background image

PATRICIA KNOLL

Uwierz mi, Annie!

Desperately Seeking Annie

Tłumaczyła: Grażyna Fredro-Boniecka

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

–  Flynn!  Nie  wściekaj  się,  wyglądasz,  jakbyś  zamierzał  zaraz  rzucać 

piorunami. – Brenna pociągnęła brata za rękaw.

– Słucham?! – Gwałtownie odwrócił się w jej stronę.
– O! Znowu zaczynasz, właśnie o tym mówię, uspokój się.
– Do diabła! Czy nie mogliby się pospieszyć? Flynn ruszył przez hangar 

małego  lotniska  w  stronę  mechaników, którzy,  nie  ukrywając  zdenerwowania, 
naprawiali  drobną  usterkę  w  samolocie.  Samolot  miał  go  zabrać  z  hrabstwa 
Santa Barbara na wyspę Anapamua. Brenna wstała z ławki i podeszła do brata. 
Wzięła go pod rękę i spojrzała na niego z wyrozumiałością.

–  Jak  mają  się  pospieszyć,  skoro  gdy  tylko  zaczynają  coś  robić,  pytasz 

ich, czy już skończyli... Są już tak zdenerwowani, że narzędzia wypadają im z 
rąk.  Pilot  na  pewno  wolałby  polecieć  na  jakąś  wojenną  wyprawę,  niż  mieć 
takiego niecierpliwego pasażera.

–  Nie  przesadzaj  –  odburknął.  –  Wcale  nie  wprowadzam  nerwowej 

atmosfery  wśród  pracowników,  ale  jeśli  nie  wywiązują  się  ze  swoich 
obowiązków na czas, to...

–  Chyba  sobie  żartujesz.  Obie  z  mamą  jesteśmy  zasypywane  listami  ze 

wszystkich  naszych sieciowych  hoteli,  w  których  błagają,  żeby  cię  wysłać  jak 
najdalej na wakacje.

– Bardzo  zabawne.  –  Flynn  spojrzał  na  siostrę.  Nagle  w  jego  oczach 

pojawił  się  błysk.  –  A  ty,  wielka  altruistka,  postanowiłaś  zadość  uczynić 
prośbom naszych niewdzięcznych podwładnych.

– Dzięki Bogu nie pracuję dla ciebie – z ulgą westchnęła.
Brenna była zupełnie inna niż reszta rodziny. Flynn zdawał sobie sprawę, 

że  on,  podobnie  jak  ojciec,  pracował  zbyt  ciężko  i  wszystko  traktował  zbyt 
poważnie.  Matka  była  opanowana,  dobrze  zorganizowana  i  cały  czas...  zajęta. 
Kiedy Flynn skończył dziesięć lat, na świat przyszła Brenna i, ku zaskoczeniu 
całej  rodzinki,  odmieniła  ich  mały  świat.  I  na  całe  szczęście,  bo  trudno  sobie 
wyobrazić, jakimi pracoholikami staliby się wszyscy troje, gdyby nie ona.

Zawsze  wesoła,  wszystko  jej  łatwo  przychodziło,  ludzie,  których 

poznawała,  natychmiast  ją  akceptowali  i  lubili.  Kończyła  właśnie  szkołę 
weterynaryjną, z czego Flynn był bardzo dumny. Teraz uparła się, że przyjedzie 
z  nim  tu  z  San  Francisco  i  dopilnuje,  żeby  odleciał  na  wakacje  w  dobrym 
kierunku,  a  nie,  jak  zwykle,  do  któregoś  ze  swoich  hoteli,  pod  pretekstem 
załatwiania ważnych spraw zawodowych.

Spojrzała podejrzliwie na jego wypchaną walizkę.
–  Nie  sądzę,  żeby  kilka  ubrań  i  przybory  toaletowe  zajmowały  aż  tyle 

miejsca, hm? – Zerknęła na brata. – Pamiętaj, że jedziesz na odpoczynek, a nie 

background image

do pracy.

– Jak już ci wcześniej obiecałem, nie zamierzam dużo pracować.
–  I  liczę  na  to,  że  jesteś  jednym  z  tych,  którzy  dotrzymują  obietnic...  –

Przerwała i po chwili dodała: – Obiecałeś mi coś jeszcze, pamiętasz?

Flynn spuścił oczy. Dlaczego starała się za wszelką cenę dotrzeć do jego 

najgłębiej  skrywanych  uczuć?  W  szybie  zobaczył  swoje  odbicie.  Miała  rację, 
jego mina wcale nie wzbudzała sympatii. Czarne włosy i zielone oczy w ciemnej 
oprawie dodatkowo podkreślały ostre rysy twarzy.

– Tak, pamiętam – skinął głową.
– Minęły już dwa lata, i jeśli do tej pory nie ma żadnej wiadomości, jeśli 

nie dała żadnego znaku i nie próbowała się z tobą skontaktować...

– Wiem – przerwał zniecierpliwiony. Nie chciał znów do tego wracać.
Brenna, nie zrażona, wspięła się na palce i objęła go czule.
– Czas, żebyś na nowo pomyślał o sobie.
Flynn  zmiękł.  Przecież  nie  mógł  winić  siostry,  że  dał  się  zwieść 

kobiecie... Przytulił Brennę do siebie i powiedział:

– Musisz mi o tym ciągle przypominać.
– No tak, a ty i tak zrobisz swoje.
– W końcu to ja się męczę, tylko ja.
– A ja i mama musimy to znosić, co wcale nie jest przyjemne. Liczę, że te 

wakacje coś zmienią... pomogą...

–  Na  pewno będę  miał  czas  na  uporządkowanie myśli  i  podjęcie  jakiejś 

decyzji.

– To dobrze – odparła usatysfakcjonowana.
Pilot podszedł do nich i oznajmił, że samolot jest gotowy do startu.
Jeszcze  raz  się  uściskali  i  Brenna  podprowadziła  go  do  niewielkiego 

dwusilnikowego samolotu. Wolałby lecieć swoim firmowym samolotem, ale za 
to  w  tym  będzie  wyłącznie  pasażerem,  i  do  tego  jedynym.  Nie  będzie  musiał 
prowadzić nudnych rozmów ani wysłuchiwać plotek.

Wkrótce znalazł się w górze. Samolot skrył się w białych chmurach, żeby 

po  półgodzinie  wynurzyć  się  już  nad  Anapamua,  wyspą  kończącą  łańcuch 
kalifornijskiego  archipelagu.  Anapamua  z  wąskim  pasem  drzew  iglastych  i 
kawałkiem dąbrowy wyglądała z góry jak zielony klejnot oprawiony w ciemne 
srebro wód Pacyfiku. Oddalona o pięćdziesiąt kilometrów Santa Barbara mogła 
być już inną galaktyką.

Zauważył  cel  swojej  podróży:  trzypiętrowy  budynek  z  cegły,  hotel 

„Anapamua”.  Oprócz  hoteliku,  na  wyspie  znajdowało  się  pole  golfowe,  korty 
tenisowe,  szlaki  spacerowe,  zatoki  z  plażami,  mały  port,  z  którego  jachty 
zabierały  pasażerów  na  rejsy.  Wielu  gości  przypływało  na  wyspę  i  kiedy
dopisywała  pogoda  często  kutry  zabierały  pasażerów  z  Santa  Barbara. 
Usytuowanie było doskonałe, a hotel, o ile się dobrze orientował, był sprawnie 

background image

prowadzony  przez  niewielki  personel,  zaś  zarządzał  nim  jeden  z  właścicieli. 
Zresztą,  sam  się  o  tym  niebawem  przekona.  Był  zaciekawiony  tym  miejscem 
zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Niecierpliwił się, chciał już lądować.

Pokręcił  głową.  Przecież  miał  tu  spędzić  wakacje,  donikąd  się  nie 

spieszył,  żadnych  umówionych  spotkań.  Przypomniały  mu  się  słowa  Brenny. 
Będzie  grał  w  tenisa,  kąpał  się  w  oceanie,  chodził  na  długie  spacery  i 
odpoczywał. Nie chciał, żeby matka i Brenna martwiły się o niego. To prawda, 
że ciężko pracował, a od śmierci ojca nawet za ciężko. Od dwóch lat nie miał 
wakacji. Ale nie widział innego wyjścia. Jeśli ciężka praca miałaby wypędzić z 
niego  ciągły  niepokój,  to  pracowałby  tak  dalej.  Ale  wiedział,  że  to  nie 
skutkowało.  Pragnął  spokoju  i  odpoczynku,  dlatego  właśnie  wybrał  się  na  tę 
piękną wyspę. Przynajmniej był to jeden z powodów.

Zobaczył w dole jakąś postać, zbliżali się w jej kierunku. Przyglądał się 

uważnie.  Lecieli  nad  pięknymi  ogrodami,  po  chwili  znaleźli  się  nad  dąbrową. 
Zobaczył wyraźnie kobietę, odgarniała z oczu długie  jasne włosy. Spojrzała w 
górę  i  osłoniła  ręką  twarz  od  słońca.  Pomachała  w  kierunku  samolotu.  Flynn 
przysunął się bliżej do okna.

Cholera,  przeklął  w  duchu.  Jak  długo  jeszcze  będzie  wszędzie  jej 

wypatrywał,  przecież  wiedział,  że  nigdy  już  jej  nie  ujrzy.  Minęło  dużo  czasu, 
odkąd każda kobieta z włosami w kolorze zachodzącego słońca przykuwała jego 
wzrok. To musi się wreszcie skończyć.

Przyznawał,  że  cechowała  go  zaborczość  i  zawziętość  na  pograniczu 

obsesji.  Ale  dlatego  też  odnosił  w  życiu  sukcesy.  Nigdy  nie  pozostawiał  nie 
załatwionych  spraw,  uparcie  dążył  do  celu,  dopóki  go  nie  osiągnął.  Może 
Brenna  miała  rację,  że  ta  jedna  sprawa  już  nigdy  nie  będzie  rozwiązana  i 
powinien  przeszłość  pozostawić  za  sobą.  Teraz  będzie  miał  czas,  żeby  to 
wszystko uporządkować.

Annie  Locke  pospiesznie  ścinała  rumianki  z  jej  ulubionych  klombów  i 

wkładała  je  do  koszyka.  Podniosła  drżącą  rękę  do  czoła,  osłoniła  oczy  i 
popatrzyła  w  górę.  Wszystko  zafalowało  przez  ten  nagły  powiew.  Po  chwili 
znowu  zapanował spokój  i  jej serce  zaczęło bić spokojniej,  już się  nie trzęsła. 
Odkaszlnęła  i  otarła  łzy.  Kiedy  płakała,  było  jej  łatwiej.  Właśnie  przelatywał 
samolot,  dokładnie  taki,  w  jakim  zginęli  jej  rodzice.  Teraz  już  nie  wpadała  w 
panikę, gdy widziała lecący samolot, ale sama ciągle jeszcze nie zdecydowałaby 
się lecieć.

Odgarnęła włosy z twarzy i wstała. Zmierzała w stronę hotelu. Annie była 

drobna,  niewysokiego  wzrostu,  więc  silny  wiatr  próbował  ją  przewrócić. 
Szerokie nogawki letnich spodni owinęły się wokół jej nóg.

Czy  już  zawsze  widok  lądującego  samolotu  będzie  wyprowadzał  ją  z 

równowagi?  Kiedy  wiedziała,  że  ma  nadlecieć,  starała  się  pozostawać  w 

background image

budynku, ale przecież musiała kiedyś wyleczyć się z tej obsesji.

Współpracowała  z  Garym  Mendozą,  który  swoim  czarterem  zabierał 

wielu  jej  gości  na  Anapamua.  Dzisiaj  przylatywał  ze  specjalnym  pasażerem. 
Martin  miał  już  czekać  na  lotnisku,  żeby  hotelowym  dżipem  podwieźć  gościa 
pod samo wejście. Gdyby teraz pospieszyła się, mogłaby sama go przywitać w 
hotelu.  Zawahała  się.  A  jeśli  on  pomyśli,  że  jest  za  bardzo  przejęta  jego 
przybyciem? W rzeczywistości naprawdę bardzo to przeżywała.

Do  rozpoczęcia  sezonu  zostało  jeszcze  parę  tygodni.  Dopiero  niedawno 

skończyła  się  zima,  wyjątkowo  nieprzyjemna  tego  roku.  Hotel  potrzebował 
wielu  gości,  miała  nadzieję,  że  będzie  miała  komplet.  I  tak  dzisiaj  los  się 
uśmiechnął,  bo  zrobiło  się  słonecznie  i  ciepło  akurat  na  przyjazd  ważnego 
gościa.

Spojrzała krytycznie na  hotel.  Zbudowany  został  w latach dwudziestych 

dla  hollywoodzkiej gwiazdy  filmu  niemego.  Utrzymany  był  w  stylu  Tudorów. 
Na urządzenie wnętrza nie szczędzono pieniędzy. Mahoniowe podłogi, ozdobne 
schody  i  cała  dekoracja  pożarła  oszczędności  gwiazdora.  Kiedy  w  roku  1929 
depresja  gospodarcza  opanowała  kraj,  aktor  został  zmuszony  do  sprzedania 
rezydencji, i akurat dziadek Annie kupił posiadłość za grosze. Teraz Annie była 
wdzięczna,  że  dziadek  przekształcił  rezydencję  w  hotel.  Kochała  to  miejsce 
ponad  wszystko.  Jeśli  kiedyś  wyjdzie  za  mąż,  to  tylko  za  mężczyznę,  który 
będzie  chciał  tu  pozostać  i  razem  z  nią  prowadzić  ten  hotel.  Nie  zamierzała 
nigdy opuścić wyspy na zawsze. Uśmiechnęła się do siebie.

Przed budynkiem gospodarczym siedział mały chłopiec, między stopami 

trzymał piłkę. Kiedy usłyszał zbliżające się kroki, podniósł z nadzieją głowę, ale 
po chwili znowu opuścił.

– Cześć, Luis. Co się stało? – spytała Annie.
–  Cześć.  Nie  mam  z  kim  grać  w  piłkę.  Wszędzie  tylko  sami  dorośli  –

wymamrotał rozżalony.

Annie  stłumiła  śmiech.  Nie  dziwiła  się  Luisowi,  że  narzekał  na  brak 

towarzystwa. Zazwyczaj o tej porze mieszkają w hotelu goście w średnim wieku 
i  emeryci.  Dopiero  w  sezonie  przyjeżdżają  tu  dzieci  i  wtedy  Luis  może  się  z 
nimi bawić. Beatrice i Carlos, rodzice Luisa, pracowali w hotelu. Uczyli go sami 
w domu, żeby potem wysłać syna do średniej szkoły w mieście. Tak samo jak 
Annie,  kiedy  była  dzieckiem,  ale  ona  nie  czuła  się  szczęśliwa  w  mieście. 
Wiedziała,  że  Luis,  który  lubił  przygody  i  wszystko  co  nieznane,  na  pewno 
poczuje  się  swobodnie  w  szkole  średniej,  mimo  że  daleko  od  wyspy.  Usiadła 
obok niego na stopniu, kwiaty położyła na kolanach.

–  Zaobserwowałam,  że  jesteś  niezłym  graczem.  Luis  spojrzał  na  nią  z 

wdzięcznością.

– Może... Ale gdybym miał z kim grać, miałbym możliwość praktyki.
Odłożyła kwiaty na bok.

background image

– Czy dziewczyny też mogą grać?
– Dziewczyny nie potrafią grać w piłkę. Zmrużyła oczy i szepnęła mu do 

ucha:

– Ty wstrętny męski szowinisto! Przecież muszą być damskie drużyny na 

świecie.

Odsunął się zaskoczony.
– Wstrętny co?
– Nieważne. Lepiej wstawaj. No dalej!
Luis z niedowierzaniem patrzył na Annie, ale powoli wstał.
Przez  dziesięć  minut,  biegając  wokół  budynku,  kopali  piłkę.  Annie 

zdawała sobie sprawę, że takie zachowanie nie przystoi właścicielce hotelu, ale 
wychodziła z założenia, że szczęście chłopca jest ważniejsze. Ustalili, że bramka 
będzie  między  dwoma  krzakami.  Kiedy  Annie  próbowała  zablokować  do  niej 
dostęp, Luis okazał się szybszy i strzelił gola.

Po skończonej grze podeszła do niego i poklepała chłopca po plecach.
– Moje gratulacje, Luis.
–  Jesteś  zupełnie  niezła...  jak  na  dziewczynę  –  z  uśmiechem  ocenił 

chłopiec.

– No... a ty, jak na chłopaka.
–  Idę  do  domu,  muszę  się  pochwalić  tacie,  że  cię  ograłem.  Idziesz  ze 

mną?

Kiedy  zmierzali  do  głównego  wejścia,  Annie  zauważyła  ruch  firanki  w 

jednym z okien hotelu. Chciała przystanąć i się przyjrzeć, ale Luis pociągnął ją 
za róg budynku. Była pewna, że ktoś stał w oknie pokoju pana Parkera. Na drugi 
raz powinna być ostrożniejsza, skarciła się. Jeśli to był on i ją widział...

Kiedy chłopiec pobiegł szukać ojca, ona skierowała się do kuchni.

Flynn jeszcze raz odsłonił firankę i nawet otworzył okno, ale już zdążyła 

zniknąć  za  rogiem.  Zapamiętał  jej  złociste  włosy,  to  była  ta  sama  kobieta.  W 
uszach dźwięczał mu jej śmiech.

Wzruszył ramionami. Co się z nim działo? Nigdy tak nie reagował. Czuł, 

jak robi mu się gorąco. Dlaczego się tak zachowywał, przecież to tylko śmiech 
kobiety.  Zastanawiał  się  nad  swoją  przyszłością.  Wyobraził  sobie  ponure  dni. 
Musi skończyć z rozpamiętywaniem przeszłości, postanowił. Minęły dwa lata, a 
całe życie jeszcze przed nim.

Spuścił firankę, odwrócił się od okna i rozejrzał po pokoju. Podobało mu 

się  urządzenie  wnętrza,  panowała  tu  miła,  domowa  atmosfera.  Postawił  swoją 
teczkę  na  biurku  i  wyjął  laptopa.  Pomimo  złożonych  Brennie  obietnic,  miał 
trochę pracy do wykonania. Usiadł przed komputerem i zabrał się do pisania.

Przed  wejściem  do  kuchni  Annie  wytarła  buty.  Kucharka,  Mary 

background image

Fredericks, przerwała ugniatanie ciasta i obrzuciła ją groźnym spojrzeniem.

–  Co  ty  wyprawiałaś?  Dlaczego  jesteś  taka  zziajana?  Annie  zrobiła 

niewinną minę.

– Grałam z Luisem w piłkę. – Uśmiechnęła się i po chwili dodała: – Ale 

nie martw się, zanim tu weszłam, wytarłam buty.

–  Mam  nadzieję  –  mruknęła  udobruchana  Mary.  –  Chyba  pan  Parker 

przyjechał – poinformowała, wracając do przerwanego zajęcia.

Mary  uwijała  się  jak  mróweczka,  przygotowywała  potrawy  w  mgnieniu 

oka.  Matka  Annie  zawsze  powtarzała,  że  bez  Mary  hotel  nie  mógłby 
funkcjonować.  Przyjechała  na  wyspę  przed  dwudziestu  pięciu  laty  razem  z 
maleńkim  synkiem.  Straciła  męża  w  wojnie  wietnamskiej,  przybyła  w 
poszukiwaniu pracy i nowego miejsca do życia. Przez te wszystkie lata nic się 
nie zmieniła, chociaż ostatnio Annie zauważyła na jej głowie kilka pasm siwych 
włosów. Zawsze z podziwem, ale i z zazdrością, przyglądała się jej krzątaninie. 
Sama  nigdy  nie  nauczyła  się  gotować.  Chętnie  pomagała,  ale  nigdy  nie 
przygotowała całego posiłku, chociaż przez  całe życie miała obok najlepszego 
szefa kuchni.

– Czy widziałaś go? – spytała Annie, wlewając wodę do wazonu.
–  Nie,  miałam  za  dużo  roboty  tutaj,  ale  Martin  go  przywiózł  i 

zakwaterował.

Annie spochmurniała.
– Martin? Przecież Beatrice miała powitać go w recepcji.
–  Tak,  ale  tuż  przed  przyjazdem  Parkera  została  wezwana  do  pani 

Grindle,  która  narzekała  na  zimny  kominek.  Myślała,  że  szybko  wróci,  ale 
wiesz, jak to jest z tymi siostrami... Zaraz potem została wezwana do pań Shaw i 
Bennett, które, jak ich siostra, chciały mieć także rozpalony kominek.

–  Ktokolwiek  powiedział:  „Klient  ma  zawsze  rację”  chyba  nie  miał  do 

czynienia z takimi klientkami jak te trzy panie.

Trzy panie w średnim wieku były siostrami – trojaczkami – i przyjeżdżały 

na  wyspę każdej  wiosny odkąd  Annie pamięta.  Ten  tydzień,  które  spędzały w 
hotelu,  wszyscy  nazywali  „tygodniem  sióstr”.  Przyjemnie  jest,  kiedy  hotel  ma 
swoich  stałych  klientów,  szczególnie  że  siostry  przyciągnęły  na  wyspę  sporo 
swoich przyjaciół, jednak ten tydzień przysparzał obsłudze zbyt wielu kłopotów. 
Jeśli  jedna  z  pań  domagała  się  czegokolwiek,  dwie  pozostałe  natychmiast 
prosiły  o  to  samo  i  nigdy  nie  pozostawały  obojętne  na  kaprysy  jednej  z  nich. 
Wszystkie trzy naraz zawracały głowę każdym drobiazgiem.

–  Na  szczęście przyjeżdżają tylko  na  tydzień, a  wyjeżdżając, zostawiają 

każdemu  suty  napiwek,  inaczej  byśmy  chyba  tego  nie  znieśli  –  pocieszała  się 
Mary.

Annie roześmiała się.
–  Mam nadzieję,  że Martin  umył ręce,  zanim przyjął Parkera  –  rzekła z 

background image

powątpiewaniem. Martin zaraz po ukończeniu średniej szkoły zaczął pracować 
tu  jako  ogrodnik.  Wiele  nauczył  się  od  Carlosa,  ale  gorzej  radził  sobie  z 
zachowaniem czystości. – Czy James ciągle źle się czuje? – spytała po chwili. 
James był synem Mary i najlepszym przyjacielem Annie.

– Chory jest jak dzieciak, który zapalił pierwszego papierosa w ukryciu –

rzekła Mary. – Nie wiem, gdzie złapał tego paskudnego wirusa.

–  Może  od  któregoś  z  gości?  –  Annie  skończyła  układać  kwiaty  w 

wazonie. – Jak ci się podoba?

– Trochę za dużo zielonych gałązek, nie widać kwiatów – skrytykowała 

Mary. – Czy zamierzasz sama mu je zanieść?

– Oczywiście.
–  Nie  sądzisz,  że  Parker  może  pomyśleć,  że  za  bardzo  się  starasz  ze 

względu na jego pozycję?

– Ale ja naprawdę bardzo się staram – rzekła Annie. – Mary, jak myślisz, 

dlaczego on tu przyjechał?

– Na wakacje. – Mary włożyła pasztet do piekarnika.
–  Dlaczego  ktoś,  kto  ma  najpiękniejsze  hotele,  rozrzucone  po  całym 

świecie,  miałby  przyjeżdżać  na  wyspę,  która  jest  położona  tak  daleko  od 
cywilizowanego świata?

– Może właśnie dlatego. Poza tym, gdyby pojechał do jednego ze swoich 

hoteli, to obsługa chodziłaby koło niego na paluszkach i przesadnie dogadzaliby 
mu we wszystkim. A on i tak zauważałby różne ich niedociągnięcia, bo z tego, 
co wiem, nie należy do łagodnych i cierpliwych szefów.

– Słyszałam o nim to samo. – Wreszcie zadowolona z bukietu, podniosła 

wazon  ze  stołu.  –  Myślę,  że  niełatwo  jest  prowadzić  całą  sieć  hoteli,  a 
szczególnie tak młodemu człowiekowi... Podobno przejął po ojcu interes, mając 
zaledwie trzydzieści lat.

Mary spojrzała na nią ze zdziwieniem.
– Ciekawe, skąd tyle o nim wiesz?
–  Czytałam  w  magazynach  –  odparła  wymijająco.  Annie  wiedziała,  że 

Mary zna ją na wylot i nigdy nie potrafiła przed nią niczego ukryć. Nagle zdała 
sobie  sprawę,  że  nie  wie,  jak  on  wygląda,  bo  w  magazynach,  drukujących 
artykuły  o  Parkerze,  nie  zamieszczano  jego  fotografii,  a  jedynie  zdjęcia  jego 
hoteli. Lubiła czytać o nim artykuły. Jego ojciec, założyciel sieci, zmarł w tym 
samym roku, w którym zginęli jej rodzice. Kiedy młody Parker przejął interes, 
musiał  nieprzerwanie  zmagać  się  z  konkurencją,  a  teraz  ma  już  najwyższe 
notowania.

Flynn  Parker  był  prawdziwym  twórcą  sukcesu,  człowiekiem  z  głową 

pełną pomysłów. Stworzył w swoich hotelach formę wakacji dla całych rodzin, 
nowożeńcom  oferował  jedną  noc  podróży  poślubnej  za  darmo.  Cały  czas 
udoskonalał system. Teraz znajdował wielu naśladowców. Annie też by chciała 

background image

zrealizować jeden z jego pomysłów, ale po martwym sezonie w zimie nie mogła 
sobie  pozwolić  na  darmowe  noclegi,  ale  może...  już  wkrótce?  Zapowiada  się 
piękne lato i już ma większość miejsc zarezerwowanych.

Przeszła  koło  jadalni  i  automatycznie  sprawdziła,  czy  wszystko  zostało 

już nakryte do kolacji. Ona, Beatrice i zatrudniona na stałe kelnerka zajmowały 
się obsługą gości. Nie korzystając z pięknej starej windy, weszła po schodach na 
drugie  piętro.  Postawiła  wazon  na  stoliku  obok  drzwi,  żeby  móc  swobodnie 
poprawić włosy. Po chwili zapukała.

–  Proszę  wejść  –  odpowiedział  jej  męski  głos.  –  Rozmawiam  przez 

telefon.

Annie zdumiała się, bo przez moment wydawało się jej, że zna ten głos. 

Potrząsnęła  głową  z  niedowierzaniem  i  otworzyła  drzwi.  Nie  zastała  gościa  w 
pokoju.  Usłyszała  jego  głos  dobiegający  z  sypialni.  Zamknęła za  sobą  drzwi i 
rozejrzała  się.  Natychmiast  zauważyła  zmiany  w  ustawieniu  mebli  i 
przedmiotów.

Mały  stolik  został  przesunięty  i  stał  teraz  koło  sofy.  Z  biurka  zniknęły 

etalaże  z  prospektami  hoteli,  a  zamiast  nich  stał  włączony  komputer.  Przez 
odsłonięte okno  wpadało jasne światło do pokoju.  To  jednak on  musiał  wtedy 
podglądać  ją  przez  firankę,  pomyślała  i  poczuła,  że  się  czerwieni.  Jeszcze  raz 
spojrzała na biurko. Coś ją zaniepokoiło. W popielniczce leżał składany nożyk z 
perłowym  uchwytem.  Dlaczego  wydawał  jej  się  znajomy?  Dziwne.  Gdzie  i 
kiedy mogła widzieć podobny scyzoryk? I dlaczego odczuwa taki silny niepokój 
na widok tego nożyka?

Usłyszała odgłos odkładanej słuchawki, a więc skończył rozmawiać przez 

telefon, domyśliła się i zaczęła głośno mówić:

–  Panie  Parker,  chciałam  osobiście  pana  przywitać  w  naszym  hotelu  na 

Anapamua. Przyniosłam kwiaty.  –  Postawiła  wazon na  małym stoliku.  –  Miło 
mi, że  poczuł  się pan  u  nas  swobodnie, i  mam  nadzieję,  że pobyt  tutaj będzie 
przyjemny. Jeśliby tylko pan czegoś potrzebował, to bardzo proszę zwracać się 
bezpośrednio do mnie.

– Czy to wszystko...?
Annie  aż  podskoczyła,  bo  Parker,  wychodząc  z  sypialni,  z  całej  siły 

zatrzasnął za sobą drzwi. Czuła na sobie piorunujące spojrzenie jego zielonych 
oczu. Podszedł do niej na odległość jednego kroku.

– Och! Ale mnie pan przestraszył! – krzyknęła, zaskoczona zachowaniem 

gościa.

Patrzył na nią, jakby ujrzał zjawę. Nie odpowiadał przez chwilę. Bacznie 

się jej przyglądał.

– Co ty tu, na Boga, robisz? – spytał w końcu.
– Zapukałam i usłyszałam, że mogę wejść, więc... – Zaschło jej w gardle z 

przerażenia  i  czuła,  że  nie  potrafi  wykrztusić  ani  jednego  słowa  więcej. 

background image

Odwróciła głowę, żeby na niego nie patrzeć i wyszeptała, jąkając się: – Przy... 
przyniosłam kwiaty... Myślałam, że... że będą się panu podobały.

– Gdzie ty się podziewałaś?!
– Gdzie się podziewałam? – powtórzyła bezmyślnie za nim.
– Tak, właśnie, gdzie?! Odpowiedz mi, do jasnej cholery! Natychmiast!
Annie  wystraszyła  się.  W  artykułach  nigdy  nie  wspomniano  o  tym,  że 

Parker bywa niepoczytalny, albo że miewa ataki złości. Jak dziennikarze mogli 
przegapić ten fakt? Czyżby wściekał się o to, że nie czekała na niego w recepcji, 
kiedy przyjechał? A to bufon!

–  Byłam  na  zewnątrz,  zrywałam  kwiaty...  Przepraszam,  że  nie 

przywitałam  pana  osobiście  zaraz  po  przyjeździe,  i  nie  zajęłam  się 
zakwaterowaniem, sądziłam jednak, że obsługa hotelowa...

–  Nie  mówię  o  zakwaterowaniu  –  przerwał.  –  Chcę  wiedzieć,  co,  do 

diabła, działo się z tobą przez ostatnie dwa lata!

Spojrzała na niego ze zdumieniem.
– Ale dlaczego chciałby pan to wiedzieć?
– Przestań odgrywać komedię, odpowiadaj! Wzburzenie jej rosło z każdą 

sekundą tej dziwnej rozmowy, a zdenerwowanie i zdumienie mieszały się.

–  Przez  ostatnie  dwa  lata  byłam  tutaj,  na  wyspie,  jak  zresztą  przez  całe 

moje życie...

– Dwa lata i trzy miesiące temu byłaś w Seattle! Poczuła, że robi się jej 

słabo.

– Skąd pan to wie? Czy spotkaliśmy się wtedy? Zacisnął usta.
– Chcesz mi wmówić, że nie pamiętasz, jak się spotkaliśmy?
Przyjrzała mu się dokładniej.
– Nie pamiętam pana wcale a wcale. Podszedł krok bliżej i chwycił ją w 

pasie.

– To przykre, że nie pamiętasz, skoro jestem twoim mężem!

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

W pierwszej chwili Annie miała ochotę się roześmiać, ale powstrzymało 

ją jego surowe spojrzenie.

– Moim mężem?
– Tak, twoim mężem.
Potrząsnęła głową, włosy opadły jej na twarz, odgarniając je, cofnęła się o 

krok.

– Ja nigdy nie wychodziłam za mąż.
– W co ty ze mną grasz?
– Musiałeś mnie z kimś pomylić. – Jeśli on do niej zwracał się po imieniu, 

postanowiła traktować go tak samo.

Badał ją wzrokiem.
–  Złociste  włosy,  ciemnoniebieskie  oczy,  mała  blizna  nad  lewym 

łokciem...

Annie automatycznie spojrzała na lewą rękę, ale miała koszulę z długim 

rękawem.

– Skąd... skąd o tym wiesz?
Nie  odpowiadał,  ciągle  się  jej  przyglądał.  Ogarniała  go  nowa  fala 

wściekłości i znowu wybuchnął:

–  O,  nie!  Z  nikim  cię  nie  pomyliłem,  dobrze  wiem,  kim  jesteś,  Annie 

Christino Locke, i dobrze wiesz, kim ja jestem. Dlaczego, kiedy postanowiłaś po 
sześciu  tygodniach  odejść,  nawet  nie  przyszło  ci  do  głowy  porozmawiać, 
wytłumaczyć,  czemu  nie  chcesz  dłużej  ze  mną  żyć?  Mógłbym  ci  dać  rozwód, 
chociaż na pewno żadnych pieniędzy. Za krótko ze mną byłaś...

Annie czuła, że za chwilę wpadnie w histerię, cała się trzęsła.
– O czym ty mówisz, o co w tym wszystkim chodzi? To na pewno żart, 

prawda? – łudziła się. – Może James cię podpuścił, on lubi się tak wygłupiać.

– Starczy tych bredni! Nie udawaj, że mnie nie pamiętasz.
– Nic nie udaję.
– Nie pamiętasz, że za mnie wyszłaś w czwartek trzeciego lutego dwa lata 

temu?

– Nie.
– Nie przypominasz sobie, jak przeprowadziłaś się do mojego mieszkania 

na  ostatnim  piętrze  w  Parker  Seattle  Hotelu?  I  czasu,  kiedy  razem  tam 
mieszkaliśmy?

– Oczywiście, że nie. – Potrząsnęła przecząco głową. – To się nigdy nie 

zdarzyło. Nie mogło, inaczej nie zapomniałabym. – Serce biło jej coraz szybciej. 
Nie  wiedziała,  jak  ma  reagować.  Poczuła  ogarniający  ją  strach.  Z  trudem 
chwytała  powietrze.  Odsuwała  się  od  niego  w  kierunku  drzwi.  –  Muszę  stąd 

background image

wyjść.

Ledwo  wypowiedziała  te  słowa,  Parker  gwałtownie  złapał  ją  za  rękę. 

Annie próbowała się uwolnić.

– O nie, tym razem nie pozwolę ci uciec.
– Potrzebuję powietrza, słabo mi.
– To podejdź do okna, nie musisz wcale wychodzić. – Podprowadził ją do 

okna.

Starała się spokojnie oddychać. Chłodny powiew wiatru działał kojąco.
Zamknęła oczy. Co tu się działo? Przecież to jakiś absurd. Chciała uciec 

albo  zawołać  Carlosa  i  Jamesa,  żeby  powstrzymali  tego  niezrównoważonego 
człowieka.  Stał  za  nią  i  blokował  jej  przejście.  Flynn  Parker  oszalał.  Przecież 
wcale  się  nie  znali.  Może  ostatnio  przechodził  jakieś  ciężkie  chwile  i  teraz 
doznał przywidzenia. Pomimo jej krótkotrwałej amnezji, nie mogłaby przecież 
nie wiedzieć o takim fakcie jak własny ślub.

Otworzyła  oczy  i  powoli  się  odwróciła.  Spojrzała  na  niego.  Wyglądał 

przerażająco. Przez chwilę zrobiło jej się go żal.

– No, to teraz koniec tego przedstawienia. Dla lepszego efektu powinnaś 

jeszcze zemdleć. Myślałaś, że cię nigdy nie odnajdę?

Zebrała w sobie tyle siły, żeby go odepchnąć i uwolnić się.
–  Dlaczego  miałabym  urządzać  przedstawienie  lub  też  martwić  się,  czy 

mnie  znajdziesz,  czy  nie,  skoro  w  ogóle  nie  mam  pojęcia  o  czym  mówisz,  a 
ciebie  znam  jedynie  z  artykułów  w  gazetach.  –  Odgarnęła  nerwowo  włosy.  –
Powiedz  mi  lepiej,  dlaczego  uważasz,  że  jesteśmy  małżeństwem?  Zacisnął 
pięści.

– Ja nic nie uważam, to jest fakt, o którym dobrze oboje wiemy.
– Nie, spokojnie! Chyba nie rozumiesz, co mówię, tłumaczę ci, że ja nic o 

tym...

– Skończ! – krzyknął. – Przestań udawać! Co chcesz przez to osiągnąć? 

Nie mogłaś przecież zapomnieć o naszym ślubie!

– Ale zapomniałam... jeśli to miałaby być prawda. – Była bliska płaczu. –

Jeśli to prawda, chociaż wcale tak nie myślę, to naprawdę zapomniałam.

–  Ale  nie  mogłaś  zapomnieć.  –  Sam  prawie  histeryzował.  –  Czy  to  dla 

pieniędzy?  A  może  dla  innego  mężczyzny,  choć  nigdy  o  żadnym  nie 
wspominałaś,  ale  może...  Przecież  nigdy  mi  wiele  o  sobie  nie  opowiadałaś. 
Przez te sześć tygodni nie chciałaś nawet, żebym przyszedł zobaczyć biuro, w 
którym pracowałaś. Teraz wiem, dlaczego nie chciałaś. Nie chciałaś pozostawić 
po sobie żadnego śladu. Bez skutku cię szukałem. Ale teraz już nie jestem takim 
idiotą.

– Wcale nie zamierzałam robić z ciebie idioty, jak bym mogła? – Kręciła 

głową, nie wiedząc sama, co mówi. Starała się skupić. – Sześć tygodni?

– Tyle czasu byliśmy małżeństwem, zanim mnie opuściłaś. Musisz sobie 

background image

przypomnieć.

–  Już  ci  mówiłam,  że  nie  pamiętam.  Nic  nie  pamiętam!  Dlaczego  nie 

chcesz mi uwierzyć?

Rozległo się pukanie do drzwi. Przepuścił ją, żeby otworzyła. W drzwiach 

stała Mary.

– Czy masz jakąś pilną rozmowę z panem Parkerem? Jeśli nie, to jesteś 

mi potrzebna na dole. – Mary spojrzała na nią podejrzliwie. – Co się stało?

– Nic. – Zerknęła przez ramię do tyłu. – Już schodzę. Flynn podszedł, ale 

jej nie zatrzymał.

–  Zobaczymy  się  później.  Musimy  porozmawiać,  mam  nadzieję,  że 

będziesz w pobliżu.

Jeśli nie, to i tak cię znajdę – mówiły jego oczy.
Dusząc  w  sobie  wybuch  histerii,  złapała  Mary  za  rękę  i  ruszyła  za  nią. 

Chciał z nią rozmawiać. Pewnie spodziewał się, że odpowie mu na te wszystkie 
bezsensowne pytania. Boże, może to tylko jakiś senny koszmar, pocieszała się w 
duchu.

– Coś się stało? – spytała Mary, ledwo nadążając za ciągnącą ją Annie. –

Czy  przypadkiem nie  złapałaś  tego  samego  wirusa co  James?  Jesteś  blada  jak 
ściana.

– Wirus? – powtórzyła Annie. Życzyłaby sobie, żeby to była tylko grypa. 

Miałaby pewność, że po paru dniach ustąpi. – Nie, czuję się dobrze. – Starała się 
uśmiechnąć, jednak w głowie miała zamęt. Zadawała sobie tysiące pytań naraz.

Czy  to  możliwe,  żeby  Flynn  Parker  był  jej  mężem?  Przecież  nigdy 

wcześniej  go  nie  spotkała.  Ale  dlaczego  miałby  zmyślać  takie  historie?  To 
wszystko było bezsensowne.

–  Czy  Parker  powiedział  coś,  co  cię  obraziło  albo  przygnębiło?  O  co 

chodzi, Annie? – Mary nie ustępowała.

Pragnęła  wyrzucić  wszystko,  co  leżało  jej  na  sercu.  W  końcu  Mary,  od 

śmierci  rodziców,  stała  się  jej  najbliższą  osobą.  Ale  nie  potrafiła  wydusić  z 
siebie słowa. Nie teraz.

– Nie... Wszystko jest naprawdę w porządku.
– Jeśli źle się czujesz, to powiedz. Sama przygotuję kolację.
Annie pragnęła ukryć się w swoim pokoju, uspokoić i nie widzieć nikogo 

aż do wieczora. Może łatwiej zniosłaby spotkanie i kolejną rozmowę z Flynnem. 
Jednak nie mogła zaniedbywać obowiązków, czuła się odpowiedzialna za hotel, 
a Mary potrzebowała jej właśnie teraz w kuchni.

– Pozwól, że przemyję sobie twarz i zaraz wracam. Chyba nie powinnam 

grać w piłkę z Luisem, to mnie zbyt zmęczyło... Nie jestem przyzwyczajona do 
tak intensywnego ruchu.

Mary  nie  zdążyła  zareagować,  bo  Annie  natychmiast  zniknęła.  Kiedy 

znalazła się  w łazience, oparła się ciężko o  porcelanową umywalkę.  Odkręciła 

background image

zimną wodę i umyła twarz. Uczesała włosy w kucyki i spojrzała w lustro. W jej 
oczach malowało się przerażenie.

–  Nie,  to  nie  może  być  prawda  –  wyszeptała  do  swojego  odbicia  w 

lustrze.

Znowu  zaczęła  ją  ogarniać  panika,  traciła  grunt  pod  nogami.  Podobny 

strach odczuwała dwa lata temu. Jedynie praca trzymała ją przy życiu, starała się 
nie  rozpamiętywać przeszłości  ani  nie  myśleć,  co  będzie  jutro.  Jeśli  Flynn  nie 
kłamał, cały wysiłek okazałby się daremny. Musiało się wydarzyć coś, od czego 
nie będzie w stanie uciec.

Zakręciła wodę. Wyszła z łazienki i skierowała się do kuchni.
– Mary, powiedz, co mam robić? – spytała, zakładając fartuch.
Mary  westchnęła.  Tyle  jeszcze  pozostało  do  zrobienia.  Podała  Annie 

miskę z warzywami i poprosiła o obranie ich i pokrojenie.

Annie  z  wdzięcznością  zabrała  się  do  pracy,  na  szczęście  obieranie  nie 

wymagało  myślenia.  Cały  czas  odtwarzała  sobie  rozmowę  z  Flynnem.  Na 
pewno ją znał, zwracał się do niej pełnym imieniem i nazwiskiem, wiedział, że 
była dwa lata temu w Seattle przez dwa miesiące. Żalił się też, że pobrali się w 
dziwnych okolicznościach.

Zobaczyła  Luisa  i  Carlosa  zmierzających  do  domku  na  tyłach  hotelu. 

Obok stały jeszcze dwa domki, w jednym mieszkała Mary z Jamesem, a obok 
Velma, kelnerka, która właśnie weszła do kuchni, aby napełnić wodą karafki i 
zabrać przyprawy do jadalni.

Kiedy  Annie  skończyła pomagać  Mary,  zdała  sobie  sprawę,  że  przecież 

nie  będzie  mogła  ukrywać  się  w  kuchni  przez  całe  życie.  Poszła  więc  się 
przebrać.  Włożyła  swój  ulubiony  strój  –  białą  spódniczkę  i  cienki  sweterek  z 
szerokim  dekoltem.  Dobrze  się  czuła  w  tym  stroju,  choć  nigdy  nie  potrafiła 
sobie przypomnieć, gdzie i kiedy go kupiła. Po powrocie dwa lata temu z Seattle 
znalazła ubranie w walizce. Przyjrzała się sobie krytycznie i doszła do wniosku, 
że  wygląda  chyba  zbyt  elegancko  i  zaczęła  się  rozbierać. Po  namyśle  włożyła 
skromną płócienną spódniczkę i zieloną błyszczącą bluzeczkę. Odgarnęła włosy 
z twarzy i odważnie ruszyła do jadalni, aby, jak co dzień o tej porze, zająć się 
gośćmi.

Flynn  przyszedł  na  kolację  ostatni.  Annie  zauważyła  go  przez  szklane 

kuchenne  drzwi.  Kiedy  zobaczyła  go  dziś  po  raz  pierwszy,  nawet  nie  zdążyła 
mu  się  spokojnie  przyjrzeć.  Był  wysoki,  miał  szerokie  ramiona,  jego  wąskie, 
smukłe  dłonie  przypominały  ręce  siatkarza.  Czarne,  krótko  ostrzyżone  włosy 
zaczesywał do tyłu, odsłaniając wysokie czoło. Pomimo że miał na sobie zwykłe 
szare  spodnie,  białą  koszulę  i  płócienną  letnią  marynarkę,  wzbudzał  respekt  i 
zwracał  uwagę  swoim  wyglądem.  Annie  zadrżała  na  myśl  o  ponownym 
spotkaniu z Flynnem.

W sali powstało poruszenie, kobiety cicho chichotały, poprawiając włosy, 

background image

mężczyźni  z  zazdrością  spoglądali  na  nowego  gościa.  Parker  zdawał  się  nie 
zauważać nikogo. Usiadł pod oknem i spoglądał na taras. Po chwili odwrócił się 
i  spojrzał  wprost  na  obserwującą  go  Annie.  Natychmiast  podeszła  do  niego  z 
kartą dań. Flynn, zanim zamówił, przez chwilę się zastanawiał, po czym uniósł 
głowę i spojrzał na nią.

– Kiedy będziemy mogli porozmawiać? – Pukał palcami w blat, czekając 

na odpowiedź.

Uznała, że jest gotowa do spotkania z nim. Nie zaskoczy już jej, będzie w 

stanie odpowiadać na pytania i sama je zadawać.

–  Najlepiej  po  kolacji,  kiedy  goście  się  rozejdą.  Zapraszam  do  mojego 

biura.

– Doskonale.
Odeszła od jego stolika i zaczęła pomagać Velmie, jednak przez cały czas 

czuła  na  sobie  jego  spojrzenie,  a  kiedy  mijała  go,  przechodząc  tuż  obok, 
widziała w jego oczach chmurne zniecierpliwienie.

W końcu wszyscy goście zjedli i przenieśli się do sali telewizyjnej lub do 

salonu,  gdzie  mogli  tańczyć lub  słuchać muzyki. Odwróciła  się,  żeby zawołać 
Flynna, ale on stał tuż za nią.

– Wystraszyłeś mnie – powiedziała zaskoczona.
– Już nie pierwszy raz dzisiaj – skomentował ironicznym tonem.
Widząc  jego  zniecierpliwienie,  poprowadziła  go  do  biura.  Wskazała 

wygodne krzesło.

– Proszę, usiądź.
– Postoję.
Postanowiła również nie siadać, oparła się tylko o swój fotel.
– Porozmawiajmy spokojnie i rozsądnie. – Chciała, żeby to on pierwszy 

zaczął mówić o faktach.

Flynn nie spuszczał z niej wzroku.
– Przeżyłem dzisiaj chyba największy szok w swoim życiu, kiedy cię tu 

zobaczyłem.

– Zależy mi na tym, abyś mi uwierzył, że naprawdę cię nie pamiętam, i 

tym  bardziej  nie  pamiętam,  żebym  za  ciebie  wychodziła  i...  –  Chciała  dodać: 
bym cię kochała kiedykolwiek, ale przerwała w porę.

Spacerował  po  pokoju.  Wreszcie  zatrzymał  się  przy  jej  biurku. 

Odruchowo odchyliła się do tyłu.

– Byłaś w Seattle... – zaczął.
– Tak, to prawda.
– W lutym i marcu przed dwoma laty...
– Tak... miałam szkolenie w sieci hoteli Heritage Inns, ale niewiele z tego 

pamiętam.

– Trudno w to uwierzyć. – Przejechał ręką po twarzy. –  W to wszystko 

background image

naprawdę  nie  sposób  uwierzyć.  Opowiedz  mi  wszystko  po  kolei,  to,  co 
pamiętasz...

Dlaczego to ona miała mu uwierzyć, że był jej mężem?! Jak mogłaby o 

tym zapomnieć? Czuła, że jeszcze chwila, a wpadnie w jakiś prawdziwy obłęd.

Popatrzył na nią surowo i powiedział rozkazującym tonem:
– Zacznij od początku.
Nie wiedziała dokładnie, co – według niego – stanowiło początek...
–  Moi  rodzice  i  mój  wujek  byli  właścicielami  tego  hotelu  –  zaczęła  po 

chwili  milczenia. – Teraz hotel należy do mnie i do wujka. Zawsze zdawałam 
sobie sprawę, że pewnego dnia przejmę interes po rodzicach. Mój tata uważał, 
że powinnam zdobyć doświadczenie w większej sieci hoteli, dlatego pojechałam 
na szkolenie do Heritage Inns. Pierwsza sesja odbywała się w Los Angeles, skąd 
zostałam wysłana do Seattle... Mieliśmy przerwę w zajęciach, więc... – zaczęła 
mówić  coraz  wolniej  i  ciszej  –  więc  postanowiłam  zrobić  niespodziankę 
rodzicom i ich odwiedzić... Przyjechałam tu, do domu, na wyspę... Następnego 
dnia  rodzice  lecieli  po  zakupy  do  Santa  Barbara,  mój  ojciec  pilotował.  Kiedy 
startowali,  machałam  im  na  pożegnanie.  Nagle  po  starcie  coś  się  stało  z 
samolotem. Stracili panowanie i rozbili się na wschodnim krańcu wyspy... – Z 
ledwością wydusiła z siebie ostatnie słowa. To ciągle były dla niej zbyt bolesne 
wspomnienia.

Poruszony Flynn wyciągnął do niej rękę.
– Zginęli w katastrofie?
– Tak. – Annie powstrzymywała łzy, nie potrafiła o tym spokojnie mówić. 

– Pochowaliśmy ich pod  sosnami. Od czasu pogrzebu mam dziurę  w pamięci, 
nie  umiem  powiedzieć,  co  się  ze  mną  działo.  Pamiętam  tylko,  że  szłam  z 
walizką ulicami Seattle... Jak się okazało, było to dwa miesiące później...

– To musiało być tego dnia, kiedy mnie opuściłaś. Wróciłem z delegacji i 

nie  zastałem  cię  w  domu.  Zabrałaś  wszystko,  oprócz  prezentów  ode  mnie  i 
obrączki.

–  Oczywiście  wystąpiłeś  o  rozwód  za  to,  że  cię  opuściłam  i  nie 

powróciłam?

– Nie. – Jego rysy stały się jeszcze ostrzejsze.
– Chcesz powiedzieć, że ciągle jesteśmy małżeństwem?
– Tak.
– Ale dlaczego? Dlaczego nie wniosłeś pozwu o rozwód? – Myśl, że jest 

czyjąś żoną nie mieściła jej się w głowie.

–  Chciałem  dowiedzieć  się,  dlaczego  tak  postąpiłaś.  Dlaczego  odeszłaś 

bez słowa.

Annie nie wierzyła, że to był jedyny powód.
–  Jeślibym  o  tobie  wiedziała,  napisałabym  ci  kartkę  –  powiedziała 

bezmyślnie.  –  Wróciłam  na  wyspę  i  jedyną  pamiątką,  jaką  przywiozłam  z 

background image

Seattle, jest zdjęcie, które ktoś mi zrobił przy Space Needle.

–  Ja  ci  zrobiłem  tę  fotkę.  –  Flynn sięgnął po  swój portfel i  wyciągnął  z 

niego  zdjęcie.  –  A  tę  zrobiono  nam.  Poprosiłem  przechodnia,  żeby  nas 
sfotografował. – Podał jej zdjęcie.

Annie  wpatrywała  się  w  siebie.  Na  fotografii  twarz  jej  się  śmiała,  choć 

oczy  zdawały  się  być  pogrążone  w  smutku.  Ciekawe,  co  mężczyzna  taki  jak 
Parker w niej widział? – zastanawiała się, zdziwiona. Na fotografii Flynn miał 
łagodny  wyraz  twarzy  i  czule  obejmował  ją  ramieniem.  Pozował,  czy  też 
naprawdę  okazywał  jej  opiekuńczość?  Spojrzała  na  Parkera,  który  ciągle  nie 
spuszczał  z  niej  surowego  wzroku.  Odłożyła  fotografię  na  stół.  Schował  z 
powrotem do portfela.

– Jak mogłaś zapomnieć o tym wszystkim, co się wydarzyło? – zadał po 

raz  kolejny  to  samo  pytanie.  W  jego  tonie  wyczuwała  zwątpienie  w  jej 
prawdomówność.

Powoli ogarniała ją wściekłość.
–  A  czy  ty  myślisz,  że  ja  nie  byłam  przerażona?  –  Położyła  ręce  na 

biodrach. – Nagle uświadomiłam sobie,  że idę ulicą miasta, którego nie znam. 
Trzymam  walizkę  w  ręku...  Musiałam  spytać  ulicznego  sprzedawcę,  gdzie  się 
znajduję. Patrzył na mnie jak na obłąkaną.

Flynn chyba nadal jej nie dowierzał, bo ironicznie spytał:
– Tak? I co wtedy zrobiłaś? Natychmiast poszłaś do siedziby sieci hoteli 

Heritage Inns i złożyłaś rezygnację.

– To był jedyny adres, jaki znałam, jaki pamiętałam.
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w Seattle, to przypomniałam sobie, po 

co tam przyjechałam, wiedziałam, że jestem tu na szkoleniu. W biurze okazało 
się jednak, że straciłam aż dwa miesiące nauki. Nie rozumiałam, dlaczego... To 
wszystko mnie przerażało i przerastało moje wyobrażenie. – Tylko tyle potrafiła 
wyjaśnić. Czuła, że jest na skraju histerii. Skrzyżowała ręce i odwróciła się od 
niego.

Kiedy przyszła tamtego dnia do biura, znajomi z kursu i współpracownicy 

dokuczali  jej,  że  skoro  znalazła  bogatego  męża,  nie  musi  już  pracować.
Ponieważ zupełnie nie rozumiała tych dowcipów i aluzji, zignorowała je.

– Zadzwoniłam do mojego przyjaciela z wyspy, żeby po mnie przyjechał. 

Przyleciał  natychmiast  do  Seattle  i  wynajął  samochód,  żeby  mnie  zawieźć  do 
domu.  –  Mówiła  o  Jamesie,  który,  gdy  usłyszał  ją  przez  telefon  po  dwóch 
miesiącach milczenia, niemal się rozpłakał z radości. Wyobrażali sobie z Mary 
najgorsze.

Flynn  zmrużył  oczy.  Spodziewała  się,  że  spyta  ją,  jak  nazywa  się 

przyjaciel, który po nią przyjechał, ale on tylko nerwowo chodził po pokoju.

– Wyjdźmy stąd, tu jest strasznie duszno.
– Dokąd? – Spojrzała na niego zaskoczona propozycją.

background image

– Na powietrze. Widziałem drogę prowadzącą z hotelu na plażę, możemy 

tamtędy się przejść. – Otworzył drzwi.

–  Ale  niedługo  będzie  już  zupełnie  ciemno.  –  Protesty  na  niewiele  się 

zdały, bo Flynn zdążył już wyjść. Podążyła za nim.

– Masz tu coś do narzucenia? Zrobiło się chłodno.
– Tak, wezmę żakiet.
Wróciła  do  pokoju.  Nie  było  sensu  spierać  się  z  nim.  Wyjęła  z  szafy 

żakiet.  Spotkali  się  przy  drzwiach  wyjściowych.  Po  chwili  sama  doszła  do 
wniosku, że to dobry pomysł. W małym pomieszczeniu trudniej zapanować nad 
swoimi emocjami, a na plaży, gdzie jest dużo przestrzeni, można łatwiej zebrać 
myśli.

Zeszli łąką w dół aż doszli do niewielkiej zatoczki. Wtedy Flynn skręcił w 

lewo  w  kierunku  zachodzącego  słońca.  Zwolnił,  żeby  Annie  mogła  nadążyć. 
Zaskakiwało ją,  że człowiek, który stara  się  wszystkim  narzucać  własną wolę, 
potrafił dostosować krok do drugiej osoby.

Szli  w  milczeniu.  Wpatrywała  się  w  ciągnący  się  nieskończenie 

granatowy ocean i srebrnoszare niebo. Przychodziła tu zawsze, kiedy miała jakiś 
kłopot  lub  zmartwienie.  Potęga  natury  sprawiała,  że  wszystkie  troski  od  razu 
nabierały mniejszych rozmiarów. Teraz nawet natura jej nie pomagała.

– Ile czasu minęło, zanim odzyskałaś pamięć? – spytał znienacka.
Znowu cała się spięła.
–  Już  przecież  ci  mówiłam,  nie  słuchałeś?  Nigdy  nie  przypomniałam 

sobie,  co  się  wydarzyło  w  tamtym  okresie.  –  Zaciskała  pięści.  –  Biała  plama, 
dziura  w  mózgu...  Nie  dociera  to  do  ciebie?  Nic  nie  pamiętam z  tamtych  dni. 
Kiedy  wróciłam  do  domu,  od  razu  pojechałam  do  Santa  Barbara  do  mojego 
lekarza. Wytłumaczył mi, że cierpiałam na jeden z rodzajów amnezji...

Flynn zatrzymał się nagle i odwrócił twarzą do niej, słuchając uważnie, a 

ona kontynuowała:

– Jest taki rodzaj odcięcia się od rzeczywistości, że dana osoba przybiera 

inną osobowość, prowadzi zupełnie inne życie. Zachowuje się, wydawałoby się, 
zupełnie  normalnie, ale  po  powrocie do  rzeczywistości  zapomina, co  się  z  nią 
działo w tym czasie. Najczęściej występuje to po silnym psychicznym szoku.

– Jak na przykład... śmierć twoich rodziców.
–  Tak.  Cały  program  szkolenia  w  Seattle  nagle  wydał  mi  się  całkiem 

zbyteczny. Doszłam do wniosku, że zupełnie inaczej wygląda praca w hotelach 
sieciowych,  a  zupełnie  inaczej  w  takim  małym  hotelu  jak  mój.  Nie 
potrzebowałam tylu zbędnych informacji. Poza tym nie chciałam już opuszczać 
wyspy.

– Ale przecież twoi rodzice tu zginęli.
– Mam również wiele szczęśliwych wspomnień, nie tylko te smutne.
–  A  wszystko  to,  co  wydarzyło  się  przed  śmiercią  twoich  rodziców, 

background image

dokładnie pamiętasz?

–  Dokładnie  wszystko,  co  miało  miejsce  przed,  jak  i  po  tych  dwóch 

miesiącach.

Flynn  pochylił  głowę  i  wpatrywał  się  w  kamienną  plażę.  Po  chwili 

spojrzał na nią.

– To znaczy, że wszystko pamiętasz, a jedynie mnie nie pamiętasz... Nie 

pamiętasz tych tygodni spędzonych ze mną...

Annie czuła, że w jednej chwili miesza się w niej wiele uczuć. Z jednej 

strony  współczucie  dla  tego  mężczyzny,  a  z  drugiej  upór  i  chęć  bronienia  się 
przed jego absurdalnymi zarzutami i pretensjami.

– Na to wychodzi – musiała przyznać.
– A jak myślisz? Czy przypomnisz sobie kiedykolwiek?
Annie przeszedł dreszcz.
– Nie wiem. Rozmawiałam na ten temat z kilkoma lekarzami. Twierdzą, 

że  najprawdopodobniej  nigdy  sobie  nie  przypomnę,  ponieważ  życie,  którym 
żyłam  przez  te  dwa  miesiące,  nie  miało  nic  wspólnego  z  moją  prawdziwą 
osobowością. Nie byłam wówczas sobą...

Flynn chrząknął.
– Boże, to wszystko wydaje się niemożliwe do uwierzenia. Okazuje się, 

że ożeniłem się z osobą, która udawała kogoś innego...

Annie spojrzała na niego ze złością.
– A czy ty myślisz, że mnie jest łatwo uwierzyć, że jestem twoją żoną?
– Chciałabyś mieć dowód?
– O tak, jak najbardziej, coś, czego nie można zakwestionować.
– W porządku. Każę mojej sekretarce przysłać akt ślubu.
–  Doskonale.  –  Annie  odwróciła  głowę  i  przyglądała  się  falom. 

Wiedziała,  że  powinna  wracać  do  hotelu.  Miała  swoje  wieczorne  obowiązki. 
Musiała  sprawdzić,  czy  żadnemu  z  gości  niczego  nie  brakuje.  Ale  nie  miała 
odwagi  wracać  sama.  Wokół  panowała  ciemność.  Tego  wieczoru  odczuwała 
wyjątkowy lęk. Myślała o swojej chorobie, przeczytała sporo książek o amnezji, 
ale ciągle nie umiała odpowiedzieć sobie na wiele pytań.

– Jaka byłam – zaczęła – kiedy... kiedy...
–  ...się  pobraliśmy?  –  dokończył  za  nią  z  nie  skrywaną  furią.  –  Kiedy 

byliśmy  mężem  i  żoną?  Kiedy  razem  braliśmy  prysznic  albo  się  kąpaliśmy? 
Kiedy  razem  jedliśmy  w  łóżku  śniadanie?  Kiedy  myliśmy  zęby,  stojąc  jedno 
obok drugiego? Kiedy upuszczałaś  zawsze ręcznik, a ja go podnosiłem. Kiedy 
się kochaliśmy?

Zszokowana potokiem obrazów i słów, jedynie skinęła głową.
– Co nas do siebie przyciągnęło, jaka byłam? – dodała po chwili ciszy.
– To znaczy, że przyznajesz, że mówię prawdę?
–  Nic  nie  przyznaję,  ale  nie  mam  żadnego  racjonalnego  powodu,  żeby 

background image

posądzać cię o kłamstwo. Z drugiej strony przecież cię w ogóle nie znam.

– Nie, nie znasz mnie wcale, i chociaż chcesz wiedzieć, jaka wtedy byłaś, 

nie zamierzam więcej odpowiadać dzisiejszego wieczoru – odrzekł. Chwycił ją 
za  rękę  i  skierowali  się  do  hotelu.  –  Oboje  mieliśmy  wystarczającą  dawkę 
wrażeń jak na jeden dzień. Na dzisiaj koniec.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

–  Nigdy w  życiu  nie słyszałem czegoś  bardziej nieprawdopodobnego!  –

zawołał James Frederick.

Annie bezradnie rozłożyła ręce.
–  Nie musisz mi tego  mówić,  ciągle  nie mogę otrząsnąć  się z wrażenia. 

Chyba nadal jestem w szoku.

Gdy tylko Mary wyszła z domu, Annie pobiegła do Jamesa podzielić się 

swoimi  przeżyciami.  Nie  zamierzała  nic  ukrywać  przed  Mary,  ale  najpierw 
pragnęła  porozmawiać  z  jej  synem.  Wiedziała,  że  zawsze  potrafił  jej  pomóc. 
Natomiast Mary od razu podniosłaby alarm i wszystkich ogarnęłaby histeria.

James  nie  wyzdrowiał  do  końca,  wyglądał  blado  i  czuł  się  osłabiony. 

Siedzieli na patio.

– Może nie powinnam cię teraz zamęczać, poczekam, aż się wykurujesz.
– Nie wygłupiaj się – zaoponował. – A komu miałabyś się zwierzyć, jak 

nie najlepszemu przyjacielowi?

Uśmiechnęła się do niego.
– Masz zupełną rację, nie mogę dojść do siebie, myśli  mi się plączą... –

Przykryła twarz rękami i westchnęła.

Nie spała całą noc. Przewracała się z boku na bok, wpatrując się co jakiś 

czas w czerwone cyfry elektronicznego budzika, liczyła minuty do poranka.

– Myślisz, że on mówi prawdę?
– No...
– Słuchaj, zapomnij o emocjach. Jak uważasz, czy mówi prawdę?
– Wydaje się, że tak. Poza tym, zamierza zadzwonić do swojej sekretarki i 

poprosić o przysłanie aktu naszego ślubu, żeby rozwiać moje wątpliwości.

– A potem co?
–  Co  potem?  A  skąd  ja  mam  wiedzieć...  –  bezradnie  wzruszyła 

ramionami.

– Możesz zażądać rozwodu. Żyjemy w Kalifornii, uzyskanie rozwodu nie 

stanowi większego problemu, niż zrobienie karty pływackiej.

Annie podczas ostatniej bezsennej nocy rozważała tę możliwość. Myślała 

o  swoich rodzicach. Zawsze marzyła o  małżeństwie, takim,  jakie oni tworzyli. 
Kochali  się  przez  całe  życie,  nigdy  nie  mieli  trudności  z  porozumieniem  się, 
dzielili wszystko. W dniu, kiedy zginęli, idąc do samolotu, trzymali się za ręce. 
Zawsze  jej  wpajali,  że  należy  kończyć  raz  rozpoczęte  sprawy.  Rozwód  byłby 
kolejną  ucieczką od  odpowiedzialności za własne  czyny.  Ale  z  drugiej  strony, 
jeśli  kobieta,  która  poślubiła  Flynna  Parkera,  była  Annie  Locke  jedynie  z 
imienia, czy i wtedy taki ślub należałoby uznać za ważny i prawdziwy?

Przecież nic nie pamiętała z tamtych  dni. Jednak podświadomie musiała 

background image

pamiętać  coś,  z  czego  świadomie  nie  zdawała  sobie  sprawy,  bowiem  zawsze 
chłonęła wszystkie artykuły o Parkerze, skądś musiało się to wziąć.

Teraz,  kiedy  go  poznała,  widziała,  jakim  zdeterminowanym  jest 

mężczyzną,  zdawała  sobie  sprawę,  że  na  pewno  nie  pozwoliłby  jej  tak  łatwo 
odejść,  przynajmniej  dopóki  nie  otrzymałby  odpowiedniego  wyjaśnienia.  Ale 
dlaczego nadal chciał być jej mężem?

–  Jednego  nie  rozumiem,  dlaczego  nie  unieważnił  tego  małżeństwa?  –

zapytał James.

– To następna zagadka, której nie potrafię rozwiązać. – Nie dziwiło jej, że 

James  czytał  w  jej  myślach.  Znali  się  od  dziecka,  był  dla  niej  jak  prawdziwy 
starszy brat.

–  Musisz  mieć  czas  na  przemyślenie  tego.  On  nie  ma  prawa  się 

niecierpliwić. Poza tym mógł cię wcześniej odnaleźć.

Rzeczywiście,  dlaczego  Flynn  nie  odszukał  jej  wcześniej?  I  dlaczego 

pomyślała  o  tym  dopiero  teraz,  gdy  zwrócił  jej  na  to  uwagę  James?  Dla 
człowieka z taką pozycją i  pieniędzmi nie powinno to stanowić najmniejszego 
problemu.

– Nie zastanawiałam się nad tym.
– Wczoraj cały dzień dręczyło cię, czy to możliwe, że jest twoim mężem, 

skoro nic nie pamiętasz. Chwileczkę... – James zmrużył oczy. – Czy to nie on 
przypadkiem?

–  Gdzie?  –  Odwróciła  się  gwałtownie  w  kierunku,  w  którym  patrzył 

James.

Flynn spokojnym krokiem przechodził koło hotelu, zmierzał prosto w ich 

stronę.

James zrzucił z siebie koc i pomału zaczął wstawać.
–  Nie  wstawaj,  jesteś  jeszcze  bardzo  słaby.  –  Annie  wyciągnęła  rękę, 

chcąc go powstrzymać.

– Myślisz, że zamierzam zmierzyć się z tym facetem z pozycji inwalidy?
Annie także się podniosła z krzesła i stanęła obok Jamesa. Wiedziała, co 

miał  na  myśli,  mówiąc  o  pozycji  inwalidy.  Parker  był  człowiekiem,  przed 
którym niechętnie okazywało się swoje słabości. Ona chyba zdążyła ich okazać 
już zbyt wiele.

Znała go zaledwie jeden dzień, a już dokładnie zapamiętała sposób, w jaki 

się poruszał. Na jego widok poczuła, że serce zaczyna jej szybciej bić.

Flynn podszedł do nich.
– Wszędzie cię szukam – rzekł do Annie, nie zwracając uwagi na Jamesa.
Starała się zachowywać naturalnie.
– Szukasz mnie...? – Słowa ledwo przechodziły jej przez gardło.
– Pomyślałem, że mogłabyś mnie oprowadzić po wyspie.
Chyba  nawet  nie  zastanowił  się,  czy  miała  jakieś  obowiązki  do 

background image

wypełnienia,  czy  nie.  Od  razu  chciała  zaprotestować,  ale  kiedy  na  niego 
spojrzała, zauważyła, że on chyba też nie spał ostatniej nocy. Pod jego oczami 
rysowały  się  ciemne  kręgi.  Miał  na  sobie  czarne  dżinsy  i  ciemnogranatowy 
sweter. Jego wzrok wydawał się bardziej przenikliwy niż poprzedniego dnia.

– Oprowadzić cię po wyspie? – zapytała bezmyślnie, jakby nie rozumiała, 

o co on prosi.

–  Nie  wyglądasz na  bardzo  zajętą  –  powiedział,  spoglądając na  Jamesa. 

Annie nie przedstawiła jeszcze swojego przyjaciela.

– To jest James Fredericks. James, przedstawiam ci Flynna Parkera.
Przez chwilę mężczyźni mierzyli się wzajemnie wzrokiem. James zabrał 

rękę z ramienia Annie i wyciągnął w kierunku Parkera. Uścisnęli sobie dłonie. 
Odniosła  wrażenie,  że  James  wzbudził  w  nim  respekt.  Nie  wiedziała,  co  było 
tego  przyczyną.  Patrzyli  uważnie  na  siebie  i,  jak  jej  się  wydawało, 
porozumiewali się bez słów.

Nagle James uśmiechnął się.
– Annie, idź, i tak już za długo przebywam na powietrzu, muszę wracać 

do łóżka.

W oczach Flynna odczytała satysfakcję.
– Więc jak, idziemy? – zapytał.
– Mam pracę – odparła krótko.
– Nie ma wielu gości, nie musisz być obecna w hotelu przez całą dobę –

stwierdził spokojnym, ale stanowczym głosem Flynn.

– Nie, ale są codzienne poranne obowiązki, bez względu na liczbę gości –

upierała się.

– Annie, idź z nim. Coś mi się wydaje, że oboje potrzebujecie rozmowy.
Annie ze złością spojrzała na Jamesa.
–  Zdrajca  –  szepnęła  w  jego  kierunku,  kiedy  Flynn  wziął  ją  za  ramię  i 

wyprowadził z patio.

– Powiedziałaś mu o nas? – spytał Flynn, kiedy odeszli już kawałek dalej.
– Oczywiście, to mój najlepszy przyjaciel – odparła swobodnie.
Flynn  trzymał  ją  za  ramię  i  czuła  przechodzące  przez  rękę  fale  ciepła. 

Uwolniła się szybko z jego uścisku.

–  Nigdy  nie  słyszałem  o  prawdziwej  przyjaźni  między  kobietą  i 

mężczyzną, zawsze łączy ich coś więcej.

– Więc masz okazję się o tym przekonać – odparła z mocą.
Zignorował jej uwagę.
– Czy jesteś w nim zakochana?
Annie zatrzymała się i odwróciła w jego stronę. Przechyliła głowę do tyłu 

i spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Przepraszam bardzo, czy sugerujesz mi, że oprócz kłopotów z pamięcią 

mam  trudności  z  prawdomównością?  Mówię  ci,  jak  jest,  Jamesa  traktuję  jak 

background image

brata, i nic poza tym.

Flynn przyglądał się jej przez chwilę.
–  Rozumiem  –  odparł  w  końcu  i  po  chwili  zapytał:  –  Pokażesz  mi 

centrum rekreacyjne?

Annie  starała  się  panować  nad  emocjami.  Ostatnia  doba  obfitowała  w 

zbyt silne wrażenia, aby mogła polegać na swoich nerwach.

–  Chodźmy  na  kort.  Po  południu  goście  chcą  zagrać  debla,  a  Carlos 

wspominał, że w siatce jest jakaś dziura do załatania.

– Nie masz obsługi technicznej?
– Carlos zajmuje się wszystkimi usterkami, ale dzisiaj ma inne ważniejsze 

zajęcia.

– Chętnie ci pomogę.
Nawet słowem nie zaprotestowała. W milczeniu doszli do kortów. Poszła 

do schowka po sznurek i zaczęła wiązać urwane końce siatki.

–  Powinnaś kupić  nową siatkę  – skomentował krytycznie, wskazując na 

inne połatane miejsca.

– Ta jeszcze trochę posłuży – odparła.
– Nie za długo. Annie spochmurniała.
– Kupię wtedy, kiedy będzie mnie na to stać. – Bezskutecznie starała się 

naciągnąć  siatkę.  Flynn  przyszedł  jej  z  pomocą,  podtrzymywał  sznurki.  Czuła 
dotyk jego palców. Ledwo zdołała załatać dziurę. Unikała jego spojrzenia.

– Jeśli nie za dobrze stoisz z pieniędzmi, to może potrzebujesz inwestora?
Odsunęła  się,  poruszona.  O,  nie!  Wystarczył  jej  jeden  wspólnik,  wuj, 

który  wiecznie  potrzebował  gotówki  i  nie  wkładał  w  hotel  złamanego  grosza. 
Nie zamierzała wiązać się z następnymi wspólnikami.

– Nie! – Zareagowała gwałtownie. – Mieliśmy ciężką zimę, to wszystko 

dlatego... Jednak finansowo daję sobie jakoś radę... dopóki nie zacznę wydawać 
pieniędzy na zbędne drobiazgi.

– Annie, to nie są zbędne wydatki, klienci nie płacą za granie na korcie, 

który ma połataną siatkę.

Mówił rozsądnie, ale nie chciała przyznać mu racji.
– Kort ma bardzo dobrą nawierzchnię, jest odpowiednio przygotowany, a 

to jest przecież najważniejsze.

Nerwowo  szarpnęła  zwisający  sznurek.  Widząc,  że  nie  udaje  jej  się  go 

oderwać, wyjął  z kieszeni scyzoryk i  sam obciął. Coś w niej drgnęło. Utkwiła 
wzrok w nożu z perłowym uchwytem.

– Poznajesz ten nóż? – Położył go na dłoni.
– Nie. – Zadrżała. – A powinnam?
– Dostałem od ciebie w prezencie. – Złożył go i wsunął z powrotem do 

kieszeni.  Wziął  od  niej  kłębek  sznurka,  zwinął  go  dokładnie  i  wrzucił  do 
schowka.

background image

Znów odgradzał ich mur. On wszystko pamiętał, a ona nic.
– Dlaczego miałabym ci dawać scyzoryk?
–  Twierdziłaś, że przyda  mi się  w  wielu sytuacjach, uznałaś to  za rzecz 

niezbędną.

Jej  ojciec  zawsze  nosił  składany  nóż.  Używał  go  przy  wielu  drobnych 

naprawach.  Widocznie  chciała,  żeby jej  mąż  miał  taki  sam.  Musiała  myśleć  o 
małżeństwie poważnie.

Przez chwilę wpatrywała się w horyzont, zbierała w sobie odwagę.
– Czy szukałeś mnie? – spytała w końcu. Milczał dopóki nie spojrzała na 

niego.

–  Odeszłaś  trzy  dni  przed  moim  powrotem.  Przebywałem  służbowo  na 

Hawajach.  Proponowałem  ci,  żebyś  mi  towarzyszyła,  ale  kategorycznie  nie 
zgodziłaś  się  na  podróż  samolotem,  a  statkiem  zajęłoby  to  zbyt  wiele  czasu. 
Kiedy wróciłem, okazało się, że spakowałaś wszystkie rzeczy, oprócz prezentów 
ode  mnie,  i  odeszłaś.  Minął  tydzień,  zanim  to  do  mnie  dotarło.  W  biurze 
Heritage  Inns  nie  wiedzieli  nic  o  tobie,  jedyny  kontakt,  jaki  mieli,  to  skrytka 
pocztowa  w  Santa  Barbara. Kiedy tam  pojechałem, okazało  się,  że  została już 
wynajęta komuś innemu. A potem... – Zawiesił głos i zamyślił się.

– A potem? – dopytywała się. – Co było potem? Mów! – nalegała.
–  Zmarł  mój ojciec.  Zupełnie nieoczekiwanie... na  atak serca. Wszystko 

spadło na mnie, musiałem zająć się pogrzebem, matką i siostrą, no i całą firmą. 
Setki urzędników na mojej głowie... Akurat byliśmy w trakcie rozbudowy sieci, 
a konkurenci zacierali ręce.

Łagodniejszym tonem opowiadał o kłopotach, ciepło wspominał ojca.
– Słyszałam o śmierci twojego ojca. Akurat wtedy zaczęłam się zajmować 

naszym  hotelem  i  czytałam  wszystkie  czasopisma  poświęcone  hotelarstwu  –
wtrąciła.  –  To  musiał  być  prawdziwy  szok  dla  ciebie  i  twojej  rodziny. 
Współczułam ci...

Flynn  uśmiechnął  się  z  wdzięcznością.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  jego 

życie odmieniło się całkowicie w ciągu kilku dni. Z ojcem na pewno łączyły go 
silne więzy. Najpierw ona zniknęła, potem zmarł ojciec. W takiej sytuacji żona 
powinna  być  wsparciem,  a  ona  nagle  i  bez  słowa  wyjeżdża.  Czy  mogło  się 
ułożyć  inaczej,  gdyby  wcześniej  ją  odnalazł?  Zadawała  sobie  wiele  pytań.  W 
tamtych  dniach,  kiedy  wróciła  do  rzeczywistości,  jej  również  nie  było  lekko. 
Kiedy  zabrakło  rodziców,  też  z  dnia  na  dzień  musiała  stać  się  samodzielna. 
Spojrzała na Flynna z uznaniem.

–  Zamierzałem  wynająć  detektywa,  żeby  cię  odszukał  –  ciągnął.  –

Czekałem  jednak,  aż  wszystko  się  uspokoi,  ale  nie  nastał  taki  dzień,  pracy 
zawsze okazywało się za dużo i...

– Musiałeś mnie przeklinać – wtrąciła. – Podważyło to twój autorytet.
Zastanowił się.

background image

–  Tak,  mimo  że  nigdy nie  myślałem  o  sobie  jak o  dumnym facecie,  ale 

chyba masz rację, nie lubię dostawać kopniaków.

– Więc nie szukałeś mnie? Dlaczego?
Nie powiedział jej wszystkiego, musiał być jakiś powód, dla którego nie 

unieważnił małżeństwa.

– Czekałem na spokojniejszą chwilę, aż do teraz. Postanowiłem, że kiedy 

wrócę  z  wakacji,  podejmę  ostateczne  kroki  w  celu  odnalezienia  cię  i  wtedy 
okaże się, jak ma dalej wyglądać sprawa mojego małżeństwa.

–  Znalazłeś  mnie  przypadkowo...  Ale  ciągle  mam  wrażenie,  kiedy 

opowiadasz tę historię, jakbyś mówił o obcej kobiecie, nie o mnie...

– I ja powoli zdaję sobie z tego sprawę... – wtrącił. Odetchnęła z ulgą.
–  Uważam  więc,  że  teraz,  kiedy  się  całkiem  przypadkowo  spotkaliśmy, 

chyba nie ma sensu zastanawiać się dłużej nad naszym małżeństwem. Nie widzę 
żadnego rozsądnego powodu, żeby nadal pozostawało zalegalizowane.

– Może jednak jest taki powód.
– Jaki? Jedyna rozsądna decyzja, to załatwić spokojny rozwód...
– Dlaczego mamy się tak spieszyć z rozwodem? Annie rozłożyła ręce.
–  Skoro  tak  pospieszyliśmy  się  ze  ślubem,  to  dlaczego  z  taką  samą 

łatwością nie zakończyć tego małżeństwa rozwodem?

Flynn zmarszczył brwi.
–  Skoro  powiedziałaś,  że  kobieta,  która  za  mnie  wyszła,  nie  jest 

prawdziwą  tobą,  to  dlaczego  nie  pozwolisz  mi,  żebym  cię  poznał,  zanim 
podejmę decyzję?

–  Ale  po  co?  –  Annie  miała  już  dość,  kręciło  jej  się  w  głowie.  Co  za 

absurd,  pomyślała.  –  Starczy tych  bzdur,  wracam do  pracy, wybacz  mi, ale  ta 
rozmowa nie ma sensu!

– Nie zapominaj, że obiecałaś oprowadzić mnie po wyspie...
– Później.
– Znowu uciekasz...
–  Mam obowiązki  – odrzekła stanowczo. –  Życzyłabym  sobie,  żeby jak 

najszybciej unieważnić to nasze dziwne małżeństwo.

–  Unieważnienie  małżeństwa  byłoby  załatwieniem  sprawy  tak,  jak  ty 

chcesz...

–  A  dlaczego  nie?  Czy  zawsze  wszystko  ma  być  tak,  jak  ty  sobie 

wymyślisz?

Annie podniosła głos, traciła panowanie nad sobą.
–  Jesteś  kłótliwa  i  zawzięta,  nigdy  się  tak  nie  zachowywałaś,  zawsze 

cechował cię spokój...

– Ile razy mam ci powtarzać, że to nie byłam ja! – krzyknęła z rozpaczą w 

głosie. – Poza tym chyba nie chciałbyś mieć kłótliwej wiedźmy za żonę!

– Wcale nie nazwałem cię wiedźmą. Powiedziałem tylko, że zrobiłaś się 

background image

kłótliwa. Chyba mąż ma prawo wyrażać swoją opinię o zachowaniu się żony! –
On również podniósł głos.

–  A  skąd  ja  mogę  wiedzieć,  co  mąż  powinien,  a  czego  nie  powinien 

mówić?

– Moje doświadczenie jest tak samo ubogie – powiedział już spokojniej. –

Ale  dlaczego  nie  spróbujemy  zachowywać  się  jak  mąż  i  żona,  zanim 
podejmiemy decyzję.

Annie  przyłożyła  dłonie  do  skroni.  Miała  wrażenie,  że  głowa  jej 

eksploduje. A może opuściła go, bo wyprowadzał ją z równowagi, tak jak teraz?

– Może jednak powinniśmy uznać, że nie było żadnego małżeństwa?
– Lepiej pokaż mi wyspę, tak jak obiecałaś.
– No dobrze – odparła z rezygnacją. – Korty już widziałeś, więc chodźmy 

teraz na pole golfowe. Współpracujemy z klubem golfowym, może znajdziemy 
partnera  dla  ciebie.  –  Ruszyła  w  stronę  zadbanych,  rozległych  trawników, 
utrzymywanych przez Carlosa i Martina.

Nagle chwycił ją za rękę i zatrzymał.
– Czy już nie grasz?
– W co? W golfa? – spytała zaskoczona.
– Tak, odpowiedz.
– Nigdy nie grałam w golfa – odpowiedziała spokojnie, próbując uwolnić 

się od uścisku jego ręki. Ale on jeszcze bliżej przyciągnął ją do siebie.

– Sam cię uczyłem, zupełnie nieźle sobie radziłaś. Potrząsnęła głową.
–  Nie,  nigdy  nie  grałam  w  golfa.  –  Pragnęła  uciec,  miała  dość.  –  Nie 

należę do wysportowanych osób.

– Wczoraj grałaś w piłkę.
Czuła  bliskość  jego  ciała.  Robiło  jej  się  gorąco.  Czyżby  jej  ciało 

pamiętało  coś,  czego  umysł  sobie  nie  uświadamiał?  Przestała  się  opierać. 
Przyglądała mu się uważnie.

– Wczoraj grałaś w piłkę – powtórzył.
– Tak, tak – przytaknęła. Więc widział ją. – Z Luisem, nie miał z kim się 

bawić, tylko dlatego.

– Rozumiem.
Nie  wiedziała,  jak  to  się  stało,  ale  jedną  ręką  obejmował  ją  w  pasie,  a 

drugą trzymał ją za rękę. Wzbudzał w niej pożądanie, nie wiedziała, czy znała 
już to uczucie, czy nie. Zaczęła szybciej oddychać. Jego dotyk przyprawiał ją o 
zawrót głowy. Przysunął się bliżej, czując jej napięcie.

–  Spełniłaś  życzenie  małego  chłopca,  to  miło  z  twojej  strony,  a  co  z 

marzeniami dorosłego mężczyzny?

Patrzyła na jego usta, kiedy wypowiadał te dziwne słowa.
– Nie wiem... o czym mówisz. – Czyżby zamierzał ją pocałować?
– Czy spełnisz moje życzenie?

background image

– Jakie? – spytała.
– Pocałuj mnie. Nie wymagam chyba zbyt wiele od żony? – wyszeptał.
– Chyba nie... – szepnęła, czując, że cała jest rozpalona.
Podniosła brodę, ich usta znalazły się o milimetry od siebie. Pragnęła go. 

Pochylił  głowę,  poczuła  muśnięcie  jego  warg.  Po  chwili  odsunął  głowę. 
Spojrzała na niego. Wziął jej rękę i położył na  swojej szyi. Objęła go.  Schylił 
ponownie  głowę  i  pocałował  ją  namiętnie.  Pieściła  jego  szyję  i  czuła  się 
cudownie.  Starała się  przypomnieć sobie, czy był  kiedyś  jej kochankiem. Nie, 
nic nie pamiętała, ale zmysłami czuła, że jej ciało zna jego ciało. Jego ciało nie 
wydawało  się  obce.  Całował  ją  i  całował,  smakowali  się  wzajemnie.  Kiedy 
przerwał, ona go pocałowała. Po chwili odciągnął ją trochę od siebie.

– Annie – wyszeptał. – Musisz mi coś powiedzieć. Nadal miała zamknięte 

oczy, wodziła  ręką po  jego  włosach, pragnęła go  całować, nie chciała  myśleć, 
nie chciała mówić.

– Co chciałbyś wiedzieć, Flynn?
– Czy byli inni mężczyźni, po tym, jak mnie opuściłaś?
Słowa te podziałały na nią jak kubeł zimnej wody. Zdjęła rękę z jego szyi 

i odsunęła się.

– Nie rozumiem... Co masz na myśli? Zmrużył oczy, wpatrywał się w nią 

podejrzliwie.

–  Nigdy przedtem nie  całowałaś  mnie z taką namiętnością – powiedział 

cicho. – Byłaś czuła i delikatna, ale jako kochanka poddawałaś się mojej woli, 
nie  przejawiałaś  żadnej  inicjatywy...  tak  jak  teraz.  Czy  ktoś  potem  uczył  cię 
rozbudzać namiętność w mężczyźnie? Annie zaczerwieniła się.

–  Nie!  –  krzyknęła.  –  Nie!  Nie  było  żadnego  innego  mężczyzny!  Poza 

tym, to nie jest twoja sprawa.

–  Wszystko,  co  dotyczy  ciebie,  jest  moją  sprawą,  w  końcu  jesteś  moją 

żoną – powiedział spokojnym głosem.

– Nie wiem sama, udowodnij mi to! – krzyczała. Nie wiedziała, co w nią 

wstąpiło,  że  tak  namiętnie  go  całowała.  Gdyby  nie  przestał,  z  pewnością 
mogłaby  mu  się  oddać  bez  reszty,  tutaj,  na  polu  golfowym.  Nigdy  jej  się  coś 
podobnego nie przytrafiło. Boże, co się z nią dzieje? Była bliska płaczu. Nagle 
usłyszała, że ktoś ją woła. Odwróciła się. Luis biegł w ich stronę.

– Annie! – krzyczał. Podbiegł zdyszany.
– Co się stało, Luis?
–  Mary  jest  chora  –  wyrzucił  z  siebie.  –  Mama  prosi,  żebyś  przyszła 

pomóc w kuchni. Prosiła, żebyś się pospieszyła.

Annie, nie zadając więcej pytań, wzięła chłopca za rękę i pospieszyła w 

kierunku hotelu. Flynn szedł za nimi.

–  Flynn,  to  jest  moja  sprawa,  nie  musisz  się  w  to  mieszać  –  rzekła 

szorstko.

background image

– Nie zapominaj, że ja też pracuję w hotelarstwie.
– Ale nie w tym hotelu.
– Może mógłbym jednak w czymś pomóc – zaproponował, nie reagując 

na jej złośliwą uwagę.

Kiedy  weszli  do  kuchni,  Mary  siedziała  przy  stole  z  głową  opartą  na 

rękach. Usłyszawszy Annie, uniosła bladą, zbolałą twarz.

–  Złapała  tę  samą  grypę  co  James  –  mówiła  Beatrice,  przykładając 

wilgotną  chustkę  do  jej  czoła.  –  Mówiłam,  żeby  się  położyła,  ale  uparła  się 
dokończyć obiad.

– Mary, bez dyskusji, natychmiast idź do siebie, tak nie możesz pracować 

– tłumaczyła przerażona Annie. – Wszystkim się zajmę.

–  Ale  przecież  nic  nie  ugotujesz,  a  Beatrice nie  jest  przyzwyczajona  do 

gotowania dla więcej niż trzech osób.

– Nie martw się, coś wymyślimy. – Nie miała pojęcia co, ale to wydawało 

się błahostką. Martwiła się o Mary, która nigdy przedtem nie chorowała.

–  Co  zrobisz,  jeśli  choroba  się  przedłuży?  Powinnaś  mieć  kogoś  na 

zastępstwo – wtrącił się Flynn.

–  Wiem  –  odparła  krótko.  –  James  się  zajmie  kuchnią,  ale  jeszcze  nie 

dzisiaj.  –  Mówiła  ostrym  tonem.  Ciągle  nie  mogła  zapomnieć  swojego  nie 
kontrolowanego zachowania. Czuła do siebie złość.

Flynn podszedł do Mary, pomógł jej wstać i wyprowadził z kuchni.
–  Proszę się  nie  martwić,  zajmę się  wszystkim  jak  należy –  powiedział, 

uspokajając chorą.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Flynn  odprowadził  Mary  do  jej  domu.  James,  który  czuł  się  już  lepiej, 

obiecał zająć się matką.

–  Naprawdę  nie  powinieneś  się  czuć  odpowiedzialny,  Flynn,  to  są 

wyłącznie moje kłopoty, więc...

– Ale ty przecież nie potrafisz gotować, chyba że tak było tylko w czasie 

twojej amnezji. – Spojrzał na nią z pobłażaniem. Nie cierpiała tego spojrzenia.

Prosto  z  domku  Mary  i  Jamesa  przyszli  do  kuchni.  Na  stole  leżały 

warzywa,  z  których  należało  przygotować  obiad.  Flynn  wcale  nie  żartował. 
Przebrał  się  w  koszulkę  z  krótkimi  rękawami,  włożył  fartuch  i  zaczął  czytać 
przepisy  zostawione  przez  Mary.  Annie  zdawała  sobie  sprawę,  że  potrzebuje 
pomocy.  Przygotowanie  obiadu,  do  którego  pozostała  zaledwie  godzina,  a 
potem  taka  sama  perspektywa  przygotowania  kolacji,  przekraczały  jej 
możliwości i wyobraźnię. Ale dlaczego akurat on ma jej pomagać?

Flynn podszedł do niej i przypatrywał się uważnie.
– No więc? Umiesz gotować i wtedy to też był stan amnezji? – powtórzył 

pytanie.

Annie przygryzła wargi. Nie dowierzał jej, pomyślała.
–  Nie,  nie  potrafię  gotować.  –  Gdyby  pozostała  wtedy  z  nim,  zapewne 

stałaby  się  mistrzynią  przygotowywania  wyrafinowanych  potraw,  na  pewno 
wymagałby tego od niej, pomyślała i dodała uszczypliwie: – Ale przypuszczam, 
że ty doskonale sobie radzisz.

Wyprostował się dumnie.
–  No,  może nie  jestem  mistrzem, ale  radzę  sobie,  jak  to  określiłaś.  Mój 

ojciec  –  ciągnął  –  uważał,  że  pracując  w  hotelarstwie,  powinienem  znać 
wszystko od podszewki, począwszy od recepcji, a skończywszy na kuchni. Tak 
więc  spędziłem pół  roku  w  szkole  kulinarnej  w  Paryżu.  Z  twoją  pomocą  dam 
sobie radę.

Uśmiechnęła się do siebie. Flynn rozglądał się po kuchni.
– Wygląda na to, że Mary zamierzała ugotować jarzynową zupę na obiad. 

Podamy  ją  z  grzankami.  A  co  na  deser?  –  Przeglądał  książkę  kucharską, 
zatrzymał się na stronie, której szukał. – Jeśli powiesz gościom, że Mary nagle 
się  rozchorowała,  może  okażą  zrozumienie  i  nie  będą  oczekiwać  więcej,  niż 
zaproponujemy.

Annie  starała  się  zachować  spokój.  Zdążyła  zaobserwować,  że  Flynn 

przywykł do wydawania poleceń. Nie potrafił dostosowywać się do innych.

–  Nie  będziemy  robić  niczego  wymyślnego  –  ciągnął.  –  Na  deser  będą 

kruche  ciasteczka  z  cukrem  i  lody.  Sprawdź  w  lodówce,  jakie  mamy  smaki 
lodów.

background image

Mimo  że  chciała  być  uprzejma,  jego  szefowanie  wyprowadzało  ją  z 

równowagi. Co on sobie wyobraża?

–  Na  deser  będą  ciasteczka  i  lody.  Sprawdź,  jakie  mamy  smaki,  tak?  –

przedrzeźniała go ze złością. – Co ty sobie myślisz? Nie zamierzam wykonywać 
twoich poleceń! Nie zapominaj, że jesteś w moim hotelu i w mojej kuchni!

–  Jak  sobie  chcesz,  szefowo.  –  Odłożył  książkę  z  przepisami  na  stół.  –

Jeśli  masz na  uwadze tylko  swoje dobre samopoczucie, a nie swoich gości, to 
czarno  widzę  twój  hotel  w  najbliższej  przyszłości,  a  pieniądze  zamiast  się 
gromadzić, będą topnieć jak śnieg na wiosnę. Ale oczywiście ty tu rządzisz.

Odwrócił się i skierował do wyjścia.
– Flynn, zaczekaj! – krzyknęła, kiedy zorientowała się, że naprawdę chce 

wyjść i tak ją zostawić.

Zatrzymał się i spojrzał na nią przez ramię.
– Przepraszam cię. – Słowa ledwo przechodziły jej przez gardło. – Będę 

wdzięczna, jeśli mi pomożesz, nie poradzę sobie sama. – Nadal  patrzył na  nią 
surowo. – W porządku, masz rację, w ogóle nie dam sobie rady. Ale zrozum, że 
nie  przywykłam,  żeby  ktoś  mi  rozkazywał,  tutaj  ja  zawsze  o  wszystkim 
decydowałam.

–  Zapomnij  o  tym,  przynajmniej  dzisiaj  –  poradził  jej,  podchodząc  do 

stołu. – A teraz sprawdź, jakie mamy lody.

–  Czy  wtedy...  kiedy  byliśmy  małżeństwem,  też  się  tak  rządziłeś?  –

spytała.

– Ciągle jesteśmy  małżeństwem, nie  zapominaj  o  tym. Tak, zawsze taki 

byłem.  –  Zastanawiał  się  przez  chwilę.  –  Ale  za  to  twój  upór  to  dla  mnie 
nowość.

– Ile razy mam ci powtarzać, że nigdy nie znałeś mnie takiej, jaka jestem 

naprawdę.

Wziął  z  półki  miskę  i  zaczął  wbijać  do  niej  jajka.  Coś  mówił  do  siebie 

pod nosem, ale nie dosłyszała.

–  Kiedy  za  bardzo  się  wściekałem,  zazwyczaj  miło  się  do  mnie 

uśmiechałaś.  Wtedy  zapominałem  natychmiast,  że  jestem  szefem.  Zabierałem 
cię do sypialni i wybaczałem wszystko. Może spróbujemy takiej metody?

– Nie – wykrztusiła.
Zrobiło  jej  się  gorąco,  tym  razem  nie  ze  złości.  Wyjęła  z  lodówki 

mrożony  groszek  i  przyłożyła  torebkę  do  policzka.  Dlaczego  ciągle  usiłował 
przypomnieć  jej  coś,  czego  nie  pamiętała?  Przed  oczami  stanął  jej  obraz  ich 
namiętnych pocałunków. Dlaczego aż tak ją dzisiaj całował? Z pewnością chciał 
ją  sprowokować, żeby  w  końcu  się  przyznała, że  wszystko pamięta  i  że  miała 
inne  powody,  dla  których  uciekła.  Pragnęła,  żeby  to  wszystko  się  wreszcie 
skończyło, aby każde z nich mogło żyć swoim życiem.

Chciała,  aby  Flynn  trzymał  się  z  dala  od  niej,  od  jej  hotelu  i  od  jej 

background image

wszystkich kłopotów. Jednak teraz potrzebowała jego pomocy, nie miała innego 
wyjścia. Schowała groszek do zamrażarki i zaczęła sprawdzać, jakie lody może 
podać gościom.

– Waniliowe, pistacjowe, czekoladowe... – zaczęła wymieniać.
Zerknęła na Flynna i okazało się, że nie byli już sami. Do kuchni weszły 

Velma i Beatrice. Stanęły pod ścianą i szeptały coś, cichutko podśmiewając się z 
Flynna.  Obserwowały  go,  jak  rozgniata  masło,  cukier  i  jajka.  Annie  też 
przyjrzała się temu, co on robi. Flynn nie użył elektrycznego miksera, mieszał w 
misce wielką drewnianą łyżką. Wyglądał naprawdę imponująco.

Spojrzał  na  nie  i  rozbrajająco uśmiechnął  się  do  Velmy.  Odpowiedziała 

mu równie promiennym uśmiechem i cała aż pokraśniała. Velma, która zbliżała 
się  do  pięćdziesiątki,  nagle  straciła  dziesięć  lat,  wyglądała  na  czterdziestkę. 
Annie poczuła się zazdrosna. Do niej się tak nie uśmiechał. A przecież podobno 
była jego żoną. Otrząsnęła się. Nie powinna odczuwać zazdrości, skarciła się w 
duchu, przecież nawet go nie znała. Co się z nią działo?

Podeszła  do  Flynna  i  spokojnie  zdała  raport  o  stanie  lodów,  po  czym 

zaczęła  przygotowywać  warzywa  na  zupę.  Velma  i  Beatrice  natychmiast 
włączyły się do pomocy. Pod kierunkiem Flynna, który miał teraz do dyspozycji 
trzy asystentki, obiad i kolacja zostały przygotowane na czas.

Annie  wytłumaczyła  gościom  sytuację  i,  tak  jak  Flynn  przypuszczał, 

wszyscy okazali się wyrozumiali. Nawet trzy siostry.

Kiedy  zostali  przez  chwilę  sami,  Flynn  starał  się  nakłonić  Annie  do 

rozmowy,  ale  ona,  pełna  lęków  i  mieszanych  uczuć,  starała  się  unikać  z  nim 
kontaktu i uciekała do naprędce wymyślanych obowiązków.

Nie  przypuszczała, że całkiem zapomniane  tygodnie spędzone w  Seattle 

kiedykolwiek okażą się ważnym okresem w jej życiu. Była zła na siebie, że jej 
dusza  i  serce  cały  czas  starały  się  coś  sobie  przypomnieć,  czego  racjonalnie, 
przy pomocy pamięci i umysłu, nie potrafiła odtworzyć.

Po  kolacji  Velma  i  Beatrice  zaprosiły  gości  do  sali  obok,  gdzie  mogli 

odpocząć  lub  się  rozerwać.  Flynn  ustawił  krzesła  na  stołach  i  zabrał  się  do 
odkurzania.  Przerwała  mu  pani  Grindle,  która  zaczęła  zachwalać  wspaniały 
posiłek  jego  autorstwa.  Po  chwili  pojawiły  się  pozostałe  dwie  siostry,  pani 
Bennett i pani  Shaw. Biedny Flynn  został osaczony przez kobiety, i  to  ubrane 
tak,  jakby  chciały  odmłodzić  się  przynajmniej  o  czterdzieści  lat.  Nie  miał 
możliwości ucieczki, chyba żeby schował się pod stół lub za bar. Nie pozostało 
mu  nic  innego,  jak  tylko  miło  się  uśmiechać.  Spojrzał  na  Annie,  oczekując 
pomocy, ale ona tylko uśmiechała się pod nosem.

Pani  Grindle  odrzuciła  do  tyłu  rude  włosy  i  zamrugała  sztucznymi 

rzęsami.

– Mary oczywiście bardzo się starała, kochana dziewczyna, ale nie ma to 

background image

jak prawdziwy mężczyzna w roli szefa kuchni. – Patrzyła na niego z podziwem. 
Podeszła jej siostra.

– Mabel ma rację, chociaż przyznaję to z ciężkim sercem, ale prawdziwy 

mężczyzna w kuchni to jest coś! – Pani Shaw zalotnie zmarszczyła nos, a pani 
Bennett pieszczotliwie uszczypnęła go w policzek.

Flynn ponownie zerknął na Annie, tym razem z rozpaczą w oczach. Annie 

jednak  tylko  głośno  parsknęła  śmiechem  i  wzięła  się  do  zamiatania, 
pozostawiając go na pastwę wielbicielek.

–  Prawdziwy  mężczyzna  nie tylko  w  kuchni jest skarbem – dodała pani 

Bennett. – Jesteśmy doprawdy zaskoczone, że pan tak tu pomaga. Nie ma pan 
dość roboty w swoich hotelach?

– No tak, ale...
– A może zamierza pan kupić ten hotelik?
Flynn  z  niepokojem  w  oczach  spojrzał  na  Annie,  ale  zanim  zdążył  coś 

odpowiedzieć, wtrąciła się pani Shaw:

– Nie bądź głupia, Mildred. A po co mu takie odludne miejsce?
– Cóż, tak przyszło mi do głowy – odburknęła pani Bennett. – Poza tym 

przesuń się, Mavis, chciałabym porozmawiać z panem Parkerem. – Przepchnęła 
się do przodu. – Proszę, mów do mnie Mildred, nie musimy być tacy oficjalni, 
poza tym znam twoją matkę. – Powiedziała to takim tonem, jakby przynajmniej 
co tydzień spotykały się z panią Parker na ploteczkach. Spojrzała z satysfakcją 
na siostry.

–  Zna  pani  moją  matkę?  –  spytał  Flynn  zbity  z  tropu.  –  Nie  pamiętam, 

żeby kiedykolwiek panią wspominała.

Mabel i Mavis zachichotały, ale Mildred się nie poddawała.
–  Jak  to?  Przecież  w  zeszłym  roku  pracowałyśmy  razem  przy  akcji 

charytatywnej. Wówczas to poznałam panią Parker...

– Daj spokój, Mildred, nie widzisz, że zanudzasz tego młodego człowieka 

– przerwała jej Mabel.

Annie nie mogła już wytrzymać i postanowiła działać. Odstawiła szczotkę 

i podeszła do grupki kobiet otaczających wianuszkiem biednego Flynna.

–  Och,  jestem  pewna,  że  ten  młody  człowiek  chętnie  posłuchałby  tej 

historii. – Zauważyła piorunujące ją spojrzenie Flynna.

Mildred ucieszyła się.
–  Skoro  już  wiesz,  że  ja  i  twoja  matka  jesteśmy  przyjaciółkami,  to  na 

pewno nie będziesz miał nic przeciwko i zatańczysz ze mną. Potrzebuję partnera 
do tańca na ten wieczór.

– I ja też.
– I ja też.
Flynn,  zaskoczony,  stał  i  głupio  się  uśmiechał.  Nie  wyglądał  na 

zachwyconego  nadchodzącym  wieczorem.  Annie  patrzyła  na  niego  z 

background image

satysfakcją.  Kto  by  pomyślał,  że  prezes  sieci  hoteli  Parker  pozwoli  się  tak 
zdominować przez trzy starsze kobiety?

– Przykro mi, ale dzisiaj wieczorem to niemożliwe...
–  Dlaczego  niemożliwe? –  wtrąciła się  Annie.  –  Chyba  nie  zawiedziesz 

naszych gości. Tak nie postępuje prawdziwy mężczyzna.

Prawie zabił ją spojrzeniem, po czym zwrócił się do Mildred.
– Będzie to dla mnie zaszczyt.
–  Och,  cudownie!  Idę  powiedzieć  Velmie  i  Beatrice,  żeby  wszystko 

przygotowały.

– Nie, ja pójdę! – krzyknęła Mavis.
– Nie, ja! – nalegała Mabel.
Kłócąc się i przepychając, wszystkie trzy podążyły do drzwi.
Rozbawiona Annie odwróciła się i  sięgnęła po szczotkę. Flynn złapał ją 

za rękę.

– To naprawdę był kiepski dowcip! Nigdy nie spodziewałbym się po tobie 

takiego zachowania.

Roześmiała się.
–  O  co  ci  chodzi?  Przecież  ja  tylko  stosuję  twoją  regułę.  Dewiza  hoteli 

Parker brzmi: Odpoczywaj i czuj się swobodnie. My zajmiemy się wszystkim. 
Pomyśl  tylko,  jak  trzy  panie  będą  dobrze  spały  po  kilku  spokojnych  walcach. 
Zatańczysz dwa, trzy tańce i będą marzyły tylko o odpoczynku.

Zmarszczył brwi.
– Nie wpadłem na to.
– No widzisz. Ja je znam od dawna. – Wzięła szczotkę.
– O nie, nie będziesz teraz sprzątać. – Zabrał jej szczotkę. – Jeśli ja mam 

tańczyć, to ty też. W końcu ty mnie w to wrobiłaś.

– Chciałam tylko pomóc prawdziwemu mężczyźnie.
– Postępuj tak dalej, Annie – powiedział – a zobaczysz, jaki jest ze mnie

prawdziwy mężczyzna, wtedy na pewno już tego nigdy nie zapomnisz.

Zabrzmiało to bardziej jak obietnica czegoś wspaniałego niż jak groźba. 

Przeszedł ją miły dreszcz.

Kiedy weszli do salonu, trzy damy już czekały na niego. Mildred poszła 

na pierwszy ogień. Włączyła magnetofon i zakręciła się wokół Flynna. Usłyszeli 
dźwięki tanga.

– I to ma być spokojny walczyk, co? – wymamrotał po chwili zadyszany 

Flynn. – Popamiętasz mnie jeszcze, Annie, obiecuję.

Annie  krztusiła  się  ze  śmiechu,  widząc,  jak  Mildred  okręcała  go  wokół 

siebie.  Flynn  nieźle  sobie  radził,  choć  miał  trudności  z  utrzymaniem  tempa. 
Mildred,  zadowolona,  opadła  na  kanapę.  Ale  zaraz  po  tangu  Mabel  chciała 
zatańczyć  cza-czę,  a  po  cza-czy  Mavis  zaprosiła  Flynna  do  fokstrota.  Annie 
musiała przyznać, że nie każdy młody człowiek poradziłby sobie z trzema tak 

background image

wymagającymi partnerkami, a na pewno nie tak dobrze jak Flynn.

Kilku innych gości przyłączyło się do zabawy. Annie rozmawiała z nimi 

przez  chwilę,  jednocześnie  machając  wesoło  do  Flynna,  którego  na  zmianę 
wciąż  porywały  do  tańca  trzy  leciwe  siostry.  W  końcu  ktoś  zmienił  kasetę. 
Popłynęła spokojna muzyka. Panie popatrzyły po sobie porozumiewawczo.

– No cóż, chyba na nas już pora – stwierdziła Mabel. – Byłeś wspaniały, 

kochanie. Takie wolne melodie to nie dla nas. W takim żółwim tempie możemy 
tańczyć, ale tylko z naszymi podstarzałymi mężami. Dobranoc, Flynn.

– Cała przyjemność po mojej stronie... – Ukłonił się grzecznie.
– Chodźmy zobaczyć, co się dzieje na plaży, może ktoś nas zabierze na 

spacer? – powiedziała Mildred.

Wyszły, zanim Flynn zdążył cokolwiek jeszcze dodać. Annie podeszła do 

niego.

– Czy teraz padniesz? Mam dyplom z udzielania pierwszej pomocy... Oj! 

–  krzyknęła,  bo  Flynn  nagle  objął  ją  w  pasie  i  pociągnął  na  parkiet.  Zaczęli 
tańczyć.

– Zobaczymy, kto teraz będzie potrzebował pierwszej pomocy – szepnął 

jej do ucha.

Annie w pierwszej chwili nie  mogła złapać rytmu, ale  po  kilku krokach 

rozluźniła  się.  Jeszcze  nigdy  nie  tańczyło  jej  się  tak  dobrze  z  żadnym 
mężczyzną.  Znowu  miała  wrażenie,  że  jej  ciało  zna  jego  ciało.  Poczuła  się 
dobrze, było jej radośnie i miło na sercu.

– To było sprytne posunięcie, Annie. Spojrzała na niego niewinnie.
– Co masz na myśli, Flynn?
– Przez te trzy panie zupełnie nie miałem głowy, żeby pomyśleć, nie dały 

mi chwili wytchnienia, a jednocześnie... tańcząc z nimi... naprawdę odpocząłem. 
Jesteś mądrą kobietą.

–  Wiem  –  odparła  nieskromnie,  spojrzała  na  niego  i  nagle  poczuła  się 

szczęśliwa.

Słyszała jego oddech, gładził ją po plecach i wzbudzał w niej pożądanie. 

Jak można zapomnieć takie chwile? Starała się skupić na krokach i korzystać z 
tych  kilku  minut  błogostanu.  Potrzebowała  odprężenia  po  dwóch  nerwowych 
dniach. Kiedy z nim tańczyła, uspokajała się. Czuła się taka bezpieczna w jego 
ramionach.  Zaczęła  marzyć.  Nagle  muzyka  się  urwała.  Stanęli.  Rozejrzała  się 
wokoło.  Okazało  się,  że  zostali  sami.  Nawet  nie  zauważyła,  kiedy  wszyscy 
wyszli. Chyba nie była dobrym szefem, skoro nie zwróciła uwagi, gdzie podziali 
się jej goście. Wszystko przez niego. Tak bardzo ją absorbował.

Zostawiła go na parkiecie i poszła wyłączyć magnetofon.
– Velma zaraz przyjdzie zamknąć drzwi. Dobranoc, Flynn.
Podszedł i zagrodził jej drogę.
–  Za  wcześnie  na  spanie.  Jeśli  teraz  się  położysz,  to  obudzisz się  przed 

background image

świtem.

Chciała  już  mu  powiedzieć  o  nie  przespanej  ostatniej  nocy,  ale  się 

powstrzymała.

– Chciałabym się położyć i wypocząć.
– Nie, chodźmy na spacer.
– Żartujesz chyba, ledwo mogę chodzić. – Podniosła rękę do głowy.
– Boli cię głowa? Zaczyna się od lewej skroni?
– Skąd wiesz? – spytała zaskoczona.
–  Przynajmniej  to  się  nie  zmieniło  –  odpowiedział.  –  Przejdźmy  się, 

powietrze dobrze ci zrobi przed snem.

–  Lepszy  będzie  prysznic  –  upierała  się.  Podszedł  bliżej,  ale  nic  nie 

mówił, dopóki na niego nie spojrzała.

– Mógłbym ci zrobić masaż szyi i ramion, to by ci pomogło.
– Nie – zaprotestowała natychmiast.
–  Annie,  przecież  masaż  do  niczego  jeszcze  nie  zobowiązuje.  Tak  jak  i 

mały pocałunek – dodał.

Dla niej to wcale nie był mały pocałunek.
– Nie wiem, o czym mówisz.
–  Jak  będziesz  się  tak  opierała,  to  nigdy  nie  będziemy  wiedzieć,  jak 

mogłoby nam być razem.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Miał  rację,  przyznawała  w  duchu  Annie,  ale  wszystko  działo  się  tak 

szybko. Miała zamęt w głowie. Upór był jej jedyną obroną.

– Chodźmy na spacer – ponowił propozycję, kiedy nie odpowiadała.
– Nigdy się nie poddajesz, co? – spytała butnie. Uśmiechnął się.
– Należy próbować tak długo, jak się da. Poza tym jesteś mi to winna za 

wieczór z panią Grumble i jej siostrami.

–  Ona  nazywa  się  Grindle  –  poprawiła  go.  –  Zrobiłeś  na  nich  ogromne 

wrażenie. Przyjeżdżają tu co rok, i nie pamiętam, żeby kiedykolwiek ktoś im tak 
zaimponował. Nie przypuszczałam, żeby ktokolwiek poniżej pięćdziesiątki znał 
te wszystkie staroświeckie tańce.

– Moja matka i moja siostra wspaniale tańczą. Jednak przede wszystkim 

siostra, która, zafascynowana starym kinem, postanowiła nauczyć się wszystkich 
przedwojennych  tańców.  Chciała  tańczyć  tak  jak  Ginger,  partnerka  Freda 
Astaira... Oczywiście mnie wyznaczyła na swojego partnera...

– Ile wtedy miałeś lat?
– Dwadzieścia cztery.
Patrzyła na niego z ciekawością. Jego twarz zmieniała się, kiedy mówił o 

rodzinie, stawał się łagodny, nie znała go od tej strony. W tej chwili czuła się 
spokojna i darzyła go ciepłymi uczuciami. Uśmiechnęła się do niego.

– Dobrze, pójdę z tobą na spacer – zdecydowała w końcu.
Flynn skinął głową, jakby nie oczekiwał innej odpowiedzi.
– Poczekaj na mnie przy recepcji, pójdę po twoje okrycie.
Kiedy  wrócił,  włożył  jej  żakiet  i  delikatnie  wyciągnął  włosy  zza 

kołnierza. Nie opuścił ich od razu na jej plecy.

–  Przez  dwa  lata  odwracałem  się  za  każdą  kobietą,  która  miała  kolor 

włosów podobny do twoich. – Gładził je, Annie poczuła falę gorąca. – Byłem 
głupi, teraz wiem, że żadna inna kobieta nie ma takich włosów jak ty.

Annie  odsunęła  się,  nie  mogąc  dłużej  znieść  napięcia.  Flynn  pozwolił, 

żeby złote pasma opadły spokojnie na jej ramiona.

– No więc co? Idziemy?
– A dokąd chciałbyś pójść? – spytała.
– Trzy damy wybrały się na plażę, proponuję wybrać odwrotny kierunek.
– Droga do ogrodu jest oświetlona, chodźmy w tamtą stronę.
Szli  w  milczeniu.  Zastanawiała  się  nad  nim,  nad  sobą.  Ciągle  tysiące 

pytań  pozostawało  bez  odpowiedzi.  Wiedziała,  że  był  władczy,  przywykł  do 
wydawania poleceń. Ale w końcu dzisiaj, kiedy zachorowała Mary, zamiast sam 
pomagać,  mógł równie dobrze wezwać kucharza z któregoś ze swoich  hoteli i 
kazać mu natychmiast tu przylecieć. Szła tak przed siebie dopóki nie zauważyła, 

background image

że Flynn skręcił w kierunku pasa dla samolotów.

–  Dlaczego  tam  idziesz,  nie  możemy  po  prostu  zrobić  kilku  okrążeń  po 

ogrodzie? – Tak było przyjemnie, wiatr smagał jej twarz, ból głowy ustępował. 
Miał  rację,  mówiąc,  że  potrzebuje  świeżego  powietrza.  –  Flynn,  proszę,  nie 
idźmy tam...

– Ale dlaczego? Tamta droga też jest oświetlona.
–  Przecież  mieliśmy  iść  na  krótki  odprężający  spacer,  a  nie  na  daleką 

wyprawę...

– Chyba jednak jest jakiś inny powód... O co chodzi, Annie?
Odwróciła głowę, czując, że łzy napływają jej do oczu.
– Nie byłam tam, odkąd... odkąd...
– Odkąd twoi rodzice mieli tam wypadek?
– T... tak – wykrztusiła przez łzy.
– Nie poszłaś tam ani razu?
– Nie.
Ogarnął ją smutek.
– Koniecznie powinnaś się kiedyś zmierzyć z tym miejscem – stwierdził 

stanowczo.

– Ale nie dzisiaj.
Przełykała z trudem. Nie chciała okazywać przy nim słabości, ale bała się, 

że będzie starał się zaciągnąć ją tam na siłę.

– To musiało być dla ciebie koszmarne przeżycie, wszystko stało się na 

twoich oczach... – mówił cichym, łagodnym głosem.

Próbowała spojrzeć mu w oczy.
–  Pewnie uważasz mnie za strasznego mazgaja, przecież  twój ojciec  też 

zmarł, masz podobne doświadczenia...

–  Ale  ja  nie  byłem  przy  jego  śmierci...  –  Zamilkł  na  chwilę.  Po  czym 

zaczął opowiadać: – Dopiero po paru dniach poszedłem do jego biura, gdzie to 
wszystko się stało. Wyglądało na to, że ojciec zamierzał wyjść tylko na chwilę z 
gabinetu. Na pliku papierów leżało odkręcone wieczne pióro, a filiżanka kawy 
była tylko do połowy wypita. Musiałem wszystko sam posprzątać, bo sekretarka 
ojca,  która  pracowała  dla  niego  przez  trzydzieści  lat,  nie  potrafiła  nawet 
przestąpić progu jego gabinetu... Bardzo rozpaczała... – Znów zamilkł.

Pragnęła  wyciągnąć  do  niego  ręce  i  przytulić  go,  ale  bała  się  reakcji 

mężczyzny, który przecież był jej mężem i  mógł uznać ten gest  za zachętę do 
dalszych pieszczot.

Po chwili Flynn uspokoił się i odkaszlnął.
– Ciągle nie rozumiem, dlaczego mi o tym wtedy nie opowiedziałaś?
Znowu  zaczyna,  pomyślała.  Cała  jej  sympatia  do  niego  od  razu  znikła. 

Nie wierzył jej.

– Nie odpowiem ci na to pytanie, bo nie pamiętam.

background image

– Czy to możliwe? A może po prostu postanowiłaś nie pamiętać?
– Nie, po co miałabym to robić?
– Wyszłaś za mnie, ale mi nie ufałaś – rzekł chłodno.
– Gdybym ci nie ufała, chyba nie wyszłabym za ciebie. – Starała się nie 

popadać w zdenerwowanie.

– Gdybyś mi ufała, to opowiedziałabyś mi wszystko, ze szczegółami, a ty 

wspomniałaś tylko, że twoi rodzice zmarli w ostatnim czasie.

Westchnęła zrezygnowana.
– Może miałam blokadę i nie pamiętałam szczegółów? Nie wiem.
–  A  co  byś  zrobiła,  gdybyś  nagle  przypomniała  sobie  tamte  tygodnie  i 

mnie?

Podniosła głowę i spojrzała na gwiazdy.
–  Gdybym  sobie  przypomniała,  to  na  pewno  starałabym  się  ponieść 

konsekwencje... Ale zrozum raz na zawsze, że znam cię od wczoraj i nie wiem 
nic ponadto, czego dowiedziałam się przez ostatnie dwa dni od ciebie.

–  A  co  jeszcze  chciałabyś  wiedzieć?  Teraz  twoja  kolej  na  zadawanie 

pytań.

–  Wszystko  to,  czego  usiłowałam  się  wczoraj  dowiedzieć.  Jaka  byłam, 

kiedy  się  poznaliśmy?  Mówiłeś,  że  zachowywałam  się  spokojnie, 
kontrolowałam swoje emocje...

–  Tak,  byłaś  zupełnie  inną  osobą.  Chodziłaś  ciągle  smutna.  Teraz  już 

wiem, dlaczego.

Annie znowu zaczęła się zastanawiać, co takiego było w niej, co  mogło 

pociągać Flynna. Nie wyglądał na mężczyznę, który mógłby zainteresować się 
kobietą w depresji, o smutnym wyrazie twarzy.

– Gdzie się spotkaliśmy pierwszy raz? – spytała.
– Sieć  Heritage  otwierała  nowy hotel,  w  którym pracowałaś.  Wybrałem 

się na otwarcie, chcąc sprawdzić, na ile wzrasta konkurencja. A tam spotkałem 
właśnie ciebie... – Przerwał, pozostawiając Annie w niepewności.

– No i? – nalegała, żeby kontynuował.
– Rozmawialiśmy, potem umówiliśmy się, aż w końcu się pobraliśmy.
–  Po  dwóch  tygodniach?  –  nie  dowierzała.  –  Musieliśmy  często  się 

spotykać i dużo rozmawiać – ironizowała.

Musiało  coś być ponad to,  o  czym mówił. Przypuszczała, że wywarł na 

niej  silne  wrażenie, w  końcu był  bardzo atrakcyjnym  mężczyzną, ale żeby tak 
pochopnie wychodzić za mąż?

Szli w kierunku hotelu, w oknach paliły się jeszcze światła.
–  Prowadziliśmy  dziwne  rozmowy.  Niewiele  mówiłaś  o  sobie.  Jak  już 

wspominałem, jedynie napomknęłaś o śmierci rodziców, nie wiedziałem nawet, 
że zginęli w wypadku samolotowym. Chociaż, pamiętam, że kiedy przelatywał 
samolot...

background image

– To co? Patrzył jej w oczy.
– Wpadałaś w panikę. Jedynie w moich ramionach czułaś się bezpiecznie.
Przypomniała  sobie,  jak  dzisiaj  trzymał  ją  w  ramionach  i  jak  całował. 

Znał każdą część jej ciała, a ona nie znała go wcale! Jak to możliwe, do diabła?! 
Odruchowo zakryła ręką małą bliznę na łokciu. W wieku dziesięciu lat, jadąc na 
rowerze, przewróciła się i rozharatała sobie rękę. Na pewno znał tę bliznę, skoro 
był jej mężem.

Kiedy weszli na werandę, spytała:
– Czy nigdy nie zastanawiałeś się, dlaczego ci nie opowiedziałam historii 

mojego życia? Czy uważałeś mnie za tajemniczą kobietę?

–  Już  ci  mówiłem,  Annie,  iż  miałem  nadzieję,  że  kiedy  nabierzesz  do

mnie  zaufania,  otworzysz się  przede  mną.  –  Stanął,  w  ciemności  wydawał  się 
jeszcze  wyższy  niż  w  dziennym  świetle.  –  Skąd  mogłem  wiedzieć,  że  w  tak 
krótkim czasie znikniesz?

Annie zmieszała się, przez moment zawstydziła się swojego postępku, ale 

szybko uprzytomniła sobie, że w końcu nie była przecież wtedy tą samą Annie 
co dziś!

– Rozumiem, musiałeś czuć się zdradzony i upokorzony.
– Twoje zniknięcie doprowadziło mnie niemal do szaleństwa.
–  Wcale  mnie  to  nie  dziwi.  Dlatego,  jeśli  było  tak,  jak  mówisz,  to  nie 

zamierzam  w  niczym  ci  przeszkadzać,  kiedy  złożysz  pozew  o  rozwód...  I 
zapewniam cię,  że nie będę rościła żadnych pretensji do jakichkolwiek twoich 
pieniędzy,  poza  tym...  Co  się  stało?  –  Zauważyła  dziwny  niepokój  w  jego 
oczach.

– Dlaczego uważasz, że chcę rozwodu?
–  A  dlaczego  miałbyś  nie  chcieć?  Co  mogłoby  cię  teraz  powstrzymać 

przed  złożeniem  pozwu  o  rozwód?  Odnalazłeś  mnie.  Wiesz,  że  niczego  nie 
pamiętam z naszej wspólnej przeszłości... Tak naprawdę to nawet nie jestem już 
tą smutną kobietą, którą poślubiłeś...

– Myślałem, że już tę kwestię ustaliliśmy dziś rano – odparł stanowczo. –

Dlaczego mielibyśmy się spieszyć z decyzją? Minęły dwa lata, a więc parę dni 
czy tygodni  nas już nie  zbawi. Przecież nadal... tak do końca nie  wierzysz, że 
jesteś moją żoną.

– A ty ciągle masz wątpliwości, czy rzeczywiście nic nie pamiętam.
– Jak więc sama widzisz, są jeszcze pewne sprawy do wyjaśnienia.
Spojrzała na niego przeciągle.
– No, to na co czekamy? Kiedy wreszcie pokażesz mi akt ślubu?
–  Jutro  moja  sekretarka  ma  przysłać  ten  dokument  za  pośrednictwem 

osoby przylatującej tu na wyspę – odparł grzecznie, ale stanowczo. – A czy ja 
mogę oczekiwać jakiegoś dowodu, który świadczyłby, że naprawdę cierpiałaś na 
amnezję, i że pamięć tamtych dni dotąd ci nie powróciła?

background image

Wyprostowała się, zaskoczona.
– Jaki to mógłby być dowód?
– Chciałbym spotkać się z twoim lekarzem.
– Po co, na miłość boską?
– Ty chcesz dowodów, więc dlaczego ja miałbym postępować inaczej?
Chciała  zaprotestować,  ale  po  chwili  pomyślała,  że  chyba  będzie 

najlepiej, jeśli Flynn rzeczywiście porozmawia sobie z doktorem Landersonem.

–  Dobrze.  Skontaktuję  cię  z  moim  lekarzem.  Zadzwonię  do  niego  jutro 

rano,  od  razu  gdy  tylko  otworzą  lecznicę.  W  ten  sposób  oboje  uzyskamy 
odpowiedzi na nurtujące pytania i będziemy mogli zdecydować, jak należy dalej 
postąpić.

Patrzył na nią w skupieniu, dolną część twarzy przysłonił ręką. Po chwili 

milczenia rzekł:

– Nietrudno odgadnąć, jakiego pragniesz zakończenia.
– Chcę jednoznacznego rozwiązania tej sprawy.
– Masz na myśli rozwód?
– Oczywiście. Tutaj jest moje życie. – Powiodła dłonią wokół, wskazując 

na  otoczenie.  –  Tutaj  jest  mój  dom  i  praca,  wszystko  to,  co  jest  dla  mnie 
najważniejsze.  Nie  rozumiem,  dlaczego  miałbyś  oczekiwać,  że  zostawię  to 
wszystko dla ciebie.

– Wtedy godziłaś się na to.
– Wtedy? To znaczy kiedy?
–  Kiedy  się  pobraliśmy.  Dobrze  wiedziałaś,  że  moje  życie  i  praca 

związane są z San Francisco, że jestem w Seattle tylko przejazdem, służbowo. 
Nie wspominałaś o chęci powrócenia na tę wyspę, w ogóle nie mówiłaś, że tutaj 
spędziłaś całe życie. Nic nie wiedziałem o tej wyspie, o twoim hotelu, o niczym.

Wskazała na niego palcem.
–  A  widzisz,  i  to  jest  dowód,  że  nie  mogłam  być  wtedy  przy  zdrowych 

zmysłach. Ja, prawdziwa Annie, nigdy nie opuszczę tej wyspy!

Flynn  podszedł  do  niej  bliziutko  i  pochylił  głowę.  Ich  usta  dzieliły 

milimetry.

– Może jest tak, jak mówisz, że tu jest twoje miejsce, a może, od kiedy 

powróciłem  do  twojego  życia,  bronisz  się  przed  odpowiedzialnością  za 
popełnione wcześniej czyny.

– Bronię się... przed czym? Przed odpowiedzialnością za czyny? – Słowa 

z  trudem  przechodziły  jej  przez  gardło.  Znów  się  zdenerwowała.  –  Ponoszę 
odpowiedzialność za wszystko, co tu się dzieje – wykrztusiła.

– Poza tym, nie masz prawa...
–  Mam  akt  ślubu,  w  którym  wyraźnie  określone  są  moje  prawa,  nie 

zapominaj o tym, Annie. – Cofnął się.

–  Lepiej  teraz  połóż  się  spać,  jesteś  przemęczona,  przeciąganie  tej 

background image

rozmowy nie ma sensu. Nie rozumujesz już racjonalnie. Wyśpij  się porządnie, 
nie musisz wstawać rano. Razem z Velmą zajmiemy się śniadaniem.

– O! Chwileczkę... – zaczęła protestować, ale on tylko potrząsnął głową.
– Starczy, marsz do łóżka – żartobliwym tonem wydał jej polecenie.
Mimo  że  próbowała  protestować,  udawał,  że  nie  słyszy  jej  słów. 

Przytrzymał jej drzwi wejściowe i odprowadził do drzwi sypialni.

Annie  ogarniała  coraz  większa  złość.  Boże,  jak  mogła  wyjść  za  takiego 

człowieka!  Wcale  nie  należał  do  mężczyzn,  o  których  by  marzyła,  aby  ich 
poślubić. W końcu spotkali się, kiedy nie była przy zdrowych zmysłach.

Usiadła na brzegu łóżka, chcąc trochę ochłonąć z emocji. Nie znała siebie 

od  tej  strony  –  żeby  wpadać  w  tak  odmienne  nastroje  i  tak  dawać  się 
sprowokować?  Wiedziała,  że  pewność  siebie  i  władczy  instynkt  posiadania  są 
dominującymi  cechami  charakteru  Flynna.  Wszystko  przychodziło  mu  z 
łatwością. Ale to był jej hotel. Od trzech pokoleń należał do jej rodziny. Robiła, 
co w jej mocy, żeby zawsze na czas opłacić wszystkie rachunki i podatki, żeby 
przyciągnąć  nowych  gości  i  zapewnić  im  jak  najlepsze  warunki.  Flynn  niby 
zauważał jej wysiłki, ale nie zdawał sobie sprawy, co się stanie, jeśli ten sezon 
nie  przyniesie  wysokich  zysków.  Nie  odziedziczyła  po  ojcu  tak  przydatnych 
organizacyjnych zdolności. On tak wszystko prowadził, że co roku bez trudności 
mógł wysłać jej wujowi zadowalającą sumę pieniędzy.

Położyła  się  na  łóżku  i  zaczęła  wspominać  szczęśliwe  dni  z  rodzicami. 

Jason,  ojciec  Annie,  uwielbiał  prażoną  kukurydzę,  więc  matka,  jego  kochana 
Christina, codziennie mu ją przygotowywała. Bardzo się kochali i umieli mądrze 
kochać córeczkę. Nigdy jej nie rozpieszczali, ale czuła zawsze, że jest dla nich 
bardzo ważna. Gdyby teraz nadal żyli, na pewno poradziliby jej, co ma zrobić z 
hotelem, a przede wszystkim, jak ma rozwiązać sprawę z Flynnem.

Wstała  i  wzięła  z  komody  zdjęcie  rodziców.  Do  jej  oczu  natychmiast 

napłynęły  łzy  i  zaczęły  jak  groch  spływać  jedna  za  drugą  po  jej  policzkach. 
Flynn nie zrozumiałby jej wzruszenia... Dla niego ważne było tylko konkretne 
działanie. Nie wierzyła, że mogła się zgodzić na małżeństwo, wiedząc, że łączy 
się to z opuszczeniem wyspy Anapamuy na zawsze. Flynn mylił się.

Annie czuła wpadające do pokoju słońce, ale nadal drzemała. Tak dobrze 

jej  się  leżało,  że  nie  chciała  jeszcze  otwierać  oczu.  Ktoś  trzymał  jej  rękę  w 
swojej ciepłej dłoni, więc uścisnęła ją, a ten ktoś odwzajemnił jej gest.

–  Annie,  kochanie,  pora  wstawać  –  zabrzmiał  ciepły  głos.  –  Już  prawie 

południe.

Nie otwierając oczu, skrzywiła się.
– Jeszcze chwileczkę.
Czuła, jak męska dłoń gładzi ją po ramieniu i po włosach. To tata? Nie, 

inny  zapach.  Chcąc  odgadnąć,  kto  siedzi  obok,  przyłożyła  usta  do  jego  dłoni. 

background image

Usłyszała westchnienie. Zaskoczona pocałowała dłoń jeszcze raz, żeby usłyszeć 
je  ponownie.  Wiedziała,  że  siedział  przy  niej  ktoś  bardzo  jej  bliski,  ale  im 
bardziej wysilała pamięć, tym szybciej wszystko ulatywało. Tak jak to bywa we 
śnie.  Otworzyła  oczy  i  ujrzała  Flynna  Parkera.  Ubrany  w  dżinsy  i  czerwono-
niebieską koszulkę polo wpatrywał się w nią ciepło. Nigdy jeszcze nie patrzył na 
nią w ten sposób.

Nagle aż podskoczyła. Boże, przecież przed chwilą to właśnie jego rękę 

dwukrotnie  pocałowała,  wcale  jej  się  to  nie  śniło!  Spojrzała  na  Flynna 
zmieszana i ze złością w głosie zapytała:

– Co ty robisz w moim pokoju? Jak się tu dostałeś? Natychmiast wyraz 

jego twarzy zmienił się, patrzył teraz na nią dość chłodno.

– Chciałem powiedzieć: dzień dobry, Annie. Wszedłem przez drzwi, które 

pozostawiłaś otwarte.

–  To  nie  znaczy  jeszcze,  że  masz  prawo  tu  wchodzić  –  protestowała.  –

Goście nigdy tu nie wchodzą.

– To oczywiste, że mąż ma inne  prawa od  gości – odparł z godnością i 

pewnością siebie.

Usiadła i zaskoczona spojrzała na swoją prawą dłoń.
– Co to ma znaczyć?
– To twoja obrączka, a tu akt ślubu, który upoważnia cię do jej noszenia. 

– Podał jej dokument. – Sekretarka przysłała dzisiaj rano razem z innymi moimi 
papierami.

–  Ale  ten  brylant  ma  chyba  ze  dwa  karaty,  a  te  szafiry...  –  patrzyła 

zdegustowana na swój palec.

– Dokładnie cztery karaty. W tym się nie zmieniłaś, wtedy też uważałaś, 

że obrączka jest za bogata.

– To pocieszające, że jednak nie do końca straciłam rozum.
Zaczęła  czytać  akt  ślubu.  Widniało  jasno  napisane,  że  Annie  Christina 

Locke poślubiła Flynna Parkera. Nie mogła uwierzyć, dopóki nie spostrzegła na 
dole swojego podpisu – nie był podrobiony, tak właśnie zwykła się podpisywać.

–  A  więc  to  rzeczywiście  prawda.  Ale  nawet  nie  pamiętam,  gdzie  się 

pobraliśmy.

–  Nie  pamiętasz,  gdzie,  kiedy  i  dlaczego,  słyszałem  to  już,  ale  masz 

dowód. Teraz i ja oczekuję dowodu.

–  Dobrze,  zaraz  zadzwonię  do  lekarza  i  dowiem  się,  kiedy  może  nas 

przyjąć. On odpowie na wszystkie twoje pytania.

Flynn wodził po niej wzrokiem.
–  Chyba  nie  na  wszystkie  –  rzekł  spokojnie.  Annie  klasnęła  w  dłonie, 

żeby rozładować napięcie.

–  No,  to  teraz  muszę  wziąć  prysznic  i  szybko  się  ubrać.  Na  pewno  jest 

dużo roboty.

background image

– Mniej, niż się spodziewasz, Annie. James czuje się już dobrze i przejął 

kuchenne obowiązki. Wszystko przebiega zgodnie z rozkładem dnia i hotel jest 
w jak najlepszym porządku.

–  To  dobrze.  –  Annie  z  zadowoleniem  przeciągnęła  się.  –  Lubię  taki 

niczym nie zakłócony bieg wydarzeń.

– Będę na górze, muszę telefonicznie uzgodnić z sekretarką moje sprawy 

służbowe.

–  Świetnie,  popracuj  przez  chwilę,  dzięki  temu  ja  będę  mogła  wreszcie 

zająć się swoimi sprawami.

Nie zareagował na jej zaczepną uwagę i wyszedł.
Annie szybko umyła się i ubrała. Ściągnęła z palca obrączkę i wsunęła do 

kieszonki spodni. Zbiegła na dół, aby zorientować się w sytuacji. Jak Flynn ją 
zapewniał,  wszystko  odbywało  się  w  normalnym  rytmie.  James,  Velma  i 
Beatrice krzątali się w kuchni. Weszła do swojego biura i schowała w kasetce 
sejfu  obrączkę.  Następnie  zatelefonowała  do  lekarza  i  umówiła  się  na  jutro. 
Powiadomiła  przez  walkie-talkie  Carlosa,  że  na  następny  dzień  będzie 
potrzebować  jachtu,  który  zabierze  ją  i  Flynna  do  Santa  Barbara.  To  będzie 
długa wyprawa, Flynn zapewne do takich morskich podróży nie przywykł, ale 
nie zamierzała lecieć samolotem.

Postanowiła uporządkować papiery na biurku, kiedy zadźwięczał telefon.
– Halo? – usłyszała głos wujka Vernona. Nie pytając nawet o zdrowie, od 

razu przeszedł do sedna sprawy. – Annie, potrzebuję...

–  ...pieniędzy  –  przerwała  mu  złośliwym  tonem.  Oparła  się  wygodnie, 

gotowa jak zwykle na telefoniczną sprzeczkę z wujem. – Witam, Vernon, a poza 
tym, co nowego?

–  Nie  rób  sobie  ze  mnie  żartów,  młoda  damo  –  zwrócił  jej  uwagę.  –

Jestem  współwłaścicielem  tego  hotelu,  więc  mam  pełne  prawo  do  części 
dochodów.

– Nie wiem właściwie dlaczego, skoro nie współpracujesz z nami tutaj, a 

pracy jest sporo.

Wujek  chwytał  się  wielu  zajęć,  a  kiedy  trochę  zarobił,  rzucał  pracę  i

uprawiał swoje ulubione hobby – hazard. Kiedy przegrywał wszystko, dzwonił 
do niej.

– Nie zapominaj, moja droga siostrzenico, że mój ojciec zapisał mi więcej 

niż połowę majątku.

Nie  mogła  zaprzeczyć,  bo  tak  było.  Dziadek,  mając  nadzieję,  że  to 

właśnie syn Vernon poprowadzi hotel, postanowił jemu zapisać większe udziały. 
Nawet  nie  przyszło  mu  na  myśl,  żeby  zapisać  większość  córce.  Nie 
przypuszczał, że z pomocą męża poradzi sobie ze wszystkim dużo lepiej niż jej 
brat.

–  To  dlaczego  nie  przyjedziesz  tu  i  nie  wywiążesz  się  ze  swoich 

background image

obowiązków,  które  spoczywają  na  współwłaścicielu?  Powitałabym  cię  z 
wdzięcznością.

– Droga Annie, już niebawem zawitam na wyspę, mam wielki plan co do 

tego  miejsca,  i  czy  będzie  ci  się  to  podobało,  czy  też  nie,  to  i  tak  będziesz 
musiała się zgodzić.

– Ho, ho, ho, wujaszku. Czyżbyś planował następną salę balową, którą w 

zeszłym sezonie zamierzałeś wybudować?

Oboje wiedzieli, że Vernon nie znał się ani trochę na prowadzeniu hotelu 

i nie zamierzał się tego nauczyć.

–  Niedługo  się  zobaczymy,  Annie.  Wtedy  porozmawiamy.  Musimy 

zarządzić poważne zmiany.

Odwiesił  słuchawkę,  zanim  zdążyła  odpowiedzieć.  Ciekawe,  jak  by 

zareagował, gdyby opowiedziała mu, co jej się właśnie przydarzyło.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

–  No,  to  teraz  oboje  wiemy  wszystko,  co  chcieliśmy  wiedzieć  –

podsumowała Annie, obejmując oburącz filiżankę z kawą.

– Przynajmniej o twojej amnezji – przytaknął Flynn. – Pozostały jeszcze 

inne pytania.

Mary  wyzdrowiała,  więc  mogli  pozostać  w  Santa  Barbara  cały  dzień. 

Annie nie musiała się martwić o hotel. Po wizycie u doktora, Flynn zabrał ją do 
pobliskiej restauracji na lunch. Jednak nie mieli apetytu, Annie prawie nie tknęła 
swojej sałatki, a Flynn zjadł tylko połowę kanapki.

– Teraz wiesz, że pamięć o tamtych dniach najprawdopodobniej nigdy mi 

nie wróci.

–  Tak  powiedział  lekarz  –  zgodził  się  Flynn.  –  Pamięć  nie  do 

przywrócenia. Musimy więc postanowić, jak sobie z tym poradzimy...

– Z czym mamy sobie radzić? To proste, ty pójdziesz w swoją stronę, a ja 

w swoją. Każde z nas ma własne życie zawodowe i prywatne.

– A nasz akt ślubu nie liczy się?
Nie zaprzeczała, widziała go wczoraj rano na własne oczy.
– Annie, w ogóle nie jesteś ciekawa, dlaczego pobraliśmy się po dwóch 

tygodniach znajomości?

Dobrze  wiedziała,  dlaczego.  Na  myśl  o  tym  aż  zaczerwieniła  się. 

Wzajemne  pożądanie.  To  musiało  być  to.  Nic  innego  w  grę  nie  wchodziło. 
Rozejrzała  się  dookoła,  w  restauracji  znajdowało  się  wielu  gości,  miała 
wrażenie, że wszyscy ich obserwują.

– Annie?
– Tak, oczywiście, bardzo jestem ciekawa. Pytałam cię...
– ...o fakty – dokończył za nią. – Ale chyba to, co nas wzajemnie w sobie 

pociągało, na pewno też cię ciekawi?

–  Z  pewnością  musieliśmy  się  sobie  bardzo  podobać,  chociaż...  –

Przerwała  speszona  i  odwróciła  wzrok.  –  Od  momentu  kiedy  pokazałeś  mi  te 
zdjęcia, moje i nasze wspólne, zastanawia mnie, co cię we mnie pociągało... Na 
tych zdjęciach wyglądam na tak przerażoną... jakbym była ciągle w szoku.

Na twarzy Flynna rysowało się rozbawienie.
– To prawda, że byłaś spokojniejsza, mniej kłótliwa...
– Bardziej uległa, pewnie masz na myśli. – Nie potrafiła sobie wyobrazić 

siebie  takiej,  jaką  ją  opisywał.  –  Do  czego  dążysz,  Flynn?  Chcesz,  abyśmy 
zaczęli wszystko od początku? Może się okazać, że nie jesteśmy w stanie znieść 
siebie wzajemnie.

–  Możliwe.  Jak  sama  powtarzałaś  wiele  razy,  nie  jesteś  tą  samą  osobą, 

którą poślubiłem dwa lata temu. – Patrzył na nią ciepło. Nie potrafiła oprzeć się 

background image

temu spojrzeniu. Miękła. – Pozostały mi cztery dni wakacji. Nie chcę marnować 
ich na  szukanie cię po  całej wyspie i  błaganie o  poświęcenie mi chwili  czasu. 
Annie,  mamy  okazję  poznać się  teraz od nowa.  Nie zamierzam  występować o 
rozwód ani nie zgadzam się, żebyś ty o niego się starała. Przynajmniej jeszcze 
nie  teraz.  Annie,  ja  też  się  zmieniłem  od  tamtego  czasu,  ale  jedna  cecha  mi 
pozostała: nie poddaję się łatwo.

– Nie wygłupiaj się.
– Czy ja się wygłupiam? Łączyło nas coś i nie można temu zaprzeczać.
Patrzyła  na  niego.  Przypomniał  jej  się  wczorajszy  poranek.  Oboje  byli 

dziwnie podekscytowani, jakaś magiczna siła przyciągała ich do siebie.

– Nie zaprzeczam. Tylko jest tyle różnic między nami, boję się, że chcesz, 

byśmy budowali na fundamentach z piasku.

– Ale jeśli nie spróbujemy, nie przekonamy się o tym.
Brzmiało to rozsądnie, w ten sposób do końca się utwierdzą, jaką decyzję 

należy podjąć. Skinęła głową.

– Dobrze Flynn, zgadzam się.
–  Myślę,  że  powinnaś  zrobić  sobie  przerwę  w  pracy,  potrzebujesz  teraz 

czasu  na  przemyślenie  tego  wszystkiego.  –  James  usiadł  naprzeciwko  niej  i 
swobodnie rozprostował nogi.

Annie  podniosła  głowę  znad  biurka.  Takiego  stwierdzenia  mogła 

spodziewać się po Flynnie, ale nie po Jamesie.

– Myślisz, że lepiej byłoby ukryć przed wami prawdę, niż ją wyjawić, jak 

to zrobiłam dzisiaj rano w kuchni, doprowadzając zresztą niektórych do histerii.

– Dobrze postąpiłaś, ale takie wiadomości nie są codziennością. Obawiam 

się, że moja mama,  gdy tylko wyjdzie  z szoku, przełoży cię przez kolano i da 
kilka porządnych klapsów za to, że tak długo to przed nią ukrywałaś.

– Może opowiedziałabym jej wcześniej, ale przecież rozchorowała się.
–  Wczoraj  zastanawiała  się,  po  co  pojechaliście  oboje  na  cały  dzień  do 

Santa  Barbara...  Może  ci  to  kiedyś  wybaczy.  Niemniej  jednak  zgadza  się,  że 
powinnaś mieć teraz czas na podjęcie ostatecznej decyzji, czy pozostaniesz żoną 
Flynna.

Miał  rację,  powinna  od  razu  wszystko  opowiedzieć  Mary,  tak  jak 

Jamesowi. Nie była wobec niej w porządku, ale przecież tylko dlatego nic nie 
mówiła, że łudziła się, iż to wszystko szybko okaże się jakąś wielką pomyłką ze 
strony Flynna. Czuła, że ściska ją w żołądku. Nie widziała Flynna jeszcze tego 
ranka,  ale  wiedziała,  że  pojawi  się  za  chwilę i  zaczną  ich  czterodniową  próbę 
małżeńską.

– Czy zajmiesz się wszystkim w recepcji i w biurze?
– Oczywiście, nie pora, żebyś przejmowała się teraz bieżącymi sprawami.
James  miał  rację,  nie  mogła  jednocześnie  zajmować  się  prowadzeniem 

hotelu  i  podejmować  jednej  z  najważniejszych  życiowych  decyzji,  jaką  było 

background image

małżeństwo. Zamknęła szuflady w biurku. Wstała i opuściła biuro.

Na  korytarzu  spostrzegła  trzy  szanowne  siostry,  identycznie  ubrane, 

zmierzające w jej stronę.

– Właśnie się dowiedziałyśmy... – zaczęła Mildred.
– Gratulujemy ci, kochana, nic nie wiedziałyśmy, że ty i pan Parker... –

wtrąciła Mavis.

– Że jesteście małżeństwem. Musisz być szczęśliwa – dorzuciła Mabel.
– Taki wspaniały mężczyzna.
– Prawdziwy skarb...
– I wspaniały tancerz – komentowały na zmianę.
– Wszystkiego najlepszego...
– Jak się czujesz, kochana?
Annie kręciło się w głowie. Ktoś z personelu się wygadał, a przecież nie 

chciała,  żeby  wiadomość  dotarła  do  gości.  Czy  one  myślały,  że  Flynn  i  ona 
pobrali się w ostatnich dniach? Nie zamierzała niczego tłumaczyć.

– Jestem bardzo szczęśliwa – odparła Annie.
I nagle zdała sobie sprawę, że nie kłamała. Czuła się szczęśliwa.
– Kiedy się przeprowadzasz? – zaczęła nową serię pytań Mildred.
– Przeprowadzam?
– Do San Francisco, złotko. Przecież tam jest jego dom. Byłaś tam?
– To właściwie pałac...
– Tak duży jak ten hotel – wtrącały kolejno.
– Na razie nie zamierzam wyjeżdżać – próbowała się bronić, ale one nie 

słuchały.

– Co się stanie z tym hotelem, czy sieć Parkerów go obejmie?
– Z pewnością nie. To jest mój hotel i ja będę go prowadzić. Poza tym, po 

co Parkerom takie odludne miejsce?

– Nie wiem, tak coś przeszło mi przez myśl – odparła Mabel.
– Nie rozumiem – zaczęła Mavis. – Ty będziesz tu, a on w San Francisco? 

To co to za małżeństwo?

– No... – Nie umiała odpowiedzieć.
– Może my kupimy hotel od Annie?
– Niezła myśl. Założyłybyśmy kasyno – stwierdziła Mildred.
– I gabinet odnowy biologicznej... – dodała Mavis i wszystkie trzy, jedna 

przez drugą, zaczęły planować.

Skierowały się do wyjścia, pozostawiając bezradną Annie na środku holu. 

Spojrzała  na  Jamesa,  który  zdążył  w  tym  czasie  zająć  się  recepcją  i 
przysłuchiwał się rozmowie.

–  Nie  wpadaj  w  panikę,  Annie  –  uspokajał  ją  James.  –  Musisz  się 

przygotować na zupełnie nowe trudności.

– Jeszcze za wcześnie.

background image

– Tak, ale jeśli zdecydujesz się pozostać jego żoną, pamiętaj, że łączy się 

to ze wspólnym życiem.

– Wiem.
–  Ale  najpierw  musisz  sama  sobie  odpowiedzieć,  czy  naprawdę  go 

kochasz.

– Ale... – zaczęła i przerwała. Chciała powiedzieć, że przecież go kocha. 

Zastanowiła  się  przez  chwilę.  Jak  to  możliwe?  Czyżby  naprawdę  go  kochała? 
Czy zdołała go pokochać w ciągu zaledwie kilku dni?

– Hej, Annie, wszystko w porządku? – Pomachał jej ręką przed oczami.
–  Tak,  tak  –  odparła  oszołomiona.  –  Zobaczymy  się  później,  na  razie, 

James.

Wyszła na powietrze. Był piękny słoneczny dzień, nie zastanawiając się, 

zeszła po schodkach na polanę, skąd słyszała szum morza i krzyk mew.

Kochała  to  miejsce,  ale  wiedziała,  że  uczucie,  które  ją  w  tej  chwili 

wypełniało, różniło się od jej dotychczasowych emocji. Odkąd Flynn pojawił się 
w  jej życiu,  coś  się zmieniło.  Nigdy  dotąd nie  czuła takiej radości, poznawała 
nowe  emocje.  Uświadomiła  sobie,  że  nie  chce  dłużej  walczyć  z  Flynnem, 
kochała go i pragnęła. Gdzie będą żyć, to się okaże, nie może wszystko układać 
się po jej myśli, gotowa była na kompromis. Kiedy się kocha, wszystko wydaje 
się prostsze.

Zastanawiała się, gdzie się podział Flynn, może gra w golfa z którymś z 

gości?  W  tej  samej  chwili  usłyszała  dziecięcy  śmiech.  Odwróciła  się  i  kilka 
metrów dalej ujrzała Luisa i Flynna siedzących na trawie. Podeszła do nich.

– Co robicie?
– Próbujemy zreperować latawiec, który nie chce latać – tłumaczył Luis.
– Sznurki są pozrywane. Jeśli następnym razem nie schowasz latawca w 

bezpiecznym miejscu, to kot znowu się do niego dobierze – radził Flynn.

– To co? Mogę wam pomóc? Flynn spojrzał na nią z ciekawością.
– Wzięłaś wolny dzień?
–  Cztery  wolne  dni  –  odparła  z  uśmiechem.  –  James  powiedział,  że 

potrzebuję wolnego czasu, obiecał, że zadba o wszystko. Nie śmiałam się z nim 
kłócić.

Patrzył na nią ciepło.
–  Tylko  ze  mną  się  kłócisz  –  podsumował  zaczepnie.  Zaczęli  wspólnie 

związywać pozrywane sznurki, razem udało im się zreperować latawiec.

– Hura! – krzyknął Luis. – Puścimy go teraz?
– Jasne, ale chyba musisz powiedzieć rodzicom, że jesteś z nami, żeby się 

nie martwili. Poczekamy tu na ciebie.

– Dobrze, zaraz wracam. – Luis pobiegł w stronę hotelu.
Flynn spojrzał na Annie.
– Gdzie najlepiej puszczać latawce? – spytał.

background image

–  W  dzieciństwie  zawsze  chodziłam  na  skały  i  stamtąd...  –  Zamilkła, 

tragiczne wydarzenia znowu stanęły jej przed oczami.

– Gdzie to jest?
– Na wschodnim wybrzeżu wyspy.
– Możemy przecież pójść gdzie indziej.
–  Tak – odparła z ulgą. – Chodźmy na  zachodni brzeg, tam gdzie rosną 

świerki.

– Doskonale – zgodził się. – Jednak któregoś dnia będziesz musiała tam 

pójść, Annie.

– Wiem.
– Wkrótce.
– Wiem – odparła z naciskiem. Nie chciała się denerwować.
Wyciągnęła rękę w jego stronę. Przyciągnął ją do siebie i przytulił.
– Nie bój się – szeptał jej do ucha. – Zawsze, kiedy słyszałaś nadlatujący 

samolot, wtulałaś się we mnie. Obejmij mnie, Annie.

– Nie pamiętam tego.
– To nic trudnego, spróbuj. Po to mamy cztery dni.
– Tak, ale... – delikatnie objęła go w pasie.
Czuła falę ciepła, która przez nią przechodziła. Czy kiedy go poznała też 

tak się zachowywał? Trudno jest oprzeć się mężczyźnie, który jest szarmancki, 
czuły i opiekuńczy. Ale co jego przyciągnęło, jak to się stało, że zaczęli ze sobą
rozmawiać? Kto zrobił pierwszy krok?

–  Flynn  –  szepnęła.  –  Muszę  wiedzieć,  jak  to  się  stało...  jak  się 

zachowywałam...

– Dzisiaj wieczorem – odrzekł tajemniczo. – Wieczorem porozmawiamy 

na  ten  temat.  –  Poczuła  jego  usta  na  policzku.  Pragnęła,  żeby  ją  całował. 
Zamknęła oczy.

– No tak... – usłyszeli. – Moi rodzice ciągle to robią.
– Luis? Kiedy przyszedłeś? – spytała zaskoczona Annie.
Pokręcił tylko głową.
– No to jak? Idziemy puszczać latawca? – szybko zapytał Flynn.
– No chyba po to przyszedłem.
Wszyscy troje ruszyli na zachodnie wybrzeże.

Było już południe, kiedy wracali. Luis pobiegł szybciej, aby pochwalić się 

rodzicom, jak wspaniale latał latawiec. Annie i Flynn szli, trzymając się za ręce. 
Spędzili miły poranek. Nagle Annie mocniej ścisnęła rękę Flynna. Nadlatywał 
samolot.

– Nie wygląda na samolot Gary’ego Mendozy, dzisiaj nie spodziewam się 

żadnych gości – rzekła zaniepokojona.

Flynn spojrzał na niebo.

background image

– Nie wiem. Ale chwileczkę... – Przyglądał się uważniej.
– Co? – spytała Annie zdenerwowana.
– To mój samolot, należy do sieci Parkerów.
–  Kazałeś  przysłać  swój  samolot?  –  zaniepokoiła  się.  –  Myślałam,  że 

zostajesz.

– Oczywiście, że zostaję. Może to moja matka i siostra.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Flynn  wyszedł,  aby  powitać  na  lotnisku  swoją  rodzinę  i  następnie 

przywieźć  ich  do  hotelu.  Annie  czekała  na  nich,  stojąc  na  wejściowych 
schodach.  Przebrała  się,  żeby  zrobić  wrażenie  eleganckiej,  poważnej  i 
odpowiedzialnej właścicielki hotelu. Flynn zapewniał ją, że nigdy wcześniej nie 
spotkała  ani  jego  matki,  ani  siostry.  Mimo  to  –  denerwowała  się.  Wiedziała 
tylko tyle, że Flynn telefonował do nich, żeby wyjaśnić sytuację, opowiedzieć o 
jej utracie pamięci.

Annie usłyszała kroki. Odwróciła się i ujrzała Mary i Jamesa.
– Mała przerwa w pracy? – spytała przyjaźnie. Mary podeszła i poprawiła 

Annie kołnierzyk.

–  Nie  mogę  spędzać  całego  dnia  w  kuchni  –  rzekła.  –  Czasem  muszę 

wyjść na światło dzienne i pooddychać świeżym powietrzem.

Roześmiała się i biorąc Mary pod rękę, powiedziała:
–  Oczywiście, Mary,  masz pełne prawo oddychać świeżym  powietrzem. 

Ale czuję, że nie tylko o powietrze ci chodzi...

–  Oj,  kochanie,  dlaczego  nie  powiedziałaś  mi  od  razu,  kiedy  tylko 

przyjechał? – westchnęła. – Wiedziałam, że coś jest nie tak.

– Wybacz mi, Mary – zaczęła się tłumaczyć. – Ale sama przeżyłam taki 

szok, że długo nie potrafiłam zebrać myśli i uwierzyć w to, że jestem mężatką.

–  Mój  Boże...  rzeczywiście  jesteś  mężatką  –  wzruszyła  się  Mary.  –  Co 

zamierzasz dalej, chcesz odbudować to małżeństwo?

– Postaram się. Chociaż przeraża mnie taka decyzja. Mary przyjrzała się 

jej uważnie.

– Wydaje mi się, że bardziej przeraża cię myśl, iż mogłabyś teraz z niego 

zrezygnować albo że on mógłby odejść.

Annie zarumieniła się.
– Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny.
– Zaraz poznasz jego rodzinę. Czy jesteś przygotowana na to spotkanie? –

zapytał James.

–  Nie,  zupełnie  nie.  –  Spoglądała  na  Mary  i  Jamesa  z  przerażeniem  w 

oczach.  Po  chwili  uśmiechnęła  się  do  nich  i  zapytała:  –  I  wy  dlatego  tu 
przyszliście?

Mary i James spojrzeli po sobie.
– Dlatego. Nie chcemy, abyś w takim momencie była sama...
Łzy napłynęły jej do oczu.
– Dziękuję wam bardzo. – Przecież oni byli jak jej rodzina, bardziej bliscy 

niż wuj Vernon. – Nie zdawałam sobie sprawy, że tak bardzo będę potrzebować 
waszego wsparcia.

background image

Kiedy  rodzina  Parkerów  podjechała  samochodem  pod  hotel,  Annie, 

wiedząc,  że  nie  jest  sama,  śmielej  zeszła  po  schodach  przywitać  gości. 
Przyglądała  im  się  uważnie,  a  oni  jej.  Matka  Flynna,  Catherine  Parker,  była 
niewysoką  blondynką,  a  siostra,  Brenna,  piękna  i  wysoka  dziewczyna,  z 
ciekawością  wpatrywała  się  w  Annie.  Pomimo  że  miała  obok  Mary  i  Jamesa, 
przenikliwy wzrok obu kobiet peszył ją. Flynn, widząc jej zmieszanie, podszedł 
i objął ją czule. Od razu się odprężyła, trzymał jej stronę, teraz już nic nie mogło 
jej zagrażać.

Mary zaproponowała, że zaraz poda napoje chłodzące, a James ukłonił się 

i  wrócił  do  obowiązków  w  recepcji.  Flynn  zaprosił  wszystkie  trzy  panie  do 
swojego pokoju. Gdy tylko zdążyli wejść, zaraz rozległo się pukanie.

– Telefon do pana Flynna – poinformował James.
– Przepraszam  na  chwilę,  to  na  pewno  z  Houston,  czekałem  na  ten 

telefon. Zaraz wracam. – Wyszedł do drugiego pokoju.

Zapanowała cisza. Brenna nie spuszczała wzroku z Annie.
–  Przyleciałyśmy  tylko  na  popołudnie  –  zaczęła  matka.  –  Wieczorem 

mam spotkanie w fundacji charytatywnej, a Brenna musi wracać do szkoły.

– To miło, że mogłyście przylecieć dzisiaj, pomimo obowiązków.
–  Nie  przybyłyśmy  ze  zwykłą  wizytą  –  wtrąciła  Brenna.  –  Kochamy 

Flynna i nie chcemy, żebyś go znowu skrzywdziła.

Catherine skarciła córkę wzrokiem.
– Chyba już wiecie, że dwa lata temu nie opuściłam go świadomie.
– To nie ma znaczenia. Teraz Flynn postanowił zrobić sobie wakacje, po 

to, aby podjąć ostateczną decyzję w sprawie waszego tajemniczego małżeństwa. 
Miał zacząć życie od nowa.

– Niepokoisz się, bo postanowił się nie rozwodzić.
–  Jeśli  historia  powtórzy się,  mam  nadzieję,  że  wybije  sobie  w  końcu  z 

głowy tę waszą bajkową miłość. – Brenna stawała się coraz bardziej agresywna.

Annie  starała  się  ze  względu  na  Flynna  zachowywać  spokojnie  i 

wyrozumiale. Nie mogła mieć pretensji, że Brenna martwiła się o los brata.

– Pozwól, że wyjaśnię ci, na czym polegała  moja amnezja. – W skrócie 

przedstawiła  im  fakty.  –  To  wszystko  brzmi  jak  rodem  z  mydlanej  opery,  ale 
może łatwiej ci będzie zrozumieć sytuację.

–  Bardzo  nam  przykro  z  powodu  tragicznej  śmierci  twoich  rodziców  –

starała  się  załagodzić  tok  rozmowy  Catherine.  –  Ale  nigdy  wcześniej  nie 
słyszałyśmy o takim przypadku.

– I boimy się, że może znowu się powtórzyć.
– Teraz jestem dużo silniejsza. Czuję się w pełni odpowiedzialna za swoje 

czyny...  –  Na  chwilę  zawiesiła  głos.  –  Kocham  Flynna  i  zapewniam,  że  nie 
macie powodów do obaw. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby był ze mną 
szczęśliwy.

background image

Spojrzały po sobie, po czym jeszcze raz uważnie przyjrzały się Annie.
–  Wierzę  ci  –  rzekła  w  końcu  Catherine.  –  Zdaję  sobie  sprawę,  jakim 

szokiem dla was obojga było ponowne spotkanie. Potrzebujecie teraz czasu na 
ułożenie wszystkich spraw.

Brenna po raz pierwszy uśmiechnęła się do Annie, mówiąc:
– Nie pozwól, żeby Flynn wszedł ci na głowę i narzucał wszystko, co on 

uważa za słuszne. Lubi podejmować decyzje, nie bacząc na drugą osobę.

– Zdążyłam już to zauważyć – przyznała.
Kiedy  Flynn  skończył  rozmawiać  i  wszedł  do  pokoju,  zastał  wszystkie 

trzy panie roześmiane i rozgadane. Annie spostrzegła wyraz ulgi w jego oczach. 
Uśmiechnęła  się  do  niego  i  skinęła  ręką,  zapraszając,  aby  usiadł  koło  niej. 
Podszedł i z czułością przytulił ją do siebie. Nawet gdy weszła Mary z napojami, 
nie zdjął ręki z jej ramienia. Chciał pokazać, że są razem. Annie miała nadzieję, 
że tak będzie już zawsze.

Annie,  odprężona  i  zadowolona,  siedziała  na  tarasie.  Większość  gości 

wyjechała w ciągu dnia. Panował spokój. James zaprosił pozostałych do siebie 
na jakiś dobry film wyświetlany na wideo. Nawet trzy siostry też wybrały się na 
ten  seans.  Annie  siedziała  i  czekała  na  Flynna,  który  załatwiał  przez  telefon 
jakieś swoje służbowe sprawy. Była zadowolona ze spotkania z rodziną Flynna. 
Odetchnęła  z  ulgą,  bo  pewien  istotny  etap  miała  już  za  sobą.  Cieszyła  się,  że 
Catherine i Brenna mimo wszystko jednak ją zaakceptowały.

Jej  kłopoty  finansowe  wydawały  się  teraz  dużo  mniejsze,  ponieważ 

niespodziewanie  na  sobotę  i  niedzielę  duża  grupa  handlowców zarezerwowała 
pokoje, zamierzając zorganizować w jej hotelu dwudniowe spotkanie dotyczące 
ich interesów. Miała nadzieję, że jeśli raz przyjadą, staną się stałymi gośćmi.

Oddychała głęboko, nie  mogła doczekać się, kiedy zejdzie  Flynn. Miała 

na sobie elegancką letnią sukienkę w kolorze kości słoniowej, którą przywiozła 
z  Seattle,  chociaż  nie  pamiętała, kiedy  i  gdzie  ją  kupiła.  Na  wierzch  zarzuciła 
biały lekki sweterek. Włosy związała w koński ogon. Ubrała się tak specjalnie 
dla  Flynna.  Nie  pamiętała,  aby  wcześniej  przyszło  jej  do  głowy  stroić  się  z 
myślą  o  podobaniu  się  jakiemuś  mężczyźnie.  Ale  Flynn  nie  był  jakimś  tam 
zwykłym mężczyzną, był jej mężem. Włożyła na palec obrączkę. Teraz już nie 
wydawała się jej taka świecąca i zbyt bogata, chyba całkiem dobrze pasowała do 
jej dłoni. Ciekawe, jak zareagowała, kiedy dwa lata temu Flynn po raz pierwszy 
wręczył jej tę  obrączkę. Czy potrafiła wtedy przyjąć z radością tak kosztowny 
prezent? Czy naprawdę kochała go? Może już dzisiaj w nocy dowie się, jak to 
się  stało,  że  w  tak  krótkim  czasie  pobrali  się...  I  czy  słusznie  się  domyśla,  że 
musiały to być zmysły... Chyba słusznie, bo i teraz znała go przecież zaledwie 
kilka dni, a już potrafiła zdecydować się na odnowienie małżeństwa.

Wstała  z  fotela  i  zaczęła  wolno  spacerować  wzdłuż  poręczy  tarasu. 

background image

Przypomniała sobie chwilę, kiedy po raz pierwszy się tu spotkali, pamiętała jego 
wzburzenie,  oczekiwał  od  niej  tak  wielu  odpowiedzi.  Oboje  przeżyli  trudny 
okres. Jednak potrafił być też pomocny. Kiedy Mary zachorowała, bez wahania 
założył  fartuch  i  pracował  w  kuchni.  Pomimo  stanowczości,  umiał  okazywać 
czułość. Czuła się przy nim bezpiecznie. Był też cierpliwy. Kiedy na przykład 
pomagał  Luisowi  zreperować  latawiec,  poświęcił  na  to  parę  godzin.  Czy  lubił 
dzieci? Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiała.

– Nad czym tak rozmyślasz  w samotności? – Głos Flynna przywrócił ją 

do rzeczywistości.

Odwróciła  się,  stał  w  drzwiach  ze  skrzyżowanymi  rękoma  na  piersi. 

Przyglądał się jej uważnie, mrużąc oczy.

– Annie – zaczął spokojnym głosem. – Dlaczego włożyłaś tę sukienkę?
Spojrzała badawczo na niego, potem na siebie.
– To... to jest moja ulubiona suknia. Dlaczego pytasz?
Pokręcił głową.
–  Nosiłaś  ją  tamtego  wieczoru,  kiedy  się  poznaliśmy,  a  potem  dwa 

tygodnie później, kiedy braliśmy ślub – zamilkł na chwilę, po czym uśmiechnął 
się  i  dodał  tonem  wyjaśnienia:  –  Upierałaś  się,  że  chcesz  wystąpić  w  czymś 
swoim, nie zgodziłaś się na kupno nowej sukienki.

Zaczerwieniła  się,  skąd  mogła  o  tym  wszystkim  wiedzieć,  przecież  nie 

pamiętała.

– To dziwne, ale twoja podświadomość musi ci  coś podpowiadać, bo w 

innym przypadku, dlaczego włożyłabyś ten strój akurat dzisiaj?

Uśmiechnęła się.
– Chciałam ładnie dla ciebie wyglądać. Poza tym, dzisiaj jest czwartek, a 

to mój szczęśliwy dzień.

– Robimy postępy – zażartował. – Chodźmy na górę do mojego pokoju. 

Odkąd  ogłosiłaś,  że  jesteśmy  małżeństwem,  czuję  się  ciągle  obserwowany, 
niczym pod ostrzałem. Kiedy mijam kuchnię, słyszę, jak Mary ostrzy noże.

– Przesadzasz – roześmiała się.
– Wcale nie – zapewnił. – Powinnaś sama zobaczyć te ostrza. – Podszedł 

do Annie i objął ją, jednocześnie delikatnie kierując w stronę schodów. Chyba 
rzeczywiście chciał jak najszybciej znaleźć się z nią sam na sam w pokoju.

Pospiesznie wchodzili na górę. Kiedy znaleźli się w pokoju, Flynn szybko 

zamknął drzwi w obawie, że jeszcze Annie mogłaby się rozmyślić. Ona jednak 
nie zamierzała uciekać, tylko cały czas zastanawiała się, czy dwa lata temu tez 
tak szalała za nim...

W  pokoju  panował  przyjemny  półmrok,  w  kominku  paliło  się  kilka 

drewienek, ogień dawał ciepłe pomarańczowe światło.

Flynn  podszedł  do  niej  i  przyciągnął  do  siebie.  Pochylił  się  i  zaczął  ją 

powoli i namiętnie całować. Objęła go za szyję, odwzajemniając pocałunki. Tak 

background image

bardzo  pragnęła  swojego  męża.  Serce  biło  jej  coraz  szybciej,  ogarniało  ją  nie 
znane dotąd pożądanie, kiedy Flynn delikatnie odsunął ją od siebie.

–  Annie  –  rzekł  cicho.  –  Obiecałem  odpowiedzieć  na  twoje  pytania, 

myślę, że najpierw powinienem ci opowiedzieć naszą historię, bo nie wiem, czy 
później będzie to możliwe.

Annie cofnęła się i otworzyła oczy. Zdezorientowana usiadła na kanapie.
–  W  porządku  –  westchnęła.  –  No  więc  opowiadaj,  zacznij  może  od 

otwarcia  nowego  hotelu  Heritage,  kiedy  przyszedłeś  zbadać,  jakie  jest 
zagrożenie ze strony konkurencji.

– Zaprosili mnie – poprawił Annie.
– Zupełnie, jakby zaprosić lisa do kurnika. Ale nieważne, opowiadaj...
Flynn  nie  usiadł  obok  niej,  tylko  niespokojnie  spacerował  po  pokoju. 

Podszedł do kominka i dorzucił szczapę drewna.

–  Stałaś  w  recepcji  i  kierowałaś  przychodzących  do  odpowiednich  sal. 

Mimo tłumu, który na ciebie napierał, zachowywałaś spokój.

Annie bezskutecznie starała się przypomnieć sobie tę scenę.
– Czy i tobie wskazałam drogę? – spytała. Uśmiechnął się pod nosem.
–  Tak, do  męskiej toalety... To  było  jedyne  miejsce, o  którym  w  tamtej 

chwili myślałem.

– I co dalej? – niecierpliwiła się.
– Kiedy wróciłem, goście pozajmowali już wyznaczone miejsca, zrobiło 

się luźniej. Przyniosłem ci kieliszek ponczu i coś do zjedzenia, co udało mi się 
niepostrzeżenie zgarnąć ze stołu zarezerwowanego dla właścicieli hoteli.

– Powinieneś się wstydzić!
–  Chciałem  znaleźć  sposób,  żeby  z  tobą  porozmawiać.  Musiałem  mieć 

jakiś pretekst. Chciałem wiedzieć, jak masz na imię, cokolwiek...

– Ale co konkretnie chciałeś wiedzieć? Flynn nie przestawał spacerować 

po pokoju.

– Czy jesteś mężatką, czy nie? Nie obchodziło mnie, czy jesteś zaręczona, 

czy  może  to  był  właśnie  dzień  twojego  ślubu.  Nic  mnie  nie  obchodziło... 
Zapragnąłem cię jak szalony... Nie rozumiałem, co się ze mną dzieje...

–  Dlaczego?  Muszę  to  wiedzieć,  co  cię  we  mnie  tak  pociągało...  –

nalegała.  –  Na  zdjęciu,  które  mi  pokazałeś,  wyglądałam  na  smutną  i 
przestraszoną. Jak mogłam wydać ci się atrakcyjna?

Usiadł koło niej, nie wiedziała nawet, kiedy znalazła się na jego kolanach. 

Obejmował ją czule. Gdy zauważył, że ma na palcu obrączkę, podniósł jej rękę 
do ust i pocałował.

–  Ujrzałem  kobietę,  która  wydawała  się  być  oazą  spokoju.  Nic  nie 

wyprowadzało  cię  z  równowagi,  nawet  gdy  gruby,  wielki  facet  z  cygarem 
nadepnął  ci  na  nogę,  nie  dałaś  po  sobie  niczego  poznać...  Tylko  wyrozumiale 
uśmiechnęłaś się i z wielką godnością przyjęłaś jego burkliwe przeprosiny.

background image

Spojrzała na niego z ciekawością.
– Ten mój spokój... Było to dla ciebie jak wyzwanie?
–  Chyba  tak  –  przytaknął.  –  Ale  kiedy  zaproponowałem  ci,  żebyśmy 

wyszli,  zgodziłaś się od  razu. Trochę mnie to zaskoczyło... Ta twoja bierność, 
potulność... Wiedziałem, że musi to coś oznaczać, że coś się za tym kryje.

–  Czyli  zdawałeś  sobie  sprawę,  że  coś  ukrywam?  I  zauważyłeś  mój 

dziwny emocjonalny stan?

–  Tak  –  odrzekł  powoli.  –  Ale  stwierdziłem,  że  dopóki  nie  okażesz  się 

morderczynią albo  bigamistką,  nie  będę się  nad  tym zastanawiał.  Wiedziałem, 
że jeśli zachowam cierpliwość, pewnego dnia sama wszystko mi opowiesz.

– Chyba byłeś zbyt pewny siebie. Potrząsnął głową.
– Nie, po prostu bardzo wierzyłem w twoje uczucie do mnie. Mówiłaś, że 

mnie  kochasz,  a  ja  szalałem  za  tobą.  Nigdy  nie  mówiłaś  wiele  o  sobie  ani  o 
rodzinie, ale budziłaś moje zaufanie.

– Jak można tak po prostu uwierzyć kobiecie, którą się zna kilka dni?
– W ogóle nie obchodziły cię moje pieniądze ani powiązania rodzinne czy 

wpływy.  O  nic  mnie  nie  pytałaś.  To  prawda,  nie  odzywałaś  się  często,  za  to 
miałaś niespotykany dar słuchania.

– Uważałeś, że jeśli kobieta cię słucha i mówi, że cię kocha, to wystarczy, 

żeby jej ufać?

– Mniej więcej. – Odgarnął kosmyk włosów z jej czoła i włożył za ucho. 

– A poza tym, byłaś tak niebywale piękna... Ja chciałem ci ufać... Ja nie mogłem 
cię stracić...

– Flynn... – Odkaszlnęła. Pragnęła szybko wyznać mu, co teraz czuje, ale 

słowa dość opornie przechodziły jej przez gardło. – Flynn, kocham cię. Chyba 
nigdy  nie  przestałam  cię  kochać,  moje  ciało  wiedziało  to  od  chwili  twojego 
przyjazdu, ale mój umysł dopiero teraz powoli to akceptuje, chociaż ciągle nie 
ogarnia...

– Annie... – zaczął, ale ona położyła mu dłoń na ustach.
–  Flynn,  nie  wiem,  co  będzie  dalej,  boję  się,  że...  Nie  chcę  opuszczać 

wyspy, ale twoja firma i rodzina...

–  Wszystko  będzie  dobrze  –  uspokajał  ją.  –  Teraz,  kiedy  do  mnie 

wróciłaś,  nie  będzie  już  żadnych  trudności.  Annie...  –  szepnął  –  pozwól  mi 
kochać cię, bądź znowu moją żoną, tak długo czekałem...

Annie objęła go, a on pocałował ją czule, po czym wstał i zaniósł ją do 

sypialni. Postawił ją koło łóżka i rozpuścił jej włosy. Szeptał jej komplementy, 
powoli zdejmując z niej ubranie.

Spojrzała na niego z niepokojem.
– Flynn, ale... ale ja nie wiem jak... – zaczęła zawstydzona.
– Cii – uspokajał ją. – Jak sama powiedziałaś, twoje ciało pamięta mnie. 

Nie myśl o tym, poddaj się pragnieniom...

background image

Gładził  ją  delikatnie  po  ramionach.  Kiedy  położyli  się  do  łóżka,  Annie 

odważyła się rozpiąć mu koszulę, potem kierowało już nią pożądanie. Czuła się 
szczęśliwa. Była ze swoim mężem. Nie robili nic złego.

Annie  obudziła  się  z  uczuciem  błogości.  Nie  wiedziała,  czy  może 

powinna  jednak  czuć  się  trochę  zawstydzona.  Wiedziała  jedno,  nie  zaznała 
takiego  szczęścia  przez  ostatnie  dwa  lata.  Odwróciła  się  i  z  niezadowoleniem 
zauważyła, że  jej  mąż nie  leżał  obok.  Nie  miała doświadczenia jako  żona,  ale 
doszła do wniosku, że chyba nie lubi budzić się sama.

Nasłuchiwała  odgłosów  z  łazienki.  Tam  panowała  cisza.  Po  chwili 

usłyszała  jego  głos  dobiegający  z  drugiego  pokoju.  Rozmawiał  przez  telefon. 
Obiecywała sobie w duchu, że kiedy będą spędzać razem następne wakacje, w 
promieniu kilometra nie będzie żadnego aparatu telefonicznego.

Starała się pozbierać chaotyczne myśli. Z dnia na dzień stała się mężatką. 

W ciągu tygodnia zakochała się po raz drugi w tym samym mężczyźnie. Snuła 
plany  na  przyszłość,  zastanawiała  się,  jak  to  zrobić,  żeby  mogli  pozostać  na 
wyspie,  a  jednocześnie,  żeby  nie  przeszkadzało  to  Flynnowi  wykonywać  jego 
obowiązków.

Nagle  dobiegł  do  niej  jego  głos.  Mówił  podniesionym  tonem,  był 

wzburzony. Zaniepokojona Annie zerwała się z łóżka, narzuciła na siebie jego 
koszulę i weszła do pokoju. Flynn stał tyłem do niej. Miał na sobie tylko dżinsy. 
Coś nerwowo wykrzykiwał.

– Nie teraz! Ona nie jest jeszcze gotowa. Musisz poczekać. Nie!... Jak już 

powiedziałem, albo będziesz cierpliwy, albo nie mamy o czym rozmawiać...

Annie przestraszyła się. Nie widziała go jeszcze nigdy aż tak wściekłego. 

Wydawało się jej, że głos, który wydobywał się ze słuchawki, należał do wujka 
Vernona.

Odwrócił się zaskoczony, kiedy ją zobaczył. Na jego twarzy malowało się 

poczucie winy.

– Czy coś się stało? – spytała cicho.
– Nie – uśmiechnął się do niej. – Zaraz przyjdę do ciebie... – i ponownie 

powiedział  do  słuchawki:  –  Zadzwonię  do  ciebie  później.  Nie!...  Już  ci 
powiedziałem. Zadzwonię później – powtarzał. W końcu odłożył słuchawkę, nie 
dając dokończyć zdania swojemu rozmówcy. Podszedł do Annie.

– Myślałem, że jeszcze śpisz, kochanie. Annie uśmiechała się. Czuła, że 

się rumieni.

– Obudziłam się i nie było cię obok.
Objął  ją  czule.  Tak  bardzo  go  kochała,  przytuliła  się  do  niego  mocno  i 

spojrzała na niego. Widziała smutek w jego oczach. Dotknęła jego policzka.

–  Flynn,  czy  stało  się  coś  złego?  Dzwonił  ktoś  z  twojego  biura?  W 

sprawie interesów?

background image

–  Tak,  ktoś  dzwonił  w  interesach  –  potwierdził.  Wodził  palcem  po  jej 

twarzy. – Annie, musimy porozmawiać.

– Nie teraz... – poprosiła. Stanęła na palcach i pocałowała go. Nie chciała 

teraz słuchać o jego pracy, hotelach, kłopotach. Przynajmniej przez te kilka dni 
pragnęła, żeby zajmowali się tylko sobą. – To nie może poczekać?

– Annie, to ważne – odparł smutnym głosem. Jednak ona, udając, że nie 

słyszy, delikatnie, ale stanowczo popychała go w kierunku sypialni.

– Annie... – wyszeptał.
– Coś mówiłeś?
Przytulił ją i pieścił delikatnie.
– Z pewnością nie jesteś już tą samą grzeczną i wstydliwą dziewczynką, 

którą poślubiłem – rzekł, popychając ją lekko na łóżko.

–  Czy  jesteś  z  tego  niezadowolony?  Nie  odpowiedział.  Całował  ją 

namiętnie.

– Co robisz? – spytał Flynn, widząc, że Annie sięga po coś pod łóżko.
– Boże, zobacz, jak to wygląda? – wskazała na wymiętą suknię. – Jak ja 

to teraz włożę? Co za wstyd...

–  Uspokój  się.  Boisz  się,  że  cię  ktoś  zobaczy?  Przecież  nie  popełniłaś 

żadnego przestępstwa.

Starała się bezskutecznie wyprostować ubranie. Spojrzała w lustro. Włosy 

miała potargane, po makijażu ani śladu.

–  Nie  mogę  tak  wyjść,  nawet  nie  mam  tu  grzebienia.  Wiem,  że  nie 

zrobiliśmy  niczego  sprzecznego  z  prawem,  ale  jak  mogę  pokazać  się  na 
korytarzu  nie  umalowana  i  w  tej  samej  sukni,  co  poprzedniego  dnia,  a  w 
dodatku...

– O drugiej po południu – dokończył.
– Właśnie. Oni mnie tu znają, traktują jak córkę, nigdy nie widzieli mnie 

w takim stanie...

– I po nocy z mężczyzną?
– Tak, nigdy nikt do mnie nie przychodził...
–  Całe  szczęście  –  roześmiał  się  Flynn.  –  Dzięki  temu,  że  tak  cię 

pilnowali, nie mam powodów do zazdrości. Słuchaj, mam pomysł. Zejdziemy na 
dół razem, ja pójdę do kuchni i zagadam Mary, a ty w tym czasie przemkniesz 
się do siebie i szybko się przebierzesz. Najlepiej włóż dżinsy, to pójdziemy na 
spacer.

Zrobili tak, jak wymyślił Flynn.
Annie  już  po  chwili  znalazła  się  w  swojej  łazience.  Ubrana  w  dżinsy  i 

podkoszulek,  kończyła  makijaż.  Nie  może  być  zawsze  wszystko  tak,  jak  on 
wymyśli, buntowała się w duchu. Ale teraz nie chciała się tym martwić. Pomyśli 
o  tym później.  Tymczasem nie  wiedziała,  które  wybrać perfumy,  żeby  mu  się 

background image

podobały.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

– Dokąd pójdziemy? – spytała.
– Obejdziemy wyspę dookoła. Annie zaskoczona stanęła.
– Co się stało? Nie możesz chodzić? Guma do żucia przykleiła ci się do 

buta?

–  Cha,  cha,  bardzo  zabawne.  –  Wiedziała,  do  czego  zmierzał,  dokąd 

chciał ją zaprowadzić, pragnęła oddalić tę chwilę. – Czy zdajesz sobie sprawę, 
że to aż trzynaście kilometrów?

– Trzynaście i pół – poprawił ją z powagą. – To dlatego zabrałem wodę i 

kazałem ci wrócić po sweter. O co chodzi? Nie lubisz długich wypraw?

Pokiwała mu palcem przed nosem.
– O ile dobrze pamiętam, mówiłeś o spacerze, nie wspominałeś słowem o 

długich  wyprawach.  –  Starała  się  go  przekonać.  Nie  po  to  włożyła  najlepsze 
dżinsy i ulubioną bluzkę, żeby za chwilę wszystko nadawało się tylko do prania. 
Chciała ładnie wyglądać. – Może zaraz mi wmówisz, że kiedy mieszkaliśmy w 
Seattle, codziennie rano robiłam obchód miasta?

– A co zrobisz, jeśli właśnie tak powiem?
– Nie uwierzę ci, aż tak bardzo się nie zmieniłam.
– Jeśli tak, to nie będę się silił na kłamstwa. – Roześmiał się i wziął ją za 

rękę.

Zeszli na plażę. Annie dłużej nie protestowała, w końcu przyjemnie było 

z  nim  spacerować.  A  chodzenie  wzdłuż  brzegu  bardzo  lubiła,  pobudzało 
krążenie.

– Pomyślałem, że może ominiemy wschodni cypel wyspy, czy jest jakiś 

skrót? – spytał po kilku minutach marszu.

Annie odetchnęła z ulgą. A więc niesłusznie go podejrzewała, że chce ją 

zabrać na miejsce wypadku. Nie ciągnął jej tam na siłę.

– Tak, jest ścieżka. – Ratownicy tamtędy przechodzili po katastrofie, żeby 

dostać się do samolotu. – Prowadzi prosto przez dąbrowę, ale przyjemnie się nią 
idzie.

Szli  ciągle  wzdłuż  morza,  czasem  przedzierali  się  przez  niewysokie 

skałki,  gdzie  woda  podmywała  brzeg.  Annie  opowiadała  Flynnowi  o 
wielorybach,  które  pojawiają  się  tu  w  okresie  od  listopada  do  marca. 
Przemieszczają się do  cieplejszych  wód. Opowiadała o  wspaniałych motylach, 
które  uwielbiała  obserwować.  Kiedyś  sztorm  zepchnął  całą  chmarę  motyli  na 
wyspę. Przebywały tu dobrych kilka dni, dopóki wiatr się nie uspokoił.

–  Boże,  jak  ja  kocham  to  miejsce  –  westchnęła,  przepełniona  uczuciem 

szczęścia.

W pewnej chwili poprosiła Flynna, żeby opowiedział jej coś więcej o jego 

background image

rodzinie.  Jak  się  dowiedziała,  łączyły  go  bliskie  stosunki  z  rodzicami,  ale  nie 
mówił o nich wiele, rozgadał się dopiero, kiedy zaczął chwalić się swoją siostrą. 
Opowiadał o jej licznych zainteresowaniach, szczególnie zwierzętami, o tym, że 
uczy  się  grać  na  pianinie.  Widać  było,  że  bardzo  ją  kocha.  Annie  zapragnęła 
lepiej ją poznać.

Po  półgodzinie  doszli  do  ulubionej  przez  Annie  niewielkiej  zatoki. 

Zwykle  latem  przychodziło  tu  wielu  gości,  ale  dzisiaj,  kiedy  prawie  wszyscy 
wyjechali, a personel przygotowuje hotel do przyjazdu handlowców, panował tu 
zupełny spokój.

W pewnej chwili Annie zmarszczyła brwi.
–  Patrz,  ktoś  zostawił  hotelowe  koce.  –  Z  dezaprobatą  pokręciła  głową. 

Denerwowało ją to, szczególnie że pamiętała, ile kosztowało wytłoczenie nazwy 
hotelu na każdym z nich.

– Poprosiłem Carlosa, żeby je tu przyniósł – powiedział Flynn.
–  Piknik  na  plaży?  Przecież  dopiero  co  zjedliśmy  śniadanie.  –  Annie 

ukucnęła  i  znalazła  pod  kocem  koszyk  z  butelką  wina,  winogronami  i 
ciasteczkami zrobionymi przez Mary.

Spojrzała na Flynna.
–  Jak  ci  się  to  udało?  –  spytała,  podając  mu  ciastko.  –  Mary  piecze  je 

tylko na wyjątkowe okazje.

Usiadł obok niej na kocu, uniósł brwi.
– A czy nie mamy wyjątkowej okazji?
–  Chyba  tak.  –  Patrzyła  na  niego  z  czułością.  –  A  jak  nazywa  się 

dzisiejsze święto?

Wyjął wino z koszyka.
–  Święto  Połączenia?  –  zaproponował. –  A  może:  spóźnione  pierwsza  i 

druga  rocznica  ślubu?  Gwiazdka  lub  miesiąc  miodowy,  które  nie  były  nam 
dane...

– Nie mieliśmy podróży poślubnej?
Napiła  się  łyk  wina.  Czy  już  kiedyś  tak  siedzieli  wspólnie  na  plaży? 

Urządzali  piknik?  Nie,  przecież  w  Seattle  była  w  lutym,  odpowiedziała  sama 
sobie.

– Kiedy ci zaproponowałem wyjazd, dowiedziałem się, że nie zamierzasz 

latać samolotem.

– Dokąd chciałeś lecieć?
–  Do  San  Francisco,  żebyś  poznała  moją  rodzinę,  a  potem  do  małej 

posiadłości w górach.

– Samochodem zabrałoby to nam za dużo czasu, jak się domyślam.
–  Tak,  poza  tym  wcale  nie  uśmiechało  mi  się  spędzić  całego  miesiąca 

miodowego za kierownicą.

– A więc dlatego nigdy nie poznałam twojej rodziny?

background image

– Zgadza się. Nie chciałem cię zmuszać do podróży samolotem, myśląc, 

że jeszcze zdążymy ze wszystkim.

Annie znowu zrobiło się przykro i zapragnęła naprawić krzywdę, jaką mu 

nieświadomie wyrządziła.

– Czy nie podejrzewałeś, że coś ukrywam?
– Tak, myślałem, że może wstydzisz się swojej rodziny. Nie chciałem być 

natrętny, podejrzewałem, że może źle cię traktowali...

–  Oni?  Ależ  skąd!  Nigdy!  –  oburzyła  się.  –  Byli  więcej  niż  moimi 

rodzicami,  byli  moimi  najlepszymi  przyjaciółmi.  Z  wyjątkiem  Jamesa  nie 
miałam żadnych kolegów ani koleżanek i rodzice zawsze bawili się ze mną tu, w 
tej zatoce...

– Annie, to dlaczego nie chcesz pójść na miejsce ich wypadku?
Wbiła wzrok w niebieski koc. Nie chciała poruszać tego tematu.
– Dlaczego mnie dręczysz? – spytała rozżalona.
– Tylko zadałem ci pytanie. – Wziął ją za rękę. Nie chciała patrzeć mu w 

twarz.

–  Jest  taki  piękny  dzień,  dlaczego  mamy  go  zepsuć?  Gładził  ją  po 

policzku.

– Annie, musisz tam pójść, żeby do końca pogodzić się z ich stratą.
–  Robię  to  każdego dnia,  codziennie uświadamiam  sobie,  że  ich  już nie 

ma – odparła nerwowym głosem. – Po co mam odwiedzać miejsce ich śmierci, 
nie pojmuję tego, po co mam to robić?

– Żeby się z nimi pożegnać.
– Pożegnałam się z nimi. Uspokój się.
– Unikasz tego, Annie, boisz się, jednak musisz pokonać własny lęk.
– Powtarzasz to od czterech dni!
– To znaczy, że nie tak łatwo zrezygnuję.
Serce Annie biło coraz szybciej. Nie potrafiła dłużej powstrzymać łez.
–  Flynn,  jest  coś,  o  czym  nikt  nie  wie,  nie  mówiłam  nawet  Mary  i 

Jamesowi. – Zatrzęsła się cała.

– Powiedz mi, kochanie.
– Zaraz po wypadku... oprócz mnie nie było nikogo w pobliżu. Pobiegłam 

do  samolotu...  –  Nagle  słowa  zaczęły  się  same  składać  w  zdania.  Mówiła 
szybko, prawie bez tchu. – Kiedy podbiegłam, widziałam, że ojciec już nie żył, 
ale  mama żyła... Drzwi od strony pasażera były odblokowane. Otworzyłam je. 
Mama uśmiechała się do mnie... Podniosła rękę, podałam jej swoją... Kiedy tak 
ją trzymałam, umarła...

Zapanowała  cisza.  Flynn  mocniej  przytulił  ją  do  siebie.  Zdawał  sobie 

sprawę, co musiała wtedy przeżyć.

– To wszystko, co pamiętasz?
–  To  pamiętam  dokładnie,  potem  tylko  fragmenty,  jak  za  mgłą,  aż  do 

background image

chwili, kiedy znalazłam się sama w Seattle i przestałam cokolwiek pamiętać.

Flynn ocierał łzy z oczu  Annie. Była mu wdzięczna, że w końcu mogła 

się zwierzyć z ciężkiego przeżycia, które przez ostatnie dwa lata rozpamiętywała 
w  samotności.  Nie miała  nikogo,  komu  chciałaby  o  tym opowiedzieć.  A  teraz 
jest  Flynn  i  jemu  można  się  zwierzyć  ze  wszystkiego.  Przylgnęła  do  niego, 
słyszała bicie jego serca. Stanowili jedną całość.

–  Chodźmy  na  pas  startowy,  stamtąd  zaczniemy.  Posłusznie  skinęła 

głową.

Nad  zatoką  tworzyła  się  mgła.  Zostawili  koce  i  poszli  w  kierunku 

lotniska.

Kiedy znaleźli się na miejscu, Annie kurczowo trzymała Flynna za rękę. 

Przemierzali pas w milczeniu. Nagle chwyciła głęboki oddech i poczuła, jakby z 
serca spadł jej duży ciężar. Miał rację, namawiając ją, żeby jednak tutaj przyjść.

– Jakoś teraz pas wydaje mi się węższy i krótszy.
–  Może  w  całym  koszmarnym  wspomnieniu  miałaś  wyolbrzymione 

wrażenie tego miejsca...

–  Może...  –  Wydarzenia  tamtego  dnia  stanęły  jej  przed  oczami.  Nie 

chciała  dzisiaj  iść  na  miejsce  samego  wypadku.  Jedno  ciężkie  przeżycie 
wystarczy. Zerknęła na Flynna. – Wracajmy do domu – poprosiła.

Rozumiał ją i był z niej dumny, widziała to w jego oczach. I chyba kochał 

ją. Pomimo iż nigdy tego nie powiedział, miała nadzieję, że się nie myli.

–  Annie,  a  teraz  muszę  ci  coś  ważnego  powiedzieć.  Nie  lubiła,  kiedy 

mówił takim stanowczym tonem, ale wiedziała, że nie mógł jej zakomunikować 
nic, co byłoby dla niej bolesne. Nie spodziewała się żadnej złej wiadomości.

–  Proszę,  mów  –  powiedziała  z  zaciekawieniem.  Jednak  zanim  zdążył 

cokolwiek  rzec,  usłyszeli  nadlatujący  samolot.  Annie,  jak  zwykle,  odruchowo 
wtuliła się w jego ramię. Kiedy ją objął, od razu poczuła się bezpieczniejsza.

– Prawdopodobnie handlowcy na zjazd – stwierdził.
– To niemożliwe – zastanawiała się. – Zapowiadali się dopiero na jutro.
Zawrócili na lotnisko. Samolot Gary’ego Mendozy toczył się po pasie, aż 

w  końcu  stanął.  Gary  nawet  nie  wyłączył  silnika,  oznaczało  to,  że  przywiózł 
tylko jednego pasażera.

Kiedy rozpoznała, kto wysiadł z samolotu, ciężko westchnęła.
– Wujek Vernon – powiedziała.
Wydawało  jej  się,  że  Flynn  też  się  nie  ucieszył.  Spojrzała  na  niego 

przepraszającym  wzrokiem,  widząc  niezadowolenie  malujące  się  na  jego 
twarzy.

Wyszła na powitanie wujka, ale ku jej zaskoczeniu minął ją i śmiejąc się, 

podszedł do Flynna.

– Witam, Parker – wyciągnął rękę. – Czy jesteś gotowy złożyć mi ofertę?
Flynn  nie  odpowiedział.  Spoglądał  badawczo  na  Annie.  Wyciągnął  do 

background image

niej rękę.

– Pozwól, że ci wszystko wyjaśnię. Gwałtownie odskoczyła parę kroków 

do tyłu, przeczuwając coś złego.

–  O  czym  ty  mówisz,  Flynn?  O  co  chodzi?  –  Wpatrywała  się  w  niego 

pytająco.

– Kochanie – wtrącił się wujek. – To właśnie ta wielka zmiana, o której 

wspominałem  ci  przez  telefon.  Wstrzymywałem  się,  nie  chciałem  ci  o  tym 
powiedzieć,  dopóki  sam  nie  miałem  pewności,  ale  skoro  tu  jesteś...  Parker 
zamierza kupić to miejsce. Przyjechał tutaj, żeby podjąć decyzję. – Wyciągnął 
do niej ręce w geście radości. – Ale nie martw się, prawdopodobnie pozwoli ci 
tu zostać, żebyś nadal prowadziła hotel, prawda, Parker?

Annie z niedowierzaniem przenosiła wzrok na przemian z wujka na męża. 

Zaskoczona,  poczuła,  jak  robi  jej  się  słabo.  Po  raz  pierwszy od  dwóch  lat  nie 
przeraził  ją  właśnie  startujący  samolot,  ale  to,  co  przed  chwilą  usłyszała.  Nie 
dało  się  to  z  niczym  porównać.  To  na  pewno  było  jakieś  koszmarne 
nieporozumienie, przeszło jej przez myśl. Flynn przecież nic jej nie mówił... Ale 
dlaczego teraz nie zaprzeczał słowom Vernona? Patrzyła na męża z nadzieją, że 
zaraz powie, że wujek opowiada bzdury, o których on sam nie miał pojęcia. Ale 
Flynn milczał i nie potrafiła odgadnąć, co myślał.

–  Przyznam,  że  do  dzisiejszego  twego  telefonu,  nie  wiedziałem,  że  tu 

jesteś  –  kontynuował  Vernon.  –  Szkoda,  że  mnie  nie  uprzedziłeś,  że  się  tu 
wybierasz, przyjechałbym wcześniej i oprowadził cię osobiście po wyspie. Jak 
wspominałem,  Annie  co  prawda  prowadzi  hotel,  ale  ja  jestem  właścicielem 
większej  części  posiadłości  –  mówił  zarozumiale.  –  Możemy  ubić  interes  w 
każdej chwili, wystarczy jedno twoje słowo, a...

–  Zamknij  się,  Davidson!  –  nie  wytrzymał  Flynn.  Jego  oczy  przybrały 

kolor  oceanu przed  sztormem.  Podszedł  do  Annie,  ale ona  odruchowo cofnęła 
się.

Trzęsła  się  i  była  bardzo  blada,  bliska  wybuchu  histerii,  czuła  się 

zdradzona i oszukana jak nigdy w życiu.

–  Dlaczego  nic  mi  nie  powiedziałeś?  –  wydusiła  z  siebie,  patrząc  na 

Flynna z ogromnym wyrzutem w oczach.

Vernon  myślał,  że  do  niego  skierowała  pytanie  i  skwapliwie  zaczął 

wyjaśniać:

– Ha, to oczywiste, przecież nie zgodziłabyś się, a ja chciałem oszczędzić 

sobie jałowych dyskusji. I tak czekałem aż dwa lata, zanim złożyłem propozycję 
Parkerowi.  Przecież sama wiesz,  że  nasze interesy nie  idą  najlepiej i  trzeba to 
jak najszybciej sprzedać. – Zwrócił się do Flynna. – Nie przejmuj się nią, mam 
prawo sam podjąć decyzję, bez zgody mojej rozhisteryzowanej siostrzenicy.

– Mówiłem, żebyś się zamknął! – warknął Flynn i gdyby mógł, to pewnie 

zabiłby go wzrokiem.

background image

– W porządku, jak sobie życzysz, Parker. – Wuj potulnie skinął głową.
– Musimy porozmawiać, Annie – zwrócił się do niej Flynn.
–  Chyba  już  trochę  za  późno  na  rozmowę.  –  Czuła,  że  zaraz  straci 

przytomność.

Vernon, zdziwiony, przyglądał się obojgu, jednak bał się odezwać.
– Pozwól, że ci wytłumaczę...
Pokręciła głową, pragnęła umrzeć w tej chwili. Nie chciała więcej Flynna 

oglądać. Odwróciła się i zaczęła biec przed siebie.

– Dlaczego musisz się jej tłumaczyć? – usłyszała jeszcze pytanie Vernona 

i pełen rozpaczy krzyk Flynna:

– Ponieważ ona jest moją żoną, durniu! A teraz zejdź mi z drogi!
Annie pragnęła ukryć się w swoim pokoju, ale po chwili zmieniła zdanie. 

Nie  chciała  spotkać  Mary  ani  Jamesa.  Nie  mogłaby  teraz  odpowiadać  na  ich 
pytania. Skierowała się do zatoki. Nic nie widziała we mgle, na szczęście drogę 
znała na pamięć. Kiedy dotarła na miejsce, spostrzegła ciągle leżące tam koce. 
Łzy  napłynęły  jej  do  oczu.  Przed  kilkunastoma  minutami  czuła  się  tu  taka 
szczęśliwa. A teraz? Co się stało? I dlaczego?

Zawinęła  się  w  koc  i  płakała,  dopóki  łzy  nie  przestały  same  płynąć. 

Usiadła i wpatrywała się tępo w ocean. Jak mogła tak łatwo zaufać Flynnowi? 
Okręcił ją wokół palca. Jak mógł być tak nieuczciwy? To, że Vernon wpadł na 
pomysł  sprzedania  hotelu,  nawet  jej  nie  zaskoczyło,  wiecznie  potrzebował 
pieniędzy.  Ale  dlaczego  Flynn  nic  jej  o  tym  nie  powiedział?  Dlaczego 
rozmawiali za jej plecami?  Należało się jej wytłumaczenie.  Przecież tu był  jej 
dom, jej całe  życie, praca, wszystko, co miała. Przyjechał tu na  wakacje. Cha, 
cha. Chciał osobiście sprawdzić stan posiadłości. To wiele wyjaśniało.

Dokładnie  orientował  się,  jakie  kłopoty  przeżywał  hotel,  znał  dokładne 

dane, nawet to, ile kilometrów ma obwód wyspy. Pewnie chciał się zorientować, 
ile  będzie  musiał  zainwestować pieniędzy,  żeby  podnieść standard  hotelu,  aby 
mógł stać się hotelem sieci Parker. Vernon oczywiście naświetlił mu wszystko 
od złej strony, przecież wujek nigdy w życiu nie potrafił ubić żadnego dobrego 
interesu. Annie znosiła go jedynie dlatego, że był bratem jej matki.

Nadciągała  burza.  Wstała  i  zwinęła  koce.  Kiedy  doszła  do  ścieżki, 

okazało się, że miała odciętą drogę. Woda zalała przejście. Rozejrzała się. Miała 
jedno wyjście, stwierdziła, patrząc na otaczające ją klify. Zaczęła się wspinać do 
małej groty, gdzie kiedyś chodziła z ojcem.

Usiadła  w  kucki,  było  ciasno,  ale  przynajmniej  ciepło.  Postanowiła,  że 

przeczeka tu burzę. Musi się uspokoić, zebrać siły, bo czeka ją ciężkie zadanie. 
Będzie musiała zmierzyć się z Flynnem i Vernonem. Hotel nie był na sprzedaż!

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Próbowała  wydostać  się  na  zewnątrz.  Okazało  się,  że  się  zaklinowała. 

Ześlizgiwała się w dół. Spróbowała ponownie. Tym razem też się nie powiodło. 
Załamała się – jeszcze tylko tego brakowało!

– Co ty, do cholery, tam robisz? – usłyszała głos Flynna nad sobą.
– Urządzam sobie piknik, ale ciebie nie zapraszałam – odparła ze złością.
– Wszędzie cię szukałem.
– No, to znalazłeś, a teraz odejdź.
– Najpierw wyjdź stamtąd. Nie chciała go widzieć.
– Zaklinowałam się i nie mogę się wydostać – przyznała w końcu.
– Nie ruszaj się! – wydał polecenie. – Pójdę po linę i zaraz cię wyciągnę.
– Odejdź! Nie potrzebuję ani liny, ani twojej pomocy. Zejdź  mi z  oczu, 

panie Parker, niedobrze mi się robi, kiedy na ciebie patrzę, zdrajco!

–  Powiedziałem,  nie  ruszaj  się,  pani  Parker! –  Nie  zważał  na  jej  słowa. 

Zniknął.

Annie  ponowiła  próbę  wydostania  się,  nie  zamierzała  słuchać  rozkazów 

Flynna.  Powoli wspinała się,  ale  za każdym razem ześlizgiwała się  na dół.  Po 
półgodzinie ledwo mogła oddychać, była już bardzo zmęczona, kiedy usłyszała 
odgłos nadjeżdżającego dżipa.

–  Mówiłem,  żebyś  się  nie  ruszała.  Mogłaś  się  wykończyć  –  skarcił  ją 

Flynn, słysząc, jak ciężko oddycha. – Zrzucam sznur, obwiąż go wokół pasa, jak 
będziesz gotowa, zacznę cię wyciągać.

– Nie chcę żadnej pomocy od ciebie, słyszysz? Zaczep linę o skałę albo 

przymocuj do samochodu, to sobie sama poradzę.

Nie  usłyszała  odpowiedzi.  Zawiązała  linę  wokół  siebie  i  zaczęła  się 

wspinać. Ciągle zsuwała się, aż w końcu poczuła, że Flynn wciąga ją na górę. 
Kiedy znalazła się naprzeciwko niego, bez słowa odwiązała linę i rzuciła mu ją 
pod  nogi.  Nie  zamierzała  mu  dziękować.  Odwróciła  się  i  skierowała  w  stronę 
ścieżki.

–  Zaczekaj  chwilę  –  usłyszała  za  sobą.  Chwycił  ją  za  rękę.  Widział 

wściekłość w jej oczach. – To nie było rozsądne. – Wskazał szparę w skale.

– Na pewno jednak rozsądniejsze, niż zaufanie tobie.
– Annie, nie wiedziałem, że Vernon zamierza dzisiaj przylecieć.
– Cóż, nie podejrzewałam, że przybyłeś tu z zamiarem kupienia mojego 

domu, mojego hotelu, w dodatku za moimi plecami, bo przecież to nieważne, co 
stanie się z Annie, kiedy zostanie pozbawiona wszystkiego, co dotąd wypełniało 
jej życie. Interes jest najważniejszy.

– Przestań. Przyznaję, że kiedy tu się wybierałem, jechałem z zamiarem 

rozejrzenia  się.  Sieć  hoteli  Parker  zamierza  rozbudować  się,  dołączając  do 

background image

ekskluzywnych hoteli kilka małych zajazdów...

– A ty oczywiście jesteś od tego, żeby jeździć i oszukiwać właścicieli, aby 

pozyskiwać sobie nowe miejsca...

Z  miną  winowajcy  pochylił  głowę,  ale  już  po  chwili  spojrzał  na  nią 

błagalnie i powiedział tonem prośby:

– Spokojnie wysłuchałem oskarżeń, więc pozwól mi teraz powiedzieć coś 

na swoją obronę.

– No dobrze. Mów – odparła oschle.
– Vernon zatelefonował do mnie kilka tygodni temu. Dowiedział się, że 

zamierzamy  kupić  kilka  małych  hoteli,  więc  złożył  propozycję.  Postanowiłem 
sprawdzić miejsce i zastanowić się. Uprzedzał mnie, że jego siostrzenica Annie 
prowadzi  cały  interes  i  że  na  pewno  nie  będzie  się  zgadzała  na  sprzedaż. 
Zapewnił,  że  on  jest  właścicielem  i  ma  decydujące  słowo.  Kiedy  tu 
przyjechałem, okazało się, że owa siostrzenica to moja zaginiona żona.

– To dlaczego, kiedy to odkryłeś, nie powiedziałeś mi o swoich planach? 

Słyszałam,  że  jesteś  bezlitosnym  facetem  w  interesach,  ale  tak  podłego 
zachowania nie spodziewałam się nawet po tobie.

– O czym ty mówisz? – bronił się.
– O tym, jak mnie oszukałeś. Wszystko po to, żeby tylko taniej dostać ten 

hotel.  Dobrze  się  złożyło,  że  się  okazałam twoją  żoną,  co?  Uważasz,  że  masz 
teraz prawo do decydowania za mnie. Wcale mnie nie pragniesz, nie obchodzą 
cię uczucia, które we mnie rozbudziłeś, tylko ten cholerny hotel masz w głowie.

Podszedł do niej i pocałował ją. Starała się odepchnąć go od siebie.
– Annie, przecież wiesz, że to nieprawda. Pamiętaj, że wcale nie  muszę 

kupować akurat tego hotelu, są jeszcze inne miejsca na Zachodnim Wybrzeżu.

– To dlaczego nie powiedziałeś tego Vernonowi? Ciągle nie rozumiem, z 

jakiego powodu nie uprzedziłeś mnie o swoich zamiarach?

–  Widziałem,  jak  kochasz  to  miejsce,  chciałem  znaleźć  odpowiednią 

chwilę.

–  Więc  jeśli  wiesz,  jak  jestem  przywiązana  do  wyspy,  to  chcę,  żebyś 

zapamiętał raz na zawsze, że hotel nie jest na sprzedaż.

– Sama wiesz, jak trudno ci go utrzymać...
– I co z tego? Tu jest mój dom, moja praca, wszystko, co najważniejsze w 

moim życiu...

– Wszystko, Annie?
– Tak – potwierdziła, wiedząc, że sama siebie oszukuje. Ale przecież nie 

mogła  teraz  przyznać  się  Flynnowi,  że  on  jest  ważniejszy  od  jej  ukochanej 
wyspy.

Podszedł do niej bliżej.
– Jeszcze nie tak dawno mówiłaś, że mnie kochasz.
– To nie pierwsza i nie ostatnia głupia rzecz, jaką w życiu powiedziałam.

background image

Nie chciała okazywać swojej słabości do niego, choć czuła, jak niewiele 

pozostało jej energii, aby się przed nim obronić.

– To wcale nie było głupie.
–  Nie  usłyszysz  tego  ponownie  z  moich  ust.  Jedyne,  co  teraz  ode  mnie 

usłyszysz, to to, że żądam rozwodu w trybie natychmiastowym! – krzyknęła.

– O Boże – westchnął Flynn. – Annie, pomyśl rozsądnie. Hotel potrzebuje 

renowacji. Bez inwestora nie poradzisz sobie.

–  Tak,  pamiętam,  wspominałeś  o  tym,  ale  nie  przypuszczałam,  że  to 

siebie widziałeś w tej roli.

– Dlaczego mnie nie wysłuchasz? Wzruszyła ramionami.
–  Jeśli  nie  ja  kupię  hotel  albo  chociaż  nie  włożę  w  niego  jakichś 

pieniędzy,  to  twój  kochany  wujaszek  sprzeda  go  komuś  innemu.  Przecież  to 
jasne.

Przerażała  ją  postawa  wujka  Vernona.  Flynn  nie  mylił  się,  ale  nie 

zamierzała mu przyznawać racji.

–  Chodź,  odwiozę  cię  do  domu  –  powiedział  spokojnie.  –  Weźmiesz 

prysznic,  ochłoniesz,  potem  zjemy  razem  obiad  i  porozmawiamy  z  twoim 
wujkiem.

–  Flynn, zostaw mnie w  spokoju.  To jest mój wujek  i  sama będę  z nim 

rozmawiać.

– A ja jestem twoim mężem. Teraz masz partnera, nie musisz wszystkiego

załatwiać sama.

Nie  słuchała go.  Odwróciła się  i  zeszła na  drogę  prowadzącą  do  hotelu. 

Flynn wrócił do samochodu. Zwijał linę i nie spuszczał z niej wzroku.

– Co on tu robi? – Annie nawet się nie odwróciła, wiedziała o kim mówił 

James. – Potrzebuje pieniędzy?

– Oczywiście. – Skinęła głową.
–  No  tak,  właściwie  to  w  innym  celu  chyba  tu  nigdy  nie  przyjechał.  –

Zastanawiał się przez chwilę. – Zamierzasz mu dać?

– Po moim trupie.
– Mam nadzieję, poza tym Flynn na pewno by się nie zgodził.
– A co ma do tego Flynn? – wybuchnęła, a James ze zdumienia szeroko 

otworzył oczy. – Przepraszam, jestem w złej formie.

– Czy tego chcesz, czy nie, teraz wszystko w twoim życiu ma związek z 

Flynnem Parkerem.

Tak, tak, oczywiście, nic innego ostatnio nie słyszała.
– Po prostu nie spodziewałam się przyjazdu Vernona akurat dzisiaj... A w 

ogóle to nie lubię, jak on tu jest... Wyprowadził mnie z równowagi, zresztą jak 
zwykle...

Spojrzała  w  kierunku  jadalni.  Wuj  siedział  samotnie,  popijając  wino. 

background image

Weszły  trzy  siostry,  opowiadając  głośno  o  wycieczce  do  Santa  Barbara. 
Odwiedziły w miasteczku fryzjera. Wszystkie trzy miały teraz platynowe włosy. 
Obok usiadła szczebiocąca para zakochanych.

Annie wstała i podeszła do stolika, przy którym siedział Vernon. Chciała 

zdążyć z nim porozmawiać, zanim pojawi się Flynn.

–  Wujku  –  zaczęła.  –  Wiem,  że  nigdy  nie  układało  się  między  nami 

najlepiej, szczególnie od śmierci moich rodziców.

Spojrzał na nią ponuro.
– Nigdy mnie nie lubiłaś – rzekł.
– Chyba nie wiesz, jak naprawdę wygląda stan finansowy posiadłości.
– Ciągle tylko tracisz pieniądze – podsumował.
–  Ale  w  przeciwieństwie  do  ciebie,  nie  z  własnego  wyboru  –

skomentowała ze złością. – Mieliśmy ciężką zimę, dlatego teraz nie najlepiej się 
to wszystko przedstawia. Oczywiście jesteś prawnie upoważniony do zabierania 
połowy  zysków,  ale  nigdy  naprawdę  nie  zainteresowałeś  się,  co  zrobić,  żeby 
wszystko funkcjonowało lepiej. Nie dałeś mi najmniejszej szansy.

– Miałaś na to dwa lata, moja droga.
–  Dwa  lata,  żeby się  nauczyć  prowadzić  hotel.  Dopiero  teraz  wiem,  jak 

należy postępować.

–  No  i  po  co  ci  to  było?  Teraz  masz  bogatego  męża,  który  może  w  to 

włożyć tyle pieniędzy, ile sobie tylko zamarzy.

–  To  nie  ma  nic  wspólnego  z  Flynnem  –  zaprotestowała.  –  Czy  ty  nie 

pojmujesz, że chcesz sprzedać rodzinny dom?

– Dom, którego zawsze nienawidziłem.
Trudno  było  zaprzeczyć,  udowadniał  to  przez  całe  swoje  życie.  Jednak 

myśl o sprzedaniu domu wydawała się jej tak obca, że nie potrafiła postawić się 
w jego sytuacji.

–  Lepiej  powiedz  mi,  jak  to  się  stało,  że  nic  nie  wiedziałem  o  twoim 

ślubie z Parkerem. Nawet mnie nie zaprosiłaś – dodał z wyrzutem.

Nie  zamierzała  mu  niczego  wyjaśniać.  Nie  wiedział  o  jej  chwilowej 

amnezji,  ponieważ  każda  informacja  dawała  mu  przewagę,  a  nie  chciała 
ułatwiać mu czegokolwiek.

– Zastanawiam się, dlaczego nic mi nie powiedział, kiedy prowadziliśmy 

wstępne negocjacje. Czyżby chciał to ukryć przed tobą?

Chciała zaprzeczyć, ale przecież sarna Flynna o to oskarżała.
– Nic nam nie przyjdzie z tej rozmowy – rzekła i odeszła od stolika.
Weszła  do  swojego  pokoju  i  rzuciła  się  na  łóżko.  Boże,  jakim  była 

tchórzem. Nie potrafiła odpowiedzieć nic Vernonowi, bo sama nie wiedziała już, 
czego chciała. Spojrzała na ręce, były pokaleczone od liny. Nie zauważyła tego 
wcześniej. Pokręciła głową i starała się zebrać myśli.

Jeśli  Flynn  nie  kupi  hotelu,  to  i  tak  straci  ten  dom  i  wyspę,  bo  Vernon 

background image

sprzeda  innemu  chętnemu.  Jeśli  Flynn  przejąłby  posiadłość,  tak  naprawdę  nie 
straciłaby  hotelu,  na  pewno  jakoś  by  to  rozwiązali.  Ale  co  czuła  do  Flynna? 
Kochała  go  ponad  wszystko,  musiała  to  przyznać  przed  sobą,  pomimo  że  co 
innego mu przed chwilą oświadczyła. Nagle zaniepokoiło ją, dlaczego nie zszedł 
na  obiad?  Może  źle  się  czuje?  Postanowiła  zainteresować  się  samopoczuciem 
Flynna nie jako jej męża, ale jako gościa mieszkającego w jej hotelu.

Wstała  i  pobiegła  do  kuchni.  Mary  pomogła  jej  przygotować  danie  dla 

Flynna.  Wzięła  tacę  i  zaniosła  na  górę.  Kiedy  zatrzymała  się  przed  jego 
drzwiami, przypomniało jej się, jak tydzień temu pukała do jego drzwi, wnosząc 
kwiaty.

Tym  razem  od  razu  odpowiedział  na  pukanie,  nacisnęła  więc  klamkę  i 

weszła. W pokoju panował półmrok. Jedynie ogień w kominku dawał niewielkie 
światło. Flynn siedział na sofie.

– Przyniosłam ci obiad, nie widziałam cię w jadalni...
–  I  co?  Zmartwiłaś  się,  bo  mieliśmy  porozmawiać  o  rozwodzie,  co?  –

spytał  z  ironią.  –  Tak  nie  zachowuje  się  kobieta  pragnąca  rozwodu, 
wprowadzasz mi zamęt w głowie.

Nie zareagowała na jego słowa.
– Próbowałam rozmawiać z Vernonem...
– I?
– Nie jest to łatwe.
– Kłopoty komunikacyjne?
– Jedynie pieniądze do niego przemawiają.
– Ja mam pieniądze.
– Wiem. Przecież właśnie o to mu chodzi.
–  Czy  chcesz  ze  mną  o  tym  spokojnie  porozmawiać?  Skinęła  głową. 

Flynn zapalił lampkę stojącą na stoliku.

– Annie, powiedz mi, co cię najbardziej przeraża w tej sytuacji?
– Utrata... – Chciała powiedzieć „ciebie”, ale powstrzymała się i spojrzała 

mu w oczy.

– Hotelu? – zapytał. – Co za pomysł! Nawet jeśli kupię część Vernona, to 

i  tak  nadal  pozostaniesz  właścicielką  swojej  części.  Jesteśmy  przecież  w 
Kalifornii, a tu obowiązuje takie właśnie prawo.

– Nie pomyślałam o tym – szepnęła.
– To dlatego, że kierujesz się emocjami, brak ci podejścia handlowca. –

Patrzył na nią łagodnie. – Nie chcesz opuszczać wyspy?

– Nie.
–  Sądzisz,  że  jest  to  taka  zaczarowana  kraina,  i  boisz  się,  że  jak  raz 

wyjedziesz, to nigdy już tu nie wrócisz?

– Nie, wcale nie. Nie traktuj mnie jak dziecko.
–  Boisz  się  wyjazdu  z  wyspy  czy  odpowiedzialności,  która  spadłaby  na 

background image

twoje barki?

– Zawsze jestem odpowiedzialna za to, co robię.
– Czyżby, a co z naszym małżeństwem?
Nie  miała  argumentów.  Ale  wiedziała,  że  przecież  mogłaby  odejść  od 

niego.  W  końcu  nie  była  tą  samą  kobietą,  którą  poślubił.  Jak  miała  postąpić, 
skoro go kochała?

– Jak sobie to wyobrażasz? – spytała.
– Myślę, że możesz powierzyć Jamesowi hotel na pewien czas i pojechać 

ze  mną  do  San  Francisco.  Mam  tam  do  załatwienia  wiele  służbowych  spraw. 
Poza tym tobie też przydałby się wyjazd.

–  Niestety,  nie  mogę  teraz  zostawić  tego  wszystkiego,  przyjeżdża  do 

hotelu grupa handlowców, będę tu potrzebna.

– A to, że ja ciebie potrzebuję, to cię nic a nic nie obchodzi?
Naprawdę  nie  wiedziała,  czy  on  kiedykolwiek  kogoś  potrzebował.  Nie 

wiedziała, co odpowiedzieć. To wszystko wydawało się szalone. Za dużo działo 
się w ciągu ostatniego tygodnia, za dużo w ciągu dzisiejszego dnia. Wiedziała 
tylko, że go kocha. I nawet jeśli obchodził go tylko hotel, nie ponosiła wielkiego 
ryzyka, w końcu w połowie będzie nadal jego właścicielką.

– Milczenie jest zawsze jakąś odpowiedzią – rzekł z ironią. – Dzięki za 

obiad, ale nie musiałaś się kłopotać. To chyba nie w twoim stylu?

–  Chwileczkę!  Jakim  prawem  udajesz  obrażonego,  przecież  to  nie  ja 

przyjechałam tu z tajnymi zamiarami, powiedziałam ci to, co...

– W porządku. Zapomnij o tym, Annie. Idź lepiej i zobacz, czy ktoś inny 

nie potrzebuje twojej opieki.

Urażona jego niesprawiedliwym zachowaniem, wstała i skierowała się do 

drzwi.

– Annie?
– Słucham?
–  Jutro  o  dziesiątej  umówiłem  się  z  twoim  wujkiem.  Ponieważ  sprawa 

dotyczy hotelu, może miałabyś ochotę nam towarzyszyć?

– Przed chwilą z nim rozmawiałam, nic o tym nie wspominał.
–  Bo  sam  jeszcze  o  tym  nie  wie.  Chociaż  raz  będzie  musiał  być 

odpowiedzialny,  w  końcu  to  ja  jestem  facetem  z  pieniędzmi,  więc  ja  stawiam 
warunki.

– Czy zamierzasz kupić jego część posiadłości?
– Robiąc interesy, nauczyłem się jednej rzeczy, Annie. Nie mów nikomu, 

co zamierzasz, dopóki klamka nie zapadnie.

– Nawet swojej żonie?
– Mam wrażenie, Annie, że kręcimy się w kółko. Teraz ty nagle mówisz 

mi o obowiązkach męża wobec żony? Czy oznacza to, że jednak postanowiłaś 
pozostać moją żoną i przyjąć całą odpowiedzialność wiążącą się z taką decyzją?

background image

Nie  odpowiedziała,  tylko  z  napięciem  patrzyła  na  niego.  Westchnął  i 

zażartował:

–  Rozumiem.  A  teraz,  jak  w  serialu  telewizyjnym,  powinien  ukazać  się 

napis: ciąg dalszy nastąpi.

–  Tak,  jestem  gotowa  –  oświadczyła  nagle.  –  Jestem  twoją  żoną,  a  ty 

moim  mężem  –  powiedziała  dobitnym  tonem  i  wyszła  z  pokoju,  spokojnie 
zamykając za sobą drzwi.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Powoli schodziła ze schodów. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. 

Zawsze, kiedy dokuczało jej zmartwienie lub dręczył jakiś kłopot, uciekała do 
pracy. A teraz, jak na złość, w hotelu panował spokój. Zostało zaledwie kilkoro 
gości.  Na  jej  biurku  leżała  sterta  rachunków,  ale  wczoraj  już  wszystkie 
uporządkowała, teraz należało je tylko zapłacić. Spojrzała w sufit. Westchnęła, 
odrywając  ze  ściany  kawałek  odpadającego  tynku.  Wszystko  na  pozór 
funkcjonowało doskonale, ale coraz częściej zauważała nowe usterki. Jeśli tylko 
miałaby  jakieś  dodatkowe  pieniądze,  natychmiast  zrobiłaby  remont.  Mając 
pieniądze,  mogłaby  naprawić  i  udoskonalić  wiele.  Jeśli  Flynn  rzeczywiście 
wykupiłby część Vernona, wówczas znalazłyby się środki nie tylko na remonty, 
ale  i  na  rachunki  i  na  podwyżkę  dla  pracowników,  która  od  dawna  im  się 
należała.

Jeśli  Flynn  zainwestuje  w  hotel,  będzie  mogła  wreszcie  przestać  się 

martwić o wszystko, będzie spokojnie prowadzić hotel, ale jak wtedy podoła roli 
żony? Przecież jeśli zajmie się hotelem, to nie będzie jednocześnie żyć z nim w 
San Francisco. Natomiast jeśli wyjedzie do San Francisco, to co wówczas stanie 
się  z  hotelem?  Nie  chciała  myśleć  o  Flynnie  jak  o  rozwiązaniu  kłopotów 
finansowych. Ciągle czuła do niego żal.

Nie tylko to ją niepokoiło. Kochała go bez względu na wszystko. Ale ich 

małżeństwo trwało jeszcze zbyt krótko, a uczucia były zbyt kruche, żeby kłótnie 
między  nimi  przechodziły  bez  echa.  Chciał  inwestować  w  hotel,  a  ona 
potrzebowała  finansowego  wsparcia,  ale  pieniądze  nie  rozwiążą  wszystkich 
trudności. Pragnęła, żeby wiedział, że kochała go za to, jakim był człowiekiem, 
a nie za to, co posiadał. Z drugiej strony oczekiwała, że Flynn będzie ją kochał 
dla niej samej,  bez względu na  to, że jest  współwłaścicielką posiadłości, która 
akurat  odpowiada  sieci  hoteli  Parker.  Chciała,  żeby  kochał  ją  taką,  jaką  jest 
obecnie, a nie kobietę, którą poślubił dwa lata temu. Czyżby była zazdrosna o 
samą  siebie  sprzed  dwóch  lat?  Przecież  to  absurd!  Wiedziała,  że  nie  umie 
znaleźć odpowiedzi na te pytania, musiała zaczekać do jutra.

Skierowała się  do  swojego pokoju.  Przechodząc, odruchowo zajrzała  do 

jadalni i do kuchni. Wszystko było w najlepszym porządku, więc może poradzą 
sobie bez niej, jeśli wyjedzie do San Francisco?

Jeśli?  Przecież  było  już  postanowione,  Flynn  nie  przyjąłby  odmownej 

odpowiedzi. Jeśli teraz razem wyjadą, kłopoty wcale się nie skończą. Zabiorą je 
po prostu ze sobą.

Weszła  do  pokoju  i  stanęła  przed  toaletką.  Wzięła  do  ręki  duży  flakon 

perfum.  Miała  go  po  matce,  uwielbiała  zapach  róż  pomieszanych  z  orientalną 
nutą.  Powąchała. Czy rzeczywiście pogodziła się  ze śmiercią rodziców? Flynn 

background image

na pewno bardzo jej pomógł przełamać psychiczny opór. Nie wyobrażała sobie 
rozstania z mężczyzną, który w tak krótkim czasie tyle dla niej zrobił dobrego. 
Przypominała  sobie  chwile,  które  spędziła  w  jego  ramionach.  Westchnęła.  Ta 
noc  będzie  długa  i  samotna,  pomyślała.  Położyła  się  i  sięgnęła  po  książkę. 
Postanowiła czytać, dopóki nie zmorzy jej sen. Miała już dość rozmyślania.

Następnego  ranka  Annie  najpierw  pomagała  Mary  w  kuchni,  potem 

Beatrice w przygotowaniu pokojów dla oczekiwanych gości. Zamówiła artykuły 
spożywcze  w  Santa  Barbara,  po  które  wybierał  się  Carlos.  Kiedy  skończyła, 
poprawiła włosy i poszła na górę do Flynna. Na schodach spotkała trzy siostry, 
wybierające się na golfa. Ich pobyt dobiegał końca.

Mavis położyła rękę na ramieniu Annie.
– Muszę przyznać, że od lat nie spędziłyśmy tak wspaniałych wakacji.
Dwie pozostałe natychmiast pokiwały głowami przytakując.
–  Bardzo  się  cieszę,  że  są  panie  zadowolone  –  z  uśmiechem  odparła 

Annie.

– Pan Parker doskonale uświetnił nam ten ostatni tydzień.
–  Chociaż  ja  mam  do  ciebie,  złotko,  żal  –  wtrąciła  Mildred  –  że  nie 

uprzedziłaś mnie o przyjeździe Catherine Parker. Pozwoliłaś mi spokojnie pójść 
na tenisa, kiedy ona tu była.

Annie zmieszała się.
– Przecież przyleciała dżetem, trudno było nie zauważyć.
– Widocznie tak pochłonęła mnie gra, że przeoczyłam ten fakt.
– Rozumiem – rzekła Annie, powstrzymując śmiech.
– Na pewno miło by się nam gawędziło... – rozmarzyła się.
– Ach, ona pewnie by cię nawet nie poznała – prychnęła Mabel.
– Przecież jesteśmy przyjaciółkami – upierała się Mildred.
Kłócąc się, obie zaczęły schodzić na dół. Mavis została w tyle za nimi.
– Nie dały mi dokończyć – powiedziała rozżalona. – Chciałam podkreślić, 

że pan Parker znacznie ożywił nasz pobyt tutaj.

– Wspaniale tańczył... – Annie starała się być towarzyska.
–  Ach,  kochanie,  to  nie  wszystko.  Jest  szalenie  przystojnym  i 

pociągającym  mężczyzną, naprawdę  masz  dużo  szczęścia, że  jesteś  jego  żoną. 
Zresztą trzeba przyznać, że i ty przez ostatni tydzień bardzo się zmieniłaś. Od 
dwóch lat nie widziałam cię tak szczęśliwej.

Annie  zarumieniła  się.  To  prawda,  że  czuła  się  szczęśliwa  jak  nigdy 

przedtem.

– Kiedy zamierzasz się przeprowadzić?
Znowu te dręczące pytania, w popłochu pomyślała Annie.
– Nie wiem jeszcze – odparła. – Ktoś musi się zająć hotelem, poza tym tu 

jest mój dom.

background image

– Nie możesz się tak przywiązywać do  jednego miejsca, przecież nawet 

nie  masz tu  rodziny... –  Wyjrzała  przez  okno. – Och, przepraszam cię  bardzo, 
ale  moje  siostry  chyba  chcą  pójść  na  spacer  beze  mnie,  muszę  je  dogonić  –
rzekła, chichocząc, i zbiegła ze schodów niczym nastolatka.

Annie weszła na piętro. Zapukała do drzwi Flynna. Zanim je otworzyła, 

ujrzała Vernona zmierzającego w jej stronę. Wyglądał nie najlepiej. Oczy miał 
przekrwione,  a  garnitur  cały  wymięty.  Chyba  zasnął  w  ubraniu,  przeszło  jej 
przez myśl. Na szczęście zaraz wyjedzie, pocieszyła się w duchu, i jeśli Flynn 
wykupi  jego  udział,  już  nigdy  więcej  nie  będzie  gnębiona  finansowymi 
problemami wujka.

– Wyglądasz na zadowoloną – rzekł Vernon, stając obok Annie. – No cóż, 

twoje kłopoty się skończyły. Twój mąż na pewno będzie w stanie zainwestować 
w to miejsce kupę pieniędzy. Jak to dobrze, że już nie będę musiał się martwić 
ani o ciebie, ani o hotel.

– Nigdy się nie martwiłeś – ucięła.
– Może i nie, ale jakie to było dla mnie upokarzające za każdym razem 

prosić  cię  o  pieniądze,  które  mi  się  słusznie  należały.  Zaraz  otrzymam  moją 
należność i...

–  Davidson,  jeśli  chcesz  rozmawiać  o  interesach,  to  może  wejdziesz  do 

środka, zamiast naprzykrzać się Annie. – W drzwiach pokoju pojawił się Flynn.

Annie  spojrzała  na  niego.  Patrzył  na  nią  ciepło.  Zdała  sobie  sprawę,  że 

stał  po  jej  stronie.  Już  nigdy  nie  będzie  sama,  pomyślała.  Nie  będzie  musiała 
sama podejmować wszystkich decyzji, bo obok niej stał człowiek, który będzie 
wszystko  z  nią  dzielił.  Czy  to  możliwe,  że  przyczyną  nieporozumień  między 
nimi był jej upór? Nie była już tą samą kobietą, która dwa lata temu wróciła z 
Seattle  i  odizolowała się  od  reszty świata.  Teraz  dopiero  zrozumiała,  że  przez 
minione  miesiące  jedynie  umacniała  swoją  twierdzę,  a  właściwie  więzienie, 
które sama sobie wybudowała. Flynn pomógł jej przejrzeć na oczy i zobaczyć, 
że jej życie wcale nie musiało się kończyć wraz ze śmiercią rodziców.

Vernon  i  Annie  weszli do  środka.  Flynn  wskazał  im  miejsce  po  drugiej 

stronie stołu, ale Annie podeszła do niego i stanęła obok, opierając rękę na jego 
ramieniu. Byli razem na dobre i złe. Chciała, żeby Flynn to odczuł. Uśmiechnął 
się do niej z wdzięcznością.

– Davidson, zdecydowałem się kupić twoją część posiadłości – oznajmił 

chłodnym i stanowczym tonem.

Vernon uśmiechnął się, triumfalnie spoglądając na Annie.
–  Za  ile?  –  spytał  wprost,  bez  owijania  w  bawełnę.  Annie  właśnie 

zastanawiała  się,  czy  wuj  będzie  się  targował  o  cenę,  kiedy  Flynn  spokojnie 
wymienił tak wysoką kwotę, że zaskoczyła ich oboje.

–  Flynn  –  szepnęła  Annie  –  przecież  to  za  dużo...  Spojrzał  na  nią 

karcącym wzrokiem i zwracając się do jej wuja, powiedział:

background image

– Stawiam jednak  warunek, który będzie częścią naszej umowy. Musisz 

się  pisemnie  zobowiązać,  że  już  nigdy  nie  będziesz  nękał  Annie  swoimi 
kłopotami finansowymi.

–  Przecież  może  się  tak  zdarzyć,  że  za  jakiś  czas  będę  potrzebował 

pieniędzy... A mając zamożną siostrzenicę... – Wuj wyraźnie próbował uchylić 
się od tego warunku umowy.

Flynn skrzyżował ręce.
– Bez takiego zobowiązania nie podpiszemy żadnej umowy – powiedział 

stanowczo.

Vernon patrzył raz na niego, raz na Annie.
–  W  porządku,  przyjmuję  ten  warunek  –  zdecydował  po  namyśle.  –

Odetchnę, kiedy przestanę mieć cokolwiek wspólnego z tą przeklętą wyspą.

–  Doskonale.  Mój  prawnik  skontaktuje  się  z  tobą  jak  najszybciej  i 

sfinalizujecie transakcję.

–  Dobrze,  o  to  mi  właśnie  chodziło.  –  Zwrócił  się  do  Annie:  –  Czy 

możesz poprosić Carlosa albo Martina, żeby podrzucili mnie do Santa Barbara?
Mam tam sprawy do załatwienia.

–  Jasne,  Vernon.  Carlos  się  tam  dzisiaj  wybiera.  Zadzwonię  na  dół  do 

Jamesa i poproszę, żeby na ciebie zaczekał.

– Zrobię to – wtrącił Flynn i podszedł do telefonu.
–  Doskonale. No tak... –  westchnął Vernon. Annie wyciągnęła  do niego 

rękę.

– Wiem, że nigdy nie byłeś przywiązany do tego miejsca. Ale pamiętaj, 

że  kiedykolwiek  będziesz  miał  ochotę  tu  przyjechać,  zawsze  będziesz  tu  mile 
witany. W końcu jest to również twój dom.

Vernon wydawał się być zaskoczony jej słowami.
–  Tak,  może  któregoś  dnia,  Annie.  Zapewniam  cię,  że  już  nie  będę 

dzwonił w sprawie pieniędzy. Jestem teraz bogaty i starczy mi do końca moich 
dni.

Wyszedł  z  pokoju.  Jedna  sprawa  została  zakończona,  pomyślała  Annie. 

Teraz mogła się skupić na sprawach jej i Flynna, na ich wspólnym życiu.

– Dlaczego zapłaciłeś mu więcej niż wart jest jego udział?
Flynn uniósł brwi.
–  Żeby  ci  raz  na  zawsze  dał  święty  spokój.  Żeby  nam  dał  spokój  –

poprawił się.

–  Czy  nie  zdajesz  sobie  sprawy,  że  on  wyda  te  pieniądze  w  przeciągu 

jednego roku?

– A może i wcześniej.
– A potem co? – spytała.
– Najprawdopodobniej przyjedzie do nas i poprosi o więcej.
– I wtedy? Uśmiechnął się tajemniczo.

background image

– Wtedy go zatrudnię i będzie musiał zarabiać na siebie pracą. Na pewno 

już nigdy więcej nie dostanie pieniędzy za nic.

–  Tak...  to  najlepszy  sposób  –  powiedziała  z  wahaniem.  –  Ale  on  jest 

moim jedynym żyjącym krewnym i...

– Nie możesz być za niego wiecznie odpowiedzialna, Annie. Musi kiedyś 

to zrozumieć. Poza tym, może i jest twoim jedynym krewnym, ale na pewno nie 
jedynym bliskim ci  człowiekiem. Bo przecież jest jeszcze Mary i  James, moja 
matka i Brenna, no i masz mnie, Annie.

– Wiem – odparła wzruszona.
– Annie, tak bym chciał, żebyś mi ufała, naprawdę nigdy nie chciałem cię 

zawieść.  Nie  mówiłem  ci  wcześniej  o  propozycji  Vernona,  bo  wtedy  od 
początku nie chciałabyś ze mną rozmawiać.

–  Masz  rację  –  uśmiechnęła  się.  –  Postępowałeś  tak,  aby  było  jak 

najlepiej... i to dla nas obojga.

– Cieszę się, że to rozumiesz.
– Zrozumiałam coś jeszcze – dodała śmiejąc się. – Podejrzewam, że teraz 

oddasz mi część Vernona i tylko moje nazwisko będzie figurować w papierach.

– Jak na to wpadłaś?
Spojrzała na niego zalotnie i żartobliwie powiedziała:
–  No  cóż,  jeśli  się  jest  tak  długo  żoną  jak  ja,  to  chyba  można 

wystarczająco dobrze poznać swojego męża, mimo że pamięta się tylko ostatni 
tydzień małżeństwa. Przepraszam cię bardzo za wczorajsze zachowanie, byłam 
taka przygnębiona i reagowałam egoistycznie.

– Nie. To chyba też moja wina. – Zastanowił się przez chwilę. – Brenna 

zawsze  mi  powtarza,  że  jeśli  ja  uważam  coś  za  słuszne,  to  nigdy  nie 
zastanawiam się, czy tak samo uważa osoba zainteresowana.

– To prawda – przyznała Annie.
–  Kochanie...  Nie  sądzę,  żebym  się  zmienił.  Obawiam  się,  że  już  taki 

pozostanę do końca życia – uprzedził lojalnie.

–  Wcale  nie  chcę,  abyś  się  zmieniał.  Kocham  cię  takiego,  jaki  jesteś. 

Przez  swoje  zdecydowanie  pomogłeś  mi  pokonać  moje  lęki,  wiele  się 
nauczyłam i zrozumiałam przez ten ostatni tydzień. – Objęła go. – Powinnam ci 
za  to  wszystko  podziękować.  –  Pocałowali  się.  Tak  bardzo  go  kochała  i 
naprawdę zapragnęła spędzić z nim resztę swojego życia.

–  Annie,  błagam,  zostań  ze  mną. Nie  zniósłbym ponownego  rozstania z 

tobą.  Tak  wtedy  to  przeżyłem,  że  za  nic  nie  chciałbym  przechodzić  przez  ten 
koszmar  po  raz  drugi.  Oglądałem  się  i  biegłem  za  każdą  kobietą,  która 
wydawała mi się podobna do ciebie. Zachowywałem się jak wariat. Ale zawsze 
wierzyłem, że któregoś dnia  cię odnajdę. Pokochałem cię  od pierwszej chwili, 
kiedy się spotkaliśmy i nigdy nie przestałem cię kochać. – Zamilkł na moment, 
jakby  się  nad  czymś  zastanawiał.  Po  chwili  znowu  zaczął  mówić:  –  Pytałaś, 

background image

dlaczego nie wniosłem pozwu o rozwód. Właśnie dlatego, że nie umiałem sobie 
poradzić  z  uczuciem  do  ciebie.  Jak  mogłem  myśleć  o  rozwodzie,  nadal  cię 
kochając?  Nie  rozumiałem,  co  się  stało.  Co  ja  takiego  ci  zrobiłem,  że  mnie 
opuściłaś...  Dlaczego  tyle  czasu  nie  odzywasz  się  ani  słowem...  Wyobrażałem 
sobie  najgorsze  rzeczy,  a  jednocześnie  pocieszałem  się,  że  wrócisz  do  mnie... 
Nigdy  nie  wpadłem  na  to,  że  mogłaś po  prostu  być  chora...  że  to  taki  dziwny 
przypadek amnezji...

– Chyba musisz mi o tym czasami przypominać... Jakoś ciągle nie dociera 

to  do  mnie  –  powiedziała,  gładząc  go  po  policzku.  –  Mam  wrażenie,  że 
poznałam  cię  tydzień  temu  i  od  razu  zakochałam  się  w  tobie...  Wiesz,  taka 
miłość od pierwszego wejrzenia...

– A ja kochałem cię dwa lata temu i dziś kocham, Annie, i zawsze będę 

cię kochał.

– Ja też kocham ciebie, Flynn. I przyrzekam, że już nigdy nie zapomnę, że 

cię kocham – roześmiała się cichutko, ale zaraz już poważnym tonem dodała: –
Jestem gotowa wyjechać z tobą do San Francisco w każdej chwili.

–  Chyba  naprawdę  mnie  kochasz,  skoro  zdolna  jesteś  do  takiej  decyzji. 

Ale nie zamierzam cię prosić, żebyś opuszczała wyspę na zawsze.

– Co chcesz przez to powiedzieć?
–  Zamierzam  przenieść  moje  biuro  do  Santa  Barbara.  Wtedy  będziemy 

mogli mieszkać tutaj. Będę dojeżdżał.

–  Och,  jak  cudownie!  –  Z  radością  klasnęła  w  dłonie,  ale  za  moment 

posmutniała,  pytając  z  lękiem:  –  Czy  będziesz  musiał  codziennie  latać 
samolotem?

– Oczywiście. Jak myślisz, czy będziesz potrafiła to znieść?
– Spróbuję... Przekonywałeś mnie, że jestem w stanie pokonać ten lęk. –

Pocałowała  go  czule.  –  Flynn,  nie  ma  na  co  czekać,  trzeba  jak  najszybciej 
załatwić tę sprawę. Czy będziesz mi towarzyszył?

– Gdzie?
– Chcę się wybrać na wschodnie wybrzeże wyspy.
– Jesteś pewna, że już teraz?
Skinęła  twierdząco  głową.  Objął  ją  i  wyszli.  Annie  kurczowo  trzymała 

Flynna  za  rękę.  Bała  się,  ale  wiedziała,  że  musi  dać  sobie  z  tym  radę.  Kiedy 
doszli  do  miejsca  wypadku,  zdziwiła  się,  że  nie  ma  żadnych  śladów  po 
katastrofie.

– Jak to możliwe? A gdzie jest wrak samolotu?
– Rozmawiałem z Jamesem. Opowiedział mi, że w jakiś czas po wypadku 

Mary  i  on  kazali  usunąć  z  wyspy  wszystkie  szczątki  samolotu.  Zrobili  to  dla 
ciebie, bo wiedzieli, że obawiasz się tego widoku.

– Tak, nie mogłabym na to patrzeć... Ciągle bałam się – rzekła smutnym 

głosem. –  Chciałam zapomnieć... Stąd pewnie ta  moja choroba. Amnezja była 

background image

samoobroną mojej psychiki.

– Pomyślałem, że może zgodziłabyś się, żeby w jakiś sposób upamiętnić 

to miejsce?

– Ale jak? Masz jakiś konkretny pomysł?
–  Na  przykład  moglibyśmy  wybudować  tu  kaplicę.  Wyobrażasz  sobie, 

jakie romantyczne śluby można by tu urządzać?

Pomysł wydał jej się bardzo interesujący.
–  Moglibyśmy  tu  ponownie  się  pobrać...  Chciałbym,  żebyś  tym  razem 

zapamiętała swój ślub do końca życia.

– Byłoby cudownie, Flynn.
–  Cała  przyjemność  po  mojej  stronie,  pani  Parker  –  powiedział 

żartobliwie i przytulił ją, całując w czubek nosa.

Uczucie szczęścia wypełniało ich serca.
Annie spojrzała na Flynna poważnym wzrokiem.
–  No,  to  do  roboty,  mój  mężu.  Jeśli  mamy  przenieść  twoje  biuro, 

wybudować kaplicę i doprowadzić do porządnego stanu tutejszy hotel, to chyba 
musimy zacząć od zaraz.

– Też tak myślę.
Śmiejąc się, ruszyli w stronę samochodu.