background image

1

 

 

 
 

Rozdział 3 

THE OLD FRIENDS

 

STARZY ZNAJOMI 

 
 

 

Rano Thomas rzeczywiście był w pułapce, choć jeszcze o tym nie 

wiedział, bo spał. Jednak ten stan nie mógł trwać w nieskończoność i dla-
tego budząc się, wiercił się i kręcił. Kręcił się tak długo, że w końcu przy-
padkiem  położył  rękę  na  biodrze  Mii.  Mimo  że  w  połowie  był  jeszcze  
w świecie snów, to zorientował się, że coś jest nie tak. W tym momencie 
Mia  również  zaczęła  się  budzić.  Thomas  podparł  głowę  ręką,  ale  nadal 
miał  zamknięte  oczy,  nie  wiedział  jeszcze,  co  się  właściwie  dzieje.  Mia 
rozbudziła  się  już  całkowicie  i  postanowiła  jak  najszybciej  wykorzystać 
sytuację, dlatego obróciła się na plecy, by tym ruchem obudzić Thomasa. 
Tak  też  się  stało,  był  zaskoczony  widząc,  że  Mia  leży  obok  niego.  Ona 
udawała, że nadal śpi. Zabrał rękę, gdyż uznał, że znajduje się w niewła-
ściwym  miejscu.  Mia  w  tym  momencie  obróciła  się  do  niego  twarzą  
i przytuliła go, nadal udając, że śpi. Teraz był już w szoku. Nie wiedział, co 
ma  zrobić,  a  temperaturę,  która  zapanowała  w  jego  ciele,  bezbłędnie 
określił słowami: 
 

-  Robi  się  gorąco  -  powiedział  prawie  szeptem  i  odetchnął,  wy-

puszczając powietrze z ust tak, że poruszyło ono delikatnie jego grzywką. 
 

- Co mówisz? – zapytała Mia, udając, że nadal śpi i że mówi przez 

sen. 
 

Thomas przez dwie sekundy myślał, co powinien zrobić i w końcu 

postanowił ją obudzić. 
 

- Ej, dziewczyno, co ty tu robisz? 

 

Mia  otworzyła  oczy,  spojrzała  na  Thomasa  i  zdjęła  z  niego  rękę. 

Chwilę zastanawiała się, co odpowiedzieć. 
 

- Mieszkam – rzekła z udawaną obojętnością. 

background image

2

 

 

 

- Konkretnie w tym miejscu, tak? – zapytał, wskazując palcem na 

kanapę. 
 

-  Wstałam  w  nocy,  żeby  się  napić...  i  nie  miałam  już  siły  iść  do 

siebie  –  powiedziała,  dodając  do  tego  wyjątkowo  piękny  i  urzekający 
uśmiech. 
 

Thomas w odpowiedzi również się uśmiechnął i stwierdził, że to, 

co mówi Mia to: 
 

-  Nieprawda  –  wypowiadając  te  słowa,  kręcił  głową  w  prawo  

i w lewo, zbliżając jednocześnie swoje usta do jej ust.  
 

W tym momencie obdarował ją czułym pocałunkiem. Oboje zato-

pili  się  w  nim  bez  pamięci.  Na  chwilę  świat  wokół  nich  przestał  istnieć. 
Dopiero po kilkunastu sekundach ich pocałunek przemienił się w wzajem-
ne spojrzenie w oczy. 
 

- Pewnie, że nieprawda – odpowiedziała teraz Mia. 

 

Była bardzo szczęśliwa, dlatego przytuliła się mocno do Thomasa. 

On również nie ukrywał radości, dlatego pocałował ją jeszcze raz. 
 

Przez  kilkanaście  sekund  cieszyli  się  swoim  wzajemnym  uści-

skiem. Chwilę później wstali z kanapy, przyglądając się sobie nawzajem. 
  

- Nie ugotowałeś się, śpiąc w dżinsach? - zapytała Mia, dostrzega-

jąc, że Thomas spał w długich spodniach. 
 

-  Nie,  ale  widzę,  że  tobie  by  się  to  nie  udało  –  śmiał  się,  gdyż 

dziewczyna odziana była w nieporównywalnie mniejszą ilość ubrania.  
 

- Z czego się śmiejesz? Mnie jest gorąco. 

 

- Nie no, OK, rozumiem – lecz śmiał się dalej. 

 

Mia poszła do sypialni, by się ubrać. Thomas w tym czasie poskła-

dał  pościel,  w  której  spał  dzisiejszej  nocy,  a  po  chwili  usiadł na  kanapie. 
Zadzwonił telefon. Wyjął go więc z kieszeni swojej kurtki, która zawieszo-
na była na oparciu i odebrał. W słuchawce usłyszał wesoły głos Crossa: 
 

- No hej, chłopie, jak się masz? 

 

- Świetnie - odpowiedział krótko Thomas. 

 

- Dzwonię do ciebie, bo widzę, że mi się nagrywałeś. 

 

- Cieszę się, tylko szkoda, że dopiero teraz – powiedział z wyrzu-

tem, ale jednocześnie miłym tonem. 
 

- Przepraszam, miałem urwanie głowy. Znalazłeś Mię? 

 

- Tak, jestem właśnie u niej – spojrzał teraz w stronę zamkniętych 

drzwi sypialni. 

background image

3

 

 

 

-  No,  no,  widzę,  że  nie  tracisz  czasu.  Tak  się  domyślałem,  że 

pewnie sam sobie poradziłeś. Dobra, to ja kończę, bo mam jeszcze coś do 
zrobienia. Pogadamy kiedy indziej.  
 

- Na razie, Cross i dzięki. 

 

- Nie ma za co, narka.  

 

Policjant  rozłączył  się,  a  Thomas  schował  telefon  do  kieszeni 

spodni. Po jakiejś minucie Mia wyszła z sypialni. 
 

-  Widzę,  że  w  dzień  też  jest  ci  gorąco  –  znów  zaczął  się  śmiać, 

gdyż  ilość  garderoby  na  niej  nie  zwiększyła  się  znacznie  w  porównaniu  
z tą sprzed kilku minut. 
 

-  No  przecież  się  ubrałam  –  odpowiedziała,  ale  sama  też  miała 

świadomość, że jej ubranie nie jest zbyt bogate. 
 

- No widzę – nadal śmiał się pod nosem. 

 

- Ubrałam dżinsy i bluzkę. 

 

- Raczej część dżinsów i kawałek bluzki. 

 

Miał  rację.  Ubranie,  które  założyła  na  siebie  Mia  zakrywało  może 

wszystko to, co trzeba, ale nic więcej. W prawdzie zawsze podobało mu się 
to, jak się ubierała, ale teraz postanowił trochę sobie pożartować. 
 

- I wystarczy. Jest lato, można się przegrzać, a to jest gorsze niż 

przeziębienie. 
 

- Tak, powiedziała pani profesor i dostała kataru – teraz miał ubaw 

nie tylko z powodu ubrania, ale również usprawiedliwień Mii. 
 

Kiedy przestali się droczyć, Thomas na paręnaście minut udał się 

do łazienki, a po powrocie do salonu zapytał: 
 

- Co planujesz dzisiaj robić? 

 

- Nic konkretnego, ale może pochodzimy razem po mieście. Jeśli 

chcesz  zostać  tu  na  dłużej,  to  potrzebujesz  przewodnika,  bo  trochę  się 
pozmieniało. 
 

- A może pojeździmy? – zaproponował. 

 

- Pewnie. 

 

Po zjedzeniu śniadania oboje wyszli z domu. Mia zamknęła drzwi 

na  klucz  i  podążyła  w  stronę  BMW.  Drzwi  pasażera  czekały  już  otwarte,  
a  Thomas  wskazywał  ręką  wnętrze  samochodu.  Dziewczyna  uśmiechnęła 
się  i  wsiadła  do  środka,  a  on  zamknął  drzwi.  Obchodząc  wóz  z  drugiej 
strony, sam znalazł się w środku. 
 

- Co za elegancja – pochwaliła Mia. – Nie sądziłam, że ktoś będzie 

mi kiedykolwiek otwierał drzwi. 

background image

4

 

 

 

- No widzisz, pomyliłaś się. 

 

- Ale inny facet by tego nie robił. 

 

- A ja jestem jakiś niezwykły? 

 

- Tak, jesteś niezwykły – uśmiechnęła się, spoglądając mu w oczy. 

 

- Miło mi to słyszeć – czuł się nieco zawstydzony, więc schował się 

przed wzrokiem Mii i dopiero po chwili na nowo spojrzał jej w oczy. – jed-
nak myślę, że z nas dwojga to ty jesteś zdecydowanie bardziej niezwykła.  
 

Uśmiechnęli  się  do  siebie.  Thomas  przekręcił  kluczyk  w  stacyjce.  

Z silnika wydobył się przyjemny dźwięk. 
 

- Zadam  ci jeszcze raz to samo pytanie, co wczoraj, bo w końcu 

nie odpowiedziałeś mi nic konkretnego. To po co tu właściwie przyjecha-
łeś?  –  zapytała  Mia.  Odpowiedź  była  oczywista,  lecz  chciała  usłyszeć  ją  
z jego ust. 
 

Thomas spoglądając przed siebie, po chwili rzekł: 

 

-  Bo  chciałem  ci  powiedzieć,  że  cię  kocham  –  dopiero  po  wypo-

wiedzeniu  całego  zdania,  spojrzał  Mii  w  oczy,  dodając  do  tego  uroczy 
uśmiech. 
 

- Tak  właśnie myślałam – powiedziała z radością na twarzy.  – To 

gdzie chcesz jechać na początku? 
 

- Na stację benzynową. 

 

- Co?!!! 

 

- Spokojnie, po prostu benzyna mi się kończy. 

 

- Aaa. 

 

Thomas śmiał się z Mii widząc, że potraktowała stację benzynową 

na  poważnie  i  że  mogłoby  to  być  miejsce,  które  chciałby  zwiedzać.  Po 
parunastu sekundach sama zaczęła się z tego śmiać. 
 

Chwilę później BMW ruszyło z chodnika. Jego kierowca zastanawiał 

się, gdzie może być stacja. Przypomniało mu się jednak, że dwa lata temu 
można  było  znaleźć  ją  jakieś  pięćset  metrów  od  miejsca,  w  którym  teraz 
się  znajdowali.  Droga  prowadziła  w  dół  wzgórza,  należało  dojechać  do 
ulicy znajdującej się nad oceanem i tam skręcić w lewo. Tak też zrobił. Nie 
pomylił się, już widział swój cel, gdy nagle coś odwróciło jego uwagę. 
 

-  Po  co  zapinasz  pasy?  –  zapytał.  –  Przecież  jesteśmy  prawie  na 

miejscu. 
 

- Spójrz w lusterko. 

 

-  Ups,  mamy  problem  –  powiedział,  widząc  Corvettę  Crossa.  –  

Z Crossem może nie będzie problemu, ale pewnie jest z nim ta czarna. 

background image

5

 

 

 

Jechał  spokojnie,  nie  dodając  gazu.  Obserwował  wóz  policjanta, 

ale ten się widocznie zniecierpliwił i wyprzedził Thomasa, zastawiając mu 
drogę  całą  szerokością  samochodu.  On  zaś  zahamował,  by  nie  uderzyć  
w  blokadę.  Nie  cofał,  nie  próbował  uciekać,  czekał,  co  dalej  zrobi  Cross. 
Ten wysiadł z wozu, a z drugiej strony zgodnie z oczekiwaniami – pojawiła 
się jego czarnowłosa partnerka. 
 

Thomas  odsunął  szybę,  by  porozmawiać  z  policjantami,  którzy 

zbliżali się wolnym i pewnym krokiem do BMW. Cross jeszcze przed po-
wiedzeniem  czegokolwiek  rzucił  obojgu  przyjacielski  uśmiech,  a  czarna 
spojrzała  pożądliwym  wzrokiem  na  swój  dawny  cel.  Mia  to  zauważyła  
i nieco się zirytowała.  
 

- Dzień dobry – powiedział w końcu Cross. 

 

-  Dzień  dobry  –  odpowiedział  mu  Thomas,  a  Mia  tylko  się 

uśmiechnęła. 
 

Policjant  oparł  się  teraz  na  drzwiach  BMW,  zaglądając  do  jego 

wnętrza. 
 

- No proszę, kogo my tu mamy - najbardziej poszukiwany i nasza 

agentka, Mia Townsend, która miała nam pomóc go zapuszkować. 
 

-  Miałam,  dobrze  powiedziane.  Złapaliśmy  za  to  Razora  i  całą 

resztę – odrzekła przekonującym tonem. 
 

-  Wiem  już,  dlaczego  nie  mogliśmy  cię  dorwać  w  żaden  sposób. 

Mia ci pomagała, co? 
 

- Tak – odpowiedział Thomas spokojnym głosem. 

 

- Wiesz co, nie chce mi się już ciebie ganiać. Mam zamiar iść na 

taką  nazwijmy  to  –  emeryturę.  Posadzą  mnie  w  papierkach  za  biurkiem  
i będę sobie spokojnie odpoczywał. Jeśli oczywiście pozwolisz? 
 

- A czemu miałbym ci nie pozwolić? 

 

- No wiesz, kiedy ludzie dowiedzą się, że wróciłeś... wyścigi mogą 

się odrodzić – tłumaczył policjant odrywając się teraz od drzwi BMW. 
 

Thomas  wiedział,  że  policjant  prowadzi  rozmowę  tak,  by  czarna 

nie  domyśliła  się,  że  są  ostatnio  w  lepszych  relacjach  niż  dwa  lata  temu  
i dlatego też postanowił na razie ukryć przed nią swoje zamiary. 
 

- Mam inne plany. 

 

-  No  to  świetnie.  Ale  uprzedzam  cię,  moja  droga  partnerka  - 

Cross  wskazał  na  nią  ręką.  –  nie  ma  tak  starych  kości  jak  ja  i  będzie  cię  
o wiele chętniej ścigać. 

background image

6

 

 

 

-  Właśnie  –  założyła  ręce.  –  Jeszcze  muszę  się  zastanowić,  czy 

mogę dać ci spokój, w końcu jesteś poszukiwany. – powiedziała, rzucając 
na Thomasa kolejne pożądliwe spojrzenie. 
 

- Spadaj – odpowiedział, wychylając się nieco z samochodu. 

 

Czarna spojrzała najpierw bezczelnym wzrokiem na Mię, a później 

sprzedała Thomasowi zawadiacki uśmiech, mówiąc: 
 

- Wiesz co, podobasz mi się. 

 

Słysząc te słowa, nieco go zemdliło, a Mia nie mogła już utrzymać 

nerwów na wodzy. 
 

- Ożeż ty! – krzyknęła, otwierając drzwi.  

 

Chciała  wysiąść  i  wytłumaczyć  czarnej  niektóre  kwestie  ręcznie. 

Już zdążyła wystawić na zewnątrz jedną nogę, ale Thomas złapał ją za rękę 
i spojrzał w oczy na znak, by została. Dziewczyna zamknęła drzwi. Czarna 
najwyraźniej nieco się przestraszyła, bo cofnęła się kilka kroków. Po chwili 
jednak zebrała się jeszcze na odwagę i postanowiła dokuczyć Mii jeszcze 
bardziej. 
 

-  No,  co?  Każdej  może  się  podobać,  mnie  też  –  powiedziała  to 

jednak mniej śmiałym głosem. 
 

- No nie każdej – wtrącił Thomas wątpiącym tonem. 

 

-  A  jej  możesz?  –  Czarna  wskazała  na  Mię  palcem,  co  znowu  ją 

trochę zirytowało. – Uważaj, przejedziesz się kiedyś na niej.  
 

- Ciekawe.  

 

-  Dobra,  jeszcze  zobaczymy  –  po  tych  słowach  ruszyła  nerwowo  

w  stronę  Corvetty,  po  czym  wsiadła  do  środka,  trzaskając  donośnie 
drzwiami. 
 

Cross od dłuższej chwili miał niezły ubaw.  

 

- Nie przejmujcie się nią, jest trochę stuknięta – powiedział, prze-

kręcając  palec  na  prawej  skroni.  – Ale  zna  się  na  swojej  robocie,  dlatego 
lepiej na nią uważajcie. 
 

-  Dobrze.  I  jeszcze  raz  dzięki  za  wszystko  –  Thomas  podał  dłoń 

Crossowi w ukryciu przed czarną.  
 

- Nie ma za co. Powodzenia wam życzę. Cześć Mia  – uśmiechnął 

się na koniec. 
 

- Cześć – odpowiedziała. 

 

Policjant ruszył w stronę swojego wozu i po chwili zniknął w środ-

ku, zamykając drzwi i uruchamiając silnik. Corvetta odjechała, odblokowu-
jąc Thomasowi drogę. 

background image

7

 

 

 

- No dobra, Mia, teraz naprawdę jedziemy zatankować. 

 

Jadąc przed wozem Crossa, Thomas musiał minąć zjazd na stację, 

dlatego teraz nawrócił i ruszył w tamtą stronę. 
 

Przed  nimi  zostało  jeszcze  około  stu  pięćdziesięciu  metrów,  by 

dojechać na miejsce. Po chwili zjechali z drogi i zaparkowali koło zbiornika 
z paliwem 98-oktanowym. Thomas wysiadł, nalał do pełna i podszedł do 
okienka  kasjera.  Mężczyzna  w  środku  był  wyraźnie  zadziwiony  widokiem 
takiego samochodu. Kierowca zapłacił i wsiadł z powrotem do wozu. 
 

- OK, jedziemy – powiedział, zapalając silnik.  

 

- To gdzie teraz? 

 

-  Zaraz  zobaczysz.  To  niedaleko  stąd,  dają  tam  bardzo  dobre 

napoje. No... przynajmniej dwa lata temu dawali.  
 

- W porządku. 

 

Odjeżdżając spod stacji, jechali cały czas prosto, w końcu skręcili 

w lewo. Zatrzymali się pod budynkiem z neonowym szyldem „Nexon”. Była 
to dyskoteka. 
 

- Jesteśmy na miejscu – Thomas spojrzał przez szybę na czerwo-

no-połyskujący napis. 
 

-  Ciekawe,  nigdy  tu  nie  byłam,  a  to  tak  blisko  mojego  domu  – 

stwierdziła Mia. 
 

Rzeczywiście  -  zarówno  stacja  benzynowa,  jak  i  ta  dyskoteka 

znajdowały  się  jeszcze  w  Ocean  Hill.  Dzielnica  nie  była  duża,  dlatego 
wszystko,  co  znajdowało  się  w  tym  obszarze,  automatycznie  znajdowało 
się blisko domu Mii. 
 

- Pewnie nigdy tu nie byłaś, bo nie szlajasz się po jakiś ciemnych 

zaułkach. Jak widzisz, musieliśmy poważnie zboczyć z głównej drogi. 
 

Thomas  wysiadł  z  samochodu  i  natychmiast  podbiegł  z  drugiej 

strony,  by  otworzyć  drzwi  Mii.  Kolejny  raz  nie  mogła  nadziwić  się  jego 
elegancji.  Chwycił  teraz  jej  dłoń  i  ucałował  ją.  Zamknął  zamki  alarmem  
w kluczykach i nadal trzymając dziewczynę za rękę, skierował się ku wej-
ściu. 
 

Z  dyskoteki  wyszedł  czarnoskóry  chłopak.  Spoglądając  w  stronę 

nadchodzącej  pary,  zrobił  wrażenie  zainteresowanego.  Kiedy  podeszli 
bliżej, zaczepił ich. 
 

- Hej, poznaję cię. Jesteś Tomasz Spidowski, prawda? 

 

- Zgadza się. 

background image

8

 

 

 

-  Dwa  lata  temu  rozwaliłeś  wszystkich  z  Czarnej  Listy,  szacun  – 

ekscytował się. 
 

- Dzięki – Thomas uśmiechnął się. 

 

-  Ja  też  kiedyś  byłem  na  Czarnej  Liście,  ale  od  kiedy  pojawił  się 

tam Razor i te jego chłopaczki, to zabrakło dla mnie miejsca i w ogóle nie 
miałem jakoś chęci do dalszego udziału w tym wszystkim. 
 

- Byłeś na Czarnej Liście? Muszę zobaczyć, jak jeździsz. 

 

Thomas  pomyślał,  że  skoro  chłopak  był  kiedyś na  Czarnej  Liście, 

to musi się znać na rzeczy. 
 

- Poważnie? 

 

- Pewnie, czym jeździsz? 

 

- Na razie zwykłą osobówką. Moja wyścigówka stoi w krzakach za 

domem,  żeby  gliny  się  do  niej  nie  doczepiły.  Ale  jeśli  pytasz,  to  jeżdżę 
Lancerem Evo VIII. 
 

- Spotkajmy się jutro o dziesiątej – zaproponował Thomas. – Mia, 

mogę podać twój adres?  
 

- Pewnie. Ocean Hill 12. 

 

-  O,  to  tutaj  niedaleko  –  ucieszył  się  chłopak,  wpisując  adres  do 

telefonu. 
 

Thomas podał mu również swój numer komórkowy. 

 

- Dzięki, jutro na pewno będę. Na razie. 

 

- Na razie.  

 

Mężczyzna  był  zachwycony  możliwością  pokazania  Thomasowi 

swoich  umiejętności.  Podszedł  do  samochodu  i  choć  rzeczywiście  był  to 
typowy  wóz  osobowy,  to  dał  swojemu  idolowi  pierwszą  próbkę  talentu, 
paląc gumy podczas ruszania. 
 

Thomas i Mia uśmiechnęli się do siebie, widząc, że gość naprawdę 

zna się na rzeczy. Pozostawił ich w kłębie białego dymu, przez który ledwo 
mogli dojrzeć swoje twarze. 
 

Kiedy chmura opadła, Thomas chwycił Mię za rękę i oboje skiero-

wali się dalej w stronę wejścia. 
 

W środku również unosił się dym, jak gdyby tutaj też ktoś przypalił 

opony.  Jednak  to  nie  było  to  samo.  Ten  dym  pochodził  z  papierosów. 
Przeplatał  się  on  ze  światłami  zielonych  i  czerwonych  halogenów.  Na 
wprost wejścia znajdował się bar, barman przecierał szklanki, przy ladzie 
nikt nie siedział. Po dwóch stronach pomieszczenia ustawiono wiele czte-

background image

9

 

 

roosobowych,  czerwonych  stolików.  Prawie  wszystkie  z  nich  były  teraz 
zajęte. 
 

Thomas czuł się nieco zawiedziony. Kiedyś było tu znacznie przy-

tulniej.  Przypominało  mu  się,  że  pomieszczenie  było  większe  i  wszystko  
w  środku  było  inaczej  urządzone.  Teraz  praktycznie  nie  było  tu  żadnej 
wolnej przestrzeni, mieściły się tylko te czerwone stoliki i bar. Na środku 
był  mały  kwadratowy  parkiet,  na  którym  nawet  nikt  teraz  nie  tańczył. 
Thomas  zrozumiał,  że  to  nie  jest  już  ta  dyskoteka,  gdzie  grała  muzyka 
klubowa  i  gdzie  popijali  kiedyś  napoje  wszyscy  fani  samochodów  tuner. 
Zmieniła  się  teraz  w  drugorzędny  bar  dla  fanów  motocykli  Harley.  Nawet  
z głośników za barem pomrukiwała cicho muzyka rockowa. 
 

- To chyba nie jest dobre miejsce. Zmieniło się tu – Thomas rozej-

rzał się jeszcze raz po sali. – Może chodźmy gdzieś indziej. 
 

-  Nie,  zostańmy  tu  na  chwilę  –  odpowiedziała  Mia.  –  No  chodź, 

napijemy  się  czegoś  i  pójdziemy  sobie.  –  pociągnęła  go  za  rękę,  widząc 
niezdecydowanie w jego oczach. 
 

Nie  zdążyli  jednak  zrobić  nawet  jednego  kroku.  Drogę  nagle  za-

stawiło  im  trzech  facetów,  którzy  chwilę  wcześniej  wstali  od  jednego  ze 
stolików po prawej stronie wejścia. 
 

- No proszę, Tomasz Spidowski – odezwał się jeden z nich. Z wy-

glądu  można  było  wywnioskować,  że  najprawdopodobniej  jest  Japończy-
kiem. 
 

Był nieźle przypakowany i naprawdę można było się go przestra-

szyć. Jego twarz również nie wzbudzała sympatii. Pozostali dwaj mężczyź-
ni byli białoskórzy, a ich gęby były chyba jeszcze gorsze niż ta Japończyka. 
Ogólnie wszyscy trzej wyglądali niezbyt przyjemnie. 
 

- Czego? – powiedział Thomas mocnym głosem, dając jednocze-

śnie znak Mii, by stanęła za jego plecami. 
 

- Pamiętasz może Minga? – zapytał Japończyk, zakładając ręce. 

 

-  Tak.  Hector  Domingo,  jeździł  czarno-srebrnym  Lamborghini 

Gallardo. 
 

- Masz świetną pamięć. Pewnie pamiętasz też, co zrobiłeś z jego 

reputacją. 
 

- Po prostu z nim wygrałem, no i co z tego? – Thomas nie rozu-

miał, o co chodzi. Taki był bieg rzeczy na Czarnej Liście, lepszy wygrywał. 

background image

10

 

 

 

- Masz dwie możliwości: zgodzisz się z nim ścigać albo już stąd 

nie  wyjdziesz  –  mówiąc  to,  Japończyk  obejrzał  się  na  stojących  za  nim 
kumpli. 
 

Thomas zaśmiał się w duchu, jeszcze nigdy nie słyszał tak głupiej 

deklaracji, a już na pewno nie we własnym kierunku. Kiedyś, dawno temu 
odgrażał się Darius, odgrażali się niezadowoleni przegraną rywale, odgra-
żał się później Razor, ale nigdy nikt nie groził mu, że go pobije albo nawet 
zabije. 
 

Rozbawienie Thomasa można było zobaczyć również na jego twa-

rzy,  nie  był  w  stanie  zdusić  w  sobie  śmiechu.  Spoglądał  facetom  prosto  
w  oczy  i  śmiał  się  głośno.  Trochę  ich  to  zirytowało,  nie  spodziewali  się 
takiej reakcji. 
 

Mia również zdziwiła się jego zachowaniem. W ogóle nie zrobił na 

nim wrażenia fakt, że stało przed nim trzech przypakowanych gości.  
 

- Straszne, normalnie się przestraszyłem  – mówił Thomas z szy-

derczym  uśmiechem.  –  Ale  coś  ci  powiem,  chętnie  się  z  nim  spotkam, 
dawno się nie widzieliśmy. 
 

Faceci  mieli  go  dość,  ale  zgodził  się  na  spotkanie  z  Mingiem,  co 

znacznie ich uspokoiło.  
 

-  Tylko  skąd  ta  pewność,  że  twój  przyjaciel  będzie  chciał  się  ze 

mną ścigać? 
 

- Znam go dobrze. Gdyby wiedział, że tu jesteś, na pewno chciałby 

cię rozwalić. 
 

- No dobra, to sprawdzimy, kto kogo rozwali. Kiedy i gdzie mamy 

się  spotkać?  -  Thomas  postanowił  nie  przedłużać  tej  rozmowy  i  jak  naj-
szybciej przejść do sedna. 
 

-  W  centrum  Rosewood,  na  parkingu  koło  uniwersytetu,  za  dwa 

tygodnie, o pierwszej po południu. 
 

- OK, niech będzie – zakończył zdecydowanym głosem. 

 

Po  chwili  wszyscy  trzej  mężczyźni  zaczęli  się  oddalać  w  stronę 

stolika, przy którym wcześniej siedzieli. 
 

Thomas już miał złapać Mię za rękę, by dalej kierować się ku ba-

rowi, gdy nagle usłyszał za sobą znajomy głos. 
 

- Hej, Tommy. 

 

- Cześć, Rog.  

 

Podali sobie ręce. 

background image

11

 

 

 

Rog  był  jego  najlepszym  kumplem.  Znali  się,  od  kiedy  Thomas 

wprowadził  się  do  Palmont.  Był  to  jego  piąty  rok  życia.  Rog  miał  wtedy 
dwanaście  lat  i  mieszkał  w  bliskim  sąsiedztwie,  więc  bardzo  szybko  się 
poznali i polubili.  
 

Był dobrze zbudowanym facetem średniego wzrostu. Charaktery-

zowały go zawsze krótko ścięte, brązowe włosy i bladoniebieskie oczy. Na 
pierwszy rzut oka nie wyglądał na przyjazną osobę, ale ci, którzy go znali, 
wiedzieli że jest w porządku. 
 

- Cześć, Mia – teraz przywitał i ją, również podając jej rękę. 

 

- Cześć, Rog. 

 

- Co ty tu robisz, przecież byłeś w Palmont? – zwrócił się znów do 

Thomasa. 
 

Rog przeprowadził się do Rockport mniej więcej na pół roku przed 

tym, gdy Thomas pojawił się tu po raz pierwszy. 
 

- Tak, byłem, ale postanowiłem wrócić. 

 

- Czego tu szukasz? 

 

- Raczej, kogo szukałem – uśmiechnął się, spoglądając na Mię. 

 

- A tak, widzę – Rog również się do niej uśmiechnął. 

 

Kiedyś, na początku, nie przepadał za nią. Coś podejrzewał i nie-

długo potem okazało się, że miał rację. Mia była policjantką, ale natych-
miast  po  tym,  jak  pozwoliła  Thomasowi  uciec,  zmienił  o  niej  zdanie.  Już 
kiedyś uważał, że pasowaliby do siebie, ale właśnie ze względu na swoje 
podejrzenia, natychmiast przestawał nawet myśleć w ten sposób. 
 

Rog  znał  również  Nikki  i  to  w  dużo  większym  stopniu  niż  Mię.  

W końcu to on poznał z nią Thomasa. Zdawał sobie sprawę, że jeżeli zo-
stanie teraz z Mią, nigdy już do niej nie wróci. Nie widział jednak w tym nic 
złego.  Wręcz  przeciwnie  -  po  tym,  jak  go  zostawiła,  zasługiwał  na  inną 
dziewczynę, której naprawdę będzie zależeć, zawsze, niezależnie od sytu-
acji. 
 

-  Idziecie  się  napić  czegoś  mocniejszego?  –  zapytał,  wskazując 

głową na bar. 
 

- Rog, dobrze wiesz, że nie piję – oburzył się Thomas. 

 

- Nie pijesz? – wtrąciła Mia. 

 

- Nie. 

 

- A palisz? 

 

- Też nie. 

background image

12

 

 

 

Na  ostatnią  odpowiedź  dziewczyna  uśmiechnęła  się,  odruchowo 

chwytając jego dłoń. Miło było jej słyszeć, że jest jeszcze bardziej idealny, 
niż w ogóle mogła sobie wyobrazić. Pomyślała, że musi mieć chociaż jeden 
nałóg, jedną wadę, przecież świat nie może być taki  piękny. Jak  na  razie 
jednak nie udało się jej niczego zauważyć. 
 

- Mia, zwinęłaś najporządniejszego faceta na świecie – rzekł Rog, 

śmiejąc się. 
 

-  Wiem,  ale  nie  spodziewałam  się,  że  najporządniejszy  facet  na 

świecie jest aż tak porządny – po raz kolejny spojrzała na Thomasa z po-
dziwem. 
 

- Zawstydzacie mnie – powiedział, spoglądając w podłogę.  

 

- Jaki on jest uroczy. 

 

- Thomas, napij się chociaż piwa – nalegał Rog. 

 

- Daj spokój. Piwa nie lubię w szczególności, wiesz o tym.  

 

- Ale trudno cię złamać – rzekł zawiedzionym głosem. 

 

- Ale może ty się czegoś napijesz? – zapytał Mię Thomas. 

 

- Nie, ja też nie piję – odpowiedziała, uśmiechając się. 

 

- To dobrze, zależy mi na tym – powiedział mniej wesołym tonem. 

 

- Czemu? – zaciekawiła się marszcząc brwi. 

 

- Tak po prostu, bo to niedobry nałóg. 

 

Miał  teraz  na  myśli  Nikki,  która  bardzo  nadużywała  alkoholu,  co 

często  doprowadzało  do  różnych  kłopotów.  Wtedy  zaczynała  się  kłócić  
i  wszystkim  rzucać.  Nienawidził  takich  zachowań.  Na  razie  postanowił 
jednak nie opowiadać o tym wszystkim Mii.  
 

Rog  widząc  nagłe  przygnębienie  przyjaciela,  domyślił  się,  o  co 

chodzi i o czym zapewne teraz myśli. Znał bowiem dawne wyczyny Nikki. 
Jak zachowywała się w ostatnim czasie, niestety nie miał okazji zobaczyć, 
ponieważ  cały  czas  przebywał  w  Rockport.  To,  co  jednak  wiedział  było 
całkowicie wystarczające. 
 

Mia  była  jednak  bardzo  inteligentna  i  spostrzegawcza,  dlatego 

natychmiast  skojarzyła,  że  Thomas  musi  mieć  jakieś  złe  wspomnienia 
związane z alkoholem. Nie wiedziała jednak, kto mógłby być ich sprawcą. 
 

Postanowiła zmienić temat, by wyciągnąć siebie i Thomasa z tego 

przykrego nastroju. Na szczęście miała pod ręką dobry temat. 
 

- Thomas, musisz uważać z tym spotkaniem. Nie podoba mi się to 

wszystko. 

background image

13

 

 

 

Od pierwszej chwili, kiedy zakończył rozmowę z kumplami Minga, 

Mia martwiła się, czy jadąc na miejsce spotkania, nie stanie się coś złego. 
 

- Spokojnie, jakoś sobie poradzę – pocieszył ją, kładąc rękę na jej 

ramieniu. 
 

- Ktoś zaproponował ci wyścig? – zapytał Rog z ekscytacją. 

 

-  Tak.  Pamiętasz  Minga?  Jego  kumple  umówili  mnie  z  nim.  To 

właśnie ci, siedzą przy tamtym stoliku – Thomas wskazał na nich głową. 
 

- Pamiętam go, ale czemu chce się z tobą ścigać? 

 

- Podobno jest na mnie wkurzony. 

 

- A co ty mu takiego zrobiłeś? 

 

- Zepsułem reputację. No i... zabrałem samochód.  

 

Thomasowi przypomniało się teraz, że wóz Minga powinien jesz-

cze być gdzieś w Rockport, w którejś z kryjówek z czasów Czarnej Listy. 
 

- No tak, może być zdenerwowany. To był jego kochany samocho-

dzik, podobno kiedyś nieźle się namęczył, żeby go zdobyć. 
 

- No właśnie. Pewnie teraz chce się odegrać. 

 

- Nie boisz się? A jeżeli będą cię tam chcieli załatwić? – ostrzegała 

znów Mia. 
 

- Możliwe, ale zobaczymy, może nie będzie tak źle. 

 

-  Uważaj,  żebyś  znowu  w  jakiś  dziwny  sposób  nie  stracił  samo-

chodu. 
 

-  Spokojnie.  Najwyżej  znów  pomożesz  mi  go  odzyskać  –  mówił, 

śmiejąc się. - A poza tym nie planuję ścigać się o auto.  
 

- Chodźmy do baru, ja się chociaż czegoś napiję, strasznie gorą-

co – powiedział Rog.  
 

Wszyscy troje podeszli do blatu i usiedli na stołkach. Jeszcze przez 

dobre  pół  godziny  rozmawiali  o  wyścigach.  Rog  zapytał  też,  co  słychać  
w Palmont. W ten sposób Mia dowiedziała się co nieco o miejscu, z które-
go  pochodził  jej  ukochany.  Roga  kusiło,  by  zapytać  o  Nikki,  ale  głupio 
byłoby to robić przy Mii. Mówili więc dalej o wyścigach. Powiedział też, że 
nudził  się  przez  ostatnie  dwa  lata  niesamowicie,  ponieważ  nic  się  tu  nie 
działo. Stwierdził, że jeżeli Thomas wróci na stałe, to wszystko może za-
cząć  się  od  nowa  i  dlatego  też  życzył  mu  powodzenia  w  najbliższych 
dwóch  tygodniach  -  szczególnie  w  dniu  spotkania  z  Mingiem.  W  końcu 
pożegnał się z obojgiem, po czym wyszedł z baru, kierując się do swojego 
domu. 

background image

14

 

 

 

Rog  mieszkał  w  dzielnicy  Downtown,  która  oddalona  była  od  

Ocean Hill o około 5-6 kilometrów. 
 

Thomas  i  Mia  pozostali  przy  barze  sami.  On  rozmyślał  teraz  

o Palmont. Gnębiło go wszystko, co było związane z tym miastem, a naj-
bardziej wspomnienie Nikki. Kiedy wcześniej rozmawiali z Rogiem o alko-
holu, zauważył, że Mia nie wymagała innej odpowiedzi, ale domyśliła się, 
że nie był do końca szczery. Postanowił więc wszystko jej wytłumaczyć, ale 
nie w barze. Miał już dość hałasu i dymu papierosów, którego jak już wia-
domo - bardzo nie lubił. 
 

- Pojedziemy nad ocean? – zaproponował. 

 

-  Po  co?  -  zapytała,  choć  w  sumie  nie  potrzebowała odpowiedzi. 

Widziała, że Thomas od dłuższej chwili się nad czymś zastanawiał. Pewnie 
chciał jej teraz o tym powiedzieć. Miała również świadomość, że plaża to 
rzeczywiście świetne miejsce na spokojną rozmowę. 
 

- Przy wodzie czuję się lepiej. 

 

- Dobrze, to chodźmy.  

 

Wyszli z klubu i wsiedli do samochodu. Thomas znów popisał się 

elegancją,  jednak  teraz  nie  przynosiło  im  to  już  takiej  radości  jak  wcze-
śniej.  W  tej  chwili  ich  uwagę  zwracało  coś  innego.  Jego  męczyła  prze-
szłość, a Mię to, co może za chwilę usłyszeć. 
 

Jechali  główną  ulicą  przez  minutę  lub  dwie.  Całą  drogę  milczeli. 

Zatrzymali  się  w  końcu  przy  mostku  prowadzącym  ku  wodzie.  Koła  BMW 
hamując,  zaszumiały  w  piasku.  Miejsce, w  którym  się  zatrzymali  znajdo-
wało się blisko domu Mii. Również znajdowało się w Ocean Hill, położone 
było jednak nieco niżej niż dom i stawik, przy którym mieszkała. Gdyby się 
dobrze przyjrzeć, można było zobaczyć też tę stację, na której wcześniej 
tankowali. 
 

Thomas  wysiadając  z  wozu,  wziął  Mię  za  rękę  i  oboje  podążyli  

w stronę wody. Za chwilę siedzieli już na piasku. Słońce zachodziło, kryjąc 
się powoli za oceanem. 
 

- Ładnie tu, chociaż trochę się pozmieniało, nawet w Ocean Hill - 

rzekł, spoglądając w stronę ulicy. 
 

- Ja jestem tutaj cały czas i też zauważam zmiany, choć z drugiej 

strony nie są one aż tak duże. 
 

- Mnie nie było tu dwa lata, więc dla mnie są one ogromne. 

 

Mia  zauważyła,  że  Thomas  nie  może  się  zebrać  do  rozpoczęcia 

zaplanowanego tematu. Postanowiła więc delikatnie mu pomóc. 

background image

15

 

 

 

- Gdzie dokładnie leży Palmont?  

 

- Palmont znajduje się w rejonie wyżyny Kolorado, a dokładnie po 

jej wschodniej stronie. – odpowiedział. – Mieszkałem tam od piątego roku 
życia, a Rog przez wiele lat był moim sąsiadem.  
 

- Powiedz mi, jak to wszystko tam wygląda? 

 

-  Ważniejsze  wyścigi  są  organizowane  w  kanionach,  a  na  co  

dzień - na ulicach. A jeśli pytasz o krajobraz, to jest tam dużo wzniesień, 
a  na  północy  znajdują  się  właśnie  kaniony.  W  Palmont  płynie  też  rzeka, 
która  dzieli  miasto  na  dwie  części.  Do  tego  dochodzą  dwa  dość  rozległe 
jeziora na obrzeżach. Jest tam naprawdę ładnie, ale miasto jako takie nie 
jest  zbyt  duże.  Kiedyś  pojedziemy  tam  razem  i  zobaczysz  wszystko  na 
własne  oczy  –  zakończył  uśmiechem,  ale  był  on  raczej  wymuszony,  bo 
perspektywa powrotu do Palmont nie była dla niego zbyt przyjemna. 
 

- Co robiłeś, kiedy się nie ścigałeś? 

 

-  Właściwie  mało  kiedy  były  takie  chwile,  kiedy  się  nie  ścigałem. 

Jeżeli  już  miałem  odrobinę  wolnego  czasu,  to  tylko  po  to,  by  planować 
kolejne wyścigi.  
 

Thomas pogrążył się teraz w myślach, gdyż przypomniało mu się, 

jak  jeszcze  niedawno  wspólnie  z  Nikki  planował  kolejne  kroki  działania 
przeciwko Dariusowi.  
 

- Czemu tak spoważniałeś? – zapytała dziewczyna, widząc, że jej 

ukochany posmutniał. 
 

- Muszę ci coś powiedzieć – rzekł, spoglądając jej w oczy. 

 

- Słucham.  

 

- W Palmont... – Thomas opuścił na chwilę głowę. – mieszka moja 

była  dziewczyna,  Nikki.  Rozstaliśmy  się  kilka  dni  przed  moim  pierwszym 
przyjazdem tutaj. Byliśmy ze sobą prawie osiem lat, ale na koniec po pro-
stu mnie zostawiła. – spojrzał w stronę oceanu, a oczy Mii nieco posmut-
niały. - Kiedy wróciłem do Palmont, pomagała mi. Był tam taki gość, który 
strasznie  się  panoszył  i  musieliśmy  go  nauczyć  porządku.  Nikki  też  jest 
kierowcą.  Kiedy  ją  poznałem,  ona  była  już  szanowanym  wyścigowcem. 
Ostatnio  udało  nam  się  wygrać  z  tym  facetem,  znowu  byliśmy  najlepsi  
w mieście jak dawniej. Dlatego pewnie pomyślała, że znowu możemy być 
razem.  Przedwczorajszego  wieczoru  byłem  w  swoim  garażu,  gdzie  ukry-
wałem BMW. Kręciłem się bez większego sensu. Wtedy przyszła do mnie. 
Chciała pogadać o „nas”. Przekonywała mnie, że nadal jej na mnie zależy, 

background image

16

 

 

ale wtedy powiedziałem jej o tobie – Thomas znów spuścił głowę. – Wsia-
dłem do samochodu i po prostu tutaj przyjechałem. 
 

Mia również spojrzała w piasek. Musiała poukładać sobie wszyst-

ko,  co  teraz  usłyszała.  Dowiedziała  się,  że  Thomas  miał  dziewczynę  i  to 
bardzo długo - osiem lat to szmat czasu. Odeszła od niego, co jak można 
było zauważyć  -  bardzo go  rozczarowało. Chciała go jednak  teraz odzy-
skać, co oznaczało pewne niebezpieczeństwo dla związku Thomasa i Mii. 
Gdyby jednak wiedziała, jak Thomas bardzo nienawidzi Nikki, może byłaby 
spokojniejsza, ale nie znała jeszcze wszystkich faktów. 
 

- Co się stało między wami? – spytała, podnosząc wzrok. 

 

-  Zawsze  mówiła,  że  mnie  kocha,  ale  to  były  puste  słowa,  bez 

żadnego  pokrycia.  Byłem  dla  niej  zabawką  –  opowiadał  z  coraz  większą 
pasją. – Nigdy nie traktowała mnie poważnie, byłem jej chłopakiem, a ona 
wciąż uganiała się za innymi facetami. Często miała mi jeszcze za złe, że 
się do niej nie odzywam. A mnie po prostu nigdy nie sprawiały przyjemno-
ści kłótnie z pijanymi kobietami.  
 

Pasja w głosie Thomasa rosła, a Mia zaczęła rozumieć, o co cho-

dziło z tym alkoholem.  
 

– Nikki paliła i piła jak szalona - kontynuował. - a następnego dnia 

aplikowała  sobie  całe  opakowanie  tabletek  przeciwbólowych,  narzekając, 
że głowa ją boli - teraz zniżył głos i mówił bardzo spokojnie. – Najgorsze 
stało  się  dopiero  na  końcu.  Miałem  wypadek.  Wjechałem  w  ciężarówkę. 
Wylądowałem  w  szpitalu  i  nie  mogłem  ruszać  nogami.  Lekarze  w  ogóle 
załamali ręce, mówiąc, że już nigdy nie będę chodził.  
 

Mia zauważyła, że znów przypomniało mu się coś nieprzyjemne-

go.  
 

– Kiedy Nikki się o tym dowiedziała, odwiedziła mnie w szpitalu po 

raz  ostatni.  Na  pożegnanie  wypowiedziała  dokładnie  takie  zdanie:  „Nie 
chcę mieć chłopaka, który nie może chodzić”. Rozumiesz, Mia? Zerwała ze 
mną w takiej chwili... 
 

Thomas bardzo się denerwował, przypominając sobie to wszystko,  

o czym teraz mówił. 
 

Mia czuła się dziwnie. Wiadomość o dawnej dziewczynie trochę ją 

przygnębiła. Postanowiła jednak o niej zapomnieć, tak jak teraz próbował 
to zrobić jej ukochany. Nie mogła zrozumieć, jak można traktować kogoś 
w taki sposób, w jaki robiła to Nikki. 

background image

17

 

 

 

Postanowiła pocieszyć Thomasa i zapewnić go, że przy niej nigdy 

nie spotka go takie rozczarowanie. 
 

- Nie ważne, co zrobiła Nikki. Możesz być całkowicie pewien, że ja 

cię bardzo kocham i nigdy bym cię nie opuściła w takiej sytuacji – mówiła, 
patrząc mu prosto w oczy. - Ani w żadnej innej. 
 

- Wiem. 

 

- Teraz jesteś ze mną – powiedziała z uśmiechem. Chciała dać mu 

do zrozumienia, że przeszłość jest już za nim, a teraz będąc z nią, czeka 
go coś dużo lepszego. 
 

- I nawet nie wiesz, jak bardzo się z tego cieszę – Thomas również 

się rozweselił i bardzo mocno przytulił do Mii. 
 

Oparł głowę na jej ramieniu, a ona głaskała jego włosy, przytulając 

swój  policzek  do  jego  czoła.  Oboje  zamknęli  oczy,  ciesząc  się  sobą  na-
wzajem. Trwali tak przez kilkanaście sekund. Na koniec Thomas powtórzył 
pocałunek z dzisiejszego poranka.  
 

- Powiedz mi jeszcze, jak to było z tym wypadkiem w kanionie?  

 

- Ścigałem się z takim jednym gościem, właściwie to był mój zna-

jomy  - tłumaczył. – Niestety padał deszcz, było strasznie mokro i ślisko. 
Pokonywaliśmy  kolejne  zakręty,  gdy  w  pewnym  momencie  nasze  samo-
chody tak ułożyły się na drodze, że musiałem hamować, żeby nie uderzyć 
w jego auto. Nie miałem szczęścia i wyniosło mnie poza drogę, a tam była 
ponad stumetrowa przepaść. 
 

- Byłeś w szpitalu? 

 

- Tak, przez miesiąc. 

 

- A policja? 

 

-  Nie  uwierzysz,  w  Palmont  był  Cross.  Nie  wiem  dlaczego,  ale 

przez  ostatnie  kilkanaście  miesięcy  często  mi  pomagał.  Kiedy  byłem  
w szpitalu, zadbał o to, by policja się o tym nie dowiedziała. Sam pozwolił 
mi uciec. 
 

- Skąd wiedział, gdzie cię szukać? – zapytała Mia ze zdziwieniem. 

 

- Śledził mnie, wtedy, kiedy uciekałem po wyścigu z Razorem. 

 

-  Cross  był  w  Palmont...  – Mia  zrobiła  przerwę  między  zdaniami, 

zastanawiając  się  nad  zachowaniem  policjanta.  -  Ale  przecież  uciekłeś, 
przeskoczyłeś przez ten stary most. 
 

- Tak, ale chyba nie doceniłaś wozu Crossa, musiał przeskoczyć za 

mną. 

background image

18

 

 

 

- I co, Cross pomagał ci, będąc w Palmont? – zapytała, jakby nie-

dowierzając temu, co Thomas powiedział przed chwilą. 
 

- Tak, ale do dziś nie wiem, o co chodzi. 

 

Mia  chwilę  nad  czymś  rozmyślała.  Ściągnęła  brwi,  przypominając 

sobie coś ważnego. 
 

- Wiesz co, kiedyś Cross był u mnie. Pytał, czy ci pomagałam. Od-

powiedziałam  mu,  że  tak.  Zapewniał  mnie,  że  jest  moim  przyjacielem  
i mogę mu ufać.  Przeprosiłam go  za to,  że przyczyniłam się do zepsucia 
jego reputacji w policji. Powiedział, że to nic i że dobrze zrobiłam, pozwa-
lając ci uciec – słowa Mii wprawiały Thomasa w coraz większe zastanowie-
nie. – Porozmawiał ze mną chwilę i później wyszedł, odjeżdżając tą swoją 
Corvettą. Tylko problem polega na tym, że to było jakiś rok temu. 
 

-  To  nic.  Z  tego,  co  wiem,  często  wracał  do  Rockport  –  Thomas 

również przez chwilę się zamyślił, pokiwał głową i mówił dalej. – Tu by się 
coś zgadzało. Od jakiegoś  roku był dla mnie szczególnie pomocny. Mie-
siąc  temu  spotkaliśmy  się  w  jednym  z  klubów  w  Palmont  i  zapytał  mnie 
wtedy,  jakie  mam  dalsze  plany,  skoro  zrobiłem  już  porządek  w  mieście. 
Odpowiedziałem, że nie mam nic konkretnego na myśli. Wtedy powiedział, 
że w Rockport ktoś na mnie czeka, od razu skojarzyłem, że musi chodzić 
o  ciebie.  W  ogóle  to  dwa  lata  temu  nie  pożegnałem  się  z  tobą.  Przepra-
szam cię za to – chwycił obie dłonie Mii i ucałował je. 
 

-  Nie  ma  za  co  –  dziewczynę  niesamowicie  ucieszył  ten  gest.  – 

Zablokowali mi numer telefonu, i tak byś się do mnie nie dodzwonił. 
 

-  Właśnie  próbowałem  –  powiedział,  uśmiechając  się.  –  Wracając 

do Crossa, powiedziałem mu, że wrócę do Rockport. Ucieszył się. Miałem 
załatwić tylko jedną sprawę, ten wyścig w kanionie. I załatwiłem... lądując 
w szpitalu – mówił z pogardą dla samego siebie. 
 

- Moment  – Mii znowu coś się przypomniało.  – U mnie Cross był 

ostatni  raz  dwa  tygodnie  temu.  Powiedział,  że  moja  cierpliwość  wreszcie 
zostanie wynagrodzona i że niedługo nie będę już samotnie spędzać ko-
lejnych dni. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale teraz chyba rozumiem. 
 

Oboje uśmiechnęli się do siebie, gdyż udało im się wspólnie roz-

wiązać zagadkę działań policjanta. Thomas na potwierdzenie swoich myśli 
powiedział: 
 

-  Zgadza  się.  On  po  prostu  chciał,  żebym  wrócił  tu  do  ciebie  – 

zastanawiała  go  jednak  jeszcze  jedna  rzecz.  -  Czemu  on  się  tobą  tak 
przejmuje? 

background image

19

 

 

 

-  Kiedyś  nie  był  aż  tak  opiekuńczy,  ale  ogólnie  ma  prawo.  To 

przyjaciel mojej mamy - Mia uśmiechnęła się. 
 

- No tak, rozumiem. Pewnie znacie się od dawna. 

 

- Poznałam go, będąc małą dziewczynką. 

 

- O właśnie! – Thomasowi przypomniało się teraz, że nie wie o Mii 

jeszcze jednej, ważnej rzeczy. – Wiem, że nie wypada o to pytać, ale ileż ta 
mała dziewczynka ma już latek? 
 

- 27 lipca skończyłam dwadzieścia pięć – Mia spojrzała w piasek, 

jak gdyby chciała zakopać w nim przynajmniej pięć z nich. 
 

-  Ja  24  stycznia  skończyłem  dwadzieścia  sześć  –  powiedział, 

uśmiechając  się.  –  Wielka  szkoda,  miałaś  urodziny  27  lipca,  a  dziś  już  
4 sierpnia. Nie przejmuj się, jeszcze dostaniesz prezent. 
 

- Już dostałam i to chodzący. Dostałam ciebie – rzekła, uśmiecha-

jąc się i kładąc rękę na policzku Thomasa. 
 

- Jaki ze mnie prezent, raczej udręka.  

 

- Co ty opowiadasz? Jesteś prezentem, o jakim mogłam tylko ma-

rzyć.  
 

Przez  chwilę  oboje  spoglądali  na  siebie,  trzymając  się  za  ręce. 

Bycie razem sprawiało im niezwykłą przyjemność. 
 

- Jedźmy do domu – zaproponowała w końcu Mia. 

 

- Dobrze. 

 

Thomas  odprowadził  ją  do  samochodu,  jak  zwykle  otwierając  

i zamykając drzwi. Droga do domu była bardzo krótka. Podróż nie trwała 
dłużej  niż  minutę.  Kierowca  znów  zaparkował  na  chodniku  na  wprost 
drzwi  wejściowych.  Mia  wysiadła  z  wozu  tak  szybko,  że  tym  razem  nie 
pozwoliła mu popisać się jego elegancją. Wysiadł sekundę później. 
 

- No to dobranoc – powiedział, opierając się o dach samochodu. 

 

- Co za „dobranoc”? – Mia ściągnęła brwi. 

 

- No do jutra – odpowiedział, stając teraz tuż przed nią. 

 

-  Jakie  „do  jutra”?  A  gdzie  ty  się  wybierasz?  –  Nie  pozwoliła  mu 

jednak  odpowiedzieć  i  złapała  go  za  rękę.  –  Idziesz  ze  mną  –  dodała, 
wskazując palcem na drzwi swojego domu. 
 

- No ale...  

 

Thomas  stawiał  opór,  gdyż  czuł,  że  ich  znajomość  nabrała  zbyt 

szybkiego tempa. 
 

- Nie ma żadnego „ale” – złapała go za drugą rękę, jakby w oba-

wie, że zaraz ucieknie. – Proszę bardzo, to są kluczyki do garażu, wstaw 

background image

20

 

 

tam samochód. – Włożyła mu do rąk pęk kluczy, był tam też ten od drzwi 
domu. 
 

Thomas przyglądał się Mii z niepewnością. Nadal był przeciwny jej 

pomysłowi, ale z drugiej strony, nie chciał stawiać jej oporu. 
 

- No, co tak patrzysz? Przecież tu go nie zostawisz. 

 

Wsiadł  więc  do  BMW.  Podjechał  do  garażu,  który  znajdował  się  

w  przybudówce  za  prawą  ścianą  domu.  Użył  alarmu  i szerokie  drzwi  za-
częły się podnosić. 
 

To  był  naprawdę  ogromny  garaż.  Jak  Thomas  stwierdził,  mógłby 

zmieścić nawet trzy wozy. Nie było tu jednak ani jednego. Widocznie Mia 
nie miała żadnego samochodu. Mimo dużej ilości najróżniejszych narzędzi 
na półkach, panował tu idealny porządek, tak samo jak w domu. Garaż był 
wyposażony  chyba  we  wszystkie  możliwe  klucze,  śrubokręty,  itp.,  jakie 
mogły być potrzebne mechanikowi. 
 

Po  chwili  wyszedł  z  garażu.  Znów  użył  alarmu.  Skierował  się  

w  stronę  chodnika,  na  którym  jeszcze  chwilę  temu  stało  jego  BMW.  Mia 
siedziała na wyższym z dwóch schodków poprzedzających wejście do do-
mu. Kiedy go zobaczyła, wstała. 
 

- Już? 

 

- Tak – odpowiedział, oddając jej klucze. 

 

Teraz  użyła  jednego  z  nich  do  otworzenia  drzwi.  Po  chwili  spoj-

rzała  za  siebie  na  Thomasa.  Nadal  widziała  niezdecydowanie  w  jego 
oczach. Znów złapała go za ręce i wręcz wciągnęła do środka. 
 

- Nie bój się tak – rzekła, kierując się w stronę lodówki. 

 

- Nie boję się – odpowiedział, zdejmując kurtkę. 

 

-  Zaraz  zrobię  kolację  –  położyła  kilka  pojemników  na  blacie 

szafki. 
 

-  Pomogę  ci  –  powiedział,  energicznie  kładąc  kurtkę  na  oparciu 

kanapy i ruszając w stronę kuchni. 
 

Mia się odwróciła. 

 

- Od kiedy mężczyźni pomagają w kuchni? – zapytała, dziwiąc się 

zapałem Thomasa. 
 

- Zwykli nie pomagają, niezwykli – od zawsze.  

 

Po  tych  słowach  przytulił  się  do  jej  pleców  i ucałował  ją  w  prawe 

ramię.  Był  to  kolejny  gest,  który  sprawił,  że  dziewczyna  poczuła  się  jak  
w niebie. 

background image

21

 

 

 

Oboje  umyli  ręce.  Mieli  przy  tym  niezłą  zabawę,  ochlapując  się 

nawzajem wodą. Później zaczęli kroić chleb, warzywa, Thomas wlał sok do 
dzbanka, układał na talerzu kanapki w jakiś oryginalny sposób. 
 

-  Postaw  to  tutaj  –  mówiła  Mia,  kiedy  już  ustawiali  wszystko  na 

stoliku w salonie. 
 

Po chwili podniosła z kanapy poskładaną pościel, w której jeszcze 

zeszłej nocy spał jej ukochany. 
 

- Dlaczego to zabierasz? – oburzył się. 

 

-  Myślisz,  że  będziesz  tu  spał?  Zapomnij  o  tym.  Śpisz  ze  mną  – 

Mia podążyła w kierunku sypialni, by odłożyć ją do szafy. 
 

Thomas pozostał na chwilę sam. Czuł się teraz jak posąg. Z wra-

żenia  nie  mógł  się  ruszyć.  Słowa  Mii  sprawiły,  że  był  pewien  jej  miłości  
i zaufania, ale z drugiej strony – czy przypadkiem nie za bardzo się spie-
szyła? 
 

Thomas  nie  był  takim  „typowym  facetem”.  Nie  zależało  mu  tylko 

na jednym. Mia nie popełniła błędu, nazywając go kimś niezwykłym, miała 
absolutną rację. Dlatego też jej deklaracja nieco nim wstrząsnęła. Zupełnie 
nie wiedział, jak się teraz zachować. 
 

Kiedy wróciła do salonu, już nieco nad sobą zapanował. 

 

- Mia, tak szybko mi zaufałaś? 

 

- Tak – pokiwała głową i uśmiechnęła się. – Usiądź, zjemy te twoje 

piękne kanapki. 
 

Thomas  usadowił  się  na  kanapie,  w  miejscu,  gdzie  parę  minut 

temu  leżała  poskładana  pościel.  Mia  usiadła  na  fotelu  po  prawej  stronie 
stolika.  Podczas  jedzenia  rozmawiali  o  wyścigach,  wypadkach  Thomasa  
w Palmont, Crossie i o tym, że chyba trzeba kupić mu z wdzięczności bu-
telkę dobrego alkoholu. 
 

- No dobra, to tak jak powiedziałam, śpisz ze mną – rzekła dziew-

czyna, podnosząc się z fotela, by odnieść naczynia. 
 

Thomas zdążył jednak złapać ją za rękę. 

 

-  Tak  à  propos  spania  –  Mia  z  powrotem  usiadła.  –  Musimy  

o czymś pomówić – zaczął, chwytając ją za obie ręce. – Widziałem, że nie 
byłaś  zadowolona,  kiedy  dowiedziałaś  się  o  Nikki.  Jednak  chcę  ci  powie-
dzieć coś ważnego – spuścił na chwilę głowę, a ona czekała na jego dalsze 
słowa. – Ja z nią nigdy nie... 
 

Natychmiast  zorientowała  się,  co  chciał  jej  powiedzieć,  a  że  nie 

mógł wyksztusić z siebie tego ostatniego słowa, uprzedziła go: 

background image

22

 

 

 

- Wiem, co masz na myśli. 

 

Thomas podniósł głowę i dodał: 

 

- Ani z żadną inną kobietą. 

 

- To tym bardziej śpisz ze mną.  

 

Tym  spontanicznie  rzuconym  zdaniem,  Mia  rozładowała  ciężką 

atmosferę, wywołując na twarzy ukochanego uśmiech. Zbliżyła się do nie-
go i czule go pocałowała. Jego wyznanie bardzo ją uszczęśliwiło. Po chwili 
znów usiadła wygodnie w fotelu i powiedziała: 
 

- Ja też nie miałam jeszcze żadnego faceta. 

 

Nieco się zarumieniła, bo tak samo jak Thomas, nie lubiła mówić  

o tych sprawach. Nigdy jednak wcześniej nie widziała na jego twarzy takiej 
radości  jak  teraz.  Odwdzięczył  się  jej  cudownym  pocałunkiem,  klękając 
przed jej fotelem. 
 

- Mia, nawet nie wiesz, jak bardzo się z tego cieszę – powiedział, 

opierając swoje czoło o jej czoło. 
 

- Pewnie tak samo jak ja się cieszę z tego, co ty mi powiedziałeś – 

rzekła,  bawiąc  się  włosami  ukochanego.  –  Do  sypialni  też  nie  zapraszam 
cię  od  razu  po  nie  wiadomo  co.  Chce  tylko,  żebyś  był  blisko  mnie,  cały 
czas. 
 

- Rozumiem – odpowiedział, całując Mię w policzek. – Ja to odnio-

sę. – Zebrał ze stolika talerzyki, szklanki oraz dzbanek i wstawił je do zle-
wu. 
 

Zaraz  po  tym  zabrał  się  za  zmywanie.  Mia  znów  popadła  w  za-

chwyt. Nie dość, że robi niesamowite kanapki, kroi warzywa jak prawdziwy 
mistrz  kuchni,  to  jeszcze  zmywa.  Idealny  facet.  Mia  zaczęła  się  zastana-
wiać, czym zaskoczy ją w następnej kolejności. 
 

Później  oboje  siedzieli  jeszcze  przez  jakiś  czas  w  salonie.  Mia 

dowiedziała  się,  kim  był  Darius  i  czym  zaszedł  Thomasowi  za  skórę.  
W końcu stwierdziła, że musiał być jeszcze gorszy niż Razor.  
 

Odnośnie Razora, dziewczyna widziała osobiście jego przewiezie-

nie do więzienia. Kiedy pracowała jeszcze w policji, wiedziała jak się spra-
wuje, ale kiedy odeszła, straciła o nim i jego kumplach jakiekolwiek wieści. 
 

 Thomasowi  i  Mii rozmawiało  się  tak  dobrze,  że  zorientowali  się, 

która  jest  godzina  dopiero  o  dwudziestej  trzeciej.  Wtedy  wreszcie  wstali  
z kanapy i fotela. 
 

-  No  to  proszę  ze  mną  –  Mia  złapała  Thomasa  za  rękę  i  zaczęła 

zmierzać w kierunku sypialni. 

background image

23

 

 

 

Wewnątrz było równie pięknie jak w innych pomieszczeniach do-

mu. Teraz jednak najbardziej chciałby pochwalić architekta, który sprawił, 
że  jego  ukochana  miała  jedno  wejście  do  łazienki  z  salonu,  a  drugie  
z sypialni. Łazienka też była świetna, bardzo jasna i przestronna. Skorzy-
stał  z  jej  standardów  i  wyszedł  z  niej  z  mokrą  głową.  Mia  widząc  to, 
uśmiechnęła się. 
 

- Ładna fryzura. 

 
 

*** 

 
 
 

Następnego dnia Thomas obudził się o ósmej rano. Przyzwyczajo-

ny był niewiele spać. W ostatnim czasie każdą możliwą minutę poświęcał 
na  wyścigi  albo  planowanie  kolejnych  etapów  w  przejmowaniu  Palmont  
z rąk Dariusa. Zazwyczaj spał sześć, może siedem godzin na dobę. Teraz 
aż osiem było w zupełności wystarczające. 
 

Mia  jeszcze  spała,  a  on  postanowił  zrobić  jej  niespodziankę.  Po-

szedł  do  łazienki,  później do  salonu,  zabrał  swoją  kurtkę  oraz  klucze  do 
domu i garażu, które leżały na szafce przy drzwiach wyjściowych. Skiero-
wał się za dom i wyprowadził BMW. 
 

Zaciekawił go jeszcze jeden klucz znajdujący się w pęku. Zauważył 

również ciemnobrązowe drzwi, które znajdowały się obok tych do garażu. 
Od razu skojarzył, że jedno pasuje do drugiego.  
 

Rzeczywiście, otwierając je, zobaczył ogromną piwnicę. Była rów-

nie duża jak salon domu, znajdowała się bowiem dokładnie pod nim. Żeby 
zejść na dół, trzeba było pokonać około dziesięciu schodków. 
 

Thomas jednak nie miał teraz czasu zajmować się piwnicą. Wsiadł 

do  samochodu  i  ruszył  w  stronę  centrum.  Odwiedził  tam  kilka  sklepów. 
Kupił coś na śniadanie, kilka rzeczy dla siebie, które są najpotrzebniejsze 
do codziennego życia, oraz prezent dla Mii – ogromny bukiet żółtych róż. 
 

Wracając,  po  cichu  wszedł  do  domu  i  odłożył  wszystko  na  swoje 

miejsce. Sprawdził, czy Mia śpi i postanowił teraz wzbogacić poranny pre-
zent o śniadanie. Przygotował dla niej kanapki równie piękne jak te, które 
zrobili wczoraj. Wziął dzbanek  pomarańczowego soku i wszystko położył 
na szafeczce po prawej stronie drzwi sypialni. 

background image

24

 

 

 

Po niedługim czasie Mia zaczęła się budzić, a Thomas uklęknął na 

łóżku, trzymając w rękach bukiet kwiatów. Czekał, aż otworzy oczy.  
 

- Jezu Chryste, co się dzieje?!!! – zerwała się żywiołowo. 

 

- Nic, kochanie, to dla ciebie. 

 

Mia usiadła i uśmiechając się, przyjęła prezent. 

 

- Skąd wiedziałeś, że lubię akurat żółte kwiaty? 

 

-  Z  tego  samego  źródła, które  mówi  mi,  że  lubisz  pomarańcze  – 

rzekł, podając Mii talerz z kanapkami i szklankę soku. – I na pewno lubisz 
też ogórki.  
 

W  obydwóch  przypadkach  strzelał.  Miał  nadzieję,  że  chociaż  

w  jednym  będzie  miał rację.  W  końcu,  co  robiłyby  w lodówce,  gdyby  Mia 
ich nie lubiła? 
 

- Jesteś lepszy niż moja mama. Wiesz o mnie wszystko. Czy lubię 

pomarańcze i ogórki, mogłeś się domyślić, ale żółte kwiaty? 
 

- Po prostu pasują do ciebie, a teraz widzę to jeszcze wyraźniej. 

 

-  Jestem  zaniepokojona  twoją  wiedzą.  Może  jesteś  kosmitą?  Na-

mieszałeś mi coś w głowie, kiedy spałam? – pytała, śmiejąc się. 
 

- Musisz to zbadać. 

 

- Jak? 

 

- Nie wiem. Nie będę ci podpowiadał, bo mogę cię oszukać. 

 

Mia spojrzała na Thomasa, uśmiechając się uwodząco.  

 

- O nie, nawet o tym nie myśl – powiedział, przesiadając się nieco 

dalej od niej. 
 

- Skąd wiesz, o czym pomyślałam? 

 

- Widać to w oczach. 

 

- No przecież żartuję – powiedziała, kładąc rękę na jego ramieniu. 

 

- Wiem. Zjedz śniadanie, trzeba wstawać, bo już dziesiąta. Zaraz 

przyjedzie ten gość, którego wczoraj spotkaliśmy. 
 

- O jasna cholera, strasznie późno. 

 

Mia zjadła co nieco i odstawiła tackę na szafkę. Poszła do łazienki, 

po chwili (dość krótkiej jak na kobietę), weszła do salonu. Tam czekał już 
Thomas.  Zauważył,  że  dzisiaj  jest  odziana  w  większą  ilość  ubrania  niż 
wczoraj  - piękne, niebieskie dżinsy i czerwoną bluzkę z krótkimi rękaw-
kami. 
 

- To może wyjdźmy na zewnątrz, żeby chłopak wiedział, gdzie się 

zatrzymać – zaproponowała, zakładając właśnie swoje brązowe buty. 
 

- OK, no to chodź. 

background image

25

 

 

 

Thomas ubrany był już w swoją skórzaną kurtkę. Mia również nie 

żałowała  sobie  dzisiaj  odzienia  i  wzięła  z  wieszaka  długi,  szary  płaszcz. 
Chociaż na zewnątrz świeciło słońce, to wydawało się być nieco chłodniej 
niż wczoraj.  
 

Kiedy oboje byli już przed domem, spotkało ich niemiłe zaskocze-

nie. Ich nowy znajomy został zatrzymany i zakuty przez partnerkę Crossa. 
Wóz policjantki, Mitsubishi tego chłopaka i oni sami byli oddaleni od domu 
Mii jakieś trzydzieści metrów. Znajdowali się dokładnie tam, gdzie kończy-
ła się ulica biegnąca od oceanu w górę Ocean Hill. 
 

- Ciekawe, gdzie jest Cross, nie widzę go tam – rzekł Thomas. 

 

- Nie wiem. 

 

- Pięknie, już po nim – zmartwił się widząc, że Czarna usadowiła 

chłopaka w Corvetcie.  
 

- Może jeszcze nie. 

 

Mia  wpadła  na  jakiś  genialny  pomysł.  Weszła  do  domu  i  zaczęła 

przekładać książki poukładane na regale znajdującym się po prawej stro-
nie wejścia do sypialni, czegoś tam szukała. Po chwili wyszła przez dom,  
w ręku trzymając granat. Thomas spojrzał z przerażeniem.  
 

- Chcesz tym rzucić? 

 

- Tak, ale spokojnie, to tylko atrapa. Trochę hałasuje i robi sporo 

dymu w miejscu wybuchu. 
 

- No dobra, ale może ja rzucę? 

 

- Myślisz, że ja nie umiem? Zapewniam cię, że umiem. 

 

- No to rzucaj, bo zaraz odjadą i będzie po ptakach. 

 

- No właśnie. A ty zamiast mi przeszkadzać, lepiej patrz. 

 

Mia rzuciła granat i trzeba przyznać, że zrobiła to z mistrzowską 

wprawą. Wybuchł jakieś 6-7 metrów od Corvetty. Czarna zdębiała. Młody 
chciał to wykorzystać i uciec, ale niestety nie udało mu się, gdyż przewró-
cił się, biegnąc z rękami skutymi za plecami. Po chwili bruneta znów za-
mknęła  go  w  samochodzie  i  kazała  mu  nawet  nie  drgnąć.  Sama  ruszyła  
w  poszukiwaniu  sprawców  tego  „bum”.  Weszła  z  wyciągniętą  bronią  do 
pobliskich zarośli. Myślała, że właśnie tam ktoś się schował. Thomasa i Mii 
nawet nie zauważyła, byli zbyt daleko. 
 

Kiedy oddaliła się na bezpieczną odległość, podbiegli do Corvetty. 

Thomas pomógł chłopakowi wysiąść i za chwilę cała trójka wsiadła do jego 
granatowego Mitsubishi. Thomas prowadził. Odjechali w stronę garażu za 
domem Mii. Wjechali do niego i zaparkowali obok BMW. 

background image

26

 

 

 

- Dobra, poczekamy, aż ta wariatka odjedzie – powiedział, wysia-

dając z wozu. 
 

Chwilę  później  wysiadła  też  Mia  i  zakuty  w  kajdanki  chłopak. 

Wszyscy troje wyglądali ostrożnie z garażu, obserwując Czarną. Wracając 
na miejsce, przekonała się, jak to jest zostawiać złapanych samych. Ucie-
kają - to proste. Tylko jedna rzecz nie dawała jej spokoju - jak z rękami 
zakutymi za plecami można jeździć samochodem? Po kilku minutach od-
jechała. Nie miała już czego tu szukać.  
 

- Pewnie teraz szlag ją trafia – śmiał się Thomas. 

 

- Pewnie tak, to straszny nerwus – zgodziła się Mia. 

 

-  Jak  masz  w  ogóle  na  imię?  Nie  zapytałem  cię  o  to  wczoraj  – 

zwrócił się teraz do chłopaka. 
 

- Frank – odpowiedział. – Co teraz? 

 

-  Teraz  pewnie  wyślą  tu  patrol,  więc  nie  bardzo  będzie  się  dało 

pojeździć.  
 

- Może pojadę do domu i spotkamy się kiedy indziej. 

 

-  Proszę  bardzo,  ale  to  żelastwo  na  rękach  może  ci  nieco  prze-

szkadzać – Thomas wskazał na kajdanki. 
 

- No właśnie, co ja mam teraz z tym zrobić? 

 

- Trzeba się tego jakoś pozbyć – rzekł, przykładając dłoń do bro-

dy. 
 

- Ja mam pomysł – wyrwała się Mia. 

 

- Mam nadzieję, że tym razem mniej wybuchowy. 

 

- Zdecydowanie. Widzicie tę spawarkę? – wskazała na stół z narzę-

dziami. – Jest bardzo dobra. Jeżeli nią tego nie przetniecie, to możecie ją 
rozwalić. 
 

Chłopaki wzięły się do roboty. Mimo obaw Franka, jego rękom nic 

się nie stało. Po chwili były już wolne. 
 

- Dobra, to ja jadę do domu, póki się da. Jak  zaczną tu patrolo-

wać, to będzie problem. Zadzwonię jeszcze do ciebie, mistrzu. Spotkamy 
się może w innym terminie. 
 

- Mistrzu... – Thomas uśmiechnął się, słysząc to słowo. – Na pew-

no się spotkamy. 
 

- OK – Frank otworzył drzwi swojego wozu i wsiadł do środka. 

 

- I uważaj na policję. 

 

Chłopak  wyjechał  z  garażu  i  odjechał.  Wystawił  jeszcze  rękę  na 

pożegnanie.  Thomas  przez  chwilę  obserwował  granatowe  Mitsubishi  

background image

27

 

 

i  stwierdził  w  końcu,  że  facet  naprawdę  umie  jeździć.  Pięknie  wszedł  
w zakręt na ręcznym. 
 

- Mia? 

 

- Tak? 

 

- Pójdziesz ze mną na zakupy? Mam tutaj tylko to jedno ubranie. – 

poprawił kurtkę na znak, że to rzeczywiście jego jedyne odzienie. 
 

Mia słysząc to pytanie, osłupiała. 

 

- Facet chce iść na zakupy, ja chyba oszalałam. 

 

- A co jest w tym takiego nadzwyczajnego?  – zapytał Thomas ze 

zdziwieniem. 
 

- Słyszałeś kiedyś o facecie, który lubi chodzić na zakupy? 

 

- Rzeczywiście, chyba nie. 

 

- No właśnie – uśmiechnęła się. – Chodźmy.  

 

Mia  podeszła  do  BMW  i  otworzyła  drzwi  pasażera.  Chciała  wsiąść 

do środka.  
 

- Właśnie, „chodźmy”. Nie możemy teraz jechać samochodem, bo 

będzie tu patrol. Czarna na pewno nie odpuściła sobie przyjemności poin-
formowania centrali. 
 

-  Rzeczywiście,  masz  rację.  W  takim  razie  dzisiaj  pospacerujemy 

na nogach. 
 

Zamknęła  więc  drzwi  samochodu  i  razem  z  Thomasem  ruszyli  

w  stronę  centrum.  Idąc  ulicą,  zauważył  na  wystawie  futro.  Mimo  tego,  iż 
wiedział, że Mia nie lubi grubych ubrań, zapytał: 
 

- Może futerko? – wskazał na wystawę. 

 

- Boli cię głowa? – zapytała, postukując się w czoło. 

 

-  Przepraszam,  zapomniałem,  że  nie  lubisz  nosić  na  sobie  zbyt 

wiele – śmiał się. 
 

-  Thomas!  –  Mia  nie  czuła  się  zdenerwowana,  ale  chciała  go  po-

wstrzymać przed kolejnymi uwagami. 
 

- Przepraszam – powiedział skarconym tonem. 

 

- Rzeczywiście – mówiła teraz spokojniejszym głosem. – Nie lubię 

się grubo ubierać, ale jest lato - jest gorąco. 
 

- No wiem, wiem. Przepraszam.  

 

- Nie przepraszaj mnie – powiedziała jeszcze milszym tonem. 

 

-  Dobrze.  Przepraszam  –  zapomniał  się  nieco,  dodając  to  drugie 

słowo. 
 

- Thomas! – krzyknęła, zatrzymując się. 

background image

28

 

 

 

- Dobrze, spokojnie – podniósł obie ręce na znak, że już zrozu-

miał. 
 

Przytulił  Mię  mówiąc  jej,  że  bardzo  ją  kocha.  Za  chwilę  ruszyli 

dalej. Weszli w tłum. Byli już o krok od centrum, w którym znajdował się 
ogromny  sklep  z  odzieżą.  Thomas  był  pewien,  że  Mia  zna  ten  sklep  na 
wylot,  ale niestety daleko był od prawdy. Nie jest ona osobą należącą do 
grona tych kobiet, które spędzają niezliczoną ilość godzin w przymierzal-
niach i na koniec nadal nie wiedzą, co kupić. 
 

Zbliżało się południe. Pogoda znacznie się poprawiła od momentu, 

w  którym  wychodzili  z  domu.  Słońce  odbijało  się  nawet  od  poręczy  przy 
schodkach prowadzących do kawiarenki obok dróżki, którą szli. Wchodząc 
do  sklepu,  również  zostali  oślepieni  odbiciem  słońca  od  szyby.  Dopiero 
będąc  głęboko  we  wnętrzu,  ich  oczy  mogły  odpocząć  od  tych  wszędzie 
obecnych promieni światła. 
 

Wydawać by się mogło, że tylko kobiety lubią robić zakupy, teraz 

okazało się jednak, że również mężczyzna może czuć się dobrze pośród 
wielkich  półek  ciuchów.  Może  nie  miał  w  zwyczaju  kupować  wszystkiego 
od razu, ale bardzo lubił oglądać wszelkie ubrania, szczególnie sportowe. 
 

W  końcu  kupił  chyba  wszystko,  co  mogło  być  potrzebne.  Teraz 

postanowił zrobić kilka zakupów na luzie.  
 

-  Spójrz,  Mia,  fajnie  wyglądam?  -  zapytał,  przykładając  do  siebie 

czarną koszulkę z pyszczkiem pieska. 
 

Koszulka była ładna, ale zupełnie nie w jego stylu. Mia widząc, że 

robi sobie żarty, uśmiechnęła się tylko. On odłożył ją na półeczkę znajdu-
jącą  się  na  wysokości  jego  brzucha.  Za  chwilę  chwycił  jednak  w  dłonie 
rzecz,  która  pasowała  do  niego  idealnie.  Był  to  czarny  T-shirt,  a  na  nim 
wyszyty  wielki,  czerwony  smok.  Tego  nie  mógł  sobie  odpuścić,  było  to 
jedno z ładniejszych ubrań, jakie kiedykolwiek widział. 
 

Później  nieco  się  rozdzielili.  Thomas  powiedział  Mii,  by  również 

sobie coś znalazła i nie przejmowała się kasą. W końcu obydwoje mieli jej 
dość dużo, a on w szczególności - wciąż wygrywał różne wyścigi i turnieje. 
 

Kiedy wybrał jeszcze kilka rzeczy, kierował się już w stronę kasy, 

tam miał spotkać się z Mią. Przechodząc między kolejnymi regałami, od-
nosił dziwne wrażenie, że już kiedyś był w tym miejscu, dokładnie tu. Idąc 
dalej,  zauważył  Mię.  Odwrócona  była  do  niego  plecami,  oglądała  coś  na 
półce. Kiedy usłyszała kroki za sobą, odwróciła się i uśmiechnęła, widząc, 
że to jej ukochany. 

background image

29

 

 

 

W tym momencie doznał olśnienia. Już wiedział, skąd wzięło się to 

dziwne  wrażenie  znajomości  tego  miejsca  i  sytuacji.  Widział  je  we  śnie, 
wtedy, kiedy obudził się po dwutygodniowej śpiączce w szpitalu. Wszystko 
wyglądało identycznie jak wtedy. Nawet Mia była ubrana dokładnie tak jak 
w tym śnie. Wrażenia również były podobnie. Thomas nie wiedział, co ma 
teraz powiedzieć, czuł się tak samo zaskoczony jak wtedy. 
 

Mia wyrwała go jednak z tego zamyślenia. 

 

- No i jak, znalazłeś jeszcze coś? 

 

Thomas czuł, że teraz jest inaczej niż w tym śnie, ale zbliżył się do 

ukochanej jakby w obawie, że za chwilę jego nogi go zawiodą i Mia odej-
dzie, a on nie będzie mógł jej zatrzymać. Ubrania przełożył więc do jednej 
ręki, a drugą chwycił jej rękę. 
 

-  Tak,  mam  jeszcze  kilka  rzeczy  –  oboje  kierowali  się  teraz  do 

kasy. – A ty masz coś dla siebie? 
 

- Tak. Już zapisane w zamówieniu i zapłacone.  

 

- No to świetnie. 

 

Po chwili zapłacili jeszcze za kilka ubrań Thomasa. Teraz kierowali 

się ku wyjściu. Wszystkie rzeczy, które zamówili, miały być jeszcze dzisiaj 
dostarczone do domu. Mogli więc wyjść ze sklepu bez jakichkolwiek baga-
ży. 
 

Podążali powoli ulicą w stronę Ocean Hill, była naprawdę zatłoczo-

na.  Oboje  byli  w  bardzo  dobrym  nastroju,  dlatego  cały  czas  rozmawiali  
o jakiś śmiesznych rzeczach. Wspomnieli też o Razorze i jego kumplach. 
Mia opowiadała Thomasowi, jak pewnego razu Toru Sato mało nie rozje-
chał  jednej  z  dziewczyn  Razora.  Podobno  później  była  wielka  awantura,  
w której nawet posypały się zęby. 
 

Teraz można by rzec - o wilku mowa, gdyż Thomasowi wydawało 

się,  że  widzi w  oddali  Razora  i  jego  dwóch  kompanów.  Byli  po  tej  samej 
stronie ulicy, zbliżali się z naprzeciwka. 
 

- Mia, widzisz to, co ja? – zapytał, nadal spoglądając daleko przed 

siebie. 
 

- Chyba tak – odpowiedziała, rzucając spojrzenie w tę samą stro-

nę. 
 

Razor  i  jego  koledzy  byli  coraz  bliżej,  pozostało  kilkanaście  me-

trów, ich postacie nie mogły być przewidzeniem. Na chwilę się zatrzymali, 
chyba wreszcie i oni zauważyli Thomasa i Mię. Wyglądali dokładnie tak jak 

background image

30

 

 

dwa lata temu. Na ich twarzach pojawiły się nawet te same, zarozumiałe, 
pewne siebie i bezczelne uśmiechy. 
 

Kiedy przecisnęli się już przez tłum, stanęli przed swoimi dawnymi 

znajomymi. Thomas wyraźnie nie był zachwycony tym spotkaniem. W jego 
oczach  pojawił  się  gniew,  a  pięści  same  się  zaciskały.  Dał  znak  Mii,  by 
cofnęła się i stanęła za jego plecami. 
 

- Witaj, Spidowski, jak się masz? – zapytał wreszcie Razor. 

 

Thomas nienawidził tego bezczelnego tonu. Nie bał się Razora, ani 

jego  koleżków.  Teraz  za  wszelką  cenę  chciał,  żeby  to  oni  bali  się  jego. 
Postanowił rozmówić się z nimi jak przystało na prawdziwego faceta. Pa-
trzył  swojemu  rozmówcy  prosto  w  oczy.  Zaciskał  szczęki  tak  mocno,  że 
można było zobaczyć jego ruszające się kości policzkowe. 
 

- Czego chcesz? – jego głos zabrzmiał jak armata. 

 

-  Spokojnie.  Nie  chcę  się bić  –  odpowiedział  Razor,  widząc  zaci-

śnięte pięści Thomasa. 
 

- To czego chcesz, idioto? – Mia wyskoczyła zza ramienia swojego 

ukochanego. 
 

- Chcę tylko pogadać – odpowiedział spokojnie, starając się unikać 

jej wzroku. 
 

Thomas zauważył jakąś zmianę w jego zachowaniu. Odniósł wra-

żenie, że chyba tym razem nie ma złych zamiarów. Dlatego też postanowił 
go wysłuchać.  
 

- Czekaj, Mia, niech powie, co ma do powiedzenia – dał jej znak, 

by się nie denerwowała. 
 

- Zajmujesz się jeszcze wyścigami? – zapytał Razor. 

 

- Oczywiście, że tak. 

 

-  Mam  propozycję  –  zmienił  teraz  wyraz  twarzy,  wyraźnie  się 

uśmiechał. – Stwórzmy razem najpotężniejszy zespół wyścigowy w całych 
Stanach, taki, którego nikt nie pokona – mówił z pasją. – Z tego, co wiem 
Czarna Lista już nie istnieje, dlatego ściganie się każdy na swój rachunek 
nie ma większego sensu. Za to jazda w zespołach ma coraz większą przy-
szłość. Słyszałem, że wiele osób idzie w tym kierunku. Więc, co ty na to? 
Zgadzasz się? 
 

Razor  wyciągnął  do  Thomasa  dłoń  w  nadziei,  że  ten  ją  uściśnie  

i tym samym zgodzi się na propozycję. Z jego twarzy nie znikał przekonu-
jący uśmiech.  

background image

31

 

 

 

Thomas  jednak  zastanawiał  się,  czy  może  zaufać  swojemu  daw-

nemu wrogowi. Stojący za nim Toru i Ronnie zachowywali się równie prze-
konująco  jak  ich  kolega.  To  wszystko  mogło  składać  się  na  jakiś  spisek 
albo  na  prawdziwy,  przyjacielski  układ.  Postanowił  więc  zaryzykować  
i podał mu dłoń. 
 

- Dobra, zgoda. Zawsze warto mieć silnego sprzymierzeńca. 

 

- Raczej trzech - Razor obejrzał się na swoich kumpli, by dać do 

zrozumienia, że oni też wchodzą w ten układ. 
 

- Dobra, to my idziemy po samochód... o ile wciąż jest tam, gdzie 

myślę – powiedział ze skwaszoną miną. – Na razie – pożegnał się, spoglą-
dając tylko na Thomasa, znów wolał uniknąć wzroku Mii. 
 

Wszyscy trzej oddalali się teraz w kierunku chodnika po przeciw-

nej  stronie ulicy. Thomas jeszcze przez chwilę przyglądał się im i zasta-
nawiał,  czy  dobrze  zrobił,  zgadzając  się  na  współpracę.  Jakiś  głos  we-
wnątrz  mówił  mu  jednak,  że  podjął  dobrą  decyzję.  Przypomniało  mu  się 
teraz, że za dwa tygodnie ma się spotkać z Mingiem. Gdyby poszedł tam 
sam  -  rzeczywiście  mogłoby  się  stać  coś  nieoczekiwanego.  Jeżeli  jednak 
uda się tam z obstawą, to jego rywal nawet nie będzie się ważył kombino-
wać.  Razor  i  jego  kumple  zawsze  byli  uważani  za  najmocniejszych,  nie 
tylko za kierownicą, ale też w pięściach. 
 

Thomas spojrzał teraz na Mię, była nieco zszokowana. Nie mogła 

uwierzyć w to, co tu przed chwilą zobaczyła. 
 

- Wiem, co chcesz mi powiedzieć, ale czuję, że dobrze zrobiłem. 

 

- Chyba rozumiem, o co chodzi. Razor pewnie znowu chce zacząć 

swoje interesy, a że się ciebie boi, to woli być po twojej stronie albo chce, 
żeby ci się przynajmniej tak wydawało. 
 

-  Możliwe.  Jeżeli  będzie  coś  kombinował,  to  po  prostu  się  z  nim 

pożegnam – jeszcze przez chwilę patrzyli w stronę oddalających się Razo-
ra, Toru i Ronniego. 
 

– Dobra, chodźmy do domu. 

 

Nadszedł  wieczór.  Oboje  odebrali  już  swoje  zakupy  przysłane  ze 

sklepu.  Teraz  krzątali  się  po  salonie  bez  większego  sensu,  nadal  będąc 
pod  wpływem  emocji  związanych  z  dzisiejszym  dniem.  Nagle  usłyszeli 
klakson. Wyjrzeli przez okno i zobaczyli Razora, a także jego kumpli wy-
siadających z czarnego Forda Mustanga. Wyszli więc przed dom. 
 

- Skąd wiedziałeś, gdzie mnie szukać? – zapytał Thomas, podcho-

dząc do Razora. 

background image

32

 

 

 

- Cross podał mi adres. Powiedział, że na pewno tu będziesz. 

 

-  Cross?!!!  Jak  to  Cross?  –  pytał  ze  zdziwieniem,  a  Mia  wydawała 

się być nie mniej zdumiona.  
 

- Normalnie, podał mi go dziś rano. 

 

Thomasowi wydawało się dziwne, że Cross podaje adres Mii Razo-

rowi. Przecież mógłby chcieć się zemścić i zrobić jej krzywdę. Teraz przy-
pomniał  sobie  jednak,  że wiedział  o  jego  obecności  już  od  wczorajszego 
ranka, więc pewnie pomyślał, że Razor nie odważy się zrobić nic głupiego. 
Gdyby  jednak  się  tak  stało,  dostałby  od  Thomasa  albo  nawet  od  samej  
Mii - w końcu już raz się przekonał, jak to jest. 
 

Mia milczała. Cały czas próbowała rozszyfrować Razora. Nie mogła 

dostrzec jednak niczego niepokojącego, zachowywał się pewnie i spokoj-
nie. Jedyne, co mogło wzbudzać jej podejrzenia, to fakt, że w ogóle na nią 
nie  patrzył  i nic  do  niej  nie  mówił.  Cały  czas  rozmawiał  tylko  i  wyłącznie  
z Thomasem.  
 

- OK, nieważne – rzekł, myśląc o zachowaniu Crossa. – Widzę, że 

samochód jest i jeździ – powiedział, spoglądając na Mustanga. – Zastana-
wia  mnie  jedynie,  jak  to  się  stało,  że  policja  go  nie  skasowała.  Przecież  
z tego, co pamiętam, to był tam wtedy w dokach... – Thomas miał na myśli 
dzień, w którym dwa lata temu się ścigali. 
 

- Zgadza się, ale na szczęście rodzice Ronniego mają przydatnego 

znajomego  w  policji.  Udało  mu  się  jakoś  uratować  mojego  Mustanga,  po 
czym odstawił go w umówione miejsce. 
 

Ronnie na potwierdzenie tych słów pokiwał jedynie głową. Był ty-

pem  bardzo  małomównego  człowieka.  Thomas  z  kolei  nie  czuł  się  zdzi-
wiony, Mia wspomniała już o wpływach jego rodziców. 
 

- Ja też muszę sprawdzić, czy moje wozy są jeszcze w kryjówkach. 

Zostawiłem je tutaj  i wyjechałem. Podobno Cross je wszystkie odkrył, ale 
jeszcze nie wiem, czy podzielił się z kimś tą wiedzą.  
 

- Znając go, mógł zachować to dla siebie. Wydaje mi się, że ścigał 

nas, ale miał jednocześnie do nas jakąś słabość. Według mnie twoje samo-
chody  wciąż  mogą  być  na  swoich  miejscach  lub  w  gorszym  wypadku  – 
Cross je wszystkie gdzieś wyprowadził na własną rękę. 
 

- Sprawdzę to jutro.  

 

- To w takim razie pogadajmy chwilę o naszych interesach - Razor 

uśmiechnął się, bo spodobało mu się określenie, którego użył. 

background image

33

 

 

 

-  Jasne.  Tylko  najpierw  musimy  ukryć  gdzieś  twój  wóz.  Lepiej, 

żeby jakiś zabłąkany patrol go nie dostrzegł. 
 

- Najlepiej w garażu – stwierdziła Mia. 

 

- Naprawdę? – Thomas zapytał dla pewności, bo wydawało mu się 

to nieprawdopodobne. 
 

- No pewnie, przecież tu go nie zostawi – Dziewczyna postanowiła 

wziąć przykład z ukochanego i obdarzyć dawnego nieprzyjaciela odrobiną 
zaufania. – Garaż jest otwarty, można wjeżdżać. 
 

- Dzięki. 

 

Razor po raz pierwszy spojrzał jej w oczy. Wcześniej się tego oba-

wiał.  Teraz  jednak  oprócz  tego  spojrzenia,  obdarzył  ją  szczerym  uśmie-
chem.  Nie  czuł  do  niej  żadnego  żalu  za  to,  że  przyczyniła  się  do  jego 
aresztowania. Co więcej, teraz chciałby jej za to podziękować, bo w wię-
zieniu przemyślał parę rzeczy i teraz postanowił je zmienić. 
 

Po chwili wsiadł do samochodu i wjechał do garażu, parkując obok 

BMW. Przyjrzał się mu, wspominając czasy, kiedy to on nim jeździł. 
 

Wychodząc na zewnątrz, spojrzał na Thomasa i stojącą obok niego 

Mię.  Wyraźnie  dręczył  go  fakt,  że  najprawdopodobniej  są  teraz  razem. 
Opuszczając  więzienie,  miał  nadzieję,  że  pokaże  się  Mii  z  lepszej  strony  
i w ten sposób może uda mu się jakoś odzyskać jej sympatię. Mimo tego, 
że była teraz dla niego całkiem uprzejma, doskonale zdawał sobie sprawę, 
że w głębi duszy nadal jest do niego uprzedzona.  
 

- Dobra, samochód jest bezpieczny – powiedział, będąc już obok 

Thomasa, Mii i swoich kumpli. – Teraz możemy pogadać. 
 

- Chodźcie do środka, usiądziecie sobie – zaproponowała. 

 

Thomas znów był zadziwiony uprzejmością dziewczyny względem 

Razora. Pomyślał, że chyba musi się nieco do tego zmuszać. On sam rów-
nież był zaskoczony, ale jednocześnie bardzo się cieszył. 
 

Wszyscy  ruszyli  w  stronę  wejścia.  Pierwsza  weszła  Mia,  za  nią 

Thomas, dopiero potem chłopaki. Razor jakimś dziwnym trafem zahaczył 
lewą nogą o próg. Wszystkich to trochę rozśmieszyło, a jego samego naj-
bardziej. 
 

-  Nie  utrąciłeś  sobie  nogi?  –  zapytała  właścicielka  domu,  śmiejąc 

się. 
 

- Na szczęście nie – odpowiedział, spoglądając w stronę drzwi. 

 

- Chyba za wysoki jest ten próg – stwierdziła. 

background image

34

 

 

 

- Jest w porządku. Przynajmniej już przy wejściu masz selekcję na 

tych, którzy mogą wchodzić do twojego domu i na tych, którzy nie powin-
ni – mówił, spoglądając Mii prosto w oczy. – Wychodzi na to, że ja nie po-
winienem. 
 

-  To  akurat  po  części  prawda  –  uśmiechnęła  się,  ale  zerwała  to 

spojrzenie, bo czuła się z nim nieco niekomfortowo.  
 

W końcu wszyscy usiedli przy stole. 

 

-  Dobra,  to  możemy  pogadać  o  „interesach”  –  zaczął  Thomas, 

śmiejąc się.  
 

-  Ty  ustalasz  zasady,  my  tylko  możemy  się  zgodzić  –  odpowie-

dział Razor, zakładając ręce. 
 

- Jak  to? Moment, to ma być zespół nas wszystkich, każdy z nas 

musi mieć coś do powiedzenia. 
 

- Proponuję, żebyś dowodził, a my będziemy twoją pomocą. 

 

- A ja proponuję, żebyśmy nie dzielili się na dowódców i podwład-

nych. 
 

- OK, ale to ty będziesz podejmował decyzje, a my będziemy two-

imi doradcami. 
 

- Dobra, powiedzmy, że tak może być. Jednak i tak wszystko będę 

ustalał z wami. Zgadzacie się? 
 

- Jasne – odpowiedział Razor. – To i tak dużo więcej niż oczekiwa-

łem. – uśmiechnął się. 
 

- No to ustalone. W razie potrzeby będziemy się umawiali, co i jak.  

 

-  Dobrze  jest,  kiedy  decyzje  podejmuje  ktoś  rozsądny.  Dlatego 

pomyśleliśmy o tym, żeby stworzyć zespół z tobą. W ten sposób wszyscy 
będziemy silniejsi. Ty chyba też na tym skorzystasz? 
 

-  Na  pewno.  Zawsze  dobrze  mieć  potężnego  sprzymierzeńca, 

mówiłem ci to już dzisiaj. 
 

-  To  racja,  dlatego  ja  też  chcę  mieć  potężnego  sprzymierzeńca,  

a nie znajdę nikogo lepszego niż ty. 
 

- No to chyba wszystko mamy omówione. 

 

- Raczej tak. 

 

- W takim razie teraz jedźcie do domu, wypocznijcie, bo niedługo 

bierzemy się do roboty. 
 

- W więzieniu wypoczęliśmy sobie aż nadto – Razor zaśmiał się. – 

A  poza  tym  raczej  kiepsko  będzie  z  tym  domem.  Chyba  masz  na  myśli 
kryjówkę. 

background image

35

 

 

 

- No tak, nie pomyślałem. 

 

Thomas zapomniał, że chłopcy na pewno nie mają domów. Prze-

cież dopiero co wyszli z więzienia. Teraz właśnie przypomniało mu się, że 
miał zapytać, dlaczego opuścili je wcześniej.  
 

- Czemu wyszliście z więzienia przed terminem? 

 

- Za idealne sprawowanie – odpowiedział Razor, patrząc najpierw 

na Thomasa, a później na Mię. 
 

- Czyli mam rozumieć, że nikogo tam nie zabiliście? – zapytała. 

 

- Ani byśmy śmieli – wtrącił wreszcie Ronnie, wyglądając prawym 

okiem zza szkła swoich ciemnych okularów. 
 

Razor  spojrzał  na  swojego  kumpla,  a  później  na  Mię  i  pokiwał 

głową, by potwierdzić jego słowa.  
 

Wszyscy  trzej  wstawali  już z  krzeseł.  Thomas  postanowił ich  od-

prowadzić. 
 

- Cześć, Mia – pożegnał się Razor. 

 

- Cześć. 

 

-  Za  chwilę  wracam,  pójdę  z  chłopakami  na  zewnątrz  –  oznajmił 

Thomas. 
 

- OK. 

 

W  drodze  do  garażu,  kierowca  Mustanga  postanowił  zapytać  

o kilka rzeczy. 
 

- To dom Mii?  

 

- Tak. Kupiła go rok temu. 

 

- Słyszałem, że wyjechałeś z Rockport tuż po naszym pojedynku. 

Kiedy wróciłeś? 
 

- Przedwczoraj. 

 

Razor pokiwał głową. Kiedy weszli już do garażu, spojrzał na BMW. 

 

- Jak samochód? 

 

- Świetnie, trzyma się. 

 

Toru i Ronnie niezgrabnie pakowali się już do Mustanga. 

 

-  Dobra,  jedziemy  chłopaki  –  powiedział,  zaglądając  do  wnętrza 

wozu, po czym obrócił się ponownie w stronę Thomasa. – To trzymaj się, 
zobaczymy się pewnie niebawem – podał mu rękę.  
 

Thomas ją uścisnął. Przypomniał sobie teraz o jednej rzeczy. 

 

- Może weź mój numer telefonu? 

 

- Mam już od Crossa – odpowiedział Razor, siadając za kierownicą 

Mustanga. 

background image

36

 

 

 

Wycofał  z  garażu  i  odjechał,  pozostawiając  Thomasa  w  lekkim 

szoku. „Cross podał adres Mii i jeszcze do tego mój numer. Co on znowu 
wymyślił?  Nie  ważne,  przecież  na  pewno  nie  chce  niczego  złego,  ani  dla 
mnie, ani tym bardziej dla Mii”. - pomyślał. 
 

Wrócił wolnym krokiem do domu. Zamknął za sobą drzwi. 

 

- Co o tym myślisz, Mia, kombinują coś?  

 

- Nie wiem. Nie mam złych przeczuć. Mam dziwne przeczucia.