background image

 

1

Tematy polskie 

MAX WEBER 

 

DYNAMIKA GRUPOWA 

PSYCHOSOCJOTECHNIKI 

W WALCE Z CYWILIZACJ? I KO?CIO?EM 

 

(WERSJA ROBOCZA BEZ PRZYPISÓW) 

FUNDACJA POMOCY ANTYK 

"WYDAWNICTWO ANTYK - MARCIN 

DYBOWSKI" 

Ksi??ka niniejsza bardzo potrzebna (tak si? je lubi 
okre?la? w obozie “patriotycznym”, który kocha 
nic nie zobowi?zuj?cy s?owotok) powinna ukaza? si? 
zdecydowanie wcze?niej i pewnie tak by si? 
sta?o, gdyby inne wcze?niejsze bardzo potrzebne 
pozycje wydawnictwa zosta?y sprzedane w 
normalny sposób i gdyby w “naszych” mediach 
po?wi?cono im cho? troch? miejsca a ci, od których 
zale?y los wolnego s?owa wzi?li do dystrybucji 
cokolwiek z nak?adu tych ksi??ek, które sami 
uwa?aj? za, jak to mówi?, “?wietne”. Niestety dzieje 
si? inaczej i tak jak poprzednie wa?ne ksi??ki 
Antyk-u tak i ta, wydana w dwóch tysi?cach nak?adu 
(a przez to niestety kosztowna), rozchodzi? 
si? b?dzie przez dwa lub trzy lata natrafiaj?c na ró?ne 
blokady i przemilczenia (nawet w najbardziej 
nieoczekiwanych miejscach). 
 
Na ko?cu ksi??ki jest lista pozycji wydanych przez 
Antyk, niestety jest to te? lista “przemilcze?”. 
Prosz? j? przejrze? i porówna? z recenzjami w 
“naszych” mediach (tych “patriotycznych” te? a 
mo?e nawet przede wszystkim). 
 
Tak oto i inne cenne, i przygotowane ju? do druku 
ksi??ki, które czekaj? na swoj? kolej by g?osem 
swoim nie?? ratunek Ojczy?nie i Ko?cio?owi, po 
prostu nie uka?? si?, dziel?c w ten sposób wraz ze 
swoim wydawc? ten sam los: po?ród gromady 
przyjació? psy zaj?ca zjad?y – los wida? 
przeznaczony zaj?com w obozie “patriotycznym”. 
Jak?e trafnie i przewiduj?co (bo przed upadkiem 
Pierwszej Rzeczypospolitej) opisa? go we fraszce ks. 
biskup Krasicki. 

WYDAWCA 

 
Dedykowane trzem najwa?niejszym kobietom mego 
?ycia: mojej Matce, mojej ?onie i mojej 
Nauczycielce A.B.K. 
 
Ze szczególnym podzi?kowaniem S.B., dzi?ki którego 
radom poczyniono wiele poprawek. 
 

Nota biograficzna 
 
Michael M. Weber urodzi? si? w Hagen (Westfalia) w 
1949 r. Studiowa? germanistyk?, anglistyk?, 
histori?, histori? sztuki, ró?ne j?zyki pozaeuropejskie 
oraz pedagogik?. D?ugoletnia dzia?alno?? 
nauczycielska na ró?nych poziomach szkolnictwa oraz 
w kszta?ceniu doros?ych. Od roku 1990 
wzmo?ona dzia?alno?? publicystyczna w tygodnikach i 
miesi?cznikach chrze?cija?skich, szczególnie 
na tematy zwi?zane z psychotechnikami, etyk? 
seksualn?, “ko?cio?ami pierwotnymi”, 
fundamentalizmem, sektami, feminizmowi (w zwi?zku 
z dwiema ostatnimi ?wiatowymi konferecjami 
ONZ, w których bra? udzia? jako delegat organizacji 
“Human Life International" – Szwajcaria). 
 

Wprowadzenie 

“?yjemy w ?wiecie ci?g?ych przemian” – to zdanie 
zalicza si? do najcz??ciej s?yszanych sloganów 
ostatnich lat. Poniewa? jeszcze nigdy nie istnia? ?wiat 
w stanie nieruchomym, zdanie to wydaje si? z 
jednej strony banalne, z drugiej za? kryje si? za tym 
program polityczny, pewien rodzaj filozofii a 
mo?e trafniej ideologii, która tradycje i do?wiadczenia 
pragnie postawi? w negatywnym ?wietle, 
albowiem te nie chc? ulec “post?powi”. Ten, kto 
wyst?puje przeciwko tej zmianie nara?a si? na 
niebezpiecze?stwo zostania pogardliwie nazwanym 
fundamentalist? lub wiecznym wsteczniakiem. 
 
Nie tylko w ?wiecie, lecz tak?e wewn?trz Ko?cio?a to 
sprzysi??enie wy??dza z?o: 
 
- Na poszczególnych kursach dla kandydatów do 
seminariów, którzy winni zosta? przygotowani do 
celibatu, ma miejsce uprawomocniona seksualizacja. 
 
- Na szkoleniach dokszta?caj?cych wzywa si? wr?cz 
do rewolucji. 
 
- Elementy ezoteryki i szamanizmu przebijaj? si? coraz 
si?niej i zostaj? uznane jako “nowe formy 
prze?ywanego chrze?cija?stwa.” 
 
- “Bibliodramat” zaw?adn?? zaj?ciami religii: dzieci i 
m?odzie? w swobodnie improwizowanej grze z 
podzia?em na role przedstawiaj? historie z Biblii, w 
celu odczucia, jak “czuli si?” Jezus, Maryja, 
?azarz i pozostali. 
 
- W mi?dzyczasie pojawiaj? si? w Niemczech kap?ani, 
którzy “Ojcze nasz” odta?cowuj? wokó? 
o?tarza. 
 

background image

 

2

Przyk?ady te mo?na mno?y?. Cz?sto s? one tak 
absurdalne, i? nie wydaje si? mo?liwe branie ich na 
serio. Niektórzy widz? w tym jedynie poszczególne 
pomieszania i dziwactwa, które od zawsze by?y 
obecne. Faktem jest jednak, jak silnie i niewzruszenie 
wyst?puje si? przciwko tym, którzy s?ownie 
wyra?aj? si? z dezaprobat? o owej “manii przemiany”, 
b?d? chc? jedynie pozosta? przy swojej 
wierze i religii. Do przemy?lenia sk?ania to, i?: 
 
- Seminarzy?ci, którzy kl?kaj? podczas momentu 
Przemienienia ?w., podczas kiedy inni stoj? wokó? 
o?tarza, ryzykuj? niekiedy skierowanie do psychologa. 
 
- Kandydatom do stanu kap?a?skiego, którzy wykazuj? 
orientacj? duchowo-duchown?, zarzuca si? 
w niektórych seminariach, jakoby by? to wyraz 
“s?abo?ci osobowo?ci”. 
 
- Seminarzystom, którzy w czasie swojego 
wykszta?cenia nie chc? uczestniczy? w 
psychotechnikach, niejednokrotnie “daje si? do 
zrozumienie”, i? powinni poszuka? sobie innego 
zawodu. 
 
Od jakiego? czasu wyst?puje si? nie tylko przeciwko 
poszczególnym osobom, lecz ca?ym 
organizacjom b?d? grupom, które nie pozwalaj? si? 
podda? “ideologii przemiany”. Mo?e wystarcz? 
dwa przyk?ady: 
 
- W Zurychu – prawdopodobnie dzi?ki podatkom 
ko?cielnym katolików – sfinansowano ksi??k?, w 
której Opus Dei zrównany jest z mafi?. /1 Autor, 
Matthias Mettner, jest kierownikiem katolickiej 
Akademii Paw?a. Podkre?la wyra?nie, i? nie chodzi 
mu jedynie o Opus Dei, lecz tak?e o wiele 
innych organizacji. Wymienia w tym miejscu 
Communione e Liberazione, Pro Ecclesia, Fokolarini i 
wiele innych. Mettner zestawia je wszystkie z mafi?. 
 
- Kap?an Joachim Muller z grupy roboczej “Nowe 
ruchy religijne w Szwajcarii” ostrzega? w czasie 
jednego z wyk?adów przed “Pro Ecclesia”, przed 
“Maryjn? Wspólnot? Kobiet i Matek”, przed 
zwi?zkiem harcerskim “Ognisko Miko?aja z Flue” 
(Feuerkreis Niklaus von Flue) i innymi, poniewa? 
grupy te zaliczy? trzeba do “katolickiego 
fundamentalizmu”. Podczas, gdy Akademia Paw?a 
wyra?nie dystansuje si? od Rzymu, wy?ej wymieniona 
grupa w dalszym ci?gu podlega 
Szwajcarskiej Konferencji Biskupów, lecz do tej pory 
nie wyszed? stamt?d ?aden g?os protestu. 
 
 

 
Sie? grupowo-dynamiczna 
 
"?yjemy w ?wiecie ci?g?ych przemian” – to zdanie 
sta?o si? has?em programu realizowanego ju? 
od dziesi?tek lat. Dzisiaj wielu ludzi milknie z 
przera?enia wobec jego skutków. G?ównym punktem 
tego programu, jego osi? obrotu s? tzw. 
psychotechniki, znane równie? pod poj?ciem 
“dynamiki 
grupowej” Te stale unowocze?niane metody wkradaj? 
si? do instytucji ko?cielnych jak ko? troja?ski. 
Obecnie trudno sobie wyobrazi? jakiekolwiek 
szkolenie duszpasterskie czy kap?a?skie, które nie 
by?oby realizowane metod? dynamiki grupowej. 
Metoda ta, ugruntowana mocno w ko?cio?ach 
protestanckich ju? od pocz?tku lat 70-tych, teraz 
zakorzeni?a si? w ko?cio?ach katolickich. Jest ju? 
tak pot??na, ?e dochodzi nawet do odrzucania 
pisemnych skarg dotkni?tych przez ni? osób, przez 
poszczególnych biskupów. 
 
Instytucje, które organizuj? tego typu kszta?cenie 
duszpasterzy, s? w znacznej cz??ci 
odpowiedzialne za konflikty wewn?trz ko?cio?a i 
mi?dzy chrze?cijanami. Trudna sytuacja 
spot?gowana jest dodatkowo tym, ?e metody 
psychotechniczne, wg których prowadzi si? te 
szkolenia z za?o?enia i ?wiadomie podsycaj? konflikty, 
skierowane s? bowiem na radykaln? 
przemian? spo?ecze?stwa. 
 
Histori? dynamiki grupowej da si? ?ledzi? od pocz?tku 
lat 20-tych. Lecz dopiero z ko?cem drugiej 
wojny ?wiatowej mo?na mówi? o planowym 
rozpowszechnianiu metody grupowo-dynamicznej. 
Niektórzy psychologowie i socjologowie w Stanach 
Zjednoczonych zajmowali si? po zako?czeniu 
wojny intensywnie pytaniem, co decyduje o 
przemianie spo?ecze?stwa. Celem poszukiwa? by?o 
wynalezienie metody, któr? mo?na by?oby wp?ywa? 
na kulturow? i spo?eczn? przemian? 
spo?ecze?stw, jak równie? mo?na by manipulowa? 
kultur? i relacjami pomi?dzy lud?mi. Najbardziej 
efektywn? metod? okaza?a si? w?a?nie metoda 
grupowo-dynamiczna, natomiast w ludziach 
okre?lonych profesji widziano tzw. ”agentów 
przemiany”: zaliczali si? do nich pracownicy opieki 
spo?ecznej, pracownicy poradni wychowawczych i 
ma??e?skich, kadra kierownicza, 
psychologowie, nauczyciele, teolodzy itd. Przede 
wszystkim w?a?nie w tych grupach zawodowych 
zosta?y wprowadzone szkolenia grupowo-dynamiczne. 
Ju? w1956 roku przeprowadzone w Stanach 

background image

 

3

Zjednoczonych próby dotyczy?y w?a?nie 
pracowników gospodarki i ko?cio?a. 
 
W latach 60-tych radykalne manipulowanie 
spo?ecze?stwem oprócz tej metody niesamowicie 
przy?pieszy?y tzw. ruchy kontestacyjne i niepokoje 
studenckie. Wtedy to wsz?dzie na tzw. 
“zachodzie” wytryskiwa?y wprost spod ziemi centra, 
które stosowa?y te metody. Obecnie s? one 
tak rozpowszechnione, ?e w ?yciu parafii i nawet w 
szkoleniach ksi??y znajduj? si? one na porz?dku 
dziennym. 
 
Co to jest dynamika grupowa? 
 
Czy mog? sobie pa?stwo wyobrazi?, ?e wasz kap?an w 
czasie weeckendu udaje si? na szkolenie, a 
tam podskakuje w kó?ko? ?e k?adzie si? na plecach i 
jak dzidziu? wierzga nogami i krzyczy? Te 
pytania nie pochodz? z talk-show, w którym chodzi o 
zbezczeszczenie Ko?cio?a katolickiego. To s? 
powa?ne pytania. Co prawda trudno sobie wyobrazi?, 
?e szkolenia dla duszpasterzy i ksi??y 
prowadzone s? metod? grupowo-dynamiczn?, i ?e w 
ten sposób przebiegaj?, ale niestety tak jest. Co 
nale?y rozumie? pod nazw? “dynamiki grupowej" i 
"psychotechniki"? 
 
Przede wszystkim trzeba sobie zda? spraw? z tego, ?e 
nie ka?da dynamika zachodz?ca wewn?trz 
grupy jest tym samym co “dynamika grupowa”. Kiedy 
ludzie si? spotykaj?, zawsze pomi?dzy nimi 
rozwija si? pewien rodzaj dynamiki: jak na siebie 
reaguj?; jaki wp?yw ma pojedy?czy uczestnik na 
innych lub na grup? jako ca?o??; kto jest najbardziej 
elokwentny itd. Tego wszystkiego nie okre?la 
si? jako dynamik? grupow?. Wyobra?my sobie jednak, 
?e kto? odkry? sposób, w jak mo?na 
skutecznie tak? naturaln?, mi?dzyludzk? dynamik? 
sterowa? tak, aby pojedynczy cz?onkowie 
zachowywali si? w pewien ?ci?le okre?lony sposób – 
to w?a?nie jest istot? dynamiki grupowej. W 
formie sprytnie dobranych sytuacji wyj?ciowych 
uczestnicy zostaj? skonfrontowani z uczuciami, 
?yczeniami i my?lami istniej?cymi w 
pod?wiadomo?ci, które pó?niej przez prowadz?cych 
grup?, 
zostaj? przedstawione jako prawdziwe, ale dotychczas 
zepchni?te do pod?wiadomo?ci Ja. 
 
Jedna sprytna sytuacja wyj?ciowa, np. w momencie, 
kiedy prowadz?cy grup? co prawda jest 
obecny, ale nic nie mówi i nie wykazuje ?adnej 
inicjatywy powoduje u uczestników grupy po jakim? 

czasie niepewno??, która mo?e prowadzi? a? do 
wybuchów z?o?ci. Cz??ciej s? przeprowadzane 
pewne gry, w których chodzi o to aby kto? z tej grupy 
zosta? wykluczony. W takich sytuacjach po 
jakim? czasie u uczestników ujawniaj? si? uczucia, 
które w innych przypadkach s? kontrolowane, a 
nad którymi trudno panowa? tylko w sytuacjach 
ekstremalnych, gdy ju? nie potrafi? sobie oni 
poradzi? w ?aden inny sposób. Te wy?aniaj?ce si? 
nieopanowane uczucia zostaj? okre?lone jako 
“prawdziwe” uczucia; to “prawdziwe Ja spod maski”; 
t? stron?, która zawsze trzeba by?o ukrywa?, 
do której nie mo?na si? by?o przyzna?, która jednak 
przecie? mi?dzy innymi do nas nale?y, (jest 
cz??ci? nas.) Takie uczucia podczas seminariów 
grupowo-dynamicznych zostaj? faworyzowane i 
ochraniane. Uczestnik zostaje niejako wprowadzony 
do tej cz??ci swojego Ja, uczy si? do niego 
przyznawa?, oraz zaakceptowa? je i wyra?a? 
publicznie. 
 
Obserwuj?c taki przebieg spotkania mo?na zrozumie?, 
dlaczego pocz?tkow? faz? seminariów i 
?wicze? grupowo-dynamicznych niektórzy uczestnicy 
prze?ywaj? jako “ulg?”, maj? wra?enie ?e 
b?d? ca?kowicie i w pe?ni akceptowani, ?e wreszcie, 
po raz pierwszy, b?d? mogli by? “naprawd?” 
sob?, ?e nie musz? si? d?u?ej “kry?”. T? metod? 
jednak, jak i mo?na sobie to ?atwo wyobrazi?, 
?amane s? równie? tabu, bariery, zahamowania i 
konwencje. natomiast: agresje, “negatywne” 
uczucia (jak awersja i nienawi??) albo pobudzenie 
seksualne znajduj? wreszcie uj?cie, mo?liwo?? 
“wy?ycia si?”. Obiecuje si? nowy rodzaj wolno?ci i 
now? samo?wiadomo??. Niekiedy uczestnicy 
rzeczywi?cie jakby odczuwaj? wi?ksz? swobod?. 
 
Ale prawd? mówi?c, nie ma ?adnej, nowo zdobytej 
wolno?ci. Indywiduum, które si? wyzwoli?o z 
wszystkich wi?zi i zobowi?za?, które dotychczas 
odczuwane by?y jako przymus, w rzeczywisto?ci 
kar?owacieje (degeneruje si?). Ponadto psychotechniki 
s? równie? dlatego niebezpieczne, ?e 
prowokuj? ujawnianie najbardziej nawet g??bokich, 
intymnych uczu?, doprowadzaj?c do ich 
wybuchu. S? bowiem skrywane tak zwanymi 
mechanizmami ochronnymi, które pe?ni? wa?n? 
funkcj?. Im niepewniej cz?owiek czuje si? w swoim 
?yciu, tym gro?niejszy jest dla niego udzia? w 
tego typu grupach i spotkaniach. 
 
W tym kontek?cie jest wa?ne, aby oddzieli? 
psychotechniki od psychoterapii. W tej ostatniej 
podobne mechanizmy ochronne i obronne równie? 
odgrywaj? wa?n? rol?, jednak w ca?kiem inny 

background image

 

4

sposób. W psychoterapii chodzi w pierwszym rz?dzie 
o wgl?d we wcze?nie nabyte wzory zachowa? 
i reakcji. W czasie jej trwania zostaje nawi?zana 
intensywna relacja mi?dzy terapeut? i pacjentem, 
która musi si? opiera? na zaufaniu, tak, aby coraz 
bardziej otwieraj?c si? wobec terapeuty móg? 
mie? wgl?d w siebie samego i móg? siebie lepiej 
zrozumie?. Wgl?d w siebie samego, w historie 
powstawania swego charakteru daje mo?liwo?? 
zdecydowanej przemiany i umo?liwia bardziej 
swobodne decydowanie oraz kontrol? czynów i reakcji 
w ?yciu spo?ecznym. W przeciwie?stwie do 
tego psychotechniki podkre?laj?, jakoby pracowa?y w 
“tu” i “teraz”. Centrum ich zainteresowania 
jest do?wiadczenie chwili i takie równie? 
do?wiadczanie rzeczywisto?ci. Analiza post?powania, 
jego 
przyczyn i ewentualnych skutków nie ma miejsca. 
 
Jak wygl?da zebranie grupowo-dynamiczne, niech 
przedstawi wydarzenie, które wydarzy?o si? w 
Stanach Zjednoczonych. Chodzi o przypadek m?odej 
kobiety, która po udziale w takim spotkaniu 
odebra?a sobie ?ycie. Ameryka?ski psycholog Bruce 
L. Maliver ju? w roku 1973 w swojej ksi??ce 
“The Encounter Game” udokumentowa? ten 
przypadek, którego przyczyn dopatruje si? w metodach 
grupowo-dynamicznych./2 Nie ka?dy kontakt z 
dzia?aniem grupowo-dynamicznym musi prowadzi? 
do tak tragicznych skutków, równocze?nie jednak 
podkre?la si?, ?e nie jest to wyj?tek, nie chodzi 
tutaj o jedyny przypadek ?miertelny, który mo?e by? 
powi?zany z psychotechnikami. Nie tylko 
zreszt? w Stanach Zjednoczonych. spotyka si? takie 
przypadki, lecz równie? w Europie./3 Jeszcze 
wi?cej osób popad?o w psychoz? i musia?o zosta? 
oddanych do kliniki. W czasopismach New-Age 
pojawiaj? si? ju? adresy instytucji poradniczych, które 
tworzy si? specjalnie dla ludzi dotkni?tych 
kryzysami duchowymi po spotkaniach grupowo-
dynamicznych. /4 Zachowanie si? grupy, w ni?ej 
opisanej historii, jest typowe dla tego typu spotka? i 
obrazuje, jaki powstaje ogromny nacisk 
psychiczny ca?ej grupy na poszczególnych jej 
cz?onków. Jest on na tyle silny, ?e dany uczestnik 
zdolny jest do czynów, których nigdy przedtem by nie 
pope?ni?. 
 
"Przypadek Julia" 
 
Julia mia?a 32 lata, by?a niezam??na i po d?u?szym, 
nieudanym zwi?zku mi?osnym ogarn??a j? 
depresja. Szuka?a terapii, nie wiedzia?a jednak, do 
kogo si? ma skierowa?. Przyjaciel, któremu 

opowiedzia?a o swoich zamiarach samobójstwa, 
opowiedzia? jej o grupach Encounter – tak brzmi 
cz?sto u?ywana angielska nazwa owych, grupowo-
dynamicznych posiedze?. Po 15 minutowej 
rozmowie wprowadzaj?cej, zosta?a przydzielona do 
grupy w ilo?ci oko?o 12 osób, która si? 
spotyka?a codziennie, wieczorami na par? godzin, pod 
kierownictwem na wpó? wyszkolonego 
przewodnika. 
 
Uczestnicy grupy (od m?odzie?y do 60-latków) 
zmieniali si? z wieczoru na wieczór, podobnie jak i 
prowadz?cy grup?. Tutaj, po pewnym czasie Julia 
nauczy?a si? dawa? upust swoim uczuciom – 
nauczy?a si? by? w?ciek??. 
 
Ta grupa, któr? Julia odwiedza?a, przekaza?a i 
utwierdzi?a w niej ide?, ?e jej depresja 
spowodowana jest wewn?trzn? z?o?ci?, która burzy si? 
w jej wn?trzu i któr? ona skrz?tnie 
ukrywa?a i bala si? j? otwarcie wyra?a?. Julia cz?sto 
zostawa?a d?u?ej, aby “nauczy? si? 
odczuwa?” swoj? z?o??. Jedno z posiedze? wygl?da?o 
mniej wi?cej tak: 
 
Prowadz?cy: “Wyrzu? z siebie troch? z?o?ci!” 
 
Julia by?a niepewna i cicho spróbowa?a: “Jestem 
w?ciek?a.” 
 
Prowadz?cy. ”Nie wierz? ci. B?d? wiarygodna” 
 
Prowadz?cy i reszta grupy pobudzali Juli?. Coraz 
g?o?niej krzycza?a wi?c: “jestem w?ciek?a!” 
 
Grupa wrzeszcza?a: “Wi?cej! Wi?cej! Nie jeste? 
wystarczaj?co w?ciek?a!” 
 
Atak wzmaga? si? coraz bardziej, a? ju? tylko 
przera?liwie i bez tchu krzycza?a: “Jestem w?ciek?a! 
Jestem w?ciek?a! Jestem w?ciek?a!” a? wpad?a w stan 
histerii. 
 
Typowe by?o, ?e inni uczestnicy grupy mówili jej 
tylko: “To by?o dobre! Du?o z siebie wydali?a?!” 
Albo trzymali j? w ramionach i g?askali j?. Julia 
próbowa?a tego ci?gle na nowo. Za ka?dym razem 
zostawa?a wprowadzana w stan silnego ataku z?o?ci, 
po którym by?a ca?kowicie wyczerpana. 
 
Kiedy w ko?cu prowadz?cy grup? i grupa okazali 
zadowolenie i uznali problem Julii za za?atwiony, 
skierowali uwag? na nast?pnego uczestnika. Nawet 
sama Julia uwierzy?a, ?e jej tak d?ugo trwaj?cy 

background image

 

5

stan depresji si? poprawi?. Czu?a si? weselsza ni? 
kiedykolwiek. To powinno by? sygna?em 
alarmowym. Ludzie, ze sk?onno?ciami do 
samobójstwa, którzy wychodz? z g??bokiej depresji, s? 

takiej sytuacji szczególnie zagro?eni. Nie znale?li oni 
bowiem jeszcze ?adnej, pewnej drogi ?yciowej, 
ani sposobu, jak radzi? sobie ze stoj?cymi przed nimi 
problemami. 
 
Prowadz?cy grup? Julii nie mia? profesjonalnego 
wykszta?cenia. Rozczarowanie Julii przysz?o 
bardzo szybko. Zakocha?a si? w jednym z 
prowadz?cych grup?, który j? równie? utwierdza? w 
przekonaniu ?e chce nawi?za? z ni? prawdziwy 
stosunek mi?osny. Julia pozna?a go w tym czasie, 
gdy podczas terapii poczu?a si? pewniejsza. 
Zauwa?y?a jednak, ?e ów kierownik, w którym si? 
zakocha?a, podobne zwi?zki i afery nawi?zywa? 
równie? z innymi uczestniczkami grupy. 
 
Dla Julii mia?o to fatalne konsekwencje: Trzy miesi?ce 
po jej pierwszym spotkaniu 
grupowo-dynamicznym pope?ni?a samobójstwo. 
 
T?o historyczne: planowanie przemiany 
 
Wp?yw dynamiki grupowej na zachodnie 
spo?ecze?stwo jest cz?sto nie do?? u?wiadamiany. 
Tymczasem jest on widoczny nie tylko w przyk?adach, 
jak omówiony na wcze?niejszych stronach, 
ale równie? bardzo silnie wnika ona w ca?okszta?t 
?ycia duchowego i kulturalnego. W mowie 
potocznej przyj??o si? du?o zwrotów i poj??, które s? 
zwi?zane ze stosowaniem metody 
grupowo-dynamicznej. np. “gor?ce krzes?o”, “tu i 
teraz”, “wyrzuci? z siebie”, “praca cia?a”, 
“trening cia?a”, “wy?adowa? emocje/ uczucia”, 
“rozlu?ni? si?”... Aby do tego dosz?o, potrzeba 
by?o kilka dziesi?cioleci. 
 
"Narodowe laboratoria treningowe" 
 
Zorganizowane wprowadzenie praktyk grupowo-
dynamicznych mo?na zaobserwowa? w roku 1946. 
Wtedy to spotka?a si? w ameryka?skim stanie 
Connecticut komisja, sk?adaj?ca si? z ?ydów, 
chrze?cijan oraz cz?onków ministerstwa wychowania, 
która zajmowa?a si? problemem rasowym. 
Przewodnicz?cym tej komisji naukowej by? emigrant z 
Niemiec, socjo-psycholog, Kurt Lewin. 
Wyemigrowa? on jako ?ydowski obywatel z 
narodowo-socjalistycznych Niemiec do Stanów 
Zjednoczonych. Jako zadanie ?yciowe postawi? on 
sobie znalezienie sposobu zapobie?enia 

powtórzeniu si? tego rodzaju ludzkiej i kulturowej 
tragedii jaka mia?a miejsce w Trzeciej Rzeszy. 
By? on prze?wiadczony, ?e przyczyn? narodowego 
socjalizmu by?o autorytarne pos?usze?stwo. 
Poszukiwa? wi?c mo?liwo?ci wtargni?cia do sfery 
psychicznej cz?owieka (tak?e u doros?ych), aby 
osi?gn?? na ni? taki wp?yw, który umo?liwi?by 
prze?amanie sk?onno?ci natury ludzkiej do 
pos?usze?stwa. Mia?y temu s?u?y? jego eksperymenty 
i studia. 
 
On sam zmar? rok po tym spotkaniu. Ale trzej inni 
cz?onkowie wy?ej wspomnianej komisji za?o?yli 
krótko potem organizacj? pod nazw? “Sensitivity or 
Laboratory Training”. W 1954 roku zmieniono 
nazw? na “The National Training Laboratories” (NTL). 
Przedmiotem zasadniczych bada? mia?o 
by? odkrycie spo?ecznych zmian, to znaczy: jak i przez 
co mo?na w sposób ?wiadomy kierowa? 
zachowaniem ludzi. W roku 1958 ukaza?a si? ksi??ka 
Ronalda Lippita, wspó?pracownika Lewina, 
za?o?yciela ruchu psychotechnicznego z roku 1946, 
pod tytu?em “Dynamika planowanych 
przemian”. Lippit nie opisuje w niej obserwacji 
stosunków spo?ecznych, lecz sposób w jaki mo?na 
nimi sterowa?, a mianowicie przy pomocy "Agenta 
przemiany”. Funkcj? tej osoby, jest kierowanie 
tak? spo?eczn? przemian?. Najlepiej nadaj? si? do tej 
roli zdaniem twórców tej metody psychiatrzy 
lub kliniczni psycholodzy, socjolodzy, pracownicy 
poradni wychowawczych itp. ale równie? trenerzy 
managemntu, moderatorzy kr?gów dyskusyjnych i 
konferencji, jak równie? doradcy zawodowi. 
Osoby te winny by? kszta?cone w?a?nie na 
?wiczeniach laboratoryjnych i wykaza? zaanga?owanie 
w przy?pieszeniu zmian spo?ecznych. Metody 
post?powania agentów przemiany powinny by? 
oczywi?cie natury psycho-dynamicznej, tzn. opiera? 
si? przede wszystkim na likwidacji 
dotychczasowej hierarchii warto?ci i przekona?. 
 
Swój pierwszy warsztat pracy organizacja NTL 
wprowadzi?a w roku 1956 dla przedstawicieli 
gospodarki i instytucji ko?cielnych. Dwa lata pó?niej 
przedstawiony zosta? program dla pe- dagogów 
i znacz?cych pracowników ró?nych prywatnych 
organizacji (np. koncernu ESSO w USA). Dziesi?? 
lat pó?niej, tzn. w roku 1968 NTL koordynuje prac? 
kilkuset trenerów na ameryka?skich 
uniwersytetach i centrach ?wiczeniowych. Dzisiaj nie 
istnieje w USA kierunek kszta?cenia, który w 
swoim dalszym ci?gu nie proponowa?aby tych metod. 
Psychotechniki zakorzeni?y si? szczególnie 
mocno w szkoleniu kadry kierowniczej i pracowników 
duszpasterskich. Tymczasem psycholodzy i 

background image

 

6

socjolodzy triumfuj?, z powodu znalezienia ?rodka, 
którym mo?na wp?ywa? na przysz?o?? 
ludzko?ci. 
 
Kurt Spangenberg wyja?nia? ju? w 1970 w artykule 
“Grupowo-dynamiczne modele wychowania i 
nauczania”, ?e w przysz?o?ci rewolucje nie b?d? 
potrzebne. Zaplanowana zmiana (‘planned 
change’) b?dzie decydowa? o rozwoju kulturalnym i 
spo?ecznym ludzko?ci. “D?ugi okres 
aktualnych wyobra?e? o przemianach spo?ecznych za 
pomoc? gwa?tu i przemocy, inspirowanych 
empiryczno-racjonalnymi impulsami si? ko?czy. 
Zostan? one zast?pione modelem zmian planowych. 
(...)"/5 
 
"Kontrkultura", Esalen i "psychologia humanistyczna" 
 
?wiatowy prze?om dynamiki grupowej zosta? poparty i 
uwarunkowany innym ruchem. 
“Kontrkultura” w latach 60-tych zdobywa?a w USA 
coraz wi?cej zwolenników. Ten ruch 
zapocz?tkowa?a grupa paru osób, która w po?owie lat 
40-tych wyra?aj?c swoj? awersje do ?ycia 
mieszcza?skiego wg praw obywatelskich zacz??a si? 
otacza? kultem. Allen Ginsberg, Jack Kerouac 
i William S. Borroughs próbowali na si?? wygl?da? 
niechlujnie, antyobywatelsko i oboj?tnie, zimno 
(“cool”.). Kerouac, np. pisa? swoj? ksi??k? “On the 
Road” na 30-metrowej rolce tapety, Ginsberg 
pisa? sw? nienawi?ci? ziej?c? ksi??k? na rauszu pod 
wp?ywem meskaliny, Borroughs, który 
zastrzeli? swoj? ?on? w szale narkotycznym, 
podró?owa? po ca?ym kraju i na skrawkach papieru 
pisa? wszystko, co wpad?o mu do g?owy, kiedy chcia? 
si? uwolni? z na?ogu heroiny. Ginsberg 
zebra? jego zapiski i potem powsta?a z tego ksi??ka pt. 
"The Naked Lunch" – mieszanina 
halucynacji i szkiców satyrycznych. 
 
W stowarzyszeniu “Psychologia humanistyczna” 
znale?li si? psycholodzy, którzy has?o ‘tu i teraz’ 
poj?li jako trzeci? drog? psychologii i zamiast pracy 
opartej na wnikliwej analizie powsta?a 
kontrkultura, która w latach 60-tych wyrazi?a si? w 
ruchu hippiesów i rewolucji studenckiej. Na 
zachodnim wybrze?u, w Esalen w roku 1962 powsta?o 
centrum, które wkrótce sta?o si? Mekk? 
wszelkich ruchów kontestacyjnych. Tu spotyka?o si? 
“wszystko”, co w obr?bie tej sceny mia?o 
jaki? stopie? naukowy i nazwisko i chcia?o 
uczestniczy? w sztucznie powodowanej przemianie 
spo?ecze?stw, jednym s?owem wszyscy, którzy chcieli 
uczestniczy? w ca?kowitym zniszczeniu 

chrze?cija?sko-zachodnich tradycji, otwieraj?c 
“kulturowy supermarket”, w którym ka?dy móg?by 
by? dla siebie producentem i konsumentem. Trzeba 
nam si? dok?adniej przyjrze? temu, co si? dzia?o 
w Esalen, poniewa? tam w?a?nie powsta?a pierwsza 
wytwórnia my?li czyli ruch 
grupowo-dynamiczno-synkretyczny. 
 
W Esalen dzia?a? Fritz Perls (1893–1970), znany 
psychoanalityk i twórca terapii Gestalt. Wiele 
kobiet, korzystaj?cych z jego terapii, donosi?o o jego 
ordynarnych, seksualnych poczynaniach /6. 
Podczas spotka? bi? kobiety i najch?tniej marzy? o 
tym, by sta? si? dyktatorem na skal? ?wiatow?. 
W swojej podstawowej pracy ”Terapia Gestalt” 
przedstawia si? jako anarchista. 
 
Dzisiaj liczne instytuty terapii Gestalt oferuj? ca?? 
gam? szkole? i dokszta?ce? zawodowych dla 
duszpasterzy. Znajduj?cy si? w Würzburgu "Instytut 
Zintegrowanej Terapii Gestalt" prowadzi trzy 
lub czteroletnie “kursy dla teologów i terapeutów 
Gestalt” Wydano podr?czniki dla duszpasterzy, w 
których anarchista, pe?en wewn?trznego chaosu Fritz 
Perls, zaliczany jest do “wielkich terapeutów 
wszech czasów". 
 
W Esalen spotka? mo?na równie? Johna C. Lilly (ur. 
1915), który marzy? o tym, aby prowadzi? 
dialog z delfinami i wielorybami. Lilly skonstruowa? 
w czasie II wojny ?wiatowej zbiornik izolacyjny 
/7, który dzisiaj, pod nazwa Samadhi-Tank spe?nia rol? 
?rodka psychotechnicznego, szczególnie w 
o?rodkach dla menad?erów. Przebywanie w ma?ym 
zbiorniku, wype?nionym roztworem soli, 
odizolowanym szczelnie od ?wiat?a i d?wi?ku mo?e po 
pewnym czasie doprowadzi? do utraty 
rozumu. Pojawiaj? si? stany ?miertelnego l?ku. Lilly, 
dla wielu uchodzi za najbardziej znacz?cego 
naukowca. Jest jednym z pierwszych "badaczy", który 
ca?e swoje ?ycie zajmowa? si? narkotykami. 
Te eksperymenty poczyni?y wiele szkód w jego 
organizmie. W latach 1969-1971 utrzymywa? 
intensywny kontakt z Instytutem w Esalen. Napisa? 
wiele ksi??ek i artyku?ów. W jednym z jego 
autobiograficznych pism formu?uje on, z ca?? powag?, 
”histori? swojej ?wiadomo?ci”, pocz?wszy 
od prawybuchu wszech?wiata, poprzez wszystkie 
stopnie ewolucji a? do “swojej ludzkiej formy". /8 
 
W zwi?zku ze swoimi do?wiadczeniami w Samahdi-
Tank, ketamin? i LSD opisuje stale 
do?wiadczenia i prze?ycia mistyczne, m. in. spotkanie 
z trzema “opiekunami”, z którymi filozofowa?. 
/9 

background image

 

7

 
Z tego i tym podobnych powodów uchodzi? wi?c 
równie? za “wielkiego mistyka”. 
 
Gregory Bateson (1904-1980), profesor z Berkeley, 
sp?dzi? swój schy?ek ?ycia w Esalen. Uchodzi 
za filozofa “nowego my?lenia”, a rodzinny Helm 
Stierlin entuzjastycznie wyrazi? si? o nim jako “guru 
systemowej terapii rodzinnej”. Terapia rodzinna sta?a 
si? jedn? z najbardziej rozprzestrzenionych 
form terapii grupowo-dynamicznych. “Systemowy” 
zacz?tek psychotechniki wywodzi Bateson z 
cybernetyki. Chcia? on przenie?? systemy 
cybernetyczne na p?aszczyzn? spo?eczn?, pomimo ?e 
Norbert Wiener, twórca cybernetyki, ustosunkowa? si? 
do tego najwyra?niej sceptycznie. Swoimi 
kra?cowymi analogiami z cybernetyk? Bateson 
przyczyni? si? znacz?co do pseudonaukowych 
koncepcji terapii rodzinnej. 
 
Jako przyk?ad niech pos?u?y ilustracja nast?puj?cej 
sceny, któr? Bradford P. Keeney, ucze? 
Batesona, opisa? w swojej ksi??ce pt.: “Estetyka 
przemiany”: “K?ótnia pomi?dzy cz?onkami rodziny 
mo?e, podobnie jak temperatura w pokoju, eskalowa? 
do niezno?nej granicy. Ta granica okre?lana 
jest cz?sto, podobnie jak w przypadku termostatu, 
przez zachowanie wywo?uj?cego k?ótni? innego 
cz?onka rodziny. Tak, by? mo?e, sprzecza si? siostra z 
bratem, a? do momentu, kiedy zacznie 
warcze? pies. Warczenie psa odwróci uwag? 
rodze?stwa, które zwróci si? ku niemu i zacznie si? z 
nim bawi?.” /10 Na podstawie tego psychologicznego 
modelu ”pracuj?” dzisiaj niezliczone kierunki 
poradnictwa. W ten sposób niszczy si? rodziny i 
ma??e?stwa. A duszpasterze zachwycaj? si?, jak 
efektywnie i trafnie mo?na pos?ugiwa? si? tymi 
psychologicznymi metodami. 
 
Bateson odrzuca uznane naukowe twierdzenia i 
za?o?enia, poniewa? wg niego obiektywno?? nie 
istnieje: Wszystko jest subiektywne. Jego córka w 
swojej autobiografii zwraca uwag? na 
interesuj?cy fakt, ?e w modelu my?lenia Batesona 
chodzi raczej o zracjonalizowanie jego cech 
charakterologicznych: ”Do?wiadczenie Gregora by?o 
do?wiadczeniem m?odszego dziecka, ze 
stosunkowo ma?ymi szansami na zmian? tego, co 
wokó? niego si? dzia?o. Zamiast tego szuka? 
zrozumienia. Prze?ywa? horror przed napi?ciem 
towarzysz?cym rozwi?zywaniu problemów.” (. . .) 
Ale my?l?, ?e przyczyna jego zahamowa?, je?eli idzie 
o to, aby mie? wp?yw na sytuacje ?yciowe, 
le?y o wiele g??biej – w jego, wszystko przenikaj?cym 
fatalizmie, poniewa? przez ca?e ?ycie 

uwa?a?, ?e starania w kierunku rozwi?zywania 
problemów mog? tylko spraw? pogorszy?.”/11 
Batesonowi zatem wydawa?o si? bezsensownym 
cokolwiek chcie? zmienia?. Ka?da ludzka 
interwencja w ekosystemow? równowag?, mo?e wg 
Batesona prowadzi? jedynie do zak?óce?. 
Równocze?nie krytykuje on terapeutów, którzy usi?uj? 
pomóc ludziom i dopatruje si? w nich 
“manipulatorów” kieruj?cych si? “przerostem ch?ci 
w?adzy”. On sam równie? ho?dowa? tej 
maksymie, je?eli chodzi?o o w?asny stan zdrowia i 
pozwala? na psucie z?bów, a? do momentu ich 
wypadni?cia. 
 
Metody jego nauczania i stosunek do uczniów 
wskazuj? wyra?nie na jego autorytarny i elitarny 
sposób zachowania. Swojego przeciwnika stawia? 
niejako na straconej pozycji. ?wiadomie pl?ta? za 
pomoc? nazw, metafor i wieloznaczno?ci doskona?? 
paj?czyn? zagmatwania, z której by? bardzo 
dumny. W swojej teorii wychodzi? z za?o?enia, ?e we 
wszystkich istotach ?yj?cych, formach 
my?lenia jak i wzajemnych relacjach jest wpisany 
“wzorzec”, który stanowi ich podstaw?. Uwa?a?, 
?e on w?a?nie ten wzorzec odkry?. Nie dziwi zatem 
fakt, i? czu? si? zwi?zany z antycznym 
filozofem Heraklitem, któremu równie? chodzi?o o 
odkrycie jedynej zasady, zawieraj?cej w sobie 
zagadk? ?wiata. To, co u Heraklita stanowi? “logos”, u 
Hegla – “ducha ?wiata”, u Platona “ide?” 
chcia?by Bateson poj?? jako swój “wzorzec” lub 
swojego ”ducha” – oczywi?cie w lekko 
zam?conym sensie. W ten sposób zapytywa? si?: “Jaki 
wzorzec ??czy raka z homarem i orchide? z 
prymulk? i t? ca?? czwórk? ze mn? a mnie z nimi? I 
nas sze?cioro z ameb? z jednej strony z 
onie?mielonym schizofrenikiem z drugiej?" /12 
 
Takimi irracjonalnymi i cz?sto absurdalnymi pytaniami 
wywo?ywa? ogólne os?upienie, jednak wielu 
studentów i autorów, w?a?nie z tego powodu, wpada?o 
w zachwyt. Kiedy jedna z jego asystentek 
odwa?y?a si? to sztucznie wywo?ane os?upienie i 
zachwyt przerwa?; zwymy?la? j?: ”Ty ma?po! 
W?a?nie mia?em tak pi?kne, soczyste owocne 
milczenie. . . . . a ty musia?a? stratowa? je swoim 
wielkim buciskiem!” /13 Po prostu swoje szalone 
pomys?y próbowa? sprzeda? pod p?aszczem 
genialno?ci. 
 
Podobnie Alan Watts (1915-1973) by? jednym z 
pierwszych w Esalen. By? pionierem w 
dzia?aniach na rzecz stopienia w jedno chrze?cija?stwa 
z buddyzmem. Na ok?adce jego biografii 

background image

 

8

przedstawiony jest, jako zwolennik Herberta Marcuse, 
“ojca” Nowej Lewicy. Tym, kim Marcuse 
by? dla roku ‘68, tym by? Watts dla kontrkultury. /14 
W przedmowie do ksi??ki, t?umaczka 
(Susanne Schaup) charakteryzuje go “jako prekursora 
wzajemnego przenikania si? chrze?cija?stwa i 
buddyzmu, który mrówcz? prac? spowodowa? 
zbli?anie si? ducha Wschodu i Zachodu, a którego 
wynikiem sta?a si? g??boka przemiana zachodniej 
?wiadomo?ci. (. . .)” Po lekturze historii ?ycia 
Wattsa, ma si? wra?enie, ?e idzie o jednego z takich 
?wiadków wspó?czesno?ci,, który odrzuca 
prac? i nauk?, ale który w swojej r?ce dzier?y patent na 
rozwi?zanie problemów ca?ej ludzko?ci. 
 
Jako dziecko posiada? mistyczne b?d? te? magiczne 
zdolno?ci: “celebrowa?em pogrzeby martwych 
ptaków, nietoperzy i królików (. . .) /15 Jako m?ody 
ch?opak by? prze?wiadczony o tym, ?e jest 
mesjaszem lub guru. /16, w wieku 15 lat przeszed? na 
buddyzm. Watts zna? bardzo dobrze 
za?o?ycieli z Esalen, kierowa? pierwszym projektem w 
instytucie. Równie? pó?niej cz?sto tam 
bywa?, poniewa? wierzy?, ?e “tu dzieje si? co?, co ma 
istotne znaczenie dla przysz?o?ci pedagogiki i 
religii. Esalen odgrywa znacz?c? rol? w kszta?ceniu 
woli, formacji i wewn?trznym rozwoju, 
szczególnie w tym podstawowym zakresie, którego nie 
naucza si? w szkole. Dotyczy to 
najg??bszych problemów obejmuj?cych relacje 
mi?dzyludzkie, relacje do siebie samego i do 
wszech?wiata. Chodzi o to, aby to, co najskrytsze we 
wn?trzu cz?owieka – odkry?, wyrazi? i 
urzeczywistni? w konkretnych czynach. Takie 
podej?cie wprowadza naturalnie religi?, filozofi? i 
psychoterapi? do gry oraz jeszcze inne, bli?ej 
nieokre?lone dyscypliny, które zajmuj? si? duchow? i 
fizyczn? rzeczywisto?ci?. W?a?nie Esalen uda?o si? 
pozosta? otwartym W?ród grup 
nie-sekciarskich, które w rzeczywisto?ci s? sektami, 
w?a?nie Esalen ma zaskakuj?co wiele punktów 
widzenia mimo tego, ?e cia?o pedagogiczne stanowi?y 
tak sugestywne osobowo?ci jak np. Fritz 
Perls, Abraham Maslow, Carl Rogers Virginia Satir, 
Ida Rolf, by wymieni? tylko niektórych. Esalen 
znalaz?o na?ladowców w ca?ej Ameryce P?n. i 
Europie. Jego metody zosta?y sprawdzone i 
przej?te przez urz?dy i przedsi?biorstwa komercyjne, 
znalaz?y doj?cie do ko?cio?ów i na 
uniwersytety. “ /17 
 
Autobiografia Wattsa pochodzi z roku 1972. Ju? w tym 
czasie stwierdza on wprowadzenie metod 
grupowo-dynamicznych do ko?cio?ów. 
 

W Esalen pracowa? równie? Stanislav Grof, ur. w 
1935, s?awny ze swoich eksperymentów z LSD, 
który dowodzi?, ?e ?wiatopogl?d mo?na zmienia? za 
pomoc? narkotyków i ró?nych technik oraz, ?e 
sztucznie mo?na równie? wywo?ywa? do?wiadczenia 
religijne. William Schutz, jeden z pierwszych 
dynamików grupowych wyja?nia jednocze?nie, ?e on 
sam, za pomoc? LSD, z ateisty sta? si? 
mistykiem, zjednoczonym z kosmosem. /18 
 
Eksperymenty Grofa z narkotykami tworz? podstaw? 
“terapii transpersonalnej”, która dzi? coraz 
cz??ciej zalecana jest w kszta?ceniu duszpasterskim, 
bowiem dopuszcza ona silnie uzewn?trzniaj?ce 
si? “p?aszczyzny duchowe”. 
 
W Esalen spotykali si? równie? Aldous Huxley, (który 
mia? zamiar religi? zast?pi? narkotykami) , 
Ken Kessey (znany w ?wiecie ze sfilmowania jego 
powie?ci ”Lot nad kuku?czym gniazdem”, w 
której poj?cia “zdrowy” i “chory” maj? znaczenie 
odwrotne) , Carl Rogers, Abraham Maslow i B. F. 
Skinner. 
 
W Esalen trafia si? w ko?cu tak?e na korzenie New 
Age (Fritjof Capra), nowego szamanizmu, 
zakonników (np. benedykty?ski ojciec David Steindl–
Rast) , nauczycieli duszpasterzy (np. kierownik 
domu rekolekcyjnego w Münsterschwarzach, 
Wunibald Müller) i jeszcze wielu innych. 
 
Na podstawie wy?ej cytowanego ameryka?skiego 
psychologa Bruce’a Maliver Esalen jest 
"Jeruzalem Encounter”, “ska??, na której Encounter– 
‘ko?ció?’ jest zbudowany.” Ideologia Esalen 
jest, wg niego mieszanin? wp?ywów orientalnych z 
“intuicyjn? m?dro?ci?” i medytacj? oraz ide? 
wybawienia poprzez komunikacj? i percepcj? cielesn?, 
w celu ratowania ?wiata. 
 
Berli?ski profesor teorii wzorów Rüdiger Lutz w 
swojej ksi??ce “Ekopolis” okre?la Esalen jako 
“rozgrzewacz dla ludzi, którzy w ?wiecie ‘na 
zewn?trz’ rzeczywi?cie chc? co? zdzia?a? i zmieni?.” 
/19 Warto zacytowa? wypowiedzi Lutza o 
za?o?ycielach Esalen poniewa? wyra?aj? one wyra?nie 
interesy tej fabryki my?li a pochodz? od jednego z 
czcicieli, który sam w Esalen ?y? d?u?ej: “Esalen 
jest (. . .) dzieckiem lat 60-tych. Zosta?o za?o?one 
przez dwóch studentów z Berkeley, Richarda 
Price’a i Michaela Murphy’ego w celu stworzenia 
przestrzeni, która umo?liwi indywidualn? i 
zbiorow? przemian?, prowadz?c? nasze spo?ecze?stwo 
do realnej emancypacji. I to przy za?o?eniu, 

background image

 

9

?e czysta rewolta, jaka mia?a miejsce w Berkeley, 
jeszcze przed Berlinem i Pary?em, sama nie 
wystarczy. Musia? zaistnie? g??bszy proces 
przemiany. Na podstawie swoich studiów nad 
azjatyckimi, chi?skimi i indyjskimi pismami oraz 
praktycznych do?wiadcze? w tych krajach, obaj 
wiedzieli dobrze, ?e istniej? formy wspieraj?ce ten 
proces. I tak to Esalen sta?o si? miejscem 
spotka? naukowców, znachorów, terapeutów i innych 
‘agentów spo?ecznych przemian’. Fritz Perls, 
Abraham Maslow, Ida Rolf i wiele innych znanych 
wielko?ci tej nowo tworz?cej si? sceny, ?y?o i 
pracowa?o w Esalen. Gregory Bateson, który 
w?a?ciwie wyk?ada? na Uniwersytecie Kaliforni w 
Berkeley uczyni? Esalen swoj? ojczyzn? z wyboru (. . 
.). “ /20 
 
Michael Murphy, maj?c lat 30, odziedziczy? po swojej 
babce posiad?o?? w Big Sur. Wraz ze swoim 
kolega studenckim wpadli na pomys? (1962) aby w 
tym miejscu organizowa? seminaria maj?ce 
s?u?y? badaniom wschodniej i zachodniej psychologii, 
religii i filozofii. Wysy?ali oni listy do takich 
osób jak Aldous Huxley czy Alan Watts i wzywali ich 
do przyjazdu do Big Sur, do Esalen. 
 
Wszyscy przybywali uczestnicz?c w seminariach 
sobotnio-niedzielnych. W po?owie lat 60-tych 
Esalen sta?o si? nagle s?awne. W latach 1962 do 1965 
Michael Murphy i Dick Price ?yli nie 
czerpj?c zysków z instytutu. Podczas, gdy pocz?tkowo 
koszty seminarium wynosi?y 4 dolary za dwa 
dni, w roku 1964 wzros?y do spekulacyjnych cen 150-
170 dolarów za pobyt pi?ciodniowy, ale w 
po?owie lat 80-tych najta?sz? mo?liwo?? pobytu w 
Esalen warunkowa?o wp?acenie sumy 1000 
dolarów za miesi?c oraz dodatkowo odpracowanie 30 
godzin w tygodniu na terenie o?rodka. 
 
To miejsce na wybrze?u kalifornijskim s?u?y?o nie 
tylko terapiom narkotycznym i psychotechnikom 
ale równie? nowemu pojmowaniu religii i nowym 
programom synkretystycznym. Wielu 
prowadz?cych pierwsze seminaria (np. w/w Alan 
Watts czy Frederic Spiegelberg /21, ale równie? 
Michael Murphy) uwa?a?o, ?e droga prowadzi do 
Indii. Murphy “studiowa?” w latach 1948/49 w 
indyjskim Pondicherry u ?ri Aurobindo, który w swojej 
m?odo?ci by? marksistowskim 
rewolucjonist?. Aurobindo urodzi? si? w 1872 roku, 
studiowa? w Cambridge, zosta? aresztowany 
przez Anglików w 1908r. z powodu zamachu 
bombowego. Zmar? w roku 1950. Przed swoj? 
?mierci? przedstawi? on plany “a?ramów” (tzw. 
centrów wzrostu lub “growth centers”, z których w 

mi?dzyczasie ju? niezliczone ju? ilo?ci znajduj? si? w 
USA i Europie.) Nazwana jego imieniem w 
Indiach, powsta?a z niczego, wioska Auroville, 
wyst?puje w jego planach. Nazywa si? j? równie? 
“planetarnym miastem” lub “mi?dzynarodowym 
miastem ludzi przysz?o?ci”. Co dla niektórych brzmi 
pocieszaj?co, innym, poprzez wyobra?anie 
zaprogramowanej spo?eczno?ci przypomina o istnieniu 
ró?nych form totalitaryzmu. Od czasu ?mierci 
Aurobindo centrum Auroville bardzo si? rozros?o. W 
1969 r. miejsce to odwiedzi?o blisko 50 000 ludzi. 
Jednak dzisiaj nie ma takiego znaczenia jak np. 
Esalen. /22 
 
W pa?dzierniku 1983 magazyn “Spiegel” zamie?ci? 
tytu?owy artyku? o wytwórni my?li Esalen; 
“Nowy psycho-kult: T?sknota za niesko?czono?ci?” 
Co tydzie? ponad tysi?c osób z obszaru 
niemieckoj?zycznego pozwala si? przemienia? – co w 
ci?gu roku stanowi blisko 60 000 osób. Dzi? 
liczby s? co prawda skromniejsze, ale ich wp?yw mo?e 
si? zwi?kszy?, poniewa? wielu 
wcze?niejszych uczestników kursów zajmuje dzi? 
bardzo wp?ywowe stanowiska. 
 
Równie? ksi??a pielgrzymowali do Esalen i to 
wyra?nie nie ma?o. Sam Fritz Perls podaje o tym w 
swojej biografii. Duchowni, którzy przybywali do 
Esalen musieli bra? k?piele w 
grupach16-osobowych. “Zalecam takie k?piele 
nieprofesjonalnym grupom, ale dla 
profesjonalistów-psychologów, psychiatrów, 
duchownych itp. jest to warunek. Wielu z nich 
przyje?d?a wewn?trznie zablokowanych, bez 
mechanizmów samoobronnych. (. . .) Podczas takich 
k?pieli mo?na wszystko zobaczy?, od spokojnego 
p?ywania do gwa?townych obj??, od wspólnego 
?piewu do poseminaryjnych dyskusji. Czasami 
zaczynaj? si? nudzi?, s? zak?opotani i spadaj? na 
najni?szy stopie? opowiadania dowcipów. Dotykaj? si? 
nawzajem na ogó? podczas masa?y. 
Otwarty sex i przemoc ma miejsce rzadko." /23 
 
Esalen i ruch grupowo-dynamiczny przemawia? od 
pocz?tku w?a?nie do ludzi szukaj?cych 
religijnych do?wiadcze?. Na to wskazuje wypowied? 
ameryka?skiego teologa Thomasa C. Oden’a z 
roku 1972, który nawet w ruchach grupowo-
dynamicznych dostrzega now? form? pietyzmu. Co si? 
tyczy rozprzestrzeniania si? metod grupowo-
dynamicznych, czytamy: "Ruchy grupowo-dynamiczne 
(encounter culture) w ostatnich pi?ciu latach (chodzi o 
lata1967–1972) rozprzestrzeni?y w 
przyspieszonym tempie: od miasta do miasta, od 
centrum wypoczynkowego do centrum 

background image

 

10

wypoczynkowego, od ko?cio?a do ko?cio?a. I to z tak? 
tendencj? wzrostu (. . .) , ?e niemo?liwym 
staje si? ignorowanie tej si?y w ?yciu religijnym, 
niezale?nie od pogl?du na to zjawisko. W 
rzeczywisto?ci tysi?ce nauczycieli religii, ksi??y, 
?wieckich oraz m?odzie?y w takiej czy innej formie 
zosta?y wprowadzone w grupy Encounter. " /24 
 
Wy?ej wymieniony przyk?ad Fritza Perlsa, który 
szczególnie duchownych animowa? do zabaw 
seksualnych w k?pielach wyra?nie wskazuje, ?e 
w?a?nie poszukuj?cy religijnych do?wiadcze? 
trafiali do takich kr?gów i na takie seminaria, gdzie 
byli szczególnie oszukiwani i wykorzystywani. 
Oszukiwani byli równie? wszyscy inni uczestnicy, bo 
obiecywano im “pi?kniejsze”, “bardziej wolne” 
i “godniejsze” ?ycie – podczas, gdy wtr?cano ich w 
nieszcz??cie. William Coulson, który sam przez 
jaki? czas prowadzi? seminaria grupowo-dynamiczne 
wyci?gn?? nast?puj?cy wniosek: “Esalen jest 
znany i ceniony jako kurort, gdzie mo?na znale?? 
wewn?trzny spokój. Tymczasem rzeczywi?cie to 
co mo?na tam znale?? to rozwody, narkomania i 
samobójstwa.” /25 Uczestnicy kursów stawali si? 
ofiarami, a te w ko?cu wykorzystywano do celów 
politycznych. 
 
W ruchach grupowo-dynamicznych i psychologii 
humanistycznej idzie mianowicie o proces 
rewolucyjny, który powiniestycznej idzie mianowicie o 
proces rewolucyjny, który powinien 
przemieni? od podstaw spo?ecze?stwo i kultur?. Jest to 
potwierdzone przez autorów z tego kr?gu, 
np. przez ameryka?skiego autora New-Age Sama 
Keen’a, który ju? w 1967 r. widzia? ten ruch jako 
znaczn? pomoc w politycznym przej?ciu i utrzymaniu 
w?adzy: “Stoimy pomi?dzy dwiema 
rewolucjami. Jedna jest twarda, polityczna i 
wybuchowa. Idzie w niej w pierwszym rz?dzie o 
przewrót politycznej w?adzy, opiera si? na strategii 
bezpo?redniej konfrontacji. Druga rewolucja jest 
delikatna (aksamitna), wewn?trzna i religijna. W tej 
chodzi przede wszystkim o przemian? 
?wiadomo?ci, a mianowicie poprzez do?wiadczenia 
erotyczne i mistyczne oraz za pomoc? 
ponownego u?wi?cenia wszelkich zwi?zków 
intymnych. Twarde rewolucje koncentruj? si? na 
tworzeniu najbardziej wp?ywowych grup: 
czarnoskórych, kolorowych, studentów. ”Aksamitna” 
rewolucja jest dyfuzyjna, bez wyra?nego 
manifestowania jakiej? organizacji, ale jej 
wyznacznikiem 
s? centra wzrostu, których liczba obecnie (czyli w 1967 
r. przyp. aut.) waha si? pomi?dzy 90-100, i 

których struktura oparta jest na modelu Instytutu 
Esalen." /26 
 
Znaki zewn?trzne “aksamitnej rewolucji” powinny 
wkrótce w Europie si? ukorzeni? i zdecydowanie 
przemieni? formy wspó?istnienia spo?ecze?stw i 
opieki duszpasterskiej. 
 
Droga do Niemiec 
 
W Europie i obszarze niemieckoj?zycznym wp?ywy 
grupowo-dynamiczne da?y si? zauwa?y? 
jeszcze przed boomem Esalen. Podczas gdy w po?owie 
lat 40-tych, w USA metody 
grupowo-dynamiczne opracowywano w celu 
wykorzystania ich do kierowania przemianami 
spo?ecznymi, min??o jeszcze dziesi?? lat zanim te 
opracowania wesz?y do Europy. Centra 
treningowe powstawa?y w Anglii, Francji, Holandii i 
Skandynawii. W niemieckoj?zycznym obszarze 
pierwsze seminarium grupowo dynamiczne 
wystartowa?o we Wiedniu, w 1954 roku jednak 
pocz?tkowo pozostawa?o bez wi?kszego znaczenia. 
Inaczej by?o z pierwszym seminarium w 
Niemczech, które odby?o si? 10 lat pó?niej. 
 
Na obszarach niemieckoj?zycznych dynamika 
grupowa od pocz?tku mia?a akcent polityczny, bo jak 
mo?na by inaczej wyja?ni? fakt, ?e “ojcowie” 
pokolenia lat 68 jak Max Horkheimer i Tobias 
Brocher, anga?uj?c si? we wprowadzanie dynamiki 
grupowej, za?o?yli pierwsze takie seminarium 
we wrze?niu 1963 r. w Schliersee w górnej Bawarii. 
Tam 30 nauczycieli przez 3 tygodnie, by?o 
“trenowanych” przez ameryka?skich specjalistów 
“Nationalen Trainings Laboratorien” (NTL), aby 
stymulowa? w nich ich “autorytarny” styl 
wychowawczy. 
 
W zwi?zku z kursami bawarskimi je?dzi? po terenie 
Niemiec przez wiele miesi?cy Amerykanin, 
Leland Bratford, który werbowa? i reklamowa? w/w 
laboratoria treningowe. Mimo odwo?ywania 
si? do swoich 25-letnich do?wiadcze? nie odnosi? 
wi?kszych sukcesów. Z regu?y odnoszono si? do 
metod grupowo-dynamicznych negatywnie. 
 
Pomimo tego techniki te coraz bardziej torowa?y sobie 
drog?. W Hesji, np. Pa?stwowa Centrala 
Kszta?cenia Politycznego, jako jedna z pierwszych 
systematycznie kierowa?a si? w pracy z 
nauczycielami metodami grupowo dynamicznymi. W 
Austrii o. Pio Sbandi SJ ju? na pocz?tku lat 
70-tych zgromadzi? wokó? siebie du?e grupy. W 
obszarach niemieckoj?zycznych szczególnie 

background image

 

11

ukierunkowanymi na kszta?cenie t? metod? mia?y by? 
grupy psychologów, pedagogów poradni 
wychowawczych i ma??e?skich, nauczyciele szkó? 
wy?szych i ?rednich, no i oczywi?cie grupy 
teologów. Poprzez wp?yw na te grupy zawodowe 
oczekiwano, nie bez racji, kulturowo zmiennego 
efektu. To tutaj zosta?o wykute motto tego programu 
“?yjemy w ?wiecie ci?g?ych przemian” i 
zakorzenione w ?wiadomo?ci multiplikatorów, a wi?c 
ludzi maj?cych wprowadza? t? ide? w 
?rodowiska spo?eczne. Do tego programu nale?a?o w 
pierwszym rz?dzie poddawanie w 
w?tpliwo?? wszelkich autorytetów oraz niech?? do 
poprawnego, porz?dnego mieszcza?skiego stylu 
?ycia. Z tego to powodu metody te wzbudza?y 
wzrastaj?ce zainteresowanie w kr?gach 
lewicowych. 
 
Droga do ko?cio?ów. 
 
Krótki rys historyczny 
 
Nowe techniki kszta?cenia duszpasterskiego przyby?y 
z USA na tereny niemieckoj?zyczne przez 
Holandi?. W USA obok metod grupowo-
dynamicznych rozwija?y si? ju? do?? d?ugo kliniczne 
metody kszta?cenia Duszpasterskiego (“Clinical 
Pastoral Training" – CPT). 
 
Za za?o?ycieli nowoczesnego, ameryka?skiego ruchu 
duszpasterskiego uchodz? ksi?dz Anton T. 
Boisen i lekarz Richard Cabot, którego pisma wiod?ce 
ukaza?y si? ju? w roku 1936 i nadal nale?? 
one do lektury obowi?zkowej w kszta?ceniu 
duszpasterzy. Boisen w swojej ksi??ce “The 
Exploration of the Inner World” /27 opisa? jak 
religijno?? w patologicznej formie mo?e prowadzi? do 
ucieczki od ?ycia. Jednocze?nie chcia? ukaza? jakim 
ubogaceniem mo?e by? religijno??. Te my?li 
przej?? i rozwija? dalej jego ucze? Seward Hiltner. 
Pozna? on w Chicago Carla Rogersa i jego 
prac? psychologiczn?. Tym samym od pocz?tku lat 50-
tych metody Rogers’a zosta?y wprowadzone 
do praktycznej teologii. Zosta?o to zastosowane w 
“codziennym” duszpasterstwie. Ksi?dz sta? si? 
duchowym lekarzem domowym, kompetentnym nie 
tylko w rozwi?zywaniu problemów religijnych 
ale równie? ma??e?skich, wychowawczych i 
rodzinnych. W po?owie lat 60-tych ten styl pracy wg 
Rogersa zdominowa? ca?e ameryka?skie kszta?cenie 
duszpasterskie. Prawie w ka?dym mie?cie 
znajdowa? si? tzw. “Pastoral Counseling Center”. 
Otwarcie si? Rogers’a na metody grupowo 
dynamiczne i coraz silniejszy wp?yw tych technik 
zadecydowa?y o kierunku kszta?cenia 

duszpasterskiego. 
 
Duchowni holenderscy prawdopodobnie jako pierwsi 
wprowadzili te metody do Europy, w ka?dym 
razie w literaturze s? oni cz?sto jako tacy wymieniani – 
np. Jürgen Hach, który w swoim zarysie 
literatury tak pisze w roku 1970 o ameryka?skim 
kszta?ceniu duszpasterzy: “Dzie? 8 maja 1969 by? 
kamieniem w?gielnym dla rozwoju europejskiej ga??zi 
tej ‘szko?y’. Tego dnia holenderski pastor i 
supervisor Wybe Zijlstra z Clinical Pastoral Training z 
sukcesem obroni? w Utrechcie swoj? prac? 
doktorsk?. W ten sposób ruch CPT, który przez cztery 
dziesi?ciolecia rozwija? si? w USA, teraz 
zakorzeni? si? w Europie.” /28 
 
W rzeczywisto?ci wygl?da?o to nast?puj?co: w 1969 
roku mia? miejsce pierwszy kurs z zakresu 
KSA (klinicznego kszta?cenia duszpasterzy) w 
Republice Federalnej Niemiec. Supervisorem by? 
w/w Holender, Wybe Zijlstra. Rok pó?niej jeden z 
uczniów owego pastora za?o?y? w mie?cie 
Hannover pierwsze niemieckie Centrum Klinicznego 
Kszta?cenia Duszpasterzy (CPT). Osobisty 
wp?yw pastora Zijlstraj jest mo?e zbyt mocno 
akcentowany, jednak nie pionierskie “osi?gni?cia" 
Holandii w tej dziedzinie. 
 
W sierpniu 1967 roku odby?o si? ju? pierwsze 
grupowo-dynamiczne seminarium w 
duszpastersko-psychologicznym Instytucie na 
Uniwersytecie w Innsbruku. Jeden z prowadz?cych, 
o. Pio Sbandi, opublikowa? na ten temat interesuj?ce 
dane statystyczne: pomi?dzy sierpniem 1967 r. 
i marcem 1970 r. mia?o miejsce 14 spotka? 
treningowych, w których bra?o udzia? 290 osób 
(maksymalnie 12 uczestników w grupie). Kursy trwa?y 
od 6 do 14 dni i wszystkie by?y zamkni?te. 
Na ogó? odbywa?y si? codziennie trzy posiedzenia, z 
których ka?de trwa?o przeci?tnie 98 minut. (. . 
.) Analizowanie uczestników pod k?tem grup 
zawodowych daje nast?puj?cy wynik: 42 % to 
cz?onkowie zakonów i kongregacji, co daje liczb? 125 
osób, w tym znajdowa?o si? 7 wy?szych 
prze?o?onych pi?ciu ró?nych narodowo?ci, 8 
prowincja?ów trzech ró?nych narodowo?ci, 21 
prze?o?onych domów zakonnych z o?miu ró?nych 
narodowo?ci i 7 mistrzów nowicjatu z czterech 
ró?nych narodowo?ci. 13,8 % (40 uczestników) 
stanowili psychologowie. 13,7 % (38 uczestników) 
to pastorzy obu wyzna?, z czego 23 pochodzi?o z RFN, 
10 z Austrii, 2 z W?och, 2 ze Szwajcarii i1 z 
Hiszpanii. W?ród z nich by?o2 generalnych 
wikariuszy, 2 regentów seminariów i 5 profesorów." 
/29 

background image

 

12

 
Ju? w fazie pocz?tkowej kr?gi teologiczne mocno 
zainteresowa?y si? kursami grupowo 
dynamicznymi. Instytut Teologii Pastoralnej wydzia?u 
Teologii Katolickiej Uniwersytetu w Graz od 
1976 roku prowadzi? kszta?cenie duszpasterzy 
zorientowane na dynamik? grupow?, programy 
kszta?c?ce i doskonal?ce duszpasterzy i nauczycieli 
religii. Uda?o si? wr?cz tego rodzaju programy 
szkolenia i dokszta?cania rozropagowa? i nada? im 
charakter oficjalny, chocia? kierownictwo 
diecezji Graz podchodzi?o do tego wi?cej ni? 
sceptycznie, poniewa? “kilku ksi??y, zaanga?owanych 
grupowo-dynamicznie, opu?ci?o stan kap?a?ski” /30 
 
Omawianie problemów dotycz?cych psychologii 
pastoralnej i dynamiki grupowej na krajowym 
synodzie w Wirtembergii w roku 1979 mo?e wyra?nie 
pos?u?y? jako dokument dowodz?cy 
otwarcia drzwi ko?cio?ów na metody grupowo-
dynamiczne. Wi?kszo?? uczestników nie posiada?a 
g??bszej znajomo?ci tego tematu. Przedstawiano 
ko?ció? dzisiejszy, jako ten który nie mo?e 
pozosta? oboj?tny wobec zjawisk wspó?czesno?ci i 
pomija? pogl?dy nauk humanistycznych, tylko 
dlatego, ?e ich ?ród?o le?y w ?wiecko?ci. Dlatego 
w?a?nie nie mo?na by?o, ich zdaniem, odrzuci? 
wprowadzenia metod grupowo-dynamicznych, 
poniewa? zawarte s? w nich si?y obecne w ka?dej 
grupie. Pos?uguj?c si? takimi argumentami, 
wprowadzono metody grupowo-dynamiczne nawet 
je?eli chodzi?o o zachowawcz? i ostro?n? aprobat?. /31 
 
Ówczesny kierownik “Domu Albrechta Bengela” w 
Tybindze, Gerhard Maier, w oficjalnym 
o?wiadczeniu da? do zrozumienia, ?e nie jest 
zadowolony z g?osowanie w synodzie i zdecydowanie 
protestowa?. Ju? w 1979 roku podawa? przyk?ady 
jakim obci??eniem by?yby metody 
grupowo-dynamiczne dla ko?cio?a, parafii i 
pojedy?czych chrze?cijan. Mówi? o cz?stym 
przymuszaniu do brania udzia?u w tego rodzaju 
?wiczeniach. Dlatego wyra?nie podkresla?: “szkody 
s? wi?ksze ni? korzy?ci. Dlatego powinni?my, jako 
ko?ció?, raczej wyra?nie ostrzega? zamiast 
jednog?o?nie opowiada? si? za.“ /32 Maier poszed? 
jeszcze dalej, wykaza?, ?e metody 
grupowo-dynamiczne sprzeciwiaj? si? godno?ci 
cz?owieka. “Stosowanie metod 
grupowo-dynamicznych w duszpasterstwie oznacza 
zranienie ludzkiej godno?ci. Przez sam fakt, ?e 
wymaga si? obszernej informacji, – co komisja okre?la 
jako obowi?zek, – b?dzie mie? wp?yw na 
ka?dego, najpierw nie?wiadomy a pó?niej ?wiadomy.” 
/33 

 
Takie g?osy nie mog?y jednak niestety powstrzyma? 
marszu psychotechnik. Od 1990 roku w ca?ym 
duszpasterstwie nie ma prawie ju? wcale dokszta?cania 
czy superwizji, które nie by?oby 
prowadzone metod? grupowo-dynamiczn?. Jako 
przyk?ad dla innych wskazuje si? na zespó? 
Instytutu Duszpasterskiego przy Wy?szej Szkole 
Ko?cielnej Bethel w Bielefeld, co zosta?o 
opublikowane w 1991 roku w czasopi?mie “Drogi do 
Cz?owieka” (Wege zum Menschen). 
O?mioosobowy zespó? spo?ród którego trzej uwa?aj? 
si? za terapeutów Gestalt, trzej dalsi równie? 
za terapeutów o kierunku grupowo-dynamicznym i 
jeden specjalist? psychodramy. A wi?c z 8 osób 
w zespole, 7 jest w pierwszym rz?dzie wyszkolonych 
psychodynamicznie. Je?eli prze?ledzi si? rys 
historyczny rozwoju nasuwa si? pytanie jakim 
sposobem uda?o si? pozyska? kap?anów i osoby 
zakonne dla tych metod. Odpowied? znajduje si? w 
dwóch, bardzo ró?nych i niezwyk?ych 
wydarzenia takich jak: II Sobór Watyka?ski i rozruchy 
studenckie, a ponadto psychiczny nacisk na 
znanych ksi??y. 
 
Uzgodnienia soborowe 
 
Szczególny sposób interpretacji wyników II Soboru 
Watyka?skiego, oprócz innych fenomenów 
okaza? si? bardzo pomocny dla wprowadzenia technik 
grupowo-dynamicznych w ?ycie 
duszpasterskie i zakonne. Tak si? dzieje, gdy “duch” 
mi?o?ci ogarnia wybiórczo niektóre tylko 
punkty soboru, podczas gdy innym po?wi?ca si? mniej 
uwagi lub pomija. Takie instrumentalizowanie 
wyników soboru widoczne jest np. w artykule 
austriackiego jezuity Pio Sbandi “Dynamika grupowa i 
?ycie wspólnotowe”/34 Wypowiedzi soborowe 
podkre?laj?ce ponownie warto?? ?ycia zakonnego 
zostaj? sprowadzone do uwydatnienia ?ycia 
wspólnotowego. Punktem wyj?cia jest “Dekret o 
wspó?czesnym odnowieniu ?ycia zakonnego”, który 
mówi: “?ycie we wspólnocie to ?ycie na wzór 
Ko?cio?a pierwotnego, w którym wszyscy mieli jedno 
serce i jedn? dusz? (por. Dz. Ap 4, 32), ?yli 
nauk? Ewangelii, ?wi?t? liturgi?, przede wszystkim 
eucharysti?, w wytrwale piel?gnowanej 
modlitwie i jedno?ci ducha. (por. Dz. Ap 2. 42).”/35. 
 
Sbandi podkre?la szczególnie s?owa “wytrwale 
piel?gnowane” i tak kieruje dalej swoje my?li, ?e 
centralnym punktem staje si? “wspólnota ?ycia”, która 
ma absolutne pierwsze?stwo. Aby przybli?y? 
ten problem czytelnikowi pokazuje najpierw 
“negatywne aspekty” tradycyjnego ?ycia zakonnego, 

background image

 

13

które przeszkadza?o w?a?ciwie wspólnocie. 
“Rzeczywi?cie, przez uwarunkowania w ró?nych 
zakonach ?ycie wspólnotowe w dzisiejszym sensie 
zosta?o niejako ograniczone. Wewn?trzne 
dzia?ania mi?dzy cz?onkami wspólnoty zosta?y 
zredukowane do minimum, podzia? czasu by? tak 
zorganizowany, ?e kontakty mi?dzy zakonnikami 
ogranicza?y si? jedynie do formalnych. Milczenie 
jeszcze dzisiaj zalicza si? do filarów ?ycia zakonnego. 
Kontakty ze ?wiatem zewn?trznym, w 
porównaniu z dzisiejszymi mo?liwo?ciami, zosta?y 
celowo ograniczone. (. . .) Czas przewidziany na 
w?a?ciwe ?ycie wspólnotowe (np. czas wypoczynku) 
prawie zupe?nie nie dawa? mo?liwo?ci na 
dzielenie si? emocjami i przemy?leniami.” /36 
 
Wg Sbandi ju? w 1969 roku “stosunki mi?dzy 
cz?onkami zakonu wyra?nie zmieni?y si? pod 
wp?ywem wybuchaj?cych kryzysów w nowoczesnym 
spo?ecze?stwie, takich jak kryzys 
autorytetów, ideologii. W wyniku tego równie? coraz 
cz??ciej ideologia zakonu (!) poddawana by?a 
w w?tpliwo??. Uzasadnienie autorytetu nie by?o ju? w 
pe?ni akceptowane, podobnie zreszt? jak i 
hierarchicznie ustalany podzia? ról. Liczba regu?, 
ci?gle jeszcze obowi?zuj?cych, ale ju? nie 
przestrzeganych, ci?gle wzrasta. Te i inne dalsze 
elementy wywo?uj? ca?y szereg napi??, które 
oczywi?cie wewn?trz starych struktur nie mog? ju? by? 
rozwi?zane.” /37 Mo?liwo?ci “odnowy 
zakonów zgodnej z czasem" widzi Sbandi w dynamice 
grupowej. W ten sposób zainicjowane przez 
niego problemy pozwalaj? si? rozwi?za? i odnie?? do 
ducha czasu. Taka “wspó?czesna odnowa 
?ycia zakonnego np. w USA doprowadzi?a do 
zniszczenia 60% wszystkich domów zakonnych, o 
czym b?dzie jeszcze mowa. 
 
Rozruchy studenckie 
 
Podczas, gdy Sbandi w studenckich niepokojach 
dopatrywa? si? wa?nych spo?ecznych celów i w 
ciszy przymierza? je do stanu zakonów, Karl-Wilhelm 
Dahm, g?ówny przedstawiciel psychologii 
pastoralnej w Niemczech obci??a odpowiedzialno?ci? 
za szybkie rozpowszechnienie si? metod 
grupowodynamicznych polityczne ??dania roku 68. W 
ten sposób “czasowy i przy bli?szym 
spojrzeniu równie? rzeczowy zwi?zek z tzw. ruchami 
studenckimi od roku 1968 jest oczywisty. W 
tych ruchach nie idzie w ko?cu o pytanie, jak daleko 
nasze spo?eczne formy wspó??ycia, takie jakie 
one s?, odpowiadaj? naszym wyobra?eniom o 
humanizmie; ale o wiele bardziej o wypróbowanie 

nowych form i znaków ‘demokratyzowania’, 
‘emancypacji’ i ‘kolektywizmu’, które równie? w 
strukturach ko?cielnych powinny mie? znaczenie, jak 
uwa?a?o wielu m?odszych teologów." /38 
 
W konsekwencji tego widzi Dahm w psychotechnikach 
mo?liwo?? spo?ecznego przewrotu. Poprzez 
rzekome “wy?wiczenie mi?o?ci bli?niego w sensie 
Kazania na Górze” podczas posiedze? 
grupowo-dynamicznych “w ?wiecie technicznego i 
organizacyjnego zracjonalizowania winna by? 
dana szansa ludzko?ci, rozs?dkowi a wi?c i zmianie 
systemu” /39 
 
Nacisk psychologiczny 
 
Naszkicowane, teoretyczne ??dania zosta?y 
zrealizowane w praktyce z regu?y w nast?puj?cy 
sposób: z jednej strony kandydaci na ksi??y zostaj? 
postrzegani jako przypadki patologiczne, np.: 
Michael Klassmann uwa?a, ?e kandydaci do 
klinicznego szkolenia duszpasterzy s? “cz?sto 
dotkni?ci 
depresj? i agresj?” /40. Z drugiej strony przypisuje si? 
im jednostronno?? w wiedzy fachowej i 
ludzkie s?abo?ci: ksi??a w swoim dotychczasowym, 
teologicznym wykszta?ceniu nie s? 
przygotowani praktycznie do rozwi?zywania 
problemów mi?dzyludzkich; nie potrafi? im sprosta?; 
osobiste niedomagania, niesprecyzowane l?ki i 
kompleksy b?d? czyni? prac? takiego duszpasterza 
niezno?n?. W?a?nie ci ksi??a, dla których potrzebna 
by?aby duchowo-psychiczna pomoc byli 
naj?atwiej werbowani na tego typu kursy i seminaria, 
które prowadz? raczej do wyobcowania. 
 
Nie podlega kwestii, i? wielk? pomoc? dla kap?anów 
jest powa?ne, psychologiczne wykszta?cenie, 
które b?dzie ich wspiera? w trudnych zadaniach 
duszpasterskiego obcowania z lud?mi. Sposób 
jednak w jaki grupowo-dynamicy wykorzystuj? t? 
potrzeb?, wskazuje na taktyk?, której widocznym 
celem jest uczyni? z duszpasterzy osoby bardzo ma?o 
pewne siebie i zniszczy? efekty pracy w 
ko?ciele. Karl Frielingsdorf, cz?onek Niemieckiego 
Stowarzyszenia Psychologii Pastoralnej tak 
pisze: “có? pomo?e teologom najlepsze teoretyczne 
wykszta?cenie, gdy oni sami przechodz? kryzys 
to?samo?ci, kiedy nie nawi?zuj? wi?zi z grup? 
parafialn?, gdy s? niepewni i autorytarni, nie umiej? 
s?ucha?, je?eli postrzeganie siebie i innych jest 
niew?a?ciwe, je?eli s? nietolerancyjni i uprzedzeni 
oraz niezdolni do prawdziwej wspó?pracy.”/41. 
Ksi??om, wobec ich duchowych pyta? zostaje 

background image

 

14

przedstawiona ich przera?aj?ca niewiedza i ignorancja. 
Kto za? jako duszpasterz nie rozwa?y swojej 
osobowo?ci i spo?ecznych przemian, izoluje sam 
siebie od ?wiata i od faktycznych, religijnych 
potrzeb ludzi. Ta niew?a?ciwo?? prowadzi do tego, ?e 
sporo ludzi wyobcowuje si? wzgl?dem 
ko?cio?a, mimo ?e nadal ich potrzeby religijne istniej?, 
lecz mo?liwo?ci ich zaspokojenia coraz mniej 
dostrzegane s? w ko?ciele. G?ówn? przyczyn? 
upatrywa? mo?na by w tym, i? ko?ció?, z 
wyolbrzymionymi strukturami w?adzy, nie nad??a za 
politycznymi wymaganiami czasu. Greinacher 
twierdzi, ?e co prawda istnieje jeszcze wielu 
katolików, którzy przyjmuj? wiar? przedstawian? przez 
urz?d ko?cio?a i jego autorytet i wprowadzaj? j? w 
?ycie, wiara ta jednak nie odpowiada ju? 
oczekiwaniom nowoczesnego spo?ecze?stwa i dla 
przysz?o?ci chrze?cija?stwa nie b?dzie do?? 
trwa?a. Ko?ció?, który odpowiada?by wymaganiom 
nowoczesnej demokracji nie mo?e by? – co 
zarzuca istniej?cemu ko?cio?owi– patriarchalny, 
autorytarny, feudalny, klerykalny i wrogi kobietom. 
/43 Przed ksi??mi stoi dzisiaj zadanie, aby skierowa? 
si? w stron? tych ludzi wraz z ich ??daniami, 
których ko?ció? rozczarowa?. 
 
Ci, którzy byli w??czeni w dotychczasow? dzia?alno?? 
ko?cio?a pozostan? niejako na marginesie. 
W tym rzekomo nieludzkim i wyobcowanym ?wiecie 
trzeba poprzez nowe metody duszpasterskie 
ponownie stworzy? intensywne w??czenie w wiar?. 
Jako ?rodek uzdrawiaj?cy zaoferowane 
zosta?yby ró?norodne metody grupowo-dynamiczne. 
Tak oto Niemieckie Stowarzyszenie 
Psychologii Pastoralnej wychodzi z za?o?enia, “?e 
ka?da sytuacja duszpasterska ma swój za?o?ony 
sens, który si? ujawnia w ró?nych formach kontaktów. 
Post?powanie psychologiczne jak analiza 
transakcyjna czy terapia Gestalt mog? pomóc ten 
ukryty cel zrozumie? i oprze? si? absurdom. W 
tym widoczna jest podtrzymuj?ca si?a, która wyra?a 
dzia?aj?cego Boga w stworzeniu i w chrzcie.” 
/44 
 
Zachwala? “prawdziwe” religijne do?wiadczenia 
 
Aby skutecznie przekona? zarówno ksi??y jak i 
?wieckich o warto?ci metod 
grupowo-dynamicznych, nale?y udowodni?, ?e to one 
w?a?nie prowadz? do prawdziwych 
religijnych do?wiadcze?. Niew?tpliwie religijne 
do?wiadczenie posiada inn? jako?? ni? 
akademickie studium teologii. Mimo tego, ?e prze?y? 
tych nie da si? sztucznie wywo?a? ani przez 

psychotechniki ani konsumpcj? narkotyków, 
twierdzono, nadal si? twierdzi i cz?sto dobrowolnie si? 
wierzy w zapewnienia teologów i opisy tych prze?y? 
przez uczestników takich spotka? grupowych 
do tego stopnia, ?e zaciekawiaj? one t? metod? wielu 
wierz?cych, którzy krótko potem zostaj? 
poch?oni?ci jej metod?. Nawet tak zwyczajne w 
grupowo-dynamicznych posiedzeniach 
post?powanie jak “oczyszczaj?ce” wy?adowanie 
agresji – którego empirycznie nie mo?na niczym 
potwierdzi? – zosta?o wykorzystane przez czo?owych 
cz?onków Niemieckiego Towarzystwa 
Psychologii Pastoralnej i wystylizowane na akt 
religijnej odnowy. Po sze?ciu latach dzia?alno?ci tego 
towarzystwa, przedstawiaj?c swoj? prac? napisali: “W 
grupach do?wiadcza si? tak?e prze?y? 
religijnych. Cz?stym i wyzwalaj?cym do?wiadczeniem 
jest: ja mog? by? takim, jakim jestem. Mog? 
si? wypowiedzie? bez bycia os?dzonym, nie musz? 
ukrywa? z?o?ci ani niech?ci, nie musz? ze 
strachu sprawia? innym bólu i samemu da? si? zrani?, 
poniewa? szczere s?owo nie mo?e nas 
rozdzieli?, lecz raczej zbli?y?. Takie do?wiadczenia 
wyra?nie przypominaj? historie biblijne, wg 
których przyj?cie s?abych, niedo???nych i 
grzeszników jest pierwszym napomnieniem i 
za?o?eniem 
w?asnych d??e?, maj?c na uwadze, ?e nie wszyscy 
chrze?cijanie s? jednakowi i dobroduszni, lecz 
wzajemne ró?nice toleruj?, a granice dziel?ce s? w 
stanie pokona?.”/45 
 
Tym za?, którzy w jaki? szczególny sposób czuj? si? 
zwi?zani z chrze?cija?sk? tradycj? i 
zobowi?zuj? si? g??boko w niej ?y?, podsuwa si? 
w?a?nie do?wiadczenia grupowo-dynamiczne jako 
nawi?zuj?ce do tych tradycji. “Wiele do?wiadcze? 
podczas intensywnej pracy grupowej przypomina 
wspólne prze?ycia, które wielu z nas mia?o jako dzieci 
i m?odzie? w pobo?nych grupach.” /46 
Do?wiadczenia nawrócenia w pietyzmie 
chrze?cija?skim prze?omu 18 
 
i 19 wieku s? ca?kowicie nie do porównania ze 
“?wietlistymi godzinami posiedze? 
grupowo-dynamicznych”. Wspólny dla obu jest 
“koncept duchowego intensywnego prze?omu, 
pe?nego g??bokich uczu?, radykalnie zmieniaj?cy 
zachowanie”. /47 Prze?wiadczeni katoliccy i 
ewangeliccy chrze?cijanie wydaj? si? by? przekonani, 
?e “w treningach grupowo-dynamicznych 
rzeczywi?cie odczuwaj? g??boko?? i intensywno?? 
chrze?cija?skiej egzystencji jakiej jeszcze nigdy 
dot?d w ich religijnym ?yciu nie odczuwali". /48 
 

background image

 

15

Rzekomy zwi?zek z pietyzmem 
 
W tym miejscu nale?y dok?adniej omówi? “ 
sk?onno??” do pietyzmu, poniewa? tu 
upatruje si? przyczyny tak gwa?townego opanowania 
przez te techniki szczególnie ko?cio?a 
ewangelickiego i odpowiednio wci?gni?cia równie? 
ko?cio?a katolickiego. Ró?ni autorzy podobnie 
jak Niemieckie Stowarzyszenie Psychologii 
Pastoralnej zwrócili uwag? na zwi?zek z pietyzmem, 
np. 
Hans Joachim Schliep: “To co nazywamy ruchem 
duszpasterskim jest rodzajem zabawy w 
pobo?no??, by? mo?e powrotem pietyzmu w innej 
(nowej?) szacie.” /49 
 
Zwi?zek mi?dzy grupow? dynamik? a protestanckim 
jak i ?ydowskim pietyzmem jest najwyra?niej 
przedstawiony u Thomasa C. Odena. Oden studiowa? 
w Heidelbergu i obecnie jako profesor 
teologii I psychologii mieszka w USA. Tytu? ukazanej 
si? w 1972 roku ksi??ki bez ogródek zdradza 
jego sympati?: “Intensywne do?wiadczenie grupowe – 
nowy pietyzm”. /50 Oden okre?la Encounter 
– ruch grupowo-dynamiczny jako “nowy pietyzm”. 
Fritz Perls, Abraham Maslow, Carl Rogers, 
Wilhelm Reich i Alan Watts okre?leni s? jako 
“kanoniczni ?wi?ci” ruchu grupowo-dynamicznego, a 
Esalen i inne podobne centra nazywa miejscami 
?wi?tymi, do których jakoby ludzie pielgrzymuj?. /51 
Ko?cio?y mog?yby si? czego? nauczy? od ruchu 
grupowo-dynamicznego. Radzi im, aby wesz?y 
bardziej ?wiadomie w dialog z “Narodowymi 
Laboratoriami Treningowymi, sieci? Esalen i z 
wieloma 
innymi o?rodkami, które intensywnie eksperymentuj? 
z procesami grupowymi, poszerzaj?cymi 
?wiadomo??, z medytacj?, niewerbalnym 
komunikowaniem i ponownym odkryciem 
intymno?ci.” /52 
 
Podsumowanie Odena o porównaniu pietyzmu i ruchu 
Encounter powinno zosta? przytoczone w 
ca?o?ci, poniewa? sformu?owane s? tu interesuj?ce 
kategorie, wg których rzeczywi?cie zmienionia 
si? rozumienie religii: 
 
“Do tej cz??ci nie mo?na znale?? lepszego zako?czenia 
podsumowuj?cego 6 podstawowych 
za?o?e?, które Sam Keen /53 uwa?a jako 
fundamentalne w spojrzeniu na ‘aksamitn? rewolucj?’. 
Nie powinno zaskakiwa?, ?e ka?de z tych za?o?e? 
(mimo, ?e Keen wydawa? si? tego nie 
zauwa?a?) jest g??boko zakorzenione w pietyzmie 18 
wieku: (1) ‘Religia nie jest spraw? zwi?zan? z 

jak?? organizacj? lecz now? form? ?wiadomo?ci’ 
mówi Keen o ‘aksamitnej rewolucji’. Podobnie 
postrzegano religi? w tradycji pietyzmu jako bunt 
przeciw formalizmowi i poszukiwanie nowej 
religijnej ?wiadomo?ci. To Schleiermacher nada? 
takiemu pojmowaniu uzasadnienie teologiczne. (2) 
Nic dobitniej nie mog?oby scharakteryzowa? pietyzmu 
jak druga cecha Keenowskiej ‘aksamitnej 
rewolucji’: ‘Jest mo?liwe bezpo?rednie transcendentne 
do?wiadczenie Boga.’ To by? punkt 
zaczepienia i zarazem o? obrotu ewangelickiego 
przebudzenia i pobo?no?ci ?ydowskich chasydów. 
(3) Religijna ?wiadomo?? mo?e by? wspierana przez 
takie dyscypliny jak joga, medytacja, ?piew, 
ta?ce, przepowiednie (. . .) i studiowanie antycznych 
tekstów religijnych. Równolegle znajdujemy w 
pietyzmie wytrwa?e d??enie do takiego pokierowania 
?yciem religijnym, zbie?ne z tego rodzaju 
dyscyplinami, z wyra?nym akcentem na kontrol? i 
podporz?dkowanie funkcji cia?a jako aspektu 
religijnego rozwoju. (4) “Prawdziwa si?a do przemiany 
spo?ecze?stwa musi pochodzi? od 
indywiduum, które w pe?ni i ochoczo tego chce i ?yje 
zgodnie ze swoimi pragnieniami.” Ten g?ód za 
ca?kowitym zanurzeniem si? ze wszystkimi zmys?ami 
w do?wiadczenie religijne wraz z g??bokim, 
uczuciowym zaanga?owaniem si? i radykalnym 
prowadzeniem ?ycia religijnego jest jedn? z dobrze 
znanych podstaw protestanckiego i judaistycznego 
pietyzmu. Nadzieja, ?e przez takie ‘odnowione’ 
osoby wielki organizm spo?eczny mo?e zosta? 
odmieniony, mo?na zauwa?y? w reformatorskich 
ruchach pietyzmu, jak np. w abolicjonizmie. (. . .) (5) 
“Do?wiadczenie i eksperymentowanie s? 
?ród?ami religii a nie autorytet i objawienie". Nie 
zgadzam si? z Keenem, ?e ‘aksamitna rewolucja’ 
nie t?skni, na swój sposób, za objawieniem, co wida? 
pocz?wszy od ‘Hair’ a sko?czywszy na ‘Jesus 
People’ . W ka?dym razie do?wiadczenie i 
eksperymentowanie maj? centralne znaczenie zarówno 
dla wiary pietystycznej jak i dla aksamitnej rewolucji, 
daleko wi?ksze ni? autorytarne i sztywne 
wyobra?enia scholastyczne o objawieniu. Wesley 
mówi w powi?zaniu z jego wspólnotami wiary o 
staraniach w kierunku “religii eksperymentalnej”. (6) 
“Wiele dziwnych rzeczy mo?e by? 
prawdziwymi – pozazmys?owe postrzeganie, 
astrologia, magia – a wi?c najlepiej pozosta? na 
wszystko otwartym.” Podobnie jak aksamitn? 
rewolucj?, równie? pietyzm ci?gn??o do okultyzmu, 
psychicznych fenomenów, uzdrowie? i cudów oraz do 
eksperymentalnej postawy wobec 
ponadnaturalnych fenomenów. We wszystkich 
punktach aspekty ‘aksamitnej rewolucji’ zosta?y 

background image

 

16

poprzedzone przez tych odnowicieli ma?ych, 
religijnych wspólnot 18 stulecia." /54 
 
Czytaj?c dzisiaj ponownie niektóre teksty teologów lat 
70-tych mo?na si? domy?le? dlaczego 
metodom grupowo-dynamicznym, cz?sto bez 
zastanowienia zosta?y otwarte drzwi i bramy. Wiele z 
wy?ej cytowanych punktów Keena zosta?o 
entuzjastycznie przyj?tych i rozprzestrzenionych: np. 
?e 
bezpo?rednie do?wiadczenia transcendentne s? 
wykonalne (poprzez wschodnie medytacje, poprzez 
rozwini?te przez Stanislava Grofa psychotechniki, 
przez konsumpcj? narkotyków i inne); ?e 
do?wiadczenie ma priorytet przed autorytetem, 
tradycj? i objawieniem; oraz ?e moc przemiany 
spo?ecznej le?y w ochoczym, ?ywotnym podmiocie. 
 
Multiplikatory 
 
W tym miejscu oczywiste jest, ?e nie mog? zosta? 
udokumentowane wszystkie stanowiska 
teologów, którzy podkre?lali mo?liwo?? oryginalnych 
do?wiadcze? religijnych, osi?ganych tym 
sposobem i aktywnie pomagali we w??czaniu do 
ko?cio?ów metod grupowo-dynamicznych. Jako 
przyk?ady niech pos?u?? reprezentacyjnie trzy 
stanowiska osób i tylko w uj?ciu fragmentarycznym: 
 
–Gerhard Marcel Martin, ewangelicki teolog i 
psycholog, jednocze?nie kierownik ewangelickiej 
akademii: 
 
–Michael Mildenberger, ewangelicki teolog i referent 
Ewangelickiej Centrali ?wiatopogl?dowej 
(EZW) w Sztutgarcie; 
 
–Adolf Heimler, ksi?dz katolicki, Salezjanin i trener 
grupowo-dynamiczny. 
 
1. Przyk?ad: ewangelicki kierownik akademii 
 
Gerhard Marcel Martin, swego czasu kierownik 
Ewangelickiej Akademii Arnoldshain, usilnie 
pracowa? szczególnie w latach 70-tych nad zmian? 
religii poprzez psychotechniki. W ró?nych 
publikacjach zachwyca? si? Esalen i ró?nymi 
metodami grupowo-dynamicznymi: terapi? Gestalt, 
bioenergetyk?, technikami oddychania i masa?y czy 
technik? pierwszego krzyku – wszystkie s?u?? 
wg niego wyzwoleniu cz?owieka, poniewa? w ten 
sposób nast?puje uruchomienie procesów 
psychicznych, w których zarówno pozytywne jak i 
negatywne uczucia mo?na b?dzie ponownie 
prze?y? i w ten sposób si? oczy?ci?.” /55 

 
Wprawdzie istnieje niebezpiecze?stwo uzale?nienia si? 
od takich grup, ale w ostateczno?ci ludzko?? 
znajdzie prawdziwie now? orientacj?. Wreszcie b?dzie 
mog?a zrzuci? z siebie pancerz 
mieszcza?stwa. “Ale co si? stanie z tymi, którzy cz?sto 
spotykaj? si? w tych instytutach na kursach 
sobotnio-niedzielnych, tygodniowych kursach lub 
wr?cz semestralnych zaj?ciach? W pierwszym 
rz?dzie poddani zostaj? rzeczywi?cie jaki? czas do?? 
radykalnej alternatywie, nowemu stylowi 
komunikowania i do?wiadczania. Jego uwalniaj?ca 
inno?? faktycznie niektórych uzale?ni: poniewa? 
ci ludzie tylko w murach i na ??kach takich instytutów 
w?a?ciwie bez jakichkolwiek sankcji, 
wyrzucaj? z siebie wszystko, wchodz? w g??b swego 
ja, uaktywnia si? w nich regularnie 
‘wewn?trzne bogactwo wolno?ci’ w wieloznacznym 
sensie tych s?ów. Cz?sto ma miejsce 
rzeczywi?cie zmiana orientacji, pocz?tkowy impuls, 
który b?dzie widoczny na d?u?sz? met?. Przy tej 
okazji nie g?osi si? jaki? wielkich nawróce?, zaleca si? 
raczej ma?e ale konsekwentne kroki na 
drodze z opancerzonego mieszcza?stwa w now? 
podatno?? na zranienie i wra?liwo??.” /56 T? 
now? ?yciow? orientacj? wprowadza Martin celowo w 
tradycj? chrze?cija?sk?: “Nowy, powi?zany 
z tym, sposób odczuwania ?ycia znajduje wyraz w 
terminologii religijnej i cz?sto w pobo?nie 
wdzi?cznym do?wiadczeniu i stylu komunikowania." 
/57 
 
Decyduj?cym argumentem Martina w domaganiu si? 
wprowadzenia metod grupowo-dynamicznych 
do praktyki ko?cielnej jest to, ?e takie techniki 
zapewniaj? w przysz?o?ci dost?p do religii i to nie 
przez tradycyjne, ob?udne fenomeny lecz przez 
osobiste do?wiadczenie tzn. przez rzekomo religijne 
prze?ycie w procesach grupowych: “Wa?niejszym (. . 
.) jest oczywi?cie fakt, ?e teolodzy i ?wieccy 
dopiero na podstawie do?wiadcze? z ‘humanistyczno-
potencjalnym’ ruchem twierdz? jakoby dzi?ki 
nim odnale?li ponownie emocjonalny dost?p do 
znaczenia w?asnej tradycji, która nie b?dzie ob?udn? 
i zrytualizowan? form? pobo?no?ci medytacji, 
wyznania grzechów i przebaczenia – i to wszystko 
bez charakteru przymusu, dogmatycznych 
nieporozumie? lub prywatnej izolacji: spowiednikiem 

znaku kap?a?stwa powszechnego, jak uwa?a? Luter, 
mo?e by? kobieta lub brat; to jest ta grupa, 
która s?ucha i pomaga, protestuje i akceptuje; 
wychodzi si? z ciemno?ci konfesjona?u i zimnej 
wirtuozerii prywatnych duchowych treningów." /58 
 

background image

 

17

Nie dziwi wi?c zatem, ?e Martin “nowe ruchy 
religijne” uwa?a za daleko bardziej fascynuj?ce ni? 
“religi? tradycyjn?”, która raczej powinna si? uczy? od 
“religii m?odzie?owych”. To, co mu si? 
wydaje by? najbardziej godne na?ladowania, to fakt, ?e 
“w pr?dach nowej religijno?ci tysi?cletnie 
do?wiadczenia b?d? rzeczywi?cie wyst?powa? i nie 
b?d? mia?y charakteru tylko poetyckiego czy 
filozoficznego. Subiektywne odczuwanie wymiaru 
g??bi w ?yciu, która si? wyra?a w przekraczaniu 
granic czasu i przestrzeni i z tym zwi?zane poj?cia 
rado?ci i pokoju, jedno?ci i wieczno?ci, 
bezczasowo?ci i nie?miertelno?ci przestaj? by? 
zaszyfrowanymi znakami, obrazowymi wyra?eniami, 
literatur? lecz staj? si? faktycznym do?wiadczeniem.” 
/59 
 
Droga ówczesnego kierownika Akademii 
Ewangelickiej Arnoldshain doprowadzi?a go prosto do 
stania si? wielbicielem ruchu Bhagwana (dzisiaj 
zwanego Osho), który jest kombinacj? mistycznych 
prze?y? z psychotechnik? i swobodnym wy?yciem si? 
seksualnym wed?ug wzorów Wilhelma 
Reicha. Mieszanka Buddy i Aleksisa Zorby by?a 
idea?em, które Bhagwan/Osho przedstawia? 
swoim zwolennikom. Martin stale broni? m?odzie?ow? 
sekt? przed atakami i nawet wyra?a? si? o 
niej z uznaniem. W s?u?bowych opracowaniach 
Ewangelickiej Centrali ?wiatopogl?dowej ze 
stycznia 1982 roku okre?la Martin psychotechniki 
ruchu Bhagwan jako znacz?c? i powa?n? 
psychoterapi?, jako “g??bok?, powa?n?, terapeutyczn? 
prac? grupow?.” /60 
 
U Bhagwana dostrzega Martin wizje Marksa 
wprowadzone w czyn. “Chcia?oby si?, w przypadku 
tak kolorowego obrazu, okre?li? ten ruch powa?nie, 
miar? i kategoriami klasycznej krytyki religijnej, 
a przy tym zdecydowanie odci?? si? od osobistego lub 
profesjonalnego stylu polowa? na sekty, a 
jednak pr?dzej czy pó?niej natrafia si? na kategorie z 
marksowskiego wprowadzenia do krytyki 
heglowskiej filozofii prawa. W rzeczywisto?ci jest to 
próba wprowadzenia w czyn zarówno 
autentycznego jak i "fantastycznego urzeczywistnienia 
istoty cz?owiecze?stwa (. . .).” /61 
 
Mimo, ?e skandaliczne wydarzenia z roku 1982 w 
ruchu Bhagwana wsz?dzie by?y znane, Martin to 
pomieszanie indyjskiej mistyki i zachodnich 
psychotechnik stawia za wzór i uwa?a, ?e krytycy 
Bhagwana mogliby si? wiele od niego nauczy?; 
“ujmuj?c w punktach: nawet jego najbardziej 
zagorzali i niepowa?ni krytycy nie mogliby dopomóc 
Bhagwanowi i jego zwolennikom w 

samopoznaniu, zak?adaj?c, ?e sami nauczyli si? 
rozpoznawa? swoje projekcje i je odwo?ywa?: 
pocz?wszy od swojej sta?o?ci dotycz?cej pyta? 
finansowych a? do swojej ambiwalentnej postawy 
wobec autorytetów, od kryzysów narcystycznych a? do 
niepewno?ci wobec u?ywania imion i poj?? 
Boga i do w?asnego koktajlu religijnego, od w?asnej 
t?sknoty za oddaniem si? (i strachu przed utrat? 
w?asnego ja) a? do rozczarowania z powodu spalenia 
na panewce szkicu prawdziwej, politycznej 
egzystencji.” /62 
 
W jednym, z jeszcze dzi? dost?pnym, pism 
Bhagawan/Osho znajduje si? przedruk artyku?u 
Martina 
z czasopisma “Komentarze Ewangeliczne”, który 
wykazuje, ?e w przypadku Bhagwana nie 
rozchodzi si? o w?tpliw? sekt?, lecz o powa?n? i 
maj?c? przysz?o?? prac? grupowo-dynamiczn?, od 
której tradycyjna religia powinna zosta? wzbogacona. 
Zwolennicy Bhagwana “uczestnicz? w 
warsztatach, programach treningowych, w grupach 
samo-do?wiadczalnych, o?rodkach 
medytacyjnych, ?wiczeniach masa?u i pracy z cia?em. 
Si?? tego centrum jest: po??czy? terapi? i 
wymiar religijny, wschodni? praktyk? medytacyjn? i 
zachodni? terapi? alternatywn?.” /63 Na 
zako?czenie, a zarazem szczytowym punkcie artyku?u 
stawia teolog Martin chrze?cijanom ruch 
Bhagwana jako wzór: “By?oby to du?o, gdyby 
chrze?cijanie cho? w po?owie kochali tak swego, 
nieobecnego cia?em Chrystusa, jak sannyasini 
(uczniowie Osho) swego widzialnego mistrza. 
By?oby to ogromne osi?gni?cie, gdyby s?owa 
Chrystusa mia?y takie oddzia?ywanie w ?yj?cych 
nimi chrze?cijanach, jak sannyasini dzi?ki ruchowi 
Bhagwana rozumiej? s?owa Jezusa oraz s?owa 
wszystkich religii ?wiata. By?by to krok do odnowy 
ko?cio?a, gdyby tak jak w Punie tysi?ce 
opu?ci?o wszystko i wybra?o si? w podró? ?yciow?, a 
korzy?ci i nud? zamienili na raduj?c? si? 
?yciem, rozbudzon? duchowo??.” /64 
 
Ówczesny kierownik referatu kultury Ewangelickiej 
Akademii w Bad Boll, ksi?dz Albrecht Strebel 
popiera ruch Bhagwana przez zaj?cie stanowiska w 
tym samym wydaniu, przedstawiaj?c ich jako “ 
tych lepszych chrze?cijan”. On rozumie to jako “prób? 
utworzenia wspólnoty ?ycia, która 
odpowiada?aby idea?owi ?ycia pierwotnych 
chrze?cijan. A poniewa? wiemy ile z?a jest w ko?ciele, 
powinni?my by? wdzi?czni tym m?odym ludziom za 
ich inicjatyw?.“ /65 
 

background image

 

18

Dzisiaj Martin anga?uje si? mocno w specjaln? form? 
grupowej dynamiki. Jest to psycho- lub 
bibliodramat, jedna z dydaktycznych metod nauczania 
religii. (patrz rozdzia? o bibliodramacie) /66 
 
2. Przyk?ad: Kierownik Referatu Kultury 
Ewangelickiej Centrali w kwestiach 
?wiatopogl?dowych. 
 
Michael Mildenberger, “specjalista” od nowych 
ruchów religijnych i w latach 70-tych referent 
“Ewangelickiej Centrali d/s kwestii 
?wiatopogl?dowych” (EZW) w obszarze religii 
?wiatowych, 
ideologii i pyta? m?odzie?owych równie? nakre?la 
“specyficzne komponenty religijne” metod 
grupowo-dynamicznych. W swojej ksi??ce “Rewolta 
religijna – m?odzie? mi?dzy ucieczk? a 
odej?ciem” widzi on kontrkultur?, psychologi? 
humanistyczn? i psychotechniki jako ruch, “w którym 
??cz? si? elementy psychoterapeutyczne i religijne, 
prowadz?c do skutecznej mieszanki wynikaj?cej 
ze zmys?owego postrzegania, grupowego 
do?wiadczenia i prawie pietystycznego prze?ycia 
ponownych narodzin." /67 
 
Mildenberger posuwa si? nawet jeszcze dalej ni? 
Martin przez to, ?e czci Bhagwana/Osho jako 
szczytowy punkt “psychoreligijnego ruchu 
m?odzie?owego”. W swoich spostrze?eniach na temat 
AAO (grupa, która zwróci?a na siebie uwag? przez 
orgie seksualne ludzi ze zwierz?tami i nawet 
dzie?mi) rozdzia? o Bhagwanie rozpoczyna 
nast?puj?co: AOO oznacza jeden z mo?liwych, 
ko?cowych punktów w psychoreligijnym ruchu: 
zamkni?t?, ideologicznie powi?zan? grup?. Z religii 
nic ju? w niej nie pozosta?o. Ca?o?ciowa warstwa 
psychologii humanistycznej zatraci?a si? (!), 
terapia zosta?a przekszta?cona w instrument w?adzy. (. 
. .) Inny, przeciwnie ekstremalny biegun w 
psycho-ruchu uciele?nia ten, który swoj? osobowo?ci?, 
pogl?dami i praktykami jak nikt inny dzisiaj, 
rozdarty rewolucj? ?wiadomo?ci, uderza w swoim 
wykl?ciu: Bhagwan Shree Rajneesh. U niego i w 
jego a?ramie, w indyjskim mie?cie Punie, niedaleko 
Bombaju, zachodnie psychotechniki i terapie 
po??czy?y si? z religijn? tradycj? i duchowymi 
praktykami Wschodu w silnie wybuchow? 
mieszanin?, która wg wszystkich do?wiadcze? i 
sprawozda?, wielu wykatapultowywuje w 
najodleglejsze rejony ?wiadomo?ci.” /68 
 
Mildenberger bardzo trafnie opisuje metody, które 
trenerzy wyszkoleni w Esalen stosuj? u 

Bhagwana. Indyjskie Bhagwan-Centrum w Punie 
charakteryzuje on jako “najwi?ksze centrum 
terapii grupowej na ?wiecie” /69 Obserwuje on 
agresywne i destruktywne komponenty 
psychotechnik, ale uwa?a, ?e dla wy?szego celu takie 
?rodki s? konieczne: “W jednej z pierwszych 
faz zostaj? usuni?te zablokowania, aby st?amszone 
uczucia jak z?o??, strach, zazdro?? i zachcianki 
mog?y znale?? swobodne uj?cie. W grupach Encounter 
przeprowadza si? to w niezbyt ?agodny 
sposób: nale?? tu wybuchy psychicznej i fizycznej 
gwa?towno?ci. ‘ale to jest w?a?nie to dobro w 
terapii Encounter’, mówi wypiel?gnowana 
Amerykanka, ‘wy?adowuje si? ca?? agresj?, ca?? rop?, 
wychodzi ca?e gówno, i potem cz?owiek czuje si? jak 
nowonarodzony.’ U takiego 
nowonarodzonego cz?owieka mog? w innych 
do?wiadczeniach grupowych energie wolno si? 
rozchodzi? po wszystkich p?aszczyznach istnienia, 
fizycznej, emocjonalnej i duchowej. Najwy?sz? 
faz? jednak, do której wszystko d??y jest czysta sztuka 
medytacji: Uczestnicy siedz? wyizolowani w 
odpr??onym milczeniu, w buddyjskiej tradycji 
vipassana – lub tradycji zen, medytuj?c; albo ?wicz? 
si? w grupie jog?, tai ch´i chuan i taniec sufich.” /70 
Mildenberger, podobnie jak Martin jest oburzony 
z powodu ataków na Bhagwana, którego opisuje jako 
“cz?owieka nadzwyczajnego” i “wspania?ego 
ducha” /71 W jego odczuciu powstaje tutaj nowa 
religia. “Brak instynktu u dziennikarzy i w 
redakcjach, gdy chodzi o religi? i warstw? ludzkiego 
do?wiadczenia, mo?e doprowadzi? do rozpaczy 
tych, którym powszechne truizmy s? obce.” /72 
 
3. Przyk?ad: ksi?dz katolicki, ojciec 
 
Ze strony katolickiej nie s? znane wynaturzenia, które 
by wychwala?y Bhagwan/Osho jako 
przysz?o?ciowy model religijny. Lecz decyduj?ce jest 
to, ?e w tej “psychoreligijnej sekcie” idzie o 
pomieszanie mistyki i dynamiki grupowej. To 
pomieszanie by?o jednak ju? wcze?niej faworyzowane 
przez teologów katolickich i uwa?ane za 
przysz?o?ciowe np. przez Adolfa Heimlera, 
salezjanina. W 
pracy “Samodo?wiadczenie i wiara-dynamika 
grupowa, psychologia g??bi i medytacja jako droga do 
praktyki religijnej” k?adzie on du?y nacisk na 
“do?wiadczenia religijne”, które dokonuj? si? podczas 
spotka? grupowo-dynamicznych. Heimler jest 
kap?anem od roku 1958 i bardzo aktywnie 
zaanga?owany we wprowadzanie technik grupowo-
dynamicznych do duszpasterstwa, praktyk 
medytacyjnych i do?wiadczania wiary. Niektóre 
rozdzia?y w jego ksi??ce s? przedrukiem wcze?niej 

background image

 

19

wydanych artyku?ów z czasopisma “Strony 
Katechetyczne”. Ch?tnie powo?uje si? on w swych 
teoretycznych opracowaniach na Fritza Perlsa i innych 
wymienionych wcze?niej autorów. 
 
W swojej ksi??ce podaje on niezliczone przyk?ady 
?wicze?, które mo?na stosowa?. Wiele stron 
zawiera opisy uczestników tych spotka?, ich 
?wiadectwa religijnych dozna?, nawet podczas ?wicze? 
dotykowych: 
 
– “Podczas medytacyjnych ?wicze? dotykowych 
odczuwa?em to Bycie – przy – Drugim 
(Beim-andern-Sein) w jaki? religijny sposób. By?em w 
stanie zapomnie? o sobie samym. . . (. . .) 
Mog? tylko sta? i zdumiewa? si?: trudno jest mi to 
wyrazi?: jest to odczucie rozp?yni?cia si? dla 
wszystkich; chcia?bym wszystkich obejmowa?, bra? w 
ramiona, poniewa? mog? by? takim jakim 
jestem, jestem traktowany powa?nie i ceniony. . . 
marzy mi si? wysokie, szczytowe, my?liwskie 
siedzisko. Mo?na to porówna? z ?ó?kiem, które 
wczoraj przedstawia?em na grupie podczas 
wyja?niania oczekiwa?. Kiedy schodzi?em z 
wysokiego siedziska, aby przynie?? sobie jedzenie, 
obmawia? mnie mój wujek: co ja za ?ycie prowadz?, to 
g?upota. Wtedy wzi??em szklank? 
jednorazowego u?ytku, rzuci?em ni? o kamienn? 
posadzk? mówi?c: jak nie przestaniesz z tym 
obgadywaniem roztrzaska si? serce jak to szk?o. . . . 
Daj mi jeszcze t? noc na tym wysokim 
siedzisku. Potem inny g?os powiedzia? do mnie: ty rób 
to, co uwa?asz za poprawne! Podczas 
rzucania szklank? czu?em si? jak Moj?esz przed 
faraonem (‘jak nie pozwolisz wyj?? dzieciom 
Izraela, to stanie si? z tob? to, co z tym szk?em). . . 
Odczuwam to jako do?wiadczenie religijne, 
kiedy si? nawi??e jaki? zwi?zek, kiedy czuj? si? 
trzymany i noszony jak w ?wiczeniu grupowej 
ko?yski. . . . Bezpo?rednio nie odczuwa?em nic 
religijnego. Ale po zastanowieniu si? odczuwam 
wspólne przebywanie w grupie jako religijne, podobnie 
jak wra?liwe s? odczucia przy ?wiczeniach 
dotykowych. Odczuwam w tym ludzk? rado??, która 
mnie uwalnia od mojego Ja. Czasami 
ubolewam, ?e nie ?yj? ?wiadomie religijnie. 
Chcia?bym bardziej odczuwa? Boga kiedy doznaj? 
rado?ci (. . .)” /73 
 
Z manuskryptu “Medytatywne samodo?wiadczenie 
Klausenhofa”, które mo?na znale?? w 
klasztorze Benediktbeuern, Heimler przytacza 
nast?puj?cy przyk?ad pewnej, m?odej uczestniczki: 
“Wczoraj, podczas zabawy z kijem od miot?y 
odczu?am nagle we mnie dotychczas nieznan? mi 

si??. Ale nie wiedzia?am, co z ni? zrobi?. Dzisiaj w 
nocy (zastanawia?am si? nad sob? do godziny 
3.30 nad ranem) za?wita?o mi, ?e istnieje jaki? Bóg, 
który t? si?? potwierdza. On chce aby?my 
równie? nasze si?y potwierdzali i u?ywali. . . 
Dotychczas potwierdza?am tylko swoje s?abo?ci. . . 
Czuj? si? jak nowy cz?owiek. Nie czuj? si? ju? przez 
Boga przymuszana. . . Czuj?, ?e mog? 
walczy?, ?e mog? by? i zosta? sob? (w przeciwie?stwie 
do wyobra?e? mojego ojca, który w domu 
zamyka mnie w z?otej klatce). . . Wiedzia?am, ?e Bóg 
nie jest moim ojcem, on mnie uwalnia. . . 
Chcia?am to powiedzie?, bo jestem niewyobra?alnie 
szcz??liwa, ?e jestem wolna. . . Nie jestem 
przeciw ko?cio?owi. Tylko, ?e w tym momencie nie 
mog? niczego z ko?cio?em rozpocz??. Ko?ció? 
by? w domu dla mnie wielkim przymusem. (. . .) " /74 
 
Z innego manuskryptu o tytule “Eksperyment 
Zangenberga” podaje znowu Heimler religijne 
do?wiadczenie pewnej, niezam??nej, m?odej kobiety. 
Tak ?ni?a ona po ”wojnie na poduszki“ z 
poprzedniego dnia: “Siedzieli?my w kole jak podczas 
bitwy na poduszki. Kr?g by? ciasny. Wszyscy 
siedzieli jak drapie?ne koty, przygotowane do skoku, 
r?ce otwarte jak na przyj?cie poduszki i czekali 
na moje serce. Zosta?o mi ono, z nieopisanym bólem, 
niejako wyrwane z cia?a. Równocze?nie 
chcia?o ono samo z nieprzepart? si?? si? wyrwa?. 
Musia?am mimo woli my?le? o jakim? porodzie. 
Pomimo wszystkich bóli by?am szcz??liwa jak jeszcze 
nigdy w ?yciu. Jeszcze pó? godziny po 
obudzeniu by?am jak w religijnym transie. " /75 
 
W tym miejscu nale?a?oby wyra?nie podkre?li?, ?e 
trzeba nam mocno w?tpi?, czy w tym i 
podobnych opowiadaniach rzeczywi?cie idzie o 
do?wiadczenie religijne. Ich oddzia?ywanie na 
ksi??y i ?wieckich nie omija jednak "wychwalania 
‘prawdziwych’ religijnych do?wiadcze?”. 
Ofensywa ruchu grupowo-dynamicznego, któr? jest si? 
sk?onnym tak nazywa?, doprowadzi?a w 
ci?gu zaledwie kilku lat do zalania obszarów Ko?cio?a 
psychotechnikami. Tak podsumowa? to 
katolicki socjolog, Georg Kamphausen ju? w po?owie 
lat 80–tych: Jest oczywiste, ?e “ w ostatnich 
dziesi?tkach lat dokona?a si? powa?na zmiana w 
samorozumieniu ‘chrze?cija?skiej wspólnoty’, a 
które to samorozumienie ukszta?towali ksi??a i 
proboszczowie poprzez swoje ??dania i oczekiwania, 
odciskaj?c w ten sposób przypisywan? im rol? i pi?tno. 
W kazaniach przedstawia si? dzisiaj 
‘spo?eczników’ oraz religijny wymiar spo?ecznego 
post?powania; ‘nauki kandydatów do 

background image

 

20

ma??e?stwa’ zamienia si? w ‘partnerskie seminarium 
grupowo-terapeutyczne’, opieka 
duszpasterska, katecheza i przygotowanie do 
sakramentów otrzymuj? swój ‘nowoczesny’, aktualny 
kszta?t w nowych pomieszczeniach uczelni (akademii) 
ko?cielnych lub ekumenicznych o?rodkach 
dalszego kszta?cenia i grupowo-dynamicznych 
kr?gach dialogu. Wszystkie te starania ko?cio?a, ich 
oferty nastawione s? w kierunku (. . .) ‘kompleksowej’ 
?yciowej rzeczywisto?ci nowoczesnego 
cz?owieka z wzrastaj?cym ‘zró?nicowaniem’ i 
rozproszeniem ich dzia?a? duszpasterskich i to 
wszystko jedno, czy chodzi tu o duszpasterstwo 
m?odzie?y, w czasie urlopu i kuracji, wi?zienne, 
szpitalne, zawodowe, czy o nastawienie ko?cio?a 
wzgl?dem potrzeb marginesu spo?ecznego." /76 
 
Ku?nia kadr w Zurychu: dynamika grupowa dla ksi??y 
 
Za jedn? z ku?ni kadr, w której kszta?ci si? ludzi 
metodami grupowo-dynamicznymi uchodzi w 
Szwajcarii seminarium nauczycielskie 
“Pestalozzianum” w Zurychu. Tutaj trenowano i 
trenuje si? 
metod? grupowo-dynamiczn? nie tylko nauczycieli ale 
równie? i ksi??y. “Pestalozzianum” ju? w 
roku 1975 w swojej publikacji “Informacje o grupowej 
dynamice i grupowej pedagogice” og?osi?o 
artyku? o próbach grupowo-dynamicznych manipulacji 
ksi??y katolickich. Przedstawione s? tam 
donios?e skutki, które wnosz? ze sob? metody 
grupowo-dynamiczne. Proboszczowie i duszpasterze 
zostaj? prawdziwie, na nowo wychowani. W w/w 
artykule np. skar?y si? trener, ?e ksi??a wci?? 
boj? si? sobie nawzajem sprawi? ból – powinni si? 
zatem nauczy? wzmacnia? konflikty i otwarcie je 
rozgrywa?. Powinni si? nauczy? swoje dotychczasowe 
wyobra?enia podda? pod w?tpliwo??; np. ?e 
trener jest postrzegany jako autorytet lub ?e sami maj? 
ma?o inicjatywy do kszta?towania kursów. 
 
Taka subtelna ingerencja w wyobra?enie autorytetu, 
je?eli raz si? ju? zdarzy, skutecznie 
oddzia?ywuje nadal i z czasem b?dzie mia?a wp?yw 
równie? na inne obszary np. teologiczny, 
szczególnie gdy idzie o struktury ko?cielne. Nie jest 
trudno dalej sobie wyobrazi?, ?e uczestnicy 
takich szkole? pr?dzej czy pó?niej przestan? si? 
kierowa? autorytetem Ewangelii czy prawd wiary. 
Pismo ?w., tradycja i Urz?d Nauczycielski Ko?cio?a 
zatracaj? swoje znaczenie i ust?puj? miejsca 
prywatnemu i intuicyjnemu pojmowaniu religii i wiary. 
Ksi??a, którzy uko?czyli takie kursy b?d? si? 
czu? w swojej parafii jak bezdomni i ch?tnie b?d? si? 
oddawa? swoim nowym uczuciom, my?lom 

??cznie z “nowoczesnymi” figurami integracyjnymi. 
 
Poprzez grupowo-dynamiczne ingerencje cz?owiek 
staje si? odci?ty od wszelkich swoich relacji 
intymnych, prywatnych, rodzinnych, spo?ecznych i 
kulturowych – zostaje wyizolowany ze 
spo?ecze?stwa i polegaj?cy na sobie samym jako 
rzekomo wyzwolona istota. Takie pojmowanie 
(rzekomej) wolno?ci i niezale?no?ci w praktyce, 
czynach i w rzeczywisto?ci niszczy indywidualno?? 
i kultur?, poniewa? wszelkie wi?zi postrzega jako 
przymusowe i dlatego podlegaj?ce odrzuceniu. 
Odpowiedzialno?? odczuwana jest jako ograniczenie. 
Tym samym cz?owiek jako istota spo?eczna 
zostaje wyobcowany ze swoich naturalnych 
uwarunkowa?. W USA obserwuje si? ju? na podstawie 
trzydziestoletnich do?wiadcze? negatywne wyniki 
metod grupowo-dynamicznych: tego rodzaju kursy 
 
“przyczyniaj? si? do rozwodów, do akceptacji 
homoseksualizmu, do chorób i samobójstw.” /78 Z 
oko?o 10-letnim opó?nieniem zosta?y te metody 
przeniesione z USA do Europy – pomimo 
wszystkich ostrze?e? i negatywnych do?wiadcze?. 
Poniewa? rodzi si? podejrzenie, ?e rzeczowe 
podstawy nie graj? ?adnej roli, dlaczego zatem ruch ten 
popierany jest z tak? moc? i tak ?ywotnie 
dzia?a. 
 
Niemieckie Stowarzyszenie Psychologii Pastoralnej i 
jego cele 
 
Rozpatruj?c wp?yw metod grupowo-dynamicznych na 
prac? parafii trzeba powiedzie?, ?e za?o?one 
w roku 1972 Niemieckie Stowarzyszenie Psychologii 
Pastoralnej odgrywa tu decyduj?c? rol?. W 
Niemczech, Austrii i Szwajcarii te metody wyra?nie i 
w pierwszym rz?dzie wdro?one zosta?y do 
duszpasterstwa mimo, ?e z ró?nych stron zosta?y 
skrytykowane, wr?cz jako niepowa?ne i 
niebezpieczne (por. rozdzia? “G?osy krytyczne”). W 
jednym z opisów z roku 1978 reklamuj?cych 
niektóre z psychotechnik okre?lane s? one jako 
“fachowo-naukowe”: “Psychologi? pastoraln? 
rozumie si? jako naukowo-fachow? pomoc dla 
wspólnot parafialnych w obliczu procesów 
grupowo-dynamicznych, np.: procesy rywalizacji lub 
szukanie koz?a ofiarnego, harmonizacja lub 
spychanie winy, - tak bardzo wp?ywaj? one na ?ycie 
parafii, ?e na na?ladowanie Jezusa Chrystusa 
ju? nie zwraca si? w?a?ciwie uwagi i nie wprowadza w 
?ycie, jak to opisuje historia biblijna o 
synach Zebedeusza. Psychologia pastoralna otrzyma?a 
intensywne bod?ce do pracy grupowej 

background image

 

21

poprzez np. tematycznie i wewn?trzakcyjnie 
centrowan? metod?, przez terapi? Gestalt, analiz? 
transakcyjn?, psychoterapi? rozmowy, w pracy 
grupowej Balint, zawieraj?cej ró?norakie impulsy dla 
intensywnej pracy grupowej. Krytycznie bada ona te 
impulsy, które mo?na wykorzysta? w pracy 
ko?cielnych zarz?dów, rad parafialnych, w szkoleniu 
doros?ych, kr?gów rodzicielskich, katechetów 
komunijnych i konfirmacyjnych, w grupach 
medytacyjnych i samodo?wiadczczalnych, w grupach 
wspó?pracowników i konferencjach rodzinnych i 
innych formach ko?cielnej pracy grupowej.” /79 
 
Grupowo-dynamiczne duszpasterstwo stoi ca?kowicie 
na us?ugach wspó?czesnej filozofii 
planowanej przemiany kultury, wed?ug której nie 
istniej? ?adne ostateczne prawdy i ?adna “natura 
cz?owieka”. Istnieje tylko sta?y “dialog” (lub inaczej 
mówi?c: “otwarta dyskusja”), w którym ka?dy 
powinien znale?? swoje prywatne wyobra?enie 
warto?ci, wed?ug którego chcia?by si? kierowa?. W 
takiej ideologii nie ma miejsca dla tradycyjnych 
systemów wiary, a najmniej dla nauki Ko?cio?a 
katolickiego. W konsekwencji, temu wielorako 
cytowanemu “nowoczesnemu cz?owiekowi” 
Ko?ció? nie jest w stanie zaoferowa? duchowej, 
psychicznej ojczyzny b?d? orientacji. Tak te? pisze 
si? we wspomnianym pi?mie: “Grupowa dynamika’ 
jest w istocie wyzwaniem dla ko?cio?a, jak 
daleko grupy parafialne i wspólnoty, ko?cio?y i wolne 
ko?cio?y wraz z ich wszystkimi 
ugrupowaniami s? wstanie przekaza? dzisiejszemu 
spo?ecze?stwu ochraniaj?c? (bezpieczn?) 
przestrze? i sensown? orientacj?. Jest ona 
niewypowiedzian? krytyk? ko?cielnych grup i kr?gów, 
je?eli ludzie nie czuj? si? tam w??czeni, jest ona 
prowokacj? dla chrze?cija?skiego kazania i 
duszpasterstwa, aby pyta? si? o hierarchi? warto?ci w 
?yciu. Jest ona symptomem tego, ?e równie? 
ko?ció? ma swój udzia? w sporze na temat pluralizmu 
warto?ci w obecnym czasie.” /80 
 
Te gwa?towne wypowiedzi by?y widocznie 
pojmowane raczej jako “opakowanie”. Patrz?c wstecz 
ci, którzy byli za to odpowiedzialni przyznaj?, ?e 
chodzi?o im o rozleg?? przemian? ko?cio?a. 
Twórcy szkole? duszpasterskich, orientowanych 
grupowo-dynamicznie zdawali sobie jasno spraw? z 
wybuchowego charakteru tego ruchu. Stawali 
?wiadomie w sprzeczno?ci do powszechnej wyk?adni 
w obr?bie ko?cio?a – z wyra?nym celem, aby j? 
os?abi?. Joachim Scharfenberg, jeden z za?o?ycieli 
Niemieckiego Stowarzyszenia Psychologii Pastoralnej 
tak reasumuje po 20 latach: “Jako szczególnie 

powabny bodziec i czar wcze?niejszych czasów 
odczuwa?em t? subwersyjn? ?wiadomo?? przez 
któr? uda?o nam si? oderwa? od przeciwników. Z tym 
narcystycznym, bardzo podbudowywuj?cym 
uczuciem: My jeste?my niejako stylem ruchu 
podziemnego, który jednak z podziemia próbuje 
co? ruszy?.” /81 
 
Oficjalnym organem psychologii pastoralnej dla 
spo?ecze?stwa niemieckiego jest od kilku 
lat miesi?cznik “Drogi do cz?owieka”. Tutaj w 
pierwszym rz?dzie zalecana jest terapia 
Gestalt i inne rodzaje dynamiki grupowej. Na pocz?tku 
roku 1981 ca?y zeszyt by? po?wi?cony 
tematowi “Terapia Gestalt w duszpasterstwie”. To 
po??czenie bardzo zadziwia znawców 
psychotechnik, poniewa? “clown terapii” Fritz Perls i 
anarchista Paul Goodman, okre?lali religi? jako 
“przekle?stwo, które przeszkadza ludziom w 
prowadzeniu w?asnego, odpowiedzialnego ?ycia.” /82 
Oboje wyra?aj? sta??, g??bok? awersj? do religii i 
kultury, jednak w tym czasopi?mie s? 
ustylizowani na teoretyków, którzy ludzko?ci i 
chrze?cija?stwu utorowali drog? do przysz?o?ci. 
Ostateczny cel tych obu twórców terapii Gestalt jest 
wybitnie polityczny. W jednej z ksi??ek o 
terapii Gestalt pisz?: “Patrz?c nawet powierzchownie 
istnieje podstawa, aby rzeczy rozbija? na 
drobniutkie cz??ci, nie za? burzy? jak?? cz??? systemu 
(np. klas? panuj?c?) lecz ca?o?? en bloc, 
bowiem wtedy system ten niczego wi?cej ju? nie 
obiecuje.” /83 W tym miejscu Schaffenberg ma w 
istocie racj?, kiedy mówi, ?e w czasie organizacji 
Niemieckiego Stowarzyszenia Psychologii 
Pastoralnej mia?o si? wra?enie znajdowania si? w 
“ruchu podziemnym". 
 
To co z “podziemia“ powsta?o mo?na teraz prze?ywa? 
podczas odprawiania Mszy ?w. (szczególnie 
podczas Mszy ?w. dla dzieci i dla m?odzie?y) : mo?na 
to wyczyta? z podr?czników dla duszpasterzy 
oraz us?ysze? od m?odych kap?anów. Dzi? 
psychologia pastoralna jest znana ju? ca?ej generacji 
wychowawców, którzy prawie nic innego poza 
grupowo-dynamicznymi i "alternatywnymi" punktami 
wyj?ciowymi i takimi schematami my?lenia nie 
poznali. 
 
Pierwsze dwa wielkie eksperymenty grupowo-
dynamiczne 
 
W czasie, kiedy grupowo-dynamiczne techniki 
psychiczne zakorzenia?y si? w publicznych i 
ko?cielnych organizacjach Niemiec, Austrii i 
Szwajcarii, - w USA, Anglii i Holandii ju? “si? 

background image

 

22

potwierdzi?y”. Prawie w tym samym czasie zosta?y 
one wypróbowane w szerokim zakresie. Dwie 
wielkie imprezy na pocz?tku lat 70-tych, podczas 
których te próby zosta?y przeprowadzone, opisane 
s? poni?ej. 
 
?wiatowa konferencja misyjna w Bangkoku 
 
Pierwsza, wielka próba mo?liwo?ci wp?ywania na 
pogl?dy za pomoc? technik 
psycho–dynamicznych mia?a miejsce podczas jednej z 
regularnie odbywaj?cych si? ?wiatowych 
konferencji misyjnych, mianowicie tej z 1972/73 w 
Bangkoku. Ewangelicki naukowiec z dziedziny 
misji, Peter Beyerhaus, który osobi?cie by? na niej 
obecny, dokumentuje ten pierwszy du?y 
eksperyment z przedstawicielami ko?cio?a, podczas 
którego zrealizowany zosta? polityczny cel 
imprezy. /84 
 
Beyerhaus podkre?la, ?e w Bangkoku nie chodzi?o o 
dyskusj? teologiczn?, mimo ?e takowa by?aby 
konieczna, bowiem zdania na temat “pojmowania 
?wi?to?ci” i zada? ko?cio?a znacznie odbiega?y 
od siebie. Poza tym jeszcze w fazie przygotowawczej 
liczni uczestnicy wychodzili z za?o?enia, ?e 
Bangkok powinien pozosta? miejscem klarowania si? 
teologicznych stanowisk. Na tej ?wiatowej 
konferencji misyjnej chodzi?o jednak o uczuciowe 
podej?cie do pogl?dów na teologi? i misje za 
pomoc? psychotechnik grupowo-dynamicznych. 
 
Cztery lata gromadzono zewsz?d teologiczne 
materia?y badawcze dla Bangkoku. Poniewa? jednak 
w ?wiatowej Radzie Ko?cio?ów zauwa?ono, ?e 
fachowa, teologiczna dyskusja mog?aby wp?yn?? 
hamuj?co, wprowadzono now? ideologiczn? drog?, nie 
uwzgl?dniono przygotowanych dokumentów, 
lecz wybrano inny sposób: zaproszono uczestników do 
eksperymentu grupowo-dynamicznego. 
 
W chwili, gdy np. pastor z Hamburga, P. G. Buttler 
zapyta? pracuj?cego w genewskim sztabie 
organizacyjnym Gerharda Hoffmanna o teologiczne 
dokumenty przygotowane dla Bangkoku, 
otrzyma? nast?puj?c? odpowied? pisemn?: Szefowie 
grup na konferencji nie s? zwi?zani 
konkretnymi tekstami, mog? oni przyby? po prostu 
tylko przygotowani i musz? si? wr?cz narazi? 
przekonaniom innych, którzy ró?ne teksty i 
interpretacje uwa?aj? za wa?niejsze. To samo 
obowi?zuje równie? inne grupy (. . .): przygotowanie 
tylko czysto intelektualne nie jest mo?liwe, 
konieczna jest ‘jednomy?lno??’ w temacie. Nie 
wyklucza to niemieckiej dyskusji teologicznej, lecz 

relatywizuje j? przed jej ‘wk?adem’ (udzia?em). Jak 
mówisz, delegacja niemiecka dopomina si? 
g?o?no o ‘materia?y przygotowawcze’ . Pierwsz? 
odpowiedzi? by?oby wi?c: Nie zamykajcie si? 
na eksperymenty grupowo-dynamiczne i tym bardziej 
nie zamykajcie si? na zawsze mo?liwy 
powiew Ducha Bo?ego, lecz przygotujcie si?, ale raz 
inaczej! Czy? nie jest ‘przygotowaniem’ gdy 
kto? gdzie? odkryje jak?? now? pie??, b?dzie o tym 
my?la? i przywiezie j? do Bangkoku? 
Oczywi?cie mo?e równie? przywie?? ca?e teksty, które 
akurat wydaj? mu si? wa?ne". /86 
 
To, ?e na konferencji pierwszoplanowa by?a Metoda a 
nie istotne aspekty, potwierdzone jest 
równie? przez Waltera Hollenwegera, jednego z 
decyduj?cych uczestników konferencji w 
Bangkoku. W ró?nych wywiadach niemieckich 
programów telewizyjnych podkre?la? on, ?e ta 
nowego rodzaju metoda jest dla nich czym? 
najwa?niejszym w ca?ej tej konferencji. Hollenweger 
wyja?nia dalej w odniesieniu do ró?nych zespo?ów 
roboczych: “W tych grupach, podobnie 
przyk?ada?o si? wielk? wag? do interakcji mi?dzy 
uczestnikami, jak i do rozmowy, lecz nie tylko do 
rozmowy na poziomie akademickim lecz do rozmowy, 
która trafia w ludzkie serca. Mamy nadziej?, 
?e istnieje tu wystarczaj?ca ilo?? osób nie 
zabezpieczonych przed ciosami, którzy dadz? si? 
zrani?, 
tak ?e b?d? mogli us?ysze?: To obce i to niedos?yszane 
i to jeszcze nigdy nie s?yszane, co inni 
maj? im do powiedzenia.” /87 
 
Hollenweger, reformowany teolog szwajcarski i 
specjalista z zakresu misji oraz sekretarz d/s 
ewangelizacji ?wiatowej Rady Ko?cio?ów, odgrywa? 
g?ówn? rol? w planowaniu i 
przeprowadzeniu konferencji w Bangkoku. W swojej 
recenzji “Profesor Unrat w Bangkoku” 
opisuje swoje wra?enia z Bangkoku w stylu parodii 
mi?dzy poezj? i prawd?. Jego okre?lenia 
celów wyra?one s? wyra?nie i jednoznacznie. Ju? 
wybór imion dla g?ównych postaci jest 
znamienny: posta? profesora Unrata, z powie?ci 
Henryka Manna, która wy?amuje si? ze zwyczajów 
“mieszcza?skiego ?ycia” w stron? “rozkosz? 
kierowanego” zwi?zku z prostytutk?, ma s?u?y? jako 
prototyp “popychanego zachciankami Europejczyka”. 
Hollenweger pisze: Profesor Unrat “mia? 
wyzna?, ?e ta?cz?ce panienki tajlandzkie, smuk?y 
?piewaj?cy Hindus s? bardziej godni czci ni? 
naukowcy i wy?ej stawiani ni? dyrektorzy. Dzisiaj 
zdecydowa? si? on wszystko przekre?li?, by? w 

background image

 

23

zmowie z tymi przeciwko zwierzchnikom i opór 
nielicznych pogrzeba? w ca?kowitej anarchii. Gdy 
zosta? on zaproszony do tajlandzkiego ta?ca z 
delikatn?, o drobnej budowie panienk? tajlandzk?, 
odwa?nie wsta? i ta?czy?. Kiedy za? usiad?, pewien 
Afryka?czyk powiedzia?: ‘Kto chce 
wspó?czu? z Europejczykiem, powinien zobaczy? go 
ta?cz?cego. . .” /88 Reedukacja jednak 
odnios?a chyba sukces, jak us?ysza? Beyerhaus 
nast?pnego dnia od samego Hollenwegera. 
Beyerhaus donosi: O faktycznym zamiarze tej 
tanecznej imprezy dowiedzia?em si? jednak dopiero 
nast?pnego przedpo?udnia podczas telewizyjnego 
wywiadu z Walterem Hollenwegerem: Fakt, ?e tu 
ortodoksyjni ksi??a, profesorowie teologii i dyrektorzy 
misji prawdopodobnie po raz pierwszy w 
swoim ?yciu wspólnie ta?czyli, przemieni? ich 
wewn?trznie. Zburzone zosta?y w nich uprzedzenia i 
wprowadzony zosta? teologiczny proces 
u?wiadamiania. W zwi?zku z tym zmieni?y si? 
równie? 
misje. Tu w Bangkoku zosta? po raz pierwszy 
praktycznie zapocz?tkowany styl przysz?ych 
konferencji ekumenicznych." /89 W "Profesor Unrat w 
Bangkoku" Hollenwerger przedstawia 
swojego g?ównego bohatera jeszcze wyra?niej: 
Profesor Unrat “móg?by przynajmniej wymieni? 
tuzin ludzi, którzy w czasie tej konferencji radykalnie 
si? przemienili". /90 
 
"Noc Liturgiczna" w Düsseldorfie 
 
Podczas gdy w Bangkoku obecnych by?o tylko 
niespe?na 300 osób, rok pó?niej podczas 
ewangelickiego ?wi?ta ko?cio?a w Düsseldorfie 
zebra?o si? oko?o 3 000 osób, “królików 
do?wiadczalnych” ogromnej, grupowo-dynamicznej 
imprezy, tzw. nocy liturgicznej, mo?liwej dzi?ki 
sfinansowaniu jej przez ewangelickie ko?cio?y w 
Hessen i Nassau. Poniewa? organizatorzy tego 
“alternatywnego i niekonwencjonalnego nabo?e?stwa” 
sami wydali ksi??k? o ich projekcie, b?dzie 
to przedstawione poni?ej przy pomocy ich w?asnych 
opisów tego eksperymentu. /91 
 
Ksi??ka pozwala wgl?dn?? w przygotowanie, przebieg, 
kulisy i analiz? “liturgicznej nocy” oraz 
pozna? instrukcje na przysz?o??. Ujawnia przede 
wszystkim wsz?dzie realizacj? 
grupowo-dynamicznych poczyna? jak i politycznych 
b?d? kulturowo-politycznych celów w tym 
pilota?owym projekcie. Chodzi?o o mobilizacj? du?ej 
grupy ludzi. Organizatorzy zdawali sobie 
spraw? z si?y dzia?ania tego projektu. Tak opowiadaj? 
o swoich pierwszych krokach. “Uwe (. . .) 

wprowadza kurierów do poszczególnych grup. Maj? 
oni informowa? koordynatorom o 
nieprzewidzianych trudno?ciach, o ile takie zaistniej? 
w trakcie fazy komunikacyjnej” /92 
 
– “Kierownictwo organizacyjne obawia si?, aby?my 
nie utracili kontroli podczas tej nadchodz?cej 
imprezy. “ /93 – “Czy powinni?my w ogóle si? na to 
odwa?y?? Ci?gle sobie powtarza?em: 
‘Uwa?aj! Uwa?aj jak ludzie si? wzgl?dem siebie 
zachowuj?, gdzie istnieje mo?liwo?? obszarów 
zak?óce?, co móg?by? przedsi?wzi??, aby zapobiec 
trudno?ciom przed ich zaistnieniem (. . .)” /94 
 
Stale mo?na by?o zaobserwowa?, ?e uczestnikom 
przekazywano wra?enie, jakoby oni sami stali si? 
spontaniczni i wolni, podczas gdy w rzeczywisto?ci 
wszystko by?o przemy?lane i zaplanowane do 
ostatniego szczegó?u. Nawet najmniejsze 
“drugorz?dne szczegó?y” zaaran?owano tak, ?e 
podpiera?y dzia?anie grupowo-dynamiczne ogólnego 
posiedzenia np. : "nadmuchiwanie materaców i 
poszukiwanie miejsca wspiera wzajemn? komunikacj?. 
“ /95 
 
W mowie inauguruj?cej zwrócono uwag? blisko 3 000 
uczestnikom na szczególny charakter tej 
imprezy. Ju? we wst?pie zostali przedstawieni jako 
ofiary spo?ecze?stwa, którym si? chce dopomóc 
w uzyskaniu wi?kszego wp?ywu na korzystanie ze 
swoich praw: “Nic si? dzisiaj nie wydarzy, nic nie 
b?dzie pa?stwu zaproponowane, czego?my sami nie 
prze?yli wraz z innymi grupami. Nie zrobimy 
pa?stwu ?adnego dowcipu, nie jeste?cie królikami 
do?wiadczalnymi lecz my sami prze?yli?my tyle 
rado?ci, znale?li?my tyle zachwytu, jak równie? 
znale?li?my tyle zach?ty – równie? jako ksi??a, bo 
przecie? wi?kszo?? w naszym zespole to ksi??a 
ewangeliccy, katoliccy – ?e chcieliby?my si? z 
pa?stwem podzieli? dzi? wieczorem t? nadziej?, t? 
rado?ci? i zabaw?. (. . .) Nasz zespó? wierzy i 
wie z do?wiadczenia, ?e tak zwana milcz?ca wi?kszo?? 
tylko dlatego istnieje, poniewa? 
uniemo?liwiono jej mówienie (oklaski) (. . .) Teraz 
nadejdzie Ronnie Sequeiera, który pomo?e 
pa?stwu wspólnie z nim medytowa?.” /96 
 
Sequeiera prowadzi? uczestników celowo w kierunku 
od??czenia si? od tradycyjnych form liturgii: 
“Panie i panowie, bardzo cz?sto pyta?em sam siebie, 
jako chrze?cijanin i jako hinduski chrze?cijanin 
a teraz jako prawdziwy Bawarczyk – zapytuj? sam 
siebie: Czy koniecznie trzeba podczas 
nabo?e?stwa siedzie? tak sztywno jak sardynki i tylko 
mówi? b?d? ?piewa?? Czy nie mo?na si? 

background image

 

24

podczas modlitwy rusza?? (. . .) Wypróbujemy to z 
Gospel-Spiritual i mo?e z Ojcze nasz – Calypso." 
/97 
 
Niebawem organizatorzy s? zachwyceni nastrojem jaki 
wytworzyli: “Scie?nili si? jeszcze bardziej. 
Ka?dy czuje drugiego. D??? do jeszcze wi?kszej 
blisko?ci. W organizacji hali obawiaj? si?, i? ludzie 
mogliby si? zatratowa? na ?mier?. Zapewniam ich, ?e 
jeden uwa?a na drugiego. Ludzie s? tak 
stymulowani, i? nie wyrz?dz? sobie nic z?ego. 
Atmosfera jest erotyczna, bliska ciele?nie. Jak na 
sygna?, ta?cz?c, oddalaj? si? znowu do siebie.” /98 
 
Zbiorowa sugestia 
 
Niektórzy uczestnicy spotkania bezpo?rednio po 
imprezie wypowiadali si? o manipulacyjnym 
charakterze i ostrzegali przed uaktywnianiem grupy 
poprzez masow? sugesti? i emocjonalizowaniem 
uczestników. Organizatorzy bronili si? przed t? 
krytyk?, zwracaj?c uwag? na szczytne cele i 
chrze?cija?skie interesy. W sprawozdaniu o podtytule 
“Udzia? w plenum” autorzy donosz?: 
“M?odzie? w wieku 20, 25 lat cz??ciowo zastrzega?a 
si? i powiedzia?a: Gdyby?my wczoraj wieczór 
krzyczeli ‘Chcecie totalnej wojny? ’ t?um 
prawdopodobnie powiedzia?by “tak”. Ja jednak jestem 
innego zdania. Ja to prze?y?em – mam prawie 60 lat – 
jak si? krzyczy: ‘Chcecie totalnej wojny? ’ 
Tak? sugesti? w swoim czasie te? prze?y?em i 
skutecznie si? jej opar?em. My?l?, ?e jest ró?nica, 
jakie za?o?enie si? przyjmuje przy uwalnianiu emocji. 
Ja odczuwam bardzo mocno, ?e wczoraj 
wieczór by?o wo?ane ‘Panie, zmi?uj si?’ a nie: 
‘Chcecie totalnej wojny? ’ Osobi?cie jestem zdania, 
?e gruntownie nie pot?pia si? wszystkich emocji. 
Jeste?my zakneblowani. Dusimy si?. ‘Panie, 
zmi?uj si?’ to dobro, to karabiny przetopione na 
lemiesze – powinni?my mie? wi?cej odwagi, aby 
dawa? upust tego rodzaju emocjom.” /99 Prowadz?cy 
nie zaprzeczaj? zbiorowej sugestii! Zgadzaj? 
si? nawet z tym, ?e granica nadu?y? jest p?ynna. 
“Istotne cechy rozró?niaj?ce widz? w 
nast?puj?cym: Do czego tak wielu ludzi, masa ludzi 
(okropne s?owo) jest w stanie da? si? porwa?, 
lub do czego s? doprowadzeni przez animatorów? Po 
co i gdzie? W jakim zwi?zku? I z jakim 
zamiarem? – Konkretnie: istnieje zasadnicza ró?nica, 
czy cz?owiek jest namawiany do ‘Panie, 
zmi?uj si?’, czy te? jednoczy si? w nawo?ywaniu 
pytaj?c o zgod? do ‘totalnej wojny’ lub do 
‘Tere-fere-kuku, ‘Hej, hej g?ski do domu’, lub do 
‘Niech ?yje Ho Szi–min’, do ‘We shall overcome’, 

lub ‘Oh when the saints go marsching in’ lub te? do 
czego? innego. W ka?dym razie trzeba pyta? o 
konkretn? sytuacj?, kontekst i cele. Ka?dy przypadek 
nale?y zró?nicowanie os?dza? i w ka?dym 
przypadku ró?nie trzeba ocenia? jako?? i nast?pstwa.” 
/100 Niedwuznacznie ??da si?, by te 
zbiorowe, sugestywne imprezy by?y 
instytucjonalizowane w ko?ciele. “Do?wiadczenia w 
obszarze 
godno?ci cz?owieka, zbiorowe formy wyra?ania wraz 
ze wszystkimi wieloma, mo?liwymi do 
przewidzenia, jak i tymi w ?adnym wypadku nie do 
przewidzenia zjawiskami towarzysz?cymi takim 
spotkaniom, maj? miejsce w ko?ciele i s? ci?gle 
aktualne.” /101 
 
Inny uczestnik jeszcze raz ostrzega przed zbiorow? 
sugesti?: By?o to ju? zaznaczone: Ta zbiorowa 
sugestia jest nies?ychanie niebezpieczna. Jak przyby? 
pan Potter, mia?em wra?enie, ?e móg?bym 
podnie?? r?k? do pozdrowienia hitlerowskiego. 
Dosz?oby do tego tak samo, bowiem zachwyt by? 
nieprawdopodobny. Jaki? kult osoby si? tu 
uskutecznia!” /102 Jeszcze inny uczestnik ujawnia 
swoje 
my?li: “Je?eli si? tak obchodzi z emocjami jak wczoraj 
wieczór, je?eli si? je ca?kowicie wyizoluje, 
usunie gdzie? na bok, bez uwzgl?dnienia elementów 
racjonalnych, to dochodzi si? do miejsca, w 
którym wielokrotnie cytowane s?owa ‘opium dla ludu’ 
ewentualnie mog?oby pasowa?” /103 
Jednak?e: To by?y tylko 3 g?osy spo?ród 3000 
uczestników. Organizatorzy, którzy wypowiadali si? 
na tym plenum, wci?? zwracaj? uwag? na mobilizacj? 
postawy jako cel imprezy. Chodzi o to, aby 
ludzi gruntownie mobilizowa? podczas omijania 
oficjalnych urz?dników ko?cielnych. Dieter 
Trautwein, jeden z organizatorów powiedzia?: “Odk?d 
pozna?em grup? Szalom w Holandii, imponuje 
mi, ?e podczas ?wi?towania uczty, w czasie agape, 
wci?? si? powtarza: ‘Zostawiamy 
poszczególnym osobom zadecydowanie: Czym jest to 
dla mnie? Dlaczego mieliby?my prowokowa? 
naszych biskupów lub nawet kardyna?a, aby potem 
musia? powiedzie?, ?e to by?a przecie? 
‘ostatnia wieczerza.’ Zostanie nam wówczas 
zabronione dalej tak ucztowa?.” /104 Kto? inny z 
organizatorów propaguje akcj? i ‘walk? o wyzwolenie’ 
jako nowy czyn chrze?cija?ski. Solidne, 
polityczne walki i okupowanie budynków s? 
wychwalane jako prze?ywanie chrze?cija?skiej 
“weso?o?ci”: Has?o naszej grupy roboczej brzmi 
bowiem ‘?wi?towane pojednanie’ i nasuwa si? 
pytanie: jak zrozumie? to ‘pojednanie’? W 
chrze?cija?skim kontek?cie pojednanie rozumiem jako 

background image

 

25

uwolnienie od ucisku, od gn?bi?cych konfliktów, od 
do?wiadcze? bezsilno?ci. (. . .) Podczas 
okupowania domu (we Frankfurcie przyp. autora) 
oko?o 50 robotników okresowych, studentów i 
mieszka?ców z s?siedztwa okupowa?o – w radosnej 
procesji – budynek przeznaczony ju? dawno do 
rozbiórki, poniewa? nale?a? do spekulanta, który 
chcia? go zburzy?. (. . .) Potem na ulicy rozegra? 
si? “teatr.” Turcy grali gn?bicieli a inni gn?bionych. To 
by?a nowa ekumenia. Nast?pnie odby?o si? 
radosne zaj?cie pomieszcze? mieszkalnych. To 
pokonanie struktury niepokoju. Istnia?a komunikacja. 
Ludzie nieustannie porozumiewali si? na temat, jakie 
by?o prze?ycie tego uwolnienia, ?e jednak w 
grupie mo?na co? zrobi?.” /105 Trautwein jeszcze 
krótko powraca do tego na zako?czenie zajmuj?c 
stanowisko: “Jestem szczególnie wdzi?czny panu Bahr 
za wzmiank? o zachodniej cz??ci Frankfurtu 
i o tamtejszym ?wi?towaniu. Gdyby nam si? tak uda?o 
by? tam razem z nimi! Takie uroczysto?ci 
istniej?. Powinni?my tylko ich lepiej szuka?.” /106 
 
Backee, kolejny wspó?organizator, wspomina 
istniej?cy rozdzia? pomi?dzy liturgi? i aktywno?ci? 
polityczn?: chcia?by widzie? te dwa punkty ze sob? 
po??czone, i posuwa si? tak daleko, ?e tych, 
którzy utrzymuj? ten rozdzia? – a wi?c równie? i tych 
wszystkich, którzy nie bior? aktywnego 
udzia?u politycznego – ??czy z faszyzmem. “Je?eli 
nawet tak zwana wspólnota nie jest zdolna do 
integracji i nie potrafi nie widzie? liturgicznej i 
politycznej nocnej modlitwy jako dwie oddzielne 
sprawy, to odzwierciedla si? w tym problem 
spo?eczny, który dotyczy nas wszystkich, a 
mianowicie 
rozdzia? naszych prze?y? i naszych czynów w 
dzia?alno?ci politycznej i ?wi?towaniu. Uwa?am to 
za ca?kowicie z?e i niebezpieczne, albowiem wówczas 
powsta?oby wiele przemy?le?, które 
mog?yby by? s?usznie wypowiedziane. 
Uzmys?awiacie sobie Pa?stwo histori? z ?o?nierzami 
SS, 
którzy prze?ywali rozd?wi?k mi?dzy wieczornym 
s?uchaniem Mozarta – a wi?c kultur? – z jednej 
strony i obowi?zkiem codziennej s?u?by – 
zagazowywaniem ludzi – z drugiej strony. Oni tego te? 
zespolili. (. . .) Wczoraj wydarzy?o si? co?, co w 
Ko?ciele – to zosta?o powiedziane – dotychczas 
by?o prawie niemo?liwe: rozkurczenie i demonta? 
mieszcza?skich l?ków i rytua?ów. To by?o 
bardzo wa?ne i pi?kne. Wci?? zadajemy pytanie: Czy 
mo?na by? emocjonalnym? Emocje sta?y si? 
dla nas dlatego problemem, poniewa? wci?? 
zapierali?my si? usprawiedliwienia emocji i wci?? 

uwa?amy, ?e trzeba by? racjonalnym. Zepchn?li?my 
emocjonalno?? do k?ta, a ona tymczasem 
ukaza?a si? za naszymi plecami i nie mogli?my jej w 
tej sytuacji kontrolowa?.” /107 Ta sytuacja 
wskazuje wyra?nie, ?e uczestnicy zostaj? poddani 
naciskowi psychicznemu. Je?eli si? zamkn? na 
zadania kierownika eksperymentu i nie otworz? si? 
przed grup?, przybli?aj? si? do 
wspó?dzia?aj?cych z re?imem totalitarnym. Jestem 
sk?onny takie post?powanie uwa?a? za 
odwrócenie faktów. 
 
Poprzednik "Nocy Liturgicznej" 
 
Oprócz opisu tej du?ej próby grupowo-dynamicznej, 
dokumentacja podaje równie? informacje na 
temat paru innych, poprzednich form Nocy 
Liturgicznej oraz obu g?ównych aktorów – Holendra, 
Harry Haasa i Hindusa, Ronnie Sequiera. “Droga 
Ronniego do ‘Liturgicznej Nocy’ zacz??a si? w 
Bombaju. Nale?a? on do grupy m?odych katolików, 
którzy b?d?c hinduskimi chrze?cijanami, jako 
pierwsze próbowali nadrobi? kulturowo to, czego im, 
wychowanym w katolickim getto, brakowa?o. 
Grupa zacz??a ta?czy? klasyczne ta?ce hinduistyczne. 
Potem próbowa?a równie? w ten sposób 
wyra?a? nowin? chrze?cija?sk?, w ruchu i gestach.” 
/108 Sequiera, dyplomowany ekonomista, 
doktoryzowa? si? u Karla Rahnera w Monachium w 
zakresie roli ta?ca w liturgii. Harry Haas, jako 
ksi?dz katolicki, opiekowa? si? indonezyjskimi 
studentami w Holandii, od roku 1968 by? 
duszpasterzem studentów w Wy?szej Szkole Teologii i 
Duszpasterstwa w Heerlen, w Holandii, i 
wprowadza? azjatyckie elementy do liturgii 
chrze?cija?skiej. 
 
“Po wspólnej konferencji z hinduskimi studentami w 
Hilvarenbeek, gdzie Ronnie ta?czy? Ojcze Nasz 
na niedzielnej Mszy ?w., przyj?? on zaproszenie, aby 
w Heerlen, podczas kursu dla m?odzie?owych 
pracowników i pracowniczek opowiedzie? co? o 
pomocy w krajach rozwijaj?cych si?. Ronniemu 
uda?o si? poruszy? ca?kowicie nieprzygotowan? i 
niezainteresowan? m?odzie? do wypowiedzi 
mow? gestów na temat ich stosunku do Boga. Przez to 
zosta?o ‘odkryte’, ?e Hindus z Bombaju nie 
chcia? nas nauczy? niczego egzotycznego, lecz pomóc 
nam aby?my sami z siebie doszli do 
niewyobra?alnych wypowiedzi. Rozwin?? przy tym 
ca?kowicie w?asny ‘kierunek’, zamiast 
akceptacji grupy przez guru i popieraniu przy tym 
ruchu i ta?ca, bli?niaczo po??czy? medytacj? i 
komunikacj?. Nast?pnym wa?nym etapem by?a 
Wielkanoc 1969, mi?dzynarodowy kongres 

background image

 

26

ekumeniczny o niewerbalnej liturgii w Heerlen. 
Uczestnicy przyjechali z Niemiec, Holandii, Belgii, 
Anglii, Irlandii, Australii i USA. To by? niezwyk?y 
kongres: nie zwyczajna bitwa skierowana na 
skruszenie oporu wiedzy naukowej lecz wielkie 
twórcze warsztaty. Szczytowym punktem by?a 
niedzielna Msza ?w. z (s?awnym w kr?gach 
fachowych) tulipanowym ta?cem Offertorium 
Ronniego i z mocnymi improwizacjami muzycznymi 
studentów szko?y muzyki ko?cielnej w 
Hannowerze. Z Heerlen wysz?o wiele impulsów.” /109 
 
Ci?gle i wci?? pojawia si? niebezpiecze?stwo, ?e 
?yczliwi ksi??a b?d? popiera? takie projekty jako 
aktualn? lub m?odzie?ow? zmian? tradycyjnej liturgii. 
Pomijaj? one kulturowo-polityczne i kulturowe 
zmiany zwi?zane z tym eksperymentem i ich 
?wiadomy zwi?zek z irracjonalnymi sk?adnikami i 
chc? 
przenosi? wierz?cych chrze?cijan w stan 
nieprzytomnej, na rauszu, ekstazy. “Teolodzy s? teraz 
wstanie, a la minute przekaza? swoje najnowsze teorie 
a? do najmniejszych wspólnot, mianowicie 
w bardzo wyrafinowany sposób, nastawiony na tre?ci 
Mszy ?w. Je?eli do tego wykorzysta si? 
?rodki wizualne, wyst?puje podczas liturgii dok?adnie 
to szkolenie, które nasze spo?ecze?stwo z 
dotychczasowej komunikacji wiedzy do?wiadczenia 
przerzuci?o na technokracj? rzeczoznawców. 
Dlatego mo?na zrozumie? rewolt? milcz?cej 
wi?kszo?ci, która nie ma innej mo?liwo?ci, jak 
odci?cie 
si?, ale równie? bunt tej twórczej i anga?uj?cej si? 
m?odzie?y, która albo rozmawia o opium albo pali 
kadzid?o. (. . .) Ten najcz??ciej u nas panuj?cy strach 
przed rauszem wynika cz??ciowo z braku 
do?wiadczenia w tym obszarze." /110 
 
Na s?u?bie przemiany spo?ecze?stwa 
 
Wykonawcy eksperymentu byli ca?kowicie ?wiadomi, 
?e ich akcja odbywa si? w ramach ogromnie 
z?o?onej, mi?dzynarodowej “transformacji” 
spo?ecze?stwa. Wykorzenienie jednostek przez 
psychotechniki, odebranie w?adzy domniemanie 
uprzywilejowanej warstwie, oduczenie 
(odszkolenie) spo?ecze?stwa, itd. stoj? na us?ugach 
widocznie, globalnie u?o?onego procesu 
przekszta?cenia w wychowaniu. ”Kulturalna wymiana 
w obecnym czasie nie mo?e si? inaczej 
rozszerza? jak równie? w ramach liturgii 
chrze?cija?skiej. Ironicznie, w ten sposób przeka?e si? 
wi?cej ?wiat?a do zakurzonych, skostnia?ych lub 
przepalonych kinkietów. Stoimy na progu wielkiej, 

mi?dzykulturowej rewolucji. Du?o g??biej si?gaj?ca 
rewolucja dokonuje si? dzisiaj prawie w ca?ym 
?wiecie. Mo?na j? nazwa? demokratyzacj?, 
socjalizacj? lub podobnie. Trwa ona w Chinach, 
Wietnamie, Ameryce P?d., na Kubie oraz w cz??ciach 
Europy, a mianowicie w szko?ach, 
zak?adach pracy, stowarzyszeniach, rodzinach, 
grupach. (. . .) Dynamika grupowa, sensitivity 
training, andragogika s? znakami naukowych 
interesów dla tego fenomenu. Naturalnie reakcja 
bogatej i uprzywilejowanej elity jest ostra i szybka. (. . 
.)." /111 
 
Autorzy wydaj? si? oczekiwa? dalszego biegu 
europejskiej historii wed?ug modelu rewolucji 
kulturalnej w Chinach. Tak jak szko?a ma by? 
‘wyzwolona’ od tre?ci i struktur, tak podobnie liturgia 
ma by? ‘oczyszczona’ od tradycyjnych form, aby 
pó?niej, w ci?gle odnawiaj?cym si? procesie, 
mog?a si? rozwija? ‘prawdziwa’ liturgia. “Odszkolenie 
spo?ecze?stwa jest ostatnim krzykiem broni 
obro?ców milcz?cej wi?kszo?ci przeciw technokratom. 
Liturgicznie t?umacz?c, oznacza?oby to: 
odrytualizowanie liturgii, co nie oznacza?oby ko?ca 
rytów, tak jak i odszkolenie oznacza?oby nie 
koniec lecz pocz?tek ogólnego i wspólnego, trwa?ego 
wychowania." /112 
 
G?osy krytyczne 
 
Zewn?trznie ukryte wprowadzenie instytucji 
pracuj?cych grupowodynamicznie zaskakuje, je?eli si? 
ujawni jak szeroko od samego pocz?tku 
psychotechniki zosta?y skrytykowane i odrzucone 
zarówno 
ze strony naukowej jak i teologicznej. Najnowsza i 
jednocze?nie najobszerniejsza praca na ten temat 
pochodzi od pewnego psychologicznego zwi?zku 
szwajcarskiego, które w latach 1991 i 1992 wyda?o 
kilkutomowe dzie?o o pod?o?u i metodach podobnych 
przewrotów w zakresie szkolnictwa. /113 
 
T?o historyczne zosta?o skrupulatnie rozpracowane i 
udokumentowane. Twórcy metod 
psychotechnicznych zostali dok?adnie przedstawieni, i 
rozpracowani w ich ?cis?ym powi?zaniu z 
Now? Lewic?. Metody grupowo-dynamiczne 
wprowadzone na obszar szkolny zostaj? pokazane w 
ich katastrofalnych, mi?dzyludzkich skutkach. 
 
Orzeczenie obalaj?ce 
 
Ju? 15 stycznia 1977 roku pojawi?o si? w 
“Informacyjnej s?u?bie Niemieckiego Instytutu 

background image

 

27

Kszta?cenia i Wiedzy” orzeczenie na temat dynamiki 
grupowej. Autorami tej ekspertyzy 
byli: Hennig Günther, profesor dydaktyki ogólnej i 
pedagogiki szkolnej na uniwersytecie w Kolonii 
oraz dwaj pedagodzy Clemens i Rudolf Willeke. To 
orzeczenie by?o tak jednoznacznie negatywne, 
?e redakcja czu?a si? zmuszona wyrazi? “ostrze?enie 
przed niezró?nicowanym stosowaniem 
dynamiki grupowej na p?aszczy?nie ko?cielnej.” Jest 
tam napisane: “Niemiecki Instytut Kszta?cenia 
i Wiedzy czuje si? w ramach, swoich zgodnych ze 
statutem, celów zmuszonym wskaza? na to (...), 
?e dynamika grupowa ogólnie jest ?ród?em bardzo 
negatywnych i gro?nych dzia?a?. (. . .) W 
dynamice grupowej uczestnicy zostaj? sprowadzeni do 
stadium rozwoju wczesnego dzieci?stwa. 
Dlatego w ?wiczeniach grupowo-dynamicznych 
w?a?ciwe s? dotyki skóry, kontakty cielesne oraz 
niepohamowane wyra?anie uczu? przez gesty, mimik? 
i wyra?enia s?owne. Przez sprowadzenie do 
fazy, w której ludzka indywidualno?? jeszcze nie jest 
wyra?na, osobowo?? uczestników zostaje 
z?amana i staje si? labilna. Podobnie jest ze sta?ymi 
kontaktami mi?dzyludzkimi, które zamienia si? 
na korzy?? kontaktów zmiennych." /114 
 
Orzeczenie ukazuje, ?e w technikach, które rozumiane 
s? pod nazw? dynamiki grupowej chodzi 
metody niebezpieczne, szkodliwe i motywowane 
ideologicznie. Autorzy dochodz? do nast?puj?cego 
wniosku: "Dynamika grupowa, we wszystkich jej 
odmianach, zawsze zbli?a si? do momentu 
totalitarnego. (. . .) Udzia? post?powania grupowo-
dynamicznego, jako faktor wychowawczy, w 
którym nie po?redniczy ju? ?wiadomo??, jawi si? jako 
zabieg g??boko wnikaj?cy w ludzk? struktur? 
autorytetu i motywacji, tak, ?e dynamika grupowa 
s?usznie mo?e by? nazwana rewolucj? 
antropologiczn?." /115 
 
Samokrytyka 
 
Równie? wiod?cy przedstawiciele i dzia?acze technik 
grupowo-dynamicznych wyrazili si? 
krytycznie o wynalezionych przez siebie metodach. 
Niestety ich sceptyczne spostrze?enia nie 
doprowadzi?y do spornych dyskusji o tych metodach. 
W krajach niemieckoj?zycznych s? one z 
regu?y zupe?nie nieznane. 
 
–Abraham Maslow, wspólnie z Carlem Rogersem, 
jednym z “ojców psychologii humanistycznej”, w 
swoich ostatnich artyku?ach i w licznych notatkach 
swojego dziennika wielokrotnie wyra?a? 

w?asne my?li o rozwoju, swoistego rodzaju 
psychologii. Maslow zmar? w roku 1970. 
 
–Carl Rogers, jako cz?owiek za?ama? si?, gdy jego 
córka Natalia w imi? “samourzeczywistnienia”, 
zniszczy?a swoj? rodzin?. Równie? jego ma??e?stwo z 
?on? Helen pad?o ofiar? jego w?asnej teorii. 
Carl Rogers zmar? w roku 1987. 
 
–William Coulson, wcze?niejszy wspó?pracownik 
Rogersa przedstawia by? mo?e najgro?niejsze 
niebezpiecze?stwo i najbardziej szkodliwe 
konsekwencje dynamiki grupowej. Coulson opowiada 
si? 
za krytycznym os?dzeniem dynamiki grupowej i 
wyja?nia jakie z?o i ile ludzkiej n?dzy zosta?o 
spowodowane przez te techniki. W pewnym zakresie, 
za negatywne dzia?ania, Coulson czyni 
odpowiedzialnymi same teorie "ojców psychologii 
humanistycznej”. “My?lenie Maslowa i Rogersa 
zach?ca?o do nadu?y?. By?o ono ukierunkowane nie 
tylko antyintelektualnie i antynaukowo, ale 
równie? przeciwko rodzinie.” /116 
 
O tym jak my?li Rogersa zosta?y ?le wykorzystane ju? 
przez jego uczniów przedstawia przyk?ad o. 
Johna Kavanaugh’a, który w roku 1967 napisa? 
ksi??k? pod tytu?em “A Modern Priest Looks at 
Outdated Church” (Nowoczesne pogl?dy ksi?dza na 
jego staromodny ko?ció?). Swoj? licencj? jako 
terapeuta straci? z powodu kontaktów seksualnych ze 
swoimi klientkami podczas terapii. Jeszcze 
wi?ksz? wag? ma przypadek trzynastu uczniów 
Rogersa, którzy urz?dowo musieli odda? swoje 
licencje, poniewa? swoje, ci??arne za ich przyczyn?, 
klientki przymuszali do aborcji. “13 m?odych 
Rogers’ianów za?o?y?o w roku 1970 w Hollywood 
‘Centre for Feeling Therapy’ (centrum terapii 
uczu?) i planowali ekspansj? na Europ?. (. . .) Pó?niej 
tych 13-tu, wszyscy z oskar?enia, musieli 
odpowiada? przed izb? lekarsk? w Kalifornii. Kobiety 
posiadaj?ce dzieci, przyjmowane jako 
pacjentki, by?y zmuszane do oddawania swych dzieci 
do adopcji. Pacjentki, które tam zasz?y w 
ci???, oboj?tnie czy za przyczyn? w?asnych m??ów 
czy te? personelu, zmuszane by?y do 
dzieciobójstwa. Teoria bowiem g?osi, ?e nie mo?na si? 
dostatecznie skoncentrowa? na sobie, je?eli 
trzeba si? troszczy? o swoje dzieci. Dlatego trzeba si? 
od nich uwolni?. Stan Kalifornia odebra? im 
licencj? praktykuj?cych psychologów. Miasto okaza?o 
si? bardziej czujne wobec tego problemu ni? 
niektóre ko?cio?y. Niektóre ko?cio?y s? zbyt 
liberalne." /117 
 

background image

 

28

Dla samego Rogersa kontakty seksualne nie wchodzi?y 
w gr?, ale swoich uczniów lub zwolenników 
nie móg? przed tym powstrzyma?. By? on niejako 
niewolnikiem w?asnej teorii. Nie dawa? on 
przecie? z regu?y ?adnych porad czy orientacji, lecz 
ka?dego skierowywa? na samego siebie. 
Cz?owiek, który do niego przychodzi? powinien sam 
decydowa?. Kto? pyta?: “Co powinienem 
zrobi??” On odpowieda?: “Wygl?da na to, ?e pan 
chcia?by wiedzie?, co pan powinien zrobi?.” 
Sygnalizowa? partnerowi, ?e trzeba samemu 
rozwi?zywa? swoje problemy. W przypadku 
kontaktów seksualnych swoich uczniów móg? 
najwy?ej powiedzie?: “Ja tego nie robi?.” Wtedy jego 
zwolennicy odpowiedzieli: “Oczywi?cie, pan tego nie 
robi, poniewa? pan wyrasta? w innych czasach 
ni? my. Ale my to robimy i jest to fantastyczne. Pan 
nas wyzwoli?, aby?my byli sob? – a nie pa?sk? 
kopi?.!" /118 
 
Przepa?? pomi?dzy zasadniczymi pogl?dami Rogersa a 
pogl?dami jego ówczesnych uczniów mo?na 
prawdopodobnie wyt?umaczy? tym, ?e on (a jeszcze 
bardziej Maslow) by? przekonany o s?uszno?ci 
swoich etycznych warto?ci i na tej podstawie chcia? 
ludzi poprowadzi? do wi?kszej wolno?ci i 
odpowiedzialno?ci. Uczniowie obu poszli jednak inn? 
drog?. Zgodnie i konsekwentnie chcieli ?y? wg 
etyki indywidualistycznej. 
 
Ten dylemat mo?na wykaza? ju? w osobie Carla 
Rogersa, otó? dlaczego Coulson pisze, ?e istnia?o 
dwóch Carlów Rogersów: jeden urodzi? si? w styczniu 
1902 a drugi w czerwcu 1969, w Sonoma 
State College w Kalifornii; obaj zmarli 4 lutego 1987. 
/119 
 
Coulson opisuje Rogersa, numer jeden,, jako 
“solidnego cz?owieka, którego inteligencja i dobre 
cechy wnios?y wa?ny wk?ad do psychoterapii. Jego 
osobiste zalety przyci?ga?y licznych 
chrze?cijan na jego seminaria. (. . .). Gdy zak?ada? on 
wraz ze swoj? grup? w roku 1968 ‘Center 
for Studies of the Person’ trzeci? cz??? gremium 
za?o?ycielskiego stanowili ksi??a i duchowni. 
Wiedzieli oni, ?e w terapeutycznym sposobie podej?cia 
uwzgl?dnia? osobiste powo?anie od Boga i 
w ?aden sposób nie próbowa? go zredukowa?. ” /120 
Jednak?e Rogers z pewno?ci?, ju? na 
pocz?tku lat 60-ych zauwa?y?, ?e jego zacz?tki w 
dziedzinie psychoterapii – ze szczególnym, 
dominuj?cym znaczeniem “empatii”, “bezwarunkowej 
akceptacji” i “szczero?ci” by?y tylko 
cz??ciowo skuteczne dla pacjentów neurotycznych, w 
pe?ni zawodzi?y podczas leczenia 

schizofreników, a przy udzielaniu porad normalnym 
ludziom by?y w ogóle niepo??dane. Pomimo, ?e 
by? on tego w pe?ni ?wiadomy, podchwyci? pod 
koniec lat 60-ych ponownie swoje tezy i nada? im 
rewolucyjny charakter, w tym czasie, w Kalifornii, inni 
zacz?li go czci? jako aksamitnego 
rewolucjonist?, a jego psychologii nadali wysok?, 
polityczn? rang?. On sam zacz?? zachwyca? si? 
formami ?ycia m?odzie?y, b?d?cej na marginesie 
spo?ecznym, a wi?c narkomani?, promiskuizmem, 
szkolnictwem alternatywnym i radykalnymi 
psychotechnikami. Coraz cz??ciej wypowiada? si? 
u?ywaj?c gwary ruchów studenckich i kontrkultury. 
 
Na skutek tych wp?ywów, które Coulson nazywa 
naciskiem grupowym (“peer pressure”), 
zdeklarowa? on swoje pocz?tkowe zasady 
psychologiczne, które przedtem mia? zamiar odrzuci?, 
jako warunek prawdziwego cz?owiecze?stwa i 
charakterystyki nowego cz?owieka. W tym czasie, 
tzn. w latach 70, 80-tych, Rogers nie pracowa? ju? w 
ogóle terapeutycznie i tym bardziej nie 
naukowo. 
 
Pod koniec ?ycia sam sta? si? ofiar? swojej terapii. 
Gdy jego ?ona, Helen, w podesz?ym wieku 
ci??ko zachorowa?a, wspó?pracownicy coraz cz??ciej 
udzielali mu rad wynikaj?cych z 
konsekwentnej, indywidualistycznej etyki. Od roku 
1972 a? do ?mierci w 1979 ?ona Rogersa by?a 
inwalidk?. Podczas ró?nych spotka? warsztatowych 
radzono mu, aby zrezygnowa? z wierno?ci 
ma??e?skiej i uniezale?ni? si?. Uczestnikom nie 
chodzi?o o to, ?eby “wykorzysta?” chorob? swojej 
?ony, lecz aby siebie urzeczywistni?. Rogers mia? 
wprawdzie na uwadze przysi?g? ma??e?sk?, 
któr? sobie wzajemnie przed 55 latami z?o?yli i 
traktowa? j? jako zobowi?zanie, ale skorzysta? z 
porad i rzeczywi?cie troszczy? si? mniej o ?miertelnie 
chor? ?on?. Jednak prze?ladowa?y go 
wyrzuty sumienia. Jego w?asna ideologia 
doprowadzi?a go na skraj ob??du. 
 
Jeszcze tragiczniejszym dla Rogersa by? rozwój jego 
córki, Natalii. Krótko po ?mierci swej matki, 
Helen, opublikowa?a ona ksi??k? “Emerging Woman: 
A Decade of Midlife Transitions”. Jak 
przedstawia Coulson, opisuje w niej "liczne czyny 
osobistej nieodpowiedzialno?ci matki: opuszcza 
ona dzieci, nadu?ywa narkotyków i odbija m??ów 
innym kobietom. Natalia Rogers jest wyra?nie 
przekonana, ?e ten rodzaj fa?szywych kroków oznacza 
‘przemian?’ i mo?e wyra?a? stawanie si? 
‘silniejsz? osobowo?ci?’. Kto si? zapisa? do ruchu 
Human-Potential, wierzy, ?e jest odpowiedzialny 

background image

 

29

tylko za samego siebie. (. . .) Emerging Women 
rozpowszechnia, w najintymniejszych szczegó?ach, 
seksualne zdobycze autorki, jej osobiste podej?cie do 
masturbacji i jej osobisty sposób za?ywania 
LSD. Ona opowiada wszystko: pocz?wszy od uczucia, 
nie ‘wiedzie?, gdzie ja by?am’ a? do punktu, 
w którym zatraca si? wszelkie uczucia, za cen? tego, 
dok?d si? idzie. Przyczyn? tego by?y teoria, 
nie ?adna s?abo?? lecz tylko teoria.” /121 W?a?nie 
teoria samourzeczywistnienia wg psychologii 
humanistycznej albo wg modeli dynamiki grupowej. 
Dla tego, tak zwanego samourzeczywistnienia, 
Natalia zrezygnowa?a z wszystkiego kim rzeczywi?cie 
by?a. “aby nauczy? si? – jak nazwa? to jej 
ojciec w tytule swojej s?awnej ksi??ki (“On Bekoming 
a Person”, przyp. autora) – sta? si? osob?.” 
/122 Gdy Carl Rogers pierwszy raz dowiedzia? si? o 
problemach w rozwoju swojej jedynej córki, 
prze?y? psychiczne za?amanie, nigdy si? jednak nie 
wypowiada? na ten temat. 
 
Wyobra?enia o samourzeczywistnianiu Natalia Rogers 
posiada?a niejako z pierwszej r?ki. Nie tylko 
dlatego, ?e by?a córk? Carla Rogersa, by?a ona 
równie? studentk? Abrahama Maslowa, który 
uchodzi za wspó?twórc? psychologii humanistycznej. 
Ten ostatni, w ci?gu swego ?ycia stawa? si? 
coraz bardziej sceptyczny, a swoje my?li na ten temat 
zawierzy? dziennikowi, który wydano w 
Ameryce, ale niestety, w literaturze fachowej brak jest 
do niego odniesie? i w ten oto sposób 
Maslow, prawie nieustannie, postrzegany jest jako 
przekonany or?downik psychologii 
humanistycznej. Ameryka?ski psycholog, Paul Vitz 
podkre?la: “Maslow osobi?cie by? du?o 
wi?kszym realist? ni? wykaza?y to kiedykolwiek jego 
badania. By? ?wiadomy “z?a” i pod koniec 
swego ?ycia, w roku 1970 próbowa? skorygowa? kilka 
swoich w?asnych opracowa?, nazywaj?c je 
“g?upstwami” tego czasu. /123 
 
Na podstawie wi?kszo?ci jego publikacji mo?na 
dok?adnie przedstawi? wiod?c? rol? Maslowa w 
rozwoju psychologii humanistycznej. Ju? w 1949 roku 
poda? wzór, wg którego córka Rogersa 
zmieni?a swoje ?ycie. W artykule “Nasza z?o?liwa, 
zwierz?ca natura” twierdzi on np.: “Mog? 
empirycznie udowodni?: Najzdrowsze natury w naszej 
kulturze (...) to te, które s? najbardziej 
poga?skie (a nie te najmniej poga?skie), które ?yj? 
najbardziej ‘instynktownie’ (a nie te najmniej 
instynktowne) i najwcze?niej (a nie najmniej) swoj? 
zwierz?c? natur? zaakceptuj?. /124 Z biegiem 
lat zauwa?a? on niedorzeczno?ci swojej w?asnej teorii 
i nie próbowa? udawa?, ?e ich nie dostrzega. 

 
Ju? w 1961 roku czu? si? nieswojo, gdy koncepcja 
samourzeczywistnienia zosta?a odebrana przez 
niektórych studentów jako jakie? nawrócenie, co 
powodowa?o zmian? ?ycia z dnia na dzie? a nie w 
ci?gu procesu intensywnego szkolenia charakteru. 
“Niektórzy z moich studentów przeczytaj? jeden 
lub dwa artyku?y o samourzeczywistnieniu i nagle 
prze?ywaj? nawrócenie i w czwartek, o drugiej 
decyduj?, ?e od tego momentu b?d? si? 
urzeczywistnia?. Stwierdzam, ?e wys?a?em ludzi w 
?wiat, 
którzy zbyt szybko biegn? do celu." /125 
 
W maju 1968, w swoim pami?tniku, stawia sobie 
pytanie, czy rzeczywi?cie zgadza si? z 
wyobra?eniami wychowawczymi w stylu Esalen. “Kto 
kogo powinien wychowywa?? M?odzi 
starych czy te? odwrotnie? To przywodzi mnie do 
konfliktu z moj? teori? wychowawcz?. Ju? od 
d?u?szego czasu jestem w ci?g?ym konflikcie z 
powodu tego typu Esalen, tego orgiastycznego, 
dionizyjskiego typu wychowania.” /126 W swoim 
ostatnim, naukowym wyk?adzie “Humanistyczna 
wersja profesjonalnego wychowania” krytykuje on kult 
spontaniczno?ci, który zaobserwowa? w 
centrach psychotechnicznych. Kompetencja, 
dyscyplina i ci??ka praca s? odrzucane jako 
bezsensowne, co uwa?a za katastrof? kulturaln?. Jego 
zdaniem, naukowo ukierunkowana dynamika 
grupowa mo?e by? b?ogos?awie?stwem dla ludzko?ci, 
lecz je?eli czysta spontaniczno??, bez 
rozumienia, wiedzy, dyscypliny i pracy stanie si? 
celem, to jest to katastrofa. "Moje wielkie 
zaniepokojenie z powodu niektórych trendów (albo 
lepiej mówi?c nadu?y?) pedagogiki ‘Esalen’, 
podziela wielu specjalistów i uczonych. U niektórych, 
z mniej godnych szacunku zwolenników, 
obserwuj? np. sk?onno?ci do antyintelektualizmu, 
antynaukowo?ci, antyracjonalno?ci, 
antydyscypliny, do antypracowito?ci i tym podobne. 
Martwi mnie, je?eli kompetencja i sprawno?ci 
widziane s? jako niewa?ne i niepotrzebne. Martwi 
mnie, gdy widz?, ?e miesza si? (myli si?) 
spontaniczno?? i impulsywno??. Martwi mnie, kiedy 
widz?, ?e ludzie, przede wszystkim m?odzi 
ludzie, nie zauwa?aj? faktów, i? reprezentanci 
spontaniczno?ci jak Aldous Huxley, Alan Watts lub 
Carl Rogers byli lud?mi zdyscyplinowanymi i bardzo 
ci??ko pracowali, u których spontaniczno?? 
wynika?a z ci??kiej pracy i by?a nagrod? za wysoki 
rozwój osobowo?ci. Martwi? si?, kiedy m?odzi 
my?l?, ?e pocz?tkiem wszystkiego jest spontaniczno?? 
i ?e ?atwo j? wy?wiczy?. Nie wierz?, ?e 

background image

 

30

spontaniczno?? jest mo?liwa na zawo?anie. My?l?, ?e 
prawdziwa grupa Encounter, grupa rozwoju 
organizacji lub grupa treningowa jest wynalazkiem 
realnym i wa?nym (ci??ko pracuj?cych 
naukowców) i mo?e by? b?ogos?awie?stwem, je?eli 
b?dzie dobrze kierowana. Ale mo?e sta? si? 
kl?sk?, je?li b?dzie zrealizowana niekompetentnie lub 
je?eli b?dzie pozostawiona sama sobie. /127 
 
Maslow, wzrastaj?cy i zakorzeniony w tradycji 
judaistycznej, która w przekazywaniu wiedzy 
upatruje szczególne znaczenie, obserwowa? z trosk? 
swoich studentów, którzy przez model 
samourzeczywistnienia utracili kontakt z w?asn? 
kultur?. “Abraham Maslow (. . .) by? ?ydowskim 
profesorem na ?ydowskim uniwersytecie; nie by? 
wierz?cym ?ydem, by? ateist?. Mimo to by? 
zainteresowany, aby m?dro?? starszego pokolenia 
Abrahama by?a sukcesywnie przekazywana 
m?odszej generacji. Widzia?, ?e rezultaty naszych 
eksperymentów ze studentami katolickiego 
colleg’u zako?czy?y si? podobnie katastrofalnie jak te, 
jakie on sam osi?gn?? w?ród swoich 
?ydowskich studentów, o których by?a mowa. Te 
sprawy bardzo absorbowa?y Maslowa. 6-tego 
stycznia 1969, pó?tora roku przed ?mierci? napisa? w 
swoim pami?tniku: ‘Moja klas?, moi studenci 
utracili swój tradycyjny, ?ydowski respekt wobec 
wiedzy, nauki i nauczyciela. Ten bunt nie jest 
wyrazem konfliktu pokole?. Jest to pierwszy 
przypadek w historii, ?e studenci odrzucaj? autorytet 
nauczyciela.’ – Jest to porównywalne z utrat? 
wszelkiej wiedzy klasycznej. (. . .)” /128 Maslow 
widzia? wyra?nie to zniszczenie kultury, a Coulson 
podkre?la paralelno?? tego zjawiska do 
zniszczenia wielu klasztorów i szkó? zakonnych w 
USA: Maslow rozezna? “destrukcj? profesji. 
Powiedzia?, ?e w grupie Encounter nie mo?na by? 
chemikiem, doktorem, ba, nawet instalatorem. 
Musi si? by? nauczanym. Zniszczy?o si? równie? 
profesj? na inny sposób: zniszczy?o si? zawód 
religii katolickiej, podobnie jak zosta?y zniszczone 
praktyki lekarskie, tak jakby medycyna powa?nie 
potraktowa?a ide?, ?e wszystkie rozwi?zania zale?? od 
studentów; podobnie zniszczy?o si? ?luby 
zakonne. Wielu ksi??y nie zada?o sobie nawet trudu, 
aby przej?? do stanu ?wieckiego. Poszli po 
prostu i powiedzieli: ‘Moje ?luby nie licz? si?, 
poniewa? pochodz? one sk?din?d; one nie pochodzi?y 
ode mnie.’” /129 
 
Krytyka psychologiczna 
 
Obok negatywnych do?wiadcze? i krytycznych 
ustosunkowa? si? niektórych, g?ównych aktorów 

ruchu grupowo-dynamicznego istnieje – chocia? 
rozproszonych –wiele opinii psychologów, którzy 
wyra?nie nazywaj? niebezpiecze?stwa i szkody 
psychotechnik: nierealistyczne samookre?lenie si? 
(lub przecenianie si?), niezadowolenie i frustracje, 
które mog? prowadzi? do uzale?nienia; 
niebezpieczne zdruzgotanie wa?nych indywidualnych 
mechanizmów obronnych; za?amania 
psychiczne, psychozy, przypadki ?mierci i 
samobójstwa. 
 
Najwa?niejsza, by? mo?e krytyka pochodzi od Viktora 
E. Frankla, twórcy logoterapii, który zna? 
jeszcze osobi?cie Zygmunta Freuda. W niewielkiej 
pracy z roku 1973 “Krytyka czystego ruchu – na 
ile humanistyczna jest psychologia humanistyczna?” 
pokazuje, ?e idzie tu w?a?ciwie o 
pseudohumanistyczn? psychologi?. Istota cz?owieka 
zosta?a niedoceniona. Cz?owiek widziany jest 
jako twór, który troszczy si? wy??cznie o regulacj? 
wewn?trznych napi??. Frankl ilustruje to 
nast?puj?cym przyk?adem: Pewna kobieta w grupie 
daje wyraz z?o?ci wobec m??a, z którym si? 
rozwiod?a. Kierownik grupy radzi jej, aby wzi??a 
nadmuchany balon i nak?u?a go, aby w ten sposób 
jakby z?o?? by?a tym powietrzem i da?a upust z?o?ci. 
Kobieta podaje, ?e jej po tym ul?y?o. Ale 
nasuwa si? pytanie, czy to jest prawdziwe. “Czy nie 
by?a ona (ta ulga, przyp. autora) raczej 
dzia?aniem i wynikiem indoktrynacji, przekazaniem 
ideologii? Czy nie zosta? przekazany obraz 
cz?owieka, mechanicznie, z terapeuty na pacjentk?? 
Ulga jest do zrozumienia tylko wtedy, kiedy 
pacjentka sama siebie nie rozumie, gdy uwa?a siebie za 
zamkni?ty system, nie nara?aj?c go na 
szkody i który powinien by? uchroniony przed 
nadmiarem napi??, jak balon który trzeba przek?u?, 
aby nie eksplodowa?. Kto?, kogo naturalny realizm nie 
zosta? obrócony w solipsyzm ani przez 
neuroz? ani przez terapi? mówi sobie: ‘Chocia?bym 
nie wiem jak pozby? si? mojego podniecenia, nic 
si? nie zmieni, przynajmniej na ?wiecie nic si? nie 
zmieni, w dalszym ci?gu mam powód, aby si? 
denerwowa?, i ten powód, który mnie denerwuje jest 
tym, co mnie interesuje.’ Rzeczywi?cie jego 
w?asna emocjonalna reakcja jest dla niego stosunkowo 
ma?o interesuj?ca.” /130 Frankl podkre?la: 
“Nie ma po prostu agresji, która istnieje w okre?lonej 
ilo?ci, naciska na wentyl, i mnie, jej bezradn? 
ofiar?, doprowadza do tego, aby wypatrywa? jakie? 
obiekty, na których b?dzie mo?na j? wreszcie 
wy?adowa?, ‘odreagowa?’.” /131 To, co Frankl 
wnioskuje o uczuciu z?o?ci, odnosi si? analogicznie 
do ?a?oby i innych porywów uczuciowych. 
 

background image

 

31

Dla niego teoria psychologii humanistycznej o 
wy?adowaniu agresji mija si? z istot? 
cz?owiecze?stwa. Gdy si? wmawia cz?owiekowi, ?e 
jest on opanowany przez mechanizmy i 
impulsy, nic mu to nie pomo?e, “dopiero wtedy 
pokona on sw? agresywno??, gdy si? mu udowodni, 
?e nie ma podstaw do nienawi?ci bli?niego, gdy po 
drugie, w wolno?ci, nieagresywnie wyrazi swoje 
stanowisko, i po trzecie, odpowiedzialnie zidentyfikuje 
si? ze swoj? agresywno?ci?, b?d? od niej 
zdystansuje.” /132 
 
Frankl posuwa si? w swoim artykule tak daleko, ?e 
charakteryzuje dynamik? grupow? jako 
model “pseudopsychologiczny”, który nie “uzdrawia” 
ludzi, lecz z patologicznych 
sposobów zachowania czyni norm? i do tej normy 
ludzi reedukuje. Poj?cie inkontynencji 
przenosi on na obszar uczuciowo umiarkowany i 
charakteryzuje "inkontynencj? emocjonaln?” jako 
wa?ny znak rozpoznawczy “sukcesu” terapii grupowo-
dynamicznej: “Mamy do czynienia z 
emocjonaln? inkontynencj?, z jak? spotykamy si? tylko 
w przypadkach talamuzlezji, w których 
pacjent bez w?a?ciwego powodu musi si? ?mia? i 
p?aka? i potem przez jaki? czas nie mo?e tego 
zaprzesta?. Równie? wspó?czesny osobnik, którego 
emocjonalna inkontynencja rzutuje nie na 
biologiczne lecz na psychologiczne i w ko?cu 
socjologiczne warunki i przyczyny, nie mo?e si? 
powstrzyma?, nie mo?e dla siebie zatrzyma? uczucia. 
Musi si? on uzewn?trznia?, musi si? 
wypowiada? i w tej potrzebie grupa Encounter podaje 
mu r?k?. W ramach grupy Encounter jest on 
nie tylko uprawniony ale i zobowi?zany do 
bezwarunkowego wyra?ania uczu?. Do tej 
konieczno?ci 
wypowiadania si? istnieje mózgowo-patologiczna 
paralelno??, a mianowicie my?limy tu o braku 
dystansu, który jest charakterystyczny w przypadkach 
zaawansowanej, epileptycznej zmiany 
charakteru. Pacjent nie kr?puje si? powiedzie? 
najintymniejszych szczegó?ów ze swego ?ycia, a 
zarazem chce si? dowiedzie? czego? o prywatnej sferze 
naszego ?ycia. Tak czy owak emocjonalna 
inkontynencja i brak dystansu s? defektami 
patologicznymi.” /133 Patrz?c dzisiaj na talk-showy 
lub 
s?uchaj?c wywiadów mo?na rozpozna?, jak silnie 
szerz? si? te symptomy, które Frankl opisuje. 
 
Rzuca si? w oczy równie? wyra?ne samoprzecenianie 
si? uczestników ?wicze? 
grupowo-dynamicznych, o którym trafny przyk?ad 
daje Paul Vitz, w swojej wa?nej ksi??ce 

“Psychologia jako religia.” Autor cytuje ameryka?skie 
studium z roku 1989, w którym zostaj? 
porównane zdolno?ci matematyczne uczniów z o?miu 
narodowo?ci. Ameryka?scy uczniowie 
znale?li si? na miejscu ósmym a korea?scy na miejscu 
pierwszym. Prowadz?cy postawili równie? 
uczniom m. in. zadanie samemu oceni? swoje 
uzdolnienia matematyczne. Tutaj wyniki okaza?y si? 
dok?adnie odwrotne: ameryka?scy uczniowie na 
szczycie a korea?scy na ko?cu. “Jest to na pewno 
wynik psychologii spod znaku ‘czuj si? dobrze’, która 
uczniom zas?oni?a dok?adne postrzeganie 
realno?ci. Teoria samourzeczywistnienia mówi, ?e 
tylko ci, którzy maj? pozytywne zdanie o sobie 
samym b?d? uwie?czeni sukcesem (. . .), ale uwa?a? 
siebie za wspania?ego, wydaje si? czyni? go 
zbyt szcz??liwym, narcystycznym i niezdolnym do 
pracy.” /134 
 
Wolfgang Schmidbauer, psycholog z Monachium, 
równie? zdystansowa? si? od dynamiki grupowej i 
w jednym z wczesnych artyku?ó tygodnika “Die Zeit” 
zwróci? uwag?, ?e przez tak 
przeprowadzony, powierzchowny rodzaj terapii mog? 
powsta? nowe uzale?nienia. “Proces grupowy 
przekazuje wielu uczestnikom nie by? odrzuconym 
lecz zrozumianym, nie by? krytykowanym lecz 
by? przyj?tym przez tych ludzi, którzy przed dwoma 
dniami byli im ca?kowicie obcy. Takie 
do?wiadczenie mo?e w ten sposób umocni? 
samopoczucie, ?e l?ki spo?eczne i problemy relacji 
oraz 
inne konflikty ?ycia codziennego poza t? grup? mog? 
si? nasili?. Efekt nowego samozaufania do 
siebie nie jest oczywi?cie lekarstwem na wszystkie 
problemy i ?adn? gwarancj?, ?e stare konflikty 
nie powróc? w najbli?szym czasie. Takie oczekiwania 
na wyrost wzgl?dem dynamiki grupowej 
prowadz? nawet raczej do rozczarowania ni? do 
bardziej sceptycznego, realnie ukierunkowanego 
nastawienia. Je?eli w grupie tylko wi?cej si? czuje, 
obejmuje, wyzwala, a refleksje o rozwoju 
wydarze? i ich werbalne opracowania ca?kowicie 
zanikaj?, to do?wiadczenie grupowe mo?e 
doprowadzi? do utworzenia sekty podobnej do sekt 
religijnych – ‘tylko ten, który mia? podobne 
do?wiadczenia mo?e mnie zrozumie?!’ Grupa staje si? 
rodzajem narkotyku.” /135 
 
Najwi?cej krytycznych zarzutów zosta?o zg?oszonych 
przeciwko zniszczeniu progu zahamowa?. 
Ju? w czasie fazy zak?adania instytucji grupowo-
dynamicznych w Niemczech, odci?? si? od nich 
Tobias Brocher, który wcze?niej orientowa? si? w 
modelu laboratoriów treningowych, w dynamice 

background image

 

32

grupowej stosowanej w Esalen. Tam gwa?tem 
wkraczano w ?ycie duszy. Wspomina on, ?e 
National Training Laboratories wprawdzie wkrótce 
uwzgl?dni?y “Techniki ‘Personal Growth 
Group’, jednak nie uczestniczy?y w 
inflacjonistycznym trendzie do ca?kowitego zburzenia 
zdrowych i potrzebnych, w?asnych struktur obronnych, 
który u niektórych epigonów ruchu Esalen 
i cz?sto w niefachowych grupach maratonowych (. . .) 
sta?y si? programem szczegó?owym, nie 
ca?kiem niesprawiedliwie krytycznie i karykaturalnie 
wyst?puj?cym pod nazw? ‘striptease dusz’.” 
/136 
 
Problem, dotycz?cy uczestników tych grup nie jest 
jeszcze w opinii Brochera w pe?ni uj?ty. 
Najwyra?niej oraz w interesuj?cy sposób zasi?g tego 
fenomenu zosta? sformu?owany przez synod 
kraju zwi?zkowego – Wirtembergii, a mianowicie w 
pi?mie, które wyra?a zgod? na wprowadzenie 
technik grupowo-dynamicznych na p?aszczy?nie 
ko?cielnej. “Co do sensu i celu niewerbalnych 
?wicze? nie ma jedno?ci w komisji fachowców. W 
ka?dym przypadku wymaga si? przy 
wprowadzaniu tych metod wielkiego do?wiadczenia i 
ostro?no?ci, poniewa? istnieje tu mo?liwo?? 
bardzo gwa?townego otwarcia si? g??bokich 
pok?adów i wyst?pienie poczucia elementarnej 
niepewno?ci oraz zranie?, gdy granica powrotu-do-
siebie zostanie przekroczona z 
za-bliskim-spotkaniem-drugiego. Na tej podstawie tego 
rodzaju ?wiczenia mog? by? 
przeprowadzane tylko przez wykszta?conych i 
do?wiadczonych kierowników grup w trakcie 
pewnych, d?ugotrwa?ych procesów grupowych.” /137 
Niestety, ten warunek synodu nie zosta? 
wype?niony. Wielu ksi??y t?umaczy, ?e zosta?o 
zmuszonych do seminariów 
grupowo-dynamicznych. /138 Gdyby podczas swoich 
studiów uchylali si? w nich uczestniczy? nie 
otrzymaliby dyplomu. 
 
Jedno z ameryka?skich badania o szkodach 
psychicznych uczestników na skutek brania udzia?u w 
?wiczeniach grupowo-dynamicznych wykaza?o ju? w 
latach 70-tych, ?e “9,4 % uczestników 
podczas treningów grupowo-dynamicznych wynosi z 
tego d?ugotrwa?e, psychiczne szkody. Te 
trwa?e uszkodzenia wyra?aj? si? w l?kach nie do 
opanowania, braku zaufania, ci??kich depresjach, 
stanach psychozy, g??bokim uczuciu beznadziejno?ci i 
niepewno?ci i niezdolno?ci do pracy. (. . .) 30 
% uczestników czuje si? niedysponowanymi, z 
pogarszaj?cym si? stanem zdrowia, a wi?c 

?redniotrwale uszkodzonych. Prawie wszyscy 
uczestnicy czuj? si? po treningu wyczerpani, 
cierpi?cy, sko?owani, z w?tpliwo?ciami co do w?asnej 
osobowo?ci. Regu?? jest wyst?powanie 
bezsenno?ci, depresje i silne wyczerpanie. ” /139 
 
Tymczasem mno?? si? równie? przyk?ady z praktyki 
klinicznej, które wskazuj? na to, ?e uczestnicy 
tych spotka? s? nara?eni na duchowe uszkodzenia. 
Mester i Windgassen w roku 1985, w jednym ze 
swych skrótowych opracowa? na temat bada? o 
rozwoju terapii grupowej, wskazuj?, ?e np. podczas 
terapii Gestalt, przez nag?e zniszczenie barier 
obronnych, dany osobnik zostaje wprost zalany przez 
konflikty wewn?trzne nieprzepracowane i odczuwane 
jako gro?ne. /140 Autorzy podkre?laj?, ?e te 
ci??kie urazy zosta?y opisane przez samych, ró?nych 
przedstawicieli tzw. psychologii 
humanistycznej i przez ruch Encounter. Szczególne 
niebezpiecze?stwo widz? oni w tym, ?e w w/w 
technikach, niezrozumia?e i nie opracowane konflikty 
zostaj? niepohamowanie wzbudzone, jednak?e 
nie nast?puje ich rozwi?zanie. “Wiele ‘nowych’ 
konceptów wychodzi z podstawowego za?o?enia, 
?e uzdrowienie osi?ga si? tylko przez przezwyci??enie 
nadmiernie rozbudowanych mechanizmów 
kontrolnych i roz?adowywanie, w ten sposób 
przywo?anych, wewn?trznych napi??. W ten sposób 
organizm zostaje uwolniony dla ‘procesów 
naturalnych’; obowi?zuje jednak ca?kowite i zupe?ne 
zaufanie swoim uczuciom – a nie przypadkiem 
rozs?dkowi. (. . .)” /141 
 
Do dzisiaj, z ?alem, odnotowano ju? sporo ofiar, które 
utraci?y ?ycie na skutek lub nawet podczas 
kursów grupowo-dynamicznych. /142 Do tego 
dochodz? niezliczone ilo?ci ludzi, którzy po takich 
posiedzeniach doznali psychicznych za?ama?, ostrych 
stanów l?kowych, g??bokich zaburze? 
depresyjnych, dotkni?ci zostali ci??kimi psychozami 
lub stanami urojeniowymi, które wymaga?y 
d?ugoletniego pobytu w klinikach /143 lub prowadzi?y 
do samobójstw. /144 
 
Krytyka teologiczna 
 
Zarówno ze strony ewangelickiej jak i katolickiej 
istnieje sporo wyra?nych stanowisk przeciw 
dynamice grupowej. G?os Gerharda Maiera zosta? ju? 
wymieniony, podobnie jak stanowisko Petera 
Beyerhausa podczas ?wiatowej Konferencji Misyjnej 
w Bangkoku. Szczególnie w latach 70-tych w 
kr?gach ewangelickich wielu ludzi wyst?powa?o 
aktywnie przeciwko dynamice grupowej: obok 

background image

 

33

wielu innych Horst-Klaus Hofmann/145 oraz Horst W. 
Beck. /146 W 1984 roku Lothar Gassmann 
opublikowa? ksi??k? o zagro?eniach psychotechnik. W 
roku 1991 zosta?a ona wznowiona w 
poszerzonej formie. /147 Obok podstawowych 
informacji dodatkowo wiele miejsca zaj??y 
teologiczne wymiany opinii. Odwa?na dzia?alno?? 
Gassmanna, nie przynios?a mu niestety s?awy w 
Ko?ciele ewangelickim w Niemczech. W 1993 roku 
nie zosta? on przyj?ty do s?u?by ko?cielnej – 
nale?y przypuszcza?, ?e z powodu jego krytyki 
fenomenów dzisiejszej duchowo?ci, takich jak 
dynamika grupowa, ezoteryka i inne. 
 
Równie? ze strony katolickiej wcze?nie zauwa?ono 
negatywne skutki dynamiki grupowej. Biskup 
Paul Josef Cordes, obecnie zast?pca przewodnicz?cego 
Papieskiej Kongregacji d/s Laikatu, zaj?? 
stanowisko w tej sprawie w roku 1978. W swoim 
artykule “Spotkanie z Bogiem przez 
psychotechniki” wyra?a krytyczn? opini? o 
wymienionej wcze?niej ksi??ce “Samodo?wiadczenie i 
wiara” Adolfa Heimlera, kap?ana i salezjanina, który 
twierdzi, ?e metodami grupowo-dynamicznymi 
mo?na do?wiadczy? Boga. Ponadto Cordes w swoim 
opracowaniu, zwraca wyra?nie uwag?, ?e 
podczas posiedze? grupowo-dynamicznych panuje i 
jest pobudzana agresja; jak przez nacisk grupy 
wp?ywa si? na zachowanie uczestników; jak takie 
kursy uzale?niaj?, zamiast prowadzi? do pe?ni 
cz?owiecze?stwa; jak nieuprawnione, marzycielskie s? 
“?wiadectwa do?wiadczenia Boga” i jak 
wr?cz mog? wywo?ywa? kryzys wiary. 
 
 
 
 
 
Zwodnicze do?wiadczenie Boga 
 
W rozdziale “Zachwalanie ‘prawdziwych’ religijnych 
do?wiadcze?”, jest ukazane jak wielu 
uczestników grup przywi?zuje wag? do intensywnych, 
religijnych do?wiadcze? podczas i po 
przedstawieniach psychotechnicznych. Biskup Cordes 
t?umaczy ten fenomen w nast?puj?cy sposób: 
“Wed?ug opinii tak?e autorów katolickich celem, który 
jawnie deklaruj? rekolekcje 
grupowo-dynamiczne jest pobudzenie emocji, które 
b?d? przydatne w praktyce wiary i w drodze do 
Boga. Bli?ej jednak obserwuj?c, momentem 
wywo?uj?cym, i przez to obiektem odniesienia emocji, 
wcale nie jest Bóg i Jego dzie?o zbawienia w Jezusie 
Chrystusie, lecz grupa i poszczególni jej 

cz?onkowie. ?wicz?cy rozwija sympati? i poczucie 
bezpiecze?stwa wobec grupy i poszczególnych 
partnerów grupowych. Szczególnie uwydatnione 
zostaje to przez tak zwan? ‘komunikacj? 
niewerbaln?’. 
 
Jej wk?ad i duchowe ?wiczenia przy jej udziale daj? 
si? najlepiej opisa? przez wskazanie na 
odpowiednie ?wiadectwa. 
 
Kierownik grupy zwraca si? do stoj?cych w kole: 
‘Cia?em ko?ysa? si? troch? do przodu i do ty?u, 
a? poczujesz: Tu jest kto?, kto ci? z?apie i we?mie w 
ramiona. . . Teraz wewn?trznie ca?kowicie si? 
wyluzuj. . . . Zdaj si? na drugiego, jak d?ugo 
zechcesz.... Poniewa? kr?g jest tak ciasny, ten obok 
utrzyma ci? bez problemu. . . . Nie my?l o niczym, 
zw?aszcza kiedy jeste? obok kogo?. . . . Dotknij 
jego blisko?ci, nie wiedz?c kim on jest. . . Czuj, jak 
dobrze jest si? by? przyj?tym, móc przy kim? 
beztrosko odpocz??. . . . Rozkoszuj si?, tak dobrze jak 
tylko umiesz, móc przy kim? cho? chwil? 
przebywa?. . . . Pozwól przez to wzrasta? zaufaniu, ?e 
jeste? trzymany. . . . ’ (A. Heimler, 
“Samodo?wiadczenie i wiara", str. 177). W innym 
miejscu wymienia si? pojedy?cze polecenia np. o 
g?aszcz?cym dotykaniu g?owy partnera (str. 181) albo 
?wiczenie naciskowo-oddechowe, które 
wymaga uciskania poszczególnych cz??ci cia?a 
partnera (str. 183). Ocenia si? to pó?niej tak: 
‘By?em zaskoczony moim partnerem. Pozna?em 
równie? innych, poszczególnych partnerów, 
w?a?nie przez to, czego od nich do?wiadczy?em. 
Próbowa?em im równie? co? komunikowa?. 
Zauwa?y?em, ?e zaistnia? ma?y problem, aby odej?? i 
przej?? do nast?pnego partnera.’ (str. 331) 
‘Przy pierwszym ?wiczeniu mia?em odczucie, ?e mog? 
by? równowarto?ciowym. Ponad trzydzie?ci 
lat jestem w klasztorze i wyrzek?em si? czu?o?ci. 
W?a?nie t? zabaw? r?kami prze?y?em jako 
uszcz??liwiaj?cy dar.’ (str. 333).” /148 
 
Ten i inne przyk?ady, wskazuj? wyra?nie, “?e odczucia 
uczestników zorientowane by?y wy??cznie 
na grup?. Agresja i l?k rozwija?y si? z du?? si?? 
przeciw obecnym towarzyszom z grupy. Taka 
intensywno?? spowodowana by?a l?kiem przed utrat? 
sympatii grupy i poczucia bezpiecze?stwa w 
grupie. Poczucie utracenia grupy doprowadza?o 
pojedy?czych uczestników na skraj przepa?ci, która 
odbiera?a zdolno?? ?ycia, odwag? ?ycia. Przymuszenie 
do zapomnienia o sobie i swoim ?wiecie, 
aby tylko zapewni? sobie akceptacj? grupy, nie 
zadziwia. (. . .) Dynamika grupowa w s?u?bie 

background image

 

34

po?rednictwa do?wiadcze? Boga mo?e doprowadzi? do 
tego, ?e to grupa zast?pi swym cz?onkom 
Bo?? rzeczywisto??, (niejako stanie si? substytutem 
Bo?ej obecno?ci.) Pocz?tkowo grupa 
spotyka?a jeszcze tych z ‘poprzedniej wyk?adni Boga’ 
Przez wci?gni?cie w biczuj?ce procesy 
emocjonalne, ta relacja do Boga nie zosta?a 
pog??biona, lecz zrelatywizowana. Rozs?dnie patrz?cy 
zauwa?a sam, ?e rado?? w grupie i rado?? w Bogu nie 
musz? si? pokrywa?. To mo?na rozpozna? 
w jednej z opinii. Ta opinia ods?ania równie?, ?e ta, 
do?wiadczona w grupie rado??, nie pochodzi w 
?adnym wypadku ze spotkania z Bogiem, lecz wynika 
ze spotkania grupowego. ‘Odczuwam to jako 
religijne do?wiadczenie, je?eli powstanie relacja, je?eli 
czuj? si? podtrzymywany i niesiony, jak w 
?wiczeniu grupowej ko?yski. . . bezpo?rednio nie 
odczuwa?em nic religijnego, lecz pó?niej, po 
zastanowieniu si?, odczuwam wspólny pobyt w grupie 
jako religijny, podobnie jak zmys?owe 
odczucie partnera w ?wiczeniu dotykowym. 
Prze?y?em w nim ludzk? rado??, która mnie uwolni?a 
od samego siebie. Czasem ?a?uj?, ?e nie ?yj? 
?wiadomie religijnie. Chcia?bym Boga bardziej czu?, 
gdy odczuwam rado??.’ (str. 276)” /149 
 
Powy?sze ?wiadectwo i do??czona ocena biskupa 
Cordes nie pozostawia ?adnych w?tpliwo?ci: 
“Grupa, która powinna by? pomoc? w doj?ciu do 
Boga, b?dzie prawdopodobnie szukana dla samej 
siebie. ?rodek staje si? celem. I Bóg pozostaje na 
marginesie." /150 
 
Wybrane kryzysy wiary 
 
Je?eli tutaj mo?na mówi? o pomy?ce, a mianowicie ?e 
ruchy stosuj?ce techniki psycho-grupowe 
zbyt pochopnie mylone s? z ruchami prawdziwie 
religijnymi, to w innych do?wiadczeniach mo?na 
stwierdzi? ?wiadomy zam?t w uczuiach religijnych. 
“Otó? chodzi nie tylko o prowokacj? wobec 
przekazu wiary lecz nawet o metodyczne dzia?anie. D. 
Stolberg jest posiadaczem sprawozdanie o 
‘wysokokwalifikowanym badaczu’, który bra? udzia? 
w psychoanalitycznie zorientowanych 
warsztatach dla teologów; poza okre?leniem 
‘duszpasterstwa poprzez grup?’ nie s? podane ?adne 
inne cele spotkania tej grupy. Stollberg przedstawia, ?e 
grupa przez d?u?szy czas daremnie 
próbowa?a u teologa wzbudzi? uczucie l?ku: daremnie, 
poniewa? jego zdaniem, l?k na ?wiecie 
zosta? zwyci??ony przez Chrystusa. D?u?sze jednak 
nagabywanie go przez innych uczestników 
grupy ujawni?o, i? ta pozycja teologiczna racjonalizuje 
jego napi?ty stosunek do rodziców. Wtedy 

grupa silnie zaatakowa?a jego pogl?dy teologiczne i 
zmusi?a go do izolacji. W ten sposób zosta? 
wywo?any u niego kryzys egzystencjalny przez 
zburzenie wiary (faza ateologiczna) (str. 190).” /151 
Po udokumentowaniu tego przypadku biskup Cordes 
stawia ca?kiem s?usznie nast?puj?ce pytanie: 
Zapewne w tym ostatnim wydarzeniu chodzi o 
przypadek ekstremalny. Mimo wszystko ka?de 
?wiadome wprowadzenie cz?owieka w agresj? i l?ki 
egzystencjalne jest ma?o poci?gaj?ce, ale z 
humanitarnego punktu widzenia wr?cz nie do 
przyj?cia. Ponadto przez agresywne przedstawienie 
sytuacji i specjalnie ostro zaakcentowanej antypatii w 
grupie, zostaje usuni?ta podstawa zaufania 
(bezpiecze?stwa) do Boga. Celem jest zmiana 
przyzwyczaje? i nowy porz?dek w mi?dzyludzkich 
relacjach. Czy mo?na jednak kiedykolwiek, nawet dla 
wy?szych celów, usprawiedliwi? nara?anie 
poprzez emocje, cz?owieka w celu wypróbowania jego 
wiary lub nawet na ca?kowite jej 
zaciemnienie? Czy mog? cz?onkowie grupy 
autonomicznie i spontanicznie decydowa?, by tak 
ryzykowny proces wyst?pi??” /152 
 
Równie? tutaj ostateczna opinia biskupa Cordes jest 
bezkompromisowa i jednoznaczna: Prze?ycia 
grupowo-dynamiczne nie po?rednicz? w ?adnych 
mistycznych do?wiadczeniach, lecz mog? 
zniszczy? wi?zi religijne. “Dynamika grupowa 
mobilizuje szeroko i trwale emocjonalny potencja? 
cz?owieka, mimo to, nadzieja, ?e grupowo-
dynamiczne treningi sta?yby si? pomoc? w doj?ciu 
wierz?cego cz?owieka do Boga, mo?e si? okaza? 
pomy?k?. Udzia? momentu emocjonalnego 
podczas takiego treningu prowadzi do problemu, ?e 
irytacja, która stanowi pokus?, w ?adnym 
wypadku nie wprowadzi obecno?ci Boga, lecz mo?e 
zniszczy? relacje z Bogiem." /153 
 
Artyku? wskazuje, ?e ju? pod koniec lat 70-tych 
pewien biskup ostrzega? nie tylko przed niegodnymi 
i szkodliwymi wp?ywami takich technik, lecz równie? 
przed ich charakterem niszcz?cym religi?, co 
zosta?o potwierdzone w ostatnich dziesi?cioleciach. 
Alienacja wspó?czesnego cz?owieka z wi?zi 
prywatnych, rodzinnych, spo?ecznych, kulturalnych i 
religijnych jest w du?ej cz??ci wynikiem 
grupowo-dynamicznych modeli psychologicznych, 
które potrafi? si? przedosta?, jak prawie 
niezauwa?alny przyp?yw sztormowy. Wydarzenia 
wspó?czesne, takie jak rozruchy studenckie, 
nadu?ywanie Soboru Watyka?skiego II wp?ywa?y na 
to wszystko dosy? wspieraj?co. 
 

background image

 

35

W posynodalnej adhortacji apostolskiej “Pastores dabo 
vobis” z roku 1992 Papie? Jan Pawe? II 
zwróci? uwag? na ten fenomen, wskaza? zarówno na 
problem jak i na jego anamnez?. “Ten kryzys 
powsta? (. . .) w latach bezpo?rednio po soborze. 
Przyczyna le?y w b??dnym, czasem nawet 
?wiadomie tendencyjnym, rozumieniu nauki Soboru. 
Tu le?y niew?tpliwie jedna z przyczyn du?ej 
ilo?ci strat, które Ko?ció? wtedy poniós?, strat, które 
ci??ko dotkn??y s?u?b? pastoraln? i 
powo?ania do kap?a?stwa (. . .)” /154 Kryzys ten jest 
bardzo ?ci?le zwi?zany – jak podkre?la 
Papie? – ze ?wiatow? zmian? sposobów zachowania i 
wyobra?e? cz?owieka “Zachodu”: 
 
–naci?gane i niszcz?ce wspólnot?, wyobra?enia o 
subiektywno?ci, “która zmierza do tego, aby 
zepchn?? ludzko?? w indywidualizm, niezdolny do 
prawdziwych wi?zi spo?ecznych.” /155 
 
– “Rozk?ad rodziny i zam?cenie lub zniekszta?cenie 
prawdziwego rozumienia ludzkiej seksualno?ci” 
/156 
 
– "Zsubiektyzowanie wiary" /157 
 
– “Zniekszta?cenie do?wiadczenia wolno?ci” /158 i 
jeszcze wiele innych. 
 
Krytyka filozoficzna lub etyczna 
 
Ten rozdzia? jeszcze mniej ni? inne ro?ci sobie prawo 
do kompletno?ci w przedstawieniu tego 
fenomenu, przed którym dzisiaj stoimy. Nie mo?na tu 
nic wi?cej, jak tylko skierowa? przelotne 
spojrzenie na niektóre wa?ne i interesuj?ce problemy 
filozoficzne. Rozdzia? ten ogranicza si? do 
dwóch p?aszczyzn, co to jest “samourzeczywistnienie” 
oraz o niebezpiecze?stwie mo?liwo?ci 
przemienienia si? “autonomicznego indywidualizmu” 
w totalitaryzm. Równie? te dwa problemy b?d? 
mie? jedynie charakter wycinkowy. 
 
Ko?cowy przystanek – totalitaryzm? 
 
Angielski filozof Alasdair MacIntyre w swoim, 
zwracaj?cym uwag?, dziele “Utrata cnoty”, 
stwierdzi?, ?e w obecnych dyskusjach moralnych 
mo?na zauwa?y? niepokoj?c?, prywatn? 
samowol?: Uczucia staj? si? ju? ostatnim autorytetem 
psychologizuj?cego spo?ecze?stwa. 
Jednak?e uczucia nie s? do skorygowania lub 
skrytykowania. Je?eli spór jest ju? tylko 
oparty na uczuciach, to rozs?dny argument pomi?dzy 
partnerami rozmowy w istocie jest 

wykluczony. Wspólny dost?p do rzeczywisto?ci jest 
przerwany, przez co mo?liw? staje si? 
manipulacja. 
 
Ta, zarysowana przez MacIntyre’a, okoliczno?? 
powoduje masow? zmian? kulturow?. Znalezienie 
prawdy w analogicznym do klasycznego wyobra?enia 
dialogu w sensie plato?skim, dzisiaj ju? prawie 
nie jest mo?liwe. Poszukiwanie prawdy, czym w 
“naturalny” sposób dialog si? kiedy? ko?czy?, 
zostaje w dzisiejszych czasach odrzucone jako 
“autorytarne”. Istnieje tylko ten ci?gle nowy i ci?gle 
“inny” dialog, w czasie którego wymienia si? tylko 
swoje do?wiadczenia, szuka jakiego? 
opracowania, i w którym si? nigdy nie wie jaki b?dzie 
wynik. Ze zrozumia?ych wzgl?dów odnosi to 
znacz?ce skutki dla orientacji warto?ci kulturowych 
wspólnoty, bowiem w ten sposób niemal 
wszystkie stopnie warto?ci mog? by? zrelatywizowane 
lub zniwelowane: znaczenie rodziny i 
wychowania, stosunek do mi?o?ci, ma??e?stwa, 
seksualno?ci i homoseksualno?ci, do narkomanii i 
przemocy, do podstawy okultyzmu, by wymieni? 
przynajmniej kilka, obecnie najwa?niejszych. Pod 
prymatem ci?gle nowej wymiany do?wiadcze? i 
dialogu wszelkie przekonania i pewne stanowiska, 
co do wy?ej wymienionych tematów, s? w 
konsekwentny sposób do odrzucenia, niezale?nie od 
tego, 
czy poparte s? teologicznie, antropologiczno-
filozoficznie, pedagogicznie lub psychologicznie. 
Albowiem: subiektywna ocena, jako ostatnia instancja 
o dobru i z?u, nie dopuszcza istnienia obok 
siebie ?adnych prawd ostatecznych. 
 
MacIntyre wskazuje w swoim stanowisku na nast?pn? 
sytuacj?, a mianowicie, ?e mo?liwe jest 
nasilenie manipulacji cz?owiekiem, gdy argument 
mniej si? liczy ni? uczucie. Ta my?l jest podj?ta w 
wypowiedzi Kardyna?a Josepha Ratzingera i posuwa 
si? on jeszcze dalej. Indywidualna wolno??, 
która nie uwzgl?dnia ju? ?adnego, zakotwiczonego w 
ludzkiej wspólnocie, etycznego fundamentu, 
lecz kr??y tylko wokó? zaspokojenia w?asnych 
potrzeb, utraci?a - jego zdaniem - zwi?zek z 
cz?owiecze?stwem. Wed?ug Ratzingera, wolno?? 
istnieje tylko wtedy “je?eli pozostaje w 
odniesieniu do podstaw moralnych (obyczajowych) i 
moralnego nakazu. Wolno??, której jedyn? 
tre?ci? by?oby zaspokojenie potrzeb, nie by?aby 
ludzk? wolno?ci?; pozostaje w obszarze 
zwierz?co?ci. (. . .) Wolno?? potrzebuje tre?ci 
wspólnotowej, któr? mogliby?my zdefiniowa? jako 
zabezpieczenie praw cz?owieka.” /159 Ratzinger 
umiejscawia utrat? podstaw etycznych w ramach 

background image

 

36

ideowo-historycznych, wskazuje na oba systemy 
totalitarne tego stulecia i ukazuje ich zgodno?? 
za?o?e? podstawowych ze wspó?czesnymi teoriami 
wolno?ci. Zniszczona podstawa moralna jest 
cech? narodowego socjalizmu i komunizmu. Ta 
podstawa jednak po upadku systemu politycznego 
pozostaje utrzymana. Je?eli nie odb?dzie si? gruntowna 
etyczna przebudowa, to, wg Ratzingera, 
rozprzestrzeni si? jeszcze bardziej rozleg?a pustka ni? 
w/w systemach. “W dyktaturze 
nacjonalistycznej jak i komunistycznej nie by?o 
?adnego czynu, który by?by uwa?any, sam w sobie 
za z?y i zawsze niemoralny. To, co s?u?y?o celom 
ruchu lub partii, by?o dobre, wszystko jedno jak 
to nieludzkie by?o w rzeczywisto?ci. I tak przez 
dziesi?tki lat niszczony by? zmys? moralny, co 
doprowadzi?o do ca?kowitego nihilizmu w obecnej 
chwili, w której ju? ?adny z poprzednich celów 
nie obowi?zuje, a wolno?? jawi si? tylko jako 
mo?liwo?? czynienia wszystkiego, co zape?niaj?c 
pustk?, uczyni?oby ?ycie w danej chwili interesuj?ce i 
pasjonuj?ce.” /160 Mo?na by?oby s?dzi?, ?e 
t? etyczn? pró?ni? da si? wype?ni? modelami 
samourzeczywistniaj?cymi, dostarczaj?cymi brak teorii 
lub rozumowania. 
 
Zwi?zek teorii i praktyk grupowo-dynamicznych z 
totalitaryzmem zosta? przez niektórych autorów 
jasno sformu?owany, np. przez ameryka?skiego 
socjologa, Philipa Rieffa i psychologa, Kurta W. 
Backa, którzy nie powinni tu zosta? pomini?ci. 
 
W entuzjastycznym zbiorze setek ustosunkowa? si? do 
Fritza Perlsa, twórcy teorii Gestalt, znajduj? 
si? czasem równie? krytyczne wypowiedzi o F. Perlsie. 
Tak wypowiada si? kto?, kto dobrze go 
zna?. Philip Rieff zna? zasad? Perlsa, w której 
zach?ca? on ludzi do rezygnacji z wszelkich 
spo?ecznych konwencji i regu? i któr? ostro 
skrytykowa?. Porówna? go w tym punkcie do Hitlera, 
“który wyobra?a skrajny przyk?ad kogo?, u którego 
wszystko mog?o by? prawd?, wszystko mog?o 
by? mo?liwe – zabija?, poni?a?, odcz?owiecza?: etyka 
obozu koncentracyjnego” /161 Nie móg? on 
zrozumie?, ?e kto? taki jak Perls móg? by? zatrudniony 
w Esalen i da? temu wyraz: “Dlaczego 
popieracie tego cz?owieka? On jest moralnym z?em. 
(diab?em)” /162 
 
Wypowied? Kurta W. Backa powinna mie? mo?e 
najwi?ksz? wag?, poniewa? on wspó?prze?ywa? 
psychotechniki w najbli?szym kr?gu. Back ostrzega? 
ju? w 1974 roku, ?e grupowo-dynamiczny ruch 
Encounter móg?by si? przekszta?ci? w faszyzm: “Nie 
trzeba by? aposto?em zag?ady, aby w 

masowych ?wiczeniach grup Encounter zauwa?y? 
mo?liwo?ci faszystowskich i innych masowych 
ruchów, które nie daj? si? powstrzyma? przez ?adne 
bariery i struktury spo?eczne. Linia graniczna 
jest tutaj w najwy?szym stopniu nieokre?lona i nasuwa 
si? interesuj?ce pytanie, czy jaki? ruch, który 
wkracza dla przemiany i z powodu przemiany i oferuje 
techniki do takiej zmiany, mo?e by? 
wykorzystany w ka?dej dowolnej ideologii, czy te? 
potrzebuje jakiej? szczególnej ideologii, aby 
zacz?? skutkowa?.” /163 
 
Co to jest samourzeczywistnienie? 
 
Katolicki specjalista prawa naturalnego, Johannes 
Messner opublikowa? w roku 1973 niewielki tekst 
o fenomenie samourzeczywistnienia, w którym 
wyja?nia, ?e klasyczne, filozoficzne rozumienie 
samourzeczywistnienia cz?owieka jest du?o bardziej 
s?usznie a mianowicie, ?e bezgraniczne 
zaspokajanie potrzeb nie mo?e 
samourzeczywistnieniem , a pozostaje raczej na 
poziomie 
zwierz?cym. To pragnienie, bycia szcz??liwym, widzi 
Messner jako motyw przewodni ludzkiego 
istnienia, jako najbardziej ogarniaj?c?, podstawow? 
si?? nap?dow? ludzi. “Samourzeczywistnieniem” 
zajmuje si? etyka nie od czasów nowo?ytnych lecz ju? 
od okresu antycznego. Etyka nie jest nauk? o 
zakazach i nakazach, lecz przekazuje “drog? do 
samourzeczywistnienia cz?owieka w ludzkim, 
godnym i uszcz??liwiaj?cym ?yciu.” /164 W czasach 
antycznych i d?ugi czas pó?niej obowi?zywa?a 
jednak wa?na ró?nica: nie warto?ci ch?ci s? 
decyduj?ce lecz warto?ci osobowo?ci. Warto?ci ch?ci 
s? wprawdzie “dla cz?owieka najbogatszym ?ród?em 
rado?ci, ?wiadomo?ci szcz??cia i si?y 
(motywacji) do samourzeczywistnienia przez pe?ny 
rozwój swojej osobowo?ci wg indywidualnych 
sk?onno?ci i uzdolnie?.” /165 Jako warto?ci ch?ci 
wymienia Messner “mi?o??, sukces, szacunek, 
witalno??, bogactwo, w?adz?, interesy duchowe i 
wszystko to, co mo?e cz?owiekowi przynie?? 
rado??.” Lecz, kontynuuje on, "za?o?eniem jej 
znaczenia dla rozwoju osobowo?ci jest jej 
zjednoczenie z warto?ciami osobowo?ci. Te istniej? na 
podstawie i w sposobie zachowania 
si? wg wymaga? prawdziwego istnienia ludzkiego.” 
/166 Na tym polega zasadnicza ró?nica 
od ?wiata zwierz?cego. U zwierz?t o 
samourzeczywistnieniu decyduj? pop?dy. U ludzi 
natomiast 
jest to oparte na samoodpowiedzialno?ci i 
samodyscyplinie, “na wolno?ci uwarunkowanej i 

background image

 

37

wynikaj?cej z moralno?ci.” Messner dalej zauwa?a: 
“W przeciwie?stwie do osobowej warto?ci, 
samourzeczywistnienie cz?owieka jest niemo?liwe, 
poniewa? brakuje w nim no?nej pe?ni 
cz?owiecze?stwa, tego prawdziwego humanizmu." 
/167 
 
Samourzeczywistnienie dla Messnera oznacza: zdoby? 
mocne i twarde oparcie w sobie, aby dawa? 
sobie rad? z trudno?ciami i aby zdoby? si?? do zmiany 
uwarunkowa? stoj?cych na przeszkodzie do 
samourzeczywistnienia. W podtytule “Ciekawe ?ycie” 
opisuje on, co w?a?ciwie wyró?nia spe?nione 
?ycie: “Zasadnicze warto?ci osobowo?ciowe nie 
stanowi? jeszcze pe?nego rozwoju osobowo?ci. 
Musi do tego do??czy? jeszcze otwarto?? na pozosta?e 
warto?ci ?wiata. W ten sposób jest mo?liwe 
osi?gni?cie warto?ci zmys?owych, potrzebnych do 
tego, co mog?oby by? ?ród?em sta?ej 
rado?ci i podwy?szaniem poziomu ?ycia w szerokim 
zakresie stwórczego udzia?u w 
przygodach i osi?gni?ciach ludzkiego ducha w 
obszarze warto?ci prawdy, dobra i pi?kna, a 
wi?c sztuki, literatury i nauki, nie zapominaj?c o 
prze?ywaniu natury. ‘Stwórcze wspó?dzia?anie’ 
oznacza, ?e ta wcze?niej wymieniona kreatywno?? jest 
jednym z najbardziej uszcz??liwiaj?cych 
zdolno?ci cz?owieka. Podczas przyswojenia sobie 
takich warto?ci np.: sztuk pi?knych, zostaje on 
zach?cony do udoskonalania si? i post?pu oraz 
nagrodzony now? rado?ci?. Osi?gni?cia w tak 
okre?lonym ?wiecie warto?ci musz? by? 
wypracowane, zapewniaj? jednak ciekawe ?ycie z 
dnia na dzie? i wype?nienie ca?ego ?ycia.” /168 
 
Wp?yn??oby na pewno u?y?niaj?co na rozwój 
cz?owiecze?stwa, gdyby wszystkie si?y intelektualne 
zosta?y wykorzystane w celu zrealizowania takiego 
konceptu samourzeczywistnienia, w miejsce 
propagowania bladego modelu anarchistycznego 
zaspokajania ch?ci, jako rzekomego aktu 
uwolnienia ludzko?ci. 
 
Zmiana osobowo?ci 
 
W tym rozdziale zostan? przede wszystkim 
przedstawione przyk?ady z praktyki. Wykazuj? 
one w jaki sposób poprzez techniki grupowo-
dynamiczne mo?na celowo wkracza? w ludzk? 
osobowo??. Przyk?ady pochodz? z ró?nych spotka? 
dokszta?caj?cych prowadzonych dla 
duszpasterzy z ca?ego obszaru niemieckoj?zycznego. 
Chodzi tu zarówno o kursy klinicznego 
szkolenia duszpasterskiego jak i o konferencje dla 
duszpasterzy w kr?gach grupowo-dynamicznych. 

Kursy duszpasterskie trwaj? normalnie kilka dni, w 
niektórych systemach szkoleniowych sze?? do 
dwunastu tygodni. Uczestnikami s? z regu?y ksi??a lub 
pracownicy ?wieccy b?d?cy na s?u?bie 
ko?cio?a. Aby zapewni? dyskrecj?, nie wymieniamy 
nazw, miejsc i okresów czasu. Wszystkie opisy 
s? autentyczne. Odzwierciedlaj? one coraz cz??ciej 
praktykowane techniki w dokszta?caniu ksi??y. 
 
Szczególnie w tzw. bioenergetykach i biodynamikach 
maj? one wyra?ne t?o polityczne: W tradycji 
freudo-marksisty, Wilhelma Reicha powinien tu by? 
rozsadzony “pancerz charakteru” cz?owieka, 
aby wyzwoli? potencja? “uwalniaj?cy”, 
rewolucjonizuj?cy. W celu tego “uwolnienia” aktualni 
kierownicy spotka? wykorzystuj? grupy 
ukierunkowane zarówno na ?wiczenia cia?em jak i na 
rozmowy, (najcz??ciej obie kombinacje), stosuj?c 
prawie nierozpoznawalne ale wyra?nie 
autorytarne metody. Wielu kierowników prezentuje 
si?, w dobrze wy?wiczonych manierach, 
uprzejmie, lu?no i swobodnie. Na pierwszy rzut oka 
mo?e si? wydawa?, jakgdyby prowadzili oni 
zaj?cia w stylu partnerskim. Je?eli jednak uczestnik 
wyrazi zastrze?enia wobec jakiego? ?wiczenia, 
stanie si?, za pomoc? procesów grupowo-
dynamicznych, problemem grupy i postawiony pod 
znakiem zapytania. Przez ukierunkowane ingerencje 
kierownika grupy, uka?e si? on w ko?cu 
pozosta?ym uczestnikom jako szczególnie “l?kliwy”; 
jako kto? posiadaj?cy wewn?trzne “blokady”, 
przez co “hamuje” procesy grupowe; jako kto?, komu 
brakuje “zaufania” albo kto?, kto do 
wszystkiego podchodzi zbyt “skomplikowanie” i 
“oci??ale”. W takiej sytuacji cz?sto u pozosta?ych 
uczestników budzi si? silna awersja do “wichrzyciela”, 
na ogó? to wystarcza, aby marudera 
pobudzi? do dzia?ania. Je?eli jednak kto? si? 
przeciwstawia zbyt uporczywie, ukazuje si? wyra?nie 
autorytarny styl przewodnictwa: “Co my?li o tym 
grupa? Jak odbiera to, ?e taki osobnik nie chce z 
nami wspó?dzia?a?? ” – zamierzone ??danie, rozwin?? 
awersj? do pojedy?czych osób i wy?wiczy? 
nacisk. 
 
Szybkim efektem tych dokszta?ce? jest 
niezró?nicowany brak dyscypliny “wyrzuci? z 
wn?trza”, jak 
równie? silny indywidualizm lub odosobnienie, 
poniewa? ka?dy zwi?zek jest postrzegany jako 
ograniczenie. Roswitha Wogenstein, w czasopi?mie 
Niemieckiego Stowarzyszenia Psychologii 
Pastoralnej “Drogi do Cz?owieka” donosi, jak w 
krótkim czasie wprowadzenie metod 

background image

 

38

grupowo-dynamicznych w nowych, 
wschodnioniemieckich landach, w tym sensie zmieni?o 
ludzi. 
“Absolwenci kursu wyrabiaj? sobie o wszystkim 
w?asne zdanie, wypowiadaj? je g?o?no, nazywaj? 
z?o po imieniu, atakuj? autorytety, nie daj? si? bez 
problemów wci?gn??, chc? wspó?decydowa?, 
nauczyli si? izolowa?, mówi? nie, troszczy? si? o 
siebie, krótko mówi?c, stali si? uczestnikami 
niewygodnymi i nie jeden zarz?d gminy 
 
lub instytucji doszed? do wniosku: tam ju? nikogo nie 
wy?lemy, ci psuj? nam wspó?pracowników.” 
/169 Szczególnie trenowany jest sprzeciw i opór 
przeciw autorytetom: “Kto raz prze?y?, ?e gdy 
stanie naprzeciwko takiego ‘z samej góry’ jak równy z 
równym, mo?e mu powiedzie?, co o nim 
my?li, jakie ma wzgl?dem niego ?yczenia, ten nabierze 
z takiej sytuacji odwagi, w podobnych 
sytuacjach zachowywa? si? tak samo, równie? bez ram 
ochronnych (jakie posiada? dzi?ki grupie, 
przyp. autora).” /170 
 
Wogenstein widzi równie?, ?e przez takie seminaria 
powstaje odosobnienie. “Jak my, którzy 
znale?li?my drog? od My do Ja, mo?emy teraz znale?? 
równie? drog? do Ty i do innego rodzaju 
Nas, przy czym ka?dy i ka?da on lub ona pozostanie 
samym sob? i mimo to, b?dzie zdolny do tego, 
aby ?y? razem z innymi, nawet z obcymi. Ka?dy i 
ka?da zd??y? si? nauczy? w mi?dzyczasie tak 
dobrze dba? o siebie i tak si? odgranicza?, ?e droga do 
tamt?d okazuje si? jeszcze dalsza i bardziej 
uci??liwa.” /171 Niestety wci?? to, ?e droga do tamt?d 
na pewno nie prowadzi przez metody 
grupowo-dynamiczne, nie wydaje si? jednak jak wida? 
do?? jasne. 
 
Uczenie agresji 
 
Metody, których si? u?ywa w tym celu, aby 
uczestników pozbawi? pewno?ci siebie, s? subtelne i 
dla 
niewprawnego, prawie nie do zauwa?enia. Kierownik 
grupy np. ustala nagle, jak grom z jasnego 
nieba: “W tym pomieszczeniu panuje agresja.” Ka?dy 
pyta si? przestraszony, czy to on sam czy te? 
kto? inny jest sprawc? tej agresji. W ten sposób 
atmosfera staje si? bardziej napi?ta. W ten sposób, 
nawet w pocz?tkowo uprzejmym nastroju rozmowy, 
mo?e si? ona w ko?cu pojawi?. W innym 
przyk?adzie, ?wiecki duszpasterz wraca do rozmowy z 
poprzedniego spotkania, mówi?c, ?e temat 
zosta? “przegadany”. Kierownik grupy podchwytuje 
natychmiast t? markotn? wypowied? i ??da od 

niego podania nazwiska z tym zwi?zanego. On 
wymienia od razu nazwisko obecnego równie? w 
grupie proboszcza w jego parafii. Kierownik grupy, 
bez komentarza przechodzi do innego tematu. 
Proboszcz zostaje napi?tnowany przez grup?, bez 
istotnego omówienia ca?ej sprawy. W ten sposób 
uczestnicy o silnie negatywnych emocjach uzyskuj? 
przewag? w grupowym rozwoju wydarze?, 
natomiast ci o wi?kszym rozs?dku staj? si? niepewni. 
Kierownik grupy mo?e wi?c coraz to bardziej, 
zupe?nie nie ingeruj?c, prowadzi? proces wg w?asnego 
?yczenia. 
 
Tak zwane ods?anianie przysypanych emocji powinno 
dokona? si? np. przez dosy? niepohamowane, 
czasami nawet wyuzdane wy?adowanie agresywnych 
impulsów. W po??czeniu z dawno 
nieaktualn? “teori? kot?a parowego” Zygmunta 
Freuda, w której agresje regularnie powstaj? i 
regularnie szukaj? sobie drogi do “wy?adowania”, 
wmawia si? duszpasterzom, ?e p?kn? z 
tamowanej agresywno?ci i powinni si? nauczy? 
jakiego?, z tym “rozs?dnego obchodzenia”. Jednak 
techniki rozlu?niaj?ce poci?gaj? cz?sto za sob? stany, 
w których uczestnicy “na nowo odkrywaj?” 
swe dziecinne zachowanie uczuciowe, wzmacniaj? je i 
kultywuj?. Poniewa? to kultywowanie 
mo?liwe jest jedynie w chronionym obszarze takich 
grup, wielu ludzi przychodzi nieustannie rozwija 
w sobie swoisty rodzaj uzale?nienia. Cz??? ksi??y ju? 
od 15 lat uczestniczy w rundach 
grupowo-dynamicznych. Wbrew zachwalanym 
okre?leniom celów, ?e agresywne uczucia zostan? 
zdemontowane i w ko?cu b?dzie mo?na si? “z 
wszystkimi pojedna?”, potrzeba wyra?ania agresji 
staje si? coraz wi?ksza. Zw?aszcza uczestnicy, którzy 
ju? d?ugo uczestnicz? w takich spotkaniach 
najbardziej gorliwie rozwijaj? i wy?adowuj? swoje 
agresywne impulsy. Cz?sto nie mo?na ich wcale 
uspokoi?. Nierzadko zdarza si?, ?e uczestnicy przy 
szczególnych ?wiczeniach popadali w psychoz?, 
zw?aszcza gdy mia?y one zwi?zek z rodzicami, np. 
podczas metody bicia w poduszk?, która wg 
instrukcji, mia?a wyobra?a? jak?? dowoln? osob?. /172 
W posiedzeniach grupowych zalecano 
nawet uczestnikom odwiedzenie grobu rodziców, 
deptanie po nim, aby w ten sposób da? upust 
z?o?ci i uczuciom nienawi?ci. Uczestnicy zostaj? 
wprowadzeni w konflikt z rodzicami. Ka?dy rodzaj 
szacunku zostaje wytrzebiony. Zostaj? nawet 
instruowani do pope?nienia wzgl?dem nich czynów 
karygodnych. Powierzchowne i krótko trwaj?ce 
uczucie rzekomej ulgi z “mo?liwo?ci wypuszczenia 
pary” ko?cz? si? nieuniknionym niepokojem sumienia 
i uczuciem samotno?ci. 

background image

 

39

 
Profesor pedagogiki z Hamburga, Herbert Gudjons, 
który ju? w roku 1971 uczestniczy? w zespole 
roboczym "Duszpasterstwo przez grup?”, podaje, ?e 
wy?adowanie agresywnych impulsów 
szczególnie u chrze?cijan wymaga du?ego wysi?ku 
woli, poniewa? oni, czuj? si? zobowi?zani, na 
podstawie ich przykaza?, do ?ycia bez gwa?tu. 
“Zw?aszcza u chrze?cijan obchodzenie si? z 
uczuciami agresywnymi jest niewy?wiczone. Chodzi o 
to, aby agresji nie t?amsi?, bowiem w 
przeciwnym razie uwidoczni si? ona nie- 
kontrolowanie w innym miejscu lub te? przy 
permanentnym 
jej zaprzeczaniu mo?e si? zwróci? przeciwko w?asnej 
osobie. (. . .) Agresje musz? by? ?wiadomie 
postrzegane, kanalizowane i na podstawie wzajemnej 
akceptacji wywa?one.” /173 Uczestnicy 
powinni podczas spotka? grupowych “zburzy? fasady 
osobowo?ci (unfreezing), prze?ywa? bez l?ku 
post?py w akceptacji samego siebie i akceptacji 
innych, równie? niech?? wobec innych, to znaczy 
znosi? fakt, ?e istnieje kto?, kogo nie lubi?.” /174 Aby 
nauczy?, “?e istnieje kto?, kogo nie lubi?”, 
nauczyciele grupowo-dynamiczni dysponuj? 
niewyczerpanym repertuarem gier, które s?u?? temu, 
aby w grupie posia? niezgod?, usun?? jednego z 
uczestników, innych uczestników przeciw sobie 
sk?óci?, itd. – równocze?nie powstaje wielka 
zale?no?? od kierowników, o których ?yczliwo?? 
uczestnicy zabiegaj? cz?sto w do?? niegodny sposób. 
 
To zjawisko ilustruje nast?puj?cy przyk?ad ze 
szkolenia duszpasterskiego: W zebraniu 
grupowo-dynamicznym przeprowadzono tzw. gr? 
zapa?kow?. Ka?dy z uczestników otrzyma? 
zapa?k? i zosta? poproszony, aby da? j? temu, kto jest 
dla niego najsympatyczniejszy. Ci, którzy po 
czasie jeszcze trzymali zapa?ki, zostali namawiani, aby 
je prze?ama? i po?ówki da? tym, którzy s? 
dla nich najbardziej niesympatyczni. Kto otrzyma? 
najwi?cej ca?ych zapa?ek zyskiwa? rzekomo 
najwi?kszy szacunek i najsilniejsz? pozycj? w?adzy. 
Ten temat mia? by? potem w grupie 
przemy?lany i omawiany. Uczestniczk? tego spotkania 
by?a pewna wdowa po pastorze. “Kierownik 
grupy, przyjaciel jej zmar?ego m??a, by? darzony 
przez ni? szacunkiem. Kiedy z trzaskaj?cym 
d?wi?kiem z?ama? zapa?k? na dwie po?ówki i 
powiedzia?: ‘Ka?dy z?amie swoj? zapa?k? i da j? 
temu w grupie, kto jest dla niego najmniej 
sympatyczny’, spontanicznie wykrzykn??a: ‘Nie, tego 
pan 
nie mo?e zrobi?!’ Poczym tamten zwróci? si? ku niej i 
poda? jej bez s?owa z?aman? zapa?k?. 

‘Teraz zosta? przekroczony we mnie sygna?. Od tej 
chwili sta?am si? prawie bezwolnym 
narz?dziem w r?kach kierownika. Podczas wszystkich 
jego nast?pnych ?wicze? chcia?am odzyska? 
jego uznanie i przychylno??. Nie mog?am si? ju? 
modli? i dosz?o u mnie do zaburze? 
psychosomatycznych." /175 
 
Podobnie popularna podczas tych kursów jest gra – 
“Kto powinien prze?y?”: Odgrywa si? scen?, w 
której uratowa?a si? grupa osób, która prze?y?a 
rozbicie si? samolotu. Punktem wyj?ciowym 
scenariusza jest sytuacja, w której tylko trzy osoby 
maj? szans? na prze?ycie. Gdyby chcia?o si? 
wszystkich uratowa?, wszyscy by zgin?li. Teraz 
uczestnicy s? namawiani do przekonania innych, ?e 
w?a?nie oni koniecznie musz? prze?y?. Mo?na sobie 
?atwo wyobrazi?, jakie tu sztucznie zostan? 
stworzone sytuacje niebezpiecze?stwa. Peter 
Sichrovsky w swojej ksi??ce “Trening duchowy – jak 
w sze?? dni straci? swe oblicze” opisa? bardzo 
wyrazi?cie wiele takich izoluj?cych i uszczypliwych 
"gier" grupowo-dynamicznych. 
 
Ju? w bardzo wczesnych, niemieckoj?zycznych 
pismach, biskup Cordes odkry? niepokoj?ce 
symptomy agresji. Tobias Brocher, który wraz z 
innymi neomarksistami prowadzi? pierwsze 
grupowo-dynamiczne seminarium dla nauczycieli w 
Niemczech, dokumentowa? ju? w roku 1967 w 
swojej ksi??ce “Dynamika grupowa i szkolenie 
doros?ych” twarde i zaciek?e walki o presti? i 
przewodzenie w grupach. Jeden z uczestników 
opowiedzia?: “Mam uczucie, jakbym si? znajdowa? 
na arenie i by? ?wiadkiem walki byków. (...) Teraz 
czekamy ju? tylko na ofiar?, aby zobaczy? jak 
b?dzie dobita”. /176 Podobnie potwierdza Dieter 
Stollberg, wspó?za?o?yciel Niemieckiego 
Stowarzyszenia Psychologii Pastoralnej. Przedstawia 
on post?powanie grupy, która mocno 
dokuczy?a jednemu z uczestników: “Jest on 
‘ob?udnikiem’, ‘sadyst?’, ‘ca?kiem pod?ym psem’ itd. 
Napastnicy wznosili si? a? do wybitnie okrutnej i 
sadystycznej (werbalnie) orgii, podczas której 
‘ofiara’ wprost zosta?a ‘zar?ni?ta’ (. . .)” /177 
 
Eliminacja mi?o?ci bli?niego 
 
Spotkania grupowo-dynamiczne maj? z regu?y 
charakter polityczny – nie w tym sensie aby 
bezpo?rednio by?y indoktrynowane politycznie, ale w 
ten sposób, ?e zaatakowane s? podstawowe 
warto?ci kultury zachodnioeuropejskiej oraz 
wolno?ciowe i demokratyczne zasady ?ycia 

background image

 

40

spo?ecznego. Uczestnicy zostaj? poinstruowani jak 
zakwestionowa? postaw? wyra?aj?c? szacunek 
i mi?o?? bli?niego wobec drugiego cz?owieka, jako 
typowe cechy “spo?ecze?stwa 
mieszcza?skiego”. “Odkrywanie” uczu? awersji jest 
chwalone jako udane dotarcie do 
najpierwotniejszych uczu?. W ten sposób jednak nie 
?wiczy si? koegzystencji, lecz trenuje wrogo??. 
Spotkania odbywaj? z regu?y wg trzech kroków: 
“odmrozi?” – “zmieni?” – “znowu zamrozi?” (engl. 
“unfreezing”, “changing”, “refreezing”. Ju? sama 
terminologia wskazuje, ?e chodzi tu o celowe 
zmiany zachowania, które nie s? oparte na “chwili” 
lecz na “trwaniu”. Specjalnym ?rodkiem do tego 
jest tzw. “Feedback”. Chodzi tu o s?owne 
sformu?owania sposobu zachowania i wyra?ania si? 
oraz 
odwrócenie tych znacze?. Te uczucia, które wy?oni? 
si? podczas wysublimowanych psychotechnik 
w wydarzeniach grupowych, mog? si? uobecni? lub 
zosta? u?wiadomione, zw?aszcza gdy chodzi o 
tzw. odcienie, np. w rodzaju obserwowanej l?kliwo?ci 
lub w?adczo?ci. Mówi si? np.: “Mam 
wra?enie, ?e si? boisz” albo “tak oddzia?ywujesz na 
mnie, jakby? si? wewn?trznie gotowa?” itd. Na 
podstawie rodzaju grupy i sposobu kierowania grup? 
uczestnicy zostaj? wprowadzeni w wielkie 
opresje. Po podsycaniu agresji i sztucznym budowaniu 
awersji uczestnicy, pod pretekstem “by? 
otwartym jak to tylko mo?liwe” i “?adnych uczu? nie 
t?umi?”, zostaj? przedstawieni pozosta?ym 
niejako "do góry nogami.” W nieunikniony sposób 
dochodzi do braku dystansu i do zranie?. 
 
Oprócz tego cz?sto jest przypisywany posiedzeniom 
grupowo-dynamicznym charakter pokuty i 
obwiniania. W tym celu organizuje si? systematyczne 
spotkania wg metody “Feedback” poniewa?: 
“równie? powtórne odzwierciedlania mog? prowadzi? 
do pokuty”. /178 Feedback oznacza, jak ju? 
wspomniano, ?e uczestnik grupy zostaje pobudzony, 
aby bezpo?rednio i bez zahamowa? da? wyraz 
swoim uczuciom wobec osoby, nad któr? si? akurat 
pracuje. Wychodzi si? z za?o?enia, ?e 
szczególnie uczucia z?o?ci, awersji i odrzucenia nie s? 
wyra?ane bez skrupu?ów, poniewa? te nie 
by?yby akceptowane w naszej spo?eczno?ci. Przez to 
“powtórne odzwierciedlenie” mo?na je 
uczyni? tematem i dana osoba musi si? z nimi 
skonfrontowa?. Wg Gudjonsa w?a?nie agresywne 
uczucia s? wa?nym elementem Feedbacku. “Uczestnik, 
nad którym debatuje grupa, nie jest w stanie 
w inny sposób uzyska? wa?ne, mo?e ca?kiem nowe 
informacje o sobie, by pó?niej móc je 

wykorzysta? w zmianie swego zachowania." /179 
Szczególnie wyra?ny jest przymus, 
uzewn?trzniaj?cy si? w tym zaj?ciu. Kierownicy grup 
ustalaj?, które sposoby zachowania s? do 
odrzucenia, a które do nauczenia. Dla uczestników 
takich spotka? nie jest to zawsze wyra?ne: oni 
nie dostrzegaj? tego, co si? z nimi robi. 
 
Uczestnikowi doprowadzonemu przez grup? metod? 
Feedback na ?awk? grzeszników, nie jest – wg 
Gudjonsa - mo?liwe zniesienie “zadaj?cej ból kary 
duchowej.” Reaguje on l?kiem i obron?. Celem 
procesu grupowego jest zatem tak dobrze wy?wiczy? 
metod? powtórnego odzwierciedlania, aby 
poszczególny uczestnik uleg? naciskowi grupy i 
przyj?? nowe sposoby zachowania. “Feedback 
s?u?y (. . .) temu, aby zdr?twia?e obyczaje rozlu?ni?, 
przeformowa? w bardziej stosowne, a te z 
kolei wytrenowa?. W dynamice grupowej mówi si? w 
tym przypadku o unfreezing (odmro?eniu), 
changing (przemianie) i refreezing (ponownym 
zamro?eniu) obyczajów.” /180 Ta procedura, jak to 
zostanie przedstawione w pó?niejszym rozdziale, 
posiada przera?aj?ce podobie?stwo ze sposobem 
prania mózgów. Narzucaj? si? jeszcze do tego pytania: 
Kto ustala, jakie sposoby zachowania s? 
odpowiednie, a jakie skostnia?e? Rzekoma stosowno?? 
kieruje si? mi?dzy innymi “teori? ci?g?ych 
zmian”; przekonaniem, ?e ogólnie uznana wa?no?? jest 
autorytarnym wymaganiem oraz zasadnicz? 
tez? marksistowsk? XX wieku, ?e ka?d? form? 
autorytetu trzeba zwalcza? i odrzuca?. 
 
Pomimo tych brutalnych sposobów, trwale rani?cych 
osobowo??, przedstawiciele metod 
grupowo-dynamicznych w duszpasterstwie nie 
wzbraniaj? si? przed tym, aby je wyk?ada?, jako 
zalegalizowane przez Bibli?. W spotkaniach grupowo-
dynamicznych wydaje si?, jakoby Feedback 
by? wymodlony i wra?enia osoby by?yby ponownie 
wyg?aszane jako “przepowiadane w imi? 
Pana”. Sam Jezus Chrystus pono?, stosowa? ju? owe 
techniki grupowo-dynamiczne: “Przebieg tego 
rodzaju procesu jak Feedback widoczny jest w 
Ewangelii ?w. Mateusza, w rozdziale 16, kiedy Jezus 
zapytuje: A wy za kogo mnie uwa?acie?” /181 
 
Na ten blu?nierczy charakter zosta?a zwrócona uwaga 
ju? na pocz?tku lat 70-tych przez Henninga 
Günthera, który zilustrowa? j? przyk?adami: “Ci, 
podnieceni grupowo-dynamicznie, cz?sto pos?uguj? 
si? religijnym j?zykiem w sposób blu?nierczy. (. . .) 
Uczestnicy grupowo-dynamiczni ze ?rodowiska 
chrze?cija?skiego cz?sto kojarz? sytuacj? grupow? z 
‘s?dem ostatecznym’ ‘Urz?dzali?my ?wiczenia 

background image

 

41

oddechowe jogi, siedzieli?my w parach oparci plecami 
o siebie i rozmawiali?my w?a?nie o 
chwilowych odczuciach, o Tu i Teraz, co jest bardzo 
wa?ne dla uczestników terapii Gestalt. 
Patrzeli?my sobie d?ugo w oczy, co cz?sto by?o 
nieprzyjemne, potem biegali?my wokó? z 
zamkni?tymi oczami, dochodzi?o do kontaktu 
cielesnego, ?ciskali?my si? wzajemnie za r?ce, 
obejmowali?my si?, ca?owali?my si? i robili?my 
wszystko, co nam wpad?o do g?owy. Po tym 
prze?yciu Sylwia (kierowniczka grupy) zapyta?a: Czy 
kto? chce si? podzieli? z nami swoim 
prze?yciem? (. . .) Do niedzieli wieczór trzyma?a 
Sylwia ka?dego pod lup?. (. . .) Fred, wyjd? na 
?rodek pokoju, powiedzia?a Sylwia. Wsta?em i 
wyst?pi?em do przodu, o?mielony dodaj?cymi 
otuchy spojrzeniami uczestników grupy, których ju? 
odt?d dobrze zna?em, bez wi?kszego 
onie?mielenia. Cieszy?em si? rzeczywi?cie z tego 
prze?ycia, którego jeszcze przed dwoma dniami 
oczekiwa?bym ze zgroz?. . . . . Kamera zwróci?a si? na 
mnie’. To, co tu zosta?o przedstawione, to 
naprawd? S?d ostateczny." /182 
 
Walka przeciw "autorytetowi" i zburzenie progów 
zahamowania 
 
W ca?ej marksistowskiej ideologii Horkheimera, 
Adorno i Marcuse’a, jak to ju? zosta?o 
wspomniane w innych miejscach, zosta?a 
wypowiedziana wojna, szczególnie przeciw hierarchii i 
autorytetowi. “My?lenie hierarchiczne” podczas 
spotka? grupowo-dynamicznych by?o najtrafniej 
potwierdzane jako “skostnia?y sposób zachowania”. 
Celem obowi?zuj?cym jest odrzucenie 
wszelkich rodzajów autorytetów, tu powinny by? 
wy?wiczone “bardziej odpowiednie sposoby 
zachowania”. Czarodziejskim has?em “odkry? 
struktury w?adzy” pos?ugiwali si? równie? 
grupowo-dynamicy w stopniowym przyjmowaniu go w 
duszpasterstwie. Odkrywanie istniej?cych 
struktur w?adzy ma rzekomo prowadzi? nie do 
zniesienia ustalonych przez Boga autorytetów, lecz 
mia?oby “uwolni?” urz?dników i odpowiedzialnych od 
przymusowego pozostawania pod ich 
wp?ywem. Tam gdzie (stosowanie procesów grupowo-
dynamicznych, przyp. autora) zachodzi 
?wiadomie, prawdziwy autorytet nie zostaje 
podwa?ony, lecz zostaj? odkryte przygniataj?ce 
hierarchie. W?adcy odkrywaj? si? sami, jako 
zak?ócaj?cy faktor ?ycia wspólnotowego, czuj? si? 
odci??eni i uwolnieni z ich wewn?trznej izolacji." /183 
 
Nie trzeba du?o fantazji, aby wyobrazi? sobie do jakich 
uk?adów mo?e prowadzi? stosowanie takich 

metod. Za?ó?my, ?e jaki? biskup zostanie w swojej 
diecezji przez pojedyncze osoby systematycznie 
zap?dzany w ?lepy zau?ek. Organy prasowe sugeruj? 
jego zacofanie, patriarchalizm i ograniczenie. 
Celowo ?le informowane wspólnoty odmawiaj? mu 
wspó?pracy. Wygl?da na to, ?e wsz?dzie 
napotyka na opór i jest osamotniony w swoim 
pogl?dzie. Grupowo-dynamiczne rozwi?zanie tego 
konfliktu polega?oby na tym, ?e “panuj?cy” dostrzega, 
i? on sam jest owym “faktorem 
zak?ócaj?cym”, sam kapituluje pod naciskiem 
wspólnoty i jest wdzi?czny za to, ?e zwrócono mu 
uwag? na jego stan wyizolowania. To wszystko mo?e 
si? wykona? bez przeprowadzania 
jakiejkolwiek dyskusji i rzeczowych pyta?. W 
Niemczech, Austrii i Szwajcarii ju? do?? d?ugo 
uprawia si? polityk? wg tego modelu, – a przede 
wszystkim polityk? ko?cieln?. Wg tej strategii i tych 
wzorów argumentacji post?puje si? w Szwajcarii 
przeciw biskupowi Haas’owi, w Austrii przeciw 
biskupom Kreen’owi i Küng’owi, w Niemczech 
przeciw biskupowi Dybie. 
 
Lecz metody te stosowane s? nie tylko w kr?gach 
ko?cielno-politycznych; ju? do?? d?ugo s? 
równie? stosowane we wspólnotach, maj?c na celu 
zburzenie “my?lenia hierarchicznego”. Na 
jednym z treningów duszpasterskich np. kierowniczka 
kursu wezwa?a uczestników do 
nast?puj?cego ?wiczenia: Mieli oni utworzy? pary, 
jeden z partnerów kl?ka podpieraj?c si? na 
wyprostowanych r?kach. Plecy znajduj? si? w pozycji 
poziomej. Jeden z partnerów k?adzie si? 
plecami, w poprzek, na drugim. Potem kierowniczka 
grupy zach?ca, aby tarza? si? po ziemi lub ‘jak 
zwierz?’ pe?zaj?c porusza? si? do przodu. Uczestnicy 
wype?niaj? to wezwanie. Czo?gaj? i tarzaj? 
si? przez sal?. Nast?pnie grupa siada w kole. 
Pojedyncze osoby dziel? si? swoimi do?wiadczeniami. 
Pewien m?ody duszpasterz uwa?a, ?e podczas tego 
?wiczenia pe?zania sta?o si? dla niego jasne, 
jak m?cz?cy jest chód w pozycji pionowej. Mówi on 
dos?ownie: “Co my, ludzie sobie wyrz?dzamy!” 
 
W nast?pnym ?wiczeniu kierowniczka grupy ka?e 
uczestnikom po?o?y? si? na plecach i podkurczy? 
nogi. W tej pozycji wszyscy powinni “jak dzieci”, 
stopami tak mocno jak potrafi?, tupa? o pod?og?, 
krzycz?c przy tym: Nie, nie, nie. ” Powstaje g?o?ne 
tupanie i ryczenie. Potem kierowniczka zaczyna 
biega? wko?o i zach?ca, aby wszyscy robili to samo. 
Powinni biegn?? wko?o jak jelenie, ze 
spuszczon? g?ow?. Wszyscy wype?niaj? te nakazy. 
Dalej powinno si? chodzi? jak Afryka?czyk, “z 

background image

 

42

bioder”, w ko?cu przej?? w “krok mieszcza?ski”. Teraz 
kierowniczka zaczyna si? na?miewa?: “Taki 
narzucony, ma?powaty chód!” G?o?no krzyczy: 
“Precz, precz, precz!” Uczestnicy wtóruj?: “Precz z 
tym zma?powanym, mieszcza?skim chodem!” 
 
Je?eli po pewnym czasie uczestnicy grupy s? 
jednoznacznie gotowi na bezkrytyczne wype?nianie 
ka?dego zadanego ?wiczenia, kierownicy z regu?y 
“podwy?szaj? poprzeczk?.” W przera?aj?cy 
sposób ujawnia si?, ?e podczas takich “dokszta?ce?” 
mo?na zatraci? wszelkie poczucie godno?ci 
wobec siebie samego i wobec innych ludzi. 
 
Istniej? niezliczone metody, aby w?ród uczestników 
naderwa? respekt do w?asnej osobowo?ci i 
zmusi? ich do wspó?dzia?ania w uczynkach, których 
wstydziliby si? w normalnych, ludzkich 
relacjach. Wielu uczestników przystaje na takie 
post?powania, albowiem pragnien? dowiedzie? si? 
czego? wi?cej o sobie. Przebieg ?amania tabu ukazuje 
si? na pocz?tku wielu uczestnikom jako 
zdobycie nowej ziemi i dlatego mo?e by? odbierany na 
pocz?tku jako co? pozytywnego. St?d wielu 
ludzi po pierwszym spotkaniu grupowo-dynamicznym 
wpada w zachwyt. Dopiero po jakim? czasie 
niektórzy z nich spostrzegaj?, w jak niegodn? 
dzia?alno?? dali si? wci?gn??. Prawie nikt nie 
przypu?ci?by, ?e tak silnie pozwoli sob? manipulowa?. 
Na pocz?tku kilkudniowego, 
fizykoterapeutycznego szkolenia siedzi przyk?adowo 
oko?o pi?tnastu duszpasterzy obu p?ci w kole i 
przedstawiaj? si? sobie nawzajem. Jako pierwszym 
“terapeutycznym” zaleceniem jest zwrócenie 
uwagi przez kierownika kursu na postaw? cia?a 
uczestników. Jest ona wyrazem samopoczucia w 
danej chwili. On sam zdejmuje sobie buty. Obecni 
zmieniaj? swoj? postaw?. Prowadz?cy kurs pyta, 
mile zach?caj?c: “Mo?e kto? chcia?by wsta?? ” Dzia?a 
on przy tym rzeczowo, fachowo, spokojnie. 
Grupa dostosowywuje si? krok po kroku do jego 
impulsów. “Bardziej wy?wiczeni” uczestnicy 
pokazuj? to tym, dla których takie ?wiczenia s? czym? 
nowym. W ko?cu wszyscy chodz? po pokoju. 
Niejako z rezerw? “trener” wypowiada nast?pne 
polecenie. Ka?dy powinien tak chodzi?, jakby to 
by? rodzaj kroczenia przez ?ycie. Ka?dy zmienia swój 
sposób chodzenia. Jeden idzie wyprostowanie 
i twardo, inny podskakuje, trzeci idzie pochylony 
utykaj?c. Nast?pny impuls wzywa do tego, aby tym 
ruchom towarzyszy?y d?wi?ki. Niektórzy zaczynaj? 
nuci?, inni st?ka?. Szumy wkrótce nasilaj? si? 
a? do ob??dnego rozgardiaszu g?o?nych st?ka? i 
j?ków. 
 

W innej grupie prowadzi si? ?wiczenia na temat 
“b?ogos?awie?stwa”. Uczestnicy maj? tworzy? 
pary. Jeden z nich k?adzie si? plecami na pod?og?. 
Jego partner powinien go poprzez dotykanie 
ró?nych obszarów cia?a, “b?ogos?awi?”. Kierownik 
grupy: “B?d?cie tak blisko siebie jak to tylko 
mo?liwe, ale nie za blisko. My?l?, ?e wyczujecie, 
gdzie jest granica.” Ca?e ?wiczenie odbywa si? w 
g?uchej ciszy. “B?ogos?awi?cy” dotykaj? swoich 
partnerów po g?owie, ramionach, tu?owiu, 
brzuchu, r?kach i nogach. Po oko?o dziesi?ciu 
minutach zamieniaj? si? rolami. 
 
Na jednym ze spotka?, w ramach dalszego kszta?cenia, 
zainscenizowano w ramach pokonywania 
stresu nast?puj?ce ?wiczenie: Uczestnicy tworz? pary. 
Jeden z partnerów k?adzie si? wyci?gni?ty 
na plecach. Jego partner k?adzie mu r?k? na g?owie, a 
drug? r?k? pociera szybkimi ruchami 
miejsce tu? poni?ej p?pka. Dla wyja?nienia, 
kierowniczka kursu mówi, ?e to ?wiczenie pobudza 
procesy chemiczne, które dzia?aj? odpr??aj?co. 
 
Nic nie jest w stanie powstrzyma? liderów grup. Progi 
zahamowa? zostaj? rozbudowywane lub 
burzone. Sfera prywatno?ci i intymno?ci zostaje 
zlikwidowana. Duszpasterze, kap?ani i ?wieccy 
zostaj? celowo wepchni?ci w kryzys osobowo?ci. 
Grupa (sprytnie zmanipulowna) na?laduje ju? 
tylko idee lidera, narzuca cz?onkom grupy nowy 
pogl?d na ?wiat i nowy sens pewnych porywów 
uczuciowych. Odbywa si? subtelna reedukacja grupy, 
której nie da si? unikn??, je?eli si? podda 
owym ?wiczeniom – co za? staje si? prawie 
niemo?liwe, ze wzgl?du na pod?wiadomy nacisk 
grupy. 
 
Na jednym z kursów dokszta?caj?cych, na wezwanie 
kierownika grupy, uczestnicy ustawiaj? si? w 
kole, k?ad?c sobie wzajemnie r?ce na szyj? i na 
ramiona. Co drugi ma zwiesi? swoje cia?o a tali? 
tr?ca? do przodu i do ty?u. ?wiczenie rozpocz?to. 
Kierownik grupy wzywa, aby ruchom 
towarzyszy?y d?wi?ki. Niektórzy uczestnicy zaczynaj? 
st?ka?, inni im wtóruj?. Powstaj? kulisy 
odg?osów, które mog?yby towarzyszy? scenom seksu 
grupowego. 
 
Do nast?pnego ?wiczenia kierownik grupy zach?ca 
nast?puj?cymi s?owami: “To mo?e zaj?? za 
daleko – no ale...” Uczestnicy na skutek tego s? 
zaciekawieni. Teraz kierownik grupy t?umaczy 
?wiczenie. Uczestnicy powinni stan?? po dwóch, 
naprzeciwko siebie, zawsze w niewielkim odst?pie. 

background image

 

43

Na wysoko?ci talii s? zobowi?zani utrzyma? mi?dzy 
sob? poduszk?. Potem powinni gwa?townie 
pchn?? biodrami do przodu. Wszyscy uczestnicy 
tworz? teraz grupy po dwie osoby, cz??ciowo 
mieszanej p?ci, cz??ciowo tej samej i napieraj? swoimi 
biodrami na siebie. Poduszka 
odspr??ynowuje uderzenia. 
 
Na tym treningu duszpasterz czy kap?an nie nauczy si? 
niczego przydatnego w trudnych 
codziennych duszpasterskich i spo?ecznych zadaniach. 
Przyczynia si? natomiast do tego, ?e 
uczestnicy coraz bardziej oddalaj? si? od realno?ci i od 
bli?nich. Nie ucz? si? tego, co w?a?ciwie 
mog?oby by? centralnym zadaniem duszpasterza, ani 
dlaczego dalsze powa?ne psychologiczne 
szkolenie przynie?? by im mog?o wielk? korzy??: a 
mianowicie wczu? si? w innego cz?owieka, 
zrozumie? go i konkretnie wspiera?. Dzieje si? to z 
niewymiern? szkod? dla ksi?dza, parafii i 
ko?cio?a. 
 
Najwa?niejsze psychotechniki 
 
W tym rozdziale zostan? przedstawione niektóre z 
najwa?niejszych psychotechnik. 
Równie? to przedstawienie mo?e by? niekompletne w 
ramach przedstawionej pracy, zarówno pod 
wzgl?dem liczby ró?nych metod grupowo-
dynamicznych jak i wyczerpuj?ce ich przedstawienie. 
Jednak?e nieodzownym okaza?a si? konieczno?? 
naszkicowania niektórych z najcz??ciej 
stosowanych psychotechnik. Kolejno zostan? 
przedstawione trzy nast?puj?ce metody: dramat 
biblijny lub psychodramat, terapia Gestalt oraz 
bioenergetyka jako metoda “orientuj?ca cia?o” . 
 
Formy terapii ukierunkowane ciele?nie 
 
Wtargni?cie “trenerów” z grupowo-dynamicznych 
szkole? i seminariów na obszary seksualno?ci 
ludzkiej nie nale?? do rzadko?ci. W USA ju? wiele 
takich przypadków trafi?o do s?du. 
 
Seksualno?? odgrywa – a? trudno w to uwierzy? – 
centraln? rol? w dokszta?caniu ksi??y. 
Inscenizuje si? program rzeczywistego 
seksualizowania osoby. Jako teoretyczne uzasadnienie 
przytacza si? ideologi? marksistowskiego psychologa 
Wilhelma Reicha, który uwa?a?, ?e t?umienie 
bod?ców seksualnych prowadzi do napi?? i skurczów. 
Dlatego jest wa?ne, aby ust?powa? swoim 
seksualnym odczuciom. Reich stworzy? poj?cie 
“pancerza charakteru”. W kr?gach 

grupowo-dynamicznych owa teoria stanowi standard. 
Najwyra?niejsze jej stosowanie uwidacznia si? 
w tzw. “bioenergetyce”, która zosta?a rozwini?ta przez 
Alexandra Lowena, ucznia Wilhelma 
Reicha. 
 
W jego pracach nad “seksualnymi skurczami” nie 
chodzi?o mu tylko o regulowanie funkcji 
cielesnych. Chodzi?o mu równie? o usuni?cie religii, 
któr? w jednych ze swoich opracowa? 
t?umaczy? jako “masow? psychologi? faszyzmu”. 
Reich dopatrywa? si? pocz?tków religii w 
t?umionej seksualno?ci. By? on przekonany, “?e 
odczucie religijne wyp?ywa z pohamowywanej 
seksualno?ci, ?e ?róde? religijnego podniecenia nale?y 
dopatrywa? si? w zahamowanym 
podnieceniu seksualnym”. /184 Z takiego wyobra?enia 
wynika?a dla Reicha “przymusowa 
konkluzja, ?e jasna, seksualna ?wiadomo?? i naturalny 
porz?dek seksualnego ?ycia musi sta? si? 
ko?cem mistycznych odczu? wszelkiego rodzaju, ?e w 
takim razie naturalna p?ciowo?? jest 
?miertelnym wrogiem religii". /185 
 
W konsekwencji Reich zajmowa? si? gruntownie 
“indywidualnym wykorzenieniem uczu? 
religijnych". “Zniszczenie religii w analizach” ma 
zosta? osi?gni?te na p?aszczy?nie uczuciowej, 
“nie przez dyskusje o istnieniu lub nieistnieniu Boga, (. 
. .) lecz tylko i wy??cznie przez usuni?cie 
seksualnych ogranicze? i rozlu?nienie dziecinnych 
wi?zi z rodzicami.” /186 Reich nie stroni? od tego, 
aby doros?ych ludzi, którzy zg?osili si? do niego z 
problemami psychicznymi, zepchn?? w ci??kie, 
?yciowe kryzysy. Jego cel, wyt?pienie religijno?ci, by? 
dla niego wa?niejszy: “Analiza prowadzi w 
ko?cu do tego, ?e gdy cz?owiek podejmie normalne, 
zaspakajaj?ce ?ycie mi?osne wtedy religia 
straci swoje oparcie. Tak oto studiuj?cy teolodzy 
wpadaj? w niema?e trudno?ci, poniewa? pe?ne 
przekonania kontynuowanie swego zawodu, którego 
zdrowotne b?ogos?awie?stwa by?y odczuwane 
na w?asnym ciele, staje si? niemo?liwe.” /187 
 
Wiele opinii o psychotechnikach opiera si? dzisiaj 
niestety nie na wiadomo?ciach z oryginalnych 
?róde? lecz na upi?kszonej literaturze z drugiej r?ki. 
Kto jednak studiuje dzie?a przedstawicieli metod 
grupowo-dynamicznych, b?dzie ci?gle i wci?? 
napotyka? na wy?ej opisan? ideologi?. Trzeba nam 
wyobrazi? sobie w jak przewrotnej (?ac.: pervertierten) 
sytuacji si? znajdujemy: Twórca takich 
kursów grupowo-dynamicznych, które nosz? nazw? 
ukierunkowanych ciele?nie, t?umaczy wyra?nie, 

background image

 

44

?e jego celem jest zniszczenie religii. Mimo tego, takie 
w?a?nie kursy proponowane s? jako dalsze 
kszta?cenie ksi??y – i szczególnie wzmo?enie przez 
instytucje ko?cielne. 
 
Podobnie w?tpliwa jak w/w ciele?nie zorientowane 
psychotechniki jest tzw. bioenergetyka wg 
za?o?e? Aleksandra Lowena, ucznia Reicha. W 
szeregu reklamy psychotechnik “Drogi do 
Cz?owieka” Lowen prezentowa? nast?puj?c? “scen? 
terapeutyczn?”: Na kanapie le?y doros?y 
m??czyzna, odziany tylko w slipki, i we wskazanym 
przez Lowena momencie, zaczyna porusza? 
swoimi biodrami w gór? i w dó?, krzycz?c przy tym : 
“Nie, nie dam swego g . . . !” Tak?e to 
?wiczenie opiera si? na ideii Reicha o pancerzu 
charakteru. 
 
Na mi?dzynarodowym kongresie psychoterapii 
“Evolution of Psychoterapy” w lecie 1994 roku w 
Hamburgu Lowen przedstawi? swoj? terapi? w grupie 
roboczej “Integracja ego i p?ciowo?ci”. 
Pewien doros?y m??czyzna rozbiera si? przed 
zebranym kongresem a? do majtek i musi si? 
po?o?y? na drewnianego koz?a, przy czym si? mocno 
przeci?ga. M??czyzna g?o?no krzyczy. Po 
krótkiej przerwie Lowen stawia nast?puj?c? 
“diagnoz?”: Ten m??czyzna ma sk?onno?ci do 
ukrywania swoich uczu?. Zapytany, co mo?e do tego 
doda? ze swego dzieci?stwa, opowiada o 
bliskim stosunku do swojej matki. Ona by?a podobno 
pruderyjn? katoliczk?. To doprowadzi?o u 
niego do zaburze? seksualnych. Ponownie k?adzie si? 
ta osoba do?wiadczalna na ko?le i krzyczy z 
powodu bólu. Na du?ym, ?ciennym ekranie 
przedstawione s? jego drgawki, aby wszyscy z ponad 
tysi?ca obecnych, mogli w tym wspó?odczuwa?. 
Lowen komentuje: "Dobre! Bolesne, ale dobre!" 
 
Drug? osob? do?wiadczaln? jest kobieta, która 
przychodzi i rozbiera si? do bielizny. Lowen wskazuje 
u niej jako cel terapii, jakoby jej biodra mia?y si? same 
porusza?. Le??ca na ko?le kobieta zaczyna 
p?aka?, na co Lowen wzywa, aby si? podda?a temu 
szlochowi, “G?o?niej! Mo?na us?ysze? dziecko 
w tym p?aczu!” Po kilku uwagach, nawi?zuj?cych do 
jej dzieci?stwa bioenergetyk zauwa?a: “Co? 
przydarzy?o si? komu? jako dziecku. Pytaniem jest jak 
si? pó?niej znowu otworzy?. Dlatego 
wykonujemy emocjonalne lub seksualne ?wiczenia.” 
Niebawem ta kobieta ma si? po?o?y? plecami 
na macie, r?ce wyprostowa? do góry i wo?a? “tatusiu”. 
Czyni to i zaczyna g?o?no p?aka?. Lowen 
nawo?uje j? teraz, aby g?o?niej wo?a?a “tatusiu”. 
Mo?na w jej wo?aniu wyczu? wyra?n? z?o??, on 

to potwierdza. Kobieta p?acze coraz gwa?towniej i 
t?umaczy, ?e nie wytrzymuje tego uczuciowo. 
Lowen poleca nadal krzycze?, co jej si? jednak nie 
udaje. Lowen komentuje to mniej wi?cej tak: 
Gdyby Ewa naprawd? umia?a krzycze?, to by si? 
otwar?a na dole i na górze i jej problem seksualny 
zosta?by rozwi?zany. ?aden krzyk nie przynosi 
zmiany. To jest tylko powolny post?p. Ona musi si? 
odci?? od swojego uczucia, poniewa? go nie 
wytrzymuje. Normalnie krzycza?oby si? i napi?cie 
zosta?oby rozwi?zane. W terapii uczucia musz? zosta? 
wyjawione. – Z czasem odkrywa si?, ?e 
mia?o si? równie? seksualne uczucia wobec w?asnych 
rodziców.” 
 
Tak zwane terapie orientowane ciele?nie zawieraj? 
zawsze elementy bioenergetyki Lowena. 
Zarówno przyk?ady z rozdzia?u “Zmiana osobowo?ci” 
jak i wy?ej omówione “terapie cielesne” s? 
szeroko rozpowszechnione w szkoleniu oraz dalszym 
dokszta?caniu duszpasterzy. Metoda Lowena 
polega na tym, aby zwróci? ludziom uwag? na ich 
negatywne uczucia (najcz??ciej wobec w?asnych 
rodziców) i spowodowa? ich wyra?enie. W swojej 
ksi??ce “Bioenergetyka” t?umaczy on klientce 
niektóre ?wiczenia bioenergetyczne: W jednym z nich 
daje si? pacjentce r?cznik z frotee, który udaje 
si? zwin?? w rulon. R?cznik mo?e przedstawia? 
cz?owieka. W naszym przypadku móg?by to by? 
ojciec, obecny przyjaciel lub ja, tzn. inny, 
znienawidzony przedstawiciel m?skiej p?ci. Podczas 
skr?cania r?cznika pacjentka powinna wypowiada? to 
wszystko, co ch?tnie powiedzia?aby ojcu lub 
innemu m??czy?nie. ‘Ty b?karcie! Nienawidz? ci?. Ty 
mnie poni?y?e? i gardz? tob?. Mog?abym ci 
ukr?ci? gard?o. Wtedy nie móg?by? si? na mnie ju? tak 
gapi? swymi po??dliwymi oczami.’ To co 
le?y na d?oni, ten r?cznik mo?e równie? wyobra?a? 
penisa. Przez skr?canie go pacjentka mo?e 
roz?adowa? równie? wielk? wrogo?? przeciwko temu 
organowi. To ?wiczenie nie mo?e jednak sta? 
si? rutyn?. Ma ono tylko wtedy warto??, gdy jest 
wykonane po wywo?aniu urojonego prze?ycia 
pacjentki. Tego rodzaju prze?ycia nie musz? mie? 
koniecznie charakteru seksualnego. Podczas 
takiego ?wiczenia mo?na roz?adowa? ka?de wrogie 
lub gniewne uczucie, które wywodzi si? ze 
zranienia lub obrazy. Inne ?wiczenie by?oby w tym 
przypadku równie? stosowne: Pacjentka, 
(naturalnie mo?e to by? równie? pacjent rodzaju 
m?skiego z odpowiedni? doz? nienawi?ci do kobiet) 
k?adzie si? brzuchem na ?ó?ku, podpieraj?c si? na 
?okciach i kolanach. Przy czym palce u nóg 
wpijaj? si? w materac. Jest to najcz?stsza pozycja 
m??czyzny przy wspó??yciu. Nast?pnie 

background image

 

45

wykonuje ona cz?ste i zdecydowane, pop?dowe ruchy 
w kierunku ?ó?ka. Tym ruchom mog? 
towarzyszy? s?owa, przy czym powinny to by? s?owa 
negatywne, sadystyczne, rani?ce i wulgarne. 
Je?eli pacjent lub pacjentka oddadz? si? prawid?owo 
temu ?wiczeniu, prze?yj? oni szczególne 
uczucie ulgi. Mo?na si? przez to w pewien sposób 
odreagowa?, co ani pacjentowi ani innym nie 
szkodzi. Poni?y?o si? przecie? tylko osob? 
wyimaginowan?; a osoba konkretna czuje si? potem 
tak 
czysto jakby, umy?a sobie r?ce.” /188 
 
Okazjonalnie wyst?puje u ludzi uczucie ulgi, ale jest 
ono bardzo powierzchowne i szybko zanika. 
Pozostaj? wyrzuty sumienia, poczucie winy i 
oczywi?cie w?a?ciwe przyczyny ?yciowych trudno?ci. 
Jednych przez d?ugi okres m?cz? wyrzuty sumienia, 
inni natomiast co jaki? czas jak w na?ogu 
wracaj? do tego i podobnych typu ?wicze?, aby 
przynajmniej na krótki czas uwolni? si? od poczucia 
winy. 
 
Terapia Gestalt 
 
Pod nazw? terapii Gestalt jedna z psychotechnik 
osi?gn??a znaczenie mi?dzynarodowe. Wydaje si?, 
i? dosz?o do tego przede wszystkim dlatego, ?e jej 
twórca konsekwentniej ni? inni uskutecznia? swe 
cele. Anarchia i nieograniczone zaspokojenie potrzeb 
zosta?y nap?dzane a? do ekscesów. Poniewa? 
ta psychotechnika okaza?a si? najbardziej 
konsekwentna ze wszystkich jak równie? i dlatego, ?e 
w?a?nie terapia Gestalt zdoby?a uznanie i umocni?a 
si? tak?e w instytucjach ko?cielnych /189 
po?wi?ci si? jej tu wi?cej miejsca ni? ciele?nie 
ukierunkowanej bioenergetyce lub na koniec 
psychodramatowi lub dramatowi biblijnemu. Po 
krótkiej biografii obydwu twórców zostan? 
przedstawione istotne aspekty terapii Gestalt. 
Nast?pnie zostan? pokazane niektóre aktualne 
ustosunkowania si? wobec tej psychotechniki. 
 
Twórcy terapii Gestalt 
 
Poni?szy opis ograniczy si? do dwóch najwa?niejszych 
twórców terapii Gestalt, mianowicie Fritza 
Perlsa i Paula Goodmana. 
 
Fritz Perls 
 
Frederick Salomon Perls urodzi? si? w Berlinie, w roku 
1893, jako trzecie dziecko a zarazem jedyny 
syn. “Rodzice k?ócili si? cz?sto i matka nienawidzi?a 
ojca. Brutalny i pij?cy ojciec wzbudzi? w synu 

jednocze?nie podziw i awersj?. W?asne autorytarne 
zachowanie i bunt przeciw wszelkim 
autorytetom cechowa?y ca?e jego ?ycie. Ten stosunek 
do autorytetu przeniós? on na wiedz? 
fachow?. Jako najm?odszy i jedyny syn w rodzinie 
?ydowskiej mia? pozycj? uprzywilejowan?, czego 
nie pozwala? kwestionowa? przez ca?e ?ycie, a co 
równie? by?o skrajnie widoczne w rodzinie 
wzgl?dem kobiet. Tragiczn? ?mier? najstarszej siostry, 
która z powodu ci??kiej choroby oczu 
wymaga?a troch? wi?cej uwagi, skomentowa? 
nast?puj?cymi s?owami: ‘Nienawidzi?em tej my?li, 
?e pewnego dnia b?d? musia? o ni? dba? i by? 
obci??onym przez jej obecno?? w moim domu (. . .) 
Nie smuci?em si? bardzo, jak dowiedzia?em si? o jej 
?mierci w obozie koncentracyjnym.’ /190 Z 
drug? siostr? dlatego dochodzi? do ?adu, poniewa? ta 
podziwia?a go bez miary.” /191 
Niepowodzenia w szkole kwitowa? zachowaniem 
buntowniczym i przej?ciowymi, artystycznymi 
fantazjami. Studiowa? medycyn? i zg?osi? si? na 
psychoanaliz? u Karen Horney, nast?pnie u 
Wilhelma Reicha. W roku 1926 pozna? Lore Polster, 
jego pó?niejsz? ?on?, Laur? Perls. 
“Wprawdzie schlebia?o mu jej mocne zatroskanie, ale 
jej uczucia odwzajemnia? awersjami. (. . .) 
Przedstawia? si? tak, jakby to on by? jej wydany. 
Mimo wszystko po?lubi? t?, której nie kocha?, 
która wci?? mu przeszkadza?a i przez któr? czu? si? 
wci?? napastowany. Dlatego te? nie jest 
zaskoczeniem jego nieudany zwi?zek uczuciowy. 
Podczas ca?ego okresu ma??e?stwa szuka? 
potwierdzenia u innych kobiet. Jego irytuj?cy stosunek 
do kobiet mia? pó?niej wp?yw na terapie. (. . 
.).” /192 
 
W roku 1933 wyemigrowali oboje z dzieckiem do 
Afryki Po?udniowej. W roku 1936 Perls próbowa? 
osi?gn?? sukces na ?wiatowym kongresie 
psychoanalitycznym w Czechos?owacji. Musia? 
jednak 
stwierdzi?, ?e inni psychoanalitycy, przede wszystkim 
sam Freud nie okazywali mu i jego pomys?om 
?adnej, szczególnej uwagi. Rozmow? z Zygmuntem 
Freudem opisuje Perls w swym 
autobiograficznym zbiorze my?li zatytu?owanym 
“Porzucone i odnalezione na moim ?mietniku” 
nast?puj?co: Perls zadzwoni? do drzwi Zygmunta 
Freuda, stan?? naprzeciw niego i powiedzia?: 
“Przyjecha?em z Afryki P?d., aby wyg?osi? wyk?ad i 
aby pana zobaczy?.” By? mo?e Freud 
zauwa?y? znaczenie Perlsa dla psychologii g??bi? 
Odpowiedzia?: “I kiedy pan wraca z powrotem?” 
/193 – To by?o wszystko. G??boko upokorzony Perls 
przyznaje, ?e to go dr?czy?o do pó?nej 

background image

 

46

staro?ci. 
 
D?ugoletni kryzys, który powsta? po tej kl?sce 
próbowa? on przezwyci??y? napisaniem ksi??ki. 
Perls cierpia? jednak na ci??kie zaburzenia obowi?zku 
pracy, a co za tym idzie ksi??ki 
zatytu?owanej “To ja, g?ód i agresja” nie uda?o mu si? 
napisa? z du?ym rozmachem. “Pó?niejsi 
krytycy widzieli w tej ksi??ce rozliczenie z Freudem i 
szczególnie z wydarzeniami z roku 1936. Na 
podstawie gruntownych, psychoanalitycznych 
opracowa? i w?asnych uroje? utworzy? on sobie 
obraz cz?owieka, który t?umaczy rodzaj ludzki jako 
?ycie z?o?one z paru zwyczajnych, 
biologicznych elementów. W miejsce rozumu postawi? 
on potrzeby, które chce zaspokoi? ludzkie 
cia?o. Aktualnie najpilniejsza potrzeba, a zw?aszcza 
agresja, musi by? natychmiast zaspokojona, co 
pokazuje Perls, swoim w?asnym, aspo?ecznym stylem 
?ycia.” /194 
 
W roku 1947 wyemigrowa? on do USA. Tam wszed? 
mi?dzy innymi w kontakt z Moreno i jego 
psychodramatem, z którego przej?? niektóre techniki 
teatralne. Poniewa? jego tytu? lekarza równie? 
tu nie znalaz? uznania, Clara Thompson poradzi?a mu, 
aby zda? ameryka?ski egzamin lekarski, co 
on odebra? jako bezczelno??. W Nowym Jorku 
zapocz?tkowa? on, przy intensywnej pomocy Laury 
Perls i Paula Goodmana, terapi? Gestalt. “D?ugoletnie, 
ekscesowe za?ywanie LSD i psylocybiny 
pogorszy?o jego stan. Jak ka?dy uzale?niony uwa?a?, 
?e narkotyk – w tym przypadku psylocybina – 
jest dla niego korzystny. Perls uwa?a?, ?e wywo?uje u 
niego integracj? i przypominanie. Na skutek 
tego na?ogu wyst?powa?y u niego reakcje 
paranoidalne i schizofreniczne i nasila?y u niego 
reakcje 
zemsty wobec wszystkich, którzy odnie?li sukces. /195 
Mimo tego, ?e coraz bardziej si? wyniszcza?, 
nie rezygnowa? z d??enia, aby sta? si? 
najs?awniejszy.” /196 Uwa?a? si? za najwi?kszego 
terapeut?: “My?l?, ?e jestem najlepszym terapeut? 
ka?dego rodzaju neurozy, które wyst?puj? w 
Stanach, mo?e i na ca?ym ?wiecie.” /197 W swoich 
snach widzi siebie jako okrutnego w?adc? 
?wiata. W jednym, szczególnie faworyzowanym, stan? 
si? dyktatorem nad ?wiatem i czasami 
sp?dzam do?? d?ugie chwile nad tym, aby 
wyimaginowa? sobie, ze wszystkimi szczegó?ami, 
jakbym 
rz?dzi? ?wiatem.” /198 “Od czasu do czasu, gdy 
rozkoszuj? si? moim okrucie?stwem, (. . .) czuj? si? 
?ywotny i zaanga?owany.” /199 
 

Pod koniec roku 1963 przyby? on do instytutu w 
Esalen. /200 Perls znalaz? tam osoby o podobnych 
zapatrywaniach i móg? si? spokojnie, cz?sto wy?ywa? 
w swoim ordynarnym, aroganckim i 
bezwzgl?dnym zachowaniu. Nie potrafi? si? jednak 
w??czy? w nawet tak chaotyczny klimat pracy, 
jaki panowa? w Esalen i wsz?dzie chcia? gra? 
primadonn?. Ruth Cohn, jedna z jego najbardziej 
znanych zwolenniczek, twórczyni psychotechniki TZI 
(Tematycznie centrowana interakcja) 
opowiada o tym okresie: “W grupie nie mogli?my 
wtedy rozmawia? z Fritzem o jego koncepcjach. 
Urywa? teoretyczne rozmowy lub po prostu opuszcza? 
pokój. Uniemo?liwia? równie? ka?d? 
interakcj? w grupie, która nie odpowiada?a jego 
w?asnym dyrektywom. (. . .)” /201 Wzrastaj?cy 
nacisk konkurencji w Instytucie Esalen zmusi? go w 
roku 1969 do emigracji do Kanady, gdzie w 
Lake Cowichan za?o?y? kibbuz Gestalt i w roku 1970 
zmar? na mani? samourzeczywistnienia. Ruth 
Cohn opisuje nast?puj?cy epizod ze ?mierci Perlsa: 
“To by? dzie? po operacji. Zwyk?e ig?y tkwi?y 
w twojej r?ce i zacz??e? wychodzi? z ?ó?ka. Wesz?a 
piel?gniarka i powiedzia?a: ‘Panie doktorze 
Perls, przecie? panu nie wolno wstawa?!’ Ty j? 
objecha?e?: ‘Shut up, you aren’t going to tell me 
what to do!’ (Zamknij si?, nie masz prawa mi mówi?, 
co ja mam robi?! (przyp. autora) – Wsta?e? i 
umar?e?.” /202 
 
Paul Goodman 
 
Obok Fritza Perlsa, za twórc? terapii Gestalt, uchodzi 
homoseksualny anarchista, Paul Goodman. 
Urodzi? si? on w roku 1911 w Greenwich Village 
(Nowy Jork). “Jego rodzice zaniedbywali go. 
Wychowany zosta? przez kilka ciotek i jedn? z sióstr. 
W takich okoliczno?ciach wydaje si? 
prawdopodobnie uzasadniony dystans wzgl?dem 
kobiet oraz przyczyna jego sk?onno?ci 
homoseksualnych. Podobnie jak Perls, swoje s?abo?ci 
charakteru obraca? w co? pozytywnego. 
Niezdolny nada? swemu ?yciu konstruktywnego sensu, 
da? si? ponie?? swoim ambicjom, aby 
zyska? szalone powodzenie. Okre?la? on siebie 
generalnie negatywnie odcinaj?c si? od wszelkich 
wymaga? ?ycia. Jego niezdolno?? do trwania w ?yciu 
podniós? do rangi teorii. By? spo?ecznie 
bezu?ytecznym stanowi?o u niego szczyt m?dro?ci. 
Nada? on swojemu ?yciu cel wynikaj?cy z jego 
prywatnej logiki: mo?liwie jak najwi?cej ludziom da? 
po g?owie: je?eli ju? ja sam nie przynosz? 
chlubnych osi?gni??, chc? przynajmniej imponowa? 
wielk? si?? niszcz?c?. Jego l?k przed zadaniami, 

background image

 

47

które wyznacza ?ycie, ukaza? si? nast?puj?co w 
wyborze zawodu. ‘Nie chcia?em podj?? ?adnego 
wyboru i tak niespodziewanie zosta?em pisarzem; to 
by?o przynajmniej co? i nie wymaga?o 
szczególnych wysi?ków.’ /203 Stanowisko 
nauczyciela, które niech?tnie przyj??, ze wzgl?dów 
egzystencjalnych, w szkole alternatywnej, utraci? w 
roku 1940 z powodu czynów seksualnych, 
których dopu?ci? si? wobec uczniów. Nadu?y? 
stanowiska pedagoga, uwodz?c powierzonych mu 
nieletnich, przedstawiaj?c siebie jako ofiar? jego 
‘specjalnej seksualnej pobudliwo?ci’. Poniewa? nie 
chcia? zaniecha? swoich czynów, straci? on prac? w 
innych szko?ach alternatywnych. 
Wykorzysta? on równie? t? sytuacj? jako okazj?, aby 
‘filozoficznie’ ujawni? swoje awersje i 
propagowa? radykalne zlikwidowanie instytucji 
szko?y. W rzeczywisto?ci nie mia? prawie ?adnych 
nieprzyjemno?ci z powodu swojego homoseksualnego 
nastawienia. Pisze on: ‘Na ile mog? to oceni?, 
moja homoseksualno?? i otwarte wymagania w 
ró?nych instytucjach nie przynios?y mi nigdy wielu 
przykro?ci.’ /204 (. . .) W przykrej zarozumia?o?ci 
zrobi? on ze swojej homoseksualno?ci ideologi? 
‘post?powej elity’ wobec ‘normalnego obywatela’. W 
latach 30-tych próbowa? Goodman pisa? 
krótkie, ‘literackie’ teksty, które by?y publikowane w 
ma?ych, tzw. magazynach awangardowych i 
czasopismach ukierunkowanych marksistowsko. 
Goodman sympatyzowa? z trockistami, jednak pod 
koniec wojny zwraca? si? silniej ku scenie 
anarchistycznej w USA i zosta? jednym z ich liderów 
s?owa. W roku 1945 wyda? swój wulgarny manifest 
anarchistyczny pod tytu?em ‘The May 
Pamflet’. /205 ‘Anarchistyczny Manifest’, który zosta? 
przeformu?owany i wydany na nowo 
zawiera centralne my?li postawy moralnej Goodmana: 
?ywotna odmowa wobec mi?dzyludzkich 
zada? i zobowi?za?, których m?odzie? od samego 
pocz?tku powinna unika?. Goodman pomaga? 
ludziom z opieki socjalnej i rozbitym egzystencjalnie 
ukszta?towa? agresywn? ?wiadomo?? tych grup 
z marginesu, aby te, jako samozwa?cze ofiary, odci??y 
si? od istniej?cego spo?ecze?stwa. Tak 
powsta?y grupy, które od pocz?tku lat 60-tych zosta?y 
utworzone jako nowy potencja? buntu. /206 
(. . .) Z pocz?tkiem lat 40-tych odkry? on Reicha. Jego 
‘uwydatnienie uwolnienia seksualno?ci dzieci 
i m?odzie?y i relacja pomi?dzy ‘dzik? potencj?’ i 
zachowaniem politycznym (by?y) dla Goodmana 
sprawami, z którymi si? on codziennie konfrontowa?.’ 
/207 Chodzi o to, ?e Goodman dla 
ulegitymowania wobec Reicha swego 
homoseksualizmu, odpowiednio nagina? swoje 
uwodzenie 

podopiecznych i swoje awersje wobec spo?ecze?stwa. 
(. . .) 
 
W roku 1946 Goodman pozna? ma??e?stwo Perlsów. 
Da? si? namówi? Frederikowi Perls’owi, aby 
na podstawie materia?ów tego drugiego zbudowa? 
teori?. Ralph Hefferline, u?yczy? swego tytu?u 
profesora celem uwiarygodnienia podstaw i 
ubogacenia niektórymi sprawozdaniami z do?wiadcze? 
swoich studentów, które ca?o?ci mia?y nada? posmak 
empiryczny. W roku 1951 wyst?pili otwarcie 
ze swoim dzie?em pod nazw? ‘terapia Gestalt’ /208 
Takie, celowe po??czenie Goodmana i Perlsa 
nie mog?o d?ugo istnie?, poniewa? ka?dy z nich chcia? 
dominowa?: Perls by? dla Goodmana zbyt 
wielkim oportunist? a Goodman dla Perlsa zbyt 
gderliwym pederast?. Po napisaniu wspólnej ksi??ki 
stali si? wrogami. /209 D?ugo utrzymywany by? 
stosunek Goodmana i ?ony Perlsa, Laury (Lore 
Polster), która m?czy?a si? z nim osiem lat jako 
‘terapeutka’. Stoehr tak charakteryzuje ten zwi?zek: 
Robili niewielkie post?py, ale ka?dy terapeuta, który 
chcia? pracowa? z Goodmanem, napotyka? na 
przeszkody nie do pokonania: On chcia? by? bossem.’ 
/210 Jego ?wiatopogl?d gardz?cy 
cz?owiekiem, nawo?ywania do sprzeciwu, prowokacji 
i gwa?tu /211, jego gloryfikowanie i 
spoufalenie si? na Drop-outs grup marginesu 
spo?ecznego, widoczne s? wyra?ne w jego wszystkich 
próbach ‘literackich’. W odwo?ywaniu si? do tych 
zaniedbanych, opuszczonych ocenia? swoj? 
przypadkowo?? (dzia?anie bezplanowe) jako co? 
pozytywnego i narzuca? ten problem 
spo?eczno?ci. W roku 1956 ukaza?a si? jego ksi??ka 
“Growing up Absurd” (“Wzrasta? w 
sprzeczno?ci”), w której Goodman przedstawi? swój 
pogl?d o przyczynach trudno?ci m?odych ludzi 
w spo?ecze?stwie. Pisa?, ?e spo?ecze?stwo nie podaje 
?adnych op?acalnych celów, ?e to ono 
wp?dza m?odych w choroby i ?e wskazuje 
przyk?adow? drog? do kryminalno?ci, co stanowi 
logiczn? konsekwencj? powy?szego. /212 W innym 
miejscu podkre?la on nawet, ?e kryminalno?? 
jest zdrow? reakcj? i wyrazem rado?ci ?ycia. /213 
Naturalnie propagowa? on równie? legalizacj? 
narkotyków takich jak marihuana i heroina. /214 
Goodman wyst?powa? jako teoretyk tzw. kierunku 
psychologicznego z dala od powagi. /215 Goodmanowi 
nie chodzi?o o teori? psychologiczn?, 
pomocn? w poszczególnych przypadkach, lecz o 
polityczn? strategi? dla rozbicia spo?ecze?stwa. 
/216 To, ?e jak najostrzej zwalcza? on inne kierunki 
terapii, w których okazywanie pomocy 
cz?owiekowi stoi na pierwszym planie, wyra?ne jest 
jak na d?oni. W?a?nie to o Goodmanie pisze 

background image

 

48

Blankertz: “Choroba’, któr? nale?y zwalcza? dotyczy 
spo?ecze?stwa i znajduje symptomatyczny 
wyraz jedynie w psychice. Uzdrowienie osi?ga si? nie 
przez interwencj? terapeutyczn? lecz przez 
akcj? rewolucyjn?. (. . .) Zmienieni powinni zosta? nie 
ludzie lecz warunki.’ /217 W latach 60-tych 
wzrasta wp?yw Goodmana na ameryka?ski bunt 
m?odzie?y, a on sam zostaje jednym z jej 
or?downików. Ksi??ka “Growing up Absurd", dla 
której w latach 50-tych prawie nie móg? znale?? 
wydawcy, zosta?a sprzedana w latach nast?pnych w 
nak?adzie ponad pó? miliona egzemplarzy. W 
niej to propagowa? Goodman spo?ecze?stwo bez 
przymusze? i wy?adowanie wszelkich 
uczuciowych porywów – nawet tych, nie wiadomo jak, 
dzikich.” /218 Goodman zmar? w roku 1972. 
 
Obraz cz?owieka: cz?owiek jako organizm 
bezrozumny, kierowany pop?dami 
 
Naukowa antropologia nie zosta?a przedstawiona ani u 
Perlsa ani u Goodmana, ani równie? u 
wiod?cego wówczas w Europie terapeuty Gestalt, 
Hilariona Petztolda. Tak zwane podstawy, które 
s? proponowane przez autorów tych terapii, 
po?wi?cone s? walce antyspo?ecznej i dlatego s? 
mocno tendencyjne. “Odno?nie do teoretycznych 
podstaw terapii Gestalt nie idzie tu o b??dn? 
antropologi? (. . .), lecz o teoretyczno-ideologiczne 
uzasadnienia politycznej strategii i tym samym o 
oszustwo, szukaj?cego pomocy, cz?owieka." /219 
 
Intelektualne dysputy lub uzdolnienia zostaj? przez 
terapeutów Gestalt zdewaluowane lub odrzucone. 
W tym chyba najdalej posun?? si? Fritz Perls. 
Przedstawi? on stanowiska, które wykazuj? ostr? 
wrogo?? do rozumu. Michael Klessman wskazuje na 
to, kiedy Perls w czasopi?mie “Drogi do 
Cz?owieka” zaleca terapi? Gestalt dla duszpasterstwa. 
/220 Zachwycona nim uczennica, Ruth Cohn 
mówi, ?e Perls raz jej powiedzia?, “jego celem ?ycia 
jest zosta? ‘wsiowym kretynem’”. /221 Sam 
Perls drukowa? w swoich ksi??kach wypowiedzi o 
tym, ?e “wi?ksza cz??? mojego my?lenia jest 
?mieciami”. /222 W tym miejscu trudno powstrzyma? 
si? od przemy?lenia, czy nie lepiej by?oby 
tylko te dwie wypowiedzi terapii Gestalt potraktowa? 
powa?nie, a pozosta?e ocenia? odpowiednio 
wg nich. 
 
Cz?owiek jest istot? spo?eczn? i mo?e wzrasta? oraz 
urzeczywistnia? si? tylko we wspólnocie i w 
relacji do innych ludzi. Odczuwanie, my?lenie i 
dzia?anie rozwija si? od pierwszego dnia istnienia w 

sta?ym, ci?g?ym procesie uczenia si? w ?cis?ych 
zwi?zkach osobowych. Uczuciowa wi?? dziecka 
do osoby bliskiej jest podstaw? ca?o?ciowego rozwoju 
osobowo?ci. Rozwój inteligencji i zdolno?ci 
duchowych jest mo?liwy tylko w obliczu 
zapewnionych wi?zi emocjonalnych. W takim procesie 
rozwoju cz?owiek przetwarza wp?ywy ?rodowiska na 
maj?ce dla niego sens, ale niekoniecznie 
dostosowany do jego warunków rzeczywistych. Alfred 
Adler, w zwi?zku z fa?szyw? interpretacj? 
postrzegania ?rodowiska, nazywa to “tendencyjn? 
apercepcj?” . Charakter cz?owieka nie jest zatem 
zdeterminowany biologicznymi prawid?owo?ciami, 
lecz rozwija si? w procesie wychowawczym. 
Cz?owiek jest ?ci?le uczuciowo zwi?zany z bli?nimi i 
z ca?? spo?eczno?ci?, z czego wy?ania si? cel 
wspólnego dzia?ania. W dalszym ci?gu rozwija on 
plany na przysz?o?? i próbuje je aktywnie 
realizowa?. 
 
Natomiast specjalista pedagogiki Gestalt, Gerhard 
Fatzer podaje nast?puj?c? definicj? ludzkiej 
natury: “Na podstawie terapii Gestalt natura oznacza 
ogarniaj?c? ca?o??, która zawiera zarówno 
chorob? jak i zdrowie, destrukcj? i kreatywno??, wojny 
i walki na pi??ci. Goodman wypowiada si? 
wobec tych paradoksów w nast?puj?cych s?owach: 
‘Natura cz?owieka jest potencja?em. (. . .) 
Trzeba si? powa?nie zapyta?: Jakie kryterium ustala 
czy traktujemy ‘natur? cz?owieka’ jako to, co 
urzeczywistnia si? w spontaniczno?ci dzieci, w 
dzie?ach bohaterów, kulturze klasycznych epok, 
wspólnocie prostych ludów, w uczuciu kochaj?cych 
si?, w zwi?kszonej uwadze i w cudownej 
zr?czno?ci niektórych ludzi w trudnych sytuacjach? 
Równie? neuroza jest reakcj? ludzkiej natury; 
jest ona rozprzestrzeniona jak epidemia i normalna, i 
by? mo?e ma ona trwa??, spo?eczn? 
przysz?o??. Na to pytanie nie mo?emy 
odpowiedzie?’.” /223 
 
Obraz cz?owieka w terapii Gestalt jest tworzony w 
celu destrukcji. Z jednej strony cz?owiek jest 
karmiony pragnieniem pokoju i harmonii, a z drugiej 
strony wmawia si? ludziom, ?e ten pokój 
dost?pny jest ?rodkami gwa?tu, co potem wykorzystuje 
si? w walce politycznej. Goodman g?osi: “W 
walce o pacyfizm mo?na swobodnie stosowa? walk? 
na pi??ci, ‘poniewa? jest to naturalne’.” /224 
 
“Przez arbitralne wykorzystywanie biologicznych 
w?a?ciwo?ci, które laikowi jako takie naj?atwiej 
trafiaj? do przekonania, terapia Gestalt próbuje nada? 
sobie odcie? naukowy. Perls w niedozwolony 

background image

 

49

sposób sprowadza ludzkie zachowanie w do procesów 
przemiany materii. (. . .) Model biologicznej 
równowagi (homeostaza) zostaje wykorzystany, aby na 
u?ytek terapii Gestalt uzasadni? ca?kiem 
now? ‘antropologi?’. Sam organizm potrafi najlepiej 
okre?li?, czego potrzebuje, jest na tyle ‘m?dry’, 
aby dopomina? si? o to, czego chce. ‘Odczuwamy 
rodzaj materii, który przyniesie nam zadowolenie, 
szukamy bezpo?rednio tego, czego potrzebujemy (bez 
intelektualnych wiadomo?ci, bez wykonania 
obrazu, bez wyobra?enia sobie tego).’ /225 
Biologicznie poprawne jest w tym tylko to, ?e 
komórkowa przemiana materii lub przemiana materii 
organizmu kierowana jest przez 
skomplikowany, uregulowany proces. Np.: ilo?? 
wapnia przedostaj?ca si? do krwi jest tak 
regulowana, ?e jego poziom nie b?dzie nigdy 
przekroczony ani zani?ony. Ogólnie wiadomo, ?e 
niedobór wapnia nie jest sygnalizowany jako 
‘potrzeba’ i ?e po prostu cz?owiek wtedy choruje. 
 
Niejasna z?o?ono?? i paradoksy tych tzw. potrzeb, 
uzasadnionych przez przemian? materii, mo?e 
prowadzi? do nierozwa?nego stosowania tej teorii w 
?yciu i zdrowie postawi? pod znakiem 
zapytania. Rozum, dobre obyczaje, etyka, innymi 
s?owy kulturalny sposób ?ycia staje si? 
nieuniknienie przyczyn? chorób. Dalsze próby 
terapeutów Gestalt to przypisanie ludzkich ‘potrzeb’ 
zachowaniom biologicznym. Porównuj?c to do ptaka 
kieruj?cego si? do gniazda instynktem, 
cz?owiek musia?by raz rozpocz?te zachowanie 
doprowadzi? programowo do ko?ca. Równie? ta 
redukcja cywilizowanej istoty, cz?owieka, zak?adaj?c 
w b??dny sposób instynkty, ma na celu 
ideologi? Gestalt, ustawienie ‘natury cz?owieka’ w 
przeciwie?stwie do wspólnoty i kultury. (...) 
 
Obraz cz?owieka wg terapii i pedagogiki Gestalt musi 
by? ca?kowicie okre?lony jako ideologia 
polityczna, która mo?e by? wyja?niona tylko przez 
okre?lenie celów jej protagonistów. A oto krótko 
uj?te, nast?puj?ce, decyduj?ce punkty, w których 
ideologia Gestalt sprzeciwia si? naturze cz?owieka: 
 
Absolutnie negowane jest znaczenie wi?zi 
mi?dzyludzkich. Je?eli przez przypadkow? wspólnot? 
lub 
sprzeczno?? tzw. potrzeb zejd? si? dwa ‘oranizmy 
Gestalt’, co zostanie okre?lone jako szczero?? 
kontaktu, ka?dy bierze sobie to czego potrzebuje, bez 
uszanowania osobowo?ci drugiego. Tym 
samym niemo?liwy jest rozwój osobowo?ci, poniewa? 
to mo?e mie? miejsce tylko w przypadku, 

naturalnego, zdrowego przyk?adu cz?owiecze?stwa. 
Wyrasta zatem najbardziej zaniedbane 
psychicznie i duchowo, zubo?a?e indywiduum, które 
swoim agresywnym zachowaniem próbuje, bez 
szkody utrzyma? si? w?ród podobnych mu towarzyszy 
i które swoje perwersyjne d??enia kieruje na 
chore cele. 
 
To indywiduum, jak to widz? równie? ideolodzy 
Gestalt, nie potrafi?oby rozwin?? ?adnego planu 
?yciowego, który odpowiada?by ludzkiej naturze. 
Poniewa? ca?e d??enie takiego cz?owieka kieruje 
si? tylko dowolnie wy?aniaj?cymi si? uczuciami ch?ci 
i niech?ci. Takie ruchy s? zawsze uzale?nione 
od chwilowych potrzeb i dlatego nie mo?e zosta? 
ukszta?towany charakter cz?owieka. 
 
Z ludzkiej zdolno?ci uczenia si? pozostaje tylko 
n?dzna, okaleczona forma. Bez wychowania i 
wspó?dzia?ania spo?ecznego ka?dy cz?owiek tylko 
cz?apie bezwiednie przez swoje przypadkowe, 
historyczno-?yciowe do?wiadczenia, poniewa? nie 
znajduje ?adnego powi?zania mi?dzy lud?mi. W 
zwi?zku z tym brak mu równie? jakiejkolwiek 
zdolno?ci do oceny w?asnego stanu zdrowia, 
poniewa? wszystkie swoje poczynania (zrywy) mierzy 
ca?kowicie przypadkowo?ci? ich pojawienia. 
Nie potrafi rozpozna? uczuciowych pomy?ek i 
s?abo?ci, nie mówi?c ju? o podj?ciu jakiejkolwiek 
korektury. To co go w ?yciu pobudza, kwalifikuje, bez 
ró?nicy, jako potrzeby, pop?dy, otwarte 
kszta?ty, nie za?atwione interesy lub co?, na co twórcy 
nie znale?li jeszcze nazwy. Nie rozumie, jak 
powsta?y motywy i wszystkie, cho?by najbardziej 
destruktywne, wrogie ludzko?ci formy 
kompensacji niedowarto?ciowania przyporz?dkowuje 
on pewnej, jemu niezg??bionej, tzw. naturze. 
 
Bez wzajemnych, spo?ecznych relacji nie powstaje 
?adne, dojrza?e ?ycie uczuciowe, ?adne 
uporz?dkowane, logiczne my?lenie, ?adne uczucie we 
wspólnocie. Wyobcowany w swojej naturze, 
gwa?tem uformowany w ten sposób cz?owiek, 
pozostaje ca?e ?ycie bezradn?, bez odwagi, miotan? 
niezrozumia?ymi potrzebami, kreatur?, podatn? na 
manipulacje, pe?n? l?ków i awersji. Godne, 
kierowane ludzk? etyk? wspó?istnienie jest 
niemo?liwe.” /226 
 
Cel: Zniszczenie kultury 
 
Perls ?wiadomie postawi? swoj? psychotechnik? na 
s?u?b? zniszczenia spo?ecze?stwa: “Tak, 
czyni? (. . .) co? przeciwko spo?ecze?stwu (. . .). 
Wprowadzam konia troja?skiego – w ludzk? 

background image

 

50

dusz? – w spo?ecze?stwo, ale otrzymam za to zap?at?. 
Nie czyni? tego, poniewa? jestem 
reformatorem lub poprawiaczem ?wiata, lecz stanowi 
to dla mnie zabaw?; o?ywiam si?, kiedy to 
czyni?.” /227 W innym miejscu wyra?a to jeszcze 
wyra?niej: “Ju? powierzchownie patrz?c, istnieje 
powód, aby rozbija? rzeczy na drobne kawa?ki, nie t? 
lub inn? cz??? systemu zniszczy? ale ca?o??, 
en block.” /228 Z kolei Goodman w jednym ze swoich 
anarchistycznych pism wyja?nia: “Wiele z 
istniej?cych instytucji nie da si? zreformowa? i 
tendencja systemu, w ca?o?ci jest katastrofalna. 
Lubi? marksistowskie poj?cie o ‘obumieraniu 
pa?stwa’, ale to musi si? zacz?? teraz, nie potem.” 
/229 
 
Walka przeciw religii 
 
Jest zrozumia?e, ?e Perls równie? zwalcza? religi?. 
Hilarion Petzold, najbardziej znany 
niemieckoj?zyczny terapeuta Gestalt i twórca tzw. 
terapii integratywnej /230 podczas pierwszych 
Monachijskich Dni Gestalt, w roku 1987 wyja?ni?, co 
Perls my?la? o religii: Perls by? 
zdecydowanym, immanentnym ateist?. /231 Sam Perls 
naszkicowa? swój stosunek do Boga w 
swojej autobiografii, przetykanej ?wi?tokradzkimi 
wypowiedziami, które w tym miejscu powinny 
zosta? zaoszcz?dzone wierz?cemu chrze?cijaninowi. 
/232 Równie? Richard Price, ucze? Perlsa i 
jeden z dwóch za?o?ycieli Esalen, potwierdza, ?e 
twórca terapii Gestalt walczy? przeciw religii. /233 
 
Aktualne stanowiska terapeutów Gestalt 
 
Cz?sto s?yszy si?, ?e praca terapii Gestalt sta?a si? 
‘powa?niejsza’ i jest nie do porównania z t? 
wcze?niejsz?. Jednak tak nie jest. W jednej z 
wydanych w 1992 roku ksi??ek, austriaccy terapeuci 
Gestalt ustalaj?: “Patrz?c krytycznie, wiele spraw 
zosta?o zachwianych: chrze?cija?ska wiara jako 
najwy?szy rozwój religijno?ci, historia ko?cio?ów 
chrze?cija?skich jako ‘historia zbawienia’, 
nowoczesna wiedza o naturze jako ‘ten’ wyraz 
obiektywno?ci i w ko?cu wsz?dzie ukryty, naiwny 
eurocentryzm. Spróbuj? wykaza?, ?e praca Fritza 
Perlsa, jego ?ony Laury i Paula Goodmana daje 
szans? wyj?cia na zewn?trz, zrobienia kroku poza ten 
ograniczony tylko sob? i okadzany stan 
umys?owy.” /234 Antychrze?cija?ska postawa i 
wrogo?? religijna góruj? w bezczeszczeniu 
ko?cio?ów: “Zinstytucjonalizowane chrze?cija?stwo 
przedstawi?o model dla systemów totalitarnych 
i jest w g?ównej mierze odpowiedzialne za Holocaust." 
/235 

 
Nie jest tylko tak, ?e terapeuci Gestalt zachwycaj? si? 
anarchizmem. Równie? anarchi?ci wiedz?, 
jak ceni? terapi? Gestalt. W specjalnym zeszycie 
czasopisma “Rewolucja korzeni trawy” z roku 
1992 znajduje si? np. dodatek zatytu?owany “Osobiste 
uwolnienie i polityczna akcja – terapia Gestalt 
i anarchizm”. Na eksponowanym miejscu jest 
cytowany profesor Uniwersytetu w Hamburgu, 
Portele: “Albo jeste?my jako terapeuci Gestalt 
anarchistami albo nie jeste?my terapeutami Gestalt.” 
/236 Ze spo?ecznej si?y niszczenia i rewolucyjnej si?y 
wybuchowej zdawano sobie ju? spraw? 
podczas I Monachijskich Dni Gestalt. Na podium 
dyskusyjnym jeden z psychologów tak to 
zreasumowa?: “Terapie, które nie s? spo?ecznie 
szkodliwe lub nie s? uwa?ane jako ‘szkodliwe’, s? 
w istotnym wymiarze bez znaczenia." /237 
 
Perls: Sprawozdania z do?wiadcze? i autobiografia 
 
W roku 1979 jeden z wielbicieli Fritza Perlsa 
opublikowa? ksi??k?, obejmuj?c? ponad 400 
stron, zawieraj?c? wspomnienia. /238 Jack Gaines 
przeprowadzi? w latach 70-tych wywiady 
ze 135 osobami, które kiedykolwiek w ?yciu mieli z 
Perlsem do czynienia. Relacje o 
Perlsie s? gorsze, ni? mo?na by sobie wyobrazi?, ale 
zdumiewaj?ce jest to, ?e oprócz paru osób, 
wszyscy s? Perlsem zachwyceni. Poni?ej zostan? 
odtworzone niektóre stanowiska. Aby nie 
t?umaczy? dos?ownie tego wulgarnego ?wiadectwa 
barbarzy?stwa Perlsa, wi?kszo?? cytatów 
b?dzie przytoczona w oryginalnym, j?zyku angielskim 
– i równie? dlatego, ?e przy tych 
ustosunkowaniach i ocenach idzie o wa?ny materia? 
dowodowy, poniewa? ksi??ka jest ju? 
niedost?pna w handlu. Wybór licznych ?wiadectw 
zostanie podzielony na trzy grupy: o aspo?ecznym 
zachowaniu Perlsa, o seksualnej przemocy wobec 
uzale?nionych i o jego niegodnym zachowaniu 
wobec klientów. W bezpo?rednim po??czeniu z tym 
podj?ta zostanie próba odpowiedzi na pytanie, 
jak to jest mo?liwe, ?e tak zaniedbany, ordynarny i 
uzale?niony sam sob? móg? znale?? tak wielu 
zachwyconych zwolenników. Na podstawie faktu, ?e 
terapia Gestalt coraz mocniejsz? pozycj? 
zajmuje w szkoleniu i dokszta?caniu duszpasterzy, jest 
szczególnie wa?ne, aby pozna? szczegó?y o 
Perlsie i jego zachowaniu si? w kr?gach 
terapeutycznych i wobec ludzi, którzy tam szukaj? 
pomocy 
w rozwi?zaniu swoich problemów, tym bardziej ?e 
podr?czniki teologii pastoralnej zachwycaj? si? 
Perlsem jako “genialnym terapeut?”. 

background image

 

51

 
Zaniedbany i aspo?eczny 
 
W Esalen Perls rzuca? si? ju? w oczy przez swoj? 
‘kultywowan?’ niechlujno??. Marty 
Fromm w czasie udzielania wywiadu by?a profesorem 
nadzwyczajnym psychologii z prywatn? 
praktyk? terapii Gestalt w Miami. Sama siebie okre?la 
jako dam? lubi?c? czysto??. Perls 
nigdy nie odznacza? si? czysto?ci?. By? brudny i mia? 
dra?ni?cy zapach cia?a. Nie stara? 
si? go usun??, twierdz?c, ?e nikomu nie przeszkadza i 
nikt si? na ten temat nie wypowiedzia?. 
/239 Hunter Culp, gdy pozna? Perlsa, by? cz?onkiem 
personelu Esalen. Opowiada, ?e Perls czasami 
tygodniami chodzi? w tej samej koszuli, która z góry 
na dó? by?a pochlapana. /240 
 
Fritz Faiss w czasie udzielania wywiadu by? 
emerytowanym profesorem sztuki w Kalifornii. 
Studiowa? on sztuk? w Stuttgarcie, mi?dzy innymi u 
Paula Klee i Kandynsky’ego. Faiss opowiada 
jak Perls ?y? i mieszka? w Esalen. Jego dom podobno 
nigdy nie by? wietrzony, wsz?dzie cuchn??o 
dymem tabaki. Meble by?y popsute i mia?y wypalone 
dziury od papierosów. W rega?ach na ksi??ki 
nie by?o ksi??ek lecz tylko puste butelki po winie i 
niedopa?ki papierosów. /241 
 
To zaniedbanie mia?o charakter wyzywaj?cy: Perls 
oczekiwa? tego, ?e inni b?d? mu s?u?y?. Nie 
tylko w Esalen pozwala?, bez szczególnej 
wdzi?czno?ci, aby inni na niego pracowali, jak w 
odstraszaj?cym przyk?adzie pana feudalnego. Sylvan 
Krause, cz?owiek interesu, wcze?niej 
sekretarz w kancelarii Esalen, okre?la Perlsa jako “24-
karatowego ?wi?skiego psa”, który nigdy nie 
powiedzia? “prosz?” albo “dzi?kuj?”. /242 
 
Wilson van Dusen, psycholog kliniczny i terapeuta 
Gestalt, wspomina czasy gdy Perls mieszka? u 
niego i u jego ?ony. Za?mieci? ca?e mieszkanie, 
wszystko zostawia? tam, gdzie przebywa? i nie 
p?aci? ani grosza. “?y? jak ?winia.” /243 
 
Sarah Hillel, ?ona izraelskiego artysty i nauczyciela 
Perlsa, opisuje jaki by? niegrzeczny i gburowaty, 
gdy mieszka? u nich w Tel Avivie. Im by?o si? dla 
niego grzeczniejszym, tym stawa? si? on bardziej 
ordynarny. Uwa?a go za umys?owo chorego. /244 
 
?adna z osób udzielaj?cych wywiadu nie zwróci?a 
Perlsowi uwagi. Wszyscy pozwalali mu to ze 
sob? robi?. U niektórych osób ta celebrowana 
“niechlujno??” odnosi?a taki skutek, ?e proponowali 

mu s?u?b? mycia i prania, np. w/w Hunter Culp, który 
mu zaproponowa? siebie jako s?u??cego, 
poniewa? nie móg? ju? d?u?ej patrze? na ten brud. 
 
Seksualne nagabywanie i przymuszanie zwolenników 
 
Przera?aj?ce s? relacje wielu kobiet, które zg?asza?y 
si? do Perlsa na terapeutyczne spotkania 
szukaj?c u niego pomocy w pokonywaniu ?yciowych 
trudno?ci. ?aden z terapeutów nie móg?by 
sobie pozwoli? na takie obchodzenie si? ze swoimi 
pacjentkami. Fritz Perls swoj? wyj?tkow? 
pozycj? jako terapeuta i udzielaj?cy pomocy, 
wykorzystywa? bez skrupu?ów. Ani seksualne 
naprzykrzanie si? ani intymne stosunki z klientkami 
ani afery z m?odymi dziewczynami nie popsu?y 
mu opinii w Esalen jak i na scenie psychotechnicznej – 
nawet jego obrzydliwy “test diagnostyczny” 
poca?unek j?zykowy – nie móg? go wówczas 
dyskredytowa?. Poniewa? w latach 90-tych, jak si? 
wydaje, wra?liwo?? na takie przypadki wzros?a, 
próbuje si? niejako ten stan rzeczy w lobby 
psychotechnicznym raczej ukry?. Lecz przyczyna 
takich przypadków le?y nie tylko w osobie Fritza 
Perlsa, ale w samej koncepcji terapii Gestalt jak i w 
koncepcji innych psychotechnik. Je?eli cel 
“samourzeczywistnienia” polega na tym, ?e cz?owiek 
daje pierwsze?stwo spontanicznym 
zaspokajaniom swoich potrzeb, to dochodzi wtedy do 
spo?ecznego zachowania wg modelu Fritza 
Perlsa. 
 
Seksualne nagabywanie 
 
Ellen Stevens nie mo?e sobie przypomnie? takiego 
czasu kiedy Perls nie uszczypn??by kobiety na 
przywitanie w po?ladek lub w biust – chyba, ?e by? 
“ca?kowicie wyko?czony”. /245 
 
Margaret Callahan, jedna z osób ukrywaj?cych si? pod 
pseudonimem, opowiada jak sp?dzi?a ca?? 
godzin? nago, z Perlsem i innymi po?ród ska? na 
terenie Esalen, za?ywaj?c naturalnej k?pieli, 
podczas gdy on ca?y ten czas j? obmacywa?. W drodze 
powrotnej do domu zaproponowa? jej 
przenocowanie u niej, ona jednak odrzuci?a t? 
propozycj? i zauwa?a, ?e by?a jedyn? kobiet?, z któr? 
on nie uprawia? seksu. /246 
 
Ilana Rubelfeld, terapeutka Gestalt i nauczycielka 
metody Feldenkreis, opowiada o kilku próbach 
zbli?enia Perlsa. Podczas pokazu video otworzy? jej 
zamek w sukience i dotyka? j?. Mimo jej 
kilkakrotnych sprzeciwów takie zachowanie ci?gle si? 
powtarza?o. /247 

background image

 

52

 
Stosunki seksualne z klientkami 
 
Alan Martin opowiada, ?e mia? kilka godzin terapii u 
Perlsa. Na zewn?trz, na trawie cz?sto le?a?y 
nagie kobiety w ogrodowych le?akach, które czeka?y 
na niego. /248 
 
Terapeutka Marilyn Rosanes-Barrett opowiada, ?e 
spotka?a Perlsa po raz pierwszy w roku 1951. 
Mia? opini?, ?e sypia ze swymi klientkami. 
Relacjonuje, ?e spotka?a wiele takich, które mia?y z 
nim 
kontakt seksualny. /249 
 
Relacja Susan Ward jest szczególnie odra?aj?ca. 
Zg?osi?a si? do jednego z warsztatów w Esalen. 
Pierwszego dnia przyszed? do niej Perls i powiedzia?, 
?e ch?tnie poszed?by z ni? do k?pieli. Na 
skalistym brzegu k?pieliska trzeba si? by?o rozebra?. 
Wstydzi?a si?. By?a jeszcze bardzo m?oda, 
dopiero co po szkole. Sposób nacisku grupy i jej 
podziw dla “wielkiego terapeuty”, który zechcia? si? 
ni? zaj?? prywatnie, pozbawi?y j? odwagi, aby 
wycofa? si? z tej sytuacji, pomimo tego, ?e czu?a si? 
wykorzystana i okoliczno?ci odczuwa?a jako 
obrzydliwe. Jej rozpaczliwe próby ucieczki przed 
naprzykrzaniem si? Perlsa zosta?y przez niego 
zatrzymane gwa?tem. Mog?a si? dopiero wtedy od 
niego uwolni?, gdy kto? odwróci? uwag? wszystkich 
swoimi dowcipami. /250 
 
W swojej biografii Perls sam wspomina? swe 
seksualne ataki. Naturalnie nie nazywa on tak 
dos?ownie tej sytuacji, ale i nie dystansuje si? od 
swojego zachowania – wbudowuje on seksualne 
wykorzystywanie kobiet w inscenizacj? rado?ci swej 
w?asnej osoby. W opisach kobiet czytelnik 
zauwa?a nieukrywan?, siln? awersj? zawart? w 
s?owach Perlsa. “Plugawy, stary m??czyzna”, jak 
si? Perls sam ch?tnie nazywa tak to przedstawia: ”R?ce 
plugawego, starego m??czyzny s? zimne i 
wilgotne. Mam za du?o czu?o?ci i mi?o?ci. I kiedy 
pocieszam dziewczyn? w smutku lub rozpaczy, 
szlochanie s?abnie, ona si? mocno do mnie przytula, 
g?askanie wypada z rytmu, ze?lizguje si? na 
biodra lub na piersi. (. . .) Nie znam skrajno?ci w 
stosunkach. Nie po?ykam nikogo, nie zdradzam 
monogamicznego zwi?zku. Moje stosunki s? p?ynne, 
od zbyt cz?stych poca?unków a? do trwa?ej 
lojalno?ci. (. . .) Seks g?askaj?cy – obiecuj?ce lizanie. 
Usta, które cuchn? jak ?o??dkowe gó. . . 
Sucho?? jak ozi?b?o?? p?ciowa. Twardo?? jak rami? 
zapa?nika. Spieniona guma – mi?kko??.”/251 
 

Afery seksualne z m?odymi dziewcz?tami 
 
Równie? m?ode dziewczyny wyzyskiwa? seksualnie 
ten “dirty old man”: Betty Fuller, 
pracuj?ca w dyrektoriacie “Centrum psychologii 
holistycznej”, t?umaczy w wywiadzie, ?e 
Perls prawie zawsze szed? do ?ó?ka z m?odymi 
dziewczynami. /252 Nauczycielka, Majorie van 
Dusen stwierdza, nie owijaj?c w bawe?n?, ?e Perls 
zachowywa? si? jak pasza. Zadawa? si? z 
bardzo m?odymi dziewczynami i bra? narkotyki. /253 
 
Diagnoza przez nami?tny poca?unek 
 
Jedn? z najbardziej wstr?tnych, swoistych cech Fritza 
Perlsa by? “Test – diagnoza – 
Perlsa”, który on okre?la? jako swój “Rohrschachtest”. 
Podczas, kiedy test Rohrschachta 
jest powa?nym psychologicznym testem, u Perlsa 
chodzi o j?zykowy poca?unek z klientem. To 
dosy? obrzydliwe nastawienie odbi?o si? w?ród go?ci 
Esalen, w niepoj?ty sposób, echem 
pozytywnym. Wra?enie jest wielkie gdy si? s?yszy, jak 
zachowywa? si? karykaturalny despota i 
jego ob??kani poddani, jak Perls pozwala sobie 
codziennie asystowa?. Kobiety i m??czy?ni ustawiali 
si? w kolejce do tego poca?unku – i cz?sto ustawiali 
si? po raz drugi. /254 
 
Kliniczny psycholog, Richard Miller opisuje jak Perls 
przymusza? m?ode kobiety, które chcia?y 
uczestniczy? w warsztatach psychologicznych, do 
uczestnictwa w ceremonii takiego poca?unku. 
Ca?owa? je po prostu i wbija? si? swoim j?zykiem w 
ich wargi. Gdy która? si? broni?a, o?wiadcza? 
jej, ?e on w ten sposób mo?e okre?li? jej charakter: 
“Nie chce pani si? nic o sobie dowiedzie?? – 
pyta?. /255 
 
Okre?lenie “Terapia” jest nieuzasadnione 
 
Wy?ej wymienione przyk?ady wskazuj?, ?e w terapii 
Gestalt Fritza Perlsa nie ma si? do 
czynienia z prac? terapeutyczn? czy szko??. Seksualne 
ataki i pró?ne zachowanie Perlsa 
charakteryzuj? jego post?powanie. Dalsze opisy 
uzupe?niaj? n?dzny obraz tzw. pracy terapeutycznej 
wokó? dodatkowych, negatywnych momentów. Praca 
terapeutyczna powinna si? bowiem 
odznacza? etosem pomocy. Natomiast Perls 
wielokrotnie “pozostawia? za drzwiami” szukaj?cych 
pomocy, kompromitowa? ich w rozmowach 
grupowych, a i nie wzdryga? si? przed bijatyk?. 
 

background image

 

53

Richard Price, jeden z dwóch za?o?ycieli Esalen, 
nazywa siebie uczniem Perlsa. Przedstawia on 
epizod, w którym pokazuje, jak Perls móg? traktowa? 
ludzi, którzy przychodzili do niego na 
rozmow?. Jaka? kobieta przedstawia swój problem. 
Perls ka?e jej mówi? do jej wyimaginowanej 
matki, która siedzi na krze?le, a które dla tych celów 
zawsze pozostaje puste. Gdy ona uwa?a?a to 
za ma?o wa?ne, odwróci? si? i powiedzia?: ”Nast?pny, 
prosz?.” /256 
 
Rosemary Feitis, wieloletnia asystentka Idy Rolf 
(twórca psychotechniki Rolfing), równie? opisuje 
sytuacj?, która rzuca ?wiat?o na w?tpliwe zalety Perlsa 
i jego terapi? Gestalt. Kiedy? przy ?niadaniu 
pewna kobieta próbowa?a mu opowiedzie? o swoim 
ci??ko upo?ledzonym synu. Wtedy Perls rzuci? 
jej prosto w twarz: ”Niech pani ju? idzie. Nudzi mnie 
pani."/257 
 
Psychoterapeuta John Stevens informuje, ?e Perls 
ci?gle pozwala? ludziom ugrz?zn?? lub 
kompromitowa? ich. Kiedy raz np. wpad? do 
warsztatu, powiedzia? on po krótkim czasie przed 
zebran? grup? do kierownika grupy: ”Pa?skie 
zarozumia?e szczerzenie z?bów jest prawie nie do 
wytrzymania.”/258 – i opu?ci? sal?. 
 
Ameryka?ski psycholog Rollo May nazywa go trafnie 
w wywiadzie Gaines’a “autorytarnym 
chamem” /259, ale nauczycielka Marjorie van Dusen, 
charakteryzuje chyba najtrafniej sposób pracy 
Perlsa, czyli terapi? Gestalt – jako upokarzaj?c? 
procedur?: Terapeuta wali m?otkiem we wszystkie 
s?abo?ci, a? ludzie b?d? si? czo?ga? po ziemi i zostan? 
zniszczeni. /260 
 
Perls nie unika? nawet bicia kobiet podczas spotka? 
terapeutycznych. Ogólnie bior?c, jego 
zachowanie wobec kobiet by?o do tego stopnia 
odra?aj?ce, ?e nie mo?na zrozumie? kobiet – 
szczególnie tzw. feministek – ?e tak lgn? do niego i 
odwiedzaj? seminaria z tego rodzaju metodami. 
“Raz zosta?em zawo?any do grupy, aby uspokoi? 
dziewczyn?, która wszystkich atakowa?a 
ciele?nie. Uczestnicy grupy próbowali j? utrzyma? i 
uspokoi?. Daremnie. Ci?gle wstawa?a i 
walczy?a. Kiedy wszed?em do sali ona bieg?a z g?ow? 
skierowan? w mój brzuch, tak ?e móg?bym 
si? przewróci?. Wtedy jej pokaza?em, a? j? powali?em 
na ziemi?. Ona znowu si? podnios?a. I 
wtedy trzeci raz. Rzuci?em j? znowu na ziemi? i 
powiedzia?em sapi?c: ’Ja wi?cej ni? jedn? 
?achudr? w moim ?yciu pobi?em.’ Po tym wsta?a, 
zarzuci?a na mnie swoje ramiona: ’Fritz, kocham 

ci?’. Widocznie otrzyma?a to, czego w ?yciu d?ugo 
szuka?a. W ogólnym ustosunkowaniu si? do tej 
sytuacji Perls dalej pisze: ”Istnieje tysi?ce kobiet w 
Stanach Zjednoczonych takich jak ona. One 
prowokuj? i dr?cz?, docinaj? i wabi? swoich m??ów i 
nigdy nie dostaj? po ty?ku. (. . .) W Polsce 
mówi si?: ’Mój m?? nie interesuje si? ju? mn?, on mnie 
ju? nie bije.‘ /261 
 
Tacy ludzie jak np. fotograf “Life”, Michael 
Alexander, który by? w Esalen w celu zrobienia 
reporta?u, raczej bez uprzedze?, doszli by? mo?e do 
prawdziwej oceny Fritza Perlsa i innych 
tamtejszych psychotechników: ”Wspominam Perlsa 
jako ?wi?. . . ch?opa. Mam wrodzon? 
nieufno?? wobec guru a on tam by? guru. On pasowa? 
do formy, do której wszyscy kierownicy 
warsztatów w Esalen zdawali si? pasowa?: Byli oni 
zwierciadlanym odbiciem ich psychologicznych 
specjalno?ci. Virginia Satir by?a terapeutk? rodzin; 
mia?a ona par? ma??e?stw za sob? i ?adnej 
rodziny – jej rodzin? by?y warsztaty. Will Schutz, 
aposto? rado?ci by? cz?owiekiem bez rado?ci, 
który si? nigdy nie ?mia?. Bernard Gunther, guru 
zabaw dotknij – i – poczuj, sta? sztywno w pobli?u 
i wzywa? innych, aby si? obmacywali. A Perls, aposto? 
zintegrowanej osobowo?ci, by? t? najmniej 
zintegrowan? osobowo?ci?, któr? kiedykolwiek 
widziano! Niech pa?stwo przeczytaj? jego 
autobiografi?... On jest schizofrenikiem."/262 
 
Oszustwo etykiety: terapia Gestalt nie jest psychologi? 
Gestalt 
 
Terapia Gestalt jest przekazywana z w?tpliwym 
komentarzem, jakoby by?a spokrewniona z 
psychologi? Gestalt Maxa Wertheimera, Wolfganga 
Köhlera i Kurta Koffki, a to przecie? jest 
powa?na nauka. Ci autorzy zbadali np., ?e cz?owiek 
przy s?uchaniu melodii lub przy wpatrywaniu 
si? w niekompletn? figur?, postrzega te “dope?niaj?ce” 
formy i kszta?ty. Przez czynno?ci mózgu 
cz?owiek uzupe?nia sobie niekompletny obraz w 
ca?o??. Klasycznym przyk?adem psychologów i 
percepcji Gestalt jest obraz, w którym obserwator 
czasami widzi wazon na jasnym tle, czasami dwie 
do siebie zwrócone twarze na ciemnym tle. Przemiana 
odbywa si? bez zewn?trznej zmiany. 
Widzenie okazuje si? racjonalnym procesem, który si? 
nie ró?ni od my?lenia. 
 
Poj?cia terapia Gestalt i pedagogika Gestalt wzbudzaj? 
rzeczywi?cie wra?enie, jak gdyby ich 
podstawa teoretyczna by?a zakorzeniona w powa?nym 
dociekaniu psychologii Gestalt. Tak jednak 

background image

 

54

nie jest. Uto?samianie tych dwóch poj?? nie jest jednak 
przypadkowe, lecz zamierzone przez 
twórców terapii Gestalt: Fritz Perls i Paul Goodman 
twierdzili mianowicie, ?e podstaw? do ich 
politycznie umotywowanego post?powania 
zapo?yczyli od psychologii Gestalt. Co prawda Perls w 
autobiografii wyjawi? swoj? ignorancj? wobec 
psychologii Gestalt: ”Mia?em osobliwy stosunek do 
psychologów Gestalt. (. . .) Nie czyta?em ?adnego ich 
podr?cznika, jedynie kilka opracowa? 
Lewina, Wertheimera i Köhlera. (. . .) Akademiccy 
psycholodzy Gestalt oczywi?cie nigdy mnie nie 
uznali.”/263 Mimo tego próbowa? on bez skrupu?ów 
swojej metodzie nada? salonow? etykiet? 
psychotechniki Gestalt. 
 
Perls i Goodman byli tak naiwni lub zarozumiali, ?e 
wys?ali swoje prace wprowadzaj?ce w terapi? 
Gestalt do psychologa Wolfganga Köhlera. “Köhler 
odes?a? (. . .) ten r?kopis wraz z paroma 
uwagami, wskazuj?cymi na nieporozumienie: To 
przecie? z psychologi? i teori? Gestalt ma niewiele 
wspólnego, tre?? jest ‘harmless, almost cheap’ (prawie 
nieomal tandet?, przyp. autora).”/264 
Psycholodzy Gestalt s?usznie zwracali si? gwa?townie 
przeciw nadu?yciom poj?cia Gestalt. 
Psycholog Gestalt, Tholey mówi krótko i dobitnie o 
"gadaninie."/265 
 
Równie? Wofgang Metzger, psycholog Gestalt znany 
szeroko poza obszarem niemieckoj?zycznym, 
by? bardzo krytycznie nastawiony do terapii Gestalt; 
Ernst Lück w czasopi?mie “Dynamika 
grupowa” pisze: ”Sceptyzm Metzgera wobec 
stosowanej dynamiki grupowej jest wyra?ny; raz 
opowiada? on, ?e wkupi? si? do grupy 
samodo?wiadcze?, aby zobaczy?, co si? tam dzieje. 
Nie do 
zapomnienia jest epizod: Co on, jako wybitny 
przedstawiciel psychologii Gestalt, s?dzi o nowej 
terapii 
kszta?tuj?cej: odpowiedzia?: Nie wiem, co mam o tym 
s?dzi?, na razie zauwa?y?em pewne 
podobie?stwo jedynie w nazwie.”/266 
 
Przedstawiciele sceny psychotechnicznej, sami 
wyciszali wszystkie pojawienia si? negatywnych 
form. Zarówno ani wspomniane nadu?ycie samej 
nazwy, ani te? seksualne napa?ci zdaj? si? w?ród 
zwolenników Perlsa nie przynosi? ?adnej ujmy ich 
twórcy. Ruth C. Cohn, równie? i dzisiaj, 
uznawana przez pewne ko?a jako renomowana 
za?o?ycielka TZI (Tematycznie Centrowanej 
Interakcji), t?umaczy bez w?tpliwo?ci: ”Wed?ug mnie 
technika Perlsa (. . .) jest punktem 

szczytowym rozwoju psychoterapeutycznego i jej 
efektywno?ci w naszym obecnym stadium wiedzy 
"/267 Ustosunkowania wychowawców duszpasterskich 
s? czasami du?o bardziej ?enuj?ce. 
 
Próba wyt?umaczenia przyci?gaj?cej si?y Perlsa 
 
Je?eli te, wy?ej opisane, potworno?ci tak ci??ko 
dyskredytuj? Perlsa i terapi? kszta?tuj?c?, tym 
bardziej nasuwa si? nagl?ce pytanie, jak mog?o i mo?e 
by? mo?liwe, ?e Perls i jego metoda znalaz?a 
tak licznych wielbicieli, a obecnie znajduje ich tak?e w 
kr?gach duszpasterskich. Jego niechlujny 
wygl?d nie spotka? si? z niezadowoleniem. Jego ostre 
besztania szukaj?cych rady nie dotkn??y 
niemile prawie nikogo (oprócz tych poruszonych). 
Jego seksualne naprzykrzania si? i napady nie 
przeszkadza?y powa?nie ani uczestnicz?cym kobietom 
ani innym, obecnym osobom. 
 
Historia Jacka i Rae Hurley nie by?a niestety 
wypadkiem odosobnionym. Ona sprz?ta?a u niego i 
mia?a z nim regularne kontakty seksualne. Jej m?? 
wiedzia? o tym. Zapytany przez Jack’a 
Gaines’a, jak si? przy tym czuje, odpowiedzia?, ?e ceni 
on te cuda, które Perls dokonywa? z jego 
?on?. /268 
 
Dalsze, wy?ej opisywane epizody z Margaret Callahan 
i Susan Ward przebiegaj? po cz??ci 
podobnie, lecz dodatkowo daj? wskazówk?, gdzie 
szuka? powodu dla bezwarunkowego oddania si? 
Perlsowi, mianowicie w nastawieniu i podziwie. 
Callahan opisuje, ?e gdy by?a natr?tnie seksualnie 
nagabywana, czu?a si? jednocze?nie wyró?niona i 
my?la?a: ”Ojciec terapii Gestalt bawi si? ze mn? 
w gr? mi?osn? delfinów.”/269 Susan Ward idzie 
jeszcze dalej i porównuje Perlsa z bogiem, dlatego 
?e jest jak sparali?owana, pomimo, ?e jej ta sytuacja w 
ogóle nie przypada do gustu: “Pochlebia?o 
mi, ?e on, bóg, chcia? mnie wzi?? z sob? do k?pieli.” I 
troch? pó?niej: ”Fritz kiwn?? mi r?k?, ‘Wejd? 
tutaj, ko?o mnie’, ogarn??a mnie naga panika, ale bóg 
wo?a? mnie i nie mog?am pomy?le?, by nie 
by? pos?uszn?.” (por. odn. 251) 
 
Perls, zdaje si? jednak, wykorzystywa? swoj? 
szczególn? pozycj? terapeuty. Do tego wyzysku, który 
jest ci??kim wykroczeniem przeciw etosowi 
zawodowemu lekarza czy terapeuty, dochodzi jeszcze 
rodzaj nacisku grupowego, który utrudnia? kobietom 
unikni?cie ataków. Podobnie jak na innych 
psychotechnicznych seminariach i psychotechnicznych 
o?rodkach kszta?cenia, tak?e w Esalen 

background image

 

55

panowa? niewypowiedziany, ale ca?kowicie 
zaakceptowany nacisk, aby si? podporz?dkowa? 
wyobra?eniom o warto?ciach sceny psychotechnicznej: 
spontaniczne zaspokojenie potrzeb, 
wypowiadanie i wy?ycie wszelkich uczuciowych 
porywów, podkre?lone odrzucenie tzw. konwencji i 
ci?g?e szukanie tabu, aby je “zdemaskowa?”, pomin?? 
i przez to je rzekomo przezwyci??y? – to 
wszystko obowi?zywa?o jako cecha rozpoznawcza 
“nowego cz?owieka”. (Rogers) Temu idea?owi 
go?cie spotka? w Esalen próbowali dorówna?, aby 
nale?e? do awangardy zmieniaj?cych kultur?. 
Takie uczucia jak wstyd, skrupu?y, lub wyrzuty 
sumienia zosta?y (i zostaj?) zbywane jako 
“mieszcza?skie” zamroczenie uczuciowe i przez wielu 
chcia?y by? ?wiadomie usuni?te, aby nale?e? 
równie? do tych “nowych ludzi". 
 
Fritz Perls mo?e tu s?u?y? jako obowi?zuj?cy 
pierwowzór. On sam prze?y? te nowe przeobra?enia 
warto?ci najbardziej konsekwentnie. Kto chcia? 
skrytykowa? jego niedba?y, pojawiaj?cy si? obraz, 
pozostawa? jeszcze w mieszcza?skich przymusach 
czysto?ci; kto si? gorszy? jego nagabywaniami 
lub napadami seksualnymi by? jeszcze niewolnikiem 
mieszcza?skiej moralno?ci lub tabu, które 
s?u??, rzekomo ograniczaniu wolno?ci osobnika. 
Uczestnicy takich kursów psychotechnicznych 
szybko zostali wci?gni?ci, aby sobie nawzajem 
udowodni?, na ile tabu ju? zosta?o przezwyci??one i 
jak si? ju? jest post?powym – szydz?c np. ze zwi?zków 
mi?o?ci jako przymusowego kiczu i 
przeciwstawiaj?c im stosunki z cz?sto zmienianymi 
partnerami. Najbardziej post?powym jest 
biseksualny promiskuityzm. Ten kto by? do tego 
zdolny, uchodzi? za cz?owieka wolnego. Perls w 
tych i podobnych stosunkach oraz w innych daleko 
wyprzedza? wszystkich. 
 
Je?eli wstawi? si? w ten kodeks wyobra?enia warto?ci, 
to wydaje si? logiczne, ?e nie odrzuca?o si? 
zaniedbanego, aspo?ecznego i nadu?ywaj?cego 
wyst?pienia Perlsa, lecz podziwia?o, poniewa? musi 
si? go podziwia?, je?li si? akceptuje taki uk?ad 
warto?ci. 
 
Wyst?pienia Perlsa daj? jednocze?nie spojrzenie na typ 
cz?owieka, który zostaje wyhodowany przez 
kursy grupowo-dynamiczne. Kto przyjmie ten uk?ad 
warto?ci i nada sobie ideologiczny cel ci?g?ej 
przemiany ten konsekwentnie sko?czy w?ród ludzi, 
którzy jak Perls poruszaj? si? w ?yciu. Nawet 
oficjalne instytucje ko?cielne przyczyniaj? si? do tego, 
aby stworzy? “otwarty” typ cz?owieka i go 

pomna?a?. Równie? w szko?ach publicznych pracuje 
si? w tym kierunku i w szczególnie fatalny 
sposób, przede wszystkim na lekcjach religii. Ta, 
prawie wsz?dzie praktykowana dzi? metoda 
nauczania poprzez “Bibliodramat” jest nast?pnym 
potomkiem klasycznej psychotechniki. 
 
Psychodramat 
 
Podczas gdy u Rogersa mo?na by?o jeszcze z 
rzetelno?ci? i odpowiedzialno?ci? uzgodni? etos i 
oniemia?? rozpacz rozmów prowadzonych “non-
direktiver”, tak u Perlsa, czyni si? nast?pny krok, 
mierzony wed?ug jego w?asnych kategorii. Sumienie, 
jako “ma?omieszcza?skie ?ród?o zak?óce?” 
zostaje wyeliminowane. “Wtargni?cie w dusz?” za 
pomoc? ?rodków psychotechnicznych grozi 
rzeczywi?cie zrealizowaniem. Nast?puj?cy tekst 
reklamowy seminarium wprowadzaj?cego w 
technik? psychodramatu pokazuje to, ?e w?a?nie 
sumienie jest celem dynamiki grupowej. Pod 
tytu?em “Rzu? pomidor – lub 151 sposobów, aby by? 
z?ym, niezno?nym i pod?ym” zostaje 
przedstawiony psychodramat, wzór dla bibliodramatu, 
jako metoda, aby z aroganck? pewno?ci? i bez 
wyrzutów sumienia móc si? nauczy? i wy?wiczy? 
zemst?, gdy odczuwa si? niesprawiedliwo??: 
”B?dziemy tutaj prezentowa? 151 ró?nych dróg, aby 
by? z?ym. Je?eli nast?pnym razem kto? ci? 
zirytuje, gdy masz zap?aci? za stary ser, mo?esz na 
przyk?ad stopi? toster, zwymy?la? pani? domu, 
mówi? z pe?nymi ustami, zapomnie? o urodzinach 
twojej matki lub jecha? autostrad? z szybko?ci? 
30 km/godz. Przy tym wszystkim nie zapomnij by? 
serdecznie dobrym sportowcem. To seminarium 
chce ci pokaza?, jak mo?esz sta? si? najbardziej 
znienawidzon? osob?, któr? zawsze chcia?e? by?. 
Chod? i zagraj to na scenie. Jest to seminarium spod 
znaku z?o?liwej satysfakcji."/270 
 
Psychodramat i bibliodramat jako zbawienie ?wiata 
 
Psychodramat w swojej klasycznej formie zosta? 
stworzony przez Jacoba Levy Moreno 
(1890–1974) z Rumunii. Ju? w roku 1925, kiedy 
wyemigrowa? do Stanów Zjednoczonych, 
jego przedstawienia teatralne zawiera?y fragmenty 
terapeutyczne. W roku 1936 za?o?y? on 
pierwszy teatr psychodramatu i w roku 1942 – Instytut 
Psychodramatu. 
 
Jak i w wielu innych grupowodynamicznych 
spotkaniach, na pocz?tku jest faza rozgrzania, w której 
np. medytuje si? lub przeprowadza gr? poznawcz?. 
Potem uczestnicy zostaj? wezwani do 

background image

 

56

przedstawienia problematycznych sytuacji z ich ?ycia. 
W przeciwie?stwie do rzeczywisto?ci teraz 
wszelkie uczucia, które wy?aniaj? si? w tych 
sytuacjach, mog? zosta? wy?adowane. Inni 
cz?onkowie grupy dziel? mi?dzy sob? role, które 
potrzebne s? tej g?ównej osobie. Nagle nast?puje 
wymaganie zmiany ról, co wprowadza 
przedstawiaj?cych w faz? niepewno?ci, co do ich roli i 
do 
siebie samego. Czasami równie? g?ówna osoba ma 
poprowadzi? dialog z zarozumia?ym 
sobowtórem, rozprawi? si? z w?asnym problemem, 
aby wtedy, przez rzekome rozwi?zanie 
w?asnego problemu, zbli?y? si? do niego. 
 
Decyduj?ca ró?nica w odniesieniu do teatru polega na 
tym, ?e tam aktor zawsze pozostaje sob?. 
Natomiast w psychodramacie g?ówna osoba powinna 
si? zmienia?. W ksi??ce “Psychoterapia 
grupowa i psychodramat” Moreno pisze, ?e jego 
przedstawienia “s? nie tylko rozmowami”, lecz 
ludzie przedstawiaj? te, decyduj?ce dla nich sytuacje, 
ka?dym w?óknem ich cia?a i ka?dym 
nerwem. Szczytowy punkt spotkania opisuje on tak: 
G?ówni wykonawcy “rozrywaj? ich najbardziej 
wewn?trzne rany wykrwawiaj? si? na zewn?trz.”/271 
W tym ods?oni?tym i nieporadnym stanie, wg 
Moreno, cz?owiek ma zosta? tak przetransportowany, 
aby mu “jego problem” przedstawi? przed 
oczami. Po zdefiniowaniu tematu i interpretacji przez 
uczestników grupy, wtedy on sam porusza?by 
si? w dalszym ?yciu jako inny cz?owiek. Z punktu 
widzenia terapeutycznego jest to nonsens, 
poniewa? trwa?a zmiana uczuciowych nastawie? jest 
mo?liwa tylko przez d?ug? prac?, przez tzw. 
przepracowanie. T? psychotechnik? mo?na raczej 
uzna? za niebezpieczn?, poniewa? z regu?y 
uczestnicy grup i organizatorzy nie maj? ?adnego 
podstawowego wykszta?cenia z psychologii g??bi. 
 
Nie jest jednak to jedyny punkt, dla którego powinno 
si? do tej teatralnej terapii odnosi? krytycznie. 
Pisma Moreno zawieraj? wyra?ne roszczenia do 
wybawienia ?wiata. W swojej ksi??ce “Dotyka? 
zamiast my?le?” Lothar Gassman charakteryzuje to 
potajemne pranie mózgu przez “dynamik? 
grupow?” bez ogródek: “U Moreno znajduj? si? 
wszelkie cechy ideologii”. /272 Do tego cytuje on 
samego twórc? psychodramatu: “Mia?em zawsze ide?, 
?e ten ?wiat, pe?en przeznaczenia, 
potrzebuje terapii ?wiatowej (. . .) i ?e ja, swoj? osob? 
musz? si? jako? do tego przyczyni?, aby t? 
terapi? stworzy? i rozprzestrzenia?.”/273 Po 
komunizmie i demokracji przysz?o?? ma nale?e? do 

tego “terapeutycznego ?wiatopogl?du”. On nie ma 
?adnego, najmniejszego celu jak tylko “stworzy? 
nowy porz?dek ?wiatowy na podstawie jednolitej 
socjometrycznej struktury spo?ecze?stwa.”/274 
 
Jezus Chrystus by? dla Moreno “zwyk?ym 
cz?owiekiem”. Istniej? miliony ludzi, którzy mogliby 
uciele?nia? Boga w ich w?asnej osobie. Ka?dy mo?e 
da? wyraz swoim wyobra?eniom Boga przez 
swoje czyny. /275 Takie nastawienie oznacza jednak 
koniec religii w sensie tradycjonalnym. 
Oznacza on religi? w sensie ezoterycznym – “New 
Age”: “Istnieje tyle wyobra?e? Boga, ile istnieje 
ludzi – i to stanowi dopiero prawdziw? wolno?? 
cz?owieka: ?e uwolni si? on od kulturowych 
ogranicze? i stworzy sobie w?asn? skal? i w?asne 
warto?ci.” To jednak oznacza koniec wspólnoty 
ludzkiej. 
 
To, ?e bibliodramat i psychodramat zawieraj? wyra?ne 
sk?adniki zmieniaj?ce kultur?, nie trzeba 
wnioskowa? z praktyki lub teoretycznych pism twórcy. 
Instruktorzy bibliodramatu sami podkre?laj? 
te cechy. Hilarion Petzold, jedna z wa?niejszych 
niemieckich terapeutek Gestalt, przedstawia 
powi?zania z programem roku ‘68 i ze Szko?? 
Frankfurck?: ”Udzia? w grze jest przeciw 
autorytetom, zwraca si? przeciwko nagiemu 
przyjmowaniu tego, co zostaje podawane z góry na dó? 
(czy to ze sceny czy w ?yciu), postuluje niejako bycie 
wspó?odpowiedzialnym za wszystko, co si? 
dzieje (nie tylko na scenie), z tego wynika udzia? 
(partycypacja) w grach rozstrzygaj?cych, 
wspó?decydowanie w rozwoju wydarze?.”/276 
Gerhard Marcel Martin szczególnie podkre?la, ?e 
przez bibliodramat mo?na roz?ama? orientacje 
religijne i nowe wyobra?enia postawi? – w?a?nie 
takie, które si? nie kieruj? ?adnym autorytetem; dla 
obszaru teologicznego oznacza to: nie 
orientowa? si? wg Pisma ?w., Tradycji i Urz?du 
Nauczycielskiego Ko?cio?a. W latach 70-tych G. 
M. Martin jako kierownik Ewangelickiej Akademii w 
Arnoldshain by? zapalonym obro?c? 
Bhagwana, /277 a od wielu lat jest gorliwym 
or?downikiem bibliodramatu na lekcjach religii i 
podczas dalszego kszta?cenia ksi??y. Charakter owej 
psychotechniki s?u??cej za podstaw? zmiany 
religii szkicuje nast?puj?co: ”Has?a kompetencji 
bibliodramatu brzmi?: Znajd? swoj? w?asn? drog? i 
styl wielowymiarowej pracy biblijnej. W??cz si? w ten 
sposób percepcji przynajmniej przez pó? roku 
lub przez ca?y rok, naucz si? go poznawa? od 
wewn?trz, nast?pnie zacznij go przekazywa? i 
poprzez wymian? z innymi uczestnikami i nadzorcami 
naucz si? go jeszcze lepiej (learning by doing). 

background image

 

57

Wtedy zajmij si? porównawczo gruntownie ca?kiem 
innym podej?ciem, itd. (life long learning) W ten 
sposób nigdy nie przeci?gniesz konta i znajdziesz 
swoj? w?asn? syntez?. W ten sposób bibliodramat 
pozostanie wolny od epigonów i z?ych 
na?ladowa?.”/278 
 
W ko?cu wi?cej ni? wyra?ni staj? si? Christian 
Gremmels i Doris Immich w “religio”, czasopi?mie 
po?wi?conym lekcjom religii. Opowiadaj? oni o 
swoich do?wiadczeniach z nauczycielami religii i 
ksi??mi podczas przedstawie? bibliodramatu i 
charakteryzuj? ich, jakoby nauczyciele oraz 
duszpasterze uczestniczyli w takich szkoleniach, aby 
dzi?ki nim niejako “od-wychowywa?” cechy 
charakterystyczne. Obok wspó?czucia i mi?o?ci 
bli?niego, godne po?a?owania, i tym samym 
przeznaczone do wyeliminowania, s? nast?puj?ce 
cechy – lub wg ideologii sta?ej przemiany – 
psychiczne defekty ksi??y i nauczycieli religii: 
 
“(1) B??dna ocena cielesno?ci, która od nie 
szanowania cia?a, przez pogard? cia?em, a? do (w 
wyj?tkowych przypadkach) ’wybitnej wrogo?ci wobec 
cia?a’ (Petzold); to od–wychowanie ‘taboo 
against touching’ (Petzold) obowi?zuje w szczególny 
sposób w bibliodramatycznych grupach 
dokszta?ceniowych dla osób, które ucz? religii 
zawodowo. (2) Ci?gle ograniczona zdolno?? 
komunikowania, która dla cz?onków wyznania 
ewangelickiego mo?e si? wi?za? z protestanckim 
priorytetem s?owa: komunikacja w ka?dym razie 
pojmowana jest jako komunikacja werbalna i w 
pierwszym rz?dzie tylko w tej formie uwa?ana za 
sensown? (. . .) (3) Szczególne 
konwencjonalizowanie chrze?cija?skiego zachowania: 
Aby zawsze by? gotowym do pomocy innym, 
nawet celowe zranienia podporz?dkowywuje si? 
wysi?kowi, który ma na celu zneutralizowanie 
wzbieraj?cego gniewu poprzez uspokajanie i 
minimalizowanie przyczyn. Zamiast wyrazów 
odrzucenia i objawów przychylno?ci, konflikty 
maskuje si? przez wymian? uprzejmo?ci. Takie 
konwencjonalne zachowanie, aby wszem i wobec 
okazywa? ‘mi?o?? bli?niego’, faktycznie 
pozostaje brakiem zainteresowania. (...)”/279 
 
W?a?nie w kursach dokszta?caj?cych chodzi o to, aby 
poprzez bibliodramatyczne gry i 
towarzysz?ce rozmowy, przynajmniej w tych trzech 
punktach spowodowa? zmian? zachowania: 
“Na tle takich do?wiadcze?, przede wszystkim jednak 
gdy chodzi o ostatni? z wymienionych cech? 
charakterystyczn?, niejednoznaczno?ci uformowane w 
uprzejmo??, postawili?my sobie jako zadanie 

w grupach d?ugookresowych da? pierwsze?stwo 
wyja?nieniom wzajemnych relacji w grupach 
przed zabawami bibliodramatycznymi. (...)"/280 
 
Psycho – lub bibliodramat, podobnie jak inne 
psychotechniki zmierzaj? do celu rozsadzaj?cego 
kultur?. Poniewa? te metody ju? od wielu lat s? 
stosowane w szkoleniu i dokszta?caniu 
duszpasterzy, skutki s? dzisiaj dla ka?dego widoczne: 
zarówno na zebraniach szkoleniowych, 
podczas dni duszpasterskich, w podr?cznikach 
pastoralnych jak i w?ród przedstawicieli psychologów 
pastoralnych m?odej generacji, którzy od samego 
pocz?tku ich kszta?cenia zostali wyszkoleni przez 
psychotechniki. Z t? wiedz? o faktycznych celach 
psychotechnik, bibliodramatów, terapii Gestalt, 
interakcji centrowanej tematycznie, terapii rodzinnej 
lub terapii cielesnej, nie mo?na si? oprze? 
wra?eniu, ?e duszpasterstwo jest przewidziane jako 
w?a?ciwy motor, tej wsz?dzie daj?cej si? 
zaobserwowa?, wewn?trznej walki Ko?cio?a. 
 
Nast?pstwa w duszpasterstwie 
 
Teraz zostan? przedstawione niektóre oferty dalszego 
kszta?cenia: Propozycje kursów i konferencji 
dla duszpasterzy oraz podr?czniki do psychologii 
pastoralnej. Po rozdziale o przedstawicielu 
dorastaj?cej generacji instruktorów duszpasterzy 
nast?pi rzut oka na USA, gdzie obecnie dwie 
trzecie klasztorów jest zrujnowanych przez 
psychotechniki. 
 
Dalsze kszta?cenia duszpasterzy 
 
W pierwszym bloku wymienianych kursów chodzi o 
oficjalne „ dokszta?canie i dalsze kszta?cenie 
dla kap?anów, kap?anek i ko?cielnych 
wspó?pracowników” w roku 1994 w Szwajcarii, a 
dok?adnie 
o propozycje Reformowanego Ko?cio?a 
Ewangelickiego. Kursy nie s? powi?zane z 
wyznaniem. 
Patrz?c na program instytucji katolickich, wida?, ?e 
ró?nice s? prawie nie do ustalenia, np. w 
programie katolickiej Akademii Paw?a w Zurychu. W 
po??czeniu z opisem kursów w tym bloku, 
b?dzie przytoczony wgl?d w programy instytucji 
katolickich. 
 
Propozycje dalszego kszta?cenia duszpasterzy w 
Szwajcarii w 1994 
 
Propozycje dalszego kszta?cenia duszpasterzy w 
Szwajcarii w roku 1994 obejmuj? kursy od 

background image

 

58

ezoteryki, poprzez zabawy dzieci?ce i trywialno??, a? 
do uczenia agresywno?ci i perwersji. 
 
Spotkanie „ Cienka skóra, gruba sier??. Dotkni?cia i 
zranienia – Seminarium na temat bajki o skórze 
zwierz?cej” zosta?o przeprowadzone przez Sturmiusa 
Wittschiera, który kieruje Instytutem C. G. 
Junga w Zurychu i okazjonalnie inscenizuje równie? 
polityczne „ msze”. Opis seminarium 
Wittschiera czyta si? jak ulotk? zabawy przedszkolnej. 
Unaocznia ona jak kap?ani cofaj? si? w 
rozwoju i jak zostaj? przyuczeni do przyj?cia nowego 
katalogu warto?ci spontanicznego zaspokajania 
potrzeb. Zaproponowana mieszanina psychodramatu i 
ciele?nie ukierunkowanej terapii zostaje 
przedstawiona w nast?puj?cych s?owach: „ W trzech 
intensywnych dniach zabawy chcemy, jako 
istoty skórne, znowu intensywniej nauczy? si? 
odczuwa?, dotkn?? tego co chore, zranione i 
zatwardzia?e i pozwoli? si? wyleczy?: przez 
(spontaniczne i kierowane) odegranie “skórnych 
bajek”. 
Wszyscy potrafimy si? bawi?: od wczesnego 
dzieci?stwa; teraz musimy tylko do tego dopu?ci?; i to 
ju? samo w sobie jest uzdrawiaj?ce. 
 
Istnieje wiele metod zabawy w bajki. Proponuj? 
najpierw psychodramatyczne przedstawienie i 
<teatr spontaniczny> (Play-back-Theater), dostosuj? 
si? jednak do innych ?ycze?. Niech nas 
poniesie stosowny wstyd, odwaga i ch?? bajkowej 
zabawy oraz rado?? z tego powodu, ?e jeste?my 
istotami maj?cymi skór?.” Wieczorem - wg prospektu - 
odby?a si? „ uroczysto?? bajkowa” – 
podczas której duszpasterze wyst?powali w roli 
Czerwonego Kapturka, Kopciuszka lub 
Rumpelstilzchen (tytu?owa posta? z bajki braci 
Grimm, któr? pycha wdepta?a w ziemi?, /przyp. 
t?um/.) 
 
Kurs „ Z?o??, chytro?? i agresja w ko?ciele” chcia? 
poinstruowa?, w jaki sposób negatywne 
porywy uczuciowe, takie jak gniew, podst?p, awersje i 
agresje przesun?? w obszar pozytywny („ 
zak?adaj?c zwi?zki i nawi?zuj?c kontakty”). 
Uczestnicy mieli si? nauczy? równie? tego, co jest 
kulturowo „ odgraniczone”, znale?? to u siebie, 
skonfrontowa? si? z tym i prze?y? to: „ Z?o??, 
chytro?? i agresja s? ma?o cenione w ko?cielnym 
?wiecie. Aczkolwiek Jezus z ewangelii 
wskazywa? agresywne cechy, przeforsowa? si? pogl?d, 
który popiera cierpliwo??, grzeczno?? i 
?agodno??. Dlatego nie jest ?atwo chrze?cijanom i 
chrze?cijankom wyra?a? agresj? i z?o??. (. . .) 

W naszych propozycjach kursów chcemy spróbowa? 
przybli?y? si? nieco do wyra?ania tych uczu? i 
postaw, które znajduj? si? po „ odwrotnej stronie” 
tradycyjnego chrze?cija?stwa. Podstaw? do tego 
jest nasz punkt widzenia, który w gniewie, chytro?ci i 
agresji nie dostrzega tylko niebezpiecznych i 
gro?nych elementów, ale równie? warto?ci w 
zawieraniu zwi?zków i nawi?zywaniu kontaktów. (. . 
.) Ogólnie zale?y nam na tym, aby szuka? w naszych 
czasach mo?liwo?ci bycia innym i lepiej 
dostrzega?, poprzez teksty oraz u innych, w?a?nie to, 
co szczególne, w?asne, ograniczone u siebie." 
 
Tego, co konkretnie miano na my?li z mo?liwo?ciami 
“bycia innym”, dowiedzie? si? mo?na z 
seminariów nast?puj?cego typu: 
 
Jeden z proponowanych kursów nosi? nazw? „ Krzy? 
w ogniu krzy?owym opinii” i chcia? on 
kap?anom ukaza? histori? Ukrzy?owania w ca?kiem 
nowym ?wietle: interpretacja, w której 
punktem ci??ko?ci jest „ ukryta problematyka gwa?tu i 
sadomasochizmu”: „ Crux – spes unica 
(Krzy?, jedyna nadzieja). Wyznawanie 
Ukrzy?owanego obowi?zuje Ko?ció? chrze?cija?ski do 
dzisiaj. Jak jednak to interpretowa?? Prawie wszystkie 
konwencjonalne interpretacje sta?y si? 
bezprzedmiotowe. To nie jest jedynie feministyczna 
teologia, która gorszy si? ukrytym 
sado-masochizmem lub ukryt? problematyk? gwa?tu 
wydarze? Krzy?a.” 
 
Aby wszystkie te propozycje w pracy parafialnej i w 
nabo?e?stwie móc realizowa?, nie brak?o 
kursów takich jak „ Impulsy dla naszych nabo?e?stw” 
lub „ Sensownie ?wi?towa? dzisiaj”, w 
których oczywi?cie s? proponowane eksperymenty w 
liturgii. 
 
Seminarium „ Orientacja w kszta?towaniu ?ycia w 
celibacie"/281 
 
Na konwikcie teologów we Fryburgu Bryzgowijskim, 
w jednym z o?rodków szkolenia dla 
przysz?ych ksi??y odby?o si? w lutym 1992 roku 
seminarium wg klasycznego, 
grupowodynamicznego sposobu. Uczestnicy mieli do 
wype?nienia kwestionariusz, który jest 
jednoznaczny w swoim braku dystansu i zranieniu 
sfery intymnej. Protesty przeciw tej imprezie i 
kwestionariuszowi zosta?y zablokowane. Mimo, ?e 
dyrektor konwiktu sam si? przestraszy? widz?c 
pytania, t?umaczy? uczestnikowi, który chcia? si? 
poskar?y?, ?e chodzi tu o kurs obowi?zkowy i 
powinien si? raz „ wpu?ci?” w takie seminarium. 

background image

 

59

 
Wg sprawdzonej metody, kierownik kursu Thomas 
Leyener, specjalista od TZI (tematycznie 
centrowanej interakcji), otworzy? seminarium mówi?c 
na samym pocz?tku, i? powinno si? „ o 
wszystkim mówi? otwarcie”, i ?e nie ma ?adnych tabu. 
Kiedy powiedziano uczestnikom, ?e nie 
chodzi tu o nauk? Ko?cio?a lecz o to, co si? my?li, 
zapytali oni referuj?cych, jakie s? ich cele. 
Uczestnicy kursu otrzymali typow? odpowied? dla 
takich spotka?, ?e nie chodzi tu o cele, równie? 
nie o tre?ci, chodzi o „ proces”. Jednak ju? pobie?ne 
przeczytanie kwestionariusza wskazywa?o 
wyra?nie, ?e tu w?a?nie chodzi o cele. Pierwszym 
planowanym celem by? wp?yw na wyobra?enia 
o p?ciowo?ci – sfera prywatna zostaje zniesiona. Po 
drugie, kwestionariusz respektuje w niewielkim 
stopniu osobist? decyzj? m?odych m??czyzn do ?ycia 
w celibacie, tak jak naucza tego Ko?ció? 
katolicki, dla którego celibat ksi??y nale?y do sprawy 
istotnej. W dosy? niezgrabny i psychicznie 
brutalny sposób, kandydaci do stanu kap?a?skiego 
zostaj? prowokowani. 
 
Ju? pierwsze ?wiczenie ukazywa?o wyra?nie faktyczny 
cel. Uczestnicy powinni wyrazi? has?ami 
swoje motywacje do ?ycia w celibacie. Na koniec 
przedstawiono „ krytyczne" uwagi grupy: 
Odpowiedzi nie s? realistyczne; wida?, ?e nie s? one 
wyrazem niczego osobistego; nie chodzi wi?c 
zatem w ogóle o motywacj? do celibatu. Zastrze?e? 
m?odych kandydatów na ksi??y, którzy 
próbowali je uzasadni? na podstawie w?asnej wiary, 
nie uznano. Czy nie trzeba tu za?o?y?, ?e 
chodzi?o raczej o to, ?eby przez grupowodynamiczne 
ingerencje wytworzy? opór przeciw 
celibatowi? Uczestnicy opisuj? kilka razy, i? poprzez 
technik? pyta? kierownictwo seminarium 
uzyska?o ekshibicjonistyczne opisy i powsta? nastrój 
zaszokowania. 
 
Przypomina si? wypowied? Carla Rogersa, „ ojca” 
owej, nazywaj?cej si? humanistyczn?, 
psychologii i wspó?za?o?yciela dynamiki grupowej, ?e 
chodzi mi?dzy innymi o to, aby metodami 
grupowodynamicznymi ukszta?towa? nowego 
cz?owieka. W swojej ksi??ce „ Moc dobra" opisuje 
on tych nowych ludzi nast?puj?co: “Znalaz?em ich 
po?ród ksi??y, zakonnic i duchownych, którzy 
porzucili dogmaty swoich instytucji, aby prowadzi? 
bardziej sensowne ?ycie, ”/282 Po opisach 
uczestników seminarium i po przestudiowaniu 
kwestionariusza mo?na by?o s?dzi?, ?e w konwikcie 
teologów we Fryburgu pracuje si? wyra?nie nad tym 
celem. 

 
Formularz dla uczestników /283 
 
Spis z natury 
 
Moj? seksualn? aktywno?? oceniam w tej chwili 
nast?puj?co: 
 
Szczególnie si? przy tym rozkoszuj?: . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . 
 
Szczególne braki stwierdzam przy: . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . 
 
Do warunków, aby si? móc rzeczywi?cie rozkoszowa? 
nale?? dla mnie: . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
 
Najbardziej podniecaj?ce prze?ycie seksualne, przy 
którym uczuciowo lub ciele?nie czu?em 
si? szczególnie szcz??liwym, by?o . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . 
 
Najbardziej harmonijne seksualne prze?ycie, przy 
którym si? czu?em uczuciowo lub 
ciele?nie szczególnie szcz??liwym, by?o . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . .. 
 
Moj? potrzeb? czu?o?ci i erotyki mog? tymczasowo 
zaspokoi? w nast?puj?cym wymiarze . . . 
. . . . . . . . . . . . . . 
 
Dla mnie nale?y do tego przede wszystkim . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . 
 
Moje seksualne mo?liwo?ci wyrazu oceniam 
nast?puj?co: 
 
?atwo potrafi? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . 
 
Trudniej jest dla mnie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . 
 
Tylko rzadko udaje mi si?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . .. 
 
Dotychczas nie potrafi?em nigdy . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . 
 
Chcia?bym si? ch?tnie nauczy? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . ... 
 

background image

 

60

Moje erotyczne mo?liwo?ci wyrazu oceniam 
nast?puj?co: 
 
?atwo potrafi? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . 
 
Trudniej jest dla mnie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . 
 
Tylko rzadko udaje mi si? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . 
 
Dotychczas nie potrafi?em nigdy . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . 
 
Chcia?bym si? ch?tnie nauczy? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . 
 
Najwcze?niejszym seksualnym do?wiadczeniem, które 
sobie przypominam by?o . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
 
Najwcze?niejszym erotycznym do?wiadczeniem, które 
sobie przypominam by?o . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
 
Podstawowy pogl?d mojego ojca na seksualno?? by? . . 
. . . . . . . . . . 
 
Podstawowy pogl?d mojej matki na seksualno?? by? . . 
. . . . . . . . . . 
 
Mój ojciec potwierdzi? moj? seksualn? to?samo?? tym, 
?e on . . . . . . 
 
Mój ojciec podwa?y? moj? seksualn? to?samo?? tym, 
?e on . . . . . . . 
 
Moja matka potwierdzi?a moj? seksualn? to?samo?? 
tym, ?e ona . . . 
 
Ona j? podwa?y?a tym, ?e ona . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . 
 
?yczy?bym sobie, ?eby mój ojciec raz do mnie 
powiedzia? . . . . . . . . 
 
?yczy?bym sobie, ?eby moja matka raz do mnie 
powiedzia?a . . . . . . 
 
Z moich partnerów najbardziej potwierdzi? moj? 
seksualn? to?samo?? . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
 

Z moich partnerów najbardziej podwa?y? moj? 
seksualn? to?samo?? . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
 
Ja sam najbardziej potwierdzam moj? seksualn? 
to?samo?? tym, ?e ja . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
 
Ja sam najbardziej podwa?am moj? seksualn? 
to?samo?? tym, ?e ja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
 
Mój stosunek do osobników w?asnej p?ci chcia?bym 
scharakteryzowa? nast?puj?co . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
 
Trzy najwa?niejsze ?yczenia na przysz?o?? w 
dziedzinie seksualno-erotycznej to, 
 
1. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . 
 
2. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . 
 
3. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . 
 
Dlatego chcia?bym uczyni?, co nast?puje . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . .. 
 
Monachijskie Dni Kszta?tuj?ce dla Duszpasterstwa, 
1994 
 
Któ? pomy?la?by co? z?ego przy nazwie „ 
Towarzystwo popierania humanizacji przysposobienia 
wychowawczego” Któ? czu?by si? dzisiaj odstraszony 
tytu?em konferencji „ W poszukiwaniu 
zagubionego wymiaru – duchowo?? w terapii, 
pedagogice, duszpasterstwie”? A je?eli w dodatku 
konferencja ta odbywa si? w Katolickiej Fundacyjnej 
Szkole Wy?szej w Monachium, to referencje 
powinny by? wystarczaj?ce. Jednak?e prawie 50–
stronicowy prospekt konferencji w dniach od 16 
-18 wrze?nia 1994 pobudza do przemy?lenia, jaki 
rodzaj duszpasterstwa ma tu by? uprawiany. 
 
Po „ d?wi?kowej medytacji z gongami” mo?na by?o 
sobie przej??, po?ród niezliczonych „ 
warsztatów” do swoich, ca?kiem osobistych 
zainteresowa?. Zaproponowane zosta?y np. terapia 
cielesna, która si? wywodzi od Wilhelma Reicha i 
bioenergetyki Alexandra Lowena, równie? 
praktyki szama?skie i psychotechniki, które bior? 
pocz?tek w terapii narkomanów. 

background image

 

61

 
Opis „ warsztatów” pokaza?, ?e duchowo??, która by?a 
zapowiedziana w tytule konferencji, 
rzeczywi?cie jest raczej zakorzeniona w ezoteryce. Na 
stronie 14 programu mo?na by?o przeczyta?: 
„ Kto w swojej drodze ?yciowej stara si? post?powa? 
wg zasad (. . .) etyki Gestalt, natknie si? 
nieuchronnie na prywatne, zawodowe i spo?eczno-
polityczne opory. Bez wielorakiego wsparcia 
przez minera?y, powietrze, ogie?, wod?, ?wiat ro?lin i 
zwierz?t oraz przez bli?nich, droga ta nadto 
pozostaje bez mocy i bez duszy. W poszukiwaniu 
sensu, który transcenduje (tzn. wg przed?o?onej 
regulacji lingwistycznej: przezwyci??a lub usuwa, 
przyp. autora) nasz mechanistyczny ?wiat, 
potrzebujemy duchowej wi?zi, rady i wsparcia od 
<sprzymierze?ców>”. Innymi s?owami: kamienie, 
powietrze, ogie? i woda maj? sta? si? naszymi 
sprzymierze?cami, mamy si? ich radzi? i da? si? przez 
nich wspiera?. Ten powrót do “prehistorycznych” 
rytua?ów zostaje dzi? coraz bardziej ceniony jako 
post?p w ?yciu religijnym. “Dni Kszta?tuj?ce” 
oferowa?y wi?cej takich przyk?adów. Dla innego „ 
warsztatu" potrzebne by?y pewne przybory, które 
trzeba by?o przynie??, a mianowicie: „ zebrane 
kamienie, muszle, patyki, (. . .) minimum pi?? 
poduszek do siedzenia i odzie? do pobrudzenia.” 
Równie? tutaj nie chodzi?o o opiek? nad ma?ymi 
dzie?mi, lecz o grup? robocz?, w której mia?o si? 
uczy? „ nie?? krzy?”. 
 
W innym z kolei „ warsztacie", o nazwie „ Duchowo?? 
i podró? szama?ska”, opis kursu mówi 
ca?kowicie sam za siebie: “Wszyscy uczestnicy tego 
zwartego, krótkiego warsztatu zostan? 
wprowadzeni w metody podró?owania szama?skiego i 
w podstawowe my?li szama?skich dzia?a?. 
Za pomoc? monotonnych uderze? w b?ben, 
poprzedzaj?cych taniec si?y, najwi?kszej koncentracji i 
szczegó?owej instrukcji uczestnicy udaj? si? na to 
pozacielesne do?wiadczenie, aby wytropi? 
osobistego ducha ochrony, zwierz? si?y.” To co trzeba 
ze sob? przynie?? przypomina raczej 
przedszkole, jest jednak pomy?lane z my?l? o 
duszpasterzach i nauczycielach: „ Kto chce, mo?e 
przynie?? grzechotk?.” 
 
Obok takich kszta?tuj?cych „ warsztatów”, które s? 
wyposa?one ezoterycznie i „ ponownie 
odkrywaj?” silnie gnostyczne elementy, si?gano 
równie? do pracy z twardymi narkotykami w imi? 
duszpasterstwa przysz?o?ci. Podczas dwóch 
przedstawie? mo?na si? by?o wprowadzi? w „ 
psychologi? transpersonaln?”, która powsta?a z terapii 
LSD. Timothy Leary i Stanislav Grof, 

których nazwiska s? równie? wymieniane w opisie 
kursu, s? najbardziej znanymi gloryfikatorami 
narkotyków w USA. Leary by? w czasach ruchu 
hippisów tym, który propagowa? palenie haszyszu 
i konsumpcj? LSD w celu osobistego uwolnienia si? i 
w ten sposób miliony m?odzie?y na ?wiecie 
wp?dzi? w narkotyki. Po latach okaza?o si?, ?e 
wspó?pracowa? blisko z mafi? narkotykow?. /284 
Grof uchodzi za twórc? psychologii transpersonalnej, 
która pocz?tkowo by?a terapi? LSD. Przy 
pomocy tego narkotyku obiecywa? on mo?liwo?? 
obej?cia ?mudnej i kosztownej pracy analitycznej. 
Do?wiadczenie narkotykowe, w przypadku specjalnie 
przeszkolonych psychiatrów, mia?o utworzy? 
alternatyw? korzystniejsz? finansowo. Poniewa? LSD 
zosta? potem zabroniony w USA, rozwin?? 
on inne terapie, za pomoc? których mia?y zosta? 
wywo?ane te same efekty. Graf i Leary ubzdurali 
sobie, ?e za pomoc? narkotyków potrafi? wywo?a? 
sztuczne do?wiadczenia religijne. Leary 
przeprowadza? ró?ne eksperymenty z narkotykami w 
otoczeniu religijnym i ko?cio?ach. Tylko 
kwesti? czasu by?o wi?c przechwycenie takich technik 
do szkole? i dokszta?ce? duszpasterskich. 
 
Katolicka Fundacyjna Szko?a Wy?sza oddaje do 
dyspozycji organizatorom „ Towarzystwa 
Popierania Humanizacji Przysposobienia 
Wychowawczego" (GFE) corocznie od 1987 roku 
swoje 
pomieszczenia. GFE jest cz?onkiem Bawarskiego 
Czerwonego Krzy?a, Niemieckiego Zwi?zku 
Ochrony Dzieci w Mi?dzynarodowym Stowarzyszeniu 
Wychowania Domowego. W 
samoprezentacji zostaje wyra?nie podkre?lony zwi?zek 
z terapi? Gestalt: „ Jako teoretyczne i 
praktyczne t?o pracy w GFE s?u?y nam przede 
wszystkim terapia i pedagogika Gestalt.” 
 
Instytucje, które proponuj? grupowo-dynamiczne 
szkolenia ksi??y 
 
Niestety, ale nie jest to tylko kilka egzotycznych 
konferencji czy instytutów, które proponuj? terapi? 
Gestalt oraz inne techniki grupowo-dynamiczne w 
ramach szkole? i dokszta?ce? duszpasterskich. 
Liczba instytucji ko?cielnych i prywatnych, które 
przejmuj? owe metody stale wzrasta. 
 
Duszpasterstwo Gestalt w Würzburgu 
 
Z mnóstwa prywatnych instytucji z tym powi?zanych, 
niech, jako przedstawiciel, zostanie 
wymieniony „ Instytut Integratywnej Terapii Gestalt w 
Würzburgu” (IGW). Zosta? on za?o?ony w 

background image

 

62

roku 1975 i chlubi si? tym, ?e jest najstarszym, 
niemieckim instytutem terapii Gestalt. 
 
Pomimo, ?e twórcy tej terapii, Fritz Perls i Paul 
Goodman, zostali uznani za wrogów i kpiarzy ka?dej 
religii, IGW proponuje od roku 1994 trzy– i 
czteroletnie „ Szkolenie dla Teologów w 
duszpasterstwie 
Gestalt". W preambule curriculum czytamy: „ To 
szkolenie chce przebudzi? w nas potencjalnego 
cz?owieka, którego Nowy Testament nazywa <nowym 
cz?owiekiem>; który szuka nowego rodzaju 
woli i ?wiadomo?ci; który dobrowolnie i po ?wiadomej 
decyzji, zechce podda? si? procesowi 
transformacji; który zechce partycypowa? w swoim 
ewolucyjnym rozwoju; który szuka nowych 
mo?liwo?ci i warto?ci dla interakcji pomi?dzy 
materialnymi i duchowymi p?aszczyznami 
istnienia.”/285 
 
Wiele spo?ród tej nowej poj?ciowo?ci zrekonstruuje 
si? dopiero wtedy, gdy si? wie, o co w?a?ciwie 
chodzi w terapii Gestalt: To, co Perls i Goodman 
napisali, a na co wskazuje si? w preambule 
wytycznych szkolenia ju? w pierwszym zdaniu, jak 
Perls pracowa? terapeutycznie i jak si? 
zachowywa? w?ród swoich bli?nich. Dopiero na 
podstawie takiej informacji wype?nia si? sensem 
pi?kna os?onka takich poj?? jak: „ nowa etyka 
ludzkich wspólnot ", „ nowe mo?liwo?ci i warto?ci dla 
interakcji” lub „ nowy rodzaj woli i ?wiadomo?ci”. 
Powinno si? ka?demu, kto na takie szkolenie 
zwraca si? do IGW, da? do przeczytania recenzje i 
?wiadectwa o Perlsie, /286 i wtedy zapyta? go, 
czy chcia?by si? sta? takim „ nowym cz?owiekiem”. 
Trzeba jednak przyj??, ?e ci m??czy?ni i 
kobiety, którzy uko?czyli takie d?ugoletnie szkolenie 
przyczyni? si? raczej do usuni?cia religii 
chrze?cija?skiej ani?eli do, zgodnej z duchem czasu, 
odnowy lub do kultury ?ycia. 
 
Imprezy organizacji katolickich – wybór 
 
W kurierze „ Ewangelicka i Katolicka Wspólnota 
Studentów, Münster"na semestr zimowy 1990/91 
czytamy na „ stronie specjalnej” o alternatywnych 
nabo?e?stwach wspólnoty katolickiej 
odprawianych ju? 5 semestrów, a wype?nionych 
tre?ciami, „ które kieruj? si? do?wiadczeniami i 
procesami uwolnienia zgromadzonych ludzi.” Ci?gle i 
wci?? znajduje si? nawi?zania do 
wspó?czesnych truizmów: „ Znajdujemy si? na drodze 
– cz?sto ograniczanych – do?wiadcze? z 
liturgi?, a? do – równie? liturgicznego – uwolnienia, o 
którym faktycznie jeszcze nie wiemy, jak ono 

dok?adnie wygl?da.” Ta, „ uwolniona od w?adzy” 
podró? bez celu zostaje dodatkowo obja?niona 
biblijnie: „ Ca?kowite do?wiadczenie biblijnego 
Exodusu wraz z obiecan?, ale jeszcze nieznan? 
ziemi?.” 
 
„ Instytut Doskonalenia Nauczycieli w Essen-Werden, 
instytucja diecezji nadre?sko-westfalskiej” 
oferuje przyk?adowo w I pó?roczu 1993 imprezy z 
zakresu „ teologii / pedagogiki religii", z których 
prawie wszystkie ukierunkowane by?y grupowo-
dynamicznie: „ Subjektywnie kierowane doj?cie do 
Biblii – bibliodramat” – „ Samodo?wiadczenie i 
interpretacja Biblii w grze” – „ O- ?ywione uczenie 
si? na moich zaj?ciach”, prowadzone przez terapeutk? 
Gestalt) – „ O?ywione uczenie si? i 
nauczanie z tematami wypo?rodkowanymi interakcj? 
(TZI)” – „ Osobowo centrowane prowadzenie 
rozmów i tematycznie centrowana interakcja jako 
elementy lekcji religii" – „ Twórcze metody 
obchodzenia si? z Bibli?” itd. 
 
O?rodek szkoleniowy St. Michael w 
Tauberbischofshheim, (podleg?y arcydiecezji 
Freiburg), 
zaproponowa? na wiosn?/lato 1994 mnóstwo kursów 
“Droga do wiary ca?o?ciowej” prowadzonych 
przez terapeutów Gestalt lub przez nauczycieli 
oddychania. 
 
W propozycjach kursów kwiecie?-grudzie? 1933 „ 
Domu Bruchmatt" (Lucerna) , prowadzonych 
przez Kongregacj? Wspomo?ycielek, spotyka si? np. 
mieszanin? “?wicze? duchowych” Ignacego 
Loyoli i psychotechnik “analiza transakcyjna”, 
medytacje buddyzmu zen, eutonie, prac? z cia?em lub 
„ ?wiczenia cia?a” i inne. Nast?pny kurs, trwaj?cy dwa 
pe?ne dni, zapowiedziany jest z „ trwa- 
j?cym milczeniem", „ codzienn? eucharysti?”, ale 
równie? z „ ?wiczeniami cielesnymi”. Szczególnie 
zastanawiaj?ca jest uwaga ko?cowa, ?e kurs jest 
przydatny tylko „ dla m??czyzn i kobiet (. . .) 
obci??onych psychicznie. ” 
 
Równie? „ kbw” (Katolicki O?rodek Szkoleniowy) – 
centrum kszta?cenia osobowo?ci” w Salzburgu 
oferuje jeden za drugim, kursy Gestalt: Od wrze?nia 
1991 do lutego 1992 odby?y si? np. kursy 
trwaj?ce 9 miesi?cy „ Grupa samodo?wiadczalna w 
integratywnej terapii Gestalt” i „ 
Samodo?wiadczenie w terapii Gestalt" lub np. 
kilkutygodniowy kurs „ Wystarczy – nie chc? ju? tak 
dalej”. Na prawie wszystkie imprezy trzeba by?o „ 
przynie?? wygodne ubranie i koc” – nawet na „ 
Wprowadzenie w modlitw? serca". 

background image

 

63

 
Podr?czniki duszpasterskie 
 
Z wielkiej ilo?ci podr?czników pastoralno-
psychologicznych i ksi??ek naukowych zostan? 
wymienione dwie pozycje, niemiecka i w?oska. Na 
podstawie informacji o celach i metodach 
psychotechnik powinni?my zosta? uwra?liwieni, aby 
rozpoznawa? puste s?owa, s?owne ?uski, jako 
takie. Ci?gle na nowo, za pomoc? najpi?kniejszych, 
humanistycznych i chrze?cija?skich zwrotów, 
zachwala si? techniki, które w swoim charakterze s? 
destruktywne i nie maj? nic wspólnego z 
samourzeczywistnieniem. 
 
W roku 1992 ukaza? si? dwutomowy „ Podr?cznik 
psychologii dla duszpasterstwa”. W drugim tomie 
zostaj? przedstawione ró?ne „ psychoterapeutyczne 
kroki" i „ aktualne uzupe?nienia na polu 
psychoterapeutycznym”. Wy?aniaj? si? tutaj wszelkie 
rodzaje gier dynamiki grupowej: „ 
psychoterapie zwi?zane z cia?em”, „ systematyczny 
przyczynek", „ analiza transakcyjna", „ 
psychodramat", „ terapia Gestalt”. Sama terapia Gestalt 
jest przedstawiona prawie na 20 stronach. 
Za?o?yciele tej psychotechniki, Fritz Perls i Paul 
Goodman, zostaj? ponad miar? ukazani w jak 
najlepszym ?wietle: Homoseksualny anarchista zostaje 
uszlachetniony jako autor „ ksi??ek i 
opracowa? socjalno-krytycznych”/287; Fritz Perls, 
który bezwstydnie praktykowa?, jak na ruchomej 
ta?mie, przemoc seksualn? i nawet nie wzdryga? si? 
przed biciem kobiet podczas swoich „ 
psychologicznych” posiedze?, zostaje wyniesiony do „ 
zagadkowej, niezwyk?ej osoby”/288, do „ 
genialnego terapeuty" /289, jest prezentowany jako „ 
porywaj?cy nauczyciel” /290, ba, nawet jako „ 
utalentowany terapeuta"/291. 
 
Proste rozwa?anie wyj?ciowe Perlsa oznacza, ?e cia?o 
i dusza dok?adnie wiedz?, jakie s? ich 
potrzeby oraz, ?e powinno si? im da? upust, a wtedy 
indywidualne i spo?eczne ?ycie “samo si? 
ureguluje". Dusza funkcjonuje podobnie jak system 
trawienia. To przekonanie przewija si? jako 
teoria podstawowa przez wszystkie pisma teorii 
Gestalt. Pomimo, ?e ta teoria pozostaje daleko w 
tyle za psychologicznym poznaniem g??bi, si?gaj?c 
czasów przednaukowych i nie ocenia w ?adnym 
wypadku sprawiedliwie osobowego istnienia 
cz?owieka, zostaje za Perlsem, w?a?nie na podstawie 
tego modelu my?lenia, potwierdzony przez autora 
artyku?u tego podr?cznika 
 

„ zró?nicowany obraz cz?owieka”. „ Tak jak nasze 
cia?o musi sobie zaanektowa? do ?ycia ró?ne 
sk?adniki (. . .), tak samo dusza – owe ego - musi 
przyjmowa? zmys?owe, spo?eczne, duchowe, 
kulturowe, sugestie i impulsy i asymilowa? je jako 
swoje do?wiadczenia. Duchowy rozwój i 
duchowy spór odpowiadaj? w swojej strukturze i 
ogólnej dynamice przyj?ciu pokarmu. Kto raz, 
?wiadomie ws?ucha si? w te s?owa, b?dzie zaskoczony 
jak wielorako i zró?nicowanie ten obraz 
cz?owieka jest poruszany w j?zyku niemieckim (. . .). 
/292 
 
Równie? w rozdziale o psychodramacie nie dostrzega 
si? ?adnego krytycznego dystansu. Eva 
Dubischar wspomina nawet prawo zbawienia ?wiata 
Moreno’a, pozostawia to jednak bez 
komentarza, tak jakby si? z tym identyfikowa?a. „ 
Prawo Moreno’a wychodzi poza indywiduum. On 
chce bezpo?rednio zmieni? nie tylko spo?eczn? 
wspólnot?, lecz zmierza do ca?kowitej przemiany 
ludzko?ci. ”/293 Podr?czniki tymczasem wzbudzaj? 
podejrzenie, ?e maj? raczej zamiar zmieni? 
kultur?, ni? dawa? psychologicznie ugruntowane 
instrukcje dla duszpasterstwa. Rozdzia?y o 
psychoanalizie i logoterapii, w ca?o?ciowym 
rozmieszczeniu wydaj? si? by? raczej zepchni?te na 
margines, podczas gdy w?a?nie logoterapia, dobrze 
zastosowana, mog?aby si? nadawa? dla 
duszpasterstwa. Lecz rozdzia? ten jest omówiony na 
nieca?ych siedmiu stronach. Psychodramat 
znajduje si? na 15 stronach, terapia Gestalt nawet na 20 
stronach. Równie? nast?pna, sympatyzuj?ca 
uwaga Wetzela o terapii Gestalt umacnia podejrzenie o 
wytyczony, zmieniaj?cy kultur?, cel 
podr?cznika: „ W terapii Gestalt nie chodzi w 
pierwszym rz?dzie u usuni?cie zak?óce? czy 
niezwyk?o?ci, rzucaj?cych si? w oczy, nie chce ona 
cz?owieka <naprawi?>, lecz chce zach?ci? go, 
aby wyruszy? w drog? odkrywania samego siebie. (. . 
.)”/294 Za tym kryje si? ideologia 
marksistowska, ?e cz?owiek we wspólnocie choruje, 
dlatego te? odmawia si? „ uzdrawiania” 
cz?owieka – poniewa? jego choroba jest w?a?ciwie 
zdrow? reakcj?. Gdyby si? go uzdrowi?o, 
zosta?by „ naprawiony” i móg?by znowu 
funkcjonowa? w „ kapitalistycznym spo?ecze?stwie”. 
Bardzo przykro jest stwierdzi?, ?e agitacja polityczna 
zosta?a w??czona w duszpasterstwo. 
 
Niestety, niewiele lepiej przedstawia si? publikacja 
Uniwersytetu Salezjanów w Rzymie. W 
dwutomowym zbiorze artyku?ów pod tytu?em „ 
Terapia Gestalt i analiza transakcyjna" („ Gestalt e 

background image

 

64

analisi transazionale") Pio Scilligo i Maria Serena 
Barreca obja?niaj? obie psychotechniki jako 
warto?ciowe i przysz?o?ciowe zdobycze, które maj? 
s?u?y? uwolnieniu cz?owiecze?stwa: „ Po 
ponad sze?ciu latach i setkach godzin osobistego 
do?wiadczenia doszli?my do wniosku, ?e terapia 
Gestalt i analiza transakcyjna nale?? do najbardziej 
efektywnych metod, które proponuj? ludziom 
wyj?cie z cierpienia i sposób obrony przed 
wyzyskiem."/295 
 
Równie? nast?pny cytat daje wyraz temu, ?e 
prawdopodobnie w centrum zainteresowania znajduj? 
si? te, aspekty psychotechniki, które zmieniaj? 
spo?ecze?stwo i kultur?. „ Ta, stworzona przez Fritza 
Perlsa, terapia Gestalt proponuje koncepty i techniki, 
które otwieraj? cz?owiekowi nowe horyzonty i 
pozwalaj? mu na nowo odkrywa? w?asne si?y i w?asne 
bogactwo, podnosz? znaczenie w?asnej 
frustracji, jako obowi?zuj?c? drog? dla wzrostu i dla 
osobowo?ci, tzn. zdolno?ci do aktywnej 
odpowiedzi swojemu ?rodowisku w miejsce 
pozostawania pasywnym podmiotem.”/296 
 
Usuni?cie sumienia zostaje, w sposób uprawniony, 
przypisane przez wydawców ksi??ki terapii 
Gestalt, co jednak zostaje przez nich wychwalane jako 
osi?gni?cie przysz?o?ciowe: Terapia Gestalt 
proponuje raczej ?y? odpowiedzialnie w?asnym 
?yciem, ni? tarza? si? w schematach planowania 
wieczno?ci lub w zabawach intelektualnego przydzia?u 
win z przesz?o?ci i tera?niejszo?ci.”/297 
Fritz Perls sam stanowi? model tego, co mo?na sobie 
wyobrazi? pod poj?ciem cz?owieka, który nie 
zna ju? ?adnych porusze? sumienia. 
 
Nauczanie religii 
 
Nauczyciele religii katolickiej s? zobowi?zani w 
umowie zawodowej do przekazywania podczas 
lekcji religii, nieskróconej autentycznej nauki 
Ko?cio?a katolickiego. Uczniowie powinni zosta? 
odpowiednio przyuczeni do obchodzenia si? z Pismem 
?w. i wprowadzeni do zrozumienia jej historii 
oddzia?ywania. Powinno si? przekazywa? elementarny 
wgl?d w znaczenie chrze?cija?skiego 
dziedzictwa dla tera?niejszo?ci i przysz?o?ci, jak 
równie? wgl?d w zakres zada? 
wspó?odpowiedzialno?ci chrze?cijanina w 
spo?ecze?stwie, dziedzinie zawodowej, w rodzinie, 
polityce i gospodarce. Od takich linii przewodnich nie 
tylko daleko oddali?a si? nauka religii, ale 
równie? kszta?cenie nauczycieli chodzi ju? d?ugo 
w?asnymi drogami. Ten kierunek rozwoju 

rozpocz?? si? ju? w latach 60-tych, gdy kr??y?o has?o 
„ neuroza eklezjogenna" i tradycyjnej nauce 
religii zosta?o zarzucone indoktrynowanie i straszenie 
dzieci, aby w ten sposób zapewni? sobie 
m?ody narybek dla ko?cio?a. Z biegiem lat tak si? 
zmieni?o nauczanie w zakresie religii, ?e nie 
mo?na ju? mówi? o „ nauczaniu”: Uczniowie stali si? 
materia?em eksperymentalnym dla 
psychotechnik, które s? wprowadzane przez 
niewyszkolonych psychologicznie nauczycieli, aby – 
?wiadomie lub nie?wiadomie – z tych, powierzonych 
im w zaufaniu, dzieci i m?odzie?y zrobi? 
przysz?ych, spo?ecznych rewolucjonistów. Oto kilka 
przyk?adów potwierdzaj?cych powy?sze. 
 
Psychotechniki 
 
„ Uczenie do?wiadczeniem” stoi dzisiaj w centrum 
ka?dej szkolnej lekcji, przede wszystkim przez 
wprowadzanie technik medytacyjnych i prze?ywanie 
symboli. „ Podró?e fantazyjne ”i psychodramat 
s? bardzo popularne. Nierzadko podczas takich 
eksperymentów zostaje prze?amana sfera intymna 
uczniów. S?ucha si? np. improwizacji na flet, 
uczniowie powinni przetransformowa? muzyk? na 
obrazy i wymy?le? jak?? histori? o fleci?cie. Potem 
siada si? w kole w celu wymiany my?li. 
Wszystkie wra?enia, które si? odczuwa?o powinno si? 
na koniec wymalowa?. Po pierwsze, nie ma 
to nic wspólnego z lekcj? religii, a po drugie chodzi tu 
o instrukcj?, jak odwróci? si? od realno?ci i 
przej?? do fantazji. Wspieraj? to wspólne ?wiczenia 
oddechu. Nie bior?cym udzia?u nasuwaj? si? 
spontanicznie wspomnienia eksperymentów 
narkotycznych z lat 60-tych i 70-tych. 
 
Ulubion? jest równie? zabawa „ Labirynt" lub „ 
Spirala”: Uczniowie krocz? po wymalowanym na 
ziemi, labiryncie, przy czym powinni si? zastanowi? 
nad punktami zwrotnymi w ich ?yciu, nad ich 
blisko?ci? lub oddaleniem od Boga lub nad czym?, co 
chcieliby jeszcze widzie? w centrum. W opisie 
takich lub podobnych, pomocy naukowych celuje si? 
na powi?zanie z psychoterapi?, na zmian? 
sposobów zachowania, co podczas lekcji religii jest 
niedozwolone. Peter Moll w czasopi?mie 
po?wi?conym nauczaniu religii „ RL”, pisze: 
“Podwójna spirala zostaje obja?niana przede 
wszystkim 
w zwi?zku z procesami terapeutycznymi jako spirala 
?mierci i spirala ?ycia. Chodzi przy tym z jednej 
strony o powrót poza wszystkie, umocnione struktury 
osoby, a z drugiej strony o mo?liwo?? ewolucji 
nowych si?.”/298 
 

background image

 

65

Równie? podczas bibliodramatu nie chodzi tak bardzo 
o przekaz tre?ci religijnych, ile faktycznie o 
momenty terapeutyczne, jak np. ukazywanie 
osobistych problemów itp. mimo, ?e praca 
terapeutyczna jest nauczycielowi zabroniona. Wed?ug 
„ Podr?cznika psychologii dla 
duszpasterstwa” podczas bibliodramatu, 
relacjonowanie biblii nast?puje spontanicznie, jest 
odgrywane indywidualnie. W pracy z tematami 
biblijnymi i na podstawie takich tematów, osobiste 
problemy i trudno?ci uczestników staj? si? wyra?ne i 
mo?na lepiej “odczu?”, dlaczego tekst biblijny 
sprawia? dotychczas trudno?ci.”/299 
 
M?odzi ludzie, którzy chc? zosta? nauczycielami 
religii, musz? czasami cierpliwie znosi? durne, 
wo?aj?ce o pomst? do nieba, ?wiczenia, tak ?e 
niektórzy studenci porzucaj? niebawem swoje 
zamiary zawodowe. W jednym z miast, o?rodku 
kszta?cenia nauczycieli w Szwajcarii, m?odzi 
m??czy?ni i kobiety otrzymali jesieni? polecenie 
wyj?cia na dwór, mieli zebra? siedem li?ci i 
przynie?? je do pomieszczenia, w którym odbywa?o 
si? seminarium. Po powrocie pani docent 
zapyta?a: “Czy kto? odwa?y si? opowiedzie?, co si? w 
nim dzia?o podczas drogi na dó? w celu 
zbierania li?ci? Uczuciowo? Mo?e chcia?by kto? 
opisa? drog? szukania? Zatem ca?y przebieg? Nie 
jest to przecie? tylko pa?stwa postrzeganie, odby? si? 
bowiem proces decyzji.” Po pewnym czasie 
milczenia, kryj?cego w sobie ca?kowite 
niezrozumienie, pewna m?oda kobieta odwa?y?a si? 
powiedzie?, ?e si? zm?czy?a, jej my?li przy zbieraniu 
li?ci by?y banalne i nie mia?y nic wspólnego z 
procesami decyzyjnymi. ?lub, np. ma co? wspólnego z 
procesem decyzyjnym, ale przecie? nie 
zbieranie li?ci. Pani docent wyja?ni?a, ?e ta 
wypowied? wskazuje na nasz? degeneracj?, bo 
przecie? 
nic na tym ?wiecie nie jest banalne. Nast?pnie ka?dy z 
tych doros?ych ludzi mia? naklei? swoje 
siedem li?ci na kartk? i wymy?le? do tego jak?? bajk?. 
 
Na innym seminarium kszta?c?cym nauczycieli religii, 
mieli np. wszyscy usi??? w kole, po turecku. 
Z r?k do r?k zostaje podawany kamie?, poczym ka?dy 
powinien zrelacjonowa? drugiemu to, co mu 
ten kamie? opowiada. Nie tylko samo ?wiczenie, ale 
równie? jego oprawa przypomina?y raczej 
szamanizm i rytua?y tubylców – to by?, zdaniem 
studentów, jedyny zwi?zek z tematem religii, którzy 
oni zauwa?yli. Widocznie nawet takie ?wiczenia s? 
ci?gle zbyt intelektualne i za ma?o 
ukierunkowane na do?wiadczenie, dlaczegó?by 
bowiem podczas kszta?cenia nauczycieli religii, 

studenci wspólnie z docentami nie mogliby zata?czy? 
dziecinnie w ko?o, podskakuj?c, przez sale 
seminaryjne. 
 
Rewolucja spo?eczna 
 
Tak jak nieszkodliwe, je?eli nie pozbawione sensu, s? 
takie ?wiczenia, tak wyra?nie, wszystkie 
razem wykazuj? one jednak zawsze „ terapeutyczny” 
komponent. Joachim Scharfenberg, jeden z 
pierwszych, który wprowadzi? psychotechniki do 
duszpasterstwa, wytyczy? ju? w roku 1970, drogi i 
dalsze cele grupowo-dynamicznie ukszta?towanej 
pedagogiki religijnej: „ Oczywi?cie te starania 
religijno-pedagogiczne wymagaj? teraz nast?pnego 
kroku: Konfrontacja materia?u, wynikaj?cego z 
chrze?cija?skiego przes?ania z problematycznymi 
stanowiskami naszych uczniów, które 
przekazali?my przy pomocy psychologicznych teorii i 
grupowo-dynamicznego post?powania, nie 
oznacza, ?e mamy jedynie bezkrytycznie dokonywa? 
zaspokajania potrzeb. Musia?oby si? okaza?, 
czy owo przes?anie pe?ni równie? krytyczn? funkcj? 
wobec pewnych okre?lonych problemów i 
zapotrzebowa?. Teoretycznie postawione pytanie, 
które powinno poprzedza? ten 
dydaktyczno-metodyczny krok, powinno brzmie?: Jak 
dysputa wraz z przes?aniem, poza czystym 
zaspokojeniem potrzeb, mo?e sta? si? krytyczn? zasad? 
s?usznej przemiany rzeczywisto?ci w 
obszarze indywidualnym (dojrzewanie) i spo?ecznym 
(ewolucja) jakiego? – Ja?"/300 
 
W dalszym wywodzie Scharfenberg wyra?nie nakre?la 
problem, ?e uczniów trzeba wyci?gn?? z 
pasywno?ci, aby krytyczne my?lenie nie trwa?o tylko 
w procesie my?lenia, lecz by sta?o si? 
czynem. W tym celu nale?a?oby wy?wiczy? wspólne 
akcje. Formy wiary i ?ycia wspólnotowego 
nie powinny zosta? „ po prostu przej?te”, lecz powinny 
by? na nowo odkryte, wymy?lone i zdobyte. 
Jako model przedstawia on czasy roku ‘68. Cytat z 
roku 1970 pokazuje, jak ten tzw. ruch 
podstawowy, zosta? naszkicowany ju? przed 25 laty: 
 
„ Aby takie krytyczne nastawienie nie uleg?o 
zwyrodnieniu w form? zinstytucjonowanej, trwa?ej 
refleksji wraz z jej ca?ym brakiem zobowi?za?, nale?y 
przeprowadzi? ?wiczenie wspólnych akcji w 
zdolno?ci do krytyki i w krytyce, które ucznia uwolni? 
z jego pasywno?ci, pobudz? twórcz? fantazj? i 
dadz? wyraz temu, ?e spontaniczny rozwój 
przypadków akcji grupowej mo?e by? czym? takim, 
jak 

background image

 

66

religijne prze?ycie, je?eli si? uda zdo?a? dokona? 
zgodno?ci grupowej przez pomys?y, ich krytyczne 
refleksje i sprawdziany we wspólnej rozmowie i w 
zastrze?eniach, co do mo?liwych skutków. 
Grupa, która si? wprawi?a w rozmowie, krytyce i 
wspólnych akcjach, b?dzie równie? d??y? do 
jakich? form wspólnego ?ycia. Dlatego decyduj?cym 
jest, aby te formy <si? zgadza?y>, tzn. ?eby 
nie zosta?y one narzucone po prostu z zewn?trz lub 
przej?te z historii. Ruch studencki ostatnich lat 
pokaza?, ?e takie formy pewnego rytu we wspólnym 
wykonaniu, uwalniaj? równie? twórcze 
mo?liwo?ci i mog? by? odczuwane jako solidny 
element wspólnego ?ycia."/301 
 
Taka grupowo-dynamiczna, spo?eczno-krytyczna 
lekcja ch?tnie nazywana jest dzisiaj „ now? 
stosown? lekcj? religii”, która umo?liwia „ w?a?ciwe, 
aktualne, teologiczne odpowiedzi na dzisiejsze 
pytania”. Jednak ankiety pokazuj? stale, ?e te pi?kne 
s?owa to puste frazesy. Wed?ug 
reprezentacyjnej ankiety Instytutu Demoskopii dla 
nauczania religii w Allensbach, która zosta?a 
sporz?dzona w roku 1987/88 na zlecenie Niemieckiej 
Konferencji Biskupów, nie istnieje dla 
niemieckich uczniów bardziej nudny, bardziej b?ahy i 
niewymagaj?cy przedmiot ni? lekcje religii 
katolickiej, jak równie?, jak ?aden inny o tak ma?ej 
strukturze rozpoznawczej – jest to druzgoc?cy 
wyrok. 
 
Te, wy?ej wymienione, przyk?ady mo?na 
kontynuowa? bez ko?ca. Sens i zadania lekcji religii, 
obecnie, ?ci?le bior?c mijaj? si? z celem. Nawet krótki 
przegl?d czasopism religijnych szybko to 
potwierdza. Roi si? od propozycji 
bibliodramatycznych. Wielu autorów jest 
wyszkolonych w 
najró?niejszych wariantach dynamiki grupowej. 
Znajduje si? tam wi?cej informacji i propozycji 
nauczania ezoteryki lub nawet okultyzmu ani?eli religii 
chrze?cija?skiej. 
 
Aby móc zrozumie? zmiany w zachowaniu i 
post?powaniu ludzi przy tej podstawie, trzeba równie? 
uwzgl?dni? te, opisane szkolenia w w/w zakresie. To 
pokolenie, które zosta?o wprowadzone w 
wiar? i religi? technikami grupowo-dynamicznymi, 
stawia dzisiaj jasne wymagania wobec oficjalnych 
ko?cio?ów. 
 
Nowa generacja psychologów duszpasterskich 
 
Tymczasem psychologia pastoralna powierzona jest 
pokoleniu instruktorów, którzy nie poznali 

prawie nic innego ni? grupowo-dynamiczne i „ 
alternatywne” kroki. Przedstawicielem wielu z nich 
jest Wunibald Müller. Wg tekstu na obwolucie jego 
ksi??ek, jest on rocznikiem 1950, doktorem 
teologii, klinicznej psychologii i psychoterapeut?, w 
latach 1985-1990 by? kierownikiem referatu 
psychologii pastoralnej i poradni praktycznej w 
Instytucie Kszta?cenia Pastoralnego Duszpasterzy 
arcydiecezji Freiburg i od roku 1991 jest kierownikiem 
domu rekolekcyjnego w Münsterschwarzach 
(Recollectio–Haus). Müller jest wspó?wydawc? 
renomowanego „ Podr?cznika rozmowy 
duszpasterskiej". 
 
W latach 1979-1983 Müller mieszka? w Kalifornii. 
Tam zbiera? do?wiadczenia w dynamice 
grupowej i „ alternatywnym stylu ?ycia”. Przedstawi? 
on je w swojej ksi??ce „ T?sknota za San 
Francisco”. /302 Zachwyca si? w niej dzielnic? 
homoseksualistów i dzielnic? sceny skórnej „ 
Castro-Street”, Esalen, najwa?niejszym miejscem 
szkolenia i „ g?ówn? kwater?” alternatywnego 
ruchu grupowo-dynamicznego (patrz wy?ej), jak 
równie? pewn? liturgi?, która wzorowa?a si? na 
musicalach „ Hair" oraz „ Jesus Christ Superstar”. 
Szczególnie faworyzuje on atmosfer? w 
Metropolitan Community Church w San Francisco, w 
skrócie nazywany MCC. Zosta? on za?o?ony 
w roku 1968 i liczy obecnie na ?wiecie oko?o 40 000 
cz?onków. Tymczasem ów ko?ció? zaistnia? 
tak?e w Europie ?rodkowej. W Niemczech nazywa si? 
on „ Ko?cio?em (nie tylko) dla lesbijek i 
pederastów”. W Hamburgu ?wi?towa? on pod koniec 
roku 1993 swoje pi?ciolecie. 
 
Wunibald Müller w swoim egzaltowanym tomie o San 
Francisco przedstawia za?o?yciela MCC, 
Troy’a Perry i par? innych osób, które tym bardziej 
doznaj? jego ?yczliwo?ci im mocniej 
przeciwstawiaj? si? ko?cio?owi katolickiemu. Na czele 
tej awangardy przeciwko Rzymowi zosta? 
przedstawiony by?y ojciec jezuitów John Mc Neill, 
przeciwko którego ksi??ce „ Ko?ció? i 
homoseksuali?ci” protestowa?a Watyka?ska 
Kongregacja Wiary i który z pocz?tkiem 1987 roku 
zosta? zwolniony z zakonu jezuitów. Czytelnik nie 
dowiaduje si? nic o tym, rzeczowej tre?ci, 
konflikcie. Przedstawienie pogl?dów ogranicza si? 
jedynie do sentymentalno?ci. Jego stanowisko nie 
zostaje wyja?nione, podobnie zreszt? jak i pozycja 
Rzymu. Jednak u czytelnika powinno pozosta? 
wra?enie, ?e Watykan przeciwstawia si? 
prawdziwemu, chrze?cija?skiemu zaanga?owaniu i 
chodzi 
mu tylko o w?adz? i ograniczenie. 

background image

 

67

 
Pisma Müllera s? naszpikowane najpi?kniejszymi 
cytatami biblijnymi, ale domaga si? on niczego 
innego, jak tylko usuni?cia ko?cio?a katolickiego – 
wprawdzie „ tylko” w jego tradycyjnej postaci, 
dzi?ki czemu odnajdzie on dopiero swoj? „ prawdziw? 
istot?”. Müller próbuje poruszy? katolików do 
duchowej wspólnoty, która by?yby „ uwolniona” od 
form zewn?trznych, dogmatów i instytucji. W 
ma?ych grupach ma si? siebie wzajemnie „ 
do?wiadcza?”; je?eli potrafi si? „ dopu?ci?” wszystkie 
swoje uczucia i wzajemnie odczuwa?, odrodzi si? „ 
autentyczno??”, a wtedy powstanie „ nowa 
wspólnota" i „ nowe chrze?cija?stwo”. 
 
To co powstanie poprzez takie grupowo-dynamiczne 
do?wiadczenia, Müller nazywa „ 
mi?osierdziem”. Owo „ mi?osierdzie” ma wi?c wg 
?yczenia Müllera, prowadzi? teraz do 
radykalnych konsekwencji (ko?cielno-politycznych): „ 
Gdzie jednak mi?osierdzie naprawd? mo?e 
?y? i okre?la?, gdzie poprzez nie pozwalamy Bogu 
dzia?a? i nas spotyka?, tam trac? nagle 
wyja?nienia – równie? teologiczne – swoj? podstaw?, 
staj? si? bez znaczenia. Przepisy i 
usprawiedliwienia (. . .) odbiegaj? wtedy od czego?, co 
jest tak g??boko osadzone, ?e 
wyja?nienia zostaj? ruszone z posad. "/303 
 
Müller jeszcze raz uwidacznia, co znacz? metody 
grupowo-dynamiczne: Nie chodzi o rzeczow? 
dysput?. Chodzi o celow? i ?wiadom? przemian? 
spo?eczno?ci, o g??boko si?gaj?c? zmian? 
uczuciowego nastawienia do warto?ci kulturowych. 
Nowe warto?ci maj? by? umieszczone w 
cz?owieku bardzo g??boko. Je?eli si? to u wielu ludzi 
uda?o, to spo?ecze?stwo zosta?o postawione 
przed faktem dokonanym. Ten cel okre?la?y metody 
grupowo-dynamiczne od samego pocz?tku. 
Niektórzy nazywaj? to praniem mózgu. 
 
Müller chcia?by wprowadzi? spotkania grupowo-
dynamiczne w ma?ych kr?gach pracy 
wspólnotowej. Podczas reklamy psychotechnik nie 
wzbrania si? nawet przed fa?szyw? gr?. W 
swojej ksi??ce „ Spotkanie, które pochodzi z serca – 
Zapomniane mi?osierdzie w duszpasterstwie i 
terapii” przedstawia on bowiem Fritza Perlsa, jakoby 
ten by? wzorowym przyk?adem mi?osierdzia 
czy cz?owieka, który bezinteresownie, za g?osem 
serca, pomaga z doskoku. To okazywanie 
sympatii dla Perlsa jest mo?liwe tylko przez niepe?ne 
cytowanie, opuszczaj?c decyduj?ce pasa?e. U 
Müllera w nag?ówku, pod prologiem pojawia si? obok 
cytatów innych ludzi, nast?puj?cy cytat 

Perlsa: „ W roku 1917 zostali?my ulokowani w 
kwaterach obok dworca. Kiedy dworzec zosta? 
zbombardowany i dwa poci?gi, ob?adowane amunicj?, 
zosta?y trafione, wszed?em do ?rodka, bez 
l?ku i my?li o tym, co mog?oby si? sta? gdyby 
amunicja wybuch?a i troszczy?em si? o 
rannych.”/304 To istotnie brzmi bezinteresownie, 
mog?oby ?wiadczy? o mi?o?ci bli?niego u Perlsa i 
na czytelnikach chrze?cija?skich robi na pewno dobre 
wra?enie. To miejsce pochodzi?o z jego 
biografii i zostaje spuentowane zdaniem, które nadaje 
wszystkiemu inny obrót, mianowicie, ?e to 
dzia?ania nie jest kszta?towane przez mi?o?? bli?niego 
czy bezinteresowno??, lecz przez 
samoinscenizacj? – jak prawie wszystko u Perlsa. Par? 
linijek dalej mo?na przeczyta?: „ Mój 
kierownik batalionu (. . .) ju? raz zatrzyma? mi Krzy? 
?elazny, lecz tym razem musia? mnie 
wysun?? do odznaczenia i dosta?em mój krzy?.”/305 
 
W swojej ksi??ce „ Wspólnie wzrasta? w grupach” 
Müller poucza laikat o tym, jak powinien 
kszta?towa? mi?dzy sob?, te wy?ej wspomniane 
spotkania, aran?owane grupowo-dynamicznie. /306 
 
Trzeba pami?ta?, ?e spotkania grupowo-dynamicznie, 
które nawet prowadzone s? przez 
wyszkolonych instruktorów, s? masowo krytykowane i 
uwa?ane za nadzwyczaj w?tpliwe, tutaj 
mocno propagowane s? imprezy w gronie laików. 
Mimo, ?e Müller podkre?la (i podkre?la? musi), 
?e nie chodzi tu o terapi?, w rzeczywisto?ci nie 
rozchodzi si? przecie? o nic innego. Zaleca on 
wci??, aby nie pozostawa? na powierzchni, lecz 
przenika? g??bi?. /307 
 
Odpowiednio do swego ogólnego pogl?du, widzi 
Müller eucharysti? „ jako miejsce spotkania z 
Bogiem i spotkania z cz?owiekiem”. To nie jest ju? 
?wi?towanie Mszy ?w., to s? jedynie wspólne 
duchowe prze?ycia i spotkania towarzyskie, i winny 
by? one „ ca?kiem prawdziwe”. Pod „ ca?kiem 
prawdziwe" rozumie on: „ Ludzie podaj? sobie 
nawzajem r?ce, biegaj? wzd?u? ko?cio?a, aby innym 
u?cisn?? r?k? lub si? obj??. Rozmawiaj? przy tym 
g?o?no, pozwalaj? swoje wra?enia, uczucia, które 
przedtem by?y skierowane ku Bogu, kierowa? ku 
sobie.”/308 Co stanie si? z ko?cio?em katolickim, 
je?eli jego nauczyciele duszpasterscy ucz? takich 
pogl?dów. Co z parafiami i rodzinami? 
 
Nast?pstwa w USA 
 
O rzeczywistym wymiarze szkód w USA mo?na by?o 
si? szczególnie du?o dowiedzie? ze 

background image

 

68

?wiadectwa Coulsona, poniewa? w wi?kszo?ci mediów 
panuje z regu?y milcz?ca zgoda na to, ?e 
dynamika grupowa i reprezentowane przez ni? 
warto?ci b?d? ustala? przysz?o??. 
 
W katolickim miesi?czniku „ Teologicznie” ukaza? si? 
latem 1994 szczegó?owy wywiad z 
psychologiem ameryka?skim na temat zniszczenia 
klasztorów w USA. W po?owie lat 60-tych wiele 
wspólnot zakonnych szuka?o ze swej strony kontaktu z 
psychologami. /309 Wielu szuka?o 
odnowienia i modernizacji w przesadzonej interpretacji 
II Soboru Watyka?skiego. (por. w/w artyku? 
ojca Pio Sbandi SJ) „ II Sobór Watyka?ski doda? mi 
odwagi i my?la?em, <jestem Ko?cio?em, 
jestem tak samo katolicki jak papie?. Czy? papie? Jan 
XXIII nie chcia?, aby otworzy? okna i 
wpu?ci? ?wie?e powietrze? A wi?c tu przychodzimy.> 
Siostry zakonne ufa?y nam, i tu ja ponosz? 
cz??ciowo odpowiedzialno??, poniewa? one my?la?y, 
?e ci ludzie nas nie zrani?, kierownikiem 
projektu jest bowiem katolik. Jednak g?ównym 
badaj?cym by? Rogers. By? on mózgiem tego 
projektu i mia? on prawdopodobnie nastawienie 
antykatolickie. Do tego momentu nie zauwa?a?em 
jednak tego, poniewa? ja sam te? prawdopodobnie taki 
by?em. Mieli?my obydwoje uprzedzenia 
wobec hierarchii." 
 
Metody grupowo-dynamiczne obiecywa?y, prosto i 
szybko dotrze? do odnowy. Mówili?my: „ 
Pomo?emy wam patrze? do wn?trza. Czy? Bóg nie jest 
w waszych sercach? Czy nie wystarczy, ?e 
zostaniecie sob? tacy, jacy jeste?cie, i czy to uczyni z 
was dobrych katolików? A je?eli to nie ten 
przypadek, nie powinni?cie mo?e by? w ogóle 
katolikami.” Po krótkim czasie nie by?o ju? wi?cej 
?adnych katolików. W lecie 1966 roku Coulson i 
Rogers rozpocz?li projekt z 560 zakonnicami w 
klasztorze IHM („ Immaculate Hearth of Mary”). Rok 
pó?niej ponad po?owa, mianowicie 300 sióstr 
zakonnych pisa?a do Rzymu z pro?b? o pozwolenie 
wyst?pienia z zakonu. Nie chcia?y one by? 
d?u?ej podporz?dkowane ?adnemu autorytetowi, za 
wyj?tkiem samych siebie. Przed seminariami 
grupowo-dynamicznymi zakon ten mia? w USA 60 
szkó?. Na skutek pracy psychotechnikami 
pozosta?a ju? tylko jedna. By?e zakonnice zobaczy?y 
nagle osi?gni?cie swojego „ 
urzeczywistnienia" poprzez niepohamowanie 
seksualne. Lesbijski i promiskuistyczny styl ?ycia 
ukaza? si? im jako „ spe?nienie”. 
 
Siostry „ Immaculate Heart of Mary” s? tylko jednym z 
wielu zakonów w USA, które zosta?y 

zniszczone przez techniki grupowo-dynamiczne. 
Coulson mówi o dwóch trzecich wszystkich 
ameryka?skich zakonów, które sta?y si? ofiarami tych 
technik. Wskazuje na zakon jezuitów: „ W tej 
kwestii istnieje dobra ksi??ka ojca Josepha Beckera, 
<The Re-Formed Jesuits>”. Zajmuje si? on 
zapa?ci? wykszta?cenia Jezuitów mi?dzy rokiem 1965 
i 1975. Struktura jezuitów rozpad?a si? i 
ojciec Becker zna bardzo dobrze wp?yw roger’ianów. 
Cytuje on liczb? jezuitów, mistrzów 
nowicjatu, którzy twierdzili, ?e autorytetem tego, co 
oni czynili – i nie czynili – by? Carl Rogers."/310 
 
Wewn?trzna walka Ko?cio?a: 
 
Ruch duszpasterski si?? nap?dow? 
 
Dzi? okazuje si? oczywi?cie, ?e psychotechniki w 
szkoleniu i dokszta?caniu ksi??y uruchomi?y i 
wywo?uj? nadal lawin? niespodziewanych problemów 
wewn?trzko?cielnych. Ustalenie celów 
zosta?o jednak ju? najpó?niej z pocz?tkiem lat 70-tych 
otwarcie sformu?owane: Odnowa i zmiana 
struktury wg wyobra?e? „ zaplanowanej zmiany 
spo?ecznej”. Manfred Jousuttis trafnie 
charakteryzowa? w roku 1993 znaczenie ruchu 
duszpasterskiego: Odegra? on, w powi?zaniu z 
licznymi innowacjami w obr?bie teologii i ko?cio?a 
 
„ rol? motoru i próbnego je?d?ca.” /311 Równie? Hans 
Joachim Schliep wywodzi ogromne zmiany, 
zarówno w praktyce ko?cio?a jak i w akademickim 
zarysie teologii, od zmian w duszpasterstwie: 
 
„ W najnowszej historii ko?cio?a <ruch duszpasterski 
> lat 60 i 70- tych nale?y do wydarze?, które 
wywar?y silny wp?yw i spowodowa?y niezwyk?e 
zmiany, zarówno w teologii praktycznej, jako 
nauce, jak i w praktyce Ko?cio?a.”/312 
 
Nieca?e 20 lat wcze?niej, Holender Heije Faber 
nakre?li? w?a?nie tak? wizj? przysz?o?ci, „ ?e z 
duszpasterskiej praktyki wyjdzie odnowa tradycyjnej 
teologii.”/313 W pó?niejszym artykule Faber 
opisuje jakie, jego zdaniem, zmiany w Ko?ciele i w 
teologii b?d? obowi?zywa?y. Zarówno ?rodki do 
zmiany jak i alternatywa, która powinna zosta? 
wybrana, zosta?y okre?lone i utworzone przez 
kliniczne wykszta?cenie duszpasterskie (KSA). Mo?na 
by przypuszcza?, ?e KSA ma wielkie 
znaczenie spo?eczno-rewolucyjne. „ Istnieje ogólna 
potrzeba innego oblicza ko?cio?a. Obecne 
oblicze jest o - nie chcemy tu sobie robi? ?adnych 
iluzji – biurokratyczne, hierarchiczne, defensywne, 

background image

 

69

niezadowolone, ??dne osi?gni??, zamkni?te i 
niesk?onne do samokrytyki. Z czym zwi?zana jest 
nadzieja wspó?czesnego cz?owieka, kiedy my?l? o 
Ko?ciele – jak przypuszczam – to raczej 
obecno?? parafii, jakiej? wspólnoty, która jest otwarta, 
której oznak? jest zrozumienie, gotowo?? 
pomocy i wiedza o podstawach ludzkiej egzystencji, 
która gotowa jest do pojednania, opartego na 
wspó?pracy parafii, krytycznej, ?wiadomej siebie i 
skromnej. Je?eli widz? to w?a?ciwie, to KSA 
mo?na okre?li? tymi w?a?nie s?owami – w nich bije 
serce KSA."/314 
 
Pranie mózgu przez psychotechniki grupowo-
dynamiczne 
 
W tym rozdziale b?dzie ukazany zwi?zek mi?dzy 
psychotechnik? a praniem mózgu lub 
indoktrynacj?. Przedstawiciele grupowej dynamiki 
ci?gle wskazuj? na spo?ecznozmieniaj?cy 
charakter ich metod, co w?a?ciwie nie jest to?same z 
praniem mózgu, bowiem pod poj?ciem prania 
mózgu rozumie si? metod?, która likwiduje 
dotychczasowe wyobra?enia warto?ci i zast?puje je 
przez nowe – w taki sposób, ?e ofiara jest 
nie?wiadoma tego procesu. 
 
Jawnym celem metod grupowo-dynamicznych jest 
natomiast dok?adnie opisana zmiana w 
zachowaniu cz?owieka. Tradycyjne, spo?eczne i 
kulturowe systemy warto?ci, i z tego wywodz?ce 
si? sposoby zachowania, zostaj? odrzucone i 
zast?pione przez nowe. Sam proces, w jaki to si? 
odbywa nie jest uczestnikom wyra?nie opisany. Na 
kursach dokszta?caj?cych i nadzorowanych 
imprezach uczestnicy seminarium zostaj? w pewnym 
sensie reedukowani. Przebieg takich imprez 
jest bardzo podobny do przebiegu procedury prania 
mózgu. 
 
Eva-Renata Schmidt wyja?ni?a ju? w roku 1974, ?e 
zarówno pojedynczy wierni jak i wspólnoty 
maj? zosta? totalnie przemienieni poprzez prac? 
duszpastersk?: „ Poradnictwo wiernych kieruje na 
nowe przemy?lenia, ewentualnie na zmian? celów, 
wyobra?e?, warto?ci, zachowa? i form 
organizacji we wspólnocie.”/315 To potwierdza 
równie? Heije Faber. Chodzi tu o zasadnicz? zmian? 
cz?owieka, któr? on zidentyfikuje w Ewangelii poprzez 
s?owo „ nawrócenie". /316 
 
Tobias Bocker, który wraz z Maxem Horkheimerem 
zorganizowa? pierwsze grupowo-dynamiczne 
seminarium w Niemczech, próbowa? si? stale 
odgranicza? od wynaturze? na scenie psychotechniki i 

podkre?la? naukowy charakter procesów grupowo-
dynamicznych. Ale tak?e i on potwierdza, ?e 
ostatecznie chodzi o celowe stworzenie sztucznych, 
nowych struktur hierarchicznych we wszystkich 
obszarach spo?ecznych. „ Tendencja, aby od 
hierarchiczno-pionowych struktur organizacyjnych 
przej?? do struktury interakcyjnej, ukierunkowanej 
poziomo-funkcjonalnie, jest w?a?ciw? cech? 
stara?, o które (. . .) chodzi i które musz? by? 
proponowane do wgl?du, jako model nauczania, je?li 
wysi?ki spo?eczno-psychologiczne w ogóle maj? mie? 
sens i nie ze?lizn?? si? w prozelityzm. To 
samo nacelowanie obowi?zuje, w inny sposób, równie? 
dla wielu innych instytucji, w znacznym 
stopniu jeszcze hierarchicznie ustrukturyzowanych, 
czy by?yby to uniwersytety, szko?y, szpitale, 
ko?cio?y, wi?zienia, policja, wojsko lub inne, zarówno 
pa?stwowe jak i prywatne instytucje. Nie 
mo?na b?dzie ju? naiwnie przypuszcza?, ?e te 
hierarchie opieraj? si? tylko na zewn?trznych formach 
organizacyjnych. O wiele bardziej wida?, ?e struktury 
autorytarne s? raczej nie „ z góry" narzucone, 
ale z powodu wielu motywacji umo?liwione „ od 
do?u”, je?eli w?a?nie nie s? ??dane i wymuszane, 
poniewa? system spo?eczny od stuleci dostarcza? 
takich <pierwocin>. Realnie mo?na tego 
do?wiadczy?, zarówno w stosunku do osoby jak i 
ca?ych form organizacyjnych, dopiero wtedy, gdy 
wypróbuje si? to na modelu.”/317 Brocher sam 
widzia?, ?e tu ju? nie mo?na mówi? ani o psychologii 
ani o terapii. W swojej ksi??ce „ Dy- namika grupowa i 
kszta?cenie doros?ych” przyznaje, ?e trzeba 
zgodzi? si? z zarzutem uprawiania spo?ecznej terapii 
zamiast szkolenia. Ten zarzut postawi? przed 
ponad 25-latami, Jürgen Hach, pozostawiaj?c go bez 
komentarza: On „ narzuca si? w samej istocie, i 
(. . .) nie da si? go ?atwo os?abi?.”/318 
 
Do takich oskar?e?, jak ingerowanie w system 
warto?ci indywiduum i wpajania cz?owiekowi 
nowych warto?ci do pod?wiadomo?ci, dochodzi 
nast?pny zarzut, a mianowicie ten, ?e te metody 
wprowadzane s? prawie niezauwa?alnie. „ Nawet, je?li 
zostanie podana obszerna informacja” pisa? 
teolog Gerhard Maier z Tybingi 
 
„ pozostanie dana osoba, w sposób nie?wiadomy lub 
pó?niej ?wiadomy, manipulowana.”/319 W 
wielu przypadkach dostrzega si? opieranie na 
metodach reedukowania lub prania mózgu, np. w 
przypadku Lilly’ego Samadhi-Tank (patrz wy?ej) lub 
w psychotechnicznych instytucjach 
holenderskiego pioniera psychotechniki, Wybe Zijlstra 
z roku 1971, a któr? on nazywa? „ klauzur?”. 

background image

 

70

Werner Becher tak opisuje ten grupowo-dynamiczny 
element: „ Klazura (. . .) jest podanym 
warunkiem. Podczas kursu uczestnicy pracuj? i 
mieszkaj? wspólnie. Oddzielenie si? od znajomych i 
niepewno?? nowego otoczenia, izolacja od ?wiata 
zewn?trznego i skoncentrowanie si? na ciasnej 
wspólnocie ?ycia i pracy, zmuszaj? duszpasterza do 
koncentrowania si? na jego nowej pracy, na 
grupie szkoleniowej i na sobie samym. Przez „ 
klauzur?” wspiera si? <communio> jako warunek i 
jako skutek <communicatio>, superwizja procesu 
uczenia w grupie zostaje zintensywniona."/320 
 
W wielu obszarach wp?yw imprez grupowo-
dynamicznych przypomina niepostrze?enie 
indoktrynacj?, co wykazuje dalej opisywana analiza 
procesu prania mózgu. Psycholog Philipp Lersch 
nie omawia w swoim artykule z roku 1968 powi?zania 
z psychotechnikami. /321 Jednak liczne 
paralele rzucaj? si? w oczy znawcom problemu. 
 
Indoktrynacja i pranie mózgu 
 
Poj?cie prania mózgu wywodzi si? z chi?skiego j?zyka 
ludowego i odnosi si? do programów 
reedukacji Mao Tse-Tunga podczas pierwszych lat 
budowania jego imperium w?adzy. Chodzi tu o 
ten sam rodzaj wp?ywu, jaki by? stosowany podczas „ 
akcji oczyszczania" w erze stalinowskiej. 
Philipp Lersch definiuje poj?cie prania mózgu lub 
indoktrynacji jako „ metod?, która stosowana jest, 
aby obowi?zuj?ce warto?ci, przekonania, jak i z tego 
wynikaj?ce sposoby zachowania, które u 
doros?ego cz?owieka zaistnia?y poprzez wychowanie i 
przyzwyczajenie, przy równoczesnym 
rozwoju w?asnej indywidualno?ci, wykluczy?, a 
?wiadomo?? osoby testowanej uczyni? niejako 
tabula rasa i nas?czy? j? innego rodzaju 
przekonaniami, przede wszystkim przeciwnymi 
warto?ciowaniami, nastawieniami i sposobami 
zachowania.”/322 Nastawienie i sposoby 
zachowania, które z tego wynikaj?, zostaj? wi?c przez 
okre?lone techniki znacznie zak?ócone, tak ?e 
wywierany jest wp?yw nowymi warto?ciami, 
przekonaniami i nastawieniem do ?ycia na osob? 
testowan? i krok po kroku mo?e by? ona reedukowana. 
 
Zewn?trzna procedura „ reformy my?li” 
 
W Chinach, za panowania Mao, istnia?y programy w 
obozach szkoleniowych, programy – w 
których mo?na by?o uczestniczy? dobrowolnie – oraz 
w wi?zieniach. W tym celu ludzie byli 
zbierani w ma?e grupy, po dziesi?? osób, ?ci?le wg 
hierarchii. Przez jaki? czas starano si? 

o pozornie swobodn? atmosfer? rozmowy. Jednak 
pocz?wszy od pewnego, wybranego 
uczestnika grupy, wszystkie wypowiedzi kierowane 
by?y do nadzoru. Niebawem wp?ywa?y do 
rozmowy wcze?niejsze uwagi, atmosfera si? 
zmienia?a, trzeba by?o wyznawa? swoje b??dy przed 
innymi i pozwoli? si? przez nich krytykowa? i os?dza?. 
Trzeba by?o swoj? spowied? generaln? 
sporz?dzi? na pi?mie, przeczyta? j? przed innymi 
uczestnikami, ponownie pozwoli? si? skrytykowa?, 
stale i wci?? zmienia? i tak dalej, i tak dalej. By?a to 
nieko?cz?ca si? procedura upokorze? i 
niegodnej walki o aprobat?. Czasami odbywa?y si? 
istne zawody w wyznawaniu rzekomych 
przest?pstw. /323 
 
Przez takie praktyki zmierzano do nast?puj?cego celu: 
“Przesz?o?? osoby testowanej mia?a zosta? 
mo?liwie jak najbardziej anulowana, wyczyszczona 
tabula rasa obejmuj?ca, dotychczasowe 
przyzwyczajenia my?lenia, warto?ciowania i 
dzia?ania. Poszczególny osobnik powinien <rozpozna? 
dotychczasowe dzia?anie i zaniedbanie jako b??dn? 
drog?>. Do tego nieodzowne by?o od??czenie 
si? od dotychczasowych wi?zi w kr?gu rodziny, 
przyjació? i znajomych. W t? powstaj?c? pustk? 
mia? by? wprowadzony (. . .) komunistyczny system 
warto?ci jako absolutnie wa?ny i 
bezkonkurencyjny, co by?o równoznaczne z 
poddaniem w?asnego sumienia rz?dowi i jego 
funkcjonariuszom, od których jedynie mo?na si? 
dowiedzie?, co ma si? my?le?, co uwa?a? za dobre 
a co za z?e i jak si? zachowywa?. W ten sposób d??ono 
do maksimum kontroli spo?ecznej przez 
rz?d w ca?o?ci, wraz z oddaniem osobistej sfery 
intymnej."/324 
 
Szczególnie w wojnie korea?skiej ta metoda odnios?a 
wielki sukces. Amerykanie przerazili si?, kiedy 
nagle w korea?skich mediach wyst?powali 
ameryka?scy wi??niowie i marksistowskim j?zykiem 
oskar?ali polityk? ameryka?sk?. Niema?o tych 
wi??niów pozosta?o po zako?czeniu wojny w Korei. 
Wzbraniali si? przed powrotem do USA. Czego? 
podobnego do tej pory nie by?o. Jak to 
wyt?umaczy?? Co psychologicznie dzia?o si? u tych 
doros?ych ludzi? 
 
Rozbiórka dotychczasowego systemu warto?ci 
 
Lersch stwierdza, ?e rozbiórk? dotychczasowego 
systemu warto?ci próbowano dokona? trzema 
psychologicznymi sposobami. Najpierw zosta?y 
wzbudzone w?tpliwo?ci w to, co dotychczas by?o 

background image

 

71

uznawane za w?a?ciwe, potem wzbudzone zosta?o 
poczucie winy a trzecim krokiem by?o 
pokierowanie na niepewno??. 
 
Wzbudza? w?tpliwo?ci w to, co dotychczas wierzono i 
uznawano za s?uszne 
 
Próbowano wszystkiego, aby ludzi „ zmusi? do 
my?lenia i doprowadzenia ich do s?abych punktów 
dotychczasowych przekona? i nastawie? (. . .) Na 
wszystko, co kto? dotychczas uwa?a? za 
s?uszne, wierzy? jako oczywiste i czyni? jako uznane i 
poprawne, wymaga si? uzasadnienia i 
ka?demu takiemu uzasadnieniu przeciwstawia si? 
nowe <dlaczego> i <jakim prawem>. Warto przy 
tym wspomnie?, ?e indoktrynatorzy podczas szkolenia 
zostali wykszta?ceni we wszystkich 
argumentach, które mog?yby by? zg?oszone przeciw 
mieszcza?skiemu porz?dkowi spo?ecznemu, 
kiedy za? badani zostali skonfrontowani z tymi 
argumentami bez wewn?trznego przygotowania, nie 
mieli do dyspozycji ?adnych przemy?lanych, 
przekonywuj?cych argumentów, zarówno dla ich 
w?asnego, starego porz?dku jak i przeciw temu 
innemu, nowemu ustrojowi spo?ecznemu."/325 
 
Opis owych metod przez Lerscha pozwala pozna? 
zaskakuj?ce podobie?stwa do najnowszych 
psychotechnik. Kulturowo uwarunkowane sposoby 
zachowania, jak np. formu?ki grzeczno?ciowe, 
formy powitalne lub inne formy towarzyskie zostaj? 
natr?tnie, z najwi?ksz? pomys?owo?ci? 
stawiane pod znakiem zapytania. Podczas jednego z 
westfalskich seminariów dla nauczycieli, 
pobudzony (ale rozmy?lnie i celowo) prowadz?cy, 
roztrzaska? tablic?, a oburzon? reakcj? studentów 
wykorzysta? jako okazj? do rozmów o w?ciek?o?ci i 
autentyczno?ci. 
 
Wzbudzi? poczucie winy 
 
Cz?owiekowi zostaje otwarcie przypisywana wina za 
n?dz? ?wiata – i to na podstawie bycia 
zamkni?tym w starym systemie warto?ci. Ten system 
warto?ci zostaje powi?zany przyczynowo z 
ka?dym b??dnym rozwojem, z ka?d? n?dz? na ?wiecie 
i prezentowany jest jako podstawowe z?o. Z 
tego powodu stale zostaj? zrywane zwyczajowe 
systemy wi?zi. „ Pod poj?ciem system wi?zi, 
powinno si? rozumie? pewn? siatk? z 
uporz?dkowanymi wzajemnie i stanowczymi 
po??czeniami, 
zbudowan? w celu orientacji i b?d?c? podstaw? 
indywidualnego ?wiatopogl?du. (. . .) Systemy wi?zi 

s? zatem okre?lonymi, relatywnie stabilnymi 
schematami orientacji ?wiatowej i stylu ?ycia. To, co 
przez t? wyzywaj?c? krytyk? i przez wci?? 
podra?niane w?tpliwo?ci o dotychczasowych 
przekonaniach i warto?ciowaniach zostaje burzone, 
staje si? ideologicznie-mentalnym, dozgonnie 
nabytym, systemem wi?zi. To, co si? dokonuje przez 
pobudzanie poczucia winy, jest jednocze?nie 
zerwaniem dotychczasowego systemu wi?zi, i to o tyle, 
?e poczucie winy jest spraw? sumienia, a 
sumienie, je?eli nie wy??cznie, to jednak w znacznym 
stopniu poczuwa si? do odpowiedzialno?ci 
wobec wspólnoty i spo?ecze?stw. I to jest w?a?nie 
jednym z g?ównych zamiarów indoktrynacji, ?e 
równolegle z procesem duchowym, ofiara zostaje 
doprowadzona do ?wiadomego poczucia winy 
wobec kolektywu oraz wyobcowana z 
dotychczasowych wi?zi: przede wszystkim kr?gu 
rodzinnego i 
przyjació?. (. . .)”/326 
 
Niszczenie sposobów zachowania i celowa niepewno?? 
 
W azjatyckich wi?zieniach osi?gano ca?kowite, 
psychiczne zniszczenie cz?owieka poprzez 
izolowanie wi??niów i od??czanie ich od wszelkich 
bod?ców zmys?owych. W USA, oko?o roku 
1960, przeprowadzone zosta?y liczne eksperymenty z „ 
sensory deprivation” (wy??czenie wszelkich 
zmys?owych percepcji). Te eksperymenty 
potwierdzi?y do?wiadczenia wi??niów: przez 
ca?kowite 
pozbawienie pobudliwo?ci, cz?owiek doznaje 
niepewno?ci, a to otwiera drzwi i bramy indoktrynacji, 
poniewa? cz?owiek znajduje si? w stadium 
dezorientacji. 
 
„ Bior?c wszystko pod uwag?, chodzi?o o warunki, w 
których znale?li si? wi??niowie, o sytuacj? 
stresow? najwy?szego stopnia, o sytuacj? 
nienormalnego psychofizycznego obci??enia przez 
?rodowisko, którego wra?enia i wydarzenia 
przeciwstawione zosta?y przyzwyczajeniom i 
za?y?o?ci? z dotychczasowego ?ycia, wraz z nabytym 
uk?adem reakcji i z wbudowanymi 
gotowo?ciami dzia?ania i niemo?no?ci? ich pokonania. 
Pod wp?ywem sytuacji stresowej dokonuje 
si? za?amanie psychofizycznego uk?adu reakcji, za 
pomoc? którego kierowano si? w obr?bie 
przyzwyczaje? oznakowanych i rozdzielonych czasem 
i przestrzeni?, przejrzystego ?rodowiska i 
odpowiadano na zmieniaj?ce si? sytuacje 
?yciowe."/327 
 

background image

 

72

Poprzez psychotechniki u?ywa si? metod, które 
doprowadzaj? cz?owieka do jego psychicznych i 
fizycznych granic, aby go przygotowa? na zmian? 
zachowania. John C. Lilly rozwin?? np. z tanku 
izolacji, który by? u?ywany w ameryka?skim wojsku 
jako sposób tortury, Samadhi-tank, który dzi? 
jest u?ywany w psychotechnikach. Nale?? tu równie? 
tzw. posiedzenia maratonowe, które trwaj? 
cz?sto d?u?ej ni? 30 godzin, podczas których nie 
wolno cz?owiekowi spa?, przez co, po pierwsze, 
maleje jego odporno??, a ponadto wzrasta gotowo?? na 
„ oferty wybawiaj?ce”. Trzeba równie? 
doliczy? do tego nowe formy do?wiadczenia blisko?ci 
?mierci, które maj? ludzi doprowadzi? do jej 
granicy – skakanie z mostów i d?wigów na gumowej 
linie, ekstaza i równie? do?wiadczenia z 
narkotykami. 
 
Stanislav Grof, eksperymentuj?cy z LSD, t?umaczy, ?e 
do?wiadczenia z narkotykami maj? bardzo 
znacz?cy zwi?zek ze ?wiatopogl?dem cz?owieka: 
Wszystkie dotychczasowe strategie ?yciowe, po 
za?yciu narkotyku s? widziane jako fundamentalna 
iluzja. Konkurencja ?wiatowa, my?lenie wg 
statusu, d??enie do posiadania, wyobra?enie warto?ci, 
to wszystko blednie w obliczu wykonanych 
do?wiadcze?. Cz?owiek rozumie, ?e jedynym sta?ym 
aspektem istnienia jest zmiana i zaczyna si? 
nad tym koncentrowa?. /328 
 
Grof wskazuje na to, ?e to, co on wynalaz? przez swoje 
eksperymenty z LSD – mianowicie zmian? 
?wiatopogl?du cz?owieka przez narkotyki – mo?na 
równie? osi?gn?? przez wiele innych technik. 
Sam Grof zalicza do nich nast?puj?ce: terapia 
jungowska, hipnotyczne stany transu, terapie 
samodo?wiadczeniowe wzorowane na Reichu, terapie 
Gestalt i terapie pierwotne, fantazjowanie pod 
wp?ywem muzyki, ró?ne formy „ Rebirthing”, 
Biofeedback, izolacja od sensorów (ca?kowite 
pozbawienie bod?ców), celowe przeci??enie cia?a przy 
szczególnych rodzajach sportu (np. 
ekstremalny jogging), pozbawienie snu oraz za pomoc? 
tzw. przyrz?dów kinestatycznych np. „ waga 
czarownicy"). /329 
 
Budowanie nowego systemu warto?ci 
 
Po celowym zburzeniu starego systemu warto?ci 
nast?puje kolejna faza budowy nowego. W tej 
fazie zmiana zachowania mo?e nast?pi? ju? podczas 
przyj?cia odgrywanej roli. Samo narzucone, 
uargumentowane usprawiedliwienie innego punktu 
widzenia jest naznaczone swego rodzaju efektem 

bumerangu: Je?eli kto? stale i wci?? przedstawia nowe 
argumenty dla jakiej? opinii lub musi ich 
ci?gle szuka?, to z biegiem czasu prowadzi to do 
sukcesywnej zmiany tej pierwotnej opinii. „ Na 
podstawie duchowych procesów tego rodzaju mo?na 
wyt?umaczy?, ?e przez narzucanie, najpierw 
tylko zewn?trznie-werbalnego przedstawiania ideologii 
komunistycznej, przekszta?ci si? ona w ko?cu 
w pod?wiadomo?ci i ?wiadomo?ci we w?asne 
przekonanie, nawet je?eli niezb?dne jest, aby teraz 
równie? ze swojej strony z ni? i dla niej 
argumentowa?.”/330 
 
Lersch charakteryzuje owe trzy, przez niego opisane, 
kroki prania mózgu nast?puj?co: To, co si? 
okaza?o, przy strukturalno-psychologicznej próbie 
wyja?nienia, podstaw? sukcesu <prania mózgu> 
by?o pocz?tkowo metodycznie dobrze przemy?lan? 
rozbudow? dotychczasowych systemów 
powi?za? ludzkiej orientacji w ?yciu i w ?wiecie, przez 
wzbudzanie w?tpliwo?ci, poczucia winy i 
przez przeniesienie w psychofizyczne sytuacje 
stresowe. Z t?, w taki sposób na osobie testowanej, 
wywo?an? niepewno?ci?, poczuciem braku 
bezpiecze?stwa i bezradno?ci? powsta?a gotowo?? na 
przyj?cie i zabudow?, podlegaj?cego 
zindoktrynowaniu, porz?dku warto?ci, przekona? i 
sposobów 
zachowania."/331 
 
Klaus Mehnert wskazuje, ?e Mao Tse-Tung sam opisa? 
ten podwójny rozwój wydarze?, burzenia i 
odbudowywania systemów warto?ci: „ Trzeba 
rozpocz?? tym, aby choremu porz?dnie wypra? 
g?ow?. Takiemu choremu trzeba energicznie i g?o?no 
wyt?umaczy?: <Ty jeste? teraz chory> – tak 
aby si? przestraszy? i obla? go zimny pot i wtedy 
przekona? go, ugodowo, aby si? podda? 
kuracji.”/332 Zgodnie z t? maksym? kierownik dzia?u 
przes?ucha? wyja?ni? Robertowi Fordowi, 
pewnemu angielskiemu mechanikowi ??czno?ci, który 
zosta? uwi?ziony w Tybecie i spisa? swoje 
do?wiadczenia, podczas dostarczenia go do chi?skiego 
wi?zienia dla przeciwników rewolucji: „ To 
nie jest wi?zienie w zwyk?ym znaczeniu. Musi je pan 
raczej postrzega? jako szpital. Pan jest chory, 
duchowo i spo?ecznie chory. My jeste?my pana 
lekarzami, stra?nicy s? piel?gniarzami. Chcemy 
pana uzdrowi? od pa?skiego fa?szywego my?lenia i 
pomóc panu, widzie? rzeczy z punktu widzenia 
ludu.” /333 
 
Konsekwentnie Lersch dochodzi w ko?cu do wniosku: 
„ Pra- nie mózgu deklaruje si? przez to jako 

background image

 

73

rodzaj psychoterapii."/334 Paralele grupowo-
dynamicznie nastawionego duszpasterstwa, 
nowoczesna misja wg zlecenia ?wiatowej Rady 
Ko?cio?ów i opisane metody indoktrynacji i prania 
mózgu s? ewidentne. Fazy grupowo-dynamicznych 
metod, od roztopienia (unfreezing), zmiany 
(changing) i ponownego zamro?enia (refreezing) s? 
bez trudu do rozpoznania. Przez duszpasterstwo 
ko?cielne kandydaci do szkolenia i cz?onkowie 
wspólnot maj?, w sensie totalnej krytyki spo?ecznej 
zakwestionowa? „ problematyczne” sposoby 
zachowania, ca?kowicie je zlikwidowa? i pod 
instrukcj? trenerów grupowo-dynamicznych 
wy?wiczy? nowe nastawienia i sposoby zachowania. 
 
Od po?owy lat 60-tych podnios?a si? w USA wysoka 
fala dyskusji na temat dynamiki grupowej. Ju? 
w rok po zako?czeniu II wojny ?wiatowej, w 1946 
roku trwa? ten ruch, który dopiero pó?niej zosta? 
zarejestrowany przez bardzo czujne osoby. Zauwa?ono 
go w chwili, kiedy ju? w szko?ach, 
przedsi?biorstwach, ko?cio?ach, w pracy spo?ecznej i 
we wszelkich mo?liwych dziedzinach ?ycia 
publicznego, zacz??? si? rozprzestrzenia? pewna, ju? 
nie do przeoczenia, zmiana dotychczasowych 
wyobra?e? warto?ci. Od ko?ca lat 40-tych grunt by? 
ju? tak dobrze przygotowany, ?e krytycy nie 
mieli prawie ?adnego wp?ywu. Politycy, którzy 
otwarcie wyja?nili korzenie, metody i cele dynamiki 
grupowej, zostali natychmiast oszkalowani jako „ 
faszy?ci” lub „ prawicowo-ekstremalni sekciarze" 
– tak jak i dzisiaj, gdy si? chce unikn?? owych metod, 
lub gdy odkryje si? te niegodne metody i 
og?osi ich cele i charakter wrogi tradycji. 
 
UPOLITYCZNIENIE UCZESTNIKÓW 
 
W ró?nych miejscach zosta?a ju? zwrócona uwaga, ?e 
dynamika grupowa zawiera równie? 
sk?adnik polityczny. Dotychczas by?o to z regu?y tym 
t?umaczone, ?e g?ówni reprezentanci 
psychotechnik odrzucali nawyki kulturowe lub 
sposoby zachowania celowo, jako niezreflektowane 
cechy specyficzne, poniewa? u ich podstaw nie le?? 
?adne wolne decyzje. Miejsce takich 
przyzwyczaje? maj? zaj?? takie osobliwo?ci i sposoby 
zachowania, które jednostka sama dla siebie 
uwa?a za odpowiednie, przy czym niedozwolone jest 
?adne warto?ciowanie. W „ wolnej grze 
sk?onno?ci” ka?dy wynajdzie dla siebie rozwi?zanie. 
Jest to w istocie zaawansowany stopie? walki 
z kultur? (Kulturkampf). 
 
?cis?e powi?zanie z za?o?eniem celów politycznych 
daje si? zauwa?y? nie tylko w metodach 

po?rednich. Niektórzy psychotechnicy i sympatycy 
tego ruchu wypowiadali si? dobitnie o celach 
politycznych. W czasopi?mie „ Dynamika grupowa” 
mo?na znale?? wiele przyk?adów. Teolog i 
doradca z poradni ma??e?skiej, Arne Schwarz w 
swoim artykule „ L?k przed (cywilnym) 
niepos?usze?stwem” w roku 1984 wyrazi? to mo?e 
najwyra?niej. 
 
Schwarz stale akcentowa? jak elementarnie wa?ne jest 
traktowa? swoje uczucia na serio. Po tym 
wnioskuje on, jakie wynikaj? z tego podstawowe 
zmiany. „ Gdybym powa?nie potraktowa? moje 
uczucia, nie móg?bym po prostu ?y? tak jak 
dotychczas.”/325 Wg Schwarza, ludzie s? podatni na 
kierowanie i manipulowanie, poniewa? nie trwaj? przy 
swoich uczuciach – „ czy? politycy nie 
dlatego tak ?atwo mog? nad nami panowa?, poniewa? 
my sami panujemy nad naszym zachowaniem 
emocjonalnym. Ale jak móg?by wygl?da? ten brak 
ci?g?ego panowania nad sob?, a przez to fakt, ?e 
nie tak ?atwo b?dzie innym panowa? nad nami? (. . .) 
co by?oby odpowiedniejsze, jak nie to, aby 
skonfrontowa? naszych polityków z nasz? rozpacz?, 
oburzeniem i przera?eniem? /336 
 
Pod koniec swojego artyku?u przedstawia on, jak 
powinny by? wyra?one w?ciek?o?? i inne uczucia, 
w dzia?aniu politycznym. Schwarz rozwa?a ró?ne 
sytuacje zagro?eniowe w 1984 roku i ubolewa 
nad tym, ?e nie powsta? ?aden silny opór. Jako 
przyk?ady podaje on zagro?enie wojn? atomow? lub 
te? uwagi ówczesnego prezydenta Reagana, ?e trzeba 
definitywnie zako?czy? z komunizmem. Do 
tego do??cza Schwarz swoj? utopi?, która poni?ej 
zostaje wydrukowana w ca?o?ci: 
 
„ Fantazja: Pi?? osób zaczyna bra? powa?nie swoje 
odczucia w obliczu zagra?aj?cego zniszczenia 
ludzko?ci. Zamiast punktualnie i?? do pracy, id? razem 
na posiedzenie rady miejskiej i próbuj? 
wykrzycze? swoj? rozpacz, oburzenie i przera?enie na 
temat ob??du zbroje?, krzycz? politykom w 
twarz. Po dwóch minutach zostaj? wyprowadzeni przez 
s?u?b? porz?dkow?. Na ulotkach i 
wypowiedziach dla prasy cz?onkowie tej dzielnicowej 
inicjatywy pokojowej tym t?umacz? swoje 
dzia?anie, ?e nie mog? ju? d?u?ej patrze? na to, jak 
politycy planuj? kanalizacj?, tereny 
wypoczynkowe i autostrady na nast?pne pi??dziesi?t 
lat, gdy nie wiadomo, czy wtedy jeszcze b?d? 
istnie? ludzie. Prasa donosi o tym zaj?ciu przelotnie i 
oczywi?cie niezbyt powa?nie branymi 
ekstremistami. Dwa dni pó?niej posiedzenia rady 
miejskiej nie mo?e si? jednak ponownie odby? wg 

background image

 

74

planu: pi?ciu cz?onków chrze?cija?skiej inicjatywy 
pokojowej podczas posiedzenia rady miejskiej 
zaczyna nuci? pie?? pogrzebow?. Posiedzenie zostaje 
nagle przerwane. Niektórzy z radnych 
zapytuj? kobiety i m??czyzn osobi?cie im znanych, co 
przez ten ?piew pogrzebowy chcieli osi?gn??. 
Otrzymuj? na to odpowied?, i? po wojnie atomowej 
nikt nie zostanie przy ?yciu, kto móg?by 
op?akiwa? zmar?ych, dlatego trzeba to zrobi? teraz. 
Lekko zirytowana prasa informuje o tym 
wydarzeniu i cytuje proboszcza, który wyra?nie oceni? 
je jako niesmaczne. Nast?pnego dnia na 
posiedzeniu rady krajowej ma miejsce podobne 
zdarzenie, wywo?ane przez cz?onków 
ponadregionalnej inicjatywy pokojowej. W zwi?zku z 
tym wydarzeniem trybuny dla widzów na 
posiedzeniach parlamentu s? dok?adnie obserwowane. 
Mimo tego i teraz nie mo?na przeszkodzi? 
akcji wyra?ania rozpaczy i oburzenia wobec 
bezsensownych zbroje?, któr? kieruje zawodowo 
wyspecjalizowany w inicjatywach pokojowych, 
powa?nie dzia?aj?cy psychoanalityk, który po 
krótkotrwa?ym zatrzymaniu, przekonywuj?co 
uzasadnia akcj? na konferencji prasowej. (. . .) 
Podobne akcje odbywaj? si? w ca?ym kraju prawie 
codziennie i zwracaj? mi?dzynarodow? 
uwag?.”/337 
 
Kto czyta? dok?adnie, móg? równie? zauwa?y? 
podobne wypowiedzi ju? w 1970 roku – je?eli 
nawet nie z tak? sam? otwarto?ci? jak u Arne 
Schwarza, ale za to nie od udzielaj?cego porad 
ma??e?skich lecz od profesorów teologii, którzy 
niebawem wywarli decyduj?cy wp?yw na 
kszta?cenie duszpasterzy, mianowicie od Joachima 
Scharfenberga i Kurta Spangenberga. W jednym 
z pierwszych wyda? czasopisma „ Nauka i praktyka w 
ko?ciele i spo?ecze?stwie” Scharfenberg 
opowiada si? za przekszta?ceniem nauczania religii. 
Metody grupowo-dynamiczne powinny sta? si? 
centralnymi. Celem jego pomys?u o nauczaniu religii 
jest zmiana rzeczywisto?ci w indywidualnym i 
spo?ecznym zakresie. “Oczywi?cie, te religijno-
pedagogiczne wysi?ki wymaga?yby dalszego kroku: 
Konfrontacja materia?u z chrze?cija?skiego przekazu z 
problemami naszych uczniów, które 
przekazywaliby?my za pomoc? teorii psychologicznej i 
wprowadzenia post?powania 
grupowo-dynamicznego, co nie oznacza, ?e jedynie 
wype?nialiby?my bezkrytyczne zaspokajanie 
naszych potrzeb. Tu musia?oby si? ujawni?, czy 
przekaz biblijny mo?e spe?nia? równie? krytyczn? 
funkcj? wobec okre?lonych problemów i zaspokojenia 
potrzeb. Teoretyczne pytanie, które 

musia?oby stanowi? wprowadzaj?cy krok 
dydaktyczno-metodyczny, brzmia?oby: Jak 
wyja?nianie 
przekazu biblijnego w zakresie wy??cznie 
zaspokajania potrzeb mo?e sta? si? krytyczn? zasad?, 
ukierunkowan? na s?uszn? zmian? realnego JA, w 
zakresie indywidualnym (dojrzewanie) i 
spo?ecznym (ewolucja)?”/338 
 
Zmiana rzeczywisto?ci, u Scharfenberga, b?dzie 
zapewniona przez to, ?e uczniowie, poza lekcj? 
w?a?ciw? zostan? wprowadzeni w akcj?, mo?na 
mówi? równie? o przeszkoleniu do akcji. /339 
 
Nic wi?cej nie b?dzie „ przej?te z historii”, lecz ka?dy 
powinien znale?? lub rozwin?? w?asn? form? 
wspó??ycia, która mu „ pasuje”. To w ko?cu przemieni 
spo?ecze?stwo. 
 
My?l?c konsekwentnie dalej, ostatecznie oznacza to 
koniec ka?dej kulturowej i religijnej tradycji. To, 
jak si? odnale?li studenci roku ‘68 stanowi wg 
Scharfenberga, model i wizj? tego, co by?oby 
mo?liwe spo?ecznie. Mo?na to osi?gn?? przez metody 
grupowo-dynamiczne. /340 
 
W tym samym wydaniu czasopisma „ Nauka i 
praktyka w ko?ciele i spo?ecze?stwie”, równie? Kurt 
Spangenberg akcentuje ukierunkowane na zmian? 
spo?ecze?stwa, metody grupowo-dynamiczne, 
poniewa? po takim przeszkoleniu „ wszystkie 
autorytety, które swoje prawo chc? wprowadzi? i 
zachowa? a priori, bez wspó?udzia?u w sposobie 
zachowania wobec poszczególnych osób lub grup, 
wpadn? w tarapaty.”/341 
 
Ogólnie, celem ka?dej dynamiki grupowej jest 
dzia?anie niszcz?ce autorytety, i wg Spangenberga 
jest to tak istotne, ?e bierze nawet pod uwag? „ 
nadu?ycia ”grupowej dynamiki jako techniki 
manipulacyjnej. Korzystanie z niej przyniesie jednak w 
ka?dym wypadku efekty d?ugofalowe, du?o 
wi?ksze ni? szkody: „ Mo?na przyj?? (. . .), ?e przy 
takich warunkach (gdy grupowa dynamika 
zostanie u?yta jako technika manipulacyjna, przyp. 
autora), wzro?nie liczba tych, którzy swoje 
do?wiadczenia jako uczestnicy seminariów i 
przedstawie? modelowych globalnych procesów 
spo?ecznych, przeka?? tak, ?e nieautorytarne 
wyobra?enie modelowe <planned change> stopniowo 
zostan? wprowadzone.” /342 
 
Najnowsze publikacje wykazuj?, ?e w/w idee nie 
pozosta?y teori?. Szczególnie wewn?trz ko?cio?a 

background image

 

75

katolickiego powsta?y liczne, tzw. podstawowe 
wspólnoty, które chcia?yby zrealizowa? utopi? 
dynamików grupowych, domagaj?c si? obalenia 
papie?a. 
 
Otwarta walka przeciw Ko?cio?owi 
 
Wygl?da na to, ?e walka przeciw ko?cio?owi 
katolickiemu niedawno wkroczy?a istotnie w now? 
faz?. Na p?aszczy?nie akademickiej ataki si?gaj? coraz 
g??biej w podstawy. Wg teorii korzenia 
trawy, próbuje si? intensywnie kopiowa? model 
rozpadu NRD. Bunt przeciw papie?owi pod has?em 
„ My jeste?my ko?cio?em!” jest dzisiaj proklamowany 
w wielu miejscach. Jedno z najbardziej 
nieprzyjemnych dzie? tego rodzaju pochodzi od 
Siegfrieda Rudolfa Dunde. Na ok?adce ksi??ki, 
Dunde przedstawia si? jako „ katolicki teolog” 
(pó?niejszy konwertyta) i specjalista od „ tematów 
religijnych i seksualno-naukowych". W jednym z 
numerów magazynu 
 
„ Spiegel” z po?owy roku 1993, w rubryce „ Zmarli” 
mo?na dok?adnie przeczyta?, co jest 
rozumiane pod tematami religijnymi i seksualno-
naukowymi. 
 
„ Sigfried Dunde, 40. W drugiej po?owie lat 80-tych, 
by? Dunde najwa?niejsz? osob? w 
ministerstwie zdrowia, w Bonn: By? on praw? r?k? 
pani minister Rity Süssmuth. Nauczyciel religii i 
szkolny psycholog, towarzyski i przyznaj?cy si? do 
homoseksualizmu, wywodzi? si?, podobnie jak 
jego protektorka, z katolickiego ruchu laikatu. Tytu? 
jego najbardziej znanej ksi??ki – „ Katolicki i 
buntowniczy” – okre?la? jego w?asny ?yciorys. W 
Bonn, jak wychwala niemiecka pomoc chorym 
na aids, troszczy? si? o to, <aby polityka niemieckiego 
rz?du w sprawach aids by?a liberalna, 
humanitarna i pozosta?a wolna od epidemio-prawnych 
nakazów >. (. . .) Zmar? w po?owie maja na 
aids, jak dopiero teraz poinformowano na ?wiatowym 
kongresie aids." /343 
 
Prawie pó? roku przed ?mierci? Dunde uko?czy? ma?y 
tom pism, który ukaza? si? w 1993 roku, w 
pewnym wydawnictwie teologicznym, pod tytu?em „ 
Czy musimy rozpacza? w Ko?ciele 
katolickim?” Przysposobiona gwardia przyznaj?cych 
si? do winy, krytyków wyst?pi?a natychmiast, 
aby rozdmucha? ostateczny ha?as wokó? ko?cio?a 
katolickiego: Eugen Drewerman, Norbert 
Greinacher, Adolf Holl, Georg Denzler, Siegfried 
Dunde, Rita Süssmuth, Dorothee Sölle i inni. 
 

Josef Grünwald, inicjator grupy „ Krytyczni katolicy 
Berlina" przedstawia najwyra?niej jak 
prze?o?y? strategi? korzenia trawy i model „ 
Za?amania si? NRD przez podstawy” na Ko?ció?: 
znany teolog, moralista (. . .) powiedzia? do zebranego 
ludu Bo?ego parafii: <Musi si? wydarzy? 
jeszcze co? du?o gorszego. Rzym musi gra? jeszcze 
g?upiej. Rzym musi u?y? jeszcze wi?cej 
represji. Tym szybciej nadejdzie ten moment, kiedy 
sytuacja stanie si? nie do wytrzymania, tak ?e 
wszystkie autorytety systemu ko?cio?a katolickiego, 
podobnie jak w systemie komunistycznym, 
upadn?. Lud Bo?y zbierze si? na Placu ?w. Piotra, nie 
po to, aby wiwatowa? na cze?? papie?a, ale 
by wo?a? >Jeste?my ludem!< Z Rzymu zrobi si? 
Lipsk.”/344 
 
Stosowane metody odpowiadaj? dok?adnie tym, które 
ju? tak obcesowo prowokuj? ko?ció? 
katolicki. Istniej?ca dotychczas podstawa, powinna 
wszystkimi mo?liwymi sposobami zosta? 
powi?kszona. Dlatego we wszystkich dodatkach 
mo?na znale?? konkretne wskazówki, w jakich 
kierunkach powinny i?? rozwi?zania. Grünwald podaje 
nast?puj?ce wskazówki: 
 
„ <Jeste?my ludem!> (. . .) znaczy: 
 
- Pozosta? wewn?trz ko?cio?a, aby by? ska?? 
impulsów, podobnie jak sta? si? Chrystus. (. . .) 
 
- Wspólnie z innymi ryzykowa? <ko?cielne 
przekroczenie granic> i wios?owa? do nowych 
brzegów. 
 
- Tworzy? Ko?ció? oddolnie, kiedy dialog z Urz?dem 
Ko?cio?a jest bardzo trudny lub ca?kiem 
niemo?liwy. (. . .) 
 
- O?ywia? inicjatywy laikatu i ??czy? si?. 
 
- Tworzy? wspólnoty podstawowe, tam gdzie to tylko 
jest mo?liwe." /345 
 
Siegfried Dunde, wydawca tomu, pisze: „ Tam, gdzie 
ko?ció? katolicki nie ma struktur 
demokratycznych tylko stanowi monarchi? równ? 
absolutyzmowi, katoliczki i katolicy nie mog? 
osi?gn?? niczego. B?d? oni musieli poprzesta? na 
nauce wynikaj?cej z modelowego upadku 
panowania, jak to w przesz?o?ci sta?o si? w by?ych 
pa?stwach bloku wschodniego. Musz? 
demonstrowa?, zbiera? si? wspólnie, tworzy? otwarcie 
opozycj?, (wszystko to si? ju? sta?o, nawet 

background image

 

76

je?eli jeszcze w niewystarczaj?cym wymiarze); ale 
równie? musz? os?abi? ekonomiczne ?ród?a 
si?y panuj?cych (bez kl?ski gospodarczej re?imy 
Europy wschodniej nie upad?yby). Lecz jak to si? 
stanie? Niektórzy cz?onkowie Ko?cio?a wpadli na 
pomys?, aby wstrzyma? p?acenie podatku 
ko?cielnego, z zaznaczeniem, ?e mo?e by? 
przeznaczony jedynie na cele spo?eczne, inni oficjalnie 
wyst?pili z ko?cio?a, ale dalej uczestnicz? w ?yciu 
parafialnym (mimo tego s? ekskomunikowani, a 
wi?c nie <wolno> im przyst?powa? do komunii – 
pytanie: Czy Jezus ekskomunikowa?by?). Katolicy 
w Zurychu wstrzymali swój podatek ko?cielny, aby 
wywrze? nacisk na odrzuconym przez nich, 
biskupie Churer. Jest wiele modeli do przemy?lenia. W 
ka?dym razie cz?onkowie Ko?cio?a nie 
powinni bezmy?lnie dalej p?aci?, lecz uiszczanie 
swego podatku ko?cielnego powi?za? z warunkami. 
A przede wszystkim katoliczki i katolicy musieliby si? 
?wiczy? w niepos?usze?stwie, g?o?no i 
otwarcie wypowiada?, ?e nie chc? by? wi?cej 
pos?uszni, ?e inaczej my?l?, post?puj? i ?yj? ni? 
chcieliby ich ko?cielni ksi???ta. Jednego profesora 
teologii lub jednego proboszcza mo?na ukara?, 
ale nie setki. <Laikatu>, który nie pracuje w s?u?bie 
Ko?cio?a, nie da si? skutecznie ukara?. Nikt 
nie mo?e mu zabroni? zwracania uwagi na to, ?e 
pasterze nie wypowiadaj? si? ju? w imieniu owiec. 
W tym celu musz? si? oni tylko razem zebra? i 
wspólnie otworzy? usta. (. . .) To kosztuje prze?ycie 
strachu i bycie na marginesie, a wi?c dok?adnie 
do?wiadczenia, które Jezus te? musia? przecierpie?, 
kiedy chcia? by? wierny swemu niebieskiemu 
<Abba>."/346 
 
Dunde i inni autorzy nie zagryzaj? zupe?nie j?zyka. 
Wo?anie niegdy? zniewolonej i uwi?zionej 
ludno?ci NRD „ Jeste?my ludem!” powinno z ca?? si?? 
i wywróceniem rzeczywisto?ci zosta? 
przej?te przez katolickich chrze?cijan, tak ?e wsz?dzie 
znajduj?ce si? instytucje ko?cielne 
przyszykowane b?d? jako „ instrumenty rewolucji". 
 
Rewolucyjny trening w instytucjach ko?cielnych 
 
Rewolucja jest symulowana nie tylko w ksi??kach. Ju? 
od d?u?szego czasu instytucje ko?cielne 
trenuj? uczestników do rewolucji. W ko?ciele 
ewangelickim wspomnie? nale?y w ostatnim czasie 
szczególnie Re?sk? Grup? Robocza Klinicznego 
Kszta?cenia Duszpasterskiego, z katolickiej strony 
przedstawi? mo?na przyk?ad Akademii Paw?a w 
Zurychu. 
 

„ Dzie? duszpasterski” z 5. 11. 1990 w Düsseldorf-
Kaiserwerth, w macierzystym domie diakonatu, 
przebiega? pod has?em „ Rewolucje – za?amania i 
to?samo??”. Psychologiczny kierownik spotka? 
dokszta?caj?cych, Günther Hoppe, przedstawia w 
programie kursów na pi?ciu stronach formatu A4, 
swoje 21 tez jako tematy dnia. Znaczenie uczu?, od 
w?ciek?o?ci do z?o?ci, które podczas posiedze? 
grupowo-dynamicznych jest stale preferowane, tu 
wyra?nie wyst?puj? w powi?zaniu politycznym. 
Teza 4 brzmi: „ Niesprawiedliwo?? wywo?uje gniew. 
Wrogo?? do ?ycia prowokuje w?ciek?o??. 
Gniew i w?ciek?o?? s? si?ami emocjonalnymi, które 
powinny, przywróci? sprawiedliwo?? i 
akceptacj? ?ycia, a w korzystnych okoliczno?ciach, 
równie? mog? tego dokona?. W mniej 
korzystnych przypadkach b?d? si? dusi? i pi?trzy?. Te 
spi?trzone si?y emocjonalne mog? wzrosn?? 
do gotowo?ci buntowania si? i w pó?niejszym buncie 
wspó?dzia?a?.”/347 
 
W nast?pnych tezach podkre?lono, ?e potrzeba „ silnej 
samo?wiadomo?ci”, aby z?o?? i gniew 
zaakceptowa? i móc je wykorzysta?. Nast?puj? 
wskazania na wa?ne cele po?rednie dla skutecznej 
rewolucji – przedstawione dla roku 1918, czasami 
1945, czasami 1989: „ Stare kierowanie (musi) 
ewentualnie ju? widocznie utraci?o swój autorytet." 
(Teza 10) „ Dalsze za?o?enia skutecznej 
rewolucji to: Kszta?cenie nowej, rewolucyjnej 
?wiadomo?ci i rozszerzanie jej w?ród ludu (lub w 
aktualnym systemie). Przygotowanie nowych, 
kierowniczych o?rodków, które rozwin? nowe 
koncepty kierowania i rewolucyjne si?y (np. z?o?? i 
gniew /!/) zorganizuj? i przeciwstawi? si? 
starym o?rodkom kierowania." (Teza 11) 
 
Sytuacja rewolucyjna powinna zosta? widocznie 
stworzona – w dzisiejszych Niemczech, co 
potwierdzaj? nast?pne zdania: „ ?yciowo wrogie, 
autorytarne tendencje, w naszym pa?stwowym, 
rodzinnym i indywidualnym systemie ?ycia by?y w 
?aden sposób nie do przezwyci??enia.” (Teza 
16) 
 
Jeszcze bardziej agresywna atmosfera zosta?a 
rozszerzona w kwietniu 1994 w Katolickiej Akademii 
Paw?a w Zürichu, na seminarium „ Granice – szanse i 
zagro?enia”. We prawdziwie niezwyk?ym 
przedstawieniu ról zosta?y odegrane metody mafijne i 
akcje terrorystyczne. 
 
W warsztacie psychologa dr D. Bongersa, w którym 
w?a?ciwie powinno i?? o prac? terapeutyczn? 

background image

 

77

Gestalt z m?odymi kryminalistami i uzale?nionymi, 
uczestnicy zostali najpierw nak?onieni do 
podzielenia si? „ w?asnymi do?wiadczeniami o 
przekraczaniu granic” np. przy konsumpcji 
narkotyków, lub do fantazjowania o mo?liwym 
przekraczaniu granic, przez innego uczestnika. Na 
koniec obecni otrzymali, w ramach przedstawienia z 
podzia?em ról, wskazania, aby w czterech 
grupach utworzy? kryminalne powi?zania i zastanowi? 
si?, jakie czyny karalne chcia?oby si? 
pope?ni?. Ka?dy powinien przy tym zwróci? uwag? na 
to, jakie zahamowania si? pojawi? i 
zastanowi? si?, jak mo?na by je pokona?. Kierownik 
seminarium stymulowa? uczestników, 
równocze?nie podkre?la? jak pe?ne weso?o?ci mo?e 
by? przekraczanie granic. 
 
Pewna grupa wpad?a na pomys? uprowadzenia 
Christopha Blochera – cz?onka konserwatywnej 
frakcji szwajcarskiego parlamentu i za??dania za niego 
okupu, a?eby za zdobyte pieni?dze ratowa? 
lasy tropikalne. Odegrano nawet pomys? 
zlikwidowania, przy wi?kszej sile cz?onków grupy, 
ca?ej 
“samoistnej” partii konserwatywnej. Tak?e inna grupa 
wymalowa?a sobie jako obraz wroga, 
Christopha Blochera: powsta? plan uprowadzenia 
Blochera, sfilmowania go pod dzia?aniem LSD w 
celu udzielenia wywiadu na temat problematyki 
narkotyków, a na ko?cu wywiad ten wy?wietli? w 
telewizji. By?by on zachwycony LSD, a wtedy 
wolnemu dost?powi do narkotyków nic nie sta?oby 
ju? na drodze. Te plany by? wynikiem 
 
„ pracy grupowej” doros?ych osób, w tym wielu 
akademików, którzy na ko?cowym plenum 
wszystko przedstawili z powag?.. Jeden z uczestników 
zaproponowa? nawet, by idee prze?o?y? na 
rzeczywisto??. 
 
Przypadki tego rodzaju nie s?, niestety przypadkami 
pojedynczymi. Nie s? równie? ograniczone do 
sporadycznych instytucji ko?cielnych. Kto jest 
uwra?liwiony na metody grupowo-dynamiczne, 
b?dzie w wielu miejscach i przy ró?nych fenomenach, 
rozpoznawa? zaawansowany wp?yw modeli 
grupowo-dynamicznego my?lenia. Procesy likwiduj?ce 
kultur? b?d? lepiej rozpoznawalne i b?dzie je 
mo?na uchwyci? je we w?a?ciwym powi?zaniu 
globalnym spo?eczno-politycznym. Przede 
wszystkim jednak oka?e si? to, ?e w tych 
wielop?aszczyznowych fenomenach nast?puj?cych 
przemian nie chodzi o przenikanie ducha czasu, lecz o 
oddzia?ywanie celowo zaplanowanego i 
przeprowadzonego przeobra?enia. 

 
Na tym tle, tak zwane nowe formy liturgii i 
nabo?e?stw ukazuj? si? w nowym ?wietle. S? one 
logiczn? konsekwencj?, dziesi?tki lat trwaj?cego 
rozszerzania i faworyzowania metod 
psychotechnicznych. 
 
Nast?pstwa dla liturgii 
 
Liturgia ko?cio?a katolickiego od czasu II Soboru 
Watyka?skiego znajduje si? w du?ym 
kryzysie, który cz??ciowo zosta? zadecydowany „ przy 
zielonym stole”, a wi?c nie „ wzrasta? 
organicznie”. Nie b?dziemy jednak wchodzi? w ten 
obszar. Tutaj niech raczej budzi zainteresowanie 
za?amanie si? liturgii na skutek zjawisk grupowo-
dynamicznych. 
 
Szczególnie gwa?townie wymaga si? w??czenia 
cielesno?ci do liturgii oraz indywidualizowania 
rytów. Przedstawicielem obro?ców akcentów 
cielesnych w liturgii jest przede wszystkim Matthew 
Fox, który podró?uj?c po wielu pa?stwach, nawo?uje 
do nowej liturgii. 
 
Na wyk?adzie w Zürychu, latem 1993, zachwyca? si? 
on nowymi rytami, w których ka?dy móg? 
bra? udzia?. Centrum nowych rytua?ów jest cia?o. „ 
Kluczem do rytua?ów, który nazywam 
równie? form? sztuki, w której wszyscy musz? 
uczestniczy? jest cia?o. Gdy cia?o zostaje 
wykluczone, wszystkie formy kultu i nabo?e?stw w 
?wiecie chrze?cija?skim musz? si? nie 
sprawdzi?. Je?eli ?awki w ko?ciele, na których 
siedzimy, s? przykr?cone, nie mo?emy u?o?y? 
miejsc w kó?ko, pozostaje tylko czytanie i 
odczytywanie. To oznacza, ?e musimy, ca?kiem 
?wiadomie, znowu w??czy? w nabo?e?stwa cia?o. 
Serce znajduje si? w ciele. Jest to dobrze 
strze?ona, tajemnica chrze?cija?ska, ale niestety tam 
ono jest. I nie mo?emy otworzy? tego serca, 
nie mo?emy odej?? od czystej pracy oczu, jak to 
powiedzia? Rilke, od wy??cznego czytania, je?eli 
nie w??czymy cia?a.” 
 
Nawet je?eli argumentacja Foxa wydaje si? prosta i w 
pewnym sensie religijno-populistyczna, to 
przecie? jest zadziwiaj?ce, jak wiele osób czuje si? 
wci?gni?tych we w?asne my?li. „ Dlatego od 
ludów pierwotnych, których papie? pogardliwie 
nazywa poganami, mo?emy wiele si? nauczy?, bo 
one swoje nabo?e?stwa, swój kult oddaj? cia?em. 
Ludzie ci ta?cz?, bij? w b?ben i wszystko czyni? 
w kole, wszystkie rodzaje kultu odbywaj? si? w kr?gu. 
Dlaczego? Poniewa? uniwersum jest okr?g?e 

background image

 

78

i to jest metoda, która pokazuje nam, jak podczas 
nabo?e?stwa mo?emy wej?? w kosmologi? i jak to 
nabo?e?stwo mo?emy od-antropocentryzowa?.” /348 
 
Ju? przed ponad dziesi?ciu laty domaga? si? Siegfried 
Essen w czasopi?mie Niemieckiego 
Stowarzyszenia Psychologii Pastoralnej, „ Drogi do 
Cz?owieka”, w??czenia cia?a do liturgii. Essen 
opowiada? si? przede wszystkim za 
indywidualizowaniem rytów. Teksty liturgii s? dla 
niego w 
skostnia?ym j?zyku, który utrudnia dost?p do 
religijnych do?wiadcze?. J?zyk musi si? na nowo sta? „ 
prawdziwy". W jednym z modeli „ liturgii z 
w??czeniem cia?a” proponuje zamiast przewidzianych 
tekstów dopu?ci? wyra?enia z mowy potocznej. Essen 
posuwa si? tak daleko, ?e faworyzuje j?zyk 
rynsztokowy. „ Moje wyobra?enie w pierwszym 
przypadku: wybija? takt lub tupa? i biega? i ta?czy? 
stopami; gesty dawania i brania, rozszerzanie, 
oskar?anie i z?o?? za pomoc? r?k; ró?norodna 
mimika, uk?ad g?owy, poruszenia oczu i g??bokie 
oddechy; nawi?za? i zerwa? kontakt za pomoc? 
r?k i oczu, wszystko integrowa? przez postawy cia?a: 
ukrywa? si?, odwróci? si? do muru, usztywni? 
si?, stawa? si? ruchliwym, odpr??a? si? i m?czy?. 
Ca?kiem milcze? po?ród wielu mo?liwo?ci 
jednog?o?no?ci i odrzucenia na p?aszczy?nie relacji 
(<Alleluja>, <?wietne>, <Tak>, <Kyrie 
elejson>, <gó.. ... > (. . .)." 
 
/349 
 
Ju? przed dziesi?ciu laty jasne by?o dla znawców, ?e w 
koscio?ach nast?pi? wielkie zmiany. 
Ameryka?ski psycholog, Kurt W. Back opisuje ten 
proces w 1972 roku, w swojej ksi??ce „ Beyond 
Word". Czasopismo „ Dynamika grupowa" ujawnia w 
1974 roku kilka stron z tej ksi??ki w j?zyku 
niemieckim, pod tytu?em „ Krajobraz ruchu 
grupowego”. Back opisuje mi?dzy innymi, jak grupy 
Encounter coraz bardziej zast?powa?y religi? i jak, w 
zacz?tku, powstawa?y nowe formy liturgii, z 
którymi dzisiaj „ eksperymentuj?” tzw. post?powi 
ksi??a: „ religijni cz?onkowie grup Encounter 
przekraczaj? czasami ró?nice mi?dzy rytami grupy i 
rytami religijnymi. W ten sposób u niektórych 
wspólnot przysz?o?ciowych, np. w „ Center for the 
study of the person", celebruje si? msz? 
nieortodoksyjn?, w której ??cz? si? elementy grupy 
Encounter z elementami rytu katolickiego." /350 
 
Mniej wi?cej w tym samym czasie (1971) James 
Lynwood Walker w swojej ksi??ce „ Cia?o i dusza 

– terapia Gestalt i do?wiadczenia religijne” 
przedstawi? nawet syntez? terapii Gestalt i teologii 
/351 i 
w tym samym roku Bernhard Gunther wyda? album ze 
zdj?ciami „ What to Du Until the Messiah 
Comes”, w którym udokumentowane s? nowe, 
zindywidualizowane przez w??czenie psychotechnik, 
wynik?e z tego ryty. Sekwencje zdj?ciowe s? 
zatytu?owane np. nast?puj?cymi tematami: K?piel 
nowego narodzenia, ceremonia ponownego 
zmartwychwstania, ?amanie chleba, umywanie nóg, 
ochrzci? samego siebie, udzielanie komunii, ceremonia 
?lubu, pozdrowienie pokoju. Wszystkie sceny 
rozgrywaj? si? w lu?nych grupach, np. na pla?y lub na 
pikniku. Ka?dy mo?e gra? ka?d? rol?. 
 
Tymczasem artyku?ów i ksi??ek na ten temat nie da si? 
ju? policzy?. Oto kilka przyk?adów: „ 
Przeta?czone ?ycie: u?wi?caj?ca liturgia” (wydawca 
Bodo Leinberger, Hamersbach: wydawnictwo: 
Wort und Bild, 1993) chce przezwyci??y? tradycyjne 
elementy mszy ?w. Autorzy, mi?dzy innymi 
tak?e Walter J. Hollenwerger (por. rozdzia? o wielkich 
eksperymentach grupowo-dynamicznych) 
przedstawiaj? swoj? „ Liturgi? do dotkni?cia”. 
 
W Würzburgu diecezja na swoich oficjalnych kursach 
pastoralnych oferuje „ Zabaw? i taniec” przy 
o?tarzu, wg motto „ Nud?, ospa?o?? i kicz podczas 
nabo?e?stw przekszta?ci? w zabaw? i taniec". 
 
Proboszcz z parafii St. Ludwig we Frankenthalu 
informowa? swoich parafian o zaletach 
liturgicznego ta?ca. Pisa? on w swoim li?cie otwartym 
z dnia 23. marca 1993, ?e chcia?by 
przekaza? parafii jak on sam prze?y? kurs na temat 
ta?ca liturgicznego. Jak uwalniaj?ce i g??boko 
poruszaj?ce mo?e by? to, gdy modli si? nie tylko 
g?ow? ale i ca?ym cia?em, szczególnie gdy si? 
ta?czy. W parafialnej gazetce „ Siewca” z 
Biel/Szwajcaria og?asza si? nie tylko „ Praktyk? 
ca?kowitej równowagi energii”, lecz proboszcz 
zaprasza osobi?cie do medytacyjnego ta?ca: „ Temat 
dnia: Spotkanie z drzewami. Ta?czymy przy 
klasycznej i starej muzyce ludowej jak w odnowionej, 
ch?opskiej chacie i na le?nej ??ce.” 
 
Zreformowany proboszcz Georg Schmidt, który znany 
jest z powodu ostrych ataków na, jego 
zdaniem, fundamentalne ugrupowania, napisa? w 
krótkiej informacji do dziennika szwajcarskiego: 
 
„ Gdy nasza modlitwa w my?lach i s?owach nie 
przekonuje ju? wielu ?wiadków, dlaczegó?by raz 
nie modli? si? ta?cz?c?”/353 

background image

 

79

 
Nabo?e?stwa grupowo-dynamiczne 
 
Nabo?e?stwa grupowo-dynamiczne by?y dotychczas 
sprawowane raczej przez m?odzie?, 
poniewa? wielu ksi??y mylnie s?dzi, ?e m?odzie?y 
trzeba troch? „ zaoferowa?”, a stare formy nie 
przemawiaj? ju? dzisiaj do nikogo. 
 
Przyk?ad, który podamy pochodzi z Mszy ?w., która 
by?a sprawowana w katolickim internacie na 
rozpocz?cie roku szkolnego 1995: Podczas wchodzenia 
uczniów do ko?cio?a, zacz?? tyka? 
metronom na o?tarzu, co by?o wzmocnione przez 
mikrofon. Ksi?dz powiedzia? kilka 
wprowadzaj?cych s?ów na temat „ Czasu”. Nast?pnie 
wszyscy mieli odda? swoje zegarki, aby 
mo?na by?o si? przekona?, jak to jest, gdy nie ma 
czasu. Potem kto? wzi?? do r?ki mikrofon i 
milcza? przez minut?. Na koniec wszyscy obecni 
uczniowie mieli zastanowi? si? w duchu przez 
jedn? minut?. 
 
Potem zaprezentowano cztery odcinki czasu. Pierwszy 
nazywa si? „ Porz?dek czasu”, który mia? 
by? uwidoczniony przez wspólne klaskanie w takcie 
sekundowym. Dalej nast?puje „ Chaos czasu": 
Wymaga si? od gimnazjalistów, aby krzyczeli na pe?ne 
gard?o i tupali. Ko?ció? wype?nia si? 
okropnym ha?asem. Je?eli jacy? uczniowie nie 
uczestnicz? w tym, inni szalej? podwójnie i potrójnie. 
Po oko?o pó? minuty ha?as rozrywa huk strza?u 
pistoletowego, tak, ?e natychmiast nast?puje 
spokój. „ Oczekiwanie” to nazwa trzeciej cz??ci. Nic 
si? nie dzieje. Niektórzy staj? si? nerwowi i 
zachowuj? si? tak jak podczas Mszy ?w. G?o?no 
wo?aj? „ Niech si? to ju? zacznie!”, „ Jak to 
jeszcze d?ugo potrwa?”, „ Jazda, naprzód, do roboty!” 
Ostatnia cz??? to ?piewnie tekstu w j?zyku 
angielskim o tym, ?e czas si? za?ama?. Jako melodi? 
wybrano temat znanej muzyki rockowej. 
Wkrótce ?piew podtrzymywany jest przez organy 
elektryczne i perkusj?. Atmosfera staje si? 
podobna jak na koncercie rockowym. Nast?puje 
ponowny strza? z pistoletu i muzyka zostaje 
przerwana. 
 
Po tym show nie oby?o si? bez kilku protestów, ale 
nauczyciele wyrazili stanowisko, ?e przecie? jest 
to jakas to alternatywa do fundamentalistycznych 
nabo?e?stw katolickich. 
 
Polityczne nabo?e?stwa na bazie grupowo-
dynamicznej 
 

Nabo?e?stwa prowadzone grupowo-dynamicznie 
stanowi? nie tylko show i efektown? 
sieczk?. Ich celem jest mobilizowanie ludzi, aby si? 
silniej eksponowali i to zawsze w 
sensie celowych za?o?e? ruchu grupowo-
dynamicznego. Podobie?stwa do znanych technik 
manipulacyjnych s? do udowodnienia. Niestety 
dotyczy to równie? nabo?e?stw, które za pomoc? 
na?ladowania takich metod staj? si? imprezami 
agitacyjno-propagandowymi. Poni?szy przyk?ad nie 
jest odosobniony, a jedynie prezentuje ich niezliczon? 
ilo??. Chodzi o „ Polityczn? Msz? ?w.” w 
katolickim Romerohaus w Lucernie. 
 
Na wy?ej wymienionej Mszy ?w. siedzi w niedziel? 
rano ok. 200 osób wokó? sto?u, na którym le?? 
w miskach jab?ka. Publiczno?? jest mieszana, g?ównie 
“alternatywna”, ale obecne s? równie? 
siostry zakonne i ludzie starsi. 
 
Uczestnicy zostali ju? przez pó?tora dnia „ 
przepracowani" psychologicznie na „ warsztatach", w 
których musieli si? najpierw odpr??y?, nast?pnie „ 
ca?kowicie wda? si? w kontakt”, potem zostali 
skonfrontowani z „ okropno?ciami systemu” i w ko?cu 
zosta?y im zakodowane nowe, lu?ne 
rozwi?zania, nie daj?ce si? okre?li? prostym 
zró?nicowaniem. G?ówny zadanie polega?o na 
wy?amywaniu si? z sytemu, poprzez odmow?, b?d? 
zostaj?c partyzantem. Ju? dekoracja 
wewn?trznych i zewn?trznych pomieszcze? 
prowadzi?a w kierunku nowego stylu ?ycia i znaczy?a 
wi?cej dla uczestników ni? jednorazowy drogowskaz. 
Na wewn?trznych i zewn?trznych ?cianach 
kompleksu budynków wisia?y wyci?te z papieru, 
kontury osób, opatrzone takimi has?ami jak: „ 
Wybieram sobie miejsce!", – „ Nie odchodz? st?d”– „ 
Jestem ciekawy waszych do?wiadcze?, 
nadziei i walk". 
 
Po muzycznym wej?ciu, aby za?wiadczy? o subtelnej 
postawie oporu wobec „ istniej?cych 
stosunków”, jedna z przemawiaj?cych osób 
wprowadzi?a metod? grupowo-dynamiczn? 200 
obecnych osób, w nastroje wg ?ycze?. Z odpowiedni? 
intonacj?, od ura?enia do wspó?czucia, 
prowadz?ca poprosi?a obecnych o przypomnienie 
sobie tematów i my?li w grupach roboczych. 
Nast?pnie mia?o si? odczuwa? smutek, z?o??, nadziej? 
i beznadziejno??, Takie uczucia powinno si? 
by?o w sobie odnale?? i da? im jeden raz upust. 
Nast?pi?a faza milczenia – osoba prowadz?ca 
ponownie podkre?li?a w sugestywny sposób: a?eby 
móc odczu? w?asne ?zy i z?o??. 
 

background image

 

80

Po tej fazie z?amana zosta?a prywatno?? i nast?pi?a 
otwarto??. Nie powinno zosta? ?adnych 
prywatnych ?ez, smutku, z?o?ci i beznadziejno?ci, 
prowadz?ca powiedzia?a: „ Chcemy pozwoli? si? 
otworzy?, chcemy si? dzieli?, aby twoje ?zy by?y tak?e 
moimi ?zami.” Powinno si? równie? podej?? 
do mikrofonu i podzieli? si? swoimi uczuciami z 
innymi, aby wzajemnie móc dzieli? uczucia. 
Pierwsze ?wiadectwo wyrazi ona, tak jak by?o 
omówione, aby wej?cie innych by?o ?atwiejsze. 
Pierwszy uczestnik informuje w pijanym nastroju, ?e 
jest „ zatrudniony” w zak?adzie karnym, gdzie 
si? znalaz? dla poprawienia warunków wykonywania 
kary i za?o?enia w?ród wi??niów organizacji 
pokojowej. Wi?zie?, którego pierwsze wyst?pienie 
zosta?o omówione, nie by? zwyczajnym 
cz?owiekiem lecz wi??niem, który siedzia? z powodu 
powtarzaj?cej si? pedofilii: po pierwszej karze 
3 lat i po recydywie zosta? ponownie skazany na 7 lat. 
 
Po votum pedofila jeszcze kilka osób zaj??o 
stanowiska, poczym wsta?a ówczesna naczelny 
redaktor „ Go?ca ko?cielnego” z Zurychu, wytkn??a w 
bojowym ataku, ?e dotychczas tylko 
m??czy?ni si? wypowiadali. Wywo?uje kobiety z 
grupy roboczej „ Frauenpalaver” – aby si? 
podnios?y, tak jak to rano by?o omówione. „ I teraz" 
kontynuuje, „ podajmy sobie r?ce i czujmy w 
nas si?? i energi? i ta energia nie b?dzie utracona, gdy 
znowu opu?cimy r?ce.” Jej ton by? nieco 
ostry i rozkazuj?cy. Nada? akcji kobiet co? 
przymuszaj?cego. 
 
Moderatorka ko?czy t? faz?, skar??c si?, ?e czuje teraz, 
i? w pomieszczeniu by?o jeszcze wiele ?ez, 
które s? realno?ci?. Te ?zy, powiedzia?a, zabierzmy 
teraz do domu, to jest codzienne, ma?e zadanie. 
Zamyka ten etap s?owami: „ Chcemy pozwoli? na 
z?o?? i rozwija? opór.” 
 
Nast?pn? cz??? okre?la dalsza pie??, która by?a stale 
powtarzana: „ Daj nam serce wielkie do 
mi?o?ci i silne do walki”. Mi?dzy apelami o wspólnej 
sile, mówi?o si? i ?piewa?o o rezygnacji, 
odmowie i oporze – ca?a ceremonia wydawa?a si? by? 
zaplanowana z detalami, np. w którym 
momencie uderzy gong itd. 
 
Ani na moment nie zaniechano dzia?ania politycznego. 
Monika Stocker, lewicowy polityk z Zurychu 
wyst?pi?a z has?ami mobilizuj?cymi: Nie potrzeba 
nam rzeczowych s?ów, potrzebujemy 
s?ów-czynów, powtarza?a to kilka razy, za ka?dym 
razem coraz usilniej. Nie mo?na by? aktywnym 

bez stawiania pyta? o w?adz?, nawo?uje obecnych: „ 
Musimy zabi? z?otego cielca! Musimy 
zaprowadzi? porz?dek – ale nie a la USA! Biedni s? 
naszym zwierciad?em. Musimy zorganizowa? 
oniemia?ych i sta? si? ich g?osow? tub?! Teraz jest 
czas dzia?ania!” 
 
Szczytowym punktem w tym agitacyjno-
propagandowym psycho-dramacie jest wyst?pienie 
Ulricha 
Duchrowa, reformowanego profesora teologii z 
Heidelbergu, duchowego rektora „ procesów 
soborowych”, ruchu “Kairos”, b?d?cego od lat na 
tournee z takimi imprezami. To, co ma powiedzie? 
o swoim udziale w przewrocie w Etiopii (w latach 70-
tych, jak tymczasowo obalony dyktator 
Mengistu zosta? doprowadzony do w?adzy), 
wpasowane jest w ca?o?ciowy obraz. Celowo wybiera 
on z Biblii teksty, w których jest mowa o uciemi??eniu 
i wyzwoleniu w Tu i Teraz. Rozpoczyna 
wyj?ciem Izraelitów z Egiptu (Wyj 6,5: „ Ja tak?e 
us?ysza?em j?k Izraelitów, których Egipcjanie 
obci??yli. . . . ”) Ko?czy to uwag?, w atelier 
postawione zosta?o pytanie, co nale?y dalej robi?: „ 
Czy podejmiemy walk? z Goliatem (<naszym 
systemem>), czy stworzymy subkultur??” Duchrow 
poucza s?uchaczy, ?e wg Biblii nie istniej? dwie 
mo?liwo?ci. Wymienia Amosa i innych proroków, 
którzy napi?tnowali i wykre?lili niesprawiedliwo??, 
tak ?e równie? dzisiaj system w?adzy musi by? „ 
transformowany". „ Chodzi o prac? nad transformacj? 
systemu, ale równie? chodzi o sprzeciwy.” 
Ju? w 2 stuleciu poszli niektórzy w góry – jako 
partyzanci (!) – inni na pustyni? lub udali si? na 
emigracj? wewn?trzn?.” 
 
W powi?zaniu z opisem w 1 ksi?dze Machabejskiej (1 
Mach 2) wybiera on miejsce z Biblii, w 
którym pobo?ni ?ydzi bronili si? przed rozkazem króla, 
aby przyjmowa? hellenistyczne zwyczaje. 
Cz??? ?ydów posz?a w góry i zosta?a niemi?osiernie 
wyt?piona, inna cz??? walczy?a w górach z 
bezwzgl?dnym panowaniem obcych i w ko?cu w tej 
walce wyzwole?czej odnios?a sukces. 
Duchrow wykorzystywa? te miejsca, aby pod?ega? 
walk? o wyzwolenie z systemu – bez wzgl?du 
na realn? tre?? przekazu, bowiem w?a?nie prawowierni 
?ydzi bronili si? przed rozk?adem swojej 
wiary. 
 
Aby podtrzyma? dalej wyobra?enie przeciwstawienia 
si? istniej?cemu systemowi i umocni? je, 
przedstawia on nast?pny obraz. Tym razem przytacza 
ksi?g? Daniela (2, 31) ukazuj?c? walk? 

background image

 

81

partyzanck?. Chodzi w niej o sen króla 
Nabuchodonozora, który mia? wyt?umaczy? prorok 
Daniel. 
Królowi ?ni? si? wielki pos?g (kolos), który sta? na 
drewnianych stopach i zosta? str?cony ma?ym 
kamieniem. Duchrow przenosi t? apokaliptyczn? 
histori? na dzisiejsz? Europ?, która mo?e by? 
zniszczona przez ma?y kamie?. „ Niektórzy widz? ten 
kamie? jako symbol partyzanckiego 
bojownika. Mo?e jest to kamie? z Alp Szwajcarskich?” 
– obecni u?miechali si? i czuli docenieni w 
zwi?zku z lokalnym patriotyzmem. 
 
Nabo?e?stwa prowadzone grupowo-dynamicznie nie 
s? ju?, jak to ?atwo wykaza?, nabo?ne. Tu 
chodzi o imprezy polityczne, podczas których 
prostoduszni i dobrze wierz?cy chrze?cijanie s? 
trenowani na religijnie nieaktywnych i wycofywanych 
ze spo?eczno?ci oraz kultury. Wzrastaj?ce 
indywidualizowanie, u podstawy którego le?? 
wszystkie psychotechniczne koncepty, prowadzi 
ostatecznie do zatomizowania i anarchizacji 
spo?ecze?stwa. Ten rozwój od d?u?szego czasu 
obserwowali i opisywali przedstawiciele tej ideologii. 
Sam Eugen Drewermann zosta? przez nich 
uhonorowany, jako przygotowuj?cy anarchistyczne 
spo?ecze?stwo i szanowany jako przyk?ad. 
 
Drewermann jako przyk?ad dla rewolucjonistów 
 
Przed kilkoma laty ten podstawowy ruch zdo?a? sobie 
zbudowa? wewn?trz ko?cio?a 
katolickiego zintegrowan? figur?, która ??czy?a w 
sobie my?lenie ekologiczne, podstawy 
demokracji, globalizm i wszystko to, co p?dzi?o z 
pr?dem czasu – w dodatku po??czone z 
objawionym obrazem „ ca?kowitej ofiary”: bez auta, 
telefonu i nawet lodówki, Eugena 
Drewermanna. 
 
Za?o?yciele wielu podstawowych ko?cio?ów wzi?li 
sobie Eugena Drwerrmanna jako wzór. I tak 
np.: Günter Fessler, przewodnicz?cy „ Sieci dzia?a? w 
Kolonii”, który na pocz?tku wrze?nia 1993 
zosta? przeniesiony tymczasowo w stan spoczynku 
przez arcybiskupa, kardyna?a Joachima 
Meisnera, bowiem w fesslersowskiej parafii w 
Dusseldorfie powsta?y niesnaski. Jaki? czas pó?niej 
Fessler wyst?pi? otwarcie z nast?puj?cym 
og?oszeniem: „ Zaniepokojeni ksi??a szukaj? 
zaniepokojonych chrze?cijan, którzy chc? za?o?y? 
ruchom? parafi? na terenie Köln, Düsseldorf.” 
Ponad sto osób posz?o za wo?aniem „ Kölner Stadt-
Anzeiger” (8 listop. 1993) (miejskiej gazety 

og?oszeniowej w Kolonii). Cele w gazecie zosta?y 
sformu?owane w nast?puj?cy sposób: „ 
Wszystkim zebranym le?y na sercu prze?ycie 
wspólnotowo?ci; katolickiej wspólnoty, która jest 
wolna od ci??aru niektórych moralnych wyobra?e? 
Urz?du Ko?cio?a. Na ka?dym spotkaniu 
wspólnota chce ?wi?towa? msz?, któr? sama 
ukszta?tuje.” Program nowego „ 
demokratyczno-chrze?cija?skiego ko?cio?a” nakre?li? 
Fessler 19 listopada w tej samej gazecie: „ 
Nadszed? teraz czas, aby wszystko to, co teolog z 
Paderborn, Eugen Drewermann krytykowa? w 
Urz?dzie Ko?cio?a, zosta?o zrealizowane. W tych 
krokach b?dzie on nas popiera?.” Konkretnie 
oznacza to (jak zauwa?y?a dziennikarka): „ Koniec z 
uznawaniem Papie?a jako g?owy 
wierz?cych.” Gdyby to by?o wszystko, co w zwi?zku z 
tym wi??e si? z osob? Drewermanna, nie 
by?oby to niczym nowym. Ale Eugenowi 
Drewermannowi od jakiego? czasu asystuj? równie? 
radykalni lewicowi, i dlatego powinno to zosta? troch? 
dok?adniej wyja?nione. 
 
Drewermann i radykalna lewica 
 
Artyku? „ Polityka duszy – wywrotowy potencja? 
teologii Drewrmanna” Helmuta Thielena ujawnia 
najlepiej lewicowe nadzieje. Thielen wychodzi od 
tego, ?e dzisiaj ?adne wyzwolenie zewn?trzne nie 
nast?pi bez wyzwolenia wewn?trznego. Z tego wynika 
wyobra?enie celu; mie? wp?yw na wn?trze 
cz?owieka. Zachowanie, a szczególne uczucia, które 
le?? u podstaw tego zachowania, powinny 
zosta? przemienione. Ludzie powinni uwa?a? jedynie 
swoje prywatne upodobania i opinie za 
w?a?ciwe i te uznawa?, jako jedyny autorytet. 
Podst?pno?? tej strategii polega na tym, ?e wiele 
osób prze?ywa to jako dowarto?ciowanie znaczenia 
siebie samego i st?d wynika fascynacja takimi 
my?lami. Idzie tu jednak o wielkie zubo?enie, bo 
cz?owiek zostaje odci?ty ze wszystkich swoich 
powi?za?: intymnych, prywatnych, rodzinnych, 
spo?ecznych, kulturalnych i metafizycznych. Im 
wi?cej ludzi to b?dzie na?ladowa?, tym wcze?niej 
zaistnieje (planowane) prawdopodobie?stwo, ?e 
za?ami? si? podstawy naszej, wspólnej istotowo?ci. To 
odpowiada dok?adnie wk?adowi Adorno, 
który do przemiany spo?ecze?stwa nie zak?ada? 
rewolucji lecz implozj?, a wi?c wzajemne 
wyniszczanie si? uk?adów pa?stwowych i 
spo?ecznych. 
 
 
 
„ Drewermann: najkonsekwentniejszy rewolucjonista" 

background image

 

82

 
Drewermann jest jednym z najradykalniejszych 
obro?ców 
 
„ wyzwolenia wewn?trznego”. Dla Thielena, 
Drewermann jest jednym z najkonsekwentniejszych 
rewolucjonistów w ogóle, od którego lewica powinna 
bra? przyk?ad. „ Wielu lewicowych nie mo?e 
nawet marzy? o polemicznej ostro?ci i 
bezkompromisowej wyrazisto?ci, z któr? on, podczas 
swego 
wyk?adania Kazania na górze, i nie tylko wtedy, 
zaatakowa? ekonomi? i polityk? aktualnego 
kapitalizmu.” /354 To, czego tak rewolucyjnie 
dokonuje Drewermann, to ca?kowite odrzucanie 
pa?stwa, w?adzy i polityki. On nie propaguje jakiego? 
innego modelu pa?stwa czy innej polityki: on 
chce uwolnienia ludzko?ci w ogóle od pa?stwa, 
w?adzy i polityki, poniewa? wed?ug jego rozumienia, 
pa?stwo i polityka oznaczaj? ograniczenie i przymus 
oraz niewolnictwo ludzi, tyle tylko ?e stale „ 
ubierane w nowe opakowania". „ Poniewa? w tej 
polityce i w ekonomii przez ni? za?o?onej, 
cielesna i duchowa n?dza poszczególnych, którzy 
powinni by? szcz??liwi, syci i humanitarni, 
zostaje zakonserwowana i umocniona." /355 
 
W jednym z wywiadów dla magazynu „ Stern" z dnia 4 
kwietnia 1994, Drewermann potwierdza te 
podwaliny: „ Drewermann: Istotnie nikt rzeczywi?cie 
nie chce, aby wywrotowa si?a ewangelii 
z?ama?a istniej?ce struktury w?adzy. (. . .) Stern: Je?eli 
Ko?ció? powinien si? tak bardzo troszczy? 
o psychiczne dobro pojedy?czych osób, czy mo?e 
wtedy prze?ama? polityczne struktury w?adzy, jak 
pan tego wymaga?? Drewermann: W?a?nie wtedy. 
Tam, gdzie si? uda, wprowadzi? w g??b siebie 
poszczególne osoby i pomóc im siebie zaakceptowa?, 
poniewa? ka?dy, jak wszyscy inni ludzie jest 
zaakceptowany przez Boga, to zmieni si? ich 
wzajemny stosunek do innych ludzi i równie?, 
zasadniczo, ich pogl?d na otoczenie. Kto? taki nie 
b?dzie si? ju? wywy?sza? nad innych i 
eksploatowa? swoje ?rodowisko bez ogranicze?.”/356 
 
 
 
Anarchia jako cel 
 
To uwolnienie ka?dego powinno zatem dzia?a? jak 
lawina i ogarnia? wszystko, pocz?wszy od 
najmniejszej wspólnoty a? do struktur pa?stwowych. „ 
Ten (. . .) polityczny podst?p polega na tym, 
aby w duchowo?ci i wspólnotowo?ci pozwoli? 
wzrasta? tym si?om i formom oraz je odbudowywa?, 

które w swej wewn?trznej logice i dynamice, 
odpowiednio do rewolucyjnego sposobu, musz? si? 
obróci? przeciw panuj?cej polityce i ekonomii, która 
likwiduje wszystkie bezpo?rednie 
lewicowo-polityczne próby.” /357 Celem 
samowyzwolenia powinno by? zatem ca?kowite 
wycofanie 
si? ze spo?eczno?ci oraz kultury, now? spo?eczn? 
form? organizacji, wg tego modelu, jest 
anarchia. „ Ta nie- i anty-polityka chrze?cija?skich 
sposobów wiary, wymaga?a podstawowego 
dystansu do wszystkich, tak?e marksistowsko 
ugruntowanej polityki si?y oraz do jej form: partii, 
pa?stwa itd. Tej, wyra?nie bolszewickiej i raczej 
bankrutowi spo?eczno-reformatorskiemu 
przeciwstawia ona ca?kiem w?asny rodzaj polityki. 
Dopiero ona jest prawdziw?, rewolucyjn? drog?. 
Jej bieguny to medytacja i walka, duchowa kultura w 
wierze, bli?ni, wspólnota i przewrót. 
Religijno-polityczny cz?owiek staje si? mistycznym 
rewolucjonist?. (. . .) Spo?eczna strona takich 
dzia?a?, cel i droga do wewn?trz samego siebie 
stanowi teokratyczn? anarchi?.”/358 
 
Istotnie wydaje si?, ?e tego rodzaju model jest 
dyskutowany w kr?gach ko?cielnych. Czasopismo „ 
prze?om”, w Lucernie, wydrukowa?o na jesieni 1994, 
otwarty list „ Anarchiczna diecezja” do 
w?a?nie wybranego i tymczasowo wycofanego z 
urz?du, biskupa Bazylei, Hansjörga Vogla. List 
by? podpisany przez Markusa Friedli, instruktora 
doros?ych i wspó?pracownika grupy roboczej „ 
Ko?ció? w dialogu” w Bernie, przyjaciela biskupa z 
m?odzie?czych lat. Dok?adnie w wy?ej 
omówiony sensie czytamy tam “..... zachodzi mimo 
wszystko obawa, ?e nasz zwi?zek mo?e si? 
zamieni? w negatywny: Gdy byli?my rówie?nikami, 
mogli?my by? zwierzchnikami – lub 
podporz?dkowani. Ale przyja??, partnerstwo, 
solidarno?? nie znosi ?adnej hierarchii, ?adnego 
panowania, jak wielce by?yby one ?wi?te. Anarchia, 
brak panowania powinny szeroko naznaczy? 
nasze zwi?zki. Cudowne s?owo pochodzi od Bakunina: 
Anarchia jest porz?dkiem bez gwa?tu. Nie 
tylko anarchistyczne zwi?zki, lecz równie? 
anarchistycznie uporz?dkowana diecezja. Jaka pi?kna 
wizja! ..... to by?by najbardziej jezusowy 
ko?ció?.”/359 
 
Kiedy? trzeba siebie zapyta?, czy opisana strategia jest 
tylko jak?? egzotyk? i dlatego nie jest brana 
powa?nie pod uwag?, albo te? idzie jednak o 
wywo?uj?cy obawy, prze?om. Ci?gle jednak niestety 
okazuje si?, ?e wielu zatroskanych o obecn? kondycj? 
Ko?cio?a i cywilizacji nie docenia tej 

background image

 

83

wywrotowej roboty oraz jak daleko post?powe „ 
planowane zmiany spo?eczne” s? ju? dzisiaj 
obecne, i w ogóle czy cel jeszcze nie zosta? 
zrealizowany. Od blisko 50 lat tzw. 
grupowo-dynamiczne metody lub psychotechniki, 
które nie maj? nic wspólnego z psychologi? g??bi, 
s? wprowadzane w ci?gle nowych wariantach i ci?gle 
szerzej uzasadniane, aby zmieni? wn?trze 
cz?owieka. Smutno jest patrze?, jak w takim kierunku 
przeciwnym, który jest przeciw istocie i 
przeznaczeniu cz?owieka, zmienia si? spo?ecze?stwo i 
Ko?ció?. 
 
Ko?ció? zawsze by? gotowy odnawia? si? – „ Ecclesia 
semper reformanda”. Ale to, co 
obserwowali?my podczas ostatnich dziesi?tek lat, to 
by?a sztuczna, zaplanowana zmiana, która w 
wielu obszarach wykazuje zamiary totalitarne. Brakuje 
opracowania pe?nego jej skutków w 
spo?ecze?stwie i w ko?cio?ach. 
 
W obszernym wywiadzie Horsta Seewalda z 
kardyna?em Ratzingerem /360 stwierdza on o ko?ciele 
katolickim: „ To co wydarzy?o si? po II Soborze 
Watyka?skim, gdy my?li si? o fa?szywej 
gorliwo?ci, mo?na by okre?li? jako zbli?one do 
rewolucji kulturalnej, wraz z wyprz?taniem 
ko?cielnych budowli, zmian? oblicza kleru i zakonu. 
Wielu ju? dzisiaj ?a?uje takich pochopno?ci. Ale 
w ?ywym ko?ciele b?d? si? na pewno tworzy? nowe 
formy wyrazu. Ten ruch idzie pe?n? par?. 
Podczas tego b?d? musia?y zosta? oddzielone, jak 
zawsze w procesie zmagania, plewy od pszenicy, 
wg s?ów aposto?a: <Ducha nie ga?cie. . . . . Wszystko 
badajcie, a co szlachetne zachowujcie.> (1 
Tes 5, 19–21)". 
 
Materia? tej ksi??ki, zbierany w ci?gu wielu lat, niech 
si? przyczyni do tego badania. 
 
 
Zapodał w wersji elektronicznej: 
„jasiek z toronto”