background image

 

 

 

Przekraczając granicę – McGarry Katie 

 

Katie  McGarry  podbiła  serca  czytelników  swoim  "przykuwającym  uwagę  i 
emocjonalnym"  debiutem  -  Pushing  The  Limits.  W  tej  zachwycającej  noweli 
przedstawia  historię  Lili  i  Lincolna,  którzy  odkrywają,  że  czasem  warto 
przekroczyć granicę dla miłości... 

Lila  McCormick  najlepsza  przyjaciółka  Echo  z  „Pushing  The  Limits”,  po  raz 
pierwszy  spotkała  Lincolna  Turnera  kiedy  tragedia  spotkała  ich  obojga.  Ale 
nigdy nie spodziewała się, że to spotkanie doprowadzi do dwuletniej wymiany 
listów - albo do tego, że zakocha się w chłopaku, którego spotkała tylko raz. 
Ich  związek  jest  tajemnicą,  ale  Lila  czuje  że  Lincoln  jest  jej  bliższy  niż 
ktokolwiek inny. Do dnia w którym dowiaduje się, że skłamał jej w rzeczy w 
której najbardziej na nim polegała.  

Zranienie Lili jest ostatnią rzeczą, której Lincoln pragnie. Przez ostatnie dwa 
lata,  jej  listy  były  jedyną  rzeczą  utrzymującą  go  w  ciągu  dnia.  Wyznanie  jej 
swoich  uczuć  byłoby  przekroczeniem  granic,  której  nigdy  wcześniej  nie 
odważył  się  naruszyć.  Ale  Lincoln  zrobi  wszystko  by  tylko  naprawić  swoje 
błędy  i  uzyskać  wybaczenie  Lili  -  i  ostatecznie  wygrać  szansę  by  być  z 
dziewczyną którą kocha. 

 

 

 

background image

 

 

Listy 

 

Drogi Lincolnie, 

Zobaczyłam tą kartę dzisiaj i pomyślałam o Tobie. Wiem, że nie byłam tą, która 
przyszła na spotkanie, ale cieszę się, że mieliśmy okazję porozmawiać. Mimo że 
jestem tylko najlepszą przyjaciółką jego siostry, nadal czuję jakby Aires był też 
moim  bratem.  Tak  między  nami,  nadal  się  uśmiecham,  jak  myślę  o  wyrazie 
twojej twarzy, kiedy zdecydowaliśmy się wymknąć tak, by nikt nas nie złapał. To 
była dziwna, pokręcona noc i cieszę się że tam byłeś, by pomóc mi ją przetrwać. 
Wiem,  jak  bardzo  tęsknię  za  Aires’em  i  mogę  sobie  tylko  wyobrazić,  jak  ty 
tęsknisz  za  Josh’em.  Po  prostu  pamiętaj,  że  myślę  o  Tobie.  Mogę  napisać  do 
ciebie  ponownie?  Odpiszesz  mi?  Mam  nadzieję,  że  tak.  Czuję  się,  jakby  nasze 
spotkanie było przeznaczeniem.

 

~ Lila 

 

 

Droga Lilu, 

Dziękuję  za  kartkę.  Przyznaję,  że  nie  jestem  facetem  przepadającym  za 
kociakami, ale doceniam, że o mnie pomyślałaś. Poważnie, doceniam Twój list. 
Tak, zgadzam się, że noc pogrzebu Aires’a, była nieźle pokręcona. Mama z tatą 
myśleli, że jeśli spotkamy się z rodziną Aires’a, to pomoże nam to pogodzić się 
ze stratą Josh’a.  Myślę, że mama i tata w pewien sposób to znieśli. Ale to nie 
spotkanie z rodziną Aires’a mi pomogło, a rozmowa z Tobą, więc dzięki. I nie, 
nie mam nic przeciwko, abyś do mnie ponownie napisała. Nawet jeśli to zrobisz 
na jednej z tych kartek przedstawiających kociaki. 

~Lincoln 

 

 

background image

 

 

Lincoln

 

Czy to dziwne, 

ż

e czuj

ę

ż

e jeste

ś

 blisko, nawet je

ś

li znajdujesz si

ę

 setki 

kilometrów ode mnie i spotkali

ś

my si

ę

 tylko raz? Mam nadziej

ę

ż

e nie. Ciesz

ę

 

si

ę że

 jeste

ś

 w moim 

ż

yciu. 

~Lila 

 

Na  ekranie  komputera  pytanie  „Dlaczego”  wpatrywało  się  we  mnie 
praktycznie oskarżycielsko. Ta rozmowa między mną, a Lilą złamała właściwie 
wszystkie niewypowiedziane reguły o naszym związku. Nigdy nie połączyliśmy 
się  w  ten  sposób.  Nigdy.  Nie  żeby  część  mnie  nie  pragnęła  szybszego 
połączenia  z  nią.  Połączenie  poza  listami  było  dobre,  ale  było  coś  takiego  w 
słowie  pisanym,  co  sprawiało,  że  nasz  związek  był  bezpieczny.  A  teraz 
przekraczaliśmy  granicę.  Jedyny  związek,  którego  potrzebowałem,  jedyny 
związek,  od  którego  zależałem…  ja  zniszczyłem  go.  Posiadałem  naturalna 
zdolność do niszczenia wszystkiego dobrego. Moja siostra powtarzała mi, że to 
było  genetyczne.  Każdy  kto  dzielił  z  nami  więzy  krwi  był  na  to  z  natury 
skazany. 

-Powinnaś  ze  mną  porozmawiać,  zanim  to  kupiłaś!  –Krzyknął  mój  tata  na 
mamę w kuchni.– Stworzyłem budżet. 

Mój  dom  był  wulkanem,  stałym  bulgotaniem  lawy  na  krawędzi  wybuchu. 
Staram  się  ignorować  moich  rodziców,  ale  to  trudne.  Mamy  w  domu  jeden 
komputer  i  na  dodatek  znajduje  się  w  pokoju  rodzinnym.  Kątem  oka 
widziałem, jak ręka taty trzęsie się ze złości i jak policzki mamy zabarwiają się 
na szkarłat z frustracji. 

background image

 

 

-Dlaczego miałabym cię prosić o pozwolenia na cokolwiek! –Krzesło uderzyło 
w  drewniany  stół,  a  wysokie  obcasy  mamy  zastukały  od  podłogę.–  To  są  też 
moje pieniądze. A co do budżetu, to nigdy mnie nie pytałeś, co ja bym chciała. 

Zapyta

ł

am  ci

ę

,  dlaczego

.  Słowa  Lili  pojawiły  się  w  wiadomości  na  naszej 

bezpośredniej  rozmowie.  Potarłem  linie  na  czole,  a  napięcie  sparaliżowało 
moje palce nad klawiaturą. Nie wiedziałem, dlaczego to zrobiłem. To kłamstwo. 
Wiem  dlaczego,  ale  nie  wiedziałem,  jak  miałem  jej  to  powiedzieć.  Nie 
wiedziałem, jak to uratować. 

Przepraszam.

 Odpowiedziałem. 

Nie prosi

ł

am o przeprosiny

. Ponownie szybko napisała. 

Pyta

ł

am DLACZEGO! 

Ponieważ  cię  kocham.  To  tak,  jakby  ktoś  położył  obie  ręce  na  moim  sercu  i 
zaczął je dusić. Kochałem ją. Zakochałem się w dziewczynie, którą spotkałem 
tylko raz, w dziewczynie, z którą wymieniałem listy przez dwa lata. Nie było 
mowy, żeby czuła do mnie to samo. Te słowa mogłyby pchnąć ją na krawędź. 
Chciałem ją zatrzymać, ale co miałem powiedzieć? Co mogłem zrobić? 

Podobnie jak drżenie ostrzegające przed erupcją, kłótnia moich rodziców stała 
się  bardziej  gwałtowna.  Mama  włączyła  mikser,  żeby  zagłuszyć  tatę.  W 
odpowiedzi  tata  zaczął  krzyczeć  głośniej  i  walił  ręką  w  stół,  sprawiając,  że 
porcelana  zaczęła  uderzać  o  szklankę  wody.  Dziecko,  które  jeszcze  przed 
chwilą  spało,  mój  siostrzeniec,  zaczęło  płakać.  Nie,  to  nie  był  płacz,  to  był 
wrzask,  który  sprawił,  że  moja  skóra  odwinęła  się  z  moich  kości.  Te  hałasy 
naciskały  na  moją  czaszkę,  rozpraszały  mój  i  tak  popieprzony  tok  myśli  w 
większy bałagan. 

Mog

ę

 wyja

ś

ni

ć

.

 Wpisałem. Chociaż nie byłem pewny, czy potrafiłem. 

background image

 

 

Wi

ę

c WYJA

Ś

NIJ

.  Była  szybkim  pisarzem.  Zbyt  szybkim. Moje  serce  waliło w 

moich uszach. Psychicznie zatrzymałem chaos wokół mnie i modliłem się, by 
Lila… co? Czego się po niej spodziewałem, że zrobi? 

-Gdzie  do  diabła  jest  Meg!  –ryknął  mój  ojciec.–  To  dziecko  jest  jej 
odpowiedzialnością. Nigdy nie godziłem się na bycie niańką. –Nigdy również 
nie zgodził się na zostanie dziadkiem w wieku czterdziestu czterech lat. Moje 
oczy błyskawicznie przesunęły się od ojca ubranego w koszulkę polo i spodnie 
przygotowane na moje ukończenie szkoły, do dziecka ubranego w niebieskie 
ś

pioszki,  wyciągającego  się  w  górę  kojca  umieszczonego  pośrodku 

przestronnego  salonu.  Cała  jego  twarz  była  czerwona.  Ślina  kapała  z  jego 
małych, rozchylonych ust. Zajęczał ponownie, a dźwięk, który wydał podobny 
był do syreny ostrzegającej o tornadzie. 

-Meg wyszła –krzyknęła mama ponad mikserem, nadal się nim tucząc. Meg 
właśnie skończyła siedemnaście lat i zniknęła – o ósmej rano, co oznacza, że w 
ogóle  nie  wróciła  do  domu  na  noc.  Zostawiła  Juniora  z  nami.  Ze  mną.  Ja 
również nigdy nie godziłem się na zostanie niańką. Jak na zawołanie przednie 
drzwi  kliknęły  otwarte.  Imponujące.  Moja  siostra  wróciła  przed  południem. 
Może dzisiaj potrzyma swojego syna. 

Nie osądzałem Meg. Nie spojrzałem nawet na nią. Zamiast tego skupiłem się na 
kursorze migającym na ekranie. Miałem sekundę zanim całkowicie stracę Lilę. 

Pope

ł

ni

ł

em b

łą

d.

 Wpisałem. 

Ja...

 

Ekran zamigotał na czarno. 

-Co do diabła! 

background image

 

 

-Potrzebuję tego –powiedziała Meg, prostując się, gdy zresetowała komputer. 
Wcisnęła swoje świeżo ufarbowane na niebiesko włosy sięgające podbródka za 
ucho.– Wynoś się stąd.  

Jej nowy facet, ten który nie był ojcem dziecka i ten który nienawidził dzieci, 
stał w drzwiach z rękami schowanymi w kieszeniach jeansów. 

-Meg!  –Mama  wypadła  z  kuchni.  Czy  wiedziała,  że  zostawiła  chodzący 
mikser?  Czy  ktokolwiek  zauważył,  że  dziecko  wciąż  wyje?–  Gdzie  byłaś! 
Ceremonia rozdania świadectw Lincolna jest za godzinę… 

-Co  zrobiłaś?!  –wyszeptałem,  gdy  przyciskałem  palce  do  mojej  głowy.  Lila. 
Straciłem Lilę. Jedyną rozsądną osobę w moim życiu.  

-Dlaczego miałabym iść? –Meg opuściła ręce po swoich bokach, ledwo mijając 
głowę swojego własnego dziecka.– To nie moje rozdanie świadectw. 

-Co  zrobiłaś?!  –powiedziałem  głośniej.  Złość  wydrążyła  tunel  w  moim 
krwiobiegu. Tata przewrócił krzesło w salonie. 

-Podnieś swoje dziecko! Podnieś je! Ono jest twoją odpowiedzialnością. 

Głos  mamy  został  stłamszony  przez  Meg  krzyczącą  w  kółko,  że  nie  weźmie 
udziału w moim zakończeniu roku. 

-Co  ty  zrobiłaś?!  –Krzyknąłem  ponad  nimi  i  uderzyłem  rękami  w  biuro,  na 
którym stał komputer. 

Zamilkli. 

Mama. Tata. Meg. Wszyscy oprócz dziecka. 

-Niech ktoś je podniesie! 

background image

 

 

Nikt  tego  nie  zrobił.  Wszyscy  kontynuowali  wpatrywanie  się  we  mnie  z 
szeroko  otwartymi  oczami,  ponieważ  wiedzieli,  że  pękłem.  Ja  nigdy  nie 
krzyczałem. Ani razu od osiemnastu lat nie byli świadkami, jak traciłem swoje 
opanowanie.  Byłem  tym  dziwnym,  tym  stabilnym.  Tym  niewrażliwym.  Tym, 
który  nie  płakał  na  pogrzebie  brata.  Tym,  który  nigdy  nie  żądał  nikogo  ani 
niczego – nawet od siebie. 

Płacz osiągnął wyższy poziom. W szybkim ruchu wysunąłem dzieciaka z jego 
więzienia, a on szybko ułożył głowę na moim ramieniu i wsadził bezpieczny 
kciuk  w  usta.  Słodki  zapach  mleka  dla  niemowląt  i  pudru  dla  dzieci 
podryfował do mnie z jego malutkiego ciałka. Musieliśmy wyglądać ironicznie: 
piętnastofuntowy wcześniak owinięty wokół wysokiego na sześć stóp i ważącej 
siedemdziesiąt  –  pięć  funtów  skały  pokrytej  mięśniami.  Część  mnie 
nienawidziła  tego,  że  się  dla  mnie  uspokoił,  ponieważ  to  sprawiało,  że  był 
ciężarem. Druga część… czuła się lepiej, ponieważ mogłem komuś pomóc. 

Spojrzałem na wyłączony komputer. Lila. Moja ręka objęła plecy dziecka, jakby 
szukała pocieszenia. Straciłem Lilę. Nie było teraz mowy, by znów połączyła się 
ze mną online. Nie było wystarczająco czasu, żebym czekał, aż odpisze na mój 
list. Aby zobaczyć, czy da mi jeszcze jedna szansę. 

-Weź swoje dziecko –powiedziałem do mojej siostry. Jej oczy rozszerzyły się, 
gdy jej głowa wstrząsnęła się w malutkim ruchu oznaczającym nie. 

-WEŹ.  SWOJE.  DZIECKO.  –Myliłem  się.  Mój  dom  nie  był  wulkanem.  Ja  i 
ostatnie  dwa  lata  stworzyły  olbrzyma,  który  już  dłużej  nie  mógł  tolerować 
bycia ignorowanym. Byłem tym zmęczony. Byłem zmęczony tym, jak wszyscy 
obsesyjnie  dbali  tylko  o  siebie,  szaleni  w  chwili  tak,  że  przestaliśmy  się 
troszczyć, co się dalej stanie. Byłem tak samo winny i ten upadek doprowadził 

background image

 

 

do  zranienia  Lili.  Wkrótce  ta  sama  błędna  decyzja  doprowadzi  też  do 
zniszczenia tej rodziny. Boże, jestem kretynem. 

Pracowałem ciężko, aby utrzymać delikatny głos, bo to nie była wina dziecka, 
ż

e  przyszło  na  świat,  ani  że  jego  matka  była  tak  popieprzona,  że  nigdy  nie 

trzymała go w ramionach, ani że jego dziadkowie  byli tak skoncentrowani na 
wygraniu kłótni, że nie byli w stanie zrozumieć, co się dzieje z ich przyszłością. 

-Mamo –poruszyłem na nią oczami tak, by wzięła ode mnie teraz już śpiące 
niemowlę.  Krzątała  się  jak  ruchliwy  ptak,  którym  była i  wyjęła  go  z  mojego 
uścisku.  Jak  do  diabła  miałem  naprawić  błędy,  które  popełniłem  w  ciągu 
ostatnich  dwóch  lat.  Moja  rodzina  nadal  patrzyła  na  mnie  jak  na  jelenia 
czekającego  na  śmiertelny  strzał.  Powinienem  zacząć  od  powiedzenia  im 
prawdy, ale słowa mi uciekły. Nie, nie uciekły. Po prostu nie mogłem przestać 
myśleć o Lili. 

Jeśli  ona  znajdzie  sposób,  żeby  mi  wybaczyć,  wtedy  ja  będę  mógł  znaleźć 
sposób, by to wszystko naprawić. 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

Lila 

Nie, to nie dziwne, 

ż

e czujesz, jakbym by

ł

 ci bliski. Szczerze? Czasami wiedza, 

ż

e dostan

ę

 list od Ciebie jest jedyn

ą

 rzecz

ą

, która pozwala mi przetrwa

ć

 

kolejny dzie

ń

~Lincoln 

 

W  chwili,  gdy  otworzyłam  drzwi  od  razu  pożałowałam,  że  nie  posłuchałam  
rady na żółtej karteczce samoprzylepnej wiszącej w pobliżu okrągłej dziurki: 

Lila. Zanim otworzysz drzwi spójrz przez wizjer.

 

Nigdy nie wiesz, kto mo

ż

by

ć

 po drugiej stronie

.” W tłumaczeniu: seryjni zabójcy zawsze pukają przed 

atakiem.  Oglądam  CSI.  To  się  naprawdę  dzieje.  Stojący  przede  mną  nie  jest 
seryjnym zabójcą, ale innym rodzajem koszmaru.  

Stephan,  chłopak  z  którym  się  umawiałam  od  pierwszego  roku,  przechylał 
głowę w sposób zbyt dumny z tego, że jestem zainteresowana jego wyrazem 
twarzy. 

-Wszystko w porządku? –zapytał. 

Pociągnęłam  nosem  i  użyłam  zmiętej  chusteczki  do  nosa,  by  wytrzeć  katar. 
Zobaczmy: obrzęk, czerwone napuchnięte oczy z ciemnymi kręgami? Nie, nie 
jest dobrze. I teraz jest jeszcze gorzej, bo myśli, że płaczę przez niego. 

-W porządku. Co ty tutaj robisz? 

-Sprawdzam, co z tobą – zielone oczy przeszukały salon za mną.– Wiem, że 
twoi rodzice i brat pojechali wczoraj na wakacje. Chciałem się upewnić, czy 
poradziłaś sobie ze swoją pierwszą samotną nocą. 

background image

 

10 

 

Pierwsza  samotna  noc  –  w  życiu.  Epicko  ściemniał.  Miałam  sześć  dni 
samotności przed sobą, a potem nadejdzie reszta mojego życia. 

-Przetrwałam. 

Stephan zbadał mnie wzrokiem z wysoko uniesionymi brwiami, co mówiło mi, 
ż

e  wie,  iż  nie  spałam.  Czego  nie  zrobiłam  bo  byłam  zbyt  zajęta  byciem 

przerażoną. Moja wyobraźnia wsiadła do pociągu na południe do Crazyville  i 
przekonała  mnie,  że  ktoś  drapał  w  okna.  Gorący  czerwcowy  wiatr 
przydryfował  do  domu,  przynosząc  ze  sobą  zapach  słodkiego  żelu,  którego 
używał, by jego w brązowe włosy pozostawały w stylowym bałaganie. 

-Mogę wejść? –Zapytał, gdy stało się oczywiste, że mu tego nie zaoferuję. Nie. 

Westchnęłam. 

-Jasne. 

Stephan  wszedł  i  palcem  dotknął  fioletowej  karteczki  samoprzylepnej  na 
telefonie,  przypominającej  mi,  bym  zawsze  sprawdzała,  kto  dzwoni.  Kiedy 
wczorajszego ranka obudziłam się, znalazłam notatkę przy wizjerze i około stu 
różnych  notatek  przylepionych  w  różnych  miejscach  w  całym  domu. 
Wszystkie z nich były desperackimi próbami mojej matki, nauczenia mnie jak 
ż

yć  samodzielnie,  więc  byłam  przygotowana,  kiedy  znajdę  się  czternaście 

godzin od domu na Uniwersytecie Floryda. 

-Możesz  do  mnie  zadzwonić,  jeśli  boisz  się  być  sama  w  nocy  –powiedział.– 
Przyjdę. 

Parsknęłam. 

-Jestem pewna, że przyjedziesz. 

background image

 

11 

 

Stephan  był  moim  pierwszym…  i  ostatnim.  Kiedy  oddałam  mu  moje 
dziewictwo, myślałam, że go kocham i może w pewien sposób go kochałam, ale 
wtedy  wszystko  się  skomplikowało.  Nie  wszystko  –  ja.  Ja  stałam  się 
skomplikowana  i  już  więcej  nie  chciałam  uprawiać  seksu.  Stephanowi 
brakowało współczucia. 

A potem pojawił się Lincoln… 

Moje usta zadrżały, a nowy basen ciepłych łez napłynął mi do oczu. Stephan 
odwrócił  się  w  moim  kierunku  z  otwartymi  ustami,  żeby  wygłosić  kolejną 
dowcipną propozycję. Zniknęła zaraz, gdy zobaczył wyraz mojej twarzy. 

-Wow. Lila, w porządku? 

Nie było. Moje kości nagle ważyły zbyt wiele dla mojego ciała i opadłam na 
kanapę. Tkanka w moich pięściach zmieniła się nagle w kamień. 

-W porządku. Jestem tylko zmęczona. 

To  tylko  złamane  serce.  Lincoln  tego  ranka  mnie  okłamał,  a  potem  się 
rozłączył. Tak jakby ostatnie dwa lata listów nic dla niego nie znaczyły. Listy – 
nie  e-maile,  nie  teksty  –  listy.  To  było  to,  co  sobie  obiecaliśmy,  gdy  się 
spotkaliśmy.  Ponieważ  listy  w  jakiś  sposób  sprawiały,  że  nasz  związek  był 
prywatny… inny… prawdziwy. Wpatrzyłam się w czerwone i czarne wzorki 
ameb na orientalnym dywanie leżącym na twardej, drewnianej podłodze. Mój 
brzuch  zabolał,  kiedy  zobaczyłam  projekt,  który  zaczęłam  i  który  zakończył 
wszystko; w zależności od tego, jak na niego patrzyłam, zerkał na mnie spod  
wiśniowego  stołu.  Wytrzymały  papier  ścierny  reprezentował  godziny 
wycinania, klejenia i pielęgnacji, oznaczającej świętowanie. 

background image

 

12 

 

Rozdanie  świadectw  w  szkole  Lincolna.  Płatki  z  suszonych  liliowych  róż. 
Lincoln wysłał mi je na moje rozdanie świadectw w zeszłym tygodniu, tworząc 
granicę. 

Jestem  tak  niewiarygodnie  głupia,  że  zakochałam  się  w  chłopaku,  którego 
spotkałam tylko raz. Głupia, ponieważ miłe chłopaki znajdują się tylko w kraju 
Na Niby. 

Ramię kanapy ugięło się, gdy Stephan na nim przysiadł. Jak wiele razy moja 
mama  prosiła  go,  by  tego  nie  robił?  Stephan  polizał  kciuk  i  starł  bród  ze 
swojego nowego skarbu: butów atletycznych za dwieście pięćdziesiąt dolarów, 
po które stał w kolejce całą noc. 

-Poważnie Lila –jeszcze raz polizał palec. Jeszcze raz je potarł.– Zostanę z tobą 
w tym tygodniu. Bez żadnych zobowiązań. 

Wydmuchałam  wystarczająco  dużo  powietrza,  by  moje  włosy  się  poruszyły. 
Nie  byłam  fair.  Stephan  był  dobrym  facetem.  To  była  moja  wina,  że 
zakochałam się w kimś innym. W kimś, kto tak naprawdę nie istniał. 

-Wiem  i  dziękuję.  Ale  muszę  sobie  z  tym  sama  poradzić.  Jak  w  ogóle  mogę 
myśleć o samodzielnej przeprowadzce na Florydę, skoro nie mogę spędzić nocy 
sama we własnym domu? 

Stephan podrapał się w brodę, wskazując na to, że znienawidzę to, co zaraz 
wypadnie z jego ust. 

-Spójrz, znam cię lepiej niż ktokolwiek inny i jest jedna rzecz… nie jesteś tak 
silna, jak chcesz, by wszyscy myśleli.

 

-O.  Mój.  Boże.  –Połączenie  gniewu  i  bólu  pękło  w  moim  brzuchu,  gdy 
wycofałam ramiona.– Czy ty naprawdę powiedziałeś to do mnie? 

background image

 

13 

 

-Posłuchaj  –rzekł  w  pośpiechu.–  Twoja  mama  powiedziała  mojej  mamie,  że 
odrzuciłaś całkowicie oferty z Uniwersytetu Louisville. Musiałaś o tym jeszcze 
raz pomyśleć, więc nie mówię niczego, o czym byś wcześniej już nie myślała. 

Moje gardło zacisnęło się i uniknęłam kontaktu wzrokowego, wstydząc się, że 
jestem tak blisko zaprzepaszczenia swoich marzeń przez strach. 

-Zostań w domu –powiedział łagodząc ton.– I nie będziesz musiała się już bać. 
Echo zostaje. Grace i Nathalie zostają –przerwał i spojrzał na podłogę.– Ja tu 
będę. 

Przygryzłam moją dolną wargę – pół szalona, w połowie emocjonalny kłębek 
nerwów.  Uniwersytet  na  Florydzie  zawsze  był  moim  celem,  ale  byłam 
przerażona  zostawieniem  domu.  Przerażona  zostawieniem  wszystkiego  i 
wszystkich,  których  znałam.  Ale  byłam  też  zmęczona  tym,  że  każdy 
przedstawiał mi swoje 1001 powodów, dlaczego nie powinnam tam iść. Kiedy 
nie odpowiedziałam, Stephan kontynuował. 

-Wiem,  że  to  dlatego  zerwałaś  ze  mną  w  zeszłym  miesiącu.  Myślisz,  że  nie 
jesteśmy w stanie przetrwać związku na odległość. Więc zostań. 

Nie, to nie dlatego z nim zerwałam, ale to był powód, który mu podałam. Dwa 
miesiące temu Lincoln przesłał mi niesamowity list i wstrząsnął mną do głębi. 
Właściwie,  każdy  list,  który  mi  przysyłał  był  niesamowity,  ale  to  w  końcu 
uderzyło mnie,  dlaczego  ja  i  Stephan nie  możemy być  razem.  To  dlatego,  że 
oddałam swoje serce Lincolnowi. 

Nie chciałam ranić Stephana wtedy i nie chciałam ranić go teraz. Zwłaszcza, że 
zdałam  sobie  sprawę  jak  głupia  byłam.  Zamknęłam  oczy,  nie  wiedząc  jak 
strawić to, co prawdopodobnie odrzuciłam razem ze Stephanem. 

-Nie wiem. 

background image

 

14 

 

Porażka  miażdżyła  mnie  w  taki  sposób,  że  kanapa  już  dłużej  nie  mogła 
poradzić  sobie  z  moim  ciężarem.  Może  wszyscy  mieli  rację.  Może  moje 
wszystkie marzenia o wyprowadzce były głupie i szalone. Może tylko mi się 
wydawało, że jestem w stanie być ponad to, kim teraz byłam: nie silną osobą, a 
domatorką. 

Cała  moja  siła  i  energia  uleciały  ze  mnie  prosto  do  Stephana.  Zeskoczył  z 
ramienia kanapy. 

-Idź  do  collegu  tu,  do  Louisville,  Lila.  Będzie  jak  w  szkole  średniej.  Chad 
zostaje, więc Luke też. Wszyscy znów będziemy razem, chodząc do tej samej 
szkoły, a ty i ja będziemy mogli zacząć od nowa. 

Moja głowa podskoczyła. 

Ale ja nie jestem w tobie zakochana

. Te słowa chciały 

wyskoczyć z moich ust. Jego zielone oczy zabłyszczały, a jego twarz zupełnie 
zapłonęła. Tak szczerze, to co ja wiedziałam o miłości? 

Oczywiście nic poza tym, co się stało z Lincolnem. 

-Nie wiem. 

Dlaczego było tak, jakbym była w stanie wypowiedzieć tylko to jedno zdanie? 

Rozszerzył palce, gdy uniósł dłonie do góry. 

-To  mi  wystarczy.  Na  razie.  Spójrz,  muszę  iść  do  pracy,  ale  poważnie,  jeśli 
będziesz  przerażona  siedząc  sama,  zadzwoń.  Mamę  i  tatę  nie  będzie 
obchodziło, że zostaje z tobą. 

Zassałam powietrze, próbując mu wytłumaczyć  to, że muszę to zrobić sama, 
ale  zanim  mogłam  sformułować  pierwsze  słowo,  Stephan  dał  mi  całusa  w 
policzek i skierował się wprost do drzwi. 

Mrugnęłam kilka razy, próbując przetworzyć całe zdarzenie. 

background image

 

15 

 

-Cholera. 

W  odstępie  minuty,  Stephanowi  udało  się  sprowadzić  mnie  z  powrotem  do 
szkoły średniej. Czy ten dramat się nie skończył, gdy odebrałam dyplom? 

Trzy  szybkie  stuknięcia  do  drzwi  i  fala  adrenaliny  przetoczyła  się  w  moich 
ż

yłach. Dobrze. Wrócił. Teraz naprawdę mogę mu powiedzieć, co myślę o nim 

zostającym na noc i jego sugestii, że nie jestem silna. Zapominając o fakcie, że 
prawdopodobnie ma rację. Żaden facet nie powinien nazywać mnie tchórzem. 
Z mocnym szarpnięciem otworzyłam drzwi i krzyknęłam: 

-Ty naprawdę jesteś kretynem, wiesz?! 

Całe powietrze wypadło z moich płuc z głośnym sykiem. To nie był Stephan. 
Nie. W ogóle. Ten chłopak miał włosy koloru północy. Był wysoki i zbudowany 
jak facet, z jakim nigdy dotąd się nie umawiałam, posiadał miękkie niebieskie 
oczy, które już mnie zachęcały, abym go złapała. I trzymał bukiet. Róż. Tych 
fioletowych. 

Coś  kliknęły  z  tyłu  mojego  mózgu.  Potem  przypomniałam  sobie,  że  jestem 
zobowiązana, by coś powiedzieć. 

-W czym mogę pomóc? 

Przestąpił z nogi na nogę, wpychając dłoń do kieszeni wyblakłych jeansów. 

-To ja, Lila. 

Ja? 

-Słucham? 

-Lincoln. 

Naprawdę powinnam przyjąć radę mojej mamy i spoglądać przez wizjer. 

background image

 

16 

 

Lincoln

 

Wiem, 

ż

e powinnam przesta

ć

 mówi

ć

 o kartce, któr

ą

 przes

ł

a

ł

e

ś

 mi na urodziny, 

ale nie mog

ę

. Widzisz, Stephan zapomnia

ł

 o moich urodzinach. Jest w 

porz

ą

dku. Naprawd

ę

. Ostatecznie sobie przypomnia

ł

 i kupi

ł

 mi ró

ż

e, ale musz

ę

 

sobie ponarzeka

ć

. Wiem, 

ż

e b

ę

d

ę

 brzmie

ć

 jak smarkacz, ale on mi da

ł

 

czerwone ró

ż

e. Czerwone. Kiedy tylko widz

ę

 czerwone ró

ż

e, my

ś

l

ę

 o pogrzebie 

mojej babci i wtedy chce mi si

ę

 p

ł

aka

ć

. Powiedzia

ł

am mu to – dwa razy. 

Podpowiedzia

ł

am mu, 

ż

e fioletowe s

ą

 moimi ulubionymi. Oczywi

ś

cie, 

powiedzia

ł

am mu, 

ż

e kocham jego prezent i zachwala

ł

am je, ale co innego 

mia

ł

am zrobi

ć

? Wytatuowa

ć

 to na moim czole? Fioletowe!!! Albo przynajmniej 

nie czerwone. A tu jest powód, przez który nie dbam o to, 

ż

e Stephan 

zapomnia

ł

: to ty sprawi

ł

e

ś

ż

e moje urodziny by

ł

y specjalne. Nikt nigdy 

wcze

ś

niej nie zrobi

ł

 mi kartki. Wi

ę

c, dzi

ę

ki Lincoln. Czasami my

ś

l

ę

ż

e jeste

ś

 

moim najlepszym przyjacielem. 

~Lila 

 

Ona  jest  oszałamiająca.  Tak,  była  śmiertelnie  wspaniała  dwa  lata  temu,  ale 
teraz…  Gapiłem  się  na  nią  i  musiałem  przestać,  ale  jej  widok  hamował 
funkcjonowanie mojego mózgu. Dziewczyny tego nie wiedzą, ale stanie przed 
taka pięknością upośledza facetów. A przynajmniej mnie to osłabiało. Pieprzyć 
to. To była Lila. Lila mnie osłabiała. 

Końce jej złotych włosów zwiały się przy jej ramionach. Obcięła je i podobał mi 
się jej nowy styl. Bardzo. 

Kiedy poznałem Lilę, była między – dość dziewczyną, ale nie do końca kobietą. 
Z tymi krzywiznami zostawiała pomiędzy daleko za sobą. Wtedy byłem wyższy 

background image

 

17 

 

od niej tylko o kilka cali. Ja urosłem. Ona pozostała taka sama. Lila perfekcyjnie 
weszłaby pod moje ramię, chowając się blisko mojego ciała. W nocy, kiedy się 
poznaliśmy pozwoliła mi potrzymać się za rękę, a ja nigdy nie zapomniałem, 
ż

e jej skóra była w dotyku jak satyna. Miałem nadzieję, że znów pozwoli mi się 

dotknąć. 

To znaczy, jeśli będzie potrafiła mi wybaczyć. Jej oszołomione niebieskie oczy 
wędrowały wzdłuż mojej twarzy, ramion i klatki piersiowej. Purpurowe plamy 
pojawiły się na jej policzkach, kiedy powstrzymała się od sprawdzenia, co jest 
poniżej.  Odchrząknąłem,  aby  ukryć  chichot.  Chciało  mi  się  śmiać,  bo 
wyglądała tak cholernie słodko, ale ona nie zrozumiałaby tego w ten sposób. 
Pomyślałaby,  że  próbuję  ją  poniżyć.  Lila  nie  tolerowała  facetów,  którzy 
traktowali  kobiety  z  góry.  Dom  Lili  znajdował  się  pośrodku  pustkowia.  Jego 
kod  pocztowy  istniał  w  mieście  Louisville,  ale  z  trzech  stron  graniczył  z 
parkiem narodowym. Jedynym świadkiem mojego błagania jej o przebaczenie 
byłyby świerszcze znajdujące się na werandzie i Bóg. W ten sposób było lepiej. 
Nie byłem zbyt towarzyską osobą. Jej błogosławione różowe usta zmarszczyły 
się tworząc W, a następnie się spłaszczyły. Powtórzyła to trzy razy, zanim w 
końcu zdecydowała się na słowo na J. 

-Jak mnie znalazłeś? 

-Przez Google. 

Znowu posłała mi to szalone spojrzenie. 

-Mapy –bardzo niezręczne milczenie.– Znam twój adres na pamięć. 

Zmarszczki zmartwienia na jej czole zniknęły, gdy włączyła się żarówka. 

-Ale ty żyjesz… 

-Dziesięć godzin stąd. Tak, wiem. 

background image

 

18 

 

-Właściwie dwanaście – dodała. 

Mój świat na sekundę zniknął. Czy to znaczyło, że ona też obliczała odległość 
między nami? 

-Niespecjalnie  stosowałem  się  do  przepisów  zalecanych  dla  pojazdów 
silnikowych. 

Jej  usta  drgnęły:  była  świadoma,  że  nigdy  nie  byłem  fanem  przestrzegania 
zasad. 

-Pędziłeś. 

-Przekroczyłem sugerowane granice. 

Rumieniec zniknął, zostawiając jej policzki blade. 

-Czy to tak, chciałeś zobaczyć, co mi zrobiłeś? 

Ręka w której trzymałem róże, zaczęła się pocić. 

-To dla Ciebie. 

Cisza. 

-To róże. Fioletowe –mów dalej stary.– Twoje ulubione.  

Lila  założyła  ręce  na  piersi  i  wysunęła  biodro  do  przodu.  Głupi,  skretyniały 
idiota. Dziewczyna miała oczy i wysokie IQ. Czy nie osiągnęła na swoim teście 
ACT  dwudziestu  siedmiu  punktów?  Myśli  wystarczająco  szybko,  by 
zorientować się, co trzymam w ręce. 

-W każdym razie masz rację. 

-Co? –jej oczy się zwęziły. 

 

-Kiedy otworzyłaś drzwi, nazwałaś mnie idiotą. 

background image

 

19 

 

-Nie ciebie. Stephan był. Jest –zamknęła oczy, a gdy ponownie je otworzyła:- 
Cofam to. Jesteś idiotą.  

Moja głowa zabolała. Stephan? Jej były chłopak? Ten dzieciak się nie poddawał 
i jeśli chodziło o Lilę, miał już na swoim koncie zwycięstwa. To już był trzeci 
raz, gdy zerwali. Poprzednie dwa razy płaszczył się przed nią, a ona przyjęła go 
z powrotem. Kiedy po raz pierwszy zaczęliśmy pisać, nie przeszkadzało mi to. 
Lila i ja byliśmy przyjaciółmi. Ale wtedy zakochałem się w niej i Stephan stał 
się ciężarem uwierającym mnie. Wyrzuciłem z głowy wszystkie pytania, które 
miałem  na  temat  Stephana    i  wyglądu  jej  domu  i  skupiłem  się  na  tym,  co 
najważniejsze: Lili. 

-Przepraszam. 

-Ty. Skłamałeś. 

-Wiem  –przesunąłem  rękę  wzdłuż  moich  wilgotnych  włosów.  Na  zewnątrz 
było trzydzieści stopni, chociaż to mogło być też jej uważne spojrzenie, które 
sprawiało, że się pociłem. – Mogę to wyjaśnić. 

Jej głowa opadła. 

-Boże, Lincoln. Gdybyś przyjechał tu dwa dni temu lub w zeszłym tygodniu, 
albo miesiącu, byłabym zachwycona. Ale teraz? Myślałam, że cię znam. 

Zrobiłem  krok  do  przodu,  gdy  moje  serce  chciało  się  wyrwać  z  klatki 
piersiowej. 

-Znasz  mnie.  –I  znała.  Lepiej  niż  ktokolwiek  inny.–  Tak,  skłamałem.  Ale 
wszystko inne jest prawdą. 

Sposób, w jaki zassała dolna wargę, gdy potrząsała głową, jakby mówiła mi, że 
wszystko jest przeciw mnie. 

background image

 

20 

 

-Nie wierzę ci –powiedziała. – Dla wszystkich jesteś seryjnym zabójcą, przed 
którym ostrzegała mnie karteczka samoprzylepna. 

-Co? –Nieważne. To nie ma znaczenia.– Lila, jesteś jedyną osobą, która mnie 
zna. Przysięgam ci. Skłamałem ci o jednej rzeczy. W jednym drobiazgu. 

-Drobiazgu! –Jej oczy przedefiniowały pojęcie chłodne. 

Cofnąłem się o krok. Zły dobór słów. 

-Drobiazg to niedopowiedzenie. 

-Niedopowiedzenie! –krzyknęła.– Nie ukończyłeś szkoły średniej, Lincoln! I nie 
miałeś  jaj,  by  mnie  okłamać  w  tej  sprawie!    -Lila  wysunęła  się  do  przodu  i 
wbiła w moją pierś mały różowy paznokieć. Każde uderzenie przypominało mi 
o błędzie, który popełniłem. 

-Ja… liczyłam… na… ciebie.  

-Nadal możesz. Naprawię to. 

-Idź do diabła. 

Podmuch powietrza uderzył w moje policzki, gdy zamknęła drzwi przed moją 
twarzą.  Moja  ręka  opadła  i  wydała  mały  szelest,  gdy  róże  uderzyły  w  bok 
mojego uda. Kilka płatków opadło na drewniany parkiet werandy. Z ciężkim 
westchnieniem  usiadłem  na  schodkach.  Nie  żebym  kiedykolwiek  chciał  to 
wiedzieć, ale to tak musiałem czuć się płonąc – wszystko owiane było agonią. 

Jeśli ja czułem się w ten sposób, to jak musiała się czuć Lila? 

Spojrzałem  w  lewo,  potem  w  prawo.  Zdezorientowany.  Zagubiony.  Nie 
wiedzący,  w  którą  stronę  jest  dom.  Ale  to  już  było  problemem  od  początku. 
Korzeniem całego mojego zła. 

background image

 

21 

 

Lila 

Wi

ę

c,  szkolny  doradca  zawodowy  zapyta

ł

  mnie  co  chc

ę

  robi

ć

  w 

ż

yciu. 

Odpowiedzia

ł

em – wspina

ć

 si

ę

. On powiedzia

ł

ż

e to nie zawód i 

ż

ebym by

ł

 

powa

ż

ny. 

Ż

e  je

ś

li  chc

ę

  si

ę

  dosta

ć

  do  przyzwoitej  uczelni  ju

ż

  teraz  musz

ę

 

rozes

ł

a

ć

  podania.  Powiedzia

ł

em  mu, 

ż

e  jestem  powa

ż

ny. 

Ż

e  kocham 

wspinaczki. On powiedzia

ł

ż

e to tylko hobby i 

ż

e musz

ę

 sta

ć

 si

ę

 powa

ż

ny co do 

moich „celów”. Powiedzia

ł

em mu, 

ż

e to nie moja cholerna wina, 

ż

e spieprzy

ł

 

swoje 

ż

ycie, by zarabia

ć

 trzydzie

ś

ci kawa

ł

ków rocznie i pi

ć

 tani

ą

 kaw

ę

. I wtedy 

poprosi

ł

em go, aby 

ł

askawie przesta

ł

 hamowa

ć

 moje marzenia. Da

ł

 mi dwa dni 

aresztu. Czy wspomina

ł

em, 

ż

e facet jest dupkiem? Wiesz kiedy ostatnio mia

ł

em 

areszt? Nigdy. Nie jestem 

ś

wi

ę

ty, ale trzymam j

ę

zyk za z

ę

bami i g

ł

ow

ę

 w dó

ł

Zasady s

ą

 do bani. Spo

ł

ecze

ń

stwo jest do bani. Josh pod

ąż

a

ł

 za zasadami i teraz 

jest  martwy.  Lubi

ł

  jazd

ę

  konn

ą

.  Mo

ż

e  gdyby  spojrza

ł

  temu  cholernemu 

doradcy w oczu i powiedzia

ł

: „Chc

ę

 je

ź

dzi

ć

 konno przez reszt

ę

 mojego 

ż

ycia”, 

mo

ż

e wtedy mój brat wci

ąż

 by 

ż

y

ł

~Lincoln 

 

Siedząc po turecku na swoim łóżku, odwróciłam w dłoniach list od Lincolna. 
Moje  palce  ślizgały  się  po  głębokich  wcięciach  jego  słów  napisanych  w 
oczywistym  wzburzeniu.  Słowa  napisane  tak  szybko,  że  nie  byłam  w  stanie 
rozszyfrować większości z nich, jeśli nie byłabym już wcześniej zaznajomiona  
z jego charakterem pisma. 

Wysłał mi ten jeden list, tydzień po tym jak rozpoczął swój ostatni rok. Lincoln 
nienawidził  swojego  doradcy  zawodowego.  To  on  był  tym,  który  przekonał 

background image

 

22 

 

brata  Lincolna,  żeby  dołączył  do  Marines  zaraz  po  szkole  średniej.  To  z 
powodu tej fatalnej decyzji spotkałam Lincolna. 

-Lila –powiedziała Echo, jej głos brzmiał nieco chaotycznie z głośnika.– Jesteś 
tam? 

-Tak  –odpowiedziałam  i  spojrzałam  na  telefon  leżący  obok  mnie  na  łóżku. 
Moja  najlepsza  przyjaciółka  była  w  cholernym  Iowa  z  cholerną  miłością 
swojego życia w swojej drodze do cholernego stanu Colorado. Właśnie teraz 
gardziłam szczęśliwymi ludźmi. 

-Jak tam w Iowa? 

-Kansas –poprawiła mnie. 

-Cokolwiek, jest tam płasko i mają tornada –wybrałam jeden z leżących listów 
od  Lincolna  zaśmiecających  moje  łóżko i  z  łatwością  znalazłam  ten,  którego 
szukałam.  Ten,  w  którym  mi  obiecał,  że  pójdzie  razem  ze  mną  na  Florydę. 
Zaśmiecanie  nie  było  właściwym  słowem.  Nic  u  mnie  nie  jest  bałaganem. 
Każdy stos reprezentował miesiąc, w którym list został wysłany, a każdy list był 
ułożony  względem  daty  na  znaczku  pocztowym.  Moje  ulubiony  listy  były 
oznaczone  różowym  znaczkiem  na  boku.  Całe  moje  życie  było 
usystematyzowane w ten sposób. Moje listy były ułożone alfabetycznie wobec 
autora    na  mojej  wiśniowej  półce.  W  ramach  dopasowania  do  szkła,  małe 
cenne figurki było ułożone wobec daty, kiedy je otrzymałam. Moje materiały 
były  zapakowane  w  pudełka  Tupperware.  Lubiłam  wszystko  planować  i 
organizować, a nie chłopców, którzy obiecywali pójść ze mną na Uniwersytet 
Florydy, a potem spieprzali to nie kończąc szkoły średniej. 

-Lila –rzekła Echo. Przerwała na bardzo długą chwilę.– Czy dałaś mu szansę, 
ż

eby wszystko wytłumaczył? 

background image

 

23 

 

-Koperta w mojej dłoni zmięła się. 

-Nie ukończył szkoły średniej Echo i nie powiedział mi o tym. Wiesz, jak się 
czułam, kiedy sama dowiedziałam się, że mnie okłamał? 

Dowiedziałam się tego przez przypadek, kiedy szukałam online w jego lokalnej 
gazecie wykazu osób kończących szkołę w tym roku, by skompletować stronę 
albumu, który zrobiłam dla Lincolna jako prezent. Jego nazwisko nie zostało 
podane  wśród  stu  pięćdziesięciu  absolwentów.  Powinnam  wiedzieć. 
Sprawdzałam trzy razy. Westchnęła przez telefon. 

-Może powinnaś z nim porozmawiać. 

-Jesteś stronnicza –warknęłam.– Jesteś po stronie Lincolna przez Aires’a. 

Starszy  brat  Lincolna,  Josh  i  starszy  brat  Echo,  Aires,  byli  częścią  tej  samej 
wojskowej jednostki. Nikt nie znał całej historii, ale dwa i pół roku temu obaj 
umarli  w  Afganistanie  podczas  przydrożnego  bombardowania.  Spotkałam 
Lincolna na pogrzebie Aires’a. 

-Jeśli dobrze pamiętam –Echo mówiła z postawą, która wychylała się bardzo 
rzadko w czasie ostatnich dwóch lat.– To ja jestem tą, która mówiła ci, że nie 
powinnaś pisać do nieznajomego i to ja jestem tą, która kazała przestać ci z 
nim pisać, ponieważ się w nim zakochiwałaś. 

Byłam przytłoczona chęcią uderzenia w coś – mocno, ponieważ… 

-Wiem. Przepraszam. To nie było fair. 

-Nie, nie było. 

Byłyśmy  cicho  przez  kilka  chwil.  Przekroczyłam  linię,  włączając  do  kłótni 
Aires’a.  Przygryzłam  mój  paznokieć.  Od  urodzenia  byłyśmy  najlepszymi 

background image

 

24 

 

przyjaciółkami i nigdy nie byłyśmy na siebie złe zbyt długo, ale nie chciałam 
się rozłączać z nią złą na mnie. A przynajmniej nie dzisiaj. 

-Hotel, motel czy namiot? –wypowiedziałam ostatnie słowo jak przekleństwo. 
Więcej  ciszy,  a  potem  szelest  pościeli.  Proszę,  proszę,  proszę  graj dalej  Echo. 
Potrzebuje mojej najlepszej przyjaciółki. 

-Motel.  Spaliśmy  w  namiocie  przez  kilka  ostatnich  nocy  –odparła  w  lekkim 
tonie, który wywołał u mnie uśmiech. Tak, nienawidziłam szczęśliwych ludzi, 
ale Echo zasługiwała na to, by być szczęśliwa.– Noah jest pod prysznicem. 

-Więc… -przeciągnęłam słowo.– Uprawialiście seks? 

-Nie –zadławiła się. Na Boga, ona się dusiła. Zachichotałam, gdy ona kaszlała. 

-Cóż, więc jeśli będziesz –powiedziałam, kiedy wyszła już ze swojego ataku.– 
Nie pozwól, żeby twój pierwszy raz odbył się w namiocie. To byłoby okropne. 

-Myślę, że namiot byłby romantyczny. 

-Zdrajca –rzuciłam. Echo kiedyś była w obozie jedynie-jeśli-jest-pokój jak ja, 
ale  potem  pozwoliła  gorącemu  i  tajemniczemu  Noah,  by  przeciągnął  ją  na 
ciemną stronę.– Bród, robaki i węże Echo. Tylko tyle mam do powiedzenia. 

W tle usłyszałam głęboki głos Gorącego i Tajemniczego. Echo poszperała przy 
telefonie, gdy mu odpowiedziała. Sprawdziłam zegarek na mojej szafce nocnej. 
Północ.  Moje  usta  wyschły,  gdy  przygładziłam  moje  włosy.  Kolejna  samotna 
noc.  Nie  było  żadnego  księżyca,  więc  świat  za  moim  oknem  był  czarny  jak 
smoła. Gdy Echo się rozłączy, znowu będę sama w tym wielkim, pustym domu. 
Część mnie nienawidziła Noah. Gdyby nie on, nie byłoby jej w Iowa lub Kansas 
lub gdziekolwiek indziej i zamiast tego byłaby tutaj ze mną. Nie spędzałaby z 
nim  i  jego  przyjaciółmi  całego  wolnego  czasu:  z  tym  Wytatuowanym 
Chłopakiem i Motocyklistką Beth. Wytatuowany Chłopak i Motocyklistka Beth 

background image

 

25 

 

również żyli z rodzicami zastępczymi Noah i byli rok młodsi ode mnie i Echo. 
Echo  mówiła,  że  nie  są  parą,  ale  założę  się  o  nową  parę  obcasów,  które 
dostałam  na  zakończenie  roku,  że  nią  są.  Gdyby  nie  było  Noah,  bardziej  by 
mnie potrzebowała… nadal byłaby niepewna, nadal wariowałaby na punkcie 
swoich  blizn  na  ramionach.  I  prawdopodobnie  nie  odzyskałaby  pamięci  o 
nocy,  w  której  je  dostała.  Gdyby  nie  on,  ona  nie  ruszyłaby  dalej  ze  swoim 
ż

yciem. Cholera go, że był takim świetnym facetem. 

-Zgaduję, że powinnam się rozłączyć. –Tak, powiedziałam to w sposób w jaki 
nie chciałam tego robić. 

-Zostanę  –rzekła.–  Możemy  zostać  w  kontakcie  przez  całą  noc.  Tak  jak 
robiłyśmy,  gdy  byłyśmy  w  szkole  podstawowej.  –  tylko,  że  wtedy  to  były 
telefony  stacjonarne.  Mogła  to  zrobić,  ponieważ  to  była  rzecz,  którą  robiły 
najlepsze  przyjaciółki.  Przysięgam,  że  usłyszałam  jak  Noah  jęczy  w  agonii. 
Zgaduję, że nie lubił gdy BFF jego dziewczyny zabierała mu czas z nią. 

-Nie, dam sobie radę. –To było kłamstwo. Spojrzałam na stronę albumu, który 
przyniosłam z powrotem do pokoju i zastanowiłam się, gdzie dzisiejszej nocy 
ś

pi Lincoln. Przypuszczam, że dzisiejszej nocy mogłabym zasnąć, ale zmęczenie 

tylko  pogłębiało  moje  przerażenie…  i  pogłębiało  mój  smutek  z  powodu 
Lincolna. Powinnam go wysłuchać. Dlaczego nie słuchałam? 

-Myślę, że powinnaś porozmawiać z Lincolnem –oznajmiła Echo, jak zawsze 
czytając mi w myślach.– Może poczekaj, aż wróci do domu, na przykład do 
jutrzejszego wieczora i odezwij się ponownie. 

Mój paznokieć pstryknął, kiedy go przygryzałam. 

-Myślałam, że chcesz, żebym trzymała się od niego z daleka. 

-Tak, więc ty już się w nim zakochałaś. Teraz tylko nie chcę, abyś żałowała. 

background image

 

26 

 

Ż

al.  W  chwili,  gdy  usłyszałam  trzask  drzwi,  które  przed  nim  zamknęłam, 

pożałowałam  tego,  a  potem  w  pełni  pożałowałam,  kiedy  uruchomił  silnik  i 
ruszył w drogę. Nienawidziłam myśli, że nie będzie go na Florydzie tej jesieni. 
Nienawidziłam tego, że będę sama w dziwnym collegu w dziwnym stanie, nie 
znając  nikogo.  Będę  kompletnym  outsiderem.  Ale  to,  czego  najbardziej 
nienawidziłam to to, że już nigdy nie dowiem się, czy ja i Lincoln moglibyśmy 
być czymś więcej niż tylko przyjaciółmi. 

Nawet  z  kłamstwem,  że  nienawidzę  Lincolna.  Echo  została  ze  mną  przy 
telefonie  dopóki nie zamknęłam każdego  okna  w  domu  i  każdych  drzwi. To 
wtedy,  gdy  sięgnęłam,  by  zamknąć  frontowe  drzwi  i  spojrzałam  na  ganek, 
pozwoliłam  jej  rozłączyć  się.  Moje  serce  śmiesznie  się  wywróciło.  Lincoln 
upuścił róże i kopertę. Powinnam zatrzymać Echo na linii i prawie nacisnęłam 
POŁĄCZ  ponownie,  ale  przeklęłam  siebie.  Jeśli  nie  mogę  otworzyć  drzwi  i 
chwycić  kwiatków  i  koperty,  równie  dobrze  mogę  pożegnać  się  z  Florydą. 
Cofnęłam  blokadę  ze  słyszalnym  kliknięciem.  Myśli  o  każdej  miejskiej 
legendzie i horrorach, które znałam zalały mój umysł. Moja ręka zawahała się 
nad klamką, a adrenalina wpompowała się w moją krew. O mój Boże, byłam 
takim mięczakiem. Z obrzydzeniem otworzyłam drzwi i wyszłam w wilgotną 
noc.  To  nie  była  koperta,  ale  kawałek  kartki  z  napisem:  „Przepraszam.  Nie 
poddałem się co do Florydy. Przysięgam. Lincoln”. Pod swoim imieniem zapisał 
mi numer telefonu. Zrobiłam kolejny krok i podniosłam róże. Nawet w upale, 
płatki były jedwabiste i chłodne. Lincoln jest jedynym chłopakiem, który  kupił 
mi fioletowe róże. Pewnie, chłopaki kupowali mi mnóstwo czerwonych, ale nie 
fioletowych.  Nie  moich  ulubionych.  Czy  to  możliwe,  żeby  znał  mnie  tak 
dobrze? 

Szarpnęłam głową w kierunku szelestu w grubym ogrodzeniu przy podjeździe. 
Całe moje ciało zapulsowało.  Część mnie spanikowała i błagała bym wbiegła 

background image

 

27 

 

do  środka,  ale  ta  sfrustrowana  część  uparcie  trwała  na  drewnianych 
schodkach. Siedziałam tu niezliczona ilość razy w środku nocy. To prawda, w 
tym czasie moi rodzice spali w środku, ale dlaczego teraz miałoby być inaczej? 
Przełknęłam i odkopałam głęboko ukrytą odwagę: ukrytą w mojej żałosności. Z 
westchnieniem,  wbiłam  numer  Lincolna  w  telefon.  Tak,  była  północ,  ale 
pewnie  prowadził  samochód,  albo  gdzieś  spał.  Gdyby  było  inaczej 
zostawiłabym wiadomość. Telefon zadzwonił raz, ale wtedy usłyszałam kroki: 
tarcie  gumy  o  podjazd.  Moja  ręka  obniżyła  się  do  uchu,  gdy  próbowałam 
dojrzeć coś na ciemnej drodze. Dźwięk stał się głośniejszy, wskazując na to, że 
się zbliża. Stałam, moje ręce trzęsły się po moich bokach. Moje serce waliło jak 
bęben  w  mojej  klatce  piersiowej.  I  wtedy  to  zobaczyłam:  sylwetkę,  
cień…uformowaną ciemność. I wtedy usłyszałam oddech.   

Zaczęłam krzyczeć.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

28 

 

Lincoln 

…i b

ę

dziemy godzin

ę

 drogi od pla

ż

y, dlatego my

ś

l

ę

ż

e powinni

ś

my je

ź

dzi

ć

 tam 

w ka

ż

dy weekend. Oh, Lincoln!!! Te

ż

 idziesz na Uniwersytet Florydy!!! To 

sprawia, 

ż

e wszystko jest lepsze. Powiem ci co

ś

, co wie bardzo niewiele osób. 

W

ł

a

ś

ciwie, co wiedz

ą

 tylko dwie osoby: My

ś

la

ł

am o wycofaniu si

ę

 z Florydy. 

My

ś

l, 

ż

e b

ę

d

ę

 poza domem nie znaj

ą

c nikogo, przerazi

ł

a mnie. Ale teraz ju

ż

 nie 

musz

ę

 si

ę

 ba

ć

. Mam CIEBIE !!!! 

~Lila 

 

Każde słowo z listu, który przesłała mi ostatniej jesieni wbijało mi się w mózg. 
Od chwili, gdy zostawiłem całą moje rodzinę w salonie z ustami otwartymi w 
szoku,  starałem  się  stworzyć  plan,  który  naprawiłby  wszystkie  błędy,  które 
doprowadziły  do  tego,  że  nie  ukończyłem  szkoły.  Gdybym  posprzątał  ten 
bałagan i w jakiś sposób dostał się na Florydę, wtedy może Lila wybaczyłaby 
mi. Przednia szyba samochodu posłużyła mi za fotel, gdy rozciągnąłem nogi na 
masce  samochodu.  Moje  złożone  ręce  służyły  jako  poduszka.  Powietrze  nie 
poruszało się. Pozostawało w stagnacji i owijało mnie niczym koc. Pot spływał 
wzdłuż moich pleców, gdy cykady celebrowały ciepło w lasach. Wśród kilku 
kampingów,  dzieci  chichotały  przy  trzaskającym  ognisku.  Josh,  Meg  i  ja 
ś

mialiśmy się, gdy smażyliśmy na ognisku pianki. To było zanim mama i tata 

zaczęli kłócić się o pieniądze, zanim Josh poszedł do wojska, zanim Meg zaszła 
w  ciążę,  zanim  ja  zacząłem  unikać  szkoły.  Dzisiejszy  dzień  był  popieprzony. 
Zostawiłem rodzinę i przyjechałem do Lili, by ona zatrzasnęła mi drzwi przed 
nosem. Zdobyłem lekcję: następnym razem muszę mówić szybciej. Albo pisać 
szybciej. Albo ogólnie: po prostu być szybszym. 

background image

 

29 

 

Moi rodzice pozostawali nieświadomi, że nie ukończyłem dzisiaj szkoły i gdzie 
w ogóle teraz jestem. Ale nie byłem aż takim złym synem. Zadzwoniłem, więc 
przynajmniej wiedzieli, że żyję. Na masce obok mnie, mój telefon zadzwonił i 
zawibrował. Spojrzałem na niego i praktycznie się zsunąłem, gdy rozpoznałem 
numer  kierunkowy.  Lila!  Maska  zatrzeszczała  gdy  chwyciłem  telefon.  Ten 
wymknął się z mojego uścisku i upadł na ziemię z głuchym łoskotem.  

-Cholera! 

Nadal brzęczał. Opadłem na kolana i zacząłem go szukać wśród brudu i trawy. 
Znalazłem go za oponą i szybko wcisnąłem guzik AKCEPTUJ. 

-Lila, przepraszam. 

Gdy wziąłem oddech, żeby powiedzieć jej, co się stało i wyjaśnić plan naprawy 
tego, usłyszałem piskliwy krzyk. Dreszcze rozeszły się wzdłuż mojej skóry, gdy 
lód opanował cały mój krwioobieg. 

-LILA! 

Szlochała  błagając  Boga  o  pomoc.  Moje  ręce  zakopały  się  w  kieszeni  spodni 
wyszarpując kluczyki. 

-Mów do mnie! 

Mój  silnik  zawarczał,  a  ludzie  na  sąsiednim  kampingu  zasłonili  oczy  przed 
moimi  reflektorami. Kamień  uderzył w spód  samochodu, gdy  wyjeżdżałem  z 
kampingu. 

-Lila! 

Uderzenie  na  drugim  końcu  linii  z  powrotem  zwróciło  moja  uwagę.  Nadal 
płakała. Zalała mnie panika. Lila była sama. Jej list z zeszłego tygodnia mówił, 

background image

 

30 

 

ż

e jej rodzice wyjeżdżają, a ona jest przerażona, bo ma zostać w pustym domu. 

A ja ją opuściłem. 

Wtedy już nie było hałasu. Brak stukania. Brak płaczu. Cisza. Rzuciłem okiem 
na moją komórkę, a moje wnętrzności zostały rozdarte. Połączenie rozłączone. 
Samochód zatrząsnął się gwałtownie, gdy skręciłem w leśną drogę. Szarpnąłem 
kierownicą do prawej strony. Moje oczy kurowały między żwirem na drodze a 
telefonem,  gdy  próbowałem  połączyć  się  z  nią  ponownie.  Jej  telefon  ciągle 
dzwonił. Wesoły głos Lili wypełnił linię. Ale to było tylko nagranie. Cholerne 
nagranie. 

-Cholera! –Uderzyłem ręką o kierownicę. Co do diabła było ze mną nie tak? 
Zostawiłem  ją  tam  –  bezbronną.  W  pobliżu  zjazdu  do  campingów,  strażnik 
parku  zamachał  na  mnie,  żebym  się  zatrzymał.  Kiedy  otworzył  usta,  by 
wyjaśnić mi zasady campingu, wyplułem: 

-Dzwoń po policję! Teraz! 

* * * 

Czerwone  i  niebieskie  światła  stały  się  boją  naprowadzającą  mnie  do  celu. 
Moje  palce  bębniły  o  kierownicę,  gdy  wjeżdżałem  na  jej  podjazd.  Strach 
wstąpił we mnie gdy zobaczyłem karetkę, ale wtedy moje postrzępione nerwy 
eksplodowały ze strachu. A co jeśli karetka już ją zabrała? Co jeśli ona nie żyje? 

Nudności rozprzestrzeniły się we mnie wywołując zawroty głowy. Nie mogłem 
stracić  kolejnej  osoby,  którą  kocham.  Nie  mogłem.  Proszę,  Boże,  niech  z  Lilą 
będzie  wszystko  w  porządku.  Wypadłem  z  samochodu,  wspomnienie  moich 
rodziców  przekazujących  mi  wieści  o  śmierci  Josha  odtwarzały  się  w  moim 
umyśle niczym chory film. Gdy tylko przestąpiłem frontowe drzwi. Po prostu 
zobaczyłem ich tam, zwiniętych w kłębek na podłodze w salonie. Mój ojciec 

background image

 

31 

 

trzymał moją mamę. Moja mama trzymała ojca. Twarze ich obojga były zalane 
ł

zami. W tamtym momencie wiedziałem już że mój brat umarł. 

Moja klatka piersiowa zacisnęła się, a szalona panika spowodowała, że moje 
ręce zaczęły się trząść, a nogi przyśpieszyły kroki. Nie Lila. Nie Lila. Policjant 
zauważył  mnie  i  odwrócił  głowę  jakby  chciał  coś  powiedzieć,  ale 
przyśpieszyłem  jeszcze  bardziej  –  moje  nogi  uderzały  w  drewniane  schody, 
moje dłonie przekręciły nagrzaną słońcem klamkę, moje ramiona zmusiły się, 
by  otworzyć  drzwi.  Moje  nogi  zachwiały  się,  gdy  zobaczyłem  stojącą  ją  w 
salonie  i  gdyby  nie  było  tam  dwóch  policjantów,  opadłbym  na  kolana. 
Przesunęła ręką wzdłuż potarganych włosów, a drugie ramię owinęła wokół 
swojego  brzucha.  Nawet  mimo  ciepłego  powietrze  dochodzącego  z 
klimatyzatora,  na  ramionach  miała  gęsią  skórkę.  Miała  na  sobie  tylko 
podkoszulek i szorty. 

-Lila –powiedziałem, starając się pozbyć myśli, że tylko śnię. 

Zarówno ona jak i oficerowie policji, którzy rozmawiali z nią cichym kojącym 
głosem  spojrzeli  na  mnie.  Ulga  wygładziła  linie  na  jej  czole,  a  jej  ramiona 
opadły po jej bokach. 

-Lincoln –moje imię opuściło jej usta z ulgą, pośpiechem, jakby się cieszyła, że 
mnie  widzi.  Jakby  chciała  mnie  zobaczyć.  A  te  wspaniałe  niebieskie  oczy 
wpatrywały się we mnie jakbym był jej mężczyzną. Moje serce się zacisnęło. 

-Wszystko  w  porządku?  –Zapytałem.  Przygryzła  dolną  wargę,  gdy  skinęła 
głową. Nie mając pojęcia co powiedzieć, podrapałem się w tył głowy. 

-Ja…  -I  nie  skończyłem.  Lila  potykając  się,  wpadła  na  moje  ciało.  Fakt,  że 
dotykała  mnie,  trzymała  mnie,  powodował,  że  traciłem  równowagę.  Szybko 
doszedłem  do  siebie,  gdy  jej  ramiona  owinęły  się  niczym  stalowe  obręcze 

background image

 

32 

 

wokół mojej talii. Westchnąłem próbując dowiedzieć się, co robić. Do diabła 
pachniała  jak  swoje  listy:  jak  lawenda.  Przycisnąłem  policzek  do  jej 
jedwabistych  włosów  i  ułożyłem  dłoń  na  jej  plecach,  podczas  gdy  druga 
obejmowała jej ramiona. Lila sprowadziła na mnie spokój, jakbym wylądował 
na łóżku z piór. Była ciepła i miękka, wszystkie krzywizny i łagodności – żyły, 
wpasowując się idealnie w moje ciało. 

-Najlepiej byłoby, gdyby panna McCormick nie była dzisiejszej nocy sama. Czy 
zostanie  pan  z  nią  dzisiaj?  –Zapytała  oficer  policji,  ale  sposób,  w  jaki 
przechyliła głowę i spojrzała na swojego partnera powiedziało mi, że wie, co 
odpowiem. 

-Tak  –odpowiedziała  Lila  za  mnie,  gdy  wynurzyła  czoło  z  mojej  piersi.  Jej 
uścisk zacieśnił się.– Znam go. On zostanie. 

Wszystko zamarło. Nigdy nie słyszałem słodszych słów. Znała mnie i chciała, 
ż

ebym  został.  Nie  byłem  dla  niej  nieznajomym.  Nie  jakimś  facetem,  którego 

ledwie rozpoznawała. Ona mnie znała. 

-Proszę pana? –Zapytał oficer policji. 

-Tak  –odpowiedziałem.–  Zostanę.  –Przesunąłem  ręką  wzdłuż  krzywizny 
kręgosłupa Lili.– Jesteś pewna, że wszystko w porządku? 

Jej nos poruszył się po mojej klatce piersiowej, gdy skinęła głową.  

-Tak. Po prostu jestem przerażona –przerwała.– Przepraszam, że cię odesłałam. 

Lila spojrzała na mnie, a ja posłałem jej półuśmiech. 

-Zasłużyłem na to. 

Przez ułamek sekundy światło zaświeciło w jej oczach. 

background image

 

33 

 

-Tak trochę. 

Oficer policji odchrząknęła, a Lila się ode mnie odsunęła. Moje ramiona były 
puste  bez  niej.  To  jest  szalone.  Umawiałem  się  z  więcej  niż  kilkoma 
dziewczynami i nigdy tak nie reagowałem. 

-Czy teraz wszystko już w porządku, panno McCormick? –Spytał oficer.  

-Tak –odpowiedziała.– Dziękuję za przybycie. 

Oficerowie przesunęli się w stronę drzwi, ale zablokowałem im drogę. 

-Wow. Czekajcie. Wychodzicie? 

-Lincoln  –Lila  potarła  swoje  ramiona.  Jej  usta  wykrzywiły  się  w  prawo, 
zwracając  moją  uwagę  na  nie.–  Uhh…  ja  zadzwoniłam  do  ciebie…  bo… 
myślałam, że kogoś zobaczyłam, a ty odpowiedziałeś akurat gdy krzyczałam… 
i  ja  upuściłam  telefon…  wtedy  się  wyłączył…  i  przyjechała  policja  i 
powiedziała, że to ty ich wezwałeś… i tak. 

I tak? Nie kupowałem tego. 

-Mrożący. Krew. Krzyk. 

Jej oczy powędrowały do policjantów, a potem odwróciła wzrok. 

-Cóż.  Myślałam,  że  coś  zobaczyłam,  ale  najprawdopodobniej  się  myliłam  –
potem  spojrzała  na  mnie  proszącymi,  błagającymi  oczami,  żebym  porzucił 
temat. 

Mięśnie na moim karku zesztywniały. 

-Przeszukaliśmy  nieruchomość  –rzekł  oficer,  spoglądając  na  Lilę  z 
politowaniem.– I nikogo nie znaleźliśmy. Panna McCormick wie, że może do 
nas zadzwonić jeśli będzie miała problem. 

background image

 

34 

 

Oni  myśleli,  że  to  była  jej  wyobraźnia,  ale  ja  słyszałem  jej  krzyk.  Ten  typ 
krzyku  nie  może  być  stworzony  przez  wyimaginowany  strach.  To  śmierć 
unosząca się przed tobą i dzierżąca zakrwawione ostrze. 

Lila podziękowała oficerom i odprowadziła ich. Z kliknięciem zamknęła drzwi 
i po raz pierwszy w życiu byłem zupełnie sam w pokoju z dziewczyną, w której 
byłem zakochany. Co do diabła miałem teraz zrobić? Powinienem powiedzieć 
jej natychmiast, co się stało ze szkołą. Powinienem powiedzieć jej mój plan jak 
wszystko naprawić, to, że jak wrócę do domu zapiszę się do wakacyjnej szkoły. 
Powinienem jej powiedzieć, że myśl o jej utracie paraliżuje mnie. Zamiast tego 
podążyłem za moim instynktem. 

-Widziałaś kogoś, prawda? 

Lila opadła zdziwiona, a jej twarz stała się mieszaniną wszystkich kolorów. 

-Ta.  Nie.  Nie  wiem.  -Jej  głowa  pochyliła  się  do  przodu.–  Nie  mogę  tego 
udowodnić. Policja myśli, że jestem szalona. A dziewięćdziesiąt procent mnie 
myśli, że wszystko jest w porządku, bo jeśli na zewnątrz ktoś był, mógł mnie 
zranić. Ale dziesięć procent mnie myśli, że ten ktoś próbuje ze mną pogrywać. 

Złożyłem ręce na klatce piersiowej, nie lubiąc myśli, że ktoś wkręcał Lilę. 

-Co masz na myśli? 

Wzruszyła  ramionami  i  uśmiechnęła  się  w  tym  samym  czasie,  dając  mi  do 
zrozumienia, że nie wierzy w to, co mówi. 

-Może mam prześladowcę. 

Może? Wiedząc co zrobić, aby uspokoić jej nerwy, wyciągnąłem rękę. 

-Zacznij  mówić,  ponieważ  nie  wyjadę  dopóki  nie  będę  wiedział,  że  jesteś 
bezpieczna. 

background image

 

35 

 

Lila

 

Na pocz

ą

tku, kiedy Josh umar

ł

, moi rodzice zamkn

ę

li si

ę

 w sobie, ale kiedy 

mija

ł

 czas, po prostu rozdzielili si

ę

. Najgorsze chwile s

ą

 wtedy, gdy ca

ł

a moja 

rodzina jest w jednym pokoju. Z lud

ź

mi, których powinienem kocha

ć

 

najbardziej, z lud

ź

mi, którzy mnie otaczaj

ą

, czuj

ę

 si

ę

 najbardziej samotny. 

~Lincoln 

 

Lincoln przyglądał się pomarańczowej karteczce samoprzylepnej 
przypominającej mi jak przegotować mleko nad kuchenką. Od sekundy, gdy 
splótł swoje palce z moimi w salonie i przyprowadził mnie do kuchni, 
zorientowałam się, że to dla mnie niemożliwe oderwać od niego oczy. Urósł – 
oszałamiająco dużo. Stał się wyższy. Grubszy. Jego oczy mówiły, że jest starszy, 
niż w rzeczywistości był, ale kiedy się do mnie uśmiechał, stawał się beztroski i 
wyglądał na swój wiek. 

-To wszystko? –zapytał. 

-Tak –odpowiedziałam.– Pobrałam wszystko z wyjątkiem tego, że nie posyłał 
mi upokarzającego protekcjonalnego spojrzenia, albo nie dawał wykładu o 
nadczynności wyobraźni. Opowiedziałam mu o wczorajszej zarysowanej 
szybie, o dzisiejszym dźwięku kroków na chodniku, cieniu podchodzącym do 
mnie i o dźwięku jego oddechu. 

Policja nie potraktowała mnie serio, ale po napiętych ramionach Lincolna 
mogłam powiedzieć, że mi wierzy. 

-Dlaczego? –zapytałam. 

-Co dlaczego? –opróżnił parujący płyn z kubka. 

background image

 

36 

 

-Dlaczego mi wierzysz? 

Lincoln wsunął kubek w moje ręce. Jego palce przypadkowo dotknęły moich. 
Uczucie podekscytowania. Niepowtarzalny dreszcz przebiegł wzdłuż mnie, aż 
osiągnął końce moich palców.  

-Nie lubisz kłamców i nie jesteś wielkim hipokrytą –odparł. To były słowa, 
które do niego napisałam, gdy kilka miesięcy temu jedna z moich jakby 
przyjaciółek – Grace, dręczyła Echo. Lincoln i ja dzieliliśmy uśmiech 
spoglądając sobie w oczy. Świat zniknął oddalony, byłam tylko ja, on i kubek 
parującej czekolady w moich dłoniach. Lincoln przerwał połączenie zabierając 
swoje palce. Oddałabym wszystko, by dotknął mnie jeszcze raz. Ale najpierw… 

-Musisz mi coś wyjaśnić –oznajmiłam.– Na przykład to, dlaczego nie 
ukończyłeś szkoły. 

Odwrócił się i zaczął myć garnek w zlewie. 

-Dowiedzmy się czegoś najpierw o twoim problemie. Potem przejdziemy do 
mojego –woda uderzyła w garnek.– Nadal jesteś na mnie zła? 

Mój palec okrążył brzeg kubka. Zraniona byłam nadal. Zła? 

-Nie -jak mogłam być zła na faceta, który jechał dziesięć godzin, żeby się ze 
mną zobaczyć i wrócił po tym, jak go odrzuciłam?-Więc wierzysz mi? Że ktoś 
był na zewnątrz. 

-Słyszałem twój krzyk. Niczyja wyobraźnia nie działa tak dobrze. 

Chwycił ścierkę do naczyń i wysuszył garnek, zanim powiesił go z powrotem 
na haku na ścianie. Lincoln był bardzo wydajny, jak na faceta który omijał 
zasady. Skrzypiąc podłogą, odsunął krzesło, które było ustawione naprzeciwko 
mojego. 

background image

 

37 

 

-Żeby było jasne, prześladowca sugeruje wielokrotne włamanie w krótkim 
okresie czasu. Myślę, że to bardziej żart. 

Skóra między moimi oczami złączyła się, gdy się zmarszczyłam. 

-Żart? Naprawdę? 

Lincoln odprężył się na krześle, wyciągnął długie nogi, jego ramiona 
spoczywały na stole. Czułam się przy nim jak karzeł. Stukał palcami o stół, 
powodując, że skupiłam się na jego dłoniach. Skóra na nich była twarda, 
bardziej szorstka niż na dłoniach facetów, z którymi się umawiałam. Nie była 
to niedoskonałość, ale przypomnienie na jak wiele wspiął się skalnych ścian. 
Zastanowiłam się, czy kiedykolwiek pozwoliłby mi obserwować jak się wspina, 
albo czy nauczyłby mnie tego. W moim brzuchu coś załaskotało, jakby skakały 
tam tuziny króliczków. Czy złapałby mnie tymi silnymi dłońmi, gdybym 
upadła? 

-Jesteś słownikiem CSI- odpowiedział.– Czy któryś odcinek nie mówił, że 
każdy prześladowca ma swój wzór postępowania, albo coś w tym stylu? 

-Zacząłeś oglądać CSI? –uśmiechnęłam się od ucha do ucha, a jego policzki 
poczerwieniały w odpowiedzi. Duży, silny facet, który uwielbia wspinaczki, 
złożył ręce na piersi i wbił wzrok w podłogę. To był mój ulubiony serial i 
napisałam do niego kilka listów szczegółowo opisujących poszczególne 
odcinki. 

Niechlujnie wzruszył jednym ramieniem. 

-Obejrzałem kilka odcinków tu i tam. 

Nie wiem dlaczego, ale to, że okazał zainteresowanie tym co lubię, wprawiło 
mnie w zawroty głowy. Pomieszałam gorącą czekoladę w kubku i 
podmuchałam w nią, aby ukryć radość. 

background image

 

38 

 

-Co sprawia, że myślisz, że to żart? 

-Sama to powiedziałaś. Gdyby ktoś chciał cię skrzywdzić już by to zrobił. 
Twoich rodziców nie ma i założę się, że ktoś myśli, że straszenie cię jest 
zabawne. 

Zmarszczyłam się na myśl, że ktoś celowo chciałby mnie przerazić. 

-Dlaczego? –zapytałam ponownie. 

-Ponieważ ludzie są głupi. 

Prawda. Zmęczona myśleniem o tej sprawie, zmieniłam temat. 

-Gorącej czekolady? 

-Robiłem ją co noc dla Meg, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży. Pomagało jej 
się to uspokoić, kiedy przychodziła zmęczona. 

W tłumaczeniu? Myślał, że zaraz się załamię. Moje serce biło trochę szybciej, 
gdy odtwarzałam w myślach obraz cienia podchodzącego do mnie. Może się 
nie mylił. 

-Jeszcze nie trzymała dziecka na rękach? 

Lincoln delikatnie potrząsnął głową. 

-Zastanawiam się jak bardzo dziecko będzie popieprzone, skoro matka 
przenosi na nie swoje wszystkie problemy. 

Sposób, w jaki jego niebieskie oczy pociemniały z bólu, spowodowało ból w 
mojej klatce piersiowej. Wyciągnęłam rękę i oparłam ją o jego ręce założone na 
klatce piersiowej. Lincoln splótł nasze dłonie razem. Oboje wpatrywaliśmy się 
w nasze złączone palce. Boże, jego dłonie były ciepłe – silne – i przełknęłam, 
gdy wyobraziłam sobie jakby pieściły moją twarz. 

background image

 

39 

 

-Jak tam Echo? –spytał. 

-Dobrze. Jest w Kansas, Iowa, albo jeszcze gdzieś indziej. –A nie tuta, ze mną i 
to było do bani. Już dłużej mnie nie potrzebowała tak jak ja jej.– Jest z Noah. 

-Więc ruszyła dalej –powiedział prawie szeptem. 

Ode mnie? Tak. Ale nie ruszyła w sposób, jaki Lincoln sugerował. Smutek 
ogarnął mnie jak chmura. Byłam świadkiem, jak Echo rozpaczała po swoim 
bracie. Do diabła, ja nadal rozpaczałam po Aires’ie. Dla mnie też był jak brat. 

-Ona żyje. A nie zapomina. 

Lincoln cofnął rękę, żeby potrzeć twarz. Zostawiłam rękę na stole na sekundę, 
mając nadzieję, że ponownie owinie ją wokół mojej. Kiedy zamiast tego opuścił 
ją na swoje kolana, owinęłam ramię wokół mojego ciała – nienawidząc 
odrzucenia, braku jego ciepła. Ale nie byłam zła na niego. Widziałam, że 
straciłam go przez wspomnienia. Echo sama wykonywała to mentalne 
wycofywanie się kilkakrotnie. Oboje milczeliśmy, przetwarzając ostatnie kilka 
godzin. Cisza była wygodna jak stara kołdra, a ja się nią upajałam. Ale wtedy 
moje oczy rzuciły się na niego. A co jeśli jemu nie było wygodnie? Co jeśli 
połączenie, jakie mieliśmy tyczyło się tylko listów? Co jeśli nie zapalimy 
prawdziwej dożywotniej iskry? Co to oznaczało od chwili, gdy mnie okłamał? 
Musieliśmy o tym porozmawiać, ale nie teraz. Nie kiedy ledwo spałam od 
prawie dwóch dni, a mój umysł był zdezorientowanym bałaganem. Mógł mi 
podać zwykłe wyjaśnienie, a ja śliniłabym się jak idiotka. 

Sen – pragnęłam go, ale czy mogłam go mieć? Może myśli znów powędrowały 
do idei kogoś żartującego sobie ze mnie.  

-Kto chciałby mnie przestraszyć? 

background image

 

40 

 

-Ty mi powiedz –przetarł oczy, a ja po raz pierwszy zauważyłam pod nimi 
czarne kręgi. On też jest zmęczony. Gdy wzięłam łyk ciepłego napoju, 
uświadomiłam sobie, że moje zmęczenie jest zaraźliwe. 

-Nie mam pojęcia. 

I to ta niewiedza tak mnie przerażała. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

41 

 

Lincoln 

To szalone jak przedstawiasz uczucie samotno

ś

ci. A ja bardzo czuj

ę

 si

ę

 

samotna. Wystarczaj

ą

ce dziwne jest to, 

ż

e najbardziej samotna czuj

ę

 si

ę

 w 

pokoju pe

ł

nym ludzi. Wszyscy, których znam, zmieniaj

ą

 si

ę

. Echo jest odleg

ł

a. 

Grace chce nowych przyjació

ł

. Nawet Natalie rozwija skrzyd

ł

a. B

ę

d

ą

c szczer

ą

ja te

ż

 si

ę

 zmieniam. Czasami czuj

ę

, jakby moja skóra by

ł

a dla mnie za ciasna. 

Ca

ł

y czas walcz

ę

 z pragnieniem, by obci

ąć

 w

ł

osy i kupi

ć

 nowe ubrania. Mam 

na my

ś

li, w kogo dok

ł

adnie si

ę

 zmieniam? 

Nadal jestem mn

ą

, ale nie do ko

ń

ca. 

~Lila 

 

Paznokcie Lili szybko stukały o blat stołu, jak karabin maszynowy szybko 
wypuszczający nowe serie. 

-Jestem zbyt zmęczona, aby radzić sobie z tym teraz –uderzyła ręką w stół, 
uciszając jakąkolwiek dyskusję na temat potencjalnego żartownisia. Wstała, a 
ja podążyłem za nią zastanawiając się, czy strażnik parku pozwoli mi wrócić 
na kamping. W przeciwnym razie byłem skończony. 

-Mogę wrócić jutro rano?  -Wtedy przypomniałem sobie, która jest godzina.– 
Późnym rankiem? Popołudniem? 

Lila zamarła tak jak Meg, gdy tylko znajdowała się w pobliżu dziecka. Do 
diabła, Lila mnie nienawidziła. 

-Zostaniesz? Powiedziałam policji, że tak. Ty tez powiedziałeś policji, że 
zostaniesz. Jeśli odejdziesz, to byłoby jak złamanie prawa czy coś, więc musisz 
zostać. 

background image

 

42 

 

Uniosłem brew, słysząc jej logikę – lub brak logiki – ale nie było mowy, żebym 
przegapił okazję. 

-Zostanę. 

-Dobrze. Ponieważ musisz. 

Lila zaprowadziła mnie z powrotem do salonu i wymruczała, abym się nie 
ruszał. Jej kroki odbiły się wzdłuż korytarza. Jednopiętrowy dom miał rozmiar 
rezydencji i urządzony był jak jeden z lepszych domów z magazynu mamy 
Domy i Ogrody. Wszędzie było miłe i łamliwe gówno. Po kilku nagłych 
odgłosach, które wskazywały na to, że Lila siłuje się z aligatorem, pojawiła się z 
kocami i poduszką. 

-Nie masz nic przeciwko spaniu na kanapie? –zapytała. 

Spałbym na paznokciach, byle tylko być bliżej niej. 

-Nie. 

Wręczyła mi części mojego tymczasowego łóżka. 

-Dzięki –powiedziałem. 

-Proszę bardzo. –Palce Lili przesuwały się wzdłuż rąbka jej bezrękawnika i 
przypomniałem sobie, żeby odetchnąć, gdy spostrzegłem opaloną skórę jej 
płaskiego brzucha. W sekundzie, gdy pociągnęła rąbek materiału, jej brzuch 
zniknął zakryty. 

-W takim razie, dobranoc –rzekła chowając złociste włosy za ucho.  

-Dobranoc –odpowiedziałem. Powinienem ją przytulić? Pocałować? Potrząsnąć 
jej dłoń? Upaść na kolana i zacząć błagać o przebaczenie? 

Przestąpiła z nogi na nogę. 

background image

 

43 

 

-Łazienka jest w dół korytarza. 

-W porządku. 

-Możesz wziąć prysznic jeśli chcesz. 

-Dzięki –odparłem. 

-Nie ma za co. –Już mieliśmy tą rozmowę. Lila pociągała nosem, jakby 
przeszkadzała jej alergia i zniżyła głowę. Chciałem ją pocieszyć, ale nie miałem 
pojęcia jak wkroczyć na jej terytorium. 

-Wszystko w porządku? 

-Nie chcę być sama –wyszeptała.– Nawet sama w pokoju. Czy to nie żałosne? 

-Ty nigdy nie będziesz żałosna –stwierdziłem. Nie dziewczyna, którą 
pokochałem z listów. Dziewczyna, która obroniła swoją najlepszą przyjaciółkę 
nawet kosztem innej przyjaźni. Dziewczyna, która powiedziała mi, co 
naprawdę o mnie myśli, nawet jeśli prawda bolała. Dziewczyna, która marzy o 
byciu kimś więcej – dziewczyna, która marzy o Florydzie. Jej dolna warga 
zaczęła drżeć. 

-Jeśli tak myślisz, to nie znasz mnie za dobrze. –Znałem ją lepiej niż była tego 
ś

wiadoma. Wiedziałem, że listy, które pisała do mnie nocą były bardziej 

emocjonalne niż te pisane w ciągu dnia, jakby brak snu hamował 
rozumowanie. Zarzuciłem koce i poduszkę na ramę kanapy i opadłem na 
poduszki. 

-Chodź tutaj. 

Jej spojrzenie przesunęło się między kanapą a mną. 

-Nie rozumiem. 

background image

 

44 

 

Chwyciłem poduszkę i położyłem ją na moich kolanach. 

-Śpij tutaj. 

Lila obciągnęła rąbek koszuli na swoich biodrach, gdy ruszyła w moim 
kierunku. Kiedy usiadła, jej uda stopiły się z moimi. Jej ciepło promieniowało 
przez moje jeansy do mojej skóry. Każda komórka w moim ciele zaczęła 
skwierczeć przywołana do życia. Rozegraj to dobrze, Lincoln. 

Zas

ł

uguje na 

m

ęż

czyzn

ę

, nie na ch

ł

opca.

 

Bez słów Lila oparła głowę na poduszce i rozciągnęła nogi na kanapie. 
Zasłoniłem jej ciało kocem i pokochałem sposób, w jaki odwraca ciało kuląc się 
w pozycji embrionalnej. Jej powieki zatrzepotały, gdy powiedziała: 

-Przepraszam, że zatrzasnęłam ci drzwi przed twarzą. 

Odgarnąłem jej włosy z policzka. Nie powinienem, ale i tak to zrobiłem. Z tą 
samą troską jakiej używałem, gdy opiekowałem się siostrzeńcem, wsunąłem jej 
jedwabiste kosmyki za ucho. Oddałbym moje lewe ramię, by tylko móc 
przesuwać palcami przez jej włosy aż nie zaśnie. 

-Zasłużyłem na to. 

Jej klatka piersiowa powiększyła się, gdy ziewnęła. 

-Dlaczego nie ukończyłeś szkoły? 

-Ponieważ byłem głupi –w moich wnętrznościach pojawiły się mdłości. Głupi 
– to tak Lila musiała o mnie myśleć. Kretyn, który nie może złożyć dwóch słów 
razem, by stworzyć zdanie, kretyn, który nie umie dodawać, kretyn, który nie 
ukończył szkoły. Ale to nie to się stało. Nie ukończyłem szkoły, bo przestała 
mnie obchodzić. 

Lila zamknęła oczy i leniwie wymruczała. 

background image

 

45 

 

-Nie jesteś głupi. Przeczytałam wszystkie twoje listy – kilka razy. Jesteś dobrym 
pisarzem. I uzyskałeś dwadzieścia dziewięć punktów na teście ACT. Nie jesteś 
głupi –przerwała.– Nie, chyba że to też było kłamstwo. 

-Nie było –odpowiedziałem.– Skłamałem tylko o rozdaniu dyplomów. 

-A co z dostaniem się na uniwersytet Floryda? –zapytała.– Powiedziałeś mi, że 
zaakceptowali cię na wstępne przesłuchanie. 

-Tak było –odpowiedziałem.– Ale wstęp był zależny od rozdania dyplomów. –
Walczyłem, aby odnaleźć właściwe słowa. Jak mam jej udowodnić, że nie 
kłamię?– Wyślę ci moje oficjalne wyniki testu ACT. Wyślę ci mój list z 
akceptacją. Wszystko, czego potrzebujesz, aby mi uwierzyć. 

-Wierzę ci –pozostała nieruchomo na tyle długo, że zacząłem myśleć, iż 
usnęła. Potem klepnęła mnie w kolano szepcząc.– Powiedz mi co się stało. 

Lila cofnęła rękę, ale moje ciało wciąż płonęło od jej dotyku. Wierzyła mi. 
Może któregoś dnia, zaufa mi. Wsparłem łokieć na poręczy kanapy i oparłem 
głowę na pięści. Drugie ramię powinienem oprzeć na oparciu kanapy. Zamiast 
tego poddałem się pokucie i owinąłem je wokół jej ciała. W odpowiedzi 
przysunęła się bliżej mnie. Jak na dziewczynę, która była tylko moją 
przyjaciółką – tylko kumplem – czułem się nieprawdopodobnie dobrze. 

-Lincoln? –nalegała. 

-Powinniśmy poczekać do rana –odpowiedziałem.  

-Jest już rano, a ja jestem niecierpliwa. 

Zaśmiałem się. Tak, była niecierpliwa. Lila informowała mnie o tym swoim 
nieszczęściu jak tylko mój list do niej dotarł. Wziąłem głęboki oddech i 
podskoczyłem. 

background image

 

46 

 

-Zacząłem wagarować jesienią i przegapiłem więcej dni niż powinienem. 
Zanim to sobie uświadomiłem, nie miałem wystarczającej ilości zajęć, by 
ukończyć szkołę i wszystko spieprzyłem. 

Jej oczy zamigotały otwarte. 

-Wagarowałeś, bo tęskniłeś z Joshem? 

Słysząc jego imię w jej ustach coś wewnątrz mnie się szarpnęło. Znajomy, 
niechciany ból rozciągnął się od mojego serca do mózgu. Nigdy go nie pozna. 
Nigdy go nie spotka. 

-Tak, Josh. I wszystko inne. 

W kilku listach powiedziałem jej, że wagarowałem. Kiedy budziłem się rano po 
ś

mierci Josha i czułem pustkę, ciężar karmienia dziecka, złość z powodu 

słuchania kłótni rodziców. Wtedy czułem, że jeśli się nie uwolnię, eksploduję. 
Więc jeździłem do stanowego parku i wspinałem się do momentu, aż moje 
palce krwawiły. Jej głowa uderzyła w moje kolana. 

-Powinnam wiedzieć, że to nadchodzi. 

-Wiedzieć, ze co nadchodzi? 

-To, że kiedy nie możesz utrzymać ciężaru rzeczy, uciekasz.  –Tak samo mnie 
skrytykowała w listach, gdy powiedziałem jej, że zrywałem się ze szkoły. 

-Nie uciekam –odpowiedziałem. 

Jej jedna odpowiedzą było powietrze wypuszczane przez usta. 

-Nie uciekam –powtórzyłem z uporem psa przeżuwającego but.  Lila bawiła się 
postrzępionym rogiem koca. 

background image

 

47 

 

-Dzisiaj był dzień twojego zakończenia szkoły i przyjechałeś tutaj, by się ze 
mną zobaczyć. 

-I co z tego? 

Wzruszyła ramionami. 

-Tylko podaję dowody. 

-Przyjechałem tu dla ciebie. 

Napięcie w moich mięśniach nalegało na zmianę pozycji, ale jeślibym się 
poruszył, dałbym Lili wymówkę do przesunięcia się. 

-Byłaś na mnie zła. 

Dręczące wyrzuty sumienia spowodowały, że wyprostowałem kręgosłup. To co 
powiedziałem nie było kłamstwem. Przyjechałem tutaj dla Lili. Ale wtedy 
przypomniałem sobie kłótnię mamy i taty, spanikowaną Meg, gdy poprosiłem 
ją, by wzięła dziecko i nudności, kiedy rozważałem opowiedzenie moim 
rodzicom o mojej porażce. Wtedy mój mózg przekierował się na to, że 
wakacyjna szkoła zaczyna się za 48 godzin – od poniedziałku. Jechałem tutaj z 
zamiarem powiedzenia Lili, że wszystko naprawię, ale tak naprawdę chciałem 
naprawić wszystko między nami. Potarłem dłonią głowę. Czy Lila miała rację? 
Czy naprawdę uciekałem od problemów z moim życiem? 

-Nie uciekam –powiedziałem jeszcze raz. Nawet jeśli zauważyłem wątpliwości 
w moim głosie. 

-Jak tam chcesz –wymruczała, jej głos nadal był wyczerpany.– Dlaczego mi nie 
powiedziałeś? 

background image

 

48 

 

-Ponieważ … -ponieważ byłaby mną zawiedziona. Ponieważ sam sobą byłem 
zawiedziony. Ponieważ jej marzenia stały się moimi marzeniami, a ja 
zawiodłem nas oboje. Ponieważ byłem tchórzem. 

Dwa lata temu, Lila zaczęła pisać o Uniwersytecie Floryda. Mówiła o nim 
wystarczająco dużo, bym sam sprawdził. Zanim zakochałem się w Lili, 
zakochałem się w pomyśle pojechania do szkoły w innym stanie. Aby 
ewentualnie zdobyć dyplom z  zasobów leśnych i ich ochrony: by żyć ze 
wspinania się po skałach. Jak do diabła mogłem stracić z oczu moja 
przyszłość? 

Moja prawa noga zaczynała swędzieć i wszystko, o czym mogłem myśleć, to 
wstanie i udanie się z powrotem do kampingu, badanie śladów – nawet w 
ciemności – i znalezienie skalnej ściany. Potem spojrzałem w dół na piękność 
przytuloną do mnie. Jej oddech stał się lżejszy, a ona wzdrygała się we śnie. 
Dziecko robiło tą sama rzecz, gdy wchodziło w sen REM. Owinąłem koc wokół 
niej jeszcze raz i pozwoliłem sobie na dotknięcie jej włosów. Nie, nie 
uciekałem. Nie tym razem. Będzie miała więcej trudniejszych pytań, a ja 
miałem zamiar odpowiedzieć na nie wszystkie – patrząc wprost na nią. 
Nadszedł czas, by zmierzyć się z problemami w moim życiu zamiast ich 
unikać. Nadszedł czas, by stworzyć plan i podążać nim. I miejmy nadzieję, Lila 
wybaczy mi i będzie stać u mojego boku, jak będę parł do przodu. 

-Nie chciałem, żebyś mnie nienawidziła –wyszeptałem jako odpowiedź na jej 
ostatnie pytanie. – Ponieważ się w tobie zakochałem. 

 

 

 

background image

 

49 

 

Lila 

My

ś

la

ł

em dzisiaj o Tobie, gdy si

ę

 wspina

ł

em. Powinna

ś

 kiedy

ś

 tego spróbowa

ć

My

ś

l

ę

ż

e spodoba

ł

by ci si

ę

 ten dreszczyk emocji. 

~Lincoln 

 

Całe  moje  ciało  zacisnęło  się  na  dźwięk  walenia  w  drzwi.  Podskoczyłam, 
młócąc rękami i wtedy wreszcie uderzyłam o podłogę, niczym rozczochrany 
bałagan. To pęknięcie musiało być moją kością ogonową. 

-Au. 

Zamrugałam kilka razy, gdy masowałam dolną część pleców. Co ja robiłam w 
salonie? 

-Wszystko  w  porządku?  –zgrzytliwy,  senny  głos  spowodował,  że  moje  serce 
podskoczyło  jeszcze  raz.  Moje  oczy  zatrzymały  się  na  kanapie.  Lincoln 
rozciągał  ręce  za  głową.  Absolutnie  niesamowity.  Spał  siedząc  i  trzymając 
mnie, całą noc.– Dzień dobry. 

Jego  wspaniałe  oczy  opadły  na  mnie,  a  moje  policzki  zaczerwieniły  się,  gdy 
kąciki  jego  ust  uniosły  się.  Echo  wyśmiałaby  mnie  za  głupi  uśmiech,  który 
formował  się  na  mojej  buzi.  Czując  się  nagle  nieśmiała  i  zakłopotana, 
przeczesałam włosy ręką. O do diabła, kołtuny. Dlaczego, dlaczego, dlaczego 
zawsze musiałam budzić się z włosami jak u trolla? 

-Hej. 

background image

 

50 

 

Dzwonek  do  drzwi  zadzwonił  kilka  razy  i  ponownie  rozległo  się  walenie. 
Promienie  słońca  przedostawały  się  przez  żaluzje.  Blask  z  pewnością 
napomykał bardziej popołudnie niż ranek. 

-To prawdopodobnie Stephan –powiedziałam. 

Lincoln szarpnął głową. 

-Twój ex? 

Potwierdziłam.  Patrzył  na  mnie  jak  wkurzony  samiec  alfa.  Zebrałam  się  z 
podłogi i pognałam do drzwi, po raz pierwszy słuchając rady mamy z karteczki 
samoprzylepnej i sprawdzając przez wizjer, kto jest po drugiej stronie. I nie, to 
nie był mój były. Co było dobre, odkąd Lincoln wyglądał, jakby miał zamiar go 
posiekać na kawałki. 

-Lila? –Grace krzyknęła.– Jesteś tam?  

-Tak –zawołałam do mojej byłej najlepszej przyjaciółki.– Daj mi chwilę, Grace. 

Odwróciłam się do Lincolna, żeby wyjaśnić mu, że to Grace, ale uderzyłam w 
jego  klatkę  piersiową.  Złapał  mnie  za  ramiona,  by  pomóc  mi  utrzymać 
stabilność. 

-Myślałem, że wy dwie nie rozmawiałyście ze sobą po tym co się stało z Echo? 

-Nie rozmawiałyśmy. I dlatego muszę odpowiedzieć. Na świat musiała spaść 
apokalipsa zombie skoro ona tu jest. 

Jego uścisk na moich ramionach zmienił się w masaż, który spowodował, że 
zamknęłam oczy. Mógł mnie tak dotykać przez resztę życia, a ja nigdy bym się 
nie poruszyła. 

-W takim razie odpowiedz –rzekł. 

background image

 

51 

 

Mój  żołądek  związał  się  w  wielką  kulę  przerażenia.  Wyraz  twarzy  Lincolna 
krzyczał,  że  właśnie  stoczył  się  z  łóżka,  a  ja  byłam  w  mojej  piżamie,  moi 
rodzice byli za miastem, a Grace jest wielką plotkarą. 

-Cholera! 

-Mogę się ukryć –powiedział, jakby czytał mi w myślach. Jego ręce zsunęły się 
z moich ramion, a ja musiałam walczyć z pragnieniem obrażenia się na niego.– 
Ale będziesz musiała wytłumaczyć mój samochód. 

Rozjaśniłam się na dwie sekundy, a potem wypuściłam powietrze. 

-Nie jestem aż tak kreatywna. 

-Dam  ci  kilka  minut  sam  na  sam  z  nią.  Może  nie  zauważy  samochodu.  –
Lincoln  ruszył  w  dół  korytarza,  potem  zatrzymał  się  i  spojrzał  na  mnie  w 
sposób, jakby moje ubrania podjeżdżały do góry. 

-Wyglądasz teraz dobrze. Cała zmierzwiona i senna. 

Mój  kark  eksplodował  ciepłem  i  szybko skupiłam  się  na  muskułach  na  jego 
bicepsie. Na ustach Lincolna błysnął zalotny uśmiech, gdy chwytał dodatkową 
parę jeansów ze swojego plecaka, który leżał oparty o drzwi do mojego pokoju 
i zniknął w łazience. 

Dobry Boże, był gorący. 

Niegrzeczne  myśli  o  naszej  dwójce  splątanej  w  uścisku  nawiedziły  mój 
oszołomiony mózg. Dotykał mnie i rozmawiał ze mną, jakbyśmy znali się od 
zawsze. Czy to możliwe, że on tez był we mnie zakochany? Tak, jakbyśmy byli 
czymś więcej niż tylko przyjaciółmi? 

Grace wznowiła swoje walenie. Przygładziłam włosy sterczące mi na czubku 
głowy i otworzyłam frontowe drzwi. 

background image

 

52 

 

-Hej  –w  wojskowej  spódnicy,  która  sięgała  jej  do  kolan  i  białą  koronkową 
bluzką, Grace wskazała kciukiem na samochód. 

-Masz gościa? –rzuciła okiem na moje ubranie.– Który tu nocował? 

Niezainteresowana graniem w jej gierki, odpowiedziałam: 

-Tak.–szok i roztrzepanie wybuchły na jej twarzy. 

-Naprawdę! Kogo? 

Dawno,  dawno  temu,  powiedziałabym  jej.  Znała  wszystkie  moje  sekrety  – 
włączając mój pisemny związek z Lincolnem. To znaczy, dopóki nie wybrała 
swoich nowych przyjaciół ponad Echo. Echo i ja zawsze byłyśmy w pakiecie. 
Do bani było to, że tęskniłam za Grace. 

-Zgaduję, że chcesz wejść. 

Ona  praktycznie  posikała  się  w  majtki,  gdy  zobaczyła  poduszkę  i  koc  na 
kanapie. 

-Facet spędził tu noc! –zapiszczała. 

Machnęłam rękami, by ją uciszyć. Zakłopotanie skradało się po mojej skórze. 
Lincoln musiał się ze mnie teraz naśmiewać. 

-Skąd wiesz? To mogła być dziewczyna. 

-Twoje koleżanki śpią w twoim pokoju. Więc kto to jest? 

-To  jest…  -nie  mogłam  wymyślić  niczego  wiarygodnego,  ponieważ  sama 
prawda była niewiarygodna.– Lincoln. I lepiej zatrzymaj to dla siebie. To jest 
prywatna sprawa, Grace i mam to na myśli. 

Chwyciła  moją  dłoń  tak,  jakby  nasza  przyjaźń  nie  rozpadła  się  w  deszczu 
płomieni  miesiąc temu. 

background image

 

53 

 

-Lincoln? Kolega Lincoln? O. Mój. Boże. To jest takie… takie… jest gorący? 

To za tym tęskniłam u Grace: za jej pasją, entuzjazmem. A kiedy chciała, mogła 
być wspaniałą przyjaciółką. Uścisnęłam jej dłoń. 

-Cholernie. 

Miałam ochotę zadzwonić do Echo i Natalie i zmusić naszą czwórkę do bycia 
tym, kim byłyśmy wcześniej – nierozłącznymi. 

-Jak długo zostaje? –zapytała Grace. 

Moja energia wyblakła, a ja ją uwolniłam. 

-Nie wiem. 

Czy  Lincoln  wkrótce  wyjedzie?  Czy  roztrwoniłam  czas,  który  dostaliśmy 
razem?  Pamiętając rozmowę z ostatniej nocy, przypomniałam sobie, że wyjazd 
Lincolna będzie sposobem ucieczki. 

Telefon Grace zapiszczał, wskazując, że przyszła jej wiadomość. Przeczytała ją, 
a potem schowała telefon do torebki. 

-Muszę wracać, ale jest coś co muszę ci powiedzieć. To dlatego przyszłam. 

Zachęciłam ja dłonią, by kontynuowała. 

-Podsłuchałam jak Stephan, Chad i Luke zamierzają pojawiać się tu nocą, chcą 
cię przestraszyć, skoro twoi rodzice wyjechali na wakacje. 

Otworzyłam usta i całkowicie zdrętwiałam, dopóki gniew nie zapłonął w moim 
krwiobiegu. 

-Słucham? 

background image

 

54 

 

-Wiem. Głupie prawda? Stephan myśli, że jeśli się przestraszysz, zadzwonisz 
do niego i może wtedy wszystko się ułoży –wzrok Grace skierował się do koca 
na  kanapie.–  Zgaduję,  że  nie  wziął  pod  uwagę  czarnego  konia  startującego 
późno w wyścigu. 

Zdezorientowana oparłam się o kanapę. Cholera jasna, nie byłam szalona. Ktoś 
ze mnie żartował. Ale ulga była krótkotrwała. Straciłam ze Stephanem swoje 
dziewictwo. Był pierwszym chłopakiem, któremu powiedziałam, że go kocham. 
I on  w taki sposób mnie zdradzał? Próbował mnie przestraszyć? Czym on się 
stał? Moje oczy błyskawicznie się poruszały, nawet jeśli nie szukałam w pokoju 
niczego  konkretnego.  Mój  umysł  próbował  podporządkować  sobie  gniew, 
zmieszanie  i  dziwną  pustkę.  Byłam  zła  na  Stephana  –  dobra,  to  było 
nieporozumienie  stulecia.  Następnym  razem,  gdy  go  zobaczę,  spróbuję  go 
usmażyć  jak  suma,  którego  mój  brat  złapał  w  jeziorze,  ale  było  nic  w 
porównaniu  z  epickim  poczuciem  zdrady,  ogromnym  ukłuciem  bólu, 
emocjami, które doświadczyłam zeszłej nocy, ponieważ Lincoln mnie okłamał. 
To znaczy, ja i Stephan byliśmy razem przez dwa lata. To powinno coś znaczyć, 
prawda? 

-Lila? –Grace przeniosła moja uwagę na siebie.– Wszystko w porządku? 

-Ten drań będzie wisiał na swoich paznokciach, ale tak, wszystko w porządku. 
Zadziwiająco tak. 

Grace obracała swój pierścionek na palcu. 

-Nie pozwól mu dowiedzieć się, że to ja ci powiedziałam, dobrze? 

-Tak.  Dobrze.  Pewnie.  –Grace  i  Chad  byli  razem.  Pracowała  ciężko  przez 
ponad rok, żeby zatwierdzić go jako swojego faceta. 

-Tak poza tym, dlaczego mi to powiedziałaś? 

background image

 

55 

 

Ogień, który zawsze pochłaniał Grace, rozpuścił się. 

-Ponieważ chcę, żebyśmy znowu były przyjaciółkami. Popełniłam kilka złych 
wyborów i przepraszam za to. Ty wyjeżdżasz na Florydę i jeśli nie naprawimy 
tego teraz, to już nigdy nie zostanie to naprawione. 

Tak jak pewne rzeczy już nigdy nie zostaną naprawione między nią a Echo. Nie 
powiedziała tego, ale to tam było, wisząc w powietrzu jak smród zatęchłych 
ryb. 

Dużo  złej  krwi  zostało  przelanej,  ale  może  ludzie  mogą  się  zmieniać.  Tak 
bardzo, jak cieszyła mnie ta myśl, tak również mnie zasmucała. Nieważne co, 
moja przyjaźń z Grace nie będzie już taka sama. 

-Dzięki, że dałaś mi znać. 

Grace  stała  tam,  patrząc  na  mnie  jak  cholerny  szczeniaczek  zamknięty  w 
klatce. Niestety ja miałam słabość do uwięzionych zwierząt. 

-Może kiedyś mogłybyśmy iść razem na zakupy. 

Na jej ustach pojawił się uśmiech. 

-Tak, byłoby świetnie. 

Zamknęłam drzwi za Grace i poszłam do pokoju. Po drugiej stronie korytarza 
woda  uderzała  o  wannę,  gdy  Lincoln  brał  prysznic.  Czarna  koszulka 
wystawała  z  plecaka  Lincolna,  który  nadal  leżał  oparty  o  drzwi  do  mojego 
pokoju.  Ostatniej  nocy  powiedziałam  mu,  żeby  zostawił  plecak  w  moim 
pokoju, gdy przygotowywałam gorącą czekoladę, ale nie pomyślałam sobie, co 
może zobaczyć, gdy do niego wejdzie: stos listów leżących na łóżku i stronę do 
albumu, którą zrobiłam na jego rozdanie dyplomów. Opadłam na róg łóżka i 
rozejrzałam się po pokoju, jakbym nigdy go nie widziała. Wszystko się zmienia. 

background image

 

56 

 

Moje  związki  się  zmieniają,  moja  przyszłość  się  zmienia,  moje  uczucia  się 
zmieniają. Moje  życie  jest  jedną  wielką, ciągłą  zmianą. Dorastałam,  bojąc  się 
pająków, pszczół i ciemnych kątów w słabo oświetlonych piwnicach. Ale ten 
nieprzyjaciel… zmienił się… terroryzował mnie jak nigdy wcześniej. 

Po raz pierwszy w życiu pragnęłam nie dorastać. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

57 

 

Lincoln

 

Dreszczyk emocji? Wysoko

ść i skały brzmią jak ogromne ryzyko. Ale jeśli byś 

tam był, myślę, że rozważyłabym wspinaczkę.  

~Lila 

 

Kiedy wyszedłem z łazienki powitało mnie piskliwe skrzypienie odsuwanych 
szuflad. Po drugiej stronie korytarza Lila wyszarpywała szary papier z biurka, 
a  potem  rzucała go na  podłogę.  Papiery rozsypały się  z  teczki,  jakby  zostały 
potraktowane wiatrakiem. 

-Lila? –zapytałem wchodząc do jej pokoju.– Co się dzieje? 

-Nie mogę go znaleźć –trzaskając zamknęła szufladę, otworzyła dolną z taką 
siłą, że ta wypadła z biurka.– Nie mogę znaleźć tego cholerstwa! 

Moje  listy  do  niej  nadal  leżały  na  łóżku  ułożone.  Moja  klatka  piersiowa 
ponownie  ścisnęła  się  na  ich  widok.  Nie  mogłem  w  to  uwierzyć.  Trzymała 
wszystkie moje listy – tak jak ja trzymałem jej. 

Pokój  reprezentował  Lilę  idealnie  –  kolejność  i  dyscyplina.  Tak,  wszystko 
idealnie pasowało, oprócz złotowłosego chochlika robiącego dookoła bałagan. 

-Nie możesz znaleźć czego? 

-Listu  przyjmującego  mnie  na  Uniwersytet  Louisville.  Ten,  który  miałam 
zwrócić. Włożyłam go do teczki. Oznaczyłam go. Położyłam go wśród innych 
listów z uniwersytetów ułożonych alfabetycznie, ale go tu nie ma. 

Gorączkowo  szukała  wśród  papierów.  Raz.  Dwa.  Za  trzecim  razem.  Lila 
uderzyła dłońmi o podłogę. 

background image

 

58 

 

-Gdzie to jest! 

Zbliżyłem  się  do  niej  powoli.  W  sposób,  jaki  zbliżyłem  się  do  Meg,  kiedy 
dowiedziała się, że jest w ciąży. Zgiąłem kolana i przykucnąłem przy niej. 

-Po co ci ten list? 

Lila  przechyliła głowę,  jakby  po  raz  pierwszy mnie  zauważyła.  Jej  oczy były 
zbyt rozszerzone jak dla jej delikatnej twarzy. 

-Zamierzam go zaakceptować. 

Zamrugałem. 

-Zaakceptować? –zassałem powietrze, żeby się uspokoić. To było tak, jakby ta 
dziewczyna walnęła mnie kijem w żołądek.– A co z Florydą? 

-To  Stephan  robił  sobie  ze  mnie  żarty  –te  słowa  uderzyły  we  mnie,  gdy 
przycisnęła  dłoń  do  swojej  piersi.–  Chciał  mnie  przestraszyć  i  to  zadziałało. 
Byłam przerażona. Przerażona! Nie mogę tego zrobić. 

Zakrztusiła się szlochem 

-Nie  mogę iść na Florydę. Nie sama. 

Wyprostowałem  się.  Gniew  wybuchł  we  mnie  –  erupcja  wulkanu  w  pełnej 
okazałości. Drań nie żyje. Bez wątpienia. 

-Powiedz mi, gdzie on jest. 

Złączyła brwi. 

-Kto? 

-Dupek,  który  sprawił,  że  zaczęłaś  w  siebie  wątpić.  Dupek,  który  cię 
przestraszył. Stephan. 

background image

 

59 

 

Lila zerwała się na równe nogi.  

-Wszystko, co zrobił to jedynie wskazał mi to, co już wiedziałam. To,  że nie 
poradzę sobie będąc samą. 

-To  skurczybyk  –w przeciwieństwie do  wczorajszego  ranka,  nie  krzyczałem. 
Przez  emocje  zagnieżdżone  we  mnie  byłem  niesamowicie,  śmiertelnie 
spokojny.  Od  śmierci  Josha  byłem  przyzwyczajony  do  znieczulenia,  ale  listy 
Lily  było wystarczająco  silne,  by  przebić  się  przez  moje  ściany.  Odkąd  sobie 
uświadomiłem że mogę stracić z nią kontakt, czułem gniew, rozpacz, poczucie 
winy, miłość i teraz czystą, bez żadnych domieszek wściekłość. 

-Przed żartem byłaś gotowa udać się na południe –powiedziałem.– Cały twój 
ostatni  list  był  wypełniony  tym,  że  nie  możesz  się  doczekać  przekroczenia 
granicy stanu. 

-Ale to było wcześniej! –Opuściła ramiona.– To było wtedy kiedy myślałam, że 
będę kogoś mieć. 

Gniew się rozproszył – zniknął w mgnieniu oka – pozostawiając po sobie tylko 
pustkę. 

-Masz mnie. 

-Nie. Nie mam –jej rzęsy stały się mokre, gdy nimi zatrzepotała.– Miałeś być 
tam  razem  ze  mną,  a  teraz  cię  nie  będzie.  Myślałam,  że  będę  w  stanie 
przekonać Echo, by poszła razem ze mną, ale wtedy ona znalazła Noah. Jestem 
teraz sama. Nie mogę tego zrobić. Nie jestem w stanie iść sama na Florydę. 

Potarłem  zarost  formujący  się  na  mojej  szczęce,  gdy  ona  ocierała  łzy 
spływające strumieniem z kątów jej oczu. Lila odwróciła wzrok, a ja poczułem 
się  chory.  Polegała  na    mnie,  a  ja  wszystko  spieprzyłem  dla  niej.  Dla  mojej 
rodziny. Dla mnie. 

background image

 

60 

 

Ogarnęło  mnie  przytłaczające  pragnienie  skierowania  się  do  domu  –  do 
porozmawiania  z  rodziną,  doradcą  w  szkole,  do  wypełnienia  formalności 
rekrutacyjnych  na  Florydę,  które  dał  mi  doradca,  by  zmotywować  mnie  w 
uczęszczaniu  do  szkoły  letniej.  Odkąd  umarł  Josh,  wszystko,  co  robiłem 
polegało  na  ignorowaniu  życia,  mojej  przyszłość  –  tak  jak  Meg  ignorowała 
swoje dziecko. Tak, powrót do domu byłby jak ucieczka, ale nie w sposób, jaki 
to robiłem przez ostatnie dwa lata. To byłaby ucieczka do przodu. 

Kiedy opuściłem dom, by znaleźć Lilę, poczułem pierwsza iskrę świadomości, 
ż

e  niektóre  rzeczy  muszą  się  zmienić,  ale  widząc  jak  Lila  w  siebie  wątpi, 

wycofuje się, oczyściło moją wizję tego, co muszę zrobić. 

Mój  dziadek  powiedział  mi  kiedyś,  żeby  nie  prowokować  rannego 
niedźwiedzia,  zwłaszcza  gdy  ten  pielęgnuje  swoje  rany,  ale  czasami 
niedźwiedź potrzebuje, aby ktoś go szturchnął. 

-Kto teraz ucieka? 

Dreszcz  strachu  przesunął  się  wzdłuż  mojego  kręgosłupa,  gdy  jej  lodowato 
zimne oczy przeszyły mnie. 

-Słucham? 

Miałem nadzieję, że wiem co robię. 

-Przyjechałem  tu  dla  ciebie,  Lila.  Dla  dziewczyny,  która  nigdy  nie  pozwala 
wejść  sobie w  drogę.  Dla  dziewczyny, której  nie  przeszkadzałoby  to,  że  ktoś 
sobie  z  niej  żartuje.  Może  ja  nie  byłem  jedynym,  który  skłamał.  Może 
wymyśliłaś dziewczynę z listów. 

Otworzyła usta, jej policzki poczerwieniały jakbym rzeczywiście ją uderzył. 

-Jesteś kretynem! 

background image

 

61 

 

-Jesteś na mnie zła? 

-Tak! 

-Dobrze. Teraz przestań się skupiać na tym, czego nie możesz kontrolować, a 
skup  się  na  tym  co  możesz.  –Jak  szkoła  letnia,  praca  na  rzecz  uczelni, 
ubieganie  się  o  przyjęcia  w  czasie  wiosny,  a  nie  na  rodzicach,  siostrze, 
siostrzeńcu… śmierci brata. 

Lila  potrząsnęła  głową,  jakby  budziła  się  ze  snu.  Wsparła  się  na  biurku  i 
przesunęła dłońmi przez włosy. 

-Masz rację. 

To była dziewczyna, którą znałem: sto procent lub w ogóle. Żadnego gadania. 
Dziewczyna, która traktował życie jakby była pociskiem zmierzającym do celu. 

Jej oczy powędrowały na mnie i zdezorientowałem się ustawieniem jej ust. 

-Lincoln? –spytała, gdy jej głupi uśmiech rósł. 

-Tak? 

-Nie masz na sobie koszulki. 

Zawstydzenie ogarnęło całe moje ciało, rękoma sięgnąłem do piersi i poczułem 
jedynie naga skórę. 

-Przykro mi. 

Coś w jej niebieskich oczach się zatliło. 

-A mi nie. Ale teraz możesz się ubrać. 

 

 

background image

 

62 

 

Lila 

…a co do wspinaczki, to my

ślę, że nie doceniasz siebie. 

~Lincoln 

 

Lincoln idzie ze mną przez otwarte pole w stronę linii trzech drzew. Stawia 
szerokie kroki, a ja staram się dopasować mój chód do jego kroków. Znowu ma 
na sobie koszulkę, co jest grzechem. Z pewnością mógł wygrać z facetem Echo 
pod  względem  wielkości  mięśni.  Przy  drewnianej  szopie,  gdy  przekręciłam 
odpowiednią  kombinację  cyfr  w  prawo  i  lewo  i  z  powrotem  w  prawo.  Z 
kliknięciem  odblokowałam  zamek  i  otworzyłam  drzwi.  Promienie  słońca 
spowodowały, że kurz zatańczył na drewnianych belkach. 

-Zechcesz mi powiedzieć, co my tutaj robimy? –pyta. 

-Odzyskujemy moją dumę. –Głupi Stephan i głupia ja. Ostatnie sześć miesięcy 
naszego  związku  przeleciało  mi  przez  głowę  jak  pokaz  źle  zmontowanych 
slajdów: to jak mówiłam mu, że idę na Florydę, to jak się wzdrygnął i zaczął 
mówić o tym jak przestraszona będę, gdy się przeprowadzę. Pogrywał sobie ze 
mną. Pogrywał ze mną tak dobrze, że prawie porzuciłam moje marzenia. Jeśli 
mam  być  cholernie  szczera  to  dowcip  Stephana  był  tylko  wymówką,  której 
szukałam, by porzucić myśl o pójściu na Florydę. Do tego mogłam włączyć mój 
niepokój o wyjeździe Echo i myśl, że Lincoln nie idzie na Florydę tej jesieni do 
ż

ałosnej kategorii. Prawda jest tak, że wątpiłam w to, że pójdę tam do szkoły, bo 

wątpiłam w samą siebie. Bałam się bycia samą. Nie wiedziałam, jak naprawić 
mój strach, ale wiedziałam, co zrobić ze Stephanem. 

Kiedy moje oczy dostosowały się do ciemności szopy, weszłam tam i chwyciłam 
pistolety  do  paintballa  mojego  brata.  Lincoln  miał  całkowitą  rację.  Nadszedł 

background image

 

63 

 

czas,  aby  przestać  się  bać  i  przyjąć  aktywną  postawę.  Nadszedł  czas,  by 
odwrócić  role  i  nauczyć  czegoś  tego  śliskiego  drania.  Rzuciłam  Lincolnowi 
jeden z pistoletów. Uniósł brew, gdy uświadomił sobie, co trzyma w ręku. 

-Strzelaj  w  ich  nogi.  –Mówię.–  Ich  buty  kosztowały  prawie  dwieście-
pięćdziesiąt dolarów i byliby wkurzeni, gdyby zostały poplamione. 

Odpowiedział mi złośliwym uśmieszkiem, gdy zrozumiał plan i się do niego 
przyłączył. 

-Czy kiedykolwiek korzystałaś z takiego? 

-Tak.  –Ale  to  było  nic  w  porównaniu  z  tym,  co  transmitowali  na  całym 
ś

wiecie.– A ty?  

-Minęło trochę czasu. 

Dobra. 

-Mamy trochę czasu do zachodu słońca, a potem ruszamy. 

Spojrzenie  Lincolna  wędrowało  po  moim  ciele,  zatrzymując  się  na  moich 
krzywiznach. 

-Myślę, ze się zakochuję. 

Na  słowo  miłość,  moje  wnętrzności  zatrzepotały.  Wsunęłam  włosy  za  ucho, 
próbując  sobie  wyobrazić  jak  seksowna  mogłam  być  w  parze  znoszonych 
jeansów, koszulce i tuląc do siebie broń. A potem wyobraziłam sobie jakby to 
było, gdyby naprawdę się we mnie zakochał, ponieważ rzeczywisty Lincoln był 
o  wiele  bardziej  intensywny,  niż  ten  Lincoln  z  listów…  a  ja  poważnie 
zakochiwałam się w nim. 

 

background image

 

64 

 

Lincoln 

Wyjdziesz na zewnątrz 28 i będziesz obserwować deszcz meteorów? Wiem co 

myślisz o trzeciej nad ranem? Myślę, że będzie pięknie. Poza tym będzie fajnie 

wiedzieć, że obserwujesz niebo w tej samej chwili co ja.  

~Lila 

 

Przez  szparę  w  drzwiach  do  pokoju  Lili  patrzyłem,  jak  ta  suszy  włosy 
ręcznikiem.  Wcześniej  byłem  świadkiem  jak  Lila  trafiła  dziesięć  na  dziesięć 
strzałów  z  pistoletu  do  paintballu.  Ta  dziewczyna  się  nie  bawiła. 
Doświadczenie  jej  strony  Rambo  wzbudziło  we  mnie  pewien  strach. 
Zachichotałem do siebie. Ja też wzbudziłem w sobie tą stronę. 

Późnym popołudniem słońce świeciło wprost do jej sypialni. Mieliśmy jeszcze 
kilka godzin zanim zapadnie zmrok. Będąc naturalnym wspinaczem, zająłem 
pozycję  wysoko  na  drzewie.  Lila  planowała  pozostać  na  ziemi.  Wrzuciła 
ręcznik do kosza na pranie i przeczesała włosy grzebieniem. 

-Kiedy będziesz musiał wyjechać? –zapytała. 

-Dzwoniłem  do  rodziców,  kiedy  byłaś  pod  prysznicem.  Powiedziałem  im,  że 
będę  w  domu  w  poniedziałek  rano.  –Powiedziałem  im  też,  że  mają  się 
spodziewać  zasadniczych  zmian,  kiedy  w  końcu  wrócę  do  domu  –  teraz 
miałem  zamiar  skupić  się  na  mojej  przyszłości,  a  nie  przeszłości.  Nie  byli 
zadowoleni,  że  wyjechałem  i  że  nie  ukończyłem  szkoły,  ale  nie  byli 
rozgniewani. Przygryzła dolną wargę i zatonęła w łóżku. 

-Więc jutro wyjeżdżasz. 

-Tak. 

-Ciszę się, że przyjechałeś –powiedziała. 

background image

 

65 

 

-Ja  też.  –Nasze  spojrzenia  się  spotkały  i  to  był  najwygodniejszy  moment  ze 
wszystkich, gdy wpatrywałem się w kogoś oczy.– Dasz sobie radę sama? 

Skinęła głową. 

-Prawdopodobnie będę budziła się na każdy najmniejszy dźwięk, ale dam sobie 
radę. 

-To moja dziewczyna –moje oczy się rozszerzyły, kiedy uświadomiłem sobie, 
co  powiedziałem.  Lila  nie  była  moją  dziewczyną.  Chciałem,  żeby  nią  była, 
ale…- To znaczy… 

-Nie.  Podoba  mi  się  to,  co  powiedziałeś.  –Lila  odwróciła  wzrok,  jej  włosy 
zakołysały się przy twarzy. 

Czy  to  było  możliwe,  by  czuła  to  samo  co  ja?  Lila  i  ja  kiedyś  byliśmy  tylko 
nieznajomymi,  którzy  spotkali  się  na  pogrzebie.  Przez  listy  staliśmy  się 
przyjaciółmi związanymi  wspólnym marzeniem o studiach w innym stanie i 
wtedy się  w  niej  zakochałem.  Czy  ona  też  mogła  się we mnie  zakochać?  Za 
kilka godzin miałem wrócić do domu i jedyną lekcją jaką dostałem po śmierci 
Josha było to, że przyszłość nie jest gwarantowana. Miałem z nią tylko jedną 
szansę i zamierzałem ją wykorzystać. 

-Ostatniej jesieni powiedziałaś mi, że jestem ci bliski, mimo że dzielą nas setki 
kilometrów. -Oczy Lili podskoczyły do moich, zaszokowane tym, że pamiętam 
te  słowa.–  Więc…  -kontynuowałem.-  …ja  czuję  to  samo  względem  ciebie. 
Nigdy nie dzieliłem moich prywatnych myśli z kimś innym niż ty i nie mogę 
sobie wyobrazić dzielenia ich z kimś jeszcze. 

Przerwałem  zbyt  przerażony,  by  kontynuować.  Jeśli  się  myliłem,  mogłem 
zniszczyć  przyjaźń,  którą  dzieliliśmy.  Lila  bawiła  się  kosmykiem  swoich 

background image

 

66 

 

mokrych włosów i trzymała swoje niewinne oczy umieszczone na mnie. Nie, 
zakochałem się w niej i będę żałował, jeśli zaprzepaszczę ten moment. 

-Lubię cię Lila. Bardziej niż tylko przyjaciółkę. Budzę się rano i myślę o tobie. 
Idę nocą do łóżka, a myśl o tobie jest moją ostatnią. Śnię o tobie. Najlepszymi 
dniami w tygodniu są te, kiedy dostaje twoje listy. -Zamrugała i zamarła. Coś w 
moim  brzuchu  strasznie  mi  zaciążyło.–  Ale  jeśli  nie  czujesz  tego  samego  do 
mnie to w porządku. Przysięgam… 

-Lincoln –rzekła zanim skończyłem.– Czuję to samo do… ciebie.  

Wciągnęłam  powietrze,  jakby  to  był  pierwszy  oddech,  jaki  kiedykolwiek 
wziąłem. Lila troszczyła się o mnie. Wszedłem do jej pokoju i zatrzymałem się 
przy niej. 

-Mogę usiąść? –Ponieważ to było jej łóżko i nie było mowy, żebym pozwolił 
sobie na zajęcie tak świętego miejsca. Przesunęła się, tworząc dla mnie miejsce. 
Zniżyłem  się,  by  usiąść,  a  moje  serce  przyśpieszyło.  Potarłem  ręką  jeansy  i 
powoli wypuściłem wstrzymywane powietrze. 

-W poniedziałek zaczynam szkołę letnią. 

Lila odgięła ciało w moją stronę i to był pewny znak, że zwróciłem jej uwagę. 

-Mój  doradca  powiedział,  że  mam  dużą  szansę  na  zostanie  przyjętym  na 
Uniwersytet  Florydy  w  wiosennej  rekrutacji,  bo  moje  wyniki  z  testów  SAT  i 
ACT były wysokie, tak samo jak moje oceny. Myśli, że jeśli skupię się na szkole 
letniej  i  napiszę  zajebisty  esej  o  tym,  czego  się  nauczyłem  na  moim  błędzie, 
komisja  rekrutacyjna  wybaczy  mi  moje  błędy.  Przyznaję,  że  zanim  tu 
przyjechałem, wciąż ignorowałem to, co muszę zrobić. Wiedziałem, że muszę 
naprawić to, co jest między nami, ale patrzenie jak ty pokonujesz swój strach, 

background image

 

67 

 

pomogło  mi  uświadomić  sobie,  że  muszę  zająć  się  swoim.  Popełniłem  kilka 
błędów i mam zamiar je naprawić. 

Jej delikatne, cienkie palce spoczęły na jej kolanie. Dwa i pół roku temu Lila i ja 
siedzieliśmy  przed  domem  pogrzebowym,  a  ona  miała  odwagę,  by  do  mnie 
dotrzeć,  kiedy  jej  opisywałem  mój  związek  ze  starszym  bratem.  Nie,  nie 
płakałem na pogrzebie Josha, ale to, czego nigdy nikomu nie powiedziałem to 
to,  że  płakałem  jak  dziecko  przy  dziewczynie,  której  nigdy  wcześniej  nie 
widziałem… przy Lili.

 

Wymuszając  tą  samą  siłę  co  ostatniej  nocy,  położyłem  rękę  na  jej.  Lila 
natychmiast splotła swoje palce z moimi. Kontynuowałem. 

-Powinienem  wcześniej  powiedzieć  ci  prawdę  o  tym,  że  nie  ukończyłem 
szkoły,  ale  nie  chciałem,  żebyś  była  mną  zawiedziona.  Nie  chciałem  się 
przyznać, że zawiodłem. Wiem, że będę semestr później, ale pójdę na Florydę 
Lila i przysięgam, że już nigdy cię nie zawiodę. 

Na jej ustach pojawił się czuły uśmiech. 

-A ja tam będę, czekając na ciebie. 

Moja klatka rozszerzyła się, gdy pochyliłem się w jej stronę. Ogarnął mnie jej 
lawendowy zapach, a te błękitne oczy wciągały mnie do środka. 

-Lubię cię –wyszeptałem, gdy przesunąłem nosem po jej policzku. Bardziej niż 
lubię, ale nie chciałem się śpieszyć. Lila przechyliła głowę i wyszeptała tuż przy 
moich ustach. 

-Też cię lubię. 

Jej  pocałunek  był  ciepły,  miękki  i  zapraszający.  Oboje  się  badaliśmy  w 
niepewnym tańcu, gdy prześlizgnęliśmy się przez granicę, której żadne z nas 

background image

 

68 

 

nie  spodziewało  się,  że  kiedykolwiek  ją  przekroczymy.  Puściłem  jej  ręce  i 
odepchnąłem włosy z jej twarzy. Moje palce prześledziły jej kości policzkowe, 
a następnie podryfowały do karku. 

Moja  skóra  zawibrowała, gdy  z  jej  ust wydostało się  kobiece  westchnienie  – 
dźwięk  akceptacji,  dźwięk  tęsknoty.  Lila  przesunęła  się,  a  ja  skorzystałem  z 
okazji i owinąłem ramiona wokół jej ciała. Ona wplotła palce w moje włosy i 
przysunęła  mnie  bliżej.  Moja  krew  podgrzała  się  tak,  jak  nasz  pocałunek. 
Zassałem jej dolną wargę, a gdy otworzyła usta nasze języki spotkały się. 

Dłonie  –  moje  dłonie,  jej  dłonie  –  wędrowały.  Na  ramionach,  plecach 
zapamiętując krzywizny, zbliżając się do krawędzi koszulek. 

Całowaliśmy się, dotykaliśmy się i znów całowaliśmy. Z mocno bijącym sercem 
i oddechem trudnym do złapania, przycisnęliśmy usta razem po raz ostatni, a 
potem  oderwaliśmy  się  od  siebie.  Tak,  przekroczyliśmy  dzisiaj  linię,  ale  były 
pewne  granicę,  których  żadne  z  nas  nie  chciało  dzisiaj  naruszyć.  Oczy  Lili 
błyszczały, zatwierdzając wybór naszej nowej drogi, a na tej drodze mieliśmy 
czas na pocałunki i mieliśmy czas do końca świata, by się w sobie zakochać. 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

69 

 

Lila 

Całe niebo wybuchło w setkach smug światła. Nigdy nie czułem się tak żywy. 

Chciałbym, żebyś była tam ze mną albo ja z Tobą. Choć myślę, że byłaś ze mną. 

Nazwij mnie szaleńcem, ale była taki moment Lila i cieszę się, że dzieliłem go z 

Tobą. Nawet jeśli byliśmy kilka setek mil od siebie. 

~Lincoln 

 

-Potrzebuję  kryptonimu  –powiedział  Lincoln  przez  walkie-talkie,  które 
skonfiskowałam mojemu młodszemu bratu z pokoju. Było po północy i nasza 
dwójka była ukryta na naszych pozycjach od dziewiątej. Jeśli zrobiłabym zeza i 
wpatrywała się tak dość długo, mogłam rozszyfrować cień Lincolna piętnaście 
metrów  w  powietrzu,  na  dużym  dębie  w  pobliżu  domu.  Wyglądało  to  tak, 
jakby drzewo miało nowotwory wyrastające z siebie. Przez pierwszą godzinę 
martwiłam się, gdy zwisał tam, ale potem odkryłam, że Lincolnowi jest tam tak 
dobrze jak mi na wyprzedaży u Macy’ego. 

-Co  masz  na  myśli?  –zapytałam.  Za  rządkiem  krzaków  i  pniem  wierzby 
płaczącej,  zlustrowałam  nocny  horyzont.  Niebo  było  czyste.  Piękne  białe 
gwiazdy migotały nad nami, ale nie było dzisiaj księżyca. Plusem było to, że 
Stephan i jego podróżująca banda hien nie miała szans, by nas zobaczyć. Złą, 
ż

e my nie mogliśmy dostrzec ich. 

-Coś niebezpiecznego, jak Brzytwa lub Ostrze. 

Słysząc złośliwość w jego głosie, zaakceptowałam przynętę. 

-Co  myślisz  o  kryptonimie  Abe

1

?  Albo  Uczciwy?  Brzmią  jak  idealne 

kryptonimy. 

 

                                                           

1

 Chodzi o Uczciwego Abe’a – Tak nazywano Abrahama Lincolna. 

background image

 

70 

 

-Bardzo  śmieszne.  Co  ty  na  to,  żebyś  opowiedziała  kawał  o  prezydencie, 
którego nigdy wcześniej nie słyszałem? 

Tak  nam  mijały  ostatnie  trzy  godziny  –  na  komfortowej  stałej  rozmowie. 
Wcześniej  Lincoln  całował  mnie…  a  ja  całowałam  jego.  Przed  zajęciem 
naszych pozycji, spędziliśmy kilka godzin w swoich ramionach na łóżku, na 
przemian rozmawiając i całując się. 

Moje serce bolało, gdy myślałam o tym, że rano wyjeżdża, ale mieliśmy plan i 
oboje skłanialiśmy się do tego, by nim podążać. 

-Kiedy wiedziałeś? –zapytałam.– Że coś do mnie czujesz? 

Zamarł po drugiej stronie. Cholera. Może poszłam za daleko. 

-Nie  wiem  –odparł.  –To  dorastało  cały  czas.  Myślę,  że  po  raz  pierwszy 
wiedziałem,  że  coś  jest  na  rzeczy,  kiedy chciałem  wymazać imię  Stephana  z 
twoich listów. 

Zachichotałam, całkowicie niezawstydzona tym, że podoba mi się to, że był o 
mnie zazdrosny. 

-Chociaż szczerze… Odpisałaś mi zanim zaczęła się szkoła, a ja wziąłem ten 
list  na  jedną  z  moich  wycieczek.  Na  szczycie  skały  przeczytałem  go  i 
uświadomiłem sobie, że chciałbym, abyś dzieliła ze mną ten widok. 

Moje usta uniosły się na jego słowa. 

-O czym był ten list? 

Zaśmiał się. 

-O  niczym.  To  jest  właśnie  dziwne.  Wysyłałaś  mi  listy  o  Echo  i  Stephanie, 
Grace, o swojej rodzinie, o Florydzie, a ja pokochałem te listy. Wiedziałem, że 

background image

 

71 

 

dzielisz ze mną duszę. Ale w tym jednym liście mówiłaś, że leżysz na podwórku 
i patrzysz jak spadają liście. Kiedy skończyłem go czytać, znalazłem w kopercie 
czterolistną  koniczynę.  Wiedziałem  wtedy,  że  chciałbym  dzielić  z  tobą 
najlepsze  chwile  i  co  ważniejsze,  te  mniejsze  również.  Chciałem  się  z  tobą 
wspinać na skały, Lila, a potem spędzić kilka spokojnych chwil dzieląc się z 
tobą widokiem. 

Ciepło  owinęło  się  wokół  mojego  serca.  Chciałam  dokładnie  tych  samych 
rzeczy. 

-Wysłałam ci koniczynę, żeby powiodło ci się na rekrutacji. 

-Więc zadziałała –powiedział. – I zadziała znowu. 

-Więc muszę znaleźć kolejną koniczynę? –podrażniłam się. 

-Nie. Nadal mam tą pierwszą w moim portfelu. Lubię mieć coś od ciebie blisko 
siebie. 

Przytłoczona, poczułam jak moje gardło się zaciska. Zatrzymał prezent, który 
mu dałam. W portfelu. To było niewiarygodnie słodkie. 

-A co z tobą? –zapytał niepewnie.– Kiedy ty wiedziałaś? 

-W noc deszczu meteorów –odpowiedziałam automatycznie.– I po liście, który 
mi  potem  przysłałeś.  –Myślałam  o  setkach  gwiazd  tańczących  na  niebie.– 
Wiedziałam, że patrzysz. Wiem, że to brzmi głupio, ale czułam, jakbyś był tam 
ze mną, a kiedy przysłałeś mi list opisujący tą noc… -przerwałam, niezdolna 
do znalezienia odpowiednich słów opisujących tą noc. 

Lincoln wyratował mnie. 

-Wiem, ja też. 

background image

 

72 

 

Siedzieliśmy  w  ciszy  przez  kilka  sekund,  oboje  ciesząc  się  chwilą.  W  końcu 
odchrząknęłam i zapytałam: 

-Jak wiele godzin jest od ciebie na Florydę? 

Mieliśmy  zamiar  na  zmianę  się  odwiedzać  w  weekendy  i  rozmawiać  przez 
telefon, Skype i oczywiście pisać listy. 

-Około czterech, jeśli będę przestrzegał sugerowanej prędkości. 

-Takie  jest  prawo  –przypomniałam  mu.–  Jak  weź-bilet-jeśli-zamierzasz-
złamać- typ-prawa. 

-Sugestia? – odpowiedział. 

Moja  klatka  piersiowa  się  zacisnęła.  Byli  tutaj.  Moje  oczy  omiotły  podwórko 
dookoła domu, a mój puls zaczął bić w moich uszach. Wytarłam ręce w moje 
jeansy,  by  osuszyć  je  z  potu  i  położyłam  się  płasko  na  ziemi.  Kątem  oka 
zauważyłam  ruch.  Trzy  cienie  czaiły  się  przy  ścianie  domu.  Jedna  z  nich 
podniosła  rękę,  machając  na  pozostałą  dwójkę,  aby  szli  w  stronę  ganku. 
Pojedynczy cień skradł się tuż przy moim oknie. Dupek. To musiał być Stephan.  

Przygotowałam  pistolet  do  paintballu,  zbiornik  ukryty  był  pod  moim 
ramieniem. Wyrównałam mój wzrok i wycelowałam w buty, uspokajając serce. 
Zobaczymy jak się poczuję, gdy zatopię w nich kilka strzałów. 

Lincoln dostał ścisłe instrukcje – będzie strzelał, jedynie po tym jak ja to zrobię 
i Stephan był mój. Po kilku sekundach Stephan uniósł dłoń i przejechał ręką po 
moim oknie. Stary, dzisiaj nie jest twoja noc. Ostatniej nocy byłam przerażona. 
Teraz czułam się pełna mocy. 

Pociągnęłam za spust. Pop. Pop. Pop. Pop. 

background image

 

73 

 

Figura zaczęła krzyczeć i pochyliła się do przodu, gdy pociski uderzały w jego 
ciało. Krzyki z przodu domu, powiedziały mi, że Lincoln znalazł swoje ofiary. 

-Są w ruchu. W ruchu –głos Lincolna zaszeleścił w radiu. 

Jego sylwetka zakołysała się, gdy zeskoczył z drzewa z wrodzoną gracją i gdy 
tylko był na ziemi ruszył na przód domu. Ja skupiłam się na Stephanie. Jego 
głowa poruszała się w przód i tył, szukając napastnika w krzakach. 

-Kto tam jest? 

Podniosłam  się  z  ziemi.  Wciąż  ukryta  w  deszczu  pnączy  wierzby  płaczącej, 
strzeliłam dwoma pociskami w ziemię, tuż obok jego stóp. 

-Hej! – krzyknął, gdy odskoczył od farby. W mgnieniu oka potrząsnęłam moją 
latarką i skierowałam ją na jego twarz. Położył ręce nad oczami w wysiłku, by 
zobaczyć, kto do niego podchodzi. Farba zamazywała jego ulubioną koszulkę i 
jeansy. 

Dobrze.  Celowałam  zbyt  nisko,  choć  ledwie  zaplamiłam  jego  dwustu-
pięćdziesięcio  dolarowe  buty  sportowe.  Rzuciłam  latarkę  na  ziemię  w  jego 
pobliżu. Zamrugał dwa razy, kiedy mnie poznał. 

-Lila? –Szok rozprzestrzenił się w jego oczach.– Mogę wszystko wyjaśnić. 

Tym  razem  wycelowałam  bezpośrednio  w  jego  buty.  Pop.  Pop.  Niebieskie 
pociski poplamiły jego wcześniej białe buty. 

-Idę na Florydę, Stephan. Masz z tym problem? 

Na podjeździe zamigotały światła. 

-Stephan! –krzyknął Luke z siedzenia kierowcy.– Chodźmy. 

background image

 

74 

 

Kiedy  Stephan  się  zawahał,  Luke  zatrąbił  i  uderzył  dłońmi  w  drzwi  swojego 
samochodu. Stephan spojrzał na mnie jeszcze jeden raz. 

-Lila… 

-Na  twoich  butach  są  jeszcze  czyste  miejsca  –ponownie  spojrzałam  na  jego 
obsesję. 

-Zadzwonię do ciebie kiedy już odzyskasz zdrowie psychiczne. –Obraził się i 
skierował do swoich debilnych przyjaciół. 

-Strzelałam  do  ciebie  o  północy  z  pistoletu  do  paintballu!  –Krzyknęłam  za 
nim.– Myślę, że zdrowie psychiczne zastawiliśmy za sobą już kilka dni temu. 

Kiedy  czerwone  tylne  światła  samochodu  Luke’a  zniknęły,  rzuciłam  broń  do 
paintballu na ziemię, opadła obok niego i objęłam ramionami kolana. 

Z przodu domu wyłonił się cień. Wczoraj bym zatraciła się , gdybym zobaczyła 
czarną  figurę  wyłaniającą  się  z  ciemności.  W  rzeczywistości,  wczoraj  to 
zrobiłam. Zabawne, jak dużo może się zmienić w ciągu dwudziestu czterech 
godzin. 

-W porządku? –zapytał Lincoln. 

Zobaczmy, moja najlepsza przyjaciółka wyprowadza się, właśnie zmierzyłam 
się  ze  strachem  wyprowadzki,  postrzeliłam  mojego  byłego  chłopaka 
ż

artującego sobie ze mnie i jestem sama z chłopakiem, który sprawia, że moje 

serce się trzepocze. 

 

-Tak, jest świetnie. 

I  to  miałam  na  myśli.  Właśnie  to  sobie  uświadomiłam:  zawsze  będzie  coś, 
czego będę się bała – pająki, ciemność, samotność – ale nie muszę pozwalać, 
aby ten strach mnie kontrolował. 

background image

 

75 

 

-…a kiedy wyszedłem zza rogu, pobiegł do drzwi samochodu i zatrzasnął je za 
sobą.  –Ramiona  Lincolna  trzęsły  się  ze  śmiechu,  gdy  robił  podsumowanie 
dzisiejszych wydarzeń, a ja chichotałam wraz z nim. Leżeliśmy obok siebie na 
ł

óżku:  ja  w  piżamie  składającej  się  z  podkoszulka  i  spodenek,  a  Lincoln  w 

ś

wieżej  parze  jeansów  i  koszulce.  Nasz  śmiech  wyblakł,  gdy  oboje 

wpatrzyliśmy  się  w  ciemność.  Cykanie  świerszczy  po  drugiej  stronie  okna 
wypełniało  ciszę.  Moje  mięśnie  miały  się  dobrze,  mimo  tego,  że  przez 
zmęczenie  były  galaretowate.  Jest  druga  nad  ranem  i  chociaż  jestem  tak 
zmęczona,  że  chcę  iść  spać,  to  nie  jestem  gotowa  zrezygnować  z  cennego 
czasu, który mi pozostał z Lincolnem. Jak gdyby czytał mi w myślach, odwrócił 
w moją stronę głowę. 

-Jesteś zmęczona? 

-Nie.  –Odwróciłam  się  do  niego  i  wtedy  zdradziecko  ziewnęłam.  Lincoln 
zaśmiał się i odzwierciedlił moją pozycję. Przebiegł palcami po moim ramieniu, 
począwszy od początku mojego topu, aż do końca łokcia. Zamknęłam oczy na 
wyśmienite łaskotanie. Zbliżyłam się do niego o cal i westchnęłam szczęśliwie,, 
gdy chwycił krzywiznę mojej talii. Ta ciężka, ciepła masa sprawiała, że czułam 
się chroniona. 

-Powinnaś iść spać, Lila. –Dobry Boże, jego głos był piękny – głęboki i gładki. 
Potrząsnęłam głową. 

-Mogę  spać  jutro  i  pojutrze.  Mam  cię  jeszcze  tylko  na  kilka  godzin.    –Mój 
brzuch zatonął i otworzyłam oczy.– Ale ty powinieneś spać. Masz przed sobą 
długie godziny jazdy. 

background image

 

76 

 

-Powinienem  –Lincoln  przesunął  swoją  głowę  tak,  że  jego  usta  były 
niegodziwie blisko moich. Oblizałam usta i westchnęłam, by ustabilizować mój 
oddech. Od tego popołudnia całowaliśmy się już trzy razy. Za każdym razem 
hipnotyzował mnie tak, że byłam chciwa, by zostać tak zauroczoną jeszcze raz. 
Kiwnęłam głową. 

-Powinieneś –ale nie chciałam by szedł spać – jeszcze.– Śpij. 

Jego ręka zsunęła się w dół moich pleców i przycisnął mnie tak, że teraz nasze 
ciała się dotykały. Powietrze uciekło z moich płuc. Jasna cholera, był twardy 
jak skała. Pozwoliłam jego ręce przesunąć się wzdłuż moich pleców, a Lincoln 
uśmiechnął się, gdy mnie pieścił. 

-Będę  –powiedział.  Moja  skóra  zaświerzbiła,  gdy  jego  usta  wyszeptały  przy 
moich.– Spać. Ale nie teraz. 

-Nie? – spróbowałam zapytać niewinnie. 

-Nie  –przesunął  nosem  wzdłuż  linii  mojego  karku,  a  ja  niemal  jęknęłam  z 
frustracji.  Chciałam  pocałunków,  mnóstwa  pocałunków,  ale  uwielbiałam  też 
powolne  spalanie.  Lincoln  miał  talent,  a  moje  serce  przyśpieszało,  gdy 
myślałam  o  sposobach,  w  jakie  moglibyśmy  spędzać  nasze  wieczory.  Powoli 
skierował się w dół mojego policzka, a kiedy byłam na skraju żebractwa jego 
usta,  w  końcu  zbliżyły  się  do  moich,  abym  poczuła  motylki  budzące  się  do 
ż

ycia w moim brzuchu. To jest jedna z moich ulubionych chwil: sekunda przed 

pocałunkiem. To było jak zwisanie na półce skalnej z grawitacją sciągającą cię 
w dół i wiatrem prowokującym do tego, by się puścić i polecieć. Lincoln zrobił 
wdech a ja wydech. Zsynchronizowany ruch spowodował, że się odłączyłam, a 
moje  myśli  odpłynęły.  Posunął  się  naprzód,  ja  przechyliłam  głowę  i 
zatonęliśmy.  Jego  gorące  usta  są  na  moich,  a  moje  dłonie  w  odpowiedzi  są 

background image

 

77 

 

zaplątane  w  jego  włosy.  Nasze  wargi  i  nasze  języki  zsunęły  się  razem  w 
pysznym powolnym ruchu, który sprawił, że chciałam mruczeć jak kot. 

Wcześniej  pozwoliliśmy,  by  nasze  pocałunki  były  tylko  tym,  czego 
potrzebowaliśmy: prostym znakiem zaufania, znakiem tego, co nadchodzi, ale 
to  było  coś  więcej.  Po  słowach,  które  każde  z  nas  wypowiedziało  dzisiejszej 
nocy,  miałam  ochotę  na  więcej,  ale  nie  chciałam  stracić  tego  powolnego 
spalania się. Lincoln chwycił moją dolną wargę między swoje, uwalniając ją, a 
potem przechylając głowę. Ciepło i szczerość w jego oczach powiedziały mi, że 
też  nie  jest  gotowy  na  zostawienie  powolnego  spalania  za  nami.  To  dlatego 
byłam  z  nim,  ponieważ  Lincoln  mnie  posiadał,  rozumiał,  prawdopodobnie 
bardziej niż ja sama się rozumiałam. 

-Co myślisz o jeszcze jednym pocałunku? –zapytałam.– Albo kilku. 

  

-Kilka –zgodził się. Wtopił się we mnie, gdy nasze usta spotkały się ponownie – 
w ciepłym, budującym pocałunku, który spowodował, że wygięłam się w łuk. 
Pod jego masywnym ciałem czułam się mała, krucha i chroniona. Nigdy nie 
czułam się tak kobieco, tak w porządku. Nasze ruchy są miękkie i celowe. Palce 
badają skórę, usta poruszają się o czasie, nogi ocierają się o siebie. Dopóki nie 
stanie się to nasz ostatni pocałunek. Dopóki to nie był nasz ostatni pocałunek. 
Ten, który zapisze się w mojej pamięci i będzie mnie ciągle przenosił w jego 
ramiona.  Lincoln  przyłożył  swoje  czoło  do  mojego,  głaszcząc  mój  policzek. 
Moje palce prześledziły zagłębienie w jego szyi, a ja cieszyłam się słyszalnym 
biciem jego serca w klatce piersiowej. 

-Powinniśmy spać –powiedział. 

Niezdolna, by coś powiedzieć, skinęłam głową. Lincoln przetoczył się na plecy i 
przyciągnął mnie tak, że tuliłam się do niego. Pocałował czubek mojej głowy i 
przeczesał palcami moje włosy. 

background image

 

78 

 

-Dziękuję ci, Lila. 

Słowa nadal były trudne, ale znalazłam energię i zapytałam: 

-Za co? 

-Za to, że pomogłaś mi odnaleźć się ponownie. 

Owinęłam  się  wokół  niego  i  zastanowiłam,  jak  będzie  wyglądać  nasza 
przyszłość.  Pewnego  dnia  odległość  nie  będzie  już  dłużej  problemem  i 
będziemy  mieli  więcej  niż  tylko  listy – będziemy  razem.  Kto wie… może na 
zawsze. 

-Zawsze tu byłeś. Po prostu nie szukałeś w dobrym miejscu –przerwałam. On 
nie był jedynym, który w ten weekend odkrył się na nowo. – Żadne z nas nie 
szukało. 

-Prawda –zgodził się i przysunął bliżej.– Ale już o tym wiemy. 

Zamknęłam oczy i przytuliłam moje ciało do jego. Dwa lata listów, dwa lata 
ponownej  redefinicji  i  dwa  lata  zakochiwania  się  w  przyjacielu.  Gdy 
przytuliłam się do Lincolna wiedziałam, że byłam gotowa przeżyć to wszystko 
jeszcze raz. 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

79 

 

Lincoln 

Czasami myślę, że rzeczy, których nie lubimy dzieją się, abyśmy mogli je 

docenić. Jak na przykład, czy mogłabym docenić wchód słońca bez 

doświadczenia mroku nocy? Bez swojej przeszłości, Echo nigdy nie spotkałaby 

Noah, a bez utraty Aires’a, ja nigdy nie spotkałbym Ciebie. Więc tak, mam na 

myśli to, co napisałem w ostatnim liście. Jesteś jak wschód słońca w moim życiu. 

~Lila 

 

Wyciągnięta  na  brzuchu  z  twarzą  zwróconą  w  moją  stronę,  spała  Lila.  Jej 
potargane  włosy  opadały  jej  na  ramię,  na  jej  policzek.  Nie  spałem  już  od 
godziny,  obserwując  ją.  Uśmiechała  się,  kiedy  śniła.  Dwa  razy  między  jej 
brwiami  pojawiła  się  cienka  linia  i  musiałem  się  powstrzymywać,  by  jej  nie 
wygładzić.  Była  zbyt  piękna,  żeby  nosić  smutek.  Zrobiłbym  wszystko,  by 
zapewnić jej szczęście. 

Za  oknem  Lili  ptaki  zaczęły  ćwierkać  –  ostrzegając  o  zbliżającej  się  chwili. 
Wkrótce będę musiał się pożegnać. Mam przed sobą długą drogę do domu i 
dużo pracy, by dogonić Lilę. Po spędzeniu czasu z nią, powrót do listów będzie 
trudny, ale zgodziliśmy się też na dzwonienie do siebie, Skype’a i weekendowe 
odwiedziny. Przejechałem palcem po miękkiej skórze jej policzka, a jej głowa 
wygięła się pod moim dotykiem. Jej oczy zatrzepotały, a usta wygięły się, gdy 
mnie zobaczyła. 

-Hej. 

-Hej –odparłem. 

Kiedyś  nauczę  ją  jak  wspinać  się  na  skalną  ścianę,  przedstawię  ją  moim 
rodzicom, dam jej potrzymać mojego siostrzeńca i wyznam jej moją miłość. 

Lila podniosła się i wygładziła włosy w pobliżu mojego ucha. 

background image

 

80 

 

-Czuję się, jakbym znała cię od zawsze.  

-Ja tak samo. 

-Naprawdę  cię  lubię  –powiedziała  niskim,  seksownym  głosem.  A  ja  go 
rozpoznałem,  tak  jak  iskrę  w  jej  oczach.  To  było  coś  więcej  niż  tylko 
przyciąganie. 

-Ja też. 

Jej dłoń sunęła w dół mojej piersi i zatrzymała się na moim sercu. Kiedy nasze 
oczy  się  spotkały,  wiem,  że  zauważyła  w  nich  iskrę.  Przykryłem  jej  rękę  i 
przytrzymałem  ją  przy  mojej  klatce  piersiowej,  gdy  pochyliłem  się  do 
pocałunku. 

-Nadal spodziewam się dwóch listów tygodniowo. 

Nasze  usta  poruszyły  się  przy  sobie,  a  ja  między  oddechami  zdążyłem 
wyszeptać: 

-Będę wysyłał ci trzy. 

 

KONIEC 

 

 

 

 

 

 

background image

 

81