background image

ROZDZIAŁ 2

Luty, Skrzyżowanie Haines, Yukon

Tad oparł się o zimną zewnętrzną ścianę gdy patrzył jak helikopter spółki 
usadawiał się na pasie startowym. Luźny śnieg latał wokoło dużego, 
okrytego metalem, budynku, którego używali jako hangar dla śmigłowca i 
małej awionetki. Machnął krótko na swojego biznesowego partnera, 
Shauna, zanim pośpieszył do środka. Nie zostało wiele czasu, a miał wiele 
przygotowań do zakończenia przed popołudniowym lotem.
Srebrny Śmigłowiec Maxwella załapał główną umowę na 
przetransportowanie pracowników naukowych do i z obozu przy 
podstawie Mount Logan. Pieniądze były dobre ale poczucie czasu 
koszmarne. Gdy pośpiesznie przeszedł przez listę, jego rozproszony umysł 
błądzi zaniepokojony o siostrę. O czym on,do diabła, myślał pozwalając 
głuchej dziewczynie samej wyruszyć do głuszy? Miał się nią opiekować, 
nie rzucać jej na pożarcie wilkom. Powinien był odmówić kontraktowi i 
pojechać z nią, jak planowali. Był pogrążony w myślach gdy solidne 
dotknięcie na ramieniu zaskoczyło go.
- Matko Święta,Shaun, ostrzegaj człowieka,dobra? - przeklną Tad,jego 
serce pędziło.
- Jesteś pieprzonym wilkołakiem. Dlaczego, na piekło, nie nauczysz się 
wyczuwać gdy inny wilk do ciebie podchodzi? - Shaun ściągnął swoją 
kurtkę i rzucił ją na jedno z krzeseł stojących na uboczu sklepu. Jego 
pewny siebie uśmiech trochę rozluźnił węzeł w brzuchu Tada.
- Odpieprz się. - Więc jego umiejętność wąchania była do bani. Było wiele 
ważniejszych rzeczy do martwienia się, jeśli o niego chodzi. - Robyn 
wyjechała, okay? Cholera, nie mogę uwierzyć, że pozwoliłem jej jechać 
beze mnie. A co jeśli coś jej się stanie?
Shaun roześmiał się, poklepując go po plecach.

background image

- Jesteś zbyt cholernie zaborczy o swoją siostrę. Nic jej nie jest. Jest 
dobrym narciarzem i ma doświadczenie w dziczy. Dodatkowo jest tak 
piekielnie potężna, że utknięcie z nią w zamkniętym pomieszczeniu niemal 
mnie zabija. - Zamilkł na sekundę, rzucając Tadowi zatroskane spojrzenie. 
- Wkrótce musisz jej powiedzieć. To znaczy, wiesz o wilczych genach już 
od kilku lat. Ona musi wiedzieć, żeby ruszyć dalej ze swoim życiem, 
poznać swoją drugą stronę. Ona będzie najniebezpieczniejszym wilkiem 
gdy jej geny zostaną aktywowane.
Tad zgrzytnął zębami, jego twarz stała się gorąca, a mięśnie naprężyły się. 
Nie znowu ta rozmowa.
- Tak, i jak rozumiem chcesz przywileju aktywowania jej, prawda?
Shaun poruszył brwiami kilka razy i uśmiechnął się.
- Cóż, to nie byłby obowiązek, krótko mówiąc.
Tad walnął ręką w pierś przyjaciela, zgarnął w palce jego koszulę u 
podniósł go lekko nad ziemię. Krew dudniła w jego uszach i Tad patrzył 
przez morze czerwieni. Palce Shauna zwisały nad podłogą, kopiąc kilka 
razy gdy Tad trzymał go w powietrzu z ramionami wyciągniętymi na całą 
rozciągłość.
- Cholera, Tad, ja tylko żartuję. Postaw mnie. - Shaun poruszył się, a jego 
twarz nagle zbladła.
Kurwa.
Tad upuścił Shauna na ziemię i sięgnął by uszczypnąć grzbiet swojego 
nosa.
- Przepraszam, jestem trochę zestresowany. Pomiędzy Robyn, a 
księgowością, a swędzeniem skóry jakby sama miała zejść i odpełznąć...
Shaun ostrożnie się cofnął, prostując ubranie.
- Jak na nieaktywnego wilka, jesteś zbyt cholernie silny. Nie wiem co jest 
gorsze, twoje szczekanie czy gryzienie. To swędzenie to twój wilk próbuje 
się wydostać. Musisz wkrótce zostać aktywowanym ponieważ ty i Robyn 
pomijacie wielką część swojego życia...
- Jesteś jej partnerem?
- Nie, ale...
- Więc trzymaj swoje pieprzone ręce z dala od niej.
Shaun wycofał się, utrzymując ciało w pozycji uległej.
- Może powinieneś pozwolić jej zdecydować. Powiedz jej, że geny 
wilkołaka i pozwól jej zdecydować co z tym zrobić.
Tad opadł na krzesło, jego ciało rozłożyło się w niechlujnej stercie. 
Odkrycie, że wilkołaki istnieją było jak wkroczenie w Strefę Cieni. 
Odkrycie, że oboje, on i jego adoptowana siostra, mają geny potrzebne do 

background image

zmiany w wilka było nawet bardziej zaskakujące. Ale reszta szczegółów 
doprowadziła go do szaleństwa.
- Cholera, zaczynałem jej mówić tuzin razy, ale sama myśl o tym sprawia, 
że się pocę. Dlaczego do licha to właśnie seks uaktywnia geny u 
dorosłych? Jakbym chciał powiedzieć siostrze żeby kogoś pieprzyła. 
Robyn ma wystarczająco na talerzu ze swoją głuchotą. Nie potrzebuje 
dramatu ze znalezieniem sobie partnera. Dodatkowo, nie mogę się zmienić 
by to udowodnić aż sam nie zostanę aktywowany.
Zamknął oczy i przecierał twarz w frustracji.
- Jesteś szczęściarzem. Moi rodzice nie wiedzą nic o wilkach. Mój dziadek 
musiał dostarczyć geny i zmarł zanim powiedział komuś o sowim 
sekrecie. Ty byłeś urodzony w pełnokrwistej rodzinie i zostałeś 
aktywowany z mlekiem twojej matki, więc nie miałeś pilnej potrzeby 
seksu.
Shaun prychnął.
- Nie miałem pilnej potrzeby? Cholera, nie pamiętasz jak to jest być 
nastolatkiem?
- Napalony łajdak. A ty się zastanawiasz, dlaczego chcę byś się trzymał z 
dala od Robyn. - poskarżył się Tad, jego gniew opadał, ale frustracja 
pozostała na wysokim poziomie. Shaun zdawał się nie rozumieć jak 
drażniące to było dla Tada jako pół-krwistego. Potrzebował również 
aktywowania hormonów, ale to się stanie tylko podczas seksu z samicą 
wilka. Tad lubił seks tak jak facet obok, ale ludzkie samice, z którymi był, 
się nie liczyły. Był jeden haczyk kopiący go w dupę, sprawiający, że było 
prawie piekielnie niemożliwe zostać aktywowanym.
Cholerne wilcze hormony.
- Czy to ci nie przeszkadza? - spytał Tad. - Nie mieć kontroli nad własnym 
losem?
- O czym ty mówisz?
- Wilk. To jak bycie wilkiem zmienia całe twoje życie. - Tad wpatrywał się 
w przestrzeń, jego palce bawiły się poręczą krzesła.
Shaun wykrzywił twarz.
- Uh, nie... To znaczy, więc umiem zmieniać się w wilka. To nic wielkiego. 
To nie tak, że mam niepohamowane pragnienie do wycia czy mimowolne 
zmiany gdy księżyc jest w pełni. Mój wilk jest po prostu częścią tego kim 
jestem. Niezwykłą, całkowicie szczerą częścią mnie.
Tad prychnął.
- Nigdy nie byłeś tak poetycki w całym swoim życiu. Psiakrew, mówię o 
głupich wilczych hormonach. Nie mów mi, że one nie dyktują twojego 

background image

życia. jak diabli, dyktują moje. Nie mogę nawet zdecydować kogo 
poślubić bez zgody wilka.
Jego wspólnik roześmiał się i odchylił do tyłu na stół.
- Partnerzy? Znowu martwisz się o znalezienia partnerki. Tad? A niech to, 
musisz kogoś przelecieć.
- Wiem o tym, ty dupku.
Shaun potrząsnął głową.
- Nie tylko by aktywować geny, mózgowcu. By się zrelaksować. Znajdź 
sobie jakąś miłą ludzką dziewczynę i zrób to. Od miesięcy z nikim się nie 
umawiałeś. Musisz wypuścić wilka żeby się pobawił. - chwycił obrazek 
wiszący za nim i pomachał nim na Tada, jego uśmiech powiększał się z 
każdą sekundą. - A co z twoją wymarzoną dziewczyną. Wkrótce będzie w 
mieście, prawda?
Tad skoczył do góry i wyrwał mu zdjęcie.
- Nie mieszaj do tego Missy. Ona jest wyjątkowa. - Shaun machał swoimi 
brwiami w górę i w dół, Tad pokazał mu palec gdy odkładał zdjęcie, 
przesuwając palcem po brzegu. - Ona nie jest wilkiem, więc nie chcę z nią 
romansować.
- A niech to, chcesz mi powiedzieć, że zamierzasz tylko pieprzyć kobietę, 
z którą będziesz chciał się ożenić?
- Nie, ale... cholera! Widzisz, o to właśnie mi chodzi. Lubię Missy. 
Naprawdę ją lubię, zawsze lubiłem. Jeśli nie byłbym wilkiem, byłbym 
zainteresowany spędzeniem z nią czasu, gdyby coś się między mani 
rozwinęło. Ale skoro mój przeklęty wilk przesądza o partnerze, nie mam w 
tej cholernej sprawie nic do powiedzenia. Nie sądzę by to było uczciwe w 
stosunku do ludzkiej kobiety.
Tad w frustracji pomachał ręką na Shauna i wrócił do przygotowań. W 
hangarze było cicho, obaj pracowali w milczeniu,pogrążeni we własnych 
myślach. Naprawdę lubił Missy. To była całkowita niespodzianka gdy 
skontaktowała się z nim przez e-mail. Przez ostatnie cztery miesiące, 
korespondowali ze sobą ogólnie o życiu, nadganiając lata gdy byli osobno.
Dzień, w którym napisała i jej mężu i jego śmierci, Tad wybrał się na długi 
bieg, dochodząc na granicę wyczerpania. Zastanawiał się dlaczego tak go 
wkurzyło odkrycie, że dbała o kogoś na tyle, że związała się z kimś na całe 
życie. Do licha, on i Missy nigdy nie byli kochankami. Ledwie trzymali 
się za ręce jako nastolatkowie w liceum zanim przeniosła się na południe.
Shaun oparł się o bok samolotu, przy którym pracował Tad, jego ciemne 
oczy marszczyły się z niepokoju.
- Przykro mi, że wszystko nie układa się dla ciebie szybciej. Ale na końcu 

background image

będzie tego warte, naprawdę będzie.
Tad westchnął i klepnął ramię swojego wspólnika. Serce Shauna było we 
właściwym miejscu.
- To dlatego, że próbowałem przez dwa lata postępować według wilczych 
reguł i zaprowadziło mnie to donikąd. Tak bardzo jak chcę się zmienić, nie 
wiem czy będę wstanie żyć tak dużo dłużej. Nie mogę zmienić swojej 
etyki by zmienić się w wilka. 
Shaun pokiwał smutno.
- Rozumiem. Ale nie będziesz naprawdę szczęśliwy do czasu gdy nie 
zostaniesz aktywowany.
Tad powrócił do swoich regulacji.
- Tak, cóż, w międzyczasie, mam ciebie wkurzającego mnie i 
pomagającego się wyładować. - Wpatrywał się mocno w swojego 
przyjaciela. - Chcę wieczności pewnego dnia. Wierzę w prawdziwą miłość 
i znalezienie drugiej połówki. Wiem, że to romantyczne bzdury, ale nadal 
w to wierzę.
- Tak, słyszę cię, ale dopóki nie znajdziesz Pani Właściwej, naprawdę 
myślę, że powinieneś rozważyć Panią Właściwą Na Teraz.

*** 

Missy wzięła głęboki oddech, rozglądając się po małym lotnisku z 
zainteresowaniem, gdy pozwoliła motylom osiąść. Jej podróż w ciągu tych 
kilku miesięcy poprowadziła ją do pełnego koła, odsyłając ją do starych 
ulubionych miejsc. Dorastała w Whitehorse, żyła na północy do 
szesnastego roku życia. Jak dziwne, rozwiązanie horroru wiszące nad jej 
głową może zostać znalezione tutaj.
Wpatrywała się w drzwi do sklepu.
Dziesięć lat.
Dziesięć lat od kiedy widziała Tada, jednego z najbardziej intrygujących 
chłopców jakiego kiedykolwiek spotkała. Był w wyższej klasie w liceum, 
a ona bardzo go lubiła, nawet jeśli jej ojciec nalegał by unikała pół-
krwistego i nie mówiła mu o jego wilczym spadku. Missy niechętnie 
postąpiła według reguł jej ojca i nigdy nie pozwoliła sobie na pozostanie 
samą z Tadem. Nigdy nie akceptowała żadnego z jego niepewnych 
fizycznych zalot poza publicznymi uściskami i przytuleniami podczas 
filmowych maratonów. Uczestniczyli tylko w grupowych czynnościach.
Czegoś zawsze wydawało się brakować. Pragnęła czegoś więcej.
Prześlizgując się przez drzwi, Missy znalazła się w czystej i schludnej 

background image

poczekalni, wycinki z gazet wisiały przyklejone do ściany. Zbliżyła się, 
przyglądając artykułom o Srebrnym Śmigłowcu Maxwella, dostawcach 
'regularnych krajoznawczych lotów, łowieckich samolotów i twoich 
wszechstronnościach w zagubieniu się w dziczy, my cię tam dostarczymy'. 
Obrazy dołączone do artykułu pokazywały helikopter, który widziała na 
zewnątrz i mały samolot z dołączonymi z nartami albo wodnymi 
pływakami.
Pasek papieru z jaskrawymi kolorami przykuł jej uwagę, pochyliła się by 
to zbadać.
Metaliczny dźwięk zabrzęczał o podłogę za nią, okręciła się żeby 
zobaczyć wysokiego, muskularnego byczka z żądzą w oczach. 
Dezorientacja zamgliła jego ciemne źrenice na moment zanim osiągnęło 
rozpoznanie.
- Missy?
Jej serce podskoczyło. Ton jego głosu sprawił, że była zadowolona ze 
zdecydowania się zająć problemami przez odszukanie go.
Uśmiechnęła się promiennie do niego.
- Witaj, Tad. - Pochyliła głowę w kierunku artykułów. - Mówiłeś mi,że 
interesy dobrze idą, ale nie mówiłeś jak dobrze. Entuzjastyczne 
doniesienia jak widzę.
Podała mu swoją dłoń, a gdy ją przyjął, wsunęła się pod jego ramię i 
uścisnęła go mocno, jego ciało tuliło ją ostrożnie. Ostrożnie go powąchała 
gdy go przytulała. Jego zapach był znajomy, a jednak jakoś jego wilk był 
stłumiony, co było ciekawe. Nie czuła na nim żadnych samic, to było 
dobrze.
Bardzo dobrze, zważywszy na to, co miała na myśli.
- To naprawdę cudownie zobaczyć cię znowu. - uchwyciła się go na 
jeszcze jedną sekundę, odprężając się w jego silnych ramionach. To było 
takie właściwe być trzymaną przez innego wilka, zwłaszcza takiego, który 
nie groził, że ją zabije. Nie miała odwagi podnieść tej kwestii w ich 
korespondencjach e-mailowych, ale musiała wiedzieć. Czy był świadom 
swojego wilczego spadku? Otwierając swój umysł, sięgnęła niepewnie by 
otrzeć się o jego emocje. Pojawiły się obrazy - jej twarz w czasie 
szkolnych wydarzeń, zjeżdżanie razem ze śnieżnego wzgórza, widok jej 
tyłka gdy pochylała się wcześniej przy drzwiach - uśmiechnęła się. Jego 
myśli wypełniały tylko wspomnienia. Tad uścisnął ją po raz ostatni i 
odsunął ją na odległość ramienia.
- Cholera, wyglądasz niesamowicie. To znaczy, mam to zdjęcie, które mi 
wysłałaś, ale ty jesteś... - Tad się gapił, jego spojrzenie wędrowało po jej 

background image

twarzy w oszołomieniu.
Missy westchnęła. Ta kwestia małego rozmiaru nie pomagała.
- Wiem. Wyglądam jak nastolatka. Mam dwadzieścia sześć lat, a nadal 
sprawdzają mój dowód gdy zamawiam drinka.
Tad poprowadził ją do poczekalni klientów i wskazał kanapę. Zawahał się 
przez sekundę zanim opadł na krzesło naprzeciw niej. Missy opuściła 
głowę by ukryć uśmiech. Nie mogła nie zauważyć jego podniecenia. 
Zarówno jego ciało jak i zapach go wydały.
- Dobrze cię widzieć, ale nie oczekiwałem cię aż do przyszłego tygodnia. - 
przesunął ręką po włosach, pozostawiając w nich nieład. Missy chciała 
własnymi palcami przeczesać jego kosmyki, zastanawiała się co by on 
zrobił gdyby uległa pokusie. Zerknął na zegarek i powiercił się.  - Nie chcę 
być niegrzeczny. To znaczy, nie mogłem doczekać się twojej wizyty, ale 
mam klienta tego popołudnia, a nie skończyłem jeszcze przygotowań. Nie 
masz nic przeciwko jeśli wymknę się na trochę? Powinno mi to zająć 
jakieś dziesięć minut.
Missy zmarszczyła brwi. Nie odkrył tego? Była pewna, że powiedziała mu 
powód swojej wizyty na północy. Albo starając się być skryta w innych 
kwestiach, to zapomniała?
- Tad, mam spotkanie.
Wydał długie westchnienie, jakby odczuwał ulgę gdy podciągnął ją na 
nogi i delikatnie poprowadził ją do drzwi.
- To wspaniale! To może zajmiesz się najpierw swoimi sprawami i 
spotkamy się za jakieś pół godziny? Możemy się spotkać aż moi klienci 
nie przyjdą.
- Ale... - Była na zewnątrz, z powrotem w jasny, zimny lutowy dzień.
- Nie mogę się doczekać. Przepraszam, muszę się pośpieszyć. Zobaczymy 
się później.
Tad zamknął za nią drzwi, a Missy gapiła się w szoku. Wybuchnęła 
śmiechem gdy skierowała się z powrotem do swojego samochodu. To 
poszło wspaniale. Nie! Zachichotała w lekkości i zachwycie swojego 
nastroju. W ciągu ostatnich miesięcy nie miała wiele z czego się śmiać, a 
ta pomieszana sytuacja była z jej winy. Wystroiła się by wywrzeć 
wrażenie. To oczywiście zadziałało na podstawie jego fizycznych reakcji, 
ale był trochę za bardzo rozproszony.
Sięgnęła do przyczepy jej auta i wyciągnęła robocze ubranie. Wygląda na 
to, że jej usprawiedliwienie na przyjazd Yukon będzie, mimo wszystko, 
potrzebne.