background image

 

Bolesław I Chrobry  
(967 – 1025) 

     

 

 
    Król  polski,  syn  Mieszka  I  i  Dubrawki  czeskiej.  Dzieciństwo  jego  przypadło  na  pierwsze  lata 
chrześcijańskiej Polski. W chwili śmierci matki miał lat dziesięć lub jedenaście. Nieznana bliżej jest 
data jego powrotu z Niemiec, gdzie znalazł się jako zakładnik w roku 973. Otoczenie, wśród którego 
wyrastał,  nie  zmieniło  się  po  śmierci  Dubrawki.  Nową  i  obcą  osobą  była  tylko  macocha  Oda.              
Z  rodzeństwem  przyrodnim  nic bliżej  Bolesława  nie  łączyło.  Bracia  przyrodni  byli zresztą  dziećmi, 
gdy  Bolesław  już  dorastał.  O  przeważającym  wpływie  Ody  i  jej  rodziny  na  dworze  nie  może  być 
mowy.  Bolesław  nie  był  też  ani  na  chwilę  odsunięty  od  ojca.  Pod  przemożnym  wpływem  Mieszka 
kształtowały  się  jego  poglądy  i  dążenia.  W  chwili  śmierci  ojca  (25  V  992)  był  już 
dwudziestosześcioletnim  mężczyzną.  Był,  więc  najlepiej  przygotowany  do  objęcia  po  nim  władzy. 
Poszedł  też  śladami  swego  poprzednika,  prowadząc  jego  dzieło  z  niemniejszym  talentem                        
i z większym wśród obcych rozgłosem. 
     Jednym z pierwszych kroków Bolesława po objęciu władzy było wygnanie z kraju macochy wraz   
z przyrodnim rodzeństwem. Sam Bolesław był już trzeci raz żonaty i miał własne potomstwo. Data 
wypędzenia Ody nie jest znana, ale prawdopodobnie jest ona bliska śmierci Mieszka. Z macochą i jej 
synami  rozgromieni  zostali  również  ich  zwolennicy  i  sprzymierzeńcy  w  Polsce.  Współdziałanie 
Bolesława z Niemcami, dokąd schroniła się Oda z synami, trwało dalej, wymierzone zaś było przeciw 
Słowianom  pogańskim  w  pobliżu  Bałtyku  i  dalej  ku  Łabie.  Pod  Brandenburgiem  trwały  walki,           
w  których  ponownie  wzięły  udział  posiłki  polskie,  przysłane  przez  Bolesława.  Niepowodzenia 
chrześcijan  przyczyniły  się  do  rozszerzenia  ruchu  pogańskiego  aż  do  kraju  Obodrytów.  W  nowych 
walkach ze Słowianami z roku 995 Bolesław wziął udział osobiście na czele swych sił. W chwili, gdy 
Otton III walczył z Redarami, Bolesław prawdopodobnie umacniał swe posiadłości nad dolną Odrą. 
Przedtem  już  utrwalił  on  relacje,  nawiązane  przez  Mieszka  z  wikingami  z  Jamsborga,  którzy  prze-
chodzili wówczas czasy rozkwitu. Przeszedł też do tradycji sag skandynawskich jako Burysław, król 
Windlandu, zasłaniając nawet ojca swą osobą. Zwada czesko-polska z ostatnich lat rządów Mieszka I 
wkrótce uległa złagodzeniu, bo też i Czesi wzięli udział w wyprawach cesarskich przeciw pogańskim 
Słowianom.  Wypadki  w  Libicach  z  roku  995  pośrednio  tylko  odbiły  się  echem  w  Polsce.  Bolesław 
udzielił schronienia zbiegom, a w szczególności Sobieborowi. Drugi z pozostałych przy życiu Sław-
nikowiców,  biskup  praski  Wojciech,  wkrótce  zwrócił  się  ku  Polsce.  Wiadomość  o  wymordowaniu 
rodziny  doszła  Wojciecha  w  czasie  jego  drugiego  pobytu  w  Rzymie.  Wówczas  też  powstała  myśl         
o jego misji wśród pogan, która znalazła aprobatę papieża Grzegorza V, a prawdopodobnie i cesarza. 
Zamierzona  misja  Wojciecha  była  jednak  od  początku  pojęta  jako  niezależna  od  kościoła 

background image

 

niemieckiego.  Przybycie  Wojciecha  do  Polski  doprowadziło  do  ścisłego  współdziałania  z  Bolesła-
wem. O wyborze misji pruskiej zdecydował nie tylko duch religijny Wojciecha, umocniony w środo-
wisku  rzymskim,  ale  również  interes  polityczny  Bolesława.  Stwierdza  to  najstarszy  żywot  św. 
Wojciecha,  w  którym  czytamy,  że  Wojciech  wybrał  Prusów  a  nie  Lutyków,  gdyż  kraj  ten  był 
pobliskim  i  dobrze  znanym  polskiemu  monarsze.  Bolesław  nie  myślał  rywalizować  z Niemcami  na 
terytorium  lutyckim.  Za  Odrę,  a  tym  bardziej  do  Prus  wpływy  niemieckie  nie  sięgały.  Otwierał  się 
wiec tutaj teren dla misji polskich. Całą misję Wojciecha Bolesław darzył najgorliwszym poparciem. 
Na  wiosnę  997  roku  pod  opieka  załogi  Bolesława  udał  się  Wojciech  do  Gdańska,  ale  w  samych 
Prusach już z niej korzystać nie mógł. Po męczeńskiej śmierci Wojciecha wykupił Bolesław jego ciało 
z  rąk  pogan  i  uroczyście  pochował  w  Gnieźnie.  Pośrednio  przyczynił  się  tym  do  powstania  kultu 
świętego w Polsce.  
     W najbliższych latach po śmierci świętego Wojciecha państwo i osoba Bolesława stały się ośrod-
kiem zamierzeń polityczno-kościelnych, obejmujących wschód europejski. Największe z państw sło-
wiańskich  było  po  prostu  Sklawinją  czyli  nazywane  państwem  słowiańskim.  W  kołach  rzymskich 
rozumiano,  że  oparcie  się  o  państwo  Bolesława  wzmocni  bardzo  znacznie  siłę  zachodniego 
chrześcijaństwa  w  krajach  północno-wschodnich,  a  dla  polityki  tej  udało  się  pozyskać  również 
cesarza  Ottona  III.  Własny  interes  cesarza  w  zacieśnieniu  stosunków  z  potężnym  Bolesławem 
polegał na współdziałaniu przeciw pogańskiemu związkowi lutyckiemu i na ewentualnym przeciw-
stawieniu  się  wpływom Carogrodu,  szerzącym  się  wówczas  na  Rusi.  W  kanonizacji  św.  Wojciecha, 
przeprowadzonej już w roku 999, łączył się szczery entuzjazm religijny dla pierwszego „męczennika 
słowiańskiego”  ze  sprawami  polityczno-kościelnymi.  U  nowego  papieża,  Sylwestra  II,  Bolesław 
znalazł  daleko  idące  poparcie,  w  którego  uzyskaniu  być  może  pośredniczył  sam  Otton  III.  Na 
początek  poszły  przygotowania  do  założenia  metropolii  w  Gnieźnie.  Podstawą  planów  kościelnych 
Bolesława były prawdopodobnie dawniejsze projekty Mieszka, o których niewiele zresztą posiadamy 
wiadomości.  Na  stolicę  przyszłej  metropolii  wybrano  Gniezno,  z  którym  łączyły  się  stare  tradycje 
polityczne  jeszcze  z  czasów  pogańskich.  Nowe  biskupstwa,  obok  dawniejszego  Poznania,  miały 
powstać w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu pomorskim. Głównym współpracownikiem Bolesława 
w  tym  dziele  był  Radzim-Gaudenty,  brat  i  towarzysz  prac  misyjnych  św.  Wojciecha.  Wysłany  do 
Rzymu,  już  w  999  roku  (przed  dn.  2  XII)  uzyskał  tam  konsekrację  na  arcybiskupa  tytułu  św. 
Wojciecha męczennika z siedzibą w Gnieźnie. W tym samym czasie wydał Sylwester II drugą, obok 
kanonizacyjnej bullę (również nie dochowaną), ustanawiającą nową prowincję kościelną wraz z pod-
ległymi  biskupstwami.  Wykonanie  tych  decyzji  i  wprowadzenie  arcybiskupa  oraz  upatrzonych 
biskupów do ich nowych stolic nastąpiło w 1000 r. Ważna w tym rola przypadła popierającemu ów 
plan Ottonowi III, który przybył do Gniezna na zjazd z Bolesławem. 
     Zjazd gnieźnieński należy do najlepiej znanych wydarzeń tego okresu, dzięki relacjom w szczegól-
ności Thietmara i Galla, ale mimo to krytyczna ocena jego znaczenia nasuwa szereg trudności. Nie 
przedstawia wątpliwości sam przebieg zjazdu. W gościnie Bolesława znaleźli się: cesarz oraz przed-
stawiciele  papieża,  „kardynałowie”  w  licznym  otoczeniu  duchownym  i  świeckim.  Wyprawa  Ottona 
miała oficjalny charakter pielgrzymki do grobu św. Wojciecha. W czasie zjazdu (7-15 III), oprócz ob.-
chodów  kościelnych  i  przyjęć,  zajęto  się  sprawami  politycznymi  i  organizacją  nowej  prowincji 
kościelnej. W sprawach politycznych relacje kronikarskie dały powód do licznych hipotez. Nie posia-
da silniejszych podstaw domysł o nadaniu Bolesławowi przez cesarza tytułu patrycjusza rzymskiego. 
Koronacja Bolesława nie miała również miejsca, gdyż spełniona została dopiero znacznie później, ale 
być  może  przygotowywano  ją  w  Gnieźnie.  Włożenie  Bolesławowi  korony  na  głowę  przez  Ottona,        
o  czym  mówi  tylko  późniejszy  Gall,  znajdowałoby  analogię  w  postępowaniu  Henryka  IV  wobec 
Wratysława  czeskiego  w  roku  1085.  Sprawa  zwolnienia  Bolesława  z  trybutu,  jeżeli  w  ogóle  była 
aktualna  w  roku  1000,  nie  posiadała  tego  znaczenia,  jakie  jej  przypisywał  bliższy  wypadkom,  ale 
bynajmniej  nie  obiektywny  Thietmar.  Bolesław,  a  przed  nim  Mieszko  płacili  podobno  trybut,  ale 
tylko z części kraju, a w takim razie ich stanowisko nie było właściwie zależne. Ale i w tych poprzed-
nich  latach  sprawa  trybutu  nie  przedstawia  się  całkiem  jasno  (nic  o  tym  nie  wie  współczesny 
Mieszkowi  I  Widukind).  Niewątpliwym  pozostaje  fakt  wymiany  relikwii  między  cesarzem  i  Bole-
sławem,  które  łącznie  z  ofiarowaniem  Bolesławowi  włóczni  św.  Maurycego  uświęcały  ich  wspólną 
akcję  przeciw  poganom.  Frazeologii  epoki  odpowiadało  w  zupełności  określenie  Bolesława  jako 
„amicus”  i  „socius”  cesarstwa  („ludu  rzymskiego”).  Wreszcie  pomoc  zbrojna,  ofiarowana  przez 
Bolesława  cesarzowi  w  liczbie  300  rycerzy,  dotyczyła  prawdopodobnie  ochrony  stolicy  św.  Piotra. 
Prócz  tego  polityczne  następstwa  zjazdu  wynikały  pośrednio  ze  zmian  kościelnych,  przepro-
wadzonych  przy  współudziale  papieża,  cesarza  i  Bolesława.  W  Gnieźnie  otrzymał  nadto  Bolesław 
prawo  urządzania  pod  względem  kościelnym  ziem  zdobytych  na  poganach.  W  biskupach  nowych 

background image

 

diecezji Bolesław uzyskiwał nowe organy administracji państwowej. Z Thietmara dowiadujemy się, 
jak  gorliwie  popierał  on  duchowieństwo,  wdrażające  ludność  do  nowych  zasad  życia 
chrześcijańskiego. Materialnie i faktycznie biskupi byli od księcia uzależnieni, a w tych warunkach 
możliwość konfliktów była nieznaczna. Bliskie związki Bolesława z kołami duchownymi poświadcza 
Bruno z Querfurtu.  
     Polityka  Bolesława,  sprzyjająca  chrześcijaństwu  pociągała  do  niego  najżarliwszych  ascetów. 
Współpraca  z  Kościołem  na  miejscu  rozwijała  się  pomyślnie.  Trudności  wynikły  natomiast  w  dal-
szym współdziałaniu Bolesława z czynnikami uniwersalnymi w chrześcijaństwie, tj. papiestwem i ce-
sarstwem. Przyczyniły się do tego trudności polityczne Sylwestra II i Ottona III w Rzymie i w Niem-
czech, oraz rychłe ich zgony (Sylwester um. 12 V 1003, Otton III um. 23 I 1002). Z zaszłych wówczas 
zmian  politycznych  korzyść  wyciągnęły  rywalizujące  z  Polską  Węgry,  które  w  tym  właśnie  czasie 
uzyskały nie tylko metropolię w Ostrzychomiu pod tym samym patronatem św. Wojciecha, ale także 
koronę  królewską,  uznaną  i  przysłaną  z  Rzymu.  Stefan  węgierski  związał  się  ściśle  z  Henrykiem, 
księciem  bawarskim,  a  wkrótce  już  później  królem  niemieckim  Henrykiem  II,  przeciwnikiem  do-
tychczasowej polityki Ottona III. Natomiast zabiegi polskie o koronę z Rzymu nie doprowadziły do 
pomyślnego  końca,  o  czym  opowiada już  tylko  późniejsza  legenda. Relacje  kościelne  Polski z Wło-
chami nie ustawały mimo to ani na chwilę. W tych właśnie latach przybyli do Polski eremici z oto-
czenia św. Romualda. W stosunkach kościelnych zarówno z Niemcami jak i Italią dużą rolę odgrywał 
św. Bruno, który stał blisko osoby Bolesława.  
     W  latach  następnych  uregulował  Bolesław  stosunki  graniczne  z  Węgrami.  Posiadłości  jego  na 
południe  od  Karpat,  jeżeli  istotnie  sięgały  aż  do  Dunaju,  jak  chce  Gall  i  tzw.  kronika  węgiersko-
polska, to utracone zostały dopiero w latach następnych, a mianowicie już w okresie wojen z Henry-
kiem II. W porównaniu ze Słowaczyzną znacznie bliższe były Poznaniowi i Gnieznu, jako ówczesnym 
stolicom  państwa,  sprawy  pomorskie.  Dalszy  ich  rozwój  zależał  w  dużej  mierze  od  ułożenia  się 
stosunku  do  Cesarstwa.  Trudność  wewnętrzną  sprawiały  znacznie  słabsze  tutaj  postępy 
chrześcijaństwa  i  oddziaływanie  pogan  zza  Odry.  Co  ważniejsza,  Niemcy  zmieniły  wówczas  swą 
politykę wobec Polski. Bolesław utracił dotychczasowe współdziałanie ze strony Ottona III i stanął 
wobec nieufnej polityki jego następcy, Henryka II, pozostającego pod wpływem zazdrosnej o ostat-
nie zdobycze polityczno-kościelne Polski hierarchii kościelnej niemieckiej. W chwili objęcia władzy 
przez  Henryka  w  roku  1002  Bolesław,  który  musiał  znać  z  poprzednich  lat  tendencje  polityczne 
dawnego  herzoga  Bawarii,  pragnął  się  zabezpieczyć  na  pograniczu  przez  akcję  na  terenie  Łużyc          
i Miśni. Wystąpienie to, mimo że Bolesław utrzymywał na początku stosunki pokojowe z Niemcami   
i  powoływał  się  nawet  na  rzekomą  zgodę  króla  niemieckiego  przy  objęciu  tych  krajów,  stało  się 
wstępem  do  późniejszych  działań  wojennych.  W  okresie  oficjalnego  pokoju  Bolesław  zajął  Miśnię 
przy  współudziale  miejscowych  słowiańskich  „weteników”,  a  poprzednio  już  Budziszyn  z  krajem 
Mileczan  i  obronną  Strzałę.  Poddawali  mu  się,  obok  ludności  słowiańskiej,  także  i  miejscowi 
panowie  niemieccy.  W  Merseburgu  Bolesław  gotów  był  przyjąć  zajęte  kraje  jako  lenno  cesarskie. 
Powodem  rozbicia  układów  stała  się  Miśnia,  której  Henryk  nie  chciał oddać  Bolesławowi.  Zamach 
na życie Bolesława w Merseburgu, w którym winę on sam przypisywał inspiracji króla niemieckiego, 
doprowadził do ostatecznego zerwania. Wobec bezczynności Henryka Bolesław zwrócił uwagę z ko-
lei  na  Czechy.  W  rozgrywającej  się  tam  walce  o  tron  poparł  Bolesława  Rudego  przeciw  braciom: 
Jaromirowi  i  Udalrykowi.  Wkrótce  później  sam  objął  władzę,  usuwając  niepopularnego  Rudego.     
W  marcu  1003  roku  ludność  w  Pradze  witała  go  uroczyście.  W  Niemczech  patrzono  z  obawą  na 
postępy Bolesława, ale Henryk II gotów był mu jeszcze oddać Czechy w lenno. Dopiero odrzucenie 
przez Bolesława tej propozycji wywołało wojnę o Czechy. 
     Podejmując walkę Bolesław liczył na brak jedności wewnętrznej w Niemczech. Henryk II uporał 
się  jednak  z  trudnościami  wewnątrz  państwa  i  mógł  uderzyć  na  Bolesława  przy  pomocy  Czechów, 
odstępujących  go  na  rzecz  Jaromira  jako  przedstawiciela  własnej  dynastii  Przemyślidów.  Nowych 
sprzymierzeńców  zyskał  również  król  niemiecki  w  pogańskich  Lutykach,  którzy  według  wyrażenia 
kronikarza,  z  wrogów  Niemiec  stali  się  najlepszymi  przyjaciółmi  cesarza.  Pozyskano  ich  w  drodze 
kompromisu, wywołującego zgorszenie w oczach gorliwszych prozelitów chrześcijaństwa. Wyprawa 
lutowa  Niemców  na  Łużyce  w  r.  1004  nie  dała  wyników.  Zmianę  w  sytuacji  wprowadziła  dopiero 
wyprawa do Czech w lecie tegoż roku. Bolesław utracił Czechy na rzecz Jaromira, popartego przez 
Niemców,  a  w  walkach  zginął  najsilniej  wśród  Czechów  związany  z  Bolesławem  Sobiebor.  Późną 
jesienią załogi Bolesława zostały wyparte również z Łużyc, które wracały pod władze Niemiec. Nowa 
wyprawa niemiecka z sierpnia i września 1005 roku zakończyła się pokojem, zawartym w Poznaniu. 
W  pokoju  tym  Bolesław  tracił  wszystkie  swoje  poprzednie  zdobycze.  W  tych  latach  powstały  też        
w Magdeburgu daleko sięgające na wschód plany kościelne, które jednak nigdy nie miały być zrea-

background image

 

lizowane. Wobec nieusunięci zasadniczych przeciwieństw między Polską i Niemcami pokój Poznań-
ski  miał  charakter  tylko  chwilowego  rozejmu,  w  czasie,  którego  Bolesław  usiłował  przeciągnąć  na 
swoją  stronę  Czechów  i  Lutyków,  jednakże  bezskutecznie.  To  stało  się  powodem  wybuchu  drugiej 
wojny polsko-niemieckiej. 
     W  okresie  następnych  walk  zabłysnęły  ponownie  talenty  polityczne  i  wojskowe  Bolesława.  Na 
nową wojnę decydował się początkowo niechętnie i winę jej wywołania składał na stronę przeciwną. 
Ale po jej wybuchu ujął inicjatywę działania w swe ręce. Wkrótce też zajął znaczną część poprzednio 
posiadanych  miejscowości  na  Łużycach,  choć  nie  odzyskał  Miśni.  Zyskiwał  też  Bolesław  zwolen-
ników  wśród  samych  Niemców,  a  wobec  przedłużania  się  wojny  podniosły  się  głosy  za  pokojem         
z  chrześcijańskim  księciem  Polski,  których  wyrazem  stał  się  Bruno  z  Querfurtu.  Do  wojny  parł          
w  dalszym  ciągu  sam  Henryk  II  i  jego  głównie  staraniem  doszła  do  skutku  wyprawa  z  1010  roku 
przeciw Polsce, która jednak znowu przyniosła mu zawód. Nie zmieniła się sytuacja również w latach 
następnych, a Bolesław odnosił nawet coraz to nowe powodzenia. Dopiero zabiegi Henryka o ułoże-
nie wewnętrznych stosunków w Saksonii i zewnętrznych z Lutykami oraz z Czechami, gdzie po no-
wym  przewrocie  panował  Udalryk,  poprawiły  sytuacje  polityczną  Niemiec  i  umożliwiły  zawarcie 
pokoju  z  Bolesławem.  W  lutym  1013  r.  miały  miejsce  zaręczyny  syna  Bolesławowego,  Mieszka,           
z Rychezą, córką pfalzgrafa reńskiego i wnuczką Ottona II, a na Zielone Święta tegoż roku zawarto 
pokój w Merseburgu. Książę utrzymał w swym posiadaniu ziemie: łużycką i milecką z Budziszynem, 
ale  jako  lenna  niemieckie.  Po  zawarciu  układu  pokojowego  Henryk  udał  się  do  Włoch  po  koronę 
cesarską, a Bolesław na pierwszą swą wyprawę ruską. W czasie krótkotrwałego pokoju po układzie 
merseburskim  Bolesław  podjął  ponowną  próbę  pozyskania  sobie  czeskiego  księcia,  wysyłając  do 
Udalryka swego syna Mieszka. Nieżyczliwy sąsiad uwięził Mieszka i wydał go cesarzowi. Późniejsze 
wypuszczenie  przez  cesarza  Mieszka  na  wolność  nie  przejednało  Bolesława,  a  głównym  powodem 
politycznym nowego zerwania stała się odmowa Bolesława wypełnienia swych zobowiązań lennych  
z  Łużyc  i  Milska.  W  trzecim  okresie  walki  polsko-niemieckie  osiągnęły  największe  natężenie. 
Wyprawie niemieckiej z 1015 roku, podjętej łącznie z Lutykami i Czechami, Bolesław opierał się nad 
dolną  Odrą,  na  Łużycach  i  na  Morawach.  Środkowa  armia  cesarska  zdołała  się  przedostać  przez 
Odrę,  ale  już  rychło  potem,  znajdując  się  w  odwrocie,  poniosła  ciężką  porażkę  w  bagnach  nad 
Bobrem.  Wojska  Bolesława  pod  wodzą  młodego  Mieszka  doszły  aż  do  Miśni  i  bliskie  były  jej 
zdobycia.  Nie  lepiej  powiodła  się  nowa  wyprawa  cesarska  z  1017  roku,  w  której  udział  wzięły  siły 
całych Niemiec wraz ze sprzymierzeńcami słowiańskimi. Wojska cesarskie wdarły się na Śląsk, ale 
Polacy bronili się skutecznie w grodach, a mianowicie w Głogowie i Niemczy. W tym samym czasie 
Bolesław  swymi  lotnymi  oddziałami  niepokoił  Niemców  i  zagrażał  ich  tyłom.  Odwrót  wojsk 
cesarskich  przez  Czechy  dokonał  się  w  bardzo  trudnych  warunkach,  a  trudniejsze  było  jeszcze 
wyjście  z  Czech  przez  Miśnię  do  Merseburga.  Warunki  ostatecznego  pokoju  z  30  I  1018  roku, 
zawartego w Budziszynie, określił Thietmar jako nawet korzystne w stosunku do ciężkiego położenia 
Niemiec.  Polska  zachowała  Łużyce  i  kraj  Milczan,  ale  o  hołdzie  lennym  z  tych  krajów  nie  było  już 
mowy.  
     Wytężenie wszystkich sił w walce z cesarstwem wywołało osłabienie stanowiska państwa Bolesław 
na  północy.  Prawdopodobnie  już  w  pierwszym  okresie  walki  upadła  na  Pomorzu  nadodrzańskim 
zwierzchność Polski wraz z założonym tam biskupstwem kołobrzeskim i wpływami chrześcijaństwa. 
Po  pokoju  poznańskim  Bolesław,  jak  się  zdaje,  usiłował  na  Pomorzu  przywrócić  swoją  władzę,  ale 
napotkał  opór  „wielkiego  miasta”,  jak  je  nazywa  Thietmar,  czyli  prawdopodobnie  Wolina.  Akcja 
polityczna  tego  miasta,  łącznie  z  Lutykami,  a  pośrednio  i  Czechami,  zwracała  się  przeciw  Bolesła-
wowi i przyczyniła się do wznowienia wojny z Henrykiem II. Z walki dwóch państw chrześcijańskich 
wychodziło  wzmocnione  pogaństwo  po  obydwu  brzegach  Odry,  a  Bolesław  jak  również  jego 
przyjaciele  w  Niemczech,  w  szczególności Św.  Bruno,  nie  byli  w  stanie  temu  przeszkodzić.  W póź-
niejszych latach Bolesława odciągnęły od Pomorza sprawy ruskie. 
     Z Rusią pozostawał Bolesław w stosunkach od chwili objęcia tronu. W roku 992 roczniki Niemiec-
kie wspominają o grożącej wojnie z Rusią. W czasie walk z Henrykiem II Bolesław zbliżył się do księ-
cia ruskiego. Pasierb Włodzimierza, Świętopełk, poślubił córkę Bolesława, nieznaną nam z imienia. 
Uwięzienie Świętopełka wraz z żoną w Kijowie było powodem pierwszej wyprawy Bolesława na Ruś 
w roku 1013, w której wzięły udział posiłki niemieckie i węgierskie. Nowa wyprawa ruska Bolesława 
doszła do skutku w 1018 roku, po pokoju budziszyńskim, a wiązała się z zatargami dynastycznymi na 
Rusi.  Bolesław  poparł  Świętopełka  przeciw  bratu  Jarosławowi  i  wprowadził  go  z  powrotem  do 
Kijowa.  Z  trzech  głównych  relacji  wyprawy  ruskiej  najbardziej  wiarygodną  jest  relacja  współ-
czesnego  Thietmara.  Według  niej  Bolesław  wrócił  jako  zwycięzca  z  Kijowa.  W  wyprawie  wzięły 
ponownie  udział  posiłki  niemieckie,  węgierskie  i  Pieczyngowie.  W  tradycji  ruskiej  zachowała  się 

background image

 

przede  wszystkim,  wiadomość  o  pierwszej  bitwie  nad  rzeką  graniczną,  której  zwycięski  przebieg 
doprowadził  następnie  Bolesława  do  „Złotej  bramy”  Kijowa.  Ze  stolicy  Rusi  Bolesław  wysyłał 
poselstwa  do  cesarza  niemieckiego  i  cesarza  bizantyńskiego.  Wyprawa  ruska  dała  obfitą  zdobycz 
rycerstwu Bolesława, a politycznie pociągnęła za sobą odzyskanie Grodów Czerwieńskich. 
     Zakończeniem  panowania  Bolesława  było  uzyskanie  korony,  o  którą  od  dłuższego  już  czasu 
zabiegał  w  Rzymie.  Stosunki  z  Rzymem  po  upadku  planów  politycznych  z  okresu  zjazdu 
gnieźnieńskiego  były  mocno  utrudnione  z  powodu  przeciwdziałania  Niemiec.  Bolesław  mimo  to 
pragnął  pozyskać  sobie  Rzym  przez  obietnicę  płacenia  czynszu  na  rzecz  stolicy  św.  Piotra. 
Wiadomości z tego okresu stosunków Polski z papiestwem nie należą do najpewniejszych. Dopiero 
po  śmierci  Henryka  II  (13  VII  1024)  Bolesław  postawił  na  swoim:  odbył  w  1025  r.  w  Gnieźnie 
koronację, lecz w tymże samym roku, 17 VI, zakończył życie. 
     W przeciwieństwie do swego ojca Bolesław należy do lepiej znanych postaci w ówczesnej Europie. 
W  samej  Polsce  nie  znalazł  się  jeszcze  wówczas  dziejopis  jego  życia  i  czynów,  ale  brak  własnych 
biografów  zastąpili pisarze  obcy.  Latopisiec  Nestor  świadczy  o  nim:  „był,  bowiem  Bolesław  wielki      
i  ciężki,  że  ledwie  na  koniu  mógł  usiedzieć,  ale  bystrego  rozumu  (biasze  smyslen)”.
  Więcej 
zapamiętał  biskup  merseburski  i  kronikarz  tej  epoki,  Thietmar.  Ten  zionący  nienawiścią  do  Bole-
sława  pisarz  mimowolnie  najlepiej  rozsławił  jego  imię,  notując  więcej  faktów  konkretnych,  niż  ich 
zachowała  pozostała  tradycja.  Według  biskupa  merseburskiego  ten  straszny  wróg  Niemiec  już          
w  żywocie  matki  zdradzał  ukrytą  złość.  Choć  imię  jego  oznaczało  większą  sławę,  moralnie  stał  od 
ojca  o  wiele  niżej.  Wiedziony  lisią  chytrością,  chcąc  państwo  połączyć  w  jedną  całość,  wygnał 
macochę  i  braci  przyrodnich,  a  dworzan:  Odylena  i  Przybywoja,  kazał  oślepić.  Wypędzał  Bolesław 
dowolnie swe żony, a więc najpierw córkę margrabiego Rydgaga, później zaś tę, którą pojął z Węgier 
i  która  była  matką  Bezpryma.  Trzecia  żona  Bolesława,  pobożna  i  bogobojna  Emnilda,  córka 
czcigodnego  Dobromira,  jałmużną  i  postem  usiłowała  zmyć  grzechy  nie  tylko  swoje,  ale  i  swego 
męża. Okrutny nawet dla swoich, Bolesław srogo kazał przekroczenia wobec religii, choć sam tonął 
w występku. W tym jedynym zresztą wypadku Thietmar skłonny był usprawiedliwić Bolesława, gdyż 
„lud  jego  jako  wołu  należy  prowadzić,  a  jako  gnuśnego  osła  smagać”.  Gdy  duchowni  wyrzucali 
Bolesławowi jego postępki, ten kajał się w grzechu i wypełniał nałożoną na niego pokutę, następnie 
tym śpieszniej rzucał się w cięższe jeszcze grzechy. Czechów tyranizował, Niemców najeżdżał i prze-
śladował.  Niepomny  dobrodziejstw,  okazanych  przez  Niemców  jego  ojcu  i  jemu  samemu,  wciąż 
(według  Thietmara)  nawet  w  czasie  pokoju  myślał  o  ich  zgubie.  Obrotny,  przemyślny,  obłudny, 
zawdzięczał  swe zwycięstwa  więcej  chytrości  aniżeli  męstwu. Arkany  „Słowianina” usidlały  wszyst-
kich; Łużyczan np. uwiódł w roku 1002, dając zapewnienia, że działa w porozumieniu z Henrykiem. 
Gdy Bolesława Rudego, przywracał do Czech, to tylko w nadziei, że ten, mszcząc się na sprawcach 
swego wygnania, zostanie do reszty znienawidzony przez swój naród i w ten sposób otworzy się dla 
Bolesława lepsza okazja opanowania Czech. Panów niemieckich na wschodzie umiał przekupywać. 
Był biczem Bożym za grzechy narodu niemieckiego, „lwem ryczącym” „żmija jadowitą”. 
     Takie  i  tym  podobne  epitety  i  sądy  dają  nam  dopiero  wyobrażenie  o  cechach  duchowych  i  roli 
historycznej  Chrobrego.  Z  pewnością  sposobami  nieraz  barbarzyńskimi  Bolesław  narzucał  wyższą 
kulturę swemu narodowi. Nie przebierał w środkach, gdy chodziło o zjednoczenie państwa, czy też   
o walkę z wrogiem zewnętrznym. Nie zrozumiał jednak Thietmar, czy nie chciał tego zrozumieć, że 
ten lew ryczący miał również w swym charakterze cechy wysoce idealne. Wówczas, gdy w Niemczech 
zamierała  praca  misyjna,  a  sam  chrześcijański  cesarz  zawierał  ścisłe  przymierze  z  pogańskimi 
Lutykami przeciw chrześcijańskiej Polsce, Bolesław otaczał gorliwą opieką i zasilał materialnie misję 
na  północy,  co  też  ocenił  inny  Niemiec,  wyższego  niż  Thietmar  polotu,  mianowicie  Bruno                    
z Querfurtu. Święty ten człowiek pisał w 1008 roku do Henryka II, pragnąc go odciągnąć od sojuszu 
z poganami, że kocha Bolesława jak własną duszę, a więcej niż życie własne. Nie dziw, że Bolesław 
znalazł  miłość  tych,  którzy  własne  życie  nieśli  w  ofierze  idei  chrześcijańskiej  (św.  Wojciech,  św. 
Bruno),  a  w  tradycji  pozostał  „atletą  Chrystusowym”  (epitaphium).  Oczywiście  ze  względów 
politycznych szło mu o utwierdzenie swej władzy z pomocą chrześcijaństwa w rozległych granicach 
własnego państwa,  włączając  w to już  i  Pomorze.  W polityce  zewnętrznej Bolesława  nie  ograniczał 
się do heroicznej obrony państwa polskiego w walce z Cesarstwem, lecz dążył do dalszego rozwoju 
jego  potęgi.  Utopistą  nie  był,  owszem  obdarzony  potężnym rozumem  politycznym,  co  widać  z  tra-
dycji niemieckiej i ruskiej, umiał się liczyć ze środkami i używać wszelkich sposobów rozporządzal-
nych.  Armie  Bolesława,  choć  nie  mogły  dotrzymać  kroku  w  otwartym  polu  ciężko  zbrojnym 
Niemcom,  były  liczne  i  bitne.  W  walce  z  Niemcami  największą  odporność  wykazywały  przy  bro-
nieniu  grodów.  Bolesław  górował  również  taktyką  wojenną  nad  swym  przeciwnikiem,  którego 
wielokrotnie potrafił niespodziewanie zaskoczyć. Na „uskrzydlonym koniu”, jak powiada kronikarz, 

background image

 

zjawiał się on wobec wroga, z którego też czasami drwił, że wlecze się jak żaba. A trzeba przyznać, że 
w  cesarzu  Henryku  miał  mądrego  i  upartego  przeciwnika.  Największe  przecież  sukcesy  polityczne     
i  wojskowe  święcił  Bolesław  w  walce  z  Rusią.  Zamiaru  podbicia  całej  Rusi  Bolesław  nie  miał, 
odzyskał  tylko  Grody  Czerwieńskie,  ale  przez  poparcie  zięcia  utwierdzał  tam  swoja  przewagę. 
Wyprawa kijowska odbiła się echem w Niemczech i w odległym Bizancjum, a na Jarosława rzuciła 
taki  postrach,  że  pobiegł  aż  do  Wielkiego  Nowogrodu,  skąd  myślał  jakoby  o  ucieczce  aż  do 
skandynawskiej  ojczyzny  Rurykowiczów.  Oprócz  pospolitego  ruszenia  posiadał  Bolesław  i  własną 
drużynę, do której chętnie przyjmował obcych rycerzy. Bo też miał nie lada skarby, którymi w 1000 
roku  olśniewał  gości  z  Niemiec,  a  w  latach  1005  i  1014  przekupywał  i  niemal  ujarzmiał  radców 
cesarskich. 
     Tradycja o Bolesławie musiała być wśród Polaków bardzo żywa, skoro kronikarz Gall Anonim tak 
ją  obszernie,  a  w  pewnej  przynajmniej  części  nawet  wiernie  przedstawił.  Pod  piórem  jednak  Galla 
przekształcił się ten wielki wódz i polityk w pobożnego chrześcijanina i posłusznego syna Kościoła, 
oddanego  całą  duszą  krzewieniu  czci  Bożej,  który  ludy  barbarzyńskie  dookoła  zwyciężał  nie  po  to, 
żeby z nich ściągać daninę, lecz w celu pomnożenia wiary prawdziwej, duchownych zaś czcił i bronił. 
Dla swych poddanych najbardziej sprawiedliwy i najłaskawszy sędzia, był ojcem dla wdów i sierot, 
przyjacielem i opiekunem ubogich. Nikogo tez nie uciskał i nie obciążał daninami nadmiernymi. Nie 
potrzebował mu schodzić z drogi obcy wędrowiec, ani oracz nie krył swych wołów w czasie przejazdu 
księcia, lecz z uśmiechniętym obliczem biedny czy ubogi na pana swego spoglądał i naprzeciw niego 
wychodził.  Jak  widzimy,  surowość  Bolesława,  jego  przebiegłość  i  inne  cechy,  nie  odpowiadające 
temu  ideałowi  króla  - chrześcijanina,  odpadły  tutaj  prawie bez śladu  lub złagodniały; została  tylko 
wzmianka  o  porywczości.  W  istocie  był  Bolesław,  jak  jego  ojciec,  przede  wszystkim  budowniczym 
państwa: zapewnił byt polityczny i wielkość swemu narodowi, a jednocześnie pogłębił jego związki   
z chrześcijaństwem, które miały zabezpieczyć piastowską monarchię przed wstrząsami, grzebiącymi 
w gruzach dynastie i państwa zachodniosłowiańskie. 

       

Opracowanie: Kazimierz Tymieniecki. 
Polski Słownik Biograficzny Tom II, Kraków 1936, s. 248-253.