background image

O przekazach channelingowych 

 

Ostatnie wypadki związane z tragedią w Azji Południowo-Wschodniej spowodowały to, że 
organizacje ufologiczne zostały zalane powodzią informacji na temat działalności Obcych na 
naszej planecie. Informacje te zostały pozyskane drogą channellingowych przekazów od 
Obcych, których tematyka zawiera się w szerokim diapazonie od przeszłych, teraźniejszych i 
przyszłych wydarzeń do perspektyw Kontaktu – też przeszłego, teraźniejszego i przyszłego – z 
Nimi, przy czym Kosmici są niejednokrotnie utożsamiani z Jezusem Chrystusem, czy samym 
Jahwe – Bogiem Ojcem. Szczególnym przypadkiem są wizje Powrotu, czy jak kto woli, 
Drugiego Przyjścia na świat Jezusa, co wiąże się zazwyczaj z Apokalipsą wg św. Jana i 
opisanymi w niej wydarzeniami. 

Jaka jest wartość informacyjna tych Przekazów? Zazwyczaj wartość informacyjna – 
poznawcza – jest równa niemalże zeru. Jest to w większości przypadków informacyjny bełkot, 
kasza, taka informacyjna zupa, w której od czasu do czasu można natrafić na bardziej 
smakowite, czyli konkretne, "skwarki" jako tako logicznych informacji, które wszakże 
brzmiąc logicznie, wcale nie muszą być prawdziwe... To po pierwsze. 

Po drugie – przekazy te dotyczą przede wszystkim nas i naszej cywilizacji. Wytyka się nam 
wszystkie jej wady i przywary, a z drugiej strony obiecuje Bóg wie co, jeżeli będziemy 
grzeczni i pozbędziemy się agresji i środków do prowadzenia wojen. Bardzo to wszystko 
wzniosłe i piękne, jest jednakże jedno małe, ale wredne "ale". My mamy się rozbroić i z 
otwartymi ramionami rzucić się w objęcia Boga czy Obcych – jak kto woli. Wtedy zapanuje 
powszechna szczęśliwość i Raj na Ziemi. Rzecz w tym, ze są to tylko czcze obietnice i nic za 
tym nie idzie. Przypomina mi to politykę USA w stosunku do Polski – dużo obiecanek-cacanek 
i wciąż rosnące ograniczenia wizowe. Przekładając to na stosunki Obcy – my wychodzi na to, 
że Ich omnipotencja nas ochroni przed wszystkimi zagrożeniami, bylebyśmy tylko wyzbyli się 
agresji, która jest najgorszym złem trapiącym naszą cywilizację. 

 

Ja tego nie kupuję. Nie zapominajmy, że to właśnie dzięki agresji gatunek ludzki stworzył 
cywilizację techniczną. Gdyby nie agresywne podejście do środowiska, w którym żyjemy, nie 
zeszlibyśmy z drzew... Oczywiście odbija się to na środowisku, ale to właśnie tylko cywilizacja 
jest w stanie je uratować. Homo sapiens sapiens zaszedł już tak daleko, że pojedynczy 
przedstawiciel naszego gatunku wyrwany poza obręb cywilizacji nie jest w stanie tego 
przeżyć, a jeżeli nawet, to z wielkim trudem. Pozbycie się agresji – do czego tak usilnie 
namawiają nas Obcy – jest de facto Ich syrenim śpiewem. Cywilizacja bez agresji nie byłaby 
w stanie eksplorować Wszechświata, gdyż wraz z agresją zniknąłby duch eksploracji i 
pionierstwa, nieodzowny każdemu odkrywcy i podróżnikowi. Opisał to dość dokładnie 
Stanisław Lem w powieści "Powrót z gwiazd". I chyba Obcym o to chodzi – chcą się pozbyć 
konkurencji ze strony naszej rasy. Stan taki przewidział Issac Asimov w powieści "Koniec 
Wieczności", w której Ziemianie zostali postawieni przed alternatywą – albo wegetacja na 
Ziemi, albo eksploracja i kolonizacja we Wszechświecie. Ziemianie w ostatecznym 
rozrachunku wybrali to drugie słusznie obawiając się, że po kilkunastu tysiącleciach 
przebywania na Ziemi mogą na innych ciałach niebieskich natknąć się na tabliczki z 
napisami: "Teren prywatny – wstęp wzbroniony"... Tego m.in. obawia się Bronisław Rzepecki 
i prof. Jan Pająk. To jest jedna strona medalu. 

background image

Jest jeszcze jeden aspekt - ta druga strona medalu, o którym rzadko się mówi. Chodzi o 
dokładność treści Przekazów. Channelling odbywa się w mózgu człowieka i poprzez jego mózg 
– to znaczy, że informacje jest odbierana mózgiem i przez ten mózg analizowana, 
przetrawiana i przekazywana dalej. To wydaje się być oczywistym, ale... Ale skoro tak jest, to 
dlaczego przekazy te nie są zawsze takie same dla wszystkich kontaktowców? Powinny być! – 
a nie są. No właśnie – dlaczego? Wynikałoby to z tego, że Przekazy te są kierowane do 
wszystkich ludzi, ale tylko jednostki są w stanie je wyłowić z szumu Kosmosu. Może jednak 
być i tak, że Wszechświat jest wypełniony przekazami tego rodzaju po wręby, i nasze mózgi 
już na nie przestały reagować – bo jesteśmy w sytuacji człowieka, który słucha stu 
radioodbiorników nastawionych na sto różnych stacji nadających w stu różnych językach. 
Człowiek jest w stanie wychwycić tylko strzępy informacji, których może nawet nie rozumieć , 
a usłyszał je tylko dlatego, że podano je w znanym mu języku... I dlatego właśnie bierze się 
taka rozpiętość wizji wszelkiego rodzaju wizjonerów, Przekazów, o których opowiadają 
kontaktowcy, niektórych snów śnionych przez nas, a których nie potrafimy sobie 
wytłumaczyć... Nasze mózgi są wykorzystywane w 5-8 – maksymalnie w 10%. Być może 
jesteśmy zbyt tępi, by prawidłowo odczytywać te Przekazy? Stąd późniejsze interpretacje 
różnych wizji, które wcale nie muszą się spełnić... Idąc tropem takiego rozumowania możemy 
powiedzieć, że św. Jan miał rzadkie szczęście, że zdołał on spisać swe wizje i je odpowiednio 
rozreklamować – teraz stanowią one rdzeń samospełniającej się przepowiedni. Jak napisał 
Jan Potocki – rozum ludzki ma to do siebie, że raz zaznawszy cudowności rad by każda rzecz 
pod nią podciągać. To nader niebezpieczna właściwość ludzkiego umysłu niejednokrotnie dała 
się nam we znaki, bo zabija wolę przeciwstawienia się gdzieś tam zapisanego w gwiazdach czy 
Biblii wyrokowi i każe mu pójść na łatwiznę – stwierdzamy po prostu Bóg tak chciał i ... 
umywamy ręce zdając się na Stwórcę. Podobnie jest w Islamie, gdzie mówi się Insh' Allach - 
pozwalając na to, by twym losem kierowali co sprytniejsi, cwańsi i bardziej bezwzględni. 

Jest jeszcze trzecia możliwość – ta najpaskudniejsza, która zakłada, że Obcym zależy na 
stałym mieszaniu na naszej planecie po to, by uwikłana w wewnętrzne konflikty Ludzkość nie 
zwróciła broni przeciwko Nim, albo nie obróciła swych zainteresowań w kierunku głębokiego 
Kosmosu, co stałoby w jawnej sprzeczności z interesami Obcych. Ta możliwość jest wysoce 
prawdopodobna! Spójrzcie tylko na historię wojen XX wieku.: najpierw wojny kolonialne, 
potem I Wojna Światowa, trochę spokoju i II Wojna Światowa, Zimna Wojna, po której 
skończeniu rozpoczął się konflikt z Islamem, zwany potem Wojną z Terrorystami... A 
wszystko po to, by maksymalnie opóźnić wejście człowieka w Kosmos. Nie ten poza atmosferą 
naszej planety, ale ten poza Pasem Kuipera i Obłokiem Oorta naszego układu planetarnego... 

I wreszcie czwarta – najbardziej prawdopodobna możliwość, że nie ma żadnych Kosmitów, a 
są tylko jak najbardziej ziemscy Wędrowcy w Czasie, którzy bronią swej własnej 
Rzeczywistości, by nie została ona zniszczona przez zmiany naszej Teraźniejszości. Przekazy 
te są jednym z elementów działań dezinformujących nas (podobnie zresztą jak Legenda o 
Kosmitach) o Ich istnieniu i ultratajnej działalności na naszej planecie. To właśnie Oni kierują 
naszą historią tak, by nie zmieniła się ona w kierunku dla Nich niekorzystnym. A to wyjaśnia 
wiele zagadek i tajemnic tzw. węzłowych punktów historii... Stąd właśnie te Ich uporczywe 
apele o rozbrojenie z wszelkich broni masowego rażenia, co jest oczywistym i zrozumiałym – 
powszechne użycie BMR może spowodować zbyt wielkie zmiany na naszej planecie, co odbije 
się oczywiście na Rzeczywistości ludzi z XXX a może LXXX wieku i spowoduje Ich zagładę. 
Wyobraźmy sobie, co byłoby i jak wyglądałby świat, gdyby z katastrofy RMS "Titanic" 
wyszli żywi van der Bilt czy Astor? Niejeden z tych ludzi miał szansę stania się np. 
prezydentem USA, a wtedy polityka tego kraju w czasie I Wojny Światowej mogłaby być 
diametralnie inna od tej, którą prowadził Woodrow T. Wilson... Nie zapominajmy, że 
"Titanic" poszedł na dno w kwietniu 1912 roku, a wybory prezydenckie miały miejsce w rok 

background image

później. A w dwa lata po wspomnianych wydarzeniach wybuchła I Wojna Światowa... Albo co 
byłoby, gdyby Polska zamiast pchać się na Zaolzie, weszła w realny sojusz z Czechosłowacją, a 
nie w księżycowe pakty z Anglią i Francją - to historia II Wojny Światowej potoczyłaby się 
całkiem inaczej... Takich węzłów jest więcej i każdy z nich ma jakąś tajemnicę, którą 
historykom jest trudno zrozumieć. 

Reasumując – Przekazy channellingowe nie były, nie są i długo nie będą jakimkolwiek 
źródłem wiarygodnych informacji, bowiem zachodzi poważne podejrzenie, że są one 
wykorzystywane przez Obcych lub część Ziemian jako element wojny psychologicznej – taka 
psychotroniczna MKULTRA. Uważam jednak, że nie należy ich lekceważyć i trzeba trzymać 
rękę na pulsie, badać ich treści i ustalać zmiany w nich zachodzące. Ludzie, którzy je głoszą 
nie są głupi – są po prostu wrażliwsi, niż cała reszta populacji Ziemian, co powoduje, iż są 
uważani za psychicznie chorych. To jest błąd – ich mózgi mogą być wrażliwsze na niektóre 
zakresy fal radiowych i dzięki temu są oni w stanie odbierać je, jak odbiornik radiowy czy TV. 
Dlatego uważam też, że ludzi tych należy ostrzec przed możliwością popadnięcia w obłęd 
spowodowany przez dysonans poznawczy – Obcy mówią im coś, a oni widzą coś zupełnie 
innego; albo obłęd indukowany przez Nich, gdy jednostka wymyka się spod Ich kontroli lub 
nie spełnia zadanych przez Nich warunków – np. ich mózgi są zbyt odporne na działanie Ich 
telepatem.

Robert K. Leśniakiewicz