background image

W

czesnośredniowieczne  źródła  mówiące  o  Słowianach  pochodzą  z  trzech 

kręgów kulturowych: bizantyńskiego, łacińskiego i arabskiego. Uznaje się, 

że w charakterystykach pisanych przez Greków czy łacinników pojawia się wiele 

wspólnych określeń, tzw. toposów. Miały one zostać przejęte jeszcze z historio-

grafii antycznej. Z tego też powodu często nie docenia się tych źródeł, uznając 

je za bezwartościowe — dyskwalifikuje te przekazy powtarzanie schematów opi-

su obcych ludów, w tym wypadku Słowian. Ponieważ zarówno w kręgu greckim, 

jak i łacińskim Słowianie występują jako zagrożenie bytu i majętności, naturalne 

wydaje się ukazanie jak najgorszego ich oblicza. Wroga trzeba zdyskredytować, 

przedstawić go w najgorszym świetle, a stąd już blisko do użycia pewnych utar-

tych schematów. Powstaje jednak zawsze wątpliwość, czy możemy odrzucić owe 

źródła, uznać przekazywane w nich informacje za schematyczne — stereotypowe. 

Szczególnie uderzające są pewne opinie na temat Słowian zawarte w wypowie-

dziach ludzi Kościoła, należące do nurtu przekazującego zdecydowanie pejora-

tywny wizerunek tego ludu. Pochodzą one z kręgu łacińskiego — tego, który w świetle 

zgodnych ustaleń historyków jest najmniej obiektywny,  najmniej oryginalny i niesa-

modzielny w formułowaniu ocen. 

Obraz Słowian, jaki przekazują nam wczesnośredniowieczne źródła łacińskie, da-

leko odbiega od wyobrażeń słowiańskiej sielanki

. Pierwszą powtarzającą się w teks-

tach cechą Słowian jest niska kultura — poziom życia materialnego, szczególnie kul-

  Omówienie stereotypowych i topicznych określeń Słowian w pracach L.A. Tyszkiewicza, Mo-

tywy oceny Słowian w Kronice Thietmara, w: Studia z dziejów kultury i ideologii ofiarowane Ewie 

Maleczyńskiej w 50 rocznicę pracy dydaktycznej i naukowej, Wrocław–Warszawa–Kraków 968, 

s. 04–8; Z badań nad narodzinami stereotypów Słowian w historiografii zachodniej wczesnego 

średniowiecza, w: Wokół stereotypów Niemców i Polaków, red. W. Wrzesiński, Acta Universitatis 

Wratislaviensis 36, Historia 79, Wrocław 99, s. 27–47; Slavi genus hominum durum, w: Wo-

kół stereotypów Niemców i Polaków, red. W. Wrzesiński, Acta Universitatis Wratislaviensis 554, 

Historia 4, Wrocław 993, s. 3–4.

Piotr Boroń  

CZy SłOWiAnie byLi „WrOGAMi bOGA”? 

TOPOS i reALiA 

We WCZeSnOśredniOWieCZnyCH 

OPiSACH LUdóW SłOWiAńSKiCH.

Boron.indd   119

2007-12-06   14:42:35

background image

Piotr boroń

20

tury osobistej. Mówiąc zaś wprost — brud. Ta cecha występuje zarówno w źródłach 

greckich, jak też łacińskich. izydor z Sewilli, opisując cechy narodowe (proprietates 

gentium), Słowianom przypisuje brud (spurticia)

2

. W parze z tym idzie podkreśla-

nie dzikości, surowości i twardości obyczajów. dowiadujemy się o buntowniczym 

i zdradzieckim usposobieniu Słowian. Zarzuca się w źródłach Słowianom niestałość, 

niewierność, chytrość i podstępność. Barbari, dolosi, insidiosi, contumaces, rebelles, 

ferae nationes (niecywilizowane, zdradzieckie, podstępne, krnąbrne, buntownicze, 

dzikie ludy) — te epitety jakże często odnajdywane są w źródłach w charakterysty-

kach Słowian. Można powiedzieć: odrażający, brudni, źli. Takiego wroga można łatwo 

nienawidzić, łatwo wytłumaczyć konieczność walki z nim, wreszcie usprawiedliwić 

czyny niegodziwe. Wiele z tych określeń ma charakter topiczny — to loci communes 

wielu przekazów. Od starożytności utarł się zwyczaj używania określonych inwektyw 

i zarzutów w stosunku do barbarzyńców — obcych. A takimi przecież w oczach ludzi 

piszących,  zapoznanych z kulturą antyczną, byli nasi bohaterowie — Słowianie.

nie  zawsze  jednak  można  wytłumaczyć  występowanie  negatywnych  opinii 

działaniem  stereotypu  etnicznego,  czy  toposu.  Zadziwiająca  jest  niekiedy  wro-

gość w stosunku do Słowian, używanie mocnych, dosadnych określeń, wręcz od-

mawianie im prawa do uczestnictwa w społeczeństwie chrześcijańskim. W żaden 

sposób użyciem toposu nie można wytłumaczyć opinii o Słowianach świętego Win-

frieda–bonifacego. W liście do króla Aethelbalda z 745 roku pisze: Winnedi quod est 

foedissimum et deterrimum genus hominum (Wenedowie, którzy są najplugawszym 

i najgorszym rodzajem ludzi)

3

. Z tych słów przebijają emocje, złość — „najszpet-

niejszy,  najgorszy  ród  ludzki”.  Cóż  tak  rozsierdziło  tego  apostoła  europy,  czło-

wieka,  który  zmagał  się  z  niejednym  pogańskim  plemieniem

4

?  Skąd  tyle  pasji 

akurat w stosunku do Słowian? Używa bonifacy tego określenia przy okazji po-

informowania króla o przestrzeganiu wierności małżeńskiej u Słowian, w zasadzie 

aż po grób, bo żona odbierała sobie życie po śmierci męża i wraz z nim palona była 

na stosie pogrzebowym. Ten zwyczaj, który dziś określilibyśmy jako barbarzyński, 

znajdował jednak uznanie bonifacego. Mimo to Słowianie budzili w nim odrazę, 

czemu dał wyraz nie tylko w cytowanym liście, ale także w pytaniu skierowanym do 

papieża Zachariasza, czy od Słowian należy pobierać czynsz. Jeżeli oni sami budzą 

odrazę, to należy rozumieć, że budzą ją także ich daniny. Takich wątpliwości nie 

2

  „Spurticia Sclavorum”. Isidori Historia, Additamentum IX, De proprietatibus gentium, Monu-

menta Germaniae Historia (dalej MGH), Auctores antiquissimi, t. : Chronica minora, berolini 

894, t. 2, s. 390.

3

  MGH, Epistolae, t. 3: Merovingici et Carolini aevi, berolini 892, t. , s. 342.

4

  Wolfgang Fritze wykazuje, że negatywny stosunek bonifacego do Słowian jest jedynie pozorny, 

a on sam nie wykluczał możliwości pozyskania Słowian dla wiary chrześcijańskiej. Pomimo to 

faktem jest, że żadnych kroków w tym kierunku nie podejmował, ewentualnie, jako o zakończo-

nych niepowodzeniem nie informują nas o tym odpowiednie przekazy. Por. W. Fritze, Slaven und 

Avaren im aglosächsichen Missionsprogramm, teil 1, Theologia naturalis und Slavenmission bei 

Bonifatius, „Zeitschrift für slavische Philologie” 3 (963), z. 2, s. 36–338.

Boron.indd   120

2007-12-06   14:42:35

background image

Czy Słowianie byli „wrogami boga?”..

2

mieli mnisi klasztoru w Kremmsmünster w 777 roku, którym przyznano daniny 

od podbitych przez księcia bawarskiego Tassilona Słowian, mimo iż, jak słyszymy, 

byli oni increduli — niewierzący.

Jako najdalej idącą inwektywę pod adresem Słowian uznaje się określenie pa-

pieża Grzegorza Wielkiego — Dei hostes (wrogowie boga). Tak traktuje tekst li-

stu  papieskiego  Lech  Tyszkiewicz,  uznając,  że  papież  pragnąłby  prawdziwym 

zwycięstwem nazywać ich chrystianizację

5

. W liście do egzarchy Kallinika z 599 

roku  papież  Grzegorz  wyraża  radość  z  pokonania  Słowian,  stwierdzając  jednak, 

że  prawdziwym  triumfem  byłaby  dopiero  ich  chrystianizacja

6

.  Opinia  taka  jest 

jak najbardziej zrozumiała u głowy Kościoła, późniejszego świętego. Wiarę należy 

przecież nieść wszystkim narodom, a Grzegorz był przecież inicjatorem nowej po-

lityki chrystianizacyjnej wobec pogan. Jak fałszywa nuta w melodii gregoriańskie-

go śpiewu brzmi jednak nazwanie Słowian wrogami boga — Dei hostes. Grzegorz 

mógł napisać przecież po prostu  „poganie” czy też użyć innego terminu — barbari

„niewierni”, albo po prostu „psy” — canes, jak wielu nazywało Słowian. Użył jed-

nak określenia bardzo mocnego, wręcz największego kalibru. To oczywiście zabieg 

retoryczny, dość jednak znamienny, zmuszający do refleksji. Wrogiem boga jest 

przede wszystkim szatan. Słowianie zostają tu jakby z nim zrównani. Co skłoniło 

świętego papieża do użycia tak mocnego określenia? Czy Słowianie byli rzeczywi-

ście Dei hostes — wrogami boga? Szatańskim nasieniem?

Określenie  Grzegorza  Wielkiego  nie  ma  żadnych  cech  toposu  —  wspólnego 

schematu. Czy jednak oddaje ono rzeczywisty stosunek papieża do nowych sąsia-

dów italii, którzy mogą jej zagrozić poprzez istrię, jak obawia się Grzegorz? Przy 

uważniejszej lekturze wydaje się, że użyte przez Grzegorza określenie nie odnosi się 

wcale do Słowian. List Grzegorza skierowany jest do egzarchy raweńskiego Kallini-

ka przy okazji poselstwa z wyspy Capritana. Papież wyraża radość z odniesionego 

przez egzarchę zwycięstwa nad Słowianami. To jedynie początek listu, jakby nawią-

zanie do ostatnich wydarzeń. Obok tej nowiny wielką radość sprawiło papieżowi 

poselstwo z wymienionej wyspy, gdyż jej mieszkańcy zapragnęli powrócić do jed-

ności z Kościołem. i dopiero teraz papież pisze: „Tym łatwiej zatem będziecie po-

trafili pokonać waszych wrogów, jeśli tych, których rozpoznacie jako wrogów boga, 

przyprowadzicie do jarzma prawdziwego Pana i skutecznie będziecie doprowadzać 

wasze  sprawy  do  pomyślnego  końca,  o  ile  szczerze  i  pobożnie  strzec  będziecie 

5

  L.A. Tyszkiewicz, Z badań…, dz. cyt., s. 3.

6

 „Inter hoc, quod mihi de Sclavis victorias nuntiatis, magna me laetitia relevatum esse cognoscite, 

quod latores praesentium de Capritana insula unitati sanctae ecclesiae coniungi festinantes ad bea-

tum Petrum apostolorum principem ab excellentia vestra transmissi sunt. In hoc enim contra hostes 

vestros amplius praevaletis, si eos quos Dei hostes agnoscitis sub iugo veri domini revocatis tantique 

vestras causas apud homines fortiter agitis, quanto Dei causas in hominibus sincera et devota men-

te feceritis” (MGH Epistolae t. 2, Gregorii I papae registrum epistolarum, Libri Viii–XiV, berlin 

899, pars , iX, 55, s. 54).

Boron.indd   121

2007-12-06   14:42:35

background image

Piotr boroń

22

spraw bożych między ludźmi”

7

. dalsza część listu poświęcona jest sprawie rewoku-

jących mieszkańców wyspy Capritana. Wyrażenie Dei hostes jest więc dość ogólne, 

odnosi się do wszystkich, którzy występują przeciw Kościołowi i wierze. Użycie 

tego sformułowania w kontekście Capritańczyków sugerowały raczej, że chodzi 

raczej o tego rodzaju wrogów boga — heretyków — niżeli o pogańskich Słowian. 

Capritana to dzisiejsza wyspa Kaprije, leżąca nieopodal wybrzeża dalmatyńskie-

go. W 599 roku, jak wynika z korespondencji Grzegorza, jej mieszkańcy postanowili 

odstąpić od heretyckiego rytu akwilejskiego i powrócić do wyznania katolickiego. 

Schizma  akwilejska  i  związany  z  nią  ritus  patriarchinus  (obrządek  patriachiczny, 

inaczej obrządek akwilejski)  stanowiły istotny problemem ówczesnego kościoła, 

a papież Grzegorz wielokrotnie zabiegał o przezwyciężenie trapiącego Kościół roz-

dźwięku. Źródła schizmy tkwiły jeszcze w V wieku, a rozpalił ją edykt cesarski z 544 

roku, potępiający trzech teologów z ubiegłego stulecia. Pisma ich określono później 

jako „Trzy rozdziały”. do schizmy doszło za czasów patriarchy Akwilei Macedoniu-

sa  (539–556)

8

.  decyzja  Capritańczyków  stanowiła  wyłom  wśród  heretyków,  stąd 

radość papieża wyrażona w liście do egzarchy. Papież jednocześnie podejmuje decy-

zję o podporządkowaniu wyspy biskupowi raweńskiemu Marinianowi i utworzeniu 

biskupstwa w novas (novigrad), które powierza biskupowi Janowi, wcześniej wy-

gnanemu z Panonii

9

. interesujące historyków słowa dei hostes pojawiają się zatem 

w kontekście zupełnie Słowian niedotyczącym. Papież udziela rady Kallinikowi, aby 

obok walki z zewnętrznym wrogiem, dbał o rozpoznanie i nawrócenie tych, którzy 

są wrogami boga — schizmatykami. Walka z wrogiem zewnętrznym będzie wów-

czas skuteczniejsza. Z listu papieża do egzarchy nie wynika nic, co mogłoby sugero-

wać oczekiwanie na nawrócenie Słowian. nie zaleca tu żadnych podobnych działań 

Kallinikowi ani biskupowi raweńskiemu Marinianowi. W interesującym nas zdaniu 

zauważyć można przeciwstawienie dwu rodzajów wrogów, którzy interesują papie-

ża i egzarchę Kallinika: hostes vestri — „wasi wrogowie” i Dei hostes — „wrogowie 

boga”, czyli prawdziwej wiary. Historycy uznający, że termin Dei hostes odnosi się 

do Słowian, padli ofiarą retorycznego zabiegu papieża Grzegorza, pouczającego eg-

zarchę, jaką działalność powinien prowadzić w celu rozszerzenia wiary i utrzymania 

porządku. Walka z waszymi wrogami będzie łatwiejszą, jeśli rozpoznacie i przywie-

ziecie do prawdziwej wiary wrogów boga. Tymi zaś nie mogą być Słowianie.

Wzmianka o Słowianach ma zatem w tym liście charakter napomknięcia, zwią-

zanego z odniesionym przez egzarchę zwycięstwem. Uwagę papieża zaprzątają inne 

sprawy. To nie Słowianie są wrogami boga, choć wiele ówczesnych wypowiedzi mo-

głoby na to wskazywać. W listach i działaniach papieża Grzegorza dziwi jednak 

7

  Tamże.

8

  na temat sporu o „Trzy rozdziały” i o konsekwencjach schizmy por. e. Stein, Histoire du Bas-

Empire, Paryż 949, t. 2, s. 632–89.

9

  MGH, Epistolae, t.2, Gregorii I papae registrum epistolarum, Libri Viii–XiV, berlin 899, 

pars , iX, 55, s.55.

Boron.indd   122

2007-12-06   14:42:35

background image

Czy Słowianie byli „wrogami boga?”..

23

brak zainteresowanie działaniami misyjnymi wobec tego ludu. Jaki był rzeczywisty 

stosunek ludzi ówczesnego Kościoła do Słowian? Z czego wynika dość późne roz-

poczęcie działań chrystianizacyjnych w stosunku do tego ludu?

W pierwszych wiekach kontaktów ze Słowianami Kościół nie podejmuje prób 

ich nawracania. Wręcz przeciwnie, uznaje się, że Słowianie do religii chrześcijań-

skiej jeszcze nie dojrzeli, a nawet że nie warto ich nawracać. W żywocie św. Kolum-

bana jego biograf, Jonasz z bobbio, relacjonuje, że święty powziął zamiar nawróce-

nia Słowian. „W tym czasie powziął on plan udania się do Wenetów, nazywanych 

także Słowianami, by zaślepione ich serca oświetlić światłem ewangelii i tym, którzy 

od początku poruszali się po bezdrożach, otworzyć drogę prawdy”.  dzieje się to 

około 60–62 roku, a więc prawie tuż po śmierci papieża Grzegorza. Zamiar św. 

Kolumbana jest w pełni zgodny z jego powołaniem, tak wyrażonym w liście: Mei 

voti fuit gentes visitare et evangelium eis a nobis praedicari (Moim powołaniem było 

nawiedzanie ludów i głoszenie im ewangelii). Jednak jak Szaweł na drodze do da-

maszku, tak Kolumban idący do Słowian, doznał objawienia. Oto ukazał  mu się 

anioł, i odkrył, że ta część świata ma pozostać pusta — czyli pogańska. Sam Kolum-

ban ma natomiast podążać na prawo i lewo, dokąd sam wybierze, aby mógł cieszyć 

się nagrodą za swoje starania. W omówieniach tej wzmianki źródłowej czytamy, że 

w ten sposób zrozumiał Kolumban, „że owe ludy pogańskie nie są jeszcze gotowe do 

przyjęcia wiary”

0

. W samym żywocie myśl ta sformułowana została jeszcze dosad-

niej: Intellexit ergo ille non esse gentis illius in promptu fidei profectus („Zrozumiał, że 

te ludy nie poczynią żądnych postępów na ścieżce wiary”.)

. Czyli raczej nie chodzi 

o gotowość do przyjęcia chrztu, lecz o niemożność poczynienia postępów na ścieżce 

wiary. Z siłami wyższymi się nie dyskutuje, Kolumban skierował swe kroki do italii, 

pozostawiając Słowian po owej pustej stronie świata. Trudno oczywiście potrakto-

wać analizowany powyżej tekst jako opis wypadków rzeczywistych. Zamiary i sny 

Kolumbana są dla nas trudne do rozpoznania. Przekaz żywota pióra Jonasza 

z bobbio jest jednak świadectwem określonych postaw w stosunku do chrystiani-

zacji Słowian. Przekazywana mnichom, księżom, przyszłym misjonarzom hi-

storia o Kolumbanie i Słowianach ma wartość opiniotwórczą. nie jesteśmy w sta-

nie oczywiście określić, jaki był zasięg oddziaływania opinii zawartych w żywocie

2

0

 J. Strzelczyk, Iroszkoci w kulturze średniowiecznej Europy, Warszawa 987, s. 6.

 „Itaque cogitatio in mentem ruit, ut Venetiorum qui et Sclavi dicuntur terminos adiret caecasque 

mentes  euangelica luce lustraret ac ab origine per avia oberrantibus veritatis viam panderet. Cu-

mque haec votis patrandum inesset, angelus Domini per visum apparuit, parvoque ambitu, velut 

paginali solent stilo orbis discribere circulum, mundi conpagem monstravit. «Cernis» inquit, «quod 

maneat totus orbis desertus. Pergo dextrae levaque, qua eligis ut labores tui fructus comedas». In-

tellexit ergo ille non esse gentis illius in promptu fidei profectus, quievitaque in loco, donec aditus ad 

Italiam viam panderet” (Ionae, Vitae Sanctorum Columbani, w: Scriptores rerum Germanicarum

Hannoverae–Lipsiae 905, lib. , cap. 27, s. 27).

2

 Żywot został napisany około 639–642 roku i wykorzystał go na przykład w tym samym stuleciu 

autor kroniki tzw. Fredegara.

Boron.indd   123

2007-12-06   14:42:36

background image

Piotr boroń

24

niemniej informacja o tym, że według zamiarów boskich część świata zamieszkiwa-

na przez Słowian ma pozostać ciemna, nierozjaśniona światłem ewangelii musiała 

docierać do wielu czytających i słuchających dzieła Jonasza z bobbio. 

Z opinią o niemożności chrystianizowania Słowian w żywocie św. Kolumbana 

włożoną w usta anioła korespondują inne, zdecydowanie późniejsze wzmianki. Oto 

Alkuin w liście pisanym w 789 roku, po wyprawie Karola Wielkiego, ma wątpli-

wości co do tego, czy Wieleci dojrzeli do przyjęcia chrztu

3

. Podobną myśl  wyra-

ża arcybiskup Salzburga Theomar w liście do Jana iX w 900 roku. W czym tkwiła 

trudność w chrystianizowaniu Słowian, co w rzeczywistości zachodziło pomiędzy 

tym pogańskim ludem a misjonarzami? Historycy piszą często, że chrystianizacja 

Słowian w warunkach ustroju plemiennego nie miała szans na powodzenie. Między 

chrystianizacją a aparatem państwowym zachodziła korelacja — misja nie mogła 

udać się tam, gdzie nie było odpowiedniego gruntu ustrojowego. Autor takiego po-

glądu, Henryk łowmiański, uważa, że było to zjawisko powszechne w całej europie, 

powołuje się przy tym między innymi na swoje badania dotyczące społeczności li-

tewskiej. Przeczący temu poglądowi przykład irlandii uznaje za odrębny i należący 

do innej epoki

4

 (choć odległość w czasie między Patrykiem a na przykład Kolum-

banem jest mniejsza niż między Słowianami w Vii–Viii a Litwinami w Xiii–XiV 

wieku). Podobnego zdania jest Jerzy Strzelczyk: 

W ramach ustroju plemiennego, gdy nie istniały siły społeczne zainteresowa-
ne w przyjęciu nowej wiary i gdy w dodatku brakowało nacisku zewnętrznego, 
chrześcijaństwo spotkało się, jak widzimy, z daleko posuniętą obojętnością Sło-
wian. istotnie, nie znamy ani jednego przypadku chrystianizacji ludu słowiań-
skiego, wyprzedzającej akcję politycznej organizacji, która z kolei zależała od 
zaistnienia odpowiednio wysokiego, ewoluującego w kierunku rozwarstwienia 
klasowego, stopnia rozwoju danego ludu

5

brzmi to bardzo prawdopodobnie, ale w żaden sposób nie wyjaśnia inwektywy 

św. bonifacego — „odrażający i najgorszy naród”. Wydaje się, że powinniśmy szu-

kać wyjaśnienia nie w rekonstruowanych współcześnie strukturach społecznych, 

lecz w informacjach źródeł. Uwagę zwrócić należy na dwie informacje o Słowia-

nach, które mogą nam ten problem rozjaśnić. Pierwsza z nich dotyczy św. Amanda, 

biskupa Troyes, zmarłego w 676 roku. W jego żywocie czytamy, że podobnie jak Ko-

lumban powziął myśl nawracania Słowian. niepowstrzymany jak jego poprzednik 

przez siły wyższe, dotarł do nich i próbował nawracać. Misja nie przynosiła jednak 

żadnych wyników, nawróconych było niewielu. Podróż św. Amanda miała jednak 

3

 MGH, Epistolae, t. 4, Epistolae Carolini Aevi, berolini 895, t. 2, s. 3.

4

 H. łowmiański, Początki Polski. Z dziejów Słowian w I tysiącleciu n.e., Warszawa 970, t. 4, 

s. 249n.

5

 J. Srzelczyk, Szkice średniowieczne, Poznań 987, s. 247.

Boron.indd   124

2007-12-06   14:42:36

background image

Czy Słowianie byli „wrogami boga?”..

25

swój skrywany cel. Liczył on bowiem na zdobycie „największej palmy męczeństwa” 

(maxima martyrii palma), czyli na śmierć męczeńską. Misja chrystianizacyjna mo-

gła przynieść przecież dwie korzyści Kościołowi: nowych wyznawców Chrystusa lub 

nowych męczenników. na tę drugą korzyść liczył Amandus, jak wyraźnie podkre-

śla jego hagiograf. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że wyprawa Amanda miała pod-

łoże w jego niepowodzeniach we własnej diecezji. W zasadzie działania, które 

tam podejmował, nie przynosiły żadnych rezultatów. To był ciąg niepowodzeń 

i upokorzeń. Podróż do Słowian to chyba akt desperacji. niewiele, jak dotąd, udało 

mu się osiągnąć, ma natomiast szanse zostać męczennikiem. niestety i tu spotkało 

Amanda niepowodzenie. Słowianie nie chcieli ani go słuchać, ani zabić. nie widząc 

zatem żadnej szansy na nawrócenie kogokolwiek ani na męczeństwo, postanowił 

wrócić do swoich owieczek

6

. Zupełny brak zainteresowania nową religią, ani zapa-

łu, ani niechęci. Jak ich nawracać? Wyprawa do Słowian ma miejsce około 630 roku, 

to w tym mniej więcej okresie powstaje list Grzegorza i rodzi się zamiar Kolumbana. 

Słowianie nie zdradzają zainteresowania nową religią, a świętych przed niepowo-

dzeniem muszą powstrzymywać aniołowie. 

Kolejna, nieprzychylna Słowianom wzmianka, pochodzi z żywota św. Sturma. 

To uczeń i towarzysz św. bonifacego, założyciel i pierwszy opat klasztoru w Fuldzie. 

Wzmianka ta błędnie interpretowana jest jako odnosząca się do podróży misyj-

nych, co może sugerować, że Sturm próbował nawracać pogan

7

. nic błędniejszego. 

na szczęście z uwagi na dość drastyczną charakterystykę Słowian sięga się po to 

źródło bardzo rzadko. Otóż pewnego dnia, kiedy Sturm jechał kupieckim szlakiem 

wiodącym z Turyngii do Moguncji, nad rzeką Fuldą natknął się na ogromną rzeszę 

Słowian pływających w rzece i myjących swe nagie ciała. Tu oddać należy głos ha-

giografowi: „zwierzę, na którym siedział, poczęło się płoszyć i wstrząsać na widok 

ich nagich ciał, również i mąż boży cofnął się przed ich odorem. Gdy oni zwyczajem 

pogańskim zaczęli łajać sługę Pańskiego i chcieli go ugodzić, zostali powstrzymani 

i odwiedzeni od tego mocą bożą”

8

. Mamy tu zatem topos brudu i dzikości, jest też 

zwykłe u pogan szyderstwo ze sługi bożego. W literaturze powstają wątpliwości do-

tyczące rodzaju zwierzęcia dosiadanego przez Sturma, które tak zlękło się Słowian. 

6

 „Pausique ex his in Christo regeneratis, videns etiam sibi minime adcrescere fructum et marty-

rium quem semper quaerebat minime adepturum ad proprias iterum reversus est oves curamque 

gerens earum ad caelestia regna paedicando perduxit” (Vita Amandi episcopi, w: MGH, Sriptores 

rerum Merovingicarum, Hannoverae–Lipsiae 90, t. 5, s. 440).

7

 K. Wachowski, Słowiańszczyzna Zachodnia, Poznań 950, s. 7; L.A. Tyszkiewicz, Z badań…

dz. cyt., s. 33.

8

 „Ubi platea illa super flumne Fuldam vadit, ibi magnam Sclavorum multitudinem reperit eius-

dem fluminis alveo natantes, lavandis corporibus se imerisse, quorum nuda corpora animal cui pra-

esidebat pertimescens tremere coepit, et ipse vir Dei eorum foetorum exhorruit, qui more gentilium 

servorum Domini subsannabant et cum laedere voluissent divina potentia compassi et prohibiti 

sunt” (Eigilis Vita Sancti Sturmi, MGH Scriptorum t. 2, Hannoverae 829, t. 2, s. 369, tłumaczenie 

wg. G. Labuda, Słowiańszczyna starożytna i wczesnośredniowieczna. Antologia tekstów źródło-

wych, Poznań 999, s. 2).

Boron.indd   125

2007-12-06   14:42:36

background image

Piotr boroń

26

W tekście Lecha Tyszkiewicza można znaleźć wymienionego konia, który strzygł 

uszami, natomiast w tłumaczeniach angielskich wymienia się osła

9

.

Pozostawmy jednak na boku zlęknione nagością ciał słowiańskich i ich zapa-

chem  zwierzę,  postawmy  się  w  roli  słuchaczy  żywota  świętego  Sturma.  narracja 

buduje tu napięcie — samotny Sturm, nieprzebrane rzesze Słowian, nagich i cuch-

nących, zlęknione zwierzę, obelgi, strach, niemożność ucieczki. i tu z pomocą przy-

chodzi owa Divina potentia, moc boża, która powstrzymała pogan. Sturm został 

cudownie ocalony. 

Czy jednak Słowianie mieli wrogie zamiary? Czytamy dalej w żywocie, że jeden 

z nich, który był tłumaczem, zapytał Sturma, dokąd zmierza, ten wówczas odpowie-

dział, że jest w drodze do objęcia swoje pustelni. i tu opowieść się kończy, istotnie 

Divina potentia była ogromna, spotkanie, mrożące krew w żyłach zarówno zwierzę-

cia, jak też dosiadającego go zakonnika zakończyło się pytaniem o cel wędrówki, 

pytaniem normalnym na szlaku. Hagiograf jednak dalej buduje nastrój napięcia:  

i tak podróżował mąż boży przez straszliwe pustynie, nie widząc nic oprócz ogrom-

nej ilości dzikich bestii, latających ptaków nienormalnie powykręcanych drzew i za-

rośniętych puszczy, aż wreszcie dotarł do miejsca, gdzie dziś stoi klasztor. Tu kończy 

się ów horror. Słowianie są w nim takim samym elementem jak owe bestie i powy-

krzywiane drzewa. nic jednak nie słyszymy o ich wrogich zamiarach, pomijając owe 

szyderstwa, co do których możemy mieć wątpliwości, czy w ogóle padły, gdyż przecież 

święty nie znał ich języka. Żywot mówi wyraźnie o słowiańskim tłumaczu.

Jeżeli spotkanie Sturma ze Słowianami nie jest literacką fikcją, lecz rzeczywiście 

miało miejsce, to zauważyć trzeba, iż zachowali się oni niezgodnie ze znajdującymi 

się w wielu źródłach łacińskich wzorami. Zrozumiałe jest, że nie mogli ich znać. nie 

słyszymy nic o niepokojeniu Sturma czy skrzywdzeniu go. Odjechał, jak wnioskuje-

my, w spokoju. Wszelkie dalsze dywagacje nie mają już oparcia w treści źródła. Za-

uważyć jednak można, że  stosunek Słowian do Sturma był taki, jaki ich pobratymcy 

okazali wcześniej Amandowi — po sprawdzeniu, gdzie jedzie i, prawdopodobnie, 

kim jest, nie podjęli żadnych  dalszych działań. Jeżeli Sturm, jego hagiograf eigil 

czy też czytelnicy bądź słuchacze żywota spodziewali się innego zachowania „bar-

barzyńskich Słowian” (barbari Sclavi), mogli ich czyny tłumaczyć sobie działaniem 

mocy bożej. Żywot św. Sturma jest dziełem literackim, pisanym w określonym celu. 

Pojawiająca się tam wzmianka dotycząca Słowian ma spełnić konkretną funkcję — 

ukazać działanie mocy bożej w życiu fuldajskiego opata. nic nie słyszymy o zamiarze 

nawracania Słowian — spotkanie jest przypadkowe. Cała ta historia może odnosić 

się do jakichś wydarzeń rzeczywistych, narracja jest bardzo realistyczna. Możemy 

9

 Por. tłumaczenie C.H. Talbot, The Anglo–Saxon Missionaries in GermanyBeing the Lives of 

SSWillibrordBoniface, Leoba and Lebuin together with the Hodoepericon of St. Willibald and 

a selection from the correspondence of St. Boniface, Londyn–nowy  Jork 954; oraz przedruk 

tego przekładu w pracy Soldiers of Christ: Saint and Saints’ Lives from Late Antiquity and the 

Early Middle Ages, red. T.F.X. noble, T. Head, University Park PA, 995.

Boron.indd   126

2007-12-06   14:42:36

background image

Czy Słowianie byli „wrogami boga?”..

27

nawet wytłumaczyć zachowanie zwierzęcia, które zlękło się na widok obcych, na-

potkanych po długiej wędrówce przez lasy, zapewne zachowujących się przy kąpieli 

hałaśliwie. Trudno bowiem przypuszczać, aby przyczyną lęku zwierzęcia był widok 

nagich ciał — to już tłumaczenie rodem z klasztoru. Zachowanie Słowian jest także 

zrozumiałe. Z lasu nad rzekę, gdzie się kąpią, wyjeżdża nieznajomy — próba obro-

ny, ostrzegawcze krzyki są tu jak najbardziej na miejscu. Gdy wyjaśniono, kim jest 

nieznajomy podróżnik, wrócili zapewne do przerwanej kąpieli. Autor żywota, eigil, 

nie natrudził się specjalnie, opisując spotkanie ze Słowianami. Wpisał je jedynie 

pomiędzy trwożące czytelnika czy słuchacza informacje o ciemnym lesie, dzikich 

bestiach i powykrzywianych drzewach. W spotkaniu ze Słowianami dodał jedynie 

wzmiankę o mocy bożej, która wybawiła Sturma z opresji. Wydaje się, że wykorzy-

stał jeszcze złą sławę Słowian, ich pogańskie obyczaje (mores gentilium), postrzega-

ne zapewne jako przerażające.

W kontekście tych dwóch wzmianek zaczynamy chyba rozumieć pochodzenie 

inwektywy  św.  bonifacego  czy  wątpliwości  dotyczących  dojrzałości  Słowian  do 

chrystianizacji. Słowianie popełniali najgorsze możliwe przestępstwo w stosunku 

do prób chrystianizacji — byli obojętni. nic tak zapewne nie bolało misjonarzy, jak 

okazywana w stosunku do ich działań obojętność. nie wiemy, czym była ona po-

dyktowana. Czy odgrywała tu rolę bariera językowa, stosunki społeczno-polityczne, 

jak chcą historycy, czy inne względy. Można zaryzykować tezę, że u podstaw części 

negatywnych opinii o Słowianach leżała niemoc, zraniona duma czy zawiedzione 

nadzieje niektórych ludzi Kościoła.

Kiedy rozważamy drogi wprowadzania chrześcijaństwa wśród ludów słowiań-

skich, nie sposób nie zauważyć, że dotyczy to szerokich rzesz ludności, żyjącej 

w określonych strukturach społecznych. Przedstawiana w starszej literaturze wi-

zja chrystianizacji Słowian owe szerokie rzesze społeczne traktuje przedmiotowo. 

Chrzest przyjmuje książę wraz z najbliższymi i częścią wyższych grup społecznych, 

dopiero później, najczęściej przy użyciu siły, wprowadza się nową religię. Trzeba 

zresztą przyznać, że ta wizja stoi w zgodzie z wymową niektórych źródeł, najczęściej 

kronik i żywotów. rola księcia w przyjęciu i wprowadzaniu chrześcijaństwa wydaje 

się centralna, sama decyzja w części prac przedstawiana jest jako czysto politycz-

na. W tej sytuacji nie dziwi cytowane powyżej zdanie Jerzego Strzelczyka. rze-

czywiście, bez silnych struktur władzy państwowej chrześcijaństwo nie mogło się 

rozszerzać. inna droga — szerokiej i długotrwałej akcji chrystianizacyjnej — nie 

wchodziła w rachubę przy ówczesnych zwyczajach kościelnych.

Stulecia koegzystencji chrześcijaństwa z władzą państwową ukształtowały od-

powiedni stosunek religii do władzy

20

. Misjonarze poszukiwali sojuszników wśród 

władców, uznając ich za jedynych zdolnych do wsparcia akcji chrystianizacyjnej. 

Zdanie Henryka łowmiańskiego i Jerzego Strzelczyka o konieczności osiągnięcia 

20

 P. Urbańczyk, Władza i polityka we wczesnym średniowieczu, Wrocław 2000, s. 6.

Boron.indd   127

2007-12-06   14:42:37

background image

Piotr boroń

28

przez Słowian odpowiedniej struktury społecznej, aby możliwa była akcja misyj-

na, rozumieć można inaczej — to misjonarze chrześcijańscy postępowali zgodnie 

z utartym zwyczajem: starali się docierać najpierw przede wszystkim do władców 

jako swych naturalnych sojuszników. Wypracowany na zachodzie europy model 

Kościoła powiązanego ściśle z władzą państwową, przenoszony był na ludy pogań-

skie. Powodzenie akcji misyjnej zależało od siły lokalnego władcy. Taką wizję ak-

cji konwersyjnej przekazują nam źródła pisane wyłącznie przez chrześcijan. W ich 

obrazie świata istnieją dwa główne punkty — Kościół i dwór władcy. Poza tym 

piszący — ludzie Kościoła — utrwalanie przeszłości pojmowali jako służbę za-

równo bogu, jak też państwu, a pojęcie prawdy było kategorią współistniejącą 

z  religią  i  ideologią

2

.  Szerokie  rzesze  ludności  słowiańskiej,  obojętnie  przyj-

mujące nieudolne zapewne działania misjonarzy doczekały się niepochlebnych 

opinii w przekazach powstałych w kręgach kościelnych.

2

 J. Topolski, Od Achillesa do Béatrice de Plaissolles. Zarys historii historiografii, Warszawa 998, 

s. 34n.

Boron.indd   128

2007-12-06   14:42:37