STA

56

, która podj ła dalszy trud nad organizacj  tych regat widz c w tej

wspaniałej imprezie nie tylko wyj tkowe walory wychowawcze i szkoleniowe lecz i kulturotwórcze.

Od tego czasu regaty miały odbywa  si  co dwa lata.
      Od roku 1964 zainicjowana została druga forma wspólnego  eglowania w tych  Regatach Wielkich

aglowców  nazwana  "cruise-in-company"  polegaj ca  na  zgodnym  eglowaniu  bez  cigania  si ,  we

wspaniałym  towarzystwie  entuzjastów  eglarskiej  przygody.  Rosn ca    popularyzacja  i  presti   tej

imprezy  oraz    wci   jednak  rywalizacja  i  ch   pokazania  własnych  osi gni   szkoleniowo  -

nautycznych  w  skali  wiatowej,  szczególnie  takich  pot g  morskich  jak  Wielka  Brytania  i  Stany

                                                          

56

  STA - Sail Training Association - czyli Stowarzyszenie Szkolenia na  aglowcach

background image

52

52

Zjednoczone,    wpłyn ła  na    podj cie  budowy  nowej  flotylli  wielkich  aglowców,  przystosowanych

głównie do celów szkoleniowych.
    Przełomowym  w  tej  ciekawej  współczesnej    historii  powrotu  du ych  aglowców  na  oceany  i

organizacji  Regat W   był rok 1972 , gdy pozyskano stałego sponsora,  którym  jest do dzi    firma

Cutty  Sark  Scots  Whisky,  oraz  zorganizowano  wymian   załóg  pomi dzy  aglowcami  ró nych

narodowo ci. Od tego czasu  do programu  regat wprowadzono tzw. etapy towarzyskie ( zainicjowane

w 1964r), w trakcie których statki nie  cigały si , a młodzi  eglarze mieli okazje pływania na innych

aglowcach  i  poznania  ich    załogi.  Bior cy  udział  w  wymianie  młodzi  eglarze  wracali  na  swoje

jednostki dumni ze swoich  "mi dzynarodowych " dokona .  Przeprowadzony eksperyment okazał si

ogromnym  sukcesem.    W  1972r.  do  Rodziny  wiatowej  floty  du ych  aglowców  doł czyły    trzy,

jedne  z  najpi kniejszych  i  najwi kszych  aglowców  na  wiecie    spoza  elaznej  Kurtyny:  Dar

Pomorza,  Kruzensztern  i  Towariszcz.,  których  załogi  traktowano  pocz tkowo  z  du   doz

stepcycyzmu  gdy  schodziły  na  l d  w  zorganizowanych  grupach  pilnowanych  przez  wyznaczonego

członka partii komunistycznej. Jednak Polacy szybko przełamali bariery nieufno ci i nieomal od razu

zintegrowali si  z Rodzin  , nawi zuj c wiele prawdziwych i trwałych przyja ni.

57

      Jak  wynika  ze  wspomnie     naszej  wspaniałej  rodaczki  znanej    wszystkim  załogom  polskich

aglowców uczestnicz cych w Regatach - pani Janki Bielak   zamieszkuj cej w Londynie, członkini

Komitetu Regatowego i  STA, proces poszerzania mi dzynarodowego udziału załóg w regatach trwał

nieprzerwanie a  do chwili upadku  elaznej Kurtyny  w 1989r
      Kolejne  lata  przynosiły  dalszy  wzrost  wielko ci  i  znaczenia  Regat  W ,    zwłaszcza  po  sukcesie

odniesionym w 1976 roku, gdy  parad   aglowców na  rzece Hudson ogl dało 5 milionów widzów

zgromadzonych  w  Nowym  Yorku  w  celu  u wietnienia  obchodzonej  przez  Amerykanów  dwusetnej

rocznicy  Deklaracji  Niepodległo ci.  Odt d  zloty    aglowców    zwi zane  z    Regatami  W   okre lane

cz sto  jako  "Operacje  agiel"    nieodwracalnie  stały  si   mi dzynarodowym  wydarzeniem  o

charakterze widowiskowymi i kulturowym, z dług  kolejk  wielkich portów zabiegaj cych o prawo

goszczenia u siebie Floty  aglowców.  Niestety jak zawsze w takich okoliczno ciach nie mo e oby

si   od  coraz  wi kszych  nacisków  zmierzaj cych  do  pełnej  komercjalizacji  imprezy.  Naciskom  tym

dotychczas  skutecznie opiera si   STA,  chc c zachowa  tradycyjnie rodzinn  atmosfer  regat, która

jest podstaw   jej dotychczasowych sukcesów

58

.

      Uczestnikami tych wspaniałych imprez byli i s   eglarze z całego  wiat w tym  równie   Polacy,

którym  w  czasach  "realnego  socjalizmu"  bardzo  utrudniano  wyjazd.  Ostatecznie  jednak  rokrocznie

kilka  du ych  polskich  aglowców  oraz  mniejszych  jachtów    wyruszało  na  t   najwi ksz   imprez

eglarsk   wiata.  Dla  tych  eglarzy  otwierał  si   nowy  wiat  do  którego  skrycie  t sknili,    wiat

morskich przestrzeni, pełen radosnego oczekiwania na spotkanie przygody na regatach oraz długo nie

widzianych  przyjaciół  z  innych  aglowców  .  Flota  polska  du ych  aglowców    prezentowała  si

okazale  -  DAR  POMORZA,    DAR  MŁODZIE Y,  ISKRA,  POGORIA,  HENRYK  RUTKOWSKI,

ZAWISZA CZARNY, FRYDERYK CHOPIN - pi kna i zadbana,  była zawsze dobrym ambasadorem

naszego kraju. Ponadto uczestniczyło coraz wi cej  mniejszych jachtów klubowych.   Obok naszych

aglowców w portach stały zacumowane najwi ksze i najpi kniejsze  aglowce  wiata , barki szkolne i

fregaty,  a  przy  nich  :  barkentyny  ,  brygantyny  ,  szkunery  oraz  mniejsze  jednostki..  Po  nabrze u

przewalał  si   beztroski  tłum  eglarzy  przemieszany  z    podziwiaj cymi  statki  tysi cami  widzów  -

mieszka ców miasta portowego i przybyłych z gł bi kraju miło ników   aglowców.
     Apogeum  zainteresowania  jak  zawsze  przypadało  na  moment  wyruszenia  w  ustalonej  kolejno ci

całej  tej  armady  w  kierunku  pola  startowego  poło onego  na  redzie  portu,  manewrów  na  redzie  i

jednoczesnego  startu    do  kolejnego  etapu  regat.  Napi cie,  rado ,  emocje  i  doznania    wiadomo ci

uczestnictwa w tym cudownym wy cigu  s  niezapomniane. Obecnie Regaty odbywaj  si  rokrocznie

                                                          

57

  Bishop P.: Tall Ships and the Cutty Sark Roces. Aidan Elis Publishing 1994r. Wydanie w j zyku pilskim pod

tytułem :" aglówce  wiata w regatach Cutty Sark" tłumacz:  Marian M kowski. Oficyna wydawnicza Alma-

Press, Warszawa 1998r. str. 36.

58

  j/w str. 32

background image

53

53

na  ró nych  akwenach  okre lonych  przyj t   kolejno ci   obejmuj c  alternatywnie  Bałtyk,    Morze

Północne,  Zatok   Biskajsk   ,  wody  dookoła  Wielkiej  Brytanii  oraz  Atlantyk  -  w  poszczególnych

wy cigach organizowanych pomi dzy pi knie poło onymi portami.
    Ka dego roku od 80 - 130  aglowców, z ok. trzema tysi cami młodych ludzi na pokładzie bierze

udział w przedsi wzi ciu znanym dzisiaj jako Regaty Wielkich  aglowców " Cutty Sark" .   Impreza

ta  stanowi  magnes  dla  wielu  ró norodnych  jednostek  aglowych  od  nowoczesnych  regatowych

jachtów  typu  maxi,  do  najwi kszych  pływaj cych  dzisiaj  aglowców  szkolnych.  Wi kszo

aglowców bior cych udział  w Regatach W  zawiera si  w przedziale do 13 m długo ci ( dla małych

jachtów),  do  ponad  100  m  długo ci    w  przypadku  pełnorejowców  zbudowanych  najcz ciej  w

minionych dekadach i adaptowanych obecnie do celów szkolenia kadetów.
    Dla  wielu  kapitanów  i  oficerów  tych  jednostek      jest  to  pocz tek  ich  własnej  zawodowej  kariery

marynarskiej,  jednak  dla  wi kszo ci  imprezy  te  s   jedynym  w  swoim  rodzaju  do wiadczeniem,

prze ywanym  na  pokładzie  statku  poruszanego  przez  wiatr.    Młodzi  ludzie  zaludniaj cy    pokłady

aglowców  maj   okazje  pozna   je  nie  tylko  po  to  aby  wspólnie  wi towa   odniesione  sukcesy

regatowe, ale równie  dlatego, aby wzi  udział w przygotowanych dla nich zawodach sportowych i

rozrywkach    maj cych  na  celu  wzajemne  poznanie  si .    Wielu  uczestników  tych  imprez  jest

przekonana  e przyczyniły si  one do budowy wzajemnego zaufania i przyja ni w czasach  Zimnej

Wojny.

2.    CH

 SPRAWDZENIA SI   I  DO WIADCZENIE  PRZESZŁO

I

     Dla  załóg  startuj cych  aglowców  w  Regatach  W   Cutty  Sark  to  przede  wszystkim  radosne

podniecenie,  przygoda  i  mo liwo   sprawdzenia  samych  siebie.  Niewiele  jest  przedsi wzi ,  które

mogłyby stanowi  równowa ne im wyzwanie. Niewiele jest trudniejszych momentów w  yciu ni  ten,

gdy człowiek   obudzony w nocy czuje  jak statek dziko przewala si  z burty na burt , gdy trzeba w

ubraniu sztormowym, w pasie bezpiecze stwa przej  przez zalewany przez fale pokład, wej  wraz z

innymi  na  reje  aby  sprz tn   agle,  albo  pełzn c  po  pokładzie  dziobowym  dotrze   do  bukszprytu  i

zrzuci   agle przednie, gdy wiatr dmie z sił  sztormu , a dziób nurkuje w wielkich zielonych falach.

Im mniejszy  aglowiec, tym bli ej tego morskiego  ywiołu....
    Królowa El bieta II podczas ceremonii przekazania Malajskiej Marynarce Wojennej  44 - metrowej

brygantyny  TUNAS SAMUDERA. ( 16.10.1989r.) 

59

 wyraziła trafnie  nast puj cy pogl d na temat

korzy ci płyn cych  dzisiaj ze szkolenia pod  aglami:
     

"Dzisiaj okr ty wojenne i statki handlowe nie wykorzystuj  ju   agli jako nap du. Jednak morze

i jego elementy pozostały niezmienne. Sztormy, pływy, mgły i ciemno ci stanowi  stałe wyzwanie dla

umiej tno ci i psychiki zawodowego marynarza. Nie ma lepszej drogi prowadz cej do zrozumienia

istoty sztuki marynarskiej i nawigacji  ni  praktyka prowadzenia statku pod  aglami.  Szkolenie pod

aglami jest równie  pełn  wyzwa  przygod  . Wymaga dyscypliny,  wiedzy i zr czno ci.

        Pozwala  pozna   warto   pracy  w  zespole  oraz  uczciwego  zaanga owania  w  wykonywaniu

swoich  obowi zków.    Nie  ma  miejsca  na  egoizm  ,  gdy  stawk   w  grze  jest  ycie  wszystkich  na

pokładzie "
  W    rzeczywisto ci    uczestnicy  Regat  W   do wiadczaj   czego   wi cej  ni   zwykłych  wra e

podró owania  aglowcem  szkolnym,  ich  wymiar  eglarskich  obowi zków  jest  uwarunkowany  siln

rywalizacj   regatow ,  co  jeszcze  bardziej  uwypukla  warto   pracy  zespołowej,  wyostrza  zmysły  i

zaanga owanie, doskonali umiej tno ci  oraz daje dreszcz współzawodnictwa.

eglarstwo  morskie  uprawiane  na  du ych  aglowcach  jest  całkowicie  odmienne  pod  wzgl dem

                                                          

59

  Bishop P.: Tall Ships and the Cutty Sark Roces. Aidan Elis Publishing 1994r. Wydanie w j zyku polskim

" aglowce  wiata w regatach Cutty Sark" tłumacz:  Marian M kowski.

background image

54

54

indywidualnych i zbiorowych interakcji od innych sportów ekstremalnych . Chocia  podobnie jak tam

jest ono nauk  o przeciwstawianiu si   słabo ciom w walce o przetrwanie z siłami przyrody, to jednak

na morzu człowiek wyst puje nie sam, ale jako członek zespołu. Przetrwanie zespołu zale y bowiem

od indywidualnych zdolno ci jego członków do wypełniania swoich obowi zków , cokolwiek miałoby

si  wydarzy  . Dzi ki temu prze yje statek i załoga

60

.

 "To  czego  si   tam    uczy,    obejmuje  zasady  dawania  i  brania  ,  niezb dne  dla  wspólnego  ycia  w

zatłoczonych  kubrykach  ,  wspólnego  dzielenia  trudów  i  niebezpiecze stw  rejsów  morskich,  a  w

ko cu i satysfakcji z bezpiecznego osi gni cia portu przeznaczenia. Proces ten stanowi pod ka dym

wzgl dem szkoł  kształcenia charakterów"

61

.

 Kolejnym    elementem  procesu  uczenia  si ,  jest  mo liwo   u wiadomienia  sobie  przez  młodego

człowieka  tego,  e  granice  jego  wytrzymało ci  le   znacznie  dalej,  ni   mógłby  kiedykolwiek

przypuszcza .  Prze ywaj c  najlepsze i najgorsze chwile młodzi ludzie doro lej , m drzej , staj  si

bardziej  zdyscyplinowani  i  odpowiedzialni  -  to  jest    kapitał  na  przyszło .  Jednocze nie  jest  to

fascynuj ce do wiadczenie przeszło ci i tego samego wysiłku,  słabo ci , mo e strachu i niewygód ,

które  od  tysi cy  lat  przezywali  eglarze.    Miliony    ludzi  ogl daj cych  Regaty  Wielkich  aglowców

gromadz cych  si   aby  zobaczy   wspaniały  widok 

aglowców  rejowych,  bez  wysiłku

przemierzaj cych  morsk   przestrze ,  doznaje  chyba  podobnej  t sknoty    za  przeszło ci ,  gdzie  takie

obrazy były czym  codziennym na Bałtyku, Morzu Północnym i dookoła wybrze y Brytanii.

3.   NA  "DARZE  POMORZA "  I  "DARZE MŁODZIE Y"

        Podstawowym    ródłem  wiedzy  i  obserwacji    socjologicznych  i  wychowawczych  autora,  była

własna wieloletnia działalno   eglarska, wywiady, opublikowane wspomnienia , kontakty osobiste z

członkami załóg legendarnego "Daru Pomorza", oraz rejs z kandydatami do Wy szej Szkoły Morskiej

w Szczecinie na "Darze Młodzie y".
     Szczególnie interesuj ca   jest działalno  Towarzystwa Przyjaciół "Daru Pomorza", które w marcu

2003r obchodziło 20- letni  jubileusz  rejestracji. Towarzystwo jest dowodem na to, jak silne mog  by

wi zi przyja ni  członków załogi z  aglowcem, jak wielka i zdeterminowana mo e by  wola działania

w  celu  uratowania  wspomnie   oraz    tego  wspaniałego  aglowca    dla  przyszłych  pokole .

62

    To  nie

tylko  patriotyczny  obowi zek  zachowania  pami tki  narodowej,  ywego  pomnika  dziejów  polskiego

szkolnictwa  morskiego  oraz  techniki  okr towej.  "Dar  Młodzie y"  słu c  wiernie  przez  ponad  pół

wieku w latach 1930-1981, niestrudzenie szkolił młodzie  , niósł biało - czerwon  bander  na kra ce

wiata i zasłu ył sobie rzetelnie na chlubne miano "pierwszego ambasadora Polski". W ci gu 50 lat

swej  morskiej  słu by  odbył  102  podró e,  a  na    jego    pokładzie  pływało  13  911  młodych  Polaków,

przeszkolono do  pracy  na morzu 12 234 uczniów i studentów morskich uczelni, odwiedził 374 porty,

przepłyn ł   ponad 50 000 mil morskich.  Jednak obok tej chlubnej statystyki jest jeszcze potenciał,

pami ci,  wiedzy  eglarskiej  i  wi zi  ludzi,  dla  których  "Dar  Pomorza"  jest  symbolem  pi kna  i

doskonało ci  eglarskiej oraz zwyci skich zmaga  człowieka z siłami przyrody.  W imi  tych warto ci

522 członków Towarzystwa  podj ło trud zdobycia  rodków finansowych dla wybudowania suchego

doku  dla  "Daru  Pomorza"  podobnie    jak  przed  60-laty  zbierano  pieni dze  na  kupno  tego  pi knego

statku ku chwale i po ytkowi naszej bandery.
    Od 1982 roku legendarny "Dar Pomorza"  ju  jako statek muzeum na stałe zakotwiczony w porcie

gdy skim, stał si  pierwszym pomnikiem morskich dokona  Polaków -  zachowanym po to, by ka dy

                                                          

60

 Poza  eglug  oceaniczna  eglarzy samotnych.

61

  Robin Knox -Johnson - w przedmowie do  " aglowce  wiata w regatach Cutty Sark" aut. Paul Bishop.

Oficyna wydawnicza Alma-Press, Warszawa 1998r.

62

  Zachowa   "Dar  Pomorza"   Biuletyn  nr. 1 (10 ) . Wydawnictwo Towarzystwa Przyjaciół  "Daru Pomorza"

2003 rok.

background image

55

55

mógł zobaczy  jak wygl da najpi kniejszy statek jakim  jest  du y  aglowiec.  Nadal  pełni  on  istotne

funkcje  w  zakresie  wychowania  patriotycznego,  społecznego  i    morskiego  społecze stwa,  a

szczególnie    młodzie y,    oraz      szkolenia    pokładowego  studentów,  uczniów  Liceum  Morskich,

harcerzy  i  eglarzy  ze  Szkoły  pod  aglami

63

.  Corocznie  aglowiec  ten  zwiedza  ponad  200  tys.

turystów  z  kraju  i  zagranicy,  co  umiejscawia  go  w  czołówce  najbardziej  odwiedzanych  muzeów  w

Polsce.
 Ci gło  tradycji morskich realizowana jest nie tylko poprzez  wykorzystanie tego  aglowca dla w/w

funkcji  lecz  i  nadanie  mu  znaczenia  reprezentacyjnego.  Na  swoim  pokładzie  ch tnie  go ci

przedstawicieli ró nych instytucji zwi zanych z morzem i nie tylko. Tu  bywaj  uroczyste spotkania

władz  miejskich    Gdyni,    Towarzystwa  Przyjaciół  "Daru  Pomorza",  Stowarzyszenia  Kapitanów

eglugi  Wielkiej,    Ligi  Morskiej,    Polskiego  Zwi zku  eglarskiego  oraz    towarzystw  naukowych  i

kapituł.    Do  najmilszych  nale     spotkania  absolwentów  szkoły  morskiej  z  okazji  rocznicowych

uroczysto ci,    w  których  uczestnicz   członkowie  dawnych  załóg    aglowca.  Ta  serdeczna  wi   i

nostalgia za czasami gdy pływali, oraz troska o zachowanie i wzbogacanie informacji o historii statku,

jest charakterystycznym rysem wi kszo ci załóg du ych  aglowców  nie tylko w Polsce. Marynarska

wi  i przyja  poznana na  aglowcu jest silniejsza i trwalsza ni  na ka dym innym współczesnym

statku.
Od    1982r  dalsze  szkolenie    na  morzu  przyszłych  oficerów  PMH    było  kontynuowane  na  nowym  ,

równie  pi knym  rejowcu    "Darze  Młodzie y"  zaprojektowanym  i  zbudowanym  w  Polsce.  Udana

konstrukcja  i  wspaniale  wyszkolone  załogi    przyczyniły  si   do  wielu  spektakularnych  zwyci stw

w ród  najwi kszych    startuj cych  w  Regatach  W   "Cutty  Sark"  aglowców  wiata.  Podobnie  jak

"Dar  Pomorza"  ,  "Dar  Młodzie y"  uwie czył  swoje  eglarskie  wyczyny    rejsem  dookoła  wiata  (

1988r).
  Niestety  od  kilku  lat  studenci  Wy szej  Szkoły  Morskiej  w  Szczecinie  nie  odbywaj   ju   praktyk

kandydackich na" Darze Młodzie y", cho  do wiadczenia wychowawcze i zawodowe dla kandydatów

do uczelni morskich s   nadzwyczaj pozytywne.

64

Przyszli studenci  ju  po pierwszym  wej ciu na pokład tego pi knego statku szkolnego, ( armatorem

jest  Akademia  Morska  w  Gdyni),  bardzo  szybko  przystosowuj   si   do  wymogów  ycia  i  słu by  na

du ym   aglowcu.  Sprawny podział  na trzy wachty, przydział koi w kubryku załogowym oraz szafki

na  osobiste  rzeczy,  a  po  godzinie    ju   w  ubraniach  roboczych,    pierwsza  zbiórka  wachty  pod

dowództwem  starszych wachtowych.  Pocz tkowo nie  ma  zbyt wiele czasu na wzajemne poznanie

si . Jednocze nie  z podziałem na wachty ka dy kandydat otrzymuje swój pierwszy  w  yciu    numer

alarmowy i  wyznaczone  czynno ci  w  poszczególnych  alarmach.  Wkrótce  te   ka dy  poznaje  swoich

przeło onych a wi c:

- starszych wachty lewej i prawej burty- bosmana wachtowego;

- instruktora wachtowego;

- oficera wachtowego.

Gdzie   na  szczycie  tej  piramidy  zale no ci  słu bowych  znajdował    si   "Pierwszy  po  Bogu"  czyli

sławny Komendant   aglowca "Dar Młodzie y" - najcz ciej kpt. .w. in . Leszek Wiktorowicz.

 Jeszcze przed pierwszym obiadem wiadomo  jest   za co si  tu nagradza, a za co "podpada". Ka dy

kandydat  jest  dyskretnie  obserwowany  przez  przeło onych  i  kadr ,  która  ocenia  prac   ,  nauk   ,

obowi zkowo ,  dyscyplin ,  odwag ,  solidarno ,  kole e sko   i  odpowiedzialno .  Cechy

negatywne:  lenistwo,  gnu no ,    opieszało ,  niedbało ,    niewykonywanie  rozkazów,  zakłócanie

porz dku i dyscypliny, łamanie przepisów BHP, porz dkowych, celnych itp.-  karane bywaj   bardzo

przydatnymi na  aglowcu "pompkami". W innych trudnych przypadkach grozi nawet wyokr towanie i

                                                          

63

 Gał zka A.: " Dar Pomorza " nie tylko jako statek - muzeum.  Zachowa   "Dar  Pomorza"  Biuletyn  nr. 1 (10 .

Wydawnictwo Towarzystwa Przyjaciół  "Daru Pomorza" 2003 rok.  Str. 73

64

  Porada  J.:  Kandydatka  na  "  Darze  Młodzie y".    "Akademickie  Aktualno ci  Morskie".  Dwumiesi cznik

Wy szej Szkoły Morskiej w Szczecinie , wrzesie  - pa dziernik 1999r. Nr.11. S. 21-23.

background image

56

56

po egnanie  si   z  Uczelni .  W  tym  pierwszym  rejsie  trzeba  podda   próbie  swoj   osobowo ,

odporno  na ró ne niewygody psychiczne i fizyczne towarzysz ce marynarskiej doli.

 Na nabrze u jeszcze licznie zgromadzeni rodzice, ciocie, babcie i "narzeczone", a na pokładzie ju

praca. Jeszcze tylko umundurowani " trapowi" oddaj  honory gwizdkiem wchodz cym i schodz cym

oficerom i go ciom, a reszta wachty słu bowej ju  pracuje w kuchni , sanitariatach, na pokładzie i w

siłowni okr towej.

    Po  obiedzie  pierwsze  spotkanie  w  mundurach  na  rufie  z  komendantem,  kierownikami  działów  i

rozpoczyna si  intensywne szkolenia w zakresie regulaminu, BHP i obrony ppo . Po kolacji chwila

odpoczynku  i  o  22.00  cisza  nocna.  Dy urni  kubryków  sprawdzaj   porz dek  i  gasz   wiatło.

Odpoczynek jest tu obowi zkowy. Ko czy si  pierwszy dzie  pełen wra e .....

Pobudka zawsze o godzinie 06.00, gimnastyka ( pó niej ju  na masztach) toaleta i przed godzin  0800

zbiórka  na  rufie  do  podniesienia  bandery.  W  tej  codziennej  uroczysto ci  uczestniczy  cała  kadra  i

komendant. Pi kny to zwyczaj ju  zanikaj cy, tak jak i polska bandera na morzach  wiata.

      Dalsze trzy dni od chwili zamustrowania upływaj  zazwyczaj  na intensywnym szkoleniu i pracy

w  zakresie  obsługi  agli,  brasowania,  bezpiecznego  i  sprawnego  wchodzenia  na  maszty  i  reje,

przegl du takielunku, poznania niezliczonych nazw lin i  agli. Chyba najwi cej do nauki i pracy ma

pocz tkowo  I  –  wachta,  bo  i    5  kliwrów  czyli  agli  sko nych  stawianych  na    19  -  metrowym

bukszprycie wysuni tym przed dziób statku. Do tego jeszcze 5 rejowych  agli na fok -maszcie,  a wi c

razem 1165 m

2

,  a ka dy z tych 10- ciu  agli posiada przynajmniej 5 lin do obsługi i zapami tania .

II  wachta  obsługuje  tylko  3  sztaksle  czyli  sko ne  agle  stawiane    pomi dzy  fok-  masztem  i  grot-

masztem, oraz 5  agli na grot-maszcie, a wiec 8  agli o ł cznej powierzchni 1032 m

2

.

III wachta obsługuje  3 sztaksle czyli sko ne  agle stawiane pomi dzy grot-masztem i krojc-masztem,

4  agle rejowe stawiane na krojc-maszcie,  oraz rzadko stawiany du y bezan-  agiel, w sumie 8  agli o

ł cznej powierzchni 818 m

2

.

     Odt d "alarm do  agli " ( jeden długi d wi k ) b dzie najcz stszym sygnałem  w dzie  i w nocy.

Na  sygnał  tego  alarmu  kandydaci  biegn   w  pasach  bezpiecze stwa  pod  swoje  maszty.  Alarm  ten

nawi zuje do dawnych zwyczajów na  aglowcach  i oznacza " wszystkie r ce na pokład" (" all hands

on  deck").  Czterodniowe  intensywne  szkolenie      w  porcie  obejmowało:  przej cie  przez  marsa,

klarowanie lin, stawianie kliwrów, grot sztaksli i krojcsztaksli, bezan agla, brasowanie , wyrównanie

rei  na  wszystkich  masztach  w  pionie  i  w  poziomie,  wchodzenie  na  reje,  stawianie  i  sprz tanie

wszystkich  agli rejowych. Bez tych umiej tno ci załogi  aden  aglowiec rejowy nie mo e wyj  w

morze.  I  chocia   nie  wszyscy  od  razu  odwa yli  si   wej   na  najwy sz   rej ,  po  czterech  dniach

wchodzili  prawie  wszyscy.    Kandydaci  którzy  mieli  po  prostu  l k  przestrzeni  -  nie  wchodzili  i

nadrabiali  to  swoj   aktywno ci   przy  linach  na  pokładzie.    Po  zako czeniu  wst pnego  szkolenia

wreszcie  jest  sygnał  alarmowy    (  dwa  długie  d wi ki)    wzywaj cy  załog   na  manewry  zwi zane

wyj ciem z portu.  Na dzióbie  i rufie  jest  wachta słu bowa  obsługuj ca cumy, reszta  kandydatów

w  mundurach  "na  wantach".  Jeszcze  tylko  po egnalne  sygnały  syren   okr tow ,  po egnalne  gesty

"tych  co  na  l dzie"  i  wreszcie  na  morze.  Na  redzie  ju   prawdziwy  "alarm  do  agli",  milknie  silnik

główny i w lekkim przechyle  rozpoczyna si   egluga morska.

     Na popołudniowych zaj ciach teoretycznych w mesie studenckiej na dziobie, zazwyczaj  ju   bywa

spory  ruch  -  wielu  musiało  odda   obiadek  Neptunowi,  ale  wszystko  z  humorem  i  przekonaniem  e

"tylko nienormalni nie musz ... i nic nie odczuwaj ". Nazajutrz wszyscy ju  si  przyzwyczaili, i tak

rozpoczyna si  dla wi kszo ci kandydatów pierwsza przygoda morska, przestały bole  mi nie nóg i

r k  od  wspinaczki  na  maszty,  zacz ły  si   ”opowie ci  morskie”  na  wykładach  z  wiedzy  okr towej,

przepisów  prawa  drogi  morskiej  i  nautyki.  Powoli  wszyscy  zacz li  "co   widzie "  na  tym  pozornie

pustym morzu, odró nia   wiatła statków od latarni morskich, ró ne sygnały d wi kowe i alarmowe

na statku, halsy, zwroty i  agle. Po tygodniu wszystko stało si  proste i interesuj ce, kto  wyci gn ł z

worka  eglarskiego gitar , inny magnetofon i kasety z szantami.... Ale przed pierwszym portem trzeba

zaliczy  "wszystkie liny", bez tego nie ma zej cia na l d. Dla niewtajemniczonych mo e to wydawa

si   nie  do  zapami tania  -  tych  ponad  stu  nagelbanków  na  jednej  burcie,  a  na  ka dym  z  nich

zamocowana  jedna  z  lin,  której  nazwa  i  funkcja  musi  by   ka demu  kandydatowi  dobrze  znana....

Zawsze  znajdzie  si   kilku    "odpornych  na  wiedz "    kandydatów,  którzy    nie  zaliczyli  lin  i  musieli

pozosta  na statku, nie ma lito ci dla leniwych.

background image

57

57

 W ka dym porcie nasza fregata i jej załoga wzbudzała olbrzymie  zainteresowanie. Nawet w czasie

postoju  na  redzie  aglowiec  jest  podziwiany    poniewa     operatywni  wła ciciele  małych  stateczków

spacerowych natychmiast uruchamiaj  specjalne linie "dookoła   aglowca".  Nasi kandydaci na l dzie

prezentuj   si  w mundurach wy mienicie, i swoim wzorowym zachowaniem wzbudzaj  powszechne

zainteresowanie  i  sympati .    Zawsze  te   egna  nas    spora  flotyll  jachtów,    motorówek  i  statków

spacerowych,  której  pasa erowie  zachwycali  si     wspaniałym  widokiem  fregaty  pod  wszystkimi

aglami.

 Przed  ko cem  ka dego  rejsu  kandydackiego  czy  szkolnego  jest  Rada  Okr towa,  czyli  "s d

ostateczny" nad ka dym kandydatem  lub  studentem, ale przedtem jeszcze ostatnie wykłady, z wiedzy

teoretycznej, testy i  po egnalna szanta  Jerzego Por bskiego:

   " Gdzie ta keja a przy niej ten jacht

     Gdzie ta koja wymarzona w snach

                      Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat

                      Gdzie ta brama na szeroki  wiat.........

W  ostatecznej  ocenie  najlepiej  zdaniem  Rady  Okr towej    spisywali  si     kandydaci  z  małych

miasteczek  wcale  nie  nadmorskich,  a  najgorzej  "starzy  zejmani"  ze  rednich  szkól  morskich,  tacy

którym wydawało si ,  e ju  wszystko umiej ,  poza dobrym wychowaniem, solidarno ci  marynarsk

i pracowito ci . Zaliczyli wszyscy, z czego 30 % z wyró nieniem. Wszyscy na pewno prze yli pi kn

przygod   morsk ,    poznali  zaledwie  mały  fragment  tej  milszej  strony  marynarskiego  ycia,  chocia

była  te   okazja  porozmawiania    o  mniej  miłych  perspektywach  najemnej  pracy  pod  obcymi

banderami.

W  Gdyni  jeszcze  ostatnie  "  Hip  Hip  Hurra!"  na  cze   Komendanta  i  załogi,  wywiady  telewizyjne  i

rado  powitania z najbli szymi.

egnaj  Biała  Fregato!    -  Twój  widok  zawsze  b dzie  wzbudzał  sentyment  i  miłe  wspomnienia  tego

pierwszego spotkania z morzem i  eglug . To ju  jedno z ostatnich wspomnie  autora  z 1999r. Od

tego  czasu  studenci  szczeci skiej  WSM  nie  pływaj   na  aglowcach,  mo e  przyszło   b dzie

łaskawsza.

4. WSPÓŁCZESNE   AGLOWCE  PASA ERSKIE

Na  rozwój  pasa erskiej  eglugi  turystycznej    i  popularnej  na  rynku  ameryka skim  wycieczki

aglowcami ( sailing cruise) , oraz wynikaj ce  st d zadania dla edukacji morskiej - zwraca uwag  A.

Walczak

65

. Otwieraj cy si  rynek pracy na  aglowcach pasa erskich wymusza na kandydatach do tej

pracy wcze niejszego,  wst pnego  przygotowania teoretycznego i praktycznego, skracaj cego okres

przygotowywania  si   na  statku  do  podj cia  funkcji  pełnowarto ciowego  oficera.    Specyfika

eksploatacyjna i techniczna du ych  statków  aglowych,  od wielu  lat nie jest wykładana w Polsce na

poziomie  wystarczaj cym    dla  bezpiecznej  obsługi  eglugi  pasa erskiej.    Zagadnienia  te  znane  s

tylko  w skiemu  gronu  oficerów  nawigacyjnych  i  kapitanów  zwi zanych  z  aglowcami    „Dar

Pomorza”  i  „Dar  Młodzie y”,  "Fryderyk  Chopin"  "Pogoria",  "Concordia",  "Iskra  "  i  innymi,

omawiane  s     w  ograniczonym  zakresie  na  kursach  kapita skich    Polskiego  Zwi zku  eglarskiego

oraz  przedstawiane fragmentarycznie podczas krótkich rejsów sta owych na w/w  aglowcach.

Wydaje  si   celowe  powołanie  w  wy szych  polskich  uczelniach  morskich    nowej  specjalno ci  pod

nazw     "Eksploatacja  aglowców  pasa erskich".

66

      Mo na  spodziewa   si ,  e  nowa    specjalno

b dzie  kontynuacj       zainteresowa   wielu  młodych  entuzjastów  eglarstwa  i  eglugi  morskiej,

rozwijanych wcze niej poprzez  ró ne inicjatywy i organizacje szkolne  np. Lig  Morsk , Programy

morskiej edukacji dzieci i młodzie y, Polski Zwi zek  eglarski itp.    Umo liwi równie  uzupełnienie

                                                          

65

  Walczak  A.:   egluga pasa erska - nowe zadania dla edukacji morskiej. Materiały z X Mi dzynarodowej

Konferencji Naukowo-Technicznej "'In ynieria Ruchu Morskiego".  winouj cie 20-21.1.2003r.  Wyd. Wy sza

Szkoła Morska w Szczecinie .

66

  Porada J.:  Eksploatacja   aglowców  Pasa erskich . Propozycja zało e  programowych nowej specjalno ci

na  Wydziale Nawigacyjnym WSM w Szczecinie.  Opracowanie dla JM. Rektora WSM. Szczecin. 30.11. 2003r.

 Maszynopis 9 str.

background image

58

58

wiedzy  teoretycznej  i  praktycznej  absolwentom  WSM  –  oficerom  nawigatorom  i  mechanikom

zainteresowanym prac  na du ych  aglowcach pasa erskich.   Ponadto celowe jest otwarcie w ramach

tej  specjalno ci  uzupełniaj cego    Studium    zaocznego    dla  zainteresowanych  eglug   komercyjn

posiadaczy dyplomów kapitanów jachtowych, wydawanych przez organizacj  pozarz dow  jak  jest

Polski  Zwi zek  eglarski.  Uko czenie  Studium  i  uzyskanie  pa stwowego  morskiego      dyplomu

zawodowego    umo liwiaj cych    dotychczasowym  kapitanom  jachtowym  wykorzystanie  jachtów

aglowych do komercyjnego przewozu pasa erów (  > 12 pasa erów).  Takich uprawnie  wymaga si

obecnie  w  wi kszo ci  krajów  morskich  .    Ponadto  stworzenie  takiej  mo liwo ci  daje  wielu  dobrym

eglarzom  polskim, realne mo liwo ci pracy zarobkowej  w  wiatowej flocie pasa ersko-turystycznej

i sportowej.

Pasa erami  dynamicznie  rozwijaj cej  si   obecnie  floty  wielkich  aglowców  turystycznych

operuj cych  na  Morzu  Karaibskim  i  ródziemnym  s   głównie  entuzja ci  i  uczestnicy    wspaniałych

"Operacji  agiel".  S   to  osoby  starsze,  kobiety  i  m czy ni  oraz    młodzie ,    a  nawet  osoby

niepełnosprawne w ró nym wieku. Podstawowy wysiłek armatorów i załóg  takich  aglowców, skupia

si   na  dostarczeniu  pasa erom  maksymalnej  ilo ci  wra e   estetycznych  poprzez  atrakcyjno

wielkiego  eglarstwa    i  odwiedzanych  miejsc.  Polacy  stosunkowo  dobrze  wykształceni  ogólnie,

władaj cy j zykiem angielskim - studiuj cy w polskich uczelniach morskich, s  ch tnie widziani na

tego typu statkach pasa erskich.

Współczesna flotylla du ych  aglowców pasa erskich ( o długo ci > 24 m) liczy obecnie ponad 3 tys.

jednostek  w tym ok. 130 najwi kszych  kilkumasztowych jednostek rejowych.
Wi kszo   z  nich  to  statki  szkolne    przewo ce  ponad  12  pasa erów  czy  praktykantów,  a  wi c

sklasyfikowanych jako statki pasa erskie.
Status  statku  pasa erskiego  -  w  szczególno ci  aglowca  pasa erskiego,  stwarza  okre lone

wymagania dotycz ce bezpiecze stwa  eglugi, które okre laj :
- Mi dzynarodowa Konwencja  STCW 1978 / 95  odno nie  wyszkolenia załóg statków pasa erskich;
- Konwencja Londy ska (2001r ) poszerzaj ca w/w wymagania w zakresie opieki nad pasa erami;
- Konwencja  SOLAS 74 odno nie konstrukcji i wyposa enia statków pasa erskich.
Status jachtu pasa erskiego  - w  szczególno ci  jachtu  aglowego,  przewo cego    12  pasa erów,

narzuca  okre lone  wymogi  bezpiecze stwa  okre lane  jak  dla  jednostek  pozakonwencyjnych  przez

lokaln   administracj   morsk .  W  szczególno ci  dotyczy  to  uprawnie   zawodowych  kapitana.    Do

czasu  powstania  jednolitych  w  skali      wiatowej  wymogów  kwalifikacyjnych  i  uprawnie     w  tym

zakresie,  w  wielu  krajach  morskich    (np.      W.  Brytanii,  USA,  Australii  ,  Kanadzie    )  uprawnienia

kapitanów  jachtów  pasa erskich  wydaj   administracje  morskie  tych  krajów.    W  Polsce  problem  ten

wymaga inicjatywy ustawodawczej, poniewa   nie jest dotychczas rozwi zany.

ZESTAWIENIE  NAJWI KSZYCH  WSPÓLCZESNYCH   AGLOWCÓW PASA ERSKICH

 Sea Cloud:  -  egluga turystyczna ,  pow.  agli 2970 m 

2

 , załoga 60 osób , pasa erów 150

-  

Sea Cloud II:  -  egl. turystyczna ,  pow.  agli 2750 m

2

 , załoga 57 osób , pasa .  ok.150

-  

Royal Cliper -  egl. turystyczna , pow.  agli 5050 m

2, 

załoga 106 osób, pasa erów  200

-  

Star Clipper -  egluga turystyczna, pow.  agli 3344 m

, załoga 72 osoby , pasa . ok. 180

-  

Star Flayer -  wgluga turystyczna , pow.  agli 3344 m

2

 , załoga 72 osoby , pasa . ok. 180

-  

Club Med ;  egluga turystyczna, pow.  agli 2415 m

2

, załoga 214 osób, pasa . ok. 300

-  

Wind Surf :  egluga turystyczna , pow.  agli ok. 2500 m

2

, załoga 163 osoby, pasa . ok 250

-  

Wind Spirit:  egluga turystyczna , pow.  agli 1950 m

2,

 załoga 88 osób, 

 

pasa erów  ok 150

-  

Wind Song:   egluga turystyczna, pow.  agli 1950 m

2

, załoga 88 osób, pasa erów ok 150

-  

Wind Star :  egluga turystyczna , pow .  agli 1950 m

2

 

załoga  88 osób, pasa erów ok 150

-  

Flayng Cloud:  egluga turystyczna , pow.  agli 1090 m

, załoga ok. 30 osób, pasa  ok. 100

-  

Legacy :  egluga turystyczna , pow.  agli 1913 m

2

, załoga ok 80 osób , pasa erów   ok. 150

background image

59

59

-  

Mandalay :  egluga turystyczna, pow.  agli 1190 m

2

, załoga ok.60 osób, pasa erów ok. 150

-  

Polynesia:  egluga turystyczna, pow.  agli 1323 m

2

, załoga ok. 80 osób, pasa erów ok. 150

 Yanke Clipper:  egluga turystyczna , pow.  agli 950 m

2

, załoga ok30 osób, pasa . ok. 100

-  

Stad Amsterdam :  egl. turyst.-szkoleniowa pow. agli 2200 m

2

, zał. 25 osób, pasa . 150

-  

Earl of Pembroke:  egluga turystyczna, pow.  agli 910 m

2

, załoga 13 osób, pasa  ok. 70

-  

Kaskelot:  egluga turystyczna , pow.  agli 883 m

2

, załoga 18 osób, pasa erów ok 80

-  

Phoenix:  egluga turystyczna , pow.  agli 370 m

2

, załoga 10 osób, pasa erów ok. 50

-  

Endrecht :  egl. turyst.- szkoleniowa, pow.  agli 1206 m

2

, załoga 56 osób, pasa . ok. 80

-  

Oosthershelde;  egluga turystyczna , pow.  agli 891 m

2

, załoga 8 osób , pasa . ok 40

-  

Swan Fan Makkum:  egluga turystyczna , pow.  agli 1330 m

2

, załoga 12 osób, pasa . 40

-  

Lord Nelson:  egl. turystyczna, pow.  agli 1024 m

2

, załoga 10 osób, pasa erów ok. 40

-  

Teneciuos:  egl. turystyczna , pow.  agli 1217 m

2

, załoga 38 osób, pasa erów ok. 50

Ponadto ok. 20  aglowców szkolnych udost pnianych jest okresowo do obsługi   sezonowego  ruchu

turystycznego, w tym 4  aglowce polskie.

WNIOSKI

1.  Renesans  zainteresowa   nap dem  aglowym    wynika  obecnie  nie  tylko  z  zagro e   mo liwego

kryzysu energetycznego,  lecz głównie  z popytu na usługi turystyczno – rekreacyjne, realizowane na

aglowcach  pasa erskich  odbywaj cych  cykliczne  rejsy  po    ciepłych  i  spokojnych  akwenach  (  np.

Morza Karaibskiego)  do atrakcyjnych i egzotycznych portów lub miejsc.

2.  Opisane  zjawisko  rozwoju  zainteresowa   "morskich"    mo e      sta   si   ciekawym  przedmiotem

bada   i  analiz  socjologii  morskiej,  oraz    struktur  i  interakcji    b d cych  rezultatem  aktywno ci

gospodarczej,  a  tak e  działania  wielu  zło onych  czynników  i  potrzeb  duchowych  ,  kulturowych  i

społecznych.
3.  Do odbudowa zanikaj cej dawnej floty du ych  aglowców rejowych  przyczyniła si  inicjatywa

wykorzystania  elementów  pozytywnej  rywalizacji  morskiej  bogatych  społecze stw  tradycyjnie

morskich, oraz "ponowne odkrycie" bardzo pozytywnych walorów  psychicznych,  wychowawczych i

społecznych  eglugi  morskiej na takich statkach.

4.   Popularyzacja i widowiskowy charakter gigantycznych imprez  jakimi s  obecnie co roku  tzw.

"Operacje  agiel",  a  wi c    Zloty  W   i    Regaty  "Cuttu  Sark"-  przyczyniły  si   do  wzrostu

zainteresowania    yciem  i  odpoczynkiem  w  warunkach  naturalnych,  odczuwania  sił  przyrody  w

autentycznym  rodowisku  flory i fauny morskiej.

5.   ycie i praca na dawnych i współczesnych  aglowcach  pomimo nowej techniki stwarza warunki

wi kszej  i  trwalszej  wi zi  oraz    przyja ni  mi dzyludzkiej  w ród  członków  załogi  i  pasa erów,  w

przeciwie stwie do stresu  w izolacji morskiej na statkach o nap dzie motorowym.

6.    Wymogi  bezpiecze stwa  nawigacyjnego,  konstrukcyjnego,  wyposa enia  i  niezawodnej  obsługi

aglowców  pasa erskich,  wymagaj   wdro enia  współczesnych    normatywów  technicznych  i

kwalifikacyjnych  wynikaj cych  z  mi dzynarodowych  konwencji    dotycz cych    wszelkie  statki

pasa erskich.    Tak  sytuacja  spowodowała  powstanie  wielu  wyspecjalizowanych  globalnych  i

lokalnych  instytucji,  w ród  których    wa ne  miejsce  przypada  instytucjom  edukacyjnym

odpowiedzialnym za wła ciwe przygotowanie przyszłych kadr morskich.

7.  Mo na przewidywa ,  e je li nie przeszkodzi temu narastaj cy terroryzm morski, popyt na obsług

turystyczno - rekreacyjnego ruchu pasa erskiego  du ymi i małymi  aglowcami oraz jachtami b dzie

wzrastał, a wraz z tym kultura i  wiadomo  morska społecze stw jako przedmiot nowych procesów

socjologicznych.

                                                                                  Roczniki Socjologii Morskiej,( w opracowaniu redakcyjnym)

background image

60

60

TWÓRCY  I  PROGRAMY  NAWIGACYJNE

SZCZECI SKIEGO  SZKOLNICTWA  MORSKIEGO

          Niedawny    Jubileusz  50-  lecia  szczeci skiego  szkolnictwa  morskiego  obchodzony  3-5.10

1997r.był  okazj   do    napisania  kilku  refleksji  o  sprawach  i  osobach  bardzo  mi  bliskich  i  znanych,

którym tak wiele zawdzi cza morski Szczecin..

 Nie  byłoby  tego  imponuj cego  dorobku  i  dzisiejszych  sukcesów,      dobrej  renomy  na  wiecie

szczeci skiego  szkolnictwa  morskiego,    kilkunastu  tysi cy  wysoko  cenionych  oficerów  i  kapitanów

marynarki  handlowej  i  rybackiej,  gdyby  nie  garstka  działaczy  gospodarczych    i  o wiatowych,

entuzjastów  morza  i  gospodarki  morskiej,  oraz    kapitanów  i  oficerów  którzy  chcieli  przekaza

młodzie y swoje zawodowe i  yciowe do wiadczenie, swoj   miło  do  morza..  Na  wielki  szacunek

zasługuje szczególnie ta nieliczna grupa "Ludzi Morza" - wykładowców i organizatorów, wybitnych

kapitanów i mechaników okr towych,  którzy przygotowani przecie  do pracy na morzu, zgodzili si

przyj  odpowiedzialne funkcj  "l dowe" - komendantów, dyrektorów i rektorów, dziekanów; aby z

determinacj  i ofiarno ci  budowa  na l dzie i na morzu szczeci skie szkolnictwo morskie. T  list

otwiera  legendarny   

kapitan  Konstanty  Maciejewicz,  były  komendant  "Daru  Młodzie y  ",  który

wraz  z  uczniami  przedwojennej  Pa stwowej  Szkoły  Morskiej  odbył  pierwszy  w  historii  polskiej

bandery rejs dookoła  wiata, a w pa dzierniku 1947r, obj ł kierownictwo szczeci skiej PSM. Drug

wybitn  postaci  był 

kapitan Zbigniew Szyma ski - dyrektor PSM od 1963r. Jego nast pcy to ju

rektorzy  Wy szej  Szkoły  Morskiej-kapitanowie  z  tytułami  naukowymi  magistrów,  doktorów  i

profesorów.  T   now   generacj   wybitnych  kapitanów  -naukowców  otwiera  "Rektor-Rektorów"-

kpt. .w. prof. dr in . Aleksander Walczak, posta  znana kilku pokoleniom nie tylko szczeci skich

nawigatorów.  Na  tej  honorowej  li cie  jest  równie   znany  pisarz  marynista 

kpt. .w.mgr  Eugeniusz

Daszkowski, oraz kolejni kapitanowie: prof. dr in . Igor Jagniszczak i aktualny rektor: prof. dr

hab.  in .  Stanisław  Gucma  -  twórca  in ynierii  ruchu  morskiego.  Nie  bez  znaczenia  na  poziom

wiedzy  morskiej  ma  wkład  olbrzymiej  pracy  organizacyjnej,  wychowawczej  i  do wiadczenie

zawodowe Prorektorów i Dziekanów Wydziału Nawigacyjnego;

 kapitanów: dr Kazimierza Bra k ,

mgr Jerzego Pruffera, mgr in . Ryszarda Walczaka, mgr Andrzeja Ja kiewicza, prof. dr Leszka

Plewi skiego, in . Andrzeja Panowicza, prof. dr Adama Wolskiego, dr in . Zbigniewa Ferlasa,

dr in . J drzeja Porady i mgr in . Tadeusza Dziedzica.

     Absolwenci  dawnej  Pa stwowej  Szkoły  Morskiej,  a  od  1968r.  Wy szej  Szkoły  Morskiej,  s

najlepszymi ambasadorami  Szczecina. Wsz dzie tam, gdzie t tni morskie  ycie gospodarcze, a wi c

w portach zachodniego i wschodniego  wybrze a USA i Kanady, Zatoki Meksyka skiej, na rzece  w.

Wawrzy ca,  w Roterdamie, Hamburgu,  Bremen, i  w Emiratach Arabskich, mo na spotka  naszych

absolwentów.  Tam  mieszkaj   i  pracuj   w  portach  oraz  w  "shippingu",  na  morskich  wie ach

wiertniczych,  statkach poszukiwawczych, ratowniczych, pasa erskich i rybackich. S  wykładowcami

w  kanadyjskich  szkołach  morskich,  pilotami  w  najwi kszych  portach  i  kapitanami  na  najwi kszych

zbiornikowcach,  s   armatorami,  przedsi biorcami  eglugowymi,  inspektorami  ameryka skiej  i

kanadyjskiej NCB.

1. POCZ TKI   PA STWOWEJ I WY SZEJ SZKOŁY MORSKIEJ  W SZCZECINIE

     Konieczno  utworzenia silnego o rodka szkolnictwa morskiego na Pomorzu Zachodnim zwi zana

była z planami odbudowy i rozbudowy portu i floty handlowej w Szczecinie.

Decyzj   ówczesnego  rz du  w  1947r.  do  odbudowanego  z  gruzów  gmachu  przy  al.  Piastów  19  w

Szczecinie (obecnie nale cego do Politechniki ), przeniesiony został Wydział Nawigacyjny gdy skiej

PSM  i  w  ten  sposób  stworzono  podstawy  do  powstania  drugiej  PSM.  W  latach  1948  -  1953

szczeci sk   PSM  opu ciło  492  absolwentów.  Niestety,  nie  wszystkich  z  przyczyn  politycznych

dopuszczono do pływania, lecz na pewno tej pierwszej grupie absolwentów,  morski  Szczecin  i  cała

PMH zawdzi cza bardzo du o. Mo emy by  dumni z  tego,  e  szczeci sk   PSM  i  WSM  uko czyło

wielu  sławnych 

kapitanów  -  autorów  poszukiwanych  podr czników  zawodowych  m.  innymi:

background image

61

61

Zygmunt  Batko,  Józef  Miłob dzki,  Jerzy  Pszenny,  Aleksandr  Nowicki,  Jerzy  Kabaci ski,

Tadeusz Kalicki, Franciszk Wróbel,  Mirosław Jurdzi ski, Władysław Rymarz i inni.

  

 W ród  naszych  absolwentów  mo na  wymieni   nazwiska  wybitnych  kapitanów  -  wykładowców,

przedsi biorców, organizatorów administracji  morskiej  i  armatorskiej  w  skali  całej  PMH  m  innymi:

Andrzeja  Huz ,  Kazimierza  Panowicza,  Kazimierza  Bra k ,  Andrzeja  Downara,  ,  Stanisława

Bestera,  Zbigniewa  Burcia,  Józefa  Gawłowicza,  Janusza  Górkiewicza,  Leszka  Góreckiego,

Stefana Paska, Ryszarda Po pieszy skiego, Czesława Pytla, Bronisława Dum , Wiktora Czappa,

Józefa  Stebnickiego,  Zbigniewa  Bargielskiego,  Jana  Płusko,  Piotra  Nowakowskiego,  i  wielu

innych.  Ka dy  Szczecinianin  zna  równie   nazwisko  "Pierwszej  Damy  Morza"

    kpt. .w.  Danuty

Kobyli skiej-Walas, absolwentki naszej PSM. Dzi  na stanowiskach kapita skich i oficerskich pływa

ju   wielu  synów  i  wnuków  tych  "pierwszych"  którzy  stworzyli  szczeci sk   rodzinn   tradycj

marynarsk , w tym najwspanialszym ze wszystkich  - porcie macierzystym.

      Bł dna,    polityczna  decyzja  władz  pa stwowych  o  likwidacji  Pa stwowej  Szkoły  Morskiej  w

Szczecinie  w  roku  1953,  na  kilka  lat  przerwała  ci gło   szkolnictwa  morskiego  na  Pomorzu

Zachodnim,  jednak  intensywny  rozwój  Polskiej  eglugi  Morskiej  i  rybołówstwa  morskiego  oraz

lokalizacja najwi kszych baz rybołówstwa dalekomorskiego w  winouj ciu i Szczecinie przyczyniły

si  do ponownego powrotu w 1962r szkolnictwa morskiego do Szczecina. Pierwsza rozpocz ła swoj

działalno   Pa stwowa  Szkoła  Rybołówstwa  Morskiego,  a  w  1963  ponownie  powołano  Pa stwow

Szkoł   Morsk     z  wydziałem  nawigacyjnym  i  mechanicznym.  Obie  szkoły  znalazły  siedzib   w

okazałym gmachu przy Wałach Chrobrego. W 1966 obie szkoły poł czyły si  i wkrótce rozpocz to

przygotowanie do powołania w 1969 Wy szej Szkoły Morskiej. W okresie 1963-68 szczeci sk  PSM

opu ciło  237  absolwentów  i  wszystkim  na  zawsze  pozostanie  w  pami ci  posta   wymienionego  ju

dyrektora,  doskonałego  nauczyciela,  organizatora,  marynarza  i 

eglarza  kpt. .w.  Zbigniewa

Szyma skiego. W tamtym okresie nawi zana została bardzo bliska i owocna dla obu stron współpraca

z rozwijaj cym si  wówczas pr nie armatorem szczeci skim, Polsk   eglug  Morsk ,. który do dzi

udost pnia swoje statki dla studenckich praktyk eksploatacyjnych, i jest nadal  głównym pracodawc

dla absolwentów PSM i WSM

      Nowy,  wy szy  etap  szczeci skiego  szkolnictwa  morskiego  zapocz tkowany  został  uroczyst

inauguracj  roku akademickiego naszej WSM - 12 pa dziernika 1969r. Był on mo liwy dzi ki kadrze

do wiadczonych  i  ofiarnych    specjalistów-pedagogów,  stworzonemu  wcze niej  zapleczu  w  postaci

warsztatów,  laboratoriów,  planetariów,  pracowni  dydaktycznych,  floty  statków  instrumentalnych  i

olbrzymiej pomocy armatorów szczeci skich, a szczególnie P M. Zawsze te  PSM i WSM spotykały

si   z  yczliwo ci   i  gotowo ci   pomocy  ówczesnych  i  obecnych  władz  regionalnych,  armatorów  i

społecze stwa Szczecina.

    W  pierwszym  programie  dydaktycznym  WSM,  nakre lony  został  profil  absolwenta  -  przyszłego

oficera  in yniera  nawigatora.    Zamierzeniem  tworców  tego  programu  było  to,  aby  przyszli

in ynierowie  nawigatorzy    nie  zatrudnieni  we  flocie  PMH,  mogli  równie   znale   zatrudnienie  na

l dzie np.:

-  nawigatorzy  floty  handlowej  ,  w  zakładach  naprawczych  i  wytwórczych  urz dze   pokładowych,

ładunkowych,    nawigacyjnych,    radionawigacyjnych,  ratunkowych  itp.,  w  słu bie  in ynierskiej

działów  produkcji,  kontroli  technicznej  lub  wyposa enia  statków  i  w  szkolnictwie  i  administracji

morskiej;

-  nawigatorzy  floty  rybackiej,  na  stanowiskach  in ynierskich  w  działach  l dowych  przedsi biorstw

rybołówstwa morskiego, w zakładach budowy i napraw urz dze  pokładowych, nawigacyjnych itp., w

szkolnictwie morskim i rybackich instytutach naukowych.

   Dzi  z perspektywy wielu lat mo na stwierdzi ,  e tak wszechstronne przygotowanie było słuszne i

dawało wi ksze mo liwo ci zatrudnienia równie  na l dzie. Mo na zauwa y ,  e w  wiecie biznesu

szczeci skiego, nie tylko zwi zanego z gospodark  morsk , niepo lednie miejsce zajmuj  absolwenci

WSM.

    Od pocz tku przyj to kosztowne i trudne organizacyjnie zało enie,   e integraln  cz ci  procesu

nauczania  w  Uczelni  jest  praktyka  morska  na  statkach  szkolnych,      statkach  PMH,  oraz  statkach

morskiej floty rybackiej. W tej sytuacji Wy sza Szkoła Morska w Szczecinie, nie dysponuj ca du ym

aglowcem    szkolnym,  cz sto  stała  przed  konieczno ci   dostosowywania  programów  i  planów

background image

62

62

studiów do warunków stawianych przez armatorów.

     W  połowie  lat  siedemdziesi tych  okazało  si ,  e  po  wdro eniu  studiów  magisterskich,  przy

rosn cym zapotrzebowaniu na absolwentów ze strony PMH, zaistniała potrzeba zwi kszenia  flotylli

statków szkolnych. Dla szczeci skiej WSM zakupione zostały dwa du e statki: szkolno-towarowy m/s

"Kapitan  Ledóchowski"  i  szkolno-przemysłowy  m/s  "Rybak  Morski".  Obydwa  statki  mogły

jednorazowo  zamustrowa   ok.  250  studentów  i  oraz  kadr   dydaktyczn .  W  szczytowych  latach

wietno ci sprz towej ( 1976 - 1986) uczelnia szczeci ska dysponowała czterema morskimi statkami

szkolnymi, siedmioma morskimi jachtami  aglowymi,  dziesi cioma łodziami  aglowymi i szalupami

o aglowanymi. Kryzys gospodarczy w ko cu lat 80-tych, brak  rodków na remonty, spowodowały,  e

ten olbrzymi maj tek szybko si  jednak dekapitalizował i został sprzedany. Pozostał jeszcze staruszek

„Nawigator"  i  kilka  łodzi  aglowo  -  wiosłowych.    To  wymusiło  zmiane  w  ststemie  szkolenia  z

przedmiotów zawodowych. Kosztown  praktyk  na statkach szkolnych z konieczno ci ograniczono do

minimum, zast puj c j  wielogodzinnym szkoleniem na nowoczesnych symulatorach:  manewrowym,

radarowym, hydroakustycznym, rybackim, siłowni i systemów okr towych systemów antykolizyjnych

i    ł czno ci  satelitarnej.  W  tym  zakresie  szczeci ska  WSM    była  najlepiej  wyposa on   uczelni

morsk  na  wiecie.

     Zgodnie z wymogami ratyfikowanej przez Polsk  - Mi dzynarodowej Konwencji STCW 1978/95,

uczelnia morska musi jednak realizowa  cz

 programu dydaktycznego na statku szkolnym, i statek

taki  ju   jest  w  budowie  dzi ki  ofiarno ci  sponsorów  (głównie  polskich  armatorów)  społecze stwa  i

dotacjom  pa stwowym.  Nowy  statek  szkolno-badawczy    m/s  "Nawigator  XXI"  b dzie  przekazany

jeszcze w ko cu bie cego jubileuszowego roku.

     Rola  szczeci skiej  WSM  nie  sprowadza  si   jednak  wył cznie  do  działalno ci  dydaktycznej.  Na

przestrzeni  ostatnich    lat  powstało    na  Wydziale  Nawigacyjnym  kilka  nowych  w  skali  kraju

specjalno ci:

•  in ynieria ruchu morskiego

•  eksploatacja portów i floty morskiej

•  eksploatacja portów i floty  ródl dowej.

Taki  rozwój  mo liwy  jest  tylko  w  oparciu  o  intensywn   działalno   naukowo  -  badawcz

podejmowan  wcze niej w ww.  specjalno ciach i rozwój kadry dydaktycznej. W latach 1971 -1996

wykonano  1145  prac  naukowo-badawczych,  głównie  dla  potrzeb  gospodarki  morskiej.  Uczelnia

dopracowała si  własnej kadry naukowo-dydaktycznej, która wynosi obecnie  ok.250 osób, w tym 31

profesorów i docentów oraz 70 doktorów. Co trzeci pracownik posiada dylom morski w tym 30 osób

najwy sze: kapitana  eglugi wielkiej i starszego mechanika okr towego. Dzi ki tej kadrze mo e dzi

studiowa  1400 studentów na studiach dziennych i 800 na zaocznych. W minionym 50- leciu mury tej

uczelni opu ciło ponad 6500 absolwentów,  natomiast  42000 osób przeszkolonych było na kursach

specjalistycznych.

Nie mo na pomin  w tym zestawieniu Liceum Morskiego, które działało w Szczecinie,  niezale nie

od  WSM  w  latach  1973-1985,  jako  szkoła  resortowa  bezpo rednio  podległa  Polskiej  egludze

Morskiej.  Uczniowie LM zdobywali dwie specjalno ci : motorzysty i marynarza, a po 4-letniej nauce,

ze  wiadectwem dojrzało ci ubiegali si  najcz ciej o indeks WSM. Wielu z nich posiada ju  dyplomy

oficerskie i kapita skie. To równie  zasługa wspaniałych komendantów i nauczycieli: 

mgr kpt. .w.

Jerzego Pruffera, kpt. ..w. Andrzeja Huzy i innych, znanych te  ze swojej działalno ci w PSM i

WSM. Liceum Morskie uko czyło 627 osób, w tym 423 ze  wiadectwami maturalnymi.

    Jak  podkre lono  na  wst pie,  ten  imponuj cy  dorobek  szczeci skiego  szkolnictwa  morskiego

mo liwy  był  do  osi gni cia  głównie  dzi ki  wspaniałej,  ale  wci   szczupłej  i  przeci onej  kadrze

dydaktycznej,  która  z  determinacj     i  ofiarno ci   wdra ała  cz sto  nieprzemy lane  do  ko ca,  ci gle

zmieniane programy podyktowane koniunktur  polityczn , gospodarcz   i techniczn . Pragn  wyrazi

hołd tym wszystkim  kolegom pracownikom PSM i WSM, którzy odeszli ju  na "wieczn  wacht ,"

oraz  szacunek  dla  tych,  którzy  s     na  emeryturze,  ale  wci   ledz   wiatowe  trendy  eglugowe  i

wspieraj   nas  swoim  do wiadczeniem  i  yczliwym  zainteresowaniem.    Pragn   te   podzi kowa

naszym  absolwentom,  którzy  pami taj   o  swojej  uczelni  i  odwiedzaj   dawnych  nauczycieli,  aby

podzieli  si  rado ciami i smutkami, pochwali  sukcesami zawodowymi i kłopotami.

background image

63

63

2. PROGRAMY NAWIGACYJNE WSM

Pierwszy  program  dla  kierunku  :  Nawigacja  ,  specjalno ci    Transport  Morski  i  Połowy  Morskie,

opracowany  został    przez  Zespół  Programowy  Mi dzyresortowej  Komisji  ds.  wy szych  szkół

morskich w 1969r. W programie tym nakre lony został równie  profil  absolwenta - przyszłego oficera

in yniera  nawigatora.    Poło ono  wówczas  znaczny  nacisk  na  przedmioty  eksploatacyjno  -  prawne,

pozwalaj ce  przyszłym dowódcom statków na samodzieln  analiz  pracy swojej i podległej załogi,

analiz   kosztów,  wyników  gospodarczych,  wła ciwej  organizacji  ,  współdziałania    i  współ ycia.

Obecnie    nie  uczy  si   tego  studentów  nawigacji,  a  i  wówczas  w  czasach  zbiurokratyzowanej

gospodarki nakazowo - rozdzielczej, umiej tno ci te nie mogły by  wykorzystane wła ciwie. Istotn

rol  odgrywała zaprogramowana indoktrynacja społeczno - polityczna i tzw. przygotowanie ideowo –

moralne,  "konieczne"  w  sytuacji  ci głych  kontaktów  z  odmiennymi  systemami  społeczno  -

politycznymi.

2.1

  STUDIA  DZIENNE

    Elementem  charakterystycznym  pierwszego  programu  in ynierskiego  był  wyj tkowo  du y  zakres

nauk  podstawowych  obejmuj cy  matematyk ,  chemi ,  i  fizyk   (  647  godz.).  W  nast pnych

programach : w roku 1989 przewidziano na to 384 godz., a w 1993r  tylko 288 godz. Podobnie wysoki

poziom wiedzy zaprogramowano z podstawowych nauk technicznych (624 godz.), co nie powtórzyło

si  ju  w  adnym z sze ciu nast pnych programach in ynierskich i magisterskich.

    Kolejnym  elementem  programowym  pierwszego  programu  in ynierskiego  i  magisterskiego,  był

rozbudowany system zaj  dydaktycznych w czasie praktyki eksploatacyjnej, głównie z przedmiotów

zawodowych  (  ok.  1240  godzin),  realizowany  przez  oficerów  -dydaktyków  z  WSM.  Ten  bardzo

korzystny  lecz  kosztowny  system  mógł  by   realizowany  tylko  na  du ych  statkach:-  szkolno-

towarowym  m/s "Kapitan Ledóchowski" (w latach 1974 - 1987), oraz szkolno - przemysłowym m/s

"Rybak  Morski"  (  w  latach  1976  -  1988).  Od  roku  1989    studenci  kierunku  nawigacyjnego  swoj

obowi zkow  samodzieln  6-cio miesi czn  praktyk  eksploatacyjn  odbywaj  bez  adnego nadzoru,

realizuj c  ci le okre lony program cz sto w trudnych warunkach przy braku zrozumienia i pomocy ze

strony kapitana i załogi statku. Pozostałe jeszcze szcz tkowe zaj cia dydaktyczne w czasie praktyki

eksploatacyjnej  (ok.300 godz.) dotycz  2-ch, 10-14 dniowych rejsów: kandydackiego i radarowego na

m/t "Nawigator" .

    Zarówno  w  pierwszym  programie  jak  i  w  kolejnych  do  1983r  istotn   wag   przywi zywano  do

praktycznego wyszkolenia wodnego przyszłych oficerów - nawigatorów. Du e obycie z wod  dawał

kandydacki obóz wodny  ( wiosłowo- eglarski) i obóz ratownictwa morskiego po II roku studiów w

Wapnicy,  a  nast pnie  w  Podgrodziu,  nad    Zalewem  Szczeci skim.  Do  tego  celu  wykorzystywano

sze  du ych łodzi wiosłowo- aglowych typu "DZ" oraz pełnomorskie szalupy motorowo-wiosłowe i

tratwy  ratunkowe.    Skoszarowany  system,  wojskowa  dyscyplina  i  do wiadczona  kadra  instuktorska

składaj ca  si   z  pracowników    dydaktycznych  WSM    dawały  gwarancj   dobrego  obycia  wodnego

ówczesnych kandydatów na magistrów nawigatorów.

     Od roku 1984 rozpocz ła si  stagnacja, niekompetencja i oszcz dno ci w tym zakresie. Najpierw

zlikwidowane zostały obozy wodne i ratownicze w Podgrodziu, a w 1990r. sprzedano wszystkie jachty

(za wyj tkiem 3-łodzi wiosłowo-  aglowych). Powstała powa na - dotychczas niczym nie wypełniona

luka  w  mo liwo ci  oddziaływania  wychowawczego  na  studentów  i  w  wyszkoleniu  zawodowym

przyszłych oficerów pokładowych.  Sze ciokrotne zmiany programów zwi zane np. z przechodzeniem

na system magisterski i powrotem na system 2-stopniowy, konieczno  ci głego dostosowywania si

do  aktualnej  sytuacji  polityczno-gospodarczej,  obowi zuj cych  przepisów  pa stwowych  w  zakresie

kwalifikacji  morskich  (  zmienionych  trzykrotnie),  oraz  dostosowywania  si   do  wymogów

armatorskich,  uniemo liwiały  zebranie  do wiadcze   w  zakresie  przydatno ci  poszczególnych

programów,  opracowanie  jednolitych  podr czników  i  stabilizacj   kadry  dydaktycznej.  Szczególnym

zaskoczeniem  dla  Wy szych  Szkół  Morskich  był  narzucony  odgórnie  w  1974r.  system  studiów

wył cznie magisterskich.

background image

64

64

   Pierwszy  całkowicie  samodzielny  program  studiów  magisterskich  opracowany  dla  WSM  w

Szczecinie, uwzgl dniaj cy tutejsze warunki i aspiracje, został zatwierdzony przez Senat w 1983r. W

stosunku do innych, wcze niejszych i pó niejszych, cechowała go bardzo wywa ona proporcja nauk

podstawowych  do  nauk  technicznych  i  ci le  zawodowych  (  546/364/1940)  wyj tkowo  du a  ilo

godzin  na  nauk   j zyków  obcych    (  j.  ang.  452;  j.  hiszp.  164)    i  nauki  polityczno-społeczne  (350

godz.).  To  wła nie  absolwenci    wykształceni  na  tym  programie    zasilali  kadr   dydaktyczn

szczeci skiej WSM  w latach 1988 - 1993.

   Ostatnie zmiany programowe  wynikały z potrzeby generalnej rewizji tre ci materiału pod k tem ich

aktualizacji  i  dostosowania  do  wymogów  współczesno ci.  Na  przykład  zgodnie  z  ostatni   wersj

programu  in ynierskiego  z  1993r.,    wi kszo   zaj   laboratoryjnych  z  przedmiotów  zawodowych

realizowana  jest  na  symulatorach:  radiowym,  radarowym,  manewrowym,  rybackim  i  siłowni

okr towej. Ponadto utrzymane jest obowi zkowe szkolenie na zgrupowaniach np. przeciw po arowe,

wyszkolenie  medyczne,  oraz  indywidualnych  technik  ratowniczych,  jednak  z  dawnego

wszechstronnego  wyszkolenia  wodnego  pozostały  tylko  symboliczne    fragmenty.  W  efekcie  tego,

poza  mał   grupk   wio larzy  nie  ma  ju   eglarzy  i  ratowników  WOPR,  chluby  szczeci skiej  WSM

jeszcze przed 10 laty.

2.2   STUDIA ZAOCZNE

      Z dniem 01.10.1973r. w obydwu wy szych szkołach morskich wprowadzono dwa rodzaje studiów

zaocznych na poziomie in ynierskim:

-  trzyletnie studia zaoczne uzupełniaj ce  dla absolwentów wył cznie Pa stwowej Szkoły Morskiej i

Pa stwowej Szkoły Rybołówstwa Morskiego, lub odpowiedników tych szkół

-    czteroletnie  studia  zaoczne  dla  pracowników  przedsi biorstw  armatorskich  -  absolwentów  szkół

rednich.

     Studia tego typu oparte głównie na samodzielnym studiowaniu w oparciu o podr czniki skrypty i

nne  materiały  pomocnicze,  były  zawsze  i  s   obecnie  trudne,  głównie  z  powodu  małej  ilo ci

materiałów  dydaktycznych    dostosowanych  do  zmieniaj cych  si   programów,  jakimi  dysponuje

Uczelnia.

Istotnym  elementem  programu  i  planu  studiów  zaocznych  na  kierunku  nawigacyjnym,  s   zaj cia

audytoryjne,  wiczeniowe i laboratoryjne w czasie 7- tygodniowej sesji naocznej. Jednak i poza sesj

studenci  mogli  korzysta   z  konsultacji  i  zdawa   egzaminy  wynikaj ce  z  planu  studiów.    Od  roku

1993r. studentów studiów zaocznych obowi zuje program  studów in ynierskich dziennych , jednak z

konieczno ci na ograniczony czas sesji ilo  zaj  zmniejszona jest o ok. 70%.  Dodatkowy problem

dla wszystkich obecnie studentów ( dziennych i zaocznych), jest brak opieki dydaktycznej, pomocy i

zainteresowania  kapitana  oraz  załogi  w  czasie  samodzielnej  praktyki  eksploatacyjnej  szczególnie  w

obcej flocie.

     Od chwili powołania studiów zaocznych obowi zywały dwa programy:

- 3-letni program studiow uzupełniaj cych dla absolwentow PSM, w zakresie przedmiotów ogólnych i

podstawowych technicznych, natomiast mniejszy zakres był wymagany w stosunku do przedmiotów

kierunkowych i specjalistycznych , które zostały ju  zaliczone w PSM i PSRM, ewentualnie konieczne

było tylko nie wielkie uzupełnienia ró nic programowych.

- 4- letni program pełny dla osób nie maj cych uko czonej PSM lub SRM

Trzyletnie  studia  zaoczne  trwały  do  ko ca  lat  70-tych,  po  czym  uruchomiono  1-roczne  zaoczne

magisterskie studia eksternistyczne.

     Od  1988r.  obowi zuje  nowy  4-letni  zaktualizowany  program  studiów  in ynierskich  i  1-roczny

studiów  zaocznych  magisterskich,  zatwierdzony  dla  obydwu  specjalno ci,  uzgodniony  z

przedsi biorstwami  armatorskimi,  Urz dami  Morskimi  w  Szczecinie  i  Gda sku,  oraz  zatwierdzony

przez Urz d Gospodarki Morskiej. Kolejna zmiana tego programu nast piła w 1993r. i miała na celu

ujednolicenia i spójno ci z programem studiów dziennych.

UWAGI KO COWE.

background image

65

65

    Twórcami  naszego  powojennego  szkolnictwa  morskiego  i  kultury  morskiej  byli  niew tpliwie

wybitni  Polacy  z  pokolenia,  które  ju   odchodzi.  To  równie     współcze ni  immienni  i  bezimienni

kapitanowie  i  marynarze,  którzy  kształtowali  i  rozwijali  w  młodzie y  morskiej  zmysł  prawdy  i

bezinteresowny stosunek do otaczaj cych zjawisk, tradycje i zasady umo liwiaj ce funkcjonowanie w

tej  grupie  zawodowej  oraz    zdobywanie    umiej tno ci  wzajemnego  zrozumienia  ,  odczuwania  i

realizacji wspólnych celów.   adna grupa zawodowa w Polsce nie była tak starannie przygotowywana

do  ycia i pracy w dobie globalizacji.

Wyrazem  tego  ci głego  dostosowywania  do  nowych  wymogów  współczesno ci  była  przedstawiona

ewolucja zmian w programach nawigacyjnych w latach 1969-1996, na które miały wpływ wbrew ich

twórcom równie  przyczyny  pozamerytoryczne, a wi c:

- warunki społeczno - polityczne i brak konsekwentnej polityki morskiej pa stwa;

-przewa aj ca  w  ró nych  okresach  opcja  (techników,  naukowców,  polityków,  ekonomistów)  w

organach decyzyjnych  uczelni i nadrz dnych ministerstwach;

- sytuacja finansowa i kadrowa uczelni;

- konieczno  dostosowania  do pa stwowych morskich wymogów kwalifikacyjnych;

- uzale nienie od warunków organizacyjnych dyktowanych przez armatorów;

- uwikłanie si  uczelni w bardzo kosztowne pod wzgl dem inwestycyjnym i organizacyjnym - funkcje

armatorskie;

-  konieczno  dostosowania do mi dzynarodowych morskich wymogów kwalifikacyjnych;

- post p techniczny i technologiczny w transporcie morskim.

W odró nieniu do innych zachodnio-europejskich krajów morskich  np. Szwecji, Danii, Niemiec czy

Włoch,  gdzie  nauka  w  wy szych  zawodowych  szkołach  morskich  odbywa  si   w  oparciu  o

standardowe  stabilne  programy  i  podr czniki  głównie  angloj zyczne,  cz ste  zmiany  programowe  w

szczeci skiej  WSM,  wynikały  z  aktualnej  koniunktury  gospodarczo-politycznej  oraz  zmiennych

aspiracji i mo liwo ci uczelni. Z drugiej strony nale y wyrazi  szacunek za determinacj   i ofiarno  z

jak   szczupła,  nie  najlepiej  opłacana,  przeci ona  prac   i  ci głymi  zmianami  kadra  dydaktyczna  i

administracyjna wdra ała te cz sto niepotrzebne i nie do ko ca przemy lane zmiany.

                                         Szkolnictwo morskie Szczecina 1947-1997Nowy Kurier nr 38/1997

background image

66

66

TEMATYKA  MORSKA I SPOŁECZNA W PUBLIKACJACH AUTORA.

        

1978

System zintegrowanej nawigacji. "Morze i Ziemia" Kwartalnik Szczeci skiego Towarzystwa Kultury,

nr 1.

Mostek nawigacyjny.    "Morze i Ziemia, nr 3

        

1979

Problemy bezpiecze stwa nie tylko zbiornikowców.    "Morze i Ziemia", nr 2

Informacja o statku.    "Morze i Ziemia",  nr 4

        

1980

Cechy manewrowe statku.    "Morze i Ziemia", nr 2

        

1981

Portowe problemy i perspektywy.   „Morze i Ziemia”, nr.1

        

1988

Gdy poczujesz pustk .       „Wczoraj i dzi ”. Miesi cznik Katolicki. Stycze -Luty. Szczecin

Najwi kszy problem.         „Wczoraj i dzi ”. Kwiecie -Maj

Wobec  mierci na morzu.   „Wczoraj i dzi ”. Czerwiec-Lipiec.

Alkohol na statku.             „Wczoraj i dzi .” Sierpie -Wrzesie

Tre  wolnego czasu .       „Wczoraj i dzi ”. Pa dziernik-Listopad

   

       1989

Postawa ojca     „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem”.  Stycze . Szczecin

         

1994

20  Lat  Szczeci skiego  Telefonu  Zaufania  -  historia,  sugestie,  ostrze enia  i  nadzieje.  „Telefon

Zaufania-Nasza Gazeta”,     nr 8-9 . Gda sk.

         

1995

 Samotno  społeczna marynarzy.     "Stella Maris" Biuletyn Duszpasterstwa Ludzi Morza w Gdyni. nr

16 Grudzie  ; Szczecin – winouj cie, nr 12 (25)

Wspólnota religijna Ludzi Morza.    ”Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem,”nr 26(161).

         

1996

Problemy egzystencjalne marynarzy i ich rodzin. "Biuletyn Informacyjny NSZZ "Solidarno " P M,

nr 10.  Szczecin.

 Linia  ycia - Anonimowy Przyjaciel 988.    "Stella Maris", nr 3(28) Szczecin -  winouj cie.

 Wspólnota religijna Ludzi Morza - problemy i program.       "Stella Maris",  nr 18. Gdynia.

 Nadwra liwo  marynarzy.            „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem”, odc1, nr1(164);odc.2,  nr 2 (165)

 Rozmowy z (Anonimowym) Przyjacielem 988.   „Ko ciół na Odr  i Bałtykiem”, nr 1 (164).; nr 2 (165).

; nr 3 (166)

 Msza  w. i wspólnota katolicka w obcym porcie.   "Stella Maris", nr 6 Szczecin ;Gdynia nr 20.

Wychowanie nie tylko morskie.           „Biuletyn NSZZ "Solidarno " w P M. nr 11-12.

Marynarska pokuta i pojednanie.        „Stella Maris", nr10 (22) Szczecin;nr 2. Gdynia.

Samotno  społeczna marynarzy.       „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem.”,  odc.1(167); odc. 2, nr 6 (169);

odc.3,  nr 7 (170).

  O sprzeda y gruntów komunalnych. „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem”, nr 25 (188)

         

1997

Duchowo  rodziny marynarskiej.     "Gwiazda Morza",Gda ski Dwutygodnik Katolicki, nr 3

Ksi garnia   w. Ottona.                     „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem”, nr 1 (190)

 Marynarski  Anonimowy  Przyjaciel-Telefon  Zaufania  988.  ”  Ko ciół  nad  Odr   i  Bałtykiem”,  nr  1

(190).

Prosz  o głos (J drzej Porada).    „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem”, nr 1 (190)

 Marynarski styl.                     „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem”, nr 1 (190)

 Ka dy z nas potrzebuje pomocy psychicznej. "Stella Maris", nr 23 Gdynia.

 Od czego zacz .                   „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem”, nr 6 (195).

Te same słowa - inne znaczenia. „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem”, nr 8 (197).

Stan polskiej bezdomno ci.    „ Nowy Kurier”. Szczeci ski Tygodnik, nr 16(66).

background image

67

67

Sejmowy projekt Konstytucji. „Nowy Kurier”, nr  17(67).

Interes konstytucyjny.             „Nowy Kurier” nr 19 (69).

 Problemy  polskiego  rodowiska  marynarskiego.  Referat  wygłoszony  na  Mi dzynarodowej

Konferencji  przedstawicieli  skandynawskich  o rodków  "Stella  Maris",  oraz  Mi dzynarodowej

Federacji Transportowców (ITF).  Szczecin, Dom Marynarza 27.06.1997r.

 Ludzie morza- Praca-realia i mity. „Nowy Kurier”, nr 26 (79)

Osamotnienie marynarzy.                „Nowy Kurier,. nr 29 (79)

 Bezdomno  marynarska.        „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem, nr 16 (205).

 Synergia.         „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem”, nr 16 (205).

Nierówno ci.    „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem”, nr 16 (205).

Anomia i alienacja ( nie tylko marynarzy). „Nowy Kurier”, nr 30 (80)..

mier  i optymizm marynarski.      "Stella Maris”, nr 8 (32).

 Rodzina marynarska.             „Nowy Kurier”, nr 31 (81).

Marynarska religijno .          „Nowy Kurier” , nr 33 (82)..

 Kto wychowuje marynarskie dzieci. „Nowy Kurier”, nr 34 (84).

 Nieobecny ojciec marynarz. „Nowy Kurier”, nr 35 (85).

Anonimowy Przyjaciel.          „Nowy Kurier”, nr 35  (85).

 Katolicki głos na naszych statkach. „Nowy Kurier”, nr 36 (86).

 Kapitanowie 50-lecia Szczeci skiego Szkolnictwa Morskiego. „Nowy Kurier”, nr 38 (88). Złote gody

morskiej Alma Mater.          „Sella Maris”, nr 7(31) Szczecin-  winouj cie.

Realia i mity o pracy na morzu.  "Wiatr od Morza", nr 8. Sopot.

 Marynarski model rodziny. "Stella Maris",  nr 9 (33).Szczecin.

 Aktualne problemy marynarzy i ich rodzin. "Stella Maris", nr 9 (33). Szczecin.

Wodny  ywioł na morzu i l dzie.              ” Biuletyn NSZZ "Solidarno " w P M, nr 11.

            

1998

XX  wiatowy Kongres Duszpasterstwa  Ludzi Morza.    „Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem, nr 3

 Aktualne problemy ludzi morza.         "Stella Maris", nr 1 (35) Szczecin..

 W rodzinie marynarskiej.                „Akademickie Aktualno ci Morskie”. Dwumiesi cznik Wy szej

Szkoły Morskiej w Szczecinie, nr 2.

 Kto wychowuje marynarskie dzieci.   „Biuletyn NSZZ "Solidarno " P M, nr 2 /1998r.

Wychowanie morskie. „My l Polska”. Tygodnik po wiecony  yciu i kulturze narodu, nr. 26

 Trimaranem  aglowym dookoła  wiata bez załogi.„ My l Polska”, nr.31.

Osamotnienie społeczne i emocjonalne marynarzy.„ Nasza Gazeta-Telefon Zaufania”, nr 17

Nieobecny ojciec marynarz. „Akademickie Aktualno ci Morski”, nr 4.

 Uniwersalny wymiar pomocy człowiekowi w Telefonie Zaufania. „Katolickie inicjatywy społeczne”.

WASM w Szczecinie.

Słowa i ich tre .        „Biuletyn  NSZZ "Solidarno " P M, nr 10.

 Współczesne realia i mity pracy na morzu. „My l Polska”, nr 43.

 Marynarskie dzieci. „Akademickie Aktualno ci Morskie,” nr 5.

 Polska  flota  ginie.  List  otwarty  do  Posła  RP  -  ziemi  szczeci skiej,  pana  prof.  Zbigniewa

Szyma skiego.          „My l Polska”, nr 51-52 .

           

1999

 Nieobecny ojciec marynarz w rodzinie.   „My l Polska,” nr 10.

 Tre  wolnego czasu na statku.     „Biuletyn  NSZZ "Solidarno " P M, nr 2.

 Kultura narodowa na morzu i na l dzie „Nowy Przegl d Wszechpolski” . Dwumiesi cznik Polaków

w Kraju i na Obczy nie. Katedra Historii Najnowszej KUL. Lublin., nr 6.

Wolny czas na statku.              „Akademickie Aktualno ci Morskie”, nr 9.

 Zagro enia polskiej morskiej racji stanu. „Nowy Przegl d Wszechpolski”, nr 11-12.

Kandydatka na " Darze Młodzie y".        „Akademickie Aktualno ci Morskie”, nr 11.

 Kultura na morzu i na l dzie. „Akademickie Aktualno ci Morskie”,  nr 12.

         

2000

Współczesne  problemy  egzystencjalne  i  socjologiczne  Ludzi  Morza.    Rocznik  socjologii  morskiej

PAN. Tom XII 2000.

background image

68

68

Problemy  socjologiczne  kultury  narodowej  i  morskiej  wobec  globalizmu.  „Rocznik  socjologii

morskiej” PAN. Tom XIII

Syndrom bezdomno ci marynarskiej.     „Nowy Przegl d Wszechpolski”,  nr 7.

  wiadomo  marynarskich wyrzecze . „Stella Maris”, nr.1. Szczecin.

 Narkotyki na l dzie i na morzu.            ”Akademickie Aktualno ci Morskie”,cz.1,nr16.

 Kształtowanie marynarskiej wi zi społecznej.              ” Stella Maris”, nr 2, Szczecin- winouj cie.

 Narkotyki na l dzie i na morzu. ”Akademickie Aktualno ci Morskie”,cz.2,nr 17. Nr.4/2000

Felietony  z  zakresu  problemów  socjologii  morskiej.  „Stella  Maris”,  Szczecin,  strona  internetowa

WWW. mateusz.pl/goscie/stellamaris   ( od 07.06.2000)

 Marynarskie problemy.       „Akademickie Aktualno ci Morskie”, nr 14.

Bro my polskiego marynarza.     „Nowy Przegl d Wszechpolski”, nr 7-8.

Nasi studenci pod tani  bander . „Stella Maris”, nr 4.Szczecin -  winouj cie

Optymizm marynarski i  mier  na morzu. „Stella Maris”, nr 5. Szczecin -  winouj cie

 Bezpiecze stwo i ratownictwo małych jednostek. "Akademickie Aktualno ci Morskie",  nr 18.

 Wspomnienie o Kapitanie A. Nowickim„.            „ Nautologia”, nr 2 (139).

Potrzeba solidarno ci na l dzie i morzu.              „Nowy Przegl d Wszechpolski”, nr 11-12.

            2001

 O rodzinie marynarskiej.      ”Stella Maris”, nr 1(6). Szczecin –  winouj cie

Jak rozmawia  z młodzie . „Nasza Gazeta” - Telefon Zaufania”. nr. 1 . Sopot.

 Grzech społeczny milcz cej wi kszo ci.„Nowy Przegl d Wszechpolski”, nr 3-4.

 W obcym porcie.                    "Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem", nr 7(361).

 Grzech społeczny.                  „Stella Maris”, nr 5. Szczecin -  winouj cie.

 Pochwała marynarskiej przyja ni. ”Akademickie Aktualno ci Morski”, nr 2(20)..

Szanse i zagro enia współczesnej rodziny . "Ko ciół nad Odr  i Bałtykiem", nr 52 (406).

              

2002

Memorandum o stanie  gospodarki morskiej.Rocznik socjologii morskiej”PAN.Tom XIV.

 . ( współautor).

 Socjologiczne problemy marynarza globalnego. „Rocznik socjologii morskiej” PAN. Tom XIV.  .

 Marynarze i studenci na morskim globalnym rynku pracy.„Przegl d Zachodniopomorski”.Tom XVII.

Szanse i zagro enia współczesnej rodziny,relacja z Konferencji.„Nowy Przegl d Wszechpolski” nr 3-

4.

Rodzina bez ojca.      „Nowy Przegl d Wszechpolski”, nr 9.

      2003

 Techno, ecstasy i kultura studencka. „Akademickie Aktualno ci Morskie”, nr 5(36).

Od  eglarz do marynarza. " eglarstwo w szkole". Zeszyty Edukacji Morskiej, nr 1. Szczecin.

             

2004

Narkotyki na statku. „Rocznik socjologii morskiej” PAN. Tom XV.

Przykład pewnego memorandum . „Nowy Przegl d Wszechpolski”, nr 1-2.

Marynarze– eglarzom.  I  Ogólnopolska  Konferencja  Szkoleniowa  „Bezpiecze stwo  w  Jachtingu”.

„Akademickie Aktualno ci Morskie” nr  1 (37).

W trosce o  eglarstwo morskie. ( współautor) „ agle” Miesi cznik   Nr.7 . Warszawa  2004

background image

69

69