background image
background image

LEANNE BANKS 

Niegrzeczna 

narzeczona 

background image

PROLOG 

Dziewięcioletnia Maddie Palmer opuściła igłę na 

płytę i szybko wdrapała się na wysoki, barowy stołek. 

- Raz, dwa, trzy, cztery! - wykrzyknęła, wtórując 

śpiewającemu zespołowi. 

Jej przyjaciółki, Emily i Jenna Jean, też wskoczyły 

na stołki i śpiewały razem z nią. Ponieważ tego dnia 

padało, Maddie uprosiła nianię, by pozwoliła im się 

bawić w suterenie. 

Było cudownie, mogły bowiem puszczać muzykę 

na cały regulator. Maddie nałożyła na głowę tiarę 

Emily, złapała rakietkę do kometki i udawała, że gra 

na gitarze. 

Kiedy melodia się skończyła, Maddie zeskoczyła 

ze stołka i podbiegła do adapteru. 

- Spróbujmy jeszcze raz! - krzyknęła, przytrzy­

mując tiarę. - Jak będziemy dobre, zagramy na pra­

wdziwej scenie i ludzie będą nam płacić. 

Wystrojona w różowy fartuszek Emily z powątpie­

waniem spojrzała na swoją rakietkę. 

- No, nie wiem, Maddie. Chyba nie jestem najlep­

szą gwiazdą rocka. 

background image

6 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Jenna Jean uderzyła pięścią w swoją rakietę. 

- Wątpię, by ktokolwiek chciał nam zapłacić 

choćby centa. No i być może będziemy musiały na-

karmić tych, którzy jednak przyjdą. A te wstrętne 

chłopaki na pewno będą się z nas nabijać. Zresztą 

rakiety bardziej przypominają banjo niż elektryczne 

gitary - dodała, spoglądając na Maddie. 

- Dobrze, możemy dać im mus owocowy i herbat­

niki - zgodziła się Maddie. Komentarz o rakietach 

zignorowała, bo w tej sprawie nie potrafiła wymyślić 

niczego sensownego. 

Bardziej martwiła się swoim głosem. Panicznie 

się bała, że w uszach innych zabrzmi on tak samo 

źle, jak w jej własnych. Nie miała jednak odwagi py-

tac się przyjaciółek o zdanie, więc by zagłuszyć 

wszelkie wątpliwości, śpiewała tak głośno, jak tylko 

umiała. 

- Naprawdę chcesz zostać gwiazdą rocka? Moja 

mama twierdzi, że oni się w ogóle nie myją. - Emily 

na samą myśl aż zadrżała. 

- Davey Rogers się myje. Wiem, co mówię, bo 

jestem członkiem jego fan klubu - oznajmiła z dumą 

Maddie. Uważała Emily za dzieciucha, ale lubiła ją. 

Była bardzo sympatyczna, a poza tym pozwalała jej 

nosić swoją tiarę. - Zresztą wcale nie muszę być 

gwiazdą rocka. Po prostu chcę być bogata i zwiedzać 

ciekawe miejsca. Mieć mnóstwo przygód - przyznała 

i nagle przypomniała sobie swoje największe marze-

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

nie. fel żeby już nikt nigdy nie zamykał mnie za karę 

domu. 

- Gdyby moja mama była taka sama jak twoja, 

ehybabym zwariowała - powiedziała Jenna Jean. -

Co kilka dni masz karę i nie wolno ci wychodzić 

z ogródka. Ale ty chyba rzeczywiście na to zasłu­

gujesz. 

Maddie zmarszczyła brwi. Czasami zastanawiała 

się, co z nią jest nie tak. Żadna z jej przyjaciółek nie 

była tak często karana. 

- Przecież ja nic takiego strasznego nie robię -

pożaliła się, patrząc na podskakującą na stołku Jennę 

Jean. Choć wiedziała, że mama nie pochwalała ta­

kich zabaw, nie ośmieliła się zwrócić przyjaciółce 

uwagi. 

- Masz rację, ale wiesz, na czym polega twój 

problem? 

- No? 

- Że zawsze dajesz się złapać. 

No, tak. Jenna Jean, starsza od niej o rok, była 

bardzo sprytna. Z matematyki dostawała same piątki, 

podczas gdy Maddie z trudem zdobywała nędzne 

trójczyny. 

- Chyba o to chodzi - przyznała. - A może ja po 

prostu jestem zła? 

Miała już dość tej rozmowy. Wsparła się pod boki 

i zaproponowała dalszą zabawę. 

- Wiecie co? Dopóki jesteśmy same, poćwiczmy 

background image

8 NIEGIUSBCZNA NARZECZONA 

tę piosenkę jeszcze raz. Udawajmy, że występujemy 

w najlepszej sali koncertowej w mieście. 

Znów włączyła płytę i wskoczyła na stołek. Chwy­

ciła rakietę i już otwierała usta, żeby zacząć śpiewać, 

kiedy w drzwiach stanęła jej mama. 

Maddie zesztywniała. 

Kątem oka zauważyła, jak Jenna Jean i Emily 

szybko zsuwają się ze stołków. Ona jednak nie była 

w stanie się poruszyć. 

Znów została przyłapana. 

- Moja droga - zwróciła się do niej matka, a ten 

wstęp zawsze zwiastował znienawidzoną karę. - Co 

ty robisz na tym stołku? Mówiłam ci setki razy, żebyś 

na niego nie wchodziła. A co by było, gdyby tobie 

albo twoim przyjaciółkom coś się stało? 

Pani Palmer pogroziła córce palcem i dalej ciągnę­

ła swoją przemowę. 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

Maddie wyglądała przez okno swego auta. Ze 

wszystkich stron rozciągał się ten sam widok. Samo­

chody. Stojące samochody. 

Stała w korku na autostradzie numer 81. 

Znowu została złapana. 

Takie rzeczy w Roanoke w stanie Wirginia nigdy 

się nie zdarzały. Okolica była zbyt słabo zaludniona. 

Jednak tym razem, jak mówiły radiowe komunikaty, 

gdzieś na środkowym pasie autostrady pojawiła się 

dziura i stąd te zatory. Opóźnienia mogą sięgać nawet 

dwóch godzin. 

Wszystko byłoby w porządku, gdyby poruszała się 

prawym pasem, bo wtedy mogłaby zjechać gdzieś 

w bok. Ona jednak była właśnie na pasie środkowym. 

Nie, nie spieszyła się do swojej pracy w biurze 

podróży. Wzięła wolny dzień. 

Nie była też umówiona na kolację. Od prawie dzie­

więciu miesięcy z nikim się nie umawiała. 

Jej problemem były rytmiczne skurcze w krzyżu 

i dole brzucha. Jeszcze nie ból, ale niewiele brakowa­

ło. Co pięć minut. I nie było to coś, co mogło za 

background image

10 

chwilę minąć. Maddie po prostu zaczynała rodzić. 

W środku jedynego korka w historii Roanoke. W de­

szczu. Bez telefonu komórkowego. 

W brzuchu jej burczało, więc po raz setny pożało­

wała, że nie ma przy sobie choćby herbatników. Kie­

dy poczuła kolejny skurcz, zastosowała odpowiednie 

oddychanie. Wyobraziła sobie Hawaje, cudowną wo­

dę, palmy, tęcze. Gdyby była na Hawajach, na pewno 

sączyłaby jakiegoś drinka. Ależ by jej to dobrze zro­

biło. 

Zaczynał ją ogarniać strach. Wcale nie miała ocho­

ty urodzić swego dziecka na środku autostrady. Włą­

czyła wycieraczki i wypatrywała policyjnego radio­

wozu. Po raz pierwszy w życiu widok policjanta 

szczerze by ją ucieszył. Nic z tego! 

Powoli wpadała w rozpacz. Może powinna wy­

siąść i pójść piechotą. Przypomniała sobie jednak, że 

instruktorka ze szkoły rodzenia mówiła, iż chodzenie 

przyspiesza poród. Co będzie, jeśli nie znajdzie niko­

go, kto mógłby ją podwieźć do szpitala? 

Przez zalaną deszczem szybę dojrzała furgonetkę 

z przykrytym folią motocyklem na skrzyni. Natych­

miast wpadł jej do głowy szalony pomysł. Ale czy 

naprawdę bardziej szalony niż samotny poród we 

własnym aucie? 

Z trudem wysiadła z samochodu i w strugach de­

szczu, prawie po omacku, dotarła do okna furgonetki. 

Zapukała w zamgloną szybę. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 11 

Siedzący za kierownicą mężczyzna spojrzał w jej 

strone. Maddie uśmiechnęła się. 

Nie odwzajemnił jej uśmiechu. 

Maddie westchnęła i gestem poprosiła, by opuścił 

szybę. 

-Tak? - spytał głosem, który przyprawił ją 

O drżenie. Jego radio grało heavy metal. Wydawało 

jej się, że mężczyzna nie jest sam, ale w ciemnościach 

nie była tego pewna. 

Choć siedział, widać było, że jest potężny i groźny. 

Jego oczy były stalowoszare, twarz kwadratowa, 

o ostrych rysach. Jenna Jean, jej najbliższa przyja­

ciółka, zawsze mówiła, że Maddie zbyt pochopnie 

wyrabia sobie opinię o ludziach, ale ten akurat męż­

czyzna naprawdę nie wyglądał na łagodnego. I chyba 

nie miał też poczucia humoru. W innej sytuacji na 

pewno obróciłaby się na pięcie i wróciła do swego 

auta. Teraz jednak, bardziej niż poczucie humoru tego 

człowieka, potrzebny jej był jego motocykl. 

- Chcia... Oj! - Kiedy poczuła kolejny skurcz, 

zamilkła na moment. - Chwileczkę - szepnęła. 

Wdech. Wydech. Wdech. 

- Co się, do... - Mężczyzna był wyraźnie zanie­

pokojony. 

Maddie udało się jakoś zebrać w garść. 

- Czy ten motor, który ma pan na skrzyni, jest na 

chodzie? 

background image

12 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Tak, ale... 

- Wiem, że to głupia prośba. - Mówiła najszyb-

ciej, jak mogła, czuła bowiem zbliżający się kolejny i 

skurcz. - Ale właśnie rodzę i muszę dostać się do 

szpitala, zanim... 

Poczuła spływające po nogach ciepło. Zerknęła na 

swoje zmoczone tenisówki. 

- O cholera! 

- Co cholera? 

- Wody mi odeszły - powiedziała i spojrzała nie­

znajomemu prosto w oczy. 

Właściwie nie wyglądał tak źle. Kiedy indziej, bez 

tego brzucha, mogłaby się nim zainteresować. Nie! 

Co za myśli! W takiej sytuacji? 

- Czy mogłabym pożyczyć pana motor? 

Ktoś siedzący wewnątrz furgonetki ściszył radio. 

- Tato, kto to? No tak, ta pani jest w ciąży - sko­

mentował też męski, choć zdecydowanie młodszy 

głos. 

Nie reagując na pytania syna, mężczyzna błyska­

wicznie wysiadł z auta i groźnie spojrzał na Maddie. 

- Czy na pewno dobrze panią zrozumiałem? Chce 

pani, żebym zawiózł panią na motorze do szpitala? 

Maddie skinęła głową i obronnym gestem zasłoni­

ła brzuch. 

- Raczej nie mam wyboru. Nie chcę urodzić na 

środku autostrady. 

Przestraszyła się, kiedy mężczyzna nie od razu 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 13 

zareagował na jej słowa. Co będzie, jeśli on nie ze­

chce jej pomóc? 

- Niech pan posłucha. Nie mam wiele, ale oddam 

panu wszystko. 

Mężczyzna pokręcił głową. 

- Pracuję w biurze podróży - ciągnęła zdespero­

wana Maddie. - Mogłabym panu załatwić darmową 

wycieczkę. Umiem też gotować. Będę panu przez rok 

raz w tygodniu gotować kolację, jeśli tylko... 

Kolejny skurcz kazał jej przerwać tyradę. Zgięła 

się wpół i usłyszała, że mężczyzna wydaje synowi 

jakieś polecenia. Kiedy ból minął, motor stał już 

na jezdni, a za kierownicą półcięzarówki siedział 

chłopak. 

- Proszę pani - zaczął niepewnym głosem męż­

czyzna. 

- Jestem Maddie Palmer. Proszę mi mówić Maddie. 

Wyciągnęła ku niemu rękę, która natychmiast Uto­

nęła w jego ogromnej dłoni. 

- Joshua Blackwell. Po prostu Joshua. Dasz radę 

wsiąść? - spytał z wyraźną troską. 

- Tak, oczywiście. Dziękuję. 

- Dziękować będziesz dopiero w szpitalu - mruk­

nął, włożył jej na głowę kask i wsiadł na motor. 

Maddie z niepokojem spojrzała na motocykl. Ten, 

kto go projektował, na pewno nie myślał o ciężarnych 

kobietach. Jakoś jednak udało jej się wsiąść. I nawet 

objąć Joshuę w pasie. 

background image

14 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Siedzisz? 

- Tak - szepnęła, walcząc z kolejnym skurczem. 

- Co ile masz te bóle? 

- Niecałe cztery minuty - wyjąkała. 

- Kapitalnie! Najważniejsze, żebyś mocno się 

mnie trzymała. Będę jechał najszybciej, jak się da. 

Kiedy znów poczujesz skurcz, ściśnij mnie, kopnij 

albo krzyknij. W każdym razie jakoś daj mi znać. 

Jej opinia o tym mężczyźnie była coraz lepsza. Był 

silny. Praktyczny. A przede wszystkim chciał jej po­

móc. 

- Dobra. 

- No to ruszamy. 

Do szpitala dojechali w siedemnaście minut i trzy­

dzieści dwie sekundy. Joshua przez cały czas liczył 

czas. Dla Maddie było to chyba najgorsze siedemna­

ście minut życia. Blada i spocona, kilka razy omal nie 

spadła z motoru. Sanitariusze z izby przyjęć natych­

miast posadzili ją na wózku i szybko zawieźli na po­

rodówkę. Joshui kazali iść za sobą. 

Zazwyczaj nie dawał sobą dyrygować, tym razem 

jednak posłusznie pomaszerował za nimi. Umył się, 

włożył sterylny fartuch i wszedł do sali porodowej. 

- Cześć - powitała go z ulgą Maddie. - Okazało 

się, że mój położnik nie zdąży na czas. 

-A twój mąż? 

- Nie mam męża - odparła i spuściła wzrok. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 15 

Joshua spojrzał na nią uważnie. Blada, w brzydkiej, 

Szpitalnej koszuli, wyglądała bardzo młodo. Nawet 

z tym ogromnym brzuchem była drobna i delikatna. 

Miała spory biust i zgrabne nogi. Ze zdziwieniem po­

czuł, że powinien, że chce się nią opiekować. 

- Nie musisz ze mną zostawać - powiedziała. 

Kiedy kolejny skurcz wykrzywił bólem jej twarz, 

Joshua zaklął pod nosem. Maddie zamknęła oczy 

oddychała głęboko. 

- Muszę przeć. Biegnij po sio... Nie! -Powstrzy­

mała go w ostatniej chwili. - Zostań. 

Joshua mocno uścisnął wyciągniętą ku niemu rękę. 

- Oddychaj - poradził, przypominając sobie naro­

dziny swojego syna. Choć od tamtej pory minęło 

szesnaście lat, coś jeszcze pamiętał. - Oddychaj. 

I, o dziwo, Maddie kilka razy głęboko odetchnęła. 

Gdy ból minął, próbował puścić jej dłoń, ale Maddie 

mu na to nie pozwoliła. Patrzyła na niego rozszerzo­

nymi ze strachu oczami. 

Joshua miał wrażenie, że jego serce zalewa fala 

dziwnego, dawno zapomnianego ciepła. 

- Za moment wracam. Naprawdę. 

Dostrzegł w spojrzeniu Maddie, że mu uwierzyła. 

I zaufała. Nie chciał teraz się nad tym zastanawiać. 

W tej chwili najważniejsze było dziecko. 

Tak jak obiecał, za chwilę był znów przy niej. 

Zjawiła się też pielęgniarka. Zbadała Maddie, a po­

tem wszystko potoczyło się błyskawicznie. 

background image

16 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Niech pani teraz nie prze, bo dziecko rozerwie 

pani krocze. Poszukam lekarza. 

- Czemu go tu jeszcze nie ma? - oburzyła się 

Maddie. - Założę się, że pije kawę i zajada się pącz-

kami. Na mężczyzn nigdy nie można liczyć. 

Mówiła bardziej do siebie niż do kogokolwiek. 

Kiedy chwycił ją kolejny skurcz, skrzywiła się i za-

częła przeklinać całą ludzkość. 

- Kto by pomyślą , że jedna mała dziurka w pre-

zerwatywie... - Zamilkła na moment i pociągnęła 

nosem. - Że będzie z tego tyle bólu - dokończyła 

szybko. Nie, nie wolno o tym myśleć. Wyobraź sobie 

coś przyjemnego. Morze, słońce, plaża. Gdzie jest ten 

cholerny lekarz?! 

Joshua ujął ją za rękę i nie puścił nawet wtedy, 

kiedy Maddie wbiła się paznokciami w jego dłoń. 

Wreszcie zjawił się lekarz i po dwudziestu trzech 

minutach na świat przyszedł duży, zdrowy chłopiec. 

Pielęgniarka od razu położyła go na piersi Maddie. 

- Jesteś piękny - wyjąkała młoda mama. - Pięk-

ny. Ale się spieszyłeś. 

Chwila była tak intymna, że Joshua uznał, iż po-

winien wyjść. Maddie od razu to wyczuła. 

- Piękny, prawda? - szepnęła i uśmiechnęła się do 

niego przez łzy. 

Joshua spojrzał na dziecko i też spróbował się 

uśmiechnąć. 

- Rzeczywiście jest interesujący - przyznał. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 17 

- Chcesz go potrzymać? 

Zaskoczony Joshua wahał się. 

- Nie bój się. - Maddie wyciągnęła w jego stronę 

zawiniątko. 

Ostrożnie wziął niemowlę w ramiona. Było takie 

maleńkie i kruche, a równocześnie tak pełne życia. 

Patrzył na tę wymachującą piąstkami ludzką istotkę 

J myślał o Patricku. Bardzo starał się zastąpić mu nie­

obecną matkę, ale przez te długie lata coś w nim 

paarło. Wiedział, że syn potrzebuje od niego czegoś, 

(gego on nie jest w stanie mu dać. Uczucie, jakie go 

teraz ogarnęło, było tak zaskakujące, że nie bardzo 

wiedział, co zrobić. 

Nagle do sali weszła pielęgniarka. 

- Pani Palmer, osoby, które kazała pani zawiado­

mić, właśnie przyszły i bardzo chcą panią zobaczyć. 

Pan Benjamin Palmer... 

- Mój brat - dokończyła Maddie. - A ta druga 

osoba to na pewno Jenna Jean. 

- Pani Jenna Anderson - potwierdziła pielęg­

niarka. 

- Proszę im powiedzieć, że przyjmę ich za kilka 

minut  i . . . - W oczach Maddie pojawiły się figlarne 

iskierki. - Niech im pani powie, że urodziłam pięcio-

raczki. 

Siostra ze zdumieniem spojrzała na niemowlę 

w ramionach Joshui. 

- Słucham? 

background image

18 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Tak tylko żartowałam - odparła Maddie. - Zgo­

dzili się zostać chrzestnymi. - Młoda matka parsknęła 

śmiechem i czule popatrzyła na Joshuę i maleństwo. 

- Założę się, że wstając dziś rano, nie miałeś pojęcia, 

że wyciągniesz jakąś ciężarną ze środka korka i w do­

datku będziesz towarzyszył przy narodzinach nowego 

obywatela. 

- Rzeczywiście - odparł Joshua. Miał wrażenie, 

że w małym palcu Maddie jest więcej życia niż w ca­

łym jego ciele. Poczuł lekkie ukłucie zazdrości  i . . . 

coś jeszcze. Coś nowego i niepokojącego. 

- Proszę - mruknął i oddał jej synka. 

Gestem dłoni kazała mu się nachylić. 

Kiedy to zrobił, najzwyczajniej w świecie pocało­

wała go prawie w same usta. 

- Dziękuję. Zachowałeś się jak prawdziwy bo­

hater. 

Zaskoczony Joshua przez chwilę patrzył w jej 

oczy, potem gwałtownie zamrugał powiekami i od­

chrząknął. 

- Nie ma sprawy - bąknął. - Muszę już iść. Uwa­

żaj na małego. I na siebie też. 

Czuł, że tymi słowami żegna Maddie Palmer na 

zawsze. 

Joshui od lat nic się nie śniło, więc nie przypusz­

czał, by tej nocy miało być inaczej. Leżąc w łóżku, 

wsłuchiwał się w ciszę swego domu. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

19 

Myślał o czekających go nazajutrz obowiązkach. 

I o Patricku, od którego z każdym dniem coraz bar-

dziej się oddalał. 

Nie, nie marzył o niczym. Po prostu od śmierci 

Gail żył z dnia na dzień. W życiu samotnego ojca jest 

miejsce wyłącznie na pracę i obowiązki. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

Wczesnym wieczorem w domu Blackwella na ran-

czu panowała cisza. Słychać było tylko szelest gazety 

przerzucanej przez Joshuę, skrzypienie pióra odrabia­

jącego lekcje Patricka i głośny oddech leżącego przy 

drzwiach owczarka niemieckiego, Majora. 

Joshua przywykł do ciszy. Gdyby pozwolił sobie 

na chwilę zastanowienia, uczucie, jakie się z nią wią­

zało, nazwałby pustką. Ale był człowiekiem bardzo 

zajętym, miał liczne obowiązki związane z zarządza­

niem stadniną i opieką nad nastoletnim synem. Nie 

starczało mu czasu na rozmyślania o tym, co powi­

nien zmienić w swoim życiu. 

W zamyśleniu podniósł oczy znad gazety i spojrzał 

na Patricka. Był pewien, że syn uważa go za mężczy­

znę surowego, bez poczucia humoru, zimnego. Czyż­

by rzeczywiście taki był? 

Ze wzruszeniem ramion odrzucił te bezproduktyw­

ne myśli i wrócił do czytania. Zlekceważył powię­

kszający się między nim a synem dystans. Jednak 

cisza, wszechobecna i dręcząca, pozostała. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

21 

Leżący przy drzwiach Major warknął zaniepoko­

jony. 

- Leżeć - nakazał psu Joshua. 

Pies posłuchał go, ale tylko na kilka sekund. Potem 

podniósł się i znów warknął. Patrick przerwał pisanie. 

- O co mu chodzi? 

Joshua wzruszył ramionami i wstał, by wypu-

ścić psa. Kiedy tylko otworzył drzwi, usłyszał stłu­

miony odgłos silnika. W ciemnościach dojrzał zbliża­

jący się ku domowi samochód, który wydał mu się 

znajomy. 

Kiedy auto zaparkowało na podjeździe, ktoś otwo­

rzył drzwiczki i do wściekłego jazgotu Majora dołą­

czył się niemowlęcy płacz. 

- Co...? - zaczął Patrick, który też wyszedł 

sprawdzić, co się dzieje. 

Obaj Blackwellowie patrzyli ze zdumieniem, jak 

Maddie Palmer wsadza synka do nosidełka, bierze 

w ręce dwa koszyki i omijając Majora, wchodzi po 

schodkach. 

- Cześć - powitała ich wesoło. - Pamiętasz mnie? 

- zwróciła się do Joshui. - Sześć tygodni temu pod­

wiozłeś mnie do szpitala i asystowałeś przy porodzie 

mojego synka. Obiecałam, że przez rok raz w tygo­

dniu będę cię karmić, staram się więc dotrzymać 

obietnicy. Właśnie przywiozłam pierwszy posiłek. 

- Co takiego? - Joshua wpatrywał się w nią z nie­

dowierzaniem. Jak mogła myśleć, że o niej zapo-

background image

22 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

mniał? Nie co dzień podwoził do szpitala rodzące 

kobiety. 

- Jedzenie - rzekł wyraźnie uradowany Patrick. 

- Przywiozła ci jedzenie, tato. 

- Wcale nie musiała. 

- Ale przywiozłam. - Maddie wzruszyła ramionami. 

Kiedy mały zaczął płakać, Joshua i Patrick wzięli 

koszyki. 

- Naprawdę nie musiałaś... - zaczął znów Joshua. 

- O kurczę, jest nawet pasztet! - wrzasnął Patrick, 

jakby od lat nic nie jadł. 

- Wejdź - rzekł pospiesznie Joshua, bo dziecko 

płakało coraz głośniej. 

- Nie miałam pojęcia, że tak długo będę musiała 

cię szukać - mówiła Maddie, idąc za Joshua w stronę 

kanapy. - Potem jeszcze się zgubiłam i musiałam 

spytać jednego z twoich sąsiadów o drogę. Pana 

Crocketta. Niezbyt sympatyczny, prawda? 

- Podjechałaś do domu Otisa Crocketta? - Patrick 

z trudem oderwał się od jedzenia. - Przywitał cię 

strzelbą? 

- Nie wycelował jej we mnie - odparła Maddie, 

wyjmując synka z nosidełka. - Ale przez cały czas 

miał ją na ramieniu. I nie był szczególnie uprzejmy. 

Powiedziałam mu, że nie podoba mi się jego zacho­

wanie. 

- Nigdy więcej tego nie rób. - Joshua był szczerze 

zaniepokojony. - Crockett był już w więzieniu za... 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

23 

Zamilkł, bo zauważył, że Maddie wyciąga koszulę 

ze spodni. 

Ją z kolei powstrzymała jego mina. 

-

 Zajączek już dawno powinien być nakarmiony 

wyjaśniła. - Jesteś dorosły, więc to dla ciebie na 

pewno nic nowego, ale... 

- Do kuchni, Patrick! - rozkazał Joshua. 

- Tato, przecież to coś zupełnie normalnego - pró­

bował protestować chłopak. 

- Mnie nie nabierzesz. Ja też kiedyś miałem szes­

naście lat. 

Joshua zaklął pod nosem i kazał synowi usiąść ty­

lem do karmiącej Maddie. 

Zaczynał rozumieć, czemu większości huraganów 

nadaje się żeńskie imiona. Maddie zaledwie przed 

dwiema minutami zjawiła się w jego domu, a już 

przewróciła go do góry nogami. 

Wyjął z koszyków naczynia i podał synowi jedze­

nie. W pokoju panowała cisza, co oznaczało, że Za­

jączek je, a piersi Maddie są nagie. No i co z tego! 

Przecież, jak zauważył Patrick, to coś zupełnie natu­

ralnego. Tyle tylko, że już tak dawno w jego domu 

nie było kobiety, w dodatku z obnażonym biustem. 

Joshua odsunął od siebie obraz półnagiej Maddie 

i skoncentrował się na jedzeniu. Było zdecydowanie 

lepsze niż jajecznica, którą zaplanował na kolację. 

- Pycha! - mruknął Patrick, sięgając po kolejny 

kawałek pieczonego kurczaka. 

background image

24 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

-To się ciesz. Nieprędko znów zjesz coś takiego 

- zauważył chłodno Joshua. 

- Za tydzień - odezwała się za jego plecami 

Maddie. 

Joshua odwrócił się i uniósł brwi. Zdążył jeszcze 

zauważyć, że piersi Maddie są znów zasłonięte. 

- Za tydzień? 

- Tak - uśmiechnęła się Maddie. Delikatnie po­

klepywała plecki trzymanego w objęciach synka. -

Obiecałam ci jeden posiłek tygodniowo. Przez rok. 

- Nie ma mowy - oburzył się Joshua. - To bardzo 

miło, że dziś nas nakarmiłaś, ale powiedzmy, że w ten 

sposób już wyrównaliśmy nasze rachunki - rzekł, ig­

norując protesty Patricka. - To bez sensu, żebyś co 

tydzień przywoziła nam jedzenie. 

Maddie uśmiechnęła się jeszcze szerzej. 

- To, że zawiozłeś motorem ciężarną kobietę do 

szpitala i zostałeś z nią do końca porodu, też było bez 

sensu, prawda? 

- Ja... 

- Racja - wtrącił się Patrick. 

- Wcale... 

- Muszę już iść - przerwała mu Maddie, zbierając 

koszyki i puste naczynia. - Hej, Zajączku, przecież 

prosiłam, żebyś nie zasypiał. - Mały ani drgnął. -

Ach, ci mężczyźni! 

- .Czy on naprawdę nazywa się Zajączek? - po­

ważnie zaniepokoił się Patrick. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 25 

- Nie, ależ skąd! Ma na imię Dawid. Zwyczajne, 

normalne imię, które ma wynagrodzić mu fakt, że 

wychowuje go niezbyt normalna matka. I w dodatku 

samotna - dodała ze smutkiem, bo przecież zdawała 

sobie sprawę, że nie będzie jej łatwo. 

Sprawiała wrażenie osoby swobodnej, wesołej 

i beztroskiej, takiej, którą każdy mężczyzna chętnie 

widziałby w swoim łóżku. Z szopą płomiennorudych 

włosów i brązowymi oczami, wyraźnie pogodzona 

własną seksualnością, zupełnie nie pasowała do ci-

chego, uporządkowanego świata Joshui. 

- No to idę! Czy, oprócz wątróbki, jest coś, czego 

nie lubicie? - spytała już przy drzwiach. 

- Przecież... -jeszcze raz próbował protestować 

Joshua. 

- A więc do zobaczenia za tydzień. Dzięki, Patrick 

dodała, już stojąc na ganku. 

- Dziękuję pani. 

- Mów do mnie Maddie. Tak jest dużo prościej. 

Joshua czuł, że sytuacja wymyka mu się spod kon­

troli. 

- Daj mi to - rzekł, wziął od niej koszyk i sam 

zaniósł go do auta. 

Padał lekki deszcz, więc Maddie szybko umieściła 

małego w foteliku. 

- Maddie - zaczął Joshua. - To bardzo miło 

z twojej strony, że przywiozłaś nam kolację, ale... 

- To ty byłeś bardzo miły. 

background image

26 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Nie przyzwyczajony, by ktokolwiek mu przerywał, 

a już zwłaszcza tak atrakcyjna kobieta, Joshua na mo­

ment zgubił wątek. 

Na szczęście szybko wziął się w garść. 

- Naprawdę nie musisz nas karmić co tydzień. To 

niepotrzebne, niepraktyczne i nierozsądne. 

Kiedy Maddie parsknęła śmiechem, jakiś dziwny 

dreszcz przeszedł mu po plecach. 

- Niepraktyczne, nierozsądne - powtórzyła. - Na 

szczęście jest jeszcze w życiu miejsce na rzeczy nie­

rozsądne i niepraktyczne. A jeśli chodzi o to, czy nie­

potrzebne, to pozwolisz, że zachowam moje zdanie 

na ten temat. 

Maddie potrząsnęła głową i nachyliła się ku niemu. 

Na pewno nie było to zaproszenie. Wiedział, że tak 

po prostu się zachowuje, jednak tak bardzo zapragnął 

jej dotknąć, że tylko całą siłą woli udało mu się nad 

tym zapanować. 

- Nieczęsto ratuje mi życie poważny, odpowiedzial­

ny i konserwatywny farmer. Właściwie to nikt jeszcze 

nigdy mnie nie ratował. Chcę ci jakoś podziękować. 

Więc bądź tak miły i jedz z apetytem. Dobrze? 

Joshua zdobył się tylko na głębokie westchnienie. 

- Potraktuję to jako wyrażenie zgody - uśmiech­

nęła się Maddie. - Dobranoc. 

- Dobranoc. 

Silnik jej auta pracował tak głośno, że Joshua nie 

słyszał własnych myśli. Major znów szczekał, z od-

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 27 

dali słychać było rżenie koni, ptaki świergotały z obu-

rzeniem. Nawet zwierzęta zareagowały na jej obe­

cność. 

Tak, wobec Maddie Palmer nikt nie mógł pozostać 

obojętny. 

W połowie wąskiej, krętej i błotnistej drogi auto 

Maddie niebezpiecznie przechyliło się na bok. 

Ani przez moment nie miała wątpliwości, co się 

stało. Złapała gumę. I to w nasilającym się deszczu. 

Na szczęście miała zapasowe koło, a mały spał spo­

kojnie. Poprzednio, kiedy przedziurawiła oponę, za­

blokowała drogę konduktowi pogrzebowemu, a Da­

wid wrzeszczał jak opętany. 

Otworzyła drzwi i wdepnęła wprost w kałużę. 

- Traktuj to jak jeszcze jedną przygodę. Pamiętaj, że 

cierpienie uszlachetnia - wyrecytowała pod nosem. 

Przez ostatnie dziesięć lat swego życia wielokrot­

nie powtarzała sobie te słowa z nadzieją, że któregoś 

dnia naprawdę w nie uwierzy. 

W strugach deszczu i w ciemnościach obeszła auto 

i wpadła na... Jostiuę. 

- Założę się, iż myślałeś, że już masz mnie z głowy 

- powiedziała z nieśmiałym uśmiechem. - Słyszałeś 

chyba o rzepie i psim ogonie. Jak się już przyczepi, to 

l rudno się go pozbyć. Ale możesz spokojnie wracać do 

domu. Jestem specjalistką od zmieniania kół. 

Maddie otworzyła bagażnik, ale to Joshua wyjął 

z niego zapasowe koło i lewarek. 

background image

28 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Posłuchaj! - zdenerwowała się Maddie. - Pada 

deszcz, jest późno, nie chcę, żebyś... 

- Lepiej wsiądź do środka, bo całkiem przemok­

niesz - przerwał jej Joshua. - Za minutę będzie goto­

we - dodał, kucając przy kole. 

Maddie, nie przyzwyczajona, by ktoś tak się o nią 

troszczył, była wyraźnie zakłopotana. 

- Jesteś naprawdę bardzo uprzejmy, ale sama mo­

gę to zrobić. Nie musisz. 

Joshua uniósł głowę i spojrzał na nią z rozba­

wieniem. 

- Mówisz zupełnie tak samo, jak ja parę minut 

temu. 

Maddie zamilkła. Spokojni, cisi mężczyźni nigdy 

się jej nie podobali. Wolała rozmownych, bo nie mu­

siała zastanawiać się, co tak naprawdę chodzi im po 

głowie. 

A Joshua? Konkretny, zdecydowany, milczący. 

Przydałby mu się ktoś, przy kim mógłby się trochę 

odprężyć. Ciekawe, jak wygląda jego życie seksual­

ne? Kiedy ostatnio ktoś go całował? 

Podekscytowana tą myślą, natychmiast jednak 

usłyszała w swej głowie ostrzegawczy dzwonek. 

W dotychczasowym życiu zbyt często dawała się po­

nieść podobnym emocjom. 

Spojrzała na mocującego się z kołem Joshuę i po­

żałowała, że nie ma parasola. Wilgotna od deszczu 

koszula podkreślała kształty jego szerokich ramion. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 29 

Musiałaby być ślepa, żeby nie zauważyć siły jego 

ciała. Ale pociągał ją nie tylko fizycznie. W tym 

mężczyźnie, którego życie z pewnością nie głaskało 

po głowie, było coś bardzo uwodzicielskiego. 

Czuła, że to ktoś, na kim można polegać. Zasko­

czyły ją te rozmyślania, bo chyba po raz pierwszy 

uznała tę cechę za szalenie pociągającą. Przypisała to 

uwoim hormonom, które po prostu jeszcze nie wróciły 

po ciąży do równowagi. 

- Twój syn to fajny chłopak - powiedziała, żeby 

przerwać ciszę i odpędzić od siebie niepokojące my-

sli.- Musisz być z niego dumny, 

- Owszem - mruknął pochłonięty pracą Joshua. 

- Lata już za dziewczynami? 

- Jeśli nawet, to bardzo się z tym kryje. 

Jego głos był niski, głęboki i bardzo męski. Aż 

chciało się go słuchać. Bez względu na treść wypo­

wiadanych słów. 

- Woli książki, tak? 

- Może. Nie zastanawiałem się nad tym. 

- Wykapany tatuś, co? 

- Powinnaś zostać w aucie. Jesteś cała przemo­

czona. 

Maddie spojrzała na swoją mokrą koszulę. 

- Ty też. 

Joshua schował koło i lewarek do bagażnika. 

- Myślałem, że kobiety nie lubią moknąć. 

- To zależy od okoliczności. W basenie albo pod 

background image

30 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

prysznicem nie jest tak źle. Stanie w deszczu w ko­

lejce po bilety na koncert też można wytrzymać. 

Kiedy na nią spojrzał, gotowa była przysiąc, że 

w kąciku jego ust dostrzegła nikły uśmiech. 

- A z powodu przebitej opony? 

Widząc jego mokre włosy, myślała tylko o tym, że 

Joshua tak samo musi wyglądać po porannym prysznicu. 

- Z powodu przebitej opony? - powtórzyła. - To 

zależy, czy wyniknie z tego jakaś przygoda. 

- Przygoda na środku polnej drogi? 

- Czasami, kiedy los nie zsyła żadnych przygód, 

trzeba mu trochę pomóc - westchnęła. - Zastana­

wiam się, jak mogłabym ci się odwdzięczyć. Co po­

wiesz na częstsze kolacje? 

Widząc przerażenie w jego oczach, wybuchnęła 

śmiechem. 

- Boisz się rzepa? Może wolisz nałożyć to koło 

z przebitą oponą z powrotem? 

- Nie - odparł szybko. 

- Ale pomyślałeś o tym, co? 

- A nie wystarczy zwyczajne „dziękuję"? 

Ten facet naprawdę wygląda na kogoś, komu po­

całunek dobrze by zrobił. 

Maddie skinęła głową, stanęła na palcach  i . . . po­

całowała Joshuę Blackwella prosto w usta. 

- Dziękuję. 

Tak, Joshua naprawdę tego potrzebował. Jego war­

gi nie pozostały obojętne na dotyk jej ust. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

Joshua jeszcze długo stał w deszczu, po ciemku 

i w błocie. Już nawet nie słyszał warkotu silnika sa­

mochodu Maddie. 

Stał tak jak idiota. 

W końcu zaklął pod nosem i powlókł się z powro­

tem do domu. 

Ze sposobu, w jaki zareagował, można by wnio-

skować, że nigdy nie dotykał kobiety i jeszcze nigdy 

sie nie całował. 

Choć może rzeczywiście nie był w tych sprawach 

szczególnie doświadczony, to instynkt miał bez wąt­

pienia rozwinięty zupełnie prawidłowo. 

Dlatego wiedział, że Maddie Palmer oznacza kło­

poty. 

Swobodna, otwarta, szczera, była jednak w pewien 

sposób podobna do niego. Przede wszystkim - odpo­

wiedzialna. Choć nadrabiała miną, Joshua wiedział, 

^e perspektywa samotnego wychowywania dziecka 

Drzeraża ją tak samo, jak kiedyś jego. 

Jest ładna, przyjemnie pachnie, ale stanowi zagro-

background image

32 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

żenię dla jego uporządkowanego, monotonnej 

życia. 

Kiedy Maddie zajechała przed dom, dochodziła 

dziesiąta. W brzuchu jej burczało, a Dawid też już nie 

spał. 

Szybko weszła do kuchni, włożyła małego do kojca 

i ledwo zdążyła posmarować musztardą dwie kromki 

chleba, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Mały od razu 

zaczął płakać. 

- Gdzie byłaś? - spytał od progu Ben i wyjął jej 

z ręki kanapkę. - Zaglądałem już dwa razy. Zaczyna­

łem się niepokoić, czy coś ci się nie stało. - Kiedy 

ugryzł kawałek chleba, skrzywił się. - Co to jest? 

Maddie wciąż nie mogła się przyzwyczaić, że jej 

młodszy brat co wieczór sprawdza, czy wszystko 

u niej w porządku. 

- Na razie to zaledwie chleb z musztardą. Gdybyś 

poczekał, stałby się kanapką z szynką. Zresztą i tak 

przeznaczona była dla mnie - dodała, wyjmując bratu 

chleb z rąk. - Mógłbyś chwilę potrzymać Dawida? Ja 

za chwilę skończę. 

- Dobra - uśmiechnął się Ben. - Ale jak tylko 

znów zacznie mi ssać palec, oddaję ci go natychmiast. 

- Wiesz, braciszku, życie to bardzo ulotna rzecz. 

- Maddie starała się nadać swemu głosowi jak najpo­

ważniejsze brzmienie. - Jesteś chrzestnym ojcem Da­

wida, więc gdyby coś mi się stało, miałbyś przez cały 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 33 

czas do czynienia z jego ssaniem, pluciem, wymioto­

waniem i podobnymi przyjemnościami. 

Ben, równie poważny, wzniósł oczy do nieba. 

- Wiem. To właśnie dlatego tak się troszczę, czy 

wszystko u ciebie jest w porządku. 

- Naprawdę? A już myślałam, że to dlatego, że 

mie kochasz i uwielbiasz - zaśmiała się Maddie 

pocałowała brata w policzek. 

- Wiesz, lepiej mi daj małego. Z nim łatwiej sobie 

poradzę niż z tobą. 

Maddie zabrała się do robienia kanapki, a Ben 

usiadł z Dawidem na kanapie i opowiadał mu o ko­

metach. Ten silny, bezkompromisowy mężczyzna, 

i włosami do ramion i kolczykiem w uchu, porusza­

jący się wyłącznie warczącym harleyem, był znako­

mitą nianią. 

Z gotową kanapką i szklanką mleka Maddie 

w końcu też usiadła na kanapie. Miała zamiar jeść 

równocześnie karmić małego. 

- Daj mi go. 

- Jedz i nie przeszkadzaj nam. Odbywamy właś-

nie męską rozmowę. 

- Dobra, dzięki. 

- Nie powiedziałaś mi jeszcze, czemu tak późno 

dziś wróciłaś? 

Kiedy mały zaczął płakać, Ben wstał i zaczął spa­

cerować po pokoju. 

- Dziesiąta to późno? 

background image

34 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Dla ciebie tak. Odkąd pojawił się na tym świecie 

nasz maluch, nigdy nie wracałaś do domu później niż 

o ósmej. O, nie, mowy nie ma! - rzekł, kiedy Dawid 

wpił się ustami w jego ramię. - Bierz go sobie. -

Szybko podał siostrze małego. 

Maddie parsknęła śmiechem i dyskretnie odpięła 

bluzkę, gotowa do karmienia. 

- Zawiozłam jedzenie Joshui Blackwellowi i jego 

synowi. 

Ben spojrzał na nią z niedowierzaniem. 

- Pojechałaś aż za miasto? Tym twoim wrakiem? 

- To bardzo porządne auto! - oburzyła się Maddie. 

- I nie zabłądziłaś? 

- Tego nie powiedziałam. Zgubiłam się, ale 

w końcu jakoś znalazłam ich dom. Poczekałam, aż 

zjedzą, i wróciłam. Tylko jeszcze Joshua musiał mi 

zmienić koło. - A ja go pocałowałam, dodała w du­

chu. Brat nie musiał wiedzieć o takim drobiazgu, 

zwłaszcza że był to jednorazowy incydent. 

- Chyba nie zamierzasz tam jeździć co tydzień, 

prawda? To nawet, jak dla ciebie, byłaby przesada. 

- Wcale nie. Ten człowiek mi pomógł w bar­

dzo trudnej sytuacji... Chcę mu się jakoś odwdzię­

czyć. 

Nawet jeśli doprowadza to biednego Joshuę do 

szaleństwa? Maddie wyobraziła sobie jego minę. Cie­

kawe, -czy w duchu szeptał jakieś zaklęcia, mające 

ochronić go przed nią? 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 35 

-

 Nigdy w życiu nie spotkałem większego upar­

ciucha - rzekł Ben. 

- Tobie też nic nie brakuje. - Maddie spojrzała 

znacząco na przedstawiający pytona tatuaż na ramie­

niu brata. Odstraszył już niejednego potencjalnego 

pracodawcę. 

- Owszem, ale to nie to samo - mruknął Ben. 

Maddie czule uśmiechnęła się do brata. Kiedy wy­

rośnie już z tego okresu buntu, będzie z niego świetny 

facet. 

- Dzięki, że do mnie zajrzałeś. 

- Nie ma sprawy. Dzwoń, jeśli będziesz czegoś 

potrzebowała. 

- Rozmawiałeś ostatnio z mamą? - spytała z na­

dzieją. 

- Kilka dni temu. U niej nic nowego. 

Maddie posmutniała. Aż za dobrze zrozumiała sło-

wa brata. Matka wciąż nie mogła jej wybaczyć nie-

Ślubnego dziecka. Czy kiedyś zmieni zdanie? 

- Połóż się już, siostrzyczko. 

- Dobrze. Dobranoc. 

Po wyjściu brata Maddie jeszcze długo w pełnej 

niepokoju zadumie przyglądała się Dawidowi. Był dla 

niej najdroższą istotą na świecie, a ona była całkowi­

cie za niego odpowiedzialna - za jego zdrowie, bez­

pieczeństwo i przyszłość. Powstrzymując łzy, deli­

katnie głaskała główkę synka. Czy na pewno da sobie 

radę? Oczywiście, nie ma przecież wyboru. Gotowa 

background image

36 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

była walczyć na śmierć i życie z każdym, kto próbo-

wałby jej go odebrać. 

Dla niego nauczy się grać w kosza, a tylko je­

den Bóg wie, ile będzie ją to kosztowało. Będą ra­

zem jeździć na łyżwach i zapisze syna na lekcje 

tańca. 

A przede wszystkim uczyni wszystko, by wyrósł 

na szczęśliwego i zdrowego człowieka. Wierzącego 

w siebie, umiejącego dawać i brać, zdolnego do mi­

łości i marzeń. 

Jej myśli powędrowały mimo woli ku Joshui 

Blackwellowi. Z początku sądziła, że wszystko o nim 

wie. Uważała, że albo tłumi swoje pragnienia, albo 

w ogóle ich nie ma. 

No, tak, Jenna Jean zawsze zarzucała jej zbyt po­

chopne wyciąganie wniosków. Tym razem chyba jed-

nak należałoby jej przyznać rację. 

Joshua był stuprocentowym mężczyzną. Trwało 

to kilka sekund, ale w końcu zareagował na jej po­

całunek. Jego język stoczył walkę z jej językiem. 

Jego pierś, silna i twarda, przywarła do jej biustu. 

Na udach poczuła jego uda. I twardą, pulsującą mę­

skość. 

Zaniepokoiła ją reakcja Joshui, ale jeszcze bardziej 

jej własna. Nie spodziewała się, że zabraknie jej tchu, 

a serce zgubi rytm. 

Dostała nauczkę i potrafi wyciągnąć z niej wnio­

ski. Ten z pozoru spokojny, opanowany mężczyzna 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 37 

jest bardzo niebezpieczny. Nie doceniała go, ale to się 

więcej nie powtórzy. 

By się rozgrzać po wieczornej przygodzie w de-

szczu, Joshua wziął gorący prysznic. Zazwyczaj po 

położeniu się do łóżka przez chwilę podsumowywał 

miniony dzień, a potem natychmiast twardo zasypiał. 

tego wieczora jednak sen nie nadchodził. 

Kiedy zamknął oczy, stał się jak nigdy dotąd 

świadom swego ciała. Swojej skóry, bicia serca, od-

dcchu. 

W pewnej chwili nawet wstał i strzelił sobie po-

dwójną whisky. Trochę pomogło, ale obraz Maddie 

wciąż go nie odstępował. 

Przeczuwał, że ta kobieta zniszczyłaby jego spo-

Wj, ale była taka ciepła, taka realna, taka... 

Joshua ciężko westchnął. 

Kiedy w końcu zasnął, po raz pierwszy od dłuższe-

go czasu śnił. 

- Lubicie stroganowa? - spytała z uśmiechem 

Maddie, kiedy Patrick otworzył jej drzwi. 

- Tak - rozpromienił się chłopak. - Wejdź, Mad-

die. A gdzie jest Daw? 

Maddie weszła do kuchni, postawiła na stole ko-

szyki i rozchyliła poły płaszcza. Pod nim, w nosideł-

ku, spał sobie smacznie mały Dawid. 

- Nie chciałam, żeby zmókł. - Maddie rozejrzała 

background image

38 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

się dokoła. - A gdzie twój tata? Może przyszłam nie 

w porę? 

- Nie, nie! Tata zaraz wróci. Ma trochę kłopotów 

z jedną z klaczy. 

Maddie wiedziała, że powinna skorzystać 

z okazji i natychmiast odjechać. Przecież wcale 

nie miała ochoty na spotkanie z Joshuą. Szczegól­

nie po tym pocałunku, który miał być tylko u-

przejmym podziękowaniem, a wywołał w niej taką 

burzę. 

- Właściwie nie muszę na niego czekać. Naczynia 

mogę przecież odebrać za tydzień. 

- Chyba nie chcesz już iść? - Patrick był szczerze 

zdumiony. 

Maddie zawahała się. 

- Chciałam tylko przywieźć wam jedzenie. W ze­

szłym tygodniu dość już tu namieszałam. 

- Tata na pewno będzie chciał podziękować ci 

osobiście. 

- I przekonać, bym więcej tego nie robiła - mruk-

 ;i 

nęła pod nosem. 

- Owszem, ale nie musisz go słuchać - parsknął 

śmiechem Patrick. 

Już chciała mu odpowiedzieć, kiedy drzwi do do-

mu otworzyły się z impetem i do środka wszedł Jo­

shuą, klnąc jak szewc. 

Przemoczony do suchej nitki, ściągnął szarą pele­

rynę i chyba wyczuł na sobie spojrzenie Maddie, bo 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

39 

podniósł wzrok. Niestety, nie wyglądał na zachwyco­

nego jej obecnością. 

„Co ty tu robisz?" Nie powiedział tego na głos, ale 

dostrzegła to w jego oczach. 

- Cześć. - Maddie zdobyła się na słaby uśmiech. 

Przywiozłam wam jedzenie. Mam nadzieję, że bę-

dzie wam smakowało. Właśnie wychodziłam. 

Podeszła do drzwi, ale Joshua zagrodził jej drogę. 

- Nie musisz się tak spieszyć - rzekł spokojnym, 

zdecydowanym, pewnym głosem, od którego aż ciar-

ki przeszły jej po plecach. - Strasznie leje. 

- Mam dobre wycieraczki - oznajmiła, próbując 

no wyminąć. Niestety Dawid zajmował więcej miej­

sca, niż przypuszczała, więc wpadła na Joshuę. Od­

skoczyła od niego jak oparzona. 

- Lepiej będzie, jak trochę zaczekasz. Jadłaś juz? 

Poczuła się jak w pułapce. 

- Nie, ale miałam zamiar. 

- Wystarczy dla trojga? 

- Wątpię - odparła. 

- Da się zrobić - rzucił Patrick. 

A więc nawet na jego pomoc nie mogła liczyć. 

- Mam wrażenie, że nie jesteś w tej chwili w naj­

lepszym nastroju. 

Joshua uniósł brwi i westchnął głęboko. 

- Możliwe. Omal nie zastrzeliłem klaczy medalistki, 

bo kręci nosem na mojego ogiera. 

background image

40 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Nadal się opiera? - spytał Patrick. - Jesteś pe­

wien, że potrzebuje ogiera? 

Joshua skarcił syna wzrokiem. 

- Oczywiście! Tylko zachowuje się jak kapryśna 

baba. Może spodziewa się specjalnych zalotów. 

- Przepraszam was, ale niezbyt się znam na pro­

wadzeniu stadniny. Wydawało mi się, że po prostu 

trenuje się tam konie i uczy jeździectwa. 

Patrick parsknął śmiechem. 

Joshua prawie się uśmiechnął. 

- To stadnina hodowlana dla koni wyścigowych. 

Mam rozpłodowego ogiera, wielokrotnego medalistę. 

Nie jest młody, ale nieźle sobie radzi. Właściciele 

przyprowadzają do mnie swoje klacze, a ja nadzoruję 

łączenie. 

- Łączenie? - powtórzyła Maddie. 

- Krycie. Zapłodnienie - dodał, widząc jej zdzi­

wienie. 

- Aha. To znaczy, że jesteś specjalistą od seksu. 

Patrick roześmiał się. 

Joshua przez chwilę zastanawiał się nad tym 

stwierdzeniem. 

- Nigdy o tym w ten sposób nie myślałem, ale 

chyba rzeczywiście to prawda. 

Jego wzrok przesunął się po całej postaci Maddie 

- od stóp po czubek głowy. Było w nim zaciekawie­

nie, .ale i coś jeszcze. Coś, co wprawiło Maddie w za­

kłopotanie. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 41 

- Zdejmij płaszcz i zostań jeszcze trochę. 

- Czy on zawsze tak rozkazuje? - Maddie zwró-

ciła się do Patricka. 

- Owszem. I w dodatku wszyscy go słuchają. 

Maddie postanowiła sobie to zapamiętać. Choć 

pewni siebie mężczyźni zawsze ją bawili, nigdy ża-

den jej nie pociągał. 

Obaj Blackwellowie w czasie kolacji byli bardzo 

rozmowni. Patrick chyba równie pragnął damskiego 

towarzystwa jak dobrego, domowego jedzenia. Był 

interesującym chłopcem, pochłoniętym nauką, ale 

i nie stroniącym od muzyki. Joshua mówił mniej, ale 

Maddie cały czas czuła na sobie jego spojrzenie. Bar­

dzo ją to rozpraszało. 

Zostawili ją na chwilę samą, żeby mogła nakarmić 

Dawida, a potem Joshua pomógł jej odnieść naczynia 

do auta. 

- Już prawie nie pada - rzeki. - Jedź ostrożnie. 

Droga może być śliska. 

Maddie posadziła małego w foteliku i włożyła do 

buzi synka smoczek. 

Kiedy się wyprostowała, Joshua stał tuż przy niej. 

- Tak się właśnie zastanawiam... Czy całujesz każ­

dego mężczyznę, który zmienia koło w twoim aucie? 

Maddie zesztywniała. 

- Szczerze mówiąc, jeszcze żaden mężczyzna nie 

zmieniał koła w moim aucie. Sama to robię - odparła, 

żałując, że odległość między nimi jest tak niewielka. 

background image

42 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Ale to prawda, że jestem bardzo uczuciową, otwartą 

osobą. Lubię ludzi przytulać, całować w policzek. 

Wiem, że nie wszyscy to akceptują. Ale nie martw 

się! Zauważyłam, że to nie w twoim guście, więc 

więcej nie będę cię dręczyć... całowaniem. 

- Owszem, to było dręczące - przyznał, nie spu­

szczając z niej oczu. 

Joshua milczał przez długą chwilę. Gdyby zrobił 

jakiś ruch w jej stronę, Maddie zamierzała schronić 

się we wnętrzu auta. 

- A dla ciebie? 

Nie mogła skłamać, bo z doświadczenia wiedziała, 

że kiepsko jej to wychodzi. 

- Trochę. Ale wcale tego nie chciałam. To miało 

być tylko podziękowanie. A poza tym wydawało mi 

się, że dawno nikt cię nie całował. 

Joshua przez chwilę przyglądał jej się z lekkim 

uśmiechem. 

- A więc zrobiłaś to z litości? 

Maddie poczuła, że się rumieni. Błogosławiła więc 

ciemność i zaklęła w duchu. 

- Nie. Żeby ci podziękować. 

- Z litości - obstawał przy swoim Joshua. 

- To się już nigdy nie powtórzy. 

- Dlaczego? 

- Bo nie wydaje mi się, byś miał ochotę na takie 

podziękowania. - Udało jej się jakoś chwycić za 

klamkę. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 43 

-To znaczy, że biedny Joshua nigdy już nie do-

stanie buzi z litości? 

Nie. 

- Szkoda. Maddie? 

- Tak? 

- Dzięki za jedzenie. 

Wystarczył jeden jego krok, by dystans między 

nimi przestał istnieć. Usta Joshui spoczęły na wargach 

Maddie. 

I nie było w tym pocałunku ani odrobiny litości. 

Jej mózg protestował, ale ciało wiedziało swoje. 

Przywarła do niego, jej ręce spoczęły na jego ramio­

nach. Nie był wcale brutalny. Czuła jednak jego zmy­

słową ciekawość i determinację. Siłę złagodzoną de­

likatnością. Ta pełna mocy kombinacja przedarła się 

przez wszystkie bariery i pozbawiła Maddie tchu. Za­

władnęła jej sercem. 

Nie! 

To niemożliwe! Nie może otworzyć swego serca 

przed Joshuą. Jej świat, wewnętrzny i zewnętrzny, 

musi pozostać bezpieczny. Dla dobra jej samej i dla 

dobra dziecka. A to oznacza, że nie ma w nim miejsca 

dla żadnego mężczyzny. 

Odsunęła się od Joshui dopiero po długiej, nieskoń­

czenie długiej chwili. 

Koniec. 

- Dość... - wyjąkała, kiedy odzyskała oddech. -

Żadnych dziękczynnych pocałunków! Współczują-

background image

44 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

cych też nie. Koniec - powtórzyła i z trudem prze­

łknęła ślinę. Była bardzo z siebie dumna. - Do zoba­

czenia za tydzień. Dobranoc. 

Nie czekając na reakcję Joshui, szybko wsiadła do 

auta i natychmiast odjechała, powtarzając sobie 

w myślach: Nigdy więcej. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Joshua stał w deszczu i ciemnościach, wsłuchując 

się w milczący warkot silnika auta Maddie. Znów to 

samo! 

Czuł się jak idiota. 

Znowu. 

Po chwili zaklął pod nosem i przysiągł sobie, że 

nie będzie się więcej przejmował Maddie Palmer. To 

nieprawda, że pierwszy od lat sen nawiedził go ty­

dzień temu z jej powodu. Przyczyną było jedzenie. 

To oczywiste, po prostu jego żołądek nie był przy­

zwyczajony do tak solidnych posiłków. 

Było to bardzo logiczne wyjaśnienie, od tamtej 

pory bowiem więcej już nic mu się nie śniło, a i wtedy 

nie śnił przecież o Maddie, lecz o chabrach, o łące 

pełnej chabrów. 

Nie, dość tego! 

Ruszył wolno w stronę domu. Tuż przy schodach 

wiodących na ganek dostrzegł jakiś niewielki przed­

miot. Zmrużył oczy i znów zaklął. 

Wieczór się jeszcze nie skończył. 

background image

46 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Tuląc w ramionach Dawida, Maddie po raz trzeci 

przemierzyła drogę od drzwi do auta. Po powrocie do 

domu znów nakarmiła synka, a potem chciała poło­

żyć go spać. Zabrakło jednak pewnego bardzo waż­

nego elementu tego rytuału. 

Za każdym razem, kiedy wydawało jej się, że mały 

jest już uśpiony i chciała włożyć go do łóżeczka, 

Dawid zaczynał popłakiwać. Po chwili krzyczał głoś­

no. Maddie czuła, że i ona wkrótce do niego dołączy. 

Wracając po raz trzeci do domu, miała łzy w oczach. 

Wiedziała, że powinna mieć zapasowy. 

- Śpij, słoneczko - mruczała. - Spij. Od razu po­

czujesz się lepiej. A dzięki tobie i ja - dodała z peł­

nym goryczy uśmiechem. 

Zaskoczyło ją pukanie do drzwi. Była pewna, że 

to Ben. W progu stał jednak Joshua Blackwell. 

W wytartych dżinsach i skórzanej kurtce pilota, 

z lekko zmierzwionymi włosami, przyprawił ją 

o szybsze bicie serca. 

- Tak? 

- Pomyślałem, że możesz tego jeszcze dziś bardzo 

potrzebować. 

Wyciągnął rękę i podał jej zagubiony smoczek. 

- Wielkie nieba! - krzyknęła z taką radością, jak­

by ktoś oznajmił jej wygraną w toto-lotka. - Dzięki! 

- Chwyciła odzyskany smoczek i choć nie wiedziała, 

co powiedzieć, paplała jak najęta. - Dawid musiał go 

wypluć, a potem smoczek wypadł z auta. Nawet nie 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 47 

wiesz, jak jestem ci wdzięczna. Mały nie chciał za­

snąć i już zaczynałam wątpić, czy uda nam się obojgu 

choć na chwilę zmrużyć oko. 

Joshua patrzył na nią w milczeniu. Maddie poczuła 

nagle jakiś dziwny skurcz w żołądku. 

- Może wejdziesz  i . . . 

- Nie. Po co? - Joshua potrząsnął głową. 

- Jechałeś taki kawał, żeby przywieźć smoczek. Po­

zwól, że zanim wyruszysz z powrotem, poczęstuję cię 

filiżanką kawy albo kakao - namawiała nie zniechęcona. 

Kiedy Joshua znów potrząsnął głową, Maddie stra­

ciła cierpliwość. 

- Czy naprawdę musimy się kłócić o jakąś głupią 

filiżankę kawy? 

- Chyba nie - przyznał. 

Czując za plecami jego obecność, weszła do kuch­

ni i włączyła ekspres. Przełożyła Dawida na drugie 

ramię, żeby móc umyć smoczek. 

- Chcesz, żebym go potrzymał? - zapytał Joshua. 

- Mówisz poważnie? 

- Jasne. Nie wygląda na ciężkiego. 

Maddie ostrożnie podała mu małego. Była tak 

zmęczona, że zrobiła to z wyraźną ulgą, ale i z oba­

wą. Wiedziała, że dzień jej powrotu do pracy jest 

coraz bliższy. Ze wkrótce będzie musiała pomyśleć 

o jakiejś stałej opiece dla Dawida. 

Joshua trzymał małego zupełnie swobodnie. Pew­

nie, ale nie za mocno. 

background image

48 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Jest silny i delikatny, pomyślała. Przypomniała so­

bie, jak te same ręce czuła niedawno na swojej skórze. 

Od dawna jedynym mężczyzną, jaki bywał w jej 

domu, był Ben. Dopiero obecność Joshui przypo­

mniała Maddie, że jest nie tylko matką, ale i kobietą. 

- Zdaje się, że masz w tym trochę wprawy - za­

uważyła, by odsunąć od siebie niebezpieczne myśli. 

- To jak jazda na rowerze. Takich rzeczy się nie 

zapomina. Patrz, mały już zasnął. 

Maddie umyła smoczek i wzniosła oczy ku niebu. 

- Na tym polega problem. Budzi się, jak tylko 

próbuję go położyć do łóżeczka. 

- A smoczek pomaga? 

- Nawet nie uwierzysz, jak bardzo. Gdyby wszyst­

kie problemy związane z wychowywaniem dziecka 

udawało się rozwiązać tak łatwo, świat byłby o wiele 

piękniejszy. Masz problem? Idziesz do sklepu, znaj­

dujesz coś czarodziejskiego za niecałe dwa dolary 

i po kłopocie. 

- Boisz się? - spytał Joshua. 

- Jestem przerażona - odparła. - Bardzo to wi­

dać? 

- Nie, ani trochę. 

Maddie wzięła od Joshui Dawida i czule go przy­

tuliła. 

- A jednak - szepnęła. - Biedaczek. Trafiła mu się 

matka, która nie uprawia żadnego sportu. 

- Umiesz krzyczeć? 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 49 

- Krzyczeć? - powtórzyła ze zdziwieniem. -

Owszem, umiem. Chyba nawet nieźle. 

- To będziesz dobrym kibicem. 

Maddie uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością. 

- Tak, to niezły pomysł. Nie jestem jednak wolna 

od kilku innych, poważnych... hmm... niedoskonało­

ści - dodała, niosąc małego na górę do sypialni. 

- Na przykład? - zainteresował się idący za nią 

Joshua. 

Maddie ułożyła małego w łóżeczku i zacisnęła kciuki. 

- No, udało się - szepnęła po chwili. 

Kiedy zeszli na dół, ciągnęła dalej: 

- Moja przyjaciółka Jenna Jean, która jest prawni­

kiem, określiła to tak: przyciągam ludzi władzy 

w najmniej odpowiednich momentach. 

- Ludzi władzy? 

- Policjantów z drogówki, strażników miejskich i, 

ostatnio, inspektora podatkowego. Z początku myśla­

łam, że to po prostu brak szczęścia. Potem uznałam, 

że wszystkiemu winien jest czas. Gdybym przejecha­

ła wcześniej, to mandat dostałby facet jadący za mną. 

- Maddie nalała kawę i podała Joshui kubek. Chciała 

nalać i sobie, ale uznała, że karmiąc piersią, powinna 

unikać kofeiny. - Wychodzi na to, że jest we mnie 

coś, co przyciąga nieszczęścia. 

- I boisz się, że mały to odziedziczył? 

Maddie spuściła wzrok. Tak, tego właśnie się bała, 

ale wolała o tym nie myśleć. 

background image

50 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- A może próbujesz mnie ostrzec? 

- Co takiego? 

- Czy próbujesz dać mi do zrozumienia, że znajo­

mość z tobą może okazać się dla mnie niebezpieczna? 

Wcale nie było to jej intencją. W każdym razie tak 

jej się przynajmniej wydawało. 

- Dlaczego miałabym to robić? - spytała Maddie, 

wdychając zapach kawy, skóry  i . . . mężczyzny. - Zre­

sztą pomyśl tylko! Musiałeś w deszczu zawieźć obcą, 

ciężarną kobietę do szpitala. Na motorze. Musiałeś 

w deszczu zmienić koło. A teraz jechałeś taki kawał 

z powodu głupiego smoczka. Też w deszczu. 

- A jednak chcesz mnie odstraszyć. - Joshua 

uśmiechnął się. Bardzo seksownie i bardzo po męsku. 

- Jesteś dużym chłopcem. Nie przypuszczam, by 

trzeba cię było prowadzić za rączkę. 

Kiedy Joshua ponownie omiótł ją wzrokiem, Mad­

die ostatecznie upewniła się w przekonaniu, że nie 

jest wyłącznie matką. 

- Racja. Ja też nie będę cię przed niczym ostrzegał. 

Odstawiając kubek na blat, musnął Maddie ramie­

niem. Wstrzymała oddech. Dopiero kiedy się odsunął 

na bezpieczną odległość, była w stanie normalnie od­

dychać. 

- Dzięki za kawę - powiedział i od razu pełen 

seksualnego napięcia nastrój prysł jak mydlana bań­

ka. - Do zobaczenia w przyszłym tygodniu. 

Odprowadziła go do drzwi. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 51 

- Dziękuję za to, że przywiozłeś smoczek - udało 

jej się jakoś wyjąkać. - Nareszcie będę mogła spokoj-

nie zasnąć. 

- Jesteś mi wdzięczna? - spytał Joshua, zabawnie 

przechylając głowę. - Jak bardzo? 

Nie, Maddie nie da się na to nabrać. 

- Za tydzień przywiozę deser. 

Znów ogarnął ją długim, gorącym jak pieszczota 

spojrzeniem. 

- Będę czekał. 

Niezłomne spojrzenie błękitnych oczu zastępcy 

prokuratora okręgowego, Jenny Jean Anderson, wy-

wywoływało u ludzi strach, skrępowanie, czasem wro-

gość, ale ostatecznie zawsze pomagało jej poznać 

prawdę. Nie korzystała z niego wyłącznie na sali są­

dowej . Było częścią jej osobowości i to od wczesnego 

dzieciństwa. 

- Będziesz mówił prawdę, całą prawdę i tylko 

prawdę - powiedziała łagodnym głosem, tak nie 

pasującym do jej silnej osobowości. - Ale jeśli nie 

smakuje ci to wstrętne mleko, które daje ci mamusia, 

bądź łaskaw wypluć je na nią, a nie na swoją matkę 

chrzestną. 

Jenna nachyliła się i pocałowała w brzuszek małe­

go Dawida. Chłopczyk śmiał się radośnie. 

- Lepiej ostrzeż sąsiadów, by dobrze pilnowali 

swoich córek. Będzie z niego niezły podrywacz. 

background image

52 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Jest naprawdę słodki - dodała Emily St. Clair 

Ramsey, w której domu rodzinnym trzy przyjaciółki 

umówiły się na spotkanie. - Ma twoje oczy i usta. 

- Jeśli powiesz jeszcze, że ma moje ciało, wyleję 

ci to na głowę - ostrzegła ją Maddie, unosząc do góry 

kieliszek z szampanem i sokiem pomarańczowym. 

- Nie wygłupiaj się. Jesteś szczuplejsza niż przed 

ciążą. 

- Szczuplejsza, ale nie jędrniejsza - stwierdziła 

ponuro Maddie i westchnęła. - Zresztą to bez znacze­

nia, bo dopóki Dawid nie skończy osiemnastu lat, nie 

mam zamiaru z nikim się spotykać. 

- Jasne, a ja jestem chińską cesarzową - prychnę-

ła Jenna. 

Maddie zapatrzyła się w trzymany kieliszek. 

- Nie, naprawdę! Długo nad tym myślałam. Nie 

chcę być taka jak te matki, które co chwila każą się 

swoim dzieciom zaprzyjaźniać z kolejnym wujkiem. 

Zauważyła pełne troski spojrzenia przyjaciółek, ale 

ciągnęła dalej: 

- Mój związek z Clyde'em był trochę nietypowy. 

Potrafiłam zaakceptować to, że żył na walizkach. Jed­

nego dnia był w Nowym Jorku, a już następnego 

w Kalifornii. Przyzwyczaiłam się, że często go nie 

ma, nawet wtedy, kiedy naprawdę go potrzebowałam. 

Zresztą zawsze pozostawał mi telefon. Jak było bar­

dzo źle, mogłam zadzwonić do niego albo do którejś 

z was. Ale teraz już nie potrafiłabym tak żyć. Muszę 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

53 

myśleć nie tylko o sobie. - Maddie przygryzła wargę. 

Nie chcę wikłać się w żadne związki. 

Emily spojrzała na nią czule. 

- Maddie, nie bądź dla siebie taka surowa. Wszystko 

jakoś się ułoży. Jestem pewna, że znajdziesz mężczyznę, 

który pokocha i ciebie, i Dawida. 

- Łatwo tak mówić kobiecie, która niedawno wy­

szła za mąż i ma jak najlepszą opinię o rodzaju mę­

skim - powiedziała Maddie gorzko, ale zdobyła się 

na uśmiech. 

- Nie mogę się z tym nie zgodzić - dodała Jenna 

Jean. - Ale nie wydaje mi się, by tak zdecydowana 

rezygnacja ze znajomości z mężczyznami była napra­

wdę konieczna. 

Zarówno Emily, jak i Maddie spojrzały na Jennę 

z niedowierzaniem. 

- Na ilu randkach ostatnio byłaś? - spytała Emily. 

- Jestem strasznie zajęta. Mam mnóstwo rozpraw. 

- Mówiłaś to samo w zeszłym roku. 

- I dwa lata temu. 

Jenna Jean szybko zamknęła usta. 

- Nie rozmawiamy o mnie - mruknęła tonem, 

którym zawsze kwitowała niemiłe tematy. - Chodzi 

o to, żebyś z powodu depresji poporodowej nie od­

rzuciła jakiegoś porządnego mężczyzny, jeśli takowy 

pojawi się w twoim życiu. 

Przez głowę Maddie przemknął obraz Joshui 

Blackwella. 

background image

54 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Kogo pognałaś? - spytała Jenna ze zmrużonymi 

oczami. 

Czyżby z mojej twarzy można było wszystko wy­

czytać? zaniepokoiła się Maddie. A może Jenna jest 

po prostu obdarzona niezwykłą intuicją? Pewnie jed­

no i drugie. 

- Właściwie nikogo specjalnego. 

- Aha! - uśmiechnęła się Emily. - No to opo­

wiedz nam o tym „nikim specjalnym". 

Maddie znów pomyślała o Joshui i poczuła dziwny 

skurcz w żołądku. Dla uspokojenia wypiła łyk kok­

tajlu. 

- Ostatnio nie spotykałam wielu nieznanych ludzi. 

Takim człowiekiem był tylko ten facet, który pomógł 

mi urodzić Dawidka. 

- A, rzeczywiście! Jakiś ranczer. Jak on się nazy­

wał? Jakoś tak na J... 

- Joshua Blackwell. Ma stadninę. Coś w rodzaju 

farmy ogierów. 

- Farma ogierów? - powtórzyła zdziwiona Jenna. 

- Musi tam unosić się w powietrzu testosteron. 

Maddie nie mogła się z nią nie zgodzić. 

- Raz w tygodniu zawożę mu kolację. Obiecałam; 

że będę to robić, jeśli dostarczy mnie do szpitala 

w jednym kawałku. Na motorze. 

- Wciąż nie wierzę, że się na to zdecydowałaś. 

- Wolałam to niż poród na środku autostrady. 

- Jaki jest ten Joshua? 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

55 

-Ma kilkunastoletniego syna. Jest bardzo odpo-

wiedzialny. Rzadko się uśmiecha. Poważny. Sól zie-

mi, można powiedzieć - dodała Maddie szybko, sama 

nie bardzo w to wierząc. 

- Czyli raczej nie w twoim typie - podsumowała 

wyraźnie rozczarowana Emily. 

- Rzeczywiście - zgodziła się Maddie i szybko 

uciszyła swój wewnętrzny głos, nieśmiało protestują-

cy przeciwko tej opinii. 

- Założę się, że ma wspaniałe ciało - rozmarzyła 

się Jenna. 

- Tak - przyznała znów Maddie. - I pachnie... 

- Przerwała, bo nie mogła znaleźć właściwego słowa. 

- Brzydko? - spytała Emily, marszcząc zabawnie nos. 

- Nie, wprost przeciwnie - potrząsnęła głową 

Maddie. - Pachnie jak skóra i świeże siano,  i . . . 

- Konie? 

- Nie, to nie to. Sama nie wiem, co to jest. W każ-

dym razie nie zasypka dla niemowląt - zaśmiała się 

Maddie. 

- Już wiem. Testosteron - stwierdziła Jenna nie 

noszącym sprzeciwu tonem. 

- Wszystko polega na zapachu - tłumaczył Jo-

hua. 

Siedzieli przy kolacji, na którą tym razem Maddie 

przywiozła klopsiki i spaghetti. Patrick pochłonął 

background image

56 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

swoją porcję i poszedł do siebie oglądać MTV, a Da­

wid spał smacznie na kocyku. Joshua mógł więc bez 

przeszkód skupić na sobie całą uwagę Maddie. 

Podobał mu się sposób, w jaki przechylała głowę 

i wpatrywała się w niego swymi brązowymi oczami. 

Aż swędziały go palce, by pogładzić jej kasztanowe, 

połyskujące w świetle włosy. By dotknąć jej delikat­

nych jak srebrna pajęczyna i roztańczonych kol­

czyków. 

- Ogier wyłapuje zapach klaczy i jest gotów do 

działania - mówił dalej. On sam czuł w tej chwili 

kobiecy, świeży zapach Maddie i marzył, by się do 

niej przysunąć. 

- Chcesz powiedzieć, że wystarczy, by poczuł jej 

zapach i już? 

Joshua wiedział, że kobiecie żyjącej w latach dzie­

więćdziesiątych dwudziestego wieku niełatwo jest to 

zrozumieć. 

- Nie zawsze. Czasami klacz potrzebuje trochę 

czasu, żeby się przyzwyczaić do partnera, więc na 

dzień czy dwa umieszczamy konie obok siebie. Cały 

czas jednak trzeba bacznie im się przyglądać, bo 

ogier, próbując przedostać się do klaczy, może sobie 

zrobić krzywdę. 

Maddie spojrzała na niego zdziwiona i wypiła łyk 

herbaty. 

- Krzywdę? 

Joshua spuścił głowę, by ukryć uśmiech. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

57 

- To instynkt. Czysty, zwierzęcy instynkt. Kie-

dy w pobliżu jest klacz, ogierowi tylko jedno 

w głowie. 

- Mężczyźni też czasem tak się zachowują - za­

uważyła Maddie. 

Nie, ona rzeczywiście niczego nie zrozumie, po-

myślał Joshua. Czyżby to właśnie on musiał jej wszyst-

ko wytłumaczyć? 

- Ale nigdy aż tak jak ogiery. Te walą kopytami 

o ziemię. Rżą. Widziałem takiego, który przedart się 

przez płot. Inny rozwalił ścianę stajni. To dlatego 

trzymamy je na długiej lince i obserwujemy, jak robią 

swoje. 

- Obserwujecie? - Oczy Maddie były wielkie jak 

spodki. 

- Oczywiście. Płacą mi za zapładnianie klaczy 

i moim obowiązkiem jest dopilnowanie, by nic im się 

nie stało. Także mojemu ogierowi. Klacz przywiązu­

jemy, ale i tak może kopać i gryźć. 

- Przywiązujecie klacz - powtórzyła Maddie jak 

echo. - Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam. 

Joshua miał wrażenie, że też widzi pojawiające się 

w umyśle Maddie obrazy. Nie wyglądała na przera­

żoną, raczej na zaintrygowaną. Wzrok Joshui powę­

drował na jej rysujące się pod pomarańczową bluzką 

krągłe piersi. Z tej odległości widział nawet drobniut­

kie piegi na jej dekolcie. Był tak blisko, że mógłby 

jej dotknąć. 

background image

58 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Ciekawe, czy w łóżku bywa równie ciekawska, 

pomyślał i natychmiast odsunął od siebie te myśli. 

- Robimy to najlepiej, jak umiemy. Zdajemy sobie 

sprawę, że pomagamy w przyjściu na świat przy­

szłych medalistów, więc zależy nam, żeby wszystko 

odbyło się możliwie najbezpieczniej. 

- Tak, postępujecie rozsądnie - przyznała Mad-

die. - Zupełnie nie wyglądasz na ryzykanta. 

- Z tym akurat różnie bywało - stwierdził Joshua, 

myśląc o tych trzech przypadkach, kiedy zachował się 

wbrew zdrowemu rozsądkowi. - Czasem i mnie zda-

rżały się chwile zapomnienia.. 

- Naprawdę? Opowiedz mi o tym. 

Jeszcze nigdy nikomu o tym nie mówił. Ona miała 

być pierwsza. Rozparł się wygodnie na krześle i przy­

garbił się. 

- Na przykład Patrick. Można powiedzieć, że jest 

owocem takiej chwili. Został poczęty w chevrolecie 

mojego ojca. 

- Żałujesz tego? 

- Nie, oczywiście, że nie. Ale dla Gail skończyło 

się to tragicznie. Straciła sporo krwi i przy transfuzji 

zarazili ją żółtaczką. Zachorowała i po czterech la­

tach umarła. 

- Strasznie mi przykro. - Maddie położyła mu rę­

kę na ramieniu.'- Na pewno nie było ci łatwo. 

Joshua pozwolił sobie na krótką refleksję nad swo­

im ciężkim życiem. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 59 

- Nie było - westchnął. - Ale były jeszcze i inne 

sytuacje. 

-Tak? 

- Mojego ogiera wygrałem w pokera. 

- Ty?! 

Jej niedowierzanie, nie wiedzieć dlaczego, nieco 

go zirytowało. 

- Tak. Było późno. Trochę za dużo wypiliśmy 

i pewien facet bardzo chciał wygrać. Nie zależało mu 

na pieniądzach. Chciał tylko wygrać. Lubił wysokie 

stawki, więc przed ostatnim rozdaniem dorzucił do 

puli swojego ogiera. Wszyscy przekonywali go, że 

nie powinien tak ryzykować. Karty mi sprzyjały i tak 

zaczęła się moja kariera hodowcy. A po raz trzeci 

tachowałem się niemądrze, kupując tę farmę. Była 

W ruinie i włożyłem w nią kupę pieniędzy i roboty. 

Zresztą wciąż jeszcze pozostało dużo do zrobienia. 

- Nie wiem, co powiedzieć - uśmiechnęła się 

Maddie. - Mnie wydajesz się bardzo poważny i od­

powiedzialny. 

Joshua skinął głową i wyciągnął rękę. 

- Powróżysz mi, Cyganeczko? Wiesz, że przypo­

minasz mi Cygankę? 

- Ja? No, dobrze. Tym razem zrobię to za darmo. 

Zadrżał, kiedy ujęła jego dłoń. 

- Jesteś ostrożny. Zdecydowany. Lubisz sam roz­

wiązywać swoje problemy. 

Mówiła dalej, a on wyobrażał sobie jej ręce na 

background image

60 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

całym swoim ciele, nie tylko na dłoni. Kiedy ostatnio 

jakaś kobieta dotykała go w ten sposób? Ciekawe, 

jaka jest w dotyku skóra Maddie? Jak zareagowałoby 

na pieszczoty jej ciało? 

- Nie marzysz. 

Joshua szybko zabrał rękę i schował ją za plecami. 

- Znowu strzał w dziesiątkę - rzekł. - Nie jestem 

marzycielem. To się zgadza. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Maddie była zaskoczona reakcją Joshui. 

- Nie twierdzę, że w ogóle nie marzysz. Aż tak źle 

nie jest - powiedziała. 

- Nie jestem pewien - mruknął. 

- Może powinnam ci dziś na noc zostawić mój 

kolczyk. 

- Kolczyk? 

- To taki miniaturowy łapacz snów i marzeń. Do­

bre sny przechodzą przez środek, złe zatrzymują się 

w tej pajęczynie, a potem znikają. 

- Zwyczajny kolczyk ma taką moc? 

Maddie zdjęła kolczyk i pomachała mu nim przed 

nosem. 

- Chcesz pomocy w zasypianiu? 

- Nie. 

Jego reakcja była odrobinę za szybka. Czyżby ten 

silny mężczyzna miał czułe miejsce? Przyglądała mu 

się uważnie. Jego twarz nie była piękna, miał mocno 

zarysowaną szczękę i wąskie usta, często też mrużył 

oczy. Przypomniała sobie jednak szybko, że jego 

oschłość jest tylko pozorna. Z początku myślała, że 

background image

62 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Joshua jest właśnie taki, twardy i nieprzystępny. 

W środku i na zewnątrz. Powoli jednak Maddie za-

czynała rozumieć, że Blackwell jest o wiele bardziej 

skomplikowany. 

- Jaki byłeś jako dziecko? - spytała szybko, bo 

kierunek, w którym powędrowały jej myśli, wcale jej 

się nie spodobał. 

- Taki jak większość dzieciaków - odparł i wzru-

szył ramionami. 

- To bardzo wyczerpująca odpowiedź - westchne-

ła Maddie. - Proszę jednak o więcej szczegółów. Kim 

chciałeś być, jak dorośniesz? Jakie były twoje ulubio-

ne słodycze? Zabawki? 

- Chciałem grać zawodowo w baseball - odparł 

po chwili namysłu. - Grałem przez całą szkołę śred­

nią i grałbym w college'u, ale urodził się Patrick i po­

szedłem inną drogą. Ze słodyczy najbardziej lubiłem 

sezamki - rozmarzył się. - A zabawki? Pamiętam, że 

miałem plastikową Godzillę, która ryczała. 

A więc jednak kiedyś miał marzenia, ucieszyła się 

Maddie w duchu. Postanowiła „zapomnieć" na stole 

swój kolczyk. 

- A więc jako dzieci nigdy byśmy się nie 

zaprzyjaźnili - stwierdziła. - Nie znosiłam baseballu. 

Chciałam być gwiazdą rocka. Horrory przeczekiwa­

łam w szafie, a po sezamkach robiło mi się niedobrze. 

- Czy już w dzieciństwie sprawiałaś kłopoty? 

- Nie. - Maddie zrobiła bardzo poważną minę. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

63 

- Po prostu nigdy nie układały mi się dobrze stosunki 

i ludźmi, którzy mieli władzę. Jak tylko coś przeskro-

balam, zawsze wpadałam. 

Tego wieczoru Joshua nie patrzył za odjeżdżającą 

Maddie, więc udało mu się nie zmoknąć. Gdyby był 

przesądny, pomyślałby, że to ona przynosi ze sobą 

deszcz. Nie zmieniał też nikomu koła ani nie odwoził 

żadnego smoczka. 

Nie dostał także buziaka. Ale to akurat mu nie 

przeszkadzało. Przeżył trzydzieści trzy lata bez poca­

łunków i też jakoś dawał sobie radę. 

Bardzo był z siebie zadowolony. Dopóki nie za­

uważył leżącego na stole kolczyka. Przez chwilę tylko 

mu się przyglądał, potem jednak wziął błyskotkę do 

ręki. 

Maddie uważała go za starego pryka, zupełnie nie­

czułego na uroki kobiet. Obojętnego wobec seksu. 

Właściwie nie powinno mu to przeszkadzać, ale było 

inaczej. Sam nie rozumiał, dlaczego. 

Tylko on wiedział, z jakim trudem musiał się po­

wstrzymywać, by jej nie dotknąć i nie całować... 

Przy niej czuł się jak przebudzony z długiego snu. 

A nazajutrz rano stwierdził, że nic mu się nie śniło. 

I poczuł się oszukany. 

- Co zrobiłaś? - prawie krzyknął Joshua. 

Ta kobieta naprawdę posunęła się za daleko. 

background image

64 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Maddie szeroko otworzyła oczy i wzięła Dawida 

z rąk Patricka. 

-

 Zgłosiłam cię na ochotnika jako porządkowego 

na zabawie w domu kultury. 

- Co ci, do jasnej cholery... 

Maddie zasłoniła uszy Dawidowi i spojrzała na 

Joshuę z oburzeniem. 

- Czy mógłbyś mi trochę pomóc w kuchni? 

- Nie widzę powodu... - warknął, ściągając pele­

rynę. 

- Bardzo cię proszę. 

- No, dobrze, dobrze - mruknął, ale najpierw dla 

uspokojenia kilka razy głęboko odetchnął. - Ale jeśli 

uważasz, że mój język nie jest przeznaczony dla de-

likatnych uszu Dawida, to może dasz małego Patr-

ckowi? 

Maddie spojrzała na Patricka. 

- Mógłbyś? 

- Jasne. - Chłopak wyraźnie wolał zejść ojcu 

z oczu. 

Joshua wszedł do kuchni, zignorował apetyczny 

zapach duszonej wołowiny i oparł się o blat. 

- No więc? 

- Kiedy byłeś na dworze, zajrzała tu pani Qua-

ckenbush z córką. Sprzedawały bilety na tance w do­

mu kultury. - Maddie zniżyła głos. - Widziałeś Amy, 

córkę pani Quackenbush? Bardzo rezolutna młoda 

osóbka. Gapiła się na Patricka i on też nie spuszczał 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

65 

z niej wzroku, ale za bardzo się wstydził, żeby coś 

powiedzieć, więc... 

- Więc? 

- Więc kiedy pani Quackenbush powiedziała, że 

potrzebują jeszcze paru dorosłych do pilnowania, po­

myślałam sobie, że gdybyś poszedł, wziąłbyś Patri-

cka

 i... 

- To idiotyczny pomysł. 

Maddie wyglądała na obrażoną. 

-Wcale nie. Zresztą to tylko kilka godzin. 

- A skąd wiesz, że tego dnia nie będę zajęty? 

- Pytałam Patricka. 

- Przecież ja co wieczór mam coś do roboty. 

- Tak? Jasne, siedzisz w domu, czytasz gazetę 

i patrzysz, jak trawa rośnie. Raz możesz się poświę­

cić. Zapewniam cię, że od tego nie umrzesz. 

- To wcale nie jest takie pewne. 

- Wiesz co? Zaczynam myśleć, że po prostu się 

boisz. 

Maddie wyglądała tak słodko, że Joshua z tru­

dem powstrzymał się, by nie zamknąć jej ust poca­

łunkiem. 

- Nie lubię, kiedy ktoś układa mi plany - mruknął. 

Maddie zamilkła na moment i nałożyła mu pełen 

talerz gulaszu. 

- Zresztą nie będziesz musiał iść sam - powie­

działa w końcu. 

- Naprawdę? 

background image

66 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Tak. Powiedziałam pani Quackenbush, że przyj­

dę z tobą - oznajmiła, patrząc mu prosto w oczy. 

Maddie uważała się za osobę tolerancyjną. Owszem, 

miała duży temperament, ale starała się żyć zgod­

nie z ideą, że na świecie jest miejsce dla wszystkich 

i wszystkiego. 

Dla wszystkiego, oprócz muzyki country granej 

przez facetów, którzy nawet nie wiedzą, ile strun ma, 

banjo. 

Kiedy godziła się wraz z Joshuą pilnować porząd-

ku na zabawie w domu kultury, nie miała pojęcia, że 

ona, miłośniczka dobrego, starego rocka przez tyle 

godzin będzie musiała słuchać tej beznadziejnej mu­

zyki i patrzeć na ludowe tance. Przez pierwsze pół 

godziny nawet ją to bawiło. Później miała wszystkie­

go szczerze dość. 

Podpierając ścianę, słuchała kolejnej smętnej melodii 

i marzyła o jakiejś piosence Bruce'a Springsteena. 

- Znów tupiesz nogą - szepnął jej w pewnej chwi­

li do ucha Joshua. 

- Wcale nie tupię. To naturalna reakcja mojego 

ciała na zbyt powolny rytm. 

- Od początku mówiłem, że to kiepski pomysł. 

- Na szczęście połowa balu już za nami. 

- Zaledwie jedna trzecia - uściślił Joshua. - Takie 

imprezy trwają co najmniej trzy godziny. 

Tym razem Maddie naprawdę tupnęła. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

67 

- Czy ten zespół nigdy nie robi sobie przerw? 

- Może komuś urwie się struna. 

- Nie śmiej się dziadku z cudzego wypadku. 

- Czasem człowieka może ocalić tylko dobry humor. 

- Wiesz co? Wyglądasz dziś super, ale jesteś wy­

jątkowo zgryźliwy. 

- Mówiłem ci, że nie lubię, kiedy ktoś układa mi 

plan dnia. 

- Nikt ci niczego nie układał. Może tylko trochę 

pomógł w ostatecznym podjęciu decyzji. 

Joshua milczał przez chwilę, potem spojrzał na 

parkiet. 

- Super, powiedziałaś? 

Dopiero po chwili zrozumiała, o co mu chodzi. 

- No - przyznała z uśmiechem. 

Westernowa, biała koszula kontrastowała z jego 

ciemną karnacją i przyciągała wzrok, szczególnie 

damski, do szerokich ramion. Na dodatek czarne, ob-

cisłe dżinsy podkreślały jego wzrost i bardzo intere­

sującą pupę. 

- Jest tu parę pań, które nie mogą oderwać od 

ciebie wzroku. Może byś z którąś zatańczył? 

- Nie uważasz czasem, że dość mam już tortur jak 

na jeden wieczór? 

- Ciekawe, od jak dawna jesteś taki... ze wszyst­

kiego niezadowolony i skwaszony. 

- Od mniej więcej godziny i piętnastu minut - od­

parł Joshua, spojrzawszy na zegarek. 

background image

68 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Nie, nie. - Maddie potrząsnęła głową. - Myśla­

łam raczej o latach. I zastanawiam się, czy ma to 

związek z jakimś problemem... zdrowotnym. No, 

wiesz, na przykład kobiety cierpią na syndrom napię­

cia przedmiesiączkowego. 

- Czyś ty zwariowała? - prawie krzyknął Joshua. 

- Jakie napięcie przedmiesiączkowe? 

- Słyszałam, że mężczyźni miewają coś podobne­

go, z tym, że u nich niekoniecznie musi to być sprawa 

comiesięczna. Są wtedy marudni i poirytowani. Pro­

blemy z prostatą - dodała szeptem. 

- I myślisz, że tak jest ze mną? 

- Posłuchaj mnie spokojnie, Joshua. - Maddie na­

prawdę nie chciała go obrazić. - Pewnie nie zdajesz 

sobie z tego sprawy, ale jesteś trochę zdziwaczały. 

Kiedy pani Quackenbush przyniosła te bilety, wyda­

wało mi się, że tobie i Patrickowi przyda się jakaś 

rozrywka. Tobie, bo choć trochę pobędziesz w towa­

rzystwie ludzi, a nie tylko koni. A Patrick jest już 

w takim wieku, że powinien spotykać się z dziewczę­

tami nie tylko w szkole. 

Joshua spochmurniał. Jej koncepcja wyraźnie nie 

przypadła mu do gustu. Maddie przestraszyła się, że 

może trochę przeholowała. 

- Ale ta sprawa z prostatą to tylko jedna z teorii 

i może w twoim przypadku... 

- Przepraszam. Nazywam się Henry Krause. Czy 

zechce pani ze mną zatańczyć? 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

69 

Wybawcą Maddie był nieco starszy od niej męż-

czyzna, specjalista od stepowania. 

- Chętnie. - Uśmiechnęła się do nieznajomego 

ulgą i wdzięcznością. - Zaraz wracam - rzuciła 

w stronę Joshui i ruszyła na parkiet. 

Joshua gapił się na tę rudowłosą wariatkę, która 

w raz z Henrym Krause'em podrygiwała w takt kolej-

nej idiotycznej melodii. 

Prostata! Dobre sobie! 

Aż zaklął pod nosem. Faktem jednak było, że ostat­

nio coraz częściej myślał o Maddie. W stajni, 

przy stole, w łóżku, wszędzie miał ją przed ocza­

mi. Nadal mu się nic nie śniło, ale wielokrotnie 

wyobrażał sobie, jak Maddie ramionami oplata jego 

ciało, jest naga i chętna, jej usta są wilgotne, na­

brzmiałe  i . . . niecierpliwe. Te myśli rozpalały jego 

pożądanie. 

Nawet w tej chwili poczuł, jak pulsuje jego naprę­

żona męskość. 

Próbował przekonać sam siebie, że Maddie Palmer 

wcale nie jest piękna. Ani szczególnie uwodzicielska. 

Dobrze, może to i prawda. Ale jest najbardziej inte­

resującą, pełną życia i naturalnego seksu kobietą, jaką 

Joshua kiedykolwiek spotkał. 

Pragnął jej, chociaż wiedział, że nie powinien. 

Nie powinien. 

Nadal sobie to powtarzał, kiedy z przerażeniem 

zauważył, że jego syn prosi ją do tańca. Orkiestra 

background image

70 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

w końcu zrobiła sobie przerwę i ktoś przytomny szyb­

ko puścił płytę z rock and roiłem. 

Maddie była w swoim żywiole. Jej sukienka fur­

kotała, włosy tańczyły, piersi falowały. 

Kiedy muzyka ucichła, Joshua spodziewał się, że 

Maddie zaraz do niego wróci. Porywali ją jednak do 

tańca wciąż nowi partnerzy, a Joshua robił się coraz 

bardziej zły. Po trzech kolejnych nagraniach nie wy­

trzymał. 

Kiedy w sali rozległ się śpiew Trący Chapman, 

oderwał się od ściany i przedarł się w stronę Maddie. 

- Moja kolej - oznajmił. - Zatańczysz ze mną? 

Nie czekając na odpowiedź, ujął jej dłoń i przy­

ciągnął Maddie do siebie. 

- Nie wiedziałam, że potrafisz tańczyć. Myślałam, 

że wszelka zabawa jest sprzeczna z twoimi zasadami. 

Joshua z rozkoszą wdychał jej słodki, korzenny 

zapach. Włosy Maddie muskały mu brodę. 

- Może potrzebuję tylko trochę pomocy. 

- W zabawie? 

Joshua ledwo powstrzymał się od śmiechu. Swego 

podniecenia nie był jednak w stanie ukryć. 

- Od tego można by zacząć. 

- Zacząć? - Spojrzała na niego pytająco. 

W tej samej chwili ktoś ich potrącił i ciała obojga 

znalazły się niebezpiecznie blisko siebie. 

Joshua jęknął. 

A Maddie nagle pojęła, o jakim rodzaju zabawy 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 71 

mowił. Po kilku tańcach z nastolatkami dobrze było 

znaleźć się w ramionach mężczyzny. Prawdziwego 

mężczyzny. I czuć, jak bardzo jej pożądał. 

Obejmowana jego silnymi ramionami, poczuła się 

jak w pułapce. 

- Czy wiesz, że patrzysz na mnie jak James Bond 

na swoje dziewczyny? 

Joshua uśmiechnął się i przyciągnął Maddie moc­

no do siebie. 

- Bo cię pragnę - szepnął i musnął wargami jej 

usta. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

- Nie mnie - szepnęła zdesperowana Maddie, tra­

ktując ten argument jako ostatnią deskę ratunku. - Ży­

jesz tak długo z dala od świata, że każda kobieta tak 

by na ciebie... wpłynęła. 

- Myślisz, że tak samo zareagowałbym na panią 

Quackenbush? 

Choć było to pytanie raczej impertynenckie, Mad­

die zwróciła uwagę nie tyle na treść, co na brzmienie 

głosu Joshui. A usłyszała przede wszystkim głęboką, 

obezwładniającą zmysłowość. Nogi same zaczęły jej 

odmawiać posłuszeństwa. 

Pani Quackenbush była dwa razy starsza od Joshui 

i ważyła mniej więcej tyle samo, co on. 

- No, dobrze, może nie każda, ale... 

- Masz rację. - Teraz pieścił ją nie tylko głos, ale 

i spojrzenie Joshui. - Nie na każdą. Na ciebie. 

Serce Maddie na chwilę przestało bić. Pomyliła 

krok i chyba po raz pierwszy w życiu nie potrafiła 

wymyślić żadnej ciętej odpowiedzi. Przestraszyła się, 

że Joshua ją zaraz pocałuje, ale on tylko trzymał ją 

w objęciach i patrzył jej uporczywie w oczy. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

73 

Melodia się skończyła i Maddie znów poprosił do 

tańca jakiś nastolatek. Instynktownie przywarła moc­

niej do Joshui. 

- Dziękuję - szepnęła i zawstydzona wysunęła się 

jego objęć. 

Nie przywykła do tego rodzaju traktowania. 

Jej długoletni niby-narzeczony swoje pożądanie 

wobec niej traktował jak coś naturalnego. W jego za­

chowaniu nie było nawet śladu namiętności. Tak na­

prawdę pasjonował się muzyką i choć często w) 

jeżdżał i zostawiał Maddie samą, jakoś do tego przy-

wykła. 

Nie raz przekonywała samą siebie, że można zu­

pełnie dobrze żyć bez wzbudzania w kimkolwiek po­

tężnych namiętności. Że ważniejsza jest przyjaźń, 

zrozumienie i szacunek. I tak właśnie było z Cly-

de'em. Kiedy ostatnio wyjeżdżał do Los Angeles, 

obiecał Maddie, że następnym razem podaruje jej 

pierścionek. Zawsze był jakiś „następny raz". Clyde'a 

nie było przy niej nawet wtedy, kiedy Maddie najbar­

dziej go potrzebowała. Tęskniła za nim, ale nauczyła 

się radzić sobie sama. 

Joshua nie wyglądał na takiego mężczyznę, który 

zostawiłby kobietę w potrzebie. Świadomość, że jej 

pragnie, i to wyłącznie jej, dotarła aż do najgłębszych 

zakamarków serca Maddie i obudziła w niej kilka 

dawnych, tajemnych marzeń. 

background image

74 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Dwie godziny później Maddie i Joshua wychodzili 

z imprezy. 

- Gdzie jest Patrick? - spytała, kiedy podeszli do 

auta. 

- Wróci dziś późno. Umówił się na pizzę z kole­

gami. A ponieważ twój brat pilnuje Dawida, oboje 

jesteśmy wolni. 

- Rzeczywiście - mruknęła. 

Musieli pojechać do domu Joshui, bo tam został 

samochód Maddie. Chociaż na dworze było chłodno, 

gdy tylko ruszyli, otworzyła okno, by stworzyć złu­

dzenie większej przestrzeni. 

- Za gorąco? - spytał. 

- Nie, ale lubię taki powiew. 

Kiedy na moment zapadła cisza, Maddie szybko ją 

przerwała. 

- Jak w skali od jednego do dziesięciu oceniłbyś 

tortury, jakie musiałeś znieść dzisiejszego wieczoru? 

Joshua obrzucił ją długim, znaczącym spojrze­

niem. 

- Wieczór się jeszcze nie skończył. 

Maddie miała wrażenie, że jej żołądek wykonał 

właśnie szaleńcze salto. 

- A co powiesz o samej imprezie? 

- Skoro dziesięć oznacza rzecz najgorszą, dałbym 

jej cztery punkty. Nie musiałem tańczyć z panią Qua-

ckenbush, a Patrick dobrze bawił się z Amy. 

- Trochę to potrwało, zanim zaprosił ją na parkiet, 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 75 

ale kiedy już się na to zdobył, poszło mu zupełnie 

nieźle. 

- Myślałaś, że skoro jego ojciec jest odlud-

kiem... 

- Nie nazwałam cię odludkiem - zaprotestowała 

Maddie. 

- I wyrzutkiem społeczeństwa - ciągnął dalej Jo-

-hua. - Współczesnym mnichem... 

- Niczego takiego nie powiedziałam. 

- To prawda. Ale tak właśnie myślałaś. 

Maddie otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale po 

chwili zmieniła zdanie. 

- Może jestem odludkiem i wyrzutkiem społe­

czeństwa, ale na pewno nie mnichem - powiedział 

z naciskiem. 

- Nigdy tego nie mówiłam - powtórzyła. - A jeśli 

mam być szczera, nawet tak nie pomyślałam. 

- No, dobrze. To jakich słów użyłaś? 

Mając nadzieję, że uda jej się łatwo wykpić, Mad­

die wymieniła tylko same zalety: 

- Poważny, odpowiedzialny, spolegliwy. 

- I? 

- Dziwak. 

- Czy właśnie temu zawdzięczam tamten pocału­

nek z litości? 

- Wydawało mi się, że już to sobie wyjaśniliśmy. 

Dokąd jedziesz? - zaniepokoiła się, widząc, że mijają 

jego dom. 

background image

76 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

— Na szczyt tej górki. Spodoba ci się tam. Noc jest 

pogodna, więc widać będzie gwiazdy. 

Na górze Joshua zaparkował na skraju drogi, wy­

siadł z auta, otworzył drzwi i pomógł Maddie wy­

siąść. 

- Cóż za kultura - mruknęła. - Skąd u ciebie tak 

dobre maniery? 

- To spontaniczna reakcja. Mój ojciec nie jest mo­

że specjalnie wykształcony, ale od swoich dzieci wy­

magał szacunku i uprzejmości. 

- Często go widujesz? 

- Nie. Byłem najstarszy i kiedy zaproponowano 

mi w college'u sportowe stypendium, staruszkowie 

byli bardzo dumni ze swego pierworodnego syna. 

Wkrótce potem na świecie pojawił się Patrick i mu­

siałem zrezygnować z kariery. Rodzice niechętnie się 

z tym pogodzili. Rozczarowało ich również to, że 

wyjechałem z Kentucky. 

- Ciężko z tym żyć, prawda? - westchnęła Mad­

die ze współczuciem. 

- Tak. Ale byłem zawsze zbyt zajęty, by się tym 

zamartwiać. W pewnej zresztą chwili uświadomiłem 

sobie, że zawiedliśmy się wzajemnie. Ja nie zrobiłem 

tego, czego chcieli rodzice, a ich nie było przy mnie, 

kiedy ich najbardziej potrzebowałem. 

- Mnie też nie jest łatwo. Matka w ogóle ze mną 

nie rozmawia. Uważa, że powinnam oddać Dawida 

do adopcji. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 77 

Maddie westchnęła i spojrzała na gwiazdy. Wyglą­

dały jak miliony brylancików rozrzuconych na grana­

towym kocu. 

- Widziała go choć raz? 

- Tylko na zdjęciach. Dostała je od Bena. 

- Jej strata. 

- W takiej sytuacji tracą wszyscy - pokręciła gło­

wą Maddie. 

- Owszem, ale ona najwięcej. Nie tylko nie wie, 

co to znaczy mieć wnuka, ale straciła też córkę. 

- Nigdy o tym w ten sposób nie myślałam. 

- Bo przede wszystkim czujesz wstyd. 

- Jak na pozbawionego poczucia humoru wyrzut­

ka społeczeństwa niezły z ciebie psycholog. 

- O, a więc jeszcze pozbawiony jestem poczucia 

humoru. 

Maddie dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, co 

powiedziała. 

- Pardon. 

- Widzę, że jest ci zimno. Wracajmy do auta. 

- Gdybym mieszkała w pobliżu, codziennie przy­

chodziłabym tu patrzeć na gwiazdy - powiedziała 

Maddie, siedząc już w samochodzie. 

- Ale chyba nie wtedy, kiedy pada. 

- Na pewno zimą jest tu bardzo pięknie. Tak cicho 

i spokojnie, wszędzie śnieg... 

- Owszem. 

Maddie ułożyła głowę na oparciu fotela. 

background image

78 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Dziękuję, że mnie tu przywiozłeś. 

Joshua nachylił się ku niej i spojrzał jej w oczy. 

- Wołałbym, żebyś mi podziękowała tak jak 

wtedy. 

- Masz na myśli pocałunek? 

- Mhm... 

Było to najbardziej zmysłowe „mhm", jakie w ży­

ciu słyszała. Maddie uśmiechnęła się, bo wiedziała, 

że nic się nie stanie. Ba, była nawet tego pewna. 

- Nie wyglądasz mi na takiego, który całuje ko­

biety w samochodzie. 

- Naprawdę? - Joshua wsunął palce w jej włosy. 

- Tak, naprawdę - odparła, czując, że z każdą 

chwilą, z każdym jego słowem, traci pewność siebie. 

- Jesteś praktyczny, bardzo spolegliwy  i . . . 

- I pragnę cię. 

- Chyba za dużo wypiłeś, mój drogi. - Próbowała 

się jeszcze bronić. 

- To nie whisky przeze mnie przemawia. To ja 

sam. I powiem ci jeszcze, że jesteś w dużym błędzie. 

Ja wprost uwielbiam całować się w samochodzie. 

Maddie nie zdążyła nic odpowiedzieć, bo Joshua 

po prostu zamknął jej usta. Pocałunkiem. 

Potem przywarli do siebie, pieścili się i dotykali. 

Oboje robili to z równym zapamiętaniem. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

- Butelka? A co się stało z... - Wzrok Joshui bez­

wiednie powędrował na piersi Maddie. 

- Zaczęłam karmić nią Dawida, kiedy wróciłam 

do pracy. Chyba ci to nie przeszkadza, Zajączku, co? 

- Synek uśmiechnął się, więc uśmiechnęła się i ma­

ma. - Jest taki wspaniały. Założę się, że będzie się 

musiał kijem oganiać od dziewczyn. 

- A może to raczej ty będziesz je od niego odga­

niała, co? 

- Jeśli będą miłe, to nie. 

Patrick poklepał Majora, potem podszedł do Joshui 

i stanął obok niego z rękami złożonymi na piersi. 

- Jak na dzieciaka nie jest taki zły. Nie wrzeszczy 

dużo i w ogóle. 

Maddie parsknęła śmiechem. Wiedziała, że 

w ustach Patricka to ogromny komplement. 

- Dzięki. Chętnie bym sobie przypisała jego dobry 

charakter, ale przypuszczam, że zawdzięczamy go 

prawidłowemu funkcjonowaniu układu pokarmo­

wego. 

- To znaczy? 

background image

80 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Że po każdym karmieniu ładnie beka. Wypusz­

cza powietrze, którego się nałykał, i dzięki temu nie 

boli go brzuszek. 

Patrick zawsze po kolacji szedł do siebie, tym ra­

zem jednak został z nimi. 

- Chciałbyś go nakarmić? - spytała Maddie. 

- Ja? No... może. 

- Nie musisz. Pomyślałam, że może chciałbyś po­

trzymać takiego malucha. 

Patrick znów wzruszył ramionami. Wyraźnie był 

to jego ulubiony gest. 

- Dobra. 

- To usiądź obok mnie - zaproponowała Maddie 

i podała mu Dawida. - Nie bój się, to nie potrwa 

długo. Nasz Zajączek to istny odkurzacz. Wyglądasz, 

jakbyś robił to od lat - uśmiechnęła się do Patricka. 

- Czasami zdarza mu się karmić źrebaki - wyjaś­

nił Joshua. 

- Tak, to pewnie dlatego. 

Maddie wyczuła, że Patrick chciałby jej coś powie­

dzieć. Parę razy nawet już otwierał usta. Szybko do­

myśliła się, o co chodzi, i postanowiła mu pomóc. 

- Rozmawiałeś już z Amy po tamtej zabawie? 

Chłopak skinął głową. 

- Czasem w szkole odzywa się do mnie. 

- A ty odpowiadasz? 

- Jakmi coś wpadnie do głowy. 

- Czujesz się przy niej niepewnie? 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

81 

Trochę - przyznał. - A jak wobec ciebie zacho­

wywali się chłopcy w szkole? - spytał po chwili. 

Maddie wiedziała, ile kosztowało go to pytanie. 

Uświadomiła sobie, że pewnego dnia o to samo może 

ją zapytać Dawid. 

- Na przykład do mnie dzwonili. Odprowadzali 

mnie do szkoły i jedli razem ze mną obiad w szkolnej 

stołówce. Pytali o różne rzeczy. 

- O co? 

- Jaką muzykę lubię, jakie filmy widziałam, co 

oglądam w telewizji. 

- Chyba już się najadł - przerwał jej Patrick. Bu­

telka była pusta, a Dawid drzemał. 

- Zgadza się. - Maddie wzięła synka na ręce i de­

likatnie pomasowała mu plecki. 

- I działało? 

- Co działało? - Nie zrozumiała, o co mu chodzi. 

- To zadawanie pytań i dzwonienie. Umawiałaś 

się wtedy z nimi? 

- Czasami. Zależy, jaki był to facet. 

- A kwiaty pomagały? 

- Kwiaty zawsze pomagają. I wcale nie muszą to 

być róże - dodała. Nie ujawniła jednak faktu, że ona 

sama nigdy jeszcze nie dostała kwiatów od mężczy­

zny. - Mogą też być drobne prezenciki. 

- Drobne? - Patrick był wyraźnie zainteresowany. 

- Bardzo drobne - uspokoiła go. - Kaseta z na­

graniem ulubionego zespołu. Breloczek do kluczy 

background image

82 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

z moim inicjałem. - Wymieniała prezenty, których 

nigdy nie dostała, ale o których marzyła. Przypo-

mniała sobie, że Clyde był zawsze bez grosza, 

i uśmiechnęła się. - Najważniejsze jednak jest to, że-

byś jej słuchał. Jeśli uważnie będziesz słuchać, do-

wiesz się, co lubi. 

- Kobiety rzadko są tak otwarte - wtrącił się 

Joshua. 

- A większość mężczyzn nie umie słuchać - od-

parowała. 

- Powiedz jej, że jest piękna. Powiedz, że podoba-

ją ci się jej włosy i uśmiech. - Teraz Joshua przejął 

rolę nauczyciela. 

- W twoim przypadku to działało? 

- Jak czary. 

- Ale jeśli to jest tylko czcze gadanie, to dziew-

czyna na pewno szybko się zorientuje i cię rzuci -

oświadczyła Maddie. Nie była pewna, którego 

z Blackwellów instruuje. - To musi być prawda. Na 

przykład powiedz jej, jak się przy niej czujesz. 

-

 Jakbym zaraz miał zwymiotować - przyznał Pa-

trick. 

Joshua parsknął śmiechem i spojrzał z ukosa na Mad-

die. Sama się o to prosiłaś, mówiło jego spojrzenie. 

- Chodziło mi o pozytywne uczucie. Ale to dopie-

ro później. Jak lepiej ją poznasz, możesz zmienić 

zdanie. Może w ogóle ta dziewczyna przestanie ci się 

podobać. Po to właśnie są randki. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 83 

- No dobrze, ale dokąd mam ją zabrać? 

- Pierwszy raz najlepiej na lody - wtrącił się znów 

Joshua. - Tanio i szybko. I nie może się nie udać. 

Maddie spojrzała na niego z rozbawieniem. 

- Aż tak daleko sięga twoja pamięć? 

Spojrzenie, jakim ją obrzucił, było gorące i wyzy­

wające. 

- To jak jazda na rowerze. Takich rzeczy się nie 

zapomina. 

Maddie posmutniała. Joshua przypominał jej 

niedźwiedzia, który zapadł w sen zimowy i teraz po­

woli zaczynał się budzić. I bez wątpienia jej pragnął. 

Postanowiła skupić się teraz tylko na Patricku. By-

lo to zdecydowanie bardziej bezpieczne. 

- Może to zabrzmi jak banał, ale nie masz pojęcia, 

ile może zdziałać dbałość o drugą osobę, uprzejmość 

i dobre maniery. 

Patrick, jak dobry komputer, zapisywał te wszyst­

kie informacje w swojej pamięci. 

- Ilu facetów rzuciłaś? 

- Kilku - przyznała z niechęcią. - Jakoś wtedy 

przyciągałam do siebie wyjątkowych palantów. 

A z paroma i tak za długo się cackałam. 

- Dzięki - rzekł, wstając, Patrick. 

Już miał wyjść z pokoju, ale zatrzymała go jeszcze 

jedna myśl. 

- A jaki był najlepszy prezent, jaki dostałaś od 

faceta? - spytał. 

background image

84 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Oprócz Dawida? - Maddie przytuliła synka 

mocno do siebie. Usłyszała głębokie westchnienie 

Joshui i domyśliła się, o czym pomyślał. - Ale mu-

sisz pamiętać, że ja mam lat dwadzieścia siedem lat 

i dawno już skończyłam szkołę. Dla mnie najlepszym 

prezentem byłaby możliwość dzielenia z kimś odpo­

wiedzialności za wychowanie dziecka. 

- Nie bój się. Wiem o prezerwatywach. 

- One czasem pękają - mruknęła pod nosem Mad­

die. - Zawsze lepiej stosować jakieś dwie metody 

zapobiegania ciąży, ale to na pewno wiesz. I na pew­

no rozumiesz, że seks to nie tylko połączenie dwóch 

ciał, więc czasami warto poczekać. 

Spod oka spojrzała na Joshuę i wyczuła jego apro­

batę. 

- A moim ulubionym prezentem od faceta by­

ła piosenka, którą dla mnie napisał - uśmiechnęła się 

do Patricka. - Gitarzyści zawsze mnie bardzo po­

ciągali. 

Kilka minut później Joshua odprowadzał Maddie 

do auta. Deszcz już nie padał. Powietrze było czyste 

i chłodne. Kiedy tylko posadziła Dawida w foteliku 

i zatrzasnęła drzwi, Joshua zablokował jej drogę. 

Czuła całe jego ciało - silną, falującą pierś, mocne 

uda  i . . . naprężoną męskość. 

- Widzę, że niełatwo mi będzie odjechać - mruk­

nęła. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 85 

- A spieszysz się? - spytał Joshua, muskając war­

gami koniuszek jej ucha. 

- Nie, ale nie chcę nadużywać waszej gościnności. 

- Nie ma obawy. - Teraz jego waigi sunęły po jej szyi. 

Bez powodzenia próbowała stłumić jęk. 

- Uwielbiam te twoje odgłosy. Od razu się wtedy 

zastanawiam, jak by brzmiały w łóżku. 

- Nie wiem, czy to znaczy, że mam się zamknąć, 

czy

 wprost przeciwnie - próbowała żartować. 

- Nie, broń Boże, nie powstrzymuj ich! Mówiłem 

ci już, jaka jesteś piękna? 

Choć Maddie wiedziała, że to nieprawda, wokół jej 

serca rozlało się bardzo przyjemne ciepło. Kiedy wsu­

nął palce w jej włosy, zadrżała. 

- I podobają mi się twoje włosy, ich kolor, puszy-

stość, to, jak tańczą wraz z tobą. 

Maddie zamknęła oczy. Czuła się cudownie. 

- Och, Joshua! 

Znów wtulił się w jej szyję. 

- Uwielbiam twój zapach. 

- To talk dla dzieci. 

- Na tobie pachnie podniecająco. 

Maddie otworzyła oczy i parsknęła śmiechem. 

- Ty chyba zwariowałeś. 

- Możliwe. - Teraz palcem obrysowywał kontur 

jej ust. - Lubię twój uśmiech. 

Nie wiedząc, czy śmiać się, czy płakać, Maddie 

potrząsnęła głową. 

background image

86 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Bardzo dobrze, Joshua. Bardzo dobrze. 

Odepchnęła go zdecydowanie i podeszła do drzwi 

od strony kierowcy. 

- Co takiego? - Oczywiście Joshua podążył 

w ślad za nią. - O czym ty mówisz? 

- Dobry tekst. Znakomity z ciebie aktor. Tę rolę 

wykułeś na blachę. Prawie się na to dałam nabrać. 

- Do jasnej Anielki, Maddie, przecież wiesz, że 

mówiłem szczerze. 

- Ja też znam swoją rolę. Jak cię słucham, to 

robi mi się niedobrze - rzuciła, siadając za kiero-

wnicą. 

Joshua znów wyjrzał przez okno i zmarszczył 

brwi. 

- Nie widać jej? 

- Nie. 

Była to pierwsza środa od wielu, wielu tygodni, 

kiedy Maddie nie przywiozła im kolacji. Choć Joshui 

bardzo smakowało jej jedzenie, dużo bardziej zależą-

ło mu na niej samej. 

- Myślisz, że powinniśmy do niej zadzwonić? -

spytał Patrick, ujawniając tym samym, że i on przy-

zwyczaił się do tych odwiedzin. 

- Poczekajmy jeszcze parę minut. 

Instynkt podpowiadał mu, by jej szukać. A jeśli 

znów zgubiła drogę i sąsiad tym razem zrobił użytek 

ze strzelby? 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 87 

Kiedy usłyszał w oddali warkot silnika, odetchnął 

z ulgą. Poznał tłumik jej auta. 

Obaj z synem od razu wyszli na ganek. 

Owszem, był to samochód Maddie, ale wysiadł 

z niego jakiś mężczyzna. W ręku trzymał pudło z piz-

za. Miał długie włosy, złoty kolczyk w uchu, ubrany 

był w dżinsy i T-shirt. 

- Hej, jestem Ben, brat Maddie. Nie może dziś 

sama do was przyjechać. Jej mały zachorował, więc 

poprosiła, żebym przywiózł wam coś do jedzenia. Ty 

jesteś Joshua, zgadza się? 

Joshua skinął głową. Nie widział w Benie żadnego 

podobieństwa do Maddie. Dopóki nie spojrzał mu w oczy. 

Tak samo brązowe, tak samo błyszczące i pełne życia 

- Nie stój na tym deszczu. Wejdź do środka. 

Ben wahał się przez chwilę, ale w końcu spojrzał 

przez ramię na auto, pokazał mu język i wzruszył 

ramionami. 

- Dzięki, chętnie. Mam dwa rodzaje pizzy. Mad­

die kazała mi wybrać, więc jedna jest supremę, a dru­

ga pepperoni. 

- Dobry wybór - pochwalił go Joshua w drodze 

do kuchni. - Patrick chyba zje nawet pudełko. 

- Tato. 

- Dziś zjemy po kawalersku - rzekł do syna Jo­

shua, a ten od razu go zrozumiał. 

- Myślałem, że zawsze tak jadacie - zażartował 

Ben. 

background image

88 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Patrick wyjął z szafki papierowe talerze i serwetki, 

a potem wprawnie rozłożył je na stole. 

- Co jest Dawidowi? 

-

 Jakaś infekcja ucha. Maddie była z nim u leka,-

rza i dostała lekarstwa, ale dziś w nocy Zajączek pew-

nie znów będzie marudził. 

- Znów? - zaniepokoił się Joshua. 

- Mhm. Nie spali całą poprzednią noc. Chętnie 

bym zastąpił siostrę, ale pracuję na nocną zmianę 

w barze Tony'ego. - Ben ugryzł kawałek pizzy i po­

pił colą. - Maddie wygląda jak zmora. 

Joshua nie potrafił przejść nad tym faktem do po-

rządku dziennego. Tylko dla zachowania pozorów 

skierował rozmowę na inne tory. 

- Niewiele o tobie wiem. Chyba tylko tyle, że je-

steś ojcem chrzestnym Dawida i w szpitalu powie-

dziano ci, że twoja siostra urodziła pięcioraczki. 

Ben wybuchnął śmiechem. 

- To cała Maddie! A ja o tobie słyszałem całkiem 

sporo - zwrócił się do Joshui, ale już całkiem po-

ważnie. 

Joshua z trudem przełknął kęs pizzy. 

- Naprawdę? 

- Owszem. Maddie dużo mi opowiadała o to-

bie i o twoim synu. Twierdzi, że Patrick jest bardzo 

zdolny. 

- Naprawdę? - Patrick z dumy aż się wyprosto-

wał. - Naprawdę tak powiedziała? 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 89 

- Tak. I że choćby dużo ją to miało kosztować, 

dotrzyma słowa, jeśli chodzi o te cotygodniowe ko­

lacje. 

- Próbowałem jej to wyperswadować - przyznał 

z wyrzutami sumienia Joshua. - To naprawdę niepo­

trzebne. 

- Daj sobie spokój! Moja siostra zawsze do­

trzymuje słowa. Mówi, że pomogłeś jej, kiedy tego 

najbardziej potrzebowała, i że nigdy o tym nie zapo­

mni. To dla niej zupełnie nowe doświadczenie, bo do 

tej pory nie mogła zbytnio polegać na mężczyznach. 

Kiedy byliśmy mali, nasz ojciec dużo podróżował, 

więc rzadko go widywaliśmy. A Clyde - Ben aż 

skrzywił się z niesmakiem -jego właściwie też nigdy 

nie było. Utalentowany, ale nie zasługiwał na taką 

wspaniałą dziewczynę jak Maddie. 

Tym razem Ben spojrzał na Joshuę bardzo uważ­

nie. I ostrzegawczo. Jak brat, który nie pozwoli niko­

mu skrzywdzić ukochanej siostry. 

I chyba rzeczywiście miał powody do obaw. 

Wieczorem Joshua był rozkojarzony i nie mógł za­

snąć. Snuł się po kuchni i salonie, wypił szklankę 

mleka i zjadł herbatnika. Nawet on zauważył stęchły 

i dosyć niezwykły smak ciastka. Joshua nigdy nie 

miał problemów z zachowaniem linii. Nie umiał go­

tować, a i buszowanie wśród sklepowych półek nie 

było jego pasją. Kupował rzeczy pierwsze z brzegu 

background image

9o NIEGRZECZNA NARZECZONA 

i już. Gdyby Maddie żywiła go bardziej regularnie 

wkrótce bałby się stanąć na wadze. 

Tak, przyzwyczaił się do jej cotygodniowych wi-

zyt. Czekał na nie, czasami bardzo niecierpliwie. I juz 

dawno przestał się oszukiwać, że chodzi mu wyłącz-

nie o domowe jedzenie. 

Chętnie skwitowałby wszystko stwierdzeniem, że 

to wyłącznie sprawa seksu, ale wiedział, że ta szalona 

Maddie zalazła mu głęboko za skórę i znalazła drogę 

do jego serca. 

Ciekaw był, czy właśnie teraz spaceruje po swoim 

mieszkaniu z Dawidem w objęciach. Pamiętał do­

brze, jak bolesna jest świadomość, że jest się jedyną 

osobą odpowiedzialną za takie maleństwo. A czekała 

ją kolejna, ciężka noc. 

Nagle drgnął gwałtownie. Wróciła do niego ta sa-

ma myśl, która tak zaskoczyła go przy kolacji. 

- Co za idiotyczny pomysł - mruknął, spoglądając 

na kuchenny zegar. Była jedenasta trzydzieści. - Ab­

solutnie idiotyczny. 

Wciąż mamrocząc, że pomysł jest bez sensu, wło­

żył dżinsy, koszulę, skarpetki i buty. Obudził Patri­

cka, żeby powiedzieć mu, dokąd się wybiera, i już go 

nie było. 

W środku nocy ulice były prawie puste, więc droga 

do domu Maddie zabrała Joshui zaledwie trzydzieści 

pięć minut. Chciał tylko sprawdzić, czy u niej wszystko 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 91 

w porządku. Jeśli nie zobaczy światła w jej oknach, 

zawróci, nie próbując nawet z nią porozmawiać. 

Niestety, okna były oświetlone. 

Otworzyła mu dopiero po kilku minutach. Tuliła 

w ramionach Dawida i wyglądała na nieprzytomną ze 

zmęczenia. Jeszcze żadna kobieta nie budziła w nim 

tylu ciepłych uczuć. 

- Słyszałem, że masz dziś ciężką noc. 

- I zapragnąłeś się do nas przyłączyć? 

Maddie zdobyła się na słaby uśmiech. 

- Nie miałem nic lepszego do roboty. - Joshua 

wzruszył ramionami. 

- A nie pomyślałeś o spaniu? 

Próbowałem i nic z tego nie wyszło, odparł, ale 

tylko w duchu. 

- A może jednak mnie wpuścisz? 

- Och, przepraszam. Chcesz może kawy, mleka, 

albo... - Maddie już szła do kuchni. 

- Chcę, żebyś usiadła. 

To wydało mu się w tej chwili najważniejsze. Bał 

się, że Maddie za chwilę zemdleje. 

- Nie ma mowy. Zajączka strasznie boli ucho i tyl­

ko noszenie go przynosi mu jakąś ulgę. Nie mogę 

słuchać, jak płacze. 

- A lekarstwo? 

- Jasne. - Maddie nie przerywała chodzenia. -

Zacznie działać dopiero za jakieś dwadzieścia cztery 

do czterdziestu ośmiu godzin. 

background image

92 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Nie zapytałaś, czemu przyjechałem. 

- Rzeczywiście! Chyba jestem mało przytomna. 

- Ben powiedział, że poprzednią noc też miałaś 

bardzo ciężką. 

Maddie skinęła głową i skupiła się na studiowaniu 

wzorków na dywanie. 

- Pamiętam takie bezsenne noce z dzieciństwa Pa-

tricka. Wydawały się nie mieć końca. 

Znów tylko kiwnęła głową. 

- Więc pomyślałem sobie, że cię trochę zastąpię. 

Maddie znów pokiwała głową. Ani na moment nie 

przerwała swojej wędrówki. Zaniepokoił go taki zu­

pełny brak reakcji. 

- Maddie, słyszałaś, co mówię? 

Spojrzała na niego nie widzącym wzrokiem i za

mrugała oczami. 

- Boże -jęknęła - żeby ten pokój przestał wresz­

cie tak wirować. 

- Natychmiast daj mi małego i kładź się do łóżka. 

- Nie, nie, ja tylko... - próbowała protestować. 

- Daj go - powtórzył Joshua zdecydowanie i wy­

ciągnął ręce. 

Odniósł wrażenie, że Maddie dopiero w tej chwili 

uświadomiła sobie jego obecność. Patrzyła na niego 

z ufnością i ulgą. A pod tymi uczuciami, pod ogrom­

nym zmęczeniem, kryło się coś jeszcze. 

- Tylko na godzinę - zgodziła się w końcu i podała 

mu synka. Potem wspięła się na palce i leciutko pocało-

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 93 

wała Joshuę w policzek. - Jesteś cudowny. Godzina 

mi zupełnie wystarczy. Potem mnie obudź. Dobrze? 

- Jasne. 

Kiedy się w końcu obudziła, na dworze już zaczy­

nało świtać. Od razu pomyślała o Joshui. Musi być 

wykończony. Nie zmrużył przecież oka. 

Cichutko, na palcach, zeszła na dół. 

Joshua siedział w bujanym fotelu i tulił do siebie 

Dawida. 

W pokoju panowała absolutna cisza. 

Obaj smacznie spali. 

Ten widok aż ścisnął ją za serce. Jednego tylko nie 

będzie mogła nigdy dać swemu synowi. Nie będzie 

w stanie zastąpić mu ojca. 

A... gdyby... Maddie pozwoliła sobie na chwilę 

marzeń. 

Gdyby tak Joshua pokochał ją oraz jej dziecko 

i zechciał z nimi zostać na zawsze. Gdyby... 

Nie, nie, nawet nie powinna o czymś takim myśleć. 

Nachyliła się i leciutko dotknęła czoła Dawida. Ani 

śladu gorączki. 

Potem spojrzała na Joshuę. Jeszcze nigdy nie wi­

działa tak pięknego mężczyzny. 

Kiedy nagle otworzył oczy i ich spojrzenia się 

spotkały, Maddie zrozumiała, że wpadła na amen. 

Znowu to samo! 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Maddie pamiętała, że w takiej sytuacji najlepiej 

jest mowie. Cokolwiek. Byle szybko i dużo. 

- Nie obudziłeś mnie po godzinie - skarciła Jo-

shuę. - Bardzo miło z twojej strony, że pozwoliłeś mi 

odpocząć, ale to miała naprawdę być tylko godzina. 

Przecież ty całą noc przesiedziałeś na krześle. Daj mi 

Zajączka, przewinę go i nakarmię. - Wzięła dziecko 

i weszła do kuchni. - Zaczekaj chwilę, zaraz zrobię 

kawę. 

- Maddie? - zdecydowany głos Joshui przerwał 

ten monolog. 

- Tak? 

- Daruj sobie tę kawę. Za minutę znikam. 

Słowa Joshui znów pobudziły ją do działania. 

- Nie ma mowy. 

Nie zważając na ssącego jej ramię Dawida, szybko 

wyjęła z lodówki butelkę z mieszanką i wstawiła ją 

do podgrzewacza. Posadziła synka w jego foteliku 

i wyjęła z szafki buteleczkę z antybiotykiem. 

- Pozwól mi przynajmniej poczęstować cię kawą. 

Jeśli trochę poczekasz, zrobię śniadanie  i . . . 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 95 

- Hej. - Joshua stanął tuż za nią. - Czemu jesteś 

taka zdenerwowana? 

Serce Maddie waliło jak szalone. W jej głowie kłę-

biły się tysiące myśli. Jakoś jednak udało jej się od-

mierzyć porcję lekarstwa łyżeczką. 

- Zawsze gdy potrzebowałam pomocy, nikogo 

przy mnie nie było. No, może Emily i Jenna Jean, 

i czasami Ben. 

Podała małemu lekarstwo, a potem zaczęła go 

karmić. 

Dopiero wtedy spojrzała na Joshuę. 

- Czuję się niezręcznie. To, co wczoraj zrobiłeś, 

bardzo dużo dla mnie znaczy. 

- To naprawdę nic takiego. - Joshua wzruszył ra­

mionami. 

- Wręcz przeciwnie - upierała się Maddie. - Dla 

mnie to naprawdę coś wielkiego i nawet nie wiem, 

jak ci podziękować. 

Spojrzenie Joshui było tak pełne namiętności, że 

Maddie poczuła się zakłopotana. Sytuacji nie ułatwiał 

fakt, że za koszulę nocną służył jej stary T-shirt, który 

niewiele zasłaniał. 

- Jesteś mi wdzięczna? 

| - Tak. 

- Bardzo? - spytał Joshua i przysunął się niebez­

piecznie blisko. 

Maddie najpierw odetchnęła głęboko, a potem par­

sknęła śmiechem. Czy ten facet nigdy nie rezygnuje? 

background image

96 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Mam w tej chwili na sobie powyciągany T-shirt, 

który służy mi za koszulę, karmię moje dziecko i choć 

od wieków nie patrzyłam w lustro, założę się, że wy­

glądam jak potwór. Nie możesz mnie w tej chwili 

pragnąć. - Choć tak bardzo starała się go zniechęcić, 

wciąż widziała w jego oczach pożądanie. - Chyba że 

jesteś ślepy. 

- Okulista nazwał mój wzrok sokolim. 

No, tak, mogła się tego spodziewać. 

- Albo zwariowałeś. 

- To rzeczywiście możliwe - zaśmiał się Joshua 

i musnął wargami jej szyję. 

Maddie przymknęła oczy. 

- Nie możesz mnie pragnąć. Nie. To niemo... 

- Mogę. - Wsunął rękę pod jej koszulę i pieścił 

nagie uda. - I pragnę. 

- Nie, Joshua, nie - szepnęła, choć jej ciało mó­

wiło co innego. - Jestem wykończona. 

- Przecież to ja siedziałem z Dawidem całą noc. 

Jesteś mi coś winna. 

Maddie aż zesztywniała. To niemożliwe... to niemo­

żliwe, by chciał, żeby odwdzięczyła mu się seksem. A jed­

nak jakiś cichutki głosik w jej wnętrzu szeptał, że byłoby 

to najsłodsze podziękowanie, jakie w życiu złożyła. 

- Lody - powiedział Joshua. 

- Lody? - powtórzyła oszołomiona. 

- W piątek wieczorem. To musi się udać - dodał 

z szelmowskim uśmiechem. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

97 

Pokonał Maddie jej własną bronią. 

Ponieważ Joshua miał mnóstwo roboty z końmi, 

w piątek mogli się wybrać na lody dopiero późnym 

wieczorem. W lodziarni był okropny tłok, kupili więc 

kilka pudełek na wynos i pojechali do Maddie. 

Joshua był w idiotycznym nastroju. Nie czuł się tak 

lat. Wiedział, że zwariuje, jeśli nie zdobędzie Mad-

die Palmer. Choćby miał ją posiąść na tym kuchen­

nym stole. 

- Kto się dziś zajmuje Dawidem? - spytał, kiedy 

wyjmowała z szafki syrop czekoladowy. 

- Moja przyjaciółka, Jenna Jean. Miała do mnie 

pretensje, że nie zadzwoniłam do niej po pomoc, kie­

dy mały był chory, ale nawet mi to nie przyszło do 

głowy. Ona jest zastępcą prokuratora okręgowego 

i nikt jej nie przegada, więc obiecałam, że przy naj­

bliższej okazji pozwolę jej się zająć Dawidem. -

Maddie wyjęła z lodówki bitą śmietanę i uśmiechnęła 

się szeroko. - To właśnie dziś jest ta okazja. 

- Czy do tych wszystkich specjałów dodajesz cza­

sami trochę lodów? 

- Nie wiedziałam, że jesteś taki zasadniczy, 

szem, dodaję, ale niewiele. 

W obecności tej kobiety Joshua bynajmniej nie 

czuł się zbytnio zasadniczy. Miał wrażenie, że jego 

mozg zmienił miejsce pobytu i przeprowadził się po­

niżej pasa. 

background image

98 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Bita śmietana? - Maddie włożyła palec do pu­

szki, a potem go oblizała. - Pycha. Chcesz trochę? 

- Jasne. 

Znów zanurzyła palec i podała mu, by spróbował 

śmietany. Jednak Joshua niespodziewanie chwycił Mad­

die za nadgarstek i wsunął sobie do ust... cały jej palec. 

Oczywiście chodziło mu wyłącznie o śmietanę. 

Maddie natychmiast wyrwała mu rękę i spojrzała 

na niego z oburzeniem. Jak najbardziej udawanym. 

- Jak mogłeś? 

- Gdybyś okazała mi choć trochę litości - to ostat­

nie słowo Joshua wymówił ze szczególnym naci­

skiem - nie musiałbym się uciekać do takich metod. 

Patrzyła na niego przez trzy długie sekundy, a na 

jej twarz powoli wpełzał rumieniec. 

- Litości? 

- Tak. - Joshua przysunął sobie miseczkę i nabrał 

łyżką dużą porcję lodów. Miał nadzieję, że w ten spo­

sób chociaż trochę zmniejszy płonący w nim żar. -

Całujesz mnie, a kiedy tracę nad sobą panowanie 

przerywasz. Jesteś blisko mnie i nagle się odsuwasz. 

Niezła z ciebie flirciara, Maddie. 

- Flirciara! - Dla podkreślenia swego oburzenia, 

nie tak całkiem już udawanego, Maddie potrząsnęła 

puszką śmietany i skierowała na Joshuę potężny stru­

mień białej piany. 

Śmietaną pokryta była nie tylko jego ręka i twarz, 

ale i koszula. Odrobina jej spadła też na dżinsy. 

background image

-

NIEGRZECZNA NARZECZONA 99 

- Przepraszam. - Maddie uśmiechnęła się niepew-

nie i odstawiła puszkę. - Nie chciałam poplamić ci 

Koszuli. 

- Masz jakąś serwetkę? 

- Oczywiście. 

Szybko wyjęła z szuflady niebieską serwetkę i do-

kladnie wytarła mu koszulę. Potem spojrzała na plamę 

na jego dżinsach. Jej już nie ośmieliła się wytrzeć. 

Kiedy zarumieniona podniosła wzrok, dostrzegła 

w oczach Joshui rozbawienie i podniecenie. 

Miała na sobie brzoskwiniową, cieniutką sukienkę 

bez rękawów. Wieczór był bardzo ciepły, nie włożyła 

więc rajstop. Tylko złoty łańcuszek z serduszkami na 

kostce i lekkie sandałki. 

Joshua wreszcie zrobił to, o czym marzył przez 

Cały wieczór. Wsunął rękę pod jej sukienkę. 

Maddie znieruchomiała. 

Joshua był tego wieczoru jakiś inny. Nie wiedziała, 

czy powinna się z tego cieszyć, czy raczej bać. Wie­

działa tylko, że podoba jej się sposób, w jaki on na 

mą patrzy -jakby była lodami, a on zabierał się właś­

nie do jedzenia. I podobała jej się jego ręka w jej 

gorącym, intymnym miejscu. 

- Lody topnieją - wykrztusiła z trudem przez 

ściśnięte gardło. 

- Maddie, och, Maddie! Jak możesz teraz myśleć 

o lodach... - szepnął jej do ucha. 

- Joshua, przecież tobie na mnie wcale nie zależy. 

background image

100 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Nawet ty w to nie wierzysz. 

Kiedy przyciągnął ją mocno do siebie, gdy poczuła 

jego twardość, jeszcze próbowała się bronić. 

- Naprawdę? 
Wsunął nogę między jej uda. 
- Tak. Oboje o tym świetnie wiemy. Chodź tu, 

maleńka. 

Maddie poczuła, że tonie. W spojrzeniu Joshui, 

w słodyczy jego pocałunków. 

Chociaż po chwili leżeli już na kanapie, a ona opla­

tała go nogami i całowała jego szyję, jeszcze raz po­

stanowiła dać mu ostatnią szansę. 

- Ty potrzebujesz zupełnie kogoś innego - szeptała. 

- Kobiety, której nie musisz pomagać przy zmianie koła 

ani przywozić po nocy jakiegoś idiotycznego smoczka. 

- Nie przestała mówić nawet wtedy, kiedy Joshua pod­
niósł jej sukienkę i wsunął rękę między uda. - Kobiety, 
która zna się na klaczach, ogierach  i . . . 

- Maddie, ja chcę ciebie. 
- Ale pamiętaj, że cię ostrzegałam... 
Joshua wsunął palec do jej gorącego, wilgótneg 

wnętrza. 

Maddie instynktownie zacisnęła mięśnie. 
- Chyba nie zdążymy do sypialni, prawda? 

Joshua jednym szybkim ruchem ściągnął jej mikro 

skopijne majteczki. 

- Tym razem chyba jeszcze nie. Och, Maddie,i 

gdzie byłaś przez te wszystkie lata... Gdzie... 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

101 

Maddie odpięła mu dżinsy i ujęła w dłoń jego mę-

ość. 

- O, tak, Maddie, tak. 

Joshua na moment uniósł się na łokciu i wyjął 

kieszeni małą, foliową paczuszkę. 

I w tym jej nie zawiódł. Znów wykazał się odpo­

wiedzialnością. 

Potem przenieśli się na górę, do sypialni. Wzięli ze 

sobą tylko puszkę z bitą śmietaną. 

Półtorej godziny później oboje leżeli zmęczeni na 

jej ogromnym łóżku. Puszka była pusta. 

Joshua jeszcze nigdy nie kochał się z kobietą, która 

by mu się tak bez reszty, całkowicie oddawała. Z taką 

ufnością, bez wstydu, bez zahamowań. Tak naturalnie 

i po prostu. 

- Chciałbym ci zadać jedno niedyskretne pytanie 

- rzekł, kiedy ich spojrzenia się spotkały. 

- Pytaj. 

- Ten facet, z którym byłaś tak długo... 

- Clyde. 

- Często wyjeżdżał, tak? Czy z nim też się tak 

kochałaś jak ze mną? 

- To rzeczywiście bardzo niedyskretne pytanie. 

Chcesz wiedzieć, czy też robiliśmy to z bitą śmietaną? 

- Nie. Raczej to, czy... - Przez moment Joshua 

nie mógł znaleźć właściwego słowa. - Czy z taką 

samą siłą i namiętnością? 

background image

102 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Czemu pytasz? 

- Bo jeśli tak, to już rozumiem, czemu facet tak 

często wyjeżdżał. Bał się, że zejdzie na atak serca. 

Maddie wybuchnęła śmiechem. 

- Nie, nie przypuszczam. - Zaraz jednak spoważ-

niała. - A jeśli chodzi o twoje pytanie, to odpowiedź 

brzmi: nie. Tak nie było nigdy. Z nikim. 

Kiedy ją pocałował, poczuł, że Maddie robi sie 

wilgotna. Znów jej zapragnął. 

- Przecież przed chwilą się kochaliśmy - potrzas-

nął głową z niedowierzaniem. 

- Wiem - westchnęła Maddie. - Ale musimy 

przerwać - dodała z wyraźnym żalem. - Muszę ode­

brać Dawida. Nie chcę, by Jenna Jean już za pierw­

szym razem zniechęciła się do opieki nad chrzes-

niakiem. 

- Pozwól chociaż, że cię odwiozę. 

Ta nieoczekiwana propozycja sprawiła Maddi 

ogromną przyjemność. 

- Bardzo ci dziękuję. Chętnie skorzystam. 

Na pierwszy rzut oka Jenna Jean stanowiła abso­

lutne przeciwieństwo Maddie. Zdawała się chłodna 

i opanowana. Bardzo ciemne włosy wiązała w po­

rządny węzeł na karku i nawet w dżinsach i zwyczaj­

nej bluzce wyglądała schludnie i elegancko. 

Joshua nie mógł jej sobie wyobrazić noszącej cza­

rodziejskie kolczyki Maddie ani karmiącej piersią 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 103 

niemowlę. Maddie była wrażliwa i szalona, Jenna 

Jean rozsądna i spokojna. 

Trudno mu było zrozumieć, co też może łączyć te 

dwie tak różne kobiety. 

Dopiero dzięki słowom Maddie wszystko się wy­

jaśniło. 

- Jenna Jean i ja poznałyśmy się, kiedy ja miałam 

sześć, a ona siedem lat. 

Jenna Jean uniosła brwi. 

- Już od dawna wszyscy mówią do mnie Jenna 

- zwróciła się do Joshui, a potem do Maddie. - A ty 

nie musisz mi ciągle wypominać wieku. 

- Jakoś się muszę przed tobą bronić - zaśmiała się 

Maddie. - Jak się sprawował Dawid? 

- Był cudowny. Omawialiśmy moją ostatnią spra­

wę i zgodził się ze mną, że powinnam zażądać naj­

wyższego wymiaru kary. Ten dzieciak ma talent. 

Wcale nie żartuję. Miał taką minę, jakby rozumiał 

każde moje słowo. Uśmiechał się i czasem nawet mi 

przytakiwał. 

- Doradził ci coś istotnego? 

- Nie, ale ziewał, kiedy opowiadałam mu o moim 

szefie. 

- Każdy ziewa, kiedy opowiadasz o swoim szefie 

- stwierdziła Maddie. - Rozumiem, że teraz śpi? 

- Tak, w mojej sypialni, w tej przenośnej kołysce, 

którą przywiozłaś. 

- Dobra. Biorę go i wracam do domu. 

background image

104 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Kiedy zostali sami, Jenna otwarcie obrzuciła Jo-

shuę taksującym spojrzeniem. 

- A więc to ty byłeś z nią przy porodzie Dawida? 

- Tak, ja. 

- Maddie wspominała, że masz stadninę ogierów 

rozpłodowych. To dosyć ryzykowny interes, prawda? 

- To zależy, jak do niego podchodzić - odparł Jo-

shua. Jeszcze nie rozumiał, o co jej chodzi. 

Jenna zupełnie zwyczajnym gestem wskazała mu 

miejsce obok siebie, ale Joshua miał świadomość, że 

bacznie obserwuje każdy jego ruch. 

- A jak ty do tego podchodzisz? 

- Chcesz wiedzieć, czy jestem wypłacalny, tak? 

- spytał wprost. 

- Nie, właściwie to nie. - Jenna nawet się nie za­

jąknęła. - Ale to rzeczywiście mnie ciekawi, więc 

gdybyś zechciał odpowiedzieć na moje pytanie... 

Dopiero teraz Joshua skorzystał z jej zaproszenia 

i usiadł. 

- Owszem, jestem wypłacalny. 

Jenna z poważną miną skinęła głową. 

- Maddie mówiła też, że masz kilkunastoletniego 

syna. Lubisz dzieci? 

- Dzieci, to dzieci. Jedne lubię bardziej, inne tro 

chę mniej. 

- Tak, to szczera odpowiedź... - Jenna przez 

chwilę milczała, a potem ciągnęła dalej. - Maddie 

zawsze miała talent do... 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

105 

- Nieprzyjemnych doświadczeń z przedstawicie­

lami władzy - dokończył za nią Joshua. 

- Ale nie jest rozrabiarą. Ma tylko pecha, bo za­

wsze wpada. Lecz jej bliscy jakoś się z tym pogodzili. 

A ty? Czy jesteś wystarczająco elastyczny? 

- Owszem. Do pewnego stopnia. Moja tolerancyj-

ność ma jednak pewne granice. Ale czy nie uważasz, 

że do takiej rozmowy przydaliby się nam świadkowie 

i egzemplarz Biblii? 

Trafiła kosa na kamień. Jenna zawsze lubiła pano­

wać nad sytuacją. Stwierdziła z żalem, że z Joshuą 

nie będzie to takie łatwe. 

- Mam nadzieję, że nie jesteś taki jak Clyde. On 

nie umiał jej docenić. A Maddie się zmieniła i nie 

zadowoli się teraz byle czym. 

Wejście Maddie nie pozwoliło Joshui poprosić Jen­

ny o wyjaśnienie ostatnich słów. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

- Czemu ty tak ciągle wzdychasz? - Jenna Jean 

spytała Maddie, kiedy wraz z Emily siedziały przy 

basenie jej matki. - Trudno z tobą wytrzymać. 

- Wiem - przyznała Maddie z pełnym zadowole­

nia uśmiechem. Nic nie było w stanie zepsuć jej 

wspaniałego humoru. - Tobie też takie wzdychanie 

dobrze by zrobiło, Jenno Jean. - Maddie znów teatral­

nie westchnęła i ściszyła radio. - Zresztą dobrze 

wiesz, że mam do tego powód, bo go poznałaś. 

- Wiedziałam, że coś z nią jest nie tak. Mogę tylko 

przyznać, że ten jej nowy facet jest lepszy od Clyde'a 

- stwierdziła Jenna Jean. 

- A kiedy ja go poznam? - zainteresowała się 

Emily. 

- Nie wiem. Joshua na weekend wyjeżdża na jakiś 

zjazd koniarzy. A ponieważ ty i Beau rzadko bywacie 

wmieście... 

Emily wypiła łyk lemoniady. 

- Wobec tego musimy coś zaplanować. Ponieważ 

Beau też interesuje się końmi, obaj panowie na pewno 

będą sobie mieli dużo do powiedzenia. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 107 

Jenna Jean parsknęła śmiechem. 

- Kto by pomyślał, że nasza Emily wyjdzie za 

kowboja. 

- No, cóż, skoro sama nie mogłam zostać kowbo-

jem, pozostało mi tylko poślubienie kogoś, kto nim 

jest. A jeśli chodzi o Maddie, to pamiętam, że za­

wsze marzyła o tym, by zostać fanką jakiejś grupy 

rockowej. 

Maddie skrzywiła się z niesmakiem. 

- Nigdy nie chciałam być jedną z wielu. Może 

dlatego Joshua tak bardzo zawrócił mi w głowie. Jest 

taki inny. Nie traktuje mnie jak tymczasowej znajo­

mej. To nie leży w jego charakterze. On naprawdę 

mnie pragnie. 

Już sama rozmowa na ten temat wytrąciła Maddie 

z równowagi. Wstała i zaczęła spacerować wzdłuż 

basenu. 

- Jest tak cudowny, że aż trudno w to uwierzyć, 

Ja ciągle wyszukuję jakieś powody, dla których mia­

łoby się nam nie udać, a on je wszystkie eliminuje. 

łez przerwy do mnie dzwoni - dodała zachwycona, 

bo było to dla niej czymś zupełnie nowym. Wciąż 

jednak nie opuszczał jej strach. - Bardzo mi zależy, 

by tym razem niczego nie zepsuć. 

- Nie bój się, niczego nie zepsujesz - próbowała 

ją pocieszyć Jenna Jean. - Jesteś pewna swoich 

uczuć, a Joshua Blackwell na pewno wie, że drugiej 

takiej nie znajdzie. 

background image

108 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Najważniejsze, że jesteś z nim szczęśliwa - do­

dała Emily. - A jeśli cię skrzywdzi, będzie miał z na-

mi do czynienia. 

- Te gwiazdy naprawdę wyglądają jak brylan 

- stwierdziła Maddie, leżąc wraz z Joshuą na kocu. 

Wieczór był ciepły, więc po kolacji znów wyb 

się na swój ulubiony pagórek. 

- Dostałaś już kiedyś brylanty? 

- Nie - parsknęła śmiechem Maddie. - Tylko cye-

konie i górskie kryształy. 

- Żałowałaś, że to nie brylanty? - Joshua ujął ją| 

za rękę. 

- Tak i nie. 

Maddie wsparła się na łokciu. 

- Oczywiście wiem, że nieważna jest cena po­

darunku, ale z drugiej strony miło wiedzieć, że ko­

muś na tobie bardzo zależy... Rozumiesz, o co mi 

chodzi? 

- Chyba tak. A jakie prezenty dawał ci Clyde? 

- Pytasz, czy w ogóle coś mi dał, tak? 

Joshua zmrużył oczy. 

Przez dłuższą chwilę Maddie musiała się zastano­

wić. Clyde był taki zapominalski. 

- Dał mi sporo płyt z nagraniami, które on lubił, 

kilka taśm z własnymi kompozycjami, parę srebrnych 

kolczyków z Meksyku. Raz przyniósł mi masło orze­

chowe, ale zapomniał, że nie znoszę orzechów, więc 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 109 

sam je zjadł. - Maddie spojrzała na Joshuę. - Widzę, 

ze coś chodzi ci po głowie. Wyrzuć to z siebie. 

- Ten Clyde to był egoistyczny drań - stwierdził 

Joshua po prostu. 

- Tak, chyba masz rację. 

- To dlaczego tak długo z nim byłaś? 

Maddie westchnęła, usiadła i podciągnęła kolana 

pod brodę. 

- Nie wiem. Prościej było z nim być, niż się roz-

stać. Chyba byliśmy ze sobą z przyzwyczajenia. Lu­

dzie przyzwyczajają się czasem do zupełnie idiotycz­

nych rzeczy. Ty przecież też - dodała, by zmienić 

temat rozmowy. 

-Ja? 

- A tak. Dlaczego przez tyle lat nie związałeś się 

z żadną kobietą? 

- Byłem zajęty. 

- Kiepski argument. 

Joshua chwycił ją za nadgarstek i jednym ruchem 

przyciągnął do siebie. 

- Nie wierzysz mi? - szepnął. - Naprawdę byłem 

zajęty. 

Kiedy jego ręce spoczęły na jej piersiach, bardzo 

trudno było jej się skoncentrować. 

- Raczej miałeś na oczach klapki. Kobiety prze­

stały dla ciebie istnieć. 

- A może nie spotkałem jeszcze takiej, która by 

na mnie podziałała. 

background image

110 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Czując na swoim udzie jego twardą męskość, Mad 

die z trudem przełknęła ślinę. 

- A, to o to ci chodzi? 

- Właśnie. I co z tym zrobimy? 

- Nigdy nie podejrzewałam, że lubisz tego rodzaju 

zabawy na świeżym powietrzu. 

Kiedy jego usta musnęły jej szyję, jęknęła i za­

drżała. 

- A co? Myślisz, że wolę zaciągnięte zasłony, zga­

szone światło i wygodne łóżko? 

- Myślałam - poprawiła go Maddie. - Co ty ro­

bisz z moimi szortami? 

- Chcę ci pokazać, jaki naprawdę jestem - szep-

nął. 

- Wydawało mi się, że już to zrobiłeś. 

- O, nie, słonko, to był dopiero początek lekcji. 

Mimo że Maddie zamknęła oczy, pod powiekami 

nadal widziała gwiazdy. 

Kiedy wieczorem Joshua odwiózł Maddie do do-

mu, wiedziała, że wpadła po uszy. Przerażała ją świa­

domość, że dla niego była gotowa na wszystko. Czuła 

jednak, że to człowiek, który jej nie skrzywdzi i któ­

remu naprawdę można zaufać. 

Zawsze bardzo pragnęła związku z kimś takim. 

Joshua wszedł do środka i zamienił kilka słów 

z Benem, a Maddie zajrzała do śpiącego Dawida. 

Brat podjął się opieki nad siostrzeńcem, twierdząc, że 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

111 

małemu potrzebny jest regularny kontakt z jakimś 

mężczyzną, bo inaczej wyrośnie z niego baba. 

W innej sytuacji Maddie wdałaby się z nim w dys-

kusję, tego jednak wieczoru myślała o zupełnie in­

nych rzeczach. Kiedy zeszła na dół, Bena już nie było. 

- Spieszył się do pracy - wyjaśnił Joshua. 

- Do tego wstrętnego baru... Za to tutaj nieźle się 

spisał. Pieluszkę potrafi zmienić zupełnie bezbłędnie. 

Joshua uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie. 

- Jesteś niesamowita, Maddie. Nigdy w życiu ko­

goś takiego nie spotkałem. 

- To dobrze czy źle? 

- Dobrze. Bardzo dobrze. 

Maddie uznała, że to właśnie jest ten właściwy 

moment. 

- Ja też tak myślę o tobie. Jeszcze nigdy przy żad­

nym mężczyźnie tak się nie czułam. 

I z nikim nie wiązałam tylu nadziei, dodała 

w duchu. 

- Jesteś taka szczera i wielkoduszna. - Joshua po-

trzasnął głową, jakby nie mógł uwierzyć w istnienie 

tak wspaniałej istoty. - Większość kobiet zawsze chce 

czegoś w zamian. Małżeństwa albo pieniędzy. Chcą 

prawa własności. Ale ty...Ty rozumiesz. Wiesz, że 

nie musisz trzymać faceta na smyczy, aby wiedzieć, 

że jest twój. 

Maddie poczuła się tak, jakby ktoś walnął ją pięścią 

w żołądek. 

background image

112 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Na smyczy? - powtórzyła. 

- Tak. Jesteś kobietą wyjątkową, bo nie zależy ci 

na małżeństwie. 

Ależ tak, zależy mi, zaprotestowała w duchu. 

Myślałam, że o tym wiesz. Miała wrażenie, że je­

dzie windą, która nagle gwałtownie zaczęła spadać. 

Joshua coś mówił, ale Maddie nie słyszała już ani 

słowa. 

Znowu ją nabrano. A może po prostu oszukiwała 

samą siebie? Jak mogła być tak głupia? Dlaczego 

myślała, że Joshua potraktuje ją inaczej niż pozostali 

mężczyźni, z którymi miała dotychczas do czynienia? 

Tylko dlatego, że jest poważny i odpowiedzialny? Bo 

pomógł jej przy porodzie, zmienił przebitą oponę 

i przywiózł smoczek? 

Czuła się upokorzona i zraniona. Jeszcze żaden 

mężczyzna jej tak nie oszukał. Clyde'owi nigdy nie 

ufała na tyle, by wiązać z nim swoją przyszłość. 

A z Joshua? Z nim była na tyle nieostrożna, że prze­

stała się mieć na baczności i pozwoliła sobie na snucie 

mrzonek. A on okazał się taki sam jak wszyscy 

mężczyźni. Ten sam towar, tylko w nieco innym opa­

kowaniu. 

Joshua nadal trzymał ją w objęciach, ale Maddie 

nawet tego nie czuła. Kiedy próbował ją pocałować, 

odsunęła się. 

- Dobrze się czujesz? - spytał zaskoczony. 

- Tak, oczywiście - skłamała. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 113 

Do zobaczenia w środę - rzekł i lekko pocało­

wał ją w usta. 

Maddie chciała powiedzieć, że nie chce już go 

widywać, ale nagle przypomniała sobie swoją obiet­

nicę. Jak załatwić sprawę cotygodniowych kolacji? 

- Żegnaj, Joshua - szepnęła, kiedy zatrzasnęły się 

za nim drzwi. 

Była tak zła, że zapragnęła coś stłuc. 

- Nie, nie będę płakać - wyszeptała drżącym gło­

sem i powlokła się do kuchni. 

Otworzyła szafkę, wyjęła z niej salaterkę i z całej 

siły rzuciła ją do zlewu. 

- Nie będę płakać - powtórzyła. - On nie jest tego 

wart. 

Patrząc na roztrzaskaną salaterkę, Maddie do-

szla

 do wniosku, że jej marzenia okazały się równie 

kruche. 

- Nie będę płakać - powtórzyła jeszcze raz, czując 

spływaj ące po policzkach łzy. 

Kłamstwo. 

Kolejne kłamstwo. 

Joshua spojrzał na kurczaka zapiekanego pod be-

szamelem i zmarszczył brwi. Owszem, jedzenie było 

pyszne, ale on od trzech dni nie widział Maddie. 

Zaczynał podejrzewać, że go unika. 

- Kiedy ona to przywiozła? - po raz kolejny zadał 

Patrickowi to samo pytanie. 

background image

114 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Akurat wróciłem ze szkoły. Mówiła, że bardzo 

się spieszy. 

- Tylko tyle? 

Patrick przez chwilę nad czymś się zastanawiał. 

- A, tak, jeszcze coś. 

Joshua spojrzał na niego z nadzieją. Na pewno 

Maddie zostawiła dla niego jakąś wiadomość. Jakieś 

wyjaśnienie. Obietnicę. 

- Powiedziała, żebym wstawił galaretkę do 

lodówki. 

Przez kilka najbliższych dni Joshua dzwonił do 

Maddie dwa razy dziennie. Gdyby nie pracował od 

świtu do nocy, pewnie by po prostu do niej pojechał 

Od dnia, kiedy się po raz pierwszy kochali, co noc 

coś mu się śniło. Nie potrafił tego racjonalnie wy­

tłumaczyć, więc przypisał wszystko rozszalałym hor­

monom. 

Brak czasu i energii nie przeszkodził mu jednak 

w zastanawianiu się, co dzieje się z Maddie. W środę 

postanowił całe popołudnie i wieczór poświęcić na 

ślęczenie nad papierami. Siedział więc w domu, pra­

cował  i . . . czekał na nią. 

Już z oddali usłyszał warkot silnika jej samochodu. 

Kiedy wyszedł przed dom, ona już wchodziła po 

schodkach. Jej włosy tańczyły w rytm energicznych 

kroków. Spódnica furkotała wokół nóg. Żywiołowość 

tej kobiety była wprost zaraźliwa. Jednak spojrzenie 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

115 

Maddie powiedziało mu, że ona bynajmniej nie cieszy 

sie, jego widokiem. 

- Cześć! Ładny dzień, prawda? - rzuciła, mijając 

Joshuę w progu. - Przywiozłam mięso z ziemniaka­

mi i sosem oraz zieloną fasolkę. Mam nadzieję, że 

bedzie wam smakowało. A, właśnie, gdzie się podzie-

wa Patrick? 

Joshua, ze zmarszczonymi brwiami, wszedł za nią 

do kuchni. 

- Został po lekcjach na zajęciach z informatyki. 

gdzie ty... 

- A, komputer - przerwała mu Maddie ze sztucz-

nym ożywieniem. - To znakomity pomysł. 

- Owszem, ale... 

- Deser wstawię do lodówki. Przepraszam, że 

wpadłam jak po ogień, ale muszę odebrać Dawida 

rzuciła, ruszając ku drzwiom. - Miło było cię... 

Nie zdążyła chwycić za klamkę, bo Joshua zastąpił 

drogę. 

- O co chodzi? 

Maddie na ułamek sekundy spojrzała mu w oczy, 

szybko jednak spuściła wzrok i wzruszyła ramionami. 

- Miałam niezwykle męczący dzień. A teraz mu-

sze szybko odebrać małego od opiekunki. 

- Odsłuchałaś wiadomości, które zostawiałem ci 

sekretarce? 

Maddie złożyła ręce na piersi i z zainteresowaniem 

studiowała czubek swego buta. 

background image

116 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Tak. 

Tak zazwyczaj rozmowna, teraz wyraźnie zapo-

mniała języka w gębie, stwierdził Joshua nie bez 

pewnej satysfakcji. 

- Nie wpadło ci do głowy, żeby oddzwonić? 

- Może. 

- A był jakiś konkretny powód, dla którego tego 

nie zrobiłaś? 

- Tak. 

Przez chwilę czekał na bardziej wyczerpujaca 

odpowiedź. Po chwili jednak poddał się i aż zgrzytnal 

zębami. 

- A mogłabyś mi go wyjawić? 

Kiedy wciąż milczała, zaklął pod nosem i przy­

ciągnął ją do siebie. Ledwo się powstrzymał, by jej 

nie pocałować. 

- Przestań udawać idiotkę, Maddie. Mów, o co 

chodzi! Pamiętasz, jak byliśmy blisko? Pamiętasz, jak 

się kochaliśmy? 

Dopiero wtedy odważyła się spojrzeć mu w oczy. 

- Wszystko wyszło nie tak - stwierdziła najbar­

dziej obojętnym tonem, na jaki było ją stać. - Myśla­

łam, że oboje chcemy tego samego. Myliłam się. Nie 

mogę być z tobą. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

Joshua był przekonany, że szybciej doszedłby do 

siebie po kopnięciu w żołądek. Ból, który teraz od-

czuwał, był dużo silniejszy. I trudniejszy do znie-

sienia. 

- O czym ty mówisz? 

- Chyba powiedziałam wyraźnie - odparła Mad-

die, próbując się wyswobodzić, 

Joshua instynktownie jeszcze mocniej zacisnął rę-

ce na jej ramionach. 

- Co to za bzdura, że chcemy czegoś innego? 

-To wcale nie bzdura. Ja chcę stałego związku. 

Myślałam, że ty też. Pomyliłam się. Moja wina. 

Mówiła coraz szybciej. Jakby bała się, że za chwilę 

zabraknie jej odwagi. - Nie zamierzam cię w nic wra-

biać ani zmieniać twoich przyzwyczajeń, ale chcę 

czegoś więcej niż to, co miałam w przeszłości. Teraz 

muszę myśleć nie tylko o sobie. Mam Dawida. 

Próbowała się uśmiechnąć. Bezskutecznie. 

- Możesz mnie nazwać idiotką, ale może kiedyś 

znajdę kogoś, dla kogo nie będę tylko zabawką. 

- Nikt nie mógłby cię tak traktować. 

background image

1 1 8 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Maddie uniosła rękę i potrząsnęła głową. 

- Nie wysilaj się, Joshua. Wiem, że próbujesz być 

uprzejmy, ale nie potrzebuję twoich kłamstw. Za nic 

cię nie winię. Rozumiem, czego ode mnie oczekujesz. 

Ja po prostu nie mogę ci tego dać i w ogóle ta cała 

sytuacja jest dosyć krępująca, więc chciałabym już 

pójść. Proszę - dodała po kilku sekundach, kiedy Jo 

shua nie zareagował. 

Nie mógł pozwolić jej odejść. Jego ręce, jego ciało 

jego dusza nie chciały się z tym pogodzić. Joshua 

potrząsnął głową, jakby chciał odrzucić to wszystko 

co powiedziała Maddie. 

- Nie. Ja... 

Ktoś gwałtownie otworzył drzwi, odpychają 

Maddie. 

- Już jestem! - zawołał wesoło Patrick. 

Maddie wykorzystała ten moment i wyrwała się 

z uścisku Joshui. Zdobyła się nawet na uśmiech. 

- Cześć, Patrick! Właśnie wychodziłam. Do zoba­

czenia za tydzień. Pa! 

Obróciła się na pięcie i już jej nie było. 

Joshua całą siłą woli zmusił się, by za nią nie 

pobiec. Chociaż wiedział, że traci właśnie najlepszą 

rzecz, jaka mu się w życiu przytrafiła. 

- Tato? Hej, tato? - zaniepokoił się Patrick. -

zaszło między wami? Myślałem, że wy... 

- Ja też tak myślałem - westchnął Joshua i zamk-

nął drzwi. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 119 

- Więc co się stało? Zerwałeś z nią czy co? 

-

 Nie - mruknął Joshua, wchodząc do kuchni. -

Ona zerwała ze mną. 

- Niemożliwe! 

Oczy Patricka były wielkie jak spodki. 

- Możliwe. Naprawdę mnie rzuciła. 

- Jezu, tato, co ty takiego zrobiłeś?! Maddie jest 

swietna. Musiała być naprawdę wkurzona, skoro dała 

ci kopa. 

Dla Joshui prawda była boleśnie jasna. Maddie 

tworzyła przed nim swoje serce. Była serdeczna, 

dobra, wrażliwa -jak nigdy nikt przedtem. 

To nie ona wszystko popsuła. 

To on! 

I nie pozostanie to bez wpływu na całą resztę jego 

zycia. 

- Wszystko popsułem, synu. Wszystko! 

Joshua znów przestał śnić. Jego noce stały się puste 

i ciemne. Jak zima, która nie ma końca. Z niechęcią 

kladł się spać i z niechęcią wstawał. 

Próbował sobie wmówić, że cieszy się z powrotu 

dawnej ciszy i spokoju. Nie musi już w deszczu 

zmieniać żadnych opon. Nie odwozi w środku nocy 

smoczków samotnym matkom. Nie tuli niemowlęcia, 

cierpiącego na ból ucha. Ptaki na drzewach nie oży­

wiają się, słysząc warkot silnika Maddie. Major nie 

szczeka na jej powitanie. 

background image

120 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Było mu z tym dobrze. Przecież cenił spokój 

i ciszę. 

A jednak czuł się jak uschnięty liść. Maddie przy­

nosiła ze sobą deszcz, ale także słońce. Przywracała 

go do życia. Sprawiła, że znów zaczął marzyć. 

Tego środowego wieczoru Joshua usłyszał podje-

dżającego przed dom harleya. Wiedział, że takim mo-

tocyklem jeździ Benjamin Palmer. Patrick zerwał się 

od stołu i pobiegł otworzyć drzwi. 

- Ciekawe, co nam tym razem przysłała - rzucił 

- Skąd mogę wiedzieć - mruknął Joshua i podążył 

za synem. 

Ben obrzucił Joshuę gniewnym spojrzeniem, a po-

tem wesoło powitał Patricka. 

- Cześć, stary, jak leci? 

- W porządku. Wkrótce koniec roku szkolnego. 

Już nie mogę się doczekać. 

Joshua z ponurą miną przyglądał się rozmawiają­

cym młodym ludziom. Był pewien, że tylko z powo­

du Patricka Ben nie dosypał arszeniku do przywiezio­

nych potraw. 

- Dostaliście kurczaka z ryżem. Pewnie trzeba go 

będzie podgrzać. 

- Ty to masz szczęście. Jadasz jedzenie Maddie, 

kiedy tylko zechcesz - rozmarzył się Patrick. 

- Dzięki za przywiezienie nam kolacji - zwrócił 

się-do Bena Joshua. - Byłbym ci wdzięczny, gdybyś 

przekazał Maddie moje podziękowania. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

121 

Ben spojrzał na niego z pogardą. 

- To i tak nie pomoże. Spieprzyłeś wszystko i nie 

ma o czym mówić. 

- Owszem - przyznał szczerze Joshua. 

Ben był wyraźnie zdziwiony, ale szybko wrócił do 

rozmowy z Patrickiem. 

Kiedy miał już wychodzić, Joshua nie mógł się 

powstrzymać od zapytania go o Maddie. 

- Jak ona się miewa? 

- W porządku. Jest bardzo zapracowana, ale 

w trudnych sytuacjach zawsze szukała ucieczki 

w pracy. Tym razem walczy z kontrolą podatkową. 

No, tak, rozliczenia podatkowe na pewno nie były 

lej mocną stroną. 

- Ma jakiegoś dobrego doradcę? 

- Chyba nie. Zresztą, co cię to obchodzi. Chciałeś 

się przecież tylko trochę zaba... 

Ben nie zdążył dokończyć, kiedy Joshua nagle 

chwycił go za ramiona i rzucił nim o ścianę. 

- Mówiłem ci już, iż doskonale wiem, że to ja 

wszystko popsułem - warknął, patrząc Benowi prosto 

oczy. - Płacę za to wysoką cenę. Maddie odeszła, 

Je ja nie mogę przestać o niej myśleć. 

Ben wzruszył ramionami. 

- Skoro tak to przeżywasz i jesteś pewny, że wię-

cej już jej nie skrzywdzisz, to czemu czegoś z tym nie 

zrobisz? 

background image

122 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Biuro podróży - powiedziała do słuchawki 

Maddie. - Mówi Maddie Palmer. Czym mogę służyć? 

Po przerwie obiadowej spędzonej na dyskusji z przed-

stawicielem izby skarbowej była pewna, że w żyłach tego 

biurokraty zamiast krwi płynie lodowata woda. I że kon­

trolerom podatkowym zależy wyłącznie na tym, by udo­

wodnić ponądnemu obywatelowi niecne oszustwo. 

Chwilowo odsunęła na bok te myśli i próbowała 

skupić się na rozmowie z klientem. 

- Jaką kartą kredy to... 

Przerwała, kiedy na jej biurku ktoś postawił pudeł­

ko lodów i plastikową łyżeczkę. 

Powoli podniosła wzrok i zobaczyła silne, musku­

larne uda w dżinsach, skórzany pas i złotą klamrę, 

płaski brzuch, dobrze rozwiniętą klatkę piersiową 

i szerokie ramiona. A nad tym wszystkim oczy Jo-

shui, wpatrujące się w nią uważnie. 

Jej serce natychmiast zgubiło rytm. 

Klient w słuchawce podawał jej jakieś dane, ale nie 

była w stanie ich zapisać. 

- Przepraszam, czy mógłby pan powtórzyć? 

Szybko wklepała do komputera podane informacje 

i rozłączyła się. 

Znów spojrzała na Joshuę. Musiała sprawdzić, czy 

nie był to tylko wytwór jej wyobraźni. Niestety nie. 

- Cześć - rzucił obojętnie Joshua, a żołądek Mad­

die zamienił się natychmiast w jakąś wielką, twardą 

kulę. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA  1 2 3 

Szybko spuściła wzrok. Tak czuła się bezpieczniej. 

- Cześć. Co cię tu sprowadza? 

Joshua wskazał lody. 

- Podczas naszego ostatniego wieczoru niewiele 

miało ci się ich zjeść. 

Tamtego wieczoru, kiedy się kochali. Tak, Maddie 

swietnie pamiętała każdą jego sekundę. 

- Co za miła niespodzianka - mruknęła i zdjęła 

pokrywkę. 

Bita śmietana. Wtedy też była bita śmietana. 

- Pod spodem są lody - zapewnił ją Joshua. 
Jak miała je zjeść? Jak mogłaby zapomnieć o tam tej 

nocy? 

Świadoma jego bacznego spojrzenia, Maddie z trudem 

przełknęła pierwszą łyżeczkę deseru. 

- Pyszne. 
- Cieszę się - powiedział Joshua i przysiadł na 

skraju jej biurka. - Pomyślałem sobie, że może wy­

brałabyś się ze mną w piątek na lody. 

Przez minione dni Maddie często zastanawiała się, 

czy Joshua się jeszcze kiedykolwiek pojawi. Chciała 

tego i bała się. Nawet przekupiła Bena, by zamiast 

niej woził Joshui i Patrickowi jedzenie. Tchórzostwo? 

Być może. Ona wolała nazwać to roztropnością, któ-
rej dotąd tak bardzo w jej życiu brakowało. 

A tym razem miała bardzo dużo do stracenia. 
Pokusa była jednak taka silna... I nie chodziło 

o lody, tylko o spotkanie z mężczyzną z krwi i kości. 

background image

124 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- To chyba nie najlepszy pomysł - wyjąkała. 

- Dlaczego? - Joshua nachylił się ku niej. 

Maddie odchyliła się najdalej, jak tylko mogła. 

W jego pytaniu było coś tak intymnego, w jego spoj­

rzeniu tyle pożądania... Tak łatwo byłoby dać mu się 

przekonać... 

- Bo przy tobie lody topnieją - odparowała. 

Nie tylko lody. Oj, nie! 

W sobotni poranek Maddie nastawiła odtwarzacz 

na cały regulator. Miała nadzieję, że piosenki U2 

pomogą jej w ponownym wypełnieniu zeznania po­

datkowego. Dawida posadziła obok siebie w foteliku 

i od czasu do czasu łaskotała go w stopy. 

Grzebała właśnie w stosie rachunków, kiedy ktoś 

energicznie zastukał do drzwi. 

Przez chwilę zastanawiała się, czy otworzyć. W ciągu 

ostatniej godziny odwiedziło ją już dwóch świadków 

Jehowy i przedstawicielki Armii Zbawienia. 

Wstała jednak i podeszła do drzwi. 

Na ganku stał Joshua i jakiś poważnie wyglądający 

mężczyzna. 

Co on tu robi? Odrzuciła przecież jego zaprosze­

nie na lody i w ogóle na cokolwiek innego, miała 

zatem nadzieję, że Joshua już na dobre zniknie z jej 

życia. Przecież mógł mieć tyle kobiet, ile tylko za­

pragnął. 

Tylko obecność towarzyszącego Joshui mężczyzny 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 125 

powstrzymała Maddie od zatrzaśnięcia mu drzwi 

przed nosem. 

- Dowiedziałem się, że masz jakieś problemy z ze­

znaniem podatkowym. - Joshua starał się przekrzyczeć 

muzykę. - To Roger Hensley. Mój księgowy. 

Zakłopotana i zawstydzona Maddie spojrzała naj­

pierw na Joshuę, potem na Rogera. 

- Dziękuję. Miło mi pana poznać. 

Zupełnie nie wiedziała, jak się zachować. To było 

coś więcej niż zaproszenie na lody. To był dowód 

noski Joshui. Niewiele brakowało, by uwierzyła, że 

naprawdę mu na niej zależy. 

Minęło jednak już trochę czasu i Maddie wiele 

o tym wszystkim myślała. Na pewno drugi raz nie da 

sie już nabrać. 

Dwie godziny później jej kwestionariusz był wy­

pełniony. Roger nie przyjął żadnej zapłaty i szybko 

się pożegnał. 

- Jestem ci, oczywiście, bardzo wdzięczna - po-

wiedziała Maddie, kiedy została sama z Joshua. - Ale 

powiedz, dlaczego to zrobiłeś? 

- Dowiedziałem się, że potrzebujesz pomocy. Okazało 

się, że wybawienie cię z kłopotów to bardzo prosta sprawa 

- Prosta? - powtórzyła. - Ściągnięcie księgowego 

na prywatną konsultację w sobotni poranek? 

- Przyjaźnimy się. - Joshua wzruszył ramionami. 

- To bardzo sympatyczny człowiek. 

background image

1 2 6 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Ile mu zapłaciłeś? Tylko nie kłam - dodała,wi-

dząc, że Joshua chce zaprzeczyć. 

- Udzieliłem mu rabatu na usługi mojego ogiera. 

Dlaczego? Dlaczego on to robi? To wszystko nie 

ma sensu. Joshua szczerze przyznał, że chce się po 

prostu trochę zabawić. Maddie dała mu przecież do 

zrozumienia, że tym razem oczekuje czegoś więcej. 

Po co więc to wszystko? 

- Za pomoc twojego przyjaciela jestem ci oczywi­

ście bardzo wdzięczna. Ale nie rozumiem, czemu by­

łeś u mnie wczoraj. I dlaczego przyszedłeś dzisiąj? 

Joshua zrobił krok w jej stronę. 

- Tęskniłem za tobą. 

Znów ten nieszczęsny żołądek! 

- Czyżby? 

Zdziwiło ją brzmienie własnego głosu. Był taki 

drżący i niepewny. Jakby należał do kogoś innego. 

- Tak. A ty? 

I to jak, przyznała w duchu. Z trudem przełknęła 

ślinę. 

- Ja... uważam, że lepiej będzie, jeśli przestanie-

my się widywać. 

- Ja jestem odmiennego zdania. - Joshua podszedł 

jeszcze bliżej. 

- To bez znaczenia. Każde z nas pragnie czego 

innego. A są to rzeczy, których nie da się pogodzić. 

Ty chcesz się bawić, a ja potrzebuję... Och! - Cofając 

się, Maddie zahaczyła obcasem o boazerię. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

127 

- Miałem wrażenie, że mnie ponaglasz - szepnął 

niepewnie. 

- Ja? 

- Ledwo coś się między nami zaczęło, a ty już 

uznałaś, że to koniec. 

- Myślałam, że tak będzie najlepiej. - Mimo bli­

skości Joshui Maddie wciąż jeszcze była w stanie 

racjonalnie myśleć. 

- Dla kogo? - Joshua muskał teraz palcami jej 

nagie ramię. 

- Dla nas obojga. 

- Nie dla mnie. - Próbował ją pocałować, ale od­

sunęła głowę. Nie nalegał. Pocałował jej włosy. 

- Tęskniłem za tobą - szepnął. - Chcę wiedzieć, 

że ty też. 

Nie, nie mogła mu tego powiedzieć. 

- To naprawdę bez znaczenia. Zbyt wiele nas różni. 

- Zjedz ze mną kolację. - Jego usta spoczęły teraz 

na jej szyi. 

- Nie. 

- Powiedz, że za mną tęskniłaś. 

- Nie. 

Szybkim, krótkim, namiętnym pocałunkiem Jo-

shua zakończył tę rozmowę. 

- Nawet nie wiesz, jak szybko zmienisz zdanie. Już 

moja w tym głowa! - rzucił jeszcze w progu i zniknął. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

Zanim Joshua zdążył wyjść ze stajni, auto Maddi 

z ogłuszającym warkotem silnika odjeżdżało juz 

sprzed jego domu. 

Nawet w deszczu dostrzegł chmurę spalin, wydo­

bywającą się z rury wydechowej jej samochodu. Za­

klął siarczyście i rzucił o ziemię grabiami. Jak mógł 

przepuścić taką okazję! 

Nagle dostrzegł na podjeździe jakiś przedmiot. 

Podszedł bliżej i uśmiechnął się. Wieczór się jeszcze 

nie skończył. 

Wjeżdżając na szosę, Maddie aż się skrzywiła. Sil­

nik jej auta pracował tak głośno, że nawet nie słyszała 

radia. Nie słyszała też własnych myśli. Za to Dawid 

spał jak suseł. 

Ktoś mógłby powiedzieć, że wpadając do domu 

Joshui jak po ogień, zachowała się tchórzliwie. Ona 

jednak uważała to za przejaw zdrowego rozsądku. 

- Wykazałam się niebywałym rozsądkiem - po­

wtórzyła na głos. 

Nie usłyszała tych słów, za to poprzez warkot do­

tarł do niej odgłos policyjnej syreny. Spojrzała we 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 129 

wsteczne lusterko, a potem na licznik. Nie, nie prze-

kroczyła szybkości. O co więc chodzi? 

Posłusznie jednak zjechała na pobocze i czekała 

z niepokojem. Przypomniały jej się wszystkie złe do-

swiadczenia z przedstawicielami władzy. 

- Czy wie pani, że nie można jeździć bez tłumika? 

- Policjant zasalutował i zajrzał przez okno. 

- Ależ ja mam tłumik. Na pewno. 

- Nie, proszę pani. - Policjant się uśmiechnął. -

Nie ma pani i będę musiał ukarać panią mandatem. 

- Ale... 

Nagle przy jej aucie zatrzymała się półciężarówka. 

samochód Joshui. Maddie nie była pewna, czy ten 

widok ucieszył ją, czy przestraszył. 

Joshua wysiadł z auta i wyciągnął ze skrzyni jakiś 

długi i zardzewiały przedmiot. 

- Czy tego szukasz? - zwrócił się do niej z chy-

trym uśmieszkiem. - Cześć, Abel - przywitał poli-

janta. - Widzę, że z nudów zatrzymujesz już samo-

me matki z dziećmi. 

- To matka? Kurczę, nie zauważyłem żadnego 

dzieciaka.- Policjant zawstydził się i szybko schował 

do kieszeni bloczek z mandatami.- To tłumik tej Pani? 

- Owszem, zgubiła go na moim podjeździe. 

- Dobra, Josh. Dopilnuj, żeby go założyła. Jak ją 

złapie następnym razem, dostanie mandat. Do widze­

nia pani. - Abel zasalutował i wrócił do radiowozu. 

background image

130 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Męski szowinista - mruknęła pod nosem Mad-

die. - Czy mogę prosić o mój tłumik? - zwróciła się 

do Joshui. 

-Oczywiście - odparł i położył go na tylnym sie­

dzeniu jej auta. - Ale następny policjant na pewno 

wlepi ci mandat. 

- To jak mam dojechać do warsztatu? 

Z udawanym namysłem Joshua oparł się o auto. 

- Znam tu niedaleko pewnego faceta, który mógł­

by naprawić ci to jeszcze dzisiaj. 

- I policzyć mi jak za nowe auto, co? 

- Nie więcej, niż musiałabyś zapłacić jutro w mie­

ście. 

- Prowadź. 

W oczekiwaniu na koniec naprawy Maddie dała się 

namówić na wspólne zjedzenie kolacji. Później, kiedy 

Patrick poszedł już do siebie, a Dawid zasnął na ko­

cyku, Joshua zaproponował, by posiedzieli trochę na 

ganku. 

Zgodziła się. Była zbyt zmęczona, by z nim dys­

kutować, zresztą spodziewała się, że wkrótce będzi 

mogła odjechać. 

Spojrzała na granatowe niebo i westchnęła głęboko. 

- Ależ tu jest pięknie! Nie potrzeba żadnych la-

tarni. 

Joshua stanął tuż za nią. Poczuła, że gładzi jej 

włosy. Zesztywniała, ale nie odsunęła się. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA  1 3 1 

- Żadnej kobiety nie pragnąłem tak bardzo, jak 

ciebie - szepnął. 

- Tylko dlatego, że miałeś długą przerwę - odparta 

Maddie, choć wypowiedzenie tych słów nie przyszło 

jej łatwo. 

- O ileż wszystko byłoby prostsze, gdyby to była 

prawda - zaśmiał się gorzko Joshua. Objął Maddie 

w pasie i przyciągnął ją do siebie. - Czy uwierzysz, 

ze przez całe lata nic mi się nie śniło? 

- To niemożliwe - odrzekła i potrząsnęła głową. 

Trudno mi w to uwierzyć. Człowiek się kładzie, 

zasypia i śni. 

- Nie ja. Mnie przez całe lata nic się nie śniło. 

- A teraz jest inaczej? 

- Tak. - Joshua nadal gładził jej włosy. Było to 

bardzo kojące  i . . . zmysłowe. Zaraz każe mu przestać. 

minutę. 

- I kiedy znów coś ci się śniło? 

- Pierwszy raz? 

Maddie skinęła głową. Jego palce pieściły teraz jej 

szyję. Jak łatwo i jak trudno zarazem było znaleźć się 

znów w jego objęciach. Łatwo, bo było jej z tym 

dobrze. Trudno, bo wiedziała, że źle robi. 

- Pierwszy raz coś mi się śniło po tym, jak mi 

podziękowałaś za wymianę koła. 

- Co? 

- Śniłem tej nocy, kiedy mnie pierwszy raz poca-

wałaś. 

background image

132 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Co ci się śniło? 

- Chabry - skrzywił się Joshua. 

Maddie nie mogła powstrzymać śmiechu. 

- I jak się czułeś? 

- Spodobało mi się to, ale potem znów była prze-

rwa. Do twojego następnego pocałunku. 

- To ciekawe. 

- Wcale nie żartuję. Z początku myślałem, że to 

przypadek, ale okazało się, że nie. Dziwne. 

Kiedy wsunął ręce pod jej bluzkę, Maddie wiedzia­

ła, że natychmiast powinna zaprotestować. Zamiast 

tego jej usta z radością powitały wargi Joshui. 

- Och, Maddie, czy ty wiesz, co ze mną robisz? 

Pragnę cię. Chcę, żebyś do mnie wróciła - szeptał 

teraz gorączkowo. - Sprawiłaś, że zacząłem znów 

śnić, a potem mnie tego pozbawiłaś. 

- Ja cię pozbawiłam? - powtórzyła zdumiona 

Maddie, czując, że opuszczają ją resztki zdrowego 

rozsądku. 

- Tak, ty. Po pierwszym naszym razie śniłem całą 

noc. Kiedy mnie rzuciłaś, sny się nie pojawiają. 

Maddie cofnęła się i spojrzała Joshui w oczy. 

Świat wokół niej wirował w szaleńczym rytmie. Czu­

ła się jak na huśtawce i kręciło się jej w głowie. Nie, 

wiedziała, co robić. Wierzyć mu czy nie. Głos Joshui 

brzmiał tak szczerze... Ale już raz dała się nabrać. 

- Chcesz powiedzieć, że od dnia, kiedy się ostat­

nio kochaliśmy, nic ci się nie śniło? 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 133 

- Tylko jakieś ulotne obrazy, ale to nie były pra-

wdziwe sny. 

Maddie nie mogła uwierzyć, że miała taki wpływ 

na mężczyznę, szczególnie pokroju Joshui. 

- Widzę, że mi nie wierzysz. 

- Bo wiesz, jak to brzmi? Jakbyś znów chciał mnie 

zciągnąć do łóżka. 

- No, no, kogo ja widzę! - Jenna Jean Anderson 

spojrzała na niego z niesmakiem. 

- Potrzebuję twojej pomocy - rzekł bez zbędnych 

wstępów Joshua. Miał tylko jedno w głowie. Musiał 

odzyskać Maddie. I gotów był znieść wiele, by to 

ciągnąć. 

- Pomocy? Dlaczego miałabym ci pomóc? Skrzyw­

dziłeś moją przyjaciółkę. Wszystko... 

- Popsułem. Wiem. Chcę ją odzyskać. Jest dla 

mnie najważniejsza na świecie. Podejrzewam, że i jej 

na mnie trochę zależy. Mogę wejść? 

Po chwili wahania Jenna Jean wpuściła go do 

srodka. 

- Ale jeśli okaże się, że choć przez moment będę 

tego żałować, skutecznie zatruję ci resztę życia. 

- Nie wątpię. 

- Usiądź. Od paru dni z nią nie rozmawiałam. Ja­

kie kroki już poczyniłeś? 

Joshua nie miał zamiaru usiąść. Nerwowo space­

rował po pokoju. 

background image

134 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Przyniosłem jej lody do pracy, znalazłem księ­

gowego, który pomógł jej wypełnić formularz podat­

kowy, i wybawiłem od mandatu, kiedy urwał jej się 

tłumik. 

- No, no. 

- Nie podziałało. 

- A kiedy przeprosiłeś... - zaczęła Jenna, lecz, 

widząc jego minę, zreflektowała się. - O, nie, nie 

przeprosiłeś. 

Joshua rozłożył ręce. 

- A za co miałem przepraszać? Przecież powie­

działem tylko, że jest niesamowitą kobietą, bo nie 

zależy jej na małżeństwie. Skąd mogłem wiedzieć, że 

pragnie trwałego związku? 

Jenna westchnęła. 

- Muszę napić się wina. Ty też? 

- Nie. Próbowałem już whisky, ale mi nie pomaga. 

Po chwili Jenna wróciła z kieliszkiem i usiadła? 

w fotelu. 

- Może wreszcie usiądziesz. 

Tym razem Joshua posłuchał. 

- A więc zacznijmy wszystko po kolei. Najpierw 

przeprosiny. Nawet jeśli uważasz, że nie zrobiłeś ni­

czego złego, przeproś Maddie, bo zraniłeś jej uczucia. 

Potem zastanów się, co sądzisz o stałym związku. 

- Chcę Maddie. 

- Na jak długo? 

- O tym będę musiał z nią porozmawiać. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 135 

Jenna uniosła brwi i przez chwilę przyglądała mu 

się w zadumie. 

- Powiem ci coś o Maddie. Nigdy żaden mężczy­

zna się o nią nie troszczył. Nie przyznałaby się do 

tego, ale w głębi duszy marzy o opiekuńczym face­

cie. 

Joshua od razu przypomniał sobie liczne niewinne 

aluzje, które Maddie przemycała do ich rozmów. 

Szczególnie jedną. 

- O co chodzi? 

- Nie umiem grać nawet na flecie, a co dopiero na 

gitarze - mruknął zatroskany. 

Maddie śpiewała do wtóru z Bryanem White'em 

i karmiła Dawida płatkami. Większość jedzenia lądo­

wała na jego rączkach i buzi. Spora część w jej wlo­

­ach. Na szczęście była niedziela rano i nie spodzie­

wała się gości. Miała na sobie obcięte dżinsy i stary 

T-shirt, a włosy byle jak związane w kok. 

Bardzo cieszyła się tym spokojnym porankiem 

z Dawidem. Jej synek był cudownym dzieckiem, mą­

drym i ciekawym świata, choć może trochę upartym. 

Za mało sypiał, ale to pewnie dlatego, że szkoda mu 

było na to czasu. 

Uwielbiała słuchać jego gaworzenia. Była pewna, 

że drzemią w nim zdolności muzyczne. No, za to 

akurat powinna być Clyde'owi wdzięczna. 

Tak, Dawid był radością jej życia. 

background image

136 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Kiedy ktoś zadzwonił do drzwi, była pewna, że to 

Ben wpadł na śniadanie. Szybko włożyła małego do 

kojca i otworzyła drzwi... Joshui. 

Już sam jego widok zaskoczył ją, a co dopiero 

kwiaty. Ogromny bukiet róż. 

Maddie wiedziała, że wspaniała wiązanka nie mog­

ła być przeznaczona dla niej, ale jakoś żadne inne 

logiczne wyjaśnienie nie przychodziło jej do głowy. 

- Co ty masz we włosach? - skrzywił się Joshua. 

- Płatki - odparła bez zająknięcia. 

- Dobrze robią na włosy? 

- Nie kpij ze mnie. Po co przyszedłeś? 

- Żeby cię zobaczyć. 

I znów ten żołądek. 

- Żeby mnie zobaczyć? Z płatkami owsianymi we 

włosach... 

- Widywałem cię już całą w innych produktach 

spożywczych. Raz nawet miałaś na sobie tylko... 

Bitą śmietanę, dokończyła za niego w duchu. 

Choćby nie wiem jak bardzo się starała, wiedziała, że 

nigdy tego nie zapomni. 

- Proszę, to dla ciebie. 

Wzięła od niego bukiet i zanurzyła weń twarz. To 

były pierwsze w życiu kwiaty, jakie dostała od męż-. 

czyzny. Kwiaty od Joshui. Nie wiedziała, jak zarea­

gować. 

- Są piękne - szepnęła. - Zrobiłeś mi prawdziwą 

niespodziankę. Co ci przyszło do głowy? 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 137 

- To wyraz moich uczuć - odparł Joshua z powaga 

Maddie poczuła, jak niezwykłe ciepło rozlewa jej 

wokół serca. 

- Dziękuję. Zaraz wstawię je do wody. 

Szybko weszła do kuchni. Joshua ruszył za nią. 

- Muszę cię przeprosić - rzekł nagle. 

Omal nie upuściła wazonu. Nie zwracając uwagi 

na lecącą z kranu wodę, odwróciła się i spojrzała mu 

prosto w oczy. 

- Słucham? 

- Pragnę cię przeprosić. Sprawiłem ci ból. Nie 

chciałem. 

Te proste, boleśnie szczere słowa dotarły do głębi 

jej duszy. 

- Nigdy nie podejrzewałam, że zrobiłeś to umyśl-

nie. Po prostu się nie zrozumieliśmy. 

- Naprawdę tak myślisz? Naprawdę sądzisz, że nie 

chcemy tego samego? 

- Tak, naprawdę tak myślę. Ja chcę czegoś stałego. 

Ty nie. 

- Wydaje mi się, że się mylisz. 

- Nie, nie mylę się - zaprzeczyła Maddie szybko. 

- Myślę, że nadszedł czas, by wyjaśnić, czego tak 

naprawdę od siebie oczekujemy. - Joshua podszedł 

do Maddie i ujął w dłonie jej twarz. - Myślę, że nadal 

chcesz ze mną być. 

Maddie zamknęła oczy i jęknęła. 

background image

138 NffiGRZECZNA NARZECZONA 

- Przestań, błagam. 

Przyciągnął ją do siebie i poczuła jego męską siłe 

i podniecenie. Dlaczego tak dobrze było jej w jego 

ramionach? Dlaczego jej serce tak uparcie walczyło 

z resztkami zdrowego rozsądku? 

- Nie przestanę, dopóki nie będziesz moja. 

- Ale ja tak nie mogę! Kiedy jestem z tobą, prze­

staję nad sobą panować. Ale wiem, że to mnie niszczy. 

Nie chcę wierzyć w coś, co nigdy się nie uda. 

- Skąd ta pewność? Na to jest tylko jedna rada. 

Musisz się o tym przekonać na własnej skórze. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

Kilka wieczorów później Joshua siedział na pagór-

ku Maddie. Owszem, to on był legalnym właścicie-

lem tej górki, ale w duchu przyznawał prawa do niego 

właśnie jej. Rozmyślał nad swoim życiem, swymi 

uczuciami i zastanawiał się, czy przypadkiem Maddie 

nie objęła w posiadanie czegoś więcej niż tylko ten 

pagórek. 

Przez minione dwanaście lat niewiele rozmyślał 

nad tym, dlaczego umarła matka Patricka. Zbyt zajęty 

był interesami i wychowaniem syna, by analizować 

stan swojej duszy. 

Ostatnio jednak bardzo często oddawał się reflek-

sji, a niektóre wnioski, do których dochodził, wcale 

nie były dla niego miłe. Czy w jakimś stopniu nie był 

winien śmierci Gail? To przecież on namówił ją, by 

poszli na całość. To on zapomniał o antykoncepcji. 

A ona musiała za to zapłacić najwyższą cenę. 

Dlaczego życie okazało się tak niesprawiedliwe? 

Dlaczego Gail musiała umrzeć? Czemu Patrick mu­

siał dorastać bez matki? 

Sprawa ta ciążyła Joshui od lat, ale nigdy nie zdo-

background image

140 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

był się na to, by dogłębnie ocenić swoją przeszłość. 

Dopiero teraz zrozumiał wiele rzeczy. 

Dzięki Maddie. Za jej sprawą pozbył się poczucia 

winy. To ona dała mu nadzieję. Dzięki niej zauważył 

słońce i deszcz. 

Potrzebował jej obecności. I przerażało go to. 

Od tak dawna był sam, od tak dawna jego serce 

było zamknięte, że wydawało mu się, iż tak już będzie 

zawsze. Dopiero Maddie pokazała mu inny świat. 

Nagle dostrzegł idącego w jego stronę Patricka. 

Wydał mu się bardzo wysoki i dorosły. Jak na swój 

wiek był wyjątkowo rozsądny i odpowiedzialny. 

Można mu było we wszystkim zaufać. 

Może więc Joshua nie był takim złym ojcem? 

- Dzwoniła do ciebie jakaś pani Randolph. Mówi, 

że jej klacz jest gotowa - rzekł Patrick, stając obok 

Joshui. 

- Trochę za wcześnie, ale jakoś damy sobie radę. 

Chłopak wsunął ręce do kieszeni. 

- Czemu tu tak sam siedzisz? 

Joshua spuścił wzrok. Zdawał sobie sprawę, że 

jego zachowanie jest co najmniej dziwne. 

- Wsłuchuję się w ciszę i obserwuję gwiazdy. 

- Aha! Czy ma to może coś wspólnego z Maddie? 

Bystry chłopak z tego Patricka, pomyślał Joshua. 

- Owszem. Ostatnio dużo o niej myślę. 

- Masz zamiar się z nią ożenić? 

- Jeszcze nie wiem. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA  1 4 1 

- Kochasz ją? 

- Tak, chyba tak. 

Przyznał się do tego pierwszy raz w życiu. Nie 

przyszło mu to łatwo. 

- A ona ciebie? 

- Chyba też. Ale czasami miłość to za mało -

mruknął Joshua. 

- Ja chętnie bym ją widział w naszym domu. 

- Tak? A co z Dawidem? Takie maluchy bywają 

nieznośne. 

- Maty jest w porządku. Nie wrzeszczy i rzadko 

wymiotuje. 

- To prawda, ale Maddie jest kobietą i na pewno 

wiele zechce u nas zmienić. 

- Na przykład? - zaniepokoił się Patrick. 

Joshua zastanawiał się przez chwilę. 

- No, wiesz, w łazience będą wszędzie jej rzeczy, 

perfumy i kremy. Po całym domu na pewno poroz­

stawia różne bibeloty. Zacznie się złościć, jak bę­

dziesz wszędzie zostawiał brudne skarpetki. Każe ci 

regularnie sprzątać twój pokój. 

Teraz Patrick przez chwilę się zastanawiał. 

- Ponieważ będzie korzystać z twojej łazienki, to 

tam postawi swoje smarowidła. Bibeloty niech sobie 

będą, a jeśli chodzi o pokój... to może uda mi się coś 

wynegocjować. 

- Widzę, że pogadałeś sobie z Benem - zaśmiał 

się Joshua. 

background image

- Ben jest w porządku. Pozwolił mi... pojeździc 

na swoim motorze. 

Patrick wiedział, że ojciec na pewno nie będzie tym 

zachwycony. 

- Naprawdę? 

- Tak. Ale byłem bardzo ostrożny - wyjaśnił szyb-

ko chłopak. - Włożyłem kask i jechałem powoli.. 

Wiesz, jutro po szkole mam znów zajęcia kompute-

rowe i pomyślałem sobie, że mógłbym na nie poje-

chac motocyklem. 

Joshua odruchowo chciał powiedzieć „wykluczo 

ne", syn jednak patrzył na niego z taką nadzieją, że 

nie miał serca mu odmówić. 

- No dobrze, ale tylko ten jeden raz. 

- Hurrra! - wrzasnął Patrick. - Tato, zobaczysz 

że nic mi się nie stanie. Będę naprawdę ostrożny. 

- Mam nadzieję. I nie zapomnij o kasku. 

- Oczywiście. 

- I pamiętaj, że motocykl jest słabiej widoczny niz 

samochód. 

- Wiem. 

- Zachowuj bezpieczną odległość i nie popisuj 

się. 

- Jasne. 

Joshua wszedł do domu, kiedy Maddie właśnie 

wychodziła z kuchni. 

- Widzę, że znów chciałaś przede mną uciec. 

background image

NffiGRZECZNA NARZECZONA 143 

- Nie, po prostu nie chciałam ci przeszkadzać. 

- Mam pewien pomysł. Bardzo się spieszysz? 

- Nie bardzo. 

- Chciałabyś przejechać się konno? 

- Na twoim ogierze? 

- Nie - odparł szybko i zdecydowanie Joshua. -

Jest złośliwy i nieposłuszny i nadaje się tylko do 

pie... - przerwał i użył bardziej stosownego słowa 

zapładniania. Mam na myśli którąś z klaczy. I co ty 

na to? 

- Właśnie się zastanawiam. - Maddie stanęła bli­

żej Joshui. Tak blisko, że mógłby jej dotknąć. 

I dotknął. Przyciągnął mocno do siebie i pocałował. 

- Chyba dzwoni telefon - wyjąkała Maddie 

i z trudem wysunęła się z objęć Joshui. 

Joshua zaklął pod nosem. Czekał na ważny telefon 

w sprawie ogiera, którego zamierzał kupić, i tylko 

dlatego postanowił podnieść słuchawkę. 

- Zaraz wracam - mruknął. - Nie odchodź. 

Pobiegł do kuchni i zauważył tam stół nakryty na 

nzy osoby. Może więc jednak Maddie nie chciała 

przed nim uciec. 

- Tu Blackwell - rzucił do słuchawki. 

- Czy jest pan ojcem Patricka Blackwella? - spy­

tał jakiś żeński głos. 

- Tak - odparł trochę zdziwiony, bo jeszcze nigdy 

nie zdarzyło się, by ktokolwiek dzwonił do niego 

w sprawie syna. Dotychczas nie było takiej potrzeby. 

background image

144 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Dzwonię ze szpitala miejskiego w Roanoke. 

Pański syn miał poważny wypadek. Jest w izbie przy­

jęć. Czy wyraża pan zgodę na jego leczenie? 

Joshua oblał się zimnym potem. 

- Patricka? 

- Tak, proszę pana. Czy wyraża pan zgodę na le­

czenie syna? 

- To coś poważnego? 

- Jeszcze nie wiemy. Na razie robimy badania. 

Czy wyraża pan zgodę? 

- Co mu się stało? - Joshua jakby nie słyszał py­

tania. 

- Przykro mi, ale tego jeszcze nie wiemy. Są przy 

nim lekarze. Czy zgadza się pan, żebyśmy go prze­

świetlili i zrobili potrzebne analizy? 

- Tak. - Joshua poddał się, rozumiejąc, że niczego 

więcej sienie dowie. - Proszę mu powiedzieć, że już jadę. 

Blady z przerażenia odłożył słuchawkę. 

- Co się stało? - spytała Maddie. 

- To ten cholerny motocykl! - Joshua potrząsnął 

głową i ruszył ku drzwiom. - Wiedziałem, że nie po­

winienem Patrickowi pozwolić wsiadać na tę maszy­

nę. Powinienem się pozbyć tego złomu. To była zbyt 

wielka pokusa dla chłopaka w jego wieku. 

- Joshua, co się stało? - Maddie położyła mu rękę 

na ramieniu. 

- Chodzi o Patricka. Jest w szpitalu. Muszę je­

chać. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 145 

- O Boże -jęknęła. - Jadę z tobą. 

Joshua potrząsnął głową. 

- Nie wiem, jak długo to wszystko potrwa. Nie 

mam pojęcia, w jakim on jest stanie. Ta kobieta mó­

wiła coś o prześwietleniu. Może coś sobie złamał. 

Wypadki motocyklowe bywają straszne... 

Maddie już trzymała w ręku torebkę. 

- Jadę z tobą. 

- A Dawid? 

- Zadzwonię ze szpitala do Jenny Jean albo Bena. 

Chcesz, żebym ja prowadziła? 

- Nie, nie mamy czasu na dyskusje z policją. -, 

Joshua zdobył się na lekki uśmiech. 

- Racja. 

- Wstrząs mózgu - oznajmił lekarz. - Noga zła­

mana w dwóch miejscach. Trzeba będzie założyć kil­

ka szwów. Policjant stwierdził, że to nie była jego 

wina. 

- Jest przytomny? 

- Trochę oszołomiony. Wciąż powtarza, że próbo­

wał zjechać na pobocze. 

- To taki dobry chłopak - westchnęła Maddie. 

- Owszem - mruknął Joshua. - Chcę go zoba­

czyć. 

- Jeszcze go nie umyliśmy - odrzekł lekarz. 

- Chcę go zobaczyć - powtórzył Joshua i spojrzał 

na Maddie. - Jeśli musisz wracać do domu... 

background image

1 4 6 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Zaczekam. Dasz mi znać, jak on się czuje? 

- Jasne. 

Joshua zdawał sobie sprawę, jak bolesny musi 

być dla rodzica widok własnego dziecka na stole ope­

racyjnym, cierpiącego i zakrwawionego. Kiedy 

jednak ujrzał syna, serce omal nie wyrwało mu się 

z piersi. 

Patrick spojrzał na niego wzrokiem pełnym skru­

chy. 

- Tato, przysięgam ci, że to nie była moja wina. 

Próbowałem... 

- Nie gniewam się - uspokoił go ojciec. - Wiem, 

że zrobiłeś, co mogłeś. Teraz najważniejsze jest twoje 

zdrowie. 

Został przy synu podczas szycia i zakładania gipsu. 

Poprosił pielęgniarkę, żeby poinformowała Maddie 

o sytuacji. 

Sam wyszedł na korytarz dopiero po paru godzi­

nach, kiedy śpiącego Patricka odwieziono na ogólną 

salę. 

Tam zaskoczył go widok wciąż czekającej na niego 

Maddie. 

- Mów - zażądała bez wstępu. 

- Wyjdzie z tego. Najgorsze jest to złamanie, ale 

lekarze już złożyli kości. 

Maddie wyczuła, że Joshua zaczyna powoli się 

uspokajać. 

- Czy mogę coś dla ciebie zrobić? Może przy-

background image

wieźć coś z domu? Może przyniosę ci coś do jedze­

nia. .. 

- Nie, nic - potrząsnął głową. - Na farmę już 

dzwoniłem. Wracaj do domu. 

- Przecież widzę, że padasz z nóg - szepnęła, 

przytulając się do niego. 

- To nie jest moja pierwsza nie przespana noc 

- odrzekł i wzruszył ramionami. 

Wiem, odpowiedziała mu w duchu. Ale tym razem 

nie byłeś sam. 

- Jesteś pewien, że nic nie mogę dla ciebie zrobić? 

- Odwiozę cię do domu. 

Maddie pokręciła głową. 

- Nie trzeba. Ben zajmuje się Dawidem. Dzwonił 

kilka razy, pytając o Patricka, i obiecał, że po mnie 

przyjedzie. 

Powolnym gestem Joshua przeczesał ręką włosy. 

- Jesteś pewna? 

- Całkowicie. - Kiedy się do niego przytuliła, po­

czuła, że Joshua jest bardzo spięty i jakby nieobecny. 

Nie bój się. Odrobina czułości jeszcze nikomu nie 

zaszkodziła. 

Joshua uścisnął lekko Maddie, potem szybko się 

odsunął i przez moment patrzył na nią nie widzącym 

wzrokiem. 

- Odezwę się później - powiedziała. 

Joshua tylko pokiwał głową i odszedł w głąb ko-

rytarza. 

background image

148 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

Maddie zadzwoniła do Bena, który wkrótce po nią 

przyjechał. 

Po drodze krótko opowiedziała mu o stanie zdro­

wia Patricka, a potem pogrążyła się we własnych my­

ślach. 

- Mad, zaczynam się niepokoić - nie wytrzymał 

wreszcie Ben. - Ostatnim razem byłaś taka milcząca, 

kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży. Czyżby zno­

wu chodziło o to samo? 

- Nie, nie jestem w ciąży. Zastanawiam się nad 

Joshuą. Zrobił się taki obcy. Wiem, że martwi się 

o Patricka, ale nie podoba mi się to, że tak zamyka 

się w sobie. 

- Joshuą to samotnik. Nauczył się radzić sobie sam \ 

z własnymi problemami. 

- Zgadzam się z tobą, ale nie do końca. Od kilku 

lat nie było w jego życiu żadnej kobiety, ale miał 

przecież Patricka. 

- No tak, ale Patrick to jego syn, nie ktoś dorosły, 

kto mógłby go zrozumieć. 

A Maddie? 

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 

Joshua zamknął za sobą drzwi i oparł się o framu-

ge. Nawet nie zapalił światła. 

Lekarz chciał zatrzymać jego syna na obserwacji 

przez jeszcze jedną noc. Wszyscy, łącznie z Patri­

ckiem, kazali Joshui iść do domu. 

A więc poszedł i stał teraz w ogłuszającej ciszy. 

W szpitalu wciąż coś się działo. Mierzenie tempe­

ratury, kontrola szwów, badanie ciśnienia, obiad. Jo­

shua nie miał czasu na to, by pogrążyć się w myślach. 

By obciążać się winą za wypadek syna. By oddać się 

wspomnieniom o Gail, która w nieludzkich cierpie­

niach umierała w tym samym szpitalu, w obecności 

bezradnego Joshui. Nie potrafił nawet tęsknić za 

Maddie. 

A teraz nie działo się nic. Mógł tylko czekać w roz­

paczliwej samotności. 

- Kolejny ciężki dzień - w ciemnościach rozległ 

MC cichy, kobiecy głos. 

Joshua szeroko otworzył oczy. Maddie. 

- Gdzie jesteś? 

- Idę w twoją stronę. - Po chwili była już przy 

background image

150 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

nim. Rozpoznał jej zapach. Poczuł, że wkłada mu do 
ręki kieliszek. - Napij się. Co z Patrickiem? 

Joshua machinalnie wypił łyk wina. Było chłodne 

i miało szlachetny smak. 

- Wszystko będzie dobrze. Na szczęście motor 

nadaje się już tylko do kasacji. Pokusa zniknęła. 

- Zobaczymy. Jadłeś kolację? 
- Nie pamiętam... A, tak, jakieś hamburgery. 

Joshua jednym haustem opróżnił kieliszek. - A co ty 
tu robisz? 

- Sprawdzam, czy u ciebie wszystko w porządku. 

Doleję ci wina - powiedziała i wzięła od niego kie­
liszek. 

- Zapalę światło. 
- Nie - zaprotestowała natychmiast. - Usiądź na 

kanapie i odpoczywaj. 

Po chwili przyniosła następnego drinka i dołączyła 

do niego. 

- Jak w skali od jednego do dziesięciu oceniłbyś swój 

strach po telefonie ze szpitala? - spytała Maddie. 

- Dwadzieścia - mruknął. 
- A kiedy Joshua Blackwell ma kłopoty, to roz­

wiązuje je zawsze sam. 

Spojrzał jej prosto w oczy. 

- Inaczej nie potrafię. 
- Żadnych czułości, żadnych zwierzeń i rozmów 

z bliskimi - mówiła Maddie dalej, przysuwając się do 
niego. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 151 

- Nie, nigdy. 

- To może pora to zmienić - szepnęła. 

Po chwili Joshua poczuł na policzku jej wargi, 

a pod koszulą jej rękę. 

- Co robisz? 

- To niespodzianka. 

Nie pytał dalej, bo to co robiła, było naprawdę 

bardzo przyjemne. 

Po prostu poddał się jej pieszczotom. 

- Jest wiele sposobów radzenia sobie z trudno­

ściami - szepnęła potem Maddie, wtulając się w na­

gie ciało Joshui. - Ty znałeś do tej pory tylko jeden. 

Chciałam pokazać ci, że można inaczej. Czasami war­

to dzielić swój smutek z kimś, kogo się kocha. 

Joshua poczuł rozlewające sie w okolicy serca mi­

le, wzruszające ciepło. Przytulił Maddie do siebie 

i pocałował. 

- Kocham cię. Chcę, żebyś to wiedział. A kiedy 

kocham, daję całą siebie. I żądam wzajemności. 

Okruchy mnie nie interesują. Przemyśl to sobie. Ko­

cham cię - powtórzyła, wstając. 

Oszołomiony Joshua nie był w stanie się ruszyć. 

Patrzył tylko, jak Maddie idzie ku drzwiom. 

O, nie. Nie pozwoli jej odejść. Nigdy! 

- A ty dokąd? - krzyknął, przytrzymując ją 

w progu. 

- Do domu. Powinieneś odpocząć. 

background image

152 NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- Po tym, jak mnie wykończyłaś? 

- Skarżysz się? 

- Tak... bo wychodzisz. 

- Zazwyczaj to mężczyźni odchodzą, co? 

- Nie znam się na tym. Wiem tylko, że chcę, abyś 

została. 

- Przecież wiesz, nie załatwiłam nikogo do opieki 

nad Dawidem... 

Jakby nie słysząc jej słów, Joshua przyciągnął ją 

do siebie. 

- Chcę, żebyś została - powtórzył. - Na zawsze. 

- Na zawsze? 

- Tak. Pragnę włożyć ci na palec obrączkę, chcę 

obiecać ci wszystko, co mogę dać swojej żonie. Ko­

cham cię i będę kochać do końca życia. 

Wtedy Maddie zaczęła płakać. A Joshua wiedział 

tylko jedno. Żadnych więcej nocy bez snów - i bez 

ukochanej kobiety. 

Pobrali się dwa miesiące później. Oczywiście na 

pagórku, który był już ich pagórkiem. 

Z początku trochę padało, ale potem zza chmur 

wyjrzało słońce. Zupełnie jak w życiu Maddie. 

Dzień był naprawdę wyjątkowy. Były przy niej jej 

dwie przyjaciółki. Obok Joshui stał Ben i Patrick, 

który szybko dochodził do siebie. Do ołtarza popro­

wadził ją ojciec, który wraz z matką przyjechał na 

uroczystość. Wzruszona pani Palmer patrzyła załza-

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 153 

wionymi oczyma na szczęśliwą córkę i zięcia, które-

go zdążyła już polubić. Trzymała w ramionach Da-

wida i tuliła go mocno do serca. Pokochała swojego 

wnuka gorącą miłością i nie mogła sobie wybaczyć, 

że straciła tak wiele czasu. 

Joshua odwiedził w tajemnicy przyszłych teściów 

i bez trudu pokonał ich upór. Teraz Dawid miał nareszcie 

dziadków. 

A Maddie? Maddie szalała z miłości i dumy. Już 

nigdy nie będzie sama. 

I była z tego powodu bardzo szczęśliwa. 

Po ślubie wraz z gośćmi pojechali do uroczej małej 

gospody na wesele. 

- Przeszkadzał ci deszcz? - szepnęła Maddie do 

ucha swemu świeżo poślubionemu mężowi. 

- Nie. - Joshua z uśmiechem pokręcił głową. -

Chyba już się do niego przyzwyczaiłem. 

-

 Zniszczył mi fryzurę. A w dodatku, wysiadając 

z auta, naderwałam sobie falbanę sukni - poskarżyła 

się Maddie. 

Joshua pocałował ją w czubek nosa. 

- Jesteś najpiękniejszą panną młodą na całym 

Środkowym Wschodzie. 

- A ty najlepszym mężem na świecie. 

- Pora kroić tort - przerwał im te przekomarzanki 

Ben. - Poromansujecie sobie później. Przestańcie 

gorszyć porządnych obywateli. 

background image

154 

NIEGRZECZNA NARZECZONA 

- No tak, mogłam się tego spodziewać. Nawet 

w takim dniu mój brat myśli tylko o swoim żołądku. 

- Dlatego łatwo mnie przekupić. 

- Co racja, to racja - zaśmiał się Joshua i popro­

wadził Maddie do ogromnego, trzypiętrowego tortu. 

Ukroiła pierwsze dwa kawałki i uśmiechnęła się do 

obiektywu. Potem, zgodnie z tradycją, Joshua ręką 

podał jej odrobinę bitej śmietany. Oblizała mu palce 

do czysta. 

Potem i ona chciała go w ten sposób nakarmić, ale 

ktoś odwrócił jej uwagę i pokaźny kawał ciasta wy­

lądował na śnieżnobiałej koszuli Joshui. 

- 0,pardon\ - parsknęła śmiechem Maddie. - Ale 

przynajmniej nie jesteś już taki doskonały. 

- Myślałem, że zaczekasz z oblizywaniem mnie, 

aż zostaniemy sami - szepnął jej do ucha. 

- Ależ ty masz kosmate myśli! 

- Bo miałem dobrą nauczycielkę. 

Kiedy ją pocałował, zapomniała o wszystkim. 

0 ślubie, o gościach i o torcie. 

Wieczorem, kiedy wszyscy już poszli, Maddi 

włożyła elegancką nocną koszulę i spojrzała w lustro. 

Zobaczyła w nim bardzo, bardzo szczęśliwą kobietę. 

jako taka chciała pokazać się swemu mężowi. 

Ostrożnie otworzyła drzwi od łazienki i weszła do 

ciemnej sypialni, gdzie czekał na nią Joshua. 

Siedział na łóżku, nagi. W ręku miał gitarę. 

background image

NIEGRZECZNA NARZECZONA 155 

- O rany! - zawołała. 

- Kiedyś mówiłaś, że zawsze pociągali cię faceci 

grający na gitarze. 

- I dlatego ją kupiłeś? 

- Musiałem. I nauczyłem się piosenki. 

- Naprawdę? - W oczach Maddie pojawiły się łzy. 

- Nauczyłeś się piosenki specjalnie dla mnie? 

- Ale tylko jednej. I bardzo łatwej. 

- Noto graj! 

Kiedy w pokoju rozległy się pierwsze takty „Love 

me do" Beatlesów, Maddie rzuciła mu się w ramiona. 

Resztę zagrał jej później.