background image

 

Lucy Clark 

 

Stworzeni dla siebie 

 

background image

Rozdział 1 

 
– 

Cóż  to  znowu?  –  jęknęła  Kirsten,  słysząc  natarczywy 

dźwięk dzwonka. 

Zajrzała do ciasta i szybko zamknęła piekarnik. Spojrzała na 

zegar – 

wpół do dziewiątej. 

– 

Jeśli  to  jakiś  natrętny  akwizytor,  to  niech  się  utopi  – 

mruknęła ze złością, przemierzając hol. – Dzisiaj wody nie brak 
– 

dodała.  Rzeczywiście,  od  samego  rana  lał  ulewny  deszcz.  – 

Zaraz, zaraz! – 

zawołała, zirytowana, że musi się spieszyć. 

Ostatnie  tygodnie  nie  były  dla  niej  łatwe  i  wcale  nie 

wyglądała gości. Dzwonek znów zadzwonił, gdy ujęła klamkę. 

– Zaraz! – 

zawołała głośniej i zmarszczyła czoło. 

Kto  do  licha  dobija  się  do  jej  domu  w  niedzielny  wieczór 

przy  takiej  podłej  pogodzie?  Zanim  otworzyła  drzwi,  zapaliła 

światło  przed  domem.  Gniewne  słowa  zamarły  jej  na  ustach, 

gdy zobaczyła, kto za nimi stoi. 

– Joel? 

Jej  irytacja  ulotniła  się  bez  śladu  na  widok  mokrej  twarzy 

przybysza,  po  której  spływały  strugi  deszczu.  Gdy  tak  stała  i 

patrzyła  na  niego  przez  drzwi  przesłonięte  siatką,  usłyszała 

odjeżdżającą  taksówkę.  Pasma  ciemnych  włosów  Joela 

przykleiły mu się do głowy, na rzęsach drżały krople deszczu, 

przenikliwe  spojrzenie  niebieskich  oczu  utkwione  było  w  jej 

twarzy.  Serce  zabiło  jej  mocniej;  co  za  niespodzianka!  Niebo 

przecięła błyskawica, obrysowując srebrem kontur sylwetki. 

– Co tu robisz? – 

zapytała. 

Nagły  podmuch  wiatru  wtargnął  do  domu  i  Kirsten  przejął 

dreszcz. 

– 

Czy mogę wejść? – spytał niecierpliwie Joel. 

background image

–  Ach, tak. – 

Sięgnęła  po  klucz  i  otworzyła  drzwi.  Usunęła 

się na bok, by go przepuścić. Miał dwie wielkie torby podróżne i 

wspierał  się  na  lasce.  Gdy  utykając  przekroczył  próg,  Kirsten 

przypomniała  sobie  rozmowę, jaką  odbyli  ponad  trzy  tygodnie 

wcześniej. 

Poczuła  zapach  jego  wody  toaletowej  i  nagle  ogarnął  ją 

niepokój,  gdy  sobie  uświadomiła,  że  zaproponowała  mu 

kilkumiesięczny  kontrakt.  Było  to  dzień  po  przyjęciu  w  domu 

jego  rodziców  wydanym  z  okazji  rocznicy  ich  ślubu.  Od 

tamtego czasu wiele się wydarzyło i Kirsten całkiem wyleciało z 

głowy, że Joel dziś przyjedzie. 

Zamykając drzwi, lekko się o niego otarła. 
–  Przepraszam  – 

wybąkała,  usiłując  zignorować  wrażenie, 

jakie  wywarł  na  niej  dotyk  jego  ramienia.  –  Hm... poczekaj 

chwilę, przyniosę ci ręcznik. 

Pospieszyła do bieliźniarki. Zaczerpnęła tchu. Joel McElroy, 

nowy współpracownik w jej gabinecie medycyny rodzinnej – i 
nowy lokator! No, prawie lokator. Zamieszka w domku 

zbudowanym  specjalnie  dla  jej  rodziców  na  tyłach  jej  domu, 

ale...  Kirsten  otrząsnęła  się  z  zamyślenia  i  wyjęła  ręcznik,  po 

czym wróciła do gościa i podała mu go. 

– 

Dziękuję. 

Patr

zyła,  jak  wyciera  sobie  twarz  i  włosy.  Gdy  skończył, 

położył  ręcznik  na  torbie  podróżnej  i  zdjął  gruby,  zimowy 

płaszcz. Kirsten uśmiechnęła się na widok jego sterczących na 

wszystkie strony, krótkich włosów. 

– 

Gdzie to powiesić? – zapytał, zerknąwszy na nią, i wahał 

się przez moment. – Czy coś cię śmieszy? 

Kirsten potrząsnęła przecząco głową. 
– 

Tak  ci  ładnie  sterczą  włosy  –  mruknęła  i  znów  się 

uśmiechnęła. 

background image

– 

Cieszę  się,  że  cię  rozbawiłem.  –  Odpowiedział  jej 

uśmiechem. – Z tego, co mówiła mi moja siostra, wnioskuję, że 

ostatnio nie było ci łatwo. 

– To prawda – 

odparła, poważniejąc. 

Wzięła  płaszcz  Joela  i  zaniosła  go  do  domowej  pralni  i 

suszarni. Mówienie o śmierci przybranej siostry ciągle sprawiało 

jej ból. W końcu od wypadku upłynęło zaledwie dwa tygodnie. 

Dwa tygodnie od chwili, kiedy świat jej się zawalił. 

Przypomniała sobie, że Jordanne, jej serdeczna przyjaciółka, 

pytała  ją,  czy  może  powiedzieć  swemu  bratu,  Joelowi,  co  się 

stało.  Kirsten  pozwoliła,  ale  zaraz  o  tym  zapomniała, 
zaaferowana przygotowaniami 

do  pogrzebu  i  przejęta  losem 

Melissy, czteroletniej córeczki osieroconej przez Jacqui. 

Wróciwszy,  zastała  Joela  przed  kominkiem.  Zdjął 

przemoczone buty i grzał się przy ogniu. Kirsten zauważyła, że 

ma mokre nogawki dżinsów. 

– 

Coś ładnie pachnie – stwierdził wesoło. 

–  Ciasto!  – 

Pognała do kuchni i wyjęła blachę z piekarnika. 

Na szczęście ciasto nie zdążyło się przypalić. 

– 

Wygląda  wspaniale  –  usłyszała  głos  za  plecami.  Nie 

wiedziała, że Joel podążył za nią. – Z jakiej to okazji? 

– 

Po prostu lubię piec ciasto. 

– 

Gdyby  zostały  ci  jakieś  resztki,  chętnie  się  poczęstuję  – 

oznajmił. – Przepadam za domowym ciastem i ciasteczkami. 

– 

Nic  dziwnego.  Przecież  twoja  matka  jest  wspaniałą 

kucharką. 

– 

No właśnie. – Skinął głową. – Zawsze wiedzieliśmy, kiedy 

mamę  coś  dręczyło,  bo  wtedy  szalała  w  kuchni  jak  burza. 

Mówiła,  że  pieczenie  koi  jej  nerwy.  Nie  wchodziliśmy  jej  w 

drogę,  bo  jak  tylko  zjawialiśmy  się  w  kuchni,  od  razu  pędziła 
nas do roboty – 

mówił scenicznym szeptem. 

background image

Kirsten roześmiała się i wyjęła ciasto z formy. Joel wciągnął 

głęboko w płuca aromatyczny zapach i oblizał wargi. 

– Mm. Pachnie jak czekoladowy placek mojej mamy. 
– 

Zgadza się. Korzystałam z jej przepisu. 

– 

Naprawdę? 

– 

Zapominasz,  że  często  bywałam  w  waszym  domu,  kiedy 

razem z Jordanne studiowałyśmy medycynę. 

– 

Czy się kiedyś spotkaliśmy? 

–  Tak.  – 

Spojrzała  na  ciasto,  uśmiech  uleciał  z  jej  twarzy. 

Widywała niekiedy siostrę i wszystkich czterech braci Jordanne 

i  chociaż  wszyscy  mężczyźni  w  rodzinie  McElroyów  byli  do 

siebie  podobni,  Joel  najbardziej  zapadł  jej  w  pamięć.  Może 

dlatego,  że  był  obieżyświatem,  wiecznym  podróżnikiem.  Brał 

udział w zawodach narciarskich w różnych częściach świata, a 

wtedy, gdy zdobył na olimpiadzie srebrny medal, Kirsten akurat 

była  w  domu  jego  rodziców  i  wraz  z  całą  rodziną  oglądała  w 
telewizji jego wyczyn. 

– Kiedy? – 

Wydawał się zaskoczony. 

– 

Byłam  na  drugim  roku.  Przyjechałeś  na  kilka  tygodni  do 

domu po jakichś zawodach. 

– 

Zawsze  wracałem  do  domu  po  ciężkich  zmaganiach.  – 

Skinął głową. – Pobyt na łonie rodziny uspokaja. 

– Urok zwycza

jności? 

– Chyba tak – 

przyznał, zerkając na placek. 

– 

Poczęstujesz się? 

– 

Już myślałem, że nie spytasz. – Uśmiechnął się, jego oczy 

wyrażały oczekiwanie. 

Kirsten potrząsnęła głową, po czym wyjęła talerzyki. 
– 

Ciasto zawsze mi najlepiej smakowało, kiedy było jeszcze 

ciepłe. – Przyglądał się, jak Kirsten kroi placek. 

– 

Po takim cieście można dostać niestrawności – zauważyła. 

background image

– I kto to mówi? – 

powiedział kpiąco, biorąc od niej talerzyk. 

Nie  czekając  na  widelczyk,  wziął  palcami  kawałek  placka  i 

ugryzł  spory  kęs.  Wydał  pomruk  zachwytu  i  kiwnął  głową.  – 
Pyszne – 

wymamrotał z pełnymi ustami. 

Kirsten znowu wybuchnęła śmiechem, pierwszy raz od czasu 

tragedii  tak  serdecznym.  Spróbowała  placka,  rozkoszując  się 

jego smakiem. Przełknąwszy, spojrzała na Joela. 

– 

Dziękuję ci – odezwała się. 

– 

Ależ  proszę  –  odparł,  a  ona  natychmiast  pojęła,  że  on 

dobrze wie, za co mu podziękowała. – Gdybyś chciała z kimś o 

tym  pomówić,  w  każdej  chwili  możesz  się  do  mnie  zwrócić. 

Człowiekowi jest trudno, kiedy traci kogoś, kogo kocha. – Jakaś 

nutka  w  głosie  Joela  nasunęła  Kirsten  myśl,  że  może  on  też 

stracił kogoś bliskiego. 

Łzy napłynęły jej do oczu. Skinęła w milczeniu głową. 
– Herbaty? – 

spytała. Nie czekając na odpowiedź, odwróciła 

się  i  zaczęła  napełniać  czajnik  wodą.  Ręce  jej  się  trzęsły, 

rozlewała  wodę.  Pociągnęła  nosem,  usiłując  rozpaczliwie 

powstrzymać  płacz,  ale  poddała  się,  kiedy  poczuła  łzę  toczącą 

się po policzku. 

– Pozwól – 

usłyszała. 

Joel  odsunął  ją  na  bok  i  nalał  wody  do  czajnika,  ona  zaś 

ukryła twarz w dłoniach i wybuchnęła płaczem. 

–  No, no – 

powiedział  cicho  i  zanim  Kirsten  pojęła,  co  się 

dzieje,  objął  ją  i  przycisnął  do  piersi.  Wtuliła  twarz  w  jego 

miękki wełniany sweter i dała upust długo tłumionemu żalowi. 

– 

Wyrzuć to z siebie – mruknął, gładząc jej długie włosy. – 

Opowiedz mi o tym. 

– 

Jacqui była dla mnie jak siostra – wyjąkała wśród łkań. – 

Mając kilkanaście lat, straciła rodziców. Zamieszkała u nas, a po 

paru  miesiącach  moi  rodzice  ją  adoptowali.  Byłyśmy  sobie 

background image

bardzo  bliskie...  Teraz  muszę  się  zaopiekować  jej  czteroletnią 

córeczką.  Od  śmierci  rodziców  Melissa  nie  przemówiła  ani 

słowa,  krzyczy  tylko  przez  sen  i  prawie  nie  je.  –  Kirsten 

pociągnęła nosem. – Co ja mam robić? 

Jej ciałem wstrząsały spazmy. Po dłuższej chwili zaczęła się 

uspokajać. Życzliwość Joela przerwała tamy, a teraz pomagała 

je  zamknąć.  Kirsten  znów  pociągnęła  nosem,  nagle  świadoma 

siły  jego  ramion.  Znowu  jego  woda  toaletowa  podrażniła  jej 

zmysły i poczuła, że serce bije jej mocniej. Ogarnęło ją poczucie 

bezpieczeństwa. 

Joel jeszcze przez moment nie 

wypuszczał jej z objęć, zanim 

niechętnie z nich się uwolniła. 

– Przepraszam – 

szepnęła. 

–  Nie przepraszaj. – 

Jakby  dla  podkreślenia  tych  słów, 

potrząsnął głową. 

Ogłuszający  huk  wstrząsnął  powietrzem  i  nawet  przez 

zaciągnięte zasłony widać było, jak niebo rozbłysło. 

Jak  rażeni  piorunem,  przemknęło  Kirsten  przez  głowę,  gdy 

oboje, spojrzawszy wpierw w okno, zatopili w sobie wzrok. 

Przez  długą  chwilę  nie  odrywali  od  siebie  oczu.  Kirsten 

oblizała wargi i odgarnęła z oczu kosmyki włosów. Zdała sobie 

sprawę, że musi okropnie wyglądać i była na siebie zła, że się 

rozbeczała przy prawie obcym człowieku. To prawda, że przez 

długie lata była blisko z rodziną Joela, ale o nim samym prawie 

nic nie wiedziała. Tylko to – że odkąd spotkali się dawno temu 
jeden jedyny raz, 

zawsze ciągnęło ją do niego. 

Kiedy  Jordanne  podsunęła  jej  myśl,  żeby  zaproponowała 

Joelowi,  by  pomógł  jej  w  prowadzeniu  praktyki  lekarskiej, 

Kirsten rozważała argumenty za i przeciw. Przeważył argument 

zgoła  nieracjonalny  –  jej zainteresowanie Joelem jako 

mężczyzną. 

background image

Przypuszczała,  że  to  był  pomysł  jej  dwu  bliskich 

przyjaciółek,  Sally  i  Jordanne,  które  niemal  jednocześnie  w 

ciągu  ostatnich  miesięcy  znalazły  prawdziwą  miłość.  Zawsze 

trzymały  się  wszystkie  razem  i  wprawdzie  teraz  też  urządzały 

panieńskie wieczory, ale już nie tak często jak dawniej. 

Więc Kirsten zaryzykowała i spytała Joela, czy miałby ochotę 

zatrudnić  się  u  niej  w  niepełnym  wymiarze  godzin,  zarazem 

lecząc uraz kolana. Wtedy nie przeczuwała, że wkrótce nastąpią 
wydarzenia, które nagle odmienia 

jej  życie.  To  przez  nie 

wyleciało jej z głowy, iż Joel dziś przyjedzie. 

Ale  o to  teraz  p atrzą  so b ie  w  oczy:  o n  w  jej  zielo n e,  o n a w 

jego niebieskie. Włosy prawie mu wyschły, lecz ciągle sterczą. 

Bez wątpienia Joel McElroy jest bardzo przystojny. Gdy lekko 
z

marszczył brwi, Kirsten pomyślała, że może się zastanawia, jak 

ją  delikatnie  poinformować  o  swej  rezygnacji.  Wcale  nie 

miałaby mu tego za złe. 

Ta myśl ją otrzeźwiła. Odwróciła się i wyszła z kuchni. Była 

zadowolona, że Joel nie podążył za nią. Prędko wyjęła pościel i 

ręczniki  z  bieliźniarki.  Powróciwszy,  stwierdziła,  że  Joel 

nastawił  czajnik  i  właśnie  się  raczy  następnym  kawałkiem 

ciasta. Na jej widok nieśmiało się uśmiechnął. 

– 

Nie mogę się powstrzymać. Jesteś rozkoszna. 

Otworzyła szeroko oczy, w ustach poczuła suchość. 
– 

Chciałem  powiedzieć,  że  twoje  ciasto  jest  rozkoszne  – 

prędko  się  poprawił.  –  Jesteś  wspaniałą  kucharką.  –  Ugryzł 

wielki  kęs,  jakby  pragnął  udowodnić,  że  tak  jest  naprawdę  i 

jakby chciał powstrzymać potok swojej wymowy. 

Kirsten nie bardzo w

iedziała, co mówić, wiec przycisnęła do 

piersi pościel i chrząknęła. 

– 

Przyznaję,  że  w  ferworze  ostatnich  wydarzeń  całkiem 

zapomniałam, że dzisiaj przyjeżdżasz. 

background image

– 

Domyśliłem się – odparł. 

– 

Więc...  może lepiej  tej  nocy  śpij  tu  w  pokoju  gościnnym. 

Nie włączyłam w domku ogrzewania. 

Joel chwilę się jej przypatrywał, po czym potrząsnął głową. 
– 

Tam  będę  spał  –  rzekł.  –  Prędko  się  rozgrzeję.  –  Postąpił 

krok do przodu i wyciągnął ręce po pościel. – Ale dziękuję za 

propozycję. 

– Tam jest okropnie zimno. 
– 

Wierz mi, Kirsten, że spałem w miejscach zimniejszych niż 

Canberra.  Zapominasz,  że  jestem  przyzwyczajony  do  niskich 

temperatur. Jak każdy narciarz z prawdziwego zdarzenia. 

– 

Przepraszam, zapomniałam. Ja wolę lato, nie przepadam za 

chłodem.  –  Czuła,  że  się  plącze,  i  niemal  się  ucieszyła,  gdy 

usłyszała  głośne  walenie  w  drzwi.  –  A  cóż  to  znowu!  – 

Zostawiła  Joela  i  pobiegła  otworzyć.  Jej  irytacja  zniknęła  bez 

śladu  na  widok  sąsiadki,  która  wyglądała  jak  zmokły  ptak.  – 

Stephanie? Co się stało? 

– 

Prędko,  chodzi  o lana. –  Twarz  Stephanie  zalana  była 

łzami, głos brzmiał histerycznie. – Spadł z dachu. 

– 

Spadł z dachu? – powtórzyła Kirsten z niedowierzaniem. – 

Poczekaj,  wezmę  torbę.  Joel!  –  zawołała  i  pobiegła  po  torbę 

lekarską. – Weź ze schowka płaszcze i latarkę! I czy mógłbyś mi 
pomóc? – 

Pognała z powrotem do drzwi. – Syn sąsiadki spadł z 

dachu  – 

wyjaśniła, sprawdzając zawartość torby i jednocześnie 

zawiązując  włosy.  Włożyła  żółty  przeciwdeszczowy  płaszcz, 

który Joel jej podał, i nasunęła na głowę kaptur. 

– Wszystk

o zabrałaś? – zapytał. 

– Tak. – 

Kiwnęła głową. 

– 

Chodźmy. 

Stephanie ponaglała ich, gdy przemierzali rozmiękły trawnik 

pomiędzy domami. Na szczęście nie musieli forsować żadnych 

background image

płotów. 

– 

Ten  ostatni  piorun  uderzył  w  nasz  dom  –  tłumaczyła 

Stephanie  drżącym  głosem.  –  łan  właśnie  mocował  na  dachu 

antenę.  Jego  kolega  mówi,  że  miał  ją  w  ręku,  kiedy  trzasnął 
piorun. 

To nie wróżyło dobrze, ale Kirsten próbowała zbagatelizować 

sprawę. 

–  Pewno w telewizji pokazywali mecz krykieta – 

rzuciła 

lekko.  Wiedziała, że  jej  szesnastoletni  sąsiad  ma  bzika  na tym 
punkcie. 

– 

Tak. Ja czytałam w swoim pokoju i jeden z jego kolegów 

przyszedł  mi  powiedzieć,  co  się  stało.  Nie  wiedziałam,  że  łan 

wdrapał się na dach. – W głosie Stephanie brzmiał strach. – To 
on! 

Stephanie  wskazała  chłopca,  który  leżał  obok  domu,  w 

ogródku skalnym. Był widoczny w świetle latarki, którą trzymał 

w ręku jego kolega. Front domu jarzył się od świateł. 

Ruszyli  pędem.  Drugi  kolega  wyszedł  z  domu,  z  parasolem 

nad  głową.  Podszedł  do  lana  w  tej  samej  chwili  co  oni  i 

przykucnął, osłaniając parasolem leżącą postać. 

–  Nie dotykaj go – 

powiedzieli równocześnie Kirsten i Joel. 

Kirsten  uklękła  przy  głowie  lana  i  wymacała  palcami  tętno  na 

szyi  chłopca.  –  łan!  –  zawołała  głośno.  –  łan!  Czy  mnie 

słyszysz?  To  Kirsten,  sąsiadka.  –  Żadnej  odpowiedzi.  –  Słabe 

tętno  –  poinformowała  Joela,  który  klęczał  z  drugiej  strony.  – 

Stephanie,  wezwij  karetkę.  A  ty  –  wskazała  chłopca,  który 

trzymał latarkę – przynieś koce. Daj latarkę koledze. 

Kirsten włożyła rękawiczki i sprawdziła, czy łan nie połknął 

języka i czy tchawica nie jest zablokowana. 

– 

W porządku – oznajmiła z ulgą. 

– 

Dlaczego  nie  możemy  go  wnieść  do  domu?  –  zagadnął 

background image

chłopiec, który trzymał parasol i latarkę. 

– 

Może  mieć  uszkodzony  kręgosłup  –  wyjaśniła  Kirsten, 

otwierając  torbę  i  wydobywając  z  niej  latarkę  lekarską. 

Skontrolowała  źrenice  chłopca  i  oznajmiła:  –  Reaguje na 

światło. – Schowała latarkę z powrotem do torby i wyciągnęła 

aparat  do  pomiaru  ciśnienia.  –  Sto  dziesięć  na  pięćdziesiąt  – 

powiedziała po chwili. 

– Sprawdzaj pod 

kątem arytmii – rzekł Joel, a Kirsten skinęła 

głową. 

– Co to takiego? – 

zdziwił się chłopiec. 

– 

Jak masz na imię? – spytała go Kirsten. 

– 

Dwaine. A mój brat nazywa się Damian. 

– 

U  osób,  które  zostały  porażone  prądem,  zazwyczaj 

występują  zaburzenia rytmu serca –  wyjaśniła  pospiesznie 

Kirsten. Znowu zaczęła wołać lana. Żadnej reakcji. 

–  Dlaczego nie odpowiada? – 

spytał  Dwaine,  zdziwiony  i 

zatroskany. 

–  Jest nieprzytomny – 

odparł  Joel.  Naciągnął  rękawiczki  i 

przesunął  rękoma  po  ciele  lana,  sprawdzając,  czy  chłopiec  nie 

ma  uszkodzonych  kości.  –  Prawe  ramię  nie  jest  w  porządku  i 

chyba lewy staw biodrowy jest zwichnięty. 

– 

Nie mógłby pan go nastawić? – spytał Dwaine. 

– Nie – 

odparł Joel. – Najpierw trzeba zrobić prześwietlenie i 

sprawdzić,  czy  nie  ma  złamań.  A  jak  ty  się  czujesz?  –  spytał 

Joel, nie patrząc na chłopca, bo obmacywał nogi lana. – Nie jest 
ci przypadkiem niedobrze? 

– Nie – 

odparł Dwaine, szczękając zębami. – Tylko zimno. 

– 

Kiedy wróci matka lana, idź do domu i przebierz się w coś 

suchego  – 

polecił  Joel.  –  Niepotrzebny jest nam jeszcze jeden 

chory. Lewa piszczel jest złamana, ale prawa noga w porządku – 

zwrócił się do Kirsten, która przygotowywała się do podłączenia 

background image

kroplówki. 

– Do lewego ramienia? – 

spytała Kirsten. 

– Tak. 

Okrążyła lana, by mieć lepszy dostęp do jego lewej ręki. W 

zimnym  deszczu  i  wietrze  kostniały  jej  dłonie  w  gumowych 

rękawiczkach, ale starała się nie zwracać na to uwagi. Rozcięła 

rękaw swetra i koszuli chłopca i odsłoniła ramię. 

– 

Ręce ma silnie poparzone – oznajmił Joel. – Wygląda na to, 

że  prąd  przeszedł  przez  obie.  –  Spojrzał  na  Dwaina.  –  Czy 

widziałeś, co się stało? 

– 

Nie. Ja siedziałem w domu. Damian był z łanem. To jemu 

zrobiło się niedobrze. 

Joel skinął głową i nadal zakładał na rany sterylne opatrunki z 

torby Kirsten. 

Powróciła Stephanie z kocami i parasolem. 
– 

Co mam z tym zrobić? – spytała. 

–  Okryj go, tylko delikatnie. I opatul jednym Dwaina. 

Chłopak  wspaniale  się  spisuje  –  powiedziała  Kirsten,  nie 

podnosząc wzroku. – Dziękuję ci. 

– Karetka w drodze – rzek

ła Stephanie. – Dwaine, dzwoniłam 

do twojego ojca, on już jedzie, żeby zabrać was obu. Damian się 

położył,  bo  jest  mu  słabo.  Co  z  łanem?  –  W  głosie  Stephanie 

brzmiała rozpacz. 

Kirsten rzuciła jej szybkie spojrzenie. 
– 

Za  wcześnie,  żeby  coś  powiedzieć.  –  Mówiła  tonem 

wyrażającym współczucie i dałaby wiele, by objąć sąsiadkę, ale 

nie  mogła  zostawić  lana.  –  Potrzebny jest mu tlen, poza tym 

musi go obejrzeć chirurg plastyczny i ortopeda. 

– 

Nie mogę go stracić! – Stephanie wy buchnęła płaczem. – 

Dopiero co pocho

wałam Bruce’a. 

– 

Robimy  wszystko,  co  możemy  –  oznajmił  Joel.  –  Lepiej 

background image

niech pani idzie prędko do domu i przebierze się w coś suchego, 

żeby być gotową, jak przyjedzie karetka. 

– 

Tak, słusznie. – Stephanie prędko odeszła. 

– 

Jak się trzymasz, Dwaine? – zagadnął Joel. 

– Dobrze. – 

Chłopak coraz głośniej szczękał zębami. 

– 

Jesteś dzielny. To już nie potrwa długo. A kto to taki, ten 

Bruce? – 

Joel zwrócił się do Kirsten. 

– 

Mąż Stephanie – odparła. – Umarł na raka płuc rok temu. 

– 

Czy ona ma więcej dzieci? 

– 

Nie. łan jest jedynakiem. 

Joel pokiwał współczująco głową. 
– 

Już założyłem opatrunki – oznajmił. – Jak tam kroplówka? 

– 

Dopiero podłączyłam. 

– 

Zbadam  objawy  podstawowych  czynności  życiowych  – 

powiedział Joel, wyjmując z torby Kirsten latarkę. 

– 

Powinniśmy  założyć,  że  ma  uszkodzony  kręgosłup,  i 

zastosować właściwą procedurę. 

– 

Źrenice  nadal  reagują  na  światło.  –  Joel  zmierzył  łanowi 

ciśnienie  krwi.  –  Sto  dziesięć  na  pięćdziesiąt  pięć.  Nierówne 

tętno. – Wymienili spojrzenia ponad nieruchomym ciałem. 

–  To koniec –  s

zepnęła  Kirsten.  –  Gdzie  ten  tlen!  łan!  Czy 

mnie słyszysz, łan? – zawołała z nadzieją, że jej krzyk do niego 
dotrze. 

– 

Co się dzieje? – spytał Dwaine. 

– Arytmia – 

rzuciła Kirsten. 

– 

Trzymaj,  synu,  latarkę  –  rzekł  Joel,  nie  odrywając  się  od 

lana. – 

Wiem, że ci zimno, ale jesteś nam bardzo potrzebny. 

Joel ucisnął tętnicę szyjną lana, usiłując zbadać tętno. 
– 

Tętno  niewyczuwalne  –  oznajmił  po  kilku  sekundach.  – 

Oddech ustał. 

Joel ścisnął nos lana, przyłożył usta do jego ust i wdmuchnął 

background image

pięć oddechów w płuca nieprzytomnego chłopca. 

Kirsten uklękła, przygotowując się do podjęcia reanimacji. 
– 

Jeden, jeden tysiąc – zaczęła liczyć. – Dwa, jeden tysiąc... – 

Po  piętnastu  uciśnięciach  mostka  Joel  znowu  wdmuchnął 

oddech w płuca lana. 

Dwaine  jęknął,  ale  oboje  to  zignorowali. Do uszu Kirsten 

dotarł  dźwięk  syreny  karetki,  lecz  nie  dopuściła  go  do 

świadomości. Oboje z Joelem musieli całkowicie skoncentrować 

się  na  akcji  reanimacyjnej.  Dwie  minuty  później  karetka 

zajechała przed dom. 

– Tutaj! – 

wrzasnął Dwaine. Sanitariusze ruszyli biegiem, za 

nimi podążała Stephanie. 

– 

Jest  tętno!  –  wykrzyknął  Joel  z  uniesieniem.  –  Podajcie 

tlen!  – 

Założył  łanowi  na  usta  i  nos  maskę  tlenową,  a  Kirsten 

przysiadła  na  piętach  i  głęboko  odetchnęła.  Rzuciła  spojrzenie 

na Stephanie, która łkała i cała się trzęsła. 

– 

Pomogę przenieść go do karetki – rzekł Joel do Kirsten. – 

Ty się zajmij Stephanie. Dwain, byłeś fantastyczny. – Poklepał 

chłopca po plecach i wziął od niego latarkę i parasol. – Idź się 

przebrać. 

– 

Cz..  .  czy  on  przeżyje?  –  spytał  Dwaine, rozpaczliwie 

szczękając zębami. 

– 

Powinien. Przebierz się. – Powtórzył miękko Joel i lekko go 

pchnął w stronę domu. 

Kirsten  wstała,  ściągnęła  rękawiczki  i  włożyła  je  do 

plastykowej  torebki.  Podeszła  do  Stephanie  i  mocno  ją  objęła, 
tymczasem Joel i 

sanitariusze ułożyli lana na noszach. 

–  Czy on... ? – 

Stephanie  nie  była  w  stanie  dokończyć 

pytania. 

– 

Przestał oddychać, ale już jest w porządku, tym bardziej że 

ma tlen. 

background image

– 

Taka jestem szczęśliwa, że byłaś w domu. Nie wiedziałam, 

co robić. 

– 

Zrobiłaś, co należało. Cieszę się, że Joel był tutaj. Trudno 

by mi było poradzić sobie samej. Czy czujesz się na siłach, żeby 

teraz jechać? 

– Tak. 
– 

To dobrze. Pojadę za wami do szpitala moim samochodem, 

a  Joel  tu  zostanie  i  sprawdzi,  czy  z  chłopcami  wszystko  w 

porządku. Daj mi klucze, poproszę go, żeby zamknął dom. 

Stephanie  zrobiła,  co  jej  polecono,  i  gdy  nosze  z  łanem 

wniesiono do karetki, usiadła przy synu. 

– 

Zobaczymy się w szpitalu – zdążyła zawołać Kirsten, zanim 

Joel zatrzasnął tylne drzwi karetki. 

Po odjeździe matki i syna Kirsten z Joelem skierowali się do 

domu Stephanie, by zająć się Dwaine’em i Damianem. 

– 

Zabiorę  Dwaine’a  do  szpitala  –  zdecydowała  Kirsten.  – 

Lepiej nie ryzykować. Wprawdzie włożył suche rzeczy lana, ale 

wciąż ma dreszcze. 

– 

Masz  rację.  –  Joel  skinął  głową.  –  Ty  też  się  przebierz, 

zanim pojedziesz do szpitala – 

poradził. 

– 

Dobry  pomysł.  –  Uśmiechnęła  się  ze  znużeniem.  – 

Dziękuję ci za pomoc. Nie dałabym sobie bez ciebie rady. 

– 

Nie sądzę – odparł. – Ale dzięki za miłe słowa. A teraz idź i 

włóż  coś  suchego.  Ja  zostanę  z  Damianem  do  przyjazdu  jego 
ojca. 

– 

Ty też powinieneś się przebrać. 

– 

Jestem przyzwyczajony do chłodu i wilgoci... 

Uśmiechnął się i znów Kirsten zatamowało oddech. 

Spojrzeli  na  siebie  i  stali  tak  przez  długą  chwilę,  niezdolni 

oder

wać od siebie oczu. 

– 

Chodźmy – powiedział Joel ochrypłym nagle głosem. 

background image

Kirsten starta z twarzy krople deszczu mokrą ręką i kiwnęła 

głową.  Idąc  pospiesznie  do  domu,  nakazała  swemu  sercu,  by 

biło  normalnie.  Jeżeli  nie  będzie  ostrożna,  obecność  Joela  za 

każdym razem będzie ją przyprawiać o arytmię. 

 

background image

Rozdział 2 

 

Kiedy  Kirsten  z  Dwaine’em  przyjechała  do  szpitala,  na 

oddziale  nagłych  wypadków  zastała  Stephanie  czekającą 

niecierpliwie na wiadomości o synu. 

– 

Jak się czujesz? – zapytała Kirsten. 

–  Nie najlepiej, 

łan  odzyskał  przytomność  w  karetce,  ale 

tylko na parę sekund. Sanitariusz od razu dał mu zastrzyk, chyba 

z morfiną. Powiedz mi, co z nim jest. Błagam. 

– 

Spróbuję  się  czegoś  dowiedzieć,  ale  najpierw  muszę 

znaleźć kogoś, kto się zajmie Dwaine’em – odparła Kirsten. 

Podeszła  do  recepcji  i  czekała,  aż  ktoś  tam  się  pokaże. 

Ponieważ nie pojawił się nikt, zostawiła Dwaine’a ze Stephanie, 

pchnęła  drzwi  i  znalazła  się  na  terenie  oddziału,  gdzie  miał 

prawo przebywać tylko personel medyczny. Stała na korytarzu, 
nie bar

dzo wiedząc, w którą stronę się udać. 

–  Kirsten?  – 

zabrzmiał  niski  męski  głos.  Odwróciła  się  i 

ujrzała  nadchodzącego  Jeda  McElroya,  brata  Joela.  –  Co  cię 
tutaj sprowadza? 

– 

Cześć,  Jed.  łan  Behr,  mój  sąsiad,  został  tu  przywieziony 

mniej  więcej  piętnaście  minut  temu.  Liczne  urazy  i  porażenie 

prądem. 

–  Jest w sali urazowej numer dwa – 

odrzekł Jed. – Właśnie 

idę do niego na konsultację ortopedyczną. Chodź ze mną. 

– 

Dziękuję,  ale  najpierw  chciałabym  prosić,  żeby  zbadano 

pod  kątem  hipotermii  chłopca,  który  pomagał  na  miejscu 
wypadku. 

– 

Oczywiście.  –  Jed  zajrzał  do  bufetu  i  zastał  tam  lekarkę 

dyżurną.  –  Przepraszam,  że  przerywam  ci  odpoczynek  – 

powiedział i wskazał na Kirsten. – To jest doktor Doyle, która 

background image

przywiozła pacjenta. Chłopak jest w poczekalni. 

Lekarka poc

iągnęła duży łyk kawy i wstała. 

– 

I tak miałam zamiar wracać – oznajmiła. 

– 

Musimy zajrzeć do pacjenta w urazowej numer dwa, więc 

czy byłabyś tak dobra i... ? – Jed nie musiał kończyć. Lekarka 

gestem ręki zasygnalizowała, żeby sobie poszedł. 

– 

Zajmę się nim. Jak ma na imię? 

–  Dwaine  – 

odparta Kirsten i krótko zrelacjonowała lekarce, 

co się wydarzyło tego wieczoru. 

– 

Wygląda na to, że mieliście pełne ręce roboty – zauważył 

Jed, gdy szli korytarzem. 

– 

Tak.  Udało  się  nam  ustabilizować  stan  lana  tuż  przed 

przybyciem karetki. 

– 

Kiedy przyjechał Joel? 

– 

Jakieś dziesięć minut przed wypadkiem. 

– 

To wybrał dobry moment. 

Jed  wkroczył  do  sali  urazowej  i  przedstawił  Kirsten 

chirurgowi plastycznemu, siostrze przełożonej i praktykantowi, 

którzy  zajmowali  się  łanem.  Kirsten  skinęła  głową  i 

uśmiechnęła  się  do  nich,  spoglądając  na  nastolatka,  którego 

podłączono do elektrokardiografu monitorującego pracę serca i 

do  elektroencefalografu  zapisującego  czynność  mózgu. 

Westchnęła  i  pomodliła  się  w  duchu,  by  łan  wyzdrowiał,  po 
czym 

zaczęła przysłuchiwać się wywodowi chirurga. 

– 

Obie  dłonie  wykazują  ślad  udaru,  który  spowodował 

uszkodzenie  sąsiednich  nerwów  i  naczyń  krwionośnych,  i  w 

następstwie  niedotlenienie tkanek.  Można też  przypuszczać, że 

skoro prąd przeszedł przez ciało pacjenta i nastąpiło zatrzymanie 

akcji  serca,  ucierpiało  kilka  organów.  Według  raportu  załogi 

karetki akcja reanimacyjna odbyła się na miejscu wypadku. Czy 
tak? – 

Chirurg spojrzał pytająco na Kirsten. 

background image

– 

Tak. Z początku tętno było ledwo wyczuwalne, a po około 

pięciu minutach i tętno, i oddech ustały. Wtedy wykonaliśmy... 

– My? – 

spytał chirurg. 

– Doktor McElroy i ja – 

dodała Kirsten. Wszyscy spojrzeli na 

Jeda. 

– Inny doktor McElroy – 

wyjaśnił Jed z uśmiechem. – Nie ja 

i nie Jordanne. 

– 

Dużo tych McElroyów – mruknął chirurg. 

– 

Doktor Joel McElroy właśnie zaczął ze mną współpracować 

– 

wyjaśniła  Kirsten.  –  Był  u  mnie  w  domu,  kiedy  sąsiadka 

przybiegła z prośbą o pomoc. 

Ta  deklaracja  wzbudziła  jeszcze  większe  zdziwienie 

obecnych, które Kirsten starała się zignorować. 

– 

Jak  mówiłam,  reanimowaliśmy  lana,  który  zareagował  w 

momencie przybycia karetki. 

– 

No  cóż,  wykonaliście  kawał  dobrej  roboty  –  rzekł  z 

uznaniem chirurg. 

– Kiedy pacjenta obejrzy kardiolog? 
– 

Za dziesięć minut wyjdzie z sali operacyjnej. 

Jed skinął głową. 
– 

Zawiadomiłem też doktora Taylora, chirurga plastycznego. 

Będzie tu wkrótce. – Lekarz zwrócił się do Renee Bourne, którą 

Kirsten znała z poprzednich bytności w szpitalu. – Proszę nadal 

monitorować  pacjenta.  Proszę  też  zlecić  wykonanie  analizy 

moczu  pod  kątem  poziomu  mioglobiny  i  gazometrię  krwi 

tętniczej.  Czekam  na  wyniki.  Proszę,  doktorze  McElroy.  – 

Przekazał pacjenta Jedowi i wyszedł z sali. 

– 

W porządku. Trzeba zacząć od prześwietlenia kręgosłupa, 

żeby wykluczyć ewentualne urazy. – Jed zwrócił się do Kirsten. 
– 

Czy zbadaliście lana pod kątem złamań? 

– 

Joel  sprawdzał  –  odparła  Kirsten.  –  To  powinno  być  w 

background image

raporcie. Ja zazwyczaj zdaję się w tych sprawach na ortopedów. 

Odnoszę  zresztą  wrażenie,  że  ostatnio  tylko  ich  mam  wokół 
siebie. 

Jed się zaśmiał, a reszta uniosła ze zdziwieniem brwi. 
– 

Sally  Bransford,  Jordanne  i  ja  studiowałyśmy  razem 

medycynę – tłumaczyła Kirsten, gdy Jed badał chorego. 

–  No tak – 

rzekła  Renee.  –  A  więc  skoro  Jed  i  Sally  są 

zaręczeni, a Alex i Jordanne też są razem, to nic dziwnego, że 
ma

sz wokół siebie samych ortopedów. 

– 

Z wyjątkiem Joela – wtrącił Jed. 

– 

Tak, z wyjątkiem Joela – zgodziła się Kirsten. – Jednak Joel 

ma dyplom z chirurgii ogólnej – 

dodała. – Poza tym przez wiele 

lat  był  lekarzem  drużyn  narciarskich  i  na  pewno  zdobył  spore 

doświadczenie w ortopedii urazowej. 

–  Owszem  – 

przyznał Jed. – Sądzę, że jego rozpoznanie na 

pewno  będzie  trafne.  –  Jed  wypisał  dla  lana  skierowanie  na 

prześwietlenie. 

– 

Kiedy jego matka będzie mogła tutaj wejść? 

– 

Niech  pomyślę.  Widział  go  już  specjalista  z intensywnej 

opieki i chirurg plastyczny. – 

Jed  wyliczał  na  palcach.  – 

Następnie ja go badałem, a teraz czekamy na kardiologa. Myślę, 

że  to  na  razie  wystarczy.  Trzeba  jeszcze  załatwić  analizy  i 

potem matka będzie mogła pójść z nim na radiologię. 

– Doskonale. 
– 

Mogłabyś  ją  teraz  poinformować  o  jego  stanie  – 

zasugerował Jed. 

– 

No właśnie – wtrąciła Renee. – A ja przyjdę po nią, kiedy 

będziemy go przewozić na prześwietlenie. 

–  Dobrze  – 

zgodziła  się  Kirsten.  Odchodząc,  jeszcze  raz 

spojrzała  na  lana  podłączonego  do  tej  całej  maszynerii,  ale 

wiedziała, że chłopak jest w dobrych rękach. 

background image

– I jak? – 

Stephanie wstała z krzesła na widok Kirsten. 

– 

Jego  stan  jest  stabilny.  Zrobią  mu  jeszcze  analizy  i 

prześwietlą,  a  potem  prawdopodobnie  zawiozą  na  salę 

operacyjną, żeby dokładniej przyjrzeć się jego rękom. 

– 

Kiedy go zobaczę? – spytała Stephanie. 

– 

Będziesz mogła trochę przy nim pobyć, kiedy go zabiorą na 

radiologię.  Będzie  cię  potrzebował,  gdy  odzyska  przytomność. 

Kiedy się obudzi, powinien zobaczyć uśmiechniętą twarz matki. 

To go natchnie otuchą, że wszystko będzie dobrze. 

– 

A będzie? 

– 

Wszystko wygląda dużo lepiej niż przedtem. Cały czas jest 

pod  nadzorem.  Nastąpiła  duża  poprawa,  jeśli  chodzi  o  tętno  i 

ciśnienie krwi. 

Stephanie chwyciła rękę Kirsten i spojrzała jej w oczy. 
– 

Widziałam, jak uciskasz mu piersi, a Joel robi mu sztuczne 

oddychanie.  Niewiele  brakowało,  żebym  umarła  –  wyznała 
cichutko Stephanie. – 

łan jest moim życiem. 

– 

Wiem, ale my zdawaliśmy sobie sprawę, że może przestać 

oddychać, więc byliśmy przygotowani na taką ewentualność. – 

Kirsten  ścisnęła  rękę  Stephanie.  –  Dzięki  twojej  przytomności 

umysłu łan otrzymał szybką i skuteczną pomoc. 

– 

Nie wiedziałam, co jeszcze można było zrobić. – Do oczu 

zrozpaczonej kobiety napłynęły świeże łzy. 

–  Stephanie, kto

ś powinien się tobą zaopiekować, zwłaszcza 

tej nocy. Może zawiadomić twoją matkę, żeby tu przyjechała? 

– Dobrze. 
– 

Daj  mi  jej  numer  telefonu.  Zadzwonię  do  niej,  a  tobie 

zrobię mocnej kawy. Co o tym myślisz? 

– 

Dziękuję. 

Kirsten  najpierw  zrobiła  kawę,  a  potem  zatelefonowała  do 

matki Stephanie. Kiedy przekazała jej wiadomość, westchnęła w 

background image

duchu, by łan wyzdrowiał. Jeżeli nie przyplączą się powikłania, 

chłopiec powinien przeżyć. 

Ojciec  Dwaine’a  przyjechał  po  syna  do  szpitala.  Kirsten  z 

ulgą skonstatowała, że chłopiec czuje się dobrze. 

– 

Był wspaniały – pochwaliła go przed ojcem. 

– 

To dobry chłopak – powiedział ojciec i zmierzwił chłopcu 

czuprynę. – Zawsze powtarza, że chce być lekarzem. 

– 

To  dlatego  zadawałeś  tyle  pytań?  –  spytała  z  uśmiechem 

Kirsten. 

Chłopiec nieśmiało kiwnął głową. 
– 

No i martwiłem się o lana – wyjaśnił. 

– 

Jasne. Ani chwili w to nie wątpiłam. No, wracaj do domu i 

uważaj na siebie. – Odprowadzała ich wzrokiem. – Przynajmniej 

ten chłopiec jest zdrowy – odetchnęła. 

– Znowu mówisz do siebie? – 

usłyszała znajomy głos. 

Odwróciła  się  i  zobaczyła  swoją  przyjaciółkę  Sally.  Była  w 

stroju operacyjnym, krótką blond czuprynę miała zmierzwioną, 

jakby  dopiero  co  zerwała  z  głowy  czepek  i  nieuważnie 

przeczesała  ręką  włosy.  Kirsten  uśmiechnęła  się.  Jeszcze 

niedawno Sally Bransford nigdzie by się nie pokazała, gdyby nie 

wygląda  absolutnie  bez  zarzutu.  W  krótkim  czasie  przebyła 

długą drogę i wszyscy wiedzieli, że sprawił to Jed McElroy. 

– 

Cześć. Czy mnie szukasz? 

– 

Tak. Jed mi powiedział, że tu jesteś, więc postanowiłam cię 

dopaść. Co z twoim pacjentem? 

– 

Jest pod dobrą opieką. 

– 

Miałam  do  ciebie  jutro  dzwonić  w  sprawie  dodatkowych 

zajęć. 

– Tu w szpitalu? 
– 

Tak.  Są  dwa  miejsca  dla  lekarzy  rodzinnych  na  liście 

ostrych dyżurów. 

background image

– 

Chodzi  o  dyżurowanie  raz  w  miesiącu,  żeby  lekarz 

rodzinny  mógł  na  bieżąco  zapoznać  się  ze  standardami 

medycznymi w sytuacjach naglących? 

– 

Właśnie.  Alex  zaproponował udział  w  dyżurach  Joelowi  i 

chce  wiedzieć,  czy  ty  też  jesteś  zainteresowana.  Zdaję  sobie 

sprawę,  że  to  nie  jest  dla  ciebie  dobry moment, skoro lada 

chwila  będziesz  miała  na  głowie  Melisse,  lecz  Alex  chciał 

najpierw to dać pod rozwagę tobie i Joelowi. 

– 

Czy Joel odmówił? – Kirsten była tego ciekawa, gdyż Joel 

miał  być  u  niej  zatrudniony  w  niepełnym  wymiarze  godzin  i 
zastanawia

ło  ją,  co  będzie  robił  w  pozostałym  czasie. 

Wprawdzie  na  początku  powiedział,  że  chce  skorzystać  z 

urządzeń  Instytutu  Sportu  Australijsko-Azjatyckiego, aby 

wykurować chore kolano, i Kirsten uznała, że to z tego powodu 

nie chce podjąć pracy w pełnym wymiarze. 

– 

Na  razie  nic  nie  słyszałam  –  odparła  Sally,  spoglądając  z 

ciekawością na przyjaciółkę. – Jeżeli się zgodzisz, to pierwszy 

dyżur wypadnie ci pod koniec przyszłego tygodnia. 

– 

Pomyślę  o  tym.  Teraz  na  pierwszym  miejscu  będzie 

Melissa,  ale  muszę  powiedzieć,  że  po  dzisiejszym  wypadku 

chętnie odświeżyłabym swoje umiejętności. 

– Kiedy ona przyjedzie? 
–  Za trzy tygodnie – 

odparła  Kirsten  z  westchnieniem.  – 

Chcemy  przywieźć  jej  mebelki  i  ubranka,  tak  żeby  miała  tutaj 
wszystkie swoje rzeczy. 

– Twoi rodzice kupili tu dom, prawda? 
– 

Tak.  Zamieszkają  teraz  na  stałe  w  Canberze.  Akurat  w 

moim  sąsiedztwie  był  dom  na  sprzedaż,  więc  będziemy  blisko 

siebie. Początkowo mieli zamieszkać w domku na mojej posesji, 

ale skoro mam się opiekować Melissą, uznali, że przyda się coś 

większego. 

background image

– 

Więc Melissa będzie mieszkać z tobą? 

– 

Tak. Jestem jej prawną opiekunką. 

– 

Czy ona lepiej się czuje? 

–  Niestety, nie. – 

Kirsten  z  trudem  powstrzymywała 

napływające łzy. – Nadal prawie nic nie je, a odkąd dowiedziała 

się o śmierci rodziców, nie odezwała się ani słowem. 

Sally objęła Kirsten i krótko ją uścisnęła. 
– 

Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć – powiedziała. 

– 

Wiem. Ty i Jordanne jesteście moją ostoją. 

– 

A  po  co  ma  się  przyjaciół?  –  rzekła  Sally.  –  I  pamiętaj, 

gdyby twoi rodzice potrzebowali pomocy przy przeprowadzce, 

daj mi znać. Ja i Jed chętnie pomożemy, o ile nie wypadnie nam 

wtedy dyżur. 

– 

Dziękuję – odparła Kirsten z wdzięcznością. 

– 

Och,  Kirsten,  dobrze,  że  jeszcze  jesteś!  –  zawołał  Jed, 

podchodząc do obu kobiet i obejmując ramieniem narzeczoną. – 

Przed  chwilą dzwonił Joel z pytaniem o stan lana. Przy okazji 

kazał ci przekazać, że zabezpieczył dom Stephanie. 

– 

To dobrze. Czekam jeszcze na jej matkę i potem zbieram 

się do domu. 

– 

Wyglądasz na wykończoną – zauważyła Sally z troską. 

– 

I  tak  się  czuję,  ale  przecież  wiesz,  że  lekarze  nigdy  nie 

odpoczywają. 

– Tak to jest – 

zgodził się Jed. Schylił się i pocałował Kirsten 

w policzek. – 

Uważaj na siebie – powiedział znacząco. 

– 

Jutro do ciebie zadzwonię – obiecała Sally i odeszła razem 

z Jedem. 

Kirsten wróciła do Stephanie i przekazała jej wiadomość od 

Joela.  Kiedy  zjawiła  się  babka  lana,  Kirsten  upewniła  się,  czy 

obydwie kobiety mają wszystko co potrzeba, włożyła płaszcz i 

udała  się  na  parking  dla  personelu.  Ciągle  siąpił  deszcz. 

background image

Pomyślała, że pewno dziś padł rekord opadów. 

Widoczność  była  słaba.  Kirsten  jechała  bardzo  ostrożnie,  a 

gdy  wreszcie  wprowadziła  swój  stary  samochód  do  garażu, 

odetchnęła  z  ulgą.  Wyłączyła  silnik  i  przez  kilka  sekund 

siedziała  bez  ruchu  w  fotelu.  Wreszcie  zebrała  siły,  wzięła 

torebkę i płaszcz, i wygramoliła się z auta. 

W  domu  było  ciepło.  Pomyślała,  że  pewno  Joel  jest  tu 

jeszcze. Może zmienił zdanie i zdecydował, że będzie tu spał. 

– Joel! – 

zawołała, ale odpowiedziało jej milczenie. 

Weszła do kuchni, w której panował wielki porządek. 
Pusto  – 

tylko  na  środku  blatu  kuchennego  stał  kubek.  Nie 

było śladu ciasta i nawet blacha gdzieś się podziała. Przecież nie 

mógł jej zjeść! Kirsten uśmiechnęła się na tę myśl. 

Podeszła  do  blatu  i  ujrzała  kartkę  wsuniętą  pod  ciepły 

gar

nuszek... ze swoją ulubioną herbatą z miodem, którą zwykle 

wypijała przed snem. Na kartce napisano: „Idź do łóżka i wypij 

herbatę. Do zobaczenia rano”. 

Nie  było  podpisu,  ale  Kirsten  wiedziała,  kto  jest  autorem 

liściku. Stąd, gdzie stała, widziała okno małego domku. Światło 

się  paliło,  doszła  więc  do  wniosku,  że  Joel  tam  jest; 

najwyraźniej nie chciał jej krępować. 

W  pierwszej  chwili  chciała  pójść  i  mu  podziękować,  ale 

stłumiła impuls i zrobiła to, co radził: wzięła kubek z herbatą i 

poszła  do  sypialni.  Przebrała  się  do  snu,  odchyliła  kołdrę  i 

wsunęła się do łóżka. 

Westchnęła z rozkoszą, gdy otoczyło ją ciepło elektrycznego 

koca.  Wolno  popijała  herbatę,  mrużąc  oczy  między  jednym 

łykiem a drugim. Serdeczny gest Joela jeszcze lepiej usposobił 

ją  do  niego.  Jane  i  John  McElroyowie  wychowali  sześcioro 

cudownych, pełnych czułości dzieci i najwyraźniej Joel nie był 

wśród nich wyjątkiem. 

background image

 

Joel  zasłonił  okno.  Ona  wróciła  do  domu  i  widział,  jak 

zabierała herbatę i wychodziła z kuchni. Pięknie. Jego zdaniem 
Kirsten Doyle 

zasługuje  na  to,  by  ją  trochę  rozpieszczać. 

Wprawdzie  omal  nie  zrezygnował  z  oferowanej  posady,  kiedy 

Jordanne  mu  powiedziała  o  śmierci  przybranej siostry  Kirsten, 

ale teraz, gdy tu dotarł, był zadowolony. 

Zrobił  sobie  herbatę  i  usiadł  przy piecyku.  Pokój  nagrzewał 

się  powoli,  lecz  teraz  już  było  znośnie.  Joel  pogrążył  się  w 

zadumie,  wspominając  wydarzenia  wieczoru,  lecz  w  pewnej 

chwili  sobie  uświadomił,  że  jeszcze  nie  telefonował  do  matki. 

Sięgnął po telefon komórkowy. 

– 

Cześć, mamo – powiedział. 

– 

Już zaczynałam się martwić – rzekła. – Jak ci się leciało? 

Co słychać u Kirsten? 

– 

Doleciałem bez przygód. Kirsten ma się dobrze – odparł. – 

Wybacz,  że  dzwonię  tak  późno,  ale  wydarzył  się  wypadek.  – 

Joel zrelacjonował matce, co się stało. 

– 

Cieszę  się,  że  mogłeś  pomóc  i  jestem  pewna,  że  Kirsten 

była zadowolona. 

– 

Czy ją dobrze znasz? – spytał Joel po chwili wahania. 

– Dlaczego pytasz? 

Z  tonu  matki  wywnioskował,  że  nagle  zaczęła  sobie 

wyobrażać, iż on się ustatkuje u boku Kirsten. 

– 

Wybij sobie z głowy, że skoro dwoje twoich dzieci właśnie 

się  zaręczyło,  ja  pójdę  w  ich  ślady.  Wiem,  że  jestem  ostatnim 

zatwardziałym  kawalerem  w  rodzinie,  ale  nie  przyjechałem  do 

Canberry, żeby podrywać Kirsten. 

– 

Ale ona jest taka ładna, kochanie – rzekła Jane. 

–  Owszem. Ja tylko mówi

ę, że nie przybyłem tu, żeby się z 

nią  wiązać.  Jednakże  gdyby  coś...  wynikło  między  mną  i 

background image

Kirsten, będzie to wyłącznie nasza sprawa. Poza tym muszę się 

skoncentrować na olimpiadzie. 

– 

Właśnie  tym  się  trochę  martwię,  kochanie.  Ty  tak  silnie 

skupiasz się na swoim celu, że czasami nie zdajesz sobie sprawy 

z...  potrzeb  tych,  którzy  cię  otaczają.  Ja  cię  nie  krytykuję  – 

szybko  dodała.  –  Jestem  twoją  matką.  Bezwarunkowo  cię 

kocham. Ale proszę, staraj się nie skrzywdzić Kirsten. 

– 

Ależ nie skrzywdzę jej, tylko pamiętaj, że oboje jesteśmy 

dorośli  i  mamy  inne  sprawy  na  głowie  niż  wdawanie  się  w 

poważny związek. 

– 

Ale podobacie się sobie? 

– Mamo! 
– 

No dobrze. Swoje powiedziałam. 

– 

Owszem, wiec może teraz mi powiesz, jak dobrze ją znasz? 

– 

spytał, lekko zirytowany. 

–  Zn

am  ją  bardzo  dobrze.  Sally  nie  poznałam  bliżej,  ale 

Kirsten bywała u nas w domu prawie w każdy weekend, kiedy 

studiowały medycynę razem z Jordanne. 

– 

Czy poznałaś jej rodziców? 

– 

Tak.  Przyjaźnimy  się  z  Isobelle  i  Gregiem  Doyle’ami. 

Właśnie  niedawno  ich  odwiedziłam,  żeby  zobaczyć,  jak  się 

miewa mała Melissa. 

– 

Byłem wtedy w domu? 

– Tak, kochanie. 
– 

Nic mi nie mówiłaś – mruknął z rozdrażnieniem. 

Jordanne  przelotnie  wspomniała,  że  rodzice  Kirsten 

mieszkają  w  Sydney,  lecz  nie  zdawał  sobie  sprawy,  że  jego 
matka ich zna. 

– 

Wybacz,  kochanie.  Nie  wiedziałam,  że  mam  ci  się 

opowiadać. – Jane zaśmiała się. – Chyba się odzwyczaiłam od 

obecności dziecka w domu. 

background image

– 

Mamo,  ja  nie  jestem  dzieckiem.  Mam  prawie  czterdzieści 

jeden lat. 

–  Wiem, kochanie, ale c

hociaż  wszystkie  moje  dzieci 

opuściły dom, ja nadal się o nie martwię. 

– 

Zdaję  sobie  z  tego  sprawę.  Dziś  wieczorem  Kirsten 

wspomniała, że z Melissą nie jest dobrze. 

– Niestety – 

przyznała Jane z westchnieniem. – Isobelle staje 

na głowie, żeby ją nakłonić do jedzenia i spania. Poza tym mała 

nie wypowiedziała ani słowa od czasu śmierci rodziców. 

– 

Biedne maleństwo – rzekł Joeł ze współczuciem. 

– 

Kirsten  będzie  musiała  ograniczyć  pracę,  jak  przyjedzie 

Melissa,  i  chociaż  Isobelle  i  Greg  będą  mieszkać  tylko  kilka 

domów  dalej,  nie  będzie  jej  łatwo.  Postaraj  się  jej  pomóc, 
kochanie. 

– Mam taki zamiar – 

rzekł z determinacją, która go zadziwiła. 

– 

Cieszę  się,  że  mieszkasz  sam  w  tym  domku,  a  nie  z 

Jordanne i Jedem. 

– 

Nie gniewaj się, mamo, ale po kilkumiesięcznym pobycie w 

rodzinnym  domu  marzyłem,  żeby  być  samemu.  W  końcu  tak 

żyję od prawie dwudziestu lat. 

– 

Wiem.  Słuchaj,  kochany,  jest  późno  i  pora  spać.  Sprawuj 

się dobrze. Kocham cię. 

Joel  siedział  i  popijał  herbatę,  oddając  się  rozmyślaniom  o 

Kirsten.  Wspomniała,  że  wcześniej  się  spotkali.  Matka 

powiedziała mu, że Kirsten prawie mieszkała w ich domu, gdy 

studiowała medycynę, i że ich rodzice się przyjaźnili. Jordanne i 

Kirsten przyjaźniły się dłużej niż dziesięć lat, ale Joel zauważył 

ją dopiero na przyjęciu z okazji rocznicy ślubu rodziców miesiąc 
temu. 

Zamknął oczy, przywołując jej obraz, jak wchodzi do pokoju 

z prezentem dla jego rodziców. Tak gorąco ich wycałowała i tak 

background image

serdecznie  wyściskała,  że  zapragnął  się  dowiedzieć,  kim  jest. 

Miała  na  sobie  czarne  spodnie  i  czarny  żakiet  wyszywany 

perełkami, i włosy rozpuszczone jak dziś wieczorem. 

Wywarła na nim silne wrażenie, a kiedy później napomknęła, 

że  szuka  kogoś do  pomocy  w  swej  przychodni,  kompletnie  go 

zaskoczyła.  Jedyne,  co  do  niego  wtedy  docierało,  to  układ  jej 
wa

rg, jej uśmiech, odurzający zapach perfum. 

Dziś wieczór wyglądała inaczej w starych dżinsach i swetrze, 

z włosami rozpuszczonymi, ale potarganymi, jakby nie czesała 

ich od rana. Mimo że na jej twarzy malował się wyraz skrajnego 

wyczerpania, była jeszcze piękniejsza niż wtedy na przyjęciu. A 

kiedy  ta  przyjaciółka  jego  siostry  stała  wtulona  w  niego, 

wzbudziła  w  nim  uczucia,  które  trudno  byłoby  nazwać 
siostrzanymi. 

–  Olimpiada  – 

powiedział  na  głos.  –  Muszę  się  skupić  na 

olimpiadzie. 

 

Kiedy  w  piątek  przed  południem z gabinetu wyszli ostatni 

pacjenci,  Kirsten  wyłączyła  komputer  i  odetchnęła  z  ulgą. 

Podeszła  do  drzwi,  otworzyła  je  i  stanęła  twarzą  w  twarz  z 

Joelem, który właśnie miał zapukać. 

– Ach, to ty – 

rzekła z nieśmiałym uśmiechem. 

Spotkali  się  na  moment  spojrzeniami,  co  się  zdarzało  przy 

każdym  ich  zetknięciu  podczas  minionego  tygodnia.  Kirsten 

odetchnęła  głęboko,  wyzwalając  się  spod  uroku  Joela,  ale  gdy 

poczuła w nozdrzach zapach jego wody toaletowej, zrozumiała, 

że  popełniła  błąd.  Prędko  się  odwróciła  i  powędrowała  z 

powrotem w głąb gabinetu. 

– Ja... – 

zająknęła się – właśnie się do ciebie wybierałam. Czy 

jesteś gotów na wizyty? 

– 

Jeśli ty jesteś gotowa... – powiedział tym swoim głębokim 

background image

głosem, który śnił się jej co noc od chwili jego przybycia. 

– 

Wezmę  tylko  torbę  i  możemy  jechać.  –  Sprawdzając 

zawartość  torby  lekarskiej,  podniosła  oczy  na  Joela.  –  Czy 

chciałbyś wieczorem pójść ze mną na kolację? 

– Tak – 

odparł z lekkim wahaniem. – Dla uczczenia naszego 

pierwszego wspólnego tygodnia? To znaczy – 

poprawił  się  – 

pierwszego tygodnia wspólnej pracy? 

– 

Właśnie  –  potwierdziła  z  uśmiechem.  Bardzo  się  jej 

podobały te jego przejęzyczenia. – Więc jak? 

Przygryzła wargę, czekając na odpowiedź. Joel miał na sobie 

granatowy  garnitur  i  lnianą  koszulę,  rozluźniony  lecz  nie 

przekrzywiony krawat. Był przystojny, ale przecież wiedziała to 
od lat! 

– Czemu nie? – 

odparł, wzruszywszy ramionami. 

Znowu spotkali się spojrzeniami i Kirsten przejął dreszcz na 

myśl  o  kolacji  z  nim  sam  na  sam.  Zadzwonił  telefon, 

przywołując ją do rzeczywistości. 

– 

Tak, doktor Doyle. Och, cześć, Wes – powiedziała. 

–  Jak leci? – 

Zamilkła,  słuchając.  –  Dobrze.  Dziękuję,  że 

mnie zawiadomiłeś. Ściskam. Pa. 

– 

Któż to taki, ten Wes? – spytał od niechcenia Joel. 

Ogarnęła ją pokusa, by się z nim podroczyć. 
–  Adwokat  – 

powiedziała.  –  Znamy  się  od  lat.  Zajmuje  się 

wykonaniem testamentu mojej siostry. 

– Sympatia? 
– 

Owszem,  sympatyczny.  Ma  trzydzieści  dwa  lata,  jest 

przystojny  i  czeka  na  jakąś  fantastyczną  dziewczynę,  która  go 

złapie. 

– 

Jest od ciebie o dwa lata młodszy? 

– No wiesz! – 

powiedziała z udawanym oburzeniem. 

– 

Jak można pytać kobietę o jej wiek. 

background image

Uniósł brwi z rozbawieniem i uśmiechnął się. 
– 

Czy to ty będziesz tą dziewczyną? – zapytał. 

– 

Nie mogę – odparła i parsknęła śmiechem. – W tym kraju 

kazirodztwo jest zakazane. 

–  Co takiego? – 

zapytał,  lecz  zaraz  pojął,  że  Kirsten  się  z 

niego nabija. – Czy to twój brat? 

– 

Tak. Starszy o całe dziesięć minut od drugiego bliźniaka. A 

Lukę jest żonaty i ostatnio urodziło się im pierwsze dziecko. 

Kirsten  szybko  przełączyła  telefon  do  recepcjonistki,  wzięła 

klucze i torebkę. Joel otworzył jej drzwi. 

– 

Dziękuję – powiedziała, wychodząc z gabinetu. 

Pożegnali recepcjonistkę, która miała wszystko pozamykać, i 

wyszli  przed  dom.  Kirsten  otworzyła  samochód,  wsiadła  do 

środka  i  przechyliła  się,  by  odblokować  drzwi  pasażera.  Joel 

zamierzał  kupić  sobie  jakiś  pojazd,  ale  ponieważ  mieszkali 

blisko, na razie nie było to konieczne. 

Kirsten  zwróciła  uwagę,  że  przy  wsiadaniu  do  samochodu 

materiał  spodni ciasno  opiął  się  Joelowi  wokół  ud.  Kiedy Joel 

podchwycił  jej  wzrok,  odwróciła  się  i  uruchomiła  samochód. 

Żałowała,  że  ma  włosy  zaplecione  w  warkocz,  a  nie 

rozpuszczone; zasłoniłyby jej zaczerwienioną twarz! 

Joel  dużo  dla  niej  zrobił  w  zeszłym  tygodniu.  Dzięki  jego 

poczuciu humoru i optymistycznemu usposobieniu w znacznym 

stopniu  wyzwoliła  się  z  depresji,  która  ją  gnębiła  po  śmierci 

Jacqui. Teraz starała się okiełznać niecierpliwe pragnienie, aby 

jak  najszybciej  uporać  się  z  wizytami  domowymi  i  spędzić 

resztę wieczoru tylko z Joelem. 

Postanowi

ła, że będzie jeździć do pacjentów z nim, aby miał 

okazję  szybciej  ich  poznać.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  kiedy 

przyjedzie  Melissa,  trzeba  będzie  zmienić  godziny  przyjęć  w 

gabinecie i prawdopodobnie zatrudnić jeszcze jednego lekarza. 

background image

Chciała  przynajmniej  w  ciągu  najbliższych  czterech  miesięcy, 

póki  Melissa  nie  pójdzie  do  szkoły,  jak  najwięcej  z  nią 

przebywać. 

–  Lubisz ten swój stary samochód, prawda? – 

spytał  Joel, 

wyrywając ją z zadumy. 

–  Tak.  – 

Uśmiechnęła  się,  włączając  się  w  strumień 

pojazdów. – Tyle mnie 

łączy z nim wspomnień... 

– 

Podzielisz się jakimś? 

– 

Chętnie.  –  Zamyśliła  się,  po  czym  uśmiechnęła  się  z 

nostalgią.  –  Któregoś  roku  po  sesji  egzaminacyjnej  razem  z 

Jordanne  namówiłyśmy  Sally,  żeby  pojechała  z  nami  na 

wycieczkę. 

– 

Przedtem z wami nie jeździła? 

– 

Chyba  słyszałeś,  że  ojciec  Sally  próbował  przekupić 

Jordanne, aby nakłoniła Sally do rezygnacji z medycyny. 

– A, tak. – 

Pokiwał głową. 

– 

Od tamtej pory Sally nie chciała spotykać się z nami poza 

uczelnią, bo się bała ojca. 

– 

Dobrze, że się potem zmienił. 

– 

Właśnie. 

– 

Więc dlaczego wtedy się z wami wybrała? 

– 

Bo  jej  ojciec  wyjechał  za  granicę  i  uznała,  że  może  się 

spokojnie  wyrwać.  –  Kirsten  uśmiechnęła  się  pod  nosem.  – 

Dobrze  zrobiła,  bo  wycieczka  udała  się  fantastycznie. 

Pojechałyśmy moim poczciwym, wysłużonym samochodem do 

rezerwatu  przyrody,  gdzie  obozowałyśmy  już  wcześniej  z 

Jordanne, ale tym razem wybrałyśmy na kemping inne miejsce, 

w pobliżu rzeki. 

–  Aha.  – 

Joel  kiwnął  głową  i  uśmiechnął  się  ze 

zrozumieniem. – 

I w nocy rzeka wylała? 

–  Tak  – 

zaśmiała  się  Kirsten.  –  Sally  pierwsza  narobiła 

background image

alarmu.  Wyniosłyśmy  wszystko  z  namiotu  na  suchy  ląd,  ale 

brodzenie  boso  w  lodowatej  wodzie  nie  należało  do 

przyjemności.  Kiedy  zabrałyśmy  się  do  składania  namiotu,  w 

środku wirowała woda, i właśnie wtedy zobaczyłam Księgę. 

– 

Księgę? 

– 

No wiesz, podręcznik anatomii dla studentów medycyny. 

– Taki gruby tom? 
– 

Właśnie. Pływał w kółko jak niezdarna łódka, uderzając w 

ścianę namiotu, powoli namakając wodą. 

– 

Do kogo należał? 

– 

Do mnie. Wciąż go mam na półce i za każdym razem, kiedy 

do niego zaglądam, wspominam tę naszą wyprawę i pękam ze 

śmiechu.  Na  szczęście  postawiłyśmy  wtedy  samochód  na 

wzgórzu.  Spałyśmy  w  nim  –  Kirsten  poklepała  pieszczotliwie 

deskę rozdzielczą – bo namiot był całkiem mokry. 

– To sympatyczne wspomnienie – 

przyznał Joel. 

– 

Zawsze dbałam o mój samochód i regularnie oddawałam go 

do  przeglądu  – wyznała.  –  Mam  nadzieję,  że będzie  mi  służył 
jeszcze kilka lat. 

– Pewnie tak – 

zgodził się Joel. 

Po  chwili  Kirsten  zatrzymała  się  przed  domem  pierwszego 

pacjenta, a potem drugiego i trzeciego. 

– Ostatnia wizyta – 

oznajmiła w końcu. 

– Doris i Fred Dawsonowie – 

odczytał z notesu Joel. 

– 

To przemiłe małżeństwo. Urodzili się w tym samym dniu 

osiemdziesiąt lat temu, spłodzili sześcioro dzieci, dochowali się 
licznych wnuków, a nawet prawnuków. Uwielbiam ich. Doris 

wróciła  niedawno  do  domu  ze  szpitala  po  wszczepieniu 

endoprotezy stawu biodrowego. Jest pacjentką Aleksa. 

– A Fred? 
– 

Choruje  na  astmę  i  muszę  nad  nim  czuwać.  Pielęgniarka 

background image

społeczna odwiedza go codziennie. Wiosna to dla astmatyków 
niedobry czas. 

Kiedy  Kirsten  wjeżdżała  na  podjazd  starego  ceglanego 

domostwa,  przed  którym  roztaczał  się  ogród  pełen  rodzimych, 

wiecznie zielonych drzew, dochodziło wpół do szóstej. 

–  Kocham ten ogród – 

oznajmiła  Kirsten.  Wysiadła  z 

samochodu,  podeszła  do  drzewa  i  dotknęła  pysznych, 
czerwonych kwiatów. –  To moje ulubione – 

powiedziała. – Są 

tak bardzo australijskie. 

Roziskrzone  spojrzenie  Kirsten  podziałało  na  Joela 

elektryzująco.  Oparty  o  samochód  obserwował,  jak  muska 

palcami  czerwone  strzępiaste  płatki,  wprost  jaśniejąc  radością. 

Ze  jest  piękną  kobietą,  wiedział  od  pierwszego  spotkania,  ale 

podczas ostatniego tygodnia pojął, że uroda Kirsten promieniuje 

z jej wnętrza. Żadne kosmetyki świata nie dałyby takiego efektu. 

 

Boże Narodzenie za progiem 

Rozbłysnęły czerwienią kufliki 

Wystrzeliły płomiennie 

Przywróciły radość świętowania 
 

Kirsten  spojrzała  na  Joela;  z  jego  miny  poznała,  że 

wyrecytowany przez nią wierszyk mu się spodobał. 

Ktoś  zaklaskał,  co  odwróciło  uwagę  Kirsten  od  Joela  i 

pozwoliło jej na chwilę zapomnieć o miotających nią uczuciach. 

W jednej chwili wątpiła, czy go pociąga, w następnej czuła, że 

dużo dla niego znaczy. 

– 

To  było  prześliczne,  moje  dziecko  –  rzekł  Fred,  wolno 

kuśtykając przez trawnik. Był to wysoki mężczyzna ze strzechą 

srebrnych włosów na głowie. W jego oczach migotały iskierki 
rozbawienia.  – 

Jestem  szczęśliwy,  kiedy  widzę,  jak  ktoś 

background image

podziwia mój ogród. 

– 

Miło  mi  –  odparła  Kirsten  i  pocałowała  go  w  policzek.  – 

Dzisiaj mówi pan z wi

ększą łatwością niż ostatnio. 

–  O, tak – 

przyznał i poklepał ją po ręce. – A kto to taki? – 

wskazał Joela, który się ku nim zbliżał. 

– Mój nowy kolega, Joel McElroy. 
– McElroy? – 

zamyślił się Fred i zmrużył oczy. – Gdzie ja już 

słyszałem to nazwisko? 

– Zapewne w szpitalu – 

rzekł Joel i uścisnął Fredowi dłoń. – 

Mój brat i siostra pracują tam jako ortopedzi. 

– 

Rzeczywiście.  To  ta  młoda  dziewczyna,  która  odwiedziła 

Doris  podczas  rehabilitacji  w  zeszłym  tygodniu.  Ma  takie 

zabawne imię. 

– Jordanne – 

podsunęła Kirsten. 

– 

O, właśnie. – Fred kaszlnął i uśmiechnął się. – Ta łepetyna 

– 

rzekł,  pukając  się  palcem  w  głowę  –  już  nie  jest  taka  jak 

dawniej. 

– 

Wejdźmy lepiej do domu, Fred – rzekła Kirsten. – Te pyłki 

panu nie służą. – Wsunęła Fredowi rękę pod ramię. Odwróciła 

się  do  Joela  i  podając  mu  kluczyki,  poprosiła,  żeby  wziął  jej 

torbę i zamknął samochód. 

– 

On  mi  się  podoba  –  szepnął  Fred,  pokonując  z  pomocą 

Kirsten trzy stopnie wiodące na werandę okalającą dom. 

– 

Mnie też – odszepnęła Kirsten. 

 

background image

Rozdział 3 

 
–  Witam  – 

powiedziała  serdecznie  Doris  ze  swego fotela.  – 

Proszę wejść i usiąść. 

Kirsten  doprowadziła  Freda  do  krzesła,  na  którym  usiadł  i 

odetchnął z ulgą. 

– 

Jak się pani dzisiaj czuje? – zwróciła się Kirsten do Doris. 

W tym momencie Joel zapukał do drzwi i wszedł do środka. 

– 

O, widzę, że przyprowadziła pani kolegę. Witam! Jak pan 

ma na imię? – zagadnęła Doris, wyciągając rękę. 

– Joel – 

odpowiedział, ująwszy jej wątłą dłoń. – Przez pewien 

czas będę pracował z Kirsten. 

– 

A  czy  n ie  mó g łby  p an  zo stać  tu  na  stałe  i  jej  pomagać? 

Biedulka jest taka zapracowana. 

– 

Joela nie należy do niczego nakłaniać – Kirsten stanęła w 

jego obronie. – 

Jego pierwszą miłością jest narciarstwo. 

– 

Naprawdę? – Doris przeniosła wzrok z Kirsten na Joela. – 

Przecież w Australii nie ma dużo śniegu nawet w zimie. 

– 

Zwykle trenuję za granicą – wyjaśnił Joel – ale kiedy tylko 

mogę, przyjeżdżam do kraju. 

– 

Joel zdobył srebrny medal na olimpiadzie. 

– 

Och, to fascynujące! – Doris z przejęciem zwróciła się do 

męża. – Słyszałeś, Fred? 

– Tak, kochanie. 
– 

On mi kogoś przypomina – rzekła Doris. 

– 

Jego  siostra  Jordanne  jest  chirurgiem  ortopedą  –  wyjaśnił 

Fred żonie. 

– 

Ależ tak. Co za podobieństwo! Pańska siostra jest przemiła. 

– 

Też tak uważam. 

– 

Czy ma pan więcej rodzeństwa? – zapytała Doris, nawet nie 

background image

próbu

jąc uwolnić dłoni z uścisku Joela. 

– Ho, ho – 

mruknęła pod nosem Kirsten. 

Joel  rzucił  jej  szybkie  spojrzenie.  Uśmiechał  się  z  taką 

tkliwością, że gdyby to ona była adresatką, serce by jej stopniało 

jak lód w wiosennym słońcu. 

– 

Jest nas sześcioro. Ja byłem drugi w kolejności – wyjaśnił 

Joel. 

– 

My  też  mamy  szóstkę  dzieci  –  pochwaliła  się  Doris  i 

poklepała Joela po ręce. – Jakie są imiona pana rodzeństwa? 

– Uwaga, zaczynamy – 

mruknęła Kirsten. 

Joel  znów  ją  obrzucił  przelotnym  spojrzeniem,  w  oczach 

lśniło mu rozbawienie. Kirsten zrozumiała, że lubi, jak się z nim 

droczyć. Postanowiła robić to jak najczęściej. 

– 

Mój  najstarszy  brat  ma  na  imię  Jed,  jest  chirurgiem 

ortopedą i pracuje w szpitalu w Canberze. 

– 

On  i  Alex  Page  są  serdecznymi  przyjaciółmi  –  wtrąciła 

Kirsten. 

– 

Potem  jestem  ja  i  kolejno  według  starszeństwa  Jasmine, 

Justin, potem Jordanne i na końcu Jared. 

Doris i Fred zaśmiali się. 
– 

Czy  mogę  spytać,  jakie  imiona  noszą  pańscy  rodzice?  – 

zagadnęła Doris, wysuwając w końcu dłoń z ręki Joela. 

– John i Jane – 

odparł. 

– 

Zadziwiające – rzekł Fred i odchrząknął. 

– 

To  mi  się  podoba  –  oznajmiła  Doris.  –  Czemu nie 

wpadliśmy  na  podobny  pomysł,  kochanie?  –  spytała  męża,  po 

czym  z  dumą  wymieniła  imiona  swoich  wszystkich  dzieci, 
wnuków i prawnuków. 

– 

Proszę  sobie  dalej  gawędzić  z  Joelem  –  rzekła  Kirsten, 

ujmując przegub Doris – a ja w tym czasie panią zbadam. 

– Dobrze, moje dziecko – 

zgodziła się Doris i z ożywieniem 

background image

rozmawiała  z  Joelem  o  urokach  dorastania  w  domu  z  tak 

licznym  rodzeństwem.  Umilkła  tylko  wtedy,  kiedy  Kirsten 

osłuchiwała  jej  płuca.  Mówiła  dalej,  kiedy  Kirsten  sprawdzała 

ruchomość  jej  biodra  i  obserwowała,  jak  Doris  się  porusza  z 

pomocą  balkonika.  Tymczasem  Fred  przyniósł  herbatę  i 
ciasteczka. 

–  Co prawda to jest pora kolacji – 

oznajmiła Doris, podając 

K

irsten  paterę  –  ale  proszę  się  poczęstować  chociaż  jednym. 

Przydałoby  się,  żeby  pani  trochę  przytyła,  moje  dziecko. 

Prawda, proszę pana? – zwróciła się do Joela. 

Joel  zmierzył  Kirsten  przelotnym  spojrzeniem,  a  ona 

wstrzymała  oddech.  Co  myśli  o  jej  wyglądzie? Czy  uważa,  że 

jest  za  tłusta?  Zbyt  chuda?  Przypomniała  sobie,  jak  ją  tkliwie 

objął zeszłej niedzieli, i na samą myśl o tym zabrakło jej tchu. 

Według niej byli jak stworzeni dla siebie. 

– 

Myślę, że nie ma najmniejszego znaczenia, co doktor Doyle 

będzie jadła – rzekł Joel, poczęstowawszy się ciastkiem. – Jest 

ustawicznie  w  ruchu,  a  jeżeli  odpoczywa,  to  tylko  po  to,  żeby 

nabrać  sił  przed  kolejnym  zadaniem.  Jedno  ciastko  więcej  lub 

mniej nic nie zmieni. Kirsten pozostanie Kirsten. Nic dodać, nic 

ująć. 

Kirste

n  spojrzała  na  Joela,  zastanawiając  się,  czy  on  się 

droczy i co to wszystko ma znaczyć. Natomiast Doris zdawała 

się doskonale rozumieć, o co chodzi, i pogłaskała go po ręce. 

– Dobrze powiedziane – 

orzekła. 

Kirsten uznała, że lepiej nie drążyć tego tematu, zwłaszcza że 

Doris wodziła spojrzeniem od niej do Joela i widać było, że aż 

się pali do swatania. 

– 

Teraz  pańska  kolej  –  zwróciła  się  do  Freda,  dopijając 

herbatę. Zbadała go i pochwaliła, że lepiej oddycha. – Tylko tak 
dalej  – 

powiedziała.  –  Wpadnę  tutaj  w  przyszły  piątek  po 

background image

południu,  ale  gdyby  coś  się  zmieniło,  proszę  mnie  odwiedzić 

albo do mnie zatelefonować. To wszystko, zatem do zobaczenia. 

Kirsten  i  Joel  pożegnali  się  z  gościnnymi  staruszkami  i 

wyszli. 

– 

Nie chciałabyś czegoś zjeść? – spytał Joel, kiedy wyjechali 

na drogę. 

– 

Umieram z głodu – przyznała. 

– 

Już  prawie  siódma,  więc  może  pojedźmy  od  razu  na 

kolację? 

– 

Dobry pomysł. A dokąd? 

– To ty mieszkasz w Canberze. Ty proponuj. 

Kirsten  zatrzymała  samochód  na  czerwonych  światłach  i 

spojrzała na Joela. 

– 

Jaką  lubisz  kuchnię?  –  spytała.  –  Tajską,  włoską,  chińską 

czy francuską? 

– 

Francuską – odparł po chwili namysłu. 

– 

Znam takie jedno miejsce. Jordanne mi o nim powiedziała. 

Podają tam fantastyczne czekoladowe fondue. 

– 

Nie jadłem czegoś takiego od lat. 

Kirsten  udało  się  znaleźć  miejsce  na  parkingu  nieopodal 

restauracji. Kiedy tam weszli, okazało się, że jest pełna ludzi i 

Kirsten pomyślała, że nie mają szans na wolny stolik – w końcu 

był piątkowy wieczór. 

Joel  jednak  zapytał  kierownika  sali,  czy  nie  znalazłoby  się 

coś  wolnego,  przy  czym  nadmienił,  że  słyszał,  iż  restauracja 

słynie na całą okolicę z fondue. 

– 

Proszę  za  mną  –  powiedział  kierownik  i  ku  zdziwieniu  i 

radości Kirsten powiódł ich do odosobnionego stolika. 

Kiedy usiedli, spojrzała figlarnie na Joela. 
– 

Czy  potrafisz  zaczarować  każdego,  kogo  spotkasz?  – 

spytała. 

background image

– 

Każdego  może  nie,  ale  większość  ludzi  owszem  –  rzucił 

nonszalancko. 

– 

Droczysz się ze mną, prawda? 

– Teraz moja kolej. 

Ich  spojrzenia  spotkały  się  ponad  stolikiem  oświetlonym 

światłem świec i Kirsten znów załomotało serce. Aż trudno jej 

było uwierzyć, że Joel tak prędko staje się dla niej tak ważny. 

Może dlatego, że spędzają dużo czasu razem? Wiedziała jedno: 

jeżeli nie będzie się pilnować, zakocha się w nim bez pamięci. 

Zjawił się kelner z kartami dań. Ku zdziwieniu Kirsten, Joel 

rozmawiał z nim o potrawach po francusku. 

– 

Na co masz ochotę? – zwrócił się do niej. 

Zagłębiła  się  w  lekturze  menu,  ale  dla  niej  była  to 

chińszczyzna. Zresztą i tak bardziej zajmowało ją obserwowanie 
Joela 

niż  objaśnienia  kelnera.  W  końcu  odłożyła  kartę  i 

poprosiła o kurczaka. 

Obaj  mężczyźni  spojrzeli  na  nią  pytająco,  ale  ponieważ  nic 

już  nie  dodała,  kelner  skłonił  tylko  głowę,  po  czym  zamienił 

jeszcze  kilka  słów  po  francusku  z  Joelem.  W  restauracji 
serwowan

o pięć różnych potraw z kurczaka, ale Joel nie chciał 

wdawać się w zawiłe tłumaczenia i sam dokonał wyboru. 

Podczas  kolacji  Joel  okazał  się  ciekawym  rozmówcą.  Sypał 

jak  z  rękawa  anegdotami  o  swoich  przygodach  narciarskich, 

opowiadał,  jak  lubi  poznawać  nowe  kraje.  Po  ukończeniu 

medycyny Kirsten sześć miesięcy była za granicą, mieszkając i 

pracując  w  Kanadzie,  ale  nie  miała  czasu  ani  okazji,  aby  ją 

bliżej poznać. 

– 

Wprawdzie  spędziłam  też  dwa  tygodnie  w  Europie,  ale 

zwiedziłam ją pobieżnie, jeżdżąc z miasta do miasta. 

– 

I od tamtej pory nie ciągnęło cię do podróżowania? 

– 

Właściwie nie. Zależało mi przede wszystkim na tym, żeby 

background image

otworzyć praktykę. A teraz muszę się zająć Melissą. 

– 

Dzieci  mogę  wnieść  w  dom  wiele  szczęścia  –  powiedział 

Joel z zadumą. 

– Lubisz dzieci? – 

spytała zaskoczona. 

Nie wyobrażała sobie Joela, wolnego ptaka, ustatkowanego i 

otoczonego dziećmi. 

– 

Pewno, że tak, ale czy chciałbym mieć własne... – Wzruszył 

ramionami.  – 

Nigdy o tym na serio nie myślałem. Przez długie 

lata  żyłem  wśród  rodzeństwa,  małych  kuzynek  i  kuzynów. 

Kiedy się urodził Jared, miałem osiem lat i potrafiłem zmieniać 

mu  pieluszki  i  karmić  go,  doglądałem  też  Jordanne  i  Justina. 

Pewnie Jed, który był najstarszy, miał gorzej niż ja, ale mnie też 

obowiązków nie brakowało. Nie twierdzę, że tego nie lubiłem, 
po prostu od wielu lat odpowiadam tylko za siebie i jest mi z 
tym dobrze. 

– 

Byłeś  przez  pewien  czas  kapitanem  olimpijskiej  drużyny 

narciarskiej? 

– 

Tak,  kiedy  zdobyłem  srebrny  medal.  Ale  co  innego  być 

członkiem zespołu, a co innego zajmować się małymi dziećmi. 

– Wiem, o co ci chodzi. – 

Skinęła głową. – Moi bracia są, jak 

wiesz, o dwa lata ode mnie młodsi i jako dziecko nie musiałam 

się nimi specjalnie opiekować. Bawili się zawsze ze sobą i mnie 

się  nie  naprzykrzali.  Za  to  prowadzenie  własnej  praktyki 

okazało się czymś naprawdę odkrywczym i kształcącym. 

– 

Kiedy otworzyłaś tę praktykę? – zapytał. 

– 

Pięć  lat  temu.  Kiedy  wróciłam  do  kraju,  pracowałam  w 

kilku różnych miejscach i zbierałam na ten cel pieniądze, ale w 

ostatnich miesiącach... – Kirsten ciężko westchnęła. 

– Uczucie pustki? . 
– 

Coś w tym rodzaju. Pracowałam ciężko i długo, żeby coś 

osiągnąć, a teraz, kiedy wszystko funkcjonuje jak należy, brak 

background image

mi wyzwania. 

– 

Znam to uczucie. Wyzwanie to potężny bodziec. 

Kirsten z uśmiechem podniosła kieliszek do ust. 
– 

Wspomniałam Sally i Jordanne, że nie wiem, co powinnam 

dalej  robić.  Niedługo  potem  Alex  zaproponował  mi  dyżury  na 

oddziale nagłych wypadków w swoim szpitalu. 

– To ci nie odpowiada? 
– 

Wręcz  przeciwnie.  Myślę,  że  czasem  nie  jest  ważne, co 

umiesz, tylko kogo znasz. 

– 

Tak,  lecz  Alex  nie  zaproponowałby  ci  pracy  w  szpitalu, 

gdyby nie uważał, że się do niej nadajesz. 

– 

Wiem. Dlatego przyjęłam propozycję. 

– 

Przyjęłaś? 

– 

Tak. Jutro mam pierwszy dyżur. 

– 

Ja  też  –  powiedział  Joel  i  stuknął  kieliszkiem o kieliszek 

Kirsten.  – 

Co  zamierzasz  zrobić,  kiedy  przyjedzie  Melissa?  – 

zagadnął. 

Odchylił  się  i  rozprostował  kości.  Kirsten  zauważyła,  że 

koszula  wysunęła  mu  się  ze  spodni  i  uniosła  do  góry.  Miała 

ochotę  rozpiąć  ją  i  dotknąć  piersi  Joela.  Podniosła  oczy  i 

napotkała  jego  wzrok.  Na  ustach  miał  uśmiech  i  uniósł  brwi, 

jakby chciał zakomunikować, że zna myśli Kirsten. 

Szybko  umknęła  oczami  w  bok.  Usiłowała  sobie 

przypomnieć,  o  co  ją  pytał.  Sięgnęła  po  kieliszek  i  powoli 

podniosła  go  do  ust.  Najchętniej  pochyliłaby  się  ku  Joelowi  i 

pocałowała go – coś zupełnie nie w jej stylu. 

Odstawiła kieliszek i odkaszlnęła. 
– 

Co  zamierzam  zrobić?  –  powtórzyła  pytanie  Joela.  – 

Przyjmę kogoś na zastępstwo. 

– To logiczne. – 

Skinął głową. 

Atmosfera się rozładowała i Kirsten odetchnęła z ulgą. 

background image

– 

Melissa mnie potrzebuje i chciałabym spędzać z nią sporo 

czasu, szczególnie przez kilka pierwszych miesięcy. 

– To oczywiste. – 

Po chwili milczenia zapytał: – Wiedziałaś, 

że zostaniesz wyznaczona na jej opiekunkę? 

–  Tak. Jacqui po

prosiła  mnie  o  to  niedługo  po  urodzeniu 

Melissy. To wspaniałe dziecko. Jest bardzo podobna do matki. 

Bardzo  mi  jej  żal  i  nie  dziwię  się,  że  tak  kompletnie  się 

wyłączyła. Jej mały świat legł w gruzach. 

– Czas najlepiej leczy rany, Kirsten – 

rzekł Joel pocieszająco. 

– 

Czas i miłość. To niezawodna recepta. 

Kirsten  uśmiechnęła  się  do  niego  z  wdzięcznością.  Joel  dał 

znak kelnerowi. 

– 

Co byś powiedziała na czekoladowe fondue? – zagadnął. – 

Na pewno odpędzi smutki i wprowadzi nas w błogi nastrój. 

– 

Nie mogę się doczekać. 

Joel  zamienił z kelnerem  kilka słów  po  francusku  i  gdy  ten 

się oddalił, Kirsten zapytała: 

– 

Ile ty właściwie znasz języków? 

– 

Trzy,  nie  licząc  angielskiego.  Kiedy  się  podróżuje  po 

świecie  tyle  co  ja,  łatwo  sobie  przyswoić  podstawy. Poza tym 

przez prawie dwa lata mieszkałem w Szwajcarii, gdzie się mówi 

po niemiecku, francusku i włosku. 

– 

Jakie było twoje ulubione miejsce w Szwajcarii? 

– Davos. – 

Joel uśmiechnął się z zadumą. 

– 

Masz stamtąd dużo miłych wspomnień? 

– 

Można tak powiedzieć – przyznał ze śmiechem. 

– 

Jak ona miała na imię? 

Znowu się zaśmiał i pogroził jej palcem. 
– 

Nie  jestem  taki  skory  do  zwierzeń.  –  Spoważniał  i  wbił 

wzrok w śnieżnobiały obrus. – Sylwia – wyznał cicho. 

W  tym  momencie  zjawił  się  kelner  z  fondue.  Kirsten 

background image

zaskoczył przypływ zazdrości, jaka ogarnęła ją na myśl o tym, 

że  wcześniej  jakaś  inna  kobieta  całowała  Joela.  Szybko 

opanowała to uczucie, gdyż pragnęła się cieszyć każdą spędzoną 

z nim chwilą. 

Joel nadal ją bawił anegdotami o swych licznych przygodach 

narciarskich.  Wreszcie  Kirsten  zapłaciła  rachunek  I  wyszli  z 

restauracji na parking. Wsiadając do samochodu, poczuła się tak 

znużona, że  straciła  ochotę  na  prowadzenie.  Jednak  kiedy  Joel 

zaproponował, że zastąpi ją za kierownicą, odmówiła. 

–  Mój kochan

y  stary  grat  jest  narowisty  i  trzeba  umieć  go 

okiełznać – wyjaśniła. 

Joel  się  zaśmiał  i  poczekał,  aż  Kirsten  otworzy  drzwi  po 

stronie pasażera. 

– Czy dolega ci kolano? – 

zagadnęła, kiedy ruszyli w stronę 

domu. 

– 

Trochę. Zwłaszcza pod koniec dnia. 

– 

Zauważyłam, że lekko utykałeś, gdy szliśmy przez parking. 

– 

Joel się nie odezwał, więc ciągnęła: – Jak to się stało? Wiem, 

że miałeś wypadek na nartach... 

– 

To  się  wydarzyło  w  sobotę  wieczorem.  Zmierzchało, 

wracałem do schroniska. Wtem usłyszałem ostry kobiecy krzyk 

i mignęło mi coś różowego. Pewno bym jej nie zauważył, gdyby 

nie  kolorowy  kombinezon.  Zaczął  padać  gęsty  śnieg  i  biedna 

dziewczyna straciła orientację. Jechała o wiele za szybko, więc 

należało  ją  przyhamować.  Ruszyłem  za  nią  i  zrównałem  się  z 

nią.  Byłbym  sobie  łatwo  poradził,  ale  kiedy  mnie  zobaczyła, 

rzuciła się na mnie i pociągnęła za sobą. 

Urwał  i  głęboko  westchnął.  Kirsten  spojrzała  na  niego  z 

boku. Głowę odrzucił na oparcie fotela i przymknął oczy. 

– 

Zorientowałem  się,  że  pędzimy  prosto  na  słup kolejki 

linowej  i  że  dziewczyna  uderzy  w  niego  głową,  a  przy  takim 

background image

pędzie...  –  Otworzył  oczy  i  spojrzał  na  drogę  oświetloną 
reflektorami samochodu. – 

Jakoś zdołałem obrócić nas oboje na 

chwilę przedtem, nim wpadliśmy na słup. Cały impet uderzenia 

wypadł na moją nogę i lewy bok dziewczyny. 

– 

I wtedy rozbiłeś sobie kolano. 

– 

Zdruzgotałem  kolano,  goleń,  kość  piszczelową,  złamałem 

trzy  palce  u  stóp .  Ale  jak  zau ważył  Jed ,  mo g łoby  być  o  wiele 

gorzej.  Potem  mi  powiedział,  że  gdy  pierwszy  raz  usłyszał  o 
moich ob

rażeniach,  bardzo  się  bał  o  moje  kolano.  Gdybym 

musiał  się  poddać  operacji  wymiany  stawu  kolanowego, 

mógłbym się pożegnać z olimpiadą. Jutro miną trzy miesiące od 

wypadku  i  choć  to  nie  był  łatwy  czas,  zawziąłem  się,  żeby 

przetrwać. 

– Nie brak ci uporu – wt

rąciła. 

–  O, tak – 

zgodził  się  z  uśmiechem.  –  Kolano powoli 

odzyskuje  sprawność.  Kiedy  zaproponowałaś  mi  pracę  w 

pobliżu  Instytutu  Sportu  Australijsko-Azjatyckiego, gdzie 

można  kontynuować  treningi,  korzystać  ze  sprzętu  i  być  pod 

opieką  fizjoterapeutów,  nie  mogłem  odmówić.  Muszę  zrobić 

wszystko, żeby być gotowym do sprawdzianu kwalifikacyjnego 

przed następnymi Igrzyskami. 

– Kiedy jest ten sprawdzian? – 

spytała ze ściśniętym sercem. 

Cały czas wiedziała, że Joel odjedzie. 

– 

W następny weekend. 

– 

Czy będziesz gotowy na czas? – spytała. 

– 

Mam  nadzieję.  Kilka  tygodni  temu  rozmawiałem  z 

trenerem,  który  powiedział,  że  potrzebna  będzie  opinia 

fizjoterapeuty na ten temat. Więc trzymaj za mnie kciuki. 

Gdy  Kirsten  zajechała  przed  dom,  za  pomocą  pilota 

otworzyła  bramę  garażu.  Zaparkowała  samochód,  wyłączyła 

silnik, odpięła pas i obróciła się do Joela. 

background image

– 

Mam nadzieję, że nie... – Urwała i spróbowała od nowa. – 

Kiedy  cię  pytałam  o  ten  wypadek,  nie  chciałam  ci  sprawić 

przykrości. 

– Wiem. 
– 

Dziękuję  za  miły  wieczór.  –  Musiała  przełknąć  ślinę,  bo 

poczuła  nagłą  suchość  w  gardle.  –  Sprawiłeś  mi  dużą 

przyjemność. 

– 

Cieszę  się.  –  Odpiął  pas  i  przechylił  się  w  jej  stronę.  – 

Jesteś  bardzo  piękna,  Kirsten  –  powiedział,  dotknąwszy  jej 
policzka. 

Pojęła, że za chwilę ją pocałuje. Lekko się obróciła, żeby mu 

było  łatwiej  dosięgnąć  jej  ust.  Zbliżył  do  niej  twarz  i  kiedy 

dzieliły  ich  milimetry,  poruszyła  się  i  niechcący  nacisnęła 

łokciem  klakson.  Na  jego  dźwięk  odskoczyli  od  siebie.  Joel 

uderzył głową o wsteczne lusterko, a Kirsten w tył fotela. 

– Och! 
– Przepraszam! 
– 

Nic ci się nie stało? – spytał. Gdy pokręciła głową, dodał: – 

Chyba znajdziemy wygodniejszy sposób, żeby się pocałować na 
dobranoc. 

Powiedziawszy to, otworzył drzwi, schwycił teczkę i wysiadł 

z samochodu. Kirsten jeszcze chwil

ę  siedziała  bez  ruchu, 

przyswajając  sobie  sens  słów  Joela.  On  chce  ją  pocałować. 

Pocałować na dobranoc. Przeniknął ją ożywczy prąd. Poderwała 

się,  zamknęła  samochód  i  pospieszyła  do  domu.  Weszła  za 

Joelem  do  kuchni  i  niepewnie  na  niego  spojrzała.  Odruchowo 

się odwróciła, aby napełnić czajnik. 

– 

Napijesz się herbaty? – spytała nieswoim głosem. 

Joel wyciągnął do niej rękę. 
– 

Chodź tutaj – powiedział cicho. 

Kirsten postąpiła kilka kroków do przodu i miękko wsunęła 

background image

dłoń  do  jego  ręki.  Joel  przyciągnął  ją  do siebie i mocno 

przygarnął. Ich ciała były jak stworzone dla siebie. 

Nasłuchiwała bicia serca Joela i jego równy rytm wpłynął na 

nią  kojąco.  Stali  tak  długą  chwilę,  czerpiąc  od  siebie  spokój. 

Oboje  lekko  odchylili  się  do  tyłu  i  Kirsten  spojrzała  w  oczy 

Joela, które śniły się jej co noc w zeszłym tygodniu. 

– 

Jak  się  nazywają  twoje  perfumy?  –  spytał  stłumionym 

głosem. – Od tygodnia doprowadzają mnie do szaleństwa. 

– 

„Szaleństwo” – odparła. 

– 

Mogłem się domyślić. 

Schylił się, by ją pocałować. Kirsten czekała bez tchu, kiedy 

ustami  dotknie  jej  warg,  a  gdy  to  nastąpiło,  westchnęła  z 

zadowoleniem.  Jeżeli  Joel  czekał  na  zachętę,  to  ją  miał.  Usta 

Kirsten  smakowały  tak,  jak  oczekiwał.  Przez  cały  tydzień 

wyobrażał sobie, że trzyma ją w ramionach i całuje, lecz teraz 

się  okazało,  że  jego  fantazje  nie  dorównywały  rzeczywistości. 

Oboje  zapłonęli  namiętnością,  jak  na  sygnał.  Kirsten  wsunęła 

palce w jego czuprynę, czego pragnęła od pierwszej chwili, on 

zaś niecierpliwym gestem dotknął jej włosów. Nie przerywając 

pocałunku,  odnalazła  koniec  warkocza  i  jednym  ruchem 

ściągnęła  z  niego  wstążkę.  Po  chwili  na  plecy  opadły  jej 

złotobrązowe  pasma.  Całowali  się  z  coraz  większą  pasją,  aż 

wreszcie  Joel  oderwał  się  od  warg  Kirsten  i  zaczął  muskać 

ustami jej szyję. 

– Joel... – westchn

ęła. 

–  Co takiego? – 

spytał, odsunął ją od siebie i spojrzał w jej 

wzniesioną w górę twarz. 

– 

To  najbardziej...  niewiarygodny...  pocałunek  na  dobranoc, 

jakiego w życiu doświadczyłam. 

Usta Joela wygięły się w uśmiechu. 
– 

Ja też – powiedział. 

background image

 

background image

Rozdział 4 

 
O

budziła  się  nazajutrz  ze  wspomnieniem  namiętnych 

pocałunków  Joela.  Westchnęła  i  wtuliła  się  w  poduszkę.  Joel 

pocałował  ją  jeszcze  kilka  razy,  po  czym  wypuścił  ją  z  objęć, 

pożegnał i wyszedł. 

Powtarzała  sobie,  że  musi  się  mieć  na  baczności,  by  się  w 

nim nie 

rozkochać, ale w jego obecności jej determinacja słabła. 

Przy  nim  czuła  się  ożywiona,  pełna  energii  i  bardzo  kobieca. 

Pomógł  jej  uporać  się  z  depresją,  w  którą  popadła  po  śmierci 

Jacqui,  i  dzięki  niemu  z  większym  spokojem  oczekiwała 

rychłego przyjazdu pogrążonego w szoku dziecka. 

Ktoś zapukał do bocznych drzwi. Kirsten prędko wyskoczyła 

z  łóżka,  wsunęła  stopy  w  pantofle,  narzuciła  szlafrok  i 

podreptała  do  kuchni.  Odsunęła  zasłonę  i  spojrzała  prosto  w 

niebieskie oczy Joela. Stał za drzwiami w chłodzie poranka. 

– 

Dzień  dobry  –  powitała  go  z  serdecznym  uśmiechem, 

otworzywszy  drzwi.  Usunęła  się  na  bok  i  zaprosiła  go  do 

ciepłego  wnętrza.  Spostrzegła,  że  się  nie  uśmiecha.  –  Czy  coś 

się stało? – spytała z przestrachem. 

– 

Nie. Jesteś gotowa? – spytał uprzejmym tonem. 

Gdzie  się  podział  wczorajszy  Joel?  Dzisiaj  zachowuje  się 

całkiem inaczej. Jest sztywny i opanowany. Trzeba się pożegnać 

z  myślą  o  wszelkich  czułościach.  Miał  na  sobie  garnitur,  na 

jednej  ręce  przewieszony  płaszcz,  w  drugiej  trzymał  teczkę. 

Porażał oficjalnym chłodem. 

– Mhm... – 

Kirsten przełknęła ślinę i odwróciła się. – Która to 

godzina? 

– 

Czas  jechać  do  szpitala.  –  Spojrzał  na  zegarek.  –  Masz 

dziesięć  minut  na  prysznic  i  na  ubranie  się,  jeżeli  nie  chcesz, 

background image

żebyśmy się spóźnili na nasz pierwszy dyżur. 

– 

Myślałam,  że  zaczynamy  dopiero  o  dziesiątej.  –  Rzuciła 

okiem  na  kuchenny  zegar  i  osłupiała.  –  Co takiego? Za 

dwadzieścia dziesiąta! 

– 

No właśnie. 

Patrzył,  jak  Kirsten  w  popłochu  szuka  czegoś,  by  związać 

włosy. Dostrzegł na podłodze wstążkę i schyliwszy się po nią, 

zdał  sobie  sprawę,  że  to  ta  sama,  którą  Kirsten  ściągnęła  z 
warkocza poprzedniego dnia. 

– 

Czy to może być? – zapytał. Wspomniał chwilę, gdy pieścił 

jej włosy, i zabrakło mu tchu. 

– 

Tak,  dziękuję  –  odparła  sucho.  Joel  zrozumiał,  że  to jego 

rezerwa spowodowała zmianę jej tonu. 

– 

Nie  będziesz  myła  włosów?  –  zapytał,  kiedy  wybiegała  z 

pokoju. Za moment wróciła z naręczem ubrań. 

– 

Czy ty masz pojęcie, ile trwa umycie i wysuszenie moich 

włosów?  –  zapytała.  –  W  takie  dni  jak  dzisiejszy  miałabym 

wielką ochotę je obciąć. 

– 

Ani się waż! 

Gwałtowność  reakcji  Joela  bardziej  zaskoczyła  jego  niż  ją. 

Kirsten  przystanęła  i  spojrzała  na  niego,  marszcząc  brwi,  po 

czym zniknęła w łazience. 

Joel  przymknął  oczy  i  potarł  ręką  czoło.  Musi  zachować 

dystans. U

słyszał  szum  wody  i  zmusił  się,  żeby  nie  myśleć  o 

Kirsten  stojącej  nago  pod  ciepłym  strumieniem.  Poprzedniego 

wieczoru  posunął  się  za  daleko  i  teraz  tego  żałował,  lecz 

zarazem  było  mu  przykro,  że  zmroził  Kirsten.  Powinien  to  jej 

jakoś osłodzić; przynajmniej zrobi jej herbatę i grzankę. Ale to 

wszystko, upomniał siebie, nastawiając czajnik. 

Wczoraj  wieczorem...  Westchnął  i  przeciągnął  ręką  po 

włosach. Wczoraj wieczorem nie mógł powściągnąć pragnienia, 

background image

by  pocałować  Kirsten.  Dzięki  temu  odkrył  coś  ważnego  –  że 

Kirsten całuje wprost niebiańsko. Mógłby się do niej za bardzo 

przywiązać...  a  naprawdę  nie  ma  na  to  czasu.  Sprawdzian 

kwalifikacyjny przed olimpiadą tuż-tuż. Poza tym, jeżeli ulegnie 

fascynacji,  otworzą  się  zabliźnione  rany,  które  z  takim  trudem 

leczył  przez  ostatnie  trzy  lata.  Trzy  długie,  samotne  lata,  jakie 

upłynęły od śmierci Sylwii. 

Pięć minut później Kirsten pojawiła się w spodniach koloru 

khaki,  białej  bluzce  i  swetrze  oraz  z  torebką,  w  której 

gorączkowo czegoś szukała. 

– 

Szminka! Nie mogę znaleźć szminki. – Rzuciła torebkę na 

blat kuchenny i z rozwianymi włosami pobiegła z powrotem do 
swojego pokoju. 

Wróciwszy, schwyciła grzankę. 
– 

Dziękuję za śniadanie! – powiedziała. 

Jest  urzekająca,  pomyślał  Joel,  patrząc  na  nią.  Uświadomił 

sobie,  że  oglądanie  jej nie tylko w stanie wzburzenia, ale i 

rozpaczliwego pośpiechu, jest wyjątkową okazją. Zazwyczaj w 

takich  sytuacjach  ludzie  nie  dbają  o  pozory  ani  się  nie  silą  na 

ceremonialność. 

Kirsten  odrzuciła  włosy  do  tyłu,  zawiesiła  torebkę  na 

ramieniu, dopiła herbatę, wpakowała do ust ostatni kęs grzanki i 

zaczęła się nerwowo rozglądać. 

–  Czy tego szukasz? – 

spytał  Joel,  pokazując  jej  kluczyki 

samochodowe. 

–  Tak – 

wymamrotała z pełnymi ustami i wyciągnęła po nie 

rękę. 

– 

Dziś ja prowadzę – oznajmił, krocząc przez korytarz. 

– 

A ty będziesz się mogła spokojnie uczesać i umalować, a 

nie na chybcika, na światłach. 

Trochę ją zirytował jego nie dopuszczający sprzeciwu ton, ale 

background image

uznała, że akurat dzisiaj Joel ma rację. 

– 

Łatwo poznać, kiedy facet ma siostry – bąknęła. 

Roześmiał  się  i  otworzył  drzwi  do  garażu.  Kirsten  udzieliła 

mu  wskazówek,  jak  się  obchodzić  z  kapryśnym  pedałem 

sprzęgła i chimeryczną skrzynią biegów, i ruszyli. 

–  No nie – 

mruknęła  Kirsten  i  zwiększyła  szybkość 

wycieraczek.  –  Przy tym deszczu prawie nie 

widać  drogi  – 

wyjaśniła, gdy Joel na nią krzywo spojrzał. 

– 

Chyba  powinienem  ci  zrobić  jeszcze  jedną  grzankę  – 

zauważył, gdy zaczęła się malować. 

– 

Są  inne  sposoby  zamknięcia  mi  ust  niż  zapychanie  ich 

grzanką  –  oznajmiła  i  w  tym  momencie  zdała  sobie  sprawę  z 

dwuznaczności  swoich  słów.  Chciała  tylko  powiedzieć,  że 

wystarczyłoby  poprosić,  by  zamilkła,  ale  z  jego  miny 

wywnioskowała,  że  sądzi,  iż  napomknęła  o  wczorajszym 

pocałunku. 

–  Wiem  – 

rzekł  spokojnie,  ale  tak  zacisnął  palce  na 

kierownicy, aż zbielały mu kostki. 

Coś  jest  nie  tak,  pomyślała.  W  jednej  chwili  Joel  jest 

zadowolony, a w następnej krzywi się z przykrością. Uporawszy 

się  z  makijażem,  zaczęła zaplatać  warkocz,  co w  samochodzie 

nie było łatwe. Trąciła przy tym niechcący Joela. 

– Czy nosisz warkocz, bo tak jest wygodnie? 
– 

Tak,  a  poza  tym  warkocz  wygląda  schludnie  –  mruknęła 

cierpko i Joel zrozumiał, że znowu zgasił iskierkę porozumienia. 

Potrząsnął głową. 

– Zawsze chodzisz w spodniach? – 

spytał. 

– 

Czy to ma być krytyka? – zaperzyła się. 

– Nie, po prostu pytam – 

zapewnił ją pospiesznie. 

– 

Wolę spodnie od spódnic. W lecie noszę szorty. Nigdy nie 

gustowałam w sukienkach i spódniczkach, chociaż nic nie mam 

background image

przeciwko nim. 

– 

Ja też nigdy nie przepadałem za spódniczkami – powiedział 

przekornie. 

– 

Miło mi to słyszeć – odrzekła tym samym tonem, a on się 

ucieszył, że się rozchmurzyła. – Skręć teraz w lewo – poleciła. – 

Tędy łatwiej dojechać na parking dla lekarzy. 

Zostawili  samochód  i  wkroczyli  na  oddział  nagłych 

wypadków o całą minutę przed czasem. 

– Pi

ęknie się spisałaś – szepnął Kirsten do ucha. 

Rozpromieniła się z zadowolenia. Powitała ich Renee, która 

wskazała, gdzie mają złożyć płaszcze i torby. 

– 

Czy ciągle pada? – spytała. 

– Tak – 

odpowiedzieli jednocześnie. 

– 

To znaczy, że czeka nas ciężki dzień... 

Renee  zamierzała  oprowadzić  Kirsten  i  Joela  po  oddziale, 

kiedy pojawił się Alex. 

– 

Cześć,  przyszły  szwagrze  –  przywitał  się  z  Joelem.  –  Jak 

kolano? 

–  Coraz lepiej – 

odparł  Joel  z  uśmiechem.  –  Poprawa jest 

powolna, ale zdecydowana. 

Alex zwrócił się do Kirsten i pocałował ją w policzek. 
– 

Jak  zwykle  ślicznie  wyglądasz  –  orzekł.  –  Jordanne i ja 

mamy  dziś  dyżur  na  ortopedii.  Ona  jest  teraz  na  oddziale,  ale 

powinna tu być za chwilę. 

– 

Już jestem – obwieściła Jordanne, która podeszła z tyłu do 

Aleksa. Uścisnęła narzeczonego, a potem zwróciła się do brata: 
– 

Widać  miałeś  dużo  zajęć  w  tym  tygodniu,  bo  jeszcze  nie 

miałam okazji cię zobaczyć. – Objęła Joela i pocałowała go w 
policzek. – 

Cieszę się, że tu jesteś – powiedziała. 

Kirsten czuła się trochę nieswojo w obecności Jordanne. Czy 

przyjaciółka się domyśli, że całowali się z Joelem? Nie chodziło 

background image

o to, że Jordanne mogłaby się zgorszyć, ale Kirsten nigdy jej nie 

wspominała o swoim zauroczeniu Joelem. 

–  To prawdziwe spotkanie rodzinne – 

zauważyła  ze 

śmiechem  Renee.  –  Tylko Jeda i Sally brak do kompletu. 

Szkoda, że wyjechali na weekend do Sydney. 

Kiedy Jordanne i Alex odeszli do swoich obowiązków, Renee 

zaczęła zapoznawać Kirsten i Joela z oddziałem. 

– 

Wprawdzie  byliście  tu  kilka  dni  temu,  ale  jeszcze  raz 

oprowadzę  was, póki jest spokojnie. Tutaj –  wskazała  wielką 

tablicę  –  jest  dzienny  plan  dyżurów.  Stąd  możecie  się 

dowiedzieć,  jacy  specjaliści  mają  dyżury  na  poszczególnych 

oddziałach. Tu są sale urazowe – pokazała sale przygotowane na 

przyjęcie chorych wymagających natychmiastowej pomocy – a 

tam  mamy  gabinety  zabiegowe.  Będziecie  przyjmować 

pacjentów,  którzy  zgłaszają  się  do  nas  z  różnego  rodzaju 

dolegliwościami.  Pielęgniarki  udzielą  wam  w  razie  potrzeby 
dodatkowych informacji. 

Renee  zawróciła  ku  swojej  dyżurce  i  wręczyła  Kirsten  i 

Joelowi identyfikatory. 

– 

Kiedy  przywiozą  kogoś  po  wypadku,  zostaniecie 

poproszeni o pomoc tylko w razie braku personelu. Wasze 

zadanie  to  przyjąć  pacjentów  z  poczekalni  –  poinstruowała 

Kirsten i Joela, po czym przedstawiła ich lekarzom obecnym na 
oddziale. 

Czas  płynął  Kirsten  bardzo  szybko.  Kilka  razy  miała 

trudności ze znalezieniem potrzebnych narzędzi lekarskich, ale 

pomogła  jej  w  tym  jedna  z  pielęgniarek.  Kiedy  po  dwóch 

godzinach  Kirsten  zajrzała  do  poczekalni,  stwierdziła,  że  jest 
pusta. 

– 

Jak  ci  poszło?  –  usłyszała  za  plecami  niski  głos  Joela. 

Odwróciła się i spojrzała w jego śmiejące się oczy. 

background image

– 

Świetnie. A tobie? – zapytała. 

–  Dobrze  – 

odparł  z  westchnieniem.  –  Kocham  jazdę  na 

nartach, ale pomaganie ludziom to też moja pasja. 

–  Znam 

to  uczucie,  chociaż  akurat  dzisiaj  miałam  dość 

banalne przypadki, głównie zadawniony katar sienny, z którym 

należało wcześniej zgłosić się do lekarza. 

–  Tak zwykle bywa. Kiedy nadchodzi weekend i gabinety 

lekarskie są nieczynne, wtedy wszyscy zgłaszają się do szpitala. 

– 

Właśnie.  W  najmniej  odpowiednim  momencie  maluchy 

wpychają  sobie  do  uszu  różne  dziwne  przedmioty,  dorośli 

potrafią się poparzyć kawą... 

– 

Skoro mowa o kawie, to czy moglibyśmy teraz... ? 

– Chyba tak, ale lepiej najpierw spytajmy Renee. 
– Al

eż tak, zróbcie sobie przerwę, skoro to możliwe – rzekła 

Renee.  – 

Przed  chwilą  odebrałam  telefon  z  policji,  że  na 

autostradzie  był  karambol.  Nie  cierpię  deszczowych  dni  – 

dodała  z  westchnieniem.  –  Karetki  są  w  drodze  i  powinny  tu 

dotrzeć  za  godzinę,  więc  lepiej  zjedzcie  coś  teraz,  bo  jak 

przyjadą  z  rannymi,  to  jednocześnie  zwali  się  nam  na  głowę 

mnóstwo pacjentów z drobnymi dolegliwościami. 

Kirsten i Joel udali się więc do bufetu, gdzie zastali Aleksa i 

Jordanne.  W  trakcie  posiłku  rozmawiali  z  ożywieniem.  W 

pewnym  momencie  Kirsten  spojrzała  na  zegar  ścienny.  Od 

telefonicznego zgłoszenia odebranego przez Renee upłynęło już 

pół godziny. 

– 

Czy znane są jakieś szczegóły o kraksie na autostradzie? – 

zapytała Aleksa. 

–  Nie, ale wkrótce dostaniemy raport – 

odparł,  po czym 

zwrócił  się  do  Joela.  –  Jordanne  mi  mówiła,  że  jesteś 
dyplomowanym chirurgiem. Czy tak? 

– 

Owszem,  ale  od  ponad  trzech  lat  nie  wykonałem  żadnej 

background image

operacji – 

powiedział cicho Joel. 

Kirsten zauważyła, że spojrzał porozumiewawczo na siostrę. 
– 

Jak  myślisz, po co tu jestem? –  rzekł  Joel.  –  Po  to,  żeby 

odświeżyć umiejętności i nauczyć się czegoś nowego. 

–  Jasne  – 

zgodził  się  Alex.  –  Ja  nie  proszę,  żebyś  dziś 

operował, ale na wszelki wypadek dobrze wiedzieć. 

Zadźwięczał pager. 
– 

Chodźmy, wzywają nas – powiedziała Jordanne. 

Wszyscy  czworo  skierowali  się  na  oddział  nagłych 

wypadków i zgłosili do Renee. 

– 

Jakie  wiadomości?  –  spytał  Alex  i  wszyscy  z  uwagą 

wysłuchali  odczytanego  przez  Renee  raportu,  dostarczonego 

przed chwilą przez personel medyczny karetki. 

– 

Chyba spędzimy trochę czasu przy operacjach. Idę na blok 

operacyjny i przygotuję instrumenty – zauważyła Jordanne. 

– 

Ze też Jed i Sally musieli akurat teraz wybrać się do Sydney 

– 

mruknął Alex, podążając za narzeczoną. 

–  A my idziemy do pacjentów, skoro n

ie jesteśmy potrzebni 

gdzie indziej – 

oznajmił Joel i wraz z Kirsten skierował się ku 

poczekalni. Jak przewidywała Renee, napłynęło mnóstwo osób, 

jedni w związku z karambolem, inni po poradę lub pomoc. 

W  wolnej  chwili  między  przyjęciami  pacjentów  Kirsten 

p

oszła odwiedzić lana. Przy jego łóżku siedziała Stephanie. 

– 

Witajcie,  sąsiedzi,  łan,  wyglądasz  dziś  dużo  lepiej  – 

powiedziała Kirsten, zerknąwszy na kartę chorego. 

– 

I lepiej się czuję. – Uśmiechnął się do niej z wdzięcznością. 

– 

Dziękuję  ci,  Kirsten.  Mama  mówi,  że  gdyby  nie  ty,  to...  – 

zająknął się i łzy napłynęły mu do oczu. 

– 

Chciałem  podziękować  tobie  i  temu  drugiemu  lekarzowi, 

który pomagał mnie ratować. 

– 

Powtórzę mu – obiecała Kirsten. Gawędziła z nimi jeszcze 

background image

kilka  chwil,  póki  nie  odwołała  jej  pielęgniarka,  informując,  że 

wzywają ją na oddział nagłych wypadków. 

– 

Przepraszam,  obowiązki  –  rzekła  Kirsten  i  spojrzała  na 

lana.  – 

Postaram  się  tu  wpaść  w  przyszłym  tygodniu,  ale 

szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać, kiedy będziesz już w 
domu. 

– 

Ja też – odparł łan. 

Wróciwszy  na  oddział  nagłych  wypadków,  natknęła  się  na 

Joela. Z jego twarzy wyczytała, że jest wstrząśnięty. 

– 

Co się stało? – spytała. 

– 

Następny wypadek. 

– 

Znowu jakaś kraksa? 

–  Nie  – 

odparł  poważnie.  –  Na  jedną  z  górskich  wiosek 

osunęła się błotna lawina. Obaliła drzewa, zrujnowała chaty. 

–  Co? – 

Kirsten wprost nie mogła uwierzyć. – Niezły bilans 

jak na pierwszy, podobno ulgowy dzień pracy w szpitalu. 

– 

Renee właśnie nadała wiadomość na pager Aleksowi, który 

w  tej  chwili  znajduje  się  w  bloku  operacyjnym. Alex jest 

kierownikiem  szpitalnego  zespołu  ratowniczego  –  tłumaczył 
Joel.  – 

Mają tu taki niedobór personelu, że nie wiem, kogo on 

tam wyśle. 

– 

Nie ma już pacjentów? – spytała Kirsten, wskazując pustą 

poczekalnię. 

– 

Jak  widzisz.  Mam  nadzieję,  że to nie jest spokój przed 

burzą. 

– 

A więc możemy się przydać gdzie indziej. – Ledwo Kirsten 

wymówiła  te  słowa,  zjawiła  się  przełożona.  –  Co  słychać, 
Renee? 

– 

Jordanne  zastąpi  Aleksa,  który  za  chwilę  opuści  blok 

operacyjny i zajmie się utworzeniem grupy ratowników. 

– 

Renee  spojrzała  na  Joela.  –  Powiedział,  że  chce  cię 

background image

włączyć, bo podobno dobrze znasz ten teren. Czy tak? 

– 

Właśnie  stamtąd  mnie  przywiózł  trzy  miesiące  temu  – 

odparł Joel. 

– 

Kirsten,  czy  możesz  się  zająć  pacjentami,  którzy  będą 

napływać  do  poczekalni?  –  spytała  Renee.  –  Trzeba,  żebyś 

spisała  ich  dane  i  dopilnowała,  aby  wypełnili  formularze,  bo 

brakuje  nam  w  tej  chwili  personelu.  Wezwałam  kilka 

pielęgniarek,  ale  trochę  potrwa,  nim  dotrą.  Za  dziesięć  minut 

Alex  przeprowadzi  odprawę  w  pokoju  lekarskim.  Joel,  proszę, 

bądź tam punktualnie. 

– Jasne. 

Renee oddaliła się do swojej dyżurki. 
– 

To logiczne, że Alex chce cię zabrać ze sobą – powiedziała 

Kirsten. – 

Denerwujesz się? 

– 

Dlaczego  miałbym  się  denerwować?  Brałem  wielokrotnie 

udział  w  akcjach  ratowniczych  po  osunięciu  się  lawin 

śnieżnych, błotnych, ratowałem ofiary wypadków narciarskich. 
Alex wie, co robi. Znam tamten teren i ludzi, którzy tam 

pracują. 

Chociaż  oboje  stali  blisko  blatu  rejestracji,  Kirsten  lekko 

uścisnęła ramię Joela. 

– 

Proszę, bądź ostrożny – rzekła z zatroskaniem. 

– 

Postaram się – obiecał. – W porównaniu z tymi wszystkimi 

perypetiami,  jakie  przeżyłem  w  ciągu  ostatnich  lat,  to  będzie 
fraszka. – 

Uśmiechnął się, a ją wzruszenie ścisnęło za gardło. – 

Wszystko  będzie  dobrze  –  zapewnił.  –  Zanim wyruszymy, 

przyjdę się pożegnać. 

Kiedy  Joel  odszedł,  Kirsten  musiała  się  zająć  pacjentem  z 

urazem  kręgosłupa.  Pan  Muller  nie  mógł  się  samodzielnie 

poruszać,  więc  pomogła  mu  się  przesiąść  ze  stojącego  na 

parkingu  samochodu  na  wózek,  który  następnie  wtoczyła  do 

background image

szpitala i do gabinetu zabiegowego. Zbadawszy pacjenta, 

zawiozła go na prześwietlenie. Po powrocie na oddział spotkała 

Joela, który jej szukał. 

– Jak tam odprawa? – 

zagadnęła. Ponagliła go, by podążył za 

nią do gabinetu zabiegowego. Jeżeli zamierzał ją pocałować na 

pożegnanie, to lepiej, żeby byli sami. 

– 

Dowiedziałem  się,  że  jeszcze  nie  zdołano  wydobyć 

dwudziestu pięciu osób i że na miejscu katastrofy pracują ekipy 
ratownicze z Coomy. Kobieta nazwiskiem Frances Althorpe jest 

ciężko ranna. Nie można dokładnie ocenić jej obrażeń, gdyż od 

pasa  w  dół  jest  uwięziona  w  rumowisku,  które  jeszcze  jest 
ruchome. 

– To potworne. Kiedy wyruszacie? 
– Wyruszamy – 

poprawił ją. 

– Co takiego? 
–  Aleksowi brakuje jednej osoby w zespole i mam ci 

powiedzieć, że zostałaś zwerbowana. 

–  Ale...  – 

zająknęła  się  –  przecież  ja  nie  mam  pojęcia  o 

standardach medycznych stosowanych w ratownictwie. 

– 

Więc  szybko  się  nauczysz,  bo  nie  ma  nikogo  innego  – 

powiedział i wyciągnął do niej rękę, lecz się cofnęła. 

– 

Czyż Renee nie wezwała kilku osób z personelu? A kto się 

zajmie pacjentami? Jest sobota po południu, pada deszcz. Dzieci 

uprawiają dzisiaj różne sporty i w razie wypadku na oddziale nie 

będzie nikogo, kto mógłby im pomóc – protestowała, przerażona 

perspektywą udziału w wyprawie ratowniczej. 

– 

Chodź, porozmawiamy po drodze. – Joel wziął ją za rękę i 

wyprowadził z gabinetu. – Byłaś wspaniała tego wieczoru, kiedy 

lana poraził piorun. 

– 

Ale to była wyjątkowa sytuacja. 

– 

Posłuchaj, Renee panuje całkowicie nad wszystkim i sobie 

background image

porad

zi  z  pacjentami.  My  zaś  polecimy  helikopterem  do 

Jindabine  i  stamtąd  samochodem  na  miejsce  katastrofy.  W  ten 

sposób  dotrzemy  tam  za  godzinę,  podczas  gdy  podróż 

samochodem trwałaby ponad trzy. 

– Ale... 
–  Kirsten, nie ma czasu na „ale”. – 

Joel ścisnął zachęcająco 

jej  rękę.  Widziała,  że  aż  się  rwał,  aby  ratować  ludzi,  i  jego 

ekscytacja jej się udzieliła. – Dasz sobie radę – zapewnił ją. – 

Pomogę ci. 

 

background image

Rozdział 5 

 

Pełna  przerażenia  spoglądała  w  głąb  szerokiej  szczeliny  w 

rumowisku,  zjeżdżając  w  dół.  Ekipy  ratownicze mozolnie 

pracowały  podczas  ostatnich  czterech  godzin  i  teraz,  gdy 

schyłek  dnia  był  bliski,  sytuacja  stawała  się  jeszcze  bardziej 

nagląca. 

– 

Kirsten,  jesteś  prawie  na  miejscu  –  zabrzmiał  w 

słuchawkach radiotelefonu głos Aleksa. 

W  czasie  podróży  na  miejsce  katastrofy  Kirsten  uważnie 

przysłuchiwała  się  objaśnieniom  Aleksa.  Kiedy  przybyli  do 

wioski, spełniała jego polecenia. W pewnej chwili Joel i Alex, 

którzy cicho się naradzali, podeszli do niej. 

– 

Ile  ważysz?  –  spytał  Joel.  Tym  razem  nie  mogła  mu 

odpow

iedzieć, że to niedyskretne pytanie. 

– 

Sześćdziesiąt cztery kilo – odparła niepewnie. – Dlaczego 

pytasz?  – 

Nagle  uświadomiła  sobie,  że  wolałaby  nie  znać 

odpowiedzi. 

– 

Drużyna  ochotniczej  straży  pożarnej,  która  znalazła 

Frances, nie mogła przy niej nikogo zostawić, gdyż gruz jeszcze 

się przemieszczał. Deszcz ze śniegiem, który wtedy padał, teraz 

na  szczęście  ustał,  więc  trzeba  spróbować  do  niej  się  dostać. 

Odzyskała przytomność, dzięki czemu poznaliśmy jej nazwisko. 

Jeden  ze  strażaków,  który  jest  technikiem  medycznym, 

podłączył  kroplówkę  i  zaaplikował  morfinę.  Teraz  jednak 

trzeba,  żeby  zjechał  tam  lekarz,  ale  na  tyle  lekki,  żeby  nie 

poruszyć gruntu – tłumaczył Joel. 

Na twarzy Kirsten odmalował się widocznie wyraz dzikiego 

przerażenia, bo Joel natychmiast położył jej rękę na ramieniu. 

– 

Nie bój się – powiedział. – Nic ci nie grozi. Spuścimy cię w 

background image

specjalnej  uprzęży,  będziemy  cię  ubezpieczać  liną  i  w  każdej 

chwili można będzie cię wyciągnąć. 

– 

Będę  z  tobą  utrzymywał  stałą  łączność  radiową  –  dodał 

Alex. – Poradzisz sobie, Kirsten. 

–  No dobrze – 

zgodziła  się,  podniesiona  na  duchu  ich 

optymizmem. Czuła, że nie ma wyboru. 

Zanim się zorientowała, co się dzieje, zjeżdżała w dół, z torbą 

z ratowniczym zestawem medycznym na piersiach. 

– Jestem na dole – 

zameldowała, dotknąwszy stopami gruntu. 

Opuszczono ją w odległości kilku metrów od Frances i musiała 

do niej ostrożnie podejść. – Frances? – Uklękła przy jej głowie. 
– 

Jestem lekarką. Nazywam się Kirsten Doyle. Jestem tu, żeby 

ci pomóc. 

Frances  nie  zareagowała,  więc  Kirsten  wyjęła  latarkę  i 

skontrolowała  źrenice  pacjentki.  Poinformowała  Aleksa  przez 

radiotelefon,  że  źrenice  Frances  reagują  na  światło  i 

kontynuowała obserwację. 

– 

Czy grunt, na którym stoisz, rusza się? 

– 

Nie, jest nieruchomy. Tętno Frances jest słabe. 

– 

Krwotok wewnętrzny – bąknął Alex. 

– Tak – 

zgodziła się Kirsten. 

– Jak kroplówka? 
– 

Płyn się kończy. Zmienię butelkę. – Uczyniwszy to, podała 

Aleksowi  wyniki  obserwacji  pacjentki,  po  czym  oznajmiła:  – 

Spróbuję teraz odgarnąć od niej mniejsze kawałki gruzu. 

– 

Uważaj ! – ostrzegł. 

Ostrożnie podniosła kilka mniejszych odłamków i odłożyła je 

dalej od kobiety. 

–  Francesi  – 

zawołała, ale znowu nie otrzymała odpowiedzi. 

– 

Właśnie próbuję – podniosła kawał cegły i ostrożnie odłożyła 

go na bok – 

odgarnąć trochę gruzu. 

background image

– Kirsten? 
– Tak, Alex. 
– 

Wyślę ci na dół Joela. Chyba rumowisko już zastygło. 

– 

Tak,  jest  całkiem  sucho  –  powiedziała,  dalej  wybierając 

kawałki gruzu. Wkrótce spuszczono Joela. 

– I jak? – 

zaśmiał się. – Dobrze się bawisz? 

–  Nie bardzo, ale nie jest 

tak źle, jak myślałam. – Przestała 

usuwać  odłamki  i  ponownie  przeprowadziła  badanie 

podstawowych  czynności  życiowych  rannej.  –  Bez zmian – 

obwieściła. 

Powoli,  kawałek  po  kawałku,  usuwali  gruz  wokół  Frances, 

ale kobieta od bioder w dół nadal tkwiła w rumowisku. 

Kirsten znowu sprawdziła reakcję źrenic Frances na światło i 

zbadała  jej  tętno.  Tym  razem  kobieta  zareagowała  na  jej 

wołanie. Kirsten spojrzała na Joela. 

– 

Słyszałeś, czy mi się wydawało? – zapytała. 

Joel potrząsnął głową, znieruchomiał i zaczął nasłuchiwać. 
– Frances! – 

zawołał. – Słyszysz mnie? 

Kobieta wybełkotała coś niezrozumiałego. Oczy nadal miała 

zamknięte,  lecz  mocno  zaciśnięte  powieki  świadczyły,  że 

odzyskała przytomność. 

– 

Podaj  jej  więcej  morfiny.  Ostatnio  dostała  ją  pięć  godzin 

temu – 

polecił Joel, ściągnąwszy robocze rękawice i zamieniając 

je  na  rękawiczki  lekarskie.  –  Frances, jestem lekarzem, moje 

nazwisko  McElroy,  a  to  doktor  Doyle.  Jesteś  uwięziona  w 

rumowisku,  ale  nie  rozpaczaj,  pomożemy  ci.  –  Zwrócił  się  do 
Kirsten. – Gotowe? – 

zapytał. 

Skinęła  głową  i  ostrożnie  podała  morfinę.  Dwie  minuty 

później  Frances  z  powrotem  straciła  przytomność,  a  Joel  i 

Kirsten  znów  się  zabrali  do  odgarniania  gruzu.  W  miarę  jak 

odsłaniało się ciało Frances, opatrywali jej rany. Unieruchomili 

background image

złamaną  rękę  i  opatrzyli  skaleczenia  na  twarzy.  Ucieszyli  się, 

gdy przysłano im do pomocy dwóch mężczyzn, którzy zajęli się 

gruzem.  Cały  teren  oświetlał  teraz  potężny  reflektor,  gdyż 

zapadł już zmrok. 

–  Kirsten, Joel! – 

rozległ  się  w  słuchawkach  radiotelefonu 

głos Aleksa. – Czas na powrót i odpoczynek. 

Gdy znaleźli się na górze, Kirsten poczuła się tak zmęczona, 

że  najchętniej  padłaby  jak  stoi  na  ziemię,  ale  Joel  wziął  ją  za 

rękę i poprowadził do namiotu, gdzie przygotowano posiłek dla 
ekip ratowniczych. 

W namiocie ni

e było nikogo. W głębi stał stół z kanapkami i 

napojami,  przy  nim  kilka  krzeseł.  Chociaż  Kirsten  miała  na 

sobie  gruby  płaszcz  przeciwdeszczowy,  odetchnęła  z  ulgą  w 

zaciszu namiotu, który chronił przed przenikliwym wiatrem. 

– 

Wyczerpujące  zajęcie,  prawda?  –  zagadnął  Joel.  –  Ale 

poczekaj,  aż  wydobędziemy  Frances.  Przekonasz  się  wtedy, 

jakie to wspaniałe uczucie. 

– 

Mam nadzieję, bo w tej chwili najchętniej zwinęłabym się 

w kłębek w cieplutkim łóżku i spałabym przez cały tydzień. 

– 

Dobrze cię rozumiem – powiedział ze śmiechem. Po chwili 

twarz mu stężała i zapatrzył się w mrok nocy. 

– 

Straciłeś kiedyś kogoś podczas akcji ratowniczej? 

– 

Tak.  W  podobnych  okolicznościach  trzeba  mieć 

świadomość,  że  zrobiło  się  wszystko,  żeby  pomóc  drugiemu 

człowiekowi. 

Powiedział to z taką gwałtownością, że Kirsten pomyślała, iż 

musi być w tym jakiś ukryty sens. 

– 

Wolę o tym nie myśleć – powiedziała. 

Joel głęboko odetchnął. Przymknął na moment oczy, na jego 

przystojnej twarzy odmalowała się udręka. 

– Joel? 

background image

– 

Zycie  jest  zbyt  cenne,  żeby  je  marnować  –  mruknął  i 

pochylił się. by ją pocałować. 

Kirsten czekała bez tchu na dotyk jego warg. Ten pocałunek 

nie  przypominał  żadnego  z  dotychczasowych.  Był  delikatny, 

pozostawił  osad  smutku.  Nagle  Joel  się  odsunął  i  spojrzał  na 

Kirsten.  Odczytała  w  jego oczach cierpienie, lecz instynkt jej 

podpowiedział, że nie chodzi o nią. 

– 

Co się stało? – spytała cicho. 

– 

To  było  dawno  temu  –  wyszeptał,  wyciągając  rękę,  by 

pogłaskać policzek Kirsten. – Jaka ty jesteś piękna! 

– 

Założę się, że jej urody też nie brakowało – powiedziała bez 

cienia zazdrości. 

– Tak – 

potwierdził. 

– 

Chcesz o tym mówić? 

– 

Niewiele  jest  do  powiedzenia.  To  się  stało  w  Szwajcarii, 

pewnej okropnej nocy. 

–  Joel!  – 

przerwała  mu.  –  Nic  nie  mów,  jeżeli  nie  masz 

ochoty. Nie chcę nalegać. 

Uśmiechnął się do niej i jej zakłopotanie ulotniło się w jednej 

chwili. 

– 

Ale  ja  chcę  opowiedzieć  ci  o  Sylwii.  –  Ze smutkiem 

potrząsnął  głową.  –  Jeździliśmy  wtedy  do  późna  na  nartach, 

zaskoczyła nas śnieżyca... 

Kirsten wstrzymała oddech i położyła mu rękę na dłoni. 
– 

Na szczęście w pobliżu był szałas – ciągnął. – Takie szałasy 

stawia  się  w  wysokich  górach  specjalnie  dla  zbłąkanych  albo 

tych,  którzy  ulegną  wypadkowi.  Jest  tam  apteczka  z 

podstawowymi  lekami,  zapasy  żywności,  koce.  W  drodze  do 

szałasu Sylwia potknęła się i pośliznęła. Stoczyła się po zboczu, 

spadła dziesięć metrów w głąb parowu i uderzyła w głaz. – Joel 

mówił  bezbarwnym  głosem.  –  Jakoś  doniosłem  ją  do  szałasu, 

background image

ale  miała  rozległe  wewnętrzne  obrażenia.  Wykorzystałem 

wszelkie dostępne środki, ale jej potrzebna była natychmiastowa 
transfuzja krwi. 

Popatrzył na ich splecione dłonie, a potem spojrzał Kirsten w 

oczy. 

– 

Zanim  nas  znaleziono,  upłynęła  doba.  Trzy  dni  później 

pochowałem Sylwię w Davos. Mieliśmy się pobrać pod koniec 

miesiąca. 

Kirsten milczała pod wrażeniem jego słów. 
– 

Musiałeś to bardzo ciężko przeżyć – powiedziała wreszcie. 

– 

O  tak,  ale...  w  trudnych  sytuacjach  znajdowałem  zawsze 

oparcie w mojej rodzinie i tym razem też się nie zawiodłem. 

– 

Na rodzinie zawsze można polegać, zwłaszcza na takiej jak 

twoja – 

przyznała z uśmiechem. 

– 

To  było  dawno  temu.  –  Uścisnął  jej  rękę i  wypuścił  ją.  – 

Teraz  jestem  innym  człowiekiem.  Śmierć  bliskiej  osoby 

pozostawia głęboki ślad. 

Umilkli i posilali się, czekając na wezwanie. Kirsten dopijała 

kawę, gdy do namiotu wszedł Alex. 

– Co nowego? – 

spytała. 

– 

Teraz  spróbujemy  podnieść  duże  bryły  betonu.  Udało  się 

częściowo  odsłonić  nogi  Frances  i  widać,  że  będzie  potrzebna 

rozległa  operacja.  Będę  czekał  na  górze  i  zajmę  się  nią,  kiedy 

tylko ją podniosą. Chciałbym, żebyście zjechali na dół i pomogli 

umieścić ją na noszach. 

Kirsten westchnęła. 
– 

Wiem,  że  pierwszy  raz  uczestniczysz  w  takiej  akcji  – 

powiedział do niej Alex – i spisujesz się wspaniale. Jak zresztą 

cały  zespół.  Tamte  ekipy  ratownicze  odkopały  dziesięć  osób; 
dwie z

marły,  a  osiem  jest  w  drodze  do  szpitala.  Jak  można 

sądzić, sytuacja Frances jest najbardziej dramatyczna. 

background image

– No to idziemy – 

rzekł Joel i poklepał Aleksa po plecach. 

Deszcz  znów  zaczął  padać,  co  wszystko  spowolniło,  i 

upłynęło  jeszcze  półtorej  godziny,  zanim Kirsten z Joelem 

zdołali oczyścić Frances z resztek gruzu i ułożyć ją na noszach. 

Kirsten  nareszcie  stanęła  znów  na  twardym  gruncie.  Alex  z 

asystentem i dwie pielęgniarki opatrywali obrażenia Frances. 

– Wracasz z Aleksem – 

Joel poinformował Kirsten. 

–  A ty? – 

Spojrzała  na  niego  spod  wpółprzymkniętych 

powiek. W życiu nie była tak zmęczona. 

– 

Zostaję i będę pomagał innej ekipie. 

– Ale... 
– 

Czuję taką potrzebę, Kirsten. 

– 

Ale jesteś wyczerpany. 

– 

Jestem bardzo wytrzymały i mam wielkie zasoby energii – 

zap

ewnił ją. – Pamiętaj, że jestem sportowcem. 

– 

Pocałował  Kirsten  w  czoło.  –  Wracaj z Aleksem. Twoja 

pomoc będzie mu potrzebna. 

– 

Jak się dostaniesz do domu? 

– 

Są na świecie taksówki – powiedział i lekko się uśmiechnął. 

– 

Zobaczymy się rano. 

Kirsten ujęła obiema rękami jego twarz i pocałowała go, nie 

dbając, czy ktoś patrzy. Po tym wszystkim, co przeszli tej nocy, 

co  sobie  powiedzieli,  czuła,  że  Joel  jest  jej  bliższy  niż 

jakikolwiek inny mężczyzna w jej życiu. 

– 

Uważaj na siebie – powiedziała, kiedy w końcu od siebie 

się oderwali. 

– 

Postaram się – obiecał, odwrócił się i odszedł. 

Łzy napłynęły Kirsten do oczu. Czy widzi Joela ostatni raz? 

Nie!  Odpędziła  tę  myśl.  Joel  zawsze  wychodzi  cało  z  opresji. 

Czyż tego nie dowiódł? 

 

background image

–  Joel! Joel! – 

Kirsten  brnęła  po  kolana  w  śniegu  przez 

rozległą  polanę.  –  Joel!  –  zawołała  znowu,  wypatrując  go 

rozpaczliwie  pośród  wirujących  płatków  śnieżnych.  Śnieg 

zmienił  się  w  rumowisko  i  Kirsten  zaczęła  gołymi  rękoma 

odrzucać  kawały  gruzu.  Joel  był  przysypany  podobnie  jak 
Frances i Kir

sten kopała coraz szybciej. – Czekaj – mówiła mu. 

– 

Wydobędę cię, obiecuję. 

Zamknął oczy, głowa mu opadła na bok. Kirsten pospiesznie 

zbadała mu tętno. 

–  Czekaj  – 

powtórzyła i znów zaczęła go odkopywać. Ręce 

jej krwawiły, ale nie czuła bólu. – Joel! – zawołała ponownie i 

obudził ją własny krzyk. Usiadła na łóżku i zobaczyła, że jest w 

swojej  sypialni.  Nadal  miała  na  sobie  spodnie  khaki  i  białą 

bluzkę, które włożyła rano – wczoraj rano. 

Pociągnęła nosem i potarła oczy, mokre od łez. 
– Joel? – 

szepnęła i cicho przemknęła przez dom aż do drzwi 

wiodących do małego domku. Uchyliwszy je, ujrzała światło w 

oknie. Ogarnęła ją radość. To znaczy, że on jest w domu. Wtem 

opadły  ją  wątpliwości.  Może  zapomniał  zgasić  światło?  Był 

tylko  jeden  sposób,  żeby  się  przekonać.  Wróciła  prędko  do 

swego pokoju, narzuciła luźny wełniany sweter, włożyła ciepłe 

bambosze, po czym biegiem przemierzyła ogródek i zapukała do 
drzwi domku. 

Stojąc  w  porannym  chłodzie,  niecierpliwie  czekała  na 

odpowiedź.  Pospiesz  się,  Joel,  ponaglała  go  w  myślach. 

Zapukała jeszcze raz, trochę głośniej. 

– 

Już idę ! – zawołał. 

Odetchnęła  z  ulgą.  Więc  Joel  jest  w  domu.  Kiedy  otworzył 

drzwi,  ogarnęła  ją  radość,  która  po  chwili  ustąpiła  miejsca 

przestrachowi.  Z  oczu  Joela  wyzierało  zmęczenie,  na  czole 

widniały kropelki potu. Przyjrzała się mu i zdała sobie sprawę, 

background image

że  ciężko  wspiera  się  na  kulach.  Spodnie  miał  obcięte  nad 

kolanem, które było grubo obandażowane. 

–  Joel ! – 

Z  troską  obserwowała,  jak  manewrując  kulami, 

dociera do kanapy i siada, opierając nogę na stercie poduszek. – 

Co się stało? 

Nie czekając na odpowiedź, położyła mu rękę na czole. Było 

rozpalone.  Bez  słowa  poszła  do  kuchni  i  poszukała  ręcznika. 

Zmoczyła  go  w  zimnej  wodzie  i  wyżęła,  myśląc  przy  tym,  że 

teraz szansa Joela na udział w olimpiadzie wygląda marnie. 

Wróciła  i  położyła  Joelowi  ręcznik  na  czole.  Spytała,  czy 

zażył środek przeciwbólowy. 

– 

Alex  zrobił  mi  zastrzyk  w  szpitalu  –  odparł.  –  Wróciłem 

dopiero przed dziesięcioma minutami. 

– 

Jak tu się dostałeś? Powinieneś zadzwonić do moich drzwi, 

p

rzecież bym ci pomogła. 

– 

Jeden  z  pielęgniarzy  mnie  podwiózł.  –  Joel  ujął  rękę 

Kirsten. – 

Nie wypytuj mnie, tylko chodź i usiądź tu. 

– 

Po  prostu  martwię  się  o  ciebie  –  powiedziała,  ale  usiadła 

przy nim, jak prosił. 

– 

Miło  to  wiedzieć.  –  Przymknął  oczy  i  pogłaskał  rękę 

Kirsten. 

– 

Cieszę się, że wróciłeś. Bardzo się niepokoiłam. 

– Wiem – 

powiedział zmęczonym głosem. 

Kirsten przechyliła głowę i spojrzała na niego. Skrzywił się, 

ale wiedziała, że to nie była reakcja na ból. 

– 

Co się stało? 

– 

Właśnie  wydobyliśmy  ostatniego przysypanego, kiedy 

osunęła się belka i uderzyła mnie w prawą nogę. – W jego głosie 

zabrzmiała rozpacz. 

– Co zrobisz? – 

spytała cicho Kirsten. 

– 

Będę  znów  musiał  kurować  kolano,  chociaż  na  szczęście 

background image

ten uraz nie jest tak poważny jak poprzedni. 

– Co mówi Alex? 
– 

Że mam lekko uszkodzony mięsień i ścięgno. Prześwietlił 

mi nogę, ale nie stwierdził żadnych przemieszczeń. Operacja nie 
jest konieczna. 

– 

To dobra wiadomość – rzekła pocieszająco. 

–  Taak.  – 

W  głosie  Joela  zabrzmiała  taka  desperacja,  że 

Ki

rsten ścisnęło się serce. 

Chwilę milczeli. 
– Joel – 

odezwała się cicho Kirsten. – Przykro mi z powodu 

olimpiady. 

– 

A  co  ja  mam  powiedzieć?  –  Podniósł  jej  rękę  do  ust  i 

ucałował. 

– 

Pamiętam,  jak  cię  oglądałam,  kiedy  zdobyłeś  srebrny 

medal. Twoi rodzice wyda

li przyjęcie i wszyscy obecni wznosili 

okrzyki, a tej chwili, kiedy przejechałeś linię mety, nie zapomnę 

do końca życia. To było fantastyczne. 

– Tak. – 

Przymknął oczy. 

– Czy ta chwila ci wystarczy? 
– 

Chyba innej podobnej nie będzie. 

– 

A ja uważam, że ciągle jeszcze masz szansę dostać się do 

reprezentacji.  Zatelefonuj  dziś do  fizjoterapeuty i  poproś, żeby 

przyjechał  i  obejrzał  twoje  kolano.  Zadzwoń  do  trenera  i 

dowiedz  się,  czy  nie  zgodziłby  się  na  zakwalifikowanie  w 

późniejszym terminie. 

– 

A co z twoją praktyką? – Podniósł głowę i spojrzał jej w 

oczy. 

– 

Dam sobie radę – odparła. – Będę cię odwozić na zabiegi i 

potem  przywozić  do  domu.  Jeżeli  ci  zależy,  żeby  jeszcze  raz 

przeżyć ten moment, pomogę ci, jak potrafię. 

– 

Niedługo przyjedzie Melissa. 

background image

–  Wiem  –  pow

iedziała z westchnieniem – ale jeżeli uda się 

nam i ją w to wciągnąć, może jej też dobrze to zrobi. 

Joel pocałował ją. 
– 

Dziękuję ci – rzekł głosem, w którym zabrzmiała nadzieja. 

– 

Jesteś dla mnie dobra... 

– 

Mów mi to częściej – powiedziała. 

Roześmiał  się.  Siedzieli w milczeniu kilka minut, wreszcie 

Kirsten przeciągnęła się i ziewnęła. 

. – 

Całkiem zesztywniałam – pożaliła się. – Chodź, położę cię 

do łóżka. 

– 

Naprawdę,  doktor  Doyle?  –  zapytał  z  tym  swoim 

przekornym  uśmiechem.  Kirsten  ucieszyła  się,  że  wraca  mu 
dobry humor. 

– 

Dobrze wiesz, co mam na myśli. 

Kirsten pomogła Joelowi wstać i zaprowadziła go do sypialni. 

Posłała  łóżko,  a  kiedy  usiadł,  wzięła  od  niego  kule  i  ustawiła 

obok,  by  miał  je  pod  ręką,  kiedy  wstanie.  Pomogła  mu  zdjąć 

brudną  koszulę  i  spodnie,  powstrzymując  się  przed  chęcią 

pogładzenia  jego  pięknie  sklepionej  klatki  piersiowej  i 

umięśnionych nóg. Przecież jest sportowcem, powtarzała sobie 

w  myślach.  Wielokrotnie  podziwiała  jego  sylwetkę  i  zdawała 

sobie  sprawę,  że  musi  być  doskonale  zbudowany.  Ale teraz, 

widząc  go  tylko  w  satynowych  bokserkach,  doznała  zawrotu 

głowy.  Z  całej  siły  poprawiła  poduszki,  po  czym  pomogła 

Joelowi wygodnie się ułożyć. 

–  Spij dobrze – 

powiedziała. – Nic dzisiaj nie musisz robić, 

więc postaraj się wypocząć. 

– Tak jest, pani doktor – 

odrzekł ze zmęczonym uśmiechem. 

Kirsten usiadła na brzegu łóżka, on zaś ujął ją za rękę. 
– 

Jesteś dla mnie taka dobra – powiedział i po chwili zapadł 

w sen. 

background image

Kirsten delikatnie wysunęła rękę z jego dłoni, zgasiła nocną 

lampkę  i  cicho  wyszła.  Spadł  jej  ciężar  z  serca,  gdy  się 

przekonała,  że  Joel  jest  w  domu,  a  gdy  tylko  znalazła  się  w 

łóżku, zasnęła kamiennym snem. 

 

W  piątek  telefon  komórkowy  rozdzwonił  się  z  chwilą,  gdy 

Joel zamykał drzwi. Opierając się na kulach, wydobył aparat i 

opadł na krzesło. 

– Doktor McElroy – 

przedstawił się. 

– Witaj, kochanie. 
– Ach, to ty, mamo. – 

Ułożył nogę na stołeczku i usadowił się 

wygodnie. 

– 

Czy dzwonię nie w porę? 

– 

Właśnie wróciłem do domu. 

– Z fizjoterapii? 
– 

Nie.  Dzisiaj  miałem  wodne  zabiegi,  a  później 

odwiedzaliśmy razem z Kirsten pacjentów. 

– Co z twoim kolanem? 
– 

Z każdym dniem coraz lepiej. 

– 

To wspaniale. Cieszę się, że Jed i Jordanne mają cię na oku. 

Proszę, tylko się nie forsuj. 

– 

Jestem ostrożny, mamo – zapewnił ją. – Alex zaakceptował 

wszys

tkie moje ćwiczenia. 

– 

To  dobrze.  Uspokoiłam  się.  A  teraz  mi  powiedz,  jak  się 

czuje Kirsten. 

– Bardzo dobrze. 
– 

Jak sobie radziła podczas akcji ratowniczej? 

– 

Była rewelacyjna – rzekł Joel, nie kryjąc podziwu. – Wiem, 

że  się  denerwowała,  ale  wzięła  się  w  garść  i  robiła  to,  co 

należało. 

– 

Cieszę się, że się dobrze spisała. 

background image

Joel dosłyszał w głosie matki nutkę dumy. 
– 

Tobie naprawdę na niej zależy, mamo, prawda? – zapytał. 

– 

Oczywiście – odparła Jane, lekko obruszona. – Zależy mi 

na  przyjaciołach  moich  dzieci,  szczególnie takich jak Kirsten. 

Ona  jest  czarująca  i  ponownie  cię  ostrzegam,  że  jeśli  ją 
skrzywdzisz... 

–  Mamo  – 

przerwał  jej.  –  Ja  naprawdę  nie  zamierzam  jej 

skrzywdzić. 

– 

Nie mówię, że umyślnie – powiedziała Jane łagodniejszym 

tonem. – Do tego nie jeste

ś zdolny, ale ja czuję, że między wami 

coś  się  święci.  Kobieca  intuicja,  matczyna  miłość  –  nazwij to, 
jak chcesz, ale to uczucie mnie nie opuszcza. 

Joel westchnął głęboko i przymknął powieki. 
– 

Tak.  Masz  rację  –  przyznał.  –  Coś  się  między  nami 

wydarzyło. Kirsten... ona... 

– 

Skruszyła twój obronny pancerz – podsunęła Jane. 

– 

Tak. Sposób, w jaki się uśmiecha, jej chęć pomocy innym, 

perfumy,  jakich  używa,  jej  piękne,  długie  włosy...  –  Jęknął  i 

otworzył oczy. – Ale to nie ma znaczenia – dodał rzeczowo. 

– Dlaczego? 
–  Z powodu olimpiady, mamo. To moja ostatnia szansa. 

Spójrzmy prawdzie w oczy. Nie jestem naiwny. 

Dwudziestolatki, z którymi będę walczył, mają więcej energii i 

wytrzymałości ode mnie. 

– 

Bzdura.  Tylko  twoje  kolano  może  cię  pokonać.  Nawet 

dwudzie

stolatkowi  nie  byłoby  łatwo  odzyskać  formę  po  takim 

urazie. Na tobie zawsze wszystko błyskawicznie się goiło, a do 

tego  jeszcze  ta  twoja  determinacja...  Na  pewno  cię 

zakwalifikują, nie mam cienia wątpliwości. 

– 

Jesteś moją matką. Nic innego nie możesz powiedzieć. 

– 

Nie  masz  racji,  kochanie.  Dlatego że  jestem twoją  matką, 

background image

mogę ci mówić prawdę. Chcę cię jeszcze spytać, co zamierzasz 

robić po olimpiadzie. 

– 

Pewno tu wrócę. – Wzruszył ramionami. – Kirsten będzie 

potrzebowała kogoś do pomocy. 

– 

Czy rozmawiałeś z nią o tym? 

– Jeszcze nie. 

Jane westchnęła. 
– 

Joel, kocham cię, ale mi obiecaj... – Głos matki był czuły i 

spokojny,  jak  zawsze,  kiedy  miała  wyrazić  jakąś  przenikliwą 

opinię. Miała ten dar, że potrafiła zajrzeć w głąb czyjegoś serca. 
– 

Jeżeli czujesz do Kirsten połowę tego, co czułeś do Sylwii, to 

wasz związek warto kontynuować. Obserwowałam was podczas 

naszego rocznicowego przyjęcia i zauważyłam, że między wami 

zaiskrzyło.  Czy  pamiętasz  wasze  pierwsze  spotkanie?  To  było 

dawno  temu,  kiedy  przyjechałeś  do  domu  w  przerwie  między 
zawodami. 

– 

Nie  pamiętam  –  wyszeptał  z  żalem.  Ale  wtedy  mógł  po 

prostu  zignorować  Kirsten  jako  jedną  z  przyjaciółek  swojej 
siostry. 

– 

Kirsten wtedy podkochiwała się w tobie i teraz pewno to się 

pogłębiło,  dlatego  cię  przestrzegałam,  żebyś  nie  igrał  z  jej 

uczuciami.  Kirsten  to  prawdziwy  skarb  i  nie  chcę,  żebyś  ją 

stracił.  Wiem,  jak  ważna  jest  dla  ciebie  olimpiada,  ale 
odpowiedz mi na pytanie... 

Joel czekał. 
– 

Gdybyś  miał  do  wyboru  zdobyć  jeszcze  jeden  medal, 

nieważne jakiego koloru, albo spędzić życie z ukochaną kobietą, 

co byś wolał? 

Joel nie odpowiedział. 
 
– 

Jak się czuje Frances? – Kirsten zapytała o to w następny 

background image

czwartek Jordanne. Minęło prawie dwa tygodnie od czasu, kiedy 

Frances doznała obrażeń. 

– 

Powoli  następuje  poprawa.  Niestety,  musieliśmy 

amputować  dwa  palce  jej  prawej  stopy,  ale  nic  równie 

drastycznego  już  jej  nie  grozi.  Wczoraj  po  południu 

operowaliśmy  jej  miednicę  i  na  razie  jesteśmy  zadowoleni  z 
rezultatu. 

– 

Świetnie. A w jakim stanie są jej uda? 

– 

Ładnie się goją. Zespoliliśmy kości gwoździami z dobrym 

skutkiem. Fizjoterapeuci też są zadowoleni z Frances. 

– To wspaniale. A jak tam z jej stanem psychicznym? 
– 

Ona  ma  wspaniałe  poczucie  humoru,  co  jest  bardzo 

pomocne  w  takich  sytuacjach.  Przysięga,  że  nigdy  więcej  nie 
podejmie 

pracy  w  okolicy,  gdzie  jest  śnieg.  –  Jordanne 

zachichotała.  –  Odmówiła  nawet  wody  z  kostkami  lodu, 

twierdząc, że ziębią podobnie jak śnieg. 

– Zabawne skojarzenie – 

rzekła Kirsten. 

– 

A  co  słychać  u  mojego  brata?  –  zagadnęła  Jordanne.  – 

Głównie z jego powodu dzwonię – dodała. 

Kirsten właśnie zakończyła przedpołudniowy dyżur. Zwykle 

czwartkowe  popołudnia  miała  wolne,  ale  ponieważ  Joel  ostro 

ćwiczył  pod  okiem  fizjoterapeuty,  a  drugi  lekarz,  którego 

zatrudniła,  musiał  nagle  pójść  do  dentysty,  pracowała  również 

po południu. 

– 

Joel daje sobie radę lepiej, niż się spodziewałam. Myślę, że 

pomaga  mu  doświadczenie  sportowca.  Odzyskuje  sprawność 

szybciej niż ci, którzy ćwiczą mniej energicznie. 

– 

Odkąd pamiętam, zawsze tak było. Wszystkie rany goiły się 

mu w ciągu kilku dni. Skoro codziennie chodzi na fizjoterapię, 

prędko odzyska sprawność. Ile czasu daje mu trener? 

– 

Do świąt Bożego Narodzenia. Drużyna odlatuje na zimową 

background image

olimpiadę w drugim tygodniu stycznia. 

– 

Jak myślisz, czy go zakwalifikują? 

– 

Jeżeli  kierować  się  optymizmem,  to  tak,  ale  to  ty  jesteś 

ortopedą. Jak go ocenia Alex? 

– 

Bardzo dobrze. Minęło jedenaście dni od czasu, kiedy Joel 

zranił  kolano,  i  jak  zwykle  u  niego  poprawa  postępuje 

nadzwyczaj  szybko.  Jeżeli  będzie  tak  dalej,  to  myślę,  że  ma 
szanse na wyjazd. 

– 

Niektórzy ludzie zdrowieją szybciej niż inni – powiedziała 

Kirsten z zadumą. 

– 

Czy ty dobrze się czujesz? – spytała Jordanne. 

– Taak. 
– 

Masz niepewny głos. 

– 

Nigdy nie miałam do czynienia z kimś takim jak Joel. On 

ma tyle... energii. – 

Kirsten  czuła  się  trochę  skrępowana, 

rozmawiając z Jordanne o Joelu. 

– 

No więc co się dzieje między wami? – zagadnęła Jordanne 

z typową dla niej bezpośredniością. 

– 

Chciałabym to wiedzieć. 

– 

Czy już cię pocałował? – W tonie Jordanne pobrzmiewało 

przejęcie. 

Kirsten wahała się chwilę. 
– Tak – 

przyznała w końcu. 

– 

Wiedziałam! – rzekła triumfalnie przyjaciółka. – Czy zatem 

mogę rzec: witaj w rodzinie? 

–  Ha!  – 

Kirsten  zaśmiała  się  ironicznie.  –  Nie  sądzę, 

Jordanne.  Teraz  mamy  oboje  co  innego  na  głowie.  Joel  musi 

trenować,  a  do  mnie  pod  koniec  tygodnia  zjeżdża  Melissa.  – 

Westchnęła. – Nic stałego, rozumiesz? Joel i ja... po prostu póki 

co cieszymy się swoim towarzystwem. 

–  Och, daj spokój – 

przerwała jej Jordanne. – Nie próbuj mi 

background image

wmówić,  że  należysz  do  osób,  które  się  wdają  w  przelotne 

związki.  Ty  jesteś  typową  romantyczką.  Światło  księżyca, 
serenada i te rzeczy. 

Kirsten  uśmiechnęła  się,  słysząc  słowa  przyjaciółki.  To 

prawda. W głębi serca była romantyczką. 

– 

Jesteście  idealną  parą.  Kiedy  skończy  się  olimpiada  i  z 

Melissą  wszystko  się  ułoży,  rozpoczniecie  wspólne  życie  z 

Joelem i będziesz szczęśliwa. 

–  Tak jak ty? – 

Kirsten  była  zadowolona,  że  Jordanne  nie 

może  widzieć  jej  twarzy  i  łez,  których  nie  była  w  stanie 

powstrzymać. 

– Tak jak ja – 

potwierdziła łagodnie Jordanne. 

– 

Jordanne, jesteś niepoprawną marzycielką. 

– 

Dziękuję! – rzekła Jordanne. 

– 

Ja wciąż nie wiem, co z nami będzie – oznajmiła Kirsten 

tonem pełnym zwątpienia. 

– 

Opowiedz  mi,  jak  to  jest  między  wami  –  przynagliła  ją 

przyjaciółka. 

Kirsten ni

e  wahała  się  dłużej,  a  nawet  była  zadowolona,  że 

może wreszcie pomówić z Jordanne o swoim uczuciu do Joela. 

– 

Z jednej strony mam trochę żalu o to, że Joel poświęca tyle 

czasu  na  rehabilitację  kolana,  ale  z  drugiej  strony  jestem 
nastawiona do tego pozytywn

ie.  W  każdym  razie  w  tym 

tygodniu prawie codziennie jedliśmy razem kolację. 

– 

Nie mówiłam? Tworzycie idealną parę! 

–  Taak  – 

przytaknęła  Kirsten.  W  jej  głosie  wciąż  brzmiało 

zwątpienie. 

– 

Nie  poddawaj  się  –  zachęcała  Jordanne.  –  Wiem,  że  to 

niełatwe,  wierz  mi.  Kiedy  dorastaliśmy,  Joel  zawsze  biegł  na 

jakiś  trening  albo  stosował  jakąś  specjalną  dietę,  albo  był  za 

granicą.  Nie zrozum  mnie  źle.  Jestem  naprawdę  dumna  z jego 

background image

osiągnięć, ale w pewnym sensie był bratem fantomem. 

– 

Chyba wiem, co masz na myśli – powiedziała Kirsten. 

– 

Słuchaj, nie wiedziałam, że zrobiło się tak późno – rzekła 

Jordanne,  spoglądając  na  zegarek.  –  Przepraszam, Kirsten, ale 

muszę kończyć. Dzisiaj po południu czeka nas Z Aleksem kilka 

operacji, a on nie cierpi się spóźniać. 

– 

Myślałam,  że  uwielbiasz  wprawiać  go  w  dobry  humor  – 

powiedziała z przekorą Kirsten. 

– 

Tak sądzisz? – Jordanne zaśmiała się. – Pa, trzymaj się. 

 

background image

Rozdział 6 

 

Kirsten była wstrząśnięta, gdy zobaczyła Melissę. Wysiadając 

z  samolotu  i  przechodząc  do  hali  przylotów,  dziewczynka 

kurczowo  trzymała  babcię  za  rękę.  Melissa  schudła,  miała 

wymizerowaną twarzyczkę, jej jasne włosy zwisały oklapnięte. 

Widząc podkrążone oczy małej, Kirsten poczuła ucisk w gardle. 

Biedne  dziecko  wciąż  nie  mogło  się  pogodzić  ze  śmiercią 
rodziców. 

Kirst

en stłumiła uczucie żalu i promiennie się uśmiechnęła. 

–  Witaj. Lissy – 

powiedziała  czule  i  pochwyciła  małą  w 

objęcia. Ku jej zdziwieniu Melissa zarzuciła jej rączki na szyję i 

mocno  ścisnęła.  Kirsten  pomyślała,  że  może  źle  zrobiła, 

wracając  po  pogrzebie  do  Canberry  bez  Melissy,  ale  była 

przekonana,  że  Melissa  powinna  pozostawać  pod  opieką 

psychologa ze szpitala dziecięcego w Sydney. 

Dziewczynka  wybuchnęła  płaczem  i  przytuliła  buzię  do  jej 

piersi.  Kirsten  uciszała  ją,  rozpaczliwie  hamując  łzy,  które jej 

samej cisnęły się do oczu. Pocałowała dziewczynkę w główkę i 

próbowała osuszyć jej policzki, ale mała nie chciała się od niej 

oderwać.  Kirsten  przywitała  się  z  rodzicami,  którzy  mieli  na 
twarzach wyraz ulgi. 

Za kierownicą samochodu usiadł ojciec Kirsten, Greg Doyle, 

ona  natomiast  usadowiła  się  z  tyłu  razem  z  Melissa.  Kiedy 
przyjechali z lotniska do domu, dziewczynka nadal nie 

wypuszczała Kirsten z objęć. Kirsten obniosła ją więc na rękach 

po wszystkich pomieszczeniach. Kiedy Melissa zobaczyła swój 
po

kój, w którym znajdowało się jej własne łóżeczko i zabawki, 

wyśliznęła  się  z  ramion  Kirsten,  pomknęła  na  drugi  koniec 

domu i ukryła się pod stolikiem komputerowym. 

background image

– 

Myślałam,  że  postępuję  właściwie  –  rzekła  Kirsten  do 

matki, zszokowana zachowaniem dziecka. – 

Przypuszczałam, ze 

mała się ucieszy na widok znajomych przedmiotów. 

– 

Może  one  jej  nasunęły  wspomnienia,  których  nie  chce  – 

odrzekła Isobelle i pocałowała córkę w policzek. 

– 

Zatem popełniłam błąd. 

– 

Nie  możesz,  kochanie,  od  razu  spodziewać  się  cudów  – 

pocieszała ją matka. – Czas zrobi swoje. 

Kirsten  próbowała  wywabić  Melissę  spod  stolika,  ale 

dziewczynka  nie  chciała  nawet  na  nią  spojrzeć.  W  końcu 

zrezygnowała, ale wpierw powiedziała jej, że bardzo ją kocha. 

– 

Chyba zajrzę do naszego nowego domu i sprawdzę, czy już 

przywieziono rzeczy – 

rzekł Greg. 

– 

Sądziłam,  że  dotrą  tu  dopiero  w  południe  –  powiedziała 

Kirsten. – 

Co, to już tak późno? – zdziwiła się, spojrzawszy na 

zegar. 

Greg uśmiechnął się do niej. 
– Zobaczysz, jak czas szybko mija przy Melissie – za

uważył. 

– 

Dzieci  zawsze  zabierają  nam  najwięcej  czasu.  Ale  są  tak 

cenne, że warto go im poświęcać – stwierdziła Isobelle. 

– 

Jakbym słyszał własną matkę – odezwał się męski głos. 

Odwrócili się wszyscy w stronę drzwi, gdzie stał Joel. Był w 

granatowych szort

ach,  białej  koszulce,  miał  zabandażowane 

kolano. Wszedł do pokoju, podpierając się laską. 

–  Pan jest pewno Joelem – 

rzekła  Isobelle  i  wstała,  by  się 

przywitać. 

– 

Matka tyle mi o panu opowiadała, że wydaje mi się, że pana 

znam. – 

Greg wymienił z Joelem uścisk dłoni. 

Serce  Kirsten  wypełniło  się  miłością,  kiedy  Joel  wszedł  do 

pokoju.  Miała  wyczerpujący  emocjonalnie  ranek,  a  teraz,  gdy 

Joel pojawił się niespodzianie, nie wiedziała, czy go pocałować, 

background image

czy udawać, że nic ich nie łączy. Nie miała okazji wspomnieć 
r

odzicom o budzącym się między nimi uczuciu, gdyż cały czas 

rozmawiali wyłącznie o Melissie. 

Ale Joel wybawił ją z dylematu, bowiem podszedł do niej i 

cmoknął ją w policzek. 

–  Jak sobie radzisz? – 

zapytał  i  z  zatroskaniem  dotknął  jej 

ręki.  Kirsten  zajrzała  mu  głęboko  w  oczy,  czerpiąc  siłę  z  jego 

bliskości. 

–  Nie najlepiej – 

westchnęła.  –  Melissa  tylko  zerknęła  na 

swój nowy pokój i schowała się pod stolikiem komputerowym. 

– 

Wyjdzie  stamtąd,  jak  jej  się  znudzi  –  rzekł  Joel.  – 

Czteroletnia pociecha mojej siostr

y Jaśmin robi to samo. 

– 

Ale  pociecha  Jaśmin  nie  straciła  obojga  rodziców  – 

zauważyła Kirsten. Potarła czoło i westchnęła. 

– 

To  prawda.  Ale  jeśli  tak  cię  to  martwi,  to  ją  stamtąd 

wywabię – zaproponował nonszalancko. 

– W jaki sposób? 
–  Zobaczysz...  –  Pokiwa

ł  palcem  i  uśmiechnął  się 

olśniewająco. 

– 

Bardzo  bym  chciał  zobaczyć  to  widowisko  –  rzekł  Greg, 

kierując się do drzwi – ale muszę iść i sprawdzić, jak się spisuje 
ekipa przeprowadzkowa. 

– 

Czy możesz mi dać kartkę papieru i ołówek? – spytał Joel, 

odkładając na bok laskę. 

Kirsten podała mu, o co prosił, i z podziwem obserwowała, 

jak sprawnie się porusza. Znikł w pokoju, w którym skryła się 

Melissa, a Kirsten ruszyła za nim. 

Poczuła na ramieniu dłoń matki. 
– 

Daj mu chwilkę, córeczko. – Popatrzyła z ciekawością na 

Kirsten. – 

Nie chcę być wścibska, ale jak długo widujecie się z 

Joelem? 

background image

– 

Można  powiedzieć,  że  właśnie  zaczęliśmy  –  odparła 

Kirsten i lekko się zarumieniła. 

–  Ach, tak. – 

Isobelle  się  uśmiechnęła,  ale  w  jej  głosie 

brzmiało wahanie. 

– Co? Nie pochwalasz tego? – 

zapytała Kirsten. 

–  Nie o to chodzi, kochanie. – 

Isobelle  zawiesiła  głos.  – 

Tylko  że  w  najbliższych  miesiącach  będziesz  musiała 

wprowadzić  w  swoim  życiu  dużo  zmian,  a  to  może 

niekorzystnie  odbić  się  na  nowym  związku.  Po  prostu  bądź 

ostrożna. 

–  Pos

taram  się.  –  Kirsten  pocałowała  matkę  w  policzek  i 

ruszyła  za  Joelem.  Ze  zdumieniem  zobaczyła,  że  Melissa 

wychyliła  się  do  połowy  ze  swojej  kryjówki  i  w  napięciu 

przygląda się temu, co Joel rysuje na kartce. 

Joel  siedział  na  podłodze;  zdrową  nogę  miał  podwiniętą, 

chorą wyciągnął przed siebie. 

– 

Teraz twoja kolej, chcesz spróbować? – spytał dziewczynkę 

i położył ołówek na podłodze. – Wiem, że potrafisz – zachęcał 
serdecznie. 

Melissa  cofnęła  się  w  głąb  swojej  kryjówki,  ale  Joel  nie 

zwrócił  na  to  uwagi,  tylko  obejrzał  się  na  Kirsten  i  poklepał 

dywan, wskazując jej miejsce obok siebie. 

– Siadaj tutaj – 

zaprosił z promiennym uśmiechem. 

Usiadła i wodziła wzrokiem od Joela do Melissy. 
– Co takiego rysujesz? – 

zapytała. 

– A, to niespodzianka – 

odparł z tajemniczą miną. – Prawda, 

Melisso?  – 

zagadnął,  nie  licząc  na  odpowiedź.  –  Kirsten, 

przypomnij  mi,  żebym  poprosił  Doris  Dawson  o  przepis  na 

ciasteczka, kiedy będziemy tam następnym razem. Ciągle o tym 

zapominam. Wiesz, powiedziałem mamie o tych ciastkach, które 

rozpływają się w ustach, I ona chce koniecznie mieć ten przepis. 

background image

Kirsten  spojrzała  na  niego  pytająco,  niepewna,  dlaczego 

akurat teraz o tym mówi. 

– 

Dobrze, przypomnę ci – rzekła i chciała coś jeszcze dodać, 

kiedy kątem oka dostrzegła jakieś poruszenie. 

Spojrzała – to był ołówek. Melissa schwyciła ołówek! 

Trudno  było  w  to  uwierzyć.  Wprawdzie  dziecko  się  nie 

odezwało, ale kontakt został nawiązany! 

– 

Nie  mówię,  że  ciastka  mojej  mamy  są  niejadalne  – 

powiedział Joel z nutką niecierpliwości, co sprawiło, że Kirsten 
naty

chmiast skierowała na niego wzrok. – Wręcz przeciwnie. Po 

prostu ciasteczka Doris są bajeczne i na pewno będą smakowały 
mojemu tacie – 

ciągnął tym samym tonem. 

Do Kirsten nareszcie dotarło, o co chodzi Joelowi. 
– 

Och,  tak!  Oczywiście!  To  świetny  pomysł.  –  Pokiwała 

głową z przekonaniem. 

Rozmawiali  dalej  z  Joelem  na  obojętne  tematy  i  Kirsten 

ukradkiem  sprawdzała,  co  robi  Melissa.  Po  dłuższej  chwili 

dziewczynka odłożyła ołówek i z powrotem wczołgała się pod 

stolik.  Joel  dokończył  wypowiadane  zdanie  i  odwróciwszy  się 

niedbale, spojrzał na kartkę papieru. 

–  Co? – 

Wbił zdumiony wzrok w kartkę. – Skąd się to tutaj 

wzięło? – spytał z niedowierzaniem. 

– 

Co się stało? – udała zdziwienie Kirsten. 

– 

Coś  bardzo...  dziwnego...  –  Przeciągał  słowa.  – 

Narysowałem tutaj misia, a teraz nagle są dwa! 

– 

To  rzeczywiście  bardzo  dziwne  –  przytaknęła  Kirsten. 

Spojrzała ukradkiem na Melissę, która zasłaniała usta rączką, a 

oczy  miała  błyszczące  z  uciechy.  –  Może  twoja  ręka  sama 

narysowała drugiego misia, kiedy nie patrzyłeś? – podsunęła. 

Zastanowił  się  przez  moment  nad  jej  słowami  i  wolno 

pokiwał głową. 

background image

– 

Może masz rację – powiedział. – Ale mam śmieszną rękę. 

Melissa odjęła rękę od ust, które wygięły się w uśmiechu, i 

wygramoliła się spod stolika. Pędem wybiegła z pokoju. Kirsten 
z prz

estrachem spojrzała na Joela. 

– 

Co się stało? Już myślałam, że jest dobrze. 

Zaczęła się podnosić, ale Joel ją zastopował. 
–  Poczekaj  – 

poprosił  i  uspokajająco  pogłaskał  jej  rękę,  aż 

poczuła mrowienie w całym ciele. – Kiedy wróci, rozmawiajmy 
jakby nigdy nic. 

Kirsten  skinęła głową i  gdy usłyszeli  tupot  stóp,  Joel  puścił 

jej rękę i zaczął opowiadać o artykule, który właśnie przeczytał. 

Chwilę  później  do  pokoju  wpadła  Melissa.  trzymając  coś  za 

plecami.  Joel  przestał  mówić  do  Kirsten  i  spojrzał  na 

dziewczynkę. 

– Ach, to ty – 

powiedział z uśmiechem. 

W  tym  momencie  Melissa  pokazała  małego  żółtego  misia, 

którego ukrywała za plecami. 

Kirsten  osłupiała.  Nie  dość,  że  Joel  wywabił  dziewczynkę 

spod stolika, to jeszcze skłonił ją do reakcji i sprawił, że weszła 
do swojeg

o nowego pokoju. Łzy napłynęły Kirsten do oczu, ale 

pierwszy raz od wielu tygodni były to łzy szczęścia. 

– 

Proszę!  Miś! Taki  sam  jak  ten,  którego  narysowaliśmy!  – 

wykrzyknął  Joel  i  wyciągnął  rękę  po  zabawkę  ofiarowaną  mu 

przez Melissę. – Jaki ładny. Prawda, Kirsten? 

– 

Prześliczny  –  oświadczyła  Kirsten  z  uśmiechem  i 

wyciągnęła ręce do Melissy. Uczyniła to pod wpływem impulsu 

i przemknęło jej przez głowę, że może popełniła kolejny błąd. 

Melissa  zawahała  się,  ale  po  chwili  podbiegła  do  niej  i  ukryła 

buzię na jej piersi. 

Kirsten odetchnęła z ulgą i pomyślała, że jednak może sobie 

poradzi. Zwłaszcza jeżeli będzie przy niej Joel. Była mu bardzo 

background image

wdzięczna.  Miała  ochotę  go  pocałować,  ale  uznała,  że  lepiej 

odłożyć to na później. 

– 

Jesteś czarodziejem – powiedziała rozczulona. 

Potrząsnął głową i powoli dźwignął się z podłogi. 
– Wcale nie – 

rzekł. – Po prostu rodzicielstwo sprowadza się 

do metody prób i błędów. 

– 

A ty od kiedy zajmujesz się rodzicielstwem? – zakpiła. 

– 

Wujek  czy  tatuś,  co  to  za  różnica  –  skomentował, 

wzruszywszy ramionami. 

Joel  spędził  z  Kirsten  i  Melissą  cały  dzień,  rozładowując 

trudne  sytuacje.  Obydwie  były  w  jego  obecności  szczęśliwe  i 

Kirsten zdawała sobie sprawę, że jego pomoc jest nieoceniona. 

Nie  spodziewała  się  po  nim  aż  tak  wiele,  ale  może  po prostu 

niewłaściwie go osądziła. Z jej dawnych doświadczeń wynikało, 

że mężczyźni nie kwapiliby się do znajomości z nią, wiedząc, że 

ma pod opieką dziecko. A Joel z miejsca się włączył i pomaga. 

Został  na  kolacji,  poczekał,  aż  Melissa  zostanie  wykąpana. 

Połaskotał dziecko zawinięte w puszysty, jaskrawożółty ręcznik. 

– 

Czy żółty to twój ulubiony kolor? – zapytał, na co Melissa 

odpowiedziała nieznacznym skinieniem główki. 

Kirsten  potrząsnęła  z  niedowierzaniem  głową.  Joel  podczas 

jednego popołudnia z Melissą osiągnął więcej niż psycholog w 

ciągu  kilku  tygodni.  A  może  teraz  zbierają  owoce  pracy 

psychologa? W każdym razie Kirsten poczuła przypływ nadziei, 

że wszystko będzie dobrze. 

Ale kiedy Joel wyszedł i Kirsten chciała położyć Melissę do 

łóżka, mała zaczęła płakać i wpadła w złość. Kirsten nigdy nie 

widziała  kogoś  tak  upartego  –  z  wyjątkiem  Jacqui,  matki 
Melissy. 

– 

Cicho,  maleństwo  –  prosiła  Kirsten,  wyciągając  pieluszkę 

jednorazową  z  paczki  zostawionej  przez  matkę.  Pieluszki 

background image

przypominały majteczki, miały elastyczne wykończenia, dzięki 

czemu łatwiej było je podciągać i opuszczać. 

Biedna  Melissa  znów  się  zaczęła  moczyć,  ale  zdaniem 

psychologa było to normalne w tych okolicznościach. 

– 

Chodź,  Lissy,  i  włóż  nocną  koszulkę.  Spójrz,  jest  na  niej 

wyhaftowany twój u

lubiony miś – zachęcała Kirsten, unosząc w 

górę koszulkę. 

Melissa  nie  zareagowała  na  jej  słowa  i  znów  wybuchnęła 

płaczem. Kirsten jęknęła; była do cna wyczerpana. 

–  Cicho, kochanie. – 

Wzięła  dziecko  na  ręce  i  usiadła  na 

kanapie. Sięgnęła po pilota, włączyła telewizor i przytuliła małą, 

która  wreszcie  ucichła.  Wkrótce  zaczęła  równo  oddychać  i 

zapadła  w  sen.  Kirsten  oglądała  program,  ale  po  chwili  oczy 

zaczęły się jej zamykać. Powinna podnieść się z kanapy i pójść 

do sypialni, ale mięśnie miała tak obolałe, że nie wiadomo, czy 

zdołałaby ruszyć się z miejsca. 

Poza tym chciała obejrzeć ten program... 
 

Poderwała  głowę  do  góry  i  rozejrzała  się  wokół.  Światła  w 

pokoju były zapalone. Na ekranie telewizyjnym widniała flaga 

australijska  powiewająca  na  gmachu  parlamentu i grano hymn 

narodowy.  Spojrzała  na  zegar.  Niemożliwe,  żeby  było  aż  tak 

późno!  Po  odegraniu  hymnu  na  ekranie  telewizora  pokazał  się 

obraz  testowy,  widomy  znak,  że  zakończono  program.  Kirsten 

spojrzała na śpiące dziecko, leżące w jej ramionach. 

– 

Powinnyśmy  obydwie  położyć  się  do  łóżka  –  szepnęła  i 

spróbowała się podnieść. Nie udało się. 

Z  Melissą  ciążącą  jej  w  ramionach,  kołysząc  się  z  boku  na 

bok,  zaczęła  stopniowo  przesuwać  się  do  przodu  i  w  końcu 

wstała.  W  tym  momencie  poczuła,  że  ma  wilgotne  nogi,  i 
u

świadomiła  sobie,  że  nie  założyła  Melissie  pieluszki.  Teraz 

background image

obydwie były mokre. 

Co  robić?  Z  dziewczynką  w  ramionach  podeszła  do 

bieliźniarki  i  wyciągnęła  ręcznik,  zrzucając  przy  tym  kilka 

innych na podłogę. 

– 

Później was podniosę – przemówiła do nich. 

Pote

m  rozpostarła  ręcznik  na  łóżku,  omal  nie  upuściwszy 

Melissy.  W  końcu  delikatnie  ułożyła  dziecko  na  ręczniku  i 

rozprostowała  ramiona.  Poruszyła  nimi  energicznie,  by 

przywrócić krążenie krwi. 

Na szczęście Melissa się nie obudziła. Kirsten poszła prędko 

do łazienki, po drodze zbierając rozrzucone ręczniki, i umyła się 

przed  snem.  Potem  wróciła  do  pokoju  Melissy,  przebrała  ją  w 

nocną koszulkę i założyła pieluszkę. Dziecko spało jak kamień. 

Zadowolona  poszła  do  swojej  sypialni,  ale  gdy  tylko 

przyłożyła  głowę  do  poduszki,  z  pokoju  Melissy  dobiegł 

stłumiony krzyk. 

– Mamusiu! Mamusiu! 

Serce  Kirsten  zabiło  mocno.  Wygramoliła  się  z  łóżka, 

zaczepiła  stopą  o  pościel  i  upadła,  uderzywszy  nogą  o  nocny 

stolik. Cicho pojękiwała, kuśtykając korytarzem. 

–  Cicho, kochanie –  po

wiedziała,  wchodząc  do  pokoju 

Melissy. 

Dziewczynka  siedziała  na  łóżku,  łzy  płynęły  jej  po 

policzkach, oczy miała zamknięte. Spała. 

– Mamusiu! – 

zawołała znów. W jej głosie brzmiała rozpacz. 

– 

Już dobrze, Lissy. Jestem przy tobie – wyszeptała Kirsten i 

objęła  dziewczynkę.  –  Już  dobrze.  –  Melissa  przytuliła  się  do 
niej. – Cicho, cicho – 

szeptała, kołysząc dziecko w ramionach. 

Łkanie  wstrząsało  ciałem  dziewczynki  i  Kirsten  zapłakała 

razem  z  nią.  Nie  miała  pojęcia,  czy  zdoła  jakoś  pomóc  temu 

pogrążonemu w bólu dziecku. 

background image

W  końcu  obie  ucichły  i  Kirsten  ułożyła  się  na  poduszce, 

wciąż z Melissą w ramionach. 

– Cicho, kochanie – 

szepnęła. – Będzie dobrze, zobaczysz. 

 
– 

Co słychać? – zapytała Jordanne w następny piątek. 

–  Jestem kompletnie wyczerpana – 

odparła  Kirsten, 

ramieniem  dociskając  do  ucha  słuchawkę  telefonu  i  kończąc 
wypisywanie danych pacjenta. –  Od przyjazdu Melissy nie 

przespałam porządnie ani jednej nocy. 

–  Mówisz tak jak moja siostra. – 

Jordanne  parsknęła 

śmiechem. – A jak tam Melissa? Czy już przemówiła? 

– 

Mówi tylko przez sen, kiedy śnią się jej koszmary. Zresztą 

trudno nazwać to mową – powiedziała Kirsten, wspominając, ile 

razy  obudziły  ją  krzyki  udręczonego  dziecka.  –  Zaczęła  kiwać 

głową na „tak” i na „nie”, co jest dobrym znakiem. Albo ja śpię 

w  jej  łóżku,  albo  ona  w  moim.  Bolą  mnie  mięśnie  karku, 

dokucza  mi  kręgosłup.  Wiem,  że  nie  powinnam  jej  zachęcać, 

żeby  spała ze  mną, ale  w  tej chwili  zrobiłabym  wszystko,  aby 

się wyspać. 

–  To zrozumiale – 

przyznała  Jordanne.  –  A jak wasze 

stosunki z Joelem? –  zapyta

ła po chwili wahania. – Czy teraz, 

kiedy zabiegi nie zabierają mu tyle czasu, częściej go widujesz? 

Czy też rozstanie bardziej zbliża ludzi? 

– 

Jordanne, jesteś zatraconą romantyczką – odparła Kirsten. – 

Joel przyszedł w sobotę po południu, kiedy przyjechała Melissa, 

i zdziałał cuda. 

– 

On  zawsze  miał  świetne  podejście  do  dzieci.  Nasi 

bratankowie  i  siostrzenice  za  nim  przepadają.  Spędza  z  nimi 
mnóstwo czasu i jest bardzo przyjacielski, ale stanowczy, jak 

nasz tata. Będzie kiedyś fantastycznym ojcem. 

– Mhm – m

ruknęła Kirsten. 

background image

Nie chciała powiedzieć czegoś, co by ją mogło w przyszłości 

zobowiązać.  Często  myślała,  obserwując  Joela,  kiedy  był  z 

Melissą,  jakim  będzie  cudownym  ojcem  dla  swoich  –  dla ich 

dzieci.  To  skojarzenie  zawsze  sprawiało,  że  oblewała  się 

rumieńcem,  i  tym  razem  też  ją  zapiekły  policzki.  Ich  dzieci 

miałyby kasztanowate włosy i takie same ciemnoniebieskie oczy 

jak dzieci i wnuki McElroyów. Kirsten otrząsnęła się z zadumy. 

– 

Joel przychodził co wieczór w tym tygodniu, głównie żeby 

towarzyszyć  nam  podczas  kolacji  i  pobawić  się  z  Melissą.  – 

Starała się mówić lekkim tonem. Nie mieli dla siebie z Joelem 

ani  jednej  chwili.  Ale  czego  się  można  spodziewać,  skoro  w 
domu przebywa zestresowane dziecko? 

– 

Czy  to  ci  sprawia  przykrość?  –  spytała  z  troską  w  głosie 

przyjaciółka. 

– 

Oczywiście!  –  wyrwało  się  Kirsten,  ale  od  razu  się 

zreflektowała.  –  Nie  gniewaj  się,  Jordanne.  –  Ciężko 

westchnęła. – Nie mogę się teraz skupić na Joelu, w tej chwili 

Melissa  jest  na  pierwszym  miejscu.  Jestem  pewna,  że  Joel  to 
rozumie. 

–  O, na pewno – 

przyznała Jordanne. – Hierarchia ważności 

zawsze  była  dla  niego  istotna.  Myślę,  że  każdy  zawodowy 

sportowiec jest na to wyczulony. Musi się całkowicie skupić na 

tym, co robi, nie może sobie pozwolić na żadną dekoncentrację. 

Trudno  się  z  tym  pogodzić,  zwłaszcza  jeśli  się  jest  tą 

dekoncentracją. 

– Mhm – 

mruknęła Kirsten. 

– 

A jak się sprawuje ten nowy lekarz, którego zatrudniłaś? – 

zagadnęła Jordanne. 

Kirsten była wdzięczna przyjaciółce, że zmieniła temat. 
– 

Znakomicie.  Załatwia  większość  popołudniowych 

pacjentów,  dzięki  czemu  mam  czas  na  wizyty  domowe  albo 

background image

mogę być z Melissą. 

– 

Jak ona reaguje, kiedy musisz zająć się pracą? 

– 

Jakoś to znosi – odparła Kirsten. – Poniedziałek był trudny, 

bo płakała, kiedy zostawiłam ją u rodziców. Ona ich kocha, to są 
jedyni znani jej dziadkowie, ale... – 

Urwała i westchnęła. – Co ja 

bym dała, żeby odjąć jej ból i przywrócić radość. 

– 

Ale to niemożliwe – rzekła Jordanne. 

– 

Zapisałam ją w czwartki po południu do przedszkola, żeby 

mogła  przebywać  z  dziećmi  w  swoim  wieku.  Będę  z  nią 

zostawać,  to  nam  dobrze  zrobi.  Przynajmniej  mam  taką 

nadzieję.  Będę  próbować  wszystkiego,  co  tylko  okaże  się 
skuteczne. 

– 

Z  tym  przedszkolem  to  dobry  pomysł.  Zaczynasz  w 

przyszłym tygodniu? 

– Tak – 

odparła Kirsten. Ktoś zapukał do drzwi. – Proszę! – 

zawołała  i  jej  twarz  rozjaśniła  się  uśmiechem,  gdy  do  pokoju 

wkroczył Joel. – Właśnie wszedł twój brat – oznajmiła. 

– 

Nie  będę  wam  zabierała  tych  niewielu  chwil,  jakie  macie 

dla siebie – 

oznajmiła Jordanne i odłożyła słuchawkę. 

Kirsten zrobiła to samo i spojrzała na Joela, który przemierzył 

pokój  i  stanął  przy  niej.  Zamknęła  oczy  i  głęboko  odetchnęła, 

kiedy  położył  jej  dłonie  na  ramionach  i  rozmasował  napięte 

mięśnie. Zamruczała z zadowolenia. 

– 

Zabieram cię dzisiaj na kolację – oświadczył. 

Kirsten 

cała się zjeżyła. 

– 

Nie mogę, Joel – powiedziała. – Nie mogę sobie pozwolić 

na  luksus  robienia  tego,  na  co  mam  ochotę.  Przecież  wiesz. 

Muszę wrócić do Melissy. 

– 

Twoi rodzice na pewno chętnie ją zatrzymają jeszcze przez 

kilka godzin. 

– 

To nie byłoby uczciwe wobec Melissy. – Kirsten obróciła 

background image

się i stanęła twarzą w twarz z Joelem. – Musiałaby przebywać z 

nimi  cały  dzień.  Nie  chcę,  żeby  miała  poczucie,  że  znowu  ją 

porzuciłam. 

– 

A kiedy ją porzuciłaś? – zapytał, marszcząc brwi. 

–  Po pogrzebie – 

odparła  Kirsten.  W  jej  oczach  odmalował 

się  żal.  –  Zostałam  kilka  dni,  a  potem  wróciłam  do  Canberry. 

Powinnam  ją  wtedy  zabrać,  a  załatwianiem  spraw  zająć  się 

później. 

– 

Zdaje  się,  że  psycholog  poradził,  żeby  została  z  twoimi 

rodzicami? 

–  Tak, ale to nie znaczy, 

że  miał  rację.  Nie  chcę  go 

deprecjonować. Jestem pewna, że jest dobry w swej dziedzinie i 

potrafi pomóc dzieciom przeżywającym stres. Po prostu sądzę, 

że źle postąpiłam. Giną rodzice Melissy, a ja pakuję manatki i 

odlatuję do Canberry. 

– 

Myślałem, że ona lubi być z twoimi rodzicami. 

– 

Owszem, ale ponieważ Jacqui była ode mnie o rok młodsza, 

więc jest naturalne, że Melissa mnie przypisuje rolę matki. – A 

tobie  rolę  ojca,  dodała  w  myślach.  –  Widywałeś  ją  w  tym 

tygodniu.  Powoli  odzyskuje  apetyt  i  chociaż  jeszcze nie sypia 
dobrze – 

potarła obolałe ramię – to jej stan się polepsza. 

– 

To  twoja  zasługa.  Ja  nie  proponuję  ci  wyjazdu  na  cały 

weekend – 

rzekł Joel, zaglądając jej w oczy – tylko chciałbym, 

żebyś  oderwała  się  od  wszystkiego  na  parę  godzin.  Powinnaś 

trochę odetchnąć. Nie masz doświadczenia z dziećmi, a tu nagle 

musisz się zająć zestresowaną czterolatką. 

– 

Co to ma znaczyć? – spytała buntowniczo. 

Była  wykończona  fizycznie  i  psychicznie.  Rady  Joela 

wydawały  się  rozsądne,  ale  ona  czuła,  że  jest  jeszcze  za 
wcze

śnie,  by  zostawiać  Melissę  z  rodzicami  dłużej  niż  to 

konieczne. A teraz odnosi wrażenie, że on ją krytykuje. 

background image

– 

To  znaczy,  że  nie  jest  łatwo  radzić  sobie  z  dziećmi  – 

powiedział Joel łagodnie, ignorując jej zaczepny ton. 

–  Po prostu stwierdzam fakt. Obserwuj

ę,  jak  sobie  radzi  z 

potomstwem  moje  rodzeństwo.  Widziałem  wysiłki  moich 

rodziców,  żeby  wychować  naszą  szóstkę.  Nie  krytykuję  cię, 

mówię,  jak  jest.  Trudno  jest  wychować  dziecko,  zwłaszcza 
samemu. 

– Ale ja nie jestem sama – 

przypomniała mu. – Pomagają mi 

ro

dzice. Po to przenieśli się do Canberry. 

– 

No właśnie – potwierdził z nutką triumfu. – Są tutaj, żeby ci 

pomagać. 

– 

Ale  to  nie  znaczy,  że  chcę  z  nimi  zostawić  Melissę  dziś 

wieczór. – 

Kirsten głęboko odetchnęła. 

Gdy  Joel  rozłożył  szeroko  ramiona,  pozwoliła  się  objąć. 

Oparła głowę o jego pierś i poczuła, że jej opór kruszeje. 

– Joel – 

powiedziała – ja po prostu chcę robić to co dobre dla 

Melissy, ale często nie wiem, co to ma być! 

Przytulił ją mocniej i pocałował w czubek głowy. 
– 

Wiem, ale też wiem, że wszyscy chcemy ci pomóc. Tylko 

Sally  jako  jedynaczka  nie  ma  doświadczenia  z  dziećmi,  ale 
reszta z nas – tak. 

– 

Dziękuję – powiedziała Kirsten i pocałowała go. – Wiem, 

że  chętnie  pomożecie,  ale  są  takie  sprawy,  które  musimy 

rozstrzygnąć same z Melissą. 

– Zgadzam 

się – rzekł i odwzajemnił pocałunek. 

Kirsten  poddała  się  urokowi  chwili.  Rozkoszowała  się 

bliskością  Joela  –  kręciło  się  jej  w  głowie  i  wzruszał  ją  swoją 

troskliwością. 

– 

Czy Melissa wciąż sypia w twoim łóżku? – zagadnął. 

Kirsten  omal  nie  podskoczyła.  Ani  słowem  mu  nie 

wspominała  o  nocnym  kontredansie  z  Melissą  odprawianym 

background image

przez cały tydzień. 

– 

Skąd wiesz? – spytała. 

– 

Pamiętaj,  że  ja  się  znam  na  tych  sprawach  –  odparł  i 

pocałował ją przelotnie, po czym przycisnął jej głowę do piersi. 
– 

Więc  jak?  –  zapytał.  –  Jeżeli  ci  się  nie  podoba  pomysł, 

żebyśmy  wybrali  się  gdzieś  we  dwoje,  to  zabierzmy  ze  sobą 

Melissę. 

–  Co? – 

Odsunęła się od niego i spojrzała w jego niebieskie 

oczy, śmiejące się triumfalnie. – Na kolację? 

Wybuchnął śmiechem. Kirsten uwielbiała, gdy się śmiał. 
– 

Takie rzeczy już się zdarzały – odparł i pocałował ją w sam 

czubek nosa. 

– 

Ale... dokąd? 

–  Kirsten, w okolicy jest mnóstwo restauracji przyjaznych 

dzieciom. 

– 

Nie mam ochoty jeść hamburgera na kolację – powiedziała, 

krzywiąc się. 

–  Nie o t

ym  myślałem.  Posłuchaj,  zajmę  się  wszystkim, 

wybiorę  odpowiednie  miejsce,  a  wy  obydwie  macie  się  tylko 

dobrze bawić. Jej to też dobrze zrobi – dodał z uśmiechem. 

– No dobrze – 

odparła po chwili wahania. 

W ciągu tego tygodnia kilkakrotnie nasunęła się jej myśl, że 

jeśli pozwoli, by Melissa przywiązała się do Joela, to kiedy on 

odjedzie, mała będzie cierpieć. Ale przynajmniej będą się mogły 

nawzajem pocieszać, bo Kirsten zdawała sobie sprawę, że chyba 

jej serce pęknie. 

 

background image

Rozdział 7 

 

Tego  popołudnia  Kirsten  z  Joelem  jeździli  z  wizytami 

domowymi do pacjentów. Najpierw odwiedzili Gail i Tony’ego 

Watsonów,  młodych  rodziców,  którzy  nie  radzili  sobie  z 

nadpobudliwym,  płaczącym  niemowlakiem,  i  nakłonili  ich,  by 

zgłosili się po pomoc do rodzinnego szpitala. 

– 

Dokąd teraz jedziemy? – spytał Joel, gdy na powrót znaleźli 

się w samochodzie. 

– 

Do  szpitala  ogólnego  odwiedzić  lana  Behra.  Od  tamtego 

wieczoru, kiedy został porażony piorunem, minęły prawie cztery 
tygodnie. 

– 

Jak  szybko  czas  leci,  zwłaszcza  kiedy  jest  wypełniony 

zdarzeniami – 

powiedział z zadumą Joel. 

– 

Tak, to był gorący czas – zgodziła się Kirsten, włączając się 

w ruch na drodze. 

Dotarłszy  do  szpitala,  udali  się  na  oddział  oparzeń.  W 

dyżurce pielęgniarek zapoznali się z opisem stanu lana, po czym 

poszli  do  sali,  w  której  leżał.  Nie  zastali  już  Stephanie,  która 

akurat  przed  chwilą  wyszła,  natomiast  łan  był  radosny  jak 
skowronek. 

– 

Czy  mnie  oczy  mylą?  Czyżby  to  byli  ludzie,  którzy 

uratowali mi życie? – powiedział z szerokim uśmiechem. 

– Humor ci dzisiaj dopisuje – 

rzekła Kirsten, zadowolona, że 

chłopak z pogodą ducha znosi swoją sytuację. 

– A dlaczego by nie? – 

spytał z figlarną miną. 

– 

Czy  nam  powiesz,  co  cię  tak  cieszy,  czy  będziesz  nas 

trzymał w niepewności? – Kirsten przechyliła głowę na bok. 

– 

Hm,  chirurg  plastyk,  pan  Taylor,  powiedział,  że  szwy  po 

operacji szybko mi się goją. 

background image

– Doskonale – 

rzekł Joel. 

– 

To dobra wiadomość – przyznała Kirsten – ale założę się, 

że nie ona tak cię uradowała. 

– 

No cóż,  pański  brat  Jed  –  popatrzył  na  Joela  –  mówił,  że 

kości  zrastają  mi  się  prawidłowo  i  że  niedługo,  jeżeli  chirurg 

plastyk  wyrazi  zgodę,  zostanę  przeniesiony  na  rehabilitację,  a 

potem wypiszą mnie do domu. 

– Bardzo dobre rokowanie – 

zauważył Joel. 

–  Nie. To nie to – 

upierała  się  Kirsten,  przyglądając  się 

badawczo łanowi. – Tu chodzi o dziewczynę. Na pewno, łanie, 

od pięciu lat jestem twoją sąsiadką i dobrze znam ten szczególny 
wyraz twoich oczu. 

Twarz lana rozpromieniła się. 
–  Tak  – 

przyznał.  –  Dzisiaj  odwiedziła  mnie  Laura 

Hemmingway.  Właśnie  pozdawała  wszystkie  egzaminy. 

Jesteśmy w jednej grupie na zajęciach z literatury angielskiej i 

chciałem  ją  zaprosić  na  potańcówkę  na  koniec  roku.  Byłem 

pewien, że nie mam szans. – Wskazał na swe ciało. – Nie z tymi 

obrażeniami. Myślałem, że nie zechce mnie znać. 

– 

Przypuszczam, że jest akurat na odwrót – rzekł Joel. 

–  Chyba tak – 

zgodził  się  łan,  cały  czas  się  uśmiechając.  – 

Chociaż nie mogę iść na potańcówkę, ona zgodziła się przyjść 

do szpitala i razem ze mną spędzić cały wieczór. 

–  Jakie to romantyczne...  – 

zauważyła  z  westchnieniem 

Kirsten. 

– 

To dobrze, że jesteś taki radosny. Wierz mi, w takim stanie 

ducha twoje ręce i kości szybciej się zagoją – oznajmił Joel. 

– 

To samo powiedział pański brat. 

– 

Czyli że mówię prawdę – stwierdził Joel. 

Kirsten z Joele

m  postali  jeszcze  chwilę  przy  łóżku  lana,  po 

czym  udali  się  na  ortopedię  odwiedzić  Frances  Althorpe.  Z 

background image

powodu  złamania  kości  miednicy  była  na  wyciągu,  w 

niewygodnej pozycji, ale to jej nie przeszkodziło podzielić się z 

nimi  najnowszą  szpitalną  ploteczką  ani  opowiedzieć  paru 

dobrych dowcipów, które właśnie usłyszała. 

– 

Wspaniale  jest  widzieć,  jak  pacjent  szybko  odzyskuje 

zdrowie – 

rzekła Kirsten do Joela w drodze do samochodu. – A 

szczególnie ktoś taki jak Frances. Czuję się do pewnego stopnia 

za nią odpowiedzialna, bo pomagałam ją ratować. 

– 

Tak,  to  fantastyczne  uczucie,  kiedy  się  kogoś  uratuje.  – 

Mówiąc  to,  Joel  objął  Kirsten,  po  czym  obrócił  ją  ku  sobie  i 

pocałował. – Mmm, masz takie słodkie usta – dodał. 

Stanęli  przy  samochodzie.  Ociepliło  się  i  miły wietrzyk 

owiewał  twarz  Kirsten.  Oparła  się  o  drzwi  samochodu  i 

podniosła oczy na Joela. Ujął jej twarz w dłonie i pocałował ją 

mocniej. Kolana ugięły się pod nią, uniosła ręce i zaczęła nimi 

wodzić po piersi Joela, wreszcie splotła mu je na karku. 

– A ty 

obłędnie całujesz – szepnęła. 

Kolejny pocałunek miał taką moc, że Kirsten zabrakło tchu. 

Pomyślała w upojeniu, że mogłaby tak trwać w objęciach Joela 

całą wieczność. Kochała go. 

– 

Hej,  nie  moglibyście  poczekać,  aż  będziecie  w  domu?  – 

zabrzmiał  znajomy  męski  głos.  Oboje  się  obrócili  i  ujrzeli 

zmierzającego  ku  nim  Jeda.  –  Coś  podobnego!  –  pogroził  im 
palcem. – Na widoku! Wstydu nie macie, czy co? 

Joel przywitał się z bratem serdecznym uściskiem dłoni. 
– 

Zazdrościsz – zażartował – bo Sally wyjechała. 

– A gdzie ona jest? – 

spytała Kirsten. 

– 

Godzinę  temu  odleciała  do  Sydney,  żeby  razem  z  matką 

poczynić przygotowania do wesela. 

– 

Już się stęskniłeś? – spytał Joel. 

– 

Tak, nie ma co ukrywać – przyznał chętnie Jed. 

background image

– 

Och, miłość! – westchnęła Kirsten. 

– 

Teraz  jadę  do  domu,  pakuję  walizkę  i  biorę  taksówkę  na 

lotnisko. Czeka nas pracowity weekend. 

– 

Uściskaj  ode  mnie  matkę  i  ojca  –  powiedział  Joel  i 

pożegnał się z bratem. 

– 

Baw  się  dobrze  –  dorzuciła  Kirsten  i  pocałowała  Jeda  w 

policzek. 

Wsiadła  do  samochodu  i  wkrótce  znaleźli  się  w  drodze  do 

Dawsonów,  ostatniego  dziś  miejsca  odwiedzin.  Kirsten  z 

przyjemnością  pomyślała  o  czekającej  ją  wkrótce  kolacji  z 

Joelem i Melissą. 

– 

Bardzo się cieszę, że Jed i Sally się pobierają. 

– 

Czas, żeby Jed się ustatkował – zauważył Joel. – Jest dwa 

lata starszy ode mnie, teraz już ma z górki. 

– 

Nie sądź tak pochopnie. Za dwa lata będziesz w jego wieku. 

– 

Tak, ale on nadal będzie dwa lata starszy niż ja. 

– 

A może Jordanne przygląda się sobie i myśli: Boże, jak to 

dobrze, że nie jestem taka stara jak Joel. Między wami jest sześć 

lat różnicy. 

– 

Między  nami  też  jest  różnica  kilku  lat,  ale  to  ci  nie 

przeszkadza. 

– 

A  dlaczego  miałoby  mi  przeszkadzać?  –  zapytała.  I  tak 

niedługo sobie stąd pojedziesz, pomyślała. 

–  Alex ma tyle lat co Jed – 

zauważył Joel. – Czyli że dzieli 

ich różnica ośmiu lat, tak samo jak Sally i Jeda, więc my wcale 
nie wypadamy najgorzej. 

– Mhm – 

mruknęła, usiłując nie przywiązywać wagi do jego 

słów. – Dobrze przynajmniej, że Jordanne i Aleksowi udało się 

rozpoznać dzielącą ich różnicę. 

– 

Czy coś jest z nimi nie w porządku? – spytał zdziwiony. 

– 

Och, myślałam, że wiesz! 

background image

– 

Chodzi ci o trudności z poczęciem dziecka? 

– 

Tak, ale w końcu to rozpracowali. 

– Jak to Jordanne – 

rzekł Joel. – Jeśli się zaweźmie... 

–  To postawi na swoim  – 

dokończyła za niego Kirsten. – A 

swoją drogą, Doris Dawson szalenie się ucieszy, jak cię znowu 
zobaczy. 

–  Flirtujemy tak bezwstydnie – 

powiedział  Joel  z  szerokim 

uśmiechem. 

Kirsten  serdecznie  się  roześmiała,  a  gdy  zajechali  do 

Dawsonów, znowu zachwyciła się urodą kuflików. 

– 

Patrz,  zaczynają  przekwitać.  –  Ze  smutkiem  pokiwała 

głową,  spoglądając  w  dół  na  upstrzoną  czerwonymi  płatkami 

zieloną  trawę,  która  wyglądała  jak  kolorowy  kobierzec.  – 

Uwielbiam Boże Narodzenie – powiedziała cicho. 

– 

Już  tylko  pięć  tygodni  –  rzekł  Joel,  kładąc  jej  rękę  na 

ramieniu.  – 

Niecierpliwie wyglądam tegorocznych świąt. Przez 

ostatnie  kilka  lat  nie  przyjeżdżałem  na  Boże  Narodzenie  do 

domu, bo zawsze miałem treningi. W tym roku ekipa wyjeżdża 

po świętach. 

Beztroski humor Kirsten 

prysł w jednej chwili. 

– 

Będzie ci brak Bożego Narodzenia w śniegu? – zmusiła się 

do pytania, nie podnosząc oczu na Joela. 

– 

Nie. Miło będzie spędzić święta z przyjaciółmi i rodziną. W 

tym  roku,  kiedy  Alex  i  Sally  przybędą  do  rodziny,  będzie 
jeszcze bardzi

ej  uroczyście  niż  zazwyczaj.  Mama  planuje 

wielkie przyjęcie. 

– 

Mam nadzieję, że się nie przemęczy. To przecież mnóstwo 

roboty. 

– 

Mama  jest  mądra,  zatrudni  firmę  urządzającą  przyjęcia  – 

poinformował  Joel.  –  Sama  lubi  przygotowywać  tylko  karty  z 
nazwiskami i  cukierki niespodzianki. Jasmine i Justin nie 

background image

cierpieli takiej dłubaniny, ale ja to uwielbiałem. Mama mówiła, 

że to był jedyny sposób, żebym spokojnie usiedział przez kilka 
godzin.  – 

Joel  roześmiał  się  gromkim  śmiechem  i  przysunął 

bliżej do Kirsten. 

–  Czy 

państwo  raczą  wejść  do  domu,  czy  też  my  mamy 

przyjść do ogrodu? – zawołała Doris z ganku. 

–  Przepraszamy  – 

zawołali  oboje  i  pospieszyli  do  drzwi. 

Beztroski  nastrój  Kirsten  ustąpił  zatroskaniu,  kiedy  usłyszała 

dobiegający ze środka świszczący dźwięk. 

Fred s

iedział  w  swoim  fotelu  i  uśmiechnął  się  do  nich,  gdy 

weszli.  Na  powitanie  uniósł  w  górę  ciasteczko wypieku  Doris, 

które trzymał w ręku. 

– 

Nie  podoba  mi  się  pana  oddech  –  rzekła  Kirsten, 

podchodząc do niego. 

Otworzyła torbę lekarską i wyjęła stetoskop. 
– Do

brze się czuję – odparł, kaszląc. – Jest wiosna. Jak pani 

często powtarza, to niedobra pora dla astmatyków. 

– 

Proszę podnieść koszulę – poleciła Kirsten. 

–  Pani jest zawsze taka obcesowa – 

zażartował  Fred, 

utkwiwszy wzrok w Joelu. 

Kirsten  nie  podzielała  jego  wesołości/Odczekała,  aż  pacjent 

wykona jej polecenie, po czym zaczęła go osłuchiwać. 

–  Niedobrze  – 

oznajmiła,  skończywszy  badanie.  –  Czy 

zwiększył pan dawkę inhalatora? 

– Tak, pani doktor – 

zachrypiał Fred. Uśmiech nie schodził z 

jego twarzy. 

– Mówi

ę poważnie. To się może źle skończyć. 

–  Akurat  – 

zakpił  Fred.  –  Mam  astmę  od  urodzenia  i 

nauczyłem się sobie z nią radzić. Nic mi nie będzie. Zawsze tak 

się czuję o tej porze roku. Nieprawda, Doris? 

–  Tak jest – 

przytaknęła  Doris,  ale  jej  oczy  zdradzały 

background image

zaniepokojenie.  – 

Proszę,  usiądźcie  państwo  i  poczęstujcie  się 

moimi ciastkami. Upiekłam je specjalnie dla was. 

Podsunęła talerz Joelowi. Poczęstował się jednym, pochwalił, 

że są doskonałe, i wspomniał, że jego matka prosi o przepis. 

– 

Proszę bardzo – odrzekła Doris. – Wie pan, panie Joelu, pan 

mi bardzo przypomina naszego syna Simona. Prawda, Fred? 

– 

Jak  on  grzeczny  i  czarujący  –  rzekł  Fred  i  sięgnął  po 

następne ciasteczko. 

– 

Proszę uważać – ostrzegła Kirsten. 

– Pani doktor – 

rzekł Fred i pogroził jej ciastkiem. – Zawsze 

dotychczas postępowałem według pani zaleceń I dalej będę tak 

robił,  ale  jeżeli  każe  mi  pani  pożegnać  się  z  ciastkami  mojej 

żony, będę walczył jak lew. 

Kirsten  uśmiechnęła  się  do  niego  i  wzniosła  ręce  w  geście 

poddania. 

– 

Powiedziałam  tylko,  żeby  pan  uważał.  Zanim  jeszcze 

bardziej  oberwę  –  rzekła  ze  śmiechem  do  Doris  –  chciałabym 

zobaczyć, jak pani chodzi. 

Doris  podniosła  się,  ciężko  opierając  się  na  balkoniku. 

Kirsten i Joel uważnie ją obserwowali. 

– Bardzo dobrze – 

pochwaliła pacjentkę Kirsten. 

Następnie Doris zademonstrowała, jak chodzi; poprawa była 

widoczna.  Kirsten  zainteresowała  się,  jak  postępują  sesje  z 

fizjoterapeutą. 

Fred  nagle  się  rozkaszlał  i  wszyscy  utkwili  w  nim  wzrok. 

Jego  ciało  skręcał  paroksyzm  kaszlu,  z  ust  wypadły  mu 
okruszyn

y ciastka. Łowił ustami powietrze, z oczu wyglądał mu 

strach. Desperacko próbował oddychać, ale bez powodzenia. 

– 

Zadławił się ciastkiem – rzekł Joel i pospieszył Fredowi na 

pomoc.  Stanął  za  nim,  dźwignął  go  z  fotela  i  mocno  uderzył 

między łopatki. Nie pomogło. 

background image

Kirsten podbiegła do nich i podtrzymała Freda, podczas gdy 

Joel wykonał manewr Heimlicha. Bez skutku! 

Fred  starał  się  chwytać  oddech,  ale  do  jego  płuc 

przedostawała się tylko cieniutka strużka powietrza, a i to lada 

chwila mogło się skończyć. 

– 

Nastąpił obrzęk krtani i ciastko nie da się usunąć! 

– 

O  Boże!  –  jęknęła  Doris.  Kirsten  spojrzała  na  nią  przez 

ramię.  Łzy  płynęły  strumieniem  po  jej  twarzy.  –  Ratujcie go, 

proszę, proszę! 

– 

Kirsten, kiedy ci powiem, ułożysz Freda w pozycji leżącej – 

nakazał  Joel,  sięgając  po  swoją  torbę.  –  Wykonam  doraźną 

tracheotomię – oznajmił, naciągając rękawiczki chirurgiczne. 

Kirsten poczekała, aż Joel się przygotuje, i pomogła Fredowi 

położyć się na podłodze. 

– 

Wszystko w porządku – uspokajała go. – Za chwilę będzie 

pan mó

gł  normalnie  oddychać.  –  Patrzyła,  jak  Joel  przeciera 

wacikiem okolice gardła Freda. 

– Co mu robicie? – 

spytała przerażona Doris, widząc, jak Joel 

bierze do ręki skalpel. 

– 

Ciastko utkwiło za mocno, wystąpił obrzęk krtani i oddech 

jest  niemożliwy.  Joel  wykona  minimalne  nacięcie  tchawicy, 

żeby  powietrze  mogło  dopływać  do  płuc.  W  przeciwnym 

wypadku nastąpiłby zgon z powodu asfiksji. 

– 

O Boże, o Boże! – zawodziła Doris. 

Kirsten patrzyła, jak Joel robi nacięcie, osusza krew gazą, a 

potem wprowadza do otworu uci

ęty przed chwilą kawałek rurki 

z zestawu do kroplówki. Nie pomogło. 

– 

Ta  rurka  jest  za  cienka.  Potrzebuję  czegoś  większego  – 

rzucił Joel i spojrzał pytająco na Kirsten. 

– 

A... co byś powiedział na... lejek? 

– 

Przynieś mi. 

background image

Kirsten popędziła do kuchni. 
– Doris! – 

zawołała. – Gdzie jest lejek? 

–  Zaraz, zaraz – 

usiłowała  przypomnieć  sobie  Doris. 

Tymczasem  Kirsten  otwierała  i  zamykała  po  kolei  wszystkie 
szafki.  – 

W  dolnej  szafce,  koło  tej  z  szufladami!  –  krzyknęła 

Doris. 

–  Mam!  – 

odkrzyknęła  Kirsten  i  popędziła  do pokoju. Nie 

było czasu na sterylizację, więc szybko wręczyła lejek Joelowi. 

Wprowadził  go  na  miejsce.  Rozległ  się  bulgocący,  chrypliwy 

dźwięk: to Fred zaczerpnął powietrza. 

– 

Dzięki  Bogu  –  rzekła  cicho  Kirsten  i  uśmiechnęła  się  do 

mężczyzny,  którego  kochała.  –  Dobra robota. –  Odpięła  od 

paska  telefon  komórkowy  i  wybrała  zaprogramowany  numer 

karetki  szpitalnej.  Podała  informacje,  a  potem  spojrzała  na 

Freda.  Mocno  zacisnął  powieki  i  w  skupieniu  słuchał 

uspokajających słów Joela, który go instruował, jak oddychać. 

– 

Czy on już czuje się dobrze? – spytała Doris. 

– 

Może teraz oddychać. 

– 

Och, dziękuję, dziękuję! – Doris wzniosła ręce w górę. 

–  Doris, lepiej spakujmy do torby rzeczy Freda, zanim 

przyjedzie karetka – 

rzekła Kirsten. 

– 

Ja z nim jadę – stanowczo oznajmiła Doris. 

– 

Więc dla pani też spakujmy torbę. 

Kiedy  przyjechała  karetka,  jej  ekipa  zajęła  się  Fredem  i 

wprowadziła  mu  do  tchawicy  odpowiedni  przewód.  Kirsten  z 

Joelem pojechali za karetką samochodem i w szpitalu pomogli 

załatwić formalności związane z przyjęciem Freda i jego żony. 

Freda  od  razu  przewieziono  na blok  operacyjny,  gdzie zajął 

się  nim  chirurg  otolaryngolog.  Usunął  przeszkodę  i  drożność 

została przywrócona. Kirsten i Joel poczekali razem z Doris do 

chwili, gdy skończyła się operacja i Fred został umieszczony na 

background image

noc  na  oddziale  intensywnej  opieki.  Spokojni,  że  oboje  są  w 

dobrych  rękach,  Kirsten  i  Joel  powędrowali  do  samochodu  i 
ruszyli do domu. 

– 

Telefonowałaś do rodziców? – spytał Joel, spoglądając na 

zegar na tablicy rozdzielcze

j. Dochodziła ósma wieczór. 

– 

Tak.  Odprowadzili  Melissę  do  mojego  domu,  żeby  tam 

zjadła kolację. 

– 

Czy będzie chciała spać? 

– 

Wątpię.  Ona  nie  zasypia  przed  dziesiątą,  chociaż  zwykle 

kładziemy się o wpół do dziewiątej. 

– 

Wszystko się ułoży – rzekł Joel z przekonaniem. 

– 

Mam nadzieję... 

– 

Jesteś głodna? 

– 

Nie  bardzo,  ale  chyba  powinnam  coś  zjeść.  –  W tym 

momencie przypomniała sobie o planach kolacyjnych. – Joel? – 

zagadnęła. 

– Tak? – 

odparł z uśmiechem wyrozumienia. 

– 

Nie  obrazisz  się,  jeżeli  nie  wybierzemy  się  dzisiaj  na 

kolację? Jestem wykończona. 

– 

Widzę  to.  Ale  kiedy  zawieźliśmy  Freda  do  szpitala, 

obmyśliłem plan awaryjny. 

– 

Boję się pytać – mruknęła, zerknąwszy na niego przelotnie. 

– 

To będzie niespodzianka. 

– 

Joel, obiecaj mi, że nie... 

– Ufaj mi, Kirsten. Po prostu mi ufaj. 

Kiedy  przyjechali  do  domu,  zastali  Melissę  siedzącą  na 

kanapie pomiędzy rodzicami Kirsten; razem oglądali telewizję. 

– 

Cześć,  Lissy  –  rzuciła  Kirsten,  przykucnęła  i  otworzyła 

szeroko ramiona. 

Melissa rzuciła się ku niej i objęła ją z całych sił. Ujrzawszy 

stojącego  z  tyłu  Joela,  dziewczynka  pognała  do  niego  jak 

background image

pocisk, a on podniósł ją i uściskał. Kirsten zmarszczyła brwi i 

pomyślała,  że  Joel  stał  się  dla  małej  bardzo  ważny  i  nie 

wiadomo,  czy  to  dobrze,  czy  źle.  Jak  na  razie  łatwiej  niż 

wszyscy pobudzał ją do śmiechu i radości, co było pozytywne. 

Ale co się stanie, jak odjedzie? Czy Melissa znów zamknie się w 

sobie? Czy zrozumie, że Joel musiał odjechać i że będą mogły 

go oglądać tylko w telewizji? Czy zrozumie, gdy nie wróci? 

– Hej, figlarko – 

powiedział i połaskotał jej brzuszek. Melissa 

zachichotała, ale nie odezwała się. – Czy byłaś dzisiaj grzeczna? 

Melissa skinęła główką. 
– 

Wobec tego mam dla ciebie niespodziankę. W oczach małej 

zapalił się błysk oczekiwania. 

– 

Pójdziemy już  –  rzekła  Isobelle.  Wstała,  a  Greg  za  nią.  – 

Mała niewiele dzisiaj jadła – dodała, zwracając się do Kirsten. – 

Może zje więcej w waszym towarzystwie. 

Kirsten uścisnęła matkę. 
– 

Dziękuję ci – szepnęła jej do ucha. – Dobrze jest wiedzieć, 

że mogę liczyć na waszą pomoc. 

– 

Nie  wyobrażam  sobie,  że  mogłoby  być  inaczej  –  odparła 

Isobelle i pocałowała córkę w policzek. 

Kiedy  rodzice  Kirsten  się  pożegnali,  Joel  polecił  Melissie, 

żeby  poszła  z  ciocią  na  górę  i  pomogła  jej  się  przebrać  w  coś 

wygodniejszego. Kirsten włożyła szorty i bawełnianą koszulkę, 

Melissa  wyszczotkowała  jej  włosy,  po  czym  obie  wróciły  na 

dół.  W  salonie  meble  były  odsunięte  pod  ściany,  a  na  środku 

podłogi królował czerwono-granatowy piknikowy dywanik. 

Kubki i talerze były rozstawione, ale nigdzie nie było widać 

Joela. 

–  Joel!  – 

krzyknęła  Kirsten  i  gdy  usłyszała  trzask 

zamykanych  drzwi  samochodu,  odwróciła  się  ku  frontowym 

drzwiom.  Były  otwarte.  –  Co  tu  się  dzieje?  –  mruknęła  pod 

background image

nosem, podchodząc bliżej. – Joel! – zawołała ponownie. 

Zobaczyła  go,  jak  szedł  podjazdem,  niosąc  dwie  torby. 

Wysiadł  z  obcego  samochodu,  który  zaraz  potem  zniknął  w 

ciemnościach. Kirsten uśmiechnęła się. 

– Plan awaryjny? – 

spytała, kiedy stanął w drzwiach. 

– Tak jest. – 

Skinął głową. – Piknik dla trojga! 

Kirsten  obserwowała,  jak  Joel  razem  z  Melissą  układają 

przyniesione potrawy na talerzach. Co za świetny pomysł! Nie 

miała  ochoty  wychodzić  z  domu  ani  gotować,  a  w  ten  sposób 

odpocznie i się rozerwie. 

Serce  jej  przepełniło  się  miłością,  gdy  patrzyła,  jak  Joel 

wciąga do przygotowań Melissę. Czteroletni maluch o mało nie 

pękł z dumy przy pełnieniu powierzonych mu obowiązków. 

– 

Proszę, siadajmy i jedzmy – polecił Joel. 

W  trójkę  zasiedli  do  uczty.  Melissa  skubnęła  trochę  ryżu  I 

spróbowała  kurczaka,  ale  zajadała  się  krewetkowymi 
paluszkami – 

pochłonęła prawie wszystkie. 

– 

Nigdy  nie  widziałam,  żeby  tyle  jadła  –  Kirsten  szepnęła 

Joelowi do ucha. – 

Mam nadzieję, że to jej nie zaszkodzi. 

– 

Będziemy jej pilnować – obiecał i pocałował Kirsten. Miło 

było poczuć dotknięcie jego warg na ustach. 

Uśmiechnęła  się  do  niego  i  oboje  odwrócili  się do  Melissy; 

dziecko patrzyło na nich uważnie klejącymi się oczami. 

– 

Chodź tu, Lissy. – Kirsten przywołała małą gestem ręki. 

Melissa podeszła i usiadła Kirsten na kolanach. Joel opasał je 

o

bie  ramionami  i  dziewczynka przytuliła  się  do  piersi  Kirsten, 

wzdychając z zadowoleniem. 

– Rodzina – 

szepnęła, zamknęła oczy i usnęła. 

 

background image

Rozdział 8 

 

Rodzina.  To  jedno  słówko  wypowiedziane  przez  Melisse 

wzbudziło  u  Kirsten  całą  gamę  emocji.  Cieszyła  się,  że 

siostrzenica wreszcie przemówiła i że przez trzy tygodnie, jakie 

upłynęły od tego czasu, nie przestała mówić. 

Tamy pękły. 

Z  drugiej  strony  fakt,  że  Melissa  widziała  w  Joelu 

zastępczego  ojca,  zaniepokoił  ją.  Nie  wiedziała,  co  robić. 

Melissa  tak  przylgnęła  do  Joela,  że  odsunięcie  jej  od  niego 

byłoby okrucieństwem. 

W  dniu,  kiedy  Kirsten  pełniła  dyżur  na  oddziale  nagłych 

wypadków  w  miejscowym  szpitalu,  Melissa  została  z  Joelem. 

Alex wprawdzie uważał, że rehabilitacja kolana Joela postępuje 

pomyślnie,  ale  jeszcze  nie  wyraził  zgody  na  podjęcie  przez 

niego  dyżuru  i  w  sytuacji,  kiedy  rodzice  Kirsten  pojechali  do 

Sydney  odwiedzić  syna,  dobrze  się  złożyło,  że  Joel  mógł  się 

zaopiekować Melissa. 

Gdy Kirsten późno wieczorem wróciła do domu, szukała ich 

we wszystkich pok

ojach.  Nikt  nie  odpowiadał  na  jej  wołania. 

Wyszła do ogródka na tyłach domu, podeszła do małego domku 

i  przez  otwarte  drzwi  z  siatki  ujrzała  ich  oboje,  śpiących  jak 

susły, na leżance Joela. 

Serce  zabiło  jej  mocno,  w  gardle  poczuła  suchość.  Moja 

rodzina, po

myślała, i od tej pory z całych sił starała się wyprzeć 

z pamięci ten obraz. 

Stan kolana Joela poprawiał się bardzo szybko. Mógł się już 

poruszać  bez  laski.  Dwa  dni  temu  powiedział  jej,  że 

fizjoterapeuta  uznał,  iż  może  przystąpić  do  sprawdzianu  przed 

świętami Bożego Narodzenia. 

background image

Kirsten  usiłowała  się  z  tego  cieszyć,  ale  wiedziała,  że 

poprawa stanu kolana Joela przybliża jego wyjazd. Nigdy z nią 

nie  rozmawiał  o  tym,  co  będzie  robił  po  olimpiadzie; 

parokrotnie  chciała  go  zapytać,  ale  w  ostatniej  chwili 
rejtero

wała. 

Siedziała za biurkiem, przed chwilą wyszedł ostatni pacjent. 

Po  raz  setny  zadała  sobie  pytanie,  jak  postępować.  Problem 

polegał  na  tym,  że  im  więcej  czasu  spędza  z  Joelem,  tym 

bardziej się do niego przywiązuje. Powtarzała sobie w kółko, że 
powinna po 

prostu  cieszyć  się  jego  obecnością,  ale  wciąż 

dręczyły ją wątpliwości. 

Ktoś zapukał i w uchylonych drzwiach stanął Joel. 
– 

Skończyłaś?  –  zapytał,  dzwoniąc  kluczykami 

samochodowymi, a kiedy skinęła głową, dodał: – To dobrze, bo 

nie mogę się doczekać, kiedy wypróbuję mój nowy samochód. 

– 

Nie rozumiem, po co go kupiłeś – powiedziała, starając się 

nadać  swojemu  głosowi  spokojne  brzmienie,  choć  bynajmniej 

nie była spokojna. Kiedy w pierwszej chwili dowiedziała się o 

tym jego nabytku, zrodziła się w niej nadzieja, że może jednak 

Joel zostanie. Że po olimpiadzie wróci do Canberry – do niej i 

Melissy, i że stworzą rodzinę. Skupiła się na zapisaniu danych, 

po czym wyłączyła komputer. 

– 

Ja go nie kupiłem, Kirsten – rzekł, wkładając kluczyki do 

kieszeni, a ona 

popatrzyła na niego zdziwiona. – Wypożyczyłem 

go. Myślałem, że ci mówiłem. 

– Nie – 

zaprzeczyła. 

Nadzieja ulotniła się. 
– Przepraszam – 

powiedział, gdy Kirsten wstała zza biurka i 

podeszła  do  niego.  –  Wyleciało  mi  z  pamięci  w  tym  całym 
zamieszaniu. 

Pocałował  ją  w  usta.  Zakręciło  się  jej  w  głowie  i  zarazem 

background image

ogarnęła ją złość na siebie, że nie jest w stanie mu się oprzeć. 

Joel,  który  stał  w  progu,  wszedł  do  pokoju,  zamknął  za  sobą 

drzwi  i  dopiero  wtedy  pochylił  się  do  następnego  pocałunku. 
Kirsten cicho westchn

ęła  i  pozwoliła  się  objąć.  Wiedziała,  że 

musi się poddać, że pocałunki i pieszczoty Joela są jak narkotyk, 

a ona jest całkowicie uzależniona. Rozpacz rozstania to sprawa 

przyszłości  i  trzeba  będzie  jakoś  się  z  tym  uporać.  A  na  razie 

należy korzystać z chwili. 

Usta Joela niecierpliwie szukały jej warg. 
– 

W ostatnich tygodniach nie mieliśmy dla siebie nawet kilku 

sekund – 

mruknął, odrywając usta od warg Kirsten i obsypując 

pocałunkami jej szyję. 

Był grudzień i wreszcie zrobiło się ciepło i świeciło słońce, 

wi

ęc  Kirsten  włożyła  białą  bawełnianą  sukienkę  o  szerokich 

ramiączkach, odsłaniającą dekolt i zagłębienie między piersiami. 

Zaborcze  pocałunki  Joela  przeszywały  Kirsten  dreszczem.  A 

gdy  zaczął  pieścić  jej  piersi,  krzyknęła  z  rozkoszy.  Ugięły  się 

pod  nią  kolana  i  Joel  musiał  to  wyczuć,  gdyż  podniósł  ją  i 

posadził  na  pustym  blacie  biurka,  i  od  nowa  zawładnął  jej 
ustami. 

Objęła go mocno, jej ciało ogarnęła gorączka. Joel ucałował 

jej  rzęsy,  powieki,  odgarnął  jej  włosy  i  zanurzył  w  nich  palce 

obu rąk. 

Podczas min

ionych  trzech  tygodni  rzadko  się  widywali  I 

tylko od czasu do czasu wymieniali przelotne pocałunki. Kirsten 

zajęta  była  Melissą  i  pracą,  Joel  spędzał  mnóstwo  czasu  u 

fizjoterapeuty  i  na  treningach.  Ale  Kirsten  wiedziała,  że 

intensywność  wzajemnego  przyciągania  zapowiada  niezwykłą 

głębię przeżyć. 

– 

Jesteś  cudowną  –  szepnął  Joel,  musnąwszy  ustami  jej 

wargi.  Oczy  zasnuło  mu  pożądanie,  oddychał  szybko  i 

background image

nierówno, tak samo jak ona. –  Kirsten  – 

szepnął  znowu  –  tak 

bardzo za tobą tęskniłem. Nie mogę się tobą nacieszyć. – Schylił 

głowę  i  wtulił  w  jej  szyję.  Głęboko  odetchnął.  –  Bosko 

pachniesz.  Twoje  ciało  jest  cudowne.  Twoje  pocałunki  są 
rozkoszne. 

Ugryzła  go  leciutko  w  ucho.  Podrzucił  głowę  i  obdarzył  ją 

tym swoim uśmiechem, który sprawiał, że zapierało jej oddech. 

– 

Czy ty masz pojęcie, jaka jesteś śliczna? – zapytał. 

– 

A  czy  ty  wiesz,  jak  bardzo  jesteś  męski?  –  powiedziała 

głosem stłumionym przez pożądanie. 

Joel przygarnął ją mocniej do siebie. 
– 

Mógłbym tu tkwić cały dzień – oświadczył. 

– 

Mhm, wiem... Ale nikt nas nie wyręczy w pracy ani nikt nie 

będzie  za  ciebie  trenował  do  olimpiady.  –  Gdy tylko Kirsten 

wymówiła to słowo, uścisk Joela osłabł. Po chwili wypuścił ją z 

objęć. 

– 

Tak,  masz  rację.  –  Pocałował  ją  jeszcze  raz,  ujął  pod 

ramiona i 

postawił na podłodze. Potem wsunął palce we włosy i 

odwrócił się od Kirsten, spoglądając przez okno. 

–  Nie mówisz tego z entuzjazmem – 

rzekła  Kirsten, 

zmartwiona jego tonem. – 

Czy coś jest nie tak? 

Milczał, co wprawiło ją w jeszcze większy niepokój. 
– Joel? – 

Podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu. – 

Joel, czy wszystko jest w porządku? Czy chodzi o twoje kolano? 

– 

Moje  kolano  jest  już  sprawne  –  powiedział  w  końcu. 

Obrócił się ku niej i przymusił do uśmiechu. – Czuję się dobrze. 
– 

Skinął energicznie głową, a Kirsten zastanowiła się, kogo on 

pragnie  przekonać.  Czy  nie  zdawał  sobie  sprawy,  że  ona  za 
dobrze go zna? 

– 

Myślałam,  że  twój  trening  i  zajęcia  z  fizjoterapii 

przebiegają pomyślnie – dodała. 

background image

– 

Owszem, tyle że to kosztuje sporo zachodu. Ale czuję się 

dobrze  – 

powtórzył  i  jakby  dla  potwierdzenia  swoich  słów 

pocałował  ją  w  usta.  –  A  teraz  może  byśmy  się  wybrali  na  te 
wizyty? – 

zagadnął. Włożył rękę do kieszeni i wyciągnął lśniące 

nowością kluczyki. – Jedźmy moim samochodem. 

Kirsten  stłumiła  niepokój  wywołany  jego  zachowaniem, 

postanawiając, że pomyśli o tym później. 

Zmusiła się do uśmiechu. 
– 

Chcesz wypróbować swoją nową zabawkę, tak? – spytała. 

– 

Jeżeli  chcesz  tak  nazywać  jaguara  XJ8,  to  proszę  bardzo. 

Rzeczywiście,  chciałbym  się  nim  pobawić.  –  Pokazał  zęby  w 

uśmiechu. – Nie prowadziłem samochodu od początku sierpnia, 

kiedy  zraniłem  kolano.  Wezmę  tylko  moją  torbę  lekarską  i 

spotkajmy  się  przed  domem.  –  W  oczach  miał  znowu  żywy 

błysk, jakby chwili smutku nigdy nie było. 

Najpierw odwiedzili Watsonów. Po tygodniowym pobycie 

całej trójki w szpitalu rodzinnym Tony Watson wrócił do pracy. 

– 

Wszyscy  czujemy  się  o  wiele  lepiej  –  powiedziała  Gail, 

zaprosiwszy  Kirsten  i  Joela  do  domu.  Patrick  spał  w  swym 

wózku, a jego mama wyglądała na szczęśliwą i zadowoloną. – 

Nie wiem. jak państwu dziękować za pomoc – ciągnęła Gail. – 

Są  jeszcze  problemy,  ale  przynajmniej  teraz  wszyscy  lepiej 

sypiamy. Co sprawia, że człowiek inaczej patrzy na świat. 

Kirsten  kiwnęła  głową  ze  zrozumieniem.  Sama  przecież  z 

trudem i dopiero po d

łuższym  czasie  nakłoniła  Melissę  do 

spania we własnym łóżku i chociaż dziewczynka wciąż jeszcze 

się moczyła, to jednak obie lepiej się wysypiały niż przedtem. 

– 

Patrick  dostaje  dodatkowo  dwie  butelki  mieszanki,  jedną 

rano  i  jedną  wieczorem,  bo  zaczyna  mi  brakować  pokarmu. 
Tony mu je podaje, a ja mam spokój – 

dodała  Gail  z 

promiennym uśmiechem. Szczęśliwa i zdrowa matka – aż miło 

background image

było na nią patrzeć. 

– 

Tak się cieszę – rzekła Kirsten. 

Rozmowa  trwała  jeszcze  przez  pewien  czas.  Gail 

poczęstowała  Kirsten  i  Joela  herbatą  i  gdy  pili,  nie  mogła  się 

nachwalić,  jak  wspaniałego  ma  męża  i  syna.  Potem  Kirsten 

poszła  z  Gail  do  sypialni,  aby  ją  zbadać,  a  Joel  w  tym  czasie 

czuwał nad Patrickiem. 

– 

Jak to miło widzieć uszczęśliwionych ludzi – powiedziała 

Kirsten, gdy po wyj

ściu  od  Watsonów  sadowiła  się  w 

ekscentrycznym samochodzie Joela. 

– To twój sukces – 

odpowiedział. – Dokąd teraz, pani doktor? 

–  Do szpitala. Zajrzymy do Freda i Frances, a potem 

wpadniemy na rehabilitację zobaczyć lana. 

– 

Ciekawe, jak tam jego romans z tą dziewczyną... 

– 

Laurą Hemmingway – podsunęła Kirsten z uśmiechem. 

– 

A, tak. Czy miłość młodych nie jest czymś wspaniałym? 

Kirsten  nie  odpowiedziała.  Uśmiechała  się,  choć  wcale  nie 

było jej do śmiechu. Wolałaby, żeby Joel nie mówił o miłości, 

kiedy nie było wiadomo, co będzie z nimi. 

–  To on – 

rzekła  Doris  podekscytowanym  tonem,  kiedy 

Kirsten i Joel weszli do pokoju zajmowanego przez Freda. – 

Człowiek,  który  ocalił  ci  życie.  –  Doris  wstała  z  krzesła  przy 

łóżku męża i wyciągnęła do Joela rękę na powitanie. 

K

irsten zaśmiała się i przepuściła Joela przodem. Podszedł do 

Doris,  która  pociągnęła  go  za  rękę,  aby  się  pochylił,  i 

pocałowała go w policzek. 

– Patrzcie tylko – 

wychrypiał Fred. – Bo będę zazdrosny. 

– 

Dajże  spokój,  Freddie  –  upomniała  go  żona,  puszczając 

Joela i chwytając męża za rękę. – Ja świata nie widzę poza tobą. 

– 

To  jest  prawdziwa  miłość!  –  Kirsten  westchnęła 

melancholijnie,  uważając,  by  nie  napotkać  spojrzenia  Joela.  – 

background image

Cóż,  widzę,  że  pan  Fred  czuje  się  lepiej  –  zauważyła, 
zajrzawszy do karty chorego.  –  Bardzo dobrze. Otolaryngolog 

też  jest  zadowolony,  chociaż  powrót  do  zdrowia  trwał  trochę 

dłużej, niż mówią podręczniki. 

– 

Czy można wierzyć podręcznikom? – zauważył Joel. 

– 

Właśnie – poparła go Kirsten z uśmiechem i podała kartę 

Freda Joelowi. 

– Jak d

ługo on tu zostanie? – zapytała Doris. 

– 

Nie może się pani doczekać męża w domu? – zagadnął Joel. 

– O, tak! – 

oznajmiła Doris z udawanym patosem. – Brak mi 

jego  porozrzucanych  wszędzie  skarpetek,  które  muszę  bez 

przerwy  zbierać,  tęsknię  do  nieustannego  pieczenia ciastek, 

które  on  pochłania  jedno  po  drugim.  –  Chociaż  mówiła  to 

żartobliwie,  wszyscy  wiedzieli,  że  w  jej  słowach  jest  wiele 
prawdy. – 

O, proszę! – Wyjęła z torby kartkę. – To przepis dla 

pańskiej  matki.  W  zamian  proszę  o  jedno  ciastko  do 
spróbowania. 

– Umowa stoi – 

rzekł Joel i uśmiechnął się, po czym zwrócił 

się do Freda. – A pan... niech pan pamięta, żeby bardzo uważać, 

jak będzie pan jadł ciastko. 

– 

Będę uważał, panie doktorze – odrzekł Fred z powagą. 

– 

Przy  każdym  nasileniu  astmy  będę  moczyć  ciastka w 

mleku,  żeby  nie  były  takie  twarde  i  kruche  –  oznajmiła  Doris 

stanowczym głosem. 

– Ona mi tym grozi – 

powiedział z rezygnacją Fred. 

– 

Jeżeli  to  ma  pomóc...  –  Kirsten  zawiesiła  głos  I  okrążyła 

łóżko, żeby obejrzeć z bliska gardło Freda. – Ładnie się goi. 

– 

Ordynator wyrażał się z podziwem o cięciu doktora Joela – 

poinformowała Doris. – Mówił, że wykonał kapitalną robotę. – 

Doris spojrzała z uwielbieniem na Joela. 

– 

Dziękuję. Dostałem od niego list o operacji Freda i o jego 

background image

powrocie do zdrowia, co spraw

iło mi przyjemność – stwierdził 

rzeczowo Joel i zaczął oglądać gardło Freda. 

Kirsten podała mu stetoskop, by osłuchał pacjenta. 
– 

Astma też się uspokoiła – ocenił Joel. 

– 

Będzie żył – powiedziała Kirsten do Doris. 

– 

Och, wiem. Fred nie ośmieli się umrzeć, jeśli wpierw mnie 

nie spyta. Ale kiedy będę mogła zabrać go do domu? 

– 

W głosie Doris drgała teraz błagalna nutka. 

– 

Pójdę i sprawdzę u siostry oddziałowej – zaofiarowała się 

Kirsten i wyszła z pokoju. 

Wróciła  z  orszakiem  gości  przybyłych  w  odwiedziny  – 

dwójką dzieci Freda i Doris wraz z potomstwem. 

– 

Patrzcie,  państwo,  kogo  wam  tu  prowadzę  –  rzekła, 

otwierając  drzwi  i  puszczając  przodem  rodzinę  Freda. 

Wyściskali  się  i  wycałowali.  Jeszcze  jedna  zżyta  ze  sobą 

rodzina, pomyślała Kirsten z zadumą. 

–  I co mów

i  oddziałowa?  –  zapytała  Doris,  uciszając 

wszystkich. 

– 

Ze  jeżeli  wszystko  będzie  tak  dobrze  jak  dzisiaj,  męża 

będzie można wypisać do domu po porannym obchodzie. 

– 

Co za wspaniała wiadomość! – Twarz Doris rozjaśniła się 

radością.  –  Dziękuję.  Do  końca  życia  będziemy  państwa 

dłużnikami.  Gdybyśmy  kiedyś  mogli  coś  dla  państwa  zrobić, 

proszę dać nam znać. 

–  Hm...  – 

Kirsten  się  zamyśliła.  –  Pozwólcie  mi  państwo 

podziwiać swój ogród, kiedy przyjadę w odwiedziny. 

– 

A co ze świeżo upieczonymi ciasteczkami? – zagadnął Joel 

i pogładził się po brzuchu. 

– Gwarantujemy – 

odezwali się razem Fred i Doris. 

– 

Wpadniemy  do  państwa  w  przyszły  czwartek  –  obiecała 

Kirsten.  – 

Ale  gdyby  było  trzeba,  proszę  mnie  wezwać 

background image

wcześniej. 

– 

Czy jest jakiś problem? – spytała Doris. 

– O tak, olbrzymi – 

zażartował Joel, przewracając oczami. – 

Mój starszy brat się żeni w przyszły weekend i Kirsten będzie ze 

mną na weselu. 

– 

Lecimy wszyscy w piątek do Sydney – dodała Kirsten. 

– 

To wspaniale. Czy to pański brat pracuje w tym szpitalu? 

Ten, co jest 

zaprzyjaźniony z doktorem Page’em? 

– 

Tak.  Alex  i  Jordanne  też  będą  na  weselu.  Ciekawe,  jak 

szpital w Canberze poradzi sobie bez czwórki swoich 
najlepszych ortopedów? – 

zażartowała Kirsten. 

– Zatem do zobaczenia w czwartek. 

Kirsten  i  Joel  pożegnali  się  i  zostawili  starszych  państwa  z 

rodziną, a  sami udali  się  na  ortopedię,  do  Frances  Althorpe.  Z 

zaskoczeniem stwierdzili, że jej łóżko jest puste. 

– 

Została  przeniesiona  na  rehabilitację  –  poinformowała  ich 

oddziałowa. 

– 

To dobra wiadomość. Widocznie jej stan zdecydowanie się 

poprawił. 

–  Tak, to prawda – 

odezwał  się  z  tyłu  znajomy  głos. 

Odwrócili się oboje i zobaczyli Aleksa. 

– 

Wpadliście sprawdzić, jak się czuje Frances? – zapytał. 

– Tak. I Fred Dawson – 

odparła Kirsten. 

– 

Byłem wcześniej u Freda i Doris – oznajmił Alex. 

–  Dlaczego?  – 

zdziwił  się  Joel,  ale  po  chwili  sam  sobie 

odpowiedział.  –  No  tak,  przecież  jako  chirurg  ortopeda 

opiekujesz się Doris. 

– 

Właśnie.  Ona  już  dużo  lepiej  chodzi,  a  Fred też czuje  się 

dobrze. Martwiłem się, jak Doris poradzi sobie sama w domu, 

ale  potem  przypomniałem  sobie,  że  oni  mają  sześcioro  dzieci. 

Czy nie po to są dzieci, żeby pomagać w takich sytuacjach? 

background image

– 

A jak myślisz, czemu moi rodzice mają ich tyle? 

– 

zaśmiał się Joel. 

– 

Miło było widzieć tę całą gromadkę u Freda i Doris – rzekła 

Kirsten. – 

A więc Frances czuje się na tyle dobrze, że można ją 

było już przenieść? 

–  Zdecydowanie tak – 

odparł  Alex.  –  Jeszcze nigdy nie 

widziałem, żeby ktoś tak szybko wracał do siebie po tak wielu 

urazach, jak ta kobieta. Trzeba będzie jeszcze wielu starań, żeby 

odzyskała  pełnię  zdrowia,  ale  z  pewnością  nastąpi  to  w 
rekordowym czasie. 

– 

Ona jest z natury optymistką – oznajmiła Kirsten – Nawet 

kiedy  była  przysypana  i  tkwiła  w  rumowisku,  traktowała 

sytuację z pogodą ducha. 

–  To zawsze pomaga. Mózg 

jest potężnym organem i jeżeli 

człowiek  sobie  mówi,  że  poczuje  się  lepiej,  w  dziewięciu 

przypadkach  na  dziesięć  tak  się  dzieje.  –  Rozległ  się  sygnał 

pagera.  Alex  sprawdził  numer.  –  Wzywają  mnie  na  spotkanie. 

Jeżeli wcześniej się nie zobaczymy, to do widzenia w Sydney. 

Pożegnał się i pospiesznie opuścił oddział. Kirsten z Joelem 

podążyli za nim. 

Kiedy  znaleźli  się  w  klimatyzowanym  wnętrzu  samochodu 

Joela, Kirsten oparła głowę o fotel i przymknęła oczy. 

– 

Jesteś zmęczona? – spytał po chwili. 

–  Mhm  – 

mruknęła. – Zaczyna mnie boleć głowa. Przejdzie 

bez śladu, jeżeli położę się wcześnie spać. 

– 

Więc się o to postaramy – powiedział, skręcając na parking 

oddziału  rehabilitacyjnego.  Odwiedzili  Frances,  która  była 

zadowolona  z  nowego  miejsca.  Z  radością  pokazywała,  jak 

sprawnie potrafi się poruszać. 

– 

Na Boże Narodzenie będę całkiem zdrowa – oznajmiła. – 

To  będzie  mój  prezent  dla  siebie  samej.  Wieczór  w  domu  z 

background image

rodziną i przyjaciółmi, muzyka i dzikie tańce! 

– 

No. z tym lepiej ostrożnie, dopóki Alex nie pozwoli. Chyba 

że jakiś powolny walc albo tango – zasugerował Joel. 

–  Tak jest, panie doktorze – 

odparła z szerokim uśmiechem, 

który  wyraźnie  zdradzał,  że  nie  ma  zamiaru  go  słuchać.  – 

Obiecuję, że spytam pana Aleksa. 

– 

Chyba  o  nic  więcej  nie  mogę  panią  prosić  –  rzekł  Joel i 

pokiwał głową z rezygnacją. 

Okazało  się,  że  łan  był  w  równie  dobrym  humorze  jak 

Frances. Przy jego łóżku siedziała Laura Hemmingway. 

– 

Nie możemy być u ciebie długo – oznajmiła Kirsten. 

– Jaka szkoda – 

odparł nieszczerze łan. 

Kirsten i Joel odczyta

li  kartę  lana  wiszącą  na  jego  łóżku  i 

obejrzeli jego ręce. 

– 

Goją się fantastycznie – orzekła z zadowoleniem Kirsten. 

– 

Tak, to prawda. Dziękuję za odwiedziny – powiedział łan. 

Potraktowali  jego  słowa  jak  hasło  do  wyjścia,  pożegnali  się  i 
zostawili go z La

urą. 

Wrócili samochodem Joela do domu, a potem spacerkiem 

wybrali  się  po  Melissę.  Kiedy  szli,  zadzwonił  telefon 

komórkowy  Joela.  Kirsten  zaniepokoiła  się,  czy  nie  telefonują 

ze szpitala albo czy nie chodzi o któregoś z jej pacjentów. 

Joel  skończył  rozmowę  w momencie, kiedy Isobelle 

otworzyła drzwi, i Kirsten nie zdążyła zapytać, kto dzwonił. 

– 

Wcześnie wróciliście do domu – pisnęła radośnie Melissa i 

pobiegła uściskać najpierw Joela, a potem Kirsten. 

Ilekroć  Joel  był  obecny,  zawsze  miał  u  dziewczynki 

pierws

zeństwo. Co nie powinno zaskakiwać, uświadomiła sobie 

Kirsten,  gdyż  Melissa  bardzo  kochała  swojego  ojca,  a  Jacqui 

nazywała  ją  córeczką  tatusia.  Teraz,  jak  się  zdawało,  była 

córeczką Joela. 

background image

Kirsten odpędziła nurtujące ją wątpliwości i uśmiechnęła się 

do dzi

ecka. Zgodnie z obietnicą Joel dopilnował, żeby o wpół do 

dziewiątej  obydwie  leżały  w  łóżkach.  Otulił  Melissę  kołderką, 

przeczytał  jej  bajkę,  zmówił  z  nią  pacierz  i  pocałował  ją  na 

dobranoc, po czym wyszedł, zgasiwszy światło. 

Potem  poszedł  do  sypialni  Kirsten,  pieczołowicie  ją  okrył, 

pogłaskał  po  rozpuszczonych  włosach  i  zajrzał  jej  głęboko  w 
oczy. 

– 

Kirsten, ten telefon, który odebrałem wcześniej... 

– Tak? – 

Wstrzymała oddech, przejął ją lęk. 

– 

To dzwonił pierwszy trener naszej drużyny. 

Zaniemówiła, jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki. 

Musiał odgadnąć jej niepokój, bo się pochylił i pocałował ją 

w usta. 

– 

Uspokój  się,  to  nic  złego.  Muszę  pojechać  do  Sydney  na 

sprawdzian.  Jest  tam  ośnieżony  stok  pod  dachem,  gdzie  będę 

mógł  wykonać  ewolucje,  tak  aby  trener  ocenił  sprawność 

mojego kolana i podjął ostateczną decyzję. 

– 

Ale ja myślałam, że masz czas do Wigilii – wyszeptała. 

– 

Tak, lecz ten sprawdzian da trenerowi przynajmniej pojęcie, 

jakie mam szanse. 

Kirsten  powstrzymywała  łzy.  Czuła  się  jak oszustka. Joel 

myśli, że ona martwi się o jego kolano i o jego formę sportową, 

ale jej nie o to chodzi. Ona martwi się o siebie i o Melissę. 

– Kiedy jedziesz? – 

spytała. 

– 

Jutro. Zostanę przez tydzień w Sydney, a potem zobaczymy 

się w piątek przed weselem. – Uśmiechnął się do niej. 

– 

Więc nas opuszczasz – szepnęła z wyrzutem. Łza spłynęła 

jej po policzku. 

–  No, no – 

powiedział kojącym głosem i delikatnie starł jej 

łzę. – Wyjeżdżam tylko na sześć dni, a potem czeka nas szalony 

background image

weselny weekend. 

Pochylił się, żeby ją pocałować, lecz nie zareagowała. 

Joel  odjeżdża  –  tak  jak  przewidywała.  Teraz  może  tylko  na 

sześć  dni,  ale  następnym  razem  na  dłużej.  Kto  wie?  Może  na 
zawsze. 

 

background image

Rozdział 9 

 
– 

Okropnie wyglądasz – powiedziała Sally, która odwiedziła 

Kirsten w ni

edzielę wieczorem. Kirsten wpuściła przyjaciółkę i 

zamykając drzwi, kichnęła. 

–  To wirus – 

wyjaśniła. – Wielkie słowo: wirus. – Kichnęła 

znowu  i  wytarła  nos.  –  Nie  zbliżaj  się  do  mnie.  Nie  chcesz 

chyba być chora na własnym ślubie. 

– 

To  dopiero  za  sześć  dni  –  rzuciła  beztrosko  Sally. 

Tanecznym  krokiem  wpadła  do  kuchni  i  włączyła  czajnik.  – 

Usiądź i ułóż stopy wysoko – poleciła przyjaciółce, przyjmując 

zasadniczy  ton,  jakim  lekarze  zwracają  się  do  pacjentów.  – 
Gdzie jest Melissa? 

– 

Zdrzemnęła się. 

– 

Ona też to złapała? 

Kirsten pokiwała głową. 
– 

A  jak  myślisz,  od  kogo  się  zaraziłam?  –  spytała.  – 

Chodziłam z nią co czwartek do przedszkola... – Kirsten znowu 

kichnęła. – Wczoraj po południu, następnego dnia po ostatnim 

tam pobycie, dostała wysokiej gorączki. 

– Jak 

tylko Joel wyjechał? – spytała Sally, wyjmując filiżanki 

do herbaty. 

Kirsten  wzruszenie  ścisnęło  gardło  i  nie  mogła  wydobyć 

słowa.  Joela  nie  było  tylko  dwadzieścia  cztery  godziny,  a  one 

już  się  zdążyły  pochorować.  Czy  to  o  czymś  nie  świadczy? 

Potaknęła,  po  czym  ułożyła  głowę  na  oparciu  kanapy  i 

przymknęła  oczy.  Czuła  się  okropnie.  Była  rozgorączkowana, 

znużona i wściekła na Joela, że sobie pojechał. Czy nie widzi, że 

go obydwie kochają? Ze jest im potrzebny? 

– 

Najpierw  skoczyła  jej  temperatura,  a  potem  zwracała 

background image

wszystko, co zjadła. Zrazu myślałam, że to z tęsknoty za Joelem 
– 

przemówiła  w  końcu  Kirsten,  powstrzymując  łzy.  Sally 

przyniosła filiżanki z herbatą i postawiła je na stoliku. – Teraz 

wiem, że to wirus. 

– 

Więc  Melissa  tęskni  za  Joelem?  –  spytała Sally. Kirsten 

otworzyła oczy i spojrzała na przyjaciółkę. 

– 

Kiedy odjechał, przyszła do mnie i zapytała, czy on wróci. 

– 

Dolna warga Kirsten drżała. 

– 

I co jej powiedziałaś? 

– 

Nie  wiedziałam,  co  mówić.  –  Kirsten  przycisnęła 

chusteczkę  do  oczu,  po  czym  wytarła  nią  nos.  –  Więc 

powiedziałam,  że  pod  koniec  tygodnia  polecimy  samolotem, 

żeby się z nim zobaczyć. 

– 

Jak to przyjęła? 

– 

Nie najlepiej. Pobiegła do swojego pokoju i zaczęła płakać. 

Dzisiaj  rano  zapytała  mnie,  czy  Joel  poszedł  do  nieba,  jak  jej 
mama i tata...  – 

Kirsten  zaniosła  się  płaczem.  –  Ja sobie nie 

poradzę... 

– Z czym sobie nie poradzisz? 

Kirsten odepchnęła Sally. 
– 

Nie zbliżaj się. Nie chcę, żebyś się rozchorowała. 

– 

Uspokój się – rzekła Sally ze śmiechem. – Nic mi nie grozi. 

Już miałam tego wirusa dwa tygodnie temu. 

– 

Możesz  go  złapać  jeszcze  raz  –  oświadczyła  Kirsten.  – 

Rozchorujesz się na swój ślub, a ja znowu będę miała poczucie 
winy. 

– 

Nic  podobnego.  Zresztą  ta  infekcja  przechodzi  po 

dwudziestu czterech godzinach i gdybym ją znowu złapała, do 

soboty będę zdrowa jak rydz. 

– 

Jesteś  dobrą  przyjaciółką.  –  Kirsten  wypłakała  się  na 

ramieniu  Sally,  a  potem  podniosła  głowę  i  otarła  oczy.  Nos 

background image

miała szorstki od wycierania, oczy ją piekły. 

– 

Powinnaś się przespać. Czy dzwoniłaś do rodziców? 

–  Tak. Oni w

iedzą,  że  Melissa  jest  trochę  niezdrowa,  ale 

wszyscy myśleliśmy, że tak mocno przeżywa wyjazd Joela. 

–  On wróci – 

powiedziała  z  przekonaniem  Sally.  –  A teraz 

kładź się do łóżka. 

– 

Ale Melissa lada chwila się obudzi. 

– 

Wypij herbatę – poleciła Sally i podała Kirsten filiżankę. – 

Kiedy ostatnio wzięłaś paracetamol? 

– 

Godzinę  temu.  –  Kirsten  upiła łyk  i  zrozumiała,  że to  nie 

jest zwyczajna herbata. Był w niej miód i cytryna, i jeszcze coś, 

czego nie potrafiła zidentyfikować. 

– Kropla sosu Tabasco – 

zdradziła tajemnicę Sally. – Poleciła 

mi  to  Jane  McElroy,  kiedy  byłam  chora,  i  podziałało 
fantastycznie. 

Kirsten upiła następny łyk i skrzywiła się. 
– Wypij wszystko – 

ofuknęła ją Sally. 

Kiedy  Kirsten  dopiła  herbatę,  Sally  pomogła  jej  wstać  i 

dopilnowała, żeby się położyła do łóżka. 

– 

Teraz zaśnij. Ja zostanę i wszystkim się zajmę. 

– 

Cieszę  się,  że  do  mnie  wpadłaś  –  powiedziała  Kirsten, 

zamykając  oczy  i  wtulając  się  w  poduszkę.  –  Ale  właściwie 
dlaczego? – 

zapytała po chwili, marszcząc brwi. 

–  Po pierwsze – 

odparła  ze  śmiechem  Sally  –  lubię  być  z 

tobą. Po drugie, ostatnio rzadko się z tobą widywałam, bo byłam 

zajęta  przygotowaniami  do  ślubu,  a  po  trzecie,  chcę  poprosić 

Melissę, żeby była moją druhną i niosła kwiaty na moim ślubie. 

Kirsten  z  zachwytem  uśmiechnęła  się  do  przyjaciółki, 

ponownie  zamknęła  oczy  i  od  razu  przeniosła  się  w  krainę 

marzeń:  Joel  wpatrywał  się  w  nią  z  uwielbieniem,  byli  w 

ogrodzie  pełnym  pięknych  kwiatów,  ona  miała  na  sobie  białą 

background image

suknię z trenem. To nie Sally brała ślub, ale ona, Kirsten. Joel w 
cza

rnym smokingu stał przy niej i obiecywał kochać ją i hołubić 

po kres jej dni. Kirsten westchnęła. Czy marzenia rzeczywiście 

się spełniają? 

 

W następny piątek Kirsten z Melissą przyleciały do Sydney; 

Kirsten  nigdy  w  życiu  nie  była  tak  zadowolona,  że  wysiada  z 

samolotu.  Obydwie  przeżyły  okropny  tydzień  bez  Joela,  ale 

Kirsten wiedziała, że to tylko przedsmak tego co będzie, kiedy 

on wyjedzie na dłużej. 

Musiała się oswoić z myślą, że sama wychowuje dziecko – i 

bardzo jej się to nie podobało. Rodzice byli wielką podporą, ale 

podczas  nieobecności  Joela  tym  bardziej  przygniatał  ją  ciężar 

odpowiedzialności za Melissę. 

Co wieczór Melissa zadawała jej pytanie, czy Joel poszedł do 

nieba.  Czy  wróci.  Obie  płakały  i  jedna  drugą  utulała  do  snu. 

Dziewczynkę od nowa zaczęły nękać nocne koszmary, które – 

jak się wydawało – należały już do przeszłości. 

Po  wyjściu  z  samolotu  Kirsten  torowała  sobie  drogę  przez 

tłum na lotnisku ze śpiącą Melissą na ręku, objuczona ponadto 

torebką  i  aparatem  fotograficznym  zawieszonym  na  drugim 
ram

ieniu.  Kiedy  rano  wyruszały  w  podróż,  Melissa  wpadła 

niemal  w  histerię  i  Kirsten  musiała  poprosić  ojca,  który  je 

odwoził,  żeby  zatrzymał  się  przy  aptece,  by  mogła  kupić 

dziewczynce środek uspokajający. 

Isobelle  chciała  nawet  zmienić  termin  odlotu  na  kolejny 

dzień, ale Kirsten podziękowała. W Sydney miała po nie wyjść 

Jordanne i zawieźć je do domu rodziców Sally. Była to obszerna 

rezydencja,  w  której  znajdowały  się  liczne  pokoje  gościnne. 

Wszyscy weselni goście mieli tam spędzić cały weekend. 

– 

Pozwól, że ją wezmę – powiedział niski głos. Serce Kirsten 

background image

załomotało jak szalone. 

–  Joel?  – 

szepnęła  i  poczuła,  jak  krew  wali  jej  młotem  w 

skroniach. Potknęła się, ale on ją objął opiekuńczo ramieniem i 

zaprowadził  do  krzesła.  Kiedy  usiadła,  wziął  z  jej  rąk  śpiącą 
Mel

issę i przytulił. – Cco... ? 

– 

Co ja tu robię? 

Kirsten kiwnęła głową, wciąż zaskoczona jego widokiem. 
– 

Miała po nas wyjechać Jordanne – rzuciła. 

– 

Powiedziałem  jej,  że  ja  pojadę.  –  Zmarszczył  brwi.  – 

Wydawało  mi  się,  że  ci  mówiłem,  że  będę  czekał  na  was  na 
lotnisku. 

Kirsten  wbiła  oczy  w  dywan,  zadowolona,  że  jej  oddech 

powoli  się  uspokaja  –  o  ile  w  obecności  Joela  mógł  być 

spokojny.  Wolała,  by  nie  wiedział,  że  specjalnie  poprosiła 

Jordanne  o  przyjazd  na  lotnisko,  gdyż  chciała  mieć  dla  siebie 
kilka godzin p

rzed  spotkaniem  z  nim,  aby  się  na  nie 

przygotować. 

Jej  uczucia  wobec  niego  były  złożone.  Czuła  złość, 

rozczarowanie, rozdrażnienie, a zarazem rozpaczliwie pragnęła, 

by  znów  ją  objął,  całował,  by  mówił  jej  słowa  miłości,  które 

zwiążą ich na wieczność. 

Ale t

eraz,  gdy  tu  był,  gdy  siedział  koło  niej,  wszystkie  złe 

emocje  rozwiały  się  jak  wiatr  i  jedyne,  co  zostało,  to 

świadomość,  że  bardzo  go  kocha.  Spojrzała  mu  w  oczy  i 

głęboko  odetchnęła  oczyszczającym  oddechem,  a  potem  się 

uśmiechnęła. 

– 

Tęskniłam  za  tobą  –  szepnęła  i  pochyliła  się,  by  musnąć 

wargami jego usta. Przymknęła oczy i westchnęła. 

– 

Ja też za tobą tęskniłem – odparł. Pochylił się i pocałował 

czoło Melissy. – I za nią również. 

Spojrzał  Kirsten  w  oczy.  Wyglądał,  jakby prawie  nie  sypiał 

background image

przez ostatnie dni, i Kirsten pomyślała, że pewno cały czas ostro 
trenuje. 

– Jak twoje kolano? – 

zapytała. 

– Bardzo dobrze – 

odparł. 

Joel uśmiechał się tylko  ustami. Oczy miał smutne. Melissa 

przebudziła się i oboje zwrócili na nią uwagę. Przetarła oczy i 

powoli je otworzyła. Ujrzała Joela. 

– Witaj, malutka – 

powiedział i posadził ją na kolanach. 

– 

To  ty  jesteś  tutaj?  –  zdziwiła  się  dziewczynka  i  zarzuciła 

mu  ramiona  na  szyję.  Popatrzyła  na  Kirsten.  –  Miałaś  rację, 

ciociu. Joel nie poszedł do nieba jak mamusia i tatuś. – Mocno 

się  przytuliła  do  Joela,  jakby  nie  chciała  już  nigdy  się  z  nim 

rozstać.  Kirsten  nie  miała  jej  tego  za  złe.  Sama  tak  właśnie 

czuła. 

Joel gwałtownie obrócił głowę i spojrzał na Kirsten. W jego 

oczach malowała się troska. 

–  Nie przejmuj 

się.  Chyba  czas  poszukać  naszych  walizek, 

prawda, Lissy? Czy pamiętasz, jakiego koloru jest twoja? 

Jednak spojrzawszy na dziewczynkę, Kirsten przekonała się, 

że  mała  zamknęła  oczy,  główkę  wsparła  na  ramieniu  Joela  i 

rączkami opasała mu szyję. 

– 

Zasnęła?  –  zapytał.  Kirsten  potaknęła.  –  Czy ona nie 

przesadza z tym snem? 

– 

Wszystko  w  porządku  –  odparła  Kirsten.  –  Musiałam  jej 

dać prometazynę na czas lotu. 

– Dlaczego? 
– 

Wpadła w histerię, kiedy miała wsiąść do samolotu. 

– Ale dlaczego? 
– 

Nie wiem, ale myślę, że boi się powrotu do Sydney. Ona tu 

mieszkała od urodzenia. 

Joel skinął głową i wstał. 

background image

– 

Chodźmy po bagaże – powiedział. 

Melissa znów się przebudziła i znowu na widok Joela wpadła 

w zachwyt. Obsypywała go pocałunkami, a on, zaśmiewając się, 

opasał ramieniem Kirsten. 

– 

Tak się cieszę, że tu jesteś – rzekł. 

Melissa  „pomagała”  Joelowi  pchać  wózek  z  bagażami  na 

parking, gdzie czekał jego samochód. Był to biały jaguar XJ6, 

własność  Jeda.  Kirsten  była  zadowolona  z  towarzystwa 
dziewczynki, która bezustannie szczebi

otała;  w  pewnym 

momencie wspomniała, jak bardzo były obie chore. 

– 

Naprawdę?  –  spytał  cicho  Joel,  zerknąwszy  na  Kirsten, 

która zajęła miejsce pasażera z przodu samochodu. 

Skinęła  głową,  ale  się  nie  odezwała.  W  końcu  Sally  miała 

rację – to był jednodniowy wirus. 

– 

Wygląda na to – rzekł Joel, kładąc jej rękę na kolanie – że 

miałaś zły tydzień. 

– Mhm – 

mruknęła, ale dalej trzymała język za zębami. Joel 

nie  był  winien  temu,  że  do  tego  stopnia  na  nim  polegała,  tak 

mocno do niego tęskniła i tak bardzo go kochała. 

– 

I przyszła Sally i opiekowała się ciocią i poprosiła, żebym 

została  jej  drużką  –  ciągnęła  Melissa.  –  I  jadłyśmy  lody  na 

patyku,  prawda,  ciociu  Kirsten?  Moje  były  czerwone,  a  cioci 

pomarańczowe,  i  ja  miałam  czerwony  język,  a  ciocia 

pomarańczowy. Prawda, ciociu Kirsten? 

– Zgadza 

się – przyznała Kirsten z udawaną radością. 

– 

Kolor  języka  jest  bardzo  ważny,  jak  się  ma  cztery  lata  – 

powiadomiła konspiracyjnym szeptem Joela. 

Melissa  znów  zajęła  uwagę  Joela,  opowiadając  mu  o 

koleżance, którą poznała w przedszkolu. Kiedy zajechali przed 

posiadłość  Bransfordów,  na  powitanie  wybiegła  im  Sally. 

Melissa rzuciła się jej w objęcia. 

background image

– No, no! – 

rzekł Joel, wysiadając z samochodu, i potarł sobie 

ucho. 

– 

Wiem,  co  myślisz  –  powiedziała  Kirsten  ze  śmiechem.  – 

Najpierw nie m

ogliśmy  z  niej  wydobyć  słowa,  a  teraz  nie 

możemy powstrzymać jej paplaniny, ale ja się cieszę, że jest, jak 
jest. – 

Popatrzyła z czułością na siostrzenicę. 

Weszli do domu i zostali zaprowadzeni do swych pokoi. 

Melissa popiskiwała z zachwytu, oglądając rezydencję. 

Dzień  zaplanowano  w  najdrobniejszych  szczegółach  I 

wszyscy doskonale się bawili. Park i trawniki wokół domu były 

pięknie  utrzymane.  Ustawiono  tam  gigantyczny  namiot,  w 

którym  miało  się  odbyć  przyjęcie  na  pięćset  osób.  Wszędzie 

krzątali się ludzie z firmy przygotowującej ucztę weselną. 

– 

Tylko pięćset osób? – zakpiła Kirsten, gdy trzy przyjaciółki 

usiadły  wieczorem  w  ogrodzie,  aby  podziwiać  zachód  słońca. 

Joel  zajął  się  układaniem  Melissy  do  snu  i  Kirsten  z  radością 

znów  zdała  się  na  niego,  chociaż  chciała  tego  unikać.  Ale 

pomyślała, że nic się nie stanie, jeżeli jeszcze raz pozwoli sobie 
na ten luksus. 

– 

Też  się  zdziwiłam  –  rzekła  Jordanne.  –  W  końcu  za  mąż 

wychodzi  córka  takiej  znakomitości  jak  Norman  Bransford. 

Myślałam, że on zechce tę nowinę ogłaszać całemu światu. 

– 

Staruszek Norman Bransford miałby na to wielką ochotę – 

przyznała  Sally  ze  śmiechem  –  ale  musi  uszanować  nasze 

życzenie, żeby uroczystość była skromna. 

Kirsten i Jordanne popatrzyły na siebie z osłupieniem. 
– 

Skromna? Na pięćset osób? 

– To wynik kompromisu – 

broniła się Sally. 

– 

Przygotowania wypadły dobrze – rzekła Jordanne. 

– 

To  będzie  twój  wielki  dzień  –  dodała  Kirsten.  Wszystkie 

trzy spojrzały na siebie z uśmiechem. 

background image

– 

Tyle  razem  przeżyłyśmy  –  powiedziała  Sally  ze  łzami  w 

oczach.  – 

Jutrzejszy dzień będzie dla mnie bardzo ważny i tak 

się cieszę, że jesteście ze mną. 

Wszystkie trzy złączyły dłonie i mocno się uścisnęły. 

To jest właśnie przyjaźń, pomyślała Kirsten. 

Jordanne pierwsza otrząsnęła się z zadumy. 
– 

No,  dosyć  tego  rozczulania  się,  popłakiwania  i 

wspominania przeszłości – oznajmiła, otarłszy oczy – jeżeli nie 

chcemy jutro mieć spuchniętych twarzy. 

–  Racja  – 

przyznała  Sally.  –  Czy  testy  płodności  wykazały 

coś  nowego?  –  spytała  z  całą  otwartością  Jordanne.  Kirsten 

wiedziała, że Jordanne się nie obrazi. Ich przyjaźń opierała się 

na szczerości. 

– 

Alex  mówi,  że  wyniki  są  lepsze  niż  kiedyś  –  odparła 

Jordanne, wzruszywszy ramionami – 

więc to dobry znak. 

– 

Mam  nadzieję  –  rzekła  Sally.  –  Przy  takim  postępie 

medycyny  nie  powinniście  mieć  trudności  z  powiększeniem 
rodziny. 

– 

Właśnie.  Jordanne  i  Alex  będą  wspaniałymi  rodzicami  – 

dodała Kirsten, czując przypływ macierzyńskiej dumy na myśl o 

tym, że jej mała dziewczynka w tej chwili zasypia. 

– 

A  jak  się  układa  między  tobą  a  Joelem?  –  zagadnęła 

Jordanne. 

Kirsten jęknęła i ukryła twarz w dłoniach. 
– 

Lepiej  nie  pytaj,  bo  jutro  ja  będę  miała  czerwone  i 

opuchnięte oczy – odparła. 

– 

Tak źle? O co chodzi? On cię kocha. Mój starszy brat jest w 

tobie zakochany, jestem tego pewna – 

rzekła Jordanne. 

– To 

się cieszę, że ktoś jest tego pewien, bo on raczej nie! 

– 

Powinnaś  go  widzieć,  jak  się  dowiedział,  że  Jordanne 

wybiera się po ciebie i Melissę na lotnisko – wtrąciła Sally. 

background image

– 

Po  prostu  się  wściekł  –  potwierdziła  Jordanne.  – 

Wrzeszczał, jak to on się umawiał, że wyjedzie po ciebie, i że to 
jego sprawa. 

– 

Zażądał od Jeda kluczyków i wypadł z domu jak burza. 

– 

To  wcale  mnie  nie  pociesza.  Z  tego,  co  wiemy,  chciał 

zobaczyć Melissę. 

Jordanne i Sally potrząsnęły głowami. 
– Nie – 

zaprzeczyła Jordanne. – On się w tobie zakochał bez 

pamięci. 

– 

Dobrze  byłoby,  gdyby  ktoś  mu  o  tym  powiedział  – 

skwitowała Kirsten. 

 

Ślub  był  widowiskowy,  jak  się  tego  wszyscy  spodziewali. 

Sally  budziła  zachwyt  w  skromnej,  lecz  eleganckiej  kremowej 
sukni z surowego jedwabiu. Prosty kró

j  podkreślał  jej  idealną 

figurę.  Na  głowie  miała  brylantowy  diadem  i  upięty  welon,  te 

same  co  przed  laty  jej  matka,  w  ręku  trzymała  bukiet  róż  w 

ulubionym żółtym kolorze. 

Kirsten  i  Jordanne  wystąpiły  w  sukienkach  z  żółtego 

surowego jedwabiu, każda z bukietem białych  róż. Obie miały 

długie  włosy  i  Sally  poprosiła,  by  je  po  prostu  spięły  z  tyłu 

brylantowymi  klamrami.  Melissa  zaś  była  w  bladocytrynowej 

sukience,  miała  francuskie  loki  i  niosła  wiązankę 

różnokolorowych różyczek. 

W  ogrodzie  rozstawiono  krzesła  wzdłuż  alejki,  jaką 

wytyczały  kosze  z  różami.  Jed  stał  w  towarzystwie  Aleksa  i 

Joela,  niecierpliwie czekając. Wszyscy trzej  oszałamiali  męską 

urodą.  Mieli  na  sobie  czarne  fraki  i  jaskrawożółte  kamizelki. 

Pogoda dopisała, jak na połowę grudnia było sucho. 

Wsz

ystko odbywało się jakby we śnie, ale kiedy Jed i Sally 

stanęli twarzą w twarz i do ślubowania ujęli się za ręce, Kirsten 

background image

nie  mogła  się  powstrzymać  i  rzuciła  ukradkowe  spojrzenie  na 

Joela.  Cichutko  westchnęła,  ujrzawszy,  że  on  na  nią  patrzy  z 
wyrazem, jaki

ego dotąd u niego nie widziała. Usiłowała dociec, 

co  by  to  miało  znaczyć,  ale  już  po  chwili  podążała  alejką  za 

nowożeńcami, pod rękę z Joelem. 

– 

Piękna uroczystość – szepnął jej do ucha, kiedy orszak się 

rozszedł. 

–  O, tak – 

zdążyła mu odszepnąć, zanim Melissa pociągnęła 

ją za sukienkę. 

– 

Nie  pamiętam,  gdzie  jest  toaleta  –  powiedziała 

alarmującym tonem. 

Kirsten uśmiechnęła się do Joela i wzięła siostrzenicę za rękę. 

Kiedy  wróciły,  goście  zasiadali  do  uczty  weselnej.  Wszyscy 

delektowali  się  wybornymi  potrawami i Kirsten z Joelem nie 

mieli  sposobności  do  rozmowy.  Wygłoszono  przemówienia, 

zabrał także głos Jed, który z czułością mówił o swej żonie, po 

czym zagrała orkiestra. 

Melissie zachciało się spać i wdrapała się Kirsten na kolana. 
– 

Miałaś dzisiaj dużo wrażeń, prawda, maleńka? 

–  Tak.  – 

Melissa skinęła główką. – Mojej mamusi by się tu 

podobało  –  dodała  z  pełną  smutku  rezygnacją  i  Kirsten 

wzruszenie  ścisnęło  gardło.  To  dobrze,  że  mogły  mówić  o 

Jacqui  i  jej  mężu.  Kirsten  pragnęła  to  kontynuować  –  by 
podtrzymyw

ać pamięć o nich. 

– 

Myślę, że tak, kochanie. 

– 

Czy  tęsknisz  za  moją  mamusią?  –  spytała  Melissa  i 

podniosła wzrok na ciotkę. 

– 

Bardzo tęsknię – wyszeptała Kirsten – ale ty jesteś do niej 

tak podobna, że za każdym razem, gdy się uśmiechasz, czuję się, 
jakby 

to ona była przy mnie. – Położyła rękę na sercu. 

– 

Kocham cię, ciociu Kirsten – rzekła Melissa i ziewnęła. 

background image

– 

Ja  też  ciebie  kocham,  Lissy  –  wyszeptała  Kirsten, 

powstrzymując łzy napływające jej do oczu. 

Podszedł  Joel  i usiadł  obok  Kirsten,  spoglądając  na  dziecko 

śpiące w jej ramionach. 

– 

To był dla niej wielki dzień – powiedział. – Dzielnie sobie 

radziła. 

– 

Tak, masz rację – odrzekła Kirsten z uśmiechem. 

– 

Położę ją spać, a potem zatańczymy, dobrze? 

– 

A jak się obudzi? Nie będzie wiedziała, gdzie jest. 

W  tym  momencie  podeszła  do  nich  Isobelle  i  pocałowała 

wnuczkę w głowę. 

– 

Uprzedziła  mnie  –  zauważyła  ze  śmiechem.  –  Greg i ja 

idziemy  się  położyć  do  naszego  uroczego  pokoju  i  chciałam 

wam  powiedzieć  dobranoc.  –  Matka  Kirsten  przeniosła 
spojrzenie z córki n

a Joela i z powrotem na córkę. – Poproszę 

Grega,  żeby  zaniósł  Melissę  do  domu  i  położył  do  łóżka.  Jej 

pokój jest na wprost naszego, po drugiej stronie korytarza, więc 

będziemy mogli nad nią czuwać. A wy zostańcie i zabawcie się. 

– 

Świetny pomysł – rzekł Joel i wstał. – Idę po Grega. Zanim 

Kirsten zdołała zaprotestować, wszystko zostało zorganizowane. 

Chociaż  całym  sercem  kochała  Joela,  teraz  czuła  się  przy  nim 

trochę nieswojo. W ich związku było zbyt dużo niewiadomych, 

a dzisiejszy wieczór nie nadawał się do dyskusji na ten temat. 

– 

Chodź,  moja  droga  –  powiedział,  gdy  Isobelle  i  Greg 

zabrali Melissę. Wziął Kirsten za rękę i zaprowadził na parkiet. 
– 

Zatańczmy! 

 

W niedzielę Kirsten, Joel i Melissa wrócili do Canberry. Jed i 

Sally  zamierzali  spędzić  kilka  dni  w  pięknych  Górach 

Błękitnych,  rozciągających  się  na  zachód  od  Sydney,  a  potem 

wrócić na tradycyjne przyjęcie połączone z ubieraniem choinki, 

background image

urządzane przez Jane McElroy dwudziestego czwartego grudnia. 

W  tym  roku  Jane  planowała  nadać  mu  szczególnie  uroczysty 
charakter. 

–  Kirsten, kiedy zamykasz gabinet? – 

spytał  Joel  w  środę 

rano, wybierając się na ostatnią sesję z fizjoterapeutą. 

– 

W  piątek  po  południu  –  odrzekła  Kirsten,  która  kończyła 

jeść śniadanie. 

Od powrotu z Sydney starała się zapomnieć o wątpliwościach 

dotyczących ich związku, lecz nie dawały jej spokoju. Usiłowała 

cieszyć się każdą minutą, którą ona i Melissa spędzały z Joelem, 

wiedząc, że wkrótce może je opuścić na zawsze. 

– 

Kiedy... zamierzasz wrócić do Sydney? 

– 

W piątek wieczór. A ty i Melissa kiedy lecicie? 

– 

W  sobotę  rano.  Moi  rodzice będą  nam  towarzyszyć,  więc 

chyba nie będę musiała nic jej dawać na uspokojenie. 

– 

Czy ona naprawdę myślała, że ja nie wrócę? – spytał Joel 

po chwili wahania. 

–  Owszem.  – 

Kirsten  spojrzała  mu  prosto  w  oczy.  –  Tak 

myślała – dodała spokojnie. 

Wiedziała,  jak  ważny  jest  dla  niego  medal  olimpijski,  a 

ponieważ go kochała, pragnęła tylko jego szczęścia, ale czy on 

nie  widzi,  że  prawdziwe  szczęście  ma  przed  nosem?  Obie  z 

Melissą bardzo go kochają, a mimo to on szuka szczęścia gdzie 

indziej.  Joel  nic  więcej  nie  powiedział,  więc  Kirsten  zaniosła 
swój kubek i talerz do zlewu. 

– 

Później umyję naczynia. Teraz prędko zaprowadzę Melissę 

do mamy, bo inaczej spóźnię się do pracy. 

W  czwartek  spędzili  wieczór  razem,  siedząc  na  kanapie  i 

oglądając stary film z Mae West. Kirsten wiedziała, że zachowa 

te chwile z Joelem na zawsze w pamięci. Wkroczył w jej życie 

niecałe dziewięć tygodni temu i to były najlepsze tygodnie, jakie 

background image

kiedykolwiek przeżyła. 

W  piątek  wieczorem  obie  odprowadziły  Joela na lotnisko, 

gdyż Kirsten uznała, że dla Melissy będzie lepiej, jeśli zobaczy, 

jak on wsiada do samolotu, a nie jak odjeżdża taksówką sprzed 

domu. Ucałowała go czule, a potem obydwie patrzyły, jak jego 

samolot wzbija się w niebo. 

– Jutro zobaczymy Joela, prawda, ciociu? – 

spytała niepewnie 

Melissa, kiedy wróciły do samochodu. 

– 

Oczywiście, kochanie. 

Podczas  jazdy  Melissa  była  dziwnie  milcząca  i  Kirsten 

zaniepokoiła się, że dziewczynka może się znów rozchorować. 

W końcu dziecko przemówiło: 

– Dlaczego Joel 

nie jest razem z tobą i ze mną? Tak jak moja 

mamusia i tatuś byli ze sobą? 

–  No wiesz, kochanie – 

Kirsten przełknęła ślinę, gdyż nagle 

zaschło jej w gardle – my nie jesteśmy małżeństwem. 

– 

Ale przecież cały czas się całujecie. 

– 

Tak, całujemy się – potwierdziła z uśmiechem. 

– I ty go lubisz. 
– Tak. 
– I on ciebie lubi. 
– Tak. 
– 

Ale nie mieliście takiego wesela jak Sally i Jed. 

– Nie – 

odparła Kirsten, zastanawiając się, czy kiedykolwiek 

się pobiorą, czy też złoto olimpijskie dostatecznie ogrzeje Joela 

w owe lodowate zimowe wieczory, za którymi tak przepadał. 

– 

Może  też  się  pobierzecie  i  ja  będę  na  waszym  weselu  – 

paplała  Melissa.  –  W  różowej  sukience.  A  czy  Jordanne 

wychodzi za mąż? 

– Tak. – 

Kirsten starała się stłumić żal. Obydwie przyjaciółki 

były szczęśliwe ze swoimi wybrańcami, a jej ukochany właśnie 

background image

odleciał – ponownie! 

– 

Na  jej  weselu  będę  w  czerwonej  sukience  –  oznajmiła 

Melissa. Po chwili namysłu zapytała: – Kto jeszcze wychodzi za 

mąż? Bo chciałabym mieć też niebieską sukienkę. 

Kirsten nie mog

ła się powstrzymać od śmiechu. 

– 

Lissy,  i  bez  wesela  możesz  mieć  nową  sukienkę.  Jeśli 

chcesz niebieską, to ci ją kupię. 

– 

Naprawdę,  ciociu?  Ale  fajnie!  Tylko  że  mieć  nową 

sukienkę specjalnie na wesele to większa frajda. 

– 

Tak, masz rację. – Kirsten westchnęła ze smutkiem. Melissa 

bez  ustanku  szczebiotała,  a  wieczorem  bez  oporu  poszła  do 

łóżka,  szczęśliwa,  że  nazajutrz  zobaczy  kochanego  Joela.  Tym 

razem przy wsiadaniu do samolotu nie histeryzowała i – dzięki 

obecności  dziadków  –  zniosła  pogodnie  krótką  podróż  z 
Canberry do Sydney. 

Joel  nie  czekał  na  lotnisku  i  Kirsten  zamarło  serce. 

Bezustanne pytania Melissy, co się z nim stało, wprawiły ją w 

jeszcze gorszy nastrój. Zamiast Joela przyjechał John McElroy, 

tłumacząc,  że  Joel  właśnie  odbywa  ostatni  sprawdzian 
k

walifikacyjny przed olimpiadą. 

– 

Myślałam, że ma go po południu – rzekła Kirsten. 

– 

Udało  mu  się  go  przenieść  na  wcześniejszą  porę.  Dzięki 

temu po południu będziemy razem. 

Melissa,  przełamawszy  początkową  nieśmiałość,  zaczęła 

zasypywać Johna pytaniami. 

Kiedy przyjechali do domu McElroyów, Kirsten i Melissa 

zostały  zaprowadzone  na  górę,  do  dawnego  pokoju  Jordanne. 

Melissa  aż  jęknęła  z  zachwytu,  widząc  prześlicznie  urządzony 

pokoik,  łóżko  okryte  kapą z  falbankami i  tapety o  kwiatowym 
wzorze. 

Kirsten obserw

owała dziecko, które stało bez ruchu na środku 

background image

pokoju i przyglądało się wszystkiemu z otwartą buzią. 

– 

Czy chciałabyś, żeby twój pokoik tak wyglądał? – spytała z 

wahaniem.  Specjalnie  upodobniła  pokój  Melissy  do  tego 

urządzonego przez Jacqui, gdyż sądziła, że pomoże to dziecku 

łatwiej się przystosować. 

– 

Czy to możliwe? 

– 

Pewno,  że  tak.  Po  świętach  pójdziemy  do  specjalnego 

sklepu i dobierzemy farby i kolory. 

– 

I  kupimy  nową  kapę  na  łóżko?  –  zapytała  dziewczynka, 

podskakując z radości. 

– No jasne – 

odparła Kirsten, ubawiona jej entuzjazmem. 

– 

Joel nam pomoże. On jest duży i może wysoko sięgać. 

Kirsten  nic  na  to  nie  odpowiedziała,  zresztą  na  szczęście 

uwagę  Melissy  zajęła  stara  pozytywka  Jordanne.  Jak  ma 

wyjaśnić dziewczynce, że Joel prawdopodobnie nie wróci razem 

z nimi do domu po świętach Bożego Narodzenia? 

Gdy były na górze, przyjechał Joel, promiennie uśmiechnięty. 

Kiedy Kirsten schodziła na dół, kolana się pod nią uginały; była 

zła  na  siebie  za  taki  brak  opanowania.  Patrzyła,  jak  Joel 

schwycił  w  objęcia  Melissę,  wycałował  ją  i  połaskotał  w 
brzuszek. 

–  Teraz twoja kolej! – 

powiedział,  widząc  Kirsten  na 

schodach.  Wypuścił  Melissę  i  gnając  po  dwa  stopnie  naraz, 

dopadł Kirsten, podniósł w górę i pocałował w usta. 

– 

Ostrożnie. Widzę, że jesteś zadowolony – odezwała się ze 

zlodowaciałym sercem. Z jego zachowania wywnioskowała, że 

zakwalifikowano go na olimpiadę. 

– Jeszcze jak! – 

Spojrzał jej w twarz i przestał się uśmiechać. 

– 

Co się stało? – zapytał i postawił ją na ziemi. 

Nie mogła powstrzymać łez, które napłynęły jej do oczu. 
–  Nic...  – 

Urwała  i  zaczerpnęła  tchu.  –  Najwyższy  czas, 

background image

żebyśmy... Joel, muszę z tobą porozmawiać. 

–  No jasne – 

mruknął  z  zatroskaniem.  –  No jasne. – 

Zaprowadził ją do biblioteki. – Co się stało? – spytał, zamykając 
drzwi. 

Odeszła od niego o kilka kroków i stanęła przy kominku. W 

palenisku,  oczyszczonym  po  zimie,  nie  było  teraz  drew  ani 

papieru.  Spojrzała  na  rodzinny  portret  sprzed  lat,  wiszący  nad 

kominkiem, i westchnęła. 

– Joel – 

zaczęła cicho, zwracając ku niemu twarz. – Musimy 

porozmawiać... o nas. 

– Dobrze – 

odparł. – Ale o co chodzi? 

– O ciebie – 

odparła i wskazała go palcem, a potem poprawiła 

włosy. Specjalnie je rozpuściła, gdyż wiedziała, jak on lubi na 

nie patrzeć, a pragnęła mu sprawić przyjemność. 

– Nie rozumiem. 
– Jak widzisz nasz

ą przyszłość? – zapytała i na twarzy Joela 

odmalowało  się  zrozumienie.  –  Jedziesz  na  olimpiadę  i  nie 

będzie  cię  co  najmniej  cztery  miesiące  albo  i  dłużej.  Co  się 

stanie  z  nami?  Czy  mam  czekać,  aż  wrócisz?  I  czy  w  ogóle 

wrócisz?  Czy  chcesz  na  stałe  być  moim  wspólnikiem i 

prowadzić  ze  mną  praktykę  lekarską?  Czy  chcesz  założyć 

rodzinę? 

– Ho, ho! – 

Wzniósł ręce do góry. – Chyba to cię od dawna 

nurtuje, co? – 

spytał i postąpił kilka kroków ku niej, po czym się 

zatrzymał. 

– 

Tak.  Nie  chciałam  zakłócać  reżimu  twoich treningów, bo 

wiem,  ile  znaczy  dla  ciebie  olimpiada,  ale  żebym  chociaż 

wiedziała,  co  czujesz...  –  Głos  ją  zawiódł,  odwróciła  się  i 

obiema  rękoma  uchwyciła  się  półki  nad  kominkiem.  –  Czy ty 

masz pojęcie, jaki okropny był ten tydzień bez ciebie? – Mówiła 
g

łębokim  głosem,  drżącym  od  udręki.  –  Mam teraz wiele 

background image

sympatii i szacunku do osób, które samotnie wychowują dzieci, 

ale coś ci powiem, Joel. – Obróciła się ku niemu twarzą. – Ja nie 

chcę być samotną matką. Melissa – ciągnęła – była półżywa ze 
zmartwienia i 

strachu, czy cię jeszcze kiedyś zobaczy. Ona tak 

bardzo cię kocha i tak bardzo cię potrzebuje. 

– Wiem – 

odparł. – Wiem. 

– 

Kocham cię – wyszeptała. Jej oczy mówiły to samo. 

– 

Moja miła – powiedział i jednym skokiem znalazł się przy 

niej.  – 

Moja  miła  –  szepnął,  pochylił  się  i  pocałował  ją z  całą 

siłą namiętności w usta. 

Ten pocałunek wiele obiecywał, ale Kirsten czekała również 

na  słowa  –  małe  dwa  słówka,  które  by  scaliły  jej  rozchwiane 

życie.  Tymczasem  jednak  Joel  wypuścił  ją  z  objęć,  bo  drzwi 
biblioteki otw

orzyły się i pojawiła się w nich Melissa. 

– 

Tu jesteś! – zawołała i zaplotła rączki wokół nogi Joela. – 

Szukałam cię. Jane mówiła, że musisz iść do sklepu, zanim go 

zamkną, i że jeżeli ciocia się zgodzi, będę mogła pójść z tobą. – 

Utkwiła błagalny wzrok w Kirsten. – Proszę, ciociu, pozwól mi 

iść z Joelem. Proszę. 

Kirsten  nie  wiedziała,  co  myśleć,  co  mówić.  Była  tak 

rozgorączkowana, że nie była pewna, co robić. 

– 

Prędko wrócimy – rzekł Joel i ujął Melissę za rączkę. 

– Dobrze – 

odrzekła Kirsten i skinęła głową. 

– 

Ojej!  Dziękuję,  ciociu!  –  pisnęła  Melissa,  uściskała  nogę 

Kirsten i wybiegła z pokoju. 

Joel krótko ucałował Kirsten i wskazał drzwi. 
– Lepiej nie dam... 
– 

... jej czekać – dokończyła Kirsten. – Idź! 

– 

Wkrótce wrócę. Wszystko rozwikłamy – obiecał i podążył 

za Melissa. 

Kirsten  zagłębiła  się  w  wygodnym  fotelu  i  pierwszy  raz  od 

background image

tygodni  nie  była  w  stanie  płakać.  Jednakże,  chociaż  rozmowa 

nie potoczyła się tak, jak planowała, ciężar spadł jej z serca, bo 

powiedziała Joelowi, że go kocha. 

Nie  wiedziała,  jak  długo  tu  jest,  ale  kiedy  poczuła,  że  ktoś 

delikatnie  nią  potrząsa,  zdała  sobie  sprawę,  że  musiała  się 

zdrzemnąć. 

– Kirsten, kochanie... 

Poznała głos pani domu, Jane McElroy. 
– Mhm. 
– 

Kirsten, zbudź się! 

Podskoczyła, omal nie zwalając Jane z nóg. 
–  Och, przepraszam. – 

Spojrzała w okno. Na zewnątrz było 

ciemno. Stłumiła ziewnięcie. – Która to godzina? 

– 

Już niedługo kolacja. Pomyślałam sobie, że dobrze ci zrobi 

drzemka. – 

Objęła Kirsten matczynym uściskiem. 

– 

Krzątamy się wszyscy i nie było nawet okazji, żeby chwilkę 

odetchnąć. – Usiadła w fotelu naprzeciwko Kirsten. 

–  Czy Melissa i Joel wrócili? – 

spytała  Kirsten  z 

przestrachem. 

– 

Tak,  kochanie.  Melissa  bawi  się  w  ogrodzie  z  innymi 

dziećmi, a Joel pomaga ojcu ustawić stół. 

– 

A czy ja mogłabym w czymś pomóc? 

– 

Dziękuję,  kochanie,  ale  wszystko  funkcjonuje  jak  w 

zegarku. A dzięki ludziom z firmy urządzającej przyjęcia nawet 

ja mam wolną chwilę. – Uśmiechnęła się serdecznie do Kirsten i 

poprosiła: – Opowiedz mi o sobie i Joelu. 

Kirsten  sennie  się  uśmiechnęła  i  umościła  wygodniej  w 

fotelu. 

– Nic nie umknie twojej uwagi, prawda, Jane? Chyba przez te 

wszystkie lata wiedziałaś, że on mi się podoba. 

Jane tylko skinęła głową. 

background image

– Kocham go – 

powiedziała Kirsten, zamykając oczy. 

–  Jest dla mnie wszystkim... ale dla  niego wszystkim jest 

olimpiada. 

– 

Joel  jest  bardzo  podobny  do  swojego  ojca.  Kiedy  się  na 

czymś  skoncentruje,  cały  się  temu  oddaje.  Dlatego  odnosi tyle 

sukcesów w sporcie. Lecz zarazem, co mi się w nim podoba, ma 

zdolność  akceptacji.  Chyba  dzięki  temu  tak  dobrze 

porozumiewa  się  z  dziećmi.  Nie  zmusza,  żeby  coś  robiły.  Po 

prostu pozwała, żeby były sobą, i je akceptuje takimi, jakie są. 

Justin  i  Jasmine  nie  mają  ani  takiej  cierpliwości,  ani  tej 

zdolności  akceptacji  co  on,  ale  przypuszczam,  że  z  własnymi 

dziećmi jest inaczej. 

Chwilę obydwie milczały, nasłuchując oddalonych odgłosów 

dużego, pełnego ludzi domu. 

– 

Ja  zawsze  wierzyłam  w  cuda,  ale  ostatnio...  –  Kirsten 

zamilkła  i  potarła  ze  znużeniem  czoło.  –  Nie  wiem,  może  po 

prostu jestem zmęczona. Zbyt zmęczona, żeby jasno myśleć. 

– 

Zamąciło  ci  się  w  głowie  od  ciągłego  analizowania  – 

podsunęła Jane i Kirsten potaknęła. 

– 

Właśnie. 

– 

Więc  przestań.  Przestań  analizować  i  po  prostu... 

zaakceptuj.  Pogódź  się  z  tym,  że  Joel  jest  taki,  jaki  jest, 

niezależnie  od  tego,  czy  bierze  udział  w  zawodach,  czy 

przyjmuje pacjentów, i po prostu kochaj go za to, że jest sobą. 

Jeżeli  mnie  posłuchasz,  mogę  cię  zapewnić,  że  nie  popełnisz 

błędu.  –  Jane  ujęła  Kirsten  za  rękę  i  uścisnęła  ją.  –  A teraz 

chodźmy ubierać drzewko. 

Kirsten  już  w  lepszym  nastroju  pomknęła  na  górę,  by  się 

przebrać. Po rozrzuconym ubraniu Melissy zorientowała się, że 

widocznie  dziewczynkę  już  przebrano  w  żółtą,  „weselną” 

sukienkę. 

background image

Pozbierała  ciuszki  Melissy,  włożyła  czarne  spodnie  i 

czerwono-

zieloną  bluzkę  z  ornamentem  świątecznym,  uczesała 

włosy,  do  uszu  przypięła  kupione  na  tę  okazję  kolczyki  i 

poprawiła  makijaż.  Kiedy  schodziła  ze  schodów,  czuła  się  o 
wiele lepiej. 

Wszędzie kręcili się ludzie. Przybyli rodzice Sally i Aleksa, 

Isobelle  i  Greg  także  byli  obecni.  Rodzeństwo  Joela  zaprosiło 

krewnych  swoich  małżonków,  tak  że  atmosfera  była  w  pełni 
rodzinna. 

Wszyscy rozmawiali, kiedy John, Jed i Justin ustawiali 

wysoką  choinkę,  na  której  wkrótce  miary  być  zawieszane 

ozdoby. Kiedy wszystko było gotowe, zaczęła się uroczystość. 

Były  różnokolorowe  światełka  i  mieniące  się  kolorami  tęczy 

bańki,  świecidełka,  łańcuchy,  wszelkiego  rodzaju  ozdoby. 

Każdy  z  gości  coś  przyniósł  i  własnoręcznie  stroił  drzewko. 

Kirsten obserwowała uważnie siostrzenicę, widziała jej zachwyt 
i zadziwienie 

przebiegiem  uroczystości.  Melissa  bawiła  się  z 

dziećmi  Jasmine  i  Justina,  szczególnie  oczarowała  ją  maleńka 
córeczka Jareda. 

Kirsten  przypatrywała  się  także  Joelowi,  który  był 

uszczęśliwiony, że jest w domu, a nie na drugim końcu świata 

jak  poprzedniego  roku.  Czuła  się  trochę  zakłopotana, 

wyznawszy mu miłość, ale przy tym cieszyła się, że to uczyniła. 

Kiedy  spotkali  się  spojrzeniami ponad  głowami gości,  Joel  się 

uśmiechnął. Szczęśliwym, kochającym uśmiechem. 

Niebawem Jane obwieściła początek kolacji i wszyscy usiedli 

przy  długim  stole,  specjalnie  przygotowanym  na  tę  okazję. 

Kirsten  z  podziwem  oglądała  pięknie  wypisane  karty  i 

fantazyjnie opakowane cukierki niespodzianki, aż proszące się, 

by  je  otworzyć.  Ciekawa  była,  czy  w  tym  roku  Joel  pomagał 

matce  w  ich  przygotowaniu,  jak  wtedy,  gdy  był  małym 

background image

chłopcem. 

John McElroy, głowa klanu rodzinnego, stuknął w kieliszek, 

prosząc  o  ciszę.  Przywitał  wszystkich,  po  czym  poprosił,  aby 

pochylili 

głowy, 

przyjmując 

bożonarodzeniowe 

błogosławieństwo. Kiedy skończył, a chór głosów wyrecytował 

„amen”, sięgnął po cukierek, na którym wypisano z zakrętasami 

jego imię i nazwisko złotym atramentem. 

– 

A  teraz  zgodnie  z  tradycją  należy  otworzyć  cukierki 

niespodzianki, które Jane i jej mali podopieczni przygotowywali 

przez cały dzień, pięknie je ozdabiając. Dobrej zabawy! 

Wokół  stołu  rozległy  się  szelesty  i  trzaski.  Kirsten  zwróciła 

się do Melissy, która siedziała między nią i Joelem. 

– Otworzysz swój? – 

spytała. 

Melissa  spojrzała  najpierw  na  nią,  a  potem  na  Joela, i 

potrząsnęła główką, a jej mała buzia rozjaśniła się uśmiechem. 

– Najpierw ty, ciociu. – 

Wskazała cukierek z jej imieniem. 

Kirsten wzruszyła ramionami i wzięła go do ręki, którą potem 

wyciągnęła do Melissy i Joela. 

– 

Pomożecie mi? – zapytała. 

– Oczywi

ście – odparł Joel i uczynił zadość jej prośbie. 

Kirsten otworzyła szeroko oczy na widok tego, co wypadło ze 

środka. Była to karteczka papieru, ale nie owinięta wstążeczką, 

lecz wsunięta w brylantowy pierścionek. 

Zdumiona  Kirsten  wydała  stłumiony  okrzyk  i  kilka osób 

siedzących w pobliżu zwróciło głowy w jej stronę, by zobaczyć, 

co  się  dzieje.  Kirsten  ujęła  pierścionek  drżącymi  palcami. 

Popatrzyła na Joela, który się uśmiechał nieśmiało, niepewny jej 
reakcji. 

– 

Przeczytaj karteczkę, ciociu – przynagliła Melissa. 

Kirsten  zdrewniały  ręce.  Jak  zaklęta  trzymała  karteczkę  i 

pierścionek, nie zważając na utkwione w niej oczy wszystkich 

background image

gości, świadoma tylko obecności dwu istot siedzących obok. 

Joel  sięgnął  ręką  i  powoli  zsunął  pierścionek  ze  zwitka 

papieru.  Ujął  lewą  rękę  Kirsten  i  włożył  pierścionek  na  jej 
serdeczny palec. 

– 

Przeczytaj  kartkę  –  rzekł  cicho,  i  naraz  palce  Kirsten 

odzyskały moc. 

Rozwinęła  karteczkę  i  ujrzała  wypisane  złotym  atramentem 

słowa, obwiedzione czerwonym i zielonym ornamentem. 

–  To ja namalow

ałam  obwódkę  –  pochwaliła  się  Melissa,  i 

chociaż  Kirsten  zachwycił  ornament,  jeszcze  bardziej 

zachwyciły ją słowa. 

Brzmiały one: KOCHAM CIĘ. WYJDŹ ZA MNIE. JOEL. 

Kirsten  głośno  zaczerpnęła  tchu  i  zwróciła  spojrzenie  na 

mężczyznę, który wciąż czule trzymał ją za rękę. 

– 

Więc jak? – zapytał ledwo słyszalnym głosem. 

– 

A co z olimpiadą? – szepnęła. 

– 

Nie jadę. 

To była ostatnia rzecz, jaką się spodziewała usłyszeć. 
– Dlaczego? – 

Jej głos zabrzmiał mocniej. – Byłeś dzisiaj taki 

szczęśliwy.  Byłeś  szczęśliwy,  gdy  wróciłeś  po  spotkaniu  z 
trenerem. 

– 

Pewno,  że  byłem  szczęśliwy.  Wreszcie  sobie 

uświadomiłem,  że  wszystkie  olimpijskie  medale  nie  dadzą  mi 

tyle szczęścia co ty. Ty i Melissa. Wy jesteście moimi złotymi 
medalami. 

Kirsten  nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Spojrzała  na  Melissę, 

uświadamiając  sobie,  że  dziewczynka  została  dopuszczona  do 

udziału w spisku. 

– 

A co ty myślisz, Lissy? 

– 

Moja  mamusia  i  tatuś  umarli  –  powiedziała  spokojnie 

Melissa. – 

A Joel mi obiecał, że będzie moim nowym tatusiem. 

background image

Na  słowa  Melissy  łzy  wytrysnęły  Kirsten  z  oczu,  gardło 

ścisnęło się ze wzruszenia. Melissa znowu utkwiła w niej wzrok 

i Kirsten niecierpliwie otarła policzki, nie dbając o makijaż. 

– 

Ciociu Kirsten, czy zostaniesz moją nową mamusią? 

Kirsten  zadrżały  usta.  Nie  wierzyła  swoim  uszom.  Marzyła, 

by usłyszeć te słowa, i była niebotycznie szczęśliwa, że Melissa 

uwalnia się od swojej udręki. Pogładziła dziewczynkę czule po 
policzku. 

–  Tak  – 

szepnęła  i  na  potwierdzenie  energicznie  skinęła 

głową.  Podniosła  głowę  i  spojrzała  Joelowi w oczy. –  Tak  – 

oświadczyła, po czym radośnie się roześmiała. 

Gdy  Joel  przechylił  się  nad  Melissa  i  pocałował  Kirsten  w 

usta, rozległy się oklaski. Potem posadził sobie dziewczynkę na 

kolanach i przesiadł się na jej krzesło, żeby mogli wszyscy troje 

się objąć. 

– Moja rodzina – 

powiedziało wniebowzięte dziecko. 

 

background image

EPILOG 

 
– 

Usiądź wreszcie, Matyldo, bo wszędzie porozlewasz sok – 

upomniała Kirsten córeczkę, która w końcu usłuchała. 

– 

Szkoda,  że  nie  mam  cierpliwości  Joela  –  powiedziała  do 

Jordanne i Sally, kt

óre przybyły na rodzinne przyjęcie. 

– 

A  to  maleństwo  jest  zawsze  zadowolone,  całkiem  jak  jej 

wujkowie  – 

rzekła  Sally,  która  wzięła  na  ręce  Jane,  jedno  z 

trzymiesięcznych trojaczków, które urodziła Jordanne. 

Malutka  Jane  rozpłakała  się  wniebogłosy i Jordanne 

wyciągnęła do niej ręce. 

– 

Daj  mi  ją.  Doprawdy,  czasem  się  czuję  jak  maszyna  do 

karmienia. 

– 

Dobrze, że nie zaszłaś znowu w ciążę – rzekła Kirsten, na 

co Jordanne pokiwała głową. 

– Teraz kolej na Sally! – 

Jordanne się roześmiała. 

–  Tommy ma 

już  prawie  trzy  lata  i  przyda  się  mu 

siostrzyczka albo braciszek do zabawy – 

odparła  Sally  i 

poklepała swój zaokrąglony brzuch. 

– 

Wszystko  w  porządku?  –  zabrzmiał  męski  głos  i  w 

drzwiach  stanął  Alex.  Podszedł  do  wózka  i  popatrzył  na 
Annabelle i Charlotte, 

które na szczęście mocno spały. 

– 

To straszne, kiedy cała trójka budzi się o drugiej nad ranem, 

a mnie czeka w szpitalu operacja za operacją. 

– 

Wyobrażam sobie – powiedziała Kirsten. 

– Jak tam jedzenie? – 

spytała Sally. 

–  Prawie gotowe – 

odparł  Jed.  Podszedł  do  żony  i  ją 

pocałował. – Gdzie jest Tommy? – zapytał. 

– 

Przygląda  się,  jak  Melissa  gra  na  komputerze  –  odparła 

Sally. – 

Czas, żeby skończyli i umyli ręce. 

background image

– 

Pójdę po nich – oznajmił Jed i wyszedł. 

– 

Czy możemy zaczynać? – spytał Joel. 

Kirsten uśmiechnęła się na widok męża, jej wzrok był pełen 

miłości. Matylda dopiła swój sok i podbiegła do ojca. 

– 

Zasiądźmy  już  do  uczty,  bo  to  nienarodzone  maleństwo 

zacznie protestować, że je źle odżywiam – rzekła Sally i wyszła 

do zalanego słońcem ogrodu. 

Kirsten  podążyła  za  nią  i  stanęła  urzeczona  pięknem 

kuflików, które Joel posadził w ogrodzie trzy lata temu. 

Westchnęła,  gdy  podeszła  do  niej  Melissa  i  ją  objęła. 

Siedmioletnia  dziewczynka  była  tak  podobna  do  Jacqui,  że 

czasem  Kirsten  na  jej  widok  nie  mogła  pohamować  łez. 

Wprawdzie  Melissa  mówiła  do  niej  „mamo”,  lecz  obydwie 

kultywowały pamięć jej rodziców. 

– 

Czy  wszyscy  są?  –  zwrócił  się  Joel  do  gromadki 

McElroyów i Page’ów. – 

Jedzenie stygnie, więc proszę, jedzmy. 

Kiedy wszyscy zaczęli sobie nakładać potrawy i w ogrodzie 

rozległ się szmer wesołych rozmów, Joel zbliżył się do Kirsten i 

musnął ustami jej szyję. 

– 

Kocham panią, pani McElroy – wyznał. 

– 

Z wzajemnością – odparła i pocałowała go w usta. 

 


Document Outline