background image

Zarys historii historiografii polskiej 
Andrzej F. Grabski 
Zarys historii historiografii polskiej 
-   .,          . . „ ob 
.....ii4..........isisu 
Biblioteka IHUW 
1076009701 
Wydawnictwo Poznańskie Poznań 2 000 
jTEKA INSTYTUTU HISTORYCZNEGO .wersytetu Warszawskiego 
/vrf *. A    a f/f flrt {J Ą f 3 ~ w/4 f 0V 
© Copyright by Andrzej F. Grabski 2000 
© Copyright by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., Poznań 2000 
Projekt okładki: Tomasz Siwiński Redakcja i korekta: Magdalena Owczarzak 
iii.' 
Wpisano do inwentarza 
Ł/*iU. ****%• 

ISBN 83-7177-138-X 
Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o. 
61-701 Poznań, ul. Fredry a__ 
Dział handlowy tel. (061) 852-38-44, fax (061) 852-66-05 
Naświetlanie: „SCRIPTUS" sp. z o.o. 
61-701 Poznań, ul. Fredry 8 
Druk i oprawa: ABEDIK — Poznań                          '*•L ! 
•Af 
Spis treści 
Od autora..........................       7 
I.  Wprowadzenie........................       10 
II.  Dziejopisarstwo polskie wieków średnich.............      17 
III.   Historiografia polskiego Odrodzenia................      27 
IV.   Dziejopisarstwo polskie czasów Baroku..............      44 
V.  Oświeceniowa transformacja w historiografii 
europejskiej.........................      61 
VI.  Historiografia polskiego Oświecenia...............      69 
VII.  Przemiany historiografii europejskiej w XIX w...........      84 
VIII.  Historiografia polska w dobie zaborów. 
Czasy przedstyczniowe     ....................    109 
IX.   Historiografia polska w dobie zaborów. 
Czasy postyczniowe......................    122 
X.  Historiograficzne reorientacje na przełomie wieków.........    144 
XI.  Europejska nauka historyczna w dwudziestoleciu 
międzywojennym      ......................     155 
XII.  Historiografia II Rzeczypospolitej................     166 
XIII.   Przemiany historiografii europejskiej po II wojnie 
światowej..........................     186 
XIV.   Historiografia PRL......................     199 
XV.  Kilka słów o historiografii emigracyjnej     .............    232 
XVI.  Najnowszy zwrot w historiografii polskiej.............    241 
Literatura przedmiotu.....................    249 
Indeks osobowy    .......................    268 

background image

t 'W    *' ,'"' J ,    , tq . "tfK -> \     i       ' ,?   T.   i.Ofc-.ł 
Od autora 
Szczęśliwie nie ma już dziś — na przełomie II i III tysiąclecia — żadnych podstaw po temu, 
aby nadal powtarzać za Jamesem T. Shotwellem (1939), że „Klio, jako najstarsza z Muz, 
zajęła się spisywaniem przeszłości innych, ale zlekceważyła to zadanie w stosunku do samej 
siebie". W ostatnim półwieczu XX stulecia historia historiografii rozwinęła się — w skali 
światowej — w wyspecjalizowana dziedzinę nauki historycznej, uprawianą na coraz większą 
skalę w ramach jej profesjonalnych struktur, zajęła też odpowiednie w stosunku do jej 
stanowiska w badaniach naukowych miejsce w akademickim nauczaniu historii. Pogląd, który 
swego czasu (1965) propagował czołowy w powojennej Polsce historyk historiografii Marian 
H. Serejski, jakoby wciąż jeszcze szukała ona „właściwych dróg" i „znajdowała się u progu 
swojego rozwoju", zdecydowanie stracił już swoją dawniejszą aktualność. Również w Polsce, 
gdzie jeszcze w okresie międzywojennym zajmowało się nią bardzo niewielu uczonych i 
praktycznie nie była ona jeszcze obecna na uniwersytetach, stała się dziedziną uprawianą 
przez coraz liczniejsze grono specjalistów, a równocześnie — zwykle w powiązaniu 
Od autora 
z metodologią historii — przedmiotem nauczania na kierunku historii na uniwersytetach i w 
innych szkołach wyższych, w których prowadzone są studia historyczne. Realizuje się go 
jednak na różne sposoby — na miarę istniejących w poszczególnych ośrodkach naukowych 
możliwości, a więc albo, stosunkowo rzadko, jako historię historiografii powszechnej, 
oczywiście z uwzględnieniem polskiej, albo też, najczęściej, jako historię historiografii 
polskiej w powiązaniu z powszechną, dobrze — bo i tak się zdarza — jeśli nie tylko jakiegoś 
jej wąskiego chronologicznego odcinka. 
Do takiego stanu rzeczy walnie przyczynia się niemal zupełny brak niezbędnych do nauczania 
tego przedmiotu w szkołach wyższych pomocy naukowych, a przede wszystkim 
syntetycznych opracowań zarówno historii historiografii powszechnej, jak i polskiej. 
Nieliczne dawniejsze prace tego rodzaju — dostępne dziś tylko w większych bibliotekach — 
bardzo się już zestarzały i w większości nie odpowiadają już dzisiejszym wymaganiom ani 
naukowym, ani dydaktycznym. Opublikowane niedawno dzieła Jerzego Serczyka (1994) i 
Jerzego Topolskiego (1998) — oba dotyczące powszechnej historii historiografii — są w 
naszym piśmiennictwie naukowym praktycznie jej jedynymi całościowymi opracowaniami! 
Jeszcze gorzej jest w przypadku historii historiografii polskiej. Podjęta w ostatnich latach 
przez grono specjalistów, skupione wokół Jerzego Maternickie-go, inicjatywa opracowania 
zbiorowymi siłami jej obszernej naukowej syntezy, pozostaje wciąż na etapie opracowywania 
koncepcji dzieła i poszukiwania środków na jego wykonanie. W tych okolicznościach 
zdecydowałem się na opublikowanie tej pracy, pomyślanej jako adresowane przede 
wszystkim do studentów ogólne wprowadzenie do historii historiografii polskiej, a 
jednocześnie zapowiedź przygotowywanych przeze mnie od dłuższego czasu dwóch 
większych prac syntetycznych, mianowicie będącej na ukończeniu jednotomowej historii 
histo- 

Od autora 
riografii polskiej, oraz znacznie już zaawansowanego obszerniejszego opracowania historii 
historiografii powszechnej. 
W niniejszej pracy starałem się przedstawić najogólniejszy zarys historii historiografii 
polskiej od czasów najdawniejszych do współczesnych. Skoro przedmiotem zawartych w niej 
rozważań jest historiografia, a więc wytwór pracy historyków, nie zaś oni sami, ograniczyłem 
informacje o ich życiu i działalności tylko do takich, które były konieczne dla objaśnienia ich 
pracy historycznej. Mogłem tak postąpić w znacznej mierze dzięki istnieniu opracowanego 
pod redakcją Marii Prosińskiej-Jackl popularnonaukowego Słownika historyków polskich 

background image

(1994), do którego też odsyłam zainteresowanych ich życiem czytelników. Starałem się też 
opracować niniejszą książkę w sposób możliwie jasny, tak, aby była ona zrozumiała dla osób 
nie dysponujących jeszcze poważniejszym przygotowaniem z zakresu historii historiografii 
czy metodologii historii. Zbudowałem więc swoją narrację w sposób — jak mi się wydaje — 
najprostszy z możliwych, przedstawiłem bowiem dzieje historiografii polskiej najpierw w 
układzie chronologicznym, wedle kolejnych jej okresów, a następnie w ich ramach także w 
porządku rzeczowym, według uprawianej w każdym z nich problematyki. 
Wreszcie w nadziei, że może się okazać pomocna w przypadku czyjegoś poważniejszego 
zainteresowania się omawianą w niej problematyką, na zakończenie książki podałem 
bibliografię, która obejmuje jednak tylko prace odnoszące się do historii historiografii 
polskiej oraz bardzo skromny wybór dzieł z zakresu teoretyczno-metodologicznych zagadnień 
historii, natomiast niemal zupełnie pomija, nawet powoływane w niniejszej książce, prace 
dotyczące czy to historii historiografii innych krajów, czy też historii historiografii 
powszechnej. 
Rozdział I 
Wprowadzenie 
Terminem historiografia posługuję się w niniejszej pracy w jego szerszym znaczeniu, a więc 
na określenie całokształtu pracy historyka razem z jej rezultatem, czyli produkqą 
dziejopisarską, nie zaś w węższym znaczeniu, kiedy słowem tym oznacza się „właściwie 
tylko jedną z czynności, składających się na historię: jej wykład, formę ekspozycji, czy 
konstrukcję opisową" (M. H. Serejski, 1965). Propozycja — za którą opowiadają się 
zwłaszcza uczeni rosyjscy — zastąpienia nazwy historia historiografii terminem historia 
nauki historycznej mnie nie przekonała, gdyż zdaje się sugerować ograniczenie przedmiotu 
naszego zainteresowania tylko do „naukowego" etapu rozwoju historiografii — tak jakby jego 
wcześniejsze fazy można było z góry zakwalifikować jako nienaukowe czy też pozanaukowe. 
Nie utraciły bowiem aktualności słowa, wypowiedziane niegdyś przez cytowanego przed 
chwilą uczonego, że: 
pojęcie historiografii obejmuje swym zakresem różne stopnie rozwoju i formy myślenia 
historycznego, od bardzo prymitywnych, aż do naj-dojrzalszych. Chociaż przy tym w 
ściślejszym sensie oznacza ono ostatni tylko etap czynności historyka, zawiera w sobie jednak 
efekt 
10 
Pojęcie historiografii 
wszystkich poprzednich: heurystycznych i techniczno-erudycyjnych, organizacyjnych i 
badawczych. Mało tego, na tym etapie właśnie historyk wyraża wynik swej refleksji nad 
przeszłością, czyniąc ją dopiero komunikatywną. Dzieła historiograficzne, w których zo- 
" biektywizowana została myśl historyczna, stanowią też główny materiał badawczy historyka 
historiografii. W dotychczasowej praktyce cele, jakie mu dziś przyświecają, wykraczają 
daleko poza ramy 
"    badania uformowanej, nowoczesnej nauki historycznej (M. H. Se- 
18   rejski, 1965). 
Zamierzając — jak już powiedziano — przedstawić w tej pracy w sposób syntetyczny dzieje 
naszej historiografii od początków, aż po próg dnia dzisiejszego, rezygnuję z wyjaśniania, 
dlaczego będę je prezentował w kategoriach rozwoju, wszelako z zastrzeżeniem, że nie 
zawsze one na nim polegały, gdyż także dzieje historiografii polskiej prócz okresów rozwoju 
znały także momenty stagnacji, a niekiedy nawet regresu. Nie mogę natomiast zrezygnować z 
odniesienia się do wielce dyskusyjnej wciąż kwestii ogólnego mechanizmu tego — ma się 
rozumieć, że nie tylko przecież historiografii polskiej — rozwoju. 
Nawet w poważnej literaturze historiograficznej funkcjonuje w tej sprawie ogromnie wiele 
uproszczeń. I tak, zwłaszcza w dawniejszych pracach z naszej dziedziny, rozwój historiografii 

background image

sprowadzano do doskonalenia jej strony warsztatowo-erudy-cyjnej. U podstaw takiego 
poglądu legło — anachroniczne dziś, choć mające wciąż wielu zwolenników — 
charakterystyczne dla pozytywistycznej i postpozytywistycznej metodologii historii 
przekonanie, że o wartości dzieł historycznych przesądza to, czy i w jakim stopniu ich autorzy 
zdołali się zdystansować od otaczającego ich świata i potrafili się wykazać warsztatowym 
mistrzostwem w ustalaniu i empiryczno-indukcyjnym wyjaśnianiu historycznych faktów. 
Jego przeciwieństwem jest przekonanie, że o interesującym nas rozwoju bynajmniej nie 
decyduje historyczny warsztat, ale przede wszystkim polityczne, 
11 
Rozwój historiografii 
społeczne czy religijne — słowem ideologiczne — wartości, którym hołdują poszczególni 
historycy. W czasach tzw. realnego socjalizmu młodym adeptom historii uporczywie 
wtłaczano do głowy świętą zasadę „partyjności" historycznego poznania, według której 
adekwatne poznanie „obiektywnej rzeczywistości" mogli osiągnąć tylko tacy historycy, 
którzy reprezentowali „postępową" — faktycznie: zgodną z aktualną linią partii — postawę 
polityczno-ideologiczną. Na gruncie podobnej koncepcji rozwój historiografii nie mógł 
polegać na czym innym, jak na nasycaniu jej (jedynie) słuszną, bo „postępową" ideologią. Nie 
rna więc co się dziwić, że hołdujący jej poważny skądinąd uczony oświadczył, że „z 
marksistowskiego punktu widzenia historia historiografii jest jedną z gałęzi historii myśli 
społecznej". 
I wreszcie koncepcja zasadniczo różna od obu wymienionych — prócz autora niniejszych 
słów z mniejszymi bądź większymi zastrzeżeniami opowiada się dziś za nią wielu 
specjalistów — według której rozwój historiografii miałby się przedstawiać jako mający 
strukturę fazową dialektyczny proces powstawania dziejopisarskich standardów, ich trwania, 
a następnie kryzysu, z kolei kreowania nowych, które znów będą przez jakiś czas trwały, 
zanim z kolei nie znajdą się w sytuacji kryzysowej wtedy, kiedy zaczną się wyłaniać nowe 
standardy itd. Używamy tu liczby mnogiej dla podkreślenia, że — jak będziemy się mogli o 
tym przekonać — w różnych epokach dziejów historiografii nader często będziemy mieli do 
czynienia z funkcjonowaniem nie jednego, ale równocześnie kilku jej standardów (czy tylko 
konkurencyjnych względem siebie jej modeli). W długich dziejach historiografii proces ten 
kreowało jednak nie tyle „współzawodnictwo między poszczególnymi odłamami środowiska 
naukowego" (Thomas Kuhn), ile przede wszystkim konkurencja nowych kategorii rozumienia 
historyczności świata z dawnymi kategoriami, oraz nowe oczekiwania, adresowane do 
historiografii przez elity społeczne i intelektualne danych czasów. 
Struktura wiedzy historycznej 
W naszej relacji o dziejach historiografii polskiej będziemy stale pamiętali o tym, że w każdej 
epoce jej dziejów stanowiła ona jakąś — bardziej czy też mniej znaczną — część 
historiografii europejskiej, ściślej — co akcentujemy ze szczególną mocą — 
zachodnioeuropejskiej. Starając się więc przedstawić dzieje naszego rodzimego 
dziejopisarstwa na szerszym tle historiografii zachodniej, przy okazji charakteryzowania 
kolejnych okresów jego rozwoju, będziemy się zastanawiali nad kluczowym dla osiągnięcia 
ich adekwatnego obrazu zagadnieniem, mianowicie: czy i o ile przemiany, które w danym 
czasie stały się jego udziałem, przybliżały naszą historiografię do zachodnioeuropejskiej czy 
też, przeciwnie, oddalały ją od niej. 
Historiografia jako całość — zarówno powszechna, jak i poszczególnych krajów — 
odzwierciedla wyposażenie ludzkich umysłów w wiedzę historyczną. Zauważyłem już na 
innym miejscu (1998), że budowę tej ostatniej można sobie — w płaszczyźnie strukturalnej 
— wyobrazić jako składającą się z wielu poziomów strukturę wertykalną. Dla niniejszych 
rozważań proponuję wyróżnić w niej trzy takie poziomy: cywilizacyjny (czy kulturowy), 
strukturalny oraz wydarzeniowy; każdemu z nich odpowiadają odmienne treści oraz — co z 

background image

tym związane — sposoby ich metaforyzacji, polegające — najogólniej mówiąc — na 
kreowaniu i destrukq'i odpowiadających im różnego rodzaju mitów, bez których żadna 
historiografia obyć się nie może. 
I tak najgłębszemu, cywilizacyjnemu (kulturowemu) poziomowi wiedzy historycznej 
odpowiadają zakodowane w cywilizacjach, rozumianych jako całościowe systemy, 
najogólniejsze wyobrażenia o charakterze świata i jego zmienności. Wytwarzając 
charakterystyczny dla siebie sposób postrzegania ludzkiego świata wyznaczają one przez to 
nieprzekraczalne granice możliwego i niemożliwego w rozumieniu jego charakteru i 
dynamiki. W wyznaczonych przez siebie ramach kreują też — by posłużyć się tu kategorią 
zaproponowaną przez Wojciecha 
13 
Rozwój historiografii 
Pole operacyjne historii historiografii 
Wrzoska (1995) — najogólniejsze historyczne (historiozoficzne) metafory, pretendujące do 
wyjaśnienia sensu i planu dziejów, które — niezależnie od tego, czy historycy to sobie 
uświadamiają, czy też nie — stanowią najbardziej podstawowy, a jednocześnie nieuchronny 
fundament wszelkiej uprawianej na gruncie tych cywilizacji historiografii. 
Owe najogólniejsze metafory określają z kolei — już na następnym, podporządkowanym 
cywilizacyjnemu, strukturalnym poziomie wiedzy historycznej — ramy możliwego i 
niemożliwego dla tworzenia różnych, ma się rozumieć w poszczególnych cywilizacjach i 
epokach dziejów, wyobrażeń o strukturach społecznej egzystencji człowieka. Od swego 
początku historiografia zajmując się dziejami najróżniejszych struktur społecznych, 
wyznaczających człowiekowi jego miejsce w społeczeństwie — takich jak wspólnota 
etniczna czy religijna, ród, naród, stan społeczny, państwo itd. — opisywała je w kategoriach 
historii nie w innym celu, jak po to, żeby je na rozmaite sposoby legitymizować. Chodziło 
bowiem o sprawę pierwszorzędnej wagi, mianowicie o zakorzenienie danych struktur — z 
biegiem czasu, ma się rozumieć, coraz to innych — w przyjmowanym na obszarze danej 
cywilizacji ogólnym poglądzie — historiozoficznej metaforze — na sens i plan dziejów. 
Wymagało to budowania odmiennych, niż na poziomie cywilizacyjnym, strukturalnych w 
tym przypadku metafor, które bardzo często były niczym innym, jak rozmaitymi 
strukturalnymi mitami historycznymi. 
Pozostaje nam wreszcie wydarzeniowy poziom wiedzy historycznej, który wypełniają — 
zakorzenione ma się rozumieć w obowiązującym w danym czasie i miejscu poglądzie na 
struktury społecznej egzystencji człowieka, a przez to także w głębokich, cywilizacyjnych 
metaforach o sensie i planie dziejów — wyobrażenia o konkretnych wydarzeniach 
historycznych, określanych zwykle, chociaż bardzo nieprecyzyjnie, mianem faktów. Także i 
on jest obszarem — choć innego od poprzednich — 
14 
zmetaforyzowania czy wprost mitologizacji. Informacja o jakimś wydarzeniu staje się 
bowiem metaforą czy mitem wydarzenio-wym wtedy, kiedy przy wiąże się do niej jakieś 
ponadprzestrzen-ne i ponadczasowe, przekraczające ramy swojego miejsca i czasu wartości. 
Nie biorą się one oczywiście z samych wydarzeń, nadają im je — a przez to ich znaczenie — 
ludzie, hołdujący jakimś ideologiom, wyznający jakieś religie, opowiadający się za jakimiś 
opcjami politycznymi itd., i czynią to opierając się na systemach wartości, zakodowanych w 
głębszych, aniżeli wydarzeniowy, poziomach wiedzy historycznej. Można powiedzieć, że 
tworzy je więc samo życie, którego aktorzy często skłonni są przypisywać jakieś wyjątkowe 
znaczenie pewnym, uważanym przez siebie za szczególnie ważne, wydarzeniom. 
W zależności też od tego, o jaki poziom wiedzy historycznej będzie chodziło, historiografie 
poszczególnych krajów czy narodów — w tym także będąca przedmiotem naszych rozważań 
historiografia polska — mogą w różny sposób uczestniczyć w powszechnodziejowym 

background image

procesie rozwoju wiedzy historycznej. Na jej poziomie cywilizacyjnym ich dorobek zdaje się 
głównie polegać na adaptacji funkcjonujących w danej cywilizacji ogólnych metafor 
historiozoficznych do przedmiotu swoich zainteresowań. Większą samodzielność uzyskują 
one dopiero na jej poziomie strukturalnym, w związku z czym — taki też jest również 
przypadek historiografii polskiej — wykazują przebogatą inwencję w tworzeniu 
najróżniejszych strukturalnych metafor i mitów, najczęściej mających legitymować pretensje 
danych nacji czy państw do zajęcia szczególnie poczesnego miejsca w cywilizowanym 
świecie. Największą jednak samodzielność uzyskują one dopiero na jej poziomie 
wydarzeniowym, gdzie przedmiotem ich zainteresowania — i zmitologizowania — staje się 
wiedza o konkretnych dziejowych zaszłościach. Chociaż również na nim nie są one w pełni 
suwerenne, skoro tworzone przez nie wyobrażenia o danych zaszłościach są w sposób 
konieczny 
15 
Rozwój historiografii 
zakorzenione w głębszych jej poziomach, zdaje się nie ulegać wątpliwości, że właśnie on 
stwarza szczególnie dogodne warunki do kreowania najrozmaitszego rodzaju mitów, 
osnutych wokół wydarzeń i postaci. Nie jest przy tym wcale konieczne, aby takie zdarzenie 
faktycznie nastąpiło, a osoba rzeczywiście istniała. Nie ma chyba nic bardziej pod względem 
społecznym drażliwego, jak właśnie osnute wokół zdarzeń i ludzi mity wydarzeniowego 
poziomu wiedzy historycznej. 
Trudno byłoby bardziej adekwatnie określić pole operacyjne historii historiografii, niż uczynił 
to wielki francuski nowator historii Lucien Febvre, kiedy pisał (1942): 
każda epoka wytwarza swój własny mentalny Wszechświat. Tworzy go nie tylko przy 
pomocy wszelkich pozostających w jej dyspozycji środków, wszystkich prawdziwych lub 
fałszywych faktów, które o--'   dziedziczyła po swych poprzednikach, albo uzyskała sama. 
Kreuje •;   go także podług właściwych sobie uzdolnień — swej specyficznej j.   
przemyślności, swoich przymiotów i zainteresowań — a więc tego ,,    wszystkiego, co ją 
odróżnia od epok poprzednich. Podobnie każda _ v   epoka kreuje także swoje własne 
mentalne wyobrażenie o historycznej ,,   przeszłości: Rzymu i Aten, Średniowiecza i 
Odrodzenia. W jaki spo-'   sób? Przy pomocy materiałów, którymi dysponuje, I tutaj właśnie 
""   do pracy historyka może się wślizgnąć pewien moment postępu. Po-";   mnożenie bardziej 
niż dawniej zróżnicowanych i lepiej skontrolowanych faktów jest dla niej przecież korzyścią 
nie do pogardzenia. Niezależnie od swego talentu architekt nie zbuduje takiego samego domu 
ze starych kamieni oraz paru zużytych desek, co wtedy, kiedy będzie miał dostatek 
odpowiednio przykrojonych kamieni i gotowych do montażu, pięknie ociosanych belek. 
Rzecz nie polega jednak tylko J   na użytych materiałach. Pozostają jeszcze zmienne 
uzdolnienia, wła-'    ściwości umysłu i metody postępowania intelektualnego, są na koniec •'   
— przede wszystkim — zainteresowania, oraz jakże szybko gotowe '5   się zmieniać motywy 
interesów, które zwracają uwagę ludzi danych czasów na te aspekty przeszłości, które długo 
pozostawały w cieniu, a jutro znów zostaną pokryte mrokiem. Zapewne nie jest to 
humanitarne, ale jest przecież prawem ludzkiego poznania. 
16 
Rozdział II 
Dziejopisarstwo polskie wieków średnich 
Przystępując mniej więcej w tym samym czasie, co inne państwa środkowoeuropejskie, do 
chrześcijańskiej (łacińskiej) wspólnoty narodów, Polska dołączyła do wielkiego histo-
riograficznego ruchu, który obejmował już wówczas całą Europę Zachodnią. Wprawdzie 
zapoczątkowana na przełomie starożytności i średniowiecza historiografia 
zachodnioeuropejska nie była jedynym dziejopisarstwem chrześcijańskim, wszelako 
rozwinęła się jako jego ogromnie wpływowa odmiana, która na okres całej epoki — od VI do 

background image

XV w. — określiła ramy uprawianej na europejskim Zachodzie pracy historycznej. Rozwinęła 
się na podstawie chrześcijańskiej teologii dziejów, która implikowała ich rozumienie jako 
linearnego — wyznaczonego przez trzy wielkie wydarzenia, mianowicie Stworzenie, 
Odkupienie i Sąd Ostateczny — teleologicznego procesu, którego aktorem był wprawdzie 
człowiek, ale o którego biegu suwerennie decydowała Opatrzność. Jak bowiem napisał św. 
Augustyn (354-430), który usystematyzował rozwijający się od I w. chrześcijański pogląd na 
dzieje: 
17 
Wieki średnie 
Bóg [...] rozdaje królestwa ziemskie zarówno dobrym, jak i złym. Nie bezmyślnie i na chybił 
trafił, boć przecież Bogiem jest, nie fortuną, lecz wedle porządku rzeczy i czasów; wedle 
porządku niepojętego dla nas, ale przezeń doskonale rozumianego. Temu porządkowi czasów 
sam On nie podlega, lecz nim jako pan włada i jako kierownik rozrządza (tłum. W. 
Kornatowski). 
Dla rozwoju chrześcijańskiej historiografii sprawą absolutnie podstawową była kwestia 
sposobu rozumienia teologicznej tezy o boskim rządzie nad światem. Zawężony pogląd, 
według którego Opatrzność miała w każdym przypadku określać bezpośrednio wszystko, co 
się na nim działo — praktycznie uniemożliwiający rozpatrywanie przez historyków 
dziejowych wydarzeń jako spraw ludzkich — podważyli już przedstawiciele tzw. Renesansu 
XII w., którzy poczęli doszukiwać się w dziejach duchowego postępu. Dalej posunęli się ich 
następcy; zaczęli oni dowodzić, że Opatrzność określa ich bieg przede wszystkim pośrednio, 
rzadko kiedy interweniując bezpośrednio w sprawy ziemskie. Interpretację tę skodyfikował 
św. Tomasz z Akwinu (1224/5-1274), który, jak zauważył badacz jego myśli Martin 
Grabmann, określił stosunek Opatrzności do świata jako relację transcendencji: aczkolwiek 
Bóg uczestniczy w każdym działaniu ludzkim, przecież jego forma została pozostawiona 
samemu człowiekowi. W ten sposób znakomity ten myśliciel otworzył — co miało 
szczególnie istotne znaczenie dla historiografii—możliwość rozpatrywania dziejów ziemskich 
w perspektywie antropologicznej, jako kreowanych przez świadomą i celową działalność 
odpowiedzialnego za swe czyny przed Bogiem człowieka. 
Przyjmowane w Średniowieczu teoretyczne założenia z zakresu filozofii dziejów wyznaczały 
granice możliwego i niemożliwego w postrzeganiu zmienności świata człowieka, a co za tym 
idzie określały przedmiot uprawianej na ich podstawie historiografii. Konsekwencją 
rozumienia dziejów w kategoriach dialektyki „historii świętej" i „historii świeckiej" było więc 
uz- 
18 
Charakter polskiej średniowiecznej historiografii 
nanie przez nią za główne czynniki dziejotwórcze sił stojących na czele średniowiecznego 
społeczeństwa, mianowicie władzy duchownej — utożsamianej z Kościołem — oraz władzy 
świeckiej, identyfikowanej z władzą monarchów. Dziejopisarstwo wieków średnich 
przedstawiało więc „dzieje kapłanów i królów", średniowieczni historycy — jak w XII w. 
angielski dzie-jopis William z Malmesbury — będą bowiem sądzili, że „każde dzieło 
historyczne jest zwierciadłem władców". Dzięki temu mogli żywić głębokie przeświadczenie 
o szczególnym dostojeństwie swojej pracy, skoro — jak w pierwszej połowie XII w. 
stwierdził Normandczyk Orderyk Yitalis — pisali swoje utwory po to, aby ludzie nie 
powtarzali dawnych błędów. Oczywiście nie wszyscy ludzie, ale tylko ci, którzy mieli realną 
możliwość ich popełnienia. 
W nawiązaniu do tradycji antycznej średniowiecze łacińskie wypracowało też 
charakterystyczne dla całej epoki gatunki dziejopisarstwa, z których każdy doczekał się też 
wcale precyzyjnej kodyfikacji. Najstarszym z nich, uprawianym od VII-VIII w., były 
roczniki, które zasadniczo różniły się zarówno od historii — a później także dziejów (gęsta) 

background image

— jak i od kroniki. Pierwsza uprzywilejowywała opowiadanie, druga chronologię. Historia 
była przede wszystkim „kompletną opowieścią" o opisywanych wydarzeniach, kronika zaś 
skrótem, który ujmował dzieje w układzie chronologicznym. Od historii wymagano 
potoczystego opisu, wprawdzie zgodnego z porządkiem omawianych spraw, ale bez 
dokładności w ich datowaniu. Liczył się w niej literacki, często retoryczny walor narracji. 
Inaczej było w przypadku kroniki, od której wymagano przede wszystkim skrupulatności, 
dokładności chronologicznej, ale już nie innych zalet. Nie znaczy to jednak, aby rozróżiienia 
te były przez średniowiecznych historyków zawsze ściśle obserwowane. 
Przystąpienie Polski do zachodnioeuropejskiej wspólnoty narodów przesądziło ostatecznie o 
charakterze historiografii 
19 
Wieki średnie 
Skromne początki 
polskiej nie tylko zresztą wieków średnich, lecz także i czasów późniejszych. Nasza 
średniowieczna historiografia będzie więc dziejopisarstwem, rozwijającym się z pnia 
zachodnioeuropejskiej tradycji historiograficznej, według wypracowanych na Zachodzie 
zasad uprawiania dziejopisarstwa, które polscy średniowieczni historycy sobie przyswoją i 
będą stosowali we własnej praktyce dziejopisarskiej. W ten sposób Polska wraz z Czechami i 
Węgrami stały się najdalej wysuniętymi na wschód i północ krajami, w których historiografia 
od samego początku miała charakter zachodnioeuropejski — łaciński. Dalej na wschód, na 
średniowiecznej Rusi, historiografia rozwijająca się na podstawie tradycji miejscowej 
złączonej z bizantyńską, uprawiana w języku narodowym, miała już zdecydowanie odmienny 
charakter. Natomiast na dalekiej Północy, mimo przyjęcia chrześcijaństwa w obrządku 
łacińskim, przez długi czas kultywowano własną oryginalną formę dziejopisarstwa w postaci 
sag skandynawskich, które były najpierw historiografią oralną, później zaś także pisaną, ale 
nie po łacinie, lecz po nordyjsku. 
Podobnie jak jej południowi sąsiedzi, którzy również przyjęli chrześcijaństwo w obrządku 
łacińskim, do zachodniego ruchu historiograficznego Polska dołączyła jednak z opóźnieniem. 
Nastąpiło to wtedy, kiedy zachodnioeuropejska średniowieczna historiografia miała już za 
sobą pierwszą fazę swojego rozwoju i właśnie — na przełomie X i XI w. — przeżywała 
czasowy zastój. Tak samo jak u wspomnianych sąsiadów, również w Polsce szybko 
ukształtowały się na wzór zachodni pierwsze struktury, w ramach których przystąpiono do 
uprawiania historiografii. Także i u nas najwcześniejszymi ośrodkami dziejopisarstwa stały 
się więc dwory biskupie. Stopniowo zaczęto też w Polsce przyswajać sobie 
zachodnioeuropejskie formy historiografii: najpierw najprostszą z nich, czyli rocznikarstwo. 
Tak więc, niebawem po przyjęciu chrześcijaństwa, przybyłe do Polski duchowieństwo 
przeniosło do niej praktykowany od dawna na 
Zachodzie zwyczaj spisywania bieżących wiadomości historycznych na marginesach tablic 
paschalnych. Przepisane na osobnych kartach, połączone z przywiezionymi z zagranicy 
zapiskami annalistycznymi, dały one początek polskiemu rocznikarstwu. Najdawniejsze 
roczniki polskie były kontynuacją zachodnich, niemieckich wzorów, mianowicie 
przywiezionych do Polski dwóch roczników niemieckich: pierwszego, określanego w nauce 
mianem kompilacji fuldajskiej, który już w 970 r. znalazł się w Gnieźnie, gdzie był następnie 
kontynuowany, oraz drugiego, składającego się z zapisek pochodzących z Reichenau i 
Kolonii, przywiezionego w 1013 r. przez żonę Mieszka II, Ry-chezę, do Gniezna, gdzie go 
następnie wzbogacono o zapiski dworu książęcego (G. Labuda). Najdawniejsze roczniki 
polskie zaczęły więc powstawać około 1000 r. w głównych kościelnych ośrodkach państwa i 
ukształtowały się w dwóch pniach: małopolskim i wielkopolskim, z których następnie 
wyrosła późniejsza bogata polska twórczość annalistyczna. Dopiero na przełomie XI i XII w. 
ośrodkiem historiograficznej aktywności stał się w Polsce dwór monarszy. Nieco później niż 

background image

na Węgrzech, ale mniej więcej w tym samym czasie, co w sąsiednich Czechach, przyswojono 
też sobie w Polsce, bardziej rozwiniętą od annalistyki, kronikarską formę dziejopisarstwa. Nie 
na tyle jednak, by — jak na Węgrzech czy w Czechach, gdzie autorami pierwszych kronik 
byli już przedstawiciele miejscowych elit — zainicjował ją u nas ktoś spośród polskiego 
duchowieństwa. Anonim zwany Gallem z całą pewnością nie był Polakiem. Jego dzieło, które 
prawdopodobnie było opatrzone tytułem Kroniki i dzieje książąt czyli władców Polaków 
(Cronica et gęsta ducum sive principum Po-lonorum), było wprawdzie pierwszym powstałym 
w Polsce i poświęconym sprawom polskim utworem typu podobnego do kronikarskiego, 
jednakże kroniką w ścisłym znaczeniu tego słowa zdecydowanie nie było. Reprezentowało 
ono bardzo uczony i wykwintny zarazem gatunek dziejopisarski, określany jako 
20 
21 
Wieki średnie 
„dzieje" (gęsta), który rządził się innymi niż kronika regułami. Utwory tego typu poświęcano 
przedstawieniu czynów znakomitych postaci nie tyle w sztywnym chronologicznym 
porządku, ile w porządku rzeczowym, rozpatrywano ich działania z punktu widzenia ich 
przyczyn oraz nie tylko bezpośrednich, ale i dalszych skutków. W swoim gatunku dzieło 
Anonima Galia okazało się utworem rzeczywiście znakomitym, napisanym kunsztowną 
rytmiczną i rymowaną prozą, wystawiającym jak najlepsze świadectwo nie tylko jego 
autorowi, lecz także kulturze środowiska, w którym powstało. 
Na pierwszą kronikę, napisaną przez Polaka i poświęconą dziejom polskim, wypadło nam 
poczekać jeszcze całe stulecie, bowiem dopiero w początku następnego wieku powstał znany 
jako Kronika Polaków (Cronica Polonorum, oryginalny tytuł nie jest znany) znakomity utwór 
pióra biskupa krakowskiego, mistrza Wincentego Kadłubka (ok. 1150-1223). Ale jakie to 
było dzieło! Opracowane na najwyższym poziomie ówczesnej europejskiej historiografii, 
świetny polski odpowiednik szczytowych dziejopisarskich osiągnięć Renesansu XII w., z 
którym też należy je wiązać. Kiedy na początku XX w. wybitny mediewista Tadeusz 
Wojciechowski określił swoich naukowych oponentów, którzy nie zgadzali się z jego 
kontrowersyjną skądinąd interpretacją tzw. sprawy św. Stanisława, mianem plemienia 
Kadłubka, nie im sprawił afront, ale wyrządził najzupełniej niezasłużoną krzywdę uczonemu 
biskupowi. Jego wyszukane w formie, ukazujące w najlepszym świetle wszechstronną 
uczoność autora, świetne dzieło nie powstało jednak ani na dworze książęcym, z którym autor 
był niegdyś związany, ani też na dworze biskupim, ale w zaciszu cysterskiego klasztoru w 
Jędrzejowie, gdzie znakomity historyk osiadł po rezygnacji z biskupstwa. Mistrz Wincenty 
był pierwszym i na długi czas jedynym polskim biskupem, który czynnie uprawiał 
historiografię. Niegdyś przypuszczano, że niewiele później poszedł w jego ślady biskup po- 
22 
Partykularyzacja historiografii 
znański Boguchwał (Bogufał) (zm. 1253), którego uważano za autora tzw. Kroniki 
Wielkopolskiej. Dziś sądzi się raczej, że był on co najwyżej inspiratorem dziejopisarskiej 
działalności kogo innego. Nie ulega wątpliwości, że w porównaniu z zachodnimi, 
przedstawiciele polskiego średniowiecznego episkopatu rzadziej parali się dziejopisarstwem. 
Częściej niż oni zajmowali się nim natomiast mniej eksponowani przedstawiciele hierarchii 
kościelnej oraz reprezentanci duchowieństwa zakonnego: najpierw benedyktyni, potem także 
cystersi, następnie również franciszkanie i dominikanie, by wymienić tylko zakony, które 
najbardziej zasłużyły się dla rozwoju historiografii polskiej w wiekach średnich. 
Podobnie jak na Zachodzie, gdzie wraz z politycznym rozdrobnieniem następował proces 
partykularyzacji ogólnopań-stwowej dawnej historiografii, również i w Polsce, w odróżnieniu 
od dotychczasowej, która miała charakter ogólnopaństwo-wy, od XIII w. historiografia 
zaczęła przybierać charakter dzielnicowy. Podzieliła się ona — co wiązało się z przemianami 

background image

dawnych i powstaniem nowych ośrodków dziejopisarskich — na trzy główne nurty: 
małopolski, wielkopolski i śląski. Pomimo że najbujniej rozwinęła się annalistyka, uprawiano 
naonczas także inne rodzaje dziejopisarstwa, zarówno kronikarstwo, jak i hagiografię. 
Wielkopolski nurt historiografii tych czasów reprezentowała najświetniej tzw. Kronika 
Wielkopolska, małopolski — kronika krakowskiego franciszkanina Dzierzwy, być może 
także tzw. Kronika Węgiersko-Polska, śląski — Kronika Pol-sko-Śląska oraz późniejsza od 
niej Kronika Książąt Polskich. Proces partykularyzacji dziejopisarstwa wyraził się także w 
powstaniu w XIV w. zarówno w Małopolsce, jak i w Wielkopolsce annalistyczno-
kronikarskich kompilacji, które uaktualniano dodając nowe partie, poświęcone wydarzeniom 
niedawno minionym. Taki właśnie charakter miała sporządzona u schyłku tego stulecia w 
Wielkopolsce Wielka Kronika, ogarniająca całość 
23 
Wieki średnie                                                             i 
dziejopisarskiego dorobku tej dzielnicy, który uzupełniła o nową kronikę pióra archidiakona 
poznańskiego Janka z Czarnkowa (ok. 1320-ok. 1387). Wprawdzie pisał on swoje dzieło jako 
dostojnik kapituły gnieźnieńskiej, jednak odzwierciedlił w nim polityczne poglądy innego 
środowiska, mianowicie przeciwnych wprowadzeniu Andegawenów na tron Polski panów 
wielkopolskich. 
W XV stuleciu głównym centrum rozwoju historiografii w Polsce stał się ośrodek krakowski. 
Historię uprawiano tutaj zarówno na dworze królewskim, jak i w ośrodkach kościelnych oraz 
— co było wówczas w Europie zjawiskiem wyjątkowym — także na uniwersytecie. 
Wprowadził ją bowiem do swoich wykładów wybitny profesor Uniwersytetu Krakowskiego, 
jego kilkakrotny rektor Jan z Dąbrówki (ok, 1395/1400-1472). W ramach zajęć z retoryki 
wykładał on bowiem także historię Polski, biorąc za podstawę kronikę Wincentego Kadłubka, 
do której opracował obszerny komentarz. 
Ku schyłkowi wieków średnich historiografia polska rozwijała się nadal w dotychczasowych 
strukturach, według wcześniej wypracowanych wzorów. Procesy modernizacyjne, które stały 
się wówczas udziałem historiografii zachodnioeuropejskiej, praktycznie ją ominęły. Nie 
wytworzyła ona — w odróżnieniu od Zachodu, gdzie takie dziejopisarstwo zaczęło się 
kształtować już od XIII w. — oficjalnej historiografii państwowo-narodowej. Nie stworzyła 
też poważniejszego dziejopisarstwa miejskiego, które w XIV-XV w. w historiografii 
zachodnioeuropejskiej wysunęło się na najważniejszą pozycję. Nie wydała też tak bujnie 
rozkwitającej w niektórych krajach zachodnich historiografii rycerskiej.-W odróżnieniu 
wreszcie nie tylko od przodujących pod względem kulturalnego rozwoju krajów Zachodu, 
lecz także i Czech, dziejopisarstwo nasze w najmniejszej nawet mierze nie stało się wówczas 
historiografią, uprawianą w języku narodowym. Pozostało tradycyjnym średniowiecznym 
łacińskim dziejopisarstwem, zajmującym się niemal wyłącznie dziejami rodzi- 
24 
Dzieło Długosza 
mymi. Było niezmiernie charakterystyczne, że tylko jeden z polskich średniowiecznych 
historyków, mianowicie dominikanin Marcin Polak (zm. 1279), przebywając przez dłuższy 
czas w Rzymie, pokusił się o opracowanie dzielą, poświęconego historii powszechnej. Mimo 
że napisana przezeń kompilacyjna Kronika papieży i cesarzy nie była szczytowym 
osiągnięciem europejskiej historiografii XIII w., odniosła przecież sukces, jaki nie stał się 
udziałem żadnego polskiego historyka nie tylko tej epoki! Nie tylko sama cieszyła się 
powodzeniem, ale u schyłku wieków średnich na jej podstawie opracowywano w Europie 
liczne „Marcinowe Kroniki", często pisane już w językach narodowych, które zdobyły 
znaczną popularność. 
Najznakomitszym polskim dziejopisem XV w., jeżeli nie naj-świetniejszym historykiem 
polskim Średniowiecza, był z całą pewnością Jan Długosz (1415-1480). Bylibyśmy w grubym 

background image

błędzie, gdybyśmy sądzili, że opracowane przezeń, obejmujące bieg dziejów ojczystych od 
czasów najdawniejszych do 1480 r., największe dzieło polskiej średniowiecznej historiografii, 
mianowicie Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego (Annales seu Cronicae 
inclyti Regni Poloniae), było utworem reprezentującym dziejopisarstwo o charakterze 
narodowo-państwowym. Nic podobnego: było ono utworem zainspirowanym przez zmarłego 
kardynała Zbigniewa Oleśnickiego, w którym jego wierny zausznik godnie spłacił mu ideowy 
dług wdzięczności; było dziełem świetnie reprezentującym jego teokratyczny program i 
ogromne ambicje sprawowania rzeczywistej politycznej władzy w państwie. Przesądziło to o 
tendencji dzieła: jako historyk Długosz oceniał bowiem całokształt dziejów Polski z punktu 
widzenia politycznego programu swojego zmarłego protektora! Był zdecydowanym 
zwolennikiem rodzimej dynastii, nie krył, że wolałby widzieć na polskim tronie 
mazowieckich Piastów niż Jagiellonów, krytykował wszystkie przypadki, kiedy obcy 
sprawowali rządy w kraju. Zgodnie z programem Zbig- 
25 
Wieki średnie 
niewa Oleśnickiego hołdował teokratycznej koncepcji stosunków między państwem i 
Kościołem, dowodził, że państwo powinno zostać poddane pod jego władzę i starał się 
wykazać, że tak właśnie było w Polsce od czasów przyjęcia chrześcijaństwa. Był 
orędownikiem silnej teokratycznej monarchii, sprawującej rządy niezależne i sprawiedliwe, 
opowiadał się za zniesieniem dożywotności urzędów, osłabiała ona bowiem władzę 
królewską, uważał też, że głównym kryterium przy ich obsadzaniu powinny być zdolności i 
wiedza kandydatów. 
Krakowskiego dziejopisa można z pewnością zaliczyć do najwybitniejszych europejskich 
historyków jego czasów. Wolno jednak wątpić, czy istnieją podstawy po temu, aby sądzić — 
jak to niejednokrotnie czyniono w naszej literaturze naukowej — że dzieło Długosza 
górowało nad wszystkim, co powstało w ówczesnej europejskiej historiografii. Powstało 
przecież w czasie, kiedy średniowieczny świat od dawna odchodził już w przeszłość, kiedy na 
Zachodzie kwitły nowe, humanistyczne idee historyczne, rozwijało się nowe renesansowe 
dziejopisarstwo. Długosz ze swą ortodoksyjnie prowidencjalistyczną wizją świata i 
teokratycznym programem politycznym, chociaż utrzymywał kontakty z humanistami swoich 
czasów i po części nie było mu także obce humanistyczne piśmiennictwo, należał przecież nie 
do nowego, ale do starego, odchodzącego już świata, zaś jego dziejopisarstwo, pomimo 
swych wszystkich niewątpliwych zalet, w porównaniu z nową odrodzeniową historiografią, 
było dziejopisarstwem równie świetnym, co już wówczas anachronicznym. W takich jak on 
kategoriach uprawiali bowiem wówczas historię nie nowatorzy, lecz epigoni. Słusznie więc 
podkreśla się w literaturze naukowej, że praca krakowskiego historyka „jest ostatnim wielkim 
dziełem historycznym w Europie, pisanym w duchu kościelnym, a sam Długosz, choć 
nieobcy nowym prądom, stoi jak potężny słup na pograniczu dwu epok" (J. Dąbrowski). 
26 
Rozdział III 
Historiografia 
polskiego 
Odrodzenia 
Podobnie jak dorobkiem naszych średniowiecznych elit intelektualnych było stworzenie 
rodzimej historiografii według standardów zachodnich, a w konsekwencji także jej włączenie 
do ogólnoeuropejskiego ruchu historiograficznego, tak samo zasługą intelektualistów 
reprezentujących nową, odrodzeniową formację umysłową było z kolei umocnienie pozycji 
dziejopisarstwa polskiego w historiografii europejskiej. Tym razem nie może też być mowy o 
żadnym opóźnieniu: idee włoskiego humanizmu poczęły przenikać do Polski wcześniej, niż 
sugerowałoby to jej oddalenie od głównych ośrodków nowej myśli, zaś przedstawiciele 

background image

polskich elit umysłowych i politycznych poczęli sięgać po odrodzeniowe wzory 
dziejopisarskie niemal tak samo wcześnie jak intelektualiści z bliżej w stosunku do nich 
położonych, przodujących pod względem rozwoju historiografii krajów zachodnich. 
Stosunkowo szybko przyswojono więc sobie w Polsce charakterystyczny dla renesansowej 
refleksji historycznej sposób rozumienia dziejów jako rezultatu świadomych i celowych 
działań władzy politycznej, rozpatrywanych z punktu widzenia ich motywacji oraz 
skuteczności w osiąganiu za- 
27 
Odrodzenie 
mierzonych celów. Rychło też podjęto starania, mające na celu zaszczepienie na rodzimym 
gruncie jakże wysoko cenionych w ówczesnej Europie wzorów nowej praktyki 
dziejopisarskiej. Nie tylko w przypadku Polski były to przede wszystkim wzory włoskie, 
mianowicie ukształtowane jeszcze we wczesnej fazie włoskiego Odrodzenia historiograficzne 
modele retoryczny i erudycyjno-krytyczny. 
Pierwszy z nich, którego twórcą był Leonardo Bruni (1369--1444), proponował uprawianie 
historii jako rodzaju literatury pięknej, z pieczołowitą dbałością o artystyczne wartości 
historycznej narracji. Odrodzeniowa historiografia retoryczna miała — zgodnie z tradycją 
cycerońską — uczyć swoich odbiorców, przekazując im doświadczenia, płynące jakoby z 
przeszłości, co sprowadzało się do moralizatorskiego serwowania im chwalebnych bądź 
odstraszających przykładów ludzkiego postępowania. Wzięła już ona rozbrat z tradycją 
prowidencjalistycznej interpretacji dziejów, więc opisywane przez siebie wydarzenia 
wyjaśniała w kategoriach zracjonalizowanych, z punktu widzenia ich ziemskich przyczyn i 
takich samych skutków. Jej przedstawiciele dbali przede wszystkim o retoryczny efekt swoich 
utworów, natomiast znacznie mniej o krytyczną weryfikację podawanych przez siebie 
informacji, rzadko kiedy podejmowali tez poważniejsze badania źródłowe. Inaczej 
reprezentująca zupełnie inny stosunek do uprawiania historii, zapoczątkowana jeszcze przez 
Flavia Bionda (1392-1643), historiografia erudy-cyjno-krytyczna, która przed historiografią 
stawiała przede wszystkim zadania poznawcze, w związku z czym na pierwszy plan wysunęła 
postulat przeprowadzenia przez historyka krytycznej weryfikacji podawanych informacji. 
Mniejsze od ich obu znaczenie miał dla renesansowej modernizacji historiografii polskiej 
późniejszy polityczny model historiografii, którego powstanie wiąże się z nazwiskiem 
Niccola Machiavellego (1469--1527).                                  •»,•;'••'•.••,">. 
28 
Zapotrzebowanie na historię 
Antyjagiellońska wymowa dzieła Długosza przesądziła o tym, że nie mogło ono zostać 
uznane za oficjalną, państwową wykładnię dziejów narodowych, podobną do tych, którymi 
dysponowały już — bądź pragnęły je posiadać — inne państwa europejskie. Już jednak z 
końcem XV stulecia w gronie wybitnych przedstawicieli polskiej elity politycznej i 
intelektualnej powstała świadomość potrzeby stworzenia nowego, odpowiadającego 
politycznym potrzebom jagiellońskiej monarchii, całościowego opracowania historii 
ojczystej. Było też dla nich sprawą oczywistą, że jeżeli podobne dzieło miało spełnić 
pokładane w nim nadzieje upowszechnienia w Europie pożądanego z punktu widzenia 
interesów państwa obrazu dziejów polskich, powinno zostać opracowane nie według 
przestarzałych, średniowiecznych wzorów, ale powinno być ujęte nowocześnie, w duchu 
nowego, humanistycznego dziejopisarstwa. Zagorzałym orędownikiem tej idei był wpływowy 
na dworze Kazimierza Jagiellończyka i Jana Olbrachta Piotr z Bnina Moszyński, biskup 
włocławski, sam humanista i miłośnik historii. 
Aby zrealizować ten ambitny zamiar, biskup Piotr postąpił tak samo, jak w podobnych 
przypadkach czyniono na Zachodzie. Skoro humanistyczna historiografia włoska wydała tak 
wiele dziejopisarskich talentów, których dzieła podziwiała cała Europa, skoro autorzy włoscy 

background image

zyskali reputację szczególnie doskonałych historyków, było zrozumiałe, że europejscy 
monarchowie, którzy odczuwali potrzebę dysponowania przez państwo własną wykładnią 
swoich dziejów, starali się pozyskać do tej pracy właśnie Włochów. Jeszcze w pierwszej 
połowie XV w. praktykę tę zapoczątkował cesarz Fryderyk III, który jako swojego sekretarza, 
mającego opisać dzieje jego panowania, zatrudnił sławnego humanistę Eneasza Sylwiusza 
Piccolominiego, późniejszego papieża Piusa II. Potem w jego ślad poszli inni monarchowie. 
Powracając z Włoch do Francji (1497) król Karol VIII zabrał ze sobą włoskiego humanistę z 
Werony Paulusa Aemi- 
29 
Odrodzenie 
liusa, któremu powierzył urząd historiografa. Jego następca Ludwik XII polecił Aemiliusowi 
napisanie po łacinie historii Francji. Dwaj uczeni Włosi zajmowali się historią na przełomie 
XV— XVI w. na dworze kastylijskim. Byli nimi Petrus Martyr Anghiera i Ludo Marineo 
(Marinaeus Siculus). W Anglii Henryk VII napisanie historii swego kraju zlecił 
mieszkającemu tam już od dłuższego czasu włoskiemu humaniście Polidoriu Vergilio 
(Polydore Vergil). Król węgierski Maciej Korwin ściągnął w 1484 r. z Włoch na swój dwór 
Antonia Bonfiniego i zlecił mu opracowanie dziejów Węgier. 
Z inspiracji Piotra z Bnina historią Polski zajął się więc włoski humanista Filip Kallimach 
(Buonaccorsi) (1437-1496), który schronił się w Polsce przed ścigającymi go agentami 
papieskimi. Nie podjął się jednak opracowania całości dziejów polskich, ale zajął się dziejami 
Władysława III Warneńczyka. Był to wówczas bardzo gorący temat: wprawdzie bitwa 
warneńska odbiła się szerokim echem w Europie, jednak opinie o królu nie zawsze były 
życzliwe, zaś wielu humanistów oceniało go zdecydowanie niechętnie. Jeszcze kardynał 
Zbigniew Oleśnicki — nie bez pewnego powodzenia — starał się wpłynąć na to, by Eneasz 
Sylwiusz złagodził swój krytyczny sąd o królu Władysławie. Nie zdołało to jednak zagłuszyć 
nieżyczliwych o nim opinii innych humanistów. Kallimach znakomicie wywiązał się z 
powierzonego mu zadania: w świetnej Historii o królu Władysławie (Historia de rege 
Yladislao), napisanej w konwencji humanistycznej retorycznej historiografii, nie tylko 
przeciwstawił się niechętnym opiniom o zmarłym władcy, lecz także starał się „na wszelkie 
sposoby rozsławić oraz, jeśli to możliwe, zaliczyć w poczet nieśmiertelnych i świetlanych 
postaci historii" aktualnie panującego monarchę Kazimierza Jagiellończyka. 
Wciąż jednak brakowało odpowiadającego interesom państwa całościowego opracowania 
dziejów Polski. Potrzebę stworzenia podobnego dzieła doskonale rozumiał kanclerz, a później 
30 
Wapowski 
prymas Jan Łaski, który nie szczędził zabiegów, aby znaleźć dla tej pracy odpowiedniego 
autora. On to zapewne był inspiratorem opracowania „dziejów narodu polskiego oraz historii 
dawnych w Polsce czasów", do czego w pierwszych latach XVI w. miał się zabrać związany z 
dworem dyplomata Mikołaj Rozem-berski. Inicjatywa ta spaliła jednak na panewce. 
Kolejnym kandydatem, którego Łaski sobie upatrzył na przyszłego autora historii Polski, był 
dalmatyński humanista Franciszek Andronik (Tranąuillus Andronicus Parthenius), który 
znalazł się w otoczeniu prymasa podczas jego pobytu w Rzymie na V Synodzie 
Lateraneńskim. Kiedy i on nie spełnił pokładanych w nim nadziei, Łaski zdecydował się na 
powierzenie tej odpowiedzialnej pracy wykształconemu we Włoszech humaniście — inni 
kandydaci nie wchodzili wówczas w rachubę — ale już nie cudzoziemcowi, lecz Polakowi, 
mianowicie bolońskiemu doktorowi prawa kanonicznego Bernardowi Wapowskiemu (ok. 
1450--1535), który został też pierwszym — na podobieństwo działających wówczas na wielu 
dworach monarszych na Zachodzie — polskim urzędowym historiografem. 
Tylko po części zdołał on sprostać postawionemu przed nim trudnemu zadaniu. Jego ujęta w 
konwencji humanistycznej historiografii retorycznej, łacińska, obejmująca dzieje Polski od 

background image

czasów najdawniejszych do 1535 r., Kronika nosiła silne piętno oficjalno-dworskie. Autor 
wychwalał w niej nie tylko politykę dynastii Jagiellonów, lecz także — nie zawsze oglądając 
się przy tym na historyczną prawdę — czyny jej poszczególnych przedstawicieli. 
Przedwczesna śmierć nie pozwoliła mu jednak doprowadzić swej pracy do końca i nadać jej 
ostatecznego szlifu. Mimo że sam Zygmunt Stary żywo interesował się opublikowaniem 
dzieła Wapowskiego, pojawiły się trudności. Jego pierwsza część zaginęła w zagadkowych 
okolicznościach jeszcze z końcem XVI w.; końcowe partie ukazały się w 1589 r. jako dodatek 
do opisu Polski pióra Kromera. 
31 
Odrodzenie 
Nie Wapowski, ale właśnie Marcin Kromer (1512-1589) stał się też w XVI w. w Polsce 
historykiem, który przedstawił czytelnikom w kraju i za granicą obraz całości dziejów 
polskich. Jego wydane po raz pierwszy w 1555 r. w Bazylei — ważne jest tu miejsce 
Wydania, miasto to było wówczas promieniującym na całą Europę ośrodkiem wydawniczym, 
w którym ukazywały się dzieła licznych sławnych autorów — łacińskie, ma się rozumieć, 
dzieło O pochodzeniu i dziejach Polaków ksiąg XXX (De origine et rebus gestis Polonorum 
libri XXX), aczkolwiek inspirowane przez króla i najwyższych dostojników państwa, nie 
miało jednak charakteru urzędowego, prezentowało się jako prywatne przedsięwzięcie 
polskiego historyka piszącego głównie z myślą o cudzoziemskim czytelniku. Marcin Kromer 
reprezentował w nim polityczny program pierwszego okresu rządów Zygmunta Augusta, był 
orędownikiem ogólnopaństwowych interesów, przeciwstawiał się zarówno regionalnym 
separatyzmem, jak i — był przecież nobilitowanym przez króla mieszczaninem 
—  nadmiernemu uprzywilejowaniu szlachty, nie krył jednak swojego wrogiego stosunku do 
reformacji. 
Inaczej niż w wielu innych monarchiach europejskich, mimo podejmowanych prób, w 
państwie ostatnich Jagiellonów nie doszło więc do powstania prężnego ośrodka 
państwowego, oficjalnego dziejopisarstwa. Podobnie natomiast jak na Zachodzie 
—  chociaż z opóźnieniem, gdyż niezależni intelektualiści od dawna zajmowali się tam już 
historią jako swoją sprawą prywatną — również w Polsce rozwinęła się historiografia, 
uprawiana jako nieurzędowe, prywatne zatrudnienie poszczególnych autorów. Również u nas 
podobne inicjatywy podejmowali wówczas już nie tylko duchowni, lecz także świeccy: 
przedstawiciele szlachty, niekiedy również mieszczanie, raczej jednak nobilitowani bądź tacy, 
którzy dostąpili do godności kościelnych. Paralelnie z historiograficznymi projektami J. 
Łaskiego właśnie prywatną inicjatywę dziejopisarską podjął więc w Kra- 
32 
Prywatne inicjatywy dziejopisarsłde 
kowie mieszczanin z pochodzenia, lekarz i profesor tamtejszego uniwersytetu, Maciej z 
Miechowa (ok. 1457-1523). Zawdzięczamy mu nie tylko pierwsze w europejskiej 
humanistycznej literaturze dzieło o krajach i narodach środkowowschodniej Europy, którym 
był Traktat o dwóch Sarmacjach (Tractatus de duabus Sarmatiis, 1517), lecz także opatrzone 
tradycyjnym tytułem Kroniki Polaków (Chronica Polonorum, 1519) nowe całościowe 
opracowanie dziejów Polski. Krytyczny stosunek historyka do niektórych przedstawicieli 
panującej dynastii, ujawnienie i krytyka pewnych wciąż jeszcze drażliwych spraw, nie mogły 
spotkać się z aplauzem w kołach dworskich. Za sprawą J. Łaskiego, który nie był tu całkiem 
bezinteresowny, kronika Miechowity padła więc ofiarą pierwszej w dziejach polskiej 
historiografii konfiskaty. Prymas doprowadził do zakazu jej rozpowszechnienia, a następnie 
do przeredagowania dzieła. „Przeróbki, dokonane prawdopodobnie przez samego prymasa, 
były tendencyjne, wykrętne i niezgodne z rzeczywistym stanem rzeczy; wprowadzały nowe 
oświetlenie wypadków, przy czym usunięciu względnie upiększeniu uległy ustępy, dotyczące 
osoby i działalności Jana Łaskiego jako kanclerza" (H. Barycz). 

background image

Podobnie jak dzieło Macieja z Miechowa, prywatny charakter miała też kolejna inicjatywa 
dziejopisarską. Tym razem podjął ją osiadły w Krakowie przybysz z Alzacji, mieszczanin, 
który dopiero w dziesięć lat po opublikowaniu swej pracy poświęconej historii Polski uzyskał 
polski indygenat, królewski sekretarz Jo-dok Ludwik Decjusz (ok. 1485-1545). W swoim 
napisanym świetną, humanistyczną łaciną, liczącym trzy księgi utworze pt. O starożytności 
Polaków (De vetustatibus Polonorum) powiązał on najdawniejsze dzieje Polski z obrazem 
początkowych dziejów narodów Europy, który rozwinęła humanistyczna historiografia 
(głównie niemiecka). Czerpiąc pełną garścią z rzekomego Be-rossusa (ogłoszonego pod 
koniec ubiegłego stulecia, razem z innymi falsyfikatami, przez włoskiego humanistę 
Giovanniego 
33 
Odrodzenie 
Nanniego, znanego pod pseudonimem Anniusa z Yiterbo), oraz innych, podobnej wartości 
tekstów, które zażywały wówczas powagi wiarogodnych źródeł historycznych, Decjusz 
skomponował długą listę rzekomych królów sarmackich i dowodził, że przodkowie Polaków, 
dawni Sarmaci, którymi władał król Tui-sco (w humanistycznej historiografii niemieckiej 
uważany za protoplastę władców Niemiec), utworzyli wspólne państwo razem z Teutonami. 
Już w dyskusjach, jakie rozgorzały po ukazaniu się dzieła Kromera, zarysowały się początki 
zasadniczego konfliktu, który odtąd będzie coraz silniej oddziaływał na polskie 
dziejopisarstwo, mianowicie antagonizmu między tendencjami monarchicz-ną a szlachecką w 
interpretacji dziejów ojczystych. Zaznaczył się on wyraźnie już za rządów Stefana Batorego. 
Napisanie historii Węgier jako kontynuacji dzieła Antonia Bonfiniego monarcha ten 
powierzył Wenecjaninowi Gianmichele Bruto (Bru-tus), który sprawnie wywiązał się z 
postawionego mu zadania. Gorzej powiodło się w przypadku opracowania historii Polski. 
Zapewne za radą Jana Zamoyskiego napisanie historii Polski, która oczywiście miała zostać 
ujęta w duchu monarchicznym, król powierzył działaczowi kalwińskiemu Stanisławowi Sar-
nickiemu (ok. 1532-1597). W młodości, zanim podczas pobytu w Genewie został 
zwolennikiem Jana Kalwina, słuchał on w Wittenberdze wykładów Filipa Melanchtona, tego 
samego, który właśnie wprowadzał historię jako samodzielny przedmiot do nauczania 
uniwersyteckiego. Pędząc żywot osiadłego na wsi szlachcica, Sarnicki wypełniał sobie czas 
komponowaniem utworów o tematyce wojskowej i historycznej. Jego wielcy patroni srodze 
się jednak na nim zawiedli: kiedy stało się jasne, jak będzie się przedstawiało jego dzieło 
historyczne, królowi i Zamoyskiemu nie pozostawało uczynić nic innego, jak wycofać swoją 
nad nim protekcję. 
Nie ma powodu po temu, by jak niegdyś zaliczać Sarnickiego 
34 
Sarnicki 
Roczniki czyli o pochodzeniu i sprawach Polaków i Litwinów ksiąg VIII (Annales, swe de 
origine et rebus gestis Polonorum et Lithuano-rum libri VIII) (1587) do „śmietnika naszej 
historiografii". Zasługują one na uwagę jako jaskrawy przykład wypływającego z narodowej 
dumy historycznego mitotwórstwa, żywiącego się legendarnymi wątkami, rozwijanymi 
zarówno przez dawniejszą, jak i współczesną autorowi, nie tylko zresztą humanistyczną, 
historiografię europejską. Folgując narodowej dumie nasz dziejopis uznał, że nie do przyjęcia 
jest wywodzenie dziejów polskich dopiero od Lecha i podjął trud wykazania, że Polacy pod 
względem starożytności dorównują innym narodom, które swoją historyczną egzystencję 
mogą wywieść już od biblijnego potopu. W jego ujęciu dzieje Polski rozpoczynały się więc 
od 2210 r. przed Chr., od biblijnych protoplastów ludzkości, mianowicie od syna Sema, 
praprzodka Sarmatów, Asarmota. Przodkowie Polaków mieli być spowinowaceni z samym 
Jezusem Chrystusem, który wywodził się z tego samego co oni pokolenia Sema! Szlachecki 
dziejopis bez najmniejszego krytycznego zastanowienia kładł więc w swe dzieło wszystko, 

background image

cokolwiek tylko mogło się przysłużyć sarmackiej sławie. Stąd znalazł się w nim i wątek 
trojański: przodkowie Polaków, sarmaccy Heneci (We-neci), mieli jakoby przybyć do Europy 
pod wodzą trojańskiego Antenora. 
Niepowodzenie z Sarnickim nie zniechęciło jego niedawnych protektorów do dalszych 
zabiegów o znalezienie odpowiedniego autora dla stworzenia pożądanego przez nich obrazu 
polskiej przeszłości. Znaleźli go niebawem w osobie Niemca z Prus Książęcych, 
wykształconego humanisty — prawnika Reinholda Heidensteina (1535-1620), który najpierw 
napisał zatytułowaną O wojnie moskiewskiej ksiąg sześć (De Bello Moscovitico libri sex, 
1585) historię zwycięskiej wojny króla Stefana z Iwanem Groźnym, potem zaś przystąpił do 
opracowania wszakże nie całości historii Polski, lecz tylko najważniejszego z punktu wi- 
35 
Odrodzenie 
dzenia jego patronów zarysu jej dziejów najnowszych. Ciężka choroba oczu, a następnie 
ślepota, nie pozwoliły mu jednak na doprowadzenie swych Dziejów polskich od zejścia 
Zygmunta Augusta ksiąg XII (Rerum Polonicarum ab excessu Sigismundi Augusti libri XII) 
do końca. Opiekę nad swoim utworem przekazał przed śmiercią sekretarzowi królewskiemu, 
niebawem biskupowi łuc-kiemu (później płockiemu) i podkanclerzemu koronnemu 
Stanisławowi Łubieńskiemu (1573-1640). Uporządkował on dzieło Heidensteina, nie zdołał 
jednak doprowadzić do jego opublikowania: ukazało się dopiero w pięćdziesiąt dwa lata po 
śmierci autora (1672). 
Prócz scharakteryzowanych przedsięwzięć historiograficz-nych, inspirowanych przez dwór 
królewski, rozwinęły się wówczas w Polsce także wcale liczne prywatne inicjatywy dziejo-
pisarskie, które również zmierzały do opracowania całości dziejów polskich. Niewiele wiemy 
o takiej właśnie inicjatywie, którą podjął związany z obozem reformacyjnym wykształcony 
szlachcic Leonard Górecki (ok. 1525-po 1582); napisał on zaginione dziś Dekady 
(Decades...), obejmujące rys dziejów Polski do 1572 r., oraz również zagubioną kronikę 
panowania Stefana Batorego. Niewątpliwym sukcesem zakończyło się natomiast inne 
podobne prywatne przedsięwzięcie, mianowicie próba opracowania całokształtu dziejów 
powszechnych i polskich, podjęta przez człowieka świeckiego, pochodzącego z ziemi 
sieradzkiej szlachcica Marcina Bielskiego (ok. 1495-1575). Jego Kromka wszyt-kiego świata 
(1551) okazała się jednak niewielkiego lotu kompilacją, której najbardziej wartościową pod 
względem informacyjnym częścią była partia końcowa, obejmująca opis wydarzeń z drugiej 
połowy XVI stulecia. Po śmierci ojca część jego dzieła, poświęconą sprawom polskim, 
przerobił, uzupełnił i jako Kronikę polska Marcina Bielskiego nowo przez Joachima 
Bielskiego, syna jego wydana opublikował (1597) jego syn Joachim (ok. 1550-1599). 
W cieniu inicjatyw, zmierzających do opracowania całości 
36 
Dzieje najnowsze 
dziejów Polski, w historiografii polskiej doby Odrodzenia rozwinął się także inny nurt prac 
historiograficznych, którego przedstawiciele—podobnie jak to czyniło wielu renesansowych 
historyków na Zachodzie — zajmowali się dziejopisarskim upamiętnianiem ważnych 
wydarzeń z dziejów najnowszych. Również i w tej dziedzinie ówczesna historiografia polska 
miała znaczące osiągnięcia. Wspominaliśmy już o pracy Heidensteina o wojnie z Moskwą, 
praca ta jednak miała charakter oficjalny. Inne podobne inicjatywy miały już jednak charakter 
prywatny. Nie dochowały się pamiętniki o czasach współczesnych pióra jednego z 
najznakomitszych polskich humanistów tej epoki, sekretarza Zygmunta Augusta, Andrzeja 
Patrycego Nideckiego. Przetrwały jednak do naszych czasów obejmujące lata 1548-1552 
Roczniki polskie od zejścia dostojnego Zygmunta I (Annales Polonici ab excessu dwi 
Sigismundi primi, 1554, wyd. 1611) pióra znakomitego pisarza politycznego i polemisty 
religijnego Stanisława Orzechowskiego (1513-1566). W świetnym, humanistycznym stylu 

background image

opracował obejmujące okres od 1538 r. do 1572 r. Dzieje w Koronie Polskiej nobilitowany 
syn mieszczański, który w królewskiej służbie doszedł do godności starościńskiej, Łukasz 
Gór-nicki (1527-1603). Krótki komentarz o sprawach polskich od śmierci Zygmunta Augusta 
(Commentarius brevis rerum Polonicarum a morte Sigismundi Augusti, 1647), obejmujący 
opis dziejów Polski od śmierci Zygmunta Augusta do czasów sobie współczesnych, napisał 
nawrócony na katolicyzm niedawny różnowierca, wybitny publicysta polityczny, sekretarz 
królewski, a później arcybiskup lwowski, Jan Dymitr Solikowski (1539-1603). Pośród 
licznych utworów pisarza i dyplomaty Krzysztofa Warszewickiego (1543-1603) znalazły się 
także dwa zasługujące na wysoką ocenę dzieła historyczne, jedno — Trzy księgi dziejów 
polskich (Rerum polonicarum libri tres, 1589) — poświęcone dziejom pierwszego 
bezkrólewia oraz pierwszej wolnej elekcji oraz drugie, zatytułowane Dziejów polskich ksiąg 
XIII (Rerum polonicarum liber XIII, 
37 

Odrodzenie 
1589), w którym Warszewicki przedstawił dzieje trzeciego bezkrólewia. Dzieje dwóch 
bezkrólewi po śmierci Zygmunta Augusta znalazły wreszcie swojego dziejopisa (Akta 
bezkrólewia, mianowicie po zgonie Zygmunta Augusta — Acta interregni post obitum 
nimirum Sigismundi Augusti) w osobie pisarza, a następnie sędziego ziemskiego kaliskiego, 
później starosty radziejowskie-go, protestanckiego pisarza politycznego Świętosława Orzel-
skiego (1549-1598). Wszystkie te prace, przedstawiające rozmaitą wartość oraz różne 
tendencje ideowe, powstały z prywatnej potrzeby ich autorów. 
Oprócz dwóch wymienionych nurtów dziejopisarskich: mającego za przedmiot swego 
zainteresowania całość dziejów Polski, oraz tylko ich część najnowszą, w dziejopisarstwie 
polskiego Odrodzenia rozwinął się także trzeci nurt dziejopisarski, mianowicie historiografii 
regionalnej. Pierwszoplanową pozycję zajęła w nim twórczość dziejopisarska poświęcona 
dziejom Litwy i Rusi. Było zrozumiałe, że sprawami litewskimi siłą rzeczy musieli zajmować 
się wszyscy historycy, piszący o dziejach Polski od czasów Jagiellonów, nie traktowali oni 
jednak dziejów Litwy i Rusi jako odrębnego przedmiotu swych dziejopisarskich 
zainteresowań. Znaleźli się jednak i tacy, którzy zajęli się specjalnie historią tych krajów. Nie 
znamy treści zaginionej kromki litewskiej (Kronika czyli historia Litwy — Cronica sive 
historia Lit-huaniae, po 1551), którą na polecenie Zygmunta Augusta opracował 
wykształcony w Niemczech i Włoszech humanista, zresztą człowiek świecki, nobilitowany 
mieszczanin, wójt wileński Augustyn Rotundus (Mieleski) (ok. 1520-1582). Szerokim echem 
odbiła się natomiast dziejopisarska działalność innego świeckiego autora, który wiele lat 
życia poświęcił służbie wojskowej, mianowicie Macieja Stryjkowskiego (ok. 1547-przed 
1593). Pisał on po polsku, był między innymi autorem opatrzonego ogromnie długim tytułem 
dzieła: Która przed tym nigdy światła nie widziała kronika polska, litewska, żmodzka i 
wszystkiej Rusi [...], oraz 
Historiografia regionalna 
późniejszej pracy O początkach, wywodach, dzielnościach, sprawach rycerskich i domowych 
sławnego narodu litewskiego, żemojdzkiego i ruskiego... Macieja Stryjkowskiego—jak tego 
dowodzą nowsze badania — niesłusznie umieszczano „w drugim garniturze staropolskich 
kronikarzy", skoro poruszał się on „na gruncie nie tkniętym przez historiografię zachodnią" 
(Z. Wojtkowiak). Inna sprawa, że niewiele różnił się od Sarnickiego, kiedy snuł 
nieprawdopodobne dywagacje o rzekomej starożytności opisywanych przez siebie narodów. 
Wiele wskazuje na to, że wydany w 1578 r. przez nobilitowanego w Polsce Włocha 
Aleksandra Gwagnina (1534-1614) (notabene dowódcę, pod którym służył Stryjkowski), 
wielokrotnie przedrukowywany na Zachodzie i tłumaczony na obce języki Opis Sarmacji 

background image

europejskiej (Sarmatiae Europae descriptio) był niczym innym, jak plagiatem z zaginionego 
utworu Stryjkowskiego. 
Ówczesna historiografia regionalna nie ograniczała się wszakże do dziejopisarstwa, 
zajmującego się dziejami Litwy i Rusi. Ważnym ośrodkiem regionalnej historiografii 
miejskiej był Gdańsk, gdzie jeszcze w pierwszej połowie XVI w. powstał szereg kronik, 
takich jak tzw. kronika Ferbera (jej nazwa pochodzi od nazwiska mieszczanina, Eberharda 
Ferbera (1463--1529), który nie był jednak jej autorem, ale zainicjował jej powstanie), czy 
późniejsze utwory Bartłomieja Wartzmanna (ok. 1525-przed 1578) i Jerzego Melmanna 
(1521-1557), których ho-ryaant zainteresowań ogarniał dzieje Prus, zakonu krzyżackiego i 
Polski. W przedstawieniu spraw polskich dziejopisarstwo gdańskie obficie korzystało z 
historiografii polskiej. Znaczenie dorobku dziejopisarstwa gdańskiego nie zmienia jednak 
faktu, że w Polsce w czasach Odrodzenia dziejopisarstwo miejskie odgrywało niepomiernie 
mniejszą rolę niż na Zachodzie, oraz, że nie zdołało się ono rozwinąć jako wyodrębniony, 
prężny nurt ówczesnej polskiej historiografii. 
Wprawdzie  również  w  dobie Odrodzenia  historia po- 
39 
Odrodzenie 
wszechna nie stała się w jakiejkolwiek mierze uprzywilejowanym przedmiotem 
zainteresowania historyków polskich, należy jednak zauważyć, że pierwszym obszernym 
dziełem historycznym, które zostało napisane w języku polskim, było wspomniane już przez 
nas dzieło M. Bielskiego. Aczkolwiek nie stało ono na wysokości wybitnych dzieł 
europejskiej humanistycznej historiografii, okazało się utworem poszukiwanym przez 
czytelników, którym interesowano się daleko poza ojczyzną autora. Oddziałało ono bowiem 
na dziejopisarstwo ruskie i rosyjskie oraz historiografię mołdawską, gdzie „przynosiła 
wiadomości z zachodniego świata i wpłynęła na rozwój miejscowej historiografii" (K. 
Tymieniecki). Charakter kompendium historii powszechnej miała wydana w Rzymie w 1596 
r., doprowadzona do 1545 r., Chronografia (Chronographia), opracowana przez kanonika 
warmińskiego Aleksandra Scultetusa (Scultetiego, ok. 1485-1564). Historii powszechnej, 
mianowicie starożytnego Rzymu, dotyczyła także jedyna humanistyczna monografia 
historyczna, która wyszła w tej epoce spod pióra polskiego autora. Był nim nie byle kto, bo 
przyszły kanclerz Jan Zamoyski (1542--1605). Podczas studiów na uniwersytecie w Padwie 
był on słuchaczem wybitnego historyka Karola Sigoniusa. Wtedy też opracował Dwie księgi 
o rzymskim senacie (De senatu romano libń H1563). W cieniu głównych nurtów historiografii 
polskiego Odrodzenia rozwijała się historyczna biografistyka, a także szczególnie ważna dla 
społeczności szlacheckiej heraldyka (Bartosz Pa-procki (ok. 1543-1614), Herby rycerstwa 
polskiego, 1584). W histo-riograficznym dorobku polskiego Odrodzenia odosobnione, choć 
ważne miejsce zajmuje pierwszy polski humanistyczny traktat z zakresu metodologii historii, 
mianowicie wydana w 1557 r. w Bazylei Książeczka o umiejętności dziejopisarskiej (De 
historica facultate libellus) pióra wykształconego na Zachodzie humanisty Stanisława 
Iłowskiego (zm. 1589). Zagadnieniami tymi musiano się wówczas w Polsce interesować, 
skoro znany nam już Gian- 
40 
Acta Tomiciana 
michele Bruto właśnie w Krakowie opublikował swe dziełko 
0 chwale historii czyli o niezawodnym i rozsądnym sposobie czytania pisarzy dziejów (De 
historiae laudibus sive de certa via et ratione, quae sunt rerum scriptores legendi, 1582). 
Nowe rozumienie historycznego źródła jako podstawy poznania historycznego legło u 
podstaw szczególnie ambitnej inicjatywy, jaką podjął u nas w dobie Odrodzenia wieloletni 
pracownik kancelarii Piotra Tomickiego (1464-1535), kanonik płocki 

background image

1 krakowski Stanisław Górski (ok. 1497-1572). Jej celem nie było napisanie jakiegoś 
konkretnego dzieła historycznego, ale zebranie źródeł historycznych dla przyszłych 
historyków. Niebawem po śmierci swego protektora Górski przystąpił do gromadzenia 
dokumentów, związanych z jego działalnością, następnie zaś rozszerzył zakres swojej 
kwerendy na całość czasów panowania Zygmunta Starego. Powstał w ten sposób (w 
kolejnych redakcjach) zbiór 24 tomów akt z lat 1506-1548, ułożonych w porządku 
chronologicznym, oraz kilka tomów dodatkowych, dotyczących wybranych zagadnień. W 
połowie XVIII w. Jan Daniel Janocki nadał mu nazwę Acta Tomiciana. 
Pracy Górskiego przyświecał klarowny program ideowy: jako gorący orędownik tych sił 
politycznych, które opowiadały się przeciwko reformacji, zwolennik umocnienia i 
centralizacji władzy królewskiej, przekazując swe dzieło do rąk monarchy miał nadzieję 
przekonania go do poparcia tego właśnie politycznego programu. Później, w roku 1567, inną 
wersję swojego zbioru przekazał senatorom koronnym, a prawdopodobnie także litewskim, 
zachęcając ich do działania przeciw dążeniom szlacheckich egzekucjonistów, przeciwko 
reformacji oraz na rzecz ściślejszej unii z Litwą. Górski żywił bowiem pragnienie, aby jego 
zbiór oddziałał „na sferę świadomości politycznej szlachty i magnaterii, dostarczając tej 
ostatniej jednego z podstawowych typów argumentacji, używanej wówczas powszechnie tak 
na forum sejmowym, jak w publicystyce" (R. Marciniak). 
41 
Odrodzenie 
> Wprawdzie dzieło Górskiego nie przyniosło bezpośredniego politycznego pożytku, jednak 
poglądy autora były pod wieloma względami zbieżne z „dążeniami szerszych kręgów 
społecznych" i jako takie miały pewne szansę oddziałania na polityczną rzeczywistość. 
Całkiem inną sprawą jest to, że nadzieje autora spełniły się tylko w niewielkiej mierze. Praca 
S. Górskiego, stanowiąca „najznakomitszy pomnik nauki historycznej i polskich dążeń w 
zakresie poznania przeszłości w wieku XVI" (H. Ba-rycz), nie została przez współczesnych 
doceniona. 
Dzieło Stanisława Górskiego było z pewnością wówczas najwybitniejszym, nie jedynym 
wszakże u nas świadectwem upowszechniania się wśród przedstawicieli parających się 
historią elit intelektualnych charakterystycznego dla erudycyjno-krytycz-nego nurtu 
renesansowej historiografii europejskiej nowego rozumienia znaczenia źródła historycznego 
jako koniecznej podstawy naukowego poznania w historii. Podobnie jak na Zachodzie, 
również w Polsce niektórzy historycy starali się wykorzystywać dla swych prac źródła 
archiwalne, takie jak materiały przechowywane w Archiwum Skarbca Koronnego (M. 
Kromer, R. Heidenstein). W połowie XVI w. wartościowy zbiór źródeł do dziejów Litwy miał 
zebrać znany już nam Augustyn Rotun-dus. Wiadomo również o tym, że Stefan Batory — 
„wielbiciel muzy Klio, ale upaństwowionej" (H. Barycz) — w latach 1577--1578 podjął za 
pośrednictwem kardynała Stanisława Rozjusza uwieńczoną zresztą niepowodzeniem próbę 
uzyskania z Biblioteki Watykańskiej co ważniejszych źródeł do historii Polski i Węgier. Tego 
nowego stosunku do historycznego źródła nie podzielała jednak wówczas jeszcze większość 
historyków polskich. 
Podobnie jak inne historiografie tej części Europy, również dziejopisarstwo polskie czasów 
Odrodzenia wykorzystywało więc zachodnioeuropejskie inspiracje przede wszystkim dla 
opracowania historii ojczystej, którym się głównie zajmowało. Mocarstwowa pozycja polsko-
litewskiej monarchii inspirowała 
42 
Teoria sarmacka 
do stworzenia nowej interpretacji dziejów polskiego państwa i narodu, legitymującej jej 
aktualne miejsce w Europie. Z tej właśnie potrzeby zrodziła się rozwinięta przez historyków 
doby Odrodzenia sarmacka teoria pochodzenia Polski i Polaków, która będzie odgrywała rolę 

background image

historycznej ideologii ich państwa. Stanowiła ona projekcję wstecz, w najdawniejsze dzieje 
ludzkości, polskich współczesnych aspiracji politycznych. Inaugurowała nową historyczno-
polityczną mitologię, która będzie oddziaływała na polską myśl historyczną w czasach 
późniejszych. 
Rozdział IV 
Dziejopisarstwo polskie czasów Baroku 
Siedemnaste stulecie wniosło do refleksji nad zmiennością świata społecznego moment o 
rewolucjonizującym znaczeniu: podważenie odrodzeniowego przekonania o wyższości 
osiągnięć starożytnych, co pociągało za sobą rewaloryzację współczesności. Dla historycznej 
refleksji zakwestionowanie autorytetu starożytnych miało znaczenie ambiwalentne. Z jednej 
strony jego konsekwencją było szerokie rozpowszechnienie się wśród zachodnich 
intelektualistów tzw. pirronizmu historycznego (nazywanego tak od imienia starożytnego 
filozofa Pyrrona z Elidy), wyrażającego radykalnie sceptyczny stosunek do poznawczego 
znaczenia czy też możliwości historii. Mimowolnie przyczyniła się do niego ta część 
ówczesnej historiografii, która hołdując tradycji retorycznej rozwijała kunsztownie udramaty-
zowane, teatralne, ale bardzo dalekie od prawdy opisy wydarzeń. Jednakowoż — z drugiej 
strony — kryzys zaufania do historii nie mógł nie spowodować reakq'i ze strony tych 
myślicieli, którzy uważali ją za niezbędną dla współczesnego człowieka. Przystąpili oni 
jednak nie tyle do obrony walorów dotychczasowej historiografii, do której sami często 
odnosili się z kry- 
44 
Erudycja historyczna 
tycyzmem, ile do rewaloryzacji kategorii prawdy w historii, co na obszarze zróżnicowanych 
nurtów ówczesnej refleksji historycznej znalazło odmienne artykulacje. Skoro krytycy historii 
powiadali, że jest ona „zmyśleniem, uznanym za prawdę" (Bernard de Fontenelle), znakomita 
część jej obrońców uznała, że podawaną w wątpliwość prawdę można i należy 
zrewaloryzować przez weryfikację historycznych faktów, będących podstawą historycznej 
narracji. 
Konsekwencją takiego stanowiska było upowszechnienie się przekonania, że właściwym 
kierunkiem obrony statusu historii będzie jej oparcie na historycznej erudycji. Osiągnięcia 
zachodnioeuropejskiej historiografii XVII w. były pod tym względem przeogromne. 
Całe rzesze erudytów przykładały się pracowicie do niewdzięcznych zajęć: wydawania 
tekstów, odcyfrowywania dokumentów, oskroby-wania kamieni, czyszczenia monet. Całe 
odważne, zapalone rzesze: mrowisko, które miało swoich rzemieślników, a nawet 
wojowników. Ci gorliwi pracownicy, pasjonujący się swoją ciężką pracą, dążyli do ustalenia 
rzeczy pewnych — doniosłych lub drobnych, ale niewzruszonych. Pragnęli bez pochopnych 
interpretacji, bez uprzedzeń, bez zniekształcenia przez sztukę, wydobyć rzeczy solidne, 
ustalone raz na zawsze (P. Hazard). 
Niemal we wszystkich krajach europejskich historycy eru-dyci zajęli się historią wszelkich 
epok, zarówno świecką, jak i kościelną, bardzo często ojczystą historią jej autorów. 
Niezależnie od tego, jaka była ich społeczna kondycja, w jakich działali strukturach, musieli 
być teraz innymi historykami, niż dawniej. Coraz mniej liczyło się barwne opowiadanie o 
przeszłości, coraz więcej badanie źródeł i ustalanie faktów. W zachodniej Europie uprawianie 
historii stopniowo przestaje być zajęciem tylko literackim i poczyna się stawać pracą 
badawczą. Konsekwencją tej postawy było to, że erudycyjna historiografia tej epoki 
rozwinęła 
45 
Barok 
w sposób systematyczny nauki pomocnicze historii oraz, że szczególnie gorliwie zajęła się 
gromadzeniem, krytyką i publikowaniem źródeł historycznych. W tej dziedzinie szczególnie 

background image

znakomite osiągnięcia uzyskały dwa katolickie zakony: benedyktyni z Kongregacji św. Maura 
(mauryni) oraz jezuici, tzw. bollandyści (od nazwiska jednego z inicjatorów akcji 
publikowania żywotów świętych, Jeana Bollanda), którzy znaleźli licznych naśladowców w 
wielu krajach Europy. 
Rzadko kto zadawał sobie wówczas pytanie, czy prawda krytycznie ustalonego faktu 
wystarczy za pełną historyczną prawdę. Postawił je jednak jeden z najznakomitszych 
umysłów epoki, niemiecki matematyk i filozof, a także — o czym nie zawsze się pamięta — 
historyk Gottfried Wilhelm Leibniz. Jemu to właśnie zawdzięczamy sformułowanie poglądu, 
że 
rejestracja faktów jeszcze nie jest historią, natomiast wybór faktów już nią nie może być — 
historyk więc ryzykuje albo brak obiektywizmu, albo utratę naukowego charakteru 
uprawianej przez siebie dyscypliny. 
Doniosłe przemiany, jakie dokonywały się w historiografii zachodnioeuropejskiej w XVII w., 
tylko częściowo odzwierciedliły się w dziejopisarstwie polskim, które będzie się teraz coraz 
wyraźniej oddalało od tego, co proponował Zachód. Rozwijająca się pod wpływem kultury 
Baroku historiografia polska bardziej kontynuowała dawne wzory dziejopisarstwa, aniżeli 
kusiła się o stworzenie nowych. 
Czasy Baroku przyniosły w Polsce ogromny, w porównaniu z poprzednimi, wzrost 
popularności historii. Znacznie rozszerzył się wówczas społeczny krąg środowisk i osób, 
które brały aktywny udział w uprawianiu dziejopisarstwa. „Gdy w wieku XVI uczestniczył w 
nim drobny zastęp ludzi, to w omawianym okresie zamiłowania historyczne pielęgnuje 
mieszczaństwo, niż- 
46 
Zainteresowanie historią 
szy kler, szlachta, członkowie senatu i najwyżsi urzędnicy państwowi. Tak liczny udział 
senatorów i wysokich dygnitarzy w uprawie historiografii [...] stanowi zjawisko nie 
występujące w żadnej epoce naszego życia umysłowego. Poparcia i opieki udzielają pisarzom 
historycznym w stopniu również nie spotykanym królowie: Władysław IV, Jan Kazimierz, 
Jan III Sobieski" (H. Barycz). Zainteresowanie historią objęło wówczas także środowiska 
żydowskie, jak o tym świadczy utwór, będący rodzajem kroniki rodzinnej, z dołączoną 
autobiografią autora, napisany przez rabina z Włodzimierza Wołyńskiego, Jomtoba Lipmana 
Hellera. 
Dla pobudzenia zainteresowań historycznych w społeczeństwie oraz podniesienia jego kultury 
historycznej doniosłe znaczenie miało wprowadzenie historii jako przedmiotu nauczania 
zarówno publicznego, jak prywatnego. Pod tym względem Polska XVII w. poczęła się 
przybliżać do zachodniej Europy. Również u nas historia wkroczyła teraz w mury 
uniwersyteckie: w Akademii Krakowskiej utworzono pierwsze katedry tego przedmiotu. 
Analogicznie działo się także w świetnie rozwijających się gimnazjach pruskich. Historia 
zajęła też ważne miejsce w domowej i publicznej edukacji przygotowującej się do udziału w 
życiu publicznym młodzieży magnackiej i szlacheckiej. 
Dla wzrostu prestiżu profesji historyka nie bez znaczenia było ustanowienie przez monarchów 
z dynastii Wazów urzędu królewskich historiografów. O tym, jakie przynosił on „fawory i 
wywyższenie", świadczy kariera pochodzącego ze Śląska mieszczańskiego syna Joachima 
Pastoriusa (1611-1681), „któremu opracowanie zwięzłego zarysu dziejów polskich [Florus 
poloni-cus seu polonicae historiae epitome nova, 1641 — A.F.G.] zapewniło nie tylko łaskę i 
poparcie magnatów, ale nobilitaq'ę polską i w cesarstwie rzymskim [...], stanowisko 
historiografa na dworze brandenburskim i króla polskiego oraz pozycję nieoficjalnego 
doradcy Jana Kazimierza" (H. Barycz).             ...... ,,fc. 
47 
Barok 

background image

O ile ustanowienie urzędu historiografa królewskiego było przeniesieniem na polski grunt 
instytucji, znanej od dawna na Zachodzie, o tyle oryginalną inicjatywą polską było 
utworzenie na Uniwersytecie Krakowskim przez profesora Sebastiana Pe-trycego z Pilzna 
(1554-1626) specjalnej fundacji historiografa. W ciągu XVII w. było nimi pięciu 
uniwersyteckich profesorów wymowy: Jan Innocenty Petrycy (1592-1641), Jan Rachtamowic 
Cynerski (1600-1654), Stanisław Temberski (zm. 1679), Jan Racki i Stanisław Józef 
Bieżanowski (1628-1693), którzy zgodnie z wolą fundatora zajmowali się systematycznym 
spisywaniem dziejów współczesnych. Ich prace przyniosły wartościowe rezultaty, nie 
wszystko jednak z tego, co opracowali, dochowało się do naszych czasów. Własnych 
historiografów powoływały także inne instytucje: w dziedzinie historii kościelnej 
zaowocowała działalność bernardyńskiego historiografa Hieronima Kakowskiego (15847—
1653?). 
Zupełnie inaczej niż ich poprzednicy, historycy polscy XVII w. zaprzestali tworzenia 
historycznych syntez, obejmujących całość dziejów Polski. Zapotrzebowanie czytelników na 
całościowy obraz dziejów ojczystych zaspokajała teraz nie tj^o — dostępna również w 
polskim przekładzie Marcina BłażeVćkiego (zm. ok. 1628), oraz w przeróbce Ęawła 
Demitrowicza — datana praca Kromera, lecz także coraz lepiej znane i zdobywające sobie 
coraz większe poważanie dzieło Długosza. Powstałe wówczas nieliczne zarysy całości 
dziejów polskich były na ogół popularnymi kompendiami, pisanymi dla celów 
informacyjnych lub dydaktycznych. Taki właśnie charakter miała zarówno wspomniana już 
przez nas, wielokrotnie wznawiana praca Pastoriusa, jak i dwa dziełka (Historia rerum 
Polonicarum, 1611; Icones et Yitae Principum ac Regum Poloniae, 1620) pochodzącego z 
Prus różno-wiercy Salomona Neugebauera (zm. po 1620), który przez jakiś czas był 
nauczycielem w protestanckiej szkole w Kocku. 
Z całą pewnością do miana zarysu historii Polski nie mogło 
48 
Lubieniecki 
i — według słów własnych jego autora — nie miało pretendować jedno z 
najoryginalniejszych dzieł historiografii polskiej czasów Baroku, mianowicie Poloneutychia, 
albo polskiego królestwa szczęście pióra ariańskiego pisarza Andrzeja Lubienieckiego (ok. 
1551--1623). Antycypując punkt widzenia, z którego będą później oceniali dzieje myśliciele 
Oświecenia, Lubieniecki poszukiwał w nich motywów, stanowiących o „szczęściu" czy 
nieszczęściu „królów i Rzeczypospolitej". Ocena powodów powodzenia bądź klęsk stała się 
w jego rozważaniach podstawą, na której zbudował on ogólny, historiozoficzny pogląd na 
całość dziejów polskich. 
Historiozofia A. Lubienieckiego miała charakter prowi-dencjalistyczny: był on zdania, że Bóg 
decyduje o losach państw i narodów, w zależności od ich moralnego postępowania w 
dziejach. Uważał więc pomyślność państwa za nagrodę niebios, zaś jego niepowodzenie za 
boską karę. Za nieszczęśliwe uznał czasy panowania Piastów, ze względu na absolutny, jego 
zdaniem, charakter ich rządów, który pociągnął za sobą niekorzystne skutki polityczne i 
społeczne. Tę nieszczęśliwą sytuację odwróciło wygaśnięcie dynastii i unia z Litwą: odtąd 
nowe szczęście Pan Bóg dać raczył tym krajom, którym sława dobra, wraz tym większe 
bogactwa, im dalej, tym obfitsze i wczas tak w duchownych jako i w ziemskich rzeczach, tym 
wdzięczniejsze i ucie-szniejsze pomnożenie brały, a łaska Boża ich kraje te oświeciła jako 
słońce oświeca nocne ciemności. 
Rozwój wolnościowych urządzeń społecznych i tolerancji dokonywał się jednak stopniowo, 
by osiągnąć swoje apogeum w okresie od 1506 do 1611 r. Po latach największej pomyślności, 
jako karę za rokosz Zebrzydowskiego oraz religijną nietolerancję, Opatrzność zesłała na 
Rzeczpospolitą dwa lata srogiej kary, po których dopiero miały powrócić czasy szczęśliwości. 
Znaczenie Poloneutychii nie sprowadza się tylko do podkreślenia, 

background image

49 
Barok   i -,v 
na podstawie materiału historycznego, niekorzystnych dla Rzeczypospolitej konsekwencji 
religijnej nietolerancji. Na tle dotychczasowej historiografii dzieło Lubienieckiego odróżniało 
się wyraźnym dążeniem do idealizacji polskiej narodowej przeszłości. Charakteryzowało się 
„uwielbieniem dla tej organizacji i działania życia zbiorowego, jaką zrodziła doba ostatnich 
Jagiellonów. Zdaniem Lubienieckiego stworzyło to wielką siłę mo-ralno-polityczną i dało 
Polsce prawo do przodownictwa w świecie" (H. Barycz). W ten sposób ariański historyk 
inaugurował apologetyczny nurt polskiej myśli historycznej, który jeszcze w tej samej epoce 
znajdzie fanatycznego orędownika w osobie ks. Wojciecha Dembołęckiego. 
W historiografii polskiej XVII w. tylko marginalnie zaznaczyło się zainteresowanie 
monograficznym opracowywaniem poszczególnych epok dziejów ojczystych. Spod pióra 
płodnego pisarza historycznego Szymona Starowolskiego (1588-1656) wyszły obejmujące 
zarys panowania Zygmunta Starego Dzieje Zyg-muntaPierwszego (De rebus Sigismundi 
Primigestis, 1616), a krótkie panowanie Henryka Walezego znalazło swego dziejopisa w 
osobie aktywnego zarówno na polu politycznym, jak i pisarskim Andrzeja Maksymiliana 
Fredry (ok. 1620-1679), autora Dziejów narodu polskiego za Henryka Walezego (Gestorum 
populi Poloni sub Henrico Yalesio [...], 1652). 
Historyków polskich doby Baroku — tak samo, jak ich poprzedników — interesowała przede 
wszystkim historia ojczysta, choć — inaczej niż nich — nie całych dziejów Polski, ale tylko 
ich jednej części, którą uważano widocznie za najważniejszą i najciekawszą: była to 
polityczna historia czasów najnowszych. Pod tym względem, choć zajmowała się inną od 
zachodnioeuropejskiej, bo polską dziejową rzeczywistością, ówczesna nasza historiografia 
niewiele odbiegała od zachodniej, która także bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zwracała 
swoje zainteresowania ku sprawom współczesnym. Na tym też polu najsilniej za- 
50 
Historia najnowsza 
rysowały się zarówno polityczne, jak i religijne różnice pomiędzy rozwijającymi się wówczas 
w polskiej historiografii ideowymi nurtami. 
Zaznaczyły się one wyraźnie już w dziejopisarstwie, poświęconym panowaniu Zygmunta III 
Wazy. I tak świetny historyk biskup przemyski Paweł Piasecki (1579-1649), autor Kroniki 
spraw, które zdarzyły się w Europie (Chronica gestorum in Europa singularium, 1645) 
krytykował tego władcę za uległość obcym wpływom, związki z Habsburgami, oraz dążenie 
do władzy absolutnej. Przeciwstawną ocenę rozwinęli związani z osobą króla inni historycy, 
którzy jednocześnie byli wysokimi dostojnikami Rzeczypospolitej: kanclerz wielki koronny 
Andrzej Lipski (1572-1631) autor Krótkiej opowieści o dziejach Zygmunta III (De 
rebusgestis [...] SigismundiIII [...] brevis narmtio, 1605), pod-kanclerzy koronny Stanisław 
Łubieński, który pozostawił po sobie Krótka opowieść o wyprawie Zygmunta III do Szwecji 
(Brevis narratio profectionis in Sueciam Sigismundi III, 1593), oraz wielki kanclerz litewski 
Albrycht Stanisław Radziwiłł (1593-1656). Wszyscy trzej hołdowali ideom kontrreformacji, 
wszyscy też byli orędownikami polityki królewskiej. 
Nie brakło też historyków, którzy zajęli się przedstawieniem dziejów panowania Władysława 
IV. Dwa dziełka historyczne, ujęte w panegirycznym tonie, poświęcił mu oficjalny 
historiograf tego monarchy, Niemiec Eberhard Wassenberg (1610-ok. 1668?). Dzieje życia 
Władysława do objęcia przezeń tronu, czyli Historip Władysława, władcy Polski i Szwecji do 
zejścia Zygmunta III (Historia Yladislai, Poloniae et Sueciae principis [...] usąue ad exces-
sum Sigismundi III, 1655) napisał dawny królewski sekretarz, później kasztelan gdański i 
wojewoda pomorski Stanisław Ko-bierzycki (ok. 1600-1665). Sympatyzował on z 
umiarkowanymi tendencjami republikańskimi i w związku z tym krytykował angażowanie się 

background image

Rzeczypospolitej w sprawy moskiewskie. W tajemnicy przed okiem postronnych (zaginione) 
dzieło, poświę- 
51 
Barok 
cone historii współczesnej (Historia dziejów tak w Polszcze, jako i w cudzych krajach), 
napisał także inny dostojnik Rzeczypospolitej, Łukasz Opaliński (1612-1662). Najpewniej 
spod jego pióra wyszła wydana anonimowo w latach 1662-1665 Historia abo opisanie wielu 
poważniejszych rzeczy, które się działy podczas wojny szwedzkiej w Królestwie Polskim, 
niesłusznie przypisywana kanclerzowi wielkiemu koronnemu, a następnie prymasowi Janowi 
Stefanowi Wydżdze (zm. 1685) (H. Barycz). Przedstawieniem innych współczesnych 
wydarzeń zajęli się: dominikanin Szymon Okolski (1580-1653), który napisał dwa diariusze 
wojen polsko--kozackich, oraz burmistrz Elbląga Izrael Hoppe (1601-1679), który pozostawił 
wartościowe niemieckie opracowanie dziejów wojny ze Szwedami (1626-1635). Nie 
dochowało się do naszych czasów dzieło, jakie historii współczesnej miał poświęcić opat 
wąchocki i tyniecki, biskup nominat warmiński Jan Karol Konopacki. 
Szczególnie wielu historyków zajęło się opracowaniem burzliwych wydarzeń, które działy się 
w Rzeczypospolitej od połowy XVII stulecia. Czasom od śmierci Władysława IV do pokoju 
oliwskiego poświęcił swoje Dziewięć ksiąg historii Polski od śmierci Władysława IV do 
pokoju oliwskiego (Historiarum Poloniae ab excessu Vladislai IV ad pacem Oliviensem usque 
libri IX) syn nobilitowanego mieszczanina, kanonik warmiński Wawrzyniec Rudawski 
(1617—1674), który po niepowodzeniu zabiegów o uzyskanie kanonii krakowskiej przeniósł 
się do Austrii, gdzie został radcą cesarza Leopolda. Hołdował on zdecydowanej tendencji 
proaustriackiej, łączył krytykę roli możnowładztwa w Polsce z sympatią do silnej, 
dziedzicznej monarchii. Dalej w krytyce panujących w Rzeczypospolitej stosunków, 
zwłaszcza nietolerancji religijnej, poszedł w swej Historii wojny kozac-ko-polskiej (Historia 
belli cosacco-polonici, ok. 1672) dawny uczestnik zmagań z Kozakami, który przeszedł na 
służbę szwedzką, a następnie przystał do Rakoczego, arianin Samuel Grądzki (zm. ok. 1672). 
Dzieje tej wojny stały się także przedmiotem opartego 
52 
Historia najnowsza 
na szerokiej podstawie źródłowej łacińskiego opracowania J. Pa-storiusa, zatytułowanego 
Wojna scytyjsko-kozacka, czyli o sprzy-sieżeniu Tatarów, Kozaków i plebsu ruskiego 
przeciw Królestwu Polski (Bellum Scythico-Cosacicum, seu de coniuratione Tartarorum, 
Cosa-corum et plebis Russicae contra Regnum Poloniae, 1652). Poświęcone wydarzeniom z 
lat 1647-1672 roczniki (Annales) opracował wspomniany już uniwersytecki historiograf 
Stanisław Tember-ski. Głośny epizod oblężenia przez Szwedów klasztoru paulinów w 
Częstochowie stał się przedmiotem Nowej gigantomachii, która wyszła spod pióra jego 
przeora, Augustyna Kordeckiego (1603-1673). 
Ambitnego zadania opisania całości dziejów ojczystych w czasach Jana Kazimierza i Michała 
Korybuta podjął się pochodzący z Sandomierskiego szlachcic, który, zanim przyszło mu 
sprawować różne urzędy publiczne, spędził wiele lat w siodle, mianowicie Wespazjan 
Kochowski (1633-1700). Król Jan III zaliczy go w poczet dworzan i mianuje 
„uprzywilejowanym historiografem". Pomimo zebrania bogatego materiału źródłowego, 
opracował on cztery, jak je określił, Klimaktery roczników Polski od zgonu Władysława IV 
(Annalium Poloniae ab obitu Vladislai IVClimacterI, 1683; Climacterll, 1688; Climacterlll, 
1698; Climacter IV nie wyd.). Był to najzupełniej bezkrytyczny utwór, przepojony uczuciami 
patriotycznymi, pełen umiłowania dla starodawnych instytucji Rzeczypospolitej (z wolną 
elekcją na czele), oraz jej katolickiej nieskazitelności, daleko odbiegający jednak od standardu 
ówczesnej naukowej historiografii. Nie okazał się też historykiem wysokiego lotu Kazimierz 
Zawadzki (1647--1691), dziejopis panowania Michała Korybuta, autor Siedmiu ksiąg historii 

background image

sekretnej czyli roczników polskich (Historia arcana seu annalium polonicorum libri VII, 
1699), powierzchowny morali-zator, który nie starał się wniknąć głębiej w przyczyny 
postrzeganych przez siebie niedomogów polskiego życia publicznego. - 
53 
Barok 
Pod koniec XVII w. zapał do opracowywania historii politycznej czasów współczesnych 
zaczął jednak wygasać. Było bardzo znamienne, że wojenne przewagi Jana III nie znalazły 
już godnego współczesnego dziejopisa. Nie powiodły się też starania króla, aby W. 
Kochowski zajął się opisaniem także i jego panowania: przeszkodziła temu śmierć historyka. 
Charakterystyczny dla czasów Baroku zapał do opracowywania historii współczesnej wyraził 
się także w nadzwyczajnej wręcz erupcji twórczości pamiętnikarskiej. Zajmowali się nią 
przedstawiciele bardzo różnych środowisk i zawodów, uprawiali ją w rozmaitych formach. 
Wiele z tego rodzaju utworów, na przykład diariusz wojny moskiewskiej pióra Jana 
Moskorzow-skiego (zm. po 1662), dziennik Stanisława Oświęcima (po 1605--przed 1657) 
czy świetny diariusz Kazimierza Sarneckiego (zm. po 1712), rzuciło sporo światła na 
wewnętrzne stosunki w Rzeczypospolitej. 
Spośród licznych pamiętnikarzy polskich XVII w. na pierwszy plan wysuwają się zwłaszcza 
trzy znakomite postaci. Należy do nich niewątpliwie hetman wielki koronny, a następnie 
kanclerz Stanisław Żółkiewski (1547-1620), który w swym Początku i progresie wojny 
moskiewskiej zaprezentował świetny, wzorowany na najlepszych przykładach antycznych i 
nowożytnych, opis przebiegu wojny Rzeczypospolitej z Moskwą (1609-1611). Zapamiętałym 
pamiętnikarzem, szczególnie dbającym o wiaro-godność podawanych przez siebie informacji, 
był również inny wysoki dostojnik Rzeczypospolitej, Jakub Sobieski (1588-1646); jego prace 
pamiętnikarskie tylko w niewielkiej części ukazały się jednak drukiem. I wreszcie Memoriale 
rerum gestarum in Polonia a morte Sigismundo III, czyli Pamiętnik o dziejach w Polsce pióra 
podkanclerzego, a następnie kanclerza wielkiego litewskiego, wspomnianego już przez nas A. 
S. Radziwiłła, obejmujący opis wydarzeń z lat 1632-1656. Przy okazji wydania jego 
polskiego tłumaczenia (1980) napisano, że „nie ma drugiego 
54 
Sarmatyzm 
źródła tego rodzaju, które by tak wszechstronnie oświetlało dzieje Polski za panowania 
Władysława IV i w pierwszych latach panowania Jana Kazimierza" (A. Przyboś, R. 
Żelewski). 
W miarę, jak przybliżał się koniec stulecia, zmieniał się ogólny ton ówczesnej historiografii 
dziejów Polski: 
••-»,    im bliżej końca wieku, tym wyżej się wznosi wzrastający żal za cza-./    sami 
dawnymi, lepszymi. Im owoczesny „dzień dzisiejszy" więcej ..f    rzucał goryczy, 
rozczarowań, świadectw rozstroju i upadku w życiu publicznym, im cięższe gromadził 
chmury na zacieśniającym się horyzoncie Rzeczypospolitej, tym piękniej, tym ponętniej 
mamił blask gwiazdy szczęścia i chwały na niebie wieków minionych, tym bardziej te wieki 
umysłom dziejopisów XVII w. ukazywały się ozdobione majestatem siły, powagą cnoty, 
liliami idealnego piękna, tym silniej potęgowała się w ich duszach tęsknota za nimi i 
wyrywała z ust ich .     hasło powrotu do dawnych obyczajów i urządzeń państwowych ;    (R. 
Mienicki). 
, Idee te rozwinęła zdobywająca sobie od drugiej połowy XVII stulecia szturmem umysły i 
serca szlacheckiej braci ideologia sarmatyzmu. Łączyła ona przekonanie o szczególnej 
szlachetności narodu polskiego z wiarą w wyjątkową doskonałość urządzeń ustrojowo-
politycznych szlacheckiej Rzeczypospolitej. Ideologia ta obejmowała przeświadczenie, że 
jesteśmy czymś lepszym nie tylko od Wschodu, lecz także od Zachodu, że osiągnęliśmy w 
naszych dziejach niedostępne dla innych narodów szczyty doskonałości. Jeżeli zaś nie 

background image

wszystko idzie u nas dobrze, dzieje się tak za sprawą obcych, którzy nie mogąc się pogodzić z 
naszą doskonałością, wszelkimi środkami starają się zepchnąć nas z niedostępnego dla siebie 
piedestału. Wizja kraju, cieszącego się szczególną protekcją Opatrzności, który stworzył 
najdoskonalszy ustrój, rozwinął najświetniejsze wolności, w powiązaniu z 
samouspokajającym przekonaniem o niewzruszalnej potędze Rzeczypospolitej, oto 
zdeformowany obraz rzeczywi- 
55 
Barok 
stości, który popularyzowało bujnie rozwijające się, gęsto szermujące argumentacją 
historyczną, sarmackie piśmiennictwo polityczne (Andrzej Maksymilian Fredro, Stanisław 
Orzechowski, Walenty Pęski i legion innych). Takie właśnie przekonania, przyjmowane 
ogromnie chętnie za własne przez samozadowo-loną szlachtę, złożyły się na specyficznie 
polską historiozofię sarmackiego mesjanizmu, która wywierała przemożny wpływ na 
wyposażenie umysłowe szerokich kręgów szlacheckich. W ukształtowaniu się i 
upowszechnieniu tej specyficznej histo-riozofii niekwestionowany udział miały poglądy 
rozwijane przez naszych historyków. 
Historia współczesna była z pewnością szczególnie preferowanym, jednakże nie jedynym 
przedmiotem zainteresowania zajmujących się dziejami ojczystymi historyków polskich doby 
Baroku. Znacznie rozwinęła się wówczas także zapoczątkowana już wcześniej historiografia 
regionalna, zarówno dziejów Litwy — jej czołowym przedstawicielem był rektor Akademii 
Wileńskiej Wojciech Wijuk Kojałowicz (1609-1677) — jak i Prus Zachodnich, których 
historią zajmowali się Grzegorz Hess i jego syn, burmistrz Elbląga, Tomasz, oraz wybitny 
profesor gimnazjum toruńskiego Jan Krzysztof Hartknoch (1644-1687). Dopiero w XVII 
stuleciu, z ogromnym opóźnieniem w stosunku do Zachodu, rozwinęła się polska 
historiografia mieszczańska, nie znana dotąd u nas poza miastami pruskimi, gdzie uprawiano 
ją już od bardzo dawna. Miała głównie charakter pamiętnikarski, zdarzało się jednak, że 
mieszczańscy historycy mieli większe ambicje i starali się ogarnąć całość dziejów ojczystych 
(jak to uczynił rajca kazimierski Marcin Goliński (1608-po 1673)). Na XVII stulecie 
przypadło u nas wreszcie ukształtowanie się nowej gałęzi dziejopisarstwa, mianowicie 
historiografii (na razie rodzimej tylko) nauki i oświaty (Szymon Halicius, Jan Rybkowic, Jan 
Brożek (1585-1652), Marcin Radymiński (1610-1664)). 
Inaczej niż historyków z bardziej oddalonych od nas krajów 
Histońa powszechna 
Zachodu, podobnie jednak jak historyków w Niemczech, dzie-jopisów polskich XVII w. w 
bardzo niewielkiej mierze pociągała historia powszechna. Pod tym względem rzadkim 
wyjątkiem było napisane i wydane za granicą Compendium historiae univer-salis pióra brata 
czeskiego, później przełożonego kościołów kalwińskich w Małopolsce, Jana Laetusa-
Wesselskiego (1609-1656). Jeżeli interesowano się u nas historią powszechną, to co najwyżej 
jako „historia mixta", która polegała na przedstawianiu dziejów polskich w powiązaniu z 
dziejami obcymi, zwłaszcza krajów ościennych, „przy czym rzadko wykazywały one 
organiczną całość" (H. Barycz). Ze zrozumiałych względów interesowano się współczesnymi 
sprawami moskiewskimi: zajmowali się nimi kanclerz litewski Lew Sapieha i jego syn 
Krzysztof Mikołaj, nad dziejami Dymitrów Samozwańców pracował Sebastian Petrycy, 
polityczno-ustrojowym stosunkom Wielkiego Księstwa Moskiewskiego poświęcił swą pracę 
Paweł Potocki (zm. 1675). Najznacz-niejszym u nas wyrazem zainteresowania dziejami 
obcymi była historia Siedmiogrodu, opracowana na podstawie kroniki Wolf-ganga Bethlena 
przez wspomnianego już przez nas ariańskiego pisarza Samuela Grądzkiego. Na najdalszym 
marginesie zainteresowania naszych historyków wciąż pozostawała historia starożytna: na 
samym początku XVII w. ukazała się biografia Juliusza Cezara pióra różnowiercy Krzysztofa 
Colera, zaś w drugiej połowie stulecia historia Teodozjusza Wielkiego, napisana przez 

background image

J. Pastoriusa. 
Na tym ubożuchnym tle jako pierwszoplanowa figura pojawiła się osobliwa cokolwiek postać 
żołnierza zawadiaki w zakonnym habicie, niegdyś kapelana lisowczyków, franciszkanina, ks. 
Wojciecha Dembołęckiego (1585-po 1645). Swą działalność w zawodzie dziejopisarskim 
rozpoczął on od napisania pamiętnika o czynach lisowczyków. Następnie, podczas pobytu w 
Rzymie, przystąpił do opracowywania ogromnego dzieła historiozoficznego, które miało 
nosić (zapożyczony chyba od 
57 
Barok 
średniowiecznego autora Wincentego z Beauvais) tytuł Zwierciadło historii uniwersalnej 
(Speculum universalis historiae) i ogarnąć całość dziejów ludzkości, od czasów biblijnych do 
współczesności. Pracy tej nie doprowadził do końca, napisał jednak i wydał drukiem jej 
część, poświęconą czasom najdawniejszym, zatytułowaną Wywód jedynowłasnego państwa 
świata (1633). Główną tezą tego fantastycznego utworu było twierdzenie, że Polacy są 
narodem wybranym, któremu przysługuje pierwsze miejsce wśród innych, mającym do 
spełnienia szczególną, uniwersalną misję dziejową. Aczkolwiek ówczesne polskie elity 
intelektualne fantazje te przyjęły ze zrozumiałym sceptycyzmem, jednak „podziałały one jak 
haszysz na niewyrobione umysłowo tłumy szlacheckie, rozbudzając wśród nich megalomanię 
narodową, swoisty mesjanizm, przekonanie o Polsce jako kraju wybranym przez Boga" (H. 
Barycz). 
Oprócz współczesnej historii politycznej i pamiętnikarstwa w historiografii polskiej doby 
Baroku bogato rozwinęło się także dziejopisarstwo kościelne, i to zarówno katolickie, jak 
różno-wiercze. Rozkwit katolickiej historiografii kościelnej wiązał się z zajęciem przez 
Kościół hegemonicznej pozycji w państwie. „Charakter tej historiografii był wybitnie 
apologetyczny i afirmatywny, jeśli chodzi o własne wyznanie, negatywny — w stosunku do 
innowierców" (H. Barycz). Znamienitymi jej reprezentantami byli: kontynuator 
powszechnych roczników Kościoła autorstwa Cezarego Baroniusa, polski dominikanin 
Abraham Bzowski (1567-1637), autorzy historycznych monografii klasztorów: 
miechowskiego Samuel Nakielski (1584-1652) i tynieckiego Stanisław Szczygielski (1616-
1687), oraz dwaj historycy zakonu jezuitów, Jan Wielewicki (1566-1639) i wspomniany już 
przez nas W. Wijuk Kojałowicz. 
Inne motywy złożyły się wówczas na zaskakujący na pozór rozkwit polskiej kościelnej 
historiografii różnowierczej. Dla środowisk różnowierczych stanowił on „próbę 
przeprowadzenia, 
58 
Dziejopisarstwo kościelne 
w obliczu gwałtownie zanikającego w Polsce ruchu reformacyjnego, dowodu prawdziwości i 
pierwotności przyjętej wiary" (H. Barycz). Paradoksalnie więc czasy upadku reformacji stały 
się u nas okresem świetnego rozwoju reformacyjnego dziejopisarstwa. Zaświadcza o tym nie 
tylko poświęcone dziejom reformacji w Polsce i w krajach słowiańskich dzieło wyznawcy 
kal-winizmu Andrzeja Węgierskiego, które odbiło się szerokim echem w protestanckich 
krajach Europy. Najświetniejszym pomnikiem bogatej historiografii unitariańskiego odłamu 
braci polskich była praca, poświęcona historii polskiej reformacji, pióra wybitnego działacza 
unitariańskiego Stanisława Lubieniec-kiego (1623-1675). Poważnych historyków mieli 
wówczas także bracia czescy, by wymienić tylko Jana Łasickiego (1533/4-po 1599), Marcina 
Gracjana Gertich (1568-1629), czy Jana Rybiń-skiego (ok. 1560/65-po 1608). Historiografię 
luterańską reprezentowały pisane głównie po niemiecku, poświęcone historii pruskiej prace 
znakomitego toruńskiego historyka Krzysztofa 
Hartknocha. 

background image

W XVII w. zaznaczył się też u nas rozwój zainteresowań teoretyczno-metodologicznymi 
zagadnieniami historii: w porównaniu z Odrodzeniem, które wydało tylko jedną polską pracę 
z tej dziedziny, czasy Baroku przyniosły ich co najmniej pięć. Były to: stojąca na niezłym 
poziomie praca heidelberskiego studenta Jana Firleja, świetny traktat (1610) Bartłomieja 
Kecker-manna (1572-1609), rozprawka (1620) Szymona Starowolskiego, zamieszczone w 
napisanym przezeń podręczniku metodologiczne rozważania rektora gimnazjum toruńskiego 
Konrada Gra-sera (1585-1630) i wreszcie najwybitniejsza praca z tej dziedziny, mowa O 
powadze historii (De dignitate historiae), wygłoszona przy objęciu katedry historii w 
gimnazjum elbląskim przez dobrze znanego nam J. Pastoriusa. 
Mimo wszakże utrzymywania stałych kontaktów z ośrodkami nauki historycznej na 
Zachodzie, w swej podstawowej ma- 
59 

Barok 
się historiografia polska XVII w. nie stała się nowoczesnym dziejopisarstwem erudycyjnym. 
Nieliczne wyjątki nie czyniły pod tym względem wiosny. Nie dorównywała też europejskiej 
w dziedzinie gromadzenia, krytycznego opracowywania i publikowania źródeł. Nie znaczy to, 
by u nas zupełnie nie zabiegano o zbieranie i utrwalanie historycznej dokumentacji. Z 
inicjatywy bibliotekarzy króla Zygmunta III i pod jego protektoratem podjęto w Rzymie, nie 
bez powodzenia, poszukiwanie źródeł do dziejów polskich. Wiadomo o staraniach, jakie w 
celu gromadzenia i przechowania zabytków przeszłości podejmował J. Bro-żek, a zwłaszcza 
niestrudzony na tym polu Sz. Starowolski. Wśród licznych miłośników przeszłości — nie 
tylko z kręgów szlacheckich — stało się modą zbieranie różnych miscellaneów, czego 
rezultatem są zachowane nieraz do dzisiaj tzw. silvae re-rum. Niewielka mimo wszystko skala 
tych przedsięwzięć unaocznia, jak daleko było nam wówczas do tego, co w zakresie 
gromadzenia, opracowywania i publikowania źródeł działo się na Zachodzie. 
Rozdział V 
Oświeceniowa transformacja w historiografii europejskiej 
Historiozofia sarmackiego mesjanizmu rozkwitała u nas w najlepsze, kiedy na Zachodzie 
rozpoczęła się, obejmująca również historiografię, wielka intelektualna transformacja 
Oświecenia. Ów wielki nurt kulturowy, który określi całą epokę dziejów Europy, 
zainicjowany w ostatnim dwudziestoleciu XVII w. w Holandii, rozszerzył się najpierw na 
Anglię, później ogarnął Francję — od lat trzydziestych następnego stulecia wysunęła się ona 
na jego czoło — a następnie Niemcy. Około 1680 r. „koncentrycznymi kręgami Europa i 
reszta świata kołyszą się [... ] w strukturalnej już teraz modyfikacji myśli i rzeczy" (P. 
Ohaunu). Podbijająca stopniowo całą Europę, rozłożona w czasie intelektualna mutacja 
Oświecenia była dziełem nowych elit umysłowych, które znacznie różniły się od swych 
poprzedników zarówno pod względem statusu społecznego, jak i form swej działalności. 
Również uprawianie historiografii stawało się teraz w coraz większej mierze sprawą 
profesjonalnych intelektualistów, zawdzięczających swój status społeczny nie tyle 
pochodzeniu czy majątkowi, ale przede wszystkim wypracowanej przez siebie pozycji 
intelektualnej. Ona to właśnie, a nie miejsce 
61 
Oświecenie 
w hierarchii społecznej, umożliwiała spotkanie się na wspólnym polu pracy dziejopisarskiej 
przedstawicieli dawnych elit świeckich i duchownych z ludźmi, wywodzącymi się z innych 
grup społecznych, zwłaszcza z rosnącego w znaczenie mieszczaństwa. Podobne przemiany 
następowały wówczas także w Polsce: wprawdzie również wśród polskich elit nie brakowało 
osób, które uważały, że do pisania historii wystarczy sprawnie władać piórem — nie 
odosobnionym tego przykładem były dziejopi-sarskie zapędy Stanisława Trembeckiego — 

background image

jednakże większość spośród tych, którzy poważnie zajęli się dziejopisarstwem, miała 
świadomość potrzeby przyswojenia sobie zasad naukowego postępowania w historii. 
Nie tylko kto inny był teraz historykiem, lecz także historią zajmowano się gdzie indziej, niż 
dawniej. Pod tym względem oświecona Europa zaproponowała dwa modele struktur, w 
których uprawiano historię. Pierwszy z nich najpełniej rozwinął się we Francji. Ośrodkami 
wymiany myśli, gdzie dyskutowano nad powstającymi w zaciszu prywatnych gabinetów 
dziełami historycznymi, stały się tam przede wszystkim salony literackie, teraz już nie tylko 
arystokratyczne, lecz także i mieszczańskie. Inny model uprawiania historii rozwinął się w 
Niemczech, gdzie dziejopisarstwo uprawiano przede wszystkim na uniwersytetach, na 
których funkcjonowały katedry historii i działali liczni zawodowi historycy. W Polsce było na 
ogół podobnie jak we Francji: czyż nie literackim salonem były obiady czwartkowe? 
Uniwersytet Krakowski nie odgrywał wówczas poważniejszej roli jako ośrodek historiografii. 
Inaczej było tylko na północno--zachodnich rubieżach państwa, gdzie, zwłaszcza w Gdańsku i 
Toruniu, świetne tamtejsze gimnazja stały się poważnymi ośrodkami pracy dziejopisarskiej. 
Oświecenie przyniosło zasadniczą zmianę kategorii historycznego myślenia, która stała się 
podstawą dla rozwoju nowego, oświeceniowego dziejopisarstwa. Podejmując i rozwijając 
62 
Nowe kategorie historycznego myślenia 
wypracowaną przez rewolucję naukową XVII w. wizję świata jako jedności przyrodniczo-
społecznej, Oświecenie zaproponowało rozumienie rzeczywistości społecznej w kategoriach 
nomo-logicznych. Myśliciele Oświecenia hołdowali bowiem poglądowi, według którego 
działania ludzkie w tej mierze, w jakiej są określane przez niezmienną naturę człowieka, 
należało rozumieć jako rezultat oddziaływania na niego rozmaitych sił (namiętności), 
występujących w rozmaitych połączeniach. Rozumiano więc aktywność człowieka w dziejach 
jako wynik interakcji między nim (jego naturą) a oddziałującymi nań siłami. Dla myślicieli 
Oświecenia człowiek pierwotny czy antyczny był pod względem swojej natury zupełnie taki 
sam, jak człowiek współczesny, a jeżeli mimo wszystko się od niego różnił, zależało to 
— jak powiadał Wolter — głównie cd obyczaju, a więc ogólnie mówiąc od społecznego 
środowiska człowieka, czyli cywilizacji. 
Myśl historyczna Oświecenia rozpatrywała więc człowieka jako narzędzie 
zdeterminowanego, prawidłowego dziejowego procesu. Oświeceniowi myśliciele 
rozpatrywali człowieka w jego środowisku, czyli w społeczeństwie, które niezależnie od tego, 
czy postrzegali je jako zgodne z naturą ludzką i sprzyjające człowiekowi, czy przeciwnie — 
istniała w tej sprawie zasadnicza rozbieżność poglądów — rozumieli jako całościowy system, 
rządzący się stałymi, niezmiennymi prawami. Myśl społeczna Oświecenia wyruszyła tedy na 
poszukiwanie tego rodzaju praw, oferując pod tym względem ogromne bogactwo propozycji. 
Skoro szczegółowe prawa, rządzące światem natury, można było sprowadzić do jednego 
prawa powszechnego ciążenia, to czemu nie dałoby się owych zróżnicowanych sił — praw 
cząstkowych 
— które myśliciele Oświecenia postrzegali w świecie społecznym, sprowadzić również do 
jakiegoś jednego ogólnego prawa, mającego rządzić całością rzeczywistości społecznej? 
Wielu myślicieli Oświecenia żywiło przekonanie, że takim najogólniejszym prawem świata 
społecznego jest prawo postępu. Nawią- 
63 
Oświecenie 
żując do mającej dawną metrykę idei postępu, myśl historyczna Oświecenia stworzyła na jej 
podstawie ogólną teorię, mającą wyjaśnić mechanizm zmienności rzeczywistości społecznej. 
Prawda, że nie wszyscy wybitni oświeceniowi myśliciele skłonni byli się za nią opowiedzieć 
— odrzucali ją zwolennicy poglądu 

background image

0  postępującej degeneracji człowieka w miarę, jak oddalał się on od stanu natury — prawda 
też, że sami zwolennicy tej teorii proponowali rozmaite interpretacje kierunku postępu w 
dziejach, że wreszcie bardzo różnie zapatrywali się na to, na czym miałby on w istocie 
polegać, przecież dla refleksji historycznej miała ona zasadnicze znaczenie. 
i.   Teoria postępu pozwalała akceptować i równocześnie osądzać historii rię. Można było 
odrzucać z dziejowych tradycji wszystko, co w świet-.;j le krytyki rozumu wydawało się 
przesądem i fanatyzmem, przemocą możnych i przywilejem bogaczy; można było atakować 
przeszłość za jej ciemnotę i barbarzyństwo; ale można było — równocześnie — akceptować 
ją jako całość rozwoju, który prowadził ku nowszym czasom, ku epoce «światła» (B. 
Suchodolski). 
Oparcie modelu nauki historycznej na wzorze nauk przyrodniczych stawiało przed historią 
wymaganie możliwie dokładnego dokumentowania przedstawianych przez nią opisów 
zdarzeń i formułowanych ocen. Oświecenie mogło szeroko spożytkować skumulowany 
dorobek historycznej erudycji poprzedniego stulecia. Dzięki niemu historycy Oświecenia 
mogli wykorzystać ogrom faktów, zebranych w monumentalnych wydawnictwach 
źródłowych i kolekcjonerskich publikacjach historycznych, a także znakomity dorobek z 
zakresu nauk pomocniczych historii. Sami pod względem erudycji często ustępowali swoim 
pracowitym poprzednikom, szybko zmierzali do syntezy 
1 nie myśleli trawić lat nad odczytywaniem pożółkłych pergaminów. 
Nowym historykom nie wystarczała już bowiem prawda hi- 
64 
Krytyka historyczna 
storycznego faktu, choć wysoko ją sobie cenili i domagali się, aby historia przynosiła 
„dokładną i szczerą relację o wydarzeniach, opartą na świadectwie własnych oczu, na 
pewnych i niewątpliwych przekazach lub na sprawozdaniu osób godnych zaufania" (N. 
Lenglet de Fresnoy). Głośno deklarowany historyczny krytycyzm myśli historycznej 
Oświecenia łączył bowiem w sobie dwa momenty: epistemologiczny i moralny. Dla 
myślicieli oświeconego wieku krytyka historyczna nie mogła się bowiem ograniczać do 
określenia wiarogodności ustalanych przez historyków faktów, lecz także miała objąć ich 
moralną, krytyczną ocenę. 
Nazywany teraz „filozoficznym", moralizatorski cel oświeceniowej krytyki historycznej 
warunkował, że również myśliciele Oświecenia podzielali pogląd, że prawdziwym 
pożytkiem, jaki powinna przynieść ludziom historia, jest „lekcja", której władna jest ona 
udzielić swym czytelnikom. W tej sprawie różnica między stanowiskiem oświeceniowym, a 
stanowiskiem, którego bronili przeciwnicy Oświecenia, nie polegała bowiem na tym, czy 
historia miała dostarczać lekcji, czy też nie, ale na tym, jaka to miała być lekcja i jakiej 
historii. Odpowiadając na pytanie, jaka historia będzie naprawdę pożyteczna, Wolter 
odpowiadał, że taka, „która nauczy nas obowiązków i praw, nie ujawniając pretensji, aby je 
nam wykładać". Nowa historia pragnęła pouczać już nie — jak dawna — rządzących, ale 
wszystkich obywateli, nie powstrzymując się również przed uczeniem Kościoła. 
Racjonalistyczna krytyka Oświecenia stawiała sobie przede wszystkim na celu weryfikację 
tych wszystkich tradycji, na których opierała się dotychczasowa wizja świata. Nie 
powstrzymała się przed niczym: poddając krytyce Pismo Święte i tradycję kościelną 
podważała podstawy tradycyjnego chrześcijańskiego światopoglądu. Przede wszystkim 
jednak krytycznie weryfikowała historyczną legitymację, do której odwoływał się istniejący 
porządek społeczno-polityczny. Szczególnie dobitnym tego 
65 
Oświecenie 
przykładem była wielka dyskusja wokół pochodzenia narodu i państwa francuskiego, 
zainicjowana we Francji jeszcze u progu Oświecenia, kontynuowana aż do jego schyłku. 

background image

Ukazała ona, jak pod sztandarami oświeceniowego historycznego krytycyzmu dokonywano 
zarówno demitologizacji dawnych tradycji, stanowiących ideologiczne narzędzie 
dotychczasowego porządku, jak i tworzono nowe, legitymujące sprzeczne ze sobą programy. 
Francuska debata ujawniła podstawową antynomię praktyki oświeceniowego krytycyzmu 
historycznego: będąc świetnym narzędziem destrukcji dawnej historycznej mitologii, sam 
okazywał się znakomitym instrumentem tworzenia nowej. Z nie mniejszą ostrością jak we 
Francji ta demitologizacyjna, a jednocześnie mitotwórcza funkcja oświeceniowej refleksji 
historycznej ujawni się w podobnych historyczno-politycznych sporach, które rozwiną się w 
XVIII w. zarówno w Rosji, jak i w Polsce. 
Oświeceniowa weryfikacja dziedzictwa, na którym opierała się dotychczasowa wizja świata, 
prowadziła do odrzucenia judeochrześcijańskiej tradycji rozpatrywania dziejów z 
uprzywilejowanego punktu widzenia, najpierw wybranego przez Boga narodu żydowskiego, a 
następnie religii chrześcijańskiej, co pociągało za sobą ograniczenie horyzontu historiografii 
do dziejów krajów basenu Morza Śródziemnego i Europy, oraz interesowania się innymi 
kontynentami o tyle, o ile były one przedmiotem ekspansji europejskiej. 
Programowy uniwersalizm myśli historycznej Oświecenia kierował uwagę historyków ku 
dziejom krajów i ludów, pozostających dotychczas na marginesie zainteresowania 
dziejopisarstwa, inspirował do zajęcia się dziejami mniej znanych krajów Europy, takimi jak 
skandynawskie czy słowiańskie, zainteresowania się dziejami dalekiego Wschodu, odległych 
krajów Afryki i obu Ameryk. Wymagało to od historyków nowych kwalifikacji naukowych, 
przede wszystkim zaś opanowania mało dotych- 
Rozumienie treści dziejów 
czas znanych języków dawnych i współczesnych, czemu nie wszyscy potrafili sprostać. 
Było zrozumiałe, że tworzona na podstawie teorii postępu nowa, oświeceniowa historiografia 
nie tylko przyjmowała różny od dotychczasowej czasowo-przestrzenny horyzont 
zainteresowań, lecz także odmiennie niż tradycyjne dziejopisarstwo musiała rozumieć swój 
przedmiot. Skoro dla tak wielu myślicieli Oświecenia treścią dziejów miał być postęp, 
wyzwalający niczym nie ograniczone możliwości twórcze człowieka, było zrozumiałe, że za 
podmiot procesu dziejowego, a co za tym idzie za przedmiot zainteresowania nowej 
historiografii, uznali oni nie polityczno-wojenną sferę dziejowej rzeczywistości, ale wszystko 
to, co miało decydować o postępowym biegu dziejów. W liście do jednego ze swoich 
korespondentów Wolter, prosząc go o dostarczenie mu anegdot z czasów panowania Ludwika 
XIV, podkreślał, że bardziej niż na informacjach o osobie monarchy zależy mu na 
wiadomościach o sztukach pięknych, które rozkwitły za jego panowania, że bardziej niż 
wiadomości o stoczonych bitwach obchodzą go informacje o artystach. O wynoszonych przez 
tradycyjne dziejopisarstwo bohaterach Wolter pisał: 
.;   nic bowiem, po nich nie pozostaje prócz imion tych, którzy wiedli ,.    bataliony i 
szwadrony do boju; nic nie przyjdzie rodzajowi ludzkiemu ze stu tworzonych bitew, 
natomiast wielcy ludzie, o których powiadam, zgotowali czystą i trwałą radość dla ludzi, 
którzy się jeszcze nie narodzili. Śluza kanału, który łączy dwa morza, obraz Poussina, v   
piękna tragedia, prawda odkryta, są to rzeczy tysiąckroć cenniejsze, -<   niż wszystkie 
roczniki dworu i wszelkie relacje z wojennych kam-~i   parni. Wie Pan, że dla mnie wielcy 
ludzie są zawsze pierwsi, zaś ;   bohaterowie ostatni. Nazywam wielkimi ludźmi tych, którzy 
celowali n   w tym, co pożyteczne, oraz w tym, co przyjemne. Niszczyciele prowincji są tylko 
bohaterami. 
W słowach tych Wolter — który był jednym z najznakomitszych w Europie historyków doby 
Oświecenia — dobitnie okre- 
67 
Oświecenie 

background image

ślił, jak nowa oświeceniowa historiografia rozumiała przedmiot swoich zainteresowań. 
Przełamując ograniczoność horyzontu tradycyjnego dziejopisarstwa rozszerzała go na nie 
obejmowane dotychczas przez historię obszary problematyki: od geograficznych warunków 
ludzkiej społecznej egzystencji (Montesąuieu), przez problematykę gospodarczą i społeczną, 
po zagadnienia kultury i sztuki. Kładła w ten sposób podwaliny pod rozumienie świata 
społecznego jako całościowej struktury, obejmującej (w wymiarze synchronicznym) 
wzajemnie się warunkujące sfery rzeczywistości. Jednocześnie oświeceniowa refleksja 
historyczna proponowała rozumienie dynamiki dziejowej rzeczywistości (w płaszczyźnie 
diachronicznej) już nie w kategoriach wyda-rzeniowych — jako serii indywidualnych zdarzeń 
— ale proce-sualnych, jako mającego obiektywny charakter procesu, charakteryzującego się 
immanentnym rytmem, wyznaczanym czy to przez linearny postęp, czy przez regres, czy 
wreszcie cykl, a więc rozumianego jako proces tak czy inaczej ustrukturalizowany. Otwierało 
to przed nauką historyczną perspektywę poszukiwania prawidłowości dziejowego procesu. 
Europejskie Oświecenie wydało plejadę znakomitych historyków myślicieli, którzy w swych 
dziełach łączyli opisowe zadania historii z ogólniejszą historyczno-filozoficzną refleksją. 
Historiografia Oświecenia nie ograniczała się bowiem do stawiania sobie jedynie zadań 
opisowych, przywiązywała ona największą wagę do wyjaśniania w racjonalistycznych 
kategoriach przyczyn i skutków badanych przez siebie dziejowych procesów i zdarzeń. 
Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej nowa historiografia przyjęła więc wówczas perspektywę 
wyjaśniającą, co w dziejopisarskiej praktyce najpełniej starała się przeprowadzić stawiająca 
sobie najambitniejsze zadania ówczesna tzw. historia filozoficzna. 
Rozdział VI 
Historiografia 
polskiego 
Oświecenia 
Jeszcze za panowania Sasów nowe idee historyczne Oświecenia poczęły zrazu nieśmiało 
przenikać do Rzeczypospolitej. Wprawdzie skarbnicą wszelkiej szlacheckiej mądrości były 
wówczas Nowe Ateny albo Akademia wszelkiej sciencyi pełna... pióra niesłusznie 
ośmieszonego w dawniejszej naukowej literaturze ks. Benedykta Chmielowskiego (1700-
1763), w których znalazł się wcale rozsądny, nie pozbawiony akcentów krytycznych zarys 
dziejów polskich, zaś ogólny ton historiografii nadawały takie dzieła, jak Tron ojczysty, albo 
pałac wieczności szlacheckiego pisarza Augustyna Kołudzkiego (zm. 1720), przedstawiające 
historię Polski jako dzieje rozwoju wolności i prerogatyw szlachty, jednak już w czasach 
saskich przenikały do nas idee oświeceniowego historycznego krytycyzmu, każące podawać 
w wątpliwość niektóre ulubione tradycje, jakimi tak obficie pożywiała się sarmacka myśl 
historyczna. Na pierwszy ogień poszła krytyka legendy o rokoszu gliniańskim, który jakoby 
miał odbyć się za panowania Ludwika Węgierskiego; z krytyką tą w dedykowanej 
Stanisławowi Leszczyńskiemu pracy (Specimen historiae criticae, Gdańsk 1733) wystąpił 
kanonik krakowski, 
69 
Polskie Oświecenie 
później biskup kijowski i czernihowski, uczony Józef Andrzej Załuski (1702-1774). Do 
nowych idei nawiązywano już w kręgu Stanisława Leszczyńskiego. Jeżeli przejrzymy 
pochodzący z połowy stulecia zestaw historycznych lektur, wykorzystywanych w 
szkolnictwie pijarskim, przekonamy się, że znajdowały się wśród nich także prace 
reprezentujące nowe, oświeceniowe idee. 
Najwcześniej do Rzeczypospolitej poczęły docierać historyczne idee niemieckiego 
Oświecenia, dopiero później przyszły in-spiraq'e francuskie oraz, w niewielkiej tylko mierze, 
angielskie. Ryzykując nieuchronne w takim przypadku uproszczenie można powiedzieć, że w 

background image

dobie Oświecenia najpierw uczyliśmy się od Niemców porządnej, krytycznej erudycji, a 
następnie historycznego rezonowania od Francuzów. 
Dzięki kontaktom z Niemcami, wcześniej aniżeli w centrum naszego kraju, bo już w 
pierwszej połowie XVIII stulecia, dalekie od wszelkiego radykalizmu, umiarkowane 
oświeceniowe idee historyczne poczęły inspirować środowiska intelektualne na północno-
zachodnich rubieżach Rzeczypospolitej. Znalazło to między innymi wyraz w działalności 
badacza dziejów prawa polskiego, profesora gimnazjum toruńskiego Jerzego Piotra Schultza 
(1680-1748). Dorobek jednego z tamtejszych historyków miał znaczenie ogólnopolskie: 
mamy tu oczywiście na myśli profesora gdańskiego gimnazjum, historyka i prawnika Got-
fryda Lengnicha (1689-1774). Z pewnością najważniejszym dziełem historycznym w jego 
dorobku nie był podręcznikowy, łaciński zarys dziejów Polski Od Lecha do śmierci Augusta 
II (Historia Polona a Lecho ad Augusta II mortem, 1740). Mimo tradycyjnego, kronikarskiego 
ujęcia, zasługuje on na uwagę ze względu na odrzucenie legend o początkach Polski i 
krytyczny stosunek do dotychczasowego dziejopisarstwa. Niepomiernie większe znaczenie 
naukowe miało jego dziewięciotomowe, stojące na poziomie ówczesnej profesjonalnej 
historiografii niemieckiej, dzie- 
70 
Czynniki dynamiki 
ło, poświęcone historii Prus Królewskich (Geschichte der preus-sischen Lande Koniglich-
Polnischen Anteils, 1722-1755), obejmujące czasy od 1526 r. do współczesności, oparte na 
doskonałej znakomitej znajomości źródeł archiwalnych. Oprócz drobniejszych prac, w 
dorobku G. Lengnicha jako historyka znalazło się także wydanie dzieł Galia i Kadłubka. 
Na przyśpieszenie rozwoju nowej, oświeceniowej refleksji historycznej i historiografii w 
Polsce oddziałały wszakże okoliczności polityczne. Jeszcze przed wstąpieniem na tron 
Stanisława Augusta pojawiły się więc pierwsze próby podważenia sarmac-kich wyobrażeń 
historycznych i reinterpretacji dziejów Polski w umiarkowanym duchu monarchicznym. 
Podjął się tego zafascynowany reformatorskimi ideami Stanisława Konarskiego Francuz, 
Cezar Pyrrhys de Yarille (1707-ok. 1800), który w latach sześćdziesiątych XVIII w. bywał w 
Warszawie gościem jednego z arystokratycznych salonów, gdzie spotykali się przedstawiciele 
elity intelektualnej i politycznej. Wykorzystując pojęciowy aparat oświeceniowej refleksji 
historycznej, w opracowanym przez siebie łacińskim zarysie dziejów Polski sarmacko-repub-
likańskiemu poglądowi na polskie dzieje narodowe przeciwstawił ich interpretację 
monarchiczną, antycypując w ten sposób koncepcję, którą już niebawem rozwinie 
reformatorskie środowisko, skupione wokół Stanisława Augusta. 
Nastąpił wreszcie pierwszy rozbiór Polski: wywołał on w całej Europie istną powódź 
piśmiennictwa politycznego, w którym głosy rzeczników polityki Berlina, Wiednia i 
Petersburga, szermujące najróżniejszymi historycznymi argumentami, ścierały się z 
odwołującymi się również do argumentów z historii wypowiedziami obrońców interesów 
Rzeczypospolitej. Dla polemiki z argumentami, wysuwanymi przez propagandę mocarstw 
zaborczych, z inicjatywy króla utworzono wówczas sztab publicystów, którzy wzięli na swe 
barki obronę polskich racji przed opinią Europy. Ogłosili oni szereg różnojęzycznych 
publikacji, 
71 
Polskie Oświecenie 
w których zwalczali propagandową tezę, jakoby rozbiór był zbawiennym lekarstwem na 
polską anarchię i wykazywali bezpodstawność „praw historycznych", do których odwoływali 
się zaborcy. Najwybitniejszym historykiem był w rym gronie znany już wcześniej z 
zamiłowania do badań historycznych Feliks Łoy-ko (1717-1779). W polemice z zaborcami 
wspomagali go ks. Józef Pokubiatto, Daniel Gralath (1739-1809), być może również Józef 
Aleksander Jabłonowski (1711-1777), a także inni, nieznani z imienia pisarze. Ich obfita 

background image

historyczna publicystyka, która — jak w przypadku prac F. Łoyki — miała niekiedy charakter 
poważnych rozpraw naukowych, nie tylko unaoczniała współczesnym potrzebę uprawiania 
historii. Uświadamiała im także, że jeżeli polska argumentacja historyczna miała 
kogokolwiek przekonać w Europie, nie mogła opierać się na tradycyjnych, sarmackich 
wyobrażeniach o przeszłości, ale powinna odwoływać się do takiej historii, jakiej za granicą 
dawano wiarę. Dla środowiska literatów, uczestniczących w obiadach czwartkowych, 
historyczna polemika z zaborcami stała się więc bodźcem do podjęcia rewizji sarmacko-
republikańskich wyobrażeń o dziejach Polski. 
Z początku nie myślano jeszcze o żadnym syntetycznym dziejopisarskim przedsięwzięciu: 
królowi zamarzyło się opracowanie, na wzór Plutarcha, zbiorowym wysiłkiem żywotów 
sławnych Polaków, których portrety miały zawisnąć na Zamku. Dopiero później, w 1775 r., w 
środowisku tym zrodził się projekt napisania nowego, całościowego opracowania historii 
Polski. Było wielką zasługą Stanisława Augusta, że nie tylko wysunął ten pomysł, lecz także, 
że znalazł do jego wykonania świetnego, jak się miało okazać, autora, w osobie 
zawdzięczającego mu wszystko, świeżo mianowanego biskupem koadiutorem smoleńskim 
Adama Naruszewicza (1733-1796). 
Napisana przezeń Historia narodu polskiego, której sześć tomów (od II do VII) ukazało się od 
1780 r. do 1786 r., była nie tylko pierwszym w naszym dziejopisarstwie, ujętym w duchu 
72 
Naruszewicz 
Oświecenia, w pełni naukowym opracowaniem historii Polski. Dzieło to, aczkolwiek nie 
dokończor.e, doprowadzone zaledwie do wprowadzenia na tron Władysława Jagiełły, 
zawierało bowiem nowy całościowy pogląd na polskie dzieje narodowe. Wzorem myślicieli 
Oświecenia na Zachodzie polski historyk uznał za swe główne zadanie ukazanie mechanizmu 
wzrostu i upadku państwa, w tym przypadku polskiego. Rzutując wstecz, na całość 
przeszłości Polski, hasło „król z narodem, naród z królem", historyk wykazywał, że 
pomyślność i siłę zawdzięczała ona umiarkowanym rządom monarchicznym, zaś 
ograniczenie władzy królewskiej, wzrost potęgi możnowładztwa oraz szlacheckiej swawoli, 
były źródłem wszystkich krajowych nieszczęść. Wszystko to prowadziło go do konkluzji, 
którą Naruszewicz najdobitniej wyraził w poezji: 
Czegóż się błędny uskarżasz narodzie! 
Los twój zwalając na obce uciski? 
Szukaj nieszczęścia w twej własnej swobodzie 
I bolej na jej opłakane zyski: 
Żaden kraj cudzej potęgi nie zwabił, 
Który sam siebie pierwej, nie osłabił. 
Wówczas, kiedy powstał ten utwór (1778), działacze obozu reform wierzyli, że Polska o 
własnych siłach wydźwignie się z upadku. Zawarta w tych wierszach historiozofia narodowa 
miała więc wówczas zdecydowanie proreformatorską, optymistyczną wymowę polityczną. 
Zmieni się to jednak radykalnie po katastrofie Rzeczypospolitej. 
Dzieło Naruszewicza nie byłoby najznakomitszym osiągnięciem historiografii polskiego 
Oświecenia, gdyby ograniczyło się tylko do przedstawienia nowej, monarchicznej 
interpretacji dziejów Polski. Rzecz bowiem w tym, w jaki sposób autor je opracował. Uczynił 
to zaś pod wszelkimi względami znakomicie. Starał się oprzeć swoje dzieło na możliwie 
szerokiej pod- 
73 
Polskie Oświecenie 
stawie źródłowej. Uzyskał poparcie króla dla zaproponowanej przez siebie akcji zbierania 
potrzebnych do opracowania „historii narodowej" źródeł, stworzył w tym celu — na koszt 
królewski — specjalną „kancelarię". Owocem tej pracy był zbiór 231 tomów odpisów źródeł 

background image

historycznych, nazwany Tekami Na-ruszewicza, monumentalna kolekcja, którą biskup 
smoleński w swej własnej pracy dziejopisarskiej wykorzystał jednak tylko w niewielkiej 
mierze — zawierała źródła głównie do czasów późniejszych niż te, opracowane przez 
Naruszewicza — która jednak służyć będzie następnym pokoleniom historyków, zajmujących 
się dziejami Polski. 
Naruszewicz wykorzystał w swym dziele wszystkie praktycznie znane wówczas źródła 
drukowane do dziejów Polski, odnoszące się do czasów, których historię napisał. Najwięcej 
kłopotów sprawiało mu opracowanie dziejów najdawniejszych: nie zdecydował się na 
opublikowanie poświęconego im pierwszego tomu swego dzieła (wydano go dopiero w 1824 
r.). Aprobował w nim sarmacką teorię pochodzenia Słowian, jednakże krytycznie 
weryfikował tradycję legendarną, czyniąc prawdziwe spustoszenie w dotychczasowych 
wyobrażeniach swych rodaków o początkowych dziejach Polski. W swoim dziele przy 
ustalaniu faktów przyjmował jednak za podstawę nie tylko źródła im współczesne, lecz także 
— co było niedostatkiem jego metody krytycznej — polegał na autorytecie historyków. Jeżeli 
więc stulecie po stuleciu kronikarze przedstawiali jakieś wydarzenie jako autentyczne, było 
nim ono także dla naszego historyka. Jednak nie zawsze: tylko wtedy, kiedy dawało się 
zrozumieć w racjonalnych kategoriach. Konsekwentnym raqonalistą wszakże nie był, 
jednakże jako historyk radykalnie ograniczał możliwość interpretowania zdarzeń dziejowych 
w kategoriach cudowności lub przypadku, dążąc do ich wyjaśnienia w związkach przy-
czynowo-skutkowych, przez odwołanie się do ziemskich motywacji działań ludzkich w 
dziejach,                 -r • ; F, -.r n 
74 
Naruszewicz 
Biskup smoleński przyjął w swym dziele nowy, oświeceniowy pogląd na przedmiot 
zainteresowania historiografii. Zgodnie z ideami oświeconego wieku jego historia nie 
ograniczała się do opisu wydarzeń wojenno-politycznych, starała się bowiem objąć także 
dzieje ustroju, stosunków społeczno-gospo-darczych i kultury. Prawda, że przyjęcie układu 
materiału według okresów panowania kolejnych władców utrudniało mu włączenie opisu tych 
zagadnień do dziejopisarskiej narracji. Naruszewicz starał się przezwyciężyć tę trudność w 
ten sposób, że na końcu każdej z ksiąg dzieła zamierzał umieścić ustęp, poświęcony „luźnym 
materiom", traktujący właśnie o ustroju, prawodawstwie, wojskowości, handlu, rzemiośle, 
nauce i innych zagadnieniach. Nie w pełni mu się to udało, skoro w końcu omówienie tych 
spraw historyk rozproszył w różnych miejscach swego dzieła, przede wszystkim zaś wtłoczył 
w nadmiernie rozbudowane przypisy. Na te niedostatki pracy Naruszewicza zwrócił już 
uwagę jej współczesny krytyk, Krystian Bogumił Steiner. 
W niczym nie zmienia to jednak faktu, że pisząc historię, której celem było wiązanie „spraw 
królów i narodu", za rzeczywisty podmiot procesu dziejowego historyk uważał „naród", 
rozumiany zgodnie z poglądami Oświecenia jako wspólnota obywateli, obejmująca aktywne 
stany Rzeczypospolitej, a więc jako naród posiadaczy, którego podstawowy trzon stanowiły 
szlachta, duchowieństwo i mieszczaństwo, w niewielkim zaś stopniu inne kręgi społeczne 
(chłopi). Koncepcja ta pozostawała w opozycji — z jednej strony — do dawnej koncepcji 
narodu szlacheckiego, z drugiej zaś do radykalnej oświeceniowej idei narodu-ludu, z 
wyłączeniem stanów uprzywilejowanych. Opowiadając „o narodzie do narodu", historyk 
pragnął uczyć go, „czego w cywilnym, duchownym i żołnierskim stanie ma się wystrzegać, 
co czynić i co naśladować". Adresatów swego dzieła widział więc bardzo wyraźnie. 
75 
Polskie Oświecenie 
Naruszewicz rozpatrywał wreszcie bieg dziejów w kategoriach postępu, który zgodnie z 
potocznymi wyobrażeniami oświeconego wieku rozumiał jako postęp umysłowo-moralny. 
Uważał, że miał on charakter powszechnodziejowy, uniwersalny, oraz że nie w równej mierze 

background image

uczestniczyły w nim poszczególne narody. Podobna interpretacja teorii postępu umożliwiła 
Naruszewiczowi sformułowanie poglądu o rozwojowym zapóźnieniu Polski, nie tylko w 
czasach bardzo dawnych, lecz także nowożytnych. Nie interpretował wszakże biegu postępu 
jako wektorowego procesu, przebiegającego po wznoszącej się linii prostej. Uważał bowiem, 
że dokonywał się on przez powtarzające się co jakiś czas dziejowe cykle, po linii wznoszącej 
się spirali. Umożliwiło mu to dowodzenie, że skoro to, co już się raz zdarzyło, może się 
powtórzyć raz jeszcze, zatem siły, które już raz sprowadziły na kraj nieszczęście, uczynią to 
niechybnie ponownie, jeśli się temu nie położy tamy. Albowiem środki, które już raz 
uchroniły Polskę od katastrofy, mogą z powodzeniem zostać użyte po raz wtóry, kiedy zdarzy 
się analogiczna do dawnej sytuacja. Biskup smoleński wyprowadzał więc z biegu dziejów 
Polski polityczne posłanie, które w jego przekonaniu odnosiło się nie tylko do przeszłości, 
lecz także — przede wszystkim — do teraźniejszości i na przyszłość, wyjaśniające, jak Polska 
może, i powinna, przezwyciężyć stan kryzysu, w którym się znowu znalazła. Piórem biskupa 
smoleńskiego teoria postępu uzasadniała więc reformatorski program polityczny jego 
królewskiego protektora. 
Historia narodu polskiego dostarczała argumentacji, którą wykorzystywano w toczącej się w 
kraju walce politycznej. Przeciwnicy dążeń monarchicznych wypominali Naruszewiczowi, że 
pochwalił króla „kosztem narodu", a nawet zarzucali mu fałszowanie historii. Mimo znacznej 
objętości i małej przystęp-ności dla szerszego kręgu czytelników — która nieraz spotykała się 
z naganą — dzieło biskupa smoleńskiego oddziaływało na 
76 
Historia republikańska 
przemiany mentalności obywateli Rzeczypospolitej. Korzystano z niego w zreformowanym 
szkolnictwie Komisji Edukacji Narodowej, odwoływali się doń politycy i publicyści, 
powoływali się na nie senatorowie i posłowie, uczestniczący w debatach Sejmu 
Czteroletniego. Historia narodu polskiego odegrała ogromną rolę w toczącej się walce o 
wyposażenie umysłów współczesnego pokolenia Polaków w nowe kategorie myślenia o 
sprawach narodu i państwa. 
Skoro monarchiczny program reform otrzymał pod piórem Naruszewicza tak świetną 
historyczną legitymację, było zrozumiałe, że lepszego jeszcze — ich zdaniem — 
zakorzenienia swych poglądów w narodowej przeszłości jęli wówczas dowodzić także 
zwolennicy alternatywnego do królewskiego, republikańskiego programu naprawy stosunków 
krajowych. Nie stworzyli oni wprawdzie naukowych dzieł historycznych, które można by 
było porównać z pracą biskupa smoleńskiego, stworzyli wszakże adresowaną do szerokiej 
publiczności historyczną publicystykę. Rozwinęła się ona w dwóch wariantach: 
tradycjonalisty cznym i oświeceniowym. W szranki historycznej polemiki z dążeniami 
monarchicznymi wstąpił więc przywódca reakcji staroszlacheckiej, hetman polny koronny 
Seweryn Rzewuski (1743-1811), który w pisemku O tronie polskim zawsze obieralnym 
(1791) zaprezentował integralnie konserwatywną, trady-cjonalistyczną interpretację historii 
Polski. Znacznie poważniejszy charakter miała jednak praca jednego z czołowych działaczy 
konfederacji barskiej Michała Wielhorskiego (ok. 1730-1814). W traktacie O przywróceniu 
dawnego rządu według pierwiastkowych Rzeczypospolitej ustaw (1775) przedstawił on 
nawiązujący do republikańskich idei, rozwijanych przez myślicieli francuskiego Oświecenia, 
odmienny od tradycjonalistycznego i nie mniej niż on polemiczny w stosunku do koncepcji 
monarchicznej, republikański, pogląd na całość dziejów Polski. Jego sposób myślenia o biegu 
spraw polskich „wywrze istotny wpływ na poglądy 
77 

Polskie Oświecenie 

background image

i postawy wcale licznych pisarzy i działaczy, zwłaszcza młodej generacji, w czasach 
stanisławowskich. W niczym nie przeszkadzało temu, że Wielhorski nie znalazł 
bezpośrednich kontynuatorów" (J. Maciejewski). 
Opozycja między monarchizmem a republikanizmem nie wyczerpywała wszakże głównych 
kierunków ówczesnej polskiej myśli historycznej. W czasie burzliwych debat Sejmu 
Czteroletniego, w środowisku Kuźnicy Kołłątajowskiej zrodził się bowiem radykalny 
reformatorski program, zmierzający do wyzwolenia ludu i ustanowienia w Rzeczypospolitej 
nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Podobnie jak zwolennicy konkurencyjnych 
programów, również orędownicy tej koncepcji starali się wykorzystać historię jako oręż do 
walki o jej realizację. Wprawdzie również i oni nie stworzyli własnej historiografii w pełnym 
tego słowa znaczeniu, jednak piórami tak znakomitych autorów, jak Hugo Kołłątaj (1750-
1812) i Franciszek Salezy Jezierski (1740-1791) rozwinęli świetną publicystykę, w której 
przedstawili własną, całościową interpretację naszych dziejów. Uznali oni, że od śmierci 
Zygmunta Augusta Polska zatrzymała się w marszu na szlaku postępu, jakim dotychczas 
kroczyła razem z Europą i wkroczyła na drogę regresu, która doprowadziła ją do sytuacji 
rozwojowego zacofania. Podczas gdy w Europie „narody poszły pod powagę tronu opisaną 
ustawą prawa" (F.S. Jezierski), w Polsce utrwaliły się stosunki feudalne, które następnie 
wyrodziły się w szlacheckim jedynowła-dztwie. Wtórował mu Stanisław Staszic (1775-1826) 
powiadając w Przestrogach dla Polski... (1790): „Polska dopiero w wieku piętnastym. Cała 
Europa już wiek osiemnasty kończy!" Uważali więc, że jeśli Rzeczpospolita ma ocalić swą 
egzystencję, powinna pilnie przystosować stosunki krajowe do „robót całej Europy" (H. 
Kołłątaj). 
Nie ma co do tego wątpliwości, że autor Dziejów narodu polskiego był najwybitniejszym 
polskim historykiem czasów stani- 
78 
Historia powszechna 
sławowskich, jedynym, który stworzył całościową interpretację dziejów Polski, a ta 
interpretacja zainicjuje ważny kierunek nowożytnej historiografii polskiej. Nie był przecież 
historykiem jedynym: oprócz niego działali inni, którzy także mieli udział w rozwoju 
polskiego oświeceniowego dziejopisarstwa. Kiedy powszechna uwaga skupiała się na sporach 
o interpretację narodowej przeszłości, ich prace poza kręgiem intelektualistów nie mogły 
spotkać się z większym zainteresowaniem. Taki los stał się nie tylko udziałem znanego nam 
już jako polemista F. Łoyki — który rezultatów swoich pionierskich badań nad dziejami 
gospodarczymi nie ogłosił — lecz także toruńskiego historyka i prawnika, przez szereg lat 
nauczyciela w Szkole Rycerskiej, autora kilku wartościowych rozpraw naukowych, 
wspomnianego już Krystiana Bogumiła Steinera (1746-1814). O dziejach Polski nie pisano 
też wówczas jedynie w nowym, oświeceniowym duchu. Mimo wszystkich sukcesów nowej 
historiografii i publicystyki historycznej, tradycyjne sarmackie dziejopisarstwo — jak 
świadczy o tym choćby twórczość Szymona Majchrowicza (1717-1783) — długo jeszcze 
trzymało się u nas 
całkiem dobrze. 
Aczkolwiek głównym obszarem, na którym toczyła się walka 
0  nowy kształt myślenia Polaków, była historia Polski; objęła ona również także pole historii 
powszechnej. Oświeceniowy powrót Polski do Europy zaznaczył się w historiografii 
wyraźnym obudzeniem zainteresowania historią powszechną. Z inicjatywy środowiska, 
zbierającego się na obiadach czwartkowych, zbiorowymi siłami, w duchu umiarkowanych 
idei oświeconego wieku, opracowano Historie polityczna państw starożytnych (1772). Inne 
publikacje z historii powszechnej były jednak na ogół dziełami pojedynczych autorów, takich 
jak Kajetan (1743-1806) 

background image

1 Wincenty (1745-1791) Skrzetuscy, Karol Wyrwicz (1717-1793), Jacek Idzi Przybylski 
(1756-1819), Dominik Szybiński (1730--1799), Tadeusz Podlecki czy Franciszek Rzepnicki. 
Reprezen- 
79 
Polskie Oświecenie 
towały one różny poziom, nie wszyscy też ich autorzy byli otwarci na nowe idee epoki, w 
sumie stanowiły jednak poważny dorobek dziejopisarski. Prócz zarysów historii powszechnej 
znalazły się wśród tych prac także opracowania historii poszczególnych krajów, nie tylko 
starożytnej Grecji czy Rzymu, lecz także Francji, Szwecji, a nawet Indii i Chin. Brak 
rodzimych dzieł, poświęconych historii obcej, starano się nadrobić tłumaczeniem 
francuskiego Nowego dykcjonarza historycznego (Józef Ignacy Boelcke) oraz przekładami 
różnych dzieł cudzoziemskich. Większość wspomnianych prac autorów polskich, 
poświęconych historii powszechnej, miała charakter dydaktyczny i wraz z nowymi 
popularnymi opracowaniami dziejów ojczystych — wśród których wyróżnił się zwłaszcza 
podręcznik pióra Teodora Wagi (1739-1801) wydany po raz pierwszy w 1767 r. jako Krótkie 
zebranie historii i geografii polskiej, następnie, z pominięciem części geograficznej, 
wielokrotnie wznawiany w kolejnych przeróbkach (po raz ostatni w 1864 r.) pt. Historii 
książąt i królów polskich krótko zebranej — była szeroko wykorzystywana w 
zreformowanym szkolnictwie Komisji Edukacji Narodowej. W ten sposób prace te 
uczestniczyły w kształtowaniu nowych wyobrażeń Polaków o świecie. 
Wiek Oświecenia przyniósł wreszcie w Polsce znaczący wzrost zainteresowania 
teoretycznymi i metodologicznymi zagadnieniami historii. Teraz zajmowali się nimi nie tylko 
historycy (Naruszewicz), lecz także pisarze, którzy interesowali się historią (Ignacy Krasicki); 
wielokrotnie, w oświeceniowym duchu, pisano o nich na łamach ówczesnej prasy. Również 
pod tym względem poczęliśmy wówczas wracać do Europy. Od początków Oświecenia 
wreszcie przystąpiono u nas do nadrabiania zaległości w zakresie gromadzenia, 
opracowywania i publikowania źródeł historycznych. Jeszcze w latach 1732-1733 ukazały się 
opracowane staraniem Stanisława Konarskiego (1700--1773) dwa pierwsze tomy 
wydawnictwa, obejmującego prawa 
80 
Historia a katastrofa 
Rzeczypospolitej, opatrzonego tytułem Yolumina Legum. W drugiej połowie XVIII stulecia 
w Warszawie poczęły się ukazywać liczne wydawnictwa źródłowe, przygotowane przez 
oficjalnego historiografa Augusta III, Wawrzyńca Mitzlera de Kolof (1711--1778), zaś w 
Wilnie pierwsze tomy kodeksu dyplomatycznego Królestwa Polskiego (Codex Diplomaticus 
Regni Poloniae), opracowywanego przez Macieja Dogiela (1715-1760). Dorobek ten — 
bardziej jednak w zakresie porządkowania zasobów archiwalnych (m.in. H. Kołłątaj) i 
gromadzenia (A. Naruszewicz) źródeł, niż ich publikowania — zostanie pomnożony w 
czasach stanisławowskich. 
Dla polskiej refleksji historycznej i historiografii największym wstrząsem stała się likwidacja 
polskiej państwowości. W przekonaniu wielu działaczy polskiego Oświecenia nowa sytuaq'a 
stwarzała ogromne zagrożenie dla narodowego bytu Polaków, niełatwo bowiem przychodziło 
im wyobrazić sobie możliwość ich dalszej egzystencji jako narodu w warunkach braku 
własnego państwa. Zabiegając o jej przedłużenie na przyszłość, zaczęto się więc krzątać 
wokół pielęgnowania tego wszystkiego, co zgodnie uważano za dźwignie polskiej 
świadomości narodowej, mianowicie języka i literatury oraz pamięci o polskiej przeszłości. 
W ten sposób starano się uczynić zadość przestrodze Jana Jakuba Rousseau, aby Polacy, 
skoro nie mają dość siły, aby uratować własne państwo, przynajmniej nie dali się pochłonąć 
przez narody, które się nim podzieliły. „Niezdolni polityczną egzystencję upadłej ojczyzny 
naszej podźwignąć, chcielibyśmy przynajmniej pod pozorem nauk niejako jej zapewnić 

background image

jestestwo", powiadał w cztery lata po zawiązaniu się Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół 
Nauk jego pierwszy prezes, historyk Jan Albertrandi (1731-1808). 
Porozbiorowa sytuacja wymagała od historyków odpowiedzi na nurtujące świadomych pod 
względem narodowym Polaków zasadnicze pytanie o przyczyny katastrofy Rzeczypo- 
81 
Polskie Oświecenie 
spolitej, odpowiedzi, która ułatwiłaby im rozwiązanie dylematu: czy katastrofa jest 
nieodwracalna, czy też los kiedyś się dla nich odwróci i będą mogli odzyskać polityczną 
egzystencję? Od jego rozwiązania zależało wówczas bardzo wiele: mianowicie to, jak Polacy 
odnajdą się w nowej politycznej rzeczywistości. 
W ówczesnej polskiej refleksji historycznej zarysowały się w tej sprawie dwa stanowiska, 
które uogólniała antyteza: upadek czy rozbiór? Skoro starania o naprawę stosunków 
krajowych skończyły się niepowodzeniem, niedawni orędownicy mo-narchicznej interpretacji 
dziejów Polski, zgodnie z przyjmowanymi przez siebie oświeceniowymi kategoriami 
rozumienia mechanizmu wzrostu i upadku państw, poczęli rozpatrywać katastrofę 
Rzeczypospolitej jako samozawiniony — ma się rozumieć — upadek. Teoria 
samozawinionego upadku, która pod piórem Naruszewicza miała być przestrogą, w nowych 
okolicznościach zdawała się potwierdzać nieodwołalność wydanego już na Polskę wyroku. 
Zanim wszakże katastrofa się dopełniła, w środowisku Kuźnicy Kołłątajowskiej i Stronnictwa 
Patriotycznego zrodziła się przeciwstawna koncepcja, mianowicie teoria rozbioru. Rozwinęli 
ją Hugo Kołłątaj i Ignacy Potocki (1750-1809) w opracowanym przy udziale Franciszka 
Ksawerego Dmochow-skiego (1762-1808) dziele O ustanowieniu i upadku Konstytucji 
polskiej 3 maja 1791 (1793). Dowodzili w nim, że Polska nie upadła z własnej winy, ale padła 
ofiarą chciwości sąsiednich mocarstw: 
bez żadnej winy ze swej strony, nie dawszy najmniejszego powodu sąsiadom do zemsty i 
nieprzyjacielstwa, przygotowawszy środki wszystkie do szczęścia własnego. 
Każda z tych teorii pociągała za sobą odmienne spojrzenie na polską przeszłość narodową. 
Teoria samozawinionego upadku implikowała rozpatrywanie przeszłości Polski z punktu 
widzenia narastania w niej czynników wewnętrznego rozkładu państwa, co prowadziło do 
krytycznej, uważanej nieraz za pesy- 
82 
Historia a katastrofa 
mistyczną, oceny dziejów narodowych. Przeciwnie teoria rozbioru: inspirowała ona do 
poszukiwania w dziejach Polski momentów, świadczących o żywotności narodu i państwa, co 
z kolei prowadziło do idealizacji narodowej przeszłości. Przemiany polskiej myśli 
historycznej, jakie nastąpiły bezpośrednio po rozbiorach, potwierdzają słuszność 
socjologicznej obserwacji, że kiedy stosunki teraźniejsze postrzega się jako niekorzystne, 
wówczas czasy wcześniejsze „powoli ulegają idealizacji: to są dobre czasy, o których się 
marzy" (S. Ossowski). 
Rozdział VII 
Przemiany historiografii europejskiej w XIX w. 
Nazwano dziewiętnaste stulecie wiekiem historii. Konsekwencją wielkich dziejowych 
wydarzeń, które od końca XVIII w. stały się udziałem tak wielu społeczeństw europejskich, 
był wzrost „świadomości realności historii, świadomości, że historia, która jest 
nieprzerwanym pasmem przeobrażeń, może wkroczyć w życie każdej jednostki" (G. Lukacs). 
Zbiorowe doświadczenie pociągnęło za sobą zasadniczą zmianę w świadomości społecznej: 
oświeceniowe nastawienie na powolny postęp ustępowało coraz bardziej miejsca 
orientowaniu się ludzi na szybką i zasadniczą zmianę, którą na najrozmaitsze sposoby 
pozwalały artykułować bujnie rozwijające się nowe idee wieku. To nowe uwrażliwienie 
świadomości zbiorowej na historyczną zmienność rzeczywistości społecznej przyniosło w 

background image

Europie niespotykane wcześniej nasycenie historią wszelkich rodzajów twórczości: od 
filozofii, przez literaturę piękną, do najsubtelniejszych dzieł sztuki. 
Wiek XIX przyniósł też niebywały rozkwit dziejopisarstwa. Historiografia wysunęła się 
wówczas zdecydowanie na pierwsze miejsce wśród nauk społecznych. Szybko poczęła się 
stawać 
84 
Uzawodowienie historiografii 
nauką profesjonalną, której standardy określali zajmujący się nią zawodowo uczeni, 
działający zarówno na uniwersytetach, jak i w innych, rozwijających się wówczas 
organizacyjnych strukturach nauki historycznej. Ich bujny rozwój stał się możliwy dzięki 
mecenatowi państwowemu: władze państw europejskich coraz lepiej poczęły teraz zdawać 
sobie sprawę z tego, że popieranie rozwoju nauki historycznej we własnym kraju może im 
przynieść pożytek, którego w inny sposób nie mogłyby uzyskać. Przykład przyszedł z Prus, 
gdzie już w 1819 r. z inicjatywy barona Heinricha von Steina powołano do życia 
Towarzystwo do Badania Dawniejszej Historii Niemiec (Gesellschaft fur altere deutsche 
Geschichtskunde), które postawiło sobie za zadanie publikowanie źródeł do ich 
średniowiecznej historii. Rezultatem tego przedsięwzięcia było podjęcie edycji (1826) 
Monumentu Ger-maniae Historica, które stały się wzorem dla podobnych inicjatyw w innych 
krajach. We Francji dla kształcenia specjalistów z zakresu nauk pomocniczych historii w 
1821 r. utworzono „Ecole des Chartes", później z inicjatywy Franc.ois Guizota powołano do 
życia Towarzystwo Historii Francji (Societe de l'Histoire de France), które od 1835 r. poczęło 
ogłaszać źródła do historii tego kraju. Nieco później (1857) podobną inicjatywę podjęto w 
Anglii (Rolls Series). Nie pozostawały w tyle także inne kraje. 
Zasadnicze znaczenie dla uzawodowienia historiografii miało rozpowszechnienie się w 
Europie stworzonej przez naukę niemiecką seminaryjnej metody przygotowywania 
przyszłych adeptów historii do samodzielnej pracy. W drugiej połowie XIX stulecia metoda ta 
rozpowszechniła się w całej Europie. Z prowadzonych przez znakomitych mistrzów 
seminariów historycznych wywodziła się odtąd większość uniwersyteckich profesorów 
historii, a także innych uczonych, uprawiających ją według profesjonalnych standardów. 
Powiedzieliśmy o miejscu, jakie wśród nauk społecznych zajęła wówczas historiografia: 
należałoby tu jednak rzec raczej 
85 
Wiek Histońi 
o historiografiach w liczbie mnogiej. W odróżnieniu bowiem od Oświecenia, nowe stulecie 
nie stworzyło jednego tylko histo-riograficznego standardu, ale zaproponowało kilka modeli 
historii jako nauki, z których niemal każdy w jakiejś mierze stał się standardem dla jakiejś 
części ówczesnego dziejopisarstwa, żaden jednak nie został powszechnie, w skali 
ogólnoeuropejskiej, zaakceptowany. Historiograficzna rzeczywistość XIX w. była bowiem 
ogromnie pluralistyczna, a wyznacznikiem jej zróżnicowania stał się stosunek do tradycji 
oświeceniowej myśli historycznej: opozycyjny bądź przeciwnie, afirmatywny. W związku z 
różnicami stanowisk w tej podstawowej sprawie, rozwinęły się wówczas na Zachodzie różne 
style historycznego myślenia (filozofie dziejów), które stały się podstawą do uformowania się 
i rozwoju różnych modeli dziejopisarstwa, a co za tym idzie także ukształtowania się 
rozmaitych historiograficznych standardów. 
Podczas gdy w dobie Oświecenia pierwszoplanową rolę odgrywała historiografia francuska, 
w wieku XIX na czołowe miejsce w Europie wysunęła się niemiecka nauka historyczna, 
której wzór będzie odtąd promieniował na historiografię innych krajów. Swoją czołową 
pozycję zawdzięczała ona nie tylko nowej filozo-ficzno-historycznej doktrynie, którą przyjęła 
za swoją podstawę, ale przede wszystkim budzącej powszechny podziw świetnej 
dziejopisarskiej praktyce znakomitych niemieckich historyków. 

background image

Już w początkach XIX stulecia w reakcji na uniformistyczny uniwersalizm i racjonalizm 
myśli Oświecenia począł się kształtować w Niemczech nowy styl historycznego myślenia, 
którego orędownicy zakwestionowali oświeceniową wiarę w jedność rzeczywistości 
społecznej i przyrodniczej, w jej nomologiczny charakter, oraz w istnienie ponadczasowych 
zasad etycznych i politycznych. Rozwinęli oni indywidualistyczny pogląd na dzieje, według 
którego ich podmiotem nie był już — jak dla myślicieli Oświecenia — zuniformizowany „ród 
ludzki", ale poszczególne narody i państwa, rozumiane jako niepowtarzalne 
86 
Indywidualistyczny historyzm 
indywidualności, mające realizować w swych dziejach indywidualne misje. Chociaż 
zaproponowali spojrzenie na dzieje jako na „sumę indywidualności obdarzonych 
indywidualną wolą" (G. G. Iggers), nie poniechali ich rozpatrywania w perspektywie 
uniwersalistycznej. Czynili to jednak zasadniczo inaczej od swych oświeceniowych 
poprzedników, nie w kategoriach uni-formistycznych, ale w indywidualistycznych, 
proponowali bowiem rozpatrywanie stanowiącej zbiorowy podmiot dziejów „ludzkości" jako 
harmonicznej jedności—„symfonii", jak nieraz powiadano — wypełniających w swych 
dziejach swoje indywidualne powołania narodów. 
Jeżeli rzeczywistość, będącą przedmiotem zainteresowania historii, uznano teraz za 
zasadniczo różną od przyrodniczej, było zrozumiałe, iż musiano uznać, że odmienne powinny 
być też metody badania ich obu. O ile nauki przyrodnicze posługują się „racjonalną 
obserwacją", w historii ona nie wystarcza, bowiem dziejowa rzeczywistość jest — jak się 
wyraził Wilhelm Humboldt — „tylko po części dostępna zmysłom". Prawda postrzeganych 
przez badaczy faktów jest „konieczną podstawą historii", ale nie jest „samą historią". To 
bowiem, co „stawia szczegół w prawdziwym świetle" — mianowicie „wewnętrzny związek 
przyczynowy, na którym to przecież jedynie opiera się wewnętrzna prawda" — „wymyka się 
bezpośredniej obserwacji". W swej mowie „O zadaniach dziejopisarza" (1821) Humboldt 
dowodził: 
to, co się zdarzyło, jest tylko częściowo widoczne w świecie zmysłów, pozostała część musi 
zostać dodatkowo odczuta, wywnioskowana, odgadnięta. [...] Prawda każdych dziejów polega 
na dołączeniu się [...] niewidzialnej części każdego faktu i tę musi historiograf u-względnić. 
W ten sposób niemiecki filozof uzasadniał zasadniczy z punktu widzenia programowanego 
przez siebie nowego stylu historycznego myślenia — mianowicie doktryny indywiduali- 
87 
Wiek Historii 
stycznego historyzmu — pogląd o intuicyjnym charakterze historycznego poznania. 
Sformułowaną przez W. von Humboldta doktrynę indywidualistycznego historyzmu przyjął 
za podstawę naukowej historiografii najznakomitszy historyk niemiecki XIX w., wieloletni 
profesor Uniwersytetu w Berlinie Leopold Ranke. Również dla niego podmiotem dziejów 
były indywidualności: postacie, instytucje, narody, kultury. Także i on uważał, że 
rzeczywistość będąca przedmiotem badania historii różni się zasadniczo od przyrodniczej, 
gdzie rządzą ogólne prawa, których nie ma i być nie może w rzeczywistości historycznej. To 
bowiem, co indywidualne, jednostkowe, szczególne, niepowtarzalne, nie daje się 
podporządkować jakimkolwiek prawom rozumianym na wzór obowiązujących w przyrodzie. 
Podmiotem dziejów — a przedmiotem historii jako nauki — jest bowiem dla Rankego 
„ludzki duch, unikalny element osobowości, który nadaje indywidualnościom ich charakter". 
Zrozumienie indywidualności, unikalności, rzeczywistości dziejowej wymagało — zdaniem 
Rankego — odpowiedniej rekonstrukcji przeszłości. Już u początku swej naukowej 
działalności (1824) sformułował on słynną odtąd dyrektywę metodologiczną, pisząc: 

background image

wyznaczono historii urząd sądzenia przeszłości, pouczania współczesnych ku pożytkowi 
przyszłych pokoleń; tak wysokich urzędów nie czuje się godna niniejsza próba; pragnie ona 
tylko powiedzieć, jak to właściwie było (er bloss will sagen, wie es eigentlich gewesen). 
Niemiecki historyk nie rozumiał jednak kategorii eigentlich tak jak sądzi wielu jego 
komentatorów, mianowicie w znaczeniu: „rzeczywiście", „faktycznie", co implikowałoby, że 
stawiał on przed historią minimalistyczne zadania opisowe. Znakomity historyk rozumiał tę 
kategorię jako „w istocie", „właściwie", a to oznacza, że opowiadał się nie za stanowiskiem 
minimalistycz- 
88 
Ranke 
nym, ale przeciwnie, domagał się, aby historia docierała do tego, co stanowiło indywidualną, 
niepowtarzalną „istotę" badanych przez nią zdarzeń. Podobnie jak dla W. von Humboldta, 
również dla Rankego krytyczne zestawienie faktów nie stanowiło jeszcze historii. Uważał on, 
że historyk nie może ograniczać się do powierzchniowej obserwacji zdarzeń, że powinien 
zgłębić ich „istotę" i dotrzeć do określających ją idei. Każdy bowiem fakt historyczny — 
zdaniem Rankego — wyraża „akt myśli ludzkiej lub ducha ludzkiego". „Każde życie zawiera 
w sobie swój ideał" — pisał Ranke — i wywodził, że: 
fi idea, która inspiruje i określa całość, przeważającą tendencję umysłów i ogólne warunki, 
jest tą, która określa powstanie i charakter każdej instytucji. 
Owe przysługujące poszczególnym dziejowym indywidualnościom idee stawały się w myśli 
Rankego swoistą energią witalną, właściwą każdej indywidualności zasadą, określającą jej 
rozwój, zmieniającą się w jego trakcie. Konsekwencją rankow-skiej teorii idei była 
dyrektywa, według której każda dziejowa indywidualność powinna być badana z punktu 
widzenia jej samej. Zdaniem berlińskiego historyka wszelkie próby podporządkowania 
badania historycznego jakimkolwiek ogólnym schematom bądź abstrakcyjnym pojęciom 
oznaczałyby zgwałcenie historycznej rzeczywistości. 
Rozwinięta przez berlińskiego historyka koncepcja etycznej autonomii każdej 
indywidualności oczywiście wykluczała możliwość przyjęcia przezeń poglądu o istnieniu w 
dziejach uniwersalnego postępu. „Każda epoka pochodzi bezpośrednio od Boga", powiadał 
Ranke, każda ma swoje indywidualne, niepowtarzalne cechy i w związku z tym nie można 
mówić o wyższości jednej z nich nad drugą. Inna sprawa, że historyk nie był jednak w tej 
sprawie zupełnie konsekwentny. ,,,, Za podstawową indywidualność, która miała być 
przedmio- 
89 
Wiek Historii 
tem badania historycznego, Ranke uważał państwo. Rozumiał je jako „skupienie władzy", 
oparte nie na umowie społecznej, ale na metafizycznej, duchowej podstawie; uważał, że jako 
indywidualność kieruje się ono w swoim postępowaniu własnymi duchowymi dążeniami. 
Dlatego też sądził, że nie może podlegać ocenie z punktu widzenia żadnego zewnętrznego 
kryterium. Prowadziło go to do wniosku, że opierająca się na duchowej podstawie władza 
państwowa, inaczej niż indywidualny człowiek, nie może podlegać moralnemu 
wartościowaniu. Wszystko, co państwo czyni, było więc dla niego ze swej istoty moralne, zaś 
to państwo, które zwyciężyło w konflikcie z innym, reprezentowało wyższą moralną energię 
od pokonanego. Nie trzeba wyjaśniać, jakie miało to konsekwencje dla historiografii: 
koncepcja Rankego uzasadniała bowiem apologię siły państwa w dziejach. 
Konsekwencją przyjętej przez historyka koncepcji państwa było ukierunkowanie jego 
dziejopisarstwa na badanie przede wszystkim dziejów stosunków państwowo-politycznych, w 
szczególności międzynarodowych. Leopold Ranke nie tylko sam znakomicie je badał, ale 
dzięki przemożnemu wpływowi, jaki wywierał na naukę historyczną, ukierunkował na nie 
także swoich licznych uczniów i naśladowców. Właśnie za sprawą Rankego, jego uczniów i 

background image

naśladowców, uprawianie historii jako historii państwowo-politycznej stało się więc w XIX 
w. szeroko akceptowanym standardem naukowej historiografii. Odtąd dla ogromnej części 
europejskiej historiografii prawdziwie naukową, „umiejętną" —jak wówczas powiadano — 
historią była historia polityczna. 
Zdaniem Rankego wiedza historyczna możliwa jest dlatego, że obie strony — zarówno 
historyk, jak i jego przedmiot — stanowią część historycznego procesu i obie mają wspólną 
podstawę w woli Opatrzności. Umożliwia to historykowi zrozumienie badanego przez siebie 
przedmiotu. Ranke zbudował całą 
Ranke 
teorię rozumienia w historii, określając jako jej narzędzie intuicyjną kontemplację 
przedmiotu. Jego zdaniem poznanie w historii ma charakter aktywny i intuicyjny: jest to 
proces, w którym intelekt może uchwycić istotę przedmiotu. Kontemplacja indywidualności 
pozwala historykowi na rozpoznanie kierunku, w jakim toczy się świat, kierunku, który — jak 
sądzili zarówno Humboldt, jak i Ranke — można tylko przewidywać, ale nie można go z 
pewnością określić. 
Ranke stworzył nowy standard historii jako nauki, który przyjęła za własny przeważająca 
część hołdującej poglądom konserwatywnym akademickiej historiografii niemieckiej XIX w. 
Berliński mistrz stworzył ogromnie wpływową własną szkołę historyczną, która na 
kilkadziesiąt lat zmajoryzowała niemiecką akademicką historiografię. Wywarł też znaczny, 
choć nie tak przemożny jak w swojej ojczyźnie, wpływ na naukę historyczną w innych 
krajach. 
Historiografia indywidualistycznego historyzmu nie była wszakże jedynym dziejopisarskim 
standardem, który rozwinął się w pierwszej połowie XIX w. w opozycji w stosunku do 
tradycji myśli historycznej Oświecenia. Opozycja ta wyraziła się współcześnie także w inny 
sposób, mianowicie w koncepcjach historycznych i związanych z nimi propozycjach 
historiograficz-nych, które rozwinęły się na gruncie Romantyzmu. Romantyczny bunt 
przeciw istniejącemu porządkowi świata wyraził się w specyficznym historyzmie, 
polegającym na deprecjacji teraźniejszości i postrzeganiu jej jako tylko przejściowego 
momentu dziejącej się historii. Podstawą traktowania przez romantyków sprzężenia 
przeszłości — teraźniejszości — przyszłości jako integralnej całości było z jednej strony 
znane nam już z obszaru indywidualistycznego historyzmu przekonanie o auto-nomiczności 
rzeczywistości moralnej, czyli dziejowej, z drugiej zaś przeświadczenie, że dzieje są niczym 
innym, jak realizacją indywidualnych zasad moralnych. Dla romantyków dzieje nie 
90 
91 
 
Wiek Historii 
były jednak dziejami w ogóle — pod tym względem zaprzeczali oni uniwersalizmowi myśli 
Oświecenia — ale były dziejami poszczególnych indywidualności: narodów, grup etnicznych 
(Germanie, Słowianie), wspólnot językowych czy duchowych. Ich indywidualność miała być 
określana przez właściwą im misję, powołanie, ideę, oczywiście o proweniencji 
prowidencjalnej, która miała wyznaczać bieg ich dziejów, indywidualny i im tylko właściwy 
przebieg historycznego procesu. 
W różnych krajach Romantyzm w poglądach swych reprezentantów legitymował bardzo 
zróżnicowane dążenia ideowe. Równie dobrze dostarczał argumentów dla ideologii 
zachowawczych — czego przykładem był konserwatywny romantyzm niemiecki, z jego 
mediewalizmem, czyli kultem feudalnego Średniowiecza — jak i postępowych, aż po 
rewolucyjne, z czym spotykamy się zarówno na gruncie polskim, jak i francuskim. 
Romantyczne dążenie do „ożywienia przeszłości" było bowiem pod względem ideowym 
ambiwalentne. Okazało się wszakże ogromnie płodne pod względem kulturowym. 

background image

Mimo wspólnych (ontologicznych) założeń romantycznego historyzmu, nie mogło więc dojść 
w europejskiej historiografii pierwszej połowy XIX w. do ukształtowania się jakiegoś 
względnie jednolitego kierunku historiografii romantycznej, choć niemal w każdym kraju 
miała ona wówczas swoich przedstawicieli. Dlatego też trudno jest mówić o Romantyzmie 
jako dającym się wyodrębnić okresie rozwoju europejskiej historiografii XIX w. 
Historiografię romantyczną reprezentowała w Niemczech przede wszystkim tzw. historyczna 
szkoła prawa, rozpatrująca prawo jako wyraz indywidualnego charakteru narodowego 
(Friedrich Karl Savigny, Karl Friedrich Eichhorn), później zaś zafascynowana lokalnym 
kolorytem stosunków, panujących niegdyś w Niemczech, konserwatywna historiografia 
kultury (Wilhelm Heinrich Riehl, Gustav Freytag). Bodaj najbujniej dziejopisarstwo 
romantyczne rozkwitło we Francji, gdzie zaprezen- 
Nowe teorie społeczne 
towało też największą rozpiętość opcji ideowych: od zapatrzonego w ideały 
średniowiecznego chrześcijaństwa Franc.ois Renę Chateaubrianda po demokratę, szermierza 
wolności narodów Julesa Micheleta. Po drugiej stronie kanału La Manche wybitnymi 
przedstawicielami romantycznego historyzmu będą zagorzały orędownik heroistycznej 
interpretacji dziejów Thomas Carlyle oraz świetny historyk Thomas Babington Macaulay. 
Romantyczny historyzm tylko w niewielkiej części stał się podstawą dla rozwoju 
demokratycznej i liberalnej myśli historycznej w Europie. Silniejsze aniżeli w nim oparcie 
znalazła ona bowiem w nowych teoriach społecznych, które proponowały rozumienie 
dziejowej rzeczywistości zasadniczo w innych kategoriach niż te, do których odwoływał się 
zarówno indywidualistyczny historyzm, jak i refleksja Romantyzmu. Chodzi tu o teorie, które 
rozwinęły się nie w opozycji, ale w nawiązaniu do myśli historycznej Oświecenia stały na 
stanowisku jedności świata społecznego i przyrodniczego, rozumiały rzeczywistość społeczną 
w kategoriach nomologicznych i starały się określić prawa, mające wyznaczać jej dynamikę. 
Spośród nich największą popularnością cieszyła się na Zachodzie teoria, rozwinięta przez 
zwolennika idei socjalizmu Claude'a Henri Saint-Simona. Dowodząc, że „historia jako nauka 
nie wyszła jeszcze z powijaków", postulował on jej zasadniczą przebudowę po to, aby 
umożliwiła „wnioskowanie o tym, co będzie, na podstawie tego, co było". Rozpatrując 
społeczeństwo w kategoriach naturalistycznych, jako organizm, francuski myśliciel dowodził, 
że rozwija się ono „podług faz analogicznych do tych, wedle których rozwija się jednostka". 
Miały nimi być: dzieciństwo, młodość, wiek męski i starość, przy czym każda z tych faz 
miała mieć zindywidualizowany charakter, podobnie jak miały go fazy rozwoju jednostki. 
Francuski filozof rozwinął różne warianty swojej koncepcji rzeczywistości dziejowej. 
Nawiązując do idei Oświecenia 
92 
93 
Wiek Historii 
Saint-Simon uważał, że źródłem jej dynamiki jest postęp myśli, polegający na bezustannym 
rozwoju ludzkiego poznania. W odróżnieniu od myślicieli Oświecenia nie rozumiał go jednak 
jako procesu linearnego i kumulatywnego, ale interpretował jako proces dialektyczny, w 
którym przyczyny zamieniały się miejscami ze skutkami, dokonujący się skokami, którymi 
były dla niego rewolucje. Nie deklarował się jako ich wielbiciel, uważał je wszakże za 
konieczny, a zarazem twórczy moment dynamiki dziejowej rzeczywistości. Wywodził 
bowiem: 
rewolucje są złem straszliwym, lecz jednocześnie złem nieuniknionym. Wielkie postępy 
ducha ludzkiego są rezultatem wielkich kryzysów; postępy te przygotowują nowe kryzysy. 
Lud zawsze się buntował i będzie się nadal zawsze buntować, ilekroć załamie się równowaga 
między oświeceniem i władzą rządzących, z jednej strony, a ciemnotą i zależnością 
rządzonych z drugiej. 

background image

W swym dążeniu do unaukowienia historii Saint-Simon w nawiązaniu do idei Oświecenia 
rozwinął więc nowy ogólny pogląd na dzieje, w którym zaproponował ich rozumienie jako 
koniecznego, dialektycznego procesu, którego mechanizmem napędowym byłaby walka 
społeczna. Poglądy Saint-Simona weszły do szerokiego obiegu społecznego w 
zmodyfikowanej postaci, dzięki działalności jego uczniów, którzy utworzyli tzw. szkołę 
saintsimonistów. Rozwinęli oni filozofię historii swego mistrza, podkreślając szczególnie 
mocno konieczność zniesienia podziału społeczeństwa na antagonistyczne klasy. Wywodzili 
więc: 
ludzie [...] dzielą się [...] na dwie klasy, wyzyskujących i wyzyski-" wanych, można nawet 
powiedzieć [...], że przeszłość ukazuje nam dwa odrębne gatunki, gatunek panów i gatunek 
niewolników. Pierwszy gatunek ludzki uważa ten drugi za obcy sobie, stanowi on część M 
dobytku ruchomego, jest prawnie i faktycznie zrównany ze zwierzę- 
94 
Nowe teorie społeczne 
•••••>,. tami. Historia wskaże nam, jak ta najliczniejsza klasa, dzięki pracom pokojowym, do 
których była używana, stale polepszała swój ą względną pozycję w społeczeństwie. [...] 
Rodzaj ludzki skruszy w końcu wszelkie łańcuchy, jakimi skrępował go antagonizm, 
pewnego dnia człowiek [...], zorganizuje się dla pokoju. 
Z pewnością mniej, niż idee Saint-Simona, oddziałały na europejską myśl historyczną 
pierwszej połowy XIX w. koncepcje innych myślicieli społecznych. Odnosi się to do idei 
wybitnego francuskiego reformatora społecznego Frangois Marie Charlesa Fouriera. Również 
i on, w nawiązaniu do nomologicznej refleksji Oświecenia, stworzył własną filozofię historii. 
Także i on rozpatrywał rzeczywistość dziejową w kategoriach naturalistycz-nych, uważał bieg 
dziejów za konieczny proces ewolucyjny, który miał przechodzić przez analogiczne do 
etapów rozwoju jednostki cztery fazy rozwojowe: dzieciństwa, wzrastania, schyłku i 
zgrzybiałości. W każdej z wyodrębnionych przez siebie faz wyróżniał trzy sukcesywne etapy: 
wibracji wschodzącej (wznoszenia się), stanu harmonii, wreszcie wibracji zachodzącej 
(opadania). Dla uzasadnienia tego schematu myśliciel sformułował prawo nazwane przez 
siebie „prawem wibracji". 
Idee saintsimonizmu legły u podstaw poglądów, rozwiniętych przez co bardziej radykalnych 
przedstawicieli „nowej" francuskiej historiografii z pierwszej połowy XIX w. (Augustin 
Thierry, Francois Guizot). Czyż nie saintsimonistycznie brzmiały wywody A. Thierry'ego, 
kiedy pisał, że: 
układ społeczny prawie wszystkich narodów europejskich zdradza '. pochodzenie od 
średniowiecznych najazdów. [...] Wyższe i niższe warstwy społeczeństwa, które dzisiaj 
spoglądają na siebie z nieufnością, są to w istocie szczepy zdobywców i podbitych z doby 
przed-, historycznej. [...] Rasa zwycięzców została klasą uprzywilejowaną .[...], a lud 
spokojny i pracowity pozostał pod jarzmem tej klasy, .  dopóki trwało jej panowanie, będące 
wynikiem najazdu. Rasa podbita, 
95 
Wiek Historii 
pozbawiona własności ziemskiej, bez udziału w rządzie i bez wolności osobistej, utrzymująca 
się nie z oręża, ale z pracy i zamieszkująca nie zamki, lecz miasta, tworzy osobny, stanowi 
rycerskiemu poddany naród. 
Nowa historiografia francuska była programowo historią społeczną: jej orędownicy 
pojmowali dzieje jako postępowy, dialektyczny proces, którego dynamikę miała wyznaczać 
walka klas, mianowicie klasy ujarzmionych, dążących do zaspokojenia naturalnej potrzeby 
wolności, z klasą ciemiężycieli. Sami byli czynnymi uczestnikami toczącej się we Francji 
walki o likwidację pozostałości feudalizmu, zniesienie przywilejów społecznych, 
0 wolność i równość obywatelską. 

background image

Nawet we Francji nie wszyscy przedstawiciele nowej historiografii pierwszej połowy XIX 
stulecia wyznawali idee saintsi-monizmu i hołdowali społecznemu radykalizmowi. Za czasów 
monarchii lipcowej wielu niedawnych jego zwolenników stanowczo się odeń zdystansowało. 
Bardziej umiarkowany profil ideowy od francuskiej miała też demokratyczna i liberalna 
historiografia, rozwijająca się wówczas w innych krajach: w Niemczech (Friedrich Christoph 
Schlosser, Georg Gottfried Gervinus), jak również w Anglii (Henry Hallam, George Grotę). 
Także i ona wciąż nawiązywała do tradycji refleksji historycznej Oświecenia 
1 rozpatrywała dzieje z punktu widzenia mającego dokonywać się w nich postępu 
społecznego. 
Od połowy XIX stulecia na mapie głównych kierunków historiografii europejskiej poczęły 
następować dalsze istotne zmiany. Romantyczny historyzm coraz wyraźniej tracił już swą 
dotychczasową atrakcyjność i począł ustępować miejsca nowym stylom historycznego 
myślenia. Rozwój tendenq'i nacjonalistycznych, jaki wystąpił teraz w historiografii wielu 
krajów europejskich, zachęcał historyków do zdystansowania się od usiłowania czynienia 
zadość postulatowi historycznego obiektywizmu, poczęło zaś upowszechniać się przekonanie, 
że nauka historyczna ma 
96 
Upolitycznienie historii 
przede wszystkim charakter polityczny, bowiem „polityka jest historią teraźniejszości, zaś 
historia polityką w przeszłości" (J. G. Droysen). Było zrozumiałe, że tendencje te mogły się 
rozwijać na podstawie rozumienia dziejowej rzeczywistości w tak czy inaczej 
interpretowanych kategoriach indywidualistycznych, nie zaś dzięki jej pojmowaniu w 
kategoriach nomologicz-nych. 
Rozwinęły się one w wielu krajach nie tylko Europy Zachodniej, jednakże wyraziły się 
najpełniej w wyrastającej z tradycji indywidualistycznego historyzmu historiografii tzw. 
pruskiej szkoły historycznej, nowego historiograficznego kierunku (Jo-hann Gustav Droysen, 
Heinrich von Sybel), który w drugiej połowie XIX w. wysunął się na poczesne miejsce w 
historiografii niemieckiej. Z niego to właśnie wywodził się najbardziej skrajny herold 
niemieckiego wielkomocarstwowego nacjonalizmu w historiografii Heinrich von Treitschke. 
Przedstawiciele szkoły pruskiej programowo odrzucali rankowski postulat historycznego 
obiektywizmu, rozumieli historię jako rzutowaną wstecz współczesną politykę, apoteozowali 
w dziejach siłę i skuteczność działania państwa, kierowanego przez wielką jednostkę (Otto 
von Bismarck), dowodzili, że opatrznościową misją Prus było doprowadzenie do leżącego w 
ogólnoniemieckim interesie zjednoczenia przez siebie krajów niemieckich, później zaś 
uzasadniali prawo Niemiec do zajęcia pozycji pierwszego mocarstwa w świecie. Jak 
stwierdził amerykański historyk historiografii: 
wraz z powstaniem szkoły pruskiej nacjonalistyczna historia w Niemczech poczęła się stawać 
coraz bardziej szowinistyczna i dynastyczna (H. E. Barnes). 
Od połowy XIX w. obszarem istotnych przemian stała się również ta część historiografii 
europejskiej, której (ontologiczną) podstawą było rozumienie dziejowej rzeczywistości w 
kategoriach nomologicznych. Niewiele wcześniej nomologiczny po- 
97 
Wiek Historii 
gląd na dzieje doczekał się nowego sformułowania w teorii „ojca pozytywizmu", 
francuskiego myśliciela Augusta Comte'a. Nawiązując do tradycji Oświecenia i 
saintsimonizmu rozpatrywał on więc badaną przez historię rzeczywistość jako jedność przy-
rodniczo-społeczną o charakterze (w planie synchronii) strukturalnym, a jednocześnie (w 
płaszczyźnie diachronicznej) dynamicznym. Rozpatrywał człowieka w dziejach z punktu 
widzenia jego uwikłania w obiektywne i subiektywne uwarunkowania swojego czasu, w 

background image

pewien „współczesny stan rzeczy", który w jego przekonaniu wyznaczał nieprzekraczalne 
warunki, a także określał szansę jego własnej twórczej aktywności. Dowodził bowiem: 
*    w dziedzinie myśli nie ma takiej władzy indywidualnej, która by ś   mogła przenieść do 
pewnej epoki odkrycia, odpowiadające epoce późniejszej. Historia nauk wskazuje, że 
najwybitniejszy geniusz jest •••    podporządkowany współczesnemu sobie stanowi rzeczy. 
Podobnie F,   dzieje się z umiejętnościami, zwłaszcza w tym zakresie, który zależy ,,-   od 
mechanicznych środków, zastępujących działanie ludzkie. Rozwój 7;   moralny, który w 
każdej epoce jest regulowany przez warunki odpowiadającej mu ewolucji, nie wzbudza 
więcej wątpliwości. Każda forma społecznego istnienia wyznacza odpowiednie obyczaje, 
których wspólna postać da się odszukać u wszystkich jednostek wśród różnic, 
charakterystycznych dla każdej z nich. 
Rozumiejąc rzeczywistość społeczną — jak świadczą przytoczone słowa — w kategoriach 
strukturalnych i akcentując tak mocno jej zindywidualizowanie w poszczególnych epokach 
dziejów, francuski myśliciel nie tylko opowiadał się za jej nomo-logicznym charakterem, lecz 
także — w czym czynił ukłon w stronę naturalizmu — był zdania, że rządzące nią prawa mają 
charakter przyrodniczy, dowodził „podporządkowania zjawisk społecznych prawom 
naturalnym". Sam pokusił się też o sformułowanie najogólniejszego prawa historycznego, 
którym w jego przekonaniu miało być „prawo ewolucji" głoszące, że ludz- 
98 
Pozytywizm 
kość w swych dziejach miałaby przejść przez trzy stadia rozwojowe: teologiczne, 
metafizyczne i pozytywne. Miało ono uzasadniać „koncepcję jednolitego i ciągłego szeregu, 
obejmującego całą kolejność czasów minionych od początku rozwoju inteligencji i poczucia 
społecznego aż do chwili obecnej". Podobnie jak dawniej myśliciele Oświecenia, później zaś 
Saint-Simon, również Comte nawoływał do zasadniczej przebudowy historiografii, ma się 
rozumieć na podstawie zaproponowanych przez siebie założeń. Uważał bowiem, że: 
nie istnieje jeszcze historia w prawdziwym znaczeniu tego słowa, pojęta w duchu naukowym, 
to znaczy mająca za cel poszukiwanie praw, które przewodniczą rozwojowi gatunku 
ludzkiego. 
Zarysowaną przez Comte'a koncepcję unaukowienia historii rozpropagowali później inni 
przedstawiciele pozytywistycznej filozofii, którym niewielkie rozeznanie w historiografii 
zupełnie nie przeszkadzało udzielać jej reprezentantom pouczeń, jak mają zreformować swoją 
dyscyplinę. Zastosowania wysuwanych przez nową filozofię pod adresem historii postulatów 
do praktyki historiograficznej podjął się dopiero nie będący akademickim historykiem 
angielski samouk Henry Thomas Buckle w Historii cywilizacji w Anglii, Francji, Hiszpanii i 
Szkocji, której dwa pierwsze (i jedyne) tomy ukazały się w latach 1857-1861, inaugurując w 
ten sposób kierunek pozytywistyczny w historiografii XIX w. 
Również i Buckle do dotychczasowego dorobku nauki historycznej odnosił się z 
lekceważeniem i uważał, że dla prawdziwie naukowej historii może on mieć co najwyżej 
wartość materiału, który można będzie wykorzystać przy wznoszeniu gmachu prawdziwej 
nauki. Dążąc do zreformowania historiografii pragnął „wielki ten dział wiedzy ludzkiej 
podnieść na równi z innymi działami naukowymi", chciał uczynić dla nauki 
99 
Wiek Histoni 
historii to samo, „co inni badacze zdziałali w rozmaitym zakresie nauk przyrodniczych", 
usiłował postawić historię „na równi z innymi działami naukowej wiedzy ludzkiej". Aby to 
uczynić, wystarczało, jego zdaniem, wykazać, że dzieje ludzkie „odbywają się całkiem 
prawidłowo i podobnie, jak każdy inny rozwój, zależą jedynie od tego, co je poprzedza". Kto 
nie potrafi tego dokonać, może zostać biografem lub kronikarzem: 

background image

ale wyżej nie zdoła się wznieść, jeżeli nie przejmie się owym duchem -. umiejętności, 
uczącym jako artykuł wiary naukę o prawidłowym dzie-j jów rozwoju, czyli innymi słowy 
zasadę, że skoro zaszły pewne wy-•j, padki, muszą po nich nastąpić pewne inne, tamtym 
odpowiadające. 
W swej Historii cywilizacji w Anglii Buckle przedstawił w sposób wszechstronny i 
uargumentowany model historiografii pozytywistycznej, obejmujący zarówno sposób 
pojmowania dziejowej rzeczywistości (ontologię), jak związaną z nim koncepcję 
historycznego poznania (epistemologię). Podstawą historycznej ontologii angielskiego 
myśliciela było rozumienie dziejowej rzeczywistości w typowych dla Pozytywizmu 
kategoriach naturalistycznych. Buckle był zbyt dobrze obznajomiony z historią, aby 
odmawiać jej prawa do zajmowania się także indywidualnymi zdarzeniami — jak to czynili 
niektórzy pozytywistyczni filozofowie — ale przyznawał je historii tylko w odniesieniu do 
takich wydarzeń, które dały się zinterpretować jako rezultaty poprzedzających je przyczyn, a 
więc mogły zostać zinterpretowane jako ogniwa ogólniejszych ewolucyjnych procesów. Te 
ostatnie Buckle pojmował zaś według wzoru nauk przyrodniczych, jako łańcuch kauzalnych 
konieczności, zgodnie z zasadami kategorycznego łapiące'owskiego determinizmu. Przyjęcie 
przez naszego uczonego tej mechanistycznej interpretaqi determinizmu było przesłanką do 
rozumienia przezeń praw procesu dziejowego jako nieuchronnych i niezmiennych. Podobnie 
100 
Pozytywizm 
pojmował je Comte. Buckle'a koncepcja praw dziejowych zwracała się przeciw tradycyjnej, 
prowidencjalnej interpretacji dziejów — co angielski myśliciel akcentował szczególnie silnie 
— jak również przeciw wszystkim koncepcjom indywidualistycznym, niezależnie od tego, z 
jakiej tradycji one wyrastały. 
Wprawdzie w ontologicznej refleksji Buckle'a występowały elementy strukturalnego 
rozumienia badanej przezeń rzeczywistości, jednak nie zastanawiał się on tak bardzo, jak 
Comte, nad jej wymiarem synchronicznym. Inaczej niż w przypadku Comtek, bardziej od 
zagadnień synchronii zwracała jego uwagę problematyka diachronii. Stanowisko naszego 
uczonego w tej sprawie było dalekie od nowatorstwa, skoro opowiadał się on za koncepcją 
stałych czynników dynamiki dziejów i teorią postępu intelektualnego. Chociaż źródła 
dynamiki rzeczywistości społecznej Buckle związał z człowiekiem, jednak uniezależnił je od 
jego celowej i świadomej działalności, a więc zinterpretował w sposób fatalistyczny. W jego 
ujęciu postęp umysłowy, aczkolwiek kreowany przez człowieka, stawał się odczłowieczoną, 
immanent-ną, działającą na zasadzie kauzalnego determinizmu siłą napędową dziejów. Od 
innych, podobnie fatalistycznych koncepcji, rozwijanych przez innych pozytywistycznych 
myślicieli, rozwinięta przez angielskiego myśliciela teoria postępu różniła się jedynie 
doborem czynnika sprawczego, nie zaś rozumieniem jego funkcji. 
Swej historycznej ontologii podporządkował Buckle swoje poglądy epistemologiczne. Były 
one w gruncie rzeczy stosunkowo proste: pozostawał on na fenomenalistycznym poziomie 
postrzegania objawów zjawisk. Stawiając, zgodnie z przyjętymi przez siebie założeniami 
ogólnymi, w centrum uwagi badanie związków między zdarzeniami w celu wykrycia 
rządzących nimi immanentnych praw dziejowych, angielski myśliciel koncentrował się 
wreszcie na określonym rodzaju problematyki historycznej, pozostawiając poza zakresem 
swej refleksji zagadnienia, które z góry uznał za mało istotne (a zajmowanie się 
101 
Wiek Historii 
nimi ostro wytykał dotychczasowej historiografii) i które nie nadawały się do ich 
zorganizowania w kategoriach nomologicz-nych. Była to przede wszystkim preferowana —
jak o tym wiemy — przez inne kierunki historiograficzne problematyka historii politycznej. 
Podobnie jak w poglądach innych pozytywistycznych myślicieli, również pod piórem 

background image

Buckle'a naukowa historia, którą pragnął stworzyć, przekształcała się więc w mechanisty-
czną socjologię dziejów. 
Wprawdzie dzieło Buckle'a w wielu krajach zostało przyjęte z żywym zainteresowaniem — 
co nie znaczy, że zawsze z aprobatą —jednak tylko w niektórych z nich pozytywistyczny 
model historiografii zdołał zyskać status alternatywnego w stosunku do innych standardu 
naukowego dziejopisarstwa. Nie zdobył tej pozycji w ojczyźnie autora Historii cywilizacji w 
Anglii, gdzie wśród historyków znalazł niewielu zwolenników (William Edward Hartpole 
Lecky, Leslie Stephen). Taką rolę odegrał jednak w Stanach Zjednoczonych, gdzie w 
ostatnich dziesięcioleciach XIX w. historiografia pozytywistyczna wybiła się na znaczącą 
pozycję w historiografii północnoamerykańskiej (Herbert B. Adams, James Ford Rhodes, 
John Fiske, John William Draper). Mimo że miała zwolenników wśród wybitnych historyków 
francuskich (Hipolit Taine), historiografia pozytywistyczna nie zajęła jednak wpływowego 
stanowiska w nauce francuskiej. Kategoryczny sprzeciw ze strony orędowników 
indywidualistycznego historyzmu nie dopuścił do zakorzenienia się pozytywistycznego 
modelu historii w Niemczech, gdzie uznano go za „głównego przeciwnika niemieckiego 
myślenia historycznego" i traktowano nie tylko jako „niebezpieczeństwo metodologiczne", 
lecz także i polityczne, jako liberalne zagrożenie dla „państwa zwierzch-nościowego i 
autorytarnego" (H. Schleier). Zgoła inaczej przedstawiała się sytuacja w historiografii 
rosyjskiej, gdzie historyczne idee pozytywizmu napotkały podatną glebę w środowiskach 
liberalnych i pozytywistyczny model nauki historycznej stał się 
102 
Kryzys historiografii 
standardem dla znacznej części profesjonalnej historiografii (Afanasij P. Szczapow, Michaił 
S. Korielin, Aleksandr S. Łap-po-Danilewskij). 
Pod koniec XIX w. zarysował się kryzys wielu dotąd dominujących standardów uprawiania 
historii, który zainspirował historyków do podjęcia starań o jego przezwyciężenie, bądź to na 
drodze poszukiwania dla nich nowych artykulacji, bądź stworzenia nowych wzorców historii 
jako nauki. W nauce niemieckiej, hołdującej doktrynie indywidualistycznego historyzmu, 
odpowiedzią na kierunek pruski stał się teraz przede wszystkim tzw. renesans Rankego. 
Reprezentowało go nowe pokolenie historyków, o zróżnicowanych postawach ideowych, 
którzy wprawdzie nie zerwali z tradycją uważania państwa za główną siłę dziejotwórczą ani 
też nie zrezygnowali ze stawiania w centrum swej uwagi jego polityki zagranicznej, 
nawiązywali jednak do odrzucanej przez historyków szkoły pruskiej rankow-skiej idei 
obiektywizmu historycznego. Równocześnie poczęto poszukiwać nowych interpretacji 
doktryny indywidualistycznego historyzmu, czego wyrazem było sformułowanie przez 
filozofów z neokantowskiej szkoły badeńskiej teorii idiografizmu historycznego (Wilhelm 
Windelband, Heinrich Rickert), następnie teorii specyficznego, subiektywnego charakteru 
poznania historycznego, jako procesu „rozumienia" (Wilhelm Dilthey), a później także próby 
nowego sformułowania samej doktryny (Ernst Troeltsch, Friedrich Meinecke). 
Podczas gdy zwolennicy indywidualistycznego historyzmu poszukiwali odnowy historiografii 
w reinterpretacji swej doktryny, inni uczeni zmierzali do podobnego celu odrzucając ją i 
starając się sformułować alternatywne w stosunku do niej modele uprawiania historii. Jeszcze 
w drugiej połowie XIX w. w krytycznym nawiązaniu do tradycji rankowskiej taki właśnie 
model, mianowicie historii jako historii kultury, zainaugurował blisko związany z nauką 
niemiecką (uczeń Rankego!) szwajcar- 
103 
Wiek Historii 
ski uczony Jacob Burckhardt, którego koncepcje bardziej, niż na jemu współczesną, 
oddziałały na naukę historyczną następnego stulecia. Zgodnie z tradycją rankowską 
podkreślał on, że historyk kultury stara się „mierzyć wartość wszystkich stanowisk i epok ich 

background image

własnymi miernikami", ale — na przekór owej tradyq'i — za dziejotwórczą siłę, którą 
powinna badać historia, uważał bynajmniej nie państwo, ale „sposób myślenia i postrzegania 
rzeczy", niepowtarzalną duchową osobowość, charakterystyczną dla poszczególnych kultur i 
epok dziejów. 
Zdecydowanie więcej jednak, niż nawiązujących do idei ran-kowskich, zgłoszono pod koniec 
XIX w. nowych propozycji przebudowy nauki historycznej w nawiązaniu do tradycji 
rozumienia dziejów w kategoriach nomologicznych. Bodaj najważniejszą z nich 
zaproponowano historiografii z zewnątrz, mianowicie ze strony ekonomii politycznej. W 
opozycji w stosunku do ekonomii klasycznej, która poszukiwała ponadczasowych praw życia 
ekonomicznego, w nauce niemieckiej XIX w. rozwinął się bowiem kierunek historyczny, 
reprezentowany najpierw przez starszą (Wilhelm Roscher, Bruno Hildebrand), następnie 
przez młodszą (Gustav Schmoller, Lujo Brentano, Karl Biicher) szkołę historyczną. Jego 
przedstawiciele starali się wykrywać względne, historyczne prawidłowości gospodarczego 
rozwoju poszczególnych narodów, konstruowali też na tej podstawie pretendujące do 
wyjaśnienia całości biegu dziejów ludzkości teorie szczebli rozwoju gospodarczego. 
Niezależnie od tego, jak ocenia się dorobek kierunku historycznego na gruncie ekonomii 
politycznej, nie ulega wątpliwości, że miał on przeogromne znaczenie dla nauki historii. 
Polski historyk gospodarczy Witold Kula pisał: 
zdumienie ogarnia, gdy spojrzeć na dorobek młodszej szkoły historycznej. Przepracowano 
niezliczone archiwa, wydano niezliczone tomy edycji źródłowych, napisano monografie 
niezliczonych miast, cechów, wsi, skarbowości państwowej czy komunalnej, firm handlo- 
104 
Historia gospodarcza 
wych itd. Biblioteki nowo powstających seminariów historii gospodarczej zaczęły szybko 
uginać się od książek. 
Byłoby oczywiście uproszczeniem sprowadzać ukształtowanie się historii gospodarczej jako 
nowego modelu (a zarazem kierunku) nauki historycznej jedynie do wpływu, jaki na 
historiografię wywarł niemiecki kierunek historyczny w ekonomii. Mniej w Niemczech, 
bardziej w innych krajach, spotykał się on bowiem z innego rodzaju tradycjami zainteresowań 
historiografii problematyką gospodarczą, które rozwijały się zarówno na gruncie 
pozytywistycznego modelu historii, jak i na obszarze historiografii, podejmującej w innych 
niż pozytywistyczne kategoriach problematykę społeczną. Inspiracje płynące od historii 
gospodarczej wreszcie, w powiązaniu z nomologicznymi koncepcjami rozwijającymi się na 
obszarze nauk społecznych (także psychologii Wilhelma Wundta), legły u podstaw podjętej 
pod koniec XIX w. w nauce niemieckiej przez Karla Lamprechta ogromnie ambitnej próby 
stworzenia nowego, ogólnego modelu historii jako nauki. Wbrew tradycji 
indywidualistycznego histo-ryzmu zaproponował on rozumienie dziejowej rzeczywistości w 
kategoriach nomologicznych, wyróżniał w dziejach poszczególne „epoki kulturowe", które 
rozumiał jako strukturalne całości, każdorazowo zorganizowane przez zbiorowe psychiczne 
stany społeczeństwa i na tej podstawie starał się zbudować uniwersalny schemat faz rozwoju 
ludzkości. Zmasowany atak obrońców indywidualistycznego historyzmu sprawił, że 
propozycja Lamprechta nie stała się dla nauki niemieckiej alternatywnym w stosunku do 
dominującego w niej (rankowskiego) standardem naukowej historii. Odrzucona w 
Niemczech, została ona jednak przyjęta z zainteresowaniem poza ich granicami, oddziałując 
na procesy modernizacyjne, dokonujące się tam w nauce historycznej na przełomie XIX i XX 
w. Odnosi się to zarówno do propozycji przebudowy modelu historii jako nauki, rozwi- 
105 
WzeJc Historii 
niętej w początku nowego wieku w nauce północnoamerykańskiej przez twórców tzw. Nowej 
Historii (James Harvey Robinson, Charles A. Beard), jak i stworzonego w nauce francuskiej 

background image

przez Henriego Berra programu „syntezy historycznej", do którego jako do swej 
intelektualnej tradycji nawiążą później twórcy kierunku „Annales" Lucien Febvre i Marc 
Bloch. 
Ukształtowana z końcem XIX w. jako nowy standard badań historycznych historia 
gospodarcza spotykała się na swym polu badawczym z jeszcze jednym kierunkiem, który w 
przyszłości miał odegrać istotną rolę w rozwoju nauki historycznej, mianowicie z kierunkiem 
marksistowskim. O propozycji przebudowy nauki historycznej na podstawie teorii 
materializmu historycznego nie da się powiedzieć tego, co mogliśmy rzec o 
pozytywistycznym modelu nauki historycznej, mianowicie, że w takiej czy innej mierze 
rzeczywiście oddziałała ona na europejską historiografię w drugiej połowie XIX w. Mimo że 
sama teoria była wówczas zaledwie naszkicowana, już w połowie XIX w. twórcy marksizmu 
poczęli się nią posługiwać przy badaniu konkretnej rzeczywistości historycznej. Jak to 
później podkreśli Fryderyk Engels, praca Karola Marksa Walki klasowe we Francji od 1848 
do 1850 r. (1850) była: 
pierwszą próbą Marksa wyjaśnienia, z punktu widzenia jego mate-rialistycznego pojmowania 
dziejów, pewnego okresu historii na podstawie stanu ekonomicznego tegoż okresu. 
Twórcy marksizmu byli autorami także innych, powstałych w tym czasie prac historycznych. 
Im bardziej zbliżał się koniec XIX w., tym więcej teoria materializmu historycznego 
zyskiwała zwolenników w środowiskach socjalistycznej lewicy, gdzie (wprawdzie nie tak 
powszechnie, jak się często sądzi) uważano, że przynosi ona ostateczne, „naukowe" 
wyjaśnienie mechanizmu biegu dziejów i uzasadnia nieuchronność upadku kapita- 
106 
Marksizm a histona 
lizmu i powstania na jego gruzach „sprawiedliwego" ustroju społecznego. Selektywnie — 
mianowicie do rozwijanego przez nią wątku krytyki stosunków kapitalistycznych — do teorii 
tej odwoływali się także niektórzy, głównie niemieccy, przeciwnicy liberalizmu 
gospodarczego domagający się, aby państwo prowadziło aktywną politykę społeczną, w celu 
łagodzenia istniejących konfliktów (tzw. socjaliści z katedry). Poza nielicznymi wyjątkami, 
zarówno jedni, jak drudzy rozumieli jednak samą teorię materializmu historycznego w sposób 
niezmiernie uproszczony, mianowicie jako determinizm ekonomiczny, rzadziej 
technologiczny. O tym, jak ją naówczas pojmowano, wymownie świadczą pytania, jakie w 
1890 r. skierował do Engelsa student matematyki z Królewca, Józef Bloch: 
według materialistycznego pojmowania dziejów, momentem określa-f jącym jest w 
historycznym procesie produkcja i wytwarzanie rzeczywistego życia. Jak należy rozumieć to 
stanowisko? Czy stosunki ekonomiczne są jedynym momentem określającym, czy też tworzą 
one w pewnym sensie tylko trwałą podstawę dla wszystkich innych stosunków, które zatem 
same mogą okazywać działanie? [...] Czy w biegu historii nie odgrywały często określonej 
roli interesy czysto polityczne, a także indywidualne? [...] Dlatego chciałbym Pana spytać, 
czy naprawdę podług materialistycznego pojmowania dziejów stosunki ekonomiczne działają 
wszędzie bezpośrednio, w sposób wyłączny i zupełnie niezależnie od ludzi, niezmiennie i w 
sposób nieunikniony, podobnie do praw przyrody, czy też inne stosunki, które w ostatecznym 
rachunku są w istocie określane przez stosunki ekonomiczne, mogą ze swej strony 
przyśpieszać lub hamować bieg historycznego rozwoju? 
Dla naszych rozważań nie jest najbardziej istotne, czy ówcześni marksiści, których nurtowały 
takie właśnie problemy, zdawali sobie sprawę z tego, jak dalece rozumienie materializmu 
historycznego jako determinizmu ekonomicznego czy technologicznego było sprzeczne z 
intencjami twórców tej teorii. Waż- 
107 
Wiek Historii 

background image

niejsze jest, że tego rodzaju jej interpretacja przekształcała materializm historyczny w jeden z 
wariantów pozytywistycznej filozofii dziejów i nadawała tej teorii wymowę jednostronnie 
ekonomistyczną. W tych warunkach nie było niczym zaskakującym, że z jednej strony nieraz 
jak najdalszych od marksizmu historyków gospodarczych uważano za marksistów i 
socjalistów (za takiego właśnie Wilhelm II uważał G. Schmollera), z drugiej zaś sami 
zwolennicy teorii Marksa i Engelsa skłonni byli uważać wszelkich zwolenników 
ekonomicznej interpretacji dziejów za nieświadomych czy też potencjalnych zwolenników 
marksizmu! 
Marksistowska propozycja przebudowy nauki historycznej przez długi czas nie spotykała się 
jednak z poważniejszym zainteresowaniem ze strony ówczesnej profesjonalnej historiografii. 
Dopiero pod sam koniec XIX stulecia legła ona u podstaw kształtowania się poza nią, 
najpierw w Niemczech (Karl Kautsky, Franz Mehring, Eduard Bernstein), potem także w 
Rosji i w innych krajach, nieprofesjonalnego wciąż jeszcze kierunku historiografii 
marksistowskiej. Jego wpływ na profesjonalną naukę historyczną, jeżeli w ogóle gdzieś się 
zaznaczył, był wówczas jeszcze bardzo niewielki. 
Rozdział VIII 
Historiografia polska w dobie zaborów. Czasy przedstyczniowe 
Czy i w jakiej mierze wszystkie te doniosłe przemiany, jakie dokonywały się w nauce 
historycznej w Europie Zachodniej w XIX w., stały się wówczas także udziałem historiografii 
polskiej? W ogromnej mierze zdecydowały o tym warunki, w których musiała działać polska 
nauka historyczna po katastrofie Rzeczypospolitej. Odkąd zabrakło własnego państwa, 
warunki te stały się zdecydowanie mniej korzystne od tych, w których rozwijała się 
historiografia większości krajów europejskich. Nie były wszakże przez cały ten czas 
jednakowe: zmieniały się w zależności od politycznych przemian, determinujących zbiorowe 
losy Polaków w czasach porozbiorowych. W okresie do powstania listopadowego warunki te 
nie były jeszcze bynajmniej najgorsze: to przecież za czasów pruskich powstało w Warszawie 
Towarzystwo Przyjaciół Nauk (1800), oraz Liceum Warszawskie (1804). Pierwsze stanie się 
później istotnym ośrodkiem polskiego życia naukowego — i historiografii — w Królestwie 
Polskim, drugie będzie zalążkiem innej ważnej polskiej placówki naukowej: Uniwersytetu 
Warszawskiego (1817). Mniej więcej w tym samym czasie (1803) w zaborze ro- 
109 
Czasy przedstyczniowe 
syjskim powstał Uniwersytet Wileński, który rychło stał się bodaj najważniejszym ośrodkiem 
polskiej nauki historycznej, dystansując pod tym względem uniwersytety: Warszawski, 
Krakowski i austriacki we Lwowie, oraz zasłużone Liceum Krzemienieckie. Już wówczas w 
zaborach austriackim (Ossolineum) i pruskim (Edward Raczyński (1786-1845), Adam Tytus 
Dzia-łyński (1796-1861)) polską pracę na polu historii wspierał arystokratyczny mecenat. 
Warunki polskiej pracy historycznej pogorszyły się dramatycznie po klęsce powstania 
listopadowego. Najgorzej ułożyły się one w zaborze rosyjskim, gdzie zlikwidowano 
wszystkie dotychczasowe instytucje nauki historycznej, a dla większości historyków — z 
wyjątkiem nielicznych jednostek, które okazywały postawę lojalistyczną — zajmowanie się 
historią mogło być tylko ich prywatnym, podejrzanym przez władze zajęciem. Dopiero z 
upływem lat powstała możliwość skupienia się historyków i amatorów historii wokół nowo 
powstałych pism, najpierw „Biblioteki Warszawskiej" (1840), potem także wileńskiego 
„Atheneum" (1842). Niewiele lepsze warunki do pracy historycznej panowały wówczas w 
Krakowie, nieco korzystniejsze zaś we Lwowie, dzięki działalności Ossolineum, a potem 
(1851) także „Dziennika Literackiego". Polska praca historyczna trwała natomiast 
nieprzerwanie w zaborze pruskim, gdzie cieszyła się poparciem nie władz oczywiście, ale 
zainteresowanych nią mecenasów i zaowocowała cennymi inicjatywami, zarówno 
organizacyjnymi, jak wydawniczymi, oraz indywidualnymi przedsięwzięciami 

background image

dziejopisarskimi. Mimo trudnych warunków emigracyjnej egzystencji, do pracy nad historią 
Polski przystąpiono również na wychodźstwie. Z patriotycznych — ale także i politycznych 
— pobudek zrodziła się inicjatywa utworzenia w Paryżu (1836), w ramach Towarzystwa 
Literackiego, pod pre-zydencją Juliana Ursyna Niemcewicza (1758-1841), Wydziału 
Historycznego (przekształconego później (1851) w Towarzy- 
110 
Warunki pracy historycznej 
stwo Historyczne, połączone w 1854 r. z Towarzystwem Literackim w jedno Towarzystwo 
Historyczno-Literackie). Placówka ta zajęła się zbieraniem w zbiorach europejskich, przy 
pomocy licznych współpracowników, źródeł do dziejów Polski. 
Od przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ta ogólnie niekorzystna dla uprawiania 
historii sytuacja w kraju zaczęła się jednak częściowo zmieniać na lepsze. W zaborze 
rosyjskim, w atmosferze „posewastopolskiej odwilży" stało się możliwe utworzenie w 
Warszawie polskiej wyższej uczelni, mianowicie Szkoły Głównej (1862). Chociaż nie 
wszystkie plany udało się zrealizować, mimo jej krótkiego istnienia, trwałym rezultatem 
działalności Szkoły Głównej było odtworzenie w Warszawie ośrodka profesjonalnej nauki 
historycznej oraz przygotowanie wychowanków, którzy rozwiną później działalność naukową 
i dydaktyczną w zakresie historii. Prywatną inicjatywą było utworzenie (1859) przy 
Bibliotece Warszawskiej Wydziału Historycznego, który pod przewodnictwem Juliana 
Bartoszewicza (1821-1870) stał się swego rodzaju nieformalnym towarzystwem naukowym, 
skupiającym zajmujących się historią współpracowników tego pisma. Iniq'atywy, mające na 
celu ożywienie pracy historycznej, podejmowano wówczas także w Wilnie (Komisja 
Archeograficzna), jak również w środowisku polskim w Petersburgu (Słowo, 1857). 
Korzystne zmiany warunków uprawiania pracy historycznej rozpoczęły się także w zaborze 
austriackim, w związku z zapoczątkowaniem procesu poloni-zacji Uniwersytetu 
Krakowskiego oraz reaktywowaniem (1861) działalności Towarzystwa Naukowego. Nie 
ominęły one również zaboru pruskiego, gdzie w 1857 r. w Poznaniu stało się możliwe 
utworzenie Towarzystwa Przyjaciół Nauk i zorganizowanie w nim Wydziału Nauk 
Historycznych i Moralnych, który rozpoczął owocną działalność organizacyjną i wydawniczą. 
W Paryżu dzięki energicznym zabiegom animatorów utworzonego w 1856 r. Komitetu 
Wydawniczego Towarzystwo Hi- 
111 
Czasy przedstyczniowe 
storyczno-Literackie mogło przystąpić do ogłaszania drukiem poważnych wydawnictw 
źródłowych, a następnie własnego „Rocznika" (1859). 
Warunki, w których przyszło rozwijać się historiografii polskiej w czasach porozbiorowych 
nie tylko ogromnie utrudniały, a nieraz — jak po powstaniu listopadowym — wręcz 
uniemożliwiały powoływanie do życia podobnych do tych, jakie rozwijały się na Zachodzie, 
organizacyjnych struktur, mogących stanowić oparcie dla rozwoju badań historycznych. 
Warunki te w ogromnej mierze wpływały również na to, kto z Polaków mógł zajmować się 
historią, określały, kim byli ówcześni polscy historycy. Wystarczy przejrzeć biografie 
naszych XIX-wiecz-nych historyków, aby przekonać się, że przynajmniej do drugiej połowy 
stulecia przeważali wśród nich „prywatni" uczeni, zbieracze i amatorzy historii, nie zaś 
profesjonalnie, w sposób akademicki przygotowani do pracy naukowej badacze. Wprawdzie 
w XVIII w. w Europie — poza Niemcami — wykształcenie uniwersyteckie nie było jeszcze 
powszechnie przyjętym standardem przygotowania historyków, jednakże w związku z 
profesjonalizacją pracy historycznej zaczęło nim być już od początku następnego stulecia. Nie 
było więc opóźnieniem w stosunku do Zachodu, że ukształtowani w czasach 
stanisławowskich historycy nie byli uczonymi o uniwersyteckim wykształceniu. Opóźnieniem 

background image

w stosunku do Europy było jednak to, że w Polsce owych amatorów szybko nie zastąpili 
historycy o profesjonalnym przygotowaniu. 
Powstanie listopadowe, emigracja, represje zaborców, wszystko to uwarunkowało, że choć 
może zupełnie nie zabrakło w naszym międzypowstaniowym dziejopisarstwie młodego, 
profesjonalnie przygotowanego pokolenia historyków, takiego, jakie zajmowało wówczas 
czołowe miejsce w nauce historycznej na Zachodzie, było ono u nas znacznie słabsze, mniej 
liczne i w związku z tym — także wobec braku nowoczesnych struk- 
112 
Zmiana pokoleniowa 
tur nauki historycznej—nie mogło decydować o kształcie naszej ówczesnej historiografii. 
Zaledwie część historyków, którzy zaznaczyli się na polu ojczystego dziejopisarstwa w 
okresie międzypowstaniowym, kształciła się przedtem w Wilnie czy Warszawie, niewielu po 
„rewolucji" na zgermanizowanych uniwersytetach galicyjskich, w państwach zaborczych, 
jeszcze mniej dalej na Zachodzie. Poza pracującym w swej brukselskiej samotni Lelewelem, 
na ogólny profil ówczesnej historiografii polskiej decydujący wpływ mieli wówczas wciąż 
historycy amatorzy, którzy mogli uprawiać dziejopisarstwo dzięki niezależnej pozycji 
społecznej i materialnej. 
Sytuacja ta zaczęła się zmieniać dopiero pod koniec okresu międzypowstaniowego, kiedy w 
zaborach pruskim i rosyjskim pojawiło się nowe pokolenie historyków, wykształconych na 
uniwersytetach niemieckich, rzadziej rosyjskich, którego przedstawiciele zasilą najpierw 
warszawską Szkołę Główną, a następnie także galicyjskie ośrodki naukowe. Ale nawet po 
powstaniu styczniowym tylko po części doszła do europejskiej normy. Sytuacja bowiem, w 
której historycy o profesjonalnym przygotowaniu naukowym, znajdujący oparcie dla swej 
pracy w nowoczesnych strukturach nauki, zajęli dominującą pozycję w historiografii, od 
czasu uzyskania przez Galicję autonomii powstała bowiem jedynie w zaborze austriackim. 
Wprawdzie także w zaborach rosyjskim i pruskim wysunęli się na czoło nowi historycy, 
którzy także mieli już profesjonalne, niekiedy nawet świetne przygotowanie do pracy 
naukowej, jednak wobec braku akademickich struktur nauki polskiej mogli oni zajmować się 
historią jedynie jako prywatni uczeni, na marginesie innej pracy, która zapewniała im 
egzystencję. Mimo coraz liczniejszych inicjatyw społecznych, mających na celu stworzenie 
instytucjonalnego oparcia także dla rozwoju ojczystej historiografii, sytuacja ta nie zmieniła 
się aż do odrodzenia się niepodległej Polski. 
Anormalne warunki rozwoju historiografii polskiej w cza- 
113 
Czasy przedstyczniowe 
sach porozbiorowych nie pozostawały bez wpływu na to, czym i w jaki sposób się ona 
zajmowała. Trudno nie zgodzić się ze zdaniem znakomitego badacza naszej historiografii, że 
w związku z nimi: 
nastąpiła pod wieloma względami dewiacja w rozwoju myśli i warsztatu historycznego. 
Podczas gdy w krajach niepodległych dzieje własnego państwa stanęły w centrum uwagi 
historyków, sięgano tam jednak ł do dziejów powszechnych, w Polsce natomiast historia, 
pomimo kontaktów z nauką obcą, zwłaszcza niemiecką i rosyjską, przybierała charakter 
wybitnie regionalny, a nawet zaściankowy (M. H. Serejski). 
Rozumiemy doskonale, dlaczego nasi historycy czasów porozbiorowych zajmowali się 
niemal wyłącznie dziejami Polski: w dobie bezpaństwowej była to niewątpliwie forma obrony 
polskiej egzystencji narodowej. Ale — jeżeli spojrzymy na nasze dziejopisarstwo z punktu 
widzenia tego, co działo się wówczas w nauce europejskiej — wówczas okaże się, że w 
porównaniu z nią horyzont zainteresowań naszej historiografii był ogromnie zawężony. Nie 
ogarniał on dawnych czasów, kiedy nie można było jeszcze mówić o Polsce. Któż po 
Joachimie Lelewelu, który uprawiał ją w sposób jak najbardziej profesjonalny, zajmował się u 

background image

nas w czasach porozbiorowych poważnie historią starożytną? Do końca XIX w. tylko bardzo 
nieliczne jednostki. Na długie dziesięciolecia poza horyzontem zainteresowań naszej 
historiografii pozostały też wielkie przestworza dziejów powszechnych. Trudno nie zgodzić 
się ze sformułowaną niegdyś oceną, że: 
wyjątkowe warunki bytu porozbiorowego sprawiły, że zainteresowania historiografii polskiej 
zwracały się przede wszystkim ku przeszłości własnego narodu, sprawy obce pozostawiając 
na uboczu. Lelewel ze swym szerokim tchnieniem powszechnodziejowym pozostał 
zjawiskiem odosobnionym (J. Feldman).                              ,..,,, 
114 
Wyznaczniki rozwoju historiografii 
W zakresie historii powszechnej (łącznie ze starożytną) więcej zrobiono u nas w czasach 
stanisławowskich i — dzięki J. Lelewelowi — w dobie Królestwa Polskiego, aniżeli potem 
przez dobre kilkadziesiąt lat! Prawda, że jest to zrozumiałe, co jednak nie zmienia faktu, iż w 
porównaniu z tym, co działo się wówczas w historiografii europejskiej, była to niewątpliwa 
dewiacja. Nie mówimy już o innych dziedzinach nauki historycznej, takich jak 
zainaugurowane u nas przez J. Lelewela nowoczesne nauki pomocnicze czy metodologia 
historii. Prawda, że, podobnie jak u nas, w Europie także zajmowano się historią ojczystą. 
Jednakże nie wyłącznie nią. Również więc pod tym względem nasza historiografia czasów 
porozbiorowych była w stosunku do europejskiej opóźniona. Opóźnienie to zaczęła nadrabiać 
dopiero z końcem XIX w. 
Kolejne etapy rozwoju historiografii polskiej w czasach porozbiorowych w znacznie większej 
mierze zostały też wyznaczone przez stosunek Polaków do przemian warunków ich 
narodowego bytu i zróżnicowane dążenia do ich odmiany, aniżeli przez wewnętrzny, 
immanentny rozwój historycznego poznania. Dla pokolenia, które doświadczyło katastrofy 
Rzeczypospolitej, likwidaq'a państwowości polskiej stanowiła poważną groźbę zatraty 
narodowego bytu Polaków. Mając tedy na względzie przedłużenie polskiej egzystencji 
narodowej na przyszłość, działacze i myśliciele oświeconego wieku poczęli się więc krzątać 
wokół pielęgnowania wszystkiego, co zgodnie z ich przekonaniami stanowiło dźwignię 
polskiej świadomości narodowej, a więc wokół języka i literatury polskiej, a nade wszystko 
utrwalania pamięci o polskiej przeszłości. 
Nie można jednak było na tym poprzestać: kiedy katastrofa Rzeczypospolitej stała się faktem, 
zaś propaganda mocarstw zaborczych przekonywała, iż rozbiory były zbawiennym 
lekarstwem na nieuleczalną chorobę polskiego organizmu państwowego, trzeba było teraz 
udzielić zarówno samym Polakom, jak i obcym odpowiedzi na najbardziej aktualne pod 
względem po- 
115 
Czasy przedstyczniowe 
litycznym, a przecież także historyczne pytanie: dlaczego Polska upadła? Właśnie wokół 
odpowiedzi na to pytanie ukształtowały się główne nurty ówczesnej polskiej myśli 
historycznej, które określiły kierunki naszej historiografii w okresie do powstania 
listopadowego. 
Skoro katastrofa się dopełniła, nie mogły już wystarczyć dotychczasowe kategorie 
interpretacji dziejów Polski. Tylko część spadkobierców monarchicznego poglądu na nasze 
dzieje skłonna była teraz uważać upadek państwa za w pełni samo-zawiniony i ostateczny. 
Większość, nie negując własnych win Polaków, opowiadała się za poglądem, że gdyby Polska 
w odpowiedniej chwili wkroczyła na drogę, prowadzącą do umocnienia monarchii, wówczas 
nie doszłoby do upadku Rzeczypospolitej. Koncepcji tej zdecydowanie przeciwstawili się 
zwolennicy demokratycznej interpretacji dziejów Polski. Nawiązując do idei działaczy 
Kuźnicy Kołłątajowskiej wiązali oni krytyczny stosunek do szlacheckiej przeszłości Polski 
(S. Staszic) z wysoką oceną dokonań Sejmu Wielkiego i oceniali katastrofę Rzeczypospolitej 

background image

podobnie, jak niedawno autorzy dzieła O ustanowieniu i upadku Konstytucji Polskiej 3 Maja 
1791, a więc nie jako samo-zawiniony upadek, ale jako rozbiór dokonany przez zaborców na 
odradzającym się organizmie polskiej państwowości. 
Monarchiczny pogląd na dzieje Polski rozwinęli przede wszystkim historycy, skupieni wokół 
Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk, którzy podjęli się realizowania projektu 
opracowania zbiorowym wysiłkiem syntezy historii polskiej, która objęłaby całokształt 
dziejów narodowych. Udało się to zrealizować tylko częściowo, wielu bowiem historyków 
amatorów, mających wziąć udział w tym dziele, nie wywiązało się z powierzonego im 
zadania. Nie napisali prac, których się podjęli, także tak wybitni przedstawiciele 
oświeceniowej nauki historycznej, mogący się pochwalić poważnym dorobkiem badawczym 
z zakresu historii Polski, jak Tadeusz Czacki (1765-1813) czy 
116 
Epigoni i nowatorzy 
Józef Maksymilian Ossoliński (1748-1826). Niemniej jednak powstała seria wartościowych, 
choć różnych pod względem swego poziomu, dzieł, pióra Michała Dymitra Krajewskiego 
(1746--1817), Kajetana Kwiatkowskiego (1769-1852) oraz wspomnianego już przez nas J.U. 
Niemcewicza. Jeżeli mimo wszystko sukces okazał się niepełny, zaważył ia tym epigoński 
charakter przedsięwzięcia: jego animatorom wydawało się, że czas stanął w miejscu i że 
można bez większegc trudu powielić ten sposób pisania historii, którego przykład da] 
Naruszewicz. Chciano jednak mnożyć owoce, nie pomnażając uprawy, puszczano mimo uszu 
przestrogi, wskazujące na koneczność pogłębienia badań źródłowych. Było niezmiernie 
charakterystyczne, że do udziału w tym przedsięwzięciu nie zaproszono historyków, których z 
całą pewnością można uznać za jedynych wówczas w historiografii polskiej przedstawicieli 
profesjonalnej nauki historycznej: ani bliskiego działaczom Towafzystwa poglądami Jerzego 
Samuela Bandtkiego (1768-1835), ani zdecydowanie przeciwstawiającego się im Joachima 
Lelewela Lelewel sposób, w jaki Towarzystwo realizowało swój projekt, uznał później wprost 
za „niedorzeczny". 
Albowiem mimo wszystkich za?ług, jakie historycy ci niewątpliwie położyli na polu historii 
ojczystej, nie epigoni dziejopisarstwa Oświecenia ani nawet me poszukujący ogólnosło-
wiańskich korzeni dawnej Polski słowianofile (Wawrzyniec Su-rowiecki (1769-1827), Zorian 
DołęgaChodakowski (Adam Czar-nocki, 1784-1825), Ignacy Benedykt Rakowiecki (1783-
1839)) otwierali teraz nowe horyzonty historiografii polskiej. Tylko w ograniczonym—ze 
względu na zakres swoich zainteresowań — zakresie czynili to historycy prawa, którzy z 
powodzeniem przenosili na grunt nauki polskiej wzorzec badań, wypracowany przez 
niemiecką tzw. historyczną szkołę prawa (Wacław Aleksander Maciejowski (1792-1883), 
Romuald Hubę (1803-1890)). Największy udział w torowaniu nowych horyzontów historio- 
117 

Czasy przedstyczniowe 
Epigoni i nowatorzy 
grafii polskiej miał wówczas tylko jeden uczony, mający równie wielu niechętnych wśród 
starszych, co entuzjastów pośród młodych, mianowicie Joachim Lelewel (1786-1861). Czynił 
on to w świadomej opozycji w stosunku do monarchicznej interpretacji dziejów Polski. W 
swym pamiętniku przyzna później (1857), że jego badaniom nad dziejami Polski przyświecał 
określony „cel polityczny". Swoją koncepcję historii Polski Lelewel wyjaśniał pod koniec 
życia w sposób następujący: 
naród który stracił byt i swego odrodzenia szuka przez przypomnienie przeszłości, którą 
wskrzesić pragnie, nabywa sił. Przypomnienie to przeszłości jest — li dla niego korzystne czy 
szkodliwe w jego odrodzeniu — była kwestia, która miała siłę narodu przeszłością obudzoną 
albo źle, albo dobrze kierować. Było powiedziane przy nieszczęśliwym upadku, że ta 

background image

przeszłość jest szkodliwa. Wszakże L(ele-wel) rozpatrując tę przeszłość narodową, uważał ją 
z innego stanowiska, cieszył się, że ją znalazł przez tych, co na nią sarkali, źle ' widzianą, źle 
zrozumianą. Był szczęśliwy, że w niej zacny i poży-- teczny dla odrodzenia się wzór 
odkrywał; dlatego wydobywając prawdę we właściwym jej świetle rozpoczął walkę z 
wykrzywionymi o przeszłości wyobrażeniami. Nie obawiając się ostatnich celów ani 
spodziewanych owoców z trudów swoich, wiele lat z różnych stanowisk, różnymi drogami do 
tego dążył i stopniami pomysł dobywał, rozwijał i rozgłaszał starodawną sławę i wielkość, 
starodawną swobodę i republikanizm, republikan Polski i Sławian; bo sam z usposobienia i 
wychowania republikanin. Patrząc na postęp ludzkości w Europie przekonany był, że 
odradzający się naród polski swoją pomyślność i swój byt zapewniony w republikanizmie 
tylko znaleźć może. 
W słowach tych zawiera się wszystko, co najważniejsze, o le-lewelowskiej koncepcji dziejów 
Polski. Poczynając od przeróbek podręcznika Teodora Wagi, przez kolejne ujęcia historii 
Polski i badania monograficzne, wielki historyk tworzył republikańską syntezę dziejów 
Polski. Proces jej kształtowania dobiegł końca dopiero na emigraq'i, gdzie J. Lelewel zetknął 
się z francuską 
118 
demokratyczną nową historiografią i opracował najważniejsze koncepcyjnie ze swych dzieł, 
poświęconych historii ojczystej, mianowicie Uwagi nad dziejami Polski i Ludu jej (1836). 
Ukształtowany w wileńskim środowisku naukowym, w kręgu oddziaływania — za 
pośrednictwem Gotfryda Ernesta Groddecka (1762-1825) — getyńskiej szkoły historycznej, 
J. Lelewel dopracował się ujętego w kategoriach historii społecznej własnego, syntetycznego 
poglądu na dzieje Polski, dzięki czemu stanął w jednym szeregu z czołowymi 
przedstawicielami propagującej analogiczną optykę badawczą nowej historiografii 
francuskiej, jako jej odpowiednik na gruncie polskim. 
Nie tyle jednak nowe koncepcje, rozwijane w nauce europejskiej, co własna tradycja 
dziejopisarska zdecydowała o kształcie naszej historiografii w okresie międzypowstaniowym. 
Określała go — z jednej strony — postawa, reprezentowana przez znaczną część ówczesnego 
dziejopisarstwa, wyrażająca się w mi-łośnictwie narodowej przeszłości, której hołdowało 
coraz więcej polskich twórców zarówno w kraju, jak i na emigracji. Autorzy hołdujący tej 
wyrastającej ze szlachetnych pobudek patriotycznych — pobudzanej teraz przez idee 
Romantyzmu — postawie uprawiali historię na różne sposoby. Było wśród nich grono 
poważnych historyków—by wymienić tu (niedocenianego jako historyka) Józefa Ignacego 
Kraszewskiego (1812-1887), wspomnianego już wyżej J. Bartoszewicza, ogromnie 
popularnego wśród czytającej publiczności Karola Szajnochę (1818-1868), czy działającego 
na emigracji Leonarda Chodźkę (1800-1871) — więcej było jednak osób, zajmujących się 
historią po amatorsku, bezkrytycznie, co sprzyjało krzewieniu się tendencji apologetycznych 
w spojrzeniu na dzieje Polski. Ich nasilanie się było zresztą zgodne ze zrozumiałą reakcją 
polskiego społeczeństwa na politykę zaborców: im bardziej aktualny porządek postrzegano 
jako nie do zniesienia, tym silniej narodową przeszłość otaczano świetlaną aureolą. 
119 
Czasy przedstyczniowe 
Kształt historiografii polskiej w okresie międzypowstanio-wym określała wciąż — z drugiej 
strony — stale aktualizowana ze względów politycznych dawna opozycja między 
monarchicz-ną a republikańską interpretaqą dziejów Polski. Skoro do mo-narchicznej 
koncepcji naszych dziejów narodowych odwoływało się w swym programie politycznym 
wpływowe stronnictwo ks. Adama Czartoryskiego, było zrozumiałe, że jej orędownikami byli 
na emigracji historycy, związani z Hotelem Lambert, tacy jak Karol Sienkiewicz (1793-
1860), Teodor Morawski (1797--1879), czy najnowocześniejszy z nich, badacz dziejów 
reform politycznych w dawnej Polsce, Karol Boromeusz Hoffman (1798--1875). Kierunek 

background image

ten miał także swoich, co prawda mniej wybitnych, reprezentantów w kraju. Opozyq'ę w 
stosunku do niego stanowił przede wszystkim wciąż niezmiernie aktywny na polu 
dziejopisarskim Lelewel, którego dzieła zbiorowe, poświęcone dziejom Polski, poczęły się 
ukazywać od 1853 r. w Poznaniu. Wywarł on przemożny wpływ nie tylko na poglądy 
ówczesnego polskiego obozu demokratycznego — którego przedstawiciele równie gęsto go 
krytykowali, jak zapożyczali jego koncepcje — lecz także na poglądy niektórych znaczących 
historyków krajowych, z Jędrzejem Moraczewskim (1802-1855) i Henrykiem Schmittem 
(1817-1883) na czele. 
 
Wprawdzie—jak można sądzić na podstawie sondaży, przeprowadzonych w czasopismach — 
ówczesne polskie środowiska kulturalne były na ogół poinformowane o tym, co działo się w 
nauce historycznej na Zachodzie, zwłaszcza we Francji, mimo to w okresie 
międzypowstaniowym nasze dziejopisarstwo, poza nielicznymi wyjątkami, rozwijało się w 
izolacji od historiografii zachodnioeuropejskiej. Chociaż niektórzy nasi historycy jeszcze w 
latach czterdziestych sięgali do dzieł Rankego (niektórych posądzono nawet później o to, że z 
nich ściągali), Polacy późno poczęli dostrzegać jego znaczenie w nauce historycznej, bo 
dopiero od lat pięćdziesiątych, kiedy do berlińskiego 
120 
Zapóźnienie rozwojowe 
mistrza zaczęli ściągać polscy uczniowie. Jednakże z wyjątkiem jednego tylko spośród nich 
— Józefa Kazimierza Plebańskiego ((1831-1897) — właściwie żaden z polskich historyków, 
którzy tak czy inaczej otarli się o wielkiego niemieckiego historyka, nie przyjął za własną 
jego doktryny indywidualistycznego history-zmu, która tak podbiła historiografię niemiecką. 
Zupełnie też przeciwstawnie do tej ostatniej już w latach pięćdziesiątych — a więc bardzo 
wcześnie — niektórzy polscy historycy nie kryli swego, nie do pomyślenia w nauce 
niemieckiej, życzliwego zainteresowania dla przenikających z Zachodu pozytywistycznych 
nowinek historiograficznych. Izolacja historiografii polskiej od głównych nurtów 
zachodnioeuropejskiej nauki historycznej zostanie przełamana dopiero od lat sześćdziesiątych 
XIX w., odkąd o kształcie naszej historiografii — tak samo, jak w Europie — będą 
decydowali historycy, dysponujący profesjonalnym przygotowaniem naukowym. 
Odnosi się to w całej rozciągłości do dziejopisarstwa głównych tzw. szkół historycznych, 
które w okresie po powstaniu styczniowym będą decydowały o profilu historiografii polskiej. 
Mówimy tu o „tak zwanych szkołach", ze względu na wieloznaczność tego pojęcia, którego w 
historii historiografii używa się zarówno na określenie cechujących się taką czy inną 
jednolitością poglądów kierunków historiograficznych, jak i na oznaczenie konkretnych 
historycznych środowisk. Dwie z owych tzw. szkół, o których będzie mowa — krakowskiej i 
warszawskiej — były jednocześnie jednym i drugim. 
Warunki pracy historycznej 
Rozdział IX 
Historiografia polska w dobie zaborów. Czasy postyczniowe 
W zaborze rosyjskim proces stopniowego polepszania się warunków polskiej pracy naukowej 
na polu historii został gwałtownie zahamowany „w okresie odwetu rosyjskiego za powstanie 
styczniowe" (W. Smoleński). Likwidacja Szkoły Głównej (1869) oznaczała zniesienie 
jedynego w zaborze rosyjskim, dopiero niedawno odtworzonego polskiego ośrodka polskiej 
profesjonalnej historiografii. Na utworzonym na jej miejsce (1870) rosyjskim Cesarskim 
Uniwersytecie Warszawskim powstał ośrodek rosyjskiej nauki historycznej, w skład którego 
wszedł tylko jeden z wybitnych historyków polskich. Po likwidacji Szkoły Głównej: 
polscy uczeni, którymi można by obsadzić katedry kilku uniwersytetów, rozbiegli się po 
świecie, zostali dziennikarzami lub urzędnikami w bankach i przy kolejach. 

background image

Najszczęśliwszym udało się otrzymać ciężkie, a niepewne posady przy gimnazjach, skąd 
ostatecznie wpływu nie wywierają na społeczeństwo (B. Prus, 1882). 
Ocena znakomitego pisarza—w każdym razie w odniesieniu do historyków—była przesadnie 
pesymistyczna nie co się tyczy 
122 
warunków ich działalności, ale wpływu uczonych polskich na społeczeństwo. Pozbawione 
oparcia w państwowych strukturach nauki, mimo wszelkich represji środowisko polskich 
historyków nie dało się zlikwidować i na przekór nie sprzyjającym okolicznościom szybko 
otrząsnęło się z marazmu i przygnębienia i nie tylko kontynuowało, ale nawet rozwijało swą 
działalność, publikując swe prace zarówno na łamach dawnych czasopism, takich jak 
„Biblioteka Warszawska", jak i nowych — „Ateneum" (1876), a także, coraz częściej, w 
mających ambicję popierania nauki polskiej  domach wydawniczych.  Dopiero później ich 
uprawiana wciąż jako prywatne zajęcie praca naukowa znajdzie (1881) oparcie w mecenacie 
Kasy im. Józefa Mia-nowskiego. Po wydarzeniach 1905 r., które wymusiły złagodzenie kursu 
władz w stosunku do polskich inicjatyw naukowych, dotychczas nielegalna dydaktyczna 
działalność historyków, prowadzona w ramach Uniwersytetu Latającego, mogła znaleźć 
częściowe oparcie w Towarzystwie Kursów Naukowych (1907). Najwymowniejszym 
wreszcie dowodem profesjonalnego poziomu i badawczych możliwości polskiego środowiska 
historycznego w zaborze rosyjskim było powołanie do życia (1905) pierwszego w Królestwie 
Polskim naukowego czasopisma historycznego, mianowicie „Przeglądu Historycznego", a 
następnie (1906) utworzenie Towarzystwa Miłośników Historii. 
Wcale nie łatwiejsze, niż pod panowaniem rosyjskim, warunki dla polskiej pracy historycznej 
panowały wówczas także w zaborze pruskim, gdzie władze popierały działalność niemieckich 
regionalnych organizacji naukowych, zajmujących się między innymi historią, starając się 
jednocześnie ograniczyć wszelkie polskie inicjatywy kulturalne i naukowe. W warunkach kul-
turkampfu i nasilającej się polityki germanizacyjnej jedynym oparciem dla polskiej pracy 
historycznej było wciąż Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, później także (1875) 
Towarzy- 
123 
Czasy postyczniowe 
stwo Naukowe w Toruniu, które od 1908 r. poczęło publikować swoje „Zapiski", oraz 
mecenat prywatny. 
Inaczej, aniżeli w zaborach rosyjskim i pruskim, ułożyły się natomiast warunki polskiej pracy 
historycznej w zaborze austriackim. W związku z przekształceniem, po klęskach we 
Włoszech (1859) i pod Sadową (1866), struktury państwa dotychczas unitarnego w 
dualistyczną monarchię austro-węgierską i przyznaniem autonomii poszczególnym krajom 
koronnym, która objęła także Galicję, władze musiały odstąpić od prowadzonej do tej pory 
antypolskiej polityki i — za cenę ugody przynajmniej z częścią wpływowych polskich sił 
politycznych — wyrazić zgodę na oddanie im władzy w kraju. Mimo więc, że Galicja nie 
uzyskała pełnej samodzielności i nadal pozostawała w austriackiej części monarchii, usunięto 
w niej austriackich urzędników i nauczycieli, dopuszczono Polaków do pracy w administracji 
i szkolnictwie, co „spowodowało napływ na wyższe studia, z czasem ponad potrzeby 
dzielnicy, lecz nadprodukcja przydała się znakomicie w formowaniu polskiej państwowości 
po 1918 r. i Galicja odegrała dobrze rolę polskiego Piemontu" (S. Brzozowski). 
W ślad za polonizacją obu działających w Galicji uniwersytetów — najpierw w Krakowie, 
potem także we Lwowie — nastąpił rozkwit działających w ich ramach polskich naukowych 
środowisk historycznych. Nie tylko doszło do pomnożenia liczby katedr ściśle historycznych, 
oraz częściowo zajmujących się problematyką historyczną, lecz także znacznie wzrosła ich 
obsada: oprócz profesorów coraz częściej poczęli się w nich pojawiać młodsi, świetnie 
wykształceni docenci, pracowały coraz liczniejsze Seminaria Historyczne. Epokowe 

background image

znaczenie dla rozwoju polskiej nauki historycznej miało powołanie w 1869 r. do życia na 
Uniwersytecie w Krakowie pierwszej w dziejach naszej historiografii Katedry Historii 
Polskiej i, jak się miało później okazać, nader szczęśliwe obsadzenie jej — mimo, że swoje 
kan- 
124 
Warunki pracy historycznej 
dydatury do jej objęcia zgłosili historycy o ustalonej już pozycji naukowej, dysponujący też 
znaczniejszym od niego dorobkiem dziejopisarskim: Iwowianin H. Schmitt i warszawiak J. 
Barto-szewicz — znacznie od nich młodszym, świetnie zapowiadającym się miejscowym 
kandydatem w osobie J. Szujskiego. W ciągu zaledwie kilku lat obydwa galicyjskie 
uniwersytety z prowincjonalnych w gruncie rzeczy uczelni przekształciły się w stojące na 
europejskim poziomie ośrodki polskiej nowoczesnej nauki historycznej, coraz bardziej liczące 
się w Europie i promieniujące na cały podzielony kraj. Nieocenione wreszcie znaczenie dla 
rozwoju polskiej nauki historycznej miała nowo utworzona (1872) Akademia Umiejętności w 
Krakowie, placówka skutecznie realizująca swoją ambicję stania się ogólnonarodową 
reprezentacją nauki polskiej zarówno wobec kraju, jak i zagranicy; w jej ogromnie żywej 
działalności historia zajmowała zdecydowanie pierwsze miejsce. Mniej akademicki charakter 
miało założone w 1901 r. we Lwowie Towarzystwo do Popierania Nauki Polskiej, które także 
— obok innych placówek — stało się ważnym ośrodkiem polskiej pracy historycznej. 
Wyrazem czołowej roli, jaką zajęły Kraków i Lwów w polskiej nauce historycznej, stały się 
pierwsze zjazdy historyków polskich: w Krakowie w 1880, we Lwowie w 1890 i ponownie w 
Krakowie w 1900 r. 
W czasach po powstaniu styczniowym szczególnie znamiennym świadectwem pasji 
aktywnego uprawiania historii ojczystej były wreszcie inicjatywy, które rodziły się wówczas 
na wychodźstwie. Było polskim paradoksem, że kończąca wówczas swoją polityczną misję 
emigracja wydała nie tylko tak ważne inicjatywy, jak „Rocznik Towarzystwa Historyczno-
Literackie-go" w Paryżu (1866-1878) czy Album Muzeum Narodowego w Raperswilu (1872-
1894), lecz także adresowany do ogółu historyków polskich Konkurs im. Juliana Ursyna 
Niemcewicza (1867), przejęty następnie przez Akademię Umiejętności, który 
325 
Czasy postyczniowe 
budował ponadpokoleniowy pomost między historiografią polską we wszystkich częściach 
kraju i na emigracji. Kiedy historiografia na emigracji dochodziła swego naturalnego kresu, 
jedynym obszarem, na którym polska nauka historyczna mogła rozwijać się we względnie 
normalnych warunkach, dysponując strukturami podobnymi do tych, w których działała 
nauka historyczna na Zachodzie, była autonomiczna Galicja. 
Niepowodzenie kolejnego zrywu niepodległościowego i represje, jakie po nim nastąpiły, 
zainspirowały polskie elity polityczne i intelektualne do ponownego przemyślenia poglądu na 
narodową przeszłość. Jak gdyby powtórzyła się sytuacja z czasów po upadku 
Rzeczypospolitej: jeżeli znów ponieśliśmy klęskę, to znów trzeba było spytać, czy naprawdę 
jesteśmy tak doskonali, jak mówiła o nas romantyczna literatura i opiewająca blaski 
narodowej przeszłości historiografia, czy więc nie trzeba szukać wad i po naszej stronie, a nie 
składać przyczyny naszych niepowodzeń jedynie na barki zaborców? Na to podstawowe 
pytanie starała się dać odpowiedź najpierw tzw. krakowska szkoła historyczna, która 
uformowała się w drugiej połowie lat sześćdziesiątych wokół spolonizowanego Uniwersytetu 
Krakowskiego i Akademii Umiejętności. Zaproponowała ona ogólny pogląd na dzieje Polski; 
najdobitniej sformułował go jej ojciec duchowy, ks. Walerian Kalinka (1826-1886), który na 
wstępie do swych Ostatnich lat panowania Stanisława Augusta... wyrokował: 
ostatnim słowem świadectw historycznych, które z tej epoki były lub będą jeszcze ogłoszone 
jest: że upadku swego Polacy sami są sprawcami i że nieszczęścia, które na nas spadły 

background image

wówczas lub później, zasłużoną są przez naród pokutą. Ta prawda aczkolwiek bolesna i 
wobec nieprzyjaciół naszych tak upokarzająca, była już nieraz powiedzianą, ale powtórzona 
dzisiaj w chwili największego ucisku, jakiego naród doznał od dziesięciu wieków, nie na 
rozumowaniu pisarza oparta, ale nasuwająca się sama z dokumentów niewątpliwych i swą 
jas- 
Szkoła krakowska 
nością aż rażących, nabiera większego nierównie znaczenia i głośniejszym staje się 
wyznaniem. 
• Oskarżano autora przytoczonych słów, że zatruwa dusze Polaków jadem pesymizmu, 
pomawiano go o to, że każe Polakom porzucić wszelką nadzieję i zdać się na łaskę zaborców. 
Ludziom, którzy mieli w pamięci niedawne zmagania, niełatwo przychodziło spokojnie 
czytać jego wywody. Zarzuty te były niesprawiedliwe. Wytykając Polakom ich grzechy 
ksiądz-histo-ryk starał się wstrząsnąć ich sumieniem po to, aby przez pokutę je odkupili, co 
uważał za konieczny warunek tego, by w przyszłości ich nie popełniali. Rzekomy pesymizm 
W. Kalinki uzasadniał więc optymistyczną wiarę w lepszą przyszłość. Przypominając słowa 
Pisma Świętego: „poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi", Kalinka krytykował „szkołę 
historyczną, której mistrzami byli [...] poeci, słuchaczami dusze rozdarte boleścią", która 
usprawiedliwiała wszelkie narodowe grzechy i powołując się na przykład Włoch i Niemiec 
dowodził, iż: 
zdrowych to organizmów jest cechą, że łakną prawdy, i te tylko odrodziły się i podniosły 
narody, które prawdę sobie mówić pozwalały. 
Zręby swej narodowej historiozofii — bo tak chyba można nazwać jego pogląd na dzieje 
Polski — zbudował W. Kalinka już wcześniej, przed powstaniem, w kręgu Hotelu Lambert. 
Już wtedy nawoływał (1857) do zerwania z bezkrytycznym uwielbieniem przeszłości i 
upominał się o pogłębienie źródłowych badań historycznych. Spodziewał się po nich 
dwojakiego pożytku: moralnego i politycznego, wskazywał, że: 
znajomość przeszłości krzepi i prostuje uczucia narodowe, bo przeświadczenie klęsk dawniej 
z triumfem minionych, dodaje otuchy do przetrwania dzisiejszych. 
127 
Czasy postyczniowe 
-•• Wtedy te jego myśli przeszły bez echa; powtórzone w jedenaście lat później zainicjowały 
doniosły zwrot w historiografii polskiej. 
Za główne autorytety tzw. krakowskiej szkoły historycznej jako kierunku, który od końca lat 
sześćdziesiątych XIX w. wysunął się na czoło w historiografii polskiej, uważa się zwykle 
dwóch historyków starszej generacji, którzy rozpoczęli swą dzisłalrtość jeszcze w okresie 
międzypowstaniowym, mianowicie Kalinkę i Szujskiego, oraz dwóch reprezentantów 
młodszego pokolenia: Bobrzyńskiego i Smółkę. Pierwszy z nich należał do podwawelskiego 
kierunku historiograficznego tylko moralnie: rezydował we Lwowie i nigdy nie związał się z 
krakowskim środowiskiem naukowym. Jego studia historyczne, nie tylko wspomniana już 
praca o ostatnich latach panowania Stanisława Augusta, lecz także nie dokończony Sejm 
Czteroletni (1880, 1884-1886), miały dla historiografii polskiej znaczenie przełomowe. 
Oparte na bogatym materiale źródłowym nie tylko ukazywały nieznane dotąd karty z 
dyplomatyczno-politycznych dziejów czasów stanisławowskich, lecz także rozwijały znany 
nanrt już, ogólny moralizatorski pogląd na przyczyny upadku Rzeczypospolitej, a pośrednio 
także na całość dziejów Polski. 
Najbardziej reprezentatywną postacią krakowskiego środowiska naukowego był z pewnością 
Józef Szujski (1835-1883), niegdyś romantyk i uczestnik powstania styczniowego, później 
krytyk romantyzmu i współtwórca ugodowego stronnictwa stańczyków, współautor słynnej 
Teki Stańczyka, przede wszystkim jednak ogromnie utalentowany historyk i organizator 
pracy naukowej na polu historii, profesor Katedry Historii Polski na uniwersytecie, sekretarz 

background image

generalny Akademii Umiejętności, autor syntez dziejów Polski oraz wielu innych prac 
historycznych. 
Szujski pozostawił po sobie dwie syntezy dziejów Polski: czterotomowe Dzieje Polski (1862-
1866) zawierające jeszcze pew- 
128 
Szkoła krakowska 
ne poglądy, od których historyk później odstąpił, oraz jednotomowe Historii polskiej 
treściwie opowiedzianej ksiąg dwanaście (1880), w których zawarł swój ostateczny pogląd na 
dzieje Polski. Proponowaną przez siebie interpretację dziejów ojczystych historyk budował w 
krytycznym odniesieniu do polskiej tradycji historiograficznej, w opozycji do koncepcji J. 
Lelewela i jego kontynuatorów. Prezentując swoją dojrzałą syntezę dziejów Polski jako 
podsumowanie „zdobyczy ostatnich" badań historycznych, ma się rozumieć, 
reprezentowanego przez siebie kierunku, Szujski sformułował swego rodzaju jego 
dziejopisarskie credo. Stwierdzał więc, że historiografia polska wkracza w nową epokę „w 
traktowaniu dziejów", różną zarówno od tej, która trwała do 1861 r., odmienną także — „acz 
bardziej pokrewną tej, którą reprezentował Naruszewicz i jego epigonowie". Tym ostatnim 
trzeba bowiem oddać sprawiedliwość: 
że sam fakt zapamiętania lub czynnego przebycia ostatnich zapasów upadającego państwa 
wpłynął korzystnie na ich sposób pojmowania dziejów, na sąd, który o nich wydali, a który 
był zarazem ugruntowanym sądem poważniejszej i dojrzalszej części narodu. 
Nawiązując w ten sposób do tradycji naruszewiczowskiej krakowski historyk przeszedł zaraz 
do krytyki tradycji lelewe-lowskiej. Pisał więc: 
nie miała tej korzyści epoka historiograficzna następna, ojcem swoim 1 Joachima Lelewela 
słusznie uznająca, epoka zakończona mistycyzmem politycznym Koronowicza i doktrynerią 
republikańską Henryka Schmitta. W badaniu dziejów dawniejszych niespożytej zasługi, 
Joachim Lelewel traktował późniejsze bez podstawy badawczej, z apodyktycznością 
polityczną wszakże, która wypływała z osobistych przekonań i roli historycznej, jaką odegrał 
w tegowiecznych wypadkach. Na kredyt badań właściwych, uwierzono jego sądowi o reszcie; 
Ignacy [sic! — A.F.G.] Moraczewski rozprowadził go w dziewięciotomowym dziele swoim, 
wyobrażenia lelewelowskie 
129 
Czasy postyczniowe 
dostały się do przeważnej liczby podręczników i zapanowały stanowczo w pojmowaniu 
historii. 
Na czym, zdaniem krakowskiego historyka, polegały błędy J. Lelewela i jego kontynuatorów? 
Uczony wytykał, że dzięki nim właśnie: 
dzieje przybrały formę apologii naszego historycznego społeczeństwa, zwróconą przede 
wszystkim przeciw zewnętrznemu złemu. Stworzono dla nas wyjątkowe warunki istnienia w 
historii, zawieszono dla nas prawa nieuchronne, którym każde podlega społeczeństwo. 
Wytrącono najistotniejszy czynnik badania, czynnik porównawczy. W ten sposób z jednego z 
najmłodszych narodów, występujących na arenie cywilizacji europejskiego Zachodu, staliśmy 
się w własnych oczach narodem prześcigającym cały Zachód rozwojem form 
konstytucyjnych i republikańskich; z błędów i zboczeń myśli politycznej utworzyliśmy sobie 
szkodliwe laury idealne, w wolnej elekcji, w konfederacjach, ba nawet w liberum veto 
upatrywaliśmy dodatnie, chlubne objawy. Walkę z ideą rządu przenosiliśmy w czasy, w 
których ten rząd znajdował się w najtrudniejszych warunkach, a przecież sam jeden 
reprezentował interesy samodzielności państwa. 
Nawiązanie do biskupa smoleńskiego, odcięcie się od samotnika brukselskiego nie oznaczało, 
że rozwijany przez krakowskiego historyka pogląd na dzieje ojczyste był prostym nawrotem 
do oświeceniowej, monarchicznej koncepcji dziejów Polski. Szujski wychodził z tkwiącej 

background image

korzeniami w ideach Romantyzmu religijnej filozofii dziejów, według której poszczególnym 
narodom miały przyświecać określone opatrznościowe idee, a każdy z nich był powołany do 
zrealizowania określonego celu w opatrznościowym planie świata. Podobnie jak przed nim 
Szajnocha, uważał, że dla Polski taką ideą była misja, by Polska była „przedmurzem 
chrześcijaństwa", zaś celem zadanie krzewienia chrześcijaństwa (katolicyzmu) na Wschodzie. 
Założenia te legły u podstaw sformułowanej przezeń teorii młodszości cywilizacyjnej Polski, 
tłumaczącej się jej oddaleniem od głównych ośrod- 
130 
Szkoła krakowska 
ków cywilizacji zachodniej. Chociaż Szujski polską ekspansję na Wschodzie rozumiał jako 
spełnienie misji cywilizacyjnej i religijnej, prócz blasków (unia) dostrzegał także jej cienie. 
Za jej niekorzystne konsekwencje uważał „roztapianie się" sił narodu na olbrzymich, 
niemożliwych do zasymilowania obszarach, warcholstwo kresowych „królewiąt", których 
ambicje podważały jedność państwa. Uczony gloryfikował zarówno tendencje monarchiczne 
w dziejach Polski, jak dziejową rolę Kościoła, jednakże mimo całego sentymentu, jaki żywił 
do szlachty, piętnował przecież wady (szlacheckiego) narodu, wytykając mu skłonność do 
anarchii, „właściwy krwi słowiańskiej brak zmysłu organizacji politycznej", „fałszywe i 
niemożliwe instytucje", wreszcie „rozbujały parlamentaryzm". W jednym ze swych wystąpień 
publicystycznych (1867) Szujski dowodził, że niezbędnym warunkiem pomyślności 
wszelkich społeczeństw jest zachowanie „harmonii w społeczeństwie narodowym", 
polegającej na równowadze między władzą a ładem i sprawiedliwością. Jeżeli przestają one 
pozostawać w zgodzie, znaczy to, że „coś w układzie społecznym lub w rządzie jest słabego i 
zepsutego, że jest grzech przeciw prawom bożym w jednym i drugim". Stan taki pociąga za 
sobą wewnętrzne wstrząsy, „które opatrzna ręka wiedzie do katastrofy sprawiedliwości 
wymierzającej". Taki był właśnie, jego zdaniem, przypadek Polski. Krakowski historyk 
dowodził: 
otóż grzechem tym narodu, wedle proroctwa świętego kaznodziei naszego, było pogardzanie 
rządem, nierząd i pogardzanie bliźnim, uciemiężenie ludu. Grzechem tym było odstępstwo od 
wiary ojców, od Boga i Kościoła. Grzechy te wywołały ową szaloną dysharmonię w 
społeczeństwie narodowym, która się skończyła podziałem Polski. Uprawniały one tron do 
ratowania rządu za pomocą dążeń monar-chicznych [...]. Uprawniały one Kościół do 
chwycenia się środków radykalnych, jakim był jezuityzm. Lud spał jeszcze, więc się nie 
objawił, a szlachta, która była podówczas sama narodem, poddawszy 
131 
Czasy postyczniowe 
się zaciemniającemu radykalizmowi jezuickiemu, nie poddała się radykalizmowi 
monarchizmu, wynalazła na niego środek gwałtowny, szalony, liberum veto! Tym środkiem 
broniła się od wszelkiej zmiany, od wszelkich nakazanych okolicznościami i sumieniem 
reform społecznych i politycznych. 
Zdaniem Szujskiego nieprzeprowadzenie tych reform na czas było główną przyczyną 
samozawinionego upadku Polski. 
Rozwiniętą przez Kalinkę i Szujskiego teorię samozawinionego upadku przeartykułował i 
sformułował na nowo wybitny przedstawiciel młodszego pokolenia historyków 
podwawelskiego kierunku Michał Bobrzyński (1849-1935). Prawnik z wykształcenia, który 
hołdował programowi przekształcenia historii w naukę, zajmującą się „zbieraniem faktów 
dziejowych i zastosowaniem do nich wyników nauk społecznych i politycznych" (1879), 
odrzucił wszystkie prowidencjalne i moralizatorskie momenty interpretaq'i swych 
poprzedników i w swoich Dziejach Polski w zarysie (1879), w których za oś syntezy przyjął 
dzieje państwa, dokonał konsekwentnego, nieubłaganego w swej logice, przewartościowania 
dotychczasowych poglądów na polską przeszłość. Na zakończenie tej książki pisał: 

background image

jakiekolwiek byśmy też dzisiaj naszego upadku wydobywali przyczyny, czy to ucisk ludu 
przez szlachtę, czy poniżenie miast, czy rozstrój moralny i przyćmienie inteligencji, wszystko 
to będą tylko podrzędne zjawiska, które gdzie indziej w gorszym nieraz występowały świetle, 
ale żadnego narodu nie przyprawiły o utratę politycz-I nego bytu. Wszędzie bowiem gdzie 
indziej istniał rząd, który dostrzegłszy zło prędzej lub później je naprawiał lub zmniejszał. U 
nas tylko jednych brakło tego uzdrawiającego czynnika, brakło rządu, który by w chwili 
stanowczej chociażby stargane siły około siebie skupił i jednolity kierunek im nadał. Nie 
mieliśmy rządu i ta jest jedna, jedyna upadku naszego przyczyna. 
Samozawinione niewykończenie budowy państwa prawnego było dla Bobrzyńskiego główną 
przyczyną upadku Polski. 
132 
Szkoła krakowska 
Gdyby na podstawie naszkicowanych tu poglądów trzech koryfeuszy podwawelskiego 
kierunku sądzić o koncepcjach czwartego z nich, czyli Stanisława Smółki (1854-1924), 
należałoby się spodziewać, że również on był historykiem, który zmierzał do zbudowania 
jakiegoś nowego, całościowego obrazu dziejów Polski. Było wszakże zupełnie inaczej. 
Podkreśliliśmy już, że o krakowskiej szkole historycznej można mówić równocześnie jako o 
kierunku historiograficznym, który rozwinął własną interpretację dziejów Polski, oraz jako o 
środowisku naukowym. Nie wszyscy jego przedstawiciele podzielali teorię samozawinionego 
upadku, niektórzy nawet nie zgadzali się, by ich środowisko określać mianem szkoły 
krakowskiej i woleli mówić, że reprezentują szkołę krytyczną, która ma swoich 
przedstawicieli nie tylko w Krakowie. 
Narodową historiozofią w rodzaju tej, którą snuli trzej omówieni historycy, Smółka się nie 
zajmował. Uczeń Georga Waitza w Getyndze, profesor najpierw historii austriackiej, potem 
następca Szujskiego w katedrze historii Polski, był natomiast wybitnym przedstawicielem 
nowoczesnej — na wzór niemiecki — historii krytycznej, który osiągnął świetne rezultaty 
najpierw w badaniach mediewistycznych, a potem także z zakresu historii XIX w. W 
odróżnieniu od Bobrzyńskiego nie zgadzał się z nomo-logicznym poglądem na dzieje, 
przypisywał natomiast istotną w nich rolę wielkim jednostkom oraz przypadkowi. 
Zarówno Szujski, jak Smółka wychowali spore grono uczniów, głównie mediewistów; wielu 
prowadziło później samodzielne badania naukowe, których rezultaty ogłaszali na łamach 
czasopism naukowych bądź w formie książkowej. Oprócz Smółki do czołowych mediewistów 
krakowskich należeli wówczas: historyk i prawnik, wydawca źródeł średniowiecznych 
Franciszek Piekosiński (1844-1906), badacz czasów wczesnopiastow-skich i jagiellońskich 
Anatol Lewicki (1841-1899), specjalista w zakresie nauk pomocniczych historii Stanisław 
Krzyżanowski 
133 
Czasy postyczniowe 
Środowisko lwowskie 
(1865-1917). Na przełomie stuleci z nowatorskimi koncepcjami wystąpił badacz 
najdawniejszych dziejów Polski Karol Potkań-ski (1861-1907). Choć przeważali w nim 
mediewiści, krakowskie środowisko historyczne nie składało się tylko z nich: poczesną 
pozycję zajmował w nim badacz głównie dziejów XVI w. Wincenty Zakrzewski (1844-1918), 
pod koniec stulecia na poważne miejsce wysunął się badacz XVII w. Wiktor Czermak (1863--
1913). W Krakowie badaniami historycznymi zajmowali się wówczas — niejednokrotnie z 
wielkim powodzeniem — także przedstawiciele innych niż historia dyscyplin naukowych. Z 
prawników oprócz Piekosińskiego parali się nimi poświęcający się jednak głównie polityce 
Antoni Zygmunt Helcel (1808--1870), następnie Udalryk Heyzmann (1835-1918) i Lotar 
Dargun (1853-1893), a zwłaszcza znakomity badacz prawa polskiego w wiekach średnich 
Bolesław Ulanowski (1860-1919). Z filologów klasycznych znakomitym historykiem — 

background image

mianowicie badaczem polskiego Odrodzenia i dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego — był 
Kazimierz Morawski (1852-1925), do najwybitniejszych historyków krakowskich zaliczał się 
wreszcie najznakomitszy wówczas polski historyk Kościoła w Polsce, zajmujący się głównie 
Średniowieczem, ks. Jan Fijałek (1864-1936). 
Trudno wyważyć, czy w upowszechnieniu w polskiej nauce historycznej profesjonalnego 
standardu historii krytycznej większy udział miał krakowski czy lwowski ośrodek naukowy, 
mianowicie tzw. lwowska szkoła historyczna. Jej przedstawiciele nie tworzyli żadnej 
narodowej historiozofii, znakomicie natomiast rozwijali krytyczne badania historyczne i 
przygotowywali wydawnictwa źródłowe. W środowisku lwowskim czołową postacią był 
Ksawery Liske (1838-1891), wychowanek uniwersytetów niemieckich, badacz głównie XVI 
w., wydawca źródeł, twórca (1886) Towarzystwa Historycznego, założyciel i pierwszy 
redaktor „Kwartalnika Historycznego", przede wszystkim jednak profesor uniwersytecki i 
kierownik semina- 
rium, na którym wprowadzał swych uczniów w arkana krytycznych badań źródłowych. Pod 
koniec stulecia dwóch z nich zajęło już poważne miejsce w nauce: od 1887 r. profesor prawa 
polskiego na uniwersytecie, nie ograniczający wszakże swych zainteresowań jedynie do 
zagadnień historyczno-prawnych Oswald Balzer (1838-1933), oraz docent, następnie (1892) 
profesor na katedrze historii Austrii Ludwik Finkel (1858-1930), badacz głównie XVII w., 
twórca Bibliografii Historii Polskiej (od 1891 r.). Najznakomitszym we Lwowie mediewistą 
był Tadeusz Woj-ciechowski (1838-1919), pionier w stosowaniu metody retrogre-sywnej w 
badaniach historycznych, mistrz subtelnej źródłowej analizy, interesujący się także 
zagadnieniami metodologicznymi historii. Prócz niego wybitnymi przedstawicielami 
mediewisty-ki lwowskiej byli: wieloletni kustosz, a następnie dyrektor Ossolineum Wojciech 
Kętrzyński (1838-1918), profesor historii literatury polskiej Antoni Małecki (1821-1913), 
docent, a następnie profesor historii powszechnej Aleksander Semkowicz (1850-1923), 
historyk archiwista, badacz czasów jagiellońskich Antoni Pro-chaska (1852-1930), dopiero 
zaczynający naukową karierę badacz tej samej epoki Fryderyk Papee (1856-1940). Historią 
Kościoła w średniowiecznej Polsce i na Rusi zajmował się we Lwowie znakomity historyk 
prawa Władysław Abraham (1860-1941), natomiast historią dawnego prawa polskiego, 
oprócz Balzera także jego uczniowie, jak Przemysław Dąbkowski (1877-1950), oraz 
przedwcześnie zmarły Alojzy Winiarz (1868-1912). Od lat sześćdziesiątych w badaniach nad 
dziejami XVII w., W których do niedawna zdecydowany prym dzierżył Szajnocha, pierwsze 
skrzypce grali: nie związany z Uniwersytetem, sympatyzujący z demokratami Ludwik Kubala 
(1838-1918), oraz docent, potem (1903) profesor Uniwersytetu, zajmujący się także XVI 
stuleciem, związany z Ligą Polską Aleksander Hirschberg (1847-1907). Wreszcie dziejami 
XVIII w., oprócz spędzającego większość czasu we Lwowie Kalinki, wciąż zajmował się 
Schmitt. Dopiero 
134 
135 
Czasy postyczniowe 
pod sam koniec XIX stulecia pojawią się na lwowskiej wszechnicy dwaj młodzi specjaliści od 
historii XVIII i XIX w.: najpierw Bronisław Dembiński (1858-1939), potem Szymon 
Askenazy (1865-1935). Poza Uniwersytetem historią XIX w. zajmowali się we Lwowie 
lekarz Jan Sawicki-Stella (1831-1911) oraz dziennikarz Stanisław Schniir-Pepłowski (1859-
1900). We lwowskim środowisku historycznym szanowaną postacią był też zajmujący się 
dziejami mieszczaństwa i obyczajów powieściopisarz Władysław Łoziński (1843-1913). 
Dawno temu (1908) jeden z najaktywniejszych aktorów przemian, które stały się udziałem 
polskiej nauki historycznej na przełomie wieków, Wacław Sobieski, napisał, że kiedy 
„krakowskie teorie" zaczęły być wykorzystywane przez propagandę rosyjską: 4 

background image

>; wówczas musiała ostatecznie wybuchnąć reakcja przeciw tzw. kra-,. kowskiej szkole, jako 
źródłu tych wszystkich poglądów i to wybu-i chnąć nie gdzie indziej, tylko w Warszawie. 
Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej złożona. Podobnie jak to było w przypadku 
szkoły krakowskiej, również i o tzw. warszawskiej szkole historycznej można mówić w 
dwojakim znaczeniu: jako o historiograficznym kierunku, oraz jako o określonym środowisku 
historycznym. Rzeczywiście, jako kierunek historiograficzny uformowała się ona w opozyqi 
do szkoły krakowskiej, jednakże ukształtowała się później od niej, bo dopiero na przełomie 
lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. 
Było zrozumiałe, że u podstaw warszawskiego kierunku historiograficznego legła odmienna, 
niż w przypadku krakowskiego, opcja polityczna. W zaborze rosyjskim, w dobie rosyjskiego 
odwetu za powstanie styczniowe, podobny do stańczykowskiego program ugody oznaczałby 
coś zgoła innego, aniżeli w autonomicznej Galicji. Dlatego też opowiedziano się tam za 
136 
Szkoła warszawska 
programem organicznej pracy iu podstaw, sformułowanym przez ideologów nurtu 
kulturowego, określanego mianem pozytywizmu warszawskiego. On też legnie u podstaw 
warszawskiego kierunku historiograficznego. Nie ulega też wątpliwości, że warszawska 
szkoła historyczn.a odwoływała się do odmiennych, niż Kalinka czy Szujski, teoretycznych 
założeń historii, nie były one jednak już tak bardzo różne od tych, które przyjął Bobrzyński. 
Przedstawiciele warszawskiego kierunku byli w większości pozytywistami także w innym 
znaczeniu, mianowicie co się tyczy przyjmowanej przez siebie koncepcji historii jako nauki 
nomologicznej, stawiającej sobie za zadanie badanie praw dziejowych. Mimo że był uczniem 
między innymi Rankego i Waitza, hołdował jej także Adolf Pawińslki (1840-1896). Jak 
wspomnieliśmy, zwolennikiem doktryny indywidualistycznego history-zmu pozostał w 
Warszawie po likwidacji Szkoły Głównej jedynie coraz mniej aktywny na polu 
dziejopisarskim Plebański. Wielu historyków warszawskich podzielało pogląd, który 
Władysław Smoleński sformułował w sposób następujący (1892): 
zadaniem nauki jest odkrycie praw' rządzących zjawiskami. Uczonym jest ten, który praw 
swoich poszukuje lub też do ich odkrycia gromadzi materiał. 
Ideologowie warszawskiego pozytywizmu poddawali ostrej krytyce polskie społeczeństwo 
uważając, że może ono zapewnić sobie lepszą przyszłość dopiero) wtedy, kiedy przezwycięży 
swoje zacofanie i wkroczy na drogę modernizacji i postępu. „Zasada determinizmu, 
implikująca poszukiwanie w przeszłości korzeni i czynników współczesności, imperatyw 
krytycyzmu, domagający się piętnowania niedostatków nie tylko tego, co jest, ale i tego, co 
było, wreszcie tak (charakterystyczne dla pozyty-wistów pojmowanie społeczeństwa jako 
(strukturalnej) całości, 
137 
Czasy postyczniowe 
w dalszej zaś konsekwencji jego dziejów jako immanentnego, «wewnętrznego» rozwoju, 
wszystko to wiodło nieuchronnie do kształtowania się w tym nurcie zdecydowanie 
krytycznego spojrzenia na przeszłość narodową". Niektórzy pozytywiści w swym 
krytycyzmie w stosunku do przeszłości szli też bardzo daleko, aż do uznania, że „wszystkich 
nieszczęść naszych my jesteśmy przyczyną" (B. Prus). W tych okolicznościach było 
zrozumiałe, że warszawscy pozytywiści, w tym także historycy, skłonni byli zrazu upatrywać 
w krakowskim kierunku historio-graficznym nie tyle przeciwnika, co sojusznika swoich 
obrachunków z narodową przeszłością i teraźniejszością. W opozycji w stosunku do 
narodowej historiozofii szkoły krakowskiej spośród przedstawicieli kierunku warszawskiego 
staną nie wszyscy i nie od razu: zasadniczą polemikę podejmą z nią właściwie tylko 
Aleksander Rembowski (1847-1906), w większej zaś odeń mierze Tadeusz Korzon (1839-
1918) i wspomniany już przez nas W. Smoleński (1851-1926). Tak znakomity uczony 

background image

warszawski jak Pawiński był w swych poglądach na dzieje Polski ogromnie bliski 
zapatrywaniom Szujskiego. Nie cała więc dziejopisar-ska Warszawa i nie od razu 
zareagowała krytycznie na poglądy, rozwijane przez podwawelskich dziejopisów. 
Co w krakowskich koncepcjach spotkało się z warszawskim sprzeciwem? Nic innego, jak 
teoria samozawinionego upadku, która w przekonaniu tak samo zresztą jej warszawskich 
krytyków miała implikować pesymistyczny pogląd zarówno na przeszłość, jak i na przyszłość 
Polski. Teorii tej warszawscy historycy — mianowicie Korzon i Smoleński — przeciwstawili, 
każdy na inny sposób, teorię odrodzenia w upadku, głoszącą, że u schyłku istnienia dawnej 
Rzeczypospolitej dokonały się w społeczeństwie polskim we wszystkich niemal dziedzinach 
życia społecznego: w gospodarce, w stosunkach społecznych i politycznych, w mentalności 
społecznej i kulturze, głębokie przemiany modernizacyjne, które świadczyły o skutecznym 
przezwyciężeniu 
138 
Szkoła warszawska 
przez samych Polaków ich zadawnionych wad i zapewniłyby im dalszy pomyślny byt, gdyby 
nie brutalna interwencja mocarstw ościennych, które zlikwidowały polską państwowość. 
Zainicjowany wszakże wraz z Oświeceniem proces narodowego odrodzenia nie mógł zostać 
całkowicie obrócony wniwecz przez zaborców: rozwijany dziś na wszystkich dostępnych 
polach (praca organiczna) daje podstawę do optymistycznego spojrzenia w przyszłość, ta 
bowiem zdaniem pozytywistów należy do tych, którzy znajdą się w czołówce powszechnego 
postępu ludzkości. Sformułowana przez przedstawicieli warszawskiej szkoły historycznej 
teoria odrodzenia w upadku miała więc optymistyczną wymowę polityczną, chociaż ze 
względów cenzural-nych jej autorom trudno ją było zbyt wyraźnie podkreślać. Uważając, 
zgodnie z przyjmowanymi przez siebie założeniami metodologicznymi, że właściwym 
przedmiotem badań historii powinny być dzieje społeczeństwa, przedstawiciele 
warszawskiego kierunku zarzucali historykom krakowskim, że zawężając horyzont swej 
refleksji do dziejów państwa, z jego katastrofy uczynili klucz, mający wyjaśnić całokształt 
dziejów polskich. Najdobitniej tezę tę sformułował Smoleński dowodząc (1886): 
branie katastrofy upadku za punkt wyjścia w poglądzie na przeszłość jest z gruntu rzeczą 
fałszywą, dla nauki historycznej szkodliwą. Fakt upadku państwa, ważny dla historii czasów 
następnych, bezzasadnie został wzięty za motyw zasadniczy przy badaniu dziejów 
przedrozbiorowych. Fakt upadku musi być punktem wyjścia dla historii po-rozbiorowej, 
zmienił bowiem warunki dalszego rozwoju [...]; nie widzimy jednak racji naukowej do 
przyjmowania go za główny wątek przy zgłębianiu całej przeszłości. Czyż przeszłość 
gromadziła jedynie materiał dla sprowadzenia upadku? Czyż obok wadliwej organizacji 
państwowej nie rozwijała motywów innych? Upadek państwa nie doprowadził bytu naszego 
do kresu, lecz stworzył jedynie przełom: nie unicestwił narodu, lecz tylko zmienił warunki 
jego rozwoju. Te zasoby, nagromadzone w przeszłości, którym naród zawdzięcza cią- 
139 
Czasy postyczniowe 
glość życia moralnego, pomimo upadku państwa, stanowią fakt zna-mienniejszy niż zanik 
bytu politycznego. Racjonalniej by było przyjąć za punkt wyjścia do dziejów genezę i proces 
gromadzenia tego dorobku moralnego, który zagwarantował byt narodu i jego kulturę, niż 
ogrywanie wszystkich strun przeszłości na temat upadku. 
Historycy warszawscy zajmowali się więc przede wszystkim nie historią polityczną, ale 
dziejami „wewnętrznymi": stosunków społeczno-gospodarczych, ustrojowych i kultury. 
Różne od szkoły krakowskiej ukierunkowanie przedmiotowe zainteresowań historyków 
warszawskiego kierunku uwarunkowało też, że w przeważającej mierze zajmowali się oni 
innymi, niż historycy krakowscy czy lwowscy, okresami dziejów Polski. Przedmiotem ich 
zainteresowań była bowiem przede wszystkim historia nowożytna, którą parali się nie tylko 

background image

Korzon i Smoleński, lecz także wkraczający również w czasy dawniejsze Rembowski. Było 
niezmiernie charakterystyczne, że Pawiński, mimo że był z wykształcenia mediewistą, 
zajmował się przede wszystkim XVI w. Głównie dziejami XVI-XVIII w. zajmował się także 
współwydawca — razem z Pawińskim — „Źródeł Dziejowych", Aleksander Jabłonowski. 
Inaczej niż to było w Krakowie czy we Lwowie, w Warszawie badania nad 
Sredniowieczemnie były tak popularne: najświetniejszym mediewistą był tu Stosław Laguna 
(1833-1900), nierównie mniej wybitnym Ernest Sulimczyk--Świeżawski (1843-1919). Karol 
Dunin (1850-1917), który świetnie zadebiutował pracą o dawnym prawie mazowieckim 
(1880), rychło porzucił zainteresowania mediewistyczne. Wprawdzie trudno by było 
powiedzieć, że warszawscy historycy reprezentowali jednolitą formację intelektualną, 
jednakże poza nielicznymi wyjątkami byli oni uczonymi o profesjonalnym przygotowaniu 
naukowym. Było przy tym niezmiernie charakterystyczne, że bardzo wielu z nich miało za 
sobą studia prawnicze: jedynie Pawiński uzyskał wykształcenie ściśle historyczne. Studia 
prawnicze bowiem, a nie historyczne, zapewniały 
140 
Inne ośrodki pracy historycznej 
wówczas kawałek chleba. Podobnie jak to było w ośrodkach krakowskim i lwowskim, prócz 
dzieł wymienionych koryfeuszy, na dorobek warszawskiego środowiska składały się także 
prace historyków mniejszego lotu, nieraz o znacznej wartości naukowej. 
Aczkolwiek w okresie po powstaniu styczniowym Kraków, Lwów i Warszawa były 
głównymi ośrodkami rozwoju historiografii polskiej, nie tylko w nich zajmowano się 
wówczas poważnymi badaniami historycznymi. Uprawiano je wszędzie tam, gdzie znaleźli 
się chętni do pracy historycy, oraz istniały możliwe do tego warunki, nie tylko na obszarze 
dawnej Rzeczypospolitej, lecz także w głębi państw zaborczych. Kiedy w jednej części kraju 
nie można było publikować prac na drażliwe ze względów cenzuralnych tematy, ogłaszano je 
— często pod pseudonimem — w innym zaborze. Czynili tak nie tylko historycy warszawscy, 
którzy często publikowali w Galicji. Podobnie postępowali historycy poznańscy, którzy 
wprawdzie mogli ogłaszać u siebie niewygodne dla władz rosyjskich prace o dziejach unii 
kościelnej (abp Edward Likowski, 1836-1915), nie mogli jednak krytykować nasilania się 
tendencji nacjonalistycznych w historiografii niemieckiej, które kompetentnie i wytrwale 
tropił Kazimierz Jarochowski (1828-1888): ich krytykę publikował więc w Warszawie. 
Sytuacja układała się bowiem tak, że krytycznie o sprawach rosyjskich można było pisać w 
Galicji, rzadziej w Poznańskiem, o niemieckich — w Warszawie, mniej w Galicji, o 
austriackich — w Królestwie, o wszystkich zaś bez skrępowania, choć nie bez groźby 
represji, na emigracji. Choć nie odgrywała ona już takiej roli, jak dawniej, wciąż nie przestała 
być ośrodkiem historiografii polskiej. W Paryżu działali przecież badacz dziejów emigracji 
polskiej XIX w. Lubomir Gadon (1831-1908), a także historyk XVII-XVIII w. Kazimierz 
Waliszewski (1849-1934), w Dreźnie niestrudzony Kraszewski, w Raperswilu — weteran i 
historyk powstania styczniowego 
141 
Czasy postyczniowe 
Agaton Giller (1831-1887). W Paryżu jeszcze w latach osiemdziesiątych, za sprawą 
dziejopisarskiej działalności Bolesława Limanowskiego (1835-1935), począł się kształtować 
socjalistyczny nurt historiografii polskiej, który za przedmiot zainteresowań obrał dzieje 
społeczne; pod sam koniec XIX w. dołączą do niego pierwsi polscy zwolennicy marksizmu. 
Tak więc w ostatnim trzydziestoleciu XIX w. historiografia polska, którą koleje polskiego 
losu oddaliły na jakiś czas od Europy, nie tylko stała się dziejopisarstwem, w którym 
decydującą rolę odgrywali profesjonalnie przygotowani do pracy naukowej uczeni, lecz także 
znów — po długiej przerwie — stała się historiografią, uprawianą według europejskich 
standardów naukowej historii. Nie znaczy to, by nie okazywała swoistych, indywidualnych 

background image

cech. Wyraziły się one w szczególności w wysoce selektywnym przyswajaniu sobie tych 
standardów przez nasze dziejopisarstwo. I tak w pierwszej połowie stulecia historiografia 
polska zaadaptowała dla swoich celów zarówno wzorzec badań, zaproponowany przez tzw. 
historyczną szkołę prawa, jak i po części także romantyczny model historii społecznej, zaś w 
drugiej zarówno standard historii krytycznej (G. Waitza i jego szkoły), jak i — odrzucany w 
nauce niemieckiej — pozytywistyczny model historii, który przyjął się u nas bardziej, niż w 
wielu krajach zachodnich. W stosunku do innych — przede wszystkim dominującego w 
nauce niemieckiej standardu historiografii, opartej na doktrynie indywidualistycznego 
historyzmu — nasza historiografia odniosła się jednak ze zdecydowaną rezerwą. 
Charakterystyczną cechą zainteresowań ówczesnej historiografii polskiej było natomiast 
zrozumiałe w warunkach bezpaństwowej egzystencji narodu, co nie znaczy, że korzystne dla 
niej jako nauki, ograniczenie zainteresowań niemal wyłącznie do problematyki dziejów 
Polski. 
Rozdział X 
Historiograficzne reorientacje na przełomie wieków 
Owa uprawiana już wówczas według europejskich standardów historiografia polska nie 
pozostała też obojętna na przemiany, jakie od przełomu XIX i XX w. dokonywały się w 
europejskiej nauce historycznej. Odbiły się one u nas silnym echem: historycy polscy z uwagą 
śledzili rozwijające się na Zachodzie nowe idee, inspirujące do przebudowy podstaw 
teoretycznych i horyzontów problemowych nauki historycznej. Również i u nas doszło do 
załamania się dotychczasowych, konkurencyjnych względem siebie standardów uprawiania 
historii jako nauki: zarówno indywidualistycznego, jak i pozytywistycznego, oraz podjęto 
wysiłki, zmierzające do ich przewartościowania. Z jednej strony obok kontynuacji tradycji 
historii krytycznej będziemy więc teraz mieli do czynienia z przewartościowaniem tradycji 
indywidualistycznego dziejopisarstwa opierając się na kategoriach neorankizmu, podjętym 
przez nowych zwolenników uprawiania dziejopisarstwa jako przede wszystkim historii 
politycznej (Szymon Askenazy i jego szkoła, ale także jego przeciwnicy z Bronisławem 
Dembińskim na czele). Z drugiej strony, po załamaniu się pozytywistycznej wiary w 
możliwość odkry- 
143 
Na przełomie wieków 
wania przez historię niezmiennych, immanentnych praw dynamiki dziejów, zwolennicy 
nomologicznego poglądu na dzieje będą z kolei szukali oparcia dla swych poglądów 
teoretycznych w popularnej również u nas na przełomie stuleci wśród młodych historyków 
metodzie kulturowo-historycznej Lamprech-ta, w osiągnięciach (głównie niemieckiej) historii 
gospodarczej, w socjologii historycznej Juliusa Lipperta, w sozologicznych koncepq'ach 
Ludwika Gumplowicza (1838-1909), rzadziej w ideach marksizmu. Tradycyjnej fascynacji 
niemieckimi ideami metodologicznymi będzie się teraz przeciwstawiać intuicjoni-styczne 
inspiracje francuskie. 
Cały ten ferment teoretyczny wiązał się z dokonującą się na przełomie stuleci w naszej 
historiografii zmianą generacyjną. Stopniowo miejsce seniorów, hołdujących dawnym 
wzorom badań historycznych, poczęli zajmować historycy średniego pokolenia, „bez 
porównania lepiej przygotowani do pracy naukowej pod względem warsztatowym" (J. 
Matemicki), coraz wyraźniej jęli też zaznaczać swoją obecność najmłodsi adepci historii, 
odnajdujący w nowych ideach, rozwijających się na Zachodzie, inspirację dla 
podejmowanych przez siebie zróżnicowanych prób rewizji polskiej tradycji historiograficznej. 
Na wzór europejski, od początków XX w. historiografia polska szybko rozszerzała horyzonty 
swoich zainteresowań zarówno pod względem chronologicznym, jak i problemowym. Coraz 
intensywniej poczęła obejmować swymi zainteresowaniami obszary, którymi do niedawna nie 
interesowała się w ogóle bądź w niewielkim stopniu. Coraz więcej historyków zaczęło więc 

background image

zajmować się dziejami starożytnymi (Stefan Waszyński (zm. 1908) habilitował się w 1905 r. 
w Krakowie jako pierwszy w Polsce docent historii starożytnej), mediewiści oraz specjaliści 
od historii nowożytnej — w tym także historycy prawa — coraz częściej wkraczali na 
szerokie pole historii powszechnej. Od wystąpienia Szymona Askenazego na III Zjeździe 
Historyków Polskich (1900) 
144 
Przemiany modernizacyjne 
szybko i zdecydowanie w głąb XIX stulecia przesuwał się zakres chronologiczny 
zainteresowań polskiej historiografii nowożytnej, obejmując przede wszystkim czasy 
przedlistopadowe, niebawem także okres międzypowstaniowy i dzieje powstania 
styczniowego. Mediewistyka stopniowo traciła swoją dotychczasową dominującą pozycję na 
rzecz historii nowożytnej, ta ostatnia zaś nie kończyła się już jak dawniej na schyłku XVIII 
w., skoro w centrum jej zainteresowań stał teraz wiek XIX. 
W porównaniu z sytuacją, istniejącą w nauce historycznej na Zachodzie, specyficzną cechą 
ówczesnej historiografii polskiej było szczególnie poczesne miejsce, na jakie wysunęła się 
historia prawa. Stało się to głównie dzięki aktywności dwóch wybitnych uczonych: Oswalda 
Balzera we Lwowie i Stanisława Kutrzeby (1876-1946) w Krakowie. Mimo wszystkich 
różnic między nimi, zarówno jeden, jak i drugi uprawiali badania nad ustrojem społeczno-
politycznym z punktu widzenia jego związków z całokształtem życia społecznego, 
wykraczając w ten sposób poza ścisłe ramy problematyki prawno-historycznej, obejmując 
swymi badaniami także inne strony dziejowej rzeczywistości. Słusznie podkreśla się w nauce 
(J. Maternicki), że stworzona przez Balzera szkoła naukowa „sprawy ustroju ujmowała na 
szerokim tle i w powiązaniu z innymi dziedzinami życia społecznego". Kutrzeba, zanim 
poświęcił się badaniom praw-no-historycznym, ze szczególną pasją zajmował się historią 
gospodarczą, osiągając w tej dziedzinie badań ważne rezultaty. W 1905 r. wystąpił on z 
własną syntezą historii ustroju Polski, która stała się „ważnym wydarzeniem naukowym i w 
ogóle społeczno-kulturalnym". Rozwijane od przełomu wieków także poza Lwowem i 
Krakowem badania historyczno-prawne stały się u nas „poważnym impulsem do rozwoju 
innych dyscyplin historycznych, nie tylko historii politycznej, ale także społecz-no-
gospodarczej, wojskowej i in." (J. Maternicki). • Ze scharakteryzowanym już 
przeorientowaniem chronolo- 
145 
Na przełomie wieków 
gicznego horyzontu zainteresowań naszej ówczesnej historiografii wiązało się bowiem także 
jej otwarcie na nowe — pod względem problemowym — dziedziny nauki historycznej. Pod 
tym względem na pierwszy plan wysunęła się u nas historia gospodarcza. Wprawdzie miała 
ona w nauce polskiej bogate tradycje, dotychczas uprawiano ją jednak niejako na marginesie 
zainteresowań innymi dziedzinami dziejowej rzeczywistości. Dopiero w początku XX w. 
historia gospodarcza ukształtowała się u nas — z pewnym opóźnieniem w stosunku do 
Zachodu i na wzór zachodni (niemiecki) — jako wyspecjalizowany kierunek badań 
historycznych. Pierwszy spośród historyków polskich habilitował się z historii gospodarczej 
w 1905 r. w Krakowie Franciszek Bujak (1875-1953), który w 1909 r. uzyskał tam też 
nadzwyczajną profesurę tego przedmiotu. W swym wykładzie habilitacyjnym Bujak 
podkreślał, że: 
powinien u nas powstać cały kierunek ekonomiczno-historyczny, na wzór narodów 
zachodnich, nie dla ślepego ich naśladownictwa, ale z istotnej potrzeby. [...] Uwzględnienie 
strony gospodarczej naszej przeszłości wpłynie z pewnością bardzo silnie i korzystnie nie 
tylko na pełność jej obrazu, lecz także i na główne tego obrazu linie. 
Dzięki działalności nie tylko autora przytoczonych słów, lecz także innych uczonych, którzy 
rozwinęli zróżnicowane zarówno pod względem metodologicznym, jak i problemowym 

background image

badania nad dziejami gospodarczymi (Jan Rutkowski (1886-1949), Ignacy Tadeusz 
Baranowski (1879-1917), Władysław Grabski (1874-1938), Zofia Daszyńska-Golińska (1866-
1934) i in.), polska nauka historyczna jeszcze przed I wojną światową zdołała spełnić ten 
postulat. 
Inną nową dziedziną dochodzącą wówczas do głosu w historiografii była historia kultury. 
Powodem, dla którego stała się ona u nas wyodrębnioną dziedziną nauki historycznej później 
niż historia gospodarcza, był nie niedostatek zainteresowania uczonych problematyką 
historyczno-kulturalną, ale 
146 
Przemiany modernizacyjne 
brak ogólnej koncepcji historii kultury jako dziedziny badań historycznych. Uprawiano ją 
bowiem na bardzo różne sposoby: w powiązaniu z historią obyczajów, literatury, nauki i 
oświaty, „w kształcie nie zespolonym", jednakże bez świadomości zarówno pokrewieństwa 
tych badań, jak i ich wspólnego znaczenia dla „przyszłego wielkiego obszaru badawczego" 
(S. Łempicki, K. Hartleb). Choć rozmaicie rozumiana i uprawiana na różne sposoby, od 
końca XIX w. problematyka historii kultury poczęła interesować coraz więcej badaczy 
zarówno starszego (oprócz wspomnianego już K. Morawskiego należy wymienić takich 
uczonych, jak Aleksander Kraushar (1843-1931), Teodor Wierz-bowski (1853-1923), Antoni 
Karbowiak (1856-1919), Leonard Lepszy (1856-1937) i in.), jak młodszego pokolenia. 
Jeszcze przed I wojną światową świetnie zadebiutowali uczeni (Aleksander Briickner (1856-
1939), Jan Ptaśnik (1876-1930), Stanisław Kot (1885-1975), Stanisław Łempicki (1886-
1947), Zygmunt Kukulski (1890-1944) i in.), którym później będziemy zawdzięczali 
ukształtowanie się w polskiej nauce historycznej „historii kultury jako odrębnej, ważnej, a 
coraz dokładniej określającej się dyscypliny" (S. Łempicki, K. Hartleb). 
Głębokie i wielostronne przewartościowania, jakie stały się udziałem historiografii polskiej na 
przełomie XIX i XX w., nie mogły nie objąć także sprawy z punktu widzenia jej funkcji 
społecznej najistotniejszej, mianowicie poglądu na dzieje Polski. „Dawne szkoły historyczne 
przestały faktycznie istnieć, stopniowo zaczynały powstawać nowe, grupujące historyków o 
zbliżonych postawach społeczno-politycznych i podobnych zapatrywaniach na dzieje 
narodowe. Proces ten właściwie nigdy nie został zakończony. Wartki nurt wydarzeń 
politycznych powodował liczne łamańce ideologiczne i częste zmiany orientacji politycznej. 
Nie sprzyjało to oczywiście stabilizacji ówczesnej myśli historycznej, która znajdowała się w 
ciągłym ruchu, w fazie nieustających przewartościowań. Pomimo jednak tej płyn- 
147 
Na przełomie wieków  < \ 
ności, będącej wynikiem szybko po sobie następujących zmian w położeniu narodu i jego 
życiu wewnętrznym, można mówić 
0  pewnych tendencjach względnie stałych charakteryzujących niektóre grupy historyków" (J. 
Maternicki). 
Nie przestał oczywiście istnieć konserwatywny nurt naszej historiografii, który kontynuował 
poglądy krakowskiej szkoły historycznej, gloryfikował politykę pracy organicznej (Smółka) 
1  poddawał ostrej krytyce narodową konspirację i powstania (Bronisław Łoziński (1848-
1911). Nie on jednak nadawał teraz ogólny ton historiografii polskiej. Teraz decydowały o 
nim dwie nowe „szkoły", które — ze względu na ich heterogeniczność — lepiej chyba byłoby 
określić mianem orientacji: niepodległościowej i narodowej. 
Pierwszą z nich reprezentowali historycy, hołdujący rozwijającemu się po 1908 r. w Galicji 
polskiemu ruchowi niepodległościowemu. Jej czołowym przedstawicielem był niewątpliwie 
Askenazy, który zyskał sobie wysoki autorytet jako uczony, a przy tym był świetnym stylistą; 
jego prace cieszyły się popularnością wśród szerokich kół czytelników. Miał się kiedyś 
wyrazić, że swoją twórczością dziejopisarską starał się polską młodzież „przygotować 

background image

moralnie do nowej walki o niepodległość" (S. Stempowski). Jeżeli taki był jego cel, to spełnił 
go znakomicie. W swym ostatnim wielkim, nieukończonym dziele o stosunku Napoleona do 
Polski Askenazy powiadał: 
<     o znaczeniu faktów dokonanych w dziele odbudowy państwa, o zna-,<     czeniu 
zwłaszcza reprezentacji jego wojskowej na międzynarodowej i     widowni, o wadze miecza 
rzuconego na szalę wydarzeń. Czyny Dąbrowskiego i Poniatowskiego, wydarte romantycznej 
legendzie, przestawały być szlachetną pomyłką, stawały się nauką i przykładem (M. Kukieł). 
Lwowski mistrz „uczył «niepodległościowców» nie tylko pa-i triotyzmu, w jego pracach 
znajdowali oni moralne, historyczne 
148 
Orientacje historiografii 
i polityczne uzasadnienie podejmowanych przez siebie poczynań natury wojskowej" (J. 
Maternicki). 
Jego też twórczość dziejopisarska legła u podstaw koncepcji historycznych, rozwijanych 
przez działaczy obozu niepodległościowego z Józefem Piłsudskim na czele, w którym 
znaleźli się też niektórzy bezpośredni uczniowie Askenazego (Michał So-kolnicki (1880-
1967), Marian Kukieł (1885-1973) i in.). Nie znaczy to jednak, by bezkrytycznie powielali 
oni idee lwowskiego mistrza: starali się wyprowadzać z nich praktyczne wnioski dla przyszłej 
walki o niepodległość. Podnosili zwłaszcza moralną wartość „czynu zbrojnego" i ofiary krwi, 
złożonej na narodowym ołtarzu dowodząc (M. Kukieł), że „sztuką umierania zmartwychwstał 
naród w dobie napoleońskiej", co dało mu siłę nie tylko przetrwania, lecz także daje rękojmię 
politycznego odrodzenia. Jeszcze inaczej rozkładali akcenty historycy związani z lewicą 
społeczną. Ich patronem był nie tylko Askenazy, lecz także — jeśli nie przede wszystkim — 
Bolesław Limanowski, który w swej twórczości historycznej wiązał perspektywę 
niepodległości Polski z wyzwoleniem społecznym. Do jego to właśnie poglądów będzie 
nawiązywał w swoim dziejopisarstwie JOT zef Dąbrowski-Grabiec (1876-1926). 
W opozycji w stosunku do koncepcji krakowskiej szkoły historycznej kształtowały się 
również poglądy na dzieje Polski zwolenników orientacji narodowej w ówczesnej 
publicystyce i historiografii polskiej. Prawda, że początkowo ich poglądy nie były jeszcze 
ustabilizowane i wahały się między dezaprobatą a aprobatą krakowskich koncepcji, jednakże 
po roku 1905 przyjęły już postać zdecydowanie „optymistyczną". Uważano, że 
optymistyczny, niekiedy wprost apologetyczny pogląd na dzieje Polski będzie sprzyjał 
integracji społeczeństwa wokół solidary-stycznego i narodowego programu politycznego. 
Narodo-wodemokratyczni publicyści i historycy (Józef Siemieński (1882--1941), Wacław 
Sobieski (1872-1935), Adam Szelągowski (1873- 
149 
Na przełomie wieków 
-1961), Władysław Konopczyński (1880-1952) i in.) nawiązywali przy tym do poglądów 
warszawskiej szkoły historycznej, której żyjący przedstawiciele (Korzon, Smoleński) 
wyraźnie skłaniali się teraz ku narodowej demokracji, choć nie wiązali się z nią pod 
względem organizacyjnym. W swym historycznym „optymizmie" posunęli się znacznie dalej, 
aniżeli przedstawiciele warszawskiego historiograficznego kierunku, którzy przecież nie 
ukrywali wad dawnej Rzeczypospolitej, ale dowodzili, że zostały one przezwyciężone dzięki 
przeprowadzeniu światłych reform. „Myśl historyczna Narodowej Demokracji nastrojona 
była bez porównania bardziej apologetycznie, «rehabilitowała» ona [...] nawet dawną 
anarchię". Należy też, za badaczem omawianych tu przemian (J. Maternickim) podkreślić, że 
rozwijana przez zwolenników orientacji narodowej w historiografii polskiej „optymistyczna" 
interpretacja dziejów Polski polegała głównie na krytyce poglądów szkoły krakowskiej i 
nawoływaniu do stworzenia nowej syntezy dziejów Polski. Ta jednak nie powstała, zabrakło 
bowiem dla niej podstawy w postaci nowych dzieł monograficznych, jak również 

background image

niezbędnego poziomu refleksji syntetycznej. Początkowo orędownikami tendencji 
„optymistycznej" byli historycy średniej i młodszej generacji, którzy wyrabiali sobie dopiero 
naukową pozycję, zaś starsi uczeni, cieszący się autorytetem, do niej się nie przyłączali. 
Pod tym względem sytuacja zmieniła się diametralnie podczas I wojny światowej, wraz z 
kolejnym pojawieniem się sprawy polskiej na arenie międzynarodowej. Skoro na politycznym 
horyzoncie zarysowała się perspektywa odzyskania przez Polskę niepodległości, uznano za 
pilną potrzebę wyplenienie zarówno z głów swoich rodaków, jak i cudzoziemców 
zakorzenionego w nich, tradycyjnego poglądu, jakoby dawna Polska upadła była z własnych 
win. Odium winy należało więc teraz zdjąć z Polaków i nałożyć je na barki samych, wówczas 
zjednoczonych, teraz zaś szczęśliwie dla nas skłóconych ze sobą, 
150 
Ofensywa historycznego optymizmu 
zaborców. Od początku 1915 r. rozwinęła się więc wielka publicystyczna ofensywa, 
rozpościerająca na wszelkie możliwe sposoby „optymistyczny" pogląd na całokształt dziejów 
Polski, w której aktywny udział wzięli nie tylko pisarze i publicyści (Stanisław Baczyński, 
Stanisław Przyby szewski, Artur Górski, Antoni Chołoniewski (1872-1924), lecz także 
profesjonalni historycy, zarówno dotychczasowi rzecznicy tendencji „optymistycznej" (J. 
Siemieński, Jan Karol Korwin-Kochanowski (1869--1949), W. Sobieski), jak i uczeni, którzy 
dotąd jej nie hołdowali. Jeżeli Polska w jakiejś, dla wielu współczesnych rysującej się wciąż 
jeszcze niejasno, perspektywie miała znów stanąć w szeregu państw europejskich, nie 
wystarczało wykazywanie, że utraciła swój niezależny byt nie z własnej, ale z cudzej winy. 
Trzeba było również wykazywać, że w Europie nie była ona — i nie będzie — intruzem, że 
pragnie tylko wrócić na miejsce, które w niej dawniej trwale zajmowała. Oba te wątki: 
europejskiego charakteru społeczno-politycznego ustroju dawnej Polski oraz jej katastrofy nie 
z własnych win najpełniej rozwinął Balzer w opublikowanej w 1915 r. pracy Z zagadnień 
ustrojowych Polski, która wywołała „prawdziwe wrzenie i nową fazę dyskusji na temat  
optymizmu  i  pesymizmu  w  polskiej  historiografii" (A. Wierzbicki). Znakomity historyk 
zdecydowanie odrzucił w niej, mile łechcącą naszą dumę, tradycyjną tezę o wyjątkowości 
naszego dziejowego rozwoju. Dowodził: 
nie była Polska «Chrystusem narodów», ale nie była też naczyniem .   szczególnej 
nieprawości, wstecznictwa czy upadku; i tak samo jej ustrój z trzech ostatnich stuleci o ile ani 
nie był rzeczą doskonałą, J   ani formacją wznoszącą się szczególnie ponad ustroje 
tamoczesnych państw, o tyle znowuż nie opierał się na zasadach, w których, na tle stosunków 
współczesnych, można by się dopatrzyć znamion jakiejś osobliwej niedoskonałości, jakiejś 
znacznej niższości wobec tamtych ustrojów. Był — na ogół — przeciętnym ustrojem 
ówczesnego państwa zachodnioeuropejskiego. Główne podstawy, na których się oparł, 
151 
Na przełomie wieków          ; 
ogólne ramy, w które był ujęty, były takie same, czy podobne, jak gdzie indziej. 
Zdaniem Balzera owa tylekroć uważana za coś zupełnie wyjątkowego dawna Rzeczpospolita 
była po prostu typowym, choć nie pozbawionym swoistych cech, państwem europejskim. W 
rozważaniach lwowskiego historyka teza ta uzasadniała kolejne ważne twierdzenie, 
mianowicie odrzucenie obiegowego nie tylko w piśmiennictwie polskim, lecz także — co 
ważniejsze — europejskim poglądu o samozawinionym upadku dawnej Polski. „Pogląd, 
jakoby w niedostatkach naszego ustroju tkwiła istotna przyczyna upadku Polski — dowodził 
Balzer — okazał się błędnym". Swoją książkę kończył zaś słowami: 
trzeba będzie przecież starą, wypróbowaną metodą Kolumba sięgnąć po odpowiedź, która 
była i jest tu zawsze pierwszą z brzegu — i najprostszą: że właściwą, rozstrzygającą 
przyczyną upadku naszej państwowości, istotną «causa efficiens» tego zdarzenia jest: 
pożądliwość złączonych, więc przemożnych, na zgubę Polski sprzysiężonych sąsiadów. I to 

background image

nie tylko w tym znaczeniu, że upadek ten spowodowany został bezpośrednio rozbiorami, 
jakich dokonali sąsiedzi; ale i w tym, że gdyby nie rozbiory, nie istniała ani konieczność 
dziejowa upadku, ani też nie brakło warunków po temu, żeby Polska przetworzywszy w 
stosownym czasie urządzenia swoje na równi z innymi państwami, przetrwała razem z nimi, 
przez dalsze stulecia, jako organizm żyjący i — żywotny. 
Prawda, że aczkolwiek poglądy znakomitego lwowskiego historyka odbiły się współcześnie 
szerokim echem, nie wszyscy, również wybitni nasi historycy, się za nimi opowiedzieli. Nie 
ulega wszakże wątpliwości, że publikacje, ogłaszane przez polskich historyków i publicystów 
podczas I wojny światowej: 
w niemałym stopniu przyczyniły się do podniesienia nastrojów patriotycznych i spotęgowania 
dążeń niepodległościowych w społeczeń- 
152 
Ofensywa historycznego optymizmu 
stwie polskim. Duże były również zasługi historyków na polu propagandy sprawy polskiej za 
granicą (J. Maternicki). 
Stanowiąca odpowiedź na wyzwanie szczególnej historycznej chwili ofensywa historycznego 
optymizmu miała jednak i drugą stronę. Powszechne rozgrzeszenie dziejów polskich z 
wszelkich grzechów osłabiało ostrze krytycznej refleksji nad narodową przeszłością, 
inspirowało bezkrytyczny samoza-chwyt nad polską doskonałością, sprzyjało krzewieniu się 
narodowej megalomanii. Nie było to jednak wówczas zjawisko jedynie polskie. Nie bez 
powodu wielki historyk belgijski Henri Pirenne na pierwszym po wojnie Międzynarodowym 
Kongresie Nauk Historycznych (1923) oskarży ówczesną historiografię o to, że podczas 
wojny sprzeniewierzyła się swemu naukowemu powołaniu, skoro nie oglądając się na rygory 
naukowego postępowania dostarczała wątpliwych argumentów na polityczną korzyść 
własnych rządów, rzucając oskarżenia na obcych. 
Rozdział XI 
Europejska nauka historyczna w dwudziestoleciu międzywojennym 
Czy międzywojenne dwudziestolecie przyniosło zasadniczy zwrot w dziejach nauki 
historycznej? W tej zasadniczej sprawie zdanie uczonych jest podzielone. Za poglądem, że 
rok 1918 stanowi zasadniczą cezurę w rozwoju historiografii, a co za tym idzie okres 
międzywojenny stanowi w jej dziejach nową jakość, opowiadają się zazwyczaj 
marksistowscy historycy historiografii. Uważają oni, że przełomowe pod tym względem 
znaczenie miało przyjęcie w porewolucyjnej Rosji marksizmu--leninizmu za teoretyczną 
podstawę nauki historycznej, co miało inicjować nowy pod względem jakościowym etap jej 
rozwoju. Interpretacja ta zdaje się jednak nie brać pod uwagę co najmniej dwóch 
zasadniczych momentów, a mianowicie, że — po pierwsze — owo przyjęcie nowej podstawy 
teoretycznej nie dokonało się od razu, oraz — po drugie — że dotyczyło historiografii 
jednego tylko kraju. Inni badacze historiografii mają w sprawie cezury 1918 r. odmienne 
zdanie i uważają, że w skali europejskiej, a tym bardziej światowej nauki historycznej, rok ten 
nie stanowił zasadniczego przełomu, zaś międzywojenne dwudziestolecie nie było 
jakościowo odmiennym etapem jej rozwoju. 
154 
Kryzys zaufania do historii 
Takie właśnie stanowisko zajął między innymi znakomity amerykański uczony Georg G. 
Iggers, który wyraził pogląd, że I wojna światowa i klęska Niemiec nie stały się zasadniczą 
cezurą nawet w historiografii niemieckiej. Przed laty (1966) wybitny polski historyk 
historiografii pisał zaś w tej sprawie: 
d dwudziestolecie międzywojenne nie oznaczało w dziejach nauki historycznej jakiegoś 
zasadniczego zwrotu. Wojna powszechna i wielka rewolucja, kryzys ekonomiczny czy 
zwycięstwo hitleryzmu wpłynęły 

background image

L jedynie na umocnienie tych tendencji rozwojowych oraz tych fermentów, które 
występowały już od kilkudziesięciu lat. Po przerwie ' spowodowanej działaniami wojennymi 
szybko następowała odbudo- 
''    wa i rozbudowa warsztatów. Powstawały nowe ośrodki badawcze, 
'"•< rosła liczba katedr i kadra wyszkolonych w różnych działach historii specjalistów; 
rozwijały się badania i nowe metody w kierunkach daw- 
f; niej mniej uprawianych: nad dziejami gospodarczo-społecznymi i kulturalnymi oraz nad 
dziejami najdawniejszymi (Wschód starożytny) (M. H. Serejski). 
Aczkolwiek brak podstaw, by mówić o dokonaniu się w niej jakiegoś zasadniczego zwrotu, 
nie ma co do tego wątpliwości, że w okresie międzywojennym nastąpiły jednak w 
historiografii istotne zmiany. Pod tym względem na plan pierwszy wysunęło się zjawisko, 
określane przez współczesnych za pomocą wieloznacznego pojęcia „kryzysu historyzmu". 
Wiązał się on z ogólniejszym kryzysem światopoglądowym, który wyrażał się w załamaniu 
się wiary w tradycyjne wartości obywatelskiego społeczeństwa, w idee postępu moralnego i 
społecznego, wreszcie w zasadność racjonalnego przewidywania. „Rzeczywistość zadawała 
kłam wielu pewnikom, rozwiewała złudzenia, podważała wiarę w trafność rozeznania 
tkwiących w niej tendencji, w słuszność przewidywań opartych na racjonalnych przesłankach. 
Wojna powszechna i wielka rewolucja społeczna zaskoczyły związaną z panującym 
systemem inteligencję, ale i powojenna sytuacja nie wróżyła spełnienia marzeń o stabilizacji, 
po- 
255 
Czasy międzywojenne 
koju, porządku opartym na racjonalnych, sprawiedliwych, zapewniających prawdziwy postęp 
i pomyślne perspektywy dla ludzkości" (M. H. Serejski). Mianem „kryzysu historyzmu" 
określano więc załamanie się wiary w zasadność dotychczasowych sposobów wyjaśniania 
zmienności świata społecznego, niezależnie od tego, na jakich ogólnych kategoriach — 
indywidualistycznych czy nomologicznych — się one opierały. Był to więc raczej nie kryzys 
historyzmu, ile załamanie się zaufania do historii. 
Coraz częściej począł on przybierać postać otwarcie deklarowanej antyhistoryczności. 
Polityczne uwikłanie historiografii podczas wojny warunkowało, że tendencjom 
antyhistorycznym poczęli teraz hołdować niektórzy wybitni twórcy, którzy w nadmiernym 
nasyceniu historią ludzkiej świadomości dostrzegali zagrożenie dla ogólnoludzkich wartości. 
Szczególnie głośno zabrzmiały wówczas (1931) słowa świetnego francuskiego pisarza Paula 
Yalery, że: 
historia jest najniebezpieczniejszym wytworem, jaki wyprodukowała chemia intelektu. Jej 
właściwości są dobrze znane. Rozsnuwa ona marzenia, odurza ludy, tworzy im fałszywe 
wspomnienia, wyolbrzymia ich odruchy, zachowuje ich stare rany, dręczy w ich snach, 
prowadzi do obłędu wielkości lub do szału prześladowania, czyni narody dokuczliwymi, 
pysznymi, nieznośnymi i zarozumiałymi. Historia usprawiedliwia wszystko, czego się 
pragnie. Nie uczy absolutnie niczego, bowiem zawiera wszystko i daje przykłady 
wszystkiego. [...] W aktualnym stanie świata niebezpieczeństwo, aby się dać uwieść Historii, 
większe jest, niż było kiedykolwiek. 
Wtórował mu Andre Gide powiadając, że „najlepszą nauką", jaką można wynieść z historii: 
jest właśnie to, że przeszłość nie może oświecać przyszłości i że aby stawić czoła nowym 
wydarzeniom, lepiej jest mieć umysł nie troszczący się o tradycję, niż zaślepiony przez jej 
fałszywe nauki. Wielką nauką Historii jest nigdy nie zdawać się na jej nauki. 
256 
Nowe idee historiozoficzne 
Ówczesna antyhistoryczność wyrażała co najmniej dwie — nie tylko nie tożsame, ale wręcz 
ze sobą sprzeczne — tendencje ideowe. Z jednej strony, w imię wyższych, ogólnoludzkich 

background image

ideałów, zwracała się przeciw nadużyciom tradycyjnej, upolitycznionej historiografii. 
Równocześnie jednak — po drugie — podważając zaufanie do wartości poznawczej wszelkiej 
historiografii, paradoksalnie sprzyjała nasilaniu się tendencji, domagających się od niej 
porzucenia postulatu poszukiwania prawdy i zastąpienia go żądaniem wprzęgnięcia historii w 
służbę ideologii. Nie było przypadkiem, że taki właśnie postulat kierował pod adresem 
historii na Zachodzie nazizm, zaś na Wschodzie stalinizm. Karl Alexander von Muller, który 
z rekomendacji nazi-stów przejął po Friedrichu Meinecke redakcję „Historische Zei-tschrift", 
wywodził więc (1936), że „jest ona dziś zobowiązana — przed innymi naukami—wydźwigać 
nowego ducha pełnego życia w naszym narodzie, współdziałać w kształtowaniu oblicza 
niemieckości dla nadchodzących czasów [...], które wykuwa wola twórcza wielkiego wodza". 
Z kolei w 1931 r. Józef Stalin w liście do redakcji czasopisma „Proletarskaja Rewolucija" 
krytykując „metodę grzebania się w przypadkowo zebranych papierach" dezawuował zasadę 
opierania historycznych sądów na podstawie źródeł i narzucał programowo prezentystyczny, 
ahi-storyczny stosunek do historii, wykluczający możliwość stawiania pytań badawczych w 
odniesieniu do spraw rozstrzygniętych już przez jej oficjalną wykładnię. Jedynym kryterium 
historycznej prawdy miała być odtąd zgodność z aktualną linią partii. 
Już w 1930 r. wybitny włoski filozof Benedetto Croce celnie zwrócił uwagę na niebezpieczne 
pod względem społecznym konsekwencje szerzenia się postaw antyhistorycznych. Podkreślał, 
że: 
zwolennicy tego kierunku marzą o przyszłości bez przeszłości, o posuwaniu się naprzód 
skokami, o woli, która jest raczej samowolą, o odwadze, która by nie stracić nic ze swego 
rozpędu, zawiązuje sobie oczy. Uwielbiają siłę dla siły, czyn dla czynu, nowość dla no- 
157 
Czasy międzywojenne 
wości, życie dla życia, które nie potrzebuje żadnego związku z przeszłością, ani ciągłości w 
twórczości.                                                  , 
Tendencje, przed którymi przestrzegał, znalazły swój najpełniejszy wyraz w niezbyt co 
prawda koherentnym, za to podbijającym wówczas serca i umysły szerokich mas 
konglomeracie idei, którymi żywiły się rozmaite skrajne nurty polityczne, przede wszystkim 
zaś faszyzm. 
Załamanie się wiary w wartość dotychczasowych wzorów rozumienia dziejów i uprawiania 
historii wpłynęło na ożywienie zainteresowań problematyką historiozoficzną, która 
przyciągała teraz uwagę licznych myślicieli; wielu z nich nie było zresztą profesjonalnymi 
historykami. Zapotrzebowanie szerokich kół inteligencji na nowe wyjaśnienie sensu dziejów 
w znacznej mierze zaspokajały nowe, wyrastające na gruncie pesymistycznej oceny 
perspektyw cywilizacji współczesnej, koncepcje historiozoficzne, w rodzaju idei, rozwijanych 
w Niemczech przez Oswalda Spenglera, w Anglii Arnolda Toynbeego, czy wreszcie w Polsce 
przez Feliksa Konecznego (1862-1949). Niezależnie od wszystkich zachodzących między 
nimi — oraz innymi jeszcze koncepcjami, których tu nie wymieniamy — istotnych różnic, ich 
wspólną cechą było odrzucenie rozumienia dziejów jako jednolitego linearnego procesu, 
zmierzającego do zrealizowania jakichś celów, oraz zastąpienie go poglądem, według którego 
rzeczywistym podmiotem dziejów miałyby być niesprowadzalne jeden do drugiego, 
indywidualne aglomeraty społeczne — kultury czy cywilizacje — wyposażone w jedynie 
sobie właściwy, niesprowadzalny do żadnego innego indywidualny rytm i kierunek 
zmienności. Większość z nich — znów niezależnie od tego, jak dalece były od siebie różne, 
oraz jaką cieszyły się popularnością (pod tym względem wszelkie rekordy pobił Spen-gler) — 
kwestionowała więc podstawowy dogmat, na jakim opierały się te wszystkie filozofie historii 
— zarówno chrześci- 
258 
Nowe propozycje historiogmficzne 

background image

jańska filozofia dziejów, jak oświeceniowa teoria postępu, he-glizm, historiozofia 
indywidualistycznego historyzmu, pozytywizm czy wreszcie marksizm — które rozumiejąc 
proces dziejowy w jakkolwiek interpretowanych kategoriach linearnych, poszukiwały sensu 
dziejów w spełnieniu się jakiegoś ogólnoludzkiego ideału, w takiej bądź innej teleologii. 
Koncepcje te antycypowały rozumienie biegu dziejów w zindywidualizowanych kategoriach 
polilinearnych, co nauka historyczna podejmie jednak znacznie później. Jednocześnie 
podważenie wiary w wartość dotychczasowych wzorców rozumienia dziejów i uprawiania 
historii inspirowało będących także filozofami historyków do podjęcia wysiłków w celu 
nowego określenia teoretycznych podstaw swej dyscypliny. Uczeni ci (Emst Troeltsch, B, 
Croce, Robin G. Collingwood i in.) „nie negując roli czynnika subiektywnego w 
rekonstruowaniu przeszłości, sądzili przecież, że ich wyniki badawcze, przetworzone w 
konstrukcję historyczną, odpowiadają temu co rzeczywiście, obiektywnie kiedyś istniało, że 
nie jest ona fikcją, wytworem naszej fantazji, naszego umysłu" (M. H. Serejski). 
Było zrozumiałe, że na powojenny chaos światopoglądowy oraz szerzenie się tendencji 
antyhistorycznych ówczesna historiografia, która nie dysponowała przecież — jak o tym 
pamiętamy — jakimś jednym jedynym standardem uprawiania naukowej historii i była pod 
względem teoretyczno-metodologicz-nym wysoce pluralistyczna, nie mogła udzielić jednej 
jedynej odpowiedzi. Mimo że przeważająca część historyków nadal uprawiała swoją 
dyscyplinę według dawnych standardów, w reakcji na panującą wówczas sytuację ideową 
zrodziły się w ówczesnej europejskiej historiografii nowe koncepcje, zmierzające do 
rewaloryzacji historii jako nauki bądź to na drodze modernizacji jej dotychczasowych modeli, 
bądź przez ich przezwyciężenie i zaproponowanie na ich miejsce nowych. Tak więc — po 
pierwsze — odpowiedzią na wyzwanie nowych czasów, sformułowaną na gruncie tradycji 
dziejopisarstwa, nawiązują- 
159 
Czasy międzywojenne 
cego do teorii indywidualistycznego historyzmu były w nauce niemieckiej z jednej strony 
podejmowane wówczas próby, zmierzające do rewaloryzacji samej tej doktryny, z drugiej zaś 
rysujące się od lat dwudziestych wśród części (głównie liberalnych) historyków niemieckich 
dążenie do ściślejszego powiązania swej dyscypliny z socjologią — niemiecką, ma się 
rozumieć, przede wszystkim z jej kierunkiem, reprezentowanym przez Maksa Webera (Otto 
Hintze, Kurt Breysig, Siegmund Hellmann, Eckart Kehr i in.). Na gruncie tradycji 
nomologicznej podobną odpowiedzią — po drugie — był we Francji zarówno sformułowany 
i realizowany przez filozofa Henriego Berra program „syntezy historycznej", jak i, od 
przełomu lat dwudziestych i trzydziestych, koncepcja „odnowy" nauki historycznej, 
sformułowana przez twórców kierunku „Annales" (nazwa pochodzi od jego organu: Annales 
d'Histoire Ćconomiąue et Sociale) Febvre'a i Blocha. Tradycyjnemu wydarzeniowemu 
dziejopisarstwu, określanemu przez siebie pogardliwym mianem historii „historyzującej", 
przeciwstawili oni koncepq'ę historii jako nauki integralnej, ogarniającej — w planie 
synchronicznym — całokształt struktury dziejowej rzeczywistości, stawiającej sobie na celu 
śledzenie — w planie diachronicznym — strukturalnego zróżnicowania rytmów jej dziejowej 
zmienności. Koncepcja historii, zaproponowana przez twórców kierunku „Annales", miała 
swój odpowiednik w soq'ologizującym nurcie ówczesnej historiografii 
północnoamerykańskiej. 
Zasadniczo odmienną od wyżej zasygnalizowanych propozycję odpowiedzi na wyzwanie 
nowych czasów rozwinęła — po trzecie — historiografia, odwołująca się jako do swej 
podstawy teoretycznej do doktryny materializmu historycznego. Wprawdzie doktryna ta 
miała za sobą kilkadziesiąt lat rozwoju i od dawna oddziaływała na nauki społeczne, w tym 
także na historiografię, jednak, jak pisał (1978) wybitny brytyjski uczony, który sam 
bynajmniej nie był marksistą, Geoffrey Barradough: 

background image

160 
Nowe propozycje historiograficzne 
trzeba było dopiero rewolucji rosyjskiej 1917 r., aby poza Rosją marksistowska interpretacja 
historii została potraktowana poważnie. Ale także i teraz pierwsza reakcja była zasadniczo 
wroga, na czym zaważyły bardziej racje ideologiczne, aniżeli naukowe i krytyczne. 
Wydarzeniem, które zasadniczo przeważyło szalę na korzyść marksizmu, była światowa 
depresja 1929-1930 r. i pogłębiający się kryzys społeczeństwa kapitalistycznego, który 
zdawał się potwierdzać historyczną diagnozę Marksa. Wielki kryzys 1929 r. położył kres 
długiemu okresowi lekceważącej pogardy, z jaką odnoszono się do marksizmu. Poczynając 
od 1930 r. jego wpływ rozszerzał się coraz bardziej i także ci, którzy odrzucali marksistowską 
interpretację dziejów (stanowiący, poza Związkiem Radzieckim, ogromną większość), byli 
zmuszeni do zrewidowania swego stanowiska. Jak napisał Sur Charles Webster, historycy nie 
mogli uchylić się od podjęcia wyzwania, któremu nie mogło już poprzestać na «zaprzeczaniu 
wkładu Marksa do myśli historycznej*, a które wymagało teraz poddania jego interpretacji 
dziejów «nowej analizie, biorąc pod uwagę masę narastających źródeł, o których nie mógł on 
nawet wiedzieć*. 
Mimo wszystkich wcześniejszych antecedencji, dopiero w okresie międzywojennym 
marksistowska koncepcja historii poczęła rzeczywiście poważnie oddziaływać na 
historiografię, nie tylko zresztą europejską. Wszelako marksistowska alternatywa 
historiograficzna — nie tylko zresztą wówczas — bynajmniej nie stanowiła jedności i 
obejmowała zróżnicowane, konkurencyjne względem siebie propozycje przebudowy nauki 
historycznej. 
Jedną z bardziej wpływowych była koncepcja, która rozwinęła się w Rosji w pierwszych 
latach porewolucyjnych, a której głównym przedstawicielem był czołowy naówczas historyk 
radziecki Michaił N. Pokrowski. Rozpatrywał on bieg dziejów jako proces, określany z jednej 
strony przez kolejne formy gospodarowania, z drugiej przez walkę klas. Jego jednotomowe 
opracowanie dziejów Rosji przyjęto w świecie ze znacznym zainteresowaniem, skoro ukazało 
się ono w tłumaczeniach w Niem- 
161 
Czasy międzywojenne 
czech, Anglii i Stanach Zjednoczonych, Holandii, Hiszpanii, Czechosłowacji i Japonii. Od lat 
trzydziestych koncepcja ta została jednak w ZSRR zastąpiona interpretaq'ą stalinowską, która 
zredukowała przedmiot nauki historii do przedmiotu ekonomii politycznej i wtłaczała 
całokształt procesu dziejowego w aprioryczny, teleologiczny schemat koniecznego 
następstwa pięciu kolejnych społeczno-ekonomicznych formacji (wspólnota pierwotna, 
niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, komunizm). Kreowany na „czwartego klasyka 
marksizmu" Józef W. Stalin głosił bowiem, że historia rozwoju społeczeństwa „jest historią 
rozwoju sił wytwórczych i stosunków produkcji między ludźmi", i dowodził, że „naczelnym 
zadaniem nauki historycznej jest zbadanie i wykrycie praw rządzących produkcją, praw 
rozwoju sił wytwórczych i stosunków produkcji, praw ekonomicznego rozwoju 
społeczeństwa". Dyskontując wyniki radzieckich dyskusji nad formacjami społeczno-
ekonomicznymi, podniósł on do rangi niepodważalnego dogmatu engelsowski schemat, 
według którego bieg dziejów ludzkich miał polegać na przechodzeniu od jednej formacji do 
drugiej, w nieuchronnym dążeniu ludzkości do soq'alizmu i komunizmu. W ten „naukowy" 
sposób uzasadniał obowiązującą teraz w światowym ruchu komunistycznym tezę, że ustrój 
społeczno-polityczny, zaprowadzony w ZSRR, powinien być postrzegany jako uniwersalny 
wzór i cel dla całej ludzkości. W okresie międzywojennym poza ZSRR wpływ stalinowskiej 
wykładni materializmu historycznego ograniczał się jednak tylko do środowisk 
komunistycznych. Oprócz stalinizmu, przyznające się do marksistowskiej inspiracji 
środowiska miały bowiem do wyboru czy to tzw. ortodoksyjny marksizm II 

background image

Międzynarodówki, czy austromarksizm, trockizm bądź otwarcie zrywające z tradycją 
deterministyczną zgłoszone jeszcze w latach dwudziestych teoretyczne propozycje Gyórga 
Lukacsa i Karla Korscha. 
Skoro więc sama marksistowska inspiracja teoretyczna była 
162 
Załamanie się prestiżu nauki niemieckiej 
tak dalece zróżnicowana, było zrozumiałe, że także przyjmująca ją za swą podstawę 
historiografia nie mogła stanowić żadnej teoretyczno-metodologicznej jedności. Niezależnie 
zresztą od tego, jak rozumiano marksizm, w praktyce historiograficznej opowiedzenie się za 
nim wcale nie oznaczało przyjęcia w całości jego filozofii dziejów. Najczęściej polegało na 
selektywnym przyswojeniu sobie przez historyków tylko niektórych jej wątków, przy 
odrzuceniu innych. W związku z tym w okresie międzywojennym w europejskiej nauce 
historycznej będziemy mieli do czynienia zarówno z różnymi, mniej lub bardziej 
wpływowymi odmianami określającej się jako marksistowska historiografii, jak i z 
oddziaływaniem rozmaicie rozumianej marksistowskiej inspiracji teoretycznej na 
historiografię niemarksistowską, zwłaszcza społeczno-gospodarczą. 
Ogromnie istotną zmianą, jaka dokonała się wówczas w historiografii europejskiej, była utrata 
prymatu sprawowanego w niej do niedawna przez naukę niemiecką. Stało się to nie tyle w 
związku z coraz bardziej liczącymi się w skali międzynarodowej osiągnięciami nauki 
historycznej innych krajów, zwłaszcza francuskiej i anglosaskiej, ile za sprawą samej 
historiografii niemieckiej. Dominującą rolę odgrywali w niej wciąż historycy 
0 orientacji konserwatywnej, których wpływu nie mogli zrównoważyć ani skłaniający się ku 
liberalizmowi „republikanie z rozsądku", ani tym bardziej nieliczni, pozostający na 
marginesie „historycznego cechu" radykałowie. W czasach republiki weimarskiej 
konserwatywna historiografia niemiecka, odrzucając potrzebę jakiejkolwiek rewizji swoich 
dotychczasowych koncepcji, okopała się na zajmowanych dotychczas pozycjach. Nie kryła 
swej wrogości do nowego porządku, odrzucała republikę 
1  konstytucję weimarską, za swój główny cel przyjęła walkę z „dyktatem wersalskim" i 
obronę polityki cesarskich Niemiec. Jej głęboki konserwatyzm, wrogość do republikańskiego 
porządku, uwielbienie dla imperialnej tradycji, wreszcie trwająca 
163 
Czasy międzywojenne 
od dziesięciu lat „tendencja do «uzgadniania» naukowych obowiązków uczonego z 
wartościami wysuwanymi na plan pierwszy przez hitlerowski reżim" (H. Olszewski), 
ogromnie ułatwiły podporządkowanie sobie niemieckiej nauki historycznej przez system 
hitlerowski i uwarunkowały, że wielu nawet wybitnych jej przedstawicieli udzieliło mu 
swojego poparcia. W Niemczech po dojściu Adolfa Hitlera do władzy „liczni nacjonalistyczni 
historycy nie tylko chętnie poddali się «zglajchszałtowaniu» (Gleichshaltung), lecz również 
aktywnie popierali faszyzm ideologicznie, niektórzy tylko przez pierwsze lata, inni aż do 
ostatniej godziny" (H. Schleier). 
Jak dalece historiografia niemiecka poparła nazizm, jakie też poniosła straty w konsekwencji 
usunięcia z życia naukowego niepożądanych przez system uczonych, jest dziś przedmiotem 
sporów i poważnych badań naukowych. Nie ulega jednak wątpliwości, że mimo intensywnej 
propagandy, prowadzonej przez ówczesną historiografię niemiecką za granicą, stosunek 
międzynarodowej społeczności historyków do głoszonych przez tę historiografię treści 
przesądził o upadku jej prestiżu, a co za tym idzie także utracie przez nią prymatu w nauce 
historycznej w skali międzynarodowej. W mniejszej mierze dotyczyło to historiografii 
włoskiej, która okazała się mniej uległa wobec panującego systemu, ale też i miała o wiele 
mniejsze od niemieckiej międzynarodowe znaczenie.                                                        i 
Rozdział XII 

background image

Historiografia 
II Rzeczypospolitej 
O ile przełomowe znaczenie roku 1918 w dziejach europejskiej nauki historycznej można 
uznać za wątpliwe, nie ulega ono jednak wątpliwości w odniesieniu do historiografii polskiej. 
Odbudowanie niepodległego bytu państwowego zmieniło bowiem zasadniczo warunki 
uprawiania nauki historycznej w Polsce. Były one odtąd podobne, jak w innych państwach, w 
których nauka historyczna cieszyła się opieką władz, zdecydowanie korzystniejsze, niż 
kiedykolwiek pod zaborami, choć nie zawsze tak dobre, jak tego oczekiwało od odrodzonego 
państwa środowisko historyków polskich. 
Zasadnicze znaczenie dla rozwoju nauki historycznej miał rozwój wyższych uczelni, na 
których była ona uprawiana. Obok działających dotąd uniwersytetów w Krakowie i Lwowie, 
powstały uniwersytety w Warszawie, Poznaniu, Wilnie i Uniwersytet Katolicki w Lublinie, 
powołano do życia Wolną Wszechnicę Polską w Warszawie (z filią w Łodzi) i inne uczelnie. 
Dorobkiem międzywojennego dwudziestolecia był: 
265 
Druga Rzeczpospolita 
poważny rozwój ośrodków działalności historycznej, badawczo-na-ukowej i dydaktycznej, 
które też, bardziej równomiernie rozmieszczone po całym kraju, specjalizowały się często w 
określonych kierunkach, związanych z ich regionami. Oddziaływały one w swych 
środowiskach na powstanie bibliotek naukowych, archiwów, muzeów, szkoliły niezbędnych 
specjalistów, niezależnie odprowadzonych prac badawczych i kształcenia nowych kadr 
naukowych (M. H. Serejski). 
Wiązał się z tym rozwój naukowego czasopiśmiennictwa historycznego, zarówno ogólnego, 
jak poświęconego wyspecjalizowanym dziedzinom historii, oraz regionalnego. Pomyślnie 
udało się dokonać zjednoczenia organizacyjnego historyków: w 1925 r. na miejsce lokalnych 
organizacji powołano do życia ogólnokrajowe Polskie Towarzystwo Historyczne, które z 
czasem objęło swymi oddziałami cały kraj. 
W pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości wybitni przedstawiciele polskiej nauki 
historycznej nawoływali do zasadniczej reorientacji historiografii polskiej, oraz stworzenia — 
opierając się na programowanym przez siebie, odmiennym spojrzeniu na polską przeszłość — 
nowej, odpowiadającej potrzebom obecnej rzeczywistości Polski, syntezy jej dziejów. 
Przewartościowania te — a co za tym idzie także i ową syntezę — wyobrażano sobie w 
bardzo różny sposób. Jedyny z koryfeuszy dawnej warszawskiej szkoły historycznej, który 
doczekał się uniwersyteckiej katedry w niepodległej Polsce, W. Smoleński, dowodził więc 
(1919), że: 
warunki bytu niepodległego niweczą główny powód, dla którego naukę historii poczytywano 
za jedno z narzędzi ratunkowych. Upadek Rzeczypospolitej traci tę aktualność, jaką posiadał 
dla szeregu pokoleń, dręczonych niewolą. Znika potrzeba udzielania narodowi lekcji 
politycznych dla ratowania sprawy ocalonej i dla zabarwiania ich motywami, zaczerpniętymi 
z katastrofy upadku. [...] Przyszli badacze przeszłości polskiej, wolni od pokusy udzielania 
narodowi wskazań ratunkowych, zabezpieczeni będą od jednego z najważniejszych szko- 
166 
W poszukiwaniu nowej syntezy 
pułów, utrudniających poprzednikom znalezienie prawdy. Poszukiwaniom ich towarzyszyć 
będzie najlepsza przewodniczka umiejętności — obca tamtym bezinteresowność. [...] Cel zaś 
nauki historycznej, tak samo jak innych umiejętności, polega na poszukiwaniu prawdy dla 
samej prawdy, bez względu na jej stosowalność praktyczną w chwili bieżącej i w przyszłości. 
Wprawdzie również wielu innych historyków podkreślało, że w nowej rzeczywistości 
historiografia polska powinna bardziej niż kiedykolwiek wcześniej czynić zadość postulatom 
historycznego obiektywizmu, jednak nie wszyscy pragnęli zrezygnować z wyznaczania jej 

background image

oprócz poznawczych, także społecznych zadań wychowawczych. Inny z seniorów polskiej 
nauki historycznej M. Bobrzyński podkreślał więc (1920), że „nowe państwo polskie 
potrzebuje tak samo historycznej prawdy, jak potrzebowało jej pokolenie dobijające się tego 
państwa", ale jednocześnie dowodził, że: 
wobec wskrzeszenia państwa polskiego uzasadniona jest niewątpliwie rewizja poglądów 
naszych historycznych, na szerszym badaniu źródeł oparta, ale rewizja ta powinna szerzyć w 
społeczeństwie nie rozmarzonego ducha wolności, lecz twardego ducha pracy, obowiązku i 
poświęcenia. 
Postulując stworzenie nowej syntezy historii Polski, weteran podwawelskiego kierunku 
historiograficznego wyrażał pogląd, że: 
'' dziś z naszych dziejów i z naszych urządzeń i doświadczeń nauka powinna wydobyć i 
oświetlić to, co nowemu państwu posłużyć może za podstawę. [...] Nowa synteza naszych 
dziejów obracać się musi nie około pytania, jak i dlaczego upadliśmy, lecz około pytania, jak 
dźwigaliśmy się z upadku i z jakim zasobem sił, moralnych i fizycznych, z jakimi 
urządzeniami i stosunkami stanęliśmy do budowy państwa, które pokój światowy przed nami 
otwarł. 
167 
Druga Rzeczpospolita 
Podobnie jak W. Smoleński, również wybitny przedstawiciel średniej generacji ówczesnych 
historyków Stanisław Zakrzew-ski (1873-1936) uważał (1923), że po odzyskaniu 
niepodległości pogląd historiografii na narodową przeszłość „straci uczucio-wo-polityczne 
zabarwienie". Inaczej jednak niż sędziwy konserwatysta Bobrzyński, bo z perspektywy obozu 
rządzącego, widział jej perspektywę na przyszłość. Nawiązując pod tym względem — czego 
ostrożnie nie zaznaczył — do tradycji koncentrującej swoją uwagę na politycznej sferze 
dziejowej rzeczywistości historiografii niemieckiej, historyk ten uznał, że zasadniczym 
przedmiotem nauki historycznej powinna być „właściwa polityczna historia". Następnie 
wywodził: 
wskrzeszenie państwa restytuuje tak dobrze konkretną pracę politycz-no-państwową dla 
Polski, jak również przywraca prawo pełnego obywatelstwa historii politycznej w obrębie 
naszej historiografii. Stoimy, a przynajmniej powinniśmy stanąć u progu renesansu historii 
politycznej, i to zarówno w literaturze naukowej, jak i pedagogicznej. 
Swoje rozważania o zadaniach historiografii wobec wskrzeszenia państwa Zakrzewski 
zamykał następującą konkluzją: 
ogniskiem jednak wszystkich usiłowań musi pozostać myśl, że wskrzeszone państwo domaga 
się od ogółu swych obywateli starannego przygotowania historyczno-politycznego, 
uzdolniającego do spełniania zadań narodu uzbrojonego w potężną broń, jaką stanowi 
państwo. Naród polski był i będzie narodem państwowym, co tworzy szczególną cechę naszej 
kultury w czasach nawet niewoli. W pracy naukowej i w wychowaniu społeczeństwa 
historiografia nasza musi zapewnić w dziejach narodu należyte miejsce państwu, jego 
realnym sprawom i troskom o jego przyszłość, o czym myśleć odzwyczailiśmy się przez 
ostatnie półtora wieku. 
Było zrozumiałe, że w innym tonie skłonni byli wypowiadać się historycy, którzy 
sympatyzowali nie z obozem rządzącym, 
168 
W poszukiwaniu nowej syntezy 
ale z pozostającym w stosunku do niego w opozycji ruchem narodowo-demokratycznym. 
Czynili to na bardzo różne sposoby. Zgadzając się z poglądem, że odzyskanie niepodległości 
każe porzucić spoglądanie na całość dziejów Polski z punktu widzenia upadku, W. Sobieski 
— mając na myśli ruch narodowy__ 

background image

podkreślał (1923), że „na miejsce pokoleń męczenników wkracza teraz pokolenie młode, 
rwące się ku nowym celom, ku nowym szlakom", i wyrażał pogląd o potrzebie ukazania jego 
„zwiastunów" w dawnych czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej. 
„Nie tyle w kazamatach epoki porozbiorowej — dowodził__ 
ile raczej wśród bujnego życia czasów złotej wolności Rzeczpospolitej szukać nam pora 
nawiązania teraźniejszości z przeszłością". Innym poglądom hołdował następca Szujskiego i 
Smółki na krakowskiej uniwersyteckiej katedrze, W. Konopczyński. Zgadzając się ze 
zdaniem, że „wskrzeszenie państwa powinno zmodyfikować nasz punkt widzenia w 
poglądach na przeszłość", wyrażał on pogląd (1925), że „demokratyzacja społeczeństwa każe 
pytać tym pilniej o przeszłość warstw ludowych, a nie tylko szlachty". Podobnych głosów 
było znacznie więcej. Na zakończenie listy wypowiedzi wybitnych przedstawicieli polskiej 
nauki historycznej, postulujących reorientację poglądów na polską przeszłość oraz stworzenie 
nowej syntezy historii Polski, dodajmy jeszcze głos jednego z najwybitniejszych wówczas 
historyków polskich, Marcelego Handelsmana (1882-1945). Starając się pogodzić stanowiska 
różnych stron powiadał On (1930): 
j, każdemu pokoleniu rzeczywistość współczesna narzuciła inny stosu-,,.. nek do przeszłości i 
podsunęła podstawy do odmiennej syntezy. [.. ] Obecnie, po optymizmie nadszedł czas na 
realizm. Wymaga tego światowy stosunek do zadań historii. Nakazuje odważny, nie liczący 
się z obciążeniem przeszłością obowiązek uczonego. Żąda tego potrzeba własnego narodu. Bo 
jednego tylko żąda od nas, nauczycieli swoich, naród polski: prawdy, choćby najbardziej 
gorzkiej, najbar- 
169 
Druga Rzeczpospolita 
dziej brutalnej, lecz prawdy szczerej, bez osłonek i bez frazesu, prawdy «prawdziwej». Bo 
tylko w znajomości surowej rzeczywistości, takiej, jaka istnieje, i rzeczywistości takiej, jaka 
istniała, obywatel wielkiego, wolnego narodu może wychować siebie na twórcę świadomego 
losu swego, losu narodu i państwa. 
Czy i w jakiej mierze nadzieje na przewartościowanie historycznych sądów oraz stworzenie 
nowej syntezy historii Polski się ziściły? Co się tyczy sprawy syntezy, to mimo 
opublikowania obejmującej czasy przedrozbiorowe zbiorowej Historii politycznej Polski 
(1920-1923), akademickich podręczników średniowiecznej (R. Gródecki, S. Zachorowski, J. 
Dąbrowski, 1926) i nowożytnej (do rozbiorów) historii Polski (W. Konopczyński, 1936), 
zbiorowego dzieła Polska, jej dzieje i kultura (3 t., od 1927 r.), jedyną właściwie syntezą, 
obejmującą całość dziejów Polski, opracowaną według jednolitej — tyle, że wielce 
dyskusyjnej — koncepcji okazały się dwutomowe Dzieje Polski W. Sobieskiego (1923--
1925). Niedostatek jednolitej syntetycznej koncepcji charakteryzował także opracowaną 
zbiorowymi siłami historyków polskich Wielką, historie powszechną (101., od 1935 r.). 
Braku syntezy całościowej dziejów Polski na miarę dawnych dzieł Szujskie-go, 
Bobrzyńskiego czy Smoleńskiego nie zastąpiły opracowania poszczególnych dziedzin 
naszych dziejów: historii kultury (A. Briickner), gospodarczej (J. Rutkowski), czy wreszcie 
wojskowości (M. Kukieł). 
Z całą pewnością stworzenie nowej syntezy dziejów Polski utrudniała okoliczność, że 
pogłębiona refleksja teoretyczno--metodologiczna nie należała do mocnych stron ówczesnej 
historiografii polskiej. Poza nielicznymi wyjątkami — takimi, jak zajmujący się metodologią 
historii w sposób profesjonalny M. Handelsman (Historyka. Zasady metodologii historii, 
1921; II wyd. zmienione pt. Historyka. Zasady metodologii i teorii poznania historycznego, 
1928; Zagadnienia teoretyczne historii, 1919), który nawiązywał do nowych koncepcji 
metodologicznych, rozwija- 
170 
Wizje polskiej przeszłości 

background image

nych zarówno w nauce niemieckiej, jak francuskiej, a także szczególnie uwrażliwieni na 
nowe (w szczególności nawiązujące do tradycji nomologicznej) zachodnioeuropejskie idee 
metodologiczne twórcy polskiej szkoły historii gospodarczej F. Bujak i J. Rutkowski, i 
niewielu innymi — ówcześni nasi historycy bardzo mało interesowali się teoretyczno-
metodologiczną problematyką historii. W niewielkim stopniu na pobudzenie wśród nich 
zainteresowań metodologicznych oddziaływał uprawiający także badania historyczne 
znakomity socjolog, uczeń Emila Durkheima, Stefan Czarnowski (1879-1937). Bardziej też 
zniechęcały, niż inspirowały do zainteresowania się nią pomysły historiozoficzne, z którymi 
występowali rodzimi historycy, tacy jak poszukujący klucza do zrozumienia dziejów polskich 
w niepowtarzalnej psychice narodu polskiego, nie rozumiany jednak przez współczesnych, 
wspomniany już J. K. Korwin-Kochanow-ski, oraz także współcześnie nie doceniany, dziś 
jednak budzący coraz większe zainteresowanie autor uprzedzającej pod pewnymi względami 
późniejsze propozycje Toynbeego cywilizacyjnej koncepcji historii, Feliks Koneczny. 
W niewielkim także stopniu spełniły się oczekiwania dotyczące przewartościowania 
poglądów na dzieje Polski. Słusznie podkreślono w literaturze przedmiotu, że: 
jakkolwiek odbudowa państwa stwarzała warunki bardziej pomyślne dla odmitologizowania 
obrazu przeszłości narodowej, wezwanie do przewartościowania wartości, do nowego 
spojrzenia na własne dzieje, pozostawało w gruncie rzeczy bez większego echa. W ogólnych 
poglądach na dawną Rzeczpospolitą i jej upadek nadal ścierały się ze sobą dawne stanowiska, 
chociaż zmieniała się ich wymowa polityczna (M. H. Serejski). 
Nie mogło być inaczej, skoro historycy tkwili głęboko w otaczającej ich rzeczywistości, zaś 
najbardziej wpływowe, zwalczające się obozy polityczne odwoływały się do zasadniczo 
różnych 
171 
Druga Rzeczpospolita 
wizji polskiej przeszłości narodowej. Gdy piłsudczycy nawiązywali do tradycji 
insurekcyjnych, narodowi demokraci wzywali do ich rewizji, sami zaś nawiązywali do 
tradycji pracy organicznej i „polityki realnej". Mające głębokie polityczne korzenie 
zróżnicowanie stosunku do narodowej tradycji wycisnęło wyraziste piętno na ówczesnym 
polskim „rewizjonizmie historycznym". Odnosi się to zarówno do wywołanej wystąpieniem 
Adama Skałkowskiego (1877-1951) (1924)—który zakwestionował demokratyzm Tadeusza 
Kościuszki — kontrowersji wokół postaci Naczelnika, a następnie do angażującego w latach 
trzydziestych nie tylko profesjonalnych historyków głośnego sporu o Stanisława Augusta, jak 
i do „rewizjonistycznych" wystąpień Olgierda Górki (1887-1955). Wystąpił on najpierw 
(1934) z rewizją sienkiewiczowskiego obrazu Potopu, strącając z piedestału narodowych 
bohaterów, zarówno Jeremiego Wiśniowieckiego, jak i powieściowego imć pana Jana 
Skrzetuskiego. Następnie (1935) Górka zaproponował sensacyjne „odwrócenie pojęć": 
uważane za „pesymistyczne" poglądy szkoły krakowskiej ocenił jako w gruncie rzeczy 
optymistyczne, zaś dotychczasowy historyczny „optymizm" zakwalifikował jako rzeczywisty 
pesymizm. W ten sposób dokonał rehabilitacji i rewaloryzacji tradycji krakowskiej szkoły 
historycznej. Dowodził bowiem, że koncepcja, według której causa effidens upadku dawnej 
Rzeczypospolitej była zaborczość mocarstw, implikuje interpretowanie odzyskania przez 
Polskę niepodległości (zgodnie z tezą narodowej demokracji) jako daru obcych, zaś dawna 
teza szkoły krakowskiej, według której Polska upadła niegdyś z własnych win, uzasadnia 
pogląd, że (tak właśnie, jak tego dowodzili piłsudczycy) odrodziła się dzięki własnemu 
wysiłkowi samych Polaków. Nie poprzestał wszakże na tym, bowiem za główny czynnik 
dziejotwórczy uznał nie tyle naród jako zbiorowość, ile aktywne polityczne elity, kierowane 
przez wielką, opatrznościową jednostkę. Nie pozostawiając żadnych wątpliwości, kogo miał 
na myśli, powiadał więc: 
172 

background image

Główne nurty historiografii 
powstaliśmy z własnej zasługi, znalazłszy człowieka, który potrafił zarówno przygotować, jak 
i zwycięsko rozegrać grę o Polskę. 
Ostatecznym wnioskiem, który miał wypływać z tej całej konstrukcji było to, że nie tradycja 
insurekcyjna (szkoły Sz. Aske-nazego), ale właśnie przeciwstawna jej, zrewaloryzowana 
tradycja szkoły krakowskiej powinna była stać się teraz historycznym fundamentem obozu 
sanacji. Głos Górki „wyrażał nie tylko indywidualne poglądy autora, lecz szedł po linii 
tendencji obozu rządzącego i to podwójnie: 1) przez podkreślenie tezy, że Polska odzyskała 
niepodległość własnym, tzn. legionowym wysiłkiem, 2) że rehabilitował poglądy szkoły 
głoszącej potrzebę silnej władzy" 0. Dutkiewicz, K. Śreniowska). Polemika z koncepcją O. 
Górki, którą podjęło wielu uczonych (W. Konopczyński, S. Zakrzewski, M. Kukieł i in.), w 
sposób dobitny ujawniła: 
jak daleki był ogół historyków od nowego spojrzenia na proces dziejowy, jak trudno było 
odstępować od spetryfikowanych poglądów i rozważać problem dawnej Rzeczpospolitej i jej 
upadku, choć dawno się już przebrzmiały, w kategoriach wyłącznie naukowych (M. H. Se-
rejski). 
Pomimo wszakże okoliczności, że właściwie wszystkie rywalizujące ze sobą w okresie 
międzywojennym kierunki polityczne — nie tylko piłsudczycy i narodowi demokraci — 
odwoływały się do własnych, ogólnych wizji dziejów Polski oraz, że wielu historyków było z 
tymi kierunkami związanych, nie można z pełnym uzasadnieniem stwierdzić, że 
zdeterminowały one w zupełności ogólny kształt historiografii polskiej w okresie 
międzywojennym. Trzeba z całym naciskiem stwierdzić, że pomimo wszystkich jej związków 
z bieżącym życiem politycznym, jako całość historiografia polska w okresie 
międzywojennym nie została pod względem politycznym zuniformizowana. Przedstawiała się 
ona pod tym względem podobnie jak nauka 
173 
Druga Rzeczpospolita 
historyczna demokratycznych krajów Europy, zaś zasadniczo różnie — a nie podobnie, jak 
niekiedy sądzono — od historiografii państw totalitarnych. 
Nie znaczy to jednak, by władze nie wywierały na nią politycznych nacisków: przykład dał 
sam J. Piłsudski, który w Poprawkach historycznych (1931) zdezawuował działalność 
naukową szefa Wojskowego Biura Historycznego (M. Kukiela). Pobicie, za niechętną 
wypowiedź o Marszałku, przez „nieznanych sprawców" związanego z lewicą socjalistyczną 
historyka Jana Cynarskiego (1882-1943) nie było przypadkiem odosobnionym. Ze względów 
politycznych rząd sanacyjny pozbawił jednak katedr na Uniwersytecie Jagiellońskim dwóch 
wybitnych historyków: S. Kota i W. Sobieskiego, pierwszego za krytykę panującego systemu 
i jego wystąpienia przeciw ograniczeniu autonomii Uniwersytetów, drugiego z powodu oceny 
wydarzeń 1920 r., zawartej we francuskim wydaniu jego syntezy historii Polski, która 
sprowokowała piłsudczyków do zorganizowania na niego bezprzykładnej nagonki. 
Znakomity ten historyk zmarł w dwa dni po przymusowym przeniesieniu na emeryturę. 
Jeżeli mówimy, że historiografia polska w okresie międzywojennym nie została 
zuniformizowana pod względem politycznym, nie chcemy przez to powiedzieć, że nie 
uformowały się w niej nurty, związane z konkurencyjnymi względem siebie ruchami 
politycznymi. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że poza marginalnymi wyjątkami w 
okresie międzywojennym polska nauka historyczna nie była historiografią „partyjną" w takim 
sensie, w jakim będziemy z nią mieli do czynienia w PRL, i w swoim podstawowym zrębie 
była uprawianym według obowiązujących w nauce europejskiej wzorów profesjonalnym 
dziejopisarstwem, co oczywiście nie znaczy, by była całkowicie wolna od uwarunkowań i 
implikacji politycznych. 

background image

Odnosi się to do nawiązującego do tradycji insurekcyjnej pił-sudczykowskiego nurtu 
ówczesnej historiografii, a przedstawi- 
174 
Główne nurty historiografii 
ciele tego nurtu (prócz samego Marszałka, który nie tylko przed I wojną światową, lecz także 
i po niej — choć w ograniczonym zakresie — zajmował się badaniami historycznymi 
(mianowicie nad powstaniem styczniowym, dziejami polskiego czynu zbrojnego podczas I 
wojny światowej oraz dziejami wojny polsko--bolszewickiej) Wacław Lipiński (1896-1949), 
Julian Stachiewicz (1890-1934), Władysław Pobóg-Malinowski (1899-1962), Stefan 
Pomarański (1893-1944) i in.) zajmowali się najnowszymi dziejami Polski, akcentując w 
szczególności znaczenie polskiego czynu zbrojnego w odzyskaniu niepodległości i 
umocnieniu (wojna 1920 r.) podstaw odrodzonej państwowości. Trudno jednak byłoby 
zaliczyć do tego nurtu wybitnych historyków, którzy chociaż z piłsudczyzną bardziej czy 
mniej sympatyzowali, jeżeli zabierali głos jako historycy, czynili to z reguły w sposób 
profesjonalny, zgodnie z wymaganiami nauki. Taki właśnie był przypadek wspomnianego już 
przez nas Handelsmana, który przy całej sympatii do Piłsudskiego krytycznie oceniał 
narastanie w Polsce autorytarnych tendencji politycznych, także S. Za-krzewskiego, który po 
rozstaniu się z endecją związał się z obozem sanacyjnym, wreszcie Wacława Tokarza (1873-
1937), dawnego legionisty, którego krytyczny stosunek do Piłsudskiego zbliżył pod koniec 
życia do Frontu Morges. Po zwolnieniu z wojska wrócił on do nauki, by kontynuować i 
znakomicie rozwinąć badania nad dziejami polskich zrywów wyzwoleńczych XVIII--XIX w. 
Podobnie należałoby rzec także o konkurencyjnym w stosunku do piłsudczykowskiego, 
narodowo-demokratycznym nurcie naszej ówczesnej historiografii. Za największe jego 
osiągnięcie należy poczytać to, że był jedynym jej kierunkiem, który zdobył się — w postaci 
wspomnianego już przez nas dzieła Sobieskiego—na stworzenie swojej własnej syntezy 
historii Polski. Mimo że endecja liczyła w swoich szeregach bodaj więcej, niż piłsudczycy, 
znakomitych historyków, wyraził się on jednak 
175 
Druga Rzeczpospolita 
chyba bardziej w twórczości publicystycznej, niż naukowej, aczkolwiek uprawianej nieraz 
przez wybitnych uczonych, takich jak między innymi najwybitniejszy wówczas badacz 
nowożytnych dziejów przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, wielokrotnie przez nas 
wspomniany W. Konopczyński, czy ogromnie aktywny na polu publicystycznym Zygmunt 
Wojciechowski (1900--1955). Również związani z endecją uczeni — oprócz wymienionych, 
znakomity ekonomista i historyk gospodarczy Roman Rybarski (1887-1942), niegdyś 
mediewista, później wybitny badacz nowożytnych dziejów Polski i powszechnych (który 
zresztą później zdystansował się od endecji), Adam Szelągow-ski i inni — w swojej 
dziejopisarskiej praktyce uprawiali nie historiografię partyjną, ale świetne, profesjonalne 
dziejopisarstwo. 
W okresie międzywojennym poczęły się także profesjonali-zować, reprezentowane 
dotychczas głównie przez twórczość amatorską, inne oprócz wymienionych nurty 
historiograficzne, przede wszystkim socjalistyczny — którego przedstawicielami oprócz 
wciąż aktywnego B. Limanowskiego byli J. Cynarski i zwłaszcza Adam Próchnik (1892-
1942) — oraz programowo dystansujący się od niego nurt komunistyczny, marksistowski 
(Józef Rotstadt (Krasny) (1877-1932), Eugeniusz Przybyszewski (1889-1940), Hipolit 
Grynwaser (1895-1944), Maksymilian Me-loch (1905-po 1941). Było niezmiernie 
charakterystyczne, że mimo iż wśród działających wtedy historyków nie brakło zwolenników 
ruchu ludowego (F. Bujak, S. Kot, Michał Janik i in.), w naszej ówczesnej historiografii nie 
doszło do ukształtowania się nurtu ludowego. 

background image

Zróżnicowanie ideowe historiografii polskiej bardziej, niż w podziałach na „partyjne" nurty 
dziejopisarskie, uzewnętrzniło się bowiem w okresie międzywojennym w różnicach 
ukierunkowania jej naukowych zainteresowań. 
276 
Orientacje historiograficzne 
Położenie geopolityczne państwajego struktura narodowościowa, jak i ścierające się 
orientacje i koncepcje polityczne (tzw. piastowców i jagiellończyków historycznych) 
determinowały w pewnym sensie dwukierunkowość zainteresowań zarówno tych placówek, 
jaki ośrodków regionalnych uniwersyteckich: kierunek zachodni i wschodni (M. H. Serejski). 
W związku z tym w historiografii okresu międzywojennego rozwinęły się dwie 
konkurencyjne w stosunku do siebie orientacje: zachodnia i wschodnia. Każdą z nich 
inspirowały odmienne poglądy polityczne: zachodnią — idee narodowej demokracji, która 
główne zagrożenie dla Polski upatrywała w Niemczech i uważała, że odrodzona Polska 
powinna nawiązywać do tradycji państwa Piastów; zaś wschodnią — federalistyczne 
koncepcje obozu piłsudczykowskiego, który nawiązywał do tradycji wielkości Polski w 
czasach Jagiellonów. Jednakże zarówno w przypadku jednej, jak i drugiej orientacji 
polityczna inspiracja wpływała przede wszystkim na wybór problematyki, w znacznie zaś 
mniejszym stopniu na sposób jej opracowania. Wysoki profesjonalny poziom badań 
historyków uwarunkował, że nie okazały się one prostym rzutowaniem wstecz aktualnych 
poglądów politycznych. 
Przedstawiciele zachodniej orientacji w historiografii polskiej — archeologowie (Józef 
Kostrzewski (1885-1969), badacze wcześniejszego Średniowiecza (Kazimierz Tymieniecki 
(1887--1968), Teodor Tyć (1896-1927), Józef Widajewicz (1889-1954), Karol Maleczyński 
(1897-1968), Marian Zygmunt Jedlicki (1899--1954), Z. Wojciechowski i in.) i późniejszego 
Średniowiecza (Karol Górski (1903-1988), Bronisław Włodarski (1895-1974), Stanisław 
Zajączkowski (1890-1977) i in.), oraz dziejów nowożytnych (W. Sobieski, A. Szelągowski, 
Józef Feldman (1899-1946) i in.) — polemizując z poglądami historiografii niemieckiej 
podkreślali, że państwo polskie powstało na rodzimym korzeniu, roz- 
177 
Druga Rzeczpospolita 
winęło się jako organizm niezależny od Niemiec, które wciąż mu zagrażały, że żywioł 
rodzimy, nie zaś niemiecki, zdecydował 
0 ukształtowaniu się struktury dawnego polskiego społeczeństwa i minimalizowali — 
niejednokrotnie przesadnie — znaczenie oddziaływania żywiołu niemieckiego i wpływów 
niemieckich w dziejach Polski. Przede wszystkim jednak przeciwstawili się rozwijanemu 
zarówno przez dawniejszą, jak i współczesną historiografię niemiecką poglądowi na 
niemiecką ekspansję wschodnią w dziejach jako na misję cywilizacyjną, ukazując ją jako 
wynikający z imperialisty cznych dążeń narodowo--państwowych, prowadzony wszelkimi 
możliwymi środkami, brutalny podbój. Przedstawiciele omawianej orientacji nie tylko 
podkreślali przy tym odwieczną polskość zachodnich terytoriów, które znalazły się w 
granicach odrodzonej Polski, lecz także wskazywali na polski i słowiański charakter 
obszarów, pozostających pod panowaniem niemieckim, zarówno Śląska, jak 
1 całego Pomorza. Historiografia polska udzieliła też zbiorowej odpowiedzi na propagandowe 
tezy wydanej w związku z Międzynarodowym Kongresem Nauk Historycznych w Warszawie 
(1933), inspirowanej przez Ministerstwo Propagandy Trzeciej Rzeszy, niemieckiej publikacji 
pod redakcją Alberta Brackmanna pt. Deutschland und Polen. jeszcze w okresie 
międzywojennym, po raz pierwszy w 1924 r., jeden z czołowych przedstawicieli omawianego 
kierunku, związany z endecją Z. Wojciechowski sformułował teorię macierzystych ziem 
Polski, uzasadniając pogląd, „że właściwym miejscem Polski w Europie" są obszary państwa 
polskiego z pierwszego okresu jego istnienia, zaś ową tak chwaloną przez innych ekspansję 

background image

na wschodzie oceniał nad wyraz krytycznie, powiadając, że zaciążyła ona „fatalnie" na 
dalszym biegu naszych dziejów. 
Od samego początku niepodległości z orientacją zachodnią rywalizowała w naszej 
historiografii orientacja wschodnia. O ile pierwszy po wojnie Powszechny Zjazd Historyków 
Polskich 
178 
Szkoły naukowe 
(1925) odbył się pod znakiem dzie^^ćsetlecia koronacji Bolesława Chrobrego, ostatni - w 
Wilnie (1935) - zorganizowano w pięćsetlecie układu w Krewię. Czasy jagiellońskie, jako 
epoka największej potęgi Rzeczypospolitej' przyciągały uwagę wielu historyków polskich 
(Oskar Kaleck* (1891-1973), Ludwik Ko-lankowski (1882-1956), Henryk PaszJdewicz 
(1897-1979), Witold Kamieniecki (1883-1964) i in.), którzY w tzw-idei jagiellońskiej 
poszukiwali tradycji, mającej uzasadmać mocarstwowe ambicje współczesnego państwa 
polskiego. Ponieważ jednak były one reprezentowane nie przez jedną, ale dwie rozne od 
siebie Poll~ tyczne koncepcje polskiej obecności1 na Wschodzie, to znaczy unitarystyczną i 
federalistyczną, byłP zrozumiałe, ze mimo jednoznacznie pozytywnej oceny unii polsko-
litewskiej, zgodnie uważanej za zwrotny moment w naszych dziejach, powstały różnice zdań 
co do jej istoty, mianowicie w sprawie, czy polegała ona na inkorporacji, czy też na federacji, 
w związku z czym rozwinęła się poważna, naukowa dtyskusJa- Zdaniem historyków, którzy 
eksponowali tzw. ideę jjagiellońską, unia miała polegać na dobrowolnym związku nairodów' 
miała b?Ł świadectwem pokojowej ekspansji cywilizaicyJneJ' przeciwstawnej zarówno w 
stosunku do wąskiego „nacjonalizmu", jak i polityki podboju („doktrynie moskiewskiej"/ Jak 
sie wyraził W" Kamie" niecki). Kiedy jednak zwolennicy te;'zy ^korporacyjnej podkreślali 
zasługi Jagiellonów w dążeniu L° umocnienia silnej władzy monarchicznej (L. Kolankowski), 
orędownicy tezy federahstycz-nej (O. Halecki) w unii z Litwą dopaatrywali si« realizacji 
szczególnego religijno-kulturalnego powvołania Polski' mianowicie spełnienia przez nią misji 
przedmurza chrześcijaństwa, strzegącego Zachodu przed napierającym rnań Wschodem. Obie 
te interpretacje budziły łatwe do rozszyf:frowania aktualne skojarzenia polityczne. Słusznie 
zauważono,:że rozwijając koncepcję polskiej misji cywilizacyjnej na Wschodźnas/a 
historiografia odwoływała się w gruncie rzeczy „dd° podobnych pojęć i argu- 
179 
Druga Rzeczpospolita 
mentacji, jak naq'onalistyczna historiografia niemiecka w stosunku do Polski" (M. H. 
Serejski). 
Szczególnie znamiennym świadectwem rozwoju historiografii polskiej w latach 
międzywojennych było uformowanie się i rozwój szeregu szkół naukowych. Były to szkoły 
historyczne nie w tym sensie, że grupowały historyków, opowiadających się za jakimś 
jednolitym poglądem, czy to teoretyczno-meto-dologicznym, czy na jakiś konkretny proces 
dziejowy, ale w znaczeniu grona uczonych, skupionych wokół jednego bądź (rzadziej) kilku 
naukowych mistrzów. Dawna szkoła Sz. Askena-zego przestała już wówczas istnieć: jej 
mistrz pozostawał na marginesie życia naukowego, uczniowie rozproszyli się i kontynuowali 
działalność naukową na własny rachunek. Natomiast znakomicie rozwijała się zainicjowana 
jeszcze przed wojną szkoła historyczno-prawna, której patronami byli nadal O. Balzer i S. 
Kutrzeba, zaś przedstawicielami działający już wówczas we wszystkich liczących się 
ośrodkach naukowych kraju historycy ustroju (P. Dąbkowski, Z. Wojciechowski, Wojciech 
Hejnosz (1895-1976), Jan Adamus (1896-1962), Karol Koranyi (1897-1964), Adam Yetulani 
(1901-1976) i in.). W latach trzydziestych nowe odgałęzienie tej szkoły poczęło się 
kształtować wokół Z. Woj-ciechowskiego w Poznaniu (Zdzisław Kaczmarczyk (1911-1980), 
Michał Sczaniecki (1910-1977), Józef Matuszewski i in.). Na okres międzywojenny przypada 
też uformowanie się i rozkwit polskiej szkoły historii gospodarczej, związanej z nazwiskami 

background image

F. Bujaka i J. Rutkowskiego, z których każdy skupił wokół siebie grono wybitnych uczniów 
(uczniami F. Bujaka byli m.in. Stefan Inglot, Stanisław Hoszowski (1904-1987), Jan Warężak 
(1896--1967), Janina Berger-Mayerowa (1900-1971), Antoni Walawen-der (1903-1960); 
uczniami J. Rutkowskiego: Władysław Rusiński (1911-1986), Janusz Deresiewicz, Marian 
Kniat (1899-1944) i in.). W Uniwersytecie Warszawskim własną szkołę naukową stworzył M. 
Handelsman: wyróżniającą jej cechą było, że podobnie 
180 
Horyzont zainteresowań historiografii 
jak sam mistrz jej przedstawiciele zajmowali się zarówno historią powszechną 
zachodnioeuropejskiego Średniowiecza (Tadeusz Manteuffel (1902-1970), Marian Henryk 
Serejski (1897-1975), Stanisław Arnold (1895-1973), Marian Małowist (1909-1988), Wanda 
Moszczeńska (1896-1974), Aleksander Gieysztor (1916--1999) i in.), jak historią powszechną 
i Polski czasów nowożytnych, przede wszystkim XIX w. (Helena Więckowska (1897--1984), 
Stanisław Płoski (1899-1966), ks. Mieczysław Żywczyński (1901-1978), Ryszard 
Przelaskowski (1903-1971), Lucjan Rusjan (1904-1945), Ludwik Widerszal (1909-1944) i 
in.)- Szkoła historyczna, zajmująca się głównie dziejami powstań narodowych i polskiej 
wojskowości, powstała także wokół działającego teraz w Warszawie Wacława Tokarza 
(Adam Moraczewski (1907--1941), Edmund Oppman (1903-1951), Henryk Jabłoński (ur. 
1909) i in.). Mianem tzw. nowej krakowskiej szkoły historycznej określa się też niekiedy 
grono historyków związanych z Uniwersytetem Jagiellońskim, z W. Sobieskim i W. 
Konopczyńskim na czele. Mimo podobnych sympatii politycznych, obaj byli tak wybitnymi 
naukowymi indywidualnościami, że trudno ich wtłoczyć w ramy jednej szkoły historycznej. 
W okresie międzywojennym polska nauka historyczna znacznie rozszerzyła horyzont swoich 
zainteresowań, zarówno pod względem chronologicznym, jak i problemowym. Co się tyczy 
głównego obszaru jej zainteresowań, którym byty — ze zrozumiałych względów — dzieje 
Polski, chronologiczny zakres swoich zainteresowań rozszerzyła zarówno wstecz, nawiązując 
współpracę z dyscyplinami, zajmującymi się tzw. czasami przedhistorycznymi, jak przede 
wszystkim ku czasom bliższym współczesności. Szczególnie intensywnie zajęła się dziejami 
czasów porozbiorowych, podjęła badania nad genezą odzyskania niepodległości, a także 
dziejami najzupełniej współczesnymi, w szczególności nad wojną 1920 r. Powrót 
niepodległej Polski na polityczną mapę Europy zainspirował historyków, zajmują- 
181 
Druga Rzeczpospolita 
cych się dziejami Polski, do istotnej zmiany optyki ich badania. Także mediewiści, nie 
mówiąc już o historykach czasów nowożytnych, poczęli uprawiać badania nad niegdysiejszą 
rolą Polski na arenie międzynarodowej, zajmując się coraz intensywniej jej 
międzynarodowymi stosunkami — nie tylko politycznymi, lecz także gospodarczymi, 
kościelnymi, kulturalnymi czy artystycznymi — zarówno w średniowieczu, w czasach 
nowożytnych, jak w epoce porozbiorowej. Mimo że — podobnie, jak to było w nauce 
historycznej większości krajów europejskich—również w ówczesnej polskiej nauce 
historycznej dominowały, wciąż uważane za najważniejsze, tradycyjne badania nad dziejami 
politycznymi, jednak otworzyła się ona wówczas na nową problematykę. W historiografii 
naszej na poczesne miejsce wysunęła się więc teraz przede wszystkim historia gospodarcza, 
uprawiana nie tylko w jej głównych ówczesnych ośrodkach — mianowicie we Lwowie (F. 
Bujak) i w Poznaniu 0. Rutkowski) — lecz także w innych, zwłaszcza w Krakowie (Roman 
Gródecki (1889--1964)) i w Warszawie (Natalia Gąsiorowska-Grabowska (1881--1964), S. 
Arnold). Znaczącą, pozycję w nauce zyskała sobie wówczas także historia kultury, uprawiana 
jako historia kultury umysłowej, która rozwijała się głównie w Krakowie (S. Kot), we 
Lwowie (S. Łempicki, J. Ptaśnik), w Warszawie (S. Czarno-wski), a także — dzięki 
niezmordowanej aktywności A. Briicknera — w Berlinie. Bardzo często zajmowanie się nią 

background image

wiązano z uprawianiem także historii nauki i oświaty, czego przykładem była zarówno 
twórczość S. Kota i S. Łempickiego, jak zwłaszcza uczniów pierwszego z nich Henryka 
Barycza (1901-1994). Nie można wreszcie nie wspomnieć, że w okresie międzywojennym 
rozwinęły się także poważne badania nad dziejami Kościoła katolickiego oraz innych wyznań 
religijnych w Polsce. Bardziej poza strukturami akademickiej nauki historycznej, aniżeli w 
ich ramach, prowadzono także wówczas badania nad dziejami wielkich klas społecznych 
(robotnicy, chłopi) i ruchów społecznych. 
182 
Europejski charakter historiografii polskiej 
Oprócz badań nad dziejami Polski, w historiografii naszej w czasach międzywojennych 
zaznaczył się nie spotykany kiedykolwiek wcześniej rozwój profesjonalnych badań z historii 
powszechnej: mającej już u nas swoją tradycję historii starożytnej (K. Morawski, Tadeusz 
Zieliński (1859-1944), Ludwik Pio-trowicz (1886-1957), Tadeusz Wałek-Czernecki (1889-
1949), Zdzisław Zmigryder-Konopka (1897-1939), Jerzy Manteuffel (1900--1954) i in.), 
także nowej na gruncie polskim historii Bizancjum (Kazimierz Zakrzewski (1900-1941), O. 
Halecki), rzadko dotąd uprawianej historii powszechnej Średniowiecza (prócz reprezentantów 
szkoły M. Handelsmana wymienić tu należy J. Ptaś-nika, oraz historyków stosunków Polski z 
sąsiadami: J. Dąbrowskiego, S. Zajączkowskiego, B. Włodarskiego, Stefana M. Ku-
czyńskiego (1904-1985), Leona Koczego (1900-1981) i in. Mniej intensywnie niż historią 
średniowieczną, głównie z punktu widzenia spraw polskich, zajmowano się u nas wówczas 
historią powszechną nowożytną i najnowszą (B. Dembiński, W. Konop-czyński, A. 
Szelągowski, A. Skałkowski, J. Feldman i in.). Dodajmy na koniec, że w międzywojennej 
Polsce działało także środowisko historyków żydowskich, którego niektórzy przedstawiciele 
(Mojżesz Schorr (1874-1941), Majer Bałaban (1877--1942/3?) pracowali w ramach 
akademickich struktur nauki polskiej, a także pozostające na jej uboczu środowiska 
historyków ukraińskich i mniejszości niemieckiej. 
Tuż ten pobieżny siłą rzeczy rzut oka na historiografię polską okresu międzywojennego 
potwierdza wyrażone przez nas na wstępie przekonanie, że odzyskanie przez Polskę 
niepodległości miało trudne do przecenienia, zasadnicze znaczenie dla rozwoju polskiej nauki 
historycznej. Stworzyło dla niej normalne, podobne do istniejących w innych krajach 
europejskich, warunki rozwoju, umożliwiło rozwój naukowej kadry, sprzyjało rozszerzeniu 
zarówno chronologicznych, jak problemowych horyzontów nauki historycznej, nadrobieniu 
pozostałych w tym zakresie po 
183 
Druga Rzeczpospolita 
czasach zaborów zaległości, pobudziło rozwój nowych historycznych koncepcji. Nie ulega 
wątpliwości, że zarówno pod względem swych horyzontów, jak i metod badawczych, 
ówczesna polska twórczość historyczna — która w przeważającej większości była dobrym, 
fachowo uprawianym, tradycyjnym dziejopisarstwem i nie okazywała większej skłonności do 
nowatorstwa — była w pełnym tego słowa znaczeniu historiografią europejską, uprawianą 
według obowiązujących w nauce europejskiej standardów. W dobie międzywojennej 
przeżywała ona niewątpliwie okres swojego rozwoju, choć panująca wówczas sytuacja 
polityczna z pewnością nie była idylliczna i wyraźnie pogorszyła się zwłaszcza od początku 
lat trzydziestych, kiedy po procesie brzeskim zapanowała — jak pisał M. Kukieł do S. 
Zakrzewskie-go — „duszna atmosfera", która nie pozostała bez wpływu na warunki i 
możliwości pracy historycznej. Dzięki udziałowi przedstawicieli Polskiej Akademii 
Umiejętności w pracach Związku Akademii, uczestnictwu coraz liczniejszych delegacji 
historyków polskich w Międzynarodowych Kongresach Nauk Historycznych (w Brukseli, 
1925; w Oslo, 1928; i Zurychu, 1938), wejściu przedstawicieli nauki polskiej do 
Międzynarodowego Komitetu Nauk Historycznych, oraz polskiemu uczestnictwu w innych 

background image

międzynarodowych inicjatywach naukowych historiografia polska wyrobiła sobie uznanie na 
arenie międzynarodowej. Jego miarą stało się powierzenie Polsce organizacji VII 
Międzynarodowego Kongresu, który odbył się w 1933 r. w Warszawie i stał się, jak 
podkreślił w poświęconym pięćdziesięcioleciu Polskiego Towarzystwa Historycznego tomie 
„Kwartalnika Historycznego" (1937) Kazimierz Tyszkowski, „prawdziwym naszym 
zwycięstwem na forum międzynarodowym". 
Rozdział XIII 
Przemiany 
historiografii 
europejskiej 
po II wojnie światowej 
Z im dalszej perspektywy spoglądamy na przemiany, jakie dokonały się w ostatnim 
półwieczu w historiografii światowej, tym wyraźniej uświadamiamy sobie, że koniec II wojny 
światowej zapoczątkował w dziejach nauki historycznej nową epokę, zarówno pod względem 
warunków jej uprawiania, jak i sposobu pojmowania przez samych historyków „charakteru i 
roli historii, oraz ich stosunku do własnej dyscypliny" (G. Barraclough). Nowy układ sił, w 
szczególności zaś pojałtań-ski porządek w Europie, na długi czas określił warunki uprawiania 
nauki historycznej nie tylko na Wschodzie, lecz także na Zachodzie, oraz wywarł doniosły 
wpływ na nią samą w skali globalnej. Jednakże przemian, jakie w niej nastąpiły, nie można 
zrozumieć jako uwarunkowanych li tylko zmianami, które się dokonywały w sferze 
obiektywnych warunków rozwoju historiografii. Jeszcze podczas II wojny światowej, a 
jeszcze wyraźniej po jej zakończeniu, coraz liczniejsi głównie europejscy intelektualiści 
poczęli dawać wyraz swemu przekonaniu, że historiografia taka, jaką dotychczas uprawiano, 
nie odpowiada wyzwaniu nowych czasów. Narastało przekonanie, że historia ludzi 
185 
Po II wojnie światowej 
„zawiodła" czy wręcz „zdradziła", skoro nie potrafiła wyjaśnić tego, co nastąpiło; rozwijał się 
sceptyczny stosunek do jej wartości poznawczych, skoro z taką łatwością podczas wojny 
dostarczała niejednokrotnie sprzecznych ze sobą argumentów mających legitymować 
najróżniejsze, nie zawsze bynajmniej szlachetne cele polityczne. Jeszcze podczas wojny 
baczny obserwator i krytyk bezpośredniego angażowania się historii w służbie polityki Marc 
Bloch przestrzegał, że jeżeli pozostanie ona taką, jaką była, to historiografii — nie tylko tej, 
którą kwalifikował jako „niewłaściwie pojmowaną", lecz także historii „w dobrym znaczeniu 
tego słowa" — grozi utrata społecznego zaufania, co — jak podkreślał — stałoby się 
„kosztem zupełnego zerwania z naszymi najtrwalszymi tradycjami intelektualnymi". 
Uświadomienie sobie faktu, że historiografia, uprawiana według dotychczasowych wzorów, 
nie potrafiła sprostać wyzwaniom nowych czasów, inspirowało też do postulowania 
przeprowadzenia zasadniczej rewizji jej podstaw teoretyczno-metodologicznych. Sir Maurice 
Powiekę, Regius Professor na uniwersytecie w Oksfordzie, w swym adresie do brytyjskiej 
Historical Association na Nowy Rok 1944 r. stwierdzał: 
gdy oglądamy się wstecz na ostatnie pięćdziesięciolecie, wszyscy musimy być świadomi 
złego samopoczucia i niepokoju, jakie prześladują dziś refleksyjne studium historii. Badacz 
historii, szczególnie jeżeli jest także jej nauczycielem, nigdy tak bardzo jak dzisiaj nie był 
świadomy znaczenia swojego przedmiotu. Słusznie jest on przekonany o jego doniosłości, ale 
jest osaczony przez publiczność, gorąco pragnącą wiedzieć, jak to wszystko było, na co on nie 
może udzielić jasnej odpowiedzi. 
Uświadomienie sobie tego faktu doprowadziło brytyjskiego historyka do zakwestionowania 
świętej zasady tradycyjnej historiografii głoszącej, że historię tworzy się na drodze 
indukcyjnej, na podstawie naukowo stwierdzonych faktów, oraz sfor- 
186 

background image

Krytyka dotychczasowego dziejopisarstwa 
mułowania tezy, że poznaniem historycznym steruje sfera (nazwanej tak później) wiedzy 
pozaźródłowej, której zasadniczą treścią jest przyjmowany przez historyków system ocen. 
Powiekę dowodził więc, że: 
ustalenie faktu jest wynikiem dedukcji i każdy z nas czerpie swoją całościową wiedzę o 
historii z drugiej, trzeciej, czwartej czy którejś tam ręki. Ponadto historia, którą' czytamy 
spodziewając się, że jest oparta na faktach, opiera się mówiąc ściśle nie na nich, ale na seriach 
przyjętych sądów, a to co zwiemy historycznymi uogólnieniami, jest sądami o sądach. 
Uświadomienie sobie niewystarczalności takiej historii, jaką dotychczas uprawiano, 
prowadziło więc brytyjskiego historyka do sformułowania relatywistycznej koncepcji 
poznania historycznego, wychodzącej naprzeciw poglądom, rozwijanym jeszcze w okresie 
międzywojennym przez francuskich twórców kierunku „Annales". 
Powojenna krytyka dotychczasowych sposobów uprawiania historiografii dotyczyła przede 
wszystkim jej dwóch modeli, w nierównym stopniu określających praktykę dawniejszej i 
współczesnej nauki historycznej. Szczególnie gorąca polemika rozwinęła się wokół 
cieszącego się do niedawna szczególnie wysokim prestiżem modelu historiografii, opartego 
na doktrynie indywidualistycznego historyzmu. Rozwinęła się ona nie tylko w nauce 
niemieckiej, gdzie po katastrofie Trzeciej Rzeszy ścierały się ze sobą (w Niemczech 
Zachodnich) dwie sprzeczne tendencje: zmierzająca do rewaloryzacji tej historiograficznej 
tradycji, reprezentowana przez konserwatywne skrzydło niemieckiej nauki historycznej (G. 
Ritter i in.), oraz opozycyjne w stosunku do niej, długo jednak słabsze, dążenie zmierzające 
do zasadniczej rewizji tradycji indywidualistycznego historyzmu i oparcia niemieckiej nauki 
historycznej na nowych podstawach teoretyczno-metodologicznych. Chyba jednak ostrzejszą 
formę polemika 
387 
Po II wojnie światowej 
z tą historiograficzną tradycją przybrała w nauce historycznej poza granicami Niemiec. Znany 
już nam Barraclough w wydanej w 1955 r. książce Historia w zmieniającym się świecie 
(History in a Changing World), na którą złożyły się teksty, w większości drukowane już 
wcześniej, zarzucił temu wzorcowi historiografii, że prowadzi on do, sprzecznego z 
moralnym poczuciem człowieka, niebezpiecznego relatywizmu. Brytyjski historyk 
wypominał więc, że wychowanego na tej tradycji historyka: 
nauczono ukazywać nie to, czy Karol I — lub Hitler — był prawy, czy też nie, ale „jak jego 
działalność była historycznie uwarunkowana", nauczono go rozszczepiać „strukturalne rysy 
konfliktu, który tkwił w dialektyce wydarzeń". Jeśli naprawdę jest to jego zajęcie, jedyna 
czynność, na której podjęcie pozwala mu jego materiał, wypada nam tylko stwierdzić, że jego 
pogląd jest do tego stopnia ograniczony i zawężony, że wyklucza rzeczywiste problemy, które 
nas jako ludzi obchodzą właśnie najbardziej. Nie może on bowiem znieść (abolish) 
zagadnienia o charakterze moralnym, mianowicie, że jeżeli przyjmiemy, iż nasza wiedza jest 
niewystarczająca do tego, aby potępiać, to w takiej samej mierze nie może ona wystarczać dla 
usprawiedliwiania. [...] Któż nie będzie winił zwykłego człowieka, kiedy przejąwszy się do 
głębi ślepymi regułami, wypływającymi z założeń historyzmu, będzie on myślał i postępował 
tak właśnie, jak gdyby historyczne sądy mogły być ostateczne i wszechwystarczające, zaś 
kryteria, na których je oparto, możliwe do odniesienia do wszystkich spraw ludzkich? Któż 
będzie miał prawo go winić, jeśli pod wpływem zbyt dużej dawki historii, która wpadła mu w 
rękę, powstrzyma się on od wydawania jakichkolwiek sądów, ze względu na (zaistniałe) 
okoliczności, albo gdy użyje on historii za wygodny pretekst dla (uzasadnienia swego) 
cynizmu, bądź wreszcie — co byłoby już najlepsze — odrzuci ją z obrzydzeniem? 

background image

Na innym miejscu ten sam uczony później podkreślił, że takie wydarzenia z lat II wojny 
światowej, jak eksterminacja Żydów, zbrodnie hitlerowskie w Europie Wschodniej, 
gigantyczne przemieszczenia ludności, „atomowy holocaust Hiroszimy i Naga- 
188 
Alternatywa marksistowska i jej krytyka 
saki" sprawiły, że „żadna wrażliwa jednostka nie może się już z niezmąconą pogodą 
przypatrywać biegowi historii" i wołał: 
nadszedł czas, aby przystąpić do zrewidowania podstaw i zasadniczych postulatów 
historycznego myślenia. 
Ze względu na to, że uniemożliwia ona nauce historycznej dokonywanie moralnej oceny 
rozpatrywanych procesów i zdarzeń, brytyjski historyk postulował więc odrzucenie modelu 
historii, opartego na doktrynie indywidualistycznego historyzmu. Z innego względu — 
mianowicie z powodu, że implikując te-leologiczny pogląd na dzieje w gruncie rzeczy 
legitymuje on wszystko, co się kiedykolwiek gdziekolwiek zdarzyło — został on wówczas 
poddany krytyce także przez niektórych wybitnych filozofów. W szczególności niepokoiło 
ich pytanie o sens dziejów, które nabierało teraz szczególnie aktualnego znaczenia. Chodziło 
mianowicie o odpowiedź na odwieczne pytania o to, czy historia może dostarczać podstawy 
do racjonalnego przewidywania historycznego, a w związku z tym o to, czy jest uzasadnione 
rozumienie procesu dziejowego w jakichkolwiek kategoriach ideologicznych. Karl Jaspers 
wyrażał nie tylko swoje indywidualne przekonanie, kiedy zakwestionował pojęcie sensu 
historii. Przestrzegał, że: 
ten kto wierzy, że historia zmierza do jakiegoś celu, z pewnością nie poprzestanie na 
medytacji nad tym celem, ale zacznie obmyślać, jak go zrealizować. [...] Jeśli sens historii ma 
być dla nas ziemską realizacją stanu ostatecznej szczęśliwości, nie potrafimy znaleźć w 
naszym umyśle żadnego o niej wyobrażenia ani odszukać w minionej historii żadnego znaku 
zapowiadającego jej przyjście. Ba, przeciwnie, cała historia ludzkości świadczy przeciw tej 
idei: idzie ona po wyboistej drodze, pełnej lichych osiągnięć i całkowitych ruin. Na pytanie, 
jaki jest sens historii, nie sposób odpowiedzieć wskazaniem jakiegoś celu. 
189 
Po II wojnie światowej 
Krytyka znakomitego myśliciela z całą pewnością zwracała się przeciw poglądom, które w 
nawiązaniu do doktryny indywidualistycznego historyzmu rozwijała historiografia 
hitlerowska, przedstawiająca Trzecią Rzeszę jako cel całego niemieckiego procesu 
dziejowego. Kierowała się ona także w inną stronę, mianowicie przeciwko koncepcjom, 
rozwijanym przez historiografię marksistowską, która po II wojnie światowej stała się 
rzeczywistą alternatywą dla nauki historycznej w wielu krajach, nie tylko uzależnionych od 
ZSRR i nie tylko europejskich. Z jednej strony, jeszcze podczas wojny wielu historyków 
poczęło się zwracać ku marksistowskiej koncepcji historii, która po wojnie w licznych 
środowiskach intelektualnych na Zachodzie została uznana za atrakcyjną propozycję 
przezwyciężenia niedostatków tradycyjnych kategorii historycznego myślenia i uprawiania 
historii. Z drugiej strony marksistowski model nauki historycznej, a ściślej jego stalinowski 
wariant, został pod koniec lat czterdziestych przyjęty za podstawę historiografii we 
wszystkich krajach satelickich radzieckiego imperium. Niezależnie od tego, w jakiej mierze 
„przełom metodologiczny", który stał się udziałem historiografii tych krajów, był 
wymuszony, a w jakiej spontaniczny, konsekwencją przyjęcia nowego historiograficznego 
standardu było przyjęcie nowych kategorii (ontologicznych) rozumienia dziejowej 
rzeczywistości oraz jej badania (epistemologia), a co za tym idzie ukierunkowanie badań 
historycznych na nową problematykę. Było zrozumiałe, że ta gwałtowna aktualizacja 
marksistowskiego modelu historiografii pociągała część historyków, opowiadających się za 
rewizją dotychczasowych sposobów rozumienia i uprawiania historii, skłaniała do krytyki 

background image

innych, niekoniecznie tylko obrońców tradycji, lecz także uczonych, którzy modernizaq'ę 
historiografii wiązali z odmiennymi od marksistowskiej propozycjami. 
Spośród wszystkich głosów krytycznych, które sprowokowała aktualizacja marksistowskiego 
modelu historii, zasługują 
190 
Alternatywa marksistowska i jej krytyka 
na uwagę zwłaszcza te, które poddawały krytyce teleologiczne implikacje stanowiącej jego 
podstawę teorii. Wielką polemikę w tej sprawie podjął Karl Popper w pracach: Nędza, 
historycyzmu (The Poverty of Historicism, 1944-1945) oraz Społeczeństwo otwarte i jego 
wrogowie (The Open Society and Its Enemies, 1945), w których przeprowadził zasadniczą 
krytykę tak nazwanego przez siebie historycyzmu. Przez to pojęcie — nie należy mylić go z 
histo-ryzmem — filozof ten rozumiał takie filozofie dziejów, które upatrują w nich realizacji 
jakiegoś koniecznego celu, niezależnie od tego kto i kiedy je formułował; tego rodzaju 
poglądy myśliciel odnalazł już w myśli antycznej. Wskazując na to, że prowadzą one do 
totalitarystycznych konsekwencji, myśliciel ten dowodził, że „wiara w historyczne 
przeznaczenie jest czystym przesądem, oraz że nie można przewidzieć biegu ludzkiej historii 
przy pomocy żadnych naukowych, bądź jakichkolwiek innych racjonalnych metod". Popper 
tłumaczył: 
przyszłość zależy od nas samych, my zaś nie zależymy od żadnej konieczności historycznej. 
Istnieją jednak bardzo wpływowe filozofie społeczne, wyznające pogląd przeciwny. [...] 
Twierdzą one, że wygłaszanie przewidywań jest celem nauki lub raczej, że celem tym jest 
udoskonalanie naszych codziennych przewidywań i oparcie ich na pewniejszej podstawie; 
oraz że celem nauk społecznych jest uzbrojenie ludzi w dalekosiężne przepowiednie 
historyczne. Co więcej, wierzą, że odkryły prawa historii, które pozwalają im przewidywać 
bieg wydarzeń historycznych. Różne filozofie społeczne wysuwające takie roszczenia 
zgrupowałem pod wspólnym mianem historycyzmu. 
Skonstruowane przez Poppera pojęcie historycyzmu obejmowało więc (co wydaje się nam 
niedostatkiem tej konstrukcji) opozycyjne w stosunku do siebie pod względem ontologicznym 
koncepcje, zarówno tworzone na gruncie tradycji nomologicz-nej, jak indywidualistycznej, 
takie, które pretendowały do adekwatnego przewidywania (a więc i kreowania) przyszłości, 
na podstawie rozumienia biegu dziejów jako teleologii. 
191 
Po II wojnie światowej 
Swoją krytykę historycyzmu Popper skierował przede wszystkim przeciwko — jak je określił 
— „dwóm najważniejszym nowożytnym wersjom historycyzmu", mianowicie historycznej 
filozofii faszyzmu oraz marksistowskiej filozofii dziejów. Pisząc swe Społeczeństwo otwarte 
podczas II wojny światowej w Nowej Zelandii żywił on przeczucie, że już w niedalekiej 
przyszłości „marksizm stanie się problemem naczelnym", co zdecydowało, że poświęcił mu 
„więcej miejsca". W1950 r. uznał, że „z punktu widzenia dzisiejszej zagmatwanej sytuacji 
światowej można uznać moją krytykę Marksa za główny przedmiot książki". O ile w 
krytycznej warstwie swych rozważań Popper zwrócił uwagę na istotne zagrożenia, związane z 
proponowaną przez marksizm historyczną teleologią, to pozytywna warstwa jego refleksji 
wydaje się banalna: myśliciel opowiedział się bowiem za tradycyjną, powszechnie już 
wówczas kwestionowaną tezą historiograficznego idiografizmu, głoszącą, że historia powinna 
się zajmować ustalaniem indywidualnych faktów. 
W podobnym do Poppera kierunku szły też rozważania — podjęte już w okresie zimnej 
wojny — przez filozofa sir Isaiaha Berlina, który w wykładzie z 1953 r. rozprawiał się ze 
wszystkimi możliwymi postaciami „doktryny konieczności historycznej". Podobnie jak 
Barraclough, nie godził się on na taką neutralność historii, która powstrzymywałaby ją od 
„osądzania Karola Wielkiego czy Napoleona, Dżyngis-chana, Hitlera lub Stalina za ich 

background image

rzezie", i akcentował, że neutrałistyczne stanowisko dziejopisarstwa pozostaje w sprzeczności 
z naszymi własnymi kategoriami myślenia jako zwykłych ludzi. Zaaprobowanie „doktryny 
konieczności historycznej" — pisał — zadaje bowiem gwałt: 
podstawowym kategoriom naszej moralności, mylnie przedstawiając sens naszej przeszłości 
oraz ignoruje najbardziej podstawowe pojęcia i kategorie naszego normalnego myślenia. 
Winien nadejść taki czas, kiedy ludzie zdumieją się, jak ów pogląd, łączący niezrozumienie 
192 
Histotriograficzna rewolucja? 
metod empirycznych z wyolbrzymionym do dziwactwa cynizmem, mógł zyskać tak wielką 
sławę i powalanie. 
Aczkolwiek do podjętej przez filozofów krytyki rozumienia biegu dziejów jako teleologii 
historycy odnieśli się na ogół sceptycznie, nie ulega wątpliwości, że zwróciła ona uwagę na 
niebezpieczne konsekwencje, jakie pociągały za sobą zarówno marksistowska (przede 
wszystkim stalinowska) interpretacja biegu dziejów, jak i inne „historycystyczne'"—w 
znaczeniu, jakie temu terminowi nadał Popper — konstrukcje historiozoficzne, co nie było 
bez znaczenia również dla historiografii. 
Załamanie się wiary w walory poznawcze historiografii takiej, jaka była dotychczas 
uprawiana, wielostronna krytyka założeń, na jakich opierały się jej główne modele, w 
połączeniu ze zmianą generacyjną, która dokonała się wówczas w nauce historycznej wielu 
krajów, złożyły się na gwałtowne przyśpieszenie przemian, jakie w połowie lat 
pięćdziesiątych nastąpiło w nauce historycznej w skali globalnej, i które niekiedy określa się 
dziś mianem historiograficznej rewolucji. Od 1955 r. — podkreślał Barraclough — nauka 
historyczna wkroczyła w „nową fazę przyśpieszonych przemian", bmy wybitny znawca 
historiografii współczesnej Georg G. Iggers pisał (1984): 
w ciągu kilku minionych dziesięcioleci, ale szczególnie w ciągu dzie-sięciu-piętnastu lat, 
uwidoczniła się wyraźna reorientacja badań historycznych, zarówno tu (w Ameryce), jak i w 
Europie. Pod wpływem nowoczesnych nauk społecznych i zmieniającej się społecznej i 
politycznej rzeczywistości, metodologiczne procedury, które [...] były przewodnikami hla 
większej części profesjonalnych badań historycznych od dziewiętnastego wieku, okiizaty się 
coraz bardziej nieadekwatne dla młodszej generacji historyków. 
Na czym więc, najogólniej mówiąc, polega owa przemiana, którą niektórzy nazywają 
rewolucją, a która w ostatnich dzie- 
193 
Po II wojnie światowej 
sięcioleciach dokonuje się w nauce historycznej w skali globalnej? Krytyka dotychczasowych 
sposobów uprawiania historii nie doprowadziła — wbrew oczekiwaniom wielu spośród tych, 
którzy ją podejmowali — do uzgodnienia stanowisk i przyjęcia jako obowiązującego 
historiograficznego standardu jakiegoś jednego jej modelu. Uświadomiła ona jednak 
historykom, że tym, co uniemożliwia podobne uzgodnienie stanowisk, jest nie tyle różna 
wiedza o faktach (procesach, wydarzeniach), ile głębsze rozbieżności, warunkujące sposoby 
postrzegania badanej rzeczywistości, o charakterze teoretyczno-metodologicznym. 
Uświadomienie sobie doniosłego znaczenia tego związku pobudziło jednak historyków nie 
tyle — jak niejednokrotnie dawniej — do poszukiwania ogólnego sensu dziejów (Barraclough 
celnie podkreślił, że rozważania te chętnie przekazali oni filozofom i teologom) — ile do 
poddania ściślejszym niż kiedykolwiek dotąd rygorom metodologicznym swej własnej 
praktyki badawczej, zainspirowało ich do przywiązywania coraz większego znaczenia w 
pracy historycznej do konceptualizacji. Trzeba się zgodzić ze zdaniem Jerzego Topolskiego, 
który podkreślił, że: 
w historiografii nowoczesnej istnieje tendencja, by [...] system sterujący, w którym dominuje 
potoczna wizja świata oraz przeświadczenia ideologiczne, wpływające bezpośrednio, na ogół 

background image

przy tym de-formująco, na wyniki badań, zastąpić weryfikowalną naukowo teorią, czyli by 
strukturze konceptualizacyjnej nadać walorów naukowych, podobnie jak to stało się 
wcześniej z innymi dziedzinami badania, szczególnie z ustalaniem faktów. 
Charakterystyczne dla dokonującej się we współczesnej nauce historycznej uteoretycznienie 
historiografii nie polega jednak na jej wiązaniu z każdą dowolną teorią, ale tylko z teoriami 
określonego rodzaju. Pod tym względem szczególnie istotną zmianą, jaka dokonała się w 
historiografii współczesnej, było radykalne załamanie się doktryny indywidualistycznego 
histo- 
194 
Histonograficzna rewolucja? 
ryzmu. Od czasów głośnej kontrowersji wokół tez Fritza Fische-ra, jaka w latach 
sześćdziesiątych rozgorzała w historiografii niemieckiej, doktryna ta nie znajduje już nowych 
zwolenników nawet w swej własnej ojczyźnie, w Niemczech. Barraclough dowcipnie wyraził 
się, że nowi historycy uznali wywodzący się od Immanuela Kanta pogląd o istnieniu 
zasadniczej dychotomii między światem człowieka a naturą za „kuriozalnie przestarzały", zaś 
„traktowanie dziejów gatunku ludzkiego jako czegoś pod względem jakościowym 
odmiennego od np. dziejów ryb, jest dla nich wyrazem podejrzanego antropomorfizmu". 
Jak celnie podkreślił Jerzy Topolski, „proces uteoretycznienia historii oznacza zarówno 
wprowadzanie na jej grunt teorii z innych nauk (np. socjologii), jak i budowanie teorii 
własnych, odpowiadających potrzebom badań nad różnymi epokami". Podczas gdy dawne 
dziejopisarstwo, które ograniczało swój horyzont badawczy do tego, co w dziejach 
indywidualne i niepowtarzalne, chętnie akcentowało swoją autonomiczność w stosunku do 
innych dziedzin nauki, współczesna nauka historyczna czyni przeciwnie, otwiera się bowiem 
coraz szerzej na współpracę z coraz to innymi naukami, przede wszystkim — chociaż z 
pewnością nie tylko — społecznymi: z socjologią, antropologią, ekonomią, demografią, 
psychologią i innymi. Przyjęcie perspektywy nomologicznej otworzyło jej horyzonty na 
ilościowe wymiary dziejowej rzeczywistości; erupcja historycznych badań kwantytatywnych 
jest dziś chyba najbardziej spektakularnym wyznacznikiem dokonujących się w historiografii 
zmian. W nierównej mierze — a także w rozmaity sposób — uczestniczą w nich 
historiografie poszczególnych krajów. W dokonujących się w ostatnich dziesięcioleciach 
przemianach historiografii ogromnie doniosłą rolę odegrało francuskie środowisko „Annales". 
Szczególnie przyczynił się do tego czołowy przedstawiciel drugiej generacji tego 
historiograficznego kierunku, Fernand Brau-del, nie tylko sam będący twórcą ogromnie 
nowatorskiej kon- 
195 
Po II wojnie światowej 
cepcji historii globalnej, którą rozwijał do końca swego życia, lecz także stworzył on prężny, 
promieniujący na cały świat ośrodek nowej myśli naukowej, wokół którego oprócz 
historyków skupił także wybitnych przedstawicieli innych nauk, oraz wychował liczne grono 
— nie tylko francuskich — młodszych historyków, którzy będą później rozwijali i — ma się 
rozumieć — także rewidowali koncepcje swojego mistrza. W nauce niemieckiej, która przez 
długi czas nie zwracała uwagi na propozycje, zgłaszane przez francuskich reformatorów 
historii, nową historiografię reprezentuje przede wszystkim ukształtowany pod koniec lat 
sześćdziesiątych kierunek „Sozialgeschichtć' (H. U. Wehler, J. Kocka i in.), który rozwija 
badania nad historią „całego społeczeństwa". Wśród nowych kierunków historiografii 
amerykańskiej na szczególną uwagę — ze względu na najbardziej uteoretycznioną 
konceptualizację przedmiotu badań oraz zastosowanie szczególnie precyzyjnych metod — 
zasługuje rozwijająca się od drugiej połowy lat pięćdziesiątych „Nowa Historia 
Ekonomiczna" (New Economic History), mająca jak dotąd jednak niewielki wpływ na 
historiografię europejską. W dokonujących się w ciągu ostatnich dziesięcioleci głębokich 

background image

przemianach w nauce historycznej ma także pewien udział część historiografii 
marksistowskiej, ta mianowicie, która zdołała przezwyciężyć schematyczne rozumienie 
stanowiącej jej podstawę teorii oraz zerwać z tradycją jej instrumentalnego traktowania. 
Pluralistyczna pod względem swych założeń teoretycznych, modernizująca się historiografia 
współczesna z dumą podkreśla swoją nowość, określając się mianem „Nowej Historii" w 
ogóle czy jakiejś bardziej szczegółowej „nowej" historii. Przekonanie o ogromnych 
możliwościach, jakie się przed nią otwarły, zrodziło wśród jej entuzjastów atmosferę 
optymizmu, jakże kontrastującego ze zwątpieniem, jakie po II wojnie światowej ogarniało 
historyków, snujących refleksję nad stanem swej dyscypliny. 
Nie trwało to jednak długo, skoro nie trzeba było długo cze- 
196 
Historiograficzna rewolucja? 
kac, aby tej nadmiernie optymistycznej ocenie aktualnego stanu historiografii stanowczo 
zaprzeczyli orędownicy postmodernizmu. Jak niedawno (1994) celnie podkreśliła tropiąca z 
ogromnym powodzeniem jego meandry w filozofii historii i historiografii Ewa Domańska: 
od blisko dwudziestu lat obserwuje się zasadniczą zmianę w sposobie myślenia o historii, 
historiografii, możliwościach poznania historycznego i samym historyku, którą można 
określić jako «kryzys tradycyjnego widzenia historii*. Kryzys ten ujawnił się wraz z «narra-
tywistycznym» czy «retorycznym» zwrotem, który rozpoczął się w teorii historii w połowie 
lat siedemdziesiątych, a dokonał w latach osiemdziesiątych. 
W konsekwencji owego zwrotu — jak pięknie napisała ta sama autorka w tym samym 1994 
r., ale już w innym miejscu: 
obecnie historyk uważany jest za interesującego wówczas, gdy nie •>"»' jest on zimnym 
scjentystą, ale wrażliwym „artystą", który odkrywając przeszłość próbuje dotknąć prawdy o 
świecie. Od „nowego historyka" wymaga się, aby był nie tylko historykiem w tradycyjnym 
tego słowa znaczeniu, lecz także filozofem, pisarzem, poetą, krytykiem, a przede wszystkim 
indywidualnością, żeby nie powiedzieć mędrcem, który niosąc na swoich barkach nie tylko 
doświadczenia swojego własnego życia, ale doświadczenia ludzi badanych przez niego epok, 
potrafił udzielić odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytania, pytania o wartości ludzkie. 
Rozdział XIV 
Historiografia PRL 
W tych wielkich przemianach, jakie dokonywały się w światowej nauce historycznej po II 
wojnie światowej, historiografia polska nie zawsze mogła uczestniczyć, co jednak nie 
oznaczało, aby wtedy, kiedy stało się to możliwe, nie zaznaczyła w nich swojego udziału. 
Jeżeli zwróciliśmy uwagę na znaczenie, jakie dla rozwoju nauki historycznej miała zmiana 
warunków jej uprawiania, która dokonała się po wojnie, powinniśmy podkreślić, że w 
dwójnasób odnosiło się to właśnie do historiografii polskiej. 
Po pierwsze: żadna z historiografii państw, które tak czy inaczej zostały dotknięte przez 
wojnę, nie wkraczała w okres powojenny z tak wielkimi stratami, jak właśnie polska nauka 
historyczna. Objęły one zarówno — wskutek zniszczenia licznych archiwów i bibliotek — 
podstawę warsztatową nauki historycznej, jak i — w związku z likwidacją podczas okupacji 
wyższych uczelni oraz wszystkich instytucji i organizacji naukowych, które podczas okupacji 
mogły działać tylko nielegalnie — jej struktury organizacyjne, a zwłaszcza kadrę naukową. 
198 
Pierwsze* przewartościowania 
Oblicza się, że podczas wojny zginęło lub zmarło aż 53% czynnych dotychczas historyków 
(H. Winnicka, 1987). 
Po drugie: żadnej z zachodnioeuropejskich — jeśli nie liczyć nauki historycznej w 
okupowanych, a następnie podzielonych Niemczech — i tylko niektórych z historiografii 
krajów środkowoeuropejskich po II wojnie światowej nie dotyczyła tak bardzo, jak polskiej 

background image

nauki historycznej, zmiana ogólnych warunków jej egzystencji. Przemiany polityczne: 
przesunięcie granic i nowy status Polski w ramach pojałtańskiego porządku politycznego, 
jako państwa satelickiego radzieckiego imperium, oraz przeprowadzone w kraju zmiany 
ustrojowe określiły, że warunki spo-łeczno-polityczne, w jakich przyszło j«j funkcjonować, 
okazały się pod bardzo wieloma względami zasadniczo odmienne od tych, w których 
rozwijała się ona w okresie międzywojennym. Ze względów politycznych część historyków, 
którzy podczas wojny znaleźli się na Zachodzie - ą były wśród nich osoby znaczące w 
polskiej nauce historycznej — zdecydowała się nie wracać do kraju i kontynuowała 
działalność za granicą. W tych okolicznościach doszło do podziału historiografii polskiej na 
krajową i emigracyjną, który utrzymał się przez cały okres istnienia PRL. 
Rozwój historiografii PRL bynajmniej nie przebiegał w sposób harmonijny i można w nim 
wyróżnić, związane zarówno ze zmianami uwarunkowań pracy historycznej, jak i z 
wewnętrznymi przemianami samej nauki historycznej, kolejne okresy. Pierwszy z nich trwał 
od zakończenia działań wojennych mniej więcej do przełomu lat 1948/49. 
Integracji środowiska historyków, które w przytłaczającej większości składało się z 
przedstawicieli przedwojennej nauki historycznej, z nowym państwem sprzyjało ich — 
podobnie zresztą, jak całego polskiego świata naukowego — w znacznej mierze spontaniczne, 
niezależne od politycznych podziałów, włą- 
199 
U|4|l 
PH 
PRL 
czenie się do pracy nad odbudową dawnych i tworzeniem nowych struktur nauki historycznej 
w dążeniu, aby objęły one całość nowego terytorium państwa. Ogromnie szybko 
uruchomiono więc studia historyczne na dawnych i nowo utworzonych uniwersytetach, 
podjęły działalność dawniejsze i nowo powstałe inne instytucje oraz organizacje naukowe, 
przystąpiono do porządkowania i udostępniania ocalałych z pożogi wojennej bibliotek i 
archiwów. Władze udzielały tej pracy pełnego poparcia, widząc w niej nie bez racji ważne 
także pod względem politycznym świadectwo związania się świata nauki — w którym 
przedstawiciele nauki historycznej zajmowali poczesne miejsce — z potrzebami nowego 
państwa. Jednakże co się tyczy ogromnie istotnej sprawy rozumienia powiązania nauki w 
ogóle, zaś nauki historycznej w szczególności, z potrzebami państwa, już wówczas 
zarysowały się poważne różnice zdań zarówno między władzą państwową a środowiskami 
naukowymi, jak i wewnątrz tych ostatnich. Środowiska związane z nową władzą z niechęcią 
odnosiły się do często przypominanej wówczas przez przedstawicieli nauki tezy, że może ona 
rzeczywiście służyć potrzebom kraju, kiedy zachowa swoją autonomię, i głosiły, że 
warunkiem rzeczywiście efektywnego wykorzystania potencjału nauki dla kraju jest jej 
ściślejsze niż dotąd powiązanie z polityką państwa. Wprawdzie pełne poddanie badań 
naukowych pod jego kontrolę nie było jeszcze wówczas możliwe, jednak od samego początku 
publikowanie ich wyników podlegało cenzurze politycznej, co było szczególnie dojmujące 
dla środowiska historyków. 
Podobnie jak w nauce historycznej innych krajów, jeszcze podczas II wojny światowej, a 
szczególnie intensywnie po jej zakończeniu, również wśród historyków polskich narastała 
świadomość potrzeby rewizji dotychczasowej polskiej historiografii. Odnosiła się ona w 
szczególności do dwóch obszarów problemowych. Przemiany społeczno-polityczne, jakie 
dokona- 
200 
Pierwsze przewartościowania 
ły się podczas wojny i okupacji oraz bezpośrednio po jej zakończeniu, również w nauce 
polskiej inspirowały — po pierwsze — do krytyki tradycji rozumienia dziejów w kategoriach 

background image

indywidualistycznych, które uprzywilejowywały polityczną sferę procesu dziejowego, oraz 
do jej zastąpienia pojmowaniem ich w kategoriach nomologicznych, jako otwierających przed 
nauką historyczną możliwość badania procesów masowych i powtarzalnych. Proponowano 
więc teoretyczno-metodologiczną reorientację podstaw historiografii, nawiązując pod tym 
względem do różnych inspiracji, zarówno nie mających wiele wspólnego z marksizmem, jak i 
marksistowskich, rozumianych jeszcze wówczas w sposób dalece niejednoznaczny, skoro 
początkowo odwoływano się nie tylko do stalinowskiej wykładni teorii materializmu 
historycznego, lecz także do nieortodoksyjnych z jej punktu widzenia poglądów marksistów 
zachodnich. Rezultatem tych teoretyczno-metodologicznych przewartościowań był 
zaznaczający się bardzo wyraźnie od pierwszych lat powojennych wzrost zainteresowania 
historyków polskich problematyką dziejów społeczno-gospodarczych, co wiązało się z 
równoczesnym zahamowaniem badań nad, siłą rzeczy bardziej drażliwą z oczywistych 
względów, historią polityczną. Większość znaczących prac z tej ostatniej dziedziny, jakie się 
wówczas ukazały, było dziełami powstałymi wcześniej, które dopiero teraz mogły się ukazać 
drukiem. 
Niedawne doświadczenia oraz dokonujące się wówczas przemiany warunków narodowego 
bytu Polaków inspirowały również — po drugie — do przewartościowania obrazu dziejów 
Polski. Jak celnie podkreślił badacz przemian ówczesnej historiografii polskiej: 
nowa rzeczywistość wymagała od historiografii odpowiedzi na następujące pytania: 1. jakie 
elementy z obrazu dziejów narodowych wymagają krytycznej oceny i dlaczego?; 2. do jakich 
tradycji z dzie- 
201 
PRL 
jów Polski należy nawiązać, szukając korzeni współczesności? W obliczu kataklizmu 
wojennego, zerwania dosłownie rozumianej ciągłości państwowej, pytania te miały swój 
rzeczywiście niezwykle aktualny kontekst. W ten sposób historycy wpisywali si? w 
ogólnonarodową dyskusję, dotyczącą kształtu terytorialnego, ustrojowego tej Polski, która 
powstała w wyniku II Wojny Światowej (R. Stobiecki). 
Szeroka dyskusja, jaka w pierwszych latach powojennych rozgorzała wokół koncepcji 
dziejów Polski, nawiązywała do przewartościowań, które zainicjowano jeszcze podczas 
wojny i okupacji. Skoncentrowała się ona na ocenie kilku węzłowych zagadnień, mających 
rzeczywiście zasadnicze dla niej znaczenie. Z całą pewnością pierwszym z nich była sprawa 
historycznych korzeni Polski współczesnej. Zdecydowana większość historyków — 
niezależnie od dzielących ich różnic politycznych — poczęła teraz doszukiwać się ich w 
Polsce piastowskiej, poddając jednocześnie krytyce tradycję jagiellońską. Za nawiązaniem do 
Polski piastowskiej przemawiał zarówno argument natury geopolitycznej — potrzeba 
dostarczenia historycznej legitymacji dla aktualnego terytorialnego kształtu państwa, 
pokrywającego się z pradawnym obszarem „macierzystych ziem Polski", z którego została 
ona wyparta przez germański ekspansjonizm — jak i argument natury wewnętrznej: potrzeba 
uzasadnienia jego jednona-rodowego, jak wówczas głoszono, charakteru. Odwołując się do 
koncepcji Polski piastowskiej, nowe państwo nawiązywało bynajmniej nie do poglądów 
lewicy, ale adaptowało dla swych celów koncepcję historyczną, rozwijaną od lat 
międzywojennych w myśli historycznej Narodowej Demokracji. Nie było sprawą przypadku, 
że chociaż w pierwszych latach powojennych ukazały się liczne prace, poświęcone czasom 
piastowskim, autorstwa historyków reprezentujących jeszcze przedwojenną formację 
naukową — takich jak K. Tymieniecki, Z. Wojciechowski (1900-1955), K. Maleczyński, J. 
Widajewicz, Z. Kaczmarczyk i inni — jednak nie mogła się pojawić niemal żadna, 
poświęcona 
202 
Stalinizacja historiografii polskiej 

background image

czasom jagiellońskim. Symptomatyczne było pod tym względem, że napisana w latach 1942-
1948, przez tak znakomitego ich znawcę, jakim był Henryk Łowmiański, Polityka 
Jagiellonów ukazała się dopiero w 1999 r.! 
Kolejnym węzłowym zagadnieniem, wokół którego w pierwszych latach powojennych 
rozwinęła się szeroka dyskusja, był stosunek do tradycji powstańczej. Aktualnym punktem 
odniesienia była oczywiście ocena powstania warszawskiego, w którym doszukiwano się — 
jak się wyraził jeden z ówczesnych publicystów — „sensu historii ostatnich dwóch wieków". 
Nowa władza nie dopuszczała do głosu obrońców decyzji o rozpoczęciu powstania, 
umiejętnie dyskontowała nasilający się od jego klęski krytyczny stosunek do kierownictwa 
AK, starała się przeciwstawić jego „antynarodową politykę" dramatowi szerokich mas 
polskiego społeczeństwa. Polityczny spór wokół powstania warszawskiego stał się przesłanką 
do podjęcia rewizji tradycji powstańczej, w której ścierały się ze sobą dwa stanowiska. 
Przedstawiciele pierwszego z nich — nawiązując do tradycji myśli konserwatywnej — 
proponowali jej odrzucenie w imię politycznego realizmu (nie przypadkiem przywoływano 
wówczas na pamięć Aleksandra Wielopolskiego). Reprezentanci drugiego stanowiska — 
którzy odwoływali się tutaj do inspiracji marksistowskich — opowiadali się nie za 
odrzuceniem tradycji powstańczej, ale za jej gruntowną reinterpretacją. Domagali się 
zakwestionowania poglądu, do jakiego odwoływał się przedwojenny obóz rządzący, według 
którego tradycja powstańcza miałaby stanowić istotę polskiego procesu dziejowego w 
czasach porozbiorowych. Żądali jego zastąpienia nową interpretacją, zgodnie z którą 
powstania miały być rozumiane przede wszystkim jako przejawy walki społecznej, 
stanowiącej ogniwa prawidłowego procesu kształtowania się kapitalistycznego społeczeństwa 
i burżuazyj-nego narodu. W ten sposób tradycja powstańcza miała dostarczać genealogii 
nowej polskiej rzeczywistości. 
203 
PRL 
Podsumowania przemian, jakie przyniósł pierwszy okres dziejów powojennej historiografii 
polskiej, dokonał VII Powszechny Zjazd Historyków Polskich, który odbył się w 1948 r. we 
Wrocławiu. Ukazał on skalę zmian, jakie następowały w poglądach na dzieje Polski, 
jednakże, mimo energicznych wystąpień historyków, opowiadających się za przebudową 
historiografii opierając się na teorii materializmu historycznego — jak ironicznie napisał 
polski emigracyjny obserwator — „cud nawrócenia jednak nie nastąpił". Jak znacznie później 
(1987) podkreślił Tadeusz Łepkowski, „zjazd wrocławski nie był jeszcze administracyjno-
przymusowym nakłanianiem, lecz zaledwie «muśnięciem» marksizmem". Przyniósł jednak 
zapowiedź działań, mających na celu zapewnienie mu dominującej pozycji w polskiej nauce 
historycznej. 
Początek 1949 r. zainaugurował drugi okres dziejów naszej powojennej historiografii, który 
będzie trwał do 1956 r. Na wiosnę 1949 r. władze podjęły ofensywę „na froncie naukowym", 
mającą na celu przebudowę historiografii na wzór radziecki i zapewnienie we wszystkich jej 
dziedzinach monopolu marksi-zmu-leninizmu. Politykę stalinizacji nauki proklamowano na I 
Kongresie Nauki Polskiej (1951), na którym dokonano też krytycznej oceny stanu 
historiografii. Przystąpiono do przebudowy struktur nauki historycznej, zlikwidowano bądź 
drastycznie ograniczono działalność dotychczasowych instytucji i organizacji historycznych, 
utworzono na wzór radziecki nowe struktury historiografii partyjnej, zmieniono profil 
uniwersyteckiego nauczania historii, odsunięto od wpływów — a niekiedy w ogóle 
wyeliminowano z życia naukowego — niektórych najbardziej niewygodnych dla władz 
historyków (m.in. W. Konopczyńskie-go). Stalinizacja nauki polskiej w ogóle, zaś nauki 
historycznej w szczególności, wiązała się z ujednolicaniem, na wzór radziecki, systemu nauki 
we wszystkich krajach komunistycznych. W Polsce nie była ona jednak aż tak głęboka, jak 
gdzie in- 

background image

204 
Stalinizacja historiografii polskiej 
dziej: nie doszło u nas do całkowitego — jak na przykład w Czechosłowacji — usunięcia z 
życia naukowego przedstawicieli dawnej nauki historycznej, na czele nowych struktur nauki 
(m.in. Instytutu Historii PAN) stanęli bynajmniej nie partyjni propagandyści, ale uczeni o 
poważnej pozycji naukowej, instytucje historiografii partyjnej nie tylko nie zdominowały 
nauki historycznej, ale nie uzyskały w niej poważniejszej pozycji. 
Stalinizacja polskiej nauki historycznej nie ograniczyła się tylko do reorganizacji jej struktur: 
pociągnęła za sobą także przebudowę treści historiografii. Taki właśnie cel przyświecał 
zapoczątkowanej w 1950 r. dyskusji nad periodyzacją dziejów Polski, będącej polskim 
odpowiednikiem analogicznych debat, które odbywały   się   także   w   innych   krajach   
komunistycznych, a w szczególności I Metodologicznej Konferencji Historyków Polskich, 
która odbyła się na przełomie 1951 /1952 r. w Otwocku. Nie ma co do tego wątpliwości, że w 
zamiarach organizatorów miała ona przynieść pełne zwycięstwo nowej, marksistowskiej 
(faktycznie stalinowskiej) nauki historycznej oraz personalnie jej przedstawicieli, nad 
historiografią kwalifikowaną jako „bur-żuazyjna" i jej reprezentantami. Jeżeli takie były 
intencje organizatorów konferencji otwockiej, to w znacznej mierze skończyły się one 
fiaskiem, zarówno dlatego, że większość (odpowiednio dobranych) uczestników obrad 
przynajmniej deklarowała — mniejsza o to, czy szczerze, mniejsza też o to, jak ją wówczas 
rozumieli — swój aprobatywny stosunek do metodologii marksistowskiej, jak i z innego 
względu, który w ówczesnych warunkach ważył szczególnie wiele. Okazało się bowiem, że 
zaproszeni na konferencję historycy radzieccy nie udzielili poparcia rodzimym radykałom 
stalinizmu. Według relacji kompetentnego uczestnika konferencji, w opinii o sytuacji w 
historiografii polskiej, którą przedstawili ówczesnemu politycznemu kierownictwu kraju, 
podkreślili, że: 
205 
PRL 
Podsumowania przemian, jakie przyniósł pierwszy okres dziejów powojennej historiografii 
polskiej, dokonał VII Powszechny Zjazd Historyków Polskich, który odbył się w 1948 r. we 
Wrocławiu. Ukazał on skalę zmian, jakie następowały w poglądach na dzieje Polski, 
jednakże, mimo energicznych wystąpień historyków, opowiadających się za przebudową 
historiografii opierając się na teorii materializmu historycznego — jak ironicznie napisał 
polski emigracyjny obserwator — „cud nawrócenia jednak nie nastąpił". Jak znacznie później 
(1987) podkreślił Tadeusz Łepkowski, „zjazd wrocławski nie był jeszcze administracyjno-
przymusowym nakłanianiem, lecz zaledwie «muśnięciem» marksizmem". Przyniósł jednak 
zapowiedź działań, mających na celu zapewnienie mu dominującej pozycji w polskiej nauce 
historycznej. 
Początek 1949 r. zainaugurował drugi okres dziejów naszej powojennej historiografii, który 
będzie trwał do 1956 r. Na wiosnę 1949 r. władze podjęły ofensywę „na froncie naukowym", 
mającą na celu przebudowę historiografii na wzór radziecki i zapewnienie we wszystkich jej 
dziedzinach monopolu marksi-zmu-leninizmu. Politykę stalinizacji nauki proklamowano na I 
Kongresie Nauki Polskiej (1951), na którym dokonano też krytycznej oceny stanu 
historiografii. Przystąpiono do przebudowy struktur nauki historycznej, zlikwidowano bądź 
drastycznie ograniczono działalność dotychczasowych instytucji i organizacji historycznych, 
utworzono na wzór radziecki nowe struktury historiografii partyjnej, zmieniono profil 
uniwersyteckiego nauczania historii, odsunięto od wpływów — a niekiedy w ogóle 
wyeliminowano z życia naukowego — niektórych najbardziej niewygodnych dla władz 
historyków (m.in. W. Konopczyńskie-go). Stalinizacja nauki polskiej w ogóle, zaś nauki 
historycznej w szczególności, wiązała się z ujednolicaniem, na wzór radziecki, systemu nauki 

background image

we wszystkich krajach komunistycznych. W Polsce nie była ona jednak aż tak głęboka, jak 
gdzie in- 
204 
Stalinizać1 historiografii polskiej 
dziej: nie doszło u nas do całkowitegc—jak na przykład w Czechosłowacji — usunięcia z 
życia Bukowego przedstawicieli dawnej nauki historycznej, na czef nowych struktur nauki 
(m.in. Instytutu Historii PAN) stamli bynajmniej nie partyjni propagandyści, ale uczeni o 
poważrfj pozycji naukowej, instytucje historiografii partyjnej nie tylP nie zdominowały nauki 
historycznej, ale nie uzyskały w nieiP°waznieJszeJ pozycji. 
Stalinizacja polskiej nauki histoi^znej nie ograniczyła się tylko do reorganizacji jej struktur: 
pociągnęła za sobą także przebudowę treści historiografii. Taki wlanie cel przyświecał 
zapoczątkowanej w 1950 r. dyskusji nad periodyzacją dziejów Polski, będącej polskim 
odpowiednikiem Analogicznych debat, które odbywały   się   także   w   innych   Bajach  
komunistycznych, a w szczególności I Metodologiczni Konferencji Historyków Polskich, 
która odbyła się na przełonie 1951 /1952 r. w Otwocku. Nie ma co do tego wątpliwości, że V 
zamiarach organizatorów miała ona przynieść pełne zwycięsko nowej, marksistowskiej 
(faktycznie stalinowskiej) nauki historycznej oraz personalnie jej przedstawicieli, nad 
historiograf kwalifikowaną jako „bur-żuazyjna" i jej reprezentantami. Jeżeli takie były 
intencje organizatorów konferencji otwockiej, to \* znacznej mierze skończyły się one 
fiaskiem, zarówno dlatego, że większość (odpowiednio dobranych) uczestników obrad 
przynajmniej deklarowała — mniejsza o to, czy szczerze, mniejsza tez ° to' Jak J3- wówczas 
rozumieli — swój aprobatywny stćsunek do metodologii marksistowskiej, jak i z innego 
względu' którY w ówczesnych warunkach ważył szczególnie wiele. Okazało się bowiem, że 
zaproszeni na konferencję historycy radzieccy nie udzielili poparcia rodzimym radykałom 
stalinizm"- Według relacji kompetentnego uczestnika konferencji, w opinii o sytuacji w 
historiografii polskiej, którą przedstawili ówczesnemu politycznemu kierownictwu kraju, 
podkreślili, że: 
205 
PRL 
rozporządza ona wartościową kadrą historyków starszego i średniego pokolenia, stojącą na 
wysokim poziomie wiedzy fachowej i adaptującą twórczo nowe założenia metodologiczne. W 
ich przekonaniu przyszły rozwój nauki historycznej w Polsce powinien polegać na pełnym 
wykorzystaniu wiedzy, kwalifikacji i chęci do pracy tych badaczy (J. Bardach, 1987). 
Stalinizacja nauki historycznej oznaczała przede wszystkim narzucenie jej jako podstawy 
teoretycznej materializmu historycznego w jego obligatoryjnej, stalinowskiej interpretacji. 
Nie chodziło przy tym tylko o to, aby narzucić historiografii określony model teoretyczny, 
bowiem — co było szczególnie znamienne dla stalinizmu — teorię identyfikował on z 
ideologią; jej zaaprobowanie — bądź nie — stawało się wyborem o charakterze 
ideologicznym, a więc i politycznym, ze wszystkimi tego — niejednokrotnie bardzo 
przykrymi dla nie zgadzających się z nią nie tylko historyków — konsekwencjami. Na tej 
podstawie historycy, którzy opowiadali się przeciw owej teorii, stawali się w oczach władzy 
przeciwnikami ideologicznymi i politycznymi. 
Skoro obowiązująca wykładnia materializmu historycznego implikowała rozumienie świata 
społecznego w kategoriach nomologicznych i deterministycznych, ówcześni marksiści za 
podstawowe zadanie nauki historycznej uznali badanie przez nią — by nawiązać tu do tytułu 
opublikowanej w tamtym czasie książki, zawierającej oparty właśnie na stalinowskiej 
wykładni materializmu historycznego program zasadniczej przebudowy nauki historycznej w 
ogóle, a historiografii polskiej w szczególności — „obiektywnego charakteru praw w 
historii". Skoro jednak te zostały już przez teorię określone, było zrozumiałe, że zadaniem 
historii nie mogło być nic więcej, jak ich potwierdzanie na podstawie historycznego 

background image

materiału, a więc ich faktograficzna konkretyzacja. W tekście, pisanym wówczas do szuflady, 
Witold Kula powiadał: 
206 
Stalinizacjci historiografii polskiej 
historia dowodzić ma dziś prawdy znanej skądinąd, objawionej już ,    dawniej, ma tę prawdę 
potwierdzać, wysławiać, ma jej uczyć poglą-(   dowo, ma «rozbijać» prawdy, których 
fałszywość już wcześniej została zdecydowana. 
ś* 
W stalinowskiej wykładni materializmu historycznego ów „obiektywny charakter praw w 
historii" miał jednak bardzo określone znaczenie, uzasadniał bowiem schemat koniecznego 
następstwa w dziejach pięciu formacji społeczno-ekonomicz-nych. W tych okolicznościach 
badanie przez historię wspomnianych „praw" w praktyce sprowadzało się do wypełniania go 
konkretną treścią, w danym przypadku czerpaną z dziejów polskich. Formacyjny schemat — 
jak wiadomo — nie ograniczał się jednak do typologicznego uporządkowania przeszłości, ale 
obejmował także określoną wizję przyszłości. Ukazując socjalizm i komunizm jako cel, do 
którego zmierza cała ludzkość, nadawał rozumieniu biegu dziejów charakter teleologiczny, 
zarazem ideologiczny i polityczny. Schemat ten, zastosowany do dziejów Polski, legitymował 
więc nowy ustrój, przedstawiając go jako bezalternatywny, prawidłowy wynik całokształtu 
polskiego procesu dziejowego. Badanie praw historii miało stanowić podstawę do 
przewidywania — czytaj: kreowania — przyszłości, miało być — jak wówczas pisano — 
„przede wszystkim sprawą praktyki życiowej". Aby nie było żadnej wątpliwości co do tego, 
jak rozumiano wówczas ową praktykę, przywołajmy raz jeszcze słowa tego samego polskiego 
autora, który powiadał, że: 
najwyższy typ przewidywania historycznego reprezentuje działalność ludzi, którzy łączą 
kwalifikacje teoretyka i działacza-praktyka. Ten typ przewidywania występuje najczęściej w 
działalności przywódców współczesnego ruchu robotniczego, którzy łącząc w sposób 
doskonały teorię z praktyką, dają nam wzory przewidywania historycznego (A. Schaff, 1955). 
207 
PRL 
Przyjęcie stalinowskiej interpretacji teorii materializmu historycznego za podstawę nauki 
historycznej pociągnęło za sobą istotną zmianę preferencji, zarówno co się tyczy 
poszczególnych dziedzin badań historycznych, jak i ich ukierunkowania chronologicznego. 
Skoro według obowiązującej wykładni doktryny podstawą zmienności dziejowej 
rzeczywistości (ruchu formacyjnego) miał być immanentny rozwój sił wytwórczych, 
określający stosunki produkcji, było zrozumiałe, że w centrum uwagi nowej historiografii 
znalazła się wówczas historia gospodarcza, która — niezależnie od tego, w jakich kategoriach 
ją badano — zaczęła teraz uchodzić za szczególnie „marksistowską". Sprzyjało to rozwojowi 
na nieznaną dotychczas skalę badań historyczno-gospodarczych, do których — jako 
ideologicznie nie podejrzanych — zwrócili się także historycy, zupełnie nie interesujący się 
teoretyczno-metodologicznymi sporami, natomiast w spokoju pragnący zajmować się 
poważną pracą naukową. Znacznie gorzej było już jednak na obszarze historii społecznej. 
Wprawdzie marksistowska perspektywa teoretyczna kierowała uwagę historiografii na 
problematykę konfliktów społecznych w dziejach, jednak w praktyce rozpatrywano ją 
wówczas w sposób szczególnie silnie zmitologizowany. Poszukując we wszystkich okresach 
dziejów Polski — często na siłę — walki klasowej zawsze postępowych mas ludowych z 
nieodmiennie reakcyjnymi klasami posiadającymi, przedstawiano ją jako bezpośrednią 
genealogię walki klasy robotniczej, prowadzonej pod przewodem jej partii (ma się rozumieć 
tylko partii „konsekwentnej lewicy", bo żadnej z socjalistycznych), o wyzwolenie społeczne, 
której ukoronowaniem miała być nowa Polska. Ofiq'alna propaganda tych czasów głosiła 
bowiem, że: 

background image

klasa robotnicza i lud polski jest dziedzicem wszystkiego, co w naszej historii było postępowe 
[...]. Lud polski, polska klasa robotnicza [...] jest jedynym dziedzicem tych wszystkich, którzy 
rozumieli, że 
208 
Stalinizacja historiografii polskiej 
bez walki o postęp społeczny niemożliwa jest walka o szczęście i pomyślność narodu (A. 
Korta, 1951). 
Stosunkowo neutralnym obszarem badawczym, do którego władza — jeżeli tylko uprawiano 
ją z jedynie słusznej, klasowej perspektywy — zdawała się nie przywiązywać większego 
znaczenia, pozostała historia kultury; stała się też ona wówczas swoistym refugium dla tych 
historyków, którzy, często z pozanaukowych względów, musieli zmienić swoje 
dotychczasowe zainteresowania badawcze. Bardzo charakterystyczny był pod tym względem 
przykład Władysława Tomkiewicza (1899-1982), przed wojną świetnego badacza nader 
drażliwych teraz pod względem politycznym stosunków społeczno-politycznych na 
wschodnich kresach Rzeczypospolitej w XVII w., który po wojnie zajął się historią kultury i 
sztuki. 
Żadna jednak z dziedzin badań historycznych nie była — nie tylko zresztą w czasach 
stalinizmu, bo nieraz także i później — tak bardzo narażona na presję ideologiczno-
polityczną, jak... historia polityczna. Co się jej tyczy, to sytuacja stała się paradoksalna. Z 
jednej bowiem strony, implikując traktowanie sfery polityki jako funkcji gry interesów 
klasowych, stalinizm niejako programowo deprecjonował historię polityczną jako w gruncie 
rzeczy drugorzędną dziedzinę zainteresowania nauki historycznej, z drugiej zaś — wprost 
przeciwnie — w praktyce był na nią szczególnie uwrażliwiony. Sądzę, że podobne 
„rozdwojenie jaźni" stanowiło konsekwencję immanentnej dla niego jako systemu 
sprzeczności wymagań stawianych historii: oczekiwaniem od niej z jednej strony 
legitymowania proponowanej przezeń wizji świata, z drugiej zaś wymaganiem od niej 
legitymacji jego aktualnej polityki. 
Co się zaś tyczy ukierunkowania przez stalinizm chronologicznych preferencji nauki 
historycznej, to określał je obowiązek ukazywania przez nią tzw. postępowych tradycji. Miało 
to dla 
209 
PRL 
praktyki historiograficznej znaczenie wysoce ambiwalentne. Z jednej strony pociągnęło ono 
za sobą kolejną przebudowę koncepcji dziejów Polski, jednakże z drugiej, wyznaczając w 
nowy sposób węzłowe momenty polskiego procesu dziejowego, umożliwiało historykom 
prowadzenie badań nad ważnymi z punktu widzenia ogólnej koncepcji obszarami 
problemowymi. Nieistotne z punktu widzenia „postępowych tradycji" — poza pracami nad 
początkami państwa polskiego oraz konfliktami polsko-nie-mieckimi w tej epoce — okazały 
się więc teraz badania nad Średniowieczem. Zrewaloryzowano natomiast Odrodzenie jako 
epokę, którą—jak mówił ówczesny wicepremier — charakteryzowała: 
żywiołowa odwaga myśli i czynów, śmiałość burzenia przesądów, śmiałość walki z 
krępującymi myśl ludzką i czyny ludzkie okowami Średniowiecza, feudalnymi okowami 
teologii panującej nad wszystkimi dziedzinami życia i krępującej ich rozwój (J. 
Cyrankiewicz, 1954). 
Odwołanie się do Odrodzenia, uznanego teraz za ogniwo tradycji socjalistycznego państwa, 
wiązało się z jego znamiennym przemodelowaniem. Nie ulega wątpliwości, że przedstawianie 
Odrodzenia jako epoki o charakterze jednoznacznie postępowym, w której zatriumfował 
racjonalizm i materializm, zawierało wiele momentów mitologizacji. Niemniej jednak jego 
włączenie do kanonu uznawanej tradycji umożliwiło historykom podjęcie poważnych badań 
nie tylko nad jego preferowanymi wówczas wątkami. 

background image

Podobnie było też z włączonym również do kanonu aprobowanej tradycji Oświeceniem. Na 
otwarcie sesji naukowej, poświęconej polskiemu Oświeceniu, przedstawiciel ówczesnych 
władz oświadczył: 
w historycznym łańcuchu walki o postęp, o wyzwolenie społeczne i narodowe okres 
Oświecenia polskiego otwiera czasy najbardziej dramatyczne, rozstrzygające dla samego bytu 
narodu, okres dwu wie- 
210 
Stalinizacja historiografii polskiej 
ków Polski najbardziej brzemiennych w walki społeczne i w rozstrzygnięcia w rozwoju 
narodowym (A. Rapacki, 1951). 
Chociaż również i w tym przypadku ocena tej epoki z aktualnego punktu widzenia musiała 
być w sposób nieuchronny iednostronna, jednak wysunięcie Oświecenia jako węzłowego 
momentu dziejów Polski otwierało historykom możliwość pod-iecia nad nim poważnych 
badań, które - podobnie jak to było w przypadku prac nad Odrodzeniem - przyniosły później 
wartościowe rezultaty naukowe. 
Z przytoczonej wypowiedzi, w której przedstawiciel władz mówił o miejscu Oświecenia w 
dziejach Polski, wynikało, ze nie proponowano wówczas jakiejś zasadniczej—w porównaniu 
ze znaną nam jej wcześniejszą marksistowską interpretaqą — rewaloryzacji tradycji 
powstańczej w dziejach Polski. Nadano iednak tej tradycji ostrzejszą wymowę klasową, 
rozwijając graniczący z ahistoryzmem - pogląd, że niezależnie od wsze -kich okoliczności, 
jedynym warunkiem sukcesu wszystkich polskich powstań miało być radykalne rozwiązanie 
kwestii chłopskiej Znacznie większemu zaostrzeniu uległa natomiast ocena czasów 
międzywojennych, które były wówczas domeną głownie publicystyki. Poważniejsze nad nimi 
historyczne badania bvłv w warunkach stalinizmu niemożliwe. Natomiast publicystyka 
rozwijała ich czarną legendę, określając politykę międzywojennych rządów jako „zdradę 
narodową". To samo odnosiło się do rządu polskiego na emigracji. 
Rolę klamry, spajającej poszczególne komponenty stalinowskiej wykładni historii Polski w 
jedną całość i nadającej jej koherencję, odgrywał historiozoficzny schemat, określający 
przyczyny powodzenia i niepowodzenia „narodu" w całości dziejów polskich, który 
implikował rozumienie każdego polskiego sukcesu jako rezultatu działań, podjętych w 
interesie zawsze postępowych mas ludowych, zaś każdej klęski - jako konsekwenqi 
211 
PRL 
egoistycznej polityki klas posiadających, pozostającej z tym interesem w diametralnej 
sprzeczności. Schemat ten nie tylko implikował interpretację katastrofy dawnej 
Rzeczypospolitej jako samozawinionego upadku, lecz także narzucał rozumienie w tych 
samych kategoriach także innych klęsk, takich jak niepowodzenie kolejnych powstań z 
warszawskim włącznie, oraz — co w tym przypadku było z pewnością najważniejsze — 
katastrofy Drugiej Rzeczypospolitej. Podobnie jak ideę ziem odzyskanych nowe państwo 
wzięło z myśli narodowo-demokraty-cznej, tak samo polski stalinizm zapożyczył ideę 
samozawinionego upadku z innej obcej marksizmowi tradyq'i, mianowicie z myśli 
krakowskiej szkoły historycznej, przerabiając na modłę klasową i rozciągając na całość 
dziejów polskich Dobrzyńskiego interpretację przyczyny upadku dawnej Rzeczypospolitej. 
Wprawdzie stalinowska wykładnia historii Polski nie doczekała się prezentacji w żadnym 
dziele, które mogłoby pretendować do miana naukowej pracy historycznej, została jednak 
klarownie wyłożona w, zatwierdzonej przez Ministerstwo Oświaty jako „materiały 
pomocnicze na rok szkolny 1951 /1952", będącej nie tylko szkolnym podręcznikiem do 
nauczania historii, lecz także całościową syntezą historii ojczystej, Historii Polski pióra 
Gryzeldy Missalowej i Janiny Schoenbrenner (1951) (której redaktorem była Żanna 
Kormanowa). Najpierw można się było z niej dowiedzieć, że wszystkie polskie starania o 

background image

umocnienie i ocalenie dawnej Rzeczypospolitej nie zakończyły się powodzeniem z powodu 
klasowego egoizmu przedstawicieli szlachty i burżuazji, którzy — jak to stwierdzono przy 
okazji omawiania powstania kościuszkowskiego — „bali się rewolucji chłopskiej", a 
następnie, że podobnie przestała istnieć także „imperialistycz-na Rzeczpospolita Polska", a za 
jej klęskę ponoszą winę „klasy rządzące, obszarnicy i burżuazja, zdradzająca co krok interes 
narodu dla swoich egoistycznych interesów klasowych". 
Ogólna wymowa stalinowskiej interpretacji dziejów Polski 
212 
Przezwyciężanie dziedzictwa stalinizmu 
była więc zdecydowanie pesymistyczna. Od poglądów głoszonych wcześniej przez 
marksistów różniła się ona — jak trafnie podkreślono—„swoistą realizacją generalnych 
dyrektyw", czyli rozumianego w sposób dogmatyczny historycznego materializmu, a polegało 
to na tym, że 
wszystkie zagadnienia zredukowane zostały [...] do ich elementarnej wymowy. [...] W 
rezultacie cała interpretacja naszych dziejów była niezwykle uproszczona i — co ważniejsze 
— dokonywała się bez kontaktu z tradycyjnie narodową problematyką, utrwaloną silnie w 
świadomości społecznej (S. T. Bębenek, 1981). 
Najdłuższy ze wszystkich, trzeci i ostatni okres dziejów historiografii PRL rozpoczął się w 
1956 r., kiedy w nowej sytuacji politycznej historycy podjęli otwarty obrachunek ze 
stalinizacją polskiej nauki historycznej. Rozpoczęli go — jeszcze ostrożnie — na Walnym 
Zgromadzeniu Polskiego Towarzystwa Historycznego w 1956 r., potem — już bez osłonek — 
rozwinęli podczas obrad VIII Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich w Krakowie w 
1958 r. Zjazdowym wystąpieniem, które odbiło się wówczas szczególnie szerokim echem 
wśród uczestników, był referat Tadeusza Manteuffla który poddał druzgocącej krytyce 
niedostatki historiografii polskiej w minionym dziesięcioleciu, demaskując przy tej okazji 
praktyki falsyfikatorskie, uprawiane na Wydziale Historii Partii przy KC PZPR, kierowanym 
przez działacza partyjnego i oficjalnego historyka polskiego ruchu robotniczego, Tadeusza 
Daniszewskiego (1904-1969). Wprawdzie cenzura nie dopuściła do opublikowania tego 
referatu ani w materiałach zjazdowych, ani gdziekolwiek indziej — ukazał się dopiero w 
ogłoszonym w 1976 r. przez Stanisława Trawkow-,   skiego zbiorze rozproszonych pism 
autora — odtąd nie można już było udawać, że nic się nie stało, więc można zapomnieć o 
niemiłym dla władzy incydencie i wrócić do stalinowskiego 
213 
PRL 
schematu. Nawiązując do wydarzeń października 1956 r. i przemian, jakie później nastąpiły w 
nauce historycznej, w uchwale krakowskiego Zjazdu stwierdzano więc: 
w ogniu ostrej krytyki błędnych ujęć, a czasami i zafałszowań naszej przeszłości, dokonywało 
się zrywanie ze schematyzmem i dogmaty-zmem cechującym część prac, zwłaszcza z historii 
najnowszej, podejmowanie badań opartych na zasadach ścisłego stosowania rygorów 
naukowych, łączących się z pełnym wykorzystaniem racjonalnej i twórczej metodologii 
materializmu dziejowego. 
Zjazd krakowski zainaugurował w dziejach powojennej historiografii polskiej okres 
przezwyciężania stalinowskiego schematu i trudnych zmagań o jej uwolnienie spod presji 
politycznej, o zobiektywizowanie historycznego sądu i „przywrócenie pamięci" (określenie 
francuskiego historyka Daniela Beauvois, 1991), który to okres rozciągnie się aż do przełomu 
lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. 
Wprawdzie również po przełomie październikowym 1956 r. władza nie zamierzała 
zrezygnować z domagania się od historii legitymowania panującego systemu, jednak poczęła 
sobie coraz lepiej zdawać sprawę z tego, że może ona zostać w tym celu wykorzystana pod 
warunkiem, że stanie się historią bardziej niż dotychczas wiarogodną dla społeczeństwa. 

background image

Wymagało to rozluźnienia krępującego naukę historyczną ideologicznego gorsetu, odrzucenia 
niedawnego schematycznego poglądu na polską przeszłość, dopuszczenia do dyskusji nad 
sprawami, które dotychczas przemilczano bądź dezinterpretowano, co było warunkiem 
wypracowania przez naukę historyczną nowego, bardziej zobiektywizowanego poglądu na 
dzieje Polski. Nie można jednak powiedzieć, by dokonywało się to bez przeszkód. 
Odmiennie niż w pozostałych krajach komunistycznych, w Polsce stosunkowo najmniej 
opornie przebiegały zmiany w zakresie teoretyczno-metodologicznych podstaw nauki hi- 
214 
Przemiany teoretyczno-metodologiczne 
storycznej. W latach 1956-1958 dokonał się w historiografii polskiej zasadniczy zwrot, który 
— jak podniósł Tadeusz Łepkow-ski — „określił typ rozwoju teoretycznego i rodzaj 
metodologii badań [...] aż do początku lat osiemdziesiątych". Zjazd krakowski zapoczątkował 
w niej bowiem: 
«epokę rewizjonistyczną*, czyli czas dość daleko posuniętego pluralizmu metodo-logicznego, 
z oficjalną dominacją (masowo w środowisku akceptowaną) nie stalinowskiego, lecz 
ułagodzonego, nie propagandowego marksizmu (T. Łepkowski, 1987). 
Wycofanie się z traktowania teorii jako ideologii w krótkim czasie doprowadziło do 
załamania się monopolu marksizmu jako teoretycznej podstawy historiografii: w praktyce 
dziejopi-sarskiej odwoływanie się do niego przestało być obowiązkowe, chociaż jego krytyka 
nadal była źle widziana. Równocześnie rezygnacja z identyfikowania teorii z ideologią 
ułatwiła otwarcie się polskiej nauki historycznej z jednej strony na opozycyjne w stosunku do 
stalinowskiego marksizmu nieortodoksyjne inspiracje teoretyczne o proweniencji 
marksistowskiej, z drugiej zaś na nie mające wiele wspólnego z marksizmem nowe 
koncepcje, rozwijane w nauce zachodniej. Pod tym względem szczególnie doniosłe znaczenie 
miało nawiązanie przez polską naukę historyczną bliskich kontaktów z francuskim 
środowiskiem „Annales". Zainspirowały one wielu historyków polskich do rozszerzenia 
horyzontu zainteresowań na nową problematykę oraz coraz odważniejszego poszukiwania 
nowych kategorii kon-ceptualizacji swych badań. Dla rozwoju teoretyczno-metodolo-gicznej 
refleksji w historiografii polskiej istotne znaczenie miało również jej otwarcie się na nowe 
idee, rozwijane w nauce historycznej innych krajów, zwłaszcza anglosaskich. Wynikiem, a 
zarazem wyrazem tych przemian, były coraz liczniejsze od drugiej połowy lat 
sześćdziesiątych własne, oryginalne prace 
215 
PRL 
historyków polskich, poświęcone metodologii historii, w których inspiracje marksistowskie 
coraz wyraźniej łączyły się z nie-marksistowskimi. Mamy tu na myśli przede wszystkim 
prace metodologiczne Jerzego Topolskiego (1928-1999) i Witolda Kuli (1916-1988). Jak 
dowcipnie wyraził się (1987) T. Łepkowski, „taki marksizm — niemarksizm był aprobowany 
jako nieszkodliwy" chyba także dlatego, że wyspecjalizowany pojęciowy aparat współczesnej 
metodologii był dla ówczesnych ideologów i polityków po prostu niedostępny. Należy tu 
powiedzieć jeszcze więcej i podkreślić, że w tych okolicznościach nie trzeba było długo 
czekać, kiedy jakże istotna w czasach stalinizmu kwestia oceny, czy dana praca historyczna 
jest marksistowska, czy też nie, przestała mieć jakiekolwiek praktyczne znaczenie. 
Charakteryzując pod koniec istnienia PRL stosunek współczesnej historiografii polskiej do 
marksizmu S. Kieniewicz w pełni zasadnie stwierdził (1980), że: 
rodzą się u nas i koegzystują: monografie i rozprawy otwarcie powołujące się na metodologię 
marksistowską, dzieła, które stosują też metodologię bardziej lub mniej udolnie, bez 
powoływania się na nią — i wreszcie prace beztrosko ignorujące doktrynę marksizmu, nawet 
jeśli otwarcie z nią nie polemizują. 

background image

Było charakterystyczną cechą trzeciego okresu dziejów historiografii PRL, że coraz liczniejsi 
historycy — w tym także deklarujący się jako zwolennicy zarówno systemu, jak i marksizmu 
— coraz usilniej domagali się najpierw rozluźnienia krępującego ich pracę ideologiczno-
politycznego gorsetu, a kiedy już wymusili na władzy jakieś ustępstwa, w ogóle jego 
zrzucenia. Można zaryzykować twierdzenie, że powodzenie tych zabiegów zależało z jednej 
strony od tego, czy i o ile naruszały one obowiązującą aktualnie oficjalną wykładnię historii 
Polski, z drugiej zaś od stopnia ideologiczno-politycznej drażliwości zarówno dziedziny 
historii, jak i okresu, których starania te dotyczyły. 
216 
W poszukiwaniu syntezy 
Ze zrozumiałych względów z bodaj największymi oporami ówczesna historiografia musiała 
się borykać na poziomie historycznej syntezy. Właściwie każda podejmowana wówczas 
inicjatywa, zmierzająca do opracowania syntezy historii Polski, musiała nie tylko 
weryfikować obiegowe sądy o procesach i wydarzeniach dziejowych — co nie wszystkim 
było przecież w smak, lecz także odnieść się do ideologicznego dogmatu, który implikował 
rozumienie dziejów Polski jako monolinearnego, bezalternatywnego i koniecznego procesu, 
którego ukoronowaniem miał być panujący aktualnie system. Wychodząca od 1957 r., 
opracowywana pod auspicjami Instytutu Historii PAN pod ogólną redakcją Tadeusza 
Manteuffla, od tomu trzeciego także Stanisława Arnolda, Historia Polski nigdy nie została 
ukończona (w 1984 r. ukazał się jej doprowadzony do 1939 r. tom czwarty). Nie tylko z 
powodu gigantycznych rozmiarów tego dzieła oraz przyjętego w nim sposobu narracji, lecz 
także ze względu na jego koncepcję nie mogło ono zaspokoić społecznego zapotrzebowania 
na syntezę historii ojczystej. Nie chcąc powtarzać wszystkich zarzutów, jakie pod adresem 
tego dzieła skierowano, ograniczymy się tu do podania tylko tych, które stosunkowo 
niedawno (1997) sformułował Edward A. Mierzwa. Oskarżył on Historię Polski o 
odpersonifikowanie obrazu dziejów polskich, zarzucił jej, że w konsekwencji „zdominowania 
polskiej ideologii i badań historycznych przez to, co wówczas nazywano marksizmem", 
zapanował w niej ekonomizm; obwinił o nadmierną powściągliwość przy omawianiu 
spornych zagadnień z dziejów stosunków polsko-rosyjskich i polsko-radzieckich — „bo ich 
wówczas eksponować nie było można" — wreszcie zaakcentował, że z powodu 
zdominowania jej narracji przez „problematykę gospodarczo-społeczno-ideologiczną, w 
której eksponowano czynnik walki klas nawet tam, gdzie gonie było", zmargina-lizowano w 
niej wiele dziedzin życia społecznego. 
Niedostatek pełnej syntezy tylko po części rekompensowały 
217 
PRL 
opracowane przez autorów, reprezentujących już powojenną formację naukową: Jerzego 
Dowiata (1920-1982), Andrzeja Wy-czańskiego (ur. 1924), oraz wielokrotnie wspominanego 
tu Tadeusza Łepkowskiego (1927-1989), ujęte w konwencji nowoczesnej historii społecznej 
syntetyczne opracowania dziejów Polski w Średniowieczu (J. Dowiat, Polska — państwem 
średniowiecznej Europy, 1968), w czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej (A. Wy-czański, 
Polska Rzeczą Pospolity Szlachecka, 1965) i wreszcie w okresie zaborów (T. Łepkowski, 
Polska — narodziny nowoczesnego narodu, 1967). Charakterystyczne, że zapowiedziany 
czwarty tom tej serii, który miał dotyczyć czasów najnowszych, w ogóle się nie ukazał. 
Dopiero od drugiej połowy lat siedemdziesiątych poczęły się ukazywać zwięźlejsze od PAN-
owskiej, znacznie różniące się zresztą między sobą sposobem ujęcia, nowe syntezy historii 
Polski: jednotomowe — poznańska, czyli Dzieje Polski, opracowane pod redakcją Jerzego 
Topolskiego (1975), i warszawska, mianowicie Zarys historii Polski napisany pod redakcją 
Janusza Tazbira (1979), oraz trzytomowa (w 4 woluminach) krakowska, czyli Historia Polski 
(1979), pióra Jerzego Wy-rozumskiego, Józefa Andrzeja Gierowskiego i Józefa Buszki. 

background image

Niezależnie od tego, że wszystkim można zarzucić, że w większej lub mniejszej mierze były 
„obciążone pewnymi dziedzicznymi wadami systemowymi" (E. A. Mierzwa), już sam fakt 
ich ukazania się wskazuje, że jeszcze przed załamaniem się systemu, w naszej historiografii 
począł się już załamywać monopol jednej opcji na syntezę historii Polski. Tylko potwierdza tę 
opinię fakt opublikowania przez katolickie Wydawnictwo „Znak" nie dokończonej — miała 
być ona doprowadzona do 1939 r. — syntezy pióra Władysława Czaplińskiego (1905-1981) 
(Zarys dziejów Polski do r. 1864, 1985), w której autor położył akcent na dzieje społeczne w 
powiązaniu z gospodarką i kulturą, wyeksponował znaczenie chrześcijaństwa i Kościoła w 
dziejach Polski oraz dowartościował epokę jagiellońską. Już po transformacji ustrojowej 
218 
Selektywne uwalnianie się z politycznego gorsetu 
ukazały się stanowiące jej kontynuację: poświęcona okresowi 1864-1939 praca Jana M. 
Małeckiego (1991) oraz obejmująca lata 1939-1984 rzecz francuskiego autora Henriego 
Rolleta (1994). 
Myślę, że rozwijające się w okresie popaździernikowym społeczne zapotrzebowanie na 
wiarogodną syntezę historii ojczystej, przy narastającej dezaprobacie w stosunku do jej propa-
gandowo-podręcznikowej, oficjalnej wykładni, w znacznej mierze uwarunkowały 
spektakularny sukces, jaki mimo słów krytyki, kierowanych pod adresem autora przez 
polityków oraz — najczęściej z innych jednak powodów — przez historyków, odniosło w 
latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych programowo niezgodne z nią, znakomite pod 
względem literackim, przepojone głęboką refleksją syntetyczną, nie akademickie 
dziejopisarstwo Pawła Jasienicy (Leona Lecha Beynara (1909-1970) (Polska Piastów, 1960; 
Polska Jagiellonów, 1963; Rzeczpospolita Obojga Narodów. Srebrny wiek, 1967; 
Rzeczpospolita Obojga Narodów. Ca-lamitatis Regnum, 1967; Rzeczpospolita Obojga 
Narodów. Dzieje agonii, 1972). 
Do końca istnienia PRL funkcjonował też specyficzny mechanizm nadzoru, polegający na 
tym, że im historyczne syntezy były ogólniejsze, tym mocniej zaciskał się wokół niej 
ideologicz-no-polityczny gorset, który stopniowo się rozluźniał, im niższy stawał się poziom 
ich ogólności. W konsekwencji mniejsze, niż syntezy ogarniające całokształt historii Polski, 
pozanaukowe opory budziły prace syntetyczne, poświęcone zarówno jej poszczególnym 
okresom — na ogół jednak nie szczególnie kontrowersyjnemu najnowszemu — jak i 
dziedzinom. Co się tyczy tych ostatnich, sądzę, że szczególnie wartościowy dorobek 
syntetyczny uzyskała historiografia PRL w zakresie historii gospodarczej Polski (W. Kula, 
1947; B. Zientara i in., 1965; J. Kostro-wicki, Z. Landau, J. Tomaszewski, 1966; Z. Landau, J. 
Tomaszew-ski, 1960,1971), w dziedzinie historii państwa i prawa — mam tu przede 
wszystkim na myśli wydaną w latach 1964-1966 dwu- 
219 
PRL 
tomową syntezę historii państwa i prawa Polski, opracowaną pod ogólną redakcją Juliusza 
Bardacha (ur. 1914), oraz opublikowane w latach 1962-1968 analogiczne, również 
dwutomowe, poświęcone czasom międzywojennym dzieło, przygotowane pod redakcją 
Franciszka Ryszki (1962-1968), oraz w zakresie historii nauki — by wspomnieć tu tylko o 
wydawanej od 1970 r. wielotomowej Historii nauki polskiej, przygotowanej pod redakcją 
Bogdana Suchodolskiego (1903-1992). 
Jak już powiedziano, skuteczność starań, zmierzających do rozluźnienia, a następnie 
zrzucenia krępującego pracę historyczną ideologiczno-politycznego gorsetu, zależała także od 
stopnia drażliwości dziedziny historii, których te starania dotyczyły. Nieznany w innych 
krajach komunistycznych pluralizm naszej ówczesnej historiografii wyraził się zarówno w 
pracach z zakresu metodologii historii — oprócz wymienionych już dzieł Topolskiego i Kuli 
należy tu także wymienić, bardzo różne zresztą od siebie, prace Wandy Moszczeńskiej, 

background image

Stanisława Piekar-czyka (1924-1993) i Celiny Bobińskiej (1913-1997) —jak i w rozwoju 
uprawianych teraz na coraz szerszą skalę badań nad historią historiografii, reprezentowanych 
przez twórczość ich niestrudzonego orędownika, wspomnianego już przez nas Mariana H. 
Serejskiego, a także prace Henryka Barycza, Jana Adamusa, z młodszych między innymi 
Krystynę Śreniowską (ur. 1917), Jerzego Serczyka (ur. 1921), Lecha Mokrzeckiego (ur. 
1935), Jerzego Maternickiego (ur. 1936), Andrzeja F. Grabskiego (ur. 1934), zaś z 
najmłodszych Andrzeja Wierzbickiego (ur. 1942). 
Ów pluralizm — przy wyraźnej dominacji postrzegania dziejów w, nie tylko zresztą 
marksistowskich, kategoriach nomolo-gicznych — umożliwił też włączenie się polskiej 
historiografii społeczno-gospodarczej do nauki światowej, w której z czasem zdobyła ona 
znaczące miejsce. Dla jej rozwoju istotne znaczenie miało zapoczątkowanie jeszcze w latach 
pięćdziesiątych badań nad dziejami kultury materialnej, które później rozwinęły się 
220 
Selektywne uwalnianie się z politycznego gorsetu 
w stanowiącą niejako jej naturalne zaplecze, cieszącą się międzynarodowym uznaniem, 
wyspecjalizowaną gałąź polskiej nauki historycznej. Rozwój historiografii społeczno-
gospodarczej polegał w czasach PRL z jednej strony na stopniowym rozszerzaniu horyzontu 
jej zainteresowań, z drugiej zaś na coraz to dalszym odchodzeniu od opisowości i stopniowej 
— w nawiązaniu do teorii ekonomii — modernizacji jej aparatury pojęciowej. Jeśli chodzi o 
uprawianą problematykę, to najpierw zajmowano się u nas głównie badaniami nad agrarną 
historią Polski od czasów najdawniejszych po wiek XIX, oraz nad zagadnieniami dziejów 
produkcji, w odniesieriu do epok dawniejszych rzemieślniczej, od początków czasów 
nowożytnych najpierw manufakturowej, potem przemysłowej. Zaniedbywano natomiast, 
mające świetną, jeszcze przedwojenną tradycję, badania nad dziejami handlu, którymi na 
szerszą skalę poczęto się zajmować dopiero od lat sześćdziesiątych. Od tego też czasu polska 
powojenna historiografia społeczno-gospodarcza mogła — choć nie bez oporów natury 
pozanaukowej — stopniowo rozszerzać zakres swoich zainteresowań na okres 
międzywojenny oraz czasy wojny i okupacji (Zbigniew Landau (ur. 1931), Jerzy Toma-
szewski (ur. 1930)). 
Co się natomiast tyczy modernizacji jej kategorii badawczych, to przyczynił się do niej 
przede wszystkim wspomniany już przez nas W. Kula, który nie oglądając się na 
marksistowską ortodoksję nawiązał do idei francuskiego kierunku „Annales" i najpierw 
pokusił się o usystematyzowanie jej instrumentarium badawczego (Problemy i metody historii 
gospodarczej, 1963), a następnie (Teoria ekonomiczna ustroju feudalnego. Próba modelu, 
1962) postulował zastosowanie w badaniach historyczno-gospodar-czych metody analizy 
modelowej. Zwłaszcza drugie z wymienionych dzieł, rychło przetłumaczone na główne, poza 
rosyjskim, języki europejskie, sprowokowało zarówno w nauce polskiej, jak i w światowej 
żywą dyskusję nad korzyściami, wyni- 
221 
PRL 
kającymi z jej stosowania w praktyce badawczej historyków. Niemal w tym samym czasie 
(1963) ekonomista Stefan Kurowski podjął jeszcze inną inicjatywę, mającą na celu 
modernizację kategorii badawczych historii gospodarczej. Postulując przeniesienie na obszar 
nauki polskiej wzoru uprawianych z powodzeniem w ówczesnej nauce światowej badań nad 
długookresowymi cyklami ekonomicznymi, uczony ten zaproponował — co w warunkach 
polskich stanowiło istotne metodologiczne novum — przyjęcie za wskaźnik rozwoju 
gospodarczego społeczeństwa kapitalistycznego cykli sekularnych produkcji żelaza i stali. 
Pożytkując te i inne jeszcze inspiracje modernizacyjne, polska historiografia społeczno-
gospodarcza — jak o tym świadczą dzieła jej czołowych przedstawicieli: oprócz W. Kuli i J. 
Topol-skiego, także wspomnianej już N. Gąsiorowskiej-Grabowskiej, Stanisława 

background image

Hoszowskiego, Witolda Jakóbczyka (1909-1986), Władysława Rusińskiego (1911-1986), 
Gryzeldy Missalowej (1901--1978), Bohdana Baranowskiego (1915-1993), Czesława 
Łuczaka (ur. 1924), A. Wyczańskiego, Antoniego Mączaka (ur. 1928), Marii Boguckiej (ur. 
1929) i in. — od lat sześćdziesiątych poczęła się stawać w coraz większej mierze integralną 
historią społeczną. Konsekwencją, a zarazem świadectwem tej jej mutacji, było podjęcie 
przez naszych historyków kompleksowych — przy wykorzystaniu metod socjologicznych i 
statystycznych — badań nad stratyfikacją społeczną i strukturami społecznymi: chłopstwem 
(Juliusz Łukasiewicz (ur. 1923)), klasą robotniczą (Stanisław Kalabiń-ski (1923-1980), Feliks 
Tych (ur. 1929), Marian M. Drozdowski (ur. 1932)), burżuazją (Ryszard Kołodziejczyk), 
ziemiaństwem (Janina Leskiewiczowa (ur. 1917), Irena Rychlikowa, Jerzy Jed-licki (ur. 
1930)), inteligencją (Janina Leskiewiczowa, Janusz Zarnowski, Ryszarda Czepulis-Rastenis 
(1928-1994)), czy wreszcie ludnością żydowską (Artur Eisenbach (1906-1992)). Co najmniej 
od lat siedemdziesiątych, uprawiane we wszystkich głównych 
222 
Selektywne uwalnianie się z politycznego gorsetu 
ośrodkach naukowych kraju, prace nad strukturami społeczeństwa polskiego od 
Średniowiecza po czasy nowożytne i najnowsze złożyły się na jeden z głównych kierunków 
badawczych współczesnej historiografii polskiej. 
Nie ulega wątpliwości, że szczególnie preferowana przez system była historia ruchów 
społecznych oraz programowanej przez nie myśli społeczno-politycznej, w szczególności 
tych ruchów, z których wywodził się panujący w kraju system. Odnosiło się to zwłaszcza do 
historii stanowiącego jego genealogię ruchu robotniczego. Z początku traktowano ją w sposób 
czysto propagandowy, co — jak pamiętamy — spotkało się z ostrą krytyką na zjeździe 
krakowskim w 1958 r. Zgodnie z rygorami nauki poczęto się tą historią zajmować dopiero od 
przełomu lat pięćdziesiątych na sześćdziesiąte, kiedy złamano monopol partyjnych struktur 
nauki historycznej na prowadzenie badań nad dziejami ruchu robotniczego i dopuszczono do 
nich profesjonalnie wykształconych historyków, takich jak Stanisław Kala-biński, Paweł 
Korzec, Feliks Tych, Marian Żychowski (1922--1972), Józef Buszko (ur. 1925), Jan Tomicki 
(1932-1988), Jan Sob-czak (ur. 1932), Anna Zarnowska (ur. 1935), Janusz Zarnowski (ur. 
1932), Marian M. Drozdowski, Artur Leinwand (1923-1995), Jan Kancewicz i wielu innych. 
Również jednak i wtedy nie były one wolne od pozanaukowych ograniczeń i ideologiczno-
poli-tycznego zmitologizowania, skoro preferowały „słuszny" z politycznego punktu 
widzenia radykalny i komunistyczny nurt tego ruchu, a deprecjonowały — choć z biegiem 
czasu w coraz mniejszej mierze — socjalistyczny. Jest swoistym paradoksem, że 
najpełniejszym opracowaniem dziejów polskiego socjalizmu, szkoda tylko, że ograniczonym 
do jego początków, jest wydany w dwóch tomach w latach 1966-1972 w Londynie Zarys 
dziejów socjalizmu polskiego pióra Lidii i Adama Ciołkoszów! Tak jak historia ruchu 
robotniczego była i pozostała w warunkach PRL „partyjną" historiografią PZPR, podobnie 
uprawiana od lat 
223 
PRL 
sześćdziesiątych we wszystkich głównych ośrodkach nauki historycznej w kraju historia 
ruchu ludowego (Krzysztof Dunin--Wąsowicz (ur. 1923), Helena Brodowska (ur. 1914), Jan 
Molen-da, Jan Borkowski, Witold Stankiewicz, Józef Ryszard Szaflik (ur. 1930), Andrzej 
Zakrzewski 1941-2000) stanowiła w mniejszej lub większej mierze partyjną historiografię 
ZSL. Zainteresowanie historiografii PRL problematyką historii ruchów społecznych objęło 
także dzieje innych niż wymienione ruchów, w szczególności narodowo-demokratycznego 
(Roman Wapiński (ur. 1931), Jerzy J. Terej (1934-1979), Marian Orzechowski (ur. 1931), 
Jerzy Marczewski(1928-1989)). 

background image

Od lat sześćdziesiątych paralelnie z badaniami nad historią społeczno-gospodarczą i historią 
ruchów społecznych rozwinęły się w naszej historiografii mające u nas bogatą tradycję, 
uprawiane teraz coraz częściej w socjologicznej perspektywie, prace z zakresu szeroko 
rozumianej historii kultury, na której polu oprócz badaczy reprezentujących jeszcze 
przedwojenną formację naukową (H. Barycz) zaznaczyli się także historycy, ukształtowani 
już w czasach powojennych, by wskazać tu na bogatą twórczość znakomitego badacza kultury 
staropolskiej Janusza Tazbira (ur. 1927), na prace Bronisława Geremka (ur. 1932) i jego 
współpracowników o kulturze polskiej wieków średnich, zaś spośród historyków czasów 
najnowszych na studia Czesława Madajczyka (ur. 1921) nad stosunkiem systemów 
totalitarnych do kultury i jej przedstawicieli. Na szczególną uwagę zasługuje też dorobek 
ukształtowanej w tym samym czasie, nazwanej tak już w naukowej literaturze, polskiej szkoły 
historii idei, reprezentowanej przez coraz bardziej dystansujących się od oficjalnego 
marksizmu historyków filozofii i myśli społecznej: Leszka Kołakowskiego, Andrzeja 
Walickiego, Bronisława Baczkę, Jerzego Szackiego (ur. 1929) i innych, którzy w swych 
badaniach łączyli mistrzostwo heurystyczne z szerokością socjologicznej interpretacji 
rozpatrywanych przez siebie poglądów. 
224 
Selektywne uwalnianie się z politycznego gorsetu 
Zostało już także powiedziane, że powodzenie starań o wyzwolenie badań historycznych spod 
pozanaukowej presji zależało także od tego, jakiego dotyczyły okresu dziejów. Najogólniej 
można powiedzieć, że stało się regułą, że im dalej wstecz, tym krępujący naszą historiografię 
gorset stawał się luźniejszy, i przeciwnie: zacieśniał się w miarę przybliżania się jej do 
czasów współczesnych. Od drugiej połowy lat pięćdziesiątych i początku sześćdziesiątych 
powoli, choć nie bez przeszkód, proces uwalniania się badań nad dawniejszymi epokami 
naszych dziejów od politycznej kontroli pogłębił się do tego stopnia, że u progu zamykającej 
dzieje PRL transformacji ustrojowej (1980) czołowy naówczas autorytet naukowy Stefan 
Kieniewicz (1907--1992) mógł z pełnym uzasadnieniem skonstatować, że dorobek naszej 
historiografii w badaniach nad dziejami Polski dawniejszych stuleci jest w zasadzie 
„zadowalający". Nie było też sprawą przypadku, że ówczesna historiografia polska mogła się 
pochwalić znakomitymi osiągnięciami w badaniach nad średniowiecznymi dziejami Polski. 
Złożył się na nie wspólny dorobek dawnych mistrzów — by wymienić tu tylko Kazimierza 
Tymie-nieckiego (1887-1968), Romana Gródeckiego, Jana Dąbrowskiego (1890-1965), 
Stanisława Zajączkowskiego, Bronisława Wło-darskiego, Henryka Łowmiańskiego (1898-
1984), Ewę (1900--1972) i Karola Maleczyńskich, Tadeusza Manteuffla, Karola Górskiego, 
Stefana M. Kuczyńskiego oraz ich licznych następców z Aleksandrem Gieysztorem (1916-
1999), Gerardem La-budą (ur. 1916), Marianem Biskupem (ur. 1922) i Jerzym Wyro-
zumskim (ur. 1930) na czele. Znaczące osiągnięcia zapisali na swoim autorskim koncie także 
badacze XVI-XVH w., oprócz znanych nam już H. Barycza i J. Tazbira tacy uczeni, jak 
spośród starszych  Kazimierz  Lepszy   (1904-1964),   wspomniany  już W. Czapliński, 
Stanisław Herbst (1907-1973), Adam Przyboś (1906-1990), zaś z młodszych wspomniany już 
J. A. Gierowski (ur. 1922), Zbigniew Wójcik (ur. 1922), Adam Kersten (1930- 
225 
PRL 
-1983), Stanisław Grzybowski (ur. 1933) i Jarema Maciszewski (ur. 1930) i in. Rzadko kto 
interesował się wówczas czasami saskimi, natomiast włączonym do kanonu tradycji systemu 
wiekiem Oświecenia zajęło się bardzo wielu uczonych, by wymienić tylko 
najznamienitszych: Bogusława Leśnodorskiego (1914--1985), Jana Lubicz-Pachońskiego 
(1907-1985), Emanuela Ro-stworowskiego (1923-1989), Andrzeja Zahorskiego (1923-1992), 
Jerzego Łojka (1932-1986) i Jerzego Michalskiego (ur. 1924). Mimo silniejszej niż w 
odniesieniu do czasów wcześniejszych presji ideologiczno-politycznej, wcale nieźle 

background image

prezentowały się także badania nad wiekiem XIX, co również było zasługą zarówno starych 
mistrzów — by oprócz wielokrotnie powoływanego tu S. Kieniewicza wymienić także 
znanego nam już H. Wereszyc-kiego, Andrzeja Wojtkowskiego (1891-1975), Mariana 
Tyrowicza (1901-1989), Józefa Dutkiewicza (1903-1968), Janusza Pajewskie-go (ur. 1907), 
Tadeusza Mencla (1912-1987) — jak i historyków ukształtowanych już po wojnie, wymienić 
tu trzeba przedwcześnie zmarłych T. Lepkowskiego i Jerzego Skowronka (1937--1996), a 
także Alinę Barszczewską-Krupę, Sławomira Kalembkę (ur. 1936), Lecha Trzeciakowskiego 
(ur. 1931), Wiesława Ślad-kowskiego, Bogusława Cyglera, Władysława Zajewskiego i 
Jerzego Zdradę. 
Zdecydowanie największe opory napotykało dążenie do uwolnienia spod presji systemu, nie 
bez racji uważanych za szczególnie drażliwe pod względem ideologiczno-politycznym, badań 
nad najnowszymi dziejami Polski. Wielokrotnie powoływany przez nas S. Kieniewicz trafnie 
podkreślił, że „gdy wchodzą w grę badania i publikacje" z ich zakresu, z przeszkodami 
spotykały się w szczególności trzy rodzaje problematyki, mianowicie: po pierwsze „historia 
antecedensów obozu dziś rządzącego", po drugie polityczna, częściowo także i gospodarcza 
historia PRL, oraz — po trzecie — historia stosunków między 
226 
Selektywne uwalnianie się z politycznego gorsetu 
Polską a ZSRR, „a niekiedy też, sięgając wstecz, polsko-rosyj- 
skich". 
Co się tyczy pierwszego spośród nich, to ograniczenia dotyczyły nie tylko badań nad genezą 
panującego systemu, lecz także jego ideologicznych korzeni. Jak zwróciliśmy już na to 
uwagę, silnemu zmitologizowaniu była bowiem poddana historia polskiego ruchu 
robotniczego, i próby krytycznego zweryfikowania jej oficjalnej partyjnej wykładni spotykały 
się ze szczególnie stanowczym oporem. W okresie popaździernikowym następowała jednak 
stopniowa poprawa dotycząca badań nad dwudziestoleciem międzywojennym; stało się ono 
wówczas nie tylko przedmiotem gorących sporów, w których ścierały się ze sobą różne 
stanowiska polityczne, lecz także coraz częściej poważnych, zobiektywizowanych badań 
historycznych (Tadeusz Jędruszczak (1924-1993), Henryk Zieliński (1920-1981), Antoni 
Czubiński (ur. 1928), Andrzej Garlicki (ur. 1935), Jerzy Janusz Terej (1934-1979), Piotr 
Łossowski (ur. 1925), J. Buszko, R. Wa-piński, Jerzy Holzer, Andrzej Ajnenkiel, J. 
Żarnowski, M. M. Droz-dowski). W mniejszej mierze odnosiło się to do prac nad dziejami 
wojny i okupacji (Jerzy Kirchmayer (1895-1959), Cz. Madajczyk, Cz. Łuczak, Eugeniusz 
Duraczyński (ur. 1931) i in.), które napotykały trudności nie do pokonania, kiedy dotykały 
delikatnych pod względem politycznym zagadnień, zwłaszcza oceny polityki ZSRR. Dopiero 
od przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych mogły się zacząć ukazywać prace 
otwarcie destruujące dotychczasową oficjalną wykładnię dziejów Polski tych czasów, 
ukazujące w nowym świetle zarówno polski czyn zbrojny podczas II wojny światowej, jak i 
dzieje polskiego państwa podziemnego. Mam tu w szczególności na myśli dzieła Tomasza 
Strzembosza (Oddziały szturmowe konspiracyjnej Warszawy, 1939-1944, 1979, II wyd. 
1983), Piotra Stachiewicza (Pa-rasol, 1981), Cezarego Chlebowskiego (Wachlarz, 1983), 
Jędrzeja 
227 
PRL 
Tucholskiego (Cichociemni, 1984), Romana Korab-Żebryka (Operacja wileńska AK, 1985) 
oraz Grzegorza Mazura (Biuro Informacji i Propagandy. Służba Zwycięstwu Polski - ZWZ - 
AK, 1939-1945, 1987). Fakt ukazania się ich w obiegu oficjalnym w niczym nie podważa 
jednak poglądu, wyrażonego w 1987 r. przez czołowego badacza tej epoki, że również w 
okresie popaździerni-kowym II wojna światowa nadal stanowiła u nas „w pewnym stopniu, 
wyraźnie malejącym, [...] rodzaj historia sacra, ze względu na tragiczne doświadczenia 

background image

Polaków i ideologiczne korzenie dnia dzisiejszego" (Cz. Madajczyk, 1987). Natomiast 
zdecydowanie najgorzej było w zakresie badań nad czasami powojennymi, albowiem przez 
cały czas PRL „obowiązywało traktowanie dziejów Polski Ludowej jako stale wznoszącej się 
linii, z której eliminowano wszystkie kryzysy i regresy" (J. Topolski, 1987). Wreszcie 
polityczna optyka, wynikająca ze „statusu zależności Polski" (T. Łepkowski, 1987), 
obowiązywała w całej rozciągłości w ocenie dziejów stosunków polsko-radzieckich w ogóle, 
zaś objętej aż do lat osiemdziesiątych bezwzględnym tabu kwestii katyńskiej w 
szczególności, dziejów polskiej obecności na Wschodzie, a często także w ogóle dziejów 
stosunków z Rosją. 
Krytykując trudności, jakie władze stawiały historykom, którzy starali się zajmować tymi 
drażliwymi z politycznego punktu widzenia sprawami, S. Kieniewicz perswadował (1980), że 
przed ich podejmowaniem nie powinna była ich powstrzymywać ani „niemożliwość 
udostępnienia najważniejszych źródeł", ani nawet obawa przed przyniesieniem uszczerbku 
„polskiej racji stanu" i konkludował: 
zgoda i na to, że z racją stanu powinniśmy się liczyć, wszakże wydaje mi się (a jest to chyba 
nie tylko mój sąd osobisty), że owa racja stanu bywa pojmowana nadmiernie rozciągli wie; że 
zbyt liczne i zbyt daleko idące prohibita szkodzą nie tylko nauce historycznej, ale i dobremu 
imieniu naszego kraju, i nawet jego spokojowi wewnętrznemu. 
228 
Enklawy względnej wolności 
Znakomity historyk uczynił tu czytelną aluzję do nasilającego się od dłuższego już czasu w 
Polsce fundamentalnego konfliktu między oficjalną, propagandową wykładnią jej historii — 
zwłaszcza najnowszej — a historyczną świadomością społeczeństwa. Zaakcentował, że 
polityczne skrępowanie historiografii dziejów najnowszych „rzuca cień na całą naszą 
twórczość naukową" i przestrzegał, że gdy odnoszące się do tej epoki treści, upowszechniane 
przez prasę i telewizję (dodajmy także: przez szkolne podręczniki historii), rzadko kiedy 
„pasują do własnego zdania (mniejsza o to, czy zawsze ścisłego i słusznego)" odbiorców, 
wtedy: sprzeciw wobec głoszonej wykładni historii najnowszej bardzo łatwo rozciąga się na 
całość twórczości historycznej. Sądzę, że wyżej przedstawiona — siłą rzeczy bardzo skrótowa 
— charakterystyka historiografii PRL w wystarczająco dobitny sposób ukazała, że 
koncentrując swoją uwagę na rozumianej coraz szerzej problematyce dziejów polskich i 
odnosząc się do spraw obcych głównie z punktu widzenia ich związków z polskimi, była ona 
w gruncie rzeczy dziejopisarstwem polo-nocentrycznym. Nie oznacza to jednak, by nie 
interesowała się historią powszechną. Nie mogąc omawiać na tym miejscu jej dorobku w tej 
dziedzinie, pozwalam sobie jedynie zauważyć, że systematycznie wzbogacał się on w miarę 
otwierania się panującego w Polsce systemu na kontakty z Zachodem oraz, że w odróżnieniu 
od tej, którą uprawiano w innych krajach komunistycznych, nasza historiografia dziejów 
powszechnych nie była kalką sowieckiej i zarówno w odniesieniu do syntez, jak i opracowań 
monograficznych utrzymywała przynajmniej dobry, a niekiedy nawet znakomity poziom 
europejski. 
Na zakończenie trzeba uczynić jeszcze jedną uwagę. Wprawdzie historiografia PRL była i 
pozostała do końca systemu historią pod — wprawdzie coraz bardziej malejącym, ale 
przecież 
229 
PHL 
nigdy nie zniesionym — nadzorem, nie wolno zapominać, że od dziejopisarstwa innych 
krajów komunistycznych odróżniało ją funkcjonowanie pewnych enklaw, w których nadzór 
systemu nie sięgał samych badań historycznych i faktycznie sprowadzał się tylko do zgody 
cenzury na ogłaszanie ich rezultatów. Mam tu oczywiście na myśli dziejopisarstwo kręgów 
intelektualnych, związanych z Kościołem katolickim, przede wszystkim twórczość 

background image

historiograficzną środowiska Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, które oprócz 
historyków Kościoła liczyło i liczy w swoim gronie także uczonych, zajmujących się 
problematyką nie kościelną zarówno z zakresu historii Polski, jak i powszechnej, by 
wymienić tu spośród zmarłych Aleksandra Kossowskie-go (1886-1965), wspomnianego już 
ks. M. Żywczyńskiego, bp. Mariana Rechowicza (1910-1983), zaś spośród uczonych wciąż 
aktywnych na polu naukowym zwłaszcza Jerzego Kłoczowskie-go, ks. Zygmunta 
Zielińskiego, ks. Bolesława Kumora, Ryszarda Bendera. Należałoby tu także wspomnieć o 
uczonych, związanych z Akademią Teologii Katolickiej, takich jak zwłaszcza bp Wincenty 
Urban (1911-1983), zaś spośród innych — historyków z kręgu wydawanego przez ks. 
Alfonsa Schletza (1911--1981) historyczno-kościelnego periodyku „Nasza Przeszłość". W 
1992 r. śledzący z uwagą przemiany nauki historycznej w Polsce profesor Uniwersytetu Yale, 
Piotr S. Wandycz, napisał o historiografii PRL: 
polska historiografia przez ostatnie 45 lat funkcjonowała w cieniu na wpół totalitarnego 
reżimu. Jak na takie warunki dokonano wiele, choć często za cenę kompromisów lub 
polityczno-ideowych koncesji. Historycy i instytucje ich zatrudniające, wraz z całym 
społeczeństwem, stoją obecnie przed wielkim wyzwaniem. Dwusetletnie zasługi 
historiografii, nawet jeśli znane jedynie specjalistom, pozwalają na ostrożny optymizm. Jedno 
jest pewne: nauka historyczna, o której tu była mowa, wróciła razem z Polską do Europy. W 
swej istocie nigdy jej zresztą nie opuściła. 
230 
Rozdział XV 
Kilka słów o historiografii emigracyjnej 
Podział historiografii pc^kiej na krajową i emigracyjną, jaki nastąpił po II wojnie światowej/ 
był konsekwencją sytuacji, w jakiej znaleźli się Polacy podczas wojny oraz po jej 
zakończeniu. Wprawdzie pierwsze struktury polskiego szkolnictwa wyższego i nauki na 
wycho^stwie _ obejmujące także naukę historii — poczęły powstaw-^ bezpośrednio po klęsce 
wrześniowej, jak o tym świadczy krótkotrwała, od grudnia 1939 r. do czerwca roku 
następnego, działalność Polskiego Uniwersytetu w Paryżu — którego rektorem został jeden z 
najznakomitszych ówczesnych historyków polskich, profesor Uniwersytetu Warszawskiego 
Oskar Halecki (189i_i973) _ zaś rozmaite inicjatywy ich tworzenia, z różnym pc)wodzeniem, 
podejmowano także w wielu skupiskach polskiego wychodźstwa podczas wojny; 
ukształtowały się one na dobre dopiero po jej zakończeniu, kiedy okazało się, jak wielu 
polskich wychodźców wolało wybrać niepewny los emigrantów n«j Zachodzie, niż wrócić do 
pozostającego pod sowiecką kuratelą kraju. 
Najsilniejsze polskie środowis^ historyczne na wychodźstwie ukształtowało się w kraju, w 
którym znalazło się najwięcej 
231 
Emigracja 
polskich ludzi pióra, mianowicie w Wielkiej Brytanii. Jako pierwsza polska wyższa uczelnia 
w Londynie, na której uprawiano również historię, powstała Szkoła Nauk Politycznych i 
Społecznych (SNPS). Wykładano w niej między innymi historię Polski i historię powszechną. 
Największy jej rozkwit przypadł na lata 1947-1967; w połowie lat osiemdziesiątych jeszcze 
istniała, ale nie przejawiała już żadnej działalności. Bardziej niż ona do rozwoju emigracyjnej 
historiografii przyczynił się Polski Uniwersytet na Obczyźnie (PUNO), który rozpoczął pracę 
w Londynie w 1949 r. Pierwszym jego rektorem był zajmujący się także historią prawnik i 
ekonomista, były rektor Uniwersytetu Warszawskiego, Tadeusz Brzeski (1884-1958). 
Wydział Humanistyczny tej uczelni liczył w swoim składzie tak znakomitych uczonych, jak 
dawny profesor Uniwersytetu Stefana Batorego, wybitny badacz dziejów gospodarczych 
XVIII w. (Antoni Tyzenhauz, podskarbi nadworny litewski, 2 tomy, 1970-1971), Stanisław 
Kościał-kowski (1881-1960), historyk dziejów nowożytnych i najnowszych, najwybitniejszy 

background image

w ówczesnej polskiej nauce historycznej historyk wojen i wojskowości, minister obrony 
narodowej w rządzie RP (1942-1949), gen. Marian Kukieł, przedwojenny profesor 
Uniwersytetu Warszawskiego, badacz dziejów Europy Wschodniej, Henryk Paszkiewicz, 
dawny docent Uniwersytetu Poznańskiego, mediewista Leon Koczy, wreszcie przedwojenny 
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, archeolog Tadeusz Su-limirski (1898-1983). Polski 
Uniwersytet na Obczyźnie działał do 1989 r. 
Z pewnością w nie mniejszej, niż szkół wyższych, jeśli nawet nie większej mierze, do 
rozwoju naszej emigracyjnej historiografii przyczyniła się działalność polskich organizacji i 
towarzystw naukowych. Mamy tu na myśli nie tylko i nie tyle powołane do życia w 1950 r. w 
Londynie na wzór PAU Polskie Towarzystwo Naukowe na Obczyźnie, w ramach którego 
utworzono Wydział Historyczno-Filozoficzny (przemianowany później 
232 
Polskie emigracyjne środowiska historyczne 
na Humanistyczny), lecz przede wszystkim utworzony w 1945 r. w Londynie Instytut 
Historyczny im. Generała Sikorskiego. Chociaż początkowo miał on odgrywać rolę muzeum 
Wojska Polskiego i archiwum Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, z upływem czasu 
rozszerzył zakres swoich zainteresowań. Jego archiwum stało się „jednym z 
najpoważniejszych centrów dokumentacyjnych najnowszych dziejów Polski na obczyźnie" 
(R. Ha-bielski), a jednocześnie wyspecjalizowanym wydawcą odnoszących się do nich 
zbiorów źródeł oraz periodyków historycznych. Od połączenia w 1964 r. z funkcjonującym 
od 1940 r. Polskim Ośrodkiem Naukowym działa on pod nazwą Instytutu Polskiego i 
Muzeum gen. Sikorskiego. W 1988 r, w jego skład, zachowując jednak swoją odrębność, 
weszło utworzone w 1947 r. przez reprezentantów środowiska Armii Krajowej, ogromnie 
zasłużone w pracy nad dokumentowariem dziejów podziemnego państwa polskiego, Studium 
Polski Podziemnej. 
Polskie emigracyjne organizacje i towarzystwa naukowe działały w czasach powojennych nie 
tylko w Wielkiej Brytanii. Analogiczny do Instytutu im. gen. Sikorskiego profil 
zainteresowań, chociaż inne od niego — bo wyraźnie piłsudczykowskie — oblicze ideowe, 
przybrał nawiązujący do tradycji przedwojennego Instytutu Badania Najnowszej Historii 
Polski (któremu w 1936 r. nadano imię pierwszego marszałka Polski), utworzony jeszcze w 
1943 r. w Nowym Jorku, hstytut Józefa Piłsudskiego. Również i on publikował ważne prace, 
dotyczące najnowszych dziejów Polski (m.in. wydał opracowaną przez swojego pierwszego 
dyrektora Wacława Jędrzejewicza (1893-1993) Kronikę życia Józefa Piłsudskiego (1977)). 
Na wzór placówki nowojorskiej mieszkający w Wielkiej Brytanii piłsudczycy utworzyli w 
1947 r. Instytut Józefa Piłsudskiego w Londynie. Dopiero w 1979 r. powołano tam także do 
życia Instytut Romana Dmowskiego, który postawił sobie za cel utrwalanie pamięci o jego 
dokonaniach i propagowanie jego idei. 
233 
Emigracja 
i Wprawdzie historia nie była priorytetem w programie założonego w 1942 r. w Nowym 
Jorku jako oddział PAU Polskiego Instytutu Naukowego, faktycznie — między innymi 
dlatego, że prezesami jego Rady byli kolejno dwaj wybitni historycy: Jan Kucharzewski 
(1876-1952) i znany nam już O. Halecki — odgrywała ona i odgrywa nadal poczesną rolę w 
jego działalności. Wiele uwagi — nie tylko zresztą najnowszej — poświęca jej też wydawany 
od 1956 r. przez Instytut kwartalnik „The Polish Review". Tradycyjnie ośrodkiem polskiej 
pracy historycznej były odnowione po II wojnie światowej Towarzystwo Historycz-no-
Literackie w Paryżu oraz — po uniezależnieniu się jej, po likwidacji PAU, od instytucji 
krajowych — ściśle związana z nią Biblioteka Polska w Paryżu, kierowana przez historyków: 
przedwojennego delegata rządu RP i PAU przy tej placówce, Franciszka Pułaskiego (1875-
1956), a po jego śmierci jej przedwojennego kustosza Czesława Chowańca (1899-1968). O ile 

background image

wymienione Instytuty, które obrały sobie za patronów Piłsudskiego czy Dmowskiego, zajęły 
się najnowszymi dziejami Polski, o tyle utworzony w 1945 r. w Rzymie przez ks. Waleriana 
Meyszto-wicza i przedwojennego docenta historii sztuki Uniwersytetu Lwowskiego, Karolinę 
Lanckorońską (ur. 1898), Polski Instytut Historyczny postawił sobie za cel szersze zadanie 
„prowadzenia badań nad historią i historią kultury Polski pojmowanej jako przedmurze 
chrześcijaństwa". Jego wieloletnia działalność zaowocowała między innymi publikowaniem 
w latach 1954-1985 periodyku historycznego „Antemurale", oraz wydawnictwem źródeł do 
dziejów Polski, zebranych ze zbiorów zagranicznych, pt. Elementu ad Fontium Editiones (w 
latach 1960-1992 ukazało się 76 tomów). Należy też wspomnieć, że sama Lanckorońską 
ogłosiła poważną rozprawę o przenikaniu obrządku cyrylo-me-todiańskiego do Polski 
(Studies on the Roman Slavonic Rite in Poland, 1961). Oprócz wymienionych instytucji, 
których naczelnym lub jednym z głównych celów była praca historyczna, 
234 
Polskie emigracyjne środowiska historyczne 
w różnym zakresie zajmowały się nią także inne polskie instytucje emigracyjne. 
Spośród emigracyjnych towarzystw naukowych dla rozwoju polskiej historiografii na 
wychodźstwie pierwszorzędne znaczenie miała działalność założonego w 1946 r. w Londynie 
Polskiego Towarzystwa Historycznego w Wielkiej Brytanii (PTH). W miarę poddawania 
nauki historycznej w kraju naciskowi ideologicznemu i ograniczeniom cenzuralnym 
Towarzystwo przyjęło za swoje główne zadanie krytykę tendencyjności krajowej 
historiografii, związanej z przyjęciem przez nią za podstawę teorii materializmu 
historycznego. W 1954 r. londyńskie PTH razem z Instytutami w Nowym Jorku i Rzymie 
oraz Komisją Historyczną paryskiego Towarzystwa utworzyło — z zachowaniem odrębności 
tworzących je podmiotów — Polskie Towarzystwo Historyczne na Obczyźnie. Od 1947 r. 
londyńskie PTH wydaje — przez dłuższy czas razem z Instytutem im. gen. Sikorskiego — 
kwartalnik „Teki Historyczne", od 1948 r. także pismo nieperiodyczne „Broń i Barwa". 
Naukowy profil PTH w Wielkiej Brytanii został wyznaczony przez jego inicjatora i 
wieloletniego prezesa, wspomnianego już przez nas Kukiela. Podkreślono w naukowej 
literaturze, że: 
sposób, w jaki pojmował [on] powinności badacza, był znamienny dla emigracji niezłomnej i 
wynikał z jej stosunku do przeszłości. Za emigracyjne opus magnum Kukiela uznać można 
wydane w 1961 r. „Dzieje Polski porozbiorowe 1795-1921", pracę, która stanowi zarazem 
wykład jego koncepcji historiograficznych. Dla Kukiela historia pisana musiała pozostawać w 
związku z rzeczywistością. Musiała zatem, w każdym razie powinna, wiązać przeszłość z 
przyszłością, a naukę z bieżącym życiem politycznym. Taki sposób postrzegania roli 
historyka, który rekonstrukcjami wybranych fragmentów przeszłości stara się wpływać na 
postawy społeczne, wywodził Kukieł od swego nauczyciela, Szymona Askenazego. Był przy 
tym przekonany, że obowiązkiem historyka jest docieranie do współczesnych 
235 
Emigracja 
poprzez szczególne zainteresowanie procesami nie zamkniętymi i nadal aktualnymi (R. 
Habielski, 1999). 
W drażliwej kwestii powinności emigracyjnej historiografii polskiej zasadniczo odmienne od 
reprezentowanego przez Ku-kiela stanowisko zajmował związany przed wojną nie — jak on 
— z Frontem Morges, ale z obozem sanacyjnym — niegdyś apo-logetyczny biograf 
Piłsudskiego i sekretarz redakcji wydania jego pism, zamieszkały w Paryżu W. Pobóg-
Malinowski, którego monumentalna Najnowsza historia polityczna Polski (3 t., 1953-1960) 
była, jak ją później określono, „ostatnim wielkim pamfletem w naszej literaturze" (A. 
Garlicki). Jej autor hołdował bowiem poglądowi, że historyk powinien nie tyle dbać o 
obiektywizm swojej narracji, ile powinien się przede wszystkim starać obiektywnie 

background image

przedstawić swój własny — subiektywny, ma się rozumieć — pogląd na przedstawiany przez 
siebie bieg wydarzeń. Chociaż jego dzieło poraziło czytelnika bogactwem podanych w nim 
informacji i pozostaje do dziś „najwnikliwszą syntezą popowstaniowego [tj. postyczniowego 
A.F. G.] osiem-dziesięciolecia", uderza przecież „niemal publicystycznym niekiedy tonem i 
ostrością nader subiektywnych sądów, co naraża ją na zarzut stronniczości, wykraczającej 
poza normy, obowiązujące historyka" (R. Habielski). W konsekwencji takiej postawy Pobóg-
Malinowski znalazł się w konflikcie ze środowiskiem pił-sudczykowskim, a Instytut Józefa 
Piłsudskiego zdystansował się w 1961 r. od jego dziejopisarstwa i — co trudno ocenić 
inaczej, jak świadectwo kuriozalnego zacietrzewienia politycznego — zakazał mu dostępu do 
swoich zbiorów archiwalnych. Od 1962 r. historiografia emigracyjna uzyskała szerszą niż 
dotąd możliwość wypowiedzi na łamach wydawanych przez Jerzego Gie-droycia (ur. 1908) w 
Paryżu „Zeszytów Historycznych", które później stały się forum, na którym mogli się 
wreszcie spotkać 
236 
Powinności emigracyjnej histońografii 
historycy emigracyjni z nastawionymi opozycyjnie w stosunku do panującego w Polsce 
systemu historykami krajowymi. 
Jak podkreślono w naukowej literaturze, popularność dzieł zarówno Kukiela, jak i Pobóg-
Malinowskiego potwierdza pogląd, według którego: 
chętnie widzianą funkcją pisarstwa historycznego poza krajem było traktowanie przeszłości 
jako pola odniesień do współczesności, a prace historyczne, podobnie do beletrystyki, 
stanowić miały świadectwo swego czasu oraz kondycji, w jakiej znajdowali się jego 
potencjalni odbiorcy, zarówno w kraju, jak i poza Polską (R. Habielski). 
Pogląd ten w pełni konweniował z powszechnie podzielanym na wychodźstwie przekonaniem 
o szczególnym obowiązku emigracji pielęgnowania i obrony zagrożonych przez panujący w 
kraju system historycznych wartości Polski. Emigracyjne elity intelektualne i polityczne dały 
mu szczególnie dobitny wyraz w zorganizowanych na wychodźstwie obchodach millenial-
nych, które wykorzystano do propagowania koncepcji, według której Polska zawdzięczała 
swój rozwój zapoczątkowanej przez przyjęcie chrztu przynależności do Zachodu, a w 
szczególności stojącemu na jej straży związkowi z Kościołem i katolicyzmem, który zapewnił 
jej siłę, zdolną skutecznie przeciwstawić się agresywnym sąsiadom, zwłaszcza zagrażającym 
jej ze wschodu. Dzięki niemu potrafiła też sprostać swojemu dziejowemu powołaniu, 
mającemu polegać na odgrywaniu przez nią roli przedmurza chrześcijaństwa. Z naszych 
emigracyjnych historyków koncepcję tę szczególnie gorąco rozwijał i propagował znany nam 
już O. Halecki, który po przejściu na emeryturę w Fordham University w Nowym Jorku 
(1961) wykładał w jezuickim Uniwersytecie św. Ignacego Loyoli w Rzymie (Pierwsze 
tysiąclecie katolickiej Polski, 1966). Trudno nie zgodzić się ze zdaniem współczesnego nam 
historyka, że koncepcja ta „była wyraźnie związana z wymaganiami chwili" oraz, że 
stanowiła: 
237 
Emigracja 
•(/ świadome zakwestionowanie, powszechnie uważanej za fałszywą, wersji historii Polski 
kreowanej w kraju. Polska utrwaliła swój byt U   dlatego, że przyj eła chrześcij aństwo, oraz 
dlatego, że pozostała wierna ^  Kościołowi (R. Habielski). 
Wprawdzie przyjęta przez elitę polskich emigracyjnych historyków postawa obrony 
przedwojennego status quo polskiej nauki historycznej przed narzucanymi jej przez panujący 
w kraju system zmianami znakomicie utrudniała jej przebudowę na wzór sowiecki, miała 
przecież także i to znaczenie, że uczyniła naszą emigracyjną historiografię jeśli nie całkiem 
niewrażliwą, to w każdym razie mało uczuloną na nowe inspiracje teoretycz-no-
metodologiczne, do których wtedy, kiedy—po Październiku — gorset krępujących naukę 

background image

historyczną w kraju ograniczeń ideologicznych i politycznych pocznie się rozluźniać, będzie 
mogła nawiązywać historiografia krajowa. Sytuacja ta uwarunkowała, że — z wyjątkiem 
Haleckiego, który poważnie zainteresował się historiozofią Arnolda Toynbeego — nasza 
emigracyjna historiografia okazała się niewrażliwa, a w każdym razie bardzo mało uczulona 
na nowe kierunki zarówno europejskiej, jak i północnoamerykańskiej historiografii, i w swej 
zdecydowanej większości prezentowała się jako dziejopisarstwo wprawdzie na dobrym, 
niekiedy wręcz znakomitym poziomie naukowym, ale pod każdym względem tradycyjne. Nie 
zmienia tego obrazu fakt, że reprezentujący ścisłą czołówkę naszej emigracyjnej historiografii 
uczeni, tacy jak między innymi Halecki, Kukieł, Kot (który znalazł się na emigracji w 1949 
r.), Lanckorońska czy Paszkiewicz przynajmniej część swoich najważniejszych dzieł 
publikowali w językach obcych, co miało trudne do przecenienia znaczenie dla zaznaczenia 
jej obecności na forum międzynarodowym. Pod tym względem nie było też bez znaczenia, że 
na miarę coraz bardziej kurczących się możliwości polscy emigracyjni historycy starali się 
uczestniczyć w międzynarodowym życiu naukowym (m.in. w Międzynarodowych Kongre- 
238 
Powinności eaa»ligfacyjnej historiografii 
sach Nauk Historycznych). Jednakże d< dQ szerszego otwarcia sie naszej emigracyjnej 
historiografii na novQwe propozycje światowej nauki historycznej doszło jednak dopie .^ ^^ 
kiedy poczęło w niej dochodzić do głosu wykształcor^ ^ ^ Zachodzie albo w Stanach 
Zjednoczonych młodsze P°jokolenie historyków 
w. 
Rozdział XVI            „h 
Najnowszy 
zwrot 
w historiografii 
polskiej 
Kiedy w 1980 r. nestor naszych historyków przestrzegał przed niebezpieczeństwem 
rozszerzenia się dezaprobaty w stosunku do oficjalnej wykładni historii najnowszej na całość 
historiografii, trzeci i ostami okres dziejów historiografii PRL dobiegał już końca i w polskiej 
nauce historycznej rozpoczynał się czas nie mających precedensu w całym okresie 
powojennym gruntownych przemian. W warunkach pogłębiającego się kryzysu panującego 
systemu co najmniej od drugiej połowy lat siedemdziesiątych wystąpiło w Polsce 
charakterystyczne dla podobnych kryzysowych sytuaq'i — niezależnie od tego, w jakim 
ustroju i w jakim kraju by występowały — społeczne zjawisko odrzucania historii oficjalnej 
(instytucjonalnej) jako — niezależnie od jej treści — niewiarygodnej, a więc ex definitione 
„fałszywej", i zastępowania jej historią alternatywną, która choćby tylko dlatego, że stanowiła 
zaprzeczenie tamtej, jawiła się w społecznym odbiorze jako wiarogodna, a więc „prawdziwa". 
Nie trzeba przypominać, jak wiele powodów do uruchomienia tego mechanizmu dostarczała 
ofiq'alna wykładnia najnowszych dziejów Polski. 
240 
„Białe plamy" 
Alternatywną w stosunku do oficjalnej polską historiografię dziejów najnowszych 
wykreowali związani z opozycją demokratyczną krajowi historycy i publicyści, przy poparciu 
życzliwych jej środowisk emigracyjnych. Koncentrowała się ona — jak podkreśliła w swojej 
pionierskiej pracy, poświęconej funkcjonowaniu historii w publikacjach drugiego obiegu w 
latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Magdalena Mikołajczyk (1998) — niemal 
wyłącznie „na konkretnych wydarzeniach z historii Polski XX wieku traktowanych j ako 
ważne, procesach społecznych, postaciach oraz reprezentowanych przez nie nurtach myśli 
ideowej i politycznej". Lansowana przez nią zdecydowanie negatywna ocena „całokształtu 
powojennej polityki i zachodzących zmian społecznych" prowadziła — z jednej strony — do 

background image

wyeliminowania z obrazu powojennych dziejów Polski wszelkich pozytywów, z drugiej zaś 
do idealizowania polskiej przeszłości „sprzed nastania władzy komunistycznej". Mówiąc 
słowami powołanej przed chwilą autorki: 
historiografii oficjalnej zarzucano fałsz i w konsekwencji kształtowanie postaw 
bezrefleksyjnej dyspozycyjności. Przeciwstawiano temu szereg alternatywnych interpretacji i 
uzupełnień, rewaloryzowano i przypominano postacie, wydarzenia, nurty polityczne nie 
mieszczące [się] w okrojonym obrazie przeszłości lub kolidujące z nim, jednocześnie 
motywując do własnych poszukiwań i niekoniecznie z samą wiedzą związanych działań. 
Chociaż ze zrozumiałych względów w drugoobiegowym piśmiennictwie historycznym 
przeważały publikacje o charakterze popularnym i publicystycznym, znalazły się wśród nich 
także znaczące dzieła o charakterze naukowym, które w trudnej do przecenienia mierze 
przyczyniły się do zdyskredytowania partyjno-państwowej wykładni najnowszej historii 
Polski. Oprócz utworów uczonych emigracyjnych — Kukiela, Pobóg--Malinowskiego i 
innych — były to przede wszystkim dzieła 
241 
 
Najnowszy zwrot 
historyków krajowych, zwłaszcza prace Krystyny Kersten (Hi-storiapolityczna Polski 1944-
1956 (1986), Narodziny systemu władzy. Polska 1943-1948 (1988); Jałta w polskiej 
perspektywie (1989)), Marii Turlejskiej (ur. 1918, ps. Łukasz Socha) (Te pokolenia żałobami 
czarne... Skazani na śmierci ich sędziowie 1944-1954 (1986)), Jerzego Holzera (Solidarność 
1980-1981. Geneza i historia (1983)), czy Wojciecha Roszkowskiego (ps. Andrzej Albert) 
(Najnowsza historia Polski 1918-1980 (4 części, 1983-1987). 
Podczas dokonującej się w Polsce transformacji ustrojowej za najpilniejsze zadanie 
historiografii dziejów najnowszych powszechnie uznano konieczność zlikwidowania 
deformujących ich obraz „białych plam". Każda ze stron, uczestniczących w kampanii na 
rzecz ich wypełnienia, spodziewała się po niej jednak czego innego: kręgi związane z władzą 
przynajmniej częściowego załagodzenia sprzeczności między drugoobiegową a oficjalną 
wykładniami najnowszej historii Polski, zaś koła opozycyjne —potwierdzenia głoszonej 
przez siebie jej alternatywnej interpretacji. Francuski historyk Daniel Beauvois, który 
uważnie śledził przemiany dokonujące się wówczas w Polsce, trafnie zauważył (1991), że 
„białe plamy", których usunięcia domagano się najgłośniej, odnosiły się niemal wyłącznie do 
dziejów XX w. Zdecydowanie na pierwsze miejsce wysunęła się wśród nich sprawa Katynia, 
na drugim znalazły się stosunki z ZSRR podczas II wojny światowej, ze szczególnym 
akcentem położonym na sprawę deportacji Polaków ze wschodnich obszarów przedwojennej 
Polski oraz ich zagarnięcia przez Związek Radziecki, wreszcie na trzecim — dzieje 
„wielowiekowej obecności Polski na Litwie, Białorusi i Ukrainie". Lista „białych plam" 
uważanych za najbardziej dojmujące niemal pokrywała się więc z zagadnieniami, 
preferowanymi przez ówczesną historię alternatywną. 
Naiwnością byłoby mniemać, że wymazanie „białych plam" oraz otwarcie tajnych archiwów 
same przez się, niejako auto- 
242 
Konfrontacja teoretyczna 
matycznie, pozwolą nauce historycznej na w pełni adekwatne poznanie minionej 
rzeczywistości. Od czasów Leibniza wszak wiadomo, że prawda poszczególnych faktów nie 
stanowi jeszcze pełnej historycznej prawdy. Wbrew temu, co tak usilnie kładą nam dziś do 
głowy sfrustrowani politycy i niedouczeni żurnaliści, zobiektywizowanie historycznego 
poznania nie polega bowiem tylko na ustalaniu coraz to nowych, nieznanych dotychczas 
faktów, ale w ogromnie istotnej mierze zależy także od tego, co historyk potrafi z nimi zrobić, 
a więc — czego dowodziliśmy w całej niniejszej pracy — od przyjętej przez niego teorii, 

background image

sterującej ich wyborem i interpretacją. Jest tedy zrozumiałe, że poszukiwanie nowej, bardziej 
zobiektywizowanej niż dotychczasowa, interpretacji dziejów nie tylko zresztą samej Polski, 
nie może polegać jedynie na przebudowie faktograficznej warstwy historii — do czego w 
gruncie rzeczy sprowadza się postulat likwidacji „białych plam" — ale musi sięgnąć znacznie 
głębiej, do przyjmowanych przez historyków założeń teoretycznych. 
Dlatego też sądzę, że dla ówczesnej historiografii znacznie ważniejsza od batalii o 
zlikwidowanie „białych plam", choć o znacznie mniejszym od niej rozgłosie, była 
konfrontacja, do której doszło na płaszczyźnie teoretycznej refleksji historycznej. Skoro 
intelektualiści, związani z demokratyczną opozycją, przeciwstawiali się uznawaniu systemu 
PRL za konsekwencję jakiejkolwiek dziejowej prawidłowości, uważając ją za indywidualny _ 
a nie prawidłowy — twór jałtańskiego porządku, obrońcy świętego ognia „realnego 
socjalizmu" zachowali się jak w oblężonej twierdzy: okopali się na zajętych wcześniej 
pozycjach. Wyrazem takiej właśnie postawy był jeden z referatów, wygłoszonych podczas 
obrad XII Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich w Katowicach (1979) — pomińmy 
nazwisko jego autora — opatrzony wszystko mówiącym tytułem: „Polska Ludowa — 
urzeczywistnienie celów społecznych i narodo- 
243 
Najnowszy zwrot 
wych". Nie ma wątpliwości, że w tym przypadku chodziło 
0 znacznie głębszą od faktograficznej mitologizację ideologiczną, której podstawą była 
ortodoksyjna, teleologiczna interpretacja marksistowskiej teorii formacji. Rzecz jednak w 
tym, że w tamtym czasie podobne rozumienie tej teorii było już głębokim anachronizmem nie 
tylko dla przeciwników marksizmu, lecz także dla wielu marksistów. Ci ostatni — również co 
wybitniejsi marksiści polscy — od dawna bowiem uważali, że materializm historyczny nie 
upoważnia do budowania na jego podstawie jakiegokolwiek monolinearnego schematu biegu 
dziejów, 
1 rozwijali zupełnie nie ortodoksyjną na gruncie marksizmu koncepcję multilinearnego 
charakteru procesu dziejowego. Zatrzymywali się jednak jak gdyby w pół drogi, 
powstrzymując się przed jednoznacznym stwierdzeniem, że — jak napisał coraz bardziej 
dystansujący się wówczas od marksizmu Jerzy Topolski (1990) — w dzieje nie jest 
„wbudowany żaden mechanizm, niosący sam przez się człowiekowi szczęście i powodzenie, 
tzn. że dzieje leżą całkowicie w jego ręku". Dalej szli intelektualiści, związani z kołami 
demokratycznej opozycji, którzy podkreślali — podobnie do wielu myślicieli zachodnich — 
że wszelkie te-leologiczne teorie biegu dziejów prowadzą do totalitarystycz-nych 
konsekwenq'i. Powszechnie znany reprezentant tego środowiska, sam zresztą historyk z 
wykształcenia, powiadał więc: 
sens historii nadają ludzie. Mówiąc ściślej: różni ludzie nadają różne sensy. Także łobuzy od 
Historii, którzy swe poczynania wyposażają w sankcje Postępu i Dziejowych Konieczności. 
Jednak ich wizja dziejów, której zwieńczeniem jest Przodujący Ustrój, to nic innego, jak 
sposób na okłamywanie siebie i szantażowanie innych (A. Michnik, 1985). 
Historiografia polska znajduje się dziś pod przemożnym ciśnieniem dziejącej się Historii. 
Zgoda, że — jak napisał (1992) P. S. Wandycz — „pluralizmowi politycznemu w Polsce 
odpowiada obecnie wielość koncepcji historycznych, a historiografia 
Szansę i zagrożenia 
może znów, podobnie jak kiedyś, zająć się profesjonalnymi problemami i dyskusjami 
metodologicznymi". Transformacja ustrojowa, jaka się u nas dokonała, nie tylko jednak 
otworzyła przed nią nowe szansę, lecz także przyniosła jej nowe zagrożenia. 
Co się tyczy owych szans, na pierwszym miejscu wymieniłbym wcale nie likwidację 
pozostających jeszcze tu i ówdzie „białych plam", gdyż to stanie się siłą rzeczy faktem 
dokonanym w trybie „normalnej" — jaką mogą dziś uprawiać historycy polscy — pracy 

background image

historycznej, a zaistniałą dziś większą niż kiedykolwiek po II wojnie światowej możliwość 
uniwersalizacji horyzontu badawczego naszej historiografii, a w związku z tym także 
większego, niż to było dotąd możliwe, dowartościowania przez nią problematyki historii 
powszechnej. Dopiero na drugim miejscu wymieniłbym szansę — o ile polska nauka 
historyczna zdoła uzyskać na to konieczne środki — jej warsztatowej modernizacji, 
mianowicie przez szerokie wprowadzenie do praktyki badawczej naszych historyków 
nowoczesnych metod badawczych, w szczególności metod historii kwantytatywnej, pod 
którym to względem opóźnienie naszej historiografii w porównaniu ze światem — nie tylko 
nauką zachodnią, lecz także rosyjską, a nawet estońską — sięga całych dziesięcioleci. 
Najwyższy czas uświadomić naszym decydentom od nauki, że bez pieniędzy nowoczesnych 
badań historycznych uprawiać się po prostu nie da. 
Co się natomiast tyczy wspomnianych zagrożeń, zwróciłbym uwagę przede wszystkim na 
widoczne dziś — piszę te słowa w grudniu 1999 r. — gołym okiem niebezpieczeństwo 
nowego upolitycznienia historiografii. Krytyczny obserwator przemian, dokonujących się w 
polskiej historiografii współczesnej, miał wszelkie podstawy po temu, aby stwierdzić, że po 
1989 r. część twórców opozycyjnych dotychczas w stosunku do oficjalnej wykładni historii 
ojczystej „kontrhistorii" postawiło sobie za cel stworzenie „nowego, tym razem posiadającego 
demokratyczną legitymację obrazu historii «oficjalnej»", co wskazuje, że: 
244 
245 
Najnowszy zwrot 
ulegli oni tym samym złudzeniu, że jeżeli w przeszłości próbowano redukować rolę historii 
do propagandy za, to w nowej sytuacji wystarczy rzecz odwrócić i sprowadzić jej funkcje do 
propagandy przeciw. Ryzykując pewne uproszczenie można powiedzieć, że tworzenie 
nowego obrazu dziejów, przede wszystkim XX-wiecznych, polegało w niektórych pracach 
jedynie na zwykłym przestawieniu znaków. To co kiedyś — przed 1989 r. — wartościowane 
było pozytywnie, postrzegane jako synonim patriotyzmu, obecnie interpretowane jest jako 
symbol zdrady, zaprzedania narodowych interesów obcemu mo- 
TJ carstwu. W ten sposób dyskurs historyczny nabrał charakteru czysto , aksjologicznego, stał 
się konfrontacją „dobra" ze „złem". Krytyczna 
r_ ocena historii zastąpiona została przez dążenie do różnego rodzaju rozrachunków, często o 
charakterze personalnym (R. Stobiecki, 1999). 
W warunkach demokratycznej swobody historiograficznej wypowiedzi, przy braku 
profesjonalnej krytyki naukowej, pojawiają się bowiem jak grzyby po deszczu lśniące 
barwami aktywnych na scenie politycznej ruchów i partii coraz liczniejsze okazy nowej 
historii „jedynie słusznej", pretendującej do monopolu na Prawdę, Rację i Wartości. Aby się o 
tym przekonać, wystarczy wpaść do pierwszej lepszej większej księgarni. Jak w gospodarce 
rynkowej zły pieniądz wypiera dobry, tak samo na rynku historiograficznym nowa historia 
„jedynie słuszna" coraz skuteczniej wypiera poważną historię naukową. Konsekwencją 
nowego upolitycznienia historiografii — a zarazem ogromnie niebezpiecznym dla niej 
zagrożeniem — jest bowiem dające się na każdym kroku zauważyć, także w publikacjach 
poważnych domów wydawniczych i na łamach liczących się periodyków, ogromnie 
niepokojące zjawisko, które można określić mianem deprofesjonalizacji polskiego 
dziejopisarstwa. 
Nie ulega wątpliwości, że najważniejszym zadaniem naszej współczesnej historiografii jest 
potrzeba wypracowania nowego, oczyszczonego z obrastających go mitów, całościowego 
obrazu dziejów Polski. Trudno nie zgodzić się ze zdaniem życzliwego nam historyka 
brytyjskiego, że: 
Szansę i zagrożenia 

background image

jeśli Polacy mają zdjąć z siebie umysłowy kaftan bezpieczeństwa, tak mocno zawiązany przez 
władze polityczne, muszą oni zacząć, jak kiedyś ich przodkowie, od ponownej analizy swojej 
przeszłości (N. Davies, 1981). 
Już teraz można z całą pewnością powiedzieć, że ta wielka praca, którą podejmuje dziś polska 
nauka historyczna, nie może poprzestać na uwolnieniu od mitów tylko faktograficznej 
warstwy naszej historii i nie obędzie się bez zasadniczej przebudowy podstaw teoretycznych 
historiografii. Wobec panującego we współczesnej światowej nauce historycznej 
teoretycznego pluralizmu, trudno jest dziś przewidywać, w jakim kierunku może się ona 
rozwinąć. Zarówno jednak w polskiej, jak i zachodniej refleksji teoretyczno-metodologicznej 
można wszakże znaleźć pożyteczne pod tym względem sugestie. Wolno poszukiwać ich 
przede wszystkim w występującej na obszarze bardzo różnych od siebie koncepcji 
teoretycznych wspólnej tendencji, zmierzającej do odrzucenia rozumienia biegu dziejów w 
jakkolwiek interpretowanych kategoriach Ideologicznych. Zakończmy więc nasze rozważania 
słowami wybitnego historyka francuskiego Marca Ferro, który napisał (1985): 
historia prowidencjalna, historia laicka i pozytywna, wreszcie marksistowska — każda z tych 
wizji świata uważała się za bardziej zasadną od innych i — jak sądzono — Historia miała to 
kiedyś potwierdzić. Z wiary, że jakaś interpretacja historii dokładnie — z wykluczeniem 
innych — się sprawdzi, wynikał także inny pewnik, mianowicie, że istnieje jeden jedyny, 
wyłączny sposób wyjaśniania rozwoju społeczeństw. Jego zróżnicowana podług 
wyznawanych ideologii wizja została zdominowana przez koncepcje ujednolicające i te-
leologiczne, których znak mógł się wprawdzie zmieniać, ale nie sens. [...] Otóż w drugiej 
połowie XX wieku cała ta perspektywa się zachwiała. Do podania w wątpliwość 
unilinearnego postrzegania historii doprowadziło przede wszystkim bankructwo ideologii, a w 
szczególności marksizmu, tym bardziej, że dyskredytacja systemu sowieckiego objęła także 
doktrynę, której miał on być wyrazem. 
246 
Literatura przedmiotu 
Abramowicz Av Dalecy i bliscy. Szkice z dziejów archeologii, Łódź 1974 —, Dzieje 
zainteresowań starożytniczych w Polsce, cz. 1-2, Wrocław-War- 
szawa 1983-1987 —, Urny i ceraunie, Łódź 1979 —, Wiek archeologii. Problemy polskiej 
archeologii dziewiętnastowiecznej, 
Łódź 1967 
Adamus J., Monarchizm i republikanizm w syntezie dziejów Polski, Łódź 1961 —, O 
kierunkach polskiej myśli historycznej, Łódź 1964 —, O monarchii Gallowej, Warszawa 
1952 —, Polska teoria rodowa, Łódź 1958 
Balzer O., Studium o Kadłubku. Pisma pośmiertne, 1.1-2, Lwów 1934-1935 —, Kronika 
Dzierzwy, XIV-wieczne kompendium historii ojczystej,  Wroc- 
ław-Warszawa 1979 Banaszkiewicz J., Polskie dzieje bajeczne mistrza Wincentego 
Kadłubka, 
Wrocław 1998 
—  (red.), Parlamentaryzm w Polsce we współczesnej historiografii, Warszawa 1995 Bardach 
J., Wacław Aleksander Maciejowski i jego współcześni, Wrocław- 
-Warszawa 1971 Barszczewska-Krupa A. (red.), Historia — mity — interpretacje, Łódź 
1996 
248 
Literatura przedmiotu 
Bartkiewicz K. (red.), Adam Naruszewicz i historiografia Oświecenia, Zielona Góra 1998 
— (red.), Joachim Lelewel, człowiek i dzieło. W 200-lecie urodzin. Materiały z 
ogólnopolskiej sesji naukowej, Zielona Góra 1988 

background image

—, Obraz dziejów ojczystych w świadomości historycznej w Polsce doby Oświecenia, 
Zielona Góra 1979 
—, Ziemie nadodrzańskie w myśli historyczw-politycznej polskiego Oświecenia, Warszawa-
Poznań 1987 
Bartnik Cz.S., Franciszek Sawicki jako histońozof, Lublin 1992 
—, Historia ludzka i Chrystus. Szkice z chrześcijańskiej wizji dziejów, Katowice 1987 
Barycz H., Dzieje nauk humanistycznych. Historiografia, w: B. Suchodolski - (red.), Historia 
Nauki Polskiej, t. II, Wrocław-Warszawa 1970 
—, Dzieje nauki polskiej w epoce Odrodzenu, Warszawa 1957 
—, Historyk gniewny i niepokorny. Rzecz o Wacławie Sobieskim, Kraków 1978 
— (red.), Maciej z Miechowa 1457-1523. Historyk, geograf, lekarz, organizator 
nauki, Wrocław 1960 
—, Stanisław Kot — życie i dzieło, w: S. Kot, Polska Złotego Wieku a Europa. Studia i 
szkice, Warszawa 1987 
—, Stanisław Smolka w życiu i w nauce, Kraków 1975 
—, Szlakami dziejopisarstwa staropolskiego. Studia nad historiografia w. XVI--XVIII, 
Wrocław-Warszawa 1981 
—, Wśród gawędziarzy, pamietnikarzy i uczonych galicyjskich. Studia i sylwety z życia 
umysłowego Galicji XIX w., t. l, 2, Kraków 1963 
Baryczowa M., Augustyn Rotundus Mieleski, wójt wileński, pierwszy historyk i apologeta 
Litwy, „Ateneum Wileńskie" t. X, 1935; t. XI, 1936 
Beavois D., Etre historien en Pologne: les mythes, amnesie et la „verite", „Revue d'Histoire 
Modernę et Contemporaine" t. XXXVII, 1991 
Bębenek S. T., Myślenie o przeszłości, Warszawa 1981 
Bieńkowska B., Nad kronikę Bernarda Wapoivskiego, „Studia Źródłoznaw-cze" t. XI, 1966 
Biliński P., Władysław Konopczyński - historyk i polityk II Rzeczpospolitej (1880-1952), 
Warszawa 1999 
Bittner L, Brodziński — historiozof, Wrocław-Warszawa 1981 
Bobińska C., Wyrozumski J. (red.), Spór O historyczna szkołę krakowska. W stulecie Katedry 
Historii Polski UJ 1869-1969, Kraków 1972 
249 
Literatura przedmiotu 
Borzemski A., Kronika Miechowity. Rozbiór krytyczny, Rozprawy Akademii Umiejętności, 
Wydział Historyczno-Filozoficzny, t. X, 1879; t. XII, 1880 i odb., Kraków 1883 
Bronowski F., Idea gminowładztwa w polskiej historiografii. (Geneza i formowanie się 
syntezy republikańskiej J. Lelewela), Łódź 1969 
Buksiński T., Postmodernistyczna historia, czyli koniec rozumu, w: tenże (red.), Wolność a 
racjonalność, Poznań 1993 
Cesarz E., Chłopi w polskiej myśli historycznej doby porozbiorowej 1795--1864. Syntezy, 
parasyntezy i podręczniki dziejów ojczystych, Rzeszów 1999 
Cetwiński M., Ideologia i poznanie. Społeczne funkcje mediewistyki śląskiej po 1945 r., 
Częstochowa 1993 
Chmielewski Z., Historiografia zachodniopomorska 1945-1985, Szczecin 1989 
Chodynicki K., Poglądy na zadania historii w Polsce w epoce Stanisława Augusta, Warszawa 
1915 
Chrzanowski L, Marcin Bielski. Studium literackie, wyd. 2, Lwów 1926 
Chwalba A., Józef Piłsudski jako historyk wojskowości, Kraków 1993 
Cygler B., Działalność polityczno-społeczna Joachima Lelewela na emigracji w latach 1831-
1861, Gdańsk 1969 

background image

—, Z wolnością mego sumienia. Poglądy Joachima Lelewela na religie i role Kościoła 
katolickiego w dziejach, Gdańsk 1992 
Czubiński A., Spory o II Rzeczpospolita. Ewolucja poglądów publicystyki i historiografii 
polskiej na temat przyczyn odbudowy i znaczenia niepodległego państwa dla narodu 
polskiego, Poznań 1983 
Danek W., Matejko i Kraszewski. Dwie koncepcje dziejów Polski, Wrocław--Warszawa 1969 
Daszyk K. K., Osobliwy Podolak. W kręgu myśli historiozoficznej i społecz-no-politycznej 
Wojciecha hr. Dzieduszyckiego, Kraków 1993 
Dąbrowski J., Dawne dziejopisarstwo polskie (do roku 1480), Wrocław-Warszawa 1964 
Dembiński B., Halecki O., Handelsman M., L'historiographie polonaise du XIX-me et du XX-
me siecle, Varsovie 1933 
Deptuła Cz., Galia Anonima mit genezy Polski. Studium z historiozofii i her-meneutyki 
symboli dziejopisarstwa średniowiecznego, Lublin 1990 
Dobrosielski M., W poszukiwaniu lepszego świata. Filozofia historii i polityki Karla R. 
Poppera, Olsztyn-Warszawa 1991 
250 
Literatura przedmiotu 
Domańska E., Historiografia czasu postmodernizmu po postmodernizmie. Retrospekcja, w: E. 
Karpińska (red.), Wobec kultury. Poblemy antropologa, Łódź 1996 
—, Kryzys tradycyjnego rozumienia historii w filozofii anglosaskiej, „Historyka. Studia 
Metodologiczne" t. XXIV, 1994 
—, Topolski J., Wrzosek W., Miedzy modernizmem a postmodernizmem. Historiografia 
wobec zmian w filozofii histońi, Poznań 1994 
—, Mikrohistorie. Spotkania w miedzyświatach, Poznań 1999 
Drozdowicz Z., Topolski J., Wrzosek W., Swoistości poznania historycznego, Poznań 1990 
Dunajski A., Chrześcijańska interpretacja dziejów w pismach Cypriana Norwida, Lublin 1985 
Dutkiewicz J., Szymon Askenazy i jego szkoła, Warszawa 1958 
—, Sreniowska K., Zarys historii historiografii polskiej, cz. III: (1900-1939), Łódź 1959 
Dworzaczkowa J., Dziejopisarstwo gdańskie do połowy XVI w., Gdańsk 1962 
Dyba M., Kształtowanie się polskiego środowiska historycznego na Śląsku w latach 1918-
1939, Katowice 1993 
Dziedzictwo Witolda Kuli, Warszawa 1990 
Ergetowski R., August Mosbach (1817-1884), Wrocław-Warszawa 1968 
—, Studia J. K. Plebańskiego i pierwsze lata jego nauczycielskiej pracy, „Studia i Materiały z 
Dziejów Nauki Polskiej", seria A, Historia Nauk Społecznych, z. 14, 1977 
Falińska M., Przeszłość a teraźniejszość. Studium z dziejów świadomości historycznej 
społeczeństwa staropolskiego, Warszawa 1986 
Feliksiak J. S., Animatorzy przeszłości, Łódź 1999 
Filipowicz S., Ujarzmienie rozumu politycznego. Polityczne horyzonty krakowskiej szkoły 
historycznej, Warszawa 1984 
Finkel L., Marcin Kromer, historyk polski XVI w. Rozbiór krytyczny. Rozprawy Akademii 
Umiejętności, Wydział Historyczno-Filozoficzny, t. XVI, 1883 i odb., Kraków 1883 
Garlicki A., Władysława Poboga-Malinowskiego przygody z historia, w: W. Pobóg-
Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski, 1.1, Warszawa 1990 
Gieysztor A., Maternicki J., Samsonowicz H. (red.), Historycy warszawscy ostatnich dwóch 
stuleci, Warszawa 1986 
FopHSOHTOB    JI.    E.,    MemodojiozmecKUu    nepeeopom    0   nojibCKou 
251 
Literatura przedmiotu 

background image

ucmopuozpacpuu py6exa 40-50-x z. u coeemcKaa. ucmopimecKa.fi HayKa, w: W kręgu 
historii historiografii i polityki, Łódź 1997 
Górczyński W., Historia, polityka, wychowanie. Nauczanie dziejów ojczystych w szkolach 
średnich Królestwa Polskiego 1815-1872, Warszawa 1988 
Grabski A. F., Adam Naruszewiczjako historyk, „Wiek Oświecenia" t. XIII, 1998 
—, Czy historiografie można uwolnić od mitów?, „Przegląd Humanistyczny" 1996, nr l 
—, The Concept ofthe Poland ofthe Piasts in Polish Historiography. Zygmunt 
Wojciechowski's Interpretation of Poland's History, „Polish Western Affairs" t. XXXIII, 
1992, nr 2 
—, Geschichtsdenken und sozial-politischeKontroversen in Polen in der Epoche der 
Aufklarung, „Jahrbuch fur Geschichte" t. XIX, 1979 
—, Historia kwantytatywna: nowa historia, czy nowa metoda? Szkic histo-riograficzny, w: W. 
Wrzosek (red.), Świat historii. Prace z metodologii historii i historii historiografii 
dedykowane J. Topolskiemu, Poznań 1998 
—, Historiografia i polityka. Dzieje konkursu historycznego im. J. U. Niemcewicza. 1867-
1922, Warszawa 1979 
—, Joachim Lelewel (1786-1861). Działacz i uczony, w: Lelewel. W dwuset-letnia rocznice 
urodzin. Katalog wystawy Zamku Królewskiego w Warszawie, Warszawa 1986 
—, Kształty historii, Łódź 1985 
—, Myśl historyczna polskiego Oświecenia, Warszawa 1976 
—, Perspektywy przeszłości. Studia i szkice historiograficzne, Lublin 1983 
—, Poland, w: G. G. Iggers, H. T, Parker (ed.), International Handbook of Histońcal Studies. 
Contemporary Research and Theory, Westport, Con-necticut 1979 
—, Stalinowski model historiografii, „Dzieje Najnowsze" 1992, nr 3 
—, Święta księga stalinizmu, w: Pochwała historii powszechnej. Studia ofiarowane prof. A. 
Bartnickiemu, Warszawa 1996 
—, Troski i nadzieje. Z dziejów polskiej myśli społecznej i politycznej XIX w., Łódź 1981 
—, W kręgu kultu Naczelnika. Rapperswilskie inicjatywy kościuszkowskie (1894-1897), 
Warszawa 1981 
—, W sprawie skoordynowania syntezy historii historiografii jednego kraju z historia 
historiografii powszechnej, w: J. Maternicki (red.), Metodologiczne problemy syntezy historii 
historiografii polskiej, Rzeszów 1998 
252 
Literatura przedmiotu 
Grabski A. F., Warszawska szkoła historyczna. Próba charakterystyki, w: B. Skarga (red.)., 
Polska myśl filozoficzna i społeczna, t. II, Warszawa 1975 
—, II Wojna Światowa a przemiany myślenia historycznego w Europie, w: L. Zyblikiewicz 
(red.), Zwycięstwo nad faszyzmem i jego skutki, Kraków 1988 
—, Związek polskiej tradycji dziejowej z uniwersalna w historiografii polskiej do końca XIII 
w., Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego. Nauki Humanistyczno-Społeczne, 1961, z. 21 
—, Zygmunt Wojciechowski i historia macierzystych ziem Polski, w: Z. Woj-ciechowski, 
Zygmunt Stary (1506-1548), Warszawa 1979 
Grodziski S., Poglądy Stanisława Konarskiego na rozwój prawa w świetle wstępu do 
„Volumina Legum", „Czasopismo Prawno-Historyczne" t. V, 1953 
Grygiel S., Próba rekonstrukcji zaginionej części „Kroniki" Bernarda Wapow-skiego, „Studia 
Źródłoznawcze" t. IX, 1964 
Grzybowski K., Krakowska szkoła historyczna, w: B. Skarga (red.), Polska myśl filozoficzna 
i społeczna, t. II, Warszawa 1975 
Grzybowski S., Stanisław Łempicki: historyk — wychowawca, w: S. Łem-picki, Mecenat 
wielkiego kanclerza. Studia o Janie Zamoyskim, Warszawa 1980 

background image

—, Teki Naruszewicza — „Ada Regum et Populi Poloni", Wrocław 1960 
—, Wacława Sobieskiego życie i dzieło, w: W. Sobieski, Trybun ludu szlacheckiego, 
Warszawa 1978 
—, Z dziejów popularyzacji nauki w czasach saskich, „Studia i Materiały z Dziejów Nauki 
Polskiej", seria A, Historia Nauk Społecznych, z. 7, 1965 
Habielski R., W służbie teraźniejszości. Glosa do twórczości Mariana Kukiela, w: M. Kukieł, 
Historia w służbie teraźniejszości, Warszawa 1994 
—, Życie społeczne i kulturalne Emigracji, Warszawa 1999 
Handelsman M., Historycy. Portrety i profile, Warszawa 1937 
Heck R. (red.), Dawna świadomość historyczna w Polsce, Czechach i Słowacji, Wrocław-
Warszawa 1978 
— (red.), Polska, czeska i słowacka świadomość historyczna XIX wieku, Wrocław-Warszawa 
1979 
HejI F., Kapitoly z dejin polske historiografie. I. Dii. Od poćdtku dejepisne tradice do 
Osmcenstvi (X-XVIII stoleti), Brno 1982 
253 
 
Literatura przedmiotu 
Herbst S., Początki historycznego widzenia rzeczywistości w nauce i sztuce polskiego 
Odrodzenia, w: Odrodzenie w Polsce, t. II, cz. l, Warszawa 1956 
Historiografia polska 1886-1936, „Kwartalnik Historyczny" t. LI, 1937 IggersG. G., Parker H. 
T. (ed.), International HandbookofHistorical Studies. 
Contemporary Research and Theory, Westport, Connecticut 1979 Ilnicka-Miduchowa R., 
Historia jako przedmiot nauczania w reformie szkolnej Stanisława Konarskiego, „Rocznik 
Naukowo-Dydaktyczny WSP w Krakowie" nr 26, 1967 —, Nauczanie historii w szkołach 
wydziałowych i podwydziałowych w Koronie 
w dobie Komisji Edukacji Narodowej, Kraków 1973 Inglot M., Myśl historyczna w 
„Kordianie", Wrocław 1973 Jaskólski M, Kaduceus polski. Myśl polityczna konserwatystów 
krakowskich 
1866-1934, Warszawa-Kraków 1990 Julkowska V., Retoryka w narracji historycznej 
Joachima Lelewela, Poznań 
1998 Kaczyński J., Studia z historii idei w Polsce. (Edward Abramowski i Jan 
Karol Kochanowski), Olsztyn 1989 
Kalabiński S. (red.), Metody i wyniki. Z warsztatu historyka dziejów społeczeństwa 
polskiego, Warszawa 1980 
Kamieniecki W., Historycy i politycy warszawscy 1900-1950, Wrocław 1992 Kariejew N., 
Upadek Polski w literaturze historycznej, Kraków 1891 Kaute W., Synteza dziejów Polski 
Michała Bobrzyńskiego, Katowice 1993 Kersten A., Sienkiewicz — „Potop" — historia, 
Warszawa 1966 —, Wstęp, w: W. Czermak, Ostatnie lata Jana Kazimierza, Warszawa 1972 
Kieniewicz S., Historyk a świadomość narodowa, Warszawa 1982 —, Joachim Lelewel, 
Warszawa 1990 
—, Samotnik brukselski. Opowieść o Joachimie Lelewelu, Warszawa 1960 Kijas A., 
Pietkiewicz K. (red.), Profesor Henryk Łowmiariski — życie i dzido. 
Materiały sesji naukowej, Poznań 1995 
Kłoczowski J., Oskar Halecki i jego walka o miejsce Polski w Europie, w: Z dziejów polityki 
i dyplomacji polskiej. Studia poświecone pamięci E. hr. Raczyńskiego, Warszawa 1994 
Kmieciński J., Nacjonalizm w germanoznawstwie niemieckim w XIX i początkach XX w., 
Łódź 1991 Kodrebski }., Oswald Balzer i jego szkoła w historii prawa polskiego, 
254 
Literatura przedmiotu 

background image

w: M. Zgórzak (red.), Z dziejów humanistycznych i matematycznych szkół naukowych, 
Warszawa 1993 
Kolendo J., Les recherches sur l'Antiquite menćes par les Polonais en France au XIXe siecle, 
Warszawa 1997 
Komorowski P., Historia powszechna w polskim czasopiśmiennictwie naukowym czasów 
stanisławowskich i jej rola w edukacji narodowej, Warszawa 1992 
Korcz W., Ziemie Zachodnie w badaniach historyków polskich, Zielona Góra 1989 
Korta W., Średniowieczna annalistyka śląska, Wrocław 1966 
Korzec P., Materiały do studiów nad historiografią Polski Ludowej, „Zeszyty Historyczne 
Kultury" nr 20, 1971 
Kosman M., Henryka Sienkiewicza wizja Polski wspaniałej. Studia i szkice, Poznań 1999 
—, Szkic do portretu uczonego, w: H. Łowrniański, Prusy — Litwa — Krzyżacy, Warszawa 
1989 
Kościałkowski S., Historiografia polska w dobie Naruszewicza i jego szkoły. Skrypt według 
wykładów (...), Wilno 1937 
Krakowski S., Problematyka miejska w historiografii polskiej. Informacje bibliograficzne, 
metodologia, zagadnienia (ze szczególnym uwzględnieniem okresu 1929-1949), Łódź 1950 
Krasuski J., Obraz Zachodu w twórczości romantyków polskich, Poznań 1980 
—, Labuda G., Walczak A. W. (red.), Stosunki polsko-niemieckie w historiografii, cz. 1-3, 
Poznań 1974-1984-1991 
Krawczyk A., Bartholomdus Keckermann's Concept ofHistory, „Organon" nr 24, 1988 
—, Historiografia krytyczna. Formowanie się nowożytnej postawy naukowej w polskim 
piśmiennictwie historycznym XVII w., Lublin 1994 
—, Warsztat historyczny Pawła Piaseckiego, „Folia Societatis Scientiarum Lublinensis" t. 
XXIX, 1981 
—, Wpływ Opatrzności na zdarzenia dziejowe w polskiej myśli historiozoficznej XVII-XVIII 
wieku, w: A. Drabarek, S. Symotiuk (red.), Hominem Quaero. [...]. Księga jubileuszowa 
ofiarowana S. Jedynakowi, Lublin 1999 
Krawczyk J., Matejko i Historia, Warszawa 1990 
Królikowska M., Szkoła naruszewiczowska i jej miejsce w historiografii polskiej XIX w., 
Warszawa 1989 
Kubik K., Joachim Pastorius, gdański pedagog XVII wieku, Gdańsk 1970 
255 
Literatura przedmiotu 
Kuczyński S. K. (red.), Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk 1953-1993, Warszawa 1993 
Kuczyński S. M., „Jadwiga i Jagiełło" Karola Szajnochy na tle jego życia i twórczości 
naukowej, w: K. Szajnocha, Jadwiga i Jagiełło 1374-1413. Opowiadanie historyczne, 2 t., 
Warszawa 1974 
Kudelka M., Spór Gelasia Dobnera o Hdjkovu kraniku, Praha 1964 
Kuderowicz Z., Artyści i historia. Koncepcje historiozoficzne polskiego modernizmu, 
Wrocław-Warszawa 1980 
—, Filozofia dziejów. Rozwój problemów i stanowisk, Warszawa 1973 
Kula W., Historia, zacofanie, rozwój, Warszawa 1983 
—, Problemy i metody historii gospodarczej, Warszawa 1963; (wyd. 2, tamże 1983) 
—, Rozdziałki, Warszawa 1996 
—, Rozważania o historii, Warszawa 1958 
—, Teoria ekonomiczna ustroju feudalnego, Warszawa 1962; (wyd. 2, tamże 1983) 
—, Wokół historii, Warszawa 1988 
Kiirbis B., Dziejopisarstwo wielkopolskie XIII i XIV wieku, Warszawa 1959 
—, L'historiographie medieuale en Pologne, „Acta Poloniae Historica" t. VI, 1962 

background image

—, Wstęp, w: Kronika Wielkopolska, Warszawa 1965 
—, Wstęp, w: Mistrza Wincentego Kronika Polska, tłum. K. Abgarowicz i B. Kiirbis, 
Warszawa 1974 
Labuda G., Główne linie rozwoju rocznikarstwa polskiego w wiekach średnich, „Kwartalnik 
Historyczny" 1971, nr 4 
—> Zaginiona kronika z pierwszej połowy XIII wieku w „Rocznikach Królestwa Polskiego" 
Jana Długosza. Próba rekonstrukcji, Poznań 1983 
Leczyk M. (red.), La science historique polonaise dans l'historiographie mon-diale, Wrocław-
Warszawa 1990 
Leinwand A., Bolesław Limanowski — historyk demokracji polskiej, w: B. Limanowski, 
Historia demokracji polskiej w epoce porozbiorowej, Warszawa 1983 
Leskiewiczowa J., Kowalska-Glikman S. (red.), Historia i nowoczesność. Problemy 
unowocześnienia metodologii i warsztatu badawczego historyka, Wrocław-Warszawa 1974 
Lewandowski L, Początki teoretycznych rozważań nad historia w Polsce. (Stanisław Iławski, 
zm. 1589), Historyka, t. VI, 1976 

Literatura przedmiotu 
Lewandowski I. (wyd.), Traktat Polaka Iławskiego o historii jako nauce, Historyka, t. VI, 
1976 
Ludwik Kolankowski 1882-1982. Materiały sesji w stulecie urodzin, Toruń 1983 
Lukas S., Rozbiór podługoszowej części kroniki Bernarda Wapowskiego, Rozprawy 
Akademii Umiejętności, Wydział Historyczno-Filozoficzny, t. X-XIII, 1879-1880 i odb., 
Kraków 1880 
Łagowski B. (red.), Czy historia może się cofnąć?, Kraków 1993 
Łazuga W., Michał Bobrzyński. Myśl historyczna a działalność polityczna, Warszawa 1982 
Łepkowski T., Wstęp, w: M. Handelsman, Rozwój narodowości nowoczesnej. Warszawa 
1973 
—, Uparte trwanie polskości. Nostalgie. Spory. Nadzieje. Wartości, Londyn 1989 
Maciejewski J., Literatura barska, w: Przemiany tradycji barskiej. Studia, Kraków 1972 
Macurek J., Dejepisectui emopskeho zrychodu, Praha 1946 
Madurowicz-Urbańska H., Badania i prace naukowe Feliksa Łoyki. (Spuścizna 
rękopiśmienna), „Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodarczych" t. XXXIV, 1973 
—, Franciszek Bujak — o nowy kształt historii, Warszawa 1976 
—, Historia gospodarcza w Polsce jako dyscyplina uniwersytecka. (Okres organizacyjny 
1905/6-1921/22, koncepcja i program, „Studia Historyczne" t. XVII, 1974, z. 4 
—, Prace Feliksa Łoyki nad historia gospodarcza i ekonomika Polski, cz. I: Pieniądz, 
Wrocław-Warszawa 1976 
Majorek Cz., Historia utylitarna i erudycyjna. Szkolna edukacja historyczna w Galicji (1772-
1918), Warszawa 1990 
—, Książki szkolne Komisji Edukacji Narodowej, Warszawa 1975 
Malewski A., Topolski J., Metoda materializmu historycznego w pracach historyków 
polskich, w: A. Malewski, O nowy kształt nauk społecznych, Warszawa 1975 
—, —, Studia z metodologii historii, Warszawa 1960 
Malicki J., Mity narodowe. Lechiada, Wrocław-Warszawa 1982           ,r/* 
Małecki A., Lechici w świetle historycznej krytyki, Lwów 1907 
Marciniak R., Acta Tomiciana w kulturze politycznej Polski okresu Odrodzenia, Warszawa-
Poznań 1983 
256 
257 
Literatura przedmiotu 

background image

Marmon W., Krakowskie środowisko historyczne w latach 1918-1939, Kraków 1995 
Maślanka J., Literatura a dzieje bajeczne, Warszawa 1984 
—, Słowiańskie mity historyczne w literaturze polskiego Oświecenia, Wrocław 1968 
Maternicki J. (wyd.), Dydaktyka historii w Polsce 1773-1918, Warszawa 1974 
— (red.), Edukacja historyczna społeczeństwa polskiego w XIX w. Zbiór studiów, Warszawa 
1981 
—, Historia jako dialog. Studia i szkice historiograficzne, Rzeszów 1996 
—, Historiografia polska XX wieku. Cz. 1: lata 1900-1918, Wrocław-Warszawa 1982 
—, Historiografia polska w latach 1900-1918, w: B. Suchodolski (red.), Historia nauki 
polskiej, t. IV, 1863-1918, Wrocław-Warszawa 1987 
—, Idee i postawy. Historia i historycy polscy 1914-1918. Studium historiograficzne, 
Warszawa 1975 
—, Kultura historyczna dawna i współczesna. Studia i szkice, Warszawa 1979 
—  (red.), Metodologiczne problemy syntezy historii historiografii polskiej, Rzeszów 1998 
— (wyd.), Polska dydaktyka historii 1918-1939. Materiały i komentarze, War- 
szawa 1978 
—  (red.), Środowiska historyczne II Rzeczypospolitej, cz. 1-5, Warszawa 1986-1987-1989-
1990 
—, Warszawskie środowisko historyczne 1832-1869, Warszawa 1970 
—, Warszawskie środowisko historyczne w okresie II Rzeczypospolitej, Rzeszów 1999 
—, Wielokształtność historii. Rozważania o kulturze historycznej i badaniach 
historiograficznych, Warszawa 1990 
Michalak H. S., Józef Szujski 1835-1883. Światopogląd i działanie, Łódź 1987 
—, Wstęp, w: J. Szujski, O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki. Rozprawy i 
artykuły, Warszawa 1991 
Michalski J., Sarmacki republikanizm w oczach Francuza. Mably i konfederaci barscy, 
Wrocław 1995 
—, Rousseau i sarmacki republikanizm, Warszawa 1977 
Michnik A., Z dziejów honoru w Polsce (wypisy więzienne), Warszawa 1991 
 
Literatura przedmiotu 
Mienicki R., Poglądy polityczne w dziejopisarstwie polskim XVII w., „Przegląd Historyczny" 
t. XVI, 1913 
Mierzwa E. A., Historyka, Kielce 1997 
Mikołajczyk M., Jak się pisało o historii... Problemy polityczne powojennej Polski w 
publikacjach drugiego obiegu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, Kraków 1998 
Mikucki S. (red.), Studia z dziejów Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu 
Jagiellońskiego, Kraków 1967 
Miśkiewicz B., Polska historiografia wojskowa. Próba analizy i syntezy, Poznań 1996 
— (red.), Studia z dziejów polskiej historiografii wojskowej, t. 1-3, Poznań 1975-1999 
Mokrzecki L., Studium z dziejów nauczania historii. Rozwój dydaktyki przedmiotu w 
Gdańskim Gimnazjum Akademickim do schyłku XVII w., Gdańsk 1973 
—, Tradycje nauczania historii do końca XVI w., Gdańsk 1992 
—, W kręgu prac historyków gdańskich XVII w., Gdańsk 1977 
—, Zainteresowania historyczne Jerzego Wendego rektora gimnazjum akademickiego w 
Toruniu (1696-1706), Księga pamiątkowa 400-lecia Toruńskiego Gimnazjum 
Akademickiego, t.1, Toruń 1972 
Moniot H., Serwański M. (red.), L'explication en histoire. Problemes histo-riographiąues et 
didactiques, Poznań 1996 
Mrówczyński J., Ks. Walerian Kalinka. Życie i działalność, Poznań-War-szawa 1972 

background image

Nadolski B., Kierunki rozwojowe dziejopisarstwa staropolskiego, Lwów 1938 
—, Życie i działalność naukowa uczonego gdańskiego Bartłomieja Keckerman-na, Toruń 
1961 
Nazar R., Koncepcja materializmu historycznego w poglądach Ludwika Krzy-wickiego. 
Politechnika Poznańska. Rozprawy, nr 105, Poznań 1979 
—, Z dziejów recepcji marksizmu w Polsce. Koncepcja materializmu historycznego w ujęciu 
Ludwika Krzywickiego, Warszawa-Poznań 1987 
Nowacki R., Oswald Balzer (1858-1933), Opole 1998 
Olszewski H., AdolfPawiński i jego dzieło, w: A. Pawiński, Rządy sejmikowe w Polsce 1572-
1795 na tle stosunków województw kujawskich, Warszawa 1978 
Pajewski J. (red.), Z badań nad pracami historycznymi Joachima Lelewela. Referaty i głosy 
dyskusyjne z sesji naukowej UAM, Poznań 1962 
258 
259 

Literatura przedmiotu 
Pawelec T., Myśl metodologiczna Marcelego Handelsmana, Lublin 1994 Piotrowski W., 
Horyzonty światopoglądowe „Rękopisu znalezionego w Sa- 
ragossie" Jana Potockiego, Słupsk 1993 
Plezia M., Kronika Galia na tle historiografii XII wieku, Kraków 1947 —, Wincenty z Kielc, 
historyk polski z pierwszej połowy XIII wieku, „Studia 
Źródłoznawcze" t. VII, 1962 —, „Wstęp", w: Anonim tzw. Gali, Kronika polska, tłum. R. 
Gródecki, 
Wrocław-Warszawa 1965 Polanowska J., Historiografia sztuki polskiej w latach 1832-1863, 
Warszawa 
1995 Polska Akademia Umiejętności 1872-1952. Nauki humanistyczne i społeczne. 
Materiały z sesji jubileuszowej, Wrocław-Warszawa 1974 Pomian K., Przeszłość jako 
przedmiot wiary. Historia i filozofia w myśli 
średniowiecza, Warszawa 1968 —, Przeszłość jako przedmiot wiedzy, Warszawa 1992 
Pomorski J., Historyk i metodologia, Lublin 1991 IIoiiKOB B. C., IIojtbCKUu yieHbiu u 
peeojnoąuoHep HOOJCUM JIejieeeju>. 
PyccKdsi ripoÓMMamuKO. u KOHmaKmbi, MocKBa 1974 Prosińska-Jackl M. (red.), 
Słownik historyków polskich, Warszawa 1994 Przelaskowski R. (red.), Historiografia polska 
w dobie pozytywizmu (1865- 
-1900). Kompendium dokumentacyjne, Warszawa 1968 Puchowski K., Edukacja historyczna 
w jezuickich kolegiach Rzeczypospolitej 
1565-1773, Gdańsk 1999 Radzik T., Polskie Towarzystwo Historyczne w Wielkiej Brytanii, 
w: Nauka 
polska wobec totalitaryzmów. W55 rocznice wybuchu II Wojny Światowej, 
Warszawa 1994 
Radziszewska J., Maciej Stryjkowski, historyk-poeta z epoki Odrodzenia, Katowice 1978 
Rederowa D., Polski emigracyjny ośrodek naukowy we Francji w latach 1831- 
-1872, Wrocław-Warszawa 1972 Rogów A.I. (PoroB A. H.), Stryjkowski i historiografia 
ukraińska XVII w., 
„Slavia Orientalis" 1963, nr 3 —, PyccKO-nojibCKue   KyjibmypHbie   cesisu   e   anoxy   
Bo3poxdeH,usi. 
CmpbiuKoecKuu u ezo XpoHUKa, MocKBa 1966 —, CmpbiuKoecKuu     u     pyccicasi     
ucmopuoepcupa.     CJIOBUHCKOZO 
cpedmeeKoebfi, w: McmoHHUKU u ucmopuozpa(frufi cjiaeoHCKoeo 
cpedneeeKoebsi, MocKBa 1967 

background image

 
Literatura przedmiotu 
Romek Z., Olgierd Górka, historyk w służbie myśli propaństwowej (1908--1955), Warszawa 
1977 
Rutkowska N., Bishop Adam Naruszewicz and his History of the Polish Nation, a Critical 
Study, Washington 1941 
Rybicka-Nowacka H., „Nowe Ateny" Benedykta Chmielowskiego. Metoda, styl, jeżyk, 
Warszawa 1974 
Salmonowicz S., Gotfryd Lengnich — historyk i prawnik. Szkic do portretu uczonego, 
„Czasopismo Prawno-Historyczne" t. XLII, 1990, nr 1-2 
—, Krystian Bogumił Steiner (1746-1814), toruński prawnik i historyk. Studium z dziejów 
nauki prawa doby Oświecenia w Polsce, Toruń 1962 
—, Toruńskie Gimnazjum Akademickie w latach 1681-1817, Toruń 1973 
—, U progu Oświecenia w Toruniu. Jerzy Piotr Schultz (1690-1748), historyk i politolog, 
Wiek Oświecenia, t. I, 1978 
—, W kręgu erudytów toruńskich osiemnastego wieku, w: Księga pamiątkowa 400-lecia 
Toruńskiego Gimnazjum Akademickiego, t.1, Toruń 1972 
Samsonowicz H., O „historii prawdziwej". Mity, legendy i podania jako źródło historyczne, 
Gdańsk 1997 
Sawczyński A., Władysław Pobóg-Malinowski i jego dzieło (1899-1962), „Teki Historyczne" 
t. XIII, 1962/1963 
Schaff A., Obiektywny charakter praw historii. Z zagadnień marksistowskiej metodologii 
historiografii. Warszawa 1955 
Serczyk J., Tomczak A. (red.), Dzieje historiografii Prus Wschodnich i Zachodnich do roku 
1920, Toruń 1989 
—, 25 wieków historii. Historycy i ich dzieła, Toruń 1994 
—, Warsztat historyczny Jana Krzysztofa Hartknocha (1644-1687), Księga pamiątkowa 400-
lecia Toruńskiego Gimnazjum Akademickiego, 1.1, Toruń 1972 
Serejski M. H., Europa a rozbiory Polski. Studium historiograficzne, Warszawa 1970 
—, Historiografia, w: B. Suchodolski (red.), Historia Nauki Polskiej, t. III: 1795-1862, 
Wrocław-Warszawa 1977 
—, Grabski A. F., Historiografia polska w latach 1863-1899, w: B. Suchodolski (red.), 
Historia Nauki Polskiej, t. IV: 1863-1918, Wrocław-Warszawa 1987 
— (wyd.), Historycy o historii [cz. 1] Od Adama Naruszewicza do Stanisława Kętrzyńskiego 
1775-1918; [cz. 2] 1918-1939, Warszawa 1963-1966 
260 
261 
Literatura przedmiotu 
Serejski M. H., Joachim Lelewel i jego szkoła, w: A. Walicki (red.), Polska myśl filozoficzna 
i społeczna, t. I, Warszawa 1973 
—, Joachim Lelewel 1786-1861. Są vie et son oeuvre, Warszawa-Wrocław 1961 
—, Joachim Lelewel. Z dziejów postępowej myśli historycznej w Polsce, Warszawa 1953 
—, Koncepcja historii powszechnej Joachima Lelewela, Warszawa 1958 
—, Grabski A. Fv Michał Bobrzyński i jego „Dzieje Polski w zarysie", w: M. Bobrzyński, 
Dzieje Polski w zarysie, Warszawa 1974 
—, Naród a państwo w polskiej myśli historycznej, Warszawa 1973 
—, A. Wierzbicki, „Naukowy obiektywizm" a patriotyczne zaangażowanie w życiu i 
działalności naukowej Władysława Smoleńskiego, w: W. Smoleński, Mieszczaństwo 
warszawskie w końcu wieku XVIII, Warszawa 1976 
—, Przeszłość a teraźniejszość. Szkice i studia historiograficzne, Wrocław--Warszawa 1965 

background image

—, Grabski A. F., Tadeusz Korzon a idea odrodzenia narodowego w dobie stanisławowskiej, 
w: T. Korzon, Odrodzenie w upadku. Warszawa 1975 
—, Zarys historii historiografii polskiej, cz. l (od połowy XVIII w. do roku ok. 1860), cz. 2 
(1860-1900), Łódź 1954-1956 
Sesja naukowa poświecona działalności naukowej profesora Franciszka Bujaka, 
Sprawozdania Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego, nr 29 (1974), Seria A, Dodatek, 
Wrocław 1975 
Shelton A. K., The Democratic Idea in Polish History and Historiography. Franciszek Bujak 
(1875-1953), New York 1989 
Sitek R., Warszawska szkoła historii idei. Miedzy historia a teraźniejszością. Warszawa 2000 
Skoczyński J., Idee historiozoficzne Feliksa Konecznego, Kraków 1991 
Skurnowicz J. S., Romantic Nationalism and Liberalism: Joachim Lelewel and the Polish 
National Idea, New York 1981 
Słowikowski T., Pijarskie podręczniki do nauczania historii w Polsce w XVIII w., „Nasza 
Przeszłość" t. LJV, 1980 
—, Poglądy na nauczanie historii w Polsce w wieku XVIII oraz dydaktyczna koncepcja 
Joachima Lelewela, Kraków 1960 
Smoleński W., Szkoły historyczne w Polsce. (Główne kierunki poglądów na przeszłość), 
wyd. M. H. Serejski, Wrocław 1952 
Sobczak A., Nauczanie historii w Polsce w szkołach Komisji Edukacji Narodowej, 
„Rozprawy z Dziejów Oświaty" t. XVI, 1973 
262 
Literatura przedmiotu 
Starnawski J., „Wstęp", w: M. Kromer, Mowa na pogrzebie Zygmunta I oraz O pochodzeniu i 
o dziejach Polaków księgi XXIX i XXX, Olsztyn 1982 
Stasiewicz-Jasiukowa L, Encyklopedia uniwersalna Księcia Biskupa Warmińskiego i jej rola 
w edukacji obywatelskiej czasów stanisławowskich, Warszawa 1994 
—, Człowiek i obywatel w piśmiennictwie naukowym i podręcznikach polskiego Oświecenia, 
Wrocław 1970 
Stępnik A., Historia regionalna i lokalna w Polsce 1918-1939. Badania i popularyzacja, 
Warszawa 1990 
—, Ukraina i stosunki polsko-ukraińskie w syntezach i podręcznikach dziejów ojczystych 
okresu porozbiorowego 1795-1918, Lublin 1998 
Stobiecki R., Bolszewizm a historia. Próba rekonstrukcji bolszewickiej filozofii dziejów, 
Łódź 1998 
—, Historia pod nadzorem. Spory o nowy model historii w Polsce (II połowa lat 
czterdziestych — początek pięćdziesiątych), Łódź 1993 
—, Miedzy kontynuację a dyskontynuacja. Kilka uwag na temat powojennych dziejów 
polskiej nauki historycznej, w: J. Maternicki (red.), Metodologiczne problemy syntezy. 
—, Najnowsze dzieje Polski w syntezach historycznych okresu PRL, „Przegląd Zachodni" 
1994, nr 4 
—, Pierwsza Konferencja Metodologiczna Historyków Polskich, w: R. Backer, P. Hiibner 
(red.), Skryte oblicze systemu komunistycznego. U źródeł zła, Warszawa 1997 
—, Reaktualizacja mitu historii „prawdziwej". Kilka uwag na temat historiografii polskiej 
końca XX wieku, referat, wygłoszony na Powszechnym Zjeździe Historyków Polskich we 
Wrocławiu, 1999, w druku 
—, Stalinowska unifikacja nauki historycznej. Przykład Polski, „Acta Uni-yersitatis 
Lodziensis, Folia Historica" t. 55, 1996 
—, Stalinowska wizja dziejów Polski — próba rekonstrukcji modelu, „Dzieje Najnowsze" 
1993, nr 3 

background image

Strzelczyk J. (red.), Kazimierz Tymieniecki (1887-1968). Dorobek i miejsce w mediewistyce 
polskiej, Poznań 1990 
— (red.), Wybitni historycy wielkopolscy, Poznań 1989 
Suchodolski B., Studia z dziejów polskiej myśli flozoficznej i naukowej, Wrocław 1959 
Szacka B., Teoria i utopia Stanisława Staszica, Warszawa 1965 
263 
Literatura przedmiotu 
Śreniowska K., Kościuszko — bohater narodowy. Opinie współczesnych i potomnych 1794-
1946, Warszawa 1973 
—, Kościuszko. Kształtowanie poglądów na bohatera narodowego 1794-1894, Warszawa 
1964 
—, Stanisław Zakrzewski. Przyczynek do charakterystyki prądów ideologicznych w 
historiografii polskiej (1893-1936), Łódź 1956 
Tarnowski S., Ks. Walerian Kalinka, Kraków 1887 
Tomczak A. (red.), Dzieje historiografii Pomorza Gdańskiego i Prus Wschodnich 1920-1939 
(1944), Toruń 1992 
Topolski}., Le developpement des recherches d'histoire economique en Pologne, „Studia 
Historiae Oeconomicae" 1.1, 1966 
—, Historia i życie, Lublin 1988 
—, Jak się pisze i rozumie historie. Tajemnice narracji historycznej, Warszawa 1996 
—, Jana Rutkowskiego życie i rola w rozwoju nauki historycznej, w: J. Rutkowsld, Wokół 
teorii ustroju feudalnego. Prace historyczne, Warszawa 1982 
—, Marksizm i historia, Warszawa 1977 
—, Metodologia historii, Warszawa 1968 (wyd. 2, tamże 1973; wyd. 3, tamże 1984) 
—, Nowe idee współczesnej historiografii, Poznań 1980 
—, O nowy model historii: Jan Rutkowski (1886-1949), Warszawa 1986 
—, Od Achillesa do Beatrice de Planisolles. Zarys historii historiografii, Warszawa 1998 
—, Prawda i model w historiografii, Łódź 1982 
— (red.), Studia nad świadomością historyczna Polaków, Poznań 1994 
—  (red.), Świadomość historyczna Polaków. Problemy i metody badawcze, Łódź 1981 
—, Teoria wiedzy historycznej, Poznań 1983 
—, Wolność i przymus w tworzeniu historii, Warszawa 1990 
—, Wprowadzenie do historii, Poznań 1998 
Trybusiewicz J., Zagadnienie historyzmu w twórczości Jana Pawła Woronicza, „Archiwum 
Historii Filozofii i Myśli Społecznej" t. TV, 1959 
Trzeciakowski L., JózefFeldman i jego „Bismarck a Polska", w: J. Feldman, Bismarck a 
Polska, Warszawa 1980 
Tymieniecki K., Zarys dziejów historiografii polskiej, Kraków 1948 
Ujejski J., Dzieje polskiego mesjanizmu do powstania listopadowego włącznie, Lwów 1931                                                        
..':                              :t 
264 
Literatura przedmiotu 
Ulewicz T., Sarmacja. Studium z problematyki słowiańskiej XV i XVI w., 
Kraków 1950 Yalkenier E., Sovietization and Liberalization in Polish Postwar Historio- 
graphy, „Journal of Central European Affairs" t. XIX, 1959/60 —, Polish Post War — 
Historiography 1945-1950, „Journal of Central European Affairs" t. XI, 1951/52 W kręgu 
historii historiografii i polityki, Łódź 1997 Wachowiak B. (red.), Dzieje Brandenburgii i Prus 
w historiografii, War- 
szawa-Poznań 1989 Walicki A., Filozofia a mesjanizm. Studia z dziejów filozofii i myśli 
społecz- 

background image

no-religijnej romantyzmu polskiego, Warszawa 1970 Wandycz P. S., Polska, w: J. 
Kłoczowski, P. Kras (red.), Historiografia 
krajów Europy środkowo-wschodniej, Lublin 1997 
Warszawskie środowisko historyczne w XX wieku. Dziewiećdziesieciokcie Towarzystwa 
Miłośników Historii, Warszawa 1997 Wichrowski M., Spór o naturę procesu historycznego 
(od Hebrajczyków do 
śmierci Fryderyka Nietzschego), Warszawa 1995 Wierzbicka M., Dawne syntezy dziejów 
Polski. Rozwój i przemiany koncepcji 
metodologicznych, Wrocław-Warszawa 1974 —, Władysław Smoleński, Warszawa 1980 
Wierzbicki A,, Czarnowidztwo czy apologia? W poszukiwaniu prawdy historycznej, w: W. 
Smoleński, Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII. Studia historyczne, Warszawa 1979 
—, Historiografia polska doby Romantyzmu, Wrocław 1999 —, Karol Boromeusz Hoffman. 
Przyczynek do genezy szkół historycznych w Polsce drugiej połowy XIX wieku, w: K. B. 
Hoffman, Historia reform politycznych w dawnej Polsce, Warszawa 1988 —, Konstytucja 3 
Maja w historiografii polskiej, Warszawa 1993 —, Naród — państwo w polskiej myśli 
historycznej dwudziestolecia międzywojennego, Wrocław-Warszawa 1978 
—, Spory o polska dusze. Z zagadnień charakterologii narodowej w historiografii polskiej 
XIX i XX w., Warszawa 1993 —, Wschód-Zachód w koncepcjach dziejów Polski. Z dziejów 
polskiej myśli 
historycznej w dobie porozbiorowej, Warszawa 1984 Wiesiołowski J., Kolekcje historyczne 
w Polsce średniowiecznej XIV-XV wieku, Wrocław-Warszawa 1967 Więckowska H, 
Joachim Lelewel. Uczony — polityk — człowiek, Warszawa 1980 
265 
Literatura przedmiotu 
Willaume }., Epoka nowożytna w dziejopisarstwie polskim i powszechnym, Lublin 1979 
Winnicka H., Środowisko historyków w latach wojny i okupacji (próba charakterystyki), 
„Przegląd Humanistyczny" 1975, nr 8 
Witkowski M, W kręgu „Śpiewów Historycznych" Niemcewicza, Poznań 1979 
Włodarczyk J., Tadeusz Korzon. Główne koncepcje historyczne i historiozoficzne, Łódź 1958 
Wodzyńska M., Adam Mickiewicz i romantyczna filozofia historii w College de France, 
Warszawa 1976 
Wojnar-Sujecka J., Franciszek Salezy Jezierski. Zarys poglądów, Warszawa 1956 
Wojtkowiak Z., Maciej Stryjkowski — dziejopis Wielkiego Księstwa Litewskiego. 
Kalendarium życia i działalności, Poznań 1990 
Wojtkowski A., Zagadnienie przyczyn wielkości i upadku państw w podręcznikach pijarskich 
w XVIII w., w: Kultura dawnej Polski. Studia, Warszawa 1968 
Wrońska J., Archeolodzy warszawscy na początku XX w., Wrocław-War-szawa 1986 
Wrzosek S., Świat historii Stanisława Wyspiańskiego, Warszawa 1999 
Wrzosek W., Destrukcja tradycyjnejwizjipoznaniahistorycznego, w: W kręgu historii 
historiografii i polityki, Łódź 1997 
—, Historia — kultura — metafora. Powstanie nieklasycznej historiografii, Wrocław 1995 
—, Metamorfozy metafor. Historiografia nieklasyczna w kręgu epistemologii historii, 
„Historyka. Studia Metodologiczne" t. XXTV, 1994 
— (red.), Świat historii. Prace z metodologii historii i historii historiografii dedykowane J. 
Topolskiemu, Poznań 1998 
—, Tezy o historii w końcu XX wieku, Przegląd Bydgoski, t. VII, 1996 
Wyczański A., The Annals of Polish Social and Economic History, „The Journal of European 
Economic History" t. VI, 1977, nr l 
Wyrwa T., Historyk na obczyźnie a najnowsze dzieje Polski, w: J. Jasnowski (red.), Prace 
Kongresu Kultury Polskiej na Obczyźnie, t. ffl, Londyn 1987 

background image

Wysokińska T. (red.), Joachim Lelewel a Brwcelles de 1833 a 1861, Bruxelles 1987 
Z badań nad pracami historycznymi Joachima Lelewela, Poznań 1962 
Zahorski A., Spór o Napoleona we Francji i w Polsce, Warszawa 1974 
—, Spór o Stanisława Augusta, Warszawa 1988 
266 
Literatura przedmiotu 
Zahorski A., Szymon Askenazy i jego dzieło, w: Sz. Askenazy, Książe Józef 
Poniatowski 1763-1813, Warszawa 1974 —, Wacław Tokarz - historyk i żołnierz, w: W. 
Tokarz, Sprzysieżenie Wy- 
sockiego i noc listopadowa, Warszawa 1980 —, Z dziejów legendy napoleońskiej w Polsce, 
Warszawa 1971 Zakrzewski W., Adolf Pawiński 1840-1896. Zarys dziejów żywota i pracy, 
Petersburg 1897 Zarzycki W., Biskup Adam Naruszewicz, luminarz polskiego Oświecenia, 
Lublin 1999 
SaniKHJibHSK JI. A., roprooHTOB JI. E., UoMiua, w: B. A. flsncoB (red.), MapKCU3M u 
ucmopimecKoa HayKa 0 cmpanax IJeHmpaJibHOU u JOzo--eocmotnou Eeponu (1870-
1965), MocKBa 1993 Ziejka F, W kręgu mitów polskich, Kraków 1977 Zuziak J., Generał 
Marian Kukiel (1885-1973), Pruszków 1997 Zwiercan M., Komentarz Jana z Dąbrówki do 
Kroniki Mistrza Wincentego 
zwanego Kadłubkiem, Wrocław-Warszawa 1963 
Zybertowicz A., Miedzy dogmatem a programem badawczym. Problemy stosowania 
materializmu historycznego we współczesnej historiografii polskiej, Warszawa-Poznań 1990 
Indeks osobowy 
Abraham Władysław 135 Adams Herbert B. 102 Adamus Jan 180, 220 Aemilius Paulus 29, 
30 Ajnenkiel Andrzej 227 Albertrandi Jan 81 Andronik Franciszek (Tranquillus 
Andronicus Parthenius) 31 Anghiera Petrus Martyr 30 Annius z Yiterbo 34 Anonim Gali 21, 
71 Antenor 35 
Arnold Stanisław 181, 182, 217 Askenazy Szymon 136, 143, 144, 
148, 149, 173, 180, 235 August III Sas 81 Augustyn św. 17 
Baczka Bronisław 224 
Baczyński Stanisław 151 
Balzer Oswald 135,145,151,152,180 
268 
Bałban Majer 183 
Bandtkie Jerzy Samuel 117 
Baranowski Bohdan 222 
Baranowski Ignacy Tadeusz 146 
Bardach Juliusz 206, 220 
Barnes H.E. 97 
Barradough Geoffrey 160,185, 188, 
192-195 
Barszczewska-Krupa Alina 226 Bartoszewicz J. 119, 125 Barycz Henryk 33, 42, 47, 50, 52, 
57-59, 182, 220, 224, 225 Beard Charles A. 106 Beauvois Daniel 214, 242 Bender Ryszard 
230 Berger-Mayerowa Janina 180 Bernstein Eduard 108 Berossus 33 Berr Henri 106, 160 
Bethlen Wolfgang 57 Beynar Leon Lech 219 
Bębenek Stanisław T. 213 
Bielski Joachim 36 
Bielski Marcin 36, 40 
Bieżanowski Stanisław Józef 48 
Bionda Flavio 28 
Biskup Marian 225 

background image

Bismarck Otto von 97 
Bloch Józef 107 
Bloch Marc 106, 160, 186 
Błażewski Marcin 48 
Bobińska Celina 220 
Bobrzyński Michał 128,132,133,167, 
168,170, 212 Boelcke Józef Ignacy 80 Boguchwał (Bogufał) 22 Bogucka Maria 222 Bolesław 
Chrobry 179 Bollanda Jean 46 Bonaparte Napoleon 148,192 Bonfini Antonio 34 Borkowski 
Jan 224 Brackmann Albert 178 Braudel Fernand 195 Brentano Lujo 104 Breysig Kurt 160 
Brodowska Helena 224 Brożek Jan 56, 60 Briickner Aleksander 147, 170 Brani Leonardo 28 
Bruto Gianmichele (Brutus) 34, 41 Brzozowski S. 124 Biicher Karl 104 Buckle Henry 
Thomas 99-102 Bujak Franciszek 146,171,176,180,182 Burckhardt Jacob 104 Buszko Józef 
218, 223, 227 Bzowski Abraham 58 
Indeks osobowy 
Carlyle Thomas 93 Chateaubriand Renę Francpis 93 Chaunu P. 61 Chlebowski Cezary 227 
Chmielowski Benedykt 69 Chodakowski Zorian Dołęga 117 Chodźką Leonard 119 
Chołoniewski Antoni 151 Ciołkosz Adam 223 Ciołkosz Lidia 223 Coler Krzysztof 57 
Collingwood Robin G. 159 Comte August 98, 99, 101 Croce Benedetto 157, 159 Cygler 
Bogusław 226 Cynarski Jan 174, 176 Cynerski Jan Rachtamowic 48 Cyrankiewicz Józef 210 
Czacki Tadeusz 116 Czapliński Władysław 218, 225 Czarnocki Adam 117 Czarnowski Stefan 
171, 182 Czartoryski Adam 120 Czepulis-Rastenis Ryszarda 222 Czerniak Wiktor 134 
Czubiński Antoni 227 
Daniszewski Tadeusz 213 Dargun Lotar 134 Daszyńska-Golińska Zofia 146 Davies Norman 
247 Dąbkowski Przemysław 135, 180 Dąbrowski Jan 26, 170, 183, 225 Dąbrowski Jan 
Henryk 148 Dąbrowski-Grabiec Józef 149 Decjusz Jodok Ludwik 33 Dembiński Bronisław 
136,143,183 
269 

Indeks osobowy 
Dembołęcki Wojciech 50, 57 Deresiewicz Janusz 180 Dilthey Wilhelm 103 Długosz Jan 25, 
26, 29, 48 Dmochowski Franciszek Ksawery 82 Dogiel Maciej 81 Domańska Ewa 197 
Dowiat Jerzy 218 Draper John William 102 Droysem Johann Gustav 97 Drozdowski Marian 
M. 222,223,227 Dunin-Wąsowicz Krzysztof 224 Duraczyński Eugeniusz 227 Durkheim Emil 
171 Dutkiewicz Józef 173, 226 Działyński Adam Tytus 110 Dzierzwa 23 Dżyngis-chan 192 
Eichhorn Karl Friedrich 92 Eisenbach Artur 222 Engels Fryderyk 106, 107 
Febvre Lucien 16, 106, 160 
Feldman Józef 114, 177, 183 
Ferber Eberhard 39 
Ferro Marc 247 
Fijałek Jan 134 
Finkel Ludwik 135 
Firlej Jan 59 
Fischer Fritz 195 
Fiske John 102 
Fontenelle Bernard de 45 
Fourier Francpis Marie Charles 95 
Fredro Andrzej Maksymilian 50,56 
Freytag Gustav 92 
Fryderyk III 29 
270 

background image

Gadon Lubomir 141 Garlicki Andrzej 227, 236 Gąsiorowska-Grabowska Natalia 182, 
222 
Geremek Bronisław 224 Gertich Marcin Gracjan 59 Gervinus Georg Gottfried 96 Gide Andre 
156 
Gierowski Józef Andrzej 218, 225 Gieysztor Aleksander 181, 225 Giller Agaton 142 Goliński 
Marcin 56 Górecki Leonard 36 Górka Olgierd 172, 173 Górnicki Łukasz 37 Górski Artur 151 
Górski Karol 177, 225 Górski Stanisław 41, 42 Grabmann Martin 18 Grabowski Andrzej F. 
220 Grabski Władysław 146 Gralath Daniel 72 Graser Konrad 59 Grądzki Samuel 52, 57 
Groddeck Gotfryd Ernest 119 Gródecki Roman 170, 182, 225 Grotę George 96 Grynwaser 
Hipolit 176 Grzybowski Stanisław 226 Guizot Francois 85, 95 Gumplowicz Ludwik 144 
Gwagnin Aleksander 39 
Habielski R. 233, 236-238 Halecki Oskar 179, 183, 231, 234, 
237, 238 Halicius Szymon 56 
Indeks osobowy 
Hallam Henry 96 
Handelsman Marceli 169,170,175, 180, 183 
Hartknoch Jan Krzysztof 56, 59 
Hartleb K. 147 
Hazard P. 45 
Heidenstein Reinhold 35-37, 42 
Heintze OttolóO 
Hejnosz Wojciech 180 
Helcel Antoni Zygmunt 134 
Heller Jomtob Lipman 47 
Hellmann Siegmund 160 
Henryk Walezy 50 
Herbst Stanisław 225 
Hess Grzegorz 56 
Heyzmann Udalryk 134 
Hildebrand Bruno 104 
Hirschberg Aleksander 135 
Hitler Adolf 164, 188, 192 
Hoffman Karol Boromeusz 120 
Holzer Jerzy 227, 242 
Hoppe Izrael 52 
Hoszowski Stanisław 180, 222 
Hubę Romuald 117 
Humboldt Wilhelm von 87-89, 91 
Iggers Georg G. 87, 155, 193 Iłowski Stanisław 40 Inglot Stefan 180 Iwan Groźny 35 
Jabłonowski Aleksander 72, 140 Jabłoński Henryk 181 Jakóbczyk Witold 222 Jan III 
Sobieski 47, 53, 54 Jan Kazimierz 47, 53, 55 Jan Olbracht 29 
Jan z Dąbrówki 24 Janik Michał 176 Janko z Czarnkowa 24 Janocki Jan Daniel 41 
Jarochowski Kazimierz 141 Jasienica Paweł 219 Jaspers Karl 189 Jedlicki Marian Zygmunt 
177 Jezierski Franciszek Salezy 78 Jędruszczak Tadeusz 227 Jędrzejewicz Wacław 233 
Juliusz Cezar 57 
Kaczmarczyk Zdzisław 180, 202 
Kakowski Hieronim 48 
Kalabiński Stanisław 222, 223 
Kalembka Sławomir 226 
Kalinka W. 127, 132, 135, 137 

background image

Kallimach Filip (Buonaccorsi) 30 
Kalwin Jan 34 
Kamieniecki Witold 179 
Kancewicz Jan 223 
Kant Immanuel 195 
Karbowiak Antoni 147 
Karol VIII 29 
Karol Wielki 188, 192 
Kautsky Karl 108 
Kazimierz Jagiellończyk 29, 30 'A 
Keckermann Bartłomiej 59           , 
Kehr Eckart 160 
Kersten Adam 225 
Kersten Krystyna 242 
Kętrzyński Wojciech 135 
Kieniewicz Stefan 216, 225, 226, 
228 
Kirchmayer Jerzy 227 Kłoczowski Jerzy 230 
271 
Indeks osobowy 
Kniat Marian 180 Kobierzycki Stanisław 51 Kochowski Wespazjan 53, 54 Kocka Jiirgen 196 
Koczy Leon 183, 232 Kojałowicz Wojciech Wijuk 56, 58 Kolanowski Ludwik 179 Kolumb 
Krzysztof 152 Kołakowski Leszek 224 Kołłątaj Hugo 78, 81, 82 Kołodziejczyk Ryszard 222 
Kołudzki Augustyn 69 Konarski Stanisław 71, 80 Koneczny Feliks 158, 171 Konopacki Jan 
Karol 52 Konopczyński Władysław 150,169, 
170, 173, 181, 183, 204 Korab-Żebryk Roman 227 Kordecki Augustyn 53 Korielin Michaił S. 
103 Kormanowa Żanna 212 Kornatowski W. 18                     '  : 
Kornayi Karol 180 Korsch Karl 162                             i 
Korta A. 209 Korwin-Kochanowski   Jan   Karol 
151, 171 
Korzec Paweł 223 Korzon Tadeusz 138, 140, 150 Kossowski Aleksander 230 Kostrowicki J. 
219 Kostrzewski Józef 177 Kościałkowski Stanisław 232 Kot Stanisław 147,174,176,182,238 
Krajewski Michał Dymitr 117 Krasicki Ignacy 80 Kraszewski Józef Ignacy 119, 141 
Kraushar Aleksander 147 Kromer Marcin 32, 34, 42 Krzyżanowski Stanisław 133 Kubala 
Ludwik 135 Kuczyński Stefan M. 183, 225 Kuhn Thomas 12 Kukieł Marian 148, 149, 170, 
173, 174, 184, 232, 235-237, 238, 241 Kukulski Zygmunt 147 Kula Witold 104, 206, 216, 
219, 220 Kumor Bolesław 230 Kurowski Stefan 222 Kutrzeba Stanisław 145, 180 
Kwiatkowski Kajetan 117 
Labuda Gerard 21, 225 Laetus-Wesselski Jan 57 Lamprecht Karl 105, 144 Lanckorońska 
Karolina 234, 238 Landau Zbigniew 219, 221 Lecky William Edward Hartpole 102 Leibniz 
Gottfried Wilhelm 46, 243 Leinwand Artur 223 Lelewel Joachim 113-115,117,118, 
120, 129, 130 
Lenglet de Fresnoy N. 65 Lengnich Gotfryd 70, 71 Leopold 52 Lepszy Kazimierz 225 Lepszy 
Leonard 147 Leskiewiczowa Janina 222 Leśnodorski Bogusław 226 Lewicki Anatol 133 
Limanowski Bolesław 142,149,176 Lipiński Wacław 175 Lippert Julius 144 Lipski Andrzej 
51 
272 
Indeks osobowy 
Liske Ksawery 134 Lisowski Edward 141                   '- 
Lubicz-Pachoński Jan 226           '.'l 

background image

Lubieniecki Andrzej 49, 50       ' "'I Lubieniecki Stanisław 59            ''' 
Ludwik Węgierski 69 Ludwik XII 30                              <' 
Ludwik XIV 67 
Lukacs Gyórgy 84, 162               •'•'.'• 
p"1. 
Laguna Stosław 140 Łappo-Danilewski Aleksandr S. 103 Łasicki Jan 59 Łaski Jan 31, 33 
Łempicki Stanisław 147 Łepkowski Tadeusz 204, 215, 216, 
218, 226, 228                   •"-, 
Łojko Jerzy 226 Łossowski Piotr 227 Łowmiański Henryk 203, 225 Łoyko Feliks 72, 79 
Łoziński Bronisław 148 Łoziński Władysław 136 Łubieński Stanisław 36, 51 Łuczak 
Czesław 222, 227 Łukasiewicz Juliusz 222 
Macaulay Thomas Babington 93 Machiavelli Niccoló 28 Maciej z Miechowa 33 Maciejewski 
J. 78 Maciejowski Wacław Aleksander 117 Maciszewski Jarema 226 Madajczyk Czesław 
224, 227, 228 Majchrowicz Szymon 79 Maleczyńska Ewa 225 Maleczyński Karol 177, 202, 
225 
Małecki Jan M. 219 
Małowist Marian 181 
Manteuffel Jerzy 183 
Manteuffel Tadeusz 181,213,217,225 
Marcin Polak 25 
Marciniak Ryszard 41 
Marczewski Jerzy 224 
Marineo Lucio (Marineus Siculus) 
30 
Marks Karol 106, 161, 192 Maternicki Jerzy 8, 144, 145, 148- 
-150, 153, 220 Matuszewski Józef 180 Mazur Grzegorz 228 Mączka Antoni 222 Mehring 
Franz 108 Meinecke Friedrich 103, 157 Melanchton Filip 34 Melmann Jerzy 39 Meloch 
Maksymilian 176 Mencel Tadeusz 226 Meysztowicz Walerian 234 Michalski Jerzy 226 
Michał Korybut Wiśniowiecki 53 Michelet Jules 93 Michnik Adam 244 Mierzwa Edward A. 
217, 218 Mieszko II 21 
Mikołajczyk Magdalena 241 Missalowa Gryzelda 212 Mitzler de Kolof Wawrzyniec 81 
Mokrzecki Lech 220 Molenda Jan 224 Montesąuieu 68 Moraczewski Adam 181 
Moraczewski Ignacy (?) 129 Moraczewski Jędrzej 120 
273 
Indeks osobowy 
Morawski Kazimierz 134, 147 Morawski Teodor 120, 183 Moskorzowski Jan 54 
Moszczeńska Wanda 181, 220 Miiller Karl Alexander von 157 
Nakielski Samuel 58 Nanni Giovanni 34 Naruszewicz Adam 72, 73-76, 80- 
82, 129 
Neugebauer Salomon 48 Nidecki Andrzej Patrycy 37 Niemcewicz Julian Ursyn 110,117 
Okolski Szymon 52 Oleśnicki Zbigniew 25, 30 Olszewski Henryk 164 Opaliński Łukasz 52 
Oppman Edmund 181 Orderyk Yitalis 19 Orzechowski Marian 224 Orzechowski Stanisław 
37, 56 Orzelski Świętosław 38 Ossoliński Józef Maksymilian 117 Ossowski S. 83 Oświęcim 
Stanisław 54 
Pajewski Janusz 226 Papee Fryderyk 135 Paprocki Bartosz 40 Pastorius Joachim 47, 53, 57, 
59 Paszkiewicz Henryk 179, 232, 238 Pawiński Adolf 137, 140 Petrycy Jan Innocenty 48 
Petrycy Sebastian z Pilzna 48, 57 Pęski Walenty 56                          »f,: 
Piasecki Paweł 51                         ••'••»', 
Piccolomini Eneasz Sylwiusz 29 
Piekarczyk Stanisław 220 

background image

Piekosiński Franciszek 133 
Piłsudski Józef 149, 175 
Piotr z Bnina Moszyński 29, 30 
Piotrowicz Ludwik 183 
Pirenne Henri 153 
Pius U 29 
Plebański Józef Kazimierz 121,137 
Plutarch 72 
Płoski Stanisław 181 
Pobóg-Malinowski Władysław 175, 
236, 237, 241 Podlecki Tadeusz 79 Pokrowski Michaił N. 161 Pokubiatto Józef 72 
Pomarański Stefan 175 Popper Karl 191-193 Potkański Karol 134 Potocki Ignacy 82 Potocki 
Paweł 57 Powiekę Maurice 186, 187 Prochaska Antoni 135 Prosińska-Jackl Maria 9 Próchnik 
Adam 176 Prus Bolesław 122, 138 Przelaskowski Ryszard 181 Przyboś Adam 55, 225 
Przybylski Jacek Idzi 79 Przybyszewski Eugeniusz 176 Przybyszewski Stanisław 151 Ptaśnik 
Jan 147, 182, 183 Pyrrhys de Yerille Cezar 71 Pyrron z Elidy 44 
Racki Jan 48                                   ,;>' 
Raczyński Edward 110 
274 
Indeks osobowy 
Radymiński Marcin 56 Radziwiłł Albrycht Stanisław 51, 
54 
Rakoczy 52 
Rakowiecki Ignacy Benedykt 117 Ranke Leopold 88, 89-91,103,120, 
137 
Rapacki Adam 211 Rechowicz Marian 230 Rembowski Aleksander 138 Rhodes James Ford 
102 Rickert Heinrich 103 Riehl Wilhelm Heinrich 92 Ritter G. 187 
Robinson James Harvey 106 Roscher Wilhelm 104 Rostworowski Emanuel 226 Roszkowski 
Wojciech (ps. Albert 
Andrzej) 424 
Rotstadt Józef (Krasny) 176 Rotundus Augustyn (Mieleski) 38,42 Rousseau Jan Jakub 81 
Rozemberski Mikołaj 31 Rollet Henri 219 Rudawski Wawrzyniec 52 Rusiński Władysław 
180 Rusjan Łucjan 181 Rutkowski Jan 146,170,171,180,182 Rybarski Roman 176 Rybiński 
Jan 59 Rybkowic Jan 56 Rycheza 21 Rychlikowa Irena 222 Ryszko Franciszek 220 Rzepecki 
Franciszek 79 Rzewuski Seweryn 77 
Saint-Simon Claude Henri 93-95, 
99 
Sapieha Krzysztof Mikołaj 57 Sapieha Lew 57 Sarnicki Stanisław 34, 35 Savigny Friedrich 
Karl 92 Sawicki-Stella Jan 136 Schaff Adam 207 Schleier H. 102, 164 Schletz Alfons 230 
Schlosser Friedrich Christoph 96 Schmitt Henryk 120, 125, 129, 135 Schmoller Gustav 104, 
108 Schniir-Pepłowski Stanisław 136 Schoenbrenner Janina 212 Schorr Mojżesz 183 Schultz 
Jerzy Piotr 70 Scultetus Aleksander (Sculteti) 40 Sczaniecki Michał 180 Semkowicz 
Aleksander 135 Serczyk Jerzy 8, 220 Serejski Marian Henryk 7, 10, 11, 
114,155,156,159,166,171,173, 
177, 180, 181, 220 Shotwell James T. 7 Siemieński Józef 149, 151 Sienkiewicz Karol 120 
Sigonius Karol 40 Skałkowski Adam 172, 183 Skowronek Jerzy 226 Skrzetuski Jan 172 
Skrzetuski Kajetan 79 Skrzetuski Wincenty 79 Smoleński Władysław 122,137,138, 
140, 150, 166, 168, 170 Smółka Stanisław 128, 133, 148, 
169 
275 

background image

Indeks osobowy 
Sobczak Jan 223 
Sobieski Jakub 54 
Sobieski Wacław 136,149,151,169, 
174, 175, 177, 181 Sokolnicki Michał 149 Solikowski Jan Dymitr 37 Spengler Oswald 158 
Stachiewicz Julian 175 Stachowicz Piotr 227 Stalin Józef W. 162, 192 Stanisław August 
Poniatowski 71, 
72, 128, 148, 172 Stanisław Leszczyński 69, 70 Stanisław św. 22 Stankiewicz Witold 224 
Starowolski Szymon 50, 59, 60 x; Staszic Stanisław 78, 116             >S 
Stefan Batory 34-36, 42                     ><i 
Stein Heinrich von 85                 •-• 
Steiner Krystian Bogumił 75, 79 Stempowski S. 148 Stephen Leslie 102 Stobiecki Rafał 202, 
246 Stryjkowski Maciej 38, 39 Strzembosz Tomasz 227 Suchodolski Bogdan 64, 220 
Sulimczyk-Świeżawski Ernest 146 Sulimirski Tadeusz 232               : 
Surowiecki Wawrzyniec 117 Sybel Heinrich von 97                s 
Sylwiusz Eneasz 30 Szacki Jerzy 224 Szaflik Józef Ryszard 224 Szajnocha Karol 119, 135 
Szczapow Afanasij P. 103 Szczygielski Stanisław 58 
Szelągowski Adam 149, 176, 177, 
183 Szujski Józef 128,129,131-133,137, 
138, 169, 170 Szybiński Dominik 79 
Śladkowski Wiesław 226 Śreniowska Krystyna 173, 220 
Taine Hipolit 102 
Tazbir Janusz 218, 224, 225 
Temberski Stanisław 48, 53 
Teodozjusz Wielki 57 
Terlej Jerzy Janusz 224, 227 
Thierry Augustin 95 
Tokarz Wacław 175, 181              f* 
Tomasz Hess 56                           --• 
Tomasz z Akwinu św. 18             * 
Tomaszewski Jerzy 219, 221       >' 
Tomicki Jan 223 
Tomicki Piotr 41 
Tomkiewicz Władysław 209 
Topolski Jerzy 8,194,195,216,218, 
220, 222, 228, 244 Toynbee Arnold 158, 171, 238 Trawkowski Stanisław 213 Treitschke 
Heinrich von 97 Trembecki Stanisław 62 Troeltsch Ernst 103, 159 Trzeciakowski Lech 226 
Tuisco 34 Turlejska Maria (ps. Socha Łukasz) 
242 
Tyć Teodor 177 Tych Feliks 222, 223 Tymieniecki Kazimierz 40,177,202 Tyrowicz Marian 
226 
276 
Indeks osobowy 
Tyszkowski Kazimierz 184 Ulanowski Bolesław 134 
Yalery Paul 156 
Yergelio Polidorio (Polydore Ver- 
gil) 30 Vetulani Adam 180           «v jj > 
Waga Teodor 80, 118 Waitz Georg 133, 137, 142 Walawender Antoni 180 Walicki Andrzej 
224 Waliszewski Kazimierz 141 Wałek-Czernecki Tadeusz 183 Wandycz Piotr S. 230, 244 
Wapiński Roman 224, 227 Wapowski Bernard 31 Warężak Jan 180 Warszewicki Krzysztof 

background image

37, 38 Wartzmann Bartłomiej 39 Wassenberg Eberhard 51 Waszyński Stefan 144 Weber 
Maks 160 Webster Charles 161 Wehler Hans Ulrich 196 Wereszycki H. 226 Widajewicz 
Józef 177, 202 Widerszal Ludwik 181 Wielewicki Jan 58 Wielhorski Michał 77, 78 
Wielopolski Aleksander 203 Wierzbicki Andrzej 151, 220 Wierzbowski Teodor 147 
Więckowska Helena 181 Wilhelm II108 
William z Malmesbury 19 Wincenty z Bouvais 58 Wincenty zwany Kadłubkiem 22, 
24,71 
Windelband Wilhelm 103 Winiarz Alojzy 135 Winnicka H. 199 Wiśniowiecki Jarema 172 
Władysław Warneńczyk 30, Władysław IV 47, 51, 52 Władysław Jagiełło 73 Włodarski 
Bronisław 177, 183, 225 Wojciechowski Tadeusz 22, 135 Wojciechowski Zygmunt 
177,178,'Kl 
180,202                    ••••<*•        ł 
Wojtkowiak Zbysław 39 Wojtkowski Andrzej 226 Wolter 63, 67 Wójcik Zbigniew 225 
Wrzosek Wojciech 14 Wyczański Andrzej 218, 222 Wydżga Jan Stefan 52 Wyrozumski Jerzy 
218, 225 Wyrwicz Karol 79 
Zachorowski S. 170 Zahorski Andrzej 226 Zajączkowski Stanisław 177, 183, 
225 
Zajewski Władysław 226 Zakrzewski Andrzej 224 Zakrzewski Kazimierz 183 Zakrzewski 
Stanisław 168,173,175, 
184 
Zakrzewski Wincenty 134, Załuski Józef Andrzej 70 
277 
Indeks osobowy 
Zamoyski Jan 34, 40 Zawadzki Kazimierz 53 Zdrada Jerzy 226 Zieliński Henryk 227 
Zieliński Tadeusz 183 Zieliński Zygmunt 230 Zientara Benedykt 219 Zmigryder-Konopka 
Zdzisław 183 Zygmunt I Stary 31, 41, 50 
Zygmunt II August 32, 37, 38, 78 Zygmunt III Waza 51, 60 
Żarnowska Anna 223 Żarnowski Janusz 222, 223, 227 Żelewski R. 55 Żółkiewski Stanisław 
54 Żychowski Marian 223 Żywczyński Mieczysław 181, 230 
BIBLIOTEKA INSTYTUTU HISTORYJKO Uniwersytetu WarszawsWeao 
Biblioteka IHUW 
1076009701 
••f}