background image

Carol Wood

Powrót z antypodów

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Alison   siedziała   w   samochodzie   i   wdychała   przez   otwarte   okno   zapachy   lata,   które 

budziły w niej żywe wspomnienia z przeszłości. Zdawała sobie sprawę, że za chwilę będzie 
musiała odbyć dwuminutowy spacer do przychodni i stanąć twarzą w twarz z Samem, który z 
pewnością siedzi teraz w gabinecie, jak zwykle rozparty wygodnie za biurkiem. 

Spojrzała   na   piękny,   dwupiętrowy   budynek   przychodni.   Wiedziała,   że   będzie   on   jej 

zawsze kojarzył się z Samem. Choć wyjechał przed dziesięcioma miesiącami, zawsze był tu 
obecny duchem. Zawsze był ważnym elementem tego niewielkiego, ale ważnego dla niej 
fragmentu wszechświata. 

– Czy wyobrażasz sobie, jak pięknie będzie wyglądał po remoncie? – pytał ją z wówczas 

zachwytem, a ona, zaślepiona miłością, nie potrafiła mu wyznać, że wcale sobie tego nie 
wyobraża. 

Stary i zaniedbany dziewiętnastowieczny budynek nie wzbudzał wtedy jej entuzjazmu. 

Zdobyła  się na odrobinę zainteresowania  tylko  przez wzgląd na uczucia,  jakie żywiła  do 
swego męża. 

Zamknęła   oczy,   próbując   powstrzymać   gorączkową   gonitwę   myśli.   Nie   chciała 

wspominać przeszłości. Miała trzydzieści trzy lata, a nadal czuła się jak niezrównoważona 
nastolatka. 

Kiedy   wreszcie   przestanę   żyć   wyrzutami   sumienia?   –   spytała   się   w   duchu.   Kiedy 

zrozumiem,  że  nasza  separacja  była   najmniej  bolesnym  krokiem  na  drodze  do rozwodu? 
Najbardziej korzystnym dla nas, najlepszym dla naszej córeczki, Gemmy. 

Tok   jej   myśli   przerwało   niespodziewanie   pukanie   w   szybę   samochodu.   Otworzyła 

szeroko oczy i zobaczyła uśmiechniętą twarz Petera Johnsona, młodszego wspólnika Hectora 
Trencharda. 

– Jest dopiero siódma trzydzieści, a ty wyglądasz tak świeżo jak stokrotka. – Młody 

lekarz uniósł brwi ze zdziwienia. – Na czym polega twój sekret, Ali?

– Mam bardzo sprawny budzik – odparła z uśmiechem zażenowania. – Innymi słowy, 

małą córeczkę, która żąda, aby ją przytulić już o szóstej rano. 

Zdawała sobie sprawę, że kłamie. Ostatniej nocy nie zmrużyła oka. Dręczył ją lęk przed 

dzisiejszym dniem. Kiedy Gemma obudziła się o piątej, przyjęła jej dziecinne gaworzenie 
niemal z wdzięcznością. 

– Czy dobrze się czujesz, Alison? – spytał Peter, patrząc na nią badawczo. 
– Przepraszam cię – mruknęła pospiesznie, uświadamiając sobie, że odpłynęła myślami 

daleko. Szybko chwyciła teczkę, wysiadła z auta i ruszyła za Peterem w kierunku przychodni. 

– To chyba dla ciebie wielki dzień – odezwał się niepewnie jej kolega. – A raczej... do 

diabła, sam nie wiem, co mówię. Miałem na myśli to, że zobaczysz Sama po raz pierwszy od 
roku. 

– Od dziesięciu miesięcy, Peter – poprawiła go. 
– No tak, mój pierwszy rok tutaj minął bardzo szybko, ale ty pewnie czułaś się inaczej. 

background image

Tak czy owak, mam nadzieję, że od nas teraz nie odejdziesz. 

– Nie – potwierdziła.  – Powrót Sama  do pracy nie ma  dla mnie  żadnego znaczenia. 

Hector chce, żebym nadal miała dyżury w poniedziałki i piątki, a mnie to odpowiada. 

Młody kolega położył niespodziewanie dłoń na jej ramieniu. 
– Posłuchaj, Ali, nie chcę się wtrącać, ale jeśli kiedyś przeżyjesz moment słabości, jeśli 

będziesz chciała ukryć się przed całym światem, zawsze możesz przyjść do mojego gabinetu, 
usiąść na balkonie i nie przejmować się mną. Obiecuję, że nie odezwę się ani słowem. 

– Dziękuję, Peter – wyjąkała, wziąwszy głęboki oddech. – Być może kiedyś skorzystam z 

twojej propozycji. Jestem ci za nią bardzo wdzięczna. 

– Nie ma za co. 
– Dzień dobry! – powitała ich młoda recepcjonistka, Lucy Edwards, gdy weszli do holu. – 

Mamy dziś mnóstwo pacjentów. Zobaczycie  listę, gdy wejdziecie  do gabinetów. Ale jest 
jeszcze wcześnie. Zaraz przyniosę wam kawę. 

Alison   posłała   jej   pełen   wdzięczności   uśmiech,   odwróciła   się   na   pięcie   i   ruszyła   w 

kierunku wykładanej boazerią klatki schodowej, prowadzącej do jej gabinetu. 

Oczywiście, powinna była patrzeć przed siebie. Ponieważ jednak chciała jak najprędzej 

znaleźć się w zaciszu swego pokoju, nie podniosła w porę wzroku i wpadła na ścianę, której 
nie było w tym miejscu poprzedniego dnia. 

Takie   przynajmniej   miała   wrażenie.   W   istocie   zderzyła   się   z   nadchodzącym   właśnie 

Samem i z pewnością straciłaby równowagę, gdyby nie podtrzymał jej, chwytając ją mocno 
za ramiona. Przez chwilę była tak oszołomiona, że nie wiedziała, co się z nią dzieje. 

– Alison! – zawołał tak dobrze jej znanym głosem, a ona odzyskała świadomość i zdała 

sobie sprawę, że nadal trzyma ją w uścisku. – Alison... czy nic ci się nie stało?

– Czy nic się pani nie stało, doktor Stewart? – spytała jak echo Lucy, wybiegając do 

poczekalni. 

– Wszystko w porządku, Lucy – wymamrotała słabym głosem, powoli wracając do siebie. 

– Czuję się doskonale. 

– W takim razie  pójdę po tę  kawę – oznajmiła  recepcjonistka  i odeszła, zostawiając 

Alison z Peterem i Samem. 

– Uderzyłaś głową w mój bark – oznajmił Sam i dotknął palcami jej czoła. – Czy bardzo 

cię boli?

– Nie – skłamała, krzywiąc się lekko. 
– Nie zdążyłem zejść ci z drogi. Pędziłaś przed siebie jak pociąg pospieszny. – Sam 

postukał dwoma palcami w swą kość barkową. Mimo woli dostrzegła jego umięśnioną klatkę 
piersiową, brzuch, biodra, nogi... 

– Ja po prostu... 
– Po prostu nie patrzyłaś przed siebie – rzekł Peter z naganą w głosie. – Na drugi raz 

musisz bardziej uważać!

Uśmiechnął się do niej pogodnie i zniknął na schodach, a ona została w cztery oczy z 

Samem. Była coraz bardziej przerażona. Przygotowywała się na to spotkanie od dłuższego 
czasu, ale teraz nie miała pojęcia, co ma mówić. 

background image

– Miło cię widzieć – rzekł z uśmiechem. – Czy moglibyśmy porozmawiać? Oczywiście 

nie teraz. Po dyżurze, zgoda?

– Ja... ja muszę odebrać Gemmę. Jest teraz u Clare, pisałam ci o tym... 
– Owszem. W jednym z twoich trzech listów. Napisała wszystkie trzy z konkretnych 

powodów. 

W pierwszym tłumaczyła mu swoją decyzję o powrocie do pracy. Hector poprosił ją o 

wypełnienie luki powstałej na skutek jego nagłego wyjazdu. W drugim powiadomiła go, że 
ich   córka   otrzymała   wysłane   przez   niego   prezenty   gwiazdkowe.   W   trzecim   doniosła,   że 
Gemma   zaczęła   chodzić.   Ten   trzeci   list   był   może   zbędny,   ale   jej   matczyna   duma 
zatriumfowała nad niechęcią do byłego męża. 

Zapadła krępująca cisza. Sam wzruszył ramionami i westchnął. 
– Ali, przykro mi z powodu tego całego zamieszania. Przepraszam, że nie dałem ci znać... 
– Owszem, to był dla mnie szok – przerwała mu bezceremonialnie. Czuła się teraz trochę 

lepiej. Jej serce nadal biło jak młot, ale mogła już swobodnie oddychać. 

– Muszę ci to wszystko wytłumaczyć... 
– Nic nie musisz, Sam – poprawiła go, odzyskując pewność siebie. – Czy pamiętasz naszą 

umowę? Żadnych  wyjaśnień, chyba że będą dotyczyły Gemmy.  Masz teraz swoje własne 
życie i możesz z nim robić, co ci się podoba. 

Jego opalona twarz pobladła nagle, a w oczach pojawił się wyraz bólu. Wiedziała, że 

sprawiła mu przykrość, ale nie odczuła z tego powodu żadnej satysfakcji. 

– Ali... musimy porozmawiać. 
Spojrzała   na   niego   chłodnym   wzrokiem.   Stał   przed   nią   ojciec   Gemmy,   mężczyzna, 

którego szaleńczo kochała i który ją zdradził. Niegdyś, dawno temu, zgodziłaby się na taką 
rozmowę, ale jego wyjazd do Australii wszystko zmienił. Uciekł na koniec świata, a ona z 
trudem odzyskała równowagę i osiągnęła pewien stopień niezależności. Nie interesowały ją 
powody jego nagłego powrotu. Czyżby sobie wyobrażał, że ma prawo na nowo wkroczyć w 
ich życie?

– Będziesz się pewnie chciał widywać z Gemmą – zauważyła rzeczowo. – Możemy od 

razu ustalić terminy... 

– Chcę się też zobaczyć z tobą, Ali – przerwał jej stanowczo. Podszedł bliżej i uniósł 

dłonie w geście pojednania. – Nie odtrącaj mnie, Alison. Chcę tylko tego, co będzie najlepsze 
dla nas wszystkich. 

– Dla mnie i dla Gemmy najlepsze było życie w normalnej rodzinie – warknęła. – Ale ty z 

tego zrezygnowałeś. Dokonałeś wyboru i nic mnie nie obchodzi to, czy ten wybór okazał się 
słuszny. Możesz widywać Gemmę, ale nie próbuj się wtrącać do naszego życia. 

Odwróciła   się   gwałtownie   i   ruszyła   w   kierunku   schodów.   Choć   czuła   na   sobie   jego 

wzrok, nie odwróciła głowy. A gdy dotarła do gabinetu, usiadła w fotelu, zamknęła oczy i 
pomyślała, że oto udało jej się pokonać pierwszą przeszkodę. Nie było to wielkie osiągnięcie, 
ale dzięki niemu odzyskała szacunek do siebie i wiarę we własne siły. Cokolwiek Sam ma jej 
do   powiedzenia,   nie   zmieni   to   faktu,   że   zdradził   ją   i   przekreślił   ich   szanse   na   wspólne 
szczęśliwe życie. 

background image

Eila Hayward, dwudziestopięcioletnia kobieta o dużych, wyrazistych oczach, oddychała 

powoli i głęboko, podczas gdy Alison słuchała bicia serca jej dziecka. 

– To będzie chłopiec – oznajmiła przyszła matka, siadając na kozetce. – Mark zapowiadał 

to od samego początku. 

Alison zdjęła słuchawki i zaczęła mierzyć pacjentce ciśnienie krwi. 
– Na jakiej podstawie jest tego taki pewny? – spytała z uśmiechem. 
– Przede wszystkim dlatego, że wytapetował pokój dziecinny na niebiesko. 
– Czy naprawdę aż tak mu zależy na synu?
– Oczywiście! Powiedział mi, że nie będzie miał pretensji, jeśli urodzę dziewczynkę, ale 

ja wiem, że byłby zrozpaczony. Ma bzika na punkcie futbolu. Dlatego właśnie postanowiłam 
nie robić badań mających na celu ustalenie płci. Przecież nie możemy odesłać tego dziecka do 
sklepu, prawda?

– Z mojego doświadczenia wynika, że większość ojców cieszy się z urodzin pierwszego 

potomka bez względu na jego płeć. Szczególnie wtedy, kiedy są obecni przy porodzie. To jest 
dla nich bardzo pouczające doświadczenie. 

Eila z namysłem kiwnęła głową. 
– Czy pani ma dzieci, doktor Stewart?
– Tak. Moja córeczka ma dwadzieścia dwa miesiące. 
– A czy pani mąż był obecny przy jej narodzinach?
– Owszem. 
– Czy to było dla niego pouczające doświadczenie? Alison pomogła pacjentce wstać, a 

potem usiadła z powrotem za biurkiem. 

– Mój mąż jest lekarzem, więc dobrze zdawał sobie sprawę, jak to wygląda. 
Eila Hayward spojrzała na nią ze zdumieniem. 
– Chyba nie ma pani na myśli tego doktora Stewarta, który podjął tu pracę w ubiegłym 

tygodniu?

– Tak, właśnie jego – odparła Alison, opuszczając wzrok na kartę pacjentki. 
– Często się zastanawiałam, czy chciałabym pracować razem z moim mężem – oznajmiła 

Eila. – Myślę, że działalibyśmy sobie na nerwy! Czasem wspólne życie jest wystarczająco 
trudne, wie pani, co mam na myśli... różne irytujące drobiazgi i tak dalej. Jak, na miłość 
boską, znosicie się po powrocie do domu?

– Jesteśmy w separacji – rzekła obojętnie Alison. 
– Och, bardzo przepraszam – wymamrotała pacjentka. – Zawsze muszę popełnić jakąś 

gafę. 

–   Nic   nie   szkodzi   –   uspokoiła   ją   Alison.   –   Wróćmy   do   sprawy   dziecka.   Ma   pani 

zarezerwowane miejsce na oddziale położniczym w szpitalu Kennet General i nie przewiduję 
żadnych   problemów.   Ciśnienie   krwi   jest   w   porządku,   a   ogólny   stan   zdrowia   doskonały. 
Jestem pewna, że wszystko pójdzie dobrze. 

– Dziękuję, doktor Stewart. – Eila uśmiechnęła się nerwowo. – Proszę za mnie trzymać 

palce. 

– Niech pani będzie dobrej myśli. To już niedługo. 

background image

– Poproszę Marka, żeby powoził mnie po wyboistych drogach! – zaśmiała się pacjentka, 

ruszając w kierunku wyjścia. – To powinno przyspieszyć poród. Do widzenia, pani doktor!

Alison zamknęła drzwi i wróciła za biurko. Miała nadzieję, że mówiąc o narodzinach 

Gemmy,  nie ujawniła swych uczuć. Sam także marzył  o posiadaniu syna. Ale gdy ujrzał 
Gemmę, liczyło  się dla niego tylko to, że jest silna i zdrowa. Trzymał  ją w ramionach i 
delikatnie przesuwał palcami po jej skórze. Była to miłość od pierwszego wejrzenia... 

Wzdrygnęła się lekko i po raz nie wiadomo który postanowiła nie wracać myślami do 

przeszłości. Perspektywa ponownego spotkania z Samem ciążyła na niej przez cały dzień. 
Mimo to przyjęła  wszystkich  pacjentów, którzy byli  na liście, i poświęciła im niezbędną 
porcję uwagi. Teraz zerknęła na zegarek. Była już czwarta trzydzieści. 

–   To   wszystko   –   oznajmiła   z   uśmiechem   Pam   Shearing,   młoda   pielęgniarka,   która 

zajrzała do gabinetu. – Chyba że chciałaby pani przyjąć kilku nadprogramowych pacjentów. 
Doktor Trenchard i doktor Stewart zostali wezwani do chorych, więc... 

– Zgoda – mruknęła Alison. – Ale muszę wyjść o wpół do szóstej. 
– Nie wiem, jak dalibyśmy sobie bez pani radę – mruknęła Pam. – Czy nie zgodziłaby się 

pani na dodanie jeszcze jednego dnia, oprócz poniedziałków i piątków?

– Przykro mi, Pam, ale to nie wchodzi w rachubę. We wtorki przyjmuję pacjentów w 

Northreach, a w środy w Kennet. Czwartek to oprócz weekendów jedyny dzień, jaki mogę 
spędzić z Gemmą. 

– Wiem – przyznała Pam, kładąc na jej biurku kolejną kartę. – Ma pani mnóstwo roboty. 

To wszystko przez to, że pacjenci tak bardzo panią lubią. Ale mam nadzieję, że teraz, kiedy 
doktor Stewart do nas wrócił, wszystko ułoży się trochę lepiej... 

Przerwała nagle, zdając sobie sprawę, że popełniła nietakt.  Na jej twarzy pojawił się 

wyraz zakłopotania. 

– Masz rację – oświadczyła Alison, szybko przyoblekając twarz w maskę obojętności. – 

Jestem pewna, że wszystko będzie dobrze. Poproś następnego pacjenta. 

Pam pospiesznie wyszła, a ona odetchnęła z ulgą. Była zadowolona, że zdołała pokonać 

następną przeszkodę. Ale jej radość nie trwała długo. Usłyszała odgłos otwieranych drzwi, a 
gdy podniosła wzrok, ujrzała w nich Sama. 

– Chodzi mi o ten dzisiejszy wieczór, Ali... – zaczaj nieśmiało, podchodząc bliżej. 
–  Odbieram  Gemmę   od  Clare   za  piętnaście   szósta.  Będę   w  domu   niedługo   potem  – 

wycedziła chłodno. 

– Więc mogę do was przyjść? Nie sprawię ci kłopotu?
– Nie. 
– To wspaniale! – zawołał z wyraźną ulgą. – Ali, jestem... 
– Sam, jesteś ojcem Gemmy – przerwała mu obcesowo. – Powiedziałam ci już, że możesz 

się   z   nią   widywać,   kiedy   zechcesz.   Ale   nie   traktuj   tego   jako   zachęty   do   ponownego 
wkraczania w nasze życie. – Wstała i wyprostowała się z godnością. Była wysoka, ale w 
porównaniu   z   Samem,   który   miał   ponad   metr   dziewięćdziesiąt   wzrostu,   nie   wyglądała 
imponująco. 

Patrzył na nią w milczeniu przez dłuższą chwilę, a potem powoli kiwnął głową. 

background image

– Rozumiem – odparł krótko. – Nie będę wam się narzucał. Ale chcę, żebyś wiedziała, że 

przez te dziesięć miesięcy bardzo tęskniłem za moją córką. 

– Ona za tobą też. Nie zapomniała cię. Starałam się o to dla jej dobra. 
Wiedziała,   że   sprawia   mu   przykrość,   ale   nie   odczuwała   najmniejszych   wyrzutów 

sumienia. To on postanowił wyjechać. To on w trosce o karierę zerwał więzy z najbliższą 
rodziną. 

Sam podszedł do drzwi i zatrzymał się, jakby zamierzając coś powiedzieć. Potem rzucił 

jej przeciągłe, pełne bólu spojrzenie i bez słowa wyszedł. 

I   tym   razem   nie   odczuła   ani   cienia   satysfakcji.   Opadła   ciężko   na   fotel.   Czuła   się 

całkowicie wyczerpana. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Hector Trenchard, założyciel i współwłaściciel przychodni w Lamstone, był mimo swych 

pięćdziesięciu   ośmiu   lat   nadal   bardzo   atrakcyjnym   mężczyzną.   Jego   czarne   włosy 
przyprószyła siwizna, ale w żywych niebieskich oczach nadal iskrzyło się poczucie humoru. 
Alison lubiła go i podziwiała. Miał wiele kobiet, ale nigdy się nie ożenił, a jako człowiek 
znający własną wartość, cierpliwie znosił uszczypliwe żarty kolegów z pracy i przyjaciół. 

Sam   podjął   współpracę   z   przychodnią   przed   czterema   laty,   a   dzięki   swej   wrodzonej 

energii wydatnie przyczynił się do jej rozwoju, zyskując wdzięczność i uznanie Hectora. Lecz 
tego wieczoru,  idąc  wraz z szefem w  kierunku parkingu,  Alison nie  myślała  o dawnych 
czasach. Jej umysł pochłaniały problemy bardziej aktualne, a ściśle mówiąc, zapowiedziana 
wizyta Sama w jej domu. 

– Jak ci dziś poszło? – spytał Hector, najwyraźniej wyczuwając jej napięcie. 
Alejka, którą szli, graniczyła z rzeką, a zachodzące słońce tworzyło na powierzchni wody 

srebrzyste plamy. 

–   Nieźle   –   odparła   z   udawaną   nonszalancją.   Bądź   co   bądź   to   właśnie   Hector 

zaproponował   jej   objęcie   stanowiska   Sama,   a   ironicznym   zrządzeniem   losu   właśnie   on 
powiadomił ją o jego zamierzonym powrocie. – Szczerze mówiąc, nie mieliśmy wiele czasu 
na rozmowy. Sam chce dziś wpaść do Gemmy... 

Hector z namysłem kiwnął głową. 
– Nie masz się czego bać. Odniosłem wrażenie, że on nie zamierza ci się narzucać. 
Alison nerwowo zagryzła wargi. 
– Nie bardzo mogę w to uwierzyć. 
– Przyznaję, że oceniam jego stanowisko tylko na podstawie kilku międzynarodowych 

rozmów telefonicznych, które odbyliśmy, kiedy powiadomił mnie o swym zamiarze powrotu 
do Anglii. 

– Czy nie sądzisz, że powinien przede wszystkim powiadomić o tym mnie?
– To ja zaproponowałem, że będę pośredniczyć w waszych kontaktach, więc... 
– Nie musisz się z niczego tłumaczyć. Wiem, jak wysoko cenisz Sama... 
– Równie wysoko jak ciebie. 
– Wiem, a ty wiesz, że bardzo cię szanuję. Tyle tylko, że Sam i ja nie jesteśmy już 

małżeństwem. Żyjemy w separacji. A to, że on pod wpływem kaprysu postanowił wyjechać z 
Australii i wrócić do Anglii... 

– Tak ci się może wydawać – przerwał jej Hector. – Ale ja jestem pewien, że bardzo 

starannie przemyślał tę decyzję. Rozumiem jednak, że czujesz się zaniepokojona... 

Raczej   zagrożona,   pomyślała.   Choć   w   ciągu   tego   dnia   wyraźnie   przedstawiła   swoje 

stanowisko   Samowi,   nadal   czuła   się   bardzo   niepewnie.   Pogodziła   się   z   tym,   że   Sam 
postanowił ułożyć sobie życie na antypodach, przystała na separację. Ale wiedziała dobrze, że 
największą cenę za nieobecność ojca zapłaci jej córka. Miała nadzieję, że oboje będą mieli na 
względzie przede wszystkim dobro Gemmy.  Najwyraźniej  Sam myślał  inaczej. Ponownie 

background image

postawił na pierwszym miejscu pracę. 

– Posłuchaj, potrzebujesz trochę czasu, żeby się przyzwyczaić do tej nowej sytuacji – 

rzekł łagodnym  tonem Hector. – Jeśli po upływie... powiedzmy miesiąca,  będziesz miała 
jakieś zastrzeżenia, przemyślimy całą sprawę jeszcze raz. Mogłabyś na przykład pracować 
wtedy,   kiedy   on   będzie   miał   dni   wolne.   Albo   przyjmować   w   sobotę   rano   i   podczas 
weekendów. Jestem gotów na wszystkie ustępstwa, byle cię zatrzymać. 

Alison dostrzegła w jego oczach prawdziwą troskę. 
– Sam i ja jesteśmy cywilizowanymi  ludźmi  – oznajmiła.  – Jestem pewna, że kiedy 

ustalimy pewne zasady, będziemy potrafili współpracować bez żadnych problemów. 

– To właśnie chciałem od ciebie usłyszeć, Ali – rzekł Hector, uśmiechając się do niej 

promiennie. – A teraz muszę cię uwolnić od swego towarzystwa. 

Jadąc do domu, zdała sobie sprawę, że jak zwykle padła ofiarą jego przebiegłości. Hector 

nie na  darmo  miał  opinię  człowieka,  któremu  trudno odmówić.  Kiedy po odejściu  Sama 
zaproponował jej przejście na połowę etatu, zabiegał ojej zgodę przez kilka dni, ale w końcu 
ją uzyskał. Alison zdawała sobie sprawę, że wychowując samotnie dziecko, nie może marzyć 
o zatrudnieniu w pełnym wymiarze godzin. 

Oddaliwszy się o pięć kilometrów od Lamstone, skręciła w boczną drogę i dotarła do 

Timpton.   Clare   i   jej   mąż   Robbie   prowadzili   w   tej   wiosce   szkółkę   ogrodniczą.   Ich   dom 
wznosił się na tej samej parceli. Clare, trzymając Gemmę na rękach, stała już przy furtce, 
czekając na przyjazd siostry. 

Przez chwilę gawędziły ze sobą przyjaźnie, zapominając o troskach minionego dnia. Po 

chwili Alison zerknęła jednak na zegarek. 

– Przykro mi, ale muszę lecieć. Jak mówiłam ci przez telefon, nie mogę zostać na kolacji. 
– Nie ma problemu – stwierdziła pogodnym tonem Clare, wzruszając ramionami. – Mała 

jest wykąpana i nakarmiona, więc nie zajmie ci wiele czasu przed przyjazdem Sama. 

– Nie powiedział mi wyraźnie, o której się zjawi – zauważyła Alison, sadzając córeczkę 

na dziecinnym foteliku. 

– Daj mi znać, jak przebiegła wizyta. 
– Zadzwonię do ciebie zaraz po jego wyjściu. 
– A zatem życzę ci szczęścia. 
– Coś mi mówi, że będę go potrzebowała – mruknęła Alison pod nosem, przekręcając 

kluczyk w stacyjce. 

Jadąc do domu, obserwowała co chwilę w lusterku twarz córki. Za każdym razem czuła 

przyspieszone   bicie   serca.   Czuła   się   winna,  nie   mogąc   poświęcić   jej   więcej   czasu.   Musi 
jednak bywać w pracy, przyjmować pacjentów... a od dziś znosić również towarzystwo Sama. 

Była ciekawa, jak minie jego wieczorna wizyta. Jak będzie się czuła, widząc go ponownie 

w domu, w którym mieszkali jako małżeństwo. 

Jej  ozdobiony żółtymi  okiennicami  domek  był  oddalony o dziesięć  minut  marszu  od 

domu Clare. Pamiętała dobrze dzień, w którym  oboje z Samem zdecydowali  się na jego 
kupno. Obejrzeli go pobieżnie z zewnątrz, a natychmiast po otwarciu drzwi równocześnie 
zawołali: „Tak!”. 

background image

Pamiętała   również   pierwszą   spędzoną   w   nim   noc,   chwile   miłosnych   uniesień... 

dochodzące z zagajnika pohukiwanie sowy... trzask uderzających o szyby gałązek. A także 
dzień urodzin Gemmy, która przez kilka pierwszych tygodni skupiała na sobie całą uwagę 
Sama. 

Czasem, kiedy zdobyła się na wysiłek woli, potrafiła zapomnieć o bolesnych chwilach, 

jakie przeżyła w tym domu nieco później. Ale nie zdarzało się to często. Tylko wtedy, gdy 
była tak wyczerpana, że znużenie tłumiło jej dotkliwy ból. 

–  Czy  przyszedłem  zbyt  wcześnie,   czy  zbyt   późno?   – spytał  Sam,  stając  na progu  i 

obrzucając bacznym spojrzeniem wnętrze domu. 

Alison nadal miała  na sobie niebieski lniany kostium,  który włożyła  tego ranka. Nie 

zdążyła się wykąpać ani przebrać, bo Gemma pochłonęła całą jej uwagę. 

Sam   natomiast   był   nieskazitelnie   ubrany.   Jego   jasna   sportowa   koszula   pięknie 

kontrastowała z australijską opalenizną. I choć uśmiechał się niepewnie, błysk jego białych 
zębów jak zwykle przyprawił Alison o przyspieszone bicie serca. Efektu dopełnił tak dobrze 
jej znany zapach wody po goleniu. 

Oszołomiona wrażeniem, jakie na niej zrobił, zaprosiła go do wnętrza domu i wskazała 

pokój Gemmy. 

–   Budowałyśmy   właśnie   domek   z   klocków   –   wyjąkała   niepewnie,   jakby   chcąc 

wytłumaczyć swój wygląd. 

– Z tych błyszczących kolorowych klocków, których nie mogła jeszcze utrzymać w ręku? 

– spytał z uśmiechem. 

– Tak, z tych, które jej kupiłeś. 
– To wspaniale – mruknął, nie ruszając się z miejsca, a ona miała wrażenie, że spada 

bardzo szybko z jakiejś ogromnej wysokości. 

Przez chwilę stali bez słowa. Potem Sam dostrzegł barierki umieszczone na początku i u 

szczytu schodów. 

– Kiedy wyjeżdżałem, ona nie umiała jeszcze chodzić... 
–   To   prawda.   Zrobiła   pierwsze   kroki   w   jakiś   tydzień   później.   Pisałam   ci   o   tym, 

pamiętasz?

Sam kiwnął potakująco głową. 
– Czy mogę już iść na górę? – spytał niepewnie. 
– Tak... zaraz ci przyniosę coś do picia. 
Bez trudu przekroczył barierkę, a ona poszła do kuchni i zrobiła kawę, celowo celebrując 

wszystkie czynności. Oczami wyobraźni widziała scenę rozgrywającą się w pokoju dziecka, 
uśmiech Gemmy, ich uścisk, który zawsze tak bardzo ją wzruszał... 

Nagle usłyszała głośny krzyk. Szybko odstawiła imbryk, omal nie wypuszczając go przy 

tym  z   rąk,  uniosła   spódnicę  i  pobiegła   w  kierunku   schodów.  Gdy przekraczała  barierkę, 
Gemma wydała kolejny rozpaczliwy okrzyk, który przyprawił ją o dreszcz niepokoju. 

Gdy   dotarła   do   pokoju,   Sam   stał   nieruchomo   pod   ścianą.   Wydawał   się   niemal 

sparaliżowany. Gemma patrzyła na niego z przerażeniem, po jej policzkach spływały dwie 

background image

duże łzy. W drobnej piąstce trzymała klocek. 

– Ona... ona mnie  nie poznaje! – stwierdził  Sam.  – Przestraszyła  się mnie!  Ali, ona 

zachowuje się tak, jakbym był obcym człowiekiem!

Alison   była   wstrząśnięta.   Nigdy   nie   przyszło   jej   do   głowy,   że   jej   córka   może   nie 

rozpoznać ojca. Podbiegła do dziewczynki i wzięła ją na ręce. 

– Już wszystko dobrze, kochanie, to jest tatuś... 
Gemma krzyknęła jeszcze głośniej niż przedtem. Alison przytuliła ją do piersi i spojrzała 

na Sama. Nadal stał nieruchomo pod ścianą. 

– Na miłość boską, Sam, nie stój jak przymurowany!
– Więc co mam zrobić?
– Nie wiem... Zacznij chodzić, zrób kilka kroków. Zachowuj się naturalnie. 
– Ja... chyba zejdę na dół. – Odszedł od ściany, potrącając niechcący trójkołowy rowerek, 

i skierował się w stronę drzwi. Kiedy był już w progu, Gemma wrzasnęła jeszcze głośniej. 

– O co chodzi, Gem? – Alison zaczęła wpadać w panikę. – Gemma, przecież ty nigdy się 

tak nie zachowujesz. 

Krzyk   dziewczynki   stał   się   ogłuszający.   Alison   poczuła   na   ramionach   uderzenia   jej 

drobnych piąstek. Ściskany w jednej z nich klocek przemknął tuż obok jej twarzy. I wtedy 
nagle zrozumiała. 

– Sam, wracaj! – zawołała głośno. 
Gdy ostrożnie wyjrzał zza drzwi, Alison omal nie wybuchnęła śmiechem. Wydawał się 

tak przestraszony, jak królik schwytany w światła reflektorów. 

Okrzyki Gemmy nie milkły. 
– Mój widok jeszcze pogarsza sprawę – wyszeptał Sam, znikając za futryną. – Najlepiej 

będzie, jeśli stąd wyjdę. 

– Sam, ty nic nie rozumiesz! – zawołała Alison, usiłując utrzymać Gemmę na rękach. 

Potem  wybiegła  na   korytarz.  –  Nie   musisz   wychodzić.   Chodzi  o  ten   duży  klocek,   który 
trzymasz w ręku. Ona myśli, że chcesz jej go zabrać. 

Sam zerknął na Swoją zaciśniętą pięść. 
– Nawet nie wiedziałem, że go trzymam – mruknął, wyciągając rękę w kierunku dziecka. 
– Dziękuję, tatusiu – podpowiedziała Alison, patrząc na córeczkę. 
Gemma pospiesznie chwyciła klocek. Z jej ust wydobył się jakiś niewyraźny bełkot. 
– To jest jej wersja podziękowania – oznajmiła ze śmiechem Alison. 
Dziewczynka   zaczęła   machać   nogami.   Gdy   Alison   postawiła   ją   na   podłodze,   poszła 

chwiejnym krokiem do swego pokoju. 

– Czy myślisz, że nic jej nie dolega? – spytał Sam, nadal kompletnie oszołomiony. 
– Jest w lepszym stanie niż ty – zażartowała Alison. – Zapomniałam, że ma bzika na 

punkcie tych klocków. 

– Chyba powinienem się z tego cieszyć. 
– Tak, ona bardzo je lubi. – Podeszła do drzwi dziecinnego pokoju i odwróciła się. – 

Bawimy się nimi co wieczór. Nazywa je „klockami tatusia”. 

– Naprawdę? – spytał z niedowierzaniem, zaglądając ostrożnie do pokoju. 

background image

– Może nie wymawia tych słów całkiem wyraźnie, ale to właśnie chce powiedzieć. 
Gemma spojrzała na nich i uśmiechnęła się z zadowoleniem. Alison pomyślała, że jej 

córeczka wygląda jak rozbawiony, jasnowłosy aniołek. 

Sam patrzył  na dziewczynkę  z zachwytem.  Gdy obdarzyła  go kolejnym  promiennym 

uśmiechem,   usiadł   obok   niej   na   podłodze.   Zaczęli   wspólnie   budować   dom   z   klocków, 
wznosząc od czasu do czasu radosne okrzyki. 

Alison przysiadła na kanapie i uważnie im się przyglądała. 

– Czy ona dobrze sypia? – zapytał Sam, kiedy Alison położyła już Gemmę do łóżka. 
Stali  oboje  pod  drzwiami  dziecinnego   pokoju,  patrząc   na  widoczną   w  świetle  lampy 

kędzierzawą główkę dziewczynki i jej rozrzucone na poduszce złote włosy. 

– Tak, jeśli nie ma złych snów. 
– A czy budzi się, kiedy je ma?
– Czasami. Przychodzi wtedy do naszego... do mojego pokoju i układa się przy mnie. 
– Czy chcesz powiedzieć, że dręczą ją koszmary?
– Chyba nie... jest na to moim zdaniem zbyt mała. Po prostu czasem coś jej się śni. – 

Alison ruszyła na dół, a on podążył za nią. 

Nie chciała wyjawiać mu całej prawdy. Te złe sny zaczęły się wkrótce po jego wyjeździe 

i zapewne miały z nim jakiś związek. 

– Dlaczego mnie o tym nie zawiadomiłaś?
– Co by komu z tego przyszło? Sam chwycił ją mocno za ramię. 
– Alison, mam prawo wiedzieć o takich rzeczach... 
– Nawet jeśli jesteś pięć tysięcy kilometrów od nas?
– Nawet jeśli jestem jeszcze dalej. To moja córka. 
– Czy naprawdę myślałeś, że twoje odejście nie będzie miało na nią żadnego wpływu? – 

spytała,  uwalniając się z jego uścisku. Potem zrobiła kilka kroków i zatrzymała  się przy 
drzwiach wejściowych. Teraz, kiedy Gemma zasnęła, nie chciała z nim rozmawiać ani chwili 
dłużej. 

– Czy mam wyjść?
Alison uśmiechnęła się posępnie. 
– O czym mielibyśmy dalej rozmawiać, Sam?
– Może o tobie i o mnie?
Spojrzała w jego ciemne oczy i wzięła głęboki oddech. 
–   Sam,   możesz   się   z   nią   widywać,   kiedy   zechcesz.   Nie   będę   wprowadzała   żadnych 

ograniczeń, bądź co bądź masz do nadrobienia dziesięć miesięcy. Ale my nie mamy sobie już 
nic do powiedzenia. 

– Ali, nie traktuj mnie w ten sposób. Możesz mieć pretensje o to, że nie powiadomiłem 

cię o moim powrocie... 

– Nie chodzi o twój powrót, tylko o twój wyjazd, Sam. 
– Wtedy uważałem, że tak będzie najlepiej. Być może nie miałem racji... 
– Myślałeś tylko o tym, co będzie najlepsze dla ciebie. Czy zastanowiłeś się kiedyś nad 

background image

tym, jak twoja nieobecność wpłynie na rozwój Gemmy? Jak będzie się czuła, wiedząc, że jej 
tatuś mieszka na końcu świata?

– Ali, jesteś niesprawiedliwa. – Spojrzała w jego oczy i zdała sobie sprawę, że za chwilę 

sama   zacznie   szukać   dla   niego   okoliczności   łagodzących   i   tłumaczyć   sobie   jego 
postępowanie. A wtedy cały wysiłek, jaki włożyła w pogodzenie się z jego nieobecnością, 
zostanie zmarnowany. 

– Sam, powinieneś już iść. 
– Dlaczego? Czy boisz się mnie wysłuchać?
– Słuchałam cię już wiele razy... 
Podszedł do niej i chwycił ją za ramiona, a potem spojrzał jej głęboko w oczy. 
– Widocznie słuchałaś nie dość uważnie, Alison – rzekł powoli, starannie wymawiając 

słowa. – Gotów jestem wziąć na siebie część winy za naszą separację i za rozwód, do którego 
najwyraźniej dążysz. Ale nie obciążaj mnie całą winą! To jest niesprawiedliwe, niesłuszne i 
całkowicie oderwane od rzeczywistości. Albo zgodzisz się porozmawiać ze mną o naszej 
przyszłości, albo będziesz musiała wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za wszystko, co 
się odtąd wydarzy. 

Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, otworzył drzwi i nie odwracając się, wyszedł z 

domu. 

Alison   wzięła   prysznic,   a   potem   wyszła   do   ogrodu,   zabierając   ze   sobą   komórkowy 

telefon, i usiadła  na leżaku.  Był  piękny wieczór, w ciepłym  powietrzu  unosił się zapach 
kapryfolium. 

Wystukała numer Clare, porozmawiała przez chwilę przyjaźnie z Robbiem, który odebrał 

telefon, a potem zrelacjonowała siostrze przebieg wizyty Sama. 

– O mój Boże! – mruknęła Clare. – Czy on ma rację?
– O co ci chodzi? – spytała z irytacją Alison. 
– Czy naprawdę bałaś się wysłuchać tego, co miał ci do powiedzenia?
– Słuchałam go wiele razy! – zawołała, zaskoczona i wstrząśnięta pytaniem siostry. – To 

on nie chciał słuchać mnie! Czy tego nie pamiętasz? Kiedy Gemma przyszła na świat... 

– Kiedy Gemma przyszła na świat, miałaś depresję, Ali. 
– Więc twoim zdaniem to moja wina, że on wdał się w ten romans? – spytała z irytacją 

Alison. 

– Nie. Moim zdaniem nie byłaś wtedy sobą. Depresja poporodowa jest takim samym 

przekleństwem jak złamana noga czy ręka, tyle że ludzie tego nie zauważają. Nie sądzę, żeby 
Sam to rozumiał... 

– Przecież próbowałam mu to tłumaczyć. Na miłość boską, jest lekarzem, powinien o tym 

wiedzieć!

– Lekarze nie są nieomylni, a on pracował wtedy tak ciężko i nie sypiał po nocach... 
– Tak, twierdził, że pracuje całymi nocami – przerwała jej z goryczą Alison. 
– To była tylko jedna noc, Ali. Wiem, że to go nie usprawiedliwia... 
– Co byś powiedziała, gdyby Robbie spędził całą noc z inną kobietą? – spytała Alison, a 

potem wstrzymała oddech. 

background image

Była zła, że musi wracać do tej bolesnej sprawy i nie mogła pojąć, dlaczego Clare tak 

utrudnia jej tę rozmowę. 

–   Oczywiście   chciałabym   wiedzieć,   dlaczego   to   zrobił.   Znam   go   dobrze   i   byłabym 

pewna, że musi  istnieć jakiś powód. Potem musiałabym  zdecydować, czy ten powód był 
wystarczająco ważny – odparta spokojnym tonem Clare. 

– Patrzysz na te sprawy inaczej, bo Robbie jest ci wierny, Clare – stwierdziła z rosnącą 

irytacją Alison. 

– Tym bardziej chciałabym zrozumieć powody jego zdrady. 
Alison   pojęła,   co   siostra   chce   jej   zakomunikować.   Obie   zawsze   zakładały,   że   ich 

mężowie, w odróżnieniu od ich ojca, są wiernymi mężami. Nawet teraz, po tylu latach, Alison 
nie mogła pojąć tego, że jej ojciec porzucił matkę dla młodszej kobiety. 

– Ali... jesteś tam? Alison przełknęła ślinę. 
– Tak, słyszę cię. 
– Posłuchaj, ja nie biorę strony Sama.  Po prostu mówię,  że... nie byłaś  wtedy sobą. 

Zresztą, co ja o tym wiem? To ty jesteś lekarzem. Ale depresja poporodowa działa na kobiety 
ogłupiająco. Działa też ogłupiająco na wszystkich ludzi z ich otoczenia, którzy nie mogą 
zrobić nic, żeby im pomóc. 

Alison poczuła dławienie w gardle. Wspomnienia, które starała się od siebie odsunąć, 

powróciły   teraz   ze   zdwojoną   siłą.   Nie   chciała   myśleć   o   depresji,   która   spadlana   nią 
niespodziewanie i z powodu której czuła się tak bardzo winna. Clare, wyczuwając jej nastrój, 
dyskretnie zmieniła temat, a po chwili zakończyła rozmowę. 

Alison odłożyła telefon i pogrążyła się w rozmyślaniach. Zdawała sobie sprawę, że w 

słowach siostry tkwi odrobina prawdy. 

Czego w gruncie rzeczy się boję? – pytała samą siebie. Czy jestem zbyt  dumna, aby 

przyznać,   że   depresja   poporodowa   na   jakiś   czas   odebrała   mi   zdolność   trzeźwej   oceny 
sytuacji? Czy też nie chcę sobie uświadomić, że właśnie ta depresja spowodowała, że Sam tak 
bardzo się ode mnie oddalił?

W tym momencie usłyszała wołanie dochodzące z pokoju Gemmy.  Pobiegła na górę. 

Córeczka siedziała na łóżku, trąc oczy piąstkami. Alison podeszła bliżej i utuliła ją do snu. Na 
wpół świadomie żałowała, że nie ma przy niej Sama, który mógłby ją zastąpić. 

Następnego ranka zostawiła Gemmę u Clare i pojechała do oddalonego o dwadzieścia 

pięć kilometrów miasteczka Cirencester. Zastępowała tam raz w tygodniu doktor Christine 
Morgan, lekarza domowego. Doktor Morgan miała pod koniec roku przejść na emeryturę i 
chciała   zamknąć   swą   praktykę.   Poprosiła   więc   Alison,   by   pomogła   jej   uporządkować 
wszystkie zaległe sprawy. 

Alison lubiła pobyty w Circencester. Christine Morgan miała wielkie poczucie humoru i z 

filozoficznym   spokojem   przyjmowała   zmierzch   swej   pracy.   Mieszkańcy   tych   okolic 
nagminnie   rezygnowali   z   hodowli   bydła.   Młodzi   ludzie   porzucali   rodzinne   strony   albo 
przestawiali się na inny model życia. Oddawszy na złom poobijane, stare samochody, jeździli 
teraz   nowoczesnymi   furgonetkami   lub   terenowymi   wozami   z   napędem   na   cztery   koła. 

background image

Zamiast tweedowych kurtek i kaloszy nosili modne stroje, zakupione w salonach ze sportową 
odzieżą. 

– Przeżywamy koniec epoki – mawiała doktor Morgan swym pacjentom – więc radzę 

wam wykorzystać moją obecność, dopóki jeszcze tu jestem. 

W drzwiach domu, w którym mieścił się gabinet lekarski, powitała Alison Jenny Wilkins, 

młoda recepcjonistka, pełniąca zarazem rolę sekretarki i pielęgniarki. 

– Mamy dziś jednego pacjenta z zawrotami głowy, jedną jaskrę i cztery osoby, którym 

dolega nie wiadomo co – oznajmiła pogodnie. – Doktor Morgan pojechała odebrać poród 
pewnej krowy. Nasz weterynarz jest obłożnie chory na grypę. 

Alison wcale nie była zaskoczona tym, że jej szefowa zastępuje weterynarza. Dawno już 

nauczyła  się  przyjmować   ze  zrozumieniem  nieoczekiwane  wydarzenia.  W  dodatku   Jenny 
Wilkins,   która   współpracowała   z   doktor   Morgan   już   od   trzydziestu   lat,   znała   dobrze 
wszystkich pacjentów. Wiedziała, co im dolega i często stawiała diagnozę przez telefon, nie 
wymagając od nich osobistego pojawienia się w gabinecie. 

– Ach, byłabym zapomniała – dodała pospiesznie recepcjonistka. – Dzwonił do pani jakiś 

lekarz. Powiedział, że odezwie się później. 

– Kto to był, Jenny?
– Nie dosłyszałam nazwiska. Było go bardzo źle słychać. 
– Jeśli odezwie się ponownie, połącz go ze mną. To pewnie Hector Trenchard. 
Uśmiechnęła się pod nosem na myśl o tym, że jej kolega zapewne nadal próbuje lać olej 

na wzburzone wody, i ruszyła w kierunku swego pokoju. 

Dziesięć minut później była już pochłonięta pracą. Z uwagą wysłuchiwała relacji starego 

farmera, który opisywał jej katastrofy wywołane jego wadą wzroku. Do godziny dwunastej 
przyjęła   już   wszystkich   pacjentów   figurujących   na   porannej   liście.   Po   krótkiej   przerwie 
zaczęła badać tych, którzy przybyli w międzyczasie. 

Gdy doktor Morgan wróciła do przychodni po odebraniu porodu krowy, Alison zamieniła 

z  nią   kilka   słów  i   jak  zwykle   opuściła   przychodnię   w  doskonałym   nastroju.  Była  już  w 
połowie   drogi   do   domu,   gdy   zadzwonił   jej   telefon   komórkowy.   Zjechała   na   pobocze   i 
przyłożyła go do ucha. 

– Alison... mówi Clare. 
Usłyszała w głosie siostry niepokojący ton i wstrzymała na chwilę oddech. 
– Nie ma powodów do paniki, ale Robbie skaleczył się kawałkami szkła. 
– Co się stało, Clare? – spytała z przerażeniem Alison. 
–   Jacyś   chłopcy   potłukli   kamieniami   szyby   jednej   szklarni.   Robbie   próbował   je 

wymienić,   ale   pośliznął   się   i   dość   paskudnie   rozciął   sobie   nogę.   Nic   mu   nie   grozi,   ale 
musieliśmy pojechać na pogotowie. 

– O Boże, Clare... 
– Próbowałam dodzwonić się do ciebie wcześniej, ale twój telefon nie odpowiadał. Czy 

był wyłączony?

– Nie, zostawiłam go w samochodzie – wyznała Alison, czując wyrzuty sumienia. 
– Rozumiem. Chodzi o to, że pozwoliłam Samowi zaopiekować się Gemmą. 

background image

– Samowi? Dlaczego?
– Nie mogłam przecież zabrać jej z nami do szpitala. Nie miałam pojęcia, jak długo 

zatrzymają tam Robbiego. A ponieważ nie mogłam się z tobą skontaktować, uznałam, że 
najlepiej oddać ją pod opiekę ojca. 

– Gdzie oni teraz są?
– U ciebie. Nie przyjeżdżaj do nas, tylko jedź prosto do domu. 
– Do domu? – powtórzyła Alison, starając się opanować narastającą panikę. 
– Tak. Dałam mu mój klucz. Chyba nie masz nic przeciwko temu, prawda?
Alison poczuła się tak bezradna, że przez chwilę nie była w stanie wyjąkać słowa. Miała 

wrażenie, że jej żołądek zaciska się w węzeł. Potem uświadomiła sobie, że jej siostra musi 
być śmiertelnie przerażona losem męża, więc zdobyła się na odpowiedź:

– Oczywiście, że nie. Czy potrzebujesz pomocy?
– Nie. Zadzwonię do ciebie, jeśli wydarzy się coś nowego. 
Alison odłożyła telefon i siedziała przez chwilę nieruchomo, usiłując zebrać myśli. Potem 

ruszyła w stronę domu, próbując opanować narastający w niej niepokój. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Nie miała pojęcia, co zastanie po powrocie do domu. Otworzyła drzwi i stanęła w progu, 

nasłuchując, ale głośne bicie serca tłumiło wszystkie inne dźwięki. 

Dostrzegła porozrzucane na korytarzu ręczniki, buty, książeczki z obrazkami oraz kredki i 

podążyła   ich   śladem   do   kuchni.   Poczuła   jakiś   apetyczny,   lekko   egzotyczny   zapach   i 
zauważyła, że w piecyku coś się piecze. Na kuchence stał garnek pełen nie ugotowanych 
jeszcze, lecz obranych jarzyn. 

Kiedy jej serce odzyskało normalny rytm, odwróciła się i podeszła do podnóża schodów. 

Usłyszała   dochodzące   z   łazienki   głośne   wybuchy   śmiechu   –   głęboki   bas   Sama   i   pełen 
zachwytu cienki głos Gemmy. 

Ruszyła w tamtą stronę i otworzyła drzwi. Sam klęczał obok wanny. Jego biała, sportowa 

koszulka była kompletnie mokra, a ciemne włosy spadały w nieładzie na twarz, nadając mu 
dziwnie młodzieńczy wygląd. Kiedy uniósł głowę, by na nią spojrzeć, nie dostrzegła w jego 
oczach ani odrobiny zaskoczenia czy poczucia winy. 

– Witaj! Popatrz, Gem, mama wróciła. 
Alison, ignorując go, pocałowała córkę w mokry policzek. 
–   Mama!   Mama!   –   zachichotała   dziewczynka,   nie   przestając   bawić   się   bańkami 

mydlanymi, które pływały po powierzchni wody. 

– Dlaczego nie dałeś mi znad, co się stało? – spytała Alison, opadając na stołeczek i 

patrząc badawczo na Sama. 

– Próbowałem. – Wzruszył lekko ramionami. – Twoja komórka była wyłączona. A kiedy 

zadzwoniłem   do   gabinetu   doktor   Morgan,   jakaś   dziwna   osoba   zaczęła   mi   opowiadać   o 
porodzie krowy. 

– Christine zastępowała miejscowego weterynarza... 
– wyjaśniła i urwała, widząc zdumioną minę Sama, po czym dodała: – Co powiedziałeś w 

pracy?

– Na szczęście mam dziś wolny dzień. 
Sama  nie wiedziała,  na kogo jest taka  wściekła.  Czy na siebie  – o to, że  była  poza 

zasięgiem telefonu, kiedy Clare i Gemma  jej potrzebowały – czy też na Sama, który tak 
zręcznie wybrnął z kryzysu. 

–   Mogłem   oczywiście   przejechać   te   dwadzieścia   pięć   kilometrów   i   powiedzieć   ci   to 

osobiście   –   ciągnął   Sam   –   ale   ponieważ   byłem   wolny,   nie   chciałem   cię   niepokoić.   Jak 
widzisz, daliśmy sobie radę bez większych strat. 

Alison, widząc uszczęśliwioną minę Gemmy, musiała przyznać mu rację. 
– Czy Clare powiedziała ci, co się stało Robbiemu?
– zapytał Sam. 
– Tylko tyle, że skaleczył się szkłem. 
– Doznał poważnych obrażeń. Clare zadzwoniła do mnie koło dziewiątej. Tuż po twoim 

wyjeździe wszedł do pokoju zakrwawiony Robbie. Opatrzyła go pospiesznie, zadzwoniła do 

background image

ciebie,  a ponieważ  nie odpowiadałaś,  porozumiała  się z przychodnią.  Hector natychmiast 
mnie wezwał. 

– Dlaczego nie zatelefonowała po karetkę?
– Robbie nie chciał robić zamieszania. 
– Och, ci mężczyźni! – jęknęła Alison. 
Sam   spojrzał   na   nią   z   udanym   oburzeniem   i   chciał   coś   odpowiedzieć,   ale   w   tym 

momencie Gemma rzuciła w niego gumową kaczuszką. 

– Tatusiu, chodź się bawić! – zawołała piskliwym głosem. 
– Przepraszam cię, kochanie, ale muszę iść do kuchni. – Sam postawił zabawkę na brzegu 

wanny i wstał. – Teraz pobawi się z tobą mama. 

Alison nagłe zdała sobie sprawę, że wpatruje się w jego muskularne ramiona. Szybko 

odwróciła głowę, usiłując ukryć  zawstydzenie. O czym  ja myślę?  – zganiła się w duchu. 
Przecież nasze wspólne życie należy już do przeszłości. 

Kiedy w chwilę później Sam, pogwizdując wesoło, zszedł na dół, odzyskała częściowo 

spokój ducha. Ale nadal nie otrząsnęła się z wrażenia, jakie wywarła na niej jego obecność w 
domu. 

Był   ciepły,   czerwcowy   wieczór.   Alison   wyjrzała   przez   okno   sypialni   na   ogród, 

przypominając sobie letni dzień, w którym wprowadzili się do tego domu. Sam od razu zabrał 
się do przycinania śliw, które teraz uginały się pod ciężarem owoców. W powietrzu unosiła 
się lekka mgła, taka sama jak wtedy, przed czterema laty... 

Usłyszała kroki Sama na dole i gwałtownie wróciła do teraźniejszości. Obejrzała szybko 

swe odbicie w lustrze i zadała sobie pytanie, po co tak starannie się czesała i poprawiała 
makijaż. Czyżby nadal zależało jej na jego opinii?

– Nie! – szepnęła do siebie, potrząsając głową. – Nie będę sobie zadawała żadnych pytań! 

Zejdę na dół, zjem kolację, powiem mu dobranoc i z ulgą zamknę za nim drzwi!

– Czy Gem dobrze się czuje? – spytał, kiedy weszła do kuchni. 
– Owszem. Już śpi. 
– Kolacja jest niemal gotowa – oznajmił, odwracając się od kuchenki. – Pokroiłem już 

kurczaka. Czekam tylko na jarzyny i kartofle. 

Zawsze   potrafił   doskonale   gotować.   W   porównaniu   z   Robbiem,   jej   czarującym,   ale 

całkowicie pozbawionym kulinarnych talentów szwagrem, był znakomitym kucharzem. 

– Jak spędziliście dzień? – spytała szybko, by nie myśleć o jego zaletach. 
– Spacerowaliśmy nad rzeką, karmiliśmy ptaki. Potem pojechaliśmy na targ i obeszliśmy 

wszystkie kramy. W końcu wypieliliśmy ogród. 

– Czy Gemma nie była po tym wszystkim bardzo zmęczona?
– Większość czasu spędziła na moim grzbiecie – odparł ze śmiechem. 
– Zawsze była zachwycona, kiedy ją nosiłeś na barana. Nawet wtedy, kiedy była jeszcze 

malutka i nie umiała chodzić. 

– A więc pamiętasz? – spytał, odwracając się od piecyka i patrząc na nią czule. 
Kiwnęła głową. Nie była w stanie wydobyć głosu. Miała wrażenie, że cała kuchnia wiruje 

background image

wokół własnej osi... że wszystko znowu wygląda tak samo jak dawniej. 

– Bardzo ładnie dziś wyglądasz, Ali – odezwał się Sam po chwili krępującego milczenia. 

– Przez cały czas pobytu w Australii pamiętałem dokładnie kolor twoich oczu. Bardzo za 
wami tęskniłem... bardziej, niż możesz sobie wyobrazić. 

Alison miała wrażenie, że uginają się pod nią kolana. Ona też za nim tęskniła. Ich życie 

erotyczne zawsze było dla niej rajem, a teraz, na wspomnienie tych czasów, poczuła przypływ 
pożądania. 

– Więc dlaczego odszedłeś, Sam? – spytała cicho. 
– Ponieważ wtedy wydawało mi się to najlepszym wyjściem. 
– Najlepszym? – powtórzyła z niedowierzaniem. 
– Przecież żyliśmy już w separacji, a ty domagałaś się rozwodu. 
–   Rozmawialiśmy   o   różnych   możliwościach   –   poprawiła   go   szybko,   oburzona   jego 

skłonnością do przekręcania faktów. – Doszliśmy do wniosku, że separacja będzie najbardziej 
korzystnym wyjściem dla Gemmy. 

– Ali, to nie ja domagałem się separacji, a tym  bardziej  rozwodu. Na miłość  boską, 

przecież was kochałem... ciebie i ją. Byłyście dla mnie całym światem. 

Alison   nagle   odzyskała   pewność   siebie.   Czy   on   naprawdę   sądzi,   że   uwierzę   w   jego 

uczucie po tym, co mi zrobił?

– spytała się w duchu. 
– Sam, mogę uwierzyć  w to, że kochasz Gemmę, że za nią tęskniłeś, ale nie próbuj 

usprawiedliwiać   twojego...   zachowania.   –  Chciała   powiedzieć   „romansu”,   ale   nie   była   w 
stanie wymówić tego słowa. Przełknęła ślinę i nabrała powietrza do płuc. – Teraz masz swoje 
życie, a ja swoje. Nie obchodzi mnie, co robisz i z kim się zadajesz. A ciebie nie powinny 
obchodzić moje sprawy. 

Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. 
– Nie poznaję cię, Alison, i nie potrafię cię zrozumieć – stwierdził w końcu. – Myślałem, 

że dziś osiągnęliśmy pewien postęp. Ale ty się tak zmieniłaś, że nie mogę do ciebie dotrzeć. 

– Szkoda, że nie myślałeś w ten sposób, wyjeżdżając do Australii – oznajmiła spokojnym 

tonem, usiłując opanować wewnętrzne drżenie. 

Znów spojrzał na nią badawczo, a potem wyprostował się powoli, stojąc przy kuchence. 
– Chyba nie ma sensu, żebym zostawał na kolacji – mruknął, ruszając w kierunku drzwi. 

Zatrzymał się w progu i ponownie spojrzał jej w oczy. – W związku z tym, co powiedziałaś, 
uważam, że powinniśmy unikać spotkań na gruncie prywatnym. Miałem dobre intencje, ale 
tego rodzaju rozmowy oddalają nas od siebie jeszcze bardziej. Dobranoc, Alison. Pozdrów 
ode mnie Gemmę. 

Alison stała przez chwilę bez ruchu, usiłując powstrzymać napływające jej do oczu łzy. 

Wygrała   wymianę   zdań,   ale   nie   mogła   zaprzeczyć,   że   jego   widok   nadal   budził   w   niej 
pożądanie. I nadal czuła ból, jaki obudziły w niej jego ostatnie słowa. 

Ruszyła powoli na górę, by sprawdzić, czy Emma śpi. Przysiadła obok niej na łóżku i 

pogłaskała ją po głowie. 

–   Tatuś   prosił,   żeby   powiedzieć   ci   dobranoc,   kochanie   –   oznajmiła   z   wymuszonym 

background image

uśmiechem. 

Potem zeszła na dół i usiadła w ogrodzie, patrząc na rozgwieżdżone niebo. Wyraźniej niż 

kiedykolwiek dotąd zdała sobie sprawę, że wyjazd Sama zmienił nie tylko ich wzajemne 
stosunki, lecz również jej charakter. 

Następnego ranka, tuż przed wyjściem do pracy, odebrała telefon od Clare. 
– Z Robbiem już wszystko dobrze – oznajmiła siostra. 
– Dotąd nie mogę pojąć, jak on mógł się tak pokaleczyć. 
– Co się właściwie stało?
– Och, w gruncie rzeczy nic wielkiego. Robbie jest silny jak koń. Ale, jak wielu innych 

mężczyzn, mdleje na widok własnej krwi. Sam natomiast zachował się wspaniale. Zatamował 
krew   płynącą   z   uda   i   kazał   mu   trzymać   nogę   w   górze,   dopóki   nie   przyjechała   karetka 
pogotowia. Gdyby nie on, mój niemądry mąż mógłby wykrwawić się na śmierć. 

– Sam jest lekarzem, więc powinien wiedzieć, jak należy postępować w takiej sytuacji – 

stwierdziła sucho Akson. 

– A jak minął wczorajszy wieczór? – spytała Clare. 
–   Gemma   była   zachwycona,   ale   Sam   i   ja...   No   cóż,   doszło   między   nami   do   ostrej 

wymiany zdań – przyznała Alison. Potem postanowiła jak najszybciej zmienić temat. – Clare, 
bardzo   się   spieszę,   ale   powiedz   mi,   czy   mogę   ci   w   czymś   pomóc?   Robbie   będzie 
unieruchomiony przez parę dni, prawda?

– Zadzwoniłam już do Marge. Ona i jej mąż przyjadą tu zaraz i zajmą się szkółką aż do 

końca tygodnia. 

Alison znała parę emerytów, którzy byli sąsiadami jej siostry. Jako zapaleni ogrodnicy 

często pomagali Robbiemu, kiedy potrzebował ludzi do pracy. 

– Daj mi znać, jak się czuje Robbie – poprosiła Alison, zerkając na zegarek. 
– Zadzwonię do ciebie wieczorem. Czy zabierasz z sobą Gemmę?
– Tak. Mój dyżur w Kennet kończy się o drugiej, więc pójdę z nią później do parku. 
Szybko   spakowała   torbę   z   kanapkami,   posadziła   córkę   na   dziecinnym   foteliku   i 

wyruszyła do Kennet. Ten duży ośrodek zdrowia, w którym przyjmowała pacjentów raz w 
tygodniu, oddalony był zaledwie o piętnaście minut jazdy od jej domu. Było tam centrum 
opieki nad dziećmi, w którym mogła zostawić córeczkę. Z budynkiem przychodni graniczył 
duży park, obejmujący plac zabaw. Gemma chętnie jeździła tam z matką, by pobawić się na 
huśtawkach i zjeżdżalniach. 

Kiedy   mijały   parking   przychodni,   dostrzegła   na   nim   Sama,   który   stał   obok   swego 

samochodu, rozmawiając z jakąś młodą kobietą. Poczuła ukłucie zazdrości. Miała wrażenie, 
że rozpoznaje tę ciemnowłosą, ubraną na biało dziewczynę. 

– Tata... tata... – zaszczebiotała Gemma, wyciągając ręce w stronę ojca. 
– Tak, kochanie, to jest tatuś – przyznała Alison, usiłując skupić uwagę na prowadzeniu 

samochodu. 

Przez całą drogę do przychodni zastanawiała się, czy istotnie rozpoznała rozmawiającą z 

Samem kobietę, czy też było to tylko złudzenie – ponury dowcip, jaki spłatała jej wyobraźnia. 

background image

Ostatni   pacjent   wyszedł   kilka   minut   po   godzinie   drugiej.   Alison   odebrała   Gemmę   z 

centrum opieki i wyruszyła z nią do parku. W płytkim basenie bawiła się już gromadka dzieci. 
Gemma natychmiast dołączyła do ich grona. 

Alison usiadła na ławce. Nie spuszczając oka z córeczki, zaczęła rozmyślać o przeszłości. 

Centralnym punktem jej rozważań była  Charlotte Macdonald, młoda pielęgniarka, z którą 
Sam przeżył krótki romans, będący powodem ich rozstania. 

Czy ona nadal stanowi ważny element jego życia? – pytała się w duchu. Ale właściwie 

dlaczego  miałoby  mnie  to   obchodzić?   Przecież  powiedziałam  mu   wczoraj,  że   jego  życie 
prywatne mnie nie interesuje. Czyżbym okłamała nie tylko jego, lecz również samą siebie?

Po chwili doszła do wniosku, że odpowiedź jest bardzo prosta. Że gdyby nie obchodziło 

jej życie osobiste Sama, nie zastanawiałaby się teraz nad tym, co może go jeszcze łączyć z 
Charlotte Macdonald. 

Uświadomiła sobie z irytacją, że mimo wszystkich zapewnień o swej obojętności, nadal 

darzy go uczuciem. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Czwartek jak zwykle minął bardzo szybko. Był to dla Alison wolny dzień, który chętnie 

spędzała z Gemmą. Tego dnia pojechały po zakupy dla Clare. 

– Mogę jutro zaopiekować się małą – oznajmiła Clare, gdy podjechały pod jej dom i 

wyładowały z samochodu artykuły spożywcze. – Robbie nie będzie  chyba  miał drugiego 
wypadku w ciągu tygodnia. 

– Nie kuś losu! – zażartowała z uśmiechem Alison. – Nie, dziękuję. Meg powiedziała, że 

chętnie z nią zostanie. 

– Czy jesteś tego pewna?
– Oczywiście. Ty pilnuj Robbiego. 
– Możesz na mnie liczyć! – zaśmiała się Clare. 
Alison   ruszyła   w   kierunku   domu,   postanawiając   włączyć   następnego   dnia   budzik   na 

wcześniejszą godzinę, by udzielić Meg wszystkich niezbędnych instrukcji. 

W piątek rano padał ulewny deszcz. Meg Holroyd, która sprzątała u Alison, pojawiła się 

punktualnie o ósmej. 

– Megiiii! – krzyknęła Gemma, widząc ją na progu. 
– Witaj, laleczko! – zawołała z uśmiechem drobna, siwa kobieta. 
– Miałam nadzieję, że będziecie mogły posiedzieć w ogrodzie albo pójść na spacer – 

westchnęła Alison, wieszając mokry płaszcz Meg na wieszaku. 

Maggie wzruszyła filozoficznie ramionami i wzięła dziewczynkę na ręce. 
– Znajdziemy sobie mnóstwo innych zajęć, prawda, kotku? – powiedziała, uśmiechając 

się pogodnie. 

– Tu są wszystkie  numery telefonów  – oznajmiła  Alison, pokazując jej kartkę, która 

leżała na kuchennym stole. – Przez cały dzień przyjmuję w Lamstone, więc w razie potrzeby 
mogę przyjechać do domu w ciągu dziesięciu minut. 

–   O   nic   się   nie   martw   –   powiedziała   Meg,   otwierając   jej   kuchenne   drzwi.   –   Jedź 

spokojnie do pracy. Pomachaj mamie na do widzenia, Gem. 

Wsiadając do samochodu, Alison obejrzała się i dostrzegła w oknie swą uśmiechniętą 

córeczkę.   Jak   to   dobrze,   że   ona   nie   boi   się   zostawać   z   Meg,   pomyślała   w   drodze   do 
przychodni. Jest bardzo odważna jak na swój wiek. Nasza separacja nie zmieniła najwyraźniej 
jej pogodnego usposobienia. 

Wjeżdżając na parking, zerknęła odruchowo na okna gabinetu Sama i stwierdziła, że w 

jego pokoju pali się już światło. Potem pobiegła w kierunku frontowych drzwi i po chwili 
znalazła się w zatłoczonym holu. Powitała Pam i Lucy, dwie młode recepcjonistki, a potem 
ruszyła w stronę schodów. 

Po wejściu do swego gabinetu dostrzegła leżącą obok komputera kartkę papieru. Usiadła 

przy biurku i przeczytała napisane na niej słowa. „Alison... po dyżurze... obok przystani... 
jeśli możesz”. 

Od lat nie myślała o ich dawnym miejscu spotkań. Nie wiedziała nawet, czy ono jeszcze 

background image

istnieje. Zatrzymywały się tam łodzie, którymi pływali po rzece turyści. Było to malownicze 
miejsce, otoczone łanami zbóż, wśród których oboje z Samem tak często spacerowali... 

Wzięła głęboki oddech i podniosła słuchawkę. 
– Sam?
– Cześć. 
– Przeczytałam twoją kartkę. 
– I... ?
– Będzie tam mokro. Czy nie zauważyłeś, że pada?
– Zauważyłem. Dawniej nam to nie przeszkadzało. Alison przełknęła ślinę. Nie mogła 

zrozumieć, dlaczego jego słowa budzą w niej tak wielkie poczucie bezradności i zagrożenia. 

– Niestety, chyba nie dam rady. Mam mnóstwo zajęć... 
–   Dawniej   znajdowaliśmy   czas,   żeby   się   spotkać   –   przerwał   jej   bezceremonialnie.   – 

Zabiorę ci tylko godzinę. Musimy ustalić pewne sprawy. Chyba o tym wiesz. 

– Sam... 
– Ja tam będę. I proszę, żebyś przyjechała. 
W   słuchawce   rozległ   się   sygnał.   Alison   spojrzała   na   aparat   z   niedowierzaniem.   Nie 

potrafiła pojąć, jakim cudem dopuściła do tak kłopotliwej sytuacji. 

– Nie! – powiedziała głośno. – Nie pojadę tam. Jeśli już mamy rozmawiać, zróbmy to na 

miejscu. Zbyt wiele wspomnień, zbyt wiele skojarzeń... Wszędzie, tylko nie tam... 

Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek telefonu. 
– Twój pierwszy pacjent nie przyszedł – oznajmiła Lucy. – To chyba przez ten deszcz. 
– Czy możesz poprosić następnego?
– Nie, bo na razie nikogo nie ma. Przy tej pogodzie nie będę zdziwiona, jeśli twój dyżur 

skończy się bardzo wcześnie. 

Akurat   tego   dnia   wolałabym   pracować   dłużej,   pomyślała   Alison,   wzdychając   z 

rezygnacją. 

Pokryte   wodorostami   resztki   drewnianego   pomostu   zaledwie   wystawały   z   wody.   Na 

słupie, przy którym cumowano niegdyś łodzie, wisiała tablica, z której wynikało, że teren ten 
został wykupiony przez jakiegoś przedsiębiorcę budowlanego. 

Alison   zaparkowała   samochód   na   drodze   i   stała   bez   ruchu,   wsłuchując   się   w   ciszę. 

Nigdzie  nie dostrzegła  śladu  Sama.  Jej dyżur  istotnie  skończył  się  wcześniej, zapewne z 
powodu deszczu. Teraz jednak zza chmur wyglądało błękitne niebo. 

Oderwała oczy od rzeki, z którą łączyło ją tyle wspomnień. Ileż razy przepływaliśmy 

promem   na   drugą   stronę,   żeby   spacerować   wśród   pól!   –   pomyślała   ze   wzruszeniem. 
Kochałam tę okolicę. Ziemia pachniała wtedy tak samo jak teraz. To chyba najpiękniejsze 
miejsce na ziemi... 

– Nie radziłbym ci iść dalej – usłyszała męski głos i wzdrygnęła się z przerażenia. 
Zdała sobie sprawę, że stoi tuż nad stromym brzegiem rzeki, i pospiesznie cofnęła się na 

ścieżkę. 

– Dlaczego tutaj? – spytała stłumionym głosem. 
– Dlaczego nie? – odparł Sam, patrząc jej w oczy. – Kiedyś rozwiązywaliśmy tu nasze 

background image

wszystkie problemy. 

To prawda, pomyślała. Ale nasze problemy były wtedy o wiele mniej skomplikowane. 
– Czy pójdziemy na spacer? – spytała rzeczowym tonem, by odwrócić myśli od jego 

zdrady i cierpień, na jakie naraził ją jego romans. 

Ruszyli wolnym krokiem w kierunku przystani. 
– Jaka szkoda, że nie ma już tego pomostu – mruknął Sam. 
– Nie ma też naszego promu. 
– Chyba będą coś tu budować. 
Alison   kiwnęła   głową   i   podniosła   kołnierz   kurtki.   Po   deszczu   temperatura   wyraźnie 

spadła, a ona odczuła nagle dotkliwy chłód. 

–   Dziękuję   ci,   że   przyjechałaś   –   powiedział   Sam,   zatrzymując   się   gwałtownie.   – 

Pomyślałem   sobie,   że   łatwiej   nam   będzie   porozmawiać   z   dala   od   domu.   Ali,   chciałbym 
zacząć wszystko  od nowa. Przemyślałem  to, co mi  mówiłaś. Masz rację, nasze życie  się 
zmieniło. My też nie jesteśmy tacy sami jak dawniej. Nie możemy cofnąć się do przeszłości. 
Musimy   iść   do   przodu.   Zdałem   sobie   sprawę,   że   dobrze   by   było   się   postarać,   żeby   ta 
separacja była jak najmniej bolesna. 

Alison nie miała pojęcia, dlaczego jego oświadczenie nie budzi w niej entuzjazmu. Bądź 

co   bądź   tego   właśnie   chciała.   Bezbolesnej   separacji.   Dla   dobra   Gemmy,   która   kochała 
swojego ojca. Dla niej Alison gotowa była poświęcić dumę i zapomnieć o bólu. Chciała, by 
jej córka była szczęśliwa. 

– Więc co proponujesz, Sam? – spytała, marszcząc brwi. 
– Miałem nadzieję,  że moglibyśmy  od czasu do czasu wspólnie  zabierać  Gemmę  na 

spacer. Stworzyć jakąś namiastkę życia rodzinnego. Nie zachowywać się tak, jak we wtorek. 

Poczuła wyraźną ulgę. 
– Kiedy chciałbyś zacząć te rodzinne spotkania?
– Podczas tego weekendu mam dyżur pod telefonem. Proponuję następną niedzielę. 
– W porządku. 
– O której mam po was przyjechać? Potrząsnęła przecząco głową. 
– Dziękuję, ale spotkamy się na miejscu. 
– Jak wolisz – mruknął zdawkowym tonem. 
Odwrócili się i bez słowa ruszyli z powrotem w kierunku opuszczonej przystani. Kiedy 

wspinali się po zarośniętym trawą nadbrzeżu, Alison straciła nagle równowagę i z pewnością 
upadłaby   na   ziemię,   gdyby   Sam   nie   chwycił   jej   mocno   za   ramię.   Czując   jego   dotyk, 
natychmiast zesztywniała. 

– Bałem się, że upadniesz – mruknął przepraszającym tonem. 
– Zaczepiłam  butem o jakiś  kamień  – wymamrotała,  uwalniając  się z jego uścisku i 

ruszając w kierunku samochodu. 

– A zatem do zobaczenia w przyszłą niedzielę – powiedział. 
– Tak – odparła, siedząc już za kierownicą. – Mam nadzieję, że tym razem nam się uda. 
– Ja też. 
– Muszę jechać. Meg będzie się niepokoić. 

background image

Sam, który szedł już w stronę swego auta, nagle się zatrzymał. 
– Zapomniałem spytać, jak się czuje Robbie. 
– Och, coraz lepiej. Rana szybko się goi. 
–   Zawsze   był   dzielnym   sportowcem   –   stwierdził   Sam,   uśmiechając   się   do   niej 

porozumiewawczo. 

Z trudem oderwała od niego wzrok, pożegnała go szybko i wrzuciła bieg. Jadąc do domu, 

przemyślała   przebieg   spotkania   i   poczuła   satysfakcję.   Nie   dopuściła   do   wspominania 
dawnych   czasów,   wspólnych   znajomych   miejsc,   w   których   oboje   lubili   się   spotykać. 
Postanowiła kontynuować tę linię postępowania w przyszłości. 

W ciągu następnego tygodnia stało się jasne, że Sam zamierza zachować wobec niej pełen 

rezerwy dystans. Gdy spotykali się w przychodni, witał ją z uśmiechem, pytał o zdrowie 
Gemmy, ale nie podejmował dłuższej wymiany zdań. 

W środę jak zwykle pojechała do Kennet, odwożąc po drodze Gemmę do siostry. Mijając 

przychodnię, przypomniała sobie scenę, którą widziała przed kilku dniami. Nadal dręczyło ją 
pytanie, czy dziewczyną, z którą rozmawiał Sam, była Charlotte. 

W piątek, wchodząc do przychodni, zobaczyła w holu Sama, który gawędził przyjaźnie z 

Pamelą Shearing, jedną z recepcjonistek. Kiwnęła mu głową i poszła dalej, zastanawiając się, 
kiedy przestanie odczuwać na jego widok tak silne ukłucia zazdrości i pożądania. 

– Alison, czy możemy chwilę porozmawiać? – spytał, doganiając ją na schodach. 
Była przekonana, że chce omówić szczegóły niedzielnego spotkania, więc zatrzymała się. 

Ale ku jej zdziwieniu chodziło mu o coś innego. 

–   Był   tu   wczoraj   twój   pacjent,   Thomas   Knight.   Dostał   w   szkole   ataku   astmy,   więc 

dyrektorka wezwała jego matkę, która natychmiast go do nas przywiozła, bo jego inhalator 
wcale mu nie pomagał. 

Alison zmarszczyła brwi. 
– To niedobra wiadomość. Czy powiedział ci, co wywołało ten atak?
–   Jego   zdaniem   był   on   skutkiem   fizycznego   wysiłku.   Stało   się   to   podczas   lekcji 

gimnastyki,  na której ćwiczył  ze skakanką. Powiedział mi też, że te ataki stają się coraz 
częstsze. 

– Owszem, ostatni miał miejsce na początku kwietnia. Jak przebiegła jego wczorajsza 

wizyta?

Sam zastanawiał się przez chwilę. 
– Był oczywiście mocno przestraszony i zawstydzony, że musiał posługiwać się aparatem 

w obecności klasy. 

–   A   czy   podczas   wizyty   w   przychodni   zastosował   ten   inhalator   z   większym 

powodzeniem?

– Nie... Nie namawiałem go do tego. Nauczyłem go natomiast techniki oddychania... 
– Techniki oddychania? – powtórzyła z niepokojem. 
– Tak. Chciałem na nim wypróbować system zwalczania astmy, którego nauczyłem się w 

Australii. Zamierzam kontynuować tę terapię, oczywiście, jeśli się na to zgodzisz. 

– Thomas nie jest pacjentem, na którym można eksperymentować – oznajmiła. – Leczę 

background image

go od listopada i wiem, że jego astma przybiera niekiedy bardzo ostrą formę... 

– Właśnie dlatego sądzę, że ta technika może mu pomóc – przerwał jej Sam. – Kiedy 

nabierze wprawy, będzie mógł ograniczyć stosowanie inhalatora, a później całkowicie z niego 
zrezygnować. 

–   Nie   masz   żadnych   konkretnych   podstaw   do   takiego   twierdzenia   –   odparła,   coraz 

bardziej   oburzona   jego   pewnością   siebie.   –   Nie   pozwolę,   żebyś   traktował   Thomasa   jak 
królika doświadczalnego.  Ta twoja eksperymentalna metoda musi  być  dopiero w stadium 
raczkowania, bo ja nigdy o niej nie słyszałam. 

– Więc pozwól, że ci wyjaśnię... 
– Powinieneś był rozmawiać ze mną o tym przed zastosowaniem tej terapii, a nie po 

fakcie – ciągnęła z coraz większą złością. – Nakłaniając Thomasa do tych eksperymentów, 
zapewne naraziłeś go na stres, który zwiększa jego podatność na ataki. 

– Mylisz  się, Alison – odparł Sam.  – Czy naprawdę myślisz,  że naraziłbym  zdrowie 

pacjenta, stosując jakieś szarlatańskie metody, które nie zostały przetestowane?

–   Nie   mam   pojęcia   –   odparła   lodowatym   tonem.   –   Nie   pojmuję   twojego   sposobu 

myślenia, ani w sprawach osobistych, ani w kwestiach zawodowych. A teraz, jeśli pozwolisz, 
zajmę się moimi pacjentami. 

Odwróciła się i szybko ruszyła po schodach w górę, nie odwracając się, by na niego 

spojrzeć. 

Kiedy wpadła do swego gabinetu, usiadła za biurkiem i głęboko zaczerpnęła powietrza, 

żeby – się choć trochę uspokoić. Sam nie tylko wtrąca się do jej życia prywatnego, lecz w 
dodatku kwestionuje jej kompetencje zawodowe. Nie miał prawa zmieniać metody leczenia 
Thomasa bez konsultacji z nią. Thomas, i tak już zaniepokojony częstotliwością ataków, z 
pewnością   nie   jest   pacjentem,   na   którym   można   by   testować   skuteczność   jakiejś 
eksperymentalnej terapii. 

Pod   wpływem   nagłego   impulsu   podniosła   słuchawkę   i   poprosiła   recepcjonistkę   o 

połączenie jej z matką chłopca. Chciała zapytać o stan jego zdrowia. Pamela powiadomiła ją 
po chwili, że w mieszkaniu państwa Knight nikt nie odbiera telefonu. 

Po zakończeniu dyżuru sama wykręciła podany jej numer, ale i tym razem bezskutecznie. 

Trocheja to zdziwiło, bo państwo Knight mieli oprócz Toma jeszcze dwóch młodszych od 
niego synów. Wydawało jej się mało prawdopodobne, by żadnego z członków rodziny nie 
było w domu późnym popołudniem. 

Raz jeszcze pomyślała o chorobie Thomasa, który z powodu ataków astmy dwukrotnie 

już przebywał w szpitalu. Stan jego zdrowia był niewątpliwie niepokojący. Utwierdziła się w 
przekonaniu, że Sam postąpił nieodpowiedzialnie, ograniczając terapię do ćwiczeń oddechu, i 
postanowiła zachować wobec niego dystans nie tylko w sferze stosunków prywatnych, lecz 
również na płaszczyźnie zawodowej. 

Jak miała się niebawem przekonać, postanowienie to łatwiej było podjąć, niż zrealizować. 
Kiedy w piątek odbierała Gemmę od Clare, dziewczynka była rozkapryszona i zmęczona. 

Nie chciała się bawić nawet z Robbiem, który zawsze był jej ulubieńcem. Przez całą noc 

background image

kaszlała, a w sobotę rano Alison doszła do wniosku, że mała jest przeziębiona. 

Po południu temperatura dziecka wzrosła do trzydziestu ośmiu stopni. Gemma odmówiła 

zjedzenia kolacji i nie chciała nawet tknąć swych ukochanych lodów. 

O ósmej Alison stwierdziła dalszy wzrost gorączki i zdała sobie sprawę, że Gemma chyba 

ma grypę. Zastanawiała się właśnie, co zrobić, kiedy zadzwonił telefon. 

– Chciałem ustalić nasze plany na jutro – oznajmił Sam, zanim zdążyła się odezwać. 
– Gemma jest chora – powiedziała. – Prawdę mówiąc, bardzo się o nią niepokoję. 
– Co jej dolega? – spytał z troską w głosie. 
– Stale rośnie jej temperatura. Poza tym nic nie jadła przez cały dzień, co w jej przypadku 

zdarza się niezwykle rzadko. 

– Zaraz do was przyjadę. Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko temu. 
Zgodziła się bez chwili wahania. Przez cały dzień biła się z myślami, nie wiedząc, co 

począć. Niewiele wcześniej jeden z małych pacjentów przychodni zapadł na zapalenie opon 
mózgowych   i   gdyby   nie   szybka   diagnoza   Hectora,   jego   choroba   mogłaby   okazać   się 
śmiertelna. Alison drżała z niepokoju na myśl o tym, że jej córka może cierpieć na jakąś 
wirusową lub bakteryjną infekcję. 

W   dziesięć   minut   później   usłyszała   pisk   opon   hamującego   gwałtownie   samochodu. 

Otworzyła drzwi, a Sam pobiegł za nią do pokoju dziecinnego. 

– Jak się miewa moja dziewczynka? – spytał łagodnie, całując czoło dziecka. 
Gemma, która zwykle radośnie go witała, tym razem nie zareagowała na jego obecność. 

Zmarszczył brwi i dotknął palcami jej czoła. 

– Od jak dawna ma tak wysoką gorączkę? – spytał, odwracając się do Alison. 
– Od szóstej. Ale już wczoraj wieczorem nie była sobą. 
– Co jej podałaś?
– Tylko paracetamol. O dziesiątej ma dostać następną tabletkę. 
– Czy nie skarżyła się na ból brzucha? Nie wymiotowała?
Alison pokręciła przecząco głową. 
– Nie. Początkowo myślałam, że po prostu rosną jej zęby, ale zmieniłam zdanie, kiedy 

dostała gorączki. 

– Czy mogę cię obejrzeć, kochanie? – spytał Sam, wyjmując z torby lekarskiej małą 

latareczkę. 

Zajrzał dziecku do gardła, a potem dokładnie je zbadał, powtarzając wszystkie czynności, 

które w ciągu tego dnia kilkakrotnie wykonywała Alison. 

– Migdały nie są spuchnięte i nie ma nalotu w gardle – powiedział w końcu. – Może 

należałoby umyć ją zimną gąbką. To powinno obniżyć temperaturę. 

– Właśnie się do tego zabierałam, kiedy zadzwoniłeś – oznajmiła Alison. 
Teraz dopiero spojrzała uważnie na Sama i zdała sobie sprawę, jak bardzo cieszy ją jego 

obecność. I jak bardzo podnieca widok jego silnych ramion, wyraźnie widocznych pod cienką 
sportową koszulą. 

Zeszła do łazienki po miskę z wodą, gąbkę i ręcznik. Widząc przypadkiem swe odbicie w 

lustrze, zdała sobie sprawę, że jej kolorowe szorty i bawełniana bluzka są mocno pogniecione, 

background image

a ona sama, blada i rozczochrana, też prezentuje się niezbyt korzystnie. 

Poprawiając włosy, zaczęła mimo woli myśleć o ich dawnym wspólnym życiu. I nagle 

uświadomiła sobie, jak bardzo pragnie, aby Sam spędził tę noc razem z nią. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Gemma zasnęła tuż przed północą. Alison i Sam zeszli do kuchni, by w końcu napić się 

herbaty. 

– Co o tym myślisz? – spytała, nalewając wodę do czajnika. 
– Nie jestem zbyt przerażony jej temperaturą. Przypuszczam, że do rana spadnie. 
– Chciałabym, ale i tak będę dziś spała w jej pokoju na rozkładanym łóżku. 
Sam spojrzał na nią z niepokojem. 
– Ali, jesteś bardzo zmęczona. Chciałbym zostać tu na noc, żeby ci pomóc. Pozwól, że 

obejmę dyżur przy małej. 

– Ale czy zawołasz mnie, jeśli się obudzi?
– Mam nadzieję, że będzie spała jak kamień. Ale jeśli stanie się inaczej, dam ci znać. 
Alison wiedziała, że jego propozycja jest rozsądna, choć nie była pewna, czy uda jej się 

zasnąć.  Poprzedniej   nocy  nie   zmrużyła   oka  i   wstawała   kilka   razy,  by zajrzeć  do  pokoju 
dziecka. Kiedy w końcu usnęła, wstawał już blady świt. 

– Ona nigdy nie chorowała tak poważnie – wyjaśniła. 
– Nie zamartwiaj się. To z pewnością nie jest ostatni raz. 
– Przez cały czas się boję, że mogliśmy coś przeoczyć – wyznała płaczliwym tonem. 
– Lekarze zawsze są najgorszymi pacjentami i najbardziej nadopiekuńczymi rodzicami – 

przypomniał jej z uśmiechem. – Nie stwierdziliśmy sztywnienia karku, wysypki ani żadnych 
innych objawów poważniejszej choroby. Obiecuję ci, że będę do niej zaglądał co kilka minut. 

– Sam, powiedz mi, że nic jej nie będzie... – poprosiła niepewnie. 
– Oczywiście, że nic jej nie będzie. Natomiast ty, jeśli się trochę nie prześpisz, możesz 

mieć jutro fatalne samopoczucie. 

Była zbyt  zmęczona, by dalej protestować, więc poszła do sypialni. Zamykając oczy, 

przypomniała   sobie   upojne   noce,   które   spędziła   w   niej   razem   z   Samem.   Ale   po   chwili 
zmorzył ją sen. Widziała w nim leżącą w kołysce Gemmę i pochylonego nad nią ojca. Potem 
zobaczyła sielską scenę, rozgrywającą się na tle błękitnego nieba. Sam zbliżał się do niej z 
wyciągniętymi ramionami, a ona jak zwykle biegła mu naprzeciw... 

– Ali... Ali, obudź się!
Usłyszała jego głos i usiadła, zanim skończył zdanie. Nadal było ciemno. W jej umyśle 

natychmiast obudziły się najgorsze podejrzenia. 

– Coś się dzieje z Gemmą?
– Myślę, że powinnaś ją zobaczyć. – Starał się mówić spokojnym tonem, lecz ona znała 

go zbyt dobrze, by nie wyczuć, że stan dziecka uległ pogorszeniu. 

Kiedy wbiegła do pokoju córeczki, stwierdziła, że ma ona jeszcze wyższą temperaturę. 

Ciałem Gemmy wstrząsały dreszcze. Alison wzięła ją na ręce i próbowała dodać jej otuchy, 
Sam tymczasem błyskawicznie się ubrał i po chwili wyruszyli do szpitala. 

Gdy   dotarli   na   miejsce,   Gemma   dostała   drgawek.   Natychmiast   zaopiekowali   się   nią 

background image

lekarze z oddziału nagłych wypadków, a Sam delikatnie wypchnął Alison z sali zabiegowej 
na korytarz i niemal siłą posadził ją na krześle. 

– Alison, ona jest w dobrych rękach. Nie wolno nam się wtrącać. 
– Ale ja jestem lekarzem... 
– Oboje jesteśmy lekarzami – przypomniał jej – ale jesteśmy też jej rodzicami. 
Alison zamknęła oczy. Po raz pierwszy w życiu była naprawdę przerażona. Nie mogła 

zrozumieć,   jakim  cudem  choroba  dotknęła   tym   razem   nie  kogoś   obcego,  lecz  jej  własne 
dziecko. Po chwili oczekiwania, która wydała jej się wiecznością, ujrzała wychodzącą z sali 
zabiegowej pielęgniarkę. Natychmiast wstała z krzesła, ale jej serce bito tak mocno, że przez 
kilka sekund nie mogła wydobyć głosu. 

– Jak... jak ona się czuje? – wyjąkała w końcu. 
– Odzyskała już przytomność – odrzekła pielęgniarka. – Jej utrata trwała na szczęście 

bardzo krótko. Robimy teraz wszystkie  niezbędne  badania. Proszę przejść do poczekalni. 
Wezwiemy państwa, gdy tylko poznamy wyniki. 

– Och, Sam, nie mogę w to wszystko uwierzyć – wyszeptała Alison, gdy usiedli w małej 

sali, którą wskazała im pielęgniarka. – Dlaczego nie pozwalają nam być przy niej?

– To nie potrwa długo – zapewnił ją uspokajającym tonem. – Musimy być cierpliwi i 

wierzyć, że wszystko będzie dobrze. 

Chwyciła go kurczowo za rękę. W tej chwili był jej potrzebny bardziej niż kiedykolwiek 

dotąd. Zapomniała o wszystkich konfliktach, które ich dzieliły w przeszłości. Myślała tylko o 
swojej córce. 

Po chwili Sam przyniósł dwa plastikowe kubki z herbatą. Była mocna i gorzka, a gdy 

Alison wypiła kilka łyków, poczuła się trochę lepiej. 

– Sam... – zaczęła niepewnie – a jeśli drgawki są wywołane przez infekcję centralnego 

systemu nerwowego... 

– To wcale nie jest przesądzone – przerwał jej pospiesznie. – Nawet nie myśl o zapaleniu 

opon mózgowych. Nie przewiduj najgorszej możliwości. 

Opuściła wzrok na plastikowy kubek z herbatą. Co będzie, jeśli choroba Gemmy okaże 

się poważna? Czy popełnili błąd, nie przywożąc jej do szpitala wcześniej?

– Ten  atak  mógł  być  skutkiem gorączki  wywołanej  przez  jakąś  wirusową infekcję  – 

ciągnął Sam. – Ona ma wszystkie klasyczne objawy. Podwyższona temperatura, dreszcze, 
drgawki, i w końcu utrata przytomności. Dzieci często dostają takich infekcji i wychodzą z 
nich bez szwanku. 

Dopił resztkę herbaty i oparł głowę na rękach. Kiedy ją ponownie podniósł, wydawał się 

tak wyczerpany, że Alison miała ochotę czule go objąć. 

Pozostała   jednak   na   miejscu,   myśląc   o   swej   córce.   Marzyła   o   tym,   by   to   upiorne 

nieszczęście, które tak nagle na ich spadło, odeszło w niebyt. Żeby mogli wszyscy wrócić do 
normalnego, spokojnego życia. 

Nie miała pojęcia, jak długo czekali; utraciła całkowicie poczucie czasu. Kiedy pojawił 

się lekarz, jej nerwy były tak napięte, że z trudem zachowała spokój. 

– Córeczka państwa odzyskała już pełnię świadomości – oznajmił. – Ten atak drgawek 

background image

był wywołany wysoką gorączką. 

– Zapewne będącą skutkiem jakiejś infekcji? – spytał Sam. 
Lekarz kiwnął głową. 
– Chyba jednak nie dolega jej nic poważnego. Alison wydała westchnienie ulgi. 
– Czy temperatura już opadła?
–   Owszem,   a   ponieważ   była   nieprzytomna   tylko   przez   kilka   minut,   ośmielę   się 

zaryzykować” twierdzenie, że wróci do pełni zdrowia. 

– Czy możemy zabrać ją do domu? – spytał Sam. Lekarz wahał się przez chwilę. 
–   Moim   zdaniem   przetrzymywanie   jej   na   oddziale   mogłoby   jej   tylko   zaszkodzić. 

Większość dzieci lepiej przechodzi rekonwalescencję w domu niż w otoczeniu szpitalnym. – 
Urwał   i   zerknął   na   Alison.   –   Ale   jako   lekarze   wiecie   dobrze,   że   zawsze   istnieje 
niebezpieczeństwo nawrotu ataku drgawek. 

– Mimo to wolimy zabrać ją do domu – stwierdziła bez chwili wahania Alison. 
Lekarz kiwnął głową. 
– W takim razie proponuję, żebyście przed wyjściem posiedzieli jakiś czas przy jej łóżku. 
Ulegając jego sugestii, poszli do sali, w której leżała Gemma. Kiedy wchodzili, pochylała 

się nad nią pielęgniarka. Na widok swej córeczki ubranej w szpitalną koszulę Alison omal się 
nie załamała. 

Dziewczynka siedziała już na łóżku i wyglądała o wiele lepiej. Kiedy ujrzała rodziców, 

wybuchnęła płaczem. Alison podbiegła do niej pospiesznie, by ją objąć i pocieszyć. 

– Niedługo pojedziemy do domu! – wyszeptała jej do ucha. Formalności  związane  z 

wypisaniem   dziewczynki   ze   szpitala   zajęły   jednak   sporo   czasu,   więc   dotarli   na   miejsce 
dopiero koło południa. 

Bez słowa weszli na górę i położyli Gemmę do łóżka. Kiedy zasnęła, usiedli obok siebie 

na kanapie, nie spuszczając jej z oka. 

– Chyba wszystko będzie dobrze – wymamrotała Alison. – Jestem potwornie śpiąca. 
Oparła głowę na ramieniu Sama i po chwili zapadła w głęboki sen. Spała tak spokojnie 

jak za dawnych czasów, kiedy przyszłość wydawała jej się jednym pasmem szczęścia. 

Kiedy się obudziła, odkryła, że leży wyciągnięta na kanapie. Z dołu dobiegał aromat 

kawy. Łóżko Gemmy było schludnie posłane, a jej zabawki leżały na stosie w kącie pokoju. 

Usiadła, spojrzała na zegarek i stwierdziła ze zdumieniem, że jest już wpół do piątej. Nie 

mogła uwierzyć w to, że przespała niemal całe popołudnie. Pospiesznie wstała i podeszła do 
otwartego okna, przez które dobiegały głosy. 

Sam siedział  na huśtawce, trzymając  Gemmę  na kolanach i obejmując  ją ramieniem. 

Dziewczynka miała teraz na sobie jakąś koszulkę i swoje ulubione różowe dżinsy. Huśtali się 
lekko, a Gemma raz po raz wybuchała głośnym śmiechem. 

Alison   stała   przez   chwilę   nieruchomo,   wspominając   przeszłość.   Za   dawnych   czasów 

często oglądali z tego okna ogród, który tak bardzo kochał Sam. Początkowo przypominał on 
dziką dżunglę; dopiero potem, dzięki wysiłkom Sama, stał się ich dumą i chlubą. 

Chcąc odrzucić natłok wspomnień, cofnęła się gwałtownie od okna, zaczepiając przy tym 

background image

ramieniem o futrynę, która wydała głośny trzask. Sam natychmiast podniósł głowę. 

– Mama już wstała – powiedział cicho, a Gemma odwróciła się do matki i zaczęła machać 

do niej rączkami. 

– Kawa jest gotowa – dodał Sam. 
Jego uśmiech po raz kolejny przyprawił ją o przyspieszone bicie serca. Pełen kwiatów 

ogród, ojciec i córeczka – cóż za sielski obrazek, pomyślała z goryczą. 

– Zaraz schodzę! – zawołała do nich i poszła do łazienki. Wzięła prysznic i włożyła jasne 

bawełniane spodnie oraz niebieską jedwabną bluzkę. Potem skropiła się swymi ulubionymi 
perfumami, których delikatny zapach Sam dawniej uwielbiał. 

Zdała   sobie   sprawę,   że   obecność   Sama   w   domu   wpływa   kojąco   na   jej   nerwy.   Że 

chciałaby, aby pozostał on w nim jak najdłużej... żeby spędził w nim przynajmniej jeszcze 
jedną noc. To bezsensowne mrzonki, zgromiła się w duchu. Nie wolno ci im ulegać. Wasze 
drogi na zawsze się rozeszły!

Ale kiedy spojrzała w lustro, dojrzała w swych oczach mgiełkę pożądania. 
Nadszedł piękny wieczór. Zachodzące słońce ozłacało ostatnimi promieniami widoczne 

na   horyzoncie   wzgórza.   Zjedli   podwieczorek   w   ogrodzie.   Gemma   była   jeszcze   trochę 
przygaszona, ale jej temperatura wróciła do normy. Zjadła też pierwszy od dwóch dni posiłek 
– kanapkę z ogórkiem i porcję lodów przybranych konfiturą. 

– Myślę, że ktoś tu jest bardzo śpiący i powinien pójść do łóżka – zauważył Sam, patrząc 

na drzemiącą w jego ramionach córkę. 

Wstał z fotela, zaniósł Gemmę na górę i powiedział jej dobranoc. Potem zszedł na dół i 

zatrzymał się przy drzwiach wejściowych. 

– Gdybyś mnie potrzebowała, będę w domu – oznajmił cichym głosem. – Mam nadzieję, 

że ta noc będzie dla ciebie trochę łatwiejsza. 

– Ja też... Ale na wszelki wypadek będę spała w jej pokoju. 
Wyszedł do ogrodu, a ona pod wpływem nagłego impulsu poszła za nim. W powietrzu 

unosił się zapach kwiatów. 

–   Gdyby   nie   było   mnie   w   domu,   zadzwoń   na   mój   numer   komórkowy   –   dodał, 

zatrzymując się przy furtce. 

– Dziękuję ci za to, że przyjechałeś – rzekła niespodziewanie. – I za to, że zająłeś się 

Gemmą. 

– Czy spodziewałaś się, że mógłbym postąpić inaczej?
– Nie, oczywiście, że nie. Tylko że... 
– Alison, Gemma jest dla mnie najważniejsza na świecie. Właśnie dlatego... – Urwał i 

zagryzł wargi, a potem wzruszył ramionami. – Będzie lepiej, jeśli już pójdę. 

Wtedy właśnie Alison popełniła błąd, którego miała gorzko żałować przez cały wieczór. 
– Czy na prawdę musisz iść? – spytała, czerwieniąc się gwałtownie. 
Spojrzał na nią z zaskoczeniem. 
–   Gemma   jest   już   zdrowa   –   powiedział,   zamykając   za   sobą   furtkę.   –   Więc   po   cóż 

miałbym tu zostawać?

Odszedł, a ona wróciła do domu i szybko zatrzasnęła za sobą drzwi. Czuła się poniżona i 

background image

upokorzona. Piekła ją twarz, a jej gardło dławił bolesny skurcz. 

Po co go prosiłam, żeby został? – pytała się w duchu. Przecież na pewno w międzyczasie 

znalazł sobie kogoś innego! Przecież przed wyjazdem do Australii mieszkał z dala od nas 
przez cztery miesiące. Z pewnością nawiązał wtedy bliskie kontakty z jakąś kobietą!

Nadal zastanawiała się, czy dziewczyną, z którą widziała go na parkingu, była Charlotte 

Macdonald.   Czy   ponownie   pojawiła   się   w   jego   życiu,   czy   też   może   nigdy   z   niego   nie 
zniknęła?

Po   raz   kolejny   zdała   sobie   sprawę,   że   powrót   Sama   do   niej   jest   bardzo   mało 

prawdopodobny. 

Gemma czuła się nazajutrz zupełnie dobrze, ale Alison postanowiła nie iść tego dnia do 

pracy. Zadzwoniła do Hectora, który obiecał, że wspólnie z Peterem zajmie się jej pacjentami. 
Sam   zatelefonował   do   niej   po   południu,   spytał   o   zdrowie   dziecka,   a   potem   szybko   ją 
pożegnał. 

W środę Gemma była już całkowicie zdrowa, więc Alison wzięła ją ze sobą do Kennet. 

Po dyżurze wstąpiły jak zwykle do parku. 

W   czwartek   po   południu   w   jej   domu   zadzwonił   telefon.   Podniosła   słuchawkę, 

spodziewając się, że usłyszy głos Sama. Ale okazało się, że dzwoni Lucy. 

– Przepraszam, że panią niepokoję w domu, doktor Stewart, ale muszę na jutrzejszą listę 

wpisać Eilę  Hayward,  która urodziła podczas  weekendu chłopca. Wiem,  że Gemma  była 
chora, a pani nie przyszła w poniedziałek do przychodni... 

– Będę jutro w pracy – przerwała jej Alison. – Gemma już wyzdrowiała. Czy chodzi o 

Eilę, czy o dziecko?

– Chyba  głównie o dziecko... – odparła Lucy po chwili wahania. – Jak pani pewnie 

pamięta,  oni mieszkają  tuż obok przychodni. Mark jest tu znanym  człowiekiem,  gwiazdą 
naszej drużyny piłkarskiej. 

– Ach tak, Eila chyba mi o tym wspominała – przypomniała sobie Alison. 
– Lubię ją, choć nie przepadam za jej mężem. Bardzo mi jej żal. Ona nie ma łatwego 

życia – zakończyła zagadkowo Lucy, a potem odłożyła słuchawkę. 

Alison   była   zaskoczona.   Eila   nie   wspominała   podczas   ostatniej   wizyty   o   żadnych 

małżeńskich kłopotach. Powiedziała tylko, że jej mąż wołałby chłopca. Lucy najwyraźniej 
chciała jej wyjawić coś więcej, ale powstrzymała się w ostatniej chwili. 

Nazajutrz rano, parkując samochód pod przychodnią, myślała jednak nie o Eili, lecz o 

małym   Thomasie,   który   chorował   na   astmę.   Ponieważ   nie   udało   jej   się   skontaktować   z 
państwem Knight, mogła tylko pocieszać się nadzieją, że gdyby w wyniku nieprzemyślanych 
rad   Sama   nastąpiło   pogorszenie   jego   stanu,   rodzice   natychmiast   przywieźliby   go   do 
przychodni. Postanowiła jednak ponownie zadzwonić do jego matki i zapytać ją o przebieg 
choroby. 

Weszła   do  budynku,   wbiegła   na   górę   i  otworzyła   drzwi  gabinetu.   W   chwilę   później 

Pamela   wprowadziła   pierwszego   pacjenta.   Był   to   Thomas   Knight.   Tuż   za   nim   szła   jego 
matka. 

– Doktor Stewart, sama nie mogę w to uwierzyć! – zawołała od progu. – Thomas jest... 

background image

no, w każdym razie przestał się dusić. Oddycha bez trudu, niech pani sama posłucha. Był 
nawet wczoraj na lekcji gimnastyki i ani razu nie musiał używać inhalatora. Czy to możliwe?

Alison   spojrzała   na   Thomasa.   Oddychał   najzupełniej   normalnie,   a   jego   uśmiechnięta 

twarz promieniała zdrowiem. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Pani Knight dopiero po kilku minutach przestała mówić i usiadła, dopuszczając do głosu 

swego syna. 

– Miałem wczoraj lekcję gimnastyki  – oznajmił z dumą. – Zawsze zabieram ze sobą 

inhalator, bo po chwili biegania tracę oddech. Ale tym razem w ogóle go nie używałem. 

– Chcesz powiedzieć, że nie zacząłeś się dusić?
– Robię codziennie te ćwiczenia, które pokazał mi doktor Stewart. Od tej pory nie miałem 

ani jednego ataku. 

Alison zerknęła na panią Knight, która potwierdziła słowa syna ruchem głowy. 
– To prawda. Zaczął je robić zaraz po powrocie do domu i wykonuje je codziennie, więc 

chyba... 

– Czy myślisz, że te ćwiczenia ci pomogły? – przerwała jej szybko Alison, zwracając się 

do Thomasa. 

– Oczywiście! Chyba nie potrzebuję już inhalatora! Alison potrząsnęła z powątpiewaniem 

głową. 

– Thomas, wiem, że nabrałeś pewności siebie, bo ćwiczenia najwyraźniej okazały się 

skuteczne. Ale dla własnego bezpieczeństwa musisz zawsze mieć przy sobie ten aparat. 

–   To   samo   powiedział   mi   doktor   Stewart   –   oznajmił   chłopiec.   –   Ale   teraz   potrafię 

przerwać nadchodzący atak. Robię to w taki sposób... 

Ścisnął nos  kciukiem  i palcem wskazującym,  a potem zerknął  na zegarek.  Po chwili 

rozluźnił   uścisk   i   zrobił   kilka   krótkich   wdechów,   a   potem   zaczął   oddychać   zupełnie 
normalnie. 

– Dlaczego patrzyłeś na zegarek? – spytała Ałison. 
– Potrafię teraz wstrzymać oddech na pięćdziesiąt sekund!
– I na tym polega ta technika?
– Nie tylko – odparł z entuzjazmem chłopiec. – Doktor Stewart wytłumaczył mi, że jako 

astmatyk, wciągam podczas ataku do płuc zbyt wiele powietrza. Myślałem, że jest odwrotnie, 
ale się myliłem. To, czego nauczył mnie doktor podczas pierwszej sesji, przynosi skutki. 

– Rozumiem – stwierdziła Alison. – Mimo to proszę cię, żebyś nie ruszał się nigdzie bez 

inhalatora. 

– Będę go pilnowała – obiecała pani Knight. – Z początku myślałam,  że ta technika 

oddychania to jakieś głupstwa. Ale kiedy zobaczyłam, że Thomas wykonuje te ćwiczenia trzy 
razy   dziennie,   byłam   zdumiona.   On   jest   bardzo   niesystematyczny,   a   wszystkie   nudne 
zajęcia... 

– One wcale nie są nudne, mamo – przerwał jej Thomas. – One mi pomagają. 
– Wiem, kochanie – cierpliwie odparła pani Knight – ale doktor Stewart powiedział, że 

musisz   pod   jego   kierunkiem   przejść   cały   kurs   techniki   oddychania.   Właśnie   dlatego   tu 
jesteśmy – wyjaśniła, zwracając się do Alison. 

– Myślałam, że na wszelki wypadek zechce go pani zbadać. 

background image

Alison nie wiedziała, co począć. Była bardzo sceptycznie nastawiona do terapii zaleconej 

przez Sama, ale chłopiec najwyraźniej wierzył w skuteczność nowej metody. Nie chciała więc 
podważać jego pewności siebie. Musiała przy tym przyznać, że stan jego zdrowia wyraźnie 
się poprawił. Podejrzewała jednak, że jest to po prostu tylko szczęśliwy zbieg okoliczności. 

W końcu, chcąc oszczędzić chłopcu zażenowania, a równocześnie uspokoić jego matkę, 

zaproponowała, by Thomas zapisał się do niej na wizytę w przyszłym tygodniu. 

– Och, on i tak wybiera się do przychodni – oznajmiła pani Knight. – Będzie chodził na te 

specjalne zajęcia dla astmatyków, które prowadzi doktor Stewart. 

Gdy   oboje   wyszli,   Alison   zagryzła   wargi.   Nie   mogła   pogodzić   się   z   myślą,   że   Sam 

zamierza   prowadzić   na   terenie   przychodni   kursy   swej   nowej,   nieznanej   nikomu   metody 
terapii, nie uzyskawszy zezwolenia Hectora. 

Postanowiła   porozmawiać   o   tym   z   Hectorem,   choć   zdawała   sobie   sprawę,   że   fakty 

świadczyć   będą   przeciwko   niej.   Jej   tradycyjne   metody   leczenia   astmy   okazały   się   w 
przypadku Thomasa mało skuteczne, a cudowna kuracja Sama przyniosła widoczne rezultaty. 

Nieco później w gabinecie zjawiła się Eila Hayward, trzymając na rękach synka. Alison 

zbadała  go, ale ponieważ wydawał  się zupełnie  zdrowy,  poinformowała  tylko  matkę,  jak 
należy zapobiegać odparzeniu skóry od pieluszek. 

Rozmawiając z Eilą, zauważyła jednak, że jest dziwnie nieswoja. Przypominając sobie 

słowa Lucy, spytała ją o samopoczucie. 

– Nic mi nie jest – odparła bez przekonania pacjentka. 
– Czy jada pani regularnie i ma dość czasu na odpoczynek?
– Tak. Anthony jest dobrym dzieckiem. Budzi się dopiero około piątej rano. 
– Czy wraca pani do łóżka po nakarmieniu go? Eila spuściła oczy. 
– Tak, czasem... Zwykle wstaję i sprzątam dom. 
– Powinna pani więcej sypiać – oznajmiła z naciskiem Alison, widząc ciemne kręgi pod 

oczami   pacjentki.   Już   wcześniej   dostrzegła   jej   nienaturalną   bladość,   ale   ponieważ   młoda 
kobieta nie chciała się najwyraźniej zwierzyć ze swych trosk, nie miała prawa nalegać. – W 
poniedziałki   po   południu   prowadzimy   zajęcia   dla   matek   z   małymi   dziećmi.   Niech   pani 
przyjdzie i weźmie ze sobą Anthony’ego, dobrze?

– Pomyślę o tym... – wybąkała Eila i pospiesznie opuściła gabinet. 
Alison  zmarszczyła  brwi.  Nie  wiedziała,  co  dręczy  młodą   matkę,  ale   jej  zachowanie 

wydało jej się niepokojące. 

Zanim jednak zdążyła się nad nim zastanowić, usłyszała pukanie do drzwi. Uniosła wzrok 

i dostrzegła stojącego w progu Sama. 

– Widziałam przed chwilą Thomasa i jego matkę – oznajmiła, usiłując przezwyciężyć 

nerwowe napięcie,  jakie zawsze budził w niej jego widok. – Twoja technika  oddychania 
okazała się dość skuteczna... 

– To świetnie – powiedział obojętnym tonem, patrząc na zegarek. – Posłuchaj, chciałbym 

porozmawiać z tobą dłużej, ale nie mam czasu. Muszę jeszcze przed lunchem odbyć kilka 
wizyt domowych. Chciałem tylko powiedzieć, że nie mam nic wspólnego z zaproszeniem, 
które przekazał ci Hector. 

background image

– Z jakim zaproszeniem? – spytała ze zdumieniem. 
– To znaczy,  że jeszcze z tobą nie rozmawiał? – Sam jęknął cicho i włożył  ręce do 

kieszeni. – Więc przygotuj się na niespodziankę. Z pewnością zgłosi się do ciebie dzisiaj. 
Będzie chyba najlepiej dla wszystkich, jeśli po prostu odmówisz. 

Alison wstała, okrążyła swoje biurko i podeszła do niego bliżej. 
– Sam, ja nic nie rozumiem. 
– Więc nie wiesz, że Hector się zaręczył? Alison omal nie wybuchnęła śmiechem. 
– Przecież on jest zagorzałym starym kawalerem... 
– wyjąkała ze zdumieniem. 
– Tak, i wszyscy sądziliśmy, że pozostanie nim na zawsze. Ale on postanowił zrobić nam 

niespodziankę. 

– Kiedy się o tym dowiedziałeś?
– W środę. Ale ciebie tu wtedy nie było, prawda? Alison kiwnęła potakująco głową. 
– Jak zwykle przyjmowałam pacjentów w Kennet. A w czwartek miałam wolny dzień. 

Ale mógł do mnie zadzwonić... 

– Chyba chciał powiedzieć ci o tym osobiście – mruknął Sam. 
–   Pewnie   tak   –   przyznała,   wyczuwając   w   głosie   Sama   jakąś   dziwną   nutę.   –   Jestem 

zaskoczona, ale bardzo się cieszę. Tylko nie wiem, co to ma wspólnego z nami. 

– Więcej niż przypuszczasz – oznajmił z ponurą miną Sam. – Hector urządza uroczyste 

przyjęcie. Chce, żebyśmy poznali jego wybrankę. Zaprosił więc Petera z jego dziewczyną, a 
także nas. 

Alison czuła, że Sam coś przed nią ukrywa, ale nadal nie miała pojęcia, o co chodzi. 
– To znaczy, że będzie nas tylko sześcioro? Kiwnął głową. 
– Porozmawiamy o tym później – wyjąkał niepewnie. 
– Teraz muszę lecieć. 
– Sam, co chcesz przede mną ukryć? – spytała, idąc za nim w stronę drzwi. 
Ale on wyszedł szybko na korytarz, mijając się w progu z jej następnym pacjentem. 
– Zadzwonię do ciebie! – zawołał na pożegnanie i zniknął jej z oczu. 
Przez całe przedpołudnie zastanawiała się, o co mogło mu chodzić, kiedy powiedział: 

„Będzie   chyba   najlepiej   dla   wszystkich,   jeśli   po   prostu   odmówisz”.   W   końcu   doszła   do 
wniosku, że  być  może  obawia  się krępujących  pytań  wybranki  Hectora,  dotyczących  ich 
małżeństwa i przyczyn jego rozpadu. 

Dopiero   po   zakończeniu   dyżuru   spotkała   w   recepcji   Hectora.   Wydał   jej   się   dosyć 

speszony i niepewny. 

– Czy widziałaś się z Samem? – spytał. 
– Tak, ale tylko przez chwilę. Spieszył się bardzo, bo miał do odbycia kilka wizyt. 
Hector pokiwał głową, jakby zastanawiając się nad następnym pytaniem. 
– Czy skończyłaś już dyżur?
– Tak. Dlaczego cię to interesuje?
– Bo chciałbym zaprosić cię na lunch. 
Alison wiedziała już, że czeka ją jakaś niemiła niespodzianka. Poczucie to nasiliło się 

background image

jeszcze   bardziej   w   dziesięć   minut   później,   kiedy   usiadła   naprzeciw   Hectora   w   małej 
nadbrzeżnej restauracji. Szef był wyraźnie zakłopotany i przez dłuższą chwilę wyraźnie grał 
na zwłokę, mówiąc o jakichś głupstwach. 

– Z pewnością dotarła już do ciebie wiadomość o, moich zaręczynach – wykrztusił w 

końcu. – Moja narzeczona, Anabelłe, zaprosiła nas do swego domu na weekend... 

Alison zaczęła potrząsać głową, ale Hector nieubłaganie mówił dalej:
– Ta biedna dziewczyna nie ma pojęcia, jak wygląda życie lekarza. Powiedziała mi, że 

chce was wszystkich poznać, zanim ustalimy datę ślubu. Nie zgodzi się za mnie wyjść, jeśli 
nie spełnię tego warunku. Alison, nie muszę ci tłumaczyć, jak wiele to dla mnie znaczy... 

Alison westchnęła z rezygnacją i bez słowa zaczęła jeść stojący przed nią omlet. 
Telefon zadzwonił o siódmej wieczorem.  Wiedziała,  że to Sam. Nadał nie mogła się 

pogodzić z tym, co przeżyła podczas lunchu, chciała jednak wyjaśnić mu swoją reakcję na 
propozycję szefa. 

Sam od razu przeszedł do sedna sprawy. 
– Czy Hector już z tobą rozmawiał?
– Owszem. Dlaczego mi nie powiedziałeś, o co mu chodzi?
– Bo wiedziałem, że to cię zirytuje. Próbowałem ci coś wytłumaczyć, ale ostatnio jakoś 

nie możemy się porozumieć. 

– To prawda. A propozycja Hectora nie poprawiła sytuacji. Zaprosił mnie na lunch, a 

potem zwalił mi na głowę ciężki ładunek. 

Sam zachichotał cicho. 
– Mnie nie poczęstował nawet lunchem. 
– Pewnie się domyślał, że ja będę trudniejszym orzechem do zgryzienia. 
– A więc odmówiłaś mu?
Milczała przez chwilę, zastanawiając się nad sytuacją. 
– Nie całkiem – przyznała w końcu niechętnie. 
– Czy Gemma już śpi?
– Nie. Właśnie zamierzałam jej przeczytać jakąś bajkę. 
– Czy mogę wpaść i powiedzieć jej dobranoc?
– To chyba dobry pomysł. Potem będziemy mogli omówić całą sprawę i podjąć decyzję. 
Zjawił się w piętnaście minut później. Alison kończyła właśnie poprawiać fryzurę, kiedy 

usłyszała skrzypnięcie drzwi i jego donośny głos. 

– Tata! – krzyknęła z radością Gemma, wybiegając z dziecinnego pokoju na korytarz. 
– Jesteśmy na górze! – zawołała Alison. 
Sam wbiegł na piętro i wyciągnął ręce do dziecka. 
– Witaj, kochanie! – Chwycił Gemmę w ramiona i mocno ją uściskał. – Jak się czuje 

moja dziewczynka?

Po chwili poszli oboje do dziecinnego pokoju i zaczęli się bawić klockami. Kiedy Alison 

zajrzała tam w jakiś czas później, Gemma leżała już w łóżku, a Sam głaskał ją po głowie. 

–  Będę  na  dole  – szepnęła   cicho  i  zeszła  do  ogrodu. Sam  pojawił   się tam  po kilku 

minutach. 

background image

– Już śpi – oznajmił, siadając na ogrodowym  fotelu. – Jakie to piękne dziecko! Jest 

bardzo podobna do ciebie. Ma takie same jasne włosy i równie zdrową cerę... 

Alison wyprostowała się, chcąc jasno dać mu do poznania, że zamierza utrzymać dzielący 

ich dystans. 

– Musimy omówić sprawę Hectora – oznajmiła rzeczowym tonem. – Nie chcę spędzać 

weekendu poza domem. Nie mogę zostawić Gemmy, zwłaszcza po jej ostatniej chorobie. 

– Jestem dokładnie tego samego zdania – powiedział Sam. 
– A co na ten temat sądzi Peter?
–   Och,   on   jest   zachwycony   tym   zaproszeniem.   –   Sam   wzruszył   ramionami.   –   Peter 

uwielbia takie towarzyskie imprezy. To zupełnie zrozumiałe; jest wolnym człowiekiem. 

–   Podobnie   jak   ty   i   ja   –   przypomniała   mu   Alison.   –   Czyżbyś   zapomniał   o   naszej 

separacji?

Kiwnął głową, najwyraźniej przyznając jej słuszność. 
– Ale co powiemy Hectorowi? – spytał po chwili. 
– Prawdę – odparła Alison. 
– Czyli to samo, co powiedziałaś mu podczas lunchu? Zarumieniła się, przypominając 

sobie, że nie udzieliła Hectorowi jednoznacznej odpowiedzi. 

– Byłam zaskoczona... – zaczęła się tłumaczyć. 
– Podobnie jak ja – przerwał jej. – Ale dzięki mnie wiedziałaś przynajmniej, że czeka cię 

niespodziewana propozycja. 

– No tak – przyznała niechętnie. – Mimo to przeżyłam szok, kiedy mi oznajmił, że nie 

oświadczy się swej narzeczonej, dopóki ona nas wszystkich nie pozna. W pewnym sensie dał 
mi do zrozumienia, że powodzenie jego małżeńskich planów zależy od nas. 

– To absurdalne! – stwierdził Sam. 
– Ale oczywiście mu tego nie powiedziałeś, prawda?
– spytała, zerkając na niego z ukosa i stwierdzając z satysfakcją, że on również opuścił 

wzrok. 

– Problem polega na tym... – zaczął po długiej pauzie – problem polega na tym, że on jest 

taki cholernie przekonujący. Potrafił wzbudzić w nas przeświadczenie, że mamy obowiązek 
się tam zjawić. 

– Więc dlaczego nie chcesz jechać? – spytała Alison. 
– Sam jeden? I być piątym kołem u wozu? Dodatkiem do dwóch par? – Zaśmiał się 

krótko. – Alison, ty chyba żartujesz. 

– Jeśli pojedziemy oboje, to i tak każde z nas będzie piątym kołem u wozu, prawda?
– Tak, ale to mogłoby być interesujące. Hector w roli swata... 
Alison uśmiechnęła się. 
– Jestem zdumiona, że żadne z nas nie rozszyfrowało jego intencji. 
– Przebiegły stary lis. 
– Ciekawe, jaka ona jest... 
Spojrzeli na siebie i oboje wybuchnęli śmiechem. 
– Nie wiem, co nas tak bawi – mruknęła Alison po chwili. – Powinniśmy być na niego 

background image

wściekli za to, że stawia nas w tak niezręcznej sytuacji. 

– I za to, że tak późno znalazł sobie narzeczoną. Dlaczego nie mógł tego zrobić, kiedy 

byliśmy jeszcze normalnym małżeństwem? Zawsze marzyłem o tym, żeby zamieszkać choć 
na parę dni w wiejskiej rezydencji. 

–   W   wiejskiej   rezydencji?   –   powtórzyła   Alison,   a   on   spojrzał   na   nią   z   wyraźnym 

zdziwieniem. 

– Jak to, czy nie wiesz, kto jest jego narzeczoną?
– Nie mam pojęcia. 
– Anabelle Reid. 
Dopiero po chwili zrozumiała, kogo ma na myśli, i szeroko otworzyła usta. 
– Czyżbyś miał na myśli kobietę, z którą rozwiódł się niedawno Theo Reid?
– Jak najbardziej. 
Z trudem powstrzymała  się od śmiechu.  Doszła do wniosku, że Hector jest czarnym 

koniem. Zrozumiała też, dlaczego utrzymywał ten związek w takiej tajemnicy. Gazety nadal 
rozpisywały się na temat rozpadu trzeciego małżeństwa bogatego biznesmena. 

– Dlaczego się śmiejesz? – spytał Sam. – Czy gdybyś wiedziała, o kogo chodzi, miałoby 

to jakiś wpływ na twoją decyzję?

Zaczęła się zastanawiać, jak zareagowałby Sam, gdyby odpowiedziała twierdząco. Ale w 

tym momencie zadzwonił telefon, przerywając tok jej myśli. 

Była  to Clare, która chciała z nią poplotkować, jak w każdy piątkowy wieczór. Gdy 

dowiedziała się, że jest u niej Sam, obiecała zadzwonić nazajutrz. Alison wróciła do ogrodu. 

– To była moja siostra – oznajmiła, siadając z powrotem na fotelu. 
– Czy opowiedziała ci, jak pomagałem wczoraj Robbiemu w szklarniach?
– Nie – odparta ze zdziwieniem. 
– To nie było nic wielkiego. Nowe szyby są bardzo kosztowne, więc przerobiliśmy kilka 

ram, żeby dopasować do nich stare. Nie jestem złotą rączką, ale jakoś sobie poradziliśmy. 

– Więc widywałeś się z Robbiem po jego wypadku?
–   Owszem.   Wpadłem   tam   kilka   razy,   żeby   spytać,   czy   nie   potrzebuje   pomocy. 

Wiedziałem, że nie jest im lekko. Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, jak twoja matka radziła 
sobie z tym gospodarstwem ogrodniczym po odejściu ojca... – Urwał i opuścił wzrok. 

– Było jej bardzo trudno – przyznała Alison, przypominając sobie czasy swej młodości. 
Miała czternaście lat, kiedy ojciec opuścił dom, by zamieszkać z inną kobietą. Clare była 

o trzy lata młodsza. Gdyby nie pomoc rodziców Robbiego, którzy byli przyjaciółmi rodziny, 
firma ogrodnicza, będąca ich jedynym źródłem utrzymania, musiałaby zbankrutować. 

– No dobrze, więc co zrobimy? – spytał Sam, przywołując ją na nowo do teraźniejszości. 
–   W   sprawie   Hectora?   –   Wzruszyła   ramionami.   –   Możemy   zrobić   tylko   jedno: 

powiedzieć mu prawdę. 

– Zgoda, ale jaką prawdę?
–   Że   przyjmując   jego   zaproszenie,   postąpilibyśmy   niestosownie.   Ze   możemy 

zorganizować na ich cześć jakąś kolację albo... jakieś mniej krępujące spotkanie. 

Sam powoli podniósł się z fotela. 

background image

– W porządku. Porozmawiam z nim w poniedziałek, przed rozpoczęciem pracy. 
Alison kiwnęła głową. 
– Czy masz ochotę na kawę? – spytała, choć czuła, że jej odmówi. 
– Dziękuję. Chyba już pójdę. Ucałuj ode mnie Gemmę. Do zobaczenia w poniedziałek. 
Ruszył w kierunku furtki, a po chwili usłyszała warkot silnika jego samochodu. Potem 

zapadła cisza... 

Westchnęła   ciężko.   Raz   jeszcze   zdała   sobie   sprawę,   jak   bardzo   go   jej   brak.   Potem 

uświadomiła   sobie,   że   zapomniała   porozmawiać   z   nim   o   małym   Thomasie.   Postanowiła 
zrobić to w poniedziałek. 

Opuściła głowę i pogrążyła się we wspomnieniach. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Przez   cały   weekend   martwiła   się   perspektywą   rozmowy   z   Hectorem.   Kiedy   jednak 

przyszła w poniedziałek do pracy, powiedziano jej, że jest on nieobecny z powodu choroby. 

– Grypa – oznajmiła Lucy, przynosząc jej poranną listę pacjentów, do której dopisała 

osoby oczekujące na przyjęcie przez Hectora. – Przykro mi, ale doktor Johnson składa dziś 
wizyty domowe, więc musiałam podzielić tych pacjentów między panią a doktora Stewarta. 

– A więc zaczynajmy – westchnęła Alison. – Czy możesz zrobić mi kawę? Obawiam się, 

że będę jej dziś potrzebowała. 

–   Zaraz   przyniosę   –   obiecała   z   uśmiechem   Lucy.   Mimo   sporej   liczby   pacjentów 

przedpołudnie minęło bez większych kłopotów. Po przerwie na lunch w poczekalni zrobił się 
jeszcze   większy   ścisk.   Alison   skierowała   do   szpitala   młodego   człowieka   cierpiącego   na 
zapalenie wyrostka robaczkowego oraz pewnego farmera, który skaleczył się w rękę. Potem 
zajęła się Victorią Reid, czternastoletnią dziewczyną skarżącą się na wysoką temperaturę i ból 
gardła. 

Po   dokładnym   badaniu   stwierdziła   powiększenie   śledziony   i   doszła   do   wniosku,   że 

dziewczyna cierpi na mononukleozę. 

– Czy nie można tego wyleczyć jakimś antybiotykiem?
– spytała matka chorej, kiedy Alison skierowała jej córkę na badanie krwi. 
– Nie – odparła Alison. – Chory musi  po prostu wypoczywać  i pozwolić, żeby jego 

system immunologiczny zwalczył wirusa. 

–   Przecież   antybiotyk   załatwiłby   to   o   wiele   szybciej   –   upierała   się   kobieta.   –   Moja 

siostrzenica też miała kłopoty z jakimiś gruczołami, ale po pięciu dniach brania antybiotyku 
wyzdrowiała. 

–   Nie   wiem,   na   co   była   chora   pani   siostrzenica   –   wyjaśniła   cierpliwie   Alison   –   ale 

mononukleoza nie jest infekcją bakteryjną, więc antybiotyk może przynieść więcej szkody niż 
pożytku.  Poczekajmy  na wyniki  badania  krwi,  które zapewne  potwierdzą  moją  diagnozę. 
Wtedy pomyślimy o terapii. Na razie zalecam całkowity odpoczynek. 

– Na jak długo?
– Miesiąc do sześciu tygodni... może dłużej. 
– To nie wchodzi w rachubę. Wybieramy się na lato za granicę. 
– Nie sądzę... – zaczęła Alison, ale pani Reid, wyraźnie rozzłoszczona, natychmiast jej 

przerwała. 

– To musi być jakaś pomyłka! – zawołała z gniewem. 
– Moja córka ma powiększone gruczoły i jest trochę blada, ale mononukleoza! Nigdy o 

czymś   takim   nie   słyszałam.   Jestem   pewna,   że   postawiła   pani   błędną   diagnozę.   Zwykle 
chodzimy do doktora Trencharda, ale jest dziś chory. Domagam się, żeby moja córka została 
zbadana przez kogoś innego, jakiegoś lekarza, który pracuje w tej przychodni na pełnym 
etacie!

Alison była wstrząśnięta i oburzona. Sugestia pani Reid, która uważała widocznie, że 

background image

półetatowy pracownik nie potrafi postawić trafnej diagnozy, była obraźliwa i arogancka. Nie 
chciała się jednak wdawać w dłuższe spory ze względu na dobro chorej Victorii. Wezwała 
więc Lucy i poprosiła ją, by skierowała dziewczynkę do innego lekarza. 

Reszta popołudnia upłynęła jej dość spokojnie. Mimo to po rozmowie z panią Reid była 

lekko zdenerwowana.  Gdy więc pod koniec  dyżuru  w  drzwiach  jej  gabinetu  stanął  Sam, 
zapytała go natychmiast, jaki był wynik badania Victorii. 

– Och, to rzeczywiście jest mononukleoza – odparł, siadając wygodnie w fotelu. – Nie 

mam żadnych wątpliwości. Ale matce bardzo nie podoba się nasza diagnoza i nie przyjmie jej 
do wiadomości, dopóki nie dostaniemy wszystkich wyników badania krwi. 

– Nie wiem, dlaczego tak ostro zareagowała – powiedziała Alison, wypijając łyk kawy, 

którą podała jej przed chwilą Lucy. – Nie musiała być taka arogancka. 

– Moim zdaniem ona przypuszcza, że choroba Victorii jest skutkiem jej prowadzenia się 

– odparł tajemniczo Sam. 

– Co to znaczy? – spytała Alison, marszcząc brwi. 
– Kiedy wszedłem do poczekalni, robiła córce wymówki z powodu jakiegoś młodego 

człowieka, z którym dziewczyna się spotyka, a którego ona nie aprobuje. 

–   Czyżby   podejrzewała,   że   on   mógł   jej   przekazać   tego   wirusa   na   przykład   podczas 

pocałunku?

Sam kiwnął głową. 
– Sytuacja rodzinna jest niewesoła. Państwo Reid rozwiedli się dwa lata temu. Od tej pory 

Victoria ma podobno problemy ze szkołą. 

– No cóż, ale ma też niemal piętnaście lat. Byłoby dziwne, gdyby nie spotykała się z 

jakimś chłopcem. 

– Tylko  że jej wybrany nie  budzi  zachwytu  pani  Reid – stwierdził  Sam,  wzruszając 

ramionami. 

– A co na to ojciec dziewczynki?
– Ożenił się powtórnie i ma nową rodzinę. Nic go nie obchodzą losy córki. To szkoła 

odkryła, że ona wagaruje. 

– Aby spotykać się z tym chłopakiem?
– Chyba tak. I właśnie dlatego matka chce ją wywieźć za granicę. 
Alison poczuła odrobinę współczucia wobec pani Reid. 
–  Jeśli   badania   krwi   potwierdzą   naszą  diagnozę,  będzie  musiała  zrezygnować  z   tego 

pomysłu. Trochę mi jej żal. 

– Na tym polegają rozkosze rodzicielstwa – stwierdził z ironią Sam. – Zapewne nikt z nas 

nie   wiedziałby,   jak   się   w   takiej   sytuacji   zachować.   Za   moich   czasów   czternastoletnie 
dziewczynki nie pozostawały w trwałych związkach z młodymi chłopakami. 

– Teraz jest inaczej – westchnęła Alison. – A kto wie, co będzie przyjętą normą, kiedy 

Gemma skończy czternaście lat. 

– Nic mnie nie obchodzą przemiany obyczajowe – oznajmi! Sam. – Moja czternastoletnia 

córka nie będzie... 

Przerwał gwałtownie, widząc uniesione ze zdziwienia brwi Alison. Zapanowało dłuższe 

background image

milczenie. Oboje myśleli o tym, co może im przynieść przyszłość. Alison zastanawiała się, 
czy ich koncepcje dotyczące wychowywania dziecka będą od siebie bardzo odległe. 

Sam wstał nagle i odstawił na miejsce swój fotel. 
– Niestety, muszę już iść. Szkoda, że Hectora nie było dziś w pracy. 
– Ale my podjęliśmy już decyzję, prawda?
– Owszem. Wspólny weekend nie wchodzi w rachubę. 
– Sam ruszył w kierunku drzwi, ale nagle się zatrzymał. 
– Nawiasem mówiąc, w piątek przychodzi do mnie Thomas. Czy chciałabyś być obecna 

podczas jego wizyty?

– Chyba poczekam na rozpoczęcie tych twoich kursów – odparła wyzywającym tonem. 
– Nie rozumiem, o co ci chodzi. 
– Pani Knight powiedziała mi, że zamierzasz uruchomić kursy oddychania... 
– Ach, tak... Wspominałem jej, że prowadziłem takie kursy w Australii, a ona spytała, 

dlaczego nie prowadzę ich tutaj. Wytłumaczyłem jej, że nie mógłbym tego zrobić bez zgody 
Hectora i wszystkich członków personelu medycznego. – Uśmiechnął się do niej promiennie i 
dodał:

– Tak czy owak, moje zaproszenie na piątek jest nadal aktualne. 
Kiedy wyszedł, Alison zaczęła sobie przypominać swoją rozmowę z matką Thomasa. 

Doszła do wniosku, że nie ma powodów nie wierzyć Samowi. W gruncie rzeczy nie miała 
pojęcia, dlaczego tak bezkrytycznie przyjęła wersję pani Knight. 

W piątek po południu Alison spotkała Thomasa i panią Knight obok recepcji. 
– Jak się miewasz? – spytała chłopca. 
– Doskonale. Bardzo dziękuję, doktor Stewart. 
– Miło mi to słyszeć. – Alison odwróciła się do jego matki. – Na razie nie planujemy 

otwierania  specjalnych  kursów dla astmatyków,  ale  cieszę  się, że ta technika oddychania 
pomaga pani synowi. 

– Musiałam coś źle zrozumieć. – Pani Knight wzruszyła ramionami, popychając syna w 

kierunku holu. – Ale skoro ta metoda pomogła Thomasowi, to mogłaby z pewnością pomóc 
wielu innym ludziom. 

Alison musiała przyznać jej w myślach rację, tym bardziej że chłopiec tryskał zdrowiem. 

Spytała więc, czy nie mają nic przeciwko temu, by była obecna podczas nauki, a oni chętnie 
zaprosili ją do udziału w lekcji. 

Usiadła w kącie pokoju i słuchała Sama, który odpowiadał cierpliwie na pytania chłopca. 
– Technika płytkiego oddychania zwiększa naturalne wytwarzanie steroidów – zapewniał 

swego pacjenta. – Z czasem zniknie potrzeba wdychania sztucznych steroidów za pomocą 
inhalatora. 

– A ja zawsze myślałam, że głębokie oddychanie jest zdrowe – wtrąciła pani Knight. 
– Astmatycy wciągają do płuc nadmierną ilość powietrza – tłumaczył Sam. – Wywołuje 

to niedobór dwutlenku węgla, a to z kolei obniża poziom tlenu we krwi. 

– Czy będę musiał robić te ćwiczenia przez całe życie? – spytał Thomas. 

background image

–   Będziesz   musiał   ćwiczyć   przez   kilka   minut   dziennie.   Traktuj   to   jako   środek 

zapobiegawczy. Z czasem przyzwyczaisz się do tego i będziesz traktował to tak samo jak 
spożywanie posiłków. 

Thomas zacisnął nos i wstrzymał oddech. Po chwili zwolnił uścisk i spojrzał na zegarek. 
– Doszedłem już do sześćdziesięciu sekund! – oznajmił z dumą. 
– To dobrze. – Sam kiwnął głową. – Pamiętaj, że ten wynik jest wskaźnikiem twojego 

stanu zdrowia. 

– Na początku potrafiłem wstrzymać  oddech tylko  na piętnaście sekund. Więc chyba 

jestem teraz o wiele zdrowszy. 

– Ale na wszelki wypadek zawsze noś przy sobie inhalator – ostrzegł go Sam. – To 

dopiero początek kuracji. 

– Stale mu to powtarzam, doktorze – oznajmiła pani Knight. – Ja też spróbowałam tej 

metody, kiedy wpadłam z jakiegoś powodu w panikę, i okazała się ona skuteczna. 

– Miło mi to słyszeć – mruknął z uśmiechem Sam, zerkając porozumiewawczo na Alison. 
– Kiedy mamy znowu przyjść? – spytał Thomas. 
– Zapisz się na wizytę w przyszłym tygodniu. Zobaczymy, czy zrobiłeś postępy. 
Pani Knight i jej syn wyszli z gabinetu, a Sam odwrócił się do Alison. 
– Co o tym sądzisz? – spytał. 
–  No  cóż,  jego stan  z  pewnością   uległ  poprawie.  Czy  wszyscy  astmatycy   reagują w 

podobny sposób?

– Dzieci i młodzi ludzie uczą się tej techniki bardzo szybko. Ale staram się uczyć ich tego 

sposobu oddychania przez pięć kolejnych dni. W ten sposób mogę wytłumaczyć im zasady tej 
metody i sprawdzić jej działanie. 

– Wydaje się bardzo skuteczna. 
– Byłem zdumiony wynikiem kursów w Australii. U większości pacjentów, niezależnie 

od   wieku,   można   było   zaobserwować   wyraźną   poprawę.   Ciekaw   jestem,   czy   Hector 
zaakceptuje moje plany. Ale jeszcze bardziej mi zależy na twojej aprobacie. 

– Dlaczego mogłaby ona mieć dla ciebie jakiekolwiek znaczenie?
– Bo kiedyś zawsze mogłem liczyć na twoje poparcie – odparł Sam. Potem wyciągnął 

ręce, chwycił ją za ramiona i delikatnie odwrócił ku sobie, by spojrzeć jej prosto w oczy. – 
Kiedyś   potrafiliśmy   o   wszystkim   rozmawiać   i   zawsze   znajdowaliśmy   wspólny   język   – 
szepnął. – Kiedy to się wszystko . popsuło?

Alison zadawała sobie to pytanie wiele razy i nie znalazła na nie odpowiedzi. Dlaczego 

Sam szukał pocieszenia w ramionach innej kobiety? Czy ich miłość nie była wystarczająco 
silna?

– Na miłość boską, Ali, co się stało? – powtórzył stłumionym głosem, zaciskając dłonie 

na jej ramionach. – Wiem, że wyprowadziłem się z naszego domu, ale... 

– Opuściłeś nasz dom, bo nie mogłeś ze mną wytrzymać. 
– To nieprawda. – Potrząsnął nią lekko, jakby chcąc zwiększyć siłę swej argumentacji. – 

Wyprowadziłem się, bo tego chciałaś. Nie było dla mnie miejsca w twoim odizolowanym 
świecie. Nie chciałaś słuchać żadnych tłumaczeń, po prostu odgrodziłaś się ode mnie. A ja nie 

background image

potrafiłem w żaden sposób do ciebie dotrzeć. 

Oswobodziła się z uścisku, jakby jego dłonie ją parzyły, i znów spojrzała mu w głęboko 

w oczy. 

– Czego ode mnie oczekiwałeś, Sam? Przebaczenia? Patrzył na nią przez dłuższą chwilę 

takim wzrokiem, jakby była zupełnie obcą osobą. 

– Gdyby to mogło doprowadzić do naszego pojednania, to owszem – odparł w końcu, 

wyraźnie wymawiając słowa. – Wszyscy popełniamy błędy. To nie znaczy, że małżeństwo 
musi się rozpaść. Mogliśmy razem to wszystko rozważyć... 

–   Sam,   wiesz   dobrze,   że   powiedzieliśmy   sobie   wszystko,   co   było   do   powiedzenia   – 

przerwała mu lodowatym tonem. Potem podeszła do drzwi. Nie chciała, by zauważył, że drży 
na całym ciele, że nadal jest wobec niego bezbronna. 

–   Ile   razy   już   w   ten   sposób   odchodziłaś,   Ali?   –   spytał   tak   cicho,   że   zaledwie   go 

dosłyszała.   –   Czy   chcesz   to   zrobić   ponownie?   No   dobrze,   mogę   pogodzić   się   z   twoją 
dezaprobatą na grancie zawodowym... nie mam prawa liczyć na twoje poparcie. Myliłem się. 
Ale pomyśl o naszym życiu prywatnym. Musimy myśleć o nas dwojgu i o Gemmie. Mamy 
jeszcze przed sobą długie lata życia. Ali, musisz się z tym pogodzić... 

Jej serce biło tak mocno, że słyszała jego każde uderzenie. Chciała coś powiedzieć, ale w 

tym momencie zadzwonił telefon. Kiedy Sam do niego podszedł, wymknęła się z pokoju. 

Hector   był   nieobecny   w   pracy   do   końca   tygodnia.   Alison   zdziwiła   się   więc,   gdy   w 

niedzielę   wczesnym   popołudniem   ujrzała   przed   swoim   domem   jego   samochód.   Położyła 
właśnie Gemmę do łóżka na poobiednią drzemkę i zamierzała zająć się sprzątaniem, miała 
więc na sobie tylko sportową koszulkę i szorty. 

– Co za miła niespodzianka! – zawołała,  otwierając mu  drzwi. – Czy już dobrze się 

czujesz?

– Doskonale – odparł z uśmiechem. – To było tylko zaziębienie. 
– Wejdź – poprosiła, cofając się, by zrobić mu miejsce. – Jest u mnie Clare. Ona też 

ucieszy się na twój widok. 

– Nie. Nie chcę wam przeszkadzać. – Podał jej beżową kopertę, na której wypisane było 

jej imię i nazwisko. 

– Co to jest, Hector? – spytała, marszcząc brwi. 
–   Jestem   tylko   posłańcem   –   wyjaśnił   z   tajemniczym   uśmiechem.   –   Annie   umiera   z 

niepokoju. To chyba moja wina. Powinienem był wcześniej wyjaśnić jej całą sytuację. 

– Hector, nadal nie rozumiem, o co chodzi. 
– Więc przeczytaj to i zastanów się. Wybacz staremu człowiekowi jego błąd. Pozdrów 

ode mnie Clare i Gem. 

– Hector, poczekaj... 
Ale on szedł już szybkim krokiem w kierunku furtki. 
– Do zobaczenia jutro! – zawołał na pożegnanie, wsiadając do samochodu. 
Alison wróciła do domu, usiadła Obok siostry i zaczęła otwierać kopertę. 
– Ciekawa jestem, co tym razem knuje Hector – mruknęła z uśmiechem rozbawienia. 

background image

– Jaki wytworny papier – zauważyła Clare. 
– To jest list od Anabelle Reid – stwierdziła Alison z zaskoczeniem. 
– Narzeczonej Hectora?
Potwierdziła ruchem głowy i zaczęła czytać. 
– Przeprasza za to, że postawiła mnie i Sama w tak krępującej sytuacji... Hector nie 

wyjaśnił jej, że postanowiliśmy żyć w separacji... pyta, czy moglibyśmy przyjechać z Gemmą 
do Glencourt... podczas sierpniowego długiego weekendu. – Podniosła wzrok znad listu i 
dodała z rozbawieniem: – Każe nam przygotować oddzielne pokoje. 

– Ali, to wspaniale! – zawołała Clare z entuzjazmem. 
– Glencourt? To przecież ta rezydencja, o której pisały w zeszłym roku wszystkie gazety?
– Chyba tak – mruknęła bez przekonania Alison. 
– Pojedziesz, prawda?
– Nie jestem pewna. – Alison wzruszyła ramionami. 
–   To   wszystko   wygląda   na   dziwny   zbieg   okoliczności.   Hector   boi   się   zapewne,   że 

odmówimy. 

– I co z tego? Potrzebuje waszego poparcia. Będziesz mogła spędzić z Gemmą i Samem 

całe dwa dni. 

– I to właśnie mnie niepokoi. Nie chcę przebywać z nim tak długo pod jednym dachem. 
– Przecież będzie tam mnóstwo innych ludzi – przypomniała jej Clare. – Mówiłaś, że 

zaprosili też Petera z narzeczoną. 

– To prawda. Czy myślisz, że będą tam inni goście?
– Z pewnością. Ali, to fascynująca propozycja! Alison z namysłem kiwnęła głową. 
–   Być   może   to   zmienia   postać   rzeczy.   Zanim   Gemma   zachorowała,   obiecaliśmy,   że 

zabierzemy ją na jakąś wycieczkę. To byłaby dla niej miła przygoda. 

– No więc sama widzisz, że powinnaś jechać – stwierdziła z zadowoleniem siostra. 
Alison spojrzała na nią uważnie. 
– Clare, czy nie rozumiesz, że staram się postępować rozsądnie? Ta rezydencja na pewno 

jest cudowna, ale stosunki między Samem a mną nie są, jak wiesz, najlepsze... 

– Tym bardziej powinnaś udzielać się towarzysko – oznajmiła Clare. – Korzystać z życia. 

Przecież taki weekend to wielka atrakcja. Wygrałaś los na loterii. Możesz nigdy więcej nie 
mieć takiej okazji. 

Alison oparła łokcie na kolanach i zaczęła się zastanawiać nad sytuacją. Musiałaby kupić 

jakiś nowy strój... coś dla Gemmy... Nie wiedziała nawet, jak należy się ubrać na taką okazję. 

– Pojadę z tobą po zakupy – obiecała Clare, jakby czytając w jej myślach. – Musisz sobie 

sprawić wystrzałową kreację. 

– Jeszcze się nie zdecydowałam na ten wyjazd  – mruknęła  Alison, a siostra jęknęła, 

oburzona. 

– Jeśli odmówisz, będziesz żałować do końca życia! – skonstatowała Clare, a Alison 

zaczęła podejrzewać, że siostra jak zwykle ma rację. 

W poniedziałek zrobiło się bardzo ciepło. Kiedy Alison zostawiała Gemmę u siostry, w 

gospodarstwie ogrodniczym jej męża kręciła się już spora grupa klientów, zachęconych do 

background image

zakupów przez piękną pogodę. Pożegnawszy się z córeczką, Alison pojechała do przychodni i 
natychmiast spotkała na korytarzu Sama. Wydawał się tak pogodny, że mimo woli zaczęła się 
zastanawiać, z kim spędził weekend. 

– Cześć, Ali! – zawołał na powitanie i zaprosił ją gestem do swego gabinetu. Potem 

podniósł z biurka beżową kopertę. – Przypuszczam, że ty też dostałaś list od narzeczonej 
Hectora – powiedział z uśmiechem. – Kiedy Hector mi go doręczył, chciałem natychmiast do 
ciebie zadzwonić, ale potem pomyślałem, że możesz mieć gości... 

– Istotnie tak było – oświadczyła, kiwając głową. – Ja wpadłam na ten sam pomysł, ale 

bałam się, że możesz być... zajęty. 

Sam zagryzł wargi i opuścił wzrok. 
– Więc co postanawiasz, Ali? – spytał po chwili milczenia. – Tak czy nie?
–   Nie   sądzę,   żebyśmy   mogli   odmówić,   zwłaszcza   że   zaprosiła   również   Gemmę.   – 

Westchnęła i wzruszyła ramionami. – Byłoby to bardzo nieuprzejme. 

–   A   więc   decyzja   zapadła.   Jedziemy.   Może   nie   będzie   tak   źle?   Przyda   się   nam 

odpoczynek, a ta rezydencja jest podobno niezwykła. Myślę, że wszystko będzie dobrze. 

– Mam nadzieję – powiedziała Alison, choć nadal nie była pewna, czy postępuje słusznie. 

– Sam... chciałam porozmawiać z tobą o tych kursach oddychania. Możesz liczyć na moje 
poparcie. 

– A więc zmieniłaś zdanie? – spytał z radością. 
–   Tak.   Przekonał   mnie   przypadek   Thomasa.   Albo   był   to   zbieg   okoliczności,   albo   ta 

technika naprawdę jest skuteczna. Tak czy owak, uważam, że warto spróbować. 

Chciała odejść, ale Sam chwycił ją za ramię i delikatnie dotknął wargami jej policzka. 

Poczuła gorący dreszcz, przeszywający ją od stóp do głów, i omal nie straciła równowagi. 

– Bardzo ci dziękuję, Ali – mruknął czule. 
Jego przelotny pocałunek obudził w niej wspomnienia. Przez chwilę stała nieruchomo, 

pogrążona w myślach. Potem siłą woli odzyskała panowanie nad sobą i postąpiła krok do 
tyłu. 

– Muszę iść – wykrztusiła przez ściśnięte gardło i pobiegła w stronę drzwi. 
Gdy   dotarła   do   swojego   pokoju,   stanęła   w   oknie   i   wdychała   przez   chwilę   świeże 

powietrze płynące od strony rzeki. Ale dopiero po kilku minutach odzyskała wewnętrzny 
spokój. 

W następnym tygodniu Alison ponownie ujrzała Charlotte Macdonlad. A w każdym razie 

tak jej się wydawało. 

Tego dnia przyjmowała pacjentów w Kennet. Zostawiła Gemmę w centrum opieki i szła 

korytarzem w kierunku swego gabinetu. Nagle ujrzała drobną, ciemnowłosą kobietę w białym 
kitlu, która trzymała w ręku jakieś dokumenty. 

Miała pochyloną głowę, więc Alison nie widziała jej twarzy, ale była pewna, że ma rację. 

Chciała przyjrzeć jej się dokładniej, ale w tym momencie poczuła na ramieniu dotknięcie 
czyjejś dłoni. Odwróciła głowę i ujrzała opiekunkę Gemmy. 

– Doktor Stewart, bardzo przepraszam, ale Gemma miała w kieszeni te klucze. Pobiegłam 

za panią, bo bałam się, że będzie pani ich szukać. 

background image

– Dziękuję, Susie – mruknęła Alison. – Musiała zabrać je z domu, zanim wyjechałyśmy. 

To są klucze od mojego starego samochodu. 

Dziewczyna odeszła, a Alison odwróciła się szybko, chcąc potwierdzić słuszność swych 

domysłów. Ale korytarz był pusty. 

Kiedy dotarła do swego gabinetu, była już niemal pewna, że padła ofiarą złudzenia. Co 

mogłaby robić w Kennet Charlotte Macdonald? – pytała się w duchu. Przecież ona odbywa 
staż w innej przychodni, położonej w odległej części hrabstwa. 

Problem ten nie dawał jej jednak spokoju. Po zakończeniu dyżuru postanowiła pociągnąć 

za język opiekunkę Gemmy. 

– Powiedz mi, Susie, czy dobrze znasz tutejszy personel? – spytała, odbierając dziecko z 

centrum opieki. 

– No cóż, ja tu pracuję dopiero od stycznia... – odpowiedziała dziewczyna, wzruszając 

ramionami. 

– Wydawało mi się, że widziałam kogoś, kogo znam – wyjaśniła Alison. 
– Czy chodzi o któregoś z lekarzy?
– Nie, ta kobieta jest pielęgniarką. W swoim czasie pracowała jako położna. Nazywa się 

Charlotte Macdonald. 

Susie zmarszczyła czoło i zagryzła wargi. 
–   Pamiętam   skądś   to   nazwisko,   ale   nie   znam   dobrze   personelu   zatrudnionego   na 

położniczym.  Macdonald... Nie, nie potrafię nic pani powiedzieć. Proszę o nią zapytać  w 
recepcji.   Coral,   która   jest   tam   kierowniczką   zmiany,   zna   wszystkie   zatrudnione   u   nas 
pielęgniarki. 

–   Dziękuję   ci,   Susie.   Chyba   tak   zrobię   –   oznajmiła   z   uśmiechem   Alison.   –   A   teraz 

spróbuję namówić Gemmę, żeby zechciała pojechać ze mną do domu. Bawi się tu tak dobrze, 
że nigdy nie chce wyjść. 

Idąc z córeczką w kierunku sadzawki, usiłowała przypomnieć sobie młodą, atrakcyjną 

dziewczynę, z którą Sam spędził tę fatalną noc. Widywała ją wiele razy, ale tylko na terenie 
przychodni. Była wtedy w ósmym miesiącu ciąży, więc pojawiała się w pracy bardzo rzadko. 

Dwukrotnie spotkała ją w gabinecie Sama, ale nie obudziło to w niej żadnych podejrzeń. 

Charlotte była po prostu jedną z pielęgniarek, wykonujących polecenia jej męża... 

Przebrała  Gemmę  w  kostium  kąpielowy,  a  kiedy dziewczynka  zaczęła  chlapać  się w 

płytkiej wodzie, usiadła na brzegu, nie spuszczając jej z oka. 

Po raz nie wiadomo który doszła do wniosku, że jej córeczka jest ślicznym dzieckiem. 

Obserwując ją uważnie,  poczuła  nagle  w sercu bolesne ukłucie żalu. Ciągle nie potrafiła 
zrozumieć, dlaczego Sam zaryzykował ich rodzinne szczęście dla jednorazowej przygody, dla 
epizodu, który trwał tylko jedną noc. 

A skąd wiesz, że to był tylko epizod? – spytał ją wewnętrzny głos. Może to wcale nie 

była chwila szaleństwa? Może Sam jest nadal zakochany w Charlotte Macdonald?

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

W   niedzielę   słońce   skryło   się   za   chmurami,   które   zapowiadały   deszcz.   Alison 

postanowiła zrobić zakupy w miasteczku, a potem wstąpić do Clare. 

Gemma   jak   zwykle   cieszyła   się   na   wizytę   u   ciotki.   Jej   humor   poprawił   się   jeszcze 

bardziej,  kiedy  po  przyjeździe   do  sklepu  otrzymała   wielką   porcję   lodów.  W  kilka   minut 
później Alison skręciła z szosy w boczną drogę, prowadzącą do domu siostry. Był on kiedyś 
własnością ich dziadków, a w latach siedemdziesiątych przeszedł w ręce rodziców. Ojciec 
Alison i Clare założył gospodarstwo ogrodnicze, a obie siostry wychowywały się właśnie 
tutaj. 

Parkując na podjeździe, pomyślała o swoim dzieciństwie. Kiedy przymknęła oczy, ujrzała 

matkę... drobną, szczupłą kobietę, która kochała do szaleństwa obydwie córki. 

Pogrążona we wspomnieniach nie zauważyła ciemnoniebieskiego samochodu, który stał 

tuż obok domu. 

– Ali, Gemma! Co za miła niespodzianka! – zawołała Clare, wychodząc na ich spotkanie. 

Miała   na   sobie   dżinsy   i   sportową   koszulkę.   Alison,   widząc   plamy   ziemi   na   jej   ubraniu, 
zmarszczyła brwi. 

– Czyżbyś pracowała w niedzielę? – spytała z niedowierzaniem. 
– Nie... to znaczy tak... Przywieziono nam kamienie, więc zakładamy japoński ogród. 
– Jak wam idzie?
– Powoli – roześmiała się Clare, biorąc na ręce Gemmę. Potem zrobiła krok do tylu, by 

wpuścić Alison do domu. – Nie zapowiadałaś dzisiejszej wizyty. 

– Przywiozłam wam gazety i coś słodkiego na niedzielne śniadanie – oznajmiła Alison, 

wyjmując z torby kubełek z lodami. – A gdzie jest Robbie?

Clare uśmiechnęła się niepewnie. 
– Prawdę mówiąc... 
Widząc   zażenowanie  siostry,  Alison  zdała  sobie  sprawę,  że   być   może   przyjechała   w 

niewłaściwym momencie. Gospodarstwo ogrodnicze zawsze odwiedzało w niedzielę sporo 
klientów. 

– Nie bój się, nie zostanę długo – powiedziała pospiesznie. – Chciałam tylko... 
Spostrzegła,   że   Clare   nagle   się   czerwieni   i   zerka   w   kierunku   drzwi.   Odwróciła   się, 

podążając za jej wzrokiem, i dostrzegła na progu wysokiego opalonego mężczyznę, który 
miał na sobie tylko szorty. 

– Tata! – zawołała Gemma, podbiegając bliżej i rzucając mu się w ramiona. 
– Jak się miewa moja dziewczynka? – spytał, biorąc ją na ręce. 
Alison zerknęła pytająco na siostrę, która wzruszyła ramionami. 
– Sam pomaga Robbiemu budować patio nad stawem – wyjaśniła stłumionym głosem. – 

Musimy je otworzyć w przyszłym tygodniu. 

– Cześć! – zawołał Sam, uśmiechając się do Alison. 
– Witaj, Sam – mruknęła i ponownie zwróciła się do Clare. – Czy na pewno zdążycie je 

background image

skończyć w tym terminie?

– Tak, dzięki pomocy Sama. 
– Chodź obejrzeć – zaproponował Sam, nadal trzymając w ramionach Gemmę. 
– Może innym razem. Teraz muszę już jechać... 
– Nie mów głupstw! – ofuknęła ją Clare. – Chodź z nami. Posiedzimy nad stawem i 

zjemy lody. To będzie dla nas dobra reklama. Klienci zobaczą, że nasz japoński ogród już 
teraz wzbudza zainteresowanie. 

–   My   z   Gemmą   pójdziemy   przodem   –   oznajmił   Sam,   patrząc   porozumiewawczo   na 

Alison. – Pokażę jej ryby, które właśnie wpuściliśmy do stawu. 

Alison, nie umiejąc znaleźć powodu, dla którego nie mogłaby zostać, kiwnęła głową. Sam 

postawił Gemmę na podłodze, a potem wziął ją za rękę i poprowadził w stronę ogrodu. Alison 
odwróciła się do siostry. 

– Zanim cokolwiek powiesz – zaczęła pospiesznie Clare – chcę cię zapewnić, że miałam 

ci powiedzieć o obecności Sama, ale... 

– Od jak dawna wam pomaga? – przerwała jej Alison. 
– Od wypadku Robbiego. Bez jego pomocy nigdy nie założylibyśmy tego ogrodu. 
– Więc dlaczego mi o tym nie wspominałaś?
Clare patrzyła na nią w milczeniu, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią. 
– Bo wiedziałam, że nie będziesz z tego zadowolona – odparła w końcu. – Och, Ali, 

musisz nas zrozumieć. Nie można zerwać przyjaźni z kimś, kogo zna się od wielu lat, kto był 
przyjacielem rodziny. – Widząc oburzenie we wzroku siostry, dodała pospiesznie: – Nawet 
jeśli on popełnił błąd, spędzając noc z tą dziewczyną, to przecież drogo za niego zapłacił. 

– Myślałam, że jesteś po mojej stronie – ostrym tonem powiedziała Alison. 
Clare podeszła do niej i uściskała ją serdecznie. 
– Oczywiście, że jestem po twojej strome. Ale oboje z Robbiem byliśmy w rozpaczy... 

wiesz przecież, że nie idzie nam ostatnio najlepiej. W zeszłym  roku myśleliśmy nawet o 
zamknięciu  firmy.  Kiedy Sam zaproponował nam pomoc,  nie  potrafiliśmy  odmówić.  Nie 
wspominałam ci o tym do tej pory, bo nie chciałam cię irytować. 

Alison usiadła na kuchennym krześle. 
– Przeżyłam szok, widząc go tu tak niespodziewanie. 
–   Gdybym   była   żoną   Sama,   pewnie   myślałabym   o   jego   zdradzie   to   samo   co   ty   – 

powiedziała cicho Clare. – Ale on nie jest taki jak nasz ojciec. On nie oszukiwał cię przez 
wiele miesięcy i nie odszedł potem bez słowa. Prawdę mówiąc, nadal nie mogę do końca 
uwierzyć w jego jednorazowy wyskok. 

– Wcale nie jestem pewna, że zdarzyło się to tylko raz. 
– A czy nie sądzisz, że powinnaś go o to zapytać?
– Wtedy nie przyszło mi to do głowy – odparła chłodno Alison. 
– Przecież musiały istnieć jakieś powody... – zaczęła Clare, ale urwała gwałtownie, bo 

Alison uniosła głowę i spojrzała na nią ze zdumieniem. 

– Powody do zdrady?
– No nie... – Clare zawahała się. – Ale może on myślał, że przestałaś się nim interesować. 

background image

Miałaś wtedy tę okropną depresję... 

– Czy chcesz powiedzieć, że moja depresja była przyczyną całego nieszczęścia?
– Nie, ale mogła się do niego przyczynić – odparła Clare. 
– Po urodzeniu Gemmy potrzebowałam go jeszcze bardziej niż przedtem – wykrztusiła z 

oburzeniem Alison. 

– Ale nie mogliśmy się porozumieć. 
–   Być   może   –   mruknęła   Clare,   odwracając   wzrok.   –   Tylko   że   on   też   potrzebował 

psychicznego wsparcia. Bądź co bądź, przed narodzinami Gemmy był centralnym punktem 
twojego życia. 

– Mogę cię zapewnić, że to, co działo się między nami, nie usprawiedliwiało jego zdrady. 
– Nie będę się z tobą o to spierać – odparła Clare, po czym zajęła się rozkładaniem lodów 

na talerzyki, które postawiła na dużej tacy. 

Idąc za nią do ogrodu, Alison roztrząsała w myślach szczegóły tej rozmowy. Choć Clare 

zapewniała ją o swej lojalności, czuła się zawiedziona, a może nawet oszukana. 

– Jak tu pięknie! – zawołała Alison, stając nad stawem, którym Robbie ozdobił swój 

japoński ogród. Na jego powierzchni unosiły się kwiaty wodnych lilii, a łuski pływających w 
nim złotych rybek lśniły w promieniach słońca jak gwiazdy. Po wielkich kamieniach, które 
ułożyli Robbie i Sam, spływał miniaturowy wodospad. 

– Wydajesz się zaskoczona – zauważył cicho Sam. 
– Bo jestem zaskoczona! – odparła, marszcząc brwi. 
–   Wiedziałam,   że   pomagałeś   Robbiemu   przy   przebudowie   szklarni,   ale   nie   miałam 

pojęcia, że to przybiera takie rozmiary. Cieszę się ze względu na Robbbiego, ale dlaczego 
trzymałeś to w tajemnicy?

– Jestem pewien, że gdybym ci o tym powiedział, posądzałabyś mnie o niecne motywy... 
– Och, daj spokój, Sam. Mówisz głupstwa!
– Tak uważasz? Przykro mi, ale jestem odmiennego zdania. 
Zapadło krępujące milczenie. W końcu Alison, nie mogąc znieść tej niezręcznej sytuacji, 

usiadła na kamiennym obramowaniu stawu. 

– Takie rozmowy do niczego nie prowadzą, Sam – powiedziała cicho. 
– Wiem – odparł ze smutkiem. – Dlatego proponuję, żebyśmy zapomnieli o przeszłości. 

Ona już nie wróci. Każde z nas ma  teraz  swoje własne życie,  ale to nie znaczy,  że nie 
możemy się zachowywać jak kochający rodzice wobec Gemmy. I utrzymywać poprawnych 
stosunków towarzyskich. 

Alison   wyczuła   chłód   bijący   z   jego   słów   i   wstrzymała   oddech.   Kochający   rodzice, 

poprawne stosunki, pomyślała z goryczą. Przecież byliśmy kiedyś namiętnymi kochankami... 

Sam przysiadł obok niej na murku. 
– Powinienem był zbudować taki staw w naszym ogrodzie – mruknął, zanurzając dłoń w 

wodzie. 

– Gemma jest jeszcze na to za mała. Umierałabym ze strachu, że się utopi – odparła z 

niepewnym uśmiechem. 

background image

– No, to może za dwa lata. Jeszcze lepszym pomysłem byłby chyba basen kąpielowy. 

Mogłaby wtedy zapraszać kolegów, a my występowalibyśmy w roli ratowników. 

– Na pewno zaczęłaby się buntować – mruknęła Alison. 
– Wszyscy buntowaliśmy się przeciw rodzicom w wieku czternastu lat – przypomniał jej 

Sam. 

– Ja nie odczuwałam takiej potrzeby. 
– Och, Ali, zapomniałem, że byłaś w innej sytuacji niż ja. Twój ojciec odszedł, kiedy 

byłaś właśnie w takim wieku. 

– No właśnie. To on się zbuntował, a nie ja. 
– Musiałaś ciężko to przeżywać – powiedział po chwili ciszy. 
– Jeszcze ciężej przeżywała to matka. Ale przed śmiercią pogodziła się z jego odejściem. 
– A ty?
– Ja po prostu zaakceptowałam ten stan rzeczy – odparła, wzruszając ramionami. 
Spojrzała mu w oczy, ale zaraz odwróciła wzrok. Doszła do wniosku, że powinna już 

jechać. Zawołała Gemmę i wstała. 

– Czy będziesz dziś wieczorem w domu? – spytał niepewnie. – Chciałem do was wstąpić 

w drodze powrotnej... żeby powiedzieć jej dobranoc. 

W   normalnych   okolicznościach   wyraziłaby   zgodę,   ale   teraz,   pod   wpływem   nagłego 

impulsu, potrząsnęła głową. 

– Dziś nie, Sam. Może w przyszłym tygodniu?
Nie odpowiedział jej ani nie ujawnił swoich myśli, a ona dopiero w drodze do domu 

poczuła   wyrzuty   sumienia.   Doszła   do   wniosku,   że   powinna   być   bardziej   skłonna   do 
kompromisu. 

Kiedy Gemma zapadła w popołudniową drzemkę, usiadła w saloniku i zaczęła przerzucać 

gazety. Ale niebawem jej myśli wróciły do Sama. Wspominając jego nagi, opalony tors, jego 
piwne   oczy,   których   spojrzenie   zawsze   przenikało   do   najbardziej   ukrytych   zakątków   jej 
umysłu, poczuła przyspieszone bicie serca. 

Potem przypomniała sobie przeżyte wspólnie chwile uniesień. Sam nie był jej pierwszym 

mężczyzną,   ale   był   jej   pierwszą   miłością.   Pod   jego   wpływem   pozbyła   się   wszystkich 
zahamowań i posiadła umiejętność korzystania z chwil rozkoszy. Gdzie się podziała nasza 
miłość? – westchnęła z żalem. 

Usłyszała dochodzący z pokoju dziecinnego pomruk Gemmy i pomyślała z ulgą, że udało 

jej się zatrzymać  przy sobie choć jedną ukochaną istotę – dziecko, które jest owocem tej 
miłości. Dziecko, dla którego musi zapomnieć o przeszłości i nauczyć się życia bez Sama. 

W   następny   piątek   ponownie   złożyła   jej   wizytę   Eila   Hayward.   Od   czasu   ostatniego 

badania   stan   jej   zdrowia   uległ   wyraźnemu   pogorszeniu.   Niepokojąco   straciła   na   wadze   i 
skarżyła się na bezsenność. 

–   Przez   cały   dzień   jestem   zmęczona   –   oznajmiła   płaczliwym   głosem.   –   Wieczorem 

padam jak nieżywa na łóżko, ale budzę się jeszcze przed synkiem. 

– A jak on sypia? – spytała Alison. 

background image

Eila podeszła do wózka, odsunęła kołderkę i odkryła ciemną główkę Anthony’ego. 
– Przestał się budzić w ciągu nocy – odparła z uśmiechem. – I nie ma już tej okropnej 

wysypki. 

Alison zbadała pacjentkę i nie stwierdziła żadnych objawów jakiejkolwiek choroby. 
– Czy karmi go pani piersią? – spytała, gdy Eila zaczęła zapinać bluzkę. 
– Nie mam dość pokarmu, żeby zaspokoić jego apetyt. Muszę go dokarmiać butelką. 

Ciągle się o niego niepokoję. Nie potrafię myśleć o niczym innym ani zabrać się do pracy w 
domu... 

– Wydaje się zupełnie zdrowy – stwierdziła Alison, zerkając na śpiącego chłopca. Potem 

spojrzała ponownie na swą pacjentkę. – Bardziej niepokoi mnie to, że traci pani na wadze. 

– Po prostu nie mam apetytu – stwierdziła Eila, wzruszając ramionami. 
– Czy jada pani przynajmniej jeden posiłek dziennie? Eila opuściła wzrok. 
– Staram się. Ale nie zawsze mam na to czas, bo Mark często jest poza domem. Ciągle 

gra w piłkę nożną, i... 

Alison czekała na dalszy ciąg, ale w oczach dziewczyny pojawiły się nagle łzy. Otarła je 

szybko chusteczką i bezradnie wzruszyła ramionami. 

– A co na to rodzina? Czy nie ma pani nikogo, z kim mogłaby pani zostawić dziecko na 

kilka godzin dziennie?

– Moja matka mieszka daleko, a rodzice Marka nie żyją. Mam siostrę, ale ona przeniosła 

się   do   Szkocji.   Zresztą   nie   zostawiłabym   Anthony’ego   pod   niczyją   opieką.   Mam   stale 
wrażenie, że może mu się stać coś złego. 

Alison zdała sobie sprawę, że u źródeł problemów nękających Eilę leży jej nadmierna 

troska o dziecko. Niektóre kobiety nie potrafiły się znaleźć w nowej dla nich roli matki i 
przeżywały głęboki kryzys  wewnętrzny. Niekiedy pomocna okazywała się rozmowa z ich 
mężami. Ale w tym przypadku wszystko wskazywało na to, że byłaby ona bezprzedmiotowa. 

Przypomniała   sobie   depresję,   jaką   sama   przeżyła   po   narodzinach   Gemmy.   Marzyła 

wówczas o tym, żeby szczerze porozmawiać z Samem o swych odczuciach, ale nie potrafiła 
się do tego zmusić. 

– Niech pani spróbuje zapanować nad tymi obawami – poradziła Eili, ale widząc niemal 

zupełny brak reakcji, zdała sobie sprawę, że jej słowa padają na kamienisty grunt. – Być może 
cierpi pani na depresję... 

Eila wyprostowała się gwałtownie. 
– Narodziny Anthony’ego to najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu wydarzyła – oznajmiła z 

przejęciem. 

– Jestem tego pewna – odparła spokojnie Alison – ale wiele młodych matek przeżywa 

kryzys po urodzeniu pierwszego dziecka. Jeśli będzie się on przedłużał, zapiszę pani jakiś 
środek   uspokajający.   Tymczasem   powinna   pani   jak   najwięcej   odpoczywać,   żeby 
zrekompensować sobie brak snu. Czy nikt nie może zająć się Anthonym w ciągu dnia?

Eila ponownie wzruszyła ramionami. 
– Straciłam kontakt z przyjaciółkami. Żadna nie ma jeszcze dziecka. Mogłabym poprosić 

sąsiadkę... ale nie chcę jej sprawiać kłopotu. Nasze stosunki nie są na tyle bliskie. 

background image

– Musi pani odpoczywać choćby przez kilka godzin w ciągu dnia – z uporem powtórzyła 

Alison. 

–   Łatwiej   to   powiedzieć,   niż   zrobić,   ale   spróbuję   –   oznajmiła   Eila   ze   smutnym 

uśmiechem. 

Po wyjściu pacjentki Alison pokiwała posępnie głową. Zdawała sobie sprawę, że nie jest 

w stanie jej pomóc. 

Wychodząc tego dnia z pracy, została zatrzymana przez młodą recepcjonistkę. 
– Widziałam, że była u pani Eila – powiedziała Lucy. 
– Ona strasznie schudła. Mam nadzieję, że nie dolega jej nic poważnego. 
– Po urodzeniu dziecka czuje się bardzo odizolowana od świata – odparła wymijająco 

Alison, zdając sobie sprawę, że nie ma prawa informować nikogo o stanie zdrowia swych 
pacjentów. – Nie ma w okolicy żadnych krewnych. 

– To musi być dla niej okropne – westchnęła Lucy. 
– Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym nie miała mamy i sióstr. Mogłabym ją odwiedzić, 

ale nie wiem, czy nie uzna, że wtykam nos w nie swoje sprawy. 

– Myślę, że będzie ci bardzo wdzięczna. 
– Naprawdę? W takim razie wpadnę do niej dziś po południu. 
– Tylko jej nie mów, że rozmawiałam z tobą o jej problemach – poprosiła Alison. 
– Nie ma sprawy. Kilka razy pożyczałam już od niej mleko, więc znajdę jakiś pretekst. 

Dam pani znać, jak mi poszło. 

Alison podziękowała jej i ruszyła w kierunku wyjścia. Ale w tym momencie na jej drodze 

stanęli Sam i Hector. 

–   Właśnie   marzyłem   o   tym,   żeby   cię   spotkać,   Ali   –   oznajmił   Hector   z   czarującym 

uśmiechem. – Czy jeździsz konno? Sam twierdzi, że tak. 

Alison dopiero po chwili domyśliła się, o co może mu chodzić. Zerknęła niepewnie na 

Sama i poczuła, że się rumieni. 

– Czy twoje pytanie ma jakiś związek z tym weekendem, na który jesteśmy zaproszeni? – 

spytała niepewnie. 

– Istotnie – przyznał Hector. – Annie ma kilka znakomitych koni i chce zorganizować 

małą przejażdżkę. 

– Nie siedziałam w siodle od dawna. – Ponownie spojrzała na Sama. – Od czasu naszych 

ostatnich wspólnych wakacji. 

– Tak, to już cztery lata... – przyznał Sam. – Znaleźliśmy w Kornwalii cudowną plażę, 

położoną niedaleko stadniny. Jeździliśmy konno niemal przez cały tydzień. To był bardzo 
udany urlop. 

Jego   słowa   obudziły   w   niej   wspomnienie   siedmiu   uroczych   dni,   które   spędzili   w 

nadmorskim domku. Rozkoszowali się samotnością i chciwie wdychali świeże powietrze. Pod 
koniec dnia podziwiali z balkonu gładką taflę morza. Potem Sam niósł ją do sypialni. Ich ciała 
emanowały ciepłem słońca i aromatem wody... Z zamyślenia wyrwał ją głos Sama. 

– Ali... ?
– Przepraszam... – wymamrotała z zażenowaniem. – Nie słyszałam, co mówisz. 

background image

– Annie chciałaby wiedzieć, czy jeździmy konno. 
– No tak... – odparła z wahaniem. – Ale co będzie z Gemmą?
– Jestem pewien, że Annie znajdzie dla niej jakąś rozrywkę – odparł Hector. – A więc 

załatwione. Wpisuję was na listę uczestników, a teraz muszę lecieć. 

– Muszę przyznać,  że  on robi wszystko,  żeby ten  weekend stał  się niezapomnianym 

wydarzeniem – zauważył po jego odejściu Sam. 

Alison uśmiechnęła się mimo woli. 
– To może być bardzo zabawne. 
– Naprawdę tak myślisz? – spytał, otwierając szeroko oczy. 
– Owszem. To będzie z pewnością bardzo udany weekend. Mam nadzieję, że wszystko 

się   powiedzie.   –   Spojrzała   mu   w   oczy.   –   To   samo   dotyczy   naszych   planów.   Myślę,   że 
potrafimy żyć oddzielnie i wspólnie wychowywać nasze dziecko. Ale będzie to wymagało od 
nas ciężkiej pracy. 

Sam nie skomentował jej wypowiedzi. Kiwnął głową i życzył jej dobrej nocy, a potem 

pospiesznie odszedł. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

W   ostatni   poniedziałek   lipca   Alison   wybrała   się   na   prowadzony   przez   Sama   kurs 

oddychania. Przyprowadziła ze sobą swoją młodą pacjentkę, Kerry Ames, która cierpiała na 
łagodną odmianę astmy. 

–   Staram   się   jak   najrzadziej   używać   inhalatora   –   powiedziała   jej   Kerry   podczas 

rutynowego   badania.   –   Nie   jestem   od   niego   zależna,   ale   wolałabym   w   ogóle   o   nim 
zapomnieć. 

Alison, słysząc tę uwagę, zaproponowała jej wspólną wyprawę na kurs. O wyznaczonej 

godzinie usiadła obok Hectora w niewielkiej sali wykładowej i obserwowała przebieg zajęć. 
Kiedy godzina ćwiczeń dobiegła końca, jej pacjentka nie posiadała się z zachwytu. 

– Wykonałam wszystkie polecenia i przestałam się dusić! – zawołała z entuzjazmem. – 

Nie   muszę   już   używać   tego   inhalatora.   Będę   codziennie   brała   udział   w   zajęciach 
prowadzonych przez doktora Stewarta. 

– Życzę ci powodzenia – powiedziała Alison. 
– Widzę, że masz co najmniej jedną zadowoloną pacjentkę – powiedział Hector do Sama, 

kiedy dziewczyna odeszła. – Ciekaw jestem, czy jej poprawa będzie miała charakter trwały. 

–   Tak,   o   ile   będzie   regularnie   wykonywać   ćwiczenia   –   odparł   Sam.   –   Technika 

oddychania   to   nie   żadna   magiczna   sztuczka.   Jej   stosowanie   wymaga   cierpliwości   i 
zrozumienia. Podobnie zresztą, jak wszystkie inne ludzkie poczynania – dodał, zerkając na 
Alison. 

Zapamiętała jego uwagę i jadąc po Gemmę do domu Clare, zaczęła się zastanawiać, czy 

dotyczyła ona ich wzajemnych stosunków. Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie, co 
wprawiło ją w lekką irytację. Może dlatego zareagowała dość chłodno na powitalny monolog 
siostry, która natychmiast zaczęła wychwalać Sama. 

– Robbie otworzył dziś japoński ogród – zawołała z radością. – Dzięki pomocy Sama 

wszystko świetnie się udało. Obiecał nam, że wpadnie dziś wieczorem, aby obejrzeć gotowy 
produkt swojej pracy. Mam nadzieję, że obie z Gemmą zostaniecie na kolacji. 

– Przykro mi, ale ktoś ma mnie dziś odwiedzić – oznajmiła Alison, otwierając tylne drzwi 

samochodu i sadzając Gemmę na jej foteliku. 

– Ach, tak? – spytała ze zdziwieniem Clare. – Czy jest to ktoś, kogo znam?
– Nie – uśmiechnęła  się Alison, rozbawiona ciekawością siostry.  – Ale mogę  dać ci 

wskazówkę. Jest wysokim blondynem i ma trzydzieści kilka lat. 

– Powiedz mi o nim coś więcej – poprosiła Clare. 
–   Będziesz   musiała   zdobyć   się   na   cierpliwość.   –   Alison   pospiesznie   usiadła   za 

kierownicą. – Jestem już i tak spóźniona. 

–   Zadzwonię   do   ciebie   jutro!   –   zawołała   siostra.   –   Ale   nigdy   ci   nie   wybaczę   tych 

tajemnic!

Jadąc do domu, Alison zaczęła  się zastanawiać,  co by powiedziała jej siostra, gdyby 

oczekiwanym przez nią gościem nie był mechanik, który przychodzi naprawić kuchenkę, lecz 

background image

jakiś atrakcyjny młody człowiek. 

Ale to i tak nie jej sprawa, pomyślała z rozbawieniem. 
Mam prawo umawiać się, z kim zechcę. Kłopot polega na tym, że odkąd poznałam Sama, 

żaden mężczyzna  nie wydaje  mi  się na tyle  interesujący,  żebym  chciała  nawiązać  z nim 
bliższą znajomość. 

Cały ogród zaśmiecony był balonikami i zabawkami. Cztery dziewczynki, które brały 

udział w urodzinach Gemmy,  chlapały się w plastikowym  basenie. Robbie i Sam, ubrani 
jedynie w szorty, dolewali do niego świeżą wodę, a Alison z siostrą siedziały na bujającej się 
kanapie. 

– A więc kim był twój tajemniczy znajomy? – spytała Clare. 
– Nie powiem ci – odparła Alison. 
– Daj spokój, Ali, to nie fair! – zawołała z oburzeniem siostra. 
– No dobrze, był mechanikiem z firmy elektrycznej. Nie odegraliśmy żadnych czułych 

scen, ale naprawił mi kuchenkę. 

Clare wybuchnęła śmiechem. 
–  W grancie  rzeczy  nie  podejrzewałam  cię  o  żaden  romans.   Dobrze  wiem,   że  jesteś 

kobietą zdolną kochać tylko jednego mężczyznę. 

Alison uznała tę uwagę za dość niepokojącą. 
–   Być   może   jeszcze   nie   znalazłam   tego   jednego   mężczyzny   –   powiedziała   cicho, 

wzruszając lekko ramionami. 

– Czy przerywam wam jakąś ważną rozmowę? – spytał za ich plecami Sam. 
–   Nie   –   odparła   szybko   Alison.   –   Miałam   właśnie   zamiar   zawołać   dzieci   na 

podwieczorek. 

Sam odszedł, a Clare spojrzała na siostrę z rozbawieniem. 
– Czy myślisz, że on nas słyszał? – spytała cicho. 
– Jakie mogłoby to mieć znaczenie?
– Chodzi mi tylko o to... – Clare wstała i ruszyła w ślad za siostrą w stronę kuchni. – Po 

prostu nie chciałabym, żeby Robbie podsłuchał przypadkiem tego rodzaju rozmowę. 

– Robbie nigdy cię nie zdradził – odparła stanowczym tonem Alison. – A dlaczego twoim 

zdaniem ja nie miałabym prawa zadawać się z innymi mężczyznami?

– Dlatego że... – Clare bezradnie uniosła ręce. – Po prostu dlatego, że sprawiłabyś mu 

przykrość. 

–   Owszem,   doświadczyłam   tego   uczucia.   Ale   czy   nie   przyszło   ci   do   głowy,   że   on 

zapewne jest związany z jakąś kobietą?

– Nigdy mi o tym nie wspominał... – wykrztusiła Clare, marszcząc brwi. 
– A ja nie jestem niczego pewna – stwierdziła Alison, zdejmując z półki urodzinowy tort. 
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– To, że chyba widziałam w przychodni Charlotte Macdonald. 
Clare wydała cichy okrzyk zdumienia. 
– Chodzi ci o tę dziewczynę, z którą on podobno miał romans? Przecież mówiłaś mi, że 

background image

zniknęła po jego wyjeździe do Australii. 

– Tak powiedziała mi jedna ze znajomych pielęgniarek. Zresztą, to nie ma znaczenia. Nic 

mnie nie obchodzi, czy on nadal się z nią spotyka, ani to, czy właśnie dla niej wrócił z 
Australii. 

Clare zastanawiała się przez chwilę. 
– Gdyby chodziło o mojego męża, to zamiast chować głowę w piasek, postarałabym się 

dowiedzieć, co naprawdę zaszło tamtej nocy – stwierdziła w końcu. 

Alison zignorowała tę uwagę, wychodząc z założenia, że Clare nie wie, o czym mówi. 

Bądź co bądź to nie jej mąż dopuścił się małżeńskiej zdrady. Zrobił to Sam. 

Kiedy świece zostały zdmuchnięte, a potrawy zjedzone, dochodziła już piąta po południu. 

Alison  pożegnała   przy  furtce   matkę   ostatniej   z   wychodzących   dziewczynek   i   wróciła   do 
ogrodu. 

– Musicie z Robbiem zostać na kolacji – powiedziała do siostry. – Zrobię coś lekkiego: 

omlet i sałatę. 

– Bardzo żałujemy – odparła z westchnieniem Clare – ale Marge i jej mąż zgodzili się nas 

zastępować tylko do szóstej. Odkąd otworzyliśmy japoński ogród, mamy co wieczór mnóstwo 
klientów. I dzięki Bogu... Nasze obroty wyraźnie wzrosły. 

– A więc do następnego razu – westchnęła Alison. 
–   Sam   obiecał,   że   pomoże   ci   posprzątać   –   powiedziała   siostra,   zabierając   z   pokoju 

torebkę. 

– Nie ma potrzeby – oznajmiła Alison z takim pośpiechem, że Clare uniosła brwi, a 

potem rzuciła jej przewrotne spojrzenie. 

– On z pewnością chętnie zje z tobą kolację – stwierdziła na pożegnanie i pobiegła w 

stronę samochodu. 

Alison   wyjrzała   przez   okno.   Sam   bawił   się   w   ogrodzie   z   Gemmą,   która   co   chwilę 

wybuchała głośnym śmiechem. Obejmowała czule jego szyję, a on biegał na czworakach, 
udając wierzchowego konia. 

Obserwowała ich przez chwilę ze wzruszeniem, ale kiedy Sam odwrócił głowę w jej 

kierunku, schowała się za futrynę okna. Po chwili namysłu doszła do wniosku, że siostra ma 
rację. Samowi istotnie należy się jakaś rekompensata za wszystkie wysiłki, jakie włożył w 
organizację przyjęcia urodzinowego. Nie chcąc zostawać z nim sama, postanowiła podać mu 
coś do jedzenia, zanim Gemma pójdzie spać. 

Wyszła   do   ogrodu.   Był   piękny,   letni   wieczór.   Różnokolorowe   kwiaty   pięknie 

harmonizowały z zielenią  drzew.  Sam siedział  na  bujanym  leżaku,  trzymając  Gemmę  na 
kolanach. 

– Czy nie chciałbyś zostać na kolacji? – spytała, siadając obok niego. 
– Och... – mruknął, marszcząc brwi. – Miałbym na to wielką ochotę, ale niestety muszę 

za chwilę wyjść. Bardzo mi przykro... może zaprosisz mnie innym razem?

– Może – mruknęła zdawkowo, starając się ukryć rozczarowanie. Potem odwróciła się na 

pięcie, wróciła do domu i zaczęła sprzątać kuchnię. 

W chwilę później zadzwonił telefon. Podniosła słuchawkę i usłyszała w niej głos Lucy. 

background image

– Przepraszam,  że panią niepokoję, doktor Stewart. Wiem,  że urządza  pani przyjęcie 

urodzinowe, ale chodzi o nagły wypadek. 

– Co się stało?
– Moja sąsiadka, Eila Hayward, jest roztrzęsiona. Mark, jej mąż, zniknął bez śladu. 
– Czy jesteś teraz u niej?
– Tak, i szczerze mówiąc, boję się zostawić ją samą. 
– Czy Anthony dobrze się czuje?
– To właśnie on skłonił mnie do przyjścia. Wyszłam do ogrodu i usłyszałam jego krzyki. 

Od tej pory ani na chwilę nie przestał płakać. 

W tym momencie Alison poczuła na ramieniu dłoń Sama. Obejrzała się i zobaczyła, że 

stoi za nią, trzymając na rękach Gemmę. 

– Czy mogę w czymś pomóc? – spytał cicho. Alison zasłoniła słuchawkę dłonią. 
– Jedna z moich pacjentek przeżywa jakiś domowy kryzys – odparła szeptem. 
– Jeśli chcesz do niej jechać, to mogę zostać z Gemmą. 
– Przecież mówiłeś, że musisz wyjść?
–   Jeśli   chodzi   o  coś   ważnego,   to   moje   sprawy  mogą   poczekać   –  odparł,   wzruszając 

ramionami. 

Alison kiwnęła głową i zaczęła ponownie rozmawiać z Lucy. 
– Czy możesz tam zostać do mojego przyjazdu? – spytała. 
Usłyszawszy twierdzącą odpowiedź, szybko się przebrała i w chwilę później była gotowa 

do wyjazdu. 

– Do widzenia, mamo! – zawołała Gemma, stając obok Sama na progu. 
– Do widzenia, kochanie! – odpowiedziała jej Alison. Jadąc pod wskazany jej adres, 

zastanawiała się, z kim Sam mógł być umówiony na ten wieczór. I czy ta osoba wybaczy mu 
spóźnienie. 

Wokół domku Eli Hayward panował idealny spokój. Gdy tylko jednak podeszła do drzwi, 

usłyszała płacz dziecka. W kilka sekund później w progu stanęła Lucy, trzymająca na rękach 
małego Anthony’ego. 

– Jak to dobrze, że pani przyjechała, doktor Stewart – zawołała z radością. – Eila jest na 

górze,   leży   w   łóżku...   Pierwszy   pokój   na   prawo.   Ja   zamierzam   właśnie   nakarmić 
Anthony’ego. 

– Wydaje  się, że istotnie  jest głodny – stwierdziła  Alison, gdy chłopczyk  znowu się 

rozpłakał. 

– Już przygotowałam butelkę. Podam mu ją, gdy pani pójdzie do Eili. 
– Czy ona śpi?
– Nie, ale wydaje się wyczerpana. Chyba przeżywa jakieś załamanie nerwowe, albo coś w 

tym rodzaju. 

Dom wydawał się dość zaniedbany.  Wszędzie leżały porozrzucane części garderoby i 

buty. Kiedy Alison weszła do sypialni, stwierdziła z przykrością, że i tam panuje bałagan. 

Usiadła obok łóżka Eili, która, słysząc jej kroki, otworzyła oczy. Na jej twarzy malowała 

się nienaturalna bladość, a powieki były zapuchnięte od płaczu. Miała brudne, rozczochrane 

background image

włosy i widać było, że od dłuższego czasu zaniedbuje nie tylko dom, lecz również siebie. 

Z   chaotycznych   zdań,   jakie   wyrzucała   z   siebie   w   odpowiedzi   na   pytania   Alison, 

wynikało,   że   Mark   pokłócił   się   z   nią   przed   dwoma   dniami,   a   potem   wyszedł   z   domu. 
Spakował swoją torbę i nie zostawił żonie żadnego adresu, pod którym mogłaby go znaleźć. 

Po kilku minutach Eila wpadła w histerię, więc Alison podała jej środek uspokajający. 

Siedząc przy łóżku chorej, usłyszała dochodzący z dołu dzwonek telefonu. Zeszła pospiesznie 
na dół, w nadziei, że może to być Mark. 

– Dzwoniła Mary Flynn, matka Eili – poinformowała ją Lucy. – Musiałam jej wyjaśnić, 

dlaczego telefonu nie odebrała jej córka albo zięć. 

– I co ona na to?
– Twierdzi, że niepokoiła się o Eilę już od kilku miesięcy.  Czuła, że coś nie jest w 

porządku. Ma zamiar zaraz tu przyjechać, ale zajmie jej to co najmniej godzinę. Według niej 
Eila   jest   nieszczęśliwa,   a   jej   małżeństwo   już   od   dłuższego   czasu   znajduje   się   w   stanie 
rozkładu. 

Wszystko,   czego   się   dowiaduję,   nie   wróży   tej   młodej   kobiecie   niczego   dobrego, 

pomyślała ze smutkiem Alison. 

Mary Flynn nadjechała wpół do dziewiątej. Po krótkiej wymianie zdań zapewniła Alison, 

że zostanie z córką i zaopiekuje się wnukiem. Ponownie stwierdziła, że dostrzegała objawy 
kryzysu małżeńskiego jeszcze przed narodzinami dziecka. 

Alison podziękowała Lucy i zapewniła matkę chorej, że choć nie będzie jej następnego 

dnia w przychodni, zarezerwuje jej córce wizytę u jednego z innych lekarzy. 

Kiedy dojechała do swego miasteczka, zapadał już zmrok. Przed rzęsiście oświetlonym 

pubem  siedzieli  na  ławkach  liczni  klienci.  Cała  sceneria   wyglądała   bardzo  malowniczo  i 
wprawiła ją w nieco lepszy humor. Po chwili skręciła w boczną drogę i ujrzała rozjarzone 
okna swego domu. 

Parkując samochód, poczuła nagły przypływ niepewności. Zastanawiała się, co zastanie 

po wejściu do domu. Miała nadzieję, że Gemma już śpi, a Sam spokojnie czeka na jej powrót. 

Idąc przez ogród, stwierdziła, że wszystkie ślady przyjęcia zostały już usunięte. Weszła 

do domu i zajrzała do kuchni. Tu również panował idealny porządek. 

Zostawiła lekarską torbę w korytarzu i weszła na górę. Zajrzała do dziecinnego pokoju i 

stwierdziła, że Gemma mocno śpi. Nigdzie nie było jednak śladu Sama. 

W   tym   momencie   usłyszała   szum   wody   dochodzący   z   łazienki,   przylegającej   do   jej 

sypialni. Otworzyła drzwi i ujrzała na swoim łóżku parę spodni oraz sportową koszulkę. Obok 
nich stała otwarta podręczna torba z przyborami do golenia. 

Widok ten przypomniał jej czasy, w których Sam dzielił z nią sypialnię. Podeszła do 

drzwi   łazienki   i   lekko   je   uchyliła.   Przez   kłęby   pary   dostrzegła   jego   sylwetkę,   wyraźnie 
widoczną za matową szybą zasłaniającą kabinę prysznica. 

Stała w miejscu jak zahipnotyzowana, wpatrując się w jego opalone plecy i ramiona. Nie 

mogła od niego oderwać oczu. Widok jego nagiego ciała obudził w niej falę pożądania, której 
nie potrafiła się oprzeć. 

Oprzytomniała dopiero wtedy, gdy Sam odsunął matową szybę. Zdała sobie sprawę z 

background image

tego, co robi, i chciała się szybko wycofać na korytarz, ale było już za późno. Sam zauważył 
jej obecność, szybko owinął się ręcznikiem i spojrzał jej w oczy. 

– Ali, czy dobrze się czujesz? – spytał z niepokojem. 
– Tak... – wykrztusiła przez zaciśnięte gardło. 
– Chyba nie masz nic przeciwko temu, że skorzystałem z twojego prysznica, prawda?
– Oczywiście, że nie – odparła, nie mając odwagi na niego spojrzeć. Nie chciała widzieć 

jego torsu, którego tak często dotykała w chwilach uniesień, ani kruczoczarnych, mokrych 
włosów,   zaczesanych   teraz   do   tyłu.   A   zwłaszcza   ciemnych   oczu,   których   spojrzenie 
przykuwało ją do podłogi. 

– Wykąpałem Gemmę i przeczytałem jej bajkę – oznajmił Sam. 
Kiwnęła głową, nadal nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Nie wiedziała, co się z nią 

dzieje, czego się spodziewa, na co oczekuje... Miała ochotę wyciągnąć rękę i dotknąć jego 
mokrej, lśniącej skóry. Powstrzymywała się od tego najwyższym wysiłkiem woli. 

– Nie wiedziałem, kiedy wrócisz... – powiedział stłumionym głosem, nie odrywając od 

niej wzroku. Potem delikatnie wyjął spinkę przytrzymującą  jej fryzurę. – Wolę, kiedy są 
rozpuszczone. Masz piękne włosy, Ali. 

– Sam... – wyjąkała niepewnie, a on podszedł bliżej, objął ją i mocno przyciągnął do 

siebie. 

Jego pocałunek był  długi i delikatny,  ale bardzo namiętny.  Alison wydała  cichy jęk, 

przywarła do niego całym ciałem i poczuła, że on również ulega zmysłom. 

– Widzisz sama, jak na mnie działasz, Ali – rzekł zdławionym głosem. – Pragnę cię 

bardziej niż czegokolwiek innego na całym świecie. 

Zanim zdążyła mu odpowiedzieć, zaczął rozpinać jej bluzkę. Potem otoczył dłonią jej 

pierś, a ona zdała sobie nagle sprawę, jak bardzo tęskniła za jego pieszczotami. Oboje opadli 
na łóżko. Po chwili byli już kompletnie nadzy, zapamiętani w miłosnym uścisku. 

– Wcale się nie zmieniłaś – wyszeptał czułe Sam, odrywając na chwilę wargi od jej ust. – 

Nadal jesteś tą piękną kobietą, którą tak dobrze pamiętam. 

Spojrzała mu głęboko w oczy. 
–   Ali...   jeśli   tego   nie   chcesz,   powstrzymaj   mnie...   –   poprosił.   A   ona,   choć   na   wpół 

przytomna z pożądania, odzyskała nagle zdolność logicznego rozumowania. 

Co będzie, jeśli zajdę w ciążę? – myślała gorączkowo. Co stanie się ze mną i z Gemmą? 

Jak mogę się z nim kochać, skoro nie jesteśmy już rodziną? Jak mogę mu wybaczyć, że przez 
swój egoizm rozbił nasze małżeństwo? Że naraził mnie i dziecko na tyle cierpień?

Zesztywniała i zastygła w bezruchu, a on, najwyraźniej wyczuwając jej obawy, zsunął się 

z niej i przykrył ją prześcieradłem. Potem usiadł i owinął się ponownie mokrym ręcznikiem. 

Alison   nerwowo   zebrała   swoje   części   garderoby   i   pobiegła   do   łazienki.   Usiadła   na 

stojącym tam krześle, usiłując opanować drżenie. Sama nie wiedziała, co się z nią dzieje. Nie 
potrafiła sobie wytłumaczyć, dlaczego przerwała chwilę miłosnego szaleństwa. 

Ubrała   się   powoli,   a   potem   ochlapała   twarz   zimną   wodą,   unikając   wzrokiem   swego 

odbicia w lustrze. Nie chciała widzieć płonącego w jej oczach pożądania, które podziałało na 
niego tak prowokująco. 

background image

Nie miała do Sama żalu. Przecież ona, ulegając miłosnemu zapamiętaniu, gotowa była 

przed chwilą zapomnieć o jego zdradzie i zamknąć oczy na podszepty zdrowego rozsądku. 

Kiedy   otworzyła   drzwi   łazienki   i   zajrzała   do   sypialni,   ujrzała   tylko   zmiętą   pościel   i 

usłyszała puste echo ciszy. 

Ta sama pusta cisza zapanowała natychmiast w jej udręczonym sercu. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Następnego dnia stanęła niespodziewanie twarzą w twarz z Charlotte Macdonald. 
Wchodząc do przychodni, myślała z przerażeniem o chwili, w której spotka Sama. Może 

dlatego nie rozpoznała młodej kobiety, która siedziała w biurze, rozmawiając z Pamelą. 

– Och, doktor Stewart! – Pam zerwała się na jej widok zza biurka. – To jest Charlotte 

Macdonald. Pracowała kiedyś u nas na oddziale położniczym. 

Charlotte   wstała   i   wyciągnęła   rękę   do   Alison.   Była   szczupłą,   atrakcyjną   kobietą   w 

zaawansowanej ciąży. 

– Dzień dobry, doktor Stewart. Nie wiem, czy mnie pani pamięta. Poznałyśmy się, zanim 

urodziła pani dziecko... małą dziewczynkę, prawda? Przechodziłam tu wtedy staż... od tej 
pory musiały upłynąć już ze dwa lata. To pani mąż pomógł mi podczas tej koszmarnej nocy... 
Gdyby nie on, zrezygnowałabym z zawodu pielęgniarki. 

Alison zmarszczyła brwi. Nie mogła zrozumieć, jakim cudem ta młoda kobieta rozmawia 

z nią tak swobodnie o Samie. To przecież jej szminkę i zapach jej perfum znalazła owego 
dnia na jego chustce do nosa... to przez nią doszło do kłótni, która doprowadziła do rozpadu 
ich małżeństwa. 

W tym momencie otworzyły się drzwi i stanął w nich Sam. Nastąpiła chwila ciszy. Potem 

wyciągnął do Charlotte rękę, a ona serdecznie ją uścisnęła. 

– Dzień dobry, doktorze Stewart. Właśnie rozmawiałam z pańską żoną... 
– Tu jest lista pańskich pacjentów, doktorze Stewart – przerwała jej szybko Pam. – A ja 

muszę pędzić do recepcji. Do widzenia, Charlotte. 

Odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju. 
– Powiedz mi, Charlotte, jak ci poszło w nowej pracy? – » spytał Sam życzliwym tonem. 
– Doskonale – odparła. – Miał pan zupełną słuszność. Rezygnacja z posady na oddziale 

położniczym   nie   jest   końcem   świata.   Pracuję   teraz   na   uniwersytecie   jako   konsultant 
medyczny i udzielam porad studentom. To bardzo ciekawe zajęcie. 

– Cieszę się, że wszystko tak dobrze poszło – podsumował Sam, a potem zwrócił się do 

Alison.   –   Ta   młoda   dama   miała   pecha.   Podczas   ostatniego   roku   studiów   na   wydziale 
pielęgniarstwa wykryto u niej epilepsję. 

– Byłam w rozpaczy – dodała Charlotte z emfazą. – Bałam się, że wszystkie moje plany 

zawodowe legną w gruzach. Nie wiem, co bym zrobiła tej nocy, gdyby nie pomógł mi pani 
mąż. 

– Pewnie w końcu odzyskałabyś  zdrowy rozsądek – wtrącił Sam, ale ona potrząsnęła 

głową. 

– Z pewnością zrobiłabym coś okropnego. Może rozbiłabym samochód, narażając życie 

innych ludzi. – Zerknęła na Alison. – Widzi pani, miałam już poprzednio dwa ataki, ale nie 
zdobyłam się na odwagę, żeby powiedzieć o tym przełożonej pielęgniarek. Kochałam moją 
pracę i nie mogłam znieść myśli o tym, że mogłabym ją stracić. 

Bardzo   ciężko   pracowałam   na   to,   żeby   zostać   położną,   a   epilepsja   oznaczała   koniec 

background image

moich marzeń. 

Alison była tak zdezorientowana, że przez dłuższą chwilę nie mogła wydobyć głosu. 
– Więc mój mąż został z panią tej nocy z powodu pani choroby? – spytała w końcu. 
Charlotte roześmiała się beztrosko. 
– No tak, oczywiście. Gdyby nie nadszedł w porę i nie odebrał tego porodu... a potem nie 

przemówił mi do rozsądku, sama nie wiem, co by się stało. Mogłabym narazić na szwank 
życie tej kobiety i jej dziecka. 

– Ale w końcu postanowiłaś się; leczyć – wtrącił Sam. 
–   Tak,   dzięki   panu,   doktorze   Stewart.   Teraz   zażywam   środki   przeciwdrgawkowe   i 

potrafię   zapanować   nad   atakiem   epilepsji.   Ale,   jak   panu   mówiłam   podczas   ostatniego 
spotkania, nie mogę już wrócić do zawodu pielęgniarki. Wiedząc, że w każdej chwili mogę 
dostać   kolejnego   ataku,   byłabym   stale   zestresowana.   Dlatego   właśnie   prosiłam   pana   o 
referencje.   Poszerzyłam   swoją   wiedzę   i   kiedy   trafiła   się   ta   posada   na   uniwersytecie, 
postanowiłam się o nią ubiegać. 

Przez chwilę w pokoju panowała cisza. Potem Charlotte podeszła z uśmiechem do Alison. 
– Cieszę się, że panią ponownie spotkałam, doktor Stewart – powiedziała cicho. – Bardzo 

wiele zawdzięczam pani mężowi. 

Podeszła do drzwi i wyszła na korytarz. Cisza, która zapadła po jej odejściu, stała się po 

chwili   wręcz  nieznośna.   Alison  była  całkowicie  zdezorientowana.   Nie  miała   pojęcia,  czy 
Charlotte jest na tyle dobrą aktorką, by tak przekonująco odegrać na jej użytek całą scenę. Ale 
znała   dobrze   Sama   i   widziała;   że   jego   stosunek   do   młodej   kobiety   był   pozbawiony 
jakichkolwiek   podtekstów   erotycznych.   Świadczyło   o   tym   także   jego   autentyczne 
zainteresowanie   jej   karierą   zawodową.   Oraz   skromność,   z   jaką   mówił   o   własnej   roli   w 
rozładowaniu kryzysu młodej pielęgniarki. 

Ale skoro okoliczności, które skłoniły go do spędzenia z nią tej nocy, były tak całkowicie 

niewinne, to dlaczego nie powiedział mi prawdy podczas tej okropnej kłótni, jaka nastąpiła po 
jego powrocie? – pytała się w duchu Alison. 

Zdała sobie nagle sprawę, że przyczyną ich rozstania było najwyraźniej po prostu zwykłe 

nieporozumienie. Świadomość ta tak ją poraziła, że nagle poczuła zawrót głowy. Ugięły się 
pod nią kolana i byłaby upadła na podłogę, gdyby Sam nie podsunął jej krzesła. 

– Sam...  – wykrztusiła przez zaciśnięte gardło, czując że traci przytomność.  – Sam... 

dlaczego ty nie... 

Odurzona falą zalewających ją emocji, zamknęła oczy i zemdlała. 

Dopiero znacznie później zdała sobie sprawę, że mogła uporać się z trudną sytuacją o 

wiele lepiej. Ale jak zwykłe okazała się mądra po szkodzie. Gdyby Hector, który wszedł w tej 
chwili do biura, nie zrobił sceny, zmusiłaby się pewnie do podjęcia pracy i przyjmowania 
pacjentów. On jednak kazał jej stanowczo wrócić do domu. 

– Chcemy, żebyś doszła do siebie przed weekendowym przyjęciem – oznajmił surowym 

tonem.   –   Wydaję   ci   więc   to   polecenie   z   pobudek   egoistycznych.   Wsiadaj   do   mojego 
samochodu, to zaraz cię odwiozę. 

background image

Kiedy   próbowała   z   nim   dyskutować,   wziął   ją   za   rękę   i   wyprowadził   z   pokoju. 

Wychodząc, czuła za plecami nabrzmiałe treścią milczenie Sama. 

Nie pamiętała szczegółów podróży do domu. Hector jechał bardzo szybko, zapewniając 

ją, że obaj z Samem odwiozą jej samochód po dyżurze. Kiedy oznajmiła, że chce wstąpić do 
Clare po Gemmę, stanowczo się sprzeciwił i kazał jej odpoczywać do końca dnia. 

Zgodziła się bez szemrania, być może dlatego, że chciała w samotności uporządkować 

swoje myśli, w których panował kompletny chaos. 

Usiadła   w   ogrodzie   i   zaczęła   rozważać   całą   sytuację.   Doszła   do   wniosku,   że   wersja 

przedstawiona jej przez Chalotte Macdonald jest całkowicie wiarygodna. Nadal jednak nie 
mogła   pojąć,   dlaczego   Sam   nie   wyznał   jej   wówczas   prawdy.   Zaczęła   więc   analizować 
dokładnie przebieg rozmowy, która doprowadziła do ich separacji. 

–   Odchodzę,   Ali   –   oznajmił   jej   tego   ranka,   po   kłótni,   której   przyczyną   była   jego 

całonocna nieobecność. – Skoro mi nie ufasz, skoro nie potrafisz mnie wysłuchać... 

Teraz, po upływie niemal dwóch lat, musiała przyznać mu słuszność. Nie słuchała go. Nie 

mogła się do tego zmusić. Była tak przekonana o jego winie, że rozmowa wydawała jej się 
bezprzedmiotowa. 

Nagle ujrzała wszystkie dotychczasowe wydarzenia w zupełnie innym świetle. I poczuła 

przypływ optymizmu. 

Jeśli doprowadzę do szczerej wymiany zdań, jeśli potrafię go przekonać, że depresja po 

narodzinach Gemmy odebrała mi zdolność logicznego rozumowania, może okaże się, że nie 
wszystko jest stracone, pomyślała z nadzieją. I postanowiła podjąć walkę o swoje szczęście. 

Nadszedł   piątek.   Parkując   pod   przychodnią,   Alison   z   radością   dostrzegła   stojący   na 

zwykłym miejscu samochód Sama. Z bijącym sercem wkroczyła do budynku, mając nadzieję, 
że zaraz go zobaczy. Ale gdy tylko dotarła do recepcji, usłyszała od Lucy, że Sam i Peter już 
zaczęli pracę. 

Kiedy podczas   południowej  przerwy nie  spotkała   go ani  w  recepcji,   ani  w  kantynie, 

doszła do wniosku, że chyba jej unika. A gdy zajrzała do jego gabinetu i nie zastała go za 
biurkiem, była już pewna, że jej podejrzenia są słuszne. 

O piątej, po zakończeniu dyżuru, zapytała o niego Lucy. 
– Wyszedł kilka minut temu – oznajmiła recepcjonistka. – Bardzo się spieszył. 
Teraz już była pewna, że stało się coś złego. Wybiegła na parking i z radością stwierdziła, 

że Sam siedzi w samochodzie. Kiedy jednak ujrzała jego obojętny wyraz twarzy, jej nadzieja 
zamieniła się w gorzkie rozczarowanie. 

– Sam... muszę z tobą porozmawiać – wykrztusiła nerwowo, zdając sobie sprawę, że jest 

zdyszana i roztrzęsiona, a jej zmięta letnia sukienka nie prezentuje się korzystnie. 

– Bardzo się spieszę, Ali – odparł obcesowo, patrząc na nią przez otwarte okno. – Czy 

chodzi o Gemmę?

– Nie... To znaczy tak, choć tylko pośrednio... – zaczęła się plątać, zdając sobie sprawę, 

że teraz on stara się zachować dystans. 

Zmarszczył brwi i westchnął, a potem wyciągnął rękę i otworzył drzwi, zapraszając ją do 

wnętrza samochodu. 

background image

Siadając na fotelu, nie miała pojęcia, co ma zamiar mu powiedzieć. Jej zdenerwowanie 

przybrało jeszcze na sile, kiedy ujrzała Hectora i Petera, którzy wyszli właśnie z budynku i 
zmierzali w stronę parkingu. 

– Czy moglibyśmy stąd odjechać? – spytała szybko, widząc, że on również dostrzegł 

idących w ich stronę kolegów. 

Sam bez słowa zapalił silnik i ruszył przed siebie. Alison w milczeniu wyglądała przez 

okno. Obojętność Sama onieśmieliła ją do tego stopnia, że nie była w stanie zdobyć się na 
jakiekolwiek  tłumaczenia.  Gdy jednak zauważyła,  że skręca w  boczną drogę wiodącą do 
starej przystani, w jej sercu zatliła się iskierka nadziei. 

I   równie   szybko   zgasła,   bo   Sam,   zatrzymawszy   samochód   na   poboczu,   zerknął   na 

zegarek. 

– Muszę stąd odjechać o szóstej – oznajmił chłodno. 
– To, co mam ci do powiedzenia, zajmie nam tylko kilka minut – odparła cicho. 
Wysiedli i ruszyli po kamiennych stopniach w kierunku rzeki. Trawa, która podczas ich 

ostatniej wizyty ociekała deszczem, była teraz poskręcana i pożółkła od upału. Zachowała 
swą soczystą zieleń tylko w miejscach, na które padał cień wierzb. Molo było już częściowo 
rozebrane, a jego gnijące drewniane elementy leżały na brzegu. W płytkiej wodzie pływali 
dwaj chłopcy, a po ścieżce przechadzali się nieliczni miłośnicy spacerów. 

Panująca tu spokojna atmosfera letniego popołudnia wpłynęła na Alison kojąco i pomogła 

jej zebrać rozproszone myśli. 

– Myślałam, że do mnie po tym wszystkim zatelefonujesz – zaczęła niezręcznie, a kiedy 

nadal milczał, dodała: – To znaczy po wizycie Charlotte... 

– Po co miałem telefonować? – spytał, wsuwając ręce do kieszeni spodni. – Przecież 

ustaliliśmy wszystkie szczegóły. Zgodziłem się na to, że dasz mi znać, kiedy mogę zobaczyć 
się z Gemmą. 

Alison wcale nie chciała rozmawiać o ich córeczce i wiedziała dobrze, że on zdaje sobie z 

tego sprawę. 

– Sam, musimy o tym porozmawiać... to jest bardzo ważne... – zaczęła niepewnie. 
Sam zatrzymał się gwałtownie i spojrzał jej w oczy. Dostrzegła na jego twarzy gniew. 
– Kiedyś miałem nadzieję, że uda nam się odbyć taką rozmowę, Ali. Ale im bardziej o nią 

zabiegałem, tym szybciej się ode mnie oddalałaś. 

– Teraz już o tym wiem – przyznała drżącym głosem. 
–   Ale   po   urodzeniu   Gemmy   stało   się   ze   mną   coś   złego.   Czułam   się   odizolowana   i 

przytłoczona odpowiedzialnością. 

– Przecież chciałem dzielić z tobą tę odpowiedzialność – przypomniał jej ostrym tonem. 
– To w gruncie rzeczy były drobne sprawy, z którymi powinnam była sobie poradzić. 

Przecież jestem lekarzem. Powinnam wiedzieć coś o depresji. Ale ja nie potrafiłam stawić 
czoła rzeczywistości. Wstydziłam się swoich uczuć, byłam zażenowana tym, że nie potrafię 
ich opanować. 

– Więc dlaczego, do diabła, nie podzieliłaś się ze mną swymi kłopotami? Czułem się jak 

obcy, jak nieznajomy. 

background image

– Chciałam to zrobić. Ale ty miałeś swoją pracę, która powinna być dla ciebie ważniejsza 

niż moje... moje lęki. 

Spojrzał na nią z niedowierzaniem. 
– Lęki? – powtórzył powoli. – Jakie lęki, Alison?
–   Och,   Sam...   –   Przerwała   i   zasłoniła   usta   dłonią,   starając   się   opanować.   –   Zawsze 

podejrzewałam, że zdarzy mi się to samo, co mojej matce. Że nasze małżeństwo... skończy się 
w taki sam sposób. 

– Więc myślałaś, że zachowam się tak samo jak twój ojciec? Że pewnego dnia po prostu 

zniknę? – spytał ze zdumieniem. 

Kiwnęła głową. 
– Kiedy nie wróciłeś tej nocy do domu, byłam pewna, że właśnie tak się stało – ciągnęła z 

coraz większym trudem. – Byłam załamana. Nie rozmawialiśmy ze sobą szczerze już od kilku 
tygodni, a kiedy znalazłam tę chustkę... 

– Co ma do tego ta cholerna chustka? – wybuchnął Sam, patrząc na nią ze złością. – 

Pożyczyłem   ją   Charlotte.   Ta   biedna   dziewczyna   była   w   okropnym   stanie.   Dostała   ataku 
epilepsji właśnie wtedy, kiedy pacjentka zaczęła rodzić. Na szczęście wszystko przebiegło 
bez   komplikacji,   ale   wyobraź   sobie,   co   ona   musiała   przeżyć.   W   normalnych   warunkach 
dałaby sobie ze wszystkim radę. Kiedy tam przyszedłem, trzęsła się jak galareta, usiłując 
zachować resztki przytomności... 

– Więc dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?
– Próbowałem, Alison, ale nie chciałaś mnie słuchać. Czy tego nie pamiętasz?
Bezradnie potrząsnęła głową. 
– Wyszedłeś z domu o dziesiątej wieczorem i wróciłeś dopiero o ósmej rano. To się nigdy 

przedtem nie zdarzyło. A ponieważ przeżywaliśmy właśnie trudny okres, myślałam, że... 

– Myślałaś, że postanowiłem szukać pociechy w ramionach jakiejś kobiety? – spytał z 

ironią. 

– Nie... to nie było tak. Ja po prostu nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. To był jakiś 

koszmar. Być może gdybyśmy nie pokłócili się wcześniej... 

– Nawet już nie pamiętam o co! – mruknął ze złością. – To była jakaś kompletna bzdura!
Spojrzała mu w oczy i zrozumiała, że jego gniew jest usprawiedliwiony. Gdyby przyznała 

mu się wtedy do depresji, zrozumiałby,  co się z nią dzieje, i nie dopuściłby do tego, co 
nastąpiło później. 

Miała ochotę zarzucić mu ręce na szyję, objąć go z całej siły i nigdy już nie pozwolić, 

żeby od niej odszedł. 

– Przepraszam cię, Sam – odezwała się cicho. – To właśnie chciałam ci powiedzieć. 

Musiałam to zrobić... 

– Czy wierzysz teraz, że byłem niewinny? – spytał chłodnym tonem. 
– Sam, depresja poporodowa nie usprawiedliwia mojego zachowania. Teraz już o tym 

wiem, ale... 

–   Spytałaś   mnie   kiedyś,   czy   oczekuję   od   ciebie   przebaczenia   –   przerwał   jej.   – 

Powiedziałem   ci   wtedy,   że   jeśli   przebaczenie   może   ocalić   nasze   małżeństwo,   to   moja 

background image

odpowiedź brzmi twierdząco. Niestety, nie zgodziłaś się wtedy z moim punktem widzenia. 

Zamilkł i ze smutkiem spojrzał jej w oczy. 
–   Od   tej   pory   wiele   się   zdarzyło,   Ali.   Pogodziłem   się   z   tym,   że   mnie   nie   kochasz. 

Gemma, rzecz jasna, będzie dla mnie zawsze najważniejsza. Ale skoro dopiero po rozmowie 
z Charlotte doszłaś do wniosku, że warto byłoby ocalić nasze małżeństwo, to mam prawo 
posądzać cię o całkowity brak zaufania. 

Spojrzała na niego, ale wszystko przesłoniły jej napływające do oczu łzy. Zrozumiała, że 

Sam nie chce wysłuchać tego, co chciałaby mu powiedzieć. Mimo to, kiedy odwrócił się w 
stronę samochodu, postanowiła podjąć jeszcze jedną, desperacką próbę porozumienia. 

– Czy spotykasz się z jakąś kobietą? – spytała drżącym głosem. 
Spojrzał na nią z zaskoczeniem. 
– A czy gdyby tak było, miałoby to dla ciebie jakieś znaczenie?
– Nie... nie wiem... 
– Co to ma znaczyć?
– Po prostu to, że nie wiem – odparła, starając się zachować obojętny ton. – Teraz, kiedy 

porozmawialiśmy z sobą szczerze, powinniśmy chyba pogodzić się z tym, że... że każde z 
nas... 

– Znajdzie sobie nowego partnera? – dokończył za nią, a ona odwróciła wzrok, nie mogąc 

znieść   jego   badawczego   spojrzenia.   –   Ja   potrzebuję   w   życiu   miłości,   Ali.   Nasze   życie 
erotyczne   układało   się   zawsze   doskonale,   ale   ja   potrzebuję   czegoś   więcej   niż   fizyczne 
spełnienie. Potrzebuję zaufania. A tego najwyraźniej brakowało w naszym małżeństwie, bo 
inaczej nie prowadzilibyśmy teraz tej rozmowy. 

Wsiedli w milczeniu do samochodu.  Sam odwiózł ją na parking przychodni,  a kiedy 

wysiadła, szybko odjechał. Jego chłód i pośpiech zdawały się potwierdzać jej podejrzenia, że 
spotyka się z inną kobietą. 

Westchnęła ciężko, otworzyła drzwi swego auta i ruszyła w kierunku domu Clare. Ale 

dopiero   późnym   wieczorem,   kiedy   położyła   Gemmę   do   łóżka,   zaczęła   analizować 
wydarzenia, do których doszło tego popołudnia. 

Zdała sobie sprawę, że kocha Sama bardziej niż kiedykolwiek dotąd. Ale równocześnie 

uświadomiła  sobie, że  podejrzewając  go o zdradę, wykopała  między nimi  przepaść.  I że 
zapewne nigdy nie będzie w stanie jej zasypać. 

Nadszedł weekend, więc miała dużo czasu na rozmyślania. Nadal czuła się upokorzona. 

Nadal boleśnie przeżywała to, że Sam odrzucił jej próbę pojednania. Ale stopniowo zaczęła 
zdawać sobie sprawę, że musi pogodzić się z rzeczywistością. 

Tak,   mój   największy   błąd   polegał   na   tym,   że   zataiłam   przed   nim   rozmiary   swojej 

depresji, powiedziała do siebie w duchu. Powinnam była wyznać mu całą prawdę. Tylko że 
on miał wtedy mnóstwo pracy, więc nie chciałam obarczać go moimi kłopotami. A teraz jest 
już za późno, żeby to naprawić. Nie dopuszczę jednak do tego, żeby osobiste problemy miały 
wpływ na nasze kontakty zawodowe. 

Z tym postanowieniem pojawiła się w poniedziałek na dyżurze w przychodni i odkryła, że 

Sam jest nieobecny. 

background image

– Doktor Stewart wziął dziesięć dni wolnego – poinformowała ją Lucy, podając jej listę 

pacjentów. – Wróci w przyszły wtorek. 

–   Ach,   tak,   zapomniałam,   że   mi   o   tym   wspominał   –   mruknęła   niepewnie   Alison.   – 

Miejmy nadzieję, że utrzyma się ta dobra pogoda. 

– W Paryżu można spędzić przyjemnie czas nawet wtedy, kiedy pada – powiedziała z 

uśmiechem recepcjonistka. – To takie romantyczne miasto... 

Alison uśmiechnęła się, usiłując ukryć zaskoczenie. 
– Paryż... no tak, oczywiście... – Ruszyła w kierunku swego gabinetu i zatrzymała się. – 

Dam ci znać, kiedy będę gotowa na przyjęcie pierwszego pacjenta. Nawiasem mówiąc... czy 
widziałaś się z Eilą Hayward?

Lucy potrząsnęła przecząco głową. 
– Nie, ona pojechała do matki, co zresztą bardzo mnie zaskoczyło. Powtarzała mi przez 

cały czas, że chce zostać w domu, na wypadek, gdyby wrócił Mark. 

– Kto ją przyjął w dzień po mojej wizycie?
– Chyba doktor Stewart. 
– W takim razie przynieś mi jej kartę choroby, zanim zacznę dyżur – poprosiła Alison. 
Po   chwili   czytała   już   notatki   sporządzone   przez   Sama,   jak   zwykle   podziwiając   jego 

skrupulatność i troskę o szczegóły. Z akt wynikało, że złożył Eili wizytę domową w dzień po 
jej pobycie w przychodni. 

Alison   nie   miała   wątpliwości,   że   to   on   nakłonił   Eilę   do   pobytu   w   domu   matki.   Ze 

sporządzonej przez niego adnotacji dowiedziała się, że Mary Flynn dzwoniła do niego już po 
przyjeździe córki. Poinformowała go, że zarówno córka, jak i jej dziecko czują się dobrze. 

Alison odłożyła  teczkę  z aktami  Eili i postanowiła  przystąpić  do pracy.  Jej pierwszą 

pacjentką okazała się Victoria Reid. 

–   Wczoraj   wieczorem   pokłóciłam   się   okropnie   z   mamą   –   oznajmiła   z   przejęciem.   – 

Znalazła   w   mojej   szufladzie   prezerwatywy   i   dostała   szału.   Ona   uważa,   że   dostałam   tej 
mononukleozy, bo całowałam się z chłopakiem. Zagroziła mi też, że jeśli będę uprawiać z 
nim seks, mój stan zapewne jeszcze bardziej się pogorszy. Przyszłam więc do pani, żeby 
dowiedzieć się prawdy. 

– Czy to jakiś poważny związek? – spytała Alison, zastanawiając się, z jakiego powodu 

pani Reid groziła swej córce tak poważnymi konsekwencjami. 

– Nie bardzo – odparła dziewczyna, wzruszając ramionami. – Chodzimy ze sobą dopiero 

od trzech miesięcy.  Poznaliśmy się tuż przed moją chorobą. Prawdę mówiąc, jeszcze nie 
spaliśmy ze sobą, ale wiele moich koleżanek żyje już ze swoimi chłopakami. Jedna z nich 
dała mi te prezerwatywy. Wszyscy wiedzą, że trzeba się zabezpieczyć. 

– To prawda, choć moim zdaniem należy w pierwszym rzędzie zastanowić się nad tym, 

czy w ogóle rozpoczynać życie seksualne. 

– Czy ja mogłam zarazić się tą chorobą od mojego chłopaka?
– Na to pytanie nie potrafię ci odpowiedzieć – stwierdziła Alison. – Zapadają na nią 

dziesiątki tysięcy młodych ludzi. Według powszechnej opinii można się nią zarazić przez 
pocałunek. 

background image

– A ja myślałam, że to tylko babskie gadanie. 
– Nie, to prawda, tylko że nie każdy pocałunek wywołuje tę chorobę. Kiedy jednak wirus 

dostanie się do organizmu, rozmnaża się on w komórkach, które stanowią część systemu 
odpornościowego. Dlatego właśnie skierowaliśmy cię na badanie krwi. I właśnie to badanie 
wykazało obecność wirusa. 

– Więc co mam robić? – spytała dziewczyna. 
– Nie przemęczać się i jak najwięcej odpoczywać. Od twojej poprzedniej wizyty upłynęły 

zaledwie dwa miesiące. Jak ci powiedziałam, ta choroba mija dopiero po pewnym czasie. 

– W gruncie rzeczy nie przepadam za tym chłopakiem – mruknęła Victoria. – Ale nie 

chcę, żeby moja matka myślała, że zerwałam z nim tylko dlatego, że ona go nie lubi. 

– Więc powiedz jej, że postanowiłaś go nie widywać, dopóki nie poczujesz się lepiej. Ona 

będzie zadowolona z twojej decyzji, a ty szybciej wyzdrowiejesz, bo nie będzie między wami 
dochodziło do awantur. 

– Chyba spróbuję tak zrobić – obiecała Victoria, kiwając z namysłem głową. 
Po   jej   wyjściu   Alison   oparła   podbródek   na   dłoni   i   zaczęła   wyglądać   przez   okno. 

Zamyśliła   się.   Co   zrobię,   jeśli   Gemma   znajdzie   sobie   adoratora   w   wieku   czternastu   lat? 
Przecież będzie jeszcze dzieckiem. A ta dziewczyna chce sypiać ze swoim chłopakiem tylko 
dlatego, że robią to jej koleżanki... 

Zdała sobie sprawę, że jeśli będzie samotnie wychowywać Gemmę, może mieć z nią takie 

same problemy, jakie ma ze swoją córką pani Reid. I że zapewne będzie wtedy potrzebować 
Sama jeszcze bardziej, niż potrzebuje go teraz. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

W   piątek   nadeszła   pocztówka   z   Paryża,   zaadresowana   do   Alison   i   do   Gemmy. 

Przedstawiała   ona   skąpaną   w   słońcu   wieżę   Eilla.   Na   odwrocie   znajdowały   się   słowa: 
„Pozdrowienia z Francji”, nakreślone pismem Sama. 

W sobotę po południu odwiedziła je Clare. Alison natychmiast pokazała jej kartkę. 
– Czy wiedziałaś, że on się wybiera do Paryża? – spytała dociekliwie Clare. 
– Nie – odparła Alison. 
– Więc nic ci nie powiedział?
– Nie. Zapomniałam o tym, że planował urlop w sierpniu, ale... 
– Ale co? – nalegała siostra. Alison opuściła wzrok. 
– Dowiedziałam się, że nie miałam racji w sprawie Sama i Charlotte. On wcale mnie z nią 

nie zdradził. 

– Co to znaczy? – spytała Clare, szeroko otwierając oczy. 
Kiedy Alison opowiedziała jej całą historię, otworzyła je jeszcze szerzej. 
– Czyjej wierzysz? – spytała nerwowo, gdy opowieść dobiegła końca. 
– Owszem – odparła Alison, kiwając głową. – Mam okropne wyrzuty sumienia. Obawiam 

się, że Sam nigdy mi nie wybaczy mojego zachowania. Clare postawiła na stole filiżankę z 
kawą. 

–   Ali,   byłaś   wtedy   chora...   Miałaś   ciężką   depresję.   Do   tego   nieporozumienia   doszło 

dlatego, że nie rozmawialiście, a nie dlatego, że przestaliście się kochać. 

– Mimo to mam wrażenie, że on nie żywi już wobec mnie żadnych uczuć. Co więcej, że 

nawiązał bliski związek z jakąś inną kobietą. 

– Czy jesteś tego pewna? – spytała z przejęciem Clare. Alison zastanawiała się przez 

chwilę. 

– Kilka razy powiedział mi, że musi nas pożegnać i wyjść o określonej porze – odparła w 

końcu. – A teraz ten urlop w Paryżu... 

– Może po prostu pojechał tam z wizytą do przyjaciół?
– Więc dlaczego ta kartka jest tak lakoniczna?
– Może nie wiedział, co ma napisać... 
Alison usiadła wygodniej i przesunęła palcem po obrzeżu kubka. 
– Myślę, że zbyt wiele było między nami nieporozumień. I mam prawo przypuszczać, że 

podczas naszej separacji związał się z kimś... 

– On może myśleć to samo o tobie – oznajmiła Clare. 
– Nigdy nie dałam mu do tego powodu – odparła z zaskoczeniem Alison. 
– Był  przez dziesięć miesięcy w Australii. Nie wiedział, czy nie widujesz się z kimś 

innym. A po powrocie został przez ciebie potraktowany bardzo chłodno. 

– Czy rozmawiał z tobą o tym? – spytała Alison, marszcząc brwi. 
– Nie, ale... – Clare zastanawiała się przez chwilę. – Być może wspomniał o tym, kiedy 

pomagał Robbiemu... Mówił, że nie chce wpadać do ciebie bez uprzedzenia, bo możesz nie 

background image

być sama... A potem spytał Robbiego, czy jesteś z kimś związana. 

– Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
– Bo spytałabyś, co go to obchodzi, i byłabyś oburzona. – Clare po raz kolejny wydała 

głębokie westchnienie. 

–   Szczerze   mówiąc,   uważam,   że   musicie   załatwić   to   między   sobą.   Powinnaś   o   tym 

rozmawiać nie ze mną, lecz z nim. 

– Próbowałam – mruknęła Alison – ale on dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie chce o 

niczym wiedzieć. 

– Więc spróbuj jeszcze raz! – poradziła jej siostra. 
Kerry   Ames   siedziała   w   gabinecie   Alison,   trzymając   na   kolanach   listę   spraw   do 

załatwienia. Poprosiwszy Alison o dwa inhalatory, skreśliła tę pozycję z wykazu. 

– Wyjeżdżam na rok do Australii i mam w związku z tym mnóstwo spraw na głowie – 

wyjaśniła z uśmiechem. – Doktor Stewart kazał mi nosić jeden inhalator przy sobie, a drugi 
schować do walizki. Ale mam nadzieję, że nie będę musiała używać żadnego. 

– Jak skutkuje w pani przypadku ta technika oddychania? – spytała Alison. 
–  Wspaniale.   Ćwiczę   kilka  razy dziennie.  Od ukończenia  tego  kursu nie  miałam   ani 

jednego ataku. – Sięgnęła do torebki i wyciągnęła z niej białą kopertę. – Mam do pani prośbę. 
Czy   mogłaby   pani   to   oddać   doktorowi   Stewartowi?   To   jest   list   z   podziękowaniem   za 
wszystko, co dla mnie zrobił. 

– Cieszę się, że ta metoda okazała się tak skuteczna – powiedziała Alison, kładąc kopertę 

na biurku. 

– To wszystko dzięki pani. To pani skierowała mnie na ten kurs. A zatem do zobaczenia 

za rok – dodała z uśmiechem i ruszyła w kierunku drzwi. 

Po   jej   wyjściu   Alison   zatopiła   się   w   myślach.   Sam   ma   wrócić   następnego   dnia. 

Postanowiła więc zatelefonować do niego wieczorem i powiedzieć mu o liście. Po chwili 
doszła jednak do wniosku, że oszukuje samą siebie. Że pragnie wykorzystać list jako pretekst 
do spotkania z Samem. 

Westchnęła głęboko i wyszła z gabinetu, zostawiając kopertę na biurku. 

Wtorkowy dyżur   w  Northreach  minął  nadspodziewanie   szybko   z  powodu  niewielkiej 

liczby pacjentów. Alison była wolna już o czwartej po południu, odebrała więc Gemmę od 
siostry   i   wróciła   do   domu   o   piątej.   Stwierdziła   z   przykrością,   że   nikt   nie   nagrał   żadnej 
wiadomości na automatyczną sekretarkę. Wydało się jej to dziwne, bo była przekonana, że 
Sam zadzwoni do nich zaraz po powrocie. Bądź co bądź nie widział swego dziecka już od 
dwóch tygodni. 

Kładąc   się   do   łóżka,   postanowiła   jednak   nie   robić   mu   z   tego   powodu   wymówek   i 

pogodzić się z jego obojętnością. 

Następnego dnia przyjmowała pacjentów w Kennet i wróciła do domu dopiero o drugiej. 

Nadal nie było żadnych wiadomości od Sama. Jej irytacja przeradzała się stopniowo w złość. 
Nie mogła pojąć, dlaczego on nie zdaje sobie sprawy, że Gemma z pewnością za nim tęskni. 

Kiedy   w   czwartek   rano   zatelefonowała   do   niej   Clare,   podzieliła   się   z   nią   swymi 

background image

wątpliwościami. 

– Zapewne nie wrócił jeszcze z Paryża – zasugerowała uspokajającym tonem siostra. – A 

może odkłada rozmowę do jutra, wiedząc, że spotkacie się w przychodni. 

Tego popołudnia Alison zawiozła Gemmę na basen. Wróciły do domu koło piątej. Na 

sekretarce nadal nie było żadnej wiadomości. 

Telefon   zadzwonił   dopiero   wieczorem.   Alison   natychmiast   podniosła   słuchawkę   i 

usłyszała w niej niepewny głos swego szefa. 

– Mówi Hector... 
– Ach, to ty, dobry wieczór... 
– Czy jesteś zajęta? – spytał podejrzanie uprzejmym tonem. 
– Nie... Po prostu myślałam, że to może być Sam. 
– Tak, oczywiście, rozumiem... Nie zabiorę ci wiele czasu. Zastanawiałem się po prostu, 

jakie jest twoje stanowisko w sprawie weekendu w Glencourt?

Przez   chwilę   panowała   cisza.   Alison   zaczęła   podejrzewać,   że   połączenie   zostało 

przerwane. 

– Hector, czy tam jesteś?
– Tak... oczywiście... 
– Przepraszam, ale nie rozumiem, o co ci chodzi – powiedziała. – Co to znaczy: „Jakie 

jest twoje stanowisko”?

Czyżby Sam dał mu znać, że nie chce tam jechać? – zastanawiała się nerwowo. 
– No cóż, po tym, co się stało... 
Teraz   już   była   pewna,   że   Sam   rozmawiał   z   Hectorem   o   ich   osobistych   problemach. 

Poczuła nagły przypływ gniewu. 

– Szczerze mówiąc, całkowicie zapomniałam o tym weekendzie – oznajmiła, siląc się na 

obojętny ton. 

– To zupełnie zrozumiałe – przyznał natychmiast Hector. – W tych okolicznościach... 

Annie z pewnością zaprosi ciebie i Sama w innym terminie. 

Alison zaczęła zdawać sobie sprawę, że czegoś nie pojmuje. 
– Co masz na myśli, mówiąc: „w tych okolicznościach”? – spytała obcesowo. 
– Alison, my chyba się nie rozumiemy – stwierdził Hector, odbijając jak echo jej myśli. – 

Czy miałaś wiadomości od Sama po jego powrocie z Paryża?

– Nie... – odparła, zdumiona obcesowością jego pytania. 
– Och, mój Boże... Więc ty o niczym nie wiesz?
–   O   czym   nie   wiem?   –   spytała   z   napięciem   w   głosie.   Wyobraźnia   podsuwała   jej 

najróżniejsze możliwości. 

Czyżby Sam nadal przebywał w Paryżu? Czyżby postanowił przedłużyć swoje wakacje i 

nie wracać do Anglii?

– Ali... – zaczął łagodnie Hector. – Sam rozbił samochód tuż po przylocie do Londynu, 

jadąc z lotniska Heathrow. Skręcił gwałtownie, żeby ominąć jakiegoś przechodnia, i uderzył 
w drzewo. 

Alison nie mogła przez chwilę wydobyć głosu. Potem przełknęła ślinę, zapanowała nad 

background image

sobą i spokojnie wysłuchała do końca tego, co miał jej do powiedzenia Hector. 

Ubrała szybko Gemmę, a potem wyjęła z szafy długą, letnią spódnicę i biały żakiet. Jej 

zwykły strój, złożony z dżinsów i sportowej koszulki, mógłby okazać się nieodpowiedni. Nie 
była przecież pewna, czy nie zastanie u Sama jakiejś innej kobiety. Nie wiedziała nawet, czy 
był w Paryżu sam. 

Chwyciła torebkę i wsiadła do samochodu. Jadąc w kierunku Lamstone, przypominała 

sobie   fragmenty   rozmowy   z   Hectorem.   Połamane   żebra   i   obrażenia   twarzy,   oznajmił   jej 
ponurym głosem. Miał też lekki wstrząs mózgu, ale zażądał wypuszczenia do domu już na 
dragi dzień po wypadku. 

– Chcesz powiedzieć, że wypisał się ze szpitala?
– To właśnie mam na myśli. Kiedy do mnie zadzwonił, powiedział, że ktoś go odwiezie 

do domu. Byłem przekonany, że ma na myśli ciebie. 

– Niestety, tak nie było – stwierdziła sucho Alison, usiłując zgadnąć, o kim mówił Sam. 
–  Mam   wyrzuty   sumienia,   że  nie  zrobiłem   nic  więcej  –  ciągnął   Hector  zatroskanym 

głosem. – Ale zakładałem, że tam będziesz i że wszystkim się zajmiesz. Uważam, że jedno z 
nas powinno do niego pojechać, Ali. 

Po krótkim wahaniu obiecała mu, że to zrobi. Wtedy zaproponował, że pojedzie z nią, ale 

odrzuciła jego ofertę. Była  niemal  pewna, że zastanie w mieszkaniu Sama jakąś kobietę. 
Miała wrażenie, że łatwiej zniesie to spotkanie, jeśli nikt nie będzie jej towarzyszył. 

Mieszkanie Sama mieściło się w cichym zaułku miasteczka Lamstone. Nigdy tam nie 

była, ale na podstawie jego opowiadań trafiła bez kłopotów. Zaparkowała samochód i weszła 
po białych stopniach na klatkę schodową. Znalazła jego nazwisko na ostatnich drzwiach po 
lewej stronie korytarza. 

Nacisnęła dzwonek i czekała. Po chwili ujrzała przez matową szybę oszklonych drzwi 

jakąś   kobiecą   sylwetkę.   Wstrzymała   oddech.   Nie   była   pewna,   jak   Sam   i   jego   znajoma 
zareagują na jej niespodziewaną wizytę. 

Drzwi   uchyliły   się   lekko   i   natychmiast   zostały   zatrzaśnięte.   Alison   usłyszała   kilka 

stłumionych stęknięć, a potem okrzyk:

– Proszę chwilę poczekać!
W końcu ujrzała przez szybę wysoką sylwetkę Sama. 
Gdy   tylko   otworzył   drzwi,   wyskoczył   przez   nie   duży,   niesforny   szczeniak,   który 

natychmiast   podbiegł   do   Alison   i   Gemmy.   Za   nim   ukazała   się   młoda,   mniej   więcej 
czternastoletnia dziewczynka, trzymająca w ręku drugi koniec smyczy. 

– Przepraszam – mruknął Sam – ale jak widzicie, przeżywamy tu coś w rodzaju trzęsienia 

ziemi. 

Jego jedno oko było spuchnięte i otoczone wielkim, granatowym sińcem. Reszta twarzy 

najwyraźniej nie ucierpiała podczas wypadku, gdyż Alison nie dostrzegła na niej żadnych 
obrażeń. Sam poruszał się powoli stawiał kroki z wyraźną trudnością. 

– Nie wiedziałam... nie wiedziałam, że masz psa – wykrztusiła ze zdumieniem, patrząc z 

zachwytem na wijącą się u jej stóp kędzierzawą kulkę. 

background image

– Mam, i nie potrafię sobie z nim poradzić – odparł ze śmiechem. Schylił się sztywno, by 

odepchnąć szczeniaka,  który zaczął  już gryźć  jej sandały.  – Jak widzisz, nie jest jeszcze 
wytresowany. Ale na szczęście zajmuje się nim Tabitha. Tabby, to jest moja żona, Alison. A 
to jest Gemma. 

Wziął córkę z rąk Alison i postawił ją na podłodze. Gemma natychmiast zaczęła głaskać 

pieska po grzbiecie. 

– On pochodzi z hodowli mojej mamy – wyjaśniła dziewczyna. – Mieszkamy po drugiej 

stronie ulicy. 

–   On   chce   się   z   tobą   zaprzyjaźnić,   kochanie   –   powiedział   Sam   do   Gemmy,   a   ona 

krzyknęła z radości, bo szczeniak zaczął ocierać się o jej nogi. 

– Będzie chyba lepiej, jeśli już pójdziemy – wtrąciła Tabitha. – Muszę pomóc mamie przy 

karmieniu pozostałych piesków. Do zobaczenia jutro, panie doktorze. 

Kiedy dziewczyna i piesek wyszli, Sam spojrzał z rozbawieniem na Alison. 
– Wiem, o co mnie chcesz spytać, ale to długa historia. Nie będę jej opowiadał na progu. 

Czy zechcecie wejść do środka?

– Jeśli nie jesteś zbyt zajęty – odparła z wahaniem, zaglądając ciekawie do wnętrza. 
– Nie, mam mnóstwo czasu. Prawdę mówiąc, zamierzałem właśnie zatelefonować do 

Hectora.   Chyba   nie   powinienem   pojawiać   się   jutro   w   przychodni.   Mój   wygląd   mógłby 
przestraszyć pacjentów, nie uważasz?

– Co się właściwie stało? – spytała, kiedy Sam ruszył w głąb mieszkania, niosąc Gemmę 

na rękach. 

–   Zaraz   po   wyjeździe   z   lotniska   omal   nie   wpadłem   na   jakiegoś   człowieka,   który 

wyskoczył  mi na jezdnię tuż przed maską samochodu.  Musiałem nagłe skręcić. Niestety, 
uszkodziłem przy okazji pobliskie drzewo, samochód i siebie. 

– Czy stało ci się coś? – spytała Alison z niepokojem, ruszając za nim. 
– Nie doznałem żadnych poważnych obrażeń – odparł z uśmiechem, wprowadzając ją do 

dużego pokoju, którego okna wychodziły na niewielki, lecz zadbany ogród. 

Na widok tego uśmiechu jej serce zaczęło bić coraz szybciej. Uświadomiła sobie nagle, 

że w jego mieszkaniu nie ma żadnej innej kobiety, i poczuła się prawie szczęśliwa. 

– Nie ma tu nic oprócz puszki dla psów – oznajmiła Alison, zaglądając do pustej lodówki. 
– Mam ser i trochę bekonu – pocieszył ją Sam, który właśnie w tej chwili wszedł do 

kuchni. – Przed wyjazdem do Paryża wyjadłem wszystkie zapasy. 

– Jak się udał urlop? – spytała, patrząc na niego badawczo. 
Sam wzruszył ramionami. 
– To była decyzja podjęta, w ostatniej chwili. 
– Domyśliłam się, bo nie wspomniałeś nam o tym ani słowem. 
– Nie przyszło mi to do głowy – mruknął. – Jak już powiedziałem, cel podróży nie był 

zaplanowany. 

Zapadła niezręczna cisza. Alison domyśliła się, że Sam nie chce o tym rozmawiać, więc 

pragnąc podtrzymać rozmowę, zmieniła temat. 

– Tak, tu nie ma nic do jedzenia, nawet mleka. Jak zorganizujesz sobie posiłki?

background image

– Dam sobie radę. – Urwał nagle i zacisnął zęby z bólu. – Te cholerne żebra... 
– Och, Sam, dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś? – spytała ze złością. – Przecież widzę, że 

nie powinieneś być skazany na własne siły. 

– Nic mi nie będzie, Ali – odparł, patrząc na nią z wdzięcznością. – Złamania się zrosną. 

To tylko kwestia czasu. Posłuchaj, czy nie musisz jechać do domu? Gem powinna być o tej 
porze w łóżku. 

– Przecież nie mogę cię tak zostawić – westchnęła z desperacją. – Przenieś się do nas, 

przynajmniej na jedną noc. 

– Nie potrzebuję niczyjej pomocy – zaczął Sam, ale przerwał, widząc wyraz jej twarzy. 
–   Ja   ci   nie   proponuję   pomocy,   Sam.   Jutro   napełnię   twoją   żałośnie   pustą   lodówkę 

zapasami. Będziesz wtedy mógł wrócić do domu i sam o siebie zadbać. 

Przesunął dłonią po włosach i uśmiechnął się przewrotnie. 
– No dobrze – mruknął. – Przeniosę się do was. Ale tylko na dzisiejszą noc. 
Gemma spała już mocno, przyciskając do siebie swego pluszowego niedźwiadka. Alison 

pochyliła się nad nią i pocałowała ją delikatnie w czoło. 

– Dobranoc, kochanie – szepnęła. – Śpij dobrze. Zamknęła drzwi dziecinnego pokoju i 

poszła do swojej sypialni. Słysząc dochodzący z łazienki szum wody, domyśliła się, że Sam 
bierze właśnie kąpiel. 

Na łóżku leżała jego podręczna torba, a niebieska koszula i sportowe płócienne spodnie 

były przewieszone przez poręcz krzesła. Alison spojrzała na nie i przypomniała sobie nagle 
ich dzisiejsze spotkanie. Spuchnięte oko Sama i głęboką ranę na czole, którą przykrywał 
kosmyk ciemnych włosów. 

Jak bym się czuła, gdyby ten wypadek był groźniejszy? – spytała się w duchu. Gdyby 

Sam   nie   miał   już   nigdy   wrócić   do   domu?   Poczuła   przyspieszone   bicie   serca   i   niemal 
podświadomie ruszyła w kierunku drzwi łazienki, a potem nacisnęła klamkę i zajrzała do 
wnętrza. 

Sam, owinięty ręcznikiem, wychodził właśnie spod prysznica. Kiedy ujrzała ogromny 

siniec na jego klatce piersiowej, zaczęła nagle płakać. 

– Ali, co się stało? – spytał, marszcząc brwi. – Kochanie, o co chodzi?
– Ja po prostu się cieszę, że żyjesz... – wykrztusiła przez łzy. – Przecież mogło się stać 

coś strasznego... 

Sam podszedł do niej, wyciągnął ręce i przycisnął ją do piersi. Poczuła silny zawrót 

głowy, o jaki zawsze przyprawiała ją jego bliskość. 

– Sam, ja... 
– Nic teraz nie mów – uciszył ją, kładąc palec na jej ustach. – Nie próbuj mi niczego 

tłumaczyć. Chcę, żebyś po prostu była przy mnie. 

Objął ją jeszcze mocniej i dotknął wargami jej ust. Potem pociągnął ją w stronę łóżka i 

położył się obok, odsuwając ręcznik. Widok jego nagiego ciała jeszcze bardziej wzmógł jej 
pożądanie. Nie odrywając od niej wzroku, zaczął rozpinać jej suknię. Kiedy była już naga, 
przesunął palcami po jej piersiach, a potem zaczął je całować. 

Po chwili oboje zagubili się w miłosnym zapamiętaniu i zespolili w jedną całość. Alison 

background image

czuła tylko bicie swego serca i pulsujące fale ogarniającej ją rozkoszy. 

– Kocham cię, Ali... – wyszeptał Sam. Potem nie słyszała już nic więcej, bo wzniosła się 

wraz z nim na sam szczyt. 

– Ali, czy śpisz? – spytał szeptem, kiedy leżeli obok siebie w ciemności. 
– Nie – odparła, obejmując ramieniem jego szyję. 
– Chcę cię o coś zapytać... Czy żałujesz tego, co się stało?
– Jak możesz mnie o to podejrzewać! – odparła cicho, przysuwając się do niego jeszcze 

bliżej. 

–  Sam  nie  wiem...   Ale  widzisz,  aż  do wczorajszego  wieczoru  byłem  przekonany,  że 

znalazłaś sobie kogoś. 

– Dlaczego tak sądziłeś? – spytała ze zdumieniem. Próbowała usiąść, ale on przyciągnął 

ją z powrotem do siebie. 

–   Kiedy   pomagałem   Robbiemu   w   pracach   ogrodowych,   powiedział   mi   kiedyś,   że 

spodziewasz się wizyty jakiegoś przystojnego młodego człowieka, więc myślałem... 

– Chodziło o mechanika, który miał naprawić kuchenkę! – zawołała ze śmiechem Alison. 

– Robbie zawsze wszystko plącze. Ale jak mogłeś potraktować go poważnie?

– Nie zrobiłbym tego, gdyby nie Hector. Powiedział mi, że kiedy przyjechał do ciebie z 

zaproszeniem na to przyjęcie w Glencourt, miałaś akurat gościa... 

–   To   była   Clare!   –   Alison   wyciągnęła   rękę   i   przesunęła   dłonią   po   jego   twarzy.   – 

Kochanie, w moim życiu nie ma i nigdy nie było nikogo oprócz ciebie. 

Sam westchnął z ulgą i ponownie ją objął. Leżąc w jego ramionach, poczuła, że do jej 

oczu napływają łzy. 

– Ja myślałam to samo o tobie – wyszeptała, przyciskając wargi do jego włosów. – Bałam 

się, że znalazłeś sobie kogoś... nawet wtedy, kiedy wiedziałam już, że nic cię nie łączyło z 
Charlotte. A wczoraj... byłam przekonana, że pojechałeś do Francji z jakąś kobietą. Kiedy 
zadzwoniłam do drzwi twojego mieszkania i usłyszałam głos tej dziewczyny... 

– Och, Ali, jacy byliśmy oboje głupi!
– Przytul mnie, Sam – poprosiła cicho, czując ponownie przypływ pożądania. – Przytul 

mnie mocno i nigdy nie pozwól mi odejść. 

Spełnił jej prośbę, a ona objęła go obiema rękami i zaczęła namiętnie całować. Po chwili 

znów zatonęli w miłosnym upojeniu i wspólnie wspięli się na szczyt rozkoszy. 

Kiedy się obudziła, poczuła, że leży w łóżku sama. Wyciągnęła rękę i dotknęła pustego 

posłania, a potem westchnęła. 

Czyżby mi się to wszystko przyśniło? – pomyślała z przerażeniem. Czyżby ta upojna noc 

była tylko wytworem mojej wyobraźni?

W tym momencie usłyszała radosny śmiech Gemmy i pogodny głos Sama. Odzyskała 

spokój i zaczęła wspominać wydarzenia ubiegłego wieczoru. 

Nagle zdała sobie sprawę, że jest piątek – dzień jej dyżuru w przychodni. Wyskoczyła z 

łóżka i pobiegła do łazienki. Była już niemal gotowa do wyjścia, kiedy do sypialni wszedł 
Sam, niosąc dwie filiżanki gorącej kawy. 

– Dzień dobry!  

r

  zawołał, stawiając tacę na nocnym stoliku. Potem podszedł do niej i 

background image

wziął ją w ramiona, a ona dotknęła lekko jego posiniaczonej twarzy. 

– Czy jeszcze cię boli? – spytała szeptem. 
– Nie odpowiem ci, dopóki nie obiecasz, że zostaniesz w domu. 
– To niemożliwe – odparła z uśmiechem. – Hector i tak ma o jednego lekarza za mało. 
– W tej chwili nic mnie to nie obchodzi – oświadczył Sam, kładąc dłoń na jej piersi. – 

Czy nie możemy do niego zadzwonić i powiedzieć, że wydarzyło się coś bardzo ważnego?

Alison chciała  zaprotestować,  ale  on zamknął  jej usta pocałunkiem,  który zdawał się 

trwać w nieskończoność. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Kiedy zatrzymała samochód na parkingu przychodni, podszedł do niej Peter Johnson. 
–   Cześć,   Ali   –   powitał   ją   serdecznie,   odgarniając   z   czoła   niesforny   kosmyk   jasnych 

włosów. – Wspaniale dziś wyglądasz. Nie mów mi, że Gemma znowu obudziła cię o świcie, 
bo i tak ci nie uwierzę. 

– Prawdę mówiąc, okropnie dziś zaspałam – wyznała z zażenowaniem Alison. 
–   Tak   czy   owak,   wyglądasz   doskonale   –   mruknął   Peter,   ruszając   za   nią   w   kierunku 

wejścia   do   budynku.   –   Chyba   zmieniłaś   fryzurę   albo   makijaż,   bo   wydajesz   się   dziwnie 
odmieniona... 

–   Nie   wiedziałam,   że   masz   dzisiaj   dyżur   –   przerwała   mu   pospiesznie,   chcąc   jak 

najszybciej zmienić temat rozmowy. 

– Muszę przyjąć pacjentów, którzy zapisali się na wizytę do Sama – wyjaśnił Peter. – Czy 

nie wiesz, jak on się czuje?

Od odpowiedzi na to pytanie wybawił ją Hector, który czekał na nich przy drzwiach 

prowadzących do recepcji. 

– Lucy rozdzieliła między was pacjentów Sama, więc musimy zabrać się jak najszybciej 

do pracy – oznajmił im na powitanie. – Peter, chciałbym cię o coś zapytać. Czy w razie pilnej 
potrzeby zgodzisz się odbyć kilka wizyt domowych?

–  Oczywiście   –  odparł   z  uśmiechem  młody   lekarz,   kiwając  głową.  –  Do  zobaczenia 

później. 

Kiedy zniknął za rogiem korytarza, Alison chciała ruszyć w kierunku swego gabinetu, ale 

Hector chwycił ją za ramię. 

– Sam dzwonił do mnie wczoraj wieczorem – powiedział cicho, aby nie usłyszały go 

zatrudnione w recepcji pielęgniarki. – Mówi, że nie dolega mu nic poważnego. 

– Miał wielkie szczęście – przyznała Alison. – Mogło się to skończyć o wiele gorzej. Ale 

pewnie ci wszystko opowiedział. 

– Owszem... prawie wszystko – mruknął Hector, a ona miała wrażenie, że dostrzega w 

jego oczach przewrotny błysk. – A jak ty się miewasz, Ali? Czy wszystko w porządku?

– Naturalnie – odparła szybko, kiwając głową. – Czuję się doskonale. 
–   Tak   właśnie   myślałem,   moja   droga.   Wyglądasz   kwitnąco.   I   właśnie   dlatego...   – 

Przerwał,   bo   mijał   ich   akurat   jakiś   pacjent,   potem   zerknął   na   kolejkę   oczekujących   pod 
recepcją chorych. – Nie będę cię zatrzymywał. Masz przed sobą ciężki dzień. Poproszę Lucy, 
żeby zrobiła ci mocną kawę. 

Alison doszła do wniosku, że Hector wie o wiele więcej, niżby się mogło wydawać, ale 

jak   zwykle   udaje   naiwnego.   Kiedy   weszła   do   swego   gabinetu   i   ujrzała   listę   pacjentów, 
utwierdziła się w przekonaniu, że istotnie ma przed sobą ciężki dzień. 

Była z tego w pewnym sensie zadowolona, gdyż od chwili, w której opuściła rano swój 

dom, nie mogła pozbyć się dręczących wątpliwości. Nie była wcale pewna, czy miłosna noc 
radykalnie zmieni stosunki między nią a Samem. Choć przeżyła chwile uniesienia, zdawała 

background image

sobie sprawę, że seks jest tylko jednym z elementów ich związku. 

Od narodzin Gemmy wiele się wydarzyło. Nieporozumienie dotyczące Charlotte, wyjazd 

Sama   do   Australii,   jego   nieoczekiwany   powrót,   którego   przyczyny   nadal   były   dla   niej 
tajemnicą... Wszystko to ciąży na ich stosunkach. 

Przecież powiedział ci, że cię kocha, szeptał jej wewnętrzny głos, a ona bardzo chciała 

mu wierzyć. Wiedziała jednak dobrze, że słowa wypowiedziane pod wpływem namiętności 
nie zawsze odzwierciedlają prawdziwe uczucia. 

Opinię   tę   potwierdziła   pierwsza   pacjentka,   Eila   Hayward.   Usiadła   na   stojącym   za 

biurkiem krześle i spojrzała na nią wzrokiem, w którym krył się tłumiony ból. 

– Chcę pani podziękować za to, co pani dla mnie wtedy zrobiła – powiedziała cicho. – 

Wiem od Lucy, że przyjechała pani do mnie, choć miała pani wolny wieczór. – Przerwała i 
wzięła głęboki oddech. – Powinnam więc pani chyba powiedzieć, że postanowiłam rozwieść 
się z Markiem. 

– Bardzo mi przykro to słyszeć – odparła Alison po chwili namysłu. – Ta decyzja musiała 

być bardzo trudna. 

– Teraz, kiedy ją już podjęłam, mogę pomyśleć o przyszłości – oznajmiła Eila. – Mark 

przyjechał   do   domku   mojej   matki   i   zaproponował,   żebyśmy   spróbowali   ratować   nasze 
małżeństwo. 

– Czyżby pani tego nie chciała? – spytała z zaskoczeniem Alison. 
– Kiedyś dałabym wszystko, żeby zatrzymać go przy sobie – odparła stłumionym głosem 

Eila. – Ale kiedy go spytałam, czy mnie kocha, nie mógł się zmusić do potwierdzenia. Wiem, 
że kocha Anthony’ego i chce podjąć tę próbę dla dobra dziecka, ale dla mnie to za mało. 
Potrzebuję kogoś, kto będzie kochał mnie. 

Ałison poczuła dreszcz niepokoju. Po raz nie wiadomo który zaczęła się zastanawiać, czy 

Sam istotnie darzy ją uczuciem, czy też chce do niej wrócić tylko przez wzgląd na Gemmę. 
Wiedziała dobrze, że podobnie jak Eila, nie mogłaby żyć z mężczyzną, który jej nie kocha. 
Nawet dla dobra dziecka. 

– Wydawało mi się, że będę gotowa przyjąć go z powrotem na każdych warunkach – 

ciągnęła Eila. – Czułam się bardzo samotna. Nie wiedziałam, czy będę w stanie wychować 
Anthony’ego o własnych siłach. Ale zbyt długo zgadzałam się na kompromisy, zbyt długo 
pozwalałam na to, żeby stawiał na pierwszym miejscu swoją piłkę i swoje interesy. Teraz 
wiem, że muszę znaleźć inny sposób na życie. Wierzyłam, że Mark zmieni swój stosunek do 
rodziny po narodzinach dziecka. Ale, jak się okazało, nie miałam racji. 

Kiedy Eila wyszła, Alison zaczęła się zastanawiać, jak postąpiłaby na jej miejscu. Czy 

zdobyłaby   się   na   tak   radykalną   decyzję?   Czy   Sam   naprawdę   ją   kocha?   Czy   depresja 
poporodowa usprawiedliwia błąd, jaki popełniła, zarzucając mu niewierność?

Nagle zapragnęła poczuć uścisk jego ramion i usłyszeć zapewnienie, że ją kocha. Pod 

wpływem impulsu podniosła słuchawkę i nakręciła numer swego domu. Czekała z bijącym 
sercem,   ale   zamiast   głosu   Sama   usłyszała   tylko   komunikat   nagrany   na   automatyczną 
sekretarkę. Poprosiła Sama, żeby do niej zadzwonił, i odłożyła słuchawkę. 

Sam nie odezwał się jednak aż do końca dnia. Alison skończyła dyżur około szóstej, 

background image

odebrała Gemmę od Clare i ruszyła w kierunku swego domu. Nie wiedziała, co zrobi, jeśli 
okaże się on zupełnie pusty. 

Drżąc z niepokoju, otworzyła drzwi. Gemma natychmiast pobiegła w stronę kuchni, ale 

po chwili wróciła ze smutną miną. 

–   Tatusia   nie   ma   –   szepnęła,   przytulając   się   do   matki.   Alison   zajrzała   do   sypialni   i 

stwierdziła, że podręczna torba Sama zniknęła. Nigdzie nie znalazła też ani jego garderoby, 
ani maszynki do golenia. Gemma ma słuszność. Dom jest pusty. 

– Dlaczego nie powiedziałaś mi o jego wypadku? – spytała ze zdumieniem Clare. 
Alison westchnęła ciężko i jeszcze mocniej przycisnęła słuchawkę do ucha, przeklinając 

się w duchu za to, że zataiła przed siostrą przebieg ostatnich wydarzeń. 

– Dowiedziałam się o nim dopiero wczoraj wieczorem... – wyjąkała niepewnie. – A dziś, 

kiedy odbierałam od ciebie Gemmę, nie byłam pewna, czy go jeszcze tu zastanę. 

– Nie wiedziałabym o niczym do tej pory, gdyby przypadkiem nie wpadł do nas jeden z 

jego pacjentów – mruknęła obrażonym tonem Clare. – Czy nie mogłaś mi o tym wspomnieć, 
kiedy wstąpiłaś po dziecko?

– Widziałam, że jesteś bardzo zajęta. To nie był odpowiedni moment na zwierzenia. 
– No dobrze, może masz rację – przyznała siostra. – W każdym razie z twojej opowieści 

wynika, że teraz go u ciebie nie ma, prawda?

– Nie ma i nie sądzę, żeby wrócił – wyjąkała Alison. – Zastanawiałam się dziś przez cały 

dzień nad tą sytuacją i przypuszczam, że on robił to samo. Clare, czy chciałabyś, żeby Robbie 
został przy tobie, gdybyś była przekonana, że cię nie kocha?

– Oczywiście, że nie! – odparła bez chwili namysłu Clare. – Ale on mnie kocha, a ja 

dobrze wiem, że Sam kocha ciebie. Przecież wrócił z tej cholernej Australii tylko z tego 
powodu!

– Więc dlaczego nigdy mi o tym nie powiedział? – spytała Alison, zagryzając nerwowo 

wargi. 

– Czy go o to pytałaś?
– Nie, ale... 
– On nie jest taki jak nasz ojciec – oznajmiła Clare, a Alison, słysząc te słowa, skrzywiła 

się z bólu. – Kiedy wreszcie zrozumiesz, że on cię kocha? Na pewno niedługo do ciebie 
zadzwoni. 

– Mam nadzieję – mruknęła z westchnieniem Alison, odkładając słuchawkę. 
Przez   dłuższą   chwilę   siedziała   w   ciemnościach,   zbierając   myśli.   Pod   wpływem   słów 

Clare zdała sobie sprawę, że przyczyną jej wszystkich wątpliwości jest pamięć’ o postępku 
ich ojca. Z niewyjaśnionych przyczyn podejrzewała od samego początku ich związku, że Sam 
może zrobić to samo. Porzucić ją i na zawsze zniknąć z jej życia. 

Poszła   do   kuchni   i  zrobiła   sobie   kawę.   Potem,   po  krótkim   namyśle,   zrezygnowała   z 

oglądania dziennika telewizyjnego. Nie obchodziły jej najnowsze wydarzenia. Nie chciała 
myśleć   o   jutrze   ani   planować   niczego   na   przyszłość.   Czuła   się   rozpaczliwie   samotna   i 
opuszczona. 

background image

Była   już   niemal   dziesiąta,   kiedy   w   końcu   rozebrała   się   i   stanęła   pod   prysznicem. 

Natychmiast przypomniała sobie chwile, które spędziła tu z Samem. Dotyk jego mokrego 
ciała, czułe pieszczoty, które przyprawiały ją zawsze o zawrót głowy... 

Wydała ciężkie westchnienie, które przerodziło się w krzyk przerażenia, gdyż poczuła 

nagle uścisk silnej dłoni. Ale już po ułamku sekundy miejsce strachu zajęła ogromna radość. 

– Sam! – krzyknęła stłumionym głosem, z trudem chwytając oddech. – Co ty robisz?
–   To   samo,   co   ty   zrobiłaś   wczoraj   wieczorem   –   odparł   z   uśmiechem,   ogarniając 

pożądliwym wzrokiem jej nagie ciało. – Podglądałem cię podczas kąpieli, ale nie mogłem już 
wytrzymać ani chwili dłużej. 

Kiedy stanął obok niej pod strumieniem wody, stwierdziła z radością, że również jest 

nagi. Przywarła do niego mocno i zaczęła go namiętnie całować. Nie pytała, gdzie spędził 
cały dzień... w tej chwili nie miało to znaczenia. Ważna była tylko jego obecność i miłosna 
pasja, z jaką pieścił jej płonące z pożądania ciało. 

– Tęskniłem za tobą – wymamrotał, odrywając na chwilę wargi od jej ust. 
– Ja też za tobą tęskniłam – jęknęła cicho, przytulając się do niego jeszcze mocniej. 

Potem nie mogła już nic mówić, bo znów zalała ją fala rozkoszy. 

Odwróciła   się   leniwie   na  posłaniu   i  poczuła   bijące   od  Sama   ciepło.   Uchyliła   oczy   i 

zauważyła, że mąż uważnie się jej przygląda. 

– Jak ci się spało, kochanie? – spytał czule, muskając wargami jej obolałe od pocałunków 

usta.   Pod   wpływem   jego   dotyku   natychmiast   odzyskała   pełnię   przytłumionej   przez   sen 
świadomości. 

– Która godzina? – wyjąkała zaspanym głosem. 
– Nie mam pojęcia. Pewnie druga albo trzecia w nocy. Czy to ma jakieś znaczenie?
Przesunął palcami po jej włosach, a ona uniosła głowę z poduszki i spojrzała na niego z 

czułością. Przy okazji stwierdziła z zadowoleniem, że siniak na jego klatce piersiowej jest o 
wiele mniej widoczny. 

– Sam... – szepnęła cicho. – Jak to dobrze, że wróciłeś. Bałam się, że już nigdy cię nie 

zobaczę. 

Uniósł się na łokciu i zerknął na nią ze zdumieniem. 
– Jak mogło ci to przyjść do głowy? – spytał cicho. 
–  Kiedy  wróciłam   do  domu  i  zobaczyłam,  że   cię   nie  ma,   zaczęłam   podejrzewać,  że 

może... że może przyszedł ci do głowy jakiś nowy pomysł. 

– I miałaś słuszność – powiedział, śmiejąc się cicho. 
– Chodź ze mną, to pokażę ci, co wymyśliłem. 
– Przecież jest środek nocy! – zawołała z niepokojem. 
– Nie rozumiem, co chcesz mi pokazać... 
– Zrozumiesz, kiedy zejdziesz na dół – mruknął, pociągając ją w kierunku drzwi. 
Potem na palcach ruszył w stronę schodów. 
– Dlaczego zachowujesz się tak cicho? – spytała Alison. 
– Bo on śpi. 

background image

– Kto?
Sam   otworzył   drzwi   kuchni.   Obok   piecyka   stał   duży,   wiklinowy   koszyk,   z   którego 

wystawała głowa psa. 

– Szczeniak! – zawołała cicho Alison. – Zupełnie zapomniałam o jego istnieniu. 
– Właśnie dlatego nie było mnie tak długo w domu. Musiałem pojechać do pani Huntley. 
– Kto to jest pani Huntley? – spytała, coraz bardziej zdezorientowana. 
– Kobieta, od której go kupiłem. Pojechałem do niej taksówką, a w drodze powrotnej 

wstąpiłem   do   mojego   mieszkania,   żeby   zabrać   kilka   części   garderoby.   Z   powodu   tych 
przeklętych żeber wszystko zajęło mi sporo czasu. 

– Dlaczego nie zostawiłeś mi kartki? Przychodziły mi do głowy najbardziej przerażające 

myśli. Zdałam sobie sprawę, że w gruncie rzeczy prawie nic o to tobie nje wiem. Nie mam na 
przykład pojęcia, dlaczego kupiłeś tego psa. Nie byłam nawet pewna, czy nie postanowiłeś 
wrócić do Australii... 

Przerwała nagle, nie mogąc opanować dławienia w gardle. Sam podszedł do niej i czule ją 

objął, a ona przywarła do niego całym ciałem. 

– Ali... – mruknął stłumionym głosem. – Pojechałem do Australii tylko dlatego, że życie 

bez ciebie było dla mnie torturą. Nie mogłem znieść myśli o tym, że będę cię widywał jako 
osobę obcą. Uznałem, że wyjazd będzie najmniej bolesnym wyjściem z sytuacji. Ale szybko 
zdałem sobie sprawę, że popełniłem błąd. Kiedy tylko mój kontrakt dobiegł końca, wróciłem 
do kraju... Jeśli idzie o tego psa, to miał on być prezentem dla nas wszystkich. Symbolem 
odbudowy   naszego   życia   rodzinnego.   Kiedy   okazało   się,   że   nie   jest   to   takie   proste, 
postanowiłem oddać go pani Huntley. Ale polubiłem go tak bardzo, że nie mogłem się do 
tego zmusić. 

Alison przesunęła łagodnie palcami po jego policzku. 
– Och, Sam, bardzo mi przykro, że niesłusznie cię podejrzewałam. .. 
– Jeśli jest ci na prawdę przykro, to spróbuj mnie przebłagać – mruknął. 
– Bardzo chętnie – odparła, pociągając go w stronę sypialni. 

background image

GLENCOURT

Był   słoneczny   sierpniowy   poranek.   Alison   rozsunęła   ciężkie   brokatowe   zasłony   i 

wyjrzała   przez   okno.   Uśmiechnęła   się   z   zachwytem   na   widok   biegającej   po   trawniku 
gromadki pięknych, rasowych koni, a potem raz jeszcze obrzuciła wzrokiem wnętrze pokoju. 
Stojące w nim antyczne meble wspaniale harmonizowały z nowoczesnymi tapetami. 

Kiedy   poprzedniego   dnia   przyjechali   do   Glencourt,   Hector   i   Anabelle   oddali   im   do 

dyspozycji   wykwintny   apartament,   złożony   z   ogromnej   sypialni,   saloniku   i   pokoju   dla 
Gemmy. Spodziewali się niezwykłych przeżyć estetycznych, ale przepych panujący w pałacu 
zaparł im dech w piersiach. 

Nagłe Alison poczuła uścisk mocnych ramion Sama. Odwróciła się i spojrzała czule na 

mężczyznę, który był jej mężem. 

– Nigdy nie myślałam, że do tego dojdzie – szepnęła ze wzruszeniem. – Że będziemy tacy 

szczęśliwi. 

– A ja nie podejrzewałem, że będziemy się kochać w łożu, w którym przed trzystu łaty 

sypiali królowie – mruknął Sam z szelmowskim uśmiechem. 

– Jak spędziłeś poranek?
–  Rozmawiałem  z   Hectorem.   Powiedział   mi,  że   zaraz   po  ślubie   zamierza  przejść  na 

emeryturę. A to oznacza, że Peter i ja będziemy musieli znaleźć jakiegoś lekarza na jego 
miejsce.  –  Usiadł   na  długiej,  obitej  aksamitem  kanapie  i   posadził  ją  obok  siebie.   –  Czy 
zechcesz zostać moim wspólnikiem w przychodni? Czy obiecasz mi miłość i posłuszeństwo 
aż do końca naszego długiego życia?

–   Być   może   miłość,   ale   z   pewnością   nie   posłuszeństwo   –   odparła   ze   śmiechem.   – 

Będziesz też musiał spytać o zdanie Petera. 

– To nie jest konieczne. Rozmawiałem z nim przed chwilą, a on natychmiast się zgodził. 

Co   więcej,   był   zachwycony.   Jak   widzisz,   my,   mężczyźni,   potrafimy   rozwiązać   każdy 
problem. 

Alison rzuciła w jego kierunku poduszką, lecz on uchylił się zręcznie i chwycił ją w 

ramiona. 

– Annabel wyznaczyła termin tej przeklętej przejażdżki konnej dopiero na jedenastą – 

szepnął do jej ucha. – Czy myślisz, że możemy zamknąć drzwi na klucz?

– Chyba nie... – mruknęła z żalem. – Przecież może nas szukać Gemma... 
– Zajrzałem do niej przed chwilą. Śpi tak mocno, że nie obudziłaby jej nawet armatnia 

salwa. 

Delikatnie wsunął dłoń pod jej szlafrok, a ona jęknęła z pożądania i rozkoszy. Potem 

mocno przycisnęła usta do jego warg i zapomniała o całym świecie. 


Document Outline