background image

Rozdział 3 

 

Adam był zbyt zaskoczony, żeby przyszło mu do głowy wykonać serię krótkich skoków i 

podążać za tą kobietą, dopóki nie było za późno. Do czasu, gdy przygotował się do przenikania, 
zniszczony  samochód  odjechał  i  Adam  nie  miał  pojęcia,  dokąd.  Przez  jakiś  czas  skakał  w 
różnych kierunkach, ale nie był w stanie znów go znaleźć. 

Kręcąc głową, wrócił do ławki i usiadł, przeklinając się w pół tuzinie języków. 

W końcu ktoś go zobaczył

A co on zrobił? Pozwolił jej uciec. Osłabiony przez swoją, odrażającą, ludzką anatomię. 

Stało się dla niego boleśnie jasne, że mózg ludzkiego mężczyzny i fiut ludzkiego mężczyzny 

nie mogły oba uzyskać wystarczającej ilości krwi 

,  żeby  funkcjonować  w  tym  samym  czasie.  To  było  jedno  albo  drugie,  a  ludzki  samiec 

najwyraźniej nie mógł wybrać, które to będzie. 

Jako Tuatha Dé miałby całkowitą kontrolę nad swoją żądzą. Pożądliwy, jednak rozsądny, 

być może nawet odrobinę znudzony (to nie było tak, jakby mógł zrobić coś, czego nie zrobił 
już  wcześniej,  wziąwszy  pod  uwagę  kilka  tysięcy  lat,  Tuatha  Dé  miał  okazję  spróbowania 
wszystkiego). 

Ale  dla  ludzkiego  mężczyzny  żądza  była  znacznie  bardziej  intensywna,  a  jego  ciało 

najwyraźniej  było  jej  niewolnikiem.  Zwyczajna  erekcja  mogła  zmienić  go  w  cholernego 
neandertalczyka. 

Jak  ludzkość  przetrwała  tak  długo? Jeśli  już  o  to  chodziło,  należało  zacząć,  jak  w  ogóle 

zdołali wyczołgać się z pierwotnych bagnisk? 

Wzdychając  z  rozdrażnienia,  wstał  z  ławki  i  zaczął  krążyć  po  karłowatej  przestrzeni 

brukowanego dziedzińca. 

I oto był, leżąc na plecach, wpatrując się w gwiazdy i zastanawiając się, gdzie do diabła, 

Circenn  mógł  wybrać  się  na  tak  długo,  gdy  nagle  doznał  drażniącego  doznania,  jakby  był 
punktem skupienia intensywnego spojrzenia. 

Rozejrzał się, na wpół oczekując zobaczenia kilku jego braci, śmiejących się z niego. W 

rzeczywistości miał nadzieję, że zobaczy swoich braci. Śmiejących się czy nie. Przez ostatnie 
dziewięćdziesiąt siedem dni szukał wszędzie jednego ze swojej rasy, ale nawet nie mignął mu 
żaden  Tuatha  Dé.  W  końcu  doszedł  do  wniosku,  że  królowa  musiała  zabronić  im  go 
szpiegować, gdyż nie mógł znaleźć innego wyjaśnienia ich nieobecności. Doskonale wiedział, 
że w jego rasie byli tacy, którzy rozkoszowaliby się widokiem jego cierpienia. 

background image

Zobaczył — nie swych braci — lecz kobietę. Ludzką kobietę, oświetloną przez to, czego 

jego rasa nie posiadała, oświetloną od środka przez miękki, złocisty blask jej nieśmiertelnej 
duszy. 

I to młodą, bujnie zmysłową kobietę o wyglądzie Irlandki. Długie, srebrzysto blond włosy 

zebrane spinką, luźne, krótsze pasma wokół delikatnej twarzy w kształcie serca. Wielkie oczy, 
przechylone w górę w zewnętrznych kącikach, spiczasty podbródek, pełne, bujne usta. Błysk 
ognia w kocim, złocistym spojrzeniu, dowód jej namiętnego, gaelickiego temperamentu, który 
zawsze go podniecał. Pełne, krągłe piersi, kształtne nogi, smakowity tyłek. 

Zrobił się natychmiastowo, boleśnie, kamiennie twardy. 

I przez kilka krytycznych chwil jego mózg wcale nie funkcjonował. Cała reszta niego tak. 

W rzeczywistości zdumiewająco dobrze. Tylko nie jego mózg. 

Przeklęty przez féth fiada był w celibacie już przez trzy długie, piekielne miesiące. A jego 

własna ręka się nie liczyła. 

Leżąc tam, wyobrażając sobie wszystkie rzeczy, które by jej zrobił, gdyby mógł, zupełnie 

zawiódł  w  przetworzeniu  informacji,  że  nie  tylko  stała  tam,  patrząc  mniej  więcej  w  jego 
kierunku,  ale  jego  pierwszy  instynkt  mówił  prawdę:  Był  celem  intensywnego  spojrzenia. 
Patrzyła bezpośrednio na niego. 

Widząc go. 

Do czasu, gdy udało mu się znaleźć swoje nogi, w ogóle przypomnieć sobie, że ma nogi, 

była w swoim samochodzie. Uciekła mu. 

Ale nie na długo, pomyślał, mrużąc oczy. Znajdzie ją. 

Widziała go. Nie miał pojęcia jak ani dlaczego była do tego zdolna, ale szczerze mało o to 

dbał. Potrafiła i teraz była jego biletem powrotnym do Raju. 

I pomyślał, wyginając usta w grzesznym, erotycznym uśmiechu, chętnie założyłby się, że 

była też w stanie go poczuć. Logika dyktowała, że jeśli była niewrażliwa na jeden z aspektów 
féth fiada, była niewrażliwa na wszystkie. 

Po raz pierwszy, odkąd królowa uczyniła go człowiekiem, odrzucił głowę w tył i zaśmiał 

się. Bogaty, mroczny dźwięk wytoczył się  — pomimo kształtujących go ust  — nie całkiem 
ludzko, odbijając się echem po pustej ulicy. 

Obrócił  się  i  przyjrzał  spekulacyjnie  budynkowi  za  sobą.  Wiedział  mnóstwo  o 

śmiertelnikach, gdyż chodził wśród nich przez tak wiele tysiącleci, a w ciągu ostatnich kilku 
miesięcy nauczył się jeszcze więcej. Byli stworzeniami przyzwyczajeń, jak wlekące się, małe, 
szkockie owce, obowiązkowo truchtały tymi samymi, ubitymi racicami  ścieżkami, dzień po 
dniu wracając na te same pastwiska. 

Bez wątpienia istniał powód, dla którego przyszła dziś wieczorem do tego budynku. 

background image

I bez wątpienia w tym budynku było coś, co go do niej doprowadzi. 

Smakowita, mała Irlandka będzie jego zbawcą. 

Pomoże  mu  znaleźć  Circenna  i  przekazać  jego  kłopotliwe  położenie.  Circenn  przeniknie 

wymiary  i  odeśle  go  na  Wyspę  Wróżek,  Morar,  gdzie  królowa  utrzymywała  swój  dwór.  A 
Adam przekona ją, że co za dużo, to niezdrowo. 

Wiedział, że Aoibheal nie będzie w stanie spojrzeć mu w oczy i mu odmówić. Musiał tylko 

się do niej dostać, zobaczyć ją, dotknąć jej, przypomnieć jej jak bardzo go ceniła i dlaczego. 

Ach,  tak,  teraz,  gdy  znalazł  kogoś,  kto  mógł  go  zobaczyć,  błyskawicznie  znów  będzie 

wspaniałym, nieśmiertelnym sobą. 

W międzyczasie, w oczekiwaniu na powrót Circenna, teraz miał, czym się rozerwać. Nie 

spieszyło  mu  się  już  tak  by  znów  stać  się  nieśmiertelnym.  Jeszcze  nie.  Nie  teraz,  gdy 
niespodziewanie miał okazję doświadczyć seksu w ludzkiej formie. Urok Wróżki nie był nawet 
w  przybliżeniu  tak  wrażliwy,  jak  ciało,  które  obecnie  zamieszkiwał,  a  on  —  zmysłowy  do 
szpiku  kości  —  był  podwójnie  wkurwiony  na  Aoibheal  za  uczynienie  go  niezdolnym  do 
zbadania jego erotycznych właściwości. Czasami potrafiła być taką suką. 

Jeśli  prosta  erekcja  w  ludzkiej  formie  mogła  zredukować  go  do  stanu  pierwotnego,  co 

zrobiłoby zanurzenie się w kobiecie? Jakie by to było uczucie dojść wewnątrz niej? 

Nie miał wątpliwości w umyśle, że wkrótce się przekona. 

Nigdy nie było żywej, oddychającej kobiety, która mogłaby powiedzieć nie odrobinie baśni. 

 

***** 

 

Gabby nie zdjęła nogi z gazu, dopóki nie wjechała z piskiem opon na zacienioną aleję za jej 

domem przy 735 Monroe Street. Wtedy dała po hamulcach tak mocno, że prawie nabawiła się 
urazu kręgosłupa. 

Przejechała na każdym,  czerwonym  świetle między Cincinnati  i  Newport na wpół mając 

nadzieję, że zatrzyma ją gliniarz (pomimo nakazu aresztowania za niezapłacone mandaty za 
parkowanie,  jakby  mogła  pozwolić  sobie  na  zapłacenie  ich,  gdy  się  podwoiły,  z 
przedawnieniem  nadal  za  cztery  miesiące.  I  naprawdę,  gdyby  miasto  zapewniło  przyzwoite 
parkowanie w centrum, nikt nie byłby zmuszony do wymyślania przestrzeni parkingowych). 
Wtrącił ją do więzienia. Zamknął ją, gdzie być może ta istota nie byłaby w stanie jej znaleźć. 

Przez  większość  dni  uwielbiała  życie  w  Kentucky,  w  jej  staroświeckim,  historycznym 

sąsiedztwie starych, wiktoriańskich i  włoskich domów, kutych ogrodzeń, pnących się roślin 
bougainvillaea i drzew magnoliowych, zaledwie milę przez rzekę do Ohio. To było dogodne 
miejsce do pracy, szkoły, barów, wszystkiego, co miało znaczenie. Ale dziś w nocy było zbyt 

background image

blisko dla jej spokoju. Ale znów, w tym momencie Syberia wydawałaby się zbyt blisko dla 
spokoju. 

Parkując tak blisko swojego domu, jak to było możliwe, wyszarpnęła torebkę, wyskoczyła 

z samochodu, popędziła po stopniach, odblokowała drzwi drżącymi rękami, zatrzasnęła je za 
sobą, zamknęła, zasunęła zasuwę, a potem opadła bezwładnie na podłogę. 

Rozglądała się niewidząco po kuchni,  wytężając uszy, uważnie nasłuchując wskazówki, czy 

jakimś sposobem temu udało się za nią pójść. Jakby chciała mieć garaż! Jej samochód po prostu 
stał na zewnątrz, jak wielkie, zniszczone, jasnoniebieskie X: tu ukrywa się Gabby O’Callaghan. 
Siedząca kaczka. Kwa, kwa

— O Boże, co ja zrobiłam? — Wyszeptała przerażona. 

Dwadzieścia cztery lata ukrywania się, utrzymywania nieskazitelnej fasady, zniszczone w 

jedną noc. 

Babcia byłaby tak rozczarowana. 

Ona była rozczarowana. Stała tam, gapiąc się z otwartymi ustami — nie pożerając wzrokiem 

tę  rzecz.  I  usprawiedliwiła  się  kiepską  bujdą,  że  wpatrywała  się  tylko  po  to,  żeby  mogła 
dokładnie zidentyfikować to w Księgach Wróżek O’Callaghan albo opisać to, gdyby jeszcze go 
nie było. 

No jasne

Uważasz  je  za  atrakcyjne?  Zapytała  Moira  O’Callaghan  czternastoletniej  Gabrielle  przy 

pomarańczowo imbirowej herbacie w kuchni, pewnej nocy, prawie dziesięć lat temu. 

Gabby  zarumieniła  się  wściekle,  nie  chcąc  zdradzić  głębi  jej  beznadziejnego  zadurzenia. 

Gdy jej przyjaciółki  z liceum  marzyły o  aktorach, gwiazdach rocka i  starszych chłopcach z 
samochodami, ona śniła o księciu Wróżek, który wkroczy w jej życie i porwie ją do jakiegoś 
pięknego, egzotycznego kraju. Takim, który w jakiś sposób przekroczy niewzruszony chłód 
swojego rodzaju, wszystko z miłości do niej

Uważasz? Naciskała stanowczo babcia. Zawstydzona Gabby kiwnęła głową. 

To czyni je tak niebezpiecznymi, Gabrielle. Wróżki nie są lepsze niż Łowcy, których za nami 

wysyłają. Są nieludzko uwodzicielskie. „Nieludzki” jest słowem, które musisz pamiętać. Żadnej 
duszy. Żadnego serca. Nie rób z nich romantycznych bohaterów

Wtedy  była  tego  winna.  Nie  sądziła,  że  nadal  jest  tego  winna.  Z  zakończeniem  jej 

nastoletnich  lat  myślała,  że  wysłała  na  spoczynek  wiele  rzeczy,  wliczając  w  to  głupie 
zadurzenie w wymarzonym, bajkowym księciu. 

Nie

Z jękiem całkowitej żałości, zmusiła się do wstania z podłogi. Kryciem się w bezwładnym 

stosie na podłodze nic nie osiągnie. 

background image

Jeśli kiedykolwiek się zdradzisz, babcia mówiła jej zbyt wiele razy by zliczyć, jeśli jeden z 

nich kiedykolwiek zda sobie sprawę, że możesz ich zobaczyć, musisz wyjechać natychmiast. Nie 
śmiej tracić czasu na pakowanie, tylko wsiadaj do samochodu i jedź tak szybko i daleko, jak 
możesz. Zostawiam ci pieniądze na specjalnym koncie, do użycia tylko w tym celu. Powinno być 
więcej niż dosyć, żeby zadbać o twoje bezpieczeństwo. 

Gabby ścisnęła krawędź kuchennego blatu i zamknęła oczy. 

Do cholery, nie chciała wyjeżdżać. To był jej dom, dom, w którym babcia ją wychowała. 

Każdy kąt był wypełniony cennymi wspomnieniami. Każdy cal liczącego wiek, chaotycznego, 
wiktoriańskiego budynku był jej drogi. Od krytego łupkiem dachu, który zawsze miał nowy 
przeciek,  do  przestronnych  pokoi  z  wysokimi  sufitami,  do  archaicznych  systemów  grzania 
wody, które stukały i grzechotały, ale tak przytulnie parowały zimą. I co z tego, jeśli nie mogła 
pozwolić sobie na ogrzanie większości budynku i musiała nosić warstwy ubrań, o ile nie była 
w  promieniu  kilku  stóp  od  grzejnika?  To,  co,  że  nadal  nie  miała  klimatyzacji  i  lata  były 
piekielnie gorące? 

Okazjonalnie w pełni kusiło ją skorzystanie ze swojego funduszu ucieczki-przed-Wróżką, 

ale oparła się. To zmieni się, gdy już skończy szkołę i zdobędzie prawdziwą pracę. Jej finanse 
nie będą zawsze tak niepewne. Nawet początkowa pozycja w firmie prawniczej pozwoli jej 
zacząć spłacać stertę jej kredytów studenckich i zacząć bardzo potrzebne renowacje. 

I tak spędzała większość czasu w ośmiokątnej wieżyczce, albo w bibliotece na jej pierwszym 

piętrze, albo w sypialni na górze, którą przerobiła dla siebie, gdy umarła babcia. Z wszystkimi 
oknami otwartymi w letnie nice i  kręcącym  się  powoli  wiatrakiem na suficie, mogła znieść 
upał.  Poza  tym  kochała  leżeć  w  łóżku,  wyglądając  na  rozrastające  się  bujnie  ogrody  (poza 
rozklekotanym  ogrodzeniem  z  kutego  żelaza,  które  desperacko  potrzebowało  wymiany). 
Hipoteka została spłacona lata temu. Planowała nigdy mnie wyjeżdżać, miała nadzieję któregoś 
dnia wypełnić zbyt ciche pokoje własnymi dziećmi.

8

 

A teraz, tylko z powodu jednej, zasranej Wróżki — 

Zaczekaj,  pomyślała,  otwierając  oczy.  To  nie  miało  oczu  Wróżki,  pamiętasz?  W  swojej 

panice całkowicie zapomniała o jego dziwnych oczach. Były w pojedynczym kolorze. Czarne 
jak północ. Czarne jak grzech, poza tymi, złotymi iskierkami. 

Zdecydowanie  nie  Wróżka.  Wróżki  miały  opalizujące  oczy,  które  zmieniały  się 

błyskawicznie, ukazując wszystkie kolory tęczy. Połyskliwe i egzotyczne. Nigdy czarno złote. 

W  rzeczywistości,  pomyślała,  skubiąc  w  zamyśleniu  dolną  wargę,  wykazało  kilka 

zdumiewających anomalii: jego oczy, ludzkie ubranie — naprawdę, Wróżka w jeansach i T-
shircie?  —  Zwykle  Wróżki  nosiły  ubrania  z  materiału  niepodobnego  do  niczego,  co 
kiedykolwiek widziała i jego widoczne emocje. 

                                                           

8

 O znowu podobny schemat. Dziewica, a dzieci jej się zachciewa. Ciekawe jak, przez niepokalane poczęcie 

chyba, albo partenogenezę. 

background image

Czy  mogła  mieć  tyle  szczęścia?  Marszcząc  czoło,  odtworzyła  w  umyśle  całe  spotkanie, 

próbując  wyizolować  inne  anomalie.  Czy  to  możliwe,  że  istota,  którą  widziała,  nie  była 
Wróżką, ale czymś innym? 

Podniesiona na duchu przez tę możliwość, odwróciła się i pospieszyła przez ciemny dom w 

kierunku biblioteki w wieżyczce. Potrzebowała sprawdzić Księgi O’Callaghan. 

Złożone z grubych, nudno szczegółowych woluminów, które datowały się, aż do piątego 

wieku, Księgi były pełne tradycji o Wróżkach, obserwacji, podsłuchanych rozmów i spekulacji. 
Skrupulatnie zachowane przez jej przodków, dodawane przez wieki tomy, były wypchane po 
brzegi faktami i legendami o Wróżkach. 

Gdzieś tam będzie informacja o stworzeniu, które widziała tej nocy. 

Być może, uczepiła się z determinacją tej, optymistycznej myśli, gdy pędziła korytarzem, ta 

istota nie uczestniczyła nawet w porządku rzeczy Wróżek. Być może to nie miało większego 
pragnienia sprawienia jej kłopotu, niż ona chciała sprawić kłopot temu. 

Być może martwiła się bez żadnego powodu. 

 

***** 

 

A być może, pomyślała ponuro wiele godzin później, upuszczając zakurzony wolumin na 

kolana, jakby parzył, księżyc jest zrobiony z sera

 To była Wróżka. 

I to nie byle, jaka Wróżka. 

To była najgorsza Wróżka ze wszystkich. 

A pragnienie? To miało go na kopy. Żeby sprawić jej kłopot? Och, miałaby szczęście, gdyby 

to było wszystko, co to stworzenie robiło. Torturować ją, bawić się nią dla własnej uciechy, 
rzucić  ją  w  środek  jakiejś,  średniowiecznej,  szkockiej  bitwy  i  obserwować  jak  zostaje 
stratowana  przez  prychające  konie  bojowe.  To  były  wszystkie  możliwości  według  tego,  co 
właśnie przeczytała. Jeśli to była prawda — ta myśl przyprawiła ją o dreszcz — to najpierw ją 
uwiedzie. Spróbuje, poprawiła się pospiesznie. (Fakt, że według tego, co przeczytała, żadna 
śmiertelna  kobieta  nie  mogła  się  temu  oprzeć,  był  myślą,  której  nie  chciała  rozważać  zbyt 
długo. Arogancka, próżna Wróżka nie dostanie kawałka Gabby O’Callaghan.) 

Trąc  oczy,  potrząsnęła  głową.  Zostawcie  to  mi,  rozmyślała,  nigdy  nie  robię  niczego 

połowicznie. Nie wystarczyło tylko zdradzić się przed Wróżką, musiała pójść i zrobić to przed 
najgorszą ze wszystkich. 

background image

Złotousty uwodziciel, mówiono, że był tak diabelsko czarujący, że śmiertelnicy nie zdawali 

sobie nawet sprawy, że byli w niebezpieczeństwie, dopóki nie było za późno. Nazywano go 
Puckiem,

9

  Robinem  Goodfellowem  i  Waylandem  Smithem,  wśród  niezliczonych,  innych 

imion. 

Łotr nawet wśród własnego rodzaju… 

Gdy  zaczęła  szukać,  bała  się,  że  przekopanie  się  przez  chaotyczne  tomy  i  odkrycie 

tożsamości  istoty,  którą  widziała,  może  jej  zająć  całe  dni,  zakładając,  że  w  ogóle  tu  była. 
Najwcześniejsze woluminy były napisane po gaelicku, którym — mimo mężnych wysiłków jej 
babci  by  nauczyć  ją  starego  języka  —  Gabby  nadal  nie  potrafiła  mówić  i  ledwie  mogła 
odczytać. 

Księgi  Wróżek  były  koszmarem  do  przejrzenia,  napisane  wieloma,  często 

nierozpoznawalnymi  pismami,  z  notatkami  upchniętymi  na  marginesach  każdej  strony, 
odniesieniami do innych notatek stłoczonych na innych marginesach na równie trudnych do 
odcyfrowania stronach. 

Więcej niż raz Gabby narzekała swojej babci, że ktoś „naprawdę musi stworzyć indeks i 

zorganizować  te  cholerstwa.”  I  więcej  niż  raz  babcia  uśmiechała  się,  posyłała  jej  znaczące 
spojrzenie i mówiła. „Tak, ktoś powinien. Co cię powstrzymuje?” 

Choć  Gabby  zrobiłaby  prawie  wszystko,  o  co  poprosiłaby  ją  jej  ukochana  babcia,  z 

determinacją unikała tego zadania. 

Zamiast tego zagrzebała się we współczesnych książkach prawniczych, które były znacznie 

mniej denerwujące niż starodawne tomy, które ożywiały egzotyczny świat, od ignorowania, 
którego zależała jej dalsza egzystencja i nadzieja na normalną przyszłość. 

Po  godzinach  bezowocnych  poszukiwań,  Gabby  w  końcu  zauważyła  inną  książkę,  taką, 

której widzenia wcześniej sobie nie przypominała, cieńszy tom, wetknięty w róg, jakby został 
przypadkowo  popchnięty  za  inne  książki  i  zapomniany.  Zaciekawiona,  sięgnęła  po  niego, 
ścierając grubą warstwę kurzu z okładki. 

Wysoce inteligentny, śmiertelnie uwodzicielski… 

Oprawiony  w  miękką,  czarną  skórę,  tom,  który  prawie  przeoczyła,  zawierał  informacje, 

których poszukiwała. Jej  przodkowie potraktowali ten temat  tak poważnie, że poświęcili  na 
niego osobny wolumin. 

W  przeciwieństwie  do  innych  woluminów,  które  były  napisane  w  stylu  niepowiązanego, 

sporadycznego  dziennika,  traktującego  o  jakiejkolwiek  Wróżce,  która  została  ostatnio 
zauważona,  cienka,  czarna  książka  opisywała  tylko  jednego  i  przebiegała  w  porządku 
chronologicznym, uzupełniona o liczne szkice. Także, w przeciwieństwie do innych tomów, 

                                                           

9

 W angielskim folklorze Puck jest Wróżką lub złośliwym duchem natury. Czasem jest też nazywany Robin 

Goodfellow. 

background image

które  były  oznaczone  zwyczajnie  rzymskimi  cyframi,  ta  miała  własny  tytuł:  Księga  o  Sin 
Siriche Du
.

10

 

Lub,  w  luźnym  tłumaczeniu  z  gaelickiego  —  tyle  potrafiła  —  książka  o 

najmroczniejszym/najczarniejszym elfie, Wróżce. 

Znalazła stworzenie, które widziała tej nocy: Adama Blacka. 

Najwcześniejszymi zapisami były obrazowe opisy różnorodnych uroków, przestrogi o jego 

diabelstwie,  ostrzeżenia  o  nienasyconej  seksualności  i  skłonności  do  śmiertelnych  kobiet. 
(„Tak  nasyca  niewiastę,  iż  ta  niezdolna  jest  do  mowy,  zmieszane  mając  myśli  przez  dwa 
tygodnie lub więcej.”
 Och proszę, pomyślała Gabby, czy to był średniowieczny odpowiednik 
zerżnięcia do utraty zmysłów?) Ale zbliżając się do pierwszego tysiąclecia, zapisy stały się 
bardziej szczegółowe. 

W połowie dziewiątego wieku — blisko 850 n.e. — ta istota wpadła w szał, mieszając w 

świecie  śmiertelników,  pozornie  w  jedynym  celu  wywołania  wściekłości  i  powodowania 
wybuchów bitew w całej Szkocji. 

Do czasu, gdy skończył się bawić, zginęły tysiące

Dokonano wielu obserwacji tej istoty obserwującej i uśmiechającej się, gdy krew płynęła na 

niezliczonych polach bitew. W tym czasie nie tylko kobiety O’Callaghan go widziały. Wcale 
się  nie  wysilał,  żeby  się  ukryć,  a  jej  przodkowie  zgromadzili  opowieści  z  tych,  wielu 
obserwacji, rejestrując je szczegółowo. 

Jest, jak dotąd, najbardziej niebezpiecznym i nieprzewidywalnym ze swej rasy… 

Żadna inna Wróżka nie odważyła się na tak rażące, zimnokrwiste wtrącanie się w sprawy 

ludzkości. 

Zegar na obramowaniu kominka wybił godzinę, zaskakując ją. Potarła oczy, zaskoczona, 

zdając sobie sprawę, że noc minęła i już prawie ranek. Pierwsze promienie słońca naciskały na 
krawędzie  zasłon,  które  późną  nocą  zaciągnęła  szczelnie  na  oknach.  Była  na  nogach  przez 
dobrze  ponad  dwadzieścia  cztery  godziny  bez  przerwy,  nic  dziwnego,  że  jej  oczy  były  tak 
zapiaszczone i zmęczone. 

Jego ulubionym urokiem jest ten, ukazujący intensywnie seksualnego, szkockiego kowala… 

Jej  spojrzenie  podryfowało  z  powrotem  do  książki  na  jej  kolanach,  otwartej  na  rysunku 

mrocznej Wróżki. 

Osobliwe.  To  był  ten  sam  obraz,  który  przyszedł  jej  do  głowy,  gdy  pierwszy  raz  go 

zobaczyła. Czy to możliwe, zastanawiała się, żeby naprawdę istniało coś takiego jak pamięć 
genetyczna? 

                                                           

10

 Czytaj Sin Sirik Du. 

background image

Wiedza przekazywana z jednego pokolenia na następne, wytłoczona w czyimś DNA? To 

zrobiłoby dużo w celu wyjaśnienia, dlaczego w chwili, gdy na to spojrzała, rozdzwoniły się 
wszystkie alarmy wewnątrz niej. Dlaczego instynktownie pomyślała o kowalu, jak gdyby w 
najgłębszych,  najmroczniejszych  zakątkach  jej  duszy,  natychmiast  rozpoznała  swojego, 
pierwotnego wroga. Wroga niezliczonych kobiet O’Callaghan przed nią. 

Szkic  nie  oddawał  temu  sprawiedliwości,  choć  uchwycił  jego  niemożliwa  do  pomylenia 

esencję.  Zauważony  w  czasach  średniowiecza  i  naszkicowany  w  miejscu  na  Wyżynie 
Szkockiej, nazywanym Dalkeith Nad Morzem (gdzie przypuszczalnie zabił młodą cygankę),

11

 

był samymi mięśniami i arogancką seksualnością, odziany w kilt, stojąc przy kuźni, w pobliżu 
zagajnika jarzębiny, przez imponującym, średniowiecznym zamkiem, który wznosił się w tle. 
Silna dłoń dzierżyła kowalski młot, z ręką napiętą w pół zamachu. Jego włosy powiewały wokół 
twarzy w ciemnej plątaninie, która opadała mu do pasa. Jego wargi były wygięte w kpiącym 
uśmieszku. 

Widziała  ten  uśmiech  dziś  w  nocy.  I  jeden  jeszcze  gorszy.  Jeden  znacznie  bardziej… 

drapieżny. Jeśli to możliwe. 

Jej wzrok utkwił w pogrubionym i podkreślonym ostrzeżeniu pod szkicem: 

UNIKAĆ KONTAKTU ZA WSZELKĄ CENĘ 

— Och, babciu. — Wyszeptała z nagłym, bolesnym paleniem łez, kłujących ja w oczy. — 

Miałaś rację. — Musiała odejść. Natychmiast. 

 

***** 

 

Dwadzieścia  dwie,  gorączkowe  minuty  później,  Gabby  przebrała  się  w  jeansy  i 

bezrękawnik, i była gotowa by iść, działając na czystej adrenalinie zamiast bardzo potrzebnego 
snu.  Nie  mogła  pozostawić  drogocennych  książek  —  nie  wiedziała  czy  lub  kiedy  będzie  w 
stanie  wrócić,  a  one  musiały  być  zachowane.  Na  Boga,  pewnego  dnia  będzie  miała  dzieci, 
którym je przekaże — więc spakowała je. 

Gdy już przy tym była, nie była w stanie oprzeć się wrzuceniu kilku innych rzeczy, których 

zostawienia  po  prostu  nie  zniosła:  miękki,  kaszmirowy  szal,  który  babcia  skończyła  krótko 
przed śmiercią, album ze zdjęciami, ukochany medalik, jeansy, kilka koszul, majteczki, staniki 
i buty. 

Pewnie  zakręciła  łzy,  cieknący  kran,  na  uszczelnienie  którego,  nie  mogła  sobie  teraz 

pozwolić.  Później,  w  jakimś  innym  mieście,  w  jakimś,  innym  domu,  będzie  żałować  utraty 
domu jej dzieciństwa i praktycznie całego dobytku. Później spróbuje stwierdzić czy odważy się 
zaryzykować zachowanie swojego nazwiska i dokończyć studia prawnicze w innym college’u. 

                                                           

11

 Kto nie wie, o co chodzi, odsyłam do pierwszego tomu Ponad Mgłą Szkocji

background image

Później podsumuje to, co tak głupio odrzuciła w ciągu jednej nocy, pojedynczym spojrzeniem. 
Później przyzna, że jej matka przez cały czas miała, co do niej rację: była porwaniem przez 
Wróżkę, tylko czekającym, aż się wydarzy. 

Teraz stała przy tylnych drzwiach z dwiema walizkami i wypchanym do pełna plecakiem. 

Choć banki wkrótce będą otwarte, nie odważyła się tracić ani chwili więcej. Zatrzyma się 

gdzieś późnym popołudniem, w jakimkolwiek stanie, do którego uda jej się do tej pory dotrzeć, 
likwidując specjalne konto i znajdując bezpieczne miejsce, gdzie mogłaby zgubić się i stać kimś 
innym. 

Po raz ostatni rozejrzała się po kuchni, w której nauczyła się piec ciastka, kuchni, w której 

płakała  przez  swojego,  pierwszego  chłopaka  (i  jej  ostatniego  —  drań),  przytulnego 
pomieszczenia, w którym ona i babcia dzieliły tak wiele długich rozmów, tak wiele nadziei i 
marzeń. 

Niech cię szlag, Adamie Blacku. Pomyślała gorzko. Niech cię szlag za zmuszenie mnie do 

odejścia

Ostra  jasność  gniewu  pomogła  jej  pozbyć  się  części  strachu,  który  zamglił  jej  umysł. 

Prostując ramiona, przerzuciła plecak przez ramie i podniosła walizki. 

Była  inteligentna.  Była  silna.  Była  zdeterminowana.  Ucieknie  temu.  Będzie  miała  swoją 

szansę na normalne życie: karierę, męża i dzieci. Co z tego, jeśli to oznaczało całkowitą zmianę 
nazwiska i miejsca pobytu. Uda jej się. 

Z uniesionym podbródkiem i pewnym postanowieniem, otwarła drzwi. 

Stało  tam  potężne  ciało,  blokujące  wejście,  z  ustami  wygiętymi  w  niebezpiecznym 

uśmiechu. 

– Witaj, Gabrielle. — Powiedział Adam Black. 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Rozdział 4 

 

Adam przybył na 735 Monroe Street, przygotowany, że kobieta będzie odrobine płochliwa. 

W  końcu  uciekła  przed  nim  wcześniej,  oczywiście  onieśmielona  jego  przytłaczająca 

męskością  i  epicką  seksualnością.  Kobiety  często  tak  na  niego  reagowały,  zwłaszcza,  gdy 
ściągał spodnie. Albo kilt, w zależności od stulecia. 

Jednak  był  także  przygotowany,  że  jej  zahamowania  szybko  znikną,  jak  działo  się  to  z 

wszystkimi kobietami, gdy przyjrzały mu się dobrze, z bliska. 

Po tym wiele po prostu rzucało się na niego w pełnym, frontalnym ataku seksualnej gorączki. 

Zabawiał  się  właśnie  tą  możliwością,

12

  z  ciałem  napiętym  z  żądzy,  gdy  namierzał  ją  na 

podstawie informacji, które uzyskał w pomieszczeniu nazywanym „Kadry” w Little & Staller. 

Ale nic w jego rozległym repertuarze nie przygotowało go na Gabrielle O’Callaghan. 

Spragniona  krwi,  mała  piekielnica  nie  zareagowała  jak  żadna  kobieta,  która  do  tej  pory 

spotkał. Rzuciła na jego jedno przerażone spojrzenie, cofnęła ramie, zerwała z pleców i walnęła 
go w twarz jakimś rodzajem torby, którą trzymała. 

Potem zatrzasnęła drzwi i zaryglowała je. 

Zostawiając go krwawiącego na progu. Krwawiącego, na Danu, z krwią ściekającą mu z 

wargi! 

Cóż, właśnie zdobył potwierdzenie, że była w pełni niewrażliwa na féth fiada, inaczej nie 

byłaby w stanie rozbić mu wargi. Nie całkiem tak wyobraził sobie dowiedzenie się tego. 

Jego oczy zmrużyły się, a zęby odsłoniły w warknięciu. 

Skąd to się, do diabła wzięło? Nigdy nie został uderzony przez kobietę. Żadna nigdy nie 

podniosła na niego ręki. Kobiety go uwielbiały. Nie miały go dosyć. Faktem było, że go czciły. 
Jaki ona miała, kurwa, problem? 

Przeklęta Irlandka. Nigdy nie dało się przewidzieć nastroju tych ognistych, humorzastych 

Celtek. Zatwardziałe jak kamienie, przechodziły przez wieki, nietknięte ewolucją, tak w gorącej 
wodzie kąpane i barbarzyńskie dzisiaj, jak były w epoce żelaza. 

Wygiął brew, próbując pojąć jej reakcję. Spojrzał na siebie. Nie włączyła się żadna, utajona 

część klątwy królowej, zmieniając go w coś potwornego, gdy nie zwracał uwagi. Nadal był 
swoim,  zwykłym,  nieodpartym  ja:  seksownym,  ciemnookim,  pełnym  mięśni  szkockim 
kowalem, który doprowadzał wszystkie kobiety do szaleństwa. 

                                                           

12

 Tylko niech się nie zakłada o swojego fiuta, bo biedna Gabby do końca książki pozostanie dziewicą. 

background image

Po  chwilowej  refleksji  zdecydował,  że  po  prostu  chciała  bawić  się  ostro.  Lubiła  swoich 

mężczyzn dominujących, agresywnych i niebezpiecznych. 

Wzruszył ramionami. Dobrze. Po piekielnych, trzech miesiącach bycia przeklętym, trzech, 

żałosnych miesiącach celibatu

13

 czuł wszystko to, a nawet więcej. 

Mógł skorzystać z możliwości odreagowania. 

 

***** 

 

Gabby była przy frontowych drzwiach z dłonią, zamykającą się na klamce, gdy tylne drzwi 

eksplodowały, rozsypując wszędzie drzazgi z futryny i kawałki zasuwy. 

Metal i drewno zapiszczały w proteście, gdy przebiło się przez nie dwieście plus funtów

14

 

wściekłej Wróżki. 

Wiedząc, że miała przewagę tylko cennych sekund, przekręciła klamkę i szarpnęła drzwi, 

tylko po to by poczuć uderzenie jego dłoni po obu stronach jej głowy, zatrzaskujące je. 

Niemożliwe! Nie było sposobu, żeby to mogło poruszyć się tak szybko! 

Ale mogło i teraz była uwięziona. Twarde drzwi z przodu, twardsza Wróżka z tyłu. 

Przez  kilka  gorączkowych  momentów  wykręcała  się  i  szarpała,  próbując  uciec,  ale  to 

poruszało się razem z nią, wydając się spodziewać jej kolejnego uniku i potknięcia, opierając 
ręce po obu jej stronach więżąc ją swoim, potężnym ciałem. 

Niezdolna  uciec,  znieruchomiała  jak  przyparte  do  muru  zwierzę.  Tuziny  rzeczy  do 

powiedzenia  zderzały  się  w  jej  umyśle,  wszystkie  zaczynające  się  od  małego,  żałosnego 
„proszę.” Ale nich ją szlag, jeśli będzie błagać, to prawdopodobnie by się tym cieszyło

Ugryzła się w język i trzymała pewnie zamknięte usta. Jeśli miała umrzeć, umrze z dumą. 

Sztywniejąc stoicko, przygotowała się na spotkanie jakiegokolwiek, okropnego końca, który 
dla niej miał. 

Ale na końcu, zdała sobie szybko sprawę, to wcale nie było to, co to stworzenie miało na 

myśli. 

Ocierając szczęką o jej włosy, to warknęło nisko z głębi gardła i nie dało się pomylić głodnej, 

zmysłowej krawędzi w tym dźwięku. 

Boże, pomyślała dziko, dokładnie tak, jak mówiły Księgi, spróbuje mnie uwieść, zanim mnie 

zabije

                                                           

13

 Ale marudzi. Trzy miesiące to wcale nie taka tragedia. Gdyby to było ponad pół roku, to bym się z nim zgodził. 

14

 Ponad dziewięćdziesiąt kilo. 

background image

Szarpnęło  jej  ręce  i  choć  dziko  walczyła,  nie  mogła  się  równać  z  jego  ogromną  siłą. 

Wyciągając jej ręce nad głową, przycisnęło jej dłonie do drzwi i docisnęło całe, swoje ciało 
Wózki do jej. 

Oczy Gabby rozszerzyły się. 

Jej pierwsze, zakazane, absolutnie elektryzujące dotknięcie Wróżki. I z nim odpowiedź na 

pytanie, nad którym od lat desperacko próbowała się nie zastanawiać. 

Nie  —  oni  nie  byli  jak  śmiertelni  mężczyźni.  Przynajmniej  nie  jak  żaden,  którego  ona 

kiedykolwiek czuła. Łał

Przełknęła ślinę. Ciężko. Pomimo ubrań między nimi, jej skóra praktycznie skwierczała tam, 

gdzie Adam był przyciśnięty do niej. Niebiosa, pomyślała mgliście, jakie to by było uczucie 
ocierać swoje, nagie ciało o Wróżkę? Czy mogłaby wybuchnąć erotycznymi płomieniami? 

— A zatem chcesz szorstkiej miłości, Irlandko? 

Przez  chwile  mózg  Gabby  był  zwyczajnie  niezdolny  do  przetworzenia  treści  tego,  co  to 

powiedziało,  przytłoczony  przez  doznania.  Stalowa  męskość  tego,  dźgająca  ją  w  siedzenie, 
pikantny, męski zapach, zmysłowy żar, którym emanowało, uwodzicielski, głęboki, dziwnie 
akcentowany głos. Roztapiała się, jej kolana robiły się miękkie jak masło…

15

 

Wciągnęła głęboki, uspokajający oddech i walczyła, żeby skupić się na głosie: głębokim, 

irlandzkim kremie, spływającym po tłuczonym szkle, kulturalnym,  ochrypłym, aksamitnym. 
Gęstym  od  egzotycznego  akcentu,  który  jej  zamroczony  umysł  uznał  za  prawdopodobnie 
starożytny,  celtycki.  Akcent,  o  który  chętnie  by  się  założyła,  że  żaden  żywy  człowiek  nie 
używał go od tysięcy lat. Wypełniony toczącymi się r i miękko upuszczanymi g, i szczególnie 
kształtowanymi samogłoskami. 

 

Potem zawartość pytania dotarła do niej z opóźnieniem u obraziła ją tak, że wszystkim, na 

co mogła się zdobyć było. — Huh? 

— Nazwij swą fantazję, kobieto. — Wymruczało, naciskając na krawędź jej ucha, wysyłając 

dreszcze w górę jej kręgosłupa. — Czy to wiązanie? Odrobina klapsów? — Powolne, zmysłowe 
pchnięcie o jej tyłek podkreśliło ostatnie pytanie. — Czy po prostu dobre, ostre pieprzenie? 

Gabby kilka razy otwarła i zamknęła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Potem, 

na szczęście, gniew usztywnił jej kręgosłup i uwolnił język. — Ooch! Żadne z powyższych! 
Moją fantazją jest, żebyś zabrał tę… tę… rzecz z mojego tyłka! 

                                                           

15

 Ja tam nie wiem. Nie przekonuje mnie ta scena. Nie jestem kobietą, ani nie twierdzę, że je jakoś genialnie 

znam, ale wyobrażam sobie, że gdybym nią był i jakiś zupełnie obcy facet, w dodatku prawdopodobnie 
psychopatyczny i morderczy wpadł mi do domu i zaczął się o mnie ocierać, to raczej bym się nie rozkoszował 
zapachem i akcentem, tylko byłbym kurewsko przestraszony. 

background image

— Nie mówisz tego poważnie. — Nadeszła głęboka, pewna siebie odpowiedź. Towarzyszył 

jej kolejny, grzesznie erotyczny ruch bioder. 

Czy to mogłoby być bardziej aroganckie? — A jednak. Jestem poważna. Złaź ze mnie! — 

Zanim zrobiła coś naprawdę, naprawdę głupiego, jak naparcie na niego następnym razem, gdy 
potrze. 

Ach,  daj  spokój,  Gabby,  jesteś  teraz  najbardziej  podniecona  w  całym,  swoim  życiu, 

sprowokował diabelski, wewnętrzny (przypuszczalnie brzmiący czternastoletnio) głos. Co by 
to szkodziło, spróbować w końcu trochę Wróżki? Już spaliłaś przykrywkę

To jest tutaj, żeby nas zabić! Odparła gwałtownie.

16

 

Tego nie wiemy. Cisza, a potem niepewne. A jeśli tak jest, naprawdę chcesz umrzeć, jako 

dziewica? 

Gabby  była  przerażona,  odkrywając,  że  przez  chwilę  naprawdę  uznała  to  pytanie  za 

usprawiedliwione dociekanie. Rozsądne. Nawet poczytalne. Jakie to by było smutne, umrzeć 
dziewicą. 

Och,  dorośnij,  zagotowała  się,  odzyskując  rozsądek,  to  nie  baśń.  Tutaj  nie  będzie  Żyli-

Długo-i-Szczęśliwie

Szczęśliwie w tym momencie? Nadeszło pełne nadziei dociekanie. 

Traciła rozum. Zupełnie. 

Wtedy to spróbowało ją obrócić, a ona stoczyła krótkotrwałą, beznadziejną bitwę, robiąc się 

ciężka i sztywna w jego uchwycie. Wiedziała, że to było głupie, że tylko grała na zwłokę, ale 
będzie grała o cały czas, jaki może zdobyć. Czucie tego za sobą było wystarczająco złe, bycie 
zmuszona do patrzenia na to, gdy to ją dotyka, będzie całkowicie niszczące. 

Podniosło  ją  i  obróciło.  Dosłownie  porwało  ją  z  podłogi  i  okręciło  nią,  stawiając  ją  z 

powrotem na nogach. 

Utkwiła wzrok na poziomie oczy, jego mostku. Niech cholera weźmie to stworzenie za bycie 

tak wielkim i sprawianie, że czuła się tak maleńka i bezbronna. Przy pięciu stopach, czterech 
calach, była przyzwyczajona do konieczności patrzenia w górę na ludzi, ale najmroczniejsza 
Wróżka była przynajmniej o stopę wyższa od niej i prawie dwa razy cięższa. 

Ro wsunęło palec pod jej podbródek. — Popatrz na mnie. — Znów popieścił ją ten mroczny, 

dziwnie  akcentowany  głos.  Powinno  być  prawo  przeciw  mężczyznom  —  Wróżkom  — 
używającym takich głosów, pomyślała ponuro. 

Pewnie trzymała opuszczony podbródek. Wiedziała jak nieludzko był erotyczny. Wiedziała 

też, — ta mała dyskusja, którą ze sobą przeprowadziła, dobrze jej to pokazała — że miała w 

                                                           

16

 W tym momencie przychodzi mi do głowy ograny komentarz „Ale co to by była za śmierć!” 

background image

sobie  zamkniętą,  życiową,  niebezpieczną  fascynację  wróżkami.  A  korek  był  zbyt  mocno 
naciskany. 

— Powiedziałem — Powtórzył spokojnie ze śladem niecierpliwości, zabarwiającym jego 

ton. — spójrz na mnie Gabrielle O’Callaghan. 

Ga-bry-jel,  tak  wymówił  jej  imię. Co  jego  wspaniały  akcent  zrobił  z  jej nazwiskiem,  po 

prostu nie dało się opisać. Nigdy nie wiedziała, że jej nazwisko mogło brzmieć tak seksownie. 

Nie było mowy, żeby popatrzyła w górę. 

Nastąpiła chwila ciszy, a potem to powiedziało drwiąco. — Zabawna pawica. Myślałem, że 

Irlandki są twardsze. Co stało się z tą dziewką, która porządnie mnie walnęła i sprawiła, że 
krwawię? 

Jej głowa wystrzeliła w górę i wpatrywała się w tę mroczną, rzeźbioną twarz: Wróżki nie 

krwawią

Na jego wardze była krew. Szkarłatne krople ściekały z kącika tych pełnych, zmysłowych 

ust, sprawiając, że wyglądało jeszcze bardziej pierwotnie i niebezpiecznie. 

Krew? Gabby gapiła się z otwartymi ustami, próbując zrozumieć to, co widziała. To była 

Wróżka czy nie? Księgi mówiły, że tak! Co tu się, u licha działo? 

— Ty to zrobiłaś. Daję ci szansę na usunięcie tego zanim zdecyduję się wywrzeć zemstę. — 

Jego ciemny,  gorący  wzrok opadł  do jej  ust  i  pozostał tam.  — Twój język posłuży  dobrze. 
Dalej, pocałuj by zadośćuczynić. 

Gdy skrzywiła się i nie poruszyła się o cal, posłał jej chłodny, zadowolony uśmiech. — Och, 

dalej, ka-lyrra, skosztuj mnie. Oboje wiemy, że chcesz. 

Jego nadzwyczajna arogancja (nie ważne, że miało całkowitą racje w kwestii jej, chcącej to 

smakować) zepchnęła ją przez krawędź. Była na nogach przez dwadzieścia cztery godziny bez 
przerwy  i  była  emocjonalnie  wyczerpana  przez  to,  co  było  najbardziej  okropnym  dniem  jej 
życia. Zaczynała czuć się dziwnie odrętwiała, prawie niedbająca. 

— Idź do piekła, Adamie Blacku. — Wysyczała. 

Przez moment to wyglądało na kompletnie oszołomione. Potem odrzuciło ciemną głowę w 

tył  i  zaśmiało  się.  Gabby  zadrżała,  gdy  ten  dźwięk  przepłynął  po  niej,  przetoczył  się  przez 
pokój, odbijając się od wysokiego sufitu. 

Nieludzki śmiech. Zdecydowanie nieludzki. 

— Ach, Irlandko. Ja już tam jestem. — Objął jej szczękę jedną, dużą dłonią i zmusił jej 

głowę do odchylenia w tył, więżąc jej spojrzenie w swoim. — Wiesz, co to oznacza? 

Gabby z  napięciem pokręciła głową, na ile mogła z twarzą zaciśniętą w nierozerwalnym 

uchwycie. 

background image

— To znaczy, że nie zostało mi nic do stracenia. — Naciskając opuszkiem kciuka na jej 

dolną wargę, zmusiło jej usta do otwarcia i zaczęło opuszczać swoją głowę w kierunku jej. — 
Ale stawiam, że ty masz. Założę się, że masz różne rzeczy do stracenia, czyż nie, Gabrielle? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Document Outline