background image

 

CARTLAND  BARBARA 

DZIEWCZYNA ZE SNU 

background image

Rozdział 1 

Rok 1875 

— Mamo, przyszedł list! 

— Jaki list, Olindo? 

Lady Selwyn starała się usiąść prosto. Córka podbiegła szybko do 

łóżka. Zręcznie i delikatnie podniosła matkę i poprawiła poduszki. Na 

dobrodusznej twarzy lady Selwyn widoczne były oznaki cierpienia. 

— Czy to jest odpowiedź na twój list? — zapytała z obawą. 

—  Tak,  mamo.  To  jest  odpowiedź  na  ogłoszenie,  które  kiedyś 

razem czytałyśmy szukając dla mnie pracy. 

— Czy przysyłają robotę do domu? 

—  Nie,  mamo,  i  dlatego  też  chciałabym  z  tobą  porozmawiać  na 

ten temat. 

Lady Selwyn załamała ręce, jakby spodziewała się usłyszeć jakąś 

szokującą wiadomość. Jej córka uśmiechnęła się ciepło. Usiadła przy 

łóżku i odezwała się spokojnie: 

—  Proszę  cię,  mamo,  nie  denerwuj  się,  dopóki  nie  dowiesz  się 

wszystkiego. Wiesz przecież, równie dobrze jak ja, że muszę  w jakiś 

sposób  zarabiać na  życie.  Inaczej  umrzemy  z  głodu.  —  Uśmiechnęła 

się, aby złagodzić wrażenie bolesnych słów, jednak lady Selwyn i tak 

się wzdrygnęła, a Olinda pospiesznie mówiła dalej: — Możesz się nie 

zgodzić,  jednak  uważam,  że  jest  to  doskonała  okazja,  poza  tym  nie 

będę długo poza domem. 

— Poza domem — powtórzyła lady Selwyn bliska omdlenia. 

background image

Olinda sięgnęła po list i przeczytała: 

Posiadłość Kehedon, Derbyshire 

Szanowna Pani! 

W odpowiedzi na list Szanownej Pani z dnia 15 bm., upoważniony 

przez  hrabinę  wdowę  pragnę  Panią  poinformować,  że  została 

zaakceptowana Pani oferta. 

Pani umiejętności, zaprezentowane na próbce haftu przysłanej do 

nas,  zostały  wysoko  ocenione,  i  dlatego  hrabina  chciałaby,  aby  Pani 

rozpoczęła pracę natychmiast. 

Der  by  jest  stacją  kolejową  położoną  najbliżej  od  posiadłości 

Kehedon.  Gdy  tylko  otrzymamy  wiadomość  o  Pani  przyjeździe, 

wyślemy po Panią powóz. 

Z wyrazami szacunku 

James Lanceworth 

sekretarz 

Olinda  skończyła  czytanie  listu  swym  łagodnym,  aksamitnym 

głosem i badawczo spojrzała na matkę. 

— Rozumiesz, mamo, mam szansę pracować w arystokratycznym 

domu hrabiny Kelvedon. 

—  Będziesz  tam  tylko  pracownicą  —  powiedziała  lady  Selwyn. 

— Jedziesz tam jako zwykła szwaczka. 

—  To  nawet  lepiej,  mamusiu,  będę  traktowana  na  równi  z 

guwernantką,  a  to  oznacza,  że  nie  będę  mieć  do  czynienia  z 

podrywaczami,  niebezpiecznymi  dżentelmenami,  którzy,  według 

ciebie,  czyhają  na  mnie  za  każdym  rogiem.  —  Westchnęła  cicho  i 

background image

dodała:  —  Wiesz,  mamo,  gdybym  przejmowała  się  twoimi  obawami 

co do mojej osoby, stałabym się bardzo zarozumiała. 

Olinda  była  śliczną  dziewczyną  o  dużych  szarych  oczach, 

drobnej, wyrazistej twarzy i złocistych włosach. Miała wiele wdzięku 

i  gracji.  Smukłe  palce  oraz  głębokie  spojrzenie  zdradzały  wrażliwą 

naturę.  Przejawiała  się  ona  w  łagodności  i  współczuciu,  jakie  miała 

dla wszystkich ze swego otoczenia.  

Jednak  kontakty  z  ludźmi,  zarówno  z  kobietami,  jak  i  z 

mężczyznami,  miewała  bardzo  rzadko.  Od  dwóch  lat,  gdy  stała  się 

dorosła,  bez  reszty  poświęciła  się  swej  chorej  matce  i  bardzo  rzadko 

opuszczała rodzinną posiadłość. 

Mieszkały samotnie w odległej części hrabstwa Huntingdonshire i 

niewiele  osób  przychodziło  do  nich  z  wizytą,  zwłaszcza  gdy  lady 

Selwyn  zachorowała  i  gości  mogła  przyjmować  jedynie  w  sypialni. 

Czasami mijały tygodnie i nikt ich nie odwiedził.  

Olinda  nie  narzekała.  Bardzo  kochała  matkę  i  martwiła  się 

widząc,  że  jej  stan  wciąż  się  pogarsza.  Nic jej nie  smakowało.  Miała 

apetyt  na  bardzo  drogie  potrawy,  a  na  niektóre  nie  mogły  sobie 

pozwolić. 

— Musimy coś zdecydować! — powiedziała Olinda dwa tygodnie 

temu bardzo zdecydowanym głosem. 

Kiedy lady Selwyn krzyknęła z przerażenia na wiadomość, że jej 

córka chce pracować, Olinda zauważyła praktycznie: 

— Nie mamy innego wyjścia, mamo. Mogłybyśmy sprzedać dom, 

jednak wątpię, aby ktoś zechciał go  kupić, zresztą obecnie jest zastój 

background image

w  handlu  nieruchomościami.  A  gdybyśmy  nawet  sprzedały  naszą 

posiadłość,  dokąd  byśmy  poszły?  Poza  tym,  to  nie  utrzymanie  tego 

domu pożera pieniądze, najwięcej kosztuje nas jedzenie. 

—  Jedzenie  dla  mnie  —  odezwała  się  lady  Selwyn  stłumionym 

głosem. — Czy ja naprawdę muszę jeść tak dużo kurczaków, Olindo, 

tak dużo jajek i pić tyle mleka? 

—  Tak  polecił  doktor,  mamo,  zresztą  nie  mogłabyś  żyć 

powietrzem  czy  tą  odrobiną  warzyw,  które  mamy  w  ogrodzie.  — 

Przerwała  na  chwilę,  po  czym  dodała:  —  Oczywiście,  mogłybyśmy 

odprawić starego Hodgesa, jednak wiesz równie dobrze jak ja, że nie 

dostałby  innej  pracy,  a  Nanny  i  tak  bardzo  rzadko  otrzymuje  od  nas 

pieniądze. 

—  Nie  poradziłybyśmy  sobie  bez  Nanny  —  szybko  powiedziała 

lady Selwyn. 

—  Więc  zgadzasz  się  ze  mną  że  muszę  zacząć  zarabiać,  a  nie 

będzie to łatwe, bo ja przecież nic nie umiem robić. 

Na  szczęście,  Nanny  przypomniała  Olindzie,  że  wyjątkowo 

pięknie wyszywa i haftuje. 

—  Gdybym  haftowała  jedwabną  bieliznę  lub  muślinowe  chustki 

do nosa, takie jakie robiłam mamie — zastanawiała się głośno Olinda 

— może udałoby się to wstawić do sklepu? 

—  Czy  to  oznacza,  że  miałabyś  pójść  do  sklepu  i  zachwalać 

rzeczy,  które  sama  zrobiłaś?  Nie  mogę  znieść  nawet  takich  myśli, 

kochanie! — krzyknęła lady Selwyn ze zgrozą. 

background image

—  Pomyślałam  sobie  —  odezwała  się  Nanny  —  że  w  wielu 

zamożnych domach znalazłyby się haftowane narzuty na łóżka czy też 

tkane  obrazy,  które  wymagają  naprawy.  Pamiętam,  że  panienka 

Olinda  naprawiła  kiedyś  bardzo  zręcznie  stary  obraz  należący  do 

babci. 

Olinda  spojrzała  na  ścianę.  Był  to  wspaniały  obraz  francuski  z 

XVII  wieku  tkany  jedwabną  i  srebrną  nicią.  Znalazła  go  na  strychu 

między  wieloma  rupieciami,  które  przysłano  do  ich domu po  śmierci 

babci. 

— Jaki on byłby piękny — zwróciła się wtedy do lady Selwyn — 

gdyby nie był tak zniszczony! 

Obraz  ukazywał  postać  symbolizującą  lato,  z  wiązką  kukurydzy, 

otoczoną wieńcem z róż, bławatków, maków i przewiercieni. W głębi 

widać było owoce — symbol lata.  

Lady  Selwyn  sztuki  haftu  nauczyła  się  od  matki,  która  była  pół-

Francuzką i  wychowywała  się  we  Francji.  Olinda dowiedziała  się  od 

matki,  że  sztuka  ta  rozwinęła  się  we  Francji  po  wyprawach 

krzyżowych. 

— Ludwik XI i Karol VII wezwali do Francji włoskich hafciarzy 

—  opowiadała  lady  Selwyn  —  i  większość  wytwornych  haftów 

kościelnych  została  wykonana  przez  nobliwe  panie  pod  nadzorem 

osób  duchownych.  W  XVIII  wieku  modę  na  haft  rozpowszechniła 

madame  de  Pompadour  i  wkrótce  francuskie  hafty  zasłynęły  w  całej 

Europie.  Za  panowania  Ludwika  XV  wzory  były  wesołe,  frywolne, 

ale  pełne  gracji.  Po  śmierci  króla  madame  de  Maintenon  założyła 

background image

szkołę  haftu  w  Saint-Cyr,  w  której  dziewczęta  zgłębiały  tajniki  tej 

sztuki. 

— Czy przetrwało coś z ich prac? 

—  Niestety  —  odpowiedziała  lady  Selwyn  —  wiele  haftów 

zniszczono podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Nakazano wtedy 

hafciarzom powyciągać wszystkie złote i srebrne nici. 

— Co za bezmyślność! 

Olindę  bardzo  zainteresowała  sztuka  haftu.  Pod  okiem  matki 

szybko  robiła  postępy.  Siadywała  przy  jej  łożu  i  wymyślała 

najprzeróżniejsze wzory na chustki do nosa, poduszki czy nowe obicia 

na  krzesła.  Matka  była  jej  surowym  krytykiem.  Wkrótce  w  domu 

znalazło  się  wiele  prac  Olindy.  Kiedy  jednak  trzeba  było  wysłać 

którąś z nich jako próbkę do Kelvedonu, nie mogły się zdecydować. 

Również  za  namową  Nanny  przejrzały  kiedyś  ogłoszenia  w 

„Timesie". 

— Ludzie mogą mieć najprzeróżniejsze potrzeby: hafty na torebki 

czy obrusy. 

—  Albo  przykrycia  na  poduszki  —  dodała  Olinda  —  łatwo  je 

zrobić, a ja lubię naśladować stare wzory. 

Pewnego dnia przeczytała ogłoszenie: 

Poszukuje  się  uzdolnionej  i  doświadczonej  hafciarki  do  naprawy 

zasłon  i  narzut  na  zabytkowych  łożach.  Proszą  zgłaszać  się  do 

sekretarza posiadłości Kehedon w Derbyshire. 

—  To  oznacza,  że  będziesz  musiała wyjechać do  Derbyshire!  — 

krzyknęła lady Selwyn. 

background image

—  Tak,  mamo,  jednak  za  taką  pracę  na  pewno  dostanę  dużo 

pieniędzy. Przypuszczam, że zasłony mogą pochodzić z XVI lub XVII 

wieku. Na pewno dam sobie radę. 

— Dlaczego nie mogą ich tu przysłać? 

— Dlatego że są duże i cenne — odrzekła Olinda — a poza tym 

bardzo bym chciała zobaczyć Kelvedon. 

— Wiesz coś o tej posiadłości? — zapytała lady Selwyn. 

— Jest piękna i imponująca. Wydaje mi się, że widziałam gdzieś 

ilustrację przedstawiającą dom. Spróbuję odnaleźć coś na ten temat w 

starych gazetach papy. 

— Zrób to, kochanie — powiedziała lady Selwyn — jednak i tak 

nie zdecydowałam jeszcze, czy pozwolę ci tam pojechać. 

Olinda uścisnęła rękę matki. 

—  Chyba  nie  przypuszczasz,  mamo,  że  opuściłabym  cię,  gdyby 

nie było to absolutnie konieczne? — spytała czule. 

— Czy naprawdę jesteśmy  w tak trudnej sytuacji finansowej? — 

lady Selwyn zapytała córkę drżącym głosem. 

—  Mamy  już  bardzo  niewiele  pieniędzy  —  odparła  Olinda  —  a 

długi  Geralda  będziemy  spłacać  jeszcze  dwa  lata.  Dopiero  wtedy 

odzyskasz całą rentę. 

Obie  zamilkły  na  wspomnienie  tragicznej  śmierci  starszego  o 

sześć  lat  brata  Olindy  Geralda,  który  pojechał  do  Indii  i  został  tam 

zabity w potyczce z tubylcami. Kiedy okazało się, że nie żyje, a jego 

śmierć  niewarta  była  nawet  wzmianki  w  gazetach,  lady  Selwyn 

załamała się, stała się obojętna i apatyczna. 

background image

Bardzo  kochała  swojego  syna,  bo  po  śmierci  męża  to  on  wnosił 

radość  do  jej  serca.  Lady  Selwyn  miała  rentę,  która  wystarczała  na 

dostatnie  życie  dla  niej  i  córki.  Niestety,  po  śmierci  Geralda  okazało 

się, że miał on dużo długów, bo podobnie jak inni powołani do armii 

w  Indiach  był  bardzo  rozrzutny,  a  oprócz  tego  poręczył  za 

zadłużonego  kolegę,  który  wkrótce  po  śmierci  Geralda  umarł  na 

cholerę w Kalkucie, gdzie wysłano go ze specjalną misją. 

Rachunek, który żyrował Gerald, choć pewnie nie spodziewał się, 

że  będzie  musiał  kiedykolwiek  go  spłacać,  został  przedłożony  jego 

matce  przez  wierzycieli.  Lady  Selwyn,  chcąc  ratować  honor  syna, 

zastawiła  swą  rentę  na  następne  pięć  lat.  W  ten  sposób  pieniędzy 

zostało  akurat  tyle,  aby  utrzymać  dom  i  wypłacić  pensje  dla  starego 

ogrodnika Hodgesa i dla Nanny. 

—  Musimy  żyć  bardzo  oszczędnie —  powiedziała  Olinda  —  ale 

poradzimy sobie. 

Oznaczało  to,  niestety,  że  nie  będzie  żadnych  nowych  sukni  ani 

żadnych  wyjazdów  do  krewnych,  którzy  mieszkali  w  Londynie. 

Kiedyś  matka  planowała  wysłać  do  stolicy  Olindę  po  ukończeniu 

przez  nią  osiemnastu  lat.  Także  zdrowie  lady  Selwyn  wciąż  się 

pogarszało  i  zapewnienie  odpowiedniej  diety  oraz  kupno  leków 

przepisanych  przez  doktora  zrujnowało  je  doszczętnie,  tak  że  nie 

mogły związać końca z końcem. 

Niepewność jutra dodała Olindzie odwagi. 

background image

— Pojadę do Kelvedonu, mamusiu, i proszę cię, nie martw się  o 

mnie.  Przyrzekam,  że  wrócę  do  ciebie  z  górą  pieniędzy  możliwie 

najszybciej. 

Poświęciła  wiele  godzin,  aby  przekonać  matkę,  że  jest  to  jedyne 

rozwiązanie. W końcu Olinda zawiadomiła pana Jamesa Lancewortha, 

że przyjedzie do Derby o piątej w środę 30 maja. 

 

Tego  dnia,  ubrana  do  drogi,  wyglądała  ślicznie.  Miała  na  sobie 

szafirową  suknię,  którą  sama  uszyła,  oraz  pelerynę  tego  samego 

koloru. Patrząc na nią lady Selwyn wyciągnęła ręce i powiedziała: 

—  Nie  powinnaś  jechać  sama,  kochanie.  Mężczyźni  są  czasami 

bardzo natarczywi; możesz mieć nieprzyjemności. 

— Będę podróżować w przedziale „Dla pań" — uspokoiła matkę 

Olinda  —  a  jeśli  chodzi  o  mężczyzn  z  Kelvedonu,  jestem  pewna,  że 

nie zechcą nawet spojrzeć na prostą szwaczkę. 

—  Słyszałam  kiedyś  —  zniżonym  głosem  powiedziała  lady 

Selwyn  —  że  bywały  przypadki,  kiedy  obrażano  guwernantki  w 

domach, w których pracowały. Proszę, obiecaj mi, że drzwi do swojej 

sypialni zawsze będziesz starannie zamykała na klucz. 

—  Oczywiście,  mamusiu. Mogę  ci  nawet  przyrzec,  że  jeśli  ujrzę 

choćby  cień  nadchodzącego  mężczyzny,  krzykiem  zacznę  wzywać 

policję. 

— Olindo, ja nie żartuję! 

—  Wiem,  kochana  mamusiu,  ty  po  prostu  martwisz  się,  że 

wyjeżdżam  w  daleki  świat  zupełnie  sama.  Nie  zapominaj  jednak,  że 

background image

mam  już  dziewiętnaście  lat  i  jestem  dorosła.  —  Uśmiechnęła  się.  — 

Będę  się  zachowywać  bardzo  poprawnie  i  obiecuję,  że  jeśli  spotkają 

mnie jakieś nieprzyjemności, natychmiast wrócę do domu. 

— Przysięgasz, że zrobisz właśnie tak? — nalegała lady Selwyn. 

— Pieniądze całego świata nie są warte narażania się na zniewagi lub 

na traktowanie w nieodpowiedni sposób. Twój ojciec na pewno by się 

nie zgodził na tę szaloną eskapadę. 

—  Ty  wciąż  myślisz,  że  to  dla  mnie  tylko  przygoda  —  zaśmiała 

się Olinda. — Zapewniam cię jednak, że czeka mnie ciężka praca i, co 

najważniejsze, dobrze płatna. 

Wydęła  lekko  podbródek.  Bardzo  przypominała  Geralda,  gdy 

oznajmiał, że chce iść własną drogą. Jak zwykle, na myśl o synu lady 

Selwyn  zachmurzyła  się  i  już  tylko  słuchała  Olindy  nie  robiąc 

żadnych uwag. 

—  Nanny  będzie  się  tobą  opiekować,  mamo.  Poprosiłam  także 

naszych przyjaciół z wioski, żeby cię odwiedzali. Pani Parsons będzie 

ci  czytać,  a  panna  Twitlets  zrobi  zakupy  i  dopilnuje,  żebyś  zawsze 

miała  świeże  kwiaty  w  sypialni.  —  Westchnęła.  —  Kiedy  tu  wrócę, 

okaże się, że wcale za mną nie tęskniłaś. 

— Będę tęsknić za tobą w każdej chwili, kochanie — powiedziała 

lady  Selwyn  —  i  nie  zaznam  spokoju,  dopóki  nie  wrócisz  cała  i 

zdrowa. 

— I bogata — dodała Olinda całując matkę. 

Jednakże  nie  czuła  się  zbyt  pewnie  na  zatłoczonej  stacji  wśród 

ludzi czekających na pociąg do Londynu. Zdecydowała się na ekspres 

background image

z  Londynu  do  Derby,  chociaż  oznaczało  to  wyjazd  z  domu  o  bardzo 

wczesnej porze. 

Lady Selwyn tak wiele mówiła o nieprzyjemnościach i kłopotach, 

które  ją  mogą  spotkać,  że  Olinda  poczuła  się  bezpiecznie  dopiero  w 

swoim  przedziale,  kiedy  pociąg  ruszył.  Zaczynała  odczuwać 

przyjemną  ekscytację  i  uczucie  to  przesłoniło  trochę  obawy  o  to,  co 

pozostawiła  za  sobą.  Perspektywa  zamieszkania  w  Kelvedonie 

wywoływała  przyjemny  dreszczyk  emocji,  bo  jak  sobie  wyobrażała, 

był to jeden z najznamienitszych domów w Anglii. 

Czytała o nim cały artykuł w starym numerze „Illustrated London 

News". Dowiedziała się, że kiedyś na jego miejscu stał klasztor, który 

został  zlikwidowany  za  panowania  Henryka  VIII  w  1536  roku. 

Później,  za  czasów  Elżbiety  I,  wzniesiono  tu  zamek.  Po  kilku  latach 

pierwszy  hrabia  Kelvedonu,  szambelan królowej  Elżbiety  I,  znacznie 

go  powiększył  i  uświetnił.  W  końcu  XVI  wieku  dom  ostatecznie 

wykończono. 

— Zapowiada się nieźle — pomyślała Olinda patrząc na ilustrację 

przedstawiającą Kelvedon. 

Z  następnej  części  artykułu  dowiedziała  się,  że  jego  obecny 

właściciel  ma  sześćdziesiąt  pięć  lat  i  wciąż  sprawuje  wiele 

odpowiedzialnych  funkcji  na  dworze  królowej  Wiktorii.  Dalej 

następowała długa lista jego zasług w hrabstwie, a na końcu znalazła 

się informacja o tym, że poślubił lady Rozelinę Alward, córkę księcia 

Hull, i z małżeństwa tego narodził się syn. 

background image

Kiedy  zajrzała  na  tytułową  stronę,  stwierdziła,  że  egzemplarz 

„Illustrated London News" pochodził sprzed pięciu lat. „To znaczy — 

myślała Olinda — że hrabia już nie żyje, ponieważ w liście, który do 

mnie przyszedł, sekretarz pisał o hrabinie wdowie." 

Nie  wspominała  nic  o  synu  hrabiny  Kelvedonu,  czując,  że 

mogłaby  tym  jeszcze  bardziej  zmartwić  i  tak  już  zaniepokojoną 

matkę.  Zresztą  wydawało  się  prawdopodobne,  że  obecny  hrabia  ma 

około  czterdziestu  lat  i  nie  powinien  stanowić  niebezpieczeństwa  w 

rodzaju tych, których obawiała się jej matka. 

„Biedna  mama  —  myślała  Olinda  —  wciąż  uważa,  że  obracamy 

się  w  eleganckim  towarzystwie.  Nie  może  zrozumieć,  że  przede 

wszystkim pieniądze decydują o pozycji w społeczeństwie." 

Kiedy  pakowała  rzeczy  do  podróży,  nie  zastanawiała  się,  co  ze 

sobą wziąć, lecz jak zabrać wszystko, co posiada. Zapakowała suknie, 

które  sama  uszyła,  wszystkie  bardzo  proste  i  skromne.  Dobrze,  że  w 

Kelvedonie będzie przebywać w części domu wydzielonej dla służby. 

Nie  będzie  tam  narażona  na  upokarzające  spotkania  z  modnie 

wystrojonymi damami lub zbyt pewnymi siebie dżentelmenami. 

Pocieszyła  się,  że  może  będzie  miała  okazję  obejrzeć  sypialnię 

królowej Elżbiety  I i jej  wspaniałe łoże, a także komnatę księżnej, w 

której  spała  ukochana  Karola  II,  Hortensja  Mancini,  księżna  de 

Mazarin. Księżna de Mazarin na pamiątkę swej wizyty w Kelvedonie 

podarowała jego gospodarzom wspaniałe francuskie zasłony i narzutę 

na łoże, które doskonale się zachowały. 

background image

Chociaż  Olinda  zabrała  ze  sobą  walizkę  pełną  jedwabnych  nici, 

spodziewała się,  że będzie ich potrzebować dużo  więcej. Miała tylko 

nadzieję,  że  hrabina  zapłaci  jej  za  te,  które  wzięła  ze  sobą  bo  były 

bardzo  drogie.  Miała  przy  sobie  mało  pieniędzy,  a  także  w  domu 

zostało ich niewiele. Umówiła się z Nanny, że wyśle trochę, zaraz gdy 

otrzyma zapłatę. 

„To  jest  przygoda  —  pomyślała  Olinda  patrząc  za  okno,  gdy 

pociąg  nabierał  prędkości.  —  Cieszę  się,  że  jadę  tam  latem.  Dom  i 

ogrody  na  pewno  pięknie  teraz  wyglądają.  Po  powrocie  opowiem  o 

wszystkim mamie." 

Od ojca dowiedziała się dużo o obrazach i o meblach. Niestety, on 

sam  nigdy  nie  miał  dość  pieniędzy,  aby  pozwolić  sobie  na 

kolekcjonowanie  dzieł  sztuki.  Za  to dobrze  się  na nich  znał  i  chętnie 

dzielił się swoją wiedzą z Olindą. Po podróży do Włoch opowiedział 

jej  dokładnie,  co  widział  w  Watykanie  oraz  w  olśniewających 

pałacach i rzymskich muzeach.  

Cieszył się, że Olinda chętnie słucha, więc kupował jej książki, w 

których czytała o różnych narodowych skarbach. Kiedyś, gdy jeszcze 

była bardzo mała, zabrał ją na wycieczkę do Londynu. Zwiedzili tam 

wtedy niektóre muzea. 

„Chciałabym,  żeby  papa  był  tu  teraz  ze  mną"  —  myślała  Olinda 

jadąc do Kelvedonu. Umarł, gdy miała piętnaście lat, wciąż bardzo jej 

go  brakowało.  Wniósł  wiele  do  jej  życia  oprócz  żądzy  poznawania 

świata.  Kiedy  matka  zachorowała,  Olinda  miała  mało  możliwości 

poszerzania swojej wiedzy.  

background image

Przy  okazji  w  Huntington  kupowała  książkę  od  wędrownego 

handlarza,  którą  natychmiast  czytała.  Rezygnowała  wtedy  z  nowej 

sukni czy kapelusza, bo już nie starczało pieniędzy. Całe szczęście, że 

pastor  miał  dość  obszerną  bibliotekę,  i  chociaż  znajdowały  się  tam 

głównie  bardzo  stare  książki,  Olinda  zawsze  znalazła  dla  siebie  coś 

interesującego. 

„Jestem ignorantką, wielką ignorantką — myślała — zasmuciłoby 

to  papę."  Teraz  Olinda  po  raz  pierwszy  miała  szansę  zobaczyć  stary 

zabytkowy  dom  i  poznać  jego  osobliwości.  „Wspaniale"  — 

powtarzała  sobie  podczas  długiej  podróży  dla  dodania  otuchy,  a  gdy 

wysiadła z pociągu na stacji w Derby, wydawało się jej, że wkroczyła 

w nowy świat. Czekał tam na nią lokaj w  liberii. Miał na sobie białe 

bryczesy  i  wysokie  wypolerowane  buty.  Zdjął  kapelusz,  gdy 

podchodził, aby ją przywitać. 

— Panna Selwyn? — zapytał. 

— Tak — odparła. 

— Przed stacją czeka na panią powóz, ja zajmę się bagażem. 

Wziął  jej  torbę  i  wyniośle  wydał  polecenie  bagażowym,  którzy 

szybko  przenieśli  jej  rzeczy.  Powóz  był  imponujący,  modny, 

zaprzężony  w  dwa  konie.  Z  szacunkiem  podano  jej  rękę,  aby  mogła 

wejść  do  środka,  ktoś  otulił  jej  nogi  lekkim  pledem.  Gdy  bagaż 

przywiązano z tyłu i pojazd wreszcie ruszył, bagażowy uniósł rękę do 

czoła. Olinda wychyliła się, aby obejrzeć Derby, jednak jechali bardzo 

szybko i wkrótce znaleźli się poza miastem. 

background image

Było  późne  popołudnie.  Cienie  stawały  się  coraz  dłuższe,  ale 

widziała  bogate  dwory  skryte  za  alejami  lip  i  wiązów,  żyzne  pola  i 

olbrzymie drzewa. Szlachta w tym majętnym hrabstwie na pewno jest 

bardzo  bogata  i  poważana.  „Bale  i  przyjęcia  są  tu  codziennością"  — 

myślała  żałując,  że  nie  jedzie  do  Kelvedonu  jako  gość,  lecz  jako 

pracownica. 

—  Nie  używaj  swojego  tytułu  —  powiedziała  lady  Selwyn,  gdy 

Olinda odpowiadała na ogłoszenie z „Timesa". 

— Uważasz, że byłoby więcej zamieszania, gdybym go używała? 

— zapytała wtedy. 

—  Nie  chciałabym,  aby  ktoś,  kto  znał  twojego  ojca,  dowiedział 

się,  co  robisz  —  odrzekła  lady  Selwyn.  —  Nasze  nazwisko  jest dość 

powszechne  i  jeśli  tylko  nie  napomkniesz  nic  o  swym  pochodzeniu, 

nie ma obaw, że ktoś się domyśli, kim był twój ojciec. 

—  Dobrze,  mamusiu  —  zgodziła  się  Olinda.  —  Zapewniam  cię, 

że szwaczka Selwyn nie wzbudzi niczyjej ciekawości. 

Jednak  hrabina  wdowa  okazała  gest  przysyłając  po  Olindę 

wygodny  powóz,  a  nie  otwartą  bryczkę,  jaką  zwykle  podróżowała 

służba.  

Olinda była ciekawa wyglądu swej pracodawczyni. Gdyby hrabia 

jeszcze  żył,  miałby  teraz  siedemdziesiąt  lat.  Było  więc  bardzo 

prawdopodobne, że hrabina ma około sześćdziesięciu lat, mogła więc 

być  tak  samo  niedomagająca  jak  matka  Olindy,  która  w  wieku 

pięćdziesięciu  lat  wyglądała  na  dużo  starszą.  Utrata  męża  i  syna 

odebrała jej młodzieńczą radość życia, którą wcześniej promieniała. 

background image

Myśli  o  matce  uleciały,  gdy  konie  minęły  ogromną  bramę  z 

kutego żelaza i mknęły dalej aleją wysadzaną dębami, które, sądząc z 

rozmiarów,  rosły  tu  od  wieków.  Wkrótce  Olinda  dostrzegła  ogromne 

jezioro i dalej — sam Kelvedon. 

Wyglądał  imponująco,  jeszcze  wspanialej  i  piękniej  niż  na 

ilustracji,  którą  kiedyś  oglądała.  Na  tle  błękitnego  nieba  wyraźnie 

rysowały  się  kopuły,  wysokie  kominy  z  okresu  panowania  dynastii 

Tudorów i wieża. Wydawało się, że ogromne, długie okna mienią się 

wszystkimi  barwami  tęczy,  jakby  radośnie  mówiły:  „Witamy  cię, 

Olindo". 

Zawsze myślała, że domy mają twarze. Twarz Kelvedonu wydała 

jej  się  nieco  wyniosła  i  dumna,  ale  także  ciepła  i  ujmująca. 

Spostrzegła  olbrzymie  ozdobne  wejście  w  środku  budynku  i  niżej 

kamienne  schody.  Nie  zdziwiła  się  jednak,  kiedy  powóz  skręcił  w 

lewo  i  zatrzymał  się  przy  innym,  już  nie  tak  okazałym,  bocznym 

wejściu. 

„Na pewno będę jeszcze będę miała okazję obejrzeć westybul" — 

pocieszała  się.  Kiedy  powóz  się  zatrzymał,  lokaj  otworzył  jej  drzwi, 

drugi  zaprowadził  ją  schodami  na  górę,  gdzie  kobieta  w  średnim 

wieku,  w  czarnej,  szeleszczącej  sukni,  z  pewnością  ochmistrzyni, 

przywitała Olindę. 

— Nazywam się Kingston, panno Selwyn — przedstawiła się. — 

Jaśnie  pani  prosiła,  bym  panią  przywitała  i  zaprowadziła  do  jej 

pokoju. 

background image

Uścisnęły  sobie  ręce.  Olinda  miała  wrażenie,  że  ochmistrzyni 

patrzy na nią trochę zdziwiona, jakby spodziewała się zobaczyć kogoś 

dużo starszego. 

— Czy podróż nie była męcząca, panno Selwyn? 

— Nie, dziękuję bardzo — odparła Olinda — ale jestem w drodze 

już  od  szóstej  rano  i  bardzo  byłabym  wdzięczna,  gdybym  mogła  się 

teraz umyć i zmienić ubranie. 

—  Służąca  rozpakuje  pani  rzeczy  —  powiedziała  pani  Kingston. 

— Gdy tylko pani się przebierze, podamy herbatę. 

— Dziękuję bardzo. — Olinda kiwnęła głową z wdzięcznością. 

—  Kiedy  będzie  pani  gotowa,  zawiadomię  jaśnie  panią  o  pani 

przyjeździe.  Na  pewno  zechce  panią  poznać.  Jutro  dopiero  pokażę 

zasłony wymagające naprawy. Dziś nie zdążymy już tego zrobić. 

—  Chciałabym  wiedzieć  —  powiedziała  Olinda  —  czy  będę 

naprawiać  zasłony  także  w  sypialni  królowej  Elżbiety  i  księżnej  de 

Mazarin? 

Ochmistrzyni spojrzała bardzo zdziwiona. 

— Wie pani coś o tych sławnych łożach? — zapytała. 

—  Czytałam  o  nich  w  „Illustrated  London  News"  — 

odpowiedziała Olinda. 

—  Wydaje  mi  się,  że  jaśnie  pani  będzie  chciała  osobiście 

powiedzie,  co  należy  zrobić  —  rzekła  pani  Kingston  —  jednak  nie 

zdradzę  tajemnicy,  jeśli  powiem,  że  zasłony  w  komnacie  księżnej 

potrzebują pilnej naprawy. 

background image

—  Wspaniale!  —wyrwało  się  Olindzie,  a  gdy  spojrzała  na 

ochmistrzynię,  wydawało  się,  że  spostrzegła  błysk  aprobaty  w  jej 

oczach. Chyba podobał się jej entuzjazm Olindy. 

Pokój  Olindy  był  na  drugim  piętrze.  Niezbyt  duży,  ale  za  to 

przytulny.  Niedługo  po  jej  przybyciu  przyniesiono  kufry.  Wkrótce 

zjawiły się dwie czysto i schludnie ubrane służące, aby je rozpakować. 

—  Pokój,  w  którym  będzie  pani  pracować,  mieści  się  na 

pierwszym  piętrze  —  powiedziała  pani  Kingston.  —  Nie  jest  duży, 

przedtem  używałam  go  jako  magazynu  na  rzeczy  chwilowo 

niepotrzebne.  Został  specjalnie  przystosowany  do  pracy.  —  Po  czym 

dodała:  —  Znajduje  się  dość  blisko  pokoi  gościnnych,  aby  w  razie 

potrzeby  nie  musiała  pani  tracić  pół  dnia  na  przyniesienie  czegoś 

stamtąd.  

Uśmiechnęła się lekko.  

—  Ten  dom  jest  tak  ogromny,  że  czasami  marzy  mi  się  powóz, 

który woziłby nas z jednej jego części w drugą — przerwała na chwilę 

— lub może jeden z tych dziwacznych, nowoczesnych samochodów, 

na  które  z  pewnością  wcześniej  czy  później  moda  minie;  prawdziwi 

dżentelmeni nigdy nie przestaną jeździć konno. 

— Czy jest tu samochód? — zapytała Olinda. 

—  Jaśnie  pani  kupiła  jeden  dla  pana  Hansona  —  odpowiedziała 

pani Kingston — paskudne, śmierdzące pudło, i psuje się co pół mili. 

Nie  można  wybrać  się  nim  w  dalszą  drogę.  —  W  jej  głosie  można 

było wyczuć złośliwe zadowolenie. 

background image

Wszystkiego  ciekawa  Olinda  nie  mogła  powstrzymać  się  od 

pytania: 

— Ale hrabia bardziej interesuje się końmi? 

—  Jaśnie  pana  tu  nie  ma.  —  Pani  Kingston  zachmurzyła  się.  — 

Jest  za  granicą  i  rzadko  go  widujemy  —  oznajmiła,  po  czym 

odwróciła się i wyszła z pokoju. 

Olindzie  zrobiło  się  nieprzyjemnie.  Pytanie  było  niedyskretne,  a 

może  nawet  niegrzeczne.  Zdziwiła  się  jednak,  że  właściciel  tak 

wspaniałego,  zabytkowego  domu  nie  mieszka  w  nim.  Nie  śmiała 

zapytać, kim jest pan Hanson. 

Olinda  umyła  się  i  włożyła  jasną  sukienkę  z  szarego  muślinu. 

Miała nadzieję, że będzie w niej wyglądać trochę poważniej. Herbatę 

podano  w  jej  pracowni  na  dole.  Kiedy  służąca  doprowadziła  ją  tam, 

pani  Kingston  już  czekała.  Olinda  rozejrzała  się  dokoła.  Był  to 

całkiem  przytulny  pokój  z  widokiem  na  ogród.  Na  środku  stał  stół  i 

sofa  z  fotelem  przy  kominku.  Zasłony  z  perkalu  przypominały  jej 

salon w rodzinnym domu. Na podłodze leżał gruby dywan. 

—  Mam  nadzieję,  że  się  pani  tu  podoba,  panno  Selwyn  —

powiedziała  pani  Kingston  takim  tonem,  jakby  nie  spodziewała  się 

usłyszeć sprzeciwu. 

—  Jest  bardzo  ładny,  dziękuję.  Żałuję  tylko,  że  trzeba  go  było 

opróżnić, co z pewnością sprawiło kłopot. 

Pani  Kingston  była  wyraźnie  zadowolona,  widząc,  że  ma  do 

czynienia z uprzejmą osobą. 

background image

— Nie było żadnych kłopotów, panno Selwyn — odpowiedziała. 

—  Od  czasu  do  czasu  dobrze  jest  opróżnić  pokój,  aby  go  porządnie 

wysprzątać.  Czasami  sobie  myślę,  że  połowa  pokoi  w  tym  domu  od 

wieków  wypełniona  jest  rupieciami.  —  Olinda  zaśmiała  się,  a  pani 

Kingston  rzekła:  —  Zostawiam panią  teraz  samą,  aby  pani  spokojnie 

wypiła herbatę, panno Selwyn. A potem przyjdzie lokaj i zaprowadzi 

panią do jaśnie pani. 

Olinda bardzo zgłodniała po podróży. Kanapki z ogórkiem, które 

ze sobą przywiozła, były znakomite, a także biszkoptowe ciasteczka i 

słodkie  bułeczki  z  rodzynkami,  których  nie  jadła  od  dziecka.  Nanny 

nie  była  zawołaną  kucharką,  choć  potrafiła  perfekcyjnie  przyrządzić 

pieczonego  kurczaka,  którego  podawała  z  nadzieniem  jabłkowym. 

Ciast  jednak  nie  umiała  już  robić  tak  dobrze,  a  ponieważ  matka 

Olindy nie przepadała za słodyczami, Olinda nie przejmowała się ich 

brakiem w domu.  

Zmęczenie odpływało, w miarę jak sączyła pyszną, aromatyczną, 

chińską  herbatę.  Powróciło  zainteresowanie  i  ekscytacja  domem, 

który  krył  tyle  skarbów,  a  ona,  już  jutro,  będzie  mogła  je  oglądać. 

Była pewna, że obraz tego domu na zawsze zachowa w pamięci. 

Usłyszała pukanie do drzwi. Stanął w nich lokaj i rzekł: 

— Jaśnie pani czeka, panno Selwyn. 

Olinda  wstała,  przygładziła  suknię  i  podążyła  za  nim  szerokim 

korytarzem. Na jego końcu zobaczyła zielonym rypsem  obite drzwi i 

gdy przeszła przez nie, wiedziała już, że znalazła się w głównej części 

domu.  Stąd  już  tylko  kilka  kroków  dzieliło  ich  od  głównej  klatki 

background image

schodowej,  z  ozdobnie  rzeźbionymi  filarami  w  kształcie  posążków 

heraldycznych. Na ścianach zobaczyła wiele znakomitych obrazów. 

— Gdyby papa mógł je zobaczyć — westchnęła. 

Miała  nadzieję,  że  znajdzie  się  tu  jakiś  kustosz,  lub  ktoś,  kto 

będzie  mógł  opowiedzieć  jej  o  nich  i  o  ich  twórcach.  Hall  był 

dokładnie taki, jak go sobie wyobrażała. Stało tu wiele marmurowych 

figurek  i  ozdobnie  rzeźbionych  stołów.  Zdążyła  także  zauważyć  na 

suficie  malowidła  bożków  i  bogiń.  Bardzo  chciała  zatrzymać  się  na 

chwilę  i  wszystko  dokładnie  obejrzeć,  jednak  lokaj  szedł  szybkim 

krokiem.  Gdyby  prowadził  kogoś  ważnego,  na  pewno  by  się  tak  nie 

spieszył. 

Dotarli do wysokich mahoniowych drzwi. 

—  Panna  Selwyn,  jaśnie  pani  —  zaanonsował  lokaj  Olindę  i 

dziewczyna weszła do środka. 

Pokój był tak ogromny, że przez moment poczuła się speszona. Po 

chwili w jego głębi zobaczyła kobietę siedzącą na sofie przy kominku. 

Olinda domyśliła się, że ma przed sobą hrabinę wdowę. 

Wysokie  francuskie  okna  wzdłuż  jednej  ze  ścian  wychodziły  na 

taras,  za  którym  rozciągał  się  ogród  z  fontanną  błyszczącą  w 

popołudniowym  słońcu.  Wielkie  wrażenie  zrobiły  na  niej  lustra  tak 

rozmieszczone,  że  odbijały  się  w  sobie,  i  ogromny,  kryształowy 

kandelabr  iskrzący  się  nad  głową.  Rozglądała  się  zauroczona  idąc  w 

kierunku hrabiny. 

Kiedy spojrzała na nią w końcu, z trudem opanowała zdziwienie. 

Dama siedząca na sofie była o wiele młodsza, niż się spodziewała, i w 

background image

żaden  sposób  nie  przypominała  wizerunku  kruchej  starszej  kobiety, 

takiej jak jej matka. Piękne rude włosy kunsztownie upięte na głowie 

były uderzająco żywe i błyszczące. Olinda zauważyła ze zdziwieniem, 

że  hrabina  niewątpliwie  użyła  kosmetyków  do  malowania  rzęs,  a 

także do pogłębienia koloru warg. 

Była bardzo piękna. W młodości na pewno słynęła ze swej urody. 

Olinda nie mogła oderwać od niej oczu. Dopiero po chwili dygnęła i 

opuściła głowę. 

—  Dzień  dobry,  panno  Selwyn  —  odezwała  się  hrabina.  —  Nie 

przypuszczałam, że jest pani taka młoda. 

Stwierdzenie  to  zabrzmiało  jak  zarzut.  Olinda  powiedziała 

pokornie: 

—  Jestem  pewna,  że  mimo  młodego  wieku  zdołam  dobrze 

wykonać moją pracę. 

—  Czy  na  pewno  sama  zrobiłaś  pokrycie  na  poduszkę,  które  do 

nas przysłałaś jako próbkę? 

— Tak, proszę pani. 

Olinda  nie  wiedziała,  jak  powinna  zwracać  się  do  hrabiny,  czy 

jako do osoby swojego stanu, czy też „Jaśnie pani" jak mówi służba. 

—  Jestem  bardzo  zaskoczona,  panno  Selwyn  —  powtórzyła 

patrząc na nią badawczo, jakby miała przed sobą oszusta. 

Niespodziewanie rozległ się męski głos: 

— Jeśli potrafi naprawić zasłony, Rozelino, nie ma znaczenia, jak 

wygląda. 

background image

Olinda drgnęła  zaskoczona.  Zauroczona przestronnością pokoju  i 

jego  umeblowaniem  nie  zauważyła,  że  po  drugiej  stronie  kominka 

siedzi  mężczyzna.  Spojrzała  na  niego,  zastanawiając  się,  czy  to  jest 

właśnie pan Hanson, o którym wspominała pani Kingston. 

Był  dobrze  zbudowany,  dość  młody,  z  małym  wąsem  i 

zuchwałym spojrzeniem, które czuła na sobie, kiedy na nią patrzył. 

—  Masz  rację,  Feliksie  —  odpowiedziała  hrabina  —  ale  wydaje 

mi  się  dziwne,  że  wykonała  sama  tak  zawiły  wzór,  a  przecież  nie 

może mieć dużego doświadczenia. 

—  Możesz  przecież  poddać  ją  próbie,  Rozelino  —  rzekł  Feliks 

Hanson.  —  Jeśli  nie  sprosta  twoim  oczekiwaniom,  zawsze  będziesz 

mogła ją odprawić. 

Olinda  czuła  się  jak  przedmiot,  którego  chcieli  się  pozbyć,  ale 

stała nieruchomo naprzeciw hrabiny. 

—  No  cóż,  chyba  dam  ci  szansę  —  odezwała  się  hrabina  z 

niechęcią. 

— Będę bardzo wdzięczna, proszę pani — odpowiedziała Olinda. 

— Jestem pewna, że będzie pani zadowolona z mojej pracy. 

— Będę zadowolona, jeśli będziesz pracować dobrze i skończysz 

wszystko możliwie najszybciej — rzekła cierpko hrabina. 

— Rozumiem, że jutro zaczynam pracę — powiedziała Olinda. 

— Tak, pani Kingston pokaże ci dokładnie, co jest do zrobienia. 

— Dziękuję, proszę pani. 

Olinda  znowu  dygnęła  i  skierowała  się  ku  wyjściu.  Nie 

przypuszczała,  że  podążał  za  nią  Feliks  Hanson,  i  kiedy  sięgała  po 

background image

klamkę,  jego  ręka  niespodziewanie  spoczęła  na  jej  dłoni.  Drgnęła 

zaskoczona. 

Usłyszała, jak szepnął cicho: 

— Jesteś bardzo ładna, nie popsuj roboty. 

Poczuła  uścisk  jego  dłoni  i  gdy  otworzyły  się  drzwi,  wyszła 

pospiesznie z wypiekami na twarzy. 

 

Rozdział 2 

— Jesteśmy w pokoju królowej — powiedziała pani Kingston. 

Olinda  rozglądała  się  zauroczona.  Był  jeszcze  piękniejszy,  niż 

sobie wyobrażała. Zachwycona, oglądała ozdobnie pozłacane gzymsy 

i boazerią wyłożone ściany, pomalowane w kwiaty, a także wspaniałe 

łoże  z  bogato  zdobionym  baldachimem  i  zasłonami  haftowanymi  w 

wymyślne wzory. Olinda żałowała, że nie widzi tego jej matka. 

— Jakie to piękne! — wykrzyknęła. 

—  Wiedziałam,  że  będzie  się  pani  podobać  —  z  dumą 

odpowiedziała pani Kingston. 

Olinda  zorientowała  się  już,  że  ochmistrzyni  i  inni  starsi  rangą 

służący  byli  dumni  ze  skarbów  znajdujących  się  w  Kelvedonie. 

Należały  one  do  nich  prawie  tak  samo,  jak  oni  należeli  do  rodziny. 

Mieli to już we krwi. Jak powiedziała kiedyś pani Kingston, nie tylko 

ona  pracowała  tu  od  dwunastego  roku  życia,  także  jej  rodzice  i 

dziadkowie służyli w tym wspaniałym majątku. 

Sądząc  po  jej  siwych  włosach,  była  już  starszą  osobą,  choć  bez 

śladu  zmarszczek.  Olinda  domyślała  się,  że  jej  autorytet  musiał 

background image

wzbudzać  lęk  wśród  młodszych  dziewcząt,  które  przyuczała  do 

służby. 

—  Z  tym  łóżkiem  nie  będzie  wiele  pracy  —  mówiła  pani 

Kingston  —  jednak  myślę,  że  będzie  trzeba  zrobić  jeden  albo  dwa 

szwy  na  jednej  z  zasłon.  —  Przerwała  na  chwilę.  —  O,  tu,  proszę 

popatrzeć, na szwie pękło kilka nici. 

— Mogę to bardzo szybko naprawić — powiedziała Olinda. 

Czuła  się  niemal  oszołomiona  przepychem  tego  domu.  Dzień 

rozpoczęła  od  zwiedzenia  wielkiej  Sali  bankietowej  pokrytej 

malowidłami  Verrio.  Były  tak  śliczne,  że  Olinda  chętnie  zostałaby 

tam  przez  cały  dzień,  aby  przyjrzeć  się  dokładnie  wszystkim 

szczegółom.  Wydawało  się  jej,  że  za  chwilę  postacie  namalowane 

przez artystę obudzą się i zejdą ze ścian, by z nią porozmawiać. 

Salon  nie  wydawał  się  jej  już  taki  okazały.  Może  dlatego,  że 

postacie oparte na wzorach Rafaela na gobelinach tkanych w Mortlake 

Royal  Faktory  w  1635  roku  były  zbyt  wielkie.  Mimo  to  bardzo 

żałowała, że jej matka nie może ich zobaczyć. Na pewno byłoby to dla 

niej  wspaniałe  przeżycie.  Chińskie  umeblowanie  zachwyciło  ją  swą 

prostotą. Okazało się, że świetnie pasuje do angielskiego domu. 

Biblioteka  zrobiła  na  Olindzie  największe  wrażenie,  zwłaszcza 

wspaniałe  złocone  sklepienie  według  projektu  Laguerre'a.  Urok  tego 

pomieszczenia  pogłębiał  dodatkowo  zapach  starej  skóry.  Mieszanina 

barw  i  wzorów  pokoi  sypialnych  także  nie  pozwalała  Olindzie 

skoncentrować myśli na pracy. 

background image

Prywatny  pokój  pana  domu  został  zaprojektowany  jeszcze  przez 

pierwszego  budowniczego  Kelvedonu.  „Musiał  spać  tak  samo 

wytwornie,  jak  wytwornie  żył"  —  pomyślała  Olinda.  Ogromne  łoże 

prawie  sięgało  sklepienia.  Na  ścianie  wisiały  pozłacane  lustra,  w 

których  odbijał  się  kelvedoński  herb.  Przy  gzymsie  namalowano 

pejzaże, przedstawiające okolicę. 

Jedyny  nowoczesny  obraz  wisiał  nad  kominkiem.  Był  to  portret 

hrabiny  wdowy.  Olinda  raz  jeszcze  zachwyciła  się  jej  urodą. 

Płomienne  włosy  i  zielone  oczy  znakomicie  kontrastowały  z  jasną 

cerą. Może nawet wyglądała bardziej uwodzicielsko niż Wenus, którą 

miała tuż nad głową. 

— Jaśnie pani była bardzo piękna, kiedy malowano ten obraz — 

głośno powiedziała Olinda. 

—  Gdy  brała  ślub  z  jaśnie  panem, była  uznana  za najpiękniejszą 

dziewczynę Anglii — odrzekła pani Kingston. 

— Wciąż jest bardzo piękna — zauważyła Olinda. 

—  Wszyscy  musimy  się  kiedyś  zestarzeć  —  zachmurzyła  się 

ochmistrzyni  —  chociaż  niektórym  ludziom  trudno  się  z  tym 

pogodzić. — Po chwili dodała: — Teraz przejdziemy do pokoju jaśnie 

pani. 

Ruszyła  w  kierunku  drzwi,  a  Olinda  rzucając  ostatnie  spojrzenie 

na  ogromne,  aksamitne  łoże  pomyślała,  że  ktoś  sypia  w  pokoju pana 

Kelvedonu.  Zauważyła  szczotki  z  kości  słoniowej  na  stoliku,  parę 

rannych  pantofli  pod  fotelem  i  inne  drobiazgi  na  blacie  komodzie, 

background image

takie  jak portfel  i  gazetę.  Na  jednym  z  foteli  leżały  rzucone  niedbale 

rękawiczki do jazdy konnej. 

Pani Kingston zorientowała się, o czym myśli Olinda, jednak nie 

odezwała  się  słowem;  przyspieszyła  trochę  prowadząc  ją  przez 

łączący pokoje pasaż do następnego pomieszczenia. Otworzyła drzwi i 

Olinda  znalazła  się  w  innym  bajecznym  pokoju  —  sypialni  w 

łagodnych  odcieniach  błękitu  i  różu.  Sklepienie  pokryto  malunkami 

kupidynów,  a  całe  umeblowanie  wykonane  było  z  rzeźbionego, 

posrebrzanego drewna. 

—  Jak  tu  ślicznie!  —  wyrwało  się  Olindzie,  która  pomyślała,  że 

pokój  ten  musiał  bardzo  pasować  do  pięknych  włosów  hrabiny  i  jej 

zielonych oczu. 

— Oryginalne narzuty na łóżko były w kolorze różu — wyjaśniła 

pani  Kingston.  —  Jednak  usunięto  je  stąd,  jak  widać,  i  zastąpiono 

jasnoniebieską  taftą.  W  tym  pokoju  nic  nie  będzie  pani  musiała 

naprawiać. 

—  Szkoda  —  westchnęła  Olinda  z  uśmiechem.  —  Jest  taki 

piękny, że z chęcią bym tu pracowała. 

— Myślę, że także spodoba się pani komnata księżnej de Mazarin, 

gdzie jest wiele do zrobienia — powiedziała pani Kingston. 

Już  miały  wychodzić,  gdy  nagle  Olinda  spostrzegła  portret 

wiszący przy kominku. Przedstawiał młodego mężczyznę z ciemnymi 

włosami.  Widziała  już  wiele  portretów  w  tym  domu,  jednak  ten 

wyjątkowo przyciągnął jej uwagę. 

— Kto to jest? — zapytała. 

background image

— Nasz jaśnie pan. To jego portret namalowany przez Sargenta. 

— Bardzo przystojny mężczyzna — zauważyła Olinda. 

—  Był  ślicznym  dzieckiem  i  wyrósł  na  bardzo  atrakcyjnego 

mężczyznę. 

Olinda wyczuła w głosie pani Kingston niezwykłe ciepło. 

— Czy on tu mieszka? — zapytała. 

Przez  chwilę  pani  Kingston  nie  odpowiadała.  Olinda  poczuła  się 

nieswojo. To nie powinno jej obchodzić. 

— Jaśnie pan przebywa za granicą już od dwóch lat — usłyszała 

szorstką odpowiedź. 

—  I  nie  przyjeżdża  tutaj?  —  Olinda  była  bardzo  zdziwiona.  — 

Nie żal mu zostawiać tak pięknego domu? 

—  Pan  niewątpliwie  ma  swoje  powody  —  sucho  odparła  pani 

Kingston, a Olinda znowu poczuła się bardzo niezręcznie. 

—  Bardzo  przepraszam  za  swoją  ciekawość  —  powiedziała 

szybko  —  ale  ten  dom  tak  mnie  fascynuje,  jego  historia  i  losy 

właścicieli. 

Wydawało się, że pani Kingston trochę złagodniała. 

— Musi pani poprosić pana Thompsona, który jest tu kustoszem, 

aby znalazł książkę o historii tego domu i o jego mieszkańcach. 

—  Czytałam  o  świętej  pamięci  hrabim  w  „Illustrated  London 

News"  —  powiedziała  Olinda.  —  Dowiedziałam  się,  że  był  bardzo 

szanowanym  człowiekiem  i  zajmował  wiele  odpowiedzialnych 

stanowisk. 

background image

—  Zmarły  hrabia  był  w  każdym  calu  dżentelmenem,  panno 

Selwyn. Wszyscy bardzo go kochaliśmy, bo to zaszczyt pracować dla 

takiego  człowieka.  Byliśmy  pogrążeni  w  wielkim  smutku,  kiedy 

odszedł. 

Nie  było  żadnych  wątpliwości,  że  to,  co  mówiła,  jest  szczere. 

Olinda  pomyślała,  że  pani  Kingston  ma  jakiś  żal  do  obecnego 

hrabiego,  choć  jeszcze  przed  chwilą  wyrażała  się  o  nim  tak  ciepło... 

„Dzieje się tu coś dziwnego" — pomyślała.  

Kiedy przeszły do następnego salonu, Olinda ponownie oniemiała 

z  zachwytu.  Ściany  komnaty  księżnej  de  Mazarin  pokryte  były 

gobelinami  ukazującymi  igraszki  leśnych  nimf.  Zasłony  nad 

wspaniałym łożem były wyszywane i haftowane w fantazyjne wzory. 

Potem,  w  nocy,  myślała  o  Hortensji  —  księżnej  de  Mazarin. 

Przypomniała sobie jej dzieje i powód przyjazdu do Anglii. Hortensja 

Mancini,  jedna  z  trzech  siostrzenic  kardynała  Mazariniego,  była 

niezwykle uzdolniona, piękna i bogata. Kardynał wybrał dla niej męża 

Armanda de la Porte de la Meillaraye, który zgodził się, że po ślubie z 

jego siostrzenicą przyjmie nazwisko żony razem z księstwem.  

Hortensja  podarowała  swojemu  narzeczonemu  swą  urzekającą 

włoską  urodę,  a  także  trzydzieści  milionów  franków  w  prezencie  od 

kardynała. Niestety, wkrótce po ślubie u jej męża zaczęły się pojawiać 

pierwsze  oznaki  szaleństwa.  Zaślepiony  urodą  swojej  żony,  zwrócił 

się przeciwko niej. Uważał, że wszelkie fizyczne radości są grzeszne.  

Zaczął  szukać  sensu  życia  w  religijnej  ekstazie.  Przejawiała  się 

ona w ciągłych aktach żalu i skruchy za fizyczną rozkosz. Snuł się po 

background image

pałacu  intonując  religijne  pieśni  i  modlitwy,  czasami  rozbijał 

młotkiem  bezcenne,  antyczne  figurki  i  mazał  czarną  farbą  obrazy, 

które uważał za nieprzyzwoite. 

Hortensja  urodziła  mu  syna  i  trzy  córeczki  w  ciągu  siedmiu  lat. 

Ich ojciec z taką determinacją niszczył  wszystko, co piękne, że kazał 

wyrwać  przednie  zęby  swoim  córkom.  Księżna  zdołała  temu  jakoś 

zapobiec  i  długo  jeszcze  znosiła  z  cierpliwością  swój  tragiczny  los. 

Wreszcie  uciekła.  Jej  mąż  domagał  się  wtedy,  aby  zamknięto  ją  w 

klasztorze,  gdzie  więziono  prostytutki  i  kobiety  upadłe,  oskarżał  ją  o 

czyny, których nie popełniła.  

Po  wielu  nieprawdopodobnych  i  niebezpiecznych  przygodach 

dotarła do Rzymu. Tam jednak także nie miała zaznać spokoju i wiele 

jeszcze  razy  zmuszona  była  uciekać  przed  zemstą  swego  męża,  aż 

wreszcie znalazła się w Anglii. Gdy dotarła do Londynu, król Karol II 

przywitał ją osobiście w swoim kraju. 

W  wieku  trzydziestu  lat  Hortensja  była  jedną  z  najpiękniejszych 

kobiet,  jakie  Karol,  znawca  kobiecej  urody,  spotkał  w  swoim  życiu. 

Był  zachwycony  nie  tylko  pięknem  jej  ciała,  lecz  także  przymiotami 

umysłu. Zmęczony życiem król znalazł w Hortensji źródło witalności, 

młodości i energii. Stała się jego powiernikiem. Po raz pierwszy mógł 

rozmawiać  z  kobietą  o  swych  obawach,  smutkach  i  tęsknotach,  jakie 

zaprzątały  jego  umysł  i  sumienie.  Był  z  nią  bardzo  szczęśliwy  — 

znalazł miłość, jakiej szukał przez całe życie. 

Olinda  była  bardzo  przejęta  losem  Hortensji.  Jej  dzieje  nie 

przypominały znanych jej opowieści o miłości, o zdobywaniu pięknej 

background image

kobiety  przez  namiętnego  i  władczego  dżentelmena.  Opowiadały  o 

spotkaniu dwóch serc, umysłów i dusz.  Kiedy patrzyła zamyślona na 

wytworne łoże księżnej, wydało się jej przez chwilę, że przez pięknie 

zdobione  zasłony  widzi  szczupłą  twarz  z  małym,  prostym  noskiem, 

wysokie, inteligentne czoło i wyraźnie zarysowane usta. 

Nagle pani Kingston zapytała ją ze zdziwieniem: 

— Czy pani podziwia to łoże, panno Selwyn? 

—  Nigdy  nie  widziałam  czegoś  równie  pięknego  —  szczerze 

odpowiedziała Olinda. 

Połączenie srebrnej i złotej nici, a także jedwabiu we  wszystkich 

kolorach tęczy, na czarnym aksamicie robiło oszałamiające wrażenie. 

Olinda  podziwiała  wyhaftowaną  jedwabiem  srebrną  muszlę, 

ukazującą  Wenus  wynurzającą  się  z  piany.  Wenus  Botticellego 

ozdobiona  była  jedynie  swoimi  włosami,  ta natomiast  miała  na  sobie 

naszyjnik  z  drobnych  diamentów,  a  także  perły  i  diamenty  we 

włosach. 

Trudno byłoby  znaleźć choćby cal  wolnego miejsca. Aż roiło się 

od ptaków, kwiatów, kupidynów i gwiazd. W tej nieprawdopodobnej 

mieszaninie barw było coś z emocjonalnego uniesienia, które ktoś za 

pomocą igły i nitki przeniósł na materiał. 

— Jest to wyjątkowo piękne — orzekła Olinda. 

—  Tu  będzie  pani  miała  wiele  do  zrobienia  —  powiedziała  pani 

Kingston  —  narzuta  jest  w  bardzo  złym  stanie  i  gdy  będzie  pani  już 

mogła  rozpocząć  swą  pracę,  każę  przynieść  ją  do  pani  pokoju. 

Jednakże  —  ciągnęła  ochmistrzyni  —  jest  tu  też  rozerwana  zasłona 

background image

przy  nocnym  stoliku  i to  będzie  trzeba naprawić na  miejscu. —  Pani 

Kingston pokazała uszkodzone miejsce. 

— Przywiozłam ze sobą trochę jedwabnych nici w odpowiednich 

kolorach — powiedziała Olinda. — Jednakże będę ich potrzebować o 

wiele więcej. 

— Spodziewałam się tego, panno Selwyn — odpowiedziała pani 

Kingston.  —  Proszę  napisać,  jakie  będą  potrzebne,  a  ja  natychmiast 

poślę  stajennego  do  Derby.  Jeśli  tam  ich  nie  dostanie  —  zostaną 

specjalnie sprowadzone z Londynu. Naprawa zasłon z tego pokoju jest 

najpilniejsza — i dlatego nie będę pokazywać pani następnych rzeczy 

do reperacji, dopóki to nie będzie skończone. 

—  Bardzo  dobrze  —  Olinda  uśmiechnęła  się  —  nie  chciałabym 

poczuć się przygnieciona nawałem pracy już na samym początku. 

—  Myślę  podobnie,  gdy  rozpoczynam  wiosenne  porządki  — 

powiedziała  pani  Kingston.  —  Zaczynam  od  jednego  pokoju  i  jakoś 

po trochu wszystkie są wysprzątane. 

— Tak, oczywiście. 

Olinda patrzyła na uszkodzone miejsce w zasłonie i pomyślała, że 

wygląda  jednak  trochę  gorzej,  niż  zdawało  się  na  początku. 

Prawdopodobnie  czyjaś  stopa  zaplątała  się  we  frędzle  i  rozerwała 

aksamit  na  prawie  sześć  cali.  Haft  ucierpiał  na  tym  trochę,  ale 

naprawienie tego i zabezpieczenie od spodu, tak aby nie przerwało się 

po raz drugi w tym samym miejscu, nie będzie trudne. 

Pani  Kingston  spojrzała  na  zegarek,  który  nosiła  przypięty  do 

piersi.  Olinda  zauważyła  na  nim inicjały  V.R.  Domyśliła  się,  że  pani 

background image

Kingston  dostała  go  w  prezencie  od  królowej  Wiktorii,  która 

odwiedziła kiedyś ten dom. 

— Pora na lunch, panno Selwyn. Pójdziemy teraz razem do pani 

pokoju,  a  po  posiłku  wróci  tu  pani,  aby  dopasować  jedwabne  nici, 

które zabrała pani ze sobą. 

— Dobrze — zgodziła się Olinda. 

— Czy będzie pani umiała znaleźć właściwą drogę? 

—  Oczywiście.  Wszystko  jest  na  tym  samym  piętrze,  choć 

odległości są ogromne. 

— Z pewnością. Często myślę sobie, że  gdybym zmierzyła mile, 

które  codziennie  pokonuję  w  tym  domu,  nikt  by  mi  nie  uwierzył,  że 

jest ich tak wiele — powiedziała pani Kingston. 

—  Bardzo  pani  dziękuję,  że  pokazała  mi  pani  te  wszystkie 

wspaniałości. 

— Wszystkie! — zaśmiała się pani Kingston. — Jest jeszcze ich 

dużo:  oranżeria,  zbrojownia,  północna  galeria  i  wiele  jeszcze  innych 

miejsc, których nie pokazałam ze względu na brak czasu. 

—  Mam  jednak  nadzieję,  że  znajdzie  go  pani,  żeby  mnie  tam 

zaprowadzić. 

—  Zrobię  to  bardzo  chętnie,  panno  Selwyn,  bo  nieczęsto  zdarza 

mi  się  oprowadzać  po  domu  tak  wdzięcznego  słuchacza  jak  pani. 

Robię to tym chętniej, że, jak już pani zauważyła, dom ten jest bardzo 

bliski mojemu sercu. 

—  Rozumiem  —  odpowiedziała  Olinda.  —  Szczęściarzem  jest 

każdy, kto może tu mieszkać. 

background image

Wspomniała  hrabiego,  który  wolał  przebywać  za  granicą. 

Wszystko, o czym czytała w artykule, było prawdą. Niewiele domów 

w Anglii mogło konkurować z Kelvedonem. 

Podążając  za panią  Kingston,  Olinda  myślała  sobie,  że  nigdy  nie 

będzie  żałować  tej  wizyty.  Nagle  przed  oczyma  stanęła  jej  postać 

Feliksa  Hansona.  Od  kiedy  spotkała  go  w  salonie,  stale  zaprzątał  jej 

myśli.  Na  początku  bardzo  się  rozgniewała  okazaną  przez  niego 

poufałością.  Jakże  mógł  ścisnąć  jej  dłoń  i  zwracać  się  do  niej 

szeptem?!  

Olinda  stwierdziła  z  przerażeniem,  że  boi  się  tego  człowieka. 

Było  oczywiste,  że  jest  bliskim  przyjacielem  hrabiny.  To  się  czuło, 

kiedy  się  do  niego  zwracała  i  patrzyła  na  niego.  Pomyślała,  że 

znalazłaby  się  w  bardzo  niezręcznej  sytuacji,  gdyby  Feliks  Hanson 

zaczął się do niej zalecać. Na pewno hrabina obwiniłaby za to Olindę. 

Nie  dopuszczała  do  siebie  myśli,  że  mogłoby  do  tego  dojść,  jednak 

wciąż czuła uścisk jego palców. 

Przypuszczała,  że  wszystkie  kobiety  niższego  stanu  muszą  się 

liczyć  z  podobnym  traktowaniem,  i  zrozumiała  teraz  obawy  matki. 

Zanim  poszła  spać,  upewniła  się,  że  drzwi  sypialni  są  zamknięte  na 

klucz,  choć  w  głębi  duszy  nie  wierzyła,  aby  jakikolwiek  mężczyzna, 

który  jest  dżentelmenem,  mógłby  nachodzić  młodą  kobietę  w  jej 

pokoju.  Wprawdzie  czytała  o  podobnych  wydarzeniach,  jednak 

obwiniała  o  to  lekkomyślne  panie,  które  prowokowały  mężczyzn 

pozostawiając na noc otwarte drzwi. W ten sposób łatwo można było 

utracić reputację. 

background image

—  Nie  dopuszczę  do  tego,  bym  z  powodu  pana  Hansona  czy 

kogokolwiek innego musiała wyprowadzić się z tego domu — Olinda 

przyrzekła sobie zdecydowanie. 

Jednakże  nie  była  pewna,  czy  poradziłaby  sobie,  gdyby 

mężczyzna uporczywie się do niej zalecał. 

Po śniadaniu podszedł do niej pan James Lanceworth — sekretarz 

hrabiny, który odpowiadał na ogłoszenie. Starszy pan o nienagannych 

manierach krytycznie spoglądał poprzez swe okulary na Olindę. 

—  Mam  nadzieję,  panno  Selwyn,  że  będzie  pani  w  stanie 

wywiązać  się  z  zadania,  którego  się  podjęła  —  powiedział  trochę 

pompatycznie.  —  Pomyślałem,  oczywiście  pod  warunkiem,  że  pani 

Kingston  i jaśnie  pani  zaakceptują pani  pracę,  że  będzie  pani  chciała 

znać swoje wynagrodzenie. 

— Dziękuję panu, rzeczywiście jest to dla mnie bardzo ważne — 

powiedziała Olinda. 

—  Dowiadywałem  się,  jakie  wynagrodzenie  otrzymują  osoby  za 

wykonanie  podobnej  pracy,  i  muszę  przyznać,  że  jest  ono  niezwykle 

wysokie, a pani jest jeszcze bardzo młoda. 

— Nie chciałabym się spierać, panie  Lanceworth — powiedziała 

Olinda — ale jaką rolę może odgrywać tu wiek, jeśli praca wykonana 

jest dobrze. Uważam, że ważniejsza jest praktyka. 

Pan Lanceworth zastanowił się chwilę, zanim odpowiedział: 

— Zgadzam się z panią, panno Selwyn, i dlatego z upoważnienia 

jaśnie  pani  informuję,  że  zapłata  za  właściwie  wykonaną  pracę 

wynosić będzie pięć szylingów za godzinę. 

background image

Olindzie  trudno  było  w  to  uwierzyć.  Nigdy,  nawet  w 

najśmielszych marzeniach, nie liczyła na taką sumę. Jednak nauczona, 

że  w  podobnych  sytuacjach  należy  zachować  spokój,  odpowiedziała 

opanowanym głosem: 

—  Chyba  mogę  przystać  na  te  warunki,  jeśli  moja  praca  będzie 

satysfakcjonować jaśnie panią. 

—  Oczywiście  —  zgodził  się  pan  Lanceworth,  po  czym  ukłonił 

się lekko i wyszedł z pokoju. 

Olinda  stała  patrząc  za  nim,  jakby  nie  mogła  uwierzyć  w  tak 

wysoką  sumę.  Pięć  szylingów  za  godzinę!  Jeśli  pracowałaby  sześć 

godzin dziennie lub może jeszcze więcej, oznaczałoby to, że do końca 

tygodnia  zarobiłaby  dość  pieniędzy  na  wszystkie  potrzeby  swojej 

matki. 

— Jesteśmy bogate! — powiedziała z zadowoleniem. 

Po chwili przypomniała sobie Feliksa Hansona... 

Zaraz  po  lunchu  Olinda  udała  się  do  komnaty  księżnej  de 

Mazarin.  Po  drodze  oglądała  wiele  wspaniałych  dzieł  sztuki. 

Zastanawiała  się,  czy  ludzie  mieszkający  wśród  takich  skarbów 

doceniają  ich  piękno,  czy  też  jest  im  ono  obojętne.  Możliwe,  że 

przywykli do tego albo mają na głowie ważniejsze sprawy. 

Gdy  dotarła  do  komnaty  księżnej,  rozejrzała  się  oczarowana 

francuskim  umeblowaniem,  doskonale  harmonizującym  z  łożem. 

Okrycia  krzeseł  wyglądały  jak  za  czasów  królowej  Anny.  Oglądała 

piękne  inkrustowane  komody,  lustro  zdobione  kupidynami  z  czasów 

Karola  II,  pozłacany  stolik  i  drugi,  służący  do  toalety.  Pokój 

background image

wypełniała  niepowtarzalna  atmosfera,  jak  gdyby  szczęście  króla  i 

Hortensji pozostało tu na zawsze. 

Chciałoby  się  pomarzyć  o  ich  szczęściu,  jednak przyrzekła  sobie 

surowo zabrać się do pracy. Wspaniałe łoże księżnej stało na lewo od 

drzwi  prowadzących  na  korytarz.  Z  trzech  okien  rozciągał  się  widok 

na  różany  ogród.  Zapach  róż  wdzierał  się  do  środka,  a  słońce 

promieniami zakreślało na dywanie złoty wzór. 

Olinda  usiadła  na  podłodze  i  rozłożyła  wokół  siebie  wszystkie 

nici.  Przekonała  się,  że  ma  ich  zbyt  mało,  aby  zreperować  choćby 

kilka  cali  zawiłego  wzoru.  Brakowało  jej  także  złotej  oraz  srebrnej 

nici.  Zanotowała,  jakich  kolorów  jej  brakuje,  i  postanowiła,  że  w 

swoim  pokoju  wszystko  przepisze  na  czysto.  Spędziła  w  ten  sposób 

około pół godziny. 

Drzwi  nagle  się  otworzyły  i  usłyszała  czyjś  bardzo 

podekscytowany głos: 

— Wszędzie pani szukałem, pani Kingston, jaśnie pan przyjechał! 

— Jaśnie pan? — nie dowierzała pani Kingston. 

—  Tak,  pani  Kingston,  właśnie  wszedł  do  domu.  Powinien  być 

teraz u jaśnie pani; co się tam dzieje! 

— Nie interesują mnie twoje komentarze, James, zachowaj je dla 

siebie. Jaśnie pan nie zawiadomił nas o swoim przyjeździe. 

—  No  właśnie,  pani  Kingston,  no  właśnie!  Przyjechała  z  nim 

także  jakaś  kobieta,  na  pewno  będzie  to  wielka  niespodzianka  dla 

jaśnie pani, gdy ujrzy tę „osobę". 

background image

—  Natychmiast  schodzę  na  dół  —  ucięła  ochmistrzyni,  dając  do 

zrozumienia, że nie zamierza dłużej słuchać uwag Jamesa. 

—  Jaśnie  pani  pewnie  nie  zechce  teraz  pani  widzieć,  pani 

Kingston — droczył się — wysłała po panią, zanim przyjechał jaśnie 

pan,  i  dopiero  po  tym,  jak  wprowadziłem  go  do  salonu  wraz  z  tą 

osobą, przybiegłem na górę, aby panią odnaleźć. 

— Posłuchaj, James, od tych nowin mam wielki zamęt w głowie, 

więc  przestań  już  paplać  i  zejdź  mi  z  drogi.  Zaraz  udam  się  na  dół  i 

sama przekonam się, czy jaśnie pani mnie teraz potrzebuje, a jeśli nie 

— to poczekam! Czy to jasne? 

— Jasne — zgodził się James. 

Olinda  usłyszała  oddalające  się  szybkie  kroki  pani  Kingston  i 

cięższe  —  służącego.  Trafiła  na  taki  ekscytujący  moment!  Hrabia 

Kelvedonu,  który  nie  był  tu  od  dwóch  lat,  nagle  wrócił  z  jakąś 

kobietą, o której służący ze wzgardą mówił „osoba". 

Olinda  dobrze  znała  ten  sposób  określania  ludzi  przez  służbę. 

Nanny  i  stary  Hodges  w  jej  domu  także  używali  różnych  określeń 

względem nieznajomych: 

„Przyszła dama z wizytą do jaśnie pani." 

„Jakaś kobieta pyta, czy może zobaczyć się z jaśnie panią." 

„Jakaś osoba czeka przy tylnych drzwiach." 

I, trzeba przyznać, że rzadko się mylili co do gości. 

Mężczyzna, którego widziała na portrecie w sypialni hrabiny, był 

bardzo  piękny,  miał  ciemne  oczy  i  włosy  zaczesane  do  góry,  które 

odsłaniały  wysokie  czoło.  Olinda  żałowała,  że  nie  mogła  lepiej  się 

background image

przyjrzeć  obrazowi,  ale  pocieszyła  się,  że  przy  odrobinie  szczęścia 

będzie mogła teraz na własne oczy ujrzeć hrabiego. 

W  dzieciństwie  bardzo  rzadko  widywała  się  ze  swoimi 

rówieśnikami,  z  którymi  mogłaby  bawić  się  i  rozmawiać,  dlatego 

sama  często  wymyślała  różne  historie,  które  później  odżywały  w  jej 

świadomości.  Teraz  wyobraziła  sobie,  że  hrabia  wrócił,  wziął  w  swe 

ręce sprawy tego wspaniałego domu i całego majątku.  

Przywiózł ze sobą atrakcyjną pociągającą kobietę, która podobnie 

jak Hortensja królowi, da mu szczęście. Ich dom wkrótce wypełni się 

dziećmi.  W  ten  sposób  rodzinna  saga  będzie  wciąż  żywa,  przez 

pokolenia stając się częścią historii Anglii. 

Olinda  zastanawiała  się,  czy  kobieta,  którą  hrabia  przywiózł  ze 

sobą, jest  Włoszką  czy  Francuzką.  Jeżeli  przyjechała  z  zagranicy,  jej 

prestiż  niewątpliwie  zostanie  przez  służbę  pomniejszony.  Może 

jednak pochodzić z arystokracji czy też nawet z rodziny królewskiej. 

—  W  tym  domu  powinna  zamieszkać  księżniczka  —  szepnęła 

Olinda  z  nutką  romantyzmu  w  głosie  i  uśmiechnęła  się, 

uświadomiwszy sobie, że się zatopiła w swym bajkowym świecie, dla 

którego ten dom stanowił właściwe tło. 

Wróciła do swojego pokoju i starannie przepisała na czysto wykaz 

nici,  które  będą  jej  potrzebne  do  pracy,  po  czym  zadzwoniła  na 

służącą,  aby  dostarczyła  go  pani  Kingston.  Jedna  z  młodszych 

służących wbiegła pospiesznie do pokoju Olindy. Nazywała się Lucy. 

—  Ojej,  panienko,  co  się  tu  dzieje!  —  mówiła  podekscytowana. 

— Jaśnie pan przyjechał, i tyle przez to jest zamieszania! 

background image

—  Rozumiem  —  powiedziała  Olinda  —  nikt  się  nie  spodziewał 

jego przyjazdu. 

—  No  właśnie  —  odrzekła  Lucy.  —  Teraz  pan  Hanson  znajdzie 

się w bardzo niezręcznej sytuacji, ale dobrze mu tak! 

Olinda nie bardzo wiedziała, co na to odpowiedzieć. 

— Raz tylko widziałam jaśnie pana — ciągnęła Lucy — wyjechał 

w  dniu,  w  którym  przyszłam  do  pracy,  ale  wiem,  że  go  tu  wszyscy 

bardzo  kochają.  Pan  Burrows,  nasz  starszy  lokaj,  będzie  miał  teraz 

dużo pracy. 

— Jaśnie pan długo był poza domem — zauważyła Olinda. 

— Wszyscy myśleli, że już nigdy nie wróci, panienko — mówiła 

Lucy — a szczególnie po tym, co powiedział przed wyjazdem! 

Olinda dobrze wiedziała, że nie powinna plotkować ze służbą i że 

jej  matka  nie  byłaby  teraz  z  niej  zadowolona,  jednak  nie  mogła 

powstrzymać ciekawości i zapytała: 

— Co powiedział? 

Lucy zniżyła głos: 

—  Był  w  hallu,  więc  wszyscy  słyszeli,  jak  mówił:  „Będę 

przeklęty  jeśli  zostanę  w  tym  domu  dłużej;  wrócę  tu  tylko  pod 

warunkiem,  że  odzyskasz  zdrowy  rozsądek,  choć  wątpię,  aby  się  to 

stało!" —  Lucy odetchnęła głęboko. — Później zszedł na dół, wsiadł 

do powozu i pomknął, jakby go wiatr niósł! 

Olinda nie mogła powstrzymać śmiechu. 

—  Lucy, opowiadasz o tym  z takim przejęciem. Do kogo tak się 

wtedy zwrócił? 

background image

—  Do  jaśnie  pani,  oczywiście!  —  Lucy  odpowiedziała 

niecierpliwie, jakby uważała Olindę za osobę niezbyt rozgarniętą. 

—  Jaśnie  pani  wyszła  z  salonu,  gdy  jaśnie  pan  opuszczał  dom. 

„Nie jedź, Roque", powiedziała wyciągając rękę. Wszyscy to widzieli, 

a on jej tak odpowiedział! 

Olinda  postanowiła  nie  prowokować  więcej  Lucy  żadnymi 

pytaniami, chociaż była bardzo ciekawa. 

—  Wszystko  to  jest  niezwykle  interesujące  —  powiedziała 

obojętnie  —  wydaje  się  jednak  prawdopodobne,  że  hrabia  zmienił 

decyzję,  skoro  wrócił.  Czy  byłabyś  tak  uprzejma  i  podała  tę  kartkę 

pani  Kingston?  Przekaż,  że  chciałabym  mieć  wymienione  nici  jak 

najszybciej, ponieważ nie mogę bez nich pracować. 

— Dam jej to, panienko — powiedziała wesoło  Lucy — chociaż 

wątpię,  czy  teraz  to  załatwi.  Nic,  tylko  biega  za  jaśnie  panem,  ale 

zrobię, co w mojej mocy. 

— Dziękuję. 

Olinda pozbierała jedwabne nici i udała się do komnaty księżnej. 

Bardzo  chciała  wyjść  do  ogrodu,  jednak  rano  straciła  już  wiele 

cennego  czasu  zwiedzając  dom.  Jeśli  przyjechała  tu  zarabiać 

pieniądze,  musi  wziąć  się  do  pracy,  aby  każde  pięć  szylingów 

pomogło odzyskać zdrowie chorej matce. 

Okna z komnaty księżnej wychodziły na południe, ale nie było już 

w  nich  słońca.  Zrobiło  się  trochę  chłodniej.  Kiedy  Olinda  usiadła  na 

podłodze  i  zabrała  się  do  szycia,  za  oknem  słychać  było  śpiew 

background image

ptaków,  a  zapach  róż  wdzierał  się  do  środka.  Czy  można  wymarzyć 

sobie lepsze miejsce do pracy? 

Rozpoczęła  od  naprawy  aksamitu,  zszywając  rozerwane  miejsce 

bardzo  drobnym  ściegiem.  Pracując  za  pomocą  igły  i  nitki  Olinda 

zawsze  pogrążała  się  we  własnym  wyimaginowanym  świecie  i 

zapominała o rzeczywistości. 

Hortensja  de  Mazarin...  ktoś  opisał  kiedyś  jej  oczy  w  sposób 

następujący:  „Nie  są  niebieskie,  szare  ani  czarne.  Łączą  w  sobie 

słodycz  błękitu,  wesołość  szarości  i  temperament  czerni".  Karol 

znalazł chyba to wszystko w jej oczach. „Ciekawe — zastanawiała się 

Olinda — czy kiedykolwiek jakiś mężczyzna odnajdzie coś w moich." 

Domyślała  się,  że  jej  szare  oczy  wyrażały  raczej  powagę  i 

rozmarzenie.  Trudno  jest  jednak  samemu  oceniać  wyraz  własnych 

oczu. Księżna miała szczęście, bo choć jej małżeństwo było nieudane, 

w końcu znalazła tę jedną jedyną, wymarzoną miłość. 

Olinda podniosła głowę i popatrzyła na baldachim, gdzie unosiły 

się  amorki  otaczając  dwa  serca  przebite  strzałą.  „Łoże  stworzone  do 

miłości" — pomyślała Olinda i poczuła ból oczu. Nic dziwnego, bo w 

pokoju zrobiło się już szaro i ciemno. Nie mogła kontynuować pracy 

przy takim świetle. Wzięła się do pakowania swych przyborów, i gdy 

wyciągała  rękę  po  długie  nożyce,  usłyszała  w  korytarzu  głęboki, 

zdecydowany, męski głos: 

— Pani Kingston, szukałem pani. 

— Bardzo przepraszam, jaśnie panie, właśnie szłam... 

background image

Olinda pomyślała, że ochmistrzyni szła do pokoju księżnej, aby ją 

stąd zabrać, jednak hrabia przerwał szorstko: 

—  Chciałbym  wiedzieć,  co  znaczy  ulokowanie  mademoiselle  le 

Bronc na drugim piętrze? 

— Zrobiłam to na polecenie jaśnie pani, milordzie. 

—  Tak  się  tu  traktuje  moich  przyjaciół?  —  zapytał  gniewnie 

hrabia. 

—  Bardzo  pana  przepraszam,  milordzie  —  odrzekła  pani 

Kingston drżącym głosem — ale jaśnie pani kazała... 

—  Domyślam  się,  co  powiedziała!  —  krzyknął  ostro.  —  Proszę 

natychmiast  przenieść  mademoiselle  le  Bronc  do  jednego  z  pokoi 

gościnnych na tym piętrze! 

— Oczywiście, jaśnie panie, niezwłocznie wydam polecenia... 

—  Moi  przyjaciele  mają  tu  być  traktowani  z  należytym 

szacunkiem. A propos, gdzie ja będę spał? 

Przez  chwilę  zaległa  złowieszcza  cisza,  po  czym  pani  Kingston 

odezwała się niepewnie: 

— Myślałam, że chciałby pan zająć pokój królewski... 

— Dlaczego nie pokój mojego ojca? Ten, w którym zawsze spali 

hrabiowie Kelvedonu? Czy on nie należy mi się? 

— Oczywiście, jaśnie panie. 

Gdy pani Kingston zamilkła, hrabia dodał gwałtownie: 

— I niech pani wyrzuci stamtąd tego uzurpatora! 

Ochmistrzyni  była  wyraźnie  zdenerwowana.  Nagle  Olinda 

usłyszała głos hrabiny: 

background image

— 

Dlaczego 

zmieniasz 

moje 

polecenia, 

Roque? 

Już 

powiedziałam, gdzie ma spać twoja przyjaciółka. 

— Dobrze wiem, dlaczego wybrałaś dla niej drugie piętro, jednak 

uważam, że moi przyjaciele, podobnie jak twoi, mają równe prawa w 

tym domu! 

Po chwili hrabina odezwała się: 

— To wszystko, pani Kingston. 

— Dziękuję, milady. 

Olinda  słyszała  oddalające  się  kroki  ochmistrzyni  i  ku  swojemu 

przerażeniu usłyszała, że ktoś wchodzi do komnaty księżnej. 

—  Czy  po  to  wróciłeś,  Roque,  żeby  sprawiać  kłopoty?  — 

usłyszała głos hrabiny. 

Hrabia  zapewne  wszedł  tu  za  matką.  Olinda  gorączkowo 

zastanawiała się, co powinna zrobić. Gdyby wyszła z ukrycia, byłoby 

jasne,  że  podsłuchiwała  ich  rozmowę.  Zanim  zdążyła  podjąć 

jakąkolwiek decyzję, hrabia odpowiedział: 

—  Raczej  ty,  mamo,  jesteś  powodem  kłopotów.  Wróciłem  z 

Francji, aby sprawdzić, co się tu dzieje. 

—  Sprawdzić,  co  tu  się  dzieje,  a  sam  przywozisz  ze  sobą  tę 

kreaturę!  —  Hrabina  podniosła  głos.  —  Nie  zamierzam  być 

przyzwoitką dla twojego kaprysu! 

—  Mój  kaprys,  jak  to  nazywasz  —  powiedział  gorzko  hrabia  — 

jest  równy  twojemu,  mamo.  Ivette  przyjechała  tu,  aby  dodać  mi 

odwagi, lub jeśli wolisz, aby uzupełnić ten czworokąt. 

background image

—  Jak  śmiesz!  —  krzyknęła  hrabina.  —  Jak  śmiesz  mówić  do 

mnie w ten sposób! 

—  A  jak  ty  śmiesz  zachowywać  się  w  ten  sposób  pod  moją 

nieobecność?  —  zareagował  ostro  hrabia.  —  Zresztą,  jest  to  także 

powód, dla którego wyjechałem za granicę. 

— I powinieneś był tam zostać! — oschle powiedziała hrabina. 

— To wciąż jest mój dom. 

—  Czy  zapomniałeś,  drogi  synu,  że  nie  można  go  utrzymać  bez 

pieniędzy? Dom jest twój, jednak pieniądze są moje, tak zdecydował 

twój ojciec. 

—  Dobrze  o  tym  wiem  —  odpowiedział  hrabia  —  ale  czy 

pomyślałaś  choćby  przez  chwilę,  że  zrobił  to,  ponieważ  ci  ufał?  W 

każdej chwili  mogłem  rozwiać  jego  złudzenia,  ale  go  kochałem  i  nie 

chciałem ranić, pozwoliłem mu żyć i umrzeć w nieświadomości! 

— Mów sobie, co zechcesz, ale to ja trzymam wszystkie asy. Jeśli 

wyrzucisz mnie z tego domu, nie zdołasz go utrzymać! 

—  Masz  rację,  mamo,  ale  jak  powiedziałaś,  dom  jest  mój  i  nie 

pozwolę,  by  jakiś  fircyk,  który  pragnie  wkraść  się  w  twe  łaski  dla 

pieniędzy, zniesławił jego dobre imię! 

— Po to tylko wróciłeś! — krzyknęła hrabina. 

— Dokładnie tak — zgodził się hrabia. — Lanceworth powiedział 

mi,  że  chcesz  zmienić  oranżerię  na  kryty  kort  tenisowy.  Nigdy  nie 

uwierzę, mamo, że w twoim wieku chcesz uprawiać tenis. Oczywiste 

jest, kto chce zniszczyć ten zabytkowy obiekt. 

background image

—  Budowa  nowego  kortu  byłaby  o  wiele  kosztowniejsza  — 

odezwała się hrabina. 

—  Może  dałoby  się  jakoś  obejść  bez  tak  wielu  nowych  sukni, 

koni  wyścigowych  czy  samochodu  dla  twojego  kochanka  —  kwaśno 

zauważył hrabia. 

—  To,  co  daję  Feliksowi,  to  moja  sprawa  —  ucięła  hrabina  —  i 

nie  przypuszczam,  żeby  mademoiselle  le  Bronc,  jeśli  jest  to  jej 

prawdziwe nazwisko, była tańszym nabytkiem! 

—  Przeciwnie,  bardzo  drogim  —  odparł  hrabia.  —  Właśnie 

dlatego pomyślałem, że będzie tu pasowała! 

—  Jeśli  tak,  to  zabierz  ją  z  powrotem  tam,  skąd  ją  wziąłeś!  — 

mówiła hrabina. — Nie usiądę przy jednym stole z tą kreaturą! 

— W takim razie ja nie usiądę przy jednym z Feliksem Hansonem 

—  powiedział  hrabia.  —  Co  za  wspaniały  pomysł,  mamo,  możemy 

jadać  oddzielnie  i  kłócić  się  przy  służbie,  bo  widownia  dodaje 

pikanterii naszym dyskusjom. 

—  Nie  mogę  zostać  w  domu,  w  którym  jestem  obrażana. 

Zatrzymaj sobie tę dziewkę, może spać nawet w twoim łóżku! 

—  To  samo  mogę  powiedzieć  o  Feliksie  Hansonie,  mamo. 

Zapewniam  cię  jednak,  że  dopóki  jestem  w  tym  domu,  nie  pozwolę, 

by  spał  w  łóżku  mojego  ojca,  choć  tak  usilnie  próbuje  wszędzie  go 

zastąpić... 

W wypowiedzi hrabiego zabrzmiała bardzo wyraźna aluzja. 

— Nienawidzę cię, Roque. Po co wróciłeś? Trzeba było zostać we 

Francji, oddając się rozpuście i udając, że to wszystko moja wina! 

background image

—  To  jest  twoja  wina,  mamo,  zawsze  tak  było  —  odpowiedział 

hrabia. 

Po dłuższej chwili milczenia pierwsza odezwała się hrabina trochę 

niepewnym głosem: 

—  Zapomnijmy  o  dawnych  urazach.  Jesteś  już  przecież  dorosły. 

Tak  bardzo  mnie  kochałeś,  gdy  byłeś  małym  chłopcem,  po  prostu 

mnie ubóstwiałeś, Roque. Pamiętam scenę zazdrości, jakami zrobiłeś, 

kiedy  odkryłeś,  że  mam kochanka. —  Hrabia  obruszył  się.  — Czego 

jeszcze  możesz  się  spodziewać?  Twój  ojciec  był  wiele  ode  mnie 

starszy, a ja chciałam miłości, Roque. Nie mogłabym bez niej żyć. — 

W  głosie  hrabiny  dało  się  odczuć  chęć  usprawiedliwienia  się.  — 

Spójrzmy na to jak dorośli ludzie. 

— To znaczy jak? — zmęczonym głosem zapytał hrabia. 

— Mógłbyś zająć należne ci miejsce w Kelvedonie. 

—  Byłabyś  zadowolona,  mamo,  gdybyś  mieszkała  tu  tylko  ze 

mną? 

Po chwili złowrogiej ciszy hrabina krzyknęła: 

— Co to znaczy, z tobą? Mam ze wszystkiego zrezygnować? Nie 

mogę!  Ja  chcę  mieć  Feliksa,  potrzebuję  go,  jest  wszystkim,  co 

pozostało z mojej młodości! 

—  No  cóż,  sama  dałaś  odpowiedź  na  swoją  propozycję  — 

powiedział zimno hrabia. 

Olinda  usłyszała  cichy  płacz  i  odgłos  zamykanych  drzwi. 

Odetchnęła  z  ulgą.  Przez  cały  ten  czas  siedziała  na  podłodze 

nieruchoma  i  spięta  tak,  że  nawet  trudno  jej  było  oddychać.  Wstała 

background image

cicho,  bardzo  z  siebie  niezadowolona,  że  podsłuchała  tę  rozmowę,  a 

także  dlatego,  że  nie  była  dość  silna,  aby  im  przerwać.  Miała 

zdrętwiałe  nogi  od  siedzenia  w  nieruchomej  pozycji  na  podłodze  i 

wstając, oparła się ręką o łóżko, aby się podeprzeć.  

Nagle z przerażeniem spostrzegła, że pokój nie był pusty. Hrabia 

nie  wyszedł  i  stał  teraz  przy  jednym  z  okien.  Nie  słyszał,  jak  się 

poruszała,  i  dopiero  po  upływie  kilku  sekund,  gdy  wyczuł  czyjąś 

obecność, odwrócił głowę. 

Spojrzał  na  nią  zdziwiony.  Zobaczył  szeroko  otwarte,  naiwne  i 

trochę przerażone oczy. Włosy jaśniały na tle lśniących zasłon, a mała 

dłoń  spoczywała  na  jedwabnej  narzucie.  Olinda  wyczuła,  że  hrabia 

jest nie mniej zaskoczony niż ona. 

— Kim jesteś i co tu robisz? — zapytał szorstko. 

 

Rozdział 3 

Hrabia patrzył przez okno. Jezioro szkliło się  złociście w świetle 

zachodzącego  słońca.  Na  jego  gładkiej  powierzchni  unosiły  się 

łabędzie, a karmazynowe azalie odbijały się w wodzie. Hrabia zawsze 

tęsknił  za  tym 

widokiem,  chociaż  sprawiał  mu  dziwny, 

niewytłumaczalny ból.  

Od  dziecka  bardzo  kochał  ten  dom.  Jego  piękno  wzruszało  go  i 

zachwycało. Kiedy był w szkole, a potem na uniwersytecie, odtwarzał 

w pamięci jego wygląd. Miał wrażenie, że dom ten zawsze był cząstką 

jego samego i jego dziedzictwa. 

background image

Czuł,  jak  gniew,  spowodowany  ostrą  wymianą  zdań  z  matką 

stopniowo  odpływa.  Pejzaż  za  oknem  działał  jak  chłodna  ręka  na 

rozpalonym czole. Kelvedon zawsze był w stanie go ukoić. Czuł się tu 

lepiej; opuszczały go troski i niepokoje. 

„Kocham  to  wszystko"  —  chciał  szepnąć,  patrząc  na  jezioro  i 

mostek,  olbrzymie,  stuletnie  drzewa  stojące  w  parku  i  na  trawniki, 

które  opuszczały  się  ku  brzegom  jeziora  jak  szmaragdowy  aksamit. 

Ogromne zarośla zakreślały granicę ogrodów. Za nimi rosły duże lasy. 

Hrabia  w  dzieciństwie  wyobrażał  sobie,  że  mieszkają  tam  smoki, 

rycerze i inne tajemnicze stworzenia.  

Cisza i spokój rozmarzyły go i wtedy nagle poczuł, że nie jest sam 

w pokoju. Instynktownie odwrócił głowę i w mroku, który ogarniał o 

tej porze pokój księżnej, ujrzał po przeciwnej stronie łoża małą twarz 

o  wielkich  szarych  oczach,  otoczoną  włosami  tak  jasnymi,  że 

mogłyby zastąpić blask promieni zachodzącego słońca. 

Przez  jeden  niezwykły  moment  hrabia  pomyślał,  że  twarz  ta 

należy  do  jednej  z  nimf  z  gobelinu  na  ścianie.  Dopiero  po  chwili 

zorientował się, że jest to żywa dziewczyna w szarej sukni. 

— Kim pani jest — zapytał — i co tu robi? 

Po  chwili  usłyszał  odpowiedź  udzieloną  dźwięcznym,  trochę 

strwożonym głosem: 

—  Bardzo  przepraszam,  ja  nie  chciałam...  podsłuchiwać 

rozmowy... jaśnie państwa, ale nie miałam odwagi jej przerwać... 

— Kim pani jest? — Hrabia jeszcze raz zadał to samo pytanie. 

background image

—  Zostałam  zaangażowana,  aby  naprawić  wzory  na  narzutach  i 

zasłonach. 

— I pozostawała pani, oczywiście, w ukryciu, kiedy rozmawiałem 

tu z matką? 

— Tak rzeczywiście było. 

— I przypuszczała pani, że oboje wyszliśmy z pokoju? 

—  Tak.  —  Szare  oczy  spoglądały  pokornie,  po  chwili  Olinda 

powiedziała  niepewnie:  —  Chciałabym,  aby  pan  wiedział,  że  nigdy 

nie  powtórzę  niczego,  co  tu  powiedziano,  a  ponadto  spróbuję 

wszystko wymazać z pamięci. 

—  Przecież  wiem,  że  to  nie  jest  możliwe  —  powiedział  hrabia 

sucho  —  ale  wierzę,  że  niczego  pani  nie  powtórzy.  Chciałbym 

wiedzieć, jak się pani nazywa. 

— Olinda Selwyn. 

— A więc mogę pani zaufać, panno Selwyn? 

— Oczywiście. 

Kiedy Olinda wyszła zza łoża, hrabia zauważył, że jest szczupła i 

dość wysoka. W szarej sukni rzeczywiście wyglądała jak nimfa.  

„Jest  bardzo  młoda"  —  pomyślał,  patrząc  na  zaokrąglony  kontur 

twarzy, szczupłą szyję i głowę otoczoną włosami o jasnozłotej barwie. 

Przypominała mu kogoś. 

— Jak długo pani tu jest, panno Selwyn? 

—  Przyjechałam  wczoraj  wieczorem.  Mam  nadzieję,  że  dobrze 

wykonam swoją pracę. 

— Czy pani musi pracować? 

background image

— Tak, potrzebuję pieniędzy. 

Spojrzała na niego, potem otworzyła drzwi i wyszła. Hrabia został 

sam. Kiedy zniknęła mu z oczu, skierował się do apartamentów. Miał 

nadzieję,  że  kiedy  tam  dotrze,  wszelkie  ślady  po  obecności 

poprzednika  zostaną  usunięte.  I,  rzeczywiście,  zobaczył  Higsona  i 

starego Yaleta, którzy opiekowali się kiedyś ojcem, jak wieszają jego 

ubrania w szafie, starannie układają buty do jazdy konnej i inne części 

garderoby. 

—  Miło  cię  widzieć,  Higsonie  —  powiedział  hrabia  wyciągając 

rękę. 

— Cały czas się modliłem, żeby jaśnie pan wrócił, zanim przejdę 

na emeryturę. 

— Przechodzisz na emeryturę? — zdziwił się hrabia. 

— Były skargi, milordzie, że jestem już za stary. 

— Któż to się skarżył? 

Po dłuższej chwili stary człowiek odrzekł spokojnie: 

— Goście jaśnie pani. 

— Masz na myśli jednego, konkretnego? — naciskał hrabia. 

Czuł, jak ponownie wzbiera w nim gniew. 

—  Tak,  milordzie  —  odpowiedział  drżącym  głosem  służący.  —

Nie  poruszam  się  już  dostatecznie  szybko  dla  kogoś,  kto  się  zawsze 

spieszy.  Także  jest  mi  trudno  poradzić  sobie  z  dobraniem 

odpowiedniego ubrania dojazdy automobilem, do gry w golfa i innych 

gier, w które nigdy nie grywano w Kelvedonie. 

— Ile masz lat, Higsonie? 

background image

—  Sześćdziesiąt  trzy,  milordzie,  i  nadawałbym  się  jeszcze  do 

wykonywania zajęć, które do mnie kiedyś należały. 

— Wobec tego nie przejdziesz na emeryturę, jasne? 

Przez  chwilę  w  oczach  starego  człowieka  zabłysnął  ognik 

szczęścia. 

— Naprawdę, milordzie? Ale jaśnie pani powiedziała... 

—  Ja  jestem  panem  tego  domu,  Higsonie,  i  nie  pozwolę,  abyś 

został  odprawiony,  gdy  jeszcze  możesz  i  chcesz  pracować.  Tym 

bardziej  że  służyłeś  kiedyś  mojemu  ojcu.  Teraz  ja  ciebie  potrzebuję. 

Chcę, abyś się mną zajmował. 

— Czy pan zamierza tu pozostać, milordzie? 

Pytanie  wyraźnie  zaskoczyło  hrabiego.  Przemierzywszy  pokój 

stanął  naprzeciw  kominka  i  patrząc  na  portret  swojej  matki 

odpowiedział: 

— Szczerze mówiąc, Higsonie, jeszcze nie podjąłem decyzji. 

—  Potrzebujemy  tu  pana,  milordzie,  bardzo  potrzebujemy. 

Jesteśmy tu bez pana bardzo nieszczęśliwi. 

Hrabia odwrócił głowę. 

— Jak mam to rozumieć? 

— Konie nie lubią nowego samochodu, milordzie, niewiele się na 

nich jeździ.  A  ten,  kto  teraz  ich  dosiada, nie  robi tego  tak,  jak jaśnie 

pan. 

— Mów jaśniej — niecierpliwił się hrabia. 

—  Ciężkie  ręce,  cięty  bat  i  kłujące  ostrogi,  jaśnie  panie;  dobry 

jeździec nie traktowałby koni w ten sposób. 

background image

— A niech to diabli! Nie pozwolę, żeby to bydlę znęcało się nad 

moimi końmi. 

— To nie  wszystko, milordzie — ciągnął Higson. — Jaśnie pani 

interesuje się tylko końmi wyścigowymi. Te, których używało się do 

polowań, czy te, na których jaśnie pan jeździł, rzadko kiedy wychodzą 

na świeże powietrze. Abbey bardzo jest tym zmartwiony. 

Abbey,  starszy  stajenny,  umiał  świetnie  obchodzić  się  z  końmi  i 

nie miał równego sobie w całym hrabstwie. Hrabia przypomniał sobie 

swoje  pierwsze  przygody  z  końmi.  Abbey  był  jego  instruktorem  i 

nauczycielem  w  tej  dziedzinie.  W  dzieciństwie  wiele  się  od  niego 

nauczył,  a  przy  tym  dzięki  niemu  stadnina  kelvedońska  zasłynęła  z 

najlepszych koni w hrabstwie. 

—  Powiadasz,  że  Abbey  nie  jest  zadowolony.  —  Hrabia  zwrócił 

się do Higsona. — A on nie myśli o odejściu? 

—  Nie,  choć  miał  wiele  propozycji,  i  mimo  że  nie  jest 

odpowiednio doceniany. 

— Porozmawiam z nim — obiecał hrabia. 

— On także od dawna wspominał, że chciałby pomówić z jaśnie 

panem.  —  Powiesił  ostatnie  okrycie  na  drążku  w  szafie  i  zapytał:  — 

Co jaśnie pan włoży do obiadu? 

Książę spojrzał na ubrania, które przywiózł ze sobą, jakby oglądał 

je  po  raz  pierwszy  w  życiu.  Uświadomił  sobie,  że  nadawały  się  do 

noszenia w Paryżu, ale nie w tym domu. 

background image

—  Wracałem  w  pośpiechu,  Higsonie  —  powiedział  —  teraz 

widzę, że nie zapakowano mi ubrań, których będę tu potrzebował. Są 

chyba gdzieś jakieś moje stare rzeczy? 

— Oczywiście, jaśnie panie — z uśmiechem potwierdził Higson. 

—  Wszystko  jest  czyste,  wyprasowane  i  gotowe  na  powrót  jaśnie 

pana. 

— Więc przynieś tu i ułóż na właściwym miejscu. 

— Oczywiście, milordzie, natychmiast to zrobię. 

Wydawało  się,  że  hrabia  machnął  czarodziejską  różdżką  i 

odmłodził starego sługę o dwadzieścia lat. Hrabia spojrzał na zegar na 

kominku, wolno się rozebrał i przeszedł do łazienki, gdzie czekała na 

niego  gorąca  kąpiel.  W  powietrzu  unosił  się  zapach  werbeny,  której 

zawsze  używano  w  męskich  łazienkach  w  Kelvedonie.  Hrabia 

zobaczył 

prześcieradło 

kąpielowe 

jego 

monogramem 

kelvedońskim herbem w jednym z rogów. Na macie łazienkowej były 

takie same insygnia. 

Gdy  wszedł  do  gorącej  wody,  przypomniał  sobie  dziwną 

dziewczynę,  którą  spotkał  w  komnacie  księżnej.  Hafciarka!  Nigdy 

dotąd nie spotkał kogoś takiego, jednak przyznał, że człowiek o takim 

zawodzie  potrzebny  jest  w  Kelvedonie.  Jak  dotąd,  wszystkie  hrabiny 

Kelvedonu umiały wyszywać i haftować.  

Jedna  z  nich  własnoręcznie  ozdobiła  obicia  sześćdziesięciu 

krzeseł z jadalni czekając na męża, który był na wojnie. Przypomniał 

sobie też inną, która wyszyła jedwabiem kilka obrazów, kiedy jej mąż 

background image

z  wyrokiem  śmierci  wydanym  przez  Cromwella  czekał  na  śmierć  w 

londyńskiej Tower. 

Książę  oglądał  w  Luwrze  prace  wykonane  igłą  i  wydawało  mu 

się,  że  wcale  nie  były  piękniejsze  od  tych,  które  miał  we  własnym 

domu. „Mam nadzieję — pomyślał hrabia — że panna Selwyn zna się 

na rzeczy, bo nie zniósłbym żadnego partactwa w Kelvedonie." 

Przypomniał  sobie  powód  swojego  nagłego  powrotu  i  znowu 

ogarnął  go  zły  nastrój.  Jak  śmiał  ten  impertynencki  dorobkiewicz 

proponować  przebudowę  oranżerii?!  A  poza  tym,  jak  jego  własna 

matka  mogła  przystać  na  ten  beznadziejny  pomysł?  Przez  całą 

powrotną  drogę  hrabia  gorączkowo  zastanawiał  się,  co  jeszcze  pod 

jego nieobecność mogło zostać zeszpecone lub okaleczone. 

Dobrze,  że  przynajmniej  Lanceworth  zachował  odrobinę 

zdrowego rozsądku i zawiadomił go o planach przebudowy oranżerii. 

Mniejsze  zmiany  mogły  już  zostać  przeprowadzone  na  polecenie 

matki, polecenie inspirowane przez Feliksa Hansona! 

Z ponurą miną hrabia wyszedł z łazienki. W pokoju natknął się na 

Higsona, który szykował mu wieczorowy strój nie używany od dwóch 

lat.  

Przez  ten  czas  hrabia  przemierzył  niemal  cały  świat.  W  gniewie 

opuszczał dom, gdyż nie był w stanie zaakceptować Feliksa Hansona i 

żyć z nim pod jednym dachem. Kłótnie z matką prowadzili w sposób 

niegodny  ich stanu.  Oboje  mieli  dość  gwałtowne  temperamenty  i  nie 

mogli się powstrzymać od ostrej wymiany zdań.  

background image

Hrabia przypominał sobie ze wstydem, jak bardzo kiedyś pragnął 

naśladować  swojego  ojca,  którego  bardzo  podziwiał  za  spokój  i 

opanowanie:  nigdy  nie  podniósł  głosu,  ale  jego  niezadowolenie 

odczuwało  się  bardziej  niż  gniewne  krzyki.  Jednak  hrabia  po  matce 

odziedziczył  impulsywność,  gwałtowny  temperament  i  brak 

hamulców, kiedy emocje brały górę nad rozsądkiem. 

Przez  ostatnie  pięć  wieków  zawsze  ktoś  z  ich  rodziny  był 

zamieszany  w  towarzyski  skandal  czy  jakiś  słynny  proces.  Cudem 

tylko świętej pamięci hrabia nie dowiedział się o niewierności swojej 

żony. Bardzo jej ufał i nigdy nie przypuszczał, że mogłaby niegodnie 

postępować. 

—  Stare  ubranie  bardzo  dobrze  pasuje,  milordzie,  teraz  pan 

wygląda jak prawdziwy dżentelmen, jeśli wolno się tak wyrazić. 

Hrabia zaśmiał się cicho. 

— Chcesz powiedzieć, że nie wyglądałem na dżentelmena, kiedy 

przyjechałem.  Może  masz  rację,  jednak  w  Paryżu  ludzie  tak  się 

ubierają, a ja przecież stamtąd wracam. 

Hrabia włożył do kieszonki na piersiach małą chustkę. 

— Czy panna Selwyn jada na dole? 

Przez moment Higson zastanawiał się, o kogo chodzi. 

— Ta hafciarka? Nie, jej przynoszą posiłki do pokoju. 

— Wobec tego będziemy bardzo miłą partie carree — powiedział 

hrabia zuchwale i wyszedł z sypialni świadom podziwu Higsona. 

 

background image

W tym samym czasie Olinda jadła kolację w swoim pokoju. Lucy 

przykryła  stół  białym  obrusem.  Na  środku  postawiła  kandelabr. 

Prawda,  że  nie  był  zbyt  wyszukany,  ale  srebrny  i  miał  trzy  ramiona. 

Lucy gawędziła. Nie powinna tego robić i Olinda wiedziała, że gdyby 

wiedziała o tym ochmistrzyni, pokojówka dostałaby surową naganę. 

Ciekawość  Olindy  jednak  zwyciężyła  i  dlatego  nie  zrobiła 

najmniejszego wysiłku, aby powstrzymać potok słów. 

—  Takie  zamieszanie,  że  głowa  pęka,  panienko  —  mówiła  Lucy 

nalewając  zupę.  —  Cały  dom  postawiony  na  nogi.  Nigdy  nie  było 

czegoś  takiego.  Pan  Hanson  wyrzucony  z  pokoju!  Chciałabym 

wiedzieć,  co  on  na  to!  —  Olinda  nie  odezwała  się,  więc  Lucy 

ciągnęła:  —  Bo  to  nie  było  w  porządku,  panienko,  wszyscy  tak 

mówili. Nie powinien był zajmować pokoju milorda, nie miał do tego 

żadnego prawa. 

Olinda pomyślała, że Lucy z pewnością powtarza czyjąś opinię na 

ten  temat,  może  Burowsa  —  starszego  lokaja  albo  nawet  pani 

Kingston. 

— Od jak dawna mieszka tu pan Hanson? — zapytała obojętnie. 

— Więcej niż dwa lata, panienko. Wszyscy mówią, że jaśnie pan 

opuścił Kelvedon z jego powodu. 

Lucy stanęła przy drzwiach. Inna służąca wniosła następne danie i 

zabrała  pustą  wazę.  Młody  kurczak  z  grzybami  przyprawiony  dużą 

ilością ziół, a do tego trochę warzyw i dwa rodzaje sosów  wyglądały 

smakowicie.  Lucy  przez  czas  obsługiwania  Olindy  była  cicha  i 

skupiona, jednak potem znowu zaczęła mówić: 

background image

— Nie ma to jak dżentelmen, powiadam panience. 

— Co to znaczy? — zapytała Olinda. 

— Chodzi mi o sposób, w jaki wydaje polecenia, i o wiele innych 

rzeczy — odpowiedziała pokojówka po chwili namysłu. 

— Jakich rzeczy? 

— Nie mogę tego pani powiedzieć, panienko. 

Lucy wyszła zabierając ze sobą tacę. 

 

Olinda zjadła posiłek ze smakiem. Była bardzo głodna, bo nie piła 

popołudniowej  herbaty.  Gdyby  to  był  zwykły  dzień,  z  pewnością 

dłużej  delektowałaby  się  takimi  pysznościami.  Teraz  jednak  zatopiła 

się w rozmyślaniach nad tym, co usłyszała od Lucy, i o młodym hrabi. 

Kiedy  odwrócił  się  od  okna,  nie  rozczarowała  się,  wprost 

przeciwnie:  był  naprawdę  przystojny.  Na  portrecie  w  pokoju  swojej 

matki wyglądał bardzo młodo, a teraz twarz jego była ciemna, ponura 

i  trochę  sarkastyczna  w  sposób,  którego  Olinda  nie  umiała  wyjaśnić. 

Wyglądał na pozbawionego złudzeń i może nawet niektórym ludziom 

wydawał się cyniczny. Świadczyły o tym zmarszczki wokół ust. 

Przypominał  jej trochę  Karola  II,  którego  widziała  na  portretach. 

Hrabia kiedyś  uśmiechał  się do  życia,  a  teraz,  jak  zdołała  stwierdzić, 

drwił z przyszłości. Nigdy nie przypuszczała, że zobaczy dżentelmena 

bez wysokiego kołnierzyka i gustownego krawata. Hrabia nosił się jak 

francuscy  artyści,  których  widziała  na  ilustracjach.  Miał  wykładany 

kołnierzyk  i  luźno  zwisający  fular.  Nosił  marynarkę  z  czarnego 

background image

aksamitu i wzorzystą kamizelkę. Nie wyobrażała sobie ojca ani brata 

w takim ubraniu. Ale do hrabiego bardzo taki strój pasował. 

Tymczasem Lucy wróciła do pokoju. 

—  Ojej,  panienko,  umarłaby  pani  ze  śmiechu,  gdyby  pani 

słyszała, co się dzieje na dole. Jaśnie pani siedzi sztywno jak kołek w 

jednym  końcu  stołu,  a  jaśnie  pan  patrzy  na  nią  groźnie  z  drugiego! 

Mademoiselle  de  Broucy  — nie pamiętam dokładnie, jak  się  nazywa 

— flirtuje z obydwoma dżentelmenami! 

—  Co  to  za  danie,  Lucy?  —  zapytała  Olinda  dając  do 

zrozumienia, że nie chce tego słuchać. 

—  Truskawki  ze  śmietaną  panienko,  z  pysznym  biszkoptem  w 

środku. To jedna ze specjalności naszego kucharza. Na pewno będzie 

pani smakowało. 

— Jestem pewna, że tak — uśmiechnęła się Olinda. 

—  Jeśli  coś  zostanie, panienko, to nie  będzie  z  tym  kłopotu.  Ja i 

Rose bardzo lubimy taki deser. 

—  Mam  nadzieję,  że  dość  wam  zostawiłam  —  powiedziała 

Olinda z uśmiechem. 

—  Ojej,  niech panienka tak  się  tym  nie  przejmuje!  Proszę  wziąć 

jeszcze jedną łyżkę! 

—  Zjadłam  już  dosyć,  dziękuję  —  odpowiedziała  stanowczo 

Olinda. 

Lucy  przyniosła  więc  kawę  i  postawiła  na  stole  przy  kominku, 

potem sprzątnęła wszystko ze stołu. 

background image

— Zostawiam kandelabr, zaraz lokaj przyniesie lampę. Spóźniają 

się dziś trochę, oni też są podenerwowani tym wszystkim. 

Opuściła pokój i zanim Olinda zdążyła napić się kawy, wróciła z 

wielką, mosiężną lampą naftową którą postawiła na stole. 

— Teraz lepiej — mówiła wesoło. — Można nawet czytać, chyba 

panienka nie będzie już więcej szyć. 

— Nie, dziś długo pracowałam — odrzekła Olinda.  

—  Moja  matka  zawsze  mówiła:  „Szanuj  oczy,  bo  to  jest  twój 

największy skarb" — powiedziała Lucy — i to jest prawda, panienko. 

— Oczywiście, że tak — zgodziła się Olinda. 

— Pójdę już. — Lucy rozglądała się dookoła, aby mieć pewność, 

że  o  niczym  nie  zapomniała.  —  Muszę  sprawdzić,  co  dzieje  się  na 

dole. W razie potrzeby proszę dzwonić. 

— Dobrze, Lucy, dziękuję bardzo. 

Lucy  zamknęła  za  sobą  drzwi,  a  Olinda  pod  wpływem  impulsu, 

którego  nie  sposób  wytłumaczyć,  wstała  i  zamknęła  drzwi  na  klucz. 

Spokojniejsza,  usiadła  przy  oknie,  aby  popatrzyć  na  ogród.  Panował 

tam  niezwykły  spokój.  Gawrony  siedziały  na  najwyższych  gałęziach 

drzew,  słychać  było  krzyk  puszczyka  i  łagodne  gruchanie  dzikich 

gołębi.  

Jaka  nieprawdopodobna  różnica  między  harmonią  ogrodu  a  tym, 

co działo się w domu! „Po co hrabia przywiózł ze sobą do Kelvedonu 

tę  kobietę",  zastanawiała  się,  choć  znała  odpowiedź:  zrobił  to 

rozmyślnie, aby dokuczyć matce i sprowokować ją. W odwecie za to, 

background image

że  pozwoliła,  by  miejsce  jego  ojca  zajął  taki  nikczemnik,  jakim  był 

Feliks Hanson. 

Olinda  czuła,  że  jej  matka  również  by  nie  zaakceptowała 

Hansona. Jego głos i pospolity akcent zdradzał niski stan i drażnił ją, 

podobnie jak dotyk jego dłoni i cichy szept. 

„Teraz,  gdy  hrabia  jest  tutaj,  Hanson  będzie  się  starał 

zachowywać należycie" — rozmyślała. Trudno jej było oderwać myśli 

od  dramatu,  jaki  rozgrywał  się  w  tym  domu.  Hrabina,  tracąca 

młodość, a wraz z nią urodę, trzymała się kurczowo człowieka wiele 

młodszego od siebie. Jednocześnie miała pełną władzę nad majątkiem, 

co  dawało  jej  przewagę  nad  synem.  Olinda  była  pewna,  że  ta 

upokarzająca  sytuacja  raniła  dumnego  młodego  człowieka,  który  bez 

zgody matki nie był w stanie utrzymać własnej posiadłości!  

Olinda usiadła i  zatopiła  się  w  rozmyślaniach.  Kiedy  wstała,  aby 

odłożyć  na  stolik  filiżankę  po  kawie,  spostrzegła  kartkę  leżącą  na 

podłodze przy drzwiach. Z pewnością nie było jej tam, gdy zamykała 

drzwi na klucz. Nic nie słyszała, ale ktoś musiał przyjść pod drzwi jej 

pokoju  i  ukradkiem  wsunąć  list!  Bardzo  zdenerwowana,  podniosła 

papier.  W  jednym  z  rogów  zobaczyła  wygrawerowany  adres  i  herb 

Kelvedonu.  Ktoś  napisał  bardzo  małymi  literami,  jakby  nie  chciał 

przyciągać niczyjej uwagi: 

„Przyjdź do biblioteki po książkę o dwunastej." 

Nie było żadnego podpisu, jednak Olinda bez cienia wątpliwości 

wiedziała, czyja ręka skreśliła tych parę słów. 

background image

„Jak  śmie!  —  nie  mogła  pohamować  oburzenia.  —  Jak  śmie 

proponować  mi  potajemne  spotkanie!"  Kiedy  ochłonęła,  pomyślała 

sobie,  że  Feliks  Hanson  jest  pewny,  że  jego  zaloty  będą  dobrze 

przyjęte przez zwykłą hafciarkę, skoro nie odmówiła mu sama hrabina 

wdowa, niegdyś najpiękniejsza kobieta Anglii. 

Olinda  miała  wielką  ochotę  odesłać  kartkę  razem  z  niegrzeczną 

odpowiedzią lecz po namyśle stwierdziła, że jest to niegodne jej stanu. 

„Niech  idzie  do  biblioteki  i  czeka  tam  na  mnie!"  —  pomyślała. 

Podarła  kartkę  na  drobne  kawałki  i  wyrzuciła  do  kosza  na  śmieci. 

Wróciła  do  okna,  ale  spokój  tego  wieczora  pierzchnął  bezpowrotnie. 

Bardzo zdenerwowana rozmyślała nad intrygą Feliksa Hansona. 

„Muszę być ostrożna, bo jeśli hrabina dowie się, że on się do mnie 

zaleca,  zostanę  odprawiona."  Olinda  miała  na  uwadze  nie  tylko 

niezręczną  sytuację,  w  jakiej  by  się  znalazła,  lecz  przede  wszystkim 

utratę  pensji,  na  którą  tak  liczyła  jej  matka.  Pieniądze  zarobione  w 

Kelvedonie  wystarczyłyby  na  kilka  miesięcy  spokojnego  życia  dla 

nich obu.  

Jak przekonać  tego  człowieka,  aby  zostawił  mnie  w  spokoju?  — 

zastanawiała  się  rozpaczliwie.  Czuła  się  osaczona  przez  niego  i,  jak 

dziecko,  bała  się,  że  nie  zdoła  od  niego  uciec.  Przyniósł  list,  więc 

musiał  być  pod  drzwiami  jej  pokoju.  Gdyby  ich  nie  zamknęła,  mógł 

wejść do środka! Nie zdołałaby uciec od niego! 

Olinda  postanowiła  zachować  zdrowy  rozsądek  i  nie  wpadać  w 

panikę.  Mimo  to  instynktownie  spoglądała  wciąż  na  drzwi,  jakby 

spodziewała  się  następnych  listów.  „To  niedorzeczne  —  myślała  o 

background image

swych  obawach  —  jedno  jest  pewne:  będzie  czekał  na  mnie  w 

bibliotece sądząc, że będę posłuszna jego poleceniom, dlatego na razie 

jestem bezpieczna." 

Całe  popołudnie  spędziła  w  komnacie  księżnej, a  rano  zwiedzała 

rezydencję,  toteż  teraz  zapragnęła  odetchnąć  świeżym  powietrzem. 

Zawsze  lubiła  spacerować  po  ogrodzie  lub  po  polach  otaczających 

dwór.  Kiedy  żył  jej  ojciec,  codziennie  jeździli  konno,  ale  po  jego 

śmierci matka nie mogła już pozwolić sobie na ich utrzymanie, Olinda 

jeździła wtedy końmi okolicznych farmerów. 

W części domu, w której zamieszkała, czuła się jak w więzieniu, 

za którym czaił się Feliks Hanson. Gdy skończyła pracę, postanowiła 

udać  się  do  ogrodu.  Ostrożnie  otworzyła  drzwi.  Korytarz  był  pusty. 

Wiedziała,  że  za  zielonymi  drzwiami  są  apartamenty  państwa,  więc 

wybrała kierunek przeciwny. 

Wkrótce  natknęła  się  na  niezbyt  okazałą  klatkę  schodową  którą 

zeszła  na  parter.  Z  rozkładu  domu  wynikało,  że  korytarz  na  parterze 

prowadził  do  pomieszczeń  kuchennych.  Szybko  odnalazła  drzwi 

wiodące  do  ogrodu.  Zamknęła  je  za  sobą  a  klucz  schowała  do 

kieszeni.  „Będę  mieć pewność,  że  dostanę  się  do  środka, a poza  tym 

nikt nie będzie wiedział, że wyszłam z pokoju", pomyślała. 

Na  dworze  było  pięknie.  Słońce  już  zaszło  i  na  niebie  zaczęły 

pokazywać  się  gwiazdy.  Księżyc  był  w  nowiu  —  pokłoniła  mu  się 

siedem  razy  na  szczęście.  „Spraw  —  prosiła  zwrócona  twarzą  ku 

niebu — abym mogła zarobić dość pieniędzy dla mojej mamy." 

background image

Pragnęła również dłużej tu pozostać, aby poznać osobliwości tego 

domostwa.  Chciała  też  poznać  codzienne  życie  Kelvedonu  i  jego 

historię.  Tak  wiele  mogła  się  tu  jeszcze  nauczyć!  W  bibliotece  na 

pewno jest całe mnóstwo ciekawych książek. „Nie pozwolę odprawić 

się z kwitkiem — pomyślała odważnie — nie poddam się!" 

Wiedziała  jednak,  że  ostateczna  decyzja  nie  należy  do  niej,  lecz 

do hrabiny wdowy, która jeśli miałaby choć cień podejrzenia, to... 

Olinda  ciężko  westchnęła.  Trzymając  się  z  dala  od  okien  minęła 

ozdobnie  strzyżony  żywopłot.  Spacerując  podziwiała  ogród  ziół 

otoczony  murem  z  czerwonej  cegły,  potem  znalazła  się  wśród  lilii. 

Minęła  małą  żelazną  furtkę.  Ścieżką  wiodącą  przez  sad  owocowych 

drzew,  które  o  tej  porze  roku  były  całe  w  kwiatach,  doszła  aż  do 

jeziora.  

Wydawało  się  bardzo  duże.  Kiedy  odwróciła  głowę  w  stronę 

domu,  stwierdziła,  że  ginął  w  zieleni  drzew  i  ogrodów.  Jezioro  było 

spokojne i ciche. Olinda patrząc na wodę spostrzegła nagle przed sobą 

niewielki biały budynek. Była to mała grecka świątynia wzniesiona na 

wyspie.  Ciekawie  zaprojektowany  chiński  mostek  łączył  ją  z 

brzegiem. Pomyślała, że musiał być zbudowany za Jerzego IV, który, 

jako  książę  Walii,  rozpowszechnił  chińskie  meble  i  architekturę 

organizując wystawę w Brighton. 

Olinda  zachwycała  się  elegancją  i  równowagą  mostka.  Miała 

wrażenie, że wkracza do krainy fantazji, którą podkreślała perfekcyjna 

symetria greckiej świątyni. Niewątpliwie przywieziono ją tu z Grecji i 

zrekonstruowano  na  obecnym  miejscu.  Był,  niestety,  taki  okres  w 

background image

historii Anglii, gdy kolekcjonowanie łupów pochodzących z grabieży 

w Grecji było bardzo modne wśród wyższych sfer. 

Przeszła do frontowej ściany świątyni i zobaczyła tam mały taras. 

Rozciągał  się  stąd  doskonały  widok  na  jezioro  aż  do  mostu  według 

projektu Adama. Popatrzyła na świątynię i spostrzegła w środku posąg 

i  dwa  obejmujące  się  kupidyny.  Nie  widziała  wyraźnie  wszystkich 

szczegółów,  ale  pomyślała,  że  z  pewnością  jest  to  symbol  miłości. 

Spojrzała na niebo. 

„Przy  świetle  księżyca  łatwiej  mi  będzie  wyobrazić  sobie,  jak 

świątynia  wyglądała  kiedyś  w  Grecji",  pomyślała  i  usiadła  na 

drewnianej  ławce  stojącej  na  tarasie.  Rozciągający  się  krajobraz  w 

blasku rozgwieżdżonego nieba urzekał swym pięknem! 

Olinda  zatopiła  się  w  marzeniach.  Myślała  o  Hortensji  de 

Mazarin,  jak  u  boku  Karola  II  wjeżdża  do  Kelvedonu.  Oboje 

zakochani w sobie bez pamięci. Radośni, że na wsi będą bliżej siebie, 

wolni  od  protokołu  dworskiego  obowiązującego  w  Westminsterze. 

Nie było tu jeszcze greckiej świątyni, ale mogli trzymając się za ręce 

przychodzić  nad  jezioro,  aby  oglądać  swoje  odbicie  w  jego 

nieruchomej  tafli.  Potem  w  zaciszu  wielkiego  łoża  z  baldachimem 

przestawali  być  królem  i  księżną.  Już  jako  mężczyzna  i  kobieta 

wkraczali do własnego, pełnego miłosnych szeptów nieba. 

Olinda drgnęła zaskoczona żywością tego obrazu i naraz zupełnie 

niespodziewanie uświadomiła sobie, że nie jest na tarasie sama. Kiedy 

błądziła  po  zakamarkach  swojej  wyobraźni,  nie  usłyszała,  że  ktoś 

przeszedł  mostkiem  na  wyspę.  Jakiś  mężczyzna  stanął  przy 

background image

balustradzie  i  podobnie  jak  ona  przed  chwilą  patrzył  na  rozległe 

jezioro.  Jej  serce  biło  jak  oszalałe  ze  strachu  i  dopiero  po  chwili 

rozpoznała  w  nieznajomym  hrabiego,  a  nie  mężczyznę,  którego  się 

obawiała. Nie mogła pomylić ciemnych włosów, szerokich ramion ani 

kształtu głowy. Widziała go już przecież w komnacie księżnej. 

Nie  poruszyła  się.  Jednak  on  raz  jeszcze  instynktownie  wyczuł 

czyjąś obecność. Odwrócił się. Gwiazdy i księżyc otulały czule swym 

światłem jej włosy tworząc złocistą aureolę. Ujrzał parę zapatrzonych 

w siebie oczu. Był zaskoczony, ale po chwili uśmiechnął się. 

—  Panna  Selwyn!  Zjawia  się  pani  w  najbardziej  zadziwiających 

momentach. 

— Przepraszam — w głosie Olindy wyczuł zdenerwowanie — nie 

wiedziałam, że jest to prywatne miejsce. 

— Wcale nie jest — odpowiedział hrabia. — Myślałem jednak, że 

tylko ja tu przychodzę. 

—  Znalazłam  się  przypadkiem  —  wyjaśniła.  —  Wyszłam  na 

spacer, a potem zobaczyłam mostek i świątynię. Było tak pięknie... 

Olinda zamilkła, a hrabia dokończył: 

— I chciała się pani przyjrzeć temu z bliska. 

—  Nigdy  nie  widziałam  czegoś  równie  pięknego.  Usiłowałam 

wyobrażać  sobie,  jak  ta  świątynia  wyglądała  w  Grecji.  —  Przeraziła 

się, iż drżący głos mógłby zdradzić, że nie pochwala rabunku, i dodała 

pospiesznie: — Pójdę już. Przepraszam, że przeszkodziłam... 

background image

—  Ponieważ  była  tu  pani  pierwsza,  prawda  jest  taka,  że  to  ja 

przeszkodziłem  pani.  —  Usiadł  obok  niej  i  dokończył:  —  Przez 

chwilę oboje możemy popatrzeć na świątynię i jezioro. 

—  Ono  też  jest  bardzo  piękne.  Myślałam...  —  Przerwała 

przestraszona,  że  z  pewnością nie  będzie  interesować  go  to,  co  sobie 

pomyślała. 

— O czym pani myślała? — zapytał jednak. 

— Myślałam o księżnej de Mazarin i o Karolu II. Musieli być tu 

bardzo szczęśliwi. 

—  Szczęśliwi?  —  zapytał.  —  To  oczywiście  zależy  od  tego,  co 

pani rozumie przez szczęście. 

W jego głosie Olinda wyczuła szyderstwo. 

—  Czytałam,  że  byli  szczęśliwi,  bo darzyli  się  prawdziwą,  pełną 

miłością — odrzekła spokojnie. 

— Skąd może to pani wiedzieć? 

—  Księżna  podarowała  dla  pańskiego  przodka  zasłony,  których 

renowację przeprowadzam, bo była szczęśliwa w Kelvedonie. 

— I w tamtym łóżku! 

Olinda zarumieniła się. 

—  Pragnę  wierzyć,  że  księżna  podarowała  królowi  to,  czego 

szukał przez całe swoje życie. 

— Cóż to takiego? — spytał hrabia wyniośle. 

— Miłość — odpowiedziała. — Prawdziwą miłość, która zawsze 

go omijała, lecz której nigdy nie przestał szukać. 

background image

—  Czy  pani  naprawdę  w  to  wierzy?  —  zapytał.  —  Karol  II, 

hulaka  i  rozpustnik,  który  uwiódł  każdą  ładną  kobietę  we  dworze. 

Pani jest bardzo naiwna. 

Hrabia  się  zdenerwował,  jakby  to,  co  mówił,  dotyczyło  jego 

samego.  Olinda  poczuła  nagłe  pragnienie,  aby  opowiedzieć  mu  o 

swoich  odczuciach.  Postarać  się  pomóc  mu  zrozumieć,  na  czym 

polegało szczęście księżnej i Karola.  

Złożyła ręce i popatrzyła w gwiazdy szukając w nich natchnienia, 

a  hrabia  podziwiał  jej  kształtny  profil  wyraźnie  zarysowany  na  tle 

białych filarów świątyni. Olinda czuła, że czekał, aż coś powie,  więc 

po chwili odezwała się z wahaniem: 

— Zawsze myślałam, że prawdziwa miłość jest jak święty Graal, 

którego mężczyźni szukają w swoich duszach... 

— I żaden nie znajduje — dokończył hrabia gwałtownie. 

—  To  nie  jest  prawda  —  zaoponowała  Olinda.  —  Wielu  ludzi 

znajduje  ją  na  krótką  chwilę.  Miłość  należy  pielęgnować,  jeśli  się 

chce,  aby  przetrwała.  Prawdopodobnie  dlatego  jest  taka  cenna,  a 

ludzie nie rezygnują z poszukiwań. 

— Co to znaczy? — zapytał hrabia. 

—  Mój  ojciec  powiedział  kiedyś  —  ciągnęła  rozmarzona  Olinda 

—  że  nasze  najważniejsze  ambicje  powinny  być  nieosiągalne.  Nie 

wolno zrealizować ich do końca. Jeżelibyśmy dopięli swego, cel życia 

przestałby istnieć. 

Hrabia milczał zasłuchany. 

background image

—  Zawsze  musi  zostać  coś,  co  chcemy  osiągnąć  lub  zdobyć: 

nowy szczyt do pokonania, inny horyzont do zbadania i inna świetlista 

gwiazda, wiodąca nas przed siebie. 

—  Czyż  można  być  optymistą,  jeśli  ma  się  za  sobą  wiele  prób  i 

porażek? 

— Skoro posiadamy rozum i inteligencję, nigdy nie możemy być 

zadowoleni, bo szukamy doskonałości. 

Hrabia milczał. Po chwili odezwał się z szyderstwem w głosie: 

—  A  jeśli  mowa  o  miłości,  z  pewnością  tak  iluzoryczne  uczucie 

nie może być trwałe. 

—  Uważam,  że  miłość  ma  cechy  nadprzyrodzone  —  mówiła 

Olinda  —  i  wszystko,  co  jest  boskie  w  nas  samych,  gwałtownie 

pożąda miłości, szuka jej i tęskni za nią. 

— I zawsze kończy się to rozczarowaniem — zauważył hrabia. 

—  Czasami  —  sprostowała  Olinda  —  ale  nie  powinno  to 

zniechęcać do kolejnych prób. Miłość jest taka wspaniała dlatego, że 

nigdy się nie kończy i nigdy nie jest na nią za późno. 

— Któż nauczył panią takich rzeczy? — zapytał hrabia oschle. 

— Mój ojciec umarł, gdy miałam piętnaście lat— odpowiedziała 

—  jednak  zdążyłam  dowiedzieć  się  od  niego  bardzo  wiele  o  życiu. 

Kochał  piękno,  tak  jak  prawdopodobnie  inni  mężczyźni  mogą 

kochać... kobiety. 

— Tak właśnie myślałem... — zaczął hrabia i przerwał. 

Olinda spojrzała na niego czekając na koniec zdania. 

background image

— Rozmawiamy o takich sprawach — rzekł hrabia — a przecież 

spotkaliśmy się zaledwie kilka godzin temu... 

Olinda  poczuła  się  niezręcznie,  jakby  to,  co  powiedział,  było 

przymówką pod jej adresem, i znowu się zarumieniła. 

—  Przepraszam  —  powiedziała  pokornie  —  zachowałam  się 

bardzo niestosownie. Muszę już wracać do domu. 

— Nie, proszę. — Hrabia chwycił ją za rękę. — Nie to miałem na 

myśli.  Byłem  oschły  i  niemiły,  ale  tylko  dlatego,  że  pani  mnie 

zaskoczyła. 

Olinda siedziała na ławce, a on trzymał jej dłoń. 

—  Proszę  ze  mną  zostać  —  powiedział  błagalnie  —  ja  muszę  z 

kimś porozmawiać. Zachowywałem się szorstko dlatego, że pani mnie 

przestraszyła. 

— Ja? Przestraszyłam? — zdziwiła się Olinda. 

—  Bo  nieoczekiwanie  pani  się  tu  zjawiła,  bo  jest  pani  taka  inna, 

zupełnie  jak  nimfa  na  gobelinie  w  komnacie  księżnej.  —  Odetchnął 

głęboko.  —  Wciąż  wydaje  mi  się,  że  pani  zaraz  rozpłynie  się  w 

jeziorze i nigdy już się nie zobaczymy. 

Olinda milczała, a jego palce zacisnęły się na jej dłoni. 

— Czy pani istnieje naprawdę? — zapytał bardzo łagodnie. 

— Nie wiem — odpowiedziała niewyraźnie. 

 

Rozdział 4 

Hrabia uśmiechnął się i wyrecytował: 

Sen z nocnych ciemności, 

background image

Z księżyca i gwiazd łagodności. 

Iluzja! Miraż, obłuda kłamliwa, 

I tylko śmierć — śmierć jest prawdziwa. 

Echo niosło po wodzie jego głos. 

—  Jakieś  głębokie  rany  powodują  takie  rozgoryczenie  — 

powiedziała Olinda łagodnie. 

—  Dlatego  przyszedłem  tu,  aby  marzyć  i  oderwać  się  od 

rzeczywistości — odparł. — Jak dotąd, nie spotkałem tu nikogo. 

— Bardzo przepraszam, że przeszkodziłam. 

— Nie to miałem na myśli — rzekł pospiesznie. — Cieszę się, że 

pani tu jest, nadal wydaje mi się, że to tylko sen. 

Olinda  popatrzyła  na  jezioro,  w  którym  odbijały  się  gwiazdy. 

Księżyc stawał się coraz jaśniejszy i zmierzch przeradzał się w noc. 

— Pani mówiła o miłości — odezwał się hrabia. 

— Przepraszam, nie chciałam narzucać swojego zdania. 

— Bardzo chętnie posłuchałbym pani jeszcze. 

Olinda czuła, że coś się w nim zmieniło. 

—  Chciałbym  wiedzieć,  co  pani  o  nas  myśli  —  powiedział  z 

naciskiem. — Chciałbym znać bezstronną opinię obcej osoby. 

—  Wtedy,  w  komnacie  księżnej,  postąpiłam  bardzo  źle. 

Powinnam  była  się  pokazać,  gdy  tylko  usłyszałam  głosy  —  mówiła 

Olinda z nieszczęśliwą miną. 

— Pewnie bała się pani wywołać zamieszanie. Ja to rozumiem. — 

Po  chwili  dodał:  —  Naprawdę  bardzo  chciałbym  poznać  pani 

obiektywne zdanie. 

background image

Olinda patrzyła na niego zaskoczona. Nie mogła uwierzyć, że ją o 

to prosi! Hrabia chciał znać opinię swej pracownicy! 

— Boję się, że to, co powiem, będzie nieuprzejme — powiedziała 

drżącym głosem. 

—  Więc  umawiamy  się,  że  wszystko,  co  zostanie  tu  dziś 

wypowiedziane, będzie wolne od fałszu i konwenansów — dla dobra 

drugiej  strony.  Jeśli  chodzi  o  mnie,  pani  słowa  potraktuję  jak 

przesłanie od bogów. 

Olinda popatrzyła na dom. Okna lśniły złotawo, a kopuły odbijały 

światło księżyca. 

—  Tu  jest  tak  pięknie  —  powiedziała  łagodnie.  —  Pan  tutaj 

powinien znaleźć szczęście. 

— Próbowałem — odparł hrabia. — Szczęście poznałem tu jako 

dziecko,  a  teraz  nie  mogę  pogodzić  się  ze  skalaniem  wartości,  które 

szanowałem i w które kiedyś tak wierzyłem. 

Olinda domyśliła się, że mówił o matce. 

— Dla każdego młodego człowieka jest to bardzo bolesne. 

—  Cierpiałem  wtedy  tak  samo  jak  i  teraz!  —  rzekł  hrabia 

gwałtownie.  —  Ta  kobieta  jest  moją  matką  i  żoną  mojego  ojca.  Jak 

może zachowywać się w ten sposób? 

Olinda myślała, że hrabia powie jeszcze coś. Jednak on bał się, że 

ją  spłoszy  zbyt  gwałtownymi  słowami,  choć  takie  właśnie 

odzwierciedliłyby stan jego duszy. 

Po chwili powiedziała: 

background image

— Kiedyś mój papa mówił, że oceniamy innych według siebie, co 

nie pozwala nam zrozumieć do końca ich postępowania ani powodów, 

którymi się kierują. 

— Jak mam to rozumieć? — zapytał szorstko. 

—  Mój  ojciec  powiedział  —  ciągnęła  Olinda  —  że  nie  możemy 

zrozumieć  zachowania  złodzieja,  skoro  nigdy  nie  chcieliśmy  niczego 

ukraść  lub  jeśli  nigdy  nie  zaznaliśmy  głodu.  Jak  sędziowie  mogą 

wydać  sprawiedliwy  wyrok  za  morderstwo,  skoro  nigdy  nie  byli 

mordercami? Skąd mogą wiedzieć, jakie to uczucie? 

—  Wiem,  co  chce  pani  powiedzieć  —  rzekł  hrabia.  — 

Oczywiście, że wiem, jednak to nie dotyczy kobiet. 

—  Nie  ma  na  świecie  dwóch  identycznych  kobiet.  Jednak 

uważam,  że  wszystkie  szukają  miłości.  Czasami  nawet  robią  to 

nieświadomie, bo  rządzi  tym  przeznaczenie.  —  Przerwała  na  chwilę. 

— Jeśli przestają szukać i poddają się, wtedy przegrywają godząc się 

na to, co im dał los. 

— Jak może pani tak mówić? — zapytał hrabia. — Czy wie pani, 

jaki ból sprawia mi matka, akceptując kolejnych mężczyzn zesłanych 

jej przez los? 

Hrabia był bardzo wzburzony. 

—  Ja  bardzo  niewiele  wiem  —  odpowiedziała  Olinda.  —  Nigdy 

jeszcze nie zaznałam miłości, dlatego nie mam pojęcia, jaki ma wpływ 

na  ludzi.  —  Westchnęła.  —  Jednak  wiem,  że  niektóre  kobiety 

uważają, że w miłości najważniejsze jest ciało. Moim zdaniem ważny 

background image

jest także intelekt i dusza. Dopiero wszystko razem tworzy prawdziwą 

miłość. 

Mówiąc  to  myślała  o  Hortensji  de  Mazarin.  Wiedziała,  że  jej 

słowa  zabolały  hrabiego,  lecz  przecież  chciał  usłyszeć  prawdę. 

Hrabina nie mogła się pogodzić z utratą młodości i urody. Bała się, że 

mężczyźni  przestaną  ją  adorować,  bo  poza  ciałem  nie  miała  nic  do 

zaoferowania. 

—  Nie  wiem,  co  powinienem  teraz  uczynić.  Przecież  nie  mogę 

tolerować  takiego  postępowania  w  domu,  który  kiedyś  należał  do 

mojego ojca i do moich przodków — mówił hrabia rozgoryczony. 

Olinda  cieszyła  się,  że  zechce  z  nią  rozmawiać  tak  szczerze, 

chociaż  znała  tego  powody:  po  prostu  nie  bał  się  jej.  Była  obcą 

dziewczyną, która zjawiła się jak sen w jego życiu i prawdopodobnie 

jak sen zniknie. Ale właśnie ją — podejrzewała, że po raz pierwszy w 

życiu — prosił o pomoc. 

—  Uważam  —  zaczęła  Olinda  —  że  powinien  pan  tu  wrócić  i 

zająć  należne  miejsce,  doglądać  majątku  i  wywiązywać  się  z 

obowiązków w hrabstwie. 

— I tolerować tego człowieka! 

—  Każdy  z  nas  ma  swoje  własne  życie  i  nie  powinien  starać  się 

wtrącać do innych ani wpływać na ich decyzje. 

— To niemożliwe — powiedział hrabia cicho. 

— Każdy człowiek jest wyspą, prawie taką jak ta, na której teraz 

jesteśmy  —  ciągnęła  Olinda  —  a  jedyną  drogą  do  porozumienia  się 

powinien być most utworzony z... miłości. 

background image

Hrabia  nie  odezwał  się.  Wstał  wciąż  wpatrzony  w  jezioro,  a 

Olinda myślała, że patrzy głęboko w swoje serce. Być może dostrzegł, 

jak bezsensowny był jego gniew. Nie wiedziała, czy mu pomogła, czy 

też  jeszcze  bardziej  wszystko  zagmatwała.  To,  co  mówiła,  było 

szczere. Nie musiała dobierać słów — same cisnęły się na usta. 

Wstała  i  oddaliła  się  cicho.  Wracała  do  domu  przez  chiński 

mostek i przez ogród. Było dość światła, aby bezpiecznie poruszać się 

po ścieżkach. Cienie wydawały się groźne, jednak Olinda nie bała się. 

Dotarła bezpiecznie do domu i wkrótce znalazła się w swoim pokoju. 

Poczuła,  że  wraz  z  przestąpieniem  progu  znalazła  się  w  realnym 

świecie, opuszczając krainę zamglonych, nocnych marzeń. 

— Boże, spraw, aby posłuchał moich rad — modliła się w łóżku. 

Tej nocy do późna myślała o hrabi. 

 

W  bibliotece  na  dole  Feliks  Hanson  usłyszał,  jak  zegar  wybija 

wpół do pierwszej i kopnął ze złością kratę przed kominkiem. 

—  Do  diabła  z  tą  dziewczyną!  —  zaklął.  —  Dlaczego  nie 

przyszła, skoro jej kazałem? 

Nieobecność  Olindy  tłumaczył  sobie  tylko  strachem  przed 

zdemaskowaniem.  Nie  przyszło  mu  do  głowy,  że  ona  po  prostu  nie 

chce  przyjąć  jego  zalotów.  Rzadko  dostawał  kosza  od  pięknych 

kobiet,  a  cóż  dopiero  od  jakiejś  pospolitej  hafciarki,  która  musi 

zarabiać na  chleb!  Był  pewien,  że  jest  tylko  kwestią  czasu, a ulegnie 

mu ochoczo, jak robią zazwyczaj kobiety jej stanu.  

background image

Kłopot w tym, że hrabina była bardzo czujna i Feliks rzadko miał 

sposobność  adorować  inne  kobiety.  Tej  nocy  niespodziewany 

przyjazd hrabiego odwrócił jej uwagę i była to doskonała okazja, aby 

poznać  lepiej  tę  piękną  szarooką  dziewczynę,  która  od  pierwszej 

chwili  bardzo  mu  się  spodobała.  Spokojna,  bezpretensjonalna, 

skromna i niedoświadczona. Oczywiście, kiedy za sprawą Feliksa nie 

będzie można użyć tego ostatniego określenia, stanie się jak wszystkie 

inne: wymagająca, zaborcza i despotyczna. 

Feliks  obiecał  sobie  jednak,  że  kiedyś  i  tak  spotka  się  z  Olindą 

sam  na  sam,  nie  bacząc na hrabinę  ani na to,  co  z  tego  wyniknie.  W 

gniewie znowu kopnął kratę przed kominkiem. Był zmęczony. Nigdy 

przedtem nie czekał na kobietę tak długo. 

Rola przyjaciela hrabiny wdowy miała swoje zalety, choć ostatnio 

Feliks  coraz  dotkliwiej  zaczynał  odczuwać  także  wady  swej  pozycji. 

Był  synem  prawnika.  Pochodził  z  małego  miasteczka.  Jego  ojciec 

zdobywał  praktykę  nie  tylko  wśród  mieszkańców  miasteczka,  lecz 

także  wśród  szlachty  ziemiańskiej,  dla  której  był  tanim  i  wygodnym 

doradcą prawnym.  

Skąpił  i  oszczędzał,  aby  tylko  dać  Feliksowi  solidne 

wykształcenie  w  dobrych  prywatnych  szkołach,  a  potem  na 

uniwersytecie  w  Cambridge.  Miał  nadzieję,  że  syn  zdobędzie 

stypendium,  jednak  szybko  okazało  się,  że  nie  jest  on  pracowitym 

studentem. Nie przykładał się do nauki, ku rozpaczy  ojca, który miał 

nadzieję, że Feliks zdobędzie dyplom i przejmie po nim pałeczkę. 

background image

Młody człowiek szybko odkrył, że Cambridge może dać mu wiele 

przyjemności,  których  nie  zaznał  nigdy  w  rodzinnych  stronach. 

Wkrótce  znalazł  się  w  grupie  studentów,  którzy  podobnie  jak  on 

przedkładali  przyjemności  nad  naukę,  czym  doprowadzali  do 

rozpaczy swoich rodziców. 

Nie  dostał  dyplomu  z  Cambridge,  ale  wyniósł  stamtąd 

powierzchowną wiedzę, która pozwalała mu dość swobodnie poruszać 

się  w  eleganckim  towarzystwie,  i  niezachwianą  pewność  siebie  w 

stosunku do kobiet. Postanowił to wykorzystać i rzeczywiście nie miał 

z tym trudności. 

Przebywał  w  domach  znanych  osobistości  i  romansował  z 

kobietami,  które  pomagały  mu  piąć  się  na  wyższe  szczeble  w 

towarzystwie i dawały komfort życia codziennego, bez którego już nie 

umiał  się  obejść.  Ktoś  powiedział  o  nim  kiedyś  z  pogardą:  kochliwy 

niebieski ptak, i to było właściwe określenie. 

Zdecydował, że ożeni się z bogatą dziedziczką i zapomni o swym 

niechlubnym  pochodzeniu,  żyjąc  w  rozrzutnym  i  pustym  światku, 

który  bardzo  mu  odpowiadał.  Jedyny  problem  stanowili  ojcowie 

tychże  dziedziczek,  którzy  mieli  dużo  więcej  zdrowego  rozsądku  niż 

ich żony i córki. Zanim zdążył oświadczyć się pannie — już odsuwali 

go od upatrzonego łupu i informowali, że traci swój czas.  

Dosyć  często  zdarzały  się  jednak  mężatki,  które  znudzone 

nieudanym  pożyciem  małżeńskim,  chętnie,  choć  ostrożnie,  flirtowały 

z  przystojnym  kawalerem  bez  zobowiązań.  W  ten  sposób  Feliks  piął 

background image

się  coraz  wyżej.  Czasami  zdarzało  mu  się  nawet  gościć  na 

przyjęciach, gdzie honorowym gościem był sam książę Walii. 

Na jednym z takich wieczorów poznał hrabinę wdowę po hrabi z 

Kelvedonu.  Rozelina  pokazała  się  wtedy  w  towarzystwie  tuż  po 

okresie obowiązującej żałoby po śmierci męża. Była znudzona wsią i 

czarną  krepą,  którą  musiała  nosić  wedle  zarządzenia  królowej 

Wiktorii.  Przez  rok  nie  chodziła  na  bale  i  przyjęcia,  więc  bardzo 

chciała nadrobić stracony czas.  

Wciąż  bardzo  piękna  i  zgrabna  mimo  ukończonych  czterdziestu 

siedmiu  lat,  robiła  na  wszystkich  wielkie  wrażenie.  Wyrafinowana  i 

doświadczona  w  postępowaniu  z  mężczyznami,  była  bardziej 

namiętna  niż  jakakolwiek  kobieta,  z  którą  Feliks  kiedykolwiek 

romansował. Od początku był nią zachwycony i pierwszy raz w życiu 

— zakochał się. Jednakże egoizm nie pozwolił mu zbyt długo skupiać 

uwagi na innej niż własna osobie. 

Początkowo  byli  ze  sobą  szczęśliwi.  Potem  coraz  dotkliwiej 

zaczął  odczuwać  jej  despotyzm  i  niszczycielską  zazdrość.  Nie  ufała 

mu i chciała, aby jak najwięcej czasu spędzał w Kelvedonie. A Feliks 

nie lubił wsi. Kochał Londyn, rozrywki, towarzystwo. To go bawiło i 

podniecało.  Nie  był  w  Kelvedonie  szczęśliwy.  Ani  przeszłość  tego 

domu,  ani  dzieła  sztuki  tu  zgromadzone  wcale  go  nie  obchodziły. 

Natomiast  uwielbiał  wydawać  polecenia  dla  armii  służących,  gdyż 

dawało mu to poczucie, że jest kimś ważnym. 

Drogi samochód był tylko jego zachcianką, bez której mógłby się 

świetnie  obejść.  To  prawda,  że  jazda  sprawiała  mu  przyjemność, 

background image

podobnie jak zwycięska partia tenisa czy golfa. Lecz cóż z tego, jeśli 

nie podziwiały go piękne kobiety, gdy siedział za kierownicą, a on nie 

widział zachwytu w ich oczach? 

— Wróćmy do Londynu — błagał hrabinę, gdy nadeszła wiosna. 

—  Po  co?  —  odpowiadała.  —  Zdajesz  sobie  sprawę,  że 

musiałabym  kupić  ci  oddzielne  mieszkanie.  W  rodzinnym  domu  na 

Grosvenor Square nie moglibyśmy być razem, tak jak tutaj. 

— Dlaczego nie? — pytał nadąsany. 

—  Ponieważ,  mój  drogi  Feliksie,  dostalibyśmy  się  na  języki  i 

królowa potępiłaby nasz związek. 

Był  to  dla  Feliksa niezbity  argument.  Kiedyś  usiłował  przekonać 

hrabinę,  aby  wyszła  za  niego  za  mąż,  lecz  dowiedział  się,  że  wtedy 

utraciłaby  wszelkie  prawa  do  pieniędzy,  którymi  rozporządzała.  Jej 

zmarły  mąż  sporządził  testament,  kiedy  Roque  był  jeszcze  małym 

chłopcem.  Żonę  uczynił  główną  spadkobierczynią.  Mogła  dowolnie 

rozporządzać ogromną rodzinną fortuną.  

Hrabia  bał  się,  że  gdyby  niespodziewanie  umarł,  jego 

niepełnoletni  syn,  Roque,  miałby  kłopoty  z  rozsądnym  zarządzaniem 

pieniędzmi. Jednak lata mijały, Roque ukończył dwadzieścia jeden lat, 

a  on  nie  zmienił  testamentu.  Kiedy  umarł,  warunki  testamentu 

zaszokowały jego syna. „Jak mógł zrobić coś takiego?" — zastanawiał 

się zrozpaczony. 

Wiedział,  że  ojciec  bardzo  kochał  żonę.  Z  pewnością,  nigdy  nie 

przypuszczał,  że  po  jego  śmierci  syn  popadnie  w  konflikt  z  matką, 

gdy  Feliks  Hanson  zamieszkał  w  Kelvedonie.  Ale  teraz  znudzony 

background image

życiem  na  wsi  Feliks  postanowił  wyrwać  się  ze  swego  więzienia. 

Wkrótce  ukończy  dwadzieścia  siedem  lat,  a  przecież  nic  jeszcze  nie 

osiągnął.  Jeśli  w  porę  nie  ustawi  się  w  życiu,  zestarzeje  się  jak 

Rozalina i będzie już za późno. 

To  prawda,  że  dostał  od  hrabiny  wiele  kosztownych  prezentów, 

jednak  nie  miał dostępu  do  gotówki.  Zastanawiał  się,  jak  powiedzieć 

jej o swych długach: w banku był zadłużony na ponad cztery tysiące 

funtów.  Krawcowi  winien  był  około  tysiąca.  „Najpilniejszym 

problemem  są  teraz  te  długi,  a  potem  muszę  koniecznie  stąd  uciec." 

Do  czasu  znalezienia  bogatej  żony  postanowił  utrzymywać  się  z 

własnych pieniędzy. 

Stwierdził,  że  zrobił  błąd  szukając  żony  wśród  młodych 

dziewcząt,  lepsza  byłaby  bogata  wdowa  lub  też  stara  panna,  która,  z 

powodu  swych  wątpliwych  wdzięków,  nie  znalazła  męża.  Taka  z 

pewnością przyjęłaby  Feliksa, który  był przecież bardzo atrakcyjnym 

mężczyzną. 

Świat  poza  Kelvedonem  oferował  wiele  możliwości.  Tutaj  czuł 

się  jak  w  klatce,  a  Rozelina  z  każdym  dniem  stawała  się  bardziej 

wymagająca  i  władcza.  Wiedział,  że  bardzo  jej  na  nim  zależy  i 

zdecydował,  że  wykorzysta  to,  aby  uregulować  swe  zobowiązania. 

Tymczasem  postanowił  zabawić  się  trochę  z  szarooką  dziewczyną. 

Nie spodziewał się żadnych oporów z jej strony. 

Uśmiechnął  się,  spojrzał  w  lustro  na  swe  odbicie  i  stwierdził,  że 

niewątpliwie  jest  wyjątkowo  przystojnym  mężczyzną.  Żadna  kobieta 

background image

mu  się  nie  oprze.  Miał  jeszcze  szanse  zdobyć  coś  w  życiu,  ale  tu,  w 

Kelvedonie, tracił tylko czas. 

„Porozmawiam  z  Rozelina  o  tych  rachunkach  przy  pierwszej 

nadarzającej  się  okazji"  —  zdecydował  i  z  zuchwałym  wyrazem 

twarzy  wyszedł  z  biblioteki  prosto  do  swojej  sypialni.  Wiedziony 

przyzwyczajeniem  skierował  się  do  pokoju,  który  zajmował  przez 

ostatnie  dwa  lata.  Dopiero  po  chwili  przypomniał  sobie,  że 

przeniesiono go do innego po drugiej stronie korytarza. 

Nie  był  ani  tak  duży,  ani  okazały  jak  poprzedni,  ale  Feliksa  nie 

interesowało  wnętrze.  Rozmyślał  o  swej  przyszłości,  a  także  o 

pewnych  bardzo  atrakcyjnych  ustach,  które  obiecał  sobie  pocałować 

przed wyjazdem. 

Rano,  gdy  Olinda  jadła  śniadanie,  Lucy  przyniosła  najświeższe 

nowiny. 

—  Jaśnie  pan  pojechał  na  przejażdżkę  konną  —  mówiła.  — 

Słyszałam od pana Burrowsa, że Abbey, który zajmuje się końmi, był 

bardzo  zadowolony,  gdy  jaśnie  pan  polecił  mu  przygotować 

najlepszego konia na ósmą. 

—  Hrabia  pewnie  świetnie  jeździ  konno  —  zauważyła  Olinda 

obojętnym tonem. 

—  Jest  niezrównany,  tak  mówi  Abbey,  a  i  konie  bardzo  się 

cieszyły, bo to nie to samo wozić stajennego czy pana w siodle. 

Olinda  skinęła  głową.  Pospiesznie  kończyła  śniadanie,  aby  udać 

się  do  pracy.  Kiedy  wstawała  od  stołu,  do  pokoju  weszła  pani 

Kingston. 

background image

— Dzień dobry, panno Selwyn. 

— Dzień dobry. 

—  Przed  chwilą  oglądałam  pani  wczorajszą  pracę,  muszę 

przyznać,  że  wygląda  bardzo  dobrze.  Prawie  nie  widać  miejsca,  w 

którym była dziura. Jaśnie pani na pewno będzie bardzo zadowolona. 

— Dziękuję pani. 

Pani Kingson położyła pudełko na stole. 

—  Są  tu  jedwabne  nici,  które  można  było  dostać  w  Derby,  po 

resztę wysłałam już zamówienie do Londynu. 

—  Tymi  nićmi  zreperuję  jedynie  zasłony  w  pokoju  księżnej. 

Możliwe,  że  do  innych  pokoi  będę  potrzebować  jeszcze  innych 

kolorów, a na pewno dużo złotej i srebrnej nici. 

— Spodziewałam się tego, panno Selwyn. To wszystko jest takie 

drogie, także nici. W ogóle wciąż wszystko drożeje, nie mam pojęcia, 

jak będziemy sobie radzić, jeśli nic się nie zmieni. 

— To prawda — zgodziła się Olinda. 

Lucy wyszła z pokoju, a pani Kingston powiedziała półgłosem do 

Olindy: 

—  Polecono  mi  oprowadzić  po  domu  tę  aktoreczkę,  którą  jaśnie 

pan  ze  sobą  przywiózł.  Przyznaję,  że  niezbyt  się  z  tego  cieszę.  Czy 

taka osoba może w ogóle coś wiedzieć o antykach? 

— Może zaciekawią ją francuskie pokoje? — podsunęła Olinda i 

pomyślała, że chętnie poznałaby mademoiselle le Bronc. 

background image

— Też tak myślałam. Przyprowadzę ją do pokoju księżnej. Proszę 

się  nie  dziwić,  kiedy  ją  pani  zobaczy.  Tego  rodzaju  osób  raczej  nie 

przyjmujemy w Kelvedonie. 

Ochmistrzyni  pokręciła  głową  z  pogardą  i  wyszła  z  pokoju,  a 

Olinda uśmiechnęła się i zamyśliła. Wiedziała, po co hrabia przywiózł 

ze  sobą  tę  pannę.  Musiał  dla  niej  wiele  znaczyć,  skoro  zgodziła  się 

pojechać z nim w tak długą i męczącą podróż. 

Olinda wróciła myślami do ostatniego wieczoru. To było jak sen, 

w  którym  tak  szczerze  i  otwarcie  rozmawiała  z  hrabią.  Ośmieliła  się 

mówić  nawet  o  miłości  z  zupełnie  obcym  mężczyzną  i,  co  więcej, 

podjęła  krytykę  postępowania  jego  matki.  Trudno  uwierzyć,  że 

siedzieli razem wpatrzeni w jezioro i rozmawiali tak jak dwoje bardzo 

bliskich sobie ludzi.  

Wszystko  było  takie  naturalne.  Słowa  same  cisnęły  się  na  usta. 

Oboje  całkiem  swobodnie  i  bez  żadnego  skrępowania  wyrażali  swe 

poglądy. Tak było wczoraj przy świetle księżyca. Wtedy Olinda czuła 

się  pewniej.  W  świetle  dnia  czułaby  się  bardzo  zakłopotana  i 

onieśmielona. „Na pewno nie posłucha moich rad i wróci do Paryża" 

— usiłowała być obojętna, jednak nie mogła odwrócić swej uwagi od 

jego osoby, kiedy pracowała w pokoju księżnej.  

Siedziała  skupiona  nad  szyciem  i  swoimi  myślami,  kiedy 

niespodziewanie usłyszała głos pani Kingston: 

—  Ten  pokój  z  pewnością  panią  zainteresuje,  mademoiselle. 

Spała w nim księżna de Mazarin, kiedy przebywała w tym domu wraz 

z królem Karolem II. Działo się to ponad dwieście lat temu. 

background image

Olinda  wstała  z  podłogi.  Ujrzała  przesadnie  wystrojoną  pannę  o 

dużych,  zmysłowych  ustach,  pomalowanych  na  jaskrawoczerwony 

kolor.  Tuszowane  rzęsy,  jasne  farbowane  włosy  i  ciemne  brwi 

kontrastowały 

bladą 

cerą. 

Wszystko 

razem 

wyglądało 

ekstrawagancko, ale było bardzo francuskie.  

Miała na sobie suknię w czarno-białe paski z odrobiną czerwieni, 

która  pasowała  do  czerwonych  ust,  paska  i  domowych  pantofli,  a  na 

głowie  mały  kapelusik  ozdobiony  ptasimi  piórami,  jakiego  z 

pewnością żadna Angielka nie ośmieliłaby się włożyć. 

Panna  le  Bronc  wyglądała  dość  prowokująco,  ale  wesoło  i 

uwodzicielsko. Kiedy rozglądała się po pokoju, jej usta rozchyliły się 

w  figlarnym  uśmiechu  i  Olinda  stwierdziła,  że  hrabia  zaprosił 

niezwykle zabawną towarzyszkę do podróży. 

— To  właśnie jest łoże księżnej — mówiła pani Kingston wolno 

jak  przewodnik,  który  oprowadza  po  zamku  niezbyt  rozgarnięte 

dziecko.  —  A  oto  zasłony  darowane  ówczesnym  gospodarzom 

Kelvedonu za okazaną gościnność. 

Pani Kingston spojrzała na Olindę. 

—  Właśnie  panna  Selwyn  naprawia niektóre  wzory,  które  uległy 

zniszczeniu w ciągu wieków. 

— Bonjour, mademoiselle — odezwała się Olinda. 

—  Umiesz  mówić  po  francusku?  —  zapytała  w  tym  samym 

języku panna le Bronc. 

—  Oui,  mademoiselle,  lecz  nieczęsto  nadarza  mi  się  okazja 

rozmowy z rodowitym Francuzem. 

background image

—  Voyons,  więc  musimy  trochę  porozmawiać,  nieprawdaż?  — 

powiedziała panna le Bronc. — Czy mogę zobaczyć, co tu robisz? 

Olinda pokazała swą pracę. 

—  Jesteś  w  tym  świetna!  —  krzyknęła  po  francusku  panna  le 

Bronc. — Znam się trochę na szyciu, nauczyły mnie tego  zakonnice, 

ale  nie  potrafię  szyć  tak  dobrze  jak  ty!  Wygląda  to  wspaniale. 

Merveilleux! 

—  Merci,  mademoiselle  —  odpowiedziała  grzecznie  Olinda,  po 

czym  z  ciekawości  zapytała:  —  Jak  się  pani  bawi  w  Anglii?  Jest  tu 

pani po raz pierwszy? 

—  Tak  —  odparła  mademoiselle  —  twój  kraj  jest  bardzo  ładny, 

jednak  nie  czuję  się  tu  dobrze.  Ja  kocham  Paryż,  teatry,  tańce,  ruch. 

Tutaj nic się nie dzieje. 

Olinda zaśmiała się. 

— Przyzwyczai się pani — powiedziała spokojnie. 

— Mon Dieu, non! — zaprzeczyła żywo panna le Bronc. — Ja nie 

chcę tego, a poza tym mam swoją pracę i swoją karierę! 

— Oczywiście, pani jest przecież aktorką. 

—  Jestem  tancerką,  mademoiselle,  tańczę  w  Moulin  Rouge.  — 

Spojrzała  na  Olindę  i  uśmiechnęła  się.  —  Na  pewno  nie  słyszałaś  o 

takim kabarecie. To nie dla takich grzecznych panienek jak ty. A jest 

to świetna zabawa, szczególnie dla mężczyzn. 

— Czy podoba się też jaśnie panu? 

— On dobrze się bawi jedynie wtedy, gdy nie myśli o tym domu 

—  odparła  mademoiselle,  wznosząc  ręce.  —  Tiens!    Przecież  on 

background image

ciągle  mówi  tylko  o  Kelvedonie!  —  Westchnęła.  —  Czasami pytam: 

„Jak  możesz  kochać  Kelvedon?  Przecież  do  kochania  są  kobiety.  To 

one są ciepłe, dobre, ekscytujące. Dlaczego ciągle myślisz o domu?" 

— Zabawne — uśmiechnęła się Olinda. 

— Nie jest to zabawne dla kobiety, która musi wciąż tego słuchać 

—  odpowiedziała  mademoiselle.  —  Milord  potrafi  być  uroczy, 

przystojny  i  czarujący,  ale  kiedy  mówi  o  Kelvedonie,  jest  bardzo 

angielski i strasznie nudny. 

Ostatnie  słowa  wymówiła  niemal  z  odrazą,  a  potem  się  śmiała. 

Czerwone usta zaokrągliły się wdzięcznie, a oczy wyglądały jak małe 

szczelinki. Pani Kingston, która nie rozumiała ani słowa po francusku, 

przenosiła  wzrok  z  jednej  na  drugą.  Po  chwili  poczuła  się 

zaniepokojona i odezwała się szorstko: 

—  Myślę,  że  już  czas,  mademoiselle,  aby  udać  się  do  innych 

pomieszczeń na tym piętrze. 

— Widziałam już dosyć! — ucięła zdecydowanie panna le Bronc. 

—  Te  sale  są  zbyt  wielkie  i  przeraźliwie  puste.  Powinny  być 

wypełnione  wesołymi  ludźmi,  którzy  śpiewaliby  tu,  tańczyli  i  pili 

wino. — Rozejrzała się po pokoju i powiedziała zaczepnie: — Dobrze 

zrobiono  we  Francji  podczas  Rewolucji:  Wszystkie  meble  z 

zabytkowych chdteawc zostały wyniesione i spalone! 

— Spalone! — krzyknęła bliska omdlenia pani Kingston. —Ależ 

każdy  taki  mebel  jest  wart  tysiące  funtów  i,  co  ważniejsze,  jest 

odrobiną historii całego narodu. 

background image

— Cóż to jest historia? — zapytała panna le Bronc machając ręką 

lekceważąco.  —  Mnie  interesuje  moje  własne  życie,  nie  innych.  — 

Odwróciła  się  do  Olindy  i dodała: —  Dobrze  się  zastanów.  Będziesz 

szyć, kiedy się zestarzejesz, a teraz używaj życia, kiedy jeszcze jesteś 

młoda!  Jeśli  kiedyś  przyjedziesz  do  Paryża,  pokażę  ci,  jak  ludzie 

potrafią się bawić! 

— Dziękuję, mademoiselle — odpowiedziała grzecznie Olinda — 

jednak  uważam,  że  jest  mało  prawdopodobne,  abym  się  kiedyś  tam 

znalazła. 

—  Czy  nie  ma  już  pani  ochoty  zwiedzać  domu?  —  z 

niedowierzaniem zapytała pani Kingston. 

— Non, merci — odpowiedziała panna le Bronc. — Zobaczę, czy 

monsieur  wrócił  już  z  przejażdżki.  Bardzo  chętnie  napiję  się  z  nim 

wina. Na to właśnie mam teraz ochotę. 

Wyszła  z  pokoju,  a  pani  Kingston  spojrzała  na  Olindę 

rozpaczliwie  unosząc  brwi.  Olinda  śmiała  się  głośno,  zasiadając  do 

pracy.  Nie  było  wątpliwości,  że  panna  le  Bronc  to  bardzo  zabawna 

osóbka,  a  jednak  nawet  w  jej  towarzystwie  hrabia  nie  przestawał 

myśleć o Kelvedonie. 

Było  w  tym  coś  patetycznego.  Pośród  wszystkich  uciech  Paryża 

hrabiego przejmowała troska o rodzinny dom. Olinda żachnęła się na 

tę  myśl.  Przecież  hrabia  nie  był  jakimś  bohaterem  sztuki,  który 

przebywał  za  granicą  na  wygnaniu.  Sam  rozmyślnie  skazał  się  na 

banicję,  unikając  odpowiedzialności  za  losy  majątku,  choć  dobrze 

wiedział, że jego miejsce jest tu, w hrabstwie, wśród poddanych. „Nie 

background image

powinnam  być  wczoraj  tak  krytyczna  wobec  niego  —  rozmyślała 

Olinda — a jednak jestem bardzo ciekawa, czy posłucha moich rad."  

„Pamiętaj,  że  jesteś  tylko  hafciarką!"  —  powiedziała  sobie 

twardo,  a  mimo  to  jej  serce  zabiło  gwałtownie,  kiedy  usłyszała,  że 

ktoś wchodzi do pokoju. Miała nadzieję, że to hrabia chce ją zobaczyć 

w świetle dnia. Kiedy kroki zbliżyły się do łoża, podniosła głowę: stał 

przed  nią  Feliks  Hanson  we  własnej  osobie.  Popatrzyła  na  niego 

zaskoczona i jednocześnie trochę rozczarowana. 

— Ach, to pan! — krzyknęła odruchowo. 

—  Tak,  to  ja.  Nie  przyszła  góra  do  Mahometa,  przyszedł 

Mahomet do góry. Dlaczego wczoraj się nie zjawiłaś? 

—  Nie  wierzę,  że  czekał  pan  na  mnie  —  powiedziała  Olinda, 

nisko pochylając głowę nad zasłoną. 

—  Ależ,  oczywiście,  że  czekałem.  Prawie  do  pierwszej  w  nocy. 

Jak możesz być tak niewdzięczna? 

— Niewdzięczna? — powtórzyła zdziwiona Olinda. 

Spojrzała  na  niego.  Stał  niedbale  oparty  o  słup  łoża.  Miał  coś 

takiego w oczach, że Olinda pospiesznie odwróciła wzrok. 

—  Gdyby  nie  moja  skromna  osoba  —  rzekł  —  zostałabyś 

odesłana  do  domu.  Nie  miałabyś  nawet  szans,  aby  pokazać,  co 

potrafisz. Zresztą, jesteś za ładna i nie powinnaś pracować. 

Powiedział  to  niemal  pieszczotliwie,  jednak  Olinda  ostro 

zareagowała: 

—  Jeśli  to  prawda,  to  bardzo  dziękuję.  A  teraz  proszę  zostawić 

mnie w spokoju, bo mam jeszcze wiele do zrobienia. 

background image

—  Bardzo  mnie  to  cieszy  —  powiedział  —  bo  to  oznacza,  że 

zostaniesz dłużej. Chciałbym z tobą porozmawiać, droga Olindo. 

— Nazywam się Selwyn! 

—  Olinda  brzmi  wiele  ładniej,  a  poza  tym  nie  będziemy  tracić 

czasu na wstępy! 

— Wstępy? Do czego? — zapytała zdziwiona. 

—  Lepszego  poznania  się  —  odparł  czule.  —  Masz  prześliczne 

usta. 

—  Nie  ma  pan  prawa  mówić  do  mnie  w  ten  sposób,  panie 

Hanson! 

— A któż mi nie pozwoli? 

—  Jaśnie  pani,  z  pewnością,  nie  byłaby  zadowolona,  gdyby 

wiedziała, że wdaje się pan w rozmowy z jej pracownicą! 

— Ona nie powinna się niczego domyślać, dlatego oboje musimy 

być  bardzo  czujni  —  powiedział  Feliks.  —  Ostatniej  nocy 

zmarnowaliśmy  świetną  okazję,  jaka  może  nie  nadarzyć  się  przez 

kilka następnych dni! Ale spotkajmy się dziś późnym popołudniem. 

Olinda popatrzyła na niego. 

—  Nie  zamierzam  się  z  panem  spotykać,  panie  Hanson!  — 

odpowiedziała szorstko. 

— Chcesz udawać „trudną do zdobycia"? — zapytał łagodnie. — 

Zgoda,  odrobina  oporu  nie  zaszkodzi.  Rezultat  będzie  tym 

przyjemniejszy. 

background image

—  Nie  będzie  żadnych  rezultatów!  —  zareagowała  ostro  Olinda. 

—  Jeśli  pan  nie  przestanie,  zaraz  pójdę  do  jaśnie  pani,  aby 

powiedzieć, że przeszkadza mi pan w pracy! 

Miała  nadzieję,  że  ta  groźba  go  zaniepokoi,  jednak  on  tylko 

zaśmiał się szyderczo, a złowrogie echo niosło się po pokoju. 

—  Podobasz  mi  się,  tylko  dlaczego  mówisz  takie  głupstwa? 

Przecież wiesz dobrze, że nie zrobisz nic takiego. 

— Zrobię, jeśli pan zaraz stąd nie wyjdzie! 

—  Czy  to  znaczy,  że  chcesz  bardzo  szybko  spakować  swoje 

rzeczy  i  opuścić  ten  dom?  —  znowu  się  roześmiał.  —  Nie  rób 

głupstw,  Olindo.  Jaśnie  pani  umie  rzucać  kości,  ty  masz  tu  mniejsze 

szanse niż ja! 

Olinda  przyznała  mu  w  duchu  rację.  Usiłowała  skupić  się  na 

szyciu. 

— Tak więc po małej potyczce, w której odniosłem zdecydowane 

zwycięstwo, musisz to przyznać, porozmawiajmy rozsądnie. 

— Nie mamy o czym — rzekła Olinda. 

— Miałbym wiele do powiedzenia, ale jeden pocałunek wyraziłby 

najlepiej moje uczucia. 

Olinda opuściła zasłonę na kolana. 

— Proszę posłuchać, panie Hanson — powiedziała. — Jestem tu 

dlatego, że potrzebuję pieniędzy. Moja matka jest ciężko chora i tylko 

pracując  mogę  zapewnić  jej  jedzenie  i  leki,  które  trzymają  ją  przy 

życiu.  Nie  chcę  narażać  jej  zdrowia  romansując  tu  z  panem  lub 

kimkolwiek innym. Proszę zostawić mnie w spokoju! 

background image

Hanson znowu się zaśmiał. 

— Świetnie — powiedział — a oto akt drugi: niewinna dziewica i 

niegodziwy baron. Zrobiłabyś majątek występując na scenie! 

— Wszystko, co powiedziałam, jest szczerą prawdą! 

—  Ależ  oczywiście.  Mnie  interesuje  jednak  twoja  ładna  buzia  i 

zamierzam  zdobyć  swoje  całusy  wcześniej  czy  później.  Opór  na  nic 

się nie zda. 

Uczynił  krok  w  jej  stronę.  Olinda  przestraszyła  się  trochę,  choć 

wiedziała, że trudno byłoby mu ją pocałować, gdyż siedziała nadal na 

podłodze, jednak serce zaczęło bić jak oszalałe. 

—  No  chodź,  moja  słodka  —  powiedział  głosem,  który  z 

pewnością  większość  kobiet  uznałaby  za  uwodzicielski  —  jesteśmy 

przy końcu drugiego aktu. 

Wyciągnął ku niej ręce i Olinda zrozumiała, że zamierza unieść ją 

z podłogi. Odsunęła się i chwyciła długie nożyczki krawieckie. Kiedy 

zobaczyła  jego  rękę  tuż  przed  sobą,  zadała  nimi  cios  i  ostry  koniec 

zostawił krwawy ślad na skórze tuż ponad kciukiem. Krzyknął z bólu, 

jednak szybko się opanował wkładając zranioną rękę do ust. 

— Ty mała jędzo! 

Ssał  skaleczoną  dłoń  patrząc  na  nią  ze  złością.  Po  chwili,  może 

dlatego,  że  wydawała  się  taka  mała,  bezradna  i  przerażona,  nagle 

zaczął mówić innym tonem. 

—  Jeśli  nie  przestaniesz  zachowywać  się  w  ten  sposób,  będziesz 

miała  kłopoty—  zagroził.—  Mogę  powiedzieć  milady,  że  jesteś 

niebezpieczna, a wtedy nie będziesz mogła tu zostać ani chwili dłużej. 

background image

—  Wtedy  musiałby  pan  również  wyjaśnić, dlaczego  go  zraniłam 

— odpowiedziała Olinda. 

—  Masz  na  wszystko  odpowiedź.  Tyle  że  ja  nie  zamierzam 

poddawać się tak szybko. Poza tym, mówiłem już, że podobają mi się 

kobiety  z  charakterem  i  będę  miał  wielką  satysfakcję,  Olindo,  kiedy 

cię zdobędę i sprawię, że mnie pokochasz wbrew swej woli. 

—  Nigdy  nie  pokocham  pana!  Nigdy!  —  odpowiedziała  Olinda 

stanowczo. —A to, co pan nazywa miłością, wcale nią nie jest. 

—  Skąd  możesz  wiedzieć,  skoro  nigdy  tego  nie  przeżyłaś?  — 

zapytał. — Stawiam swą reputację, że nigdy jeszcze nie kochałaś się z 

mężczyzną,  i  nie  byłbym  zdziwiony,  gdyby  okazało  się,  żeś  nie 

zaznała rozkoszy pocałunku. 

Wbrew swojej woli Olinda zarumieniła się po koniuszki uszu. 

— Byłem tego pewien! — triumfował. — Mogę cię zapewnić, że 

nikt nie nauczy cię korzystać z tych przyjemności lepiej niż ja. 

—  Bardzo  chciałabym  zostać  już  sama  —  powiedziała  oschle 

Olinda. 

Feliks Hanson wciąż ssał ranę, z której sączyła się krew. 

— Intrygujesz mnie — rzekł. — Jest to dla mnie wyzwanie. 

—  Prosiłam  tylko,  żeby  zostawił  mnie  pan  w  spokoju  — 

powiedziała zmęczonym głosem Olinda. 

—  Czyli  prosiłaś  o  to,  czego  nie  mam  zamiaru  uczynić. 

Zobaczymy, kto wygra! 

Ruszył  w stronę drzwi. Już miał chwycić za klamkę, kiedy nagle 

otworzyły się same. 

background image

— Co ty tu robisz, Feliksie? 

Stanęła przed nim hrabina. 

 

Rozdział 5 

Pierwszy odezwał się Feliks: 

—  Wszedłem  tu  po  ręcznik.  Popatrz!  —  znalazł  natychmiast 

wytłumaczenie. 

Musiał pokazać swą zranioną dłoń, bo zapytała szorstko: 

— Co się stało? Kto ci to zrobił? 

— Znajdź coś, abym mógł to opatrzyć. Bardzo boli. 

Mówiąc  to  wziął  hrabinę  za  rękę  i  wolno  poprowadził  w  stronę 

korytarza.  Olinda  słyszała  oddalające  się  głosy.  Kiedy  zupełnie 

umilkły, nieco się odprężyła. W pierwszej chwili była przekonana, że 

hrabina domyśli się, po co naprawdę Hanson wszedł do pokoju. Potem 

miała wrażenie, że zaczął panować nad sytuacją.  

„Dlaczego  nie  chce  zostawić  mnie  w  spokoju?"  —  zastanawiała 

się  rozpaczliwie.  Była  przerażona.  W  każdej  chwili  groziło  jej 

niebezpieczeństwo. 

— Jak się to stało? — zapytała hrabina, kiedy Feliks prowadził ją 

korytarzem. 

— Potknąłem się o jedną ze zbroi i upadłem — odpowiedział. — 

Zupełnie  nie  mam  pojęcia,  po  co  stoi  tego  tyle  w  korytarzu.  Ręka 

potwornie mnie boli! 

background image

—  Po  co  wchodziłeś  do  tamtego  pokoju?  —  pytała  hrabina 

patrząc  na  niego  podejrzliwie.  —  Pani  Kingston  prosiła,  abym 

obejrzała pracę tej dziewczyny, a ja ciebie tam znalazłam! 

— Jaka dziewczyna? O czym ty mówisz? 

— Ta, która naprawia wzory zasłon. Nalegałeś, aby ją przyjąć — 

mówiła hrabina. — Jeśli jest teraz w pokoju księżnej, to kłamiesz, że 

jej tam nie widziałeś! 

—  Nikogo  nie  widziałem!  —  zdecydowanie  odpowiedział  Feliks 

Hanson.  —  Wszedłem  tam  po  jakiś  ręcznik,  bo  rana  krwawiła.  Te 

drzwi  były  pierwsze,  na  które  się  natknąłem.  —  Znowu  włożył 

zranioną  rękę  do  ust  i  dodał:  —  Oczywiście,  ponieważ  nikt  tam  nie 

śpi,  nie  znalazłem  ani  ręcznika,  ani  wody.  Chyba  trzeba  przemyć  to 

skaleczenie. 

— Bardzo bym chciała ci wierzyć! — westchnęła. 

—  A  dlaczego,  u  diabła,  miałabyś  mi  nie  wierzyć?  —  zapytał 

Feliks  z  pretensją  w  głosie.  —  Wielki  Boże!  Jeśli  szukanie  odrobiny 

wody  do  przemycia  rany  budzi  jakieś  podejrzenia,  nic  na  to  nie 

poradzę! — mówił rozgniewany. 

Po  chwili  dotarli  do  jego  pokoju.  Feliks  wszedł  do  środka. 

Podszedł  do  umywalki  i  wlał  trochę  wody  do  porcelanowej  miski. 

Włożył tam zranioną rękę i zapytał: 

— Czy w tym domu jest jakiś bandaż? 

— Ależ tak. Zaraz przyniosę — powiedziała hrabina i wyszła. 

Feliks odetchnął z ulgą. Jeszcze przed chwilą jego pozycja wisiała 

na  włosku.  Wyobrażał  sobie,  jak  zachowałaby  się  Rozelina,  gdyby 

background image

znalazła  go  w  pokoju  księżnej  rozmawiającego  z  tą  małą  dziewką 

Selwyn.  I  nie  chciał  nawet  myśleć,  co  by  się  stało,  gdyby  robił  z  nią 

cokolwiek  innego!  „Żyję  tu  —  myślał  rozżalony  —  jak  w  klatce." 

Czuł  się  osaczony.  Miał  wrażenie,  że  wciąż  go  ktoś  podgląda  lub 

podsłuchuje. „Muszę wracać do Londynu" — podjął nagle decyzję. 

Do  pokoju  wróciła  hrabina  niosąc  opatrunek,  bandaż  i  butelkę 

antyseptyku.  Wyraz  oczu  Feliksa  zdradzał,  że  nad  czymś  się 

zastanawia. 

— Już nie krwawi tak mocno. 

Feliks wyjął rękę z wody i osuszył ręcznikiem. 

— Teraz może boleć. — Hrabina zmoczyła watę antyseptykiem i 

przyłożyła do rany. 

— O Boże! — krzyknął. — Masz rację, rzeczywiście bardzo boli. 

—  Ale  zapobiega  infekcji.  Te  zbroje  liczą  sobie  kilka  wieków. 

Nie chcesz mieć chyba kłopotów ze zgojeniem rany? 

Feliks  pomyślał,  że  nożyce  Olindy  na  pewno  były  czyste  i  nie 

powinny  spowodować  infekcji.  Poddał  się  jednak  posłusznie 

zabiegom hrabiny. 

— Jeśli nie poskutkuje, trzeba będzie posłać po doktora. 

— Nic mi nie będzie! 

—  Wciąż  nie  mogę  zrozumieć,  po  co  wszedłeś  do  tamtego 

pokoju. Dlaczego mnie nie szukałeś? 

— O Boże, Rozelino, czy musisz w kółko powtarzać to samo? 

— Gdybyś zaczął zalecać się do tej dziewczyny jak w Newmarket 

do  córki  mojego  instruktora,  natychmiast bym  cię  stąd  wyrzuciła!  — 

background image

mówiła  ściszonym  głosem.  —  Nie  zamierzam  ponownie  znosić 

takiego upokorzenia! 

Była  opanowana,  ale  Feliks  wiedział,  że  wtedy  jest  bardziej 

niebezpieczna, niż gdy wpada w furię. 

—  Myliłaś  się  wówczas  —  powiedział  stanowczo.  —  Podobnie 

zresztą  jak  teraz.  Tak  czy  owak,  nie  musisz  mnie  stąd  wyrzucać, 

Rozelino, postanowiłem wyjechać. 

— Co to znaczy? 

— Wyjeżdżam z Kelvedonu. Mam zamiar udać się do Londynu. 

— Ale dlaczego? Co się stało? 

Hrabina  wyraźnie  zmieniła  ton.  Jej  zielone  oczy  błysnęły 

niespokojnie. 

—  Muszę  poszukać  pracy  —  odpowiedział.  —  Potrzebuję 

pieniędzy. 

—  Dlaczego?  Po  co?  Przecież  masz  tu  wszystko,  czego 

zapragniesz! 

—  Jesteś  dla  mnie  bardzo  szczodra  i  wiesz,  jak bardzo  jestem  ci 

za to wdzięczny, ale przecież nie mogę prosić cię, abyś spłacała moje 

długi. 

— Długi? Jakie długi? 

—  Twoje  prezenty  znaczą  dla  mnie  bardzo  wiele  —  uśmiechnął 

się  Feliks.  —  Nie  znalazłby  się  chyba  nikt  bardziej  życzliwy  i 

szczodry, ale muszę ci wyznać, że mam w banku długi. 

— Długi? 

background image

—  Pochodzą  jeszcze  z  czasów  studenckich  —  szczerze 

odpowiedział  Feliks  —  i  wreszcie  nadeszła  pora,  aby  je  spłacić; 

zrobili  się  bardzo  natarczywi.  Zresztą  mam  jeszcze  inne 

zobowiązania. — Hrabina milczała, więc Feliks ciągnął odważnie: — 

No  cóż,  wszystko  się  kiedyś  musi  skończyć.  Nadszedł  czas,  abym 

wziął  się  do  roboty.  Nie  będę  miał  problemów  z  jej  znalezieniem. 

Znam kilka firm, które bardzo chętnie mnie przyjmą. 

— To oznacza, że zamieszkasz w Londynie? 

—  Niekoniecznie  —  odparł  niedbale  —  może  być  Birmingham, 

Manchester lub każde inne duże, przemysłowe miasto. 

— Feliksie, nie możesz mnie opuścić! 

Feliks  miał  nadzieję  usłyszeć  ten  rozpaczliwy  krzyk  i  odparł  z 

dobrze udawanym drżeniem w głosie: 

—  Nie  myśl  tylko,  że  chcę  tego.  Dałaś  mi,  Rozelino,  tak  dużo 

szczęścia,  że  nie  potrafiłbym  nigdy  tego  zapomnieć.  Znaczyliśmy 

przecież  dla  siebie  tak  wiele.  Teraz  nadszedł,  niestety,  czas,  abyśmy 

powiedzieli sobie: „Żegnaj!". 

— Nie!  Feliksie, nie! Nigdy nie pozwolę ci odejść!  Ile pieniędzy 

potrzebujesz? — zapytała zdesperowana. 

— Nie mogę ci powiedzieć — odparł. — Jest mi bardzo wstyd, że 

tak zaniedbałem swoje sprawy finansowe. 

— Ile?—powtórzyła. 

— Osiem tysięcy funtów. 

Hrabina ciężko dyszała. 

background image

— Znajdę je, bądź pewny, że znajdę, chociaż nie będzie to łatwe. 

Nie  mogę  ich  wziąć  z  konta  Kelvedonu, bo  księgowi  sprawdzają  ich 

stan  co  miesiąc  i  z  pewnością  zawiadomiliby  Roque'a  o  braku  tak 

dużej sumy. 

— Nie chcę, żeby twój syn o tym wiedział — powiedział szybko 

Feliks. 

—  Nie  dowie  się  —  uspokoiła  go  hrabina.  —  Sama  znajdę  te 

pieniądze. Mam dość swoich. Mogę też zastawić biżuterię. 

— Oczywiście, ale ja na to nie pozwolę. 

Zapomniał  o  biżuterii.  Klejnoty  Rozeliny  wraz  z  tymi,  które 

odziedziczyła po przodkach, tworzyły  wspaniałą kolekcję i wszystkie 

były niewiarygodnie cenne. Feliks bardzo żałował, że nie podwyższył 

stawki  do  dziesięciu  tysięcy  funtów.  Za  klejnoty  Rozelina  mogła 

dostać każdą cenę. Przeklinał się w duchu za swoje gapiostwo. Jednak 

po  namyśle  stwierdził,  że  jeśli  dostanie  osiem  tysięcy  —  może  kilka 

miesięcy spędzić w Kelvedonie i przez ten czas na pewno uda mu się 

zdobyć jeszcze trochę. 

—  Wypiszę  czek  na  moje  prywatne  konto  —  powiedziała 

Rozelina  —  ale  musisz  mi  obiecać,  mój  kochany  Feliksie,  że  taka 

sytuacja  się  nie  powtórzy.  Proszę  też,  abyś  pokazywał  mi  wszystkie 

zaległe  rachunki,  jakie  nadejdą.  Postaram  się  je  uregulować.  Nie  jest 

łatwo w krótkim czasie znaleźć tak pokaźną kwotę. 

— Wystarczy, że się uśmiechniesz — powiedział Feliks — a bank 

da ci milionową pożyczkę bez najmniejszych zastrzeżeń. 

background image

—  Czy  chcesz  mi  się  przypodobać,  kochanie?  —  zapytała 

hrabina. — Ostatnio nie byłeś dla mnie zbyt miły. 

— To dlatego, że się martwiłem. 

—  Trzeba  mi  było  o  tym  powiedzieć,  głuptasku.  Pieniądze  nie 

mogą stanąć na drodze do naszego szczęścia. 

—  A  jednak  ich  nie  masz  —  odrzekł.  —  Musisz  pozwolić  mi 

pójść do pracy, Rozelino. 

—  Nie  mogłabym  żyć  bez  ciebie,  wiesz  o  tym.  Jesteś  mój  i  nie 

będę się tobą z nikim dzielić. 

W  jej  głosie  Feliks  wyczuł  wyraźną  aluzję.  Przeklinał  się  w 

duchu,  że  dał  się  złapać  w  komnacie  księżnej.  Był  pewien,  że 

Rozelina wyszła do ogrodu i że ma wolny czas przynajmniej przez pół 

godziny. Jednakże stało się i Feliks wiedział, że Rozelina będzie teraz 

jeszcze bardziej podejrzliwa niż dawniej. 

Był skończonym głupcem, kiedy nieostrożnie spotykał się z córką 

instruktora jazdy konnej w Newmarket. Wyglądała na smaczny kąsek 

i,  co  więcej,  nie  stawiała  najmniejszego  oporu.  Niestety,  nadeszła 

Rozelina i znalazła ich razem w jednym z końskich boksów. Kłamał, 

aby  odzyskać  jej  łaski,  i  chociaż  mu  przebaczyła,  od  tamtej  pory 

przestała mu ufać. 

Feliks  przyrzekł  sobie  nie  wdawać  się  więcej  w  żadne  związki  z 

kobietą dużo od siebie starszą. Zawsze podobały mu się młode, proste 

dziewczyny.  Czuł  się  przy  nich  bardzo  pewnie  i  władczo.  Niestety, 

tego  rodzaju  kobiety  nie  posiadały  pieniędzy.  Toteż  stanął  ponownie 

w punkcie wyjścia szukając zabezpieczenia w bogatej żonie. 

background image

—  Wejdź  do  mojego  pokoju  —  odezwała  się  hrabina.  —  Zaraz 

wypiszę  ci  czek.  Nie  chcę,  abyś  się  dłużej  martwił  ani  tak  dziwnie 

zachowywał  jak  przez  ostatnie  dwa  dni.  —  Uśmiechając  się  dodała: 

—  Znam  cię  dobrze,  mój  kochany,  byłam  pewna,  że  masz  jakieś 

kłopoty. 

—  Zastanawiałem  się,  jak  ci  powiedzieć  o  tym  wyjeździe  — 

odparł Feliks. 

— To się nigdy nie stanie — zapewniła go gorąco hrabina. — Jest 

cudownie,  że  możemy  być  razem.  Muszę  ci  wyznać,  Feliksie,  że  z 

nikim nie byłam tak szczęśliwa. 

„Szkoda,  że  ja  nie  mogę  powiedzieć  tego  samego  o  sobie"  — 

pomyślał  ze  złością.  Jednak  objął  ją  czule  i  razem  udali  się  do 

buduaru, który znajdował się na drugim końcu korytarza. Znaleźli się 

tam  pośród  wazonów  z  pięknymi  kwiatami.  Niektóre  z  nich 

wyhodowano  w  szklarniach,  inne  rosły  na  balkonach  w  ogrodzie. 

Mieniły  się  bajecznym  kalejdoskopem  kolorów  w  okresie  kwitnienia 

na  początku  lata.  W  powietrzu  unosił  się  egzotyczny  zapach,  który 

sprowadzano dla hrabiny aż z Paryża. 

Usiadła  przy  wytwornym  francuskim  sekretarzyku,  otworzyła 

szufladę  i  wyjęła  książeczkę  czekową.  Wypisała  czek  swym 

eleganckim  wyrazistym  charakterem  pisma,  podpisała  go  i  wręczyła 

Feliksowi. 

— Prezent dla kogoś, kogo bardzo kocham — uśmiechnęła się. 

—  Dziękuję  ci,  Rozelino,  wiesz,  jak  bardzo  jestem  ci  za  to 

wdzięczny. 

background image

Wsunął czek do wewnętrznej kieszeni marynarki. 

— Jak wdzięczny? — zapytała zalotnie. 

Ułożyła prowokująco usta. Wiedział, na co czekała. 

— Pozwól mi to udowodnić — powiedział biorąc ją w ramiona. 

 

Olinda skończyła pracę nad zasłoną godzinę po tym, jak Feliks z 

hrabiną  wyszli  z  pokoju  księżnej.  Na  szczęście  uniknęła 

nieprzyjemności.  Pozbierała  jedwabne  nici,  wytarła  z  obrzydzeniem 

nożyce, na których dostrzegła ślad krwi, i wróciła do swojego pokoju. 

Zadzwoniła na służącą i po chwili zjawiła się Lucy. 

— Mogłabyś poprosić panią Kingston, aby poleciła przynieść do 

mojego pokoju narzutę z komnaty księżnej? 

— Tak, oczywiście, panienko — odparła Lucy. 

Olinda domyślała się, że Hanson nie przyzna się, po co wszedł do 

komnaty,  w  której  pracowała.  Postanowiła  mu  pomóc.  To  była 

kwestia  zsynchronizowania  wydarzeń:  jeśli  hrabina  znajdzie  ją  przy 

pracy  w  jej  własnym  pokoju,  uwierzy  Feliksowi  i  rozwieją  się 

wszystkie jej podejrzenia. 

Brzydziła  się  swoim  postępowaniem,  ale  nie  chciała  utracić 

dobrze płatnej pracy. Była także bardzo ciekawa, co zdecyduje hrabia 

i czy skorzysta z jej rad. Gdyby teraz musiała wyjechać, to tak jakby 

niespodziewanie  utraciła  bardzo  ciekawą  książkę  przeczytawszy  ją 

zaledwie  do  połowy.  A  trudno  byłoby  zgadnąć,  jaki  będzie  koniec 

kelvedońskiego dramatu. 

background image

To prawda, że poradziła hrabiemu, aby pozostał  w swoim domu, 

jednak  głęboko  wątpiła,  czy  byłby  w  stanie  znieść  tak  upokarzającą 

sytuację.  Hrabia  nienawidził  Feliksa  Hansona.  Ale  czy  miał  jakiś 

wybór?  Zapewne  wróci  do  Paryża  i  zacznie  zadręczać  się  z  tęsknoty 

za  rodzinnym  krajem,  domem,  końmi,  posiadłością  i  wszystkim,  co 

stanowi  część  jego  samego.  „Dlaczego  hrabina  nie  pojmuje,  jak 

wielką krzywdę wyrządza swojemu synowi?" — zastanawiała się. 

Ostatniego  wieczora  wystąpiła  w  obronie  tej  kobiety,  która 

wszystko,  co  posiadała,  traciła  wraz  ze  swą  młodością.  Następnego 

dnia  jednak  żałowała  swojej  postawy.  Także  matka  Olindy  z 

pewnością  potępiłaby  postępowanie  hrabiny.  Lady  Selwyn  bardzo 

surowo  krytykowała  niskie  morale  i  hulaszczy  tryb  życia  wyższych 

sfer  z  otoczenia  księcia  Walii.  Często  mawiała,  że  ludzie  ci  dają 

bardzo  zły  przykład  dla  całego  kraju.  Dziwiła  się,  że  następca  tronu 

otacza  się  kobietami,  które  plotkują  o  jego  słabostkach,  a  potem 

wszystko trafia do prasy. 

Olinda  nie  zwracała  wtedy  uwagi  na  przestrogi  matki,  ponieważ 

nie  sądziła,  że  spotka  kiedyś  ludzi  z  tego  kręgu.  Dopiero  w 

Kelvedonie  stała  się  świadkiem  tragicznego  w  skutkach  romansu  z 

wyższych sfer — egoistyczna hrabina przedkładająca występne życie 

nad  miłość  do  własnego  syna.  Olinda  rozumiała  jego  cierpienia  i 

wszystkich innych ludzi z majątku. 

Hrabina  wdowa  była  zupełnie  inna  niż  Hortensja.  Nie  posiadała 

tak bujnego jak ona intelektu ani wiedzy. Jak mogła mieć nadzieję, że 

znajdzie szczęście u boku mężczyzny o dwadzieścia lat młodszego od 

background image

siebie!  Olinda  wzdrygnęła  się  na  myśl  o  Feliksie  Hansonie.  Bardzo 

chciała spotkać teraz hrabiego, pocieszyć go, dodać otuchy i odpędzić 

troski.  Pragnęła  natchnąć  go  myślą  o  przyszłości,  bo  przecież  miał 

jeszcze  całe  życie  przed  sobą.  Nie  warto  zatruwać  go  sobie 

nikczemnym postępowaniem matki. 

Służące przyniosły narzutę z komnaty księżnej. Olinda wzięła się 

do  pracy,  ale  jej  myśli  wciąż  krążyły  wokół  otaczających  ją 

problemów  i  nie  mogła  skupić  się  nad  szyciem.  Odeszły  fantazje, 

które zawsze nawiedzały ją przy szyciu. Zaczęła rozmyślać o hrabi.  

Kiedy  nadszedł  czas  lunchu, do pokoju  weszła  Lucy,  aby  nakryć 

do stołu. 

— M'mselle wyjechała dziś rano — zaczęła rozmowę. 

— Naprawdę? — zdziwiła się Olinda. 

—  Jaśnie  pan  odwiózł  ją  na  stację  w  Derby  —  odpowiedziała 

Lucy.  —  Mówiła  przed  wyjazdem  do  pani  Kingston,  że  tęskni  za 

Paryżem.  Pani  Kingston  powiedziała  na  koniec:  „Mam  nadzieję,  że 

odpoczęła  tu  pani  trochę".  „Odpoczywać  będę  w  grobie!  — 

odpowiedziała jej mademoiselle — a ten dom jest jak krypta, nie mam 

pojęcia, jak wy tu wytrzymujecie!" — Lucy zaśmiała się. — Co pani o 

tym  sądzi,  panienko?  Krypta!  Pani  Kingston  była  zaszokowana,  a 

kiedy  opowiedziała  o  tym  panu  Burrows,  to  on  powiedział:  „Nigdy 

nie domyślisz się, co powiedzą ci cudzoziemcy, bo oni nie są tacy jak 

my. Ale ona powiedziała prawdę!" 

Olinda 

zaśmiała 

się 

szczerze. 

pewnością 

podobnie 

zareagowałby stary Butler. Była bardzo szczęśliwa: hrabia nie wrócił 

background image

do  Paryża  z  mademoiselle  le  Bronc. Możliwe,  że  zamierzał  zostać  w 

domu  tymczasowo,  ale  to  już  znaczyło  dla  niej  bardzo  wiele.  Gdyby 

tylko mogła go zobaczyć i dowiedzieć się, co zamierza uczynić!  

Nie  była  jednak  pewną  czy  zechce  z  nią  jeszcze  kiedyś 

rozmawiać.  To  prawda,  że  zeszłej  nocy  otworzył  się  przed  nią.  Ale 

wtedy  cierpiał,  a  ona  była  przypadkowo  spotkaną,  obcą  mu  osobą. 

Zjawiła  się  jak  sen,  podobnie  jak  gwiazdy,  powietrze,  jezioro  i 

wspaniały dom na tle rozgwieżdżonego nieba. I tylko nastrój sprawił, 

że  rozmawiali  bardzo  szczerze  o  jego  osobistych  problemach.  Teraz 

nadszedł nowy dzień... 

„Będzie mnie unikał — westchnęła Olinda — i ja także nie będę 

się starała go spotkać." Bardzo zasmuciła ją ta myśl. Tęsknota za jego 

głosem i chęć ujrzenia hrabiego wzmagały się  wraz z upływem dnia. 

Po kolacji nie poszła jednak na wyspę. Byłoby oczywiste, że udała się 

tam,  aby  się  z  nim  zobaczyć.  Wyszła  na  zewnątrz  znajomymi 

drzwiami  i  rozmyślnie  spacerowała  w  odległej  części  ogrodu.  Słońce 

wciąż  było  jasne,  chociaż  cienie  stawały  się  coraz  dłuższe.  Hrabia  o 

tej porze powinien być na obiedzie. 

Nie  chciała,  żeby  ktoś  zobaczył  ją  w  ogrodzie  o  tej  porze. 

Spacerując  wśród  róż  natrafiła  na  bardzo  stary  zegar  słoneczny. 

Rozplanowanie  poszczególnych  części  ogrodu  wciąż  zaskakiwało  i 

zachwycało.  Znalazła  labirynt  i,  jak  dziecko,  zapragnęła  go 

spenetrować.  Strach  przed  zagubieniem  się  był  jednak  silniejszy. 

Natknęła  się  na  wodospad,  opadający  z  łoskotem  do  stawu 

background image

ogrodowego.  Spieniona  woda  błyszczała  otoczona  krzewami  i 

roślinami pochodzącymi z różnych części globu.  

Olinda  wspięła  się  schodami  w  górę  wodospadu  i  znalazła  się 

pośród  kolorowych  azalii.  Trzymając  się  ścieżki  dotarła  na  szczyt 

wzgórza.  Rozejrzała  się.  Stała  u  stóp  posągu  z  białego  marmuru. 

Usiadła na drewnianej ławce, skąd rozciągał się piękny widok na całą 

dolinę.  Oglądała  ogród, piękny  dom  i  jezioro.  Poprzez  gałęzie  drzew 

zauważyła  niewyraźny  zarys  greckiej  kaplicy  i  zastanowiła  się  przez 

chwilę, czy hrabia pójdzie tam, myśląc, że ona tam będzie. Po chwili 

zaśmiała  się  ze  swoich  urojeń.  Czy  hrabia  chciałby  spotykać  się  ze 

zwykłą hafciarką? 

Widok  z  góry  był  bardzo  piękny.  Słońce  zaczynało  się  powoli 

chować  za  horyzontem.  Szum  drzew  z  okolicznych  lasów  rozpraszał 

ciszę  kończącego  się  dnia.  Przysłuchiwała  się  trzepotom  ptasich 

skrzydeł  i  szmerom  zwierząt  mieszkających  pod  ziemią.  Była 

ciekawa, czy przychodzili tu jacyś ludzie, aby zaznać ciszy i spokoju 

lub też uciec od problemów, które ich czekały w domu. 

Kelvedon powinien dawać ludziom szczęście, jak mówiła wczoraj 

do  hrabiego,  a  oni  niszczą  się  tu  nawzajem.  Najbardziej  tragiczną 

postacią  tego  dramatu  był  hrabia.  Ambitny  i  bezradny.  Olinda, 

zamyślona,  usiłowała  przypomnieć  sobie  rysy  jego  twarzy  i  piękną 

barwę głosu. I nagle... 

— Wiedziałem, że tu będziesz, Olindo — po raz pierwszy zwrócił 

się do niej po imieniu. 

background image

Usiadł  obok niej  na  ławce.  Nie  przestraszyła  się.  Zjawił  się  przy 

niej, bo przywołała go swoimi myślami. 

— Jak domyślił się pan... gdzie mnie znaleźć? — zapytała. 

—  Spodziewałem  się,  że  nie  będziesz  miała  odwagi  pójść  do 

greckiej  kaplicy  —  odpowiedział  —  a  tutaj  też  czasami  przychodzę, 

aby odnaleźć spokój i żeby... marzyć. 

— Nie wiedziałam o tym. 

—  Podświadomie  odnalazłaś  to  miejsce.  Rozumiesz  teraz,  że  nie 

możemy się unikać. 

Olinda  spojrzała  na  niego.  Wydawał  się  młodszy  i  szczęśliwszy 

niż  wczoraj.  Miał  na  sobie  strój  wieczorowy,  w  którym  na  pewno 

zasiadł do obiadu. Nagle uświadomiła sobie, że musiała pod posągiem 

spędzić  dużo  czasu.  Słońce  schowało  się  już  za  drzewami  i  niebo 

ciemniało na wschodzie. 

— Nie chcesz usłyszeć sprawozdania? 

— Jakiego sprawozdania? —powtórzyła zdumiona Olinda. 

—  To  znaczy  dowiedzieć  się,  jak  zastosowałem  się  do  twych 

poleceń. 

Śmiał  się  z  niej,  ale  nie było  jej  przykro.  W  jego  głosie  wyczuła 

niespodziewaną poufałość, która ją onieśmieliła. 

— Miałem nadzieję, że cię to interesuje? — spytał hrabia. 

— Interesuje mnie wszystko, co chce mi pan powiedzieć. 

Uśmiechnął się ciepło. 

—  Wiedziałem,  że  będziesz  się  martwić,  ale  niepotrzebnie  się 

obawiałaś.  Nie  żałuję,  że  ci  się  zwierzyłem,  ani  nie  czuję  się  tym 

background image

zakłopotany.  Chciałem  się  tylko  przekonać,  czy  masz  rację,  i 

stwierdziłem, że masz. 

Olinda spojrzała na niego ze zdumieniem. Skąd mógł wiedzieć, o 

czym  myślała  przez  cały  dzień?  Przeczuwała,  co  postanowił,  jednak 

zapytała: 

— A więc co pan zdecydował? 

—  Najpierw  odwiozłem  na  stację  mademoiselle  le  Bronc,  która 

postanowiła wrócić do Paryża. Niepotrzebnie ją tu zaprosiłem, a ty nie 

miałaś  odwagi  mi  tego  powiedzieć.  Potem  poszedłem  obejrzeć  mój 

cały majątek. 

— Czy pracujący w nim ludzie ucieszyli się z pana wizyty? 

—  Tak,  tak  mi  się  wydawało.  Nigdy  dotąd  nie  przyszło  mi  do 

głowy, że ci ludzie tak bardzo mnie potrzebują. 

— Jest pan częścią ich życia. 

— Tak — odpowiedział. — Nie zdawałem sobie z tego sprawy. 

— A teraz? 

—  Oni  chcą,  abym  był  tu  z  nimi,  uczestniczył  w  ich  życiu: 

słuchał, pomagał i doceniał ich pracę. 

— Czy dlatego poczuł się pan szczęśliwy? 

— Każdy chce być potrzebny. Gdybym słuchał ojca, wiedziałbym 

o  tym  dużo  wcześniej.  Ludzie  pracujący  w  majątku  oddają  swemu 

panu istotę swojego życia. 

Olinda splotła palce swych dłoni. 

— Bardzo się cieszę... że znalazł pan tu swoje miejsce.  

background image

— Powinienem był dawno podjąć taką decyzję — rzekł hrabia — 

ale spróbuję jeszcze nadrobić stracony czas. Zmarnowałem dwa lata i 

muszę je jakoś odzyskać. 

—  Jestem  pewna,  że  potrafi  pan  tego  dokonać  —  powiedziała 

cicho Olinda. 

— Skąd możesz wiedzieć? 

— Czuję to. 

— Opowiedz mi coś o sobie — po chwili ciszy poprosił hrabia. 

— Nie mam nic ciekawego do powiedzenia — odparła Olinda. —

Mam chorą matkę i potrzebujemy pieniędzy na leki. Niewiele umiem, 

ale szycie idzie mi całkiem nieźle. 

—  Masz  także  wiele  innych  zalet:  wyobraźnię,  zdolność 

przewidywania. 

—  Może  należałoby  użyć  określenia:  instynkt  —  powiedziała 

Olinda spokojnie. 

—  Tak,  instynkt,  który  radzi,  jakie  postępowanie  jest  właściwe. 

Czego  jeszcze  można  chcieć?  —  Hrabia  spojrzał  na  nią.  Jej  jasne 

włosy  pięknie  kontrastowały  z  zielenią  drzew  w  dali.  —  Wiesz,  jaka 

to bogini? — spytał ukazując posąg. 

—  Nie  zdążyłam  się  przyjrzeć  —  odparła  Olinda  —  byłam 

oczarowana krajobrazem. 

—  To  Atena,  bogini  mądrości  —  wyjaśnił.  —  Wiedziała  więcej 

niż  wszyscy  ludzie  i  bogowie  razem  wzięci.  Czy  to  nie  mądrość 

właśnie jest, według ciebie, tak ważna w miłości? 

background image

—  Bardzo  ważna  —  poważnie  odparła  Olinda,  wspominając 

dzieje Hortensji. 

— Niewiele kobiet posiada mądrość — ciągnął hrabia — zresztą 

mężczyźni boją się mądrych kobiet. 

— Boją się? — zdziwiła się Olinda. 

—  Żaden  mężczyzna  nie  chciałby  żyć  z  kobietą  mądrzejszą  od 

siebie. 

—  Rozmawiamy  chyba  o  dwóch  różnych  sprawach  —  mówiła 

wolno  Olinda.  —  Spryt  czy  bystrość  mogą  budzić  obawy,  lecz 

mądrość to coś zupełnie innego. 

—  Masz  rację,  oczywiście,  znowu  ją  masz!  —  stwierdził  hrabia. 

—  Jak to  jest,  że  zawsze  potrafisz  wszystko  uporządkować?  Instynkt 

mądrości! Tak, i tego właśnie potrzebuje mężczyzna! — Nagle wstał. 

—  Chodź  —  powiedział  —  odprowadzę  cię  do  domu.  Kiedy  się 

ściemnia, trudno odnaleźć właściwą ścieżkę. 

Olinda  zastanawiała  się,  czy  nie  była  to  wymówka,  aby  się  jej 

pozbyć, ale przekonała się, że już o zmroku trudno się było poruszać 

w  lasku,  a  były  jeszcze  schody  przy  wodospadzie.  Kiedy  dotarli  do 

ogrodu,  zrobiło  się  ciemno.  Nadchodziła  noc.  Nic  nie  mówili,  ale 

Olinda miała wrażenie, że rozmawiały  ze sobą ich dusze. Nie bardzo 

wiedziała, o czym, ale była szczęśliwa idąc u jego boku. 

„Pewnie  dlatego,  że  zrobił,  co  mu  doradziłam"  —  tłumaczyła 

sobie, chociaż  gdzieś  w  głębi  wiedziała,  że  nie  był  to  jedyny  powód. 

Dotarli  do  drzwi,  do  których  Olinda  miała  klucz.  Wziął  go  od  niej, 

przekręcił w zamku i oddał. 

background image

— Dobranoc, Olindo — rzekł — i dziękuję. 

Sięgnęła  po  klucz  i  kiedy  ich  palce  zetknęły  się  przez  chwilę, 

Olinda  poczuła  nagły  dreszcz  w  całym  ciele.  Spojrzała  na  niego  z 

uwagą, a on schylił głowę do pocałunku. 

— Dziękuję... — zaczął i ich wargi spotkały się. 

Olindę  przeszył  dreszcz  rozkoszy.  Trzymał  ją  w  swoich 

ramionach  i  całował  jej  usta.  Czuła  miłe  podniecenie,  jakieś  ciepło 

przenikało  jej  ciało.  Nigdy  przedtem  nie  doświadczyła  podobnego 

uczucia.  To  było  tak  cudowne,  wzniosłe  i  patetyczne,  że  nie 

znalazłoby  odzwierciedlenia  w  myślach  ani  słowach.  Czuła  się  tak, 

jakby otoczyło ich jaśniejące światło, a oni razem przekroczyli bramy 

niebios. Cudowne to wrażenie odebrało zdolność rozumowania i czas 

stanął w miejscu.  

Nie  pamiętała,  jak  dostała  się  do  swojego  pokoju.  Przekręciła 

klucz  w  zamku  i  została  sama.  Leżała  w  łóżku  z  ukrytą  twarzą.  Nie 

miała sił, aby się rozebrać. Szumiało jej w głowie, a całe ciało drżało. 

Nie chciała podnieść głowy i znaleźć się w zwykłym, szarym świecie. 

„Nie wiedziałam — myślała — że taka właśnie jest miłość!"  

Dlaczego  nie  domyśliła  się,  w  chwili,  gdy  go  ujrzała  przy  oknie, 

że  może  jej  dać  szczęście  —  wymarzoną  miłość,  rozkosz  ciała, 

umysłu i duszy — to jest właśnie ów święty Graal, o którym mówiła.  

Po chwilach uniesienia Olinda nagle powróciła do rzeczywistości. 

Hrabia zapewne nie odebrał tego pocałunku w ten sam sposób co ona. 

Na  pewno  całował  już  wiele  kobiet,  a  ona  była  tylko  jedną  z  nich. 

Całował  ją  uszczęśliwiony,  że  podjął  trafną  decyzję.  Całował  ją  z 

background image

wdzięcznością,  bo poradziła  mu,  jak postąpić.  To  wszystko.  Przecież 

nic nie mówili o miłości. Na pewno jej nie kocha i z pewnością nigdy 

nie pokocha. 

Nie  miała  nic  do  zaoferowania  hrabiemu  Kelvedonu.  Stanowił 

świetną  partię  w  towarzystwie  i  miał  ogromny  majątek  i  tytuł.  Na 

pewno  był  oblegany  przez  kobiety.  Fakt,  że  miał  obsesję  na  punkcie 

niewłaściwego  prowadzenia  się  matki,  niczego  nie  zmieniał.  Mimo 

wszystko  wciąż  był  świetnym  kandydatem  na  męża,  a  poza  tym 

bardzo atrakcyjnym mężczyzną. 

„Jak choć przez chwilę mogłam myśleć, że się mną interesuje — 

myślała zrozpaczona — gdyby nawet wiedział o moim pochodzeniu, i 

tak  nic  by  to  nie  zmieniło.  Nie  mam  nic  do  zaoferowania,  nic!" 

Ostatnia  myśl  brutalnie  sprowadziła  ją  na  ziemię  i  pozostawiła  w 

szarej rzeczywistości, gdzie rządziły okrutne, bezlitosne prawa. 

„Pozostała mi tylko tęsknota" — myślała ze smutkiem. Wiedziała, 

że jej życie nie będzie już tak spokojne i pogodne jak dawniej. Zaczęła 

robić  sobie  wyrzuty,  że  pozwoliła  na  pocałunek.  Skąd  mogłam 

wiedzieć, że chce to uczynić? — usiłowała się usprawiedliwiać.  

Gdyby  mogła  cofnąć  czas!  Przecież  on  mógł  sobie  pomyśleć, 

podobnie  jak  Feliks  Hanson,  że  jest  kobietą  bez  żadnych  zasad: 

flirtującą z każdym, kto zwróci na nią uwagę. Mógł także uwierzyć, że 

godziłaby  się  nie  tylko  na  pocałunki  i  ich  związek  stałby  się 

romansem. 

Olinda była przerażona. 

— Czy mógłby tak pomyśleć? Czy mógłby?! 

background image

Było to całkiem prawdopodobne. Dobrze wychowane dziewczęta 

nie pozwoliłyby pocałować się mężczyźnie, którego spotkały zaledwie 

trzy razy w życiu. A ona nie broniła się ani nie protestowała, po prostu 

poddała się, upajając się szczęściem tej wzniosłej chwili. 

 „A  może  taki  jest  każdy  pocałunek?"  —  łudziła  się,  chociaż 

wiedziała,  że  to  nieprawda.  Gdyby  pocałował  ją  Feliks  Hanson, 

byłoby  zupełnie  inaczej,  czułaby  odrazę  i  obrzydzenie.  Tylko  hrabia 

miał  moc  wzbudzania  w  niej  przeżyć,  o  których  przedtem  nie  miała 

pojęcia. 

„Jak mogłam mu na to pozwolić?"  

Rozmawiała przedtem o miłości, jednak nie miała pojęcia, że jest 

właśnie  taka.  Teraz  zrozumiała,  dlaczego  królowie  porzucają  trony, 

dlaczego ludzie toczą wojny i umierają, z miłości! Westchnęła ciężko. 

Pomyślała, że miłość jest jeszcze wspanialsza i piękniejsza, niż rozum 

ludzki jest w stanie pojąć. To jest Absolut. Zrozpaczona, że utraciła ją 

bezpowrotnie,  i  że  nigdy  jej  już  nie  znajdzie,  zaczęła  płakać  z  żalu. 

Ogromne,  ciepłe  łzy  spływały  po  policzkach,  a  największa  mądrość 

świata nie umiałaby ukoić smutku dziewczyny. 

 

Rozdział 6 

Feliks  Hanson  schodził  na  dół  gwiżdżąc  z  zadowoleniem.  Był  w 

świetnym  humorze,  ponieważ  pierwszy  raz  udało  mu  się  wygrać 

partię tenisa z zawodowym graczem. Dobry nastrój pogłębiał fakt, że 

czek  wypisany  przez  hrabinę  już  w  poniedziałek  wpłynie  na  jego 

konto, a on sam zacznie myśleć o powrocie do Londynu. 

background image

Długo  w  nocy  rozmyślał  o  swej  sytuacji  finansowej  i doszedł  do 

wniosku, że jest całkiem niezła. Po spłacie długów zostanie mu ponad 

dwa  tysiące  funtów  i  wiele  prezentów,  które  dostał  od  hrabiny: 

zapinki do mankietów, szpilki do krawatów, złoty zegarek, łańcuszek, 

sygnet  i  wiele  innych  kosztowności,  które  można  było  spieniężyć. 

Miał także trzy konie zapisane na swoje nazwisko, ale trudno byłoby 

je sprzedać, ponieważ mieszkały w kelvedońskich stajniach. 

Feliks  wiedział,  jak  mściwa  okazałaby  się  Rozelina,  gdyby  tylko 

domyśliła się, że chce ją porzucić. Pocieszał się, że nie będzie w stanie 

wyrządzić  mu  wiele  zła.  Pewnie  nie  pozwoliłaby  zabrać  mu  koni, 

samochodu  i  prezentów.  Ogólnie  rzecz  biorąc,  przyszłość  Feliksa 

zapowiadała się zadowalająco. 

Spojrzał  na  zegar  wiszący  w  hallu.  Kolacja  miała  być  podana  za 

dwadzieścia  minut,  postanowił  więc  włożyć  strój  wieczorowy.  Szedł 

w  kierunku biblioteki,  gdy  nagle  zobaczył  Henry'ego.  Młody  służący 

bardzo interesował się samochodami. Feliks korzystał już kilkakrotnie 

z jego usług. 

— Dobry wieczór, Henry — odezwał się Feliks. 

— Dobry wieczór, sir — odpowiedział z szacunkiem lokaj. 

— Milady jest jeszcze na dole? 

—  Nie,  sir.  Jaśnie  panią  bolała  głowa  i  teraz  odpoczywa.  Pan 

Burrows ma nadzieję, że będzie mogła zejść na kolację. 

Feliks  uśmiechnął  się  z  zadowoleniem.  „A  więc  mam  wolną 

chwilę — pomyślał. — Rozelina wcześnie dziś pójdzie do łóżka, a ja 

w tym czasie zobaczę się z tą małą szarooką Selwyn." 

background image

—  Chciałbym  prosić  cię  o  przysługę,  Henry  —  zwrócił  się  do 

lokaja  konfidencjonalnym  szeptem.  —  Dam  ci  list,  który  wsuniesz 

pod drzwi pokoju panny Selwyn, tak jak poprzednio. 

— Oczywiście, sir. 

— Poczekaj chwilę. 

Pospiesznie  udał  się  do  biblioteki,  usiadł  przy  biurku  i  napisał: 

„Muszę  się  z  tobą  zobaczyć,  to  bardzo  pilne!  Przyjdę  do  twojego 

pokoju około dziesiątej. Zostaw otwarte drzwi." 

Złożył kartkę i skinął na Henry'ego, który czekał w hallu. Wcisnął 

szybko  list  do  jego  ręki  i  przeszedł  na  drugą  stronę  pokoju  radośnie 

pogwizdując.  Przed  wyjazdem  z  Kelvedonu  zamierzał  zaznać 

przyjemności pocałunku z tą szwaczką Selwyn.  

Po  chwili  niespodziewanie  drzwi  biblioteki  otworzyły  się  z 

trzaskiem i kiedy się odwrócił, stanął twarzą w twarz z hrabiną. Jedno 

spojrzenie wystarczyło, aby stwierdzić, że jest wściekła. Wtargnęła do 

pokoju jak burza i wycedziła złowieszczo: 

—  Jak  śmiesz?!  Jak  śmiesz  snuć  w  tym  domu  intrygi  z  inną 

kobietą?! 

Feliks wolno podszedł do niej. 

— Nie mam pojęcia, o czym mówisz, kochanie. 

—  Bardzo  dobrze  wiesz,  o  czym  mówię!  I  nie  próbuj  kłamać! 

Przed chwilą przeczytałam list, który lokaj niósł na górę. Wynoś się z 

tego domu razem z lokajem i nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy! 

—  Co  ty  mówisz,  Rozelino?  —  próbował  załagodzić  sprawę.  — 

Przecież to jest śmieszne. 

background image

—  Ostrzegałam  cię.  —  Hrabina  podniosła  głos.  —  Ostrzegałam, 

że  nie  zniosę  twoich  zalotów  do  innej  kobiety.  Skoro  dokonałeś  już 

wyboru, możesz się wynosić! 

—  Jesteś  śmieszna  —powiedział  Feliks  z  wyrzutem.  —  Przecież 

wiesz,  że  cię  kocham.  Prawdę  mówiąc,  chciałem  porozmawiać  z 

dziewczyną o prezencie na twoje urodziny. 

—  Kłamiesz,  kłamiesz!  —  krzyczała  z  wściekłością.  —  Byłam 

głupia,  że  ci  wierzyłam.  Miałam  nadzieję,  że  chodzi  ci  o  coś  więcej 

niż  o  pieniądze.  —  Przerwała  na  chwilę,  aby  odetchnąć.  —  A  teraz 

wiem, że tylko o to ci chodziło. Ale się rozczarujesz! Zaraz zablokuję 

czek, a do poniedziałku nie będzie już wart nawet papieru, na którym 

go wypisałam! 

Feliks milczał. 

—  Wszystkie  prezenty,  które  dostałeś  ode  mnie,  masz  zostawić! 

Jeśli tego nie zrobisz, podam cię do sądu! 

—  Rozelino,  to  jakieś  straszne  nieporozumienie  —  Feliks  bronił 

się słabo. — Pozwól mi to wyjaśnić. 

—  Nie  będę  cię  więcej  słuchać!  —  krzyczała  ze  złością.  — 

Słuchałam  cię  już  zbyt  długo.  Wciąż  mnie  okłamywałeś.  Byłam 

głupia, że ci wierzyłam. A teraz  wynoś się z tego domu, zanim sama 

cię  wyrzucę!  —  Przez  chwilę  jeszcze  chodziła  nerwowo  po  pokoju, 

potem  podeszła  do  drzwi  i  dodała  na  koniec:  —  Nie  chcę  więcej  o 

tobie słyszeć ani cię widzieć. Rozumiesz? — krzyczała donośnie. 

background image

Odeszła, ciężko dysząc z gniewu. Zbliżała się do salonu, kiedy z 

drugiej  strony  korytarza  pojawił  się  Roque.  Biegł  ku  niej,  wyraźnie 

czymś zdenerwowany. 

— Mamo! — krzyknął. — Chciałbym porozmawiać z tobą! 

— O czym? — zapytała hrabina niechętnie. 

Weszła do salonu próbując się uspokoić. Roque nie powinien się 

niczego  domyślić.  Wiedziała,  że  wiadomość  o  Feliksie  byłaby  dla 

niego  miłym  zaskoczeniem,  ale  nikomu  nie  miała  ochoty  sprawiać 

przyjemności.  Nienawidziła  wszystkich  mężczyzn,  w  tym  także 

własnego syna.  

Hrabia wszedł za nią do salonu i powiedział wzburzony: 

— Cóż, do diabła, zrobiłaś z kaplicą? 

— Z kaplicą? — powtórzyła zbierając myśli. 

— Tak, z kaplicą — powtórzył hrabia — która stanowi doskonały 

przykład  siedemnastowiecznej  architektury.  Przetrwała  wprawie 

nienaruszonym  stanie  od  ukończenia  w  roku  1680.  Mówię  „prawie", 

bo Bóg tylko raczy wiedzieć, co się z nią tam teraz dzieje! 

—  A  tak,  pamiętam  —  odpowiedziała  hrabina.  —  Feliks  chciał 

zrobić  z  niej  salę  gimnastyczną.  Ma  odpowiedni  kształt  i  dobre 

światło. Zapewnił mnie, że sprzęt sportowy nie zniszczy fresków. 

—  Czy  ty  nie  masz  żadnego  poszanowania  ani  szacunku  dla 

świętości? — zapytał hrabia z gniewem. 

—  Przecież  kaplica  nigdy  nie  była  używana  —  próbowała  się 

bronić hrabina. 

background image

— A czyja to wina? — zapytał hrabia. — Używało się jej, kiedy 

żył mój ojciec, dziadek... Przecież jest to Dom Boży i nigdy nie będzie 

służyć  jako  sala  gimnastyczna  dla  jakiegoś  fircyka!  —  Hrabina  nie 

odzywała się,  więc hrabia ciągnął:  — Czy  Kelvedon zupełnie cię nie 

obchodzi?  Czy  znaczy  dla  ciebie  tak  niewiele,  że  zgodziłaś  się 

zbezcześcić zabytkową kaplicę? 

Mówił  z  goryczą,  a  jego  ostatnie  słowa  ponownie  doprowadziły 

hrabinę do wybuchu wściekłości. Nie panowała już nad sobą. 

—  Kelvedon!  Kelvedon!  Kelvedon!  Zawsze  Kelvedon!  — 

krzyczała. — Nic się dla was nie liczy, oprócz tego domu. Tak myślał 

twój  ojciec,  ty  i  wszyscy!  Monstrualne  muzeum  pamiątek  po 

zmarłych! 

Przerwała  na  chwilę.  Nie  zależało  jej  na  synu,  chciała  go  zranić, 

podobnie jak przed chwilą ją zranił Feliks Hanson. 

—  Mam  dość  Kelvedonu!  Powiem  ci  teraz,  co  z  nim  zrobię! 

Zamierzam  zamknąć  ten  dom  i  wyrzucę  z  niego  wszystkich  starych, 

zniedołężniałych  służących,  którzy  dla  ciebie  są  tacy  ważni! 

Zamieszkam  w  Londynie  lub  za  granicą  i  wydam  co  do  pensa 

wszystkie  pieniądze.  Zamierzam  się  dobrze  bawić!  Od  jutra  niech 

zaczną zamykać okiennice! — dodała wychodząc. 

— Mamo, nie możesz tego zrobić! — krzyknął hrabia. 

— Właśnie, że mogę, i tak się stanie! 

Minęła  hall  i  zaczęła  wspinać  się  po  schodach  na  górę.  Hrabia 

podbiegł do niej. 

— Mamo, proszę, porozmawiajmy spokojnie. 

background image

Hrabina nie odpowiadała. 

— Mamo! — powtórzył hrabia błagalnie. 

Odwróciła głowę i spojrzała na niego ponad poręczą. 

—  Już  postanowiłam  —  odpowiedziała  chłodno.  —  Ten  dom 

zostanie  zamknięty,  a  służba  zwolniona.  Jeśli  chcesz  go  utrzymać, 

możesz  sprzedawać  obrazy  ze  ścian,  jeden  po  drugim!  —  mówiła  z 

mściwym gniewem. 

— Prędzej ujrzę cię martwą! — krzyknął patrząc na nią oszalałym 

wzrokiem. 

Hrabina z szyderczym śmiechem wchodziła po schodach, a hrabia 

rzucając  przekleństwa  zbiegł  na  dół.  Stary  Burrows,  który  wszedł  do 

hallu, aby zaanonsować obiad, stał i skonsternowany przypatrywał się 

tej gwałtownej scenie.  

Dziesięć  minut  później  Lucy  przybiegła  do  pokoju  Olindy  z 

najświeższymi wiadomościami. 

— Co za straszna awantura, panienko — powiedziała stawiając na 

stole tacę. 

— Awantura? — zapytała szybko Olinda. 

— I o panią, panienko, tak myślę. 

— Czy powiedziałaś, że... o mnie, Lucy? 

— Tak, naprawdę, panienko. Pan Hanson dał Henry'emu list, aby 

wsunął go pod drzwi pani pokoju, tak jak pierwszej nocy, gdy pani tu 

przyjechała. 

background image

Olinda  znieruchomiała.  Więc  Feliks  Hanson nie  przyszedł  wtedy 

osobiście  tylko  prosił  lokaja,  aby  go  wyręczył!  Było  to  tym  bardziej 

poniżające. 

—  Pan  Hanson  napisał  dzisiaj  do  pani  jeszcze  jeden  list  — 

powiedziała  Lucy  —  i  poprosił  Henry'ego,  aby  go  panience 

dostarczył.  A  Henry jest taki głupi!  Nie pracuje tu chyba zbyt długo, 

bo wcale nie zna się na rzeczy. 

— I cóż się stało? — zapytała Olinda bliska omdlenia. 

—  Niech  panienka  sobie  wyobrazi,  Henry  wchodził  frontowymi 

schodami.  Gdyby  pan  Burrows  go  złapał,  miałby  po  prostu  kłopoty, 

ale on natknął się na jaśnie panią. 

— Na jaśnie panią? 

—  Tak,  panienko.  Wzięła  od  Henry'ego  list,  a  kiedy  go 

przeczytała, zbladła jak ściana. Tak opowiadał Henry. 

Olinda sztywno siedziała przy stole. To oznaczało, że natychmiast 

zostanie  zwolniona.  Nie  zarobi  pieniędzy,  tak  bardzo  potrzebnych 

matce, i będzie musiała opuścić hrabiego. 

— I co potem? — zapytała słabo. 

—  Jaśnie  pani  poszła  do  biblioteki,  aby  odszukać  pana  Hansona 

— podjęła Lucy — i czy panienka uwierzy? Kazała mu wynieść się z 

domu! 

— Skąd to wiesz? 

— Henry wszystko słyszał. Potem otworzyła drzwi i powiedziała, 

że nie chce go więcej widzieć. 

background image

—  Jakże  on  mógł...  napisać  list  do  mnie?  —  Olinda  była 

zdruzgotana tą wiadomością. 

— To jeszcze nie wszystko, panienko. 

—  Cóż  jeszcze?  —  zapytała  Olinda  obojętnie,  czując,  że  nic 

gorszego nie mogło chyba się już wydarzyć. 

—  Jaśnie  pani  weszła  do  salonu,  a  z  kaplicy  nadbiegł  jaśnie  pan 

ze straszną awanturą. 

— Z kaplicy?! 

—  Tak,  panienko.  Był  tam  z  Lanceworthem  około  szóstej  i 

wyszedł bardzo rozgniewany. 

— Coś się stało w kaplicy?! 

— Pan Hanson zrobił z niej salę gimnastyczną, a hrabiemu się to 

nie podobało. 

— Nie dziwi mnie to. 

— Dlatego — ciągnęła Lucy — przyszedł, aby od razu pomówić 

o  tym  z  jaśnie  panią.  Najpierw  kłócili  się  w  salonie,  a  potem  jaśnie 

pani  wyszła.  Krzyczała,  że  zamierza  zamknąć  dom  i  odprawić 

personel.  Jaśnie  pan  prosił,  aby  tego  nie  robiła,  ale  ona  powiedziała, 

że jeśli sam chce prowadzić dom, to może sprzedawać obrazy ze ścian 

na  jego  utrzymanie.  —  Lucy  przerwała  na  chwilę,  po  czym 

dokończyła  dramatycznie:  —  A  wtedy  on  powiedział:  „Prędzej  ujrzę 

cię martwą!", i wyszedł. 

Olinda  podeszła  do  okna.  Aż  trudno  uwierzyć,  że  to  wszystko 

zdarzyło  się  naprawdę.  I  jak  wytłumaczyć  decyzję  hrabiny?  Właśnie 

teraz, gdy hrabia zdecydował się tu zostać? 

background image

— Obiad wystygnie, panienko — usłyszała głos pokojówki. 

— Nie będę nic jeść, dziękuję, Lucy. 

—  Co  się  tu  dzieje,  panienko!  Jaśnie  pan  wyszedł  z  domu  i 

pewnie  nie  będzie  na  obiedzie.  Jaśnie  pani  zamknęła  się  w  sypialni  i 

nikogo  nie  chce  widzieć  —  nawet  panny  Heyman,  swojej 

garderobianej! 

Lucy przestawiła tacę zjedzeniem na boczny stolik. 

—  A  pan  Hanson  jest  w  jadalni  —  powiedziała  —  na  pewno 

zajada z apetytem, choć to wszystko jego wina. 

„Tak,  to  jego  wina"  —  powtórzyła  w  myślach  Olinda.  Jak  mógł 

napisać  do  niej  list  i  pozwolić,  aby  przechwyciła  go  hrabina?  Nie 

miała  pojęcia,  co  tam  napisał.  Na  pewno  usiłował  ją  namówić  na 

spotkanie.  „To  wszystko  jego  wina"  —  powtórzyła  jeszcze  raz  i 

zaczęła myśleć o hrabi. 

Domyślała się, gdzie go znaleźć. Wiedziała, gdzie zwykle szukał 

ukojenia i spokoju, którego teraz tak potrzebował. Hrabina zadała mu 

wielki ból decydując się na zamknięcie Kelvedonu. I choć to prawda, 

że  sam  skazał  się  na  wygnanie  z  domu,  jednak  wciąż  go  kochał  i 

tęsknił za nim. 

—  Na  pewno  nic  już  panience  nie  przynosić?  —  zapytała  Lucy. 

— Mamy jeszcze smaczne danie z indyka. 

— Przykro mi, Lucy — odpowiedziała Olinda. — Jestem bardzo 

przejęta tym, co mi powiedziałaś, i chciałabym teraz zostać sama. 

—  Wszyscy  jesteśmy  bardzo  zdenerwowani,  jeśli  o  to chodzi.  Ja 

pewnie znajdę pracę, ale pan Burrows powiedział, że jest już za stary. 

background image

Pan  Higson,  lokaj  hrabiego,  tak  się  cieszył,  że  nie  musi  odejść  na 

emeryturę, a teraz — jest w rozpaczy! 

Lucy wyszła wreszcie z pokoju.  

Olinda  rozmyślała  nad  tym,  co  usłyszała,  patrząc  za  okno.  Po 

chwili wstała i udała się do ogrodu. Znajomą ścieżką poszła w stronę 

jeziora,  gdzie  na  wyspie  w  blasku  zachodzącego  słońca  błyszczała 

grecka  kaplica.  Wszystko  wyglądało  jeszcze  piękniej  niż  ostatnio. 

Widziała  złote  kaczeńce  zakreślające  brzegi  jeziora  i  łabędzie,  które 

dostojnie  unosiły  się  na  wodzie.  Róże  oplatały  balustrady  chińskiego 

mostka. 

Znalazła  go  tam.  Siedział  pochylony  na  drewnianej  ławce  z 

twarzą  ukrytą  w  dłoniach.  Wiedział,  że  przyszła,  choć  wcale  nie 

patrzył w jej stronę. 

— Przegrałem, Olindo. 

—  Nie,  nie  —  sprzeciwiła  się,  siadając  obok  niego.  —  To  nie 

pana wina. Nie powinien się pan oskarżać. 

— Nie powinienem był na nią krzyczeć — powiedział — ale nie 

mogłem  pogodzić  się  z  profanacją  kelvedońskiej  kaplicy.  Tam  jest 

pochowany  mój  ojciec,  także  tam  odbył  się  mój  chrzest.  To  miejsce 

jest częścią życia mojego i moich przodków już od wielu wieków. 

— Rozumiem — powiedziała Olinda łagodnie. 

—  To  mnie  wytrąciło  z  równowagi  —  mówił,  chcąc  się 

usprawiedliwić. 

background image

—  Pana  matka  bardzo  się  zdenerwowała  krótko  przed  waszą 

rozmową — powiedziała Olinda. — Myślę, że jeszcze może  zmienić 

decyzję. 

Hrabia westchnął ciężko. Patrzył na ukochany dom i jezioro. 

— Dlaczego tak uważasz? 

— Ona wyrzuciła Hansona — odrzekła cicho. 

— Wyrzuciła go?! — krzyknął hrabia. — Skąd wiesz? Dlaczego 

to zrobiła? 

— Bo napisał list do mnie, a ona go przechwyciła. 

Olinda  usiłowała  zachować  spokój,  a  hrabia  patrzył  na  nią  z 

niedowierzaniem. 

— Napisał list do ciebie? 

—  Tak,  już  drugi  raz  —  wyjaśniła.  —  Pierwszy  list  wsunął  pod 

drzwi  mojego  pokoju,  zaraz  gdy  przyjechałam.  Chciał  się  spotkać  ze 

mną w bibliotece o północy. 

— Co zrobiłaś z tym listem? 

— Podarłam go — odpowiedziała — ale bałam się Hansona. 

Hrabia zacisnął usta. 

—  Nie  powiem,  co  myślę  o  tym  łajdaku,  aby  nie  robić  ci 

przykrości. 

— On jest pewien, że żadna kobieta mu się nie oprze, a na pewno 

żadna szwaczka — rzekła cicho.  

—  Nic  już  nie  jest  w  stanie  zmienić  moich  uczuć  do  tego 

obrzydliwego człowieka. 

background image

—  W  każdym  razie  wzięła  ten  list  od  lokaja,  a  potem  poszła 

rozprawić się z Hansonem. 

Hrabia milczał. 

— Czy nie rozumiesz? Była bardzo zraniona i miała chęć odegrać 

się  na  kimś.  Pewnie  jutro,  kiedy  nie  będzie  już  tu  Hansona,  łatwo 

będzie ją przekonać, aby zmieniła zdanie. 

—  Wątpię,  bo  jeśli  pozbyła  się  Hansona,  znajdą  się  inni 

mężczyźni, zawsze tak było. A poza tym ona nie cierpi Kelvedonu. 

—  Można  to  zrozumieć.  Jest  po  prostu  zazdrosna.  Ten  dom  tak 

wiele znaczył dla twojego ojca, a teraz dla ciebie. 

— Czy wszystkie kobiety są takie? 

—  Nie,  jeśli  nie  chcą  zazdrośnie  skupiać  całej  uwagi  na  swojej 

osobie. Pana matka nie umie akceptować rywala. 

—  Chyba  rozumiem,  lecz  cokolwiek  byś  powiedziała,  aby  mnie 

pocieszyć,  czuję,  że  nasze  drogi  się  rozchodzą  i  matka  na  pewno 

wyjedzie  do  Londynu  zabierając  wszystkie  pieniądze.  —  Po  chwili 

podjął z bólem w głosie: — Nie mogę spokojnie patrzeć na cierpienia 

ludzi, którzy mi zaufali. Burrows jest za stary, aby znaleźć inną pracę, 

Higson  pracuje  tu  mimo  emerytalnego  wieku,  pani  Kingston  kocha 

Kelvedon tak samo jak ja. 

—  Wiem  —  powiedziała.  —  Dlatego  trzeba  znaleźć  jakieś 

rozwiązanie. 

— Jakie rozwiązanie?! — krzyknął. 

— Musi pan koniecznie coś wymyślić. 

background image

Mówiła  z  takim  przekonaniem,  że  spojrzał  na  nią  zdziwiony. 

Czuł, że jej wiara dodaje mu sił. 

— Chyba masz rację, musi być jakieś wyjście. 

— Ma pan jakieś własne pieniądze? 

—  Około  siedmiu  tysięcy  funtów  rocznie.  Dość  dla  kawalera  na 

podróże  lub  na  spokojne  życie  w  rodzinnym  domu  w  Londynie.  Ten 

dom  utrzymywała  moja  matka.  —  Po  chwili  dodał  gorzko:  — 

Oszczędnie  gospodarując  można  utrzymać  za  to  Kelvedon  przez 

miesiąc. 

— Może mógłby pan coś sprzedać? 

— Nie zamierzam skorzystać z sugestii mojej matki i sprzedawać 

obrazów ze ścian. Nigdy nie uważałem, że są moje. One będą należeć 

do mojego syna, a potem do jego dzieci. To samo odnosi się do całego 

majątku. Każdy akr tej ziemi jest cennym dziedzictwem, które należy 

do przyszłych pokoleń. 

— I nic poza tym? 

— Jest jeszcze domek myśliwski w Leicester na kilkuset akrach i 

stajnie  koni  wyścigowych  w  Newmarket.  Jeślibym  to  sprzedał, 

udałoby się utrzymać Kelvedon trochę dłużej. Trzeba jednak spojrzeć 

prawdzie  w  oczy,  Olindo.  Moja  matka  nie  jest  taka  stara,  może  żyć 

jeszcze nawet trzydzieści lat. 

— Na pewno uda się panu przekonać ją wcześniej czy później. 

Oboje  wiedzieli,  że  kiedyś  hrabina  się  zestarzeje  i  mężczyźni 

przestaną  ją  adorować.  Może  pogodzi  się  wtedy  z  synem  i  uzna,  że 

tylko on liczy się w jej życiu. 

background image

Długo  jeszcze  rozmawiali  ze  sobą  analizując  przeróżne 

możliwości.  Słońce  zaszło  i  zapadła  noc.  Księżyc  i  gwiazdy  znowu 

przyświecały nad ich głowami. Było jasno. Olinda wyraźnie widziała 

jego piękną twarz. Hrabia nabierał pewności siebie, jakby rozmowa z 

Olinda dodała mu wiary we własne siły. 

—  Może  pan  tego  dokonać!  Jestem  pewna!  Trzeba  będzie 

poprosić  o  pomoc  służbę,  chłopów  i  wszystkich  ludzi  z  majątku. 

Trzeba z nimi szczerze porozmawiać. 

— Myślisz, że się zgodzą? 

—  Kochają pana  i  wierzą  w  pana  szlachetne  intencje.  Na  pewno 

staną po pana stronie. 

Hrabia podniósł wysoko głowę. Miał w oczach wolę walki, której 

przedtem tam nie dostrzegła. 

—  To  jest  wyzwanie  —  powiedziała  cicho  —  jeśli  tylko  pan  je 

przyjmie, w końcu pokona wszelkie trudności i wygra! 

Hrabia  czuł,  że  Olinda  wierzy  w  jego  siły.  Odwrócił  głowę,  aby 

spojrzeć  na  tę  zadziwiającą  dziewczynę,  dzięki  której  wstąpiła  weń 

nowa  energia.  Światło  księżyca  oświetlało  jej  włosy,  które  tworzyły 

dookoła głowy złocistą aureolę. 

— Dlaczego we mnie wierzysz? 

— Po prostu wierzę. 

— Całym sercem? 

— Całym sercem — odpowiedziała szczerze. 

Od  rana  myślała  o  sobie  zmartwiona,  że  stracił  o  niej  dobre 

zdanie.  Tu,  nad  jeziorem,  jej  uwaga  skupiła  się  wyłącznie  na  jego 

background image

osobie. Rozmyślała gorączkowo, jak dodać mu sił, odwagi i wiary  w 

siebie. Naraz poczuła się skrępowana. 

— Musi już być bardzo późno — powiedziała — muszę wracać. 

Wstali oboje patrząc na siebie. 

—  Czy  mogę  na  ciebie  liczyć,  Olindo?  Nie  dam  sobie  rady  bez 

ciebie. 

— Czy na pewno... tego pan chce? 

Uśmiechnął się. 

— Pragnę całym sercem. 

— Więc uczynię wszystko, co pan zechce. 

Przygarnął ją do piersi. Drżała czując jego bliskość. Nie zamierzał 

jej pocałować, ale mocno przytulił ją do siebie, tak że poczuła ciepło 

jego ciała. 

— Wciąż nie jestem pewny, czy ty naprawdę istniejesz. Jesteś jak 

sen,  który  śniłem  w  tej  kaplicy.  Chcę,  żebyś  tu  była,  bo  tylko  twoja 

obecność pobudza mnie do walki. 

Olinda nie odpowiedziała. Cóż za szczęście być tak blisko niego, 

czuć bicie jego serca! Powiedział, że jej potrzebuje! 

Hrabia rozluźnił uścisk. 

—  Idź  do  domu,  kochanie,  będziesz  jutro  zmęczona.  Pracowałaś 

ciężko przez cały dzień. 

— A pan? 

—  Zostanę  tu  jeszcze  trochę.  Chcę  pomyśleć  o  Kelvedonie  i  o 

tobie. Może poproszę o radę boginię mądrości?... 

background image

— Patrzyła na Kelvedon wiele lat, na pewno będzie wiedziała, jak 

ci pomóc. 

— Zawsze zrobisz jakąś słuszną uwagę. 

Wziął jej rękę i podniósł do ust. 

— Dziękuję, moja słodka. Wiem, że nie są to odpowiednie słowa, 

ale przecież my dwoje doskonale obchodzimy się bez słów. 

— Dobranoc — pożegnała go czule Olinda. 

Odeszła  nie  oglądając  się  za  siebie.  Ogarnął  ją  błogi  spokój  i 

wiedziała,  że  hrabia  również  się  uspokoił.  Oboje  stoczyli  bitwę,  w 

której udział brały nie tylko serca, lecz także umysły i dusze. To była 

najważniejsza bitwa w ich życiu. 

Doszedłszy  do  trawnika  rozejrzała  się,  aby  poszukać  osłony 

krzewów.  Nie  chciała,  by  ją  ktoś  zauważył.  Popatrzyła  w  górę  na 

ogromny  budynek,  który  w  świetle  księżyca  wyglądał  imponująco,  i 

nagle zatrzymała się zdumiona. 

 

Zaraz  po  śniadaniu  Lucy  położyła  na  stole  zasłonę  z  komnaty 

księżnej.  Pokojówka  wyglądała  na  zmęczoną.  Na  pewno  długo  w 

nocy rozmawiała z innymi służącymi o niepewnej przyszłości. Olinda 

także  nie  mogła  usnąć.  Jak  zwykle  rozłożyła  nici  i  przygotowała  się 

do pracy nad narzutą. Była jednak bardzo zdenerwowana. Bała się, że 

w  każdej  chwili  nadejdzie  wiadomość  o  wymówieniu pracy.  Hrabina 

na  pewno  uważa,  że  Olinda  odwzajemniała  zaloty  Hansona,  i  będzie 

chciała się na niej zemścić. 

background image

Olinda  była  ciekawa,  czy  Feliks  Hanson  wyjechał  już  z 

Kelvedonu, ale nie chciała pytać o to  Lucy. Pracę rozpoczęła o  wpół 

do dziewiątej. Po godzinie, kiedy skupiona naprawiała zawiły  wzór  z 

kwiatami, usłyszała dziwne zamieszanie w korytarzu. 

Nagle do pokoju wbiegła Lucy. 

—  Panienko,  panienko!  —  krzyczała  tak  przeraźliwie,  że  Olinda 

zerwała się przerażona. 

— Co się stało, Lucy? 

— Nasza jaśnie pani, panienko, ach, to okropne! 

— O czym ty mówisz, Lucy? 

—  Jaśnie  pani  nie  żyje  i  wszyscy  mówią  że  jaśnie  pan  ją 

zamordował! 

Przez chwilę Olinda nie była w stanie otworzyć ust. 

— Kto mówi takie rzeczy? 

—  Wszyscy,  panienko.  Panna  Heyman  znalazła  jaśnie  panią 

martwą na podłodze, musiała tak leżeć przez całą noc! I mówią, że to 

jaśnie pan! 

— Jak mógłby coś takiego zrobić? 

—  Przecież  sam  powiedział!  Jaśnie  pan  powiedział:  „Prędzej 

ujrzę cię martwą". Wszyscy to słyszeli: pan Burrows, Henry, James. 

—  On  nie  mógłby  zrobić  czegoś  takiego!  —  powiedziała  Olinda 

wzburzona. 

— Zaraz będzie policja. Podobno Hanson jest w strasznym stanie. 

Henry mówił, że łzy ciekły mu po policzkach. 

background image

Olinda  nie  wierzyła  w  to.  Spacerowała  po  swoim  pokoju  nie 

wiedząc,  co  ze  sobą  zrobić.  Nie  mogła  teraz  pójść  do  hrabiego. 

Pocieszała  się,  że  nikt  nie  uwierzy,  że  zabił  własną  matkę.  Często  w 

gniewie  ludzie  mówią  sobie  przykre  rzeczy.  Na  pewno  w  głębi  serca 

bardzo ją kochał mimo krzywdy, jaką mu wyrządziła. „Pewnie szybko 

to wyjaśnią" — starała się zachować spokój. 

Wiedziała  jednak,  że  służba  będzie  powtarzać  między  sobą  te 

niefortunne  słowa,  może  nawet  w  zmienionej  formie,  i  oczyszczenie 

hrabiego z zarzutu popełnienia morderstwa szybko nie nastąpi. 

Godzinę  później  do  pokoju  Olindy  weszła  pani  Kingston.  Miała 

podpuchnięte, czerwone oczy, ale spokojnie odezwała się do Olindy: 

— Jest już policja, panno Selwyn. Cały personel ma stawić się w 

hallu.  Pani  nie  jest  członkiem  personelu,  jednak  pułkownik  Gibbon 

chciałby zapewne, żeby pani również się tam udała. 

— Ja chcę tam być. 

Olinda  pomyślała,  że  wszystko  będzie  lepsze  niż  pozostanie  w 

pokoju,  gdzie  nie  dochodzą  żadne  wiadomości.  Poszła  za 

ochmistrzynią.  Kiedy  schodziły  na  dół,  Olinda  zauważyła  komisarza 

w  niebieskim  mundurze.  Obok  niego  przy  kominku  stał  hrabia.  Na 

jego widok serce Olindy zabiło gwałtownie. Był bardzo blady, jednak 

nie  utracił  nic  ze  swojego  dostojeństwa.  Patrzyła  na  niego  z 

podziwem. 

W  hallu  czekała  już  służba.  Wśród  niej  znaleźli  się  też 

Lanceworth,  Thompson,  Burrows,  pokojówki  i  sześciu  lokajów. 

Komisarz zwrócił się do zebranych: 

background image

— Jestem tutaj, ponieważ  wasza pani, hrabina została znaleziona 

martwa. Śmierć nastąpiła ostatniej nocy, kiedy nie życzyła sobie, aby 

ktokolwiek  do  niej  wchodził.  —  Komisarz  ogarnął  spojrzeniem 

wszystkie osoby. 

—  Słyszałem  jednak,  że  tuż  przed  kolacją  grożono  hrabinie. 

Gdzie jest starszy lokaj? 

—  Jestem,  sir  —  odezwał  się  pan  Burrows  wysuwając  się 

nieznacznie do przodu. 

— Nazwisko? 

— George Burrows, sir. 

—  Proszę  opowiedzieć,  co  działo  się  wczoraj,  kiedy  wszedł  pan 

do hallu, aby zaanonsować kolację. 

Burrows spojrzał rozpaczliwie na hrabiego. 

—  Chcę  usłyszeć  prawdę  —  naciskał  komisarz  widząc  wahanie 

lokaja.  —  Powiedziano  mi  już,  co  się  stało.  Teraz  proszę  jedynie  o 

powtórzenie tego przy wszystkich. 

—  Słyszałem,  jak  jaśnie  państwo  się  kłócili.  Jaśnie  pani  mówiła, 

że zamierza zamknąć dom i odprawić personel. 

Burrows przerwał. 

— Mów dalej — zażądał komisarz. 

—  Jaśnie  pani  powiedziała,  że  jaśnie  pan  może  sprzedawać 

obrazy ze ścian, jeśli chce utrzymać dom. 

— Co na to hrabia? 

— Powiedział: „Prędzej ujrzę cię martwą!" 

background image

—  Czy  ktoś  jeszcze  słyszał  te  słowa?  —  zapytał  komisarz 

spoglądając po zgromadzonych. 

James powiedział coś niewyraźnie. 

— Nazwisko? 

— James Hater, sir. 

— Czy to, co przed chwilą powiedział pan Burrows, jest prawdą? 

— Tak, sir. 

— Kto jeszcze był wtedy w hallu? 

— Ja, sir. 

— Nazwisko? 

— Henry Jackson, sir. 

— I ty także słyszałeś te słowa? 

— Tak, sir. 

Stojący  dalej  Feliks  Hanson  westchnął  głośno  i  zakrył  oczy 

rękoma. Tym razem komisarz zwrócił się do hrabiego. 

—  Czy  przyznaje  pan,  że  przytoczone  tu  słowa  rzeczywiście 

padły wczoraj z pańskich ust? 

— Tak — odpowiedział hrabia. 

Zaległa przeraźliwa cisza. Jedna ze służących pociągnęła nosem. 

—  Mam  prawo  wstrzymać  się  z  obroną  do  przyjazdu  mojego 

adwokata  —  mówił  dalej  hrabia  —  lecz  chciałbym  powiedzieć  tu 

wszystkim,  że  zwróciłem  się  tak  do  matki  w  afekcie,  ale  jej  nie 

zamordowałem.  Jeśli  zginęła  z  ręki  skrytobójcy,  to  z  pewnością  nie 

była to moja ręka! 

background image

Spojrzał  w  stronę  Feliksa  Hansona,  który  wciąż,  w  geście 

rozpaczy, ręką zasłaniał oczy. 

—  W  tych  okolicznościach,  milordzie,  muszę  pana  prosić,  aby 

udał się pan ze mną na komisariat, gdzie zostanie sporządzony raport. 

— Oczywiście — zgodził się hrabia. 

Nagle niespodziewanie do przodu wysunęła się Olinda. 

— Czy mogę coś powiedzieć? 

Wszyscy spojrzeli w jej stronę. 

— Proszę podać nazwisko. 

—  Nazywam  się  Olinda  Selwyn.  Jestem  córką  świętej  pamięci 

lorda Selwyna, który był kiedyś Najwyższym Sędzią Anglii. 

Rozległ  się  głośny  pomruk  zdziwienia.  Komisarz  odezwał  się 

grzecznie: 

—  Pamiętam  pani  ojca,  panno  Selwyn,  co  chciała  pani 

powiedzieć? 

—  Hrabia  wyszedł  wczoraj  z  domu  natychmiast  po  kłótni  z 

matką. Był na wyspie przy greckiej kaplicy. Dołączyłam tam do niego 

po dziewiątej wieczorem. 

— Jak długo byliście tam razem? 

— Prawie do drugiej w nocy. 

— Czy hrabia wrócił do domu razem z panią? 

— Nie, chciał jeszcze pospacerować. 

— To znaczy, że wróciła pani do domu sama? 

—  Tak.  W  powrotnej  drodze  zatrzymałam  się  na  chwilę  przy 

trawniku,  aby  spojrzeć  na  księżyc.  I  wtedy  właśnie  zobaczyłam 

background image

mężczyznę,  który  wychodził  z  pokoju  hrabiny  przez  okno.  — 

Wszyscy  znieruchomieli.  —  Spuszczał  się  rynną  na  dół.  Nie  miał  z 

tym  kłopotów,  bo  był  dobrze  zbudowany.  Zeskoczył  na  ziemię  i 

przeszedł przez trawnik. Niósł ze sobą białe zawiniątko. Zakopał je w 

jednym z klombów. 

— Czym to zrobił? 

—  Rękoma.  Potem  wrócił  do  domu,  małym  nożykiem  podważył 

zamek w oknie biblioteki i wszedł do środka. 

Nagle rozległ się przeraźliwy krzyk. 

— To były klejnoty hrabiny! — krzyknęła panna Heyman bardzo 

zdenerwowana.  —  To  złodziej  je  zabrał!  Myślałam,  że  jaśnie  pani  je 

gdzieś odłożyła, a to ktoś je ukradł! 

—  Można  je  odnaleźć  nietknięte  w  jednym  z  klombów  — 

powiedziała spokojnie Olinda. 

— Czy rozpoznała pani tego mężczyznę? — zwrócił się komisarz 

do Olindy. 

— Tak. 

Popatrzyła w stronę Feliksa Hansona. Ich oczy spotkały się. Nagle 

rozległ się jego krzyk: 

— Do diabła!  Dobra, wziąłem te klejnoty. Myślałem, że nikt nie 

będzie się o nie martwił. Ale ja jej nie zabiłem! Kiedy tam wszedłem, 

była już martwa. Martwa, mówię wam! 

Jego histeryczny krzyk rozbrzmiewał w hallu. 

Nagle służący podszedł do Olindy i wręczył jej telegram. 

 

background image

Rozdział 7 

Olinda spacerowała po ogrodzie. Był trochę zaniedbany: trawniki 

już  dawno  powinny  być  przycięte.  Tylko  wokół  domu  wyglądał 

ładnie.  Stary  Hodges  bardziej  dbał  o  warzywa  niż  o  kwiaty.  Olinda 

wdychała z rozkoszą zapach róż i przewiercieni. Pachniały prawie tak 

samo  jak  szlachetne  róże,  których  osobiście  doglądała  lady  Selwyn 

kiedyś, gdy była zdrowa. 

Wszystkie  kwitnące  kwiaty  Olinda  włożyła  do  trumny,  aby 

chociaż trochę ożywiły smutną szarość wiejskiego kościółka. Dotarła 

do  strumienia  i  zapatrzyła  się  na  płynącą  wodę.  Przypomniała  sobie 

nieruchomą taflę jeziora z Kelvedonu i pełne gracji łabędzie unoszące 

się na jego powierzchni. Jej myśli nie mogły oderwać się od tamtego 

miejsca. 

Wspomnienie hrabiego raniło ją bardzo boleśnie i była pewna, że 

zawsze  już  tak  będzie.  „Koniec,  już  po  wszystkim,  dlaczego  nie 

chcesz  spojrzeć  prawdzie  w  oczy?",  powtarzała  wkoło,  wiedziała 

jednak,  że  nie  da  się  uciec  od  własnych  wspomnień.  Zawsze 

pozostanie  tęsknota  za  uczuciem  zachwytu,  którego  doznała  przy 

pierwszym pocałunku. 

Nie  widziała  hrabiego,  od  kiedy  wyjechała  z  Kelvedonu.  W 

dramatycznej  chwili  wyznań  Feliksa  Hansona  Olinda  przeczytała 

telegram, który podał jej służący.  

„Przyjedź natychmiast. Nanny."  

background image

Domyśliła  się,  że  matka  musi  być  bardzo  chora.  Miała  nadzieję, 

że  jeszcze  ją  zobaczy  żywą.  Jednak  już  w  progu  twarz  Nanny 

powiedziała jej wszystko. 

—  Jaśnie  pani  umarła  we  śnie  —  powiedziała  Nanny.  —  Na 

pewno wolała umrzeć nie będąc świadoma tej chwili. 

—  Och,  Nanny,  dlaczego  nie  było  mnie  wtedy  przy  niej?  — 

płakała Olinda. 

—  I  tak  panienka  nie  mogłaby  jej  pomóc,  zresztą  nikt  z  nas  nie 

spodziewał się, że umrze.  Lekarz mówił, że  wygląda lepiej. A już po 

jej  śmierci  powiedział,  że  bardzo  cierpiałaby,  gdyby  dłużej  żyła. 

Przecież nie chciałaby panienka tego? 

— Oczywiście, że nie. 

— Czy panienka wiedziała, że jaśnie pani miała raka? 

— Podejrzewałam to. 

—  Dobrze,  że  umarła  we  śnie.  Panienka  musi  być  teraz  dzielna. 

Jaśnie pani na pewno bardzo życzyłaby sobie tego. 

Olinda  stała  przy  łóżku  swej  matki.  Wiedziała,  że  Nanny  ma 

rację.  Trudno  byłoby  zachować  spokój  patrząc  na  ból  i  cierpienie 

ukochanej  osoby  —  matki.  „Najpierw  ojciec,  potem  Gerald  i  teraz 

mama. Zostałam zupełnie sama" — rozpaczała Olinda. 

Pogrzeb  był  bardzo  skromny.  Nie  miały  wielu  krewnych  ani 

znajomych.  O  śmierci  swej  matki  Olinda  zawiadomiła  dwóch 

kuzynów i kilku serdecznych przyjaciół ojca, którzy zawsze przysyłali 

życzenia na święta Bożego Narodzenia. 

background image

Po  pogrzebie  Olinda  zaczęła  zastanawiać  się  nad  swoją 

przyszłością.  Wraz  ze  śmiercią  matki  renta  została  zmniejszona  o 

połowę.  To  oznaczało,  że  zamiast  dwóch  lat,  trzeba  czterech,  aby 

spłacić  długi  brata.  Gdyby  dorabiała  choć  trochę,  wystarczyłoby  na 

bardzo oszczędne życie dla niej i dla Nanny. 

Myśl o pracy znowu przypomniała jej Kelvedon i hrabiego. „Nie 

będzie mnie już więcej potrzebował" — myślała otwierając „Timesa" 

dwa  dni  po  powrocie  do  domu.  Znalazła  tam  informację:  „Z  żalem 

zawiadamiamy o nagłej śmierci hrabiny wdowy po hrabi z Kelvedonu 

spowodowanej  atakiem  serca.  Hrabina  przeżyła  47  lat.  Jako  lady 

Rozelina  Alward,  córka  drugiego  księcia  Hull,  została  poślubiona  w 

roku  1857  dziewiątemu  hrabiemu  Kelvedonu.  Z  małżeństwa  tego 

narodził  się  jeden  syn,  obecnie  kawaler  i  spadkobierca  majątku.  Od 

śmierci ojca w 1893 roku — dziesiąty hrabia Kelvedonu." 

„Atak  serca",  pomyślała.  Takie  oświadczenie  uwalniało  od 

zarzutów każdego, nawet Hansona. Olinda wierzyła mu, kiedy mówił, 

że znalazł ją martwą. To prawda, że był kobieciarzem, egoistą i szukał 

łatwego  życia,  ale  to  jeszcze  nie  powód,  by  podejrzewać  go  o 

morderstwo. Cieszyła się, że  obyło się bez skandalu. Hrabia osiągnął 

wszystko, czego pragnął. 

A  ona  nie  była  mu  więcej  potrzebna  i  z  pewnością  szybko 

zapomni  o  dziewczynie-zjawie,  z  którą  w  ciemnościach  rozmawiał  o 

swoich problemach. Olinda zamyśliła się. Jakie to dziwne, że zawsze 

spotykali  się  o  zmierzchu  lub  w  nocy:  w  komnacie  księżnej,  przy 

greckiej kaplicy, u stóp Ateny i znowu na wyspie w świetle księżyca. 

background image

„Jestem  dla  niego  tylko  snem  i  zapomni  mnie  tak  jak  się  zapomina 

sny." 

Usiłowała oderwać od niego swe myśli i skupić się na rozmowie z 

Nanny,  ale  wciąż  czekała  z  nadzieją  na  pukanie  do  drzwi,  telegram 

czy list. „Może był wdzięczny, że uratowałam go od podejrzeń służby 

i  komisarza.  Nie  musiał  składać  formalnego  oświadczenia  na  policji. 

Ale i bez mojej pomocy odkryliby prawdę." 

Kiedy  otoczyły  ją  ciemności  w  zaciszu  jej  własnego  pokoju,  nie 

mogła  dłużej  nad  sobą  panować.  Ciało  drżało,  a  gorące  łzy  spływały 

po policzkach. 

— Kocham go, kocham — szeptała do poduszki. 

Żeby  chociaż  mogła  go  zobaczyć!  Minął  tydzień,  a  ona  nie 

otrzymała  z  Kelvedonu  żadnej  wiadomości  i  utraciła  już  wszelką 

nadzieję.  Stała  zamyślona  przy  strumieniu  obserwując  małą  rybkę 

przemykającą  między  kamieniami.  Słońce  prześwitywało  przez 

gałęzie  drzew  i  skrzyło  się  na  wodzie.  Przypominała  sobie  odbicie 

gwiazd w jeziorze i złote światło okien. 

Hrabia  jest  już  wolny.  Sam  decyduje  o  wszystkim.  Może  teraz 

przyjmować swych przyjaciół w Kelvedonie. Oni będą umieli docenić 

piękno tej rodowej siedziby. Ale jeśli ma to być dom, hrabia powinien 

się ożenić. Może nawet już się to stało?  

Ta  myśl  ją  przeraziła.  Pamiętała  przecież,  jak  mówił,  że  obrazy 

nie należą do niego, lecz do jego syna i jego następców. „Musi mieć 

dziedzica  —  myślała  Olinda  —  a  Kelvedon  potrzebuje  nie  jednego 

dziecka, lecz wielu." Gdyby on sam miał rodzeństwo, nie obdarzyłby 

background image

matki  tak  wielką  miłością  a  potem  rozczarowanie  nie  byłoby  takie 

bolesne. 

—  Muszę  się  modlić,  żeby  znalazł  miłość,  prawdziwą  miłość  — 

szeptała Olinda — i aby żona urodziła mu dużo dzieci. 

Olinda  całym  sercem  życzyła  szczęścia hrabiemu,  jednak  myśl  o 

innej kobiecie w jego ramionach sprawiała jej wielki ból. Przecież ją 

pocałował,  a  ona  go  pokochała.  Żal  ścisnął  jej  serce.  Nie  zdołała 

powstrzymać łez. Odbicie słońca na powierzchni wody rozmazało się. 

— Czy ty płaczesz, Olindo? 

Ktoś  stanął  obok  niej.  Wstała  szybko,  zdziwiona, bo  nie  słyszała 

odgłosu  kroków.  Spojrzała  przez  łzy  na  intruza.  Zanim  zdążyła  się 

zorientować,  przytulił  ją  mocno  do  siebie,  jakby  chciał  odgonić 

smutki,  które  wywołały  łzy  w  jej  oczach.  Złożył  pocałunek  na  jej 

ustach  i  oboje  przenieśli  się  w  inny  świat.  Zabrał  ją  z  otchłani 

rozpaczy, łez i obaw prosto ku bramom raju. Teraz była bezpieczna i 

szczęśliwa.  

Po  chwili  podniósł  głowę,  popatrzył  na  nią  z  zachwytem  i 

powiedział: 

— Moja kochana! Mój cudowny śnie! Tak za tobą tęskniłem! 

— Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę — wyszeptała Olinda 

— i że nie będziesz mnie już potrzebował. 

Spojrzała  na  niego.  Nigdy  przedtem  nie  widziała  go  w  tak 

radosnym nastroju. 

— Nie będę cię potrzebować? Jak mogłaś myśleć coś takiego? 

— Bo masz już wszystko, czego pragnąłeś. 

background image

—  Wszystko  oprócz  ciebie  —  odparł  —  a  ty  jesteś  dla  mnie 

najważniejsza. Tylko z tobą będę szczęśliwy. 

— Naprawdę tak myślisz? 

Hrabia przytulił ją mocno. 

—  Bardzo  mi  pomogłaś,  Olindo.  Dzięki  tobie  uwierzyłem  w 

siebie  i  postanowiłem,  że  nawet  bez  odpowiednich  funduszy 

utrzymam Kelvedon! — Spojrzał jej głęboko w oczy. — I wierzę, że z 

twoją pomocą mógłbym tego dokonać. 

— Oczywiście, że tak. 

— Ale nie bez ciebie. 

I znowu ją całował. Długo i władczo, jakby wszystko, co miała do 

zaoferowania: serce, rozum i duszę, należało już do niego. 

Usiedli obok siebie na powalonym pniu. 

—  Nie  mogłem  wyrwać  się  wcześniej  —  wyjaśnił. —  Musiałem 

sam dopilnować wielu spraw. Na pogrzeb przyjechało dużo krewnych 

i  nie  wszyscy  odjechali  zaraz  po  ceremonii.  Moja  matka  już  od 

pewnego  czasu  chorowała  na  serce.  Doktor  przestrzegał,  aby  się  nie 

przemęczała i nie denerwowała.  Gniew był bardzo niebezpieczny dla 

jej zdrowia. 

— Wiedziałeś o tym? 

Hrabia pokręcił głową przecząco. 

—  Moja  matka  nie  mówiła  nigdy,  że  ma  kłopoty  ze  zdrowiem. 

Bała się, iż to oznaka starości, a poza tym nie było mnie  w domu od 

dwóch lat — wyjaśnił z wyraźnym poczuciem winy. 

background image

—  Uważam,  że  to  nie  ma  znaczenia,  zresztą,  jeśli  twoja  matka 

miałaby  wybór,  na  pewno  wolałaby  zostać  w  pamięci  jako  piękna 

kobieta. 

—  To  prawda  —  zgodził  się  hrabia  —  lecz  jeśli  umarłaby 

dwadzieścia  cztery  godziny  wcześniej,  nie  cierpiałaby  z  powodu 

perfidii Hansona i mojej głupoty. 

Znowu  pojawił  się  ból  w  jego  głosie.  Olinda  szybko  uścisnęła 

jego rękę. 

—  Nie  możesz  robić  sobie  wyrzutów  —  powiedziała.  —  Musisz 

być rozsądny i pogodzić się z tym.  Twój  ojciec na pewno nie chciał, 

abyś został wydziedziczony. 

— To prawda. Teraz muszę pomyśleć o przyszłości, razem z tobą, 

Olindo. 

— Z największą przyjemnością — powiedziała ciepło. 

—  A  jeśli  chodzi  o  Feliksa  Hansona,  byłem  dla  niego  bardzo 

szczodry. Matka wypisała mu czek na osiem tysięcy funtów. Przyznał, 

że  miała  zamiar  go  anulować,  ale  pozwoliłem  mu  zatrzymać  te 

pieniądze. 

— Bardzo mnie cieszy twoja decyzja. 

— Zabrał ze sobą także samochód, który podarowała mu kiedyś. 

—  Uśmiechnął  się  i  dodał:  —  To  nie  był  akt  wielkiej  szczodrości  z 

mojej strony. Nie lubię samochodów. Kocham swoje konie. 

— Ja także kocham konie — szepnęła cicho. 

— Wszystkie czekają na ciebie w Kelvedonie. 

Olinda westchnęła ze szczęścia i położyła głowę na jego ramieniu. 

background image

—  Mamy  wiele  do  zrobienia,  kochanie  —  powiedział  —  lecz 

przede wszystkim pragnę z tobą rozmawiać. Musimy przedyskutować 

wiele  spraw  dotyczących  naszej  wspólnej  przyszłości.  Na  pewno  nie 

będziemy  się  nigdy  nudzić, jeśli  nawet  dużą  część  życia  spędzimy  w 

Kelvedonie. 

— Ja bardzo pokochałam Kelvedon. 

— Czy mówisz tak, aby zrobić mi przyjemność? 

Przytrzymał dłonią jej podbródek i spojrzał przenikliwie w oczy. 

—  Czy  wiesz,  że  nigdy  jeszcze  nie  patrzyliśmy  sobie  prosto  w 

oczy przy świetle dnia? 

—  Myślałam  o  tym  —  przytaknęła  Olinda.  —  Zawsze 

spotykaliśmy się o zmierzchu lub w nocy. 

— Mój cudowny śnie — powiedział ze wzruszeniem. — W dzień 

jesteś jeszcze piękniejsza. Widzę teraz twoje oczy pełne blasku słońca 

i te prześliczne włosy. 

Przyglądał się uważnie jej twarzy, jakby chciał zapamiętać każdy 

szczegół.  Olinda  przymknęła  oczy  i  czerwone  rumieńce  pokryły  jej 

policzki. 

— Czuję się onieśmielona — próbowała protestować. 

— Bardzo lubię, gdy tak się czerwienisz — powiedział czule. — 

Muszę  ci  się  przyznać,  że  trochę  obawiałem  się  ciebie  i  twojej 

mądrości. Mówiłaś, co powinienem robić, jak pokonywać trudności i 

jak  osiągać  ideały,  po  które  nigdy  nie  ośmieliłbym  się  sięgnąć.  — 

Olinda  drżała  ze  szczęścia.  —  A  teraz  znajduję  nie  amazonkę  czy 

background image

Joannę  d'Arc,  lecz  śliczną,  młodą  dziewczynę,  która  rumieni  się  ze 

wstydu. Myślałem, że kobiety już tego nie potrafią. 

Olinda  próbowała  wysunąć  się  z  objęć  hrabiego,  ale  jego  usta 

znalazły jej wargi i znowu poszybowali ku niebiosom. 

—  Chciałbym  jeszcze  ci  coś  powiedzieć  —  rzekł  podniósłszy 

głowę.  —  Kiedy  zobaczyłem  cię  pierwszy  raz  w  komnacie  księżnej, 

miałem  wrażenie,  że  gdzieś  cię  już  widziałem.  Jednak  nie  mogłem 

sobie wtedy przypomnieć. 

— A teraz? 

—  Przypominasz  mi  kobiecą  postać  z  obrazu  Leonarda da  Vinci 

Zwiastowanie. Kiedy Leonardo malował ten obraz był jeszcze bardzo 

młodym  człowiekiem.  Anioł  Gabriel  przychodzi  do  Marii  o 

zmierzchu. Natura także jest częścią cudu — pogłębia kontrast między 

szarością dnia i bladozłotymi włosami dziewicy. 

Hrabia ucałował włosy Olindy. 

—  Często  oglądałem  ten  obraz  w  Luwrze.  Robił  na  mnie 

szczególne  wrażenie.  Teraz  już  wiem  dlaczego:  widziałem  na  nim 

ciebie. 

Olinda wtuliła się w jego ramiona. 

— Jestem szczęśliwa, bardzo szczęśliwa, że myślisz o mnie w ten 

sposób. Myślałam... 

— Co myślałaś? 

—  Że  uznasz  mnie  za  kobietę  łatwą  do  zdobycia,  gdyż 

pozwoliłam ci się pocałować. 

background image

— Nic takiego nie przyszło mi nawet do głowy. Czułem, że jesteś 

niewinna i doskonała. 

Ucałował jej oczy i czoło. 

—  Muszę  cię  lepiej  poznać.  Mam  wrażenie,  że  odnajdę  w  tobie 

więcej niż kiedykolwiek spodziewałem się odkryć w którejś z kobiet. 

—  Byłabym  bardzo  smutna,  gdybyś  się  rozczarował  — 

wyszeptała Olinda. 

—  Czy  nie  mówiłaś,  że  prawdziwa  miłość  składa  się  z  serca, 

umysłu  i  duszy?  —  Pocałował  ją  czule.  —  Wiem,  że  jestem  bardzo 

zarozumiały sądząc, że zdobędę twe serce. 

— Ono... już jest twoje — wyszeptała nieśmiało Olinda. 

—  Przy  tobie  będę  musiał  odświeżyć  swoje  wiadomości.  Kiedyś 

miałem wiele zainteresowań, jednak czas spędzony w Paryżu był pod 

tym względem, niestety, zmarnowany. 

—  Z  pewnością  nie  jesteś  mniej  inteligentny  od  swojego  ojca, 

który był człowiekiem szanowanym i znanym ze swej mądrości. 

—  Jeśli  ty  odziedziczyłaś  żądzę  wiedzy  po  swoim  ojcu,  drżę  na 

myśl, jak mądre będą nasze dzieci. 

— Bardzo bym chciała, aby były takie jak ty  —  wyznała i znów 

się zarumieniła. 

— Z pewnością odziedziczą twój charakter. — Hrabia uśmiechnął 

się. — No i urodę. Czy wiesz, moja słodka, że jesteś bardzo piękna? 

— Nikt jeszcze mi tego nie mówił. 

—  Będę  to  powtarzać  tak  długo,  aż  mi  uwierzysz.  Jest  jeszcze 

trzecia część miłości — dusza. 

background image

— Czy uważasz, że ją mamy? 

— Ty na pewno, dlatego chciałbym cię prosić, abyś pomogła mi 

odnaleźć moją. — Przytulił ją mocno do siebie. — Kiedy tęskniłem za 

tobą,  modląc  się,  aby  czas  szybciej  mijał  i  abym  mógł  do  ciebie 

przyjechać, przeglądałem książkę o księżnej de Mazarin. Miałaś rację, 

kochanie, ich miłość była pełna. Żadna kobieta nie znaczyła dla króla 

tyle co księżna. 

— Inspirowała go. 

—  Tak  jak  ty  mnie!  Nauczyła  go  inaczej  patrzeć  na  świat, 

pokochała  go  całym  sercem.  Tak  jak  ty,  kochanie.  Podarowałaś  mi 

miłość, o jakiej nie miałem pojęcia: wzniosłą i czystą. I wiem już, że 

miałaś  rację,  Olindo,  miłość  czyni  bogów  z  ludzi.  Jest  rajem  dla 

zakochanych. 

—  Tak  właśnie  myślałam,  kiedy  pierwszy  raz  mnie  pocałowałeś 

— wyszeptała uszczęśliwiona — ale  bałam się, że możesz mieć inne 

zdanie. 

— Nasz pierwszy pocałunek był inny od tych, które dawałem lub 

otrzymywałem od kobiet. Był pełen uczucia i przyznaję, że trochę się 

bałem. 

— Bałeś? 

—  Bałem  się,  że  to  tylko  moja  fantazja.  —  Po  chwili  dodał:  — 

Nie  zamierzałem  cię  wtedy  pocałować.  Bardzo  się  cieszyłem,  że  jest 

ktoś,  kto  mnie  rozumie.  Wydawało  mi  się,  że  spotkałem  nieziemską 

istotę, zjawę, która może zniknąć w każdej chwili. 

— A po pierwszym pocałunku? 

background image

—  Trochę  się  boję,  że  jesteś  tylko  snem  i  że  cię  utracę  wraz  z 

nadejściem nocy. 

— Zostanę z tobą na zawsze. 

— Będziemy wspólnie spędzać czas przez całe dnie i noce. Wciąż 

będę cię trzymał w ramionach, aby mieć pewność, że nie uciekniesz. 

Hrabia  wziął  Olindę  za  rękę  i  razem  zaczęli  iść  w  stronę  domu. 

Kiedy znaleźli się między krzakami dzikich róż i przewiercieni, hrabia 

nagle przystanął. 

—  Czy  to  wszystko  dzieje  się  naprawdę?  —  zapytał.  —  Czy  to 

możliwe,  by  tak  nagle  przenieść  się  z  otchłani  rozpaczy  w  bezmiar 

szczęścia? 

—  Kiedy  dwoje  ludzi  kocha  się  —  odpowiedziała  —  prawdziwa 

miłość jest jak święty Graal i można ją znaleźć. 

— My ją znaleźliśmy — powiedział hrabia. 

Spojrzała na niego zakochanymi oczyma, pełnymi blasku, jakiego 

nie  widział  u  żadnej  kobiety.  Ich  usta  znowu  się  odnalazły,  a  dusze 

wzniosły  ku  nieosiągalnym  szczytom.  I  tak  pozostali,  otuleni  boską 

poświatą miłości.