background image

 
 
 

 

 
 
 
 
 
 
 
 

background image

To,  co  powiedział  Harry  uzmysłowiło  wszystkim  jak  bardzo  chłopak 
cierpi,  skoro  woli  mieszkać  sam  w  znienawidzonym  przez  siebie 
domu, należącym do Syriusza, gdzie przysięgał już nie wracać. Kiedy 
Hermiona  spojrzała  mu  w  oczy  zobaczyła  w  nich  pustkę,  równie 
wielką jak jej własna. Nie było w nim teraz żadnych uczuć, wybył się 
ich na czas pobytu tutaj i to przygnębiało ją jeszcze bardziej. Dotknęła 
delikatnie  jego  policzka  opuszkami  palców  i  coś  się  w  nim  lekko 
poruszyło,  ale  natychmiast  zgasło.  Nie  patrząc  na  nikogo, 
zaprowadziła  go  na  górę  do  pokoju  Rona,  gdzie  Harry  sypiał. 
Wszystkie  jego  rzeczy  zostały  ułożone  w  szafce,  którą  dzielił  z 
przyjacielem, ale kiedy ją otworzył były tam ciuchy tylko jego własne. 
Hermiona  zostawiła  go  samego  na  kilka  chwil,  żeby  miał  czas 
osobiście  pożegnać  się  z  przyjacielem  i  zrozumiał,  że  została  mu 
jeszcze ona. Ale wcale nie musiała tego robić. Puste półki boleśnie go 
w tym przekonały i po raz setny od wczorajszego wieczoru pożałował 
słów,  jakie  jej  powiedział.  Wiedział  na  pewno,  że  sam  nie  da  sobie 
rady, że ona jest mu niezbędna w szukaniu horkruksów, ale miał coraz 
mniej  przekonania  co  do  tego  czy  rzeczywiście  powinna  z  nim  być. 
Jest  dla  niej  niebezpieczny,  bez  względu  na  to,  co  mówią  wszyscy 
dokoła. Musiał sam wszystko zrobić.  
 
Kiedy po kilku minutach schodził cicho do salonu, usłyszał, jak Lupin 
mówi do zebranych: 
 
- On jest za bardzo podobny do Jamesa. Nie będzie chciał cię słuchać, 
Molly. Wbił sobie do głowy, że musi zamieszkać w domu Syriusza i 
tak zrobi. – przekonywał panią Weasley. – I z pewnością nie poprosi 
nas o pomoc. Będzie się izolował dopóki nie uzna, że zapomnieliśmy 
o  nim.  Wtedy  będzie  uważał,  że  postąpił  dobrze,  bo  czeka  go  ważna 
misja i musi wykonać ją sam.  
 
-  Nie  do  końca.  –  usłyszał  zrezygnowany  głos  Hermiony  –  Ja  też 
muszę  wziąć  udział  w  tej  misji.  Ale  masz  rację  Remusie.  Harry 
postąpi  dokładnie  tak  jak  to  opisałeś.  I  boję  się,  że  mnie  również 
będzie chciał odtrącić.  
 
Na samą  myśl, że miałby zostawić ją tutaj, nie wiedzieć, co się z nią 
dzieje,  przechodziły  go  ciarki,  ale  musiał  tak  postąpić.  Dla  jej 

background image

bezpieczeństwa.  Pokonał  ostatnie  kilka  schodów  szybko  i  głośno, 
ż

eby  wiedzieli,  że  się  zbliża.  W  salonie  wszyscy  patrzyli  na  niego 

wyczekująco. Hermiona stała przy oknie i wyglądała na zewnątrz, ale 
gdy  tylko  pojawił  się  wśród  nich  odwróciła  się  i  uśmiechnęła  do 
niego.  Ruszyła  w  jego  stronę,  a  on  zobaczył  jej  kufer  obok  wejścia. 
Wiedział, że tak będzie. Kiedy złapała za rączkę i stanęła obok niego, 
zapytał chłodno: 
 
- Co ty robisz? 
 
- Idę z tobą do domu Syriusza.  
 
-  Nie  chcę  tego.  –  jego  głos  nie  stracił  na  lodowatym  brzmieniu,  ale 
dziewczyna się nie zraziła.  
 
- Przestań pieprzyć. – wybuchła – Obiecałeś mi wczoraj, że mnie nie 
opuścisz. Tak mało dla ciebie znaczę, że nie jestem warta dotrzymania 
jednej obietnicy? 
 
Zabolały go jej słowa i wiedziała o tym. Nie chciała powiedzieć tego 
głośno,  ale  stało  się  i  nie  zamierza  żałować,  jeżeli  przyniesie 
zamierzony skutek.  
 
- Hermiona, będzie bezpieczniej, jeżeli zostaniesz tutaj – przekonywał 
ją.  
 
- W tej chwili nigdzie nie jest bezpiecznie. A przy tobie najmniej, ale 
jesteś  moim  przyjacielem  i  kocham  cię.  Nie  zostawiaj  mnie  tutaj, 
Harry – prosiła.  
 
Sam  nie  wiedział,  co  podziałało  na  niego  bardziej,  jej  słowa  czy 
rozpacz  w  oczach,  ale  poddał  się  praktycznie  bez  walki.  Szybko 
chwycił  jej  dłoń  i  teleportował  się  do  swojego  domu  w  Londynie. 
Kiedy  tylko  wylądowali  przed  drzwiami  puścił  jej  dłoń  i  wszedł  do 
ś

rodka  nawet  na  nią  nie  patrząc.  Szybko  zaniósł  swoje  rzeczy  do 

pokoju Syriusza, ale słyszał jak idzie za nim i umieszcza swoje rzeczy 
w pokoju obok. Doskonale wiedział, dlaczego to zrobiła. Chciała mieć 
go  tak  blisko  siebie,  jak  to  możliwe.  Uśmiechnął  się  na  myśl,  że  z 

background image

pewnością  zamieszkałaby  z  nim  w  jednym  pokoju,  gdyby  jej  na  to 
pozwolił.  I  ta  jedna  myśl  poraziła  go  jak  prąd.  Patrzył  przed  siebie  z 
niedowierzanie,  ale  właśnie  przyszło  mu  do  głowy,  że  Ron  i  Ginny 
dali im swoje błogosławieństwo i prawie nalegali, żeby byli razem.  
 
W jednej chwili znalazł się w jej pokoju i chwycił jej kufer. Patrzyła 
zdziwiona jak ciągnie go na korytarz. W pierwszej chwili pomyślała, 
ż

e się rozmyślił i ją wyrzuci, ale kiedy przeniósł jej rzeczy do swojego 

pokoju uśmiechnęła się. Nie  chciała  go o to prosić, ale nie wiedziała 
czy  dałaby  radę  zasnąć  w  jednym  pokoju  sama.  Zbyt  była 
przyzwyczajona do czyjegoś towarzystwa, a na dodatek ten stary dom 
był taki wielki.  
 
Bez  słowa  podeszła  i  mocno  go  przytuliła.  Poczuła  jak  znów  po  jej 
policzkach płyną łzy, ale tym razem wdzięczności, a Harry kołysze ją 
i uspokaja.  
 
-  To  jedyna  sypialnia  w  całym  domu,  która  nadaje  się  do  używania, 
oprócz kuchni. – powiedział do niej.  
 
- Weźmiemy się do pracy od samego rana – obiecała mu. 
 
-  Ale  ja  na  razie  nie  mogę  jeszcze  używać  czarów.  –  przypomniał.  – 
Przesuń to łóżko i wyczaruj sobie drugie.  
 
Nadal w niego wtulona spełniła jego prośbę i już po chwili w pokoju 
stały dwa łóżka w przeciwnych stronach.  
 
I  tak  zaczął  się  dla  nich  najbardziej  pracowity  miesiąc  w  ich  życiu. 
Dzięki sobie nawzajem, znów nauczyli się śmiać i korzystać z tego, co 
im  było  dane.  Co  kilka  dni  wpadali  do  nich  członkowie  Zakonu,  a 
pani  Weasley  bywała  u  nich  codziennie.  Była  świadkiem,  jak  dwoje 
jej  przyszywanych  dzieci  powraca  do  życia,  tylko  dzięki  sobie 
nawzajem  i  widziała  rosnące  w  nich  uczucie  nawet,  jeśli  oni  o  tym 
jeszcze  nie  wiedzieli.  Troska,  jaką  Harry  otoczył  Hermionę,  cieszyła 
ją.  Gratulowała  swoim  dzieciom  przenikliwości,  której  zabrakło  jej 
samej.  Tych  dwoje  tak  się  ze  sobą  utożsamiło,  że  nie  potrafili  nawet 
opuścić  domu  bez  tego  drugiego.  Poza  tym  Harry  ograniczał 

background image

jakiekolwiek  wyjścia  z  domu  do  minimum,  żeby  jak  najrzadziej 
narażać  Hermionę  na  niebezpieczeństwa  poza  nim.  I  nigdy  nie  był 
zadowolony,  gdy  któryś  z  jego  bliskich  pojawiał  się  na  progu  jego 
domu.  Wiedzieli,  że  to  nie  dlatego,  że  nie  chce  ich  widzieć,  ale 
przerażała go myśl, że w tym czasie mogło by się im coś stać.  
 
Do siedemnastych urodzin Harry’ego, udało im się oczyścić kuchnię, 
salon  i  te  pokoje,  w  jakich  zaczęli  pracę  ostatnim  razem.  Musieli 
radzić  sobie  ze  wszystkim  na  ślepo,  bo  nie  było  już  wśród  nich 
Moody’ego.  
 
Tego  dnia  do  domu  na  Grimmaud  Place  przybył  także  Stworek,  i 
kiedy zobaczył swój stary dom wypełniony ludźmi i go oczyszczający 
znów  zaczął  mruczeć  obelgi  pod  ich  adresem,  aż  w  końcu  Harry 
odesłał  go  z  powrotem  do  Hogwartu.  Pani  Weasley  od  samego  rana 
zamknęła  się  w  kuchni  i  nie  pozwalała  im  tam  wejść.  Nawet  obiad 
zjedli w salonie na piętrze.  
 
- Ten dom zaczyna wyglądać jak dom – skomentował Lupin, który im 
dzisiaj pomagał z kilkoma rzeczami. – Nie wiem, jaki był za młodości 
Syriusza, ale jeśli po jego oczyszczeniu pomaluje się wszystkie ściany 
i  odpowiednio  się  go  umebluje,  będziesz  miał  całkiem  przyzwoity 
dom, Harry. 
 
-  Ja  też  zaczynam  tak  uważać.  –  powiedział  chłopak  i  popatrzył  w 
stronę Hermiony.  
 
Dziewczyna miała przymknięte oczy, na kolanach trzymała filiżankę z 
herbatą, a na ustach błąkał jej się uśmiech. Widział zmęczenie na jej 
twarzy  i  winił  się  za  to.  Codziennie  rano  zmuszał  ją  do  wstawania  i 
sprzątania  domu,  który  do  niej  nie  należał.  A  przynajmniej  według 
niej. Dla niego ten dom był już ich wspólny. Coraz częściej zaczynał 
myśleć  o  wspólnej  przyszłości.  Wyobrażał  sobie  ich  wspólne  życie  i 
nienawidził  się  za  to.  Od  śmierci  ich  przyjaciół  minął  zaledwie 
miesiąc,  a  on  już spogląda na  inną dziewczynę,  w  dodatku ukochaną 
przyjaciela,  jak  na  kogoś,  w  kim  chyba  się  zakochuje.  Dziewczyna, 
jakby usłyszała jego myśli i otworzyła oczy, patrząc wprost na niego. 
Aż  się  wstrząsnął,  kiedy  zrozumiał,  że  myślała  dokładnie  o  tym 

background image

samym.  Szybko  odwrócili  od  siebie  wzrok,  ale  ich  spojrzenie  nie 
umknęło Lupinowi, ani stojącej w drzwiach pani Weasley.  
 
Kobieta uśmiechnęła się i powiedziała, że dzisiejszego dnia na kolację 
wpadną inni członkowie Zakonu i jej rodzina. Harry wzniósł oczu do 
nieba,  prosząc  o  litość,  ale  wiedział,  że  nic  nie  powstrzyma  pani 
Weasley, więc poddał się bez walki.  
 
I tak właśnie do godziny ósmej w domu zebrało się około dwudziestu 
osób.  Oprócz  Weasley’ów  byli  także  członkowie  Zakonu  Feniksa,  z 
profesor  Mcgonnagall  łącznie.  Nowa  dyrektorka  Hogwartu  zajęła  nie 
tylko  to  miejsce  po  Dumbledorze,  ale  została  wybrana  także 
przywódczynią  Zakonu.  W  kilku  krótkich  słowach  streściła 
wszystkim,  co  się  dzieje  w  społeczności  czarodziejów.  Harry  nie  był 
zdziwiony  tym,  że  nic  nie  ukrywała  ani  przed  nim,  ani  przed 
Hermioną.  Kiedy  dziewczyna  zapytała  ją  o  to,  dyrektorka 
powiedziała,  że  oni  i  tak  są  w  to  wmieszani,  więc  będzie  lepiej,  jeśli 
dowiedzą  się  wszystkiego  od  nich, niż  z  plotek.  Wspomniała  także  o 
problemach,  jakie  są  w  Hogwarcie.  Czarodzieje  nie  chcą  wysłać 
swoich  dzieci  do  szkoły,  przekonani,  że  Hogwart  bez  Dumbledore’a 
nie  jest  już  bezpieczny.  I  jak  to  zwykle,  co  roku  brakowało  im 
nauczyciela  od  Obrony  Przed  Czarną  Magią,  a  w  tym  roku  także  od 
Transmutacji,  jako  że  ona  zrezygnowała  z  tej  funkcji,  kiedy  została 
dyrektorką.  
 
-  Jeżeli  nie  znajdę  nikogo  do  końca  wakacji,  Ministerstwo  Magii 
przyśle  kogoś  od  siebie,  a  wiem,  że  ten  idiota  chciałby  nam  znów 
wcisnąć Umbridge. – wstrząsnęła się mimowolnie.  
 
Harry,  Hermiona  i  bliźniaki  podzielali  jej  niechęć.  Znali  doskonale 
profesor  Umbridge  i  wiedzieli,  że  jej  obecność  nie  pomoże  w 
Hogwarcie.  Ale  jeśli  Mcgonnagall  nie  znajdzie  odpowiednich 
nauczycieli na oba stanowiska, nie będzie miała nic do powiedzenia w 
tej sprawie.  
 
Kiedy Harry otworzył swoje urodzinowe prezenty, na widok jednego 
z  nich  zaniemówił.  Państwo  Weasley  podarowali  mu  zegarek,  jaki 
otrzymuje  każdy  czarodziej  w  siedemnaste  urodziny.  Tyle,  że  to  nie 

background image

był zwykły zegarek, a Harry znał go doskonale. Należał do Rona. Ze 
wzruszenia,  nie  potrafił  nic  powiedzieć.  Przytulił  tylko  mocno  panią 
Weasley i wiedział, że ona nie potrzebuje od niego żadnych słów, bo 
doskonale go rozumie.  
 
Cały  dom  opustoszał  dopiero  koło  północy.  Jedzenie  zostało 
spakowane  i  schowane  przez  panią  Weasley.  Harry  położył  się  w 
swoim łóżku i czekał, aż Hermiona wyjdzie z łazienki i zgasi światło. 
Wtedy wyciągnął spod poduszki zegarek Rona i przyglądał mu się w 
ciemności.  Przypomniał  sobie,  jak  Ron  chwalił  się  nim,  w  dzień 
swoich  urodzin,  zaledwie  kilka  miesięcy  temu.  To  było  coś 
niezwykłego,  bo  zegarek  był  całkowicie  nowy,  a  nieczęsto  się 
zdarzało,  aby  ktoś  z  nich  dostawał  takie  drogie  prezenty.  Chłopak 
wiedział ile ten zegarek znaczył dla przyjaciela i z pewnością dla jego 
rodziców,  a  jednak  postanowili  mu  go  powierzyć.  Wzruszenie,  jakie 
go ogarniało, na samą myśl o tym wycisnęło z jego oczu kilka łez, ale 
nie pozwolił sobie na więcej.  
Już od kilku tygodni może myśleć o Ronie i Ginny bez bólu w sercu, a 
nawet  potrafi  sobie  wyobrazić,  że  jego  życie  może  wrócić,  do  jako 
takiej  normalności.  A  to  wszystko  było  zasługą  Hermiony.  I  choć 
wiedział, że nie powinien pozwolić jej tu być wcale tego nie żałował.  
 
- Ron chciałby, żebyś go miał – usłyszał głos dziewczyny. 
 
- Też mi się tak wydaje.  
 
- Pan Weasley chciał mi dać Świstoświnkę, ale nie byłam w stanie jej 
przyjąć. – wyznała mu.  
 
Usłyszał  jak  pociąga  nosem  i  podniósł  się  z  łóżka.  Przeszedł  kilka 
kroków,  jakie  dzieliły  ich  łóżka  i  położył  się  obok  niej,  mocno  ją 
tuląc,  tak  jak  zrobił  to  w  szpitalu.  Tyle,  że  tym  razem  Hermiona  nie 
płakała. Wypłakała już wszystkie łzy.  
 
Dziewczyna czuła jak jego ręka gładzi ją delikatnie po ramieniu, tam 
gdzie  nie  osłaniała  go  koszulka,  a  ustami  dotyka  jej  skroni  i  znów 
poczuła przypływ nieznanego jej dotąd uczucia. Położyła dłoń na jego 
piersi  i  mocniej  wtuliła  się  w  niego  twarzą,  aż  znalazła  doskonałe 

background image

miejsce  w  zagłębieniu  jego  szyi.  Ustami  dotykała  jego  skóry  i  nagle 
przyszły  jej  do  głowy  takie  myśli,  jakich  nie  miała  nigdy  wcześniej, 
nawet wobec Rona. Poczuła jak serce chłopaka przyspieszyło pod jej 
dotykiem, a uścisk rąk się wzmocnił, ale nie przeszkadzało jej to.  
 
- Czy myślisz, że moglibyśmy urządzić święta tutaj? – zapytała go. 
 
- Chyba tak, jeżeli pani Weasley się zgodzi.  
 
- Na pewno. Nie chcę jeszcze wracać do Nory. – powiedziała cicho. 
 
- Nie musisz. – obiecał jej Harry.  
 
Niespodziewanie  odwróciła  głowę  tak,  że  musnęła  swoimi  wargami 
jego usta. Patrzyli na siebie w ciemności przez chwilę. Harry pochylił 
głowę i pocałował ją, ale tak na serio, jak chłopak całuje dziewczynę. 
Hermiona  poczuła  jak  wybucha  w  niej  ogień.  Początkowo  był  to 
niewielki płomyk, który tlił się już od kilku tygodni, ale kiedy ich usta 
zetknęły się w pocałunku, namiętność zapłonęła całą mocą. Delikatne 
muśnięcie warg zamieniło się w namiętny, głęboki pocałunek, jakiego 
dotąd  nie  przeżyła.  Czuła  jak  język  Harry’ego  delikatnie,  ale 
nieubłagalnie  rozwiera  jej  wargi  i  już  po  chwili  dotyka  jej  języka. 
Wplotła palce w jego włosy i przyciągnęła go do siebie mocno, a ciało 
samoczynnie wygięło się w łuk pod dotknięciem jego rąk na brzuchu.  
 
Kiedy  Harry  dotknął  jej  żeber  pod  półkulami  piersi,  aż  się  w  nim 
zagotowało  z  pożądania,  które  rosło  z  każdą  minutą  dotykania  jej. 
Jednak jej koszulka stanowiła przeszkodę, której chyba nie potrafiłby 
jeszcze  pokonać.  Nie,  kiedy  ma  w  pamięci  dotyk  Ginny  nawet,  jeśli 
jest  on  coraz  słabszy  i  zamazany.  Odrywając  się  niechętnie  od  jej 
słodkich  ust,  zanurzył  twarz  w  jej  włosach.  Próbując  odzyskać 
panowanie nad oddechem, trzymał ją mocno przyciśniętą do własnego 
ciała  i  nie  puścił  nawet  wtedy,  gdy  oboje  już  się  uspokoili. 
Przysłuchiwał  się  jej  oddechowi  i  dokładnie  wiedział,  kiedy  zasnęła. 
Przesunął wtedy rękę i znów zaczął głaskać jej włosy. Ten monotonny 
ruch sprowadził na niego sen.  
 

background image

Kiedy Hermiona obudziła się rano od razu wyczuła, że jego ramiona 
oplatają ją w talii i mocno przyciskają do muskularnej piersi chłopaka. 
Wtuliła  się  w  niego  jeszcze  mocniej  i  wtedy  wyczuła,  że  on  już 
również  nie  śpi.  Jego  oddech  stał  się  nierówny,  jakby  biegał,  ale  nic 
się  poza  tym  nie  zmieniło.  Nadal  leżał  nieruchomo  i  nie  pozwalał 
poruszyć się także jej.  
 
Chcąc uspokoić swoje niewesołe myśli i uczucia, Harry szybko zerwał 
się  z  łóżka  i  poszedł  do  łazienki,  gdzie  zafundował  sobie  lodowaty 
prysznic. Emocje, jakie go ogarniają w obecności Hermiony przybrały 
na sile od dnia, kiedy obudził się w szpitalu i dowiedział się o śmierci 
Ginny  i  Rona.  A  nie  chciał  do  niej  tego  czuć,  a  bynajmniej  nie  tak 
szybko po ich stracie. Odbierał to, jako zdradę wobec nich ze swojej i 
Hermiony strony, bo wiedział, że ona też zaczyna coś do niego czuć. I 
ż

e  jest  to  tak  silne  jak  jego  uczucia.  Początkowo  myślał,  że  to  z 

powodu prośby przyjaciela i troski o najlepszą przyjaciółkę, przecież 
zawsze  się  o  nią  bał,  starał  się  troszczyć  i  chronić  ją  zawsze,  kiedy 
trzeba było. Ale teraz nie był taki pewny czy to, co usłyszał tamtego 
dnia od Rona nie jest prawdą, i że gdzieś w głębi serca zawsze kochał 
Hermionę.  
 
Nie  chciał  teraz  o  tym  myśleć.  Na  razie  oboje  są  w  żałobie  po 
ukochanych i nie zamierzał tego zmieniać. Kiedy wyszedł z łazienki, 
dziewczyny  nie  było  już  w  pokoju.  Zobaczył  jej  koszulkę  nocną  na 
łóżku  i  przez  chwilę  się  jej  przyglądał,  ale  szybko  pozbył  się  takich 
myśli,  wiedząc,  że  jeśli  nie  przestanie  potrzebny  mu  będzie  kolejny 
prysznic. Albo kilka godzin na biegunie północnym. Schodząc na dół 
zastanawiał  się  czy  dziewczyna  będzie  na  niego  bardzo  zła  za  to,  że 
tak wypadł z łóżka i za wczorajszy pocałunek.  
 
Hermiona wcale nie była zła. Postanowiła, że powinni udawać, iż do 
niczego 

nie 

doszło 

poprzedniego 

wieczoru. 

mocny 

postanowieniem  tego,  zeszła  do  kuchni  i  jakby  nigdy  nic  zrobiła  dla 
nich zwyczajne śniadanie. Zobaczywszy Harry’ego w drzwiach, przez 
moment powróciły do niej wszystkie uczucia, ale zdusiła je w zarodku 
i  uśmiechnęła  się  promiennie.  Talerze  były  już  ustawione  na  stole  i 
czekała  tylko  na  jego  przyjście.  Kiedy  usiadł,  również  się  do  niej 

background image

uśmiechając  wiedziała,  że  wszystko  jest  w  porządku.  Wieczorny 
incydent poszedł w zapomnienie i mogli znów być tylko przyjaciółmi.  
Lecz  kiedy  po  godzinie  pojawiła  się  pani  Weasley  natychmiast  się 
zorientowała, że coś się między nimi wydarzyło. Nagle stali się wobec 
siebie  ostrożniejsi,  chociaż  kobieta  zauważyła,  że  co  kilka  chwil 
spoglądają na siebie, a kiedy jedno nie  może sobie z  czymś poradzić 
drugie  natychmiast  leci  mu  z  pomocą.  Subtelne  zmiany  w  ich 
zachowaniu, powiedziały jej o zmianach, jakie między nimi zachodzą. 
A  przez  następne  dwa  tygodnie  znacznie  się  one  pogłębiły.  Już  nie 
tylko nie odstępowali się na krok poza domem, ale kiedy tylko któreś 
z  nich  wyszło  z  jednego  pokoju  to  drugie,  co  chwilę  spoglądało  na 
drzwi, albo ruszało na jego poszukiwanie.  
 
Na  dwa  tygodnie  przed  rozpoczęciem  roku  szkolnego  Harry  i 
Hermiona  byli  tak  blisko  znalezienia  kolejnego  horkruksa,  co  na 
samym  początku  poszukiwań.  Mimo,  że  cały  wolny  czas  poświęcali 
na  wymyśleniu,  gdzie  na  świecie  jest  miejsce,  które  cokolwiek 
znaczyło dla Riddle’a, nie potrafili znaleźć nic poza Hogwartem, który 
zdecydowanie  odrzucili.  Raczej  niemożliwe  było,  aby  Dumbledore 
mógł  przeoczyć  jednego  z  horkruksów,  jeśli  ten  znajdował  się  w 
szkole.  I  nie  mieli  żadnego  pomysłu  na  to  jak  zniszczyć  znaleziony 
medalion  Slytherin,  ten  prawdziwy  horkruks,  a  nie  medalion 
podrzucony przez brata Syriusza, jeżeli uda im się go znaleźć. A mieli 
podstawy myśleć, że znajduje się on właśnie tutaj. 
 
Na  dodatek,  jak  donosił  Prorok  Codzienny,  profesor  Mcgonnagall 
nadal  nie  znalazła  dwóch  nowych  nauczycieli.  Kiedy  tego  samego 
dnia  wpadła  do  nich  na  kolację,  zaproszona  przez  panią  Weasley, 
sama potwierdziła te plotki, dodają, że minister magii już szykuje dla 
niej tych nauczycieli. 
 
- Będą to najbliższe osoby z jego własnego otoczenia – rzekła smutno 
– jeżeli oczywiście nie udami się kogoś znaleźć – dodała i popatrzyła 
na siedzącego naprzeciw Lupina z dziwnym błyskiem w oczach.  
 
- A ma pani już kogoś na myśli? – chciał wiedzieć George. 
 

background image

-  Owszem,  zastanawiałam  się  nad  tym  i  nawet  zasięgnęłam  rady 
Remusa, a on powiedział, że to jest wspaniały pomysł. – powiedziała. 
 
- Kto to taki? – zapytała ją pan Weasley. 
 
-  Ktoś,  kto  stawił  czoła  największemu  niebezpieczeństwu  –  mówił 
Lupin – i ma już doświadczenie w uczeniu.  
 
- A uczniowie z pewnością będą się przy nich obojgu czuć swobodnie 
i  przede  wszystkim  bezpiecznie.  Niemal  jak  przy  Dumbledorze.  – 
dodała dyrektorka.  
 
- To znaczy, że to musi być bardzo stary i doświadczony nauczyciel. – 
zaśmiał się Fred – Na pewno będzie wspaniały – kpił.  
 
-  Każdy  jest  lepszy  od  Umbridge  i  jej  podobnych  –  powiedziała 
Hermiona.  
Harry  zdecydowanie  podzielał  jej  zdanie.  Nawet  najnudniejszy,  czy 
najstarszy człowiek na świecie byłby lepszy od tej ropuchy.  
 
-  Dlatego  zamierzam  poprosić,  żeby  w  tym  roku  nauczycielem 
Obrony Przed Czarną Magią został Harry – wypaliła dyrektorka.  
 
Wszyscy patrzyli na nią z niedowierzaniem, a sam Harry najbardziej.  
 
On miałby nauczać w Hogwarcie? Ale… 
 
- Przecież ja nie jestem nauczycielem. Nie umiem uczyć. – bronił się. 
 
-  Przesadzasz.  –  mówiła  podekscytowana  Hermiona  –  Pamiętasz  jak 
nas  uczyłeś,  kiedy  Umbridge  nie  chciała  tego  robić?  Byłeś 
niesamowity.  
 
- To był tylko i wyłącznie twój pomysł. – powiedział.  
 
- Ale ty nas uczyłeś. 
 
- Mamy coś do zrobienia, zapomniałaś? – przypomniał jej. 

background image

Dziewczyna natychmiast spoważniała i kiwnęła głową, że wie.  
 
- Poza tym nie zostawię cię samej w tym wielkim domu. – dodał.  
 
-  Daję  ci  wolną  rękę.  –  powiedziała  natychmiast  profesor 
Mcgonnagall  –  Jeżeli  będziesz  musiał  opuścić  szkołę  na  jakiś  czas, 
Remus zgodził się ciebie zastąpić. 
 
- Jeżeli się zgodzisz być nauczycielem, to ja wrócę na ten ostatni rok 
do Hogwartu. – powiedziała znów ucieszona.  
 
- Nie bądź taka szybka, Hermiono. – szepnął Lupin do siebie.  
 
-  Jeśli  Potter  się  zgodzi  to  chciałabym,  żebyś  i  ty  objęła  posadę 
nauczyciela zaklęć w Hogwarcie. – dodała profesorka.  
 
- Ja? – zdziwiła się dziewczyna. 
 
- Jesteś najlepszą uczennicą, jaką  miał Hogwart. – powiedział Fred z 
zadowoleniem.  
 
Dziewczyna poczerwieniała na tę pochwałę i spuściła nisko głowę.  
 
- Coś w tym jest. – mruknął Harry. 
 
- Zgodzę się, jeśli i ty powiesz „tak”. – powiedziała. 
 
Wiedziała,  że  taka  strategia  na  niego  podziała.  Chciał,  żeby  była 
bezpieczna,  a  zdawał  sobie  sprawę,  że  w  Hogwarcie  będzie,  nawet, 
jeżeli nie ma tam już Dumbledore’a. ale z drugiej strony ona pragnęła 
tego  samego  dla  niego  i  wiedziała  jak  wykorzystać  posiadane 
argumenty.  
 
- A co pan o ty myśli? – zapytał Remusa. 
 
-  Zawsze  byłeś  najlepszy  z  tego  przedmiotu.  Lepszy  nawet  od 
Hermiony – dodał. – A z tego, co wiem byłeś w stanie nauczyć czegoś 
dobrze Neville’a, tak żeby nie było poszkodowanych.  

background image

 
- Byłeś najlepszym nauczycielem, jakiego mieliśmy – dodał George – 
Bez obrazy – zwrócił się do Remusa, ale ten zaśmiał się tylko na to.  
 
- No dalej, Harry. – powiedziała Hermiona.  
 
- Ooooooo… No dobrze – powiedział wreszcie.  
 
Profesor  Mcgonnagall  popatrzyła  na  nich  z  zadowoleniem  i 
przekazała im listę potrzebnych podręczników i przyborów. Pytania o 
aprobatę ministra zbyła machnięciem ręki.  
 
-  Hogwart  nie  jest  podporządkowany  Ministerstwu.  Mogę  tam 
zatrudnić kogokolwiek. – powiedziała.  
 
Przesiedziała  z  nimi  jeszcze  wiele  godzin  tłumacząc  im,  na  czym 
będzie  polegało  ich  zadanie,  jako  nauczycieli.  Wytłumaczyła 
wszystkie  reguły  i  zapewniła  o  kilku  ważnych  dla  nich  aspektach. 
Dodała również, że na tym stanowisku będą mogli dowoli korzystać z 
Działu  Ksiąg  Zakazanych  w  szkolnej  bibliotece,  a  także  pokaże  im 
zbiór  ksiąg  wycofanych  ze  zbioru  ogólnodostępnego,  przez  samego 
Dumbledore’a.  Na  koniec  dodała,  że  oboje  przejmą  opiekę  nad 
którymś z domów.  
 
Zaopatrzeni  w  nową  wiedzę  i  listę  ksiąg  oraz  potrzebnych  im  rzeczy 
postanowili,  że  jednak  udadzą  się  na  ulicę  Pokątną.  W  tym  celu 
kilkoro ich przyjaciół z Zakonu stawiło się następnego dnia przed ich 
domem  i  stanowili  ich  straż,  mimo  zapewnień  Harry’ego,  że  dadzą 
sobie  radę,  państwo  Weasley  i  Lupin  nie  dali  się  zbyć.  Tak  więc 
ruszyli w piątkę w stronę Dziurawego Kotła, a nikt oprócz Hermiony 
nie  wiedział,  że  w  jednej  z  kieszeni  swojego  plecaka  Harry  chowa 
pelerynę-niewidkę,  którą  Dumbledore  polecił  mu  mieć  zawsze  ze 
sobą.  
 
Ulica  Pokątna  była  pełna  czarodziei,  którzy  przygotowywali  swe 
dzieci 

do 

szkoły. 

Między 

sklepami 

widać 

było 

wielu 

podekscytowanych  pierwszoroczniaków,  którzy  kupowali  swe 
pierwsze  różdżki,  pióra  i  kociołki,  razem  ze  wszystkimi 

background image

ingrediencjami  na  zajęcia  z  eliksirów.  Stojąc  w  kolejce  w  Esach  i 
Floresach  czuł  się  jak  obiekt  chroniony.  Nietykalny,  zauważalny  i 
otoczony  zabezpieczeniami.  I  właśnie  tak  było,  mimo  że 
zabezpieczeniami byli członkowie Zakonu, o których inni czarodzieje 
wiedzieli,  ale  nie  mogli  tego  udowodnić.  Ale  sam  fakt,  że  są  jego 
strażą  dostarczał  plotek,  których  Harry  nie  chciał  wzbudzać.  Ludzie 
patrzyli  na  niego  z  zaciekawieniem,  a  czasami  nawet  z  ironią,  że  ten 
sławny Harry Potter, który ma przywrócić im wolność nie dość, że nic 
w tym kierunku nie robi, to jeszcze sam jest chroniony.  
 
Kiedy powiedział to do swoich przyjaciół Lupin stwierdził, że nie ma 
się  czym  przejmować.  Czarodzieje,  tak  jak  mugole,  zawsze  będą  coś 
gadać, nie ważne czy jest to prawdą, czy nie.  
 
W końcu nadeszła kolej jego i Hermiony, ale kiedy sprzedawca zaczął 
wykładać  książki  potrzebne  im,  jak  sądził,  do  ostatniej  klasy, 
Hermiona  wyrwała  listę  z  rąk  Harry’ego  i  podała  starszemu 
człowiekowi.  Widząc,  jakie  pozycje  na  niej  występują  otworzył 
szeroko oczy. 
 
- Ależ to są książki dla nauczycieli, nie dla uczniów. – wykrzyknął na 
całą  księgarnię,  czym  oczywiście  zwrócił  na  nich  jeszcze  większą 
uwagę.  
 
- Doskonale o tym wiemy – powiedziała dumnie Hermiona.  
 
I  tak  właśnie  po  całym  świecie  czarodziejów  rozeszła  się  wieść,  że 
profesor  Mcgonnagall  znalazła  nowych  nauczycieli,  czyli  samego 
Harry’ego  Pottera  i  jego  najlepszą  przyjaciółkę.  Siła  plotek 
czarodziejów  jest  tak  silna,  że  już  w  następnym  sklepie,  gdzie 
zaopatrywali  się  w  nowe  szaty,  czyli  u  Madame  Malkin,  sama 
właścicielka wiedziała, jakie mają być ich szaty. Tym razem na piersi 
nie mieli godła Gryffindora, lecz wszystkich czterech domów.  
 
Kiedy  wracali  już  w  stronę  przejścia  do  Londynu,  Harry  usłyszał 
krzyki i natychmiast się odwrócił. Zaskoczony zobaczył jak nad ulicą 
Pokątną  szybko  przemieszczają  się  czarne  chmury.  Doskonale 
wiedział,  że  są  to  śmierciożercy.  Państwo  Weasley  i  Lupin 

background image

natychmiast ruszyli im do walki, a już po kilku sekundach pojawili się 
inni członkowie Zakonu, a także aurorzy. Harry przez chwilę stał jak 
zamurowany,  ale  kiedy  tylko  się  ocknął,  rzucił  w  kąt  wszystkie 
zakupy i ruszył do walki. Kątem oka widział, jak Hermiona podąża za 
nim. Rozglądała się nerwowo i doskonale wiedział, o czym myśli. Co 
jeśli znów zawiedzie? Jego prześladowały te same pytania, ale musiał 
udowodnić sobie i innym, że jest zdolny do walki. Zwłaszcza po tym, 
co się ostatnio stało.  
 
Już  po  chwili  otoczyły  ich  niewyraźne  plamy  zwolenników 
Voldemorta,  a  Harry  rzucał  wszystkie  znane  mu  zaklęcia.  Próbując 
chronić  siebie  i  Hermionę,  rzucił  zaklęcie  Tarczy,  ale  przeciwko 
czarnomagicznym  zaklęciom,  nie  na  wiele  się  ono  zdało.  Wystraszył 
się, kiedy nie mógł odnaleźć Hermiony, ale już po chwili zobaczył jak 
dzielnie  walczy  z  Narcyzą  Malfoy.  W  jednym  momencie  próbował 
robić  wiele  rzeczy  na  raz,  chciał  kontrolować,  co  się  dzieje  z 
Hermioną,  a  także  innym  członkami  Zakonu,  próbował  też 
obserwować tych, którzy próbowali chronić się w cieniach budynków, 
kobiety  z  dziećmi,  starszych  czarodziejów,  ale  tak  jak  ostatnio,  nie 
potrafił zobaczyć wszystkiego. Świadomość tego zezłościła go jeszcze 
bardziej niż wtedy. Teraz wiedział, co się może stać, jeżeli nie będzie 
dość szybki. Zawsze o tym wiedział, ale wtedy zobaczył to na własne 
oczy.  
 
Dlatego, kiedy tylko zobaczył jak grupa śmierciorzerców zbliża się do 
kobiety  z  trójką  małych  dzieci,  natychmiast  porzucił  swoich 
przeciwników i ruszył im na pomoc. Rzucił kolejne Zaklęcie Tarczy, 
które  było  dostatecznie  silne,  aby  powstrzymać  klątwy  tamtych,  ale 
załamało  się  pod  Zaklęciem  Cruciatus,  które  trafiło  prosto  w  niego. 
Harry  był  już  na  to  zaklęcie  uodporniony,  dlatego  nawet  nie  drgnął. 
Zdziwieni  śmierciorzercy  odsunęli  się  od  niego  i  nie  mogli  uchronić 
się przed Drętwotą, którą Harry na nich rzucił.  
 
W  tej  samej  chwili  jeden  ze  śmierciorzerców  zobaczył,  że  ich  siły 
słabnął i zarządził odwrót, a Harry usłyszał jak gdzieś niedaleko niego 
Bellatrix  zaśmiewa  się  w  głos,  a  kiedy  tam  spojrzał  zobaczył  jak 
znienawidzona  przez  niego  kobieta  pochyla  się  nad  Hermioną, 
ś

ciskającą  małą  dziewczynkę  w  taki  sposób,  że  chroniła  ją  przed 

background image

torturującym  zaklęciem  Bellatrix.  Ogarnęła  go  wściekłość  tak 
potężna, że nie wiedział, co robi.  
 
Rzucił  się  w  tamtym  kierunku  i  już  po  chwili  stał  pomiędzy 
kobietami. Hermiona podnosiła się z ziemi, równie wściekła co Harry, 
ale  nie  na  tyle,  aby  zrobić  to  co  zrobił  chłopak.  Nie  wypowiadając 
nawet zaklęcia na głos, z jego różdżki wystrzelił czerwony promień, a 
Bellatrix  padła  na  ziemię,  zalewając  się  krwią.  Znienawidzone 
zaklęcie Sectunsempra samo wydostało się z jego głowy, a ciszę, jaka 
po  tym  nastała  przerwał  tylko  krzyk  Narcyzy.  Podbiegła  do  siostry  i 
natychmiast  się  z  nią  teleportowała.  Harry  mógł  tylko  przypuszczać, 
ż

e udała się do swojego Pana.  

 
Zaraz za kobietami zaczęli znikać inni śmierciorzercy i już po chwili 
na Pokątnej zostali tylko aurorzy i inni uczestnicy walki. Harry powoli 
odwrócił  się  do  Hermiony,  ale  na  plecach  czuł  zlęknione  spojrzenia 
wszystkich,  którzy  mogli  go  dostrzec.  Pomagając  podnieść  się 
Hermionie  z  ziemi,  usłyszał  jak  ktoś  do  niego  podchodzi.  Kiedy  się 
odwrócił, zobaczył jakąś kobietę. Miała nie więcej niż trzydzieści lat, 
a po twarzy spływały jej łzy.  
 
-  Dziękuję  –  wyszeptała  i  rzuciła  się  najpierw  na  niego,  później  na 
Hermionę, a w końcu chwyciła w ramiona dziewczynkę, nadal stojącą 
za plecami Hermiony.  
 
Podziękowanie  czarownicy  obudziło  innych  gapiów  i  uczestników 
walki.  Wszyscy  zaczęli  krzyczeć  z  radości  i  wiwatować  na  cześć 
Harry’ego.  Ludzie  podchodzili  do  niego,  ściskali  mu  dłoń,  przytulali 
go, ale on wcale nie czuł się jak bohater. Przecież i inny brali udział w 
tej bitwie.  
 
Z całej tej gadaniny zdołał wywnioskować, że nikt nie miał mu za złe 
użytego  zaklęcia,  a  wręcz  przeciwnie,  dziękowali  za  to,  że  je  znał  i 
użył  go.  Tylko  Lupin  i  Hermiona  wiedzieli  skąd  się  wzięło  to 
zaklęcie, ale żadne z nich nie robiło mu wyrzutów.  
 
Harry  popatrzył  na  dziewczynę.  Widząc  wdzięczność  w  oczach 
przyjaciółki, poczuł jeszcze większe zakłopotanie niż do tej pory, ale 

background image

uśmiechnął  się  do  niej  tylko  i  uścisnął  mocniej  jej  dłonie.  Rzucił 
okiem  na  porzucone  zakupy  i  jednym  machnięciem  różdżki  posłał  je 
do  domu  na  Grimmaud  Place,  a  następnie  odszukał  wzrokiem  pana 
Weasley’a i kiwnął mu głową na znak, że zabiera Hermionę do domu.  
 
Kiedy  tylko  znaleźli  się  w  domu,  Harry  puścił  ją  i  ruszył  do  swojej 
sypialni.  Nie  zauważył  nawet,  że  Hermiona  podążyła  jego  tropem  i 
zdziwił się, kiedy poczuł jak go przytula.  
 
-  Wiem,  co  mówiłam  o  tym  zaklęciu,  kiedy  użyłeś  go  pierwszym 
razem – powiedziała cicho – ale teraz jestem wdzięczna, że go użyłeś.  
 
- Nie myślałem o tym konkretnym zaklęciu, ale kiedy zobaczyłem, jak 
do ciebie celuje, to jakoś tak samo ze mnie wyszło. – wyznał jej.  
 
Na drugi dzień przeczytali o tym wydarzeniu w Proroku Codziennym. 
Artykuł  był  zaopatrzony  w  jedno  ze  zdjęć  Harry’ego,  a  także  jego 
wspólne z Hermioną, zrobione jeszcze w czwartej klasie. Autor długo 
rozpisywał  się  na  temat  czynów  ich  obojga,  ale  nie  pominął  tego,  że 
kiedy przybyli na ulicę Pokątną byli pod eskortą Zakonu Feniksa oraz 
wilkołaka.  Wypowiedziało  się  wiele  osób,  którzy  brali  udział  w 
bitwie,  między  innymi  kobieta,  której  dziecko  ochroniła  Hermiona, 
ale dziewczyna nie była tym zachwycona, bo przy okazji wyciągnięto 
sprawę  romansu  jej  z  Harrym  i  Wiktorem  Krumem,  dlatego  też 
wszyscy od razu zapamiętali, kim ona jest.  
 

„- Oboje zachowali się wspaniale – mówi kobieta  

- Ta dziewczyna zasłoniła moje dziecko własnym ciałem,  

a Harry Potter unieszkodliwił Bellatrix Lastrange. Nigdy  

więcej nie zwątpię, że ten chłopak potrafił pokonać Czarnego  

Pana.”   

 
Była powiązana z dwoma najsławniejszymi mężczyznami na świecie, 
a  z  jednym  z  nich  przyjaźni  się  od  wielu  lat.  Takie  powiązania 
musiały  wpłynąć  w  końcu  na  to,  że  wielu  czarodziejów  będzie  ją 
znało. To w końcu ona najlepiej znała wszystkie zakazane tajemnice, 
jakie Harry Potter ukrywał przed światem i niektórzy ludzie chcieli to 

background image

wykorzystać.  Podejrzewała,  że  dlatego  w  ciągu  jednego  dnia  dostała 
aż kilkanaście próśb o wywiad.  
 
Jeszcze tego samego dnia odwiedziła ich profesor Mcgonnagall, która 
chciała ich poinformować, że przez to, co się stało poprzedniego dnia 
większość czarodziejów jeszcze bardziej boi się wysyłać swoje dzieci 
do Hogwartu.  
 
-  Przez  cały  czas  dawali  mi  do  zrozumienia,  że  na  miejsce 
Dumbledore’a  musiałabym  znaleźć  kogoś  równie  potężnego  – 
powiedziała,  spoglądając  na  nich  wymownie  i  wskazując  na  ich 
zdjęcie  w  gazecie,  zrobione  podczas  wczorajszej  walki,  –  dlatego 
zasugerowałam  im,  że  ich  dzieci  będą  miały  najlepszą  z  możliwych 
ochronę.  Wtedy  złagodnieli  i  jestem  niemal  pewna,  że  wieść  o  was, 
jako  nauczycielach  podniesie  na  duchu  tych  przestraszonych 
biedaków,  jeżeli  nie  zrobiła  tego  już  wczoraj,  kiedy  kupowaliście 
książki dla nauczycieli.  
 
Harry  nie  skomentował  tego,  ale  jego  zdaniem  te  wszystkie  dzieci 
będą  jeszcze  bardziej  zagrożone  w  jego  obecności,  niż  bez  niego. 
Pomyślał, że jeśli czarodzieje chcę łudzić się głupią nadzieją to jest to 
już  tylko  ich  sprawa,  a  on  ma  zamiar  wykonać  swe  zadanie.  Te 
przekazane mu przez Dumbledore’a i przez profesor Mcgonnagall. 
 
Dlatego  też  stawił  się  na  stacji  King’s  Cross  w  Londynie  razem  z 
Hermioną i ich kuframi dokładnie pięć minut przed odjazdem pociągu 
i usiadł w jednym z przedziałów, tak jak zawsze. Wszystko byłoby jak 
zawsze,  gdyby  nie  fakt,  że  siedzieli  zupełnie  sami,  a  przechodzący 
tamtędy uczniowie, cokolwiek za często, gapili się na nich cały czas, a 
kiedy Ernie Mcmillan przyszedł po Hermionę z pytaniem, czemu nie 
zjawiła się w wagonie Prefektów, a ona odpowiedziała, że nie jest już 
Prefektem, ruch za ich drzwiami zwiększył się dwukrotnie.  
 
Minęła  już  połowa  drogi,  kiedy  ktoś  odważny  postanowił  zajrzeć  do 
nich. Byli to Neville z Luną. Na widok tej dwójki oboje uśmiechnęli 
się szeroko.  
 

background image

-  Wspaniale  jest  was  znów  widzieć  –  powiedziała  Hermiona  i 
uściskała ich mocno.  
 
- Nie byliśmy pewni czy nie wolicie być sami – mruknął Neville.  
 
-  Gadasz  głupoty  –  odezwała  się  Luna  –  mówiłam  ci,  że  nasze 
towarzystwo ich ucieszy. 
 
-  Oczywiście  –  Hermiona  śmiała  się  w  głos,  ale  zauważyła,  z  jaką 
ostrożnością  odnosi  się  wobec  nich  Neville  –  Czy  coś  się  stało?  – 
zapytała go.  
 
-  On  nie  wie  jak  ma  się  wobec  was  zachować  –  wyjaśniła  Luna  – 
Chodzi nam o Rona i Ginny.  
 
Cień bólu przemknął przez twarze całej czwórki.  
 
- Musimy się z tym pogodzić i żyć dalej – powiedział Harry – Nic nie 
mogliśmy na to poradzić i unikanie tego tematu nam nie pomoże.  
 
- Ron i Ginny również dla was byli bliscy – dodała Hermiona.  
 
- Tylko ona traktowała mnie jak normalną dziewczynę. – powiedziała 
smutno Luna. – No i oczywiście wy także, ale ona to było coś innego.  
 
Przez kilka minut stali w milczeniu, aż w końcu Harry spytał jak oni 
spędzili wakacje. Dowiedzieli się, że oni oboje starali się trzymać jak 
najdalej  od  śmierciożerców  i  dlatego  nigdzie  nie  wyjeżdżali.  Luna 
powiedziała, że takie spokojne wakacje zdarzyły jej się pierwszy raz, 
ale  kiedy  rozwinęli  temat  wydarzenia  sprzed  dwóch  tygodni  ich 
pytaniom nie było końca.  
 
Nie zabrakło także tego najważniejszego.  
 
-  Czy  to  prawda,  że  będziecie  naszymi  nauczycielami?  –  zapytał 
spłoszony Neville.  
 

background image

Hermiona ze śmiechem przyznała, że owszem, ale nie chcieliby żeby 
ucierpiała  na  tym  ich  przyjaźń,  dlatego  resztę  podróży  spędzili  w 
jednym przedziale, a Harry pomógł Neville’owi przenieść ich bagaże.  
Podróż do Hogwartu minęła im w radosnej atmosferze, jednak już nie 
takiej  jak  jeszcze  rok  temu.  Kiedy  pociąg  zatrzymał  się  już  w 
Hogsmeade  i  całą  czwórką  ruszyli  do  powozów,  spośród  krzyków 
podnieconych  pierwszoroczniaków  i  radosnych  śmiechów  starszych 
uczniów  dobiegł  ich  donośny  głos  Hagrida,  który  wzywał  ich  do 
siebie.  Luna  i  Neville  pożegnali  się,  a  Harry  z  Hermioną  udali  się  w 
stronę przyjaciela.  

 

-  Chlibka,  Harry  tak  się  cieszę,  że  widzę  cię  całego  i  zdrowego.  – 
powiedział,  ściskając  go  mocno  –  Ciebie  także,  Hermiono. 
Zmartwiłem  się,  kiedy  profesor  Mcgonnagall  powiedziała  mi,  co  się 
wydarzyło. Nie było mnie wtedy na miejscu, ale teraz już się stąd nie 
ruszam.  –  zapewnił  ich  na  jednym  wydechu,  czym  wywołał  u  nich 
atak wesołości.  
 
Sam  Hagrid  również  się  uśmiechnął  i  wciąż  trzymając  swoje  wielkie 
dłonie na ich ramionach, niemal powodując ich upadek, skierowali się 
w stronę jeziora.  
 
Idąc  tak,  Harry’emu  przypomniała  się  jego  pierwsza  podróż  do  tego 
wspaniałego  zamku  i  rozmarzony  nie  zwrócił  uwagi,  kiedy  doszli  do 
brzegu jeziora.  
 

Profesor 

Mcgonnagall 

prosiła, 

abyście 

popłynęli 

pierwszoroczniakami. Żeby poczuli się bezpiecznie – dodał cicho.  
 
Umieścił  Hermionę  w  jednej  ze  środkowych  łódek,  Harry’ego  w 
ostatniej, a sam jak, zwykle płynął na czele kolumny.  
 
Harry  wzruszył  ramionami  i  zrobił  to,  o  co  go  prosił  przyjaciel.  I 
dzięki  temu  poczuł  się  znów  tak,  jakby  po  raz  pierwszy  zobaczył 
potężny zamek. Swój najprawdziwszy i najwspanialszy dom. Tak jak 
przed  sześcioma  laty  szkoła  zrobiła  na  nim  niesamowite  wrażenie. 
Wielka,  masywna  budowla  przypominała  starego  człowiek,  jakim 
Dumbledore  był  za  życia.  Starego,  mądrego  i  niezwyciężonego, 

background image

obdarzonego nietuzinkowym poczuciem humoru, a przede wszystkim 
przejmującego  się  losami  wszystkich  ludzi  na  świecie.  Szkoła  i 
dyrektor  tak  się  ze  sobą  zżyli,  że  stali  się  jednością.  Według  niego  i 
większości  czarodziejów  w  Anglii  Dumbledore’a  nie  było  bez 
Hogwartu, a Hogwart nie istniał bez Dumbledore’a.  
 
Z  jego  własnych  myśli  wyrwały  Harry’ego  westchnienia  i  okrzyki, 
jakie wydawali uczniowie, spoglądając na zamek i zdał sobie sprawę, 
ż

e  jego  myśli  są  niedorzeczne.  Przecież  Dumbledore  nie  żyje,  a 

Hogwart jednak istnieje i, co najważniejsze, nadal przyjmuje uczniów. 
Kiedy dobili do brzegu, Harry szybko odnalazł Hermionę i Hagrida, a 
po  ich  myślach  zorientował  się,  że  wszyscy  myśleli  dokładnie  o  tym 
samym.  
 
-  Dumbledore  byłby  szczęśliwy  widząc,  że  do  Hogwartu  przybywają 
nowi uczniowie. – Hermiona wypowiedziała to na głos.  
 
Kilkoro  uczniów  popatrzyło  na  nich  z  uwagą  i  zatrzymało  się,  żeby 
posłuchać, co oni oboje mają do powiedzenia.  
 

 

- Pamiętasz naszą pierwszą ucztę powitalną? – zapytał ją Harry. 
 
- Tego nikt nie zapomina, Harry – odezwał się Hagrid.  
 
-  Ja  na  pewno  nie  zapomnę  –  powiedziała  Hermiona  –  To  właśnie 
tutaj  poznałam  moich  najlepszych  przyjaciół.  –  powiedziała  i 
przytuliła się do nich obojga.  
 
-  Brakuje  tu  tylko  Rona  –  szepnął  Hagrid  i  usłyszeli  jak  pociąga 
nosem.  
 
Nie  chcą  przeciągać  tego  tematu,  Harry  zagonił  resztę  uczniów  do 
ś

rodka i klepiąc pocieszająco wielkoluda po ramieniu, prowadził go za 

uczniami. Hermiona również miała mokre oczy, ale próbowała ukryć 
to przed nim. Jednak Harry znał ją jak nikt inny.  
 
Weszli po schodach za grupą nowych uczniów, a na samym szczycie 
czekała na nich sama profesor Mcgonnagall. Patrzyła na nich surowo, 

background image

jak  na  każdego  ucznia,  jednak  ci,  którzy  zdołali  poznać  ją  w  innych 
niż  te  okolicznościach,  wiedzieli,  że  jest  to  kobieta  o  wspaniałym 
sercu.  
 
-  Witam  wszystkich  nowych  uczniów  w  Szkole  Magii  i 
Czarodziejstwa  Hogwart.  –  zaczęła  swoją  przemowę  –  Jestem 
profesor  Mcgonnagall  i  od  niedawna  objęłam  stanowisko  dyrektora 
szkoły.  W  Hogwarcie  są  cztery  domy:  Gryffindora,  Ravenclaw, 
Hufflepuff  i  Slytherin.  Zaraz  przystąpicie  do  ceremonii  przydziału  i 
Tiara Przydziały przydzieli was do odpowiedniego dla każdego z was 
domu. Podczas waszego pobytu wasz dom ma zastąpić wam rodzinę, 
razem  będziecie  chodzić  na  zajęcia,  spędzać  wolny  czas  i  spać  w 
jednym dormitorium. Podczas swojego pobytu tutaj jesteście zarówno 
karani  za  nieposłuszeństwo,  jak  i  nagradzani  za  osiągnięcia.  Dom, 
który zbierze największą ilość punktów otrzyma puchar domów. Mam 
nadzieję,  że  każde  z  was  będzie  wierne  swojemu  domowi,  bez 
względu  na  to,  do  którego  zostanie  przydzielony.  Ceremonia 
przydziału odbędzie się za kilka  minut, kiedy tylko po was wrócę

i

. – 

przez chwilę milczała, a później kiwnęła na Harry’ego i Hermionę. 
 
Poszli  za  nią  do  najbliższej  klasy.  Zamknęła  za  nimi  drzwi  i  przez 
chwilę stała, zapatrzona w okna.  
 
-  Hermiono,  przejmiesz  Dom  Ravenclaw,  a  ty  Harry  Gryffindora. 
Chciałabym,  żebyście  teraz  poszli  i  usiedli  na  wyznaczonych 
miejscach. Wiem, że wasze pojawienie się w takiej, a nie innej postaci 
może  wzbudzić  protest,  zwłaszcza  wśród  Ślizgonów,  ale  jesteście  mi 
potrzebni  –  popatrzyła  Harry’emu  prosto  w  oczy  –  Wiem,  że  daleko 
mi do Dumbledore’a, ale kilka tygodni przed śmiercią powiedział mi, 
ż

e  sam  chciał  zaproponować  wam  obojgu  jakieś  stanowiska  w 

Hogwarcie.  Mówił,  że  będą  wam  potrzebne.  Teraz  to  wy  jesteście 
potrzebni mi i Hogwartowi – dodała z mocą.  
 
-  Jest  pani  jedyną  osobą,  która  mogła  zająć  miejsce  profesora 
Dumbledore’a i  cieszę się, że  mogę  coś dla pani zrobić – powiedział 
Harry.  
 

background image

Hermiona pokiwała głową i uśmiechnęła się do dyrektorki, lecz już po 
chwili  ona  i  Harry  wyszli  z  klasy,  żeby  udać  się  na  ucztę  powitalną, 
zanim dotrze tam profesor Mcgonnagall z nowymi uczniami.  
Swoim  pojawieniem  się  w  profesorskich  szatach  w  Wielkiej  Sali 
wzbudzili  jeszcze  większe  zaciekawienie  niż  w  pociągu.  Wszyscy 
uczniowie  patrzyli  za  nimi,  jak  stąpali  pewnie  prosto  przed  siebie  do 
stołu,  przy  którym  siedzieli  inni  nauczyciele,  uczący  ich  zaledwie 
kilka miesięcy temu.  
 
A  teraz  oni  zasiadają  wśród  nich,  są  im  równi  i  mają  uczyć  swoich 
kolegów. Na samą myśl Hermiona zaczęła chichotać, ale na spojrzenie 
Harry’ego wzruszyła tylko ramionami.  
 
W  tej  chwili  drzwi  do  Wielkiej  Sali  otworzyły  się  i  do  środka 
wtłoczyli  się  przestraszeni  nowi  uczniowie.  Strach  i  niepewność  na 
ich  twarzach  wydawała  się  śmieszna,  bo  przecież  Hogwart  jest 
jednym z najwspanialszych miejsc, jakie można zobaczyć.  
 
Jak co roku profesor Mcgonnagall stanęła obok ustawionego pośrodku 
podestu  krzesła,  na  którym  spoczywała  stara  Tiara  Przydziału,  a 
wszyscy uważnie słuchali jej długiej pieśni na temat historii Hogwartu 
i  zagrożeń,  jakie  kryją  się  poza  nim  w  dzisiejszych,  strasznych 
czasach,  a  następnie  dyrektorka  odczytywała  nazwiska  wszystkich 
nowych  uczniów,  którzy  podchodzili  i  zakładali  Tiarę  na  głowę  i 
siadali szczęśliwi do wskazanego im przez nią domu.  
 
Kiedy  nadszedł  koniec  i  każdy  dom  miał  już  przydzielonych 
mieszkańców,  Harry  rozejrzał  się  i  zauważył,  że  uczniów 
rzeczywiście  jest  mniej  niż  zawsze.  Nie  była  to  jakaś  wielka  liczba, 
ale  to  i  tak  była  wielka  strata  dla  szkoły.  Najmniej  uczniów  było  w 
Slytherinie,  co  dowodziło  ile  spośród  nich  jest  pewne  zwycięstwa 
Czarnego Pana.  
 
W  Harry  aż  się  od  tego  zagotowało.  Świadomość,  że  czarodzieje  nie 
wierzą,  iż  nauczycielom  uda  się  utrzymać  zamku  poza  władzą 
Voldemorta bolała. Nie tylko ze względu na swoją własną w to wiarę, 
ale ze względu na Dumbledore’a i  Mcgonnagall, bo był to całkowity 
afront wobec niej i jej zdolności.  

background image

 
Siedząc na zajmowanych wcześniej przez Mcgonnagall i nauczyciela 
od  obrony  miejscach,  Harry  rozglądał  się  po  Wielkiej  Sali  z  uwagą. 
Widział jak uczniowie przypatrują się jemu i Hermionie.  
 
-  Ciekawe,  co  się  stało,  że  zrezygnował  z  opieki  nad  Ravenclaw  – 
powiedziała  Hermiona,  spoglądając  na  siedzącego  niedaleko 
profesora.  
 
- Twierdzi, że jest już za stary na tę funkcję – powiedział im Slughorn 
– Chciał zrezygnować już rok temu, ale Dumbledore poprosił go o rok 
zwłoki. Podobno miał już kandydata na jego miejsce, ale nie chciał się 
przed nikim zdradzić.  
 
Zdziwiona  dziewczyna  popatrzyła  na  zbliżającą  się  do  stołu 
dyrektorkę,  ale  nie  zdołała  podchwycić  jej  spojrzenia.  Profesor 
Mcgonnagall usiadła na środku stołu, tak gdzie jeszcze kilka miesięcy 
temu zasiadał poprzedni dyrektor, ale już po chwili wstała ponownie.  
 
-  Chciałabym  powitać  was  wszystkich  w  nowym  roku  szkolnym.  Na 
pewno będzie to sprawdzian dla nas wszystkich, ale mam nadzieję, że 
uda  mi  się  go  przejść  pomyślnie.  Mogę  zapewnić  was,  że  tutaj,  w 
Hogwarcie zapewnimy wam taką opiekę, jaką tylko możemy. Z uwagi 
na  wydarzenia,  jakie  się  ostatnio  dzieją,  zastosowaliśmy  dodatkowe 
ś

rodki  ostrożności.  Nikomu  z  was  nie  wolno  opuszczać  budynku 

szkoły  po  kolacji,  ani  wchodzić  do  Zakazanego  Lasu  bez  nadzoru 
nauczyciela.  Wypady  do  Hogsmeade  są  odwołane.  Większość  zajęć 
będzie  odbywać  się  w  zamku.  Profesor  Hagrid  zgodził  się  przenieść 
na  ten  czas  do  zamku,  więc  na  zewnątrz  będzie  tylko  zielarstwo. 
Treningi  quiditcha  będą  odbywały  się  pod  nadzorem,  co  najmniej 
trzech  nauczycieli.  –  na  chwilę  zapadła  cisza  –  A  teraz  chciałabym 
przedstawić wam  nowych nauczycieli. Zajęcia  z Transmutacji  w tym 
roku  poprowadzi  profesor  Hermiona  Granger,  a  z  Obrony  Przed 
Czarną Magię profesor Harry Potter. – na Sali przez chwilę panowała 
głucha  cisza,  ale  zaraz  potem  przy  stole  Gryfonów  wybuchła  owacja 
na  ich  cześć  –  profesor  Granger  została  także  opiekunem  domu 
Ravenclaw, ponieważ profesor Flitwick zrezygnowała, a moje miejsce 

background image

opiekuna Gryffindora zajmie profesor Potter. – oklaski w obu domach 
nasiliły się do ogłuszającego stopnia.  
 
Profesor  Mcgonnagall  nie  próbowała  już  nic  mówić,  machnęła  tylko 
różdżką, a na stołach pojawiło się wyśmienite jedzenie i sok dyniowy. 
Uczniowie  jak  zwykle  bawili  się  świetnie  tego  pierwszego  dnia  w 
szkole, a uczta powitalna dla wszystkich była wspaniałym przeżyciem 
i  nie  dla  wszystkich  stanowiła  zapowiedź  przyjemnego  pobytu  w 
szkole.  Harry’emu  przypomniała  się  jego  własna  uczta  powitalna,  ta 
sprzed sześciu lat i uśmiechnął się na to wspomnienie. Wtedy nie znał 
jeszcze Hermiony tak dobrze, najbliższy był  mu Ron, którego poznał 
w  pociągu,  a  dziewczynę  od  samego  początku  uznali  za  nadętą  i 
wtrącającą  się  mądralę,  która  z  pewnością  będzie  wszystkim 
pokazywać, do czego jest zdolna.  
 
Naprawdę  okazała  się  właśnie  taka  jak  przewidywali,  ale  była  też 
ś

wietną przyjaciółką, która zyskiwała przy bliższym poznaniu. Inaczej 

ż

aden z nich nie wytrzymałby przy niej tylu lat, a Ron nie zakochałby 

się.  Przez  te  wszystkie  lata  pokazali  jej  nie  tylko  ile  punktów 
regulaminu można złamać jednej nocy, ale przez nich sama zaczęła to 
stopniowo  robić,  jak  choćby  po  śmierci  Dumbledore’a,  kiedy  to 
niezauważona  przez  wszystkich  zdołała  wydobyć  dla  nich  kilka 
przydatnych ksiąg o horkruksach z gabinetu samego dyrektora

ii

. Kiedy 

on  i  Ron  usłyszeli,  co  zrobiła  o  mało  nie  pękli  z  dumy.  Hermiona 
sama  w  sobie  była  dla  nich  skarbnicą  wiedzy,  chociaż  nigdy  jej  tego 
nie powiedzieli, bo z pewnością strasznie by się nadęła, ale doskonale 
zdawali sobie z tego sprawę. 
 
Ale Hermiona z zakazaną wiedzą może być bardziej niebezpieczna od 
samego  Voldemorta.  Księgi,  jakie  zdobyła  posiadały  najczarniejszą 
magię i wiedzę o niej, jaka kiedykolwiek istniała. Były tam instrukcje, 
które  mogły  się  przydać  nie  tylko  przy  stworzeniu  horkruksów,  ale 
zaklęcia  tak  potężne  i  straszne,  że  nawet  gorsze  od  zaklęcia 
uśmiercającego,  trucizny  tak  straszne,  że  człowiek  umiera  w 
cierpieniu przez kilka dni, a nawet tygodni. A na większość z nich nie 
ma nawet środka łagodzącego, nie mówiąc już o odtrutce, bo w takich 
wypadkach bezoar na pewno nie zdałby się na nic. Harry nie chciał tej 
wiedzy, ale niektóre z zaklęć mimowolnie zapamiętał, jak na przykład 

background image

Escudo

iii

 Zaklęcie Tarczy, które jest o wiele mocniejsze od poznanego 

już  przez  niego  Protego,  ponieważ  jest  w  stanie  powstrzymać  nawet 
zaklęcie Avada Kedavra. Było to jedno z zaklęć z działu obrony, więc 
nie  mogło  być  złe  i  jeśli  Voldemort  nie  czytał  tej  księgi  to  z 
pewnością nie będzie wiedział, jakie zaklęcie jest w stanie przebić tę 
barierę.  
 
Harry niechętnie wrócił myślami do Wielkiej Sali, szturchany łokciem  
przez  Hermionę.  Kiedy  popatrzył  na  nią,  zdał  sobie  sprawę,  że  za 
bardzo  pogrążył  się  we  własnych  myślach.  Niektóre  z  jego  uczuć 
musiały  odbić  się  na  jego  twarzy,  bo  kilkoro  nauczycieli  patrzyło  na 
niego ciekawie.  
 
-  Nie  myśl  o  tym  teraz,  bo  psujesz  wszystkim  apetyt  –  powiedziała 
dziewczyna.  
 
-  Myślisz,  że  będziemy  mogli  wypróbować  niektórych  zaklęć  z  tych 
twoich ksiąg? – zapytał ją.  
 
- Zależy, o których zaklęciach mówisz? – dociekała, patrząc na niego 
podejrzliwie.  
 
- Chodziło mi na przykład o te zaklęcie tarczy, czy temu podobne. To 
dobre zaklęcia, mogą nam pomóc. – wyszeptał.  
 
- Na pewno, ale myślałam także o innych. – mruknęła, ale starała się 
nie patrzeć mu w oczy.  
 
Harry  odwrócił  się  na  krześle,  tak  żeby  patrzeć  wprost  na  nią  i 
nachylił się do niej jeszcze bardziej.  
 
- Co masz na myśli? 
 
Nie obchodziło ich, że zwracają na siebie uwagę innych. Harry musiał 
wiedzieć, o co jej chodzi.  
 

background image

- Niektóre zaklęcia są złe, ale z pewnością pomogą nam zniszczyć te 
przedmioty. Albo gdybyśmy dzięki nim mieli pokonać Voldemorta…-
zacięła się – To znaczy, czasami warto umieć takie zaklęcia. 
 
- Hermiona, ty wcale nie musisz walczyć z Voldemortem. Ja muszę to 
zrobić.  Jak  nie  będziesz  chciała,  to  nie  będziesz  musiała  walczyć.  – 
przypomniał jej. 
 
- Wiesz, że muszę walczyć – szepnęła z mocą.  
 
Przez chwilę patrzyli na siebie w napięciu, ale szybko się opamiętali. 
Wrócili do jedzenia. Kolacja trwała jeszcze przez pół godziny i kiedy 
profesor  Mcgonnagall  ogłosiła,  że  każdy  z  opiekunów  ma 
odprowadzić  swój  dom  do  dormitoriów,  wszyscy  ochoczo  wstali  z 
łóżek. Harry przez chwilę patrzył jak Gryfoni i Krukoni ustawiają się 
w dwóch rzędach przy swoich stołach i czekają na niego i Hermionę. 
Popatrzył  na  dyrektorkę,  a  kiedy  ta  kiwnęła  mu  z  uśmiechem  głową, 
pociągnął  dziewczyną  za  sobą.  Hermiona  natychmiast  załapała,  o  co 
chodzi i zrównała z nim krok. Kiedy rozstawali się pomiędzy swoimi 
domami,  Harry  przytrzymał  ją  przez  chwilę  za  dłoń,  ściskając  ją 
mocno i szepnął: 
 
- Spotkajmy się za pół godziny w Pokoju Życzeń.  
 
Kiwnęła  głową  i  ruszyła  do  Krukonów.  Uśmiechnęła  się  jeszcze  do 
niego, kiedy mijali się w drzwiach i już jej nie widział. On skierował 
się z uczniami w stronę jednej wierzy, a ona w przeciwnym kierunku, 
również  do  wierzy.  Po  drodze,  co  kilka  minut  poprawiał  swój 
kapelusz, ponieważ ciągle mu spadał cieszył się, że zdejmie go już za 
chwilę.  Denerwowało  go  profesorskie  rondo,  ciągle  zasłaniało  mu 
oczy. Jako uczeń nie miał nic takiego przy swoim kapeluszu. 
 
-  Czekoladowe  żaby  –  powiedział  do  Grubej  Damy,  wiszącej  w 
wejściu do wierzy Gryffindora.  
 
-  Dobry  wieczór,  profesorze  Potter.  –  powiedziała  z  uśmiechem  i 
otworzyła przejście.  
 

background image

Harry  przepuścił  wszystkich  uczniów  i  zwrócił  uwagę  na  znaczące 
uśmiech  kilku  jego  kolegów.  Na  pewno  będą  się  z  niego  nabijać, 
pomyślał.  Niechętnie  wszedł  za  nimi  do  Pokoju  Wspólnego  i 
popatrzył na Cormaca McLaggena, Prefekta Naczelnego. Lekko się w 
nim zagotowało, kiedy stał tam z dumnie podniesioną głową, patrząc 
na niego z tym swoim zarozumiałym uśmiechem. Od dłuższego czasu 
zastanawiał się, kto będzie kapitanem drużyny skoro nie ma ani jego, 
ani  Ginny.  Teraz,  kiedy  upewnił  się,  że  odznaka  nie  należy  do 
McLaggena  mógł  być  spokojny.  Nie  zniósłby,  gdyby  dostała  mu  się 
także jego odznaka, tak jak przejął odznakę Hermiony.  
 
Z  drugiej  strony  nikt  z  obecnych  nie  miał  jego  odznaki,  więc 
pomyślał,  że  Mcgonnagall  czekała  z  podjęciem  decyzji  na  niego.  W 
sumie  to  on  był  w  drużynie  i  wiedział,  kto  powinien  zająć  jego 
miejsce.  Do  tej  pory  zawsze  stawiał  na  to,  że  nowym  kapitanem 
będzie  właśnie  Ginny  lub,  ewentualnie,  Ron,  ale  w  takiej  sytuacji 
musi rozpatrzyć kandydaturę kogoś innego.  
Przez  chwilę  w  pomieszczeniu  trwała  głucha  cisza,  ale  już  po  chwili 
przerwało  ją  pytanie,  które  nurtowało  wszystkich  czarodziejów  w 
Anglii. 
 
-  Jak  to  się  stało,  że  ty  i  Hermiona  zostaliście  nauczycielami?  – 
zapytała Dean. 
 
- Tak zdecydowała profesor Mcgonnagall. – powiedział.  
 
-  A  ja  słyszałam,  że  taka  była  wola  Dumbledore’a.  –  powiedziała 
Demelza  Robbins,  ścigająca  w  drużynie.  –  Moja  mama  pracuje  w 
ministerstwie i była przy odczytywaniu testamentu. – dodała. 
 
- Nie wiem, może – ciągnął Harry – Profesor Mcgonnagall nic mi na 
ten  temat  nie  powiedziała.  Mówiła  tylko,  że  miała  do  wyboru 
Umbridge  i  kogoś  jej  podobnego,  bo  nikt  nie  chciał  przyjąć  tych 
posad.  Ja  i  Hermiona  po  prostu  nawinęliśmy  się  jej.  –  przerwał  na 
chwilę,  aby  zebrać  się  w  sobie  –  Słuchajcie,  wiem  jak  to  wygląda, 
zwłaszcza,  że  wielu  z  was  zna  mnie  i  Hermionę  właśnie  z  jednej 
klasy,  ale  proszę  was,  żebyście  dali  nam  szansę.  Może  uda  nam  się 
wypracować wspólny tryb i czegoś się ode mnie nauczycie.  

background image

 
-  Ja  na  pewno  –  powiedział  Neville  –  Pamiętam  jak  to  było  na  GD. 
Tylko dzięki tobie nauczyłem się tego, co zrobiliśmy w Ministerstwie 
rok temu.  
 
-  To,  co  było,  Neville  już  nie  istnieje.  Teraz  jest  jeszcze  gorzej  – 
powiedział Harry i odwrócił się w stronę wyjścia.  
 
-  Ja  tam  się  cieszę,  że  jesteś  naszym  nauczycielem.  –  powiedziała 
Parvati.  –  Możesz  nas  nauczyć,  jak  to  jest  stanąć  z  Nim  twarzą  w 
twarz. Tak jak na spotkaniach GD.  
 
-  Gdybyś  naprawdę  się  z  Nim  spotkała,  to  byś  nie  przeżyła.  – 
odpowiedział jej Seamus.  
 
- Nie bądź taki pewny. – Powiedział Harry. – Ja też myślałem, że nie 
przeżyję spotkania z Voldemortem, ale udało mi się i to nie jeden raz.  
 
Zostawił ich w Pokoju Wspólnym i ruszył na siódme piętro do Pokoju 
Ż

yczeń.  

 
Hermiony  jeszcze  tam  nie  było,  więc  postanowił  nie  wchodzić  do 
ś

rodka.  Stał  przy  oknie,  spoglądając  na  pogrążone  w  ciemnościach 

błonia  i  wydawało  mu  się,  że  widzi  jakieś  kształty.  W  pierwszej 
chwili  przypomniał  sobie,  jak  widział  w  zaroślach  Syriusza  pod 
postacią psa, który rozmawiał z Krzywołapem. Ale teraz nie mógł być 
to on.  
 
Harry  trzymał  kapelusz  w  rękach,  obracając  go  dokoła  i  myśląc  o 
zmarłym  ojcu  chrzestnym,  którego  nie  zdążył  nawet  poznać.  Nie 
usłyszał, kiedy nadeszła Hermiona.  
 
Dziewczyna przyglądała mu się przez kilka minut. Doskonale zdawała 
sobie sprawę, że Harry pogrążył się w smutnych wspomnieniach. Nie 
lubiła,  kiedy  na  jego  czole  pojawiała  się  pionowa  zmarszczka. 
Oznaczało  to,  że  myśli  o  czymś  nieprzyjemnym  i  stara  się  znaleźć 
dobre  rozwiązanie  dla  wszystkich  z  wyjątkiem  siebie.  Widziała  jak 
miętosił  w  dłoniach  kapelusz  i  uśmiechnęła  się  na  ten  widok.  Harry, 

background image

kiedy  nad  czymś  myślał,  nie  zdawał  sobie  sprawy,  że  jego  twarz 
wyraża  targające  nim  uczucia,  a  ona  właśnie  wtedy  najwięcej  się  o 
nim  dowiadywała.  Podeszła  do  niego  cicho  i  dotknęła  jego  ramienia. 
Wzdrygnął się, ale odwrócił się do niej uśmiechnięty.  
 
- Nie podoba ci się? – zapytała patrząc na kapelusz w jego dłoniach.  
 
-  Co?  –  wyrwany  z  zamyślenia  z  początku  nie  wiedział,  o  co  jej 
chodzi,  ale  po  chwili  uśmiechnął  się.  –  Nie  o  to  chodzi.  Po  prostu 
różni się od poprzedniego.  
 
Nie  czekając  ani  chwili  dłużej  podszedł  do  miejsca,  gdzie  miały 
pojawić się drzwi. Kiedy stanął przed ścianą, zapatrzył się w nią przez 
chwilę, zanim ruszył trzy razy wzdłuż jej ścian. 
 
Potrzebne 

nam 

miejsce, 

gdzie 

moglibyśmy 

porozmawiać 

niezauważeni przez nikogo, pomyślał trzykrotnie. 
Stanął  przed  niewielkimi  drewnianymi  drzwiami,  a  kiedy  wszedł 
przez nie, zobaczył w środku kanapę ze stertą poduszek, stolik i dwa 
fotele. 
 
Wezwał  do  siebie  Zgredka  i  poprosił  go  o  dzbanek  herbaty,  a  kiedy 
skrzat  zniknął  usiadł  na  kanapie  obok  Hermiony.  Żadne  z  nich  nie 
drgnęło, gdy skrzat wrócił z trzaskiem, a zaraz potem zniknął. Patrzyli 
przed  siebie,  nie  mówiąc  nic.    Kiedy  wreszcie  oprzytomnieli, 
Hermiona  nalała  im  do  filiżanek  herbaty,  ale  żadne  z  nich  nie 
odezwało się ani słowem. Nadal mieli na sobie szaty nauczycieli, ale 
już  nie  tak  sztywne  i  eleganckie  jak  przed  kilkoma  godzinami,  kiedy 
zaczynała się uczta powitalna.  
 
- Dziwny dzień. – powiedziała niespodziewanie Hermiona.  
 
- A jutro będzie jeszcze dziwniej – dodał Harry.  
 
Nagle Hermiona  wybuchła niepohamowanym śmiechem, a  Harry nie 
czekając  długo,  przyłączył  się  do  niej.  Nie  mogli  się  powstrzymać  i 
ś

miali  się  tak  przez  kilka  minut.  Hermiona  przechyliła  się  w  jego 

stronę, opierając głową o jego ramię i przy okazji chowając ją na jego 

background image

szyi,  ręce  położyła  na  jego  piersi  i  odwróciła  się  w  jego  stronę, 
klękając przy nim  na kanapie. Harry otoczył ją ramionami i zanurzył 
twarz  w  jej  włosach,  wdychając  zapach  różanego  szamponu  do 
włosów.  Kiedy  się  uspokoili  i  zdali  sobie  sprawę  z  tego,  ja  blisko 
siebie  się  znajdują,  zamarli  na  chwilę  i  spojrzeli  sobie  w  oczy.  Ręka 
Harry’ego  przesunęła  się  powoli  z  jej  pleców  na  głowę.  Zaczął 
delikatnie głaskać ją po włosach. Przez cały ten czas patrzyli na siebie 
uważnie, jakby starali się wybadać jak drugie się zachowa. Drugą rękę 
Harry  owinął  wokół  jej  pasa  i  przyciągnął  tak,  że  usiadła  mu  na 
kolanach,  a  później  przesunął  na  jej  biodro.  Dziewczyna 
wyprostowała  się  i  zaplotła  ramiona  dokoła  jego  szyi.  Patrząc  na 
niego  w  skupieniu,  pochyliła  głowę  w  jego  stronę,  aż  dotknęła 
wargami jego ust. 
 
Hermiona poczuła jak przyciska ją do siebie jeszcze mocniej. Jej szata 
rozchyliła  się,  ukazując  pod  spodem  długą  do  kolan  sukienkę  z 
cienkiego,  przewiewnego  materiału  w  kolorze  szafirów.  Od  zawsze 
pamiętał,  że  pod  szkolną  szatą  nosiła  mundurek,  a  w  normalnych 
ciuchach  widywał  ją  tylko  w  wakacje.  Widok  sukienki  sprawił,  że 
chciał zdjąć z niej długą i ciemną szatę, a nawet samą sukienkę.  
 
Wzmacniając  jej  pocałunek,  starał  się  nad  sobą  panować.  Nie  chciał 
zrobić  z  siebie  jakiegoś  nachalnego  i  napalonego  idioty.  Problem 
polegał na tym, że nawet z Ginny nie czuł takiego naglącego uczucia, 
jak  przy  Hermionie.  Miał  ochotę  się  z  nią  kochać  tu  i  teraz,  ale  nie 
tylko  z  tego  powodu,  że  jest  kobietą.  Jego  uczucia  wobec  niej 
zmieniały  się  z  dnia  na  dzień.  Oboje  zdawali  sobie  sprawę,  że  ich 
stosunki zmieniają się i to bardzo szybko. 
 
Hermiona rozchyliła wargi, tak żeby mógł wsunąć język do jej ust, a 
kiedy to zrobił, jęknęła z przyjemności. Wsunęła palce w jego włosy i 
przyciągnęła  mocniej do siebie. Poczuła jak jego ręce  przesuwają się 
po jej ciele w taki sposób, że znalazły się pod grubą szatą i dotykały 
jej  tylko  przez  cienką  sukienkę,  dopóki  jedna  z  rąk  nie  zsunęła  się 
wzdłuż  jej  biodra  do  kolana  i  dotknęła  jej  skóry.  Dziewczyna  miała 
wrażenie,  że  płonie  w  miejscach,  gdzie  jego  dłoń  miała  kontakt  z  jej 
ciałem.  
 

background image

Dłoń Harry’ego przesuwała się w górę jej nogi, aż dotarła do brzegu 
koronkowych  majtek.  Przesunął  palcem  wzdłuż  koronki  po  jej  ciele. 
Czuła opuszki jego palców, kiedy sunął nimi po jej pośladkach w dół i 
z  powrotem  do  miejsca  gdzie  zaczęły,  a  stamtąd  znów  w  dół,  ale  do 
miejsca,  gdzie  łączyły  się  jej  uda.  Nie  zauważyła  nawet,  kiedy 
zdejmował z niej szatę i została w samej sukience czy kiedy jej własne 
ręce  wsunęły  się  pod  jego  sweter  i  dotknęły  nagiej  piersi  chłopaka. 
Wyczuła  tylko  jak  gwałtownie  wciąga  powietrze  i  oderwała  się  od 
jego ust. Patrzyli sobie w oczy i nie przestawali nawet wtedy, gdy ich 
wargi połączyły się znowu.  
 
Drgnęli,  kiedy  zegar  w  pokoju  wybił  północ  i  zamarli  patrząc  na 
siebie,  starając  się  uspokoi  swoje  oddechy.  W  jednej  chwili  Harry 
podniósł  się  przytrzymując  ją  za  biodra  postawił  na  podłodze.  Nadal 
dotykał jej ciała, ale teraz Hermiona miała wrażenie, że to nie jest już 
to samo ci kilka minut temu. Oderwała swoje dłonie od jego brzucha i 
wyciągnęła je spod swetra. Harry niechętnie zabrał też swoje dłonie.  
 
-  Myślę,  że  powinniśmy  już  wracać  do  swoich  pokoi.  –  powiedziała 
na głos to, o czym oboje myśleli.  
 
Harry sięgnął na kanapę po jej pelerynę i nakrył nią jej ramiona. Nie 
czuli  krępującej  ciszy,  ani  nie  starali  się  unikać  swojego  wzroku. 
Może  i  uczucia  się  zmieniają,  ale  oni  na  zawsze  będą  dla  siebie 
przyjaciółmi.  
 
Opuścili Pokój Życzeń trzymając się za ręce. Kiedy schodzili na dół, 
do wierzy Ravenclaw, nie spotkali nikogo po drodze. Korytarze były 
już  puste,  nawet  stary  pan  Flitch,  siedział  w  swojej  komnacie.  Przed 
posągiem sfinksa, który spoglądał na nich ciekawskim okiem, skręcili 
w  wąski  korytarzyk,  który  prowadził  do  komnaty  opiekuna  domu. 
Zatrzymali się na chwilę, a Harry przyciągnął ją do siebie, by jeszcze 
raz ją pocałować.  
 
- Wiesz gdzie mnie szukać, jakbyś czegoś potrzebowała – powiedział 
głośno, nie zwracając uwagi na to czy posąg ich słyszy, czy nie.  
 

background image

-  To  samo  tyczy  się  ciebie  –  odpowiedziała,  wskazując  na  drzwi  do 
swojego pokoju.  
 
Na ślepo sięgnęła do klamki w drzwiach, a kiedy się otworzyły weszła 
do  środka,  nadal  patrząc  wprost  na  niego,  dopóki  ich  nie  zamknęła. 
Harry  natychmiast  odszedł  do  siebie,  ale  nie  mógł  zasnąć  jeszcze 
długo, myśląc o tym, co się stało.  
 
Gdy  następnego  dnia  zjawił  się  przy  stole  nauczycielskim  na 
ś

niadaniu,  Hermiona  już  tam  była  i  przeglądała  jakieś  papiery.  W 

pierwszej chwili pomyślał, że zrobiła sobie notatki i uśmiechnął się na 
tę  myśl,  ale  kiedy  usiadł  na  swoim  miejscu  obok  niej,  z  uśmiechem 
podała  mu  jeden  zwitek.  Zobaczył,  że  jest  to  jego  plan  zajęć.  Jego 
zajęcia  zaczynały  się  już  od  godziny  ósmej,  a  miał  je  z 
pierwszoroczniakami.  Przerwę  miał  dopiero  na piątej  lekcji,  a  w  tym 
miejscu,  zamiast  standardowej  pustej  linijki  znajdowała  się  napis 
„błonia”,  nakreślony  starannym  pismem  Hermiony.  Przejrzał  cały 
plan i zobaczył, że takich dopisek jest przynajmniej osiem.  
 
Popatrzył na dziewczynę ciekawie i chwycił jej plan. Dzisiejszy dzień 
zaczynała również z pierwszoroczniakami, co świadczyło, że profesor 
Mcgonnagall nie rzucała ich od razu na głęboką wodę.  
 
- O co tu chodzi? – zapytał, wskazując na jej dopiski.  
 
-  Pomyślałam,  że  moglibyśmy  spotykać  się  na  błoniach,  kiedy 
będziemy  mieli  wolne  godziny  i  kontynuować  poszukiwania  – 
powiedziała – A po lekcjach w twoim albo w moim gabinecie.  
 
- Czy to ma sens, skoro nawet nie wiemy, gdzie mamy ich szukać? – 
mruknął, z ustami pełnymi jajecznicy. 
 
-  Jeżeli  nie  będziemy  nad  tym  myśleć  i  próbować  to  nie  znajdziemy 
ich  nigdy,  a  nie  mamy  zbyt  wiele  czasu.  –  stwierdziła  –  Voldemort 
rośnie w siłę i sprzymierzeńców.  
 
- No dobrze – powiedział z uśmiechem.  
 

background image

Odpowiedziała tym samym, a w jej oczach zalśniły ogniki. Uścisnęła 
jego  dłoń  pod  stołem,  a  on  przytrzymał  ją  chwilę  dłużej.  Kiedy 
skończyli  jeść,  ruszyli  razem  do  północnej  części  zamku,  gdzie 
mieściły się ich klasy. 
 
- Wiesz, że McLaggen dostał twoją odznakę? – zapytał ją.  
 
Popatrzyła  na  niego  z  oburzeniem,  ale  nie  odezwała  się  ani  słowem. 
Była  zaciekawiona,  kiedy  chłopak  odwrócił  się  niespodziewanie  do 
dyrektorki  z  pytaniem  o  to,  kto  jest  nowym  kapitanem  drużyny 
quiditcha w Gryffindorze.  
 
- Stwierdziłam, że to ty powinieneś podjąć tę decyzję – powiedziała – 
Kapitanowie zawsze sami wybierają swoich następców, tak jak Wood 
wybrał ciebie.  
 
To Harry’emu wystarczyło. W jego głowie pojawiła się twarz jedynej 
osoby, która w obecnej sytuacji jest w stanie go zastąpić.  
 
Zostawiwszy  Hermionę  z  grupą  pierwszorocznych,  wpatrzonych  w 
nich  jak  w  obrazki,  poszedł  do  swoich  uczniów,  czekających  pod 
klasą  naprzeciw.  Zdenerwował  się  lekko,  kiedy  zobaczył  kolejnych 
pierwszoroczniaków pod klasą do Obrony Przed Czarną Magią.  
 
Przez  kilka  minut  czekał,  aż  uczniowie  się  rozpakują,  ale  kiedy  tego 
nie  zrobili,  powiedział  im,  żeby  wyciągnęli  podręczniki.  Sam  wziął 
swój  egzemplarz  do  ręki.  Widział  go  tylko  w  księgarni,  jak  go 
kupował, ale później już do niego nie zaglądał. Przesunął spojrzeniem 
po spisie treści i  z ulgą zobaczył, że są to same najprostsze zaklęcia. 
Westchnął ukradkiem i odłożył książkę na biurko.  
 
- Przez kilka lekcji nie będziemy używać różdżek, ale nie musicie ich 
chować.  –  powiedział.  –  Na  razie  zajmiemy  się  prostymi  rzeczami, 
jakie  powinniście  wiedzieć  z  obrony  przed  czarną  magią.  Nie  jestem 
prawdziwym  nauczycielem,  więc  nie  obowiązują  mnie  rygory 
Ministerstwa  Magii.  Wiecie,  jakie,  czasy  nastały.  Lord  Voldemort  – 
wśród  uczniów  przeszedł  dreszcz  przerażenia  –  powrócił  i  ma  po 
swojej stronie najstraszniejsze stwory, jakie istnieją na świecie, może 

background image

poza  smokami.  Jesteście  jeszcze  dziećmi  i  nikt  nie  będzie  od  was 
wymagał  poświęcenia  w  walce,  ale  moim  obowiązkiem  w  tym  roku 
jest  nauczyć  was  przynajmniej  najprostszych  zaklęć  obronnych.  Nie 
takich, które obronią was przed śmierciożercami czy czymś innym, bo 
od  obrony  macie  rodziców  i  nas,  nauczycieli,  ale  zaklęć,  jakie 
pozwolą  wam  się  odegrać  na  głupim  koledze,  jeśli  będzie  próbował 
podpalić wam skraj szaty – kiedy to mówił, podchodził do jednego z 
chłopców  z  herbem  Hufflepuff.  Chłopak  próbował  nieudolnie 
wyczarować  iskry  ognia  na  siedzącego  przed  nim  kolegę  z  herbem 
Ś

lizgonów.  –  Aguamenti  –  powiedział  Harry  celując  na  zapalony 

koniec różdżki, która dotykała już szaty.  
 
Obaj  chłopcy  wystraszyli  się,  a  mały  Ślizgon  zerwał  się  z  krzesła  z 
okrzykiem  przerażenia.  Cała  klasa  wybuchła  śmiechem,  ale 
Harry’emu wcale nie było do śmiechu. Chłopak przypominał mu jego 
samego  w  pierwszych  dniach.  Starał  się  ukrywać  przed  wszystkimi, 
był szczupły i miał krzywe okulary, a jego obrania były stanowczo za 
duże  i  zużyte.  Harry  położył  dłoń  na  jego  ramieniu  i  jednym 
machnięciem  różdżki  przesunął  kredą  po  tablicy  tak,  że  aż 
zaskrzypiała. Wszyscy umilkli i popatrzyli na niego.  
 
- Kiedyś, ktoś ciebie mógłby potraktować w taki sposób. – powiedział 
do młodego ucznia.  
 
- Ale on jest ze Slytherinu. A oni wszyscy są po stronie Sam-Wiesz-
Kogo – usprawiedliwiał się.  
 
- Mówią też, że do Hufflepuffu trafiają ci, którzy nie wykazują się ani 
sprytem,  ani  mądrością,  odwagą,  oddaniem  czy  przebiegłością.  – 
odparował  Harry  –  A  każdy  śmierciożerca  musi  być  mądry, 
przebiegły,  oddany,  sprytny  i  odważny.  Voldemort  zabija 
czarodziejów,  w  tym  także  swoich  zwolenników,  dla  zwykłego 
kaprysu,  bo  tak  mu  się  akurat  podoba.  Jeśli  śmierciożerca  nie  jest 
właśnie taki, jak opisałem to nie nadaje się na śmieciożercę. W mojej 
klasie nie będzie podziału. Każdy z was jest tu po prostu uczniem tej 
szkoły.  Każdy  taki  samosąd  będzie  karany.  Dlatego  Hufflepuff  traci 
dziesięć punktów i niech to będzie przestrogą dla innych, bo jeżeli to 
się powtórzy, to będzie gorzej. Na obecną chwilę każdy musi odłożyć 

background image

swoje  uprzedzenia,  bo  do  walki  z  Voldemortem  potrzebny  nam  jest 
każdy  czarodziej  i  czarownica,  a  w  taki  sposób  nie  zyskamy 
pomocników.  
 
Zanim  dzień  się  skończył,  każdy  uczeń  i  nauczyciel  wiedział,  że 
profesor  Harry  Potter  staną  dzisiaj  w  obronie  ucznia  Slytherinu, 
chociaż  jeszcze  kilka  miesięcy  temu  nienawidzi  jednego  z  nich.  W 
czasie obiadu profesor Mcgonnagall poprosiła go o chwilę rozmowy i 
pogratulowała  zachowania.  Uczniowie  patrzyli  na  niego  z 
niepewnością,  zwłaszcza  ci,  którzy  go  znali,  a  nauczyciele  z 
szacunkiem, że przezwyciężył swoją niechęć do uczniów Slytherinu.  
 
-  Wszyscy  już  o  tym  słyszeli.  Na  mojej  lekcji  piątoklasiści  pytali  się 
mnie  o  zdanie.  –  powiedziała  Hermiona,  kiedy  spotkali  się  na 
błoniach,  pod  ich  ulubionym  drzewem.  –  A  przecież  wszyscy  w 
Hogwarcie wiedzą, że masz powód nienawidzić tych uczniów.  
 
-  Pewnie,  że  mam.  Najpierw  dziedzic  Slytherina  polował  na  mnie  i 
moją  przyjaciółkę,  później  jeden  z  uczniów  i  opiekun  tego  domu 
zaatakowali i zabili Dumbledore’a na moich oczach, chociaż powinni 
go  chronić,  przynajmniej  Snape.  Ale  to  nie  powód  szykanować  tego 
dzieciaka.  –  powiedział  i  wskazał  głową  na  siedzącego  samotnie 
chłopaka.  Mały  Davids  siedział  z  daleka  od  reszty  uczniów.  Głowę 
zwiesił  tak  nisko,  że  nie  mogli  zobaczyć  jego  twarzy,  ale  wyczuł 
chyba,  że  mu  się  przyglądają,  bo  rozejrzał  się  i  speszony  kiwnął  do 
nich głową. Hermiona odkiwnęła mu z uśmiechem.  
 
-  A  więc  to  o  niego  chodziło?  –  zapytała  spoglądając  na  siedzącego 
obok chłopaka. – Przypomina mi ciebie, kiedy spotkaliśmy się po raz 
pierwszy –stwierdziła i zobaczyła błysk w oczach Harry’ego. – Więc 
też to zauważyłeś.  
 
- Tak, ale ja byłem na tyle arogancki, że poprosiłem Tiarę Przydziału, 
aby  nie  przydzielała  mnie  do  Slytherinu  i  nigdy  nie  żałowałem  tej 
decyzji. 
 
-  Nie  każdy  ma  tyle  odwagi,  co  ty,  Harry.  To  nie  była  arogancja  – 
powiedziała  do  niego  –  Odważyłeś  się  poprosić  i  Tiara  cię 

background image

wysłuchała.  Nie  ma  nic  złego  w  tym,  że  chciałeś  mieć  jak  najmniej 
wspólnego z człowiekiem, który zamordował twoich rodziców.  
 
- Może i jest do mnie podobny, ale on nie miał tyle szczęścia, co ja. – 
Harry uśmiechnął się do siebie. – Dla mnie Hogwart stał się domem, a 
ty, Ron i Weasley’owie rodziną.  
 
-  Ty  dla  mnie  też.  –  powiedziała  ze  łzami  w  oczach  i  uściskała  go 
przez chwilę.  
 
Siedzieli na błoniach dopóki nie zapadł zmierzch. Ze swojego miejsca 
widzieli  jak  Hagrid  krząta  się  wokół  swojej  grządki  z  dyniami,  a 
Hardodziob śpi na swoim miejscu pod chatką. Kiedy hipogryf obudził 
się  z  poobiedniej  drzemki,  rozciągnął  się  na  całą  długość  swojego 
potężnego  cielska  i  poszybował  wysoko  w  niebo.  Zataczał  wielkie 
koła  nad  zamkiem,  wzbudzając  zachwyt  uczniów,  a  potem 
poszybował ku ziemi lądując kilka metrów przed Harrym i Hermioną. 
Chłopak,  przestrzegając  odpowiedniego  rytuału  ukłonił  się  nisko 
przed  zwierzęciem  i  patrząc  mu  w  oczy  czekał  na  jego  ruch. 
Hardodziob odkłonił mu się i spojrzał na Hermionę, która powtórzyła 
ruch  Harry’ego,  z  mniejszym  lękiem  niż  kiedyś.  Do  niej  również  się 
odkłonił  i  pozwolił  im  się  dotknąć.  Kiedy  powitanie  się  skończyło 
zwierze  ułożyło  się  pod  drzewem  i  pozwoliło  im  oprzeć  się  o  swoje 
wielkie  cielsko  plecami,  okrywając  ich  skrzydłem,  jakby  chciał  ich 
ochronić przed nadciągającym zimnym wieczorem. Tak zabezpieczeni 
siedzieli  długo  i  przeglądali  różne  księgi  związane  z  czarną  magią,  a 
uczniowie przyglądali im się z ciekawością i podziwem.  
 
W  momencie,  kiedy  z  głębi  zamku  dobiegły  ich  dzwony  wzywające 
na kolację i oznajmiające koniec czasu, jaki uczniowie mogli spędzać 
na dworze, Harry i Hermiona również podnieśli się z miejsc i pogonili 
kilkoro  ociągających  się  uczniów  do  środka,  a  sami  skierowali  się  z 
Hardodziobem  w  stronę  domku  Hagrida,  gdzie  czekał  na  nich  sam 
jego właściciel i przywitał ich szerokim, kudłatym uśmiechem.  
 
- Widzę, że Dziobek się wami zaopiekował. – powiedział do nich.  
 

background image

-  Tak  i  siał  tak  wielki  strach,  że  wszyscy  się  nas  bali  –  zaśmiała  się 
Hermiona.  
 
- Miałem dzisiaj zajęcia z hipogryfami i nikt nie był na tyle odważny, 
ż

eby  do  niego,  chociaż  podejść,  jak  zrobiłeś  to  ty  w  trzeciej  klasie. 

Bali  się  nawet,  kiedy  im  powiedziałam,  że  ty  się  odważyłeś  – 
powiedział dumnie. 
 
Rozmawiali jeszcze kilka minut i ruszyli razem do zamku po ostatnim 
sygnale  wzywającym  na  kolację.  Hipogryf  został  na  swoim  miejscu, 
pochłaniając własne jedzenie. Hagrid przez całą drogę wypytywał ich, 
jak  minął  im  pierwszy  dzień  za  biurkiem  nauczycieli.  Próbował 
wyciągnąć  z  nich  także  coś  o  tym,  czym  chcieli  się  zająć,  skoro  nie 
mieli w planach wrócić do szkoły, ale niestety, nie powiodło  mu się, 
tak  ja  każdemu  innemu  członkowi  Zakonu.  Swoją  misję  trzymali  w 
tajemnicy,  a  wszystkie  księgi,  jakie  mieli  do  dyspozycji  Hermiona 
trzymała  w  swojej  magicznie  powiększonej  torebce,  którą  zawsze 
miała przy sobie.  
 
Idąc  przez  całą  Wielką  Salę,  Harry  czuł  na  sobie  spojrzenia 
wszystkich  uczniów,  a  siedząca  przy  stole  profesor  Mcgonnagall 
uśmiechała się nieznacznie widząc, jaki podziw i szacunek wzbudzają 
oboje. Dyrektorka obserwowała ich przez cały czas, jaki spędzili nad 
jeziorem  i  słyszała  każdą  plotkę,  jakie  tworzyły  się  na  ich  temat  od 
dzisiejszego  ranka.  Swoją  postawą  Harry  zyskał  szacunek  u  wielu 
uczniów, nawet tych ze Slytherinu, a najbardziej u nauczycieli, którzy 
znali  go  tylko  z  wybryków  i  zachowania,  jakie  okazywał  będąc 
uczniem. 
 
Hermiona  zawsze  była  mądrą  i  pojętną  uczennicą,  nawet  już  w 
pierwszych  dniach  od  swojego  przyjazdu,  a  dzisiejszego  dnia  spisała 
się  niesamowicie.  Profesorka  przystanęła  w  pewnym  momencie 
podczas jej pierwszej lekcji i podsłuchała jak dziewczyna sobie radzi. 
Hermiona przez krótko rozwodziła się nad tym, co dzieje się obecnie 
w  społeczności  czarodziejów,  wypowiadała  głośno  imię  Czarnego 
Pana,  tak  jak  nauczyła  się  od  Harry’ego  i  Dumbledore’a. 
Opowiedziała  także  o  wydarzeniu  na  ulicy  Pokątnej  i  o  Harrym. 
Uczniowie  zadawali  jej  wiele  pytań  dotyczących  jej  przyjaźni  z 

background image

najsławniejszym  chłopakiem  w  świecie  czarodziejów,  ale  ucięła  te 
dociekania i sprowadziła uczniów na tor, jaki przewidywała na lekcji. 
Swoim  opowiadaniem  o  możliwościach,  jakie  czarodziejowi  daje 
transmutacja  tak  wszystkich  zaabsorbowała,  że  słuchali  jej  uważnie  i 
obserwowali jak pokazuje niektóre z najprostszych zaklęć.  
 
-  Na  lekcja  z  obrony  przed  czarną  magią  nauczycie  się  zaklęć  do 
własnej obrony i ataku, a u mnie jak zmienić swój wygląd czy nawet 
jak  przemienić  coś  niewielkiego  w  coś  wielkiego  –  mówiła  do 
uczniów – a jeżeli uda wam się odpowiednio połączyć transmutację i 
obronę  przed  czarną  magią  będziecie  w  stanie  dokonać  wielkich 
rzeczy.  
 
Mcgonnagall przypomniała sobie jak kiedyś, jeszcze w czasach, kiedy 
sama  zaczynała  uczyć,  powiedziała  coś  podobnego  do  swoich 
uczniów.  Ale  ona  myślała  o  tym,  jak  o  zwykłej  gadce,  a  Hermiona 
ś

więcie  w  to  wierzyła.  Dziewczyna  zdecydowanie  nadawała  się  na 

nauczycielkę.  Potrafiła  przekazać  swoją  wiedzę  dalej  w  taki  sposób, 
jak tylko niewiele ludzi umiało.  
 
Patrzyła  jak  jej  dwoje  byłych  uczniów  zasiada  przy  jednym  stole 
razem  z  innymi  nauczycielami  i  pomimo  tego,  że  strasznie  się 
krępowali  rozmawiali  i  śmiali  się  razem  z  nimi  podczas  wspólnej 
kolacji.  
 
Następnego  dnia,  kiedy  tylko  zajaśniało  słońce,  Hermiona  stała  już 
przy drzwiach do sypialni Harry’ego i nieśmiało otwierała drzwi tak, 
aby  nikt  jej  nie  zobaczył.  Miała  na  sobie  jego  pelerynę-niewidkę, 
którą  pożyczyła  poprzedniego  dnia.  Spędziła  całą  noc  w  szkolnej 
bibliotece. Przeszukała cały Dział Ksiąg Zakazanych i nie znalazła nic 
ciekawego  poza  wzmianką,  że  horkruksem  może  stać  się  także 
człowiek,  jeżeli  znajduje  się  dostatecznie  blisko,  a  właściciel  nie  jest 
w stanie zapanować odpowiednio nad rzucanym zaklęciem.  
 
Weszła bez pukania, żeby nie usłyszał jej śpiący portret Grubej Damy 
znajdujący  się  za  rogiem.  Na  szczęście  do  prywatnych  pokoi 
nauczycieli  nie  potrzebne  były  hasła.  Wystarczyło,  że  ktoś  wiedział, 

background image

gdzie, który pokój się znajdował i mógł się tam dostać. Dlatego tylko 
nauczyciele wiedzieli, w których miejscach są zapadnie.  
 
Spojrzała na salonik urządzony w kolorze czerwono-złotym, jak herb 
Gryffindoru.  Po  lewej  stronie  znajdował  się  pięknie  rzeźbiony 
stoliczek  z  dwoma  fotelami  i  podnóżkami,  a  naprzeciw  niego  było 
palenisko, gdzie żarzył się jeszcze ogień. Hermiona zastanawiała się, 
o  której  godzinie  Harry  poszedł  spać,  ale  kiedy  weszła  do  jego 
sypialni,  przez  drzwi  znajdujące  się  naprzeciw  wejścia  do  salonu, 
stanęła  jak  wryta.  Łóżko  było  już  puste.  Z  początku  pomyślała,  że 
pomyliła się, kiedy sprawdzała godzinę na zegarku i w rzeczywistości 
musi być już po siódmej, a nie po piątej. Jest dostatecznie zmęczona, 
ż

eby  coś  jej  się  przywidziało,  w  końcu  nie  spała  całą  noc.  Ale  kiedy 

spojrzała  na  tarczę  zegara,  umieszczonego  na  gzymsie  kominka, 
upewniła  się,  że  się  nie  pomyliła.  Naprawdę  była  dopiero  piąta 
trzydzieści nad ranem, a Harry już wstał. Nie mogła w to uwierzyć.  
 
W tej samej chwili zdała sobie sprawę, że z łazienki dochodzi do niej 
szum  wody  wlewanej  do  wanny.  Postanowiła,  więc  usiąść  na  skraju 
wielkiego łoża i poczekać na Harry’ego. Nie zauważyła nawet, kiedy 
zasnęła.  
 
Właśnie w takim stanie zastał ją Harry. Leżała skulona na jego łóżku, 
a  wyglądała  przy  tym  na  bardzo  słabą  i  delikatną  osobę.  Jednak  on 
jeden  na  świecie  wiedział,  jaka  Hermiona  potrafi  być  naprawdę. 
Władcza,  uparta  i  czasami  nawet  apodyktyczna,  jeśli  się  jej  na  to 
pozwoliło.  Jednak  teraz  nie  wyglądało  na  to,  że  może  mu  czymś 
zagrozić,  dlatego  stał  przez  chwilę  w  rogu  łóżka  i  patrzył  na  nią. 
Zauważył,  że  miała  podkrążone  oczy,  jakby  nie  spała  całą  noc. 
Zastanawiał się czy tak jak on, opracowywała kolejne plany na lekcje. 
On sam  musiał sobie dokładnie przygotować to, co  miał dzisiejszego 
dnia  pokazać  starszym  klasom.  Miał  pięć  godzin  z  najstarszymi 
uczniami, czyli ze swoimi kolegami, a wcześniej przez godzinę będzie 
musiał  męczyć  się  z  kolegami  Ginny.  Na  pewno,  któreś  z  nich  o  nią 
zapyta,  a  nie  był  przygotowany  na  takie  pytania.  Postanowił,  że 
zajmie im czas w taki sposób, aby nie mieli, kiedy pomyśleć o czymś 
innym niż lekcja.  
 

background image

Wczorajszego  wieczoru  profesor  Mcgonnagall  zasiała  w  jego  głowie 
pewien  pomysł,  który  coraz  bardziej  mu  się  podobał.  Dlatego,  kiedy 
patrzył  na  Hermionę  nie  myślał  wcale  o  tym,  że  w  jego  łóżku  śpi 
dziewczyna,  a  o  tym,  że  gdyby  nie  ona  to  wielu  rzeczy  nie  umiałby 
zrobić, zaś ona nie znała się tak dobrze na samoobronie jak on. Gdyby 
połączyli swoje lekcje i spróbowali wykombinować coś wspólnego, to 
mogłoby się to okazać bardzo ciekawe.  
 
Nie  wiedział  ile  czasu  tak  się  jej  przyglądał,  ale  dopiero  po  chwili 
zauważył,  że  w  ręce  trzyma  jakąś  książkę.  Uśmiechnął  się  na  ten 
widok  i  już  wiedział  po,  co  była  jej  peleryna-niewidka,  która  leżała 
obok niej. Delikatnie wyciągnął wielkie tomiszcze z jej rąk i popatrzył 
na okładkę.  
 
Najstraszniejsze stwory stworzone przez czarodziejów.  
Odszukał  zaznaczoną  stronę  i  znalazł  dział  o  horkruksach.  Pomyślał, 
ż

e Hermiona jest w to bardziej zaangażowana niż on sam, a powinno 

być na odwrót. Przeczytał kawałek i zapatrzył się w tekst. 
 
Ludzki  horkruks.  Wiedzieli  już,  że  Voldemort  zaczarował  nie  tylko 
medalion,  pamiętnik,  pierścień,  czarkę  i  coś,  co  należało  do 
Ravenclaw. Horkruksem jest też jego wąż, a Dumbledore nie uważał, 
ż

eby czarnoksiężnik stworzył jednego, kiedy próbował zabić jego. Ale 

nieświadome  horkruksy?  Czy  możliwe,  żeby  jednego  takiego 
Voldemort  stworzył  w  chwili  swojej  klęski  szesnaście  lat  temu? 
Ziarenko podejrzenia zasiało się w jego głowie, ale szybko pozbył się 
tej  myśli.  Nie  chciał  nawet  myśleć  o  tym,  że  mógłby  mieć  w  sobie, 
choć  kawałek  duszy  czarodzieja,  który  zabił  tyle  bliskich  dla  niego 
osób.  Sięgnął  do  zawieszonego  na  szyi  woreczka,  który  otrzymał  od 
Hagrida i wyciągnął złotego znicza. Zapatrzył się na niego i pomyślał, 
ż

e Dumbledore powiedziałby mu o czymś takim. 

 
Spojrzał na zegar i ze zdziwieniem stwierdził, że dochodzi już siódma. 
Podszedł do łóżka i lekko potrząsnął Hermioną, ale kiedy dziewczyna 
nie  zareagowała  zaczął  ciągnąć  ją  za  ramię,  dopóki  się  nie  obudziła. 
Przeciągnęła  się  i  ziewnęła  rozdzierająco,  ale  powoli  otworzyła 
zaspane oczy. Uśmiechnęła się do niego i powoli usiadła na łóżku.  
 

background image

- Która godzina? – zapytała.  
 
-  Siódma.  Musimy  iść  na  śniadanie.  –  odpowiedział  jej  i  jednym 
szarpnięciem ściągnął z łóżka.  
 
Wyszli szybko z jego pokoju i podążyli w stronę Wielkiej Sali.  
 
-  Dlaczego  już  nie  spałeś?  –  przypomniała  sobie  nagle,  o  co  chciała 
zapytać.  
 
-  W  ogóle  nie  kładłem  się  spać.  Chciałem  przygotować  sobie  coś  na 
dzisiejsze  lekcje  –  wyjaśnił  –  a  przy  okazji  wpadłem  na  pomysł,  że 
moglibyśmy 

poprowadzić 

kilka 

wspólnych 

lekcji. 

Połączyć 

transmutację z obroną.  
 
- Podoba mi się. Ale musielibyśmy pomyśleć nad planem takiej lekcji.  
I gdzie byśmy ją przeprowadzili – mówiła coraz bardziej podniecona. 
– Twoja i moja klasa są za małe, żeby połączyć tak duże klasy. Mają 
to być jakieś pojedyncze klasy, czy we wszystkich?  
 
- Chodziło mi bardziej o szóste i siódme klasy. – powiedział, patrząc 
jak się rozpromienia.  
 
- Tak byłoby najlepiej, na razie tylko oni  mogą używać czarów poza 
szkołą. – zgodziła się.  
 
Nie  zauważyli  nawet,  kiedy  znaleźli  się  na  swoich  miejscach  i  zjedli 
ś

niadanie. Tak bardzo zajęli się rozmową, że nie zwracali uwagi na to, 

co  dzieje  się  dokoła  nich,  a  i  ich  obecność  drugiego  dnia  nie 
wzbudzała  już  takich  sensacji,  chociaż  uczniowie  i  tak  im  się 
przyglądali. Kiedy nadszedł czas ruszyli razem do swoich klas, gdzie 
czekali  już  na  nich  uczniowie  z  siódmych  klas.  Ta  część  Gryfonów, 
którzy  wiązali  swoje  zawody  z  obroną  przywitali  ich  oboje  burzą 
oklasków. Zawtórowali im Gryfoni stojący pod klasą transmutacji. Ich 
plany  były  podobne,  dlatego,  więc  wiele  klas  mieli  po  prostu  w  tym 
samym  czasie,  tylko  podzielonych  na  pół.  Harry  dostrzegł  wśród 
uczniów  kilkoro  Ślizgonów,  ale  wiedział,  że  ich  obecność  nie  może 

background image

mieć  związku  z  jakimś  pożytecznym  zawodem.  Na  pewno  nie  będą 
chcieli być aurorami jak on sam.  
 
- Pamiętaj, że po obiedzie widzimy się na błoniach. Popracujemy nad 
kilkoma zaklęciami z nowych ksiąg. – powiedziała.  
 
- Czy biblioteka została już przez ciebie oskalpowana? – zapytał. 
Wielu  uczniów  zaśmiało  się  na  to  pytanie.  Wszyscy  doskonale  znali 
Hermionę i jej uwielbienie dla książek.  
 
Dziewczyna popatrzyła tylko na niego z udawaną złością i odwróciła 
się w swoją stronę. Cicho się podśmiewając, Harry wpuścił swoich  
uczniów  do  klasy.  Gryfoni  usiedli  razem  w  jednym  rzędzie,  a  reszta 
uczniów  porozsiadała  się  po  całej  klasie.  Harry  obracał  w  dłoni 
odznakę kapitana drużyny, którą dała mu rano profesor Mcgonnagall. 
Patrzył  jak  jego  koledzy  i  koleżanki  zajmują  miejsca.  Kiedy  tylko 
Demelza zajęła miejsce w pierwszej ławce. Podszedł do niej i położył 
odznakę ot tak, jakby nigdy nic.  
 
Kiedy dziewczyna zorientowała się, co przed nią leży, podskoczyła na 
krzesełku i pisnęła z radości.  
 
- Naprawdę? – zapytała go.  
 
- Jesteś jedyną osobą, która na nią zasługuje – powiedział.  
 
- Dziękuję – krzyknęła i rzuciła mu się na szyję. 
 
- Ustal termin, który uznasz za stosowny na przesłuchanie i powiadom 
Gryfonów,  że  na  listę  kandydatów  trzeba  się  wpisać  u  mnie  –  dodał, 
kiedy tylko go puściła.  
 
Pomyślał, że zajęcia z szóstymi klasami nie były takie najgorsze. Była 
tam Luna. I nikt nie pytał o Ginny ani o to, co stało się tamtego dnia w 
Norze. Gorsze było oczekiwanie aż zjawi się klasa siódma.  
 
-  To  może  nie  jest  dla  nas  wszystkich  zbyt  komfortowa  sytuacja  – 
powiedział  do  swoich  kolegów  -  ale  postarajmy  się  jej  sprostać. 

background image

Spędzimy  razem  tylko  ten  rok,  a  ja  nie  chciałbym  zawieść  profesor 
Mcgonnagall.  Czy  ktoś  z  was  ma  jakieś  pytania?  –  rozejrzał  się  po 
klasie.  
 
Nikt się nie poruszył, wszyscy patrzyli tylko na niego i czekali na to, 
co będzie dalej. Tak, więc bez dalszych wyjaśnień kazał im pochować 
książki i ustawić się pod jedną ze ścian. Machnięciem  różdżki posłał 
wszystkie  ławki  i  krzesła  na  koniec  klasy  tak,  żeby  im  nie 
przeszkadzało i wyciągnął na środek klasy wielką skrzynię.  
 
-  Pamiętacie,  jak  profesor  Lupin  uczył  nas  pozbyć  się  boginów?  – 
zapytał ich. 
Wszyscy kiwnęli głowami.  
 
- Jeden z nich znajduje się w tej skrzyni i pomoże nam  w dzisiejszej 
lekcji.  Dla  niektórych  z  was  to  zaklęcie  będzie  proste,  jeżeli  należeli 
kiedyś  do  GD.  Inny  może  przysporzyć  trochę  więcej  kłopotów.  – 
dodał stając przed nimi.  
 
Członkowie  GD  uśmiechnęli  się  szeroko,  ale  sami  nie  wiedzieli 
jeszcze, jakie będzie to zaklęcie. Harry doskonale pamiętał, jak wiele 
trudności  przyniosło  ono  Seamusowi  czy  Deanowi,  i  że  nie  nauczyli 
się go zbyt dobrze.  
 
-  Zaczniemy  może  trochę  zbyt  ostro,  ale  za  rok  zdajecie  OWTM-y. 
Musimy trochę nadrobić to, co przegapiliśmy w piątej klasie i jeszcze 
ciągnąć ten rok.  
 
- No i jeszcze lekcje ze Snapem – mruknęła Lawender Brown.  
 
- Niekoniecznie. Snape nie był może najwspanialszym nauczycielem, 
jakiego mieliśmy, ale nas uczył – powiedział Harry.  
Cała klasa popatrzyła na niego zdziwiona. 
 
-  Nie  muszę  go  lubić,  żeby  wiedzieć,  że  tak  było  –  dodał  smętnie.  - 
Dobra, koniec z tym. Popracujemy dzisiaj nad Zaklęciem Patronusa – 
widział,  jak  wielu  uczniów  patrzy  na  niego  w  zdumieniu.  – 
Dementorzy  to  najgorsze,  co  może  nas  spotkać  na  ulicach  w  tych 

background image

czasach.  Ja  uważam,  że  nawet  gorsze  od  śmierciorzerców.  Przy 
czarodzieju  zawsze  jest  szansa,  że  uda  wam  się  obronić,  a  dementor 
jest  odporny  na  wszelkie  zaklęcia  poza  patronusem.  Kiedy  zaatakuje 
was  taki  stwór  musicie  wiedzieć  jak  się  go  pozbyć.  Dlatego  istnieje 
Zaklęcie  Patronusa.  Moje  zaklęcie  jest  już  na  tyle  silne,  że  nie 
potrzebuję  jakiś  specjalnych  okoliczności,  ale  zanim  takie  się  stało, 
musiało  minąć  wiele  czasu  –  mówił  i  jednocześnie,  bez  większego 
wysiłku wyczarował swojego Patronusa.  
 
Uczniowie  patrzyli  na  niego  z  zachwytem.  Długo  ćwiczył  zaklęcia 
niewerbalne  i  wychodziły  mu  one  teraz  znakomicie.  Przede 
wszystkim  nie  sterczał  już  nad  nim  Snape,  szukając  najmniejszej 
możliwości, aby go upokorzyć albo ukarać. Kiedy w nauce pomagała 
mu  jeszcze  Hermiona,  efekty  były  niesamowite.  Dziewczyna  miała 
podejście  i  umiała  uczyć.  Wiele  razy  udzielała  wskazówek  jemu  i 
Ronowi, co zawsze wychodziło im na dobre.  
 
Odsunął  od  siebie  nieprzyjemne  myśli  i  wrócił  myślami  do  klasy. 
Uczniowie wpatrywali się nadal w jego srebrnego jelenia, który krążył 
wokół nich i w końcu stanął obok Harry’ego, a wtedy rozpłynął się w 
powietrzu.  Harry  widział  jak  na  twarzach  niektórych  z  nich  widnieje 
uśmiech  wyższości.  Ci  którzy  należeli  kiedyś  do  GD  umieli 
wyczarować  Patronusa,  ale  nie  ćwiczyli  tego  zbyt  często  ostatnimi 
czasy  i,  tak  jak  przypuszczał  Harry,  po  pół  godzinie  nawet  ci 
uczniowie,  musieli  się  mocno  skupić,  żeby  z  ich  różdżek  wystrzeliło 
coś przynajmniej trochę przypominającego zwierzę.  
 
Uczniowie nie zauważyli nawet, kiedy zadzwonił dzwonek i przerwę 
między zajęciami spędzili w klasie. Harry jednak doskonale wiedział, 
kiedy  w  klasie  znalazła  się  Hermiona.  Przez  chwilę  czuł  jak  mu  się 
przygląda  i  zaraz  odwrócił  się  do  niej  z  szerokim  uśmiechem,  który 
przygasł  nieco  na  widok  profesor  Mcgonnagall.  Obie  patrzyły  na 
wysiłki  uczniów  i  śmiały  się  pod  nosem.  Chłopak  dołączył  do  nich  i 
cicho opowiedział o tym, co się działo.  
 
-  Czy  przynajmniej  niektórzy  z  nich  nie  powinni  tego  umieć?  Dean, 
Seamus, bliźniaczki i Lawender – wyliczała Hermiona.  
 

background image

- Powinni, ale co z tego, jak nie myśleli, że to może im się przydać i 
zepchnęli to zaklęcie w zapomnienie. – zauważył Harry. 
 
-  Nikt  z  nas  nie  myślał,  że  znów  będzie  mu  potrzebne  –  westchnęła 
dyrektorka. 
 
- Ja wiedziałem i Dumbledore także, dlatego nie powstrzymywał nas, 
kiedy  założyliśmy  GD,  a  później  jeszcze  wziął  winę  na  siebie  – 
powiedział cicho Harry. 
 
-  Tak,  chyba  masz  rację,  Potter  –  powiedziała  kobieta,  kiwając  w 
zamyśleniu głową.  
 
Wyszła z klasy, ale Hermiona została na swoim miejscu i patrzyła na 
ć

wiczenia.  

 
- Mogę tu zostać? – zapytała niespodziewanie. – Nie mam już zajęć, a 
nie chcę wracać do pustego gabinetu.  
 
- Jasne, ale będziesz się nudzić – ostrzegł Harry. 
 
- Przyniosę kilka rzeczy do sprawdzenia i usiądę przy biurku, żeby nie 
przeszkadzać.  
 
Jak  powiedziała,  tak  zrobiła.  Po  kilku  sekundach  wróciła  ze  stosem 
notatek, które zaczęła przeglądać. Była tak zajęta swoimi kartkami, że 
nie zauważyła nawet, kiedy zadzwonił dzwonek i uczniowie wyszli z 
klasy. Zbudziła się dopiero, gdy poczuła na ramiona dotyk jego dłoni. 
Przeszedł  ją  dreszcz,  kiedy  jego  dłonie  dotknęły  nagiego  kawałka  jej 
skóry na barkach, ale nie wyrwała się z uścisku. Było jej przyjemnie 
czuć  jak  mięśnie  rozluźniają  się  pod  wpływem  jego  dotyku,  a 
dreszczyk  wcale  nie  był  nieprzyjemny,  a  wręcz  przeciwnie.  Po  jej 
ciele  rozlała  się  fala  ciepła  i  skoncentrował  się  w  dole  brzucha. 
Wyprostowała  się  i  oparła  wygodnie  o  oparcie  fotela.  Przymknęła 
oczy i zamruczała cicho z zadowolenia.  
 
Nagle otworzyła oczy i rozejrzała się po klasie, sztywniejąc.  
 

background image

- Wszyscy poszli już na obiad. Może i my powinniśmy? – zapytał ją.  
 
-  Poprośmy  któregoś  ze  skrzatów,  żeby  przyniósł  nam  coś  tutaj  – 
zaproponowała – Jest mi dobrze tak, jak jest.  
 
Usłyszała  chichot  mężczyzny  i  z  powrotem  się  rozluźniła.  Zaczęła 
rozmyślać  o  tym  wszystkim,  co  się  ostatnio  z  nią  działo.  Obecność 
Harry’ego  odbierała,  jako  coś  oczywistego,  ale  tak  było  zawsze.  Ale 
teraz to po prostu był jej wręcz niezbędny do funkcjonowania. Czuje 
się nieswojo, kiedy nie widzi go przez kilka godzin, nie wspominając 
o tym, że miałaby nie wiedzieć, gdzie on się znajduje.  
 
Już  prawie  zasypiała,  kiedy  usłyszała  ciche  pstryknięcie,  a  na  biurku 
pojawiło  się  jedzenie.  Usiadła  prosto  i  poczekała,  aż  Harry  usiądzie 
naprzeciw niej. Przez chwilę jedli w milczeniu.  
 
- Znalazłaś coś ciekawego? – zapytał.  
 
- Nie bardzo – odparła – Zdołałam się dowiedzieć, że Voldemort był 
w Albanii, gdzieś głęboko w lesie, ale nie wiem, po co.  
 
- Żeby to wiedzieć musiałabyś być nim – powiedział Harry.  
Znów zapadła cisza.  
 
- Fajnie było popatrzeć jak prowadzisz lekcje – uśmiechnęła się.  
 
- Fajnie, że przyszłaś.  
 
Uśmiechnął się do niej i przez resztę posiłku ciągnęli lekką rozmowę. 
Nie  zmienili  tonu  nawet,  kiedy  ponownie  zabrali  się  za 
przeszukiwanie ksiąg Hermiony.  
 
Ich  życie  ustatkowało  się  w  ciągu  kilku  miesięcy.  Wstawali,  co  rano 
na  śniadanie,  prowadzili  lekcje,  spotykali  się  na  obiedzie  i  ponownie 
wracali  na  zajęcia.  Później  zajmowali  miejsce  nad  jeziorem,  pod 
drzewem,  albo  zajmowali  któryś  z  gabinetów.  Zawsze  przy  tym 
uważali, żeby nikt nie odkrył, o czym rozmawiają lub czego szukają. 
Dodatkowo  Harry  zajmował  się  treningami  quiditcha.  Członkowie 

background image

drużyny  byli  zadowoleni,  a  nauczyciele  nie  mieli  w  sumie  nic 
przeciwko. Nim się obejrzeli, a za oknami zrobiło się ponuro i zimno, 
jak przystało na listopad. 
 
Kiedy jednego wieczora, gdy Harry wprowadził Hermionę do pokoju 
wspólnego  Gryffindoru,  przyciągając  uwagę  wszystkich,  usiedli  na 
swoim  starym  miejscu  przed  kominkiem,  Hermiona  krzyknęła  i 
walnęła  się  otwartą  dłonią  w  czoło,  czym  rozbawiła  nie  tylko 
Harry’ego, ale także innych uczniów. Pocierając czoło nachyliła się do 
przyjaciela i zaczęła szeptać: 
 
- Harry, tak właśnie wygląda medalion Slytherina. 
 
- Wiem o tym. – odparł. 
 
- I nic mi nie powiedziałeś?? – oburzyła się.  
 
-  Myślałem,  że  wiesz.  Ty  zawsze  wiesz  o  takich  rzeczach  –  dodał 
speszony.  
 
- Ale o tym nie wiedziałam. Ja go już widziałam – powiedziała – Na 
Grimmaud Place, kiedy sprzątaliśmy dom. Ty go nie widziałeś? Leżał 
na kominku…  
 
- Mówiłem ci, że to ty wiesz o takich rzeczach. Poza tym – przerwał 
jej  –  nie  interesowałem  się,  co  mam  w  ręce,  ale  tym  żeby  móc  się 
stamtąd wydostać.  
 
-  A  powinieneś  zacząć  się  interesować,  bo  to  właśnie  ten  medalion 
wyrzuciliśmy do śmieci – powiedziała. 
 
Harry poczuł jak wszystko się w nim wywraca do góry nogami. Skoro 
medalion  był  w  salonie,  a  oni  go  wyrzucili  to  znaczy,  że  nie  mieli 
szansy  na  jego  odnalezienie.  Chyba,  że  Stworek  ukradł  go  razem  z 
innymi  rzeczami  swoich  państwa.  Chłopak  szybko  zaczął  zbierać 
książki  i  pociągnął  Hermionę  za  rękę.  Kiedy  znaleźli  się  już  na 
korytarzu przed portretem Grubej Damy, pociągnął ją w stronę swojej 
sypialni tuż za rogiem. 

background image

 
Zamknął  za  nimi  drzwi,  używając  kilku  ochronnych  zaklęć  i  dopiero 
wtedy  wskazał  jej  miejsce  na  łóżku  i  wezwał  do  siebie  Stworka,  a 
skrzat  pojawił  się  w  środku  pokoju  już  po  sekundzie.  Widząc  ich 
zaczął mamrotać pod nosem obelgi na ich temat, ale Harry nie chciał 
tracić na to czasu.  
 
-  Czy  spośród  rzeczy,  które  były  do  wyrzucenia  z  domu  Blacków 
zabrałeś taki medalion? – zapytał skrzata, pokazując mu zdjęcie.  
 
-  Stworek  go  nie  zabrał  –  wyskrzeczał  skrzat  –  Stworek  chciał  go 
tylko wyczyścić, a kiedy to zrobił śmieci zostały wyrzucone i nie było 
gdzie go położyć.  
 
- Więc zachowałeś go dla siebie, prawda? – zapytał z nadzieją. 
 
-  Stworek  miał  go  w  swojej  komórce,  ale  w  nocy  przyszedł  ten 
złodziej i zabrał wszystko, co było cenne w domu. Powiedział, że i tak 
nikomu się nie przyda.  
 
-  Stworku  chciałbym,  żebyś  odnalazł  Mundungusa  i  odzyskał  ten 
medalion  –  powiedział  z  prośbą  w  głosie,  chociaż  obaj  dobrze 
wiedzieli,  że  wystarczyło  wydać  mu  twarde  polecenie,  a  skrzat  nie 
miałby wyboru.  
 
Stworek  zniknął  z  cichym  pstryknięciem,  a  kiedy  Harry  spojrzał  na 
Hermionę zobaczył, że dziewczyna przygląda mu się z uśmiechem.  
 
- Co się stało? – zapytał.  
 
-  Byłeś  dla  niego  miły.  Poprosiłeś  go,  chociaż  mogłeś  kazać  mu  to 
zrobić. – powiedziała, a jej oczy się zamgliły.  
 
- Nie chcę zrobić sobie z niego wroga. Nauczyłem się tego na błędach 
Syriusza i radach Dumbledore’a – powiedział, a ona rzuciła mu się w 
ramiona  –  Gdybym  wiedział,  że  taką  błahostką  wywołam  w  tobie  aż 
tak wielkie uczucie, zrobiłbym to już wcześniej – dodał ze śmiechem, 
jednocześnie wtulając się w jej włosy i zaciągając się ich zapachem.  

background image

 
Stali tak przez dłuższą chwilę, nie mogąc oderwać się od siebie. Tulili 
się  do  siebie,  aż  w  pewnym  momencie  Harry  zaczął  się  poruszać  w 
rytm  wolnej  melodii  dochodzącej  z  radia.  Dziewczyna  wtuliła  się 
wygodniej w niego i tańczyła wraz z nim, opierając policzek na jego 
piersi. Westchnęła głęboko z zadowolenia i przesunęła dłonie na jego 
pierś, wczepiając się palcami w koszulkę, a jednocześnie poczuła jak 
jego jedna dłoń wplątuje się w jej włosy, a druga zsuwa się na talię. W 
jej  uchu  zabrzmiał  jego  cichy  śmiech  i  ona  również  się  uśmiechnęła. 
Melodia  nagle  przyspieszyła,  a  Harry  złapał  jej  dłoń  i  odepchnął  od 
siebie okręcając ją w kółko. Zaśmiała się głośno i powrotem do niego 
przylgnęła  unosząc  w  górę  roześmianą  twarz.  Spojrzała  mu  w  oczy  i 
dotknęła dłonią jego policzka. Jego zielone oczy zahipnotyzowały ją i 
nie mogła oderwać od niego wzroku. Uniosła się lekko na palcach, a 
jego twarz pochyliła się ku niej. Ich usta spotkały się w połowie drogi. 
Harry  pocałował  ją  delikatnie,  a  kiedy  ona  się  nie  odsunęła  ani  nie 
zaprzeczyła,  ponownie  przywarł  do  jej  ust,  ale  tym  razem  pocałunek 
był  zachłanniejszy.  Całował  jej  usta,  brodę,  policzki,  oczy  i  czoło,  a 
kiedy nie  mógł już wytrzymać, językiem rozchylił jej usta i wtargnął 
do  środka.  Nieśmiało  dotknął  jej  języka,  a  kiedy  odpowiedziała  na 
jego pocałunek zaszumiało mu w głowie. Wplątał palce w jej włosy i 
mocniej  do  niej  przywarł.  Hermiona  wykorzystała  ten  moment,  aby 
zarzucić mu ręce na szyję i przycisnęła się.  
 
Kiedy  oderwali  się  od  siebie,  żeby  zaczerpnąć  oddechu,  Harry  oparł 
się czołem o jej czoło i patrzył na jej twarz. Oczy miała przymknięte, 
policzki  zaróżowione,  a  wargi  obrzmiałe  od  jego  pocałunków. 
Wyglądała  pięknie.  Przyglądał  jej  się  jak  powoli  otwierała  oczy  i  od 
razu napotkał jej wzrok. Zmuszając ją do tego, aby cały czas na niego 
patrzyła, pocałował ją jeszcze raz. Ale tylko jeden.  
 
-  Nie  zamierzam  cię  za  to  przepraszać  –  powiedział,  kiedy  jego 
oddech się uspokoił – Ani udawać, że nic się nie stało, ani żałować.  
 
- Ja też tego nie zrobię – odparła.  
 
Teraz  to  ona  pocałowała  jego  usta,  patrząc  mu  jednocześnie  głęboko 
w zielone, jak trawa oczy.  

background image

 
Kilka  minut  później  siedzieli  oboje  na  jego  łóżku  i  patrzyli  w  okna 
rozmyślając  o  tym,  co  się  wydarzyło.  Nie  rozmawiali.  Harry  objął  ją 
ramieniem i przyciągną do siebie, a kiedy zadrżała z zimna, przykrył 
ją dodatkowo kocem i różdżką rozpalił ogień w kominku. Dziewczyna 
chwyciła  go  za  rękę  i  splotła  ze  sobą  ich  palce.  Przez  chwilę 
przyglądali  się  im,  a  po  kilku  sekundach  Hermiona  popatrzyła  na 
niego ze łzami w oczach i zapytała: 
 
- To nie jest zdrada wobec nich, prawda? 
 
- Nie – odpowiedział twardo, chociaż sam się nad tym zastanawiał od 
pewnego czasu.  
 
Ale czy Ron i Ginny nie chcieli właśnie tego? Żeby zaopiekowali się 
sobą nawzajem właśnie w taki sposób?  
 
- Muszę już iść do siebie – powiedziała wstając. 
 
Kiedy stanęła koło łóżka, jeszcze raz spojrzała na niego i przejechała 
palcami po jego wargach. Chciał przytrzymać jeszcze chwilę jej dłoń, 
ale  szybko  odwróciła  się  do  drzwi  i  wyszła.  Nie  chciała  opuszczać 
jego  pokoju,  ale  nie  widziała  innego  wyjścia.  Podczas  tych  kilku 
tygodni jakie spędzili wspólnie na Grimmaud Place przyzwyczaiła się 
do  tego,  że  ma  go  tylko  dla  siebie,  nikt  nie  śledzi  tego  co  robią  i  są 
wobec  siebie  swobodni.  I  przede  wszystkim  zawsze  mieli  dla  siebie 
czas.  
 
A teraz tego wszystkiego zabrakło. Musieli uważać na każdym kroku, 
kiedy  chcieli  pobyć  sami  musieli  zamykać  się  w  jego  lub  jej 
gabinecie,  a  czasami  nawet  uciekali  do  Pokoju  Życzeń.  Tak  jak  na 
przykład w Noc Duchów. Nigdy nie przejmowali się takimi sprawami, 
ale  tego  roku  Hermiona  uświadomiła  sobie,  że  ich  przyjaźń  nie 
rozpoczęła  się  w  pociągu  do  Hogwartu  lecz  właśnie  ostatniego 
października,  kiedy  to  dwaj  chłopcy  uratowali  życie  zarozumiałej  i 
smutnej  kujonce.  Tacy  właśnie  wtedy  byli.  Teraz  kiedy  zabrakło 
wśród  nich  Rona,  ten  dzień  wydał  się  im  obojgu  przygnębiający. 

background image

Dlatego  postanowili  posiedzieć  przez  kilka  godzin  na  siódmym 
piętrze, rozpamiętując swoje przygody i oglądając zdjęcia.  
 
Bywały chwile, kiedy musiał spędzić z Harrym każdą wolną od zajęć 
minutę,  a  czasami,  tak  jak  dziś,  wiedziała,  że  musi  przemyśleć 
wszystko w samotności. Jego obecność rozpraszała go.  
 
A chciała poukładać sobie w głowie to, co wydarzyło się dzisiejszego 
wieczora.  Kiedy  Harry  ją  pocałował  poczuła  w  sobie  coś  dziwnego, 
ale nie wiedziała, co to takiego. Nie czuła tego, kiedy całował ją Ron, 
a  przecież  go  kochała.  Jednak  uczucia  do  Harry’ego  były  bardziej 
skomplikowane.  Kochała  go  od  zawsze,  ale  byli  przecież  dla  siebie 
jak  brat  i  siostra.  Zawsze  mogła  mu  o  wszystkim  powiedzieć,  a  on 
przychodził  do  niej  z  każdym  problemem.  Teraz  to  wszystko  się 
zmieniało.  Harry  zajmował  w  jej  sercu  specjalne  miejsce,  ale  nie  to 
Rona.  Tylko  inne.  Nigdy  nie  przestanie  być  jej  przyjacielem,  ale 
ostatnie kilka miesięcy zbliżyło ich do siebie jeszcze bardziej. A to, co 
się między nimi zaczyna dziać, tylko utwierdza ją w tym przekonaniu.  
Kiedy obudziła się następnego ranka, od razu miała dobry humor. Pod 
prysznicem nuciła cicho melodię, przy której wczoraj tańczyli. I nawet 
profesorskie  szaty  wydały  jej  się  dzisiaj  mniej  ponure  niż  zawsze. 
Siedziała właśnie przy toaletce i nakładała na usta różowy błyszczyk, 
gdy usłyszała pukanie do drzwi. Krzyknęła „proszę” i nie przerywając 
czynności zezowała w stronę wejścia, aby zobaczyć kto przyszedł. W 
momencie, kiedy zobaczyła Harry’ego w wejściu jej uśmiech stał się 
cieplejszy,  a  w  oczach  pojawiły  się  ogniki,  które  i  on  zobaczył. 
Podszedł  do  niej  powoli,  a  kiedy  znalazł  się  za  nią  tak  blisko,  że 
mogła  oprzeć  się  o  niego  plecami,  wyciągnął  zza  pleców  piękną 
fioletową  różę.  Doskonale  wiedziała jaki  symbol  ma  ta  róża.  Dostała 
kiedyś taką od Kruma.  
 
Zachwyt dla danej osoby.  
 
I pożądanie wobec tego, komu się ją daje.  
Spojrzała na niego i to samo zobaczyła w jego oczach. Policzki lekko 
jej  poróżowiały,  ale  nie  spuściła  wzroku.  Zamiast  tego  wstała  i 
włożyła  kwiat  do  wazonu,  który  wyczarowała.  Chciała  mu  za  nią 

background image

podziękować,  ale  żadne  słowa  nie  były  w  stanie  przejść  jej  przez 
gardło więc pocałowała przelotnie w usta.  
 
Gdy  tylko  poczuł  jej  usta,  wiedział,  że  będzie  mu  mało  i  dlatego 
położył  dłoń  na  jej  policzku  i  ponownie  przywarł  do  niej  wargami. 
Oszołomił  ją,  wiedział  o  tym,  ale  nie  przestał.  Po  bezsennej  nocy, 
kiedy starał się nie  myśleć ani o niej, ani o jej warga, a tym bardziej 
ciele, był gotów niemal na wszystko, byle tylko móc jej dotknąć. Tyle, 
ż

e  kiedy  zaczął  nie  miał  ochoty  przestać  jej  dotykać.  Przesunął  dłoń 

na jej szyję, tam gdzie dziko uderzał jej puls, a potem  przeciągnął ją 
pomiędzy  piersiami,  muskając  je,  aż  wstrząsnął  nią  dreszcz  i  położył 
na talii. Przycisnął ją do siebie tak mocno, że poczuła jego naprężoną 
męskość. Nie przeraziła się jej, ale tego, że miała wielką ochotę zostać 
w pokoju i pomóc odzyskać panowanie nad ciałem.  
 
- Powinniśmy zajmować się innymi rzeczami, ważnymi, a nie sobą. – 
szepnęła do niego, kiedy ją puścił.  
 
-  Mamy  do  odnalezienia  jeszcze  cztery  horkruksy,  wiem.  Ale  nie 
mogę  się  powstrzymać  –  wyznał  jej  –  Nigdy  wcześniej  tak  nie  było. 
Dopiero teraz.  
 
-  Wiem,  co  masz  na  myśli  –  powiedziała  i  stanowczo  się  odsunęła  – 
Musimy iść na śniadanie, bo wylądujemy w łóżku. Będziemy musieli 
o tym porozmawiać – dodała.  
 
Ś

cisnął  tylko  jej  ramię  i  pociągną  w  stronę  wyjścia.  Doskonale 

wiedział,  że  ma  rację,  ale  cieszył  się  z  tego,  że  to  ona,  a  nie  on 
powiedział to na głos. To co zaczęło się jako wspólna żałoba, powoli 
zmieniło się w coś zdecydowanie innego.  
 
Starali  się  ograniczać  swoje  zapędy,  dlatego  postanowili,  że  będą 
spotykać się w takich miejscach, gdzie łatwo będzie ich znaleźć, albo 
będą na widoku. Jednak nie zawsze tak było, a niektóre miejsca same 
prosiły  się  o  to,  aby  trochę  zaryzykować.  I  to  nie  tylko  według 
Harry’ego. To właśnie Hermiona pierwsza pocałowała go na jednym z 
pustych korytarzy. Były rzadko uczęszczane, ale jednak…  
 

background image

A  ona  ot,  tak  sobie  zarzuciła  mu  ramiona  na  szyję  i  zaczęła 
gorączkowo całować. Takie korytarze nadawały się idealnie i właśnie 
dlatego odwiedzało je tak wiele par.  
 
Innym  razem,  kiedy  byli  w  bibliotece  i  szukali  jakichś  ksiąg  z  listy 
Hermiony,  specjalnie  był  jak  najbliżej  niej,  aby  trochę  ją  podroczyć. 
Raz się o nią otarł, już za chwilę wyciągnął rękę tak, aby przy okazji 
musnąć  jej  piersi.  Kiedy  spojrzała  na  niego,  specjalnie  stanął  za  nią 
tak blisko, że niemal przygniótł ją do półek. A już po chwili zaciągnął 
w Dział Ksiąg Zakazanych, gdzie mieli kilka chwil tylko dla siebie.  
 
Nim się spostrzegli zaczął padać śnieg, a do świąt zostało tylko kilka 
dni. Kiedy Stworek nie pojawił się przez tydzień postanowili, że sami 
przeszukają  kilka  ulic  czarodziejów.  Bez  specjalnego  przekonania 
zaczęli  od  Pokątnej,  a  później  zagłębili  się  w  kilka  niebezpiecznych 
przecznic.  Harry  starał  się  wybierać  te  mniej  niebezpieczne,  ale  i  tak 
cały czas uważał na to, czy nie są obserwowali. Ze względu ma dobro 
Hermiony, poprosił ją, aby trochę zmieniła ich wygląd. To jednak nie 
zdało się na nic, ponieważ nie znaleźli ani skrzata, ani złodzieja.  
 
Trwało to dwa dni, ale obeszli cały Londyn, zarówno jego magiczną, 
jak i mugolską część. Do zamku wrócili wieczorem następnego dnia. 
Cieszyli się, że była to niedziela, ponieważ nie musieli prosić Lupina 
o pomoc. Od profesor Mcgonnagall dowiedzieli się, że Remus po raz 
kolejny  miał  problemy  z  innymi  wilkołakami  i  obecnie  nie  czuł  się 
zbyt  dobrze.  Korzystając  z  okazji,  że  wyrwali  się  ze  szkoły, 
postanowili,  porozmawiać  z  panią  Weasley.  Umówili  się  z  nią  na 
ulicy Pokątnej w sklepie jej synów.  
 
Pomimo  całego  zamieszania  jakie  siali  śmierciożercy,  młodzi 
Weasley’owie  prowadzili  kwitnący  interes.  Nawet  teraz  było  u  nich 
wiele  czarodziejów.  Rozmawiali  z  Fredem  i  Georgem,  kiedy  do 
ś

rodka wparowała ich matka, strzepując z siebie płatki białego puchu, 

a  za  nią  weszła  jej  synowa  i  syn.  Przywitali  się  uściskami  i  usiedli 
przy stoliku w kącie sklepu, każdy z butelką kremowego piwa.  
 
Pani Weasley dokładnie wypytała ich o samopoczucie, szkołę. Bardzo 
chciała  się  dowiedzieć  jak  sobie  radzą,  ale  Harry  i  Hermiona 

background image

wiedzieli,  że  dostała  szczegółowe  informacje  od  samej  dyrektorki. 
Sama opowiedziała o wszystkim, co dzieje się w Norze. W jej historii 
dało  się  wyczuć  brak  dwójki  najmłodszych  dzieci,  chociaż  robiła  co 
mogła, żeby to przed nimi ukryć. Kiedy zeszli na temat świąt od razu 
zapowiedziała, że nie chce słyszeć iż nie spędzą ich wspólnie.  
 
-  Myślcie  sobie,  co  chcecie,  ale  nie  pozwolę,  żeby  moje  dzieci 
samotnie spędzały święta – powiedziała stanowczo.  
 
Harry spojrzał na Hermionę, która odwróciła głowę i ujrzał, że ma w 
oczach łzy. Oboje bali się, że Weasley’wie odtrącą ich, mimo tego co 
mówili.  Postawa  pani  Weasley  oraz  jej  obecnych  synów  mówiła  im, 
ż

e nie mają nic do powiedzenia. Chociażby mieli przetrząsnąć niebo i 

ziemię te święta będą wspólne.  
 
Korzystając  z  okazji,  Harry  napomknął,  że  mogliby  spędzić  te  kilka 
dni w jego domu w Londynie, ale Molly nie była z tego zadowolona. 
Przekonywał  ją  prawie  pół  godziny  używając  najrozmaitszych 
argumentów,  ale  w  końcu  się  zgodziła,  a  jemu  i  Hermionie  spadł 
kamień  z  serca.  Kobieta  widziała  ich  ulgę  i  od  razu  zrozumiała  o  co 
im chodzi, dlatego w końcu przestała nalegać. Obiecała sobie jednak, 
ż

e następne święta znów odbędą się w Norze, tak jak zawsze. Patrzyła 

za  nimi,  jak  wychodzą  ze  sklepu.  Podczas  tej  krótkiej  rozmowy 
widziała  w  ich  oczach  ogniki  i  wiedziała,  że  powoli  godzą  się  ze 
stratą, jaką ponieśli i akceptują nowy stan rzeczy.  
 
- Kiedy widzę, jak dzielnie sobie radzą, zaczynam wierzyć, że jeszcze 
wszystko  może  być  dobrze  –  powiedziała  i  zaśmiała  się,  gdy  oboje 
przystanęli na chwilę w otwartych drzwiach.  
 
Harry  przytrzymywał  je  dla  Hermiony,  ale  oboje  stanęli  w  miejscu, 
kiedy chciał coś powiedzieć. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami 
i pociągnęła go za szalik w sam środek śnieżnej zawiei.  
 
- Stawiam na koniec sierpnia – powiedziała Fleur.  
 
Jej angielski poprawił się znacznie w ciągu dwóch lat.  
 

background image

- A co się wtedy zdarzy? – zapytał George.  
 
-  Zrozumiesz  jak  dorośniesz  –  odparła  jego  matka  i  uśmiechnęła  się 
jeszcze szerzej.  
 
Bliźniacy  popatrzyli  na  siebie  zdziwieni,  ale  wzruszyli  tylko 
ramionami. W swoim dwudziestoletnim życiu nauczyli się, że kobiety 
ciężko  zrozumieć,  a  ich  własną  matkę  najciężej.  Jednak  nawet  oni 
zauważyli subtelne zmiany w zachowaniu dwójki przyjaciół.  
Nim zdążyli się zorientować uczniowie zaczęli rozjeżdżać się na ferie 
ś

wiąteczne do domów, a i oni byli już spakowani. Harry zaczynał się 

martwić  bo  minęło  już  ponad  dwa  tygodnie,  a  on  nie  miał  żadnych 
wiadomości od Stworka. Nie chciał go wzywać, w razie gdyby skrzat 
był w trakcie poszukiwań, ale jego zniecierpliwienie rosło.  
 
I nie musiał.  
 
Stworek pojawił się sam. 

 
                                                 

i

 

Niektóre fragmenty przemowy są żywcem spisane z tej pierwszej w części „Harry Potter i Kamień 

Filozoficzny”

 

 
Przypisy do dalszej części opowiadania: 
 

ii

 Pisałam to kilka lat temu, kiedy ostatnia część jeszcze nie wyszła, ale wiadomo było, że Dumbledore nie żyje. 

Teraz po prostu zmieniam kilka rzeczy, żeby tak w miarę się zgadzało z przyjętymi kryteriami.  
 

iii

 Niektóre zaklęcia będą wymyślone przeze mnie, ale to, jeżeli najdzie mnie ochota. W większości będą to 

zaklęcia, które znalazła w necie jako zaklęcia z książek, filmów i gier o Harrym Potterze.