background image

 

Wojciech Jóźwiak 

  Biblia szamanów  

 

1999

 

wstęp

 • 

Wąż

 • 

Kruk

 • 

Mamre

 • 

Samson

 • 

Drabina Jakubowa

 • 

Mandala Ezechiela

 • 

Kain

 • 

Mojżesz

 

• 

Bóg Ognia

 • 

Eliasz

 • 

Babel

 • 

posłowie

 •  

Spis treści 

wstęp: Biblia szamanów?

  

1. 

Wąż w raju

  

2. 

Kruk, potop i arka Noego

  

3. 

W dąbrowie Mamre

  

4. 

Samson, czyli lew, miód i moc mieszkająca we włosach

  

5. 

Drabina Jakubowa czyli miejsce mocy

  

6. 

Mandala Ezechiela

  

7. 

Kain

  

8. 

Mojżesz, czyli dziecko wyjęte z wody

  

9. 

Jahwe, Bóg Ognia

  

10. 

Eliasz, władca burzy

  

11. 

Klątwa nad Wieżą Babel

  

posłowie

 

wstęp: Biblia szamanów? 

Było to w roku 1960. Michael Harner, dziś czołowa postać ruchu neoszamańskiego, a wówczas początkujący 
młody  antropolog,  przebywał  na  swojej  pierwszej  badawczej  wyprawie  w  lasach  ekwadorskiej  części 
Amazonii.  Gościł  u  Indian  Conibo  i  kiedy  wypytywał  ich  o  ich  wyobrażenia  religijne,  został  -  zamiast 
odpowiedzi  -  poczęstowany  przez  wioskowego  znachora  napojem  z  halucynogennej  rośliny 

ayahuasca

.  Jego 

pierwsze  doświadczenie  z  ayahuaską  było  dramatyczne:  był  przekonany,  że  dawka,  którą  dostał,  była 
śmiertelna  i  że  właśnie  umiera  -  tym  bardziej,  że  podczas  wizji,  których  był  świadkiem,  zostało  mu 
powiedziane, iż oto otrzymuje przekaz wiedzy, który jest zastrzeżony tylko dla zmarłych. Istoty, które mu to 
opowiadały,  były  podobnymi  do  smoków  kombinacjami  nietoperza  i  węża,  i  ogłaszały  się  prawdziwymi 
władcami  świata  i  stwórcami  życia  na  ziemi.  Zaś  w  centrum  obrazu,  który  wyświetlił  mu  się  z  porażonego 
halucynogenem  mózgu,  stał,  wpatrzony  w  niego  i  złośliwie  uśmiechnięty,  gigantyczny  gad  o  paszczy 
krokodyla,  z  której  wylewał  się  istny  potop  szumiącej  wody...  Następnego  dnia  Harner  wybrał  się  łodzią  do 
niedalekiej misji, aby o swoich wizjach opowiedzieć białym ludziom. Misjonarze słysząc jego relację sięgnęli 
do Biblii, gdzie w Apokalipsie Św. Jana napisano: 

I wypuścił wąż z paszczy swojej wodę jako rzekę...

 (Obj. Jan. 12, 15) 

Tak  oto  nieoczekiwanie  wizje  wykreowane  przez  indiański  halucynogen  znalazły  swoje  potwierdzenie 
w słowach Biblii... Dodajmy jeszcze, że kiedy niedługo potem Harner wybrał się po radę do pewnego starego 
i niewidomego już szamana Conibów, ten, nie czekając, aż Amerykanin opowie mu swoje wizje do końca, na 
wiadomość  o  skrzydlatych  wężo-gackach,  które  tytułowały  się  "władcami  świata",  wtrącił  szybko 
i  z  uśmiechem:  "A  tak,  one  zawsze  to  mówią!"  I  wyjaśnił:  "Ale  one  są  tylko  władcami  Ciemności 
Zewnętrznej". 

Czy  chcemy  tego,  czy  nie,  Pismo  Święte,  zarówno  Starego,  jak  i  Nowego  Testamentu,  w  wielu  miejscach 
zawiera  wizje,  które  okazują  się  zaskakująco  podobne  do  pewnych  prastarych  mitów  i  mitologicznych 
wyobrażeń,  do  wierzeń  ludów  uważanych  do  niedawna  za  "prymitywne",  a  także  do  obrazów  widywanych 
również dziś: w snach, pod wpływem halucynogenów oraz przez szamanów podczas ich magicznych podróży. 
Wiele wskazuje, iż jest to przekaz, który przychodzi z mało wciąż zbadanych, nieświadomych głębin naszego 
umysłu. Te obrazy, wizje, mitologie są stale w nas; niekiedy wydobywają się na powierzchnię i dobijają się do 
naszej  świadomości.  Wielu  ludzi,  także  spośród  tych,  którzy  do  dziś  uważani  są  za  religijne  autorytety, 
dostrzegało w nich przekaz od Boga. 

background image

 

Tytuł  "Biblia  szamanów"  oczywiście  nie  oznacza,  że  oto  właśnie  została  napisana  lub  odnaleziona  jakaś 
Księga, zawierająca szamańską mądrość. Takiej księgi nie było i nie będzie, gdyż szamanizm obywał się bez 
pisma.  Tradycja  ta  jest  starsza  niż  sztuka  pisania,  która  pojawiła  się  w  dość  późnej  fazie  rozwoju  ludzkiej 
kultury  i  długo  przez  wiele  ludów,  skądinąd  cywilizowanych  i  rozwiniętych,  była  traktowana  z  dużą 
nieufnością.  I  tak  na  przykład  Ariowie,  zdobywcy  Indii,  przez  długie  wieki  nie  spisywali  swoich  świętych 
hymnów i eposów, a przekazywali je wyłącznie ucząc się ich na pamięć. Tylko w pamięci wtajemniczonych-
druidów  istniała  bogata  literatura,  mitologia,  kosmologia  Celtów  -  i  wraz  z  druidami  przepadła.  Podobnie, 
niedaleko od kraju, który będzie przedmiotem zainteresowania tej książki, a więc w starożytnym Iranie, długo 
nie  umiano  zdecydować  się  na  spisanie  nauk  proroka  Zaratusztry,  chociaż  Persowie  i  Medowie  zewsząd 
sąsiadowali z ludami - Semitami, Elamitami i Grekami - które od wieków pisma używały nie tylko do celów 
uroczystych i sakralnych, ale i w codziennym życiu. 

Pisanie i przechowywanie ksiąg było zrazu luksusem i miało miejsce tam, gdzie były zorganizowane państwa, 
królewskie dwory, świątynie i kolegia kapłanów. Szamani działali raczej z dala od centrów władzy i do dziś 
zachowali się tylko w odległych i rzadko zaludnionych okolicach świata. Tym cenniejsza jest ich wiedza, która 
do naszych czasów przetrwała w umysłach tubylczych mieszkańców Syberii, Australii czy obu Ameryk. 

Pod tytułem tej książki, "Biblia szamanów", kryje się więc zamiar dużo skromniejszy. Chodzi o przyjrzenie się 
Biblii pod nietypowym dla niej kątem: czy i w tej księdze, świętej najpierw dla narodu żydowskiego, później 
zaś  dla  chrześcijan,  nie  przetrwały  ślady  dawnego,  mitologicznego  i  szamanistycznego  pojmowania 
rzeczywistości? 

Gdy  czyta  się  Biblię,  powstaje  wrażenie,  że  jej  autorzy  w  ostatniej  chwili  usiłowali  utrwalić  na  papirusie 
duchowy  przekaz,  który  już  wygasał.  Dawni  szamani  mieli  żywy  kontakt  z  duchami,  przodkami,  bogami. 
Później żydowscy prorocy, ich spadkobiercy, rozmawiali i spierali się z Jahwe, swoim opiekuńczym bóstwem. 
Potem ta gorąca linia między niebem a ziemią przestała działać jak należy. Ludzie zaczęli szukać głosu bogów 
w  książkach,  nie  w  swoim  czakramie  serca.  Pozostały  spisane  fragmenty  legend,  mitów...  Ale  to  nie  bajki. 
Skoro w obecnych czasach magowie Indian, Buszmenów, australijskich tubylców kontaktują się z duchowymi 
istotami,  nie  można  wątpić,  że  również  dawni  Żydzi  mieli  szamanistyczne  doświadczenia,  których  odbicie 
znalazło się w Biblii. 

Słowo  szaman  bywa  używane  mało  odpowiedzialnie.  Dlatego  warto  przypomnieć  jego  pochodzenie:  zostało 
zapożyczone  z  języka  Ewenków,  zwanych  inaczej  Tunguzami.  Są  to  mieszkańcy  Syberii,  używający  języka 
z rodziny ałtajskiej, podrodziny tunguskiej; językowi bliscy krewni Mandżurów, dalsi zaś krewni Mongołów, 
Jakutów, Tatarów i Turków. Ewenkowie, a także inne ludy Syberii, mają swoich specjalistów od kontaktowania 
się z innym światem, światem duchów, bóstw, demonów - i nazywają ich szamanami. Słowo to zostało przejęte 
przez Rosjan, a od nich stało się terminem o międzynarodowym zasięgu. 

Syberyjskie pochodzenie słowa szaman zobowiązuje do tego, aby wierzenia i praktyki ludów Syberii traktować 
jako wzorzec szamanizmu. Warto o tym pamiętać szczególnie dlatego, że dziś głównym ośrodkiem mody na 
szamanizm  są  Stany  Zjednoczone  i  szerzej:  świat  angielskojęzyczny,  Amerykanie  zaś  mają  skłonność, 
z  powodów,  które  można  nazwać  patriotycznymi,  utożsamiać  szamanizm  z  religijnym  i  duchowym  życiem 
Indian Północnej Ameryki. Tymczasem kultura Indian zawiera tylko niektóre elementy szamanizmu. Podobnie, 
z  racji  syberyjskiego  pochodzenia,  nie  należy  terminu  szaman  zbytnio  uogólniać  i  nie  nazywać  wszelkich 
plemiennych wierzeń i obrzędów - "szamanizmem"; jako że wszystkie ludy, zarówno te żyjące w plemionach, 
jak i te cywilizowane, zorganizowane w państwa, miały i mają swoich specjalistów od tamtego świata, ale nie 
wszystkich można nazwać szamanami. 

Szamana  wyróżnia  przede  wszystkim  to,  że  posiada  on  umiejętność  wchodzenia  w  trans,  w  zmieniony  stan 
świadomości,  w  którym  bezpośrednio  kontaktuje  się  z  rzeczywistością  duchów,  bóstw  i  innych  istot 
ponadnaturalnych,  oraz  z  ich  mocami.  Swoje  wyobrażenia  religijne  czerpie  on  więc  z  pierwszej  ręki, 
z  bezpośredniego  doświadczenia.  Tym  różni  się  od  innych  specjalistów,  którym  bardziej  należy  się  miano 
kapłanów (oraz religioznawców!), którzy swoją wiedzę wynoszą z lektur lub wykładów i na takiej pojęciowej 
wiedzy  poprzestają,  choć  to  wystarcza,  aby  w  większości  społeczeństw  byli  jedynymi  przewodnikami  po 
świecie ducha. 

background image

 

Czytelnicy moi chcą pewnie wiedzieć, czy starożytni Żydzi, autorzy Biblii, rzeczywiście byli... szamanistami? 
Odpowiedź brzmi, oczywiście - NIE! Szamani żyją w intymnej zażyłości z naturą, kontaktują się z jej mocami 
i  duchami,  znają  język  zwierząt  -  to  znaczy  potrafią  się  kontaktować  z  opiekuńczymi  duchami  zwierzęcych 
gatunków.  Judaizm  czyli  kult  Jahwe,  przeciwnie,  był  w  istocie  zerwaniem  z  naturą.  Żydowskich  proroków 
obchodził człowiek, i to tylko ten, który należał do Narodu Wybranego - oraz Bóg, ten najwyższy i jedyny. Dla 
bóstw pomniejszych, duchów przyrody, dla zwierząt już zabrakło miejsca, przestali być ważni... 

Jeżeli  piszę  o  "Biblii  szamanów"  to  dlatego,  iż  chcę  pokazać,  że  nawet  w  żydowskiej  religii  pozostały  echa 
dawnej, naturalnej magii. 

Cytaty z Biblii: 

z I Księgi Mojżeszowej: według Artura Sandauera, "Bóg, szatan, mesjasz i...", Kraków 1977;  
pozostałe: "Biblia, nowy przekład" Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1990. 
 

w raju 

Bóg stworzył z pyłu ziemi Pierwszego Człowieka, Adama, i na wschodzie świata urządził dlań ogród w Edenie. 
Potem z jego żebra stworzył Ewę.  Oboje byli nadzy, lecz nie wstydzili się tego. W samym środku rajskiego 
ogrodu rosło drzewo, którego owoce były tabu: Bóg zabronił Adamowi i Ewie zrywać je i zjadać. Był w Edenie 
też Wąż, który był najinteligentniejszym za wszystkich stworzeń. Wąż tak powiedział do Kobiety: Jeśli zjecie 
zakazany owoc, nie umrzecie wcale, jak twierdził Bóg, ale otworzą się wasze oczy i staniecie się równi bogom. 
Ewa  posłuchała  Węża,  sama  zjadła  owoc  i  dała  jeść  Adamowi.  Pierwszym  skutkiem  nabycia  mądrości  po 
zjedzeniu owocu było to, iż spostrzegli, że są nadzy i poczuli się zawstydzeni. Sporządzili sobie więc zasłony 
z  liści  figowych.  Potem  ujrzeli  Boga  przechadzającego  się  w  powiewach  wiatru,  poczuli  lęk  i  schowali  się 
przed nim. Przed okiem Boga niczego nie dało się ukryć: Stwórca przeklął Węża i ogłosił go nieprzyjacielem 
ludzi, kobietę skazał na rodzenie dzieci w bólach i poddał ją władzy męża, Adama zaś ukarał dożywotnią ciężką 
pracą na nieurodzajnej ziemi. Wygnał oboje z raju, a u bram Edenu postawił na straży cheruba z płomienistym 
mieczem. 

Wiele rzeczy dziejących się w głębinach umysłu układa się w czwórki. Siedemdziesiąt lat temu Elsie Wheeler 
z San Diego w Kalifornii zobaczyła fragment innego mitu. Piszę "zobaczyła", bo można wyobrazić sobie, iż 
mity stanowią równoległą rzeczywistość, która niekiedy odsłania się przed oczyma jasnowidzów. Ogród Edenu 
z  Adamem  i  Ewa  zapewne  został  przed  tysiącleciami  podobnie  "zobaczony"  czyimś  jasnowidzącym  okiem. 
Pani Wheeler ujrzała co następuje: "Kobieta wynurza się z oceanu, w ślad za nią zaś foka, która obejmuje ją" 
Była to pierwsza wizja z serii 360 tak zwanych Symboli Sabiańskich. Wizja ta składa się z czterech elementów: 
widzimy twórcze Wody oraz Powietrze, czyli przestrzeń ponad wodą; dalej Pierwszą Kobietę, i po czwarte  - 
Fokę, która wciąga ją do wody z powrotem. Zwykle w czwórce jest jeden element, który odstaje od pozostałych 
i zakłóca harmonię. Tutaj tym negatywnym elementem jest Foka. W micie Edenu jest nim Wąż. 

Bohaterowie  tego  dramatu  również  układają  się  w  czwórkę.  Pierwszy  jest  Bóg,  drugi  Adam,  trzecia  Ewa, 
czwarty jest Wąż. Pamiętajmy jednak, że jest to Wąż, a nie Szatan. Kiedy powstawała opowieść o stworzeniu 
świata, Żydzi nie znali jeszcze postaci zwanej Szatanem. Później dopiero zaczęto zgadywać, że ów Zły Duch 
wcielił się w Węża. Nie łączmy więc Węża z Diabłem. 

Kim  w  takim  razie jest Wąż?  Psychologowie  zwierząt  stwierdzili,  że  niektóre przynajmniej  gatunki  zwierząt 
mają w genach zapisany wrodzony obraz swoich gatunkowych wrogów. Pisklę pokrzewki od wyklucia z jaja 
syczy  na  widok  łasicy,  także  wypchanej.  Wszystkie  ptaki  nieruchomieją,  widząc  na  niebie  sylwetkę  orła  lub 
jastrzębia  i  reagują  agresją  na  sowy.  Wydaje  się,  że  z  nami  jest  podobnie.  Przodkowie  ludzi  mieli  dwóch 
przysięgłych wrogów swojego gatunku. Były nimi wielkie koty, jak lew, lampart czy tygrys - oraz węże. Dwa 
obrazy  budzą  w  nas  pierwotny,  zwierzęcy  lęk:  otwarta  paszcza,  wystające  kły  i  oczy  z  wąskimi  źrenicami, 
a więc zapowiedź pożerającej paszczy lwa lub lamparta - oraz wijące się ruchy i syk węża. 

1

 

Indianie z Amazonii odkryli i zastosowali w swojej magii roślinę zwaną ayahuasca, najpotężniejszy ze znanych 
środków halucynogennych. Długo można by opowiadać o dziwach, jakie dzieją się pod wpływem napoju z tej 
rośliny.  Z  pewnością  uruchamia  ona,  oprócz  innych  mocy  duchowych,  również  te  komórki  w  mózgu,  które 

background image

 

przechowują najstarsze, wrodzone obrazy świata. Tym, którzy zażyli ayahuaskę, pojawiają się wizje wielkich 
drapieżnych kotów i gigantycznych węży. Podobno któryś z badaczy eksperymentował z Eskimosami, ciekaw, 
co oni, nie znający ani węży, ani tygrysów, zobaczą po ayahuasce. Zobaczyli... to samo: stwory, które określili 
jako "długie ryby" i "wielkie koty". 

Stanisław Ignacy Witkiewicz-Witkacy, kiedy zażył inny indiański halucynogen, pejotl, ujrzał całe krajobrazy, 
całe góry, po horyzont zbudowane z żywych węży. Magiczny obraz węża mocno tkwi w naszej psychice. 

Sąsiedzi  Żydów,  Egipcjanie,  mieli  wśród  swoich  bogów  również  węża.  Nosił  on  imię  Apopis  i  był  od 
prawieków przeciwnikiem dobrych, słonecznych bogów, czuwających nad porządkiem, światłem i dobrobytem. 
Apopis mieszka gdzieś daleko, w wodach otaczających świat (a może sam jest owymi groźnymi Wodami?), na 
granicy  tego  co  Istnieje  i  tego,  co  Nie  Istnieje.  Co  noc  Re-Słońce  musi  staczać  walkę  na  śmierć  i  życie 
 z  Wężem-Apopisem.  Re  zwycięża,  Słońce  wstaje  każdego  poranka,  ale  Wąż  odradza  się  wciąż  na  nowo, 
ponieważ,  jako  istota  na  wpół  tylko  istniejąca,  nie  podlega  on  śmierci.  Bogowie  (tak  wierzyli  Egipcjanie) 
kiedyś  umrą,  a  on,  Wąż  -  nie.  Wąż  jest  zarazem  Czasem  i  zachowały  się  malowidła  przedstawiające  Węża 
połykającego Godziny. 

Wąż był nie tylko wrogiem człowieka, stworzeniem niosącym śmierć i budzącym grozę. Węże zamieszkiwały 
jamy  i  zakamarki,  miejsca  chłodne,  wilgotne  i  ukryte.  Był  więc  Wąż  naturalnym  strażnikiem  tajemnic 
i skarbów. Zazdroszczono wężom tego, że potrafią zmieniać skórę, a więc odradzać się do nowego życia. Także 
ów  egipski  Wąż  Kosmiczny  był  nieśmiertelny,  bardziej  żywotny  niż  bogowie.  Do  dziś  wąż  jest  godłem 
medyków  i  aptekarzy.  Wąż  wreszcie  przypominał  swoim  kształtem  i  sprężystością  męski  członek,  był  więc 
symbolem seksu. Ale to nie koniec jego znaczeń. Indyjscy jogini widzieli swoją moc - a nie mamy powodu, aby 
im  nie  wierzyć,  bowiem  wielu  było  wśród  nich  jasnowidzów  -  jako  węża  właśnie,  imieniem  Kundalini, 
zamieszkującego  wilgotny  kanał  wewnątrz  kręgosłupa.  Dziś  wiemy,  że  mieści  się  tam  rdzeń  kręgowy,  drugi 
obok mózgu sterujący system nerwowy. I rzeczywiście ma on kształt węża. 

Większość  ludów  żyjących  blisko  natury  znała  i  praktykowała  obyczaj  inicjacji.  Inicjacji  poddawano 
dorastającą młodzież. Jedne rytuały inicjacyjne były dla chłopców, inne dla dziewcząt. W tych obrzędach każda 
płeć  miała  swoją  własną  ścieżkę.  Ktoś,  kto  nie przeszedł  inicjacji,  nie był  uważany  za  człowieka.  Być  może 
Indianie czy Australijczycy patrzyli na nas, Białych, jak na wielkie dzieci, nie inicjowane, a więc zatrzymane 
w  rozwoju...  Inicjacja  była  pasowaniem  na  dorosłego  członka  plemienia.  Wiązała  się  z  niełatwymi  próbami. 
U wielu ludów młody człowiek udawał się na pustkowie, gdzie pościł, nie spał, poddawał się umartwieniom. 
Wyczerpany,  na  skraju  fizycznej  wytrzymałości,  dostępował  najwyższej  łaski:  przybywały  do  niego  istoty, 
które  udzielały  mu  nauk  i  podtrzymywały  na  duchu.  Często  byli  to  mityczni  przodkowie  plemienia,  którzy 
zachowali  zwierzęcą  postać.  Zjawiali  się  jako  kangur  lub  krokodyl,  jako  jeleń,  kruk,  wąż...  Przychodzili 
z tamtej strony, znad granicy widzialnego świata. Po takim doświadczeniu młody człowiek był przygotowany, 
aby wysłuchać z ust starców opowieści, kryjące duchowe tajemnice swego plemienia. 

Jahwe stwarza ogród Edenu jako doskonałą całość, a Pierwszych Ludzi jako szczęśliwe dzieci. Są nadzy, ale 
o tym nie wiedzą. Nie zagraża im śmierć ani choroba, wolni są od pracy i troski o potomstwo. Ale nie wiedzą, 
nie mają wiedzy, jak dzieci pozostają w stanie błogiej nieświadomości. Aby wyrwać ich z tego szczęśliwego 
odrętwienia, musi zjawić się inna istota niż Bóg. Ma ona postać zwierzęcego przodka-totemu, w rodzaju tych, 
o  których  opowiadali  starcy  Australijczyków  czy  Buszmenów.  Jest  Wężem.  Ta  istota  każe  Ewie  (żydowscy 
mędrcy widać uważali kobiety za bardziej od mężczyzn wrażliwe na nowości) złamać tabu, czyli boski zakaz. 
W tym momencie kończy się rajskie dzieciństwo, a zaczyna twarda rzeczywistość dorosłego życia. 

Z mitu o Adamie i Ewie wynika, że gatunek ludzki miał dwóch twórców, dwóch ojców. Boga, który stworzył 
ich  dziećmi,  i  Węża,  który  dał  im  mądrość  wieku  dorosłego.  Wąż  był  pierwszym  nauczycielem,  a  scena 
kuszenia była w rzeczywistości inicjacją. Podczas niej Adam i Ewa stwierdzili, że są nadzy,

2

 a więc dzięki 

wężowej mądrości odkryli także smak seksu. Odwrotną stroną tej inicjacji był gniew Stwórcy, który obdarował 
Pierwszych Ludzi cierpieniem i śmiercią. 

Przypisy 

1.Jezus Zwycięzca pokonujący Lwa i Węża 

background image

 

 

Mozaika  z  Rawenny.  W  chrześcijańskiej  ikonografii  ujawnia  się  prastary  obraz  gatunkowych  wrogów 
ludzkości.  
Napis w otwartej księdze: "Ego sum via, veritas et vita" - "Ja jestem drogą, prawdą i życiem".   

2.Zwierzęca sierść Adama i Ewy 

Tysiąc  lat  temu  z  okładem,  opowieść  o  Adamie  i  Ewie,  skuszonych  przez  Węża  mieszkańcach  raju,  została 
przyniesiona na północ Azji przez nestoriańskich i manichejskich misjonarzy. W ten sposób mit o Pierwszych 
Ludziach dotarł do matecznika szamanizmu w górach południowej Syberii. Tureckie plemiona zamieszkujące 
ten  region  zadziwiająco  trafnie  zinterpretowały  ów  mit  jako  opowieść  o  inicjacji.  Ałtajscy  odpowiednicy 
Adama  i  Ewy  spostrzegają  bowiem,  iż  są  nadzy,  ponieważ...  opada  z  nich  zwierzęca  sierść!   

Toeruengej  przechadzał  się  ze  swoją  żoną,  Eże.  Erlik  powiedział  im:  "skosztujcie  owoców." 
Toeruengej nie chciał, lecz jego żona zjadła. Owoc bardzo jej smakował. Włożyła go więc mężowi do 
ust.  Wtedy  z  obojga  spadło  owłosienie.  Zostali  całkiem  nadzy.  Zawstydzeni,  ukryli  się  miedzy 
drzewami.

 (Małgorzata Łabęcka-Koechnerowa, "Mitologia ludów tureckich", Warszawa 1998. Fragment mitu 

ałtajskiego zapisanego przez W. W. Radłowa.). W opowieści tej Toeruengej i Eże są pierwszymi ludźmi, Erlik 
jest  współstwórcą  świata,  a  zarazem  postacią  typu  trikstera.

3

  Utrata  zwierzęcej  sierści  przez  Adama  i  Ewę 

odsyła  nas  do  najstarszego  epickiego  dzieła  literackiego  -  do  sumerskiej  opowieści  o  Gilgameszu.  To  samo 
stało  się  bowiem  z  Enkidu,  dzikim  człowiekiem  i  przyszłym  towarzyszem  Gilgamesza,  kiedy  został  przez 
świątynną prostytutkę i kapłankę bogini miłości Isztar wprowadzony w arkana seksu, a owa erotyczna inicjacja 
była  w  istocie  uczłowieczeniem  dzikiego  Enkidu: 

Ciało  swe  włochate  wziął  i  obmacał,  starł  z  siebie 

Enkidu  sierść  kudłatą,  olejkiem  się  namaścił,  do  ludzi  stał  się  podobny...

  ("Gilgamesz",  tłum.  Robert 

Stiller,  Warszawa  1967,  str.  13.).  Ponieważ  dopiero  dzięki  inicjacji  młodzież  staje  się  pełnoprawnymi 
członkami  plemienia,  a  więc  w  istocie,  ludźmi,  symboliczne  przedstawienie  tego  przejścia  jako  utraty 
zwierzęcej, czyli nie-ludzkiej sierści, jest jak najbardziej zrozumiałe.   

3.  Postać  trikstera,  czyli  Boskiego  Oszusta,  rozpoznali  antropolodzy  po  raz  pierwszy  w  mitach 

północnoamerykańskich.  Mircea  Eliade  (M  Eliade,  "W  poszukiwaniu  historii  i  znaczenia  religii",  Warszawa 
1997;  ss.  213-214.)  tak  streszcza  jego  właściwości:

...W  większości  tradycji  mitologicznych  Oszusta 

(Trickstera) obarcza się odpowiedzialnością za nastanie śmierci i obecną kondycję świata. Ale jest on 
także  tym,  który  ...  ukradł  ogień  i  inne  użyteczne  przedmioty,  zniszczył  także  potwory,  które 
pustoszyły ziemię. ...Kiedy kradnie ogień czy jakiś inny przedmiot, ... Słońce, Wodę, grę, rybę..., który 
jest zazdrośnie strzeżony przez boską istotę, zwycięża nie tylko męstwem, lecz także przebiegłością 
i oszustwem. ...Kolejnym rysem charakterystycznym jest ambiwalentny stosunek Oszusta do sacrum. 
Trikster  parodiuje  ...obrzędy  odprawiane  przez  kapłanów,  ...parodiuje  też  ekstatyczny  lot  szamana, 
choć  w  jego  przypadku  lot  ów  kończy  się  upadkiem;  ...  drwi  sobie  z  religii.  [Niekiedy]  okazuje  się 
postacią  ...w  równym  stopniu  inteligentną,  co  głupią  -  pokrewną  bogom  dzięki  swej  "pierwotności" 
i własnym mocom, ale jeszcze bliższą ludziom przez swój żarłoczny apetyt, nadmierny popęd płciowy 
i  amoralność.  ...[W  innych  mitologiach,  trikster]  sprzeciwia  się  decyzji  Boga,  by  uczynić  człowieka 
nieśmiertelnym. ...Porządkuje [też] i doprowadza do końca stworzenie świata, ale popełnia przy tym 
tyle omyłek i błędów, że ostatecznie nic nie wychodzi tak, jak powinno.

 Tak szeroko zdefiniowaną postać 

trikstera  rozpoznajemy  w  wielu  mitach  z  kręgu  kulturowego  Europy  i  Śródziemnomorza.  Rysy  trikstera  ma 
Prometeusz, który Zeusowi ukradł ogień dla ludzi, ale i Wąż, który skusił Ewę i przez to ściągnął na nią i na 
Adama  śmiertelną  klątwę  Boga  Ojca.  Trikstera  przypomina  Faeton,  który  wyłudza  od  Apollina-Heliosa  jego 
słoneczny  rydwan,  aby  swoją  kawalkadę  zakończyć  kosmiczną  katastrofą.  "Triksteroidalnymi"  postaciami  są 

background image

 

Syzyf (który uwięził Śmierć), chytry Odyseusz, lubieżne satyry, Szatan z Księgi Hioba, knujący ramię w ramię 
z  Bogiem  intrygi  przeciw  sprawiedliwym;  czy  strącony  w  otchłań  książę  upadłych  aniołów.  Triksterem  par 
excellance  jest  skandynawski  bóg-złośliwiec  Loki,  ale  jest  nim  także  Święty  Piotr  z  ludowych  apokryfów 
polskich i ruskich. (Pan Jezus pospołu ze Św. Piotrem stwarzają świat, ale co Jezus zrobi, Piotr w swojej głupiej 
naiwności psuje). 

 

Kruk, potop i arka Noego 

Jednym z bohaterów dramatu w raju jest 

wąż

Mało kto wie, jakie następne zwierzę Biblia wymienia z imienia? 

Otóż jest nim... kruk. A kruk pojawia się w Świętych Księgach przy okazji potopu i arki Noego. Przypomnijmy 
sobie tę opowieść. 

Pewnego razu Bóg doszedł do wniosku, że na świecie, tak niedawno przezeń stworzonym, nazbierało się zbyt 
wiele niegodziwości. Postanowił zatem dokonać radykalnej odnowy i zniszczyć całe swoje stworzenie  - lądy, 
ludzi i zwierzęta  - a  zostawić jednego tylko Noego  z rodziną. Rzekł więc tak Jehowa do Noego: Zrób sobie 
statek z drzewa cyprysowego i uszczelnij go smołą (tu Biblia podaje  długą i szczegółową instrukcję budowy, 
wraz  z  wymiarami  arki).  Wszystko  bowiem  zginie,  prócz  ciebie,  twoich  synów  i  ich  żon.  Weźmiesz  też  na 
statek po parze każdego zwierzęcia i żywność dla wszystkich. Noe zdążył zbudować arkę, gdy Bóg otworzył 
"upusty" w niebie i zaczął świat zalewać wodą. W falach potopu znikło wszystko, aż po szczyty najwyższych 
gór. Zagładę przeżyły tylko istoty schowane w arce. Aż w końcu wody zaczęły opadać i statek osiadł na górze 
Ararat. Wówczas Noe wysłał na zwiady kruka, aby sprawdził, czy jest gdzieś ziemia, która nadawałaby się do 
zamieszkania.  Kruk  wylatywał  wiele  razy,  lecz  suchej  ziemi  nie  znalazł.  Wtedy  Noe  wypuścił  gołębia,  i  ten 
wrócił z gałązka oliwną w dziobie. Był to znak, że ziemia obeschła i można opuścić arkę. Noe wkrótce po tym 
upił się do nieprzytomności i zległ nagi w swoim namiocie... 

O co właściwie chodzi w tej historii? Budzi ona mnóstwo wątpliwości i jej sens gubi się jak w mgle jakiejś. 
Przede  wszystkim  Biblia  nie  tłumaczy  dlaczego,  za  jakie  grzechy  postanowił  Jahwe  tak  straszliwie  pokarać 
wszystkich mieszkańców Ziemi? Wygląda na to, że mit o potopie jest przeróbką dawniejszych opowieści, które 
być może były bardziej logiczne, ale z jakichś powodów redaktorom Biblii się nie podobały. 

Wiele  ludów  znało  doroczne  święta  chaosu  i  ciemności.  Celtowie  około  pierwszego  maja  obchodzili  święto 
Beltane,  kiedy  wygaszano  ognie,  na jedną  noc  świat pogrążony  był  w  ciemnościach i  rządy  obejmowały  złe 
moce, o świcie zaś następnego dnia krzesano nowy ogień i wraz z nim świat podlegał oczyszczającej odnowie. 
U Słowian podobnym świętem była Noc Kupały. Rzymianie mieli swoje Saturnalia, których pozostałością jest 
karnawał.  Święta  takie  wynikały  z  wiary,  że  przez  rok  żywotne  siły  świata  ulegają  zużyciu  i  coraz  więcej 
gromadzi się zła. Lekarstwem na to może być tylko powrót do pierwotnego chaosu i ciemności, aby przywołać 
czasy  stworzenia  świata  wraz  z  ich  całym  życiodajnym  potencjałem.  Wydaje  się,  że  historia  o  potopie 
opowiada właśnie o takim nawrocie chaosu. 

Kiedy  podczas  dorocznego  święta  wracał  stan  początkowego  chaosu,  przestawały  obowiązywać  normalne 
prawa.  Stan  świętego  nieporządku  obejmował  również  życie  seksualne  i  zwykle  takie  święto  ciemności 
i  odrodzenia  było  jedną  wielką  orgią.  To  wyjaśnia  zagadkowe  zakończenie  historii  Noego.  Dostojnego 
patriarchę  żegnamy,  kiedy  leży  pijany  i  z  obnażonym  przyrodzeniem.  To  pewny  dowód,  że  również 
przodkowie  Żydów  czcili  pamięć  potopu,  czyli  powrotu  chaosu,  nieskrępowaną  radością,  rytualnym 
pijaństwem i rozpustą. 

Ale  co  w  tym  towarzystwie  robi  kruk?  Przede  wszystkim  widać,  że  żydowskim  prorokom  jakoś  ten  kruk 
przeszkadzał,  skoro  historię  wysyłania  ptaka  na  zwiady  opowiedzieli  w  Biblii  dwa  razy  i  za  drugim  razem 
zastąpili kruka - gołębiem. Otóż według prawa Mojżeszowego gołąb był zwierzęciem czystym i można go było 
składać  w  ofierze  Bogu,  zaś  kruk  był  nieczysty  i  niedotykalny,  podobnie  jak  świnia.  Jednak  musiała  istnieć 
pamięć o związkach kruka z potopem, skoro nie udało się go całkiem usunąć z kart Księgi. 

Kruki  towarzyszą  człowiekowi  (lub  towarzyszyły  dawniej)  na  całej  północnej  półkuli.  Żyją  zarówno  na 
piaskach  Sahary,  jak  i  w  lodach  Grenlandii.  Gromadziły  się  przy  jaskiniach  dawnych  łowców  i  ciągnęły  za 
wojskami na pola bitwy. Znakomicie nadawały się do roli ptaków wieszczych, a to dlatego, że są inteligentne, 

background image

 

szybko  i  w  charakterystyczny  sposób  reagują  na  to,  co  się  dzieje  w  dole  i  wprawny  obserwator  z  ich  lotu 
odgadnie, co wydarzyło się wiele kilometrów dalej. 

Kruk swoimi czarnymi piórami przypomina o czasach ciemności, czyli pierwotnego chaosu. Czerń - nigredo - 
to pierwsza faza przemiany materii, jakiej dokonywali alchemicy. W ich tyglach materia czerniała, aby wrócić 
do  stanu  pierwotnej  żyzności,  rozrodczej  mocy.  Dopiero  po  tym  mogła  zrodzić  upragnione  złoto.  Otóż  kruk 
symbolizował ów ciemny etap alchemicznej przemiany. 

Ten mit o mrocznym, lecz życiodajnym kruku jakoś trwa do dziś w naszej podświadomości. Znam sny kobiet, 
w których kruk zjawia się, aby zapowiedzieć urodzenie dziecka. 

Liczne  ludy  północnej  półkuli  -  Indianie,  Celtowie, mieszkańcy  Syberii  -  znały  opowieść  o tym,  jak  to kruk 
właśnie podczas stworzenia świata pierwszy wyłowił z wody lub odnalazł w ciemnościach pierwszy skrawek 
lądu nadający się do zamieszkania. 

Zapewne więc i przodkowie Żydów opowiadali sobie, jak to w wielkim kosmicznym cyklu bogowie zatapiają 
zepsuty świat - po to, by mógł się odrodzić jeszcze wspanialszy. Boskim wysłannikiem, który pierwszy wraca 
z dobrą nowiną, że oto ziemia wynurzyła się z fal, jest czarny kruk z gałązką w dziobie. Wtedy ci, którzy jak 
Noe ocaleli z potopu, mogą bezzwłocznie oddać się pijaństwu i orgiom, aby obudzić płodne siły ziemi. 
 

W dąbrowie Mamre 

Święte  księgi  Żydów  są  jak  ziemia  pod  starymi  miastami:  można  w  nich  kopać  tak,  jak  archeologowie 
przekopują ziemię, i znajdować wciąż nowe ślady danych epok. Biblia pełna jest takich śladów. Jednym z nich 
są święte dęby. 

Kto  czytał  Biblię  wie,  że  nie tworzy  ona  ciągłego  wątku.  Zaczyna  się od  historii  stworzenia  świata,  Adama, 
Ewy i 

Węża

potem jest mor

Kaina

 na Ablu - i następuje lista ich potomków, którzy niczym wielkim się nie 

wsławili. Później na chwilę z mroków niepamięci wyłania się 

Noe

  z  synami  i  znowu  przychodzi  wyliczanka 

przodków znanych tylko z imienia. Potem następuje historia czterech patriarchów: Abrahama, Izaaka, chytrego 

Jakuba

  i  Józefa,  który  zrobił  ministerialną  karierę  w  Egipcie  (każdy  z  nich  był  synem  poprzedniego.)  Po 

Józefie wątek rwie się znów na lat czterysta, po czym historia narodu żydowskiego zaczyna się jeszcze raz na 
nowo, tym razem od 

Mojżesza

. 

Z Abrahamem (który z początku nosi imię Abram) związany jest pewien mało znany wątek. Ów dostojny mąż 
żył  w  mieście  Ur,  w  Mezopotamii.  Tam  objawił  mu  się  Jahwe  i  kazał  powędrować  na  zachód,  do  Ziemi 
Obiecanej, do Kanaanu. 

I przeszedł Abram tą ziemią do Szkhem (Sychem), aż do wróżebnego dębu.

 (Ks. Rodz. 12, 6) 

Tam  Bóg  ukazuje  mu  się  znowu,  a  Abram-Abraham  wznosi  Mu  ołtarz.  Później,  z  powodu  klęski  głodu, 
patriarcha  ze  swymi  ludźmi  chroni  się  w  Egipcie,  po  czym  rozdziela  się  ze  swym  bratankiem  Lotem,  który 
osiedlił się w Sodomie, a sam znów wraca na wyżyny Kanaanu: 

I zwinął Abram namioty, wyruszył, osiadł w dąbrowie Mamre w Hebronie i wzniósł tam ołtarz Bogu.

 

(Ks. Rodz. 13, 18) 

Nie  jest  to  jedyny  fragment  Biblii,  gdzie  dęby  ocieniają  święte  miejsca  i  są  świadkami  wiekopomnych 
wydarzeń.  W  rozdziale  35  Księgi  Rodzaju  czytamy,  jak  to  wnuk  Abrahama  Jakub  pod  wpływem  kolejnego 
widzenia Jehowy nakazuje wszystkim członkom swego plemienia, by pozbyli się obcych bogów, a właściwie 
ich złotych wizerunków i amuletów: 

Wydali więc Jakubowi wszystkie obce bogi, jaki mieli, i kolczyki z uszu, a Jakub zakopał je w pobliżu 
Sychem  pod  dębem.

  (Ks.  Rodz.  35,  4)  Kilka  wierszy  dalej  czytamy: 

Kiedy  zmarła  mamka  Rebeki, 

Debora, pochowano ją pod dębem w pobliżu Betel i nazwano go Dębem Płaczu.

 (Ks. Rodz. 35, 8) 

background image

 

Obyczaj  chowania  zmarłych  pod dębami istniał jeszcze  kilkaset lat  później. Kiedy  król  Saul  zginął  w  bitwie 
z  Filistynami,  wówczas: 

...Zerwali  się  wszyscy  dzielni  mężowie,  zabrali  zwłoki  Saula  i  zwłoki  jego 

synów, sprowadzili je do Jabesz i pogrzebali ic

h kości pod dębem w Jabesz, i pościli przez siedem 

dni.

 (1 Ks. Kronik, 10, 12) 

Dąb w Szkhem-Sychem jest świadkiem nadania praw Jozuemu, następcy Mojżesza: 

I rzekł lud do Jozuego: 

Panu,  Bogu  naszemu,  służyć  będziemy  i  głosu  jego  słuchać.  I  zawarł  Jozue  tego  dnia  przymierze 
z ludem, i nadał mu w Sychem przepisy i prawo. Jozue spisał też te słowa w księdze zakonu Bożego 
oraz wziął wielki kamień i postawił go tam pod dębem, który był przy świątyni Pana.

 (Ks. Jozuego, 24, 

24-26) 

Niewiele  lat  później  Izraelczycy  muszą  raz  jeszcze  walczyć  o  swoją  ziemię  i  wolność.  Kiedy  Bóg  powołuje 
nowego  wodza,  Gedeona,  jego  anioł-wysłannik  pojawia  się  znów  właśnie  pod  dębem. 

Pewnego  razu 

przyszedł anioł Pański i usiadł pod dębem, który był w Ofra, a należał do Joasza (...), podczas gdy 
Gedeon,  jego  syn,  młócił  pszenicę  (...).  I  ukazał  mu  się  anioł  Pański  i  rzekł  do  niego:  Pan  z  tobą, 
mężu waleczny.

 (Ks. Sędziów, 6, 11-12.) Następnie anioł dowiódł swojej mocy cudownie zapalając pokarm 

ofiarny. 

Przypomnijmy w tym miejscu, że kiedy Biblia była spisywana, aniołów, czyli boskich posłańców, wyobrażano 
sobie inaczej niż teraz: jako mężczyzn bez skrzydeł. Zaczęli oni przypominać dziewczęta ze skrzydłami dopiero 
pod wpływem greckiej bogini Nike i podobnie wyobrażanych duchów perskich i mezopotamskich. 

Ale  wróćmy  do  Abrahama.  Nie  może  być  przypadkiem,  że  kiedy  idąc  za  głosem  Jehowy  powędrował  do 
Kanaanu, zatrzymywał się i wznosił ołtarze ofiarne właśnie pod dębami. Wzywał go jego Bóg-opiekun, więc 
zapewne  Abraham  właśnie  pod  dębami  w  nowej  ziemi  spodziewał  się  Go  spotkać.  O  Abrahamie  Biblia 
opowiada, że nie tylko widywał Boga w wizjach i snach, jak inni patriarchowie i prorocy, ale rozmawiał z nim 
niemal jak  równy  z  równym,  kiedy  stali  obaj  na  wzgórzach  pod  Hebronem. Te opowieści  wydają się  echem 
praktyk, które mogły mieć miejsce naprawdę. Jest prawdopodobne, że w miejscach mocy w dawnym Kanaanie 
wtajemniczeni  jasnowidze  mogli  widywać  boga  tych  miejsc,  być  może  nawet  pod  postacią  siwowłosego, 
potężnego starca. I nie przypadkiem działo się w cieniu dębów. 

Wzmianki  o  świętych  dębach  w  Biblii  włączają  historię  Żydów  w  wielkie  pole  siłowe,  które  kiedyś 
rozpościerało  się  nad  znaczną  częścią  Europy,  obejmując  też  kraje  śródziemnomorskie,  Bliski  Wschód 
i  Amerykę  Północną.  Wszędzie  tam  rosły  dębowe  lasy  i  wszędzie  dąb  był  drzewem  świętym,  przedmiotem 
kultu. Wszędzie w dębach zamieszkiwała boska moc. 

Około stu gatunków dębu rośnie w umiarkowanej strefie półkuli północnej. W wielu krajach, również w Polsce, 
dębowe lasy były dominującym typem roślinności, póki nie padły pod siekierami rolników i pasterzy. Dla ludzi 
pierwotnych  dąbrowa  była  środowiskiem  niezwykle  przychylnym:  pod  drzewami  rosła  trawa  karmiąca 
zwierzęta, a owoce dębu, żołędzie, ulubione przez świnie, same też były pokarmem dla ludzi. Zanim człowiek 
nauczył  się  uprawiać  zboża,  zbierał  żołędzie.  Jeszcze  dwieście  lat  temu  żołędziami  żywili  się  Indianie 
w  Kalifornii.  W  epoce  rolnictwa  i  pasterstwa  dębowe  lasy  były  wskaźnikiem,  że  gleba  w  danej  okolicy  jest 
żyzna i ma dość wilgoci. 

Długowieczne, wiekowe dęby wydają się odporne na upływ czasu i służą jako naturalny punkt orientacyjny, 
żywy  pomnik  dla  wielu  kolejnych  pokoleń.  Drewno  dębu  jest  odporne  na  gnicie,  a  w  dębowych  naczyniach 
konserwują  się  pokarmy  i  napoje.  Garbnik  zawarty  w  korze  i  liściach  dębu  chroni  przed  rozkładem;  jest  też 
używany przy wyprawianiu skór. Kora dębu służyła do barwienia wełny na czarno. Wszystkie te właściwości 
dębu każą w nim widzieć naturalny symbol trwałości i wieczności, a także męskiej, ochronnej siły. 

Dąb  był  najświętszym  z  drzew  u  wszystkich  ludów,  które  żyły  w  jego  zasięgu.  Był  czczony  przez  Greków, 
Rzymian,  Celtów,  semickie  ludy  z  terenu  obecnej  Palestyny  i  Syrii,  czyli  przodków  Izraelitów,  przez 
Germanów,  Słowian  i  Bałtów.  Zanim  zaczęto  budować  świątynie,  wszędzie  w  tych  krajach  oddawano  cześć 
bogom w dębowych gajach. 

Zachował się rzymski mit, że pierwsi ludzie wyłonili się z dębu. Również mieszkańcy greckiej Arkadii uważali 
się za potomków dębu - a więc dąb był ich totemem. 

background image

 

Dęby, na których korze spotykano liczne ślady piorunów, zostały skojarzone z ogniem, burzą i błyskawicą. Dąb 
bywał  siedzibą  bogów  objawiających  się  w  burzy,  tak  jak  ich  ptakiem-wysłannikiem  był  orzeł.  Kiedy  nasz 
mityczny  praprzodek,  Lech,  przywędrował  był  nad  Wartę  (jak  Abraham  do  Kanaanu),  także  wybrał  na  swą 
siedzibę wzgórze, gdzie na dębie było gniazdo orła i od gniazda nazwał to miejsce Gnieznem. 

Żydowscy mędrcy, którzy stworzyli religię opartą na przymierzu Ludu Wybranego z Bogiem o imieniu Jahwe 
lub  Jehowa,  korzystali  z  wcześniejszych  idei  i  doświadczeń  duchowych.  Jahwe,  zanim  dla  Żydów  stał  się 
Bogiem Jedynym, Stworzycielem i Sędzią świata, był wcześniej ich bogiem plemiennym, bogiem ognia i burzy 
i  pod  wieloma  względami  przypominał  bogów  innych  ludów,  a  właściwie  jednego  i  tego  samego  Boga, 
czczonego przez różne ludy pod różnymi imionami: Zeusa, Ahuramazdę, Jowisza, Thora, Taranisa, Perkunasa 
lub  Peruna.  I  kiedy  Jahwe  został  przez  Mojżesza  rozpoznany  jako  Bóg  Jedyny,  nadal  zachował  cechy  boga 
ognia i burzy. Objawiał się jak

ogień

: w płonącym krzaku, jako unosząca się pochodnia, jako ogień zstępujący 

z nieba. Także w burzy: poprzez błyskawice i chmury na niebie. Miejscem jego objawień były wysokie góry; 
Synaj, gdzie ukazał się Mojżeszowi, przypomina grecki Olimp, siedzibę Zeusa. 

Bogowie  gniewnego  nieba  i  burzy  mieli  swoje  święte  miejsca,  gdzie  objawiali  ludziom  swoją  wolę.  Owe 
wyrocznie mieściły się pod wiekowymi dębami. Tak było w greckiej Dodonie, gdzie była wyrocznia Zeusa; tak 
było też u Celtów, u Słowian, Litwinów i Prusów, gdzie wtajemniczeni wróżyli z szumu dębowych liści. Moje 
własne  skromne  doświadczenia  wykazują,  że  ów  dźwięk  równie  skutecznie  wprowadza  w  stan  zmienionej 
świadomości, jak bicie w bębny lub dźwięk grzechotki. Wzmianki w Biblii wskazują, że w dawnym Kanaanie 
istniały wyroczne dęby, gdzie Bóg objawiał swoje słowa uwrażliwionemu słuchowi ówczesnych wizjonerów, 
a  być  może  niektórym  z  nich  ukazywał  się  widocznie.  Ku  takim  świętym  dąbrowom,  w  Sychem  i  Mamre, 
skierował swoje kroki Jego wyznawca, Abraham. 

 

Samson,  
czyli lew, miód i moc mieszkająca we włosach 

Opowieść  o  Samsonie  jest  częścią  Księgi  Sędziów,  siódmej  z  ksiąg  Starego  Testamentu.  Jej  bohater  jest 
zapewne postacią legendarną, ale autorzy Biblii kazali mu żyć w określonej epoce historycznej. Kiedy to było? 
Wieki  całe  minęły już  od czasów  Abrahama  i jego  potomków,  pierwszych  patriarchów.  Żydzi  mieli  za  sobą 
niewolę w Egipcie i ucieczkę przez pustynię pod wodzą Mojżesza. Znali Dziesięć Przykazań, które otrzymali 
od Jehowy na Synaju i świadomi byli swego Prawa. Od wielu pokoleń żyli w ziemi obiecanej, w Kanaanie. Ale 
nie byli tam sami. W miastach i żyznych dolinach siedzieli po staremu Kananejczycy, czciciele Baala i Astarte, 
nadmorską równinę (tam gdzie dziś są wielkie miasta, Tel Aviv i Gaza) zajął zaś lud Filistynów, wojowniczych 
przybyszów  z  północy.  Przypuszcza  się,  że  Filistyni  byli  pokrewni  Grekom,  którzy  właśnie  w  owej  epoce 
rozpoczynali swój chwalebny marsz przez karty historii. Kiedy to było? - tysiąc sto lub tysiąc dwieście lat przed 
Chrystusem. Po przeciwnej stronie azjatyckiego bezkresu, nad Żółtą Rzeką, uwięziony przez swoich wrogów 
król Wen spisywał wtedy mówiącą księgę, I-Cing. 

Narodziny  Samsona  objawił  jego  ojcu  i  matce  anioł,  wysłannik  Boga.  Chłopiec,  który  miał  się  urodzić, 
zawczasu  został  przeznaczony  do  ślubów  nazyreatu. Nazyrejczycy,  o  których  zachowało  się  kilka  wzmianek 
w  Biblii,  byli  bractwem  religijnym,  które  od  reszty  wyznawców  odróżniało  się  tym,  że  nie  pili  wina  i  nie 
strzygli  włosów.  Samson  wyrósł  na  młodzieńca  obdarzonego  nadludzką  siłą  i  wielce  kochliwego.  Kiedyś 
zakochał  się  w  pewnej  filistyńskiej  dziewczynie  z  miasta  Timna,  a  kiedy  szedł  się  jej  oświadczyć,  drogę 
zastąpił mu lew. 

Jego zaś ogarnął Duch Pański, toteż rozdarł lwa na dwoje, choć nic nie miał w ręku.

 

(Ks. Sędziów 14, 6) 

Kiedy  wkrótce szedł do Timny  po  raz  drugi, by  dziewczynę  pojąć  za  żonę, 

zboczył  z  drogi,  aby  obejrzeć 

padlinę  lwa,  a  oto  rój  pszczół  był  w  cielsku  lwa  oraz  miód.  Nabrawszy  go  nieco  do  swoich  dłoni, 
poszedł dalej i idąc jadł (...)

 (Ks. Sędziów 14, 8) 

Na  weselu  Samson  zadał  Filistynom  zagadkę,  która  brzmiała: 

Z  pożeracza  wyszedł  żer,  a  z  mocnego 

wyszła słodycz.

 (Ks. Sędziów 14, 14) 

background image

 

10 

Nikt jej przez trzy dni nie mógł rozwiązać, aż wreszcie bohater, który miał słabość do kobiet, wszystko wygadał 
przed  żoną:  że  chodziło  o  jego  przygodę  z  lwem  i  miodem  -  ta  zaś  opowiedziała  swoim  krewnym.  Że  zaś 
zagadka  była  rozwiązana,  więc  wedle  umowy  miał  Filistynom  dać  w  prezencie  trzydzieści  szat  lnianych, 
których nie miał, więc by je zdobyć zabił trzydziestu mieszkańców innego filistyńskiego miasta, ci zaczęli się 
mścić - i tak zaczęła się prywatna wojna Samsona z Filistynami. 

Bardziej znany jest Samson z innej przygody, tym razem dla niego tragicznej i ostatniej. Kolejną jego wybranką 
była Dalila, Filistynka a  może Kananejka. Samson tymczasem, choć walczył sam jeden, stał się prawdziwym 
postrachem swych wrogów. Książęta filistyńscy przekupili Dalilę, aby wydobyła od swojego męża tajemnicę 
jego nadludzkiej siły. Zrazu Samson zbywał ja fałszywymi odpowiedziami, a fortele, które stosowali w myśl jej 
wskazówek Filistyni, przynosiły im kolejne porażki. Dalila jednak nie dawała za wygraną i tak długo zanudzała 
Samsona, że ten w końcu wyjawił jej prawdę: 

Brzytwa  nie  przeszła  jeszcze  po  mojej  głowie,  gdyż  jestem  nazyrejczykiem  Bożym  od  mego 
urodzenia; jeśliby mnie ogolono, odeszłaby mnie moja siła i osłabłbym, i stałbym się jak każdy inny 
człowiek.

 (Ks. Sędziów 16, 17) 

Dalila uśpiła Samsona na własnych kolanach, kazała słudze ogolić mu głowę, i wezwała jego wrogów. 

A gdy 

[Samson] ocknął się ze snu, pomyślał sobie: Wyrwę się im, jak za każdym razem dotąd, i otrząsnę 
się.  Nie  wiedział  jednak,  że  Pan  odstąpił  od  niego.  Wtedy  pochwycili  go  Filistyńczycy,  wyłupili  mu 
oczy i sprowadzili do Gazy związawszy go dwoma spiżowymi łańcuchami, i musiał mleć w więzieniu.

 

(Ks. Sędziów 16, 21) 

Czyżby dumny bohater miał dokonać żywota jako oślepiony niewolnik, obracający żarna? Kiedyś zebrali się 
książęta filistyńscy, aby składać ofiary swemu bogu Dagonowi. Do świątyni, gdzie trzy tysiące ludzi zebrało się 
na  ucztę,  ściągnięto  nieszczęsnego  Samsona,  aby  swoim  widokiem  bawił  gapiów.  Nikt  nie  zauważył,  że 
więźniowi  odrosły  już  włosy...  Samson  tymczasem  stanął  przy  dwóch  kolumnach,  podtrzymujących  dach 
świątyni i wezwawszy Bożej pomocy, obalił kolumny i zginął pod walącym się sklepieniem razem ze swymi 
wrogami. 

Czytając  opowieść  o  Samsonie  przeczuwamy,  że  zawarte  jest  w  niej  jakieś  ukryte  i  od  dawna  zapomniane 
przesłanie; z czasów tak dawnych, że już ci, którzy spisywali Biblię sami go nie rozumieli. Mocarny bohater, 
lew, pszczoły, miód, zagadki i siła zawarta we włosach - oto rebus, który musimy rozwiązać. Dodajmy jeszcze, 
że imię bohatera, nam znane jako Samson, po hebrajsku brzmi Szimszon, czyli 'słoneczny', od szemesz - słońce. 

Młody  Samson  gołymi  rękami  zabija lwa.  Czyn  ten ma  wszelkie  cechy  wojowniczej  męskiej  inicjacji.  Przez 
tysiąclecia,  wśród  ludów  całej  kuli  ziemskiej,  istniały  obyczaje,  których  sens  polegał  na  tym,  że  dorosłym 
mężczyzną zostawało się dopiero po rytualnych próbach. Przejście przez próg dorosłości wymagało egzaminu 
z  odwagi,  zręczności  i  inteligencji.  Młodzieniec  podczas  inicjacji  stawał  oko  w  oko  ze  śmiertelnym 
niebezpieczeństwem, po czym zostawał wprowadzony w święte tajemnice plemienia. U różnych ludów chłopcy 
byli wystawiani na głód, upał, zimno i samotność, wyprawiali się po głowy do wrogiej wioski lub potykali się 
z  dzikimi  zwierzętami.  Jeszcze  niedawno  chłopak  z  afrykańskiego  ludu  Masajów  zostawał  mężczyzną-
wojownikiem dopiero, kiedy upolował lwa. 

Samson zabija lwa. Po paru dniach wraca do trupa zwierzęcia i w jego paszczy znajduje gniazdo pszczół. Otóż 
w wierzeniach ludów znad Morza Śródziemnego te trzy istoty: lew, pszczoła i Słońce były ściśle powiązane, 
jakby  przejawiała  się  w  nich  ta sama  energia.  Lew  był  wizerunkiem  Słońca  i  słonecznych  bogów  w  świecie 
zwierząt.  Lwy  widywano,  jak  chętnie  grzeją  się  na  skalistych  wzgórzach  w  promieniach  wschodzącego  lub 
zachodzącego Słońca. Okrągła głowa lwa, otoczona złocistą grzywą, przypominała promienistą tarczę Słońca. 
Lwa uważano za króla zwierząt, tak jak królowie ludzcy byli żywą obecnością słonecznych bogów pomiędzy 
ludźmi. Związek między lwem a Słońcem przetrwał w astrologii, gdzie znak Lwa podlega władzy Słońca. 

Z kolei pszczoła była słonecznym owadem, pośrednikiem między ziemią a niebem. Obserwowano, jak pszczoły 
pracują podczas słonecznego upału, a ich produkt  - miód  - wydawał się słoneczną substancją, słodką esencją 
Słońca. 

background image

 

11 

W starożytności wierzono, że muchy lęgną się ze zwłok padłych zwierząt. Słoneczny owad - pszczoła - w myśl 
tych samych pojęć, wylęgał się z ciała słonecznego zwierza - lwa. 

Scena,  kiedy  Samson-"Słoneczny"  wyciąga  z  lwiego  trupa  miód  i  oblizuje  dłonie,  wygląda  jak  komunia. 
W wierzeniach wielu ludów przewija się wątek nazwany przez etnografów totemizmem. Pewne plemiona lub 
rody  wierzyły,  że  wywodzą  się  od  zwierzęcych  przodków  -  totemów.  Ludzie  z  takiego  rodu  czuli  się 
spokrewnieni  ze  swoim  totemem,  a  więc  (przykładowo)  kangurem,  foką  czy  jadalną  gąsienicą.  Wierzyli,  że 
potrafią się z nim porozumieć. Znali tajemnice swojego świętego zwierzęcia i poprzez swe obrzędy czuwali nad 
nim.  Spożywanie  totemu  było  czynnością  świętą,  było  łączeniem  się  z  jego  energią.  Wydaje  się  więc,  że 
Samson jedząc miód od pszczół mieszkających w lwie, łączy się ze swoim totemem-lwem, którego wcześniej 
rytualnie upolował, a poprzez niego z siłą nadrzędną, Słońcem. 

Zszedłszy potem do miasta Timna, Samson zadaje jego mieszkańcom zagadkę, która jest w istocie opisem jego 
własnej  inicjacyjnej  przygody.  Zagadki  były  nieodłączną  częścią  praktyk  inicjacyjnych.  Były  testem  na 
inteligencję; ci zaś, którzy znali rozwiązanie, stanowili grono wtajemniczonych. 

Filistyni jednak, miast uznać wyższość Samsona, zaczynają grać nie fair i przekupują kobietę, która wyłudza od 
bohatera  prawidłową  odpowiedź.  Historia  ze  zdradziecką  kobietą  powtórzy  się  jeszcze  raz  i  wtedy  Dalila 
doprowadzi  do  oślepienie  i  śmierci  Samsona.  Heros,  którego  nie  pokonał  lew  i  który  kpił  sobie  z  wrogiego 
wojska,  ulega  przebiegłej  kobiecie.  Ten  antyfeministyczny  wątek  legendy  znowu  kojarzy  się  z  dawnymi 
tajnymi bractwami, męskimi klubami w obrębie plemion, których członkowie swoich tajemnic ściślej chronili 
przez własnymi żonami niż przed wrogimi sąsiadami. Pierwotne ludy zawsze dbały, aby między męska i żeńską 
połową  ludności  panowało  energetyzujące  napięcie;  aby  obie  płci  widziały  w  sobie  nawzajem  nosicieli 
tajemnicy i świętości. 

Pozostają włosy. Logika magicznego myślenia wymagała, aby heros, w którym mieszka energia lwa i Słońca, 
nosił bujne włosy, jak lew grzywę i Słońce promienie. Pozbawiony włosów, przestawał być sobą i tracił swą 
moc. Że moc mieszka we włosach, to pogląd powszechny wśród szamanów. Do dziś magowie spośród Indian 
i ludów Syberii hodują długie włosy, które są mieszkaniem dla całych rojów ich opiekuńczych duchów. 
 

Drabina Jakubowa, czyli miejsce mocy 

Stary  Testament,  czyli  święta  księga  -  a  raczej  święta  biblioteka  -  Żydów,  jest  przede  wszystkim  historią 
zawiłych  stosunków  między  Bogiem  Jahwe,  a  jego  wybranym  i  umiłowanym  przezeń  narodem  żydowskim, 
który  jednakże  przez  większą  część  biblijnych  opowieści  nie  dochowuje  swojemu  Bogu  wierności,  lecz  na 
prawo  i  lewo  dopuszcza  się  bałwochwalstwa,  nie  przestrzega  szabatu  oraz  lubuje  się  w  innych 
niegodziwościach,  przez  co  bywa  przez  Jahwe  okrutnie  karany,  karą  Bożą  zaś  jest  z  reguły  wydanie  ludu 
izraelskiego na pastwę potężniejszych, choć nie korzystających z protekcji Jehowy sąsiadów, z Egiptem, Asyrią 
i Babilonem na czele. 

Biblijna  historia  zaczyna  się  od 

Adama  i  Ewy

,  stworzonych  w  ogrodach  Edenu,  następnie  mamy  pierwsze 

zabójstwo,  popełnione  przez 

Kaina

  na  Ablu,  dalej  czytamy  o  potopie,  z  którego  Bóg  wyratował 

Noego

 

z rodziną. Pra-pra-pra... wnukiem Noego był zaś 

Abraham

któremu Bóg nakazał udać się znad rzeki Eufrat na 

zachód, ku krainie Kanaan, gdzie toczyć się będzie dalszy ciąg historii narodu żydowskiego. Synem Abrahama 
był  nieszczęsny  Izaak,  którego  ojciec  (za  boskim  poduszczeniem)  chciał  zabić  i  spalić  jego  ciało  w  ofierze 
Bogu. Ale to osobna historia... Synem Izaaka i Rebeki był Jakub, zwany też imieniem Izrael, co się wykłada 
"walczący z Bogiem", z czym związana jest kolejna historia. Ów to Jakub uważany był dopiero za właściwego 
protoplastę Żydów, ponieważ od Abrahama wywodziły swój ród inne jeszcze półpustynne semickie ludy: jako 
to  Edomici  czy  Izmaelici,  w  późniejszych  wiekach  znani  częściej  pod  mianem  Arabów.  Jakub  był  ojcem 
dwunastu  synów,  którzy  z  kolei  stali  się  przodkami  dwunastu  plemion,  na  jakie  dzielił  się  naród  żydowski. 
Współcześni badacze starożytności żydowskich widzą tę sprawę z odwrotnej strony: otóż zapewne było tak, że 
dawni Żydzi dzielili się na dwanaście plemion (dwunastka jest liczbą doskonałą i świętą), zaś własną jedność 
i  wzajemne  pokrewieństwa  rozumieli  jako  pochodzenie  od  dwunastu  mitycznych  synów  jednego  praojca, 
Jakuba.  Podobnie  kiedyś  dla  oddania  pokrewieństw  między  Słowianami  ułożono  opowieść  o  trzech  braciach 
imieniem Lech, Czech i Rus, co prawda przemilczając imię ich ojca. 

background image

 

12 

Otóż  w  dziejach  Jakuba  przewijają  się  wątki  tak  stare,  że  obecne  w  mitologiach  również  innych  ludów 
i sięgające aż do szamańskich korzeni wszelkich religii. Najsłynniejszym z tych wątków jest historia drabiny 
Jakubowej. Znacie? To posłuchajcie... 

Wyruszył Jakub z Beer-Szeby i ruszył do Haranu. Trafił na miejsce, gdzie miał nocować, bo słońce 
zaszło,  wziął  jeden  z  tamtejszych  kamieni,  podłożył  go  sobie  pod  głowę  i  na  tym  miejscu  zasnął. 
I śniło mu się, że na ziemi stoi drabina, której szczyt sięga niebios, a wysłannicy boży wstępują po 
niej i zstępują. Oto zaś staje nad nim Bóg i rzecze...

 (I Mojż. 28, 10-13) 

Tu Bóg, który ukazał się Jakubowi we śnie, powtórzył mu błogosławieństwo, obietnicę potęgi jego ludu i słowa 
przymierza, które wcześniej udzielał był Noemu i Abrahamowi. To nocne widzenie poruszyło umysłem Jakuba: 

Ocknął się ze snu Jakub i powiada: Zaiste, Bóg jest w tym miejscu, a ja nie wiedziałem. Przeraził się 
i  powiada:  "Jakże straszne  jest to miejsce!  Nic  innego,  jeno dom to boży  i  brama do  nieba." Wstał 
Jakub o świcie, wziął ów kamień, który sobie podłożył pod głowę, ustawił go jako pomnik i nalał oliwy 
na jego wierzch. I nazwał miejsce to Betel (Dom Boży).

 (I Mojż. 28, 16-18) 

W  dalszym  ciągu  tego  zdarzenia  (wszystko  to  miało  miejsce  jednego  poranka)  Jakub  ślubował,  że  jeżeli 
szczęśliwie wróci do domu (był bowiem, jak pamiętamy, w podróży), to owe bóstwo, które objawiło mu się we 
śnie,  przyjmie  za  swego  własnego  boga  i  ze  wszystkiego,  co  będzie  miał,  będzie  mu  dawał  dziesięcinę.  Sen 
Jakuba  o  drabinie  pojawia  się  w  szczególnym  momencie  jego  życia:  kiedy  mianowicie  odbywa  podróż 
w poszukiwaniu dla siebie małżonki. I wkrótce ją znajduje: jest nią Rachela, córka jego wuja Labana - ta, która 
(po pewnych przygodach, ale to także osobna historia) stanie się pramatką dwunastu żydowskich plemion. 

Z tej krótkiej, liczącej kilkadziesiąt słów opowieści, wyciągnąć można masę wniosków. 

Zauważmy  przede  wszystkim,  że  pochodzić  ona  musi  z  czasów,  kiedy  Jahwe  nie  był  jeszcze  narodowym 
bogiem  Izraela.  Po  pierwsze  dlatego,  że  sam  naród  żydowski,  od  Jakuba  się  wywodzący,  jeszcze  wówczas 
właściwie  nie  istniał.  Po  drugie,  sam  Jakub  wydaje  się  mocno  zaskoczony  owym  nocnym  objawieniem,  tak 
jakby  jeszcze  o  Jehowie  niewiele,  a  może  i  nic  nie  słyszał.  Możemy  stąd  wnioskować,  że  opowieść  ta  jest 
echem czasów, kiedy poszczególni naczelnicy semickich rodów i koczujących plemion, mieli swoich własnych 
bogów. Bogów w pewnym sensie osobistych, ale również rozciągających swoją władzę na potomstwo, służbę 
i lenników głowy rodu. Ale i ludzie niższej rangi mieli swoich bogów, że tak powiem, podręcznych. Nie kto 
inny  przecież,  jak  sam  Jakub,  w  wiele  lat  później,  rozkaże  wszystkim  swoim  ludziom: 

Usuńcie  obcych 

bogów  spośród  siebie

  (I  Mojż.  35,  2),  co  polegało  wszakże  na  tym,  że: 

Oddali  Jakubowi  wszystkich 

obcych  bogów  jakie  mieli,  i  kolczyki,  które  mieli  w  uszach,  Jakub  zaś  zakopał  je  pod  dębem  koło 
Sychemu.

 (I Mojż. 35, 4) Z tego fragmentu jawnie wynika, że owi "bogowie" mieli w istocie postać amuletów, 

noszonych przy sobie wisiorków czy opasek. Cóż zresztą innego mógł ze sobą wozić koczownik? A mentalność 
ówczesnych  ludzi  słabo  odróżniała  boga  jako  transcendentalnego  ducha  od  wizerunku  uczynionego  ze  złota, 
brązu czy jaspisu. Tego, że bóg nie jest identyczny ze swoim wizerunkiem, mieli się dopiero Żydzi uczyć przez 
długie wieki; i stąd się brało wielkie wyczulenie religijnych przywódców Izraela na "bałwochwalstwo", czyli 
oddawanie  religijnej  czci  posągom  i  wizerunkom  -  choćby  nawet  owe  rzeźby  czy  malowidła  przedstawiały 
samego Jahwe pod jedną z jego wielu postaci. 

W  cytowanych  fragmentach  spotykamy  więc  Jakuba,  kiedy  wyrusza  na  wędrówkę  w  podwójnym 
poszukiwaniu:  dziewczyny,  która  zostałaby  jego  żoną,  oraz  boga,  który  byłby  go  prowadził  i  służył  opieką. 
Oboje powinien znaleźć, jeśli stać się ma ojcem-założycielem nowego narodu. O pierwszym celu wie, o tym 
drugim dowiaduje się znienacka, podczas sennego objawienia, gdyż to w istocie nie on szuka swego boga, ale 
Jahwe jego sobie upatruje na swego wyznawcę. 

Jakub jednak, zauważmy, ma do tego objawienia stosunek racjonalny i rzec można handlowy. Bogu ujrzanemu 
we śnie oddaje należny szacunek: ustawia kamień-pomnik, ale i postanawia Go sprawdzić, wypróbować; mówi: 
jeżeli Ty umożliwisz mi szczęśliwy powrót do domu (a w tym czasie jego brat Ezaw dybał na jego życie), to ja 
Ciebie uznam za swego boga. Od tego targu wzięło się zapewne istniejące również naszym języku przysłowie: 
"Jak  Kuba  Bogu,  tak  Bóg  Kubie".  Skoro  zaś  Jehowa  wywiązał  się  z  umowy,  to  i  Jakub  został jego  wiernym 
czcicielem. 

background image

 

13 

Uważny czytelnik tej opowieści nie przeoczy również innego znamiennego faktu. Otóż jako "dom Boży", jako 
miejsce pobytu bóstwa, nie śni się Jakubowi wcale ani świątynia, ani ozdobna skrzynia-arka, która przez kilka 
późniejszych wieków służyła izraelskiemu Bogu za mieszkanie. Ten szczegół sprawia, że rośnie nasze zaufanie 
do  tej  historii.  Być  może  nie  istniał  konkretny,  historyczny  naczelnik  rodu,  imieniem  Jakub,  który  byłby 
przodkiem Żydów, ale jednak przygoda, której jest bohaterem, zawiera dane autentyczne i wywodzić się musi 
właśnie  z tamtych  pradawnych  czasów.  Zawiera relacje  o  wierzeniach  i  praktykach  religijnych  dawniejszych 
niż Salomon (ok. 950 r. pne.), który zbudował pierwszą w Izraelu świątynię, i dawniejszych niż Mojżesz (ok. 
1250 r. pne.), który budował dla Jahwe złotą, przenośną skrzynię, Arkę Przymierza. 

W  czasach  Jakuba  pustynni  Semici  nie  znali  jeszcze  świątyń  ani  złotych  skrzyń  i  dlatego  święte  miejsce, 
miejsce, gdzie spoczął Bóg, wyrażało im się poprzez jeden z najstarszych religijnych obrazów w świecie: obraz 
pomostu pomiędzy Niebem a Ziemią. 

Celowo napisałem "pomostu", jako że niekoniecznie musiała to być drabina. We wszystkich regionach świata, 
gdzie tylko zachowały się najstarsze, szamańskie wyobrażenia i wierzenia, szaman, czyli wybrany, powołany 
przez  duchy  członek  plemiennej  społeczności,  dostawał  od  nich  dar  odbywania  podróży  pomiędzy  różnymi 
poziomami  świata.  W  swoich  duchowych  podróżach  udawał  się  do  nieba,  świata  nadziemskiego  -  i  do 
podziemi, świata ukrytego. Sposoby podróżowania bywały rozmaite. Szamani mogli używać różnych pojazdów 
lub być unoszeni przez magiczne zwierzęta. Najczęściej jednak wspinali się do niebios po pniu Kosmicznego 
Drzewa, po łuku tęczy, po linie lub - jak we śnie Jakuba - po drabinie. Oczywiście, nie mogło to być zwyczajne 
drzewo, lina lub drabina. Pomost taki musiał sięgać niebios. 

Tak więc wyobrażenie pomostu do nieba bliskie jest wyobrażeniu Osi Świata, czyli kosmicznego słupa, który 
łączy  poszczególne  poziomy  świata,  a  także  jest  osią,  wokół  której  obraca  się  całe  niebo  wraz  ze  Słońcem, 
Księżycem i gwiazdami.  Miejsce, w którym  Oś Świata styka się z powierzchnią ziemi, jest środkiem  Ziemi, 
środkiem  świata  i  jego  pępkiem,  jego  mistycznym  Centrum.  Oczywistym  jest,  że  w  takim  jedynym 
i wyróżnionym punkcie rezyduje Bóg, jak również to miejsce jest punktem skupienia i źródłem Mocy,  która 
może być udzielana także ludziom. 

Tak dotarliśmy do idei Miejsca Mocy. W myśl tego wyobrażenia powierzchnia Ziemi, krajobraz, nie jest czymś 
jednolitym  i  w  swojej  jednolitości  obojętnym.  Są  w  nim  miejsca  mniej  i  bardziej  ważne.  Są  także  miejsca 
o  szczególnych  właściwościach:  takie,  które  leczą,  uzdrawiają,  regenerują  siły  ludzi  i  zwierząt.  Są  miejsca, 
które  pamiętają,  są  same  przez  się  świadkami,  a  więc  szczególnie  nadają  się  na  to,  by  ogłaszać  tam  śluby 
i  zawierać  umowy.  (Pozostałością  wiary  w  takie  miejsca  jest  nasz  obyczaj  wrzucania  monet  do  źródeł 
i  wodotrysków.)  W  wyobraźni  dawnych  ludów  istniały  miejsca,  w  których  kobiety  łatwiej  poczynały  dzieci 
i takie miejsca, które nadawały się do obierania władców. I wreszcie były miejsca, które obdarzone były pełnią 
mocy. Te miejsca były mieszkaniem bogów, tam najłatwiej można było się z Nimi kontaktować (na przykład 
przez wieszcze sny) i były uważane za środek świata. 

Miłośnicy  opowieści  Carlosa  Castanedy  pamiętają,  jak  wyglądał  początek  jego  praktyki  u  indiańskiego 
czarownika, Don Juana Matusa: miał za zadanie znaleźć w pobliżu domu swego mistrza własne miejsce mocy, 
w którym byłby niezwyciężony. 

W rozważanym tu fragmencie Biblii Jakub natrafia właśnie na potężne miejsce mocy,  które jednak na pozór 
niczym  szczególnym  się  nie  wyróżnia  i  on  sam  jest  zdziwiony  i  strwożony  tym,  co  odnalazł.  Odkrywa,  że 
kamień, na którym opierał głowę podczas snu (niech ta kamienna poduszka będzie miarą zdrowej surowości 
tamtych  czasów)  jest  punktem  przyłożenia  Mocy  Bożej,  owej  drabiny  wiodącej  do  nieba,  po  której  kursują 
duchy-wysłannicy  Boga.  W  dalszym  ciągu  swej  historii  będzie  jeszcze  Jakub  wielokrotnie  wracał  do  tego 
miejsca, do Betel, aby wysłuchać głosu Pana. 

Dziś, kiedy świat tak bardzo potrzebuje odnowienia kontaktu z Bogiem (i z Bogami) warto rozejrzeć się także 
po  naszym  kraju  -  czy  czasem  gdzieś  nie  kryją  się  nie  rozpoznane  dotąd  -  albo  zapomniane  -  miejsca  mocy, 
skąd do niebios i ich mieszkańców byłoby bliżej niż z innych punktów ziemi... 

 

 

background image

 

14 

Mandala Ezechiela 

Zgasła  świetność  Izraela.  Babiloński  król  Nabukadnezar  najechał  resztki  potężnego  kiedyś  państwa,  zdobył 
i zburzył Jeruzalem, wziął do niewoli ostatniego króla żydowskiego, Jojachina; wielką świątynię, wzniesioną 
niegdyś  przez  Salomona,  zburzył  i  spalił,  a lud  Izraela  wysiedlił 

4

  nad  Eufrat.  Czyżby  nie  było  już  żadnej 

nadziei?  Czy  Bóg,  który  kiedyś  obiecywał  Abrahamowi,  Jakubowi,  Mojżeszowi  opiekę  nad  ich  potomkami, 
doszczętnie już swój lud opuścił? W tamtej epoce, kiedy każde państwo i każde plemię miało swoich bogów-
patronów,  naród opuszczony  przez  swego  boga  nie  miał już  żadnych  szans  na  przeżycie  pośród  drapieżnych 
sąsiadów.  Spróbujmy  sobie  wyobrazić,  jak  czuli  się  Żydzi,  pognani  w  niewolę  do  Babilonu.  Opuszczeni, 
oszukani. Czyżby już nie było dla nich miejsca na ziemi? 

Zabrakło  królów;  kapłani  ze  świątyni  Salomona,  jeśli  przeżyli,  byli  już  zbędni  i  bez  zajęcia.  Pięć  lat  po  tej 
katastrofie,  w  Babilonie  nad  rzeką  Kebar,  jeden  z  takich  bezrobotnych  kapłanów  imieniem  Ezechiel  miał 
widzenie,  które  odmieniło  zarówno  jego  życie,  jak  i  dalsze  dzieje  narodu  izraelskiego.  Objawił  mu  się  Bóg, 
oznajmiając, że dotychczasowe klęski były karą, jaką Sam zesłał na naród Żydów, aby ukarać go za odstępstwa 
od  prawdziwej  wiary  i  dać  mu  szansę  odbudować,  od  zera,  religię  Mojżesza,  państwo  Dawida  i  świątynię 
Salomona. 

To,  co  zobaczył  Ezechiel,  jest  jednym  z  najdziwniejszych  i  najtrudniejszych  do  zrozumienia  fragmentów 
w  Biblii.  Opis  rydwanu  Boga,  wspartego  na  "czterech  żywych  istotach"  pokusił  nawet  Daenikena  i  jego 
zwolennika Blumricha do ogłoszenia rewelacji, iż był to... pojazd kosmitów! Ale nie wierzmy Daenikenowi: 
jeżeli  to  byli  przybysze  z  kosmosu,  to  dlaczego  przekazali  Ezechielowi  tak  żarliwą  krytykę  postępowania 
Izraelitów? I niby skąd znali się na szczegółach wyposażenia świątyni jerozolimskiej? 

 

 

Czworoskrzydłe geniusze i demony (pośrodku słynny 
Pazuzu), wyobrażane przez mieszkańców Mezopotamii, 
były zapewne wzorem dla czworoskrzydłych "żywych 
istot" widzianych przez Ezechiela. 

Widzenie  Ezechiela  było  dziwne,  ale  składało  się  na  obraz,  który  był  zrozumiały  dla  ówczesnych  Żydów, 
którzy  przecież  przyjęli  jego  opowieść  jako  dowód  na  spotkanie  z  Bogiem,  ich  Bogiem  -  a  nie  jakimś 
pomniejszym pustynnym demonem. A więc, przypomnijmy sobie, cóż takiego ujrzał Ezechiel... 

I spojrzałem, a oto gwałtowny wiatr powiał z północy i pojawił się wielki obłok, płomienny ogień i blask 
dokoła niego, a z jego środka spośród ognia lśniło coś jakby błysk polerowanego kruszcu.

 (Ez. 1, 4) 

Wewnątrz blasku ujrzał Ezechiel coś, co uznał za "cztery żywe istoty". Były podobne do człowieka, lecz każda 
z  nich  miała  cztery  twarze  i  czworo  skrzydeł.  Twarze  każdej  istoty  były  takie  same:  z  przodu  była  to  twarz 
człowieka, z prawej strony twarz lwa, z lewej - byka, z tyłu zaś widać było oblicze orła. Z ich czworga skrzydeł 
dwa  okrywały  ciało  każdej  postaci,  dwa  zaś  wznosiły  się  ku  górze  i  stykały  razem.  Pod  skrzydłami  miały 
ramiona,  a  ich  twarze,  gdy  cały  ów  pojazd  sunął  naprzód,  nie  zerkały  na  boki.  Nogi  miały  proste,  a  stopy 
podobne do kopyt lśniących jak brąz. Na ziemi Ezechiel ujrzał cztery koła, po jednym obok każdej z istot. Koła 
posuwały się, lecz nie obracały; wyglądały jakby to było "koło w kole", a kiedy pojazd sunął, każde z kół mimo 
to  posuwało się  w  swoim  własnym  kierunku.  Obręcze  kół  pełne  były  oczu.  Cały  ów  niepojęty  rydwan  mógł 
zarówno  poruszać  się  po  ziemi,  jak  i  wznosić  w  powietrze.  Czytając  ten  fragment  Księgi  Ezechiela  ma  się 
wrażenie, iż prorok z trudem dobierał słowa, aby opisać coś, co w żaden sposób nie dawało się wyrazić... 

Pomiędzy czterema istotami jarzył się ogień, blask, który z trudem znosiło ludzkie oko; a ze środka tej jasności 
strzelały błyskawice. Skrzydła istot wydawały przy tym 

szum, jak szum wielkich wód, jak hałas tłumu, jak 

wrzawa  wojska

.  (Ez.  1,  24)  Nie  koniec  na  tym:  nad  czterema  cherubami  (tak  przyjęło  się  nazywać  owe 

skrzydlate  istoty)  spoczywało  tęczowe  lub  kryształowe  sklepienie,  a  ponad  nim  wnosił  się  tron  z  szafiru,  na 
którym Ezechiel ujrzał świetlisto-płomienistą postać o ludzkich kształtach. Uznawszy, że nie może to być nikt, 
tylko sam Bóg, Ezechiel padł na twarz... 

background image

 

15 

Opisana  za  Biblią  wizja  Bożego  tronu  to  tylko  początek  Księgi  Ezechiela,  jednej  z  najdłuższych 
i  najtreściwszych  w  Starym  Testamencie.  Zaczynał  się  nowy  i  trudny  okres  w  życiu  Narodu  Wybranego, 
i Jahwe poprzez Ezechiela musiał udzielić mu nowych pouczeń, które składają się na treść owej księgi. 

Nas interesuje jednak samo Widzenie. Wypada żałować, że obraz Boga, siedzącego na tronie ponad głowami 
i skrzydłami czterech cherubów i wiezionego przez cztery podwójne koła, tak rzadko był przedstawiany przez 
malarzy.  Uczniowie  Ezechiela  spisali  słowa  jego  opowieści;  czytając  ją  odnosimy  jednak  wrażenie,  że 
najpotężniejszy przekaz był nie słownego, lecz plastycznego, wizualnego rodzaju. 

Najmniej w tym obrazie dziwi ognista natura Boga, jako że również wcześniej Jahwe ukazywał się pod postacią 
ognia: jako unosząca się w powietrzu pochodnia - Abrahamowi, jako płonący krzew pustynny i jako słup ognia 
-  Mojżeszowi;  oraz  jako  ogień  spadający  z  nieba  -  Elizeuszowi.  Warto  w  tym  miejscu  zauważyć,  iż  sąsiedzi 
i  sprzymierzeńcy  Żydów,  Persowie,  którzy  ich  w  końcu  wyratowali  z  niewoli  w  Babilonie,  swojego 
Najwyższego  Boga  imieniem  Ahuramazda  czcili  właśnie  pod  widzialną  postacią  ognia,  który  wiecznie 
podtrzymywali w Jego świątyniach. 

Skąd się wywodzi i co symbolizuje obraz czworolicych cherubów? Tym samym słowem Biblia nazywa posągi, 
którymi  Mojżesz  ozdobił  przenośną  siedzibę  Boga,  czyli  Arkę  Przymierza.  Podobne  posągi  skrzydlatych 
strażników  stały  u  wejścia  do  świątyń  w  Babilonie  i  Asyrii.  W  Mezopotamii  były  to  skrzydlate  lwy,  smoki, 
byki, często z ludzkimi twarzami. Cheruby na Arce Przymierza miały zapewne postać skrzydlatych ludzi - jak 
nasze anioły. Owe cheruby były wyjątkiem wśród kultowych przedmiotów żydowskich, gdyż, jak pamiętamy, 
w Izraelu obowiązywał surowy zakaz sporządzania jakichkolwiek wizerunków zwierząt, ludzi i podobnych do 
nich  istot.  W  rydwanie  Ezechiela  cheruby  też  mają  postać  skrzydlatych  ludzi,  wyglądających  jakby  odlane 
z brązu. 

Najważniejszą  ich  cechą  jest  jednakże  ich  czworolicość.  Cheruby  są  cztery,  każdy  ma  cztery  skrzydła 
i  czterema  twarzami  patrzy  na  świat.  Nam,  Słowianom,  bliskie  są  takie  wyobrażenia,  jako  że  nasi 
przedchrześcijańscy  przodkowie  oddawali  cześć  takim  właśnie  czworolicym  bóstwom,  zwanym 
"Światowidami".

5

  Tego  typu  postacią  był też  rzymski  bóg Janus,  który  miał  dwie twarze,  patrzące  naprzód 

i  wstecz.  Oczywiście  czworolicość  jest  oznaką  wszechwiedzy,  a  raczej  wszechwidzenia,  ogarniania  jednym 
spojrzeniem  całego  widnokręgu.  Ale  cztery  twarze  są jednocześnie  oznaką  tego,  że  kolisty  widnokrąg  został 
podzielony na cztery kierunki, cztery strony świata. 

Cztery  kierunki  i  podział  przestrzeni  na  czworo  wydaje  się  nam  czymś  zwyczajnym  i  banalnym.  Żyjemy 
przecież  w  świecie,  w  którym  jest  aż  za  wiele  narożników  i  kątów  prostych; i oswojeni jesteśmy  z  mapami, 
które dzielą świat prostokątną siatką geograficzną. Ale dla ludzi żyjących u początków cywilizacji, więc także 
dla  dawnych  Semitów,  umiejętność  wyróżniania  czterech  kierunków  przestrzeni  w  terenie  była  sprawą 
najwyższej wagi. Świat wydawał się zrazu chaosem równin, wzgórz, wąwozów. Ten, kto umiał w tej plątaninie 
wyróżnić  wschód,  południe,  zachód  i  północ,  miał  poczucie  panowania  nad  chaosem  przestrzeni;  miał 
poczucie, że wrogi świat przemienia się w przyjazny mu dom - albo wręcz w Dom Boga. 

Zauważmy też, że rydwan Boga, który zobaczył Ezechiel, jest mandalą, czyli obrazem Całości Świata. Cztery 
czworolice cheruby symbolizują ziemię, która - jako rozpięta na czterech kierunkach - musi być czworoboczna. 
Ich  skrzydła  wskazują  na  żywioł  powietrza.  Kryształowa,  okrągła  kopuła  ponad  nimi  jest  obrazem  nieba. 
Podobny  symboliczny  obraz  świata  widzieli  dawni  Chińczycy  w  postaci  żółwia:  cztery  łapy  tego  zwierzęcia 
kojarzyły im się z ziemią, sklepiona skorupa przypominała kopułę niebios. Dlatego skorup żółwi używali do 
wróżenia.  Klasyczne  mandale  używane  jako  wzór  do  medytacji  w  Indiach  i  w  Tybecie  mają  postać  koła 
wpisanego  w  kwadrat:  koło  to  niebo,  kwadrat  -  ziemia.  Jeden  z  twórców  psychoanalizy,  Carl  Gustaw  Jung 
odkrył, że obraz ten jest wrodzony ludzkiemu umysłowi i bywa rysowany nawet przez osoby, które nigdy się 
czegoś podobnego nie uczyły. 

Znaczące są też zwierzęta, które użyczyły twarzy cherubom. Lew i byk są typowymi kultowymi zwierzętami na 
całym Bliskim Wschodzie. Byk  był najpotężniejszym z zwierząt, które hodował człowiek; które było w jego 
mocy  (chociaż  mogło  się  mu  wymknąć).  Hodowcy  bydła  byli  zakochani  w  swoich  potężnych  bykac

6

  

i znakomicie ich uczucia rozumiemy! Lew z kolei był najpotężniejszym spośród zwierząt dzikich i drapieżnych; 
także  jedynym,  którego  mógł  się  obawiać  byk.  Lew  był  odwiecznym  symbolem  Słońca,  byk  zaś,  ze  swoimi 
półksiężycowymi  rogami,  był  pojmowany  jako  symbol  Księżyca.  Razem  tworzyły  parę  dopełniających  się 

background image

 

16 

przeciwieństw, które są tak pomocne w zrozumieniu Porządku, jaki panuje pod niebem! Lwy, dodajmy tu na 
marginesie, w czasach Biblii i jeszcze długo potem żyły w znacznej liczbie w Palestynie, w Syrii, w Egipcie. 
Człowiek wytępił je dopiero niedawno, kiedy uzbroił się w broń palną. 

Miano Byka i Lwa nosiły też dwa majestatyczne gwiazdozbiory leżące na rocznej drodze Słońca przez niebo. 
W tamtych odległych czasach 

7

 Słońce wchodziło do Lwa, kiedy rozpoczynało się lato, a do Byka wcześniej, 

z  początkiem  wiosny.  Ślady  tego  porządku  przetrwały  do  dziś  w  astrologii.  Orzeł,  kolejne  zwierzę  z  wizji 
Ezechiela,  to  inna  nazwa  gwiazdozbioru  dziś  zwanego  Skorpionem;  wejście  tam  Słońca  było  początkiem 
jesieni. Zima zaś związana była z gwiazdozbiorem Wodnika, który w tamtej epoce, podobnie jak i dziś, bywał 
wyobrażany jako postać ludzka. Stąd ludzka czwarta twarz cherubów.

8

 

Cztery  twarze  cherubów  są  więc  obrazem  czterech  tak  zwanych  punktów  kardynalnych  nieba;  symbolizują 
zatem  całość  i  pełnię  nie  tylko  Ziemi,  ale  i  Nieba.  A  ponieważ  każde  ze  zwierząt  (plus  człowiek-Wodnik 
czwarty) oznacza jedną z czterech pór roku, to cztery twarze symbolizują również całość i pełnię Czasu, jego 
cyklicznych przemian. 

I właśnie o zaznaczenie owej całości i pełni chodziło w wizji, w jakiej Jahwe ukazał się Ezechielowi. I właśnie 
owa pełnia była dowodem dla wiernych, którzy słuchali opowieści Ezechiela, że to nie jakiś pustynny demon 
go zwodził, ale że ujrzał Chwałę Pana we własnej osobie. 

Bóg  podróżował  czworobocznym  rydwanem.  Również  przyszła  świątynia,  której  plany  objawił  Ezechielowi 
miała  zostać  wzniesiona  na  planie  kwadratu  zorientowanego  według  czterech  stron  świata.  (I  dziś,  kiedy 
budujemy  domy,  zwykle  dbamy,  by  ich  ściany  były  równoległe  do  czterech  kierunków!)  Ale,  jak  to  zawsze 
dzieje się z czwórką, jeden jej element był wyróżniony i odmienny od innych. Oto jedna spośród czterech bram 
świątyni  -  wschodnia  -  miała  być  stale  zamknięta,  gdyż  właśnie  ze  wschodu miał  przybyć  do  niej Jahwe  na 
swoim  cherubowym  rydwanie  i  zamieszkać  w  jej  wnętrzu  na  zawsze.  A  na  pamiątkę  tego  wydarzenia  spod 
wschodniej bramy świątyni (jak powiada w dalszym ciągu Księga Ezechiela) miał wytrysnąć strumień czystej 
i uzdrawiającej wody i wzbierając z każdą milą popłynąć na wschód, by użyźnić pustynię. 

Praktyka  symbolicznego  zaznaczania  Czterech  Kierunków,  oddawania  im  czci  i  łączenia  z  nimi  magicznych 
zwierząt  i  innych  symboli,  jest  rozpowszechniona  w  wielu  rejonach  świata.  Wspomnę  tu  tylko  dla  porządku 
o  Indianach  z  ludu  Lakota,  u  których  świętym  zwierzęciem  kierunku  wschodniego  jest  Orzeł,  kierunku 
południowego  -  psotny  Kojot,  zachodu  -  Niedźwiedź  (lub  Kruk),  Północy  zaś  -  Biała  Krowa  Bizona. 
Kierunkom  tym  odpowiadają  też  cztery  kolory:  żółty,  czerwony,  czarny  i  biały;  a  także  poranek,  południe, 
wieczór  i  noc;  wiosna,  lato,  jesień  i  zima,  oraz  początek,  dojrzałość,  schyłek  i  mądrość.  Kiedy  sam  brałem 
udział  w  pewnych  obrzędach  rodem  z  dawnych  prerii  Ameryki,  miałem  wrażenie,  że  byłem  niedaleko  wizji 
Ezechiela. I dwa spośród zwierząt mocy, patronujących czterem kierunkom, były te same lub prawie te same: 
chodzi o Orła i Byka-Bizona. 

Przypisy 

4.  Wspomniane  wydarzenia  miały  miejsce  w  roku  597  pne.  Wówczas  to  władca  imperium 

nowobabilońskiego,  Nabukadnezar  (imię  to  bywa  pisane  też  Nabuchodonozor)  zdobył  Jerozolimę,  wziął  do 
niewoli  króla  judzkiego  Jojachina,  a  wraz  z  nimi  uprowadził  do  Babilonu  kilka  tysięcy  ludzi  spośród 
żydowskiej  elity.  Wśród  wysiedlonych  był  Ezechiel.  Nie  był  to  jednak  koniec  tragedii  Jerozolimy. 
Nabukadnezar ustanowił w Jerozolimie marionetkowego władcę Sedekiasza. Gdy ten zaczął być nieposłuszny - 
11  lat  później,  w  roku  586  pne.  -  babiloński  wódz  Jerozolimę  zburzył,  spalił  świątynię,  dokonał  rzezi 
mieszkańców, a ocalałą ludność żydowską wysiedlił nad Eufrat. Zdarzenia te są wspomniane w dalszej części 
Księgi  Ezechiela,  gdyż  opisane  w  niej  objawienia  prorok  otrzymywał  od  Jahwe  na  przestrzeni  ponad 
dwudziestu lat.   

5. Imię Światowid w istocie wzięło się z błędnego odczytania zapisanego w niemieckich kronikach imienia 

Zuanthevit  =  Świętowit  -  gdyż  tak  nazywało  się  jedno  z  bóstw  czczonych  przez  Słowian  z  zachodniego 
Pomorza.  Imię  Światowid rozumiemy  jako: "ten,  który  widzi  świat";  natomiast Świętowit  znaczyło: "święty, 
potężny". Imię Światowid przylgnęło do kamiennego posągu-słupa o czterech twarzach, który wydobyty z rzeki 
Zbrucz na Podolu, przechowywany jest w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Bardzo prawdopodobne, że 
jest to wyobrażenie czwórcy słowiańskich bogów, z których naczelnym był Perun.   

background image

 

17 

6. Zanim w Izraelu upowszechnił się zakaz sporządzania posągów Boga, Jahwe bywał czczony pod postacią 

byka. Ślady tego kultu wspomina Biblia mówiąc uszczypliwie o posągach "złotego cielca". Aby uczynić zadość 
kojarzeniu Boga z bykiem, Salomon w swojej świątyni umieścił kadzie oparte na posągach byków z brązu.   

7. Dziś Słońce na początku lata jest w Bliźniętach; 2000 lat temu lato zaczynało się od wejścia Słońca do 

Raka. To przesuwanie się gwiazdozbiorów względem położenia Słońca w różnych porach roku jest skutkiem 
precesji osi obrotu Ziemi. Cały cykl precesji liczy około 26 tysięcy lat.  

8.  Nieco  psuje  ten  klarowny  obraz  kolejność  twarzy,  inna  niż  niebieskich  gwiazdozbiorów.  Południowa 

twarz cheruba była człowiecza, czyli zimowy znak  Wodnika był skierowany ku południowi. Lew ("z prawej 
strony")  patrzył  więc  na  wschód,  Byk  ("z  lewej")  patrzył  na  zachód,  a  Skorpion-Orzeł  ("z  tyłu")  na  północ. 
Jednak  gdy  gwiazdozbiór  Wodnika  widoczny  jest  na  południu,  to  Skorpion  jest  na  zachodzie,  Lew 
(niewidoczny) na północy i Byk na wschodzie.  
 

Kain 

Opowieść o tym, jak syn Adama, Kain, zabił swego brata Abla, znają chyba wszyscy  - tak samo jak historię 
o skuszeniu Adama i Ewy przez węża w Edenie. Przypomnijmy sobie jednak główne fakty: 

Dwóch  synów  mieli  Adam  i  Ewa:  Kaina,  który  był  rolnikiem,  i  Abla  -  pasterza.  Pewnego  razu  obaj  złożyli 
Bogu ofiary: Kain z plonów rolnych, Abel  - z pierwszych zwierząt, które mu się urodziły. Bóg przyjął ofiarę 
Abla, Kainowej zaś nie przyjął. Kiedy Kain przyszedł do Boga z protestem, ten oświadczył mu, że on, Bóg, ma 
prawo  robić  co  chce,  i  nie  Kainowa  sprawa  osądzać  Boże  wyroki.  Kain  wyładował  swoją  złość  na  bracie: 

I wszczął Kain kłótnię z bratem swym Ablem, a gdy pewnego dnia byli w polu, rzucił się na brata Abla 
i zabił go.

  (Ks.  Rodz.  4,  8)  Bóg  pyta: 

Gdzie jest  brat  twój?

  A  Kain  odpowiedział  słynnym  zdaniem: 

Czyż 

jestem  stróżem  brata  mego?

  (Tamże,  4,  9)  Bóg  wymierzył  Kainowi  sprawiedliwość:  wyklął  go  ze  swej 

ziemi  i  skazał  na  tułaczkę.  Kain  zaprotestował  przeciw  temu  wyrokowi,  mówiąc: 

Każdy,  kogo  spotkam, 

zabije  mnie.

  (Tamże,  4,  14)  Więc  Bóg  uczynił  Kainowi  znak,  który  miał  go  chronić  przed  zabójcami.  Kain 

wyniósł się z Bożej ziemi i zamieszkał w kraju Nod, czyli "Tułactwo", na wschód od Edenu. Tam ożenił się, 
spłodził syna imieniem Henoch, a jego imieniem nazwał miasto, które założył. 

Myślę,  że  każdy  współczesny  czytelnik,  czytając  tę  opowieść,  trzyma  stronę  Kaina.  Bo  chociaż  nie  jest  to 
bohater pozytywny  - zabił przecież rodzonego brata  - to jakże tragiczny. Opowieść ta posiada klimat greckiej 
tragedii, w której śmiertelnicy cierpią dlatego, że nieopatrznie ściągnęli na siebie zawistne oko bogów. Kainowi 
dzieje  się  przecież  niezasłużona  niesprawiedliwość:  oto  Bóg,  nie  wiadomo  dlaczego,  nie  chce  przyjąć  jego 
ofiary  i  przemawia  do  niego  jak  do  kogoś  z  góry  potępionego.  Gniewu,  jaki  w  nim  wzbiera,  Kain  nie  może 
wyładować na Bogu, więc obrywa się jego bratu. Chcemy wierzyć, że nie było to morderstwo z premedytacją, 
ale  wypadek  podczas  sprzeczki.  Po  prostu  Kain  miał  silniejszą  rękę...  Bóg  zapewne  też  nie  uważał  go  za 
skończonego  zbrodniarza,  bo  ukarał  go  raczej  lekko:  wygnał  go  "sprzed  swego  oblicza"  (Co  oznacza,  że 
historia  ta  pochodzi  z  owych  dawnych  czasów,  kiedy  Żydzi  sądzili,  że  gdzieś  na  Jordanie  kończy  się  kraj, 
którego Jahwe dogląda ze swego tronu...) 

Opowieść ta jest utkana sprzecznościami. Kogo niby bał się Kain, skoro oprócz niego i jego rodziców jeszcze 
żadnych ludzi nie było na ziemi? Skąd się wzięła dziewczyna, którą poślubił, i czy przypadkiem nie była jego 
siostrą? Temu, kto by śmiał uderzyć Kaina, Bóg grozi siedmiokrotną zemstą. Dlaczego? I dlaczego w trakcie 
rozprawy nad Kainem zmienia front i zamiast potępić zabójcę, zaczyna go chronić? I wreszcie, o co się pobili 
bracia - o względy Boga, czy może o coś innego? A przede wszystkim, nie  wiadomo, jaki jest morał całej tej 
historii. W końcu Kain okazuje się przecież człowiekiem sukcesu: zakłada swój ród (rzecz bardzo ważna dla 
ludów starożytnych) i buduje pierwsze miasto. Kain-bratobójca okazuje się pierwszym twórcą cywilizacji! 

Historia  Kaina  wydaje  nam  się  niedokończona  lub  niepełna.  Zapewne  w  czasach,  kiedy  ją  zapisywano,  lud 
Izraela znał ją w całości jako ustne podanie, a pewnie nawet opowiadał sobie wiele wariantów tej sagi. Dziś ta 
tradycja wygasła i jesteśmy zdani na domysły. 

Na  Kainie  nie  kończą  się  zagadki.  Dalszy  ciąg  czwartego  rozdziału  Księgi  Rodzaju  jest  wykazem  kolejnych 
jego potomków. Piąty z kolei (prawnuk jego wnuka) ma na imię Lamech. Ów Lamech ma synów: Jabala, który 

background image

 

18 

jest  pasterzem,  Jubala,  który  jest  muzykiem,  i  jeszcze  z  drugiej  żony  ma  syna  Tubal-Kaina  -  kowala,  oraz 
piękną  córkę  imieniem  Naama,  co  znaczy  "Urodziwa".  W  wersecie  23  tego  samego  rozdziału,  Lamech  do 
swych żon wypowiada takie oto dramatyczne zdanie: 

Zabiłem męża na ranę moją i młodzieńca na bliznę 

moją.  Bo  siedmiokroć  pomszczony  będzie  Kain,  ale  Lamech  -  siedemdziesiąt  siedem  razy.

  I  nic 

więcej! Rozdział się kończy,  zaś autorzy Biblii zaczynają opowiadać o dziejach rodu nieznanego dotąd syna 
Adama, imieniem Set. Znowu uważny czytelnik zauważa tu ślad jakiejś skrywanej rodzinnej tajemnicy. 

Genialny polski badacz Biblii, Artur Sandauer, odkrył, że zapewne obie te historie opowiadały o tym samym. 
Była to opowieść o kazirodczej miłości brata do siostry: Tubal-Kain (lub Kain) pokochał swoją rodzoną siostrę, 
Naamę, do której większe prawa miał jej brat przyrodni, Jabal (albo Abel, imiona są łudząco podobne). Kain 
(lub  Tubal-Kain)  zabił  Abla  (lub  Jabala),  zaś  ojciec  obu  braci,  Lamech,  był  zmuszony  wymierzyć 
sprawiedliwość  zabójcy  -  i  śmiercią  ukarał  własnego  syna,  Kaina.  Zbrodnia  Kaina  (Tubal-Kaina)  wołała 
o  siedmiokrotną  pomstę  do  nieba,  ale  jego  własny,  Lamecha,  krwawy  czyn  -  wołał  o  pomstę... 
siedemdziesięciosiedmiokrotną! 

Z jakichś powodów redaktor, który spisywał Księgę Rodzaju, postanowił przerobić ów mroczny i tragiczny (jak 
u Greków) mit - w umoralniająca przypowieść o pierwszym zabójstwie. 

Ale  to  nie  koniec:  dzieje  Kaina  odkrywają,  niby  starożytne  wykopalisko,  kolejne  piętra  zabytków  pod  sobą. 
Moglibyśmy  przerwać  nasze  dociekania,  gdyby  nie  padło  wcześniej  słowo  "kowal".  Tubal-Kain,  czyli  jakby 
drugie wydanie Kaina, jest przecież kowalem. Również samo imię Kain jest znaczące i w pewnych językach 
semickich znaczy właśnie: kowal. To jest ważny ślad: Kain zapewne był w pierwotnych odmianach tego mitu 
nie  rolnikiem,  ale  kowalem.  A  skoro  był  kowalem,  to  od  razu  rozumiemy,  dlaczego  także  był  założycielem 
miasta. Kuźnie i huty-dymarki miały przecież swoje stałe siedziby i gromadziły ludzi, którzy ani nie koczowali 
wraz ze swym bydłem, ani nie uprawiali roli, bo nie mieli czasu ni warunków po temu w swoich skalistych, 
lecz  obfitujących  w  rudy  górach.  Kowale-metalurgowie  byli  zarazem  budowniczymi  miast!  I  obie  te  rzeczy: 
stałe,  umocnione  miasta,  oraz  broń  i  sprzęty  z  metalu,  razem  składają  się  na  cywilizację.  Już  zaczynamy 
rozumieć, skąd brała się nasza sympatia do Kaina. Tylko dlaczego Bóg go tak nie lubił? 

Znowu  wyjaśnia  to  jego  zawód  -  kowal.  Przypomnijmy  sobie  inną  postać  ze  starożytnych  opowieści, 
najbardziej znanego spośród boskich kowali, greckiego Hefajstosa. Jego również Bóg Najwyższy, czyli Zeus, 
dziwnie  nie  lubi.  Nie  lubi  go  także  jego  matka,  boska  Hera.  Najpierw  Hera,  a  później  Zeus,  z  błahych 
powodów, srodze go karzą, zrzucając na ziemię ze szczytu siedziby bogów, Olimpu. (Czyż nie przypomina to 
nam do złudzenia Kaina, wygnanego przez Jehowę do przeklętej ziemi Nod?) Hefajstos, strącony przez Zeusa, 
podczas  upadku  na  ziemię,  łamie  sobie  obie  nogi  i  odtąd  pozostaje  kulawy.  (Cielesna  skaza  Kaina  jest 
łagodniejsza - ma tylko "znak" od Boga; domyślano się, że było to piętno na czole). 

Po tych przykrych przygodach z bogami Hefajstos staje się złośliwy. Zabawia się kosztem niebian, chwytając 
ich i krępując niewidzialnymi sieciami. Tak dręczy swoją matkę Herę, tak mści się na swojej żonie Afrodycie, 
która  zdradziła  go  z  Aresem.

9

  A  więc  jest  to  bóg-psotnik  i  złośliwiec,  trikster  -  bo  tak  nazwali  fachowo 

i  z  angielska  etnografowie  tę  postać,  występującą  w  mitach  wielu  ludów.  Ale  trikster  bywa  zwykle  też 
zręcznym twórcą, rzemieślnikiem-artystą - i takim właśnie jest Hefajstos, który dla bogów i herosów wykuwa 
broń, zbroje i kosztowności. Zapewne także Jehowa oszczędził Kaina i obłożył zabójcę ochronną klątwą, czyli 
tabu, bowiem ów, jako zręczny rzemieślnik, był dlań użyteczny. 

W mitach, nie tylko greckich, niechęć bogów nieba do kowali ma postać błędnego koła: ci dlatego, że są nie 
lubiani przez bogów, czynią im przykrości, a niebianie, jakby na wyrost i zawczasu, wypędzają ich ze swoich 
siedzib i skazują na poniewierkę. Kain trafia do pustynnego Nod, Hefajstos na cuchnącą siarką Etnę. Oba te 
miejsca nie nadawały się do zamieszkania przez ludzi. 

Boscy kowale z różnych mitologii są zazwyczaj kulawi. Nie musi to wcale oznaczać, że dawni władcy swoim 
rzemieślnikom rzeczywiście łamali nogi. Przyczyna jest raczej symboliczna. Kowale-bogowie, albo herosi, jak 
Kain, są odbiciem rzeczywistych kowali i metalurgów, jacy działali w zamierzchłej starożytności i wytapiali 
najpierw  miedź,  cynę  i  brąz,  także  srebro  i  złoto,  a  później  również  żelazo.  To  była  prawdziwa  magia! 
Wyobraźmy  sobie:  do  tej  pory  mężczyźni  sporządzali  narzędzia  z  kamienia,  łupiąc  go  i  wygładzając,  a  tu 
zjawiają się tajemniczy przybysze, którzy budują piece, w nich przemieniają kamień w ognistą ciecz, a z niej 
formują  ostre,  śmiercionośne,  połyskliwe  jak  piorun  na  niebie  narzędzia...  To  była  przecież  umiejętność 

background image

 

19 

nadludzka.  Wtedy  to  mogła  się  zrodzić  legenda  o  alchemikach,  potrafiących  z  "kamienia  filozoficznego" 
wytworzyć  dowolne  bogactwa.  Umiejętności  kowali-metalurgów  musiały  się  wydawać  jakąś  tajemnicą 
wykradzioną  bogom 

10

  z  niebios;  i  z  pewnością  sami  kowale,  stowarzyszeni  w  tajemne  bractwa,  dobrze 

pilnowali swoich sekretów, a nowych czeladników pouczali przy pomocy mitycznych opowieści. 

Echem  tych  samych  wyobrażeń  jest  inny  grecki  mit,  o  Prometeuszu,  który  wykradł  bogom  z  nieba  ogień, 
a w odwecie za ten czyn Zeus przykuł go do skały. 

Kowale czynili cuda, które wyglądały jak stosowana w praktyce wiedza niebiańskich bogów, ale zarazem byli 
najściślej związani z ziemią. Ryli, niby krety jakieś, korytarze pod ziemią, by wydobyć z nich rudę. Tę ziemistą 
substancję za pomocą boskiego ognia przemieniali w coś jakby błyskawica: w metal. Przywiązanie kowali do 
ziemi,  ich  związek  z  żywiołem  ziemi,  symbolicznie  wyrażano  w  opowieściach  poprzez  ich  kulawość. 
Zauważmy, że wszelkie potwory, które wyłaniają się z ziemi, mają słabe nogi, chwieją się na nogach, ciężko 
stąpają lub są kulawe. Chwiejnie stąpał uczyniony z gliny Golem. Śladem tego jest też powiedzenie "kolos na 
glinianych nogach".

11

 

Kowale, magiczni robotnicy ziemi, mieli swoje sekretne obrzędy, całą osobną religię. Ostro oddzielali się od 
reszty społeczności swoich czasów. Stąd już krok do wniosku, że byli oddzieleni także od niebieskich bogów, 
których czcił pasterz i rolnik. Oddzieleni - a więc wyklęci. Klątwa może być śladem dawnego grzechu, zbrodni 
-  tak  jak  morderstwo  Kaina  i  niejasna  przewina  Tubal-Kaina.  Owo  oskarżenie  kowali  o  przestępstwa 
przerodziło się następnie w przypisanie im skłonności do złośliwych figlów. 

Ogień  był  narzędziem  i  wysłannikiem  bogów  Nieba,  do  których  należał także  bóg  Semitów,  zwany  El, Baal 
i wreszcie Jahwe. Ogień służył im do pożerania ofiar, które składali im ludzie. Kowale, jak wyobrażano sobie, 
skradli ten ogień bogom razem z ich wiedzą i użyli go do własnych praktyk. Dlatego Jahwe nie przyjął ofiary, 
którą przy pomocy przywłaszczonego ognia usiłował mu złożyć Kain. 

Po czym Kain musiał, zgodnie ze swoim losem kowala, wyruszyć w miejsca nieużyteczne ani dla bogów ani 
dla ludzi, i tam zbudował swoje miasto.

12

 

Przypisy 

9.  Hefajstos,  Afrodyta  i  Ares  stanowią  podobny  "trójkąt"  jak  Tubal-Kain,  Naama  i  Jabal.  Tak  samo  są 

rodzeństwem (wszyscy byli dziećmi Zeusa), a bracia rywalizują o względy siostry, przy czym jeden z nich ma 
większe od drugiego do niej prawa. Imię Afrodyta bywało rozumiane jako "podniecająca", podobnie jak Naama 
to "urodziwa".   

10. Istnieje też w mitach wątek, że kowal (lub bóg-kowal) był stwórcą świata, lub porządku na świecie, że 

stworzył Słońce itp. Fakt ten pozwala dodatkowo zrozumieć, dlaczego istniała sprzeczność i konflikt pomiędzy 
kowalem  a  resztą  bogów.  Pojmowanie  kowala  jako  stwórcy  przetrwało  przysłowiu  "każdy  jest  kowalem 
swojego losu", które jest rzymskiego pochodzenia.   

11. Mityczny kowal, jako istota kulawa i na wpół podziemna, przypomina wyobrażenie diabła. Ten również 

zamieszkuje podziemie (piekło i kuźnia to miejsca niezmiernie podobne!) i ma nogi ptasie, kozie lub końskie - 
albo tylko jedną nogę taką. Znowu mitologiczna myśl zatacza koło, gdyż Kain był uważany, obok Judasza, za 
jedną z postaci diabelskich i przeklętych.   

12. Ostatnie trzy stulecia dopisały nieoczekiwany dalszy ciąg historii demonicznego kowala Kaina. Jak Kain 

wygnany na pustynną ziemię Nod zbudował w niej pierwsze miasto, tak rozwijająca się w Europie od 18 wieku 
cywilizacja przemysłowa zakładała swoje górniczo-hutnicze ośrodki zrazu w miejscach odległych, odludnych 
i  wcześniej  bezużytecznych:  w  górach  wschodniej  Anglii,  u  nas  w  pustych  lasach  nad  Przemszą  na  Górnym 
Śląsku, i w Rosji na ziemiach wcześniej zwanych Dzikimi Polami. 

Warto  też  przypomnieć  w  tym  miejscu,  że  marksiści,  jawnie  nazywający  swój  ruch  "prometejskim"  (czyli 
nawiązujący  do  mitu  o  kowalu  zbuntowanym  przeciw  bogom)  swoją  siłę  czerpali  z  kainicznego  przemysłu 
ciężkiego, do ostatka i ponad miarę inwestując w wielkie piece i zbrojenia, co ich ostatecznie zgubiło. 

 

background image

 

20 

Mojżesz,  
czyli dziecko wyjęte z wody 

Nikt w takim stopniu jak Mojżesz nie wpłynął na losy narodu żydowskiego. Biblia kreśli jego wyrazisty obraz 
jako  męża  bożego,  jako  proroka,  którego  ustami  przemawia  sam  Jahwe,  jako  czarodzieja  słynnego  licznymi 
cudami; a także jako wodza, który wyprowadził Żydów "z ziemi egipskiej, z domu niewoli", oraz prawodawcy, 
który nadał im prawo, któremu do dziś pozostają posłuszni. 

Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej wersetom Biblii, zauważymy, że jest to postać tajemnicza. Autorzy Świętych 
Ksiąg,  tak  rozmiłowani  w  genealogiach,  w  owych  długich  wyliczankach  kto  mianowicie  kogo  spłodził, 
o  przodkach  Mojżesza  milczą.  Jego  ojciec  i  matka  nie  są  wymienieni  z  imienia.  Wiadomo  też,  że  miał  syna 
i córkę, ale o jego dalszych potomkach historia Izraela również milczy, co oznacza, że w późniejszych czasach 
nikt z Żydów nie uważał się jego potomka. Nie wiadomo też w jakich okolicznościach zmarł i gdzie jest lub był 
jego grób. Mojżesz pojawia się nieomal znikąd, dopełnia swego wielkiego dzieła - objawienia Żydom ich Boga 
- po czym odchodzi znowu w nicość. Również jego narodziny były niezwykłe i o tym właśnie tutaj opowiemy. 

Od kilku pokoleń Żydzi mieszkali w Egipcie, dokąd przyprowadził ich Józef, syn Jakuba. Było ich coraz więcej 
i  królowie  egipscy  zaczęli  ich  prześladować.  W  końcu  faraon  nakazał  zabijać  wszystkich  nowonarodzonych 
chłopców.  Pewna  kobieta z  plemienia  Lewiego  urodziła  syna.  Najpierw  ukrywała  go  przez  trzy  miesiące,  aż 
w końcu sporządziła koszyk z trzciny, uszczelniła go żywicą i smołą, włożyła dziecko do tej trzcinowej łódki 
i spuściła do rzeki. Posłała jednak swoją starszą córkę, by ta obserwowała, co się stanie. Koszyk, który utkwił 
w  sitowiu,  spostrzegła  egipska  królewna,  która  wraz  ze  swymi  dwórkami  przyszła  w  to  miejsce.  Królewna 
znalazła  dziecko,  dała  mu  na  imię  Mojżesz,  co  oznaczało  "wyciągnęłam  go  z  wody",

13

  zaś  bystra  siostra 

uratowanego bezzwłocznie poleciła swoją i jego matkę jako mamkę, która mogłaby wykarmić niemowlę. Tak 
też się stało, i Mojżesz trafił najpierw z powrotem w objęcia swej rodzonej matki, a potem, z przybraną matką-
królewną - na dwór

 faraona...

14

 

Ileż niesamowitości w tej historii! Okrutny tyran każe zabijać wszystkich nowonarodzonych, jak później Herod. 
Mały bohater zostaje cudem ocalony od niechybnej zagłady, jak później Jezus. Dziecko dostaje dwie matki, jak 
mały  Budda.  I  wreszcie  ten  motyw  opowieści,  który  nas  najbardziej  interesuje:  rzucenie  w  koszu  do  wody 
i wyłowienie dziecka z rzeki. 

Otóż  opowieść  o  dziecku  wyłowionym  z  rzeki  powtarza  się  w  mitologiach  wielu  ludów.  Niemal  identyczną 
sagę  opowiadano  o  Romulusie,  założycielu  Rzymu.  Był  on  dzieckiem  westalki  imieniem  Rea  Silvia. 
Westalkom, jak wiadomo, nie wolno było pod karą śmierci współżyć z mężczyznami, ale Silvia poczęła synów 
nie z żadnym śmiertelnikiem, a z bogiem Marsem. Synów - gdyż porodziła bliźnięta, Romulusa i Remusa. Nie 
mogąc  ich  wychowywać,  ukryła  niemowlęta  w  korycie,  które  spuściła  z  nurtem  Tybru.  Ta  łódka  z  dziećmi 
utknęła  w  korzeniach  figowca,  a  malcami  zaopiekowały  się  zwierzęta  przysłane  przez  Marsa:  dzięcioł  oraz 
wilczyca, która je wykarmiła. (Potem Romulus założył Rzym, a podczas tej uroczystości zabił brata jak Kain, 
ale to już inna historia...) 

Mojżesz żył około 3300 lat temu. Początki Rzymu to czasy około 2700 lat temu. Lecz w zupełnie innej epoce: 
400 lat temu, i w świecie, który nic nie wiedział ani o dawnych Żydach, ani o Rzymie - w mroźnej Mandżurii - 
opowiadano  taką  historię  o  początkach  królewskiego  rodu,  który  wydał  władców,  którzy  podbili  sąsiednie 
i potężne Chiny...

15

 

Daleko,  w  Białych  Górach  jest  źródło,  które  rozlewa  się  w  jezioro.  Przylatują  tam  niebianki,  aby  się  kąpać. 
Pewnego  razu,  kiedy  trzy  Córki  Nieba  zażywały  kąpieli,  przyleciała  Sroka  i  na  szatach  najmłodszej  z  nich 
położyła cudowną brzoskwinię. Boginka nie chciała się dzielić z siostrami i kazała im lecieć najpierw, a sama 
została i zjadła owoc. A kiedy próbowała sama unieść się w powietrze, okazało się, że jest to niemożliwe - była 
zbyt  ciężka  i  zrozumiała,  że  poczęła  dziecko.  Musiała  pozostać  w  górach  i  czekać,  aż  urodzi,  a  dziecko 
podrośnie.  Urodziła  chłopca,  który  na  szczęście  szybko  się  rozwijał,  tak  iż  po  trzech  miesiącach  umiał  już 
mówić. Wtedy matka sporządziła skrzynkę z kory, w środku umieściła dziecko i skrzynkę spuściła z biegiem 
rzeki,  a  sama  uniosła  się  wreszcie  do  nieba.  Dziecko  wyłowił  i  wychował  pewien  starzec,  a  syn  niebianki  - 
imieniem Bukuri Jongszon - został pierwszym władcą Mandżurów.

16

 

background image

 

21 

Różne  epoki,  kraje,  strefy  klimatyczne  -  a  historie  są  łudząco  podobne.  Cudowne  dziecko,  które  wyrasta  na 
herosa-założyciela  państwa  (lub  narodu  czy  religii),  nie  przychodzi  na  świat  w  zwykły  sposób.  Ludziom 
objawia się jako wyłowione z wody. Przybywa do swego ludu niesione nurtem rzeki, w koszyku, do którego 
złożyła  je  zapobiegliwa  matka.  Historie  te  czynią  wręcz  wrażenie,  że  właściwą  rodzicielką  tego  dziecka  jest 
sama  woda.  Ciekawe,  że  ten  mityczny  wątek  jest  żywy  do  dziś:  znam  współcześnie  śnione  sny,  w  którym 
pojawia się dziecko płynące z nurtem rzeki, dziecko wyłowione z wody. 

Jaka idea wyraża się poprzez te opowieści? W języku mitów, który jest jednocześnie językiem naszych snów, 
a więc także głosem naszej podświadomości, woda ma szczególne znaczenie. Woda jest obrazem pierwotnego 
chaosu:  jest  pierwotną  pra-substancją,  z  której  wyłonił  się  wszelki  ład  i  wszelkie  życie.  Woda  jest  zarazem 
przeogromnym zbiornikiem ożywiającej mocy. Skoro kiedyś, na początku świata (kiedy "duch Boży unosił się 
nad wodami"), wszystko co istnieje, wynurzyło się z wody, rodząc się z niej, to i teraz, w zwykłych czasach, 
woda  ma  moc  oczyszczania  rzeczy  z  ich  skażeń  i  zanieczyszczeń,  a  więc  ma  także  moc  przywracania 
pierwotnego porządku, tego porządku istnienia, kiedy wszystkie byty były nowe, świeże, potężne i pełne sobie 
właściwej istoty. 

Dlatego  właśnie  Tetis,  matka  Achillesa,  chcąc  zapewnić  swemu  synkowi  nieśmiertelność,  zanurzyła  go 
w  wodzie  -  w  szczególnej  wodzie,  w  rzece  Styks,  która  rozdziela  światy  żywych  i  umarłych  (ale  niestety 
zapomniała zanurzyć jego pięty, która pozostała śmiertelna). 

Dlatego  też  -  z  powodu  oczyszczających  i  przywracających  do  życia  mocy  wód  -  Zaratusztra,  wielki  prorok 
Persów,  pierwsze  swoje  objawienie,  podczas  którego  stanął  u  stóp  Boga  Ahuramazdy,  miał  pośrodku  nurtu 
rzeki, przez którą brodził. Podobnie, Jezus swoją misję rozpoczął od chrztu w nurcie Jordanu. Taki też sens ma 
dzisiejszy sakrament chrztu, którym jest u katolików symboliczne tylko polanie głowy - ale już np. Świadkowie 
Jehowy zanurzają w wodzie całe ciało. 

Rozumiemy  już  teraz,  że  kiedy  na świat  przychodzi  wielki człowiek,  którego  zadaniem  jest  ustanowić  nowy 
porządek w świecie, nie wystarcza, by po prostu urodził się z ojca i matki jak wszyscy ludzie. Musi jeszcze 
zaczerpnąć owej oczyszczającej i ożywiającej mocy wód. Musi po raz drugi narodzić się z wody  - być w nią 
rzucony, oddany jej falom i ponownie wynurzyć się z jej odmętów. Kontakt z wodą, czyli z żywiołem chaosu, 
który jest jednocześnie źródłem wszelkiej mocy, jest konieczny do tego, aby dzieło, które ów bohater powoła 
do  życia  -  czy  to  religia  Żydów,  państwo  Rzymian  czy  dynastia  Mandżurów  -  było  silne  tą  samą  siłą,  która 
powołała do życia cały kosmos, a która to siła zawiera się w wodach. 

Przypisy 

13.  Po  hebrajsku  moszeh  znaczy  "wyjęty  z  wody".  Imię  Mojżesz  zapewne jednak  pochodzi  od  egipskiego 

słowa mesu  - "dziecko, syn"; i być może jest skrótem dłuższego imienia podobnego do Ra-mesu ("syn boga 
Re" - Ramzes) czy Tot-mesu ("syn boga Tota" - Tutmozis).   

14. Wg. II Księgi Mojżeszowej, 2.1-10.   

15. Mandżurowie zajęli Pekin w roku 1644.   

16. Wg.: J. Tulisów, "Legendy ludów Mandżurii, Warszawa 1997. 

 

Jahwe, Bóg Ognia 

Bóg w religii żydowskiej nie ma ludzkiej postaci, w jakiej lubili sobie wyobrażać swoich bogów Grecy, nie ma 
tym  bardziej  postaci  zwierzęcej  ani  ludzko-zwierzęcej,  pod  jaką  czcili  swoje  bóstwa  Egipcjanie,  a  niekiedy 
także mieszkańcy Mezopotamii lub Hindusi. Bóg Żydów przemawiał do swych proroków jako Głos, ukazywał 
im widzenia; a ci nieliczni, którzy, jak Ezechiel, dostąpili do oglądania go, w istocie widzieli tylko otaczających 
go aniołów i towarzyszące mu nieziemskie zjawiska - On sam pozostawał blaskiem, przy którym ślepły ludzkie 
oczy. W Dziesięciu Przykazaniach, które Mojżesz otrzymał odeń na Synaju, zostało wyraźnie nakazane Żydom, 
aby powstrzymali się od sporządzania wizerunków swojego Boga: 

Nie będziesz miał  innych bogów obok 

background image

 

22 

mnie.  Nie  czyń  sobie  podobizny  rzeźbionej  czegokolwiek  (...)  Nie  będziesz  im  się  kłaniał  i  nie 
będziesz  im  służył  (...)

  (II  Księga  Mojżeszowa,  20,  3-5).  We  fragmencie  tym  zakłada  się,  że  wszelkie 

naoczne, rzeźbione podobizny, a zapewne i malowane, są automatycznie wizerunkami obcych bogów, których 
Żydom nie wolno stawiać obok ich Boga. Jahwe życzył sobie pozostać bez widzialnej postaci. 

Jednakże  w  Biblii  znaleźć można  mnóstwo  fragmentów  świadczących  o  tym,  że  Przedwieczny  ukazywał  się 
swoim wyznawcom i prorokom, a ci widzieli go; i wydaje się, że najchętniej Jahwe przybierał wtedy postać 
ognia.  Czy  to  wystarczy,  by  określić  Go  mianem  Boga  Ognia?  Na  pewno  nie.  Ani  Mojżesz,  ani  późniejsi 
prorocy,  nie  zgodziliby  się  na  to,  aby  stwórcę  całego  świata  uznać  za  szczególnego  patrona  jednego  tylko 
żywiołu.  Wydałoby  im  się  to  z  pewnością  jakimś  niedopuszczalnym  ograniczeniem  Jego  potęgi.  Ale  dziś 
wiemy, że Żydzi, zanim stali się wyznawcami Jedynego Boga, przeszli długą drogę i ich religijne wyobrażenia 
zmieniały się. Kiedy czytamy  Biblię, co raz znajdujemy ślady dawniejszych wierzeń, całe ich warstwy, niby 
kolejne pokłady zabytków wykopywanych przez archeologów. 

Odczytując te ślady możemy przypuszczać, że Jahwe, zanim stał się dla swych wyznawców bogiem naczelnym, 
potem zaś jedynym, był zrazu istotą pełną mocy, ale ściśle związaną z przejawami żywiołu ognia: płomieniem 
i światłem, także burzą, a może również z wybuchami wulkanów. Semiccy koczownicy z Bliskiego Wschodu, 
spośród których wyodrębnili się Izraelici, przyjęli wiele wpływów od ludów indoeuropejskich, którzy również 
pierwotnie  byli  wędrownymi  pasterzami,  hodowcami  owiec,  bydła  i  koni,  a  także  mistrzami  walki  orężem 
z brązu na szybkich rydwanach. Na ziemie Syrii i Palestyny, aż po Egipt, docierali Hetyci, lud indoeuropejski, 
który czcił Boga Ognia i Burzy,  znanego pod wieloma imionami, z  których Teszub jest najbardziej znanym. 
Później,  za  czasów  legendarnego  Samsona,  najechali  Ziemię  Świętą  Filistyni,  krewni  Greków  i  jak  oni, 
Indoeuropejczycy. Wreszcie w czasach, kiedy Żydów pognano w niewolę do Babilonu, zza gór na wschodzie 
wynurzył  się  inny  potężny  indoeuropejski  lud  -  Persowie,  których  wyobraźnią  zawładnął  prorok  Zaratustra 
i głoszony przezeń Bóg Ahura Mazda, bóg światła, czczony pod widzialną postacią wiecznie płonących ogni: 
Baga Wazyrka Ahuramazda...

17

 Persowie przyjęli Żydów jak swoich: najwyraźniej słysząc o Jahwe uznali, że 

pod  tym  imieniem  kryje  się  Istota  nie  różna  od  ich  świetlistego  bóstwa.  Inaczej  nie  uwolniliby  Żydów 
z  babilońskiej  niewoli.  Pomijając  inne  względy,  zorganizowanie  ich  powrotu  do  Jerozolimy  było  kosztowne 
i obciążało skarb perskich królów... 

18

 

Znajdźmy więc w Biblii fragmenty świadczące o ognistej naturze Jehowy. 

Dawno  świat  już  został  stworzony,  minęły  czasy  praojc

Adama

,  odszedł  w  mrok  historii 

potop

,  z  którego 

uratował się Noe  -  gdy do Kanaanu przywędrował 

Abraham

.  Abraham  zawiera  z  Jahwe  szereg  przymierzy, 

a  najważniejsze  ma  miejsce  gdzieś  pod  Sodomą,  z  której  królem  stoczył  właśnie  zwycięską  bitwę.  Jahwe 
nakazuje Patriarsze zabić zwierzęta na ofiarę, a z ich rozciętych połówek uczynić jakby krwawą ulicę, po której 
Abraham,  przechodząc,  wezwie  na  swą  głowę  podobny  los,  gdyby  miał  przysięgi  nie  dotrzymać.  Abraham 
obiecywał  Bogu  wierność,  Jahwe  jemu  -  ziemię  i  wspieranie  swą  opiekuńczą  mocą.  Abraham  zwierzęta 

...rozciął pośrodku i położył jedną ćwierć naprzeciw drugiej, ptaków zaś nie ćwiartował. I spadł sęp na 
ścierwo,  ale  go  Abram  przepłoszył.  Miało  się  zaś  ku  zachodowi,  sen  zmorzył  Abrama  (...)  Słońce 
zaszło, mrok nastał, aż oto  - popatrz! - dym jak z pieca i płomienna żagiew  zaczęła się przesuwać 
między częściami mięsiwa. Dnia tego zawarł Bóg przymierze z Abramem...

 (I Ks. Mojż. 15, 9-18) 

Rytuał składania przysiąg na połowy rozrąbanego zwierzęcia był szeroko znany na Stepach Azji  - w historii 
władcy  Mongołów,  Czyngiz  Chana,  czytamy  o  bardzo  podobnych  obrzędach.  Tu  jednak  drugą  stroną 
przymierza jest Bóg: pod postacią płonącej i dymiącej pochodni, która unosiła się w powietrzu. 

W dalszej części Księgi Rodzaju czytamy, jak Bóg gubi miasto Sodomę przy pomocy ognia - ale że wcześniej, 
z  okazji  potopu,  zdarzało  mu  się  już  ludzkość  wytracać  wodą,  więc  tego  przypadku  nie  należy  uważać  za 
dowód jego ognistej natury. 

Wiele danych wskazuje na to, że właściwym twórcą religii żydowskiej był Mojżesz i że to on właśnie wskazał 
współplemieńcom  Jahwe  jako  ich  właściwego  boga.  Dopiero  po  objawieniach,  jakie  miały  miejsce  za 
Mojżesza, Żydzi doszli do wniosku, że tego samego boga czcili również ich dawniejsi praojcowie, wśród nich 
Noe,  Abraham  i 

Jakub

.  A  jak  wyglądało  pierwsze  spotkanie  Mojżesza  z  Bogiem?  Przyszły  wódz  Żydów 

zaczynał swą karierę jako wygnaniec z Egiptu, żyjący na pustyni: 

background image

 

23 

Gdy Mojżesz pasał trzodę teścia swego Jetry, kapłana Midianitów, pognał raz trzodę poza pustynię 
i przybył do góry Bożej, do Horebu. Wtem ukazał mu się anioł Pański w płomieniu ognia ze środka 
krzewu;  i  spojrzał  [Mojżesz],  a  oto  krzew  płonął  ogniem,  jednakże  krzew  nie  spłonął.  Wtedy  rzekł 
Mojżesz:  Podejdę,  aby  zobaczyć  to  wielkie  zjawisko  (..)  Gdy  Pan  widział,  że  podchodzi,  aby 
zobaczyć,  zawołał  nań  Bóg  spośród  krzewu  i  rzekł:  Mojżeszu!  Mojżeszu!  A  on  odpowiedział:  Oto 
jestem!  Wtedy  rzekł  [Bóg]:  Nie  zbliżaj  się  tu!  Zdejm  z  nóg  sandały  swoje,  bo  miejsce,  na  którym 
stoisz, jest ziemią świętą. (...) Wtedy zakrył Mojżesz oblicze swoje, bał się bowiem patrzyć na Boga.

 

(II Ks. Mojż. 3.1-6) 

Mojżesz  dostaje  wtedy  polecenie,  by  wyprowadził  swój  lud  z  egipskiej  niewoli.  Jahwe  przekazuje  także 
prorokowi kilka magicznych darów, które przydadzą mu się w pertraktacjach z Egipcjanami: uczy go zamieniać 
laskę w węża (co wraz z innymi wzmiankami w Biblii jest dla nas poszlaką, iż pierwotnie Jahwe miał wiele 
wspólnego  nie  tylko  z  ogniem  ale  i  z 

wężem

);  uczy  leczyć  trąd,  ale  i  porażać  tą  chorobą;  uczy  wreszcie 

zamieniać wodę w krew. Jednej tylko rzeczy, o jaką go Mojżesz prosił, Bóg mu odmówił: daru wymowy, jako 
że  Mojżesz  jąkał  się  -  przypadłość  dla  wodza  i  polityka  wielce  niedogodna.  Tu  jednakże  Bóg  wolał,  aby 
Mojżesz radził sobie bez żadnych cudów. 

Zauważmy jeszcze, że w przytoczonym fragmencie raz jest mowa, że to Bóg sam zasiadał w płonącym krzewie, 
a raz, że tylko Jego anioł. Można się domyślać, że wzmianki o aniołach, czyli "wysłannikach", zostały dodane 
później. Podobnie raz jest mowa o aniele, raz o samym Jahwe w relacji z wyjścia Żydów z Egiptu: 

I wyruszyli z Sukkot, i rozłożyli się obozem w Etam, na skraju pustyni. A Pan szedł przed nimi w dzień 
w słupie obłoku, a w nocy w słupie ognia, aby im świecić, żeby mogli iść dniem i nocą.

 (jw. 13.21-22). 

Trudno dobitniej wyrazić ideę, iż Jehowa był najzupełniej materialnie opiekunem Izraelitów, służąc im w dzień 
jako przewodnik po pustyni, w nocy za źródło światła. I Biblia nie pozostawia wątpliwości, że Bóg w tej roli 
występował pod postacią ognia. (A za dnia - dymu.) 

Ognisty Bóg wielokrotnie w następnych dniach wspiera swój lud; tak jest przy słynnym przejściu Żydów przez 
morze, rozegnane na tę okazję przez sprowadzony przezeń wiatr. 

A anioł Boży, który kroczył przed obozem 

Izraela, przesunął się i szedł  za nimi. I ruszył słup obłoku sprzed oblicza ich i stanął za nimi, tak iż 
wsunął się między obóz Egipcjan i obóz Izraela. Z jednej strony obłok był ciemnością,  z drugiej zaś 
strony rozświetlał noc. I nie zbliżyli się przez całą noc jedni do drugich.

 Po czym rano Żydzi przeszli po 

dnie suchą stopą, zaś na Egipcjan obruszyły się spiętrzone chwilowo wody. 

A nad ranem spojrzał Pan na 

wojsko  Egipcjan  ze  słupa  ognia  i  obłoku  i  wzniecił  popłoch  w  wojsku  egipskim.

  (jw.  14.19-24) 

Wyobrażano  więc  sobie,  że  Jahwe  w  swej  ognistej  postaci  nie  tylko  płoszył  konie  Egipcjan,  ale  i  stanął 
pomiędzy nimi a Izraelem w charakterze - dosłownie - zasłony dymnej! 

I  wreszcie  przychodzi  ów  przeuroczysty  moment,  kiedy  Mojżesz  przychodzi  do  Pana,  aby  odnowić  z  Nim 
Przymierze.  Zostaje  wezwany  na  górę  Synaj,  którą  Bóg  ogłasza  za  świętą,  czyli  naładowaną  mocą,  tak  iż 

każdy, kto się dotknie góry, zginie.

 (jw. 19.12) Mojżesz każe się ludowi przebrać w nowe szaty i przez trzy 

dni  "nie  dotykać  kobiet".  A  wtedy... 

Trzeciego  dnia,  z  nastaniem  poranku,  pojawiły  się  grzmoty  i 

błyskawice,  i  gęsty  obłok  nad  górą,  i  donośny  głos  trąby  (...)  A  góra  Synaj  cała  dymiła,  gdyż  Pan 
zstąpił  na  nią  w  ogniu.  Jej  dym  unosił  się  jak  dym  z  pieca,  a  cała  góra  trzęsła  się  bardzo.

  Na  tej 

skąpanej w ogniu (czyżby wulkanicznej?) górze Bóg wręczył Mojżeszowi tablice Dziesięciu Przykazań. 

Tu  warto  zauważyć,  że  opowieść  o  wstąpieniu  Mojżesza  na  Górę  Synaj  rozpoczynana  jest  kilkakrotnie 
w  różnych  odmianach,  tak  jakby  spisujący  Pismo  Święte  słuchali  nie  jednego  człowieka,  lecz  całego  tłumu, 
z którego każdy chce się przepchnąć z własną wersją wydarzeń. Tak więc w jednych fragmentach mowa jest 
o  tym,  że  jeden  Mojżesz  oglądał  Boga  (a  i  to  nie  ma  pewności,  gdyż  skrywały  ich  chmury),  w  innym  zaś 
miejscu Pismo stwierdza, iż 

Wstąpił Mojżesz i Aaron, Nadab i Ahibu, oraz siedemdziesięciu starszych 

Izraela na górę. I ujrzeli Boga Izraela, a pod jego stopami jakby twór z płyt szafirowych, błękitny jak 
samo niebo.

 (jw. 24.9-10) I jeszcze autor tego fragmentu się zastrzega przed wątpiącymi w jego słowa, że owi 

mężowie  wrócili  sprzed  oblicza  Pana  żywi  i  bez  krzywdy.  Niewiarygodne  -  choć  sama  ta  błękitna  mandala, 
która jakoby otaczała Boga, godna jest najwyższej uwagi badaczy. Najwidoczniej była wśród Żydów "szkoła" 
uważająca, że Bóg bardziej jest podobny do Kamienia niż do Ognia, i że Błękit bardziej mu przystoi aniżeli 
Czerwień. 

background image

 

24 

Jednak kilka zdań później mowa jest znów wyraźnie o tym, że Mojżesz sam (ewentualnie z jednym sługą) udał 
się na bożą Górę, a starszyznę odprawił. A wówczas: 

...Zamieszkała chwał

19

 Pana na górze Synaj (...) 

A chwała Pana wyglądała w oczach synów izraelskich jak ogień trawiący na szczycie góry.

 (jw. 24.16-

17) 

Po zejściu z Góry Mojżesz buduje Przybytek, czyli ceremonialną skrzynię, w której zamieszkuje Bóg, i znowu 
ognista natura Jahwe staje się widoczna: 

A  w  dniu,  kiedy  wzniesiono  przybytek,  obłok  zakrył  przybytek  nad  Namiotem  Świadectwa.  Od 
wieczora zaś aż do rana wyglądał on jak blask ognia nad przybytkiem. Tak było stale: obłok okrywał 
go  w  dzień,  w  nocy  zaś  blask  ognia.

  (IV  Ks.  Mojż.  9.15-16)  Znajdujemy  też  w  Biblii  przepis,  że  na 

ołtarzach ofiarnych ogień - podobnie jak w świątyniach Ahuramazdy - ma płonąć nieustannie: 

Ogień będzie 

stale płonął na ołtarzu i nie wygaśnie.

 (II Ks. Mojż. 6.12-13) 

Przytoczone cytaty dostatecznie jasno świadczą, iż pierwsi wyznawcy Jahwe, towarzysze Mojżesza, postrzegali 
obecność  swego  Boga  i  jego  energię  jako  ogień;  albo  też  ogień  ze  wszystkich  żywiołów  wydawał  im  się 
najbardziej  godny  tego,  aby  na  ziemi  przybliżać  zmysłom  widok  Boga.  Co  dowodzi  pierwotnego 
pokrewieństwa Jehowy z ogniem. 

Przypisy 

17. "Baga Wazyrka Ahuramazda" - początek inskrypcji króla Persów Kserksesa z Persepolis; "Bóg Wielki 

Ahuramazda".   

18. Bogowie ucieleśnieni w burzy byli czczeni także przez Sumerów i Semitów z Mezopotamii i ich kult był 

rodzimy, nie przyniesiony przez późniejszych przybyszów indoeuropejskich.  

19.  Chwała  Pana:  Koncepcję  "chwały"  Boga,  jako  czegoś  odrębnego  od  jego  właściwej  osoby,  przejęli 

Żydzi,  jak  wiele  innych  elementów  swojej  religii,  od  Persów.  Po  staroirańsku  słowo  na  boską  chwałę  brzmi 
chvarena - przypadkowa (a może nieprzypadkowa?) zbieżność brzmienia z polskim.  

 
 

Eliasz, władca burzy 

W  historii  Eliasza  biorą  udział  trzy  osoby:  sam  prorok  Eliasz,  Achab  król  Izraela,  i  żona  króla,  główna 
przeciwniczka  proroka,  imieniem  Izebel.  Kiedy  to  było?  Achab  panował  w  latach  około  869-850  przed 
Chrystusem, a Eliasz zapewne był jego rówieśnikiem. Co działo się w tej epoce bliżej nas, w Europie? Historia 
milczy o tym. Rzym nie był jeszcze założony, grodzisko w naszym Biskupinie zostanie zbudowane dopiero za 
sto  lat;  również  Grecy  mogli  być  śmiało  w  owych  czasach  uważani  za  lud  mocno  zacofany.  Cywilizowany 
świat ograniczał się wtedy do Egiptu i Mezopotamii, które miały już za sobą dwa tysiące lat pisanej historii. 
Gdzieś  daleko  stamtąd  budowali  miasta  i  spisywali  czyny  bohaterów  mieszkańcy  Indii  i  Chin,  ale  to  były 
osobne światy, nic nie wiedzące o sobie. Pomiędzy Egiptem a Mezopotamią leżały zaś dwa kraje o prawie tak 
samo  starej  kulturze  jak  tamte:  Syria,  oraz  Kanaan,  nazywany  też  Palestyną  lub  Izraelem.  Izrael  lata  swojej 
największej świetności miał już za sobą. Kilka pokoleń wcześniej władali nim królowie-mocarze: Dawid i jego 
syn  Salomon.

20

  Teraz  kraj  rozpadł  się  na  dwa  skłócone  państewka,  południowe  i  północne,  najeżdżali  go 

wojowniczy sąsiedzi i niepokoili buntownicy. 

Eliasz śmiało mógłby uchodzić za takiego buntownika. Był nim rzeczywiście: toczył długą wojnę z Achabem 
i Izebel i w końcu wygrał: osadził na tronie człowieka, którego sam wyznaczył na króla. Nie był sam, musiał 
mieć  za  sobą  zastępy  wiernych  i  zbrojnych  stronników  -  ale  Biblia  o  nich  nie  mówi.  Jednakże  dla  autorów 
świętych ksiąg żydowskich to Achab jest uzurpatorem, Eliasz zaś - przedstawicielem Prawdy. Bo Eliasz czcił 
Jehowę,

21

 Achab zaś i Izebel byli wyznawcami Baala. 

Wydaje się, że w tej epoce wiara w Boga Jedynego, wyniesiona przez Mojżesza z pustyni Synaju, po pięciuset 
latach  osłabła  i  chyliła  się  ku  upadkowi.  Królowie  Izraela  woleli  innych  bogów,  przede  wszystkim  Baala 

background image

 

25 

i  Aszerę-Isztar.  Byli  politeistami  jak  prawie  cały  ówczesny  cywilizowany  świat,  uprawiali  kulty  płodności, 
bogactwa i mocy. Przy wierze w Jahwe pozostali tylko prorocy, wędrowni mistycy, kryjący się po pustelniach, 
górach i pustyni. 

Eliasz  był  jednym  z  nich.  Co  więcej,  w  oczach  późniejszych  Żydów  i  chrześcijan  wyrósł  na  największego 
z proroków, niemal równie świętego i zasłużonego jak Mojżesz. Dla nas jednak najciekawszym jest, że kiedy 
Biblia  mówi  o  Eliaszu,  opowieść  ta  odrywa  się  od  dotychczasowego  stylu  i  wątku  Ksiąg  Królewskich,

22

 

które mają charakter historycznej kroniki, nasyca się cudownościami i zaczyna brzmieć jak baśń albo mit. My, 
którzy  w  Biblii  szukamy  szmanistycznych  wątków,  nastawiamy  w  takich  miejscach  ucha.  A  jest  o  czym 
posłuchać. 

Postać  proroka  Eliasza  zjawia  się  na  kartach  Biblii  w  dramatycznym  momencie,  kiedy  oto  oznajmia  on 
Achabowi,  iż  odtąd  w  Izraelu  nie  spadnie  kropla  deszczu,  chyba  że  "na  jego  -  Eliasza  -  słowo".  Achab 
oczywiście  zrozumiał  to  tak,  że  prorok  go  przeklął  -  więc  Eliasz  musiał  ratować  się  ucieczką  na  pustynne 
ziemie na wschód od Jordanu, gdzie władza króla nie sięgała. Tam, nad potokiem Kerit, żywiły go kruki, które 
rano i wieczorem przynosiły mu mięso i chleb. 

Wzmianka  o  krukach  każe  nam  z  wielką  uwagą  śledzić  tekst  Pisma,  jako  że  kruk  wcale  nie  był  ulubionym 
ptakiem  Żydów.  Przeciwnie,  był  ptakiem  nieczystym,  obłożonym  tabu,  a  więc  przeklętym.  I  chociaż  Noe ze 
swego statku-arki wypuszczał kruka jako wysłannika, to zawiódł się na nim, gdyż kruk wolał padlinę na ziemi 
wynurzonej z potopu, aniżeli powrót do arki. Kruki żywiące Eliasza świadczą o tym, że prorok był dla swoich 
współplemieńców  postacią  niezwykłą,  należącą  do  innego  świata.  Dalsza  lektura  utwierdzi  nas  w  tym 
przekonaniu. 

Po  pewnym  czasie  potok,  z  którego  pił  Eliasz,  wysechł,  bo  susza  trwała  i  prorok  schronił  się  w  jednym 
z  miasteczek  w  Fenicji.  Tam  zamieszkał  u  ubogiej  wdowy;  mieli  co  jeść,  gdyż  Eliasz  wyczarował  garnek 
z  mąką i bańkę z oliwą, z których  nie ubywało pożywienia. Ożywił też synka wdowy, kiedy ten zachorował 
i  nie  dawał  już  znaku  życia.  (Pomnażanie  pokarmu  i  wskrzeszanie  zmarłych  uderzająco  przypomina  czyny, 
z których kilka stuleci później zasłynął Jezus.) 

Powoli  zbliżamy  się  do  najsłynniejszego  dzieła  Eliasza.  Po  trzech  latach  katastrofalnej  suszy,  postanawia 
(z natchnienia Boga) wyzwać Achaba i jego kapłanów na jedyny w swoim rodzaju pojedynek. Na górze Karmel 
każe ustawić dwa ołtarze. Przy jednym z nich czciciele Baala będą składać ofiarę z bydła swemu bóstwu, przy 
drugim, samotny Eliasz złoży takąż ofiarę Bogu Jedynemu. Jedni i drudzy wezwą swoich bogów. Ten, który 
próśb  wysłucha,  okaże  się  prawdziwym  Bogiem.  Ciekawe,  że  już  nikt  nigdy  po  Eliaszu  nie  próbował  w  ten 
prosty sposób udowodnić istnienia i mocy swego boga. A wyniki takich eksperymentów  mogłyby być nader 
interesujące... 

Baal nie wysłuchał modłów swych kapłanów, chociaż wołali wielkim głosem, tańczyli wokół ołtarza i rytualnie 
kaleczyli  swoje  ciała  ostrzami.  Eliasz  zaś  prawił  im  różne  złośliwości.  I  tak  minął  prawie  cały  dzień,  kiedy 
Eliasz ułożył wreszcie drwa na stosie, poćwiartował młodego byczka i kazał dla utrudnienia sobie zadania całą 
ofiarę, ołtarz i rów wokoło obficie polać wodą. Po czym wypowiedział trzy proste zdania prośby, po których 

spadł ogień Pana i strawił ofiarę całopalną, i drwa, i kamienie, i ziemię, a wodę, która była w rowie, 
wysuszył.

 

Próba wypadła jednoznacznie. Jahwe objawił się jako Bóg prawdziwy, Baal skompromitował się. Eliaszowi nie 
wystarczyło moralne pokonanie przeciwników: kazał ludowi zabić wszystkich kapłanów Baala nad pobliskim 
potokiem  Kiszon.  (Co  jak  się  zdaje  jest  wskazówką,  że  naprawdę  rozegrała  się  wtedy  bitwa  pomiędzy 
wojskiem  króla  a  powstańcami  Eliasza.  Osiem  i  pół  setki  mężczyzn  -  a  tylu  było  jakoby  kapłanów  Baala 
i Aszery  - nie dałoby się przecież pozarzynać bez walki. Zapewne jedna strona i druga przed bitwą podnosiła 
się  na  duchu  i  straszyła  przeciwników  odprawiając  ceremonie  ofiarne  i  to  stało  się  początkiem  legendy 
o cudownym ogniu z nieba.) 

Kiedy zwycięstwo się dokonało, Eliasz uroczyście zapowiedział Achabowi, że zaraz spadnie deszcz. A niebo 
było czyste, ani chmury. I oto po słowach Eliasza znad morza (z wyżyny Karmelu widać Morze Śródziemne) 
podniosła się maleńka chmurka, za nią następne, i w końcu lunął upragniony deszcz. Achab rydwanem ruszył 

background image

 

26 

do swej niedalekiej stolicy, Eliasz zaś, owładnięty mocą Pana, nagi, tylko z przepaską na biodrach, biegł przed 
jego zaprzęgiem aż do bram miasta. 

Przyjrzyjmy  się  jeszcze  raz  całej  opowieści.  Eliasz  ogłasza  zatrzymanie  padania  deszczu,  zatrzymanie 
życiodajnego obiegu wody. Nie jest to jego prywatna klątw

23

 - domyślamy się, że to Bóg nałożył taką karę 

na kraj Achaba za to, że król odstąpił od prawdziwej wiary i poszedł za bożkami, demonami. Następnie Eliasz 
stacza walkę z wrogimi siłami: z kapłanami Baala i z ich fałszywym bóstwem. Walkę tę wygrywa, używając 
pioruna. (Rozumiano, że ów "ogień zesłany przez Pana" był piorunem.) Oczywiście, Eliasz nie rzuca gromów 
sam:  piorun  pada,  gdyż  jego  działania  są  zharmonizowane  z  wyrokami  Boga.  Wrogowie,  czciciele  Baala, 
zostają zabici, z niebios zaś pada ulewny deszcz. 

Historia Eliasza łudząco przypomina pewien prastary mit. W owej świętej opowieści Bóg Władca Gromu, albo 
wysłany  przez  niego  heros,  zabija  Smoka,  który  zagrażał  ładowi  w  świecie  przez  to,  że  więził  wody, 
powstrzymywał  płynięcie  rzek  i  padanie  deszczu.  Zwycięstwo  Gromowładcy  nad  Smokiem  objawia  się  na 
świecie poprzez padanie wiosennych deszczów, dzięki którym ziemia może wydać plony. 

Czyny Eliasza wyglądają jak przeróbka tego mitu.

24

  Smokiem  są  czciciele  Baala.  Sami  oni  wprawdzie  nie 

więżą  wód,  ale  swoim  bałwochwalstwem  prowokują  Boga  do  słusznego  gniewu,  do  zatrzymania  deszczu. 
W rolę Gromowładcy wciela się Eliasz. Sam wprawdzie nie bierze pioruna do rąk, ale działa jako istny "miecz 
Boży"  i  jego  prawa  ręka.  Wreszcie  różnica  jest  taka,  że  piorun  z  nieba  nie  razi  wroga  bezpośrednio,  lecz 
podpalając ołtarz dowodzi, po czyjej stronie jest prawda. Zemsty zaś na wrogu dopełnia lud podburzony przez 
Eliasza. Wynik jest jednak taki sam, jak w oryginalnym micie: na ziemię spada deszcz. 

Mit  o  walce  Gromowładcy  ze  Smokiem  był  najważniejszą  świętą  opowieścią  ludów  indoeuropejskich. 
W  czasach  Eliasza  i  Achaba  Indoeuropejczycy  od  dawna  obecni  byli  na  arenie  historii.  Ich  praojczyzną  był 
Wielki  Step  -  morze  traw  na  równinach  pomiędzy  Karpatami,  Morzem  Czarnym,  Kaukazem  i  Ałtajem. 
Odpryski tego ludu wielokrotnie najeżdżały kraje sąsiednie, narzucały im swoją władzę, kolonizowały ościenne 
ziemie.  Z  indoeuropejskiego  matecznika  wyszli  (nie  licząc  pomniejszych  plemion)  -  Hetyci,  Irańczycy, 
Indowie,  Grecy,  Celtowie,  Italikowie  (przodkowie  Rzymian),  Germanowie  i  najpóźniej  ze  wszystkich  - 
Słowianie.  Spośród  wymienionych,  Hetyci  pierwsi  opuścili  ojczyste  stepy,  weszli  w  styczność  ze  starymi 
cywilizacjami Bliskiego Wschodu i założyli swoje imperium w obecnej Turcji. W czasach Achaba ich miasta 
leżały  już  w  gruzach,  ale  wcześniej  ich  plemiona  osiedlały  się  również  w  Kanaanie  i  były  jednym  ze 
składników, z których uformował się późniejszy naród żydowski, naród wyznawców Jahwe. 

Jest  znanym  zjawiskiem  w  historii  języków,  że  kiedy  dwa  ludy  wchodzą  w  ścisłą  styczność,  a  ich  języki 
mieszają  się,  wychodzi  z  tego  nowy  język,  znacznie  w  porównaniu  ze  swoimi  poprzednikami  uproszczony 
i  łatwiejszy.  Tak  np.  z  pomieszania  staroangielskiego  i  francuskiego  powstał  nowoczesny  język  angielski. 
Z  pomieszania  angielskiego  i  dialektów  Melanezji  powstał  jeszcze  prostszy  język  "pidżin-english".  Można 
zgadywać, że coś podobnego stało się z religiami. Indoeuropejczycy nieśli ze sobą kult męskich, ojcowskich 
bogów  nieba  i  burzy,  bogów  ustanawiających  prawo  i  pokonujących  ciemne  demony  i  smoki.  Otaczające  je 
ludy  czciły  za  to  Boginie-Matki  i  służących  im  Boskich  Królów,  bóstwa  roślin  i  urodzaju,  którzy  co  roku 
umierali  i  powstawali  z  martwych.  Taka  Boginią-Matką  była  Aszera,  zaś  zmartwychwstającym  bóstwem 
urodzaju był Baal. Żydzi znali oba te rodzaje religii. Nie wybrali jednak żadnej z nich, lecz stworzyli własną, 
prostszą i surową. Dzięki objawieniom Mojżesza i późniejszych proroków stworzyli religię jednego Boga. 

Echa indoeuropejskiego mitu pozostały w opowieści o Eliaszu. 

A co działo się dalej z Eliaszem? Gdyby król Achab był sam, pewnie uznałby się za pokonanego przez 
proroka.  Ale  królowa  Izebel,  jak  wszystkie  silne  kobiety,  była  nieugięta.  Eliasz  musiał  po  raz  drugi 
uciekać z kraju, daleko na południe, aż na górę Horeb, tę samą, na której Mojżesz otrzymał Prawo od 
Boga.

25

 W końcu zwyciężył, a "krew Izebel lizały psy". 

Eliasz  nie  umarł  jak  wszyscy  śmiertelnicy.  Biblia  (Druga  Księga  Królewska)  opowiada,  że  prorok 
został wzięty do nieba. Kiedy szedł nad Jordanem wraz ze swoim uczniem Elizeuszem, nagle zerwała 
się burza, i "oto rydwan ognisty i konie ogniste oddzieliły ich od siebie i Eliasz pośród burzy wstąpił 

background image

 

27 

do nieba". Znów mamy scenę wypisz wymaluj z indoeuropejskiego mitu, w którym bogowie-władcy 
burzy pędzili po przestworzu niebios w ognistych wozach zaprzężonych w płomienne rumaki. 

Minęło  lat  mniej  więcej  tysiąc  dziewięćset  i  inne  już  ludy  zamieszkiwały  ziemię.  Religia  narodzona 
w pustyniach Palestyny i odnowiona przez Chrystusa zawędrowała daleko na północ - nad Dniepr i inne leniwe 
rzeki  kraju  Słowian.  Jako  rodowici  Indoeuropejczycy  czcili  oni  Boga  Burzy  Smokobójcę,  nazywając  go 
wieloma  imionami,  z  których  najlepiej  zapamiętano imię  Perun.  Na  miejscu  dawnych  sanktuariów,  świętych 
gajów i gór, chrześcijańscy misjonarze budowali kościoły i cerkwie. Czynili tak celowo, aby przejąć dla nowej 
religii  dawne  miejsca  mocy.  Podobnie  postępowali  ze  świętym  czasem:  z  dniami  w  roku,  które  dotąd 
poświęcone były pogańskim bóstwom. I tak święto płodności około letniego przesilenia słonecznego (Kupała) 
stało się świętem św. Jana Chrzciciela. 

Prorok  Eliasz  zastąpił  Peruna.  Słowiańskie  główne  święto  Peruna  było  w  połowie  lata,  tuż  przed  żniwami. 
Eliasza - czyli św. Ilię - czczono w tym samym czasie, 20 lipca. Rychło w wyobraźni ludu obaj herosi zrośli się 
w jedną postać: mieszkańca niebios, jeżdżącego ognistym wozem, porażającego smoki i uwalniającego deszcze. 
Nasi przodkowie sprzed tysiąca lat bezbłędnie odczytali wspólną strukturę mitów: Eliasza i Peruna. 

Przypisy 

20. Istnieje pogląd, że świetne państwo Dawida i Salomona nie istniało, było tworem wyobraźni lub raczej 

politycznej  propagandy  czasów  późniejszych.  Wykopaliska  wskazują,  że  Jerozolimą  w  czasach  Dawida 
i Salomona władali władcy zaskakująco skromni.  

21.  czcił  Jahwe...  Nawet  imię  proroka  ma  "propagandowy"  sens:  Eliasz,  po  hebrajsku  El-iyahu  znaczy 

"moim  Bogiem  jest  Jahwe".  Niewykluczone,  że  imię  to  było  przydomkiem  politycznym,  przybranym 
w dorosłym wieku.  

22. O Eliaszu piszą: I Księga Królewska 17-19, 21; II Ks. Królewska 1; II Ks. Kronik 21.  

23. prywatna klątwa Eliasza... Ale Achab uważa, że tak właśnie jest!  

24. Inną, znaną w Polsce, przeróbką tego mitu jest spisana przez Wincentego Kadłubka (i potem w Kronice 

Wielkopolskiej) legenda o Smoku Wawelskim. Władca Krakowa, król Krak (lub jego sługa Skuba) uśmierca 
Smoka nie piorunem, ale łatwopalną smołą i siarką w skórze zwierzęcej podrzuconą bestii. Smok próbuje się 
ratować wypijając rzekę - tu ujawnia się jego zdolność do powstrzymywania wód.  

25.  uciekać...  na  górę  Horeb.  Epizod  ten  przypomina  motyw  rozpowszechniony  w  polskich  legendach 

herbowych, gdzie heros-założyciel rodu zrazu ponosi klęskę, ale ratuje się ucieczką do lasu, będącego zarazem 
zaświatami,  siedzibą  bogów  i  duchów  przodków,  i  otrzymawszy  od  nich  pomoc,  na  nowo,  często  w  nocy 
i  w  pozornie  nie  sprzyjających  warunkach  uderza  na  wroga  i  tym  razem  zwycięża.  W  opowieści  o  Eliaszu 
zamiast  lasu  występuje  pustynia,  siedziba  Boga.  (Patrz  M.  Cetwiński,  M.  Derwich,  "Herby,  legendy,  dawne 
mity", Wrocław 1989.) 

 

Klątwa nad Wieżą Babel 

dopisane jesienią 2000 

Wnukowie Noego postanowili zbudować wieżę sięgającą nieba. Jahwe, zaniepokojony tym, że kiedy im się to 
uda, to już 

nic nie będzie dla nich niemożliwe

 (Ks. Rodzaju, XI.6) pokarał ich pomieszaniem języków. 

Była to trzecia z wielkich kar, które Stwórca zesłał na ludzkość: pierwszą było wygnanie Prarodziców z raju, 
drugą potop, z którego uratował się tylko Noe z rodziną. Ciekawe, że ową klęskę pomieszania języków Dobry 
Bóg zesłał wkrótce potem, kiedy po Potopie zapowiedział, że już więcej nie będzie ludzi dręczyć. Czyżby nie 
dotrzymał  słowa?  Dosłownie  Jego  słowa  rozumiejąc  -  dotrzymał,  bowiem  Noemu  obiecał  tylko  nie  karać 
ludzkości drugim potopem; o innych ewentualnych plagach zaś dyplomatycznie nie wspomniał. Dla porządku 

background image

 

28 

przypomnijmy jeszcze jedną małą karę, która miała nastąpić jeszcze później. Małą - bo dotyczyła tylko jednej 
doliny, a nie całego świata. Chodzi o spalenie ogniem niebieskim Gomory i Sodomy. 

Jakie przesłanie niesie opowieść o wieży Babel i czy jest w niej coś aktualnego do dzisiaj? Nie będziemy tu 
wdawać się w rozważania, iż była to boska kara za ludzką pychę, że to niby po tej wieży chciano szturmować 
niebo  materialistycznie,  technicznymi  środkami.  Nie  uwierzymy  też  dosłownemu  tekstowi  Biblii,  gdzie  stoi 
napisane, że Bóg Jehowa przestraszył się ludzi: że skoro udaje im się wznieść taką wieżę, to "nic nie będzie dla 
nich niemożliwe", czyli oto powstanie konkurencja dla boskiej Wszechmocy. 

Nie  będziemy  też  śladem  Zenona  Kosidowskiego  zauważać,  że  najwyraźniej  prawzorem  Wieży  Babel  były 
babilońskie  zikkuraty,  "wieże  bogów",  budowane  tak  samo  jak  Wieża  Babel  z  cegieł  spajanych  smołą.  Zaś 
akadyjska  nazwa  Babilonu,  bab-ilu,  co  się  wykłada  "brama  boga",  dziwnie  w  uszach  Hebrajczyków 
przypominała  ich  własne  słowo  balal,  czyli  "mieszać",  co  Artur  Sandauer  zgrabnie  tłumaczy  na  polski 
podobnym brzmieniem słowa "bełtać"; więc mogła w ich umysłach powstać fantazja, iż Babilon to w istocie 
miasto pomieszanych języków, co zresztą było prawdą w przypadku tej kosmopolitycznej metropolii. Dodajmy 
jeszcze, że akadyjski język Babilonu, pokrewny hebrajskiemu, śmieszył zapewne Żydów tak jak czeski śmieszy 
Polaków i odwrotnie. 

Nas interesuje ewentualny żywy przekaz, jaki mógł być zawarty w tej opowieści; ten przekaz, który sprawił, że 
ta naiwna historyjka znalazła się w Świętych Księgach Narodu Żydowskiego, a i dziś zalicza się do najbardziej 
w świecie znanych opowieści biblijnych, znanych także tym, którzy Biblii nigdy nie czytali. (Zauważmy też, że 
powiedzenia  "Wieża  Babel"  i  "pomieszanie  języków"  należą  do  zestawu  utartych  zwrotów  językowych 
o biblijnym pochodzeniu, podobnie jak "ziemia obiecana", "Sodoma i Gomora" albo "jak Kuba Bogu, tak Bóg 
Kubie".) 

Możemy  bowiem  założyć,  że  mity  -  a  historia  Wieży  Babel  jest  mitem  w  całej  okazałości  -  przemawiają 
bezpośrednio do podświadomości, do tego twórczego, ale kapryśnego innego umysłu, który w nas siedzi obok 
naszego  własnego  codziennego  poczciwego  rozsądku;  a  bez  wsparcia  którego  ów  nasz  rozsądek  ma  krótkie 
nogi  niby  kłamstwo.  Mity,  co  więcej,  informują  nieświadomy  umysł,  a  więc  nadają  mu  formę,  urabiają  go, 
wdrukowują  weń  treści,  reakcje  i  zachowania.  Więc  być  może  wplecenie  Wieży  Babel  w  nie  związany 
z  tematem  wywód  Genesis  -  bo  fragment  ten  przerywa  genealogię  potomków  Noego  -  było  nie  dość  że 
celowym, to i chytrym zabiegiem redaktorów Biblii? Albo ich Nieświadomości, doda ktoś, kto będzie chciał ich 
usprawiedliwić. 

Są  w  świecie  cztery  rodzaje  stosunku  między  bogami  a  ludźmi.  Pierwszy  jest  taki,  że  bogowie  schodzą  na 
ziemię  i  pojawiają  się  w  materialnym  świecie,  zwykle  wstępując  w  ciała  wybrańców  spośród  swoich 
wyznawców. Klasycznym przykładem takiej "religii opętania", jak się je czasem nazywa, jest haitańska religia 
wudu. A więc tu bóg schodzi do ludzi. W drugim przypadku jest dokładnie odwrotnie: człowiek wstępuje do 
świata  bóstw  i  duchów  i  obcuje  z  nimi  twarzą  w  twarz,  a  niekiedy  stacza  z  nimi  śmiertelne  walki.  To 
szamanizm, w najdobitniejszej formie znany ludom Syberii. Można wreszcie (to po trzecie) z bogami uprawiać 
handel  wymienny  i  tak  działo  się  w  większości  religii,  kiedy  składano  im  ofiary,  spodziewając  się  od  nich 
w zamian różnych korzyści. Czwarty rodzaj stosunku ludzi i boga, to poddanie się bóstwu, poddanie się woli 
bożej,  na  wzór  tego,  jak  niewolnik  poddaje  się  i  służy  panu,  rezygnując  ze  swego  "ja".  Jedna  z  religii 
realizujących  ten  wzór  sama  nawet  nazwała  się  "poddaniem  się",  bo  takie  właśnie  jest  znaczenie  arabskiego 
słowa islam

Religia  starożytnych  Żydów  z  początku  była  "handlem  wymiennym",  z  nielicznymi  wspomnieniami  po 
szamanizmie, ale od objawień Mojżesza poczynając rozwijała się w kierunku "islamu" czyli poddania się Bogu. 
Księgi (Biblię) zaczęto spisywać tuż przed niewolą babilońską i w jej czasie, i były one wyrazem propagandy 
idei poddania się Bogu. 

Mając to wszystko w przytomności, wróćmy do Wieży Babel. 

Budowanie wieży jest działaniem szamańskim. Oczywiście, materialna wieża z cegły, kamienia czy drewna, po 
której można wspiąć się w górę w kierunku nieba, jest tylko symbolem i materialną imitacją prawdziwej Drogi 
Do  Nieba,  tej  która  otwiera  się  w  świecie  niematerialnym,  w  twórczej  wyobraźni  szamana,  jako  że  tam 
szamańskie praktyki odbywają się naprawdę, a tu na ziemi widzimy - jak w jaskini Platona - tylko ich cienie. 

background image

 

29 

Szamańskie podróże do nieba odbywają się po linach, niciach, drabinach i kosmicznych Drzewach Sięgających 
Niebios. Wieża zaś, jak powiedzieliśmy, jest materialnym obrazem tych pomostów. 

Wyobraźmy  sobie  teraz  różne  mityczne  opowieści  o  wieżach  i  ich  budowaniu,  o  sięganiu  wieżami  w  stronę 
nieba.  Co  mógłby  zrobić  jeden  lub  drugi  bóg  widząc,  jak  z  ziemi  po  wieży  w  górę  wspina  się  do  niego 
wycieczka?  O  czymś  takim  opowiada  pewien  współczesny  mit,  czyli  sen  (bo  dobre  sny  są  także  mitami) 
pewnej  młodej  mieszkanki  Puław.  Śniła  ona,  że  idzie  do  Częstochowy  i  wchodzi  na  wieżę  Klasztoru 
Jasnogórskiego, a kiedy jest już na szczycie budowli, wysuwa się z nieba i zjeżdża ku niej drabina, po której 
ona, wraz z innymi ludźmi, wspina się do Górnego Świata.

26

 

A  więc  szamański  opiekuńczy  bóg  pomaga  ludziom  w  ich  drodze  do  nieba  i  widząc  jak  wykonali  pierwszy 
wysiłek,  wznosząc  wieżę  i  wchodząc  na  jej  szczyt,  czyni  gest  współdziałający  z  wysiłkiem  ludzi:  spuszcza 
drabinę. Oczywiście nie jest aż tak nadopiekuńczy, żeby wwieźć ich windą: tak dobrze nie jest; Śniąca z Puław 
żali się na swoje otarte do krwi podczas tej wspinaczki dłonie i stopy; droga do nieba wymaga zawsze od ludzi 
ogromnego wysiłku i poświęcenia. 

Jahwe, widząc Wieżę Babel, robi coś przeciwnego: wpada w złość i karze ludzi mieszając im języki. Pokazuje 
wspinaczom do nieba wielką figę! 

I to jest właśnie ów tajemny, adresowany do podświadomości mityczny przekaz opowieści o Wieży Babel. Ten 
mit odcina szamańską drogę do bogów i do mocy. Mówi wyraźnie: Bóg nie życzy sobie, aby kontaktować się 
z  nim  na  wzór  szamański,  przez  podniesienie  świadomości  na  wyższy  poziom  i  stanięcie  przed  nim  w  jego 
Górnym  Świecie.  Ale  to  logiczne:  skoro  od  Mojżesza  poprzez  reformy  Jozjasza  i  Chilkiasza  religia 
wyznawców Jahwe szła w kierunku poddania się Bogu, to o żadnych szamańskich praktykach nie mogło być 
mowy. Musiał w tekście pisma znaleźć się zapis potępiający te praktyki. Takim zapisem była właśnie opowieść 
o pomieszaniu języków na Wieży Babel. 

Ale  skąd  to  pomieszanie  języków,  dlaczego  taki  rodzaj  kary?  Czemu  Jahwe  nie  rzucił  po  prostu  pioruna  na 
śmiałków lub nie spuścił ognia, co zwykł robić? Jaka informacja została tu zaszyfrowana? 

Chodzi tu o różnicę miedzy jednością a wielością. Religia poddania się bogu musi być monoteistyczna; bóg ów 
musi  być  jeden  i  słuszna  nauka  musi  być  jedna.  (Stąd  oczywiście  wojny  i  wzajemna  niemożność  akceptacji 
pomiędzy różnymi monoteizmami.) Szamani za to przemawiają różnymi językami. Opowieści przynoszonych 
z wypraw do alternatywnych duchowych światów są niezliczone roje. Szamańsko-pogańskich ceremonii, nauk, 
mitów, kosmologii i linii przekazu jest bezlik. I nie może być inaczej, skoro masa indywiduów szturmuje bramy 
duchowych światów. A szczery poddańczy monoteista nie mógł widzieć w tym nic innego, jak skutek... kary 
boskiej za samowolne wycieczki do niebios. 

Na koniec przypomnijmy sobie, jak to z tą Wieżą Babel było: 

Byli zaś wszyscy ludzie tego samego języka i mowy tej samej. Gdy zaś ruszyli ze wschodu, znaleźli 
kotlinę w ziemi Sinear i tam osiedli. I rzekli jeden do drugiego: "Nuże, weźmy się lepić cegły i wypalać 
na palenisku". A była im cegła tyle co głaz, a smoła tyle samo co wapno. I rzekli: "Nuże, zbudujmy 
miasto  i  wieżę,  której  szczyt  sięgnąłby  niebios  samych,  a  rozsławimy  imię  swe,  byśmy  snadź  nie 
rozproszyli  się  po  ziemi  tam  i  sam.  Zstąpił  zaś  Bóg,  by  przyjrzeć  się  miastu  i  wieży,  które  ludzie 
zbudowal

i. I rzekł Bóg: "Oto jednym ludem są i język ten sam mają. A toć dopiero początek ich dzieła: 

odtąd  zaś,  cokolwiek  zamyślą,  nic  nie  będzie  dla  nich  niemożliwe.  Nuże,  zstąpmy  i  zbełtajmy  im 
języki,  by  nie  rozumieli  jeden  mowy  drugiego".  I  rozproszył  ich  Bóg  po  całym  świecie  i  przestali 
budować miasto. Przeto nadano mu imię Babel, bo tu zbełtał Bóg języki wszem ludziom i rozproszył 
ich tam i sam po świecie.

 (I Mojż. XI 1-9) 

Przypisy 

26. Cały ten sen i jego omówienie znajdziesz na stronie "

Szamańska Częstochowa

". 

 

background image

 

30 

posłowie 

Książkę  tę  pisałem  od  wiosny  1996.  Jej  rozdziały  były  drukowane  w  tygodniku  "Gwiazdy  Mówią"; 
zamieszczałem  je  też,  jeszcze  ciepłe,  w  mojej  internetowej  witrynie,  w  wirtualnym  miesięcznik

TARAKA

który wtedy właśnie zacząłem wydawać. Próbowałem  zainteresować nią zwykłych, papierowych wydawców, 
lecz  nie  mogłem  przebić  się  przez  powszechną  w  takich  transakcjach  nieufność  przedsiębiorcy,  który  zanim 
książkę wyda i sprzeda, ryzykuje własnymi, tak drogimi mu pieniędzmi. Postanowiłem więc rozpowszechniać 
"Biblię" w postaci wirtualnej, która swojego czytelnika znajdzie przez Internet. 

Zwykle we wstępach i posłowiach jak to, autorzy dziękują różnym osobom, które przyczyniły się do powstania 
ich  dzieł.  Ja  też  jestem  wdzięczny.  Komu?  Jest  to,  jako  pierwszy,  Robert  Bly,  z  którego  sławnej  książki 
"Żelazny Jan" jedno zdanie wbiło mi się w mózg i kazało, bym do niego dopisał ciąg dalszy: że według "Księgi 
Rodzaju" ludzkość  ma  dwóch  ojców  -  a  tym  drugim,  po  Bogu, jest Wąż.  Dalej  Mircea  Eliade,  który  chyba 
wszystkie  z  wymienionych  w  "Biblii  Szamanów"  wątków  zgłębił  i  opisał,  i  zrobił  to  oczywiście  na  dużo 
wyższym poziomie niż mogłem to zrobić ja, ostatecznie w dziedzinie studiów biblijnych i antropologii kultury 
amator  i  dyletant.  Trzeci  z  wymienionych  zainspirował  mnie  czymś  innym  niż  książka  -  mianowicie 
dyskretnym  prowadzeniem.  Był  nim  David  Thomson,  którego  szamańskie  warsztaty  natchnęły  mnie 
przekonaniem,  że  starożytni  Żydzi,  których  wierzeń  i  kultury  dalekim  echem  jest  Biblia,  byli  równie  bliscy 
Ziemi, jak dzisiejsi Indianie i inne ludy w głębokim sensie tego słowa autochtoniczne, czyli z własną Ziemią 
zrośniętą.  Jeden  z  rozdziałów,  ten  o  dębach  w  Mamre,  dosłownie  powstał  w  mojej  głowie  na  jednym| 
z  warsztatów  Davida,  podczas  wyprawy  po  wizje,  którą  odbyłem  pod  dębami.  Mazowieckimi,  nie 
kanaanejskimi,  ale  dąb  wszędzie  jest  dębem...  I  oczywiście  moim  Wielkim  Mistrzem  podczas  pisania  stale 
pozostawał Artur Sandauer, którego genialne okno na Biblię, jakim jest jego książka "Bóg, Szatan, Mesjasz 
i...?"  jest  dla  mnie  niedościgłym  wzorem  myślenia  o  starożytnościach  żydowskich  i  zarazem  naszych 
korzeniach. 

Temat i  wątek "Biblii Szamanów" nie został wyczerpany i tej książce daleko jest do końca. Nie poruszyłem 
motywu  Drzewa  Kosmicznego,  które  rosło  w  środku  Edenu.  Więcej  dałoby  się  opowiedzieć  o  Wygnaniu 
z Raju. O Stworzeniu Świata. Nie napisałem nic o Ogniu, którym Jahwe, Bóg Ognia przecież, spalił Sodomę. 
Nie  wspomniałem  o  Trzech  Gościach  odwiedzających  Abrahama,  którzy  mają  przecież  odpowiedniki 
i  w  chińskiej  Księdze  Przemian,  i  w  naszej  legendzie  o  Piaście.  Bez  komentarza  pozostawiłem  potworną 
przygodę, jaką zainscenizował Jahwe Abrahamowi, każąc mu ofiarnie zamordować własnego syna  - a jest to 
przecież  zobowiązanie  (klątwa?  wyrok?),  które  wciąż,  do  dziś  ciąży  nad  potomstwem  Izaaka,  narodem 
żydowskim. Nie pisałem nic o tak jawnym szamaństwie, jakiego się dopuszczał Mojżesz, czyniąc swoje cuda 
z  wężami  i  źródłami  wody.  Przemilczałem  wycieczkę  Jonasza  w  wielorybim  brzuchu  i  "wyprawę  po  moc", 
którą  Tobiasz  odbywał  u  boku  anioła  Rafaela.  Sprawę  obrzezania,  niejedzenia  świń  i  nierozlewania  krwi... 
I wiele innych wątków. Może jeszcze kiedyś do nich wrócę. 

A kiedy się czyta Starą, żydowską Biblię, nie sposób nie myśleć też o tej Nowej, chrześcijańskiej. O czynach 
Jezusa  i  o  żywotach  Jego  świętych.  Ale  to  temat  na  inną  książkę.  Na  razie  tylko  obmyśliłem  dla  niej  tytuł: 
"Kościół szamanów". 

I to tyle. Ciekaw jestem, co o tej wirtualnej książce sądzisz. Zawsze możesz do mnie napisać. Oto mój adres: 

taraka@taraka.pl

 

Wojciech Jóźwiak 

Milanówek, 3 października 1999